Page 1

05 / 2014 MALDOROR FABJAŃSKI MAURICE van ES MELANCHOLIA.CO KLENYÁNSZKI LOSKA GRODZIŃSKA SOPOROWSKA REKŚĆ KRIVICH PLEQ DZIENIS LELONEK


REDAKTOR NACZELNA

ILUSTRATORZY

Magdalena Nowosadzka magda@melbamagazine.com

Margo Dumin Jan Estrada-Osmycki Daria Malicka

DYREKTOR ARTYSTYCZNY

Piotr Matejkowski piotr@melbamagazine.com

MANAGER DS. KOMUNIKACJI

Łukasz Nowosadzki lukasz@melbamagazine.com

REDAKTOR PROWADZĄCY

Łukasz Nowosadzki

MANAGER DS. REKLAMY

AUTORZY

Malwina Żurek malwina@melbamagazine.com

Anna Bloda Alicja Caban Katarzyna Cieślar Marta Dyba Ewa Kosz Aleksandra Krześniak Zuzanna Radzimirska Alicja Rekść Milena Soporowska

WEBMASTER

Ana Bee PROJEKT GRAFICZNY

Piotr Matejkowski

www.melbamagazine.com www.melbamagazine.tumblr.com www.facebook.com/melbamagazine

FOTOGRAFOWIE

Katarzyna Balicka Maurice van Es Pszemek Dzienis Paweł Fabjański Aleksandra Loska Csilla Klenyánszki Yulia Krivich

Melba is self-published and composed with OTAMA.EP font by Tim Donaldson & Garamond by C. Garamond & Sofia Pro Light font by Mostardesign

2


melba Każdy z nas popełnia błędy w codziennym życiu. Te mniejsze i te bardziej szkodliwe. Czym jednak jest błąd w sztuce? Czy istnieje coś takiego jak błąd celowy? Czy dzieło, w które wkradł się błąd, zasługuje na to by pokazać je szerszej publiczności? Pytania te towarzyszyły nam przy tworzeniu szóstego już numeru Melba Magazine, którego tematem przewodnim jest Error.

Jak zawsze nie brakuje w Melbie także rozmów z ciekawymi ludźmi. Możecie więc przeczytać wywiad z fotografką Dianą Lelonek, zajrzeć do wnętrz pracowni Agnieszki Grodzińskiej, która opowiada o granicach sztuki i procesie tworzenia albo zasłuchać się w słowach i muzyce Pleqa. W numerze Error nie mogło również zabraknąć buntownika polskiej sceny mody – Maldorora, z którym rozmawialiśmy o Fashion Weeku, kondycji polskiej mody i ucieczce do Berlina. Nie da się wymienić wszystkiego, co znajdziecie w środku magazynu, dlatego możecie już porzucić wstępniak i zagłębić się w dalsze strony Melby. A i nie bójcie się niedoskonałości. Jak widać błędy mogą być bardzo twórcze. Magdalena Nowosadzka redaktor naczelna

model: Bartosz Dziadosz / Pleq

fotografia: Pszemek Dzienis

Fotograficzną interpretację błędu przedstawił Paweł Fabjański, pokazując proces obróbki fotografii oraz Aleksandra Loska, która skupiła się na błędzie w pejzażu. W tym numerze gościmy również fotografów zagranicznych. Swoje prace zaprezentowali Yulia Krivic, Csilla Klenyánszki oraz Maurice van Es. Melba rozrosła się również o nowy dział fotografii w podróży – Kasia Zacharko przedstawiła swój cykl zrobiony w Tokio. Pokazała ludzi i miasto, które stało się dla niej inspiracją do dalszej pracy.

Wszystkie teksty oraz obrazy opublikowane na łamach Melba Magazine są wyłączną własnością poszczególnych autorów (fotografów, ilustratorów i współpracowników) i podlegają ochronie praw autorskich. / Żadne zdjęcie i żaden tekst nie może być reprodukowany, edytowany, kopiowany lub dystrybuowany bez pisemnej zgody jego prawnego właściciela. / Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana w jakiejkolwiek formie (cyfrowej lub mechanicznej), drukowana, edytowana lub dystrybuowana bez uprzedniej pisemnej zgody wydawców. Wszystkie prawa zastrzeżone.

3


melba

VAN ES 8

Fashion in 20 GRODZIŃSKA 21 / PLEQ 30 / AMADEUSZ 36 / TOKIO 40

FABJAŃSKI 46

Moda 58 MALDOROR 59 / EWA KOSZ 66 / MELANCHOLIA.CO 69 / MARC JACOBS 72

KLENYÁNSZKI 76

Fotografia 84 LELONEK 85 / ANNA BLODA 94 / CHARLIE ENGMAN 96 / SOPOROWSKA 100

LOSKA 106

People 118 MARIA PESZEK 120 / BLOG 124

KRIVICH 128


the error issue 06

error The word error entails different meanings and usages relative to how it is conceptually applied. The concrete meaning of the Latin word "error" is "wandering" or "straying". Unlike an illusion, an error or a mistake can sometimes be dispelled through knowledge (knowing that one is looking at a mirage and not at real water does not make the mirage disappear). For example, a person who uses too much of an ingredient in a recipe and has a failed product can learn the right amount to use and avoid repeating the mistake. However, some errors can occur even when individuals have the required knowledge to perform a task correctly. Examples include forgetting to collect change after buying chocolate from a vending machine, forgetting the original document after making photocopies, and forgetting to turn the gas off after cooking a meal. Some errors occur when an individual is distracted by something else.

ilustracja: Jan Estrada-Osmycki

6


the error issue 06

8


melba

van Es


melba

11


the error issue 06

12


13


the error issue 06

14


melba

15


the error issue 06

16


melba

fotografie: Maurice van Es www.mauricevanes.nl

17


melba

ilustracja: Daria Malicka

19


Fashion in GRODZIŃSKA PLEQ AMADEUSZ TOKYO


melba

21


the error issue 06

Grodzińska WNĘTRZE

22


melba Agnieszka Grodzińska – artystka multimedialna – to dobre określenie? Myślę, że bardzo niedobre, dziś każdy (nie tylko artysta) jest multimedialny. To określenie staje się puste, przestaje mieć znaczenie. Nie ma dla mnie takiej struktury jak artysta multimedialny czy artysta-malarz. Możemy jedynie mówić o twórcach posługujących się tym lub owym. Z  drugiej strony w  dzisiejszej rzeczywistości, w której już dawno uznaliśmy płynność i niejednoznaczność mediów artystycznych, popadamy w obłęd kategoryzacji i konceptualizacji określonej domeny. Przypisujemy ją artystom zwięźle i skrótowo: np. to ten, co wycina dziury, odlewa puste budynki, usypuje cukierki, robi instalacje świetlne, fotografuje psy, siedzi, tnie się, liczy i tak dalej. Dowolna idea (i przypisany jej materiał) staje się medium. Dobrze wiemy, że im bardziej indywidualna, selektywna, a przy tym rozpoznawalna klasyfikacja, tym mamy do czynienia z bardziej cenionym artystą. Niejednoznaczność przypisana sztuce stała się w jej współczesnym, medialnym odbiorze niepożądana. Dziś chcemy wykorzystywać sztukę głównie w charakterze użytecznego nam komunikatu (na końcu którego stoją potrzebni nam odbiorcy), odrzucając możliwość istnienia dzieła samego dla siebie oraz dla jego twórcy.

fotograficznej reprodukcji, który przez swą formę komunikuje pewne skojarzenia. W moim rozumieniu nie chodzi tu jednak o  szczególne inspiracje. Przyczyna jest dużo bardziej prozaiczna – posługuję się bowiem najbardziej przystępnym, tanim i  powszechnym materiałem, który mogę analogowo składać i opracowywać bez zbyt skomplikowanych czy kosztownych procesów. Przy tym reprodukcje są powszechne i niezwykle łączliwe – da się je wykorzystać do wielu różnorodnych odczytań. To było jedno z moich początkowych założeń, być może ratujące mnie od frustracji pojawiającej się przy rezygnacji z działania z uwagi na brak środków czy też ich skomplikowane wykonanie. Chciałam tworzyć obrazy, bazując na materiałach łatwo dostępnych, do których zmontowania nie potrzebuję wielkiego sprzętu i pięciu pracowników technicznych. Być może dlatego lubię procesy szybkiego wytwarzania obrazów: ksero, kolaż, rysunek, malowanie czy fotografowanie. W jednym z wywiadów wspominałaś o pułapkach malarstwa i wyjściu poza schemat w  instalację, sklejanie, zlepianie, tworzenie świadomie niedopowiedzianych form. Jaka jest anatomia tych prac? Chodzi o działanie, które w jakiś sposób mnie samą zaskoczy, pokaże nowe położenie prostej rzeczy czy obrazu, inną niż zastana forma czy relacja z otoczeniem. Dlatego nie jestem zwolennikiem ścisłego trzymania się projektu i zlecania jego wykonania fachowcom. Sama buduję ekspozycje do swoich wystaw i raczej unikam pokazywania dwa razy tej samej pracy. Nudzi mnie powielanie raz użytego systemu w tej samej formie i  chyba nie dla mnie długoletnie trzymanie się wypracowanej koncepcji lub tech-

W twoich pracach dostrzegalna jest bardzo charakterystyczna poetyka – można doszukać się w  niej pierwiastków obecnych u Johna Baldessariego, Douglasa Gordona, czy w  kolażach doby awangardy przedwojennej. Co daje ci najwięcej siły do pracy? Gdzie szukasz inspiracji? Hm, ja tej poetyki nie widzę, i mimo, że wspomnianych przez ciebie twórców znam i  lubię, nie nazwałabym tego poetyką. Może raczej podobną, powierzchniową wizualnością obrazu

23


the error issue 06 niki. Nieudany eksperyment daje więcej frajdy niż sprawdzone patenty. Sztuka nie jest dla mnie prostym do wytłumaczenia działaniem, sprawdzalnym systemem, w którym sumuje się zagadkę, historyjkę, sprzeczną sobie formę i odrobinę poczucia humoru. To coś o  wiele bardziej niejednoznacznego, a rzeczy trudne do rozszyfrowania i wewnętrznie sprzeczne często okazują się bardziej pociągające niż te opowieści ukryte w dziełach, które umożliwiają szybkie strawienie i nadanie etykietki profilującej artystę i  przypisujące go do określonego działu sztuki.

czy kalendarz z warsztatu samochodowego nie miało najmniejszego znaczenia. Duchamp mówił: Nigdy nie przykładałem wagi do kwestii poczucia smaku. Poczucie smaku to coś, czego staram się nie dopuszczać do swojego życia. * Jaką sztukę chciałabyś oglądać? Niejednokrotnie się nad tym zastanawiałam, pytając samą siebie, czy to, co mi się podoba w sztuce jako odbiorcy, jest tożsame z tym, czego szukam w niej jako artysta. I myślę, że mam w sobie taką wewnętrzną sprzeczność, wynikającą z odmiennych, lecz często jednoczesnych sposobów patrzenia. Jednym będącym spojrzeniem widza, który poszukuje w sztuce objaśnienia świata, jego dokumentacji, zapisu historii, czy paraleli biograficznych. Drugim – spojrzeniem artysty, zwracającego uwagę na zupełnie inne rzeczy, np. formalny sposób wypowiedzi, często daleki od jednoznacznej i użytecznej komunikacji. Współcześnie coraz chętniej promujemy działania, które możemy wykorzystać na sztandarze użyteczności społecznej, które mają uczynić nas bardziej wrażliwymi i świadomymi obywatelami. Sama często korzystam z tego typu przykładow, pokazując sztukę studentom, bowiem to one są najbardziej magnetyzujące i powiązane z ich codziennym życiem i problemami. Z drugiej strony dzieło nie musi posiadać społecznego potencjału – może być mroczne, destrukcyjne, nihilistyczne. Istnieje cały szereg działań artystycznych wykraczających poza jasne wyjaśnienie, lub posiadających głównie formalne i strukturalne rozwiązania, które rownież mnie pociągają. Może wynika to ze specyfiki materiału z którym najczęściej pracuję, bo obrazy są dużo bardziej oderwane od ogólnej przestrzeni i poruszasz się w obszarze nieco in-

W twoich pracach można dostrzec nagie modelki Yvesa Kleina wymalowane Inrernational Klein Blue, przewijają się też rubensowskie gracje. To jedynie igranie z  ikonografią, czy swoisty głos na temat piękna? Czy myślisz, że w kontekście sztuki aktualnej jest jeszcze sens o nim mówić? Nie, myśle, że nie ma sensu. Mnie samej piękno jako zagadnienie nie interesuje. Jest tak niezwykle względne, a w dodatku jest go tyle dookoła, że staje się naszym powszechnym otoczeniem. Jakiś czas temu zapragnęliśmy piękna w naszej codzienności. Chcieliśmy otaczać się artystycznymi i projektowanymi obiektami. Maksymalizacja tego zjawiska doprowadzi do sytuacji, w której będziemy mogli już tylko kontemplować: nasze mieszkania, przestrzenie społeczne, stroje, osobowości, wypełnione dobrym designem i artystyczną fotografią. Być może artyści właśnie powinni odejść od tego pojęcia, przyjmując stanowisko podobne Duchampowi, który w jednym z wywiadów pytany o obrazy Matisse’a na ścianie jego domu, odrzekł, że należą do żony, a on sam wcale nie zwraca uwagi na wygląd miejsca, w którym pracuje – to, czy nad jego biurkiem wisiał Matisse,

* Calvin Tomkins, Marcel Duchamp: The Afternoon Interviews

24


melba

25


the error issue 06 działania i jak każda intencja może stać się potencjalnym działaniem artystycznym. Potencjał można znaleźć wszędzie, w myśl filozofii aloha – energia idzie tam, gdzie podąża uwaga.*

nego wymiaru. To, jak są skonstruowane i w jakich formach się ukazują, również stanowi pole do badań. Czy widzisz nadzieję i  potencjał w  konkretnych działaniach artystycznych? Niemal codziennie oglądam obrazy przez internet, mam bardzo dobrą pamięć wzrokową i większość z nich w jakiś sposób zapamiętuję. Nieraz bardzo trudno w  ten niebezpośredni sposób (przez ekran) dostrzec ich naturę, przez co stają się jeszcze bardziej niesamowite. Niektóre są do siebie tak podobne, że stapiają się w pewną szczególną masę, i myślę, że to ich codzienne, powierzchowne oglądanie też staje się pewnym obrazem, który powraca w moich pracach. Myślę, że internet pokazał nam, jak nieskończenie rozległe są obszary artystycznego

W nowojorskiej Galerii Postmasters realizowany jest właśnie projekt Evy i  Franco Mattes By Everyone, For No One, Everyday poświęcony m.in. zapożyczeniom z  internetu. Artyści twierdzą, że potykamy się o  różne obrazki w  sieci i  widzimy w  nich dzieła, które sami chcielibyśmy stworzyć. Zapominamy, czy jest to nasz pomysł, czy istniał wcześniej w  czyimś innym umyśle. Na potrzeby wystawy postanowili nabyć kilka prac artystów napotkanych w  sieci, tyle, że nabywali nie fizyczne dzieła, a  samą koncepcję, którą powielali w  swoich własnych celach. Co myślisz o  takim podejściu? Myślę, że ta sytuacja pokazuje, jak oswoiliśmy się z przetwarzaniem jednego dzieła w inne – jak coraz częściej uwalniamy własne koncepcje, odchodząc od sztywnych restrykcji prawa autorskiego w stronę działan typu creative commons. Będąc na pierwszych latach akademii nieraz uporczywie starałam się wymyślić jakiś błyskotliwy pomysł na zadany temat. Z reguły nie przychodził, lub przychodził za późno. Wtedy genialnym rozwiązaniem wydawało mi się założenie niewielkiego studenckiego biura, które oferowałoby w systemie wymiennym rozmaite pomysły (własne lub uzyskane od innych), pomysły, które wymyślamy w strumieniu świadomości i których nie realizujemy z braku czasu, finansów czy chęci.

* Wg. Siedmiu zasad huny, zasada nr. 3 (Makia);

Energia podąża za uwagą


melba Możemy zaobserwować również pewnego rodzaju fascynację symilarnością sztuki, coraz więcej zestawień takich jak np. Who Wore it Better, porównujących ze sobą podobne formy lub koncepty artystyczne na tej samej zasadzie, na której porównuje się osoby w identycznych kreacjach. Każdy ściąga pomysły od każdego. Różnica jest taka, że na polu sztuki tak naprawdę nie ma to znaczenia – tekst, czas, podpis i tytuł warunkują kontekst i odbiór, a ich nie jesteśmy w stanie tak łatwo powielić.

uciążliwy. Stajemy się zależni od rozmaitych układów sponsorskich. Coraz więcej czasu spędzamy przed komputerami, pocąc się nad kolejnym wnioskiem na projekt czy rezydencję, tracąc czas na absolutnie niezbędne biurokracje. Nad czym teraz pracujesz? Kilka tygodni temu skonczyłam składać swoją książkę Flex-O-View. S-q-u-e-e-z-e to Focus – publikację będącą efektem długiego procesu zbierania materiałów i pisania o reprodukcji i akomodacji obrazu. Pokazałam w niej przedruki znalezionych fotografii oraz wykonane na ich bazie własne prace, którym towarzyszy tekst autorstwa Jakuba Bąka. Książka, pokazywana będzie w  czerwcu w  formie instalacji, funkcjonującej jako część większej, indywidualnej wystawy. Zajmuję się więc przygotowaniem prac i ekspozycji, dystrybucją książki, dodatkowo pracując nad tekstem o  tak zwanych text-based paintings oraz współkuratorując studencką wystawę.

Jesteś w stanie żyć ze sztuki? W  pierwszym odruchu stanowczo zaprzeczyłabym. Sprzedaż prac nie jest regularna, honoraria za wystawy groszowe lub żadne. Ze sztuki żyją tylko żywi klasycy, namaszczeni przez instytucje i rozpoznawani w prasie branżowej; którzy poszerzają przy tym swoją artystyczną działalność na modę, film, muzykę czy inne obszary kulturalne. Z drugiej strony należy zastanowić się, co to znaczy żyć ze sztuki? W rzeczywistości bowiem nie jest to tylko sprzedaż pracy i uzyskanie za nią określonej sumy. Być może powinniśmy rozumieć to o  wiele szerzej, wpisując w  tę formę każdą wymianę własnych doświadczeń artystycznych, sądów czy indywidualnych sposobów postrzegania sztuki. W tym wypadku okazuje się, że jestem w stanie się z  tego utrzymać, pisząc od czasu do czasu o tym, co mnie samą interesuje, czy też wymieniając swoje doświadczenia artystyczne ze studentami lub inną zainteresowaną grupą. Wtedy nieregularna sprzedaż nie martwi mnie. Jednak każdy kij ma dwa końce, a funkcjonowanie systemu, który pozwala artystom zarabiać w ten sposób, staje się też dla nich coraz bardziej

rozmawiała: Alicja Rekść fotografie: Katarzyna Balicka

27


the error issue 06

28


melba

29


Pleq MUZYKA


melba

W kraju, w którym nadal niewesoło z wyrafinowaną widownią (czyli w Polsce), żyje i tworzy Pleq. To artysta wymagający, który zabiera odbiorcę w rejony mniej uczęszczane, przywodzące na myśl wielowymiarowe narracje z gatunku science fiction. Jest to obszar, który uwodzi i prowokuje, budząc nieraz poupychane na granicy świadomości własne lęki, wspomnienia i sny. Muzyka Pleqa to przedziwna podróż, której puenta może bardzo zaskakiwać. Zdumiewające dźwiękowe pejzaże, czasem bardzo minimalistyczne, czasem gęste i  rozbudowane, zawsze jednak świadome i  przemyślane niczym architektoniczne konstrukcje. Takie rzeczy nie biorą się znikąd. Jak to było u ciebie? Pejzaże, o których mówisz bywają zróżnicowane, nie da się tego nie zauważyć. Na ich dzisiejszą postać składa się oczywiście doświadczenie, pociągające za sobą zmiany, ale także warsztat. Mogę powiedzieć, że kształt mojej dzisiejszej twórczości nie byłby taki sam bez przepracowania pewnych rzeczy na poprzednich etapach.

się nie stało. 60 procent genów i 40 procent środowiska zadziałały na mnie tak, a nie inaczej. Przypadek i boski plan w jednym. Nad czym teraz pracujesz? Aktualnie nad nową EP-ką, w skład której będą wchodziły remiksy dla Ben Lukasa Boysenem (Hecq), Marcusa Fjellströma oraz mój solowy utwór plus jego remiksy od Jasona Cordera (Offthesky) i Giuliego Aldinucciego. Z tym ostatnim panem planuję również kolaboracyjną płytę dla labelu z Australii. W międzyczasie też przygotowuję się do dwóch festiwali – wrocławskiego BASK i Volt, który odbywa się w Szwecji. Trochę tego jest – wszak jest to praca na pełen etat, tyle że sypiam i wstaję o innych porach.

Moja muzyka to środek wyrazu, akcent i dialekt, który artystycznie odróżnia mnie od reszty. Może gdybym był uzdolniony w innym kierunku malowałbym psychiczne obrazy, budował kilkumetrowe instalacje albo działał jako performer w przestrzeni miejskiej. Tak jednak

31


the error issue 06

32


melba

33


the error issue 06 Pleq - Perceptions of Learning Environments Questionnaire? Pleq nie jest akronimem pochodzącym od czegokolwiek. Zależało mi jedynie na tym, aby mój pseudonim był przyjazny wyszukiwarkom – przewidziałem to jeszcze w czasach, kiedy korzystano z modemów.

introspekcja, którą proponuję z pomocą mojej twórczości to nic innego jak remedium na chaos. Potrafimy dla przykładu brać prysznic trzy razy dziennie, do bólu dbając o  higienę ciała, a dla odmiany jak często poświęcamy czas na to, aby oczyścić swój umysł? Może po prostu Pleq na słuchawkach to właśnie taka sesja oczyszczenia? Tego przynajmniej bym chciał. Uważam, że to potrzebne.

Oprócz muzyki, z czego tworzysz swój świat? Z  nieustającej wymiany myśli pomiędzy mną a ludźmi, którzy mnie kręcą oraz wystawianiu się na wszelkie dostępne przejawy estetyki.

A gdybyś musiał lecieć w  kosmos i  zabrać ze sobą tylko jedną rzecz? Gdyby to nie musiała być rzecz, a osoba, to zabrałbym swojego przyjaciela. Gdyby jednak warunkiem było, że ma to być jednak rzecz, to też byłby to mój przyjaciel – tyle, że wcześniej bym go wypchał. On zawsze marzył, żeby polecieć w kosmos i umrzeć w stanie nieważkości na pigule.

Jakie elementy codzienności wydają ci się interesujące? Czym się karmisz, co wkładasz do głowy? Świat jest pełen absurdów, które pobudzają wyobraźnię. Stara pomarszczona kobieta w t-shircie z tekstem run away with me, laska w nocnym pod moim domem, która zna japoński i jest fanką gore hentai, kultura gejowska zafascynowana modą i  jednocześnie fanatycznie poświęcona mainstreamowej muzyce pop, wielopłaszczyznowe siatki zależności międzyludzkich i tak dalej. Wspólny mianownik to ludzie – jak widać.

Budujesz muzyczne obrazy, które mogłyby zilustrować niejeden film. Myślałeś kiedyś o tym? Jeśli chodzi o  filmy pełnometrażowe, to nie miałem jeszcze takiej okazji – po prostu. Robiłem natomiast dużo muzyki do spektakli teatralnych, między innymi dla Teatru Starego w Krakowie, Teatru Ósmego dnia czy wrocławskiego Teatru Lalek. Mam też na koncie teasery i  udźwiękowienia do filmów modowych oraz instalacji. Z  drugiej strony ciekaw jestem, kto pierwszy będzie chciał Pleqa jako muzyczne tło do jego filmu i co to będzie za film. Pewnie jakiś dramat…

Brzmienie, które proponujesz, raczej przywodzi na myśl odhumanizowaną przestrzeń, raj dla ludzi, którzy uciekają do środka siebie. Taki jesteś? Lubisz samotne wyspy, izolację? Lubię izolację w takim samym stopniu jak intensywne relacje między mną a innymi ludźmi. Kluczem jest utrzymanie odpowiedniej proporcji. Uciekając od samego siebie, rzucając się w wir obowiązków, niepotrzebnych światu zawodów i niezdrowych związków nigdy nie rozwiązujemy naszych problemów. Wgląd w siebie,

34


melba Muzyka klasyczna - jak wyglądają wasze relacje? Dokładnie tak samo jak z moją matką – im dłużej się nie widzimy tym bardziej czujemy, że rozumiemy się najlepiej. Mówiąc jednak bardziej technicznie, pełnię swoją ustaloną rolę w muzyce klasycznej – dodaję dźwięki z najmłodszego instrumentu tego gatunku.

też tak, że osoby lubujące się w muzyce eksperymentalnej to też artyści, więc twórca jest jednocześnie słuchaczem i vice versa. Mam wielki szacunek dla takich rodzimych twórców jak Krzysztof Penderecki czy Zbigniew Preisner i to są nazwiska, przy których chciałbym kiedyś być podpisany. Masz jakieś plany, którymi chciałbyś się podzielić? Jak przekroczę już krytyczną masę zazdrosnych mi wrogów i  byłych kochanek i  kochanków ucieknę z Polski do jakiegoś bardziej wyluzowanego miejsca. Denerwuje mnie wszechobecna panująca tu spina, która często tłamsi ludzką kreatywność i swobodę wyrazu. Jeśli chodzi natomiast o plany artystyczne, to przymierzam się do stworzenia trzyosobowego projektu z gatunku modern classical – wraz z Julienem Marchalem – pianistą i wiolonczelistą Aaronem Martinem. A jeśli chodzi o marzenia – chciałbym częściej jednak grać w Polsce, dla przyjaciół i wszystkich innych, którzy chcą przyjąć mnie do swojej głowy.

Często współpracujesz z innymi artystami. Z  kim ci się fajnie pracowało? Z  kim chciałbyś zrobić projekt w przyszłości? Wymieniając osoby, z  którymi fajnie mi się pracowało, ci, których nie wymieniłbym pomyśleliby, że pracowało mi się z nimi niefajnie. Współpraca może być lżejsza i  cięższa, ale nigdy nie było sytuacji, abym był niezadowolony z tego, co ujrzało światło dzienne. Marzę jednak o współpracy z Maxem Richterem, Nilsem Frahmem i Ólafurem Arnaldsem. Wierzę, że to się kiedyś stanie. Jak oceniasz polską scenę muzyki eksperymentalnej? Jest szeroka jak całe pojęcie muzyki eksperymentalnej, ale mówiąc dokładniej – scena jest, gorzej z odbiorcami. Czasami odnoszę wrażenie, że wszyscy ambientowcy zredukowani są do roli antropologicznych ciekawostek służących udźwiękowianiu pokazów mody i  grania za fejm na tzw. scenach eksperymentalnych, które mają pokazywać wszechstronność organizatorów mainstreamowych festiwali. Nierzadko jest

rozmawiała: Katarzyna Cieślar fotografie: Pszemek Dzienis

35


the error issue 06

Amadeusz FILM

That was Mozart. That! That giggling dirty-minded creature I had just seen, crawling on the floor! – tak o pierwszym spotkaniu z Mozartem mówi Antonio Salieri, nadworny kompozytor cesarza Józefa II Habsburga. Na ile można sobie pozwolić w świecie XVIII-wiecznych zasad europejskiej arystokracji? Miloš Forman twierdzi, że na całkiem sporo.

tekst: Aleksandra Krześniak

36


melba

fotografie: materiały prasowe

Naturalnie dzieło czeskiego reżysera w wielu miejscach mija się z prawdą, koloryzuje ją lub wyolbrzymia. Spekulacje i  domniemania dotyczące ostatniego utworu Mozarta: Requiem d-moll, nadały mu charakter magiczno-mistyczny. To zdarzenie na pograniczu jawy i snu. List z prośbą o napisanie mszy żałobnej w rzeczywistości przyszedł anonimowo, a zaraz po nim całe honorarium. Mozart, który był już w  zaawansowanym stadium choroby, czuł, że pisze to requiem na własny pogrzeb. Ustalenie tożsamości autora anonimów udało się niedługo później – był nim hrabia Franz von WalseggStuppach, znany ze słabości do przywłaszcza-

nia sobie cudzych utworów muzycznych. Ta msza żałobna miała uczcić pamięć jego zmarłej przed kilu laty żony. Przez długi czas utrzymywano, że Mozart zginął w nędzy, pochowany we wspólnym grobie dla najuboższych. Tak naprawdę został złożony w grobie trzeciej klasy, jak większość mieszkańców Wiednia w tamtym czasie (efekt rozporządzeń wydanych przez Józefa II). Chociaż za przyczynę śmierci najczęściej uznaje się jedną z popularnych w XVIII wieku chorób (gruźlica, zapalenie opon mózgowych), to na łożu śmierci do otrucia przyznał się… Salieri. Szybko odrzu-

37


the error issue 06

fotografie: materiały prasowe

38


melba

cono tę tezę, m.in. ze względu na demencję starczą kompozytora.

Amadeusza nie tylko przyjemnie się ogląda. To także, a może przede wszystkim, prawie trzygodzinny muzyczny majstersztyk. Perfekcyjnie zmontowany obraz i dźwięk.

Amadeusz jest właściwie zaprzeczeniem wyobrażenia o muzycznym geniuszu. Mozart Formana wydaje się być boskim pomazańcem przez przypadek. Nic tu nie pasuje – ani jego zachowanie, ani dostosowywanie się do zasad świata, w którym żył. W jednym zdaniu mówią o nim, że jest geniuszem i że jest rubaszny i obsceniczny. Nazywają pasjonatem, a zaraz po tym bezmyślnym arogantem. Próbując uniezależnić się od dworskich układów, Mozart balansował pomiędzy tym, co ze względu na muzykę, może zostać mu wybaczone a tym, na co żaden poddany pozwolić sobie nie może. Forman ściąga go z piedestału i pokazuje jaki był niedoskonały, irytujący i porywczy.

Z całą pewnością jest to film ponadczasowy, dowcipny i mądry. Większość kąśliwych uwag Mozarta niewiele straciła dziś na swojej aktualności. Świat przedstawiony z  perspektywy Salieriego jest skrzywiony i niepełny, rozerwany między uwielbieniem i podziwem a chorobliwą zazdrością. Trudno wyobrazić sobie większą i trwalszą popularność, niż ta, której doświadczył Mozart. Mozart? I can't think of a time when I didn't know his name. (Antonio Salieri)

Precyzja w odtworzeniu kostiumów zaowocowała w 1985 roku Oscarem dla Theodora Pištěka (ponadto film zdobył nagrodę m.in. za scenografię i  charakteryzację). Moda jest bogata, przerysowana, pełna przepychu – to wyznacznik statusu społecznego. Modne są suknie, peruki, meble, wnętrza. Modne było słuchanie Mozarta.

39


melba

Tokio PODRÓŻ

Wiosną zeszłego roku byłam przez dwa tygodnie w Tokio. Tym, co zachwyciło mnie najbardziej były nie szalone stroje dziewczyn w  Harajuku, a kosmiczne kształty krzewów i zieloność wypełzająca z rogu każdej ulicy. Zafascynowało mnie, jak Tokijczycy aranżują przyrodę wokół siebie i w jaki sposób wpisuje się ona w betonowy krajobraz, tworząc dziwne a zarazem minimalistyczne formy.

fotografie i tekst: Kasia Zacharko

41


the error issue 06

42


melba

45


the error issue 06

Fabjański fotografia i koncept: Paweł Fabjański / Shootme kostiumy i koncept: Anna Sikorska włosy / make-up: Kentaro Kondo model: Mateusz Sawicki / AMQ models modelka: Klaudia / Wonder Models asystent fotografa: Bartłomiej Sołtysiak, Filip Zwierzchowski, Marcin Nowak retouch: RunRun produkcja: Sylwia Błaszczyk / Shootme podziękowania: Studio Daylight

46


melba

47


the error issue 06

48


melba

49


the error issue 06


melba


melba


the error issue 06

54


melba


Moda MALDOROR KOSZ MELANCHOLIA.CO MARC JACOBS


melba

fotografia: Mirek KaĹşmierczak

59


the error issue 06

Maldoror PROJEKTANT

Wydajesz się mroczny i psychodeliczny jak Pieśni Maldorora – taki jesteś czy to celowa kreacja? Czy moja odpowiedz ma jakieś znaczenie? Część czytelników uwierzy w  to co powiem, część uzna, że wie lepiej i nie mówię prawdy. Jaki jestem naprawdę wiedzą ludzie, którzy mnie znają bezpośrednio. Zdanie innych niespecjalnie mnie interesuje. Ciężko oddzielić osobę od kreacji, bo to jakby podzielenie życia na dwie części. A obie części to ta sama osoba.

mam do niej stosunek, byłem i jestem jej częścią. Jak wygląda u  ciebie proces tworzenia? Zaczynasz od historii, szukasz inspiracji, czy kupujesz materiał i od razu widzisz, co chcesz z niego zrobić? Zawsze kiedy jest czas na rozpoczęcie czegoś nowego już mam pomysły na materiały, kroje, klimat. Wszystko co robię jest związane z tym, czego doświadczam na co dzień i  w  pewien sposób moje kolekcje są interpretacją moich obserwacji. Oczywiście opracowuję je w mniejszym lub większym stopniu. Ale to nigdy nie jest wzięta z dupy inspiracja, tylko po prostu coś, co już od dłuższego czasu mnie interesuje, albo z czym obcuję. Nie wszystko powstaje od ręki, podczas pracy nad kolekcją eksperymentuję. Dużo pomysłów odpada nawet już po uszyciu. Wszystko się zmienia i nic nie jest z góry pewne. Staram się nie dodawać jakiś kosmicznych wartości moim projektom. W końcu są to tylko ubrania i na koniec dnia ktoś je będzie nosił, i ubrudzi, i wrzuci do pralki. To mnie najbardziej w tym wszystkim interesuje. Myślisz, że jesteś w Polsce rozumiany? Regularnie pojawiasz się na polskim Fashion Weeku, ale czy nie bardziej pasujesz do Berlina? Skąd ta ciągła chęć pokazywania swoich projektów w Polsce?

Zacząłeś swoją karierę w 2007 roku. Co się od tamtego czasu zmieniło? Jaką drogą przeszedłeś ty, a jaką polska moda? Wszystko i nic. Właśnie zamykam pełen cykl. I  wracam do korzeni. Miałem okazję przejść przez wszystkie interesujące mnie warianty kariery. Osiągnąłem wszystko, co chciałem. Część marzeń okazała się niewarta spełnienia. Świat mody to iluzja i każdy musi przyjąć odpowiednie stanowisko wobec tego, co się dzieje. Przekornie powiem, że polska moda i  światowa w  samym mechanizmie działania są identyczne. Może mamy braki, ale i tak, jeśli uda się nadgonić Zachód, to w  tym momencie nie jest to dla mnie zbyt kuszące. Patrząc wstecz, cieszę się, że miałem okazję brać udział w  kształtowaniu się polskiej mody. Niezależnie, w jakim ona dalej pójdzie kierunku i jaki

60


melba

fotografia: Zuza Krajewska & Bartek Wieczorek / LAF AM włosy i make-up: Marianna Yurkiewicz / D'vision Art model: Pete Wyszyński / AMQ Models

Nie pokazuje się na łódzkim FW już od dwóch sezonów i na pewno już tam więcej się nie pokażę. Udało mi się wykorzystać potencjał tej imprezy w pełni. Nie ma ona już dla mnie żadnego znaczenia. Chciałem mieć wielki pokaz na wybiegu, światła, muzykę. Udowodniłem sobie, że potrafię. Nie potrzebuje co pół roku udowadniać tego innym, bo niestety zdanie świata mody w Polsce od jakiegoś czasu gówno mnie obchodzi. Mieszkam w Berlinie od prawie roku i teraz tutaj mam klientów. Nie pokazuję już swoich ko-

lekcji publicznie. Nie ma takiej potrzeby. Nie chcę prasy, pokazów, tanich drinków od sponsorów i bezwartościowych celebrytek. Wystarczą mi klientki i klienci, a im niepotrzebne są zdjęcia w magazynach tylko dobre ubrania. Natomiast, jak już wspominałem, moja twórczość podczas pobytu w  Polsce była stricte związana z  Polską i  też całkiem inne znaczenie miała tutaj niż za granicą. Jola Rutowicz, mama Madzi, Matka Boska Częstochowska czy hasło Bóg, Honor, Ojczyzna – mają dla mnie znaczenie i wartość tylko w naszym kra-

61


the error issue 06

62


melba ju i tylko w momentach, w których się do nich odnosiłem. Wszelkie symbole mają swoje określone miejsce i czas.

Nie robisz rzeczy łatwych i przystępnych dla zwykłego odbiorcy, nie boisz się łatki sztuka dla sztuki czy zarzutu przerostu formy nad treścią? Zwykły odbiorca powinien zająć się swoimi sprawami i omijać szerokim łukiem Maldorora. Jest Zara, H&M, Zień czy cokolwiek sobie wymyślimy. Jeśli ktoś nie może ogarnąć swoim umysłem pewnych rzeczy, powinien po prostu pozostawić temat. Dla pewnych osób to, co robię jest oczywiste, naturalne i zrozumiałe. Nie mam za zadanie nikogo edukować, ani przekonywać. Nie sprzedaję marchewki, tylko zbytek, a to pojęcie nie dotyczy większości społeczeństwa.

Czy moda w Polsce jest opłacalna? Czujesz się głównie projektantem, czy musisz być także przedsiębiorcą? Da się w  ogóle połączyć te dwie rzeczy? Nienawidzę być przedsiębiorcą, ale muszę nim być. Muszę być też PR-owcem, a na koniec dnia muszę posprzątać mieszkanie i ugotować kolację. Chciałbym móc tylko skupić się na szyciu i tworzeniu ubrań i olać cały szajs, który temu towarzyszy. Teraz aktywnie pracuję nad minimalizowaniem tego wszystkiego, pozbywam się telefonu, maili. Staram się unikać rzeczy mało ważnych. W Polsce moda jest bardzo opłacalna, mamy Reserved, mamy szare bluzy od projektanta, mamy młodych polskich projektantów, którzy co sezon drukują na bluzach obrazki z internetu i  chwytliwe hasła. Nie muszę chyba dodawać, co o tym myślę i jakie jest moje stanowisko wobec tego. To nie moja bajka.

Czy nie męczy cię nieustanne bycie buntownikiem? A może w  ogóle się nim nie czujesz? Nie czuję się nikim innym, tylko sobą. Nie buntuję się, tylko po prostu nie zgadzam się z pewnymi rzeczami i nie postępuję według zasad, które dla większości są normą. Ale nie łamię reguł dla samego łamania, czy żeby komuś coś udowadniać.

Niektórzy porównują cię do Alexandra McQueena. Zgadzasz się z tym porównaniem, a może uważasz je za przesadzone? To zależy, jak ktoś na to patrzy. Trudno się wyzbyć podobieństw, chociażby w  sposobie działania. Sam McQueen był dla mnie pewnym wzorem prowadzenia biznesu, ale nie on jedyny tak działał. Jego styl natomiast mnie w ogóle nie dotyczy i porównania jakościowe uważam za bezpodstawne. Tak samo łatwo znaleźć podobieństwa jak i różnice. Bliżej czuję się Moschino czy Versace niż McQueena.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość, czym się teraz zajmujesz? W planach mam wakacje. Powoli powstaje też nowa kolekcja. Prawdopodobnie będzie prezentowana w  październiku, ale to się jeszcze okaże. Na co dzień realizuje zamówienia klientów, pomagam im się ubierać, a  dokładniej dostarczam odpowiednich dla ich potrzeb rozwiązań w tej kwestii.

rozmawiała: Zuzanna Radzimirska

63


the error issue 06

fotografia: Mirek KaĹşmierczak

64


melba

fotografia: ナ「kasz Nowosadzki

65


the error issue 06

Ewa Kosz

DWA PLUS DWA ZAWSZE RÓWNA SIĘ CZTERY

Każdy błądzi. Każdy popełnia błędy. Ale dlaczego nie uczymy się na tych błędach? Dlaczego nie zmieniamy swojego postępowania? Dlaczego nie czerpiemy garściami z wzorców, które są dostępne na wyciągnięcie ręki? Dlaczego zachowujemy się irracjonalnie czy wręcz idiotycznie? Zwłaszcza w biznesie? Nie wiem. I nie zamierzam podać przepisu na bycie bezbłędnym. Ale przytoczę kilka według mnie sztandarowych błędów, które przydarzają się osobom związanym z naszą rodzimą branżą mody. I mam ku temu wystarczająco dużo narzędzi, pomagających w ocenie wielu działań na tym polu. Modą polską zajmuję się bowiem hobbystycznie. Natomiast PR-em i komunikacją mody w mediach społecznościowych zajmuję się zawodowo.

wiedzą co robić. Albo nie korzystają z usług zawodowców. Albo uważają, że lepiej milczeć, przeczekać, udawać, że nic się nie stało. No bo jak inaczej nazwać zachowanie firmy LPP, która w obliczu tragedii w fabryce Rana Plaza w Bangladeszu zamilkła i jedyne co zrobiła to wydała oświadczenie, które nie miało żadnej wartości w kontekście tego, co się wydarzyło. W prasie zawrzało, dużo dziennikarzy z branży mody namawiało do bojkotu marki, próbując wymusić jakiekolwiek logiczne działania. Po jakimś czasie LPP się obudziło (trwało to niestety kilka miesięcy) i podjęło pewne działania. Ale ocena ich zachowania w obliczu kryzysu wizerunkowego może być tylko jedna – to był błąd, bardzo

PR i komunikacja w mediach społecznościowych wydaje się być w Polsce dla większości czarną magią. I nie tylko dla maluczkich. Duże firmy w obliczu kryzysu PR-owego totalnie nie

66


ilustracja: Daria Malicka

melba

67


the error issue 06

duży błąd. Ciekawe czy firma wyciągnie z tego jakieś wnioski na przyszłość i będzie reagować szybko i skutecznie? Ostatnie ich działania wykazują pozytywną zmianę w kształtowaniu ich komunikacji – pozostaje mieć tylko nadzieję, że ten stan będzie trwał już zawsze.

– nie wysyłajmy informacji z błędami ortograficznymi, stylistycznymi i interpunkcyjnymi. Ale skoro często te informacje to grafomański bełkot to czego więcej wymagać? Błędy popełniają praktycznie wszyscy związani z branża modową w Polsce. Oczywistym jest to, że ten biznes się dopiero rozwija, ale z drugiej strony nie jest to astrofizyka. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek i rzetelna komunikacja z otoczeniem. Bez kłamstw, bez głupoty. To nie są zbyt wygórowane oczekiwania. Błędy popełniają niestety osoby i firmy na świeczniku, które na rynku są już obecne dość długo, więc oczekiwania są wobec nich dużo wyższe niż wobec debiutujących na rynku młodych marek czy firm. A ci, o dziwo zaskakują, dobrą komunikacją, świetnymi pomysłami i mądrym zarządzaniem. Bo o ile moda (gdy jest dobra) obroni się sama, to jednak gdzieś na końcu fajnie by było, aby produkt, który został stworzony się sprzedawał. A nie będzie się sprzedawał, gdy nie zadba się o dobrą komunikację z odbiorcą. Proste? Dla niektórych tak. Szkoda, że nie oczywiste dla wszystkich.

Błędy popełniają także tak ostatnio uwielbiane przez masy blogerki. Niby wyrosły w środowisku społeczności internetowych, wiedzą jak wykorzystywać narzędzia, które oferują im przeróżne platformy komunikacji, ale… No cóż, tu problem jest gdzie indziej pogrzebany. Chodzi raczej o to, że bohaterki naszych czasów to puste wydmuszki, więc raczej nie są w stanie przeanalizować swoich błędów i zapamiętać, aby więcej ich nie popełniać. Bo publikowanie idiotycznych postów na Facebooku zdarza im się nagminnie. I tak samo często kasują je, gdy wywołują one lawinę niepochlebnych komentarzy. Lista błędów i grzechów tych dziewcząt jest długa, ale jak można im to wypominać, skoro błędy popełniają często same firmy PR-owe, zwłaszcza te, które zajmują się branżą modową. Informacje prasowe, które nie przeszły przez ręce korekty to przykład podchodzący już pod recydywę. A wydawałoby się to takie oczywiste

68


melba

Melancholia.co PROJEKTANT

69


the error issue 06

Melancholia to marka jubilerska inspirowana alchemiczną ikonografią. Wykorzystuje metalurgię, by zapisać symbol w materii. Koncept marki, wywodzący się z archaicznego myślenia symbolicznego, realizowany jest dzięki współczesnym, wyspecjalizowanym technologiom, które pozwalają na precyzyjne przetwarzanie i  obróbkę metali szlachetnych – srebra i  złota. Melancholia reinterpretuje tradycyjne formy jubilerskie, nadając im symboliczne i magiczne znaczenie.

Biżuteria wykonana z metali szlachetnych: złoto, srebro z dodatkiem ligur odlewniczych, zapobiegających śniedzieniu i  umożliwiających uzyskanie wysokiej jakości powierzchni metalu. Melancholia wykorzystuje wysoce wyspecjalizowane technologie: rapid prototyping, odlewnictwo próżniowe, rapid fabrication oraz ręczną obróbkę końcową. Wyroby pokryte są grubymi, wytrzymałymi powłokami galwanicznymi (złoto, rod).

fotografie: Adrian Lach koncepcja i projekty: Daria Malicka i Maciej Wodniak modelka: Alicja Frączek stylizacja: Paweł Kędzierski fotoedycja: Adrian Lach, Paweł Derkacz włosy: Dariusz Wójcik

70


melba

71


the error issue 06

Marc Jacobs

PROJEKTANT

Marc Jacobs jest kolejnym po Alexandrze Wangu, o którym pisałam w poprzednim numerze – przedsiębiorcą równie dobrym, co projektantem. A może nawet i lepszym.

W 2008 roku magazyn The New Yorker, opublikował sesję zdjęciową Jacobsa, podczas której prezentuje on nową, bardzo wyrzeźbioną sylwetkę (co zresztą nie pozostało bez wpływu na wyniki finansowe jego marek w tamtym czasie – o tej spektakularnej, fizycznej przemianie pisały gazety na całym świecie ). Chcąc przygotować krótki reportaż dotyczący projektanta, The New Yorker zapytał klientów jednego z centrów handlowych o  opinie na jego temat. Okazało się, że o ile imię i nazwisko Marc Jacobs było powszechnie znane, o tyle większość osób miała problemy ze sprecyzowaniem, z czego ten Jacobs jest właściwie znany. Może aktor, a może gwiazda rocka? Do końca nie wiadomo.

Osoby rozpoznające projektanta nie tylko po nazwisku, takich trudności mieć nie powinny. Jacobs może być dziś synonimem wielu pojęć i zjawisk. Na swój sposób stał się fenomenem na skalę światową. Prawdopodobnie ma tylu krytyków, co wielbicieli. To, gdzie się teraz znajduje, zawdzięcza swojej ponad dwudziestostoletniej pracy. Absolwent nowojorskich High School of Art and Design oraz Parsons School of Design był najmłodszym projektantem nominowanym do prestiżowej nagrody The Council of Fashion Designers of America (CDFA). Marki, które sygnuje swoim nazwiskiem, to Marc Jacobs, jej tańsza linia, powstała w  2000 roku: Marc by Marc Jacobs,

72


melba

fotografia: materiały prasowe

73


the error issue 06

fotografia: materiały prasowe

74


melba

a także Marc Jacobs Meanswear, Little Marc i Marc Jacobs Look. Od 1997 roku, jako jeden z  dyrektorów tworzył dla domu mody Louis Vuitton. Współpraca trwała do 2013 roku, gdy projektant postanowił skupić się na własnych markach. Szacuje się, że w ciągu tych 16 lat, majątek LV został powiększony czterokrotnie.

Sukienki przypominają przycięte wiktoriańskie suknie. Modelki w misternie haftowanych, przeskalowanych husarskich kurtkach wyglądają na małe dziewczynki, które podkradły ubrania dorosłym. Jeśli miałabym wskazać jakieś inspiracje po zakończeniu pokazu, postawiłabym na Daleki Wschód. Krój marynarek, płaszczy i spodni przypomina kimono, a wzór materiałów indyjskie sari.

Inspiracje do kolekcji Spring 2014 są tak eklektyczne, że trudno w nich znaleźć jakieś wspólne mianowniki. Burning Man (coroczny festiwal na pustyni Black Rock w północnej Nevadzie; nazwa wzięła się od rytualnego podpalania kukły w sobotni wieczór), Gotham City, Paul McCartney, przyjęcia na plaży i przede wszystkim Jamie Bochert – amerykańska modelka o charakterystycznej urodzie, muza Jacobsa. Kolekcja została osadzona w apokaliptycznej scenerii: ciemne tło, czarny, wulkaniczny piasek, groźna muzyka. Do tego orientalne dywany wiszące na ścianie, stary model autobusu, maszt pirackiego statku i nadnaturalnych rozmiarów krzesło ratownika na plaży, sugerują świat odwrócony do góry nogami. Jest w tym surrealistycznym obrazie coś z Alicji po drugiej stronie lustra.

Nie pierwszy raz Marc Jacobs wychodzi naprzeciw trendom kreowanym przez większość projektantów i domów mody, a właściwie staje do nich w opozycji. Wiosenną kolekcję, ciemną i mroczną, określił jako coś jasnego i pogodnego. Można odnieść wrażenie, że jego ubrania to efekty powiązanych ze sobą przypadkowych skojarzeń, zdarzeń, z których tylko on potrafi ułożyć jakkolwiek logiczną całość. Nie jest to jednak prawdą. Nie da się przez dwadzieścia kilka lat odnosić sukcesów przez przypadek.

tekst: Aleksandra Krześniak

75


the error issue 06


melba

Klenyรกnszki BREAK A LEG (GOOD LUCK)

77


melba


the error issue 06

80


melba

81


the error issue 06


fotografie: Csilla Klenyรกnszki

melba


Fotografia DIANA LELONEK ANNA BLODA CHARLIE ENGMAN MILENA SOPOROWSKA


melba

Diana Lelonek, Bez tytułu, z cyklu Znacznie wcześniej, 2014

85


the error issue 06

Lelonek Obecnie trwają dwie twoje wystawy: Tam i tak nic nie ma, którą wraz z Markiem Kucharskim macie w  galerii The Greenroom w  ramach sekcji ShowOFF 2014 Miesiąca Fotografii w  Krakowie oraz Znacznie wcześniej w  warszawskiej Lookout Gallery. W  obu poruszone są związki człowieka z naturą. W innych twoich pracach też się przewija ten temat. Czy to jest to, co cię w tej chwili najbardziej interesuje? Skąd to się u ciebie wzięło? Tak, faktycznie ten motyw przewija się w mojej twórczości już od jakiegoś czasu. Interesuje mnie odkopywanie tego, co pierwotne, pozostałości podstawowych instynktów, plemiennych rytuałów i zestawianie tego w kontekście współczesnym. Żyjemy obecnie w strasznym tempie. Od paru lat więcej ludzi mieszka w  miastach niż poza nimi. Oznacza to, że dla ponad połowy populacji ludzkości miasto jest naturalnym i  jedynym możliwym środowiskiem życia. Oczywiste jest też to, że wszystkiego mamy znacznie za dużo: informacji, obowiązków, przedmiotów, których posiadanie jest dla nas strategiczne i niezbędne, całego skomplikowanego systemu relacji społecznych. I będziemy mieć tego coraz więcej, skoro nasza kultura zbudowana jest na bazie ciągłego postępu i wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony ludzie cały czas odczuwają chęć dotknięcia natury, obcowania z nią. Odbywa się to najczęściej w  kontrolowanych, cywilizowanych warunkach. Podczas moich

podróży najbardziej fascynowały mnie zawsze miejsca zetknięcia się dzikiej natury z infrastrukturą stworzoną wyłącznie po to, aby ludzie mogli się tej naturze przyglądać z perspektywy bezpiecznych punktów widokowych. Są one trochę odtworzeniem ikonografii malarstwa pejzażowego w  środowisku naturalnym. Interesuje mnie głównie ta dychotomia pomiędzy pragnieniem obcowania z czymś naturalnym, z  czego się wywodzimy a  jednoczesnym strachem, odwieczną potrzebą oswajania obcego. Odbieram twoje prace jako dość pesymistyczne, wystawiasz raczej mierną ocenę kondycji ludzkiej. Mam wrażenie, że wykorzystując w  projekcie Tam i tak nic nie ma – w  taki sposób, jaki to uczyniliście – książkę Darwina O powstawaniu gatunków chcieliście pokazać, że powstały w wyniku ewolucji człowiek. oderwał się od swoich korzeni i to jego błąd. W ogóle przebija dla mnie przez ten projekt nastrój dekadencji. Nie jest to projekt dekadencki. Daleko było nam od takich nastrojów. Tam i tak nic nie ma jest raczej zapisem pewnej podróży, a właściwie dwóch. Jednej w sensie bezpośrednim – naszego obcowania z pustką wielkich australijskich przestrzeni. I  drugiej mentalnej, która rozpoczęła się w  Australii i  trwała jeszcze długo po naszym powrocie do domu. Można powiedzieć, że podróż stała się ogniwem zapalnym łańcucha skojarzeń, przemyśleń i refleksji, czego efektem jest wystawa. Praca ma

86


melba

Diana Lelonek, Bez tytułu, z cyklu Znacznie wcześniej, 2014

87


the error issue 06

O pochodzeniu gatunk贸w Karol Darwin, Diana Lelonek, Marek Kucharski, artbook (fragmenty) z cyklu Tam i tak nic nie ma, 2014


melba

charakter krytyczny, ale bynajmniej nie stawia człowieka w pozycji przegranej. Australia była dla nas bodźcem do refleksji na temat związku człowieka z  naturą i  z  innymi ludźmi. Wiele jest tam o  historii kolonizacji i  próbie stawiania białego człowieka ponad innymi. Kolonizacja w Australii miała dramatyczny przebieg, a rdzenni mieszkańcy dostali pełne prawa obywatelskie dopiero w 1984 roku! Naszą książkę traktujemy w kategoriach poezji pasożytniczej, która powstała na bazie tekstu Darwina. Bardzo często sam Darwin podrzucał nam tematy, pisząc np. o białych gołębiach przywiezionych z  Europy do Australii, które spowodowały śmierć gatunków rodzimych lub o hierarchicznym społeczeństwie mrówek. W naszej reinterpretacji Darwina jest wiele wątków, które często się ze sobą ścierają, wygląda to trochę tak, jakby w książce toczyła się walka. Będąc w Australii chcieliśmy przede wszystkim poczuć, choćby w  małym stopniu, jak to jest, gdy jedyną oznaką cywilizacji jest droga, po której jedziesz. Monumentalna pustka w naturalny sposób rodzi pytania na temat miejsca człowieka w świecie i korzeni, z których się wywodzi. Darwin był naturalnym wyborem dla przetworzenia naszego doświadczenia. Zważając na fakt, że jego teoria ewolucji była wielokrotnie wykorzystywana do uzasadnienia hierarchizacji istot żywych, co dawało dawnym kolonizatorom pewną legitymizację do często ludobójczych praktyk, chcieliśmy trochę przeinaczyć i zinterpretować jego słowa po swojemu. W taki sposób powstało O  powstawaniu gatunków autorstwa Karola Darwina, Diany Lelonek i Marka Kucharskiego.

Przejdźmy do drugiego projektu – Znacznie wcześniej. To praca już mniej konceptualna, bardziej fotograficzna, wszak dalej z treścią. Zestawiasz w  niej postaci nagich mężczyzn osadzonych pośród przyrody (choć z  elementami działalności ludzkiej jak linia wysokiego napięcia) z  fotografiami portretów kobiet przykrytych elementami natury, jak mech czy ziemia. Wszyscy są anonimowi. Dlaczego taki podział? Co chciałaś przekazać tą pracą? Trop myślenia jest podobny jak przy pracy na projektem australijskim. Znacznie wcześniej trzeba widzieć jako pewną nostalgię za czymś utraconym, ale jednocześnie niebędącym nigdy możliwym. W  tym przypadku sposób pracy był inny, posłużyłam się osobistym systemem skojarzeń, za pomocą którego zaczęłam budować obrazy. Postanowiłam potraktować naturę jako wizję – szereg różnych archetypicznych i kulturowych skojarzeń, obrazów i odniesień. Właściwie ten projekt to zbiór takich właśnie wizyjnych obrazów. W  przypadku zdjęć plenerowych jest to również swego rodzaju wizualny eksperyment. Wyprowadziłam ludzi z  miasta w  otoczenie podmiejskiej przyrody, nie ukrywając ani tego jak bardzo nienaturalna jest dla nich sytuacja, w  której się znaleźli, ani tego, że pejzaże, nawiązujące swoją plastyką do malarskich przedstawień, tak naprawdę są tylko podmiejskim zaroślami. Elementy cywilizacji, które wkradają się w zdjęciach nie są przypadkowe – słup wysokiego napięcia, wokół którego skupia się moje stado jest dwuznaczny. Pradawne miejsca kultu to zawsze były miejsca skupienia energii. Grupa mężczyzn, których zaprosiłam do współpracy, stworzyła symboliczne stado i pod-

89


the error issue 06 czas pracy nad projektem zaczęły się w nich wywiązywać różne zależności. Widać to na wideo, w  którym wspólnie próbują znaleźć wyjście z zarośli. Niektórzy zaczynają przewodzić inni podążają za nimi. Poruszają się nieco niezdarnie, aczkolwiek bardzo kolektywnie. Chciałam też zaznaczyć, że nie traktuję nagości w kategoriach seksualnych – jest to po prosu moment, gdy już nie można się z niczego rozebrać. Zawsze kiedy chodziłam na plażę nudystów i poznawałam różnych ludzi najbardziej podobało mi się to, że bez ubrań stawali się w pełni anonimowi, gdyż bez ubrań nie jesteśmy w stanie określić statusu społecznego danej osoby. Studyjne portrety, które wykonałam w ramach pracy nad projektem ukazują podwójną grę. Z  jednej strony klasyczny sposób sfotografowania jest wypozowany i sztuczny. Jednak taki sposób fotografowania towarzyszy fotografii od samego jej początku. Jest więc niejako jej naturalnym aspektem. W  przypadku tych portretów to mech i ziemia – reprezentacja natury – wydają się więc zupełnie nie na miejscu i powodują wrażenie sztuczności, tworząc z przedstawionych osób hybrydalne formy.

dany temat. To poszerzanie świadomości determinuje zmianę ostatecznej formy wizualnej. Pojedyncza fotografia jest dla mnie sama w sobie jak taki negatyw – wymaga wywołania poprzez pewne dodatkowe zabiegi wizualne. Czasami jest to samo zestawienie ze sobą kilku fotografii oraz ich relacja między sobą w przestrzeni. Czasami kontekst w jakim zostaną umieszczone. Albo tak jak to było w przypadku australii – znalezienie odpowiedniego nośnika – wywoływacza treści, jakim stał się w tym przypadku darwin. Ekspozycja fotografii jest również szalenie ważna – staram się na to patrzeć w taki sposób, że one powinny funkcjonować jako jedna, spójna instalacja. Buduję pracę-instalację złożoną z fotografii. Nawet jeżeli wieszam je na ścianie w tradycyjny sposób. W krakowie, wraz z naszymi kuratorami zastosowaliśmy taką strategię; gdy wchodzisz do galerii gdzie prezentowane jest Tam i tak nic nie ma na środku sali widzisz stół z książką na tle dżungli. Człowiek, który czyta książkę, wizualnie zaczyna funkcjonować jako element tej fototapety. Zostaje symbolicznie wciągnięty do naszej historii. Jak z perspektywy osoby kończącej studia i mającej już kilka wystaw w swoim dorobku oceniasz polski rynek fotografii? Łatwo na nim zaistnieć młodym ludziom? A może myślisz o wyjeździe na Zachód? Nie myślałam o Zachodzie w kontekście stałego wyjazdu, ponieważ Polska wydaje mi się paradoksalnie interesującym miejscem. Raz na jakiś czas spotykam obcokrajowców, którzy przyjeżdżają do naszego kraju i tutaj tworzą lub otwierają galerie, ponieważ widzą w Polsce potencjał rozwoju. Jeżeli chodzi o rynek fotografii to można powiedzieć, że coś takiego powoli

Opowiedz, jak wygląda u ciebie proces pracy nad projektem. Praca nad projektem to proces, podczas którego początkowe założenia ulegają kolejnym ewolucjom i zmianom. Na początku mam ogólny zarys, intuicję, impuls, który jest wynikiem poszukiwań w obrębie tematu mnie interesującego. Stopniowo obraz się bardziej kategoryzuje i zacieśnia. Najlepsze jest dochodzenie do ostatecznego kształtu. Dobór medium, środków i ewolucja pomysłu. Taka praca przebiega zwykle równolegle z poszerzaniem mojej wiedzy na

90


melba się buduje, ale wciąż wymaga wsparcia. Jest kilka dobrych galerii, które zajmują się tylko fotografią, ale zdecydowanie powinno być ich więcej. No i często ich działalność wynika bardziej z pasji właścicieli oraz samych artystów niż z możliwości, jakie oferuje komercyjny aspekt działalności. W Warszawie miejscem wartym uwagi jest np. galeria Lookout, z którą właśnie nawiązałam stałą współpracę. Jednak ludzie chyba też dopiero zaczynają rozumieć sens kolekcjonowania fotografii artystycznej. Na pewno dalej o wiele łatwiej sprzedać jest malarstwo.

to, gdyby nie świadomy fakt ingerencji artysty w obraz. Pokolorowanie zdjęć na wściekły magentowy kolor zupełnie odwraca narrację. Fotografie stają się konceptualnym i krytycznym obrazem rzeczywistości – właśnie dlatego, że w oczywisty sposób zostały zmanipulowane – niczego nie ukrywają i są szczere w swoim przekazie. Innym przykładem jest twórczość duetu: Adama Broomberga i Oliviera Chanarina, których właściwie cała twórczość to refleksja nad tematem fotografii w ujęciu dokumentu, dokumentacji i pojęcia archiwum. Oni w doskonały i bardzo inteligentny sposób, bazując praktycznie tylko na fotografiach archiwalnych, budują całkiem nowe treści i konteksty. Bawią się tą cechą fotografii, jaką jest jej związek z  rzeczywistością, tworząc konceptualne projekty. Jeżeli chodzi o mnie, to często używam fotografii do rejestracji tego, co widzę. Tak było w Australii. Zrobiliśmy bardzo duży zbiór zdjęć, ale nie opowiadały one żadnej konkretnej historii. Dopiero proces selekcji ujawnił pewne wątki. Wyselekcjonowana całość wymagała jednak jeszcze umiejscowienia w  kontekście, przepracowania jej treści. I dlatego wybrane fotografie zaczęły funkcjonować jako element książki. Dopiero wtedy opowiedziały tę konkretną historię naszej podróży, o jaką nam chodziło.

Czym jest dla ciebie fotografia w aspekcie jej związku z  rzeczywistością? Czy w  twojej twórczości ten związek ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Fotografia jest wielowymiarowym medium i ten jej pierwotny aspekt – medium rejestrującego rzeczywistość – ujętego jako jego główna cecha wyróżniająca, wydaje mi się już dość przestarzały. Osobiście trochę w ten aspekt wątpię, nawet patrząc na fotografię szerzej, nie myśląc już tylko o fotografii artystycznej, ale też o dokumencie czy reportażu. Weźmy np. fotografię, jaką prezentuje się chociażby na World Press Photo. To jest z reguły taki estetyzowany zbiór obrazów cudzego cierpienia. Społeczeństwo już od dawna jest obojętne na tego typu obrazy i nawet nie ma o czym dyskutować w tej kwestii. Interesujące jest natomiast to, jak fotografia tego typu, czyli taka, która ma za zadanie pokazywać rzeczywistość, funkcjonuje w twórczości niektórych artystów. Świetnym przykładem jest chociażby tegoroczny laureat prestiżowej nagrody Deutsche Börse Photography Prize – Richard Mosse. Jego fotografie byłyby utrzymane w podobnej estetyce, co wojenne fotografie typu World Press Pho-

Jak widzisz przyszłość swojej drogi artystycznej. Wyobrażasz sobie własną twórczość w ogóle bez robienia zdjęć? Poruszam się głównie w tym medium i póki co najbardziej mi odpowiada, aczkolwiek często łączę ją z innymi. Ale wszystko jest zależne od tematu projektu, od tego co się chce powiedzieć – wtedy dobierasz najbardziej odpowiadające środki. Fotografia jest o tyle problematyczna, że

91


the error issue 06

Diana Lelonek, Marek Kucharski, Widok instalacji Tam i tak nic nie ma, 2014

jest jej tak wiele wokół, że czasami wydaje się, iż może być nie wystarczająca. Ma też swoje ograniczenia formalne – format, dwuwymiarowość. Na uczelni bardzo często obserwowałam zjawisko zwątpienia w siłę przekazu fotografii. Studenci najczęściej sięgali po inne media, i w ostatecznym rozrachunku bliżej było tym studiom do studiów interdyscyplinarnych. Widzę też dużą powtarzalność tematów, jakie podejmuje się w fotografii. Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki otrzymujemy w  rezultacie medium trudne i wymagające.

Jeżeli chodzi o przyszłość mojej drogi artystycznej, to przejdę na pewno jeszcze wiele ewolucji, ponieważ jestem obecnie w fazie badania i eksploatowania różnych sposobów pracy. Ostanie kilka miesięcy dały mi natomiast dość dużego kopa do działania.

Wystawę Diany Lelonek i Marka Kucharskiego Tam i tak nic nie ma można oglądać do 15 czerwca w galerii The Greenroom, w ramach sekcji ShowOFF 2014 Miesiąca Fotografii w Krakowie. Jej kuratorami są: Gunia Nowik i Patrick Komorowski. Natomiast wystawa Znacznie wcześniej prezentowana jest w warszawskiej Lookout Gallery do 28 czerwca, kurator Katarzyna Różniak.

rozmawiał: Łukasz Nowosadzki fotografie: Diana Lelonek

92


Diana Lelonek, Bez tytułu z cyklu Znacznie wcześniej, 2014


the error issue 06

fotografia: Anna Bloda

94


Anna Bloda

Moment, w którym wydarza się pomyłka jest dla mnie momentem kluczowym. Ale ważniejsze od samej pomyłki jest błędu rozpoznanie i zaakceptowanie go (lub nie) w finalnym efekcie dzieła. Jeszcze sto lat temu fotograf, operując swoją tajemniczą skrzyneczką, narażony był na działanie błędu znacznie częściej niż jego współczesny odpowiednik. Proces naświetlania i wywoływania, wydaje się z perspektywy czasu projektem narażonym na przypadek i niewiadomą. Zgoła inaczej do technicznego podglądu, który towarzyszy nam dzisiaj. A  ja właśnie w  niewiedzy oraz wystawieniu się na działanie niepodpatrzenia i braku kontroli upatruję najciekawsze odkrycia i rewolucyjne obrazy.

melba

Wydaje się, że na przestrzeni wieków zmiana percepcji świata i form odbywała się przy udziale eksperymentu, a zatem często pomyłki. Niechciana plama farby, złamanie, błąd systemu, zniszczenie, usterka – często nakreślają dzieło, a nieraz wyznaczają nowy etap w historii sztuki. Impresjoniści, swego czasu zmieniając optykę widzenia, dokonali rewolucji. Ale społecznie to nowe widzenie odebrane było początkowo jako widzenie błędne, gdyż zakłócało dotychczasową perspektywę i zakodowany obraz świata. W  zakłóceniu percepcji i  przypadkowości natomiast drzemie potencjał. Kiedyś w ogrodzie, wczesną wiosną, powiesiłam do wysuszenia czarno-biały negatyw. Do miękkiego żelu taśmy przykleił się pyłek kwitnących drzew. Ten błąd wydał się uzasadniony, fantastyczny, piękny. Odbitki zachwyciły innością, a ziarno delikatnych drobinek idealnie zgrało się z opowiadaną historią. Vivat Error!!

Od błędu zaczyna się progres. W błędzie zawiera się poszukiwanie. W otchłani niewiadomego, jakim jest proces twórczy, trzeba się artyście zdać na ryzyko błędu i błąd zaakceptować, jeśli się przytrafi. W kreacji to właśnie pomyłka wyznacza trop. Pójście w pomyłkę oznacza twórczą odwagę oraz ryzyko zderzenia się z niezrozumiałym.

95


the error issue 06

Charlie Engman FOTOGRAF

Udzielając wywiadów bywa dwuznaczny i lakoniczny. Pracuje impulsywnie, nie ma planu czy swojego sposobu na dobre zdjęcie. Jaki jest Charlie Engman? Trudno zgadnąć. Kiedy został poproszony o scharakteryzowanie swojej pracy w trzech słowach, odpowiedział: Charlie Engman’s Work. Charlie Engman ukończył japonistykę i koreanistykę na Oxfordzie, a przez pewien czas studiował też na Ruskin School of Drawing and Fine Art. Kultura azjatycka od młodzieńczych lat wywierała na niego wpływ, jednak nie stała się dominującym elementem prac. Fotografia w jego życiu pojawiła się dopiero podczas studiów, trochę niespodziewanie. Engman przygotowywał niewielkie projekty artystyczne i  aparat fotograficzny okazał się najlepszym narzędziem do zapisywania pomysłów. Sam

nie pamięta pierwszego zdjęcia, ale powstało w 2008 roku. Engman nie lubi opowiadać o  swoich początkach, pierwszym impulsie, a szczególnie nie lubi pytania, dlaczego został fotografem. Fotografia to dla niego po prostu patrzeć i widzieć. Engman, zresztą jak większość twórców, nie lubi też przypisywania etykiet, dlatego nie potrafi i nie chce nazywać siebie tylko fotografem mody. Nie widzi szczególnych granic dla foto-

96


melba

97


the error issue 06

98


melba

grafii mody. Uważa, że wystarczy plastyczny materiał, który będzie wystarczająco funkcjonalny, aby można go było jakoś wystylizować i mamy zdjęcia modowe: równie dobrze odpowiednio sfotografowany worek na śmieci może być doskonałym zdjęciem modowym. Idealne zdjęcie modowe musi być po prostu przekonujące.

mowych pieleszach. Autor przyznaje, że początkowo prace nie powstawały z myślą o projekcie fotograficznym, bardziej jako rzeźby czy performance, ale te elementy połączone z medium fotografii stworzyły jeden twór. To samo możemy dostrzec w jego głośnym projekcie Mom, gdzie w rolę modelki wcieliła się mama Engmana. Tu za słowa komentarza niech posłużą opinie znajomych fotografa: Nigdy bym nie odważył się tego zrobić, Nigdy moja mama by się na coś takiego nie zgodziła. Ciało jest dla Engmana zawsze najważniejszym elementem zdjęcia, a jak tłumaczy w  wywiadzie dla Sick of the Radio: konkretnie to jego podwójna funkcjonalność, jako utylitarny obiekt i  emocjonalny element znaczący. Takie postrzeganie ciała jest często pomocne przy myśleniu o jego funkcjonalności, a wyrażam je poprzez przesadne pozy i ekstremalne sylwetki.

Najczęściej pracuje w studiu, choć tak jak ze wszystkim u niego, na to też nie ma reguły. Wiadomo, że zlecenia komercyjne wymagają zawsze od fotografa więcej elastyczności i mniej swobody w działaniu, jednak styl Engmana nadal pozostaje tu bardzo widoczny. W  projektach modowych fotograf skupia się przede wszystkim na formie. Materiał ubrań, pozy modeli i tło mają stworzyć spójną kompozycję. Bo właśnie w  tym pozornym, a  może niepozornym chaosie nic nie współgra ze sobą tak doskonale jak kolory, wzory i faktura ubrań z elementami scenografii. Z jednej strony może wydawać się, że tła pochłaniają ubrania, a z drugiej może odwrotnie, dopiero się z nich wyłaniają. Czasami coś burzy się w tej przestrzeni, czasami króluje sterylny porządek, a czasami obraz dosłownie aż dwoi się i troi w oczach. Jak by nie patrzeć, Engman okazuje się doskonałym twórcą geometrycznego chaosu. Porównując jego prywatne projekty do zleceń komercyjnych, można znaleźć jeden wspólny mianownik – ciało. Na przykład w cyklu Domestic Diorama dominuje anatomia i  przestrzeń domu. Nagie ciała są wręcz porozrzucane w do-

tekst: Alicja Caban fotografie: Charlie Engman

99


the error issue 06

Sabotaż FOTOGRAFIA

Kanadyjski artysta Jeff Wall znany jest ze swoich z pietyzmem komponowanych fotografii. Budowane ze szczegółowo wystudiowanych gestów tworzą rodzaj odrębnych mikrokosmosów. Jako skrupulatnie aranżowane inscenizacje przywodzą na myśl klasyczne dzieła malarskie. Zarówno ich wielki format, jak i sam sposób przygotowania nawiązują do tradycyjnego systemu pracy malarza. Stąd twórczość Walla zalicza się często to tzw. nurtu tableau [tablica, obraz] czy też tableau vivant [żywy obraz]. Wall całą narrację skupia na jednym, wymuskanym kompozycyjnie kadrze. Przedstawienie jawi się jako konglomerat wyabstrahowanych z rzeczywistości i przetworzonych elementów. Tak jak renesansowy twórca idealny wizerunek natury budował z połączenia wypreparowanych z niej składników, tak Wall selekcjonuje fragmenty świata, by z nich skonstruować własną jego adaptację. Poprzez przemyślane choreografie oraz staran-

100

ny dobór scenerii i rekwizytów artysta tworzy rodzaj wielopoziomowego montażu. Jego techniczna istota ujawnia się również w samym sposobie produkcji prac z lat 90.. Komputerowa manipulacja pozwala wówczas na dyskretne połączenie poszczególnych ujęć w jedną pozornie realistyczną całość. Ta podstawowa dla medium kinematograficznego zasada konstrukcji manifestuje się również w zapisach wideo odgrywanych na planie scenariuszy. Wall często posługuje się kamerą rejestrując sekwencje ruchu,


melba

z których następnie wybiera jedną konkretną scenę. Tym samym jeszcze silniej zaznacza się związek fotografii nie tylko z kinem, ale ze wspomnianym już „żywym obrazem”.

jako rodzaj tymczasowej struktury. Chodziło o jak najbardziej ogólne odtworzenie sceny mitologicznej lub alegorycznej, fragmentu literatury, konkretnego obrazu czy też wydarzenia historycznego. Podobnie jak u Walla, który często bezpośrednio nawiązywał do dzieł dawnych mistrzów, tableau vivant pełniło rolę specyficznego uaktualnienia. Jednak to, co u twórców „żywych obrazów” trwało zaledwie chwilę, u Walla stawało się niemalże wiecznością. Zamkniętym w kadrze momentem, który trwa i trwa.

Tableau vivant oznaczał realizowaną w przestrzeni za pomocą żywych ludzi kompozycję na styku aktywności malarskiej i teatralnej. Jej docelowym efektem miał być rodzaj stopklatki, nieruchomego przedstawienia. Często by je ubarwić, wprowadzano doń niewielkie ciągi mikro-gestów. Obraz taki prezentowany był zaproszonej publiczności. Niejednokrotnie utrwalano go również za pomocą fotografii.

Owa kwestia czasowości najbardziej różni typowe XVIII czy XIX-wieczne tableaux vivants od prac fotografa. Wall dążył do stworzenia pozaczasowego układu, którego misternie konstruowane detale stawały się obiektem uważnej kontemplacji. Ponadto tematem swych prac, nawet jeśli były to reinterpretacje dzieł z historii sztuki, często czynił wydarzenia na pierwszy

Kontakt z takiego rodzaju dziełem był jednak dla widzów dość krótkotrwały. Wynikało to m.in. z ograniczeń fizycznych biorących w nim udział aktorów. Z tego względu raczej nie skupiano się na jego szczegółach traktując całość

101


the error issue 06 rzut oka nie wyróżniające się żadną specjalną widowiskowością. Poprzez wielki format oraz teatralne ustawienie postaci, prozaiczne gesty nabierały w jego fotografiach alegorycznej wręcz wymowy. Nawiązując do tradycji tableau, Wall wpisuje się w nowy model fotografa jako reżysera czy też projektanta obrazu. Produkcja zdjęcia zaczyna być przewidzianym na dużą skalę przedsięwzięciem wymagającym dodatkowych asystentów, aktorów, scenografów czy stylistów. Przy takiej metodzie pracy każdy, nawet najmniejszy szczegół, staje się elementem nieprzypadkowym. Fotografia przyjmuje formę rozbudowanej znaczeniowo struktury symbolicznej. Zainspirowane monumentalnym malarstwem wielkich mistrzów prace miały stanowić próbę zmierzenia się z fotografią jako medium tradycyjnie rozumianym w kontekście dokumentu. Jak mówi sam artysta, wszystkie jego strategie stanowią dialog z tak rozumianym paradygmatem. Jego drobiazgowo zaplanowane kadry są przykładem nowego sposobu budowy, a jednocześnie demontażu narracji fotograficznej. Przez sztuczność zastygłych w teatralnym geście postaci ujęcia przeczą realności przedstawianych przez nie scen. To, z czym konfrontuje się widz to nie zdarzenie, a jego reprezentacja. Jednym z zabiegów uwydatniających ową fałszywość przedstawienia jest użycie przez Walla charakterystycznego dla reklamy wielkoformatowej light boxa. Light boxa rozumianego jako coś pomiędzy; pomiędzy fotografią, obrazem, filmem a bilbordem. Nowa, hybrydalna formuła reprezentacji miała według artysty zwracać uwagę na jej przedmiotowy charakter.

Uprzestrzenniając eksponowany na świetlistej powierzchni przeźroczysty slajd, Wall podkreślał jego niezbywalną fizyczność. Poprzez swą widowiskową formę i duży rozmiar, light box zmuszał również widza do kontemplacji fotografii jako przemyślanego układu znaków. Jego konstrukcja stanowiła jednocześnie ukrytą pod fotografią, jak i częściowo odkrytą poprzez emanujące z niej światło przestrzeń. Przestrzeń niedostępną, która według Walla produkuje ambiwalentne doświadczenie dwóch różnych światów.* To programowe ujawnianie przedmiotowości fotografii Wall realizuje również niekiedy pracując nad samym jej bezpośrednim nośnikiem. Jego dzieła często przeznaczone były do pokazywania w na tyle dużym formacie, że stwarzało to konieczność drukowania ich na dwóch osobnych kawałkach materiału światłoczułego. O ile najczęściej były one ostatecznie łączone za pomocą przeźroczystej taśmy, o tyle czasem Wall świadomie zostawiał w miejscu spotkania dwóch oddzielonych od siebie części rodzaj cieniutkiej, czarnej wyrwy. Dokładnie wyznaczając miejsce jej wystąpienia, podejmował jednocześnie decyzję o zamierzonym błędzie technicznym. Wzorowana na XIX-wiecznym drzeworycie Hokusaiego** fotografia A Sudden Gust of Wind (After Hokusai) [1993] jest takiej decyzji przykładem. Wykonana na zasadzie cyfrowego kolażu kompozycja stanowi precyzyjną aranżację sytuacji o charakterze pozornie przypadkowym. Dynamiczne pozy potraktowanych sztafażowo postaci w rzeczywistości są dokładnie odegranymi rekonstrukcjami oryginału. Niesione wiatrem kartki papieru okazują się elementem szczegó*Else Barents, Jeff Wall: Transparencies, Monachium 1986. **Katsushiki Hokusai, Wędrowcy złapani przez nagły powiew wiatru w Ejiri, ok. 1832 , Japonia


melba łowo zaplanowanego tableau. Tę misteryjną choreografię brutalnie przerywa przecinająca ją na wysokości nieba linia. Widoczny konstrukcyjny defekt stoi w kontraście z pedantyczną dbałością o detal. Może być on postrzegany jako pauza w ciągłości przedstawienia lub to, co właśnie o jego istnieniu zaświadcza.

raz do płaszczyzn koloru rozrywanych przez pasy będące mechanicznym uszkodzeniem lub pozostawionym fragmentem umożliwiającego jego egzystencję podłoża. W ten sposób demaskowali jego podstawowy budulec. Wall tę samą abstrakcyjną, prostą linię stosuje w ramach fotografii, która pierwotnie przejąć miała przynależne malarstwu funkcje mimetyczne.

Przedstawiciele nurtów tzw. pomalarskich często tego typu zabiegów używali do podważenia iluzorycznego charakteru obrazu. Programowo rezygnując z modelu perspektywicznego swoją uwagę kierowali na samo jego medium. Autoreferencyjność przejawiała się m.in. w użyciu formy linii jako środka nie tyle estetycznego, co polemicznego wobec tradycyjnego paradygmatu mimesis. Lucio Fontana, Barnett Newman czy Frank Stella metodycznie sprowadzali ob-

*G. Didi-Huberman, Dodatek. P y tanie o szczegół, py tanie o połać., [w:] Przed obra zem, tł um. B. Brzezicka, Gdańsk 2011.

Georges Didi-Huberman w swoim eseju Dodatek. Pytanie o szczegół, pytanie o połać* analizuje malarstwo jako dialektykę formy i materii. Pojęcia szczegółu używa na określenie mimetycznych komponentów obrazu. To przedmiot poddający się jednoznacznej identyfikacji, rodzaj budującej temat przedstawienia konieczności. Badacz przeciwstawia go połaci – bezkształtnej warstwie farby, której niekontrolowany wybuch

103


the error issue 06 zaświadcza o obecności nie iluzji przedstawienia, a samego malarstwa. Kolidując z dającą się opisać naśladowczą warstwą obrazu, działa ona jak sabotujący jej zasadność prowokator. O ile jednak w przypadku malarstwa figuratywnego, o którym pisze Didi-Huberman lub action painting, które rozumieć można jako czystą połać, owa kolorystyczna intensywność pojawia się przypadkowo i niekontrolowanie, o tyle u Walla ów sabotaż jest całkowicie wpisany w koncepcję obrazu. O jego materialności zaświadcza bowiem zarówno storia, jak i umożliwiające jej zaistnienie konkretne tworzywo. Artysta najpierw celowo, niczym klasyczny twórca, buduje spójną kompozycję doprecyzowanych szczegółów, by następnie przerwać ją gwałtownie, choć niemniej metodycznie, linią będącą odpowiednikiem owej połaci. To linia bowiem najbardziej uobecnia przedmiotowość obrazu. Nie jest to jednak połać w rozumieniu symptomu, nieświadomej pulsacji. To wybuch oswojony, doprowadzona do postaci procedury rewolta.

Skupiając w sobie doświadczenie tradycyjnego malarstwa, podważającej je abstrakcji oraz pierwotnie rozumianej jako odbicie rzeczywistości fotografii, praca Walla staje się obiektem wielowarstwowych interpretacji. Niestosowne zakłócenie jak określa ową linię przecinającą niebo, jest zamierzonym momentem brzydoty.* To zaprojektowany defekt, skaza, która istnieć może jedynie wtedy, gdy istnieje jej przeciwieństwo. Przeciwieństwo, które Wall doprowadza do apogeum. Skrajne odniesienie do malarskiej iluzji w kontekście fotografii samo w sobie staje się jej kontestacją. Abstrakcyjna linia paradoksalnie podważa więc nie mimesis, a jego karykaturę. Teraz pozostaje już tylko sabotować sam sabotaż.

tekst: Milena Natalia Soporowska ilustracje: z notatnika autorki * Wsz ystkie uż y te w t y m zdaniu c y tat y Jeffa Walla pochodzą z: Contacts: Jeff Wall, reż. Jean Pierre K rief, Francja 20 02 .

104


the rough issue 05

Loska


melba

107


the error issue 06

110


melba

fotografie: Aleksandra Loska

111


melba


melba


People MARIA PESZEK MADDINKA


melba

ilustracja: Jan Estrada-Osmycki

119


the error issue 06

Maria Peszek STYL

Niepokojący. Tworzący całość, w której współistniejące elementy wprowadzają poczucie zagrożenia. Pozornie spójność wydaje się być chwiejną w swoim dopasowaniu. Jakby coś przeszkadzało jej w osiągnięciu harmonii. Jakby w kompletny obrazek wkradł się jakiś błąd. Taki styl może przerażać, może szokować. Może też zachwycać i inspirować. Może sprawiać, że ten błąd stanie się elementem wartym naśladowania.

tekst: Marta Dyba

120


melba

121


the error issue 06

122


melba

Awaria Poważna Awaria miała miejsce kilka lat po debiutanckiej płycie. Maria Peszek szokuje. Aktorka i piosenkarka nie stroni od tematów trudnych, wyraża siebie bezpardonowo. Pochodząca z aktorskiej rodziny, startuje w festiwalu piosenki aktorskiej. Gra na scenie, w filmach. Wydaje swoją własną płytę. Jej muzyka to coś nowego, niepokojącego. Wyrażającego emocje i przekonania. Nawet te najbardziej kontrowersyjne. Jej muzyka to wyraz osobowości.

wariacje na poziomie kroju. Możliwość stworzenia bazy strojów charakterystycznych? Pomyłka. Bo w szafie Marii Peszek znajdują się też stroje eleganckie. Krótkie sukienki – czerwona lub czarna, niezwykle obcisła. Poza adidasami, pojawiają się szpilki. Czysta klasyka w dziedzinie doboru obuwia. Jednak nawet w najprostszej kreacji znajduje się element zwracający uwagę. Nadinterpretacja Przecząc istnieniu wierzącej cząstki, artystka wyznaje kult wyrazistości. A wyrazistą może być czerwona sukienka, może być czarny płaszcz. Zwykła bluzka w towarzystwie koloru. Niecodzienne nakrycie głowy, biżuteria w nowym wydaniu. Kilkanaście pomniejszych elementów, które tworzą obraz niezwykły.

Prowokacyjność nie ogranicza się do twórczości. Nietuzinkowość postaci, którą jest Maria Peszek nie pozwala na zamknięcie w sztywnych ramach. Maria Awaria wyrazistości się nie boi. Krótka fryzura staje się znakiem rozpoznawczym. Kontrastuje z wyidealizowanym, narzuconym obrazkiem, prezentując własne pojęcie stylu. Stan umysłu współgra ze stanem urody i szafy.

Jest barwny pióropusz i ozdoba z ciemnych piór. Niespotykany kolor, niecodzienny motyw, krój przyciągający uwagę. Może makijaż? Elementy domalowane nie tylko na twarzy, ciele, ale i na stroju. Okulary o rzadko spotykanym kształcie, niebieskie spodnie za kolano, zestawione ze szpilkami. Mysie uszy na głowie, srebro na spódnicy. Pełna kontrastowość, nadinterpretacja elementów. Która tworzy całość.

Pomyłka Przypadkowość? A może konsekwencja? W stosowaniu elementów niezwykłych, zabawach ze stylem. Krótka fryzura staję się znakiem rozpoznawczym. Choć przechodzi kilka metamorfoz. Blond, tęczowe, czarne. Postawione na żelu, kręcone, gładkie. Niemal zawsze podgolone, krótkie i zadziorne.

Niespójność jest pełna błędów, zgrzytów estetycznych. Zaprzeczeń w stylu i doborze. Negacji wyglądających razem niezwykle dobrze. Tworzących całość wyróżniająca się, niemożliwą do naśladowania. Charakterystyczną w swej nieprzewidywalności. Oddająca w pełni postać Marii Peszek.

Styl zmienny, ewoluujący. Nie dający się określić prostymi słowami. Dresy, luźne ubrania, dżinsy. Do tego zwykła koszulka, buty na płaskim obcasie. Nie wyróżniające się, zyskujące na wartości tylko przez osobę autorki. Wydaje się, że klaruje to jasny wizerunek. Ciemne barwy,

123


the error issue 06

Blog to dla mnie… Sposób na życie. Miejsce, gdzie wyrażam siebie poprzez swoje stylizacje, muzykę i inspiracje.

Trzy słowa, które określają mój styl. Kobiecy, romantyczny, niebanalny. Najładniejsze słowo związane z modą. Baskinka. Nie tylko ładnie brzmi, ale i super wygląda!

Rzecz, bez której nie wychodzę z domu. iPhone. Najcenniejsza rzecz w mojej szafie. Zdecydowanie moja kolekcja kapeluszy i szalików. Wyznaczniki mojego stylu. Bez nich moje stroje byłyby niekompletne.

Coś, czego nigdy bym nie założyła to... Nigdy nie mówię nigdy. Mój styl nieustannie ewoluuje. Niewykluczone, że za rok założę na siebie coś, o czym dziś bym nawet nie pomyślała.

Mój ulubiony projektant. Wskazanie jednej osoby jest dla mnie niemożliwe. Do moich ulubionych projektantów należą: Mara Hoffman, Matthew Williamson, Marc Jacobs i Karen Walker.

Ikona mody dla mnie. Eleonora Carisi. Ulubiony element garderoby. Wspominane już kapelusze.

Film ze świetnymi kostiumami. Sabrina. W roli głównej z piękną Audrey Hepburn.

124


Maddinka BLOG

125

melba


the error issue 06

fotografie: www.maddinka.com

126


melba

127


Krivich fotografie: Yulia Krivich modelki: Asya Semiletova, Yana Metlinskaya miejsce: Dniepropietrowsk, Ukraina


melba

129


the error issue 06

130


melba


the rough issue 05


melba


melba

137


Melba Magazine no. 06 Error issue  

This issue includes Maurice van Es, Pleq, Lelonek, Grodzińska, Klenyánszki, Fabjański, Loska, Maldoror, Dzienis among others.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you