Issuu on Google+

echo życia MAGAZYN OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH PI/R29


JUTRO... Jutro popłyniemy daleko, jeszcze dalej niż te obłoki, pokłonimy się nowym brzegom, odkryjemy nowe zatoki; nowe ryby znajdziemy w jeziorach, nowe gwiazdy złowimy w niebie, popłyniemy daleko, daleko, jak najdalej, jak najdalej przed siebie. Starym borom nowe damy imię, nowe ptaki znajdziemy i wody, posłuchamy, jak bije olbrzymie, zielone serce przyrody. Konstanty Ildefons Gałczyński

Ivan Constantino Aivazovsky, Wzburzone morze, 1858


echo życia Redaktor naczelna: Danuta Maria Roszkowska Z redakcją współpracują: Edyta Adamska Maria Borawska Anna Danilewicz Marek Dolecki Michał Iwańczuk Andrzej Jarosz Agnieszka Kierznowska-Rurarz Kazimierz Kozłowski Justyna Małaszkiewicz Radosław Roszkowski Renata Saniewska Anastazja Szachowicz Marcin Szachowicz Ewa Szarkowska Lucyna Szepiel Urszula Tarasewicz Anna Worowska Dorota Wysocka wydawca: Polskie Stowarzyszenie Diabetyków Oddział Wojewódzki w Białymstoku Adres redakcji: ul. Warszawska 23, 15-062 Białystok tel. 85 741 57 01, tel./fax 85 732 99 74 e-mail: redakcja@echozycia.pl www.echozycia.pl

echo życia MAGAZYN OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH

PI/R29

Wydanie magazynu zostało dofinansowane przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Zamieszczamy przedruki dla celów dydaktycznych i edukacyjnych w oparciu o przepisy art. 25,26,29,33 i 49 ust. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 4.02.1994 r. (Dz.U. z dn. 23.02.1994 r. nr 24, poz. 83) i przyjęte zwyczaje edytorskie.

Nie zrażają nas ani trudności, ani niepewność rezultatu; uparcie szukamy braci w kosmosie. Ślemy sygnały w nieogarnioną przestrzeń między konstelacje gwiezdne z nadzieją na odpowiedź. Cóż z tego, że mogłoby to nastąpić za setki czy tysiące lat. Spotkanie czegoś niezwykłego, nieziemskiego - zdaniem uczonych, ale chyba nie tylko ich - oprócz innego, twórczego spojrzenia na świat, miałoby również wpływ na zmianę stosunku człowieka do człowieka. Mówiąc inaczej, byłoby nam bliżej do siebie - taka wokół nas próżnia - kosmiczna. Jej ziemska nazwa to samotność. Budujemy tę otchłań niepostrzeżenie, izolując się od najbliższych, znajomych, ludzi, z którymi styka nas codziennośc. Czasem nie mamy wyboru; wpadamy z nią z dnia na dzień, bo zawadzamy dorosłym dzieciom, bo zaczynamy chorować, bo nie znajdujemy pracy... Wychodzi z mody odwiedzanie krewnych, spotkania z przyjaciółmi, rozmowa z sąsiadem, spacer ze starą matką, albo zabawa z dzieckiem. Nie mamy czasu! Życie takie skomplikowane i tak szybko ucieka, mówimy i... „zapadamy” na cały wieczór przed telewizorem, albo jednym kliknięciem otwieramy sobie przejście do innego wymiaru w internecie. Ale nie da się żyć bez siebie, bez samodzielnego udziału w tej niepowtarzalnej przygodzie; rzeczywistość przy naszej aktywnej obecnośći może stać się lepsza, zaś nasze krótkie wobec wieczności życie bardziej świadome i pełne. Lekarze i terapeuci alarmują: człowiek samotny traci nad soba kontrolę, traci szansę do porównań i przestaje w końcu samemu sobie ufać. Oznacza to antykorzyści z życia, smutek i poczucie zgryzoty. Podkreślają, że człowiek staje się prawdziwym uczestnikiem losów tego świata i własnych różnorodnych przeżyć, jesli daje upust swoim najgłębszym uczuciom. Płaczmy więc, gdy jest to nam potrzebne. Konajmy ze śmiechu, kiedy zdarzy się po temu okazja, kochajmy! Nie wstydźmy się manifestacji swoich uczuć. Bądźmyh życzliwi dla... siebie! Danuta Maria Roszkowska

1


echo życia

SPIS TREŚCI

TEMAT NUMERU WARTO WIEDZIEĆ

3 - 10

ALPI. Tożsamość Miasta - bez wykluczenia

24 - 25 Olej z czarnego kminku

O NAS

11

Kłopoty z kręgosłupem

12

Urodzeni, by biegać

Czujnik, sposobem na kierowców

14

Sen leczy wzrok

15

Monety okolicznościowe

16

Tajemnica głuchego mózgu

17

Szumi i drażni

18

Polscy naukowcy pomogą niewidomym

19

Dodatek dla rodzica

20

Badania urodynamiczne

21

Młodzi starszym, starsi młodszym

22

Dobrowolnie, świadomie, bezinteresownie

23

Pomaganie wzmacnia

2

Ananas i Bromelaina

27

Czy otyłością można się zarazić?

28

Co może oznaczać drżenie rąk

29

Potas ratuje serce

30 - 31 Litoterapia - perły

WAŻNE INFORMACJE

13

26

32

Idź na grzyby

33

Kefir INNY ŚWIAT

34 - 35 Hikikomori 36 - 37 Po co nam wstyd? 38 - 39

Nikt nie rodzi się mistrzem cz. 2 NASZE ŻYCIE

40 - 41 Szybkie tempo naszych czasów

DLA CIEKAWYCH ŚWIATA

42 - 43

Sylwoterapia

44

Poziomka

45

Pułapki pozytywnego myslenia

46 - 47

Syndrom chronicznego zmęczenia cz. 2


echo życia

TEMAT NUMERU

Ludzie niepełnosprawni. Zaskakuje, jak są otwarci, czuli, chłonni i kreatywni mimo swojej inności. Praca z nimi wyzwala nowe emocje, pozwala dostrzec ich potrzeby, marzenia oraz możliwości.

ALPI

Tożsamość Miasta – bez wykluczenia

Jurek, gdy trafił na Plażową, nie odzywał się do nikogo, odwracał głowę w stronę zagadujących go i tylko patrzył. Po kilku spotkaniach zaczął mówić, a dzisiaj jest wręcz współgospodarzem placówki. Uczynny i chętny do działania, czuje się odpowiedzialny za wszystko i wszystkich – prawdziwy gospodarz! Joanna nie lubiła wychodzić z domu, a ostatnio nawet ze swojego pokoju. Zrozumiałe, że nie miała humoru, kiedy przyjechała tu ze swoim ojcem. Pokonała korytarz, ale zaparła się w wejściu do salki, gdzie było już kilka osób. Po długich namowach i zachęcaniu „odkleiła się” od framugi drzwi i… znalazła się w kuchence, wśród dziewcząt zajętych pieczeniem ciasta i parzeniem herbaty. Joanna kocha robić porządki, jest w tym perfekcyjna, a teraz może wykazać się umiejętnościami kucharskimi i jest niepocieszona, jeśli z jakiegoś powodu nie może być na Plażowej. Adam ma za sobą prawie cztery lata samotności. Matka wychodziła do pracy, on z domu nie wychodził. Bał się ulicy i obcych i tego, że znowu mogą go skrzywdzić. Zamknięty w domu był bezpieczny, towarzyszyły mu tylko filmy i laptop, na temat którego zaczął żartować, że jest komunikatywny. Wiadomość o możliwości uczęszczania do świetlicy integracyjnej przyjęli oboje z rezerwą i obawą, że wychodzenie Adama z domu będzie zbyt trudne. Zadecydowała postawa, „szefa”, Piotra Bendiuka. - Spotkaliśmy się z sympatycznym przyjęciem i serdecznym zainteresowaniem – przyznaje pani Irena. – Mój syn, dzięki temu, jest znowu wśród ludzi, rówieśników. Rozmawia, rozkręca się we wspólnym działaniu. Żyje tym, co dzieje się w świetlicy. A że dzieje się sporo, ma możliwość opowiadać nawet o swoich drobnych sukcesach. Stąd wiem, że najbardziej interesują go i najchętniej uczestniczy w zajęciach dogoterapii. Jestem przekonana, dodaje, że wszystkim podopiecznym sprzyja życzliwa atmosfera i postawa kadry. To młodzi ludzie z osobowością i wielkim sercem – zapaleńcy ze świeżym podejściem. Zapewne dzięki temu wchodzą w naturalne relacje z grupą i potrafią zainteresować tym, czym sami żyją i co ich pasjonuje.

3


TEMAT NUMERU Z projektu „Tożsamość Miasta – bez wykluczenia”. Działanie: prowadzenie świetlicy integracyjnej, która funkcjonować będzie od poniedziałku do piątku w godzinach 10.00 – 19.00. W tym czasie z beneficjentami pracować będzie pedagog, psycholog, doradca zawodowy – trener pracy, instruktor gospodarstwa domowego. Zamiarem wnioskodawcy jest stworzenie takiego miejsca, w którym dorosłe osoby niepełnosprawne intelektualnie będą mogły same stanowić o sobie. Chcemy, by nauczyły się kreacji otoczenia wokół siebie, aby potrafiły wyrażać własne emocje, uczucia, pragnienia, miały możliwość sprawstwa i potrafiły z tego korzystać odpowiednio.

Zamierzamy przygotować je do wejścia w życie społeczne i pokazać, jak funkcjonują osoby pracujące. Alina i Piotr Bendiukowie, inicjatorzy i twórcy ALPI, Towarzystwa Wspierania Inicjatyw Społecznych, od 2008 roku prowadzili Klub Integracyjny dla osób dorosłych niepełnosprawnych intelektualnie, do których mogły dołączyć osoby zdrowe, zainteresowane wspólnymi działaniami. Zajęcia odbywały się w pracowniach: teatralnej, filmowej, fotograficznej. W założeniu było oddziaływanie na uczestników poprzez ich udział w zajęciach artystycznych, które wspomagają m.in. kreatywność, uczą samodzielności i nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi. Natomiast dodatkowe zajęcia z psami sprzyjają pokonywaniu barier, sprawiają, że ludzie ci stają się otwarci i pewni siebie. Ruszenie z projektem „Tożsamość Miasta – bez wykluczenia” umożliwiło zaplanowanie szeregu innowacyjnych działań, mających na celu aktywizację społeczną i zawodową grupy 30 dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną. Czas realizowania zamierzeń: lata 2011 – 2012. Bazą jest świetlica integracyjna. Tu na ulicę Plażową przychodzą na zajęcia, ale też 4

echo życia


echo życia

TEMAT NUMERU

w celach towarzyskich i nie tylko, beneficjenci projektu. Dzięki temu Plażowa tętni życiem i… działaniem. Jednego dnia jest tu profesjonalne studio fotografii i filmu. W innym odbywają się misteria nad rondelkami i patelnią. Natomiast w środy wiadomo, że Plażową zawładnie teatr – gdy jest zimno, bo wiosną, latem i w ciepłą jesień artyści pracują na „Węglówce” – głównej siedzibie dogoterapii. Przestronne pomieszczenia dawnych magazynów wojskowych są idealnym miejscem do ćwiczeń z psami, po niewielkich uzupełnianiach rekwizytami, oświetleniem i scenografią staje się sceną i widownią teatralną. Tu właśnie uczestnicy warsztatów teatralnych, prowadzonych w ALPI przez Karola Smacznego i Paulinę Karczewską, mogli we wrześniu 2011 r. zaprezentować się w spektaklu „Stacja”. Wcześniej, w maju pokazana mieszkańcom Białegostoku „Stacja” uznana została za wydarzenie artystyczne podczas Dni Sztuki Współczesnej. Podobnie jak zajęcia teatralne, większej przestrzeni potrzebuje dogoterapia. O tym, gdzie odbywać się będą ćwiczenia z psami, również decyduje pogoda; gdy ciepło, do dyspozycji jest „Węglówka”, a zimą wszyscy Z projektu „Tożsamość Miasta – bez wykluczenia”. Działanie: przygotowanie do pracy w charakterze asystenta dogoterapeuty. Zadanie to obejmuje cykl szkoleniowy, skierowany do osób chcących pracować w charakterze dogoterapeuty. Zamierzamy przeszkolić 30 uczestników projektu w zakresie prowadzenia dogoterapii w charakterze asystenta dogoterapeuty. Docelowo zorganizowanych zostanie 6 edycji kursów, po 48 godzin każda. W ramach szkoleń przewidziana jest również praktyka podczas zajęć prowadzonych w przedszkolach i ośrodkach rehabilitacyjnych.

5


TEMAT NUMERU

spotykają się na Plażowej. W piątki króluje tu pani Alina Bendiuk i jej czworonożni asystenci – niezwykłe, przyjazne, posłuszne i radosne pieski. - Moje kochane zwierzaki, mówi, swoim spokojem i ufnością przełamują powoli obawy nawet tych osób, które nigdy nie miały kontaktu z psem, nigdy go nie dotykały, nie głaskały. Więc na początku, w grupach pięcioosobowych, trwa oswajanie. Trzeba bowiem nauczyć się kontaktu z psami, umieć mądrze się przy nich zachowywać, na przykład umieć wydać psu polecenie, umieć przytrzymać go i wynagradzać. Szkoleniem objęci są wszyscy beneficjenci projektu. Spośród nich wyłonione będą osoby, które w szkoleniu osiągną najlepsze wyniki. Będą mogły pracować jako asystenci dogoterapeuty. - W programie mamy również zadania – dodaje pani Alina – które powinny społeczeństwu przybliżyć, wciąż mało znany, świat ludzi niepełnosprawnych. Ćwiczenia w dogoterapii wymagają od wszystkich, włącznie z psami, sporej pracy, cierpliwości. Ale są skuteczne. Obserwujemy, jak z tygodnia na tydzień przybywa naszym podopiecznym wiary w swoje możliwości, a więc i wiary w siebie. A to już duży krok ku samodzielności. Podczas zajęć z pięcioosobową grupą pracują dwa psy. Czasem przyprowadzane są psy zaprzyjaźnione, choćby po to, żeby te obce i nasze wiedziały, że nie są jedynymi zwierzakami. To je mobilizuje do karności i porządkuje relacje również z ludźmi, wyjaśnia pani Bendiuk i dodaje – w tak poważnej pracy wszystko musi współbrzmieć. Dlatego długo trwało kompletowanie kadry, ale się udało. Ludzie 6

echo życia

Z projektu „Tożsamość Miasta – bez wykluczenia”. Działania: spotkania z pracodawcami i zajęcia z reintegracji zawodowej u pracodawców. Realizację tego zadania rozpoczniemy w kwietniu 2011 roku po uprzednim przygotowaniu zarówno osób niepełnosprawnych, jak i pracowników. Spotkanie z doradcą zawodowym określi możliwości podjęcia aktywności osoby niepełnosprawnej w danym sektorze gospodarki. Planujemy zajęcia z reintegracji w zakładach hotelarsko – gastronomicznych, filmowych, fotograficznych. Zajęcia będą trwały 2 tygodnie. W zajęciach uczestniczyć będzie trener pracy. Ten element projektu ma pokazać pracodawcom, jakimi pracownikami mogą być osoby niepełnosprawne intelektualnie, a osobom niepełnosprawnym pozwolą zapoznać się z realiami pracy zawodowej.


echo życia

TEMAT NUMERU

nie popadają w rutynę, tego się pilnuje. Wszyscy wiemy, że nie chodzi tu o ambicje zawodowe, zespół musi czuć i pamiętać co jest do zrobienia i dla kogo pracujemy. Na obiady piątkowe w ALPI świetlicy integracyjnej dla osób dorosłych z niepełnosprawnością intelektualną w Białymstoku, zaproszenie otrzymuje zazwyczaj pięć, sześć osób. Zasiadają do elegancko zastawionego stołu, a wokół nich zaczyna uwijać się „obsługa” – w kelnerskich fartuchach, pod muchą, czyli kilkoro spośród trzydziestu beneficjentów projektu „Tożsamość Miasta – bez wykluczenia”. Każde z tych spotkań można określić mianem pracy zbiorowej, w którą angażowana jest większa grupa uczestników programu.

Począwszy od ustalenia menu – zawsze innego niż poprzednie – w świetlicowej kuchence przygotowywane są potrawy, które znajdą się na talerzach gości. Na przykład piąty obiad obfitował w naleśniki o kilku smakach – ze szpinakiem, z pieczarkami i nadzieniem mięsnym. Wniesiono je z gracją na półmiskach i ustawiono przed gośćmi. Tym razem zaproszenie przyjęły mamy, m.in. Adama, Kasi, Mariusza. To one, niczym jury, oceniały potrawę oraz umiejętności, jakich wymaga kelnerski kunszt. No i wszystko się udało, a tak pysznych naleśników nie powstydziłby się żaden kuchmistrz. Tylko trudno było ustalić, które wrażenie przeważało – ogólne wzruszenie czy spore zdumienie. Okazało się bowiem, że w paru przypadkach goście – mamy, znając przecież swojego syna czy córkę „na wylot”, ujrzały ich w innym wymiarze – osób wykonujących konkretną pracę. - Mój chłopak, przyznała jedna z pań, nawet nie wchodził do kuchni, miał wszystko przygotowane i podane, nawet naczyń nie odnosił po posiłku ze stołu. Dzisiaj zobaczyłam jak świetnie sobie radzi. Dowiaduję się, że jest niezły w krojeniu jarzyn i obieraniu cebuli. Kiedy się tego wszystkiego nauczył? Dla niewtajemniczonych te nasze piątkowe przyjęcia mogą się wydawać zabawą w gości. A my, w miłej atmosferze, wykonujemy pracę serio, mówi Joanna Jurgiel, „główno dowodząca” piątkowych spotkań. Nauka odbywa się praktyce, w rzeczywistym wykonywaniu pracy – począwszy od zajęć w kuchni, dzięki czemu częstujemy naszych gości potrawami własnego wyrobu. Uczymy się właściwego, obowiązującego w każdej re7


TEMAT NUMERU

echo życia

stauracji, przygotowania stołu z układaniem sztućców i ustawieniem naczyń stosownych do dań. Każdy etap stanowi naukę podawania do stołu i obsługę osób spożywających posiłek. W sumie – czynności kelnera. Zadanie na każdym etapie uwzględnia możliwości manualne uczestniczących w nim osób; uczą się szybko i potrafią więcej niż przypuszczali np. najbliżsi. A skoro ludzie ci wiedzą już, że potrafią dużo, że mogą być dobrymi pracownikami, trzeba zrobić wszystko, aby dowiedzieli się o nich potencjalni pracodawcy. Znajomi znajomym podpowiedzieli, że nas tu przyjmują – przyznaje Michał Minta. W programie zajęć w świetlicy przy ulicy Plażowej pan Michał odpowiada za program zajęć muzycznych, ale sprawdza się również w roli opiekuna praktyk w cukierni „Delissimo”. – Zgodnie z ustaleniami z panią Lucyną Vermuelen, właścicielką, mamy możliwość przyuczenia naszych podopiecznych w dwu kategoriach zajęć: na zapleczu – do prac porządkowych oraz w sklepie cukierni, nawet przy kasie fiskalnej. I jak do tej pory nie nabroiliśmy – podkreśla pan Minta. – Tak jak dzisiaj, praktykantów jest dwoje. W tym tygodniu jest Kasia i Jurek, zmywają właśnie filiżanki i talerzyki. Wcześniej pomagali przy dostawie ciast i wykonywali drobne prace porządkowe w sklepie. Z projektu „Tożsamość Miasta – bez wykluczenia”. Działania: zajęcia filmowe, realizowane będą od lutego 2011 do lipca 2012, ich celem będzie nauczenie się posługiwania kamerą jako narzędziem artystycznego wyrazu. Zajęcia prowadzone będą przez kadrę doświadczoną w pracy z osobami niepełnosprawnymi dwa razy w tygodniu po dwie godziny. Podczas tych zajęć powstanie film mówiący o osobach niepełnosprawnych intelektualnie, postrzeganych nie przez pryzmat kalectwa, ale przez pryzmat ich potencjału, możliwości, marzeń, pragnień, oczekiwań – film, który zmieni obraz osoby niepełnosprawnej intelektualnie w „zdrowej” części społeczeństwa. W realizację materiału chcemy zaangażować regionalny oddział TVP, który pomoże niepełnosprawnym zmontować materiał i wyemituje go w telewizji. Przewidujemy też realizację trzech pokazów kinowych, które chcemy rozpropagować jako wydarzenie kulturalne miasta. Będzie również formą promocji projektu. 8


echo życia

TEMAT NUMERU

Kasia lubi przychodzić do cukierni, chciałaby w takim „słodkim” sklepie stać za ladą, czemu nie dziwi się Joanna, pracownica cukierni. Wyznanie Katarzyny kwituje uśmiechem. – To są fajni ludzie, mówi. Tacy mili, spokojni, a przede wszystkim pomocni. Nie sprawiają kłopotów i nie słyszałam, aby jakiegoś polecenia nie chcieli wykonać. Widzę jacy się czują ważni, kiedy tak krzątają się po cukierni. - Ten punkt projektu, dodaje Michał Minta, obejmuje przyuczenie ośmiu osób do pracy również w takich placówkach jak kawiarnie. W perspektywie mamy kina, zakłady fotograficzne, hotele, małą i dużą gastronomię z mnóstwem możliwości pracy i zadań, które z powodzeniem można powierzyć osobom niepełnosprawnym. O tym, że Maciek bierze udział w kręconym na „Węglówce” westernie, wieść rozeszła się po rodzinie i wszystkich jego znajomych. Późnym letnim popołudniem wrócił do domu rozpromieniony, nadal przeżywał wszystko, co tego dnia wydarzyło się na planie kręconego filmu. Pewnie dlatego nie pamiętał, kto i jaką gra rolę. Wcześniej projekt był dokładnie omawiany na zajęciach z warsztatów filmowych, a potem odbył się kasting, podczas którego – oprócz ról – rozdzielono również zadania, jak to przy produkcji filmowej z prawdziwego zdarzenia. Na przykład Joasi przypadła funkcja porządkowa - otwierała drzwi, za którymi prowadzono rozmowy kwalifikacyjne z kandydatami do ról w filmie. Wśród nich znalazł się Maciek, przeżywał później rozterki twórcze, miał zagrać – jak określił – scenę erotyczną. Na ekranie widzowie zobaczyli go z Katarzyną; głaskała jego włosy, on jej ramię. Inni otrzymali, równie ważne funkcje m.in. operatorów, oświetleniowców oraz tych, którzy pilnowali na planie rekwizytów, niekiedy bardzo umownych. Nie trzeba przecież ściskać prawdziwego colta, wystarczy, że dłoń złoży się do strzału i wypali aż zadymi – jak to na Dzikim Zachodzie bywało.

9


echo życia

TEMAT NUMERU Dzięki odrobinie wyobraźni wszystko zdarzyć się może… nawet na terenie dawnych magazynów wojskowych przy ulicy Węglowej w Białymstoku. Reżyserzy Radosław Dąbrowski i Marek Włodzimierow, prowadzący w ALPI warsztaty filmowe, stworzyli i poprowadzili zespół, który ze wzruszającą szczerością zrealizował swoje „Marzenie o Dzikim Zachodzie”. Ten dziesięciominutowy dokument otrzymał „Motyla 2011”, główną nagrodę na Europejskim Festiwalu Filmowym „Integracja Ty i Ja” w Koszalinie. Okazał się najlepszy spośród sześciu filmów zgłoszonych w kategorii: film amatorski tworzony przez osoby niepełnosprawne. To już druga festiwalowa nagroda. Wcześniej, w 2010 roku, podopieczni ze świetlicy integracyjnej ALPI zaprezentowali również swoją twórczość na koszalińskim festiwalu. Grali siebie i mówili o sobie, o planach, marzeniach, o środowisku w którym żyją, o rodzinie i przyjaźni. Powstał z tych opowieści film zatytułowany „To My” w reżyserii Katriny Fajesovej, któremu festiwalowe jury przyznało II nagrodę. Doceniono autentyzm i prawdę. Nasi podopieczni uczestniczą w projekcie „Tożsamość Miasta – bez wykluczenia” na zasadach partnerstwa z kadrą. Staramy się, aby relacje między nami były normalne, naturalne – mówi Piotr Bendiuk. – Obserwujemy ich rozwój. Do niedawna wycofani, zamknięci w sobie, w dość krótkim czasie zaczęli reagować na to poważne traktowanie i przyjazne zainteresowanie z naszej strony. Teraz są aktywni, odpowiedzialni i twórczy. To sympatyczni i ciepli ludzie. Pracując z profesjonalistami i z profesjonalnym sprzętem – z kamerą, aparatem fotograficznym, z komputerem ujawniają swoją wrażliwość na piękno przyrody i świata. Wystawy prac, np. efekt plenerów fotograficznych z udziałem naszych fotografów, między innymi Mariusza i Marcina, można uznać za wydarzenie artystyczne. Zresztą w każdym z działań projektu znajdujemy potwierdzenie, że warto było podjąć się takiej pracy, fakt – niełatwej. oprac. Lucyna Szepiel

Negatywne postawy stanowią prawdziwą przeszkodę na drodze do samorealizacji osób z niepełnosprawnością oraz korzystania przez nie z przysługujących praw. Każdy człowiek ma prawo do samostanowienia, w przypadku osób upośledzonych nawet to podstawowe prawo jest bardzo ograniczone. Aby móc stanowić o sobie potrzebny jest rozwój wielu zdolności i umiejętności. Niestety, większość osób niepełnosprawnych – kończy swoją – często w segregacyjnym systemie – na etapie szkoły podstawowej lub gimnazjum. Projekt „Tożsamość Miasta – bez wykluczenia”, finansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego, jest odpowiedzią Towarzystwa Wspierania Inicjatyw Społecznych ALPI na zdiagnozowane problemy dorosłych osób niepełnosprawnych intelektualnie oraz ich rodzin z Białegostoku i gmin powiatu białostockiego. Cel projektu: aktywizacja społeczna i zawodowa 30 osób niepełnosprawnych intelektualnie, niezatrudnionych. 10


echo życia

O NAS

Ból kręgosłupa jest w krajach rozwiniętych najczęstszym schorzeniem społecznym. Dopada czterech na pięciu mieszkańców, bez względu na pochodzenie, wykształcenie, dochody. Nie zabija, ale i nie pozwala żyć pełnią życia. To, po przeziębieniu, drugi najważniejszy powód wizyt u lekarza , a także korzystania z usług alternatywnych uzdrowicieli. Lawinowo rośnie również liczba operacji. Chirurgom rzadko jednak udaje się usunąć przyczynę dolegliwości. Wywołuje je bowiem głównie chroniczny stres i osłabienie mięśni pleców. Kto regularnie ćwiczy, może pokonać go samemu.

Kłopoty z kręgosłupem zaczynają się w głowie Często zresztą dolegliwości, gdzieś po trzech miesiącach, cudownie mijają same. U co dziesiątej osoby przechodzą jednak w stan chroniczny. Czemu akurat u nich? Nie znamy odpowiedzi. Cierpiący chorzy z ufnością oddają się w ręce ortopedów, radiologów i chirurgów. Liczba operacji kręgosłupa rośnie lawinowo. Tyle że większość z nich nie pomaga bardziej niż tradycyjne leczenie przeciwbólowe i rehabilitacja, niektóre wprost szkodzą. Lekarze wybierają jednak skalpel i strzykawkę, traktując ten rodzaj dolegliwości jako defekt mechaniczny, który można naprawić jak w maszynie. Operacje są coraz poważniejsze, pojawiają się nowe, modne techniki operacyjne. Wynaleziono na przykład stabilizację międzytrzonową, spondylodezę. Po usunięciu dysku kręgi łączy się metalowymi sztabkami i śrubami ortopedycznymi. Zgodnie z najnowszymi poglądami kręgosłup nawet po operacji powinien być giętki. Dlatego między trzony kręgów wstawia się teraz sztuczne dyski. Bardzo popularne są też iniekcje wprost do kanału rdzeniowego sterydów i soli fizjologicznej. A jednak… Kto poddał się operacji, może mówić o szczęściu, jeśli zabieg nie zniszczy naturalnej zdolności organizmu do samoleczenia. Kto zaś ma pecha, czuje

William Merritt Chase, Plecy nagiej kobiety, 1888

się po zabiegu jeszcze gorzej. Nadmierny zapał do leczenia zmienia zdrowych w chorych. Sto lat temu ciężko pracujący fizycznie ludzie cierpieli na dużo poważniejszej zwyrodnienia kręgów lędźwiowych, a jednak znacznie rzadziej narzekali na kręgosłup. Współcześnie kręgi i dyski są w stosunkowo dobrym stanie, a mimo to społeczeństwo ma istny krzyż ze swoim krzyżem. Za ten ból na ogół nie odpowiada bowiem zwyrodnienie dysków. Znacznie, znacznie częściej – osłabione mięśnie pleców i stres psychiczny. Szwajcarscy lekarze wyniki swoich eksperymentów podsumowali krótko: im bardziej ktoś jest niezadowolony ze swojej pracy, tym prawdopodobniejsze staje się łupanie w krzyżu. To pod wpływem nadmiernego stresu krzyż się buntuje – mięśnie się kurczą, napinają, tężeją. Rwa kulszowa, sztywność karku i lumbago mogą sygnalizować wyczerpanie psychiczne. Czyli – źródło kłopotów z kręgosłupem tkwi w głowie. Nie znaczy to, że każdy, kogo boli krzyż, kwalifikuje się do psychiatry. Niemal wszyscy za to potrzebują terapii ruchowej. 11


O NAS

Uważano niegdyś, że problemy z kręgosłupem genezę mają w porzuceniu przez ludzi postawy czworonożnej. Szczegółowe badania wykazały jednak, że nasze mięśnie i mięśnie małp nie różnią się budową. Człowiek był gotowy przyjąć postawę pionową, nie był jednak gotowy do bezczynności. Ruch wskazany jest nie tylko w profilaktyce lumbago i zespołu sztywnego karku, ruch zalecany jest jako lekarstwo. Wskazówka, by przy bólu się oszczędzać, jest przestarzała. Pacjent musi się ruszać. Nie naraża wtedy kręgosłupa, tylko mu pomaga. Annette Becker z uniwersytetu w Marburgu grała w piłkę z trójką swoich dzieci, gdy poczuła, że dzieje się coś złego. – Początkowo tylko mnie kłuło i niewiele się tym przejęłam. Następnego ranka ból stał się jednak przejmujący, promieniował z lędźwi do lewego uda. Ledwo zwlekłam się z łóżka. Na szczęście wiedziała co robić, jest profesorem medycyny, zajmuje się leczeniem bólów kręgosłupa. – Wsiadłam na rower i w drodze do pracy czterdzieści minut pedałowałam po wzgórzach. Dzień zaczęłam zgięta z bólu, gdy wracałam rowerem do domu, czułam się znacznie lepiej. Nie potrzebowałam nawet tabletek przeciwbólowych. Nie wszyscy lekarze stosują się do takich „nowinek”. Nawet w renomowanych ośrodkach mniej więcej dziesięć procent specjalistów skazuje chorych na bezczynność. A przecież jeżeli leniuchują, mięśnie pleców słabną i kręgosłup staje się jeszcze bardziej wrażliwy na ból. Od krótkotrwałego bezruchu dużo gorszy jest bezruch wieloletni. W mięśniach kogoś, kto wciąż siedzi w biurze i nie uprawia żadnego sportu, z czasem następują trwałe zmiany, a kręgosłup staje się podatny na urazy– ostrzegają fachowcy. Wykazały to badania epidemiologiczne na grupie trzydziestu tysięcy Norwegów – mężczyzn i kobiet. Im gnuśniejszy tryb życia prowadzili, im większą mieli nadwagę, tym częściej uskarżali się na chroniczne bóle krzyża i karku. Poprawę przynosił ruch, w jednakowym stopniu ćwiczenia siłowe, gimnastyka rehabilitacyjna, joga, nawet wspinaczka. Inne badania wykazały, że bardzo skuteczny jest zwykły aerobik. Spokój w obliczu bólu, unikanie dramatycznych reakcji, aktywność fizyczna i - nawet gdy boli – jak najszybszy powrót do pracy, to najlepszy sposób niedopuszczenia, by problemy z kręgosłupem stały się chroniczne. oprac. Dorota Wysocka, na podstawie artykułu M. Timma z Der Spiegel z 01.10.2011 r.

12

Urodzeni, by biegać Budowa kręgosłupa naszych przodków od razu umożliwiała im przyjęcie postawy pionowej. To ustalenie specjalistów od medycyny ewolucyjnej stoi w sprzeczności z dawniejszymi poglądami, według których wykształcił się on do poruszania na czterech kończynach i nie nadawał się do chodzenia prosto. Inaczej czemu współczesnych ludzi wciąż nękałyby bóle krzyża? Odpowiedź jest już znana – bo za mało się ruszają. Nasi przodkowie stracili futro, na ich gołej skórze pojawiło się mnóstwo gruczołów potowych, po to by w upale mogli biegać dłużej i wytrwalej niż jakiekolwiek inne istoty. Talent ten przydawał się podczas polowania. Buszmeni z południa Afryki do tej pory tak długo gonią antylopy po sawannie, aż te słabną z przegrzania i łatwo je dobić. Podobnie Indianie z Ameryki Północnej tak długo ścigają w górach jelenie, aż padną one z wyczerpania i można je udusić gołymi rękami. Te i inne formy polowania mogły mieć decydujące znaczenie, gdy pierwotni ludzie wyruszyli z Afryki, by podbić świat. Obfita, wysokobiałkowa mięsna dieta pozwoliła im rozwinąć duży mózg. Współcześni ludzie nie przestali być długodystansowcami. Przystosowani są do tego, by codziennie pokonywać mniej więcej trzydzieści kilometrów. Tymczasem wielu mieszkańców wysoko rozwiniętych krajów pokonuje po kilkaset metrów. Skutki niedoboru ruchu są dramatyczne. Masa kostna ludzi w okresie od 1,7 mln lat temu gdzieś do roku trzytysięcznego przed nasza erą, zmniejszyła się o 15 procent. Pięć tysięcy lat temu proces ten gwałtownie przyspieszył i ubyło nam kolejne 15 procent. Staliśmy się wysmukli. Kości zanikają w miarę coraz częstszego korzystania z narzędzi i maszyn. Aparat mięśniowy nie zmusza ich do pracy. Wyraźnie widać zatem, że sami sobie stworzyliśmy warunki życia bardzo niekorzystne dla naszych kręgosłupów. oprac. J.K. na podstawie Der Spiegel 5/2011


echo życia

Czujnik sposobem na kierowców -ignorantów

WAŻNE INFORMACJE

Na całym świecie zdrowi kierowcy notorycznie parkują na miejscach zarezerwowanych dla niepełnosprawnych. Niektórzy usprawiedliwiają się tym, że są one najczęściej puste, a innych miejsc jest za mało. Osoby odpowiedzialne za parking nie zawsze są w stanie szybko reagować w takich sytuacjach, ale dzięki technologii opracowanej przez firmę Car Parking Technologies (CPT) może się to wkrótce zmienić. Co oznacza namalowany na miejscu parkingowym symbol osoby na wózku inwalidzkim? Dla wielu kierowców oznacza on mniej więcej to, że mogą tam zostawiać swoje auta. CPT znalazło sposób na szybkie powiadamianie opiekunów parkingu o zajęciu miejsca dla niepełnosprawnych przez osoby niepowołane. Działanie systemu powiadamiania wyglądałoby następująco: pojazd osoby niepełnosprawnej wyposażony byłby w specjalny elektroniczny identyfikator. Czujniki umieszczone na miejscach postojowych dla niepełnosprawnych reagowałyby na każdy pojazd zajmujący to miejsce. Jeśli identyfikator nie zostanie wykryty, czujniki natychmiast powiadomią o tym personel. Twórcy twierdzą, że system jest gotowy i może być wdrożony w każdej chwili. Pierwsze parkingi tego typu mają pojawić się w Nowej Zelandii. Trwają już rozmowy z organizacjami osób niepełnosprawnych, właścicielami centrów handlowych i lokalnymi władzami. Paul Collins, dyrektor generalny Car Parking Technologies (CPT) twierdzi, że system nie jest droższy od rozwiązania tradycyjnego, a przy tym gwarantuje wyższą skuteczność. System mógłby być też stosowany przy innych rodzajach parkingów zarezerwowanych dla danej grupy osób, np. dla pracowników określonej firmy. Pomysł CPT, aby ułatwić życie niepełnosprawnym, zasługuje na uznanie. Większość kierowców wciąż zapomina, że na parkingu obowiązują pewne zasady. Jedna z nich nakazuje nie zajmować miejsc oznaczonych symbolem wózka inwalidzkiego. Czy pomysł sprawdziłby się w Polsce, gdzie według danych GUS jest około pięciu milionów osób niepełnosprawnych? http://tech.pgs-soft.com

13


echo życia

WAŻNE INFORMACJE

Niewidomi w kulturze W muzeach na świecie, a ostatnio także w Polsce, coraz częściej dostrzega się potrzebę udostępniania sztuki osobom niewidomym i niedowidzącym. O to kilka użytecznych adresów internetowych: Muzeum Regionalne w Stalowej Woli http://muzeum.stalowawola.pl Muzeum realizuje program Dostępne Muzeum. W jego ramach powstała rzeźbiarska Galeria przez Dotyk, pakiet edukacyjny, przewodnik dla muzealników, cykl warsztatów i lekcji muzealnych. Muzeum organizuje także szkolenia dla muzealników w zakresie obsługi gości niepełnosprawnych. Muzeum Śląskie w Katowicach http://www.muzeumslaskie.pl Muzeum oferuje ścieżkę zwiedzania Galerii Malarstwa Polskiego dla osób z deficytami wzroku. Ponadto w ofercie edukacyjnej muzeum znajdują się zajęcia dla dzieci niewidomych i słabo widzących pt. Czym jest obraz. oprac. Redakcja

Sen leczy wzrok

Naukowcy z Uniwersytetu Minho w Portugalii, opracowali skuteczną metodę leczenia krótkowzroczności w czasie snu pacjenta. Wada wzroku jest eliminowana poprzez używanie specjalnych „oddychających” szkieł kontaktowych. Terapia, która nie wymaga korzystania z okularów podczas dnia, bazuje na „szkłach ortokorekcyjnych”. - W efekcie ich używania następuje zmiana krzywizny rogówki, co poprawia patrzenie na odległość i wyostrza wzrok. Skuteczność leczenia krótkowzroczności naszą metodą uzyskaliśmy nawet u pacjentów z wadą wzroku na poziomie 6 dioptrii” - powiedział prof. Jose Gonzalez-Meijorne z zespołu badawczego. Metoda opracowana przez portugalskich badaczy daje widoczne rezultaty już po kilku tygodniach od rozpoczęcia terapii. Zmiana powierzchni rogówki następuje w wyniku systematycznego stosowania soczewek podczas snu. - W związku z tym, że krótkowzroczność jest procesem odwracalnym, zalecane jest korzystanie ze szkieł ortokorekcyjnych z dużą regularnością. Nasze badanie potwierdziło, że stosowanie soczewek może być przerwane na maksymalnie dwa dni bez strat dla terapii - dodał szef zespołu badawczego. Krótkowzroczność jest jedną z najbardziej powszechnych wad wzroku. oprac. Redakcja

14


WAŻNE INFORMACJE

echo życia

Monety okolicznościowe z napisem w alfabecie Braille’a Narodowy Bank Polski, chcąc zwrócić uwagę opinii publicznej na problemy osób niewidomych i niedowidzących oraz uhonorować Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, wprowadza do obiegu wyjątkowe monety z nominałem zapisanym w alfabecie Braille’a. Bank centralny przygotował także słownik pojęć ekonomicznych dla osób głuchoniemych oraz kontynuuje działania na rzecz edukacji ekonomicznej środowisk wykluczonych, m.in. w ramach inicjatywy „Dostępne Finanse”. Do obiegu weszły monety kolekcjonerskie i obiegowe „Europa bez barier”, które uczczą 100-lecie Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi: oksydowana srebrna dziesięciozłotówka oraz 2 zł ze stopu Nordic Gold. Główny motyw awersu monety srebrnej to wybita alfabetem Braille`a wartość monety, czyli „10 złotych”. To pierwsza tego typu moneta w Polsce, ale także rozwiązanie wyjątkowe w skali świata. Rewers oksydowanej monety przedstawia dwie postacie, z których jedna trzyma w ręku laskę osoby niewidomej. Emisją tych monet NBP chciał także zwrócić uwagę opinii publicznej, że w Polsce żyje ponad 1 800 000 osób niepełnosprawnych z powodu uszkodzeń i chorób narządu wzroku. Warto przypomnieć, że wszystkie polskie monety i banknoty obiegowe mają oznaczenia dla niewidomych. NBP przygotował także pierwszy w historii Polski słownik pojęć ekonomicznych dla osób głuchoniemych. Dzięki tej inicjatywie wiele pojęć z dziedziny współczesnej ekonomii i finansów po raz pierwszy zostanie wprowadzone do języka migowego. Jest to jedno z kolejnych działań NBP z zakresu edukacji ekonomicznej, skierowanych do środowisk wykluczonych. Monety zaprojektowała Dobrochna Surajewska, a tradycyjny awers dwuzłotówki z orłem – Ewa Tyc-Karpińska. Moneta srebrna została wybita w 50 tysiącach egzemplarzy, natomiast nakład monety ze stopu Nordic Gold to 800 tysięcy sztuk. Monety dwuzłotowe można zamieniać po cenie nominalnej w kasach Oddziałów Okręgowych NBP. Źródło: NBP 15


WAŻNE INFORMACJE

Tajemnica głuchego mózgu ujawniona Jest wiele niewiadomych związanych z ludzkim mózgiem, należy też do nich tzw. „głuchy mózg”. Wykorzystuje on różne procesy poznawcze oraz odmienne sposoby komunikacji niż mózg słyszącej osoby. Peter Hauser, głuchy, neuropsycholog kliniczny bada w jaki sposób mózg przystosowuje się i przybiera różne funkcje w oparciu o nowe parametry. Postawił sobie pytanie – w jaki sposób głuchota może zmienić sposób działania mózgu? - Poprzez swoje badania szukam odkryć, jakie procesy poznawcze są stałe, a które są tymczasowe oraz jak głuchota i język migowy mogą na nie wpływać. Hauser twierdzi, że różnica między głuchymi a słyszącymi mózgami może mieć znaczący wpływ na badania lekarskie, które mogą przyczynić się do postawienia odpowiedniej diagnostyki i leczenia wielu chorób. - Załóżmy, że osoba niesłysząca ma udar mózgu, co wpływa na jego funkcje komunikacyjne – mówi Hauser, a następnie dodaje - ponieważ głusi komunikują się inaczej i używają różnych części mózgu, w tym procesie nie można zakładać, że oni będą mieli takie same objawy i że odpowiednia terapia przeznaczona dla osoby słyszącej będzie tak samo skuteczna dla osoby niesłyszącej. - Peter jest uważany w kraju za jednego z najlepszych ekspertów w dziedzinie badań porównujących głuchy i słyszących mózg i jego funkcje – mówi Daphne Bavelier, profesor z Uniwersytetu w Rochester. Dodaje - W szczególności on (Peter) jest liderem w sposobie scharakteryzowania jak rozwijają się funkcje wykonawcze mózgu głuchych i słabo słyszących. Jest to zestaw umiejętności, który jest kluczowy dla osiągnięć naukowych. Funkcje wykonawcze to w ogólnym pojęciu procesy poznawcze takie jak np.: planowanie, zapamiętywanie, rozwiązywanie problemów, rozumowanie werbalne, wielozadaniowość, myślenie twórcze, samokontrola, inicjowanie i monitorowanie działań. 16

echo życia Wiele wcześniejszych badań klinicznych z udziałem osób głuchych głównie koncentrowało się na przywróceniu słuchu oraz dostosowaniu się do stylu uczenia się przez osoby słyszące. Zamiast tego Hauser koncentruje się na poszczególnych głuchych, jak oni uczą się, jak oni myślą i jak ich głuchy mózg to wykorzystuje poprzez proces przetwarzania i wykorzystywania informacji. Hauser opracował kompleksowe procedury badania, mające na celu analizę poznania słuchu osób głuchych i słyszących. Jego badania obejmują studia nad aspektem funkcjonalnym wzroku, koncentrowanie się wzroku na poszczególnych obiektach i związane z tym funkcje wykonawcze części mózgu, która odpowiada za zachowania człowieka. Zespół Hausera zbiera dane na temat uczestników badań z całego świata i prowadzi oceny, zarówno pisania jak i języka migowego uczestników. Do tej pory ponad tysiąc osób wzięło udział w tych badaniach. Czy mózg osoby słyszącej jest inny od mózgu osoby głuchej? Wyniki ww. badań naukowych wykazały olbrzymie różnice pomiędzy osobami głuchymi a słyszącymi dotyczące tego, w jaki sposób informacje są przetwarzane w ich mózgach. Zespół udowodnił, że im osoba głucha jest starsza, tym uważniej postrzega wzrokowo swoje otoczenie. Brak słuchu zaowocował zwiększoną uwagą wzrokową. Hauser twierdzi, że odkrycie to jest dobrą psychologiczną wskazówką, iż osoba głucha potrzebuje innego rodzaju nauczania niż osoba słysząca, która odbiera wszystko słuchowo. Jego zespół przeprowadzał wszelkiego rodzaju badaniach na dzieciach głuchych i słyszących w wieku szkolnym, mających rodziców słyszących bądź głuchych. Wstępne wyniki badań sugerują, iż głuchota nie powoduje problemów w czytaniu, gdyż osoby głuche mogą równie dobrze jak słyszący czytać i pisać gramatycznie, gdyż jest to uwarunkowane wzrokowo. Różnica polega na tym, iż głusi uczą się czytania w inny sposób niż słyszący, a tym samym nauka czytania jest inaczej przetworzona w ich mózgach niż nauka czytania u osoby słyszącej. Hauser poprzez swoje badania chce popularyzować inne sposoby nauczania osób głuchych i słabo słyszących. Prezentuje wynik swoich badań na wszelkich konferencjach naukowych związanych z tą tematyką. Wierzy, że wyniki pozwolą lepiej zrozumieć świat głuchych i opracować metodyki ich nauczania oraz wdrażać je w szkołach. Zródło: www.rit.edu


echo życia

Jeśli od pewnego czasu słyszysz jakieś dźwięki w uszach lub w głowie, których nie słyszy nikt w pobliżu ciebie, oznacza to, że najprawdopodobniej masz tak zwane szumy uszne. Dźwięki te najczęściej przypominają szum, ale mogą być również podobne do pisku, gwizdu, syku uciekającego powietrza, dzwonienia, cykania świerszczy i wielu, wielu innych. Mogą one pojawiać się jedynie w pewnych sytuacjach, mogą też towarzyszyć nam przez cały czas. Takie chwilowe, przemijające dźwięki są zjawiskiem najzupełniej normalnym i nie wymagają zasięgania porady u specjalisty. Martwić powinniśmy się zacząć wtedy, gdy jednorazowo trwają dłużej niż 5 minut.

Szumi i drażni

WAŻNE INFORMACJE Szumom usznym mogą, choć nie muszą, towarzyszyć inne dolegliwości: różnego stopnia niedosłuch, zaburzenia rozumienia mowy, uczucie pełności w uszach, zawroty głowy, niepewność podczas stania albo chodzenia czy wreszcie tzw. nadwrażliwość słuchowa. Jest to nieprzyjemne uczucie (a nawet ból), powstające w uszach pod wpływem głośnych dźwięków w otoczeniu. Szumy uszne najczęściej powstają w uchu wewnętrznym, w jego części odpowiedzialnej za słuch zwanej ślimakiem. W ślimaku znajdują się komórki słuchowe, które odbierają drgania wywołane dźwiękami wpadającymi do naszych uszu i zamieniają je na impulsy nerwowe, przekazywane włóknami nerwu słuchowego do kory mózgowej. Najczęstszą przyczyną szumów usznych jest uszkodzenie w obrębie dwóch układów komórek słuchowych, zaburzające prawidłowy stan równowagi między nimi. Układ słuchowy natychmiast stara się to uszkodzenie w pewien sposób naprawić, odzyskać utraconą równowagę. Wynikiem właśnie tego procesu, jak gdyby jego efektem ubocznym, są szumy uszne. Tego rodzaju szumy nie są objawem żadnej choroby, przeciwnie - świadczą o prawidłowym funkcjonowaniu centralnego układu nerwowego. Czasem szumy uszne mogą być jednak objawem choroby toczącej się albo w sąsiedztwie ucha, albo w pobliżu nerwu słuchowego. Często powstają dlatego, że np. w uchu zalega woskowina lub doszło do obrzęku trąbki słuchowej. Duża część osób z szumami usznymi po przeprowadzeniu badań i wykluczeniu chorób, które mogły je spowodować, po pewnym czasie stopniowo przestaje zwracać na nie uwagę. W układzie słuchowym zachodzi wówczas proces tzw. habituacji, czyli przyzwyczajenia, jakiemu podlega wiele dźwięków obecnych stale w naszym otoczeniu, których nie odbieramy w sposób świadomy. Na co dzień nie słyszymy świadomie lodówki, zegara ściennego itp. Za każdym razem, jeśli zechcemy świadomie usłyszeć lodówkę czy zegar, to je usłyszymy, ale na ogół ich odgłosy nie docierają do naszej świadomości, choć przecież wpadają do naszych uszu. Podobnie dzieje się z szumami usznymi. Są, ale przestajemy je świadomie odbierać, nie zwracamy na nie uwagi. Istnieje jednakże grupa osób, którym się to nie udaje. Szumy uszne są ich udręką, przeszkadzają im w prowadzeniu normalnego życia, uniemożliwiają zaśnięcie, skupienie uwagi, pełne odprężenie. Często zmuszają do sięgania po leki uspokajające, nasenne czy przeciwdepresyjne. Ci pacjenci wymagają natychmiastowej pomocy lekarzy specjalizujących się w leczeniu szumów usznych. oprac. Redakcja

17


echo życia

WAŻNE INFORMACJE

Firmy muszą zainwestować w ułatwienia Opublikowane założenia przewidują, że wszystkie nowe inwestycje użyteczności publicznej muszą uwzględniać potrzeby osób niepełnosprawnych. Ma to dotyczyć także transportu publicznego – autobusów czy kolei. Dotychczasowe budynki i środki transportu niespełniające tych wymagań będą musiały zostać w ciągu dziesięciu lat dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych. Nieprzestrzeganie nowych przepisów będzie oznaczało dla właścicieli tych budynków (np. urzędów czy firm telekomunikacyjnych, pocztowych lub banków) kary administracyjne, nakładane przez nadzór budowlany. Z szacunków zawartych w założeniach ustawy wynika, że koszt adaptacji jednego budynku (zrobienia podjazdów i pochylni) wynosi około 60 tys. zł. Pomysłodawcy zakładają więc wprowadzenie do przepisów pojęcia „rozsądne dostosowanie” tak, by właściciele starych budynków nie musieli ich gruntownie przebudowywać. W razie trudności z dostosowaniem budynków organy administracji czy instytucje publiczne zostaną zobowiązane do zapewnienia niepełnosprawnym asystentów (w dostępnym miejscu), którzy udzielą im niezbędnej pomocy. Takie obowiązki będą dotyczyły też sklepów i firm usługowych. Ponadto sklepy samoobsługowe (np. hipermarkety) będą miały obowiązek takiego umieszczania informacji o cenach i właściwościach produktów, by mogli z nich skorzystać zarówno niewidomi, jak i osoby na wózkach inwalidzkich. Pojazdy komunikacji publicznej będą zaś bezpieczniejsze przy wsiadaniu i wysiadaniu. Wszystkie będą musiały podawać także informacje głosowe i świetlne o następnych przystankach. Źródło: Rzeczpospolita

Polscy naukowcy pomogą niewidomym Dzięki matrycy termicznej budowanej przez naukowców z Krakowa figury geometryczne nabiorą określonej temperatury i staną się odczuwalne dla osób niewidzących. - Jesteśmy pionierami w tej dziedzinie. Czegoś takiego na świecie jeszcze nie było - zapewnił twórca prof. Andrzej Kos z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Urządzenie przygotowano przede wszystkim do celów dydaktycznych. Jest ono uzupełnieniem znanych już możliwości przekazywania tekstu przy pomocy klasycznego wypukłego alfabetu Braille’a. Nauczyciel rysuje jakiś przedmiot na ekranie komputera i wykonany przez niego ruch myszą jest zamieniany na kształt np. okręgu. Obrazek okręgu z ekranu zostanie przełożony na punkty termiczne umieszczone na matrycy. W ten sposób wszystko, co nauczyciel narysuje na ekranie, zostanie w sposób termiczny odzwierciedlone na matrycy. Jak tłumaczy prof. Andrzej Kos, bardzo ważne jest zróżnicowanie ciepłoty punktów, bo gdyby niewidomy dotykał tylko ciepłych miejsc, wówczas jego naskórek szybko by się nagrzał i percepcja by osłabła. Przesuwając po punkcikach umieszczonych na matrycy, niewidomi rozpoznają poszczególne figury, kształty, a nawet kolory. Część możliwości matrycy będzie dostępna tylko dla osób, które wcześniej widziały, lecz wzrok utraciły. Osobie niewidomej od urodzenia trudno będzie wytłumaczyć kolor, ale ta, która potrafi go sobie przypomnieć, zidentyfikuje go również dzięki matrycy. www.naukawpolsce.pap.pl

18


echo życia

WAŻNE INFORMACJE

Dodatek dla rodzica

Rodzice opiekujący się niepełnosprawnym dzieckiem będą dłużej otrzymywać ekstra 100 zł dodatku do ich świadczenia pielęgnacyjnego Tak wynika z uchwały Rady Ministrów i zmiany rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków realizacji rządowego programu wspierania niektórych osób pobierających świadczenie pielęgnacyjne, przyjętej przez rząd. Specjalny dodatek do świadczenia pielęgnacyjnego dla rodziców i innych opiekunów dzieci ze znacznym stopniem niepełnosprawności będzie wypłacany o trzy miesięcy dłużej. Osoby, które nie dostawały tego świadczenia w poprzednim roku, będą mogły o nie wystąpić na nowo, na początku przyszłego roku. Podstawą do wypłacania świadczenia pielęgnacyjnego będzie rezygnacja z pracy przez rodzica lub innego faktycznego opiekuna dziecka, które ma orzeczony znaczny stopień niepełnosprawności i poważnie ograniczoną zdolność do samodzielnej egzystencji lub np. wymaga stałej pomocy w codziennym procesie leczenia, rehabilitacji czy edukacji. Zgodnie z przepisami rozporządzenia pomoc będzie wypłacana w tym samym terminie co świadczenie pielęgnacyjne przyznane za styczeń, luty i marzec 2012 r. Będzie ją wypłacał wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Wniosek o przyznanie tego dodatku powinien zostać złożony do 31 stycznia 2012 r. Osoby, którym świadczenie pielęgnacyjne przyznano po tym terminie, będą mieć wydłużony o siedem dni termin na złożenie wniosku, licząc od dnia przyznania świadczenia pielęŹródło: Gazeta Prawna gnacyjnego.

Niepełnosprawny płaci 60 proc. przejazdu Potrzebującego natychmiastowej pomocy pogotowie przewiezie za darmo. Niepełnosprawny pokrywa 60 proc. kosztów przejazdu Pacjent może być przetransportowany karetką na zlecenie lekarza ubezpieczenia zdrowotnego. Zgodnie z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, z transportu sanitarnego bezpłatnie może skorzystać osoba z dysfunkcją narządu ruchu, która uniemożliwia jej jazdę np. komunikacją miejską. Chory pokryje 60 proc. kosztów transportu, jeśli ze zlecenia będzie wynikało, że może on wprawdzie poruszać się sam, ale bez pomocy drugiej osoby nie jest w stanie skorzystać z komunikacji miejskiej lub na co dzień musi używać aut dla niepełnosprawnych. Dotyczy to np. osób, które cierpią na choroby nowotworowe, choroby oczu, psychiczne, moczowo-płciowe, krążenia, układu ruchu czy układu oddechowego, nerwice. W pozostałych, innych niż wymienione, przypadkach pacjent zapłaci 100 proc. za przejazd karetką, nawet gdy zlecił to lekarz. Prawo do bezpłatnego transportu karetką będzie miał także chory, którego trzeba zacząć natychmiast leczyć i przewieźć do szpitala, bo np. uległ wypadkowi. Jeśli chodzi o leczenie w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, przepisy wskazują, że ratownicy mogą przewieźć chorego tylko w ściśle określonych przypadkach. Skierowanie na transport wystawia wówczas lekarz rodzinny. Pacjent może skorzystać z pomocy ratowników, gdy lekarz podstawowej opieki zdrowotnej stwierdzi, że trzeba go leczyć w szpitalu, a nie w przychodni. Podobnie będzie, jeśli lekarz uzna, że trzeba zachować ciągłość leczenia chorego. Świadczenie obejmuje wówczas przejazd z miejsca zamieszkania do świadczeniodawcy i z powrotem. Pacjent nie zapłaci za taki transport, jeśli choroba przyczynia mu problemów z poruszaniem. Źródło: Rzeczpospolita

19


echo życia

WAŻNE INFORMACJE

Badanie urodynamiczne

Nietrzymanie moczu dotyka co trzecią kobietę po menopauzie, a także mężczyzn i osoby w różnym wieku. Szacuje się, że w Polsce jakikolwiek problem z NTM może mieć nawet 4 miliony ludzi! Nietrzymanie moczu należy do najbardziej wstydliwych chorób. Warto jednak pokonać wstyd i zdecydować się na zrobienie badania urodynamicznego, które pomoże w dokładnej diagnozie i przyszłym leczeniu zaburzeń dróg moczowych. To bardzo precyzyjne badanie, które jest pomocne w wykrywaniu wszelkiego rodzaju zaburzeń w utrzymywaniu moczu. Polega na pomiarze i ocenie działania dolnego odcinka układu moczowego (tych elementów, od których zależy prawidłowe zbieranie moczu i opróżnianie pęcherza). Dzięki temu możliwa jest dokładna analiza i wykrycie rodzaju zaburzenia, na które cierpi badany pacjent. Wskazania: Badanie urodynamiczne wykonuje się w diagnostyce szeregu chorób związanych z zaburzeniami oddawania moczu: • nietrzymanie moczu, • częstomocz dzienny i/lub nocny, parcia naglące, • oddawanie moczu w kilku porcjach, • osłabienie strumienia moczu, zatrzymanie oddawania moczu, • zaleganie moczu po mikcji (oddawaniu moczu), • wsteczne odpływy pęcherzowo-moczowodowe i inne zaburzenia rozwojowe dolnych, • dróg moczowych, • nawracające zakażenia układu moczowego • zaburzenia neurologiczne – pęcherz neurogenny. Badanie zaczyna się od oddania moczu do kalibrowanego naczynia. Następnie pacjent przechodzi na specjalny fotel urologiczno-ginekologiczny, gdzie zostaje podany miejscowy środek znieczulający. Do pęcherza moczowego oraz odbytnicy zakłada się cewniki razem z dodatkowymi urządzeniami, które wykonują precyzyjne pomiary: objętości moczu zalegającego w pęcherzu po mikcji, pomiary ciśnienia oraz czynność mięśni zwieraczy cewki moczowej. Pęcherz moczowy jest wypełniany przez cewnik roztworem wodnym 0,9% chlorku sodu. Następnie mierzy się strumień moczu oraz zapisuje zmianę ciśnień w trakcie i po mikcji. Na koniec lekarz usuwa wszystkie cewki z organizmu. Całość trwa zwykle od 60 do 90 minut. Po badaniu można odczuwać lekkie pieczenie w trakcie oddawania moczu. Lekarz może również przepisać profilaktycznie antybiotyk przeciwko infekcji dróg moczowych. Badanie urodynamiczne nie należy do przyjemnych, jednak warto zdecydować się na nieco dyskomfortu. Dzięki bardzo precyzyjnym wynikom i dobrej diagnozie będzie można wprowadzić skuteczne leczenie zaburzeń związanych z oddawaniem lub nietrzymaniem moczu – a to z kolei wprowadzi w nasze życie o wiele więcej komfortu, zarówno psychicznego, jak i fizycznego. oprac. Redakcja

20


echo życia

WAŻNE INFORMACJE

Młodzi starszym, starsi młodym Pomysł wyszedł od prof. Wojciecha Pędicha, znanego białostockiego gerontologa. Już dawno zwracał on uwagę, że liczba ludzi w późnym wieku, nieobciążonych obowiązkami, ale zachowujących sprawność intelektualną i ruchową, bardzo szybko rośnie. Grzechem byłoby nie skorzystać z ich potencjału, przy okazji dając starszym osobom poczucie, że są potrzebni, a i zapewnić nieco odmiany w monotonnym rytmie życia. Zwykle, jeśli myślimy o pomocy w kontekście wieku, to jednokierunkowo – młodzi starszym. Tymczasem można przecież – międzypokoleniowo. Stowarzyszenie Wolontariatu Międzypokoleniowego powołano w Białymstoku w 2001 roku, ale kilka lat trwało ono w uśpieniu. Dopiero w 2008 ruszyła praca. Stowarzyszeniu, za zgodą prezydenta miasta, pomieszczeń użyczyło Centrum Kształcenia Ustawicznego, przy ulicy Żabiej 5, a koordynacją zadań zajęły się związane z CKU Małgorzata Tarasiuk i Beata Konopka. Centrum Kształcenia Ustawicznego to specyficzna szkoła, dająca szansę uzupełnienia wykształcenia lub zdobycia nowego zawodu ludziom w każdym wieku, nie tylko młodzieży. Niepełnoletniej nie ma w niej w ogóle. Do współpracy namówiono ją jednak bez trudu. Koordynatorki piszą projekty i pozyskują na nie pieniądze, głównie z Urzędu Marszałkowskiego.

Zaczęły, jak to w szkole, od nauki. Chciano pokazać dziadkom i babciom, czym zajmują się ich wnuki w wolnym czasie, co je tak trzyma przy komputerach. Młodzież zaznajomiła ich więc z grami, najróżniejszymi ich rodzajami, a tym, którzy potrzebowali, przy okazji dała kurs podstaw obsługi sprzętu. Starsi zrewanżowali się nauką rękodzieła i ciekawymi opowieściami z czasów, gdy sami byli młodzi. Atmosfera spotkań była znakomita. Strzałem w dziesiątkę okazała nauka pierwszej pomocy, w międzypokoleniowych grupach. Chętnych było więcej niż pozwalały możliwości lokalowe i trenerskie. Warunkiem było późniejsze przekazanie wiadomości w swoich lokalnych środowiskach. Młodzież organizowała więc kursy i pokazy w szkołach, starsi w klubach seniora. Dużym powodzeniem cieszy się też organizowany od dwóch lat projekt „Europejskie spotkania”. Młodzi i starsi uczą się wspólnie angielskiego, równolegle zaś współpracują – drogą elektroniczną - z podobną, partnerską grupą z innego kraju i poznają jego kulturę i obyczaje. Listy wymieniano zatem z Grekami, Portugalczykami, Turkami, Włochami i Finami. Elementy nauki i zabawy wzajemnie się dopełniają. I tu fundamentem jest niezamykanie się w jednym przedziale wiekowym, wsłuchiwanie się oczekiwania przedstawicieli innego i dostosowywanie do nich. Wolontariat międzypokoleniowy wciąż poszukuje najlepszych form działania, dróg docierania do tych, którym może być przydatny. Najważniejsze jest niepozostawianie ludzi samym sobie, otwieranie się na innych. Bez względu na wiek. oprac. Dorota Wysocka

21


WAŻNE INFORMACJE

echo życia

Dobrowolnie, świadomie, bezinteresownie... Wolontariat to z założenia dobrowolna, bezpłatna praca na rzecz innych. Innych, czyli raczej nie rodziny, bezpłatna, czyli bez finansowego wynagrodzenia. Wolontariusze podejmują się pewnych obowiązków z potrzeby serca, czasem z nadmiaru wolnego czasu. Robią coś, bo chcą pomóc, bo czerpią radość z działania, bo cieszy ich perspektywa pozytywnej zmiany. Czasami postępują spontanicznie, częściej włączają się przygotowane już struktury. Na wolontariacie opiera się aktywność wielu organizacji społecznych – niosących pomoc humanitarną, medyczną, oświatową, powstają też stowarzyszenia łączące tych, którzy pomocy – w jakiejkolwiek formie – potrzebują z tymi, którzy gotowi są nią służyć. Rok 2011 ogłoszono Międzynarodowym Rokiem Wolontariatu. Z tej okazji Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej w Białymstoku zorganizował seminarium pod hasłem „Wolontariat łączy pokolenia”. Zaprosił na nie przedstawicieli organizacji pozarządowych, uniwersytetów trzeciego wieku, emerytów i studentów. Zaproszenie przyjęto z ochotą, gdyż sala w „Venessie” przy ul. Mickiewicza była pełna. - Wolontariat to sposób na zdrowy i aktywny tryb życia, na przełamanie bierności i osamotnienia. Ważny w każdym pokoleniu. Nie jest bowiem tak, że tylko młodzi i sprawni ofiarowują swój czas i siły, a starsi i słabsi są jedynie beneficjentami - powiedziała na wstępie Elżbieta Rajewska, dyrektor białostockiego ROPS. Prawdę tę wykazały Małgorzata Tarasiuk i Beata Konopka, reprezentujące Stowarzyszenie Wolontariatu Międzypokoleniowego. O jego ideach i działaniach piszemy obok. Wystąpienie Grażyny Jakimiuk ze stowarzyszenia „Od dialogu do rozwoju” poświęcone było popularnym na Zachodzie, a u nas dopiero raczkującym, bankom czasu. Udziałowcy takiego banku, oczekując wzajemnej pomocy, „wkładają” do niego swoje umiejętności i możliwości, przeliczając je na czas. Godzina korepetycji równoważy godzinę spaceru z psem czy mycia okien. Ja tobie, ty mnie. System działa sprawnie, o ile grono zainteresowanych jest w miarę rozległe, a ktoś umiejętnie koordynuje wymianę usług. Dr hab. n. med. Danuta Pawłowska wygłosiła bardzo interesujący – i bogato ilustrowany – wykład poświecony dobrze zbilansowanej diecie, pozwalającej do późnych lat zachować sprawne ciało i jasny umysł. Nie jest to nic skomplikowanego, nie wymaga precyzyjnego liczenia i odmierzania, a jedynie trzymania się prostych zasad. Konsekwentnego się ich trzymania. Wiceprezes Stowarzyszenia Akademia +50, Anna Skorko, przybliżyła działalność tego coraz aktywniejszego w mieście ośrodka, skupiającego osoby, przede wszystkim panie, „po pięćdziesiątce”, które wspólnie chodzą na wycieczki, wyjeżdżają za granicę, uczą się tańca, języków obcych, pływają w basenie, ćwiczą w parku... Formy spotkań są nieograniczone, a jedną z nich jest pomoc koleżankom w potrzebie. Założenia seminarium nie wzbudziły kontrowersji. Idee wolontariatu warto propagować, gdyż to dobry sposób na spędzanie wolnego czasu miedzy ludźmi, na budowanie dobrych kontaktów i wzmacnianie więzi społecznych w różnych wymiarach. Dobry dla starych i młodych. oprac. Redakcja 22


echo życia

WAŻNE INFORMACJE

W mediach trwa ogólnopolska kampania społeczna Centrum Wolontariatu, promująca wolontariat. Kampania realizowana jest pod hasłem: „Pomaganie wzmacnia”. Jej celem jest zachęcenie do włączenia się w wolontariat, zaangażowania się w pomaganie innym, potrzebującym pomocy. Na kampanię składają się spoty filmowe i plakaty, których główną postacią jest Mariusz Pudzianowski, mistrz świata. Postać Mariusza Pudzianowskiego jest symbolem hartu ducha, silnego charakteru w dążeniu do wyznaczonego sobie sportowego celu. Jest kimś, kto dzięki systematycznej, tytanicznej pracy nad samym sobą osiąga swoje marzenia i znajduje czas, by pomóc innym. Warto podkreślić, iż udział w kampanii Mariusza Pudzianowskiego jest nieodpłatny. Poprzez jego osobę organizatorzy pragną ukazać wolontariat jako drogę do kształtowania własnej osobowości, charakteru, źródło siły do pomagania innym. Forma przekazu reklamy - spoty i plakaty przedstawione z przymrużeniem oka, mają na celu ukazanie wolontariatu jako ciekawej formy pomocy drugiej osobie mają zainteresować odbiorcę zabawnym, niestereotypowym pokazaniem pomocy osobie potrzebującej. Reklama w proponowanej formie pozostaje w pamięci, skłania do zastanowienia się nad wolontariatem i uatrakcyjnia jego wizerunek. Kampania opracowana i przygotowana została nieodpłatnie. W jej powstanie i dystrybucję zaangażowały się: Agencja Leo Burnett i Dom Mediowy Starcom, na zlecenie Stowarzyszenia Centrum Wolontariatu w Warszawie. Realizację kampanii wsparły firmy: Commercial Union Polska oraz TP SA. informacja pochodzi z portalu www.ngo.pl 23


echo życia

WARTO WIEDZIEĆ

Czarny kminek (czarnuszka siewna, łac.: nigella sativa) jest znana od co najmniej pięciu tysięcy lat, szczególnie w Azji południowej i Afryce Północnej, jako remedium na przeróżne choroby. Jest rośliną jednoroczną i często samorozsiewającą się wśród rosnących zbóż. Arabowie nazywają ją „nasionami szczęścia” - habbat al. -baraka. Angielska nazwa jest równie poetycka jak Arabów: Love in a mist - „miłość we mgle”. O zastosowaniach czarnuszki wiele osób w Polsce zapomniało. Może to wynikać z faktu, że polska odmiana czarnego kminku była głównie stosowana nie jako panaceum, lecz jako przyprawa, szczególnie w piekarnictwie. W „Herbarzu Polskim” Marcina z Urzędowa (1599 r.) jest wzmianka o czarnuszcze jako dodatku do chleba: Nigella ludzie pospolicie znają, bo chleb z nią jadają, a bywa smaczny i zdrowy”. Obecnie roślina ta przeżywa swój renesans. Surowcem czarnego kminku są nasiona i olej czarnuszkowy. Mielone nasiona czarnuszki można wykorzystać do sporządzania np. wywaru. Wyciąg olejowy z nasienia czarnuszki można zażywać doustnie lub stosować na skórę do wcierania i okładów. Najwyższej jakości olej uzyskiwany jest z roślin rosnących na południu Egiptu, z uwagi na specyficzne warunki klimatyczne i glebowe. Czarny kminek należy do rodziny jaskrowatych. Jego łodyga wzniesiona jest do 40 - 60 cm z delikatnymi, pierzastosiecznymi liścmi, zakończona kwiatem. Taki wygląd zrodził francuską nazwę - włosy Wenus (Cheveux de venus). Kielich kwiatu ma białe płatki z niebieskim żyłkowaniem. Owoc stanowi mieszek wypełniony nasionami - spłaszczone, ostro zakończone, o nierównej, aksamitnej powierzchni i ostrym, charakterystycznym smaku. Właśnie dzięki tym czarnym nasionom czarny kminek zawdzięcza swą niezwykłość. Zbiorów dokonuje się przed wschodem słońca, uzyskane nasiona są rozcierane w żarnach, a następnie poddawane tłoczeniu na zimno. Tak uzyskany olej cechuje się niezwykle wysoką zawartością nienasyconych kwasów tłuszczowych (aż do 84 proc.). Walory i wartości odżywcze oleju z czarnego kminku okreslają przede wszystkim niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, należące do substancji, których nasz organizm sam nie może wytworzyć i które muszą być dostarczane z pożywieniem. Głównymi przedstawicielami tej grupy są kwasy Omega-3 i Omega-6. Kwasy te służą organizmowi do produkcji np. prostagladyn, substancji

OLEJ Z CZARNEGO KMINKU Prorok Mahomet uwiecznił w Koranie sentencję: „Olej z czarnego kminku leczy wszystkie choroby, oprócz śmierci”

24


echo życia które regulują ciśnienie krwi, wpływają pozytywnie na stężenie cholesterolu i zmiany miażdżycowe, reakcje zapalne, pomagają przy atopii i alergii. Ponadto, kwasy Omega-3 wchodzą w skład błon komórkowych, szczególnie komórek układu nerwowego. Witamina A - witamina rozpuszczalna w tłuszczach - jest niezbędna do właściwego funkcjonowania układu odpornościowego i procesu prawidłowego widzenia. Olej pomaga w leczeniu chorób płucnych i skórnych. Witamina C - inaczej kwas askorbinowy to jedna z najbardziej popularnych witamin. Wzmacnia odporność organizmu, uczestniczy w biosyntezie kolagenu przyspieszając proces gojenia się ran. Witaminy grupy B - to grupa witamin rozpuszczalnych w wodzie, ważna dla metabolizmu organizmu, dla przemian węglowodanów, regulacji stężenia cholesterolu i wpływają pozytywnie na pracę układu nerwowego. Czarny kminek zaleca się przede wszystkim przy: • • • • • • • • • •

obniżonej odporności organizmu podatności na infekcje przeziębieniach alergiach i stanach zapalnych astmie problemach z układem oddechowy problemach trawiennych regulują ciśnienie krwi normalizują poziom cholesterolu przeciwdziałają miażdżycy

Czarny kminek, zwany też złotem faraonów jest substancją znaną już od tysiącleci ze swych leczniczych właściwości. Egipcjanie, słynący ze stosowania wysokorozwiniętych metod leczenia, od zawsze bardzo cenili sobie małe, czarne nasiona owej rośliny. Według podań, faraon Tutenhamon był tak zafascynowany czarnym kminkiem, że jego słudzy musieli stale nosić przy sobie butelkę cennego olejku. Po śmierci faraona amfora z olejem z czarnego kminku została złożona wraz z nim do grobu. Podobno Kleopatra i Nefretete, oprócz kąpieli w mleku, aksamitnie miękką i piękną skórę zawdzięczały właśnie czarnemu kminkowi. We wczesnym średniowieczu czarny kminek uprawiano w Europie Środkowej, traktując go jako przyprawę oraz środek leczniczy w medycynie ludowej.

WARTO WIEDZIEĆ Głównym składnikiem oleju są wielonienasycone kwasy tłuszczowe. Są one niezastąpionym budulcem w naszym organizmie i odgrywają niezwykle ważną rolę przy wytwarzaniu tak zwanych prostaglandyn. Prostaglandyny to substancje podobne do hormonów, sterujące wieloma podstawowymi funkcjami organizmu (są niezbędne m.in. w utrzymaniu równowagi systemu hormonalnego, nerwowego i odpornościowego). Co ważne, jeden gram oleju z czarnuszki pokrywa całodzienne zapotrzebowanie naszego organizmu na wielonienasycone kwasy tłuszczowe, których, co trzeba zaznaczyć, sami nie potrafimy produkować. Kwasy te, oprócz udziału w produkcji prostaglandyn są regulatorem powstawania i wzrostu komórek. Jeśli uświadomimy sobie, że z ok. 70 bilionów komórek naszego ciała każdego dnia umiera 600 miliardów i jednocześnie powstaje i podejmuje swoje funkcje taka sama liczba nowych komórek, to łatwo sobie wyobrazić, jakie znaczenie dla naszego organizmu mają nienasycone kwasy tłuszczowe, a wraz z nimi prostaglandyny. Co więcej, kwasy tłuszczowe wydatnie wspomagają hamowanie nadmiernej odpowiedzi immunologicznej (alergie, świerzbiączka, astma), chronią nasz organizm przed wolnymi rodnikami, wspomagają regenerację organów, gojenie ran i wzmacniają ściany naczyń krwionośnych. Pełnią istotną rolę w zachowaniu prawidłowej gospodarki lipidowej, w tym regulacji poziomu cholesterolu. Oprócz wielonienasyconych kwasów tłuszczowych w oleju z czarnego kminku znajdują się również olejki eteryczne. Głównie są to, monoterpenole, goryczki i cyneol. Wartość olejków eterycznych także jest nieoceniona. Olejki bowiem wykazują silne działanie antybakteryjne i antyseptyczne, wspomagają rozszerzanie oskrzeli oraz produkcję mniej lepkiego śluzu w trakcie infekcji dróg oddechowych. Mogą być pożyteczne wskutek swego działania uśmierzającego ból, przeciwzapalnego i moczopędnego. Wspomagają również trawienie oraz regulację poziomu cukru we krwi. W wielu krajach świata olej ten, jako suplement, stosowany jest przy, infekcjach dróg oddechowych i zatok, różnego rodzaju opryszczkach, infekcjach dróg moczowych, grzybiczych zakażeniach skóry, błon śluzowych i jelit, zaburzeniach trawienia, nadkwasocie, chorobach wrzodowych, a także alergiach skórnych i pokarmowych, trądzikach i zaburzeniach hormonalnych. oprac. Eleonora Modrzejewska 25


WARTO WIEDZIEĆ

ANANAS I BROMELAINA Nazwa ananas pochodzi od indyjskiego słowa „nana” co oznacza zapach. Roślina pochodzi z Brazylii. W Europie rośnie jedynie w szklarniach. Ananas został odkryty przez Krzysztofa Kolumba podczas jego drugiej wyprawy do Nowego Świata. Przez stulecia owoc ten był uważany za przysmak królewski. Później symbolizował dobrobyt i gościnność gospodarzy. Pierwsze sukcesy hodowlane pojawiły się w XV w. w Anglii, w szklarniach księżnej Cleveland. W XVIII w. uprawę ananasów w Polsce zapoczątkował Stanisław Poniatowski przez założenie w Warszawie ogrodów Frascati. Przez długie lata ananasy pojawiały się jedynie na królewskich stołach ze względu na wysokie koszty hodowli szklarniowej. Dopiero w XIX w. zaczęto importować owoce z gorących krajów. Owoce ananasa zawierają do 14 proc. cukrów, błonnik, potas, magnez, wapń, fosfor, sód, żelazo, cynk, miedź, witaminy: A, B1, B2, B6, PP, C, kwas foliowy oraz enzym bromelainę, który został wyizolowany w latach 70. XX w. Ananas zawiera również mangan, pierwiastek, który odgrywa ważną rolę w procesach prawidłowego rozwoju komórek naszego ciała i właściwego działania witaminy B1, która bez niego może mieć działanie toksyczne. Mangan razem z żelazem i miedzią jest niezbędny do prawidłowego procesu wytwarzania krwi oraz zapobiega rozwojowi osteoporozy. Bromelaina jest enzymem rozkładającym i ścinającym białko, silnym środkiem przeciwzapalnym. Współdziała z prostaglandynami, substancjami podobnymi do hormonów. Hamuje działanie tych prostaglandyn, które wywołują ból i stan zapalny, a jednocześnie pobudza tworzenie się prostaglandyn przeciwzapalnych. Pobudza także rozkład włóknika, czyli fibryny, nierozpuszczalnego białka, które jest jedną z najważniejszych substancji, biorących udział w procesie krzepnięcia krwi. Wspomaga więc procesy gojenia ran i oparzeń. Zdaniem naukowców bromelaina zmniejsza obrzęki, siniaki, zwiększa odporność na urazy. Działa również odkażająco na rany. Jest stosowana przy ukąszeniach i ugryzieniach przez zwierzęta. Tę tradycyjną metodę leczenia stosują nadal Japończycy. Producenci kosmetyków skorzystali z tej właściwości bromelainy i chętnie używają jej przy produkcji kosmetyków do cery z „problemami”. Zdaniem niektórych ekspertów bromelaina może być pomocna przy katarze, kaszlu oraz może wpływać na zmniejszenie obrzęku wywołanego zapaleniem zatok i kataru siennego. Białka bromelainy wspomagają procesy trawienne, zmniejszają zgagę i inne zakłócenia ze strony żołądka. Enzym ten jest w stanie rozłożyć tysiąckrotnie 26

więcej protein, niż sam waży, dlatego też jest stosowany w dietach odchudzających. Zdaniem naukowców bromelaina może mieć podobne działanie przeciwbólowe do ibuprofenu w przypadku zwyrodnień i chorób reumatycznych stawów. Może również obniżyć temepraturę ciała podczas gorączki oraz zapobiegać osteoporozie, dzięki zawartości manganu, żelaza i miedzi. Bromelaina ma zdolność rozpuszczania zakrzepów krwi. Obecnie trwają kliniczne prace badawcze nad przeciwnowotworowym działaniem bromelainy. Zdaniem australijskich naukowców białka bromelainy wzmacniają układ immunologiczny i niszczą zmutowane komórki rakowe, co może mieć przełomowe znaczenie dla chorych. Bromelaina nie jest jednak panaceum na wszystkie dolegliwości. Jak każdy składnik pożywienia może mieć skutki uboczne. Może wchodzić w interakcję z niektórymi lekami (zwłaszcza antybiotykami), dlatego jej stosowanie powinno się odbywać pod kontrolą lekarza. Znane działania niepożądane to, biegunka, nudności, wymioty, nasilone krwawienia miesiączkowe i inne krwawienia (bromelaina rozrzedza krew), reakcje skórne i, u osób uczulonych na ananasa, wzmożone objawy astmy. Szczególną ostrożność powinny zachować osoby z wysokim ciśnieniem, nadkwasotą, chorobami wątroby i nerek, wrzodami żołądka i dwunastnicy oraz kobiety w ciąży. Porcja surowego ananasa zawiera 30 kalorii w 100 g. Najbardziej tuczące są konserwowane ananasy w mocno słodzonym syropie. oprac. Wiktoria Mierzwińska


echo życia

WARTO WIEDZIEĆ

Naukowcy, Nicholas Christakis i James Fowler, na podstawie przeprowadzonych przez siebie badań uważają, że jeśli jeden z przyjaciół staje się otyły, drugiemu grozi w 57 proc., że również będzię otyła. A w przypadku bardzo bliskich przyjaciół zagrożenie wzrastaniemal trzykrotnie.. Dlatego też, James Fowler podsumowuje Jesteśmy nie tylko tym, co jemy, ale również tym, co jedzą nasi przyjaciele. Oczywiście, wnioski te są bardzo żywo krytykowane przez wielu innych naukowców, ale może warto przyjrzeć się wyjaśnieniom. Pierwszą sprawą jest nasza tendencja do wybierania przyjaciół, którzy nas przypominają. Drugą sprawą jest to, że nasi przyjaciele i my sami jesteśmy w taki sam sposób dotknięci przez to samo środowisko. I trzecią sprawą jest to co przyciąga największą uwagę – zarażenie. Nicholas Christakis i James Fowler koncentrują się na tej przyczynie, mówiąc, iż można ocenić jej efekty oraz że jest ona naprawdę ważna. Naukowcy ci zbudowali teorię, że akceptowalna waga albo akceptowalny rozmiar porcji dla danej osoby zmienia się, kiedy obserwuje ona sylwetkę przyjaciół albo rozmiar porcji, które oni zjadają. Wielu specjalistów od żywienia nie zgadza się z tymi konkluzjami. Zdaniem krytyków, metodologia używana w badaniach Nicholasa Christakis i Jamesa Fowler ma błędy, a dane są zbyt niedokładne, żeby można było oceniać rolę „zarażenia” w rozprzestrzenianiu się zachowań. Inni krytykują przyczynowość wyrażoną, przez Nicholasa Christakis i Jamesa Fowler, w liczbach, jeśli chodzi o procent ryzyka rozwinięcia otyłości, nie pochodzą z bezpośrednich danych,

Czy otyłością można się zarazić? ale z modelu statystycznego, którym posługują się obydwaj naukowcy w swoich badaniach. A w końcu, niektórzy naukowcy krytykują ogólnie opinię Nicholasa Christakis i Jamesa Fowler na temat zarażania otyłością. Jak mówią Cosma Shalizi i Andrew Thomas, trudno jest odseparować „zarażanie”, czyli fakt, w jaki sposób nasi przyjaciele na nas wpływają, od faktu, że wybieramy przyjaciół, którzy są do nas podobni. Trzy przedstawione wyżej wyjaśnienia, zaproponowane przez Nicholasa Christakisa i Jamesa Fowler, są nieodłączne od siebie, i „matematycznie niemożliwe jest” użycie prostej obserwacji, aby ustalić, że zarażenie jest ważną przyczyną rozprzestrzeniania się danego zachowania. Źródło: www.dieta.pl

27


WARTO WIEDZIEĆ

echo życia

Co może oznaczać drżenie rąk? Dolegliwość trzęsących się dłoni czyli tremor rąk dotyka osoby w różnym wieku. Choć to teoretycznie niepozorna przypadłość, sprawia ogromne problemy i wielki dyskomfort osobom, które ją odczuwają. Drżenie najczęściej jest spowodowane silnymi emocjami lub działaniem stresu, ale może być także objawem kilku poważnych schorzeń – neurologicznych, endokrynologicznych czy spowodowanych zaburzeniem metabolizmu. Tremor rąk jest też sam w sobie chorobą, kiedy występuje samoistnie, bez żadnej przyczyny. Problemy z tarczycą Drżenie rąk jest jednym z objawów zaburzeń w funkcjonowaniu tarczycy. Jeśli przy tym występują dolegliwości takie jak kołatanie serca, wysoka potliwość oraz utrata wagi ciała i biegunki, może to świadczyć o niedoczynności tarczycy. W tym wypadku nie powinno się zwlekać z wizytą u endokrynologa. Konieczne będzie oznaczenie hormonów TSH i FT4. Na szczęście przy szybkim rozpoznaniu niedoczynności tarczycy i wprowadzeniu odpowiednich leków wszystkie objawy ustępują. Choroba Parkinsona Parkinsonizm jest chorobą na tle neurologicznym, dotykającą najczęściej osoby po sześćdziesiątym roku życia. Polega na niedoborze dopaminy w niektórych częściach mózgu. Drżenie rąk występujące w chorobie Parkinsona, jest rytmiczne, pojawia się głównie w momencie, kiedy dłonie leżą swobodnie (np. na kolanach czy wzdłuż ciała), a zanika w chwili poruszania się. Nie jest to jedyny objaw, przy parkinsonizmie dochodzi jeszcze drżenie innych części ciała: głowy i nóg, zaburzenia ruchu, trudność w wysławianiu się. W leczeniu stosuje się środki farmakologiczne uzupełniające zbyt niski poziom dopaminy w mózgu. Tremor essentialis To nazwa drżenia samoistnego, najczęściej występującego problemu z trzęsącymi się rękoma. Osób cierpiących z tego powodu jest bardzo dużo. Często choroba uaktywnia się już w wieku szkolnym i rozwija się, przybierając na sile, aż do wieku mocno dojrzałego. Lekarze nie znają przyczyny drżenia samoistnego, które pojawia się nieoczekiwanie i niestety bardzo rzadko daje się nad nim zapanować. Drżenie może występować zarówno podczas wykonywania czynności (np. noszenia filiżanek z kawą), jak i w bezruchu. Objawy nasilają się pod wpływem stresu i czynników psychicznych. Jako leczenie stosuje się psychoterapię, techniki relaksacyjne oraz środki uspokajające. Inne przyczyny Wśród przyczyn tremoru rąk bardzo często pojawia się stres i duże napięcie emocjonalne. Może to prowadzić do nerwicy, której charakterystycznym objawem również jest drżenie dłoni, ciała oraz głosu, którego nie można opanować, zwłaszcza przed stresującym wydarzeniem. Do innych przyczyn zaliczyć można przyjmowanie leków lub substancji psychoaktywnych (alkohol, kofeina, narkotyki, niektóre leki antydepresyjne czy przeciwpadaczkowe itp.). Tremor może także wystąpić przy stwardnieniu rozsianym. Drżenie rąk powoduje ogromny dyskomfort psychiczny i stres związany z najprostszymi czynnościami, np. posłodzeniem kawy, przeniesieniem filiżanki czy podpisaniem dokumentów w urzędzie. Warto zdiagnozować problem zanim trzęsące się dłonie zupełnie uprzykrzą nam życie. oprac. Redakcja

28


echo życia

WARTO WIEDZIEĆ

LUBCZYK

Potas ratuje serce - Dla zdrowia niekorzystne jest, gdy na duże spożycie soli nakłada się mała zawartość potasu w diecie - sugerują badania opublikowane przez „Archives of Internal Medicine”. Sól kuchenna zawiera niemal wyłącznie chlorek sodu, który podejrzewany jest o to, że spożywany w nadmiarze może powodować nadciśnienie tętnicze krwi, co z kolei sprzyja chorobie niedokrwiennej serca oraz udarom mózgu. - Potas może jednak neutralizować szkodliwe działanie sodu. Dopiero gdy jest go zbyt mało, sól wykazuje szkodliwe działanie - wyjaśnia jedna z autorek badań dr Elena Kuklina z Centers for Disease Control and Prevention. Ludzie, którzy spożywają dużo soli i niewiele potasu, są dwukrotnie bardziej narażeni na zgon z powodu zawału serca. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób potas neutralizuje szkodliwe działanie soli kuchennej. I nie wystarczy zażywać go w tabletkach, żeby zwiększyć jego zawartość w organizmie. Trzeba przede wszystkim wzbogacić codzienny jadłospis w obfitujące w ten pierwiastek warzywa i owoce. Są to głównie rośliny strączkowe, owoce cytrusowe, banany, melon kantalupa, pestki słonecznika, liście mięty, zielone warzywa, pomidory, ziemniaki oraz orzechy. Przykładowo w 100 g moreli suszonych jest 1666 mg potasu, w figach suszonych - 938 mg, bananach - 395 mg, ziemniakach - 357 mg, selerze - 320 mg, kiwi - 290 mg, pomidorach - 282 mg oraz grejpfrutach - 277 mg. Dziennie spożycie potasu powinno wynosić 4,7 g, ale rzadko kiedy ta norma jest spełniona. Gdy jest go zbyt mało, następuje utrata apetytu i osłabienie organizmu, arytmia serca, bóle głowy, a także zaburzenia koncentracji, nerwowość i zaburzenia snu.

Lubczyk uprawiamy był już w ogrodach starożytnej Grecji i Rzymu. W średniowieczu uprawiali go benedyktyni. Lubczyk wchodzi w skład wielu mieszanek ziołowych. Dodawany był kiedyś do chleba, a niektórzy dodają go do słodkiej herbaty z miodem. Zioło świetnie smakuje w zupach. Używa się je także do przyprawiania duszonych mięs, smażonych w oleju warzyw oraz do owoców morza. Lubczyk dodawany jest także do cukierków, ciast, krakersów oraz herbatników. Lubczyk przynosi ulgę w bólach brzucha. Związki alkiloftalidowe i flawonoidy działają rozkurczowo na mięśnie gładkie przewodu pokarmowego, dróg moczowych i układu żółciowego. Przetwory z lubczyku przeciwdziałają wzdęciom i ułatwiają odprowadzenie gazów. Preparaty z lubczyku są skuteczne w zaburzeniach miesiączkowych. Napar z 5 g korzeni lubczyku (na szklankę wrzątku) polecany jest przy wyczerpaniu nerwowym, bo zawarte w nim butyloftalid i sedanenolid mają działanie uspokajające i przeciwlękowe. Lubczyk przydaje się też do zabiegów kosmetycznych. Ponieważ wodne i alkoholowe wyciągi wykazują działanie antyseptyczne, można nimi odkażać, oczyszczać skórę. Najsilniejsze działanie lecznicze mają preparaty z korzenia lubczyku. Wykopuje się go w październiku i listopadzie, w drugim roku życia rośliny. W warunkach domowych, umyty w zimnej wodzie, kroi się na małe kawałki i nawleka na grubą nić, jak grzyby, i suszy. Najbardziej aromatyczne są świeże liście lubczyku i one stają się w kuchni wyśmienitą przyprawą. Niestety, po wysuszeniu aromat znika. Dlatego jeśli chcemy używać lubczyku jako przyprawy przez cały rok, można go zamrozić, zasolić lub zalać olejem roślinnym. Posiekane wystarczy „luźno” wsypać do plastikowej torebki i od razu zamrozić. Nie gnieść i nie upychać! Tak przygotowane ziółko jest jednocześnie zamrożone i sypkie. oprac. Aniela Szymańska

Źródło: PAP

29


WARTO WIEDZIEĆ

echo życia

LITOTERAPIA PIĘKNO UKRYTE W KAMIENIU

PERŁY Dawniej powiadano, że perły były łzami aniołów. Potem wierzono, iż perłopławy, we wnętrzu, których znajdowano cenne twory, były zapładniane przez tęczę dotykającą wód oceanu. Perły to więc talizman dla ludzi, chroniący przed utonięciem i wszelkimi zagrożeniami morskimi. Perłom przypisywano ogromną moc leczniczą. Uważano, że sproszkowane perły leczą wiele dolegliwości, np. serca i układu krążenia. Perła rozpuszczona w soku z cytryny lub z mlekiem uchodziła za skuteczny środek przeciwko zaburzeniom psychicznym. Wzmacniała zęby i kości. Oczyszczała organizm z toksyn. Perły są symbolem piękna, doskonałości, wierności i skromności. Oddalają troski i zmartwienia, usuwają negatywne emocje. Podobno pocierając perłami skórę można zlikwidować zmarszczki. Uznawane za cud natury, miały początkowo znaczenie obrzędowe, a dopiero znacznie później kultowe, magiczne i lecznicze. W średniowieczu perły uważane były za symbol miłości Bożej. Stąd często były wykorzystywane do ozdoby przedmiotów liturgicznych. W XII w., w czasie krucjat krzyżowcy wierzyli, że noszona perła ochroni ich przed ranami. Nazwa epoki Barok prawdopodobnie pochodzi od słowa barroco, które po portugalsku oznacza perłę o nieregularnym kształcie. Perły to marzenie wielu kobiet. Są symbolem elegancji i ponadczasowego piękna. Od najdawniejszych czasów uważane były za kwintesencję doskonałości i ozdabiały najdostojniejsze głowy. Moda na perły nie przeminęła. Perły zbudowane są z tej samej substancji co wewnętrzna strona muszli, czyli z masy perłowej, której głównymi składnikami są węglan wapnia i rogowata substancja białkowa. Powstają w wyniku obronnej reakcji mięczaka perłorodnego. Gdy pod skorupkę mięczaka dostaje się ciało obce, małż, chcąc złagodzić ból, wypuszcza śluz, który otacza ciało obce powłoką masy i twardnieje. Następnie ucisk łagodnieje, a masa się rozszerza. W ten sposób tworzą się kolejne warstwy. Tak powstają perły naturalne, które rodzą się w przyrodzie bez udziału człowieka. 30

René-Jules Lalique, Broszka secesyjna, 1901


echo życia

WARTO WIEDZIEĆ

O wartości i jakości pereł decydują m.in. wielkość, forma, grubość powłoki masy perłowej, a także barwa, połysk, oraz powierzchnia perły. Najbardziej cenione są perły kuliste. Wielkość pereł podawana jest w milimetrach. Jedynie do pereł wyjątkowo dużych bądź o silnie asymetrycznym kształcie nadal stosuje się jednostki masy. Największa istniejąca perła Hope’a ma 5 cm długości i waży 90,8 g. Perły dzieli się na dwie grupy: perły naturalne i perły hodowane. Perły naturalne formowane są przez mięczaki perłorodne, a w ich powstaniu człowiek nie ma żadnego udziału. Ich ilość na światowym rynku ciągle maleje. Obecnie stanowią one zaledwie kilka procent wszystkich dostępnych na rynku. Perły naturalne dzielimy na słonowodne, występujące m.in. w Zatoce Perskiej, Oceanie Indyjskim, Ameryce Środkowej, Polinezji, Australii, Filipinach i Indonezji oraz perły słodkowodne, pochodzące głównie z Chin, Japonii, Tajlandii, Stanów Zjednoczonych, Kanady i z niektórych części Europy. Najbardziej cenione są perły słonowodne, w tym szczególnie te występujące u wybrzeży Bahrajnu. Perły hodowane tworzone są przez mięczaki perłorodne, ale do ich powstania przyczynia się człowiek. Rosnący popyt na perły spowodował, że zaczęto zastanawiać się jak zwiększyć ilość wydobywanych pereł. Wykorzystanie małż perłorodnych do produkcji pereł miało miejsce już w XII w. w Chinach, gdzie odkryto, że perły można hodować. Do

wnętrza małża wkładano drobne przedmioty z kości lub drewna. Po kilkunastu miesiącach, a nawet kilku latach, pokrywały się one masą perłową. Bardzo cenne były tworzone w ten sposób małe posążki Buddy. Za autorów współczesnej metody hodowli pereł uważa się Japończyków, którzy opracowali je na przełomie XIX i XX w. Obecnie udział pereł hodowanych w rynku stanowi ponad 95 proc. i ciągle wzrasta. Barwa podstawowa pereł zależy od ilościowego stosunku dwóch głównych składników pereł, czyli aragonitu i konchioliny. W przypadku pereł słonowodnych najczęściej wyróżnia się barwy: białą, różową, niebieską, fioletową, zieloną, żółtą, czerwoną, brunatną, szarą i czarną. Z kolei przy perłach słodkowodnych przeważają barwy: biała, szara, zielonawa, jasnobrązowa i czerwonawa. Do najbardziej wartościowych pereł pod względem ich zabarwienia należą białe perły z czerwonoróżowym orientem. Ponieważ konchiolina jest substancją organiczną, nie jest materiałem trwałym. Łatwo podlega zmianom i rozkładowi. Pod wpływem wilgoci pęcznieje, podczas większej suszy ulega wysychaniu, kruszeje i rozpada się. Perły zatem „starzeją się” i mają ograniczoną długość życia. „Starzenie się” pereł można podzielić na kilka etapów. Najpierw stają się matowe, następnie ujawniają się spękania, zaczynają się łuszczyć, aż wreszcie rozsypują się. Jak więc dbać o perły? Perły są wrażliwe na kwasy, pot, kosmetyki i lakier do włosów, dlatego należy je zakładać po wykonaniu makijażu i rozpyleniu perfum oraz zdejmować zaraz po przyjściu do domu. Powinno się je przechowywać w osobnych, jedwabnych bądź flanelowych woreczkach, oddzielone od pozostałej biżuterii. oprac. Karol Łyczkowski

Perły nosi się zwykle na szyi. Kiedy ich długość wynosi 40 cm, to jest to tzw. „kołnierz”, zaś łańcuchy dwukrotnie dłuższe noszą nazwę „opera”. Łańcuch pereł o jednakowej wielkości określa się mianem „garnituru”. Jeśli perły od największej pośrodku zmniejszają się ku końcom łańcucha, jest to „naszyjnik” lub „podziałka”.

Klejnot Canninga to wisiorek przedstawiający trytona, którego tors stanowi perła o nieregularnym kształcie. Głowę ma ze złota, twarz i ramiona pokryte są białą emalią, a ogon w różnokolorowej emali zdobią rubiny i diamenty. Wykonany został ok. 1580 r. przez Canninga na zlecenie księcia z rodu Medyceuszy, jako dar dla cesarza Mogołów. 31


echo życia

Idź na grzyby Czeska przypowiastka ludowa mówi, że grzyby są dziełem Boga - gdy Jezus i Piotr szli przez las jedząc chleb, jego okruchy spadały na ziemię. W tych miejscach wyrosły grzyby - jadalne na okruchach białego chleba i trujące na okruchach ciemnego. Już w odległych czasach grzyby były wykorzystywane nie tylko jako pokarm, ale także jako środek farmakologiczny, leczący różne schorzenia. Aztekowie ponadto znali i chętnie wykorzystywali halucynogenne działanie niektórych grzybów. Pierwszymi hodowcami pieczarek byli Starożytni Egipcjanie i Rzymianie, czego dowodzą fragmenty literatury antycznej. W późniejszych czasach pieczarki chętnie hodowali Celtowie w okolicach osady, która w przez Rzymian zostanie nazwana Lutencją, a później, od plemienia Paryzyjczyków – Paryżem. Hodowlą grzybów zajmowali się także gustujący w gąskach Japończycy, którzy suszyli je na słońcu i bardzo wcześnie nauczyli się ich konserwacji. Z czasem zwyczaj hodowania grzybów stał się coraz bardziej popularny. Już w starożytnym Rzymie ceniono je jako najdoskonalszy dar bogów. Przepisy na przyrządzanie potraw z grzybów wydawały świątynie, nakazując spożywanie ich szczerozłotymi łyżkami. Grzyby posiadają wiele składników koniecznych człowiekowi do zdrowego funkcjonowania. Skutecznie wykorzystywano je zarówno w medycynie jak i… w polityce. Zwłaszcza Rzymianie doskonale opanowali umiejętność usuwania niepożądanych osób, używając do tego celu grzybów trujących. To od starożytnych Europa nowożytna zapożyczyła ten rodzaj zbrodni. W średniowieczu zamiłowanie do grzybobrania mogło natomiast skończyć się spaleniem na stosie. Grzyby jadalne wykorzystywane były w celach leczniczych przez wiejskie znachorki, które z czasem zaczęły być podejrzewane o sporządzanie magicznych wywarów i paranie się magią. Dawne czarownice, a więc kobiety zajmujące się zielarstwem, znały ponadto halucynogenne działanie niektórych grzybów, co oczywiście było powodem procesów sądowych i straceń za wyczynianie czarów nad grzybami, które rzekomo w wyniku zaklęć stawały się trujące. Stąd tak wiele grzybów trujących w polskich nazwach zawiera słowo „szatański”, „czarci krąg” lub „ponury” (w wiekach średnich „ponury” był jednym z określeń na diabła). Ogromna ilość występujących na całym świecie grzybów, z których przytłaczająca większość zaliczana jest do grzybów trujących, spowodowała, że zaistniała potrzeba stworzenia ogólnego atlasu grzybów jadalnych i niejadalnych wraz z ilustracjami. Pierwszy taki atlas zastał napisany w XVI w. przez Pietrandrea Mallioli. Mają mniej białka niż warzywa, ale ze względu na to, że zawartość tłuszczu sięga tylko 0,3 proc. masy, są niskokaloryczne. W 90 proc. składają się z wody. Są za to bogate w węglowodany, enzymy, sole mineralne, wapń, potas, fosfor, żelazo. Szczególne znaczenie ma zawartość kwasu foliowego, który występuje bardzo rzadko nawet w warzywach, a który pomaga w leczeniu niedokrwistości. Grzyby są zdrowym pożywieniem, choć ciężkostrawnym. Wśród powszechnie spożywanych grzybów najwięcej strawnego białka zawierają pieczarki i borowiki. 32


echo życia Spośród witamin, w grzybach mamy: witaminę A w postaci karotenu, a także znaczne ilości witaminy B1 i B2. Witamina C i inne występują jedynie w śladowych ilościach. Nie wszystkie grzyby posiadają podobne „profile” witaminowe. Kurki na przykład mają dużo witaminy A, nieco mniej witaminy D oraz niewielkie ilości witaminy B1. Ważna jest też zawarta w grzybach witamina B12, której brak w organizmie może być przyczyną wielu chorób. W niektórych gatunkach grzybów np. shii-ta-ke znajdują się substancje regulujące zawartości cholesterolu we krwi, działają one antywirusowo i antynowotworowo, a także zapobiegają chorobom dziąseł. Ciężkostrawne grzyby powinny być łączone z lekkostrawnymi dodatkami (ziemniaki, sałata głowiasta). Należy unikać łączenia grzybów z pokarmami ciężkostrawnymi, jak np. fasola, seler, ogórki. Dietetycy nie polecają łączenia grzybów z alkoholem. Alkohol ułatwia wprawdzie rozkładanie się tłuszczów, ale ścina w żołądku białka, które stają się jeszcze bardziej odporne na działanie soków trawiennych. Niektóre gatunki grzybów, jak np. smardz jadalny i boczniak koreański, zawierają cenne, organicznie związane biopierwiastki, takie jak magnez, żelazo, kobalt mangan i selen. Ponadto znajdują się w nich potrzebne w żywieniu człowieka nienasycone kwasy tłuszczowe, enzymy i związki chitynowe. Grzyby mieszczą w sobie ogrom sił dobroczynnych. Są one również naturalnymi antybiotykami, działającymi bez skutków ubocznych oraz są „naprawiaczami” systemu nerwowego, zwłaszcza nerwów wzrokowych.

Amatorzy grzybów mogą je hodować. Najłatwiejsze w uprawie są pieczarki (cały rok zarówno w pomieszczeniach i na balkonie) i boczniaki (np. w piwnicach). Musimy tylko kupić grzybnię, przygotować odpowiednio podłoże i... do dzieła! oprac. Aniela Szymańska

WARTO WIEDZIEĆ

KEFIR - smak Wschodu

Mówi sie, że nazwa „kefir” pochodzi od tureckiego słowa „kef ” , co w tłumaczeniu oznacza „zdrowie”. Napój ten przywieziony został do nas aż z Kaukazu. Jest to mleko sfermentowane pod wpływem grzybków kefirowych. Składa się on z kwasu mlekowego, śladowych ilości alkoholu etylowego oraz dwutlenku węgla. Jego smak jest bardzo charakterystyczny, kwaskowaty. Zalicza się go do jednego z najstarszych fermentowanych napojów mlecznych na świecie. Początkowo produkowany był w skórzanych woreczkach, a także beczkach wykonanych z drzewa dębowego. Jego właściwości mieszkańcy Kaukazu wykorzystywali przez stulecia, do dziś największym konsumentem kefiru jest właśnie Rosja. W Europie pojawił się on w połowie XIX w., kiedy na masową skalę zaczęto produkcję grzybków kefirowych. Szybko zdobył on uznanie zarówno smakiem, jak i pozytywnym wpływem na organizm człowieka. Od tego czasu stał się jednym z najpopularniejszych napojów mlecznych, ponieważ posiada on bardzo cenne właściwości. Jego receptura jest ściśle określona, gdyż tylko w ten sposób osiągniemy charakterystycznych smak. Zalecane jest, aby włączyć kefir do codziennej diety, dzięki temu stanowczo poprawimy kondycję swojego organizmu. A co więcej, jeśli będziemy spożywać ten napój o bardzo ciekawym smaku każdego dnia, możemy pijać go z różnego typu dodatkami. Regularne spożywanie kefiru czy innych sfermentowanych napojów mlecznych podnosi odporność organizmu. Udowodniono także, iż działają one antymiażdżycowo (obniżają poziom cholesterolu) oraz hamują rozwój niektórych typów nowotworów. Kefir ponadto pobudza apetyt i wzmaga wydzielanie gruczołów trawiennych, co znakomicie działa między innymi na urodę. oprac. Zofia Zaręba

33


INNY ŚWIAT

Hikikomori to termin używany do określenia choroby cywilizacyjnej występującej coraz liczniej w Japonii. Polega na skrajnym wycofaniu się z życia społecznego i ograniczeniu kontaktów z innymi ludźmi do absolutnego minimum. Ponad milion młodych dorosłych, z których większość to mężczyźni, dosłownie odcina się od słońca, zasłaniając żaluzje, zamykając okna i odmawiając opuszczenia domowej sypialni przez miesiące albo nawet lata.

34

echo życia Warto zaznaczyć, że zamiennie z terminem hikikomori od pewnego czasu używany jest też powstały w Wielkiej Brytanii, skutecznie rozprzestrzeniający się na kraje azjatyckie, takie jak Chiny, Korea Południowa czy Japonia, skrót NEET. Jego znaczenie - not currently engaged in employment, education or training (niezatrudniony, nieuczący się, niezdobywający doświadczenia) jest zbliżone do japońskiego odpowiednika, lecz, w przeciwieństwie do niego nie oznacza odcięcia się od społeczeństwa. Jeśli zaś chodzi o istotę samego zjawiska, zachodni naukowcy twierdzą, że nie jest to choroba psychiczna. 80 proc. hikikomori to mężczyźni - nie mogą być zdiagnozowani jako schizofrenicy czy ułomni psychicznie. Nie cierpią na depresje lub psychozy, nie są również typowymi osobami z agorafobią, które boją się miejsc publicznych, ale nie mają oporów przed zapraszaniem przyjaciół do domu. Kiedy psychiatrzy oceniali tych hikikomori, używając „Instrukcji diagnostycznej i statystycznej”, zwanej także DSM IV, standardowego przewodnika używanego na Zachodzie do badania zaburzeń psychicznych, ich symptomy nie mogły być przyporządkowane do żadnej znanej choroby. W Japonii hikikomori definiuje się jako zjawisko polegające na tym, iż pewne osoby decydują się na niewychodzenie z domu lub nawet ze swojego pokoju przez długi czas. Inaczej mówiąc, osoby te całkowicie izolują się od społeczeństwa i swojego otoczenia, odmawiają utrzymywania bezpośrednich kontaktów z innymi ludźmi (nawet z członkami najbliższej rodziny). Jeśli chodzi o objawy, to oprócz zamykania się w pokoju, zalicza się do nich również przesiadywanie całe dnie przed komputerem. Internet stwarza bowiem możliwość socjalizowania się z bardzo dużą liczbą ludzi bez konieczności wychodzenia z pokoju. Młodzi hikikomori korzystają z jego dobrodziejstw bardzo często, pisząc na forach i grając w gry on-line, gdzie wcielają się w fantastyczne postaci. Nie pomaga to jednak rozwiązać problemu i nie sprawia, że stają się bardziej otwarci na ludzi w rzeczywistości niewirtualnej. U takiego osobnika zmienia się jedynie cykl dobowy, w wyniku czego śpi w trakcie dnia i jest aktywny w nocy oraz najczęściej pojawia się uzależnienie od Internetu. Taki stan może trwać miesiącami, a w ekstremalnych przypadkach nawet latami. Hikikomori dotyka najczęściej osoby młode: nastolatki i osoby po dwudziestym roku życia. Kiedy hikikomori opuszcza pokój, z powodu głodu lub konieczności spełnienia potrzeb fizjologicznych, robi to zwykle, kiedy wszyscy domownicy śpią, by przypadkiem ich nie spotkać. Rodzice zostawiają jedzenie w pobliżu drzwi z pokoju, żeby ich dziecko miało zapewnione dobre wyżywienie. Jeśli samo zamykanie się i odmawianie wyjścia z pokoju jest sytuacją złą, to niestety często zmienia się ona w tragiczną. Wśród hikikomori występuje często tendencja do otwartej agresji w stosunku do rodziców. Prowadzi to do licznych dramatów rodzinnych. Japońscy naukowcy uznali hikikomori za chorobę społeczną, specyficzną dla Japonii. Nie jest to jednak do końca prawda, ponieważ osoby zachowujące się w ten sposób występują również w innych krajach, chociaż powody zazwyczaj są inne. Wydaje się, iż hikikomori spowodowane jest w dużej mierze japońskim systemem edukacyjnym, który jest bardzo restrykcyjny i wymagający. Dzieci mają niewiele czasu na zabawę i spotkania ze znajomymi. Wymagania edukacyjne są tak ogromne, iż młodzieży trudno jest sprostać tej sytuacji emocjonalnie. Dlatego też hikiko-


echo życia mori stanowi pewną furtkę wyjścia i ucieczki od ciągłego stresu i przymusu. Dodatkowo, w obecnych czasach wcale nie jest łatwo o dostanie się na uniwersytet oraz o dobrą pracę. Wielu młodych ludzi traci zatem nadzieję nazbyt szybko i nie widzi sensu w braniu udziału w „wyścigu” o najlepsze oceny i ucieka w izolację.Podczas dorastania u prawie wszystkich nastolatków występuje potrzeba buntu przeciwko całemu światu, a przynajmniej przeciw rodzicom. Jest to zrozumiałe, młody człowiek stawiając antytezę wszystkiego, stara się w procesie syntezy wyrobić swoje własne zdanie i światopogląd. Pokazuje jak tylko potrafi, że jest niezależny. W społeczeństwach zachodnich, gdzie chwali się indywidualizm jednostki, młodzież staje się wtedy zwykle hałaśliwa, chodzi na imprezy, łamie zakazy, puszcza głośno muzykę, często w dyskusjach ze starszymi podnosi głos i nie chce uznać żadnych autorytetów. Jednak w japońskim społeczeństwie, które podkreśla wagę posłuszeństwa, dyscypliny, samokontroli i harmonii w grupie - oraz gdzie nawet indywidualna tożsamość dogłębnie zawiera się we wzajemnej współzależności - ludzie tacy zamykając się i odcinając, marginalizując samych siebie. Niepotrafiący lub niechcący wyjść na zewnątrz, samotni w swoich pokojach, są zdani na rodziców. Jak widać, odmienne podejście społeczeństwa do jednostki prowadzi do tłamszenia „siebie” przez osoby przytłoczone tymi wszystkimi regułami i normami. Kraj i ludzie, wśród którym po prostu nie wypada być innym, to bardzo złe miejsce dla indywidualistów. W mentalności Japończyków, jeśli ktoś nie wpisuje się w schemat społeczeństwa, jest praktycznie bezużyteczny. Badając zjawisko hikikomori zauważono także, iż prawie nie występuje ono w rodzinach ubogich, o niskich zarobkach. Te rodziny nie mogą sobie bowiem pozwolić na utrzymywanie członka rodziny, który nie pracuje i nie zarabia. Natomiast w rodzinach z klasy średniej i zamożnych występuje swoiste zjawisko „współuzależnienia”, czyli rodzice bądź rodzeństwo, martwiąc się o hikikomori, zapewniają mu jedzenie i zaspokajają podstawowe potrzeby. W ten sposób hikikomori może przetrwać w izolacji naprawdę bardzo długo. Nie ma chyba na świecie drugiego kraju, który łączy wysoki poziom życia takim stopniem podporządkowania jednostki grupie i wyścigiem szczurów, w którym nagrodą jest, a przynajmniej do niedawna było (obecnie się to zmienia), dożywotnie zatrudnienie. Rodzice często nie potrafią przeciwstawić się dziecku. Pojawia się w takim razie pytanie, czemu w ogóle doprowadzają do sytuacji, w której dziecko rozważa i dokonuje „zamknięcia”. Terapeuci diagnozują czasem niekompletne przywiązanie między dzieckiem i jego rodzicami - brak trwałej więzi - jako jedną z

INNY ŚWIAT kluczowych cech dystynktywnych u hikikomori. Doradcy rodzinni wierzą, że nieumiejętność dorosłych do wyrażania szczerych emocji, bezradność lub niechęć do otwartej i bezpośredniej rozmowy ze swoimi dziećmi, jedynie pogarsza presję, jaką te ostatnie odczuwają poza domem. Dom jest chłodny i cichy, a nie ciepły i opiekuńczy. Oczywiście wykształcenie dzieci jest ważne, ale zdecydowanie nie powinno się im kazać zdobywać go kosztem całkowitej utraty wolności. W takim wypadku dochodzi bowiem do sytuacji, w której dziecko uczy się prawie bez chwili wytchnienia, a będąc dorosłym, w ten sam sposób pracuje. „Traci” więc całe życie na rzecz bycia przydatnym dla większości, co jest swoistym paradoksem, bo powinno być raczej tak, że człowiek pracuje, by mieć środki na rozwijanie zainteresowań i korzystanie z czasu wolnego, nie zaś pomijać te bardzo ważne w życiu elementy, by móc więcej pracować. Hikikomori dotyka przede wszystkim społeczeństwo Japończyków. Aczkolwiek podobne zaburzenia mogą pojawiać także się w innych krajach. Co interesujące, hikikomori uznaje się za bardzo silnie powiązane z różnymi zaburzeniami sfery emocjonalno-psychicznej, występującymi w innych krajach. W szczególności hikikomori porównuje się do fobii społecznej, cech osobowości unikającej lub schizoidalnej oraz do Zespołu Aspergera. W hikikomori upatruje się także cech charakterystycznych dla Zespołu Stresu Pourazowego. Nierzadko hikikomori mogą cierpieć na depresję i liczne lęki, które mogą stanowić pierwotne podłoże unikania kontaktu z innymi osobami. Obecnie nacisk położony jest na jak najszybsze wykrycie problemu. Dzięki temu można szybciej rozpocząć terapię. Im dłużej bowiem osoba pozostaje w odosobnieniu, tym trudniejsza będzie dla niej reintegracja ze społeczeństwem. W Japonii coraz więcej psychologów i terapeutów zaczyna specjalizować się w kierunku hikikomori. Paradoksalnie, dzięki nowoczesnej technologii terapeuta może spróbować dotrzeć do osoby odizolowanej w swoim pokoju za pomocą Internetu. Niektóre sposoby walki z hikikomori polegają na tym, iż podstawiona osoba zaczyna nawiązywać kontakt z hikikomori w świecie wirtualnym po to, aby wywabić ją z jej „pustelni” i namówić na terapię. Możliwe jest jednak także rozpoczęcie terapii już przez Internet i kontynuowanie jej w dalszym ciągu, gdy uda się namówić hikikomori do wyjścia z domu. oprac. Wiktoria Mierzwińska źródło: pl.wikipedia.org czytelnia.tanuki.pl 35


INNY ŚWIAT

Po co nam wstyd ?

Wstydliwość zdobi każdego człowieka, dlatego musisz umieć ją przezwyciężać, nie tracąc jej. Monteskiusz

36


echo życia Wstyd to zespół reakcji organizmu, połączony z możliwym do przewidzenia działaniem (ukrycie się), przykrymi myślami. Według personalistów wstyd chroni ludzką godność, a wstydliwość łączy się z doświadczeniem i przekonaniem o własnej wartości. Wstyd możemy podzielić na wstyd zdrowy i toksyczny. Toksyczny wstyd, wstyd, który zniewala, subiektywnie odczuwany jest jako wszechogarniające poczucie własnej niedoskonałości, ułomności. Jeżeli ktoś odczuwa toksyczny wstyd, to czuje się bezwartościowy, przegrany, czuje, że nie stanął na wysokości zadania, jako człowiek. Toksyczny wstyd powoduje rozczepienie ‚ja’. Rodzi poczucie izolacji i całkowitego osamotnienia. Aby przekonać się, co robi z nami wstyd, wystarczy spojrzeć na małe dzieci, które nie zdążyły jeszcze przesiąknąć skłonnością do przeżywania tej trudnej emocji. Dziecko uczy się wstydzić zanim jeszcze potrafi mówić. Dlatego bardzo trudno jest określić, czym jest wstyd. Jest on jedną z tych zdrowych, ludzkich mocy, które w pewnych okolicznościach przeradzają się w ciężką chorobę duszy. W sytuacji poważnego zagrożenia Ja uruchamia się automatyczny proces samoobrony zwany systemem pierwotnych mechanizmów obrony ego. System ten po raz pierwszy nazwał i opisał Freud. Każdy z nas stosuje od czasu do czasu mechanizmy obronne, w które wyposażyła nas natura. Z założenia nie powinny być one stosowane stale, ale tylko w określonych sytuacjach. Mechanizmy obronne bardziej są potrzebne dziecku niż dorosłemu. Dopóki dziecko nie wytworzy silnych granic, posługuje się w razie zagrożenia Ja mechanizmami obronnymi. Dziecko, by móc wytworzyć odpowiednie granice, potrzebuje rodziców, którzy sami mają mocne granice. Rodzice, których osobowość ukształtowała się na bazie wstydu, takich granic nie mają. Kiedy człowiek żyje w przekonaniu, że jest z założenia ułomny i niepełnowartościowy, cały świat wydaje mu się ułomny i bezwartościowy. Toksyczny wstyd nie zna granic. A dziecko pozbawione ochronnych granic nie ma szans na przetrwanie. Życie bez granic porównać można do życia w domu pozbawionym drzwi, lub w kraju pozbawionym tak granic, jak i wojska, gotowego tych granic bronić. Natura wyposażyła dzieci nie tylko w egocentryzm, ale i w pierwotne mechanizmy obronne, zastępujące granice. Dzięki mechanizmom obronnym dziecko ma szanse wytrzymać sytuacje, które w przeciwnym razie byłyby nie do wytrzymania. Jednym z najprymitywniejszych mechanizmów obronnych jest zaprzeczenie. W obliczu zagrożenia człowiek zaprzecza temu, co się dzieje, albo zaprzecza, jakoby mu się z tego powodu działa jakakolwiek krzywda, albo zaprzecza, jakoby dana sytuacja miała jakikolwiek wpływ na jego życie. Pojęcie zaprzeczenia, wprowadzone przez Freuda, rozwinął Robert Firestone. Gdy

INNY ŚWIAT wydarzy się coś, co przekracza granice tolerancji człowieka, sygnalizują o tym silne emocje. Emocje to rodzaj energii-w-ruchu. Sygnalizują utratę czegoś, zagrożenie, stan nasycenia. Gdy ktoś, kogo kochamy odchodzi, smucimy się. Gdy coś nam zagraża, rzeczywiście lub potencjalnie, złościmy się lub się boimy. Radość sygnalizuje spełnienie, zaspokojenie potrzeb. Ilekroć dziecko jest w taki lub inny sposób porzucane i przez to zawstydzane, złości się, smuci, ma poczucie krzywdy. Owładnięci wstydem rodzice wstydzą się wszelkich emocji, nie tolerują więc żadnych przejawów emocji u dziecka. Kiedy dziecko okazuje emocje, zawstydzają je. Dziecko uczy się wypierać emocje, dzięki czemu przestaje je odczuwać. Nie wiadomo dokładnie, na czym polega mechanizm wyparcia. Z pewnością wiąże się jednak z napinaniem mięśni, zmianą rytmu oddychania, rezygnacją z fantazji. Wyparcie emocji powoduje uczucie odrętwienia. Cały mechanizm unikania emocji przypieczętowany zostaje zanikiem świadomości faktu, że się czegoś unika. Bardzo często zdarza się, że właściwie nie wiemy dlaczego jest nam wstyd, ponieważ pierwotne powody do wstydu w danej sytuacji znikają, a nawykowe reagowanie wstydem i lękiem przed zażenowaniem nie. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z naszego wstydu, ponieważ wiele zawstydzających bodźców trafiało do nas w formie zakamuflowanej, a nasza odpowiedź na nie również była niejasna. Stąd ogromny problem z rozpoznawaniem jego oznak zarówno u siebie jak i u innych ludzi. Kiedy nasz wstyd staje się nieadekwatny do sytuacji i wszechogarniający, zaczyna nas mocno ograniczać i nie potrafimy sobie z tym radzić. Nie tańczymy publicznie, nie wypowiadamy otwarcie naszego zdania, nie gonimy autobusu, żeby przypadkiem nie wywrócić się i nie ośmieszyć. Przez to wiele tracimy, ale skoro wstyd to tak upokarzające uczucie związane z przemożną świadomością własnych braków i lękiem przed opinią innych, to nic dziwnego, że za wszelką cenę staramy się go uniknąć. Osoba napiętnowana wstydem czuje się jak ktoś ułomny i niewłaściwy. Ale mimo tego, że wstyd nie kojarzy się dobrze i przyjemny nie jest, to jednak emocja ta istnieje z jakiegoś ważnego powodu i ma czemuś służyć. Z założenia ma mobilizować do zmiany, poprawy sytuacji i jeśli faktycznie nie przekroczy on pewnego krytycznego progu – powyżej którego demobilizuje i hamuje – to można mówić, że jest on konstruktywny. Jest on czerwonym światłem, które ostrzega, że coś jest nie tak, że zboczyliśmy z właściwego toru – dzięki czemu możemy na niego powrócić. Jest bodźcem, który popycha ku rozwojowi i samodoskonaleniu, kiedy nie żyjemy w zgodzie z własnymi normami i wartościami. Może więc być motorem pozytywnej zmiany. oprac. Eleonora Modrzejewska w oparciu o źródło; psychologia.wieszjak.pl oraz o „Toksyczny wstyd”, J. Bradshaw

37


INNY ŚWIAT

echo życia

NIKT NIE RODZI SIĘ MISTRZEM, cz. 2 Rodzimy się zwyczajni, może tylko w oczach własnej matki od razu jesteśmy najwspanialszym cudem. Ale co do mistrzostwa - to nasze czyny świadczą o nas... Każdy z nas posiada poczucie własnej wartości, czyli określony sposób postrzegania, oceniania siebie. Jedne osoby mają wysokie poczucie własnej wartości i żywią wobec siebie pozytywne uczucia, inne mają niskie i w ocenie siebie kierują się negatywnymi emocjami. Ja próbuję codziennie budować poczucie własnej wartości, ponieważ z natury jestem pesymistką. Ciągle się czegość boję, nie wierzę w siebie, nie próbuję ryzykować. Nawet we własne sukcesy nie wierzę... więc buduję to swoje poczucie własnej wartości, bo tak przeczytałam w mądrych książkach, że trzeba, bo inaczej popadnę w depresję lub zamęczę innych sobą. Dowiedziałam się więc, że w procesie kształtowania i pielęgnowania poczucia własnej wartości ważna jest świadomość własnych wad i zalet, samoakceptacja, asertywność, osiągnięcia. Istotne jest, by opinia na swój temat była realistyczna, byśmy do jej kształtowania nie wykorzystywali jedynie negatywnych uczuć i napięć zrodzonych podczas wydarzeń naznaczonych porażkami. Czyli nie fantazjować na własny temat, nie wyolbrzymiać, tylko szczerze sie przed sobą przynać kim jestem, i dlaczego wszystko w czarnych barwach widzę? Myśli typu: „jestem złą matką”, „niczego nie potrafię zrobić”, „nie mam żadnej wiedzy” pojawiają się często automatycznie w konkretnych, powtarzających się sytuacjach, gdy kierują nami negatywne emocje, to one nawarstwiają krytyczne myśli o niedoskonałościach i brakach. Ja tak mam, ale walczę z tym i jestem na dobrej drodze, aby zwyciężyć. Stephen Hawking mówi o sobie, że nie ulega wątpliwości, że gdyby nie był niepełnosprawny, nie zdobyłby nawet części rozgłosu, który mu teraz towarzyszy, z czego sam zdaje sobie sprawę i nawet żartuje na ten temat: „Oczywiście, że to, że jestem niepełnosprawny, ma wpływ na to, że jestem sławny. Ludzi fascynuje kontrast między moimi bardzo ograniczonymi możliwościami fizycznymi a ogromem wszechświata, którym się zajmuję. Jestem archetypem upośledzonego geniusza, czy może raczej – by zachować poprawność polityczną – niepełnosprawnego fizycznie geniusza. Przynajmniej moje inwalidztwo jest oczywiste. Tego, czy jestem geniuszem, nie byłbym taki pewien”. Pytany o chorobę odpowiada: „Staram się żyć najnormalniej, jak się da, nie rozmyślać o swoim stanie zdrowia i nie żało38

wać tych wszystkich rzeczy, których robienie uniemożliwia mi choroba. Nie ma ich zresztą wcale aż tak wiele”. Gdy tylko czuje, że zaczyna użalać się nad sobą, przypomina sobie pierwszy pobyt w szpitalu i chłopca, który na sąsiednim łóżku zmarł na białaczkę. Pomyślał wówczas, że jego choroba nie jest najgorszą rzeczą, jaka mogła mu się zdarzyć, i optymistycznie spojrzał w przyszłość. Cytuję Hawkinga, którego cenię, ale za wzór osobowy dzisiaj obrałam sobie admirała Horacego Nelsona, który jest symbolem morskiej wielkości i chwały Anglii. Przystojny według mnie (!), w opinii ludzi morza to największy admirał wszech czasów. Jako dowódca był uwielbiany przez załogi, ponieważ dbał o swoich marynarzy jak nikt przedtem. Dzisiaj czarne krawaty lub chusty na szyjach marynarzy to ponoć znaki żałoby po nim, a trzy białe paski na marynarskich kołnierzach to pamiątka po trzech największych zwycięstwach wielkiego admirała: pod Abukirem, Kopenhagą i Trafalgarem, gdzie zginął. Admirał Nelson był tym z wielkich dowódców, który w największym stopniu przyczynił się do rozwoju taktyki walki okrętów, szeregiem własnych sukcesów wykazując wyższość skoordynowanego, elastycznego manewru nad sztywnym trzymaniem się zasad walki w linii bojowej. Mimo iż nie był pierwszym który wprowadził te innowacje, to jednak dzięki Nelsonowi i jego geniuszowi dowódczemu, zasady taktyki wojennej okrętów zmieniły się już na zawsze. Wicehrabia Horatio Nelson (ur. 29.09.1758 - zm. 21.10.1805 k. przylądka Trafalgar). W roku 1770 wstąpił do marynarki. W następnych latach służył na wielu statkach handlowych, brał udział w ekspedycji Arktycznej, wyprawach do Wschodnich i Zachodnich Indii. W 1779 r. otrzymał rangę kapitana. W roku 1784 został dowódcą fregaty HMS Boreas, z bazą w Antiqui. W czasie tej służby Nelson poślubił w roku 1787 Frances Nisbet. W latach następnych Nelson służył w różnych rejonach i pod różnymi dowódcami. Między innymi, jako podwładny wiceadmirała Samuela Hooda brał udział w okupacji Tulonu przez wojska brytyjsko - hiszpańskie. Obrona Tulonu została przełamana przez oddziały francuskie pod dowództwem generała artylerii Napoleona Bonaparte. W czasie tej kampani, wysłany z misją przewiezienia posiłków z Neapolu do Tulonu, Nelson poznał swoją wielką miłość, Lady Hamilton, żonę ambasadora brytyjskiego w Neapolu. Była to


echo życia

wielka miłość, ale i okryta skandalem. Mieli córkę Horatię. Emma zmarła z biedy po śmierci Nelsona. Powstał na podstawie tego romansu piękny film w reżyserii Alexandra Korda z Vivien Leigh i Laurencem Olivier’em (którzy również w życiu prywatnym pokochali się żarliwie). Po wyparciu z Tulonu, siły brytyjskie przeprowadziły udany atak na miejscowości Bastia i Calvi na Korsyce, rodzinnej wyspie Napoleona Bonaparte. W czasie szturmu Calvi Nelson został ranny w prawe oko, ale nie przerwał walki. Od tamtego czasu nosił charakterystyczną opaskę. W roku 1796 Nelson został awansowany do stopnia komodora. W dniu 14.02.1794 roku Nelson dowodził strażą tylną podczas Bitwy u przylądka Św. Wincentego. Oczywiście śmiały komandor pogwałcił zasady taktyki i rozkazy, za co groził mu pluton egzekucyjny, ale ponieważ nieposłuszeństwo Nelsona przyniosło wielkie zwycięstwo eskadrze brytyjskiej. Zamiast tego otrzymał on Order Łaźni i stopień kontradmirała. W czerwcu 1797 Nelson dowodził osobiście śmiałym atakiem łodzi na hiszpański port Santa Cruz de Tenerife, na Kanarach. Niestety atak został krwawo odparty, a samego Neslona raniono w prawe ramię, które zostało amputowane. 01.08.1798 r. doszło do sławnej bitwy pod Abukirem, będącej pierwszym z trzech wielkich zwycięstw Nelsona.

INNY ŚWIAT W roku 1801 Neslon otrzymał stopień wiceadmirała i odniósł sukces w bitwie pod Kopenhagą przeciwko flocie duńskiej. Po krótkotrwałym pokoju z Amiens, od roku 1803 Nelson został dowódcą Floty Śródziemnomorskiej. Jego głównym zadaniem było blokowanie zgromadzonej w Tulonie dużej floty francuskiej. Przez dwa lata Francuzi nie mogli opuścić portu, jednak w 1805 roku ucieczka się udała i cała eskadra francuska pożeglowała do Indii Zachodnich. Nelson ruszył w pościg, ale admirał Villenueve zdołał wywieść go w pole, zawrócił skrycie do Europy i zawinął do portu w Kadyksie, gdzie połączył się z potężną eskadrą hiszpańską. Brytyjczycy zablokowali również i ten port, jednak połaczonej flocie udało się przebić przez niedostateczne siły blokady i w efekcie 21.10.1805 r. doszło do sławnej bitwy u przylądka Trafalgar. Była to ostatnia prawdziwa bitwa żaglowych liniowców. Nelson na pokładzie flagowego liniowca „HMS Victory” poprowadził śmiały atak, mający na celu przerwanie linii płynących w szyku okrętów wroga. W trakcie bitwy admirał otrzymał postrzał z broni palnej. Największy być może geniusz w historii dowódców flot wojennych zmarł krótko potem, wskutek ran i wykrwawienia, na międzypokładzie swojego okrętu. Niepełnosprawność admirała, choć nabyta a nie wrodzona, wzmocniła i tak jego niezłomnego ducha walki i odwagi. Nelson pomimo ułomności, walczył do końca swego życia. Poświęcił się swojej pasji i miłości. Niech i wam nic nie stanie na drodze do szczęścia... oprac.A. K.

39


NASZE ŻYCIE

echo życia

SZYBKIE TEMPO NASZYCH Wstaję rano, jem śniadanie i wyruszam do pracy. Musze się spieszyć, żeby nie uciekł mi autobus, potem szybko przesiadka. Do pracy wpadam na wysokich obrotach, odbieram telefony, odpowiadam na pytania, setki pytań obcych ludzi. Ciągle się pilnuję – muszę być uprzejma, nie ma mowy o irytacji, czy podenerwowaniu, uśmiecham się do szefa. Po pracy szybko do przedszkola, musze odebrać dziecko, zakupy, takie tempo utrzymuje się do końca dnia. Będę miała szczęście, jeśli uda mi się zasnąć przed północą bez problemów, przecież wypiłam trzy kawy… Taki scenariusz dnia, tygodnia dotyczy przeciętnego obywatela. Żyjemy w bardzo szybkim tempie. Pracujemy od rana do wieczora bez względu na to, czy jesteśmy przedsiębiorcą czy matką wychowującą dzieci. Nasze społeczeństwo ma charakter konsumpcyjny. Liczy się ilość zarobionych pieniędzy i dóbr materialnych. Taki styl życia kreują media. Reklama mówi nam: „musisz to mieć”, a my dajemy się wciągnąć w wir tej machiny. Jak zadbać o komfort życia? Zacznij dzień bez pośpiechu, zjedz śniadanie, wypij filiżankę herbaty, a jadąc autobusem zanurz się w ulubionej lekturze. Dzień zacznij z uśmiechem bez względu na pogodę i nastroje innych ludzi. Pospiech nie jest dobrym doradcą ani w pracy, ani w domu. Kiedy jesteś na wysokich obrotach, łatwo się denerwujesz, krzyczysz, jesteś chaotyczny i niedokładny. Twój nastrój udziela się ludziom z najbliższego otoczenia i o awanturę nietrudno. O ile w pracy potrafisz załagodzić konflikt, to w domu jesteś potworem. Krzyczysz na najbliższych, a przecież nie chcesz ich krzywdzić. Pospiech powoduje, że w życie wkracza chaos. Nie czerpiesz satysfakcji z życia osobistego, czy zawodowego. Slogan „Żyj szybko, kochaj mocno i umieraj młodo” nie może być mottem Twojego życia. W życiu ważne są wytrwałość, miłość i harmonia, a na szczęście i satysfakcję trzeba ciężko zapracować. Żyj w zgodzie z własnym sumieniem, zaakceptuj siebie takim, jakim jesteś naprawdę, z wadami i zaletami. Jeśli tego nie zrobisz, będziesz odczuwać ciągłą frustrację, zamiast czerpać radość z życia. Warto więc uporządkować swoje życie, wyeliminować pospiech, wprowadzając małe zmiany. 40

Planuj dzień, naucz się znajdować czas na rozmowę z najbliższymi, krótki relaks i hobby. Wyjdź do ludzi, rozmawiaj i dziel się własnymi doświadczeniami. Słuchaj i bądź otwarty na innych. Dbaj o własne ciało, masaż rozluźni ciało i uwolni pokłady dobrej energii. Rób sobie małe prezenty każdego dnia, po prostu ciesz się życiem, masz prawo do radości! Przynajmniej raz w roku wyjeżdżaj na wczasy. Nic tak nie odpręża, jak wieś. Dobroczynne działanie wsi to przede wszystkim świeże powietrze, kontakt z przyrodą i cisza. Na wsi życie toczy się wolniej. Rytm dnia wyznacza Słońce i zjawiska atmosferyczne. Miło jest obudzić się rano i usłyszeć ptasi śpiew, pochodzić boso po trawie, odetchnąć pełną piersią. Poszukaj wewnętrznej harmonii Dobrym sposobem na relaks jest wyciszenie swojego umysłu poprzez medytację. Jest to trudna sztuka, bo przez nasz umysł przewijają się tysiące obrazów i informacji. Najpierw trzeba stworzyć warunki idealnej ciszy w domu. Medytować możesz rano, kiedy domownicy jeszcze śpią. Najlepiej zacząć od 10 minut dziennie. Usiądź wygodnie w dowolnej pozycji, zamknij oczy, rozluźnij wszystkie mięśnie i skup się na oddechu. Oddychaj głębiej i wolniej, można liczyć oddechy od 1 do 10. Jeśli liczenie nie pomaga, a pod powiekami przewijają się obrazy, stwórz wizualizację. Wyobraź sobie, że jesteś w bardzo zacisznym i miłym miejscu. Nasłuchuj odgłosów tego miejsca, może to być las, łąka, plaża. Oddychanie samo w sobie jest sztuką, na co dzień nie zauważamy go. Oddychamy zbyt płytko, bo mamy za mało ruchu, pracujemy w zamkniętych pomieszczeniach i jesteśmy niedotlenieni. Często towarzyszą nam bóle głowy, kłopoty z koncentracją, zmęczeniem. Dla stworzenia warunków prawidłowego oddychania potrzeba niewiele. Stań przy otwartym oknie w rozkroku, rozluźnij ręce, zrób klika ruchów głową, żeby rozluźnić kark i weź głęboki oddech. Wydech powinien być długi, powolny i znowu wdech. Krótkie ćwiczenia oddechowe powtarzaj kilka razy dziennie. To naprawdę pomaga.


echo życia

NASZE ŻYCIE

CZASÓW

Kondycja naszego umysłu i ciała zależy też od ruchu. Rozważmy możliwość uprawiania jakiegoś sportu, np. jazdy na rowerze. Wystarczy znaleźć miejsce i czas, a popłyną same korzyści zdrowotne. W dużych miastach są ścieżki rowerowe, tam gdzie ich nie ma proponuję wypady za miasto. Jazda na rowerze wzmacnia mięśnie, stawy i dotlenia mózg. Codzienne ćwiczenia odmładzają i ujędrniają ciało. Uwaga, jazda na rowerze znacznie przyśpiesza przemianę materii, dozuj wysiłek z rozsądkiem. Inną formą ruchu, bez wątpienia dla mnie najprzyjemniejszą, jest taniec. Nie trzeba specjalnych zdolności, aby swobodnie poruszać się w rytm muzyki. Taniec oprócz wpływu na kondycję fizyczną ma zbawienny wpływ na stan naszego umysłu. Kiedy tańczysz, pracują wszystkie mięśnie ciała, rozciągają się a mózg wytwarza endorfiny, hormony szczęścia. Przy muzyce łatwiej pozbyć się przygnębiających myśli, chociaż na chwile zapominamy o problemach, jesteśmy szczęśliwi, młodzi i rozpiera na pozytywna energia. oprac. B.M.K.

41


DLA CIEKAWYCH ŚWIATA

S

ylwoterapia - drzewoterapia

Energię drzew wykorzystywano od dawien dawna. Kiedyś ludzie tworzyli świątynie w lasach i gajach, budując ołtarze pod świętymi drzewami. W cieniu gałęzi ustawiano stoły weselne. Na drzewach zawieszano kołyski z niemowlętami, by wiatr bujał dziecko do snu. Drzewa dostarczały pokarmu, schronienia, papieru i ciepła (w postaci drewna opałowego), drzewom ludzie zawdzięczają w bardzo dużym stopniu swoje przetrwanie.

Ludzie od wieków intuicyjnie korzystali z dobrodziejstw drzewoterapii, a koło domu, w pierwszej kolejności, zasadzali drzewo, by chroniło ich przed złem. Najczęściej była to brzoza, która przegania bóle głowy i wzmacnia cały organizm. W tradycji nordyckiej uznawano ją za symbol Matki Ziemi i dlatego wierzono, że ma moc uzdrawiania świata – wyrabiano z niej kołyski, by zapewnić niemowlętom siłę i zdrowy rozwój. Słowianie wierzyli natomiast, że w wierzchołkach brzóz mieszkają „duchy lasów”, a Rosjanie zawieszali na pniu czerwone wstążki, by długo zachować dobry wzrok. Jednak szybki rozwój medycyny sprawił, że współcześnie coraz mniej osób w sposób zamierzony szuka antidotum na swoje dolegliwości akurat wśród drzewostanów. Sylwoterapia ma wiele zalet. Praktycznie każdy ma do niej dostęp, jest bezbolesna i do tego nic nie kosztuje! Z dobroczynnego działania drzew leśnych, drzewek owocowych, a także krzewów, można czerpać na różne sposoby. Po pierwsze poprzez wzrok – spoglądanie na połacie zieleni odstresowuje i dodaje optymizmu. Nieprzypadkowo często mówi się, że zieleń to kolor nadziei – bardzo pomaga w chwilach rezygnacji, smutku, w depresji. Drugi z poziomów naszych odczuć to węch – aromat drzew, zwłaszcza iglastych, ma niebywale silne działanie bakteriobójcze. W Rosji przeprowadzono badania, które dowiodły, że gałązka jodły syberyjskiej umieszczona w szpitalnej sali zmniejsza liczbę zarazków unoszących się w powietrzu aż o połowę. W Polsce coraz częściej wykorzystuje się to działanie sosny syberyjskiej, po42

lecając zakatarzonym i przeziębionym napary z użyciem olejku pichtowego. Prawda jest jednak taka, że fitoncydy, czyli naturalne substancje bakteriobójcze, znajdziesz też w wielu innych drzewach (np. rodzimych sosnach), a także w czosnku, cebuli i chrzanie. Trzeci aspekt drzewoterapii to działanie poprzez zmysł słuchu. Delikatny szum drzew i szelest liści relaksują tak bardzo, że odruchowo zaczynamy wolniej i głębiej oddychać, a podwyższone ciśnienie (np. z powodu zdenerwowania) zaczyna wracać do prawidłowego poziomu. To dlatego po egzaminach lub stresujących rozmowach kwalifikacyjnych tak chętnie udajemy się do pobliskiego parku, by „odreagować” i uspokoić się. Sylwoterapia polega na wejściu człowieka w kontakt z lasem, a szczególnie z pojedynczymi drzewami, i wykorzystanie przepływu soków i energii tych drzew do uzupełnienia własnych potrzeb energetycznych. Samo przebywanie pośród swobodnie rosnących drzew poprawia samopoczucie człowieka. Dotykanie, głaskanie, przytulanie się ułatwia powrót do równowagi z naturą, czyli do równowagi z całym naszym organizmem. Aby sylwoterapia była w pełni wykorzystana, sam spacer po lesie nie wystarczy. Należy wybrać odpowiednie gatunki drzew, dotykać je odkrytymi częściami ciała - najlepiej czołem, dłońmi, bosymi stopami i plecami.


DLA CIEKAWYCH ŚWIATA

echo życia Leczniczy wpływ drzew na organizm ludzki potwierdzają badania naukowe. Substancje zawarte w liściach, kwiatach i korze wielu drzew mają właściwości bakteriobójcze, przeciwbólowe i przeciwzapalne, a soki i olejki poprawiają samopoczucie i dodają sił. Sylwoterapia wykorzystywana jest także do rewalidacji dzieci upośledzonych umysłowo. Najlepsze działanie terapeutyczne ma kontakt rośliny z odkrytą częścią ciała - rękami, stopami, czołem lub plecami, ponieważ w ten sposób dobroczynne substancje, zawarte w korze, liściach, kwiatach i korzeniach, mogą wniknąć do ludzkiego organizmu. Ważną rolę odgrywa też głęboki, lecz spokojny oddech dzięki któremu organizm może korzystać z olejków eterycznych zawartych w roślinach. Należy pamiętać, aby do sylwoterapii wybierać rośliny zdrowe, a terapię przeprowadzać z dala od hałasu. Terapia nie ma skutków ubocznych, jest bezbolesna i, prócz wolnego czasu, nie wymaga jakichkolwiek nakładów. Jedynym ograniczeniem jest alergia. A oto najważniejsze właściwości drzew i krzewów występujących na polskich terenach. Mimo że nie ma drzew złych, są jednak takie, które nie leczą, bo same są chore. Rosną na ciekach wodnych, łatwo je rozpoznać - są poskręcane, ze zwyrodnieniami, uschnięte, mają na sobie pasożyty, np. jemioły lub huby. W pobliżu nie powinno być np. transformatorów lub trakcji elektrycznych. Nie przynośmy też chorych drzew do domu. Wyschnięte drzewa są martwe, nie oddziałują energetycznie – także ozdoby z drewna, np. boazeria.

Wybrane drzewa i ich korzystny wpływ na nasze samopoczucie: Brzoza - działa uspokajająco, działa przeciwbólowo Buk - ma działanie wzmacniające Czereśnia - poprawia krążenie krwi Dąb - działa antystresowo Grusza - poprawia układ krążenia Jabłoń - ma wpływ na układ krążenia Jałowiec - pobudza układ nerwowy Jodła - stymuluje wzrost odporności Kasztanowiec - poprawia nastrój i pomaga w kłopotach z zasypianiem, pomaga przy problemach krążeniowych zwłaszcza w przypadku kończyn dolnych Lipa - poprawia działanie układu krążenia i oddechowego Sosna - wspomaga pracę układu oddechowego Śliwa - działa rozkurczowo. Świerk - działa relaksująco. Wierzba - ma działanie uspokajające Wiśnia - działa odprężająco, poprawia krążenie krwi oprac. Mariusz Gładysz

Meliady – w mitologii greckiej nimfy zamieszkujące drzewa jesionu. Gdy Uranos został okaleczony przez jednego z synów – Kronosa, krople krwi, które spadły na ziemię, zrodziły Erynie (boginie zemsty) i Meliady. Z tego też względu z jesionu sporządzano oszczepy, które miały powodować duży upływ krwi. Meliady były również opiekunkami dzieci porzuconych pod jesionami oraz opiekunkami stad.

Evelyn de Morgan, Driada

Emile Jean Baptiste Philippe Bin, Hamadryade (1870) Las zawsze był postrzegany przez ludzi jako miejsce baśniowe i skrywające wiele tajemnic. Już w starożytności uważano, że drzewa mają swoich strażników. Jesionami opiekowały się istoty zwane meliai, orzechami kariatydy; nawet jabłonki miały swoje epimeliady. Wszystkie te stworzenia znane były pod ogólną nazwą driad, choć pierwotnie mianem tym określano jedynie obrończynie dębów. Driady (łac. Dryades) w mitologii greckiej nimfy drzew. Piękne, eteryczne duchy, a jednak na tyle odważne, by zniechęcić lub skrzywdzić ludzi planujących zagładę lasu. Każda z nich była związana z jedną konkretną rośliną, która była jej domem. Czasami driady wchodziły w szczególną zażyłość ze swoimi podopiecznymi i wtedy stawały się hamadriadami, czyli niejako sercami drzew, których strzegły. Skrzywdzenie albo zniszczenie rośliny oznaczało wtedy dla wiernego stworzenia śmierć lub trwałe kalectwo. Pomijając jednak te drastyczne przypadki, driady były długowieczną rasą. Driady czasem mogą mieć spiczaste uszy, lub brązwowaą lub nieco zielonkawą karnację skóry. Odziane są w lekkie, zwiewne szaty, bądź też chadzają nago. 43


DLA CIEKAWYCH ŚWIATA

Owoce poziomki są bardzo smaczne, Zawierają wartościowe kwasy organiczne, węglowodany oraz bardzo dużo witaminy C, a także witaminy A, B1, B2, B6, E, H, PP i sole mineralne: wapnia, fosforu, kobaltu, zwłaszcza zaś żelaza. Młode liście poziomki zawierają flawonoidy, kwasy organiczne, olejki eteryczne, witaminy i inne substancje. Własności lecznicze mają jednak tylko liście z poziomek dziko rosnących. Jako okłady pomagaja na poparzenia oraz zadrapania. Napar z liści poziomki pospolitej stosuje się wewnętrznie w nadciśnieniu, w miażdżycy naczyń krwionosńych, w zaburzeniach przemiany materii. Stosowany jest również w zaparciach oraz guzach krwawiących. Napar z poziomki zmieszany z tawułą oraz dziurawcem zwyczajnym a jest używany na łagodne bóle artretyczne, lub połączony z nasionami selera naciowego stosowana na skazę moczanową. Poziomki ogólnie wzmacniają organizm. Stosuje się je przy niektórych schorzeniach układu moczowego, nerek. Herbatka poziomkowa ma lekko kwaskawy smak, który zawdzięcza zawartości taniny. Dzięki temu stosowana jest jako płukanka w bólach gardła. Zielarze często przepisują świeże owoce jako środek przeczyszczający. Owoce poziomki pospolitej rozpuszczają kamień nazębny oraz umacniają zęby w dziąsłach, podobno są pomocne podczas rekonwalescencji po żółtaczce. Poziomka od wieków była symbolem czystości i zmysłowości, płodności i obfitości, pokory i skromności. Kojarzona więc z czystością i jednoczesnym owocowaniem stała się symbolem maryjnym, jej Dziewiczego Macierzyństwa. Umieszczano ją więc chętnie na obrazach przedstawiających Matkę Bożą. Kwiaty truskawki (poziomki) były uważane za kwiaty raju, więc w obrazach przedstawiających niebiańskie ogrody chętnie je malowano. Sądzono też, że żywią się nimi w niebie dzieci, które umarły przedwcześnie lub aniołowie. W średniowieczu kamieniarze rzeźbili wzór poziomki na ołtarzach i wokół szczytów filarów w katedrach i kościołach. Poziomki lub zamiennie truskawki pojawiają się w folklorze Bawarii, gdzie każdej wiosny wiązano małe koszyczki pełne poziomek do rogów bydła jako ofiarę dla elfów. Co miało pomóc w dobrym udoju. Owoc ten jest symbolem Wenus, ze względu na kształt serca i czerwony kolor. Legenda głosi, że jeśli przełamiesz truskawkę na pół i podzielisz się nią z kimś, ten ktoś zakocha się w tobie. oprac. Redakcja

44

echo życia

Poziomka

(Fragaria vesca L.) rośnie dziko w całej Europie, w Azji i Ameryce Północnej. Jej krewną jest uprawiana w ogrodach i na plantacjach truskawka Starożytni Rzymianie wierzyli, że jedzenie poziomek łagodzi stany melancholii.


DLA CIEKAWYCH ŚWIATA

echo życia

Pułapki pozytywnego myślenia Pozytywne myślenie, wyobrażanie sobie, że realizujemy marzenia, odnosimy sukces, to znana i propagowana metoda osiągania założonych celów. Badania psychologiczne potwierdzały zasadność takiego postępowania. Ostatnio okazało się jednak, że zbyt jasny obraz przyszłości może zmniejszyć szanse na sukces. Eksperymentatorzy prosili grupę badanych, by w wyobraźni budowali obraz pomyślnego finału starań (wygrana w konkursie, zdany egzamin, powodzenie towarzyskie), a następnie śledzili – na podstawie listy planowanych zamierzeń - postępy w realnym świecie. Zaobserwowano, że wśród tych, którzy barwniej niż inni wizualizowali pozytywny finał, wyraźnie obniżało się ciśnienie, uważane za wskaźnik poziomu energii. Osobom tym trudniej było potem dążyć do zaplanowanych celów. Wyraźnemu osłabieniu uległa ich motywacja. „Wyobrażenie sobie jakiejś sytuacji, zwłaszcza bardzo pozytywnej, umysł odbiera jako rzeczywiste doświadczenie. Wizualizacja podstępem skłania go uznania, że plany zostały już wykonane i można zmniejszyć wysiłki” – uznali badacze. Dużo lepsze skutki przynosiło wyobrażanie sobie, jak pokonywane są przeszkody na drodze do sukcesu. „Pozytywne myślenie sprzyja powodzeniu, ale znacznie bardziej, gdy skupiamy się na drodze do celu niż jego osiągnięciu” – podsumowano. Eleonora Modrzejewska Na podstawie artykułu Alli Katsnelson z miesięcznika „Świat Nauki” 11/2011

45


DLA CIEKAWYCH ŚWIATA

echo życia

SYNDROM CHRONICZNEGO ZMĘCZENIA Aspartam: słodka pułapka Źródłem trucizn z pewnością przyczyniających się do Syndromu Chronicznego Zmęczenia i pokrewnych syndromów jest sztuczny słodzik aspartam. To ester dwa aminokwasów, kwasu L-asparginowego i L-fenyloalaniny. Wynaleziono go w 1965 roku w USA. Jego własności słodzące są dwieście razy silniejsze niż cukru, a aspartam w porównaniu z innymi słodzikami, np. z sacharyną, najbardziej przypomina cukier. Aspartam jest dziś ukryty w wielu produktach spożywczych – od Coca i Cepsi Coli w wersji light poprzez bezcukrowe słodycze i gumy do żucia aż po musztardę – o czym można się dowiedzieć, wczytując się w informacje zamieszczone na opakowaniach drobnym drukiem. By zademonstrować niebezpieczeństwa, jakie stwarza aspartam, przyjrzyjmy się, jak ten produkt jest przetwarzany w organizmie. Fenyloalanina to aminokwas występujący w ciele człowieka w sposób naturalny. Nie mogą jej przyjmować jedynie chorzy na fenyloketonurię. Jednak w przypadku znacznych dawek, np. przy nadmiernym spożywaniu napojów słodzonych aspartamem, także u zdrowych ludzi dochodzi do nasycenia mózgu fenyloalaniną, która działa wtedy jako antagonista serotoniny i może wywoływać depresje. Szczególnie duże koncentracje aminokwasu występuje w podwzgórzu i zamóżdżu, co może prowadzić do silnych wahań nastroju, drgawek, psychoz. Kwas asparginowy rozpada się w organizmie na aspartat i metanol. Niebezpieczne właściwości metanolu – spirytusu drzewnego – są powszechnie znane. Jest on dalej rozkładany na kwas mrówkowy i aldehyd – niebezpieczne trucizny, które mogą wywołać zaburzenia widzenia, a nawet utratę wzroku, zaburzenia pamięci, nudności, utratę słuchu, bóle, a przy dużych stężeniach spowodować śmierć. Takie objawy obserwuje się u alkoholików spożywających zanieczyszczony alkohol. Aspartam to neurotransmiter, który w mózgu działa jako antagonista acetylocholiny, przeciwdziałając przekazywaniu impulsów na zakończeniach nerwowych. Przedawkowanie aspartamu może być przyczyną obumierania komórek nerwowych w mózgu. Objawy są podobne do tych, które wywołuje stwardnienie rozsiane lub choroba Alzheimera, jednak w odróżnieniu od tych chorób, tu, jeżeli konsumpcja aspartamu zostanie poniechana, symptomy mogą się cofnąć. Dalsze objawy obejmują ból głowy, mi-

46

CZ. 2


DLA CIEKAWYCH ŚWIATA

echo życia grenę, nudności, bóle brzucha, zmęczenie, kłopoty ze snem, zaburzenia wzrok, napady lęku, depresje i astmę. W USA, gdzie spożycie napojów słodzonych aspartamem jest szczególnie duże, stwierdzono, że niepokojąco częstsze stały się objawy Alzheimera u osób w wieku około 30 lat. Doświadczenia prowadzone na zwierzętach wykazały również związany z przyjmowaniem aspartamu wzrost liczby guzów mózgu. Alarmujące jest to, że aspartam powoduje wyjątkowe spustoszenia u diabetyków, którzy z natury rzeczy spożywają więcej sztucznych słodzików. Trudniej ustalić wówczas właściwą dawkę insulin, często dochodzi też u nich do zaburzeń przemiany materii, a w skrajnych przypadkach – śpiączki. Także skutki cukrzycy – schorzenia siatkówki, katarakta i neuropatie - występują w takich przypadkach częściej i wcześniej, a ich przebieg jest cięższy. Symptomy spowodowane nadmiernym spożyciem aspartamu w znacznym stopniu pokrywają się z objawami Syndromu Chronicznego Zmęczenia. Ale i w tym przypadku przewagę uzyskują argumenty ekonomiczne. Aspartat wciąż jest zaliczany do substancji nieszkodliwych, a świat medyczny nadal poszukuje wirusów odpowiedzialnych za Syndrom Chronicznego Zmęczenia. cd. oprac. Redakcja na podstawie kwartalnika KONTEXT

Aspartam został wynaleziony w 1965 r. przez Jamesa M. Schlattera, pracującego dla firmy farmaceutycznej G.D. Searle and Company. Schlatter otrzymał ten związek w ramach badań nad poszukiwaniem leków przeciwwrzodowych. Odkrył jego słodycz zupełnie przypadkowo, liżąc wbrew zasadom BHP swój własny palec ubrudzony tym związkiem. Po początkowych perturbacjach z legalizacją tego związku jako dodatku do żywności, rozpoczęto jego produkcję i sprzedaż na wielką skalę od 1981 r. Źródło: wikipedia.pl Naukowcy z Bolonii przeprowadzili badanie na szczurach. Obserwowali gryzonie przez 159 tygodni. W tym czasie podawali im pożywienie, które zawierało aspartam. Naukowcy dbali, by w tych dawkach pożywienia znajdowało się tyle aspartamu, ile dziennie spożywa go każdy z nas. Szczury podzielono na kilka grup w zależności od przyjmowanej dawki słodziku. Co się z nimi stało? Aspartam wywołał u szczurów chłoniaki, białaczkę oraz nowotwory (szczególnie nerek u samic i nerwów obwodowych u samców), nawet jeśli spożywały mniejsze dawki niż dozwolone w przemyśle spożywczym dla ludzi. Wybuchła burza. Temat aspartamu trafił nawet do brytyjskiego parlamentu. Tamtejszy poseł - Roger Williams - zażądał natychmiastowego wycofania z rynku brytyjskiego około sześciu tysięcy produktów zawierających ten słodzik. Intytut Ramazziniego przekazał swój raport Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Żywienia. - Traktujemy sprawę bardzo poważnie stwierdziła Caroli Sondermann, rzeczniczki agencji. - Sprawdzenie danych z Instytutu Ramazzini potrwa od trzech do pięciu miesięcy. Wtedy opublikujemy wyniki oraz powiadomimy Komisję Europejską. To ona zdecyduje, co dalej. W tej chwili nie możemy stwierdzić, czy trzeba wycofać produkty z aspartamem. Ale wszystko wskazuje na to, że środek ten nie zostanie wycofany z rynku, ani nawet w najmniejszym stopniu ograniczony. Dlaczego? Aspartam występuje w wielu produktach kojarzonych z międzynarodowymi markami, jak np. Coca-Cola czy Orbit. Trudno wyobrazić sobie, że koncerny te usuną ze składu środek ze względu na jego szkodliwość. Oznaczałoby to de facto przyznanie się, że firmy te przez wiele lat tolerowały obecność aspartamu w swoich produktach i w pewnym sensie „truły” ludzi na całym świecie Źródło: aspartam-slodka-trucizna.manifo.com 47


OPOWIASTKI

echo życia

PODARUJĘ CI OPOWIEŚĆ...

Pietro Antonio Rotari (1707-1762), Dziewczyna z książką,

48


echo życia

OPOWIASTKI

Bajka o Miłości

Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia oraz ludzkie cechy - takie jak dobry humor, smutek, mądrość, duma, a wszystkich łączyła miłość. Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę. Tylko Miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili. Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu, Miłość poprosiła o pomoc. Pierwsze podpłynęło Bogactwo na swoim luksusowym jachcie. Miłość zapytała: - Bogactwo, czy możesz mnie uratować? - Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma tam już miejsca dla ciebie - odpowiedziało Bogactwo. Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem. - Dumo, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość. - Niestety nie mogę cię wziąźć! Na moim statku wszystko jest uporządkowane, a ty mogłabyś mi to popsuć... - odpowiedziała Duma i z dumą podniosła piękne żagle. Na zbutwiałej lódce podpłynął Smutek. - Smutku, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość. - Och, ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam - odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal. Dobry Humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był tak rozbawiony, że nie usłyszał nawet wołania o pomoc. Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze w głębiach oceanu... Nagle Miłość usłyszała: - Chodź! Zabiorę cię ze sobą! - powiedział nieznajomy starzec. Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia, że zapomniała zapytać, kim jest jej wybawca. Miłość bardzo chciała się jednak dowiedzieć, kim jest ten tajemniczy starzec. Zwróciła się o poradę do Wiedzy. - Powiedz mi proszę, kto mnie uratował? - To był Czas - odpowiedziała Wiedza. - Czas? - zdziwiła się Miłość. - Dlaczego Czas mi pomógł? - Tylko Czas rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest Miłość - odrzekła Wiedza. anonim

49


Bowiem słuszność ma filozof, który mówi, że granica między szczęściem a melancholią nie grubsza jest aniżeli ostrze noża. Virginia Woolf


Echo Życia 29