Issuu on Google+


Tytułem wstępu

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

piątek, 13 kwietnia, powitamy w naszej parafii relikwie bł. Piotra Jerzego Frassatiego, patrona młodzieży, nazwanego przez Ojca Świętego Jana Pawła II „człowiekiem Ośmiu Błogosławieństw”. Po co nam relikwie? Kult relikwii, związany z kultem świętych, prowadzić ma zawsze do kultu samego Chrystusa. W Kościele ma swoją długą historię. Relikwie (z łac. szczątki), to materialne pozostałości po świętych: ich kości, ale często także przedmioty osobiste, pamiątki związane z ich życiem i działalnością. Mają przywoływać pamięć o nich, o ich pięknym, upływającym w bliskości z Chrystusem, życiu; mają pobudzać do modlitwy o świętość naszego postępowania. Niezaprzeczalne świadectwa istnienia ich kultu pochodzą z IV wieku. Także pisma o świętym Polikarpie (ok. 69-155 r.) wspominają o chrześcijanach w mieście Smyrna (dzisiejsza Turcja), którzy otaczali kultem relikwie swego umiłowanego biskupa, by dać w ten sposób dowód wielkiego szacunku dla jego świętego życia. Na grobach świętych budowano bazyliki. Fragmenty ich kości umieszczano w ołtarzach. Przyozdabiano miejsca ich spoczynku. W Dziejach Apostolskich (19, 12) „chusty i przepaski z ciała [Pawła] kładziono na chorych, a choroby ustępowały z nich i wychodziły złe duchy”. Ciało bł. Piotra Jerzego, wydobyte w 1981 roku z dotychczasowego miejsca pochówku, zachowane w bardzo dobrym stanie, złożone zostało w turyńskiej katedrze. Cząstka drewna z jego trumny trafi zaś do naszej parafii. Spoczęła w specjalnym pozłacanym relikwiarzu. Chcemy, by obecność relikwii bł. Piotra Jerzego Frassatiego pomagała w naszej parafii wypraszać u Boga, za jego wstawiennictwem, ks. Krzysztof obfite łask dla każdego z nas… 

1


Spis treści Święty na miarę naszych czasów

Jakub Gruchalski

4

Valanga di vita, znaczy lawina życia

ks. Jerzy Szymik

6

Kochał góry

ks. Jerzy Szymik

10

Góry, góry, góry… kocham was!

Redakcja

12

Fotoreportaż z wydarzeń parafialnych (cz. 1)

Redakcja

14

Wpierw dojrzeć

Dorota Strączek

16

Kochał biednych

ks. Jerzy Szymik

18

Biedą parafii jest jej anonimowość

Redakcja

20

Fotoreportaż z wydarzeń parafialnych (cz. 2)

Redakcja

22

Otworzyć się na drugiego

Katarzyna Ogonowska

24

Kochał Boga

ks. Jerzy Szymik

26

Ważne jest, by szukać

Redakcja

28

Fotoreportaż z wydarzeń parafialnych (cz. 3)

Redakcja

30

Cieszyć się codziennością

Kamila Strońska

32

Valanga di vita, znaczy lawina życia

ks. Jerzy Szymik

34

Nie takie ciemne typy

ks. Krzysztof Nowrot

36

Zachęcamy do nadsyłania propozycji tematów, które moglibyśmy poruszyć na naszych łamach. Prosimy też o komentarze do już opublikowanych tekstów, które - zamieszczone w kwartalniku - będą przyczynkiem do dyskusji nad artykułami. Adres mailowy: nowrot@wp.pl

2


Okiem Proboszcza

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

numerze, który trafia w Wasze ręce, zajmujemy się niemodnym, ale ważnym tematem powołania do świętości. Dotyczące go teksty winny nam pomóc przygotować się do uroczystego powitania w naszej parafii relikwii błogosławionego Piotra Jerzego Frassatiego, a także zrozumieć, że świętość także dla nas jest osiągalna. Piotr Jerzy Frassati, młody włoski student, wyniesiony został na ołtarze przez błogosławionego Jana Pawła II. Czym zasłynął? Życiem Ewangelią. Tym, że swoją codzienność, życiowe pasje i obowiązki, prześwietlał miłością Chrystusa. Niech mi będzie wolno zacytować ks. Jana Twardowskiego, który na pytanie, czym różni się człowiek nieświęty od świętego, odpowiada: „Nieświęty, jeśli zgrzeszy, potrafi rozpaczać, zgrzytać zębami, gryźć siebie przez całe miesiące. Święty – jeśli zgrzeszy – od razu rzuca się w ramiona Boże. Święty może poznać nędzę grzechu, ale liczy tylko na Boże miłosierdzie”. Według soborowej konstytucji Gaudium et spes, święty to człowiek, „który świadczy o zmartwychwstaniu Chrystusa Pana, o Jego życiu i jest świadkiem Boga żywego i kochającego”. Zauważmy subtelność tej definicji. Najpierw - świadczy o zmartwychwstaniu Chrystusa, a potem o Jego życiu. To znaczy nie buduje swoich nadziei – jak to nieraz czynili Apostołowie – na Jezusie jeszcze niezmartwychwstałym, chodzącym po ziemi, spodziewając się, że da im życiową karierę. Najpierw świadczy o zmartwychwstaniu Chrystusa, to znaczy wierzy w potęgę ziarna, które obumarło, ziarna, które zostało przez ludzi podeptane, rzucone w cień, a które ożywa dzięki mocy Bożej. „Ten, który świadczy o zmartwychwstaniu Jezusa, a potem o Jego życiu, jest jednocześnie świadkiem Boga żywego i kochającego, Tego, który posługuje się nami w każdej chwili”. Bądźmy i my w naszym szarym, codziennym życiu świadkami Chrystusa Zmartwychwstałeks. Stanisław go! 

3


Święty Żył dwadzieścia cztery lata, nie zmarnował jednak ani chwili. Konsekwentnie realizował swoje marzenia i pasje. Starał się, jak mógł, zmieniać na lepsze otaczającą go rzeczywistość. Odważnie świadczył o Chrystusie, siłę czerpiąc z modlitwy i częstej Eucharystii. A że nie był ideałem? Jan Paweł II stwierdził, iż dzięki temu dostrzegamy, że „tajemnica świętości jest w zasięgu każdego człowieka”. i, którzy byli przy jego narodzinach, w Wielką Sobotę 1901 roku, z pewnością nie uwierzyliby, iż w przyszłości przyjaciele będą nazywać go Valanga di vita czyli Lawina Życia, a to ze względu na jego niewyczerpane pokłady energii, zdrowie i pogodę ducha. Z powodu trudnego porodu ochrzczono go tego samego dnia i nadano imiona Pier Giorgio Michelangelo Frassati. Biorąc pod uwagę, iż jego ojciec - wpływowy magnat prasowy (właściciel dziennika „La Stampa”) i senator Królestwa Włoch - był agnostykiem można domniemywać, iż otrzymanie pierwszego sakramentu zawdzięcza matce – katoliczce, z zawodu malarce. Rodzice starali się zapewnić dziecku staranne i odpowiednie wychowanie i wykształcenie, ale sami pochłonięci byli swoją pracą i nie 4


na miarę naszych czasów

Jakub Gruchalski

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

nie udało mu się nawiązać kontakty z niemieckimi katolikami, a także lepiej poznać górnicze problemy – odwiedził m.in. kopalnie w niemieckim zagłębiu Ruhry, a także… w Katowicach! Aktywnie działał w Akcji Katolickiej i Kongregacji Maryjnej, a także w organizacjach charytatywnych (np. Konferencji św. Wincentego a Paulo). W 1922 roku wstąpił do świeckiego III Zakonu św. Dominika, przyjmując imię Hieronim, z czym wiązało się przyjęcie małego szkaplerza i zobowiązanie do modlitwy różańcowej. Frassati był jednocześnie wesołym, lubianym w grupie studentem, którego wielką miłością i pasją były góry. Bardzo chętnie i często organizował dla studentów górskie wspinaczki i wędrówki w Alpach, co nienachalnie łączył z odmawianiem różańca, adoracją, okolicznościowymi nabożeństwami. W ten sposób dawał świadectwo swojej wiary i podkreślał swoje przywiązanie do Chrystusa. Nie zawsze było to popularne, a często nawet niebezpieczne. Odważnie bronił swoich poglądów, co kończyło się czasami bójkami z rówieśnikami należącymi do rosnącego w siłę ruchu faszystowskiego, którego Pier Giorgio nie popierał . Zmarł nagle, tuż przed ukończeniem studiów, 4 lipca 1925 roku na chorobę Heine-Medina, którą zaraził się od biednych, którym pomagał. 20 maja 1990 roku w Rzymie papież Jana Paweł II ogłosił go błogosławionym i wyznaczył na patrona młodzieży, studentów oraz ludzi gór. 

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia

mieli czasu ani chęci, by poświęcać mu zbyt dużo uwagi, żyć jego radościami, problemami. To bardzo zbliżyło Pier Giorgia z młodszą siostrą Lucianą, która w przyszłości miała napisać wiele książek przybliżających życie Błogosławionego. Piotr Frassati od najmłodszych lat był zaradnym, wesołym, ale także wrażliwym i religijnym dzieckiem. W 1911 roku przyjął wraz z siostrą komunię, a 1915 roku bierzmowanie. Większość wolnego czasu spędzał poza Turynem, w posiadłości dziadków w Pollone, w pobliżu którego znajdowało się sanktuarium Matki Boskiej Królowej Gór w Oropie. Chłopak ukochał to miejsce tak bardzo, że pielgrzymował tam regularnie przez całe życie, często w tajemnicy przed rodziną. W tym czasie dał się już również poznać jako bardzo miłosierny i ofiarny chłopiec, który nie zostawiał bez pomocy potrzebujących. Dostarczał im odzież, żywność, leki, własnoręcznie opatrywał rany, obmywał. Świadectwa jego kolegów przekonują, iż robił to z wielkim poświęceniem i zaangażowaniem, gdyż czuł, że pomagając tym biedakom wypełnia wolę Chrystusa. W 1918 roku Pier Giorgio zdał maturę i dostał się na wymarzone studia – inżynierię górnicza na Królewskiej Politechnice w Turynie. Chciał pomagać górnikom, dzielić ich trudne życie i w ten sposób działać ku chwale Boga. Rozpoczyna się niezwykle intensywny okres w jego życiu. Dzięki ojcu, który w latach 1920-22 był ambasadorem w Berli-

5


Valanga 20 maja przypada rocznica jego beatyfikacji, 4 lipca - rocznica śmierci. W gronie przyjaciół nazywano go „Fracassati” (od włoskiego fracasso – hałas). iedy zmarł („Często bywa, że święci umierają młodo” – Jan Paweł II), socjalistyczny dziennik ukazujący się w Mediolanie umieścil w nekrologu zdanie następujące: „Był naprawdę mężczyzną ten Pier Giorgio Frassati”. Alfredo Frassati, ojciec Piotra Jerzego, powie po jego pogrzebie: „Nie wiedziałem, kim był mój syn”. Urodził się 6 kwietnia 1901 roku w Turynie. Jego ojciec był dziennikarzem, a potem ambasadorem włoskim w Berlinie. Po skończeniu szkoły średniej Piotr Jerzy rozpoczął studia na wydziale mechanicznym politechniki z zamiarem późniejszej pracy wśród robotników wielkomiejskich zakładów przemysłowych. Plany życiowe przerwała mu niespodziewana śmierć (4 lipca 1925), tuż przed ostatnim egzaminem, który miał zwieńczyć studia. Była spowodowana chorobą Heine-Medina. Piotr Jerzy zaraził się od nędzarzy, których często odwiedzał w slumsach na przedmieściach Turynu. Przynosił im leki, żywność i odzież. Troska o ludzi biednych charakteryzowała go zresztą od najwcześniejszych lat. Drugą jego pasją były góry. Przyjaciele – jak wynika z pisemnych świadectw – cenili sobie bardzo 6


di vita, znaczy lawina życia

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

cia? Ile da się powiedzieć o człowieku przy pomocy ubóstwa słów typu: urodził się, był, uważał, wskazał, umacniał, zmarł? Niewiele. Ks. Adam Szafrański napisał: „W czasie beatyfikacji na Placu św. Piotra w Rzymie odsłonięto, jak to jest w zwyczaju, obraz przedstawiający Piotra Jerzego w stroju narciarskim, na tle błękitu nieba i ośnieżonych szczytów górskich. Takiego błogosławionego nigdy nie widziano w Rzymie: na nartach, z fajką w ustach, w stroju narciarskim”. W latach 30. wstrzymano nawet proces beatyfikacyjny, ponieważ – jak pisze Kinga Strzelecka – „niektóre szczegóły zeznań świadków jakoby rzucały cień na morale bohatera świętości: chadzał na wycieczki w mieszanym towarzystwie, kochał się w dziewczynie, palił cygara”. A jednak, od dnia śmierci aż po dziś dzień miały i mają miejsce niezliczone łaski udzielane za przyczyną Piotra Jerzego. Zdarzają się one nie tylko w różnych rejonach Włoch, od Lombardii po Sycylię, ale również w całej Europie: w Anglii, Austrii, Belgii, Czechach, Słowacji, Francji, Hiszpanii, Holandii, Niemczech, Polsce, Portugalii, Rumunii, Szwajcarii… Nie brakuje wiadomości o cudach także z Ameryki, Azji i Afryki. One to przede wszystkim świadczą o świętości osoby i rozwoju kultu Piotra Jerzego. Ale dlaczego z takimi trudnościami i tak wieloma „zakrętami” przebiegał proces beatyfikacyjny? Z próbą wyjaśnienia tego faktu spotkałem się w pewien majowy wieczór 1993 roku w kościele

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia

towarzystwo Piotra Jerzego podczas górskich wypraw. Był głęboko religijny. Żywa wiara przenikała wszystkie jego zajęcia, wycieczki, spotkania z ludźmi. Starał się codziennie służyć do mszy świętej i przyjmować Komunię świętą. Uczestniczył często w nocnych adoracjach Najświętszego Sakramentu. Uważał, że poranna komunia z Jezusem inspiruje go do działania: „Odwdzięczam Mu się w skromny, dostępny mi sposób, odwiedzam Jego biedaków” – mawiał. Za swój obowiązek uważał też pracę w Katolickiej Partii Ludowej, przeciwstawiającej się włoskim komunistom i faszystom Mussoliniego. Umacniał się duchowo i społecznie w Akcji Katolickiej i w Trzecim Zakonie św. Dominika. W codziennym życiu, w jego szarej prozie, realizował praktycznie osiem błogosławieństw, co podkreśli wiele lat później Jan Paweł II. Rzeczy i pieniądze traktował jako środki do pomagania potrzebującym. Doceniał wagę panowania nad sobą. Czystość dodawała mu niepowtarzalnego uroku. Ale właściwie dopiero śmierć odkryła w pełni świętą wielkość Frassatiego. Wskazał i wskazuje, szczególnie młodzieży akademickiej, licealnej i młodej inteligencji katolickiej, ścieżkę prowadzącą na szczyty przyjaźni z Chrystusem. A słowo „szczyt” ma w biografii Pier Giorgia znaczenie wyjątkowe… Tyle suchy biogram. Owszem, daty i fakty są ważne, ale na ile są one w stanie odsłonić prawdę, to znaczy żywy, pulsujący miąższ niepowtarzalnego, jednostkowego ludzkiego ży-

7


akademickim KUL. Odbywał się właśnie „Wieczór dla Piotra”, spektakl słowno-muzyczny przygotowany i realizowany przed studentów KULowskiego Duszpasterstwa Akademickiego. Ze wstępu do tego programu (udało mi się zdobyć oryginał scenariusza) przepisuję fragment wielce charakterystyczny, mówiący sporo o istocie świętości, o modelu jej widzenia przez współczesnego młodego chrześcijanina-studenta, o samym Frassatim wreszcie: „Eksperci Kongregacji do Spraw Świętych, przywykli do zajmowania się sprawami świętych zakonników, zakonnic czy kapłanów, czuli się niecodziennie, dając charakterystykę tego dwudziestoczteroletniego młodzieńca, którego pobożność i wiara jakoś wymykają się spod konwencjonalnych określeń. Trudno im się dziwić, bo i nam niełatwo uwierzyć, że może zostać beatyfikowany założy8

ciel Towarzystwa Ciemnych Typów, który organizował mieszane wycieczki alpejskie, kochał się w jednej z ich uczestniczek, raz po raz oblewał egzaminy, zimował w jednej klasie, a w czasie kariery szkolnej za urządzane kawały często lądował za drzwiami. Ponadto uprawiał wspinaczkę, jeździł na rowerze i konno. Ukazał on światu, że może być święty inny niż zazwyczaj: święty roześmiany, lubiący góry, służący ludziom z radością, przeżywający wielką miłość i wielkie cierpienia osobiste. Żyjący w napiętej sytuacji rodzinnej i próbujący ratować rodzinę za cenę własnego szczęścia. Jego wielkość polega nie na cudach, nadzwyczajności czy mądrości, ale na najzwyklejszym życiu, jakie pędzi każdy normalny chłopak, tyle że życiu do najgłębszych tkanek przesiąkniętym Bogiem. Bo właśnie codzienność tego człowieka ośmiu błogosławieństw


Wszystkie zawarte w numerze teksty ks. Szymika pochodzą z artykułu o tym samym tytule z jego książki pt. Zapachy, obrazy, dźwięki, Katowice 1999, ss. 196-209.

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

dzieścia lat, że łaska nie niszczy natury, a świętość nie czyni z młodzieniaszka sędziwego starca). Nie cierpi też na nadmiar przenikliwości politycznej, a na przykład jego ocena bardzo trudnych w owym czasie stosunków niemiecko-polskich (jest to czas powstań śląskich, plebiscytu) jest – najogólniej mówiąc – stronnicza i powierzchowna. Bywa hałaśliwy, rubaszny nawet (aczkolwiek zawsze w granicach dobrego smaku), a jego poczucie humoru nosi wszelkie znamiona typowych studenckich „wygłupów”… Dlatego błogosławiony niech będzie Jan Paweł II, któremu starczyło odwagi, by 20 maja 1990 roku ogłosić beatyfikację Piotra Jerzego. Bo przecież bardzo potrzebne są nam postacie pokazujące, jak iść z Chrystusem samym środkiem świata. Jak świat nie tyle odrzucać, ale przemieniać. Pokazujące – wbrew licznym pokusom zwątpienia – że to jest w ogóle możliwe, że sekret świętości nie polega ani na piątkach w szkole, ani na przenikliwości politycznej, ani nawet na dojrzałości psychicznej (!), ani na stawianiu bezbłędnych diagnoz w skomplikowanych sytuacjach, które przynosi życie, ale na czymś nieopisywalnym z samej natury. Mianowicie, na przeżywaniu wszystkiego, co składa się na życie, w zjednoczeniu z Chrystusem. Również tego, co pozornie nieudane i po ludzku nie najwyższego ks. Jerzy Szymik lotu. 

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia

stanowi o jego świętości. To, co czynił za życia, było tak zwyczajne i bezpretensjonalne, że dopiero gdy go zabrakło, przyszła zbiorowa refleksja, że właśnie to, co robił, było samą świętością. Pier Giorgio nie był księdzem ani zakonnikiem, nie zdobywał świętości w przerażającej glorii męczeństwa. Był młody jak my. Ten młody Włoch stał się dla nas kimś bliskim. Pokazał, jak trzeba żyć, by przeżyć swoją młodość jako bogactwo”. Tajemnica świętości Piotra Jerzego jest na swój – unikalny i oryginalny – sposób fascynująca. Najpiękniejsze jest bodaj to, że nie jest on duchowym herosem bez skazy. Wręcz przeciwnie, skaz – jak na świeżo beatyfikowanego – ma wyjątkowo sporo. I to różnej natury, widocznych gołym okiem pobieżnego badacza jego biografii. Nie jest Pier Giorgio postacią posągową. Ten właśnie fakt jest dla nas, będących „w drodze”, z bagażem skaz, pocieszający. Świętość jest możliwa… Nie jest ona bowiem wypadkową sumy cnót, samozaparcia i zmuszających do podziwu znakomitych wyników pracy nad sobą. Świętość jest zawsze darem, podatnością i otwartością serca na Łaskę. Bo ostatecznie święty jest tylko On, jedyne Źródło Świętości, Najwyższy Bóg. Pier Giorgio śpiewając (a lubił śpiewać, i to zazwyczaj głośno) fałszuje. Uczy się średnio, z wyraźnym wysiłkiem, na studiach uzyskuje raczej przeciętne oceny z egzaminów. Jest zdolny do bezkrytycznych zachwytów (nie bądźmy przesadnie surowi: nie zapominajmy, że ma dwa-

9


Kochał Był chłopakiem silnym, zdrowym, wysportowanym, przystojnym. W sumie – pięknym. Dobrze pływał, jeździł na nartach i konno, znakomicie prowadził samochód, ale największą jego pasją była alpinistyka… yjąc w pobliżu gór, urządzał wraz z przyjaciółmi liczne wyprawy na alpejskie szlaki, lodowce i ściany. Góry były dla niego wielką radością, ale i szkołą charakteru. Także światem bardzo zbliżającym do Boga. Pisał w listach: „Pragnąłbym, o ile moje studia pozwolą na to, spędzać całe dnie w górach, podziwiając w ich czystym powietrzu wielkość Stwórcy. (…) Coraz częściej pragnę wspinać się po górach, zdobywać najgroźniejsze szczyty, odczuwać tę czystą radość, którą góry tylko dają. (…) Wspinaczki alpejskie mają w sobie tę dziwną magię, że powtarzane tyle razy i tak do siebie podobne nigdy się nie nudzą, jak nigdy się nie nudzi powracająca wiosna, ale napełniają duszę żywą radością i niewymownym upodobaniem. (…) Dziękuję Ci, Boże, że dałeś mi poznać góry. Dziękuję wam, góry, że dałyście mi poznać Boga. (…) Góry, góry, góry… kocham was”. Jako ośmioletni chłopak brał wraz z matką udział w wyprawie na Schwarzsee przez S. Theodulo. To dziewięć godzin marszu, 3324m wysokości… Miłość do góry wyssał 10


góry

Późniejszy papież Paweł VI, jako młody ksiądz, odprawił w Turynie mszę w siódmą rocznicę śmierci Piotra Jerzego, 3 VII 1932.

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

s. Giovanni B. Montini: „Pier Giorgio jest człowiekiem silnym. Już jego postawa fizyczna pozwala dostrzec tę znamienną cechę, tak cenioną przez młodych i tak sławioną przez współczesnych. Wyobraźnia powtarza wobec niego to, co się sprawdziło w odniesieniu do św. Ludwika Gonzagi, kiedy jako wizerunek tego świętego wybrano znany obraz Veronese'a, na którym - w męskiej i pełnej wdzięku postaci jakiegoś młodzieńca zdaje się odzwierciedlać duch pełen siły i żarliwości. Takim go widzimy i takim właśnie był: mocny, zdrowy, prawy. Takim też go widzieli ci, którzy nań patrzyli z pewnej odległości: zanim dostrzegli, że ma duszę świętą, widzieli, że ma duszę mocną. Widzieli, że jest mężczyzną. Świadectwo zawarte w nekrologu, jaki ułożył socjalistyczny dziennik mediolański, taką epigramatyczną formułą określa tego godnego podziwu chłopca: „Był naprawdę mężczyzną ten Pier Giorgio Frassati” (…). Posłuchajmy jego samego: „Wszystko się sprowadza do siły duszy”. Tak, to daje do myślenia”. 

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia

więc z mlekiem matki. To jeden z nielicznych pięknych i budzących sympatię elementów wychowania w domu Frassatich, gdzie dzieci były raczej poddane czemuś zbliżonemu do tresury opartej na autorytatywności i surowości. Piotr Jerzy i Luciana byli wprawdzie kochani, ale nie rozumiani, spętani siecią zakazów i nakazów. Zmagali się od wczesnego dzieciństwa z chłodem (nie tylko fizycznym) oraz nudą… Więc góry, wielka miłość. Widzimy go we wrześniu 1920 roku na Mucrone (2335m), gdzie instalowano przewrócony w czasie burzy krzyż. W kilka dni później wchodzi najtrudniejszą ścianą na Gran Tournalin (3379m), potem zdobywa Château des Dames, wchodząc na szczyt wschodnią ścianą wraz z synem znanego przewodnika alpejskiego, Luigim Carrelem. Ten ostatni da później świadectwo o tej wyprawie, przytaczając słowa Pier Giorgia wypowiedziane na szczycie Château na widok rozciągającej się stamtąd panoramy: „O jakże dzieła Boże są wielkie i cudowne”. W 1923 roku widzimy Pier Giorgia na lodowcu Levanna Orientale („Wczoraj byłem na wysokości 3500, aby odetchnąć trochę świeżym powietrzem i nabrać nowej energii…”) i na Monviso (3841m) zdobytym ścianą południową bez użycia liny. Wędruje do Sauze d’Oulx (1509m), planuje wyprawy na Monte Cervino i na Monte Bianco. Wraz z przyjaciółmi wchodzi na góry Ciamarella (3969m) i Grivola. Po zdobyciu jednego z od dawna upragnionych szczytów, zapisuje w schroniskowej książce wyjść: „Z nadzieją powrotu na nową wspinaczkę 1925”. Ale nadzieja Pier Giorgia, pozostając nadzieją, przybrała inny kształt… W dalszym ciągu chodziło o góry, ale jakby jeszcze wyższe, jeszcze wspanialsze, sięgające samego nieks. Jerzy Szymik ba. 

11


yjechaliśmy w piątek, 9 IX, po wieczornej mszy świętej, w grupie dwudziestu pięciu uczestników (w tym zeszłoroczni bierzmowańcy). Podróż do Zakopanego minęła szybko i przyjemnie, a do domu rekolekcyjnego sióstr boromeuszek dojechaliśmy około godziny 23. Prawdziwa wycieczka miała mieć jednak miejsce dopiero następnego dnia. W grupkach przemierzaliśmy szlak prowadzący w stronę Kasprowego Wierchu. Droga na sam szczyt zajęła nam blisko trzy godziny (najlepszym zaś niecałe dwie). Gdy wszyscy dotarli na miejsce, przegrupowaliśmy się i wyruszyliśmy w dalszą część trasy, tym razem przez Czerwone Wierchy aż na Ciemniak, a stamtąd przez Dolinę Kościeliską do Kir. Przez cały dzień wędrówki towarzyszyła nam pochmurna pogoda, co jednak nie przeszkodziło w dobrej zabawie i pełnej integracji grupy. Po powrocie, siostry przyjęły nas zupą. Po posiłku, gdy wszyscy się odświeżyliśmy, poszliśmy na mszę. A po niej – na Krupówki. Następnego dnia wyruszyliśmy na Murowaniec, a następnie w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Nad jego brzegiem – miła chwila przerwy. Gdy wróciliśmy do miejsca zakwaterowania, spakowaliśmy się i zjedliśmy obiad (podobny do tego z pierwszego dnia…). Sam wyjazd został poprzedzony wspólnym śpiewem i wręczeniem księdzu Krzysztofowi upominków (ciupagi i drewnianego talerza z motywem zakopiańskim), a po wszystkim ruszyliśmy 12

Góry są dla ludzi zawsze wyzwaniem. Jak powtarzał Jan Paweł II, prowokują człowieka do dokonania wysiłku dla zwyciężenia siebie. Przyjeżdża się w nie, by stanąć przed rzeczywistością, która nas przewyższa i inspiruje do podjęcia próby pokonania swojej słabości… w drogę powrotną, która przebiegła w zabawowej atmosferze. Wyjazd w Tatry można uznać za jak najbardziej udany. Panowały dobre relacje, wszyscy byli dla siebie mili. Wspólny śpiew, wieloosobowe pokoje oraz przede wszystkim długa wędrówka, pozwoliły nam Łukasz Pusz lepiej się poznać.  tyczeń, dwudziesty dziewiąty. Zbliża się godzina dwudziesta. Torby załadowane do autokaru, wszyscy siedzą już w środku. Modlitwa i można ruszać. Po dwóch godzinach jesteśmy na miejscu… W Ustroniu śniegu było co nie miara. Doszliśmy na Czantorię, zjedliśmy co nieco, wypiliśmy po kubku gorącej herbaty i dalej w drogę. Bardzo dobrym pomysłem było kupno „liści” do śniegowych zjazdów. Ułatwiały nieźle eskapadę, szczególnie w momentach zejścia z góry. Po czasie dotarliśmy do schroniska na Soszowie. Zmarznięci. Maszerowanie przerywała modlitwa: najpierw szukaliśmy zasypanego szlaku, chwilę


Góry, góry, góry… kocham was!

Jadzia Mikołajczyk

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

później odmawialiśmy dziesiątkę różańca. Byli wśród nas osłabieni. Byli tacy, którzy grzać się musieli w śpiworach. Mimo to, czas spędziliśmy miło, również na projekcji filmów i na wspólnej zabawie. Ostatniego dnia zwiedzaliśmy dom zdrojowy. W Ustroniu projektowali przed laty architekci także naszego osiedla. Szukaliśmy więc konstrukcyjnych podobieństw do naszych osiedlowych bloków. W domu zdrojowym piliśmy świeży sok marchewkowy, częstowaliśmy się rogalikami. Wcześniej – zwiedziliśmy kościół pw. Chrystusa Króla. A wracaliśmy do ośrodka, myśląc już o Katowicach.  Marcin Nocoń

ły zasnąć ze względu na głośne rozmowy). Drugiego dnia temperatura dochodziła do -20 stopni. Rozdzieliliśmy się na dwie grupy: pierwsza zdobyła Równicę, druga – Czantorię szlakiem od Poniwca. Niebo znów bezchmurne, dzięcioł stukał głucho w drzewa, tak ośnieżone, że wyglądały jak wielkie lodowe posągi. Z Czantorii wróciliśmy zmarznięci, ale szczęśliwi, śpiewając i zbiegając w dół tym samym niebieskim szlakiem. Spotkaliśmy się z resztą na przystanku w Wiśle Polanie. W ostatni dzień zapadła decyzja, by przejść od Wisły Głębce do Malinki czarnym szlakiem, który według Pogotowia Górskiego miał być przetarty. Chcieliśmy zobaczyć skocznię Małysza. Kiedy przez półtorej godziny brodziłam po uda w śniegu uśmiech nie schodził mi z twarzy, jednak wielu nie miało tak dobrego humoru, co chwilę wpadając po pas w śnieg. Mokrzy i zmarznięci doszliśmy do Malinki i z przesiadką w centrum wróciliśmy PKS-em do Wisły Głębce. Cały wyjazd mogą podsumować przytoczone wyżej słowa Frassatiego. Byliśmy w górach, co samo jest powodem do radości z życia. Stąd zachwyt. No i byliśmy z przyjaciółmi, a więc mieliśmy z kim dzielić się z tym wszystkim, co jest dwakroć lepsze, niż samotne przecieranie szlaków. Czego więcej do szczęścia potrzeba? Pomimo niskich temperatur, w sercach pozostaną ciepłe wspomnienia minionych dni. 

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia

czoraj byłem z przyjaciółmi w górach! (...) było cudownie!” Tak pisał Piotr Jerzy Frassati z Pollone latem 1917 roku. Pod jego opieką my również podążyliśmy na górskie szlaki, jednak nie latem, a zimą, przy temperaturze na tyle niskiej, że włosy stawały się białe i siwe. Minus dziewiętnaście stopni na termometrze, słońce bardzo wysoko, widoki jak z bajki i towarzystwo wspaniałych ludzi idealne warunki do wyjścia na szlak. Pierwszego dnia wyruszyliśmy z Kubalonki do Istebnej, asfaltową drogą, tym razem jednak zupełnie białą. Postój na Stecówce. Ciepła herbata i modlitwa. Spaliśmy w większości w osiemnastoosobowych pokojach, na zawieszonych na drutach hamakach. Czuło się jednak bardzo ciepłą i miłą atmosferę (przepraszam osoby, które nie umia-

13


Lipcowa wyprawa w Pieniny (Czorsztyn/Trzy Korony, Pieniny Środkowe; Homole/Wysoka, Pieniny Małe) oraz wrześniowa wyprawa w Tatry (Kasprowy Wierch, Czerwone Wierchy)

14


Styczniowy wyjazd z bierzmowańcami do Ustronia (Wielka Czantoria, Mały Stożek) oraz lutowa wycieczka do Wisły (Stecówka, Wielka Czantoria, Równica)

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

15


Wpierw: dojrzeć yć świętym dzisiaj, to - w moim odczuciu - być dojrzałym duchowo i konsekwentnym w swoich czynach wobec innych. My także możemy tacy być. Wystarczy tylko trochę dobrej woli i zaangażowania, aby pomagać innym. Pamiętajmy jednak, że sami, bez Bożej pomocy, nic nie zdziałamy. Musimy najpierw Boga postawić na pierwszym miejscu, a On nas wspomoże w realizacji zadań i spraw, których się podejmiemy. Jednym z problemów trapiących dzisiejszą młodzież jest trudność znalezienia miejsca we wspólnocie. Frassati był członkiem wielu stowarzyszeń. Jest więc żywym dowodem na to, że bycie w grupach parafialnych, takich jak oaza czy wspólnota ministrancka, może ogromnie owocować w naszym rozwoju duchowym. Wielu osobom brakuje odwagi mówić o swojej wierze w grupie rówieśników albo gdy w towarzystwie jest ktoś, kto z kościołem ma niewiele wspólnego. Błogosławiony Piotr nie miał z tym żadnego problemu. W czasie górskich wędrówek niejednokrotnie zachęcał swoich zmęczonych przyjaciół do odmawiania różańca i nie było w tym żadnego działania na pokaz. Była to czysta chęć obcowania z Matką Bożą oraz Jezusem. Był w tym nieugięty. Na każdym kroku nawiązywał relacje z Panem Bogiem. Pragnął czuć jego obecność. Zdarzało mu się przerwać rozmowę, aby ukłonić się przy kościele i zrobić znak krzyża, co pokazuje, że miał wielką odwagę 16

Piotr Jerzy Frassati był niezwykłym człowiekiem. Mimo swojego młodego wieku emocjonalną i duchową dojrzałością wyprzedzał swoich rówieśników. Prowadził życie nastolatka, miał swoje zainteresowania, pasje, nieobce mu były problemy tego świata, lecz zawsze na pierwszym miejscu stawiał Pana Boga i drugiego człowieka: biednego, chorego czy potrzebującego. i nie wstydził się pokazywać swojej wiary i miłości do Boga. Spotykając się z chorymi czy biednymi ludźmi, zawsze okazywał im wiele czułości. Był bardzo opiekuńczy. Dobrze zdawał sobie sprawę, że ludzie ci nie potrzebują tylko pomocy finansowej, ale przede wszystkim rozmowy, obecności i pocieszenia, a w tym zawsze odwoływał się do Pana Boga. Frassati dostrzegał w ubogich wyjątkowy rodzaj wewnętrznego ciepła, jakiego brakowało dostanie żyjącym ludziom. Patrzmy na innych ludzi również przez pryzmat wiary. Głośmy swoim życiem Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie. Jeśli będziemy bezgranicznie ufać Bogu, On pomoże nam stać się takimi, jak Piotr Jerzy Frassati, od Boga pochodzący wzór do naśladowania.  Dorota Strączek


Dyskutujemy

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

17


Kochał Pomoc potrzebującym stała się dla niego z biegiem czasu jakąś nieprawdopodobnie mocną osobistą pasją. edna z przyjaciółek Piotra twierdziła wręcz, że „Pier Giorgio przekraczał drugie przykazanie, gdyż kochał bliźniego bardziej, niż siebie samego”. Wykazywał w tej dziedzinie niesłychaną inwencję, pomysłowość i dynamizm w postaci małych i wielkich gestów miłości wobec ubogich. Śmiem twierdzić, że był to jego sposób na życie i na nadzieję, prawdziwa pasja: pomóc drugiemu, dodać komuś otuchy, „usensownić” w ten sposób los ubogiego, to znaczy pokazać mu, że jest przez kogoś kochany i komuś potrzebny. Wracał do domu bez marynarek i płaszczy – rozdając je po drodze. Jeździł trzecią klasą, chodził pieszo (bez pieniędzy nawet na tramwaj), roznosił tony paczek żywnościowych zdobywanych własnym sumptem i pomysłem, rozdawał wszystko, co posiadał, tracąc zdrowie i energię dla drugich. Wydawał się w tym szalony, „opętany swoim pragnieniem niesienia pomocy” (Enrico Berutti). „Stwarzał sobie rodzinę spomiędzy biednych i nieszczęśliwych. Było w tym coś heroicznego, co stanowiło o jego prawdziwej wielkości” (Emilio Zanzi). Pisał: „Kto pomaga, wypełnia dzieło wyjątkowe; nie wszyscy mają odwagę narażać się na sytuacje nieprzyjemne, a często także niebez18


biednych

ks. Jerzy Szymik

Źródło cytatów: A. Tyc, E. Betlejewska, Pier Giorgio Frassati. Człowiek ośmiu błogosławieństw, Associazione Pier Giorgio Frassati, Rzym 1984; [za:] www.frassati.pl

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

jednym ze świadectw o Frassatim wyczytać można: „Po śmierci Pier Giorgia przyszła do mnie pani C. i łkając powiedziała, że zabrakło jej najsilniejszej podpory. Opowiadała, ile ten chłopak uczynił dla niej: jak dzięki niemu mogła pozostać dłużej w szpitalu po urodzeniu dziecka, jak zajął się jej przewiezieniem do domu, jak był chrzestnym ojcem jej dziecka i przyniósł ubranko do chrztu. Gdy jej mąż, który bardzo pił, miał wyjść z więzienia, Pier Giorgio poszedł i czekał na niego, a potem zaprowadził go do takiej fabryki, w której nic nie pytali się o opinię. O to, czym był Pier Giorgio dla biednych” (J. Nebbia). 

ł. Piotr Jerzy Frassati podkreślał: „Jezus nawiedza mnie w Komunii św. każdego dnia, a ja Mu się odwdzięczam za to w dostępny mi, skromny sposób, odwiedzając Jego biedaków”. W przemowie na temat miłosierdzia, którą skierował do kolegów z FUCI (Stowarzyszenia Chrześcijańskich Studentów Włoskich) mówił natomiast: „Każdy z was wie, że fundamentem naszej religii jest miłość, bez której rozsypałaby się ona w proch, gdyż bez tego nie będziemy naprawdę katolikami, dopóki nie spełnimy, a raczej nie ukształtujemy całego naszego życia zgodnie z dwoma przykazaniami zawierającymi w sobie istotę wiary katolickiej: kochać Boga ze wszystkich naszych sił i kochać bliźniego jak siebie samego (…). Przemoc i gwałt sieją nienawiść i potem zbiera się tego owoce. Miłosierdzie zasiewa w ludziach pokój, ale nie jest to pokój tego świata, lecz Pokój Prawdziwy, którym tylko wiara w Jezusa Chrystusa może nas obdarzyć. Wiem, że droga ta jest trudna i pełna cierni, podczas gdy ta druga na pierwszy rzut oka wydaje się piękniejsza, łatwiejsza i dająca więcej zadowolenia. Ale gdybyśmy mogli zgłębić wnętrza tych, którzy na swoje nieszczęście chodzą wypaczonymi drogami, zobaczylibyśmy, że nigdy nie mają w sobie tej pogody, jaką posiada ten, który wyrzekł się jakiejś materialnej przyjemności, aby pójść za Prawem Bożym”. 

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia

pieczne (…). Kto opiekuje się chorym, (…) jest szczególnie błogosławiony, bo trudno nam jest obarczać się bólem innych, gdy mamy sami tysiące własnych udręk i zmartwień”. Pamiętał o swoich podopiecznych nawet w przeddzień śmierci (najdosłowniej), gdy był już częściowo sparaliżowany. Nie mógł wstać o własnych siłach, poprosił więc siostrę o pomoc. W jego portfelu znajdował się bowiem kwit lombardowy do oddania; miał też do przekazania zakupione dla chorych zastrzyki. Próbował niesprawną ręką zapisać potrzebną informację na wizytówce, ale jego pismo było już nieczytelne… Cierpienie drugich było dla niego ważniejsze niż własne. Ewangelia zrealizowana do ostatniej stronicy. Kielich wypity do dna. 

19


uroczystość Objawienia Pańskiego miało miejsce w naszym kościele Rodzinne Kolędowanie z Trzema Królami. Już po raz trzeci wspólnota parafialna wraz z księżmi zgromadziła się na wspólnym śpiewie kolęd. W tym roku swoje muzyczne talenty zaprezentowały nam: dzieci przedszkolne, oazowicze i ministranci, członkowie scholi parafialnej, uczniowie szkoły muzycznej, duszpasterze oraz - pierwszy raz - siostry elżbietanki (z okazji roku modlitwy o powołania do zakonów żeńskich). W śpiew kolęd aktywnie i ochoczo włączali się oczywiście licznie zgromadzeni parafianie. Kolędowanie trwało godzinę. Na jego zakończenie ministranci rozdali wszystkim obecnym w kościele opłatki, byśmy mogli składać sobie nawzajem świąA.M. teczne życzenia.  ozegrany w marcu ubiegłego roku kolejny parafialny turniej skata zgromadził rekordową jak dotąd liczbę zawodników: aż dwudziestu jeden. Ksiądz proboszcz w czasie powitania uczestników tamtego turnieju podkreślił, jak ważną rolę w życiu i działalności parafii odgrywają spotkania w grupach, nie tylko modlitewnych, ale i skupiających ludzi z racji ich różnych zainteresowań. Po jego zachęcie, zawodnicy turnieju poprosili organizatora Parafiady Barbórkowej, Zygmunta Wilczka, o zorganizowanie kolejnych zawodów… W sobotę, 14 I, rozegrano No20

Z całą pewnością w hierarchii ważności inicjatywy kulturalne ustępują tym o charakterze duchowym, modlitewnym. Ważne są jednak dlatego, że pomagają zjednoczyć członków wspólnoty parafialnej także poza Eucharystią czy nabożeństwami. Stają się dla mieszkańców osiedla okazją do wzajemnego poznania. A często również do poznania duszpasterzy. To wszystko powoduje, że później możemy poczuć się w kościele, jak w jednej parafialnej rodzinie. woroczny Turniej Skata. Był to pierwszy z czterech zaplanowanych w tym roku w naszej parafii turniejów. Zgłosiło się 18 zawodników. Spotkali się przy pięciu stołach. Świąteczną atmosferę nadała zawodom przybyła na probostwo grupa małych kolędników, śpiewających kolędy na rozpoczęcie turnieju. W pierwszej rundzie objął prowadzenie Józef Klimczok (628 pkt.), wyprzedzając Marka Kubasika (626 pkt.). Po drugiej - prowadził Henryk Kaczmarek, zaś drugie miejsce zajmował Andrzej Lissy. Zwycięzcą Noworocznego Turnieju Skata został ostatecznie Wojciech Trzewik, który zdobył 1807 pkt. 


Biedą parafii jest jej anonimowość abawa karnawałowa zorganizowana w sobotę, 21 I, była ostatnią imprezą zamykającą XVIII Parafiadę Barbórkową. Jej uczestników przywitał ksiądz proboszcz Stanisław, życząc wszystkim miłej i radosnej karnawałowej nocy. Do tańca nie trzeba było zachęcać. Pierwsze takty muzyki zgromadziły wszystkich na parkiecie i dzięki prezentowanym utworom, tak pozostało do końca. W czasie przerwy w tańcu pani Barbara i pan Zygmunt organizowali konkursy dla kobiet, mężczyzn i par. Gospodynie z probostwa dbały w tym czasie o dobrą formę dla naszego ciała, serwując pyszne dania. Atrakcją zabawy, jak co roku, była loteria fantów. Zachęcamy parafian i gości do uczestnictwa w tego rodzaju spotkaniach parafialnych w kolejnych latach! 

ottem były tym razem słowa: „Niech łezka dziecka w Sudanie, uśmiechem szczęścia się stanie. Niech Jezus dom błogosławi, niech darzy zdrowiem i łaskami, bo właśnie dziś w Waszych progach pociechę znalazła Dziecina uboga”. W ostatnie dwie soboty stycznia uczniowie ze Szkolnego Koła Misyjnego przy Szkole Podstawowej nr 59 kolędowali w osiedlowych mieszkaniach naszych parafian chcących wesprzeć dzieło misyjne. W tym roku prosili o wsparcie dla dzieci z Sudanu Południowego. Zostali zaproszeni do piętnastu rodzin naszej parafii. Zebrali 676 złotych, za które bardzo

dziękujemy wszystkim darczyńcom (również za słodkości, które małym kolędnikom sprawiły wielką radość). Kolędowanie po domach ma swoją długą tradycję. Dzieci uczą się kolęd, ale i dawania świadectwa wiary. „Kolędnicy misyjni dzięki spontanicznie wyznawanej wierze, idą do domów i różnych środowisk, by z radością głosić Ewangelię.” Są jak mędrcy ze Wschodu, którzy z fascynacją poszukiwali Jezusa. Biskup Andrzej Jeż z Tarnowa powiedział kiedyś, że są jak gwiazdy, bo „nie koncentrują się na sobie, ale wskazują drogę do Boga i drugiego człowieka”.  Aleksandra Bańczyk

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia

dbywająca się w kolejne soboty listopada i grudnia ub. roku Parafiada Barbórkowa organizowana była już po raz osiemnasty. Jak co roku, konkursami i turniejami przyciągnęła parafian do podziemi kościoła. W tym roku zaproponowaliśmy im pięć różnych, indywidualnych konkurencji sportowych. Uczestnicy mieli do wyboru grę w cymbergaja, „Chińczyka”, szachy, skata oraz tenis stołowy. Zainteresowanie było zróżnicowane, ale ogólna ilość uczestników jest dowodem na to, że warto organizować tego typu spotkania. Wszystkich uczestników tegorocznej parafiady było 151, nagrodzonych zostało 75 z nich. Były też nagrody pocieszenia. Mamy nadzieję, że wszyscy dobrze się bawili i za rok znowu zawitają w nasze progi, aby mile spędzić czas w rodzinnej atmosferze.  Barbara Mruk

Grzegorz Zarychta

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

21


Konkurencje XVIII Parafiady Barbórkowej (w tym turniej tenisa stołowego, chińczyka, konkurs szopek Bożonarodzeniowych i rodzinny turniej lotek) oraz Noworoczny Skat

22


Doroczny bal karnawałowy, kolędnicy misyjni (którzy w tym roku zbierali ofiary na pomoc dzieciom w Sudanie) oraz Rodzinne kolędowanie z Trzema Królami

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

23


Otworzyć się na drugiego zekając na lepsze czasy, korzyści materialne, wysoką pozycję zawodową, uznanie ze strony otaczających nas ludzi, nie dostrzegamy zwykłych radości, które może dać nam życie. W tym kontekście Frassati jest dla nas młodych przykładem. Jak napisał prof. G. Lazzati: „Miłosierdzie dla Pier Giorgia nie polegało na dawaniu potrzebującym czegoś, lecz na dawaniu im samego siebie. Biedni i cierpiący byli jego ulubieńcami. Uważał się za ich sługę, a służenie im za przywilej.” Moim zdaniem właśnie to - dawanie siebie innym - jest najwyższą miarą człowieczeństwa, a w efekcie i świętości. Czyż bowiem świętość nie jest mierzona miłością do bliźniego wedle nauki Chrystusa? Wstając rano do szkoły czy pracy powinniśmy zastanowić się nad swoim dniem. Ułożyć sobie krótki kilkupunktowy plan. Co dzisiaj zrobię, aby podobać się Bogu? Nie muszę wymagać od siebie rzeczy niewykonalnych. Po prostu tak zorganizować czas, aby wykorzystać swoją energię na coś pożytecznego. Radość i satysfakcja po wykonaniu takiego uczynku - gwarantowane! I wielka motywacja do dalszego działania! Czasem może się wydawać, iż kiedyś łatwiej było odróżnić dobro od zła, zostać świętym. W czasach wojny, komunizmu cierpienie było nad wyraz dostrzegalne. Jednak rozejrzyjmy się wokół: bezdomni, głodni, ofiary przestępstw, gwałtów i przemocy, biedni, chorzy, umierający, ofiary kryzysu ekonomicznego… Codziennie jesteśmy świadkami cu24

Popkultura narzuca nam dzisiaj wiele fałszywych stereotypów na temat tego, co jest dla nas ważne, modne i absolutnie konieczne do szczęścia. W telewizji i internecie napotykamy wiele pokus, zachęt, rzeczy, które odwracają naszą uwagę od tego, aby żyć dobrze, nie marnować czasu i dawać z siebie jak najwięcej. Moje pokolenie nie zawsze potrafi oddzielić rzeczy ważne od ważniejszych. Często idziemy na łatwiznę i zamiast dobra wybieramy mniejsze zło. W ten sposób zatracamy własne ideały, poglądy, własne „ja”. dzej krzywdy i cudzego nieszczęścia. Narzekając na swoje błahe problemy, brak czasu, zatracamy się w świecie, które wcale nie prowadzi nas do zbawienia. Trudno nam dostrzec, że potrzebujących jest wokół nas wielu, w zwykłych, codziennych sytuacjach. A więc mój przepis na świętość? Otwartość na krzywdę, zainteresowanie drugim człowiekiem, bezinteresowna pomoc, po prostu bycie z Bogiem, w Bogu, dla Boga i nie dla siebie. Bądźmy jak Frassati, który poświęcił swoje życie drugiemu człowiekowi i zmieniał świat na lepsze.  Kasia Ogonowska


Dyskutujemy

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

25


Kochał Przepadał za nocnymi czuwaniami przed Najświętszym Sakramentem. Traktował je w sposób charakterystyczny dla jego mentalności: „Dawni władcy stawiali w swoich zamkach nocne straże. Jezus jest bardziej godny nocnej straży niż monarchowie ziemscy”. achowały się też wspomnienia naocznych świadków jego modlitwy: „Stał około godziny. Piękny, ze splecionymi ramionami i takim wyrazem twarzy, że – wyznaję – często zdarzało mi się, i nie uznawałem tego za grzech lub roztargnienie – odwracać oczy od Sanctissimum i patrzeć na tego chłopca (…), bo wydawało mi się, że przebija przez niego boskie piękno” (Zaira Veneri Callino). „Tak był skupiony, iż nie zauważył, że wosk świecy kapie mu na ubranie” (don Tomasso Castagno). „Największe wrażenie robił na mnie kontrast między jego sposobem bycia i skupieniem na modlitwie a jego żywością i siłą fizyczną pozbawioną jakiejkolwiek ascetycznej bladości” (Constancio Guardia Riva). Oczywiście, można to wszystko potraktować z lekkim przymrużeniem oka: Piotr Jerzy jest młody, bardzo młody i pociąga go po prostu emocjonalna przygoda, niezwykłość, jakiś (w tym przypadku „pobożny”) rodzaj szaleństwa. Ale to będzie tylko część prawdy. W liście do przyjaciela, Marco Beltramo, pisze o wierze, na której 26


Boga

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

się modlić za mnie, przez modlitwę wkrótce to osiągnę. (…) A jeśli nawet miałoby mnie to kosztować ofiarę z życia – nieważne” (list do Izydora Boniniego z 6 marca 1925 roku). Zdumienie budzi jego rozumienie złożonej tajemnicy życia, w którym cierpienie i radość mogą i powinny ze sobą współistnieć. Pisze do siostry Luciany, w lutym 1925 roku: „Carissima, (…) pytasz, czy jestem wesoły; a jakże mógłbym nim nie być? Dopóki wiara daje mi siły – zawsze wesoły! (…) Ból to nie smutek, który jest chorobą najgorszą ze wszystkich. (…) Cel, dla którego zostaliśmy stworzeni, sprawia, że nawet życie gęsto usiane cierpieniami (…) jest weselem, także poprzez ból”. Fakty z jego życia świadczą, że to nie tylko patetyczne słowa. A ten człowiek ma przecież dopiero dwadzieścia parę lat! Uczy się zresztą bezgranicznego zaufania Bogu i miłości nie od byle jakich postaci. W kręgu jego mistrzów duchowych pojawiają się święci: Jan Bosko, Ignacy Loyola, Dominik. Pobożność więc salezjańska, jezuicka i dominikańska. One to razem wzięte rzeźbią jego duchową sylwetkę. Czyta Augustyna, Tomasza z Akwinu, Katarzynę Sieneńską. Te źródła inspiracji plus cechy jego witalnej osobowości dają w sumie mieszankę wybuchową. Valanga di vita właśnie, lawinę życia. Liberalny sceptyk i antykościelnie nastawiony ojciec Pier Giorgia powiadał: „On mnie onieśmiela, jakbym stał wobec kogoś starszego od siebie. Nie wiem, co to jest, ale powtarzam, czasem mnie onieks. Jerzy Szymik śmiela”. 

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia

„jak na granitowej podstawie” pragnie opierać jakąkolwiek przyjaźń. A niektóre z jego postaw, wyborów i słów zdradzają ten rodzaj dojrzałości, która może mieć swoje źródło tylko w najgłębszym zjednoczeniu z Bogiem. Choćby jego ostatnia choroba i konanie przeżywane w absolutnym niezrozumieniu najbliższych i opuszczeniu, a pozbawione jakiegokolwiek cienia buntu czy rozpaczy. Albo jego bolesna, niespełniona nigdy miłość do Laury Hidalgo. Rozumie ją i przetwarza w sposób nakazujący milczenie i najwyższy szacunek: „Jestem przekonany, że jeśli nie można osiągnąć celu, trzeba stłumić w zarodku to, co dobrze kierowane przyniosłoby ogromne dobrodziejstwa, inaczej jednak – tylko cierpienie. W swoich wewnętrznych walkach często zadawałem sobie pytanie: Dlaczego miałbym być smutny? Czy może straciłem wiarę? Nie. (…) Wszelka ofiara ma wartość tylko dzięki niej, a nadto jako katolicy mamy miłość, która wszystko przewyższa i która (…) jest nieskończenie piękna. (…) Miłość, której bronił Apostoł, bez której wszelka inna cnota nie ma wartości. Ona zaś może być przewodniczką i drogowskazem na całe życie, może służyć za cały program. (…) A więc mój program polega na tym, aby przemienić to szczególne uczucie, które miałem do niej [Laury], a którego się wyrzekam, (…) w pełną szacunku więź przyjaźni pojętej w sensie chrześcijańskim, w poszanowanie jej cnót i naśladowanie jej wspaniałych zalet. (…) Powiesz mi, że szaleństwem jest spodziewać się czegoś podobnego, ale ja wierzę, że jeśli choć trochę będziecie

27


biegłoroczna wizytacja biskupia była okazją do udzielenia sakramentu bierzmowania uczniom trzecich klas gimnazjum. Przygotowywali się do tego wydarzenia pół roku. Uczestniczyli w spotkaniach formacyjnych, rozwijali życie sakramentalne. Byli w Beskidach, przygotowywali pantomimę. W pieszej pielgrzymce, w grupie siedemdziesięciu osób, wyruszyli też do Piekar Śląskich. O 6.45 rano… Błogosławieństwa na drogę udzielił wszystkim ksiądz proboszcz. Dumnie reprezentując parafię, kroczyliśmy w kierunku obranego przez nas celu. Pogoda w miarę dopisywała – nie padało, a pielgrzymi kroczyli w dobrym tempie. Na czele procesji krzyż, na końcu - ksiądz spowiadający pielgrzymów. Do Piekar dotarliśmy o 9.30. Mszy świętej przewodniczył ksiądz proboszcz, kazanie wygłosił ksiądz Krzysztof, asystowali gorliwi ministranci: Jacek, Adam, Mateusz i Patryk. Po mszy wzięliśmy udział w drodze krzyżowej na tzw. „rajskim placu”. Następnie jedna grupa poszła na posiłek oraz ciepłą herbatę, druga – do muzeum sanktuaryjnego. Zamiana nastąpiła czterdzieści minut później. Muzeum dokumentuje historię kultu Maryjnego w Piekarach. Pielgrzymka pozwoliła nam umocnić się w wierze i być bliżej Pana Boga. Dała też możliwość poznania nowych, ciekawych ludzi. Na kolejne pielgrzymki gorąco zapraszamy wszystkich…  Mateusz Żelichowski, Patryk Flachmański 28

Miłość do Boga wyraża się w Jego ciągłym poszukiwaniu: w modlitwie, na rekolekcjach, na pielgrzymim szlaku i w drugim człowieku. Szukanie to nigdy nie jest bezowocne. Chrystus sam mówi: „Szukajcie a znajdziecie” i „Gdzie dwaj albo trzej w imię moje…” Narzekać może na Bożą nieobecność ten tylko, kto życie spędza, ciągle stojąc w miejscu. owy rok szkolny to nowe wyzwania dla uczniów, nauczycieli, rodziców i duszpasterzy. Zaproponowaliśmy więc uczniom, którzy mieli rozpocząć naukę w kolejnych klasach, pieszą pielgrzymkę do Piekar Śląskich „o uproszenie dobrego roku szkolnego”. 29 sierpnia sprzed naszego kościoła wyruszyło blisko sto dwadzieścia osób z terenu całego dekanatu, ale i z innych miejscowości. Uczniowie, studenci i nauczyciele. W Sanktuarium wzięliśmy udział w uroczystej Eucharystii. Po niej przerwa śniadaniowa, zwiedzanie bazyliki z przewodnikiem oraz wspólny śpiew i modlitwa na rajskim placu. Do Katowic wróciliśmy autobusami komunikacji miejskiej w godzinach popołudniowych. Z perspektywy czasu widać, że było warto! 


Ważne jest, by szukać

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

ankiem, pierwszego lipca spotkaliśmy się na katowickim dworcu kolejowym, aby po raz dwunasty pielgrzymować do naszej kochanej Częstochowskiej Pani. Sprawdzenie obecności, kupno biletów i pakowanie bagaży do samochodu. Chwilę później podróż pociągiem do Zawiercia, a stamtąd autobusem w kierunku Skarżyc. Pogoda nie napawała optymizmem, ale w naszych sercach panował słoneczny nastrój, duch modlitwy i dobre myśli. W Skarżycach, w małym kościółku, u Matki Boskiej, nasz duchowy opiekun - ks. Artur mszą świętą oficjalnie rozpoczął nasze pielgrzymowanie. W pierwszym dniu Żarki, w drugim – Leśniów. Do celu w Świętej Puszczy dotarliśmy około siedemnastej. Wieczorem msza święta w kaplicy. Po niej oczekiwane przez wszystkich ognisko. I goście - na czele z proboszczem (przywieźli dobry chleb, kiełbaski, kiszone ogórki oraz drożdżówki). Były też ciastka przed wyjazdem, upieczone na tę okazję przez jedną z pielgrzymujących pań. Trzy dni pielgrzymki były przeżyciem, którego nigdy nie zapomnimy. Trud i zmęczenie opłaciły się: po pielgrzymce wróciliśmy oczyszczeni duchowo, z zapasem sił psychicznych i wytrwałości oraz zadowoleni. Warto było, bo pielgrzymka to nie tylko refleksje, prośby, intencje, modlitwy, ale także wspólne rozmowy i czas na lepsze poznanie BS, MN, JG innych i siebie. 

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia

ielgrzymka szlakiem dolnośląskich sanktuariów rozpoczęła się w piękny, słoneczny jesienny poranek, 28 IX, modlitwą i śpiewem. Błogosławił nam po ojcowsku ksiądz proboszcz. Szlak zaś prowadził najpierw do Nysy, gdzie żywy jest kult św. Jakuba, patrona pielgrzymów. W miejscowej bazylice słuchaliśmy objaśnień pani przewodnik i szukaliśmy… muszli, symboli pielgrzymów. Zwiedziliśmy także nyski cmentarz, na którym znajdują się groby: poety Josepha von Eichendorffa oraz sióstr elżbietanek (w tym miejsce pierwszego pochówku bł. Marii Luizy Merkert). Byliśmy też w Henrykowie (tam przepiękny zespół cysterskich budynków klasztornych), w Kamieńcu Ząbkowickim (gdzie znajduje się dawna czeska twierdza obronna, opactwo pocysterskie i klasztor augustianów). Na koniec jeszcze: Bardo Śląskie i cel naszej wyprawy Krzeszów (z barokowymi budowlami sakralnymi, wpisanymi na listę zabytków klasy zerowej). W Krzeszowie upłynął nam drugi dzień pielgrzymki. Rozpoczęliśmy mszą św. Zwiedziliśmy: kościół św. Józefa, który zrobił na nas ogromne wrażenie (obrazy zdobiące jego ściany przedstawiają sceny z życia św. Józefa i całej Świętej Rodziny), oraz sanktuarium Matki Boskiej Łaskawej. Matka Boża spoglądała z obrazu na wszystkich pielgrzymów bardzo radośnie, jakby chciała powiedzieć: „Przychodźcie i nie opuszczajcie mnie, a ja zawsze będę z waBarbara Stocka mi!” 

29


Wielkopostna Szkoła Modlitwy Muzyką, pielgrzymka bierzmowańców do Piekar, wizytacja biskupia, oazowicze i ich rodzice w Koniakowie, Dzieci Maryi w Częstochowie


XII Pielgrzymka piesza na Jasną Górę, pielgrzymka do Piekar o dobry rok szkolny, parafianie u Matki Bożej Łaskawej w Krzeszowie, nauczyciele na dniu skupienia w Tyńcu

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

31


Cieszyć się codziennością spółczesny święty to taki człowiek, który modli się, aby z radością i coraz doskonalej wypełniać wolę Pana, to człowiek ufający Bogu, radosny, miłujący bliźniego słowem i czynem. Powinniśmy modlić się, uczyć się i rzetelnie pracować, pomagać bliźnim, szczególnie chorym i ubogim. Współczesna mentalność wielu ludzi, oddalająca się od nauki Kościoła stanowi duże zagrożenie dla tych, którzy pragną żyć zgodnie z przykazaniami Boga, dlatego świat jak nigdy potrzebuje autentycznych, świętych wzorów do naśladowania. Każdy z nas może być świętym, wypełniając różne codzienne zadania, czyniąc je na chwałę Pana. Jako chrześcijanie musimy przeżyć swoje życie, dając innym, abyśmy mogli z pełnym i czystym sercem stanąć przed obliczem Boga w dniu ostatecznym. Rozważając, czy i ja mogę być świętą, odpowiadam, że nie wiem. Nie wiem, czy jestem godna. Ale przypomniała mi się piosenka Arki Noego pt. „Święty uśmiechnięty”, którą śpiewałam jako mała dziewczynka. Słowa w swojej prostocie oddają chyba istotę świętości: święty kocha Boga, życia mu nie szkoda, kocha bliźniego jak siebie samego, jest uśmiechnięty, zadowolony, nawrócony. Gdzie dzisiaj można świętych zobaczyć? Są między nami w szkole i w pracy. Radosna jest myśl, że czyniąc dobro choćby najmniejsze, nie na pokaz, dążymy do świętości. Każdy z nas zaproszony jest na tę 32

Być świętym, to doświadczać wewnętrznego zjednoczenia z Jezusem Chrystusem, który jest naszą drogą, prawdą i życiem; pełnić na ziemi Jego Boską wolę. Taki model świętości jest ponadczasowy i wynika z istoty naszej wiary. drogę. Przestrzegając nakazów Dekalogu i pamiętając osiem błogosławieństw, dojdziemy do Królestwa niebieskiego. Być ubogą duchem, cichą, sprawiedliwą, miłosierną, czystego serca; dbać o pokój, pokonywać różne trudności, a wszystko z miłości do Boga i bliźniego - to tak oczywiste, ale i tak bardzo trudne do wykonania. Każdy z nas potrzebuje wzoru świętości. Od świętych uczymy się jak żyć. Wzorem do naśladowania dla nas, ludzi młodych może być błogosławiony Pier Giorgio Frasatti, który jest patronem młodzieży i studentów oraz ludzi gór. Przez swoje krótkie dwudziestoczteroletnie życie dał świadectwo wielkiego umiłowania człowieka, szczególnie biednego i chorego. Frassatiemu przezwyciężać trudności pomagały: wiara i modlitwa. Prawdziwie były częścią jego życia. Świętość Piotra Jerzego była roześmiana, choć nie bez wad i niedociągnięć. Przede wszystkim zaś: przepełniona obecnością Boga.  Kamila Strońska


Wspominamy

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

33


Valanga Lawina Życia. To bardzo bliskie Boga. On jest zawsze Bogiem życia, Miłością istnienia, samą witalnością, źródłową przyczyną takich właśnie lawin, jak Pier Giorgio… więc miłość jako naczelna cnota. Papierek lakmusowy każdej świętości. Okazywana na wiele sposobów. Witalnie, proporcjonalnie do dwudziestoletniego życia. Cokolwiek robił, działał jak lawina. Porywająca własne i cudze życie w ramiona Tego, który jest MIŁOŚCIĄ. Pisał przed laty Jerzy Turowicz tak trafnie, że warto jego wywód przytoczyć, nic nie stracił na aktualności: „Kim jest, kim mógłby być dziś dla nas Pier Giorgio Frassati? Czy można go stawiać dzisiejszej młodzieży jako wzór do naśladowania? Na pozór jego sylwetka może się wydawać anachroniczna. Jego typ religijności, pobożności, praktyk religijnych, jego ultramontanizm, nie wydaje się odpowiadać współczesnej mentalności. Trudno nam dzisiaj zrozumieć ten rodzaj ślepego posłuszeństwa rodzicom, niestawianie oporu przez dorosłego już przecież mężczyznę ich ewidentnie niesłusznym i zadającym gwałt jego osobowości i powołaniu, zadaniom i decyzjom. Dziwić nas też może ta potrzeba należenia do wszelkich możliwych stowarzyszeń religijnych, świadcząca – jak gdyby – o niesamo34


di vita, znaczy lawina życia niż jemu współcześni rozumiemy dziś jego nacisk na równość i sprawiedliwość społeczną. Dzisiaj też, kiedy odkrywamy miejsce świeckich w Kościele, ich prawo do współodpowiedzialności oraz obowiązek apostolstwa, trudno byłoby znaleźć wzór lepszy niż ten, który dał swoim życiem Pier Giorgio Frassati (…)”. A wzorów potrzebujemy jak powietrza. Więc może właśnie on, Pier Giorgio, miłośnik gór, wśród których najbardziej pokochał tę, z której spłynęło na świat osiem błogosłaks. Jerzy Szymik wieństw?  [w:] Zapachy, obrazy, dźwięki. Katowice 1999

Z przemówienia do młodych w Turynie, 2 V 2010

NA GÓRNYM  III/IV 2012 NR 14 ROK V

jciec Święty Benedykt XVI: „Jego życie przeniknięte było całkowicie łaską i miłością Boga i ofiarowane z radością i pogodą ducha w pełnej pasji służbie Chrystusowi i braciom. Jako młody, tak jak wy, z zapałem podjął się swojej formacji chrześcijańskiej i dał świadectwo swojej wiary, prostej ale owocnej. Chłopiec zafascynowany pięknem Ewangelii Błogosławieństw, który doświadczył pełnej radości bycia przyjacielem Chrystusa, idąc za Nim i czując się żywą cząstką Kościoła. Droga młodzieży, miejcie odwagę wybrać to, co jest najważniejsze w życiu! Żyć a nie wegetować – powtarzał błogosławiony Pier Giorgio Frassati. Tak jak on odkryjcie, że warto zaangażować się dla Boga i z Bogiem, odpowiedzieć na Jego wołanie w podstawowych życiowych wyborach i w tych codziennych, nawet wówczas, gdy to kosztuje”. 

Pier Giorgio Frassati. Lawina życia

dzielności. Niektóre formy publicznego manifestowania uczuć religijnych mogą się nam dziś wydawać niewłaściwe. Zresztą – jakaż przepaść dzieli lata dwudzieste naszego wieku od dzisiejszych czasów, a wszakże każda epoka rodzi swoich świętych. Mentalność religijna ulega ciągłym przemianom. Otóż sąd o nieaktualności wzoru, który swym życiem dał Pier Giorgio Frassati, oparty na pewnych jego zewnętrznych objawach, byłby zatrzymaniem się na powierzchni, uleganiem pozorom. Zmieniać się może styl religijności, mentalność, sposób zaangażowania i formy świadectwa, ale istota świętości, jej korzenie są zawsze te same. Istota świętości to chyba nie co innego, jak miłość Boga i miłość bliźniego natężone do rozmiarów heroicznych, to życie, które staje się jednym wielkim świadectwem Ewangelii, to praca nad sobą, która osiąga całkowitą przejrzystość na działanie łaski. Tych wszystkich wartości Pier Giorgio był sługą i świadkiem w swoim czasie, temu świadectwu upływ czasu nie odebrał ani znaczenia ani wagi (…). A zresztą to wcale nie jest tak, byśmy w życiu i działalności Pier Giorgia nie mogli się dopatrzyć cech jak najbardziej aktualnych. Wiele cech jego stylu świętości trzeba na pewno przypisać wychowaniu, środowisku, w którym żył, klimatowi epoki. Jego stosunek do własności i pieniądza, jego służba ubogim nabiera szczególnej aktualności w dobie materializmu praktycznego i społeczeństwa konsumpcyjnego. Lepiej,

35


Nie takie ciemne typy dy w 1924 roku na Pian del Musa (1750m n.p.m.) w głowach Pier Giorgia i Marco Beltramo rodził się pomysł utworzenia Towarzystwa Ciemnych Typów, na świecie nie było jeszcze wielu spośród naszych babć i dziadków. Nas tym bardziej. Podobnie i rok później, gdy Frassati umierał. Przecież wielu nie może nawet pamiętać, że w maju 1990 roku do chwały ołtarzy wyniósł go Papież Jan Paweł II… A jednak jest w tym człowieku i w ideach, którymi zarażał sobie współczesnych, coś podobnego nam i naszym pomysłom. Nie jest Frassati ani trochę nam obcy. Przeciwnie, w tym, co robimy dzisiaj jest coś równie pociągającego, jak w jego inicjatywach, równie żywego… Wiara? Wiara, która porywa do walki; która jest kotwicą zbawienia; której się trzeba mocno trzymać? Wiara, bez której życie jest… niczym, wegetacją! Piotr Jerzy Frassati gromadził wokół siebie przyjaciół, by wspólnie spędzony czas mógł stać się okazją do wzajemnego umacniania wiary. Jego siostra wspominała,

Gdy biegł na spotkanie z przyjaciółmi, powtarzał: „Powinniśmy poświęcić całych siebie sprawie wiary…” Gdy zaś do nich dołączał, powtarzali już razem: Pochi ma buoni come i maccheroni (Niewielu, ale dobrych jak makaron). Ilekroć zabierali się do pracy, zawsze motywowanej wiarą, to, co robili, zachwycało… że „wyczuł on, że wartość tej grupy może stać się czynnikiem wzmacniającym zapał chrześcijańskiego apostolatu”. Co drugi poniedziałek mszą św. wieczorną rozpoczynamy spotkania, w ramach których gromadzimy się w gronie przyjaciół. Modlimy się, ale i oglądamy filmy, gramy w gry planszowe, układamy puzzle, dyskutujemy. Śpiewamy razem i bawimy się. By dzięki radości przebywania z sobą, łatwiej nam było dzielić i uczyć się chrześcijańskiej miłości bliźniego. Dołącz do nas!  ks. KN

Redakcja: ks. prob. Stanisław Noga, ks. Artur Kozik, ks. Krzysztof Nowrot, Jakub Gruchalski, Alexander Matusek (parafialna strona internetowa). Korekta tekstów: Gabriela Ociepka. Projekt graficzny i skład: ks. Krzysztof Nowrot. Fotografie bł. Piotra Jerzego Frassatiego zamieszczono za zgodą Associazione Pier Giorgio Frassati w Rzymie, które posiada wyłączne prawo do dysponowania zdjęciami. Adres do korespondencji: 40-887 Katowice, ul. Ułańska 13. Poczta elektroniczna: mb.piekarska@katowice.opoka.org.pl, nowrot@wp.pl Druk: Zakład Poligraficzny Mewa-Druk 41-700 Ruda Śląska, ul. Achtelika 2, tel. (0 32) 340 14 54 Redakcja zastrzega sobie prawo do korekty, skracania i adiustacji tekstów, a także do zmiany ich tytułów.

36


Kwartalnik "Na Górnym" 14/2012