Issuu on Google+

ISSN 1732-9000

O

K

A

Z

PO WAKACJACH (18) 2006

J

O

N

A

L

N

I

K

A

K

A

D

E

M

I

C

K

W numerze między innymi:

JDM 2006 Wheelerem po Litwie Kalendarium DA na rok akademicki 2006/2007

I


2

PO WAKACJACH (18) 2006

Kalendarium Duszpasterstwa Akademickiego na rok 2006/2007 PAŹDZIERNIK

W NUMERZE Kalendarium Duszpasterstwa Akademickiego na rok 2006/2007.............................. 2 Propozycje duszpasterskie na rok akademicki 2006/2007......................................... 3 Na początek

........................................ 4

Słowo od Duszpasterza

..... 4

Czwarta nad ranem, Henningsvaer ..................................... 4 Kajakarskie zmagania

.......... 5

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego .................. 6 Duch czy mistyfikacja ! ? Wheelerem po Litwie

.... 7

......... 8

Grzybobranie i starocerkiewno-słowiański stosowany ................................................ 9 Warsztat

............................................... 10

Słowa, od których zapłonęły kościoły

................. 10

Poranek na końcu świata ......................................................... 11 Dziecko - i co dalej? Humor z ambony

............ 12

..................... 12

1–31 W tym miesiącu spotykamy się z Bogiem poprzez Maryję, Jego i naszą Matkę na Modlitwie Różańcowej. Modlimy się codziennie o 18.30. We czwartki i niedziele modlitwę prowadzą studenci. Zachęcamy studentów, aby włączali się także w prowadzenie Różańca. 15 Dzień Papieski. Uczcimy Sługę Bożego Jana Pawła II. 19 Z okazji 22. rocznicy śmierci ks. Jerzego Popiełuszki po Mszy św. Akademickiej projekcja filmu „Zabić księdza”. 26 Msza święta połączona z modlitwą wstawienniczą o godz. 19.00. 27–29 Forum Młodzieży Akademickiej Bydgoszcz – Piaski. 28 Początek kursu Soboty dla narzeczonych. Zapisy u o. Waldemara Aramowicza S.I. 607616364. Liczba miejsc ograniczona. 31 Początek kursu Szkoła medytacji chrześcijańskiej. Zapisy u o. Lesława Ptaka S.I. 609565686. Liczba miejsc ograniczona.

RATNIĄ o godz. 7.00. Zaraz potem tradycyjne adwentowe śniadanko w domku DA. 7 Kolejne spotkanie z o. Grzegorzem Dobroczyńskim – Wigilia w świetle Katechizmu. 10-13 AKADEMICKIE REKOLEKCJE ADWENTOWE 14 Modlitwa kanonami Taize przed Najświętszym Sakramentem po Mszy św. Akademickiej. 17 Po Mszy św. Akademickiej w domku DA tradycyjny opłatek. 21 Msza św. z modlitwą wstawienniczą. 27.12-02.01 Wyjazd sylwestrowy. Ewentualny wyjazd do Zagrzebia na spotkanie Taize.

STYCZEŃ

6 UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO (Trzech Króli). Podczas Mszy św. Akademickiej będzie miała miejsce specjalna modlitwa o jedność chrześcijan. 11 Po Mszy św. Akademickiej modlitwa kanonami Taize przed Najświętszym Sakramentem. LISTOPAD 18 Msza św. Z modlitwą wstawienniczą. 25 Spotkanie z o. Edwardem Torończu1 Uroczystosć Wszystkich Świętych. kiem na temat: Czym są Rekolekcje w życiu 2 Dzień Zaduszny. codziennym? 9 Modlitwa kanonami Taize przed Naj- W ciągu miesiąca - WIZYTA DUSZPAświętszym Sakramentem po Mszy św. STERSKA W AKADEMIKACH. Akademickiej o godz. 19.00. 11 Święto Odzyskania Niepodległości. Rajd rowerowy śladami walki wyzwoleńczej. 16 Początek cyklu spotkań omawiających Katechizm – o. Grzegorz Dobroczyński. Spotkanie po Mszy św. Akademickiej. 17-18 Warsztaty Dziennikarskie w domku DA. Prowadzą: o. Wacław Oszajca S.I., o. Krzysztof Dorosz S.I. 23 Msza św. z modlitwą wstawienniczą godz. 19.00. 30 Adwent w świetle Katechizmu – o. Grzegorz Dobroczyński po Mszy św. Akademickiej. Bal Andrzejkowy w domku DA.

GRUDZIEŃ 3 I Niedziela Adwentu. Zakończenie jubileuszu oo. Jezuitów. 4 Od dzisiaj, codziennie, z wyjątkiem niedziel, zapraszamy na MSZĘ ŚW. RO-


3

PO WAKACJACH (18) 2006

Propozycje duszpasterskie na rok akademicki 2006/2007 Grupa Studnia Jakubowa - studencki zespół wokalno-instrumentalny, zajmujący się przede wszystkim oprawą muzyczną niedzielnej Akademickiej Mszy Świętej o godz. 19.00. Zespół zaprasza do współpracy osoby muzykujące. 19.00 – NIEDZIELA - AKADEMICKA MSZA ŚWIĘTA Po Mszy św. ok. 20.00 Wieczór przy herbacie dla głodnych i spragnionych. W domku DA okazja do spotkania wszystkich ze wszystkimi, bez względu na przynależność lub nieprzynależność do DA. Bywa też coś do herbaty. Dzieci Starówki - różne zajęcia z dziećmi toruńskiej Starówki. Grupa La Storta. Nazwa pochodzi od miejsca, które za czasów Ignacego Loyoli było miejscowością oddaloną kilkanaście kilometrów od Rzymu, a dzisiaj jest jego częścią. Tam założyciel jezuitów doznał łaski silnego i nieodwracalnego przylgnięcia do Jezusa Chrystusa. Jest to propozycja dla tych, którzy ciekawi są duchowości jezuitów i chcieliby z niej skorzystać w życiu codziennym. Grupa tańca liturgicznego - to propozycja dla tych wszystkich, którzy chcą się modlić nie tylko swoją duszą, ale i ciałem, którzy czują, że nie wszystko da się wyrazić słowami, którzy dążą do wiary radosnej, ufnej, w pełni delektującej się Bożą obecnością. UWAGA! Grupa spotyka się nieregularnie. Szkoła medytacji chrześcijańskiej. UWAGA! Kurs okresowy. Grupa medytacyjna – jako owoc szkoły medytacji, modli się rozważając Pismo Święte. Grupa Oaza. Spotyka się raz w tygodniu, aby modlić się i wspólnie spędzać czas zgodnie z charyzmatem Ruchu Światło-Życie. Grupa zaprasza wszystkich zainteresowanych.

Wolontariat Misyjny. To grupa ludzi, którzy nie szczędzą swojego życia na działalność dla dobra braci z różnych kontynentów i narodów. Udajemy się z pomocą do misjonarzy Afryki, Ameryki Łacińskiej, a także Albanii, Rosji i Ukrainy. Głównie jednak działamy tu, gdzie przebywamy: świadczymy o Chrystusie, służymy modlitwą i pomysłowością dziełu animacji misyjnej. Czwartek godz. 19.00 – MSZA ŚWIĘTA AKADEMICKA Spotkanie dla młodzieży – modlitewno-dyskusyjna grupa gromadząca w swych szeregach młodzież szkół średnich. Na spotkaniach: dyskusje na ciekawe tematy, niekoniecznie religijne. Istnieje perspektywa wspólnych wypadów, a nawet wakacji.

dołączyć do Grupy serdecznie zapraszamy. Oprócz tego, RAZ W MIESIĄCU, RÓWNIEŻ W CZWARTEK, zapraszamy na szczególną Mszę św. połączoną z modlitwą wstawienniczą, w czasie której będziemy oddawać Bogu to wszystko, co nie pozwala nam przeżywać siebie i innych jako ludzi, jako dzieci Boga, jako braci Jezusa, jako synów Bożych. Jednocześnie informujemy, że powstaje STUDENCKA GRUPA MODLITWY WSTAWIENNICZEJ. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych. W tym roku akademickim duszpasterzem akademickim jest: O. Lesław Ptak S.I

O Panu Bogu po angielsku – możliwość doskonalenia „swojego angielskiego” poprzez swobodną rozmowę na tematy religijne i nie tylko.

Tel. 056 655 48 62 wew. 20 lub 609 585 686 leslawptak@poczta.onet.pl

Soboty dla narzeczonych - kurs przedmałżeński prowadzony metodą nie konferencyjną, ale na zasadzie przeżywania w parach istotnych treści dotyczących Sakramentu Małżeństwa. (UWAGA! Początek 19.11. Czas trwania - 6 tygodni. Liczba miejsc ograniczona. Zapisy u o. W. Aramowicza)

W konfesjonale: Środa od 9.30 - 12.00 Czwartek od 9.30 - 12.00

Katechumenat. Ma na celu przygotowanie osób dorosłych do przyjęcia Sakramentów: Chrztu, Bierzmowania i Eucharystii. Początek – połowa listopada. SOBOTA jest w Duszpasterstwie czasem na aktywny wypoczynek, a więc: wyprawy piesze lub rowerowe, plenery fotograficzne, piłka nożna i siatkowa. UWAGA! W każdy DRUGI CZWARTEK MIESIĄCA zapraszamy na szczególną modlitwę po Mszy Świętej Akademickiej o godz. 19.00. Proponujemy spotkanie z Jezusem w Najświętszym Sakramencie, aby wielbić Go. Modlitwę prowadzi Grupa Taize. Wszystkich, którzy chcieliby

DYŻUR DUSZPASTERZA:

W Domku Duszpasterstwa: Poniedziałek od 10.00 – 13.00 Wtorek od 10.00 – 13.00 Piątek od 10.00 – 13.00 UWAGA! Bardzo proszę, aby, O ILE TO MOŻLIWE, ewentualne spotkania ustalać telefonicznie lub drogą elektroniczną. Ojcowie pomagający w Duszpasterstwie: O. Wiesław Kulisz S.I ( superior) O. Krzysztof Dorosz S.I O. Waldemar Aramowicz S.I O. Feliks Dziadczyk S.I O. Edward Torończak S.I O. Grzegorz Dobraczyński S.I AD MAIOREM DEI GLORIAM czyli NA WIĘKSZĄ BOGA CHWAŁĘ czyli ABY KAŻDY CZŁOWIEK CORAZ BARDZIEJ BYŁ CZŁOWIEKIEM św. Ignacy Loyola


4

PO WAKACJACH (18) 2006

Na początek Początek października wprawdzie już za nami, ale chcemy czy nie, zawsze będzie się nam kojarzył z końcem wakacji i rozpoczęciem roku akademickiego. Początek czegoś w ogóle to też czas wyznaczania sobie różnych celów. I my, pismo Podaj Dalej, takowe cele wyznaczyliśmy sobie na najbliższy rok. Jednak od podjęcia decyzji do działania i ich realizacji daleka i wcale nie łatwa droga. Aby ją przebyć, trzeba mieć plan, motywację, wytrwałość - po prostu musi się chcieć. A i to czasem nie wystarcza, gdy działa się w pojedynkę. Czasem niezbędne jest wsparcie i pomoc kogoś, kto potrafi pomóc skorygować wyznaczone cele, pokazać nowe i zaplanować działania prowadzące do ich osiągnięcia. I tu apel do Was, drodzy Czytelnicy zapraszamy do wspólnego spotkania, by realizować podstawowe powołanie: być człowiekiem na miarę największego daru, jaki każdy otrzymał - na miarę człowieczeństwa, bo tam, gdzie spotykają się obcy - tam spotyka nas Życie. A ponieważ, jak pisał nieco zapomniany już dziś Edward Stachura, wędrówką jedną życie jest czło-

wieka, w pierwszym powakacyjnym numerze chcemy zaprosić wszystkich Was do odbycia podróży, która umożliwia udowodnienie sobie, że dam radę dojść tam, gdzie chcę, że jestem w stanie „coś” osiągnąć - pod warunkiem, że nie działam sam. Podróżujemy na rozmaite sposoby do kogoś, do czegoś, także w głąb siebie. Tego życzylibyśmy i sobie, i Wam - by nowe Podaj Dalej pomagało Wam w podróżowaniu po labiryncie świata współczesnego bez konieczności powtarzania za poetą Chodzę tu, chodzę tam w tłumie ludzi zawsze sam, pamiętając, że Pan Bóg pisze prosto po krzywych liniach życia, dlatego dopóki sił będę szedł! będę biegł! nie dam się ! A póki co, rozpakujmy plecaki pełne wrażeń i, oglądając wakacyjne zdjęcia, uśmiechajmy się do siebie, bo lato było piękne tego roku, a to co się wydarzyło podczas wakacyjnych wypraw, hmmm, niech będzie tematem październikowych rozmów w gronie przyjaciół. Z pozdrowieniami Redakcja =:-)

Słowo od Duszpasterza...

Drodzy wypoczęci, znudzeni wakacjami i spragnieni nowego akademickiego wysiłku

Czytelnicy Podaj Dalej !

Pragnę uszanować zwyczaj, w myśl którego duszpasterz akademicki przy takiej okazji, jak początek nowego roku akademickiego, zabiera głos, składając całej Społeczności Akademickiej serdeczne życzenia. Nie chcę jednak, aby moje słowa były tylko i wyłącznie spełnieniem tego, szlachetnego bądź co bądź, obowiązku. Chcę, aby były także moim osobistym przesłaniem. Kiedy rok temu przybyłem do Torunia, zauważyliście z pewnością, przynajmniej część z Was, że nosiłem obrączkę. Potem ta obrączka zniknęła z mojego palca. Kiedy jeszcze ją nosiłem, niektórzy, choć nieliczni, pytali, co ona oznaczała. Kiedy jej zabrakło, nikt nie zapytał, co się z nią stało. A stało się wiele. Najczęściej, poza przypadkami, kiedy ludzie robią to tylko dla ozdoby, obrączka oznacza dużo. Oznacza zaślubiny, wierność, miłość. Również wiele sióstr zakonnych nosi obrączki, a także kapłani, choć rzadziej. Moja obrączka była dla mnie symbolem Boga, który bardzo się napracował, aby zdobyć moje serce, aby mnie uczynić kapłanem Jego szalonej Miłości,

nie tylko do mnie, ale do nas wszystkich. Oznaczała też ludzi, którzy byli nośnikami Jego wiernej Miłości do mnie i którzy trudzili się razem z Nim. Ale, jak to zwykle bywa, piękne historie nie dzieją się szablonowo. To dlatego są piękne, ale i trudne. Łatwo się ich słucha, czasami z nutką tęsknoty, czy zazdrości, ale gdy sami stajemy się ich bohaterami….Różnie to bywa. Ja również przeżyłem pewną historię. Jakoś ją przyjąłem, jakoś przeżyłem, ale wiem też, że nie udało mi się przyjąć Boga, który w taki szalony sposób, jak na Najlepszego Ojca i Brata przystało, objawił mi swoją miłość. Cieszyłem się przejawami tej Miłości, korzystałem z nich, ale wiem dobrze, że nie potrafiłem osobiście o Niej świadczyć, wstydziłem się Jej. Wstydziłem się mojej obrączki i tajemnicy, którą oznaczała. Wstydziłem się Boga, którego symbolizowała. Dlatego, patrząc z zewnątrz, zgubiłem ją, a patrząc od strony serca, została mi zabrana, bo moje serce jej nie chciało. Cieszyłem się tą historią, czasem o niej opowiadałem, korzystałem z niej na roż-

Czwarta nad ranem, Henningsvaer Jest czwarta nad ranem. Budzę się w starym magazynie nad morzem, półtora kilometra przed Henningsvaer na Lofotach. Mateusz śpi tuż obok. Wczoraj o 22-giej zeszliśmy z gór - droga na “księdza” zajęła nam 8 godzin, ale zgubiliśmy ścieżkę na dół i okrężną drogą wybrzeżem zajęła nam kolejne cztery. Po powrocie zjedliśmy coś. Właściwie nie byłem głodny, tylko tyle, że wiedziałem, że mamy za sobą potężny wysiłek i trzeba zjeść, no i drzemka przed planowanym wyjściem do miasta - miałem wieczorem oddać pożyczony kask, chcieliśmy się wykąpać, posiedzieć trochę w “climbing cafe”. Drzemka trochę się przeciągnęła. Ubieram sie, wstawiam wodę na herbatę, jem. Teraz czas, jak co dzień, zbudzić Mateusza. - Mateuszu, idę do miasta, idziesz? - Jo, już ( u Mateusza “już” znaczy że “jeszcze trochę” - po miesiącu wspólnej podróży, pracy, wspinania niepotrzebne mi już tłumaczenie) - A może chcesz pospać to sam pójdę, oddam kask? - To ja pośpię ne sposoby, ale sercem coraz bardziej odchodziłem od Boga, autora tej historii, oraz od człowieka, przez którego ten Bóg do mnie dotarł. Moi Drodzy! Od niedawna znowu noszę obrączkę, a to oznacza, że Bóg jest wierny pięknym i ważnym historiom, których sam jest autorem, że po raz kolejny dotknął mojego serca, zostawiając w nim więcej wdzięczności, ufności, odwagi i chęci zawalczenia o najpiękniejszą historię mego życia. I to jest moje tegoroczne przesłanie. Chcę zaświadczyć, że nasz Bóg tęskni za naszymi sercami, których jest Początkiem i Spełnieniem, że jest Początkiem i Spełnieniem naszych najpiękniejszych pragnień i tęsknot, że chce być przez nas kochany, chce z nami przeżywać nasze życie i być dla nas nieodłącznym Towarzyszem w naszej niepowtarzalnej pielgrzymce do Niego. Życzę, abyście w to wierzyli i takiego Boga poszukiwali, na takiego Boga się otwierali, za takim Bogiem tęsknili, bo taki właśnie Bóg tęskni za Wami. Pragnę również, aby nasze Duszpasterstwo było miejscem jak najlepszym do odkrywania, przeżywania i dzielenia się Bogiem, spotkanym w niepowtarzalnej historii Waszego życia. Lesław Ptak S.I


5

PO WAKACJACH (18) 2006 lepiej. - OK. To śpij, ja pójdę. Mam apetyt o tej czwartej nad ranem. Z kanapką z dżemem wychodzę nad wodę i ten poranek mnie uwzniośla, uwodzi jego chłód, blask - wychodzę. Droga pusta, niebo czyste, woda cicha, błyszczą w słońcu wschodnie ściany gór, dachy i ściany drewnianych domków. Wszyscy śpią, Mateusz i całe Henningsvaer, tylko ja nie śpię, tylko nie On. Cicho, pięknie - wspaniały czas, żeby przerzucać karty serca - błogosławiony czas. A tam gęsto od zapisów, szkiców osób i wydarzeń. Idę i podziwiam - góry, wodę, wschód, ptaki, wyspy i domki Henningsvaer. Przez chwilę myślę, że wielka szkoda, że nie

wziąłem aparatu - pstryknąłbym panoramkę miasteczka z mostu przerzuconego nad wysepkami albo tego żurawia czy pelikana, co go spłoszyłem, jak szukał śniadania w odkrytym nieco dnie morskim, czy gór w końcu, ale to przecież takie banalne. Myślę że dobrze że zapomniałem - zapiszę gdzie indziej, niż na kliszy. Przerzucam dalej te stronice serca, szukając czystej karty - tam będę pisał, bo tam można zapisać więcej, niż widoki. Tam zapiszę surowe lekcje północy - lekcje pokory, prawa, przyjaźni, tam zapiszę wdzięczność i zdumienie dla hojnego losu - za wędkę, za czapkę, za piwo, za okulary, za jedzenie, za rękawiczki, za schronie-

Kajakarskie zmagania Cokolwiek by nie napisać o tegorocznym spływie kajakowym, trzeba zacząć od Chupacabry. Cóż to takiego? O, tu odpowiedź nie jest prosta. Ponoć jest to wampir zabijający zwierzęta domowe i układający ich trupy w równym rządku. Dość wspomnieć, iż owa Chupacabra, zwana także „Maciukabrą” wpisała się w nasz letni wypad złotymi literami. A wszystko to za sprawą pewnego czternastoletniego miłośnika militariów, marzącego o wstąpieniu do Legii Cudzoziemskiej (między nami mówiąc lepiej nadającego się na ufologa). Ale od początku. Tym razem dzielna ekipa czternastu miłośników machania wiosłem (w tym dwoje zaprzyjaźnionych z gdyńskiego duszpasterstwa) udała się na wymagający ogromnej siły ducha podbój rzeki Drwęcy. Trasa wiodła od Ostródy do Kaszczorka i liczyła sobie 190 kilometrów. Już w pociągu zmierzającym do warmińskiej krainy okazało się, że będzie to wyjazd niezwykły (wystarczy przypomnieć sobie pokątne uśmiechy współpasażerów w trakcie gry w kalambury, kiedy to kierowniczka usilnie starała się pokazać swej drużynie Bruca Lee). Później było niemniej interesująco, kiedy to niektórzy przeżyli chrzest bojowy, zmagając się z jeziorem – czytaj: pływając zygzakiem, żeby wyrobić podwójną normę kilometrową tego dnia. Nikt nie pozostał jednak bez serdecznej rady i krótkiego szkolenia z zakresu wiosłowania, a toń jeziora niosła doskonale narzekania poirytowanych instruktorek. O tym, że była to wyprawa iście spartańska niech świadczy fakt, że dosłownie za każdym razem, kiedy rozbijaliśmy namiot zaczynało lać. Opanowaliśmy więc do perfekcji błyskawiczne stawianie namiotu, o gotowaniu obiadków pod tropikiem nie wspominając. Królowała oczywiście pasta na tysiąc sposobów. Każdy, kto zobaczył

nasze obozowisko mógł się tylko litować, gdyż wyglądaliśmy, co tu ukrywać, jak grupa powodzian. Przeciekające namioty też nie były rzadkością, dlatego pod koniec spływu niewielu uczestników dziwił już widok trzech śmiejących się niewiast biegnących co sił do rzeki, jak tylko zaczynało padać. Jednak to opowieści o Chupacabrze na dobre zawładnęły umysłami obecnych. Niektórzy poczuli niepokojący dreszcz na plecach, kiedy to rankiem przed jednym z namiotów znaleziono ślady krwi. Dramatyzmu całej sytuacji dodawał fakt, iż w nocy słyszano głośny plusk. Nasz młody ufolog orzekł, iż na pewno odwiedziła nas Chupacabra. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że stwór ten generalnie nie zabija ludzi, a jedynie zwierzęta domowe, co jednak nie do końca nas uspokoiło.

nie, za dobrze zatartą kostkę, za dobrze zatartą kostkę, za dobrze zatartą kostkę - Dziękuję. Kto Ci to wszystko dał, Losie i czemu rozdajesz takim powsinogom, jak my? Tam zapiszę dalej każdy metr zdobytej ściany, zacięcia, dobre tarcie, drżenie nóg i w końcu wygodne posłanie szczytu zawieszonego w koronie turni. Tam - nie tu. I tę kartę właśnie ponad wszystko inne z tej wyprawy chcę przywieźć jako dar, żebyście i Wy najbliżsi mogli w tej podróży uczestniczyć. Wracamy za 10 dni. Ściskam. Do zobaczenia. nevander Tak więc czując na plecach wszechobecny oddech Chupacabry pokonywaliśmy kolejne kilometry Drwęcy, zatrzymując się gdzieniegdzie na popas, tudzież podziwiając krajobrazy (choć martwych zwierząt w rzece do pięknych nie zaliczę) albo kryjąc się przed leśniczym usilnie próbującym ukarać nas mandatem (bezskutecznie). Nie zabrakło także niezaplanowanej kąpieli, kiedy to jeden z uczestników musiał ratować się skokiem z kajaka na środku rzeki (taki mały wypadek przy zawodach, kto kogo lepiej ochlapie wiosłem). Nie ma co ukrywać, że było wspaniale. Reszta niech zostanie naszą słodką tajemnicą. Marta Lis


6

PO WAKACJACH (18) 2006

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego Już po raz siódmy w Świętej Lipce odbyły się Jezuickie Dni Młodzieży. W połowie lipca do pięknego sanktuarium maryjnego, architektonicznej perły baroku, przyjechało ponad 300 studentów z całej Polski, zaangażowanych w akademickich ośrodkach duszpasterskich prowadzonych przez jezuitów. Nasza toruńska reprezentacja liczyła prawie 30 osób, co dało nam miejsce w ścisłej czołówce krajowej. Przez osiem dni młodzież wraz ze swoimi duszpasterzami i specjalistami z różnych dziedzin twórczo spędzała czas na wspólnej modlitwie, pracy i zabawie. Jak zawsze, zajęcia formacyjne łączono z wakacyjnym wypoczynkiem. Motywem przewodnim tegorocznego spotkania w Św. Lipce była przyjaźń przeżywana w wymiarze religijnym i czysto ludzkim. Stąd hasło: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Pomysł takiego tematu zrodził się stąd, że VII Jezuickie Dni Młodzieży przypadły w uroczyście obchodzonym przez jezuitów Roku Jubileuszu trzech pierwszych, związanych węzłem mocnej przyjaźni wielkich świętych zakonu: Ignacego Loyoli, założyciela i mistrza duchowości, Franciszka Ksawerego, misjonarza Dalekiego Wschodu oraz Piotra Favera, apostoła pojednania wśród chrześcijan. Obecni jezuici – duszpasterze młodzieży, myśląc nad połączeniem elementów tradycji i nowoczesności, starali się szukać ze swymi podopiecznymi właściwej przestrzeni dla duchowych wartości pośród dzisiejszych wyzwań. Do istotnych i wciąż aktualnych, ludzkich spraw należą przecież przyjaźń, pojednanie, porozumienie, otwarcie na drugich, poświęcenie dla innych, współpraca. Podczas spotkania w Św. Lipce młodzież zastanawiała się nad miejscem tych wartości w życiu osobistym i społecznym. Rozwijaniu własnych zainteresowań służyły zajęcia warsztatowe prowadzone przez fachowców z różnych dziedzin. Była możliwość uczestnictwa w warsztatach medytacyjnych, rozwijania twórczej wyobraźni, psychologii uczenia się,

prowadzenia gier symulacyjnych, a także giełdowych, prasowych, radiowych, filmowych, teatralnych, f o t o g r a fi c z nyc h , muzyki gospel i jazzu, tanecznych, plastycznych, pływackich, a nawet samoobrony czy sztuki survivalu. Uczestników świętolipskiego spotkania odwiedził ks. abp Wojciech Ziemba, metropolita warmiński. Podczas homilii uroczystej Eucharystii sprawowanej w bazylice nowy Pasterz Archidiecezji akcentował, by być otwartym na Boże znaki i umieć je odczytywać w kontekście swego życia. Sanktuarium w Św. Lipce zawsze było takim znakiem dla przybywających tu od pokoleń pielgrzymów z całego świata, nie tylko katolików – podkreślał abp Ziemba. Po Mszy św. dzielił się swoimi wrażeniami z podróży do Ameryki Południowej do miejsc, gdzie w XVII w. jezuici prowadzili swoje słynne misje zwane „redukcjami paragwajskimi”, o czym opowiada znany film „Misja”. Organizatorzy Jezuickich Dni Młodzieży chcieli w nietypowy sposób przypomnieć dawną epokę renesansu, w której działali wybitni założyciele zakonu, a zwłaszcza dzielny żołnierz, Iñigo de Loyola. Miały temu służyć inscenizacja turnieju rycerskiego i bal z epoki. Nawiązaniem do dawnych czasów była też organizowana następnego dnia poranna pielgrzymka do dawnej strażnicy krzyżackiej, a obecnie kościółka w mało znanej turystom wiosce Bezławki.

Jak co roku młodzież spotkała się na wymyślonym i prowadzonym przez siebie Festiwalu Twórczości Wszelakiej, za który pełną odpowiedzialność organizacyjną i rozrywkową wziął Toruń. Młodzi artyści stanęli na wysokości zadania i śmiechom nie było końca. A w sobotni wieczór, na zakończenie JDM-u, zaśpiewała już na poważnie Antonina Krzysztoń, wprowadzając nutę zamyślenia i nostalgii. Kolejna edycja Jezuickich Dni Młodzieży - za rok. Czym znów zaskoczą uczestników pomysłowi organizatorzy? Ze świętolipskiej kawiarenki „Pod Brzozą” o. Krzysztof Dorosz


7

PO WAKACJACH (18) 2006 W ramach warsztatów prasowych pojawiło się specjalne wydanie pisma „Fakt Świętolipski”, a w nim „artykuł grozy”, który redakcja naszego okazjonalnika – po długim namyśle - zdecydowała się przedrukować.

W Świętej Lipce znowu straszy...

Duch czy mistyfikacja?

Sprawą zajęła się grupa dochodzeniowa KP Policji w Reszlu, którą kieruje doświadczony funkcjonariusz – komisarz Sowa. Policjanci dokonali już wizji lokalnej i zasięgnęli rady u miejscowego jasnowidza. Ze względu na dobro śledztwa szczegółów ekspertyzy nie ujawniono. Istnieje domniemanie, że całe zdarzenie zostało sfingowane, aby utrudnić życie spokojnym mieszkańcom Mazur. Mistyfikacja czy prowokacja? Kto za tym stoi?! Komu na tym zależy?! Zygmunt Ucho

Przerażające wieści krążą od kilku dni w Świętej Lipce i okolicy. Jak utrzymują miejscowe źródła, dobrze znane lokalnej policji, na wieży słynnej barokowej bazyliki zamieszkał tajemniczy duch, który dał się już we znaki mieszkańcom, zachowując się co najmniej dziwnie. Jak twierdzą świadkowie, kwadrans po północy można usłyszeć samogrające organy, tańczące piszczałki, chrobot drewna, klekot kości, dobiegające z podziemi ciężkie westchnienia i jęki. Atmosferę grozy potęgują przesuwające się po krużgankach ogromnej postury cienie. - Spać po nocach nie mogie – twierdzi sędziwa mieszkanka Świętej Lipki - naczynia mi dzwoniom w kredensie. - Nawet moja suczka Pusia boi się wyjść za potrzebą – zeznaje pan Mietek spod pobliskiej budki z piwem. - Wszystkiemu winne te młode, panie, co to się najechały i hałasujom po nocach – dopowiada sprzedawczyni miejscowego sklepu GS. Zażywna 80-latka, sąsiadka właściciela Pusi, nie mogąc znieść napięcia i niepewności, wybrała się na zwiady. Utrzymuje, że widziała tańczące w korowodzie pary przy dźwiękach muzyki dawnej, a z bazyliki słychać było melodię organową. – Panie, to siła nieczysta – skarży się kobieta naszemu reporterowi - My tu w tych stronach spokojne ludzie...

... Nie będę mówić O czekaniu... Zamknięte otwórz -oczy... i spojrzyj, choć raz -przed siebie ...dla innych -nie dla własnego pragnienia...bądź... ... Szukałeś ciepłego uścisku Jego ręki widzialnego dowodu -(nie)widzialnej obecności Pragnąłeś czegoś By zagłuszyć własne Pragnienia By zapomnieć niezrozumiałe... Nie zauważyłeś, że padał ciepły deszcz... ... Jego dotyku W samotności... W pustce... A patrzyło tyle Serdecznych serc ... zatroskanych Na mapie świata okazało się zbyt... ciasno Bo zostały złudzenia, Że poza krańcami ...schowany... za horyzonty mórz... [VII JDM Święta Lipka 2006] Ania Olejnik


8

PO WAKACJACH (18) 2006

Z dziennika rajdowca

Wheelerem po Litwie 3.08. czwartek Toruń Główny 6.20. Zbiórka! Pociąg osobowy do Olsztyna, potem pośpiech do Białegostoku. Do wagonu rowerowego pakujemy nasze stalowe rumaki. Wyskakujemy w Ełku, a stamtąd do Suwałk. Konduktor bajeruje nasze dziewczyny – z wzajemnością. Niestety, trzeba wysiadać, choć rozmowa nabiera rumieńców. Następnym razem! Nasi opiekunowie, Adam z Marcinem dwoją się, aby przedstawić Suwałki jako atrakcję turystyczną. Momentami nawet im się to udaje. Za chwilę wyskakuje Maciek-leśnik, a z wieczornego mroku wynurza się Paweł. Jesteśmy wszyscy. Jutro do Wilna wyruszy ósemka rowerowych śmiałków. 4.08. piątek Jeszcze rano wymiana waluty w miejscowym kantorze, a potem kurs na Wigry. Zwiedzamy opactwo kamedulskie, odprawiamy mszę św. Westchnienia do nieba, bo niestety pada i to mocno. Nie można podziwiać widoków pięknej Suwalszczyzny. Zahaczamy o Sejny i smakujemy litewskich potraw: rosołu z kołdunami i kartaczy. Na granicy mokrzy, ale pełni zapału. Krótka odprawa i już na Litwie... Ruszamy z piskiem opon. Asfaltowa, a potem żwirowa droga prowadzi nas przez wioski, pola i lasy. Miejscowe dzieciaki z zainteresowaniem patrzą na dziwną, rowerową karawanę. Któż to taki? Flaga naszego DA, niczym proporzec, łopoce na wietrze. Pierwszy nocleg znajdujemy – o dziwo - w litewskiej szkole. Jaka ulga, że już nie kapie na głowę! 5.08. sobota O. Krzysztofowi pękła szprycha i nie ma zapasowej. Przednie koło lekko bije, ale da się jechać. Bierzemy kurs na Druskienniki, znany litewski kurort, taki tamtejszy Ciechocinek. Chłopakom udaje się namierzyć warsztat rowerowy, jedyny w tym mieście i naprawić awarię. Tymczasem nasze przedsiębiorcze dziewczęta robią zakupy w markecie i organizują bufet na ławce w parku zdrojowym. Jak miło coś przekąsić w takich okolicznościach przyrody. Na rowery – pada komenda. Kierunek: Varena. Mała miejscowość, ale za to gościnna. Miły ksiądz Litwin proponuje nocleg w zakrystii kościoła. Z takiej propozycji grzech nie skorzystać.

Cały czas poboczem uczęszczanej drogi na Wilno. Zewsząd lasy. Komuś wpada do głowy pomysł, aby nazbierać grzybów. Hej, strzelcy w las! Dziewczyny do pilnowania obozu. Jeden z grzybiarzy gubi drogę. Odnajduje się po paru godzinach. Choć siąpi i pod wiatr, jedziemy. Przerwa pod przydrożnym sklepem, młoda sprzedawczyni-Polka zaczytuje się Lalką Prusa. Mówi, że nawet się jej podoba. Tymczasem burza, a wokoło walą pioruny. Trochę się uspokaja, więc wsiadamy na nasze zmoknięte rumaki. Wio! A tu za chwilę znów leje jak z cebra. Burzy, jak już kogoś dorwie, nie da się łatwo wywinąć. Przemoknięci do suchej nitki docieramy do Lentwarowa. Mamy dużo szczęścia, znajdując tam dom sióstr. Sucho, ciepło i gorący posiłek. I czego rowerzyście z Polski więcej do szczęścia potrzeba na Litwie?

7.08. poniedziałek Ledwie się człowiek zdrzemnął, a tu nasza Kierowniczka – z Pyrlandii rodem – dzwoni na pobudkę. Szlag by to... Wskakujemy więc na rumaki i pędzimy na Wilno. Jazda w deszczu. Znów pecha ma o. Krzysztof, który łapie gumę. Ale jesteśmy już na przedmieściach litewskiej stolicy. Wita nas Iwona, studiująca w Toruniu wilnianka. Gdyby znał ją Mickiewicz, pewnie zostałaby bohaterką niejednej ballady. A tu... Idziemy do kawiarni na gorącą herbatę – pada komenda damskiego oficera. Poznajemy pierwsze zabytki: 6.08. niedziela piękny barokowy kościół Piotra i Pawła Od rana ostra jazda. Nie ma ziewania! z amboną w kształcie łodzi oraz znisz-

czony, drewniany dom, gdzie mieszkała św. Faustyna. Dlaczego Pan Jezus nie objawił się Siostrze w pięknej, marmurowej świątyni, tylko w ubogim, drewnianym domku? Betlejem bis! Bazę noclegową mamy w Nowej Wilejce. Trzeba tam jechać ostro pod górę, gdzie stoi z daleka widoczny kościół św. Kazimierza. Miła Siostra od Aniołów otwiera nam drzwi i ze śpiewnym, kresowym akcentem zaprasza do środka. 8.08. wtorek – 10.08. czwartek Rowery odpoczywają w bazie, a my udajemy się do Trok, aby zwiedzić słynny zamek na wyspie. Odrestaurowane komnaty, w których urzędował książę Vytautas, robią wrażenie. W pobliskim, historycznym kościele liczne polskie inskrypcje. W Trokach mieszka też wspólnota Karaimów: w centrum przy głównej drodze mają swoją świątynię, restaurację, gdzie można zjeść smaczne pierożki z mięsem, a na obrzeżach – mały cmentarzyk. Gdy w drodze powrotnej stajemy pod Ostrą Bramą, robi się ciepło w sercu. Patrzy na nas Matka, która wszystko rozumie... Gdy następnego dnia celebrujemy tu Mszę św., ogarnia nas wielkie wzruszenie. Dołączają inni pielgrzymi i tworzy się wspólnota modlitwy wokół Matki Miłosierdzia... Zwiedzamy wileńskie kościoły, zaułki, miejsca związane z Mickiewiczem. Szczęście nam sprzyja: słońce nie znika za chmurami... Cmentarz na Rossie – osobny rozdział podróży. Uwagę zwraca pewien pomnik w kształcie anioła szybującego do nieba. Napis na grobie mówi, że został poświęcony młodej dziewczynie. Piękno i tragizm w jednym, tak jak historia tego miejsca. 11.08. piątek Szawle. Góra Krzyży. Niezwykłe miejsce: szczere pole, wzgórek, a na nim tysiące dużych i małych krzyży. Każdy z nich wtykały jakieś ręce, każdy – to historia ludzkiego życia umieszczonego


9

PO WAKACJACH (18) 2006 w perspektywie znaku męki Chrystusa. Szawle – to nie tylko ciekawostka turystyczna, to także głęboka teologia: wywyższenie Krzyża dokonuje się rękami ludzi, którzy odnajdują w nim swoją nadzieję. Pozostawiamy i nasz skromny krzyż zakupiony na pobliskim straganie. Ave crux – spes unica. Gdy głębokie myśli przychodzą nam do głowy, oto jakaś litewska para młodych w ślubnych strojach niesie swój ozdobny krucyfiks i zatyka go pośród innych. Widocznie taki tu zwyczaj. Za młodymi drużbowie z szampanem w ręku. Oj, będzie wesele! 12.08. sobota Kolegium jezuickie w Kownie podjęło nas godnie. W końcu jesteśmy rodziną!

Ostatni zajazd, czyli nocleg na Litwie – to bonus od naszych świętych patronów. I jak tu nie wierzyć w pomoc Aniołów Stróżów?! A mieli z nami dużo roboty, oj mieli ... Kowno mniej okazałe, niż Wilno, ale i tu znajdzie się parę ciekawostek. Okazale prezentuje się katedra. Kowieńskie „Dziady” gdzieś pouciekały i nie pozwoliły się obejrzeć, więc przy wtórze weselnych klaksonów (bo w miejscowym magistracie szedł ślub za ślubem) ruszyliśmy w stronę polskiej granicy. Lało jak z cebra, niebo płakało rzęsiście przy naszym wyjeździe, zaś nam łza w oku kręci się do dziś... KAD

Grzybobranie i starocerkiewno-słowiański stosowany Jest coś, o czym żaden wolontariusz wyjeżdżający na Ukrainę nie wspomni z powodu oczywistości tegoż. A są to... napisy. Pierwsze, co czeka przeciętnego gorliwca misyjnego po przekroczeniu granicy, to nieukrywana trudność w odczytaniu najprostszych komunikatów (no, może poza graficznymi). O ile oczywiście nie jest on obeznany w tajnikach języka rosyjskiego, tudzież jeśli nie jest szczęśliwcem władającym językiem ojczystym spodziewanych podopiecznych. Piszę spodziewanych, gdyż, jak się okazuje, amatorzy wyjazdów sierpniowych mogą się nieco przeliczyć co do frekwencji na zajęciach... No, może doliczą do jednego (chyba, że zabiorą się za liczenie kilogramów pomidorów do zapraw albo sztuk szyb okiennych do umycia). Przynajmniej tak rzecz się miała w Gwardyjsku w drugim miesiącu wakacji tego roku. Jednak wolontariusz nie gapa i zajęcie sobie znajdzie – na chwałę Pana i dla dobra Kościoła, na przykład parafialnego w tej przeuroczej miejscowości. Tak więc mogę spokojnie zostawić nasze duchowe centrum na Ukrainie i przenieść się do odległych o około 40 minut jazdy nigdy-nie-pełną marszrutką, służącą także za coś w rodzaju wesołego miasteczka, Oleszkowiec. To był mój punkt docelowy, do którego pielgrzymowałam codziennie z Kasią u boku. Żeby jednak kontynuować raz rozpoczęty wątek, zdradzę Wam tajemnicę, że nie tylko znawcy języków nieodległego Orientu mogą odczytać ukraińskie hieroglify – czasem na misjach przydaje się nawet filologia polska, a wraz z nią nauka języka starocerkiewno-słowiańskiego (i niech jeszcze któryś

student odważy się powiedzieć, że to do niczego niepotrzebne!). Prawda, że prosty sposób?... Ale tak na serio: Pan Bóg wyraźnie pokazuje, że każde zainteresowanie, nawet to najbardziej zwariowane i niepasujące do odkrywanego dopiero co powołania, jest Mu potrzebne i można je twórczo wykorzystać. W końcu to On rozdaje zarówno talenty, jak i powołania. Dopiero to jest proste. W Oleszkowcach nie było zbyt wiele czytania – raczej spotkania z native speakerami. To znaczy: my-wolontariuszki robiłyśmy za ekspertów od języka polskiego, dzieciaki – za znawców ukraińskiej mowy. I pomysłów nam nigdy nie brakowało, a przynajmniej drzewa genealogiczne, będące owocem katechezy o małżeństwie i rodzinie, były wykonane ciekawą czcionką. Tak naprawdę najpiękniejszym owocem stały się rozmowy w domach, które pozostaną dla nas jedynie w sferze wyobrażeń, a zapewne były okraszone barwnymi opowieściami i wspomnieniami dziadków. Piosenki, piłka, rysowanie, gra w Mafię, pieczątki z ziemniaków, aniołki z modeliny... Gra w Mafię?! Tak. Właśnie tak. Kasia nauczyła. I wierzcie mi, że im dłużej graliśmy, tym więcej miałam trudności ze zdemaskowaniem mafii – inteligentne dzieciaki, nie ma co. Do tego zaimponowały mi, jak przyszła pora na modlitwę koronką do Miłosierdzia Bożego. Ci, którzy zostali, prześcigali się wzajemnie w zgłaszaniu chęci poprowadzenia kolejnych dziesiątek. Widać, że mają przekazywane bardzo dobre przyzwyczajenia, które będą procentować. A katechezy... cóż, najlepiej przemycać przy pracach ręcznych w postaci opowia-

dań biblijnych i bajek – akurat wspominam to, czego sama miałam możliwość doświadczyć, choć nie miałam zbyt wielu okazji, o czym zaraz. Aha! Mało brakowało, a zapomniałabym o ulubionej rozrywce poza Mafią: grach planszowych. Chińczyk doczekał się szczytu popularności, w tym wersji z ręcznie wykonanymi pionkami i kostką. Podobnym powodzeniem cieszyło się Grzybobranie, a obydwie gry miały swoich niezaprzeczalnych czempionów. Naszą funkcją było przegrywać z twarzą i dawać przykład uczciwej zabawy dla samej zabawy, nie dla wygranej... a o to niełatwo. Podobno jednak voluntario nihil difficile. Ufam, że przesłanie tej maksymy jest zrozumiałe, toteż pokuszę się o wtrącenie ponadto słówka nadziei, iż w pojęciu voluntario mieszczą się także nasze skromne osoby... Oczywiście mogę żywić taką nadzieję w tej i wielu innych sprawach, widząc, jak silnie zaznacza się Boża obecność. O ile na przykład w grze Grzybobranie liczyć mogłam co najwyżej na zbiory muchomora od czasu do czasu, o tyle na planszy mojego życia wystarczył jeden ruch Bożym palcem i znalazłam się na innym grzybobraniu (gdzie, dodajmy, młode duszyczki rosły imponująco jak grzyby po deszczu... a deszczu trochę było), mianowicie jako animator na oazie. Tutaj zobaczyłam jak bardzo i moja oazowa formacja, i animatorskie doświadczenie, i pasja filologiczna konieczne są wszystkie razem, słowem – jak doskonale Pan Bóg wybiera sobie pionki, które może bez przeszkód przestawiać tam, gdzie jest taka potrzeba. Cieszę się, że i mnie zechciał lekko przesunąć, bo choć pożegnałam się przedwcześnie z rozbawionymi Oleszkowcami, czekały mnie obfite i błogosławione zbiory. To znaczy prawdziwe zbiory odbędą się za czas jakiś i nie ja ich dokonam, ale już są spodziewane. Cztery kochane duszycz-


10

PO WAKACJACH (18) 2006

ki w grupie, ks. Jarosław i Basia jako moderatorzy, warunki doskonale polowe i parę inszych inszości – to przepis na pożywną strawę duchową, także dla animatora. Świeżość wiary, spontaniczność i otwartość, a do tego piękne głosy – to tylko nieliczne z cnót ukraińskich oazowiczów, którzy są dalecy od dumania: ciekawe, co jeszcze animatorzy wymyślą..., ale czekają po prostu na rozmowę o Bogu i sami mają już wiele do powiedzenia. W przeciwieństwie do mnie, która raz po raz zdaje sobie sprawę z tego, że więcej żyję tymi rekolekcjami i tą służbą, niż potrafię przekazać postronnym. Owszem, mogłabym rozpisać się na ten przykład o wyprawie w góry bez szlaków i przedzieraniu się przez chaszcze pokrzyw i malin, o hydromasażu w wartkim potoku sięgającym nieco powyżej kolan przy pełnej wrażeń przeprawie, o maszerowaniu przez kilka kilometrów do parafii w Głębokiej, nie zawsze po utwardzonym gruncie, oraz o kilku innych atrakcjach, ale czy to będzie sedno Bożego planu?

Chyba bliżej sedna całego ciągu cudów, bo tak wolę mówić, będzie powrót do wątku początkowego. Nieodłącznym punktem dnia oazowego, a moim ulubionym, była szkoła śpiewu. Śpiewniki były, ma się rozumieć, ukraińskie, choć pisni – w większości tłumaczone z polskiego lub przynajmniej odpowiadające tym naszym. Wystarczyło czytać odpowiednio szybko. No więc się szkoliłam, podobnie jak podczas codziennej Eucharystii. Obiecałam sobie, że po dwóch tygodniach tam spędzonych będzie mi obojętne w jakim języku: polskim czy ukraińskim będą się do mnie zwracać rozmówcy i w którym z wymienionych języków będzie sprawowana liturgia. Stało się tak jeszcze szybciej niż przypuszczałam. Możecie mi wierzyć, że łzy radości stanęły mi w oczach, kiedy spostrzegłam, że prywatnie także modlę się różańcem po ukraińsku. To niezwykłe uczucie: szczerze zwracać się do Boga słowami różnymi od tych, do których jest się na co dzień tak przywiązanym, że nawet cały rok akademicki (i to niejeden)

W imię Ojca stoisz przed ołtarzem w świetle zapalonej świecy pokazując światu swą pokojową dłoń pomiędzy rozśpiewanym ławkami skamieniałych oczu na mglistej czerwieni dywanu wiary przeklinasz mnie w imię Ojca gwałcisz w imię Syna mordujesz w imię Ducha Świętego mariusz es

Prośba

nocą gdy wszyscy śpią rozpalamy głodne ogniska wspomnień jutra tańcząc z chłodem ścian zastygli w bezruchu samoświadomości mariusz es

Agnieszka Jaroszewicz

Słowa, od których zapłonęły kościoły

Warsztat

***

spędza się nad zgłębianiem doskonalszego ich użycia. Krótko mówiąc, dane mi było jeszcze bardziej zasmakować kultury i myślenia tych, do których zostałam posłana. Zastanawiam się tylko, kto tu do kogo bardziej był posłany. A to także uczucie nieobce misjonarzom. Kiedyś sądziłam, że największą trudnością w pracy misyjnej byłby dla mnie właśnie język, przyznam się, że nie wierzyłam za bardzo w język miłości, przynajmniej w moim przypadku. Tymczasem po udziale w wielkim dziele Bożym wróciłam do Polski (że użyję tu stwierdzenia zaprzyjaźnionej siostry misjonarki) z poszerzonym sercem, umocnioną wiarą i nawet trochę uświęcona. W zachwycie nad Bożą mądrością budzą się we mnie kolejne pokłady nowego zapału i liczne myśli, spośród których na czoło wysuwa się jedna: jeszcze tam wrócę. I już nawet wiem jak.

nie zabieraj mi gwiazd nocy dni szeptu chwil na bieli kart pozwól zmienić ludziom świat pozwól żyć mariusz es

Na początku było słowo... Tak to już tak jest, że przeważnie od słów wszystko się zaczyna. Miłość, nienawiść, zazdrość, szczęście, wiara. Słowo to myśl wyrażona głośno. Gdy są wyrwane z kontekstu, mogą zostać zrozumiane zupełnie inaczej, niż chciała osoba wypowiadająca. Żaden człowiek nie jest od tego wolny. Nawet papież, a może zwłaszcza papież. W każdym razie Benedykt XVI wypowiedział słowa, które sprawiły, że kościoły zostały obrzucone ogniem i zaczęto strzelać do zakonnic. Jednak czy aby na pewno? Zastanówmy się na początku, kim jest Benedykt XVI? Jakiego widzimy człowieka. Są ludzie, którzy widzą ciepło bijące z jego pięknego uśmiechu. Nie wiem, co tym ludziom się stało, ale widocznie mają smutne życie. Skoro uśmiech Benedykta jest dla nich ciepły, to mało uśmiechów w życiu widzieli. Ja na przykład widzę teologa - polityka, który konsekwentnie dążył do swojego celu, czyli najwyższego stanowiska. Jednak ostatnio zdaje mi się, że oglądam jeszcze inny obraz. Człowieka, który dostał się na to stanowisko i nie radzi sobie z presją i oczekiwaniami. Naturalnym odruchem, gdy obejmuje się jakąś funkcję po kimś wielkim, jest podejmowanie prób pokazywania, że jest się kimś godnym. Wtedy próbujemy pokazać - ja jestem, pokazać naszą wartość. Co wiemy i ile potrafimy. Zastanówmy się właśnie, czy cytowanie XIV- wieczne-


11

PO WAKACJACH (18) 2006

Poranek na końcu świata cz. I Na krańcu porannej ciszy kołysze się jeszcze mój sen, lekki sen pełen lata. Pierwsze jabłka spadły już w sadzie, ostatni mak blado-czerwony gaśnie w piołunowym lesie, stary rabarbar ciężko dyszy pod kołdrą pajęczyn, wieprze rozradowane krótkim szczęściem baraszkują w mokrej trawie. Jeszcze przez chwilę sen, cudowne odrętwienie, które jednym okiem zerka w słońce, a po kryjomu wącha zapach kawy. To, co gdzieś daleko warczy, to odgłos przypominający miasto? Przez chwilę rozmyślałem o odległości dzielącej mnie od wściekłości ulic, od tych arterii, które rozsadza pośpiech, od upiornych syren biegnących ze strzykawką do tracących oddech. Tłum obaw tak nagle zgęstniał, stanął naprzeciw mnie zbrodniczą hordą, gotowy wyrwać serce. Gwar zazdrosny o każdy krok, niespokojny - to wzmaga się, to gaśnie! Co by było ze mną, gdyby nie motyl, pięknoduch polny, ten słoneczny fircyk, co spadł z leniwej fali upału i wszystkie widziadła w obliczu jego piękna skarlały. Po nim mucha złośnica poranna przeskakiwała z ręki na rękę, aż spłoszył ją błękit śmiało zaglądający w okno. Wlał się jak woda przez dziurę i prosił, błagał o kilka spojrzeń wysokich. Zanim przedarłem się przez cień chłodnej sieni, zorganizował niezwykłe igrzyska. Białe armie cumulusów ruszyły na tabun posępnych chmurnic, tych korsarzy nocnych, co grzmiały i błyskały, aż w końcu ukradły księżyc. Teraz za sprawą motyla nic się na świecie nie dzieje, na

pewno nikt się nie spieszy, nie cierpi, nie umiera. Na pewno nie w tej chwili, kiedy mgły wymykają się z ramion łąki, kiedy młode wierzby paradują na szczycie skarpy z naszyjnikami rosy. W ogrodzie koguta płacz jest niewyobrażalny, nikt tu nie przeczuwa, nie boi się napaści. Śmierci tu nie ma. Jest tylko ta trawa, rozkosznie chłodna kochanka rosy, cudownie delikatna muza bosej stopy. Trawa, a w trawie tej śliwki, jabłka, ślimaki... Kto szukał Edenu i zaszedł aż dotąd, jest u kresu drogi. Chleb rozkrojony obok kiści winogron wróży sytość, orzech roztrzaskany butem utonął w miodzie. Biała kokoszka i pstrokata chytruska, zeskoczyły z grzędy i pławią się w piaszczystym dole. Tak wielu nas w tym małym świecie

go cesarza bizantyjskiego Manuela II nie było takim pokazaniem się. Być może papież chciał pokazać swoja wszechstronną erudycję i znajomość tekstów dotyczących islamu. Pech chciał, że zostało to wykorzystane. Pytanie czy ktoś, kto jest papieżem powinien pozwolić sobie na to, aby jego słowa były odebrane dwuznacznie. Efektem tej dwuznaczności były próby podpalenia kościołów, zastrzelona zakonnica i wzrost negatywnych emocji wobec chrześcijan. Bardziej jednak poirytowały mnie komentarze po tym, jak Watykan wyraził żal, że słowa Ojca Świętego zostały tak źle zrozumiane. Najbardziej nie mogłem patrzeć na pewnego profesora filozofii w studiu TVN 24. Była to bitwa ze wschodem, która NIESTETY przegraliśmy. O rety!!! Bóg stworzył, a nie ma komu

dobić. Ci, którzy widzieli ten program, wiedzą... ile było fanatycznej nienawiści w oczach tego człowieka. Zupełnie jakby był ojcem chrzestnym Młodzieży Wszechpolskiej. Słyszałem kiedyś, że filozofia to połączenie wszystkich nauk używanych przez geniusza. Teraz widzę, że pewne rodzaje przekonań zabijają ludzką duszę i intelekt nie ma tu nic do rzeczy. Zabiją duszę i czynią z człowieka krwiożerczą w swej inteligencji bestię. Szkoda, że panuje u nas taki stereotyp, że jeśli ktoś wyznaje islam, jest terrorystą. Uwaga, uwaga!! Zarówno u nas, jak i u nich ludzi można podzielić na terrorystów i na tych, co chcą się modlić. Powiecie, że to niemożliwe, bo w TV pokazują zawsze tylko tych pierwszych. Ja więc zapytam, kiedy w świeckich serwisach informacyjnych pokazywano informacje o modlą-

i jeszcze wróbli stada strząsają kwiaty z dzikiej róży. I jeszcze gołębie, przywlokły wczoraj z lasu burzę, a dziś kulają się beztrosko po białym garbie chmury. Patrzcie, jak mało przestrzeni potrzebuje szczęście. Chodź tu do świńskiego ogrodu i weź coś dla siebie. Gruszki już prawie dojrzały, zaczną spadać, kiedy polny zefir przyleci po garść chłodu dla żniwiarzy. Patrz, biegnie w naszą stronę, kręci się, wierci! Poganiacz piasków, ataman polny cwałuje glinianą bruzdą drogi. Starucha wierzba wypręża chromy tułów na wprost krzemowej szarży, przepiórka krótkim pacierzem pisków wysyła na niego do nieba skargi. Na końcu świata nie ma lagun w odcieniu ultramaryny, nie ma pałaców białych, malachitowych fontann. Na krańcu świata jest ogród, redliny kartofli, sroki w gęstwinie topoli, kaczki i kurczaki baraszkujące w kałuży. Na krańcu świata mieszkają wiatry, co studzą czoła i nucą leśne psalmy. Na tej krawędzi myszy spod snopu siana wydeptują ścieżkę do piwnicy. Na tej prowincji wszelkiego ludzkiego działania stara baba z różańcem kontempluje świętą ciszę, dziadek w nudzie starości rozłupuje suche polana, młoda gospodyni łata dziury w skarpetach. W tej dziurze ktoś martwi się o chorą jabłoń i ubolewa nad losem ryb z wysychającego stawu. Na tym krawężniku spraw niecierpiących zwłoki łatwo nauczyć się cierpliwości, na tym obrzeżu wielkich dokonań ludzkości łatwiej policzyć własne sukcesy, na tej granicy łatwiej nauczyć się życia bez granic... Dariusz Grożyński cych się wyznawcach islamu. Myślę, że terrorystę, którego motywy religijne są przykrywką dla niecnych czynów, można prosto zdefiniować: wierzy w Boga, ale zadaje się z diabłem. Nasz religia też ma swoich terrorystów. Jak inaczej nazwać takie zachowania, jak wykorzystywanie pozycji w kościele do bogacenia się kosztem innych? Duchownych agresywnie mieszających się do spraw politycznych? Mylę się? Nie odpowiadajcie, to było pytanie retoryczne. Słowa padły i nie można ich cofnąć. Zostały wykorzystane przez przeciwników dialogu między Wschodem i Zachodem. Teraz należy zadbać, aby nie było jeszcze gorzej, jak również nie dopuścić do powtórzenia się takich sytuacji. Łukasz <<KSANT>> Chrzanowski


12

PO WAKACJACH (18) 2006

Podpisano : Dziecko szczęścia Data urodzenia : 1.01.1986 Nowonarodzona: - pierwszy raz: 2004 -od tej pory: codziennie

Dziecko - i co dalej? „Bezbronne dziecko rzucone na ogromną, głęboką wodę. Nawet nie pokazali mu, jak się pływa. Same zmartwienia, smutki i... radości. Małe i duże ! Małe czy duże? Nieważne. Ważne, że są! Proszę ! Niech ktoś poda mi dłoń. Nie chcę się utopić ! Nie chcę ginąć w oceanie problemów i to nie z tego świata . Ratujcie, a ja też Was uratuję ! A oni tylko oddalają się i oddalają, oddalają... Już ich prawie nie widać. Dłoni coraz mniej. Właściwie nigdy ich nie było. Taka jest prawda. Boli. Bardzo - boli. I to są ludzie ? Tak. Ludzie. Tak. Tacy są ludzie. Dziś. Dawniej. Jutro. Ale kiedyś było ich mało , dziś jest dużo, a jutro... Jutro będzie ich mnóstwo . I każdy z nich będzie też tym bezbronnym dzieckiem – takim jak ja dziś”. (...) a przecież „mały człowiek w ramionach wielkich miłości wiernej przyszedł przypomnieć że <kochać> coś znaczy i że miłością świat zbawić można” (...) [ks.J.Twardowski]

Więc (chyba) jednak można inaczej ...(?!) (1) „... I wreszcie wspomnienie najmocniejsze puenty, jaką mogę sobie wyobrazić: ten grudniowy wieczór, pewnie bez śniegu, kiedy wracasz do domu ze zdjęciami z USG. Wieszasz je w kuchni. W szaro – czarnych plamach pusty owal, a w nim, przyklejony do ścianki, groszek. – Ma 6 mm, ogonek i podobno bije mu serce – mówisz. Mówisz, a ja czuję, że w końcu nie ma mowy o rozterkach, wahaniach, paradoksach i oksymoronach. Sześć milimetrów życia spycha w cień karnawały, czołówki gazet, relacje na żywo z punktów zapalnych globu. Prawie pusty owal, a w nim punkcik, pod którym dużymi literami, wreszcie bez cienia wątpliwości i ironii piszę: TAK.” [Tyg.Powszechny] (...) I jeszcze na koniec Marai: „<Pisać> nie jest trudno. Tylko wykreślać trudno, wyrzucać wszystko, ale tak, żeby całość pozostała nieuszkodzona i bez braków. W życiu to też jest trudne: wykreślać, wyrzucać wszystko, co jest <nieważne>. Ale co jest <ważne>?”. Ps. 1 Tak, dziś to wiem – wiem to na pewno: można „widzieć pełnie tam, gdzie inni widzą pustkę”.

Humor z ambony

...u jezuitów: słyną oni, jak powszechnie wiadomo, z inteligencji i szerokiej wiedzy. Niekiedy zapada ona wiernym głęboko w pamięć dzięki iście niekonWykaz źródeł Pozycja pierwsza- to, co przynosi, daje wencjonalnym figurom retorycznym. Cy(samo) życie tujemy anonimowo kilka zasłyszanych Pozycja druga- to, co biorę, czerpię (sama) złotych myśli: z życia

„<Pisać> nie jest trudno. Tylko wykreślać trudno, wyrzucać wszystko, ale tak, żeby całość pozostała nieuszkodzona i bez braków.” To jedyny komentarz, jakim chciałabym opatrzyć moją pracę. Bo „pisać nie jest trudno”- tylko po co?! Skoro to, co najważniejsze i tak pozostaje niewypowiedziane, między słowami... Po co przytaczać masę pięknych sformułowań, aforyzmów, cytatów, mądrości... itp., jeśli są dobrze znane i... niestety, coraz częściej zamieniane na pusto brzmiące hasła, nie mające związku z treścią?! A jednak towarzyszy mi wewnętrzny niepokój, lęk przed niezrozumieniem... (a może [nadmierna] troska o siebie, zwana egoizmem ?) Zabrzmi może nieco sloganowo, ale priorytetem jest dobro dziecka - człowieka (jako: człowieka w ogóle i człowieka – dorosłego), bo dziecko to niezwykły dar i tajemnica... (...) Cała reszta sprowadza się do troski o to, by nie zmarnować tego wielkiego daru (życia), jakim jest (obdarzony) – każdy z nas. Kasia Wiśniewska

Duszpasterz powinien być jak kaloryfer w sezonie grzewczym: ciepły a jednocześnie twardy... Ksiądz mowny i kot łowny nigdy biedy mieć nie będą.... Potrzebujemy dobrych pasterzy, a nie bumelantów... Jeśli człowiek czegoś nie ma – to nie może tego mieć... „Modus omnibus in rebus ... optimum est habitu” Dyskretnie notował Słuchacz z Kruchty

WARSZTATY DZIENNIKARSKIE Współpracowników naszego pisma – obecnych i przyszłych – zapraszamy na warsztaty dziennikarskie, podczas których będziemy doskonalić sztukę redagowania tekstów i składania pisma.

Poprowadzi je ojciec Wacław Oszajca, jezuita, znany publicysta, redaktor Przeglądu Powszechnego w dniach 17-18 listopada (piątek, od godz. 18.00 i sobota, Okazjonalnik akademicki godz. 10.00-12.00) Po Wakacjach (18) 2006 Wydawca:

Duszpasterstwo Akademickie Ojców Jezuitów

Adres:

ul. Piekar y 24, 87-100 Toruń

e-mail:

podaj@poczta.onet.pl podaj_dalej@wp.pl www.da.uni.torun.pl/podaj_dalej/

Redakcja:

Mariusz ES - Redaktor Naczelny o. Krzysztof Dorosz SJ - opiekun

Istnieje możliwość wcześniejszego przesłania swoich tekstów, aby było o czym dyskutować. Zapisy prowadzi i teksty zbiera o. Krzysztof Dorosz SJ e-mail: K.Dorosz@jezuici.pl; tel.: 056 655 48 62


http://podaj-dalej.info/files/pd18