Page 1


w numerze

GAZETA MŁODZIEŻOWA - ISSN: 2299-1905 NUMER 5 (22) - KWIECIEŃ 2013

spis treści 3

Wygraliśmy! Magdalena Łuba

4

Ona i On H&M

6

Kim są Żydzi? Anita Kniaziewicz&Aleksandra Mańko

7

Sabaton Iwona Mazgaj

11 Have no fear! Agata Tyczyńska&Tomasz Paciorowski 12 Miasto pieszych Mateusz Rosiński 16 Przyjemne hobby Aleksandra Ładna WYWIAD Z MAGDALENĄ ŚWIDERSKĄ

18 If you can... Marcin Zbyszek Blicharz 20 Recenzje Cezary Szyma 22 Żołnierze Wyklęci Ewa Zbaracka 24 Z rewizytą w Niemczech! Joanna Parysek 25 Tydzień Kultury II Anna Belniak 26 Radosne życie z mukojędzą Paula Zielińska 28 Minitraktat o rozsyłaniu uśmiechów Aśka Jastrzębska 29 Z historią za pan brat Anonim WYWIAD Z Ewą ZBARACKĄ

30 Przy okazji Aśka Jastrzębska 31 Nie przeklinaj, do cholery! Patryk Głowienko 32 Trafić na główną Magdalena Łuba 34 Piątek trzynastego Natalia Bogusz&Maciek Kopeć 35 Metro Aleksandra Golecka 36 Nastał Świt Paula Zielińska 37 Co gramy? Katarzyna Duk 38 Pierwszy Jagiellon na polskim tronie Kubuś Soczek 40 Józef Ignacy Kraszewski Monika Fijałek 41 O Majach przy ognisku Małgorzata Mazurek

W

izabela świć

iosna, ach to ty!... Ostatnio widać ją wszędzie. Czujemy ją w powietrzu. Nawet mamy za sobą pierwszą wiosenną burzę. Redakcja bezMyślnika postanowiła odpowiedzieć na zmiany w przyrodzie. Skoro stopniał śnieg, a ptaki na dobre rozśpiewały się radośnie, czas wydać nowy numer. Wiosenny! Ma być kolorowo i wesoło. W dodatku są powody do radości. 18. edycja Ogólnopolskiego Konkursu MAM Forum Pismaków okazała się dla naszych dziennikarzy wyjątkowo szczęśliwa. bezMyślnikowi wręczono nagrodę dla najlepszej gazetki szkolnej w kategorii szkół ponadgimnazjalnych. Warsztaty dziennikarskie i gala finałowa tegorocznego forum odbyły się w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni. Warto było wyruszyć w drogę, choć, jak się okazało, redakcje z Wałbrzycha i Rzeszowa musiały pokonać dłuższą trasę. Jesteśmy szczęśliwi i dumni z osiągnięcia. To ukoronowanie nie zawsze łatwej i przyjemnej pracy. Ale takie nagrody nadają sens trudom i wyrzeczeniom. Przed nami ciężka praca, bo konkurencja depcze po piętach i łatwo spocząć na laurach. Zatem oddajemy nowy numer z nadzieją, że i tym razem nie zawiedliśmy.

Wydawca: I Liceum Ogólnokształcące ul. Partyzantów 8, 21-300 Radzyń Podlaski Kontakt: www.facebook.com/bezmyslnik kontakt@bezmyslnik.pl Szczególne podziękowania dla Pana Józefa Korulczyka, prezesa stowarzyszenia RASiL, za wsparcie finansowe. Opiekun: Izabela Świć Redaktor naczelna: Magdalena Łuba Korekta: Aśka Jastrzębska Piszą dla nas: Magdalena Łuba, H&M, Anita Kniaziewicz, Aleksandra Mańko, Iwona Mazgaj, Agata Tyczyńska, Tomasz Paciorowski, Mateusz Rosiński, Aleksandra Ładna, Marcin Zbyszek Blicharz, Cezary Szyma, Ewa Zbaracka, Joanna Parysek, Anna Belniak, Paula Zielińska, Aśka Jastrzębska, Patryk Głowienko, Aleksandra Golecka, Katarzyna Duk, Kubuś Soczek, Monika Fijałek, Małgorzata Mazurek Skład i łamanie: Anna Szczęch, Marcin Zbyszek Blicharz Projekt okładki: Marcin Zbyszek Blicharz, Druk: AWA-Druk, Radzyń Podlaski Nakład: 150 egzemplarzy


relacja

Kolejna edycja MAM Forum Pismaków, czyli ogólnopolskiego konkursu na najlepszą gazetkę szkolną - udział bezMyślnika obowiązkowy. W ubiegłym roku stanęliśmy na podium, w tym mamy nadzieję na powtórkę z rozrywki lub na bezkonkurencyjną wygraną. Spadek w rankingu nie wchodzi w grę.

Wygraliśmy! magdalena łuba

W

oczekiwniu na wiadomość od komisji konkursu pojawiały się momenty zwątpienia, jednak niepotrzebnie, bo jesteśmy w grze! Tytuł laureata mamy w kieszeni! Teraz zostaje nam wyruszyć do Gdyni po nagrodę. Pogoda nie zachęcała do wyjazdów, jednak pałająca energią i optymizmem redakcja licealnej gazetki wyruszyła nad morze. Po 8 godzinach jazdy, która upływała w cudownej atmosferze dowcipów Marcina Blicharza, opowieści Sorki Izabeli Świć i dziwnych, niezrozumiałych dla innych historii Magdaleny Łuby, dotarliśmy na miejsce. Kamienny Potok w Sopocie o godzinie 3.00 w nocy przywitał swoich gości. Drewniany domek z numerem 10 miał być redakcyjną dwudniową ostoją. Spać! Łóżko naszym przyjacielem. Wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie… Jak to w ogóle możliwe? ŚNIAbezMyślnik

DANIE O 7 RANO?! bezMyślnik nie ma sobie równych, więc i z tym wyzwaniem dał radę. Po posiłku chwila odpoczynku i wyjazd do Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni. W jednej z sal organizatorzy konkursu przywitali wszystkich adeptów dziennikarstwa wraz z opiekunami i przedstawili plan dwudniowego pobytu nad morzem. Młodzież i nauczycieli podzielono na trzy grupy i przeprowadzano warsztaty. Ja i Marcin braliśmy udział w warsztatach komunikacyjnych, które miały na celu poznanie tajników porozumiewania się. Czy telefon i Facebook są ważniejsze od środków werbalnych? W jaki sposób nadawca ma przekazać wiadomość odbiorcy? Odpowiedzi na pytania poznaliśmy właśnie podczas szkolenia. Obiad i plany małego shoppingu siedziały nam teraz w głowie. Po szalonych zakupach przespacerowaliśmy się do pensjonatu i chwilę potem

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

udaliśmy się do Sopotu. Środek tygodnia, a tyle ludzi? Oczom nie wierzyłam. Przechadzka po molo, piękne, choć pochmurne widoki, pamiątkowe zdjęcia. Nazajutrz, w dniu podsumowania 18. edycji MAM Forum Pismaków, w Parku Naukowym odbyły się wideokonferencje, między innymi z Ewą Drzyzgą a także wykłady na temat wolnego oprogramowania. Nadeszła wiekopomna chwila... o 13.00 odbyła się gala finałowa tegorocznej edycji przeglądu gazetek szkolnych. Wcześniej nagrodzono twórców wywiadów, reportaży, recenzji i zdjęć. W kategorii FOTOGRAFIA niezwyciężoną okazała się Katarzyna Krupa. Jak na razie Radzyń prowadzi. Poznaliśmy również najlepszą gazetkę szkolną w kategorii szkół podstawowych i gimnazjów. Czas na licea. Nie trzecie, nie drugie jak rok temu, a pierwsze miejsce wędruje do bezMyślnika! Pokona-

liśmy gazetkę Batorak z II LO z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Stefana Batorego w Warszawie. Nareszcie. bezMyślnik najlepszy w Polsce! Całą drogę powrotną nie mogliśmy się oswoić z tą szokującą wiadomością. Wysiłek się opłacił i ciężka praca została nagrodzona. Wracając do Radzynia, zwiedziliśmy galerię handlową w Toruniu i tę iście rozpierającą nas radość przełożyliśmy na to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli zakupy. Redaktor naczelna z Gdyni przywiozła trzy pamiątki - złoto za najlepszą w Polsce gazetę szkolną, torby z zakupami i chorobę. Pogoda w Gdyni nie była zbyt przyjemna, jednak Radzyń przywitał zwycięzców słońcem i bezchmurnym niebem.

fot. archiwum bezMyślnika

3


felieton

Stało się to pewnego letniego wieczora, kiedy koleżanka podsunęła mi jej numer. Myślałem, że nic z tego nie będzie, ale co mi szkodzi spróbować. Kilka SMS-ów na początek, żeby się poznać. W końcu wpadła do mnie na przejażdżkę rowerową.

Ona i On,

czyli jak rozgryźć drugą połówkę?

fot. by Zack Sheppard/flickr.com

4

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


felieton

Początek znajomości zapowiadał się niewinnie. Po jakimś czasie nasze rozmowy stały się coraz śmielsze i luźniejsze. Spotykaliśmy się u niej w domu, a kiedy ją przytuliłem na pożegnanie, poczułem, że z tej niewinnej znajomości może wyjść coś całkiem poważnego. No i tak się stało. Teraz jesteśmy parą z 4-letnim stażem i coś już na temat miłości wiemy. Rozgryźć Jego

Rozgryźć Ją

Teraz podyskutujmy o nim. Pomijając fakt, że kocha mnie, ubóstwia również szachy. W każdej wolnej chwili jeździ na turnieje szachowe i - tak jak ja - potrzebuje wsparcia. Każdy mężczyzna w głębi serca jest potulny jak baranek. Facetów również trzeba rozgryźć. Czasem jest wesoły, a czasem siedzi i potocznie mówiąc, zamula. I jak tu takiego zrozumieć? Mężczyźni są bardzo zamknięci w sobie i nigdy nikomu nie powiedzą, że coś ich trapi lub że mają jakiś problem. Zawsze trzeba ciągnąć ich za język, żeby się czegokolwiek dowiedzieć. Aby wytrzymać z chłopakiem 4 lata, trzeba mieć do niego dużo cierpliwości i wyrozumiałości, a przede wszystkim trzeba go kochać. Przyjęło się, że tylko kobiety są skomplikowanym stworzeniem. Drodzy panowie! Pod tym względem jesteście do pań bardzo podobni. Reasumując, aby dwa różne charaktery mogły wytrwać ze sobą w związku dość długo, potrzeba tylko dużo cierpliwości i oczywiście miłości, czego wszystkim zakochanym życzymy.

Jak z nią wytrzymać? To całkiem proste, choć kobiety są dość skomplikowanym stworzeniem - coś na kształt pogody: zmienna, nieprzewidywalna. Tak też jest z nią. Z mojego męskiego punktu widzenia przetrwanie z taką osobą jest uzależnione od zaspokajania jej potrzeb wszelkiego rodzaju. Głównie na tym trzeba się skupić. Jeżeli chodzi o mnie, to staram się jej dogadzać. Jej potrzeby to np. całodobowy wypad do centrum handlowego, plotki, ploteczki z najlepszą przyjaciółką i co jej wychodzi najlepiej - potrzeba fochania się. Z ostatnim bardzo łatwo sobie poradzić. Odrobina uśmiechu i mały całus niweczą focha. Z tymi pierwszymi potrzebami trudniej dać sobie radę. A tak na serio to każda kobieta potrzebuje wsparcia i poczucia bezpieczeństwa, które facet powinien jej dać. Ja się staram, ale oczywiście różnie to wychodzi, bo takie jest życie. Kocham ją i myślę, że to podstawowy warunek przetrwania z kobietą. H&M

bezMyślnik bezMyślnik

NR NR55(22) (22)KWIECIEŃ KWIECIEŃ2013 2013

5


ankieta

Uczniowie klasy IIF: Paulina Zielińska, Magdalena Zając, Aleksandra Mańko, Anita Kniaziewicz i Mateusz Rosiński 6 lutego 2013 r. na ulicach naszego miasta przeprowadzili ankietę, dotyczącą wiedzy na temat kultury i historii narodu żydowskiego. W ten sposób uczniowie chcieli uczcić Dzień Pamięci o Holokauście. Datę obchodów wyznaczono na 27 stycznia – rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz–Birkenau w 1945 roku przez 100 Lwowską Dywizję Piechoty, którą dowodził generał major Fiodor Krasawin.

Kim są Żydzi?

fot.by beggs/flickr.com

N

ad całym wydarzeniem czuwała pani mgr Monika Ostasiewicz. Licealiści zadawali pytania losowym przechodniom. Było to trudne, ponieważ nie każdy chciał rozmawiać na ten temat lub śpieszyło mu się do sądu czy do pracy. A najśmieszniejszą wymówką była ta, w której jedna z pań powiedziała, że jest bardzo spocona. Jednak większość osób chętnie odpowiadała na zadane im pytania i dodawała także coś od siebie. Odpowiedzi udzielały różne osoby – ludzie starsi, w średnim wieku, a także uczniowie z naszej szkoły. Wielkie zdziwienie wywołało to, że młodzież wykazała się wiekszą wiedzą na ten temat niż dorośli. 6

Starsi często nie chcieli zabierać głosu. W ankiecie wzięło udział 40 osób, zaś pytań było 14. Respondenci najlepiej odpowiedzieli na trzy pytania: Czym zajmowali się Żydzi przed wojną? Wymień główne obozy koncentracyjne. Co to jest judaizm? Największą trudność sprawiały im pytania takie jak: Kiedy obchodzimy dzień pamięci o Holokauście? Jaki procent stanowili Żydzi w przedwojennym Radzyniu? Gdzie w nasyzm mieście znajdowało się getto? Jakie znasz sławne osoby pochodzenia żydowskiego? Na podstawie przeprowadzonej sondy ulicznej można stwierdzić, że Polacy w większości nadal są antysemitami.

Samo słowo Żyd kojarzy im się negatywnie. Jak wynika z badań, Polacy obok Niemców i Węgrów są największymi antysemitami w Europie. Czują wielką niechęć do wyznawców judaizmu. Uważają, że Żydzi mają zbyt duży wpływ na to, co dzieję się na świecie. Nie podoba im się ich kultura i sposób zachowania. Najbardziej zaskakujące odpowiedzi: Czym dla Pana jest Holocaust? - Ja się tak nie bawię. Jaki procent stanowili Żydzi w przedwojennym Radzyniu? – Boże, daj mi spokój. Skąd ja mam takie rzeczy wiedzieć? Mało, bo przecież ich powybijali. Co to jest judaizm? - Nie wiem, pierwszy raz to słyszę. Z czym ci się kojarzy słowo „Żyd”? – Nie wiem, z człowie-

kiem? Z wyznawcą islamu; Ze złodziejem; Jak co sobotę nie mogą jeść, to nie mogą. Czy powinniśmy uczyć się o Holocauście? – Nie, bo po co nam to? Nie chcę o takich rzeczach rozmawiać. Czy Polacy są antysemitami? – Nie wiem, co oznacza to słowo. Jasne. Komuniści, Żydzi, wszystkie te partie!

bezMyślnik

Anita kniaziewicz

aleksandra mańko

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


relacja

Chyba lepiej mi idzie pisanie relacji z koncertów niż felietonów o tematyce politycznej. Tak też będzie. 2 marca na deskach (a raczej blachach, bo scena była ze stali) warszawskiej hali sportowej Koło wystąpił szwedzki (i cóż, że ze Szwecji - nawet nie wiecie, ile osób nie umie tego wymówić) zespół powermetalowy Sabaton. I ja tam byłam, piwo z sokiem piłam, a to, co tam widziałam, niżej opisałam.

SABATON

iwona mazgaj

C

hyba całą opowieść trzeba zacząć od opisu moich przygotowań. Jako że moja znajomość Warszawy zaczyna i kończy się na przejściu od Pałacu Kultury do Hard Rock Cafe (to po przeciwnej stronie ulicy), nerwy były dość spore. Dostałam instrukcje od siostry (dzięki, Kasiu!), gdzie i w jaki autobus mam wsiadać, spisałam sobie wszystko dokładnie. I co z tego, skoro i tak kartkę zgubiłam? No, ale jakoś mi się udało wszystko zapamiętać za pierwszym razem, więc sobie poradziłam. Poza tym i tak instrukcje okazały się niepotrzebne, ale o tym później. Pierwszym celem do osiągnięcia było centrum handlowe Blue City, gdzie miało miejsce spotkanie z zespołem i podpisywanie płyt. Ponieważ ostatnio zaopatrzyłam się w najnowszy krążek grupy Carolus Rex, tam właśnie skierowałam swoje bezMyślnik

kroki. Przez calusieńką drogę zastanawiałam się, czy wsiadłam do właściwego autobusu. Na szczęście zobaczyłam kilku długowłosych panów stojących niedaleko mnie, więc morale mi trochę podskoczyło. Według instrukcji siostry miałam wysiąść za ileś tam przystanków (dziś już nie pamiętam ile), a gdy zobaczyłam, że długowłosi też tam wysiadają, byłam już zupełnie spokojna. Weszłam do galerii. Po dwukrotnym zgubieniu

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

się i niewłaściwym odczytaniu mapy odnalazłam odpowiedni sklep (nie powiem jaki, żeby nie robić pseudoreklamy), a moim oczom ukazała się największa kolejka ever. Ponieważ ludzie byli ubrani w czerń oraz gdzieniegdzie zieleń, pomyślałam: to tu. Po dotarciu na koniec kolejki (czyli po przejściu jakiegoś kilometra) usiadłam na podłodze, gdzie zagadnął mnie pewien przyglądający mi się długowłosy chłopak o uroczym

fot. flickr.com/possan

uśmiechu. Praktycznie w ogóle się nie przesuwaliśmy, dopiero 15 min. później rozległy się brawa i wiwaty - to przyszli panowie z Sabatonu (widziałam czubek głowy Joakima)! Kilkakrotnie wyraziłam niezadowolenie z powodu długości kolejki. Wtedy mój rozmówca powiedział: - Nie przejmuj się, tamci mają gorzej. - Jacy "tamci"? Wstałam i przeszłam jeszcze kawałeczek w stronę końca ciągle powiększającego się ogonka. Gdy tu przychodziłam, przeoczyłam jedną rzecz. Sklep był rozlokowany na dwóch piętrach. Tam były schody w dół. Na scho dach ludzie. Na dole jeszcze więcej ludzi. Zeszłam i patrzę - drugie tyle kolejki. Nie mamy tak źle, pomyślałam i wróciłam na swoje miejsce. Po godzinie nadeszła moja kolej, a by

7


relacja

ujrzeć panów z Sabatonu. Na miękkich nogach podeszłam do stołu, gdzie siedzieli. Uścisnęłam dłoń Chrisowi (gitarzyście), powiedziałam coś w stylu, że to fajnie, że w końcu mam okazję ich zobaczyć na własne oczy, że do zobaczenia wieczorem itd. W sumie to nie bardzo pamiętam, co mówiłam, ani czy cokolwiek zrozumieli, taka byłam zestresowana. Dałam swojego Carolusa, coś tam na nim nabazgrał i podał Parowi. Par to basista, wiecznie uśmiechnięty. Trochę mi dodał otuchy tym uśmiechem, dzięki czemu łatwiej mi było stanąć przed Joakimem, wokalistą. Dlaczego się tak bałam? Bo miałam do niego sprawę. Jak pewnie niektórzy wiedzą, trochę rysuję. - Joakim, mam coś dla ciebie mówię. - Tak? Co? - pyta, taki oderwany od podpisywania. Drżącymi dłońmi wyjęłam z torby teczkę, a z teczki rysunek.

8 8

- Proszę, to dla ciebie. Taki prezent ode mnie - mówię i czuję, że głos mi się łamie. - Wow. Ty to narysowałaś? Dzięki! Dziękuję bardzo! - tu Joakim wstaje i wyciąga do mnie ręce. Myślałam, że serce mi wyskoczy gardłem. Joakim Broden mnie przytulił! Otrząsam się, jakoś idę dalej. Widzę, że Thobbe (drugi gitarzysta) patrzy wciąż na portret Joakima. - Ty to rysowałaś? - Ja. Jeśli chcesz, to i tobie narysuję - śmieję się. - Okej - odpowiada zupełnie poważnie i podpisuje moją płytę. Podchodzę do perkusisty. - Cześć Snowy! Podoba ci się w Polsce? - pytam. Gwoli wyjaśnienia Snowy Shaw gra z Sabatonem tylko tymczasowo, bo ich właściwy pałker jest na urlopie macierzyńskim. To jego pierwsza wizyta w naszym kraju. - Taak, jest ok! - mówi i wyciąga do uściśnięcia wytatuowaną rękę.

- O, widziałam jak się chwaliłeś na Facebooku tym tatuażem! - uśmiecham się do niego. - Tak, ale już trochę zbladł... - odpowiada. Żebyście wiedzieli - metalowy perkusista ma na palcach prawej dłoni wytatuowane litery ABBA. Zabieram swoją płytę, czekam na kolegę z kolejki i na miękkich nogach udajemy się w stronę fastfoodowego baru. Po przesiedzeniu godziny przy jedzeniu, zajęcia miejsca w niewłaściwym autobusie, przegapieniu 3 przystanków, w tym jednego na żądanie, szukaniu hali z GPS-em, poznaniu jeszcze nowych znajomych, którzy też się zgubili, dotarliśmy wszyscy na miejsce. Odstaliśmy swoje w kolejce (i przegapiliśmy połowę występu Wisdom, zespołu supportującego), aż w końcu dostaliśmy się do hali. Budynek jest trochę większy od naszej hali sportowej. Pierwszą moją myślą było: A gdyby tak Sabaton grał u nas i miał przebieralnię w damskiej szatni? A propos szatni - zostawianiu rzeczy

w depozycie towarzyszył zabawny epizod: - No to co tam masz? - pyta szatniarz, zabierając kurtki. - Pranie, (cenzura) - odpowiada nasz kolega. Doszliśmy do wniosku, że i tak Wisdom już prawie za nami, więc poszliśmy na lody. Poznaliśmy tam historię życia Koksa, nowo poznanego człowieka, który cały czas chodził w charakterystycznej czapce. Podprowadził ją chyba Jankowi Kosowi z Czterech Pancernych. Na salę główną wróciliśmy, gdy drugi support (Eluveitie) kończył swój występ. Widziałam ich już na Metalfeście, i tak samo mi się nie podobali jak i wtedy. Przy pomocy łokci (ludu było sporo, bilety się wyprzedały) przemieściliśmy się trochę bliżej sceny. Rychło w czas, bo z głośników płynęło już Final Countdown grupy Europe. To tak jak Maideni mają swoje Doctor Doctor do puszczania przed koncertem, Metallica ma Ecstasy Of Gold, a Sabaton ma Final Countdown. Mimo iż piosenka była puszczana z playbacku, nie przeszkodziło nam to rozkręcić małego mosh pitu. Ale w końcu rozległy się upragnione słowa:

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


relacja

- WE ARE SABATON AND THIS IS GHOST DIVISIOOOOOOOOOOOON!!! I cały zespół wyskoczył na scenę. Z tego kawałka płynnie przeszli w Gott Mit Uns, pochodzący z promowanego właśnie Carolusa. Z tej płyty zagrali jeszcze utwór tytułowy – Carolus Rex, Poltavę, Carolean's Prayer oraz Lion From The North. Na szczególną uwagę zasługują dwie ostatnie piosenki. Carolean's Prayer zagrano w szwedzkiej wersji językowej noszącej tytuł Karolinens Bon. Taki sobie pomysł - według mnie - sam Joakim powiedział, że słabo zna szwedzkie słowa i że liczy na naszą pomoc. Lion From The North z kolei był jednym z mocniejszych momentów wieczoru, przede wszystkim dlatego, że to chyba najlepszy kawałek na całej płycie. Zabrakło mi mojego ulubionego Long Live The King ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Wynagrodzili mi to Cliffs Of Gallipoli, piosenką od której zaczęłam słuchać Sabatonu. Podoba mi się, gdy śpiewają to na dwa głosy. To znaczy gitarzyści i basista śpiewają tę główną ścieżkę wokalu, a Joakim dodaje drugi głos. Joakima to w ogóle trzeba pochwalić, bo pomiędzy piosenkami usta mu się praktycznie nie zamykały:

- ...Bo widzicie, to niby jest nasz koncert, ale bez was by to się nie odbyło. - Yeeeeeaaaaa!! - I dlatego zapytam was, co chcecie, żebyśmy zagrali. I tu wrzask: - Uprising! - 40 to 1! - Metal Crue! - Swedish Pagans! I ogólnie chyba wszystkie znane kawałki Sabatonu. Co ciekawe, nie czekając na reakcję, sami zaczęliśmy śpiewać charakterystyczne intro Swedish Pagans. W sumie to śpiewaliśmy je po każdej piosence. - Eee, niee, tak nie może być! Dam wam propozycje, ok? - Yeeeaaaaaaa!! - No to możemy zagrać „Into The Fire” albo „Attero Dominatus”. Co wy na to? Znowu wrzask: -Atterooooo!!! -Fireeee!!! - Into The Fire! - Swedish Pagans! - Atterooo! - Nie, nie, nie. Zrobimy tak. Ja powiem „Into The Fire” i krzyczą ci, co chcą „Into The Fire”. A reszta cicho. A jak „Attero”, to ci co chcą „Attero”, dobra? No to „Into The Fireeeee”! - YEAAAAAA!!! - Atteroooo!!! - YEAAAAAA!!! Ku mojej rozpaczy wygrało Into The Fire.

Potem była jedna z dwóch ballad w dorobku zespołu – The Hammer Has Fallen. Utwór sam w sobie ładny, ale na koncertach nie za bardzo się broni - bardzo dołujący. Poza tym Joakim siedzący za syntezatorem wyglądał mało poważnie. Jednak dla tak pięknej solówki - warto było. Po piosence znowu śpiewaliśmy intro Swedish Pagans, ale część darła się Up-ri-sing! Up-ri-sing!. Joakim to zauważył. - Co wy się tak na tę operę uwzięliście? Ciągle tylko śpiewaj operę! Śpiewaj operę! (Opera sing! Opera sing! - przyp. Mazgaj) Chcecie? To macie! Figaro Figaro Figarooooooooooo!!! - zaśpiewał. My w śmiech, ale znowu: - Up-ri-sing! Up-ri-sing! - Ech. Niech wam będzie. Tu się rozległ taki charakterystyczny szum... - WARSAW, RIIIIIISE!!! I runęli z Uprsing. Coś strasznie ustępliwi się zrobili, bo potem ku uciesze wszystkich zebranych zagrali Swedish Pagans. Sabaton ma taki ciekawy zwyczaj picia piwa na każdym koncercie. Zazwyczaj wygląda to tak, że Thobbe mierzy czas stoperem, a Joakim pije (obecny rekord wynosi chyba 2 i pół sekundy na półlitrowy kubek). Tym razem pili wszyscy razem, a tym co nie wypili, oblali publi-

kę. Następnie wrócili do nowego materiału – Carolean's Prayer i Lion, a później sięgnęli po utwór tytułowy z albumu Art Of War. Potem na scenę wyszło kilku panów. Jak się po chwili okazało, byli to przedstawiciele stowarzyszenia Wizna 39. Owo stowarzyszenie, wraz z ministrem obrony postanowiło odznaczyć Sabaton za pewien utwór. Dostali statuetkę, odśpiewaliśmy im Sto lat, panowie poszli, ktoś z technicznych zabrał statuetkę. Co mieli począć? - Ćśśśśśś.... - Yeaaaaa!! - Poland, seriously. - Yeeeaaaa!! - Wiecie, że Polska jest jedynym krajem na świecie, gdzie muszę mówić publiczności, żeby się, do cholery, zamknęła? - Yeeeeaaaa! - A teraz poważnie, cicho. - ... - Are you ready for „40:1”? - YEAAAAA!!!! - ARE YOU READY FOR „40:1”?!!! - YEAAAAA!!!! - Baptised in fire, forty to oneeeee...! I poszło przed chwilą nagrodzone 40:1. No cóż, zostały już same killery do odegrania. Najpierw pierwszy przebój Sabatonu – Primo Victoria. Przysięgam, Joakim zaśpiewał tylko pierwszą linijkę: Through the gates of the hell...!.

fot. by possan/flickr.com

bezMyślnik bezMyślnik

NR NR55(22) (22)KWIECIEŃ KWIECIEŃ2013 2013

9


relacja

fot. by possan/flickr.com

Resztę publiczność. Coś tam jeszcze Joakim pogadał, między innymi o tym, że tylko w Polsce ludzie crowdsurfują, nawet gdy nie ma muzyki. Potem zrzucił swoją charakterystyczną kamizelkę oraz koszulkę i zaprezentował mięsień piwny, którego nie powstydzi10

liby się stali bywalcy Oktoberfestu. Sam zresztą powiedział, że jest w ciąży. Z piwem. Podziękowali za wspaniały wieczór i wyrazili nadzieję szybkiego powrotu, po czym zagrali ostatni już kawałek – Metal Crue. Według mnie jest to absolutne arcydzieło pod

względem tekstu, ponieważ słowa są złożone z nazw najróżniejszych zespołów metalowych (ja znalazłam niecałe 40), a mimo to wciąż mają sens! Wtedy dane mi było dotknąć Joakima po raz drugi. Facet wziął i zeskoczył ze sceny do fosy, podszedł do nas (ja byłam

wtedy już w drugim rzędzie), i wyciągnął rękę. Co robimy? Wciągamy! Aha, już, wciągnęliśmy. Gość był tak spocony, że nie mogliśmy go nawet złapać! Ale na szczęście dwóch ochroniarzy go podsadziło i sekundę później już płynął na fali. Nie popłynął za daleko, bo każdy kto go chwycił, nie chciał puszczać. Dlatego po chwili był z powrotem na scenie i śpiewał końcówkę Metal Crue. Po odegraniu całości, zespół grzecznie się ukłonił i rzucił publice pałki i kostki. Joakim nawet rzucił swoje okulary - lustrzanki. Prawdopodobnie ktoś w walce o nie stracił oko. Rozległo się Masters Of The World, kawałek z pierwszego demo Sabatonu, muzycy zeszli ze sceny. Pozostało tylko czekać w kolejce po kurtki. (Ja się oczywiście zdążyłam jeszcze pokłócić z dźwiękowcem, żeby mi oddał swoją setlistę. Nie oddał.) Ogólne wrażenia? Pełen czad. Sabaton będzie znowu grał w Polsce w maju, w Krakowie. Mam ochotę się tam wybrać, zwłaszcza że muszę oddać Thobbemu jego portret. Nie, poważnie, szczerze polecam tę grupę. Może i albumy są trochę nudnawe, ale na koncercie cały czas coś się działo. Brzmienie też niczego sobie, dźwięk czysty i wyraźny. Problemem na koncertach metalowych jest to, że jeśli nie jesteś zbyt wysoką osobą, a stoisz w tłumie, słyszysz wszystkich ludzi naokoło oprócz... siebie i wokalisty. Dlatego dość często byłam na fali. (Później odkryłam, że za guzikiem od jeansów mam zaplątany spory kosmyk ludzkich włosów). Na sam koniec jak zwykle podziękowania. Przede wszystkim dla Kasi, mojej kochanej siostry za instrukcje i przenocowanie po koncercie. Poza tym dla Rexa, przyjaciela z kolejki, za... uczynienie tego koncertu dużo ciekawszym. Także dla panów ochroniarzy za uratowanie mi życia, czyli bezpieczne zdjęcie z fali. No i oczywiście dla samego Sabatonu za fantastyczny wieczór. Do następnego!

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


felieton

Na korytarzach szkolnych czuć atmosferę tak gęstą, że można by ją ciąć nożem. Nauczyciele dają Wam do zrozumienia, jak bardzo są z Was niezadowoleni, nie mówiąc już o tym, że w domu też nie macie chwili wytchnienia. Za Wami setki, może tysiące obliczeń, przeczytanych streszczeń, a czujecie, że wiecie mniej niż przed rokiem. To tylko jedne z wielu znaków mówiących o nadciągającej maturze…

Have no fear!

10 niezawodnych sposobów na zdaną maturę z angielskiego

W

pogoni za zdobyciem średniego wykształcenia szukacie metod, jak skutecznie i szybko utrwalić materiał. Jest kilka uniwersalnych sposobów na efektywniejsze przyswajanie języka angielskiego. 1. Otocz się językiem angielskim. Włącz BBC, angielskojęzyczną telewizję czy nawet głupie amerykańskie seriale – niech angielski będzie wszechobecny. 2. Ucząc się nowych słówek, zawsze umieszczaj je w kontekście. Nawet jedno przykładowe zdanie może dużo zmienić. Nauka słownictwa przyjdzie Ci wtedy z łatwością. 3. Nie polegaj wyłącznie na swoim słowniku. Najpierw sam spróbuj wydedukować znaczenie danego słówka, dopiero później upewnij się, sięgając po słownik. 4. Rób regularne przerwy. Dłużej wcale nie znaczy lepiej.

7. Zachowaj pozytywne nastawienie, choć czasami wydaje Ci się, że stoisz w miejscu. Jeśli tylko chcesz, osiągniesz swój cel. 8. Pomyśl o swoich mocnych i słabych stronach. Skup się na tych słabych. 9. Idiomy są trudne do zapamiętania, ale mogą urozmaicić Twoje wypowiedzi. (Variety is the spice of life, isn’t it?) 10. Korzystaj z różnych pomocy dydaktycznych dostępnych w Internecie. Naukę ułatwić Ci może między innymi englishcentric.com Nie pozostaje już nic innego jak życzyć Wam powodzenia. Wszystko jest teraz w Waszych rękach!

agata tyczyńska tomasz paciorkowski

5. Czytając, skup się na ogólnym znaczeniu, nie martw się o każde pojedyncze słówko. Nawet Anglicy nie rozumieją każdego wyrazu, który czytają. 6. Używaj angielskiego, kiedy tylko możesz. bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

fot. by James Willamor/flickr.com

11


felieton

Spośród wszystkich miast Ameryki to właśnie Nowy Jork najlepiej się zwiedza, chodząc pieszo. Miasto, które nigdy nie zasypia.

Miasto pieszych M iasto zostało właściwie stworzone dla pieszych – pokryty siecią rozciągających się od rzeki do rzeki ulic plan Manhattanu zaprojektowano tak, aby wszystkie ważne obiekty znajdowały się blisko pozostałych punktów miast. Umożliwiło to rozwój bogatego życia ulicznego – za każdym rogiem czekają kolejne różnorodne przyjemności. Na historię miasta składają się okresy wcześniejsze, niż można było wnioskować z widocznych dzisiaj pozostałości – zmieniło się tu wszystko poza samą geografią wyspy. Przez tysiące lat nosiła ona nazwę Manna Hatta, pochodząca z języka Indian północnoamerykańskich, której dokładne znaczenie nie przetrwało. Prawdopodobnie ta nazwa odnosi się do skalistego i niegościnnego charakteru wyspy (obecnie można to najlepiej zaobserwować w Central Parku). Pierwszymi osadnikami z Europy byli pracownicy Holenderskiej Kampanii Zachodnioindyjskiej, która w 1621r. utworzyła tutaj faktorię futrzarską oraz kolonię o nazwie Nowe Niderlandy. Jej stolica – Nowy Am-

sterdam – zajmowała tereny położone w części Manhattanu zlokalizowanej poniżej Wall Street. W 1664r. Holendrzy skapitulowali przed wojskami Jerzego , księcia Jorku , a nazwę miasta zmieniono, aby oddać cześć nowemu królewskiemu zwierzchnikowi. Nowy Jork był pierwszą stolicą Stanów Zjednoczonych. Gdy w 1970r. politycy przenieśli stąd swoją siedzibę, miasto pozostało finansowym centrum kraju i nigdy nie straciło swej funkcji. W XIX w. Nowy Jork zyskał znaczącą pozycję jako najważniejszy port i najważniejsze miasto w Ameryce oraz główny cel podróży imigrantów – najpierw Irlandczyków i Niemców, a następnie, w czasach Wyspy Ellis, Żydów z Europy Wschodniej oraz mieszkańców południa Włoch. W XX w. miasto włączyło w swoje granice otaczające je rejony wiejskie: Queens, Brooklyn, Staten Island oraz Bronx. Zaczęli przebywać tu imigranci ze wszystkich krajów świata.

Wiek XXI rozpoczął się zniszczeniem Word Trade Centre, a tragedia ta jeszcze przez wiele lat będzie kształtować przyszłość miasta.

Dolny Manhattan

Spacer po Dolnym Manhattanie jest jak podróż do początków Nowego Jorku – niegdyś całe miasto zajmowało tylko ten obszar. Ulice przywołują opowieści o splątających się losach wielu narodowości zamieszkujących Manhattan. Na długo przed przybyciem tu Henry’ego Hudsona w 1606 r. Indianie przemierzali szlak Wickquasgeck prowadzący w głąb porośniętej bujną roślinnością wyspy. W latach 20. XVII w. holenderscy osadnicy utworzyli tu miasto Nowy Amsterdam i nazwę szlaku zmieniono na Heere Straat (Ulica Mężczyzn). Szerokość ulicy

spowodowała, że nazwano ją potem Breede Wegh (Szeroka Droga), a gdy w 1664 r. angielscy żołnierze zdobyli miasto o imieniu księcia Jorku, nazwę zmieniono na Broadway. Pod panowaniem brytyjskim Nowy Jork prosperował znakomicie do czasu, gdy amerykańska wojna o niepodległość podzieliła mieszkańców na lojalistów i patriotów. Po wygranej patriotów część nazw ulic zmieniono – np. położoną na północ od Wall Street Crown Strret przemieniono na Liberty.

fot. by wwarby/flickr.com

12

bezMyślnik bezMyślnik NR NR5 5(22) (22)KWIECIEŃ KWIECIEŃ2013 2013


felieton

W cieniu wież W okolicy, której charakter kształtowały niegdyś głównie strzeliste BLIŹNIACZE WIEŻE, odkryć można historię sięgającą czasów kolonialnych. W 2001 r. okolice Word Trade Centre zwiedzano tylko dodatkowo w ramach wizyty w słynnym, położonym na sto dziesiątym piętrze tarasie widokowym. Chociaż w obecnych czasach turystów przyciąga tu głównie STREFA ZERO (nazwa znana z mediów, ale niemal nigdy nie używana w Nowym Jorku), ulice odchodzące od WTC pełne są uwagi architektonicznym i historycznym skarbom. W miejscu zniszczonych podczas ataków z 9 września 2001 roku bliźniaczych wież World Trade Center powstaje dziś otoczony parkiem nowy kompleks biurowców, muzeum i miejsce pamięci ofiar zamachu. Wokół nich rosną apartamentowce. Nowe wieże WTC zaprojektował Polak, architekt Daniel Libeskind oraz Amerykanin David Childs.

Żydowska Lower East Side

związane z jej bogatą przeszłością można tu znaleźć na każdym kroku. Wielka fala emigracyjna mieszkańców Europy Wschodniej do Ameryki w ostatnim dwudziestoleciu XIX w. sprawiła, że na Lower East Side osiedliły się miliony Żydów, a Nowy Jork stał się miastem z największą na świecie populacją ludzi pochodzenia żydowskiego. Wcześniej na tych terenach znajdowały się duże majątki ziemskie należące do zamożnych rodzin. Pod koniec XVIII w. posiadłości podzielono na działki i sprzedano, a okolicę wypełniły rezydencje miejskie klasy średniej. Gdy w latach 40. XIX w. do Nowego Jorku przybyli niemieccy i irlandzcy imigranci, zbudowano tu dla nich kamienice czynszowe. Kiedy mówiący w jidysz i po rosyjsku Żydzi zaczęli wypierać wcześniejszych imigrantów, Lower East Side była jednym z najgęściej zaludnionych miejsc na świecie, w którym na niecałe pół hektara powierzchni przypadały tysiące osób. Chociaż obecnie społecznośc żydowska przeniosła się w inne części miasta, okolica zachowała ślady przeszłości.

Spotkanie Wschodu i Zachodu, czyli Chinatown NY W tej tętniącej życiem dzielnicy imigrantów teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Spacerując ulicami największej chińskiej dzielnicy w Ameryce, poznamy historię irlandzkich imigrantów. Podobieństwa pomiędzy zamieszkującymi ulice Five Points w XIX w. irlandzkimi imigrantami a żyjącymi tu obecnie Chińczykami są uderzające. Przedstawciele obydwu grup pochodzą głownie ze wsi, są dość biedni, angielski znają bardzo słabo lub wcale i wyznają religie postrzegane przez wiele osób jako obce. Pomimo tych przeszkód Irlandczycy prosperowali w Nowym Jorku znakomicie i ostatecznie zintegrowali się całkowicie z amerykańskim stylem życia. Chociaż chińscy emigranci zamieszkują Nowy Jork niemal tak długo jak Irlandczycy, to w ich przypadku proces integracji dopiero się rozpoczyna. Nowy Jork jest najpopularniejszym celem podróży dla imigrantów z Chin, a w ciągu ostatnich czterdziestu lat Chinatown oderwało się od

swojej przyszłości i skupiło na teraźniejszości. Teraz całe miasto zaczyna odczuwać wpływy chińskiej kultury. Największy ruch panuje tu w niedzielę po południu, dzień tygodnia, który przez wielu uważany jest za dzień targu. Jest to najlepsza pora na wizytę, jeśli chcemy zobaczyć dzielnicę w całej okazałości.

Wzdłuż 42nd StreetOd, „Crossroads of the World” do okazałej siedziby ONZ Przez większą część XIX w. 42nd Street w była najlepszym przypadku uważana za kłopotliwą ulicę. Pociągi komodora Vanderbilta przywoziły pasażerów na dworzec Grand Central, a stajnie i pomieszczenia dla powozów przepełniały Longacre Square. Jednak wraz z nadejściem XX w. wszystko uległo zmianie. Stary dworzec zburzono, by mógł powstać Grand Central Terminal, a na Piątej Alei rozpoczęto pracę nad imponującym gmachem biblioteki publicznej. Jest ona być może najbardziej olśniewającym budynkiem Nowego

Sto lat temu była to największa dzielnica żydowska na świecie, a zabytki

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

13


Jorku a Longacre Square przemianowano na Times Square, by uczcić jego nowego mieszkańca, którym był słynny New York Times. Wszystko to umożliwił najbardziej ambitny projekt tamtej epoki – budowa metra, które połączyło mieszkalne okolice Upper West Side z Financial District linią biegnącą ze wschodu na zachód wzdłuż 42nd Street. Przed powstaniem metra 42nd Street była zwyczajną drogą, ale po jego otwarciu stała się wrotami do zupełnie nowej dzielnicy Midtown, która wkrótce stała się motywem przewodnim musicalu oraz symbolem typowego dla Nowego Jorku blichtru i luksusu.

Times Square (plac Times) Plac na Manhattanie w Nowym Jorku znajdujący się na skrzyżowaniu Broadwayu i alei Siódmej, rozciągający się od ulicy 42 do ulicy 47.

Empire State Building W momencie otwarcia w 1931 r. Empire State Building był nie tylko najwyższym budynkiem świata, ale także największym biurowcem w historii – miał ponad dwa razy większą powierzchnię do wynajcięcia niż rywalizujący z nim Chrysler Duilding. Aby uniknąć oskarżeń o popisywanie się bezużyteczną iglicą, architekci Empire State Building ogłosili, że iglica ich budynku będzie pełniła funkcję masztu dla cumującego statku powietrznego. Był to oczywiście żart – inżynierzy lotnictwa doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że przywiązanie sterowca do budynku byłoby niemożliwe. Nie powstrzymało to jednak specjalistów od reklamy przed zorganizowaniem dostawy gazet za pomocą statku powietrznego na pokaz dla twórców kronik filmowych. Wkrótce po otwarciu nazwę budynku przekształcono na Empty State (ang. empty – pusty). Chociaż 14

fot. by wwarby/flickr.com

Wielki Kryzys umożliwił obniżenie pensji wypłacanej architektom z firmy Stahreve, Lamb&Harmon, był też przyczyną trudności ze znalezieniem rentowych najemców. Przez wiele lat jedyną lukratywną częścią budynku było położone na 86. piętrze obserwatorium, które wciąż jest jednym najpopularniejszych miejsc turystycznych w Nowym Jorku. Obecnie zwiedzający mogą również wjeżdżać na 102. piętro.

Nowoczesne Midtown Najbardziej charakterystyczną cechą Nowego Jorku jest jego panorama. Skoncentruję się teraz na największej biznesowej dzielnicy w Ameryce i na drapaczach chmur, które zmieniły oblicze współczesnej architektury. Tempo życia na środkowym Manhattanie sprawia czasem, że trudno skupić się na jego architekturze. To właśnie na tym niewielkim terenie znajduje się wiele ważnych wieżowców w mieście. Seagram Buildnig (1958) i sąsiadujący z nim Lever House (1952) to dwa najważniejsze powojen-

ne wieżowce w Nowym Jorku, a być może także na świecie. Są one odpowiedzialne za każdą szklaną ścianę ochronną, jaką zbudowano od tamtych czasów. Mimo że Midtown stało się dzielnicą biznesową dopiero po II wojnie światowej, najciekawsze wieżowce powstały tu w czasach eksperymentów z art deco. Do tej grupy należy również Rockefeller Center, największy kompleks wieżowców na świecie. Zwiedzanie tej okolicy pośród zgiełku dnia powszechnego sprawia, że budynki będą postrzegane tak, jak tego chcieli ich twórcy (parafrazując Le Corbusiera: jako maszyny, w których się pracuje).

Central Park Central Park zaprojektowany przez architektów Fredericka Lawa Olmasteda i Calverta Vauksa i wybudowany w latach 1857 – 1873 to najważniejszy park miejski w Mareyce i jeden z najokazalszych przykładów architektury krajobrazowej w historii. Rociąga się na powierzchni ponad 337 ha, od 59th do 110th Street i od Fifth Avenue do Eighth Avenue. Początkowo park zbudowano

po to, by dawał odrobinę wytchnienia zatłoczonemu miastu, które nie sięgało wówczas dużo dalej niż 14th Street. Miał też zapewnić klasie robotniczej, w większości składającej się z imigrantów, dostęp do pięknej natury. Jednak bardzo wcześnie stało się jasne, że sama przyroda nie wystarczy, by przyciągnąć biedniejszych nowojorczyków do parku, i pojawiły się spięcia dotyczące tej funkcji. Czy chodziło o to, aby stworzyć tylko piękną scenerię, czy też jednocześnie dostarczać mieszkańcom rozrywki? Wszystkie zbiorniki w parku są sztuczne, dzięki czemu Olmsted i Vaux mogli dobrać odpowiednio elementy do ich ozdoby. W pierwszych latach istnienia parku wiele osób przychodziło tu głównie w zimie, kiedy poziom wody w stawie zmniejszono do kilkunastu centymetrów i po jej zamarznięciu można było jeździć na łyżwach. W miarę postępu pracy nad parkiem Olmsted i Vaux doszli do wniosku, że aby przynieść prawdziwy pożytek społeczności nowojorskich imigrantów, potrzeba będzie czegoś więcej

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


wywiad

mierze z XIX wieku pomiędzy narodem amerykańskim a francuskim. Stanowi symbol nie tylko Nowego Jorku, ale i całej Ameryki. Most Brooklyński – to jeden z najstarszych wiszących mostów na całym świecie. Ma długość 1834 m. Łączy Manhattan i Brooklyn, które rozdziela East River. Wyspa Ellis – leży w porcie Nowego Jorku. Należy do listy Pomników Narodowych, znajduje się na niej muzeum budynków centrum imigracyjnego.

niż tylko miejsca, w którym można podziwiać skarby natury. Utworzyli więc część parku przeznaczoną tylko dla dzieci, a w jej centrum postawili budynek Dairy. W mleczarni znajdowały się krowy dojone przez przebrane w kostiumy dójki, aby dzieci zawsze miały dostęp do darmowego, zdrowego mleka. Niestety, ze względów finansowych budynek przekształcono na restaurację. Obecnie w tym miejscu w parku znajduję się ośrodek informacji i sklep z upominkami. Central Park nazwano niegdyś ożywionym pejzażem. Projektanci Cetral Parku Frederick Law Olmsted i Calvert Vaux zostali wybrani ze względu na to, że ich pomysł zagospodarowania tego terenu w malowniczy sposób łączył ze sobą elementy sielankowe i formalne. Jako spadkobiercy teorii kształtowania krajobrazu takich projektantów jak Capability Brown, architekci (zwłaszcza Olmsted) uważali, że spacer po Central Parku powinien sprawiać wrażenie podróży do wnętrza obrazy o różnorodnej, naturalistycznej scenerii. Wiązało się to z tworzebezMyślnik

niem spokojnych, idyllicznych jezior, rozległych zielonych łąk, terenów leśnych oraz z wprowadzeniem elementów architektury parkowej, tj. rustykalne szałasy oraz położony na jednym z najwyższych wzniesień parku miniaturowy zamek.

przez kobietę dzieło sztuki publicznej w Nowym Jorku. Posąg symbolizuje uzdrowicielską moc wody i upamiętnienia żołnierzy Unii, którzy zginęli na morzu podczas wojny secesyjnej.

Serce parku

- Stolicą stanu Nowy Jork jest Albany, a nie jak sądzi wiele osób Nowy Jork. - Nowy Jork jest największym miastem USA. - Tylko 44% mieszkańców NYC stanowią biali. - Miasto odwiedza prawie 40 milionów turystów w roku. - W mieście znajduje się 1700 parków. - Zawracanie samochodów na prywatnych posesjach jest naruszeniem prywatności. Właściciel posesji ma prawo nawet do użycia broni.

Bethesda Terrace to oficjalne serce parku i jedno z najbardziej eleganckich i okazałych miejsc w Nowym Jorku. Głównym autorem projektu był asystent Vauksa Jacob Wrey Mould, który za podstawę estetyki swojego planu przyjął realizowaną przez twórców parku koncepcję kształtowania przyrody. Schody zdobią motywy roślinne – każda balustrada przedstawia inną porę roku, a każda roślina różni się od pozostałych. Na suficie arkady znajduję się pieczołowicie zrekonstruowana dekoracja z płytek Mintona. Na środku tarasu stoi rzeźba Angel of the Waters autorstwa Emmy Stebbins (1872), pierwsze wykonane

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

Ciekawostki

Atrakcje turystyczne Statua Wolności – zaprojektowana przez Frederica-Augusta Bartholdiego. Stoi na Wyspie Wolności. Jest darem Francuzów, upamiętniającym przy-

Wall Street – ulica w Dolnym Manhattanie. Stanowi miejsce Nowojorskiej Giełdy Papierów Wartościowych, Nowojorskiej Handlowej Giełdy Papierów Wartościowych, Nowojorskiej Komisji Handlu oraz Amerykańskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Utożsamiane jest z całym amerykańskim rynkiem finansowym. Siedziba ONZ – otwarto ją w 1951 roku. Jest modernistycznym kompleksem budynków położonym jest pomiędzy East River Drive a 1st Avenue. Katedra św. Patryka – stanowi siedzibę arcybiskupa oraz kościół parafialny. Jest największą neogotycką katolicką świątynią Ameryki Północnej. Stoi naprzeciw Centrum Rockefellera. Rockefeller Center – to największy kompleks budynków na świecie, położony jest między Piątą i Szóstą Aleją. Wybudowała go rodzina Rockefellerów. W 1987 roku mianowano go Narodowym Pomnikiem Historycznym. www.przewodniki24.pl

mateusz rosiński

15


wywiad

Radzyń, choć to niewielka powiatowa mieścina, jest niewątpliwie wylęgarnią najróżniejszych talentów. Tym razem na łamach bezMyślnika prezentujemy pewną młodą, zdolną, pełną zapału i chęci do tego, co robi oraz bardzo skromną dziewczynę, której największą pasją jest fotografia. Ekskluzywnie dla bezMyślnika, wywiadu zgodziła się udzielić dobrze prosperująca fotograf – Magdalena Świderska.

Przyjemne hobby aleksandra ładna

Zacznijmy od pytań najprostszych, szlagierowych, których dosłownie każdy się może spodziewać. Jak zrodziła się Twoja pasja do fotografowania? Może ktoś Cię nią zaraził czy to samorodek? Zainteresowałam się fotografią na poważnie, gdy mój tata fot. by Magdalena Świderska

4 lata temu kupił sobie własną lustrzankę, która, gdy ją zobaczyłam, była dla mnie na początku jakimś wielkim potworem z milionem pokręteł i guziczków, których za nic w świecie nie mogłam rozszyfrować. Jednak coraz częściej podkradałam aparat i po prostu robiłam zdjęcia: psom, kapiącej wodzie, rodzicom, nawet znakom drogowym...Tak bardzo artystycznie...(śmiech). Metodą prób i błędów odkrywałam coraz to nowe możliwości sprzętu, starałam się obserwować otoczenie wokół mnie i nieświadomie, gdy na

przykład szłam ulicą, na widok grupki dzieci pod lodziarnią myślałam kurczę, szkoda, że nie mam ze sobą aparatu!

poznałam tak wielu wspaniałych ludzi, których zapewne nie dane by mi było poznać, gdyby nie fotografia.

Dlaczego zainteresowałaś się właśnie fotografią? W końcu jest tyle innych dziedzin, w których można się realizować. Hmm...może to dlatego, że na co dzień nie zwracamy szczególnej uwagi na drugą osobę, natomiast na fotografii można dostrzec naprawdę inną stronę człowieka. Może to brzmi banalnie, ale tak jest. Ponadto robiąc zdjęcia przez te kilka lat

Co uznajesz za swój największy sukces w dotychczasowej przygodzie z fotografią? Nie mam szczególnych osiągnięć na swoim koncie, ale uważam, że moim dużym sukcesem jest to, że moje zdjęcie zostało dodane przez fotografów edytorów z Vogue do mojego portfolio, a także to, że w przeciągu bodajże 24 godzin moja strona na Facebooku miała ponad 100 lajków... ach, ci kochani znajomi (śmiech). Jednak największym osiągnięciem jest to, że ludzie swoimi miłymi słowami wspierają mnie w mojej pasji. Wtedy myślę, że rzeczywiście to, co robię ma sens. Kto jest Twoją największą inspiracją w zakresie fotografowania? Nie mam swojego guru w zakresie fotografii, głównie na portalu maxmodels szukam swoich inspiracji. Doświadczeni fotografowie z techniką opanowaną w 110%, modelki, których twarze potrafią się diametralnie zmieniać, amatorzy fotografii, których wyobraźnia nie zna granic. Staram się to wszystko jak najszybciej wchłonąć i przenieść to na swoje ujęcia. Jednak gdybym miała wybierać, to uwielbiam zdjęcia Marty-

16

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


wywiad

ny Czarnynogi oraz Natalii Żygłowicz. Zachwycam się także pojedynczymi zdjęciami zagranicznych fotografów, ale nie mam głowy, aby spamiętać te wszystkie nazwiska i pseudonimy. Czy w jakiś sposób wiążesz swoje zawodowe plany na przyszłość z fotografią? Czy też pozostanie ona w sferze przyjemnego hobby? Fotografia zawsze będzie dla mnie ważna, ale jako przyjemne hobby jak to określiłaś. Swoją przyszłość wiąże raczej z biologią i chemią, w końcu klasa zobowiązuje! (śmiech) Sprzęt fotograficzny zawsze będzie ze mną gdziekolwiek bym nie była, jak to mówię: aparat mi się przykleił do ręki i nic ani nikt tego nie zmieni! Jesteś fotograficznym samoukiem, a może uczestniczyłaś w specjalistycznych kursach i wertowałaś profesjonalną literaturę? Byłam dwa razy na obozie fotograficznym, ale była to raczej zabawa niż nauka. Wiele razy kupowałam magazyny dla fotografów, ale zamiast czytać jakieś treściwe artykuły o prawidłowym ustawianiu balansu bieli, wolałam oglądać zdjęcia, które tam umieszczono. Najwięcej nauczyłam się od ludzi, którzy także interesują się fotografią i niekiedy dawali mi przydatne wskazówki. Obserwując Twoje poczynania, niewprawnym okiem laika, zauważam zdecydowany progres. Co Twoim zdaniem, obok praktyki, z amatora czyni mistrza? Praca, praca i jeszcze raz praca, a także serce do tego, co się robi. Zdobywanie doświadczenia jest także bardzo ważne, ponieważ gdy patrzę na swoje zdjęcia sprzed 4 lat, gdy pierwszy raz miałam kontakt z osobą przed swoim obiektywem, wybucham śmiechem, ewentualnie myślę czy ja bezMyślnik

fot. by Magdalena Świderska

naprawdę zrobiłam kiedyś coś TAKIEGO? Przede mną jeszcze długa, bardzo długa droga, abym w końcu była z siebie i z efektów swojej pracy w pełni zadowolona, ale z pozytywnym nastawieniem mam nadzieję na doskonalenie tego, czego już się nauczyłam. Niebiosa zesłały nam Internet. Działasz tam dosyć aktywnie. Zdradź, ile osób odwiedza Twoje profile na różnych stronach oraz ile czasu dziennie zajmuje Ci prowadzenie tych stron? Mam stronę na Facebooku, konto na fotoblogu od dłuższego czasu, publikuję swoje fotografie na maxmodels oraz od niedawna mam swoje upragnione portfolio na Photovo-

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

gue. Nie osiągam na żadnym z tych portali rekordów oglądalności, nie mam kilku tysięcy lajków na Facebooku, działam dosyć kameralnie, ale kto wie, może kiedyś się to zmieni... (śmiech) Prowadzenie tych wszystkich stron zajmuje trochę czasu, ale jest to czysta przyjemność. Kiedy możemy spodziewać się prezentacji Twoich prac szerszej publiczności, niż przechadzającej się po szkolnym korytarzy obok pokoju nauczycielskiego? Nie dostałam na razie żadnej propozycji, aby pokazać swoje zdjęcia szerszej publiczności, ale nie ukrywam: marzę o własnej wystawie z prawdziwego zdarzenia od dawna!

Na koniec bardziej szansa niż pytanie. Otóż możesz bezkarnie wypromować się na łamach bezMyślnika. Do dzieła! Promować? Chciałabym bardziej zachęcić do obejrzenia moich prac w Internecie, chociażby na mojej stronie na Facebooku 50mm Magdalena Świderska. Jeżeli fotografie przypadną do gustu, można kliknąć łapkę w górę i być na bieżąco! (w tym momencie na twarzy Magdy pojawił się piękny uśmiech). Dziękuję za rozmowę. www.facebook.com/ 50MmMagdalenaSwiderska

17


felieton

fot. by nigelhowe/flickr.com

…ponieważ uważam, że powinienem napisać kilka słów wyjaśnienia. Ale tego jednego - nie żałuję!

If you can... marcin Zbyszek blicharz

Co by było gdyby... Pamiętam swój pierwszy dzień w liceum. Padał deszcz. Oficjalna akademia rozpoczęcia roku szkolnego w kurniku, usiadłem w jednym z pierwszym rzędów, ponieważ większość miejsc była już zajęta i oczywiście na około 200 osób siedzących w sali tylko na mnie padały krople deszczu z przeciekającego dachu. Przywykłem już jednak do takich sytuacji serwowanych mi przez los. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, bo i nie mogłem wiedzieć, ile wspaniałych osób poznam przez 3 lata swojej edukacji na Partyzan18

tów, ile wspaniałych chwil przeżyję, jak wielu ważnych rzeczy się nauczę, ile błędów popełnię, a ile sukcesów. Przez całe gimnazjum wybierałem się do zaprzyjaźnionej szkoły, która nie wie, po co gra, jak matury i tak nie zda, do technikum, aby w maju roku pamiętnego pewni bardzo mądrzy ludzi powiedzieli: Marcin, ty musisz iść na Partyzantów! I poszedłem, bo wiem, że mądrych ludzi warto słuchać. Nie mam pewności, jak by potoczyły się losy Zbyszka, gdyby poszedł do technikum, ale czuję, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

Teraz jestem spokojny, kilkanaście dni przed maturą, co przeczy logice, bo przecież powinienem się stresować i wyrywać sobie włosy z głowy. Jednak przez te trzy lata tyle ich straciłem, że szaleństwem byłoby przyspieszać proces łysienia. Jestem spokojny i usatysfakcjonowany tym, że przeżyłem 3 lata liceum, próbując wykorzystać każdą minutę, i oprócz wiedzy wyniosłem o wiele więcej: cenne doświadczenie, znajomości i wspomnienia. Wymagało to oczywiście dużego poświęcenia i wiadomo, nie zawsze było pięknie. bezMyślnik bezMyślnik

NR NR55(22) (22)KWIECIEŃ KWIECIEŃ2013 2013


felieton

Wolność, ludzie, nauka Cenię sobie tę szkołę dlatego, że dała mi możliwość rozwijania się. Po gimnazjum, w którym wszystkiego mi zabraniano, stanąłem przed niespotykaną nigdy wcześniej wolnością wyboru, podejmowania inicjatyw oraz tworzenia, ograniczoną jedynie siłą woli, zaparciem, kreatywnością i czasem. Z perspektywy wiem, że wszystkie przeszkody da się przeskoczyć, obejść czy zburzyć. Pamiętam, jak w pierwszym semestrze 1 klasy odbywało się otwarcie nowej hali, wydarzenie na skalę miasta i jako że miałem kilku znajomych z sekcji taekwondo, załapałem się do pomagania chłopakom podczas występu. Pamiętam, jak podziwiałem najlepsze dziewczyny liceum występujące w tej akademii i wspominam to z pewnym uśmiechem, bo z większością z nich znam się teraz bardzo dobrze i utrzymuję z nimi dobry kontakt. Jeżeli ktoś by mi powiedział, że tak się stanie, wyśmiałbym go w swoim stylu! Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że są nie tylko piękne, ale również bardzo miłe i inteligentne! Teraz wiem, jak ważni są ludzie, których spotykasz w swoim życiu. To dzięki nim, dzięki nauczycielom, przyjaciołom czy przypadkowo napotkanym ludziom można osiągnąć naprawdę bardzo dużo! To ludzie inspirowali mnie do tego, aby podczas bycia prezydentem wypełnić monotonne szkolne życie wieloma akcjami, imprezami itd. Widziałem, jaka moc w nich drzemie, dlatego musiałem to wykorzystać. I najważniejsze – za co przeuwielbiam to liceum, chodzili i chodzą do niego ludzie różni, każdy inny, specyficzny, z różnym podejściem do życia i nikt nie próbuje ich ograniczać, pozostają sobą. Przypomina mi się, gdy na początku wszystkim się przejmowałem i to stanowczo zbyt mocno, aż do momentu, gdy poznałem człowieka, który potrafił jednym słowem, gestem, zachowaniem zrujnować cały misternie przygotowany plan. Wtedy trzeba było improwizować, bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

podejmować spontaniczne decyzje i co najciekawsze - tamte wydarzenia były najlepsze!

Chcieć to móc! Lekcja niemieckiego. Sor Juszczyński jako opiekun Samorządu Uczniowskiego musiał przygotować akademię z okazji Dnia Nauczyciela. Skarżył się, że nie ma ludzi do grania w skeczu, a więc wstałem i powiedziałem przygotowany tekst Nie no, ja się uczyłem, ale wie Pan, jak to jest w akademiku… Tekst pamiętam do dzisiaj tak samo jak stres, który mi wtedy towarzyszył. Byłem ubrany w spodnie moro, czarną koszulkę, a na głowie miałem mniej włosów, ale tylko dlatego, że byłem krótko ścięty, gdy podszedłem do Pauliny Mazurek (ówczesnej redaktor naczelnej) bezMyślnika i jej przyjaciółki Moniki Budziszewskiej, które stały ukryte za tablicą naprzeciwko pokoju nauczycielskiego, koło szklarni. Zaproponowałem pomoc, jako że jestem grafikiem i mam kilka ciekawych pomysłów. Miałem zgłosić się na spotkanie redakcji, a więc tak też zrobiłem, bo jak wspominałem - wiem, że mądrych ludzi warto słuchać. Gdy powiedziałem, co miałem powiedzieć, cała redakcja bez wyjątku patrzyła na mnie, jakbym urwał się z choinki i próbował wmówić, że to, co sobie uroiłem i przed chwilą powiedziałem, można w jakikolwiek sposób zrealizować. No cóż, udało nam się… A owo spotkanie pamiętam, jak gdyby odbyło się zaledwie wczoraj - nadchodziła wiosna… Potrzebuję kogoś do pomocy, trzeba będzie pomóc mi ze sprzętem, pomógłbyś mi, Marcin? Ależ oczywiście, że tak. I pamiętam, jak z panią Dyrektor objeździliśmy cały powiat, aby zachęcić gimnazjalistów do przyjścia na Partyzantów. I pamiętam, jak wszyscy myśleli, że jestem nauczycielem, a nie uczniem i byli bardzo zdziwieni, gdy zaczynałem opowiadać o liceum, przedstawiając się jako Marcin Zbigniew, uczeń ILO. Potrzebujemy kogoś, kto zagra w teatrze szkolny i zagrałem. Chociaż wcześniej tylko raz występowałem przed większą publicz-

nością, to wtedy jeszcze musiałem zagrać na deskach teatru! I pamiętam pierwszą próbę w Oranżerii, gdy nie potrafiłem poprawnie wypowiedzieć imienia Baptista, ale udało się... Cóż to były za czasy! Chcieć to móc! To nie są puste słowa. Jeżeli zrozumiesz ich wagę, to przeżyjesz wiele ciekawych przygód, poznasz wielu ludzi, będziesz spokojny… chociaż do matury już tylko kilkanaście dni.

Przez różowe okulary Wszyscy jesteśmy inni. Byłem świadomy tego, że nawet poświęcając się nauce w stu procentach, zawsze będzie wiele osób lepszych ode mnie, bo mają do tego talent. Należą się ogromne podziękowania za wyrozumiałość nauczycielom, którzy użerali się ze mną przez te wszystkie lata. Jednak moje specyficzne podejście do nauki nie było podyktowane lenistwem, ale świadomym wyborem innej drogi, której wyboru nie żałuję. Było wiele niemiłych sytuacji, ale nic to w stosunku do ogromu pozytywnych rzeczy, których doświadczyłem. Wszystkie one sprawiły, że gdybym miał podjąć decyzję, w jakiej szkole osiągnę pełnoletność, to wybrałbym PARTYzantów, bez wahania. Jestem świadomy tego, że ów tekst jest mocno subiektywny, można powiedzieć, że momentami przekolorowany, aczkolwiek dla mnie prawdziwy. Mógłbym pisać o rzeczach mniej przyjemnych, ale mądrzy ludzie mówili mi, aby we wszystkim doszukiwać się rzeczy pozytywnych, złe emocje obracać w dobre, a ja lubię słuchać mądrych ludzi. Jestem spokojny. Pisząc ten tekst, widzę, że za oknem jest już ciemno, zimno, a ziemia pokryta jest śniegiem (choć jeszcze kilka dni temu pojawiły się pierwsze objawy wiosny, cieplutko), a jednak czuję wiosnę. Niedługo koniec mojej przygody z Partyzantów, ale będę pamiętał, bo mam co pamiętać. Młodzi, angażujcie się, dajcie sobie szansę, wstańcie i zmieńcie świat! Nie mówię tu o wielkim świecie… Zmieniajcie świat, który doskonale znacie, który jest mniejszy, ale równie ważny. Jak się chce, to można wszystko. Peace!

19


recenzje

Recenzje filmów przygotował Cezary Szyma

Poradnik pozytywnego

J

myślenia zamieszania. Tiffany, podobnie jak Pat, jest po traumatycznym przeżyciu. Początkowo on jest przeciwny ich znajomości, gdyż chce być wierny żonie. Ona natomiast jedynie szuka przyjaciela i liczy, że znajdzie w Patricku oparcie. Reżyser sięga po stare filmowe schematy, jak na przykład wewnętrzna przemiana, rodzinne spory czy przewijająca się co chwila nauka: życie daje ci w kość? Olej to i myśl pozytywnie. Jednak tutaj nie jest to przedstawione w tak banalny sposób. I nie przeszkadza nam, że to już było w innych filmach. Na szczególną uwagę zasługują aktorzy i ich kreacje na czele z Jennifer Lawrence (Igrzyska śmierci) w roli wyżej opisanej Tiffany, za którą to zgarnęła swojego pierwszego Oscara. Nieźle radzi sobie też Bradley Cooper (Kac Vegas), dla którego taka rola jest zupełną nowością, nareszcie nie gra czarującego cwaniaka, wpadającego w tarapaty, ma zadanie bardziej wymagające. W filmie pełno jest komicznych momentów, jednak występują też zarówno niezręczne sytuacje, jak i wzruszające chwile. Fabuła jest ciekawa z niezłym scenariuszem; cały film przyjemnie się ogląda. Gdybym miał zabawić się w kinokrytka, wystawiłbym uczciwą ocenę 7/10.

ak żyć, co robić, gdy życie daje nam solidnego kopa i zostajemy z niczym? Oczywiście EXCELSIOR, czyli złota postawa głównego bohatera filmu. Zbierz wszystkie negatywne emocje i przekuj je w coś pozytywnego - to jego słowa. Pat Solitano to właśnie ktoś, kto po fatalnym wydarzeniu znalazł się na życiowym zakręcie. Kiedy jego żona zdradziła go z jego znajomym z pracy, a on w napadzie furii omal nie zatłukł go na śmierć (w sumie nie ma co się dziwić) stracił wszystko: żonę (no, oczywiste), pracę, dom oraz reputację. A do tego wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Z jednej strony wyszło mu to na dobre, bo przeszedł tam duchową przemianę. Dowiedział się też, że cierpi na chorobę dwubiegunową (tak w skrócie: chwiejność nastrojów potęgowana przez stres). Postanowił więc walczyć z nią, stać się lepszym człowiekiem i wrócić do żony... Po ośmiu miesiącach wychodzi ze szpitala. Mieszka u rodziców, czyta dużo książek, chodzi na terapię i wciąż ślepo wierzy, że uda mu się odbudować małżeństwo. Właśnie w tym momencie życia spotyka na swojej drodze Tiffany. Ta dziewczyna to dopiero ma problemy... Jest klasycznym w komediach przykładem mocno postrzelonej bohaterki, która wprowadza sporo 20

fot. the4threel.com

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


recenzje

TED

OK, zmieniamy diametralnie tematykę, bo oto w kolejnej komedii występuje najbardziej szalony pluszak, jakiego widział ten świat. Przed wami Teddy! A wszystko zaczęło się dawno, dawno temu w Bostonie. W Boże Narodzenie mały, niemający przyjaciół John wypowiada świąteczne życzenie. Pragnie, by jego nowy prezent – pluszowy miś – ożył. Jak ujawnia przed nami narrator, nie ma na ziemi niczego potężniejszego od dziecięcego życzenia. Następnego ranka, ku zdziwieniu samego Johna, okazuje się, że marzenie się spełniło. Jednak kogoś takiego jak gadający misiek nie można długo ukrywać. Gdy świat się o nim dowiaduje, Ted staje się bardziej popularny niż Justin Bieber. Nie opuszcza jednak swojego przyjaciela Johna Benneta, któremu obiecuje, że już zawsze będą razem. Obaj więc dorastają i przeżywają

nowe przygody, wciąż pozostając nierozłącznymi. Jednak przez ciągły kontakt z Tedem 35-letni John (Mark Wahlberg) wciąż jest dużym chłopcem, któremu w głowie tylko picie wódki i palenie zielska z pluszakiem. Zaczyna to przeszkadzać jego dziewczynie Lori (Mila Kunis). Z dnia na dzień coraz bardziej denerwuje ją obecność zdemoralizowanego miśka. John w końcu zrozumie, że czas dorosnąć, choć nie robi tego tak szybko jak powinien. Reżyserski debiut Setha MacFarlane'a, mistrza naprawdę ciętego dowcipu. Film jest pełen niepoprawnych żartów. Pluszowemu bohaterowi nie kończą się ani na chwilę rasistowskie i seksistowskie teksty. Kto widział chociaż kilka odcinków Family Guy'a, wie, o czym mowa. Reżyser po raz kolejny pokazuje, że nie zna granic jajcarstwa, a jego styl jest

dosyć odważny i oryginalny. Minusem w tym przypadku jest to, że niestety nie wszyscy zrozumieją te żarty. Niektóre grypsy wymagają tego, by widz był na bieżąco z tym, co dzieje się np. w świecie filmu, mody itp. Co więcej - film nie jest oczywiście kierowany do wszystkich. Wielu ludzi będzie go uważało po prostu za prostacki, chamski i obraźliwy. Ale właśnie na tym polega jego... urok. Za to ludzie w naszym wieku z pewnością polubią ten nieprzyzwoity humor. I właśnie młodzieży go polecam. W filmie przedstawiony jest (chociaż nie w tak jasny sposób) dylemat, który odczuwa z pewnością wielu zabawowych ludzi. Główny bohater John chciałby być stałym bywalcem szalonych melanży, mimo że czas już spoważnieć. Natomiast miś Ted ciągle pcha go w tę złą stronę. Jest on właści-

wie uosobieniem negatywnych i zwariowanych cech Johna. Ale nie myślcie, że jest w pełni tym złym. W kilku ważnych momentach pokazuje, że potrafi być prawdziwym przyjacielem. I przecież za ten cięty język nie można go nie lubić. Moja ocena: 6/10

PROJEKT X Ten film powinien zobaczyć chyba każdy imprezowicz. Głównie po to, by przez cały seans zastanawiać się: dlaczego mnie tam nie było?! Historia największej i najbardziej zwariowanej domówki wszech czasów, ukazana jest za pomocą kilku kamer cyfrowych. Thomas Kubb, przeciętny uczeń liceum, w swoje osiemnaste urodziny - podjudzony przez kumpli - postanawia zyskać popularność przez zorganizowanie właśnie takiej balangi. Czterech kolegów zamieszcza adres i informację w Internecie, stacji radiobezMyślnik

wej, szkole itd. Wieczorem do domu przybywają setki uczniów, absolwentów, studentów oraz mnóstwo przypadkowych osób, na przykład karzeł-twardziel, który na końcu ląduje w piekarniku. Jak to wszysko wygląda i jak się kończy? To trzeba po prostu zobaczyć. Gdybym miał jednak znaleźć jedno słowo na opisanie tego, co dzieje się przed obiektywem kamery, byłby nim CHAOS, bo zabawa szybko wymyka się spod kontroli. Uświadamianie widzom następstw takiej imprezy nie

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

jest jedynym z celów kręcenia tego film, to ma po prostu śmieszyć. Więc jeśli ktoś przysłowiowo wyłączy umysł i daruje sobie półtoragodzinną rozkminę o konsekwencjach przedstawionych wydarzeń, będzie świetnie się bawił. Moja ocena: 6/10

cezary szyma

21


hiostoria

Młodzi ludzie, dojrzali żołnierze, oficerowie generałowie - herosi XX w. broniący Boga, honoru i Ojczyzny. To jedyne i niepowtarzalne osoby, wpisujące się w historię naszego narodu, o których pamięć przetrwała do dziś.

Żołnierze Wyklęci

N

ie różnili się niczym od nas. To młodzi ludzie, tworzący swój świat, mający pasje, zainteresowania. Byli szczęśliwi. Spędzali wolne chwile z przyjaciółmi. Czuli się beztrosko, nie mieli kłopotów i zmartwień. Chwyta-

fot. ksiazki.ie

22

ewa zbaracka

li każdy dzień, przeżywając go dobrze i ze świadomością nadejścia jeszcze lepszych. W końcu nadszedł taki, który odebrał nadzieję na następne. Jest 01.09.1939 r., ranek. Słychać ogromny huk, po nim piski, krzyki, jęki. Widać czarne kłęby dymu, ogień. To atak Niemców na Polskę.

Ludzie panikują, nie wiedzą, gdzie mają się podziać i co robić. Niektórzy są lekko ranni, a jeszcze inni stracili jakąś część ciała w wyniku spadającej i rozbijającej się w mgnieniu oka bomby. Słychać bijące kościelne dzwony. Jednak nie wszyscy poddają się okupantowi. Walczą o przyszłość, polski

język, tradycję, kulturę, naród. Powstaje Służba Zwycięstwu Polski, później przekształcona w Związek Walki Zbrojnej, następnie w Armię Krajową - jej głównym komendantem został generał Stefan Rowecki. Młodzi chcą odzyskać utraconą polskość, dlatego działają. Tworzą podziemne szkoły. Wyższe uczelnie kształcą polonistów, historyków, lekarzy. W czasie wojny studia kończy prawie 10 tysięcy młodych ludzi. Poza tym w prywatnych mieszkaniach lub piwnicach wystawiane są dramaty Słowackiego czy Wyspiańskiego. Organizuje się nawet wieczory poetyckie. AK coraz bardziej nasila swoje działania. Niszczy nawet niemieckie posterunki. Represje w stosunku do obywateli są straszne. Za jednego zabitego Niemca hitlerowcom wolno rozstrzelać kilkudziesięciu Polaków - coś okropnego. Nie do pojęcia było cierpienie i żal rodzin po stracie bliskich. W 1947 r. ogłoszono w Polsce amnestię, która oznaczała, że każdy, kto przyznał się do działalności antykomunistycznej, miał być ułaskawiony. Wielu skorzystało z tej oferty. Pewien pułkownik i żołnierz powiedział do oddziału partyzanckiego: Amnestia jest dla złodziei, a my jesteśmy Wojsko Polskie. Wypowiedział je Hieronim Dekutowski, pseudonim Za-

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


historia

bezMyślnik

fot. tma.org.pl

źródło: dziwnawojna.pl

pora - dowódca oddziałów partyzanckich Armii Krajowej. Ci, którzy przyznali się do działalności przeciw komunizmowi, prędzej czy później byli aresztowani i rozstrzeliwani. Dekutowski otrzymał przydział do Kedywu Okręgu AK Lublin. Uratował wielu Żydów ściganych przez Niemców. W 1944r. został szefem Kedywu w Inspektoracie Rejonowym AK Lublin-Puławy i jednocześnie dowódcą oddziału Kedywu. Brał również udział w akcji Burza. Jedną z ważnych postaci związanych z Armią Krajową i WiN był ksiądz Lucjan Niedzielak. Był tam kapelanem i przybrał pseudonim Głóg. Z powodów politycznych był prześladowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Przychodziły do niego listy, w których UB podszywało się pod organizację podziemną. Podczas jednej z nocy wybito szyby w oknach na plebanii. Księdza pojmano i rozstrzelano w 1947 r. przez radzyńskie UB. Miał zaledwie trzydzieści trzy lata. Był kawalerem Srebrnego Krzyża Zasługi. Los walczących był straszny. Żołnierzy wyklętych przetrzymywano np. w Zamku w Lublinie czy w obozie koncentracyjnym na Majdanku. Byli bici, torturowani bez umiaru. Obawiała się ich władza ludowa. Ich groby nie mogły być miejscem pamięci. Stawały się nimi lasy, bory, a nawet bezimienne mogiły, szamba czy doły z wapnem. W obozach zagłady poniosło śmierć ok. 20 000 żołnierzy wyklętych. Ostatnim z nich był Józef Franczak, pseudonim „Lalek” zabity przez UB działające na Lubelszczyźnie. Wieści o tych bohaterach były zacierane, nieudostępniane, szczególnie w czasach PRL-u. Myślę, że każdy chciałby, aby po śmierci pamięć o nim pozostała. W Kąkolewnicy znajduje się mogiła poświęcona poległym żołnierzom w lesie „Baran”. Uroczysko zwane jest również Małym Katyniem, ponieważ dokonano tu masowej zbrodni na polskich oficerach i żołnierzach AK czy WiN-u. Co roku odbywa-

„Pamięta las wystrzałów trzask i partyzanckie pieśni i dzisiaj znów przypomni nam o bohaterach leśnych…” (z pieśni partyzanckiej) ją się tu uroczystości mające na celu wspomnienie poległych za suwerenność i niepodległość naszego kraju. Od dwóch lat 1 marca jest dniem poświęconym żołnierzom podziemia antykomunistycznego. Obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Właśnie tego dnia w mokotowskim więzieniu rozstrzelano członków IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

Myślę, że nie zabraknie młodych ludzi, którzy będą interesowali się wojną i okupacją. Nowe pokolenie zgłębia informacje dotyczące męczeństwa i walki narodu o niepodległość podczas ostatniej wojny. Polacy oceniają postawy swoich przodków, ich patriotyzm i umiłowanie ojczyzny. Wyciągają wnioski z najbardziej tragicznego okresu w dziejach naszej historii. Stoczone wal-

ki, ludzkie tragedie i bezgraniczne bohaterstwo wszystkich, którzy polegli w lasach, uroczyskach i moczarach lub zostali bestialsko pomordowani w niemieckich obozach śmierci niech będą wzorem gorącego patriotyzmu. Niech słowa partyzanckiej pieśni przypominają nam o bohaterach, których krwią przesiąkły polskie lasy.

23


.

reportaz

Wyjazd odbył się w dniach 09.03-17.03.2013 r. W wymianie miedzy naszym liceum a Gimnazjum im. O. Hahna w Tuttlingen wzięło udział 18 uczniów oraz 3 opiekunów. Podróż trwająca 2 dni była bardzo męcząca, ale naprawdę było warto.

Z rewizytą w Niemczech! Joanna parysek

tłumaczenia pani Dyrektor. Mimo mrozu i śniegu, zostały nam miłe wspomnienia oraz

miliony zdjęć, które za każdym razem wywołują uśmiech na twarzy. Z całego serca zachęcam

do brania udziału w tego typu akcjach. I nie myślcie sobie, że barierą jest język!

N

iedzielny postój odbył sie w Dreźnie. W czasie spaceru mieliśmy okazję zobaczyć tamtejsze zabytki oraz poznać ich krótką historię. W poniedziałek niemieccy gospodarze w skrócie przedstawili nam historię Niemiec oraz oprowadzili nas po Tuttlingen. Byliśmy także w muzeum AESCULAP. Wielką atrakcję stanowiło dla nas zobaczenie historycznych narzędzi chirurgicznych oraz poznanie matki radzyńskiej firmy B-Broun. W następnych dniach pogoda nas nie rozpieszczała. Chociaż był w tym jeden plus... Otóż na jednej z wycieczek zaplanowany był basen. Po wejściu okazało się, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie, a najczęściej wybierany był BASEN NA DWORZE! Tak więc kąpiąc się, mieliśmy głowy pokryte padającym śniegiem. Ostatniego dnia kazano nam wejść milionami schodów, przemierzyć tysiące stromych kilometrów, aby dostać się do zamku Hohenzollernów. Towarzyszył nam dobry humor i jakoś udało się nam pokonać tę trasę. Mimo, że uczymy się języka niemieckiego już parę lat, zwiedzanie nie byłoby takie proste bez dokładnego 24

fot. archiwum Liceum

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


relacja

Mimo że Tydzień Kultury był dawno (4.02 – 8.02.2013), warto zatrzymać się, przeczytać i miło wspomnieć, co się działo.

Tydzień Kultury II

fot. by Magdalena Świderska

Z

arówno w tamtym roku, jak i w tym Tydzień Kultury okazał się strzałem w dziesiątkę. W końcu skrócone lekcje i jedna mega długa przerwa, na której codziennie przez tydzień coś się dzieje, muszą być odebrane przez uczniów pozytywnie. Pierwszego dnia odbyła się Bitwa na Głosy, która również rok temu była punktem programu. Na ten świetny pomysł wpadł były prezydent Marcin Blicharz. Zdrowa rywalizacja miedzyklasowa pozwoliła uwolnić energię licealistom. Do wspólnego śpiewania karaoke przyłączyli się nawet nauczyciele! Zgodnie z licznikiem aplauzu wygrała klasa 2g(!). Drugiego dnia atrakcją był Talent Show. W tym roku prezydent Mateusz Kania postanowił wyjść z inicjatywą w miasto i bezMyślnik

zaprosił do nas uczniów radzyńskich gimnazjów. Na scenie I LO każdy mógł zaprezentować swój talent. Gościliśmy w skromnych progach naszego liceum kapelę z gimnazjum nr 2 z wokalistką Kingą Sawicz na czele, zobaczyliśmy niesamowitego Człowieka Gumę (!) Kamila Staniaka z gimnazjum nr 1 oraz z tej samej szkoły śpiewającego Adama Dudka. Nasi uczniowie również się popisali: pełnego życia jive’a zatańczyli nam Natalia Bogusz i Patryk Mańko, wystąpił Saksofon Band w składzie: Marcin Matuszewski, Ewa Sierocińska, Jakub Kotowski, Arkadiusz Lipiński. Uroczymi głosami oczarowały nas Beata Chromik oraz Małgorzata Chilimoniuk. W zespole zaśpiewały uczennice z kl. 1d: Magda Kalicka, Paulina Zemła, Agnieszka Wierzbicka, Kinga Gomółka, Ewa Sójka, Karolina Podgajna. Na akordeonie zagrał Kacper Troć. Na koniec mogliśmy usłyszeć

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

duet Jacka i Michała Musiatowiczów. Koncert był niesamowitą odskocznią od nauki i lekcji. W środę mogliśmy nauczyć się pierwszej pomocy dzięki pokazowi zorganizowanemu przez Mirosława Tchórzewskiego. Później Grzegorz Demucha prowadził warsztaty taneczne. Miła, aktywna forma rozrywki. W czwartek był konkurs muzyczno-filmowy. Na zakończenie Tygodnia Kultury odbyła się uroczysta gala rozdania Złotych Kani za produkcje filmowe uczniów naszej szkoły, na której zagrali Korniszon i Tawar Laer. Złotą Kanię otrzymali: - Emanuela Gadzała - za najlepszą grę aktorską, - klasa Ib za wykonanie i montaż, - klasa Ia za makabryczne i brutalne sceny, - klasa IIa film publiczności, najlepszy scenariusz i pomysł,

- klasa IIb za najlepszą parodię. Od godziny 20:00 szkoła przyjmowała każdego na całonocny Maraton Filmowy. Już po raz drugi cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Wszyscy przybyli ze śpiworami i poduszkami, by wspólnie oglądać filmy m.in. Yuma, Pulp Fiction i Fight Club. O północy w przerwie wszyscy bawiliśmy się przy karaoke, którego nie mogliśmy skończyć - przecież wojna dziewczyny kontra chłopaki może się ciągnąć w nieskończoność. Mam nadzieję, że przyszły prezydent pociągnie nową tradycję I LO!

Anna belniak

25


wywiad

Długo zastanawiałam się, o czym napisać. Stwierdziłam, że najlepiej na temat, który jest mi bliski, dlatego dzisiaj chciałabym Wam przedstawić niesamowitą pietnastolatkę. Poznajcie Natalię Stosik, dziewczynkę, a właściwie już nastolatkę, która na co dzień zmaga się z nieuleczalną chorobą, jaką jest mukowiscydoza...

Radosne życie z mukojędzą Jesteś jedną z prawie 1500 chorych na mukowiscydozę w Polsce. Czym się objawia ta choroba? Ludzie, słysząc nazwę choroby, zazwyczaj robią wielkie oczy, mówią muko…co? Mukowiscydoza jest chorobą genetyczną nieuleczalną – na dziś. Powoduje ją mutacja genu CFTR, który odpowiada za regulację przepływu jonów chlorkowych przez błony komórek nabłonkowych w organizmie. U chorego zaburzenie to wywołuje nadmierne produkowanie przez organizm lepkiego i gęstego śluzu, który zatyka i zaburza funkcjonowanie układu oddechowego i pokarmowego. W jaki sposób wykryto u Ciebie chorobę? Można powiedzieć, że miałam szczęście w nieszczęściu, ponieważ chorobę wykryto u mnie w 2 miesiącu życia. Dosyć często chorowałam, aż w końcu trafiłam do szpitala w Bydgoszczy. Tam, zupełnie przypadkowo, zaopiekował się mną lekarz zajmujący się na co dzień chorobami genetycznymi. Po konsultacji z mamą uznał, że są to właśnie objawy – jak się ją nazywa potocznie - mukojędzy. Po wykonaniu szeregu badań diagnoza niestety potwierdziła się.

fot. archiwum Pauli Zielinśkiej

26

Jak wygląda Twój

dzień, różni się w jakiś sposób od dnia zwykłego nastolatka? Wstaję codziennie o 5.30 i pierwszą czynnością, którą wykonuję, są trzy inhalacje, zajmują mi około półtorej godziny. W tym czasie wykonuję także rehabilitację za pomocą specjalnego sprzętu. Kiedy skończę te czynności, jem śniadanie oraz szykuję się do szkoły, która jest oddalona o jakieś 5 km od mojego domu. Ze szkoły do domu wracam ok. godziny 15.00 i powtarzam wszystkie inhalacje i rehabilitacje. Następnie jem obiad i odrabiam lekcje oraz się uczę. Po tym mam wolną chwilę dla siebie, ale tylko do kolacji, ponieważ po niej muszę po raz trzeci wykonywać wymienione już czynności. Myślę, że mój dzień jest podobny do dnia innych nastolatków. Pomimo tej monotonii jesteś bardzo pozytywną dziewczyną. Skąd bierzesz tyle sił do walki z chorobą? Dużo energii daje mi to, że mogę normalnie uczęszczać na zajęcia w szkole. Mam tam wielu przyjaciół, którzy nie zwracają uwagi na to, że jestem chora. Traktują mnie jak zdrowego człowieka i to mi się podoba - nie wyróżniam się, jestem taka sama jak oni. Często robimy szalone rzeczy

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


fot. archiwum Pauli Zielińskiej

– to i listy, które często dostaję od obcych ludzi za pośrednictwem Marzycielskiej Poczty, są źródłem mojej siły. Co piszą ludzie w listach, które dostajesz? W listach można odnaleźć wiele miłych i ciepłych słów. Zawsze piszą, że wszystko będzie dobrze oraz żebym się nie przejmowała chorobą. Lubię dostawać takie wesołe listy, takie jak twoje! Gdy je czytam, zapominam o tym, że wewnątrz mnie jest „mukojędza”, i moja buzia śmieje się do kartki. Myślę, że także ten uśmiech daje dużą siłę i motywację do dalszego działania.

i wsparcia? Oczywiście, dała mi bardzo wiele! Przede wszystkim zrozumiałam, że nie jestem z moją rodziną sama w walce z chorobą. Dowiedziałam się również o chorobach innych dzieci, które często są jeszcze bardziej przerażające niż moja i dzięki temu przestałam ciągle pytać samą siebie, dlaczego to właśnie ja muszę być chora. Ale oczywiście Marzycielska Poczta to wspaniali ludzie, myślę, że niektórych z nich mogę nazwać moimi przyjaciółmi, z którymi wiążą się cudowne wspomnienia oraz marzenia, które dzięki nim mogły się spełnić.

Czy Marzycielska Poczta dała Ci coś jeszcze oprócz listów

Możesz wymienić kilka z tych wspomnień? Kilka? (śmiech) Na przykład

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

wakacje, podczas których kilka osób z MP przyjechało do mnie, było świetnie! Objadaliśmy się żelkami, które uwielbiam, łapaliśmy kury i robiliśmy inne szalone rzeczy. Nigdy nie zapomnę też spotkania w Warszawie, podczas którego poznałam na żywo niektóre z osób piszących do mnie oraz Nikolę, która także należy do Marzycielskiej Poczty. Jak myślisz, jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś nie dołączyła do Marzycielskiej Poczty? Myślę, że do tej pory w mojej głowie krążyłoby pytanie dlaczego ja choruję, za jakie grzechy? Nie miałabym przyjaciół, którzy mnie wspierają. Pamiętam jeszcze dzień, kiedy dołączyłam do MP. Były wtedy

urodziny mojego taty. Mama oznajmiła nam wszystkim, że został już dodany mój profil na stronie. Od razu stałam się weselsza i z dnia na dzień czułam, że uzależniam się od MP. Bo Marzycielska Poczta to nie tylko akcja charytatywna, to styl życia. Masz jakieś motto, którym kierujesz się na co dzień? Marzenia się spełniają, tylko musisz w nie bardzo mocno wierzyć.

paula zielińska

27


felieton

fot. by Katarzyna Krupa

Ludzie są najpiękniejsi, kiedy się uśmiechają. Właśnie uśmiechem najłatwiej przeprosić, podziękować, ukazać sens życia i zaskarbić sympatię. Nawet amerykańscy naukowcy nie odkryli, co takiego w tym uśmiechu jest – przecież to zwykła prezentacja zębów, a jednak cenniejsza od najdroższej protezy. Wiedział o tym chłopak z mojego ulubionego gimnazjum, który za każdym razem, przy wszystkich okazjach powtarzał: Jeden uśmiech ponad wszystko do życia zachęca. I czy nie miał racji?

Minitraktat

o rozsyłaniu uśmiechów Aśka Jastrzębska

Od pierwszego wejrzenia Jestem podejrzliwa. Kiedy więc dostrzegam znajomą twarz na mój widok dziwnie rozświetloną uśmiechem od ucha do obcasa, myślę: oto ta osoba będzie ode mnie coś chciała. Czy mam rację? Rzadko. Są po prostu oso28

by, które sympatię okazują już na wstępie. Może warto wziąć z nich przykład? Jeśli chcesz okazać komuś życzliwość - nie uśmiechaj się. Pozwól, żeby twoja twarz wręcz zamieniła się w słońce, i to bardzo szczodrze rozpromienione.

Zawsze to bezpieczniej Zdarza się jednak, że ten, kto uśmiecha się już z daleka, planuje o coś poprosić. Jeśli jest to osoba, która ostatnio podpadła, być może liczy na łagodny wymiar kary. Uśmiech często

wykorzystuje się do tworzenia gruntu pod interesy, zmylania przeciwnika bądź zmiękczania rozmówcy. Jak na to reagować? Spokojnie. Kiedyś takie zachowania działało mi na nerwy, ale teraz patrzę na nie przez palce. Może dlatego, że sama przekonałam się, że zawsze to bezpieczniej, kiedy zaczyna się od uśmiechu. Przecież on nigdy nie przeszkadza.

Wyraża więcej niż tysiąc słów Są sytuacje, w których się nie mówi… z różnych przyczyn.

Po prostu głos więźnie w krtani, nie ma sił na słowa, odległość jest za duża, tempo za szybkie, cisza zbyt magiczna, chrypa zbyt nieznośna. Tutaj uśmiech ma pole do popisu i ukazania swojej wielofunkcyjności. Często wystarcza lekkie ugięcie warg, całkiem niewidoczne dla pobocznego obserwatora, aby odbiorca wiedział, o co chodzi i odwzajemnił się tym samym. Nie obawiaj się, że ktoś cię nie zrozumie, uśmiechaj się bez ograniczeń. To przecież nic nie kosztuje, a ogranicza wielu trudów i powoduje dużo radości.

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


wywiad

Coś, co warto mieć zawsze przy sobie Znam wiele mądrych zdań, które nawołują do hojnego rozsyłania uśmiechów. Popularność tego poglądu świadczy o tym, że faktycznie choć jeden warto nosić ze sobą. Najbardziej podziwiam osoby, które uśmiechają się mimo łez, mimo bólu, mimo weltschmerzu i braku sensu życia. Takie uśmiechy są najpiękniejsze, ale i najcięższe do udźwignięcia, często nie mieszczą się w naszych kieszeniach. Zawsze jednak należy próbować, bo jak napisał G. G. Márquez – nigdy nie wiesz, kto może zakochać się w twoim uśmiechu.

ESD Być może kiedyś ten skrót rzucił ci się w oczy, a jeśli nie literki – to może ich sens. Otóż idziesz ulicą. Masz gorszy dzień, wszystko jest bez sensu, więc wyżywasz się, kopiąc nieduży kamyk. Świat nie jest godzien twojego spojrzenia, toteż głowę masz spuszczoną. Problem pojawia się przy przejściu przez ulicę, bo tu jednak warto się rozejrzeć. Choć życie tego dnia wcale nie jest piękne, podnosisz wzrok i dostrzegasz szeroko uśmiechniętego człowieka, który zdaje się patrzeć

w twoim kierunku. Przyglądasz mu się, ale dobrze wiesz, że widzisz go pierwszy raz. Czujesz się jakoś nieswojo, ale to mija, kiedy odwzajemniasz uśmiech. Mimo że jest już wieczór, ty właśnie dostrzegasz, że świeci słońce i szkoda energii na kopanie kamyka. Co się stało? Ktoś przesłał ci ESD – Eksperymentalny Sygnał Dobra.

Do dzieła Teraz musisz się odwdzięczyć, a ku temu jest mnóstwo wymarzonych okazji.

Wszystko w twoich rękach. Może ktoś ze znajomych ma kiepski dzień? Może koleżanka z ławki rano musiała gonić autobus? Może nauczyciel wstał lewą nogą? Nie denerwuj się na nich, każdy ma święte prawo do bycia nie w humorze. Podnieś rozsypane kartkówki – czy to takie ważne, że na twojej widnieje czerwona dwója? Powiedz coś miłego. Uśmiechnij się. Tak niewiele potrzeba, by dodać ludziom skrzydeł.

wywiad z ewą zbaracką

Z historią za pan brat

1

marca 2013 r. w Muzeum Południowego Podlasia w Białej Podlaskiej odbyła się uroczysta gala podsumowania konkursu o bohaterach polskiego Podziemia. Ta data jest charakterystyczna, ponieważ obchodzimy wtedy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Honorowy patronat nad konkursem sprawowali senator RP Grzegorz Bierecki, IPN, stowarzyszenie zrzeszające byłych żołnierzy AK i NSZ. Konkurs był zorganizowany dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych z kilku powiatów. Można było nadesłać prezentację multimedialną, pracę pisemną, słuchowisko radiowe, film lub projekty strony internetowej dotyczące Żołnierzy Wyklętych. Jury oceniło prace z całego regionu. Pierwszą nagrodę zdobyła Ewa Zbaracka z naszego liceum, a jest nią tygodniowy pobyt we Władysławowie. Jak się dowiedziałaś o konkursie? O konkursie dowiedziałam się z Tygodnika Podlaskiego oraz bezMyślnik

plakatu wywieszonego w szkole. Temat zaciekawił mnie od pierwszego wejrzenia, ponieważ interesuję się tym okresem w polskiej historii. Postanowiłam, że napiszę pracę o żołnierzach polskiego Podziemia. W jaki sposób i ile czasu się do niego przygotowywałaś? Napisaniu pracy poświęciłam sporo czasu. Opierałam się o treści z różnych książek, nawet

z takich, których nie mogłam wypożyczyć, ale skorzystać tylko na miejscu. Ile osób wzięło udział w konkursie? Prace napływały ze szkół ponadgimnazjalnych z powiatów parczewskiego, radzyńskiego, bialskiego i miasta Biała Podlaska. Zainteresowanie konkursem było duże, co można wywnioskować ze sporej obecności młodych ludzi na uroczystej gali.

Co wygrałaś? Nagrodą jest tygodniowy pobyt dla dwóch osób we Władysławowie, oraz gadżety, które będą przypominały mi o konkursie. Dostałam również pamiątkowy dyplom oprawiony w ramkę. Nie tylko ja zostałam obdarowana, ale też nasza szkoła, która otrzymała mapę historyczną z oznaczonymi miejscami stacjonowania oddziałów żołnierzy AK z okolicznych powiatów.

fot. archiwum Liceum

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

29


relacja

Rzadko chodzę na spotkania z ciekawymi ludźmi, ale jak już na jakieś wyruszę, okazuję się to strzałem w dziesiątkę. Nie inaczej było 16 marca. Na spotkanie z Markiem Łubą, marynarzem z Radzynia, które odbyło się w Kofi&Ti, poszłam z dwójką znajomych. Mnie się podobało, a im? Pewnie też, skoro z zapałem dyktowali, o czym obowiązkowo muszę napisać w relacji.

Przy okazji Relacja ze spotkania z Markiem Łubą jedynym człowiekiem w Radzyniu, który spotkał Chucka Norrisa (i przeżył). Inaczej Marek Łuba rozpieszczał faktami, o których nie wspomina encyklopedia. Uczestnicy spotkania dowiedzieli się, że Sfinks nie jest wcale taki duży, jak zazwyczaj się go pokazuje, ale i Chuck Norris ma mniej wzrostu, niż nasze o nim wyobrażenie. Dzika Amazonka rzeczywiście jest mniej nieokiełznana od tej z opowiadań teoretyków. Bardzo podobały mi się porównania nadające swojski charakter wykładowi – np. to, że Jordan jest taki jak Białka: wąski. Pan Marek często opowiadał o różnych wydarzeniach z perspektywy marynarza. Dzięki temu wiem, jak wygląda tsunami, kiedy obserwuje się je ze środka oceanu, co zrobić, by złowić rekina,

oraz jakich słów warto nauczyć się w języku arabskim.

Pamiątki Jak to zwykle bywa po podróżach, do domu przywozi się rozmaite pamiątki. Można kupić pocztówkę czy magnes na lodówkę, ale równie dobrze można przywieźć krokodyla… Na szczęście wypchanego. Radzyński wilk morski w dalekie kraje wyruszał ze swoim marynarskim worem, który zabrał też na spotkanie. Był przepastny i wzbudzał ciekawość. Co zostanie z niego wyciągnięte? Najpierw maska – olbrzymia, ciężka i kolorowa, za którą pan Marek zapłacił m.in. trzema koszulami. Innym, co mieliśmy okazję zobaczyć, był najprawdziwszy Koran napisany w oryginalnym języku. Co jeszcze?

Nieduży drewniany bumerang. Niewątpliwie jedną z największych atrakcji stanowiły azjatyckie specjały, których można było próbować – sake oraz wódka z wężem. Zawartość z pozoru zwyczajnego worka na długo pozostanie w pamięci.

Opowieści marynarza

mody – może o tym poświadczyć kolega radzyniaka, który miał wątpliwą przyjemność przekonania się o tym z bliska. Liczne zdjęcia ukazywały, jak wyglądały Chiny 15 lat temu, a jak wyglądają dziś i że zawsze warto mieć aparat bądź kolegę z aparatem.

Przy okazji...

Pan Marek odpowiadał na wiele pytań. Okazało się, że był na wszystkich kontynentach oprócz Antarktydy, a miejscem, do którego najchętniej wraca, jest… Radzyń Podlaski. Dowiedziałam się, że w marynarce pracuje mało kobiet i wybór przez nie tego zawodu nie jest najszczęśliwszy, a w Ameryce atrakcyjni i szczupli są tylko celebryci, w Brazylii transwestytyzm jest ostatnim krzykiem fot. archiwum Marka Łuby

Dlaczego taki tytuł? Bardzo podobało mi się to, w jaki sposób mówił pan Marek: luźno, swobodnie, zabawnie i spokojnie. Kiedy pokazywał nam zdjęcia czy pamiątki, często dodawał: Przy okazji tego zdjęcia…, Przy okazji krokodyla…, po czym opowiadał jakąś ciekawą historię. Radzynianin już na początku prezentacji wspomniał też o tym, że jest podróżnikiem przy okazji. Opisywał przeróżne wycieczki, ale przypisywał je zawodowi, który wykonuje. Każdy marynarz ma szansę zwiedzić miejsce, w którym statek przybija do portu, ale nie każdy ma na to ochotę. Pan Marek po prostu korzystał z okazji, dzięki czemu w tamten sobotni wieczór grupa osób mogła przenieść się do świata widzianego zupełnie inaczej.

Aśka Jastrzębska

30

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


felieton

Chyba każdy z nas może z czystym sumieniem potwierdzić, że nasz język ojczysty jest całkiem bogaty, jeśli chodzi o wulgaryzmy. Nie musimy wkładać wiele wysiłku, aby obficie przyozdobić naszą wypowiedz tzw. łaciną podwórkową. Wystarczy chwila nieuwagi, stres, podekscytowanie i już niemal automatycznie sięgamy po brzydkie słowa. Spróbuję się zastanowić, dlaczego ich używamy i czy nie robimy tego zbyt często.

Nie przeklinaj, do cholery!

N

a początek przyjrzyjmy się przykładom płynącym z góry. Spójrzmy na polityków. Reprezentanci narodu, elita kraju, ludzie inteligentni... Czy na pewno? Ostatnio w mediach pojawiło się sformułowanie język nienawiści i nie powstało ono z niczego. Wystarczy obejrzeć kawałek jakiegoś programu informacyjnego, by przekonać się, że wielu z nich nie może służyć jako przykład dla innych obywateli. Ich wypowiedzi są zwykle pełne nie tylko niewyszukanych określeń, kolokwializmów ale także zwykłych wulgarnych słów. Naprawdę niepokojące jest to, że osobom aspirującym do miana reprezentantów naszego kraju zdarza się używać potocznego czy wulgarnego słownictwa. Wydaje mi się, że dopóki nas to oburza i mamy świadomość, że podstawowa kultura wymaga innego wysławiania się, jest w porządku, ale gdy przywykniemy do przekleństw i całej reszty niewyszukanych słówek, wulgaryzmy mogą stać się czymś normalnym i powszechnie akceptowanym. Spójrzmy teraz na to, co słyszymy w TV. Włączamy telewizor i już za chwilę jesteśmy częstowani inwektywami. Od jakiegoś czasu właściwie normalne jest, że w programach telewizyjnych nie unika się wulgaryzmów. Mało komu bezMyślnik

przeszkadza fakt, że zubożanie języka polskiego i niemal brak dbałości o niego jest w wielu programach na porządku dziennym. Coraz częściej mamy także do czynienia z błędami stylistycznymi, potocznym językiem i dialogami na poziomie mało rozgarniętego gimnazjalisty. Nawet skecze poczciwych kabareciarzy coraz częściej niepotrzebnie obfitują w wulgaryzmy. Można powiedzieć, że to taki tani chwyt w stylu: Powiem ku**a, to będzie śmiesznie. Takie podejście ujawnia chyba brak kreatywności i pomysłu na rozbawienie publiki. Czy jest to niemożliwe bez używania wulgaryzmów? Jasne, że nie, ale zazwyczaj jest po prostu łatwiej sięgać po wulgaryzm. Wydaje mi się, że odbiorca wiele na tym traci. Zastanówmy się czy ta tendencja ma jakieś wytłumaczenie. Dlaczego ordynarny język coraz częściej

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

wdziera się do naszego życia? Pierwszym wytłumaczeniem, jakie przychodzi mi na myśl, jest fakt, że jak wynika z danych Biblioteki Narodowej, 56 proc. Polaków nie przeczytało w ciągu roku żadnej książki. Ta sytuacja na pewno nie zwiększa naszego zasobu słów i nie ułatwia rozmowy. Nie czytając, popadamy w stagnację - o ile nie cofamy się w rozwoju, jeśli chodzi o nasz zbiór słownictwa. Skutkuje to zwyczajnym brakiem określeń i przymiotników do opisania naszych odczuć. Może dlatego później swoje emocje najłatwiej przychodzi nam wyrażać wulgaryzmami, które zwykle nasuwają się nam jako pierwsze. Ale czy inwektywy są czymś do reszty złym? Może jednak są dla nas czasem użyteczne? Spójrzmy na zjawisko, na które każdy cierpi raz w większym, a innym razem w mniejszym fot. by garryknight/flickr.com

stopniu - stres. Tutaj możemy się doszukać pozytywnego wpływu nieparlamentarnych słówek na nasze samopoczucie. W szkole średniej i w późniejszym okresie naszego życia zdarzają się różne sytuacje, w których stres towarzyszy nam dosyć często. Nieraz chce się rzucić wszystko i powiedzieć kilka nieładnych słówek. Chyba każdy ma uczucie ulgi po puszczeniu w eter paru soczystych wulgaryzmów. Pozwala to w jakiś sposób doraźnie zredukować poziom napięcia i poczuć delikatną ulgę. Reasumując, należy przyznać, że każdy czasem wypowiada się ostrzej niż normalnie. Chyba nie ma ludzi, którzy nie przeklinają. Uważam, że wulgaryzmy są - choć być może niepożądaną przez niektórych - ale mimo wszystko częścią języka polskiego i nie należy ich traktować jako coś niesamowicie złego. Najważniejsze jest, aby każdy umiał panować nad tym, co mówi, i nie kaleczył swojego ojczystego języka ogromną liczbą dosadnych przekleństw. We wszystkim powinniśmy znaleźć ten złoty środek. Myślę, że warto jest pracować nad naszym sposobem mówienia i ciągle doskonalić wyrażanie naszych myśli, emocji i uczuć. Trzeba starać się, abyśmy umieli zapanować nad tym, co mówimy, i czasem skorzystali z piękna i bogactwa języka polskiego.

patryk głowienko

31


felieton

Czy ktoś z Was myślał kiedykolwiek o byciu sławnym? Czerwony dywan, miliony rozwrzeszczanych fanów, tysiące autografów, błyski fleszy, okładki kolorowych magazynów... Zalet jest wiele. Kwejk, Demotywatory, Wiocha, Fabryka Memów, Mistrzowie, Komixxy... Dzięki tym portalom internetowym również można osiągnąć sławę. Ale czy na takiej popularności nam zależy?

Trafić na główną magdalena łuba

Z

aczęło się od serwisu Demotywatory. pl. Został on założony przez Mariusza Składanowskiego w 2008 roku na wzór plakatów porozwieszanych w amerykańskich korporacjach mających na celu motywowanie pracowników do wysiłku. Demoty przedstawiają obrazki, które dotyczą polityki, szkoły, pracy, życia codziennego, rodziny. Coraz częściej w sposób ironiczny ukazują problemy ze służbą zdrowia, bezrobociem, budową dróg - oczywiście w Polsce. Obrazek z charakterystyczną czarną ramką i błyskotliwy tekst to elementy odróżniające Demotywatory od pozostałych tworów. W 2009 roku powstał kolejny - przez wielu nazywany kopią pierwszego polskiego serwisu z humorem – portal: Kwejk.pl. Sta-

32

nowi on esencję wszystkiego, co słabe, tandetne, kiczowate, sztampowe, obleśne i wulgarne. Od czasu do czasu jakiś użytkownik zamieści zdjęcie słodkiego rudego kota ze Shreka czy lemura z wybałuszonymi oczami dla rozluźnienia atmosfery. Przeglądając kwejkowe strony, można natknąć się na: słodkie zwierzaczki, roznegliżowane kobiety, butelki Jacka Danielsa, wesołe gify, dziwactwa z wymownym napisem PARTY HARD, rymowanki, wierszyki, rasistowskie treści, obrazki z serii Jestem studentem. Nie mam pieniędzy. Gotuję parówki w czajniku. W niedzielę pojawiają się obelgi dotyczące poniedziałku, a w czwartek pokłony w stronę piątku i melanżowego weekendu. Nic nowego. W chwili, gdy jakiś polityk czy celebryta popełni gafę, wiedz, że na serwisach internetowych nie zazna spokoju. Szalenie pomysłowi miłośnicy technologii rozpoczną wyścig o wykonanie najlepszego obrazka i zabawnego podpisu dotyczącego błędów ortograficznych Prezydenta RP,

szczawiu i mirabelek czy podwyższenia VAT-u. Takie kwiatki siedzą na Kwejku przez dłuższy czas z nadzieją na rozbawienie przeciętnego gościa. Trafić na główną chciałoby wielu, jednak udaje się to tylko nikczemnym osobnikom z pomysłem na arcydzieło. Typowy użytkownik serwisu kocha Nutellę, wyznaje zasadę Chipsy, cola, gramy w LoLa, nie cierpi poniedziałków, uwielbia słodkie psiaczki, udaje, że nie śmieszą go suchary i zazwyczaj chodzi do gimnazjum. Obecnie większość portali internetowych przesycona jest memami, czyli powtarzaniem motywów, elementów, melodii. Do najpopularniejszych należą: Krzysztof Kononowicz, Podrywacz Wyrywacz, Chuck Norris, Nicolas Cage-oh really?, Gangnam Style, Nyan Cat, Rickroll, Jarosław Kaczyński, Człowiek Suchar, Gimnazjalistka, Babcia, Wróżbita Maciej. Do pozostałych polskich memów zaliczamy: to je amelinum, lubię placki, karmel, ciastko, czekolada, daj kamienia, co się stao?, bijcie masterczułki, ale urwał, parabole tańczą, panie, daj pan

spokój. Można by wymieniać w nieskończoność, tyle się tego namnożyło. Ludzkie pojęcie i granice głupoty przechodzi portal Wiocha.pl. Wstyd! Ludzie robią sobie słodkie zdjęcia w zbożu, siedząc na sedesie, ściskając bezbronne dziecko i zamieszczają je na NK czy Facebooku. Inni wyszukują lub całkowicie przypadkiem trafiają na takie okazy i wstawiają na serwisie. Nie brak też zdjęć mężczyzn w damskiej bieliźnie, z dzióbkiem i focią w brudnym lustrze, z żelem na włosach. ŻE-NA-DA! Od początkowego zamiaru, jakim było niewymuszone rozbawienie gości takowych portali internetowych, do totalnej wtopy. Dziwne, bo Kwejk i cała reszta nadal cieszy się ogromną popularnością i wielką rzeszą fanów, która uważa, że dzień bez przeglądu kilku stron memów jest dniem straconym. Ludzie utożsamiają się z wstawianą treścią, bo przecież dotyczy ona Nas - Polaków. Skuszę się na zalążek tego, co na Kwejku - Keep calm and read bezMyślnik.

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

33


opinia

W dzisiejszych czasach daje się zauważyć, że ludzie coraz większą wagę przywiązują do wierzenia w przesądy. Chcielibyśmy położyć kres takiemu myśleniu. Mu uważamy to za błąd. Stwierdzamy, że jednak nie warto być przesądnym, ponieważ przesądy nie są prawdziwe, a wierząc w nie, możemy popaść w paranoję. Aby potwierdzić naszą tezę podamy kilka argumentów, które dokładniej odsłonią wam istotę tego problemu.

Piątek trzynastego natalia bogusz

J

maciek kopeć

ak dokładnie wiecie, w obecnym czasie najmodniejszą teorią jest przepowiednia Majów na temat końca świata. Dla wielu ludzi stało się to okazją do wywołania medialnego szumu i sensacji. Mamy

tutaj na myśli wszechobecną panikę, której skutkiem będą masowe wycieczki do sklepów po zapasy żywności. Niewątpliwie wzbogacają się na tym właściciele sklepów. Tak nie można! Każdy racjonalnie myślący i przede wszystkim wierzący człowiek wie, że tylko Bóg może podjąć decyzję, kiedy zakończy nasze ziemskie życie. Nie dajmy się ponieść emocjom i sensacyjnym doniesieniom mass mediów na temat końca świata. Nie czekajmy na jego spektakularny koniec, bo według nas takiego nie będzie. Dla każdego czło-

wieka będzie to jego własna śmierć, lecz wierzymy, że ten koniec okaże się początkiem nowego życia. Z własnego doświadczenia wiemy, że bardzo łatwo jest poddać się magii przesądów. Chyba zgodzicie się z nami, że każdy z was chociaż jeden raz w swoim życiu przestraszył się czarnego kota przebiegającego przez ulicę, bądź omijał szerokim łukiem wszelkiego rodzaju słupy wysokiego napięcia. Są też wśród nas tacy, którzy w piątego trzynastego boją się wyjść z domu, ponieważ są święcie przekonani o tym, że dzień ten wiąże się z fatum. Jest to kolejny przykład na to, że za władcę tego świata uważamy nadprzyrodzone moce, co jest irracjonalne.

Każdy chrześcijanin zna dokładnie Dekalog i wie, że jednym z jego przykazań jest: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Rażący jest brak szacunku do tej wskazówki danej nam przez Boga. Czy właściwe jest więc myślenie, że istnieją ludzie, którzy potrafią przepowiadać przyszłość? Przyszłość jest nieodgadnionym okresem naszego życia i może ją przewidzieć jedynie Bóg, a jako istoty słabe wierzymy w to, co mówią karty i horoskopy, wiernie trzymając się swoich marzeń o poznaniu przyszłości. Nie możemy poddawać się negatywnemu wpływowi otoczenia, związanego z przesądami, tylko pozytywnie postrzegać każde wydarzenie i nie chwytać się w roztargnieniu za guzik, gdy zobaczymy kominiarza, tylko iść przez życie zgodnie z prawami naszej religii i światopoglądu, ponieważ nie warto zaprzątać sobie głowy takimi błahostkami jak przesądy, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Dziękujemy za uwagę i mamy nadzieję, że dokładnie przedstawiliśmy wam naturę tego problemu.

źródło: indigena.edu.pl

34

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


felieton

Gdy zmęczy cię obcego miasta ulic szum Gdzie nie dla ciebie są towary na wystawach Nie możesz przebić się przez obojętny tłum Do metra zejdź, tam całkiem inne rządzą prawa (Metro sł. Janusz Stokłosa)

Metro

fot. naszemiasto.pl

S

pektakl opowiada historię młodych ludzi, szukających swojego miejsca w świecie, próbujących zaistnieć jako artyści. Każdy z nich ma inny powód, dla którego szuka sławy, jednak czy jest to chęć zrobienia na przekór rodzicom, czy marzenia, szaleństwo, pasja – spotykają się razem na korytarzach metra i biorą udział w castingu do nowej sztuki dla pasażerów. Główny bohater - Janek, outsider, z wyboru żyjący w podziemiach miasta, pewnego dnia spotyka tę grupę, pełnej zapału młodzieży, i razem tworzą spektakl budzący sensacje. Wkrótce otrzymują propozycję współpracy z komercyjnym teatrem. Poruszające teksty utworów śpiewane z pełną eksbezMyślnik

presją, głośna muzyka i cała scenografia tworzą wyjątkowy klimat, bardzo bliski szczególnie młodzieży (choć podobno nasze pokolenie się nie buntuje). Przynajmniej powinien być bliski, nie myślimy przecież o przyszłości (może czasem) i szukamy chwili szczęścia (niektórzy). Musical porusza tematy, które są ważne od pokoleń, takie jak władza pieniądza, bunt przeciw panującym konwenansom. Bohaterowie gardzą bezuczuciową codziennością, stereotypami, przymusową rutyną wykształconą przez cywilizację. Śpiew aktorów przepełniony emocjami zmusza do refleksji, jednak barwny i ciekawy spektakl pozostaje przyjemnym do oglądania. Co ciekawe, Metro jest uaktualniane - około miesiąc temu na spektaklu byłam świadkiem mistrzowskiej

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

parodii Ona Tańczy Dla Mnie, oczywiście śmiech na sali, a jeden z aktorów nosił koszulkę z nadrukiem okładki najnowszej płyty Coldplay. Musical Janusza Józefowicza to w Polsce zjawisko niemal kultowe, to także wielkie osiągnięcie w skali światowej. Sztuka jest idealną dźwignią dla debiutantów, co udowodnione jest przez fakt, że wyłoniła z tłumu takie gwiazdy jak Robert Janowski (grający Janka), Edyta Górniak, Katarzyna Groniec. Na scenie jednak spotykamy osoby w różnym wieku. Podobnie jak na widowni: czy to dzieci z podstawówki, czy siwe emerytki - cała sala wypełniona jest po brzegi, łącznie ze studentami czyhającymi na wyłapanie tańszego biletu w najgorszym miejscu. Zgryźliwi powiedzą, że Metro jest

przereklamowane czy kiczowate, taniec kiepski (odsyłam na sztukę baletową), a afisze z Broadwayu zostały zdjęte po paru dniach. Mimo to 22 lata po premierze spektakl grany jest regularnie w Teatrze Buffo, a bilety nadal trzeba rezerwować z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, co świadczy o jego ponadczasowości. Musical powstał, gdy Polska nie otrząsnęła się jeszcze do końca po zmianie ustroju, dzięki niemu usłyszał o nas cały świat, co podkreśla etykietkę kultowego polskiego dzieła teatralnego. Jeśli jeszcze nie widziałaś/łeś tego spektaklu - szczerze go polecam.

aleksandra golecka

35


biografia

Pan Profesor Rudolf Probst, pseudonim Świt, pomagał innym podczas wojny, narażając przy tym własne życie… Artykuł ten umieszczamy na łamach bezMyślnika z okazji 90. rocznicy urodzin bohatera narodowego.

Nastał Świt

R

udolf Probst uczył się w gimnazjum męskim im. królowej Zofii w Sanoku. Po wybuchu wojny pracował w miejscowym tartaku, gdzie jego ojciec był kierownikiem zmiany. W 1940 roku wstąpił do Związku Walki Zbrojnej. Do 1943 roku był łącznikiem i kolporterem prasy konspiracyjnej. Dom Probstów stał się miejscem spotkań konspiracyjnej ZWZ. W maju 1943 Rudolf Probst nawiązał kontakt z komendantem obwodu AK Adamem Winogrodzkim. Został następnie zaprzysiężony i wyznaczony do pełnienia funkcji agenta w siedzibie sanockiego Gestapo. Jako członek konspiracji pełnił rolę wtyczki - przekazywał informacje o zagrożeniach, zabezpieczał organizację przed infiltracją donosicieli, zdrajcami i konfidentami. Następnie zrealizowano pomysł zatrudnienia w siedzibie Gestapo w Sanoku zakonspirowanego przedstawiciela AK w celu przechwytywania informacji o planowanych aresztowaniach czy łapankach. Wybór padł na Probsta z uwagi na jego znajomość języka niemieckiego oraz podpisania przez jego ojca volkslisty. W Gestapo podjął pracę w listopadzie 1943 roku, pełniąc służbę w randze kaprala jako tłumacz korespondencji, donosów, pism oraz przesłuchań w placówce kierowanej przez SS-Obersturmführera Karla Luxa. Obsługiwał m.in. te36

fot. by Robert Mazurek

lefony i odbierał informacje z dalekopisu. W maju i czerwcu 1944 roku tuż przed zbliżającym się frontem radzieckim był jednym z konwojentów sanockiego archiwum podczas ewakuacji placówki Gestapo do Tarnowa. W tym czasie działał pod pseudonimem Weksler, przekazując zdobyte informacje do AK. Dzięki jego pracy uratowano dziesiątki osób związanych z polskim ruchem oporu. Rozpracował oraz przekazał polskiemu podziemiu całą gestapowską placówkę oraz listę osób zajmujących się polskim ruchem oporu, m.in. dane dotyczące Johana Lindego, Alfreda Hoenecke, Johana Bertholda Backera, Ottona Kratzmana, Ottona Grossa, Ottona Haferkorna. W czerwcu 1944 roku, w bezpośredniej obawie przed ujawnieniem jego podwójnej roli oddalił się z miejsca pracy, uciekając pociągiem (zabrał ze sobą także listę

polskich konfidentów-informatorów gestapo). Ukrywał się w browarze w okolicach Zarszyna, po czym zmienił swoje dane na Zygmunt Panek i został przeniesiony do Rymanowa. Po wkroczeniu wojsk radzieckich tymczasowo był tłumaczem między miejscową ludnością a rosyjskimi urzędnikami. Po nadejściu NKWD i fali aresztowań żołnierzy AK zdecydował się wyjechać, uprzednio składając w sądzie wojewódzkim w Jaśle oskarżenie, donosząc przeciwko sobie, iż podczas wojny służył w Gestapo na rozkaz AK. Po roku wydano mu zaświadczenie z sądu w Rzeszowie, że nie pracował dla Niemców, po czym w 1945 roku wyjechał do Siedlec, gdzie odnalazł rodziców. W 1946 roku zamieszkał w Lublinie, zdał maturę i w 1947 roku rozpoczął studia na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej

w Lublinie. Podczas studiów i po nich był stale kontrolowany i inwigilowany przez Urząd Bezpieczeństwa. W 1949 roku podjął pracę w liceum w Tarnogórze, jako nauczyciel biologii i chemii. W 1951 roku został przeniesiony do Liceum Ogólnokształcącego w Grabowcu, gdzie był nauczycielem biologii do 1955 roku, a od 1954 roku dyrektorem. Następnie przeniósł się do Radzynia Podlaskiego, gdzie rozpoczął pracę w liceum. Był nauczycielem biologii, języka niemieckiego i pełnił funkcje dyrektora szkolnego (19591963) oraz szefa Szkolnego Koła Krajoznawczo-Turystycznego PTTK). W latach 80-tych przeszedł na emeryturę. Pan Rudolf Probst jest przykładem człowieka szlachetnego, odważnego i honorowego. Podczas wojny nie bał się pomagać, pracując w samym sercu niemieckiego aparatu władzy miejskiej. Po wojnie miał odwagę przyznać się do swojej działalności i ponieść konsekwencje czynów. Bez wątpienia jest to człowiek godny naśladowania dla nas, młodych ludzi, którzy zatracili już dawne wartości, takie jak Bóg, honor, ojczyzna.

bezMyślnik

angelika oworuszko

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


felieton

Wraz z odejściem zimy sezon koncertowy rozpoczął sie na dobre. Coraz więcej zagranicznych artystów potwierdza swoje występy w Polsce. Jakie zatem atrakcje nas czekają?

C

Co gramy?

iekawą propozycją na spędzenie weekendu majowego jest wrocławski Asymmetry Festival, który z każdym kolejnym rokiem rośnie w siłę. Na tegorocznej - piątej już edycji gościć będą takie gwiazdy, jak: Mayhem, Shining, Cult of Luna i polski Vader. Po raz pierwszy w Polsce wystąpi amerykański, kultowy już kwartet Agalloch. Festiwal jest bogaty w naprawdę różnorodne brzmienia, więc znajdą tu coś dla siebie zarówno fani ciężkiego black metalowego grania, jak i elektronicznych czy alternatywnych brzmień. Atrakcji warto szukać także na studenckich festiwalach. W Krakowie pojawią się zespoły: White Lies, Within Temptation i Sabaton. Ursynalia postawiły w tym roku na metalowe i metalcore'owe brzmienia, w stolicy zagrają więc między innymi Bullet for My Valentine, Motörhead, HIM, Soilwork czy Five Finger Death Punch. Z kolei w Lublinie zapowiadają się trzy tygodnie świetnej zabawy w rytmach reggae-ska-rap-rock. Podczas tegorocznych Lubelskich Dni Kultury Studenckiej wystąpią jedynie polscy wykonawcy, jednak ku uciesze nie tylko studentów niemal wszystkie koncerty będą darmowe. Imponująco wygląda line-up tegorocznej edycji Impact Festival. 4 czerwca zagrają miedzy innymi Rammstein, Korn, Behemoth i Slayer, natomiast następnego dnia wystąpią IAMX, Asking Alexandria, 30 Seconds to Mars czy Paramore. Na lotnisku BemobezMyślnik

wo z pewnością zgromadzi się ogromna publiczność. Wielu młodych ludzi wybierze się także do Jaworzna. Na Metalfeście zaprezentuje się w tym roku ponad pięćdziesięciu wykonawców, w tym Helloween, Accept, Unearth, a także fińskie zespoły folk metalowe: Finntroll i Turisas. Entuzjaści indie rocka nie pożałują pobytu na Open'erze, gdzie zobaczą i usłyszą miedzy innymi Kings of Leon, Arctic Monkeys i Crystal Castles. Wielbicieli muzyki gotyckiej nie może zabraknąć na 20. edycji Castle Party, której pierwszą gwiazdą będzie formacja Lacrimosa. Festiwal odbędzie się zgodnie z tradycją na zamku w Bolkowie. W ramach swojej trasy koncertowej w łódzkiej Atlas Arenie zagra Iron Maiden, a także System of a Down, zaś na warszawskim Torwarze zaprezentuje się amerykańska wokalistka Lana Del Rey oraz brytyjskie trio The xx. Prawdziwym świętem dla fanów muzyki elektronicznej będzie koncert zespołu Depeche Mode na Stadionie Narodowym w Warszawie. Pierwszego sierpnia tysiące młodych ludzi udadzą się na Przystanek Woodstock. Jak co roku wystąpi wiele polskich kapel grających od metalu po punk rock, reggae i ska. Gośćmi z zagranicy będą trancecore'owa grupa Enter Shikari, Anthrax, zaliczany obok zespołów: Metallica, Slayer oraz Megadeth do wielkiej czwórki thrash metalu, czy brytyjska indie rock'owa formacja Kaiser Chiefs.

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

Dla tych, którzy nie skorzystają z letnich festiwali, pozostaje równie interesujący listopad. Fani elektroniki ucieszą się z koncertów Hurts i IAMX. Jesienne występy formacji Crystal Fighters to z kolei świetna okazja dla pechowców, którzy nie dostali się na ten majowy, jako że bilety zostały wyprzedane w błyskawicznym tempie. 27 IV 2013 2-4 V 2013 8-26 V 2013 14 V 2013 17-18 V 2013 21 V 2013 25-26 V 2013 25 V 2013 31 V-2 VI 2013 2 VI 2013 4-5 VI 2013 11 VI 2013 18 VI 2013 20-22 VI 2013 25 VI 2013 3-6 VII 2013 3 VII 2013 4 VII 2013 6 VII 2013 11-14 VII 2013 11-14 VII 2013 12 VII 2013 19-21 VII 2013 25 VII 2013 30 VII 2013 1-3 VIII 2013 1-4 VIII 2013 8-10 VIII 2013 9-10 VIII 2013 11 VIII 2013 13 VIII 2013 20 VIII 2013 22-25 VIII 2013 7 XI 2013 11 XI 2013 12 XI 2013 22 XI 2013 23 XI 2013 24 XI 2013 25 XI 2013

Ucztą dla wielbicieli melodic death metalu będą zaś koncerty zespołu Children of Bodom, w ramach trasy koncertowej promującej nowy, świetnie zapowiadający się album Finów.

Katarzyna DUK

Punky Reggae Live 2013 Asymmetry Festival 5.0 Lubelskie Dni Kultury Studenckiej 2013 The xx Krakowskie Juwenalia - Czyżynalia 2013 Bring Me the Horizon Orange Warsaw Festival 2013 Crystal Fighters Ursynalia 2013 - Warsaw Student Festival Lana Del Rey Impact Festival 2013 Amon Amarth Green Day Metalfest Open Air Poland 2013 Sigur Rós Heineken Open’er Festival 2013

Warszawa Wrocław Lublin Warszawa Kraków Kraków Warszawa Warszawa Warszawa Warszawa Warszawa Wrocław Łódź Jaworzno Warszawa Gdynia

Iron Maiden: Maiden England World Tour Joe Satriani Castle Party 2013 Seven Festival Music & More 2013 10th Anniversary 2013 EU Tour Jarocin Festiwal 2013 Depeche Mode Deep Purple Przystanek Woodstock 2013 OFF Festival 2013 Mazury Hip-Hop Festiwal Giżycko 2013 Coke Live Music Festival 2013 Trivium System of a Down Roger Waters: The Wall Live Cieszanów Rock Festiwal 2013 Hurts Crystal Fighters Chillout Evening IAMX

Łódź Gdańsk Warszawa Bolków Węgorzewo Wrocław Warszawa Wrocław Kostrzyn nad Odrą Katowice Giżycko Kraków Warszawa Łódź Warszawa Cieszanów Warszawa Warszawa Kraków Kraków

Halo Of Blood Over Europe 2013

Warszawa

37


historia

Wzrostu był mizernego, twarzy ściągłej, chudej, u brody nieco zwężonej. Głowę miał małą, prawie całkiem łysą, oczy czarne i małe, niestatecznego wejrzenia i ciągle biegające. Uszy duże, głos gruby, mowę prędką, kibic kształtną, lecz szczupłą, szyję długą. Tak Jan Długosz w swych kronikach opisuje najdłużej panującego króla Polski. Władysław II Jagiełło sprawował rządy przez 48 lat.

Pierwszy Jagiellon na polskim tronie Pochodzenie Zanim został królem, był wielkim księciem litewskim, urząd ten objął w 1377 roku w wieku 26 lat. Wcześniej jednak musiał ten wiek osiągnąć. A stało się to na dworze ojca – Olgierda, także wielkiego księcia litewskiego. Ale żeby Jagiełło mógł osiągnąć jakikolwiek wiek, musiał się urodzić. Przyszedł na świat w roku 1351 za sprawą wspomnianego już Olgierda i jego małżonki – księżniczki ruskiej z rodu Rurykowiczów o imieniu Julianna. Co ciekawe Jagiełło miał dwadzieścioro rodzeństwa, z czego jedenaścioro pochodziło ze związku Olgierda z Julianną. Nie był wykształcony. Nie umiał czytać ani pisać. Znał tylko jeden język obcy, którym był ruski.

Droga na tron Gdy Jagiełło został wielkim księciem nie miał łatwo. Musiał zmierzyć się z wieloma problemami. Litwa była w trudnej sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej. W państwie pojawiały się tendencje do jego podziału. Ponadto przeciwko Jagielle intrygowali jego krewni. Stryj Kiejstut uwięził księcia, ale wkrótce po tym zwolennicy Jagiełły przywrócili go do władzy obalając rządy księcia w Wilnie. Kolejnym problemem były 38

konflikty z sąsiadami, głównie z Zakonem Krzyżackim i Moskwą. Z kolei król Ludwik Węgierski zajął, należące do Litwy, Podole i Wołyń. W 1379 roku Jagiełło zawarł rozejm z Krzyżakami na 10 lat i utworzył sojusz z chanem tatarskim Mamajem, co miało zapewnić bezpieczeństwo przed Moskwą. Po śmierci Kiejstuta jego syn Witold stał się największym przeciwnikiem w polityce wewnętrznej Jagiełły. Witold przyjął chrzest od Krzyżaków i obiecał im, że złoży hołd lenny Zakonowi, jeśli zostanie królem na Litwie. Skutkiem tego była wyprawa wojsk Zakonu na Litwę 1383, jednak to przedsięwzięcie zakończyło się fiaskiem, a Jagiełło przekonał krewnego, aby powrócił na Litwę. W następnych latach Witold wielokrotnie próbował przejąć tron litewski. W gruncie rzeczy Jagiełło wyszedł obronną ręką z trudnej sytuacji na Litwie. Królem Polski Jagiełło został w wyniku układu w Krewie (1385 r.), gdzie postanowiono, że w zamian za rękę Jadwigi, książę i cała Litwa przyjmą chrzest, Jagiełło odzyska tereny utracone przez Polskę, uwolni wszystkich chrześcijan znajdujących się w litewskiej niewoli oraz włączy ziemie Litwy do Korony Królestwa Polskiego. W 1386 roku Jagiełło przybył do Polski. W Krakowie odbył się jego chrzest, gdzie przy-

jął imię Władysław, a następnie miała miejsce koronacja. W krótkim czasie po objęciu tronu, zgodnie z postanowieniami układu w Krewie, Jagiełło rozpoczął chrystianizację Litwy. Ze względu na brak kapłanów znających litewski sam niejednokrotnie prowadził katechezy. Udzielano masowych chrztów osobno kobietom i mężczyznom. Każdej grupie nowo ochrzczonych nadawano jedno imię. Ścięto święte gaje i wybito czczone przez Litwinów węże. Chrystianizacja była długotrwałym i mozolnym procesem. W niektórych odległych zakątkach kraju wierzenia pogańskie przetrwały do XVI wieku.

Polityka Największym problemem podczas sprawowania rządów w Polsce z pewnością byli Krzyżacy. Ponieważ Zakon zawarł w 1343 roku tzw. wieczysty pokój z Polską, w latach dziewięćdziesiątych XIV wieku głównym przeciwnikiem Krzyżaków była Litwa. W 1390 roku doszło do wojny litewsko – krzyżackiej, w wyniku której Zakon zagarnął Żmudź. W 1409 roku doszło do wybuchu tzw. wielkiej wojny z Zakonem Krzyżackim. W lipcu 1410 roku wojska polskie wkroczyły na ziemie zajęte przez Zakon. Po kilku drobnych potyczkach

doszło do rozstrzygającej bitwy pod Grunwaldem. Tam król Władysław II Jagiełło wypowiedział słynne słowa: Mieczów ci u nas dostatek, ale i te przyjmujemy jako wróżbę zwycięstwa, które mi sam Bóg przez wasze ręce zsyła. Słowa te miały być odpowiedzią na poselstwo krzyżackie, które przybyło do króla przed bitwą przesyłając dwa nagie miecze. Miały one skłonić władcę do rozpoczęcia walki. Do wyjścia z lasu na równinę, gdzie miała odbyć się bitwa. Po zwycięstwie pod Grunwaldem, gdzie Jagiełło stał na czele wojsk polsko – litewskich, oblegał Malbork – siedzibę wielkiego mistrza. Zamku nie udało się zdobyć. Wojna zakończyła się pokojem w Toruniu w roku 1411. Jagielle udało się zniszczyć potęgę militarną Zakonu, a tym samym zakończyć jego ekspansywną politykę. Kiedy w 1424 roku władcy urodził się syn, Władysław starał się zapewnić mu i jego następcom sukcesję tronu polskiego. Aby otrzymać od polskiej szlachty zgodę, wydał przywileje: brzeski, jedlnieński i krakowski. Stworzyły one fundamenty demokracji szlacheckiej w Polsce. Dotyczyły ograniczenia obowiązków podatkowych oraz wojskowych szlachty, oraz ograniczenia praw króla w zakresie nadawania urzędów i majątków.

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


historia

Szlachta za czasów panowania króla Władysława II Jagiełły otrzymała także przywilej określany jako neminem captivabimus nisi iure victum (łac. nikogo nie uwięzimy bez wyroku sądowego). Zgodnie z tym przywilejem król ani jego urzędnicy nie mogli uwięzić szlachcica, o ile nie został on skazany przez sąd. Władysław sprawował rządy w dość nietypowy sposób. Cały czas podróżował po kraju, odwiedzając różne regiony. Sprzyjało to centralizacji państwa i umacnianiu władzy królewskiej.

Pierwsza, druga, trzecia, czwarta... Król miał w sumie cztery żony. Pierwszą była Jadwiga Andegaweńska. Gdy Jagiełło się z nią żenił miał 35 lat, co w tamtych czasach uchodziło za wiek zaawansowany, natomiast Jadwiga miała około 13 lat, a więc była dużo młodsza. W 1399 roku Jadwiga urodziła córkę – Elżbietę Bonifację, która niedługo po porodzie zmarła. Kilka dni później zmarła także jej matka. W 1402 roku drugą żoną Władysława została Anna von Cilly, zwana także Anną Cylejską. O zawarciu związku zadecydowały kwestie polityczne. Poprzez to małżeństwo Władysław umocnił swoją pozycję i prawa do tronu polskiego, gdyż Anna była wnuczką Kazimierza Wielkiego. Jedynym dzieckiem z tego związku była Jadwiga. W czasie trwania małżeństwa z Jagiełłą królowa była kilkakrotnie posądzana o niewierność mężowi. Zmarła w 1416 roku. Trzecią żoną została w 1417 roku Elżbieta z Pilczy Granowska. Jagiełło był jej czwartym mężem. Małżeństwo wywołało sprzeciwy możnych i szlachty. Jeszcze większe oburzenie wywołała koronacja Elżbiety. Wielkopolanie twierdzili, że nawet jakby na głowę założyć jej pięć koron, to i tak nie uznają jej za swoją królową. Jej pochodzenie, mimo że szlachetne, było powodem wielu złośliwych plotek. Sekretarz królewski Stanisław Ciołek nabezMyślnik

pisał nawet bajkę, w której lew (Władysław) poślubia świnię (Elżbietę) po tym, jak ta rzuciła na niego czar. Królowa jednak z pewnością nie była brzydka. Helżbieta, córka Ottona, była za Granowskim; ta potem będąc wdową, dla pięknej urody, acz w leciach podeszła, szła za Jagiełłę. 200 lat po jej śmierci, gdy usuwano jej szczątki z Wawelu Marcin Bielski pisze, że z kości znać jeszcze było, że ta białogłowa musiała być subtelna i cudna. Najprawdopodobniej brak królewskiego pochodzenia Elżbiety był powodem szyderstw. Zmarła na gruźlicę w 1420 roku na Wawelu w obecności męża. Dwa lata później, w 1422 roku Władysław poślubił w Nowogródku Zofię Holszańską, księżniczkę litewską, córkę księcia Andrzeja Holszańskiego. Jagiełło miał wówczas 71 lat, zaś Zofia 17. Koronacja czwartej i ostatniej żony króla odbyła się dwa lata po ślubie. Z tego związku Jagiełło doczekał się trzech synów: Władysława (ur. 1424), Kazimierza (ur.1426) i drugiego Kazimierza (ur. 1427). Dwóch z nich było później królami Polski. Zofia była fundatorką kaplicy św. Trójcy w katedrze wawelskiej oraz zleciła trwające niemal 30 lat tłumaczenie Biblii na język polski. Królowa przeżyła męża i zmarła w 1461 roku za czasów panowania swojego syna Kazimierza Jagiellończyka.

Słabości i upodobania

konia itp. Najdziwniejszym chyba upodobaniem króla było oglądanie bujającej się huśtawki. Najczęstszą rozrywkę władcy stanowiły polowania. Król nie miał w nich umiaru. Nawet w podeszłym wieku wyprawiał się na łowy. W wieku 75 lat podczas polowania na niedźwiedzia w Puszczy Białowieskiej król złamał nogę. Władysław był bardzo zabobonnym i przesądnym człowiekiem: wyrywał włosy z brody i powplatawszy między palce wodą ręce obmywał; zawsze nim z domu wyszedł trzy razy obracał się wkoło, i słomkę na trzy części złamaną rzucał na ziemię. Pomimo tego, że praktykował te prawdopodobnie po-

gańskie zwyczaje, był bardzo pobożny. Kilka razy dziennie uczestniczył we mszy świętej, co nawet w średniowieczu było powyżej normy. W 1419 roku król został nawet trafiony przez piorun. Zginęło wtedy dwóch dworzan i cztery konie ciągnące karetę z królem oraz siedem koni rycerzy jadących w orszaku. Zostało to powszechnie uznane jako kara za grzechy. Mimo że był pasjonatem polowań, dbał o przyrodę. Ustanowił okres ochronny dla zwierzyny łownej trwający od 23. kwietnia do końca żniw. Zwrócił też uwagę na ochronę starych dębów i cisów. Wprowadził nawet ograniczenia w eksporcie drewna cisowego. Władca zmarł 1. czerwca 1434 roku w Gródku. Przyczyną śmierci było najprawdopodobniej przeziębienie. Został pochowany na Wawelu. Za czasów jego panowania państwo polsko - litewskie było największym królestwem świata chrześcijańskiego. Król, który miał proste serce, ale jednocześnie był pełen majestatu. Tą sentencją Jan Długosz bardzo celnie podsumował osobę władcy. Pierwszego Jagiellona na polskim tronie.

Kubuś Soczek

Król Władysław lubił owoce, nie przepadał jednak za jabłkami. Jak pisze Jan Długosz: jabłek i ich zapachu nienawidził, dobre jednak i słodkie gruszki po kryjomu jadał. Po posiłkach król zwykle udawał się na drzemkę. Nie lubił wcześnie wstawać i, jak na tamte czasy, bardzo dbał o higienę. Mył się raz na trzy dni. Nie lubił dzielić swoich rzeczy z innymi, nie chciał, aby ktoś dotykał jego szat, mebli,

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

3939


biografia

Józef Ignacy Kraszewski był polski pisarzem, działaczem społecznym, publicystą, historykiem, autorem z największej liczbą wydanych utworów w historii polskiej literatury. Napisał m.in.: Trylogię Saską, Dzieje Polski, Dziennik Serafiny, Dziecię Starego Miasta. Znany jako m.in.: Kleofas Fakund Pasternak, Bogdan Bolesławita, Dr Omega.

Józef Ignacy Kraszewski - Dziecię Romanowa

U

rodził się 28 lipca 1812 r. w Warszawie. Jego rodzice Jan i Zofia z Malskich byli właścicielami majątku Dołhe koło Prużany. Pisarz był najstarszy z pięciorga rodzeństwa, jego najmłodszy brat Kajetan również zajmował się literaturą. Kraszewski wychowywał się w Romanowie u swoich dziadków, Anny i Błażeja Malskich. Wielki wpływ na twórcę i jego zainteresowania wywarła także prababka Kraszewskiego, Konstancja Nowomiejska nazywana białą babką. W latach 1822-1826 uczył się w Białej Podlaskiej, w 1827 r. w Lublinie, następnie przeniósł się do Świsłoczy, gdzie w 1829 r. zdał maturę. We wrześniu tego samego roku wyjechał do Wilna i podjął studia na wydziale lekarskim Uniwersytetu Wileńskiego, przeniósł się jednak na literaturę. Studiów nie ukończył, ponieważ 3 grudnia 1830 wraz z grupą studentów został aresztowany. Z więzienia wyszedł w 1832 r. Od roku 1837 był współpracownikiem Tygodnika Petersburskiego. 10 czerwca 1838 r. ożenił się z Zofią Woroniczówną i osiadł na Wołyniu. Wkrótce urodziło mu się czworo dzieci. W latach 1841–1851 redagował wileńskie Atheneum, a od roku 1851 Gazetę Warszaw-

40

ską. W 1853 r. pisarz przeniósł się do Żytomierza, gdzie mieszkał do 1860, pracując jako kurator szkolny. W 1859 został redaktorem Gazety Codziennej Leopolda Kronenberga, a w roku 1860 zamieszkał w Warszawie. Został także wtedy honorowym członkiem Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W 1863 r. Kraszewski został zmuszony do opuszczenia Warszawy i wyjechał do Drezna. W roku 1879 w Krakowie odbył się jubileusz pięćdziesięciolecia pracy literackiej pisarza. W 1883 Kraszewskiego aresztowano go w Berlinie pod zarzutem działalności na rzecz Francji. Na procesie w Lipsku został on skazany na trzy i pół roku więzienia w Magdeburgu, jednak z powodu choroby płuc został on w 1887 r. wypuszczony za kaucją. Józef Ignacy Kraszewski zmarł w dniu swoich imienin 19 marca 1887 r. w Genewie, 18 kwietnia został pochowany w krypcie zasłużonych na Skałce w Krakowie.

Romanów W 1802 r. Romanów nabyli dziadkowie Józefa Ignacego Kraszewskiego, Anna i Błażej Malscy.

Rozebrali oni stary drewniany dwór i na jego sklepionych piwnicach wybudowali nowy klasycystyczny dom pański. Obecny kształt dworu odpowiada okresowi drugiej połowy XIX w., po dziadku Malskim i ojcu Janie Kraszewskim majątek objął najmłodszy brat pisarza, Kajetan. W 1958 r. Wojewódzka Rada Narodowa w Lublinie zdecydowała o utworzeniu w Romanowie muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego. W latach 1962-1991 w kilku etapach odbudowano zabytek podpalony w 1943 r. przez sowieckich partyzantów. W muzeum zgromadzono kompletny zbiór książkowych edycji dzieł pisarza, bogatą kolekcję XIX-wiecznych czasopism, do których pisywał, rękopisy i XIX-wieczne wydania powieści Kraszewskiego, jego akwarele, rysunki oraz pamiątki rodzinne. Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego organizuje dwuetapowy konkurs czytelniczy obejmujący znajomość biografii twórcy i treści dwóch jego powieści. W tym roku 19 marca odbyła się jego XXXIII edycja.

Monika Fijałek

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


,

zapowiedz

Arkady Radosław Fiedler – syn legendarnego podróżnika, również zapalony obieżyświat – odwiedzi Radzyń i opowie o podróżniczych i kolekcjonerskich pasjach rodzinnych. Spotkanie odbędzie się 18 czerwca (wtorek) o godz. 18.00 w I Liceum Ogólnokształcącym w Radzyniu Podlaskim.

O Majach przy ognisku z Arkadym synem Arkadego

A

rkady Radosław Fiedler – syn legendarnego podróżnika, również zapalony obieżyświat – odwiedzi Radzyń i opowie o podróżniczych i kolekcjonerskich pasjach rodzinnych. Spotkanie odbędzie się 18 czerwca (wtorek) o godz. 18.00 w I Liceum Ogólnokształcącym w Radzyniu Podlaskim. Rodzina Fiedlerów to rodzina podróżników, a imię Arkady przechodzi z ojca na syna – imię to nosił ojciec naszego gościa, a obecnie nosi syn oraz jego wnuk – powiedział nam Robert Mazurek, na zaproszenie którego Arkady Radosław Fiedler przyjedzie do Radzynia. – Podczas wizyty w naszym mieście opowie on m.in. o podróżach ze swoim ojcem. Przeniesie wszystkich w odległe regiony Syberii i Ameryki Południowej, ale również opowie ciekawe historie z życia ojca. Będzie też relacja z podróży do Peru, której owocem jest książka „Majowie re-

aktywacja”, wydana w 2011 r. przez Wojciecha Cejrowskiego w serii „Biblioteka Poznaj Świat”. Dowiemy się m.in. o tym, jak Arkady Radosław Fiedler poznawał ludność jednej z wiosek Majów i jak mieszkańcy pokazywali mu swoje obyczaje oraz codzienne życie – dodaje Mazurek. Spotkanie będzie miało charakter biesiady turystycznej przy ognisku. Uczestnicy, słuchając opowieści Arkadego Radosława Fiedlera, będą piekli i spożywali kiełbaskę, przygotowaną przez organizatorów. Tylko w przypadku złej pogody spotkanie zostanie przeniesione do szkoły. Po spotkaniu będzie możliwość nabycia książek z autografem autora. Organizatorami piątej edycji Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami są: Szkolne Koło Krajoznawczo-Turystyczne PTTK Nr 21 przy I LO w Radzyniu Podlaskim, Radzyńskie Stowarzyszenie Inicjatyw Lokalnych oraz Stowarzyszenie Radzyń.

małgorzata mazurek

Arkady Radosław Fiedler ur. 23 marca 1945 w Londynie – polski polityk, samorządowiec, poseł na Sejm V, VI i VII kadencji. Jest synem podróżnika i przyrodnika Arkadego Fiedlera, towarzyszył ojcu w sześciu podróżach. Podjął studia z zakresu geografii z wychowaniem fizycznym, których nie ukończył. Kształcił się w Studium Nauczycielskim. W 1974 założył (razem z bratem Markiem i jego żoną Krystyną) Muzeum – Pracownię Literacką Arkadego Fiedlera wraz z Ogrodem Tolerancji w Puszczykowie. Został także prezesem Fundacji im. Arkadego Fiedlera.

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

41


rys. Katarzyna Cap

42

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013


rys. Katarzyna Cap

bezMyślnik

NR 5 (22) KWIECIEŃ 2013

43


bezMyślnik - numer 5(22)  

Najnowszy, kwietniowy numer Gazety Młodzieżowej bezMyślnik. Został wydany w 200 egzemplarzach drukowanych, które zostały rozprowadzone na te...

Advertisement