Page 1

Na chłopczyka z popielnika iskiereczka mruga. Choć, opowiem ci bajeczkę... I nie będzie długa. Z SERII "BYŁA SOBIE BAJKA": DZIEWCZYNKA Z ZAPAŁKAMI Gwiazdy śmiały się. Idąca pośród wirujących płatków śniegu dziewczyna pomyślała, że gwiazdy śmieją się bardzo obłudnie. Westchnęła i, otulając się starym, połatanym płaszczem, przyspieszyła kroku. Gdy dotarła do nieco oddalonego od miasta pagórka, rozejrzała się w ciemności, szukając wzrokiem ludzkiej postaci. Znalazła ją opartą niefrasobliwie o wielkie cielsko swego smoka, leżącego wygodnie na miękkiej, białej pierzynce. Podeszła do mężczyzny i stanęła obok, spoglądając na niego wyczekująco. Ani drgnął, wciąż wpatrując się w zdradzieckie gwiazdy. Chrząknęła. Nic. - Nino… - odezwała się w końcu, chuchając na zmarznięte ręce. Nadal nic. Poddała się. - Eltanin. – Odwrócił się w jej stronę z kpiącym uśmieszkiem na twarzy i lodowato obojętnym oczami. - Lyr. – Skinął lekko głową. Dziewczyna zerknęła na pochrapującą cicho smoczycę. Widać mróz jej nie przeszkadzał. Lyr przyszło na myśl, że w gruncie rzeczy dobrze jest być takim smokiem. - Jak Wega? – mruknęła w końcu, nie mogąc znieść panującej wśród nich uciążliwej ciszy. - Jak widzisz, dobrze. – Dawny przyjaciel najwyraźniej nie kwapił się do rozmowy. Lyr ze zrezygnowaniem wypuściła parę z ust. - Chciałeś mi coś dać – oznajmiła, nie mając zamiaru przedłużać tego spotkania. Eltanin prychnął tylko. - Nie powinienem zadawać się z kimś tak… – obrzucił krytycznym spojrzeniem jej potargane brązowe włosy, zniszczony płaszcz i wykrzywił usta, najwyraźniej zniesmaczony - … niegodnym. Lyr poczuła, jak ślepa złość burzy jej krew w żyłach. Ale nic nie mogła zrobić. - Nikt ci nie kazał – burknęła tylko. Tymczasem zadowolony mag przygładził idealnie drogą szatę i przejechał ręką po jasnych włosach. Idealnie gładkich, oczywiście. - Co dla mnie masz? – powtórzyła dziewczyna, już wyraźnie zdenerwowana. W ogóle nie powinna tu przychodzić. Mężczyzna sięgnął do kieszeni i wyjął z niej mały pakunek. Wcisnął Lyr do zmarzniętej ręki. - Idź już – polecił, zniecierpliwiony. - Ale… Zimne szare oczy spotkały się z zaskoczonymi niebieskimi. - Idź. – Nie było żadnego miejsca na sprzeciw. Dziewczyna odwróciła się i szybkim krokiem oddaliła od miejsca, w którym nigdy nie powinna się znaleźć. Na szyi coś ciążyło jej niemiłosiernie. Nienawidziła tego. Przynajmniej w tym momencie. ***


- Lyr! – Mały, bogato przystrojony chłopiec podbiegł do sprzątającej dziedziniec dziewczynki. Miała na sobie połataną sukienkę i zniszczone obuwie. Uśmiechnęła się promienie na widok radosnego przyjaciela. - Nino. Chłopiec zatrzymał się, a dziewczynka zauważyła niezmiernie szeroki uśmiech na drobnej twarzyczce towarzysza. - Udało się. Przyjęli mnie do akademii i teraz mogę być prawdziwym czarodziejem – oświadczył z entuzjazmem. Dziewczynka odwzajemniła ten grymas wesołości i uściskała go serdecznie. - To wspaniale, Nino… ale… - zasępiła się. - Co się stało? – Oczy chłopca były przepełnione troską jak nigdy dotąd. Dziewczynka nagle poczuła się winna. - Nie będziemy się teraz tak często widywać – szepnęła, rumieniąc się i spuszczając wzrok z zakłopotaniem. - Wiem… Ale mam coś dla ciebie – powiedział Nino z wyraźną dumą w głosie. Wyciągnął z kieszeni błyszczący wisiorek w kształcie serca. Pstryknął palcami, a wokół pojawiły się płomienie. Naszyjnik rozjarzył się pięknym, błękitnym blaskiem. - Och – wyszeptała zachwycona Lyr. – Jest wspaniały. Dziękuję, Nino – dodała wyraźnie wzruszona. - Pamiętaj – oświadczył uroczyście chłopiec – dopóki ten wisiorek będzie świecił, to oznacza, że nadal jesteś moją najbliższą przyjaciółką. To specjale zaklęcie – zakończył, bardzo z siebie zadowolony. - Ale ja nie znam magii. Nie potrafię tak wzniecać ognia – mruknęła dziewczynka z wyraźnie zachmurzoną miną. - Nie martw się. Do tego wystarczą zwykłe zapałki. - Hej, ty! – rozległ się nagle złowrogi tubalny głos i przysadzisty mężczyzna wyszedł zza rogu uliczki. – Wracaj do pracy. – Pogroził Lyr palcem. Dopiero po chwili dojrzał jej małego znajomego. - Czy panicz się przypadkiem nie zgubił? – spytał przymilnie. - Nie, już idę – odparł chłopiec, przybierając wyniosłą pozę. Zatrzymał się tylko na chwilę, by pomachać Lyr na pożegnanie, po czym z uśmiechem zniknął za murem. *** Dziewczyna przyspieszyła, chcąc odpędzić natarczywe wspomnienia. Nie było już żadnego Nino. Pozostał tylko lord Eltanin, przed którym należało się kłaniać. Naszyjnik ciążył coraz bardziej z każdą sekundą. Lyr zatrzymała się i oparła o kamienną ścianę jakiegoś zabudowania. Sięgnęła po pakunek i, wiedziona znienawidzoną w tym momencie ciekawością, pośpiesznie otworzyła pudełko. Chwilę później nikły uśmieszek błąkał się po jej twarzy, a naszyjnik już nie przytłaczał, lecz dawał uczucie przyjemnego ciepła. W pudełku były zapałki. Była sobie Baba Jaga, miała chatkę z masła.


Słońce chatkę roztopiło... Skończyła się bajka.

Dziewczynka z zapałkami  

autor: Nocna pokrzywa