Page 1

ANETA MURAWIEJSKA-PTAK

SZTUKA PIĘKNA

FASHION

Beata Bojda

Michał Kliś Kształcić ludzi otwartych

Rozmowy przy kawie SIE.JEMY

TWOMARK

Elektryczna rewolucja

Katarzyna Heród wszędzie widzę inspiracje

Psychologia ZNAJDŹ PASJĘ

Rozmowy przy stole

WiewiÓra & golczyk Architekci

Basia Ilewicz Ceramika Ola Chmiel

Musicon

Uczący instrument

Naturalnie DECOLUCC

Śląskie dla motocyklistów

ISSN 2084-4867 www.2bstyle.pl

Rosiewicz Optyka Zobacz na własne oczy

N r 3 ( 3 3 ) 2 01 8 lipiec-wrzesien


REKLAMA

już za

netto/m-c . 2 360 PLN *

już za

netto/m-c . 1 820 PLN *

2

już za

netto/m-c . 1 990 PLN *

już za

netto/m-c . 2 710 PLN *


Odwiedź salon Rosiewicz Optyka ul. Partyzantów 15, Bielsko-Biała, budynek Przędzalni tel. 737 747 007

i odbierz swój rabat

AŻ -50%

na drugą parę okularów!

3

REKLAMA

Dla każdego Klienta BEZPŁATNE BADANIE WZORKU


NA WSTĘPIE czasopismo bezpłatne ISSN 2084-48 Na okładce: ilustracja: Sonia Hensler

napisz do nas: redakcja@2bstyle.pl Wydawca: MEDIANI Anita Szymańska, www.mediani.pl ul. Janowicka 111a, 43-344 Bielsko-Biała e-mail: mediani@mediani.pl tel. 504 98 93 97 2B STYLE ul. Janowicka 111a, 43-344 Bielsko-Biała e-mail: redakcja@2bstyle.pl www.2bstyle.pl Redaktor Naczelna: Agnieszka Ściera-Pytel Reklama: tel. 504 98 93 97 Zespół redakcyjny: Agnieszka Ściera-Pytel (tekst), Anita Szymańska (tekst & foto), Roman Kolano (tekst), Katarzyna Górna-Oremus (tekst), Ewa Krokosińska-Surowiec (tekst), Jacek Kućka (tekst), Magdalena Jeż (tekst), Aleksandra Idzik-Hola (tekst), Agnieszka Korbel (tekst), Anna Popis-Witkowska (korekta), ESCO (IT). Grafika i skład: Anita Szymańska, Mediani | www.mediani.pl Druk: Drukarnia RABARBAR Wydawnictwo bezpłatne, nie do sprzedaży. Copyright © MEDIANI Anita Szymańska Przedruki po uzyskaniu zgody Wydawcy. Listy: e-mail: redakcja@2bstyle.pl Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych i nie odpowiada za treść umieszczonych reklam. Redakcja ma prawo do skrótu tekstów. Wydawca ma prawo odmówić umieszczania reklamy lub ogłoszenia, jeśli ich treść lub forma są sprzeczne z obowiązującym prawem lub linią programową lub charakterem pisma. Produkty na zdjęciach mogą się różnić od ich rzeczywistego wizerunku. Ostateczną ofertę podaje sprzedawca. Niniejsza publikacja nie jest ofertą w rozumieniu prawa. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za opinie osób, zamieszczone w wypowiedziach i wywiadach. 2B STYLE jest czasopismem zarejestrowanym w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej.

PARTNER MEDIALNY:

JESTEŚMY TU: WERSJA DRUKOWANA ON-LINE: www.issuu.com/mediani/ PORTAL: www.2bstyle.pl

Czas na lekturę Wakacje to świetny czas na nadrobienie zaległości czytelniczych. Niektórzy stawiają sobie ambitne zadanie znalezienia się w elitarnym gronie polskich czytelników, którzy „zjedli” siedem tytułów w jednym roku! 2B STYLE nie jest publikacją książkową, ale do statystyk Kowalskiego można go dopisać :) Co rzeczony Kowalski znajdzie dla siebie w letnim wydaniu 2B STYLE? Kilka interesujących wywiadów z równie intrygującymi osobami, garść informacji o wybranych przez nas wydarzeniach, trochę urodowych i psychologicznych porad. Profesor Michał Kliś opowie o fuzji sztuki z naukami ścisłymi. Magda Jeż wypyta Michała i Kubę o siewki. Z kolei ja podpytam swoją „ziomalkę” z Oświęcimia, Kasię Heród, o to, jak zdobywa się bibliotekarskiego Oscara. Spotkamy się przy stole z Basią Ilewicz – pomysłodawczynią i organizatorką Pucharu Reksia. Ta rozmowa jest zdecydowanie najsmaczniejsza. Graficzna strona 2B STYLE to domena Anity Szymańskiej. To dzięki jej namowom Sonia Hensler ponownie gości na naszej okładce, a Beata Bojda chwali się swoją pracą dyplomową. Życzę Wam udanych i ciepłych wakacji. Liczę na Wasze wakacyjne pocztówki z 2B STYLE.

Agnieszka Ściera-Pytel Redaktor Naczelna

SPIS TREŚCI 6 10 12 14 16 18 22 26 30 34 38 42 48 50 52 54 58 60 62 64 66 70

Subiektywny Kalendarz Wydarzeń Michał Kliś. Kształcić ludzi otwartych Historia. Tajemnica bielskiego pręgierza Dzień Dziecka z Mokate Wydarzyło się Rozmowy przy kawie. Sie.Jemy Ludzie. Katarzyna Heród Rozmowy przy stole. Basia Ilewicz Ludzie. Ola Chmiel Sztuka. Sonia Hensler Fashion. Naturalnie DECOLUCC Fashion. Beata Bojda – Reaktywacja Psychologia. Znajdź pasję Prawo. Walka z podróbkami Śląskie dla motocyklistów Twomark Sport. Elektryczna rewolucja Cztery pory roku z filiżanką. Kawa w Mediolanie Uroda i zdrowie. Sztuka piękna Uroda i zdrowie. Słońce we włosach Uroda i zdrowie. Rosiewicz Optyka Architektura & Dizajn. Wiewióra & Golczyk Architekci Architektura & Dizajn. Musicon, uczący instrument

4


Zaciszne miejsce w sercu Beskidów... www.hotelzacisze.pl

5

REKLAMA

Hotel Zacisze ul. Turystyczna 1, 34-350 Cisiec (obok Węgierskiej Górki) tel: (48) 33 860 15 10, e-mail: recepcja@hotelzacisze.pl, marketing@hotelzacisze.pl www.hotelzacisze.pl, www.facebook.com/zaciszehotel


SUBIEKTY WNY KALENDARZ WYDARZEŃ

29 czerwca Bielsko-Biała, ul. Ratuszowa Oficjalne Pre-Party FWK

Po berlińskim i mediolańskim sukcesie, ze zdwojoną siłą, w nowej odsłonie i lokalizacji najważniejsze polskie wydarzenie modowe powraca do kraju. Jeszcze w roku 2018 zupełnie nowa edycja Fashion Philosophy Fashion Week Poland weźmie szturmem Katowice i inne miasta w regionie. Pierwsze oficjalne wydarzenie pod szyldem Fashion Philosophy odbędzie się już 29 czerwca 2018 w Bielsku-Białej.

29 czerwca – 26 sierpnia Bielsko-Biała 4 Bielski Festiwal Sztuk Wizualnych

7-8 lipca Tychy Festiwal Turystyczny w Browarze Obywatelskim

Organizatorzy zapowiadają dwa dni atrakcji dla duzych i małych miłośników podróży. Rope jump, tyrolka, ścianka wspinaczkowa. Warsztaty. Emocjonujące historie podróżnicze. Wydarzenia dla kochających rowery, żeglarstwo, wspinanie. Nocny rajd rowerowy a wieczorem...TICHAUER SUMMER PARTY i specjalny pokaz mappingu

Już po raz czwarty Galeria Bielska BWA, wraz z Muzeum Historycznym, Fundacją Centrum Fotografii oraz Związkiem Polskich Artystów Plastyków Okręg Bielsko-Biała, organizuje Bielski Festiwal Sztuk Wizualnych – szeroki przegląd twórczości plastycznej artystów z Bielska-Białej i regionu. Więcej na stronie: www.galeriabielska.pl.

30 czerwca – 25 sierpnia Cieszyn Festiwal Wakacyjne Kadry i Dźwięki 2018

13-15 lipca Żywiec, Amfiteatr pod Grojcem Oscypek Fest

Tegoroczna edycja oparta będzie na weekendowych projekcjach plenerowych, tym razem na terenie Wzgórza Zamkowego, a dokładniej – Cieszyńskiego Browaru Zamkowego. Początek seansów o 21.30. Szczegóły na stronie: www.wakacyjnekadry.pl.

Od 2005 w sezonie letnim w Żywcu odbywa się Oscypek Fest, podczas którego powstaje Największy Ser Góralski Na Świecie! W pierwszy dzień tegorocznej odsłony odbędzie się Beskidzki Festiwal Disco Polo, podczas którego wystąpią największe gwiazdy tego gatunku, m.in.: Piękni i Młodzi, After Party, Long & Junior, D-Bomb.

5-8 lipca Katowice, Spodek Wielkie otwarcie Gastro Fajer

14 lipca Czeski Cieszyn Festiwal Kolorów

W wakacje katowicki Spodek odkryje całkiem nowe oblicze. Letnie noce pełne pysznego street foodu, rzemieślniczych napojów i dobrej muzyki. Co tydzień od czwartku do niedzieli!

6

Najbardziej kolorowy i roztańczony festiwal tego lata! Jedyna taka międzynarodowa, polsko-czeska edycja. Od 15.00 w Parku im. Adama Sikory w Czeskim Cieszynie. Więcej informacji na stronie: www.domnarodowy.pl


21 lipca Katowice, Dolina Trzech Stawów 90’ Festiwal

Idea festiwalu narodziła się w roku 2013, aby udowodnić, że rynek muzyczny nie zapomniał o muzyce lat 90. Dowodem na nieśmiertelną popularność tych brzmień były tłumy fanów przybyłych na 4 poprzednie edycje imprezy. Tegoroczny line up artystów będzie absolutną petardą, która wybuchnie w najlepszym stylu lat 90.! Wystąpią m.in.: Solid Base, Magic Affair, East 17 i wielu innych.

27-28 lipca Wodzisław Śląski Reggae Festiwal

Już po raz piętnasty największy festiwal tego gatunku muzyki w południowej Polsce! Darmowa formuła festiwalu ściąga do miasta całe rodziny i tworzy atmosferę jamajskiego festynu. Tu naprawdę da się poczuć miłość, jaką niesie ze sobą muzyka reggae.

28 lipca – 5 sierpnia 55. Festiwal Tydzień Kultury Beskidzkiej

PROMOCJA

TKB to największa w kraju i jedna z największych na świecie imprez folklorystycznych. Blisko 100 zespołów

7


SUBIEKTY WNY KALENDARZ WYDARZEŃ pieśni i tańca z kilkunastu państw na różnych kontynentach, 4 tysiące tancerzy, śpiewaków i muzyków, ponad 50 kilkugodzinnych wieczornych koncertów odbywających się przez kolejnych 9 dni równocześnie w kilku miejscowościach na dużych plenerowych estradach. Więcej informacji na stronie organizatora: ww.rok.bielsko.pl.

25 sierpnia – 2 września Cieszyn, Ustroń, Brenna, Tychy, Jaworze, Chorzów 31 Międzynarodowy Studencki Festiwal Folklorystyczny

3-5 sierpnia Katowice, Dolina Trzech Stawów OFF Festiwal

Ten festiwal to przede wszystkim muzyka. Tu gra się muzykę, chłonie się ją, o niej się dyskutuje. Ale organizatorzy wychodzą też poza świat dźwięków – ku obrazom i rzeźbom, w kinie i dzięki obecności sztuk wizualnych na OFF-ie i obok niego. Ku słowom – dzięki rozmowom, a czasem i awanturom, w Kawiarni Literackiej. Więcej o wydarzeniu na: www.off-festival.pl.

MSFF to rozpoznawalna i ceniona w świecie folkloru marka, silnie osadzona w tradycji regionu, w którym obecna jest od 1979 roku. Gospodarzem festiwalu jest Studencki Zespół Pieśni i Tańca „Katowice” działający w ramach Uniwersytetu Śląskiego – głównego organizatora tej prestiżowej imprezy. Dzięki festiwalowi cały region na kilka dni staje się centrum zainteresowania nie tylko fanów folkloru z całego świata, ale także turystów i mieszkańców miast ościennych. Więcej na: www.msff.pl.

4-5 sierpnia Złoty Potok XXII Święto Pstrąga

1 września Start Złombol 2018 Katowice, Strefa Kultury

Impreza ta jak co roku przyciąga wielu miłośników dobrej zabawy w gronie rodzinnym. Odbędą się konkursy i popisy kulinarne związane z potrawami z pstrąga (Pstrągarnia w Złotym Potoku jest jedną z najstarszych w Europie). Będą też: spotkanie z gotującą gwiazdą, liczne koncerty muzyczne (folk, szanty itd.), widowisko dla dzieci, konkursy dla publiczności, w tym otwarty konkurs płukania złota.

25 sierpnia Żywiec, Amfiteatr pod Grojcem Męskie Granie 2018

Ogólnopolska trasa koncertowa, której inicjatorem i pomysłodawcą jest marka Żywiec. W wydarzeniu biorą udział czołowi polscy muzycy oraz twórcy sztuk wizualnych. Pierwsza odsłona projektu miała miejsce w 2010 roku. W tym roku szefem muzycznym Męskie Granie Orkiestra został Krzysztof Zalewski. Frontmanami Orkiestry zostali artyści o zupełnie odmiennej muzycznej wrażliwości: Kortez, Dawid Podsiadło i Krzysztof Zalewski.

8

Start największej zmotoryzowanej imprezy charytatywnej na świecie. Kolorowe Żuki, Fiaty, Skody, Tarpany, Syreny, Warszawy, Polonezy, WSKi, Nyski i wiele innych pojazdów zamysłu komunistycznego wyruszą w 5-dniową podróż przez Czechy, Słowację Węgry, Serbie, Macedonię do Grecji aż na środkowy cypel półwyspu Chalcydyckiego zwanym Sithonia, który według legendy razem z cyplami Kassandra i Athos układają się w trójzębie Posejdona.

1-2 września Piknik Lotniczy Bielsko-Biała, lotnisko Aeroklubu

W programie pokazy maszyn latających: szybowców, samolotów, modeli. Pokazy skoków spadochronowych, skoki m.in. z wojskowej CASY. Pokazy akrobacji samolotowej w wykonaniu zespołu akrobacyjnego Orliki. Zapowiadany jest też przelot MIG-29.

Prześlij do nas informację o wydarzeniach redakcja@2bstyle.pl


Piękne od 30 lat foto: Janusz Czarnik www.facebook.com/fotojanczar/ www.maxmodels.pl/fotograf-janczar.html

C

M

Y

CM

20 maja w Bielskim Centrum Kultury odbył się niezwykły pokaz piękna. Dzięki agencji Grabowska Models, organizatora wydarzenia, poznaliśmy tegoroczne Miss Beskidów oraz Miss Beskidów Nastolatek. Konkurs Miss Beskidów ma już długą, bo 30-letnią tradycję. Jubileusz gali był okazją nie tylko do wyborów tegorocznych Najpiękniejszych, ale także okazją do wspomnień i rzutu oka wstecz na dotychczasowe edycje konkursu. Na scenie, obok obecnych finalistek, znalazły się zwyciężczynie minionych 30 lat. Archiwalne zdjęcia przeniosły nas w czasie, a było co wspominać. Tegoroczne tytuły przypadły w udziale mieszkankom Śląska. Miss Beskidów 2018 została Anna Maria Jaromin z Katowic, a tytuł Miss Beskidów Nastolatek otrzymała Martina Czeszak z Bytomia. Publiczność w konkursie Nastolatek swój tytuł przyznała Zofii Porębskiej z Bielska-Białej. Prezentacje finalistek wzbogacone były pokazami mody: premierą kolekcji dyplomowej znanej makijażystki Beaty Bojdy, pokazu kolekcji której autorką jest Lenka Lassakova ze Słowacji, marki Lulu Design, oraz pokazu sukien ślubnych salonu Gracja Janiny Wawrzynek a także mody męskiej MDM Gabriela Kowalewska. Dziewczęta zaprezentowały się też w strojach kąpielowych firmy Gabbiano, bieliźnie firm „Konrad” oraz „Świat Biustonoszy” Barbary Szatkowskiej. Start w konkursie Miss Beskidów często otwiera drogę do dalszych sukcesów. Wiele z podopiecznych agencji Grabowska Models odnajduje się w świecie modelingu lub zdobywa tytuły w konkursach piękności. Jubileusz był też okazją do podsumowań. – Zawsze staram się, aby finalistki nie zapominały o innych, aby piękno zewnętrzne nie przesłaniało im piękna duchowego. Dlatego od lat towarzyszy nam hasło „Piękno w imię dobra”, które realizujemy poprzez wspieranie dzieci z domu dziecka. Często też nagrodą było miejsce w jednej z uczelni, co jest pomocą w dążeniu do samorozwoju – mówi Lucyna Grabowska, pomysłodawczyni i organizatorka konkursu. Magazyn 2B STYLE był patronem medialnym wydarzenia. MY

CY

CMY

PATRONAT

K

9


REGION

Kształcić ludzi otwartych foto: Krzysztof Morcinek

Rozmowa z Michałem Klisiem na temat studiów w Bielskiej Wyższej Szkole im. J. Tyszkiewicza Rozmawiała: Anita Szymańska

Chciałabym porozmawiać o panu i pana roli w bielskim Tyszkiewiczu. Do Tyszkiewicza zostałem zaproszony rok temu, z konieczności zapewnienia minimum kadrowego uczelni licencjackiej. Do końca roku akademickiego wykładam jeszcze na Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, natomiast w Tyszkiewiczu z dość liczną grupą studentów prowadzę zajęcia z podstaw projektowania. Od przyszłego roku akademickiego pozostanę tutaj już na 100% i poprowadzę zajęcia z komunikacji wizualnej w ramach architektury wnętrz. Jest jeszcze kosmetologia, ale tutaj to ja mogę jedynie ocenić kolor lakieru do paznokci i odcień pudru (śmiech). Chociaż wychodzę z założenia, że student czy studentka kosmetologii także powinni uczestniczyć od czasu do czasu w zajęciach artystycznych. Być może stworzymy pewnego rodzaju mariaż międzywydziałowy. Studenci, którzy teraz ze mną pracują, są z różnych miejscowości, czasem mocno oddalonych od Bielska-Białej, niektórzy tylko się uczą, inni jednocześnie pracują i studiują. W ramach zajęć oprócz podawania czystej teorii staram się uczestniczyć ze studentami w różnego rodzaju wydarzeniach typu wystawy, wernisaże, warsztaty. W ten sposób tworzy się u studentów nawyk interesowania się sztuką pod różną postacią. Otwiera im to różne możliwości i powoduje rozmaite reakcje, stają się obyci ze sztuką na tyle, aby startować później bez obaw na uczelnie magisterskie. Ta forma licencjatu daje możliwość tworzenia swojego warsztatu, kreacji, a zakres problematyki i ćwiczeń, które muszą podjąć, powodują, że nie są zaszufladkowani. Bardzo chciałbym, aby te działania szły w kierunku bardzo szeroko pojmowanej komunikacji wizualnej, która ma w sobie elementy architektury, małej architektury z nośnikami informacji, ale też typografii, projektowania, akcydensów. Zajęcia i spotkania z wybitnymi architektami czy artystami to wartość dodana tych studiów. Staram się zachęcać studentów do wychodzenia poza ramy uczelniane i poszukiwania różnych źródeł wiedzy.

Dla nas istotne jest, aby student opuszczał uczelnię z odpowiednimi kompetencjami, dlatego na praktyczną stronę studiów kładziemy szczególny nacisk. Na uczelniach państwowych natomiast nie ma tak rozwiniętej sfery praktycznej nauczania, nad czym ubolewam. Tymczasem nasi studenci muszą sami postarać się o fundusze, jeśli chcą wziąć udział w konkursach, ale to także przygotowuje do samodzielnego wykonywania zawodu.

Czyli oferta Tyszkiewicza od nowego roku akademickiego bardzo się poszerzy. Oczywiście. Rozszerzy się także formuła znanych już konkursów przeprowadzanych pod patronatem Mokate czy Zakładów Mięsnych Kania. Mamy także rozpoczęte rozmowy z Polsportem.

Czy studenci są wrażliwi na te miejsca? Tak, są. Widać to po tym, które z proponowanych przeze mnie tematów wybierają.

Od lat obserwujemy konkursy w Tyszkiewiczu i widzimy, jak to jest ważne, że studenci mogą w praktyce wykorzystać swoją wiedzę.

10

Nietypowe jest podejście do nauczania, nietypowa jest sala wykładowa, w której się znajdujemy. Zależy nam na tym, aby już wchodząc tutaj, każdy czuł sztukę, rozumiał, że nie jest to zwykła sala wykładowa, ale coś więcej. Stąd odpowiednio duże stoły, sztalugi, tablice ekspozycyjne i inspirujące otoczenie. Przesuwają się u pana akcenty katowickie na bielskie. Tak, bo ja mieszkam w Bielsku-Białej, więc jest mi o wiele bliższe. Zresztą jestem jednym z nielicznych wykładowców mieszkających na miejscu. Wszyscy przyjezdni trochę inaczej patrzą na to miasto. Stąd na przykład moje zainteresowanie rewitalizacją brzegów Białki, które są przecież niezwykle ciekawe architektonicznie. Ale rozumiem to, że ktoś z zewnątrz nie będzie już tego postrzegał tak emocjonalnie jak ja. Dlatego planując zajęcia ze studentami, będę brał pod uwagę ich priorytety i zachęcał do pochylenia się nad otaczającą ich architekturą, ale właśnie tam, gdzie mieszkają czy skąd pochodzą. Gdy powstanie już pracownia, mam nadzieję, że uda się nam przeprowadzić takie właśnie zajęcia. Marzy mi się, aby mając zadany temat „miasto”, studenci mogli zrealizować go na podstawie tego, gdzie są obecnie ulokowani. Coś w tym kształcie funkcjonuje w Poznaniu, warto czerpać z tego przykład. Próbowałem już to pokazywać, realizując autorskie kalendarze dla firmy Aqua. Ubolewam, że zamiera ulica 11 Listopada, dlatego będę prosił studentów o pomysły na rewitalizację tego miejsca.

Pracownia się rozwija. Dąży pan do tego, aby studenci mieli narzędzia. Mnie zależy na tym, aby czuli się tu jak w rodzinie. Bardzo ubolewam nad dwustopniowością studiów. Szkoda, że zaburza się


ciąg kształtowania artysty. Bo często po licencjacie studenci robią przerwę. Nie zawsze to przynosi dobry efekt. Chodzi tu przede wszystkim o tworzenie więzi i budowanie zaufania w zespole. Czy zajęcia w ramach wydziału architektury w Tyszkiewiczu są komplementarne, czy się przenikają z innymi? To jest cały program, studenci znają poszczególne sylabusy, mają przejrzystość tej struktury. To również się przekłada na spotkania w czasie obrony, gdy obserwuję moich kolegów, którzy wypowiadają się na temat wizualizacji. To tak, mamy do tego prawo i w tym objawia się to przenikanie. Jak długie jest pana doświadczenie w nauczaniu akademickim? Gdy kończyłem liceum plastyczne, które w 1964 roku mieściło się jeszcze w Zamku Sułkowskich, podjąłem starania, by dostać się na uczelnię wyższą, z różnym skutkiem, co nie było przeszkodą w tym, abym podjął także pracę zawodową. Trwało to przez sześć lat. Wówczas dostanie się na studia nie było tak łatwe jak dzisiaj. Ale nie poddawałem się. Z tego okresu wyniosłem, że nie wolno się poddawać i rezygnować z marzeń. I to przekazuję swoim studentom, z którymi pracuję już od ponad 50 lat. Aż ciśnie się na usta stwierdzenie, że bardzo wiele po panu zostanie na katowickiej ASP. Tak, przede wszystkim dyplomanci. Oraz to, z czego jestem najbardziej zadowolony, czyli dobre kontakty z ludźmi – pracownikami uczelni, niezależnie od tego, jakie stanowisko piastują. Studenci wiedzą, że niebawem opuszczę katowicką uczelnię. Pozostanie, niestety, luka pokoleniowa.

Michał Kliś – profesor sztuk plastycznych, profesor zwyczajny. Urodził się 13 września 1945 roku w Bielsku. Łodygowianin. W latach 1969-1974 studiował na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (filia w Katowicach). Dyplom główny uzyskał w Pracowni Plakatu prof. Tadeusza Grabowskiego. Od 1977 roku jest członkiem ZPAP. W roku 1995 uzyskał tytuł profesora w zakresie sztuk plastycznych, a w roku 2000 tytuł profesora zwyczajnego. W latach 1993-1999 pełnił funkcję dziekana katowickiego Wydziału Grafiki, a w latach 1999–2001 prorektora ASP w Krakowie do spraw filii w Katowicach. W latach 2001-2005 był rektorem usamodzielnionej ASP w Katowicach, a w latach 2010-2015 członkiem Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Brał udział w ponad 150 wystawach w kraju i za granicą. Otrzymał: za działalność artystyczną – Srebrny Medal na Międzynarodowym Biennale Grafiki Użytkowej Brno 1996 oraz Złoty Medal na Biennale Plakatu Polskiego Katowice w 1987 i w 2001; I Nagrodę Marszałka Senatu Alicji Grześkowiak za plakat na 20-lecie pontyfikatu Ojca Świętego; I nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Zamkniętym na logo Konferencji Ministrów Spraw Zagranicznych; III nagrodę na Międzynarodowym Triennale Plakatu Teatralnego Sofia 2001. W 2003 roku otrzymał nagodę im. W. Korfantego oraz K. Miarki. W roku 2005 został uhonorowany Nagrodą Indywidualną Ministra Kultury za wybitne osiągnięcia artystyczne, dydaktyczne i organizacyjne oraz Medalem Komisji Edukacji Narodowej, a także Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. W 2013 roku otrzymał godność Kawalera Srebrnej Laski z Czerwoną Różą od kapituły Towarzystwa Przyjaciół Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

4 Charytatywny Turniej Piłki Ręcznej Plażowej dla kobiet i mężczyzn

Bezpośrednio na konto Fundacji można dokonywać wpłat na leczenie Sary. Fundacja Zdrowia i Kultury „Kochaj Życie” konto: 65 8004 0002 2010 0019 7898 0002 tytułem: Mazur Sara z dopiskiem: darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

25-26 sierpnia 2018 Basen w Cygańskim Lesie W programie dodatkowe atrakcje, m.in.: licytacje na FB, z których najciekawsze będą miały swój finał na basenie w trakcie trwania turnieju: ścianka wspinaczkowa, dmuchane zjeżdżalnie, pokazy różnych grup sportowych, treningi z Patrycją Wieją – zwyciężczynią Projekt Lady TVN, skoki na bungee.

REKLAMA

11

PATRONAT

Wszystkie osoby, które chciałyby przekazać przedmioty na licytacje bądź pomóc w zbiórce pieniędzy oraz zespoły chcące wziąć udział w turnieju zapraszamy do kontaktu: Radosław Siuda 663 01 01 01 Marcin Nosowicz 787 18 57 25

Gramy dla Sary Mazur


HISTORIA

Tajemnice bielskiego „pręgierza” Śledztwo Jacka Proszyka Wiele już głów rozprawiało nad tym, czym są żelazne gięte podłużne sztaby zamocowane w kamienicy nr 8 w narożniku Rynku u zbiegu ulic Celnej i Krętej. Znajdziemy w internecie wiele artykułów i wzmianek, które nazywają to pręgierzem bądź pozostałościami po pręgierzu. Słyszałem nawet w przelocie przewodników, którzy straszyli tym miejscem turystów. Tekst i foto: Jacek Proszyk, www.bielsko.biala.pl

Znakomicie przeanalizowali temat bielscy archeolodzy Bożena i Bogusław Chorąży, którzy swoje wątpliwości co do przeznaczenia żelaznych klamer opisali w artykule pt. Tajemnice bielskiego pręgierza i ciekawe przeanalizowali relikty kamienne, które mogą sugerować umiejscowienie pręgierza na płycie rynku. Odboje były zwykle niskie Część osób twierdzi, że sztaby zabezpieczały narożnik obecnej kamienicy ze względu na jego stałe zagrożenie uszkodzeniem przez wjeżdżające wozy w bardzo wąskiej ulicy. Ale na takiej wysokości? Odboje zazwyczaj były niskie, miały za zadanie odsunąć od ściany budynku koło wozu i taki odbój kamienny jest poniżej żelaznych klamer. Zatem do czego mogły służyć? Kilka dni temu spotkałem emerytowanego warszawskiego inżyniera zajmującego się m.in. historią miernictwa. Rozmawialiśmy o polskim „metrze katolickim”, który poprzedzał obecnie znany francuski. Opracowany został w Królestwie Polskim przez jednego z prekursorów systemu jednostek metrycznych, Tytusa Liwiusza Burattiniego - tego samego, od którego wzięły nazwę monety „boratynki”. Metr katolicki (1,01646 metra francuskiego) oparty był na wahadle matematycznym Galileusza. Stosowne obmiary opublikowano w Wilnie w 1675 roku. Bieg czasów i przemian politycznych przynosił ze sobą różne jednostki miar i wag, bowiem różnica jednostek miar była traktowana jako świadectwo suwerenności i atrybut władzy monarchy. Równo 50 cm między klamrami Przyszły mi wtedy do głowy żelazne bielskie sztaby zwane „pręgierzem”. Zadałem sobie pytanie: czy to przypadkiem nie jest wzorzec miary? Wszak obok na rynku w dni targowe kwitł handel. Sprzedawano tkaniny czy sznury i nie było jak dziś, że każdy ma znormalizowany metr. Trzeba było mieć wzorzec. Takim wzorcem dawniej była oficjalna waga miejska umiejscowiona na rynku trzy kroki od klamer. W budynku wagi przechowywano wzorce wag, odważniki i przyrządy związane z pomiarami handlowymi. A jeśli budynku

12

wagi zabrakło, to kto wie czy w mur kamienicy nie zamontowano wzorca długości? Zmierzyłem. Co się okazało? Że dokładnie na całej długości między jedną a drugą klamrą jest równiutko 50 cm. Przypadek?! Dwie wielkie sztaby żelazne z dokładną odległością 50 cm, ani centymetra mniej, ani więcej. Nie tak szybko. Idźmy po kolei. Zadałem sobie pytanie: kiedy system metryczny wprowadzono w Bielsku i jakie miary były najbardziej popularne? Miary austriackie używane były w końcu XVIII wieku i na początku XIX wieku. Nie rozważajmy już drobnych cali, ale przejdźmy do miary, którą można było mierzyć sukno. To łokieć wiedeński (jako miara podstawowa) równy 0,7792 m. Wzór mierniczy na rynku W sąsiedniej Białej najpierw była (od 1801 roku) miara galicyjska zastąpiona w 1836 roku miarą krakowską (1 łokieć = 0,596 m). Także wywodzące się od staropolskiej miary łokcie uległy w 1857 miarom austriackim. Natomiast system metryczny ówczesna stolica wiedeńska wprowadziła na terenie monarchii w 1871 roku. Przypuszczam, ze trochę trwało zanim kupcy przestawili się z łokcia 0,77 m na pół metra, ale skoro zmieniono system w 1871 roku, musiano tak go wprowadzić, by każdy miał swobodny dostęp do trwałego i niewzruszonego wzorca. Kto wie czy żelazne klamry nie są pamiątką tamtych czasów? Dlaczego nie zrobiono odległości 1 metra między klamrami, tylko 50 cm? Może dlatego, że łatwiej było przestawić się i mierzyć z łokcia austriackiego na mniejszy półmetrowy niż dłuższy metrowy. Umieszczanie wzorów miar na ścianach w centrach miast to była powszechna praktyka. Poniżej zamieszczam fotografie kilku przykładów z miast europejskich. Podsumowując. Stawiam tezę, że dwie żelazne sztaby w narożnej kamienicy rynkowej nr 8 to wzór mierniczy dla kupców na miejskim rynku, być może pochodzący z lat 70. XIX wieku. Jak ktoś nie wierzył sprzedającemu, zawsze mógł ze swoim kijaszkiem podejść pod ścianę i zmierzyć, by potem spać spokojnie, że zakupionego sukna na odzienie wystarczy. Czy mam rację, nie wiem. Ale gdyby nie to dokładne 50 cm między sztabami, patrzyłbym na nie tylko i wyłącznie jako na odbój.


REKLAMA

13


WYDARZYŁO SIĘ

Dzień Dziecka z Mokate Po raz trzeci z okazji Dnia Dziecka Mokate zorganizowało na stadionie przy ulicy Józefa Kreta w Ustroniu-Nierodzimiu piknik rodzinny dla swoich pracowników. Jeszcze w południe wydawało się, że tegoroczny festyn odbędzie się w strugach ulewnego deszczu i przy rozbłyskach piorunów. Na szczęście po południu czarne chmury powoli zaczęły znikać znad Śląska Cieszyńskiego a o godzinie czternastej, kiedy piknik Mokate miał się planowo rozpocząć, po porannych ulewach i podtopieniach nie było śladu.

Festyn rozpoczął się tradycyjnie – od meczu piłkarskiego drużyn złożonych z pracowników Mokate SA Ustroń i Mokate sp. z o.o. Żory. Przed meczem Pani Teresa Mokrysz, właścicielka Mokate, życzyła wszystkim dobrej zabawy a piłkarzom – emocjonującej rozgrywki. Z kolei dr Adam Mokrysz Prezes Mokate SA i CEO Grupy Mokate podziękował wszystkim za przybycie i podkreślił wartości rodzinne i ich znaczenie dla firmy, w której między właścicielami a pracownikami panują bliskie, oparte na zaufaniu i szacunku relacje. Rozgrywka była żywiołowa – drużyny grały na połowie standardowego boiska, po 6 zawodników. Zmiany były częste, więc piłkarze grali przez cały czas na 100%. Widać było ogromny postęp w poziomie gry w porównaniu do pierwszego turnieju – za kilka lat Mokate będzie chyba mogło wystawić drużynę do rozgrywek ligowych... Od wysokiego poziomu gry nie odstawał doping widzów – był ogromny, dodawał skrzydeł zawodnikom. Ostatecznie zwyciężyła drużyna z Mokate SA w Ustroniu pokonując Mokate sp. z o.o. 3:2. Gole strzelili: dla zwycięskiej drużyny Michał Borus, dla pokonanych: Andrzej Hojbach i Kamil Baron. Zwycięska ekipa otrzymała puchar z rąk dra Adama Mokrysza, a wszyscy zawodnicy pamiątkowe medale od Pani Teresy Mokrysz i Pani Sylwii Mokrysz, prokurenta Mokate SA. Gratulacje trwały bardzo długo!

14

Po meczu całe rodziny korzystały z wielu atrakcji przygotowanych dla najmłodszych i tych starszych. Dzieci bawiły się na „dmuchańcach”, brały udział w wielu konkursach z nagrodami - również wspólnie z rodzicami. Powodzeniem cieszyły się stoiska z kawą, herbatą i innymi napojami, grille z kiełbaskami, kocioł z grochówką i automaty z pysznymi lodami. Dużym powodzeniem cieszył się lodowy „zestaw narodowy”, czyli kręcone lody śmietankowo-truskawkowe w barwach biało-czerwonych, przypominające, że mundial w Rosji jest coraz bliżej. Pogoda była rewelacyjna, a goście dopisali – piknik na trawie trwał do wieczora. Pikniki rodzinne organizowane przez Mokate doskonale pokazują, jak ważne jest to, aby w firmie relacje pomiędzy właścicielami a pracownikami oparte były o wartości rodzinne. Zresztą z ostatnich badań naukowych wynika, że także konsumenci i kontrahenci coraz bardziej doceniają rodzinność firmy, która w ich opinii kojarzy się z tradycjami i wysoką jakością. Aby podkreślić taki charakter firmy, od 2016 roku Mokate ma nowe logo, którego częścią jest sformułowanie „A Family Business”. Jednak tradycje rodzinnego biznesu w rodzinie Mokryszów sięgają o wiele dalej w przeszłość - aż do roku 1900, kiedy to Josef Mokryš założył sklep kolonialny w miejscowości Dobra na Zaolziu, oferując swoim klientom m.in. kawę i herbatę.


REKLAMA

15


WYDARZYŁO SIĘ

foto: Jacek Rokowski

Look of the Year

15 czerwca w Dworek New Restaurant odbyła się gala finałowa konkursu The Look Of The Year Bielsko-Biała 2018. Modelki i modele na gali zaprezentowały się w kolekcjach m.in. Mimika, Weber, Kag Mag wraz z torebkami Joanny Kruczek oraz Styl Studio Vena. Laureaci konkursu regionalnego weszli do półfinału ogólnopolskiej edycji The Look Of The Year 2018. W tegorocznej edycji konkursu The Look of The Year w Bielsku-Białej zwyciężyli Marta Kulej z Piekar Śląskich

oraz Mateusz Matyja z Bielska-Białej. Nagrodę The Look Of The Year Foto 2018 wywalczyli Wiktoria Mrowiec z Bielska-Białej oraz Bartłomiej Machalica z Czechowic-Dziedzic. Organizatorem imprezy była Agencja Mody Prestige. Stylizacja włosów oraz Make up: uczennice Zakładu Doskonalenia Zawodowego w Bielsku-Białej pod kierunkiem Iwony Czarnik i Małgorzaty Walczak-Pastuszki.

Śląskie Smaki

W czerwcu warto było zajrzeć do Pszczyny, gdzie odbywał się bardzo smakowity konkurs – Śląskie Smaki. Śląskie Smaki to konkurs w którym uczestniczyć mogą amatorzy, szkoły gastronomiczne i profesjonalni kucharze. Mają oni do przygotowania kilka dań, a profesjonalne jury wybiera najlepszych w danej kategorii. Muszą to być dania związane ze Śląskiem – w praktyce często są to klasyczne wersje albo ich odległe inspiracje. Tegoroczny konkurs miał miejsce w Pszczynie, w parku u stóp zamku. Jak zwykle do rywalizacji stanęło kilkanaście zespołów. Rozpiętość w sposobie przygotowania i podania potraw była spora – od klasycznie wyglądających po dania niemal jak z kuchni fusion. Remigiusz Rączka – przewodniczący konkursowego jury – kilkukrotnie powtarzał, że to

16

dotychczas najsmaczniejsza edycja imprezy. Z pewnością też jedna z ciekawszych, jeśli chodzi o otoczenie. Piękny, pszczyński park jest idealnym miejscem na tego rodzaju pikniki – także ze względu na historię dworskiej i myśliwskiej kuchni tych rejonów. Jeśli jest konkurs, muszą być i zwycięzcy. I miejsca, Złote Durszlaki i tytuł Eksperta Śląskich Smaków 2018 zdobyli: w kategorii szkół gastronomicznych Dziewczyny ze Śląska – Zespół Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich w Tarnowskich Górach, w kategorii amatorów KGW w Ćwiklicach, w kategorii profesjonalistów restauracja Hotelu Holiday Inn ****. Zwycięzcom gratulujemy! 2B STYLE było patronem medialnym wydarzenia.


NAPRAWDĘ LUBIMY TO, CO ROBIMY!

· każde zlecenie traktujemy indywidualnie · doradzamy wybór technologii i materiałów · proponujemy najkorzystniejsze rozwiązania cenowe · gwarantujemy zachowanie Twoich tajemnic handlowych · no i możesz nadzorować swój druk... ...pijąc z nami pyszną kawę!

RABARBAR s.c.

17

PROMOCJA

41-710 Ruda Śląska, Polna 44 +48 32 411 49 41 rabarbar@rabarbar.net.pl www.rabarbar.net.pl


ROZMOWY PRZY KAWIE

sie.jemy

foto: Pytlik Bąk Fotografia

Michał i Kuba kochają rośliny. Sieją, podlewają, pielęgnują… ale nie pozwalają im zbytnio urosnąć. O swojej wyjątkowej pracy, czyli produkcji siewek, opowiadają mi przy bardzo szybkiej kawie – zbliża się pora podlewania!

Rozmowy przy kawie

R ozmawia : M a g d a l e na J e ż Założycielka Klubokawiarni Aquarium, mieszczącej się na I piętrze Galerii Bielskiej BWA (ul. 3 Maja 11) www.facebook.pl/klubokawiarnia.aquarium

18


foto: Pytlik Bąk Fotografia foto: Mateusz Pasierbek

„Siewka” fajnie brzmi, tylko nie każdy wie, o co chodzi. „Kiełki” mówią już więcej, bo są bardziej powszechne, ale chłopaki nie tym się zajmują. Dbają o właściwe nazewnictwo, więc cierpliwie tłumaczą, że kiełek to nasionko, które wypuściło korzeń. Siewka jest kolejnym etapem w rozwoju rośliny. Dokładniej mówiąc, jest to młoda roślina, odżywiająca się substancjami zawartym w nasionku. Obrazowo i w dużym uproszeniu – siewka to nasionko i korzeń na dole, a łodyga i pierwsze młode listki na górze. Są intensywnie zielone, pachnące, zdrowe i pyszne. Cuda natury! Co jest największą wartością siewek poza fajna nazwą? Przynajmniej dwie rzeczy. Po pierwsze: skoncentrowany i intensywny smak danej rośliny. Próbowałam wielu, więc potwierdzam – są naprawdę pyszne. Siewki marchewki smakują jak najintensywniejsza marchew, siewki pora mają prawdziwą ostrość tego warzywa, a groszek jest nawet lepszy niż te zielone kuleczki. W restauracjach i codziennej diecie sprawdzają się jako ciekawy podkręcacz smaku i oryginalna dekoracja. Druga sprawa to wysoka zawartość składników odżywczych – prawdziwa witaminowa bomba. Są więc i smaczne, i bardzo zdrowe – idealna kombinacja. Nic, tylko siać i zajadać. Albo zajadać te wysiane przez Michała i Kubę, bo oni znają się na tym najlepiej. Firmę sie.jemy założyli parę miesięcy temu, choć uprawą i hodowlą roślin zajmują się już od dawna. Kuba – z zawodu bowiem jest technologiem roślin, a od czterech lat

prowadzi firmę ogrodniczą w Krakowie. Michał – z pasji. Kilka lat mieszkał w Skandynawii, gdzie zainspirował się tym tematem. Gdy wrócił do Polski, namówił Kubę, by zajęli się tym na poważnie. Nie musiał długo przekonywać, zresztą bardzo szybko okazało się, że dla obu jest to szansa na łączenie pasji i pracy, a przecież każdy o tym marzy. Poznali się jakieś 14 lat temu w skate parku na bielskich Błoniach. Chodzili tam na wagary i jeździli razem na BMX-ach i rolkach. Teraz nie mają już na to czasu, w zasadzie to cały czas sieją i podlewają. Na wagary też nie ma już szans, rośliny wymagają ciągłej pielęgnacji. Nie stosują żadnych

19


ROZMOWY PRZY KAWIE

środków ochrony roślin, żadnej chemii i oprysków. Na bieżąco sprawdzają, czy na pewno nigdzie nie rozwija się pleśń – mogłaby się rozprzestrzenić na wszystkie uprawy, a wtedy nie byliby w stanie wywiązać się z przyjętych zamówień. Zamówienia zaś mają spore: zaopatrują kilka ważnych restauracji w całym województwie, a także osoby prywatne. Współpracują ze znanymi szefami kuchni, a produkowane przez nich siewki stanowią istotny dodatek do serwowanych dań. Czasem są przyprawą, czasem dekoracją. A czasem ich zastosowanie jest jeszcze bardziej oryginalne. Z siewek gorczycy robiona jest pyszna pasta, z marchewki – intensywnie zielona i pięknie pachnąca oliwa. Latem z siewek powstają kulki lodowe – ciekawy dodatek do mięs, który po rozmrożeniu staje się bardzo aromatycznym zimnym sosem. Zresztą możliwości wykorzystania siewek jest pewnie tak wiele jak ich rodzajów. W tym momencie chłopaki mają w ofercie prawie 40 różnych roślin. Poza wspomnianymi wcześniej są też różne odmiany melisy i mięty, pietruszka, ogórecznik, słonecznik, jarmuż, rzodkiewka, kalarepa i wiele, wiele innych. Oferta ciągle jest poszerzana, bo Michał i Kuba wciąż odkrywają coś nowego. Mówią o sobie, że są poszukiwaczami smaku ukrytego w nasionach, jednak smak nie jest jedyną rzeczą, na którą zwracają uwagę. Istotny też jest czas potrzebny roślinie od momentu wysiewu do chwili dojrzałości. Każda roślina kiełkuje inaczej, dlatego potrzebna jest tu zaawansowana logistyka. Trzeba wysiać je na tyle wcześnie, by umówionego dnia móc dostarczyć klientowi najświeższy produkt. Siewki powstają w samym centrum miasta – w starym lofcie przy ul. 1 Maja. Właścicieli trudno znaleźć na miejscu, bo do siedziby sie.jemy prowadzi labirynt korytarzy.

20

foto: Pytlik Bąk Fotografia

foto: Mateusz Pasierbek


foto: Pytlik Bąk Fotografia

najfajniejszych miast. Gdzie powstają fantastyczne inicjatywy, gdzie mamy góry, ścieżki rowerowe i inne rzeczy, które przyciągają młodych ludzi. Obaj zgodnie podkreślają, że nawet, gdy sie.jemy bardzo się rozrośnie, na pewno pozostaną w Bielsku-Białej. Na koniec opowiadają mi o swoich planach i wizjach. Marzy im się wielki ogród na dachu fabryki, w której mają swoją siedzibę. Taki wysoko położony park w środku miasta. Kuba chciałby wreszcie skończyć kolczugę, którą od bardzo dawna robi, łącząc małe metalowe kółeczka. Natomiast Michał planuje kiedyś prowadzić swoje bistro. Pokazałby tam, że gastronomia to nie są głównie burgery i sushi, a polska kuchnia to nie tylko barszcz i pierogi. Patrząc na ich zapał, czuję, że plany te mogą się naprawdę udać. Mocno trzymam kciuki – za dalsze sianie, za ogród, bistro, a nawet za kolczugę!

foto: Aquarium

W jednym z pomieszczeń odremontowali sporą przestrzeń, zamontowali specjalne lampy i inne cuda, tworząc odpowiednie warunki do uprawy roślin. Wieczorami od strony ulicy widać przez okna podejrzane światło nad małymi roślinkami. Kilka razy musieli już udowadniać, że nie hodują konopi. Siewki produkowane są opatentowanymi przez Michała i Kubę metodami bezglebowymi. Rosną na podłożu wykonanym ze specjalnie sprasowanych włókien kokosowych, dzięki czemu docierają do klienta czyste, bez ziemi. Odpowiednio podlewane pozostają świeże przez kilka, a nawet kilkanaście dni. Mimo że uprawa siewek zajmuje im ogromnie dużo czasu, dają się namawiać też na inne działania. Właśnie tak się poznaliśmy. W kwietniu prowadzili w Aquarium bardzo ciekawe spotkanie na temat uprawy roślin na domowych parapetach, a w maju warsztaty siania i sadzenia. Chętnie dzielą się swoją wiedzą. Uważają, że rośliny są czymś tak naturalnym, iż powinny stanowić czynnik łączący ludzi. Gdy tylko mogą, namawiają, by je uprawiać. Przekonują, że jest to naprawdę łatwe: „Nasiono chce urosnąć nawet bardziej, niż my tego chcemy. Jeśli otoczy się je wodą i odrobiną miłości, na pewno urośnie”. Gdy pytam ich o to, co chcieliby jeszcze dodać, odpowiadają, ze ważnym aspektem ich działalności jest lokalność. Gdyby chodziło im o pieniądze, pewnie robiliby to w Warszawie. Gdyby o rozgłos – działaliby zupełnie inaczej. Kuba na co dzień mieszka w Krakowie – tam na pewno byłoby łatwiej. Zależy im jednak na tym, by działać w Bielsku-Białej, a Kuba zresztą chciałby tu wrócić. Michał już wrócił – po paru latach spędzonych w Skandynawii. I uważa, że gdy mieszka się na obczyźnie i zarabia się więcej pieniędzy, bardzo złudne jest poczucie tego, że jest „lepiej”. Dopiero teraz jest naprawdę szczęśliwy – będąc tutaj. W mieście, które zawsze plasuje się najwyżej w rankingach

21


LUDZIE

wszędzie widzę

inspiracje Z Katarzyną Heród rozmawia Agnieszka Ściera-Pytel Foto: archiwum

Przede wszystkim gratuluję zdobycia bibliotekarskiego Oscara, czyli stypendium w Konkursie im. Olgi Rok dla najlepszej bibliotekarki roku. Taka nagroda zobowiązuje. Zdecydowanie. Pamiętam, że kiedy odczytałam wiadomość o tym, że jestem laureatką, nie uwierzyłam – podałam koleżance telefon i zapytałam, czy aby na pewno dobrze rozumiem… To było niesamowite wyróżnienie, które dodało mi skrzydeł i odwagi. Zgłoszenie wysłałam chyba w ostatnim dniu, opisałam swoje marzenia o założeniu fundacji, która dzisiaj już istnieje i ma się całkiem dobrze. Co trzeba zrobić, aby zostać dostrzeżoną między półkami zapełnionymi książkami? Hmm… Działać z ludźmi i dla ludzi, mieć swoją wizję – to pierwsze, co przychodzi mi do głowy. Pracowałam w bibliotece prawie 6 lat, ale nigdy nie czułam się prawdziwą bibliotekarką. Odkąd zrealizowałam swój pierwszy projekt, wiedziałam już, że to jest moja bajka. Praca na tzw. froncie, czyli wypożyczanie książek, to była dla mnie okazja do poznawania ludzi i ich potrzeb. I realizowania działań, które na te potrzeby odpowiadają. Oprócz pracy w bibliotece przez trzy lata byłam dyrektorką oddziału Fundacji Machina Zmian – realizowałam projekty artystyczno-rozwojowe dla kobiet. Działałam w oświęcimskiej grupie NGO. Spotykałam na swojej drodze cudownych ludzi, z którymi realizowałam różne inicjatywy na prywatnym gruncie. Pamiętasz swój pierwszy projekt? Bardzo dokładnie: „Małe dzieci, wielkie emocje”. Wprawdzie realizowałam już powoli inne inicjatywy, ale ten był moim pierwszym dofinansowanym z zewnątrz projektem. I wiąże się z nim niesamowita historia. Pracowałam wtedy niecały rok i dostałam informację o projekcie „Kobiety. Liderki. Obywatelki”, który realizowało krakowskie stowarzyszenie PLinEU. Poszukiwali aktywnych kobiet z Małopolski: zapewniali szkolenia i dotacje na wymarzony projekt. Do tej pory nie wiem, jak to się stało, ale byłam jedną z 15 kobiet (najmłodszą, jak się później okazało), które wybrano. Przeszłam wtedy cykl fantastycznych szkoleń na temat projektów, promocji i działań lokalnych. Wyjechałam do Neapolu na wizytę studyjną. A po powrocie zrealizowałam projekt „Małe dzieci, wielkie emocje”. Byłam świeżo po studiach pedagogiki specjalnej, mocno interesował mnie temat inteligencji emocjonalnej. Zrealizowałam więc warsztaty dla rodziców, a dla dzieci cały program edukacyjny. Pamiętam, że zainteresowanie było ogromne, była nawet druga edycja projektu. Wtedy też przepadłam całkowicie. Poczułam, że takie projekty to jest właśnie moja droga.

22


Widząc twoją energię, wyobrażam sobie ciebie w przeszłości jako przewodniczącą klasy, a może nawet szkoły. Z tego, co pamiętam, byłam skarbnikiem i… no cóż… z biegiem lat nic się nie zmieniło: budżety projektowe i finanse to nie moja bajka (śmiech). Pamiętam, że w szkole wszędzie było mnie pełno. Ale cechował mnie też słomiany zapał. Grałam na flecie i cymbałkach. Śpiewałam w chórze. Ćwiczyłam gimnastykę artystyczną. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Wszystko jednak było na chwilę. Studiowałam polonistykę, bo marzyłam o byciu nauczycielką. Później pedagogikę specjalną. W czasie studiów nie działałam w ogóle – studiowałam zaocznie, podejmowałam się wielu prac, żeby opłacić studia. Długo szukałam pomysłu na siebie. Na ostatnim roku trafiłam do biblioteki. Zaczęłam działać. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że to jest coś, co chcę robić. Dzisiaj jestem tego absolutnie pewna. Jak się przygotowujesz do napisania i realizacji projektu? To przecież pochłania masę czasu. Najwięcej czasu zajmuje mi opracowanie spójnej koncepcji projektu, opisanie jej, jeśli jest się już wdrożonym, nie jest aż tak czasochłonne. Ze mną jest tak, że pomysły przychodzą mi do głowy tak po prostu, o różnych porach dnia. Czasami zdarza mi się obudzić w nocy i zapisać jakiś pomysł – chociaż nie wiem, czy powinnam o tym oficjalnie mówić (śmiech). Jeśli mam już wstępną wizję, dużo o niej myślę i analizuję: czy to rzeczywiście ludziom jest potrzebne? Czy będą chcieli skorzystać? Kto? Po co? Tych pytań jest bardzo dużo. Moją sprawdzoną metodą jest rozrysowanie sobie wszystkiego. Najlepiej na dużej kartce. Od zawsze jestem wzrokowcem, uczyłam się na mapach myśli. Z projektem mam tak samo – muszę go zobaczyć. Sprawdzić, czy działania są spójne, czy są efekty. Mój pomysł na projekt to w początkowej fazie jeden wielki kolorowy plakat, z mnóstwem strzałek, skreśleń, podkreśleń itp. Dopiero później zasiadam do wniosku grantowego

i opisuję to tzw. językiem projektowym. Kiedy już wszystko opiszę, daję do czytania mężowi, siostrze czy przyjaciółce – wtedy najlepiej wychodzą niejasności. Uwagi przyjmuję z wielkim trudem, bo dla mnie, siedzącej nad wnioskiem godzinami, wszystko jest absolutnie jasne (śmiech). Wypracowanie tego systemu zajęło mi jednak mnóstwo czasu. Pamiętam początki: wpadał mi do głowy superpomysł i liczyło się tylko to, żeby go zrealizować. Straciłam wtedy mnóstwo energii i byłam szalenie zdziwiona, że moje wnioski nie przechodziły (śmiech). Dzisiaj podchodzę do tego rozsądniej – przynajmniej tak mi się wydaje (śmiech). No właśnie, realizacja twoich pomysłów wymaga mnóstwa czasu. Jak na to patrzą twoi bliscy i przyjaciele? Czy masz w nich wsparcie? Ogromne. Nie ukrywam, że często zdarza się tak, że w domu jedynie bywam. Teraz, odkąd zmieniłam pracę i pracuję na ¾ etatu, łatwiej mi pogodzić wiele spraw. Ale zdarzają się bardzo intensywne momenty. Mój mąż od początku kibicuje moim działaniom, często sam w nich uczestniczy – ostatnio razem z nami prowadził warsztaty twórcze w Pacanowie. Sam jest sędzią koszykówki, co również pochłania dużo czasu. Każdy z nas ma swoją przestrzeń, kibicujemy sobie nawzajem. Jeśli chodzi o przyjaciół, rozumieją, a gdy przesadzam, potrafią powiedzieć: „Ogarnij się, Kasia, odpuść”. Często też uczestniczą w działaniach, które realizuję, i to jest cudowne. Niedawno organizowaliśmy akcję urządzania wspólnej przestrzeni dla mieszkańców. Oczywiście punkt 17.00 – ściana deszczu. Zaczyna się przejaśniać, zjawiają się przyjaciele: „Malujemy? Bo mamy dzieciaki w samochodzie” – to jest coś absolutnie cudownego. „Pudełko Czasu”. Opowiedz, na czym polegał projekt. Ach! „Pudełko Czasu” – cóż to był za projekt! Jedno z moich większych zawodowych wyzwań. Wszystko zaczęło się od rozmowy, w której zapytano mnie: „Czy organizacja może pełnić funkcję kapsuły czasu?”. Pomyślałam wtedy, że tak. A określenie „kapsuła

23


LUDZIE czasu” dłuuugo nie dawało mi spokoju. I przyszedł mi do głowy pomysł na projekt międzypokoleniowy. Długo o nim myślałam, analizowałam ofertę kulturalną Oświęcimia pod kątem takich działań. Okazało się, że właściwie ich nie ma. Pamiętam, że wszystko ułożyło mi się w spójną całość w pociągu Pendolino na trasie Gdańsk–Kraków. Ponieważ wtedy realizowałam już projekty artystyczne dla kobiet, wybór grupy docelowej był oczywisty: matki i córki. To właśnie do nich skierowałam działania. Działania artystyczne do dzisiaj cieszą się wielkim powodzeniem, ale mnie zależało na przemycaniu oferty rozwojowej. Dlatego też w projekcie połączyłam te dwie rzeczy. Wzięło w nim udział 10 par kobiecych. Projekt zakładał stworzenie pudełek czasu przez każdą z par uczestniczek. Każdy warsztat dawał namacalny efekt końcowy, który kobiety wkładały do pudełka. Rozpoczęliśmy warsztatem odkrywania potencjału, na którym kobiety stworzyły wspólną mapę marzeń. Na warsztacie decoupage’u zaprojektowały i ozdobiły swoje pudełka. Na warsztacie opowiadania historii napisały swoją historię, którą przepisały na własnoręcznie zrobioną papeterię. W programie komputerowym stworzyły swoje drzewo genealogiczne, na spacerze twórczym sfotografowały ważne dla nich miejsca. Wykonały również ramkę na zdjęcie, które zrobiła im fotografka podczas sesji zdjęciowej poprzedzonej warsztatem odkrywania własnej kobiecości. Dużo było w tym projekcie łez, wzruszeń i trudnych chwil. Ale było warto, bo jak stwierdziła na koniec Maria: ”Zobaczyłam w swojej mamie kobietę, którą jest teraz, i dziewczynę, którą była kiedyś”. Mnie ten projekt pokazał, że nie ma rzeczy niemożliwych i że należy podejmować działania, które nie są łatwe, ale dają cudowny efekt końcowy – realną zmianę. Uczestniczki tego projektu spojrzały na siebie z zupełnie innej perspektywy: nie matki i córki, ale kobiety. A przyjaźnie nawiązane podczas warsztatów trwają do dzisiaj. Opowiadałam o tym projekcie na Ogólnopolskiej Giełdzie Projektów w Lublinie i wiem, że poszedł w świat i był realizowany w innych miastach Polski – a to daje ogromną satysfakcję. Czy zdarzyło ci się kiedykolwiek odmówić udziału w jakimś projekcie lub działaniu? Tak. Mam swoją wizję i jestem jej wierna. Jeśli widzę, że jakiś projekt realizowany jest tylko dla idei, a człowiek pojawia się gdzieś po drodze i przy okazji, potrafię powiedzieć: „Nie, dziękuję”. Szkoda czasu, energii, że już o środkach finansowych na takie działania nie wspomnę. Mam świadomość, że współpraca ze mną może być trudna, bo jeśli w coś mocno wierzę – nie odpuszczę i koniec końców postawię na swoim. I zazwyczaj wychodzi dobrze. Skąd czerpiesz pomysły? Co cię inspiruje i napędza do działania? Trudno mi tutaj jednoznacznie udzielić odpowiedzi. Reklama proszku do prania zainspirowała mnie do malowania wraz z mieszkańcami wymarzonego Oświęcimia na ogromnej płachcie materiału. Z podróży do Chorwacji przywiozłam pomysł na mikrobiblioteki. Z pewnej rozmowy, w której padło określenie „kapsuła czasu”, narodził się międzypokoleniowy projekt „Pudełko Czasu”, o który pytałaś wcześniej. Jak widzisz, inspiracje można znaleźć wszędzie. Są na wyciągnięcie ręki. Czasem wystarczy mi jedno słowo czy stwierdzenie i już mam w głowie gotowy projekt. Nieustannie inspiruje mnie Oświęcim, w którym tak dużo może się przecież wydarzyć! Co mnie napędza? Ludzie. Uwielbiam obserwować ludzi w działaniu. Zazwyczaj wchodzą niepewnie, przekonani, że nie potrafią. Wychodzą uśmiechnięci od ucha do ucha, z radością, że jednak dali radę. Od takich małych rzeczy zaczyna się realna zmiana. Później dzieją się niezwykłe rzeczy. Swoje działania koncentrujesz na swojej lokalnej społeczności. Nie ciągnie cię gdzieś dalej? Nie. Jest we mnie jakaś dziwna potrzeba realizowania pomysłów na lokalnym gruncie. Chcę, żeby dany projekt był dla Oświęcimia i dla

24


jego mieszkańców. Chcę, żeby działania, które realizujemy, przyczyniły się do zmiany mojej najbliższej przestrzeni. Jako Fundacja Miasto Pracownia dostajemy zlecenia, które realizujemy też poza miastem – byliśmy w Pacanowie, niebawem ruszamy z działaniami w pobliskim Chełmku. Jako członkini liderskiej sieci LABiB prowadzę warsztaty w Warszawie, Lublinie, ostatnio występowałam we Wrocławiu na konferencji bibliotekarzy wojskowych. Ale zawsze z radością wracam. Wysiadam z autobusu i czuję, że jestem w domu. Czuję, że jestem u siebie. Nawet gdy wracam z mężem z wakacji czy jakiegoś innego wyjazdu i widzimy tabliczkę z napisem „Oświęcim”, to mówimy: „Tutaj najlepiej” – często śmiejemy się, że tacy z nas lokalni patrioci. Ostatnio zobaczyliśmy szyld, że powstaje nowa kawiarnia – na co mój mąż westchnął i stwierdził: „No to będziemy chodzić, żeby wspierać”. Sama więc widzisz, że póki co nie ma opcji zmiany miejsca zamieszkania. Chyba że w grę wchodziłby Bałtyk – tutaj bym się mogła lekko zawahać (śmiech). Nie pytam, czy kochasz Oświęcim, bo to widać, ale za co go kochasz? Za ludzi. Oświęcim ma szeregach swoich mieszkańców ludzi z niesamowitą pasją i chęcią działania. I do pomocy – doświadczyłyśmy tego podczas remontu Pracowni. Pomogło nam mnóstwo osób! Za piękno – widziałaś nasze Bulwary? Kruki? To są absolutnie cudowne miejsca, w których odpoczniesz po ciężkim dniu. Mnóstwo zieleni, śpiew ptaków – czego chcieć więcej? Kocham Oświęcim za to, że się nie poddaje. Mimo trudnej przeszłości powoli coraz mocniej stawia na teraźniejszość i zmianę. Oświęcim niesamowicie rozwinął się na przestrzeni ostatnich lat. Zarówno pod względem architektonicznym, jak i kulturalnym. Lubię patrzeć na te zmiany, dają mi dużo radości i satysfakcji. W ostatnim czasie uwielbiam w swoim mieście też to, że daje mi wybór – naprawdę tyle się dzieje, że czasami stajesz przed trudnym wyborem, w czym chcesz wziąć udział. Mój Oświęcim to idealne miejsce do życia, miejsce, w którym czuję się dobrze. Tutaj mam rodzinę i przyjaciół. Tutaj mam dla kogo działać. Tutaj czuję, że robię coś dobrego i potrzebnego. Tutaj jestem po prostu szczęśliwa. Czy to, że mieszkasz w miejscowości obarczonej ponurą przeszłością, skłania cię do działań międzypokoleniowych? Wiesz, ostatnio bardzo często słyszę to pytanie. I zawsze gdzieś w środku pojawia się we mnie bunt. Ja żyję tu i teraz. Szanuję historię swojego miasta. Pamiętam o niej i zawsze będę pamiętać. Ale nie jest to coś, co skłania mnie do działania. „Oświęcim to nie Auschwitz, a Auschwitz to nie Oświęcim” – powiedział ostatnio mój kolega. Oświęcim to miasto, które niesamowicie się rozwija, miasto, w którym naprawdę dzieje się dużo wspaniałych rzeczy. Działania międzypokoleniowe to możliwość spotkania się dwóch z pozoru odległych światów: młodego i starszego pokolenia. To zderzenie historii, które wydarzyły się na ulicach mojego miasta, często w miejscach, których już nie ma, a które mam okazję zobaczyć np. na zdjęciach. Do działania motywuje mnie więc możliwość przyczynienia się do rozwoju miasta i jego mieszkańców, a nie ponura przeszłość i możliwość odczarowania wizerunku Oświęcimia. Mój Oświęcim nie wymaga odczarowania – akceptuję i kocham go dokładnie takim, jakim jest. Miejska Biblioteka Publiczna im. Łukasza Górnickiego Galeria Książki w Oświęcimiu to kuźnia społeczników, ale rozwijasz skrzydła już poza nią. Tak. Mam dużą świadomość, że biblioteka to miejsce, w którym wszystko się zaczęło. To tam poznałam znaczenie słowa „projekt”, a jego siłę zobaczyłam w działaniu. Ale podjęłam decyzję, by ruszyć dalej. Aktualnie Dorota Zwolak, Aleksandra Meduna i ja rozwijamy Fundację Miasto Pracownia. Zrealizowałyśmy swoje wielkie marzenie – stworzyłyśmy dla mieszkańców Pracownię,

która mieści się w centrum miasta. Realizujemy w niej różnorodne działania twórcze i rozwojowe, wspieramy mieszkańców we wcielaniu w życie ich pomysłów na inicjatywy. Do tej pory, kiedy wchodzę do Pracowni i patrzę, czego dokonaliśmy – nie wierzę, że to naprawdę się dzieje. Na co dzień natomiast pracuję w Stowarzyszeniu Rodzina Kolpinga w Oświęcimiu. W mediach można znaleźć już kilka wywiadów z tobą czy filmików na YouTube. Czy zainteresowanie twoją osobą nie peszy cię? Prawdę mówiąc, nie odczuwam „zainteresowania moją osobą”. To są wywiady do lokalnych mediów, które promują realizowane działania. Akurat to moja działka w Fundacji. Jaką masz wizję na swoją najbliższą przestrzeń? Moja wizja to ludzie. Chciałabym, żeby mieszkańcy naprawdę uwierzyli, że mogą kształtować swoją najbliższą przestrzeń i zmieniać ją na lepsze. Że mogą kształtować swoje miasto, zmieniać je, działać w nim i dla niego. Kiedy do jednego z projektów wpisałyśmy „doradztwo kreatywne” (mające służyć jako wsparcie dla mieszkańców, którzy mają swoje pomysły), niewiele osób wierzyło, że to się uda. Efekt jest taki, że przy naszej pomocy Grzegorz założył fundację, Ania i Klaudia realizują w Pracowni warsztaty dla dzieci, a Ania i Kasia – wymarzony kurs krawiecki dla mieszkańców. Zgłaszają się do nas ludzie z pomysłami, z wizją i z chęciami. Wizja mojej najbliższej przestrzeni opiera się więc na wartościach takich jak autentyczność, partnerstwo i współpraca. Mocno wierzę – i za każdym razem przekonuję się, że mam rację – iż ten utarty slogan „razem możemy więcej” ma ogromną moc. Nad czym aktualnie pracujesz? Ojej, jest tego naprawdę sporo. W fundacji właśnie realizujemy projekt „Warsztat miejski – zmień swoje otoczenie” dofinansowany z Budżetu Obywatelskiego Województwa Małopolskiego. Aktualnie wspólnie ze społecznymi liderami szukamy w Oświęcimiu miejsc zaniedbanych, ale mających potencjał funkcjonalny i społeczny. Chcemy wypracować plany rozwiązań dla tych przestrzeni i stworzyć Mapę Dobrych Miejsc. W lipcu ruszamy też z warsztatami dla mieszkańców: będą to warsztaty stolarskie, tapicerskie, florystyczne i wnętrzarskie. Powoli zapoznajemy się też bardziej z historią Oświęcimia, ponieważ już po wakacjach ruszamy z projektem międzypokoleniowym „Oświęcimskie Labirynty”, podczas którego będziemy tworzyć rodzinne gry wielkoformatowe. Powoli kończymy pierwszy etap projektu „AKCJA – REAKCJA”, w którego ramach odbywają się warsztaty twórcze i doradztwo kreatywne dla mieszkańców. Pracujemy też nad koncepcją wydarzenia z okazji rocznicy naszej działalności, chcemy świętować na Bulwarach, wspólnie z mieszkańcami, w sposób twórczy i w otoczeniu flamingów – burza mózgów trwa. Poza fundacją aktualnie pracuję nad 9 już edycją Oświęcimskiego Festiwalu Gier i nad ofertą wakacyjną dla dzieciaków w pracy. Nie wymieniłam wszystkiego, a zobacz, ile tego jest. Ale jest pięknie. Plany na przyszłość? Gdzie będziesz lub gdzie chciałabyś być za 10 lat? Plany? Mam ich całkiem sporo. Przede wszystkim zdać prawo jazdy. Już nawet zaczęłam, ale ciągle jest coś ważniejszego… Od października zaczynam też studia podyplomowe z zakresu zarządzania kulturą. Na pewno będziemy też z dziewczynami rozwijać fundację – tutaj wiele może się wydarzyć. Czuję gdzieś w środku, że druga połowa roku będzie ciekawa i pełna wyzwań. Gdzie chciałabym być za 10 lat? W Oświęcimiu, z taką samą energią i chęcią do działania jak dzisiaj. Dziękuję za rozmowę.

25


ROZMOWY PRZY STOLE

Narty to początek

Ba s i a I l e w i c z Barbara Ilewicz. Prezes Stowarzyszenia Klub Sportowy LIVE, organizatora największych w Polsce narciarskich zawodów dla dzieci Puchar Reksia. Współtworzy i prowadzi rodzinną firmę Szkoła Narciarska LIVE. Mama dwójki dorosłych już dzieci. Szczęśliwa żona.

Spotykamy się w mieszkaniu położonym w centrum Bielska-Białej, w przedwojennej kamienicy. Ciekawy rozkład pomieszczeń, jasne przestrzenie, duże okna, przez które wpada mnóstwo światła, ogród. Niestety budynek ulokowany jest dość blisko ruchliwej ulicy, dlatego nasza rozmówczyni niebawem przeprowadzi się w spokojniejsze okolice. Póki co delektujemy się pięknym wnętrzem, w którym na każdym kroku widać artystyczną duszę właścicielki. Żal będzie się z nim pożegnać. Barbara jest perfekcjonistką, co widać także dzisiaj. Przygotowała na nasze spotkanie fantastyczne i do tego świetnie się prezentujące na pięknej zastawie dania, czego nie powstydziłaby się kilkugwiazdkowa restauracja. Na dzień dobry smakujemy chłodnik z jajkiem od szczęśliwej kury i próbuję wyciągnąć od Basi, jak to się z Piotrem, czyli mężem, poznali. Tekst: Agnieszka Ściera-Pytel Foto: Anita Szymańska

26


Basia: Wpadliśmy na siebie na Pilsku, oczywiście na nartach. Gdy zobaczyłam Piotra, od razu coś zaiskrzyło. To była miłość od pierwszego wejrzenia, nic już poza nią się nie liczyło. Agnieszka: Połączyły was narty i tak już zostało. Basia: Tak już zostało i szczęśliwie jesteśmy już 32 lata po ślubie. Agnieszka: Jaki jest przepis na szczęśliwe 30 lat z mężem? Basia: Przede wszystkim szacunek. Owszem, ścieramy się, ale konstruktywnie. Nie tracimy czasu na tzw. ciche dni. Uważam, że jest to w związkach niepotrzebne, że lepiej wykrzyczeć, powiedzieć sobie wszystko. To jest lepsze lekarstwo dla związku niż takie mijanie się, milczenie i obrażanie. Poza tym staramy się dbać o siebie, tak Piotr, jak i ja, być dla siebie atrakcyjni, także w domowym zaciszu. Agnieszka: Skąd cię tu przywiało? Basia: Jako dziecko mieszkałam w górskim schronisku w Sudetach, najpierw w Andrzejówce, a później w Strzesze Akademickiej. Później był okres szkoły, zamieszkałam z babcią w Raciborzu. Agnieszka: Miłość do nart wyssałaś z mlekiem matki? Basia: Tak by można powiedzieć. Odkąd sięgam pamięcią, gdzieś te narty były, raz więcej, raz mniej. Raz chętniej, innym razem mniej chętnie. Z biegiem czasu pasję i miłość do nart mąż i ja połączyliśmy z pracą. Nie ukrywam, że czasem prowadzenie wspólnie biznesu nie jest łatwe, ale jednak wspólna pasja męża i żony przyczynia się do fajnego związku. Agnieszka: Czy Piotr, gdy się poznaliście, był już uznanym narciarzem? Basia: Piotrek był już wówczas zawodnikiem, startował w zawodach akademickich. Notabene jest wielokrotnym mistrzem w tych zawodach. A jego marzeniem od zawsze była praca w roli trenera i zrealizował się w tym doskonale. Do tej pory wykonuje tę pracę z dużymi sukcesami. Agnieszka: Czyli to Piotr ściągnął cię do Bielska-Białej? Basia: Właśnie tak. Mieszkanie tu ma wiele zalet: blisko gór, blisko stoków narciarskich.

Agnieszka: Pyszny jest ten chłodnik. Czym go przyprawiasz? Basia: Tajemnica tkwi w occie cydrowym i zakwasie, które sama robię. Pieprz, sól, koperek, świeży ogórek i kalarepa. Agnieszka: Mogłabym się u ciebie, Basiu, stołować codziennie. Basia: Proszę bardzo (śmiech). Agnieszka: Porozmawiajmy o tobie. Skończyłaś AWF? Basia: Niezupełnie. Jestem po obsłudze ruchu turystycznego i hotelarstwie. Jestem panią od eventów, chociaż miałam być panią od biur podróży, co się nie udało. Poczęstujcie się tortillą pełnoziarnistą, z warzywami i hummusem. Wszystko na oleju kokosowym przyrządzone, ten olej daje świetny smak. Agnieszka: Lubisz kuchnię wegetariańską? Basia: Od dwóch lat nie przyrządzam w domu mięsa, to za sprawą Julki, mojej córki, która jest wegetarianką. Piotr, jak to mężczyzna, musi mieć mięso, dlatego znajomi śmieją się, że tak często wyjeżdża na zgrupowania, żeby móc zjeść schabowego (śmiech). Agnieszka: Kuchnia wege Polakom kojarzy się albo z mocnymi przyprawami dalekowschodnimi, albo z ziemniakami. Basia: Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak kuchnia roślinna może być bogata w smaki. Ja lubię eksperymentować. Agnieszka: Basiu, a kiedy i jak się narodził pomysł z Pucharem Reksia? Basia: Teraz będzie ósma edycja, więc to było ponad osiem lat temu. A było to tak: siedzieliśmy w Centralnym Ośrodku Sportów

27


ROZMOWY PRZY STOLE

jak i naszej. Tutaj byliśmy w komfortowej i niekomfortowej jednocześnie sytuacji, bo ojciec był trenerem Kuby. Trener nie musiał być już opłacany. Natomiast sprawy zawodowe zawsze były przenoszone na grunt domowy i bywało różnie. Agnieszka: Ostatecznie Kuba skończył studia. Basia: Tak, oczywiście. Zdał maturę i dostał się na studia, których co prawda w terminie nie skończył. To ze względu na częste wyjazdy, po prostu nie był w stanie pogodzić trenowania ze studiowaniem. Ale obronił się na AWF-ie i teraz jest trenerem narciarstwa zjazdowego. Z dużym sukcesem obecnie prowadzi swoją Akademię Narciarską. Wyspecjalizował się i założył sobie, że nie będzie szkolił ludzi od podstaw, tylko takich, którzy chcą uczyć się jazdy na tyczkach bądź już to umieją, a chcą startować w zawodach. w Szczyrku, rozmawialiśmy ze znajomymi i stwierdziliśmy, że fajnie byłoby stworzyć konkurencję dla memoriału Koziołka Matołka, który odbywa się w Zakopanem. Agnieszka: Kuba, twój syn, jest zawodnikiem, z czym się to wiąże? Basia: Kuba jest wielokrotnym mistrzem Polski, z dużymi sukcesami startował również w międzynarodowych zawodach i startował w wielu zawodach z cyklu Pucharu Świata. Ogrom pracy, ogrom wyrzeczeń, zarówno ze strony Kuby,

28

Agnieszka: Julka także jeździ na nartach? Basia: Oczywiście, z dużą gracją, jak to mówią trenerzy i znajomi. Planuje też starty w Akademickich Mistrzostwach Polski. Agnieszka: Czy gdy pracujecie z nartami, większość roku spędzacie w zasadzie na nartach, to jeszcze znajdujecie przyjemność w jeżdżeniu na nich? Basia: Jest to rzecz zawodowa i nasze wyjście do pracy. Chyba nawet od jakiegoś czasu nie wyjechaliśmy razem na narty, tylko


do pracy. To dobre pytanie, na które odpowiem może tak. To jest przyjemność, ale zawodowa. Agnieszka: Czyli wolny czas spędzacie w inny sposób, nie na nartach. Basia: Zimą nie mamy czasu, żeby sobie zrobić wolne, z przyczyn oczywistych. W lecie także odbywają się organizowane przez nas wyjazdy na narty. Obecnie Piotr z zawodnikami Klubu LIVE trenuje na lodowcu. Regenerujemy siły w górach, ale raczej podczas wycieczek. No i morze, które kocham. Spacery i bieg po plaży. A Piotr spełnił swoje marzenie – kupił sobie rower szosowy i zasuwa na nim. Agnieszka: Zapytam o kontuzje, które obecne są w narciarstwie. Sama niedawno taką kontuzję przeszłaś. Basia: To jest bardzo urazowy sport, dlatego warto do tych nart przygotowywać się przez cały rok. I wszystkim polecam jakąś minimalną choćby formę ruchu. Nie od dziś wiadomo, że łatwo o kontuzję, gdy przez cały rok siedzi się za biurkiem. Przeważnie są to kontuzje kolan, zerwania wiązadeł itp. W tej chwili nawet zawały serca się zdarzają, i to wśród młodych osób, które przyjeżdżają na narty. Właśnie dostałam wiadomość od Julki, że świetnie jej poszło na pisemnym z polskiego. Agnieszka: Gratulujemy Julce. Basiu, jakie są twoje plany na przyszłość? Gdzie będziesz za parę lat, co będziesz robić? Basia: Nie ukrywam, że moją pasją jest kuchnia i gotowanie. Nawet skończyłam kursy dietetyki II i III stopnia. Marzy mi się mała knajpka, bistro, gdzie ludziom będę mogła serwować dobre jedzonko, tam mogłabym wpływać na świadomość tego, co spożywają. Czyli zdrowa kuchnia, niekoniecznie modna. Mam trochę hopla na punkcie savoir-vivre’u, więc być może trochę porad dotyczących dobrych manier przy stole, spotkań ze starszymi osobami, które jeszcze mają ten kunszt. Spotkania z ciekawymi starszymi osobami, które mają wiele do przekazania. Chciałabym także podróżować, co już powoli realizuję. Agnieszka: Byłaś ostatnio w Dubaju… Basia: Tak. I wybieram się na Sycylię, gdzie mieszka moja mama. Agnieszka: Stół wygląda bardzo elegancko, podobają mi się te sztućce. Basia: To nasze rodowe, zachowane sztućce. Zapewne kiedyś przekażę je dalej. Bardzo lubię stare przedmioty. A jak wam smakuje pudding?

Agnieszka: Bardzo smaczny i lekki. Basia: To jest pudding chia, który bardzo łatwo się robi. Na noc zalewa się nasionka mlekiem roślinnym. Rano wyjmujesz z lodówki, robi się taki pudding i dosypujesz, co chcesz: owoce, orzechy, musli. Żeby nie było za rzadkie, to trzeba zabełtać, po dwóch godzinach sprawdzić, czy nie jest za rzadkie, w razie potrzeby dosypać chia. Agnieszka: Niedawno twój syn się ożenił, jak się czujesz jako teściowa? Jaką jesteś teściową, tą złą czy tą dobrą? Basia: Staram się być neutralna, nie mieszać się, nie ingerować – i myślę, że tak jak wszystko, tak i to musi się dotrzeć. Ale widzę, że są szczęśliwi, życzę im wszystkiego najlepszego. No i czekamy na wnuka, którego będziemy z Piotrem rozpieszczać. Agnieszka: Jesteś bardzo aktywną osobą. Basia: Wbrew stereotypom dla kobiet po pięćdziesiątce jest dużo zajęć, tylko trzeba ich poszukać. Polecam to z całego serca. Nie zamykać się w domu, działać, szukać, wychodzić. Agnieszka: Dziękuję za rozmowę i pyszny lunch. Basia: Na zdrowie.

29


LUDZIE

ola C H M IEL Foto: Dorota Koperska Photography Współpraca: Karina Czernek, Agnieszka Węgrzynowska, Ania Berezowska (Cremino Bakery)

30


Mieszkam od 18 lat w Bielsku-Białej. Mój syn Tymon ma 16 lat i jest uczniem szkoły muzycznej w klasie perkusji oraz wielkim pasjonatem muzyki, przede wszystkim jazzu, który też najczęściej gra na swoim ukochanym instrumencie, czyli wibrafonie. Nie wyobrażam sobie życia bez przyjaciół, którzy dla mnie i dla Tymona są właściwie rodziną. Przekonali nas o tym wielokrotnie. Poza tym lubię się przemieszczać, być w ruchu. Kiedy mogę, biegam do Studia i chodzę na koncerty, których na szczęście nie brakuje w Bielsku-Białej. I kiedy tylko to jest możliwe, wyjeżdżam. A nocami często czytam.

31


LUDZIE

Z wykształcenia jestem filmoznawcą. O filmach rozmawiam od zawsze z synem. I właśnie filmem zamierzałam się zajmować zawodowo, ale spotkanie z ceramiką artystyczną „pokrzyżowało” moje plany. Ceramika pojawiła się znienacka. Miała być odskocznią i chwilą relaksu w życiu świeżo upieczonej mamy, a stała się nieodłączną jego częścią. W pewnym sensie nawet je zdominowała, stając się po prostu sposobem na życie. Początkowo rzeczywiście były to tylko zajęcia raz w tygodniu. Z czasem zaczęłam lepić w domu po nocach, kiedy syn już spał. Aż w końcu usiadłam przy kole garncarskim – i to było coś absolutnie cudownego. Toczenie na kole do dziś jest moją ulubioną formą pracy z gliną. Wiele zawdzięczam osobie, która właściwie wszystkiego mnie nauczyła. To artysta ceramik Remigiusz Gryt, prowadzący pracownię artystyczną Keramos.

32


Zajęłam się tworzeniem artystycznej ceramiki użytkowej, gdzie forma pozostaje prosta, natomiast jej siła tkwi w sposobie łączenia szkliw, w kolorze i estetyce wykonania. Korzystamy codziennie z tak ogromnej liczby naczyń. Jestem przekonana, że również one mają wpływ na naszą codzienność. Uważam więc, że może ona być milsza za sprawą ręcznie wykonanego kubka, który idealnie leży w dłoni, czy talerza. Talerza, który nie tylko pasuje do wnętrza, ale sprawia, że jedzenie wygląda na nim wyjątkowo. Dlatego cieszę się, że coraz więcej osób myśli podobnie, i że mogłam zrobić naczynia do Masali, Cremino czy Gallo Nero. To fantastyczne uczucie: widzieć, jak twarze ludzi zmieniają się na widok ładnie podanego posiłku. Zawsze łaknęłam piękna w życiu. Tworzenie ceramiki jest realizacją tej potrzeby. Sam proces jest dość trudny i skomplikowany, a przede wszystkim trwa. Nie da się go przyśpieszyć, bo stawia opór, zdarza się, że naczynie pęka na etapie suszenia. Każdy wypał potrafi być niespodzianką, nawet jeśli doskonale znamy materiał i szkliwa, których używamy. Ale uwielbiam to robić. Bo ceramiką jest moją pasją. I pracą.

33


SZTUKA

34


Sonia Hensler, absolwentka katowickiej ASP, swoje miejsce na ziemi znalazła w malowniczej Kornawalii. Jej prace znalazły uznanie w wielu czasopismach i galeriach m.in.: The Sunday Telegraph, TopShop, The Wall Street Journal, Loewe (LVMH), Daks London, Reem Acra, Wendy Rowe, Coco de Mer, Vilshenko, Bionda Castana, WMS Spear’s, Twoj Styl, Reni Jusis, Joanna Hawrot ect. Pytana o to, co ją inspiruje odpowiada – Styl wiktoriański z całym swoim bogactwem form inspiruje mnie i ciągle odkrywam w nim nowe wartości. – Sztuka w wypadku Soni to nie przypadek. Cała rodzina, to artyści. Po mamie odziedziczyła zamiłowanie do mody – Modę wyssałam z mlekiem matki. Moja mama to pasjonatka mody. Jak się miało matkę-wariatkę, która ubierała w najdziwniejsze zestawy świata, gdzie sama wyglądała jak z innej bajki, to naturalnie później przyszło zainteresowanie modą. Pamiętam, że jak byłam mała, mama stała przed lustrem i przymierzała różne dziwne rzeczy. Zawsze wyglądała świetnie, nigdy kiczowato, nawet w latach 80.! Specjalnie dla 2B STYLE Sonia Hensler stworzyła okładkę, w której widać fascynację modą i wiktoriańskim przepychem.

35


SZTUKA

36


37


foto: Anita Szymańska

FASHION

Naturalnie DECOLUCC

foto: Afekt Studio

Monika Wiśniewska

www.decolucc.com www.facebook.com/DECOLUCC www.instagram.com/decolucc www.etsy.com/shop/DECOLUCC

38


foto: Anita Szymańska

Ta historia zaczęła się jak setki podobnych… Praca na etacie, codzienna rutyna, pogoń za marzeniami, aż wreszcie małymi kroczkami do celu – do pasji tworzenia. Przypuszczam, że swoje zamiłowanie do szycia odziedziczyłam po babciach. Obydwie szyły: jedna na podstawie rysunków kreślonych na kartce, druga zazwyczaj coś przerabiała. Jako dziecko, gdy tylko miałam okazję, przesiadywałam z nimi przy maszynie i obserwowałam, jak spod ich rąk wychodzą ubrania (sukienki zawsze ciut dłuższe niż w założeniu). Pamiętam mamę siedzącą z kłębkiem włóczki na kolanach i dziergającą nam sweterki. Pierwsze swoje kroki w rękodziele stawiałam w pracy z igłą i haftem krzyżykowym. W pokojach na ścianach wiszą obrazy własnoręcznie przeze mnie wykonane, w korytarzu haftowane pejzaże od mamy.

39


FASHION To właśnie z tęsknoty za rzemieślniczą pracą i rękodziełem, z pasji do naturalnych przedmiotów powstała pracownia DECOLUCC Monika Wiśniewska.

foto: Anita Szymańska

Moja pracownia to kolorowy zawrót głowy – bele materiałów (kupowane wręcz nałogowo), manekiny, gotowe i prawie gotowe ubrania, poukładane w organizerach szpulki nici i drewniane guziki, arkusze z formami i wzorami, wstążki, koronki… W pracowni pełno jest toreb z lnu i filcu. Pojawiają się na nich haftowane motywy roślin i zwierząt. Twórczo zakręcona, cierpliwa i dokładna Niektórzy mówią, że „za dokładna”. Swoją pasję zawsze traktowałam jako dodatkowe zajęcie, jako odskocznię od codzienności. Choć ukończyłam uczelnię techniczną i pracuję w firmie produkcyjnej, moją największą pasją jest szycie i ubieranie ludzi w len. Wszystko własnoręcznie wykrawam, szyję i wykańczam. Sukienki, spódnice i koszule, w szczególności dla dzieci, wykonuję z tkanin naturalnych – polskiego lnu. Idealnie sprawdza się on latem, dając uczucie przyjemnego chłodu podczas upałów, a w chłodne dni utrzymuje ciepło. Tkanina nie wywołuje podrażnień ani uczuleń, jest niesamowicie wytrzymała, antyalergiczna i pozwala skórze oddychać.

foto: Anita Szymańska

foto: Afekt Studio

Naturalny kolor lnu pozwala mi na szaleństwo w dodatkach. Stroje można uszyć szybko, ale mnie nie zależy na ilości. Skupiam się na jakości wykończenia, haftach i delikatnych zdobieniach.

40


foto: Anita Szymańska

Styl rustykalny, wspomnienia z dzieciństwa – z wakacji na wsi na Zamojszczyźnie – są moim źródłem niewyczerpanej inspiracji do tworzenia nowych fasonów ubrań, oddających ich subtelność, prostotę i klasę.

41

Pracownia mieści się w Bielsku-Białej. Wszelkie moje prace można oglądać i zamawiać przez stronę internetową www.decolucc.com, na www.facebook. com/decolucc lub za pośrednictwem e-maila: monika@decolucc.com. Osobiście można mnie spotkać na wszelkiego rodzaju jarmarkach rękodzielniczych i targach dla dzieci. Szczególnie polecam: Targi Trends 4 Kids (między innymi w Krakowie), Jarmark na Nikiszu (w lipcu – Odpust u Babci Ani, a w grudniu – Jarmark Świąteczny), deptaki w Wiśle czy Ustroniu i oczywiście ETNOmanię w Skansenie w Wygiełzowie (już 15 lipca br.). Artykuł sponsorowany

foto: Anita Szymańska

foto: DECOLUCC

Swoimi pracami chcę pokazać ludziom piękno i czar naturalności. Tak się zaczęło właśnie moje nowe życie: twórcze, dające radość i satysfakcję. Czas, żeby docenić piękno i siłę natury.


FASHION LUDZIE

beata BOJDA

[reaktywacja] Kolekcja unikatowych ubrań „Reaktywacja” jest pracą dyplomową Beaty Bojdy, wizażystki i stylistki, która postanowiła spełnić swoje marzenie o projektowaniu odzieży. Kolekcja nie jest przeznaczona dla żadnej konkretnej grupy odbiorców. Jej zadaniem było pokazanie możliwości, jakie daje wykorzystanie gotowych ubrań do konstruowania nowych elementów odzieży oraz połączeniu ich z nowopowstałymi konstrukcjami, które w całości uszyte są z biodegradowalnych surowców. Dzięki temu działania projektantki nie zamykają się tylko w procesie tworzenia zupełnie nowych sztuk odzieży. Wykorzystując już istniejące zasoby, dekonstruując i zmieniając ich funkcję uczestniczy ona w świadomym procesie, jakim jest ekologia i etyka w modzie. – Praca nad kolekcją nie była łatwa, ponieważ dysponowałam tylko ogólnymi założeniami całości. Większość konstrukcji modelowałam na manekinie i czasem zdarzało się, że moje pomysły nie są możliwe do zrealizowania z powodów technicznych lub materiałowych ograniczeń. – mówi Beata Bojda.

fashion designer, MUA | Beata Bojda photo | Adam Słowikowski model | Amelia Dziedzic / Mango Models designer’s assistant | Gosia Krygier ph. assistant/backstage | Iga Woźniak

42


43


44


45


46


47


PSYCHOLOGIA

Znajdź pasję, a odnajdziesz siebie Tekst: Agnieszka Korbel Psychoterapeutka, prezes Stowarzyszenia „Wzrastaj”. Certyfikowana trenerką rozwoju osobistego. Prowadzi Gabinet Psychoterapii w Bielsku-Białej, ul. Podcienie 2, tel. 507 432 337. Przyjmuje także w Jastrzębiu-Zdroju i Żorach. www.terapiabielsko.eu

T

aniec, bieganie, joga, języki obce, fitness? Wrzesień to czas powrotu z urlopów, ale i decyzji, na co poświęcić swój wolny czas. Czasami może być to bardzo ważna życiowo decyzja, skutkująca odkryciem pasji. Piszę „odkryciem”, bo pasja często przychodzi do człowieka znienacka, bywa jak zakochanie od pierwszego wejrzenia. Przychodzi i zmienia na zawsze. Nie tylko nasz sposób spędzania czasu. Zmienia nas od środka. „Każdy ma jakiegoś bzika”, brzmi w mej głowie refren piosenki z dzieciństwa, tylko może nie każdy go odkrył? Jako szczęśliwa posiadaczka kilku „bzików” postanowiłam przyjrzeć się z bliska znanym mi współwłaścicielkom pewnej dość ognistej pasji – tańca flamenco. Bielskie flamenco to kilkadziesiąt kobiet w wieku od kilkunastu do 70 lat, w kolorowych, falbaniastych spódnicach, z wachlarzami, chustami, kastanietami, kwiatami we włosach oraz w podkutych gwoździami butach i przede wszystkim – z częstym uśmiechem na twarzy. Dom Kultury im. W. Kubisz zrzesza całkiem sporą grupę wielbicielek tego tańca, doskonalących swoje umiejętności pod okiem instruktorki Edyty Baci. Zapytałam, czym jest dla nich flamenco i co wnosi do ich życia. Czy to tylko forma spędzenia wolnego czasu, czy coś więcej? Edyta Bacia: „Flamenco jest dla mnie czymś więcej niż tańcem. Jest pewną drogą, sposobem na życie i okazją do własnego rozwoju. We flamenco liczą się autentyczne emocje, które łatwiej wyrazić pod wpływem osobistych doświadczeń. Im dojrzalsi jesteśmy i im więcej przeżyliśmy, tym głębiej możemy wejść we własne emocje i wydo-

48

być je na zewnątrz. Dzięki temu flamenco ma dla mnie wymiar terapeutyczny. To, co przyciąga mnie do flamenco, to rytm. Słysząc muzykę flamenco, rytmiczne klaskanie lub step, odnoszę wrażenie, jakby mój puls wzrastał i synchronizował się z tym rytmem. Czuję, jak krew szybciej płynie i wzrasta energia. Dużą frajdę sprawia mi sam trening, nauka nowych kroków, doskonalenie ruchu, praca nad ciałem i pokonywanie własnych słabości. We flamenco pociąga mnie elegancja, żywiołowość i olbrzymia dawka energii oraz siły. Fascynuje mnie ono jako sztuka, która żyje, ciągle się zmienia. Doceniam jego prawdziwe brzmienie, ale również nowoczesne aranżacje. Podczas koncertów z zachwytem obserwuję, jak artyści na scenie tworzą niepowtarzalny spektakl. Dzięki swobodzie improwizacji powstaje coś autentycznego i wyjątkowego, rodzaj interakcji opartych na wzajemnej komunikacji i emocjach”. Przy okazji wywiadu okazało się, że flamenco to często niejedyne hobby w życiu moich rozmówczyń. Czyżby pasje miały zdolność cudownego rozmnażania się? „Flamencującą” Gosię taniec ten zainspirował do zapisania się na krav magę i kobieta od lat uprawia te dwie dziedziny. Zapytana o pojawienie się flamenco w jej życiu, mówi: „Szukałam w momencie kryzysu czegoś, co umożliwi mi pokazanie kobiecości. A w tym tańcu są moc, siła, emocje, pasja i piękno. Można powiedzieć, że flamenco było jednym z elementów mojego rozwoju osobistego. Dodało odwagi, nauczyło nie cofać się, tylko walczyć do końca”. Karolina, współwłaścicielka BielsCoworking, od kiedy


prawie 20 lat temu po raz pierwszy wzbiła się w powietrze, paralotniarstwu podporządkowała całe swoje życie. Od pracy, która pozwala wyrwać się na górkę, jak tylko pogoda pozwala latać, po przeprowadzkę z Warszawy pod Skrzyczne, żeby móc lądować we własnym ogródku. Twierdzi, że flamenco to jej pasja naziemna, która równie dobrze jak latanie pozwala zapomnieć o całym świecie. Najstarsza z uczestniczek – Kora, ma siedmioro wnucząt, mimo to znajduje czas zarówno na flamenco, jak i występy w bielskim kabarecie Oj tam oj tam i teatrze Panaceum. Jest też wielbicielką motocykli. O flamenco mówi metaforycznie: „Gdy tańczę, to czuję, jakbym miała w sobie wielkie słońce”. Twierdzi, że flamenco pomogło jej uporać się zarówno z agresją, jak i nieśmiałością, że jest dla niej rodzajem katharsis. Ania również twierdzi, że flamenco jest dla niej choreoterapią, podczas której oswaja się ze swoim wyglądem, ruchem, mimiką. Z kolei Maja podczas tańca odrywa się od rzeczywistości. Pasja unosi nas w górę, sprawia frajdę, ale nie tylko. Często jest okazją do nauki wytrwałości, przezwyciężania słabości. Co bardziej ortodoksyjni wyznawcy życia z pasją twierdzą, że jej brak to marnowanie czasu, ponieważ największym bogactwem, szczęściem jest robienie tego, co się kocha. A zatem, jak mówi porzekadło: „Nie odkładajmy marzeń, odkładajmy na marzenia”. I niech się spełniają!

49


PRAWO

Walka z podróbkami

Foto: Adrian Pytlik

Tekst: adwokat Aleksandra Idzik-Hola Kancelaria Adwokacka w Bielsku-Białej Foto: © paulynn /fotolia.com

Urząd Unii Europejskiej do spraw Własności Intelektualnej (EUIPO) opublikował niedawno raport, w którym przedstawił analizę ekonomicznych kosztów podrabiania produktów w kilkunastu sektorach uznanych za podatne na naruszenia praw własności intelektualnej. Z raportu wynika, że sektorami, w których najczęściej dochodzi do naruszania praw własności intelektualnej, są: kosmetyki, odzież, obuwie i akcesoria, artykuły sportowe, zabawki i gry, biżuteria i zegarki, torebki i walizki, nagrania muzyczne, napoje alkoholowe, pestycydy, smartfony, baterie i opony.

50

T

reść raportu potwierdza to, co sami obserwujemy na co dzień. Podrabiane są już nie tylko produkty luksusowe, jak przykładowo torebki od znanych projektantów, ale także liczne inne produkty użytkowe. Szacuje się, że kraje Unii Europejskiej tracą rocznie miliardy euro z powodu wprowadzania na europejski rynek podróbek. Przez rosnącą popularność podrabianych produktów firmy ograniczają produkcję, a co za tym idzie, zmniejszają zapotrzebowanie na zatrudnianie pracowników, co skutkuje zmniejszeniem liczby miejsc pracy. W konsekwencji wprowadzanie na europejski rynek podróbek ma wpływ nie tylko na zyski producentów podrabianych produktów, ale też na potencjalne miejsca pracy czy zarobki pracowników. Trudności w zwalczaniu podróbek w różnych branżach może stwarzać przyzwolenie społeczne na taki proceder. Zdarza się, że ktoś kupuje torebkę „prawie” od Prady na ulicznym straganie, płacąc przy tym ułamkową część tego, co zapłaciłby za oryginalny produkt, i nie widzi w tym niczego złego. Z kolei z badań przeprowadzonych przez EUIPO wynika, że większa


dostępność produktów w przystępnej cenie sprawiłaby, że nabywcy przestaliby kupować towary podrobione. W przeprowadzanych badaniach taki powód zaprzestania kupowania podróbek był wymieniany częściej niż złe doświadczenia osobiste czy ryzyko kary. Warto też zwrócić uwagę na to, że rośnie dezorientacja dotycząca tego, co jest źródłem legalnym, a co nielegalnym. EUIPO wskazuje, że nawet 24% badanych osób zdarzało się zastanawiać, czy źródło, z którego można pobrać muzykę lub film wideo, jest legalne, czy też nie. Zdarza się również, że ktoś nieświadomie kupuje podrobiony produkt, będąc przekonanym, że jest to oryginał. Obowiązujące przepisy dotyczące przestrzegania praw własności intelektualnej, w tym dochodzenia naruszeń praw autorskich czy znaków towarowych, pozwalają na skuteczną ochronę przed podróbkami, jednak z szarą strefą trzeba walczyć na własną rękę. Warto przywołać wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-494/15, który został wydany na gruncie sporu pomiędzy Tom-

51

my Hilfiger Licensing LLC przeciwko Delta Centre, tj. właściciela hal targowych w Czechach, do których Tommy Hilfiger zwrócił się o zaprzestanie naruszeń ich praw do znaków towarowych. Trybunał Sprawiedliwości UE zajął w tej sprawie stanowisko, że właściciele galerii handlowych czy targowisk obowiązani są do podjęcia działań mających na celu zaprzestanie naruszeń w zakresie użycia znaków towarowych przez podmioty handlujące na ich terenie. Oznacza to, że Trybunał Sprawiedliwości uznał, że od tego rodzaju pośredników wymagana jest aktywność w sprawie przeciwdziałania naruszeniom praw własności intelektualnej. W dużym stopniu problem naruszeń prawa własności intelektualnej dotyczy branży mody. Potentaci modowi często dochodzą swoich praw przed odpowiednimi organami, często zarzucając podrabianie innym projektantom. Niektórzy walczą w nieco mniej formalny sposób, jak na przykład Stefano Gabbana, któremu zdarzało się publikować na swoich profilach w mediach społecznościowych zdjęcia podrobionych produktów jego marki z prześmiewczym komentarzem.


Śląskie poza miastem

Śląskie dla motocyklistów Tekst: Agnieszka Łach – Śląska Organizacja Turystyczna

Jazda na motocyklu to niezapomniana przygoda, możliwość zobaczenia malowniczych zakątków oraz poznania ciekawych ludzi. Na motocyklu można dotrzeć bez większych problemów praktycznie wszędzie. A gdzie jeździć w województwie śląskim? Bo pięknych tras tu nie brakuje. Obfitują w wiele atrakcji turystycznych i możliwości nie tylko beztroskiej, widokowej jazdy, ale i zwiedzania. Najlepsza trasa motocyklowa wymaga dobrej nawierzchni oraz wystarczającej liczby zakrętów. Siewierz – Bobolice – Mirów – Morsko – Ogrodzieniec – Pilica – Smoleń – Katowice Jura Krakowsko-Częstochowska i jej Szlak Orlich Gniazd w granicach województwa śląskiego to strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o wybór kierunku podróży. Trasy wiją się tam wśród przepięknych białych ostańców skalnych oraz zamków i warowni jurajskich. Motocyklistów kuszą jurajskie drogi, raz opadające, innym razem znowu wspinające się na okoliczne wzniesienia. Rozpoczynamy od najdalszego, północnego krańca naszej wybranej trasy, aby powoli zmierzać do miejsca początkowego. Siewierz to historyczna miejscowość leżąca w dolinie Czarnej Przemszy i należąca do najstarszych grodów w Polsce. Ogromną atrakcję stanowi zamek w Siewierzu – to okazałe ruiny XIV-wiecznego

Zamek w Smoleniu, fot. J. Krawczyk

Podzamcze, Zamek Ogrodzieniec, fot. J. Krawczyk

zamku biskupów krakowskich oraz Zalew Przeczycko-Siewierski, gdzie można odpocząć na trawiastych i piaszczystych plażach lub uprawiać sporty wodne. Mknąc wstęgą dróg, docieramy do zamków w Bobolicach i Mirowie – bliźniacze zamki łączy ścieżka widokowa. Warto podjechać i zobaczyć oba. Przejeżdżając koło Góry Zborów lub Skałek Rzędkowickich, dojeżdżamy do kolejnej jurajskiej warowni, to zamek Bąkowiec w Morsku z XIV wieku. Został on wzniesiony z kamieni wapiennych wkomponowanych w skałę. Na koniec zostawiamy zamek Ogrodzieniec – monumentalne ruiny położone na najwyższym wzniesieniu Jury. Wszystkie trasy pomiędzy zamkami to jezdnie z dobrą nawierzchnią, wszystkie odcinki szosowe są niebywale piękne krajobrazowo. Na trasie oprócz ruin i zamków czeka na nas wiele

52


atrakcji przyrodniczych. Kolejnym etapem naszej wyprawy jest zespół pałacowo-parkowy w Pilicy. Park pałacowy jest zabytkiem sztuki ogrodniczej, są tam budynki dawnych oficyn, wozowni i stajni oraz wiele okazów starych drzew, w tym lipa licząca około 600 lat. Zmierzając z Pilicy w kierunku miejscowości Smoleń, możemy podziwiać przepiękne Pasmo Smoleńsko-Niegowonickie, które wyróżnia się w krajobrazie tej części Jury. Główną atrakcję Smolenia stanową ruiny rycerskiego zamku – to jedna z najstarszych warowni średniowiecznych wzniesionych w Jurze. Po tej urokliwej podróży pasmem wzgórz kierujemy się z powrotem drogą 94, w kierunku Zagłębia i autostrady A4, aby dotrzeć do Katowic. Trasę możemy zakończyć we wschodniej części miasta, na najbardziej charakterystycznym osiedlu górniczym – Nikiszowcu. Jest on jednym z ważniejszych obiektów na Szlaku Zabytków Techniki województwa śląskiego. To unikat na skalę Polski, nietuzinkowe miejsce, które swoim klimatem zadziwia turystów nie tylko z regionu śląskiego.

W sezonie na tej trasie można spotkać naprawdę wielu motocyklistów. Trasę z Bielska-Białej pokonujemy bez większych problemów i szybko docieramy do miejscowości Węgierska Górka. Tu znajdują się schrony bojowe: Waligóra, Wąwóz, Wędrowiec, Włóczęga i Wyrwidąb. Gwarantujemy dreszczyk emocji, gdy światło latarki powoli oświetla stare ściany we wnętrzach kompleksu zwanego Westerplatte Południa. Kolejny etap naszej trasy prowadzi przez Trójwieś Beskidzką, czyli 3 miejscowości: Koniaków, Jaworzynkę oraz Istebną. Droga biegnie w otoczeniu

Wisła, Rezydencja Prezydenta RP Zamek, fot. T. Gębuś

Szczyrk, Sanktuarium św. Jakuba Apostoła, fot. T. Gębuś

pięknych górskich terenów. Zmierzamy do Przełęczy Kubalonka (758 m n.p.m.), która przyciąga właścicieli jednośladów z całej Polski. Bardzo dobra nawierzchnia i duża liczba ostrych zakrętów są najlepszym wabikiem na tej trasie, a prowadzi ona wprost do Wisły. W Wiśle mnóstwa wrażeń dostarczy na pewno wjazd na Górę Cieńków, gdzie znajduje się punkt widokowy, mało popularny, ale oferujący cudowną panoramę. Kto chce, może wjechać na drogę szutrową i z góry podziwiać Jezioro Czerniańskie oraz zaporę na Białej i Czarnej Wisełce. Doskonale też widoczna jest z tego miejsca Rezydencja Prezydenta RP Zamek w Wiśle – Narodowy Zespół Zabytkowy. Zamek jest awangardowym dziełem okresu 20-lecia międzywojennego. Po krótkim pobycie w okolicy zamku zjeżdżamy do centrum Wisły, gdzie koniecznie musimy zatrzymać się w Chacie Olimpijczyka Jasia i Helenki na Szlaku Kulinarnym „Śląskie Smaki”. Niepowtarzalna atmosfera góralskiej chaty otoczy nas, gdy tylko przekroczymy jej próg. Z Wisły kierujemy się do Szczyrku, robimy przystanek przy Skoczni im. Adama Małysza w Wiśle-Malince. Tuż za skocznią zaczynają się liczne zakręty i podjazd pod Przełęcz Salmopolską. Tym sposobem docieramy na sam szczyt, czyli Biały Krzyż. Liczne spektakularne serpentyny, dobra nawierzchnia i cudowne widoki zachęcają do jazdy. W Szczyrku watro zobaczyć Sanktuarium św. Jakuba Apostoła – jadąc główną drogą, na wzgórzu wśród drzew zobaczyć można najstarszy i najcenniejszy zabytek. To drewniana świątynia z 1800 roku, leżąca na Szlaku Architektury Drewnianej Województwa Śląskiego – będzie ona wspaniałym zakończeniem naszej podróży. Życzymy Wam wielu niezapomnianych tras i szczęśliwych powrotów do domu. Szerokiej drogi!

WOJEWÓDZTWO ŚLĄSKIE W INTERNECIE: Portal informacji turystycznej województwa śląskiego: www.slaskie.travel Szlak Kulinarny Śląskie Smaki: www.slaskiesmaki.pl Szlak Orlich Gniazd: www.orlegniazda.pl Szlak Zabytków Techniki: www.zabytkitechniki.pl Portal Jury Krakowsko-Częstochowskiej: www.jura.travel Portal Beskidów: www.beskidy.travel

53

Artykuł powstał we współpracy ze Śląską Organizacją Turystyczną i www.slaskie.travel

Bielsko-Biała – Węgierska Górka –Trójwieś Beskidzka (Istebna, Jaworzynka, Koniaków) – Przełęcz Kubalonka – Wisła – Przełęcz Salmopolska – Szczyrk


SPORT

Elektryczna rewolucja

Rozmowa z Markiem Dudkiewiczem, właścicielem sieci sklepów rowerowych TWOMARK SPORT

Jakie były początki pańskiej firmy, specjalizującej się w sprzedaży rowerów wysokiej klasy? Firma Twomark powstała w 1994 roku – na początku działała w Chorzowie, a potem w Bielsku-Białej. Obecnie są dwa sklepy – w Bielsku-Białej oraz we Wrocławiu. Pomysł na rowery wziął się z potrzeby rynku, na którym w 1994 roku nie było niczego, w tym rowerów, a było na nie ogromne zapotrzebowanie. Po pięciu latach prowadzenia sklepu sam zacząłem jeździć dosyć intensywnie, startowałem w zawodach, a fascynacja rowerem od biznesu przeszła do pasji. W jakich rowerach specjalizuje się salon w Bielsku-Białej? Ten salon to był pierwszy concept store firmy Specialized. W całej Polsce poza naszym powstały jeszcze dwa salony: w Kielcach i Krakowie. Obecnie sprzedajemy także produkty innych marek, nie ograniczamy się do jednego brandu, dzięki temu nasz klient ma większy wybór.

54

Dzisiaj sporty rowerowe są bardzo zróżnicowane. Jak w każdej dziedzinie sportu następuje wąska specjalizacja – każdy wybiera sobie taką formę, jaka mu najbardziej odpowiada. W samych rowerach górskich jest szerokie spektrum wyboru, w zależności od tego, jaki styl jazdy się preferuje. Wszystko ewoluuje, dochodzą nowości. Zmieniają się mody, trendy i technologia. Podobnie w mojej branży. Około dziesięciu lat temu powstały rowery elektryczne. Obecnie mamy prawdziwy boom na elektrykę w samochodach oraz rowerach. Elektryczny – co to właściwie znaczy? Najbardziej popularny obecnie rower elektryczny jest rodzajem hybrydy. Silnik, który napędza mechanizm, musi być wsparty siłą naszych mięśni. Czyli mówiąc obrazowo, nie jest tak, że jedzie się po naciśnięciu jakiegoś przycisku, ale trzeba pedałować, przy czym jest to dużo łatwiejsze niż w rowerze tradycyjnym i jedzie się znacznie szybciej. Oprócz silnika mamy także akumulator, który dzięki


postępowi technologicznemu zwiększa swoją pojemność, co daje możliwość pokonywania coraz dłuższych dystansów. W terenie górskim, a więc ciężkim, jest to około 30 kilometrów, a w terenie płaskim przy użyciu także własnej siły – nawet do 100 kilometrów. W Polsce nie istnieją jeszcze stacje ładowania rowerów, jakie powoli pojawiają się dla samochodów. Ale na przykład już w Chorwacji są one dosyć powszechne. Dzięki temu wzdłuż wybrzeża można przejechać do kilkuset kilometrów. Jest to inny rodzaj ładowania niż wtyczka domowa – stacje dokujące ładują akumulatory w ciągu kilkunastu minut. W warunkach domowych ładowaniu służy specjalne urządzenie, które ładuje rower w ciągu około 3,5 godziny. Baterie produkowane są przez firmy, które się w tym specjalizują, największe z nich to Bosch, potem Yamaha i trochę Shimano. Skąd taki podział? Najwięcej rowerów elektrycznych o wysokiej jakości produkuje się w Europie. Oczywiście konkurencję stanowią rowery chińskie, ale mają one zdecydowanie niższą jakość. Europejczycy, a zwłaszcza Niemcy, są jednak najpotężniejszym producentem rowerów o najwyższej klasie. Co potencjalny użytkownik może zrobić z rowerem elektrycznym? Sześć lat temu zaryzykowaliśmy i kupiliśmy do salonu dziesięć takich rowerów miejskich, ale sami zadawaliśmy sobie pytanie, dla kogo one właściwie są. Wówczas wizja była taka, że służyć mają ludziom starszym albo kobietom, czyli osobom o mniejszej sile, które jednak chcą przemieszczać się na rowerze. Faktycznie wówczas na rynku rowerowym proponowanie młodym ludziom „elektryków” było swego rodzaju faux pas. Natomiast wieczorami czy po kryjomu sporo osób zaczynało na nich jeździć. Już po kilku latach zauważyliśmy, że ludzie zaczynają oglądać typowo górskie rowery elektryczne. Mniej

więcej dwa lata temu zjawisko wstydu w przypadku elektryków poszło w niepamięć. Obecnie nawet ci, którzy wówczas je krytykowali, sięgają po te rowery. Bardzo chętnie kupują je sportowcy specjalizujący się w jeździe górskiej. Dlaczego? Są to świetne rowery treningowe do wjazdów górskich – najwięcej energii i czasu traci się podczas wjazdu na górę. Dotąd osoba, która wjechała i zjechała dwa razy, teraz bez problemu może pokonać tę samą trasę 3-4 razy jako trening. Mieszkamy w terenie górzystym… Tak, tutaj wszędzie jest pod górę. Taka specyfika regionu. Widać to także po samochodach terenowych – wszystkie możliwe firmy, które je produkują, mają w Bielsku-Białej swoje salony. Co nie dziwi, bo jakoś trzeba dojechać do domów położonych na pagórkach. Podobnie jest z rowerami. Kolarstwo górskie w Bielsku-Białej kwitnie. A na elektrykach jest to po prostu superzabawa. Można podjechać pod każde wzniesienie i w każdym terenie, czy to po kamienistym podłożu, czy pod sporym nachyleniem. Oczywiście musimy pedałować i możemy się zmęczyć tak jak na normalnym rowerze, ale na górze będziemy 3 razy szybciej niż na tradycyjnym. Często zdarzają się sytuacje, kiedy para kupuje rower elektryczny dla kobiety, której wówczas łatwiej dotrzymać tempa partnerowi. Co ciekawe, po kilku tygodniach to on przychodzi po rower dla siebie, żeby dotrzymać tempa jej (śmiech). Jest to reakcja łańcuchowa, bo zadowoleni klienci dzielą się wrażeniami ze swoimi znajomymi, którzy też zaczynają się interesować takim sprzętem. Otwierają się przed nimi możliwości, z których wcześniej kondycyjnie nie byli w stanie korzystać, jak swobodne jeżdżenie po naszych pięknych Beskidach. Mamy jedne z najlepszych górskich tras rowerowych w Polsce, dlatego zaczyna się tu robić bardzo ciekawe miejsce do uprawiania tego sportu. Intersujący jest przykład Austrii, gdzie wyciągi buduje się już nie tylko dla narciarzy, ale przede wszystkim dla rowerzystów. Austriacy budują bike parki z całą infrastrukturą,

55


Artykuł sponsorowany

SPORT

która pozwala na wykorzystanie stoków latem. To dobry kierunek dla Bielska-Białej, gdzie w mieście brakuje ścieżek rowerowych, ale stoki górskie są stworzone do jazdy.

które możemy włączać, ale można go też całkowicie wyłączyć, wówczas korzystamy z siły własnych mięśni. Ciekawostką jest fakt, że w USA rozegrano pierwsze zawody na rowerach elektrycznych.

Czyli element ruchu nie zanika? Tak, cały czas trzeba pedałować, do tego mając potężne wsparcie ekologicznego silnika. Trzeba utrzymać równowagę na dosyć ciężkim rowerze, waży on ponad 20 kg. Zastosowanie tych rowerów jest olbrzymie. W Bielsku-Białej przede wszystkim sprzedają się rowery górskie, natomiast na Zachodzie – miejskie. Trzeba pamiętać o obostrzeniach prawnych – wsparcie silnika wyłącza się przy 25 km/h. Drugi segment tych rowerów, o dopuszczalnej prędkości przesuniętej do 45 km/h, jest traktowany jak motorower. Czyli musi mieć tablicę rejestracyjną, ubezpieczenie, obowiązkowy kask – w Polsce takie modele są znacznie rzadziej kupowane. Co ciekawe, w krajach zachodnich rowery elektryczne stanowią 50-60% rynku. W Polsce jest to znacznie mniej, ale widać bardzo dynamiczny rozwój branży, obserwujemy ciągły wzrost sprzedaży. O jakich kwotach mówimy w przypadku rowerów elektrycznych? Nie są to tanie rowery, a technologia, osprzęt, silnik i bateria są przeznaczone do sportów górskich, wymagających innych rozwiązań niż w przypadku rowerów miejskich. Najczęściej kupują je właściciele firm, managerowie, osoby, które nie mają zbyt wiele czasu, a chcą uprawiać kolarstwo górskie. Sprzedajemy tylko bardzo dobre rowery z napędem Boscha. Najtańszy rower miejski kosztuje 7 tysięcy, średnia to 10 tysięcy, natomiast dobry rower górski to przeciętnie wydatek około 15-20 tysięcy złotych. W Bielsku-Białej 90% sprzedaży stanowią rowery górskie. We Wrocławiu z kolei sprzedajemy więcej rowerów miejskich, na węższej oponie.

Czyli kolarstwo elektryczne jest coraz powszechniejsze. Amerykanie są nieco z tyłu, jeśli chodzi o rowery elektryczne – w tym przypadku prym wiedzie Europa – ale nie chcą pozostawać na tej pozycji, sami szukają nowości, dlatego zorganizowali zawody na dystansie 100 km. Zawodowi sportowcy musieli więc dołożyć sporo własnej energii, by pokonać ten dystans. Jest to jakaś promocja tego sportu, który jest coraz powszechniejszy. Kiedyś, jeżdżąc po górach, obserwowałem 1-2 elektryki, a obecnie 2 rowery są tradycyjne, a reszta to elektryczne. Tak zmieniają się proporcje. Patrząc na zainteresowanie tymi rowerami, przewiduję, że tendencja ta się utrzyma i coraz częściej, nie tylko w górach, ale powszechnie, będziemy używać rowerów elektrycznych.

Jak wygląda technika jazdy? Rower jest skonstruowany tak jak normalny rower, ale ma mocniejszą konstrukcję, ponieważ dodatkowy osprzęt waży około 8 kg. Natomiast zasada jest taka, że trzeba kręcić pedałami, napęd ma kilka biegów,

WROCŁAW al. Gen. Józefa Hallera 180/2, 53-203 Wrocław mobile +48 795811611 e-mail: wroclaw@twomarksport.pl

56

www.twomarksport.pl

BIELSKO-BIAŁA ul. Cieszyńska 429, 43-300 Bielsko-Biała tel. 48 338 101 648, mobile 48 609 409 616 e-mail: bielsko@twomarksport.pl


Lider Love Summer QR CODE Wygenerowano na www.qr-online.pl

Chcesz wiedzieć więcej

Dołącz do nas na Facebook-u www.facebook.com/ GALERIALIDER

o organizowanych przez nas wydarzeniach? Zobacz:

57

REKLAMA

Zeskanuj kod i kliknij


CZTERY PORY ROKU Z FILIŻANKĄ

KAWA W MEDIOLANIE Tego dnia rano promienie wakacyjnego słońca przedzierające się przez ciężkie zasłony pokoju hotelowego obudziły mnie dosyć szybko. Zwykle kiedy dzwonił budzik, do podjęcia ostatecznej decyzji o opuszczeniu łóżka potrzebowałam jeszcze kilku drzemek. Może to mediolańskie powietrze tak dobrze na mnie zadziałało? A może świadomość, że już za moment będę delektować się rozkoszną poranną kawą w samym centrum światowej stolicy mody? Mediolan – dla jedynych po prostu miasto położone w północnych Włoszech, dla innych (w tym i dla mnie) miejsce, gdzie nasze wewnętrzne baterie ładują się najlepiej Tekst: Angelika Wiciejowska

Ostatni czas okazał się dla mnie bardzo trudnym okresem. Wiele zmian, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, doprowadziło mnie do totalnego wyczerpania psychicznego, spowodowanego najprawdopodobniej dużym stresem i brakiem odpoczynku. W końcu podjęłam decyzję o wyjeździe. Jak wolny ptak trzymany od wielu miesięcy w ciasnej klatce czułam, że muszę rozprostować skrzydła i po prostu choć na chwilę odlecieć, zostawiając wszystko za sobą. Moja przyjaciółka zawsze mi powtarzała: „Praca i obowiązki są ważne, ale w życiu we wszystkim trzeba odnaleźć złoty środek”. Co za bzdura, jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby ktoś wolał być tylko zadowolony zamiast szczęśliwy. Utrzymywanie równowagi wewnętrznej może i jest bezpieczne, ale na pewno nie fascynujące. Nigdy nie potrafiłam odnaleźć siebie w filozofii horacjańskiej. Taka zwykła, codzienna kawa na przykład. Ja zawsze mocno ją przesładzałam. Wiedziałam o tym, ale taka właśnie smakowała mi najbardziej. Nawet przez sekundę nie pomyślałam więc o tym, żeby zachować rozsądne proporcje i zminimalizować ilość cukru do zalecanej dawki. W każdej sytuacji dążyłam do tego, żeby było po mojemu. Nawet jeśli trochę dziwacznie – to na moich zasadach. Chyba dlatego podczas planowania wyjazdu padło na Mediolan. To miasto wydawało mi się tak piękne i pełne kontrastów, że od razu poczułam, iż właśnie tu naładuję swoje baterie i oczyszczę umysł. Kiedy wybierałam hotel, nie wiedziałam jeszcze, że położony w samym sercu miasta Grand Hotel et de Milan tak niesamowicie mnie zaczaruje. Wtedy szukałam dla siebie miejsca idealnego. Pięknego, klimatycznego, spokojnego i oferującego podaną w niebanalnej filiżance pyszną kawę mogącą zastąpić mi tę, którą tak uwielbiałam pić w domu. Faktycznie hotelowa restauracja Caruso, umiejscowiona wewnątrz uroczej werandy zanurzonej w zieleni małego placu i przypominająca swoim stylem paryskie bistro, była niezwykle pięknym miejscem. I chociaż serwowana tam kawa była bardzo smaczna, wciąż czegoś jej brakowało. Już po kilku dniach doszłam do wniosku, że czas wracać. Zaczęłam tęsknić za domem i swoją ukochaną kawą Mokate Cappuccino, pitą z ulubionej filiżanki w rodzinnym gronie. W tym momencie nie brałam już pod uwagę żadnych kompromisów, chciałam się szybko spakować i wró-

58

cić do swojego idealnego miejsca – do domu. Tak w ogóle nigdy nie uważałam, żeby kompromisy były dobrym rozwiązaniem w jakiejkolwiek sytuacji. W efekcie muszą one powodować przecież jakieś niespełnienie, niezadowolenie. W sprawach ważnych ustępstwa powinny być całkowicie zakazane, bo o ile nieudany urlop czy niesmaczną kawę można jakoś przeboleć, o tyle na przykład spędzić życie z człowiekiem, z którym jest nam „prawie dobrze”, a uczucie do tej osoby to „chyba miłość”, jest co najmniej strasznie. I nie chodzi też o to, żeby być wiecznie niezadowolonym. Ale warto postawić sobie cel, jasno określić warunki i nie zgadzać się na półśrodki. Wyrzucić do kosza wszystkie te „prawie ideały”. Nie zadowalać się złą kawą, ale też nie oddawać serca komuś, kto jest dla nas prawie dobry. Nieprawda, że to są za duże wymagania. Trzeba być maksymalistą, bo chyba nie da się żyć za bardzo? Podczas swoich ostatnich podróży miałam okazję pić najróżniejszą kawę i chociaż niejednokrotnie podawano mi ją w fantastyczny sposób, nigdy nie smakowała tak jak moja ulubiona, Mokate Cappucino, którą razem z rodziną delektowałam się w rodzinnym domu. Żeby być wolnym i szczęśliwym, trzeba mieć w sobie dużo odwagi potrzebnej do przeforsowania swojego zdania. Dość pewności siebie, aby głośno powiedzieć: „Tak, zasługuję na to, co odpowiada mi najbardziej!”. A niech pytają, po co to wszystko! Ty się uśmiechnij i powiedz, że przecież kawa nie może być zbyt dobra i nie da się żyć za bardzo…


PROMOCJA

59


ZDROWIE I URODA

SZTUKA PIĘKNA Lek. med. Aneta Murawiejska-Ptak – Specjalista medycyny estetycznej, dermatolog gabinet dermatologii estetycznej i Medycyny Anti-Aging w Bielsku-Białej

www.zabiegi-estetyczne.pl porozmawiać, omówić jego problem oraz zaproponowaną ścieżkę leczenia. Wierzę ,że dzięki dobrej atmosferze i zrozumieniu, pacjenci mają poczucie bezpieczeństwa, które pozwala im z jednej strony otwarcie porozmawiać o swoich wątpliwościach, a z drugiej zaufać lekarzowi. To zaufanie jest zresztą bardzo ważne – przecież od doświadczenia i wiedzy lekarza zależy efekt końcowy. Staramy się, aby w subtelny sposób poprawiać to, co można poprawić, a przy tym zachować jak najbardziej naturalny wygląd. Wyznaję zasadę, że im mniej tym lepiej.

Od wielu lat prowadzi Pani własny gabinet medycyny estetycznej. Czy Pani zdaniem zamiłowanie do sztuki ma zastosowanie w tej dziedzinie kosmetologii? Każdy z nas jest wyjątkowym dziełem sztuki. Zawsze staram się podchodzić do pacjenta w sposób indywidualny, starając się wyjść naprzeciw jego potrzebom i oczekiwaniom. Przecież to, jak wyglądamy i w jaki sposób przebiega u nas proces starzenia ma swoje odzwierciedlenie nie tylko w czynnikach genetycznych, ale również w naszym stylu życia. Medycyna estetyczna umożliwia obecnie łączenie wielu wątków w celu spowolnienia procesów starzenia, czyniąc je mniej uciążliwymi w codziennym życiu. Oczywiście, nie wyeliminujemy ich całkowicie, ale stosując odpowiednie procedury i technologie jesteśmy w stanie znacznie złagodzić ten proces Czy w Pani pracy przydaje się wiedza psychologiczna? Tak, ponieważ zdarza się, że trafiają do nas pacjenci poszukujący w medycynie estetycznej rozwiązania problemów nie tylko natury kosmetologicznej. Z każdym z nich staramy się najpierw dokładnie

60

Czy prawda jest, iż z usług gabinetów medycyny estetycznej coraz częściej korzystają panowie? Jeszcze 10 lat temu odsetek panów przychodzących do naszej placówki wynosił około 1%, obecnie kształtuje się na poziomie około 15%. Często u pacjentów płci męskiej, a w szczególności u panów intensywnie uprawiających sport, w krótkim czasie ma miejsce utrata tkanki tłuszczowej w konsekwencji czego rysy twarzy zaostrzają się, a bruzdy bardzo pogłębiają. Dzięki zabiegom medycyny estetycznej możemy odbudować objętość tkankową, nie tracąc przy tym cech męskiego charakteru. Nadal jednak z naszych gabinetów korzystają w głównej mierze Panie, Jakie zabiegi cieszą się u Państwa największym powodzeniem? Nowoczesne, mało inwazyjne zabiegi odmładzające cieszą się niesłabnącą popularnością. Skuteczność, przy wymaganym krótkim okresie rekonwalescencji, znacznie podnosi ich konkurencyjność w stosunku do chirurgii plastycznej. Pacjenci najbardziej wymagający mogą już skorzystać z zabiegów z zastosowaniem lasera nowej generacji – Fotona Dynamis dzięki któremu jesteśmy w stanie wykonać lifting twarzy 4D, uzyskując efekty porównywalne do liftingu chirurgicznego. Na czym polega zabieg przy użyciu lasera Fotona Dynamis? Zabieg składa się z czterech procedur laserowych, które planuje i przeprowadza doświadczony operator, w odpowiedniej sekwencji,


Co możemy uzyskać dzięki zastosowaniu powyższych procedur? Ostatecznie metoda 4D pozwala uzyskać znaczne uniesienie tkanek owalu twarzy, poprawę kolorytu i struktury skóry, spłycenie bądź likwidację bruzd nosowo-wargowych, a także lifting policzków. Pierwsze efekty pacjent zauważa po upływie od 4 do 6 tygodni, a utrzymują się one około 2–3 lat. Dzięki stymulacji endogennej efekty są bardzo naturalne i jednocześnie spektakularne, zwłaszcza u pacjentów między 30. a 60. rokiem życia. W większości przypadków dla przeprowadzenia skutecznego zabiegu liftingu twarzy wystarcza jedna sesja zabiegowa. Procedura ta jest więc doskonałą alternatywą dla wielu inwazyjnych metod odmładzających. Odznacza się precyzją i skutecznością, a jednocześnie wysokim bezpieczeństwem, w zasadzie bez ryzyka powikłań.

Artykuł sponsorowany

aby efekty odpowiadały potrzebom konkretnego pacjenta. Wykorzystuje się różne długości fal dwóch typów lasera oraz różne tryby i czasy trwania impulsu, aby uzyskać wieloraką stymulację skóry we wszystkich jej warstwach. Pierwsza procedura liftingu 4D to nowość na światową skalę: Endolifting Smooth® polega na pracy głowicą lasera wewnątrz jamy ustnej pacjenta w celu kontrolowanego pobudzenia i odbudowy włókien kolagenowych w przedsionku jamy ustnej i na wewnętrznej stronie policzków. Jest to metoda wykorzystywana wyłącznie w systemie laserowym Fotona. Kolejne dwie procedury: FRAC3® oraz PIANO® to mechanizmy polegające na podgrzewaniu tkanek na wielu płaszczyznach, aby uzyskać intensywną poprawę gęstości i grubości skóry. Lifting kończy tryb SupErficialTM, czyli laserowy peeling frakcyjny, który pozwala uzyskać jednorodną w kolorycie, gładką skórę, bez niedoskonałości.

Laser Fotona 4d pozwala wykonać nowatorski, nieinwazyjny zabieg, dający efekty zarazem liftingu i użycia wypełniacza

Co wyróżnia Państwa Instytut? Jak już wspomniałam, zabiegi wykonywane są u nas przez osoby z uprawnieniami – są to specjaliści z dziedziny dermatologii, kosmetologii, chirurgii, czy rehabilitacji. Nieustannie podnosimy swoje kwalifikacje. Pracujemy na sprzęcie nowoczesnym najwyższej jakości, spełniającym wysokie standardy obsługi pacjentów. Wyposażenie gabinetów spełnia surowe normy higieniczne, a przy tym jest estetyczne. To ważne, aby pacjent dobrze się u nas czuł. Staramy się o miłą atmosferę i dajemy naszym pacjentom poczucie pełnego zaopiekowania. Tym, co wyróżnia nasz Instytut, jest intensywnie rozwijający się dział medycyny sportowej, prowadzony przez mojego męża Krzysztofa. Dzięki temu – jak już wcześniej wspominałam – możliwe jest holistyczne podejście do osoby, która do nas trafia. Pracując nad wyglądem naszych pacjentów, możemy jednocześnie zastanowić się nad włączeniem odpowiedniego ruchu czy rehabilitacji dla osiągnięcia jeszcze lepszych efektów finalnych. Osobiście bardzo ważna jest dla mnie atmosfera w pracy – od tego, czy jest to zgrany i sprawdzony zespół zależy efekt wielu zabiegów. Przede wszystkim jednak na pierwszym miejscu jest pacjent – to poprawa jego wyglądu i samopoczucia jest naszym najważniejszym celem.

Dlaczego tak istotne jest, aby zabiegi medycyny estetycznej wykonywali wykwalifikowani specjaliści? W naszym Instytucie zabiegi odmładzające i upiększające wykonywane są przez wykwalifikowany personel medyczny i kosmetologiczny, w zależności od tego, jaka procedura jest przeprowadzana. Najważniejsze jest zawsze bezpieczeństwo pacjenta. Proszę pamiętać, że mówimy o procedurach, które często ingerują w organizm. Wykształcony lekarz lub kosmetolog ma świadomość, w jaki sposób może zareagować pacjent. Wiedza, z jaką specjaliści przychodzą do gabinetu, pozwala na przeprowadzanie bezpiecznych zabiegów.

Bielsko-Biała, ul. Polarna 15 /boczna ul. Filarowej/ Medycyna estetyczna tel.: 663 434 003 Medycyna przeciwstarzeniowa i rehabilitacja tel.: 600 909 616 e-mail: medycyna@instytut-antiaging.pl

61


ZDROWIE I URODA

Słońce we włosach Promienie słoneczne w połączeniu z wodą działają destrukcyjnie.

ALDONA CIWIS-LEPIARCZYK mgr farmacji, kosmetolog z 20-letnim doświadczeniem Prowadzi firmę EstetikLaser ul. Cechowa 27, 43-300 Bielsko-Biała, tel. 730 077 006 e-mail: biuro@estetiklaser.com, www.estetiklaser.com

W

yjeżdżając na urlop i korzystając ze słońca, często pamiętamy o fotostarzeniu się skóry. Niestety skutki działania promieni UV mogą również dotknąć naszych włosów, czego efektem jest ich osłabienie po lecie osłabienie, zniszczenie, suche końcówki. Wygląd włosów zależy przede wszystkim od kondycji osłonki włosa – jej łuski chronią włókna keratynowe wewnątrz niego. Keratyna będąca białkiem ulega niszczeniu nie tylko podczas mrozów czy na skutek złej pielęgnacji, ale również podczas ekspozycji na promienie ultrafioletowe, co powoduje znaczne zniszczenie naszych włosów. Badania dowiodły, że promienie UV niszczą wiązania białkowe, jak również aminokwasy – budulec białek, z których składają się włosy. Promienie słoneczne w połączeniu z wodą działają jeszcze bardziej destrukcyjnie, ponieważ krople wody na włosie działają jak soczewki i skupiają promieniowanie UV. Naturalną ochroną włosów przed promieniowaniem jest melanina, czyli barwnik występujący we włosach i skórze, jak również tęczówce oka. Od jego rodzaju zależy ich kolor. Eumelanina, czyli brązowy barwnik, nadaje ciemny kolor skórze i włosom, to on ma właściwości ochronne dzięki pochłanianiu promieniowania UVB. Osoby o jasnym kolorze włosów są narażone bardziej na szkodliwe działanie promieni słonecznych. Szczególnie podatne na działanie promieni UV są włosy farbowane, a przede wszystkim rozjaśnione. Rozjaśnienie włosów pozbawia je melaniny, a tym samym naturalnej ochrony. Dodatkowo promieniowanie UV powoduje utlenianie melaniny, co w konsekwencji wywołuje blaknięcie włosów i nawet zdrowe, ciemne włosy wystawione na działanie promieni słonecznych ulegają w końcu zniszczeniu. Istnieją sposoby zapobiegania tym procesom. Możliwa jest ochrona włosów poprzez ich odpowiednią pielęgnację. W ochronie włosów pomocne będą filtry UV, w szczególności w produktach niespłukiwanych. Od takich produktów roi się na półkach w drogeriach. A gdy zapomnimy w pośpiechu o takim preparacie, wystarczy mam zwykły krem z filtrem do ciała. Kosmetyki ochronne przeznaczone typowo do

włosów mają w składzie tę samą substancję co filtry do ciała, ale zawierają jeszcze dodatkowo sylikony. Należy jednak pamiętać, że w składzie filtrów do ciała mogą znajdować się dwutlenek tytanu czy tlenek cynku – stosując je, musimy liczyć się z białym nalotem na powierzchni włosów. Dlatego lepsze byłyby filtry w sprayu, które świetnie rozprowadza się na włosach. Masło shea i olejki roślinne, takie jak oliwa, oleje jojoba, z orzechów włoskich, arganowy, migdałowy, stanowią także doskonałą ochronę przeciwsłoneczną. Dla lepszego efektu możemy je przed nałożeniem wymieszać z ulubioną odżywką. Sprawdzają się również rozpylacze stworzone własnym sumptem: woda z odrobiną olejku. Ochronę dają również produkty termoochronne, które zawierają sylikony i stanowią tym samym warstwę chroniącą nasze włosy. Produktów zawierających sylikony starajmy się mimo wszystko używać jak najrzadziej. Prócz nakładania bezpośrednio na włosy produktów z filtrami UV stosujmy też okrycia głowy w postaci kapeluszy, chust, czapek w jasnych kolorach. Warto również skorzystać przed wyjazdem z niektórych usług fryzjerskich, ponieważ rozdwajające końcówki nie będą sprzyjały pielęgnacji i ochronie. Nie warto jednak farbować swoich włosów przed wyjazdem na urlop, ponieważ chemiczna koloryzacja powoduje rozchylanie łusek włosa. Włosy poddane ekspozycji na słońce stają się kru-

62

che i bardziej wrażliwe na niesprzyjające warunki. Podczas gdy włosy są narażone na działanie promieni słonecznych, starajmy się nie używać lokówki, prostownicy czy suszarki. Upięcie włosów daje również mniejszy kontakt ze słońcem. Po powrocie z plaży myjmy je bardzo delikatnym szamponem. Kondycja naszych włosów może zależeć od naszych świadomych wyborów. Dlaczego kosmetyków nie postrzegamy jako pożywienia dla skóry i włosów? Łatwiej byłoby nam wtedy zrozumieć, że są to organy absorbujące, którym każemy bez wyboru wchłaniać wiele toksycznych związków. Jak rozumiemy pojęcie „zdrowo”? Uwagę skupiamy przeważnie wokół produktów żywnościowych, szukamy produktów ekologicznych, wystarcza nam przedrostek „bio-” w nazwach kosmetyków – ślepo wierzymy producentom, bez czytania składu pełnego przeciwutleniaczy, emulgatorów, konserwantów, stabilizatorów itp. Dobry kosmetyk naturalny powinien być zdatny do spożycia i mieć certyfikat zdrowej żywności. Firma CulumNATURA z Austrii od ponad dwudziestu lat oferuje wegańskie kosmetyki z biocertyfikatem żywnościowym, które stosować można z powodzeniem zarówno na włosy i skórę, jak i do wewnątrz. W estetikLaser można otrzymać dodatkowe informacje o produktach i nabyć je, ponieważ gabinet posiada rekomendację producenta.


63

PROMOCJA

NOWOŚĆ Laser aleksandrytowy MOTUS AX umożliwia usunięcie nawet jasnego, delikatnego owłosienia. 100% BEZ BÓLU!


ZDROWIE I URODA

Zobacz na własne oczy Projekt salonu Rosiewicz Optyka – mieszczącego się w bielskiej Przędzalni – to ukłon w stronę historii naszego miasta. Tradycja i rzemiosło zostały tam zamknięte w nowoczesnym i minimalistycznym designie. Przestrzeń salonu została zaprojektowana przez pracownię Brand’ys Design (Joanna i Łukasz Brandys – bielskie studio projektowe, www.brandysdesign.com). Projekt architektów już został doceniony przez ogólnopolską publiczność – zdobył drugie miejsce w prestiżowym plebiscycie Polskie Wnętrze 2017. Wystrój salonu nawiązuje do tradycji włókienniczej i etosu kunsztownego rzemieślnictwa, ale równocześnie – przez swój minimalizm – obiecuje nowoczesność i innowacje. Lokal powstał w poszanowaniu dla tradycji i historii obiektu Przędzalni. Przykładem, który najbardziej rzuca się w oczy jest geo-

metryczny wzór, który znajduje się na ścianach. Architekci chcieli w ten sposób nawiązać do starych parkietów, które były stosowane w pracowniach rzemieślników. Wzór został wyeksponowany na białej cegle, łącząc tym samym tradycję z nowoczesnością. Geometryczne uporządkowanie przestrzeni, płaszczyzny z wielokątów, prześwity oraz kontrastujące naturalne kolory sprawiają, że przebywanie w salonie zmienia się w zależności od nałożonych szkieł. Wystrój sam w sobie pełni funkcję testu wzroku i próbnika dla różnych kolorów soczewek. Wzroku się nie wybiera, ale oczy – czemu nie? Oczywiście pod warun-

64

Foto: Tom Kurek

kiem, że jest w czym wybrzydzać. Okularów, które podkreślą urodę i zgrają się z usposobieniem nie znajdziemy wśród banalnych form wyjętych z modowego powielacza. Do tego trzeba rzeczy obdarzonej własną duszą i historią – małego dzieła sztuki. Po takie okulary warto zajrzeć do salonu Rosiewicz Optyka. Duży wybór oprawek to wielkie zaskoczenie. Od drapieżnych ram przeciwsłonecznych firmowanych przez gwiazdy estrady po eteryczne dzieła lokalnych manufaktur z drugiego końca świata. Bez przesady można uznać, że każdy znajdzie tu oprawki, dzięki którym w końcu odważy się patrzeć po swojemu. Na półkach salonu znajdziemy okulary wyraziste, krzykliwe, wytrawnie


eleganckie i słodko uwodzicielskie – wszystkie będące połączeniem mistrzowskiego wzornictwa z najnowszymi odkryciami w optyce i inżynierii. Rosiewicz zachęca do tego, by w poszukiwaniu swobody wyrazu podjąć ryzyko i zapuścić się w labirynt marek raczej nieznanych polskim okularnikom. A opłaca się poszerzyć horyzonty: Tavat, Moscot, AM Eyewear czy Face à Face mogą być odkryciem dla kogoś, kto podobnie jak ci projektanci nie tyle podąża za istniejącymi trendami, co szuka własnej stylistycznej tożsamości. Wspólnym mianownikiem okularów oferowanych przez Rosiewicz Optyka jest mistrzowska jakość wykonania i bezkonkurencyjna wygoda noszenia. Kto raz przymierzy takie oprawki – lekkie, dopasowane, idealnie zgrane z twarzą – temu raz na zawsze „odwidzi się” wizyta w optycznym markecie.

to tylko niektóre z udogodnień czekających na bielskich okularników i okularnice. Wszystkie oferowane okulary to w równej mierze perełki designu, co precyzyjne i zaawansowane technologicznie przyrządy optyczne, naszpikowane nowymi patentami. Materiały kompozytowe, tytan, metale szlachetne, najwyższej jakości acetat i soczewki od renomowanych producentów wyznaczają nowy standard i horyzont dla najbardziej wymagających poszukiwaczy własnego stylistycznego „ja”.

Rosiewicz Optyka ul. Partyzantów 15, 43-300 Bielsko-Biała +48 737 747 007 info@rosiewiczoptyka.pl Facebook / Rosiewicz Optyka

Artykuł sponsorowany

Technologicznie salon Rosiewicz Optyka reprezentuje to samo nowatorstwo i wyśrubowany poziom, co w kwestii stylu. Precyzyjna diagnostyka wzroku dla dorosłych i dzieci z uwzględnieniem pory dnia, badanie z dojazdem do klienta oraz współpraca z doświadczonym lekarzem okulistą

W kilku słowach Rosiewicz Optyka to miejsce, które trzeba zobaczyć na własne oczy – zwłaszcza, jeśli lubi się mieć kilka par na zmianę.

65


ARCHITEKTURA & DESIGN

ROLA ARCHITEKTA FUZJA OCZEKIWAŃ I OGRANICZEŃ

O roli architektury w przestrzeni miejskiej z architektami Moniką Golczyk-Wiewiórą i Maciejem Wiewiórą rozmawia Agnieszka Ściera-Pytel

Od czego rozpoczyna się projektowanie? Każdy proces projektowy rozpoczyna się od analizy wielu zagadnień. Główne z nich to: miejsce, w którym ma znaleźć się obiekt, cel, któremu ma służyć, wytyczne inwestora, a także parametry wynikające z zapisów planu miejscowego, prawa budowlanego czy opinii konserwatora. Analizie poddawany jest kontekst architektoniczny, historyczny, a przede wszystkim potrzeby i oczekiwania przyszłych użytkowników obiektu. Projektant mierzy się z niełatwą rolą znalezienia rozwiązania pomiędzy ograniczeniami a własną wizją i oczekiwaniami inwestora. Te ograniczenie paradoksalnie stają się często atutem w projektowaniu. Co najbardziej satysfakcjonuje architekta? Najcenniejsza w naszej profesji, ale i również najbardziej odpowiedzialna jest możliwość tworzenia architektonicznej rzeczywistości, która po okresie projektowym i inwestycyjnym pozostaje w przestrzeni miasta i oddziałuje na nas przez wiele lat. Ta praca nad formą architektoniczną, którą oglądamy z dystansu i ta nad detalem, który dostrzegamy będąc blisko, a także funkcja, której doświadczamy – to wszystko ma znaczenie. Dobry projekt to taki, który w odpowiedni sposób wpisuje się w tkankę miasta. Raz jest jego tłem, raz stanowi dominantę, ale przede wszystkim dobrze służy jego użytkownikom, budzi emocje, powoduje reakcje odbiorców. Jego istotą jest wyważenie wszystkich składowych: dobrej architektury, dopasowanej funkcji, nieskomplikowanej konstrukcji, wpisania się w krajobraz i oddziaływania na otoczenie. Jakie wyzwania projektowe Państwo lubicie? Wiewióra & Golczyk Architekci to zespół kilkunastu architektów, który podejmuje różnorodne wyzwania projektowe – od architektury przemysłowej, przez architekturę użyteczności publicznej, projek-

66

ty obiektów mieszkalnych i rezydencjonalnych, po wnętrza. Każdy projekt jest wyzwaniem. Do każdego podchodzimy w sposób bardzo indywidualny. Przebudowy obiektów istniejących stawiają przed nami inne wymagania, niż te, które musimy zaprojektować od podstaw. Najbardziej cenimy sobie projekty, w których inwestorzy oczekują od nas niestandardowych rozwiązań, wyzwalając naszą kreatywność i możliwość poszukiwania nowego. Jak zaprojektować budynek, który będzie atrakcyjny przez następne 20, 50 czy 100 lat? Taka jest rola architekta, aby myśleć ponadczasowo. Mówiąc ogólnie dobra architektura będzie bronić się przez wiele lat. Mody i nurty w architekturze przemijają, a dobrze zaprojektowany obiekt, który posiada przemyślaną funkcję, interesującą formę, fakturę i detal, wciąż zachwyca mimo upływu czasu. Dzisiejsze obiekty wspomagane są również przez technologię, która pozwala inaczej kształtować architekturę i konstrukcję oraz sprawia, że budynki stają się bardziej przyjazne i łatwiejsze w użytkowaniu. Technologia przyczynia się również do oszczędności związanych z procesem inwestycyjnym, a także eksploatacją budynków oraz ogranicza negatywny wpływ inwestycji na środowisko i otaczającą nas przyrodę. Architekt jest trochę psychologiem? Często, aby sprostać wymaganiom, trzeba się zmierzyć z problematyką natury socjologicznej, psychologicznej, etycznej, ergonomicznej a nawet medycznej. Aby zaprojektować budynek, trzeba dokładnie zrozumieć sposób jego funkcjonowania i poznać oczekiwania jego użytkowników. Trzeba te elementy zgłębić i szukać rozwiązań. Poszukiwanie jest nieustanną potrzebą w pracy architekta. Staramy się to robić.


ZESPÓŁ BUDYNKÓW MIESZKALNYCH, JEDNORODZINNYCH W ZABUDOWIE SZEREGOWEJ Zespoły obiektów mieszkalnych zaprojektowano w dwóch segmentach w ilości 7 i 5 budynków jednorodzinnych w zabudowie szeregowej. Dla wszystkich obiektów zaprojektowano niezależny garaż podziemny z komórkami lokatorskimi. Obiekty zlokalizowano w Bielsku-Białej Lipniku. Charakter zabudowy dostosowano do wymogów zapisów planu miejscowego oraz otaczającej zabudowy mieszkaniowej, jednorodzinnej.

BUDYNEK APARTAMENTOWY Apartamentowiec zlokalizowano w centrum miasta położonego w województwie śląskim, na terenach poprzemysłowych. Forma architektoniczna obiektu utrzymana jest w standardzie PREMIUM budynków apartamentowych, a ceglano-kamienne elewacje nawiązują charakterem do wartości historycznych terenu na którym go zaprojektowano.

67


ARCHITEKTURA & DESIGN

BUDYNEK SIEDZIBY BESKIDZKIEJ IZBY LEKARSKIEJ Budynek zaprojektowano w oparciu o istniejący, zabytkowy obiekt znajdujący się pod ochroną miejskiego konserwatora zabytków. Przebudowa została zaprojektowana z zachowaniem obrysu zewnętrznych ścian i poszanowaniem charakteru istniejącego obiektu. Po przeprowadzonej przebudowie, rozbudowie oraz nadbudowie, budynek pełnić będzie funkcję biurowo-konferencyjną z zapleczem gastronomicznym.

BUDYNEK MIESZKALNY NA PERYFERIACH MIASTA Budynek mieszkalny, jednorodzinny zlokalizowano na obrzeżach miasta i zaprojektowano na działce w taki sposób by wykorzystać jej naturalne walory widokowe tj. widok na góry oraz miasto. Forma architektoniczna budynku nawiązuje do architektury regionu, częściowo tradycyjny charakter wynika z zapisów planu miejscowego, ale poprzez nowoczesny detal i użyte materiały takie jak: drewno, kamień naturalny i szkło, bryła posiada współczesny charakter.

68


A-KLASOWY BUDYNEK BIUROWY

Artykuł sponsorowany

Obiekt zlokalizowany jest w centrum miasta w województwie śląskim. Główną funkcję w obiekcie stanowią przestrzenie biurowe – open space, pomieszczenia konferencyjne, szkoleniowe i socjalne. W kondygnacji parteru zlokalizowano usługi ogólnodostępne, handlowe i gastronomiczne. W obiekcie zaprojektowano wielopoziomowy garaż na ok. 150 miejsc postojowych.

ZESPÓŁ A-KLASOWYCH BUDYNKÓW BIUROWYCH Zespół A-klasowych budynków biurowych z garażami podziemnymi zaprojektowano w centrum Katowic. Projekt zakłada budowę sześciokondygnacyjnych, budynków biurowych z częściami usługowo-handlowymi w parterach. Kondygnacje biurowe zaprojektowano w systemie shell and core, a na najwyższej kondygnacji zlokalizowano ekskluzywne apartamenty z tarasami widokowymi. Projekt uwzględnia ekologię oraz energooszczędność budynków oraz zakłada certyfikację obiektów w standardzie BREEAM.

Wiewióra & Golczyk Architekci s.c. 34-300 Żywiec, ul. Kościuszki 42, tel.: +48 (33) 8616557, fax: +48 (33) 8610148, e-mail: biuro@wiewioragolczyk.pl

69


ARCHITEKTURA & DESIGN

Musicon – uczący instrument orkiestra

Tekst: Justyna Weronika Łabądź, zdjęcia: Musicon Justyna Weronika Łabądź – pracownik Galerii Bielskiej BWA, miłośniczka dobrego wzornictwa, doktorantka Instytutu Nauk o Kulturze i Studiów Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

70


Jak brzmi stare przysłowie: muzyka łagodzi obyczaje. Nie od dziś przecież wiadomo, że muzyka ma ogromny wpływ na łagodzenie stresu i napięć. Ale nie tylko! Jej ogromnym atutem jest również wspomaganie edukacji, procesu nauki, zapamiętywania i kojarzenia faktów. Dlatego tak ważnym produktem, rewolucyjnym w tym procesie, jest Musicon – instrument orkiestra, który został zaprojektowany i wyprodukowany w Polsce.

71


ARCHITEKTURA & DESIGN

P

oczątki tej niewielkiej „orkiestry” to 2011 rok. To wtedy założyciel Musiconu, jego inspirator i spiritus movens – Kamil Laszuk – obronił na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu pracę dyplomową poświęconą badaniom nad wpływem muzyki na rozwój psychofizyczny dzieci. Częścią tej pracy były również wizje i projekt narzędzia muzycznego wspomagającego edukację. Zaprojektowany i prototypowany w ciągu kilku następnych lat Musicon stał się dla Kamila Laszuka możliwością połączenia jego dwóch zainteresowań – wzornictwa przemysłowego oraz muzyki, którą studiował, kończąc szkołę muzyczną II stopnia w klasie kontrabasu. Jak mówi Kamil: „Będąc muzykiem i projektantem wzornictwa, chciałem połączyć te dwie pasje. Gdy tylko pojechałem z kontrabasem do pierwszego przedszkola, od razu wiedziałem, że to strzał w dziesiątkę. Po kilku chwilach gry pewna mała dziewczynka, która wcześniej chowała się gdzieś w rogu sali, podeszła i zaczęła przytulać się do kontrabasu, by posłuchać mojej muzyki. Później dowiedziałem się, że była głucha. Mocno zapadła mi ta chwila w pamięć – to, w jaki sposób muzyka może oddziaływać na ludzi. Przez następny rok pracowałem nad pomysłem mającym na celu użycie muzyki w edukacji najmłodszych”. W 2015 roku młody projektant wspólnie z siostrą Idą i kolegą Jakubem zebrał interdyscyplinarny zespół ludzi, którzy razem stworzyli pierwszy prototyp Musiconu, a już w 2016 roku, dzięki akcji uruchomionej na portalu crowdfundingowym Kickstarter, członkom zespołu udało się zebrać pieniądze na uruchomienie produkcji, a tym samym pozyskać pierwszych klientów. Czym tak w ogóle jest Musicon? Jak twierdzą twórcy tego instrumentu, jego działanie trzeba tłumaczyć tylko dorosłym, bo dzieci używają go naturalnie, w sposób intuicyjny szybko poznając rządzące nim zasady. Musicon to kilka instrumentów w jednym: bębenek, cymbałki i młynek, których dźwięki są wydobywane poprzez wybieranie przycisków na obracającym się jak katarynka walcu. Trzy instrumenty w jednym – a nawet cztery, ponieważ model tego instrumentu jest cały czas rozwijany, o czym zapewnia Kamil Laszuk: „W tym momencie są to już cztery instrumenty, mamy też nowe Dodo. I co najlepsze, będą następne moduły. Chcieliśmy zacząć od zestawu, który dawałby już pełnię możliwości, mamy

72

– Musicon to taki drewniany komputer, a instrumenty to aplikacje. Jakie zainstalujemy – to nasz wybór. – mówi twórca instrumentu, Kamil Laszuk.

melodię, rytm i przeszkadzajki, możemy w ten sposób zaprogramować w pełni brzmiący utwór muzyczny. Musicon to taki drewniany komputer, a instrumenty to aplikacje. Jakie zainstalujemy – to nasz wybór. W niedalekiej przyszłości będą też moduły niemuzyczne: liczby, kolory, proste maszyny. Musicon daje nieograniczone możliwości”. W obecnie dostępnym Musiconie dzieci mogą wybierać nie tylko tempo obrotu walca i wydobywania się dzięki temu dźwięków, od spokojnej ballady po 160 uderzeń na minutę. Przede wszystkim kontrolują wydostające się z instrumentu dźwięki, przyciskając odpowiednie guziki, a powtarzalność melodii uczy ich podstaw programowania. A 640 przycisków to również nieskończona niemalże liczba kompozycji, które można na nim zagrać – od szalonych dziecięcych improwizacji dźwiękowych po tak złożone melodie jak promująca produkt piosenka „Hello” grupy The Doors. Musicon to kilka lekcji w jednym – matematyka, fizyka, mechanika, programowanie i muzyka. To także nauka pracy w grupie, bo oprócz możliwości indywidualnego poznawania pracy Musiconu dzieci mogą wspólnie współpracować nad powstaniem spójnej melodii. Intuicyjne wciskanie przycisków pozwala z kolei na rozwijanie motoryki małej, zwiększa napięcie mięśniowe w dłoniach i rękach. Żeby ułatwić pracę z Musiconem, jego twórcy cały czas pracują i rozwijają metodologię, w przystępny sposób wyjaśniającą nauczycielom i pedagogom, jak używać tego drewnianego muzycznego „komputera”: „Bardzo często zderzamy się z pytaniami typu: «No dobra, ale co ja mam z tym zrobić?». Dlatego też powstaje metodologia. Musicon jest jak rakieta, ludzie nie potrafią latać rakietami, znajdą się śmiałkowie, którzy spróbują i będą potrafili, ale generalnie nauczyciele często się go boją. Dlatego Metoda Musicon, która ciągle powstaje, jest nieodłączną częścią Musiconu i prowadzi nauczycieli za rękę, pokazując im możliwości, przykładowe lekcje i sposoby pracy ze stworzonym przez nas instrumentem”.


Zdjęcie wykonane w maju 2016 roku w dniu narodzin pierwszego pełnofunkcjonalnego prototypu Musiconu w fabryce ZPH Pilch w Ustroniu. Na zdjęciu od lewej Kamil Laszuk i Jakub Kozik (Musicon), Piotr Bujok i Piotr Pilch (ZPH Pilch). Musicon ma także znaczenie w terapiach dla dzieci ze spektrum autyzmu, innymi zaburzeniami, niepełnosprawnościami, pozwala także rozwijać zdolności dzieci niewidomych. To przede wszystkim rewolucja w podejściu do edukacji: „Często dzisiaj poruszany jest temat edukacji w kontekście jej nienadążania za światem. Ogólna edukacja prawie na całym świecie działa na podobnej zasadzie od wielu dziesięcioleci – pakujemy dzieci wiedzą, a nie umiejętnościami jej poszukiwania i dociekania. Każdy z nas ma teraz w kieszeni zasób wiedzy większy niż jeszcze niedawno mogła pomieścić niejedna biblioteka. Aby nadążyć za światem, musimy uczyć dzieci czegoś innego, nazywamy to kompetencjami przyszłości. Stawiamy na rozwijanie kreatywności, szukanie i rozwiązywanie problemów, współpracę, myślenie projektowe, emocjonalne. Musicon rozwija właśnie takie umiejętności, uczymy programowania, współpracy w grupie, myślenia projektowego i łączenia matematyki z geometrią. A co najważniejsze, robimy to wszystko poprzez zabawę, nauczyciel zaś nie musi być programistą, żeby uczyć programowania, ani muzykiem, by uczyć muzyki, to jest ta rewolucyjna sprawa” – mówi o Musiconie Kamil Laszuk. Co warto jednak podkreślić, z estetycznego i ergonomicznego punktu widzenia Musicon jest świetnym przykładem dobrego, wartościowego dizajnu. Współpracując od 2016 roku z firmą Pilch tworzącą w Ustroniu zabawki z drewna, Musicon stworzył przyjazny, ekologiczny dizajn instrumentu dostosowanego do potrzeb i możliwości swojego małego odbiorcy. Połączenie naturalnego koloru drewna i kolorowych elementów ułatwia dostrzeżenie oraz zrozumienie działania tej małej orkiestry. O współpracy z firmą Pilch opowiada Kamil Laszuk: „Spotkaliśmy się już dobrych kilka lat temu w Ustroniu, pokazałem panu Romanowi Pilchowi pomysł na Musicon. Od razu zafascynowała go idea. Rok później rozpoczęliśmy prace nad prototypem, które

trwały około roku. Kolejny rok później zaczęliśmy przymierzać się do produkcji. Bardzo wiele zawdzięczamy i panu Romanowi, i całej firmie, w której pracują wspaniali ludzie, pełni pasji i posiadający ogromną wiedzę techniczną niezbędną do produkcji wysokiej jakości przedmiotów z drewna”. Musicon był prezentowany już na wielu wystawach na świecie, a także otrzymał wiele prestiżowych nagród, m.in. RedDot Design Award. „Wszystkie nagrody są motywujące do dalszej pracy, bardzo nas cieszy, że zaczynamy zdobywać nagrody też w dziedzinie edukacji, i to od razu największe międzynarodowe wyróżnienia. Utwierdza nas to w tym, że Musicon to nie tylko niebanalny pomysł na produkt, ale również w pełni wartościowy przedmiot edukacyjny” – przekonuje twórca Musiconu. Nie od dziś wiadomo, że nauka poprzez zabawę jest tą, która pozwala najlepiej przekazać pewną wiedzę i umiejętności. Twórcy przyznają, że stworzony przez nich produkt odpowiada nie tylko na ten sposób nauczania, ale jest również zgodny z modną alternatywną metodą nauczania Montessori. O misji Musiconu mówi Kamil Laszuk: „Muzyka ma ogromną moc. To jedyny uniwersalny język na Ziemi, w dodatku ponadpokoleniowy. Muzyka rozwija naszą wrażliwość, wprowadza emocje do codziennego życia, a gdy jesteśmy zaangażowani w proces jej tworzenia, otwierają się w nas ogromne pokłady kreatywności. Muzyka mimo swoich ogromnych możliwości edukacyjnych jest spychana bardzo często na margines. Ludzie boją się muzyki i edukacji muzyką. Boją się, bo jej nie znają i mają często złe wspomnienia z dzieciństwa. Zadaniem Musiconu jest zmiana takiego postrzegania muzyki. Musicon jest superprosty i nie da się go źle używać, każdy tworzy od pierwszego momentu coś niepowtarzalnego i w pełni swojego. Zmieniamy podejście do muzyki na nieskrępowaną kreatywność”.

73


PARTNERZY 2B STYLE

TU OTRZYMASZ MAGAZYN BIELSKO-BIAŁA Apteka Pod Szyndzielnią Apteka Karpacka Apart Hotel Ventus Rosa Babski Raj Barometr Coffee & Bar Bar Pierożkowy Karolina BButik w Pasażu pod Orłem Beauty Project Beauty Room Beskid Burger Bar Mleczny Pierożek Beskidzie Centrum Medyczne Bistro Jarmużno Bistro Tofu Biuro podróży Atlantis Blekota Sweet Factory Borsa Walentini Browar Jedynka BMW Sikora Salon Samochodowy Browar Miejski Restauracja Buon Gusto Centro Butik by o la la …! Butik Lilou w Pasażu pod Orłem Butik Kaya by Karo Butik Miomodo Cafe Farma Cafe Oscar Celna 10 Centrum Informacji Turystycznej Centrum Medyczne Broniewskiego Ciachomania Cięcie Salon Fryzjerski Cococabana Salon Fryzur Cremino Bakery Coffee House / PKP Danea Centrum Medyczne Delicato Delicje Dworek New Restaurant Eco Line Bistro Emili Smart by Studio Paula Estetik Laser Estelium Every Outlet Fahrenheit Barcafe Forever Life Clinic Galeria Bielska BWA Galeria Sfera – Info Punkt Galeria Wzgórze Gallo Nero Greencoffe Grępielnia H-Design Herbaciarnia Assam Herok design Honda Salon Samochodowy Hospoda w Białej Hotel Ibis Hotel Papuga Hotel Prezydent Hotel Qubus Hotel Sahara Hotel Vienna Instytut Ideallist Instytut AntiAging Itamae sushi Karczma Rogata Kawiarnia Mucha Kawiarnia Okno Kawiarnia Pub „Środek” Klinika dr Sirek Klinika Galena Klinika Łukasza Klubokawiarnia Aquarium Kofeina cafe and bar

Książnica Beskidzka Księgarnia Klimczok Lunita Restauracja Madmuazelle ubranka dziecięce Malachit Day Spa Marakesz SPA Marcela Salon Kosmetyczny Margerita Pizzeria MD Fashion Mitas design Modema Momo Grill Multicoolty Muzeum Historyczne Mydlarnia u Franciszka My Honey Home & Bistro Nailsroom salon stylizacji paznokci Natasha Pavluchenko Atelier Nowy Świat Restauracja Novamed Clinic Oky Doky Bielsko Okulus Old Mountain barber shop Optyk Studio Outlet Buława Pan Brzytwa Barber shop Parasol Caffe Pastamore Restauracja Perfumeria Sinatra Peron Piaf bistro Pizzeria Michola Pizzeria Picollo Poliklinika Stomatologiczna „Pod Szyndzielnią” Prestige Sklep Włoski Przychodnia X-Med Pub Dog’s Bollocks Pub Epoka Racketlon Korty Tenisowe Regionalny Ośrodek Kultury Restauracja Amici Renault Wektor Salon Samochodowy Rodental Plus Rosiewicz Optyka RoWinGood – sklep z winami Ryłko by Agnes&Paul Ryłko Fashion Salon Optyczny Ewa Jasiczek Skin Laser Lubelscy Sklep Biegacza Sklep Papierniczy na Podcieniach Stomatologia Bojda Stomatologia Primadent Stomatologia Tomasz Sypień Studio Mody Anna Drabczyńska Studio Paula body & soul Studio Zdrowia „Santi” Styl Studio Vena SUZET music club Szpilka Szpilka Bakery Słodownia Teatr Polski Tkalnia Urody Tofu Bistro Toyota Salon Samochodowy Trendy Nails Fashion Trendy Hair Fashion Salony Twomark Sport We Coffee Palarnia Kawy Wirtuozeria Wróblówka V&K Cosmetics Żółwik Bubble Tea

74

CIESZYN Bistro Limonka Butik 14m2 Cafe Arkady Cafe Herbowa Cafe Muzeum Galeria 13 Herbaciarnia Laja Informacja Turystyczna Kawiarnia Herbowa Kawiarnia Kornel i Przyjaciele Klubokawiarnia Presso Kino Piast Kornel i Przyjaciele Limonka Burger&Sandwich Mokka Cafe Naleśnikarnia Pepperoni Oky Doky Cieszyn CISIEC Hotel Zacisze CZECHOWICE-DZIEDZICE Proper Palarnia Kawy JAWORZE Apetit Bistro Dotyk Urody Hotel Jawor KATOWICE Aleje Smaku Ambasada Śledzia Banque Franco-Polonaise Bar a boo Barocco Hair & Body Brasil Moka Cafe Espresso Berendowicz & Kublin Akademia Fryzjerska Bar Wegetariański Złoty Osioł Basiliana Italian Bistro Bobby Burger Bob Klub Cafe Byfyj Nikiszowiec Centrum Informacji Turystycznej Cafe Kattowitz Cukiernia Cafe Restaurant Monopol Chopin Cafe Costa Coffee Couture Milano Exclusive Hair Alfa Parf Duy Cong El Mexicano Fabryka Kurtosza Fabryka Porcelany Fanaberia Galeria Art Nova 2 Galeria Terra Goa Club Grill Pub Proscenium Gryfny Szynk Hostel Rynek 7 Hotel Monopol Hurry Curry Informacja Turystyczna Nikiszowiec Ingis Pub Pizzeria Kartofelnik Kawiarnia Słoneczna Kino Światowid Kluboczajownia Teoria Klubowa Kofeina Bistro Kłos Piekarnia-Ciastkarnia Little Hand and More Long Man Bistro Len Ante Cuccina Italiana Lorneta z Meduzą Mad Mick

Mały Kredens Ministerstwo Śledzia i Wódki Moodro MR. Fox Pub & Resto Nowy Roździeń Pizzeria Hotel 24 h Prosecco Quchnia Bistro & Grill Restauracja Patio Sakara Sushi Sceneria Sztukafe Szyb Wilson Śląska Organizacja Turystyczna Świeże Soki Teraz i Szklanka Węglokoks Vege Bar Zdrowa Krowa Zimbardo Nikiszowiec Złoty Osioł Złoty Róg KOBIERNICE Gospoda Krakowska KĘTY Ice Spot Lili Instytut Kosmetyki OŚWIĘCIM Cafe Bergson Miejska Biblioteka Publiczna Optyk Kołder PORĄBKA Ośrodki Zdrowia Polimed TriVita PSZCZYNA Kawiarnia w Stajniach Muzeum Zamek Restauracja Frykówka Kawiarnia Dolce Vita TYCHY Browar Obywatelski Tychy Hotel Piramida Restauracja Tichauer Restauracja Pod Prosiakiem USTROŃ Mokate Pizzeria Melissa Prestige SPA Uzdrowisko Ustroń Uzdrowisko Ustroń Piekarnia Jagódka SZCZYRK Apartamenty Parkowe Hotel Alpin Hotel Meta Wisła Rezydencja Pod Ochorowiczówką ŻYWIEC Bistro Rynek 19 Cukiernia Ania DeKaffe Kawiarnia Wiedeńska Galeria Lider Miętówka Cafe


REKLAMA

75


REKLAMA

76

2B STYLE No# 33  

Magazyn lifestylowy… magazyn ciekawych ludzi. Śląsk, Podbeskidzie.

2B STYLE No# 33  

Magazyn lifestylowy… magazyn ciekawych ludzi. Śląsk, Podbeskidzie.

Advertisement