Page 1


Odredakcji

Od redakcji 3

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Zarwane noce, chińskie zupki, hektolitry kawy i „procentowych” napojów. Studenci z pewnością nie należą do grupy, która przejmuje się swoim zdrowiem. Trudno się temu dziwić – żeby spełnić wszystkie zalecenia lekarzy i specjalistów, cały dzień spędzałoby się na liczeniu kalorii, miligramów witamin i minerałów, które powinno się zjeść. Nie mówiąc już o nieustannym spoglądaniu na zegarek, aby poszczególne posiłki zjadać w regularnych odstępach czasu. I choć na dbanie o siebie większość z nas nie ma po prostu czasu, nie warto odkładać tego na później. Postaraj się już dziś szanować swój organizm. Jak? Kilka rad znajdziesz w nowym numerze „Manko”. Czy wiesz, że sporo badań możesz zrobić zupełnie za darmo i że leczyć się można nie tylko tym, co kupujemy w aptece? Nowe „Manko” to także garść tekstów, które poruszają studenckie sprawy. Prześwietlamy poziom lektoratów na krakowskich uczelniach – czy wreszcie osiągnęliśmy unijny poziom? Znudził ci się językowy kanon? – zobacz, gdzie w Grodzie Kraka można nauczyć się nietypowego języka obcego. Ponadto na gorąco komentujemy najnowsze pomysły minister Barbary Kudryckiej. Sprawdzamy także, na jakich stołówkach warto jadać, a które omijać szerokim łukiem… Na łamach „Manko” nie zabrakło także pozytywnie „zakręconych” ludzi, którzy swoją postawa udowadniają, że warto poświęcić się swojej pasji – nawet wbrew wszystkiemu i wszystkim. Szczególnie zachęcam do lektury wywiadu z Philippe’em Ribierem, który, pomimo ciężkiej choroby, jest uznanym wspinaczem. Dziwi Was żółto-czarna taśma, która oplotła okładkę? Postanowiliśmy przyłączyć się do solidarnościowego protestu na rzecz Tybetu. 10 marca w całej Polsce otoczono podobną taśmą symboliczne miejsce, biura polityków czy urzędy. Mamy nadzieję, że ta „okupacja” pobudzi do działania polskie władze, które w dyplomatyczny sposób zaczną naciskać na Pekin i zmuszą go do pertraktacji z Tybetańczykami. Chcielibyśmy również bardzo gorąco zachęcic Was do przyłączenia się do akcji KRwiecień KRwiodawstwa w KRakowie. Cały miesiąc macie szansę, żeby uratować komuś życie! Paulina Korbut Redaktor wydania

Kalendarium: 31 marca - godz. 16:00, Spotkanie z Marianem Marzyńskim reżyserem telewizyjnym, autorem filmów dokumentalnych, pisarzem. Spotkaniu towarzyszy pokaz filmu „Shtetl”, wstęp wolny. Spotkanie organizowane przez Centrum Badań Holokaustu Uniwersytetu Jagiellońskiego 1-30 kwietnia - oddaj krew na swojej uczelni! Przyłącz się do akcji KRwiecień KRwiodawstwa w KRakowie, więcej informajci na www.krkrkr.pl 2 kwietnia - od 09.00 do 15.00, w Klubie Akademickim „Arka”, odbywać się będzie akcja krwiodawstwa w ramach projektu KRwiecień KRwiodawstwa w Krakowie 3 kwietnia – godz. 18.00, IV Konkurs Piosenki Poetykiej i Turystycznej oraz koncert Grupy Bez Jacka. Konkurs jest skierowany do studentów i pracowników Uniwersytetu Rolniczego. Bilety: 10 zł- studencki i 15 zł- normalny, miejsce: Klub Akademicki ARKA 6-7-8 kwietnia - „Wampiriada”, organizowana przez Niezależne Zrzeszenie Studentów PK . Akcja odbędzie się w godz. 9.00-15.00 w galerii GIL Politechniki Krakowskiej (ul. Warszawska) 7 kwietnia - Miedzynarodowy pociąg ESN Train, w którym spotka się 5 tys. studentów podróżujących przez 18 karajów, by w podanym terminie dotrzeć do Krakowa. Organizatorami są: Bernhard Jaggle, Remo Weber. Więcej: www.esntrain.org 16 kwietnia – godz. 20.00, Dyskoteka, w trakcie której koncert zagra grupa Macieja Czerneckiego. Bilety:5 zł (dyskoteka +koncert), miejsce: Klub Akademicki ARKA 16-19 kwietnia - W rotundzie trwa VI Przegląd Kapel Studenckich. Więcej informacji na: www.pks.rotunda.pl 14- 7 kwietnia - IV Sympozjum Logistyczne dla studentów III, IV i V roku Zarządzania Międzynarodowego Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie organizowane przez Stowarzyszenie Ad Meritum UEK 20 kwietnia - konferencja podsumuwująca projekt badawczy „Aktywność i skuteczność polskich eurodeputowanych w Parlamencie Europejskim” zorganizowany przez Instytut Kościuszki, Instytut Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ, Katedrę Statystyki UEK i Zakład Europeistyki Instytutu Studiów Politycznych PAN. Miejsce: Auditorium Maximum. 22 kwietnia - Mecz piłki nożnej w ramach akcji KRwiecień KRwiodawstwa w KRakowie, Miejsce: Boisko AWF ul. Jana Pawła II 78, Start: 20:00 23-25 kwietnia - Rajd Krakowski, pierwsza eliminacja Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski 23-26 kwietnia - Dni Integracji w UEK

Prof. dr hab. Ryszard Dyoniziak (1930 -2009) - Wspołtwórca i Członek Honorowy Stowarzyszenia Manko. Kierownik Zakładu i Katedry Socjologii Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie w latach 1961-2000, z którą to uczelnią był związany niemal 50 lat. W uznaniu zasług odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Złotym Krzyżem Zasługi. Wykładał także m.in. w Uniwersytecie Śląskim, GWSH w Katowicach, Uniwersytecie Zielonogórskim. Autor wielu artykułów i książek m.in.: „Społeczeństwo w procesie zmian”, „Sondaże a manipulowanie społeczeństwem”, „Patologia życia gospodarczego”, „Młodzieżowa podkultura”, „Zróżnicowanie kulturowe społeczności wielkomiejskiej”, „Społeczne uwarunkowania wydajności pracy”. Profesor zmarł 22 marca 2009 r. Został pochowany 31 marca 2009 r. na Cmentarzu Batowickim w Krakowie.


SPIS TREŚCI Warto wiedzieć Rewolucja w stypendiach. W skrócie .......................................................................................................................5 Happening „Bezpieczna Uczelnia III”. Studenckie przechowalnie...............................................................................6

Adres redakcji ul. Sienkiewicza 4, 30-033 Kraków tel: 012 294 12 66, fax: 012 429 37 28 kontakt@manko.pl www.manko.pl

Pamiętamy Odszedł Mistrz Socjologii.........................................................................................................................................7

Dodatek: zdrowy student Badania za 0 złotych........................................................................................................................................22- 23 Więcej ruchu, czyli nadeszła WIOSNA!.....................................................................................................................23 Tańczyć każdy może...............................................................................................................................................24 KRwiecień KRwiodawstwa w Krakowie...................................................................................................................24 Być pięknym na wiosnę............................................................................................................................................25 Studencie nie bądź sknera- oddaj krew!....................................................................................................................25 O biurokracji na pogotowiu słów kilka.......................................................................................................................26 Lepsza niż nektar i ambrozja....................................................................................................................................31 Co wiemy o miłości?...............................................................................................................................................32 Jak leczyć i wyleczyć, czyli serialowa służba zdrowia.......................................................................................32- 33 Kiedy chorujesz na ... lekarza...................................................................................................................................33 Polska BEZ papierosowego dymu!............................................................................................................................34 T- shirty w walce z HIV. Sztuka edukuje i walczy!....................................................................................................35

REDAKCJA Redaktor naczelny Łukasz Salwarowski

Redaktor wydania

Paulina Korbut redakcja@manko.pl

Sekretarz redakcji

Darek Dobek kontakt@manko.pl

Zespół

Magdalena Petryniak, Karolina Zugaj, Anna Korzec, Marcin Górka, Urszula Rafa, Kamila Stanisz, Bartosz Bieliszczuk, Bartłomiej Matoga, Dorota Oramus, Michał Parwa, Krzysztof Czachura (rysunki), Agata Cygan, Agnieszka Kęsek, Małgorzata Opalińska, Łukasz Maźnica, Wojciech Sokołowski, Michał Musiał

ŁA AK D

DZIAŁ MARKETINGU I REKLAMY Monika Toporowska, Marcin Nawrocki, Magdalena Petryniak marketing@manko.pl

10 000

N

Studenckie aktywacje Cracow Fashion Awards............................................................................................................................................8 Konkurs fotograficzny “Kryzys. Hossa. Bessa”.............................................................................................................8 XII Inżynierskie Targi Pracy zakończone......................................................................................................................9 ERA- na wszechobecnego- INŻYNIERA.......................................................................................................................9 Konkurs Fotograficzny Empiku- Edycja 2009............................................................................................................9 Studenckie przestępstwa na cenzurowanym...........................................................................................................10 Uczelniane souveniry..............................................................................................................................................10 III Ogólnopolski Konkurs Inżynierski - BEC 2009. Sprawdź swoją wiedzę w praktyce!.............................................13 Świetny plan...na zabicie studenckiej ambicji...................................................................................................14-15 W Krakowie ruszyła prywatna biblioteka ekonomiczna..........................................................................................15 Gdzie nauczysz się nietypowego języka obcego?..............................................................................................16-17 Studencie- pokaż język! 17.Studencie- na stołówce nie jedz mielonego!................................................................18 Nie taki Ruczaj straszny..........................................................................................................................................19 Latająca Szkoła Liderów........................................................................................................................................ 20 Głodny sukcesu? Spróbuj BOSS’a..............................................................................................................................20 Czas na „Kobiecy Akcent”. Kobieto, puchu marny?...................................................................................................21

DZIAŁ PR

Joanna Nieć pr@manko.pl

PROJEKTY · Lokal Bez Papierosa

Twój Wolontariat Sprawa dla wolontariusza. Ochojska laureatką „Polskiego Nobla”..........................................................................37

Magdalena Petryniak, Anna Miś lbp@manko.pl

Kariera Każdy może być dobrym menadżerem.....................................................................................................................38 Einstein miał tyle czasu co ty!................................................................................................................................39 Nie taki kryzys straszny. Podsumowanie XVIII Dni Kariery......................................................................................40

Redaktor techniczny Paulina Korbut

Wielokulturowo Garri Kasparow - szachy z Putinem..........................................................................................................................41 Ratuj Tybet .............................................................................................................................................................42

Anna Olejczuk

Podróże Bliski Wschód Europy........................................................................................................................................42-43 (nie) PEŁNOSPRAWNI „Tak naprawdę to tylko kostium”...............................................................................................................................44 Jeden za wszystkich, wszyscy z PSMG!....................................................................................................................47 Kultura Lubitsch – w stronę Hollywood................................................................................................................................48 Reinkarnacja Dostojewskiego.................................................................................................................................49 To nie są polki-rock’n’rollki.....................................................................................................................................49 Największy polski koncert w hołdzie Elvisowi..........................................................................................................50 Sport Z Krakowa po lekkoatletyczne sukcesy.....................................................................................................................52 Zwyciężyło fair play. AGH i UEK w dziesiątce najlepszych drużyn AMP...................................................................53 Kątem oka I Ty możesz studiować za darmo!.............................................................................................................................54 Olimpiada absurdu 2009!.......................................................................................................................................54 Redakcja nie odpowiada za treść zamieszczanych reklam. Zastrzegamy sobie prawo do skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. Opinie zawarte w artykułach wyrażają poglądy autorów i nie muszą być zgodne ze stanowiskiem Redakcji. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Okładka

Korekta:

Izabela Rutkowska, Paulina Korbut

Druk

Drukarnia DrukujTanio.com ul. Ludźmierska 29, 34-400 Nowy Targ

Wydawca

Stowarzyszenie Manko

Kampanie społeczne Stowarzyszenia MANKO


Warto wiedzieć 5

Foto: Łukasz Maźnica

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Rewolucja w stypendiach

W SKRÓCIE: •

Nowa akademia. Zgodnie z decyzją Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego Krakowska Szkoła Wyższa im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego zmieniła nazwę na Krakowska Akademia. Stało to możliwe za sprawą uzyskania drugiego uprawnienia do nadawania stopnia doktora. Tym samym popularny „Frycz” jest pierwszą niepubliczną akademią w Małopolsce i czwartą w kraju. (DD)

Badanie inżynierów. Firma ArcelorMittal Poland S.A. przeprowadziła badania, wg których 42 % przyszłych inżynierów wybrało kierunek studiów zgodnie z zainteresowaniami, a 17 % w wyborze danej uczelni kierowało się perspektywą wysokich zarobków. Ankietę przeprowadzono wśród 980 studentów III, IV i V roku Politechniki Śląskiej, Akademii Górniczo-Hutniczej oraz Politechniki Krakowskiej. (DD)

Asertywne warsztaty. Biuro Promocji i Karier Uniwersytetu Pedagogicznego zaprasza studentów tej uczelni na bezpłatne warsztaty asertywności. Zapisy prowadzone są pod numerem telefonu (0-12) 662 61 67, drogą mailową na bks@up.krakow.pl lub osobiście w Budynku Głównym UP, w pokoju 28. Ilość miejsc ograniczona. Uczestnicy otrzymują dyplom ukończenia warsztatów. (DD)

Filmowa współpraca. 11 marca zostało podpisane porozumienie o współpracy międzyuczelnianej pomiędzy Krakowską Akademią im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego a Państwową Wyższą Szkołą Teatralną im. L. Solskiego. Współpraca będzie mieć miejsce w zakresie dydaktyki (wspólna realizacja zajęć programowych, etiud filmowych, ćwiczeń w pracy przed kamerą) oraz produkcji (realizacja telewizyjnego programu informacyjnego, cyklicznego programu telewizyjnego o tematyce filmowej i teatralnej). (DD)

Rząd zaciska pasa coraz mocniej. Kolejne resorty szukają oszczędności, gdzie się tylko da. Nie dziwi więc fakt, że pod lupę trafiły uczelniane budżety i studenckie stypendia. Oszczędność nie popłaca Według analiz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego wiele państwowych uczelni nie wydaje wszystkich pieniędzy, które resort przyznaje na studenckie stypendia. Oszczędności są ogromne – na kontach uczelni jest ok. 330 mln zł. Jak podaje Gazeta Wyborcza, rekordziści mają odłożone nawet 30 mln zł. Normą są natomiast kilkumilionowe „zaskórniaki”. Na co są przeznaczane te fundusze? Według rozporządzenia uczelnie mogą przeznaczyć do 20 proc. dotacji stypendialnej na remonty akademików i stołówek. Z tej możliwości skorzystano także w Krakowie. – Z dotacji ubiegłorocznej uczelnia odłożyła ok. 2 mln zł, czyli ok. 12 proc. przyznanej dotacji. Pieniądze zostały przeznaczone na remont Domu Studenckiego nr 1 na naszym osiedlu w Czyżynach – mówi Lesław Peters, rzecznik prasowy Politechniki Krakowskiej. Podobnie jest na Uniwersytecie Ekonomicznym. – Na koniec roku 2008 nie wykorzystano ok. 12 % dotacji. Na dofinansowanie remontów w domach i stołówce studenckiej przeznaczono 100 tys. zł, czyli 0,7% dotacji – mówi Piotr Bednarski. Nadwyżki pozostają z kilku powodów. Jak tłumaczy Piotr Bednarski, oszczędności są związane np. z faktem, że remonty w DS-ach i stołówce można wykonywać zazwyczaj w czasie wakacji. Zdarzyło się również, że nie udało się wyłonić wykonawcy w przetargu i środki przekładano na następny rok. – Poza tym niewielka rezerwa przeznaczona na „nieprzewidziane sytuacje” nie jest niczym nadzwyczajnym – dodaje. Ministerstwo sądzi jednak, że wiele uczelni przeznacza na remonty więcej funduszy niż pozwalają przepisy. Stąd pomysł, by tego typu „gospodarność” ukarać. Według nowego rozporządzenia przyszłoroczne dotacje zostaną zmniejszone o taką kwotę, jaką dana uczelnia przekroczyła próg dopuszczalnych oszczędności. Dla uczelni publiczne dopuszczalna pula to 30 proc., dla prywatnych – 10 proc. z funduszu stypendialnego. Projekt przekazano do konsultacji.

Naukowe tylko dla wybranych Projekt nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym zakłada również zlikwidowanie stypendiów naukowych. W zamian za to mają zostać ustanowione nagrody rektora, które będą znacznie wyższe niż dotychczasowe stypendia. Minus jest jeden, ale bardzo znaczący – wyróżnienia te będą dostawali tylko najwybitniejsi studenci. Według przytaczanych przez resort danych liczba stypendystów spadnie z 250 tys. do 180 tys. Trudno się dziwić, że pomysł Ministerstwa nie spotkał się z entuzjazmem żaków. – Dzięki pieniądzom ze stypendium socjalnego i naukowego mogłam się w zasadzie usamodzielnić. Rodzice mają sporo innych wydatków. Jeśli stypendium naukowe zostanie w przyszłym roku zlikwidowane, to będę miała spore problemy – żali się Anna, studentka polonistyki na UJ. Dobre strony zmiany w polityce stypendialnej widzą natomiast rektorzy. – Stypendia naukowe stały się zbyt automatyczne i zbyt powszechne – komentuje dla „Dziennika Polskiego” prof. Karol Musiał, rektor UJ. Podobnego zdania jest rektor KSW. – Może studenci będą się bardziej starali, a tym samym wzrośnie poziom kształcenia. Stypendia powinny trafiać do najlepszych. Dawniej kryteria były bardziej zaostrzone. Nie wystarczyła tylko średnia. Pod uwagę brane było też zaangażowanie w działalność społeczną czy przynależność do studenckich kół naukowych – mówi „Dziennikowi Polskiemu” prof. Jerzy Malec. Według szacunków „DP” najwięcej studentów pobierających stypendia naukowe jest w AGH (ok. 8 tys.), UJ (5 tys.) i na UP (ok. 2,8 tys).

Paulina Korbut

Przez cały kwiecień możesz oddać krew na swojej uczelni. Studencie – nie bądź sknerą ! Podziel się tym cennym skarbem z ludźmi, którzy go potrzebują !

Więcej informacji wewnątrz numeru (strona 24) oraz na stronie internetowej :

www.krkrkr.pl


6 Warto wiedzieć

Happening „Bezpieczna Uczelnia III” Foto: paulina korbut (2)

Y EDIALN NAT M PATRO

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Studenckie przechowalnie

Sterta książek oraz notatek, laptop i coś na ząb - codziennie przeciętny student nosi ze sobą nawet kilka kilogramów. Jednak najgorzej sprawa przedstawia się w czasie wyjazdów do rodzinnego miasta. Tuż przed przerwami świątecznymi studenci przypominają niemalże plemię Nomadów, które z całym swoim dobytkiem z trudem przemierza ulice Krakowa. Trudno się więc dziwić, że kilka lat temu studenci UEK-u z tak dużym oburzeniem ocenili decyzję o zamknięciu bagażowni w pawilonie D. - Dawno, dawno temu, za siedmioma lasami była sobie bagażownia w pawilonie D.... Po przeróbkach w owym pawilonie, bagażownia została usunięta... Czy jest gdzieś miejsce na AE, gdzie można zostawić torbę/walizkę, aby nie taszczyć tego na wszystkie zajęcia? – rozpoczynała w 2006 roku swój wątek na internetowym forum użytkownik Katja. Sprawa palącego braku bagażowni była dość długo dyskutowana i przyniosła w końcu efekt. - Obecny rektor, prof. dr hab. Roman Niestrój, kandydując na to stanowisko obiecał, że bagażownia zostanie uruchomiona na nowo. Jak widzimy, dotrzymał obietnicy – mówi Paweł Godek, Przewodniczący Parlamentu Studenckiego Uniwersytetu Ekonomicznego. Żacy z UEK nie muszą więc już biegać po

kampusie uczelni z ciężkimi bagażami. W samoobsługowej bagażowni, która została ulokowana w podziemiach pawilonu C, studenci mogą przechowywać swoje rzeczy codziennie od 7 do 21. - System jest bardzo prosty. Wybierasz sobie wolną skrytkę, wrzucasz 2 zł kaucji i przekręczasz kluczyk. Potem, gdy chcesz wyciągnąć swoje rzeczy, otwierasz szafkę, 2 zł wraca do Ciebie z powrotem, a kluczyk zostaje zablokowany w drzwiczkach. Całość przypomina mi szafki, do których wsadza się rzeczy przed wejściem do hipermarketu – mówi Grzegorz Stodolny, student IV roku marketingu i zarządzania. - Myślimy, że forma nowej bagażowni jest bardzo nowoczesna i przez to niezwykle przyjazna dla studentów. Przechowalnia jest czynna cały dzień – mówi Łukasz Salwarowski, kierownik kancelarii rektora UEK. Trzeba jednak uważać – jeśli ktoś zapomni wyciągnąć swój bagaż przed 21, na drugi dzień będzie musiał zapłacić za jego przechowanie 10 zł. Inaczej nie dostanie się do szafki – portier tuż po 21 zablokuje ją dodatkowym kluczem. - Każda skrytka ma 80 cm głębokości, 60 cm wysokości i 40 cm szerokości. Tak więc standardowy plecak na pewno się zmieści - Marek Frankiewicz, kierownik działu Administracyjno-Gospodarczego UEK. Większy bagaż niestety w bagażowni się nie zmieści. - Jeśli ktoś ma spory plecak, albo walizkę, to na pewno nie zmieści tego do szafki.

4 marca na UEK zorganizowano kolejny happening bezpieczeństwa, tym razem pod hasłem „UEK – Uczelnią wolną od narkotyków”. Impreza miała przede wszystkim zwrócić uwagę studentów na problem narkotyków. Podczas krótkich prelekcji czy scenek zwracano uwagę na konsekwencje prawne wynikające z używania, posiadania czy propagowania tych substancji, a także ich negatywny wpływ na zdrowie. Organizatorzy przygotowali wiele atrakcji, m.in. pokazy sztuk walki czy przygotowane przez studentów scenki rodzajowe propagujące zdrowy tryb życia. Można było również wziąć udział w krótkim kursie pierwszej pomocy, a także otrzymać darmowe testery na obecność pigułki gwałtu w napojach.

Szkoda, ponieważ studenci UEK-u korzystając z tego, że na dworzec PKP i PKS mają dosłownie kilka minut, często przyjeżdżają na ostanie zajęcia w tygodniu już ze swoim bagażem – zauważa Grzesiek. Zbadaliśmy, jak wygląda sytuacja na innych uczelniach. Na Uniwersytecie Jagiellońskim najlepiej mają studenci, którzy uczęszczają na zajęcia na III Kampusie. - Przy każdej szatni na Kampusie są szafeczki, do których panie obsługujące szatnie, wsadzają na prośbę studentów ich rzeczy. W zależności od wielkości szatni, takich skrytek jest od kilkunastu do kilkudziesięciu. Pozostawione rzeczy są jak najbardziej bezpieczne, ponieważ szafki znajdują się za ladą, więc dostęp do nich ma tylko obsługa – mówi Katarzyna Pilitowska, rzecznik prasowy UJ. Nieco gorzej jest w centrum. Irena, studentka I roku SUM na polonistyce, zauważa, że brak odpowiedniej przechowalni jest sporym problemem. - Poloniści mają zajęcia nawet w kilku różnych miejscach w Krakowie. Zdarzało się, że w ciągu jednego dnia musiałam biec z Gołębiej na wydział na ul. Grodzkiej, a potem jeszcze szybko do Auditorium Maximum na Krupniczej. Wyładowana książkami i notatkami torba na pewno w tym nie pomaga – żali się Irena. Studentka zauważa również, że brak odpowiedniej szatni jest sporym problemem szczególnie dla osób, które dojeżdżają na zajęcia z innych miast. - Studenci z centrum mogą zostawiać swoje bagaże np. w szatni Collegium Novum. Jeśli tylko jest na tyle miejsca, panie pracujące tam na pewno nie odmówią – zapewnia Katarzyna Pilitowska. Szatnie to norma – na Akademii Górniczo-Hutniczej, Politechnice Krakowskiej, Uniwersytecie Rolniczym czy Pedagogicznym w każdym budynku jest garderoba. Jak zgodnie podkreślają studenci tych uczelni, bagażownia na pewno by się przydała, ale problem rozwiązuje uprzejmość pracowników szatni, którzy godzą się na przechowanie plecaka czy torby. Niestety – na odpowiedzialność samego studenta.

Paulina Korbut


Pamiętamy 7

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Odszedł Mistrz Socjologii Na trzecim roku studiów w AE, w Krakowie przydzielono mi proseminarium z profesorem Ryszardem Dyoniziakiem. Spodziewając się kolejnego nudnego, „profesorskiego” i teoretycznego wykładu, ciężkim krokiem podążyłem na zajęcia. Nie wiedziałem jeszcze, że ten wykład zmieni całe moje życie i będzie początkiem 10-cio letniej znajomości i przyjaźni. Kiedy otworzyłem drzwi, zobaczyłem starszego, uśmiechającego się mężczyznę, który żartując z już przybyłymi czekał jak spóźnialscy wypełnią salę. Już po paru minutach nie mogłem wyjść z podziwu jak to możliwe, że znudzeni, zmęczeni całym dniem studenci nagle się ożywili, zaczęli debatować, spierać się, a na ich twarzach pojawiły się emocje, chęć uczestnictwa i protestu. A wszystko za sprawą ....moderatora, który żartując i zadając prowokujące, niewygodne pytania doprowadzał salę do wrzenia. Aby się bronić musieliśmy myśleć, szukać argumentów, wspinając się do granic naszych intelektualnych możliwości. Pierwszy raz w życiu czułem jak paruje mi mózg. Wspaniałe uczucie, aż nie chciało wychodzić się z sali! „Ale dałeś czadu profesorku” – pomyślałem wychodząc na korytarz. Pierwszy raz w życiu, udałem się na konsultacje nie po wpis, nie na poprawkę, ale aby o coś zapytać i powiedzieć, że to było niesamowite... „No no no, kolego bez takich - było jak było, a żyje się dalej”- odpowiedział z żartobliwym uniesieniem. Nie było w tych spotkaniach dystansu, nie było profesorskiej pychy, było partnerstwo dwóch ludzi, jednego który chciał coś przekazać i tego, który chciał aby mu przekazano – jak się potem okazało ucznia i mistrza... Od

tamtej pory przegadywaliśmy każde konsultacje, pracę seminaryjną, magisterską, artykuły w Manko. Wcale nie musiałem przekonywać, aby profesor zaczął regularnie pisywać do Manko do specjalnie wówczas stworzonego działu „okiem socjologa”. „I co, wyjdzie w końcu to Manko?” - pytał z uśmiechem, nie mogąc doczekać się kolejnego numeru. Kiedy się skarżyłem, podśpiewywał: „świat nie jest taki zły” i doradzał jak walczyć aby przeżyć: „Łukasz, masz rację, ale pamiętaj, nie da się walczyć ze wszystkimi naraz, nie da się wygrać wojny prowadząc ją na wszystkich możliwych frontach”. Studził mój zapał: „Pamiętaj, najważniejsze jest bezpieczeństwo gazety, jej interes musi zawsze być ważniejszy niż Twój”. Nasze debaty i spory trwały godzinami, polityka krajowa i zagraniczna, wynalazki, wybory, przestępczość, kolonializm, rasizm, ekologia. Prasówka pięciu gazet krajowych i trzech zagranicznych, porównywanie wiadomości w TVP, TVN i w Polsacie, manipulacje sondażowe i medialne – tematów było tysiące. Podczas tych rozmów zakochałem się w socjologii i zobaczyłem jak życiowa i praktyczna

jest to nauka, że warto ją propagować i zgłębiać, ile może nam dać i jak polepszyć nasze życie. Godzinami snuliśmy plany zmiany świata na lepsze oraz reform w szkolnictwie i dydaktyce. Kiedy zacząłem prowadzić zajęcia, mówił: „nie wywyższaj się, pamiętaj, że ty też kiedyś byłeś na pierwszym roku! Zawsze podawaj przykłady, aktywuj ich. Każdemu zadawaj pytanie, nie pozwalaj by spali lub powtarzali za kolegą te same slogany. Prowokuj ich, zmuś do samodzielnego myślenia. Oni muszą mieć po naszych zajęciach swoje zdanie! Staraj się nikogo nie oblać, zawsze dawaj im szansę!”. Odpowiadałem: „Profesorze, ale jak ktoś po prostu nie nadaje się na studia, to mam go pchać na siłę?”, na co mówił z przekonaniem: „A jesteś pewny, że się nie nadaje?”. Zawsze starał się przedkładać czyjś interes nad własny. Nie chciał krzywdzić, chciał wspierać i pomagać. Staram się nie smucić, bo Profesor nie odszedł. Jego ideały i wartości pozostały w Jego studentach, asystentach i przyjaciołach, książkach oraz artykułach. Wiem, że Jego misja będzie kontynuowana, bo są ludzie, którzy uznali ją za swoją i chcą z nią żyć. Drogi Profesorze, Mój Mistrzu, nie żegnam Cię, bo pozostałeś i pozostaniesz.

przyjaciel, uczeń, asystent Łukasz Salwarowski


8 Studenckie aktywacje

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

CRACOW FASHION AWARDS 2009

Foto: Adam Wesołowski (2)

N PATRO

Po raz trzynasty w historii, po raz trzeci pod nazwą Cracow Fashion Awards, a po raz pierwszy jako część Cracow Fashion Week, odbył się największy w Polsce pokaz młodych projektantów mody. Głównym patronem medialnym wydarzenia był Myspace. com 21.03.2009 o godzinie 16.00 (pierwsza część) i 19.00 w Nowohuckim Centrum Kultury zaprezentowane zostało ponad 50 nowatorskich kolekcji autorstwa absolwentów Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru w Krakowie. Spośród nich szacowne jury w skład które-

Konkurs fotograficzny „Kryzys. Hossa. Bessa” Uczelniana Komisja Kultury Samorządu Studentów UJ zaprasza do wzięcia udziału w konkursie fotograficznym pt: „Kryzys. Hossa. Bessa”. – Zagadnienia związane z kryzysem gospodarczym dominują w mediach, dlatego chcielibyśmy dowiedzieć się, jakie ma on znaczenie dla młodych — tłumaczy koordynatorka projektu Katarzyna Kurek z UKK . Do konkursu mogą przystąpić studenci z całej Polski. Wystarczy zrobić zdjęcie, nagrać je na CD i dostarczyć (pocztą lub osobiście) do siedziby samorządu SSUJ: Collegium Novum pok.033, ul. Gołębia 24, 31-007 Kraków, z dopiskiem „konkurs fotograficzny”. Zgłoszenia przyjmowane są od 1 marca do 4 maja 2009 roku. Wszystkie fotografie będą podlegać ocenie profesjonalnego jury (członkowie Akademii Fotografii oraz ASP). Autorzy 3 najlepszych prac zdobędą atrakcyjne nagrody. Oprócz tego na czerwcowym wernisażu zostanie przyznana nagroda publiczności. Regulamin konkursu oraz formularz zgłoszeniowy dostępny jest na stronie internetowej samorządu studentów UJ: www.samorzad.uj.edu.pl.

Beata Kiełbasa UKK SSUJ

go weszły: Rada Wysokich Krawców oraz Rada Mediów wybrały najbardziej obiecujące talenty w polskiej branży mody. Poprzeczka w tym roku była postawiona uczestnikom bardzo wysoko. Laureatka zeszłorocznej edycji CFA 2008, Peggy Pawłowski, zwyciężyła później także w innych konkursach: najbardziej prestiżowym polskim konkursie dla projektantów - Złota Nitka w Łodzi oraz w Oskary Fashion. Dwie inne absolwentki znalazły się w finale międzynarodowego konkursu Createurope – warto nadmienić, iż wyłoniono je spośród 800 osób z całej Europy. Według wykładowców SAPU oceniających tegoroczne projekty dyplomowe, Cracow Fashion Awards 2009 to nowoczesne myślenie o modzie – dekonstrukcje i deformacje, futurystyczne wizje, wpływy japońskie przemieszane z tymi zaobserwowanymi na polskich ulicach. Prezentowane kolekcje są bardzo kreatywne i odważne, ponieważ dla wielu studentów kolekcja dyplomowa to ostatnia szansa, by całkowicie dać się ponieść swojej wyobraźni. Stąd innowacyjne rozwiązania i eksplozja kolorów, które trzeba będzie nieco wyciszyć w pracy dla firm odzieżowych. Jedno jest pewne – to była zacięta rywalizacja, ponieważ do pokazu zostały dopuszczone tylko najlepsze kolekcje. Smaczku dodaje fakt, że tym razem Cracow Fashion Awards był częścią pierwszego w historii, realizowanego przez SAPU przy współpracy z Galerią Kazimierz, Cracow Fashion Week. W ramach imprezy przyznano nagrodę Galeria Kazimierz Award, a nagrodzona nią kolekcja zostanie zaprezentowana podczas imprezy „Z widokiem na modę” organizowanej także w Galerii Kazimierz. Nagrodę pieniężną oraz staż dla zwycięzcy Cracow Fashion Awards 2009 przyznała także firma LPP właściciel ma-

rek Cropp i Reserved. Doświadczenie pokazuje, że wysoko postawiona poprzeczka nie jest „nie do pokonania” i Cracow Fashion Awards 2009 wyłoni kolejnych utalentowanych projektantów młodego pokolenia. A wszystko to na oczach ponad tysięcznej publiczności i znakomitych gości. Sponsor główny: LPP, Reserved, Cropp Główny patron medialny: Myspace.com Sponsorzy Cracow Fashion Awards 2009: Hotel Orient, Ariadna S.A., Pasmanteria Krakowska, Deichmann, Aurea, Restauracja Wierzynek, Ewa Bien, Key, Consay, Manekiny Polska, Antalis Poland, Sephora, Barbakan, Koneser, Kiss Paris pod kierunkiem Barbary Paletnik-Bernardy, Kohler, Fakro, JkTRading, Eveline, Dobrewina.pl Patroni medialni tegorocznej edycji: Dziennik Polski, Radio ESKA, Interia.pl, Stylio.pl, Trendy, 4Girls.pl Tuba, Manko, Moda&Styl, Moda Forum, Rynek Mody, Image, Promedia, Spektrum, Visual Communication, Miasto Kobiet, Modny Kraków, Strona.Kraków, Mynight.pl, Moda.pl, Dlastudenta.pl, Medialine.pl, S T U D E N TSerwis.eu, Fotal.pl, E-cyfrowe. pl, Wszyscypatrza. pl, Modaibiznes.pl, Sophisti. pl Y EDIALN NAT M PATRO

Foto: Piotr Kaczor

IALNY AT MED

Dzień Otwarty UEK Podobnie jak rok temu, w Dniu Otwartym UEK wzięły udział rzesze licealistów – i to nie tylko z Krakowa. Największy tłum gromadził się wokół stoiska GAP-u, czyli Gospodarki i Administracji Publicznej, gdzie można było zagrać w piłkarzyki i usiąść na wygodnej kanapie. Na stoisku katedry Ekonomii również pa-

nował duży ruch – miejmy nadzieję, że nie tylko z powodu darmowych koszulek. Można było również zaśpiewać karaoke z pomocą studentów z chóru „Dominanta” czy obejrzeć występy grupy tanecznej, sekcji Capoeira i Tai Chi. Tym razem podczas cyklu spotkań VIP GAP pojawił się Jerzy Hausner, kierownik katedry GAP.


Studenckie aktywacje 9

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Y EDIALN NAT M PATRO

XII Inżynierskie Targi Pracy zakończone!

Kilka miesięcy przygotowań, kilkadziesiąt zaangażowanych osób, stosy podpisanych i przeczytanych pism i jeden bardzo intensywny dzień – XI Inżynierskie Targi Pracy w Krakowie. W tym roku już po raz jedenasty Stowarzyszenie Studentów BEST Kraków zorganizowało Inżynierskie Targi Pracy. Odbyły się one 26 lutego, tradycyjnie już na Hali TS Wisła. Tym razem zgromadziły 40 wystawców i około 8 500 zwiedzających. - Tegoroczna edycja Inżynierskich Targów Pracy okazała się dużym sukcesem.   Otrzymaliśmy wiele pozytywnych opinii zarówno od przedstawicieli firm, jak i odwiedzających.

W imieniu Stowarzyszenia Studentów BEST Kraków dziękuję wszystkim za przybycie – mówi Emilia Cetnar, koordynatorka ITP 2009. Na Targach można było spotkać przedstawicieli różnych branż, takich jak konsulting, informatyka i telekomunikacja czy budownictwo. Studenci mogli porozmawiać głównie z osobami z działu HR, czyli odpowiedzialnymi za rekrutacje. Taki bezpośredni kontakt umożliwia natychmiastową odpowiedź na wiele pytań. Widać, że nawet w branżach dotkniętych kryzysem nadal można dostać pracę. Podczas Inżynierskich Targów Pracy został wybrany najlepszy wystawca. W tym roku tytuł ten otrzymała firma Delphi Poland S.A. Wśród studentów, którzy brali udział w ankiecie, zostały rozlosowane nagrody, m.in. laptop. Organizatorzy mają nadzieję, że tegorocz-

ne Targi pomogły zarówno studentom, jak i firmom, natomiast wszystkich tych, którym nie udało się odwiedzić w tym czasie Hali Wisły, zapraszają do zapoznania się z profilami wystawców na: www.itp.BEST.krakow.pl.

ERA – na wszechobecnego – INŻYNIERA Szum zatłoczonego miasta, okazałe drapacze chmur, budowle, które trudno nazwać, bo prosty człowiek nie wie, do czego będą wykorzystywane. Pełen luksus i cuda techniki XXI wieku. To wcale nie fragment z kartki pocztowej wysłanej do Polski z Dubaju, przez krakowskiego studenta, który postanowił autostopem objechać RPA. To krótki opis wirtualnego świata, który każdy może zobaczyć po wejściu na stronę www.erainzyniera.pl

Zwlekałam z decyzją, aby kliknąć na link i to sprawdzić. Obawiałam się, że mój humanistyczny mózg nie przyswoi dawki matematycznych treści. Podjęłam dwie decyzje równocześnie: otworzyłam stronę o treści inżynierskiej i słownik wyrazów obcych. Teraz już nic mnie nie zaskoczy. Wszystkie trudne wyrazy skonfrontuję z Władysławem Kopalińskim. Słownik do niczego się nie przydał, bo portal jest bardzo zrozumiały, łatwo przyswajalny i niesamowicie interesujący.

Obeszłam wirtualne miasteczko wzdłuż i wszerz. Postanowiłam dowiedzieć się o portalu oraz o jego twórcach jak najwięcej. Weszłam do biblioteki w panelu. Grafika świetna – czułam się jak w prawdziwej czytelni. Wirtualna biblioteka ma do zaoferowania artykuły z różnych dziedzin: matematyki, techniki, fizyki i informatyki. Ja wybrałam materiał zgromadzony w zakładce „fizyka”. Okazało się, że dowiedziałam się o genialnej rzeczy. Mikroi nanostruktura powierzchni skrzydeł motyla Morpho aega (niebieskiego cuda żyjącego w strefie tropikalnej w Ameryce Południowej) powoduje, że krople osiadające na skrzydełkach nie wsiąkają, tylko spływają i jednocześnie oczyszczają powierzchnię. Naukowcy już widzą wielkie możliwości przy projektowaniu nowoczesnych urządzeń mikroprzepływowych oraz przy produkcji samooczyszczających się i wodoodpornych tkanin. Takie rozwiązania, w połączeniu z już istniejącą odzieżą oddychającą, zrewolucjonizowałyby przemysł odzieżowy. Politechnika Krakowska i AGH pragną pro-

mować zawód inżyniera, dlatego obie uczelnie objęły patronat nad ogólnopolskim programem „Era inżyniera”, którego celem jest zachęcanie młodych ludzi to wyboru inżynierskiej ścieżki życia. Z roku na rok coraz mnie osób decyduje się na studia na uczelniach technicznych. Powodem jest m.in niski poziom matematyki w szkolnictwie średnim. Polska i europejska gospodarka potrzebują wykwalifikowanej kadry inżynierskiej, dlatego ważna jest promocja kierunków technicznych i tworzenie innowacyjnych projektów. Łatwym i przyjemnym środkiem, który trafia do młodych ludzi, jest komputer i Internet. Portal ma charakter interaktywnego oraz trójwymiarowego miasteczka. Można w nim poczytać ciekawe artykuły, obejrzeć filmy, porozmawiać z ekspertami, a nawet zamieścić swoje odkrycia.

Konkurs Fotograficzny Empiku – Edycja 2009 To pierwsza edycja konkursu fotograficznego organizowanego przez Empik. Adresowany jest przede wszystkim do pasjonatów fotografii, którzy chcą doskonalić swój warsztat. Główną nagrodą w konkursie jest 2-letnie studium fotograficzne lub filmowe przy Krakowskiej Szkole Filmowej oraz staż w Dziale Foto Gazety Wyborczej w Krakowie.

Dorota Oramus

Obowiązującą kategorią tematyczną w tym roku jest portret. Aby wziąć udział w konkursie wystarczy przesłać na adres organizatora (Empik Megastore, Kraków 31-042, Rynek Główny 5) zgłoszenie zawierające do 3 zdjęć oraz wypełnioną kartę zgłoszenia. Konkurs trwa od 1 kwietnia do 31 maja 2009. Prace oceniać będzie jury, w skład którego wchodzą znani krakowscy fotograficy. Więcej na temat konkursu na www.kfe.kipme.pl


10 Studenckie aktywacje

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Studenckie przestępstwa na cenzurowanym

W poprzednim numerze opisaliśmy główne grzechy krakowskich studentów. Postanowiliśmy kontynuować tę swoistego rodzaju kronikę, gdyż problemy z prawem to codzienność wśród tutejszych żaków. Taki wniosek można wysnuć na podstawie ostatnich wydarzeń mających miejsce w Miasteczku Studenckim Akademii Górniczo-Hutniczej. W pierwszej połowie marca krakowska policja zatrzymała czterech studentów, którzy handlowali narkotykami. Dealerzy byli na tyle obrotni, że narkotyki można było kupić o każdej porze dnia i nocy. Studenci szybko zyskali stałych klientów, którzy mogli zaopatrzyć się w różnego rodzaju używki, w szczególności w marihuanę, na którą mieli niemal wyłącz-

ność. Podczas policyjnego nalotu w ręce policji wpadło czterech słuchaczy różnych krakowskich uczelni. W pokoju, który funkcjonował jako narkotykowy sklepik, znaleziono 80 gramów marihuany i ok. 10 tys. zł, które były ukryte w opakowaniach po odżywkach dla sportowców. Handlarzom grozi 8 lat więzienia. Wkroczenie policji na teren miasteczka było możliwe dzięki porozumieniu z władzami AGH, które umożliwiły interwencję bez wcześniejszego powiadamiania rektora, jeśli sprawa dotyczy przestępstw narkotykowych, przeciwko życiu i zdrowiu oraz naruszeń prawa w ruchu drogowym. Do innego wtargnięcia, tyle że w niezbyt dobrych intencjach, doszło na krakowskich Balicach. 19-letni student prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego sforsował ogrodzenie lotniska, po czym przeszedł kilkaset metrów i dotarł do samolotów wojskowych. Na jednej z maszyn chciał namalować tag – symbol graficiarzy. Powstrzymała go jednak załoga samolotu. Ekipa przygotowująca się do odlotu wyręczyła tym samym ochronę, która, mimo całodobowego monitoringu terenów lotniska, nie zainterweniowała w porę. Kolejne, bardzo przykre wydarzenie miało miejsce ostatnimi czasy w okolicach Ronda Grzegórzeckiego. 22-letnia kobieta została zaatakowana przez przechodzącego mężczyznę, a potem przez kilka godzin więziona i gwałcona. Nie wiadomo, co sprowokowało bandytę do tak brutalnego czynu, powinno być to jednak przestrogą dla samotnie spacerujących kobiet.

Darek Dobek

KOMENTARZ

Według badań (Gilbert, 1992) statystycznie 5-7% kobiet pada ofiarą gwałtu lub jego próby. Dużo większy odsetek kobiet znalazło się kiedyś w sytuacji, kiedy były zmuszone do seksu, na który nie miały ochoty. Pojawia się pytanie: co jest przyczyną gwałtów? Tradycyjnie postrzegany motyw to popęd seksualny. Są to przede wszystkim tzw. gwałty sytuacyjne, gdy pod wpływem alkoholu bądź narkotyków „puszczają hamulce”. W niektórych wypadkach może to być zaburzony wzorzec podniecenia seksualnego, w którym sam gwałt (a nie stosunek jako taki) jest bodźcem seksualnym. Największy odsetek kobiet będących ofiarami przestępstw seksualnych stanowią nastolatki i kobiety, które niedawno ukończyły 20. rok życia. Pierwszym krokiem do uniknięcia gwałtu jest więc uświadomienie sobie, że może to spotkać również Ciebie. Co więcej, najbardziej prawdopodobne jest, że potencjalnym gwałcicielem będzie ktoś, kogo znasz. Wyniki badań dotyczących charakteru relacji pomiędzy ofiarami przemocy seksualnej a ich prześladowcami były jednoznaczne: ponad 90% napastników stanowiły osoby znane ofiarom. Poza unikaniem samotnych spacerów ciemnymi uliczkami i sprawdzaniem, kto puka do naszych drzwi, musisz nauczyć się mówić stanowcze: „NIE!”, gdy zaczynasz czuć się niekomfortowo. Natomiast gdy czujesz, że tracisz kontrolę nad sytuacją – krzycz najgłośniej jak potrafisz.

Joanna Grzymała-Moszczyńska III rok psychologii na UJ

Foto: paulina korbut

Uczelniane souveniry

Szkoły wyższe starają się o jak największą promocję wśród studentów. Dotyczy to również różnego rodzaju gadżetów, którymi żacy mogą posługiwać się w życiu codziennym. Spójrzmy, jak to wygląda w Krakowie…

Prawie każda ze uczelni może poszczycić się własnym sklepikiem, prowadzonym zazwyczaj przez uczelnianą fundację, gdzie można kupić przeróżne pamiątki. Są to

przede wszystkim koszulki, kubki, długopisy oraz smycze z logo uczelni. Taka sytuacja jest na Uniwersytecie Jagiellońskim, Ekonomicznym i Pedagogicznym. Natomiast na Politechnice Krakowskiej i Uniwersytecie Rolniczym pamiątkowe gadżety otrzymują jedynie specjalnie zapraszani goście uczelni. Oprócz standardowych pamiątek, niektóre wszechnice wystarały się także o bardziej wysublimowa-

ne souveniry. Uniwersytet Jagielloński ma swoje wino. Pomysł zaczerpnięty z Francji został zrealizowany w ubiegłym roku. W październiku rozstrzygnięto konkurs na nazwę trunku produkowanego z winogron uprawianych na podkrakowskich plantacjach. Spośród 163 propozycji nazwy za najbardziej oddającą splendor towarzyszący wyjątkowemu symbolowi uczelni

uznano „Maius”. Natomiast Akademia Górniczo-Hutnicza wypuściła w ostatnim czasie do obiegu okolicznościowe monety. Dukat o nominale 4 staszice (od nazwiska patrona uczelni) można było nabyć pod dwiema postaciami. Za monetę mosiężną trzeba było zapłacić 4 zł, a za srebrną – 160 zł. Uczelniany bilon cieszył się tak dużym powodzeniem, że został wykupiony w bardzo krótkim czasie. Kolekcjonerzy nie mają się jednak powodów do zmartwień, gdyż pod koniec maja do obiegu trafią kolejne monety. 90-lecie uczelni zostanie uczczone przez monety o nominale 7 stasziców. O większą identyfikację ze swoimi studentami stara się również Uniwersytet Ekonomiczny. Do końca marca studenci i absolwenci tej uczelni mogą zgłaszać pomysły na motto studenta oraz logo Fundacji UEK. Więcej informacji na www.fundacja.uek.krakow.pl.

Darek Dobek


Kariera 13

Manko 5 - kwiecień 2009

III Ogólnopolski Konkurs Inżynierski - BEC 2009

Sprawdź swoją wiedzę w praktyce ! Y EDIALN NAT M PATRO

Jako dziecko rozkładałeś i składałeś na nowo zabawki i sprzęty? Często zastanawiasz się, jak coś działa? Ogólnopolski Konkurs Inżynierski BEC to coś dla Ciebie! Zaaplikuj już teraz! Nie pożałujesz, bo czeka na Ciebie mnóstwo dobrej zabawy z nauką w tle! BEST Engineering Competition (BEC) to konkurs skierowany do studentów Politechniki Śląskiej, Akademii Górniczo-Hutniczej, Politechniki Gdańskiej, Politechniki Łódzkiej oraz Politechniki Warszawskiej, którzy chcą przełożyć wiedzę zdobytą podczas zajęć akademickich na praktykę oraz wykazać się pomysłowością, umiejętnością logicznego myślenia i pracy w grupie. Forma konkursu jest narzędziem tzw. dydaktyki eksperymentalnej. Ten sposób uczenia się sprawia, że problemy przestają być akademickie, a świat rzeczywisty staje się najlepszym kolokwium zaliczeniowym. Formuła konkursu inżynierskiego polega na wykonaniu z góry ustalonego zadania w określonym czasie. Podczas trwania zawodów uczestnicy nie mogą liczyć na pomoc osób z zewnątrz ani na profesjonalny sprzęt

i nowoczesne materiały, za to otrzymują wirtualny fundusz na realizację projektu w tzw. BEC-ach. Jak co roku, organizatorem jest BEST, czyli organizacja studencka znana z takich projektów, jak Inżynierskie Targi Pracy czy Kursy Naukowe. Celem tego przedsięwzięcia jest zainteresowanie studentów praktycznym wykorzystaniem wiedzy technicznej oraz integracja środowiska akademickiego uczelni wyższych podczas wspólnej pracy nad ciekawym projektem. To doskonała okazja do rozwoju kreatywności inżynierskiej, jak również analitycznego myślenia. – BEC to fantastyczna okazja, by nie tylko wykazać się swoimi umiejętnościami, ale także poczuć klimat pracy w zespole inżynierskim i przeżyć świetną przygodę! – mówi Grzegorz Mędrek, koordynator BEC 2009 w Krakowie – Stworzenie czegoś, co działa przy użyciu tylko prostych narzędzi i z  pozoru bezużytecznych materiałów, daje naprawdę ogromną satysfakcję. Nadal pamiętam, ile radości przyniosło mi i mojej drużynie poradzenie sobie z zadaniem konstrukcyjnym podczas finału sprzed dwóch lat - dodaje. W tym roku czeka nas już trzecia edycja konkursu! W poprzednich latach budowaliśmy urządzenie do wbijania gwoździ i samochód napędzany siłą wiatru. W tym roku z pewnością będzie równie interesująco. Pierwszym etapem jest test eliminacyjny – już 30 marca! Zawiera zarówno pytania z takich dziedzin, jak fizyka czy matematyka, jak i sprawdzające logiczne myślenie i kreatywność. Ich rozwiązywanie z pewnością przyniesie mnóstwo intelektualnej zabawy! Siedem drużyn o najlepszych wynikach przechodzi do finału lokalnego,

który odbędzie się 16 kwietnia. W tym etapie uczestnicy konkursu będą się zmagali z zadaniem konstrukcyjnym, a zwycięzcy pojadą 26 maja na finał do stolicy. Na Politechnice Warszawskiej spotkają się z czterema innymi drużynami z Gdańska, Gliwic, Łodzi i Warszawy. Na zwycięzców czekają atrakcyjne nagrody oraz zaszczyt reprezentowania Polski na I europejskiej edycji konkursu – EBEC (European BEST Engineering Competition). By wziąć udział w konkursie, wystarczy: a) skompletować czteroosobową drużynę; b) zaaplikować na stronie www.BEC.BEST. org.pl, zegar tyka do 27 marca; c) pojawić się na eliminacjach z drużyną i głową gotową do wysiłku umysłowego. Do finału przechodzi 7 drużyn. Więcej informacji znajdziesz na stronie www.BEC.BEST.org.pl w regulaminie III Konkursu Inżynierskiego oraz naszej lokalnej stronie www.BEST.krakow.pl.

Podejmij to wyzwanie!


14 Studenckie aktywacje

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Świetny plan… na zabicie

studenckich ambicji

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ma plan. Czy już się boisz, drogi Studencie? Niepotrzebnie! Powinieneś bowiem wiedzieć, że przygotowywana reforma ma jedynie na celu „stworzenie w uczelniach środowiska bardziej sprzyjającego studentom poprzez nadanie im większej podmiotowości w relacjach z administracją akademicką” oraz „unowocześnienie polskich uczelni i wzmocnienie ich pozycji w światowej przestrzeni edukacyjnej”. Możesz się już zatem odprężyć, otrzeć pot z czoła i przeczytać, co dokładnie minister Barbara Kudrycka ma ci do zaproponowania. Brzmi to wspaniale Czytając cały pakiet zmian przygotowanych przez MNiSW, myślałem, że w końcu będzie to propozycja mądra i nowoczesna. Bądź co bądź, miałem również skryte i nieśmiałe nadzieje, że w końcu usprawni działanie administracji uczelnianych, ułatwi życie studentów oraz sprawi, że zaczną oni mieć jeszcze większą niż dotychczas możliwość rozwoju poprzez dostęp do różnych bezpłatnych form kształcenia. Przypuszczałem, że przygotowywane zmiany obędą się bez absurdalnych i sprzecznych z czyUkończenie drugiego kierunku to lepszy start i zwiększenie możliwości na rynku pracy dla absolwentów. To bardzo smutne, że w tej kwestii może nastąpić podział na „równych i równiejszych”. – Justyna Gumuła, studentka II roku socjologii na AGH.

stą logiką założeń. I faktycznie, nie można na początku wiele zarzucić. Czytamy tu bowiem między innymi o nagrodach i stypendiach dla wybitnych studentów, zmniejszeniu obciążeń administracyjnych (m.in. poprzez „możliwość rezygnacji z indeksu jako formy dokumentowania osiągnięć studenta”) czy umiędzynarodowieniu procesu studiów. W tym dziale znalazły się dosyć optymistyczne dla studentów zapowiedzi „wprowadzenia możliwości wydawania jednego wspólnego dyplomu dwóch uczelni (polskiej i zagranicznej) na podstawie umów o współpracy w zakresie kształcenia”. Jednak po tym jakże górnolotnym, wzniośle brzmiącym oraz pięknie opakowanym i podanym studentom do lekkiego przełknięcia pakiecie zmian w końcu natrafiamy na swoisty rodzynek, na gwóźdź programu, który nie wiadomo, dlaczego został przetrzymany aż do samego końca. Tak jakby chciał wtopić się w tumult literek i zdań i pozostać niezauważonym, a jedynie u bacznych czytelników pozostawić nutę goryczy po jakże obiecującym początku. 6 lat za darmo Ostatni punkt przygotowywanej reformy brzmi: „Zwiększenie efektywności wydatkowania środków publicznych przeznaczonych na pomoc materialną dla studentów”. Zaś ostatni podpunkt (czyli całkowity koniec końców) to: „rozszerzenie dostępności do kształcenia bezpłatnego”. Tu właśnie czytamy, że: „racjonalizacja bezpłatnego systemu kształcenia poprzez wprowadzenie zasady, że studentowi przysługuje określony zakres usług edukacyjnych świadczony w uczelniach publicznych na studiach stacjonarnych” i dalej: „zakres usług będzie określany w postaci liczby punktów kredytowych ECTS (360 dla cyklu studiów 3+2 oraz jednolitych magisterskich pięcioletnich, 420 dla cyklu studiów sześcioletnich)”. Dla rozświetlenia sprawy pragnę wyjaśnić, że na każdy rok studiów przypada 60 punktów ECTS. Z tego wynika, że jeśli student dostanie Uważam że pomysł pani Kudryckiej, z którego wynika, że za studiowanie drugiego kierunku będziemy musieli płacić, jak za studia zaoczne, jest skandaliczny. Państwo, zamiast pomagać młodym ludziom w zdobywaniu wiedzy, wprowadza tyle utrudnień, aby skutecznie zniechęcić do życia. – Kazimierz Borkowski, tegoroczny maturzysta.

od państwa 360 takich punktów, to wystarczy mu na ni mniej, ni więcej, tylko 6 lat beztroskich, bezpłatnych studiów. Czyż to nie piękny prezent i ukłon ze strony państwa? Daje to przecież studentom cały jeden rok zapasu! To pewien rodzaj ubezpieczenia, że jeśli student wybierze taki kierunek studiów, który nie będzie spełniał jego wymogów, zawsze po roku może zmienić na inny, nie wykluczając się tym samym z finansowania przez państwo nowego fakultetu przez następne 5 lat. Takie rozwiązanie budzi jednak wiele pytań. Jedno z nich nasuwa się od na usta od razu: jeśli osoba zechce studiować dwa kierunki równolegle, to czy państwo będzie finansowało jej te dwa kierunki aż do wykorzystania wszystkich punktów ECTS, czy może pierwszy kierunek będzie bezpłatny, a już za drugi ta osoba będzie musiała uiszczać opłatę? Nie wiadomo jeszcze nawet, ile studenci płaciliby za dany kierunek. Nie można się więc dziwić, że planowana reforma wywołała olbrzymie kontrowersje, a studenci pytani, co myślą o tym pomyśle, pukali się jedynie w głowę. Ambicje = worek z pieniędzmi Jest pewne, że planowana reforma uderzy najmocniej w zdolnych i ambitnych, ale nie zamożnych. To oni nie będą mogli pozwolić sobie na drugi fakultet i to oni będą mieli mniejsze szanse na zdobycie tak cennego dzisiaj wykształcenia. Reforma pod tytułem „rozszerzenia dostępu do bezpłatnego kształcenia” jest w istocie bardzo obłudna. To prawda, że więcej maturzystów będzie mogło podjąć bezpłatne studia, ale nie jest prawdą to, że przy takim rozwiązaniu wszyscy będą mieli jednakowe szanse, aby na nie się dostać. W tym momencie to matura świadczy o tym, czy student zostanie przyjęty na dany kierunek,. Jednak prawdopodobnie już niedługo o tym, kto może studiować dziennie, nie będą świadczyły umiejętności i faktyczna wiedza kandydatów, ale głębokość ich kieszeni. To właśnie budzi najwięcej wzburzenia. Co ma do powiedzenia na ten temat minister Kudrycka? Na łamach „Gazety Prawnej” przyznała, że „Nasz obecny system, który umożliwia jednoczesne studiowanie nawet na kilkunastu kierunkach, nie traktuje równo wszystkich studentów. Dzięki zmianom bezpłatne studia będą dostępne dla większej liczby maturzystów. Chcielibyśmy, aby pozostała pewna furtka dla tych naprawdę wybitnych, a nie dla tych, którzy sobie tworzą sposób na życie ze studiowania kilku kierunków i mają po czterdzieści kilka lat, gdy kończą edukację”.


Studenckie aktywacje 15

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Każdy, kto uważnie śledzi sprawy dziejące się w ostatnim czasie dookoła nas, wie, że państwo szuka teraz oszczędności, gdzie tylko się da, choć to właśnie MNiSW miało być resortem, który przetrzyma kryzys bez poważnych cięć budżetowych. A jednak i tu szukane są oszczędności, w – wydaje się – najtragiczniejszy i najbrutalniejszy sposób. Bo jakże nazwać takie zachowanie? Nie jest to na pewno żadne wyrównywanie szans. „Wiecznych studentów”, o których wspomina pani minister, jest tylko nieznaczny odsetek w porównaniu z tymi, którzy studiują dwa kierunki po to, aby spełnić swoje marzenia i ambicje. I jeśli są oni na tyle mądrzy i inteligentni, że potrafią dostać się na drugi kierunek, to trudno powiedzieć, że

zajmują oni komukolwiek miejsce na uczelni. Jedynie można się zastanowić, w co innego, jak nie w młodych ludzi, powinno teraz inwestować państwo? Co lepiej niż ambicje obywateli, ich wykształcenie i umiejętności świadczy o faktycznej sile państwa? To tutaj państwo powinno wykazać się rozumem i, nie zważając na krótkookresowe korzyści budżetowe (bo na pewno taka decyzja pod przykrywką „równości” i „rozszerzania dostępu” ma uzasadnienie głównie ekonomiczne), zadbać o to, aby Polska mogła w przyszłości chwalić się wykształconymi i zmotywowanymi do działania ludźmi, którzy są przecież największym bogactwem narodu.

Wojciech Sokołowski

W Krakowie ruszyła prywatna biblioteka ekonomiczna Biblioteka Austriacka przy Instytucie Misesa w Krakowie rozpoczęła swoją działalność końcem stycznia bieżącego roku. W kolejnym roku akademickim planowane jest otwarcie jej stałej siedziby, ale już dziś można, oczywiście za darmo, wypożyczać książki o tematyce ekonomicznej. Biblioteka została założona dzięki Instytutowi Misesa. Fundacja ta odwołując się do Austriackiej Szkoły ekonomii zajmuje się poszerzaniem wiedzy ekonomicznej oraz propagowaniem wolnego rynku. Przy Instytucie działają Kluby Austriackiej Szkoły Ekonomii. Od 2007 roku klub taki istnieje również w Krakowie. Jego spotkania odbywają się co dwa tygodnie i dotyczą zarówno historii i teorii ekonomii jak również bieżących problemów ekonomicznych. Część członków krakowskiego KASE zajmuje się prowadzeniem w miejskich liceach lekcji poszerzających wiedzę z zakresu ekonomii. To właśnie z tą organizacją związane jest powstanie Biblioteki Austriackiej. Jak mówi Dominik Jaskulski, który sprawuje nad nią nadzór - Pomysł biblioteki zawierającej książki wolnorynkowe krążył w naszym środowisku od czasu do czasu - nie było natomiast środków finansowych ani pomysłów skąd wziąć sponsorów, żeby projekt wdrożyć. Okazja pojawiła się w momencie, kiedy Instytut Misesa otrzymał darowiznę na działalność klubów. Część tych funduszy postanowiono po prostu spożytkować na stworzenie biblioteki o tematyce wolnorynkowej. Wśród pomysłodawców tego przedsięwzięcia należy z pewnością wymienić Witolda Falkowskiego, prezesa Instytutu Misesa, który ufundował pierwsze książki, Szymona Chrupczalskiego, absolwenta UEK oraz UJ i członka KASE a także Olgierda Sroczyńskiego, prezesa krakowskiego KASE. Osoba zainteresowana wypożyczeniem książki powinna skontaktować się z Szymo-

nem Chrupczalskim lub Dominikiem Jaskulskim, którzy wyślą listę dostępnych pozycji. - Po odbiór możemy umawiać się osobiście o dowolnych porach w dowolnym miejscu, nie ma kart bibliotecznych, regulamin i zasady korzystania zajmują mniej niż pół strony - wyjaśnia Szymon Chrupczalski. Księgozbiór biblioteki nie jest duży, ale ciągle się powiększa. Obecnie znajduje się w niej ponad 40 książek, niektóre nawet z domowych zbiorów założycieli, a kolejne mają zostać niedługo przekazane przez osoby prywatne, które zaoferowały pomoc, oraz przez niedawno pozyskanego sponsora – multibook.pl. Zadeklarował on chęć przekazania kilkunastu pozycji Pomimo, iż od otwarcia nie minęło wiele czasu, zainteresowanie jest spore i ciągle rośnie. - Zgłaszają się licealiści, studenci, nauczyciele, przedsiębiorcy. Kilkanaście książek było w obiegu. – wylicza Szymon Chrupczalski. - Nawet celowo nie promowaliśmy bardziej biblioteki, wkrótce będziemy mieli prosty system elektroniczny i więcej woluminów - wtedy będzie można ruszyć pełną parą. Na razie jest bardzo skromnie, ale to dobre początki - dodaje. Szczegółowe informacje dotyczące zasad korzystania z biblioteki na stronie www.austriacy.pl.

Agnieszka Kęsek

Za wzniosłymi hasłami Pani Minister ukryty jest absurdalny projekt wprowadzenia „opłat za ambicję”. Jeśli ta reforma wejdzie w życie, wielu studentów będzie musiało zrezygnować ze swoich planów, bo ich nie będzie po prostu na nie stać. Jako studentka dwóch kierunków uważam, że rząd powinien wspierać ambitnych młodych ludzi, a nie promować przeciętność - Liliana Kazieczko, studentka stosunków międzynarodowych oraz informatyki i ekonometrii na UEK. Myślę, że wprowadzenie nowego systemu punktowego to dobry pomysł jeżeli chodzi o odsiew tzw. wiecznych studentów. Choć bądźmy szczerzy, kto tak naprawdę obecnie może sobie na to pozwolić? A co z„dwukierunkowcami”? Zmianą rozpoczętego już kierunku albo zawieszeniem go i przywróceniem po dłuższej przerwie? Rozpoczęciem studiów ze zwłoką metrykalną (bo za niedługo, jak tak dalej pójdzie, zapewne ograniczy się wiek bezpłatnego studiowania)? Idea studiów jest chyba trochę inna. Nie, średnio podoba mi się ten pomysł. Czyto przypadkiem nie jest pierwszy krok ku płatnym studiom dziennym? - Monika Serafin, studentka polonityki i teatrologii na UJ.

Student Anty-Kryzysowy Słowo „Kryzys” pojawia się wszędzie. Jest argumentem w walce politycznej, powodem, dla którego studentowi odmawia się pracy, eksperci budują o nim liczne teorie. Jeśli masz tego dosyć – protestuj razem z żakami UJ! Akcja spotkała się z dużym zainteresowaniem. Strona projektu – Antykryzysowi. pl – jest odwiedzana przez setki osób dziennie, wiele z nich podpisuje się pod protestem. Organizatorzy dostają maile z propozycjami pomocy, być może niedługo ruszą studenckie demonstracje. Przeciwko czemu tak naprawdę protestują? Przeciw atakowaniu ze wszystkich stron właśnie słowem „kryzys”. Słowo-klucz, choć wytarte do granic, wciąż ciśnie się na usta polityków i medialnych osobowości, będąc często kozłem ofiarnym i wygodnym powodem wszelkich niepowodzeń. Jeśli już koniecznie musimy o nim mówić – Antykryzysowi proponują cały zestaw zamienników, by choć trochę urozmaicić czarne wizje. „Nie dajmy się zwariować i na przekór wszystkiemu kupujmy i inwestujmy! Cykl gospodarczy na wykres sinusoidy i w końcu obroni się sam” – głoszą Antykryzysowi w swoim manifeście. A wszystko to doskonale pokazuje, że o kryzysie warto mówić... ale z głową. (MG) Strona projektu: www.antykryzysowi.pl


16 Studenckie aktywacje

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Gdzie nauczysz się nietypowego języka obcego? O czym musimy pamiętać, szukając pracy w Polsce? Swoistym paradoksem ostatnich czasów jest fakt, że każde niemalże stanowisko wymaga znajomości języków obcych. Czy ta znajomość zawsze jest w danej pracy wykorzystywana – to już inna kwestia. Fakt: rubryka - JĘZYKI OBCE w naszym CV nie może świecić pustkami.

Znajomość języka angielskiego, czy nam się to podoba, czy nie, zdaje się być dzisiaj koniecznością. Prawdopodobnie niewiele nas dzieli od czasu, kiedy oferta pracy wymagająca sprawnego posługiwania się językiem obcym, tak naprawdę wymagała będzie biegłości co najmniej dwóch. Angielski po prostu nie będzie brany pod uwagę, jego znajomość dla pracodawców będzie „oczywistą oczywistością”. Jak więc widzimy, rynek pracy nie pozostawia nam wyboru. No właśnie, czy aby na pewno? Rozejrzyjmy się dobrze wokół siebie, zanim zdecydujemy, jaki język chcemy wpisywać kiedyś w swoje CV. Okazuje się, że wybór tak naprawdę mamy ogromny i od nas tylko zależy, czy nauka będzie jedynie żmudnym wkuwaniem końcówek, czy może nadzwyczajną przygodą. Jeszcze do niedawna nowością była nauka języka hiszpańskiego. Dziś w swojej ofercie ma ją każda szkoła językowa, a co więcej

– każda prawie uczelnia. Stał się on świetną alternatywą dla młodych ludzi, którzy właśnie rozpoczynają studia. Licea nie oferują swoim uczniom zbyt bogatej „palety filologicznej”. Po trzech latach przymusowej nauki nielubianego języka podjęcie się czegoś zupełnie nowego może być ciekawym wyzwaniem już przez sam fakt, że wyboru dokonamy samodzielnie. O popularności hiszpańskiego świadczy też powstawanie szkół, w których jest on jedynym przedmiotem nauczania (przykładem krakowski Instytut Cervantesa). Ognisty hiszpański to idealny pomysł nie tylko na chłodne, zimowe wieczory. Nieco mniejszą popularnością cieszy się na razie drugi język zdobywców, który „odbył podróż dookoła świata”. Język portugalski to wyjątkowe połączenie europejskich smaczków językowych, a co więcej – nie tylko europejskich. Z jednej strony płynność i melodyjność, niemal jak w języku francuskim, z drugiej

twardość i stanowczość, które oddają idealnie dynamiczny charakter kultury kraju. Słońce, pomarańcze, brazylijska samba i... brazylijskie telenowele. Co więcej język ten stanowi idealną bazę do nauki hiszpańskiego, francuskiego czy np. włoskiego. Jego naukę (zarówno w odmianie portugalskiej, jak i brazylijskiej) ma w swojej ofercie Buena Vista oraz od niedawna – Jagiellońskie Centrum Językowe. Bałtyk nie musi dzielić. Może stać się pomostem, o ile zdołamy się porozumieć. Jak wiadomo, nauka języka to nie tylko poznawanie gramatyki i słownictwa, ale także sposobu myślenia, punktu widzenia na świat naszych sąsiadów. Spośród języków skandynawskich największą popularnością cieszą się norweski i szwedzki. Poznawanie realiów innej, a przecież wcale nie tak odległej, kultury od wewnątrz to fantastyczna przygoda (np. w Empik School czy Lingualand). Jeżeli czyimś marzeniem jest oglądanie Anime w oryginale, stoi przed nim nie lada zadanie. Język japoński uchodzi za jeden z najtrudniejszych języków świata. Okazuje się jednak, że kiedy studenci pokonają strach przed niezbyt przyjaźnie brzmiącymi nazwami alfabetów (Japończycy posługują się aż trzema: hiragana, katakana i kanji), dostrzegają bardzo szybko, że to piękne wyspiarskie państewko jest nie tylko Krajem Kwitnącej Wiśni, ale także „kwitnącego” języka.(naukę jęz. japońskiego oferują m.in. Jagiellońskie Centrum Językowe czy Centrum Językowe Everest). W języku chińskim porozumiewa się około ¼ światowej populacji! Może więc nie jest on tak naprawdę „niemożliwy do nauczenia”? Oparty jest o system niewystępujący w innych językach europejskich. Bardzo logiczna, nieskomplikowana gramatyka – brak czasów, niepotrzebujące odmiany wyrazy, rzeczowniki nieużywające liczby mnogiej.... Czego chcieć więcej? (np. Jagiellońskie Centrum Językowe) Zaimponuje niejednemu ten, kto potrafi nie tyle czytać, ile pisać (i do tego rozumieć!) ... wstecz. Język hebrajski, choć na pierwszy rzut oka wydaje się być wręcz „nie do pojęcia”, jest stosunkowo łatwy do opanowania, przede wszystkim z uwagi na prostą gramatykę i sposób konstruowania zdań. Jednak najbardziej charakterystyczną cechą hebrajskiego jest kierunek czytania i pisania: od prawej do lewej. I chociaż o kimś, kto podejmuję się tego typu wyzwania, niekiedy mówimy, że chaser lo boreg – brak mu piątej klepki) znajomość tego nietypowego na razie wśród Polaków języka kiedyś może zaprocentować (Szkoła Języków Obcych Mały Rynek). Kolejnym nie lada wyzwaniem (ale jakże ciekawym!) może stać się nauka języka paszto (do zapisu pusztuńskiego używa się zmodyfikowanego pisma arabskiego). Okazuje się być on wyjątkowo przydatny dla tłumaczy wyjeżdżających na misje wojskowe. Zapewne niewielu studentów zdaje sobie sprawę, że w Instytucie Filologii Orientalnej UJ od 1976 działa jednostka zajmująca sie tym właśnie językiem. Z bogatego Archiwum Afganologicznego przy Pracowni Interdyscyplinarnych Badań Eurazjatyckich


Studenckie aktywacje 17

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

korzystają naukowcy, media, ale i studenci. Pracownia organizuje od lat rozmaite wykłady afganologiczne także dla wojska oraz udziela wszelkich konsultacji, np. dla MSZ. Ostatnio powstał projekt cyklu wykładów dla Akademii Dyplomatycznej, których część wygłaszać będą naukowcy skupieni w zespole Pracowni. Od kogo mamy się uczyć, jak nie od ludzi, którzy bezpośrednio zetknęli się z owym językiem? (np. prof. J. Strusińska odbyła kilkuletnie stypendium w Afganistanie). Rzadko zastanawiamy się nad tym, jak by to było, gdyby dookoła nas zawsze panowała cisza, nie słyszelibyśmy żadnych dźwięków, a słowa innych moglibyśmy rozpoznawać jedynie na podstawie ruchu warg. Niestety, ludzie niesłyszący zmagają się z tym problemem na co dzień. O nauce języka migowego myślimy jednak dopiero wtedy, gdy problem ten dotyka naszych bliskich i kiedy „język” ów pozosta-

je naprawdę jedynym środkiem komunikacji. A może warto pomyśleć o tym w nieco inny sposób? Język migowy to w rzeczywistości język jak każdy inny, a jego znajomość, która niewątpliwie ciągle jest ewenementem, może okazać się w przyszłości naprawdę przydatna. Polski Związek Głuchych, którego siedziba znajduje się przy ul. Św.Jana 18 w Krakowie, organizuje kursy tego właśnie języka. – Przedmiotem nauczania nie jest klasyczny język migowy, stosowany w bezpośrednich kontaktach pomiędzy osobami niesłyszącymi, lecz tzw. język migany – mówi Marta Majda, tłumacz i wykładowca języka migowego z Oddziału Małopolskiego PZG w Krakowie. – Stosowany równolegle z językiem mówionym tworzy tzw. system językowo-migowy. Wybór ten został podyktowany faktem, że język migany jest znacznie łatwiejszy do opanowania dla osób słyszących. Rozpoczęcie poszczególnych kursów jest

„ruchome”, a czas ich trwania zależy od częstotliwości spotkań. Odbywają się zwykle dwa razy w tygodniu w późnych godzinach popołudniowych, dzięki czemu nie muszą kolidować z zajęciami na uczelni. Kurs obejmuje naukę alfabetu, pojęć liczbowych i wyrazów – pokazy wykładowcy i ćwiczenia praktyczne w zadaniach, tekstach oraz scenkach rodzajowych. – Na kursach dominują przede wszystkim studenci krakowskich uczelni – zauważa Pani Marta. Nie pozostaje więc nic innego, jak wybrać najbardziej interesującą nas „odmianę ludzkiej mowy” i zapisać się na kurs, gdzie pod okiem przyjaznych i kompetentnych wykładowców zgłębiać możemy tajniki obcych krajów i kultur... nawet nie wyjeżdżając z Krakowa.

Agata Cygan i Agnieszka Kęsek

Lektoraty na krakowskich uczelniach – raport

Studencie – pokaż język! W dobie integracji europejskiej nauka języków obcych powinna być podstawą w każdej szkole i na studiach. Co komu po specjalistach, z którymi nie można się porozumieć w żadnym zachodnioeuropejskim języku? Czy nasze uczelnie zwracają na to uwagę? Znajomość języków obcych to podstawa w dzisiejszych czasach. Warto więc sprawdzić, co w tym zakresie oferują nam krakowskie uczelnie. Języki u Jagiellonów Uniwersytet Jagielloński wydzielił w 2005 roku specjalną jednostkę organizacyjną, która zajmuje się kształceniem studentów i kadry w zakresie języków obcych. Oferta Jagiellońskiego Centrum Językowego – bo tak nazywa się ta jednostka – jest bardzo szeroka. Działa ono na dwóch płaszczyznach: po pierwsze, uczy studentów w ramach studiów (lektoraty na większości kierunków rozpoczynają się na drugim roku i trwają dwa lata), drugi zakres działalności to kursy komercyjne. Wedle założeń studenci każdego kierunku studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim powinni poznać język obcy pod kątem swojej specjalizacji. Niestety, na założeniach wszystko się kończy, bo właściwie jedynym odniesieniem do własnego kierunku jest zaliczenie lektury przedmiotowej. Duży problem stanowi również dobór osób w poszczególnych grupach. Różnice w znajomości języka sprawiają, że tracą na tym studenci, którzy mówią najlepiej, bo, jak wiadomo, poziom dostosowuje się zawsze do najsłabszych. Podobnie zresztą rzecz wygląda na kursach komercyjnych. Jak mówi Marta Kobielusz, studentka III roku Stosunków Międzynarodowych – Na kursie języka francuskiego w JCJ trafiłam do grupy z osobami, które

odbywały wcześniej staże we Francji i płynnie posługiwały się językiem, podczas gdy grupa formalnie była na poziomie C1. Poza tym pracowaliśmy na dosyć starych materiałach, zajęcia były prowadzone zawsze tak samo, wedle ustalonego scenariusza. Co się opłaca? Część krakowskich uczelni rozpoczyna lektoraty od drugiego roku studiów. Zdarzają się wyjątki, ale raczej w ramach poszczególnych kierunków. Niektórzy ze studentów AGH twierdzą, że w przypadku ich uczelni wynika to z prostego rachunku ekonomicznego: najwięcej osób odpada w trakcie pierwszego roku, nie ma więc sensu uczyć ich języka, skoro nie skończą studiów. Inaczej sprawa wygląda na Politechnice Krakowskiej. – U nas lektoraty zaczynają się od drugiego semestru pierwszego roku i trwają do końca pierwszego etapu studiów, czyli do uzyskania tytułu inżyniera – mówi student I roku elektrotechniki. Podobnie sytuacja przedstawia się na Uniwersytecie Pedagogicznym. Lektorat rozpoczyna się w połowie pierwszego roku i obejmuje 120 godzin nauczania, a więc 4 semestry. Poziom poziomowi nierówny Często zajęcia na uczelni są tylko złem koniecznym potrzebnym do zaliczenia roku. Jednak tak naprawdę poziom kursu zależy w dużej mierze od lektora, na którego się trafi. Niektórzy po prostu umieją zainteresować i przekazać praktyczną wiedzę, a inni omawiają od lat te same skostniałe struktury gramatyczne. W Wyższej Szkole Europejskiej, gdzie studiuje Marta, zajęcia wyglądają nieco nowocześniej. – Ucząc się języka hiszpańskiego, korzystaliśmy z wielu nowych publikacji i współczesnych tekstów. Duży nacisk kładziono na język mówiony. Poznawaliśmy też kulturę języka hiszpańskiego, zarówno tę z Europy, jak i Ameryki

Południowej. Angielski prowadzony przez native speakerów wyglądał już bardziej szablonowo, podobnie jak w wielu prywatnych szkołach językowych – mówi. Prywatnie – znaczy lepiej? Niestety, nauka języków nie jest mocną stroną krakowskich – i w ogóle, polskich – uczelni. Student, który nie zna języka, na pewno nie nauczy się go w ramach studiów. 120 godzin, bo tyle przeważnie władze uczelni przewidują na naukę języków obcych, nie wystarcza, by opanować materiał w zadowalającym stopniu. Dlatego znaczna część studentów, by się rozwijać, inwestuje w prywatne szkoły językowe. Większość z nich oferuje jednak podobny system i rodzaj nauczania: pierwszy miesiąc kursu upływa pod znakiem gier i zabaw integracyjnych, dorośli ludzie stają w kółeczku i uczą się swoich imion jak przedszkolaki (to z własnego doświadczenia). Potem z wolna wszystko zaczyna się rozkręcać – writing, listening, gramatyka i tak w kółko. Zasadniczo krakowskie uczelnie nie oferują studentom wysokiego poziomu nauczania języków obcych. Kursy tylko nieznacznie różnią się od siebie. Nie można jednak za wszystko obwiniać systemu. Na pewno z każdego kursu, nieważne, czy w ramach studiów, czy w prywatnej szkole, coś wyniesiemy. Nie ma też wątpliwości, że języka trzeba się uczyć przede wszystkim samemu. 3 godziny w tygodniu na kursie nic nie dadzą, jeżeli poza tym nic nie będziemy robili.

Bartek Styrna


18 Studenckie aktywacje

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Foto: paulina korbut (2)

Instrukcja obsługi studenckiej stołówki ;) Są w życiu każdego studenta chwile, kiedy w natłoku zajęć na naszej drodze staje znany z reklam „mały głód”. Studencki portfel nie jest studnią bez dna, warto więc wiedzieć, gdzie można dobrze i tanio zjeść. Poniżej krótki przewodnik po studenckich stołówkach w Krakowie. Zanim zaczniesz stołować się w żakowskich jadłodajniach, pamiętaj o kilku przykazaniach. Jakich? – Pierwsza i podstawowa zasada: nie bierz mielonego i bigosu. Szczególnie na koniec tygodnia, bo nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę kryje się pod tą nazwą – radzi Paweł, student Uniwersytetu Ekonomicznego. Innej wskazówki udziela Michał, student UJ – Jeśli ma się wystarczająco dużo uroku osobistego, wystarczy się uśmiechnąć do pani nakładającej nam porcję, możemy dostać więcej. Urok osobisty to podstawa – mówi z uśmiechem. Mimo starań mój uśmiech nie zadziałał jednak na panią z obsługi stołówki na III Kampusie UJ na Ruczaju. W udziale przypadła mi całkiem przeciętna porcja. Widać muszę nad tym jeszcze popracować. Wracając jednak do zestawu obiadowego, który dostałem na Ruczaju, muszę podkreślić, że był to najdroższy obiad, jaki zjadłem na terenie wszystkich stołówek w Krakowie. Jakiś czas temu wygórowane ceny były nawet powodem studenckich protestów. „Smocze Jadło” to, póki co, jedyna stołówka na terenie III Kampusu UJ. Pewnie dlatego ceny są takie wysokie. Chcąc zjeść zestaw obiadowy, który składa się z kotleta schabowego, ziemniaków, surówki oraz zupy, musimy zapłacić około 17zł. Warto w tym momencie trochę wyprzedzić fakty i zauważyć, że na pozostałych uczelniach cena ta nie przekracza 12zł. Jak radzą sobie w tej sytuacji żacy z UJ? Wielu stu-

dentów korzysta z pobliskiego baru, gdzie jest znacznie taniej. Jest on jednak przeznaczony dla pracujących przy rozbudowie Kampusu robotników – wraz z końcem budowy będzie musiał zniknąć z terenu UJ, a studenci będą skazani wyłącznie na piekielnie drogie posiłki w „Smoczym Jadle”. Dużo większy wybór mają studenci UJ, których wydziały znajdują się w centrum Krakowa. Przemykając pomiędzy Collegium Novum a Audytorium Maximum, mogą zjeść obiad we wszystkich wariantach smakowych i narodowościowych. Łatwo się jednak domyślić, że wybór ten daje nam tylko komfort psychiczny – studencka brać na małe co nieco nie zwykła zachodzić do sushi barów, włoskich czy meksykańskich restauracji. Oprócz mlecznych barów, większość przyszłych prawników, historyków czy polonistów wybiera bar mleczny „Temidę” lub stołówkę na ul. Jabłonkowskich. W tej ostatniej można spotkać całkiem sporo będących nieustannie na diecie studentek, które zamiast kolejnego opakowania wafli ryżowych, wolą zjeść „połówkę” obiadu, czyli „małą” zupę, drugie danie i kompot, a wszystko za jedyne 5,50zł. – Dobre jedzonko, miła atmosfera. Warto jechać dobry kwadrans tramwajem z ul. Podchorążych – mówi Dominika, studentka II roku geografii na UP. W centrum równie popularna jest stołówka, która znajduje się w akademiku „Żaczek”. Stołują się tu przede wszystkim mieszkańcy tego DS-u, a także studenci Uniwersytetu Rolniczego i Pedagogicznego. Nie braku-

je tam też żaków, którzy długimi godzinami przesiadują w czytelni pobliskiej Biblioteki Jagiellońskiej. Na innych uczelniach sytuacja, przynajmniej pod względem ceny, nie przedstawia się wcale gorzej. Na terenie AGH znaleźć możemy kilka konkurujących ze sobą stołówek. Przykładowo wybrana jedna z nich – stołówka „Krakus” – oferuje posiłki w dużo przystępniejszej cenie niż to ma miejsce na III Kampusie. Ten sam zestaw, który tam otrzymałem za 17zł, tutaj mogłem zjeść za niewiele ponad 8zł, a porcje, zarówno wielkościowo, jak i jakościowo, są do siebie bardzo zbliżone. Stołówka Politechniki oferuje natomiast studentom obiady składające się z zupy oraz drugiego dania (do wyboru kilka zaproponowanych codziennie pozycji) w cenie 9zł. Jeśli zaś chcemy obiad popijać pysznym kompotem, zapłacimy równe 10zł. Niewiele drożej można zjeść na stołówkach znajdujących się na terenach Krakowskiej Szkoły Wyższej oraz Uniwersytetu Ekonomicznego. W obu miejscach za zestaw obiadowy z zupą zapłacić trzeba 10 złotych i 50 groszy. –Moim zdaniem smaczniejsze obiady serwuje się na KSW, jednak jedzenie na UEK także ma swoje plusy w postaci większych porcji – twierdzi Kuba studiujący na obu tych uczelniach. – Stołówka jest na dwóch piętrach, dlatego zawsze jest gdzie usiąść, a i kolejki nie są za długie– chwali stołówkę na swojej uczelni Kamil, student UEK.

Łukasz Maźnica, współpraca: Paulina Korbut

Stołówka

Cena zestawu obiadowego z zupą

„Smocze Jadło” – Kampus UJ na Ruczaju Politechnika Krakowska Krakowska Szkoła Wyższa Krakus – Kampus AGH Uniwersytet Ekonomiczny

Od 14 do 17zł 10,00 zł 10,50 zł Około 8-9zł 10,50 zł

Stołówka na ul. Jabłonowskich

Cały obiad – 9 zł „połówka” – 5,50zł

Stołówka Barbarex (w „Żaczku”)

od 9 do 12 zł


Studenckie aktywacje 19

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

ska. Wprawdzie gmach liczy jedynie 4 poziomy, ale poruszanie się między nimi ułatwia oszklona winda. Zmęczeni ogromem przyswojonej wiedzy mogą odpocząć na wygodnych fotelach rozmieszczonych na całym terenie budynku. Zupełną nowością okazała się samoobsługowa (prawdopodobnie tymczasowo) szatnia. Kurtki i płaszcze są jednak bezpieczne, ponieważ na korytarzach da się dostrzec przemykających osobników w polarach z napisem „Ochrona Kampusu”.

Nie taki Ruczaj straszny Obietnicę (czy też dla niektórych groźbę) o przeniesieniu zajęć na III Kampus studentom Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ serwowano od tak dawna, że powszechnie panowało przekonanie, że owa przeprowadzka nastąpi „na świętego nigdy”. Jednak owa godzina, ku rozpaczy niektórych w końcu wybiła. Jak się okazuje, osławiony „koniec świata” nie jest aż tak straszny, jak mogłoby się wydawać. „Za siedmioma górami, za siedmioma lasami…” Tam właśnie według wyobrażeń niektórych studentów miał leżeć Kampus UJ. Wyobraźnia żaków pod tym względem wydawała się być niczym nieograniczona. Pola uprawne w pocie czoła orane przez rolników, dziewicze lasy, w których nie postała jeszcze stopa ludzka… a pośród nich niczym samotna wyspa wyrasta nowa siedziba najstarszego Uniwersytetu w Polsce – tak według przeciwników przeprowadzki miał wyglądać słynny Ruczaj. – Byłam przerażona wizją przenosin. Przed oczami miałam kadry z filmu „Cast Away – Poza Światem”. Myślałam, że w podobnej scenerii przyjdzie mi spędzić kolejne miesiące nauki – mówi Natalia, studentka II roku dziennikarstwa. – Najbardziej obawiałam się tego, jak będą wyglądać dojazdy. Wszyscy straszyli, że dotarcie na poranne zajęcia to dramat, natomiast w godzinach szczytu w ogóle nie warto się tam fatygować. Opinie te na szczęście okazały się grubą przesadą. Jakież musiało być zdziwienie studentów jadących na pierwsze zajęcia, zaopatrzonych w termos i kanapki na drogę, kiedy po dwudziestu pięciu minutach dobili szczęśliwie do celu swojej podróży. Oczywiście do tych szczęśliwców trudno zaliczyć mieszkańców Nowej Huty, dla których już podróż do centrum to nie lada wyzwanie. Wbrew fałszywym doniesieniom prasowym Foto: paulina korbut

na Kampus akademicki prowadzi więcej niż 3 linie autobusowe. W związku z marcową przeprowadzką WZiKS przewidywało, że kolejne 3 tysiące pasażerów spowoduje wręcz niewyobrażalny ścisk w, i tak już przepełnionych, autobusach. Jak się jednak okazuje, rozkład zajęć oraz wystarczająca częstotliwość kursowania komunikacji miejskiej pozwala studentom na względne rozładowanie tłoku. „Nowy, wspaniały świat” – Główną zaletą nowej lokalizacji wydziału podkreślaną przez większość wykładowców miały być warunki, jakimi dysponuje Kampus. Te argumenty do mnie nie trafiały. Jednak co Rynek, to Rynek – mówi Natalia. Jej poglądy podzielała większość studentów. Sentyment do Starego Miasta nietrudno zrozumieć, ale po zapoznaniu się z tym, co ma studentom do zaoferowania nowoczesny budynek WZiKS, zdrowy rozsądek bierze górę. W przestronnych, jasnych, klimatyzowanych salach wykładowych zaopatrzonych w wygodne krzesełka oraz wysuwane blaty, słowa wykładowcy zdecydowanie łatwiej trafiają do głowy. Gdyby jednak głos prowadzącego nie docierał do przysypiających w ostatnich (podobno najwygodniejszych) rzędach, ma on możliwość skorzystania z zamontowanego wewnątrz biurka mikrofonu. Laboratoria językowe są dodatkowo wyposażone w słuchawki dołączone do każdego stanowiY EDIALN

NAT M PATRO

W Klubie Akademicki ARKA ruszył ciekawy cykl spotkań podróżniczych. Pierwsze z nich, które odbyło się 27 lutego, zostało w całości poświęcone Indiom. Była okazja nauczyć się uspokajającej mantry czy spróbować prawdziwej indyjskiej herbaty i słodyczy. Ciekawym akcentem był występ taneczny, a także podróżnicze wspomnienia Damiana Borkowskiego i Sebastiana Gołdyna. (PK)

„Nic nie robić, leniuchować…” – Najgorszym problemem, z jakim zmagam się w związku z przeniesieniem wydziału, są nieuniknione przerwy między zajęciami. W ciągu dwóch godzin nie ma sensu wracać do mieszkania. W związku z tym pozostaje zorganizować sobie jakoś czas. Jak na razie jest z tym pewien problem – narzeka Natalia. Trudno się jednak dziwić. Kampus funkcjonuje przecież dopiero od niedawna, a przeprowadzka ciągle jest w toku. Jak na razie korytarze są względnie puste, nie licząc dwóch konkurencyjnych stanowisk z obwarzankami (do wyboru – za 1,20 zł bądź też w cenie 90 gr). Już niedługo przestrzeń ta ma jednak zostać zagospodarowana. Pojawią się automaty z napojami i przekąskami, a także wydziałowy bufet. Zaczną też działać telewizory zawieszone na ścianach parteru. W wolnym czasie warto wybrać się do działającej już, świetnie wyposażonej biblioteki mieszczącej się we wnętrzu o kształcie rotundy. Dodatkowym jej atutem jest skomputeryzowana czytelnia z bezpłatnym dostępem do Internetu. Student znudzony ciągłym przebywaniem w tym samym budynku i wszechogarniającą techniką zawsze może wyskoczyć do pobliskiego Kauflandu i pobuszować trochę pomiędzy półkami lub usiąść przy kawie i ciastku w znajdującej w supermarkecie cukierni. – Dla studentek Kampus przewidział dodatkową atrakcję – śmieje się Natalia. – Tuż, obok naszego budynku znajduje się Wydział Matematyki i Informatyki. W przerwie można więc wybrać się tam w celu zawarcia nowych, ciekawych znajomości ze studentami…głównie płci przeciwnej.

Agata Cygan Agnieszka Kęsek

Kto już się przeprowadził na III Kampus UJ ? • • • •

Instytutu Nauk o Środowisku - 2004 r. Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej - 2005 r. Wydział Matematyki i Informatyki - 2008 r. Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej – 2009 r.

Do końca 2010 roku przeniesiony zostanie: Instytutu Zoologii, Instytutu Nauk Geologicznych, Wydziału Fizyki Astronomii i Informatyki Stosowanej, Wydziału Chemii. Jeśli chcesz przespacerować się po III Kampusie, nie musisz jechać aż na Ruczaj. Wystarcz wejść na stronę: www.kampus.uj.edu.pl, która umożliwia wirtualne zwiedzanie tego obiektu.


20 Studenckie aktywacje

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Latająca Szkoła Liderów „Wyobrażałam sobie, że będę musiała przez 6 godzin słuchać jakichś regułek i nudnej teorii. Było zupełnie inaczej!” – o swoich doświadczeniach z Latającej Szkoły Liderów opowiada jedna z uczestniczek. Gosia, studentka UEK, zdecydowała się na udział w szkoleniu, by dowiedzieć się, jak skutecznie realizować inicjatywy społeczne, działając w grupie, w jakiej roli mogłaby się wykazać najlepiej i czy nadaje się na lidera. - Szkolenie było bardzo ciekawe i pouczające. – mówi Gosia –Trenerka potrafiła świetnie przekazać swoją wiedzę i zaangażować nas w całe szkolenie. Przekonałam się, że możliwe jest zrobienie czegoś z niczego, nawet jeśli sytuacja wydaje się beznadziejna. Trzeba tylko chcieć i działać wspólnie z innymi. Jednym z zadań sprawdzających nasze predyspozycje do pracy w grupie było zbudowanie wieży z papieru. Na początku dostaliśmy kilka gazet i taśmę. Trenerka powiedziała, że mamy z tego zbudować wysoką, stabilną i estetyczną więżę. Myśleliśmy, że będzie ciężko. Zaczęliśmy wymyślać rożne rozwiązania, z których wybraliśmy jeden według nas najlepszy i najciekawszy. Mimo że byliśmy zespołem stworzonym z grupy całkiem przypadkowych osób, potrafiliśmy jednak wspólnie dojść do niesamowitych efektów końcowych. Rezultatem naszej pracy była wieża spełniająca wszystkie wymagania! - mówi. Latająca Szkoła Liderów to autorski pro-

Głodny sukcesu? 53 wykłady i szkolenia, około 60 godzin warsztatów, 40 wykładowców z całej Polski i najważniejsze- ponad 5000 studentów. VI edycja Festiwalu Przedsiębiorczości BOSS rusza już 30 marca! Organizatorzy projektu - Małopolskie Studenckie Forum Business Centre Club - poraz kolejny wychodzą naprzeciw młodym ludziom by wskrzesić w nich ducha przedsiębiorczości. Dlatego też powstał BOSS - jedyny w swoim rodzaju Festiwal, podczas którego studenci w sposób niecodzienny nabywają umiejętności potrzebnych na drodze bardzo odpowiedzial-

gram szkoleniowy Stowarzyszenia WIOSNA. W szkoleniu prowadzonym przez Monikę Jurgielewicz-Wojtaszek posiadającą Międzynarodowy Certyfikat Trenera, wzięło udział ponad 20 studentów krakowskich uczelni – potencjalnych liderów. Pod kierunkiem WIOSNY zgłębiali oni tajniki roli lidera w grupie, budowania zespołu i podziału w nim zadań według kompetencji członków. Uczestnicy warsztatów mieli okazję zadawać pytania osobom, które są liderami na co dzień. - Poza odkrywaniem siebie i innych organizatorzy Latającej Szkoły Lidera zaprezentowali nam grupę, która jeszcze rok temu została

Spróbuj BOSS`a! nego startu w samodzielność. Leadership, umiejętność szybkiego reagowania, zarządzanie emocjami, pozyskiwanie funduszy unijnych- to tylko niektóre tematy szkoleń tegorocznej edycji. Wykłady poprowadzą doświadczeni wykładowcy, którzy chcą pokazać młodzieży, iż we współczesnym świecie wiedza jest najcenniejszym źródłem sukcesu. W tym roku BOSS ukaże swoje nowe obliczekrakowski Tramwaj Przedsiębiorczości oraz mocną dawkę uśmiechu- dzięki współpracy z Formacją Chatelet.

stworzona z przypadkowych osób i miała za zadanie zrealizować dwie inicjatywy społeczne. Zespół Migawki powstał w ramach programu Wiosna Liderów i ma już na swoim koncie zorganizowanie bardzo ciekawego projektu poświęconego propagowaniu języka migowego. Ta prezentacja uzmysłowiła nam, że jeśli tylko będziemy chcieli, to nie ma przeszkód, by zrobić coś dla innych – podsumowuje Gosia. Stowarzyszenie WIOSNA działa w Krakowie od 2001 roku. Jego misją jest nauka skutecznego pomagania sobie nawzajem. Najbardziej znanymi projektami WIOSNY są Szlachetna Paczka oraz Akademia Przyszłości.

Kamila Stanisz

Festiwal potrwa od 30 marca do 3 kwietnia, jego start poprzedzą dwa dni niespodziewanej promocji w plenerze krakowskim. Warsztaty FP BOSS 2009 odbędą się na pięciu uczelniach wyższych- Uniwersytecie Ekonomicznym, Akademii Górniczo- Hutniczej, Politechnice Krakowskiej, Wyższej Szkole Zarządzania i Bankowości i Uniwersytecie Jagiellońskim. Patronat Honorowy nad Festiwalem objął Prezydent Miasta Krakowa- Jacek Majchrowski. Projektowi patronują również Rektorzy następujących uczelni: UE, AGH, PK, WSZiB. Już dziś zapraszamy wszystkich na Inaugurację Festiwalu, która będzie mieć miejsce 30 marca o godz. 10:00 na Auli Collegum Novum UJ w Krakowie.

Uczta szkoleniowa zaczyna się już 30 marca. Szef kuchni poleca: aperitif- wykwintna debata, danie główne- wyszukane szkolenia, nietuzinkowe prelekcje, a wszystko to przyprawione przez ludzi sukcesu. Na zakończenie sjesta w klubie Shakers. Menu Festiwalu Przedsiębiorczości dostępne na:

www.festiwalboss.pl

EDIALN

NAT M PATRO

Y


Studenckie aktywacje 21

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009 EDIALN

NAT M PATRO

Y

Czas na „Kobiecy Akcent”

Rozmowa z Magdaleną Sawicką, managerem ds. PR i komunikacji w Accenture Skąd pomysł, żeby realizować program edukacyjny wyłącznie dla kobiet? Inspiracją do stworzenia programu adresowanego wyłącznie do studentek były nasze doświadczenia związane z procesami rekrutacji prowadzonymi w Accenture, a także obserwacje dotyczące kobiet pracujących w naszej firmie. Kobiety pracujące w naszych biurach są świetnie wykształcone, elokwentne, wrażliwe i dyplomatyczne. Jednak zanim zdecydują się na aplikowanie do pracy, często muszą pokonać barierę psychologiczną, że pomimo swoich zalet, nie uda im się osiągnąć wysokiego stanowiska w firmie tylko dlatego, że są kobietami. Realizując program „Kobiecy Akcent”, chcemy przekonać młode kobiety, że po pokonaniu tych wewnętrznych ograniczeń, w firmach takich jak Accenture mogą nie tylko realizować się zawodowo, ale także rozwijać swoje pasje i utrzymywać równowagę pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. Przed uczestniczkami jeszcze 3 spotkania. Z jakimi ekspertkami jeszcze się spotkają? Kolejne warsztaty poprowadzą panie, które odniosły sukces w pracy w konsultingu – zarzą-

Kobieto, puchu marny ? Kobiety potrafią być silne, kreatywne i aktywne. Chcesz dowiedzieć się, jak żyją, pracują i realizują swoje możliwości w różnych miejscach świata i czy zawsze tak było? Jak kobiety zmieniają rzeczywistość wokół siebie? Koło Naukowe Studentów Porównawczych Studiów Cywilizacji we współpracy z Kołem Naukowym Studentów Filozofii UJ zorganizowało ogólnopolską konferencję naukową pod hasłem „Decyzja. Działanie. Wpływ. Aktywność kobiet w perspektywie międzykulturowej”. Studenci i doktoranci z uniwersytetów z całej Polski zaprezentują swoje referaty w dwóch blokach tematycznych.

dzają zespołami specjalistów, rozwijają swoje kompetencje, tworzą ważne i nowoczesne projekty wspierające klientów. Będą to managerki pracujące na co dzień w Accenture – superwomen, które podzielą się swoim doświadczeniem: Małgorzata Korutowska (Senior Executive w Accenture), Małgorzata Szulc oraz Małgorzata Klimowska, która, notabene, jest absolwentką Uniwersytetu Ekonomicznego. Myślę, że spotkanie z Moniką Jaruzelską, która przedstawi uczestniczkom programu najnowsze trendy w stylizacji biznesowej, także spotka się z dużym zainteresowaniem uczestniczek. Czym jest dla pani kobiecy akcent? Kobiecy akcent to właśnie takie cechy, jak empatia, wrażliwość i delikatność. Panowie często utożsamiają je ze słabością, a tymczasem są one niezbędne w życiu biznesowym i bardzo pomagają w skutecznej komunikacji. Kobiety przywiązują też większą wagę do relacji międzyludzkich, a ich umiejętność wyczuwania emocji u innych okazuje się niezwykle przydatna, ponieważ często pozwala uniknąć konfliktów lub ochronić przez nietrafionymi decyzjami. Kolejne przymioty wyróżniające kobiety to staranność, dokładność i dociekliwość – cechy niezbędne w pracy w konsultingu, której nieodłącznym elementem jest zbieranie informacji, gromadzenie danych i przeprowadzanie różnego rodzaju analiz porównawczych. Co jest dla pani największym sukcesem? Niewątpliwie za swój największy sukces uważam stworzenie naprawdę wyjątkowego zespołu zajmującego się marketingiem w Accenture. To właśnie dzięki moim koleżankom, które sama wybrałam (pierwszy sukces! Kobieca intuicja!), mogłam zobaczyć, jaką ogromną satysfakcję daje praca w tak zgranym zespole! A poza tym jestem dumna, że udało mi się Pierwszego dnia (26 III) będzie można usłyszeć o kobiecej działalności w różnych kręgach kulturowych – Japonia, Ameryka Południowa, Indie, Bliski Wschód. Na zakończenie odbędzie się spotkanie z aktywnymi kobietami z różnych krajów, które opowiedzą o realiach i drodze do kariery w miejscach ich zamieszkania (wiem, że to brzmi średnio, ale to chyba lepsze niż powtarzanie: „których”). Piątek (27 III) poświęcony jest kobiecej aktywności w Europie. Usłyszymy między innymi o ruchu kobiecym w Polsce na przełomie XX i XIX wieku, o kobietach działających w polityce i tych zmagających się z domowymi problemami. Celem konferencji jest spojrzenie na temat kobiecej aktywności z różnych perspektyw, m.in. antropologicznej, socjologicznej, prawni-

skończyć studia Executive MBA prowadzone przez Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego i University of Illinois, które rzeczywiście wymagają dużej wytrwałości i silnej woli Naprawdę jest czego gratulować! A jaka jest pani porażka? Porażka? To, że nie umiem pływać (śmiech). Z tego, co pani mówi, wynika, że jest pani bardzo zapracowaną kobietą. Jak w takim razie udaje się pani pogodzić życie zawodowe i prywatnym? Według mnie pogodzenie życia prywatnego z zawodowym nie jest wcale rzeczą tak trudną, jak deklaruje to wiele osób. Tak naprawdę praca pochłaniała i pochłania większość naszego czasu, niezależnie od ustroju politycznego, w którym żyjemy, czy profesji, którą wykonujemy. Nie lubię takiego stereotypowego postrzegania pracy w firmach konsultingowych jako „życia w kieracie”. Według mnie ważnym jest, aby do wszystkich zadań pojawiających się na naszej drodze podchodzić jak do nowych, ciekawych wyzwań, które czegoś nas nauczą i z których będziemy mogli wyciągnąć wnioski. Myślę, że właśnie taka postawa – otwartości i chęci uczenia się – jest charakterystyczna zwłaszcza dla kobiet. Dlatego walczę ze stereotypem, jakoby kobieta stwarzała dla pracodawczy potencjalne problemy: może zajść w ciążę, przejść na kilkuletni urlop wychowawczy, a później korzystać ze zwolnień lekarskich.

Kamila Stanisz

Od stycznia na UEK 46 studentek bierze udział w wyjątkowym programie „Kobiecy Akcent” organizowanym przez firmę Accenture. Wszystkie wykłady i warsztaty są prowadzone przez kobiety – głównie menedżerki pracujące w Accenture. Y EDIALN NAT M PATRO

czej. Chcemy wywołać dyskusję na temat tego, jak kobiety wpływają na wspólnotę, w której żyją oraz jakie są możliwości i konsekwencje aktywnego zaangażowania kobiet w życie tej wspólnoty. Konferencja odbywa się pod patronatem honorowym J.M Rektora UJ prof.dr hab. Karola Musioła oraz Katedry Porównawczych Studiów Cywilizacji. Partnerem konferencji jest Stowarzyszenie Meritum. Serdecznie zapraszamy! Konferencja odbędzie się w dniach 26 – 27 marca 2009 w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie. Szczegółówy program konferencji znajduje się na stronie: www.kn.psc.uj.edu.pl


22 Dodatek: Zdrowy student

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

BADANIA ZA

0 ZŁOTYCH

Wielkie to szczęście, że zdrowia nie można kupić za pieniądze, bo wszystko wykupiliby bogacze, a dla biednych nic by nie zostało” – to słowa Karola Juliusza Webera. W jednym miał on na pewno słuszność – zdrowia nie da się kupić, ale można o nie zadbać i, choć jest bezcenne, można również nie martwić się o studencką kieszeń. Żyjemy w ciągłym biegu. Z jednej strony uczelnia, z drugiej praca i inne obowiązki. W pośpiechu łapiemy coś do jedzenia, mało śpimy, pijemy hektolitry kawy lub napojów energetycznych – zwłaszcza w czasie sesji, a w weekendy nasza wątroba zostaje wystawiana na próbę. U lekarza najczęściej pojawiamy się dopiero wtedy, kiedy już nie możemy się zwlec z łóżka i wszystko nas boli. Warto jednak trochę zwolnić i zadbać o siebie, bo zdrowie, to nie tylko brak choroby i bólu, ale pełna równowaga ciała i umysłu. PROFILAKTYKA NA CO DZIEŃ Regularne robienie badań pozwala na wczesne wykrycie chorób, dlatego profilaktyka jest tak istotna. Podstawowym badaniem diagnostycznym jest morfologia krwi, której wyniki dają obraz funkcji prawie wszystkich narządów ciała. Można dzięki temu m.in. sprawdzić, czy

nie mamy anemii lub stanu zapalnego. Natomiast badanie ogólne moczu pomaga w rozpoznaniu choroby nerek, wątroby, dróg moczowych, ułatwia diagnozę np. żółtaczki. Do konieczności robienia tych badań nie trzeba chyba nikogo specjalnie przekonywać. Można je zrobić za darmo w przychodni rejonowej lub w przychodni Scanmedu, pod warunkiem, że ma się skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu (i jest się ubezpieczonym). Scanmed oferuje również darmowe konsultacje specjalistyczne oraz usługi refundowane przez NFZ: rentgen, USG, analitykę. Możemy też bezpłatnie skorzystać z Poradni Zdrowia i Żywienia działającej w Szkole Policealnej Pracowników Służb Medycznych i Społecznych nr 3, w której zrobimy sobie pomiar tkanki tłuszczowej, usłyszymy profesjonalną poradę na temat doboru diety, zmierzymy masę ciała, ciśnienie czy poziom cukru. Poradnia jest czynna we wtorki i czwartki, w godzinach 15.00-17.00. Trzeba korzystać także z różnych okazji, np. Vision Express w ramach akcji profilaktycznej w dniach od 18 lutego do 31 marca br. prowadzi gratis badanie ostrości widzenia. W niektórych aptekach możemy bezpłatnie zmierzyć ciśnienie i sprawdzić akcję serca, a w drogeriach – zbadać włosy oraz cerę. KRWIODAWSTWO Oddawanie krwi jest celem szczytnym i godnym pochwały. Jak wiemy, krew jest potrzebna codziennie i nie można jej niczym

zastąpić. Oddając krew, nie tylko pomagamy drugiemu człowiekowi, ale poznajemy też stan swojego zdrowia. Krwiodawca może uzyskać bezpłatne wyniki badań laboratoryjnych, a wśród nich: oznaczenie grupy krwi, morfologii, znaczników wirusowego zapalenia wątroby typu B i C, AIDS (HIV-1/HIV-2), ALAT (choroby wątroby) oraz zakażeń kiłą. Osoba, która zdecydowała się na honorowe oddanie krwi, otrzyma również zaświadczenie usprawiedliwiające nieobecność na uczelni czy w pracy (z zachowaniem prawa do wynagrodzenia) i posiłek regeneracyjny (dużo czekolady! ). HIV/AIDS Zagrożenie HIV dotyczy każdego z nas, dlatego w wielu miastach są ośrodki, w których bezpłatnie można się zbadać. Pobieraniem krwi i prowadzeniem badań na nosicielstwo HIV zajmują się poradnie (przychodnie) dermatologiczne, szpitalne oddziały zakaźne oraz niektóre wojewódzkie stacje sanitarno-epidemiologiczne. U krwiodawców badania te robią wszystkie stacje krwiodawstwa. W Krakowie działa Punkt Konsultacyjno-Diagnostyczny przy Lekarskiej Przychodni Specjalistycznej TRR; ul. Bronowicka 73, tel. (0-12) 638 34 34. PKD (rekomendowany przez Krajowe Centrum ds. AIDS) prowadzi bezpłatne i anonimowe testy bez skierowania, profesjonalne porady, wsparcie psychologiczne. Każde badanie powinno być poprzedzone rozmową, której celem jest sprawdzenie, czy nie znajdujesz się w tzw. „okienku serologicznym”, czyli w okresie, kiedy organizm nie wytwarza jeszcze przeciwciał anty-HIV, które można wykryć. Dlatego też pierwszy test najwcześniej robi się po czterech, sześciu tygodniach od ryzykowanego zachowania. Natychmiastowe wsparcie można uzyskać, korzystając z Ogólnopolskiego Telefonu Zaufania: (0-22) 692 82 26. Więcej informacji znajdziesz na stronach: http://www.aids.gov.pl/, http://ryzykochania.pl/. RAK SZYJKI MACICY Ze statystyk wynika, że na raka szyjki macicy każdego dnia w Polsce umiera ok. 5 kobiet. Jedną z przyczyn jest brak nawyku robienia regularnych badań cytologicznych, a wcześnie wykryty rak jest niemal w 100% wyleczalny. Jego rozwój przebiega długo bez niepokojących objawów, dlatego badania profilaktyczne są tak ważne. Niewiele kobiet jednak zdaje sobie sprawę z tego, że badania cytologiczne można zrobić za darmo i bez skierowania. Narodowy Fundusz Zdrowia prowadzi program profilaktyki i wczesnego wykrywania raka szyjki macicy, i żeby zrobić badania, trzeba iść do zakładu opieki zdrowotnej, który ma podpisaną umowę z NFZ. Program jest skierowany do kobiet z grupy największego ryzyka, w wieku od 25 do 59 lat, ale kobiety nie mieszczące się w tym przedziale wiekowym również mogą skorzystać z darmowych badań (w tym wypadku jest jednak potrzebne skierowanie od specjalisty). Jedynym warunkiem, który uprawnia do skorzystania z bezpłatnej profilaktyki, jest ważne ubezpieczenie. Wykaz placówek realizujących takie badania znajdziecie na stronie: http://www.nfz-krakow.pl/.


Dodatek: Zdrowy student 23

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

może zlecić lekarz rodzinny, część ginekolog i mogą zostać wykonane bezpłatnie. Jeśli przyszła mama pracowała i miała umowę o pracę, trzeba sprawdzić, czy firma nie oferuje jakiegoś programu opieki medycznej i w ramach pakietu zdrowotnego jest możliwe prowadzenie ciąży. Wśród programów profilaktycznych NFZ znajdują się także badania prenatalne. Mogą z nich skorzystać nie tylko kobiety powyżej 35. roku życia, ale np. również te, u których w czasie ciąży stwierdzono nieprawidłowe wyniki badania USG i/lub badań biochemicznych wskazujących na zwiększone ryzyko wady płodu.

TUTORIAL DLA PRZYSZŁYCH MAM Do podstawowych badań na początku ciąży – jak podpowiada dr med. Andrzej Chrzanowski, ginekolog, położnik, onkolog – należą: oznaczenie grupy krwi z czynnikiem Rh, przeciwciał anty-D (gdy kobieta ma Rh ujemne, trzeba także oznaczyć grupę krwi i czynnik Rh ojca na wypadek konfliktu serologicznego). Wśród innych badań znajdzie się morfologia, badanie moczu, glukozy w surowicy krwi, mierzenie ciśnienia, WR (badanie służy wykrywaniu kiły), badania cytologiczne i bakteriologiczne. W pierwszym trymestrze ciąży jest również wykonywane USG i badane HBS (w kierunku żółtaczki zakaźnej). Niektóre badania są powtarzane, np. morfologia, mocz, USG, test obciążenia glukozą, HBS czy badanie pracy serca płodu. Część z tych badań

Wsłuchajmy się w pracę naszego organizmu i poświęćmy mu trochę czasu. Warto.

Urszula Rafa

Więcej ruchu, czyli nadeszła

wiosna ! Czy zauważyliście, że staruszkowie wylegli na ulice i coraz częściej przesiadują na przyblokowych ławkach, a w parkach i innych miejscach z elementami zieleni zagęszczenie matek z dziećmi na kilometr kwadratowy drastycznie wzrosło? Moi drodzy, wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nadeszła wiosna! Studenci chyba wciąż dochodzą do siebie po trudach sesji zimowej, bo jak na razie ograniczają się tylko do leniwego wygrzewania się na uczelnianych schodach. Proponujemy, aby wiosnę przywitać aktywniej... „Run, Forrest, run!” Nie musisz od razu być jak Forrest Gump i wybrać się na przebieżkę z Krakowa do Gdańska, ale trochę ruchu nigdy nie zaszkodzi. Na początek wystarczy krótki truchcik wokół bloku, później możemy wyznaczać sobie coraz dłuższe i trudniejsze trasy. Dla tych, którzy odczuwają głęboką potrzebę socjalizacji, polecamy udać się na Błonia – w godzinach wieczornych biegają tam tłumnie studenci z pobliskich akademików.

„Ale jazda!” Planty – Piłsudskiego – Błonia. Tę trasę zna każdy szanujący się krakowski rolkarz. Początki mogą być trudne, a ściślej mówiąc: bolesne, jednak warto próbować – ten sport poprawia naszą kondycję i jest doskonałym substytutem dla tych, którzy tęsknią za łyżwami. Poza tym to świetny środek lokomocji – dzięki niemu szybko i sprawnie dotrzemy w każde miejsce (o ile prowadzi tam chociaż kawałek asfaltu). „Rower jest wielce OK…” Jeśli męczą Cię korki i tłok w autobusach, wiosna to idealny moment, aby zrezygnować z usług komunikacji miejskiej. Wspaniałą alternatywę stanowi tu rower. Przemieszczając się za pomocą tego środka transportu, na pewno nie będziemy narzekali na zaduch, brak miejsca, czy na kłopotliwego współtowarzysza podróży. Nieważne, czy jesteś posiadaczem „kolarki”, czy „składaka” – nowo powstałe ścieżki rowerowe czekają! „Konia! Konia! Królestwo za konia!” Kraków to nie tylko miejsce dla zapalonych lekkoatletów, rolkarzy i rowerzystów. Niektórzy zdają się być zaskoczeni faktem, że

można tu jeździć konno – i wcale nie mamy tu na myśli przejażdżki dorożką wokół Rynku. W mieście funkcjonuje kilka stadnin, gdzie zarówno doświadczeni jeźdźcy, jak i początkujący mogą przyjemnie spędzić czas na świeżym powietrzu. Jak mawiają Anglicy, one apple a day keeps the doctor away. Jesteśmy pewne, że trochę ruchu, nawet nie codziennie, ale kilka razy w tygodniu, działa tak samo. Przesiadywanie na ławkach zostawmy staruszkom.

Anna Korzec, Małgorzata Opalińska


24 Dodatek: Zdrowy student

W ostatnich latach taniec przeżywa swój renesans za sprawą różnych programów telewizyjnych. Kogo moglibyśmy zapytać o sprawy dotyczące tańca, jeśli nie tancerza z kilkunastoletnim stażem? Na nasze pytania odpowiada Paweł Godek, uczestnik IV edycji Tańca z Gwiazdami, przewodniczący Parlamentu Studenckiego Uniwersytetu Ekonomicznego. Taniec uchodzi za jedną z najprzyjemniejszych form utrzymywania kondycji fizycznej... Tańczyć może praktycznie każdy, niezależnie od wieku czy statusu społecznego. Podczas tańczenia pracują niemal wszystkie partie mięśni, spala się też wiele kalorii. Ten wysiłek można przyrównać do ćwiczenia na siłowni, z tym zastrzeżeniem, że podczas podnoszenia ciężarów człowiek męczy się niemiłosiernie, a gdy tańczy na parkiecie jest bardzo odprężony, wydaje się mu, że płynie, leci niczym ptak. Inna kwestia to sprawy związane z psychiką. Taniec wzmacnia koncentrację i pamięć. Z prostej przyczyny – na parkiecie często jest tak tłoczno, że trudno tak umiejętnie poprowadzić partnerkę, by nikogo nie ude-

rzyć. Poza tym konieczność kontroli swojego ciała oraz zapamiętania sekwencji kroków ćwiczy nasz umysł. Można też nabrać większej pewności siebie. Oczywiste też jest to, że umiejętność poruszania się w takt muzyki jest w dobrym guście. Pal licho tańczenie na imprezie w klubie – tam każdy jest w stanie sobie poradzić, natomiast podczas balu trzeba zaprezentować już bardziej wyrafinowane ruchy. Nie uważasz jednak, że taniec towarzyski odchodzi do lamusa i zastępuje go taniec nowoczesny? Zgadzam się z tym jak najbardziej, bo gdy ja zaczynałem tańczyć – a trenuję od 7. roku życia – ta odmiana nie była tak popularna, jak teraz. Jest to głównie związane z tym, że jego targetem jest młodzież, a to przecież młodzi ludzie najszybciej chłoną wszelakiego rodzaju nowości. Co prawda, znane mi są przypadki ludzi w średnim wieku, którzy przychodzą na zajęcia z tańca nowoczesnego, bo chcą się kręcić na głowie. Jak myślisz - miałbyś szansę dostać się do programu „You Can Dance”? Czy osoba czująca rytm w tańcu towarzyskim odnajdzie się w tej nowoczesnej odmianie? Przede wszystkim trzeba wziąć poprawkę na formę castingów do YCD. Wielu moich znajomych nie przebrnęło przez eliminacje, ponieważ podczas tych kilkudziesięciu udostępnionych im sekund nie zaprezentowali pełni swoich umiejętności, a muszę przyznać, że są świetnymi tancerzami. Rozmawialiśmy o pozytywach związanych z tańczeniem, a czy są jakieś minusy? W przypadku tańca amatorskiego – nie Foto: paulina korbut

Tańczyć każdy może

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009 widzę żadnych. Natomiast, gdy już się ćwiczy zawodowo, to przydarzają się kontuzje kręgosłupa lub kolan, naciągnięcia mięśni, jakieś przypadkowe uderzenia, ale na pewno nie aż tak często, jak w innych dyscyplinach sportu. A czy takim negatywnym aspektem w twoim przypadku nie była zbyt duża popularność? Szczerze mówiąc, nie odczułem zbytnio zwiększonego zainteresowania moją osobą. Co najwyżej w mojej rodzinnej Bydgoszczy ludzie częściej mnie zauważali. Aczkolwiek obecnie często się zdarza, że osoby, z którymi rozmawiam, kojarzą moją twarz, nie nazwisko. Z pewnością jest to jakaś zasługa występu w telewizyjnym show. Nie żałujesz więc decyzji o występie w „Tańcu z Gwiazdami”, pomimo opóźnionego rozpoczęcia edukacji na studiach wyższych? Nie, to był jak najbardziej świadomy wybór. Nawet teraz, z perspektywy tych dwóch i pół roku z uśmiechem wspominam tę przygodę. Poznałem trochę od kuchni świat showbiznesu, zobaczyłem, jak funkcjonuje wielkie konsorcjum, jakim jest grupa ITI, co, jako studentowi uczelni ekonomicznej, może przydać się w karierze zawodowej. Czyli postawiłeś na biznes, a nie na taniec. Może w przyszłości założysz własną szkołę tańca? Tak naprawdę kiedyś o tym myślałem, ale później odszedłem od tego pomysłu. Jednak kto wie, co będzie w przyszłości... W dalszym ciągu uważam taniec za świetną formę aktywności fizycznej, ale postanowiłem zdobyć wykształcenie na renomowanej uczelni. A to, że rok później poszedłem na studia, tak naprawdę nie ma znaczenia. Czasem warto zrobić krok w tył... ...by potem zrobić dwa do przodu. Zupełnie jak w tangu. (śmiech) Tak, dokładnie.

Rozmawiał: Darek Dobek

KRwiecień KRwiodawstwa w KRakowie Y EDIALN

TERMINARZ: • Porozumienie Samorządów Studentów Uczelni Krakowa reprezentujące społeczność akademicką, ponad 20 Szkół Wyższych Krakowie przy współpracy z Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa organizuje w dniach od 1 do 30 kwietnia 2009 studencką inicjatywą poświęconą popularyzacji ruchu honorowego krwiodawstwa i świadomej transplantologii: „KRwiecień Krwiodawstwa w KRakowie. Patronat Honorowy akcji: Prezydent Miasta Krakowa Jacek Majchrowski, Rektorzy Szkół Wyższych Krakowa.

• • • • • • 1.

NAT M PATRO

1.04, WYŻSZA SZKOŁA FILIZOFICZNOPEDAGOGICZNA „IGNATIANUM”, ul. Kopernika 26 2.04, KRAKOWSKA AKADEMIA IM. A. FRCZA MODRZEWSKIEGO, Kampus, ul. Herlinga-Grudzińskiego 1, Budynek A 6-7.04, POLITECHNIKA KRAKOWSKA, Galeria GIL, ul. Warszawska 8.04, WYŻSZA SZKOŁA EUROPEJSKA im. KS. JÓZEFA TICHNERA, ul. Westerplatte 11 21 – 23.04, UNIWERSYTET EKONOMICZNY, ul. Rakowicka 27 27.04, AKADEMIA GÓRNICZO-HUTNICZA, Stołówka TAWO, ul. Reymonta 13 28.04, UNIWERSYTET JAGIELLOŃSKI, ul. Gołębiej lub Św. Anny

2. 3. • 1. 2. • •

Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Krakowie, ul. Rzeźnicza11 Oddziale Terenowym RCKiK Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie – Prokocimiu, ul. Wielicka 265 29.04 UNIWERSYTET JAGIELLOŃSKI Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Krakowie, ul. Rzeźnicza11  Oddziale Terenowym  RCKiK Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie – Prokocimiu, ul. Wielicka 265 29.04 UNIWERSYTET PEDAGOGICZNY, Aula Główna ul. Podchorążych 2 30.04 UNIWERSYTET ROLNICZY, Klub Akademicki ARKA, al. 29 Listopada 50


© 2009 KPMG Sp. z o.o. jest polską spółką z ograniczoną odpowiedzialnością i członkiem sieci KPMG składającej się z niezależnych spółek członkowskich stowarzyszonych z KPMG International, podmiotem prawa szwajcarskiego. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Swoją wiedzą przerastasz innych Reklama, rozrywka, FMCG, bankowość, ubezpieczenia, finanse, transport, turystyka, motoryzacja, nieruchomości, telekomunikacja... Zastanawiasz się, którą branżę wybrać, żeby dobrze pokierować swoją karierą? Wybierz KPMG i pracuj dla nich wszystkich! KPMG to międzynarodowa sieć firm świadczących usługi z zakresu audytu, doradztwa podatkowego i doradztwa gospodarczego. Naszymi klientami są polskie przedsiębiorstwa różnej wielkości, międzynarodowe koncerny, banki i instytucje finansowe. Obsługujemy ponad 2500 firm ze wszystkich sektorów gospodarki, wielu naszych klientów jest notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Potężny pracodawca to potężne perspektywy. W KPMG tworzymy przyjazne miejsce pracy i środowisko, w którym pracownicy mogą w pełni rozwijać swój potencjał. Potwierdzają to wyniki naszego badania opinii pracowników: 86% osób zatrudnionych w KPMG uważa, że na obecnym stanowisku ma możliwość rozwoju osobistego i podnoszenia swoich kwalifikacji, zaś 70% uważa KPMG za dobre miejsce na rozwój kariery zawodowej.* W roku 2009 oferujemy 150 miejsc pracy i na praktyki we wszystkich działach firmy. Przekonaj się, co mamy do zaoferowania Tobie. www.kariera.kpmg.pl * Źródło: KPMG Global People Survey, Poland, September – October 2008 (Badanie opinii pracowników KPMG w Polsce, wrzesień – październik 2008 r.)


�������� ����������� ����� ����������������������������� �����!�������"�#��$���� ���#���!#���

���������� ���������� ���������� ����� ��������������� � ��������������� ���� �������������� ���������� ��������������� ���� ����������������������������� ��������������������������������������� � ���������������� ��������� �������!�������"��# ���� ��� � � !������������"���������!�$�����������!��������������!�$������ !��� %���!�����&&���� � !��������������"����!��#����!������#���'��%��(����������#!��� !����� � #�$�%���������������������#�$������ ���������'��$�!�� ����� )�#���!����� � �������%����������� �$� ����$�����#�! �'�! ���� �� � &������������! ������$��!���%������������������! ����������'� !�%���*�� � !�����������%��������(��� ���!��������������������#��� ���%��� ������� ���������������������#�

�������� ����������� �����%����������� � � �

����������'"�"���������������(%�)*�#��� +�"����, #�����%������������������$���� ���# �����+��������! ��������$���� ��'(������������$�! ���#%$� ���������������%���������������$���������������������$��� ������������'(��!�������)����!������ ������������� ���!�����������������������*������������+�,�� ���� ��������������������( �����"�����"� ����"�!����"��������-.��������'"��/0���������'"���01�� ��%��


Dodatek: Zdrowy student 25

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Być pięknym na wiosnę! Zbliża się wiosna. Każdy chce jak najszybciej pozbyć się grubych ubrań i zimowych butów. Niestety, ta warstwa skrywała jednak tajemnicę ludzkiego ciała –nawet kilka kilogramów takiej tajemnicy wypracowanej w ciągu tych czterech miesięcy zimy. W klubach fitness i siłowniach nie ma już wolnych miejsc. Coraz częściej nadgorliwy rowerzysta obdzwania spokojnie spacerujących po ścieżce rowerowej ludzi. Użytkownicy Internetu bombardowani są dietami-cud, a szczęściarze posiadający telewizor są skazani na reklamy domowych urządzeń do ćwiczeń za cenę z 99 gr na końcu. Bo przecież każdy chce być piękny na wiosnę! Sama szukam różnych sposobów pozbycia się kilku kilogramów tu, kilku centymetrów tam. I jakież było moje zdziwienie, gdy mój nauczyciel angielskiego, w celu zapoczątkowania dyskusji o sporcie, wręczył nam ciekawe zestawienie różnych typów osób uprawiających ćwiczenia. Autor tegoż tekstu – jakiś student, który musiał napisać pracę na zaliczenie języka – wymyślił, że ludzie nie tylko uprawiają różne ćwiczenia, ale mają przede wszystkim różne podejścia do sportu. „Leniwy Leszek” Pierwszy typ, czyli Leniwy Leszek jest bardzo zapracowany. Na wymagające czasu sporty, takie jak siatkówka czy jogging, nie znajduje terminu w swoim bardzo dokładnie zaplanowanym harmonogramie dnia. Chce jednak trochę schudnąć i wykształcić mięśnie. Postanawia uprawiać sport równolegle do swoich zadań w ciągu dnia. By być sprawnym fizycznie zaraz po przebudzeniu Leniwy Leszek podnosi 20 razy głowę nad poduszką, by rozgrzać mięśnie karku. To wyczerpujące ćwiczenie połączone z głębokim oddychaniem prowadzi Leszka do kuchni, gdzie ćwiczy on prawy biceps przy regularnym podnoszeniu łyżki z miseczki pełnej płatków do ust. Sięga także po drugą porcję, by poćwiczyć lewy biceps. Jadąc na uczelnię, LeniY EDIALN

NAT M PATRO

wy Leszek nie próżnuje – ćwiczy mięśnie szczęki, żując gumę. Między zajęciami postanawia poświęcić przerwę na kawę na poprawę kondycji. Schodzi po schodach z pierwszego piętra do kawiarni na parterze, by napić się gorącej czekolady. Po tak wyczerpującym fizycznie dniu Leniwy Leszek jedzie do domu, by trochę się zrelaksować. „Odwlekająca Olga” Odwlekająca Olga, podobnie jak Leniwy Leszek, też chce schudnąć. Dba jednak o swoje zdrowie i nie biega przez godzinę po parku wczesnym rankiem, kiedy temperatura jest bliska zeru. I chociaż w prognozie pogody podano, że będzie świeciło słońce, Olga wie, że chmury na horyzoncie mogą przynieść opad śniegu. A przeziębienie równa się koniec ćwiczeń na co najmniej dwa tygodnie. Olga obiecuje sobie, że pójdzie na fitness w przerwie między wykładami. Na pewno poszłaby do klubu spacerkiem, gdyby nie smog, jedzie zatem tramwajem, który psuje się na trasie i Olga nie chce wbiegać do sali, gdy jest już po rozgrzewce. Postanawia zatem pojeździć na rowerze, jak tylko wróci z uczelni. Zanim wchodzi do mieszkania, dzwoni telefon i nim Olga kończy rozmawiać, jest już wieczór. Kręcąc z niedowierzaniem głową, Odwlekająca Olga ma nadzieję, że koleiny dzień bardziej będzie sprzyjał uprawianiu sportu. „Fanatyczny Franek” Zupełnie innym typem jest Fanatyczny Franek, który nie czeka, aż wstanie słońce, by poprawić wygląd i kondycję swojego ciała. Jego pokój wygląda jak siłownia z prawdziwego zdarzenia. To właśnie w nim wita każdy dzień setką przysiadów, pompek i podnoszeń.

Następnie biegnie swoją ulubioną kilometrową trasą przy Wiśle. Na uniwersytet, gdzie dojeżdża codziennie na rowerze, wykorzystuje przerwę na obiad, by porozciągać się i podzielić się swoimi uwagami na temat doboru hantli ze wszystkimi, którzy chcą lub nie chcą słuchać. Po zajęciach Fanatyczny Franek idzie na basen, a przed pójściem spać skacze na skakance. Tylko jakaś katastrofa mogłaby go powstrzymać przed codzienną sportową rutyną dnia. A ja jestem Konsekwentną Kamilą. Wierzę, że ludzkie ciało jest piękne i sprawne, gdy regularnie uprawia się sport. I jeśli czasami nie mam ochoty dołączyć do tych wszystkich odchudzających się i poprawiających swoją kondycję ludzi, to już samo oglądanie takich Leniwych Leszków, Odwlekających Olg i Fanatycznych Franków pozytywnie wpływa na rozwój moich mięśni. Szczególnie przepony. Bo być pięknym na wiosnę to także szeroko się uśmiechać!

Konsekwentna Kamila

Studencie, nie bądź sknera - oddaj krew! Po raz kolejny Niezależne Zrzeszenie Studentów PK organizuje akcję „Wampiriada”. Naszym celem jest upowszechnienie wśród studentów idei wzajemnej pomocy poprzez oddawanie krwi oraz podniesienie świadomości w zakresie krwiodawstwa. Dzięki naszej akcji mamy zamiar zebrać jeszcze większą ilość krwi (do poprzedniej akcji zgłosiło się 269 chętnych do oddania krwi, krew oddało 213 dawców, dzięki czemu uzyskano 93.950 ml krwi pełnej). Akcja odbędzie się w dniach 6-8 kwietnia br w godzinach 9.00-15.00 w galerii GIL

Politechniki Krakowskiej (ul. Warszawska). Naszymi honorowymi patronami akcji są Rektor Politechniki Krakowskiej oraz Prezydent Miasta Krakowa. Podczas akcji będą prowadzone darmowe, komputerowe badania wzroku oraz darmowy pomiar cukru. Dla każdej osoby, która odda krew, przewidziana jest koszulka oraz mnóstwo innych nagród, m.in. wejściówki na ściankę, do kin i teatrów. Serdecznie zapraszamy.

NZS PK


26 Dodatek: Zdrowy student

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

O BIUROKRACJI NA POGOTOWIU SŁÓW KILKA Każdy z nas miał już kiedyś do czynienia w ten czy inny sposób z naszą Służbą Zdrowia. Dla jednych są to wrażenia pozytywne, dla innych zgoła odwrotnie. Niezależnie jednak od tego, jakie mamy zdanie na jej temat, najważniejsze pozostaje pytanie – czy możemy czuć się bezpieczni?

AKT I Łagiewniki, około 23.30 Impreza w mieszkaniu trwa w najlepsze, wszyscy się świetnie bawią, muzyka gra głośno, nikt nie dzwoni po policję. Nikt nie podejrzewa też, że potrzebne będzie tu pogotowie, a nie policja. Nagle słychać brzęk pękającego szkła i krzyk. Ktoś przewrócił się na szklany blat stołu i rozbił go w drobny mak. To jednak pestka, bowiem w ręce mojego kolegi zieje rana o takiej wielkości, że spokojnie można by w niej zmieścić talię kart. Panika! Co robić?! Co robić?! Niech ktoś zadzwoni po pogotowie! – słychać czyjś okrzyk. Nie ma czasu na pogotowie! – wołam. – Jedziemy sami! Dobrze, że nic jeszcze nie piłem – dzięki temu zbiegamy szybko z kolegą po schodach, pakujemy się do samochodu i z piskiem opon ruszamy w stronę Rynku Podgórskiego. Mimo że zawinęliśmy rękę w dwa podkoszulki, krew i tak cieknie na podłogę auta, a z tylnego siedzenia słychać tylko jęk bólu i uspokajające szepty. Makabra! W 3 minuty jesteśmy na

Rys. Krzysztof Czachura, www.komikskc.ocom.pl

pogotowiu ratunkowym i wbiegamy do poczekalni. Nerwowo szarpię klamkę do gabinetu lekarza, ale drzwi są zamknięte. Wduszam z całej siły dzwonek na ścianie. Mija parę sekund. Nic. Dzwonię ponownie. Na korytarzu rośnie plama krwi, jaką zostawia mój kolega. Po prawie minucie otwiera zaspana pani doktor. Patrzy beznamiętnie na rannego chłopaka, który zbladł tak, jakby za moment miał stracić przytomność z upływu krwi, po czym przesuwa wzrok na mnie i mówi: Panie, wystarczy raz zadzwonić, przecież nie jestem głucha. Czuję, że to chyba ja zaraz zemdleję. Czy ona chce się ze mną kłócić, kiedy mój kumpel wygląda jak ubojnia bydła po całym dniu pracy? Spokojnie staram się powiedzieć, ale wychodzi z tego tylko krzyk: Niechże pani coś zrobi, przecież on się zaraz wykrwawi! Po paru sekundach zastanowienia, lekarka prawie że nonszalancko rzuca: Dawajcie go. Myślę sobie – uff, to już koniec, teraz zajmie się nim lekarz, opatrzy, a w razie czego zabierze do szpitala. Najgorsze już za nami. Okazuje się, że jestem w wielkim błędzie. Pani doktor, zamiast rzucić się do bandaży i środków znieczulających, siada za biurkiem i ze stoickim spokojem pyta, gdzie zameldowany jest mój kolega. Po prostu oniemiałem z wrażenia. Tak, jakby mi ktoś obuchem w łeb przywalił. Czy to ważne? – pytam. – Proszę mu pomóc! Jako odpowiedź dostaję ponownie pytanie, skąd przyjechaliśmy. Mam ochotę złapać panią doktor za ramiona, wytrząsnąć z niej kluczyki do karetki i zabrać kumpla do najbliższego szpitala. Po jakichś dziesięciu minutach biurokratycznej szarpaniny z lekarką dowiaduję się, że w sumie to powinniśmy jechać na Łazarza, bo tam jest rejon. Teraz będzie straszny burdel w papierach, ale widzi, że z nerwów chyba nie utrzymam równo kierownicy podczas jazdy, więc zrobi, co się da, na miejscu. Minął mniej więcej kwadrans, zanim pani doktor w ogóle okazała jakieś zainteresowanie rannemu chłopakowi! W pół godziny później kolega w nieco lepszym już

stanie, ale na skraju przytomności, dowiedział się, że z taką raną to powinien jutro do lekarza iść albo coś. AKT II Ta opowieść jest w 100% autentyczna. Przytrafiła się Marcinowi – studentowi Akademii Górniczo Hutniczej, który wolałby nie mówić, na jakim wydziale studiuje. Cała historia skończyła się dobrze – rana zagoiła się i wszystko wróciło do normy. Prawie wszystko…Gdy pytam o komentarz świadków tamtej sytuacji, część z nich podkreśla negatywne zaskoczenie postawą dyżurującej pani doktor, która cierpiącą osobę (której zdrowiu, a być może i życiu, zagrażało niebezpieczeństwo) traktowała jedynie jako podmiot umowy z NFZ. Inni boją się teraz o własne zdrowie. Nie wiadomo przecież, co znajdziemy na pogotowiu – pomoc czy może przyspieszony kurs biurokracji w służbie zdrowia… Przyznam szczerze – wątpię, że to był jednostkowy przypadek. Niestety, kiedyś już spotkała mnie podobna sytuacja. Ostatnio wiele się mówi o sprywatyzowaniu polskiej Służby Zdrowia. Doświadczając podobnych przypadków na własnej skórze, powoli jestem w stanie uwierzyć, że takie rozwiązanie podniosłoby poziom świadczonych usług. I nie chcę pisać tutaj, że lekceważenie przysięgi Hipokratesa oraz swoich elementarnych obowiązków służbowych (czy choćby moralnych) jest regułą i lekarze to podłe lenie, którzy nocny dyżur traktują jako sypialnię, a potrzebującymi pomocy ludźmi bawią się w ping-ponga, odsyłając ich od jednej placówki do drugiej. To byłoby nierzetelne i przerysowane… Kiedy pytam Marcina, głównego zainteresowanego, odpowiada: „Kiedy zdarzy mi się ponownie taka sytuacja, będę wolał chyba nie wychodzić z domu. Efekt podobny, a przynajmniej nie stracę tyle czasu i nerwów…”

Michał Musiał


Dodatek: Zdrowy student 31 Foto: paulina korbut

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Lepsza niż

nektar i ambrozja Wielu osobom herbata kojarzy się tylko z kilkoma firmami, których produkty zalegają na sklepowych półkach. Popularne „szczury” nie oddają jednak prawdziwego bogactwa smaku tej rośliny, nie wspominając już o estetyce. O magii herbaty szlachetnej i yerba mate rozmawiam z jej pasjonatem, Bartłomiejem Chodyniem – Prezesem Stowarzyszenie Entuzjastów Yerba Mate. Podobno Polacy bardzo często nazywają herbatą to, co de facto nią nie jest... Zgadza się. Nazywamy herbatą w zasadzie wszystko, co się zaparza. A tymczasem nazwa ta odnosi się tylko do krzewu herbacianego Camelia Sinensis. Jeśli natomiast zalewamy wrzątkiem susz owocowy zwany potocznie herbatą owocową, to jest napar. Mamy kilka herbat – zieloną, czarną, białą. Czym one się różnią? Herbaty można dzielić ze względu na różne kryteria, podstawowe kryterium to podział na stopień fermentacji liści herbacianych. Biała pochodzi z najwcześniejszego zbioru, który odbywa się na wiosnę. Składają się na nią zawiązki liści pokryte delikatnym puchem. Wydawałoby się, że to bardzo delikatna w działaniu herbata, bo ma jasny kolor. Najpopularniejszy stereotyp dotyczy koloru herbaty, mimo że teina, alkaloid, który działa pobudzająco na układ nerwowy, nie ma barwy. Zielona herbata jest zbierana trochę później, liście poddawane są procesom więdnięcia i suszenia, należy przy tym uważać, by nie dopuścić do utleniania. Kolejną jest herbata w Polsce zupełnie nieznana – herbata oolung, która zachwyca smakiem, ale trzeba umieć ją przyrządzić. Krótko fermentowana jest herbata żółta, która ma jeszcze mniej entuzjastów. Najpopularniejsza jest u nas herbata w pełni sfermentowana, czyli czarna. Pewnie

dlatego, że ma wyrazisty smak, kolor i nie trzeba się specjalnie starać przy jej zaparzaniu – po prostu zaparzamy ją wrzątkiem. Ostatnią jest herbata czerwona – zyskała wielu miłośników dzięki popularyzacji badań naukowych, które dowiodły, że skutecznie pomaga w kuracjach odchudzających. Do herbat szlachetnych chyba nie trzeba nikogo namawiać. Często jednak źle je przyrządzamy i psujemy ich smak. Jakie są najczęstsze błędy początkujących „herbaciarzy”? Sporo osób korzysta z koszyczka bambusowego, do których nasypuje się trochę suszu. Jednak bardzo szybko osiada na nim kurz, a długo stosowany zaczyna oddawać swój bambusowy posmak. Nie polecam również takich metalowych kulek na łańcuszku, chyba że są bardzo duże. Liść herbaty szlachetnej musi się otworzyć podczas zaparzania, dlatego potrzebuje sporo miejsca. Innym błędem jest to, że sypie się zbyt mało suszu do przygotowania herbaty. Dlaczego? Najczęściej ludzie rozumują: „w końcu herbata szlachetna jest droższa i powinno się ją oszczędnie dozować, dam więc jej płaską łyżeczkę” (uśmiech). To sprawia, że otrzymujemy słaby napar, który nie pozwala docenić, co jest w listkach naprawdę. Cena może faktycznie jest wyższa, ale taką herbatę można kilka razy zaparzać – co najmniej trzy razy, a herbaty pu-erh nawet 10 razy. Z resztą jej właściwości zdrowotne są nieocenione – a zdrowie mamy przecież tylko jedno. A co w przypadku osób, które piją dużo kawy? Jak przekonać ich do herbaty? Można im zaproponować czarną herbatę, ale parzoną krótko (max. 2 minuty), dzięki czemu teina nie zwiąże się z garbnikami,. Natomiast herbaty parzone dłużej mają właściwości uspokajające. Jednak najlepszą alternatywą dla kawy jest yerba mate, ale to osobna historia.

Woda jest również bardzo ważna. Zalanie herbaty przegotowaną „kranówą” też może zepsuć jej smak. Tak, ale nie oznacza to, że trzeba od razu kupować wodę mineralną. Można skorzystać ze „studenckiego” sposobu na oczyszczenie wody, który wymyślił dr Tombak. Wkładamy na noc do zamrażalnika butelkę z wodą. Rano wyciągamy ją i czekamy dwie godziny, aż się rozmrozi. Po tym czasie w środku butelki jest woda i sopel. Wodę przelewamy, natomiast lód wyrzucamy – to właśnie w nim zostają wszystkie zanieczyszczenia. Jest Pan prezesem SEYM. Co jest takiego szczególnego w Yerba Mate? O Yerba można by dużo mówić (uśmiech) – wspaniały smak i estetyka, ale przygodę z nią trzeba oprzeć na wiedzy, a nie na przypadkowych informacjach z Internetu. Na niektórych stronach można znaleźć wskazówki, że susz ma zajmować 3/4 tykwy. Według mnie to zbyt dużo dla początkujących – 1/3 tykwy spokojnie wystarczy. Yerbę można zalewać wielokrotnie, ale koniecznie ostudzonym wrzątkiem, czyli 10 minut po zagotowaniu. Zbliżają się coraz cieplejsze dni, to będzie można zalewać susz lodowatą wodą, czyli zrobić terrere – i yerba też się zaparzy. Yerbę podobno nigdy nie wypija się samotnie? To prawda. Yerba Mate zbliża ludzi, niegdyś zwyczaj wspólnego picia yerba mate był „barometrem przyjaźni” dla podróżujących po Ameryce Południowej. Zazwyczaj pije się ją z bliskimi, znajomymi, to taki rytuał. Nawet, gdy sami pijemy yerba mate, ktoś nam towarzyszy. Odrobina wody, którą zalewamy świeży susz, po paru minutach znika, stąd narodziła się taka opowieść, że to św. Tomasz wypija pierwszy łyk.. Jaki jest cel Stowarzyszenia SEYM? Stowarzyszenie organizuje spotkania dla miłośników herbaty, połączone z degustacjami i wykładami. Ponadto dzięki członkostwu w SEYM można kupować herbaty po cenie hurtowej. Wiadomo, że każdą pasję może zdusić brak pieniędzy, a marże w sklepach na herbatę są bardzo wysokie... Dużo jest miłośników herbaty w Krakowie? Miłośników jest sporo, natomiast herbaciarni z prawdziwego zdarzenia jest bardzo mało. Więcej mamy sklepów nastawionych tylko na sprzedaż, gdzie doradztwo w zakresie herbaty jest na słabym poziomie. Bardzo nad tym ubolewam, ale dzięki temu SEYM jest tak potrzebne.

Rozmawiała: Paulina Korbut Więcej informacji o SEYM można znaleźć na stronie: www.seym-mate.org.pl


32 Dodatek: Zdrowy student

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Co wiemy

o miłości ? Do niedawna antropolodzy badający rozmaite ludzkie kultury długo byli przekonani, że rodzaj uczuciowej więzi łączącej dwoje ludzi zwanej „miłością romantyczną” jest wytworem kultury Zachodu. Znane były społeczności, w których wybór partnera nie miał nic wspólnego z uczuciem, a do seksu nie przywiązywano tam emocjonalnej wagi (np. u mieszkańców Togo). Ostatnio jednak antropolodzy, zdający sobie sprawę z darwinowskiej logiki rządzącej międzyludzkimi związkami, podają te relacje w wątpliwość. Miłość mężczyzny i kobiety ma, według rosnącej rzeszy naukowców, genetyczne podłoże, a co za tym idzie, jest ewolucyjnie wykształconym mechanizmem psychicznym. W 1991 roku William Jankowiak z Uniwersytetu w Newadzie opublikował bardzo interesujące badania porównawcze dotyczące miłości w 166 kulturach. Jankowiak przeanalizował folklor, porady miłosne, opowieści o kochankach, przepisy na miłosne napoje etc. – jednym słowem wszystko, co z miłością może być związane. Wraz z współpracownikiem Edwardem Fischerem z Uniwersytetu w Tulane odnaleźli

Jak leczyć i wyleczyć, czyli serialowa służba zdrowia

niezaprzeczalne dowody świadczące o istnieniu pojęcia miłości w 147 z przebadanych kultur. Brak „odkrycia” pojęcia miłości w pozostałych 19 kulturach był zdaniem Jankowiaka spowodowany przeoczeniem badaczy, a nie nieobecnością miłości. Co ciekawe, badania Jankowiaka wykazały także, że nie tylko miłość, ale i idący za nią romans pojawia się nawet w kulturach, które dopuszczają wielożeństwo. Z powyższych badań wynika, że zdolność do długotrwałego związku musi mieć swoją biologiczną oraz adaptacyjną funkcję, inaczej nie byłaby tak wszechobecna wśród ludzi. Zabrzmi to może jak banał, ale przecież rodzice, którzy się kochają, stwarzają w końcu stabilniejsze i psychologicznie korzystniejsze warunki wychowania dzieci (jest to szczególnie istotne dla gatunków, u których wychowanie potomstwa zabiera wiele czasu). Zdaniem doktor Helen Fisher w toku ewolucji, w odpowiedzi na złożony problem poczęcia i wychowania potomków, wykształciły się trzy zupełnie niezależne systemy emocjonalno – motywacyjne: pożądanie, zauroczenie i przywiązanie. Pierwszy z nich odpowiada za to, że pragniemy seksu i jest związany z hormonami płciowymi (androgeny i estrogeny), z których

Uprzejmy, kompetentny, przystojny/a – oto lekarz marzeń. Rzeczywistość rzadko jednak bywa realizacją naszych pragnień, dlatego łatwo zrozumieć powszechną u studentów niechęć do odwiedzania gabinetów lekarskich. Druzgocący deficyt dobrze funkcjonującej służby zdrowia dzielnie rekompensuje nam telewizja – dzięki niej możemy spotykać naszych ulubionych lekarzy nawet codziennie. Na początku tygodnia wita nas z promiennym uśmiechem doktor Meredith Grey („Chirurdzy”). To ona sprawia, że słynne „nienawidzę poniedziałków” traci swą moc. Godzinna obserwacja miejsca pracy pani doktor – szpitala w Seattle, pracujących tam troskliwych pielęgniarek i jeszcze troskliwszych lekarzy czule

poziomem sprzężony jest poziom dopaminy aktywującej mózgowy układ nagrody, dzięki czemu nawet myślenie o seksie sprawia nam przyjemność. Drugi system dba o to, aby łatwo nam było dobierać się w pary – jego działanie objawia się stanem zakochania. Fisher uważa, że ten stan utrzymywany jest poprzez substancje zależne od „związku miłości” zwanego fenyloetyloalaminą (która w dużych ilościach znajduje się także w czekoladzie). Niestety, z najnowszych badań włoskich naukowców wynika, że zakochanie zanika mniej więcej w ciągu jednego do czterech lat! Tyle czasu potrzebuje nasz mózg, aby uodpornić się na działanie fenyloetyloalaminy, tyle też lat potrzeba, aby urodzić i wychować w dużej mierze samodzielne dziecko. Zauroczenie zanika, pożądanie wygasa – tragedia? Nie do końca. Na szczęście zostaje nam ostatni z systemów, który dba o to, abyśmy czerpali przyjemność z pozostawania w długotrwałych związkach. Produktem działania tego systemu jest miłość przyjacielska, a podsycają ją dwa hormony: oksytocyna i wazopresyna. Jeżeli trzy powyższe systemy współpracują ze sobą, to mamy do czynienia z miłością doskonałą. Istnieje też niestety druga możliwość – każdy człowiek może być zakochany w jednej osobie, uprawiać seks z drugą, a przyjaźnić się przez lata z trzecią, ponieważ systemy te są od siebie niezależne. Na przykład androgeny (zwłaszcza testosteron) zachęcają do rozwiązłości (oczywiście jeżeli znajdują się na wysokim poziomie, ma to jednak miejsce głównie u mężczyzn) – seks jest inkluzywny – „każdy się nada”. Oksytocyna zachęca do monogamii (im wyższy jej poziom, tym silniejsza wierność) – jest ekskluzywna – „tylko ty”. Miłość to oczywiście nie tylko hormon, i mechanizmy psychiczne, to cała sfera kultury. Bez miłości nie powstałaby większość piosenek, sztuk, obrazów. Życie byłoby naprawdę nudne. A jakie jest teraz? Czy istnieje jedna miłość, a może jest ich wiele w zależności od kultury? Jak wygląda syntetyczna miłość i czym różni się Maria Peszek od Fisza, gdy śpiewa o miłości? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź w pokonferencyjnej publikacji „Cóż wiemy o miłości?” (szczegóły na: milosc.roxer.com)wydanej przez Radę Kół Naukowych UJ.

Michał Żebrowski

opiekujących się pacjentami wprowadza nas w stan niemal euforyczny. Wnikliwszy obserwator dostrzeże, że pacjenci leżą na śnieżnobiałych prześcieradłach, a to, co podaje im się w porze obiadu i kolacji, śmiało można nazwać jedzeniem. Wtedy nasz stan ducha trafnie określa tylko jedno słowo: „zachwyt”. Abyśmy nie popadli jednak w zbytnie rozmarzenie, następnego dnia czeka na nas obrazek rodem z polskiego podwórka – wtorek upływa pod hasłem: „Daleko od noszy”. W tym przybytku trudno dopatrywać się śnieżnobiałych prześcieradeł – dobrze, jeśli w ogóle są. Lekarze bardziej niż do pacjentów wolą zaglądać do kieliszka, a dla pielęgniarek najważniejsza jest kwestia: „kto, z kim i dlaczego”. Po obejrzeniu kilku odcin-


Dodatek: Zdrowy student 33

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

lekarza

Kiedy chorujesz na... Jeżeli Twój strach przed wizytą u lekarza jest silniejszy niż strach przed chorobą, nie masz ochoty na spędzanie wolnego czasu w zatłoczonej poczekalni, a sama myśl o faszerowaniu się antybiotykami przyprawia Cię o mdłości – nie martw się. Jest na to sposób. Domowe metody od lat wykorzystywane przez nasze babcie sprawdzają się także w XXI wieku. Czosnkowe panaceum Marilyn Monroe powiedziała kiedyś: „Wszystko, co dobre, jest albo tuczące, albo niemoralne.” Z przykrością musimy przyznać, że nie miała racji. Czosnek bowiem nie jest ani tuczący, ani tym bardziej niemoralny. Jedyną jego wadą jest, mówiąc otwarcie, to, że śmierdzi. Faktowi temu chyba nikt nie zaprzeczy, więc nawet nie próbujemy go podważać. Jednakże jego zapach jest niczym w porównaniu z korzyściami, jakie może nam zapewnić jedna mała główka tej rośliny. Ma ona działanie nie tylko doraźne, ale także zapobiegawcze. Czosnek jest skuteczną bronią przeciwko infekcjom bakteryjnym, wirusowym oraz pasożytniczym. Wydziela także substancję, która posiada (jak stwierdzono poprzez szereg doświadczeń laboratoryjnych) silniejsze działanie antybiotyczne niż penicylina czy tetracyklina. Jest z powodzeniem używany w leczeniu bólu gardła, przeziębień, gryp, infekcji oskrzeli, a także ma działanie odkrztuśne. Pomaga w obniżaniu gorączki, poprawia krążenie oraz chroni nas przed wpływem zanieczyszczeń środowiska i nikotyny. Po zapoznaniu się z całym katalogiem usług, jakie może zaoferować nam czosnek, jego zapach nie powinien być już przeszkodą. Jeżeli jednak nadal stanowi on dla kogoś barierę nie do przeskoczenia, istnieją sposoby, by go zredukować. W tym celu zaleca się żucie natki pietruszki, popicie jogurtem, mlekiem lub odrobiną czerwonego wina czy miód. „Chopin, gdyby jeszcze żył, to by pił...” Jak mówi chińskie przysłowie: „Na każdą chorobę inne jest lekarstwo, a herbata jest lekarstwem na każdą chorobę”. Być może Chiń-

czycy nieco przesadzili, gdyż o ile nam wiadomo, ospy herbatą nie wyleczysz, ale z pewnością w słowach tych zawarte jest ziarnko prawdy. W czasie infekcji należy przede wszystkim dużo pić, bowiem napoje rozrzedzają śluz, który łatwiej wtedy usuwać z nosa i gardła. Na gorączkę bardzo dobra jest herbata z sokiem malinowym, gdyż dzięki zawartym w nim składnikom o działaniu podobnym do aspiryny, zbija wysoką temperaturę. Z kolei powszechnie stosowana na przeziębienie herbata z miodem i cytryną okazuje się być nieskuteczna, ponieważ w temperaturze wyższej niż 40° zupełnie traci działanie lecznicze. Z powodzeniem mogą ją za to zastąpić napary z ziół: rumianku, szałwii, czarnego bzu, babki lancetowatej, kwiatu lipy, mięty czy tymianku. Natomiast kubek mleka z miodem i masłem to wypróbowana metoda na rozgrzanie. Mniej smacznym, ale z pewnością skutecznym specyfikiem na przeziębienie, kaszel i zapalenie gardła, jest powszechnie znany syrop z cebuli. Jest bardzo prosty do przyrządzenia, a jego działanie równie dobre, a może nawet lepsze od produktów z apteki. Parafrazując słowa Stanisława Wyspiańskiego, można powiedzieć, że „Chopin gdyby pił, to by jeszcze żył...”. I nie chodzi nam tylko o napoje wymienione wcześniej, ale znaną już w czasach autora „Wesela” wódkę z pieprzem. Według studenckiej mądrości jest to środek o nie do końca zidentyfikowanym działaniu. Wciąż trwają spory, czy działa on na przeziębienie, niestrawność czy tylko wywołuje wymioty. Grypie już dziękujemy Podczas przeziębienia czujemy się rozbici i jest nam zimno. Ale nie musi to oznaczać szczelnie zamkniętych okien w dusznym, przegrzanym pomieszczeniu. Gdy nos i gardło są zatkane, pomaga właśnie chłodne powietrze, którego pozytywne działanie potwierdzono w przypadku zapalenia gardła lub krtani. Można więc w czapce, szaliku i rękawiczkach postać przez chwilę na balkonie. Na ból, zapalenie gardła i kaszel pomaga też rozkładanie mokrych ręczników na kaloryferach – to najprostszy sposób nawilżenia powietrza. Przy infekcjach

ków na samą myśl o wyprawie do szpitala poprawia się stan naszego zdrowia. Damska część publiczności z niecierpliwością oczekuje środy – wtedy to na scenę wkracza Dr House. Inteligentny, przystojny i taki niedostępny! Miliony kobiet przed telewizorami i kilka bohaterek serialu starają się nie uronić żadnego słowa, żadnego boskiego gestu. Miliony mężczyzn przed telewizorami i kilku bohaterów serialu zastanawiają się, dlaczego ten podstarzały lekoman doprowadza swoich pacjentów do stanu krytycznego, aby 4 minuty przed końcem odcinka postawić odpowiednią diagnozę? Wreszcie nadchodzi weekend, czas, kiedy obie zwaśnione strony mogą podać sobie ręce. Wszystko za sprawą talentu mistrzyni mowy polskiej, stałej

bywalczyni w krainie wyobraźni i królowej polskich seriali – Ilony Łepkowskiej. To dzięki niej wielu panów może radować się na widok blond włosów i minispódniczki doktor Zosi, a panie – podziwiać trzydniowy zarost jej doskonałego męża Jakuba Burskiego. Witajcie w Leśnej Górze, miejscu, gdzie korytarzem przechadza się doktor Tretter z nieodłącznymi okularami, które dziwnym trafem zawsze znajdują się na jego głowie, nigdy na oczach. Witajcie w idealnym szpitalu, gdzie wszystkie sale wydają się być jednoosobowe, a salowe wychodzą za mąż za multimilionerów! To oczywiste, że „Na dobre i na złe” bije rekordy popularności – ich bohaterowie są przecież jak rodzina. Któż z nas nie rozpaczał bowiem, gdy zły los rozdzie-

zazwyczaj boli nas gardło. W tym wypadku woda ze szczyptą soli okazuje się być niezastąpiona. Można nią zarówno płukać gardło, jak również inhalować zatkany nos. Inhalacje są dobrym sposobem na katar oraz wysuszone i podrażnione gardło. Wystarczy do miski wlać wrzącą wodę z dodatkiem olejku kamforowego lub eukaliptusowego, głowę nakryć ręcznikiem, zamknąć oczy i zacząć oddychać gorącą parą. Wbrew powszechnemu przekonaniu wylegiwanie się w wannie podczas przeziębienia nic nie da. Wprawdzie gorąca woda z dodatkiem olejków eterycznych może udrożnić nos i poprawić samopoczucie, ale nic poza tym. Co zapewne ucieszy amatorów „procentów”, niezawodny podczas grypy, której towarzyszą bóle stawów i mięśni, okazuje się być spirytus. Dodatkowo ma on działanie rozgrzewające. Nie należy jednak stosować go doustnie, lecz tylko zewnętrznie – nacierając klatkę piersiową, stopy lub inne części ciała. Mark Twain powiedział: „Według lekarzy jedynym sposobem utrzymania zdrowia jest jedzenie tego, na co się nie ma chęci, picie tego, czego się nie lubi i robienie tego, czego by się wolało nie robić.” Jak widać, dzięki domowym sposobom na chorobę można z łatwością ominąć nie tylko lekarza, ale także wszelkiego rodzaju nielubiane tabletki, kropelki, syropy. Z wszystkich naturalnych metod każdy może wybrać taką, która będzie nie tylko skuteczna, ale także smaczna. Bo choroba nie wybiera, ale my możemy.

Aga Kęsek Aga Cygan

lił Bożenkę i Mareczka Zbieciów i nie cieszył się z narodzin małego Igorka Donovana? Kończąc podróż po gabinetach lekarskich szklanego ekranu, pozostaje życzyć sobie, by w razie wypadku trafić na lekarza równie kompetentnego, jak Dr House, urodziwego niczym państwo Burscy i równie oddanego pacjentowi, co dr Grey. Nie zapominajmy jednak, że życie często płata nam figle i zawsze istnieje ryzyko, że wylądujemy w placówce podobnej do tej z „Daleko od noszy”… Dużo zdrowia przez cały rok życzą

Anna Korzec i Małgorzata Opalińska


34 Dodatek: Zdrowy student

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Polska BEZ papierosowego dymu

!

Wszystko zaczęło się od pomysłu na lokal, w którym można się spotkać z paczką znajomych, a nie papierosów, od potrzeby wyjścia na kolację, kulturalnie, bez dymu. Inicjatywa zapoczątkowana przez Stowarzyszenie Manko, niezależną organizację pozarządową, doprowadziła do uruchomienia kampanii Lokal Bez Papierosa (LBP). Jej ideą stało się ułatwienie świadomego wyboru miejsc wolnych od dymu. Zapoczątkowana w 2007 roku w Krakowie akcja zachęcania kawiarni, restauracji, pubów i klubów do uczestnictwa w programie Lokal Bez Papierosa zaowocowała stworzeniem mapy z ponad 750 lokalami w Polsce, w których nie można palić, lub też dla osób niepalących stworzono specjalne, wolne od dymu strefy. Każdy lokal, który zgłosi swoje uczestnictwo w kampanii, dostaje specjalny certyfikat, oraz miejsce na liście promowanej na stronie internetowej organizatora - www.lokalbezpapierosa.pl. Wbrew początkowym obawom sceptyków, ostrze kampanii nie zostało skierowane przeciwko palaczom. Lokal Bez Papierosa pokazał, że również osoby niepalące mają prawo głosu, asertywnej obrony przed skutkami biernego palenia. Mogą wybierać lokale, w których respektowane są ich prawa. Fakty mówią same za siebie. Wdychanie dymu tytoniowego, czyli bierne palenie, jest szkodliwe nawet bardziej niż palenie aktywne. Boczny strumień dymu tytoniowego zawiera 35 razy więcej dwutlenku węgla i 4 razy więcej nikotyny niż dym wdychany przez aktywnych palaczy. Wdychanie ulatniającego się z papie-

rosa lub wydychanego przez palaczy dymu, zwiększa ryzyko wystąpienia raka płuc i chorób serca u osób niepalących. Wywołuje więc identyczne skutki zdrowotne, co aktywne palenie papierosów. Akcja Lokal Bez Papierosa wciąż przynosi korzyści właścicielom lokali, którzy zyskują zadowolonego, stałego klienta. Po dwóch latach budowania świadomości społeczeństwa, Stowarzyszenie Manko zdecydowało się poszerzyć zakres działań tworząc kampanię Polska bez Dymu. W ramach kampanii będą prowadzone działania wprowadzające do wejścia w życie ustawy o zakazie palenia w miejscach publicznych, w tym między innymi w restauracjach, kawiarniach i pubach. Wyrastając z akcji Lokal Bez Papierosa, nad którą Patronat Honorowy objeli m.in.: Ministerstwo Zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia, Marszałek Województwa Małopolskiego, Centrum Onkologii w Warszawie, Krajowe Centrum Promocji Zdrowia w Miejscu Pracy, Polskiego Towarzystwo Lekarskie, Rektorzy krakowskich uczelni, organizatorzy liczą na jeszcze szersze zainteresowanie krajowych uczelni i instytucji. Kiedy nowe przepisy wejdą w życie, wszystkie lokale staną się automatycznie lokalami bez papierosa. Ustawa zakłada bowiem, że palenie papierosów będzie możliwe jedynie w specjalnie stworzonych palarniach, wyizolowanych od pozostałych pomieszczeń lokalu. Takie przepisy funkcjonują już w niektórych państwach Unii Europejskiej, budząc skrajne emocje, od pełnego entuzjazmu, aż po próby bojkotu lokali pozbawionych tytoniowego dymu. Dwuletnie działania związane z akcją Lokal Bez Papierosa sprawiły, że część restauratorów, właścicieli kawiarni, pubów i klubów, postanowiła wyjść na przeciw oczekiwaniom osób narażonych na skutki biernego palenia, wprowadzając w sposób łagodny zakazy palenia lub też wydzielając przestrzenie dla osób niepalących. Dzięki temu, zarówno oni, jak i ich klienci są już w tej chwili przygotowani do nowych, nieuniknionych warunków prawnych. Jednym z zadań Pol-

ski bez Dymu jest dotarcie do pozostałych, nie przekonanych jeszcze właścicieli i poprzez rzetelne informacje statystyczne oraz ekonomiczne, przekonanie ich do jak najszybszego wyparcia papierosowego dymu ze swoich lokali. Z przeprowadzonego sondażu Eurobarometru wynika, że większość społeczeństwa polskiego podobnie jak reszta obywateli UE, opowiada się za zakazem palenia w restauracjach, zwolennikami takiego prawa jest ponad 70 proc. Polaków. Inaczej przedstawia się kwestia zakazu palenia w barach i kawiarniach. Popiera go jedynie 57 proc. Wyniki te wskazują na trudny do zrozumienia paradoks, iż część niepalących sprzeciwia się wprowadzenia zakazu, który chroni ich zdrowie. To nastawienie wynika z małej świadomości społecznej na temat szkodliwości biernego palenia. Założeniem kampanii jest zmiana tego nastawienia. Aktywizacja dotychczas pasywnych nie-palaczy, poprzez uświadomienie im ich praw oraz przekonanie palących o potrzebie uszanowania nowego ustawodawstwa stanowi wytyczną działań. Obecnie rozpoczął się pierwszy etap kampanii. Od kwietnia rusza portal www.polskabezdymu.pl, na którym będą umieszczane informacje o planowanych akcjach. Strona kampanii będzie na bieżąco aktualizowana, wzbogacana o konkursy, harmonogram warsztatów, informacje dotyczące zaplanowanych spotkań i oferty dla tych, którzy będą chcieli przyłączyć się czynnie do akcji. Główne wydarzenia planowane są w dziesięciu polskich miastach, przez cały okres kampanii kolportowane będą plakaty i ulotki. W programie eventów przewidziane zostały: murale, degustacje, warsztaty, gry miejskie i wiele innych atrakcji. Pomysłodawcom zależy na pozyskaniu jak największej liczby sympatyków. Oprócz eventów zaplanowany jest już festiwal filmów antynikotynowych oraz liczne konkursy mające na celu aktywizację lokalnych społeczności. Jeśli temat jest Ci bliski – nie bądź bierny, przyłącz z się już dziś. Przekonaj się, że Twoje ciało ma prawo być przestrzenią dla niepalących.

www.lokalbezpapierosa.pl


Dodatek: Zdrowy student 35

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

RyzyKOchania - wiosenny rozkład jazdy Polskie statystyki na temat zakażeń wirusem HIV nie pozostawiają wątpliwości, że kwestia ta zaczyna dotyczyć coraz większej liczby młodych Polaków. Szacuje się, że ok. 35 tys. osób w naszym kraju żyje z HIV, z czego zaledwie 11 tys. wie o swoim zakażeniu; 57% wszystkich zakażeń stanowią osoby poniżej 29 roku. Nie można już dłużej udawać, że problem nie istnieje.

W listopadzie 2008 roku ruszyła ogólnopolska kampania RyzyKOchania, której celem jest zwiększanie świadomości na temat ryzykownych zachowań, a także promowanie konieczności wykonywania testów na obecność wirusa HIV. Kampania skierowana jest przede wszystkim do młodzieży akademickiej, w wieku 19-29 lat, grupy potencjalnie najbardziej narażonej na zakażenie. RyzyKOchania to pierwsza kampania skierowana wyłącznie do studentów. Wiosenna odsłona kampanii W kwietniu na uczelniach w całym kraju rusza akcja informacyjno-edukacyjna – „Niechciane Podarunki”. Kraków, Warszawa, Łódź, Gdynia, Gdańsk, Sopot, Słupsk, Kwidzyn, Białystok zaangażowały się w realizację happeningu, który pozwoli studentom bliżej zapoznać się z tematyką HIV/AIDS, zadać trudne pytania, „oswoić” z problemem. Wygodne, klubowe pufy, młodzi ludzie

i gry towarzyskie. Chyba nie brzmi jak nudna prelekcja? Stoisko eventowe, będzie miało ciekawą i niekonwencjonalną formę. Studenci będą mogli pobawić się w „żywe” kółko i krzyżyk, zagrać w popularną grę Twister, wziąć udział w licznych konkursach i otrzymać drobne podarunki. Jednocześnie każdy będzie miał możliwość porozmawiać ze specjalistami w dziedzinie HIV/AIDS i zapytać ich o to, czego nie dowie się z informacyjnych ulotek i broszur. RyzyKOchania w Juwenalia Maj i czerwiec, okres juwenaliowych szaleństw, będzie kolejną okazją dla studentów do spotkania z kampanią RyzyKOchania. Jeszcze większa ilość wiedzy, zabaw i gadżetów do odebrania podczas juwenaliowych koncertów

Coś więcej niż obraz

w Krakowie, Warszawie, Łodzi, Trójmieście, Olsztynie. Szczegółowy rozkład jazdy na naszej stronie internetowej. A przed wakacjami… W studenckich gazetach ukaże się cykl artykułów o zagrożeniach czyhających na młodych ludzi podczas wyjazdów wakacyjnych. Znajdziecie w nich teksty związane z profilaktyką HIV/AIDS, pigułkami gwałtu, dopalaczami. Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia naszych stoisk i zaangażowania się w akcję RyzyKOchania. Są takie problemy, których nie możemy wiecznie odkładać na jutro. Więcej informacji na:

www.ryzykochania.pl

Sztuka przeciw AIDS Uważasz, że obraz mówi więcej niż milion słów? Kreatywność to Twoja mocna strona? Spróbuj sił w konkursie „Sztuka przeciw AIDS”. Konkurs „Sztuka przeciw AIDS” adresowany jest do pasjonatów sztuk wizualnych. Jeżeli kochasz tworzyć przy pomocy programów graficznych, na świat patrzysz przez obiektyw aparatu fotograficznego lub spędzasz długie godziny przy sztaludze czy szkicowniku – ten konkurs jest dla Ciebie. Wyraź swój sprzeciw wobec HIV/AIDS – stwórz grafikę, formę malarską/rysunkową lub po prostu zrób świetne zdjęcie nawiązujące do tematyki HIV/AIDS i wyślij je do nas.

KONKUR S !!

Prace można zgłaszać do 30 kwietnia drogą pocztową na adres: Stowarzyszenie MANKO ul. Sienkiewicza 4 , 30-033 Kraków lub mailowo: RK@manko.pl Do wygrania sprzęt elektroniczny i fotograficzny oraz gadżety ufundowane przez partnerów kampanii. Szczegóły prac kwalifikowanych do konkursu, regulamin oraz formularz zgłoszeniowy na stronie www.ryzyKOchania.pl Konkurs jest projektem Kampanii Społecznej „ryzyKOchania” przeciw HIV/AIDS organizowanej przez Stowarzyszenie MANKO i Społeczną Agencję PR.

!


36 Dodatek: Zdrowy student

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Praca w zasięgu ręki! Poznaj kilka „sztuczek” Na pewno wielu z was odbyło już kilka, a może nawet kilkanaście rozmów kwalifikacyjnych zakończonych zdaniem: „Dziękujemy, oddzwonimy”. Telefon jednak milczał. Czy jest to wina naszych kompetencji czy tylko... ich prezentacji? Często zastanawiamy się, jak wypadliśmy na rozmowie kwalifikacyjnej. Czy udzielone przez nas odpowiedzi na zaskakujące i często dziwaczne pytania zadowolą przyszłego, potencjalnego pracodawcę. Na te pytania postaram się udzielić informacji w poniższym artykule. Wiedzę, którą wam poniżej zaprezentuję, posiadam m.in. ze szkolenia Public Relations European School 2 które odbył się 21-29.03. 2009 w Krakowie. PRES2 - zorganizowane zostało przez Europejskie Forum Studentów AEGEE Kraków. Podczas tych ośmiu dni, uczestnicy z całej Europy mieli okazję szkolić się m.in. z zakresu techniki prezentacji, komunikacji werbalnej i niewerbalnej. Poprzez naukę mowy ciała w sposób doskonały zaczęli panować nad swoimi gestami i zbędnymi ruchami. PRES 2 uświadomił wielu uczestnikom jak należy zachowywać się, w jaki sposób się wyrażać i jak „grać” swoim ciałem, by sprawić wrażenie osoby godnej zaufania, pracowitej i pewnej siebie i dzięki temu otrzymać wymarzoną pracę. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej istotnym elementem, czasem decydującym, jest pierwsze wraże-

nie. Zadbajmy zatem, by nasz strój był czysty, schludny i elegancki. Przed wyjściem z domu przeprasujmy koszule, przetrzyjmy buty i uczeszmy włosy. Sam wygląd daje nam poczucie pewności siebie, jeżeli czujemy, że ładnie i elegancko wyglądamy, nasza samoocena rośnie, co odczuwają osoby z zewnątrz. Zanim udamy się na rozmowę, pamiętajmy o tym aby wiedzieć, gdzie idziemy! Co to znaczy? Poczytajmy wcześniej o firmie, w której chcemy pracować. Bądź choć trochę zorientowanym czym dana firma się zajmuje. Bywa, że pracodawca może zapytać się o to, co wiemy o jego spółce. Kolejną bardzo ważną kwestią jest bardzo dobre przygotowanie się. Zanim wyjdziesz z domu, zastanów się, jakie masz wady i zalety, co do tej pory robiłeś, jaką jesteś osobą i dlaczego to właśnie ciebie mają wybrać. Jedno z tych pytań na pewno pojawi się na rozmowie. Pytanie o wady jest dosyć podchwytliwe. Sztuką jest wymienić takie wady (nie za dużo – maksymalnie trzy), które tak naprawdę są zaletami. Kiedy już poczytamy o firmie, zastanowimy się nad potencjalnymi pytaniami, wyprasujemy koszulę i wyczyścimy buty, to pozostaje nam tylko spryskać się dwiema kropelkami perfum i udać się na rozmowę. Wchodząc do pokoju, gabinetu, czyli do miejsca, gdzie odbywa się rozmowa kwalifikacyjna, nie zapominajcie o uśmiechu i energii (oczywiście w niczym nie można przesadzać). Jeżeli zaproponują wam coś do picia, nigdy nie odmawiajcie! Będzie to wasz ratunek kiedy zaschnie wam w gardle. Po rozmowie wstępnej przychodzi czas na prezentację. Oto

kilka zasad, jakie warto przestrzegać, by prezentacja była poprawna i robiła dobre, profesjonalne wrażenie: Po pierwsze, poznaj swój tzw. PAL (skrót od: Purpose – cel, Audience – publiczność, Logistic - logistyka). Celem jest jak najlepsze zaprezentowanie się przed komisją i zdobycie pracy. Swoją prezentację kieruj do osób z miłym wyrazem twarzy, od których czujecie tzw. dobre fluidy. Nie zapominaj o logistyce. Upewnij się, że sprzęt, którego będziecie używać, działa poprawnie. Pamiętaj jednak o tym, że technologia płata figle - miej zatem plan B. Usiądź wygodnie, połóż ręce na stole. Siedząc ukryjesz, że np. trzęsą ci się nogi. Jeżeli jednak zdecydujesz się wygłaszać swoją prezentację na stojąco, pamiętaj, wykonuj ruchy ku komisji. Rób kroki w przód, nie chodź po sali od ściany do ściany. Wystrzegaj się również postawy na baczność. Plan prezentacji połóż sobie na twardej teczce, będzie to bardziej profesjonalnie wyglądać, a dzięki temu ukryjesz jednocześnie trzęsienie się rąk (i tym samym falowania kartki). Jeżeli będziesz coś pokazywać, wskazywać lub po prostu lubisz coś trzymać w ręce, wybierz do tego długopis z zatyczką. Uniemożliwi Ci to nerwowe pstrykanie nim podczas prezentacji, co bywa rozpraszające i denerwujące. Małe detale, a jednak zawsze pomocne. Mam nadzieję, że tych kilka wskazówek będzie przydatne. Są to drobnostki, jednak czasem małe detale decydują o wielkich sprawach. Siedzenie prosto, czyste buty czy bogata wiedza na temat firmy to aspekty, na które czasami nie zwraca się uwagi, a które robią dobre wrażenie. Pamiętajcie, że nie są to najważniejsze rzeczy. Schludnym ubiorem czy szerokim uśmiechem nie zastąpicie kompetencji. Swoją drogę kariery zacznijcie od zdobywania wiedzy i doświadczeń, tak by powyższe „sztuczki” wyróżniły was spośród innych. Najczęściej kartą przetargową w zdobyciu dobrej pracy jest praktyka, kreatywność i znajomość języków obcych. Taką możliwość daje wam np.: Europejskie Forum Studentów AEGEE Kraków, które nie tylko organizuje liczne projekty i szkolenia (m.in. z autoprezentacji, z pisania CV i listów motywacyjnych), ale również bezpłatne konwersacje językowe. Więcej informacji o organizacji i projektach na stronie internetowej: www.aegee.krakow.pl

Karolina Nurkowska AEGEE Kraków


Twój wolontariat 37

Sprawa dla wolontariusza Od dwóch lat spada w Polsce liczba osób bezinteresownie angażujących się w działania organizacji pozarządowych. Jednocześnie w dyskusji na temat wolontariatu pojawia się głos większych stowarzyszeń, które zaprzeczają temu trendowi. Gdzie leży prawda? Civikom dziękujemy Do niedawna argumentem organizacji pozarządowych na rzecz wolontariatu był wpis do CV. Poprawiająca się sytuacja na rynku pracy oraz intensywne migracyjne spowodowały, że młodym ludziom mniej zależy na takim sposobie zdobywania doświadczenia. – Są oni coraz interesowniejsi – uważa Łukasz Salwarowski, prezes Stowarzyszenia Manko – jeśli nie otrzymują oferty stażu, to przestają interesować się współpracą. Zjawisko to potwierdza Aldona Gibalska, pracownik Fundacji dla UJ – Im wolontariusz młodszy, tym bardziej roszczeniowy – mówi – osoby starsze chcą po prostu być potrzebne i dlatego angażują się społecznie. Włączenie się w wolontariat w dużym stopniu zależy od rodziny i środowiska, w którym się wychowujemy. Niestety, obecny system szkolnictwa przyzwyczaja uczniów do angażowania się w życie społeczeństwa za punkty. Również na uczelniach istnieją programy, za które można uzyskać określoną liczbę ECTS. – To okropny pomysł, który krzywdzi prawdziwych wolontariuszy – mówi Dymna – są oni pomawiani o interesowność i przez to mogą się zniechęcić. Jednocześnie to uczelnie wychodzą naprzeciw potrzebom społeczeństwa. Jedną z ofert skierowaną do wolontariuszy i pracowników organizacji pozarządowych są studia z zakresu ekonomii społecznej w Małopolskiej Szkole Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego. Również Instytut Socjologii UJ w semestrze letnim oferuje kursy na temat działania NGOs w Afryce, pomocy humanitarnej oraz opieki paliatywnej.

Ochojska laureatką „Polskiego Nobla” Nagroda Polskiej Akademii Umiejętności im. Erazma i Anny Jerzmanowskich pod patronatem Województwa Małopolskiego została wznowiona po 71 latach. To prestiżowe wyróżnienie zostało przyznane Janinie Ochojskiej-Okońskiej, szefowej Polskiej Akcji Humanitarnej. Nagrodę odebrała 9 lutego na Zamku Królewskim na Wawelu. Laureatka nie kryła swojego wzruszenia. – Jest to dla mnie ogromna radość, gdyż w takich chwilach dociera do mnie znaczenie tego, co razem w PAH-u robimy. Niesiemy dobro i nadzieję tym, którzy tego potrzebują. I bardzo wiele znaczy dla nas to, że zostaje to dostrzeżone – mówiła Ochojska podczas ceremonii wręczenia.

Wartość pieniężna Nagrody Jerzmanowskich to równowartość 12 kg złota. Szefowa PAH-u przeznaczy ją na pomoc ofiarom konfliktu w Gazie, a także na edukację dziewcząt w Afganistanie. Polskiego Nobla, bo tak popularnie nazywano to wyróżnienie, powołał inżynier Erazm Jerzmanowski. Polak, który dorobił się wielkiej fortuny na gazownictwie, słynął ze swojej dobroczynności. Działał charytatywnie zarówno wśród Polonii Stanów Zjednoczonych, jak i w Galicji. Swój majątek przekazał Akademii Umiejętności, która wypełniła wolę zawartą w jego testamencie, powołując do życia „Fundację nagród imienia śp. Erazma i Anny małżonków Jerzmanowskich”. Pierwszym laureatem został w 1915 r. metropolita krakow-

Kryzysowi w wolontariacie zdają się przeczyć powiększające się z roku na roku rzecze kwestorów WOŚP-u. Jednak zbieranie pieniędzy w dniu finału to zaledwie „rozgrzewka” - prawdziwy wolontariat to przecież odpowiedzialność i praca przez wiele dni, nie tylko raz do roku. Gruntowna edukacja może przyczynić się do budowania w Polsce kultury wolontariatu. Jednak nawet najlepsze kursy prowadzone przez wybitne osobistości nie pomogą, jeśli sami nie podejmiemy konkretnego działania.

Karolina Zugaj

Foto: paulina korbut

Kryzys zdiagnozowany Punktem spornym w dyskusji na temat kultury wolontariatu w Polsce są badania zrealizowane w listopadzie 2008 przez Stowarzyszenie Klon/Jawor. Wynika z niego, że w zeszłym roku jedynie 4 miliony dorosłych osób poświęciło swój czas na bezpłatną pomoc na rzecz innych. Jest to o 10 % mniej niż przed dwoma laty. Wyraźnie widać także spadek zaangażowania wolontariuszy w pracę społeczną. Coraz częściej jest to pomoc krótkotrwała, ograniczona do kilku godzin rocznie. „Nie można narzekać” Jeśli wziąć pod uwagę profil wolontariusza, to okaże się, że najczęściej jest to osoba młoda – między 15. a 19. rokiem życia. Zatem w wielu przypadkach uczniowie, którzy nie osiągnęli pełnoletniości, a angażowali się w pomoc organizacjom pozarządowym, nie zostali objęci badaniem. – Młodzi ludzie są wrażliwi i chcą pomagać innym – mówi Anna Dymna, prezes Stowarzyszenia Mimo Wszystko – Jednak wolontariat to sprawa intymna i nie każdy rodzi się z odpowiednimi predyspozycjami. Według cytowanych wyników badań można jednak określić cechy, które sprzyjają aktywności społecznej. Jest to przede wszystkim wykształcenie. Im wyższy jego stopień, tym większe zaangażowanie. Drugi czynnik to wiek. Obok ludzi młodych przybywa wolontariuszy powyżej 40. roku życia. – Przychodzą do nas osoby coraz starsze, które chcą zagospodarować sobie wolny czas lub czują się samotne – potwierdza Jadwiga Osuchowa, prezes Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami – nie możemy narzekać na brak wolontariuszy.

Foto: Łukasz Maźnica(2)

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

ski, ks. kard. Adam Stefan Sapieha. Do 1928 r, przyznawano ją corocznie. Już pierwsza wojna światowa i powojenne trudności przyniosły Fundacji straty – po raz ostatni przyznano ją w 1938 r.

Paulina Korbut


38 Kariera Foto: paulina korbut

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Każdy może być dobrym

menedżerem

O studenckich czasach, walce z monopolistą i mądrym planowaniu swojej przyszłości rozmawiamy z Rafałem Brzoską – Prezesem Grupy Integer.pl. Pierwsze pytanie będzie typowo studenckie, z racji tego, że wywiad ukaże się w studenckim miesięczniku… Wiem, wiem… Manko znam bardzo dobrze – czytałem go, kiedy jeszcze studiowałem. (uśmiech) To bardzo miłe. A jak wspomina pan czas swoich studiów? Ja nie wiem czy byłem studentem, bo tak naprawdę moje studia zakończyły się już na trzecim roku - wtedy zacząłem prowadzić

własną firmę. Pracę magisterską obroniłem później co prawda w terminie i na ocenę bardzo dobrą, ale z życia studenckiego musiałem niestety zrezygnować. Mimo wszystko chciałbym jednak wszystkich zachęcić do tego, żeby zaczęli poważnie myśleć o swojej przyszłości jak najwcześniej. Wiele ludzi, z którymi obecnie pracuję, też zaczynało swoją karierę zawodową na studiach. W InPost nie brakuje też samych studentów – coraz więcej zgłasza się do nas takich osób. Takim osobom bardzo mocno kibicuję. A czym można sobie pomóc w osiągnięciu zamierzonych celów? Myślę, że dobrze jest działać na nietypowym rynku. Warto jednak mieć dobrze zaplanowaną, długofalową wizję.



  



 

• 

•  • 

• 

• 

                             

  

 

 





W przypadku pana firmy w grę wchodziło nie tylko pragnienie sukcesu, ale i przełomowe wkroczenie na pole, które dotąd należało tylko do jednego gracza… Początki są zawsze trudne, ale walczyć należy nie tylko na starcie. Każdy kolejny dzień to wyzwanie – ciągle jesteśmy zaskakiwani nowymi sytuacjami, na które trzeba natychmiast reagować. Poczta Polska, jak łatwo się domyślić, nie ułatwia nam pracy. Ponadto jest ciągle wiele barier prawnych… Wyznajemy jednak zasadę: „Co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Wygrana z każdej małej porażką sprawia, że czujemy się silniejsi – i podążamy konsekwentnie dalej, ku jasnemu ce-

lowi. Takie podejście można przełożyć na każdą formę biznesu. Czy InPost szykuje kolejne przełomowe rozwiązania? Na pewno będziemy się dalej skupiać na działalności na rynku pocztowym. Będziemy jednak tę „działkę” zaskakiwać zupełnie nowymi usługami, i to jeszcze w tym roku. Te rozwiązania z pewnością „rzucą rękawicę” nie tylko poczcie, ale i firmom kurierskim. Został pan wyróżniony Laurem Magellana w kategorii „Menedżer roku”. Jury konkursu doceniło podwojenie udziału firmy InPost w rynku pocztowym, zmonopolizowanym dotychczas przez Pocztę Polską. Co znaczy dla pana ta nagroda? Powiem szczerze, że jestem zaskoczony swoją wygraną. Byłem przekonany, że w tak mocno konkurencyjnej kategorii na pewno wygra ktoś inny. Sam obstawiałem, że nagrodę zdobędzie prezes Adam Góral. To, co robi, rzeczywiście pokazuje, iż ma niesamowite wyczucie biznesowe. Tym bardziej jestem wdzięczny, że członkowie Korporacji AE wskazali moją osobę. W pozostałych kategoriach wydaje mi się, że każdy z nominowanych zasłużył na takiego Laura Magellana. Wiadomo, że statuetkę mogła zdobyć tylko jedna osoba – i trzeba było wybrać. A co pana firma oferuje absolwentom i studentom? Czy planuje pan rozwój, a przez otworzenie nowych miejsc pracy? Myślę, że niewiele jest firm w Krakowie, które rozwijają się tak szybko, jak nasza Grupa Integer.pl. To nie tylko jedna spółka giełdowa – w jej strukturach znajduje się obecnie: InPost, InPost Logistyka, InPost Finanse i InPost Paczkomaty. Każdy, kto szuka pracy, jest ambitny, pomysłowy, powinien wysłać do nas aplikację. W każdym miesiącu przyjmujemy kilka osób – w ciągu ostatniego roku zespół krakowski powiększył się o ok. 40 osób. Czy kierunek studiów ma znaczenie? Nie. Powiem szczerze, że najważniejsza jest pracowitość i pomysł. Szukamy też osób, które z pasją i zacięciem będą realizowały swoje zadania. U nas na kluczowych stanowiskach operacyjnych pracują ludzie, którzy są po polonistyce – to najlepszy dowód na to, że kierunek studiów nie stanowi żadnej przeszkody. Każdy może być dobrym menedżerem. To bardzo optymistyczna perspektywa. Sporo studentów bardzo przejmuje się rankingami, gdzie ich kierunek jest oceniany jako „mało przyszłościowy”… Niepotrzebnie. To nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Zatrudniamy sporo ludzi młodych, zaraz po studiach i zdajemy sobie doskonale sprawę z tego, że nie mają oni sporego doświadczenia zawodowego. Wszystkiego ich przecież nauczymy – ważne, by chcieli pracować i rozwijać swoje umiejętności w naszej firmie.

Rozmawiała: Paulina Korbut


Kariera 39

www.einsteinjahr.de

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Einstein

miał tyle samo czasu, co ty!

Często słyszy się, że studenci robią wszelkie prace na ostatni moment albo zakuwają na noc przed. Takie uogólnienia są zwykle tylko częściowo trafne. Każdy zna kogoś, kto zawsze jest przygotowany, prace ma gotowe na miesiąc przed terminem, najprawdopodobniej wspina się jeszcze na ściance, chodzi na kurs tańca, pasjonuje kinem i robi jeszcze tysiąc innych rzeczy, słowem: jakby jego doba trwała dwa razy dłużej. Ale... Nie chodzi o to, żeby zostać pracoholikiem. Przeciwnie – trzeba zostać „panem swojego losu”. Zabrzmi to patetycznie, ale zorganizowanie, radzenie sobie z nawałem pracy i skuteczność są ważne. A za nimi kryje się motywacja. Einstein efektywnie spożytkował swój czas, dlatego że wykorzystał go na to, co było dla niego istotne. Co naprawdę cię kręci? Często ludzie posiadają cele, które zostały im narzucone przez inne osoby, rodzinę czy kulturę. Zdarza się, że ktoś jest w ogóle nieświadomy tego, do czego zdąża. Wiele badań pokazuje, że cele wewnętrzne są ważniejsze od zewnętrznych – dają większą satysfakcję, a ludzie realizują je wytrwalej. Jeżeli jednak wybrałeś studia za radą rodziców, to nie powód, żeby je teraz zmieniać. Najważniejsze jest poczucie bycia właściwą osobą na właściwym miejscu. Jeśli to, co teraz robisz, wybrałeś sam, ale czujesz, że brniesz w coś, w czym zupełnie się nie odnajdujesz – warto się nad tym zastanowić. Kocie oczy, smocze gardło, co zobaczy, to by żarło… Jeśli wciąż czujesz niedosyt wizji tego, jak chcesz pokierować swoim życiem, pomóc ci może psycholog humanistyczny Abraham Maslow. Stworzył on popularną hierarchię potrzeb i przekonywał, że potrzeby wyższego rzędu są możliwe do spełnienia po zaspokojeniu potrzeb niższego rzędu. Warto zapytać, czy

w twoim życiu zaspokajane są w wystarczającym stopniu potrzeby „z górnej półki”: duchowe, samorealizacji (estetycznej i poznawczej), szacunku i uznania (np. prestiż) oraz przynależności (np. przyjaźń). Nie można też zaniedbać fundamentalnej potrzeby bezpieczeństwa. Pamiętaj jednak, że chwytanie się wszystkiego często skutkuje słomianym zapałem. Najważniejsze jest wypracowanie własnego i przejrzystego systemu priorytetów. Nie mam na nic czasu… Amerykański psycholog Martin Seligman spróbował określić style interpretowania pozytywnych i negatywnych zdarzeń. Możemy zakładać, że coś zaszło niezależnie od nas albo to my mieliśmy główny wpływ na jego wynik („Egzamin był za trudny, to nie ja się nie przygotowałem”). Uwarunkowania sytuacji mogą być ogólne lub specyficzne („Tylko ten egzamin mi źle poszedł, inne zdaję dobrze”), stałe lub zmienne („ten egzamin wypadł źle – poprawka na pewno pójdzie dobrze”). Najgorsze są kombinacje skrajne: „To moja wina, że nigdy sobie nie radzę i to się nie zmieni” lub: „Tym razem miałem fuksa”. Istnieją zastrzeżenia co do teorii Seligmana – najprawdopodobniej style nie są całkiem trwałe. Możemy jednak wyciągnąć wniosek, że gdy coś stanowi dla nas problem lub przeciwnie – wiąże się z sukcesem, warto się zastanowić, jakie my nadajemy temu znaczenie. Jeżeli pesymizm przeważa w naszych poczynaniach – warto nad tym popracować.

Popatrz na następującą tabelę: Przekonania, które:

dodają energii do działania

osłabiają (zniechęcają do działania)

cieszą (poprawiają nastrój) martwią lub irytują

To tak zwana „Czteropolówka przekonań”. Poświęć 20 minut na wpisanie w nią swoich przekonań wobec życia i innych ludzi. Niektóre z nich są dobre (np. „Potrafię sobie radzić w trudnych sytuacjach” – dodaje energii i cieszy), inne szkodliwe. Częste fałszywe przekonania to: „Najlepiej pracuje mi się pod presją” oraz bagatelizowanie wyzwań i obowiązków. Zastanów się, jak pozytywne przekonania jeszcze bardziej wzmocnić, a pozostałe zamienić na te pożyteczne lub pozbyć się ich. Strach ma wielkie oczy Każdy zna uczucie, kiedy po wykonaniu jakiejś ważnej pracy, zadania, pójściu na rozmowę kwalifikacyjną albo... umówieniu się na randkę, mówi sobie: „Nie było tak ciężko, jak się spodziewałem”. W teorii kanadyjskiego psychologa Alberta Bandury kompetencje rozumiane są jako założone sposoby myślenia o życiowych problemach i sposoby ich rozwiązywania. Niektórzy studenci mówią sobie: „Wprawdzie dostałem tylko dst, ale przecież uczyłem się tylko jedną noc, a nie kilka dni, tak jak inni”. Są nawet przypadki, kiedy celowo zażywają różne leki przed egzaminem, żeby winić je później za niepowodzenie! Pomóc może wizualizowanie drogi do celu (a nie samego celu!), rozkładanie zadań na mniejsze. Po każdym osiągniętym etapie warto nagrodzić samego siebie – będzie to pozytywnym wzmocnieniem naszej sumienności. Nagroda może być prosta. Zwykle wystarczy obejrzenie filmu, wyjście ze znajomymi czy nawet „smaczny kąsek”. Avanti! Czas kończyć ten krótki, „okołomotywacyjny” przegląd. Czekają na mnie i na ciebie kolejne wyzwania! Jeśli tylko udało mi się zatrzymać cię na chwilę – a może odwrotnie – rozbudzić i podsunąć ci kilka pomysłów, które zastosujesz w swoim życiu, aby jeszcze lepiej robić to, na co masz ochotę (oczywiście „z głową”), będę się bardzo cieszył. A jeśli skłoniło cię to do głębokiej refleksji i spojrzenia „z lotu ptaka” na najważniejsze dla ciebie rzeczy, to jestem pełen podziwu dla twojej odwagi!

Maciej Mozolewski


40 Kariera Y EDIALN NAT M PATRO

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Podsumowanie XVIII Dni Kariery

19 marca 2009 na terenie Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie odbyła się 18. edycja Dni Kariery – największych w Polsce targów pracy, praktyk i staży. Organizowane przez stowarzyszenie studenckie AIESEC targi były wspaniałą okazją do zorientowania się na rynku pracy, który przez ostatnie miesiące bardzo szybko się zmieniał. Mimo ogłaszanego w mediach kryzysu na targach pojawiło się aż 54 wystawców. To o 10 mniej niż przed rokiem, jednak trzeba pamiętać, że wtedy byliśmy u szczytu boomu gospodarczego. Trudniejszy okres nie przeszkodził wystawcom w zaprezentowaniu studentom i absolwentom swoich ofert. Trzeba przyznać, że dzisiaj niemal każda firma ma w swojej ofercie programy stażowe lub programy praktyk. Część z nich jest waka-

EDIALN

NAT M PATRO

Y

Foto: paulina korbut (2)

Nie taki kryzys straszny

cyjna – te na pewno ucieszą studentów studiów dziennych – część półroczna lub całoroczna, a na targach udało nam się znaleźć nawet 3-letni program stażowy. Firmy wciąż nastawione są przede wszystkim na studentów IV i V roku oraz absolwentów, jednak widoczna jest tendencja otwierania możliwości przed młodszymi żakami. Dostrzeżono chęć zdobycia doświadczenia przez studentów I-III roku i oni także mogli znaleźć dla siebie na targach kilkanaście ofert. Jedną z najliczniej reprezentowanych na targach branż był outsourcing. Firmy tej branży, mimo kryzysu, a może poniekąd dzięki niemu, rozwijają się ostatnio bardzo dynamicznie. Kraków już stał się jednym z największych centrów outsourcingu w Europie i na świecie, a po ilości ofert na Dniach Kariery i rozmów z przedstawicielami można sądzić, że to dopiero początek.

Jak efektywnie wykorzystać potencjał internetu

W dniach 23-34 kwietnia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie odbędzie się organizowana przez AIESEC Kraków konferencja „Start Up” nt. rozpoczynania nowej działalności w internecie.

Myślałeś kiedyś, jak to jest zakładać nowy portal w internecie? Co zrobić, żeby to właśnie twoja witryna została zauważona przez internatów, a nie zginęła w gąszczu innych serwisów internetowych? Wreszcie, jak efektywnie wykorzystać niezliczone możliwości, które daje nam globalna sieć? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań z zakresu przedsiębiorczości, e-marketingu oraz internetowych start up-ów będzie można znaleźć na konferencji

?

organizowanej przez AIESEC Kraków poświęconej właśnie tym zagadnieniom. Odbędzie się ona w dniach 23-24 kwietnia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Organizatorzy konferencji kładą nacisk na zróżnicowane formy przekazywania wiedzy, takie jak: szkolenia, warsztaty, learning circles, panele dyskusyjne itp. Przykładowe tematy szkoleń będą dotyczyły tworzenia portalu internetowego, promocji firm w Internecie, zakładania własnej firmy i pozyskiwania na to funduszy. Przyjdź na naszą konferencję i poszerz swoją wiedzę! Więcej informacji na stronie www.krakow.aiesec.pl

W przypadku studentów widać, że są świadomi, że w obecnej sytuacji dobrze wykazać się przed przyszłym potencjalnym pracodawcą dodatkowym doświadczeniem zdobytym poza murami uczelni. Mimo niesprzyjającej pogody przez cały czas trwania Dni Kariery hala Uniwersytetu Ekonomicznego była pełna studentów z wielu różnych krakowskich uczelni. Oprócz stoisk, ostatnich szkoleń w ramach Akademii Umiejętności (łącznie w ponad 50 szkoleniach uczestniczyło ponad 2000 studentów), studenci mieli szanse wygrać atrakcyjne nagrody – wystarczyło tylko uzupełnić ankietę i liczyć na łut szczęścia w losowaniu. Ta XVIII edycja Dni Kariery to wielki sukces nie tylko AIESEC, ale także całego Krakowa, który pokazał, że jest miastem niezwykłym na mapie Polski. W Krakowie, mimo kryzysu, nadal istnieją firmy poszukujące nowych pracowników, które mogą liczyć na ludzi, którym rzeczywiście zależy na zdobyciu wartościowego doświadczenia.


Masz nosa?

Masz nosa do marketingu? Węszysz ciekawe tematy i do tego wiesz jak je opisać? Nie pozostajesz obojętny na kontrowersje i niesprawiedliwość?

Aplikuj do MANKO! Poszukujemy ambasadorów na wszystkich uczelniach, a także marketingowców, grafików, dziennikarzy i PR-owców.


42 Wielokulturowo

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Kampus UEK

Rynek Główny

WOLNY TYBET

10 marca 1959 roku tysiące Tybetańczyków wyszło na ulice, aby zaprotestować przeciwko chińskiej okupacji. Wystąpienie zostało krwawo stłumione przez komunistyczne władze – zginęło wtedy ponad 80 tysięcy osób, a Dalajlama musiał uciekać do Indii. W rocznicę tych smutnych wydarzeń w 20 miastach w całej Polsce zorganizowano nietypową akcję poparcia dla Tybetu. Rynki, miejskie place, pomniki i siedziby lokalnych władz zostały tego dnia opasane specjalną żółtą taśmą z napisem: „Tybet – Strefa okupowana”. W Krakowie Izabella

!

„Degardo” Pajonk i performerzy: prof. Tajber i jego studenci, Arti Grabowski, Adam Rzepecki i Paweł Górecki zorganizowali widowiskowy happening na Rynku Głównym. Parę godzin wcześniej członkowie Stowarzyszenia Manko „okupowali” plac przed Pawilonem C na terenie Kampusu Uniwersytetu Ekonomicznego. Symboliczna akcja, która odbiła się sporym echem w mediach, ma na celu przede wszystkich zmotywowanie polskich władz do zaangażowania się w działania, które rozpoczną negocjacje pomiędzy Chinami a Dalajlamą. Mamy gorącą nadzieje, że poskutkuje. (PK) Relację foto z innych miast znajdziecie na http://ratujtybet.org/10marca

Kampus UEK

Rynek Główny

Mosty Ekonomiczne 2009

W dniach 08.03-20.03 bieżącego roku kalendarzowego przedstawiciele UEK wzięli udział w projekcie Mosty Ekonomiczne 2009, godnie reprezentując miasto Kraków. Projekt ten polegał na szeroko pojętej wymianie doświadczeń studentów najlepszych uczelni i wydziałów ekonomicznych w kraju. Studenci biorący udział w tegorocznej edycji mieli niepowtarzalną możliwość poznania i porównania metod nauczania oraz zasad studiowania w różnych ośrodkach akademickich Polski. Uczelniami uczestniczącymi w wymianie z Uniwersytetem Ekonomicznym w Krakowie były w tym roku: Akademia Ekonomiczna z Ka-

towic, Szkoła Główna Handlowa z Warszawy, Uniwersytet Ekonomiczny z Wrocławia oraz Wydział Ekonomii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej z Lublina. Wśród atrakcji wymienić z pewnością należy szereg interesujących wykładów (szczególnym powodzeniem cieszyło się w tym roku NLP – Neurolingwistyczne Programowanie), wycieczkę do budynku Giełdy Papierów Wartościowych, zwiedzanie kopalni będącej skansenem oraz grę w Beer Pong. Kraków dostał od naszych gości bardzo wysokie noty za organizacje i poziom merytoryki. Nie umniejsza to jednak dokonań pozostałych uczelni. Wszyscy zasługują na wielkie gratulacje i podziękowania.

Mikołaj Haich


Wielokulturowo 41

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Garri Kasparow – szachy z Putinem Pod koniec lutego około 400 osób zebrało się na jednym z moskiewskich placów, domagając się dymisji premiera Władimira Putina, przestrzegania praw człowieka oraz przeprowadzenia uczciwych wyborów. Była to pierwsza demonstracja ruchu demokratycznego „Solidarnost”. Zwolennicy władzy próbujący zakłócić pokojowy protest... zostali aresztowani przez milicję. Skąd ta nagła zmiana postawy wobec działań opozycji? Kim jest Garri Kasparow, jeden z założycieli „Solidarnost” i dlaczego chce zmienić Rosję? Garri Kimowicz Kasparow urodził się 13 kwietnia 1963 w Baku (dzisiejszy Azerbejdżan). Od dziecka pasjonowały go szachy, w które grał z rodzicami. Swój pierwszy poważny sukces odniósł w 1979 roku, wygrywając turniej arcymistrzowski w Banja Luce. Rok później zdobył tytuł mistrza świata juniorów. Jako kandydat do tytułu mistrza świata seniorów, stoczył zwycięski cykl meczów z innymi pretendentami do tego tytułu. W 1984 roku mecz pomiędzy Kasparowem a Anatolijem Karpowem miał zdecydować o mistrzostwie świata. Faworyzowany Karpow nie wygrał jednak. Trwający długo pojedynek uznano za nierozstrzygnięty. Rok później w Moskwie doszło do kolejnego starcia. Wyrównany mecz zakończył się zwycięstwem Kasparowa, który w wieku 22 lat został najmłodszym mistrzem świata w historii. Na szczycie utrzymywał się przez następne 16 lat. Dopiero Władimir Kramnik niespodziewanie pokonał go w 2000 roku w Londynie, odbierając mu tym samym tytuł mistrza świata. Mimo to Kasparow wciąż był na czele listy rankingowej FIDE, wygrywając prestiżowe pojedynki i turnieje. Zakończenie kariery zawodowego szachisty ogłosił 10 marca 2005 roku, po zwycięstwie w kolejnym z turniejów. Od tej pory zajął się już tylko polityką i pisaniem książek. Swoją karierę polityczną zaczynał w 1984 roku, dołączając do Partii Komunistycznej Związku Radzieckiego. W 1990 odszedł z tej partii, by brać udział w tworzeniu innej, Partii Demokratycznej Rosji. W czerwcu 1993 zaangażował się w działalność bloku „Wybór Rosji”. 1996 popierał akcję wyborczą Borysa Jelcyna.

Po dojściu do władzy Władimira Putina stworzył Zjednoczony Cywilny Front, społeczny ruch, którego główny celem jest „praca dla zachowania wyborczej demokracji w Rosji”. W tym czasie stał się zaciętym przeciwnikiem Putina i jego autorytarnej polityki. Jednak podzielona i skłócona rosyjska opozycja nie była poważnym przeciwnikiem dla obecnej władzy. W 2006 roku Kasparow zgłosił swoją gotowość kandydowania na urząd prezydenta Rosji. Rozpoczynała się trudna kampania. Wiece i demonstracje opozycji były solą w oku władzy, więc najczęściej wysyłała przeciw nim milicję i OMON, które brutalnie pacyfikowały protestujących. Sam Kasparow był wielokrotnie aresztowany. 12 grudnia 2007 ogłosił, że musi wycofać swoją prezydencką kandydaturę. Nikt bowiem nie chciał wynająć mu sali konferencyjnej, gdzie przynajmniej 500 z jego zwolenników mogłoby udzielić poparcia jego kandydaturze, co wymagane jest prawnie - Kasparow jednak nie poddaje się. W grudniu 2008 roku bierze udział w założeniu nowej frakcji „Solidarnost” (założyciele za wzór stawiają sobie polską poprzedniczkę). Jej głównym celem jest

połączenie podzielonej rosyjskiej opozycji. Milicja bezskuteczn i e próbowała nie dopuścić do zjazdu, zatrzymując dwa autokary w i o z ą c e delegatów na zjazd – łącznie 150 osób – i długo sprawdzając tożsamość każdego z pasażerów oraz blokując telefony komórkowe organiza-

torom kongresu. Zjazd założycielski mimo wszystko się odbył. Sam Kasparow mówił zaś do zebranych, że celem rosyjskiej „Solidarności” powinien być „demontaż reżimu Władimira Putina”. Z powodu swojej działalności Kasparow narażony jest na ciągłe szykany. W wywiadzie dla brytyjskiej gazety „The Independent” twierdził, że stale jest śledzony przez FSB, telefony ma na podsłuchu, a w noc wyborczą w USA, gdy dawał wywiad dla radio, jego samochód został uderzony przez inne auto bez tablic rejestracyjnych. Nie daje się jednak zastraszyć i od kilku lat wciąż zapowiada rewolucję demokratyczną w Rosji. Pytany, dlaczego, tłumaczy: „Podważamy legalność władzy, ponieważ ona podważyła nasze swobody obywatelskie. (...) Sukcesywnie likwiduje wolność słowa. Media, które udostępniają trybunę opozycji, można wyliczyć na palcach jednej ręki. W telewizji panuje drakońska cenzura. Ostatni raz zaproszono mnie tam w styczniu ubiegłego roku i przed wejściem do studia NTV prowadzący błagał, abym nie używał słów »Chodorkowski« i »Czeczenia« jakby to były ordynarne przekleństwa! (...)”. Dziennikarzom z gazety „Nice Matin” oświadczył, że ekonomiczny kryzys w Rosji zrodzi kryzys polityczny. Spadek cen surowców spowoduje bowiem, że „niebawem przywództwo pokłóci się między sobą i mamy nadzieję, że kiedy to nastąpi, zaistnieje możliwość przeprowadzenia demokratycznej rewolucji”. Opozycjonista mówi również, że obecna władza popycha Rosję ku przemianom drogą siłową, co spowoduje, że niedługo na ulicę wyjdą setki tysięcy ludzi. Podaje nawet konkretne daty: „Sądzę, że ten rząd nie dotrwa do 2012 r. Jest prawdopodobne, że nie utrzyma się nawet do 2010. Sytuacja rozwija się bardzo szybko. Ta struktura runie”. Czy ma rację? Zobaczymy. Partia szachów wciąż trwa.

Kamil Rusin Komitet Wolny Kaukaz


42 Podróże

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Bliski Wschód Europy Miałem opisać ociekające złotem, pełne przepychu bazary Stambułu. Chciałem wspomnieć o wzbudzających zachwyt cudach Kapadocji i Pamukkale. Pragnąłem uzmysłowić czytelnikom niepodważalny talent tkaczek dywanów, próbując jednocześnie opowiedzieć o najpiękniejszych plażach. Poznając Turcję od środka, zdałem sobie sprawę, że zasługuje ona na szersze i bardziej kosmopolityczne spojrzenie. Zrozumiałem, że smak tradycyjnej kawy po turecku dobrze oddaje charakter tego państwa. Podobnie jak osławiony napój, jest „czarna jak noc, gorąca jak piekło i słodka jak miłość.”

O ile termin Azja Mniejsza pod względem geopolitycznym uzmysławia wiele, o tyle przedstawicielom nauk interdyscyplinarnych i kulturoznawcom spędza sen z powiek. Brzmi jak określenie jakiejś bajkowej krainy, która znajduje się w nieodwiedzanym przez nikogo miejscu. Bez wątpienia ma w sobie coś metafizycznego. Z trzech stron oblana wodami jakże różnych mórz. Początek czegoś i koniec innego. To tu potężny Taurus wbija się dwukilometrowymi jęzorami w morze, wyznaczając koniec wędrówki zastępom chmur płynących znad nizin. Na nieodległym Kaukazie majaczący Elbrus otwiera dyskusję, czy to już Azja, czy jeszcze Europa. Jest jak mur ostrzegający przed tą krainą cudów, o której przez tysiąclecia marzyli władcy i generałowie. Tu rozegrała się największa bitwa starożytności, a pamięć tych wydarzeń – jak i sam Homer – przetrwała polityków, uzurpatorów i wszystkie hordy tego świata.

Tu się rodziły i zatracały w niebycie plemiona, państwa i cywilizacje. Wędrował tędy Kserkses i Dariusz Wielki. Stąd wyruszyła armia na podbój świata chrześcijańskiego i, wreszcie, stąd startowały myśliwce podczas wojny w Zatoce Perskiej. Czy jest inne miejsce o takiej historii i spuściźnie? „Tygiel” to pierwsze słowo, jakie przychodzi mi do głowy. W zasadzie jedyne i prawdopodobnie najtrafniejsze. Mógłbym nim opisać cały naród, dziś i na przestrzeni wieków. Wszystkie te dzieje zapisane są w miejscach i w ludziach – w ich twarzach, kulturze, ruchach, spojrzeniach, religii i państwowości. W ich bycie i bezkompromisowym wręcz istnieniu. Najlepszym rozwiązaniem jest bezgraniczne zatracenie się w sułtańskich legendach i patriotycznych opowieściach z czasów rewolucji młodotureckiej. Tak ciężko je wtedy zrozumieć i tak pięknie jest ich słuchać. Stosunek samych Turków do świata najlepiej oddaje dewiza Mustafy Kemala Atatürka – Ojca Narodu: “Pokój w Ojczyźnie, Pokój na Świecie”. Dzisiaj Turcja jest jedną z dwudziestu największych gospodarek świata, na której wzrost pracuje ponad 70 milionów obywateli. Dzięki ich zaangażowaniu, ta młoda republika parlamentarna jest jednym z sześciu całkowicie samowystarczalnych pod względem żywności krajów świata. Od zawsze nurtowało mnie pytanie: jak naprawdę wygląda od wewnątrz państwo będące spadkobiercą pierwszego supermocarstwa, ogromnym fragmentem ekumeny tak bardzo przesiąkniętym zachodem? Pejzaż gór Taurus przywodzi mi na myśl karpackie przysiółki w starej, poczciwej Rumunii sprzed 10 lat. Wąska kamienista droga przez wieś. Czuć wszędobylską woń obejścia. Każdą możliwą przestrzeń zajmują sznury z porozwieszanym praniem. Pomiędzy nimi biegają dzieci odnajdujące w tej zwykłej czynności nieopisaną radość. Im mniejsze, tym skąpiej ubrane. Raz za razem przerywają ten rytuał, kiedy przejeżdżają jeepy z turystami. Dzieci ustawiają się jedno po drugim i machają dziwnym przybyszom, którzy widocznie przyjechali tu tylko po to, by im odmachać, czasem rzucić cukierkiem lub drobnymi. Na ich twarzach goszczą szerokie uśmiechy. Ubrudzone od zabawy nosy, uszy i ręce dopełniają całości tego obrazu. Trzeba po prostu dostrzec ich wolność.


Podróże 43

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Tuż obok wesołej gromady ich ojciec ze zmarszczoną twarzą i zniszczonymi dłońmi próbuje reperować obumierający traktor. Nigdy się nie dowiemy, czy zaczyna, czy też robi to od miesiąca. Starsi bracia i siostry idą wzdłuż drogi w kupionych na wyrost mundurkach i butach. Wracają ze szkoły. Domy stoją daleko od siebie. Najwyraźniej tutaj jest miejsce na wszystko. Różnorodność, której nie widziałem nawet w wioskach romskich, scala je i zbliża. Fragment dachówki z blachy falistej podpartej stertą opon wygląda na integralną część sąsiedniego budynku. Sąsiad jednak nie ma dachu ani pierwszego piętra. Wczoraj lub kilka lat temu zmęczył się zapewne i przerwał budowę. Rozpocznie ją na nowo jutro lub w przyszłym roku, kiedy uzna, że odpoczął. Czas staje i kiedy wydaje się, że ta sielanka trwa tu od dobrych setek lat, zza zakrętu wyłania się śniady, wygolony trymerem mężczy-

INFORMACJE PRAKTYCZNE: W Turcji obowiązuje inna niż w Polsce strefa czasowa, po przyjeździe należy przestawić zegarki o jedną godzinę do przodu. W dużych centrach turystycznych można się porozumieć po angielsku, niemiecku, rosyjsku, a nawet po polsku. Z racji wysokich temperatur panujących w sezonie letnim zdecydowanie lepszym okresem na zwiedzanie jest wiosna i jesień. • WIZA I OGRANICZENIA CELNE Dla obywateli polskich turecka wiza turystyczna ważna jest jeden miesiąc, jej aktualny koszt wynosi 15 USD lub 10 EURO. Należy ją wykupić na lotnisku w Turcji zaraz po przylocie lub po przekroczeniu granicy. Warun-

zna prowadzący najnowszy model mercedesa. Toczy się w palącym słońcu przez wieś, powoli zmierzając do lokalnej fabryki dywanów, której jest właścicielem. Początkowo wydaje mi się, że zaburza spokój i przyspiesza czas. Po chwili jednak jestem pewien, że to właśnie jego spojrzenia i oślepiającej blachy auta brakowało tu najbardziej. Tonąc w przestrzeni suszącego się prania, stanowi integralną cześć tego mikroświata. Bez śmiejących się dzieci i zepsutego ciągnika nie byłoby tego mężczyzny. I vice versa. Na pewno gospodarczo. Otwartość i zdolności przystosowawcze Turków biorą się z mądrości czerpania z kultury Zachodu powolnym strumieniem. Wierni swojej tradycji i świadomi jej wartości, czynią z niej towar eksportowy. Przypadkowo czy też z konieczności stali się geniuszami turystycznego marketingu. Pokazują jedy-

kiem otrzymania wizy jest posiadanie paszportu ważnego przez najbliższe 6 miesięcy. Do Turcji można wwieźć 1 kg kawy, 2 l alkoholu i 2 kartony papierosów, natomiast wartość towarów wywożonych nie może przekroczyć 1000 USD. • RELIGIA Ponad 98% ludności to wyznawcy islamu. Ze względu na świecki charak-

nie fragment ukrytego piękna. Są tajemniczy i atrakcyjny zarazem, ponieważ największe skarby chowają dla siebie. Nasze najlepsze poznali już dawno. Czy można być tak zaangażowanym w dzisiejszy świat, śmiejąc się jednocześnie w twarz globalizacji? Oczywiście! Pytanie brzmi: jak długo? Ten dylemat spędza sen z powiek milionom Turków. Muszą wybrać i rozedrzeć na pół swoje życie. Europa ich nie chce. Azja o nich zapomniała. Co wybiorą? Czy są gotowi krzyknąć za Diogenesem z Synopy: „Jestem obywatelem świata!”? Patrząc na uśmiechnięte twarze dzieci, mam wrażenie, że to nie jest sytuacja bez wyjścia, a jedynie błahostka. Poradzą z nią sobie, kiedy uznają, że już odpoczęli...

Michał Parwa ter państwa tureckiego kobiety traktowane są na równi z mężczyznami. W trakcie odwiedzania meczetów należy pamiętać o odpowiednim stroju. • WALUTA I BANKI Obowiązującą walutą jest lira turecka, która dzieli się na 100 kuruszy. W kraju panuje duża inflacja, co przekłada się na niestabilność kursów walut. Najlepiej dokonywać wymiany w kantorach, które nierzadko proponują lepszy kurs, nie pobierając przy tym opłat manipulacyjnych. • TRANSPORT Najpopularniejszym i najlepiej funkcjonującym środkiem komunikacji są tzw. dolmusze, czyli minibusy zatrzymujące się na każde skinienie. Z racji wielu nieprzewidzianych przystanków, nie jest to szybka forma transportu, ale można próbować w ten sposób przemierzyć cały kraj.


44 (nie)PEŁNOSPRAWNI

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

„Tak naprawdę to tylko kostium”

Prezes stowarzyszenia Handi-Grimpe, sportowiec-wspinacz, reżyserdokumentalista, muzyk, slamer i... żongler ogniem. Urodził się w 1977 roku w Fort De France na Martynice z zespołem Rubinsteina-Taybiego[1]. Niepełnosprawność dotknęła jednak tylko jego ciało, co zdarza się bardzo rzadko. Przez najtrudniejsze momenty na początku życia pomogli mu przejść przybrani rodzice. Philippe Ribiere podczas swojego „Evolution Tour“ odwiedził niedawno Polskę. Czym tak naprawdę jest “Evolution Tour”? Philippe: To podróż przez Europę – poznawanie nowych kultur, dzielenie się doświadczeniami niepełnosprawnego. Chcę pokazać, jak ważny jest sport, życie w zgodzie z naturą i poznanie samego siebie. Jak zaczęła się twoja przygoda ze wspinaczką? Pierwszy raz poważnie wspinałem się na letnim obozie dla młodzieży... Spróbowałem dlatego, że instruktor nie pozwolił mi jeździć na rowerze, za to opiekun ścianki wspinaczkowej nie widział problemu. Bez specjalnych butów udało mi się wtedy zaliczyć ścianę o stopniu trudności 5c. Ćwiczyłem coraz więcej, brałem nawet udział w zawodach, w których zazwyczaj miałem ostatnie miejsce. W końcu jednak udało mi się dotrzeć do finałów mistrzostw juniorów. Czy właśnie dlatego całe swoje życie związałeś ze wspinaczką? Po skończeniu nauki nadszedł czas na decyzję, co tak naprawdę mam zamiar robić w życiu. Nie miałem jeszcze planów, wiedziałem tylko,

że nie chcę skończyć jako urzędnik (śmiech). Przez rok podróżowałem po Francji. Miałem wtedy poważny wypadek – spadłem na skałach z dość dużej wysokości, złamałem nogę, poturbowałem twarz. Przez miesiąc leżałem w łóżku i zastanawiałem się, dokąd tak naprawdę zmierzam. Wtedy zarysował się plan stowarzyszenia dla spinających się niepełnosprawnych, Handi-Grimpe. Jak udało się zrealizować ten plan? Podczas pokazów, które wykonywałem na mistrzostwach Europy i świata w 2002 i 2003 roku, wzbudziłem bardzo duże zainteresowanie. Tam nie musiałem wstydzić się mojej odmienności. Liczyło się tylko wspinanie. Niedługo po zawodach nie tylko udało się zawiązać stowarzyszenie – skontaktował się ze mną także jeden z moich najlepszych sponsorów, firma Petzl. Dzięki jej wsparciu pojechałem do USA, gdzie zresztą mało kto chciał uwierzyć, że potrafię się wspinać. Wyobraźcie sobie więc miny ludzi, kiedy wspinałem się w Central Parku (śmiech). Wspólnie ze stowarzyszeniem zorganizowałem też zawody wspinaczkowe dla niepełnosprawnych, podczas których zwyczajnym ludziom – jeżeli chcieli uczestniczyć – odbieraliśmy ich „przewagę”, zawiązując na przykład oczy. Po takim doświadczeniu ze sztuczną niepełnosprawnością można było wreszcie usłyszeć: „Ach... rozumiem. To chyba nie takie proste, żyć na co dzień w taki sposób?”. Tak zaczęły się spełniać moje marzenia – jestem wolny, podróżuję, mogę też pokazać innym, co tak naprawdę znaczy „niepełnosprawny”. Chciałbym między innymi zobaczyć, jaka jest sytuacja niepełnosprawnych w całej Europie. W moim kraju to wciąż spory problem. Nie martwią mnie jednak dziwne spojrzenia, z którymi spotykam się w Paryżu czy Warszawie. Wy jesteście normalni, ja – inny, ale wiedzcie, że tak naprawdę to tylko... kostium. Byłem kiedyś z moim przyjacielem, którego znam od dwunastu lat, na wielkim karnawale w Cologne. On ubrał się w strój Napoleona, ja nie przebrałem się w ogóle. Kiedy szliśmy ulicą, widział, że prawie nikt nie patrzy na niego, za to wszystkie zaniepokojone spojrzenia kierują się na mnie. „Tak jest zawsze?” – spytał. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą: „Tak”. Każdy chce się czymś wyróżniać – przez muzykę, wygląd, zachowanie. A ja nawet nie muszę się starać (śmiech). Co chciałbyś zrobić podczas pobytu w Polsce? Wspinać się! I pokazać w innych krajach, że tu także można uprawiać taki sport. Przeciętny Francuz o Polsce wie bardzo mało. Często kojarzy ten kraj tylko z Janem Pawłem II. A ja chciałbym się dowiedzieć czegoś więcej. Potwierdziło się na przykład

to, co jeszcze słyszałem – że dziewczyny są tu naprawdę ładne (śmiech). Tyle, jeżeli chodzi o plany. Reszta jest zawsze spontaniczna. Tego, że jesteś coraz bardziej znany w wielu krajach, nie da się ukryć – osiągnąłeś sukces. Co tak naprawdę pomogło ci przezwyciężyć słabości? Najważniejsze, co musi zrobić każdy – nie tylko niepełnosprawny czy wspinacz – to poznać siebie, wiedzieć, dlaczego robi to, co robi. Sam staram się żyć zgodnie ze swoją naturą. Poznać innych, wartościowych ludzi, dzięki którym można porzucić wstyd, nieśmiałość, zacząć decydować o swoim następnym kroku bez przeszkód. Nie robię niczego tylko po to, żeby być znanym. Jeżeli jesteś znany, tak naprawdę jesteś dokładnie taki sam, jak wszyscy dookoła. Uśmiechasz się, płaczesz, jesz, chodzisz do ubikacji (śmiech) tak samo jak każdy przeciętny czy niepełnosprawny człowiek. Charyzma w niczym ci nie pomoże, jeżeli nie znasz prawdziwego siebie. Dla mnie nie jest ważne to, czy się wspinasz, ważne, żebyś potrafił otworzyć się na rzeczy, które uważasz za bardzo trudne albo nawet niemożliwe! Jeżeli spośród wszystkich, których spotkałem na swojej drodze albo którzy po prostu słyszeli o mojej trasie, posłucha mnie chociaż jedna osoba – osiągnąłem swój cel. Pozostaje tylko życzyć... udanej trasy i wspinaczki! Peace and love!

Rozmawiał: Marcin Górka [1] Zespół Rubinsteina i Taybiego (ang. Rubinstein-Taybi syndrome) – zespół wad wrodzonych, na który składają się liczne, charakterystyczne deformacje ciała. Pacjenci z zespołem Rubinsteina i Taybiego wykazują opóźnienie umysłowe. Pierwszy pełny opis zespołu przedstawili w 1963 roku Jack H. Rubinstein i Hooshang Taybi.


(nie)PEŁNOSPRAWNI / Kultura 47

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Jeden za wszystkich, wszyscy za PSMG !

Dumni głusi Ponad rok trwały przygotowania do założenia Polskiej Sekcji Młodzieży Głuchej. Pomysłodawczyni i prezes PSMG w Polsce, Agnieszka Siepkowska, zaobserwowała trend zrzeszania się głuchych w całej Europie. – Wszędzie głusi są dumni z tego, że są głusi. Nie czują się z tego powodu gorsi lub mniej sprawni. Ja sama, chociaż pochodzę z niesłyszącej rodziny, rozpoczęłam studia dziennikarskie we Wrocławiu. =Bycie głuchym nie ma nic do rzeczy, jeśli się ma pasję. Moją pasją jest polski język migowy – opowiada Agnieszka. Ona i jej znajomi postanowili wykorzystać to, że porozumiewają się w jednym języku i potrzebują integracji środowiska. W styczniu 2009 głusi studenci z różnych miast Polski utworzyli PSMG. Przede wszystkim tożsamość PSMG zrzesza młodzież z wadą słuchu z całej Polski, będąc rzecznikiem w działaniach podejmowanych na ich rzecz. Współpraca z krajowymi i międzynarodowymi organizacjami społecznymi ma pomóc niesłyszącym w rozwoju swojej tożsamości. Większość głuchych czuje, że posiada tożsamość narodową czy społeczną. Jednak są także głusi, którzy nie czują przynależności do żadnej grupy społecznej. - Nie ma co ukrywać – głuchym jest trudniej, dlatego chcemy młodych głuchych motywować do działania, pokazać, że wada słuchu nie musi „Torowisko”, Tadeusza Żuczkowskiego Wydawnictwo Replika Zaczyna się tak, jak według Hitchcocka powinna zaczynać się dobra historia – wybuchem. W małym miasteczku ksiądz, pokazujący palcem z ambony grzechy zebranych, na końcu kazania wyznaje, że jest... ateistą. W tym samym czasie ktoś podrzuca do skrzynek pocztowych nagie zdjęcia okolicznych dziewczyn. Lokalny dostawca majtek – a raczej dystrybutor ekskluzywnej bielizny – dyskutuje przy nalewce lipowej z kartonu ze znawcą literatury o pokoleniu JP2, a reporter podrzędnego tabloidu szuka nie tyle tematu, co sensu życia. Im dalej, tym bardziej historia staje się zagmatwana. Nie będę ukrywał – opowieść jest bardzo dosadna. I męska. Tragizm przeplata się z komizmem, więzi ludzkie rdzewieją i pękają niczym tory na nieczynnej stacji kolejowej. Galeria postaci zmienia się jak w kalejdoskopie, a wydarzenia zmontowane są na wzór dobrego filmu. Rozpaczliwe próby odzyskania szacunku do samego siebie, innych, powrotu do swojej historii rozgrywają się na tle plakatów wyborczych PiP – Przyzwoitość i Pracowitość – oraz LOMP – Legionu Odnowy Moralnej Polski, z kandydaturą Stefana Wydmucha, byłego

być barierą – tłumaczy Agnieszka. Poprawa pozycji osób niesłyszących w Polsce, nauka polskiego języka migowego, szerzenie praw osób głuchych oraz różnorodne przedsięwzięcia, efektem których będzie integracja środowisk niesłyszących i nawiązanie przyjaźni – to główne cele działalności PSMG. - PSMG powstało dzięki głuchym i dla głuchych. Chcemy, by poziom wiedzy o głuchych ciągle wzrastał oraz aby głusi odnajdywali i rozwijali swoją tożsamość – kontynuuje Agnieszka. Krakowscy głusi w PSMG Niesłyszący studenci z Krakowa aktywnie uczestniczyli w tworzeniu PSMG. - PSMG zostało tak pomyślane, by wszelkie działania pomagały młodym niesłyszącym uwierzyć w siebie. Ja sama uwielbiam podróżować, poznawać nowych ludzi. Głuchota w ogóle mi w tym nie przeszkadza – mówi Monika Nawrot. – Zostałam wybrana wiceprezesem PSMG i będę motywować oraz wskazywać głuchym jak najwięcej ścieżek rozwoju – dodaje. Razem z Moniką Małopolski Oddziału Polskiego Związku Głuchych na I Zjeździe Delegatów Polskiej Sekcji Młodzieży Głuchej w Warszawie reprezentowała Ania Butkiewicz, studentka AGH. – Nie słyszę od urodzenia i jestem dumna ze swojej tożsamości. Bardzo się cieszę, że w końcu powstała PSMG. – mówi – Zgłosiłam się jako kandydatka na koordynatora oddziałowego, bo chcę pomagać głuchej młodzieży nabrać chęci do nawiązywania kontaktów z ludźmi niesłyszącymi i słyszącymi oraz zmotywować ich do aktywnego działania – dodaje z uśmiechem. Edukacja przez doświadczenie - PSMG tworzą młodzi ludzie, którzy chcą traktorzysty byłego PGR-u, obecnie uduchowionego bezrobotnego. Pytanie brzmi: czy warto przeczytać? Jeżeli nie wiecie, że nie mówi się już cool, że wzór na potencjalne życie można zapisać na jednej kartce papieru – to warto. Trzeba jednak ostrzec wszystkich o wrażliwych oczach – tu na ścianach zamiast pięknych obrazów wisi Konopnicka z nagim biustem, o Broniewskim i Vonnegucie dyskutuje się przy tanim winie, a brud z waszego podwórka zbierany jest garściami i ciskany prosto w twarz. Mimo tego ludzie wciąż chcą pisać wiersze, rozmawiać, znaleźć Tylko Swoją Przestrzeń albo po prostu położyć się na łące i poczuć zapach ziemi. Brzmi znajomo...? Marcin Górka „Mogę odejść, gdy zechcę”, Young-ha Kim Wydawnictwo Vesper Lubię, kiedy książka, którą biorę do ręki, potrafi mnie czymś zaskoczyć. I nie chodzi tu po prostu o trzymanie w napięciu – to mam niemal w każdym kryminale. Dobra powieść, tak jak interesująca kobieta – musi mieć to tak trudne do zdefiniowania „coś”. Takie „coś” znalazłam w debiutanckiej powieści Young-ha Kim’a. Pierwsze, co powinno zaciekawić każdego czytelnika, to sama okładka. I choć nie powinno się nicze-

zrobić jak najwięcej dobrego dla młodzieży z wadą słuchu w Polsce. Każdy z nich jest inny, ale łączy ich jedno: dostrzegają piękno polskiego języka migowego. Każdy ma również własne doświadczenia i umiejętności, którymi chce się podzielić z innymi głuchymi – deklarują Agnieszka Siepkowska i Agnieszka Grzymska, założycielki PSMG. PSMG działa od 10 stycznia 2009 roku. Głównemu koordynatorowi podlegają koordynatorzy oddziałowi, którzy dbają o dobrą współpracę, płynny przepływ informacji oraz opiekują się młodzieżą ze swojego oddziału. Członkiem PSMG może zostać każdy, kto posiada aktualną legitymację Polskiego Związku Głuchych i bliska jest mu kultura głuchych. Najbliższym ważnym wydarzeniem dla PSMG będzie Pierwszy Polski Obóz Młodzieżowy, który odbędzie się w czasie tegorocznych wakacji. MANKO trzyma kciuki!

Kamila Stanisz

go w dobie szalejącej konsumpcji oceniać po opakowaniu, warto o niej wspomnieć. Bo gdy tylko uchyli się drzwi, okazuje się, że śpiąca kobieta...wcale nie śpi. Nie mniej intrygująca jest sama fabuła powieści. Główny bohater, a jednocześnie narrator całej opowieści, pozostaje zagadkowy do samego końca. Opowiada zdawkowo o swoim życiu, dziwnej pracy i tajemniczych klientach, których wcale nie chce mieć zbyt dużo. Czym faktycznie się zajmuje, czytelnik dowiaduje się niemal pod koniec powieści, dlatego nie mam zamiaru niczego „spoilerować”. Kolejne bohaterki powieści przypominają narratorowi eteryczną Judytę z obrazów Gustawa Klimta, a opowieść o nich przeplata się z refleksjami na temat„Śmierci Marata” Davida czy„Śmierci Sardanapala” Delacroix’a. Natomiast mężczyzn, którzy w powieści są anonimowo opatrzeni tylko inicjałem imienia, Young-ha Kim portretuje w ich nieustannej pogoni za spełnieniem, którego i tak nie mogą osiągnąć. „Mogę odejść, gdy zechcę” to niezwykle ciekawy traktat o wzajemnym przenikaniu się śmierci i sztuki. I choć takie połączenie to nihil novi po epoce dekadentyzmu, to w wykonaniu koreańskiego pisarza prezentuje się bardzo intrygująco. Subtelna granica pomiędzy jednym, a drugim stopniowo się zaciera. Young-ha Kim ma świadomość tego, że obecnie „śmierć nie porusza w ludziach żadnych uczuć, jak pornografia”, dlatego też z taką ostrożnością dobiera słowa, by nic nie brzmiało zbyt patetycznie, a przez to – sztucznie. (Paulina Korbut)

*RECENZJE *RECENZJE * RECENZJE*

Polska Sekcja Młodzieży Głuchej jest pierwszym w Polsce stowarzyszeniem zrzeszającym młodzież z wadą słuchu i promującym działania podejmowane na rzecz młodych niesłyszących.


48 Kultura

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Lubitsch – w stronę Hollywood Kim był Ernst Lubitsch? Wybitnym reżyserem tworzącym w początkach dwudziestego wieku, któremu rozgłos przyniosła wielka kariera za oceanem. Nim jednak znalazł się wśród ówczesnych największych sław kina, jako dziecko wychowywał się w żydowskiej dzielnicy Berlina (jego ojciec pochodził z Polski i był damskim krawcem). Ernst zatrudnił się jako księgowy w jego firmie. Jednocześnie był także aktorem, nie tylko w swoich filmach, ale także m.in. u Maxa Reinhardta, występując obok tak wielkich gwiazd ówczesnego kina, jak W.F. Murnau czy C. Veidt. Jako reżyser filmowy tworzył komedie, monumenty historyczne, kameralne dramaty. To on wykreował wielkie gwiazdy kina: Emila Janningsa, Ossi Oswaldę czy naszą rodaczkę Polę Negri. W Hollywood, gdzie zaczął pracować od 1923 r. po wielkim sukcesie „Madame Dubarry” z Polą Negri (powstają tam m.in. głośne „Parada miłości”, „Eskapada” z Marleną Dietrich czy „Ninoczka” z Gretą Garbo), otrzymał miano „Great Humanizer of History” („Wielki humanista historii”). To od jego nazwiska pochodzi określenie filmowe zwane „Lubitsch Touch”, oznaczające filmy pełne bystrości, subtelnego humoru, wizualnego dowcipu i intelektualnych niuansów. Ernst Lubitsch w 1946 r. otrzymał honorowego Oskara za wkład w rozwój sztuki filmowej. Krakowscy widzowie w dniach 27-29

kwietnia w Dyskusyjnym Klubie Filmowym „Rotunda” będą mieli niepowtarzalną okazję zobaczyć niemieckie, przed-hollywoodzkie dokonania tego niezwykłego reżysera. W przeglądzie zorganizowanym z pomocą Instytutu Goethego w Krakowie pokazane zostaną odrestaurowane nieme filmy niemieckiego reżysera z współcześnie wkomponowaną muzyką: „Nie chcę być mężczyzną” (27.04, 20.15), „Ostrygowa księżniczka” z Ossi Oswaldą (27.04, 21.00), „Sumrun” z Polą Negri (28.04, 18.00), „Anna Bolleyn” z Emilem Janningsem (28.04, 20.00), „Dzika kotka” z Polą Negri (29.04, 18.00) oraz film dokumentalny o reżyserze – „Droga od Schönhauser Allee do Hollywood”. DKF ROTUNDA: 27.04.2009 (poniedziałek), • godz. 20.15 „Nie chcę być mężczyzną” („Ich möchte kein Mann sein”), scen. Ernst Lubitsch, reż. Ernst Lubitsch, zdj. Theodor Sparkuhl, wyst. Curt Goetz, 1920, 45’ • godz. 21.00 „Ostrygowa księżniczka” („Austernprinzessin”), scen. Hanns Kräly, Ernst Lubitsch, reż. Ernst Lubitsch, zdj. Theodor Sparkuhl, wyst. Ossi Oswalda, Victor Janson, Harry Liedtke, 1919, 60’ 28.04.2009 (wtorek) • godz. 18.00 - „Sumrun”, scen. Ernst

Lubitsch, reż. Ernst Lubitsch, wyst. Pola Negri, Paul Wegner, Ernst Lubitsch, 1920, 103’ • godz. 20.00, „Anna Boleyn”, scen. Hanns Kräly, Norbert Falk, reż. Ernst Lubitsch, zdj. Theodor Sparkuhl, wyst. Emil Jannings, Henny Porten, 1920, 118’ 29.04.2009 (środa) • godz. 18.00 „Dzika kotka” („Die Bergkatze”), scen. Hanns Kräly, Ernst Lubitsch, reż. Ernst Lubitsch, zdj. Theodor Sparkuhl, wyst. Pola Negri, Victor Janson, 1921, 82’ • godz. 20.00 „Droga od Schönhauser Allee do Hollywood”, scen. Robert Fischer, reż. Robert Fischer, zdj. Manuel Lommel, muz. Aljoscha Zimmermann, wyst. Nicola Lubitsch, Tom Tykwer, Jörg Jannings, Henny Porten, dok., 2006, 110’

Dyskusyjny Klub Filmowy ”Rotunda”, ul. Oleandry 1, tel. (12) 633 35 38, 633 61 60 w. 25, 26; fax (12) 633 76 48 (Poniedziałek – piątek , 8.00 – 15.00) Bilety: kasa – godzina przed seansem, na pojedynczy seans DKF: członkowie – 5 zł, pozostali – 10 zł. www.rotunda.pl e-mail: dkfrotunda@etiudaandanima.com


Kultura 49

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Reinkarnacja Dostojewskiego RECENZJA

Petr Zelenka odsłania kulisy powstania powieści „Bracia Karamazow” oraz tajemnicę geniuszu Fiodora Dostojewskiego.

Autor „Samotników” okiem kamery śledzi próbę generalną scenicznej adaptacji ostatniej powieści Dostojewskiego. Umieszczona w realiach nowohuckiego kombinatu opowieść przeplatana jest scenami „zza kulis” stanowiącymi często kontrapunkt dla głównego wątku, obrazkami z przygotowań do alternatywnego, wreszcie kolejnymi odsłonami tragedii pracownika huty. Mocną stroną filmu jest już sam doskonały, wyreżyserowany przez Lukasza Hlavicę, spektakl (zarówno sama forma, jak i aktorzy przedstawienia są autentyczni). Fabuła samej inscenizacji jest co prawda rozbita, ale Zelenka zrobił to jednak w sposób nie ujmujący jej

wartości. Podglądanie próby spektaklu stanowi przyjemność samą w sobie. Doskonała gra aktorów oraz dynamiczna, a jednocześnie wyważona praca kamery przykuwają uwagę widza do historii rodziny Karamazow. Prawda, że dzięki kamerze filmowiec dysponował większym arsenałem środków niż reżyser teatralny, ale posłużył się nią w sposób mistrzowski, wydobywając z każdej sceny esencję – utrzymując dynamikę i nie tracąc przy tym sensu zawartego w treści oryginału. Reżyser operuje kontrastem, zestawiając treści patetyczne ze scenami zawierającymi humor – często wręcz rubaszny. Niejednokrotnie są one przeplecione bezpośrednio, co dodatkowo potęgujeę te dysonanse. I tak: na początku mamy sztubackie żarty aktorów, w dalszej części subtelną scenę zwiedzania huty i podziwiania tancerzy, a jeszcze dalej śmierć dziecka i tragedię rodzinną. Pomimo tego, całość jest jednak wyjątkowo spójna, a dygresje pozwalają na nowo w pełni skoncentrować się na gęstniejącej i nabierającej bardziej ponurych barw narracji. Umiejętnie wkomponowany kontrapunkt – satyryczne ujęcie Dostojewskiego – pozwala na chwilę oderwać się od nabierającej ciężaru fabuły. Szanując dzieło rosyjskiego pisarza,

Zelenka nie „płaszczy się” przed autorem, ale swobodnie interpretuje jego utwór. „Bracia Karamazow” to kolejny dowód na to, że Czesi posiadają imponującą umiejętność mówienia o rzeczach trudnych ze stosownym dystansem i dozą ironii. Lekkość i swoboda w podejściu do rosyjskiego mistrza może być inspirująca dla Polaków, do których pisarz, delikatnie mówiąc, miał stosunek ambiwalentny. Przywodzi to na myśl scenę w „Jedna ręka nie klaszcze” Davida Ondricka, gdzie porównano ekscentrycznego przywódcę tajemniczej organizacji do Hitlera, który swą lekko zarysowaną, a jednocześnie pogardliwą ironią rozlicza się z „dziełem” małego kaprala dosadniej niż niejedna rozprawa historyczna czy pomnik. Najnowszy film twórcy „Roku diabła” to arcydzieło sztuki filmowej. Fabuła nieustannie przykuwa uwagę widza, trzymając go w napięciu, a dzięki rozrzedzeniu (równocześnie wzbogaceniu) treści nie czuje zmęczenia gęstniejącą atmosferą spektaklu i wydarzeń towarzyszących próbie. Film po prostu „wyciąga” z fotela. To wszystko sprawia, że kiedy ukażą się informacje o kolejnym filmie Zelenki, z pewnością z niecierpliwości, aby go zobaczyć, „zatrzęsą mi się uszyska”.

Bartek Matoga

To nie są polki-rock’n’rollki

O nowej płycie Katarzyny Nosowskiej - „Osiecka” – Nagrywanie utworów Agnieszki Osieckiej było dla mnie niezwykle ciekawym doświadczeniem, nie miałam wrażenia, że śpiewam cudze teksty – mówi Katarzyna Nosowska o nowym artystycznym wyzwaniu – Poruszały mnie jak własne i to takie o największym znaczeniu emocjonalnym. Być może istnieje jakiś rodzaj powinowactwa duchowego. Czułam, jakby to było skrojone na moją miarę – dodaje. Niektóre przedsięwzięcia przygotowywane są latami, inne rodzą się spontanicznie. Pół roku temu Nosowska nie wiedziała jeszcze, że zmierzy się z piosenkami Osieckiej. – Chyba w czerwcu zadzwonił ktoś z fundacji Okularnicy z propozycją występu na koncercie poświęconym jej pamięci. Impreza miała się odbyć we wrześniu, ale lato jest gorącym okresem koncertowym dla Hey. Poważne przygotowania zaczęły się w sierpniu – mówi wokalistka. Propozycja organizatorów zakładała, że Nosowska może wybrać dowolną formułę, zagrać z dowolnymi muzykami. Od początku jednak wiedziała, że do realizacji przedsięwzięcia niezbędny będzie Marcin Macek, producent odpowiedzialny za kształt jej solowej płyty „UniSexBlues”. Organizatorzy koncertu dostarczyli kilkadziesiąt propozycji utworów z tekstami poetki. –Uwielbiam artystyczną propozycję Osieckiej, ale nie jestem specjalistką od jej twórczości. Wielokrotnie byłam tymi piosenkami zaskoczona. Ciężko było coś wybrać z ogromnej puli. W pewnym momencie poddałam się, poprosiłam o pomoc Marcina. On wie, co jest plastyczne, z czego dobrze le-

pić dźwięki – mówi Notowska. Macuk przyjął ważne kryterium – Charakter Katarzyny zdefiniował dobór tych piosenek. To nie są polkirock’n’rollki – twierdzi producent. 15 września 2008. Tego dnia Katarzyna Nosowska weszła na scenę warszawskiego Teatru Roma, by zaśpiewać recital w ramach koncertu „Pamiętajmy o Osieckiej”. – Przed występem byłam przerażona. Tradycyjnie zbuntował się mój organizm, no i przyszły osoby, które znały prywatnie Agnieszkę Osiecką... Czułam presję oczekiwań. Ale potem, w trakcie trwania koncertu, miałam momenty, w których działy się cuda. Nie potrzebowałam żadnych innych dowodów na istnienie siły wyższej. Gdy skończyliśmy, byłam ekstremalnie szczęśliwa. Podchodziły różne osoby, np. kompozytor Adam Sławiński, starszy, niesamowicie elegancki człowiek, który powiedział, że nie wyobrażał sobie, że jego kompozycje można podać w takiej odsłonie. Pani Magda Umer powiedziała, że się wzruszyła... – wspomina Nosowska. Tuż po imprezie ekipa wybrała się do kawiarni Kulturalna. – Tam stwierdziliśmy, że szkoda byłoby to tak zostawić. Padł pomysł nagrania płyty. Wiedzieliśmy, że trzeba działać szybko, że jeśli nie zrealizujemy tego do końca roku, to – ze względu na nasze inne zobowiązania – sprawa przepadnie – mówi Marcin Macuk. 1 listopada zespół wszedł do Trójkowego Studia im. Agnieszki Osieckiej i spędził w nim cztery dni.Partie wokalne powstały we wrocławskim studiu Fonoplastykon, gdzie Nosowska

pracowała z Marcinem Borsem. – Od czasu płyty „USB” Marcin jest mi niezbędny do tego, by śpiewać. Jest moją maskotką, misiem, talizmanem. Dostałam chyba starczego, wokalistycznego odjazdu – żartuje wokalistka - To jedyny człowiek, który, w momencie, gdy się poddaję, potrafi wziąć mnie za kudły i przeciągnąć na drugą stronę, tam, gdzie kryją się ciekawe barwy i emocje. Nagrałam całość w niecałe pięć dni. Wychodziłam ze studia późno, o 5-6 nad ranem. To był ogromny wysiłek emocjonalny i fizyczny. Nie jest tak, że z powodu napiętych terminów coś tam sobie pyknęłam... To uczciwie nagrana płyta – dodaje. – Nosowska „zdejmuje” niepotrzebny lukier, w jaki obrosły niektóre przeboje Osieckiej – podsumowuje zawartość albumu córka poetki, Agata Passent – Śpiewa je bez mizdrzenia się, doskonale rozumie tekst, ale interpretuje go bez afektacji. Na płycie dostajemy dużą dawkę niepokoju, jest to płyta o wiecznej tęsknocie, o przemijaniu, o miłości niecynicznej, o pytaniach bez odpowiedzi. 06.04.2009 o godzinie 20:00 w Rotundzie odbędzie się koncert promujący najnowsza płytę Nosowskiej „Osiecka”. Zapraszamy!!!


http://fifties.f.i.pic.centerblog.net/6xvl7n0y.jpg

50 Kultura

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009 Y EDIALN NAT M PATRO

Największy polski koncert w hołdzie Elvisowi!

W 1973 roku do zespołu Presley’a dołączył gitarzysta basowy, Duke Bardwell. Miał zastąpić pracującego do tej pory z grupą Jerrego Scheffa. Po odbyciu serii prób wyruszył z Elvisem w trasę koncertową. Do połowy 1975 roku Duke i Elvis zagrali 181 koncertów. Uwieńczeniem ich pracy był jedyny studyjny album Presley’a z 1975 roku, „TODAY” Kilka tygodni temu Duke Bardwell podzielił się ze mną swoimi wspomnieniami na temat współpracy z królem rock’n’rolla... Kiedy i w jakich okolicznościach spotkałeś Elvisa po raz pierwszy? Spotkałem go pierwszy raz w RCA Studios w Kalifornii, gdy poszedłem na pierwszą próbę i przesłuchanie, na które umówił mnie Ron Tutt. Po trzech lub czterech dniach grania i prób w RCA zdecydowali się wypróbować mnie podczas podróży do Las Vegas w styczniu 1974 roku. Zagrałeś z Elvisem blisko 200 koncertów. Kilka z nich było wyjątkowych – Huston, Memphis... Te dwa koncerty są moimi ulubionymi. Huston dlatego, że występował tylko zespół (sekcja rytmiczna – przyp. autora) i wokaliści. Nie mieliśmy żadnego wyboru, jak zagrać rock’n’rolla... Memphis – ponieważ to był jego

Tego w naszym kraju jeszcze nie było! 17 mają 2009 roku o godzinie 20:00 w Centrum Kultury Rotunda odbędzie się wyjątkowy koncert poświęcony legendarnemu królowi rock’n’rolla, Elvisowi Presley’owi.

Otworzy go rythm’n’bluesowa grupa KINGSIZE. Andrzej „Papa Gonzo” z zespołem przedstawią uwielbiane przez tysiące polskich fanów przeboje Presley’a w zupełnie nowych aranżacjach. Zarejestrowana przez KINGSIZE wersja utworu Burning Love cieszy się olbrzymim powodzeniem nie tylko w Polsce, ale również poza jej granicami, zdobywając uznanie nawet u osób, które znały osobiście Elvisa. Po tak porywającym supporcie mogą wystąpić już tylko gwiazdy. Będą nimi Duke Bardwell, Michaell Jarret oraz Ted Roddy. Po koncercie fani będą mieli okazję wziąć udział w konferencji prasowej, podczas której Duke Bardwell i Michael Jarret opowiedzą o swojej współpracy z Elvisem. Za sprawą grupy ELVIS-BROTHERS przeniesiemy się do studia TV NBC i wysłuchamy koncertu opartego na legendarnych sit down show. Na zakończenie trwające do białego rana Elvis Party. powrót na rodzinną scenę po prawie trzynastu latach. Tournee z nim było ciężką pracą, ale było świetnie… Twoja współpraca z Elvisem nie ograniczała się jedynie do występów na scenie, pracowałeś z nim również w studiu nagraniowym? Dobrze się wtedy bawiłem. Przeważnie robiliśmy sesje na żywo, nagrywaliśmy podstawowe ścieżki rytmiczne. Czasem zostawione były jego partie wokalne, a czasem wracał później i dogrywał fragmenty swojego wokalu. To nie był najlepszy sposób na uniknięcie pomyłek. Jak Ty jako muzyk oceniasz Presley’a? Jako piosenkarz uważam, że był najbardziej unikalnym wokalistą wszech czasów. Jako muzyk miał zaś wielki, naturalny słuch, choć w ogóle nie znał teorii muzyki. Potrafił przekląć, gdy był pewny, że coś szło nie tak. 16 sierpnia 1977 roku – tragiczny dzień. Kiedy dowiedziałeś się o śmierci Elvisa? Moja żona zadzwoniła do mnie i powiedziała mi, że właśnie usłyszała tę wiadomość w TV. Wiele znaków wskazywało na to, że on umrze młodo. Cierpiał na kilka rzeczy, które go wyniszczały. Serce odmówiło posłuszeństwa jako pierwsze. Wiadomość była dla mnie za-

skoczeniem – jak Elvis mógł być martwy?! Nie zaskoczyło mnie jednak to, że się w końcu wyczerpał. To był naprawdę smutny dzień. 17 mają 2009 roku przyjedziesz do Polski ze specjalnym koncertem THE ORIGINAL ELVIS SHOW 2009. Co polscy fani będą mogli wtedy usłyszeć? Ostatnio otrzymałem listę swoich show i jestem bardzo szczęśliwy, że będę mógł zagrać wiele wczesnych piosenek. Zespół, który będzie nam towarzyszył, jest przystosowany do rock’n’rolla. Ted Roddy jest rock’owcem, który robi fantastyczną sekcję rytmiczną. To będzie mój pierwszy raz w Polsce. Słyszałem, że fani są tu cudowni i na pewno przyjdą na koncert gotowi na dobrą zabawę. Zrobimy, ile w naszej mocy, by ich nie zawieść. Do zobaczenia na miejscu!

Rozmawiał: Mariusz Ogiegło

Cena biletu w przedsprzedaży (do 31.04) to 75 zł; od 01.05 do dnia koncertu 85 zł. Bilety można rezerwować: rezerwacje@kropkanadi.com UWAGA! Dla wszystkich, którzy kupią bilety do 31.04, czekają prezenty - niespodzianki, dołączone do biletu. Szczegóły na: www.kropkanadi.com i www.elvisfc.pl

Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Centrum Promocji i Sprzedaży: tel. 012 422 40 40, fax 012 292 75 12, bilety@stary.pl | www.stary-teatr.pl


52 Sport akademicki

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Z Krakowa po lekkoatletyczne sukcesy A czy nie brakuje wam opieki psychologa? Starzak: Hm, to jest chyba to, czego brakuje nam najbardziej. Ale z tego, co wiem, w klubie brakuje pieniędzy na zatrudnienie takiego specjalisty. Czyli z rosnącą popularnością musicie radzić sobie sami? Kuć: (śmiech) Szczerze mówiąc, jakoś na sobie nie odczuliśmy tego, żeby ktoś nas rozpoznawał na ulicy. Inaczej jest z tym na uczelni, ale wiadomo, że studenci AWF bardziej interesują się sportem niż inni ludzie.

Są młodzi, przystojni, utalentowani i odnoszą sukcesy. To nie reklama z magazynu dla pań, a zapowiedź rozmowy z Marcinem Starzakiem i Dariuszem Kuciem. Studenci AWF podczas marcowych Halowych Mistrzostw Europy w Turynie odnieśli życiowe sukcesy. Na początek gratuluję wam wspaniałych wyników. Spodziewaliście się takich występów? Marcin Starzak (III miejsce w skoku w dal): Jeśli chodzi o mnie, to nie zakładałem sobie konkretnego celu odnośnie tych mistrzostw. Chciałem po prostu zaprezentować się jak najlepiej i zbytnio nie dopuszczałem do siebie myśli o medalu, by nie zaprzątały mi głowy. Dariusz Kuć (VI miejsce w biegu na 60 m): Mnie natomiast medal się marzył. Niestety, nie udało mi się go zdobyć, ale i tak jestem bardzo zadowolony z mojej postawy. Gdybym jednak tak pobiegł rekord życiowy… Wydaje mi się, że dobrymi wynikami chcieliście zatrzeć niekorzystne wrażenie, które pozostawiliście po nieudanych Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Starzak: Można powiedzieć, że tak było, bo olimpiada rzeczywiście nam się nie udała. Cieszy nas zatem to, że daliśmy trochę radości kibicom, którzy po występie w Chinach nas nie opuścili. Jakie są wasze następne cele? Do pobicia czekają rekordy Polski… Kuć: Z pobiciem wyniku Mariana Woronina (10,00 s na 100 m – przyp. red.) może być ciężko. Dużo zależy nie tylko od formy sportowej, ale i od warunków, w których startujemy.

Dlatego też często bierzemy udział w mityngach na południu Europy, ponieważ rozrzedzone powietrze pomaga w biciu rekordów. Póki co, koncentruję się na regularnym bieganiu poniżej 10,15 s, a później zobaczymy. Starzak: Już od dwóch lat przymierzam się do ataku na najlepszy wynik w skoku w dal. Dwa lata temu było blisko, ale się nie udało. W poprzednim roku brakowało mi błysku. Może w tym się uda. Być może osiągnąłbyś zamierzony cel już w Turynie, gdyby nie 400-metrowcy, którzy kładli się na twoim rozbiegu po zakończeniu swojej konkurencji. Po zawodach bardzo na nich narzekałeś... Starzak: Nie chciałbym zwalać całej winy na nich, ale nie ukrywam, że trochę przeszkodzili mi w oddaniu dalekiego skoku. Trudniej było mi skoncentrować się na rozbiegu, przez co nie skoczyłem dalej niż w poprzedniej próbie. A przecież właśnie wcześniejszym skokiem, na odległość 8,18m, zapewniłem sobie brązowy medal. Jak wytłumaczylibyście fakt, że w ostatnim czasie przybyło wielu medalistów wielkich sportowych imprez, którzy na co dzień związani są z krakowską AWF? Oprócz was jest też piąty w sztafecie 4x400 m z Turynu, Jan Ciepiela, jest Radek Zawrotniak. Starzak: Ciężko mi się wypowiadać, jak to jest przypadku Radka, natomiast my nie możemy na nic narzekać. Oczywiście warunki do treningu zawsze mogłyby być lepsze, ale doceniamy to, co mamy. Za naszymi dobrymi występami stoi także dr Piotr Bora, z którym współpracujemy od kilkunastu lat. Ważne jest to, że nasz trener posiada otwarty na nowości umysł, nie opiera się tylko na starej szkole, prowadzi nowatorskie treningi.

Inna sprawa, że lekkoatleta nigdy nie będzie tak popularny, jak piłkarz… Kuć: Chyba że jest się Tomkiem Majewskim. Nie ma się jednak temu co dziwić, bo przecież podczas ostatniego dnia HME, kiedy odbywały się wszystkie finały, w otwartym kanale TVP była tylko godzinna relacja. Dziwi to tym bardziej, że szefem sportu w telewizji publicznej jest były lekkoatleta… Spędzacie ze sobą mnóstwo czasu. Czy czasami nie macie siebie po prostu dość? Kuć i Starzak: Nie (śmiech). Kuć: Rzeczywiście, widujemy się bardzo często, bo przecież razem trenujemy, jeździmy na zgrupowania, startujemy w zawodach. Jeszcze wcześniej razem mieszkaliśmy w akademiku. Starzak: Ja się nawet śmieję, że częściej widzę się z Darkiem niż z moimi braćmi, ale nie narzekamy, nie nudzimy się w swoim towarzystwie. Ale zainteresowania macie odmienne? Kuć: Racja, ja bardzo interesuję się Internetem, założyłem nawet własną stronę. Poza tym kibicuję Robertowi Kubicy, odkąd jeździ w barwach BMW Sauber. Wiadomo – prędkość mnie kręci. Starzak: Ja jakiegoś szczególnego hobby nie mam, moją pasją jest przede wszystkim lekkoatletyka, a także hokej na lodzie. Staram się śledzić poczynania Cracovii. Lubię też wiedzieć, co aktualnie dzieje się na świecie, w ekonomii, gospodarce. W korytarzu budynku, w którym rozmawiamy, są fotografie wybitnych sportowców, którzy byli zawodnikami AZS AWF Kraków. Kiedy wasze fotografie zawisną na tej ścianie? Starzak: Być może niedługo. Czekamy na dobre ujęcie (śmiech). Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Darek Dobek.


Sport 53

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

Zwyciężyło fair play

Y EDIALN NAT M PATRO

Studencki Flesz Sportowy

Przełom lutego i marca przyniósł niespodziewany zwrot w walce o awans do I ligi siatkarek. W wyniku niesportowej postawy rywalek szansę udziału w play-off otrzymał zespół AZS Skawa UEK. Jak informowaliśmy w poprzednim numerze, „Ekonomistki” odpadły z rywalizacji o awans na zaplecze ekstraklasy. Do play-off ich kosztem dostały się zawodniczki Siarki Tarnobrzeg, które wyprzedziły krakowianki lepszym stosunkiem setów. Stało się tak, gdyż w ostatnim meczu zwyciężyły niepokonany do tej pory na własnym boisku MKS Łańcut. Z kolei ten zespół już przed ostatnią serią spotkań miał zapewnione pierwsze miejsce w tabeli, więc rezultat nie musiał specjalnie dziwić. Jak się jednak okazało, siatkarki z Podkarpacia rozegrały mecz w terminie późniejszym niż pozostałe, co jest niezgodne z przepisami Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Znając wynik AZS UEK, tarnobrzeżanki wygrały na tyle wysoko, by wyprzedzić najgroźniejsze rywalki w tabeli o zaledwie dwa sety. Władze AZS Skawa UEK złożyły odwołanie w tej sprawie do PZPS. Wydział Dyscypliny PZPS podjął decyzję o przyznaniu walkowera obu drużynom, które zakpiły sobie ze sportowej rywalizacji. W rezultacie „Ekonomistki” awansowały do play-off o awans do I ligi, gdzie ich rywalem był zespół... MKS Łańcut. Podopieczne Tomasza Klocka przystąpiły do decydujących meczów niemalże z marszu, gdyż o pozytywnym dla nich werdykcie dowiedziały się zaledwie dzień przed rozgrywkami. Dlatego też trudno się dziwić, że sama sportowa złość nie była w stanie przechylić szali zwycięstwa na ich korzyść. Faworytki z Łańcuta odniosły

pewne zwycięstwa we wszystkich trzech meczach i to one staną w szranki z Szóstką Biłgoraj w decydujących spotkaniach o awans do I ligi. Politechnika zostaje W przyszłym sezonie w drugiej lidze nadal będzie grał zespół AZS Politechnika Krakowska. Zawodnicy Marka Fornala uporali się w trzech meczach z drużyną AKS Resovia II Rzeszów. Pierwszy, rozgrywany w Rzeszowie, mecz wygrali gospodarze, w szeregach którego znaleźli się znani z ekstraklasowych parkietów Łuka, Kaczmarek i Kusior. Jednak kolejne dwa spotkania, przy Kamiennej w Krakowie, rozgrywane były pod dyktando „Inżynierów”. Dwa zwycięstwa w trzysetowych pojedynkach nie pozostawiły cienia wątpliwości, kto w przyszłym sezonie powinien grać w II lidze.

Darek Dobek

AGH i UEK w dziesiątce najlepszych drużyn AMP Przedostatni weekend lutego przyniósł ostateczne rozstrzygnięcia w Akademickich Mistrzostwach Polski w Futsalu. Kraków po raz pierwszy w historii gościł najlepsze futsalowe akademickie drużyny w kraju. Organizacji turnieju podjął się KU AZS Uniwersytetu Ekonomicznego, a zawody były rozgrywane w halach przy ulicy Rakowickiej (UEK) i Ptaszyckiego (Com-Com Zone). W stawce 16 zespołów znalazły się dwie drużyny spod Wawelu – AZS AGH i AZS UEK. Lepiej zaprezentowali się piłkarze uczelni

Akademickie Mistrzostwa Polski w sportach zimowych

Y EDIALN NAT M PATRO

technicznej, którzy zajęli 3. miejsce. W meczu o brązowe medale rozgromili Politechnikę Warszawską aż 8:1. Pozwoliło im to zdobyć także złote medale AMP w kategorii politechnik. W ich ślady poszli studenci UEK, którzy zwyciężyli w kategorii akademii. Wyróżnienie w tej klasyfikacji było jedynie na otarcie łez, gdyż w ogólnym zestawieniu zajęli 10. pozycję. Całe zawody wygrali reprezentanci Uniwersytetu Rzeszowskiego, którzy w lipcu będą reprezentowali Polskę na Akademickich Mistrzostwach Europy w czarnogórskiej Podgoricy.

Darek Dobek

Snowboard kobiet: Klasyfikacja indywidualna: 1. Bom Roksana (AWF Kraków) 2. Węgłowska Olga (AWF Kraków) 5. Buczyńska Aleksandra (AWF Kraków ) 6. Bom Oliwia (AWF Kraków) 8. Urbańska Magdalena (Uniwersytet Jagielloński) Klasyfikacja drużynowa: 1. AWF Kraków 3. Politechnika Krakowska 4. Uniwersytet Jagielloński 13. UE Kraków 17. WSZiB Kraków Snowboard mężczyzn: Klasyfikacja indywidualna: 1. Buczyński Przemysław (AWF Kraków) 2. Ossowski Jakub (AWF Kraków) 3. Gąsienica Daniel Andrzej (UE Kraków) 10. Derda Bartłomiej (Politechnika Krakowska) 12. Tylka Tomasz (WSZiB Kraków) Klasyfikacja drużynowa: 1. AWF Katowice 2. AWF Kraków 4. WSZiB Kraków 8. Politechnika Krakowska Narciarstwo alpejskie kobiet: 1. Uniwersytet Jagielloński 2. AWF Kraków 4. UE Kraków 11. Politechnika Krakowska 24. AGH Kraków Narciarstwo alpejskie mężczyzn: 1. AWF Katowice 7. Uniwersytet Jagielloński 8. AWF Kraków 9. UE Kraków 12. Politechnika Krakowska Małopolska Liga Akademicka – siatkówka mężczyzn Klasyfikacja końcowa: 1. AZS UEK 2. AZS AGH 3. AZS AWF 4. AZS PWSZ Tarnów 5. AZS PK


54 Kątem oka

Manko 67 – marzec-kwiecień 2009

I Ty możesz studiować za darmo

!

Rys. Krzysztof Czachura, www.komikskc.ocom.pl

Olimpiada absurdu 2009 !!!

Jeśli nie masz pieniędzy na studia, a nie jesteś masonem bądź gejem (za co przyznaje stypendia University of California – patrz grudniowe Manko), być może zainteresuje Cię alternatywny sposób na zdobycie pieniędzy. Natalie Dylan (pseudonim) z USA wystawiła na aukcji internetowej swoje dziewictwo. Jeśli nie jest to prowokacja, byłby to nie pierwszy taki przypadek. A zatem, drogi Studencie, metoda na zdobycie wymarzonego wykształcenia jest całkiem, całkiem. Tym bardziej że cena Natalie stanęła na 3,7 mln dolarów. Starczy Ci nawet na studia za granicą. Jeśli zaś chciałbyś pobierać wiedzę na kilku kierunkach, musiałbyś chyba… no, mniejsza o szczegóły. Zależałyby zresztą od indywidualnych upodobań filantropów, ale jest to też wykonalne. Nie dyskryminujmy mężczyzn. Płeć brzydka również może zarabiać w ten podniosły sposób. Ba, ma nawet szansę zarobić więcej, wszak jak podaje J. Stanisławska, opisując „gay friendly” Kraków na WP.pl – statystyczny gej jest bardziej zamożny od hetero. Na pewno niejeden obrzydliwie bogaty biznesmen czeka tylko, by dać Wam szansę na studiowanie. Być może znajomość przerodzi się w piękne uczucie, które przetrwa nawet do habilitacji? Aukcje Natalie prowadzić musiał jeden z legalnych domów publicznych, gdyż popularne serwisy, jak eBay, odmówiły. Sama zainteresowana, nie kryjąc zdziwienia, oświadcza, że przecież „żyjemy w społeczeństwie kapitalistycznym”. Pieniądze pomogą jej w zrobieniu doktoratu i dalszej nauce... małżeństwie i terapii rodzinnej. Taki Wallenrodyzm na miarę XXI wieku. Coraz większą popularność zdobywają dziś portale społecznościowe. Co ładniejsi użytkownicy niejako automatycznie narażeni są na ataki amantów poszukujących swej drugiej połówki. Niejako usprawnia to cały proces integracji międzyludzkiej, do lamusa odchodzą instytucje takie, jak Swat. OK, nie ma w tym nic niezwykłego. Czasy się zmieniają. Jednak perspektywa umawiania się na randki przez Allegro – to już trochę przeraża.

Bartosz Bieliszczuk

Przygotuj aparato nagrodę się postaraj! Z aparatem w ręcę wyruszamy na ulice (i nie tylko :)) w poszukiwaniu codziennych absurdów! Uwiecznij absurd, który wyjątkowo Cię rozśmieszy – a jeśli rozbawi i innych, nagroda Cię nie ominie. A kiedy już absurd zastygnie na kliszy albo matrycy – szybko wyślij go do Manko (redakcja@manko.pl). Suro-

„Nie ma to jak porządny pies :].”

fot. Joanna Orczykowska

„No cóż w Kotlinie Kłodzkiej ortografia nie jest mocną stroną... Zdjęcie zrobione w sklepie spożywczym w Kłodzku”.

we Jury Olimpijskie i brać studencka wyłonią zwycięzców. Oprócz wieńca laurowego czekają ciekawe nagrody. Walcz więc o złoty medal wszystkimi dostępnymi środkami, od fotografii artystycznej po zdjęcie zrobione telefonem. Poniżej prezentujemy absurdy, które upolowali nasi Czytelnicy. To nie koniec zabawy! - na wasze zdjęcia czekamy do 20 kwietnia. Olimpijczycy – do dzieła!

„Zdjęcie zrobione na Placu Centralny na Nowej Hucie na witrynie jednego sklepu :) Przecież to oczywiste, że sklepowa ochrona powinna charakteryzować się pewnym stopniem niepełnosprawności.”

fot. Tomasz Pyszko

„Od straży miejskiej nie należy wymagać zrozumienia dla znaków drogowych. Oni są ponad to :).”

fot. Szymon Kogut

fot. Justyna Polak

Zdjęcie pt. „Daleko zajedzie”- to, na czym stoi auto świadczy o tym, że chyba nie prędko trafi do Oświęcimia, chociaż auto jest białe;). Fotka „Wolker” to mała literówka, dodam że napotkałem ten błąd w czeskiej restauracji :)

fot. Piotrek Wołek


Salony Firmowe Plusa w Krakowie ul. Kr贸lewska 57 tel. 012 396 21 50 salon.krakow1@plus.pl

al. Powstania Warszawskiego 12 tel. 012 418 70 00 salon.krakow2@plus.pl

MANKO 67  

MANKO 67 Kraków

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you