Page 1

D PO O W K O SK DP YG N RY ISA RA KU BE M NI RS! ŁC I SI A P H AT IŁ AT K K Ó AR A W Z ! Y

Michał Kądzioła: robię to, co kocham

Z

Mistrzostwa Europy z czeskiej perspektywy

NR 9 (11) PAŹDZIERNIK 2011


Zawsze w centrum sportowych emocji

Na rynek wkroczył nowy sportowy kanał telewizji internetowej. TylkoSport.TV to projekt internetowy, którego twórcy w ramach swojej działalności zajmują się kompleksową realizacją transmisji na żywo i nagrań z wydarzeń sportowych oraz ich dystrybucją w sieci. Dzięki transmisjom, realizowanym przez TylkoSport.TV, kibice z całego świata, którzy nie mogą dotrzeć na miejsce wydarzenia, zyskują możliwość obejrzenia imprezy sportowej na ekranie swojego komputera. To wpływa także pozytywnie na wizerunek samego organizatora wydarzenia, który zyskuje dzięki takim rozwiązaniom opinię innowacyjnego, otwartego na nowoczesne technologie oraz przyjaznego kibicom sportowym. Platforma streamingowa, za pomocą której realizowane są przekazy, umożliwia oglądanie transmisji nawet przez 100 tysięcy osób jednocześnie.

Teraz kibice mogą być jeszcze bliżej sportowych emocji. Zapraszamy na www.tylkosport.tv


rozgrzewka

www.matchball.pl

Dzień dobry!

Redaktor naczelny Maciej Szewczyk matchball.redakcja@gmail.com Opracowanie graficzne i skład Alicja Zamojska Zespół Anna Dmochowska Ludmiła Kamer Patrycja Ledwójcik Tomasz Obrępalski Radosław Paluch Michał Trybusz Fotoreporterzy Miłosz Cichoń Aleksandra Flasza Anna Klepaczko Paweł Piotrowski Paulina Siewierska

Zauważyliście, jak wiele jest kłótni wokół siatkówki w polskim internecie? Przeglądając fora internetowe kibiców i strony fanowskie na Facebooku, można by wziąć je za media związane raczej z MMA lub boksem niż przebijanką. Co krok różnice zdań kończące się wymianą kiepskiej jakości argumentów ad personam – okropność! My zamiast podejmować wszelakie kłótnie, niesnaski, spory, dywagacje i słowne potyczki serwujemy Wam nowy numer miesięcznika Matchball. Życzę przyjemnej lektury Maciej Szewczyk, redaktor naczelny

Korekta Anna Dmochowska Maciej Byliniak Fotografia na okładce: Anna Klepaczko Współpraca www.kps.siedlce.pl www.pekpol.net Wydawca: Maciej Szewczyk ul. Chrobrego 21/27 08-110 Siedlce

Rozwiązanie konkursu wrześniowego Pytanie brzmiało: W latach 2004-2005 Bartosz Kurek grał w barwach AZS PWSZ Nysa. W tym czasie w klubie tym występował inny, znacznie starszy przyjmujący, były reprezentant Polski - jak nazywał się ów przyjmujący? Prawidłowa odpowiedź: Adam Kurek Nagrodę otrzymuje: Katarzyna Graczak PAŹDZIERNIK 2011

M

3


7

32


TEMAT NUMERU

Michał Kądzioła: robię to, co kocham

6

Anna Klepaczko

HISTORIA SIATKÓWKI

Historia siatkówki plażowej

14

Anna Klepaczko

FELIETON

Polski kibic na huśtawce

   32

Maciej Szewczyk

WYWIAD

Wojciech Serafin: Nie powinno się wracać do “tamtego” Trefla

  32

Ludmiła Kamer

Sławomir Gerymski: Chcemy zrobić krok do przodu    24 Maciej Szewczyk

MEMORIAŁY

Memoriałów ci u nas dostatek...

  18

Anna Dmochowska

MISTRZOSTWA EUROPY

Mistrzostwa Europy okiem czeskiej reporterki

   26

Darina Vymětaliková

NA TRYBUNACH

Bełchatowianie na trybunach - kibiców Skry obraz własny Paweł Piotrowski

  36


Spotkałem na swojej drodze wielu wspaniałych ludzi i trenerów, dzięki którym fascynacja siatkówką wyrosła na numer jeden w moim życiu

6

M

PAŹDZIERNIK 2011


wywiad

Michał Kądzioła: Robię to, co kocham Michał Kądzioła, młody plażowicz, który w młodzieżowych rozgrywkach zdobył już wszystko. Teraz wraz ze swoim partnerem Jakubem Szałankiewiczem puka do grona najlepszych. Popularny “Kądziu” opowiedział nam o swoich pierwszych sportowych krokach, minionym sezonie oraz planach na przyszłość. Dowiecie się także, jak wygląda życie plażowicza i czy Michał Kądzioła nie ma już dość piasku. TEKST     ANNA KLEPACZKO ZDJĘCIA     ANNA KLEPACZKO, FIVB, CEV

Jak zaczęła się pana przygoda ze sportem? Już kiedy byłem małym dzieckiem, moi rodzice szukali sposobu, by zainteresować mnie sportem. Tata kiedyś był bramkarzem piłki ręcznej i wiedział, że to będzie dobra metoda wychowawcza. Dlatego od najmłodszych lat pływałem, uprawiałem karate, grałem w piłkę ręczną, piłkę nożną, koszykówkę, siatkówkę, tańczyłem – można by jeszcze dużo wymieniać. Na poważnie zająłem się tylko jednym: siatkówką. Było to w piątej klasie podstawówki, kiedy mój sąsiad nie miał z kim iść na SKS siatkówki, więc się zgłosiłem. On po pewnym czasie zrezygnował, ja natomiast pozostałem aż do teraz. Miałem to szczęście, że spotkałem na swojej drodze wielu wspaniałych ludzi i trenerów, dzięki którym fascynacja siatkówką wyrosła na numer jeden w moim życiu. Bez PAŹDZIERNIK 2011

M

7


wywiad

takich osób jak Ireneusz Bożęcki, Magda i Michał Szczytowicz, Waldemar Kawka, a przy plażówce Czesław Kolpy i Sławomir Robert nie byłbym tu, gdzie jestem. Domyślam się, że jak większość zawodników zaczynał pan od siatkówki halowej. W jaki sposób trafił pan do plażówki? Swoją karierę zaczynałem na SKS w Szkole Podstawowej nr 3 w Dąbrowie Górniczej, ale juz po roku dostałem się do miejscowego klubu sportowego MMKS, który teraz został przemianowany na MKS. Tam otrzymywałem pierwsze szlify w hali, a kiedy kończył się sezon, wychodziliśmy – w słońce czy deszcz – i trenowaliśmy na piachu. Trenerzy byli przekonani, że to doskonała forma przygotowania przed sezonem w hali. Zaczynało mi iść coraz lepiej i z Marcinem Kantorem dostaliśmy się do finału mistrzostw Polski kadetów, gdzie zajęliśmy pechowe 4. miejsce, ale dzięki naszemu dobremu występowi wypatrzył nas ówczesny trener kadry narodowej Czesław Kolpy i zaprosił na testy do nowo powstałej szkoły mistrzostwa sportowego w Łodzi. Cały tydzień trwała rozmowa z rodzicami, czy powinienem tam pójść i po długich rozmowach pojęliśmy decyzję, że uciekam z domu. Można powiedzieć, że był to chyba dobry wybór – zdobył pan już tytuły MŚ do lat 19 i 21 oraz ME do lat 23. To był najlepszy wybór z możliwych. Zdobyte tytuły to tylko dodatkowa motywacja do ciężkiej pracy, której głównym celem są igrzyska olimpijskie. Teraz to już nie tylko dobra zabawa i ciężkie treningi, ale moja stała praca. Kuzynka powiedziała mi kiedyś, że jeśli kocha się swoją pracę, to nigdy nie przepracuje się ani jednego dnia. Tak jest cały czas: robię to, co kocham i mogę się za to utrzymać. Czego chcieć więcej? Do tego zwiedziłem już pół kuli ziemskiej, ale szczerze mówiąc, najważniejszym państwem jest dla mnie Polska – nie chciałbym się nigdy z niej wyprowadzić na stałe. Który ze zdobytych tytułów jest dla pana najważniejszy? Nie ma czegoś takiego jak wyważanie, który z medali ma większe lub mniejsze znaczenie. Za każdym razem, kiedy się zdobywa jakiś medal, jest to w tym okresie największy sukces. Kiedy miałem 18 lat i zdobyłem mistrzostwo Europy U20, myślałem, 8

M

PAŹDZIERNIK 2011


wywiad

że to jest największe dokonanie. Ale w tym samym roku wywalczyłem jeszcze mistrzostwo świata U19, co było najważniejsze w tamtym momencie. A rok później obroniłem tytuł U20 i znowu to było najistotniejsze. Każde zwycięstwo jest tak samo ważne – pokazuje, że nasza praca przynosi owoce. Od kilku lat reprezentujecie z Jakubem Szałankiewiczem Polskę na imprezach międzynarodowych. Jak oceniłby pan wasze  dotychczasowe  dokonania? Trudno powiedzieć, czy zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy zrobić, ale staraliśmy się. Zdobyliśmy między innymi Młodzieżową Koronę Świata, jak to sobie nieskromnie nazwaliśmy, czyli złote medale na ME U18, U20, U23 oraz na MŚ U19 i U21. Tego przed nami jeszcze nikt nie dokonał, ale para Kantor  -   Łosiak już depcze nam po piętach. Możemy jeszcze trochę podciągnąć się w rankingu światowym i załapać się na igrzyska – tego brakuje mi do pełni szczęścia. W czasie przygotowań przed obecnym sezonem Swatch World Tour mieliście m.in. obóz na Teneryfie oraz zagraliście w CEV Satelite w Rosji, zdobywając drugie miejsce. Czy patrząc z perspektywy czasu, sądzi pan, że te przygotowania zdały swój egzamin? Twierdzę, że w tym sezonie nasze przygotowania przebiegły w bardzo dobry sposób. Ciężko trenowaliśmy, daliśmy sobie dużo wyrzeczeń dla odgórnego wspólnego celu, ale w pierwszym turnieju miałem problemy zdrowotne i przegraliśmy pierwszy mecz, co podcięło nam skrzydła. Zaczęło nam brakować pewności, w najważniejszych punktach sezonu brakowało nam tego spokoju i, niestety, przegrywaliśmy. Gdyby nie tamten mecz prawdopodobnie wyniki w tym sezonie byłyby inne. Obecnie w większości turniejów FIVB rozpoczynacie rozgrywki od kwalifikacji. Bardzo często jesteście blisko awansu do turnieju głównego. Czego jeszcze brakuje? Zebraliśmy w tym sezonie cenne doświadczenie w kwalifikacjach. Mam nadzieję, że wszystkie przegrane w trzech setach mecze zaowocują, że już w przyszłym roku to my będziemy wygrywać te końcówki. Po cichu twierdzę, że przydałaby nam się współpraca z psychologiem, nie dlatego, że jesteśmy złymi ludźmi, ale po to, by było nam jeszcze łatwiej. PAŹDZIERNIK 2011

M

9


wywiad

Mistrzostwa Świata w Rzymie zakończyliście na 17. miejscu. Zostało to ocenione jako mały sukces. A jak pan do tego podchodzi? Naszym sukcesem była dobra gra na tych mistrzostwach. Wynikło z tego 17. miejsce. Super, ale zawsze mogło być lepiej. Trafiliśmy do trudnej grupy i wyszliśmy z niej. W pierwszym meczu poza grupą graliśmy z bardzo dobrze dysponowaną w tym turnieju parą Ricardo  -   Marcio, trzeba przypomnieć, że zajęli 2. miejsce. Ale nie oddaliśmy tego meczu bez walki i to jest mój sukces. Ostatnio odbył się turniej w Starych Jabłonkach. Czy przed polską publicznością gra się łatwiej ze względu na to, że wspierają „naszych”? W Polsce gra się niesamowicie, to najlepsza publiczność na świecie. Żywiołowo nakręcana jest przez gniazdo orłów, czyli DJ-a Ucho, Wojtka i DJ-a Blodzio. Publiczność bawi się świetnie, zagrzewając nas do walki. W tym roku, niestety, nie pokazaliśmy się z najlepszej strony, przegrywając dwa mecze i wygrywając tylko jeden, ale na pewno chciałbym chylić czoła przed polskimi kibicami. Ten sezon jest bardzo ważny ze względu na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie. Jak ocenia pan szanse na awans w rankingu i zagranie w Londynie? Chyba liczenie na awans z rankingu możemy już pozostawić w spokoju. Szanse cały czas są w turniejach kontynentalnych i interkontynentalnych, a póki szanse są, póty trzeba walczyć z całych sił. Kuba i ja jesteśmy jeszcze bardzo młodymi stażem zawodnikami na World Tourach i mamy jeszcze wiele igrzysk przed sobą, na które będziemy mogli pojechać. Na pewno chcemy  wziąć  udział  już  w  tych  najbliższych. W ME U23 w Porto broniliście tytułu mistrzowskiego. Niestety, tym razem się nie udało. Czyżby sprawdziła się potoczna prawda, że łatwiej tytuł zdobyć, niż obronić? Porto, piękne Porto, ale nieprzychylne dla nas. Poziom, jaki tam prezentowaliśmy, był bardzo wysoki. Pewnie wygrywaliśmy wszystkie mecze, udowadniając, że będziemy w stanie obronić ten tytuł. Niestety, w meczu finałowym od połowy drugiego seta zaczął się mój dramat. Z niewytłumaczalnych przyczyn zapomniałem, jak gra się w siatkówkę plażową. Biorę pełną odpowiedzialność na siebie za to, że nie obroniliśmy tego tytułu. Wydaje mi 10

M

PAŹDZIERNIK 2011


wywiad

się, że za szybko usłyszałem  Mazurka  Dąbrowskiego  w  swojej głowie i to mnie zgubiło. Jednak przez cały turniej przeszliście jak burza, przed finałem straciliście tylko jednego seta. Jesteście zatem chyba zadowoleni z wyniku? Trzeba byłoby być szaleńcem, mówiąc inaczej. Po przełknięciu smaku porażki, przyszedł czas na wielką radość. Nie każdy może zostać wicemistrzem Europy do lat 23. Dla mnie najważniejszą lekcją, jaką wyciągnąłem, jest to, że potrafię grać w plażówkę i nabrałem pewności siebie. Na co dzień gracie w turniejach cyklu World Tour, tam zbieracie doświadczenie. Czy to pomaga w turniejach młodzieżowych? Doświadczenie z World Tour jest bardzo dużym handikapem, ale również doświadczenie z turniejów młodzieżowych jest ważnym przygotowaniem przed World Tour. Myślę, że zawodnicy powinni startować od najmłodszych lat, by później stać się dobrymi zawodnikami w seniorach. Jak wygląda życie siatkarza plażowego od kuchni? My widzimy tylko wasze mecze, a jednak macie długie przeloty, ciągle jesteście w podróży? Zwiedziliśmy już wszystkie kontynenty na Ziemi, graliśmy w bardzo dużej liczbie państw od Chin przez Brazylię, Stany Zjednoczone, Australię i w całej Europie. Mało kto w moim wieku może pochwalić się tym samym. To dla mnie wielka radość, ale jest też rzecz, za którą tęsknię najbarMyślę, że zawodnicy dziej na świecie – za powinni startować długimi, leniwymi dniaod najmłodszych lat, by mi w Polsce. Będąc tak później stać się dobrymi daleko od domu, ma się zawodnikami w seniorach dość ograniczony kontakt z najważniejszymi osobami w życiu, czyli z mamą i tatą, z przyjaciółmi czy partnerami życiowymi. Jest to duża udręka. Kolejnymi minusami są ciągłe zmiany łóżek i wielogodzinne, czasami nawet kilkudniowe, podróże z miejsca na miejsce. Ciągłe życie na walizkach, przyjazd do PAŹDZIERNIK 2011

M

11


wywiad

domu, wypakowanie brudnego, zapakowanie czystego – i dalej w świat. Lubię na to narzekać, ale w głębi duszy jestem szczęśliwy, bo nie mogę długo wysiedzieć w jednym miejscu. Dużo czasu spędzacie w tym samym składzie – z partnerem z drużyny i małym sztabem. Nie macie siebie czasem dość? Oczywiście, mamy siebie dość, ale też długo bez siebie nie potrafimy żyć. Często porównuję nas do starego małżeństwa: kiedy wiemy o sobie już wszystko, kiedy zdarzają nam się lepsze i gorsze dni, gdy wieMyślę, że dobre my, że w ważnych spraporozumienie daje wach dostaniemy szczerą komfort pracy odpowiedź, a gdy nie bęi przyjemność czerpaną dzie szczera, będziemy ze spędzanego czasu wiedzieli, że mówią tak, aby poprawić nam humor. Myślę, że dobre porozumienie na tym tle daje nam komfort pracy i przyjemność czerpaną ze spędzanego czasu. Oczywiście każdy z nas ma też chwile prywatności czy sposoby na spędzenie czasu wolnego bez zespołu, ale i tak wracamy do siebie. Turnieje są w wielu miejscach na świecie. Czy poza boiskiem i jego okolicami macie szanse na zwiedzanie? Zawsze zależy to tylko od nas. Bilety mamy zazwyczaj kupowane na okres od poniedziałku do soboty, więc jeśli gramy dobrze i wygrywamy mecze, to nie mamy czasu na zwiedzanie, bo jest koncentracja na turnieju. Jeśli odpadniemy za wcześnie, to czas znajdzie się i na zwiedzanie. Ma pan jakiś ulubiony turniej? A lbo najmniej lubiany? Zdecydowanie moim ulubionym turniejem jest ten w Starych Jabłonkach. W tym roku doszedłem do wniosku, że czekam na ten turniej jak małe dziecko na pierwszą gwiazdkę w Boże Narodzenie, aby otworzyć prezenty. To miejsce jest jakieś magiczne, sprawia, że chciałbym przeżywać ten turniej kilka razy na różny sposób. NajbarJestem typem, który lubi, dziej nie lubię turkiedy coś się dzieje nieju w Hadze. Nie lubię, kiedy wieje i jest zimno. 12

M

PAŹDZIERNIK 2011


wywiad

Czy ma pan jakiegoś ulubionego zawodnika, autorytet, na którym się wzoruje? Nie potrafię wymienić tylko jednej osoby. Każdy z zawodników ma w sobie jakąś cechę albo jakieś zagranie, które chciałbym podpatrzyć lub przyjąć do siebie. Pod względem bloku i wystawy ikoną dla mnie jest Phill Dalhauser, pod względem ataku Emanuel, ustawiania się na boisku Grzegorz Fijałek, postawy na boisku Tod Rogers, poza boiskiem David Klemperer. Plażówka staje się coraz popularniejsza w naszym kraju. W Starych Jabłonkach trybuny były pełne, ludzie zaczynają rozpoznawać zawodników. Czy czuje się pan już popularny? Zaczepiają pana ludzie na ulicy, proszą o autograf czy zdjęcie? Trzeba zacząć od tego, że już nie jestem popularny. Jedynymi sytuacjami, kiedy ktoś mnie na ulicy zaczepił, był rok 2007, gdy graliśmy jeszcze w mistrzostwach Polski seniorów, które były transmitowane w telewizji. Od tamtego momentu już się to nie zdarzyło, ale to mi nie przeszkadza. W zasadzie cały rok spędza pan na piasku. Czy wybierając miejsce wakacji, omija pan plaże? Tak, swoje wakacje spędzam przy hotelowym basenie. A mówiąc poważnie, to nie mam urazu do piasku i jeżeli miałbym okazję pojechać w piękne miejsce, gdzie mógłbym wylegiwać się na piasku, na pewno bym wybrał to miejsce. Jaki jest Michał Kądzioła prywatnie? Ciężko mi określić się samemu. Jestem typem, który lubi, gdy coś się dzieje, nie znoszę nudy. Lubię poznawać ludzi, słuchać ciekawych historii, robić szalone rzeczy. Lubię żyć pełnią życia. Ma pan jakieś zainteresowania niezwiązane z siatkówką? Kiedyś próbowałem grać na gitarze, nawet z kolegą z ławki z gimnazjum i kilkoma znajomymi spotykaliśmy się w piwnicy i graliśmy covery rockowych kawałków. Pewnego dnia trenerka dała mi wybór: albo siatkówka, albo muzyka. Wybór był prosty i tak skończyła się kariera szalonego rockmana. Uwielbiam obejrzeć dobre filmy, lubię przeciętne i oglądam od czasu do czasu te słabe. Kino pozwala mi mocno oderwać sie od plażówki i daje duży zastrzyk. pozytywnej energii. Pewnie jeszcze są tam jakieś inne zainteresowania, ale chwilowo nie przypominam sobie. PAŹDZIERNIK 2011

M

13


historia siatkówki plażowej

Historia

siatkówki plażowej Początki siatkówki sięgają XIX wieku, kiedy William G. Morgan wymyślił grę o nazwie Minonette. Stworzył sport halowy, zaznaczając jednak możliwość rozgrywania meczów na otwartej przestrzeni. Opcję tę szybko podchwycili mieszkańcy Hawajów, którzy przenieśli grę na swoje plaże. TEKST ANNA KLEPACZKO ZDJĘCIA     FIVB.COM


historia siatkówki

Początków siatkówki plażowej upatrywać należy w 1915 roku, kiedy mieszkańcy Hawajów zaczęli grywać na plaży. Rywalizacja odbywała się pomiędzy dwoma drużynami złożonymi z sześciu zawodników. Nie były to jednak oficjalne mecze na specjalnie wytyczonym boisku. Pierwsze takie miejsce zostało zbudowane na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych na plaży w Santa Monica w Kalifornii. Mecze były rozgrywane pomiędzy dwoma drużynami, jednakże nie było limitów graczy: zespoły ustalały pomiędzy sobą, ilu zawodników będzie na boisku. Sport bardzo szybko przyjął się w tamtej części świata. Do gry potrzebna była tylko plaża, piłka, siatka (często  tworzona  ze  sznurka)  oraz  strój  kąpielowy. W latach 30. powoli ustalał się system gry dwóch na dwóch zawodników. Pierwsze mecze w takiej formule rozegrano na pierwszym boisku do plażówki w Santa Monica. W latach 30. i 40. – w czasie II wojny światowej – siatkówka plażowa szybko zawitała na europejskie plaże. Żołnierze amerykańscy oddawali się tej rozrywce w wolnych chwilach, co szybko podpatrzyli mieszkańcy Francji, Bułgarii, Czech oraz Łotwy. W roku 1947 rozegrano pierwszy oficjalny turniej siatkówki plażowej w Kalifornii na plażach Santa

Monica. Regulamin turnieju przewidywał dwuosobowe drużyny męskie i grę do dwóch wygranych setów. Turniej wygrała para Saenez – Harris. Jednak organizator turnieju Bernie Holtzman nie przewidział żadnej nagrody za zwycięstwo. Pierwszym turniejem z nagrodą za wygraną był turniej w Kalifornii na plaży State Beach – zwycięzcy otrzymali skrzynkę Pepsi. W kolejnych latach siatkówka plażowa zyskiwała coraz większą popularność, stając się częścią życia mieszkańców Kalifornii podobnie jak surfing. Sport był kojarzony z plażą, słońcem, nowoczesną muzyką i wysportowanymi ludźmi. Nawet takie gwiazdy jak Marilyn Monroe interesowały się plażówką i ją popularyzowały. Szybko utworzono cykl rozgrywek, które odbywały się zarówno na zachodnim, jak i wschodnim wybrzeżu USA. Patronat nad tymi rozgrywkami objął nawet prezydent J.F. Kennedy. W latach 70. i 80. nastąpił szybki rozwój dyscypliny na świecie. W Stanach Zjednoczonych coraz więcej organizatorów turniejów oferowało nagrody pieniężne dla triumfatorów. Duże zainteresowanie sport wywołał na plażach w Brazylii. Właśnie w tym kraju rozegrano pierwszy turniej pod szyldem FIVB. W 1987 roku na plaży Ipanema w Rio de Janeiro najlepsi plażowcy walczyli o 22 tys. dolarów. Niepokonani PAŹDZIERNIK 2011

M

15


historia siatkówki

okazali się amerykanie Sinjin Smith i Randy Stoklos, którzy w tym czasie nazywani byli Królami Plaży. WORLD TOUR Pierwszy cykl rozgrywek męskich, podobny do znanego obecnie, odbył się w sezonie 1989/1990. Rywalizację World Series by FIVB zaplanowano w trzech krajach: w Brazylii, Japonii i we Włoszech. Całkowita pula nagród wynosiła 140 tys. dolarów. Największe zainteresowanie budziły rozgrywki w Brazylii, na które wyprzedano wszystkie bilety, a chętnych do zobaczenia turnieju było znacznie więcej. Mistrzami świata zostali Sinjin Smith i Randy Stoklos. Pierwszy cykl rozgrywek żeńskich zorganizowano trzy lata po męskich, w sezonie 1992/1993. Kobiety swój debiutancki turniej rozegrały w Almerii w Hiszpanii. W tym samym roku FIVB zadecydowało o stworzeniu specjalnego departamentu zajmującego się tylko siatkówką plażową. W kolejnych latach rozwijały się rozgrywki międzynarodowe, coraz więcej par chciało walczyć o zwycięstwo. Pula nagród powię16

M

PAŹDZIERNIK 2011

kszyła się do 10 mln dolarów, a rywalizacja objęła cały świat. Siatkarzy plażowych możemy obecnie oglądać na plażach każdego z kontynentów poza Antarktydą. W ostatnich latach rozgrywki przemianowano na SWATCH FIVB World Tour. Wzrosła ich popularność, a zawodnicy walczą w cyklu obejmującym rozgrywki Open (z niższą pulą nagród) oraz Grand Slam (z wyższą). Siatkarze i siatkarki zwiedzają cały świat. Grają nie tylko na naturalnych plażach, ale można ich spotkać także w Rzymie czy w Moskwie. IGRZYSKA OLIMPIJSKIE Długa historia plażówki na świecie nie oznacza, że szybko zawitały na igrzyska olimpijskie. Zagościły na nich po raz pierwszy w Barcelonie w 1992 roku jako gra pokazowa. Ale już cztery lata później zawodnicy walczyli o medale olimpijskie w Atlancie. Do rozgrywek zgłosiło się 600 zawodników z 42 krajów. W turnieju męskim zwyciężyli amerykanie Karch Kiraly i Kent Steffes, a w żeńskim – Brazylijki Jackie


historia siatkówki

Silva i Sandra Pires. Siatkówka plażowa okazała się prawdziwym hitem igrzysk. Ludzie chętnie przychodzili na trybuny, aby dopingować najlepszych. Kolejne igrzyska olimpijskie przynosiły triumfy reprezentantom Brazylii i USA, którzy prowadzą w tabelach medalistów. Zbliżają się te w Londynie w 2012 roku. Po dobrych występach Polaków w World Tour w 2011 roku możemy mieć nadzieję, że do stawki medalistów dołączy para Grzegorz Fijałek i Mariusz Prudel, zdobywając pierwszy historyczny medal dla Polski. MISTRZOSTWA ŚWIATA Mistrzostwa świata w siatkówce plażowej mają krótszą historię niż zmagania olimpijskie w tej dyscyplinie. Odbywają się od 1997 roku, kiedy na plażach w Los Angeles o medale walczyły 32 pary męskie i 32 żeńskie. Niepokonani okazali się Brazylijczycy. Turniej żeński wygrały Sandra i Jackie Silva, zaś męski – Para i Guilherme. Mistrzostwa rozgrywane są co dwa lata. Podobnie jak podczas igrzysk olimpijskich najlepsze zwykle okazują się pary z Brazylii i USA.

Jedynie dwa razy w turnieju męskim triumfowali reprezentanci innych krajów (Argentyńczycy w 2001 roku oraz Niemcy w 2009 roku). Ostatnie mistrzostwa świata rozegrane zostały w czerwcu 2011 roku w Rzymie (szczegółowy opis turnieju prezentowaliśmy w numerze lipcowym miesięcznika – przyp. red.). Kolejne w 2013 roku odbędą się w polskiej stolicy plażówki, czyli w Starych Jabłonkach. Już dziś zapraszamy na trybuny! Siatkówka plażowa wciąż się rozwija, coraz więcej ludzi kibicuje zawodnikom i coraz więcej ich pojawia się na trybunach. To bardzo widowiskowa dyscyplina sportu, dlatego również Państwa zachęcamy do śledzenia zmagań plażowiczów, szczególnie że polskie pary coraz wyżej pną się w światowych rankingach.

W kolejnym numerze zapraszamy na podsumowanie sezonu 2011 w siatkówce plażowej ze szczególnym uwzględnieniem osiągnięć Polaków PAŹDZIERNIK 2011

M

17


memoriały

Memoriałów ci u nas dostatek... Hubert Jerzy Wagner, Arkadiusz Gołaś, Zdzisław Ambroziak, Agata Mróz-Olszewska – memoriały ich imienia są znane każdemu kibicowi siatkówki nad Wisłą. Imprez mających uczcić pamięć osób związanych z tym sportem jest jednak więcej. TEKST    ANNA DMOCHOWSKA ZDJĘCIA     ALEKSANDRA FLASZA, PAULINA SIEWIERSKA

Wrzesień tego roku nie poskąpił memoriałów, a swoiste preludium do nich stanowił rozegrany jeszcze w sierpniu turniej upamiętniający Huberta Jerzego Wagnera. Mniej lub bardziej znane turnieje poświęcone pamięci osób, które miały duży wkład w promowanie siatkówki na skalę lokalną, krajową lub szerszą odbywają się poza sezonem ligowym, zwykle w okresie przygotowawczym. Te zyskujące coraz większą rangę, jak memoriały Huberta Wagnera i Agaty Mróz-Olszewskiej, mają zasięg międzynarodowy i odbywają się w trakcie sezonu reprezentacyjnego, a udział w nich biorą kadry narodowe. Skąd jednak pomysł na tego typu turnieje? Według słowni18

M

PAŹDZIERNIK 2011

ka języka polskiego memoriał to zawody sportowe organizowane w celu uczczenia czyjejś pamięci. Genezą konkretnego memoriału staje się więc życie osoby patrona zawodów i jej związek z daną dyscypliną. Przyjrzyjmy się zatem kilku  memoriałowym  rodowodom. MEMORIAŁY BIAŁO-CZERWONE Wieloletni reprezentant Polski i kapitan kadry narodowej, współczesnym kibicom siatkarskim lepiej znany jako wyśmienity trener, którego interesowało tylko i wyłącznie złoto – z prowadzonymi przez siebie siatkarzami przywiózł

dwa: z mistrzostw świata w Meksyku w 1974 roku i igrzysk olimpijskich w Montrealu w 1976 roku. W 1975 i 1983 roku doprowadził męską kadrę do srebrnych medali mistrzostw Europy. Szkoleniowcem reprezentacji mężczyzn był trzykrotnie: w latach 1973-1976, 1983-1986 i 1996-1998, ale przez rok trenował również zawodniczki reprezentacji Polski (1978-1979). Pracował także z kadrą Tunezji, w tureckim klubie, a przez wiele lat prowadził – w większości męskie – polskie pierwszoligowe zespoły. Zginął 13 marca 2002 roku w wypadku samochodowym. Pierwszy turniej jego imienia odbył się nieco ponad rok później, w sierpniu 2003 roku. Wtedy też zaczęła two-


memoriały

rzyć się fundacja, ostatecznie powołana do życia w styczniu 2004 roku. Od tamtego czasu odbyło się już dziewięć turniejów z międzynarodową obsadą, z których pierwszy rozegrano w Olsztynie, następnie poszerzono o Iławę, Ostródę i Elbląg, by od 2009 roku wyruszyć w tournée po kraju. Pierwsza reprezentacja Polski triumfowała w imprezie, odbywającej się zwykle na dwa tygodnie przed tą najważniejszą w sezonie, trzykrotnie. Również trzy razy przedstawiciele biało-czerwonych występowali jako kadry A i B, a najczęstszym gościem zagranicznym byli Ho-

lendrzy, którzy z połowy z czterech wizyt wyjeżdżali jako triumfatorzy. Rok 2012 zamknie pierwszą dekadę rozgrywanego najdłużej wśród siatkarskich turniejów tego typu w Polsce XXI wieku: Memoriału Huberta Jerzego Wagnera. Do reprezentacji seniorskiej trafiła wprost z drużyny akademickiej w Ostrowcu  Świętokrzyskim. Kontrowersyjne powołanie szybko okazało się strzałem w dziesiątkę, a siatkarka dwukrotnie przyczyniła się do zdobycia złotych medali mistrzostw Europy (2003, 2005). W ligowej rzeczywistości

została mistrzynią Polski z BKS Stal Bielsko-Biała, z którą dwukrotnie triumfowała też w Pucharze Polski. Na rok przeniosła się do hiszpańskiego Gruppo 2002 Murcia, z którym sięgnęła po mistrzostwo i puchar kraju, a także Top Teams Cup. Występowała tam wraz ze swoją przyjaciółką z siatkarskich boisk Małgorzatą Glinką-Mogentale. Tylko przez rok, gdyż w 2007 roku zmuszona była przerwać karierę sportową, do której już nie powróciła. Od 17. roku życia walczyła bowiem z poważną chorobą szpiku. Wówczas udało się pokonać chorobę, ale pod koniec

PAŹDZIERNIK 2011

M

19


memoriały

2006 roku nastąpił jej nawrót i zawodniczka musiała wrócić do wzmożonej walki o swoje zdrowie i życie. Po przerwaniu kariery przez środkową zapadła decyzja o konieczności przeszczepu szpiku kostnego. Termin operacji musiał jednak zostać przełożony – siatkarka zaszła w ciążę i chciała urodzić dziecko. Nieco ponad miesiąc po porodzie przeszła przeszczep, jednak po 14 dniach od udanego zabiegu na skutek infekcji zmarła. Podczas walki z chorobą apelowała, by oddawać krew i rozpoczęła kampanię na rzecz dawstwa szpiku. Sama miała rzad-

20

M

PAŹDZIERNIK 2011

ką grupę krwi, a zapoczątkowana przez nią akcja mogła pomóc nie tylko jej, ale też wielu innym chorym. Owocem tej działalności jest Fundacja 777, która w 2009 roku współorganizowała I Memoriał im. Agaty Mróz-Olszewskiej, podczas którego poza sportową rywalizacją czołowych żeńskich zespołów klubowych z Polski, Hiszpanii i Rumunii można było oddać krew oraz przejść badanie jako potencjalny dawca szpiku. Kolejne dwie edycje imprezy podtrzymywały tę ideę, rozpowszechniając ją już nie tylko wśród kibiców zespołów klubowych, a reprezentacji narodo-

wych. W tegorocznym III memoriale, odbywającym się w dniach 9-11 września, udział wzięły kadry z Polski, Chorwacji, Słowacji oraz Rosji. Triumfowała Sborna, przed drużyną gospodyń i chorwackich siatkarek. KLUBOWO KU PAMIĘCI SIATKARZY Kolejny młody, zdolny, o „stratosferycznym zasięgu” i „atomowej zagrywce” przedwcześnie opuścił ten świat. Urodzony w Przasnyszu, całą młodość spędził w Ostrołęce,


memoriały

w której stawiał pierwsze siatkarskie kroki. Zaczynał w wieku dziesięciu lat, ale odkrył go dopiero Krzysztof Felczak pięć lat później, proponując grę w stołecznym MOS-ie Wola. W 1998 roku trafił do kadry kadetów, a rok później na jego szyi zawisł medal mistrzostw świata w Arabii Saudyjskiej. Z warszawską drużyną zdobył pierwszy – i jedyny – złoty medal mistrzostw Polski w 2000 roku. Tuż po tym podpisał kontrakt z klubem AZS Częstochowa, którego barwy reprezentował przez 4 lata. W wieku 23 lat rozpoczęła się jego włoska przygoda z siatkówką. Po roku gry w Padwie na początku czerwca 2005 roku podpisał trzyletni kontrakt z czołowym zespołem nie tylko włoskiej Serie A, ale i Europy: Lube Banca Macerata. Tuż po jednym z osobistych – przekładanym z powodu kwalifikacji do mistrzostw świata ślubie – miały się spełnić jego siatkarskie marzenia. Nie zdążyły… Zginął 16 września 2005 r. na autostradzie A2 w Griffen koło Klagenfurtu w drodze do nowego klubu. W reprezentacji Polski, do której po raz pierwszy został powołany w 2001 roku przez Ryszarda Boska, mógł rozegrać o wiele więcej niż nieco ponad osiemdziesiąt meczów. Został pochowany w Ostrołęce, gdzie jego imieniem została nazwana hala sportowowidowiskowa, w której corocznie od czerwca 2006 roku odbywa się Memoriał Arkadiusza Gołasia. Tak nazwana impreza nadal po-

myślnie funkcjonuje w Ostrołęce, a udział w niej biorą młodzicy. Niemniej i turniej, którego ostatnia VII edycja odbyła się w dość skromnej oprawie, ponieważ jedynie z udziałem Tytana AZS Częstochowa i Farta Kielce, nosi nazwę memoriału. Tylko za pierwszym razem zorganizowano go na północy Polski. Druga edycja trafiła do Częstochowy, a kolejna – do Kępna. Potem już na stałe zagościła  w  hali  Polonia. Długa i ciężka choroba w 2004 roku zakończyła życie innego siatkarza, współczesnym kibicom bardziej znanego z cyklu felietonów „Od ściany do ściany” czy jako komentatora telewizyjnego siatkówki i tenisa. Zawodnik warszawskich klubów: Orła, Spójni, AZS AWF i Skry, największe sukcesy krajowe odniósł ze stołeczną drużyną akademicką, z którą trzykrotnie zdobył tytuł mistrza Polski (1965, 1966, 1968), dwukrotnie wicemistrza (1967, 1970) i raz został brązowym medalistą (1969). W latach 1963-1972 rozegrał 220 meczów w reprezentacji Polski, z którą uczestniczył w igrzyskach olimpijskich w Meksyku w 1968 roku i cztery lata później w Monachium. Niepowodzenia na tych ostatnich rzuciły go do Włoch, gdzie najpierw został trenerem, a potem znów założył strój zawodnika. W sumie spędził tam 12 lat, zyskując miano giganta i mistrza ścinania. Z mediami związany był od 1969 roku,

gdy zadebiutował w „Sportowcu”. Przez 20 lat współpracował z tygodnikiem „Polityka”, a ostatnie jedenaście poświęcił felietonistyce w „Gazecie Wyborczej”. To jednak przygoda z telewizją, rozpoczęta w TVP w 1986 roku, sprawiła, że kibice okrzyknęli go magikiem mikrofonu. Do dziś dziennikarze sięgają po jego słowa. To on powiedział, że „szczęście siedzi okrakiem na siatce” i „co by było, gdyby nie było Piotra Gruszki? Otóż trza byłoby go wymyślić!” Ci, którzy mieli okazję słyszeć na żywo jego komentarze, na pewno nie zapomną okrzyku: „Ka-ta-stro-fa!”. Jego osobę upamiętnia organizowany od 2006 roku tuż przed startem ligi Memoriał Zdzisława Ambroziaka. Gospodarzem turnieju jest klub AZS Politechnika Warszawska – zespół ze stołecznego środowiska, z którym Zdzisław Ambroziak związany był przez długie lata. Piątą edycję memoriału wygrał Fart Kielce przed ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle i AZS-em Częstochowa. Inżynierowie w rok po pierwszym zwycięstwie w imprezie znów zakończyli ją na ostatnim miejscu. LOKALNY PATRIOTYZM W WYDANIU GLOBALNYM Bez takich jak on nie byłoby pięciokrotnego mistrzostwa Polski, ośmiu srebrnych i dziewięciu brązowych medali mistrzostw Polski, PAŹDZIERNIK 2011

M

21


memoriały

siedmiokrotnego triumfu w Pucharze Polski ani drugiego i trzeciego miejsca w Pucharze Zdobywców Pucharów (czyli aktualnie Ligi Mistrzów). Od 1950 roku był wykładowcą Katedry Chemii Ogólnej Wyższej Szkoły Rolniczej (późniejszej Akademii Rolniczo-Technicznej, która po połączeniu z dwoma innymi placówkami w 1999 roku utworzyła Uniwersytet Warmińsko-Mazurski – przyp. red.), od 1954 roku dziekan Wydziału Rolniczego. W 1952 roku powołał do życia chór akademicki, który do dziś nosi jego imię. W 1957 roku udała się do niego delegacja młodzieży akademickiej z prośbą, by objął funkcję prezesa w założonym siedem lat wcześniej klubie środowiskowym AZS. Propozycja go zaszokowała, gdyż nie znał dotychczas życia sportowego uczelni – po dłuższym milczeniu wyraził jednak zgodę. Z czasem polubił sport, a zwłaszcza siatkówkę, której został wiernym kibicem, przyjacielem i mecenasem oraz pomysłodawcą corocznego międzywydziałowego turnieju w siatkówce z okazji Święta Pracy. Współcześnie w Olsztynie i okolicznych miastach odbywa się turniej poświęcony pamięci zmarłego w 1969 roku, czyli tuż przed początkiem ery największych sukcesów siatkarskiej sekcji AZS-u, wykładowcy i prezesa: Memoriał im. profesora Wiktora Wawrzyczka. W rok po obchodach 60-lecia kortowskiego klubu, które uczczono 22

M

PAŹDZIERNIK 2011

międzynarodową obsadą imprezy – poza Indykpolem AZS UWM Olsztyn i Delectą Bydgoszcz udział w niej wzięły rosyjskie DynamoJantar Kaliningrad oraz francuskie Tours VB – memoriał odbył się z mniejszym rozmachem: w obsadzie zespołów z II ligi AZS UWM Olsztyn, Zawkrze Mława, AZS Uniwersytet Warszawski Olsztyn oraz drużyny Indykpolu AZS Olsztyn z Młodej Ligi. Na koniec wspomnienie twórcy największych sukcesów reszowskiej siatkówki. To on jako młody, zaledwie 25-letni trener objął drugoligową CWKS Resovię, z którą po dwóch latach, w 1969 roku, awansował do I ligi. Rok później drużyna zajęła 3. miejsce w mistrzostwach Polski, a już w 1971 roku właśnie ten szkoleniowiec w duecie z Władysławem Pałaszewskim doprowadził Resovię do pierwszego mistrzostwa Polski, a potem do kolejnych trzech. Spora w tym zasługa stworzonej przez niego „podwójnej krótkiej”, która długo była zagraniem charakterystycznym tylko dla Resovian. Ten siatkarski innowator wychował też wielu reprezentantów kraju, mistrzów świata i olimpijczyków – prowadzony przez niego zespół do dziś uznawany jest za najlepszą klubową drużynę w historii polskiej siatkówki, ponieważ nieczęsto zdarza się, by kluczowi reprezentanci Polski siedzieli na ławce rezer-

wowych. A to w rzeszowskiej drużynie z lat 70. było na porządku dziennym. Szkoleniowiec zmarł ostatniego dnia sierpnia 2007 roku. W 2009 roku jego imię nadano rzeszowskiej hali Podpromie, w której swoje mecze rozgrywa Resovia. Od dwóch lat odbywa się tam memoriał nazwany Międzynarodowym Turniejem im. Jana Strzelczyka. W pierwszej edycji – poza gospodarzem – wystąpiły Copra Morpho Piacenza, Fenerbahce Stambuł i Remat Zalau, a w drugim Hypo Tirol Innsbruck, Remat Zalau oraz Tours VB. W obu edycjach triumfował zespół spadkobierców „mistrzów podwójnej krótkiej”. WRZESIEŃ W MEMORIAŁY BOGATY Wszystkie opisane memoriały poza turniejem ku pamięci Huberta Wagnera w roku 2011 odbywały się we wrześniu, głównie w jego pierwszej połowie. Trzeci Memoriał Agaty Mróz-Olszewskiej wygrany przez Rosję rozgrywano od 9 do 11 września. W tym samym czasie walczyli drugoligowcy i zespół Młodej Ligi w olsztyńskim Memoriale prof. Wawrzyczka, w którym triumfowali kortowscy przedstawiciele II ligi. Siódmą edycję Memoriału Arkadiusza Gołasia, w której zwyciężył Fart Kielce, zrealizowano 9 września. Memoriały Zdzisława Ambroziaka i Jana Strzelczyka, w których triumfowa-


memoriały

ły odpowiednio Fart Kielce i Asseco Resovia Rzeszów, odbyły się między 23 a 25 września. Mniejszych lub większych turniejów tego typu było jednak więcej. W Suwałkach 3 i 4 września zorganizowano II siatkarski Memoriał Józefa Gajewskiego ku pamięci długoletniego prezydenta miasta, w którym udział wzięły cztery ze-

społy pierwszoligowe, a wygrał ostrołęcki Pekpol. W Gorzowie Wielkopolskim zaś 16 i 17 września odbył się tradycyjny Memoriał im. Ryszarda Świątkiewicza upamiętniający zasłużonego trenera. Wygrał go miejscowy pierwszoligowy GTPS, którego rywalami byli również pierwszoligowy Joker Piła, drugoligowy AZS UAM Poznań oraz

siódmy zespół niemieckiej ekstraklasy Netzhoppers KW-Bestensee. Gdyby zagłębić się bardziej w ligową rzeczywistość na każdym szczeblu, można by mnożyć kolejne przykłady. Bydgoski Chemik w grudniu zapewne zorganizuje dziesiąty już turniej poświęcony pamięci jednego ze swych najlepszych zawodników, czyli     Memoriał  im.  Sławomira  Wedera…

PAŹDZIERNIK 2011

M

23


wywiad

Sławomir Gerymski: Chcemy zrobić krok do przodu MCKiS Energetyk Jaworzno w ostatnim sezonie pierwszej ligi uplasował się na mało zaszczytnej dziesiątej lokacie. O planach na najbliższy sezon, dyspozycji swoich młodych podopiecznych i poglądach na kwestię zamknięcia polskich lig siatkarskich opowiedział trener Sławomir Gerymski. ROZMAWIAŁ     MACIEJ SZEWCZYK ZDJĘCIA GRZEGORZ WALCZAK

Pomysł zamknięcia lig siatkarskich w Polsce – bo mówi się już nie tylko o PlusLidze, lecz także jej zapleczu – podzielił środowisko na dwa obozy. Co o takim rozwiązaniu myśli Sławomir Gerymski? Jakie są pozytywne i negatywne strony zamknięcia lig? Pozytywnych i negatywnych stron nie widzę, ponieważ nie było informacji, na jakich zasadach będzie funkcjonować I liga. Prezes Przedpełski wypowiadał się, iż chce udostępnić relacje telewizyjne z naszych meczów, jeżeli doda do tego grę o medale mistrzostw Polski, to wtedy można mniemać, że poszliśmy do przodu. Cały szereg specjalistów porównuje pomysł zamknięcia lig do rozwiązania znanego z amerykańskich NHL czy NBA, jednak równie wielu tego typu porównania wyśmiewa. Czy realia polskiej siatkówki tak bardzo odbiegają od amerykań24

M

PAŹDZIERNIK 2011


wywiad

skich: hokeja i koszykówki? Przede wszystkim odbiega mentalnością zawodników. My nie potrafimy grać o nic. Tam ludzie trenują i żyją swoją dyscypliną, zawsze walczą, bo „walka” to inaczej „uprawianie sportu”. A zamknięcie PlusLigi może spowodować, że w pewnym okresie zespoły nie będą miały o co grać, bo nie będą spadać do niższej ligi. Oby przez to nie opustoszały trybuny! Wróćmy do pańskiego zespołu. Skład jaworzniańskiej ekipy nie zmienił się zbytnio w stosunku do poprzedniego sezonu, w którym uplasowała się ona na 10. miejscu w lidze. Jakie są cele MCKiS podczas nadchodzących rozgrywek? Mamy podobny cel, jak w zeszłym sezonie: szkolić młodzież. Ja i mój zespół chcemy zrobić krok do przodu i zająć takie miejsce po rundzie zasadniczej, które umożliwi nam grę w play-offach. W meczach kontrolnych Energetyka nieregularną formę prezentował Paweł Adamajtis, który przeplatał świetne występy znacznie gorszymi. Czy receptą na stabilizację dyspozycji ataku jest sprowadzenie do klubu Patryka Łaby? Paweł jest zawodnikiem barZamknięcie PlusLigi dzo ambitnym, może spowodować, jestem spokojny że w pewnym okresie zespoły o jego formę podnie będą miały o co grać, bo czas ligi; Patryk nie będą spadać do niższej ligi przyszedł do nas uczyć się i występować w podwójnej roli, ponieważ jego talent pozwala mu grać również w  przyjęciu.  Taki  zawodnik  to  skarb  dla  każdego  trenera. Zapowiada się interesująca rywalizacja o miejsce w składzie MCKiS-u pomiędzy młodym libero Dawidem Kuryło a bardziej doświadczonym Damianem Sobczakiem. Wzajemnie wywierana presja ma zoptymalizować ich wyniki sportowe? Obaj libero to rocznik ’91, więc całe życie przed nimi. W lidze na pewno będzie grał lepszy – najważniejsze, że są przyjaciółmi, zatem  jest  między  nimi  tylko  sportowa  rywalizacja. PAŹDZIERNIK 2011

M

25


felieton

Mistrzostwa Europy okiem czeskiej reporterki TEKST     DARINA VYMĚTALIKOVÁ (Z JĘZYKA CZESKIEGO PRZEŁOŻYŁ MACIEJ SZEWCZYK)

26-28 SIERPNIA 2011, KATOWICE Ostatni test reprezentacji Czech przed Mistrzostwami Europy to katowicki Memoriał Huberta Jerzego Wagnera. Czesi nie wiedzą, że jedziemy kręcić film dokumentalny. Znają mnie, ale są przyzwyczajeni, że kręcimy raczej u nas, więc są zdziwieni, gdy pojawiam się na parkiecie Spodka przed meczem z Polską. Witamy się. Cieszę się, że ich widzę i jestem ciekawa ich formy. Mecz z Polakami wyszedł świetnie, ale nie przeceniam go. Polacy mogą pokazać jeszcze dużo więcej. Dużo bardziej zadowolona jestem z meczu z Italią – choć Włosi chyba nie grają na sto procent, Czesi trzymają się blisko nich, a wyniki wszystkich setów rozstrzygają się w końcówkach. Jedna z partii trwa ponad czterdzieści minut i nasz rywal wygrywa ją 38:36. Przeciwnie mecz z Rosją – on bardzo boli. Rosjan widzę jako największych faworytów nadchodzących mistrzostw Europy. Grają całkiem szybką siatkówkę, mimo że to prawdziwe olbrzymy. Po spotkaniu robię wywiad z Dmitrijem Muserskim i, choć siatkówka i hokej przyzwyczaiły mnie do obcowania z wielkimi facetami, to dla mnie dużo. W trakcie wywiadu polskie fanki podsuwają mu zeszyty, aby złożył autograf – w jego potężnej ręce zeszyt formatu A5 wygląda 26

M

PAŹDZIERNIK 2011

jak miniaturka, ma problemy, by w ogóle trafić podpisem w stronę. Nasza rozmowa jest bardzo powolna i rozwlekła. Nie dlatego, że angielski sprawia mu trudności – chodzi bardziej o jego sposób myślenia: rozległy i szeroki niczym syberyjska tajga. Zabawne jest porównywanie komentarzy telewizyjnych z różnych krajów: rosyjski komentator hokeja zawsze wypowiada chyba stokrotnie mniej słów niż brazylijski komentator piłki nożnej. Z powrotem jadą ze mną samochodem „Plátno” (Petr Pláteník) i „Kendy” (Petr Konečný). Autobus drużyny jest wolniejszy, a oni spieszą się do domów. Cieszą się na rozgrywany u nas czempionat, ale boją się o zainteresowanie kibiców. Tak to już w Czechach jest, że reprezentacja grywa mecze u siebie przy pustych trybunach... Zobaczymy. 10-13 WRZEŚNIA 2011, PRAGA Choć chętniej byłabym w Karlowych Warach, dostałam pracę w Pradze. Bezpośrednie transmisje na żywo z O2 Areny, wieczorami natomiast codzienny program podsumowujący mistrzostwa – przygotowuję go i prowadzę. Kiedy po raz pierwszy wchodzę do


felieton

15 WRZEŚNIA 2011, KARLOVE WARY

Grupa D rozgrywająca swoje mecze w O2 Arenie, to grupa śmierci. Po pierwszym dniu w pełni zgadzam się z tą opinią. Niemcy wcale mi się nie podobają: mają dobre jednostki, ale ich grze brakuje pomysłu, nie ma go ani trener, ani rozgrywający. Za to pozostałe ekipy są niebezpieczne. Słowacy odwalają kawał dobrej roboty, mają świetnych zawodników jak Diviš, Němec. Rozgrywający są mali, ale tym sprytniejsi, wychowani na czeskiej Extralidze: numer jeden Michal Masny (przed turniejem nabawił się kontuzji), Branislav Skladaný i Juraj Zaťko. Wszyscy przez wiele lat występowali w Czechach. Polacy może nie są tak silni, jak myślałam, ale oczywiście przebiją się do fazy play-off. Urzeka mnie Kubiak, ciekawy typ zawodnika: mały, ale dobry technicznie i zdyscyplinowany. Niezbyt podoba mi się z kolei Kurek. To świetny ofensywny siatkarz, którego brakuje nam w Czechach, ale zbyt rozpraszają go rzeczy dookoła. Chyba jeszcze musi dojrzeć mentalnie, ale będzie z niego wielki siatkarz. Bułgarzy – to znaczy Nikołow i Kazijski. Reszta nic ciekawego nie pokazuje i jest jasne, kto będzie grać najwięcej. Na początek przegrywają ze Słowakami, ale za to winię troszkę trenera Radostina Stojczewa. Kiedy w trzecim secie jego ekipa wreszcie zebrała się i zaczęła grać, Słowacy byli bezsilni. On jednak w czwartej partii wszystkich zdjął, a podopieczni trenera Zaniniego złapali drugi oddech. Gdyby na parkiecie zostały gwiazdy, może tie-break wypadłby  inaczej.

reklama

O2 Areny, czuję się wyjątkowo. Jako dziennikarka hokejowa jestem tu często (gra tutaj Slavia Praga), ale widzieć to miejsce bez band i boksów dla rezerwowych – to niezwykłe. Specjalna nawierzchnia położona jest na lód i choć jest odizolowana, odczuwa się chłód. Czescy gracze są do tego przyzwyczajeni (hala w Karlowych Warach także jest hokejowa i ma taraflex na lodzie), ale pozostali czasem chodzą zbadać miejsce, gdzie kończy się taraflex, a pojawia lód. Niektórzy kupili sobie podkładki, a przed meczem rozciągają  się  na  nich.

PAŹDZIERNIK 2011

M

27


felieton

Pierwsze dni mistrzostw spędzam w O2 Arenie, a wieczory w studiu. Dopiero w środę mogę zajrzeć na chwilę do Warów, ale jako że wieczorem nadaję z praskiego studia, muszę jechać własnym samochodem, w tajemnicy i tempem kierowcy testowego Formuły 1. Czesi grają z Polakami. Witam się z graczami, ale niezbyt wylewnie – jednak jestem tu dzisiaj prywatnie, a oni wyglądają na dość skoncentrowanych, nie chcę przeszkadzać. Czesi grają całkiem sympatycznie. Na szczęście wreszcie zaskoczył Jan Štokr, pierwsze sety fantastycznie rozegrał Lukáš Ticháček. W Polsce mają się z czego cieszyć, to sprytny zawodnik. Bardzo specyficzny charakter, na boisku wygląda na permanentnie złego, nie lubi robić wywiadów, ale z kibicami rozmawia. Niestety, Petr Pláteník, który do tego momentu jest najlepszym czeskim graczem,  rozgrywa  kiepskie  zawody. Czesi pozwalają wytrącić się z równowagi złym decyzjom tureckiego arbitra (nie popisał się także w O2 Arenie), a Polacy odwracają wynik meczu. Główny udział ma w tym Kubiak. Cholera, wiedziałam, że jest niebezpieczny! Po spotkaniu wszyscy – trener Svoboda i gracze – są załamani. Jeden mecz zadecydował o sukcesie i porażce. Wystarczyło ograć Polaków, a cel związku byłby wypełniony: miejsce w szóstce. Taka praca, a po czterech dniach ekipa jest poza turniejem. Jak wielka to różnica chociażby w porównaniu trwającymi mistrzostwami świata w rugby, które gra się półtora miesiąca w jednym  miejscu. 17-18 WRZEŚNIA 2011, ZNOWU PRAGA Każdego dnia, w którym rozgrywane są spotkania, nadaję wieczorny program z mistrzostw Europy z reportażami, wywiadami, statystykami. Wszystko aktualne. Opracowujemy materiały, które przesyła mi kolega z Wiednia. Wolałabym być na miejscu, ale mam dwuletniego syna, poza tym redakcyjny reporter ma pierwszeństwo, będąc tam – logiczne jest, że woli miej28

M

PAŹDZIERNIK 2011

scową akredytację. Przynajmniej w reżyserce mogę śledzić oba półfinały. Pierwszy (Polska – Włochy) jest w porównaniu z drugim (Rosja – Serbia) jak słabo zaparzona herbata przeciwstawiona dwunastoletniej whisky. Rosjanie i Serbowie grają łącznie prawie trzy godziny, jest tam wiele zwrotów akcji, zmieniających „właściciela” piłek setowych i meczowych. Ostatecznie zwycięstwo Serbów 15:13, przy czym matchball jest złym werdyktem sędziego, który nie zauważa dotknięcia piłki przez blok siatkarzy z Bałkanów. Mogę mu to wybaczyć, gdyż nie ma takiego luksusu, jak kilka powtórek w zwolnionym tempie, które ja mam w cieple i spokoju reżyserki. To ciekawe, jak kończy mój największy faworyt mistrzostw. Przed meczem o brąz postawiłabym na Polaków, chociażby po tym, jak pokonani półfinaliści zachowują się podczas wywiadów. Piotr Gruszka rozmawia bardzo sympatycznie, pokornie. Mówi, że w półfinale to nie była Polska, do której przywykliśmy, ale że to się naprawi. Na koniec słyszę: „Wciąż jest o co walczyć”. Z drugiej strony Władimir Alekno nie mówi o „małym finale” ani słowa i ani przez chwilę nie kryje załamania. Ciągle wraca do tego dotknięcia piłki przez serbski blok. Mecz potwierdza moje przewidywania. Nie chcę w żaden sposób umniejszać osiągnięcia Polaków, ale Rosjanie zwyczajnie nie grali o brąz.  I  tak  trzecia  lokata  Polski  jest  sympatyczna. Finał to spełniony sen kibica siatkówki. Siwiejący, sympatyczny Miljković, włoskie szachy, zacięte końcówki, wreszcie emocje i łzy na końcu. Serbom się udało. Mimochodem Czechy przynoszą Serbii szczęście – ostatni tytuł Serbowie wywalczyli w roku 2001 na ME w Ostrawie. Czempionat kończy się, jestem zadowolona z tego, co przeżyłam, ale nie mam nawet pół dnia na swoje przemyślenia – jutro zaczynam nowy program w telewizji, muszę pracować. Po finale nie idę spać, całą noc pracuję. No i nie mówię już o tym, że już za tydzień startują mistrzostwa Europy kobiet – też z udziałem reprezentacji Czech...


KONKURS! Do wygrania piłka z podpisami siatkarzy Skry Bełchatów: Mariusza Wlazłego Barosza Kurka Miguela Falaski   Daniela Plińskiego   Pawła Zatorskiego   Konstantina Čupkovicia

Trener Skry Jacek Nawrocki to wychowanek Lechii Tomaszów Mazowiecki. Jak nazywa się znany atakujący, który rozpoczął poprzedni sezon w tym klubie, po czym przeniósł się do PlusLigi, w której sezon zakończył?

Odpowiedzi prosimy przesyłać do 27 października na adres matchball.redakcja@gmail.com w temacie wpisując – PAŹDZIERNIKOWY KONKURS. Nazwisko zwycięzcy wylosowanego spośród osób, które nadeślą właściwą odpowiedź, zamieścimy w kolejnym numerze miesięcznika.


felieton

Polski kibic na huśtawce TEKST MACIEJ SZEWCZYK ZDJĘCIE      PAULINA SIEWIERSKA

PRZEDTURNIEJOWA BESSA Przed mistrzostwami Europy 2011 morale polskich kibiców było chyba najniższe od lat. Po przegranym Memoriale Wagnera trener Andrea Anastasi przyznał, że czas najwyższy na panikowanie. Żartował czy nie? – głowili się fani nad Wisłą. Oto ekipa mistrzów Starego Kontynentu sprzed dwóch lat miała jechać bronić tytułu bez atakującego (po kontuzji Zbigniewa Bartmana i niepowołaniu Mariusza Wlazłego włoski selekcjoner miał do dyspozycji dalekich od szczytu formy Piotra Gruszkę i Jakuba Jarosza) i rozgrywającego. Pozycja kierującego grą kolegów wzbudziła niemałe kontrowersje, ponieważ powracający do kadry Łukasz Żygadło miał tylu przeciwników, ilu zwolenników. Drugi „sypacz” trydenckiego giganta faktycznie w okresie przedturniejowym nie zachwycał finezją rozegrania: nie wykorzystywał potencjału drzemiącego w polskich środkowych, przytłaczającą większość piłek kierował do momentami słaniającego się ze zmęczenia Bartosza Kurka. Przeżyłem nieliche zasko30

M

PAŹDZIERNIK 2011

czenie, kiedy podczas któregoś ze sparingów pomiędzy Ligą Światową a mistrzostwami Europy mój serdeczny kolega trafnie odgadł kilka kolejnych zagrań Żygadły jeszcze przed ich wykonaniem. Ale fani Łukasza odbijali piłeczkę: Z pustego to i Salomon nie naleje, nie ma przyjęcia, to i rozegrania brak – mówili. Przed rozpoczęciem turnieju morale kibiców biało-czerwonych leżało potłuczone i kwiliło cichutko. Generalna opinia o szansach Polaków zamykała się w lapidarnym: trzy mecze i do domciu. Opinie o „wakujących” pozycjach w reprezentacji znalazły odzwierciedlenie w sondzie przeprowadzonej na portalu internetowym Matchballa: na pierwszych trzech lokatach uplasowali się w niej atakujący Zbigniew Bartman i Mariusz Wlazły oraz rozgrywający Paweł Zagumny. Największe lanie biało-czerwoni mieli dostać od prowadzonych przez Raula Lozano Niemców, o których szumnie mówiło się jako o potencjalnym czarnym koniu. Tymczasem...


felieton

HOSSA PO MECZU OTWARCIA Tymczasem Niemcy zawiedli i przegrali wszystkie mecze. Ekipa trenera Anastasiego bez większych trudności pokonała zachodnich sąsiadów w swoim pierwszym meczu rozgrywanej w Pradze fazy grupowej. Dziwny system rozgrywek sprawił, iż ta jedna jedyna wygrana dała biało-czerwonym awans do spotkań barażowych. Przykładając awans do fazy play-off do przedturniejowych czarnych wdów, było nieźle. Wśród kibiców pojawiła się nutka optymizmu. Druga fala krytyki spłynęła na ekipę znad Wisły po meczu ze Słowakami. Taka, a nie inna, formuła turnieju wręcz zapraszała do kalkulowania. Obok Polaków (ze zrozumiałych względów) najgłośniej o braku ambicji orłów Anastasiego krzyczeli skrzywdzeni Bułgarzy, których ulubieńcy trafili na niesamowitą Rosję. Jeśli chodzi o internetowych proroków, podzielili się na dwie grupy – obok hurraoptymistów poja-

wiła się niemała frakcja kraczących wniebogłosy czarnych ptaszysk: Z Czechami nie mamy najmniejszych szans. O, Słowacy dopiero nas nauczą moresu. Ha, Włosi wygrali – teraz Rosja, zobaczymy, co wyjdzie z tych kalkulacji... Po zwycięstwie nad Rosjanami w meczu o trzecie miejsce coś w kibicach pękło. Niektórzy źli prorocy zwiesili pokornie głowy, inni jęli szukać nowej okazji do narzekania, część przywdziała biało-czerwone stroje fanów i przyjechała na Okęcie. Tradycyjnie jużnie obyło się bez scen, które stale mnie w części polskich „kibiców” urzekają. Ilustracją niech będzie zasłyszany na lotnisku Chopina dialog: - Oo, a kto to jest? - No, Możdżonek. - Ja muszę mieć jego autograf! - Jego już masz! Cieszy bezgraniczna miłość fanów do ulubieńców i żywe zainteresowanie ulubioną dyscypliną sportową, nieprawdaż? PAŹDZIERNIK 2011

M

31


Spotkałem na swojej drodze wielu wspaniałych ludzi i trenerów, dzięki którym fascynacja siatkówką wyrosła na numer jeden w moim życiu


wywiad

Wojciech Serafin: Nie powinno się wracać do „tamtego” Trefla Wojciech Serafin – libero LOTOSU Trefla Gdańsk opowiada o powrocie na salony. ROZMAWIAŁA     LUDMIŁA KAMER ZDJĘCIA      PAWEŁ PIOTROWSKI

Pierwszy mecz za wami. Mecz trochę niewykorzystanych szans. Z jakim nastawieniem wychodzi się na spotkanie ze Skrą, która jest niezaprzeczalnym faworytem? Zawsze wychodzi się na mecz z nastawieniem na zwycięstwo. My do meczu ze Skrą wyszliśmy chyba trochę stremowani, na początku nie udawało nam się dobrze w nie wejść. Skra od początku grała dobrze, zespół się zna i jest doświadczony. My natomiast mamy nową drużynę. Stanęliśmy obok siebie na boisku zaledwie kilka razy i chyba dlatego ten początek tak wyglądał. W drugim secie objęliście prowadzenie, jednak zagrywka bełchatowian zrobiła swoje. W drugim secie zabrakło nam właśnie tego zgrania, tego momentu w którym należało przetrzymać Skrę. Rywal męczył nas zagrywką, a my nie potrafiliśmy go powstrzymać. Myślę, że gdybyśmy trochę lepiej się znali, to powstrzymanie Skry w tym secie byłoby możliwe, a wówczas może mielibyśmy chociaż punkt po pierwszym meczu. PAŹDZIERNIK 2011

M

33


wywiad

Spotkanie zrobiło się jednak zacięte, a gra się wyrównała. To dobry prognostyk przed kolejnymi spotkaniami? Tak, to dobry prognostyk. To jest właśnie Skra, ich trzeba umieć w odpowiednim momencie przetrzymać, boto jest na tyle doświadczony zespół, że oni sobie „ustawiają” rywali. Nie ma ludzi, którzy nie popełniają błędów i Skrze również się one przytrafiają - ona też prędzej czy później zacznie je popełniać. Trefl po przerwie wrócił na salony, co, niestety, powoduje różnego rodzaju porównania. Nie chcę wypominać, ale tamten beniaminek też zaczął sezon od wyniku 1:3 w meczu ze Skrą. Powtórzył się tylko wynik. Natomiast jako zespół jesteśmy zupełnie inni, wystarczy porównać zawodników na poszczególnych pozycjach. Ja też o tym wszystkim trochę sobie myślałem i osobiście twierdzę, że nie ma co porównywać, a wręcz nawet nie powinno się wracać do „tamtego” Trefla.

34

To wracanie do “tamtego” Trefla chyba nie pomaga tej drużynie? Ja o tym nie myślę i staram się nie słuchać tego typu komentarzy. Wszyscy zawodnicy, którzy w swojej karierze spadli z ligi, wiedzą, ile to kosztuje i jak trudno jest się po takim spadku podnieść i wrócić do gry. Każdy z zawodników robi wszystko, naprawdę wszystko, by taka sytuacja się nie powtórzyła.

jestem pod wrażeniem tego, jak licznie kibice zgromadzili się w hali, stworzyli wspaniałą atmosferę i życzyłbym sobie oraz swojej drużynie, aby taki klimat był na każdym meczu. Myślę, że jeżeli kibice nam zaufają, to my postaramy się odwdzięczyć dobrą grą.

W meczu ze Skrą zadebiutowałeś w hali Ergo Arena, ale i na nowej pozycji – przeszedłeś z przyjęcia na libero... Tak, to debiut mój w tej hali, ale niezupełnie jako libero. Grałem już wcześniej na tej pozycji, chociażby w Kędzierzynie, czy w Treflu gdy byliśmy w I lidze kilka sezonów wstecz. Dążyłem do tego by grać na pozycji libero, bo nie ukrywam, że wiek robi swoje. Teraz młodsi koledzy skaczą bardzo wysoko, mocno atakują, a nie ukrywajmy, u mnie już licznik trochę hamuje (śmiech). Jeżeli chodzi o halę, to

To, że grasz jako libero jest wyłącznie twoją decyzją, czy może sytuacja w klubie trochę Cię do tego zmusiła? Nie, to była moja decyzja. Ja zawsze gdzieś tam świadomie chciałem dążyć do tego, by kończyć grę na pozycji libero. Co nie oznacza, że już kończę grać (śmiech). Myślę jednak, że ta pozycja jest dla bardziej doświadczonych zawoników, a ja chyba już taki jestem. Cieszę się, że wszystko się tak poukładało, że mogę te swoje założenia zrealizować i dlatego właśnie na takiej pozycji występuję.

M

PAŹDZIERNIK 2011


wywiad

na i solidna drużyna. To, że Delecta będzie mocną ekipą, wiedzieliśmy już przed sezonem, tego można było się spodziewać patrząc chociażby na skład. My natomiast pojedziemy do Bydgoszczy, by postawić gospodarzom trudne warunki i walczyć o zwycięstwo. No właśnie, spektakularne transfery... Czy na pewno idzie za nimi wzmacnianie się polskiej ekstraklasy? Z tego, co obserwuję, z roku na rok jest progres. Liga coraz bardziej się wzmacnia, coraz lepiej jest wszystko poukładane, jest lepsza organizacja. Z tego należy się cieszyć, idziemy cały czas do przodu.

Jak więc grało się w tym pierwszym oficjalnym meczu jako libero? W pierwszym meczu grało mi się średnio. Na pewno było widać jeszcze brak zgrania, nie czułem się jeszcze zbyt dobrze na boisku z kolegami po prawej i lewej stronie, ale to jest kwestia czasu. Widzę, że ta drużyna ma naprawdę duży potencjał, by dobrze rozumieć się na parkiecie i dobrze współgrać. Na pewno mamy duże rezerwy na przyjęciu, ale ten zespół ma szanse, by stać się groźną drużyną. Czekają was teraz kolejne dwa trudne mecze i to na wyjeździe... Tak, teraz jedziemy do Bydgoszczy (rozmowa przeprowadzona przed spotkaniem z Delectą - przyp. red.), później do Kędzierzyna – dwa mocne zespoły. Na pewno z Delectą nie będzie łatwo, jest to sil-

Co sądzisz o systemie weryfikacji, który od tego sezonu został wprowadzony na stałe? To jest świetny pomysł. Szkoda tylko, że można weryfikować bloku, ale nie czepiam się, ponieważ można sprawdzić wiele innych rzeczy. To super system, na pewno uspokaja sytuację na boisku, daje chyba też większy spokój sędziom, ale i kibicom, bo te sporne sytuacje też czasami są nerwowe dla nich. Wiadomo, że jak jest sytuacja zweryfikowana przez challenge, to już nikt później nie ma pretensji. W tym roku została zamknięta PlusLiga, nie ma obaw o spadek. Czy ta sytuacja jednak jest korzystna dla samej siatkówki, czy będzie miała wpływ na poziom gry? Na pewno będzie miało to wpływ na spokój potencjalnych sponsorów. Ja natomiast z perspektywy zawodnika grającego w PlusLidze oceniam tę decyzję na plus, natomiast z punktu widzenia zawodników grających w I lidze zapisałbym ją na minus. Młodym będzie ciężej przebić do ekstraklasy? Teoretycznie jest Młoda PlusLiga, jednak chyba po jednym sezonie nie możemy powiedzieć, czy będzie to przynosiło zamierzone efekty. Niemniej wydaje mi się, że młodym będzie trudniej się przebić. PAŹDZIERNIK 2011

M

35


Bełchatowianie na trybunach – - kibiców Skry obraz własny Ilu kibiców i ile klubów kibica, tyle autoportretów osób dopingujących swoich idoli. Dzięki temu możemy przedstawić Państwu nietypowy wywiad z fanami Skry Bełchatów: w pierwszej części poznamy krótkie i zwięzłe odpowiedzi kilkorga z nich, a w drugiej obszerny obraz nakreśli Julita Plewińska. TEKST I ZDJĘCIA     PAWEŁ PIOTROWSKI


na trybunach

KIBICÓW SKRY OBRAZ WŁASNY – ODSŁONA PIERWSZA Zorganizowany ruch kibicowski podczas meczów Skry... Zbigniew Mikołajczyk: …zaczął się dosyć dawno – kiedy Skra występowała na niższych szczeblach. Wtedy grała jeszcze w Szkole Podstawowej nr 13 w Bełchatowie – wszystko to, co trwa aż do dziś, właśnie tam się zaczęło. Damian Więtczak: Szczerze mówiąc, kiedy skierowałem swoje uczucia ku Skrze Bełchatów, wszystko było już zorganizowane. Cała oprawa podczas meczów mnie oszołomiła i wprawiła w zachwyt. Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego spotkania i zaskoczenia atmosferą i emocjami panującymi w hali. Od tego momentu chciałem wspierać Skrę podczas każdego spotkania oraz stać się aktywnym elementem mającym duży wpływ na doping – bądź co bądź – najlepszych kibiców siatkarskich w Polsce! Inni fani krytykują was za używanie licznych gadżetów hałasujących – w tym owianych ostatnio złą sławą trąbek i wuwuzeli. Co Wy na to? Emilia Rybińska: Często spotykamy się z krytyką kierowaną w naszą stronę właśnie za sprawą tych hałasujących gadżetów. Fakt, można się zgodzić, że trąbki i wuwuzele są bardzo głośne i niekiedy przeszkadzają, więc staramy się używać ich z głową, tzn. w sytuacjach krytycznych, np. kiedy przeciwnik zagrywa. Fani przychodzący na mecze Skry powinni się przyzwyczaić do tego dźwięku i razem włączyć się w kibicowanie. Po to właśnie są mecze, by dopingować aktywnie drużynę, a nie siedzieć bezczynnie na trybunie. Marta Leśniak: Jedni gwiżdżą, inni buczą, my używamy trąbek. Każdy ma swój sposób na wyprowadzenie przeciwnika z równowagi. I z tego, co wiem, nikt z nas wuwuzeli nie posiada. ZM: O krytykowaniu nas raczej nie słyszałem. Ale kiedy jesteśmy w innych halach, miejscowi kibice

Zbigniew Mikołajczyk

też używają trąbek, więc nie rozumiem krytykowania nas przez nich, skoro robią to samo. A tak zwane wuwuzele nigdy na meczach naszej Skry nie były używane. DW: Według mnie nie mają powodów do krytykowania nas. Jestem przekonany, że wielu kibiców Skry się ze mną zgodzi, iż im głośniejszy doping, tym lepsza motywacja zawodników do dalszej, pełnej wysiłku gry. Przychodzimy na mecze, by wspierać nasz zespół. Chcemy dawać siatkarzom dodatkową energię, tak bardzo potrzebną, żeby odnieść zwycięstwo. Osobiście nie wyobrażam sobie meczów, podczas których kibice siedzą cicho na swych miejscach! Podejrzewam, że każdy lubi czuć się wspierany i dopingowany we wszystkim tym, co robi. Z siatkarzami jest tak samo! PGE Skra Bełchatów to potentat na polskiej scenie siatkówki. Czy Was, kibiców, porażka takiej ekipy boli podwójnie? ER: Porażka zawsze boli, więc chcemy, aby nasza PAŹDZIERNIK 2011

M

37


na trybunach

drużyna zawsze wygrywała. Niestety, tak się nie da, bo to jest sport. W siatkówce zawsze wszystko zdarzyć się może. PGE Skra Bełchatów jest najmocniejszą drużyną w PlusLidze i potknięcia w tych rozgrywkach bolą, zwłaszcza gdy czyta się komentarze kibiców przeciwnych zespołów na różnych portalach. Na szczęście, nikt łatwo Skry nie zdetronizuje na polskim parkiecie. Jeśli chodzi o Ligę Mistrzów, to my – kibice – bardzo przeżywamy każde potknięcie, zwłaszcza kiedy ostatnio po ciężkim boju i mimo dobrej gry nie udało się nam awansować do Final Four. Jednak jak na prawdziwych fanów przystało, wierzymy w chłopaków i jesteśmy z nimi na dobre i złe. ML: Nie, przynajmniej mnie osobiście boli tak samo jak kibica Resovii Rzeszów czy Trefla Gdańsk. Każdy kibic jest oddany swojej drużynie w identyczny sposób i nie ważne jest to, jakie miejsce zajmuje na siatkarskiej arenie. ZM: Zwycięstwa bardzo cieszą, szczególnie z wymagającymi rywalami. I niejako ze słynnymi redaktorami telewizyjnymi, którym bardzo przeszkadza, że Skra wygrywa wszystko. Ale czemu się dziwić, skoro skład, jakim dysponuje bełchatowski zespół, jest niezmienny od kilkunastu lat – ewentualnie jakaś drobna kosmetyka. Porażki bolą jak każdego kibica, ale ja się tym nie martwię, bo kiedyś przegrać trzeba. DW: To, że Skra Bełchatów jest najlepszym klubem, nie oznacza, że musi cały czas odnosić sukcesy! Bywają chwile lepsze i gorsze, a sama siatkówka – co każdy wie – jest nieprzewidywalna. Wiadomo, że każdy kibic chce, aby jego drużyna odnosiła same sukcesy – i to w jak najlepszym i widowiskowym stylu. Nie zawsze się to udaje i należy o tym pamiętać. Bełchatowscy kibice zawsze wspierają drużynę do końca – dlatego uważani są za najlepszych w Polsce: dumni po zwycięstwie, wierni po porażce! Szeregi bełchatowskiego klubu opuścił ostatnio niezwykle popularny Jakub Novotný. Czy 38

M

PAŹDZIERNIK 2011

Emilia Rybińska

zgotowaliście Czechowi jakąś specjalną formę pożegnania? ZM: Tak, miał pożegnanie z kibicami, jak każdy zawodnik, któremu kończy się kontrakt w Bełchatowie. Jesteśmy zadowoleni, że dziękujemy każdemu zawodnikowi, a on nam za wspaniały doping. DW: Niestety, nic mi nie wiadomo odnośnie pożegnania Jakuba! Nie zawsze jestem na bieżąco z – nazwijmy to – „nieoficjalnymi wydarzeniami z życia klubu”, ponieważ mieszkam daleko od Bełchatowa. Znaczna odległość (ponad 100 km), jaka dzieli mnie od centrum wydarzeń, motywuje mnie jeszcze bardziej do uczestniczenia w tych pięknych chwilach. Wiem, że nie zawsze mogę być tam, gdzie trzeba, ale staram się, jak mogę, wspierać ten piękny ruch kibiców Skry!


na trybunach

wygrali Ligę Mistrzów. ZM: Mecze o mistrzostwa Polski – takie najlepiej się pamięta. DW: Najciekawszy mecz? O awans do Final Four Skra vs. Zenit Kazań – chyba wszyscy go pamiętają. Ciężka i zacięta walka z jednym z najlepszych zespołów na świecie… Szkoda, że przegraliśmy, ale emocje pozostaną w pamięci na baaardzo długo! ...najlepszy wyjazd w waszej kibicowskiej „karierze”? ML: Każdy wyjazd, w którym brałam udział, był inny, dlatego ciężko wybrać jeden. Dobrze pamiętam wyprawę do Olsztyna w ubiegłym sezonie. Tego samego odbywał się tam również mecz Młodej Ligi. Kibicowanie tym chłopakom dało nam sporo radości, a nie spodziewaliśmy się, że tak dobrze zareagują na nasz doping. ZM: Wyjazdy do Rzeszowa i Jastrzębia. DW: Jeszcze nie uczestniczyłem w takim nadzwyczajnym dla mnie wyjeździe na mecz, ale jestem przekonany, że w tym roku będę miał okazję taki zaliczyć. Damian Więtczak

Z SERII „NAJ” JAKI BYŁ... ...najciekawszy zapamiętany mecz? ER: Hmmm, dużo było takich spotkań… Szczególnie utkwił mi w pamięci mecz Ligi Mistrzów, który był rozgrywany w 2008 roku w Łodzi w Pałacu Sportu z Iskrą Odincowo. PGE Skra wygrała z rosyjskim gigantem aż 3:0! Świetnie zagrał Mariusz Wlazły i Dawid Murek, udało się zatrzymać galaktycznego Gibę oraz Jochena Schopsa. To był wspaniały dzień dla nas, kibiców. ML: Ostatni mecz, który zapewne nie jest najciekawszym, ale mocno utkwił mi w pamięci, to wygrana z Trentino w Łodzi w ubiegłym sezonie. Pamiętam, że cieszyliśmy się prawie tak, jakbyśmy

...najcięższy dla kibiców Skry moment? ER: Mecz PGE Skra Bełchatów - Zenit Kazań, który przegraliśmy po tie-breaku. Było mi bardzo przykro i szkoda chłopaków z drużyny, którzy zostawili serce na boisku. Niewiele brakowało, ale Lloy Ball w końcówce rozstrzelał nasz zespół zagrywką. Pamiętam, że siatkarze szybko opuścili parkiet ze spuszczonymi głowami, a mi łzy spływały strumieniem po policzkach… Ale razem z najlepszym  klubem  kibica  przetrwaliśmy  ten  moment. ML: Chyba każda przegrana Skry? Zwłaszcza ta na tzw. na szczycie. Z ostatnich wydarzeń – odejście Antigi. Myślę, że dla każdego kibica to smutna sprawa. ZM: Przegrana w Lidze Mistrzów w poprzednim sezonie. DW: Nie będę wypowiadał się za wszystkich kiPAŹDZIERNIK 2011

M

39


na trybunach

biców, ponieważ każdy ma swoje zdanie. Dla mnie najcięższym momentem była przegrana z Zenitem Kazań we wspomnianym już meczu o awans do Final Four we Włoszech. To były trudne chwile. Cały trud włożony w doping… Do ostatniej sekundy byliśmy pełni nadziei. Nawet teraz, gdy to wspominam,  udzielają  mi  się  emocje  tego  spotkania.

Marta Leśniak, Julita Plewińska, Emilia Rybińska

...najradośniejsza dla was chwila? ZM: Oczywiście chwile zdobywania mistrzostw Polski i Pucharu Polski. ER: Chwilami, które wywołują uśmiech na naszych twarzach, są kolejne zwycięstwa. Mi najwięcej radości sprawiła wygrana 3:0 z Trentino Volley. Mecz był świetny, a to, co się działo u nas na trybunie, było niesamowite – tak głośno jeszcze nie było! ML: Każde mistrzostwo, puchar, medal Ligi Mistrzów czy Klubowych Mistrzostw Świata. DW: Oczywiście zdobycie po raz siódmy z rzędu mistrzostwa Polski. A tak między nami: każda chwila, kiedy można zobaczyć naszą drużynę w akcji! 40

M

PAŹDZIERNIK 2011

KIBICÓW SKRY OBRAZ WŁASNY – ODSŁONA DRUGA Zorganizowany ruch kibicowski podczas meczów Skry... Julita Plewińska: Siatkówka. Volleyball. Pallavolo. W różnych krajach spotykamy się z odmiennymi nazwami. Niby są to zwykłe słowa, ale dla mnie znaczą bardzo wiele. Dwie drużyny muszą przebić piłkę nad siatką. Co w tym takiego fascynującego? Niby nic, a ja na każdym meczu siedzę jak zaczarowana i oglądam wszystkie akcje. Dla siatkówki jestem w stanie poświęcić każdą wolną chwilę, wydać ostatni grosz czy przejechać pół Polski, by kibicować mojej ukochanej drużynie. Od czego wszystko się zaczęło? Nie opowiem o zorganizowanym ruchu kibicowskim, ale moim dołączeniu do niego. To historia jak wiele innych. Mistrzostwa świata w Japonii i pamiętny mecz Polska – Rosja. Oglądałam go z otwartymi ustami. Ataki Szymańskiego, bloki Kadziewicza! Coś niesamowitego! Później poszło już z górki. Jeden, drugi, trzeci mecz w telewizji… aż w końcu musiałam zobaczyć jakiś na żywo. Memoriał Wagnera sprzed dwóch lat będę wspominała do końca życia. Pierwszy raz widziałam siatkarzy na żywo. Wydawali mi się tacy wielcy, nieosiągalni. Już o 7 rano stałam w kolejce po bilety. Nie liczyła się cena – ważne, bym mogła tam być, jak najbliżej nich... Mazurek Dąbrowskiego śpiewany z tłumem innych kibiców, później radość po wygranej. Gdy nasi reprezentanci stawali na podium, miałam łzy w oczach. Następnie mistrzostwa Europy. Każda wolna chwila spędzana przed telewizorem. Krzyczałam, złościłam się i płakałam ze szczęścia. „Jesteśmy mistrzami Europy!” – zachrypnięty głos Tomka Swędrowskiego do dziś śni mi się po nocach. Zaczął się sezon ligowy i moim domem stał się Bełchatów. Prezentacja zespołu i sparing z Iraklisem Saloniki. Pojechałam na kolejny mecz, jeszcze jeden, aż w końcu zapisałam się do Klubu Kibica. Patrzy-


na trybunach

łam, jak Skra zdobywała wicemistrzostwo w Klubowym Pucharze Świata, jak odpadają z Pucharu Polski, zajmują trzecie miejsce w Lidze Mistrzów, w końcu przywożą mistrzostwo Polski. Najpiękniejsze jest to, że wiele z tych meczów oglądałam na żywo. Mogłam je poczuć każdym zmysłem. Posmakowałam, czym tak naprawdę jest kibicowanie. I popadłam w nałóg. Siatkówka pochłonęła mnie całkowicie. Dzięki niej poznałam wielu wspaniałych ludzi z identyczną pasją jak moja. Od nich czerpałam wiedzę i siłę do dalszych działań. Napędzali mnie i dawali pozytywną energię, by przetrwać w szarej rzeczywistości. Dla niby tak banalnego sportu zmieniłam swoje życie o 180 stopni. I nie żałuję tej decyzji! Czasami pojawiają się chwile zwątpienia, ale przypominam sobie wtedy, jak wyglądało moje życie zanim popadłam w „siatkarski szał” i znów jestem gotowa wstać o 4 rano, pojechać na drugi koniec Polski kibicować mojej drużynie, a później patrzeć, jak cieszy się ze zwycięstwa. Siatkówka jest bowiem sportem wyjątkowym. Kocham ją i nienawidzę jednocześnie. Jest moją pasją i przekleństwem, a mimo to poświęcam jej całe moje życie – bo wiem, że warto. Inni fani krytykują kibiców Skry za używanie licznych gadżetów hałasujących – w tym owianych ostatnio złą sławą trąbek i wuwuzeli. Co Ty na to? Przestałam używać trąbki ponad rok temu. W tak małej hali, jak Energia, jest moim zdaniem niepotrzebna. Jednak na meczach wyjazdowych, gdy mamy przeciwko sobie po dwa tysiące kibiców miejscowej drużyny, garstka trzydziestu fanów Skry nie ma szans przebić się ze swoim dopingiem. Musimy stosować inne metody, by zostać zauważonymi i usłyszanymi. Nie popieram ani nie krytykuję. Wszystko rządzi się swoimi zasadami i trzeba się do tego dostosować. My jesteśmy przyzwyczajeni do krytyki i ataków z każdej strony. Zasada:

„Bij mistrza!” działa również i tutaj. Klub Kibica Skry jest chyba najmniej lubiany spośród wszystkich takich organizacji. Staramy się nie narażać innym, ale oni i tak znajdą argument, by się do nas przyczepić. Począwszy od naszych przyśpiewek określanych jako „weselne”, poprzez nasze stroje, flagi, banery, kończąc na tych nieszczęsnych trąbkach. Każdy powód jest dobry, żeby nam dogryźć. Ale nieważne, co o nas mówią – my jesteśmy z tą drużyną na dobre i na złe, a jeśli ktoś ma z tym problem, to jego indywidualna sprawa. I tyle. PGE Skra Bełchatów to potentat na polskiej scenie siatkówki. Czy Ciebie, kibica, porażka takiej ekipy boli podwójnie? Mówi się, że jesteśmy przyzwyczajeni do zwycięstw. W pewnym sensie tak jest, bo Skra to wielka drużyna, stworzona do wygranych. Gdy zwycięża się dwadzieścia razy z rzędu i nagle ponosi się porażkę, boli to zdecydowanie mocniej. To jak zderzenie z ziemią po skoku z wieżowca. My wiemy, że Skra jest zespołem na medal i oczekujemy od niej zdecydowanie więcej, niż wymaga się od innych. To tak jak z najlepszymi uczniami w szkole: od prymusów automatycznie żądamy większych osiągnięć niż od przeciętnie uczącego się Kowalskiego. Każde potknięcie jest nam wypominane i dość trwale zapamiętywane, a my ze zdwojoną siłą jeszcze długo odczuwamy jego skutki. Szeregi bełchatowskiego klubu opuścił ostatnio niezwykle popularny Jakub Novotný. Czy zgotowaliście Czechowi jakąś specjalną formę pożegnania? Niestety, nie mogliśmy pożegnać go w taki sposób, w jaki chcieliśmy. Dopóki jego odejście nie było oficjalnie potwierdzone, mieliśmy związane ręce. Zapewniam jednak, że jeśli nadarzy się możliwość podziękowania Kubie za jego grę u nas, uczynimy to z wielką pompą, bo to w końcu „nasz Czech”. Kto do Skry przychodzi RAZ, już na ZAWSZE PAŹDZIERNIK 2011

M

41


na trybunach

z nią zostaje. Do wszystkich naszych byłych zawodników mamy sentyment, a Kuba to postać szczególna. Bardzo miły, kulturalny i skromny chłopak, zaskarbił sobie naszą ogromną sympatię. Przyznaję, że na wieść o jego odejściu ze Skry rozpłakałam się i nie byłam jedyną osobą, która tak zareagowała. Będzie brakowało nam dosłownie wszystkiego, co z nim związane. Tego czeskiego akcentu, potarganych włosów, rozbieganego spojrzenia i uśmiechu po każdej udanej akcji. Ogromnie nam przykro, że opuścił nasze szeregi, ale mam nadzieję, że jeszcze nieraz będziemy mieli okazję się spotkać. Z SERII „NAJ” JAKI BYŁ... ...najciekawszy zapamiętany mecz? Spektakularne zwycięstwo nad Trentino Volley w Lidze Mistrzów. Łódzka Atlas Arena przyniosła nam tego dnia ogromne szczęście. Udało się pokonać najlepszy zespół na świecie prowadzony przez samego Radostina Stojczewa. Meczu jako takiego nie pamiętam praktycznie w ogóle, za to emocje, które mi towarzyszyły, są tak samo żywe – jakby to było wczoraj. Po ostatniej piłce nastąpiła eksplozja radości. Wrzaski, piski, płacz i ogólna wrzawa otaczała mnie z każdej strony, hala aż trzęsła się w posadach. Dokonaliśmy niemożliwego i nikt nam tego już nie zabierze. ...najlepszy wyjazd w twojej kibicowskiej „karierze”? Wyjazd do Włoch, do Trydentu na mecz rewanżowy z Trentino Volley. W podróży w obie strony spędziliśmy w autokarze prawie 40 godzin, ale był to bardzo fajnie spędzony czas. Widzieliśmy skocznię w Innsbrucku, piękne góry we Włoszech oraz wiele innych wspaniałych obiektów. Trydent jest bardzo pięknym miastem, a my mieszkaliśmy w samym je42

M

PAŹDZIERNIK 2011

go centrum. Hotel z widokiem na fontannę Neptuna, uliczki pełne sklepików, kolejka linowa… Wszystko nadawało temu miejscu wyjątkowy charakter i magiczną aurę. Bardzo ciekawe było również to, że wychodząc na spacer po mieście, mieliśmy okazję spotykać naszych zawodników, którzy również z wielką chęcią chodzili uliczkami Trento. Poznałam bardzo sympatycznych ludzi, a ze starymi znajomymi zżyłam się niesamowicie mocno. Sonia, Paulina, Marta czy Paula już na zawsze pozostaną moimi „trentowymi” koleżankami. Wspólne zwiedzanie miasta nocą, picie wina czy odnajdywanie choinki to tylko mała część naszych przygód. Co prawda, mecz nam się wtedy nie udał, ale osobiście mnie to nie przeszkadzało. Byłam chyba za bardzo zafascynowana halą i miejscowymi kibicami. Ich otwartość i przyjazne nastawienie były zaskakujące. Podchodzili do nas przywitać się, porozmawiać bądź wymienić gadżetami klubowymi. Tego nie da się opisać słowami. Wyjazdu nie zapomnę z jeszcze jednego powodu. Wracaliśmy nocą z 6 na 7 stycznia, a ja kończyłam wtedy 18 lat. Równo o godzinie 24:00 obudziło mnie śpiewane przez wszystkich „Sto lat” z Mariuszem przygrywającym na akordeonie. Dostałam pluszowego diabełka i ogromną kartę z podpisami uczestników wyjazdu. To wspaniała pamiątka, która będzie niosła za sobą wiele pięknych wspomnień. ...najcięższy dla kibiców Skry moment? O ciężkich momentach się nie mówi. Lepiej pamiętać wszystko, co dobre. Jak każdy klub mamy swoje wzloty i upadki, ale nie lubimy dzielić się tym z innymi. I niech tak pozostanie. ...najradośniejsza dla Ciebie chwila? Ciężko wybrać jeden taki moment. Każdy wygrany mecz, zdobyty puchar czy mistrzostwo – to wszystko przynosi nam ogromną radość. My po prostu cieszymy się, gdy nasza drużyna odnosi sukces. Jeśli zawodnicy są szczęśliwi, to my też.


SZUKASZ KLUBU NA NASTĘPNY SEZON?

AGENCJA MENEDŻERSKA

E-MAIL: MENEDZER.BURZEC@GMAIL.COM TEL. 693 789 741


Matchball 9(11)  

październikowe wydanie magazynu Matchball.