Page 1


Odredakcji

Manko 69 - czerwiec 2009

Jeszcze tylko kilka małych kroków… … i będą wakacje! Wreszcie znajdzie się czas na tak długo planowane wyprawy, wypoczynek, a może realizację wymarzonego projektu? Ja już odliczam dni, kiedy będę mogła zacząć w pełni testować możliwości nowego obiektywu i wreszcie przeczytam coś dla przyjemności. „Kandydaci” kurzą się na półce już od kilkunastu tygodni… Co prawda, tych kilka małych kroków to długie dni i noce nad książkami i stertą notatek, ale myśl o trzech (oby:)) miesiącach luzu napawa mnie przyjemnym uczuciem błogości. Zresztą wierzę, że rady studentów z Neolution (artykuł „Zdaj sesję z łatwością!”) pomogą w uniknięciu tak częstego syndromu „braku jednego dnia”.Czego życzę i Wam, bo w przeciwieństwie do niepotrzebnie rozpętanej przez mass media paniki przed epidemią świńskiej grypy, to właśnie syndrom BJD jest prawdziwą pandemią! :) Dobrze, wystarczy już o sesji, bo „Manko” poświęciliśmy zupełnie innym tematom. Jak co miesiąc, w środku numeru znajdziecie sporo informacji akademickich. Szczególnie wiele uwagi poświęciliśmy w tym miesiącu sprawom bulwersującym – próbom ingerencji mediów w wolność debaty na uczelniach („Media cenzurują uczelnie!” na s. 5 – gorąco polecam!), braku politycznej świadomości studentów czy licznym barierom, jakie stawiają przed doktorantami i młodymi doktorami polskie uczelnie. Czerwiec to też miesiąc, w którym rozstrzyga się wiele konkursów. Zobacz, kto z Krakowa zdobył Studenckiego Nobla 2009, Nagrodę im. Stefana Banacha… czy główny laur w naszej Olimpiadzie Absurdów (galeria finałowa na s. 31). Zachęcam również do zajrzenia na nasze wakacyjne strony. Przygotowaliśmy tam dla Was garść podróżniczych tekstów, które być może podsuną niezdecydowanym pomysł na ciekawą, a niekoniecznie kosztowną wyprawę. Znajdziecie tam również poradnik z kilkoma przykazaniami dla wszystkich, którzy planują górskie wyprawy. Ostatnie doniesienia o wypadkach udowadniają po raz kolejny, że ciągle wiele osób do tego typu wycieczek podchodzi niepoważnie. I choć rozstajemy się z wami na całe wakacje (kolejny numer pojawi się dopiero w październiku), to nie oznacza, że damy Wam o sobie zapomnieć. Stowarzyszenie Manko planuje bowiem małe tournee po Polsce, w czasie którego będziemy promowali swoje kampanie: Ryzykochania i Polskę Bez Dymu. Sprawdź, może pojawimy się w Twoim mieście! Przyjemnej lektury (koniecznie na wolnym powietrzu! :) I do „przeczytania” w październiku! Paulina Korbut Redaktor wydania

Kampanie społeczne Stowarzyszenia MANKO

Od redakcji 3

Kalendarium: 5-9 czerwca – 10. Festiwal Filmów Latynoamerykanskich w Krakowie. Więcej informacji na: www.manana.pl/10ffla Noc z 12/13 czerwca – Krakowska Noc Teatrów. Jak powstają dekoracje? Co kryje się za kulisami? Jak wygląda garderoba teatralna? W czerwcową noc wszystkie teatry zaproszą miłośników w niezwykłą – nocną – podróż sceniczną. 12-14 czerwca - Festiwal Kultury Brazylijskiej – Cracoviaxe 2009, więcej na s. 15. 13 czerwca - Zakopane bez papierosa, więcej na: polskabezdymu.pl 17 czerwca - godz. 10.20, X rocznica wizyty Jana Pawła II na UEK. 19 czerwca - godz 20.00, koncert Urszuli Makosz Trio, w ramch „Jazzowych piątków we Wrzosie”, Kinoteatr „Wrzos”, ul. Zamojskiego 50. 19 czerwca - upływa termin rekrutacji na wakacyjny wolontariat AIESEC! Chcesz pomagać innym? Nie masz planów na wakacje? Lubisz podróże? W tym roku komitet lokalny AIESEC Kraków organizuje wolontariat w krajach Azji oraz Europy Środkowo-Wschodniej. Więcej szczegółów na: www.krakow.aiesec.pl 20 czerwca - The Poise Rite, Vavamuffin, Wilki, Patrycja Markowska i główna gwiazda: Lenny Kravitz wystąpią na krakowskich Wiankach. Więcej na: www.wianki.krakow.pl 20-21 czerwca - Międzynarodowy Festiwal Piosenki Francuskiej w Krakowie im. Edith Piaf, organizator Towarzystwo Przyjaźni Polsko Francuskiej. 17-26 lipca - Festiwal Tańca Kraków ’09. Intensywne Warsztaty taneczne z najlepszymi instruktorami i choreografami, zwycięzcami programu YOU CAN DANCE. Więcej na: www.anaday.pl 27 czerwca-5 lipca - Festwial Kultury Żydowskiej. Więcej na: www.jewishfestival.pl 9 lipca–12 lipca - XXII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych. Plenerowe przedstawienia tegorocznego krakowskiego przeglądu skoncentrowane będą wokół tematyki dziecka i dzieciństwa.

„Manko” to nie tylko miesięcznik, ale i ciekawy serwis studencki. Już za niedługo w zupełnie nowej szacie graficznej. Wejdź i sprawdź! Codziennie nowe informacje na:

www.manko.pl


SPIS TREŚCI: Warto wiedzieć Media cenzurują uczelnie!......................................................................................................................................................5 UJ znowu na czele, AGH w peletonie.......................................................................................................................................5 Wyprzedzić kryzys..................................................................................................................................................................6 Rocznice krakowskich uczelni.................................................................................................................................................7 Bezpieczeństwo żywnościowe i USA pod lupą.........................................................................................................................7 Internetowy rozkład jazdy – cz. II...........................................................................................................................................8 Aurea mediocritas...................................................................................................................................................................9 Kraków odpowiedzialny społecznie......................................................................................................................................10 Czy krakowskie uczelnie są bezpieczne?.................................................................................................................................13

Studentka Tylko dla Kobiet.....................................................................................................................................................................23 Praca Kryzysowe wakacje?.............................................................................................................................................................24 Umowa o dzieło, umowa zlecenie- plusy i minusy.................................................................................................................25 Księgowość, Chiny i praca w outsourcingu........................................................................................................................... 26 Kątem oka Komu TO służy?.....................................................................................................................................................................31 Olimpiada absurdów 2009 rozstrzygnięta!.............................................................................................................................31 DODATEK: Student na wakacjach Maroko na studencką kieszeń...............................................................................................................................................32 Sierra Nevada Expedition 2009.............................................................................................................................................33 Rowerowy zawrót głowy......................................................................................................................................................34 HAMALAYA ADVENTURE TEAM podbija dach świata...............................................................................................................35 Wakacyjne szlagiery.............................................................................................................................................................36 Historia na wakacjach...........................................................................................................................................................37 Miedzykulturowa miłość.......................................................................................................................................................38 Bądź bezpieczny w górach!...................................................................................................................................................39 Twój wolontariat Jestem najnudniejszym człowiekiem na świecie....................................................................................................................40 A po wakacjach- wolontariat!...............................................................................................................................................42 Juwenalia 2009 – fotorelacja...............................................................................................................................43-44 Kultura Tattoofest 2009.....................................................................................................................................................................47 Piernik, wiatrak i wielbłądzik...............................................................................................................................................48 Nie ma jednego Krakowa......................................................................................................................................................49 Krakowski wakacyjny przegląd koncertowy czerwiec- sierpień 2009...................................................................................50 Zdrowie Start Ogólnopolskiej Kampanii Społecznej „Polska bez dymu”...............................................................................................51 Kochane kobiety zmieńmy temat.........................................................................................................................................51 (nie)PEŁNOSPRAWNI Przez krakowskie przeszkody................................................................................................................................................52 Sport...........................................................................................................................................................................53-54 Redakcja nie odpowiada za treść zamieszczanych reklam. Zastrzegamy sobie prawo do skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. Opinie zawarte w artykułach wyrażają poglądy autorów i nie muszą być zgodne ze stanowiskiem Redakcji. Wszelkie prawa zastrzeżone.

REDAKCJA Redaktor naczelny Łukasz Salwarowski

ŁA AK D

Redaktor wydania Paulina Korbut redakcja@manko.pl

10 000

N

Studenckie aktywacje Doktorat po polsku...............................................................................................................................................................14 W PricewaterhouseCoopers trwa Students’ Spring Academy! ..............................................................................................15 Cracoviaxe 2009!...................................................................................................................................................................15 Ksero-mania.........................................................................................................................................................................16 Historia stara jak świat.........................................................................................................................................................16 Bańki mydlane a matematyka..............................................................................................................................................17 Zdaj sesję z łatwością!...........................................................................................................................................................18 Magia cyfr kontra żelazna logika..........................................................................................................................................19 Wielki sukces AEGEE- Kraków i „YOUrope Leeds YOU” ...........................................................................................................19 Studiować wśród piramid.....................................................................................................................................................20 Krakowska noblista...............................................................................................................................................................21 VIP-y w Krakowie..................................................................................................................................................................22

Adres redakcji ul. Sienkiewicza 4, 30-033 Kraków tel: 012 294 12 66, fax: 012 429 37 28 kontakt@manko.pl www.manko.pl

Sekretarz redakcji Darek Dobek kontakt@manko.pl

Zespół Magdalena Petryniak, Anna Korzec, Kamila Stanisz, Bartosz Bieliszczuk, Bartłomiej Matoga, Dorota Oramus, Michał Parwa, Agata Cygan, Agnieszka Kęsek, Małgorzata Opalińska, Łukasz Maźnica, Wojciech Sokołowski, Bartek Styrna, Michał Musiał, Ewa Czemerys, Cezary Hofman, Piotr Kaczor, Przemek Matląg, Zbigniew Miszewski, Dominik Ciula, Kamila Płoskoń (rysunki), Monika Skowron DZIAŁ MARKETINGU I REKLAMY Monika Toporowska, Marcin Nawrocki, Magdalena Petryniak marketing@manko.pl DZIAŁ PR Kamila Stanisz pr@manko.pl PROJEKTY · Lokal Bez Papierosa Magdalena Petryniak, Anna Miś lbp@manko.pl Redaktor techniczny Paulina Korbut Okładka Wojciech Kwiatkowski Korekta: Izabela Rutkowska, Małgorzata Flak Druk Drukarnia GRAPH Katowice Wydawca Stowarzyszenie Manko


Media cenzurują uczelnie ! Historia zatacza koło. W PRL-u partia cenzurowała uczelnie i media, a obecnie to MEDIA starają się cenzurować uczelnie! Czy to koniec wolności poglądów, wypowiedzi, badań naukowych i stawiania tez badawczych? Czy wchodzimy w etap cenzury i politycznej poprawności narzucanej nam przez jedynie słuszne media? „Należy, przede wszystkim, przywrócić szkołom wyższym realną autonomię: zarówno programową, jak i organizacyjną. Należy powściągnąć kontrolne zapędy władz państwowych. Koszty nadmiernej kontroli w tym wypadku z pewnością będą wyższe niż koszty ewentualnych nadużyć” – pisał prof. Wojciech Morawski w zeszłorocznej Gazecie Wyborczej. O stosunku władzy i mediów do uczelni mogliśmy przekonać się już rok później. Medialna burza o pewna magisterkę Opinią publiczną wstrząsnęła ostatnio opublikowana w formie książki praca magisterska Pawła Zyzaka pt. „Lech Wałęsa - idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy "Solidarności" do 1988 roku” Praca spotkała się nie tylko z histeryczną reakcją rządzących i części publicystów (m.in. Gazety Wyborczej) , ale także miażdżącą krytyką Piotra Gontarczyka (Biografia niedopowiedziana; Rzeczpospolita 29 III 2009). Historyk pośród najważniejszych błędów (bądź nawet manipulacji) wymienia: bazowanie na anonimowych przekazach ustnych, brak dostateczne weryfikacji informacji, mylenie dat oraz tendencyjność.

W następstwie burzy, jaka się rozpętała, minister Barbara Kudrycka zapowiedziała wysłanie na wydział historii Uniwersytetu Jagiellońskiego (gdzie bronił pracy magisterskiej Zyzak) kontroli. Następnego dnia, po fali krytyki, wycofała się z feralnego pomysłu. Na uznanie zasługuje tutaj szczególnie solidarna postawa Uniwersytetu, który zdecydowanie bronił swojej autonomii. Z czasem rykoszetem wróciła kwestia rzetelności Zyzaka. Dziennikarze Gazety Pomorskiej udali się do Popowa (rodzinna wieś Lecha Wałęsy) oraz Chalina (tam uczęszczał do szkoły). W tekście pt. „Leszka Wałęsy gra w zbijanego” potwierdzono część rewelacji Pawła Zyzaka – tym razem większość świadków wystąpiło pod imieniem i nazwiskiem. Na koniec warto wspomnieć o filtrowaniu informacji „z frontu” przez media. Dziennikarze bardzo często wyciągali z kontekstu smakowite fragmenty z książki Zyzaka – co dodawało niepotrzebnej pikanterii całej sprawie. Doskonale o tym świadczą słowa prof. Andrzeja Nowaka, promotora Pawła Zyzaka, który na uszczypliwe pytanie dziennikarza Gazety Wyborczej („Czy pisanie o Wałęsie <<nożownik z kompleksem Edypa>> jest w porządku?)”, odpowiedział: „To cytat z mediów, a nie z książki. W książce wzmianka o kompleksie Edypa pojawia się jako cytat z historyka amerykańskiego, autora biografii Wałęsy z lat 80. Słowo <<nożownik>> pojawia się natomiast w zupełnie innym miejscu i kontekście – w relacji złożonej pod imieniem i nazwiskiem, zestawionej zresztą z drugą rela-

UJ znowu na czele, AGH w peletonie Drugi rok z rzędu trwa dominacja Uniwersytetu Jagiellońskiego w stawce najlepszych uczelni akademickich w Polsce. Krakowska uczelnia o ułamki punktów wyprzedziła Uniwersytet Warszawski. Tym samym po raz piąty w historii UJ wygrał doroczny Ranking Szkół Wyższych „Rzeczpospolitej” i „Perspektyw”. W obecnym roku obie uczelnie dzieli minimalny dystans. Warszawska uczelnia zdobyła 99,90 punktów rankingowych, przy 100 punktach „Jagiellońskiego”. Wskaźniki wyliczane są na podstawie czterech cech: prestiż, siła naukowa, warunki studiowania i umiędzynarodowienie studiów. Każdy z tych elementów składał się z kilku bardziej szczegółowych kryteriów, np. uprawnienia do nadawania stopni naukowych, wymiany studenckie czy osiągnięcia sportowe. Na ich podstawie można dowiedzieć się, że UJ jest bardziej ceniony przez kadrę akademicką, a UW przez pracodaw-

cją, która tej pierwszej zaprzecza”. Zażenowany dziennikarz mógł w odpowiedzi tylko zapytać: „Ale i jedno, i drugie tam jest, prawda?” . Homo-nietykalni Kolejnym przypadkiem medialnej ingerencji w akademicką debatę było odwołanie wykładów dr Paula Camerona, które na zaproszenie studentów miał wygłosić na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Pod „naciskiem” Gazety Wyborczej (seria publikacji, w których określano go m.in. jako „homofobicznego pseudonaukowa”) rektor uczelni odwołał jego wizytę. Twierdzenia Camerona można z pewnością uznać za kontrowersyjne. Uważa on m.in. że środowisko homoseksualne jest bardziej kryminogenne niż heteroseksualne. Skoro jest to nieprawdą, to dlaczego zrezygnowano z szansy merytorycznej debaty po jego prelekcji? Nie istnieje chyba lepsza okazja do zbicia tez przeciwnika, jak debatowanie przy użyciu racjonalnych argumentów. Skoro istnieją w Polsce tzw. queer studies oraz gender studies, to dlaczego nie dopuszczono do głosu jednego z jego przeciwnków? Jednym z podstawowych celów uniwersytetu jest przecież otwarcie płaszczyzny do dyskusji i wymiany poglądów. Oczywiście Gazeta Wyborcza i jej publicyści mają prawo do swych poglądów czy tzw. linii. Zatem pretensje kierować należy nie pod ich adresem, ale pod adresem rektora UKSW, który ugiął się pod presją gazety. Na szczęście studenci okazali się bardziej niezależni i zorganizowali konferencję z udziałem dr Camerona w jednym z diecezjalnych domów rekolekcyjnych. Nie pozwólmy więc cenzurować uczelni. Bądźmy niezależni. Wszystko w rękach władz uczelnianych i samych studentów. jest za to bezkonkurencyjny, jeśli chodzi o akredytacje, projekty badawcze i liczbę nauczycieli akademickich z zagranicy. Piąte miejsce w swojej kategorii zajął krakowski Uniwersytet Ekonomiczny. Natomiast najlepszą polską uczelnią pedagogiczną został Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie. Poniżej prezentujemy tabelę z wynikami krakowkich uczelni w tym rankingu w poszczególnych latach. Darek Dobek

ców. Uczelnia krakowska lepiej wypada w kwestii zasobu bibliotek, natomiast na warszawskiej jest wyższy poziom wymiany studenckiej. Oba uniwersytety znacznie wyprzedziły kolejne szkoły wyższe. Trzecie miejsce zajął Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu ze współczynnikiem 77,77. Natomiast Uczelnie w Krakowie 2009 Akademia GórniUJ 1. czo-Hutnicza zajęła AGH 5. 5. miejsce. W rankingu obejmującym PAT 33. uczelnie techniczne PK 35. została wyprzedzoUEK 37. na jedynie przez UR 41. Politechnikę WarUP 52. szawską. W ocenie pracodawców rów„IGNATIANUM” 70. nież prowadzą te AWF 77. dwie uczelnie. AGH KA 86.

2008

2007

2006

2005

2004

2003

1.

2.

2.

2.

1.

1.

8.

7.

7.

6.

6.

7.

15.

21.

22.

34.

37.

38.

39.

32.

40.

30.

25.

26.

40.

29.

39.

25.

31.

40.

33.

42.

41.

41.

40.

35.

48.

59.

53.

65.

58.

58.

66.

70.

82.

-

-

-

81.

61.

57.

62.

61.

65.

87.

-

-

-

-

-

rys. Kamila Płoskoń (tło)

Warto wiedzieć 5

Manko 69 - czerwiec 2009


6 Warto wiedzieć

Manko 69 - czerwiec 2009

W czasie ostatniej kampanii przed wyborami do Europarlamentu odżyła dyskusja dotycząca obecności polityki na uczelniach wyższych. Znowu pojawiły się wątpliwości, czy polityka powinna mieć całkowity zakaz wstępu na uczelnie wyższe. Czy ten temat nie powinien dotyczyć świata akademickiego? Kiedyś w „Manko” pojawiły się ulotki jednego z kandydatów na prezydenta miasta Krakowa. Poparł on postulaty środowiska studentów, więc poparcie naszej gazety było naturalną konsekwencją. Rozpętała się afera. Pytano: „Jakim prawem ktoś upolitycznia studentów?”, „Jakim prawem gazeta studencka porusza takie tematy?”, „To nie jest odpowiednie miejsce!” . Innym razem potępiliśmy ludobójstwo w Palestynie. I znowu afera! „Jakim prawem? Przecież to polityka, gazeta studencka nie powinna ….” W tym miejscu rodzi się ważne pytanie: „Kto i jakim prawem decyduje o tym, o czym powinna pisać gazeta studencka?”. Czasy cenzury i politycznej poprawności na szczęście mamy już za sobą. Dlatego to właśnie dana redakcja gazety ma prawo decydować, o czym, kiedy i dlaczego chce pisać. Dlaczego niby wszystkie gazety mogą poruszać tematy polityczne, a studenckie nie powinny tego robić? Czy studenci nie powinni interesować się polityką? Nie powinni głosować? A może inaczej – powinni głosować, ale na ślepo lub słuchając jedynych opiniotwórczych mediów? Czy gazeta studencka nie powinna promować świadomości obywatelskiej i wyborczej, rozbudzać zainteresowania polityką? Przecież każdy temat poruszany na studiach, każde rozY EDIALN NAT M PATRO

wiązanie problemu, na jakie wpadną kreatywni studenci, jest powiązane ze światem ustawodawczym, ze światem polityki. Dlaczego mamy się od niego sztucznie odcinać? Takie działania prowadzą do zniechęcenia młodych do polityki na każdym poziomie. Studenci nie chcą startować i głosować w wyborach do samorządów studenckich, rad wydziałów. Ignorują wybory na stanowisko rektora swojej uczelni. Podobnie jest w przypadku wyborów do rad dzielnicy, miasta, regionu czy władz centralnych. Władze wybierane są więc wolą mniejszości, a przez to nie są reprezentantem całego społeczeństwa! Nie ma żadnych szans na wdrożenie projektów, na jakich nam zależy, bo rządzą nami ludzie, których nie znamy. A oni nie znają nas. Tworzą się wówczas dwa światy obcych sobie ludzi, którzy, choć od siebie zależą, w ogóle się nie rozumieją. Trzeba więc głosować! – to wiemy i ten pogląd podziela na szczęście większość środowiska akademickiego. Pytanie: Ale na kogo?. Temu właśnie służy kampania wyborcza. Mamy szansę poznać kandydatów i dokonać świadomego wyboru. Dlatego uważam, że kampania wyborcza powinna mieć wstęp na uczelnie wyższe. Debaty, które toczą się pomiędzy kandydatami reprezentującymi interesy środowiska akademickiego, powinny mieć tu miejsce. Studenci stanowią 1/3 mieszkańców Krakowa (ok. 250 tysięcy mieszkańców). Czy nie warto poznać potrzeb tego środowiska i powalczyć o jego głosy? Ani teraz – podczas kampanii do Europarlametu, ani wcześniej, w wyborach do polskiego Sejmu czy do Rady Miasta Krakowa nikt zdecydowanie nie odważył się zabiegać o głosy

Wyprzedzić kryzys

Kryzys finansowy, innowacje, bezpieczeństwo energetyczne - to główne tematy zakończonego V Ogólnopolskiego Kongresu MBA. Idea przewodnia Kongresu „Scenariusze sukcesu przedsiębiorstw w czasach kryzysu” pozwoliła na pokazanie kryzysu z dwóch stron: pozytywnej oraz negatywnej. Podczas kongresu uczestnicy mieli szansę wysłuchać wykładów dotyczących obecnej sytuacji ekonomicznej oraz uczestniczyć w dyskusjach związanych z funkcjonowaniem przedsiębiorstw w czasach kryzysu. Kryzys jako motor dynamicznych zmian gospodarczych pozwala wielu nowym firmom wejść na rynek i zdobyć klientów. Panel „Strategie rozwoju – przykłady firm inwestują-

cych w kryzysie” pozwolił na pokazanie przedsiębiorstw, które wykorzystały kryzys jako właściwy moment dla rozpoczęcia działalności. Pierwszy dzień Kongresu był związany z wystąpieniem przedstawicieli rządu, Rady Polityki Pieniężnej, uczelni biznesowych: Boston University, University in Johanessburg, University of Economics in Moldova. Drugi dzień poświęcony został dyskusji na temat bezpieczeństwa energetycznego polskiej gospodarki. Na ten temat wypowiadali sie przedstawiciele firm energetycznych takich jak: Grupa LOTOS SA, BP Polska, GAZ-SYSTEM SA, Polska Grupa Energetyczna PGE SA, GDF Suez Energia Polska.

Łukasz Salwarowski

Foto: Marcin Urban

Uczelnia a polityka

studentów. Czyżby dlatego, że część studentów nie identyfikuje się z Krakowem? Może miasto nie interesuje się studentami? A może dlatego, że uczelnie zamykają się na politykę? Mam tylko nadzieję, że nie jest to wymówka, aby władze danej uczelni mogły na nią wpuścić tylko takich polityków, którzy są im do czegoś potrzebni. Czy w obecnej kampanii mieliśmy jakichś kandydatów reprezentujących nasze środowisko i poszczególne uczelnie? Czy startowali jacyś pracownicy naukowi lub studenci jednej z krakowskich uczelni? Jeśli nie wiemy, to albo to ignorujemy, albo wymusiliśmy na nich antypolityczną propagandą, aby musieli się ukrywać i nie mogli głośno powiedzieć: „Halo, startuję! Głosujcie nam mnie, bo jestem jednym z Was!”. Zamiast docenić, krytykujemy, zazdrościmy i szkalujemy: „Ale on się promuje”. A co ma robić, jak zdecydował się starować? Ukrywać i udawać, że nie startuje? Co to znaczy, że startuje? Chce się „dorwać do koryta”? A może chce poświęcić swój czas, pieniądze, pokazać publicznie twarz (co wymaga nie lada odwagi), aby coś zrobić, coś zmienić. Przed ostatnimi wyborami do Europarlmentu debaty z udziałem kandydatów odbyły się jedynie na 4 spośród 17 krakowskich uczelni (AGH, UEK, WSE oraz Krakowskiej Akademii). Rzecznicy większości uniwersytetów nawet nie wiedzieli czy ktoś z ich uczelnianego środowiska zdecydował się na start w wyborach. Jedynie UEK potrafił wskazać kandydata ze swojego środowiska. Podsumowując: ani krakowskie uczelnie, ani krakowscy kandydaci nie zadbali o rozbudzenie aktywności wyborczej poprzez wydatne przybliżenie swoich sylwetek naszemu środowisku. Miejmy nadzieję, że w przyszłości to się zmieni i nasi kandydaci (reprezentujący nasze akademickie interesy) zasiądą we władzach krajowych i europejskich.


Warto wiedzieć 7

Manko 69 - czerwiec 2009 Foto: KSAF AGH/Jan Graczyński

W SKRÓCIE: •

Rocznice krakowskich uczelni Miesiąc maj przyniósł dwa ważne święta na krakowskich uczelniach. Zarówno Akademia-Górniczo Hutnicza, jak i Uniwersytet Jagielloński obchodziły okrągłe rocznice powstania. 12 maja UJ obchodził 645. rocznicę powstania. Uroczystości rozpoczęły się od tradycyjnego złożenia przez władze uczelni i studentów kwiatów na sarkofagach fundatorów w Katedrze Wawelskiej. Następnie odbyło się uroczyste posiedzenie senatu uczelni. Rektor Karol Musioł złożył życzenia wszystkim pracownikom i studentom, nie zabrakło również przedstawienia wizji przyszłości oraz nadania tytułu honoris causa. Tym wyróżnieniem został uhonorowany Andrzej Szczeklik, wybitny lekarz i humanista. Lokomotywą do setki Dużo bardziej spektakularne uroczystości miały miejsce na AGH. W dniach 28-30 maja świętowano 90. rocznicę powstania uczelni. Gwiazdą jubileuszu była odrestaurowana lokomotywa, która stanęła na terenie kampusu pomiędzy budynkami B-4 i B-5. „Żyleta” została

Bezpieczeństwo żywnościowe i USA pod lupą

przetransportowana w nocy z 22 na 23 maja ze stacji Kraków Łobzów. Na ulicach: Wrocławska, Kijowska i Czarnowiejska ustawiono samobieżne lawety, a podczas przekraczania ul. Królewskiej trzeba było podnieść trakcję tramwajową. W przyszłości lokomotywa będzie służyła jako punkt widokowy, natomiast w bezpośrednim sąsiedztwie maszyny powstanie budynek „Stacji AGH”, gdzie studenckie koła naukowe pionu hutniczego będą miały swoją siedzibę. Ponadto zostały otwarte wystawy „AGH PRO ARTE. Jubileusz 90-lecia uczelni”, „Diamenty AGH” i „Oni studiowali na AGH”. Wiesław Ochran, jeden z najznamienitszych absolwentów uczelni i światowej sławy śpiewak operowy, dał koncert w Teatrze im. Słowackiego, połączony z wystawą malarstwa artysty. Okazję do zaprezentowania miały również trzy sztandarowe zespoły działające przy AGH – Orkiestra Reprezentacyjna, Balet Form Nowoczesnych i Zespół Pieśni i Tańca „Krakus”. Część artystyczną dopełniły koncerty Max Klezmer Band i Grzegorz Turnau Band. Darek Dobek

ukazywała kwestię żywności w liczbach – statystyczny punkt widzenia przedstawił dr Krzysztof Jakóbik z krakowskiego Urzędu Statystycznego. Kolejno wystąpiło dwoje przedstawicieli sektora prywatnego – Danone i Coca-Coli. W przerwie pomiędzy wystąpieniami gości, pokazany został film, zrealizowany przez studentów GAP. Zwieńczeniem pierwszego dnia był panel dyskusyjny. Najgorętszą dyskusję wywołały kwestie genetycznie modyfikowanej żywności, regulacji prawno-podatkowych związanych z bankami żywności oraz skali niedożywienia w Polsce. Drugi dzień, poświęcony szeroko pojętej problematyce USA, poprowadził były ambasador RP w Waszyngtonie, Jerzy Koźmiński. Po krótkim wprowadzeniu przypomniał on historię oraz wyjawił kulisy naszej drogi do NATO. Kolejni dwaj prelegenci, prof. dr hab. Zbigniew Lewicki oraz Andrzej Lubawski, dziennikarz i ekonomista, wywołali żywe zainteresowanie uczestników sympozjum swoimi skrajnie odmiennymi wy-

Przyznano nagrody Primus Inter Pares dla Najlepszego Studenta RP. W regionie małopolskim I miejsce zajął Mirosław Zajdel (AGH). Kolejne dwie pozycje zajęły Agata Polaczek (AGH) i Sylwia Makuch (UEK). Do połowy września br. trwa nabór prac w ramach wydarzenia Nauka <=> Biznes – konkursu na plakat promujący znaczenie badań naukowych dla gospodarki, organizowany przez działające przy UJ Centrum Innowacji, Transferu Technologii i Rozwoju Uniwersytetu (CITTRU) przy współpracy Centrum Innowacji i Zaawansowanych Technologii Politechniki Lubelskiej. Główną nagrodą w konkursie jest 5000 zł. Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie, Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna i Katedra Scenografii na Wydziale Malarstwa ASP zapraszają na wystawę pt. „Dyplomy 2008/09”. Prace można oglądać do końca września br. w budynku PWST (ul. Straszewskiego 22) od poniedziałku do piątku w godz. 8-19. Wydział Wokalno-Aktorski Akademii Muzycznej serdecznie zaprasza na spektakl „Upiór w operze... po studencku (collage operowy)” wg scenariusza prof. Moniki Rasiewicz. Widowisko odbędzie się 8 czerwca o godz. 21 we foyer Opery Krakowskiej (ul. Lubicz 48). Wstęp wolny. Koło Naukowe Blabel ma przyjemność zaprosić wszystkich studentów do udziału w konkursie filmowym „Moja Uczelnia”. Komórką, aparatem fotograficznym lub kamerą nakręć 5-minutowy film o AGH i opowiedz, w języku obcym, czym jest dla ciebie twoja uczelnia. Masz szansę na cenną nagrodę i eksponowane miejsce w portalu akademickim. Konkurs trwa do 5 czerwca br. Więcej informacji na www.blabel.agh.edu.pl Opracował: Darek Dobek

IALNY AT MED

N PATRO

Studenci Gospodarki i Administracji Publicznej mieli po raz kolejny okazję spotkać się z ludźmi nauki, polityki i biznesu. W dniach 22-24 maja debatowano nad problematyką bezpieczeństwa żywnościowego oraz USA. Gospodarzem sympozjum był jego pomysłodawca, kierownik Katedry GAP prof. dr hab. Jerzy Hausner. Pierwszy dzień poprowadził prof. dr hab. Jerzy Wilkin z Uniwersytetu Warszawskiego, który w wykładzie wprowadzającym zwrócił uwagę na różnice między bezpieczeństwem żywnościowym i bezpieczną żywnością. Następna prezentacja

stąpieniami. Ostatnie przemówienie wygłosił dr Andrzej Olechowski, który przybliżył studentom zawiłości stosunków polsko-amerykańskich. W czasie panelu rozmawiano o barierach, jakie amerykańscy inwestorzy spotykają w Polsce, aspektach społeczno-kulturalnych i kryzysie. Wydarzeniem, na które zawsze czekają uczestniczący sympozjum, była wieczorna biesiada, w trakcie której studenci ramię w ramię z zaproszonymi gośćmi bawili się do samego rana. Dodatkowo bogaty program sympozjum uzupełniały wycieczki po Zakopanem i okolicach, spotkanie z gościem niespodzianką – którym okazał się Marek Przybylik, mecz piłki nożnej kadra kontra studenci oraz wystawa prac wychowanków krakowskiej ASP. Maciej Kowalski


8 Warto wiedzieć

Manko 69 - czerwiec 2009 UNIWERSYTET JAGIELLOŃSKI Aula i okolice; Okolice budynku. Sala Bobrzyńskiego.

Collegium Novum ul. Gołębia 24 Collegium Maius ul. Jagiellońska 15 Auditorium Maximum ul. Krupnicza 35

Większość sal i korytarzy; Dostępne sieci UJ_1 i UJ-edu_1 oraz dedykowana siec dla potrzeb konferencji (ssid: maximum). Parter - skrzydło wschodnie - okolice sal wykładowych 055, 056, 057, A, B ; Parter - okolice sali komp.A, pomieszczenia dziekana, pokoi 018, 019, 020, 041, 042, przyziom - okolice sali komp. C - przy stanowiskach komputerowych na korytarzu ; Praktycznie cała klatka schodowa skrzydła wschodniego, pok.133136, 100-102, parter - okolice sal wykładowych, Antresola nad holem i barek, II pracownia fizyczna (częściowo), pracownia CISCO, podwórko wewnętrzne, sala B. Czytelnia Oddziału Informacji Naukowej ; Czytelnia Pracowników Nauki ; Czytelnia Europeistyczna ; Hall przy wejściu głównym ; Czytelnia główna . Korytarz Instytutu Religioznawstwa (połowa) - parter ; Korytarz Instytutu Filozofii (do biblioteki) - I piętro ; Korytarz Instytutu Socjologii (koło sekretariatu) - I piętro ; Korytarz II piętro - część wspólna IF i IS. Czytelnia Podwórze Aula

Internetowy rozkład jazdy - cz. II

Instytut Fizyki ul. Reymonta 4

Biblioteka Jagiellońska al. Mickiewicza 22

Collegium Broscianum ul. Grodzka 52 Collegium Wróblewskiego ul. Olszewskiego 2 Pałac Larischa ul. Bracka 12 Budynek przy ul. Straszewskiego 25

Dział Technologii Informacyjnych - I piętro ; Sekcja Wdrożenia Systemu Zintegrowanego - oficyna I piętro hol glowny - parter ; okolice pracowni studenckiej - I pietro ; pomieszczenie naukowego kola chemikow - I pietro ; hol przed aula oraz aula - II pietro ; biblioteka wydzialowa - III pietro . Wewnętrzny plac między budynkami Gronostajowa 7, obszar pomiędzy budynkami Gronostajowa 7 i Gronostajowa 3 ; Centralny hol wokół infoportiernii Gronostajowa 7, parter i antresola ; Biblioteka Przyrodznicza, Biblioteka Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej ; I piętro Gronostajowa 3 ; Hol INOŚ parter i Ip , Sekretariaty, pokoje gościnne, refektarz, sala eLearningu, korytarz I segmentu INOŚ UNIWERSYTET PEDAGOGICZNY

Wydział Chemii

III Kampus

Biblioteka Główna POLITECHNIKA KRAKOWSKA hol Czytelnia Oddział Informacji Naukowej (pawilon)

Wydział Inżynierii i Technologii Chemicznej Biblioteka Studium Praktycznej Nauki Języków Obcych Pawilon konferencyjno-wystawowy „KOTŁOWNIA” Czyżyny – budynek nr 2 (Hamownia) Budynek 1a Wojewódzka Biblioteka Publiczna ul.Rajska 1 Krowoderska Biblioteka Publiczna ul. Królewska 59 Podgórska Biblioteka Publiczna ul. Powroźnicza 2

2 piętro BIBLIOTEKI

ego przewodąg dalszy nasz ci am sza w y m je Prezentu ch (część pierw óskich hotspota kt , ow ze ak er kr m po nu ka ni a w majowym an na ow ej lik zn ub ic op została i elektron ny np. w wersj ry jest dostęp l). was towały dla www.manko.p rozkład przygo rzec i Małgorzay ow et rn te In Ko anko” – Anna dziennikarki „M ta Opalińska. aj! Wytnij i zachow

Nowohucka Biblioteka Publiczna os. Stalowe 12

Kliszożercy 2009 - wyniki! Organizowany przez Niezależne Zrzeszenie Studentów Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie konkurs  fotograficzny Kliszożercy dobiegł końca. W szóstej edycji brało udział ponad 50 studentów z całej Polski, nadsyłając ponad 300 prac.

Oto zwycięzcy konkursu w  4 kategoriach 1. Kiedy wszyscy pójdą spać...Twoje miasto nocą - Kamila Śmiałowska 2. Kryzys niejedno ma imię - krach na giełdzie życia - Filip Polit 3. W pogoni za światem - zdjęcie w ruchu - Dominika Dunajewska 4. Cztery żywioły – Karolina Bała Grand Prix „Kliszożerców” - aparat

Y EDIALN NAT M PATRO

fotograficzny zdobyła Karolina Bała, studentka UR w Krakowie.  Wystawa pokonkursowa nagrodzonych oraz wyróżnionych prac odbywa się na terenie Uniwersytetu Ekonomicznego w Pawilonie Dydaktyczno - Sportowym w dniach 21.05 06.06.09 r.  Nagrodzone prace można także oglądać na stronie www.manko.pl


Warto wiedzieć 9

Manko 69 - czerwiec 2009

Aurea mediocritas

?

W czerwcu problem plagiatów znów odżywa. Warto więc zastanowić się, czym faktycznie jest plagiat i jak go uniknąć. Okazuje się, że plagiatami są prace magisterskie, wystąpienia polityków, utwory muzyczne, a nawet prace domowe uczniów szkół podstawowych. Ze zjawiskiem tym trudno walczyć, bo Polakom w tej materii brakuje wiedzy na temat tego, co jest legalne i etyczne, a co nie. Według przedstawiciela firmy produkującej oprogramowanie do oceny samodzielności prac - dr. S. Kawczyńskiego (Plagiat.pl)- zjawisko to nie ogranicza się do szkolnictwa wyższego. Powszechność niewłaściwego wykorzystania cudzej własności intelektualnej związana jest, jego zdaniem, z mentalnością polskiego społeczeństwa. – Dla większości z nas - uważa dr S. Kawczyński – przywłaszczenie np. cudzego tekstu zamieszczonego w Internecie nie jest jednoznacznie uznawane za przestępstwo, tak jak przemoc lub inny rodzaj kradzieży. Czym jest plagiat? Na wstępie warto sprecyzować. czym właściwie jest plagiat. Termin ten wywodzi się z języka łacińskiego i oznacza dosłownie kradzież całości lub fragmentu cudzej pracy bądź pomysłu poza instytucję dozwolonego użytku. Innymi słowy: osoba dopuszczająca się plagiatu umyślnie przywłaszcza sobie autorstwo cudzego dzieła. Niechlujstwo i rażąca niedbałość, względnie nieumiejętność w redagowaniu przypisów nie stanowi tutaj okoliczności łagodzącej. Wyróżnić można plagiat jawny, który polega na przejęciu całości lub fragmentu cudzego utworu i opatrzenia go własnym nazwiskiem, lub ukryty w sytuacji, gdy autor podejmuje fragmenty cudzego utworu bez podania źródła i pierwotnego autora. Jak pisze dr S. Kawczyński, „do najczęstszych form plagiatowania na-

leżą kryptocytaty w pracach studentów (fragmenty tekstów autorstwa innych osób, które zostały umieszczone w tekście bez stosownych oznaczeń, a więc imitują teksty autorskie); przedstawianie jako własnych prac kupionych, ściągniętych z Internetu lub napisanych na zamówienie oraz umieszczanie we własnej pracy fragmentów tekstów innego autorstwa z nieprecyzyjnymi odnośnikami (umieszczonymi w sposób uniemożliwiający właściwą ocenę zakresu wykorzystania wspomnianych tekstów)”. Choć wydaje się, że są to zwykłe zjawiska, które od niepamiętnych czasów towarzyszą edukacji szkolnej, wykształcają się jednak coraz to nowe jego formy, związane bezpośrednio z aktualnym kontekstem technologicznym, a nie samą istotą plagiatowania. – Wiele wskazuje na to, że w obecnej sytuacji znaczna część wymagań stawianych studentom przez system edukacyjny jest w praktyce niemożliwa do wyegzekwowania, a co za tym idzie – system oceny pracy i osiągnięć studenta jest dysfunkcyjny, nie spełnia swoich zadań – podkreśla dr S. Kawczyński. Internet kusi W dobie społeczeństwa informacyjnego XXI w. pisanie prac wydaje się być o wiele prostsze. Nie trzeba już żmudnie wyszukiwać informacji z katalogów bibliotecznych by znaleźć konkretną lekturę, gdyż prace publikowane są w postaci elektronicznej. Zdobycie tekstów o rozmaitej tematyce jest więc niemal na wyciągnięcie ręki, zwłaszcza dzięki specjalnie tworzonym do tego portalom internetowym, np. Ściąga.pl czy Bryk. pl. Prezes serwisu Plagiat.pl wskazuje również na problem związany z faktem, że polska nauka

do dziś nie dysponuje systemem informatycznym umożliwiającym sprawdzenie, jakie prace magisterskie i doktorskie powstają na seminariach w jednostkach naukowo-badawczych. Zdaniem dr Beaty Orłowskiej (kuratorium oświaty) młodzi ludzie często przychodzą na studia z umiejętnością posługiwania się Internetem, ale bez wiedzy o tym, jak we właściwy sposób wykorzystywać jego zasoby. – Już dzieci w szkole podstawowej potrafią korzystać z Internetu. Traktują go jak źródło informacji, ale też wyręczają się cudzymi pracami zamieszczonymi w sieci, aby nie musieć samodzielnie ich przygotowywać. Dotychczas w Polsce nigdy nie badano w sposób systematyczny skali zjawiska plagiatowania prac, choć przypuszczalnie dotyczy ono 25% tekstów. Wydaje się jednak, że największe znaczenie dla poprawy sytuacji mogłoby mieć objęcie możliwie dużej części systemu szkolnictwa wyższego szczelnymi i skutecznymi procedurami antyplagiatowymi. – Powinny one umożliwiać kontrolę, a przede wszystkim ochronę przed ponownym wykorzystaniem wszystkich prac pisemnych, jakie zostały zaliczone (lub obronione) przez studentów (warto wyraźnie zaznaczyć, że nie powinno to dotyczyć wyłącznie prac dyplomowych) – stwierdza dr S. Kawczyński – Takie rozwiązanie przecięłoby nielegalny obieg tekstów – prac raz oddanych nie można byłoby bezkarnie ponownie wykorzystać, dzięki czemu ich ceny w serwisach piszących na zamówienie wzrosłyby znacznie, co uczyniłoby proceder zamawiania prac zjawiskiem rzeczywiście marginalnym. Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie aktywnie korzysta z serwisu Plagiat.pl. – Sprawdzane są wszystkie prace dyplomowe przy ustalonym progu zgodności wynoszącym 15% zgodności – stwierdza dr Agata Motyl, rzecznik prasowy WSE po jego przekroczeniu uważa się, że praca jest niesamodzielna. Osoba, która popełni plagiat, ponosi tego konsekwencje: rusza postępowanie dyscyplinarne, które w najlepszym wypadku kończy się naganą, a w najcięższym – zawieszeniem studenta. – Dodatkowo wykładowcy kontrolują we własnym zakresie pozostałe prace – np. referaty studentów – dodaje rzecznik. – Każda praca dyplomowa jest sprawdzana systemem antyplagiatowym ze strony Plagiat. pl. Gdy zachodzi podejrzenie, że praca nie jest napisana samodzielnie, wówczas wdrażane jest postępowanie dyscyplinarne. Uczelnia nie stosuje żadnej taryfy ulgowej i wszystkie wątpliwe przypadki są wnikliwie badane i wyjaśniane. Jeżeli okaże się, że praca została skopiowana (w całości lub fragmentach), wówczas student musi się liczyć z poważnymi konsekwencjami – stwierdza dr Agata Motyl.


10 Warto wiedzieć Czujnik na plagiaty Z systemu Plagiat.pl., który powstał w połowie roku 2002, a od końca 2003 zaczął być wykorzystywany przez polskie uczelnie jako system antyplagiatowy, korzysta obecnie ponad osiemdziesiąt polskich uczelni wyższych. Skonstruowano go w taki sposób, aby łatwo można było dostosować jego funkcjonowanie do struktury uczelni i warunków panujących w szkolnictwie wyższym. – Usługa porównywania dokumentów udostępniana jest w modelu ASP (przetwarzanie danych odbywa się na serwerze dostawcy usługi; zadanie użytkownika polega tylko na wprowadzeniu dokumentu do analizy), dzięki czemu korzystanie z systemu nie wymaga kosztownych zakupów sprzętu i wydatków na administrowanie serwerami […] Wytypowani przez władze uczelni operatorzy systemu otrzymują indywidualne konta zabezpieczone hasłem i umożliwiające komunikację z systemem (zgłaszanie dokumentów do analizy, zapoznawanie się z raportami). Brak ograniczeń liczby zakładanych kont oraz struktura systemu zakładająca elastyczny, wewnętrzny podział przyznanego uczelni limitu prac do sprawdzenia umożliwiają łatwe dostosowanie go do struktury uczelni. To z kolei pozwala uczynić kontrolę antyplagiatową częścią procedury kwalifikowania pracy do obrony (w przypadku prac dyplomowych) bądź zaliczenia (w przypadku pozostałych prac) – podkreśla dr S. Kawczyński. Jak poucza prezes serwisu Plagiat.pl, w wyniku działania systemu powstają tzw. raporty podobieństwa, które zawierają dane odnośnie współczynnika podobieństwa, określając procentowo część testowanego tekstu liczoną w wyrazach, która jest identyczna z fragmentami tekstów znajdujących się w bazie danych i zasobach internetowych. Zadaniem programu jest zatem udostępnienie użytkownikowi danych umożliwiających stwierdzenie, czy w badanym dokumencie doszło do zjawiska plagiatu, czy też nie. Ocena należy jednak ostatecznie do sprawdzającego. Jak uczelnie bronią się przed plagiatami? 17 kwietnia 2009r. serwis Plagiat.pl uhonorował 11 uczelni oraz 3 wydziały certyfikatami Uczelnia Walcząca z Plagiatami oraz Wydział Walczący z Plagiatami. Certyfikat na rok akademicki 2009/2010 otrzymały: Szkoła Główna Handlowa, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, Wyższa Szkoła Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego, Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej, Wyższa Szkoła Komunikowania i Mediów Społecznych im. J. Giedroycia w Warszawie, Wyższa Szkoła Pedagogiczna Związku Nauczycielstwa Polskiego, Polsko-Japońska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych, Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Gorzowie Wielkopolskim, Społeczna Wyższa

Manko 69 - czerwiec 2009 Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania w Łodzi, Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna w Warszawie, Wydział Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego oraz Wydział Ekonomiczno-Społeczny OLYMPUS Szkoły Wyższej im. Romualda Kudlińskiego. – Uniwersytet Jagielloński aktywnie wdraża procedury antyplagiatowe, jak również cyklicznie sprawuje audyt nad nimi. Uczelnia każdego roku digitalizuje kilka tysięcy prac. Choć jest to żmudne i czasochłonne, zważywszy, że każdego roku broni się ponad 7000 studentów, z doświadczenia wynika, że owa digitalizacja stanowi najskuteczniejszą obronę przed plagiatem – podkreśla Katarzyna Pilitowska, rzecznik UJ. Najważniejszą rolę zdaniem rzecznik UJ stanowi efektywna współpraca pomiędzy studentem i promotorem. Tylko promotor definitywnie może stwierdzić, czy praca jest samodzielna, czy nie. – Tej relacji mistrz-uczeń nie jest w stanie zastąpić nawet najlepszy system elektroniczny, ponieważ nie istnieje ogólnodostępna baza, która zawierałaby zbiór wszystkich obronionych prac doktorskich czy magisterskich, głównie ze względu na brak konieczności wyrażenia przez studenta zgody na umieszczanie pracy w trybie on-line. Decyzje poszczególnych jednostek są autonomiczne i jeśli któraś z nich chciałaby korzystać z takich programów, to może je wykupić – dodaje Katarzyna Pilitowska. Reasumując, problem precyzyjnego zdefiniowania plagiatu wynika głównie z faktu, że wszelki dorobek ludzkości powstaje na podwalinach analizy i rozwijania dorobku dzieł poprzedników. Trudno tu nie zgodzić się ze słowami dr. S. Kawczyńskiego, gdyż zarówno „elektroniczny system antyplagiatowy, którego przykładem jest program Plagiat.pl, jak i procedura antyplagiatowa oparta na zasadach podobnych do wypracowanych przez ww. system, nie są w stanie wyeliminować procesu powielania prac w polskim szkolnictwie wyższym. Wydaje się jednak, że nie da się opanować ani ograniczyć zjawisk składających się na ten niecny proceder bez zastosowania wsparcia w postaci kompleksowych, systemowych rozwiązań opisanych powyżej”. Historia uczy, że często otwarte przyznanie pierwszeństwa poprzednikowi przynosi więcej korzyści. Tak było w przypadku Augustina-Jeana Fresnel’a, który oświadczył niegdyś publicznie, że skonstruowana przez niego soczewka została opisana w dziele pt. „Historia naturalna” autorstwa Georgesa-Louis Bufona. Soczewkę nazwano mimo wszystko od nazwiska Fresnela, a nie Buffona, co jest najdobitniejszym przykładem docenienia honoru wynalazcy. Jacek Wilk (Politechnika Świętokrzyska)

Kraków odpowiedzialny społecznie Y EDIALN NAT M PATRO

Dobrowolną strategię uwzględniającą społeczne, etyczne i ekologiczne aspekty w działalności gospodarczej oraz w kontaktach z interesariuszami (m.in. z pracownikami, z klientami, akcjonariuszami, dostawcami, społecznością lokalną) nazywa się społeczną odpowiedzialnością biznesu; albo krócej: CSR. Liga Odpowiedzialnego Biznesu – program partnerski Forum Odpowiedzialnego Biznesu pod patronatem honorowym Ministra Gospodarki RP – zorganizowała 29.05.2009 konferencję CSR Day skierowaną do wszystkich studentów oraz młodych przedsiębiorców. Celem konferencji było zapoznanie studentów z krakowskich uczelni z koncepcją CSR (społecznie odpowiedzialnego biznesu) oraz zrównoważonego rozwoju, która jest obecnie, szczególnie w dobie kryzysu gospodarczego, innowacyjną i priorytetową ideą dla Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego oraz Ministerstwa Gospodarki RP. W tym celu Liga Odpowiedzialnego Biznesu postanowiła zorganizować cykl warsztatów oraz panel dyskusyjny – platformę komunikacyjną, łączącą poglądy najlepszych ekspertów ds. CSR w Polsce, którzy pochodzą ze środowiska akademickiego, świata biznesu oraz organizacji pozarządowych. Konferencja CSR Day dzięki swojej interaktywnej formie umożliwiła bezpośredni dialog z ekspertami, którzy podzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem oraz zapoznali odbiorców z praktycznymi narzędziami CSR. Poprzez wskazywanie i analizowanie dobrych praktyk CSR Day zachęcał i inspirował do podejmowania działań odpowiedzialnych społecznie. Organizator CSR-Day patronował Tygodniowi Odpowiedzialnego Biznesu, który odbył się pod koniec kwietnia na Uniwersytecie Pedagogicznym z ramienia NZS UP w Krakowie. Celem projektu było zwrócenie uwagi środowiska akademickiego w Krakowie na odpowiedzialność, uczciwe kreowanie biznesu oraz budowanie pozytywnego wzorca, jakim jest odpowiedzialny biznes.


reklama


12

Manko 69 - czerwiec 2009

reklama


Warto wiedzieć 13

Manko 69 - czerwiec 2009 potrzeby wspomagają patrole szybk i e g o reagowania – mówi Bartosz Dembiński, rzecznik uczelni. Wraz z nadejściem sezonu letn i e g o , kiedy ładna pogoda sprzyja grillowaniu oraz plenerowym imprezom, patrole nasilają się. Bezpieczeństwu służy też monitoring miasteczka. Jak zapewnia Bartosz Dembiński, studenci nie czują się z jego powodu inwigilowani, wręcz przeciwnie – podnosi on ich poczucie bezpieczeństwa. To, co wyróżnia AGH na tle innych uczelni, to fakt, że za bezpieczeństwo odpowiedzialni są też sami studenci. Koordynują działania z policją, ustalają patrole, spotkania ze studentami I roku. Oczywiście wszystkie działania są uzgadniane z uczelnią. Co roku policja wystawia AGH certyfikat: „Bezpieczna Uczelnia”, który posiada również m.in. UEK, KA, PK (na audyt w najbliższym czasie czeka AWF). O odczucia postanowiłem zapytać Anię S., studentkę IV roku Zarządzania i Marketingu. - Czuję się bezpiecznie. Monitoring i ochrona, jak również przyjazne nastawienie studentów do siebie nawzajem sprawiają, że nie mam obawy przed wieczornym, weekendowym spacerem przez miasteczko. Co można by zmienić? Chyba powinien być lepszy system informacji. Wiem, że na miasteczku działa ochrona, ale szczerze mówiąc, w razie potrzeby nie wiem, gdzie jej szukać, pod jaki numer dzwonić. Nie czuje się też inwigilowana z powodu monitoringu. Absolutnie mi to nie przeszkadza. Myślę, że to dobrze, że jest, gdyż zapewne podnosi poziom bezpieczeństwa – mówi. Jak podkreśla moja rozmówczyni, najwięcej zależy od samych studentów. - Jest parę spraw, które można poprawić wśród studentów i ich mentalności. Czasami zachowujemy się nieodpowiedzialnie. Wychodzenie na grilla i niepilnowanie tam swoich rzeczy świadczy być może o „wzajemnym zaufaniu”, ale bądźmy też jednak ostrożni.   Studenci mają głos Kolejną uczelnią, którą wziąłem pod „lupę” była Krakowska Akademia im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Szczegółowych informacji udzielił mi Jakub Jasłowski – przewodniczący

Czy krakowskie uczelnie są

bezpieczne „Bezpieczeństwo to brak poczucia niebezpieczeństwa” – głosi definicja pochodząca z czasów PRL-u. Znany ze swej teorii piramidy potrzeb Maslow umieścił poczucie bezpieczeństwa w podstawie swej piramidy, uznając je za fundament, bez którego dalszy rozwój człowieka nie mógłby nastąpić. A jak ten problem przedstawia się w Krakowie i na tutejszych uczelniach? O tym, jak skomplikowane i ważkie jest to zagadnienie, mogli się przekonać uczestnicy konferencji na temat bezpieczeństwa zorganizowanej przez Sekcje Bezpieczeństwa Koła Naukowego Wydziału Prawa i Administracji Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, która odbyła się 22 kwietnia. Tematy paneli były bardzo aktualne, chociażby w dobie przyznawania przez Sejm coraz szerszych kompetencji Straży Miejskiej. Prelegenci nie pozostawili suchej nitki na tej mundurowej służbie, wykazując jej kapitałochłonność w żaden sposób nie powiązaną z efektywnością. Wszelkie zagadnienia, opinie i oceny poparte były danymi liczbowymi. Największy nacisk położony został oczywiście na bezpieczeństwo Krakowa i instytucjonalne programy troski o bezpieczeństwo w tym mieście. Niestety podczas konferencji zabrakło miejsca na panel dotyczący bezpieczeństwa na krakowskich uczelniach. Postanowiłem sprawdzić sam jak wygląda sytuacja. DUŻY orzech do zgryzienia Największe wyzwanie stoi przed AGH. Nie tylko musi dbać o porządek w kampusie uczelni, ale także w największym w Polsce miasteczku studenckim. - Każdy budynek należący do akademii posiada swojego strażnika. Miasteczko natomiast posiada swoją straż, którą w razie

?

Komisji Bezpieczeństwa. Na wniosek samorządu uczniowskiego Akademia podpisała porozumienie o współpracy z Komendantem Miejskim Policji. Jedno dotyczące przeciwdziałaniu narkomanii a drugie w sprawie wdrożenia zintegrowanego systemu bezpieczeństwa na terenie uczelni. Miała też miejsce ankieta wśród 1121 studentów stacjonarnych i niestacjonarnych, w której uczelnia pytała o to, gdzie czują niebezpiecznie i czy mają pomysły na rozwiązanie problemów w kwestiach bezpieczeństwa. Na podstawie odpowiedzi zmieniono już kilka kwestii np. obniżono murek znajdujący się przy wejściu na teren kampusu. Poprzednio ograniczał on widoczność zarówno studentom wchodzącym na kampus, jak i kierowcom, którzy przejeżdżali obok wejścia. Teraz widoczność poprawiła się zdecydowanie. Nad ankietami sprawdzającymi bezpieczeństwo uczelni pracuje Katarzyna Bajek - członkini Sekcji Bezpieczeństwa Koła Naukowego Wydziału Prawa i Administracji oraz Komisji Bezpieczeństwa. Mają one wykazać, jak bezpieczna jest Akademia w opinii tych samych studentów, którzy byli ankietowani wcześniej. Wyniki pierwszej ankiety stwierdzały, że studenci czują się bezpiecznie. Jeżeli było inaczej – dotyczyło to budynków, które uczelnia wynajmowała w Nowej Hucie. Krakowska Akademia może się ponadto poszczycić coroczną akcją znakowania wartościowych przedmiotów, o której poinformował mnie Szczepan Lenartowicz – student KA i członek wspomnianej komisji. Odbywa się ona w ramach zintegrowanej polityki bezpieczeństwa. Na teren kampusu przyjeżdżają funkcjonariusze policji z komisariatu V. Znakują to, co studenci do nich przynoszą: telefony, laptopy, rowery, aparaty. Z roku na rok akcja cieszy się coraz większą popularnością. Akademia również otrzymała certyfikat „Bezpieczna uczelnia”. Wśród krakowskich uczelni może poszczycić się najwyższym wskaźnikiem bezpieczeństwa, jaki przewiduje ten dokument. To, czego dowiedziałem się od członków Komisji Bezpieczeństwa, postanowiłem skonfrontować z opinią studentów. - Na uczelni czuję się bezpiecznie. Na ten fakt w dużej mierze wpływa przyjazna atmosfera, jaka panuje w Akademii oraz monitoring. Uważam, że placówka robi wystarczająco dużo w tej materii a nasilenie działań mogłoby tylko pogorszyć sytuację, naruszając sferę osobistą. Z resztą studenci powinni bardziej przestrzegać zasad bezpieczeństwa. Często pozostawiają kurtki, torebki i dokumenty bez opieki. Takie sytuacje zdarzają się najczęściej podczas wpisów, gdy myślimy tylko o indeksie – mówi Małgorzata Marzec. Cezary Hofman W następnym numerze ciąg dalszy raportu bezpieczeństwa. Sprawdzimy, jakie działania podjęto na UJ, UEK-u i PK.


14 Studenckie aktywacje

Doktorat po polsku

Rys. Kamila Płoskoń

Manko 69 - czerwiec 2009

Mają być nadzieją polskiej inteligencji i przyszłością społeczeństwa. Niestety, wielu z nich swoją przyszłość widzi raczej w ciemnych barwach… UJ, AGH, UEK, PK – to nie tylko uczelnie, ale też najwięksi krakowscy pracodawcy. Na opublikowanej niedawno liście firm z najwyższym odsetkiem zatrudnienia w pierwszej dziesiątce znalazło się aż sześć szkół wyższych. Wydawać by się mogło, że ich obecni i przyszli pracownicy znajdują się w świetnej sytuacji: mają możliwość rozwoju zawodowego (intelektualnego) i nie muszą martwić się o środki na jego realizację. Powinno to też ucieszyć doktorantów, którzy marzą o pracy naukowej i etacie na uczelni. Okazuje się jednak, że w rzeczywistości sprawa ich zatrudnienia jest dużo bardziej skomplikowana… O blaskach i cieniach doktoranckiego życia opowiedziało nam kilka osób. Doktorat dzień po dniu Studia III stopnia to przede wszystkim prace badawcze, prowadzenie zajęć dydaktycznych i uczęszczanie na wykłady (co wiąże się z koniecznością zdawania egzaminów, przygotowywania referatów itp. – jak na „normalnych” studiach). - Każdy tydzień jest inny, są wykłady albo seminaria. Ponadto musimy kontaktować się ze swoim promotorem. Odbywają sie spotkania wszystkich doktorantów danego profesora – dyskutujemy o zbliżających sie konferencjach, wyjazdach, problemach badawczych i o życiu. – mówi Gosia z UP. Z założenia najważniejsze są tu prace badawcze, na które powinno się poświęcać najwięcej czasu; to one są podstawą do obrony dyplomu. Większość osób chwali sobie współpracę ze swoimi opiekunami naukowymi, którzy pomagają wybrać problem do badań, opracować sposób jego rozwiązania, przygotować publikację oraz rozprawę doktorską. Dużą przeszkodą jest jednak fakt, że na prowadzenie badań naukowych często brakuje czasu. Według Przemka,

który doktoryzuje się na informatyce na AGH, pogodzenie wszystkich obowiązków dla osób, które łączą doktorat z pracą zawodową, jest dość ciężkie. Co roku doktorant jest zobowiązany do poprowadzenia przynajmniej 30 godzin dydaktyki (oczywiście nieodpłatnie). Oprócz tego mamy też do kilkunastu godzin zajęć tygodniowo. Nasuwa się więc pytanie, dlaczego studenci marnują czas na pracę? Jeśli chcieli szybciej się usamodzielnić i zarabiać, mogli poprzestać na tytule magistra. Główny problem: finanse Tyle że w przypadku doktorantów praca nie jest dodatkowym, ale podstawowym źródłem utrzymania. Stypendia, jakie otrzymują oni od uczelni są śmiesznie niskie. - Polska to nie Zachód, gdzie doktorant może się na studiach spokojnie utrzymać ze stypendium, kupić książkę i wyjechać na badania naukowe. Dlatego nie dziwią mnie już słowa dziekana, który na inauguracji ogłosił, że tylko 10% studentów zrobi doktorat. Wtedy pomyślałam sobie, że to pewnie są bardzo trudne studia. Tak, są trudne, ale najgorsza jest bariera finansowa – stypendium wynosi 220 zł, a to, czy je dostaniemy zależy od ilości odczytów i konferencji, w których uczestniczyliśmy – mówi Gosia. Doktoranci z AGH również potwierdzają, że z samych stypendiów nie można się utrzymać. Do tego trzeba dodać też problemy lokalowe – AGH jako jedna z nielicznych uczelni zapewnia miejsca w hotelu asystenckim, ale na UJ jest już gorzej. - Kiedy składałam podanie o pokój w akademiku zaproponowano mi miejsce w trójce. To śmieszne – uczelnia nie potrafi zapewnić oddzielnego pokoju swoim pracownikom naukowym. Mam 25 lat i nie bawi mnie już tak zwane

„studenckie życie”, nie mogę mieszkać z kilkoma przypadkowymi osobami, z którymi nie wiadomo, czy się dogadam. Muszę mieć odpowiednie warunki do pracy, a przede wszystkim spokój – większą część dnia spędzam na czytaniu prac naukowych i nie chcę, żeby mi przeszkadzano. – mówi Kasia, doktorantka Wydziału Historycznego UJ. Co ze stypendiami? Z 30 osób na roku tylko cztery najlepsze otrzymują wysokie stypendium, z którego spokojnie mogą się utrzymać (1300zł). Pozostali nie dostają nic (chyba że spełniają kryterium ubiegania się o stypendium socjalne). Aby dostawać tak wysokie dofinansowanie z uczelni, trzeba uczestniczyć w odpowiedniej ilości konferencji, publikować w czasopismach naukowych, etc. Kryteria są jasno określone w regulaminie studiów, a za każde osiągnięcie przyznaje się odpowiednią ilość punktów. Problemy pojawiają się jednak podczas prób spełnienia tych wymagań. – Nie mogę pochwalić się uczestnictwem w „konferencjach naukowych”, z naciskiem na liczbę mnogą, bo w przypadku mojego stosunkowo mało popularnego kierunku studiów, konferencje dotyczące tematyki, którą się zajmuję, odbywają się raz w roku albo w ogóle. Automatycznie jestem więc o kilka punktów „do tyłu” w stypendialnej punktacji - mówi Gosia. Doktorantów oburza też fakt, że nie dostają wynagrodzenia za prowadzone przez siebie zajęcia dydaktyczne. - Doktoryzuję się na jednej z filologii na UJ. Sytuacja jest tragiczna – brakuje nam kadry, dlatego do prowadzenia zajęć wykorzystuje się nas. Prowadzę 30 godz. zajęć tygodniowo, ale płacą mi tylko za 3, ponieważ o tyle został przekroczony limit zajęć, które nieodpłatnie może prowadzić doktorant – mówi Dorota. Często student z własnej kieszeni musi pokrywać koszty wyjazdów na badania naukowe, tak jest w przypadku Gosi z UP. – Uczelnia na tym etapie nie jest w stanie mi pomóc. Później, kiedy otworzę przewód doktorski mogę dostać dwa razy po 800 zł. Studia, studia i po studiach… A co czeka szczęśliwców, którym uda się przezwyciężyć szereg trudności i uzyskają wymarzony tytuł? Większość z nich chciałoby zostać nauczycielami akademickimi. Większość z nich obawia się też, że nie będzie to możliwe. - Na pierwszym roku powiedziano nam, że głównym celem uczelni jest wykształcenie nowej kadry, którą będą tworzyć najlepsi studenci – czyli my. Zapewniano nas, że nie będzie problemów z zatrudnieniem. Teraz, na drugim roku, zaczynam w to wątpić – obecnie instytut zatrudnia około 20 osób, które nie są jakoś specjalnie przeładowane ilością prowadzonych zajęć. Na studia doktoranckie co roku przyjmowanych jest 30 osób. Nie wierzę, że wszyscy będą mogli zostać na uniwersytecie – mówi Kasia z Wydziału Historycznego UJ.


Studenckie aktywacje 15

Manko 69 - czerwiec 2009

Dorota (filologia, UJ): Problem tkwi w ilości etatów do obsadzenia na każdym wydziale. Jest mnóstwo pracy, ale nadal będzie ona za darmo wykonywana przez doktorantów, bo nie ma szans na zwiększenie liczby stanowisk. Gosia z UP będzie szukać możliwości zatrudnienia w innym mieście, gdzie jest mniej uczelni z jej specjalizacją. – Na UP dużą część stanowisk zajmują ludzie, którzy dawno powinni siedzieć w domu i uczciwie odpocząć na emeryturze. Mój profesor już mi powiedział, że jeżeli to od niego by zależało, to po doktoracie miałabym pracę, ale siedzi stara kadra i nie ma etatów. Na AGH jest różnie: Zdaniem Przemka, studenta informatyki, po obronie doktoratu będzie miał możliwość pracy na uczelni. Z kolei Wojtek, który doktoryzuje się na tym samym kierunku, mówi: Mam nadzieję, że po obronie będę mógł pracować na uczelni, choć nie jest to pewne. Doktorat = pasja To warunek niezbędny do rozpoczęcia i pomyślnego zakończenia studiów doktoranckich. Oprócz wielkich zdolności i wiedzy trzeba za wszelką cenę wierzyć w to, co się robi, bo jak widać, łatwo nie jest. Anna Korzec Małgorzata Opalińska

Moda na FairTrade Sprawiedliwy Handel pojawił się w latach 60. jako nawiązanie do hasła „Trade not Aid”, wzywającego do rozwijania relacji handlowych z Ameryką Łacińską i Afryką. Realna poprawa bytu, jaką przyniosła sprawiedliwa wymiana handlowa z producentami z krajów Globalnego Południa, spowodowały rozwój ruchu Fairtrade. Obecnie, Sprawiedliwy Handel to zorganizowany ruch społeczny, który wykorzystuje podejście rynkowe, aby poprawiać sytuację mieszkańców krajów rozwijających się oraz aby promować zrównoważony rozwój. Główne założenia Sprawiedliwego Handlu to oferowanie lepszych warunków handlowych i ochrona praw nieuprzywilejowanych producentów i pracowników z krajów Globalnego Południa. Konsumentom w krajach wysoko rozwiniętych, także w Polsce, pozwala on kupować produkty, które gwarantują, że ludzie pracujący przy ich powstawaniu byli uczciwie traktowani i wynagradzani. Co roku, w każdą drugą sobotę maja,

W PricewaterhouseCoopers trwa Students’ Spring Academy ! Students’ Spring Academy to program szkoleniowy skierowany dla 30 laureatów Let Your Talents Grow – interaktywnego konkursu dla studentów od I do III roku. Cykl szkoleniowy składa się z 3 sesji, podczas których uczestnicy są szkoleni z zakresu umiejętności „miękkich”, jak i biznesowych, a także mają szansę poznania pracowników PricewaterhouseCoopers. Jak do tej pory odbyły się już dwa spotkania w ramach Students’ Spring Academy. Pierwsze było poświęcone umiejętnościom komunikacyjnym oraz pracy w grupie – kompetencjom niezwykle dziś cenionym przez pracodawców. Druga sesja dotyczyła procesu rekrutacji, w szczególności badaniu kompetencji młodych osób i Assessment Centre. Podczas ostatniej części cyklu, która odbędzie się 19 czerwca, studenci będą mieli okazję bliższego poznania specyfiki branży, jaką jest konsulting oraz codziennej pracy konsultantów PricewaterhouseCoopers. - Do udziału w konkursie zachęciła mnie nagroda, jaką jest cykl profesjonalnych szko-

leń organizowanych przez firmę z Wielkiej Czwórki. Przyznam, że zadanie było dla mnie wyzwaniem – studiuję bowiem filmoznawstwo, a o podatkach wiem tyle, że trzeba je płacić ;) Tym większym zaskoczeniem okazało się dla mnie zakwalifikowanie do zwycięskiej trzydziestki. Już na pierwszym spotkaniu przekonałam się jednak, że wśród laureatów jest więcej osób, które mają niewiele wspólnego z kierunkami ekonomicznymi. Co nas łączy? Chęć zdobywania wiedzy, poszerzania umiejętności, logiczne myślenie i kreatywność. Jeżeli i Ty posiadasz wymienione przeze mnie cechy, to zachęcam do wzięcia udziału w następnej edycji konkursu. Naprawdę warto! Zdobyta na szkoleniach wiedza jest niezwykle praktyczna zarówno przy pierwszych krokach stawianych w karierę, jak i w życiu prywatnym - mówi Monika Toporowska, studentka i laureatka konkursu Let Your Talents Grow Zapraszamy do przyszłorocznej edycji konkursu Let Your Talents Grow! Poznaj PwC i daj się poznać! Rozwiń z nami swoje umiejętności! Patroni Medialni: Universum Polska, Magiel, Manko, studentnews.pl

Y EDIALN NAT M PATRO

w ponad 70 krajach obchodzony jest Światowy Dzień Sprawiedliwego Handlu (World Fair Trade Day). Od 3 lat także w Polsce (w tym roku - 9 maja)organizowane są w ten dzień pokazy filmów, debaty, festiwale, pikniki i inne ciekawe działaniaWszystko, by uświadomić konsumentom, że wybory, jakich dokonują w supermarketach czy na straganach, mają realny wpływ na życie ludzi w Afryce, Azji i Ameryce Środkowej. Kraje Trzeciego Świata wciąż borykają się z nędzą: producenci kawy, herbaty, kakao czy bananów żyją i pracują w nieludzkich warunkach, otrzymując nieproporcjonalnie małe wynagrodzenie za swoją pracę. - Idea Fairtrade zdobyła powodzenie w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej, liczymy na to, że i w Polsce się upowszechni – mówi Maria Huma, przedstawicielka Polskiej Zielonej Sieci. Polska Akcja Humanitarna i Polska Zielona Sieć należą do grona organizacji pozarządowych, które podjęły się organizacji imprez propagujących ideę Sprawiedliwego Handlu wśród mieszkańców naszego kraju. Więcej informacji na : www.fairtrade.org.pl (KS)

Cracoviaxé 2009 ! Karnawał w brazylijskim Rio cieszy się niesłychaną popularnością. Nie ma co się dziwić, to najbardziej gorące pięć dni w całej Brazylii. Tych, którzy chcielibyby skosztować smaku tego brazylijskiego szaleństwa, zapraszamy na krakowski Rynek już 13 czerwca na kolejną edycję Festiwalu Kultury Brazylijskiej CRACOVIAXE. Wydarzenie to towarzyszy ogólnopolskiej uroczystości nadania stopni adeptom capoeira trenującym w międzynarodowej grupie UNICAR (União Internacional de Capoeira Regional).W piątek organizatorzy zapraszają na dzień z capoeirą. W sobotę odbędzie się kilkusetosobowa parada stylizowana na karnawał w Rio de Janeiro, która w południe przejdzie ulicami Starego Miasta. Równocześnie na Rynku Głównym odbędą się pokazy tradycyjnych tańców brazylijskich, a o odpowiednią atmosferę zadba znana formacja Sambasim. Punktem wyjścia i| miejscem zakończenia parady będzie Plac Jana Nowaka-Jeziorańskiego (przed Galerią Krakowską), gdzie przez cały dzień stacjonować będzie Brazylijskie Miasteczko. W niedzielę trwać będą treningi capoeira (w różnych grupach zaawansowania), a osoby mniej przekonane do aktywnego stylu życia będą mogły zaznajomić się ze znakomitumi brazylijskimi produkcjami, które będą prezentowane w krakowskich kinach. Więcej informacji na : cracoviaxe.pl Y EDIALN

NAT M PATRO


16 Studenckie aktywacje

Ksero-mania

„Student-ksero”, „Kseroboy”, „Copyman” – w trakcie pisania tego artykułu usłyszałem wiele różnych nazw określających człowieka uczącego się i jednocześnie chcącego zaoszczędzić każdą sumę, jaką przyszłoby mu wydać na drogie podręczniki. Złośliwcy wskazywali nawet, że studenci kserują bezmyślnie wszystko – tak, jak przedstawiają to znane dowcipy. A jak jest naprawdę? Najlepiej sprawdzić wszystko osobiście. Całe dochodzenie wystarczyło przeprowadzić w dwóch etapach, aby poznać realia procederu kserowania podręczników i notatek. Pierwsze, czym się zająłem, to wywiad wśród głównych zainteresowanych całą sprawą, czyli studentów. Przeprowadziłem krótką ankietę wśród kilkudziesięciu przedstawicieli różnych uczelni i kierunków. Wyniki były łatwe do przewidzenia. Nie ma co ukrywać – chyba każdy z nas ma na sumieniu złamanie czyjegoś prawa autorskiego... Z moich badań wynika, że prawie połowa studentów kseruje podręczniki, gdy tylko brak im na nie pieniędzy. Pozwolę sobie tutaj na pewne uogólnienie – dołożywszy również tych, którzy kserują zawsze (bo wszak który student zwykle ma dość pieniędzy?), wychodzi nam niemalże ¾ wszystkich biorących udział w badaniu. Jeśli dodamy do tego dane z drugiego wykresu, z którego dowiadujemy się, że tych, którym zdarza się pomyśleć o biednym autorze opracowania, a który za swoją pracę nie dosta-

Manko 69 - czerwiec 2009 nie nawet grosza, oraz tych, którzy z bólem serca i świadomością łamania przez siebie prawa jednak kserują, jest przeszło 60%, to przypomina mi się pewien stereotypowy obraz Polaka. Zdaje sobie sprawę, że robi coś źle, ma nawet z tego powodu wyrzuty sumienia, ale ponieważ robią to wszyscy i jest tylko niewinne kombinatorstwo, robi to bez zawahania. Drugim krokiem był rekonesans przeprowadzony w kilkunastu punktach ksero umiejscowionych w strategicznych dla AGH, UJ i UR punktach. Z góry wybierałem lokale, w których cena za usługę była niższa od średniej w naszym mieście – powiedzmy, mniej niż 10 groszy za stronę A4. Udało mi się nawet podpytać pracowników o kilka szczegółów dotyczących kserowania. Pewnie nikogo nie zdziwi fakt, że większość klientów takich punktów stanowią oczywiście studenci (skoro blisko i tanio, to czemu nie?). Nieco bardziej interesującą kwestią jest fakt, że jeśli weźmiemy pod uwagę kryterium ilości skopiowanych stron i rodzaju kopiowanego materiału, to nad notatkami zdecydowanie biorą górę podręczniki. Niektórzy wspominali nawet, że jeszcze parę lat temu kserowano dużo więcej notatek, a teraz w modzie są głównie całe książki. Czyżby zatem upadała idea robienia własnych zapisków w trakcie zajęć? Na pytanie, czy pracownicy odwiedzonych przeze mnie punktów zdają sobie sprawę, że kserowanie publikacji naukowych nie jest legalne i narusza prawo autorskie, część z nich wzruszyła jedynie ramionami w myśl idei, że skoro płacą, to po co zadawać pytania. Pozostałe lokale potrafią się same zabezpieczyć. Na karteczce z zamówieniem umieszczona jest adnotacja, którą zlecająca osoba podpisuje własnym nazwiskiem, że oddaje do powielenia materiały, które nie są objęte prawem autorskim bądź mają do kserowania danego dzieła prawo. Nie zmienia to jednak faktu, że tego oświadczenia nie da się sprawdzić i jest to forma zabezpieczenia jedynie punktu ksero, a nie samego podręcznika. Oto cała brutalna prawda o ksero-studentach. Kseruje większość i czuje się z tym dobrze.

Oznak poprawy na horyzoncie nie widać, więc prawdopodobnie w mieszkaniach krakowskich żaków nadal będziemy widywali sterty odbitek, które w krytycznych (sesyjnych) momentach będą sięgały nawet sufitu. Zmian nie widać, ponieważ takie zachowanie nie jest społecznie potępiane w żaden sposób. Z drugiej jednak strony nie możemy też winić w stu procentach studentów. Sam wiem, ile podręczników warto byłoby mieć w domu, żeby w komforcie oddać się nauce. Zamiast tego muszę poświęcać masę czasu na dojazdy do znajomych, którzy mają akurat interesujący mnie egzemplarz, albo na przesiadywanie w bibliotece, bo na większość z książek mnie zwyczajnie nie stać. Nawet „bryki” nie są sprzedawane po kosztach drukowania. Chyba więc tylko punkty ksero pozostają skuteczną alternatywą uczelnianej czytelni. Za świetne podsumowanie starczy wypowiedź Marcina, studenta Inżynierii Środowiska na AGH: „Częściej od punktu ksero odwiedzam chyba tylko sklep spożywczy. I wątpię, żeby się to miało kiedykolwiek zmienić”. Michał Musiał

Historia stara jak świat W czerwcu piwo nie smakuje już tak dobrze, słońce nie chce opalać, kluby zaczynają świecić pustkami, a znajomi zaczynają przypominać chodzące zombii. Wszystko przez zbliżającą się sesję. Z sesją jest tak naprawdę podobnie jak z udziałem naszych piłkarzy na Mundialu: chęci

są wielkie, ale rezultaty – mizerne. Walczymy, gryziemy murawę, wiemy, jak powinniśmy zagrać, a jednak przygotowywaliśmy się jak nigdy, a wyszło jak zawsze. To gdzie tkwi błąd? Kluczem do sukcesu jest dobra organizacja i na pewno jeszcze lepsze notatki. Dlatego właśnie z myślą o Was, drodzy Studenci, powstał studencki portal Notatek.pl, na którym możecie znaleźć brakujące wykłady, podzielić się informacjami odnośnie wykładów i terminów

Y EDIALN NAT M PATRO

zbliżających się egzaminów. W prosty sposób możecie założyć własną grupę dziekańską, dodać terminy egzaminów w grupowym kalendarzu i pod każdy z nich podpiąć notatki. Chcemy, aby notatki były jak najlepszej jakości, dlatego specjalnie stworzyliśmy system ich oceny. Poprzez forum możecie podzielić się wrażeniami z sesji, poprosić innych o notatki i poznać nowych znajomych.


Studenckie aktywacje 17

Manko 69 - czerwiec 2009

Nagroda ta przyznawana jest za wybitną pracę doktorską z dziedziny nauk matema-

Rozmawiamy z dr Tomaszem Elsnerem, laureatem Międzynarodowej Nagrody im. Stefana Banacha. Pańska praca konkursowa  ma tajemniczy (dla humanisty) tytuł „Teoria powierzchni minimalnych w przestrzeniach systolicznych”. Czy jest możliwe krótkie wytłumaczenie jej tematu? Uświadamianie szerokiej publiczności (zwłaszcza humanistycznej), czym zajmuje się współczesna matematyka, stanowi duży problem. Wynika to w dużej mierze z tego, że szkolna matematyka, poza którą wychodzą jedynie studenci kierunków technicznych, nie wykracza ponad stan wiedzy ludzkości z końca XVIII wieku. Od matematyki w wieku XXI humanistę oddziela więc ponad dwustuletnia przepaść. Aby uświadomić sobie, ile to jest dwieście lat historii nauki, spróbujmy sobie wyobrazić, jak biolog zajmujący się modyfikowanymi genetycznie bakteriami, może opowiedzieć o swojej pracy komuś, kto nie ma pojęcia o istnieniu mikroorganizmów... Skoro jednak nie jestem w stanie wytłumaczyć

Y

tycznych. Została ustanowiona przez Polskie Towarzystwo Matematyczne oraz krakowskołódzką firmę informatyczną Ericpol Telecom w 2008 roku i objęła Polskę, Białoruś, Litwę oraz Ukrainę. Twórcom nagrody przyświecała idea podkreślenia rozwoju matematyki we współczesnym świecie. Jest to także wsparcie finansowe dla wybitnie uzdolnionych młodych naukow-

humaniście, o czym jest moja praca, spróbuję przynajmniej rozszyfrować jej tytuł. Pojęcie powierzchni minimalnej można łatwo opisać przy pomocy baniek mydlanych: jeśli niewielką plastikową ramkę zanurzymy w roztworze wodnym mydła, dostaniemy błonę, która przyjmie taki kształt, by pole jej powierzchni było możliwie najmniejsze. Gdy ramka będzie płaska (zawarta w jednej płaszczyźnie), otrzymana błona również będzie płaska, gdy jednak spróbujemy zrobić ten eksperyment z ramką, która nie jest płaska wyliczenie kształtu błony staje się już poważnym zadaniem matematycznym. Otrzymaną błonę nazywamy właśnie powierzchnią minimalną rozpiętą przez tę ramkę. W swojej pracy nie badam jednak powierzchni minimalnych rozpinanych w tradycyjnej trójwymiarowej przestrzeni, ale w znacznie dziwniejszych tworach – przestrzeniach systolicznych. Są to przestrzenie zbudowane z trójkątów równobocznych, czworościanów foremnych oraz ich wyżej wymiarowych odpowiedników (to takie czterowymiarowe trójkąty) posklejanych w taki sposób, by otrzymać figurę niedodatnio zakrzywioną (systoliczną). Matematyka jako przedmiot na studiach jest dla niektórych nocnym koszmarem. Te wszystkie wzory, wykresy, algorytmy, których nie potrafią nawet wymienić… Czy zawsze lubił pan matematykę? Myślę, że głównym problemem, jaki studenci mają z matematyką, jest to, że nie poddaje się ona nauce pamięciowej. Matematyki nie da się „zakuć”, ją trzeba po prostu zrozumieć. Jeśli myślimy o matematyce nie jako o zestawie wzorów, ale jako odpowiedzi na stawiane przed nami pytania (w tym pytania stawiane przez in-

ne dziedziny nauki), staje się ona piękna i ciekawa .Tak rozumiana matematyka pasjonowała mnie od zawsze. Czy w matematyce jest jeszcze dużo do odkrycia? Można by to sformułować inaczej: ile jest takich pytań, na które nie znamy odpowiedzi? Ogromnie dużo. A biorąc pod uwagę fakt, że można zadać nieskończenie wiele różnych pytań, to brak zajęcia matematykom nie grozi... Praktycznie każde nowe odkrycie motywuje nas do stawiania kolejnych pytań, można by więc rzec, że im więcej wiemy, tym lepiej widzimy, jak  wiele jeszcze zostało do odkrycia. Graficzne obrazy generowania fraktali bywają bardzo intrygujące. Czy matematyka może być wykorzystywana w sztuce? Wydaje mi się, że artyści obraziliby się na sugestię, że sztukę można w ten sposób zautomatyzować (to brzmi trochę jak maszyna do pisania poświeci). Ale może właściwszym pytaniem jest to, czy matematyka ma w sobie coś ze sztuki? A zachwyt nad fraktalami generowanymi prostym wzorem matematycznym nie dotyczy samego obrazka, ale właśnie prostoty jego opisu? Czy podczas urlopu, wakacji myśli pan o matematyce? Z problemem matematycznym często jest jak z zagadką zadaną przez znajomego – męczy, uwiera i nie pozwala o sobie zapomnieć, dopóki nie znajdziemy odpowiedzi. Dlatego nie da się tak prosto oddzielić czasu pracy matematyka od czasu jego urlopu – nieodparta potrzeba poznania odpowiedzi na zadane pytanie motywuje mnie do pracy o bardzo różnych porach dnia i nocy.

Bańki mydlane a matematyka Doktor Tomasz Elsner z Uniwersytetu Wrocławskiego został laureatem Międzynarodowej Nagrody im. Stefana Banacha za pracę pt. „Teoria powierzchni minimalnych w przestrzeniach systolicznych”.

EDIALN

NAT M ców oraz promocja PATRO dorobku polskiej myśli matematycznej w postaci genialnego polskiego matematyka, profesora Stefana Banacha. Doktoranci nadesłali 19 prac o zróżnicowanej tematyce. m.in.: równania różniczkowe, równania funkcyjne, geometria algebraiczna, geometryczna teoria grup czy teoria liczb. – Zwycięska praca dotyczyła aktualnej tematyki, a jej wyniki zostały opublikowane w bardzo dobrym czasopiśmie (Geometry and Topology) – mówi prof. Zbigniew Błocki, przewodniczący Jury, argumentując wybór zwycięskiej pracy. Kamila Stanisz, jf

Stefan Banach - urodził się 30 marca 1892 roku w Krakowie. Był matematycznym samoukiem – rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, a następnie studiował na Politechnice Lwowskiej. W 1920 r., nie mając ukończonych studiów matematycznych, Stefan Banach otrzymał doktorat na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie po czterech latach został profesorem. Wokół jego osoby gromadzili się utalentowani, młodzi matematycy, tworząc Lwowską Szkołę Matematyczną. Banach jest twórcą analizy funkcjonalnej. W latach 1939-45 był prezesem Polskiego Towarzystwa Matematycznego. Znany z niekonwencjonalnego sposobu uprawiania matematyki, stał się jednym z najsławniejszych matematyków w świecie. Patron Nagrody może być przykładem dla młodych matematyków; mimo trudnych początków swej naukowej drogi, dzięki niezwykłym cechom umysłu i osobowości stał się jednym z najsłynniejszych matematyków na świecie.


18 Studenckie aktywacje

Manko 69 - czerwiec 2009

spodzianki, kiedy braknie nam czasu lub przeszacujemy ilość czynności, które możemy wykonać. Czego byśmy nie mówili, oczywistą rzeczą jest, że nasz mózg uwielbia powtarzanie jako najlepszą metodę zapamiętywania. Lepiej naukę do egzaminu rozłożyć na tydzień (ucząc się 3 h dziennie) niż uczyć się całe dwa dni. Poza tym nie będziemy musieli rezygnować z innych zajęć. Popatrz na dostępny czas i zastanów się, jaką partię materiału przyswoisz w konkretnym okresie. Nie wpisuj na grafik tak ogólnych rzeczy, jak nauka do egzaminu. Jeśli masz 2-3 godziny wolne miedzy zajęciami, wpisz konkretny materiał do nauczenia się, np.: „przeczytać wykłady” lub: „nauczyć się wykładów z marca”. W ten sposób rozbijasz główny cel na mniejsze czynności, które musisz wykonać. Zastanów się więc, jakich czynności wymaga od ciebie ogólny cel – dzięki temu nie będziesz zaskoczony faktem, że nagle zamiast 3 godzin – jak wcześniej zakładałeś – musisz na naukę wykładów poświęcić 6 godzin. Nie zrażaj się tym, że w ciągu dwóch godzin niczego się nie nauczysz – nic bardziej mylnego, bowiem najefektywniejsza jest właśnie taka nauka – w blokach 1-2 godzinnych, a następne przeplatane przerwami. A może tak od końca… Błędem, jaki często popełniamy, jest dopasowanie celu do naszego czasu. Mamy cel (egzamin), a następnie staramy się ten cel nałożyć na naszą dostępność czasową. Są jednak zadania, które lepiej planować od końca – dotyczy to zwłaszcza zadań długoterminowych, o charakterze cyklicznym, np. projekt. W takich sytuacjach warto zacząć od ustalenia celu i osadzenia go w konkretnej perspektywie czasowej, by następnie zastanowić się, jakie czynności pomogą nam ten cel osiągnąć. Dopiero wtedy nanosimy to na kalendarz, określając, ile dana czynność zajmie nam czasu. Idąc od tyłu – nie zakładamy z góry, kiedy powinniśmy wyznaczyć sobie start, dopiero kolejne czynności nanoszone na grafik wyznacza nam początek naszych działań. Metoda ta jest modyfikacją wykresu Gantta, bardzo pomocnego przy planowaniu kilku projektów/zadań, którymi się zajmujemy. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Wszystkich rzeczy nie można traktować na równi, zwłaszcza gdy czasu jest niewiele. Jeżeli część rzeczy można odłożyć, sprawa nie jest aż tak trudna, gorzej, jeżeli wszystkie rzeczy wymagają realizacji. Wtedy należy umiejętnie określić priorytety – wybrać te, które koniecznie trzeba zrobić, gdyż raport do oddania wy-

Zdaj sesję z łatwością! Sesja zbliża się wielkimi krokami – przed Tobą sporo egzaminów, które skumulowane są w jednym okresie. Na dodatek masz jeszcze inne obowiązki, a przecież nie chcesz, by dwa tygodnie egzaminów było okresem wyjętym z Twojego życia. Co roku obiecujesz sobie, że tym razem będzie inaczej. Wiesz, że trzeba wszystko zaplanować, ale nie wiesz, jak się do tego zabrać. Oto potrzebne porady, przydatne nie tylko w czasie sesji. Planowanie – rzecz święta… Łatwo powiedzieć – trudniej zrobić, ale kiedy już świadomie pomyślisz o czasie, którym dysponujesz, efekty będą świetne. Każdy człowiek planuje – nawet ci, którzy twierdzą, że tego nie robią. Inną rzeczą jest to, czy robią to efektywnie. Samo planowanie wydaje się czasochłonne, jednak nie zajmuje więcej niż 1% dnia. Mówi się, że planując, najlepiej zastosować metodę 60/40, a więc nie wszystko powinno być planowane – tylko 60 % czasu pracy. Reszta, czyli 40%, powinna być rezerwą, która może się przydać. W pierwszej kolejności zastanów się, co masz zrobić – spisz to na kartce lub wpisz do kalendarza, np. pójście do fryzjera, egzamin, przeczytanie książki. Część z tych rzeczy jest ważniejsza, a inna mniej ważna – zastanów się, które z zapisanych przez ciebie rzeczy należy do wyżej wymienionych kategorii. Osadź cel w określonym kontekście – w dniu, tygodniu, itp. W tym celu możesz skorzystać z kalendarza lub samemu narysować rozkład tygodnia z uwzględnieniem zajęć obowiązkowych. Dokonasz wizualizacji swojego tygodnia – dowiesz się, kiedy masz lukę w zajęciach, w czasie której możesz przygotowywać się do egzaminu. Samo naniesienie na kalendarz nie wystarczy: warto określić czas, jaki potrzebujesz na wykonanie określonej czynności. Jeśli w planie uwzględniasz wykład, to zaznacz w kalendarzu, że trwa 1,5 h. Określenie ram czasowych jest ogromnie ważne, bowiem unikniemy nie-

kładowcy będzie wymagał większego profesjonalizmu niż 15-minutowy referat. Do łatwiejszego wyznaczania priorytetów służy Macierz Eisenhowera. Stosować ją można w wielu wersjach: w formie papierowej, elektronicznej, tabeli na ścianie, na którą naklejamy samoprzylepne karteczki. Metoda, o której wspominamy, ma formę tabeli podzielonej na 4 części: sprawy ważne, nieważne, pilne i mniej pilne (zamieniłam to, bo „niepilne” to neologizm, ale jeśli koniecznie chcecie – przymknę oko;)). Tworzą się więc 4 kategorie spraw: ważne-pilne, ważne- mniej pilne, nieważne – pilne, nieważne- mniej pilne. Ostania kategoria to taka, która nie powinna nam zaprzątać głowy, natomiast najważniejsza, to rzeczy pilne i ważne, czyli na wczoraj. Nie należy lekceważyć rzeczy ważnych- mniej pilnych. Warto śledzić, kiedy mogą zmienić się na pilne, poza tym są ważne z punktu widzenia strategicznego zarządzania/ planowania.

Macierz Eisenhowera: Podsumowując : • warto posiadać kalendarz/notes – zapisuj rzeczy, którymi musisz się zająć, zwłaszcza te drobne – one mogą umknąć (np. w formie małych karteczek), • nanoś ważniejsze zadania na kalendarz i macierz Eisenhowera, • rozbijaj duże zadania na mniejsze – łatwiej oszacujesz realny czas ich wykonania, • rzeczy, które zajmują ci mniej niż 2 minuty, nie wymagają planowania, • rzeczy nieprzyjemne zrób jak najszybciej, • ustalaj ścisłe terminy i trzymaj się ich Powodzenia w czasie sesji! Sylwia Czubaj Neolution Autorka jest Prezesem ds. PR symulacji biznesowej Neolution. Organizacja skupia studentów, a obszarem jej działania jest szeroko pojęty HR oraz PR. Świadczy usługi z zakresu psychologii biznesu: szkolenia, rekrutacje, kampanie promocyjne i wizerunkowe. Współpracowała m.in. z Pocztą Polską, YPI, AEGEE, DOL, Onet.pl, TP S.A.


Studenckie aktywacje 19

Manko 69 - czerwiec 2009

Foto: paulina korbut

MAGIA CYFR KONTRA ŻELAZNA LOGIKA

26 kwietnia w słowackim Žilinie został Mistrzem Świata w sudoku, a od trzech lat nie ma sobie równych w Mistrzostwach Polski. Na co dzień studiuje na Politechnice Krakowskiej. Z Jankiem Mrozowskim rozmawiała Małgorzata Opalińska. Jak wspominasz kwietniowe Mistrzostwa? Poszło ci świetnie, czy było łatwo? Konkurencja była naprawdę duża, przyjechało 128 uczestników z 28 krajów z całego świata. Kilkanaście osób na naprawdę wysokim poziomie. Było ciężko, ale udało mi się zachować spokój i koncentrację w decydujących momentach. Jak właściwie zaczęła się twoja przygoda z sudoku?

To było jakieś 4 lata temu. Wszystko zaczęło się od rozwiązywania krzyżówek w „Super Ekspresie”. Kiedy obok pojawiło się sudoku, spróbowałem i tak już jest do tej pory. A jak to wygląda na co dzień? Jak przygotowujesz się do kolejnych zawodów? Trenuję indywidualnie, głównie przez Internet, zazwyczaj na stronie www.fed-sudoku. eu. Codziennie pojawiają się nowe plansze, a że strona jest międzynarodowa, to przy okazji mogę porównać swój czas z wynikami ludzi z całego świata. Większość ludzi zna tylko klasyczne sudoku, a przecież to tylko jedno z wielu. Jaki jest twój ulubiony rodzaj? Najbardziej lubię grę na czas, ale też Killer Sudoku i Nonconsecutive Sudoku. W przypadku pierwszego na początku plansza jest zupełnie niewypełniona, ale są zaznaczone obszary, w których podano sumę cyfr, które mają się w nich znaleźć. Nonconsecutive wygląda jak klasyczne sudoku, ale w sąsiadujących polach w pionie lub w poziomie nie mogą występować cyfry różniące się o jeden. Sudoku jest dla ciebie raczej zabawą czy sportem?

Właściwie jest to rozrywka, ale muszę przyznać, że to, co najbardziej lubię w sudoku, to rywalizacja. To, że mogę się sprawdzić, porównać na tle innych. A co oprócz tego, interesują cię jakieś inne gry logiczne? Kiedyś grałem w szachy, nawet mi nieźle szło, ale rzuciłem to, bo było za dużo wyjazdów. Po jakichś 5 latach wróciłem i spróbowałem zagrać w turnieju, ot tak. Spotkałem tych ludzi, z którymi wtedy grałem, ale okazało się, że wszyscy, z którymi wtedy grałem, są już duużo lepsi. Jakie następne zawody cię czekają? W czerwcu zamierzam wziąć udział w internetowym turnieju SudokuCup. Jeśli miałbyś udzielić rady naszym czytelnikom, co jest najważniejsze przy rozwiązywaniu sudoku? Metody rozwiązywania są powszechnie znane, trzeba umieć je możliwie najszybciej dostrzec i wykorzystać, zatem należy wykazać się logicznym myśleniem, spostrzegawczością, a także koncentracją.

Wielki sukces AEGEE-Kraków i „YOUrope needs YOU” wystarczającej wiedzy o Europie. Co więcej, metody stosowane przez wychowawców nie zachęcają do zagłębiania tej tematyki. Projekt ma to zmienić. Przedsięwzięcie członków AEGEE ma dwie fazy: w pierwszej studenci zdobywają wiedzę na temat Unii Europejskiej i pracy z młodzieżą szkolną. W drugiej wyszkoleni kursanci udają się do szkół średnich, gdzie poprzez interaktywne warsztaty przekazują uzyskane informacje młodym ludziom. Koncept członków AEGEE to jednak nie tylko zdobywanie wiedzy, ale również możliwość poznania ciekawych ludzi z różnych części Starego Kontynentu. Od samego początku tworzenia koncepcji projektu obecna była przy tym Agnieszka Strycharzmenadżer projektu, członkini AEGEE-Kraków, która nie tylko niesamowicie motywuje ludzi, ale zaraża ich także swoją energią do wszelkiej aktywności społecznej. Jak sama mówi: „Projekt ten pozwolił mi uwierzyć, że jeśli się czegoś bardzo pragnie, wierzy w to i są wokół cie-

bie ludzie, którzy myY ślą podobnie, to można EDIALN NAT M PATRO to osiągnąć. W każdym kraju, gdzie realizowaliśmy nasz projekt spotykaliśmy ludzi, którzy widzieli te same problemy co my i co więcej byli w stanie poświecić swój czas dla ich rozwiązania, do zaszczepienia młodym ludziom aktywności, przekazania idei wspólnej Europy”. Sabina Bryś Foto: AEGEE-Kraków

Projekt edukacyjny „YOUrope needs YOU” zrealizowany przez Europejskie Forum Studentów AEGEE-Kraków zdobył główną nagrodę im. Karola Wielkiego dla Młodzieży za rok 2009. W ramach „YOUrope needs YOU!” organizowane są seminaria skierowane dla studentów uczelni wyższych całej Europy, którzy dzięki szeregowi wykładów i studiów przypadku zdobędą wiedzę umożliwiającą im zainteresowanie uczniów szkół średnich tematyką europejską. W ciągu pierwszego cyklu realizacji projektu zostały zorganizowane szkolenia w Leiden (Holandia), Passau (Niemcy), Krakowie, Oviedo (Hiszpania) i Canakkale (Turcja). Jednakże to polska część organizowana przez AEGEEKraków została najpierw laureatem krajowych eliminacji, a następnie 19 maja pokonała 26 pozostałych europejskich kandydatów zdobywając pierwsze miejsce i czek w wysokości 5 tysięcy euro. Projekt „YOUrope needs YOU!” został stworzony w styczniu 2008 roku w Oviedo przez grupę członków AEGEE, którzy – wymieniając swe doświadczenia z lat szkolnych – zauważyli, że uczniowie liceów i techników nie otrzymują


Manko 69 - czerwiec 2009

STUDIOWAĆ WŚRÓD PIRAMID

W ramach współpracy z Uniwersytetem 6. Października w Egipcie studenci Krakowskiej Akademii mają możliwość wyjazdu na stypendium do Egiptu. Inicjatywa współpracy wyszła ze strony egipskiej, jednak, jak podkreślają władze uczelni, korzyści są obustronne. Co roku szansę na podjęcie studiów w Egipcie ma dwóch studentów. W planach jest także szkoła letnia dla studentów Akademii Krakowskiej i Uniwersytetu 6. Października. Do pobytu na egipskim Uniwersytecie zachęca Dorota Piekuś, studentka III roku Politologii Krakowskiej Akademii, która z możliwości wyjazdu skorzystała bez wahania. - Wyjazdy zagraniczne to nie tylko możliwość przeżycia świetnej przygody, poznania ludzi, odmiennej kultury, ale również szansa doskonalenia języka, a przede wszystkim zdobycia nowych doświadczeń. Jakie korzyści niesie ze sobą taki wyjazd? - Półroczne stypendium na Uniwersytecie 6 Października w Kairze było nie tylko ciekawym i ważnym doświadczeniem. Przede wszystkim

stało się okazją do poznania jakże różniącej się kultury arabskiej oraz szansą do nauczenia języka arabskiego.- wspomina Dorota Piekuś. Egipski Uniwersytet Uniwersytet 6. Października stanowi kompleks kilku, doskonale wyposażonych i zorganizowanych budynków. Położony jest w pięnej okolicy. Szkoła oferuje nieograniczony dostęp do Internetu oraz bogato wyposażonej biblioteki. Dorota uczestniczyła w tamtejszych wykładach, które dotyczyły gospodarczych stosunków międzynarodowych i handlu zagranicznego. Studentka bardzo też chwali tamtejszych profesorów: - W czasie pobytu mogłam liczyć na życzliwe wsparcie, pomoc i opiekę dr Karimy Hassanien, która była odpowiedzialna za pomyślny przebieg naszego stypendium - mówi. Żacy z północnej Afryki Często przed wyjazdami w podobne tereny powstrzymuje nas obawa jak zareagują na „obcego” obywatele kraju. Jak podkreślała stu-

Aktywny student: Polska – Kazachstan – Kirgistan Grupa 8 studentów z Uniwersytetu Jagiellońskiego wymyśliła i zrealizowała projekt „Aktywny student: Polska – Kazachstan – Kirgistan”, którego celem było upowszechnienie doświadczeń dotyczących organizacji studenckich, sektora pozarządowego, edukacji obywatelskiej, oświaty i wolontariatu. Pierwszy etap projektu odbywał się w Polsce w dniach od 19 do 28 marca 2009 roku. Do Krakowa przyjechała 25 osobowa grupa uczestników z Kazachstanu i z Kirgistanu. Podczas pobytu w Krakowie zdobyli bogaty wachlarz umiejętności w zakresie funkcjonowania organizacji studenckich w Polsce na przykładzie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dzięki specjalistycznym szkoleniom studenci zdobyli poten-

cjał i doświadczenie, które ułatwi im kreatywną pracę po powrocie do krajów. Szkoleniom towarzyszyły, mające interaktywny charakter, zajęcia warsztatowe, które w sposób praktyczny zapoznały uczestników z podejmowaniem przedsięwzięć i projektów., m.in. warsztaty: „Student szuka pracy”, „Organizacja konferencji i wymiany studenckiej”, „Rodzaje reklamy”. Zespół Miesięcznika MANKO (Paulina Korbut, Monika Toporowska, Marcin Nawrocki)przeprowadził warsztat z tworzenia czasopisma oraz pisania takich form dziennikarskich jak artykuł, felieton, wywiad. Wypracowanymi rezultatami warsztatów było powstanie 4-stronicowego czasopisma

dentka KA, strach jest niepotrzebny. - Szybko nawiązaliśmy znajomości z arabskimi studentami, którzy bardzo chcieli wykazać się przed "gośćmi z zagranicy" i poświęcali nam każdą chwilę swojego wolnego czasu. Niesamowite jest to, że mimo barier językowych, nawiązały się między nami przyjaźnie – wspomina. Przychylność egipskich żaków spowodowała, że Dorota bardzo szybko zaklimatyzowała się w nowym miejscu. Dorota miała też możliwość zwiedzenia wielu ciekawych miejsc. - Widziałam Gizę, gdzie znajduje się kompleks piramid wraz ze Sfinksem, jeździłam na wielbłądach, koniach, a co weekend odwiedzałam Kair. Byłam oczywiście w Sharm El-Sheikh i wielu innych zakątkach Egiptu – mówi. „Dzisiaj wino — jutro praca”, Tak głosi arabskie przysłowie, bo zagraniczne stypendium to przecież nie tylko nauka. - Czas wolny spędzałam na zwiedzaniu Egiptu i zdobywaniu wiedzy na temat codziennego życia w Egipcie. Poznałam mnóstwo studentów z rozmaitych zakątków świata arabskiego. Wszyscy byli bardzo życzliwi, także nie odczuwałam dyskryminacji rasowej czy wyznaniowej, a wręcz przeciwnie. Ja sama przyznaje, była zaskoczona tym, że każdy chce się czegoś dowiedzieć o kulturze europejskiej. Choć była tam „odmieńcem”, tak jak jej kolega Mateusz (również stypendysta z KA), wszyscy pozytywnie ich traktowali. Po takim egzotycznym wyjeździe do kraju wraca się nie tylko z bagażem cennych doświadczeń, ale i wielu niezapomnianych wrażeń, jak chociażby upadek z wielbłąda, który z uśmiechem na twarzy wspomina studentka. Ewa Czemerys „StatusActive”, z tekstami w języku angielskim oraz fotografiami z pobytu uczestników w Krakowie. W dniach 10 – 24 maja 2009 roku odbył się drugi etap projektu w Ałmaty i Biszkeku. Grupa z UJ odwiedziła Kazachstan i Kirgistan w celu przeprowadzenia szkoleń i warsztatów na partnerskich uniwersytetach, a także zaobserwowania rezultatów działania przeszkolonych uczestników pierwszej części projektu w Polsce. Foto: Archiwum uczestników

Foto: Archiwum Doroty Piekuś (2)

20 Studenckie aktywacje


Studenckie aktywacje 21

Manko 69 - czerwiec 2009

Krakowska noblistka 14 maja 2009 roku w Urzędzie Miasta Krakowa w Sali Obrad odbyła się Gala Regionalna wręczenia Studenckich Nobli. Krakowskiego Nobla zdobyła Sylwia Makuch, studentka Uniwersytetu Ekonomicznego. II miejsce zajął Mateusz Michałek z Uniwersytetu Jagiellońskiego, a III – Mirosław Zajdel z Akademii Górniczo-Hutniczej.

MEDIA

LNY

Z a sz c z y t ne pierwsze miejsce zdobyła Sylwia Makuch, studentka II roku studiów II stopnia Zarządzania na UEK. Noblistka o swoich wrażeniach dotyczących konkursu, zainteresowaniach i przyszłości opowiada w rozmowie z dziennikarką „Manko”, Ewą Czemerys. Na początek gratuluję zwycięstwa! Dziękuję. Pokonałaś wielu rywali. Jak się z tym czujesz? Jestem bardzo mile zaskoczona. Wiem, jak aktywna i utalentowana jest brać studencka, która wzięła udział w tym konkursie. Nie spodziewałam się zatem, że zwyciężę w zasięgu uczelnianym, a co dopiero regionalnym. To dla mnie ogromny zaszczyt i motywacja do dalszej pracy. Dlaczego zgłosiłaś się do konkursu? Do udziału w konkursie namówił mnie mój mąż Kamil, który stwierdził, że „żona-noblistka to marzenie każdego mężczyzny”. Podejrzewam, że gdyby nie jego dar przekonywania, to nie wzięłabym udziału w tym konkursie, gdyż w

Foto: paulina korbut

Celem konkursu Studencki Nobel było wyłonienie najzdolniejszego studenta Rzeczpospolitej. Otrzymanie tytułu zapewnia nie tylko prestiż, ale także daje możliwość promocji w mediach studenckich, lokalnych i ogólnopolskich. W konkursie mógł wziąć każdy student, który miał średnią minimum 4.0. Nie liczyły się jednak tylko same wyniki w nauce. Brano pod uwagę również zaangażowanie w różnego rodzaju organizacje, prace na rzecz środowiska akademickiego, sportowego, wolontariat. Należało pochwalić się swoimi zainteresowaniami i pasjami. Zgłoszenia do konkursu można było przesyłać od 1 do 31 marca, wypełniając formularz na stronie internetowej www.form. studenckinobel.pl. Aby dojść do finału, student musiał pokonać trzy etapy. Oprócz tytułu studenci zostali mile nagrodzeni. Było bowiem o co walczyć. Dla najlepszego studenta małopolski ufundowano netbook. Ponadto można było wygrać sprzęt elektroniczny oraz inne równie atrakcyjne nagrody rzeczowe.

NAT PATRO

Media Student

EDIALN

NAT M PATRO

Y

Warszawa po raz kolejny stała się miejscem integracji przedstawicieli mediów studenckich. W dniach 23-24 maja miała miejsce V edycja konferencji „Media Student”. Studenci-dziennikarze z różnych stron Polski wzięli udział w panelach i warsztatach dotyczących różnych stron dziennikarstwa. Jedną z najznamienitszych postaci była Hanna Krall. Ponadto o pracy nad reportażem barwnie opowiadali Jacek Hugo-Bader i Wojciech Jagielski. Nad sytuacją mediów w Internecie pochylili się Jacek Utko i Patrycja Kunkel. W panelu gospodarczym wzięli udział Witold Orłowski i Piotr Aleksandrowicz. Uczestnicy mogli również wziąć udział w warsztatach dotyczących sztuki rozmowy, poprawnego pisania, autoprezentacji i pracy z głosem. Nie zabrakło również licznych odniesień do kryzysu, który ma wielki wpływ na kształtowanie rynku mediów. (DD)

moich oczach był to pomysł z kategorii z motyką na słońce. Teraz wiem, że straciłabym wspaniały rozdział studenckiego życia i przemiłą niespodziankę. W konkursie mógł wziąć udział każdy student ze średnia minimum 4.0. Jednak nie liczyły się same wyniki w nauce, czym w takim razie ujęłaś jury? Myślę, że uznanie w oczach jury znalazła moja praca naukowa, której owoce to 19 publikacji naukowych, liczne referaty, badania naukowe, udział w międzynarodowych konferencjach itp. Wiem, że w jury zasiadali wybitni działacze, którzy czytając o mojej pracy w studenckim ruchu naukowym, aktywnej działalności w kołach naukowych, fundacjach i mediach, z uśmiechem wspominali swoje tego typu działania. Uważam, że nie bez znaczenia była również moja średnia ocen równa 5,0. Zachwycające osiągnięcia. Jakie są więc twoje pasje i zainteresowania? Moją pasją od pierwszego roku studiów jest działalność naukowa. Angażując się w różnorodne projekty, wiele się nauczyłam, przeżyłam wspaniałe przygody, świetnie się bawiłam i, co najważniejsze, poznałam swoją drugą połówkę, której po pięciu wspólnych latach studenckiego życia powiedziałam sakramentalne „tak”. Moje zainteresowania naukowe ogniskują się wokół innowacyjności przedsiębiorstw. Tej tematyce poświęcona jest większość moich publikacji i prac badawczych. A czy zostaje ci choć trochę czasu na przyjemności? Usłyszałam kiedyś przewrotne, lecz w mojej opinii mądre zdanie, z którym się w pełni zgadzam: „Im więcej robisz, tym więcej masz czasu”. Żyjąc aktywnie, można zajmować się naprawdę licznymi sprawami i wygospodarować czas na życie prywatne. Zapewne w moim przypadku było to łatwiejsze, ponieważ studiuję i realizuję liczne przedsięwzięcia razem z mężem, a ludzie, z którymi współpracuję, to moi przyjaciele przez co życie towarzyskie udało mi się wpisać w studia i działalność w organizacjach. Można nieśmiało stwierdzić, że masz w życiu dużo szczęścia. Jakie są zatem twoje plany na przyszłość? Najbliższe plany to dalszy rozwój naukowy, praca na uczelni i doktorat. Mam nadzieję, że udział w tym konkursie pomoże mi w ich realizacji. Pragnę zapewnić, że będę się starała, by nie zawieść tych, którzy docenili moją dotychczasową pracę. Te dalsze plany, na dzień dzisiejszy bajkowe, to domek z ogródkiem w malowniczej scenerii, romantyczne zachody słońca na werandzie… Ach te marzenia! Zawsze pozosta je wiara, że się spełnią. Czego Wam wszystkim, drodzy Czytelnicy, życzę. Ewa Czemerys


22 Studenckie aktywacje

Manko 69 - czerwiec 2009

Foto: Piotr Kaczor (2)

Y EDIALN NAT M PATRO

Foto: Piotr Kaczor

Festiwal Nauki w Krakowie 2009 dobiegł końca. Idea upowszechnienia osiągnięć publicznych szkół wyższych oraz instytucji naukowych działających na terenie miasta ma już w Krakowie dziewięcioletnią tradycję. Po raz drugi z rzędu Festiwal Nauki koordynowała Politechnika Krakowska. Każdy, kto choć trochę interesuje się nowinkami ze świata nauki, sztuki i kultury, miał okazję do rozwinięcia swoich pasji. W programie Festiwalu znalazły się panele dyskusyjne, prelekcje i wykłady oraz atrakcje artystyczne – wystawy, spektakle i koncerty. 14 i 15 maja w Domu Polonii w ramach organizowanych przez UJ, PK oraz AGH paneli dyskusyjnych, znane

VIP-y w Krakowie

W maju w Krakowie zagościły znane osobistości ze świata polityki, mediów i nauki. Perspektywa dziennikarska Na IV w tym roku akademickim spotkaniu z serii VipGAP zorganizowanym przez studentów z Koła Naukowego Gospodarki i Administracji Publicznej z UEKu pojawił się dziennikarz i prowadzący program „Szkło kontaktowe” Grzegorz Miecugow. – Dziennikarstwo to sztuka porządkowania świata. Rodzaj usługi, o potrzebności której toczy się walka. Żeby być dobrym dziennikarzem, trzeba mieć szczęście i umieć poruszać się w coraz szybszym świecie coraz większej ilości informacji – powiedział Miecugow pytany o to, co robić, by być dobrym dziennikarzem. Kryzys kryzysowi nierówny Również na UEK odbył się wykład profeso-

uki pracowników naukowych i studentów przyciągnęła do centrum Krakowa tłumy odwiedzających. Przedstawiciele uczelni technicznych prezentowali efektowne doświadczenia – wybuchające wulkany, rozpuszczanie metali czy mieniące się różnymi barwami roztwory. Wśród interesujących eksponatów znalazły się mobilne roboty, „żywy” model mostu czy pływająca w basenie CyberRyba. Równie ciekawie zaprezentowali się studenci kierunków humanistycznych, oferując zwiedzającym gry, zabawy, konkursy oraz wystawy historyczne i przedstawienia. Szczególnie widowiskowo prezentowały się sobowtóry postaci polskiego międzywojnia, wygłaszające płomienne przemówienia polityczne. W namiotach nie zabrakło także atrakcji dla wielbicieli przyrody, a zainteresowani medycyną mogli przeprowadzić badania diagnostyczne lub zasięgnąć bezpłatnych porad lekarskich w Collegium Nowodworskiego. Różnorodność programu, atrakcyjność i przystępna forma prezentacji przygotowanych wydarzeń oraz rosnące zainteresowanie zwiedzających wysoko ustawiły poprzeczkę przed organizatorami następnego X Festiwalu Nauki w Krakowie.

FESTIWAL NAUKI W KRAKOWIE

osobistości świata akademickiego rozwijały zagadnienia składające się na hasło przewodnie Festiwalu: „Człowiek-Przestrzeń-Energia”. Nowością tegorocznej edycji imprezy był większy niż w latach poprzednich udział placówek dyplomatycznych oraz instytucji zagranicznych. Zwiedzający mogli obejrzeć efekty 50 lat działalności amerykańskiej agencji NASA, posłuchać wykładów międzynarodowych autorytetów w dziedzinie historii oraz ekologii, a także poprawić swoje umiejętności językowe. Największą popularnością cieszyły się jednak – jak co roku – atrakcje przygotowane przez organizatorów w miasteczku namiotowym na Rynku Głównym. Bogata wyobraźnia oraz kreatywność organizujących Festyn Nara Leszka Balcerowicza pt.: „Kryzys finansowy czy zmierzch kapitalizmu?”. – Cały świat pogrążony jest w recesji daleko mniejszej niż w latach trzydziestych – uważa Profesor Balcerowicz – jednakże nikt nie jest wolny od wpływu kryzysu. Przede wszystkim nie należy wyjeżdżać z kraju, który ma się dobrze do kraju recesji – radził studentom prof. Balcerowicz. Okrągły Stół W Krakowie miały miejsce obrady PolskoBrytyjskiego Okrągłego Stołu, których tegoroczna edycja została zatytułowana „Weathering the storms – EU Economic, Energy and Foreign Policy”, a celem była diagnoza burzliwych czasów w polityce energetycznej i zagranicznej Unii Europejskiej. Polsko-Brytyjski Okrągły Stół to doroczne spotkanie grupy kilkudziesięciu polityków, dyplomatów, urzędników, intelektualistów i przedstawicieli mediów Polski i Wielkiej Brytanii poświęcone najistotniejszym zagadnieniom na agendzie europejskiej – powstał w efekcie współpracy demosEUROPA – Centrum Strategii Europejskiej, Fundacji Unia&Polska, Brytyjskiego Chatham House, Centrum Studiów Europejskich Uniwersytetu w Oxfordzie i Stowarzyszenia Willa Decjusza. Honorowym gościem obrad był prof. Timothy Garton Ash – ekspert ds. polityki międzynarodowej i praw człowieka, znawca Europy Środkowej. W Collegium Novum wygłosił wy-

kład na temat sytuacji Polski i Wielkiej Brytanii w zmieniającej się Europie. – Gdy 30 lat temu byłem w Krakowie, różnice pomiędzy Polską a Wielką Brytanią były bardzo duże. Dzisiaj standard życia jest porównywalny – mówił. Profesor przeanalizował historię wzajemnych relacji Polski i Wielkiej Brytanii oraz zarysował obszary, w których obydwa kraje mogą podjąć wspólne inicjatywy w UE. Te obszary to m.in. polityka zagraniczna i energetyczna, gdzie zarówno Polska, jak i Wielka Brytania mają bogatą agendę. 20 lat temu… Lech Wałęsa i Tadeusz Mazowiecki zainaugurowali obchody 20. rocznicy zwycięstwa Solidarności, zorganizowane z inicjatywy wojewody małopolskiego Jerzego Millera. Były prezydent i premier spotkali się z naukowcami Polskiej Akademii Umiejętności, członkami Małopolskiego Komitetu Obywatelskiego Solidarność i studentami krakowskich uczelni. Uroczyste posiedzenie MKO „S” odbyło się w Sali Senatorskiej Zamku Królewskiego na Wawelu, gdzie przed wiekami polscy monarchowie czcili najważniejsze uroczystości. – Możemy być dumni, że nam się udało, ale nic nikomu nie jest dane raz na zawsze. To, co uzyskaliśmy, trzeba pielęgnować – przypomniał Mazowiecki. Kamila Stanisz


Tylko dla KOBIET ! „Naszym największym problemem nie jest to, że mierzymy za wysoko i nie osiągamy naszych celów, ale to, że mierzymy za nisko i je osiągamy”– słowa Michała Anioła cytuje Karolina Maj, uczestniczka niepowtarzalnego programu „Kobiecy Akcent” stworzonego przez firmę Accenture z myślą o studentkach. Akcent Informatyczny - Ze 100 zakwalifikowanych zgłoszeń wybraliśmy 36 studentek Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Reprezentowały one różne kierunki i etapy kształcenia akademickiego, ale wszystkie połączyła duża otwartość, aspiracje i zainteresowania - o procesie rekrutacji do programu „Kobiecy Akcent” opowiada Joanna Gierak-Onoszko z Accenture. Karolina Maj i Grażyna Barabosz studiują Informatykę i Ekonometrię. Karolina lubi wyzwania i postanowiła zgłosić się do programu, bo zaintrygowała ją jego forma. Grażyna woli mówić o przypadku. - Zobaczyłam plakat, wysłałam zgłoszenie i dostałam się – wspomina. - Jeżeli ten program był skierowany do niewielkiej liczby studentów i na dodatek tylko do płci żeńskiej, to dlaczego miałoby mnie tam nie być?- pyta retorycznie Karolina. Największym wyzwaniem dla twórców projektu „Kobiecy Akcent”, było stworzenie merytorycznej zawartości programu. - Wspólnie z przedstawicielkami Accenture, starałyśmy się tak stworzyć plan zajęć, by w trakcie warsztatów uczestniczki zdobyły autentyczną, praktyczną wiedzę przydatną nie tylko w pracy, ale i w życiu - tłumaczy koordynator z ramienia Uniwersytetu Ekonomicznego Monika Marszycka. Akcenty do naśladowania - Wzięłam udział w tym programie, bo chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o dzisiejszym świecie biznesu – tak trudnym i złożonym - opowiada Grażyna. Dla niej „Kobiecy Akcent” to możliwość poznania firmy

Accenture i kobiet, które doskonale radzą sobie w świecie zdominowanym przez mężczyzn. - Uważam, że Panie, które prowadziły wykłady, są godne podziwu i stanowią wzór do naśladowania - mówi. Małgorzata Korutowska, Senior Executive odpowiedzialna za Grupę Operacyjną „Zasoby Naturalne” w Accenture, Joanna Heidtman, psycholog i trener biznesu, Agnieszka Kubera, Senior Manager Sektora Handlu i Produkcji w Accenture, a także Małgorzata Klimowska-Ciaś, Manager Sektora Usług Bankowych i Ubezpieczeniowych w Accenture przekonywały, że „w kobietach drzemie ogromny potencjał, który musimy tylko z siebie wydobyć”. - Nie jesteśmy gorsze od mężczyzn i też możemy zajść wysoko - musimy tylko wysoko mierzyć - zauważa Karolina.. Gościem specjalnym programu była Dorota Poniatowska-Mańczak, która pełni funkcję Chief Information Officer (CIO) Banku Zachodniego WBK i jako jedna z niewielu kobiet w Polsce zajmuje tak wysokie stanowisko w obszarze IT. Studentkom opowiadała o przebiegu swojej kariery, wyzwaniach, które podejmowała, a także o wpływie tych decyzji na jej życie zawodowe oraz prywatne. - Spotkanie z Moniką Jaruzelską i Agnieszką Martyną, pań ze „Szkoły Stylu” było doskonałym dopełnieniem teorii. Wiedza i wskazówki jakie nam przekazano podczas tych warsztatów na pewno przydadzą się nie tylko z życiu zawodowym, ale i prywatnym. Dowiedziałam się jak być kobietą elegancką zarówno w pracy jak i podczas spacerów z psem - uśmiecha się Karolina.

Y EDIALN NAT M PATRO

Foto: rafał cygan

Studentka 23

Manko 69 - czerwiec 2009

Akcent na przyszłość - Pierwsza, pilotażowa edycja „Kobiecego Akcentu” już za nami. Był to unikalny projekt w skali kraju, i jesteśmy bardzo zadowolone, że nasz program został tak dobrze odebrany podsumowuje Joanna Gierak-Onoszko. Przedstawiciele Accenture poddają analizie wyniki pierwszej edycji i biorą pod uwagę opinie studentek, które pomogą wskazać obszary, które można udoskonalić. - Choć na tym etapie trudno jednoznacznie powiedzieć, kiedy zapadnie decyzja o kolejnej edycji programu, wiemy już, że program warto kontynuować - dodaje Joanna Gierak-Onoszko. Męski akcent Na wszystkich spotkaniach obecny był jeden mężczyzna – Rafał Cygan. - Dla mnie kobiecy akcent to przede wszystkim uśmiech i brak obawy przed obiektywem aparatu - mówi. Fotografował uczestniczki programu, gdy się uśmiechały, zamyślały i rozmawiały w trakcie przerw. Uwiecznił też te sześć ekspertek, które dzieliły się swoim doświadczeniem i wiedzą. - Po spotkaniu z Moniką Jaruzelską czuję się jak ambasador mody - żartuje fotograf. Na ostatnim spotkaniu pojawił się także rektor UEK – prof. Roman Niestrój. Dziękując uczestniczkom za udział w programie życzył im, by wiedza, którą zdobyły, „ułatwiła i pomogła w zdobyciu pracy na stanowiskach kierowniczych”. – Kobiecy Akcent to dobra marka w zarządzaniu – podsumował inicjatywę Rektor. I oby tak zostało! Kamila Stanisz

„Kobiecy Akcent” to wyjątkowy program edukacyjno-szkoleniowy dla studentek, przygotowany przez firmę Accenture we współpracy z Uniwersytetem Ekonomicznym w Krakowie. Składał się z cyklu 7 wykładów i warsztatów z zakresu konsultingu, prowadzonych przez ekspertki z firmy Accenture oraz przedstawicielki zajmujące kierownicze stanowiska w firmach będących jej klientami. Wszystkie wykłady i warsztaty w ramach programu prowadziły wyłącznie kobiety – doświadczone konsultantki firmy Accenture oraz ekspertki w dziedzinach uzupełniających m.in. psycholog biznesu, dr Joanna Heidtman oraz jedna z najbardziej znanych polskich stylistek Monika Jaruzelska.


24 Praca

Manko 69 - czerwiec 2009

?

KRYZYSOWE WAKACJE

Recesja dotknęła także i firmy organizujące wyjazdy Work&Travel do USA. Mniej jest pracy dla studentów w Stanach. Czy ten typ wyjazdów stanie pod znakiem zapytania? Jeszcze tylko kilka egzaminów i wakacje. Upragniony czas relaksu, rozkosznego lenistwa. W wielu studenckich umysłach już od dawna kłębią się pomysły na to, jak spędzić te trzy letnie miesiące. Opcji jest wiele. Pracodawcy oferują staże płatne (lub mniej płatne). Etat w krakowskiej restauracji nęci wysokimi zarobkami (czyt.: napiwkami), a wzmacniające się kursy walut zachęcają do ponownego rozważenia wakacyjnego wyjazdu zarobkowego. Tylko dokąd się udać? Może zweryfikować „American Dream”? Dobra opcja na wakacje? Dzięki programowi Work&Travel studenci mogą podjąć legalną pracę sezonową w USA – na cztery miesiące, z możliwością zwiedzania kraju przez kolejny miesiąc. Z takiej alternatywy w 2007 roku skorzystało ok. 15 tys. polskich studentów. Pracowali oni głównie w hotelach, restauracjach, parkach rozrywki i kasynach. Anna, studentka AWF-u, i Grzegorz, student Politechniki skorzystali z programu Wor-

k&Travel w minione wakacje. – Postanowiliśmy pojechać do USA , bo nie wiadomo, czy kiedyś taka okazja się jeszcze nadarzy. To dobra opcja na wakacje – mówi Ania – Poza tym to było marzenie mojego chłopaka, a Work&Travel załatwia za ciebie wszystkie formalności, jak wiza, ubezpieczenia, i oczywiście pracę w USA – dodaje. Weryfikacja marzeń Do ubiegłego roku organizowano w Warszawie Targi Work&Travel. Wystawiało się na nich kilkanaście firm rekrutujących studentów do pracy. W tym roku targi nie odbędą się – nastąpiła redukcja kosztów, zgłosiło się zbyt mało chętnych. Ani i Grzegorzowi w 2008 roku udało się uczestniczyć w ostatnim tego typu spotkaniu potencjalnych pracodawców. Po wcześniejszym zapoznaniu się z ofertami pracy w Internecie, podpisali oni umowy o pracę. Jak się później okazało, nie odzwierciedlały one rzeczywistości w 100%... – Firma pośrednicząca w zatrudnieniu nie wywiązała się z obietnic zawartych w umowie. Aby zrealizować marzenia o zwiedzaniu kraju, byłam zmuszona znaleźć druga pracę. Pracowaliśmy czasem 16h/dobę. To dużo, ale w innym wypadku nie zarobilibyśmy na wymarzoną podróż – mówi Ania. Koszt zależny jest od opcji programu, jaką wybierzemy, i od czasu, kiedy postanowimy o wyjeździe. Waha się między 4-7 tys. zł. Warto podkreślić, że im wcześniej podejmiemy decyzję, tym mniej zapłacimy. Cena zwykle zawiera przeloty, opłatę stałą za program, wizę i ubezpieczenie. Warto do tego zakupić sobie kartę ISEC, która gwarantuje nam wiele zniżek. Zwykle zarobki wahają się między 6,757,5$ na godzinę. Większość amerykańskich firm jednak gorzej traktuje studentów spoza USA. Szanse na „lukratywne” stanowisko kelnera/kelnerki są znikome. Posady te, zarezerwowane dla miejscowych, wiążą się z dużo większym zarobkiem. Napiwki kelnerskie oscyluję wokół sumy 200-300$ za noc. – W Polsce obiecywano nam podwójnie płatne nadgodziny. Obietnic nie dotrzymano. Średnio jeden etat to 35-40 godzin tygodniowo. My znaleźliśmy drugą posadę, więc pracowaliśmy około 80 godzin tygodniowo – dodaje. Wyjazdy Work&Travel jeszcze do niedawna

były utożsamiane przez polskich studentów z najatrakcyjniejszą formą zarobienia niezłych pieniędzy. Zmiany ekonomiczne (wzrost bezrobocia, spadek kursów walut) przekształcają wizerunek programu z zarobkowego na rozrywkowo-podróżniczy. – Nie nastawialiśmy się na oszczędzanie! Będąc na miejscu, dużo zwiedzaliśmy, wypożyczyliśmy samochód, korzystaliśmy z dostępnych atrakcji oraz możliwości zakupu sprzętu i ubrań po atrakcyjnych cenach. Chodziliśmy na kolacje (najlepsze sea food na świecie!), na mecze basketball’u. Żyliśmy normalnie, a dodatkowo oszczędzaliśmy na wymarzoną podróż, która miała trwać 2-3 tygodnie – wspomina Ania Ryzykowna przygoda Wyjazdy do Ameryki to dla wielu nie tylko perspektywa zarobienia pieniędzy, ale przede wszystkim szansa poznania kraju i nietuzinkowych ludzi, zweryfikowania stereotypów o nim, przeżycia przygody. Trzeba jednak uważać. – Jeśli nie załatwisz wyjazdu przez sprawdzonego organizatora, możesz stracić pieniądze, czas i nerwy. Zdarzało się, że ludzie przyjeżdżali na miejsce i nie mieli pracy. Zdesperowane dziewczyny, szczególnie z Rosji i Ukrainy, posuwały się nawet do prostytucji – ostrzega Ania. „Studentów do USA zapraszamy, ale nie aż tylu” W obliczu kryzysu ofert pracy jest znacznie mniej. Zainteresowanie programem Work&Travel utrzymuje się jednak na poziomie podobnym do ubiegłego roku. – Owszem, zmniejszyła się liczba ofert pracy w porównaniu z rokiem 2005 czy 2006. Nadal jednak organizujemy targi pracy, także wirtualne, na których student ma możliwość przekonania do siebie pracodawcy – zaznacza Michał Dudkiewicz z biura Business Travel Club zajmującego się organizacją wyjazdów Work& Travel. W obecnych warunkach wiele zależy od nas samych i tego, jak się zaprezentujemy. Pracodawcy gwarantują zwykle 30-40 godzin tygodniowo plus ewentualne nadgodziny. W czasach wielkiego „boomu”, czyli 3-4 lata temu, oferowano zatrudnienie na poziomie 50-60 godzin. – Ilość pracy zależy od miejsca, gdzie się jedzie. Mniejsza liczba studentów w poszczególnych miastach to spora szansa na znalezienie dodatkowej pracy, bo onkurencja jest po prostu mniejsza – dodaje Dudkiewicz. Jak dodaje specjalista BTC, w tym roku istotnym elementem jest umiejętność przewidywania aktualnie panującej koniunktury w USA. – Warto przemyśleć, czy szukanie prac „napiwkowanych”, np. w kasynach, jest w tym roku strzałem w dziesiątkę. Istnieje bowiem ryzyko, że w obliczu kryzysu Amerykanie ograniczą swoje wydatki na tego typu rozrywkę – dodaje. Paulina Gurgul


Praca 25

Manko 69 - czerwiec 2009

Umowa o dzieło, umowa zlecenie – plusy i minusy Umowa o dzieło oraz umowa zlecenie są najczęściej wybieranymi przez pracodawców formami zatrudnienia w ramach pracy wakacyjnej. Studencie, zobacz, czym się one różnią oraz jakie masz prawa i obowiązki po podpisaniu tego typu oświadczenia. Według kodeksu cywilnego przez umowę o dzieło przyjmujący zamówienie zobowiązuje się do wykonania oznaczonego dzieła. Istotny jest tutaj skutek działań zatrudnionego. Przez dzieło rozumie się nie tylko wykonanie jakiejś rzeczy, np. uszycie ubrania, ale także wykonanie usługi, np. wyremontowanie mieszkania. Nie każdy rodzaj pracy może być wykonywany na podstawie umowy o dzieło. Jeśli nie da się w umowie określić wymiernych, wymaganych skutków działań zatrudnionego, trzeba zdecydować się na inną formę zatrudnienia. Umowa o dzieło jest zawsze odpłatna. W przypadku tej formy zatrudnienia nie ma stosunku podległości służbowej między zatrudnionym a zatrudniającym. Zatrudniający może dawać zatrudnionemu wskazówki co do sposobu wykonywania dzieła. W umowie nie może być określony ani czas pracy, ani miejsce pracy, a jedynie termin wykonania dzieła. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby zatrudniony dobrowolnie wykonywał pracę w zakładzie pracy i w określonych godzinach. Jakikolwiek przymus w tym zakresie ze strony pracodawcy sprawi, że będziemy mieli automatycznie do czynienia z umową o pracę. Za wszelkie wyrządzone przez siebie szkody w pełni odpowiada zatrudniony, całym swoim majątkiem. Pracodawcy często decydują się na tę formę zatrudnienia, ponieważ jest dla nich najmniej kosztowna. Nie muszą odprowadzać składek ZUS ani składek na ubezpieczenie zdrowotne. Dzięki temu przy takich samych kosztach poniesionych przez pracodawcę można zatrudnionemu zaproponować wynagrodzenie dużo wyższe, niż w przypadku umowy o pracę. Przykładowo: jeżeli pracodawca poniesie koszty w wysokości 2500 zł, pracownik otrzyma około

1400 zł, a zatrudniony na podstawie umowy o dzieło – 2100 zł. Przy tym samym wynagrodzeniu, np. w wysokości 1500 zł, pracodawca w przypadku umowy o pracę poniesie koszty w wysokości prawie 2700 zł, a w przypadku umowy o dzieło – jedynie niespełna 1800 zł. Zatrudnionemu nie przysługuje wynagrodzenie za urlop oraz inne przerwy w pracy. Umowa o dzieło charakteryzuje się wysokimi kosztami uzyskania przychodu, które są odliczane od podstawy opodatkowania. Sztywne minimum wynosi 20%. Jeśli poniesione koszty są wyższe, zatrudniony może zrezygnować z ryczałtowego sposobu liczenia i zadeklarować koszty rzeczywiście poniesione (muszą one być udokumentowane rachunkami, fakturami lub imiennymi dowodami zapłaty). Plusy umowy o dzieło: • możliwe jest uzyskanie wyższego wynagrodzenia, ponieważ pracodawca ponosi niższe koszta, niż w przypadku umowy o pracę i umowy zlecenia, • zatrudniony będzie płacił niższe podatki dzięki wysokim kosztom uzyskania przychodu, Minusy : • pozbawienie zatrudnionego wszelkich świadczeń socjalnych od ubezpieczenia emerytalnego po ubezpieczenie zdrowotne, • bezpłatny charakter urlopów.

Umowa zlecenie jest bliższa umowie o pracę. Według kodeksu cywilnego przyjmujący zlecenie zobowiązuje się do dokonania określonej czynności dla dającego zlecenie. Chodzi więc o świadczenie usług. Istotna jest sama praca wykonywana przez zleceniobiorcę. Usługa może

być określona bardzo precyzyjnie, np. szycie określonego rodzaju ubrań o określonym kroju, albo ogólnie, np. kierowanie działem prawnym jakiejś firmy. Umowa zlecenie, podobnie jak umowa o dzieło, nie może zawierać określenia czasu pracy ani miejsca pracy. Nie może być tu również mowy o jakiejkolwiek podległości służbowej. Zleceniodawca może jedynie udzielać wskazówek lub instrukcji co do sposobu wykonywania zlecenia. Zleceniobiorca może dobrowolnie świadczyć usługi w miejscu i w czasie ustalonym ze zleceniodawcą. Można w umowie ustalić określoną ilość godzin w miesiącu, przez którą zleceniobiorca ma świadczyć usługi na rzecz zleceniodawcy. Umowa może być w każdej chwili wypowiedziana przez jedną ze stron. Za wszelkie wyrządzone przez siebie szkody w pełni odpowiada zatrudniony, całym swoim majątkiem. Wynagrodzenie przysługuje zleceniobiorcy z chwilą wykonania usługi. W przypadku, kiedy umowa zlecenie jest formą zatrudnienia, mamy do czynienia ze stałym świadczeniem określonych usług. Wówczas wynagrodzenie może mieć formę z góry ustalonej, wypłacanej co miesiąc pensji albo może być ustalane na podstawie stawki za godzinę wykonywania zlecenia (tzw. godziny zlecone). Zleceniobiorca nie pobiera wynagrodzenia za okresy urlopu i inne przerwy w pracy. W przypadku umowy zlecenia zleceniodawca ma obowiązek odprowadzania składek ZUS oraz składek na ubezpieczenie zdrowotne, co czyni tę formę zatrudnienia mniej atrakcyjną. Zleceniobiorca, podobnie jak wykonujący dzieło, może korzystać z wysokich kosztów uzyskania przychodu. Podobnie jak w przypadku umowy o dzieło, minimalne koszty uzyskania przychodu wynoszą 20%, ale mogą też być ustalone na podstawie poniesionych kosztów. Plusy umowy zlecenie: • wysokie koszty uzyskania przychodu skutkują tym, że zleceniobiorca płaci niższy podatek dochodowy – minimalnie obniża to również koszta ponoszone przez zleceniodawcę, • istnieje duża swoboda regulowania czasu pracy, • zleceniobiorca ma prawo do wszelkich świadczeń socjalnych włącznie z ubezpieczeniem zdrowotnym, Minusy: • zleceniodawca może w każdej chwili wypowiedzieć umowę – zleceniobiorca nie jest w żaden sposób chroniony, • składki ZUS i na ubezpieczenie zdrowotne podnoszą koszta pracy i obniżają możliwe do uzyskania wynagrodzenie, • bezpłatny charakter urlopów. Zbigniew Miszewski


26 Praca

Manko 69 - czerwiec 2009

Ksiegowość, Chiny i praca w outsourcingu

Czy księgowość jest nudna? Księgowość jest przewidywalna, dlatego może się wydawać nudna. Ma konkretne reguły i dobrze, że one istnieją, bo pomagają uporządkować świat finansów. Precyzyjność i przewidywalność zasad jest tutaj zdecydowanie zaletą. Na szczęscie zawsze w operacje zaangażowani są ludzie i to czyni tę pracę taką niezwykłą. Co charakteryzuje dobrego menedżera? Przede wszystkim otwartość na ludzi – drzwi do mojego pokoju są zawsze otwarte i osoby, z którymi pracuję, wiedzą, że zawsze mogą do mnie przyjść. Kolejną ważną cechą jest sprawiedliwość, myślenie w perspektywie czasowej i odpowiednie do tego planowanie. Na co zwracasz uwagę przy rekrutacji? Lubię, gdy osoba, z którą będę pracowała, ma poczucie humoru i jest otwarta. To ważna

paniu z tego przyjemności, a to bardzo ważne w pracy. Praca w międzynarodowym środowisku ma swoją specyfikę? Różnice kulturowe są widoczne, chociażby na przykładzie kontaktów z klientem: Amerykanie są bardziej otwarci, można z nimi porozmawiać o prywatnych sprawach, gdy, dla porównania, Duńczycy są konkretniejsi, rozmowa z nimi przebiega stricte na temat. Dlaczego polecałabyś pracę w Capgemini studentom, absolwentom uczelni? Capgemini to doskonałe miejsce na rozpoczęcie swojej kariery zawodowej.Daje możliwość zapoznania się z kulturą korporacyjną i współpracy na co dzień z oddziałami w Indiach, Ameryce czy Chinach. Jednocześnie to środowisko ludzi młodych, gdzie, jeśli ktoś ma pomysły i inicjatywę, może liczyć na ciekawą i dynamiczną karierę.

Foto: paulina korbut (2)

Irmina Masiuda – absolwentka Uniwersytetu Ekonomicznego, specjalność: Rachunkowość. 0d 9 lat związana z firmą Capgemini, świadczącą usługi outsorcingowe dla międzynarodowych korporacji. Irmina rozpoczęła swoją karierę jako pracownik tymczasowy, obecnie, jako menedżer, jest odpowiedzialna za dwa zespoły liczące 170 osób, które wykonują pracę w działach finansowo-księgowych i obsługi klienta . Pracownicy porozumiewają się aż w 25 językach.

cecha, zważywszy na zespołową specyfikę naszej pracy. Przy rozmowie zwracam też uwagę, jak dana osoba będzie reagowała na różne sytuacje charakterystyczne dla stanowiska. Niezbędna jest np. odwaga, zwłaszcza przy stanowiskach liderów zespołów – taka osoba nie może bać się ludzi i podejmowania decyzji. Dlaczego pracujesz w Capgemini i outsourcingu BPO? Nasza firma to lider na globalnym rynku usług BPO, co daje mi możliwość nieustannego rozwoju, wciąż znajduję tu dla siebie nowe wyzwania. Mam też szczęście do szefów, którzy byli dla mnie wzorem i dawali mi jednocześnie dużo swobody. W pracy nigdy się nie nudziłam, a przy okazji miałam okazję zwiedzić wiele ciekawych miejsc na świecie. Jakie miejsce najczęściej wspominasz? Przez ponad rok pracowałam w Chinach, w naszym biurze w Guangzhou, to było niesamowite doświadczenie. Inna kultura, ludzie, miejsce, w którym nie ma wielu Polaków i w którym nie można swobodnie porozumiewać się po angielsku. Początki były trudne, biorąc pod uwagę fakt, że pojechałam tam w konkretnym celu – aby wesprzeć nasze centrum i przekonać jednego z naszych klientów, że wykonamy naszą pracę jak najlepiej. Z jakimi wyzwaniami wiązała się praca w Chinach? Z jednej strony były to wyzwania komunikacyjne – pamiętam rozmowy przez tłumacza, bo niektórzy z naszych chińskich pracowników nie znali wtedy wystarczająco dobrze angielskiego. Z drugiej strony – co uważam za swój największy sukces – udało mi się zdobyć ich zaufanie i stworzyć zgrany zespół, który rozumiał, że moim celem nie jest nadzorowanie i krytyka ludzi, ale wspólna nauka i praca, by być coraz lepszym przy jednoczesnym czer-


27

Manko 69 - czerwiec 2009

reklama


reklama


reklama


30

Manko 69 - czerwiec 2009

reklama


Kątem oka 31

Manko 69 - czerwiec 2009

Komu TO służy? Najgłośniej przeciw otwarciu zawodu prawnika protestują korporacje prawnicze. Oczywiście dla dobra ludzi – wszak monopol służy wysokiej jakości usług. Sprawą zainteresował się kilka miesięcy temu Rzecznik Praw Obywatelskich. Warto jednak pamiętać również o lokalnych piekiełkach, gdzie podobne korporacje do spółki z urzędnikami „dbają o jakość usług”, rzucając maluczkim kłody pod nogi. W Krakowie można dostać mandat za wskazanie palcem Wawelu. Przepisy mające rzekomo chronić turystów, zostały wprowadzone w 1997 roku przez rząd SLD-PSL. Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 o usługach turystycznych w rozdziale 4, art. 20 mówi: „Przewodnikiem turystycznym lub pilotem wycieczek może być osoba, która posiada uprawnienia określone ustawą. Jednocześnie kto wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek podlega karze ograniczenia wolności lub grzywny”. „Ten uczynił komu korzyść przyniosło” – głosi starożytna maksyma. Rzymianie zaleca-

li: „patrz, komu coś służy, a wszystko stanie się jasne”. Komu zatem służy przymus wynajmowania takich przewodników, jakich chce państwo, a nie sam klient? Tutaj zapewne zdania będą podzielone. Ja twierdzę, że służy „korporacji” przewodników, „korporacja”, że mnie; konsumentowi, zwiedzającemu. Tyle, że jeśli sam nie docenię pożytku płynącego z licencjonowanych usług, straż miejska z dziką radością ukarze mnie mandatem. Nawet 500złotowym; taki właśnie otrzymał zagraniczny turysta prowadzący rowerową wycieczkę po Krakowie. Ponadto nie sądzę, żeby piloci-amatorzy zaszkodzili krakowskiej turystyce bardziej niż

przypadki takie jak ten sprzed dwóch lat – gdy straż miejska ukarała grupkę turystów z Włoch za głośne odczytywanie przewodnika po mieście (papierowego rzecz jasna). A więc jeszcze raz – komu to służy? Turystyce czy ochronie „licencjonowanych” przed konkurencją? Każdy może sobie na to pytanie odpowiedzieć po cichu i uczciwie, a następnie powrócić do codziennej pracy lub ochrony uciskanych przed tyranią nieprofesjonalizmu. Pecunia non olet. Sami zainteresowani też nie kwapią się szczególnie na ostateczny osąd. To dziwne, bo wyrażane raz po raz przekonanie o wyższości usług licencjonowanych wskazuje na to, że niepokorni turyści szybko wróciliby na łono „właściwych” pilotów. Wpływy z mandatów mogą też być na rękę miastu – podreperuje to nieco budżet. Obracając się wciąż w nomenklaturze rąk i dłoni da się sformułować jeszcze inny wniosek, ale nie chciałbym rzucać tutaj oskarżeń. Bartosz Bieliszczuk

KOMENTARZ: Zbigniew Miszewski, absolwent prawa na UJ. Krakowskiej straży miejskiej nie wolno karać mandatami turystów, którzy wskazują palcem Wawel albo zwiedzają Rynek z papierowym przewodnikiem w ręku. Według kodeksu wykroczeń karze podlega ten, kto wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek. W myśl ustawy o usługach turystycznych, przewodnik turystyczny jest osobą zawodowo oprowadzającą turystów po obszarach, miejscowościach i obiektach oraz udzielającą na ich temat informacji. Karalne jest zatem „oprowadzanie” i „informowanie” w ramach działalności zawodowej – działalności o charakterze ciągłym, zarobkowym i profesjonalnym. Dopóki straż miejska nie udowodni komuś informowania i oprowadzania turystów za pobraniem opłaty oraz w sposób ciągły, a więc wielokrotny i rozciągnięty w czasie, nie będzie miała prawa nikogo karać mandatami na podstawie art. 601.§4.1. Takie działanie funkcjonariuszy straży miejskiej byłoby poważnym przekroczeniem ich uprawnień.

Olimpiada ABSURDÓW 2009 rozstrzygnięta! Poniżej prezentujemy Wam galerię zwycięskich absurdów. Serdecznie gratulujemy całej trójce bystrego wzroku i świetnego poczucia humoru. Ze zwycięzcami i czytelnikami „Manko”, którzy wylosowali nagrody, skontaktujemy się mailowo. To nie koniec! Spore zainteresowanie konkursem sprawiło, że w październiku ruszy druga edycja Olimpiady Absurdów. Zachęcamy więc do tropienia wszelkich zabawnych i groteskowych sytuacji w czasie wakacyjnych wypraw, praktyk studenckich czy prac dorywczych.

I miejsce: „Zdjęcie zrobione na placu centralny na Nowej Hucie, witryna pewnego sklepu. Przecież to oczywiste, że ochrona w sklepie powinna charakteryzować się pewnym stopniem niepełnosprawności ;)” fot. Tomasz Pyszko

II miejsce: „Skrzyżowanie”

III miejsce: „14 miesięcy”

fot. Paulina Dembska

fot. Ewa Szczepaniak

Nagrody sponsorują:

ZAMÓW ZDJĘCIA PRZEZ INTERNET NA: www.empikfoto.pl


Foto: Mateusz Surówka (4)

32 DODATEK: Student na wakacjach

Maroko na studencką kieszeń

Linię horyzontu studenckich podróży nierzadko wyznaczają Tatry, Mazury lub Bałtyk. Przyczyną takiego stanu rzeczy, poza grubością portfela, jest głównie lenistwo i brak pomysłu. O tym, jak spontanicznie zwiedzić Maroko i to dysponując studenckim budżetem, opowiada Mateusz Surówka*. Wakacyjne ucieczki w skaliste tereny tłumaczy twoja pasja i aktywna działalność w sekcji wspinaczkowej AZS UEK. Mimo tego muszę zadać z pewnością dla ciebie dość retoryczne pytanie – dlaczego właśnie Maroko? Wbrew temu, co można by pomyśleć, to nie rewelacyjne walory wspinaczkowe przyciągają do Maroka rzesze sportowców i turystów, lecz właściwie kraj sam w sobie. Rozmaite regiony tego państwa dopiero zaczynają być eksplorowane i nadal drzemie w nich ogromny niewykorzystany potencjał. Ja, zmęczony krakowską zimą i wysokimi cenami, postanowiłem z dwójką znajomych wyjechać gdzieś, gdzie nie brakuje słońca, pięknych widoków oraz przede wszystkim cen niższych niż te znane z Europy Zachodniej. Maroko wydawało się mieć po prostu bardzo dużo do zaoferowania. Oprócz niesamowitego wąwozu Todra – głównego regionu wspinaczkowego, który był dla nas celem właściwym wyprawy, był jeszcze Jabal Toubkal – najwyższy szczyt Afryki Północnej, Sahara, wydmy Merzougi, Marrakesz i wiele innych miejsc, które mieliśmy zamiar obejrzeć.

Przeglądając oferty touroperatorów nie da się oprzeć wrażeniu, że wyjazd do ojczyzny Berberów to ekskluzywna i droga wycieczka. Ty znalazłeś sposób jak dotrzeć w góry Atlas korzystając ze studenckiego budżetu. To prawda. Mieliśmy już ze znajomymi dosyć duże doświadczenie w organizowaniu wypraw za naprawdę nieduże pieniądze. Zaczęliśmy od poszukiwania biletów lotniczych. Samolot to aktualnie najtańsza forma transportu w ten rejon Afryki. Obecnie tanie linie lotnicze oferują połączenia do Maroka z kilku europejskich miast. Kupując bilety odpowiednio wcześnie bez problemu można zmieścić się w kwocie 1000zł. Jak już wspomniałem, nasz budżet był dosyć skromny, więc chcąc obniżyć koszty przelotu zdecydowaliśmy się na lot łączony z Krakowa do Frankfurtu i z Frankfurtu do Marrakeszu – z prawie 48-godzinną przerwą na lotnisku. Rozwiązaniem okazało się rozbicie namiotu w pięknym teutońskim lesie oddalonym raptem 15 minut od naszego terminalu. O specyficznej i jakże odmiennej od europejskiej mentalności rdzennych mieszkańców Maroka krążą legendy. Ile w nich prawdy? Rzeczywiście Marokańczycy są bardzo otwarci, korzystają z każdej okazji aby porozmawiać z cudzoziemcem. Jednak im bardziej turystyczne jest miejsce, tym większa szansa na to, że za miłą rozmową stoi chęć sprzedania nam czegoś. Oferty są przeróżne – od tradycyjnego rękodzieła, przez jeszcze bardziej tradycyjną kolację w domu Marokańczyka, aż po rękę jednej z jego jedenastu sióstr (autentycznie). A skoro już o kobietach mowa, to muszę przestrzec wszystkie słowiańskie blond piękności wybierające się do Maroka przed tym, że na tamtejszej prowincji

Manko 69 - czerwiec 2009

będą stanowić nie lada atrakcję. Jak już wspomniałeś, podczas wyjazdu razem z twoimi współtowarzyszami zdobyliście najwyższy szczyt Afryki Północnej Jabal Toubkal (4167 m n.p.m.). Jak trudna to góra dla amatorów i jak łatwa dla alpinistów? Szczerze mówiąc, to nie mam jeszcze porównania. Chodzenie po górach nigdy mnie nie pociągało. To wspinanie było moją pasją, a ostatnim szczytem jaki zdobyłem był Luboń Wielki. Z naszej trzyosobowej ekipy jedynie Konrad Ociepka miał pewne doświadczenie w turystyce górskiej. Po przeczytaniu paru opisów wypraw, dowiedzieliśmy się, że Jabal, pomimo sporej wybitności, nie wymaga zbyt dużych umiejętności technicznych. My zdecydowaliśmy się go zdobyć pod koniec naszego trzytygodniowego pobytu w Maroku. Mimo końca marca, śnieg zalegał od wysokości 3000 m n.p.m. Po dotarciu do miejscowości Imlil (niecałe 100 km od Marrakeszu), będącej bazą wypadową dla 90% turystów pragnących zdobyć najwyższą górę Atlasu, postanowiliśmy spędzić w niej noc, aby nad ranem wyruszyć na pierwszy odcinek trasy. Mam tu na myśli szlak z Imlil do schroniska na wysokości ponad 3200 m n.p.m. Prawie 1,5 km różnicy wzniesień pokonuje się krętą i stromą, aczkolwiek bardzo solidną i ruchliwą górską ścieżką. Ruchliwą, bo większość turystów, ku naszemu zdziwieniu, decyduje się na wynajęcie przewodników, tragarzy, a nawet osłów. Po dotarciu do schroniska czuliśmy ogromne zmęczenie, wzmocnione jeszcze delikatnymi objawami choroby wysokościowej. Pomimo śniegu, słoneczna pogoda i wysoka temperatura zachęciły nas do rozbicia namiotu pod schroniskiem (ceny w budynku typowo europejskie). Oczywiście nie przewidzieliśmy, że w chwilę po zajściu słońca temperatura spadnie poniżej zera. Tamtą noc wspominam jako jedną z bardziej „rześkich” w moim życiu. Następnego dnia pozostało nam już tylko wejście na szczyt. Po pokonaniu bardzo mozolnego, śnieżnego odcinka drogi, zrozumiałem, co tak naprawdę czują ludzie zdobywający najwyższe szczyty. To mieszanka ogromnej radości, wyczerpania, zapierające dech w piersiach widoki i świadomość, że w promieniu tysięcy kilometrów nie ma już nikogo wyżej. Szczerze polecam Jabal Toubkal wszystkim. Nie ryzykując zdrowia i życia mogą tak jak my przeżyć naprawdę piękną przygodę z wysokimi górami. Jak bardzo Maroko komercyjne, pełne hoteli i pamiątek różni się od dzikiego interioru nietkniętego europejską ręką? Bardzo, ale to chyba właśnie ta różnorodność jest tak pociągająca w Maroku. Z jednej strony mamy wioski Berberów, do których prowadzi jedynie kręta ścieżka a ludzie nadal żyją tak jak tysiąc lat temu, z drugiej duże miasta jak Casablanca czy Marrakesz, gdzie na ulicy moż-


DODATEK: Student na wakacjach 33

Manko 69 - czerwiec 2009

na zobaczyć auta, jakich nie powstydziłyby się kurorty na Lazurowym Wybrzeżu. Jest tu także spalona słońcem Sahara z nielicznymi, ale jakże pięknym zielonymi oazami oraz kontrastujące z nią ośnieżone szczyty Atlasu z jedynym w Afryce kurortem narciarskim. Takich przeciwieństw w Maroku jest cała masa. Im więcej czasu spędzimy podróżując po tym pięknym kraju, tym więcej ich odkryjemy. Co można zyskać nie korzystając z oferty biura podróży i penetrując Maroko na własną rękę? Przede wszystkim można spróbować swoich sił w kontaktach z całkowicie inną kulturą. Dla mnie wycieczka do Maroka z biurem podróży byłaby trochę jak oglądanie telewizji. Robi wrażenie, ale to cały czas świat, który możemy tylko oglądać a nie możemy go kształtować. Jeśli natomiast znajdziemy się w Maroku z plecakiem, bez autokaru i przewodnika - jedyne, co nas będzie ograniczać to bilet powrotny do kraju. Ta ogromna swoboda to setki miejsc, w które byśmy nie trafili z przewodnikiem, to dziesiątki osób, których spotkamy, ciekawych naszego kraju, rewanżujących się równie ciekawymi opowieściami na temat ich życia. To przygoda na każdym kroku. Jak postrzegany jest Europejczyk w państwie, w którym dominującą religią jest islam? Czy Maroko to bezpieczny kraj? Europejczyk jest postrzegany jako turysta, który przyjechał do Maroka zostawić swoje pieniądze. Problem w tym, że Marokańczycy nie do końca łapią różnicę między na przykład niemieckim małżeństwem a grupą polskich studentów. A czy jest bezpiecznie? Bardzo - nam

nie zdarzyła się żadna przykra sytuacja. Kieszonkowców na pewno nie brakuje, dlatego należy być czujnym. Rozbojów czy zamachów terrorystycznym jest mniej niż w Europie. Do tego warto pamiętać, że im dalej od dużych miast, tym bezpieczniej. Podróże mają nierzadko podłoże kulinarne. Jak smakuje islamsko-berberyjski tygiel zakrapiany wykwintnym francuskim gustem? Obłędnie. Jedną z klasycznych Marokańskich potraw jest znany wszystkim kuskus podawany na wiele sposobów, głównie z warzywami i mięsem. Innym przepysznym daniem jest gotowany w dużych glinianych naczyniach Tadżin. Warto tu wspomnieć o tym, że marokańscy restauratorzy rzadko przestrzegają norm sanitarnych. My stołowaliśmy się często w takich „tradycyjnych” miejscach i mimo to żaden z nas nie nabawił się dolegliwości żołądkowych. Na koniec wspomnę jeszcze o obłędnej Berber Whiskey, czyli zielonej herbacie z dużą ilością cukru i świeżej mięty. Napój ten w doskonały sposób gasi pragnienie i głód podczas upalnych dni. Zapytam o kwestie praktyczne. Jak kształtują się ceny, koszty przetrwania, dostępność podstawowych produktów na miejscu? Wszystko zależy od naszych potrzeb i oczekiwań. Noc można spędzić już za 10 zł. Nawet najtańsze domy gościnne wbrew naszym oczekiwaniom były czyste i przyjemne. Jedzenie to również relatywnie tani produkt. Transport po Maroku to jedyna stosunkowo droga rzecz. Podejrzewam, że za autokar płaciliśmy po prostu cenę „dla turysty”. Taksówki są za to

śmiesznie tanie, jeśli zdecydujemy się jeździć w komplecie – wg marokańskich standardów 7 osób w starym Mercedesie „beczka” – nie mogłem uwierzyć dopóki nie wsiadłem. Sklepy są wszędzie i z zakupem podstawowych produktów nie ma problemu. O jedzenie zasadniczo się nie targujemy, chyba, że robimy naprawdę duże zakupy, natomiast o nocleg i inne dobra jak najbardziej trzeba. Trzytygodniowy pobyt w Maroku każdego z nas kosztował w sumie niewiele ponad 2000 zł. Zdradź na koniec, co przeciętny żak powinien uczynić aby odreagować trudy w sesji w miejscach bardziej egzotycznych niż rodzime góry czy jeziora? Powinien chwycić kartę kredytową w dłoń, kupić bilet lotniczy w jakieś szalone miejsce a reszta planu ułoży się sama. Wtedy sesja w ciągu kilku chwil stanie się mglistym wspomnieniem. Rozmawiał Michał Parwa * Mateusz Surówka - student IV roku UEK, członek sekcji wspinaczki AZS UEK, interesuje się wspinaczką górską, trekkingiem, jogą. Uwielbia podróże, następnym jego celem jest wyjazd na roczną praktykę menadżerską do Chin.

Sierra Nevada Expedition 2009 Sierra Nevada to najwyższe po Alpach pasmo górskie na naszym kontynencie. Położone na południowym krańcu Europy, między historyczną Granadą a Morzem Śródziemnym, stanowi obszar o surowym klimacie i księżycowym krajobrazie. Projekt Sierra Nevada Expedition 2009 powstał aby poznać to oryginalne pasmo, przybliżyć je polskiemu turyście i pobić kilka rekordów. Grupa młodych podróżników (w tym dziennikarz MANKO) we wrześniu wyruszy do Andaluzji, aby poznać ten fragment Gór Betyckich. Team: Michał Parwa – student geografii, spec. ds. sprzedaży, dziennikarz, amator fotografii,

turystyki górskiej i kolarskiej, uczestnik maratonów rowerowych, pasjonat prozy Andrzeja Stasiuka, uparty kolekcjoner odznak PTTK, mimo wiecznych ucieczek w góry, wreszcie stara się skompletować KGP. Piotr Kwiatek - student administracji publicznej, spolegliwy pracownik Urzędu Marszałkowskiego, uzależniony od Yerba Mate. Maniak downhillowych zjazdów, do szpiku przesiąknięty bakcylem podróżniczym. Pasjonat muzyki, turystki rowerowej i ogórków. Łukasz Szamraj – absolwent studium turystycznego, obecnie student turystyki i rekreacji, serwisant sprzętów sportowych różnej maści, nieuleczalnie zarażony cyklozą fotograf, wielbiciel twórczości Mario Puzo. Wśród gór-

skich krajobrazów szuka spokoju przy okazji kompletując KGP.

Strona wyprawy: www.sne2009.pl Chcesz wesprzeć wyprawę Sierra Nevada Expedition 2009? Wystarczy wysłać sms o treści „nevada” pod nr 72601 (koszt 2,44 zł z VAT)


34 DODATEK: Student na wakacjach

Manko 69 - czerwiec 2009

Foto: Archiwum Uczestników wyprawy

Rowerowy zawrót głowy

EDIALN

NAT M PATRO

Błonia mają w obwodzie 5 km. To niewiele, jak na pierwszą wiosenną przejażdżkę na rowerze, nawet jednak taki wysiłek powoduje, że czuję bolące plecy i miejsce siedzące. Z Krakowa do mojego rodzinnego miasta jest 500 km. Po takiej trasie pokonanej pociągiem nie mam sił już na nic. Czy można przejechać więcej? Tysiąc razy więcej? I to na rowerze? Można – w to wierzy rowerowy tandem: Ania Jamrozik i Michał Rojewski. Z początkiem lipca wyruszają w długą drogę, jak stąd do Maroka. Bez żartów. Mając ze sobą tylko siebie, rowery i najpotrzebniejszy ekwipunek spełnią swoje marzenie. Przemierzą 5  000 km w dwa miesiące, przekroczą granice 7 różnych państw. Start w Krakowie, stąd przez Czechy, Niemcy i Austrię do Szwajcarii, potem już tylko Francja, Hiszpania i w końcu Maroko. Czemu rowerem? „Podróżowanie rowerem ma mnóstwo zalet. Jednak nie wszyscy je dostrzegają. Po co męczyć się na rowerze zamiast wygodnie rozsiąść się na siedzeniu samochodu?” – Michał zna dobrze to pytanie, pewnie nieraz mu je zadawano. Jednak dla niego jest ono retoryczne: „Jazda rowerem daje ogromne możliwości, pozwala zatrzymać się w dowolnym

Y

miejscu, które jest tego warte. Zawsze można przystanąć i nacieszyć się otaczającym pięknem. W przeciwieństwie do jazdy samochodem nie leci się przed siebie, mknąc do celu i oglądając migające za oknem krajobrazy, ale w pełni odczuwa się wszystko wokół. Znalazłszy się w pięknym miejscu można tam zostać dłużej.” Para, która zamiast seansu kinowego i spaceru po plantach wybiera „szybką jazdę”, nie chodzi z głową w chmurach. „Zdarzyło nam się kilka razy przemierzać zimą okolice Krakowa. W kominiarkach na głowie i ocieplaczach na butach trenowaliśmy do naszej wyprawy” – opowiada Ania. Oprócz tego utrzymują kondycję chodząc na fitness czy siłownię. Ona codziennie do pracy jeździ na rowerze (60 km w obie strony), jej chłopak trochę się smuci, bo na uczelnię ma tylko 8 km, ale nadrabia zaległości podczas wspólnych weekendowych wycieczek do Lubomierza, Tarnowa czy Trzebini. Wiedzą, że przed nimi poważne zadanie, do którego trzeba się dobrze przygotować. O celu swojej wyprawy Ania i Michał zaczęli myśleć już rok temu, podczas wspólnego zdobywania na dwuśladzie Chorwacji (pokonali wtedy w miesiąc połowę planowanego dystansu – 2500 km). On zaproponował Nordkapp, Maroko i Istambuł. „Gdy Ania usłyszała o możliwości zdobycia rowerem afrykańskiego kontynentu, drogi odwrotu już nie było. Decyzja zapadła, zanim jeszcze zdołałem przedstawić pozostałe dwie koncepcje”. Pozostało już tylko wymyśleć sposób spełnienia ma-

rzenia. Wyznaczyli trasę, która wiedzie przez miejsca szczególnie dla nich ważne – Ania chce odwiedzić Pragę, Michał koniecznie Kutną Horę wraz z jej słynną kaplicą czaszek. Będą też w sercu Bawarii – Monachium, zobaczą zamek w Neuschwanstein, który prezentuje się na tyle bajkowo, że Walt Disney wykorzystał go w swojej czołówce. Zatrzymają się też w Garmisch-Partenkirchen, by podziwiać znane skocznie narciarskie, potem zdobędą Mont Blanc. „W Marsylii będziemy musieli uważać na przestępców, ale to obowiązkowy punkt na mapie!” – dodają. Nie zabraknie ich też w Barcelonie, gdzie chcą podziwiać nieźle „wykręconą” architekturę Gaudiego. Ania zdradza: „Przed nami wiele trudnych etapów, zwłaszcza pasma górskie: Alpy, Pireneje czy Sierra Nevada. Ale wynagrodzimy to sobie chwilą błogiego lenistwa przy szklaneczce sangrii na hiszpańskim wybrzeżu.” Z Gibraltaru planują przeprawić się promem na Czarny Ląd. „Po wyścigach z wielbłądami, zbudowaniu domków z piasku na pustyni i zakupie tamtejszych przypraw, planujemy powrót autokarem.” Oprócz dbania o kondycję ciała trzeba zadbać też o rower, o maszynę, która na 60 dni stanie się ich jedynym środkiem transportu. Będzie też, jak mówi Ania, „przyjecielem, dzięki któremu zobaczymy kawał świata”. Michał dodaje: „musimy <<dopieścić>> nasze rowery, powymieniać niepewne części, zastanowić się, jakie narzędzia rowerowe zabrać ze sobą”. Wie co mówi, swój rower złożył własnoręcznie – „znam go od podszewki i jeśli cokolwiek zacznie szwankować to z łatwością to naprawię. W łataniu dętek jestem mistrzem!”. Nie potrafią pomyśleć o minusach podróżowania na rowerze. W końcu o przyjacielu nie mówi się źle – żartują. Przez dwa miesiące wozić będą ze sobą „słodki ciężar” – sam rower to 15 kg, do tego bagaż zawieszony po bokach to drugie tyle. To niezbędne minimum, w którym zawierają się: namiot, śpiwór z karimatą, kuchenka turystyczna i kartusze z gazem. Konieczny jest też zapas wody, zwłaszcza w Maroku, gdzie wozić będą ze sobą 5-litrową butlę. Podbój południowego kontynentu to też spore obciążenie finansowe, taka wyprawa to koszt min. 3000 zł. Jednak „tandem” jest pewien, że będzie warto. W końcu, jak mówią, „podczas podróżowania rowerem nie liczy się cel sam w sobie, ale całość przeżyć towarzyszących nam w czasie drogi. Sama jazda jest wielką przygodą. Niewiadomą. Po prostu jedziemy przed siebie ciesząc oczy widokami. Wstajemy rano i czujemy się totalnie wolni. Niczym nie ograniczeni. Bez obowiązków. Czeka nas tylko droga. I satysfakcja.” Oby! Manko trzyma kciuki! Monika Skowron więcej informacji na: WWW.MIKEONBIKE.PRV.PL


DODATEK: Student na wakacjach 35

Manko 69 - czerwiec 2009

HAMALAYA* ADVENTURE TEAM podbija dach świata Dokładnie rok temu, gdy powiedziałem, gdzie zamierzam wybrać się na wakacje, wprowadziłem w domu niezłą panikę. Niektórzy znajomi pukali się w czoło. Postanowiłem urzeczywistnić to, co do tej pory ograniczało się do odległych planów. Udało się, w czteroosobowej grupie przyjaciół stanęliśmy przed nieokiełznaną 3-kilometrową ścianą Lhotse, za którą majestatycznie wznosił się Mount Everest. Po przedyskutowaniu kwestii finansowej było jasne, że chcąc zrealizować nasze marzenie, musimy obniżyć koszty, organizując całą wyprawę samodzielnie. To jednak nas nie zniechęciło. Cała nasza czwórka to uparte stworzenia. Już 13 września, po nieprzespanej nocy na lotnisku w stolicy Indii, wylądowaliśmy w Nepalu. Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne. W mieście unosił się zapach kadzidełek, nie było już tak duszno, jak w Delhi, a egzotyka zdawała się nam przyjazna. Robiąc zakupy, należy się zawsze bezwzględnie targować! Nasz pierwszy dzień można zaliczyć pod tym względem do udanych. Gospodarz hotelu po usłyszeniu: „Tak, jesteśmy pierwszy raz w Nepalu”, zażyczył sobie 15$ za łóżko. Udało mi się zbić cenę do (uwaga!) 3$! Sam pobyt w Kathmandu wspominamy nad wyraz pozytywnie, bez względu na to, że aby przejść z jednego końca ulicy na drugi, trzeba porozmawiać z kilkoma natrętnymi Nepalczykami, uważając, aby nie przejechało nas przy tym stado popularnych tu motocykli, trąbiących od świtu do późnych godzin nocnych. Swój wolny czas poświęciliśmy na zwiedzanie. I tak udało nam się dotrzeć do najstarszej stupy w Nepalu, Swayambunath (najprostszy typ budowli sakralnej, buddyjskiej, zbudowanej na podstawie mandali) oraz najważniejszego miejsca Nepalskich Hindusów, Pashupatinath. To ostatnie zrobiło na nas niewątpliwie najsilniejsze wrażenie. Trafiliśmy akurat na rytualny

obrzęd kremacji zwłok. Z tego, co udało nam się zaobserwować, najpierw zwłoki były posypywane kwiatami, pieniędzmi i innymi już przez nas niedostrzeżonymi przedmiotami. Następnie wszystko zostało wrzucone do świętej rzeki Bagmati i popłynęło do Gangesu. Jeden z członków rodziny okrążył kilka razy nieboszczyka, trzymając w ręku palący się kawałek drewna. Po chwili człowiek ten położył ogień na leżącym ciele. Wszędzie unosił się ciężki dym. Dzięki pomocy naszego gospodarza już drugiego dnia od przylotu z Polski otrzymaliśmy bilety na samolot do Lukli. Następnego dnia o 6 rano staliśmy uzbrojeni w ciężkie plecaki przy kontroli bagażowej na krajowym lotnisku w Kathmandu. Wiedzieliśmy, że czeka nas najbardziej ekscytująca chwila - lot nad najwyższymi górami świata. To, czego obawialiśmy się od kilku miesięcy, to lądowanie na pasie startowym liczącym sobie jedyne 500 m, umiejscowionym tuż nad przepaścią. Po wylądowaniu na wysokości 2800 m.n.p.m. mieliśmy już sporą przewagę nad tymi, którzy szli z poziomu 800 m.n.p.m, ale byliśmy zupełnie nie przygotowani na ciężkie warunki atmosferyczne. To spowodowało, że pięliśmy się w górę bardzo zachowawczo i powoli. Po dwóch dniach dotarliśmy do stolicy Sherpów, Namche Bazar. Miasto położone na wysokości 3450 m.n.p.m. przypomina w swojej strukturze urbanistycznej grecki amfiteatr. Dzięki temu jest tam dobra akustyka, co podczas wędrówek aklimatyzacyjnych we mgle ułatwiło nam trafienie do hotelu. Codziennie rano w całym mieście zapalano w domach kadzidełka. Mieszkańcy puszczali muzykę bliską ich sercu – buddyjską mantrę lub miejscowe pieśni. Co ciekawe, mieszkańcy rejonu Everestu potrafili zadbać o energię elektryczną, bez względu na bardzo trudne położenie geograficzne. Do tego są bardzo przyjaźni i zupełnie nieskażeni zachodnią komercją. Odkryliśmy także coś rów-

nie dobrego, jak polski oscypek - jego himalajską odmianę. Pewien przewodnik zwrócił nam uwagę na brak konsekwencji w nepalskim nazewnictwie. Dowiedzieliśmy się od niego, że napis: „ser z Yaka na sprzedaż” to tak naprawdę „ser z Naka”... Na pytanie, dlaczego, odparł: „A widziałeś kiedyś byka dającego mleko?”. Yak to nazwa dotycząca jedynie samców tego gatunku, które mleka mimo wszystko dać nie mogą. W drugim tygodniu wędrówki doszliśmy do ostatniej wioski przed granicą z Tybetem, Gokyo, oddzieloną od Chin potężnym ośmiotysięcznikiem Cho Oyu. Zamieszkaliśmy tuż nad turkusowym jeziorem Gokyo na wysokości 4800 m.n.p.m. Woleliśmy to właśnie miejsce od słynnego trekkingu do Everest Base Camp ze względu na zapierające dech w piersiach widoki. Z pobliskiego szczytu Gokyo Ri 5360 m.n.p.m. można dostrzec cztery ośmiotysięczne szczyty: Everest, Lhotse, wspomniane Cho Oyu i piąty szczyt świata, Makalu. Do tych atrakcji należy koniecznie dodać najdłuższy w Nepalu lodowiec Ngozumpa, Gokyo o turkusowym kolorze bajecznie kontrastującym z moreną oddzielającą lodowiec od jezior i zaśnieżonymi sześciotysięcznikami, Cholatse i Taweche. Po 20 dniach spędzonych obok „dachu świata” powróciliśmy samolotem z Lukli do Kathmandu, który powitał nas upalną pogodą. Mieliśmy okazję wypocząć po podróży i wygrzać się jak koty po zimie na słońcu. Wędrówkę w rejon Everestu polecam każdemu, kto jest w stanie o własnych siłach wejść na Kasprowy Wierch. Wyprawa nie wymaga żadnego specjalistycznego sprzętu. Najważniejsze to stosować się do podstawowych zasad, tj. iść wolno i pić dużo napojów. Na miejscu jest tak tanio, że podczas czterotygodniowego pobytu w Nepalu wydaliśmy niespełna 1000 zł. Większość pochłonęła opłata na przelot samolotem. Dla tych, którzy mają więcej czasu, polecam udanie się do tego kraju drogą lądową. Szerokiej drogi i powodzenia w spełnianiu marzeń! Marek Bojarski (tekst i zdjęcia) * Przed wyprawą wydrukowaliśmy wszystkim uczestnikom koszulki, na których ktoś przez przypadek zamiast: „Himalaya”, napisał: „Hamalaya”, dzięki czemu byliśmy bardzo popularni w całym rejonie Everestu.


36 DODATEK: Student na wakacjach

WAK AC YJNE SZLAGIERY Moda opanowuje każdą część naszego życia: to, co czytamy, w co się ubieramy, czego słuchamy. Nie inaczej sprawa ma się z wakacyjnymi wyjazdami. Biura podróży każdego roku lansują nowo odkryte, modne kierunki wakacyjnych wypraw. Są jednak miejsca, które każdego roku zalewa tak samo ogromna fala turystów. Na czym polega ich fenomen? Oto całkowicie subiektywny przegląd wakacyjnych szlagierów.

Szkolne Schronisko Młodzieżowe / Youth Hostel ‘Podlasie’ al. J. Pilsudskiego 7b 15-443 Białystok tel. 085 6524250 tel/fax 085 6526069

www.hostelpodlasie.pl e-mail: recepcja@hostelpodlasie.pl Zapraszamy wszystkich wędrujących po Podlasiu przez cały rok ! Promocyjne ceny dla studentów i nauczycieli! Kompetencja oraz zadowolenie klienta to nasze przesłanie! Serdecznie zapraszam, Marzanna Zalewska-Rutkowska dyrektor SSM ‘Podlasie’

Manko 69 - czerwiec 2009

Egipt – mekka polskich turystów Nie ma chyba w Polce turysty, który nie potrafiłby wymienić dwóch najsłynniejszych kurortów Egiptu – Hurghady i Sharm El Sheikh. Kraj faraonów przeżywa bowiem w ostatnich latach prawdziwy najazd wczasowiczów znad Wisły. Popularność Egiptu jest ogromna i trudno się temu faktowi dziwić. Dlatego właśnie, jak w każdej podobnej sytuacji, pojawiają się głosy, że jest już przereklamowany, a natłok turystów i komercjalizacja odbierają mu cały urok. To niestety częściowo prawda, ale według mnie dotyczy tylko popularnych kurortów, które są budowane od podstaw w zasadzie tylko dla celów turystycznych. Tam rzeczywiście autentyczności i prawdziwie egipskiego klimatu nie ma i nigdy nie było. Prawdziwy Egipt zaczyna się dużo dalej. To zatłoczony do niemożliwości Kair, gdzie nie ma przepisów ruchu drogowego. To mizerne, rozpadające się chałupki, ale też niedokończone domy i mieszkania, których rozbudowa oznaczałaby konieczność płacenia podatków. Zabytków Egiptu nie trzeba nikomu przedstawiać. Piramidy, świątynie i Muzeum Kairskie – obowiązkowy punkt każdej wycieczki do Kraju Faraonów. Przechadzka po nim to jak niekończąca się opowieś. Można godzinami błądzić pomiędzy salami i wciąż od nowa zachwycać się niezwykłym magnetyzmem sztuki dawnego Egiptu. Turcja – kraj dwóch kontynentów Turcja jest nazywana pomostem między Europą a Azją, mimo że część europejska stanowi zaledwie 3% jej powierzchni. Ale nikt przecież nie odwiedza tego kraju ze względu na jego oryginalne położenie. Turystów przyciąga klimat orientu, odmienna kultura, obyczaje i oczywiście…turecka kuchnia, która uważana jest przez wielu za najlepszą na świecie. Turcja to kraj, w którym rozwijały się między innymi Persja, Bizancjum, cywilizacja Arabów czy Państwo Hetytów, którzy pozostawili po sobie baśniową Kapadocję, gdzie dzieła rąk ludzkich idealnie komponują się z tym, co stworzyła natura. Najbardziej chyba jednak znanym w Turcji miejscem (może oprócz Troi) jest oczywiście Istambuł. Aglomeracja ta jest fenomenem na światową skalę – leży na dwóch kontynentach, między którymi granicę wyznacza Bosfor. Większość zabytkowych budowli Istambułu znajduje się po stronie europejskiej – tak jak kościół Hagia Sofia. Za to wybrzeża czterech mórz (Śród-

TWIERDZA TORUŃ

Pokoje 1, 2, 3 - osobowe (z pościelą). Cena: 27 zł (osoba/doba) W ofercie również: • Bankiety firmowe • Spotkania integracyjne • Imprezy biesiadne • Szkolenia i konferencje z pełnym zapleczem gastronomicznym • Degustacje win w "Kazamacie Winnej"- dawniej Laboratorium Prochów

Poznaj tajemnice XIX-wiecznej Twierdzy Pruskiej, zobacz, co kryje się w podziemnych labiryntach korytarzy. Cofnij się w czasie i poczuj się niczym XIX-wieczny żołnierz zdobywający fortecę... Tani nocleg w centrum Torunia. Ul. Chrobrego 86, 87-100 Toruń Tel./Fax: (+48 56) 655 82 36, 6558134 E-mail: biuro@fort.torun.pl skype: twierdza_torun lub twierdza_torun_recepcja

ziemnomorskiego, Marmara, Egejskiego i Czarnego) kuszą piaszczystymi plażami i lazurową wodą. Czego chcieć więcej? Grecja – urok małych wysepek Kraj filozofów to jedno z najpopularniejszych celów podróży, czemu oczywiście trudno się dziwić. To przecież kolebka europejskiej cywilizacji - tu narodziła się idea demokracji czy chociażby Igrzysk Olimpijskich. Wzory antyku greckiego były powielane poprzez wieki w europejskiej kulturze. Zapewne wszystko to jest magnesem przyciągającym tak wielu turystów do Grecji. Często jednak myślimy tylko o jej części kontynentalnej, pomijając mnogość przepięknych wysp. Niektóre z nich, jak Santorini, Kreta czy Rodos są oczywiście oblegane, jednak to te rzadko odwiedzane przez wczasowiczów potrafią oczarować najbardziej. Grecja ma aż 1400 wysp, z których zaledwie 200 jest zamieszkanych. Jedną z ciekawszych jest Patmos, zwana ze względu na niezwykłą ilość cerkiewek i kapliczek „egejską Jerozolimą”. Właśnie dlatego przyciąga ona wciąż wielu pielgrzymów i dlatego obowiązuje na niej zakaz opalania się topless. Z kolei wyspa Kasos może stać się idealnym miejscem dla kogoś, kto pragnie poznać prawdziwe greckie życie i nie szuka turystycznych atrakcji, ale świętego spokoju. Bułgaria – kraj róż Pierwsze skojarzenie, jakie nasuwa się, gdy myślimy o tym kraju, to zapewne Złote Piaski i Słoneczny Brzeg, a powinny być to… róże, ponieważ właśnie ten kraj produkuje 70% olejku różanego (wykorzystywanego do produkcji perfum m.i.n Chanel). Róże są dla Bułgarii ważne do tego stopnia, że mają nawet własne święto – Święto Róż. Obchodzone na początku czerwca, pod koniec zbiorów jako jedno z najbardziej widowiskowych obrzędów w tym kraju (nawet bardziej niż Święto Wina – pozostałość po kulcie Dionizosa). Róże zbiera się bardzo wcześnie rano – od 3:00 do 8:00, ponieważ właśnie wtedy ich zapach jest najintensywniejszy. Z 3 ton płatków uzyskuje się kilogram różanej esencji, który kosztuje 10 tysięcy dolarów. Ale na różach urok Bułgarii się nie kończy. Ten kraj to również piękne górskie i wyżynne krajobrazy, malownicze miasteczka położone na wzgórzach i oczywiście wymienione wcześniej znane bułgarskie kurorty, które szczególnie wieczorem tętnią życiem. Agnieszka Kęsek

www.fort.torun.pl

i wiele innych atrakcji !


Manko 69 - czerwiec 2009

DODATEK: Student na wakacjach 37

HISTORIA NA WAKACJACH Historia życia prywatnego wciąga jak dobra powieść sensacyjna. Możliwość wejścia do sypialni pięknej ziemianki, podglądanie XIX-wiecznych domów publicznych lub uczestniczenie w hucznych arystokratycznych balach – to jest dopiero frajda. Nie odbierajmy sobie tej przyjemności i pojedźmy na zasłużony wypoczynek z ziemianami. Gdzie jedziemy? Na początku XIX w. na ziemiach polskich pod zaborami, ziemianie lubowali się w podróżach zagranicznych. Często wybierano kurorty francuskie lub włoskie. Dopiero druga połowa XIX w. eksplodowała fascynacją terenami rodzimymi. Prężnie rozwijające się uzdrowiska przyciągały elity. Ceniono wyjazdy do Szczawnicy lub Krynicy, gdzie o zdrowie kuracjuszy dbał dr Ebers. Kuracje miały charakter zdrowotny oraz towarzyski. Nowoprzybyłych gości zawsze interesowało to, kto przebywa w uzdrowisku, ile czasu ma zamiar pozostać, z kim przyjechał. Sprawa była jeszcze bardziej istotna, kiedy ziemianin przyjeżdżał ze swoją niezamężną córką, ponieważ wówczas mogła się natrafić okazja do poznania interesującego mężczyzny, który będzie spełniał wymagania na dobrego męża. Dodajmy, że najważniejszym kryterium doboru była rodzina z jakiej się wywodzi oraz jak bardzo zasobny był budżet, a nie to, czy był wykształcony lub młody. Nierzadkie były przypadki, kiedy kandydatka na żonę wyjeżdżała z przyszłym mężem pod opieką jego matki na

uchodziłoby za coś niemal osobliwego udawać się na wakacje; obecnie uchodzi za coś osobliwego, jeśli się tego nie czyni”. Utarła się wizja, że zimą ziemianinie spędzają czas w mieście, w którym załatwiają interesy i się bawią, lato natomiast spędzają poza miastem. Z tego by wynikało, że więcej czasu ziemianie spędzają na zabawie, niż na pracy. Nie bez przyczyny w wielu kręgach utarło się przekonanie, że ta cześć społeczeństwa to największa grupa darmozjadów. Jednak nie do końca tak było. Kim byli ziemianie? Właściciele ziemscy uważani byli za depozytariuszy tradycji szlacheckich. Ziemianie jako elita polskiego społeczeństwa scalali w sobie walory dwóch grup: rolników i inteligencji, natomiast nimb wyjątkowości zawdzięczali szlacheckiemu rodowodowi. Nie ma wśród historyków jednolitego stanowiska na temat zjawiska, jakim było ziemiaństwo. Nazwano w ten sposób warstwę (klasę) społeczną dysponującą dużymi posiadłościami ziemskimi, która ukształtowała się na ziemiach polskich w XIX wieku. Od drobnej szlachty i chłopów, którzy również posiadali ziemię, różniła ich ilość posiadanych gruntów oraz pozycja społeczna, kulturowa i gospodarcza. Ziemianie jako warstwa przestali istnieć po przeprowadzeniu w Polsce Ludowej reformy rolnej. Hołdowali uczciwości, rodzinnym tradycjom, odpowiedzialności, obowiązkowości, ofiarności oraz kształtowaniu wzorów godnych naśladowania, ale nie byli też nieskazitelni. Posiadają swoją ciemną stronę historii. Ale to już zupełnie inna opowieść... Dorota Oramus

kilkutygodniowe wakacje zagraniczne. Przyszła teściowa mogła wówczas dogłębnie poznać zamiary oblubienicy jej syna. Czasem skutki były opłakane, ponieważ młoda dama nie wytrzymywała presji, uwag przyszłej teściowej oraz zbyt zażyłej więzi między narzeczonym, a jego matką, i zrywała zaręczyny. Czym jedziemy? To były czasy! Gdy nawet pies nie jeździł koleją, bo jej nie było, trasę z Warszawy do Wrocławia pokonywało się dyliżansem, który odchodził raz na tydzień, we wtorki o godzinie 16, a przybywał na miejsce w soboty o 21. Dłuuuugo…, ale się dało! Tym bardziej ceni się wynalazek Anglika Georga Stephensona, który w 1825 r. święcił swój triumf bo skonstruował lokomotywę, która przejechała 15 km, wioząc pasażerów oraz 34 wagoniki z węglem i workami mąki o ciężarze 90 ton. Szybkość może nie rzucała na kolana, ponieważ pociąg jechał z prędkością ok. 12 km/h, a momentami nawet 24 km/h. Niemniej jednak kolej zrewolucjonizowała życie XIX–wiecznej ludności. Trasę, którą pokonywaliśmy dyliżansem przez kilka dni, przejedziemy w 21 godzin. Prawda, że teraz to robi różnicę? Od lat 40. XIX wieku nastąpiła tzw. kolejowa eksplozja. Na ziemiach polskich kolejnictwo rozwijało się trójtorowo, ponieważ kraj został podzielony między zaborców. W zaborze pruskim sprawa budowania linii kolejowych wyglądała najlepiej, już od 1842 r. możBibliografia: na było jeździć na trasie Wrocław-Oława, a od Historia życia prywatnego. Od rewolucji francuskiej do I wojny 1847 r. przedłużono linię aż do Krakowa. Naj- światowej, pod red. Michelle Perrot, t. 4, Wrocław 1999. tragiczniejszą sytuacją charakteryzuje się zabór austriacki, ponieważ Monarchia Austro-Węgierska traktowała tereny przyłączone bardzo marginalnie. Władze uważały, że w daleką prowincję nie trzeba inwestować. W Galicji panował zastój gospodarczy, który bardzo intensywnie wpłynął na jakość życia. Miasto pustoszeje Auguste Villemont zanotował w 1854 r. interesujące spostrzeżenie: „wydaje się, że całe życie schroniło się na dworcowych peronach”. Nie był to opis XIX-wiecznego żebractwa, a zjawiska podróżowania. W II połowie XIX w. do codziennego użytku weszło pojęcie wakacji. Odpoczynek był czymś naturalnym, stał się elementem życia. Uważano, że obcowanie z naturą jest bardzo istotnym elementem egzystencji. W artykule zamiesziaaża 1904 r. uskiej do I wojny św czonym w „La Revue hebdomadaire” z Rossi, Pl życia prywatnego. Od rewolucji franc dło: Historia 1999, s. 237. 1812 r. czytamy: „lat temu pięćdziesiąt źró pod red. Michelle Perrot, t. 4, Wrocław towej,


38 DODATEK: Student na wakacjach

Manko 69 - czerwiec 2009

Rys. Kamila Płoskoń

Międzykulturowa miłość

U podłoża wielu problemów, na jakie możemy natknąć się w relacji (także zawodowej) z osobą z innego kraju, jest to, że stykamy się nie tylko z jej łatwo dostrzegalnymi codziennymi zwyczajami, ale również z elementami jej kultury, które są ukryte głębiej. Jednym z modeli kultury, który w obrazowy sposób przedstawia to zjawisko, jest model góry lodowej (Selfridge, 1975). W kontakcie z inną kulturą dostrzegamy – zarówno dosłownie, jak i metaforycznie – takie jej elementy, jak język, zwyczaje, rytuały, sztuka, jedzenie, czyli to,co wiąże się z zachowaniem właściwym jej członkom. Kwestie te są najłatwiejsze do zauważenia w kontakcie z obcokrajowcem, co pozwala z powodzeniem funkcjonować na podstawowym poziomie. Nie możemy jednak zapominać, że załoga Titanica, widząc płynące nad powierzchnią oceanu 10% góry lodowej, rozbiła się o znajdujące się pod powierzchnią wody niewidoczne 90%. W przypadku kultury na tę niewidoczną dla osób z zewnątrz część składają się charakterystyczne dla jej członków sposoby myślenia i odczuwania – normy, role społeczne, wierzenia i wartości, sposoby radzenia sobie z emocjami, stosunek do rodziny, koncepcja prywatności, granice przestrzeni osobistej, a także znaczenie języka ciała. Elementy te odgrywają ogromną rolę w funkcjonowaniu związków międzyludzkich, będąc jednocześnie często zarzewiem konfliktów pomiędzy partnerami. Pierwszym i podstawowym problemem,

Dzięki łatwości, z jaką możemy podróżować i pracować za granicą, związki międzykulturowe przytrafiają się nam coraz częściej. Tego typu relacje z osobami pochodzącymi z innych krajów to doświadczenia potencjalnie wartościowe i wzbogacające, ale zarazem wiążące się z wieloma trudnościami płynącymi z różnic kulturowych pomiędzy partnerami. Chciałabym tu przedstawić możliwe przyczyny problemów, z jakimi tego rodzaju związek może się spotkać, a także podać kilka wskazówek, jak sobie z nimi radzić. który pojawia się w związkach międzykulturowych, jest niedocenianie różnic kulturowych pomiędzy partnerami jako potencjalnego źródła trudności w harmonijnym funkcjonowaniu. W pierwszym etapie związku partnerzy dostrzegają przede wszystkim łączące ich podobieństwa (np. oboje lubimy książki Kundery), później jednak coraz istotniejsza staje się komplementarność (Campbell, 1980). Wtedy też do głosu dochodzą różnice – zarówno te osobowościowe, jak również te związane z kulturą. Szczególnie niebezpieczne jest zbagatelizowanie tych ostatnich, co łatwo może się przydarzyć przedstawicielom pozornie bliskich sobie kultur. Kiedy zaczynamy wiązać z partnerem lub partnerką plany na przyszłość, na drodze może stanąć brak aprobaty społecznej dla związku, który nierzadko związany jest z wyznawaną religią. Dzieje się tak często w związkach z muzułmanami. Według prawa koranicznego muzułmanin może pojąć za żonę tylko chrześcijankę lub żydówkę, jednak pod warunkiem, że dzieci, będące owocem tego związku, zostaną wychowane w islamie. W przypadku tego rodzaju konfliktu wiele kobiet decyduje się na konwersję na islam. Ułatwia to znacząco codzienne funkcjonowanie, ponieważ Koran reguluje większość aspektów życia. Niekiedy przyjęcie przez kobietę islamu jest wręcz konieczne, w szczególności dla zapewnienia sobie pełnoprawnego statusu w społeczeństwie danego kraju. W Libanie żona niemuzułmanka nie ma prawa dziedziczenia po mężu, a rodzina męża ma także prawo do odebrania jej dzieci (Stojkow, 2004). Konwersja jednak pociąga za sobą pewne koszty – zmianę trybu życia i często odrzucenie ze stro-

ny własnej rodziny, która postrzega to często jako zdradę. Nasuwa się pytanie: co warto wziąć pod uwagę przed zaangażowaniem się w związek międzykulturowy, aby uniknąć potencjalnej katastrofy? Jeśli chodzi o kwestie wzajemnego zrozumienia, ważne jest, aby poznać kulturę partnera, najlepiej poprzez bezpośrednie z nią zetknięcie. Szczególnie istotne wydaje się to być w przypadku krajów muzułmańskich, gdzie zarówno role genderowe, jak i relacje rodzinne wyglądają zupełnie inaczej. Warto jest również poznać religię partnera i prawo kraju, z którego partner pochodzi. Stworzenie szczęśliwego związku międzykulturowego jest możliwe przede wszystkim dzięki szacunkowi do partnera i jego kultury, a także gotowości do zawierania kompromisów. Szalenie ważne jest podkreślanie podobieństw, które daje poczucie bezpieczeństwa, a jednocześnie jest szansą do stworzenia wspólnej płaszczyzny porozumienia. Z drugiej strony jednak nie wolno zapominać o różnicach. Fakt, że partnerzy o nich nie mówią, nie oznacza, że one nie istnieją. Dostrzeganie różnic kulturowych, rozmawianie o nich i przez to pogłębianie wiedzy na temat kultury kraju pochodzenia partnera jest istotne dla wzajemnego zrozumienia. Przydatnym również wydaje się przyjmowanie perspektywy drugiej osoby poprzez postawienie się w jej sytuacji i przyjęcie jej punktu widzenia na dany problem. Dzięki temu można lepiej zrozumieć irytujące nas zachowanie partnera, co z kolei sprzyja konstruktywnemu rozwiązywaniu konfliktów. Podsumowując, można powiedzieć, że wchodząc w związek z osobą z innej kultury, wchodzimy tym samym w związek z kulturą, z której ona pochodzi. Choć nie zawsze jest to łatwe, przy odpowiedniej pracy nad związkiem zbudowanie trwałej i pełnej miłości relacji jest możliwe. Joanna Grzymała-Moszczyńska


Manko 69 - czerwiec 2009

DODATEK: Student na wakacjach 39

nym szczycie i nagle orientujemy się, że jest godzina 19.00. Zmrok w górach zapada niezwykle szybko. Pamiętajmy też o tym, że kiedy teren nas przerasta lub nie czujemy się na siłach – nie warto ryzykować. Zawsze można wrócić w to samo miejsce i spróbować innym razem. Jeśli zmrok zapadnie szybciej, niż zdążymy wrócić do schroniska, to nie należy panikować. Tak naprawdę nic się jeszcze nie dzieje. Jeżeli poruszamy się szlakiem to przy świetle czołówek możemy próbować ostrożnie schodzić. Jeśli natomiast teren jest trudny i nie jesteśmy pewni, co nas czeka, to nie ma innego wyjścia jak tylko znaleźć bezpieczne miejsce, Powszechna dostępność sprzętu i możliwość wyjazdów sprawia, że właściwie każdy przy ubrać się ciepło i przeczekać odrobinie chęci może wybrać się góry i to nie tylko te najniższe. Niestety ekwipunek, nawet do świtu. Może nie będzie to najlepszy, nigdy nie zastąpi doświadczenia i zdrowego rozsądku. Zbliżają się wakacje, warto najprzyjemniejsza noc w nawięc przypomnieć kilka zasad i wskazówek, które należy wziąć pod uwagę. szym życiu, ale przynajmniej mamy pewność, że nic nam się nie stanie podczas zejścia. Kilka wymienionych powyżej rad na pewno kładamy, że jest lato i wybieramy się na jeden Zanim wyruszysz Wyjścia w góry, szczególnie zimą, są bardzo z tatrzańskich szlaków. Po pierwsze dobre bu- będzie pomocnych w czasie wędrówek po góryzykowne. Nie oznacza to jednak, że latem nie ty. Chyba najczęstszymi urazami są skręcenia rach, ale nie stanowią one żadnego dekalogu. musimy być ostrożni. Przede wszystkim nigdy kostek. Nie należy wybierać się w popularnych Nie można przecież przewidzieć do końca, co nie powinniśmy lekceważyć rejonu, w który się adidasach czy sandałach. Buty w góry powinny się wydarzy i w jakiej sytuacji się znajdziemy. wybieramy - niezależnie od tego czy są to Beski- sięgać za kostkę. Poza tym zabieramy ze sobą Zawsze należy jednak zachować zdrowy rozdy, Tatry, czy inne góry w Polsce lub za granicą. ciepły polar i kurtkę przeciwdeszczową. Musi- sądek i starać się trzeźwo rozważyć wszystkie Zanim wybierzemy się w góry, należy się odpo- my pamiętać o tym, że pogoda w górach zmie- możliwości działania. Cel, który chcemy osiąwiednio przygotować. Po pierwsze: musimy za- nia się bardzo szybko – trzeba więc być przygo- gnąć nie jest najistotniejszy. Najważniejsze, by planować trasę i ocenić, czy jesteśmy w stanie ją towanym na nagłą burzę czy mgłę. Warto też cało i zdrowo wrócić do schroniska. Tą dewipokonać. Coraz częściej osoby niedoświadczo- przed wyjściem sprawdzić prognozę pogody na zą kierujcie się podczas wakacyjnych górskich ne, bez sprzętu i wyobraźni wychodzą w rejony, najbliższe kilka godzin. Oprócz butów i odzieży wypraw! Bartek Styrna które zdecydowanie je przerastają. Warto za- potrzebne nam będą jeszcze plecak, dobra macząć od czegoś łatwiejszego, a potem próbować pa i podręczna apteczka. Nie zapomnijmy też o jedzeniu, zapasie wody i latarce „czołówce”. swoich sił przy większych wyzwaniach. SPROSTOWANIE: Ważną sprawą jest też poinformowanie Wymieniam ją na końcu, ale jest ona najważbliskich osób o naszych planach. Może się to niejszym elementem naszego ekwipunku. Bez Redakcja MANKO serdecznie przeprasza wydawać śmieszne w dobie telefonów komór- światła nie zrobimy nic. Jeśli zastanie nas noc P. Pawła Koperka za brak kowych, ale niejednokrotnie taka informacja w górach, musimy mieć jakąś latarkę. podpisu przy zdjęciu jego autorstwa Pamiętajmy też o tym, że zawsze lepiej wy- („Manko” nr 68, s. 17 - miniaturka popozwoliła uratować życie. 4 maja odnaleziono w Dolinie Pięciu Stawów Polskich ciała zagi- brać się z kimś. W razie jakiegokolwiek wypad- niżej). Jednocześnie chcemy zaznaczyć, nionych w listopadzie studentów z Krakowa. ku (skręcenie kostki, zasłabnięcie itp.), mamy że pomyłka nie wynikała ze złej woli Niestety nie udało im się dotrzeć do schroni- gwarancję, że ktoś wezwie pomoc i pomoże członków ska. Gdyby poinformowali kogoś o tym, gdzie nam dotrzeć do najbliższego schroniska. redakcji, a z niedopatrzenia. Na szlaku wychodzą, ta historia być może nie skończyKiedy już wychodzimy w góry, to postarajłaby się tragicznie. Wspomniałem o telefonie – miejmy go zawsze przy sobie, najlepiej wyłą- my się wstać możliwie najwcześniej, by unikczony, by nie okazało się, że będzie rozładowa- nąć powrotu po zachodzie słońca. Zaleca się też ny w momencie, kiedy trzeba wezwać pomoc. nie opuszczanie oznakowanych szlaków. Teren Numer ratunkowy w górach to 601  100  300. wokół może na pierwszy rzut oka wydawać się łatwy, ale bardzo często jest to złudne wrażeWarto wpisać go na stałe do kontaktów. Jeżeli masz już cel swojej wyprawy i wiedzą nie. Warto również wcześniej założyć sobie goo nim także inni, należy pomyśleć o sprzęcie, dzinę, o której zaczniemy nasz powrót – a nie który koniecznie musimy zabrać ze sobą. Tu- uzależniać go od osiągnięcia danego celu. Lepiej taj oczywiście wiele zależy od pory roku. Za- uniknąć sytuacji, kiedy jesteśmy na wymarzoFoto: Paweł Koperek

Bądź bezpieczny w górach !


Foto: Marek Kowalski

40 Twój wolontariat

Manko 69 - czerwiec 2009

Jestem najnudniejszym człowiekiem na świecie

O zabieganym świecie i próbie przemycenia do niego romantycznej ideologii, o wierze w ludzi i ucieczce do Radwanowic, o uśmiechu zwrotnym i miłości do kotów, i o paru innych sprawach, z Damą Polskiej Sceny Teatralnej – Anną Dymną rozmawiała Joanna Nieć. Jakie skojarzenia nasuwa pani na myśl określenie „dzisiejsza młodzież”? Mój tata używał tego określenia, kiedy widział na Plantach chłopców w dżinsach, z naszytymi na nogawki kwiatkami. Czasami określenia tego używają ludzie starsi, obserwujący nowe zjawiska. Pamiętam, jakim szokiem jeszcze niedawno była publicznie całująca się para. Na taki widok dużo osób mówiło: „Boże, ta dzisiejsza młodzież, to jest skandal!”. Ale to, co kiedyś było tabu i publicznie wstydliwe, staje się normą. Ja nie stosuję tego zwrotu, bo wiem, że z upływem czasu zmieniają się kody porozumiewawcze, formy zachowania. Świat się po prostu zmienia… Ważne, by nie padały i nie zmieniały się najważniejsze wartości. Czy zauważa pani jakieś różnice miedzy młodymi dziś a kiedyś? Młodzież zmienia się, bo zmienia się nasza rzeczywistość. Byłam wychowywana w całkiem innym otoczeniu i, prawdę mówiąc, mimo że żyliśmy w zniewolonym kraju, było nam prościej odróżnić białe od czarnego. Mieliśmy autorytety, więcej się rozmawiało z rodzicami. Nie mieliśmy zaś wielu atrakcji i propozycji z zewnątrz. Żyło się kiedyś wolniej i inaczej. Zapytali mnie kiedyś studenci: „Czemu my jesteśmy inni?”. Odpowiedziałam im, że to nie chodzi o to, że oni są inni, lecz o to, że rzeczywistość, w jakiej żyją, stała się niebezpieczniejsza; przed nimi jest więcej możliwości, różnych krętych i atrakcyjnych dróg… I trudniej im może odnaleźć tę swoją prostą drogę życia, swoje wartości. Można to wytłumaczyć na przykładzie telewizji. Kiedyś był tylko jeden kanał TV, potem dwa i gdy w poniedziałek emitowano Teatr TVP, to prawie cała Polska zasiadała przed telewizorami. Dzisiaj często „skaczemy” po kanałach, nad niczym dłużej się nie zatrzymujemy, po

prostu zbieramy informacje. Kiedyś bardziej wchodziło się w głąb problemów, można się było nad czymś lepiej zastanowić, zrozumieć, pokochać. Teraz szkoda się przy czymś zatrzymać, bo umknie coś innego. Biegniemy więc i czasem zapominamy, za czym właściwie i skąd ta zadyszka. Młodzi ludzie, zalani morzem informacji, możliwości, pozbawieni często jakiejś życzliwej rady, często są tym przytłoczeni, przerażeni, zagubieni. Stąd chyba coraz więcej depresji wśród młodzieży. Ja w czasach młodości wiedziałam tylko tyle, że depresja to jest ziemia poniżej poziomu morza... Pieniądze i wartości materialne nie były dla nas niczym istotnym. I tak nie można było nic kupić. Najważniejsze było to, że wieczorami grało się w chińczyka całą rodziną, że się razem robiło ozdoby na choinkę, że się razem malowało jaja na Wielkanoc. Podczas tego wszystkiego rozmawialiśmy, nigdy nie byliśmy osamotnieni. Kiedyś jedna studentka powiedziała mi: „Pani profesor, czy wie pani, ze jest pani pierwszą osobą, która ze mną porozmawiała?”. Zatem myślę, że młodzież jest zawsze taka sama, jest cudowna i piękna, tylko, niestety, ludziom brakuje autorytetów, ja sama jestem chwilami zagubiona w tej skłóconej rzeczywistości, mimo że jestem starą babą i czasem się zastanawiam: jakby mi się coś działo, do kogo miałabym pójść…? Co dopiero młodzi ludzie… Gdyby miała pani stworzyć psychofizyczną sylwetkę młodego wolontariusza z Fundacji „Mimo Wszystko”, w jakie atrybuty by go pani wyposażyła? W fundacji mam wiele takich sylwetek, a każda inna i inne ma atrybuty. Jeden warunek: wolontariusza musi interesować los innych ludzi. Są tacy, którzy całe życie patrzą się tylko na siebie w lustro. Chcą zdobyć jak najwięcej, żyć

jak najlepiej. To z jednej strony jest prawidłowe. Ale są też tacy, którzy od samego początku chcą zrobić dla kogoś coś dobrego. Najpiękniejsza jest właśnie chęć pomocy, która nie przynosi żadnych profitów. Z tego powodu potępiam metodę punktowania uczniów za wolontariat. Bycie wolontariuszem nie może być w żaden sposób kalkulowane. Po prostu pomagasz, bo pomagasz, bo to jest komuś potrzebne i sprawia ci to przyjemność. Czego młodzi ludzie mogą nauczyć się, obcując z niepełnosprawnymi? Nie tylko młodzi. Od osób niepełnosprawnych uczymy się rzeczy najważniejszych w życiu. Często biegniemy przez życie, goniąc spazmatycznie za jakimiś złudnymi wartościami, bogactwami, karierami, depczemy w tym biegu wiele pięknych rzeczy i w dodatku, gdy już dobiegniemy do celu, to często okazuje się, że chyba nie o to nam chodziło. Ludzie przykuci do wózków inwalidzkich, do łóżek wielu rzeczy nie mogą i nagle widzą, jacy są szczęśliwi, że w ogóle są. Dzięki moim chorym i niepełnosprawnym rozmówcom z programu „Spotkajmy się” przestałam narzekać, nauczyłam się cieszyć każdym dniem. Oni potrafią to robić. Rozmawiałam z młodym człowiekiem, który ma Zespół Huntingtona – wie, że umrze. Byłam przerażona. „Robert, ale o czym będziemy rozmawiali? – pytałam – Że będziesz świadkiem dorastania swojej córki?” – „Jak to o czym? – odpowiedział – O życiu, o każdej chwili, jaka jest, bo życie jest piękne”. Czesław Miłosz powiedział mi kiedyś, że oglądał wszystkie programy „Spotkajmy się”. Był zdumiony, że ci młodzi ludzie wiedzą po prostu to, do czego on dochodził latami. Ludzie niepełnosprawni mogą nas ratować od depresji, bo jak się napatrzysz na straszną sytuację takiego człowieka, który mimo cierpienia kocha życie i się uśmiecha, poczujesz pewnego rodzaju uzdrowienie. Podobnie z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie – nie potrafią niczego zniszczyć, zepsuć mózgiem, nie umieją niczego kalkulować. Rozumieją świat sercem. Uczą mnie tego, co jest mi najbardziej potrzebne, bo ja często tłumię w sobie różne odruchy. I tak naprawdę z tego mojego cudownego, wyrafinowanego, pełnego artystów świata, który kocham nad życie, często po normalność jadę nich, do Radwanowic, gdzie Fundacja „Mimo Wszystko” buduje „Dolinę Słońca”. Tam na chwilę czuję się zwyczajnym człowiekiem. Czy dostrzega pani modę na pewne postawy, zachowania, uczucia? A jeśli tak, to na jakie? Nie mam czasu, żeby to penetrować, ale widzę modę na niszczenie zaufania, autorytetów i kontaktów międzyludzkich. Uważam jednak, że nawet ktoś zły, gdy go obdarzymy zaufaniem, staje się lepszym człowiekiem. Ludzie się od siebie oddalają, boją się uwierzyć w drugiego człowieka, boją się mówić prawdę.Niektórym wydaje się, że jak głośno mówisz, masz siłę, jak


Twój wolontariat 41

jesteś chamem większym od innych, to odniesiesz sukces. Ale to ma bardzo krótkie nogi i nikomu nie daje szczęścia. Uważam, że powinniśmy się do siebie zbliżać, uśmiechać, darzyć zaufaniem. Oczywiście trzeba w tym wszystkim być rozsądnym, nie głupim, nie naiwnym, trzeba mieć świadomość dzisiejszego świata. Zauważyłam, że dobro budzi niepokój. Czy dobry człowiek jest więc swoistego rodzaju dziwakiem? Z jednej strony — dobro jest podejrzaną wartością w naszym świecie. Czasami uważa się je za coś wyjątkowego. „Pani jest aniołem” – mówią o mnie czasami. I wtedy myślę sobie: „Kurcze, niech oni się ode mnie odczepią. Jakim aniołem?!”. To że w wolnym czasie zamiast zajmować się sobą czy pić wódkę, jestem z moimi podopiecznymi, to jest normalne. Dobro powinno być u nas promowane i być oczywistością. Obecnie jednak promuje się wyłącznie zło. Jak chcesz być na okładkach i ustach wszystkich to po prostu zrób coś złego! Tego uczą nas media. „Nie zabiłam, nie zgwałciłam, nic nie ukradłam, nie interesuję się plotkami. Jestem najnudniejszym człowiekiem na świecie” – usłyszałam to kiedyś niby żartem od jednej dziennikarki. Widzę, że ludzie są już zmęczeni aferami, kombinacjami, złem, oszustwami i przychodzą do mojej fundacji, bo chcą dobra i to mnie cieszy. Zbliżają się wakacje – jakie inicjatywy podejmie w tym czasie Fundacja? W jaki sposób młodzież i wszyscy pozostali mogą się w nie zaangażować? Zasuwamy cały rok. Mamy bardzo dużo projektów, na wsparcie czekamy cały czas, ale najwięcej wolontariuszy potrzebujemy w czerwcu, bo wtedy robimy Dni Integracji. Tam są tysiące osób niepełnosprawnych, są pokazy sportowe, jest Festiwal Zaczarowanej Piosenki. Wolontariusze są nam niezbędni bez przerwy, do różnych inicjatyw: zbiórek, wyjazdów z osobami niepełnosprawnymi, nawet do prozaicznej pracy biurowej. Oczywiście są przeszkoleni. Mam problem, kiedy dzwoni do mnie pani z Poznania czy ze Szczecina, że chce ze mną pracować, pomagać. Nie rozumiem, dlaczego człowiek z tak daleka chce koniecznie pomagać w krakowskiej fundacji. Jeżeli chcesz zrobić coś dobrego, rozejrzyj się, dookoła ciebie są tysiące ludzi, którzy potrzebują pomocy. Chcesz z nami razem zmieniać świat, to pomóż sąsiadce, choremu koledze swojego dziecka, rozjaśnij świat wokół siebie. Gwarantuję, że bardzo jesteś potrzebny! A czym Anna Dymna chciałaby zarazić młodych ludzi? Oni mnie zarażają cały czas (śmiech). Musimy się zarażać radością. W tych zmienionych czasach uczę studentów tego, czego mnie uczono: romantycznego stosunku do zawodu i do życia. Pieniądze nie były nigdy bogiem, teraz są bardzo ważne. Jednak gdybym uczyła ludzi tylko miłości i oddania, to w pewnym momencie mogliby się załamać, bo są młodzi, bo są nie-

Foto: Marek Kowalski

Manko 69 - czerwiec 2009 odporni na „razy”. Mogliby mi zarzucić, że uczyłam ich czegoś, co nie przekłada się na życie, bo mimo tej miłości zostali tak, a nie inaczej potraktowani. W zasadzie uczę ich jednej rzeczy: jeżeli będzie ci sprawiało radość to, co robisz, to nikt cię nigdy do niczego nie zniechęci. Trzeba znaleźć sobie przestrzeń, w której czujesz się dobrze i jesteś szczęśliwy. Nigdy nie można robić czegoś tylko dla pieniędzy. Ja uprawiam zawód, który jest czasem przerażająco trudny, upokarzający, brudny, wyniszczający psychikę, wymagający pełnego oddania, ale dla mnie jest odwrotny, bo cieszę się, że to robię. Czy zatem pani zawód jest Pani pigułką na szczęcie? Każdy zawód jest taką pigułką. Ponadto nie można żyć dla siebie. Uważam, że najwięcej szczęścia daje to, jeżeli komuś sprawia się radość. Ostatnio rozmawiałam z osobą chorą na schizofrenię. Powiedziała mi, że musiała zajmować się swoją umierającą babcią i ta opieka ją ratowała, bo myślała o niej. Zatem, jak poprosimy o pomoc osobę w depresji, to ją ratujemy. I to idealnie skutkuje. Prawdą jest, że pomagając innym, pomagasz sobie. Jak ktoś się do ciebie uśmiechnie, to ty też się uśmiechasz i to wraca ze zdwojoną siłą. Pointując tę mądrą i miłą rozmowę, proszę dokończyć sławetne zdanie: Mimo wszystko… …warto, mimo wszystko. Warto walczyć o każdy oddech, o każdą sekundę życia. Życie jest

piękne, wspaniałe, jest największym skarbem. A w tym życiu… człowiek mimo wszystko jest najwspanialszy. Kocham moje koty, ogród, przyrodę, ale mimo wszystko z człowiekiem można porozmawiać, przeczytać mu wiersz na przykład, bo tylko człowiek używa słów… chociaż ja przecież też gadam ze swoimi kotami (śmiech). Bardzo dziękuję za rozmowę. Również dziękuję. Rozmawiała: Joanna Nieć

Festiwal Zaczarowanej Piosenki Festiwal Zaczarowanej Piosenki jest od 2005 roku największą w Polsce ogólnopolską imprezą, w której udział biorą uzdolnieni niepełnosprawni wokaliści w towarzystwie gwiazd polskiej sceny muzycznej. Podczas tegorocznego finału na Krakowskim Rynku wystąpią: Krystyna Prońko, Ania Dąbrowska, Hanna Banaszak, Łukasz Zagrobelny, Budka Suflera oraz Muniek Staszczyk. Zapraszamy wszystkich 13 czerwca (start od godz.14.45). W jury w tym ro-

ku zasiądą: Czesław Majewski, Andrzej Zarycki, Ewa Błaszczyk, Danuta Grechuta, Halinka Młynkowa, Zbigniew Preisner, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Maciej Wojtyszko. Patronką Festiwalu jest Irena Santor. Finaliści festiwalu wyłaniani są w drodze czteroetapowych eliminacji. Jury bierze pod uwagę wyłącznie predyspozycje i talent zgłaszających się do konkursu kandydatów. Kalectwo i choroba nie jest w tym przypadku żadną taryfą ulgową. W finale o statuetki Zaczarowanego Ptaszka walczy dwanaście osób w dwóch kategoriach wiekowych (do 16 lat i powyżej 16 lat). Laureaci Festiwalu otrzymują również stypendia. Zapraszamy na oficjalną stronę Festiwalu Zaczarowanej Piosenki:

www.zaczarowana.pl


42 Twój wolontariat

Manko 69 - czerwiec 2009 wiedzać dzieciaki regularnie. Spotkania odbywały się minimum raz w miesiącu i trwały 2-2,5 godziny – wspomina. Postanowił rozpocząć podobną działalność w Krakowie. Wśród studentów Uniwersytetu Ekonomicznego znalazł kilka osób, które zainteresowały się realizacją pomysłu. Jeden z nich stwierdził: „W końcu zrobię coś dobrego!”. Pomysłem zainteresował się również Prezes Fundacji Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie – dr Jarosław Plichta, który obiecał wszelką pomoc w rozwijaniu tego typu działań w środowisku akademickim. Pierwsze spotkanie organizacyjne odbyło się 6 maja w Fundacji „Dzieło Pomocy Dzieciom”. Przedstawiono na nim zakres pracy wolontariusza, jakich reakcji można spodziewać się wśród dzieci w domu dziecka, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach oraz jak wygląda umowa o wolontariacie. Przyszłość akcji „Uśmiech Dziecka” w Krakowie zapowiada się obiecująco. Kontakt z Mateuszem: mateuszjonczyk@ gmail.com. Stowarzyszenie WIOSNA Najbardziej znaną akcją społeczną WIOSNY jest SZLACHETNA PACZKA. Jej idea to pomaganie najbardziej potrzebującym w sposób przemyślany i zaplanowany. Wolontariusz przeprowadza najpierw ankietę z osobą potrzebującą, zadając proste pytanie: „Czego najbardziej Państwu brakuje?”. – Bieda jest jak choroba – mówi Ula Smuła, koordynatorka akcji. – By skutecznie pomóc, trzeba ją dobrze zdiagnozować, dlatego zbieramy szczegółowe informacje o potrzebach każdej z rodzin. Następnie sporządzana jest dokładna lista konkretnych potrzeb, a zebrane informacje umieszczane

A po wakacjach - wolontariat ! Zanim spakujemy walizki i wyjedziemy na wymarzone wakacje, warto zaplanować, w co zaangażujemy się po powrocie. Proponuję wolontariat. Doświadczenie i dobra zabawa – gwarantowane! „Uśmiech Dziecka” Mateusz Jończyk, student UEK, jest koordynatorem projektu „Uśmiech Dziecka” polegającego na spędzaniu czasu z dziećmi z Domów Dziecka. - Na początku swojej działalności jako wolontariusz, zadałem sobie pytanie: „Dlaczego mam zacząć pomagać?”. Kilka wizyt w jednym z domów Dziecka w Kielcach umocniło mnie w przekonaniu, że warto. Przeświadczenie o słuszności mojego działania urosło do tego stopnia, że wraz z grupą znajomych postanowiłem od-

w internetowej, anonimowej bazie danych. Po co to wszystko? - W oparciu o tę bazę szukamy osób, które chciałyby zrobić dla kogoś paczkę na święta - tłumaczy Ula, która PACZKĘ poznała najpierw jako darczyńca, a od dwóch lat jest koordynatorką akcji w całej Polsce. Rodziny, grupy przyjaciół, uczniowie w szkołach czy pracownicy w firmach wspólnie przygotowują prezenty dla najbiedniejszych rodzin w całej Polsce. Gotowe paczki dostarczane są przez darczyńców do lokalnych magazynów akcji, skąd wolontariusze rozwożą je do potrzebujących. „Szukasz pomysłu na siebie? Zrób karierę w PACZCE! Możesz zostać Regionalnym Koordynatorem akcji, Specjalistą ds. szkoleń, PRowcem, fundraiserem albo liderem lokalnego sztabu akcji” – zachęcają organizatorzy SZLACHETNEJ PACZKI. Jak widać, możliwości jest wiele. – O to właśnie chodzi w tej akcji - wyjaśnia Ula – Każdy może zająć się tym, co umie najlepiej, a nam taka specjalizacja gwarantuje wysoką jakość pomocy. Więcej informacji o akcji na stronie: www.wiosna.org.pl lub pod mailem: ula.s@ wiosna.org.pl. Stowarzyszenie MANKO Nasza misja to działanie w obszarze integracji i rozwoju środowiska akademickiego, wolności słowa i demokracji, promocji pozytywnych postaw i wartości oraz rozwój członków stowarzyszenia. Wydajemy miesięcznik studencki „Manko” (Kraków i Śląsk), Templar Network Magazine oraz organizujemy projekty i kampanie społeczne, które są skierowane głównie do młodych ludzi - Lokal Bez Papierosa, Polska Bez Dymu.pl, RyzyKOchania. – W Manko masz szansę zrobić wiele dobrego także dla siebie. Podczas pracy nad projektami czy w redakcji każdy z nas poznaje wielu ciekawych ludzi i uczy się nowych rzeczy. Nie wspominając już o tym, że takie doświadczenie bardzo procentuje w przyszłości – mówi Paulina Korbut, redaktor wydania „Manko”. Szukamy wolontariuszy, dziennikarzy, fotoreporterów, grafików. Ludzi z pasją, którzy chcą ciągle się rozwijać. Kontakt: redakcja@manko.pl.

Do Kenii – nie na wczasy ! Jedziemy tam pomagać: w lipcu, na sześć tygodni, mając świadomość, że zagraża nam malaria i inne licho. Jesteśmy jednak pełni optymizmu i energii! Jest nas trójka (Anna Poduszyńska, Elżbieta Wiejaczka i Michał Gruca) – nie święta, a jednak zjednoczona wspólnym celem. Weźmiemy udział w projekcie Davida O. Monari (www.kenyaprojects.com), którego praca skupia się wokół slumsów w Nairobi. My, dziewczyny, będziemy głównie pracować z dziećmi – opiekować się nimi, uczyć i wspierać je emocjonalnie. Michał jest nastawiony na pomoc w budowie sierocińca. Jak powiedziała Ania: „Nie zastąpimy dzieciom rodziców, a nasz pobyt w ośrodku nie będzie dla nich pewnie niczym więcej niż epizodem” – a jednak chcemy tam pojechać i choć przez kilka tygodni dać im to, czego nie mają na co dzień – naszą obecność i zainteresowanie. Uruchomiliśmy już stronę dotyczącą wyjazdu (www.you-in-africa.pl.tl), na którą gorąco zapraszamy! Będziemy ją aktualizować w trakcie projektu. Bądźcie z nami! (EW)


NAJMILSZY STUDENT KRAKOWA Łukasz Kostecki – tegoroczny zdobywca tytułu Najmilszego Studenta Krakowa. Student II roku turystyki i rekreacji w AWF. Przez 11 lat trenował taniec towarzyski, teraz rozwija się w innych technikach – jazz, clip dance, hip hop. Co musiał zrobić student, żeby zostać Najmilszym? To, co każdy student robi w Juwenalia, czyli np. pomalować sobie paznokcie u jednej ręki i nogi – oczywiście z zamkniętymi oczami (uśmiech). Musieliśmy się także zaprezentować w sposób jak najbardziej oryginalny, gra w skojarzenia… Nic do jedzenia? Żadnych kremówek, bananów…? Niestety nic. Żałowałem, bo byłem wtedy strasznie głodny (uśmiech). Czyli twoja prezentacja musiała powalić jury na kolana. Co wymyśliłeś? Razem z Najmilszą Publiczności AWF – Magdą Kubik przebraliśmy się za dwa kochane stwory, czyli Bukę i Bobka. Zrobiliśmy taką krótką parodię. Stroje przygotowywaliśmy 3 dni i noce. Mieliśmy z nimi sporo problemów, bo po każdej prezentacji ulegały destrukcji, dlatego za kulisami trwało nieustanne podklejanie odpadającego Ewa nosa, sierści. Ale warto Zuba – było – dotarła do mnie tegoroczna informacja od juzdoby wczy ni ry, że moje nogi tytułu Najmilszej w rajstopach Studentki Krakopowaliły wa, a także Najmilszej w s z y s tStudentki Publiczności. kich Studentka I roku elektron a niki i telekomunikacji w AGH. W wolnych chwilach pochłania książki, fotografuje, pływa, trenuje siatkówkę, żegluje…

kolana. Przyznam od razu, że podziwiam wszystkie dziewczyny za chodzenie w nich. To okropne drapanie… Rajstopy to jeszcze nic. Najmilsi studenci powinni wykazać się umiejętnością chodzenia na szpilkach… Może za rok? Kto wie (uśmiech). A jak oceniasz konkurentów z innych uczelni? Niestety nie miałem okazji ich zobaczyć na scenie, ale za kulisami atmosfera była bardzo fajna. Nawet na wybory Najmilszej poszliśmy w zasadzie razem, ale nie wszyscy dali radę. Jedna rzecz dziwi. Skoro zostałeś Najmilszym Krakowa, to dlaczego nie odebrałeś kluczy do bram miasta? Sprawa wyglądała tak, że koniecznie chciałem wziąć udział w Korowodzie – oczywiście w moim cudownym stroju Bobka. W czasie przemarszu co chwilę ktoś mnie zaczepiał, żeby zrobić sobie zdjęcie albo pogadać i tak zostałem na samym końcu pochodu. Gdy doszliśmy na Rynek. usłyszałem komunikat ze sceny, że zaraz zostaną wręczoStune klucze. Pobiegłem tam, diujesz na ile sił w nogach, ale nieuczelni, w stety nie zdążyłem. której poziom Później zorientotestosteronu jest wałem się, że najwyższy w Krakomiałem niewie. Ciężko dziewczyodebrane nie w AGH? połąTak samo ciężko, jak faceczenia tom. Która płeć ma łatwiej, zależy w w zasadzie od prowadzących, na ogół jednak startujemy z tej samej pozycji i szanse są równe. Po za tym męska uczelnia ma dużo plusów, tj. wielu pomocnych kolegów. Czy droga do tytułu Najmilszej była dla ciebie trudna? Co myślisz o konkurencjach i innych konkurentkach? Konkurencje stawiały raczej na umiejętność improwizacji na scenie i to mi bardzo odpowiadało – mówić to ja lubię. Gdyby mi kazali zaśpiewać albo zatańczyć, to byłoby gorzej. Prawdopodobnie uciekłabym wtedy ze sceny (uśmiech).Jeśli chodzi o atmosferę za kulisami, to nie istniało coś takiego, jak niezdrowa rywalizacja – w końcu chodziło przede wszystkim o dobrą zabawę. Jakiś reporter zapytał jedną z dziewczyn, czy podstawiamy sobie nogi – miałyśmy z tego niezły ubaw. To nie ten konkurs po prostu. Przyznam szczerze, że sama kibicowałam Najmilszej UJ-u, niestety tak się zdarzyło, że moja faworytka nie wygrała (uśmiech) Jako Najmilsza Studentka odebrałaś

NAJMILSZA STUDENTKA KRAKOWA

telefonie, ale jako że Bobek nie posiada żadnych kieszeni, to ciężko było mu mieć komórkę przy sobie. Szkoda – w każdym razie smutki zrekompensowałem sobie na Juwenaliach. Czyli dementujemy wszelkie plotki, że poległeś w boju… A powiedz, czy tegoroczny Najmilszy Student umie gotować? Taaaak… (uśmiech). Moim popisowym daniem jest klugotowana woda i jajko na cze do twardo. bram miaA sprzątanie? sta. Powiedz, Ma porządek w ciężkie są? pokoju? Nie, nie są ciężPomidor kie, chociaż klucz wy(uśmiech). gląda dość masywnie. Zresztą nie potrzymałam ich zbyt długo, bo zaraz po zejściu ze sceny kazali mi je oddać (śmiech). Samo przeżycie związane z odbiorem kluczy to coś bardzo pozytywnego. Pamiętam, jak jeszcze zanim wystartowałam w konkursie, rozmawiałam ze swoją współlokatorką i śmiałyśmy się, że warto startować w tych wyborach tylko po to, żeby odebrać klucz. Coś w tym jest. Jedyne, co było dla mnie niemiłym zaskoczeniem, to to, że wchodząc na scenę, dowiedziałam się, że mam tańczyć. Nie było jak uciec, znów musiałam improwizować (uśmiech). To były twoje pierwsze Juwenalia, więc trudno pytać o porównanie do poprzednich. Czy tytuł Najmilszej sprawiał, że musiałaś bardziej imprezować, a może wręcz przeciwnie – trzymać fason? Po pierwsze, nie wiem, co to znaczy „imprezować bardziej” (uśmiech). W Juwenalia bawiłam się świetnie. Fason trzymałam przed korowodem, choć to było trudne. Znajomi ze składu zapowiedzieli, że przed pochodem nikt spać nie może – miejscowa tradycja sąsiadów Ostatecznie wyniosłam się na drugi koniec piętra i przespałam się chwilę u życzliwych kolegów, dzięki temu dotarłam na Rynek i nie spałam na stojąco. Czy Najmilsza Studentka czasem się złości? Pewnie, a co! Złości się, wścieka, denerwuje, strzela fochy, boczy… Ale ukrywam tę prawdę przed szeroką publicznością i jak na razie nawet mi się to udaje.

Rozmowa i zdjęcia: Paulina Korbut

Juwenalia 43

Manko 69 - czerwiec 2009


44 Juwenalia

Manko 69 - czerwiec 2009

Tegoroczni Najmilsi - Studentki i Studenci Uniwersytet Jagielloński: Paulina Kopińska – III rok ekonomii stosowanej Dawid Hoinkis – III rok wiedzy o kulturze oraz II zarządzania kulturą. Uniwersytet Ekonomiczny: Katarzyna Liberda - II rok zarządzania Marcin Skrobot - I rok ekonomii

JUWENALIA 2009 - FOTORELACJA więcej zdjęć na: ko.krakow http://picasaweb.google.pl/man ania! Zapraszamy do oglądania i komentow

Akademia Wychowania Fizycznego: Magdalena Majsner - II rok wychowania fizycznego Łukasz Kostecki - II roku turystyki i rekreacji Uniwersytet Rolniczy: Karolina Ortyl - II rok rolnictwa Karol Borecki - I rok leśnictwa

Foto: paulina korbut

Akademia Górniczo-Hutnicza Ewa Zuba - I rok EAIiE Michał Partyka - II rok IMiR

Papieska Akademia Teologiczna: Faustyna Galon - II rok dziennikarstwa i komunikacji Społecznej Bartomiej Steczko - II rok dziennikarstwa i komunikacji Społecznej

Foto: Piotr Kaczor

Politechnika Krakowska: Kamil Cichocki - I rok, Wydział Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Karolina Sobbla - I rok, Wydział Inżynierii Środowiska Uniwersytet Pedagogiczny: Agnieszka Zakrzewska - IV rok filozofii Nie wybierano Najmilszego Studenta Krakowska Akademia: Natalia Piłat - II rok prawa Szymon Arkit - II rok prawa

Foto: Piotr Kaczor Foto: Przeme

k Matląg

Foto: paulina korbut

k Matląg Foto: Przeme

Wyższa Szkoła Zarządzania i Bankowości: Wirginia Drabek - I rok socjologii Maciej Tyrpa - II rok zarządzania

Śmierć na Juwenaliach Podczas tegorocznych juwenaliów w Nowym Sączu miała miejsce tajemnicza śmierć. 24-letni student Wyższej Szkoły Biznesu NLU został znaleziony na ogrodzeniu terenów należących do policji. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną śmierci; pod uwagę brana jest opcja uduszenia lub wykrwawienia. Na wieść o śmierci studenta rektor WSB NLU przerwał trwające juwenalia. Podobną opcję rozważały również pozostałe sądeckie uczelnie. Jednakże nie doszło do tego ani w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej, ani w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości. (DD) Studenci pomogli W czasie Juwenliów Krakowskichstudenci zorganizowali charytatywną zbiórkę pieniędzy na rzecz Marcina Siewerta. Siedemnastolatek przeszedł już kilka poważnych operacji, teraz czeka go skomplikowany i kosztowny zabieg usunięcia nowotworu złośliwego z okolicy kości potylicznej. Siostrze Marcina – Magdzie (studenta II roku prawa na UJ) wraz z Andrzejem Rysiem, Moniką Seweryn, Krystianem Derezińskim oraz członkami samorządów studenckich UP i UEK udało się zebrać aż 17 342 zł i 73 gr (plus: 45 dolarów i 15 euro). Marcin zostanie zoperowany w Hanowerze. (PK)


46

Manko 69 - czerwiec 2009

reklama


Kultura 47

Manko 69 - czerwiec 2009 RECENZJA: Michał Olszewski, „Low-tech”, Wydawnictwo Literackie

Proekologiczny romantyzm? Wyobraź sobie świat, w którym wszyscy starają się być jak najmniej uciążliwi dla środowiska naturalnego. Kąpią się raz na tydzień, a wodę z kąpieli wykorzystują jeszcze do prania, mycia podłogi czy spłukiwania. Nie używają kosmetyków (oprócz szarego mydła) i lekarstw (toksyny!). Lodówkę włączają tylko latem. Przedmioty wyrzucają dopiero wtedy, kiedy zupełnie się już rozpadną. Tę utopijną wizję od kilkunastu lat wciela uparcie w swoje życie M-ski, jeden z bohaterów „Low-tech” Michała Olszewskie-

go. Starzejący się działacz, który kiedyś walczył przeciw komunizmowi, dziś stara się porwać za sobą tłumy i przekonać do swojej radykalnie ekologicznej ideologii. Charyzma i płomienne przemowy sprawiają, że udaje mu się zgromadzić wokół siebie grupkę zwolenników, ba – niemal wyznawców. M-ski ma nawet swoje pięć minut w mediach, wypowiada się jako ekspert w wielu debatach publicznych. Uparcie zachęca do prowadzenia życia w stylu „low-tech”, gdzie w domach „zbudowanych z niczego, a jednocześnie wygodnych i ciepłych”. Wielka ekologiczna rewolucja jednak nie nadchodzi. Całą historię M-skiego czytelnik poznaje z punktu widzenia młodego i obiecującego architekta – Cfiszena. Bohater ten, tak jak Raskolnikow (do inspiracji Dostojewskim przyznaje się sam Olszewski), czuje się zagubiony we współczesności i szuka na własną rękę wartości, w które wreszcie uwierzy. Z marazmu wyrywa go na moment przyłączenie się do „sekty” Mskiego. Punkt widzenia Cfiszena determinuje jednak mocno atmosferę, w jakiej budowana jest fabuła. Jego zdystansowanie i nieustanne wątpliwości sprawiają, że cała opowieść snuje się ciągle „obok” wydarzeń. Więcej w niej relacji, wspomnień i rozmyślań, niż faktycznej akcji. Być może dlatego trudno wyzbyć się wrażenia, że bohaterowie „Low-tech” są jakby trochę

Tattoofest 2009

Tattoofest 2009 to czwarta edycja Krakowskiego Festiwalu Tatuażu. Główną ideą imprezy jest promowanie tatuażu artystycznego. Na imprezę przyjeżdżają najlepsi artyści tej branży z całego świata, m.in. ze Szwecji, Hiszpanii, USA, a nawet z Singapuru. Uczestnicy mają szansę podglądnąć mistrzów przy pracy, a także podłożyć się pod ich maszynkę. Przez dwa dni trwania imprezy ponad 100 artystów będzie tatuowało przybyłych gości. To świetna okazja na zrobienie wymarzonego tatuażu u ulu-

bionego tatuatora bez opuszczania granic naszego kraju. Trzeba pamiętać o tym, że wielu artystów specjalizuje się w swoim konkretnym, niepowtarzalnym stylu. Ludzie, którzy nie są do końca zdecydowani, a myśl o powstaniu na ich ciele tatuażu od dawna zaprząta ich głowę, mogą dowiedzieć się wiele na temat tatuowania i może właśnie na Festiwalu znajdą wymarzony dla siebie wzór czy motyw. Do tej pory Festiwal Tatuażu organizowany był w Centrum Kultury „Rotunda”, impreza jednak z roku na rok rozrasta się, więc tym razem odbędzie się w dużym centrum wystawienniczym „Chemobudowa” przy ul. Klimeckiego 14. Festiwal trwa cały weekend; aby odwiedzający nie czuli się ani przez chwilę znudzeni, proponujemy wiele atrakcji. Oprócz boksów tatuatorskich pojawi się kilku wystawców z biżuterią do body piercingu oraz wielu producentów i dystrybutorów alternatywnych firm odzieżowych. Na tattoofestowej scenie cały czas będzie się działo coś ciekawego: konkursy na najlepsze tatuaże, pokazy odzieży, odbędzie się też występ fińskiej grupy Bobos Loco Carneval, która zaprezentuje niesamowite show. Robiąc różne, niebezpieczne rzeczy ze swoim ciałem, sprawdzają, jak daleko można się posunąć i gdzie jest granica bólu człowieka. Oprócz możliwości zrobienia tatuażu doświadczeni piercerzy (jest taki wyraz?) będą świadczyli usługi w zakresie przekłuwania ciała. Dodatkowym atutem przyciągającym ludzi (w tym artystów) na Festiwal jest to, że odbywa się on w zabytkowym Krakowie, mieście, które uważać można za stolicę polskiej kultury. Na miejscu będzie można także coś przegryźć i napić się zimnego piwa. Mamy nadzieję edukować zarówno odwiedzających, jak i wystawców za pomocą szeregu wykładów, prelekcji i dyskusji oraz udowodnić, jak wspaniałą przygodą może być tatuowanie, które jest świetnym sposobem na podróżowanie i poznawanie wielu ciekawych ludzi.

papierowi. Choć ścierają się tutaj ze sobą radykalnie odmienne pomysły na kształt świata (despotyczny ekologizm M-skiego i pochwała współczesnego rozwoju przez Ratnicyna), to nie ma w tych sporach żadnej iskry, żadnego napięcia. Jedno trzeba przyznać – Olszewski to bardzo dobry obserwator. Pomimo całego Cfiszenowego marazmu, jaki wkradł się w fabułę, trafne opisy złowrogiego K. (czyżby Kraków?) robią wrażenie. Autor wyczuwa i zgrabnie portretuje pulsującą miejską energię, nieustanne procesy konstruowania i burzenia, niewidzialne linie frontów nieoficjalnych walk. Miasto to dla niego niepojęty chaos, kosmos dźwięków i przestrzeń nieustannych eksperymentów. Olszewski wielokrotnie udowadniał, że ma romantyczną duszę. Jego „Zapiski na biletach” (cykl w „Gazecie Wyborczej”) przepełnione są sentymentalnymi detalami, nostalgią. Pełno tych elementów i w „Low-tech”. Dlatego też powieść Olszewskiego traktuję nie jako świadectwo proekologicznych sympatii autora, ale historię o różnych odcieniach tęsknoty. Za światem, który nigdy nie będzie taki, jak przedtem.Za młodzieńczymi marzeniami, które rzeczywistość brutalnie weryfikuje. Złości na siebie za wszystkie niewykorzystane szanse. Paulina Korbut

Kraków wart jest zaliczenia ! Jedyny w Polsce koncert Lenny’ego Kravitza, 2. Festiwal Muzyki Filmowej oraz Festiwal Sztuk Audiowizualnych Art Boom to trzy wydarzenia promujące Kraków w najnowszej ogólnopolskiej kampanii pod hasłem: „Kraków wart jest zaliczenia!” Kampania, organizowana przez Krakowskie Biuro Festiwalowe, potrwa do końca czerwca i obejmie outdoor oraz działania BTL. Kampania jest częścią projektu „ 6 zmysłów” promującego Kraków jako miejsce wydarzeń kulturalnych na światowym poziomie. W czerwcu, w ramach projektu odbywają się wydarzenia z zakresu: sztuki współczesnej (Festiwal Sztuk Wizualnych Art Boom) oraz muzyki (Selector Festival i wyjątkowy koncert światowej mega gwiazdy - Lenny’ego Kravitza podczas Wianków). To wydarzenia „konieczne do zaliczenia”, gwarantujące ambitny program i rozrywkę na najwyższym poziomie. Więcej informacji na stronie: www.6zmyslow.pl


48 Kultura

Manko 69 - czerwiec 2009

Foto: Małgorzata Małecka

Piernik, wiatrak i wielbłądzik O dwuletniej przerwie w graniu i szybkim jeżdżeniu samochodem rozmawiałem z Lechem Janerką. Jak się panu podobał dzisiejszy koncert? Dzisiaj była jedna z tych niewielu sytuacji, kiedy to publiczność robi koncert, a nie zespół na scenie. Publiczność bardziej mną grała, niż ja publicznością. A koncert? Wspaniały, po prawie dwuletniej pauzie. Takiego przyjęcia w Krakowie chyba jeszcze nie miałem. I nie chodzi nawet o ilość ludzi, bo graliśmy przecież na Wiankach, gdzie było ponad 100 tys. osób. Chodzi o odzew, o to, że kiedy zapominam tekstu, to sala śpiewa. Genialny prezent dla mnie. Jak się panu podobała rozpiętość wiekowa na koncercie? To też niesamowite. Byli moi rówieśnicy i byli ludzie bardzo młodzi. To buduje taki stan, kiedy ma się ochotę jeszcze coś zrobić i dalej grać. Woli pan grać w klubach studenckich czy na jakichś większych imprezach? Czy kluby studenckie różnią się od innych sal koncertowych? Oczywiście, że się różnią. Ja w ogóle zawsze szanowałem studentów. Nigdy nie skończyłem studiów. „Atakowałem” polonistykę, ale szkoła coś tam nabałaganiła, papiery nie dotarły. Zdawałem do ASP we Wrocławiu, ale się nie dostałem, więc wyrzuciłem wszystkie swoje prace. Stwierdziłem, że skoro się nie poznali na moim geniuszu (śmiech), dam sobie spokój z grafiką i malarstwem. Ale w latach 60., które mnie kształtowały, kultura studencka to była potęga. Trudno było nie marzyć, żeby się znaleźć w jej epicentrum. Debiutowaliśmy z Bożeną (mowa o żonie Lecha Janerki i zarazem wiolonczelistce zespołu – przyp. red.) na Festiwalu Piosenki Studenckiej. To musiała być wiosna ‘75. Ja trochę bezprawnie, Bożena jak najbardziej prawnie, bo studiowała na Uniwerku we Wrocławiu. Nie zwojowaliśmy tam jednak niczego. Czy coś się ostało kompozycyjnie z tamtych czasów? Na tym koncercie graliśmy „Ta zabawa nie jest dla dziewczynek”. Wtedy to miało trochę inny tytuł, trochę inny tekst i było inaczej zaaranżowane. Ja grałem na gitarze, Bożena grała na skrzypcach i był kontrabasista. Wtedy graliśmy jeszcze „Delikatnie dobij nieszczęśliwych” (chodzi o utwór „O niebie” z płyty „Ur” – przyp.

red.) i „Mój sztylecik w twoim sercu”. Co się z panem działo przez ostatnie dwa lata? Wiem, że miał pan poważne problemy z kręgosłupem… No tak, miałem porażenie kręgosłupa szyjnego. Za bardzo go forsowałem i kara była właśnie taka, że na początku nie zwierały mi się palce, a potem ręka była już zupełnie niewładna. Stąd pauza. W tej chwili jest lepiej. Czas obijania się minął i testuję teraz swoje możliwości. Wzięliśmy piętnaście koncertów do sierpnia – niespecjalnie intensywnie. Dzisiaj jest drugi z rzędu. Ręka działa i wszystko jest OK. Być może wrócę do takiej formy, która pozwoli mi codziennie grać i pisać nowe piosenki. Bardzo bym sobie tego życzył. A co z ewentualną nową płytą? Planuje pan coś w tej chwili? W tej chwili nie. Nie gram na pianinie ani nie robię muzyki na komputerze. Żeby komponować, muszę grać albo na basie, albo na gitarce, a do tej pory byłem w słabym stanie.. Na szczęście nie rzuciło mi się to na głowę (śmiech). Znalazłem sobie jednak inne patenty. Nie miałem prawa jazdy – zrobiłem, kupiłem wyścigowy samochód i przez rok jeździłem za szybko. Superzabawa, tylko niestety są te nieszczęsne punkty. Może i dobrze, że mnie jakoś tam powściągają (śmiech) w moich zapędach, bo mogłoby się to źle skończyć. „Plagiaty” są pierwszą pana płytą, w której widać jakieś nawiązania muzyczne, przede wszystkim do Beatles’ów. Pisał pan te piosenki jako młody chłopak… No tak, większość piosenek z „Plagiatów”

to jest czas, kiedy uczyłem się grać na gitarze i odkrywałem kosmos C-dura i a-molla (śmiech). To były takie szczęśliwe lata, że co się nie pacnęło, to zaraz była piosenka. „Rower” – w sekundę, „Paradoksy” – w następne sekundy. Właściwie z większością tych piosenek tak było. To w czasach licealnych, potem grałem zupełnie inną muzykę. A te piosenki śpiewałem sobie z gitarą akustyczną na przykład do obiadu. I w końcu je zrealizowałem. Nagle okazało się, że mogłem być gwiazdą rocka, mając siedemnaście czy szesnaście lat, bo wtedy napisałem „Rower”. Żałuję, ale pewnie gdybym mógł, tobym został. Granie na gitarze i komponowanie to krótki epizod w moim życiu w tamtym czasie. Bardzo mi się to podobało. Muzyka robiła na mnie niesamowite wrażenie. Teksty do „Plagiatów” pisał pan teraz… Tak, z wyjątkiem paru fraz. W czasach ogólniakowych miałem taki zwyczaj, że pisałem fragment melodii i pierwszą frazę tekstu. Piosenka o rowerze brzmiała tak: „Jadę na rowerze, co ma siedem kół…”. Tak się to zaczynało. Zostało tylko: „Jadę na rowerze, słuchaj, do byle gdzie” i dalej potoczyło się już jakimś innym torem, ale odbijałem się od tego, że to będzie piosenka o jeżdżeniu na rowerze. Kiedyś w wywiadzie wspominał pan, że lubi „Roots” Sepultury. Słuchał pan metalu? Oczywiście. W pewnym momencie to był bardzo innowacyjny kierunek. Dla mnie w muzyce nie ma znaczenia gęstość, faktura czy intensywność, tylko po prostu musi się zgadzać.


Ja nie jestem muzykiem z wykształcenia i trudno mi analizować i fachowo to nazywać, ale nawet bardzo agresywna muzyka potrafi być tak świetnie poskładana, że koi. Sepultura to było właśnie coś takiego. Tam się wszystko zgadzało i na ciekawych, wykoślawionych podziałach rytmicznych potrafili robić bardzo sensowne rzeczy – spójne fakturowo, spójne barwowo. Genialne. Momentami, jak wrzeszczę w „Ewo Rewo”, to jest to w jakimś sensie hołd dla tych zespołów, które, walcząc z nudą hardrockową, wymyślały te wszystkie swoje historie. Też były bardzo mocne, ale grały już trochę inaczej „A kto pyta, ten wielbłądzik” weszło już do mowy potocznej. Jak się pan czuje jako klasyk? Uwielbiam być klasykiem (śmiech). Szkoda, że tak mało „wrzutek” miałem. Opowiem, skąd się to wzięło: kiedy chodziłem do szkoły podstawowej i nauczycielka chciała usadzić ucznia, mówiła: „A co ma piernik do wiatraka?”, a ja byłem takim gościem, takim kurduplem, którego zadane pytanie prowokowało do tego, żeby myśleć. Więc policzyłem. R, i, k – to ma piernik do wiatraka (śmiech). Próbowałem jakoś tam na swój sposób i na swoją miarę być bezczelny. No więc kto pyta… ten wielbłądzik. Proste. Powiedział pan kiedyś: „Właściwym stanem dla mnie jest stan roślinny, gdzie praktycznie wegetuję. Dosyć bezmyślnie. I od czasu do czasu się podrywam”. Nie dołują pana takie przestoje ? Nie. Robiąc muzykę i wrzeszcząc na scenie, człowiek się męczy. To jest stresująca i wyczerpująca praca. Okresy takiej na poły roślinnej wegetacji powodują, że człowiek regeneruje siły. Nie ma w tym żadnej histerii, że się nic nie dzieje. Ja się sycę tym, że się nic nie dzieje. Zresztą przez te ostatnie 2 lata taki do końca bezczynny nie byłem. Zrobiłem prawo jazdy i szybko jeździłem. Ale nie ma nic zadziwiającego w tym, że od czasu do czasu ludzie chcą odpocząć. Jest to jakaś forma medytacji, takiego wyciszenia się, zajrzenia sobie do rozumu i dowiedzenia się, że może być tam zupełnie pusto. Jak się panu podoba porównanie „Ramydada” (utwór z płyty „Plagiaty” – przyp. red.) z „Yes, we can” Obamy? Pasuje panu taki „hurra-optymizm”? Ja się tak śmiałem właśnie, robiąc tę piosenkę. Odkręciłem „Damy radę” i zamieniłem w „Damy dadę”. Mało kto to łapie. Dziękuję, że ty to jakoś tam ogarniasz (śmiech). A Obama… a cóż on może w ogóle powiedzieć, jeżeli społeczeństwo amerykańskie od jakiegoś czasu żyje na kredyt i te kredyty są tak monstrualne. Ciekawe, co się wydarzy, kiedy Chińczycy przestaną im kasę pożyczać. Właściwie nie powinniśmy być ciekawi, tylko przerażeni, bo wtedy runie cały system. I tym optymistycznym akcentem… Rozmawiał Zbigniew Miszewski

Nie ma jednego Krakowa... Po spotkaniu w Empiku, w „prowincjonalnej” scenerii, z Grzegorzem Turnauem rozmawiała Joanna Nieć. Jak tworzyło się w Krakowie dawniej i czy Kraków nadal inspiruje? Nie jestem przedstawicielem pokolenia, które prześledziło historię tych przemian. Mam dopiero 42 lata i wydaje mi się, że to bardzo mało jak na możliwość porównania różnych epok w tym mieście. Dla mnie tak naprawdę nie ma jednego Krakowa. Jest on fantastyczną, wybuchową, nieprzewidywalną mieszanką tych nurtów, dlatego myślę, że tutaj, jak rzadko w którym mieście, udawały się rzeczy wybitne. To za sprawą tego, że był „lepiony” przez ludzi różnych wpływów. Jak jest dzisiaj? Dzisiaj jest pewnie inaczej niż wczoraj, a jutro będzie inaczej niż dzisiaj. Na to nie mamy wpływu. A może „lepiej było jechać, wyjechać” – jak śpiewa pan w swojej piosence „Tutaj jestem”…? Ten wiersz Michała Zabłockiego wydał mi się najbardziej niezrozumiały i trudny do zinterpretowania. Mierząc się z nim jako z tematem na melodię, starałem się za wszelką cenę dbać o jej prostotę, bo sama prostota tych słów jest banalna, a refren przemawia do każdego. Przecież każdy z nas może założyć, że jego życie potoczyłoby się inaczej, gdyby w danej chwili był gdzieś indziej. Treść nie traktuje o wyjeżdżaniu z Polski ani o nadmiernym przywiązaniu do korzeni. To jest rzecz o niemożności przeżywania równolegle dwóch żywotów. Przenieśmy się nieco w czasie… co nasuwa panu na myśl zdanie: „Moja krakowska młodość”? Tysiące skojarzeń! Pierwsza wielka miłość, jesień, zapach palonych liści w okolicach Rakowic, przyjaźń, uniesienia, mnóstwo ludzi – i to jest najważniejsze. Ulice były, są i będą, a ludzie przechodzą. Właśnie tych przechodniów najbardziej pamiętam, a jednocześnie najbardziej żałuję, że ich już nie spotkam. To jest moja krakowska młodość i niemłodość, a może nawet starość. Kiedy już mowa o młodości, o ludziach, to czy poezja śpiewana jest modna wśród młodych odbiorców? Jak miałem 17 lat, w teatrze szkolnym pisałem muzykę do wierszy Joyce’a i występowałem z pierwszymi kompozycjami do wierszy Witkacego, Baczyńskiego, to wtedy – a było to 25 lat temu – pytano mnie o to samo. Otóż to jest niemodne, ale dzięki temu jest trwałe i nie zniknie – potrzeba inspirowania się poezją w formie piosenki czy wierszy. Ona jest tak samo niezmywalna, jak potrzeba czułości, miło-

Foto: Justyna Olchawa

Kultura 49

Manko 69 - czerwiec 2009

ści, poczucia więzi z drugim człowiekiem. To po prostu naturalne. Będąc w temacie muzyki – czego pan słuchał w latach swojej młodości? Bardzo różnych rzeczy. Klasyki słuchałem trochę jako uczeń szkoły muzycznej, ale nie byłem fanem filharmonii. Dużo bardziej pociągali mnie Beatles’i, Queen czy do dziś grający duet Steely Dan. Lubiłem muzykę ostrzejszą, ale najbardziej inspirowały mnie zespoły, których liderzy grali na fortepianach i może dlatego postanowiłem wcielić się w takiego śpiewającego pianistę. Przez cały czas słucham muzyki, z której czerpię mnóstwo inspiracji potrzebnych do tego, żeby utrzymać się w ciekawości. Rozmawiając o młodości, muzyce, Krakowie, nie można pominąć wydarzenia łączącego te elementy. Mam na myśli Juwenalia – jak je pan wspomina? Otóż, kiedy zostałem studentem, to moim naturalnym środowiskiem nie było środowisko akademickie. Byłem już wtedy w Piwnicy pod Baranami, a Juwenaliami się nie zajmowaliśmy (śmiech). Nigdy nie wziąłem udziału w żadnych Juwenaliach, dlatego proszę mi wybaczyć, ale nie mam żadnych wspomnień.. O tym się mówiło, słyszało. Za komuny miało to charakter kolorowej alternatywy dla oficjalnych wystąpień. Juwenalia były tym, czym Pomarańczowa Alternatywa we Wrocławiu, a później Marsze Tolerancji – takim „wentylem”, okazją do wygłupów. Pokazywały, że nie jesteśmy wszyscy ulepieni przez komunistyczny beton. Jakie jest pana „tu i teraz” i czy czasem „konieczność istnienia trudna jest do zniesienia”? Trudna jest, ale nikt nie obiecał, że będzie łatwo. W anegdocie, którą przytaczał Antoni Słonimski był człowiek, który wszystko komentował zdaniem: „Mogło być gorzej”. Kiedyś ktoś w jego obecności opowiedział przerażającą historię z sąsiedztwa – mąż niespodziewanie wrócił z podróży, zastał żonę z kochankiem, zastrzelił obydwoje, a sam się powiesił. Wspomniany wcześniej człowiek skomentował: „Mogło być gorzej”. Słuchacze się zirytowali: „A co tu jeszcze mogło być gorzej?!”. „Mogło być gorzej, bo gdyby wrócił dzień wcześniej, mnie by tam zastał” – odparł. Mój stosunek do życia sprowadza się właśnie do tych słów: „Mogło być gorzej” (śmiech).


50 Kultura

Manko 69 - czerwiec 2009 •

Krakowski wakacyjny przegląd koncertowy czerwiec-sierpień 2009

• • • • • •

• • • •

• • • •

• • • • • • • • •

5 czerwca – „Awaria”, ul. Mikołajska 9 – Old Wave 5 czerwca – Zaślubiny Nowej Huty Z Krakowem , miejsce: Aleja Róż , m.in. Pan Maleńczuk, Abradab 5 czerwca – „Ministerstwo”, ul. Szpitalna 2 – Pat Patent 5-6 czerwca – Selector Festival – krakowskie Błonia (przestrzeń namiotowa) – Franz Ferdinand, Orbital, Röyksopp, CSS, Fischerspooner, Dizzee Rascal, Digitalism, New Young Pony Club, Deadmau5, Erol Alkan, Busy P, DJ Mehdi, Agoria, Öszibarack, Loco Star, Modfunk, Miloopa, Skinny Patrini, MentalCut oraz kamp! 6 czerwca – „Klub Cień”, ul. Św. Jana 15 – DJ Madame Tinto 6 czerwca – „Kawiarnia Naukowa”, ul. Jakuba 29/31 – ADHD, LD 50 7 czerwca – „Lizard King”, ul. Św. Tomasza 11a – Robert Kasprzycki BAND 7 czerwca – „Zaścianek”, ul. Rostafińskiego 4 – Retribution, Sceptic, Drown My Day, Redemptor, KetHa 10 czerwca – Mały Rynek – Trebunie Tutki 10 czerwca – „Ministerstwo”, ul. Szpitalna 2 – DJ Atemi 11 czerwca – „Gwarek”, ul. Reymonta 17 – Workaholic 12 czerwca – „Rotunda”, ul. Oleandry 1 – Tito & Tarantula 12 czerwca – „Stary Port”, ul. Straszewskiego 27 – Betty Blue 12 czerwca – „Ministerstwo”, ul. Szpitalna 2 – DJ Atemi 13 czerwca – „Piękny Pies”, ul. Sławkowska 6a – Daniel Drumz, DJ Krime 13 czerwca – „Prozak”, pl. Dominikański 6 – DJ Nelle 13 czerwca – V Festiwal Zaczarowanej Piosenki – Rynek Główny – m.in. Hanna Banaszak, Budka Suflera, Ania Dąbrowska, Kasia Kowalska, Muniek Staszczyk oraz Łukasz Zagrobelny 14 czerwca – „Teatr Ludowy”, os. Teatralne 34 – Janusz Radek

• • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • •

14 czerwca – “Shakers Club”, ul. Szewska 5 – Energy Drink 14 czerwca – Rynek Główny – Ewelina Flinta 14 czerwca – „Imbir”, ul. Św. Tomasza – Esqarial, Rotengeist 17 czerwca – „Ministerstwo”, ul. Szpitalna 2 – DJ Atemi 17 i 18 czerwca –   „Piec Art”, ul.Szewska12 – Kattorna 18 czerwca – „Gwarek”, ul. Reymonta 17 – Restauracja 19 czerwca – „Harris Piano Jazz Bar”, Rynek Główny 28 – Muariolanza 19 czerwca – „Ministerstwo”, ul. Szpitalna 2 – Pat Patent, Daniel Drumz 19 czerwca – Nowa Huta – Wolna Grupa Bukowina 20 czerwca – „Kakadu”, ul. Wielopole 11 – Piotr Bejnar 20 czerwca – Wianki w Krakowie 2009 – scena w zakolu Wisły – Lenny Kravitz 21 czerwca – Jazz Club Drukarnia ul. Nadwiślańska 1 – Funk De Nite, Stewlocks 22 czerwca – Klub Studio, ul. Budryka 4 – Down 24 czerwca – „Harris Piano Jazz Bar”, Rynek Główny 28 – Simeon Lenoir & World Trans System 25 czerwca – „Lizard King”, ul. Św. Tomasza 11a – Śmiałek 25 czerwca – „Harris Piano Jazz Bar”, Rynek Główny 28 – Energy Drink 25 czerwca – „Gwarek”, ul. Reymonta 17 – Fun Fire 26 czerwca – “Frantic Music Club”, ul. Szewska 5 – Cookie Monster 26 czerwca – „Piękny Pies”, ul. Sławkowska 6a – Daniel Drumz, DJ Krime 26 czerwca – Galicja Festival – Simeon Lenoir & World Trans System 27 czerwca – „Ministerstwo”, ul. Szpitalna 2 – MentalCut 27 czerwca – „Frantic Music Club”, ul. Szewska 5 – Daniel Drumz, DJ Krime 27 czerwca – Art Festival, Nowa Huta - Simeon Lenoir & World Trans System

• •

• •

• • • • • •

27 czerwca – Koncert dla Misji – krakowskie Błonia - Maleo Reggae Rockers 27 czerwca – 5 lipca – 19. Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie – pełny program dostępny na stronie http://www.jewishfestival.pl/ 28 czerwca – „Lizard King”, ul. Św. Tomasza 11 – Boogie Boys 28 czerwca – „Klub Pod Jaszczurami”, Rynek Główny 8 – Graftmann, David Hurn 1 lipca – „Loch Ness”, ul. Sławkowska 14 - Sepultura 1-2 lipca – „Piec Art.”,  ul. Szewska 12 – Hunger Pungs 5 lipca – Radio Kraków, al. Słowackiego 22 – Beltaine 5-31 lipca – XIV Letni Festiwal Jazzowy w Piwnicy Pod Baranami – więcej informacji na stronie http:// www.cracjazz.com/ 10 lipca – „Harris Piano Jazz Bar”, Rynek Główny 28 – 7ma w nocy 11-12 lipca – Knock Out Festival – Stadion WKS Wawel – Apocalyptica, Meshuggah, Testament, Anathema, The Dillinger Escape Plan, Voivod, Cynic, Frontside, Blindead, Horrorscope, Proghma-C, Huge CCM 18 lipca – Krakowska Noc Jazzu w ramach XIV Letniego Festiwalu Jazzowego – na Małym Rynku, Kazimierzu i w klubach jazzowych: U Muniaka, Piec Art, Piwnica pod Baranami, Alchemia, Harris Piano Jazz Bar, Drukarnia – m.in. Władysław „Adzik” Sendecki, Big Band NDR, Joao Bosco, Nils Landgren, Charis Ioannou, Jarek Śmietana, Andrzej Olejniczak, Adam Pierończyk i Mikołaj Trzaska – szczegółowy program na stronie http://www.cracjazz.com/ 23 lipca – Rynek Główny – Pectus 24-26 lipca – 11. Festiwal Muzyki Tradycyjnej Rozstaje 2009 – więcej informacji na stronie http:// www.rozstaje.pl 25 lipca – „Awaria”, ul. Mikołajska 9 – Route 94 2 sierpnia – krakowskie Błonia – Agressiva 69 7 sierpnia – “Harris Piano Jazz Bar”, Rynek Główny 28 – Simeon Lenoir & World Trans System 9 sierpnia – Radio Kraków, al. Słowackiego 22 – Trzy Dni Później 17 sierpnia – „Kawiarnia Naukowa”, ul. Jakuba 29/31 – Heads of Pin, The Boring 20-22 sierpnia – Coke Live Music Festiwal 2009 – The Killers, 50 Cent, Gentleman – więcej informacji na stronie http://www.livefestival.pl 21 sierpnia – „Face2Face”, ul. Paulińska 28 – Dagadana Przygotował Zbigniew Miszewski

Źródła: http://www.krakowlife.pl; http://www.selectorfestival.pl; http:// www.rotunda.pl; http://www.wianki.krakow.pl; http://www.nocjazzu.com; http://krakow.dlastudenta.pl; http://www.klubstudio.pl; http://www.koncertomania.pl; http://www.diapazon.pl; http://kulturatka.pl; http://www. knockoutfest.pl/; http://www.cracjazz.com; http://www.ticketpro.pl; http:// www.myspace.com; http://www.piecart.pl/


Zdrowie 51

Manko 69 - czerwiec 2009

Start Ogólnopolskiej Kampanii społecznej

„Polska bez dymu”

31 maja 2009 r. w ramach Światowego Dnia bez Tytoniu została oficjalnie zainaugurowana ogólnopolska akcja społeczna „Polska bez Dymu”. Akcja jest elementem kampanii społecznej Lokal bez Papierosa.pl prowadzonej od dwóch lat przez krakowskie Stowarzyszenie MANKO i ma na celu przekonanie Polaków do całkowitego zakazu palenia w miejscach publicznych oraz edukację nt. skutków biernego palenia. Akcja „Polska bez Dymu” wpiera działania Sejmowej Komisji Zdrowia w kwestii nowej ustawy o całkowitym zakazie palenia. Za zakazem palenia Co roku z powodu biernego palenia umiera w Europie około 80 000 osób, w tym w Polsce około 8700 osób. W tej grupie 25% stanowią osoby, które nigdy nie paliły papierosów, a zachorowały na choroby odtytoniowe czy serca. Wprowadzenie zakazu palenia w miejscach publicznych, w tym głównie w lokalach gastronomicznych, przyczyni się do zwiększenia ochro-

Kochane kobiety, zmieńmy temat... Lew Tołstoj, próbując scharakteryzować naturę kobiet, powiedział: „Język kobiet zrozumieją tylko kobiety.” Zapewne dlatego tak często ze sobą rozmawiamy. Ale czy umiemy rozmawiać o wszystkim? Dlaczego Polki nie rozmawiają o HIV? To my, kobiety - stereotypowo rzecz ujmując: istoty emocjonalne i gadatliwe, „kobiety werbalne”. Bijemy rekordy długości rozmów telefonicznych, potrafimy dyskutować wykonując kilka czynności na raz, a kiedy spotykamy się, by poplotkować przy kawie, godziny lecą niepostrzeżenie. Z przyjaciółkami rozmawiamy o mężczyznach, seksie, ostatnio przeczytanej książce czy najskuteczniejszych dietach. Zapominamy jednak, dbając o rozwój intelektualny, atrakcyjny wygląd oraz komfort psychiczny, jak istotna jest równoczesna troska o nasze zdrowie. Zastanówmy się, jak często rozmawiamy z przyjaciółkami o konieczności robienia badań mammograficznych czy testów na obecność wirusa HIV? Prawdopodobnie bardzo rzadko lub nigdy. Łatwiej jest nam się dzielić spostrzeże-

ny przed biernym paleniem zarówno klientów, jak i pracowników lokali. Antytytoniowe ustawodawstwo weszło już w życie w większości krajów UE. Polska pomimo dużego poparcia społecznego (80% Polaków popiera zakaz palenia w miejscach publicznych), nadal nie uchwaliła odpowiedniego prawa. „Polska bez dymu” w akcji Kampania „Polska bez Dymu” ma na celu przekonanie społeczeństwa do respektowania nowej ustawy, ma pomóc właścicielom lokali przygotować się do zakazu oraz pokazać pozytywne skutki ustawy. Głównym źródłem komunikacji kampanii jest portal społecznościowy www.polskabezdymu.pl, na którym na bieżąco pojawiają się artykuły branżowe, głosy poparcia dla kampanii, doniesienia ze świata. Portal pomaga monitorować stan nowej ustawy, oraz daje możliwość wyrażenia swojej opinii nt. problemu palenia. Dodatkowo w ramach akcji Stowarzyszenie MANKO przeprowadzi:

ponad 15 eventów prozdrowotnych w centrach miast, • konkurs na murale antynikotynowe, które powstaną w 10 miastach, • konkurs na spoty antynikotynowe pod hasłem „Nakręć się społecznie” • Przegląd filmów antynikotynowych pod hasłem „Wypalone kino” Pierwsze działania eventowe rozpoczęły się już 31 maja 2009 r. w Toruniu, gdzie przeprowadzono m.in. szpiegowską grę miejską, malowanie muralu antynikotynowego oraz bezpłatne badania. Kolejne miasta kampanii to : Zakopane 13 czerwca, Słupsk - 20 czerwca, Przemyśl - 27 czerwca, Zielona Góra - 11 lipca, Sopot - 19 lipca , Gdańsk - 20 lipca, Gdynia - 21 lipca, Lublin 25 lipca , Wrocław - 2 sierpnia, Gliwice - 8 sierpnia Planowane są również eventy w Krakowie, Rzeszowie, Warszawie. Więcej informacji na:

niami na temat antykoncepcji czy doświadczeń seksualnych niż o możliwości (a czasem nawet powinności) wykonania testu na obecność wirusa HIV. Temat tabu Pragniemy być kobietami nowoczesnymi, niezależnymi, świadomymi i, o tak, lubimy tematy tabu – ale tylko te, które wiążą się z dreszczykiem przyjemnej ekscytacji. Trudnych tematów wolimy nie poruszać, bo myślimy, że nas nie dotyczą. Tak właśnie jest z tematem HIV/ AIDS. Czasy, w których ten problem dotyczył głównie środowisk homoseksualnych i narkomanów, minęły bezpowrotnie. Posiadając stałego partnera seksualnego nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć się w 100% przed wirusem. Badania prowadzone na całym świecie wykazują, iż wiele kobiet zostało zakażonych wirusem przez swojego pierwszego i jedynego partnera seksualnego. Dlatego powinnyśmy rozmawiać z naszym partnerem o jego przeszłości seksualnej oraz robić testy na obecność HIV. Groźniejszy dla kobiet Szacuje się, że obecnie w Polsce ok. 35. tys. osób żyje z HIV, z czego ok. 20 tys. nie ma o tym pojęcia. Problem ten dotyczy przede wszystkim młodych ludzi. Z przyczyn biologicznych ryzyko zakażenia wirusem HIV podczas stosunku płciowego jest prawie dwukrotnie większe w przypadku kobiet niż mężczyzn. Na zakażenie wrażliwa jest cała błona śluzowa pochwy i szyjki macicy, podczas gdy u mężczyzn wrażliwość

ta ogranicza się praktycznie do dwóch miejsc: obwódki błony śluzowej wokół ujścia cewki moczowej i w wewnętrznej warstwie pod napletkiem. Dodatkowo w nasieniu jest znacznie większa ilość wirusa HIV niż w wydzielinach żeńskich narządów płciowych. Porozmawiajmy… Palącą potrzebę publicznej debaty o zagrożeniach, jakie niosą za sobą ryzykowne kontakty seksualne i brak odpowiedniej świadomości społecznej dotyczącej walki z HIV dostrzega coraz więcej osób. Kampanię „ryzyKOchania”, organizowaną przez Stowarzyszenie MANKO i Społeczną Agencję PR, poparło wiele znanych osobistości: Reni Jusis, Joanna Jabłczyńska, Szymon Kołecki, Łukasz Kadziewicz, Jarek Wist, formacja taneczna Fair Play Crew (w tym tancerze znani z programu You Can Dance). Do konkursu na projekt nadruku na koszulkę przyłączyli się najlepsi polscy projektanci mody (Paprocki&Brzozowski, One Eighty, Viola Śpiechowicz, Dawid Woliński, Ola Osadzińska). Organizatorzy planują przeprowadzenie na największych uczelniach w Polsce happeningów „Niechciany podarunek”. Podczas eventów studenci będą mieli okazję poszerzenia swojej wiedzy na temat wirusa HIV, udziału w konkursach i grach zespołowych oraz otrzymania prezentów.

www.polskabezdymu.pl

www.ryzyKOchania.pl


52 (nie)PEŁNOSPRAWNI

Manko 69 - czerwiec 2009

Przez krakowskie przeszkody

Andrzej Krężel od kilkunastu lat jeździ na wózku. Studiuje kulturoznawstwo na UJ i od początku pobytu w Krakowie działa aktywnie na rzecz poprawy warunków dla studentów niepełnosprawnych. Specjalnie dla naszego miesięcznika opowiada nam, co jeszcze należy zmienić i za ile lat Kraków będzie miastem bez barier. Dwa lata temu, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, powiedziałeś: „Kraków ma bariery i pewnie minie dziesięć lat, zanim będzie miastem przyjaznym dla nas, osób niepełnosprawnych”. Czy nadal podtrzymujesz te słowa? Powiem nawet więcej – myślę, że minie jeszcze więcej lat, zanim Kraków będzie w pełni dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych, bo te zmiany nie zachodzą tak szybko, jak się spodziewałem. Aczkolwiek i tak Kraków jest już dosyć przyjazny, mimo że jest zabytkowy. Nawet komunikacja miejska prezentuje się całkiem dobrze, ale martwi mnie to, że nie mogłem doprosić się o zaznaczenie na rozkładach jazdy kursów autobusów niskopodłogowych. Na studia poszedłeś dość późno. Chyba jednak nie dlatego, że obawiałeś się barier?

Nie, nie z tego powodu. Po prostu sytuacja ekonomiczna nie pozwoliła mi wcześniej podjąć studiów. Na początku mojego pobytu w Krakowie bardzo pomogła mi rodzina i Biuro ds. osób niepełnosprawnych na UJ. Chociaż muszę przyznać, że gdy przyjechałem tutaj 4 lata temu, to byłem rozczarowany, że w akademikach UJ nie było żadnego pokoju przystosowanego dla osoby na wózku. Trafiłem do „dwójki”, która była tak mała, że nie mogłem się w niej obrócić na wózku. Żeby usiąść na muszli w łazience, musiałem przewracać wózek, po to aby mieć miejsce na nogi. Po kilku miesiącach, dzięki uprzejmości władz AGH, dostałem odpowiedni pokój. Później mieszkałem w „Nawojce”, gdzie również musiałem upominać się o pewne udogodnienia. Teraz mieszkam w bloku D na ul. Bydgoskiej, gdzie oddano niedawno składy niemal optymalnie dla nas przystosowane. Czy obecnie UJ jest przyjazny niepełnosprawnym studentom? Jeśli chodzi o budynki kampusu na Ruczaju, to z każdym nowo otwartym jest coraz lepiej. Co prawda są jeszcze powielane pewne błędy, np. samozamykające się drzwi, przez co niektóre osoby na wózkach nie są w stanie samodzielnie wjechać. Poza tym są sale, gdzie są schodki, a wiadomo, że nie na każdy da się wjechać wózkiem. Jednak ogólnie nie można narzekać. Z pewnością zupełnie odmienną opinię masz o budynkach znajdujących się w centrum... O tak, to jest makabra... Co prawda jest tutaj parę budynków dostosowanych do potrzeb niepełnosprawnych, ale zawsze mam problemy z dostaniem się do instytutów znajdujących się przy ul. Mickiewicza 3 i Św. Anny 6. Jednakże ogólnie sytuacja chyba ulega poprawie? Generalnie tak, bo nawet te obiekty w centrum są remontowane i zarazem wprowadza-

O krwi wakacyjnie ... Niektórzy na jej widok mdleją. Są tacy, którzy bezinteresownie się nią dzielą z tymi, którzy jej potrzebują. Historia opowiada o takich, którzy ją piją. Krew – czym jest i dlaczego jest potrzebna? Krew płynąca w żyłach i tętnicach jest źródłem sił życiowych u każdego człowieka już od momentu poczęcia. Jest żywą tkanką złożoną z komórek - krwinek czerwonych, białych i płytkowych, które zawieszone są w części płynnej krwi zwanej osoczem. Krew jest całym światem samym w sobie. Jej składniki tworzą wysoko rozwinięty system obronny i transportowy, od

istnienia którego zależy nasze życie i zdrowie. Oddając krew ratujesz życie! W ciągu roku w Polsce konieczne jest dokonanie około miliona transfuzji. Krew jest potrzebna codziennie, w dużych ilościach, ponieważ jest bezcennym lekiem, którego mimo wielu prób i postępu w nauce nie udało się wytworzyć syntetycznie. Jest niezbędna nie tylko ofiarom wypadków, ale także cierpiącym na szereg poważnych chorób. Przetaczana podczas transfuzji lub podawana w postaci przetworzonych preparatów, pozwala ratować życie i zdrowie. - Pobrana od dawcy krew jest badana i je-

ne są w nich udogodnienia. Aczkolwiek nie we wszystkich zabytkowych obiektach jest to możliwe, bo czasami ciężko jest np. dobudować podjazd do takiego budynku. Zdarzają się problemy z normami, które często są zbyt sztywne i ograniczają pole manewru. Na przeszkodzie stają nam też niektórzy administratorzy budynków, którzy wolą siedzieć z założonymi rękami niż pomagać. Np. panu na Gołębiej bardziej chodzi o jego ciepłą posadkę niż o to, żeby zrobić podjazd nie do końca zgodny z normami, żeby nikt się do niego nie przyczepił. Ta osoba kojarzy mi się z dyrektorem z filmu „Poszukiwany, poszukiwana” – typowy aparatczyk. A czy masz jakieś porównanie sytuacji na UJ z innymi uczelniami? Pracowałem kiedyś w Biurze ds. osób niepełnosprawnych na AGH i robiłem raport nt. funkcjonalności tamtejszych budynków. Co prawda nie spełniają one wszystkich norm określonych przez PEFRON, ale co najważniejsze – większość z nich jest dostępna dla osób na wózkach. Mimo że jeździsz na wózku, jesteś osobą przedsiębiorczą, uprawiasz sport, wiesz, czego chcesz. Słowem – wózek cię nie ogranicza. Przede wszystkim chcę, żeby przyszli studenci, którzy jeżdżą na wózkach, uniknęli podobnych historii, których ja doświadczyłem. Cieszę się, że udało mi się coś zmienić, bo lubię wziąć sprawy w swoje miejsce. Miałem w życiu taki moment, że nie wiedziałem, czy będę w stanie dać sobie radę w dorosłym życiu, czy znajdę pracę. Ale pobyt w Krakowie, oczywiście poza możliwością zdobycia wykształcenia, bardzo mi pomaga, bo poznaję wielu ciekawych ludzi, poszerzam swoje horyzonty, nabieram pewności siebie, mam więcej pomysłów na życie i w tej chwili wiem, że dam sobie radę. Rozmawiał: Darek Dobek śli nadaje się do transfuzji jest przechowywana w specjalnych chłodniach przez 42 dni. Jednak rzadko zdarza się, żeby tak długo czekała – mówi Ewelina Malec z Krakowskiego Centrum Krwiodawstwa – Przy przetoczeniu krwi potrzeba średnio ok. 1,5 litra krwi. Wszystko zależy od rodzaju zabiegu. W niektórych przypadkach pacjent może oddać krew dla samego siebie tuż przed operacją – kontynuuje. Według danych krakowskiego PCK w tegorocznej akcji „KRwiecień KRwiodawstwa w Krakowie” na 8 uczelniach krew oddało 899 osób, pozyskano 398 litrów krwi. – Ci którzy oddają krew czują się szczęśliwsi, bo pomagają innemu człowiekowi – z uśmiechem potwierdza zasadność akcji Ewelina Malec. Kamila Stanisz, współpraca: MP


Sport 53

Manko 69 - czerwiec 2009 EDIALN

NAT M PATRO

Y

Foto: rafał cygan

II Regaty o Puchar Rektora UEK

Regaty odbyły się 16 maja nad Zalewem Bagry. W zawodach wystartowało 14 załóg składających się ze studentów krakowskich uczelni oraz uczestników programu Erasmus, którzy przyjechali spędzić semestr letni studiując na UEK-u. Zawody zaszczycił swoją obecnością prorektor ds. Studenckich, prof. UEK dr hab. inż. Andrzej Chochół. Mimo, że regaty odbywały się na niewielkim Zalewie Bagry, w rzeczywistości okazały się zmaganiem z wiatrem,

wodą i ludzkimi słabościami. Uczestnicy i kibice obecni od początku zawodów nad Zalewem mieli okazje zobaczyć pełen wachlarz warunków pogodowych. Do południa, podczas gdy kibice opalali się na brzegach, zawodnicy i organizatorzy zmagali się z brakiem wiatru. W końcu ten problem został rozwiązany poprzez organizację pierwszego biegu na pagajach. W miarę rozgrywania zawodów, warunki zaczęły się dopasowywać do potrzeb, zaczął wiać silny wiatr i kolejne biegi rozgrywano już z pełnym ożaglowaniem. Zawodów nie przerwały nawet nagłe ulewne deszcze i zerwana wanta. Zmagania z żywiołem wygrała drużyna mieszana UEK i UJ pod sterami Piotra Rzepeckiego z załogą w składzie: Wojciech Jarosiński i Michał Ososiński. Po dekoracji odbył się skrócony koncert, podczas którego usłyszeliśmy zespół Rath, niestety z powodu złych warunków pogodowych uczestnicy nie mogli pobawić się przy utworach Radikal Kolor i grupy Pod Wiatr.

Y EDIALN

AT M PATRON

Fot. Beata Kośmider

VIA INTERRUN 2009 na dystansie 5 km, który odbył się 24 maja 2009.

Biegi przełajowe (M): 1. AGH Kraków 8. UP Kraków 19. AWF Kraków 29. UJ 30. PK 35. UEK Biegi przełajowe (K): 1. UWM Olsztyn 3. AWF Kraków 7. UJ 13. AGH 18. UP Kraków 40. UEK Koszykówka kobiet: 1. AWF Kraków 12. UEK 14. AGH Kraków

Siatkówka kobiet: 1. WSG w Bydgoszczy 4. AGH Kraków 11. AWF Kraków Siatkówka mężczyzn: 1. PSZ w Nysie 13. AGH Kraków 15. AWF Kraków

Jubileusz AZS

Y EDIALN

AT M PATRON

Półmaraton już 14 czerwca!

V Jurajski Półmaraton Małopolska Biega, objęty patronatem m.in. Marszałka Województwa Małopolskiego i Rektora UEK, zyskał rangę drugiej co do wielkości w Polsce imprezy sportowej w kategorii półmaratonów. Bieg corocznie jest organizowany przy pomocy II Korpusu Zmechanizowanego WP dowodzonego przez generała dywizji Edwarda

Aerobik sportowy: 1. AWF Kraków 8. AGH Kraków

Koszykówka mężczyzn: 1. Akademia Leona Koźmińskiego 15. AGH Kraków

ENDO - TEAM BIEGOWY WSE Team biegowy WSE „ENDO” świętował juwenalia na pierwszym biegu juwenaliowym WSE. Bieg wygrała Agnieszka Augustyn, która od samego początku narzuciła mocne tempo, prowadząc grupę aż do mety. Jedynym napotkanym na trasie problemem był tramwaj linii „1”, który mimo odważnych starań prowadzącej bieg na rowerze Uli Olejniczak, nie chciał ustąpić pierwszeństwa biegaczom. Co ważne, wszyscy, którzy wystartowali w biegu, ukończyli go i wspólnie cieszyli się wynikiem na mecie. Po zakończeniu biegu na dziedzińcu WSE odbyła się skromna dekoracja. Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe dyplomy, a pierwsza piątka nagrody ufundowane przez Uczelnie. Team ENDO wziął udział w biegu CRACO-

Wyniki krakowskich uczelni w Akademickich Mistrzostwach Polski:

Gruszkę. Natomiast generał broni Mieczysław Bieniek, osobiście zaszczyca go jako honorowy starter biegu. Mamy także własną kilkudziesięcioosobową kadrę sportową klubu i oparcie w Jurajskiej Izbie Gospodarczej. Miejsce maratonu: Rudawa k/Krakowa obok Centrum Usług Motoryzacyjnych „MOSUR”, ul. Legionów Polskich 30. Start biegu: godz.10:00. Bieg na dystansie 21km 097m.

Akademicki Związek Sportowy obchodzi w tym roku setną rocznicę powstania. 19 czerwca 1909 r. austriackie władze zezwoliły na powstanie AZS Kraków. Pierwszym prezesem został student medycyny UJ Wacław Majewski. AZS przetrwał trudne zakręty polskiej historii i obecnie ma się czym chwalić. W jego szeregach jest 55 tys. członków, na czele z jedynymi złotymi medalistami z Pekinu – Tomaszem Majewski m z Warszawy, Leszek Blanik z Gdańska i czwórka wioślarska z Poznania – na czele. (DD) Przebieg trasy (atest PZLA): pętla start w Rudawie obok firmy „MOSUR”, następnie przez centrum Rudawy oraz miejscowości: Brzezinka, Więckowice, Zielona Mała, Bolechowice, Karniowice, Kobylany, Dolina Będkowska, Brzezinka do Rudawy, meta obok firmy „MOSUR”. Trasa asfaltowa. Zgłoszenia przyjmowane są przez internet na stronie www.maratonypolskie.pl do dnia 10 VI 2009 r., a także faxem, mailem lub osobiście w Biurze Organizacyjnym do dnia 12 VI.


54 Sport

Manko 69 - czerwiec 2009

Foto: Ryszard Szawernoga

Mariusz Wlazły wspiera krakowską siatkówkę

Atakujący reprezentacji Polski jest nie tylko znakomitym siatkarzem, ale i człowiekiem wielkiego serca. Udowodnił to 14 maja br., gdy przybył do Krakowa na spotkanie z dziećmi trenującymi siatkówkę. Doszło do niego dzięki inicjatywie AZS PK, AZS UEK i Centrum Rozwoju Com Com Zone, które we współpracy z Urzędem Miasta Krakowa chcą odbudować dawną pozycję tego sportu pod Wawelem. Czy to pierwsza pańska wizyta w Krakowie? Miał pan wcześniej jakąś styczność z tym miastem? Jest to moja pierwsza służbowa wizyta w Krakowie. Zostałem zaproszony przez krakowskie AZS-y, by propagować siatkówkę wśród tutejszej młodzieży, i bardzo się z tego cieszę. Ulubionym zajęciem Mariusza Wlazłego w wolnym czasie jest odpoczynek. Tymczasem zamiast relaksować się podczas trwającej przerwy w rozgrywkach, bierze pan udział w spotkaniu z początkującymi siatkarzami... Gdy byłem małym chłopcem, marzyłem, by w przyszłości zajmować się sportem na poważnie. Chciałem wejść na jak najwyższy poziom, a skoro w pewnym stopniu mi się to udało, chciałbym teraz przekazać parę wskazówek dzieciom, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z siatkówką. Przede wszystkim chcę im uświadomić, jak bardzo ważna jest własna praca i determinacja. A co do czasu wolnego, to już niedługo zacznę intensywną rehabilitację, przez co zostało mi kilka dni na załatwienie spraw osobistych, także tych związanych z siatkówką. Z pewnością dla wielu z tych dzieci jest pan sportowym idolem. A czy pan się na kimś wzorował?

Szczerze mówiąc, nie miałem jakiegoś jednego idola. U każdego siatkarza, z którym się mierzyłem, starałem się podpatrywać jakiś element. Gdy zaczynałem grać na poważnym poziomie, miałem już możliwość śledzenia wielu transmisji w telewizji. Być może z tego też względu ceniłem i w dalszym ciągu cenię sobie wielu polskich siatkarzy. Czy pamięta pan swoje początki z siatkówką? Tak, jak najbardziej, bo był to dość trudny okres w moim życiu. Ciężko było mi pogodzić naukę i sport wyczynowy. Kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń, w wielu sytuacjach ciężko było mi osiągnąć kompromis. Jednak spotkałem na swojej drodze właściwych ludzi, którzy umiejętnie pokierowali moją karierą. Czy pana koledzy z czasów gry w rodzinnym Wieluniu mieli równie wiele szczęścia? Oprócz mnie z mojego miasta do dużej siatkówki trafiły jeszcze dwie osoby. Zbyszek Żurek gra w I-ligowej Avii Świdnik. Marcin Kryś zdobył razem ze mną złoty medal na mistrzostwach świata juniorów w 2003 roku, a od przyszłego sezonu będzie występował w PlusLidze w barwach Pamapolu Wieluń. Właśnie, nie będzie się pan czuł wewnętrznie rozdarty, grając w barwach Skry Bełchatów przeciwko klubowi z rodzinnego miasta? Na pewno nie będą to zwykłe pojedynki. Wieluń czekał na grę w ekstraklasie bardzo długo i cieszę się, że w końcu im się to udało. Będę im gorąco kibicował, żeby ich przygoda z PlusLigą nie trwała tylko sezon. Mecze z Pamapolem ominęłyby pana, gdyby zdecydował się pan wyjechać za granicę. Tymczasem pański kontrakt został przedłużony

do 2011 roku. Postawiłem na sprawdzoną markę, jaką jest Skra Bełchatów. Poza tym, doniesienia prasowe o klubach, które chciały mnie pozyskać, były grubo przesadzone. Nie zgłosiły się po mnie żadne kluby z czołówki ligi rosyjskiej czy włoskiej, a tylko takie mogą gwarantować grę w Lidze Mistrzów, którą chcę w końcu wygrać ze Skrą. Muszę też dodać, że na pozostaniu w Polsce nie straciłem finansowo. Czego można się spodziewać po Danielu Castellanim, nowym trenerze reprezentacji Polski? Wszyscy wiemy, czego Castellani dokonał w Bełchatowie. Jednak nie oczekiwałbym od niego od razu cudów w pracy z reprezentacją. Daniel chce przebudować kadrę pod kątem Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku, dlatego wyniki mogą przyjść po pewnym czasie. Już teraz szuka nowych twarzy, które za trzy lata mogą być filarami reprezentacji. To dobra koncepcja, bo nie wyobrażam sobie, żeby do Londynu pojechali starsi gracze, którzy nie będą w stanie pociągnąć gry reprezentacji. Rozmawiał: Darek Dobek


56

Manko 69 - czerwiec 2009


MANKO 69  

MANKO 69 Kraków

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you