Issuu on Google+

Y TN N ŁA ZY ZP GA BE M A

Fanzin No.04/2013

Legendarny ... znany z rozlicznych prowokacji i skandali zespół BIG CYC obchodzi swoje 25 urodziny w klubie Mañana. Obfitujący w rozliczne anarchistyczne atrakcje pozamuzyczne koncert odbędzie sie na patio klubu w dniu 22 września (niedziela) o godz. 21.30. Z tej okazji redakcja prezentuje wydobyty z archiwum IPN tajny materiał dotyczący historii tej wywrotowej kapeli (część 1).

Zamiast wierzyć polityce oddaj głos na Wielkie Cyce! Big Cyc powstał w marcu 1988 roku w Łodzi, kiedy to w akademiku Uniwersytetu Łódzkiego „Balbina” spotkali się: student polonistyki Jacek Jędrzejak zwany Dżej Dżejem oraz student kulturoznawstwa Krzysztof Skiba. Dżej Dżej namówił muzyków grupy reggae Rokosz perkusistę Jarosława „Dżerego” Lisa i gitarzystę Romana „Pięknego Romana” Lechowicza do wspólnego projektu z udziałem Skiby, który pod ostrzałem ZOMO i SB, z narażeniem życia i zdrowia psychicznego, napisał prześmiewcze teksty. Po kilku pierwszych próbach powstały piosenki, które z założenia miały wyśmiewać mistyczną powagę i zadęcie wielu ówczesnych grup rockowych, uważanych fałszywie za „podziemne” i „alternatywę”. W nawiązaniu do wymyślonej nazwy zespołu BIG CYC, postanowiono uczcić kompletnie fikcyjną 75 rocznicę „powstania damskiego biustonosza”. Z tej okazji w klubie studenckim Balbina zorganizowano Uroczystą Akademię poświeconą twórcy biustonosza. W trakcie imprezy, jak reklamowano, miał odbyć się Turniej Biustów oraz odsłonięcie pomnika twórcy biustonosza. Koncert zespołu Big Cyc miał być tylko skromnym dodatkiem do imprezy. Wydrukowano ładne zaproszenia i rozesłano je do wszystkich mediów. Cały pomysł był jedną wielką blagą, mającą ośmieszyć kontrolowane przez władze gadzinowe media. Okazało się, że ryba chwyciła haczyk. Głównym magnesem dla „dziennikarzy” okazał się Turniej Biustów, dzięki któremu do skromnego, małego klubu studenckiego przybyło 45 pismaków z całej Polski. Gdy okazało się, że gołych cycków nie będzie, a jedyne nagie cyce w klubie to - goły tors Pięknego Romana, większość dziennikarzy oraz publiczność uciekła w popłochu. Podczas wielu kolejnych koncertów dochodziło do równie zabawnych sytuacji. W maju 1989 roku koncert Big Cyc na scenie przy klubie 77 na ulicy Piotrkowskiej, gdzie zgromadziło się ok. 3 tys. ludzi, przerwali funkcjonariusze SB, którzy słusznie domyślili się, że piosenka „Kapitan Żbik” wyśmiewa szeregi Milicji Obywatelskiej. Aresztowano akustyka, gdyż nie chciał wyłączyć nagłośnienia. Gdy Big Cyc zszedł ze sceny SB porwało Skibę i wywiozło go na komisariat Łódź Śródmieście, gdzie zaserwowano mu bezpłatny masaż pleców przy pomocy długich gumowych przedmiotów. Po tym barwnym incydencie Big Cyc został zaproszony na festiwal kultury anarchistycznej w Berlinie Zachodnim. Podczas muzycznych eskapad do Berlina narodził się wielki przebój zespołu „Berlin Zachodni”. Wkrótce muzycy pod przewodnictwem Dżej Dżeja zarejestrowali pierwsze piosenki w studiu Izabelin. O zespole zrobiło się głośno w całej Polsce, gdy w radiu pojawiły się piosenki – „Kapitan Żbik” i „Berlin Zachodni”. W 1990 roku ukazała się pierwsza płyta zespołu „Z partyjnym pozdrowieniem”, na okładce której widniał Lenin

z punkowym irokezem i kolczykiem w uchu. Płyta sprzedała sie w nakładzie ponad milion egzemplarzy, ale muzycy dostali za nią grosze, bo rynkiem rządzili wówczas piraci fonograficzni. Po ukazaniu się płyty Big Cyc zdobył wszystkie możliwe nagrody muzyczne, co mu bardzo zaszkodziło. Jego pierwszą płytę okrzyknięto „płytą roku”, piosenkę „Berlin Zachodni” przebojem roku, Skiba został „autorem tekstów roku”, okładka płyty była „okładką roku”, a sam zespół uznano za absolutną rewelację. W 1991 roku ukazała się druga płyta pt. „Nie wierzcie elektrykom”. Tym razem, jak łatwo się domyśleć, z Lechem Wałęsą na okładce, który zamiast znaczka z Matką Boską miał wpięty w klapę znaczek Playboya. Okazało się to prorocze gdyż już rok później ukazała się polska edycja tego magazynu. W 1992 roku doszło do głośnej akcji zespołu wymierzonej w nieuczciwe praktyki przemysłu fonograficznego. Dżej Dżej i Skiba przypięli się długimi, krowimi łańcuchami do kaloryferów w gabinecie dyrektora finansowego Polskich Nagrań i ogłosili bezterminową jego okupację. Wcześniej rozrzucono ulotki informując o celu akcji. Polskie Nagrania nazwano w nich piratami, gdyż nie rozliczały się ze sprzedanych egzemplarzy płyty. Dyrekcja Polskich Nagrań – wówczas największej firmy fonograficznej w Polsce, przystąpiła do negocjacji, wyrzucając wcześniej ze swego biura dziennikarzy. Akcja zakończyła się sukcesem, a w prasie ukazały się informacje pt. „Przykuci do Nagrań”. W 1992 roku miała miejsce śmieszna akcja obyczajowa z udziałem zespołu. Do nowej, trzeciej z kolei płyty i kasety Big Cyca „Miłość Muzyka Mordobicie” (tytuł parodiował hasła festiwalu rockowego w Jarocinie – „Miłość Przyjaźń Muzyka”) dołączono prezerwatywę z hasłem „Załóż zanim włożysz!”. Spotkało się to z oburzeniem wielu środowisk konserwatywnych, gdyż był to pierwszy tego rodzaju pomysł w Polsce. Big Cyc ma na swym koncie liczne zatargi o charakterze politycznym. W 1993 roku po ukazaniu się ostrej politycznie i muzycznie płyty „Wojna Plemników” protestował senator ZChN prof. Ryszard Bender, ówczesny członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, który podczas przesłuchań, starającego się w tym czasie o oficjalną koncesję radia RMF FM, zagroził, że plakaty Big Cyca, na których widnieje logo stacji, są wystarczającym powodem, aby tej koncesji nie przyznać. Na plakatach i okładce „Wojny Plemników” widniało zdjęcie zakonnicy suszącej na plaży prezerwatywy. W wielu gazetach (m.in. w Gazecie Wyborczej) ukazało się komiczne zdjęcie prof. KUL-u Ryszarda Bendera, który z dumą prezentował zdobyty przez siebie plakat Big Cyca. W 1996 roku ukazała się bestsellerowa płyta Big Cyca „Z gitarą wśród zwierząt”, z której pochodzi głośny

przebój „Makumba”. Przeciwko piosence początkowo protestowała prawicowa partia Konfederacja Polski Niepodległej twierdząc, że utwór ten narusza powagę ich partii. Chodziło konkretnie o ostatnie zdanie, w którym czarnoskóry bohater skarży się, że nie wie czemu „nie chcą go przyjąć do KPN-u”. Wkrótce jednak partia wyczuła, że to może być dla niej doskonała reklama i masowo namawiała członków do głosowania na „Makumbę” na listach przebojów. Był to pierwszy i jedyny przypadek w historii, gdy partia polityczna zabierała głos w sprawie listy przebojów. Kierownictwo partii wręczyło nawet honorową legitymację KPN-u czarnoskóremu aktorowi z Mozambiku, który w teledysku Big Cyca odtwarzał rolę sympatycznego Makumby. Big Cyc uznał i ogłosił oficjalnie na konferencji, że Makumba to jedyny „niekontrowersyjny kandydant na prezydenta”. W 1997 roku doszło do głośnej pikiety zespołu Big Cyc pod gmachem Ministerstwa Kultury. Muzycy Big Cyca domagali się od ówczesnego ministra Podkańskiego z PSL-u dopłat do strojów dla muzyków rockowych (np. na zakup glanów, pieszczoch czy kurtek ćwiekowanych). Była to kpina z praktyk ministra, który olbrzymie pieniądze przeznaczył na stroje muzyków z zespołów ludowych. Przedstawiciel ministerstwa oficjalnie odpowiedział zespołowi i dziennikarzom, że jeżeli muzycy rockowi wystąpią o takie dotacje, to być może je otrzymają. W 1998 roku Skiba wraz z Januszem Korwinem-Mikke, protestując przeciwko zbyt wysokim podatkom, zjadł swój PIT pod Ministerstwem Finansów. Natomiast Dżej Dżej protestując przeciwko nudzie na Festiwalu Piosenki w Opolu - w trakcie wspólnego występu z Marylą Rodowicz rozwalił na oczach zdumionych telewidzów swoją gitarę, którą wzorem starych tradycji rockowych roztrzaskał po występie o scenę. W 1999 roku podczas imprezy muzycznej Play Box w katowickim Spodku Skiba ogłosił głosowanie wśród publiczności, co ma pokazać obecnemu na widowni premierowi Jerzemu Buzkowi. Do wyboru było „kolano” lub „dupa”. Publiczność wybrała to drugie. Po pokazaniu przez Skibę wybranej przez publiczność części ciała, rząd Buzka upadł i do dziś się nie podniósł. W 2000 roku Big Cyc przypuścił szturm na siedlisko piractwa fonograficznego - bazar na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. Urządzono demonstrację, podczas której domagano się, by piraci zrobili zrzutkę na muzyków. Trzymano transparenty „Popieraj swojego złodzieja!”, „Niech żyje kradzież” oraz „Zapraszamy na przestępstwo”. Ochrona stadionu zatrzymała demonstrujących muzyków. Krzysztof Skiba

cdn … w kolejnym fanzinie


n

a

W czasach, gdy słowo drukowane powoli upada, a najpopularniejsze są artykuły o czyichś cyckach, tudzież o pierwszej kupie następcy brytyjskiego tronu, my pod prąd wydajemy nasz fanzin, w którym chciałbym przelać na papier moje wspomnienie muzyczne sprzed prawie ćwierćwiecza o jednym istotnym cycku polskiej popkultury. Był przełom gorącego maja i czerwca roku 1989. W powietrzu dawało się wyczuć nadciągające zmiany. Wracałem właśnie ze szkoły. Po przeszlajaniu się w okolicach wrocławskiego rynku, odwiedzeniu paru księgarń, w których nie było zbyt wielu ciekawych wydawnictw książkowych czy muzycznych (era księgarń na łóżkach polowych dopiero nadchodziła), obrałem kierunek na południe miasta poprzez centralny prospekt - ulicę Świdnicką, w tamtym czasie zwaną w kręgach młodzieży alternatywnej - uszczypliwie Brodłejem. Dochodząc do jej integralnego punktu, czyli przejścia podziemnego i stojącego obok niego zegara, spostrzegłem grupkę ludzi. Od jakiegoś czasu to nie było dziwne zjawisko, gdyż to miejsce - na rozpoczynanie swoich happeningów - obrała sobie Pomarańczowa Alternatywa. Miejsce, chętnie potem wykorzystywane przez wszelkiej maści polityków i politykierów, do propagowania swoich poglądów czy zamiarów, ot taki wrocławski Hyde Park. Gdy zbliżyłem się, usłyszałem dźwięki muzyki i śpiew. Pod zegarem stał nie kto inny, jak tylko legendarny wrocławski bard pankowo-regowy Kaman, który melodeklamował hity swoich grup Miki Mousoleum i Big Bit. Nie można było przegapić takiej okazji! Przystawało coraz więcej ludzi, robił się tłumek, przybywało znajomych. Okazało się, że ten koncert nie odbywał się bez przyczyny. To zwykły wiec wyborczy, ale niezwykłego kandydata. To lider PA, niejaki Waldemar „Major” Frydrych, startował w pierwszych po wojnie wyborach do Senatu, a artysta Kłosowicz, zwany Kamanem, wspierał jego inicjatywę. Po zniknięciu Kamana wraz z jego drewnianym Fenderem i piecykiem, pod zegarem pojawiło się dwóch frików, też z instrumentem. Zostałem, oczekując ciągu dalszego, chociaż wyglądało to bardziej na happening niż koncert. Otóż jeden z nich, wyglądający rodem jak z filmów z Jamesem Deenem, miał na sobie czarną skórę, przeciwsłoneczne okularki w stylu lat 50-tych i przylizane włosy. Został przedstawiony przez drugiego, jako Piękny Roman, co wywołało liczne uśmieszki gawiedzi. Drugi, krzepko dzierżący w dłoni mikrofon, przedstawił się po prostu: Skiba. Miał dwadzieścia kilka lat i był ubrany w ciuchy niemowlaka, łącznie z czepkiem na głowie. Na ten kostium nałożony miał t-shirt, na którym widniał szablon, przedstawiający słynny profil Lenina z … irokezem, nad którym był napis Big Cyc. Ta idea mnie, młodego chłopaka, przyznam szczerze, wtedy dość mocno zaintrygowała, gdyż uwielbialiśmy z kolegami ze szkolnej ławy dorysowywać irokezy licznym wizerunkom Lenina w książkach do języka rosyjskiego. Sam wygląd, jak i gadka, którą Skiba zapodawał zebranym, zaciekawiała, tłum gęstniał. Zupełnie akustycznie, parę lat przed formatem MTV Unplugged, Big Cyc dał swój pierwszy koncert we Wrocławiu. W zasadzie nie pamiętam, jakie piosenki zespół grał, a jak się okazało później - jego połowa. Utkwił mi w pamięci tekst o kapitanie Żbiku, komiksowym, propagandowym superbohaterze z MO oraz piosenka o miłości do babci klozetowej. Wszyscy myśleli, że to kolejny happening Pomarańczowej Alternatywy. Jak się okazało, nie byli daleko od prawdy, gdyż Skiba w latach 1987-1990 był liderem łódzkiej Galerii Działań Maniakalnych zwanej  Pomarańczową Alternatywą Łódź. Półtora roku później miałem już okazję kupić winylową płytę tego zespołu. Okładka nie pozostawiała wątpliwości, że to jest to, co widziałem. Kupiłem w ciemno. Andrzej Bednorz

KUPON PROMOCYJNY wytnij kupon i kup bilet na koncert zespołu BIG CYC 22.09 w Mañanie a TrendAGe, drugi bilet dostaniesz ZA DARMO makijaż: fryzury: Akademia Fryzjerska Berendowicz&Kublin

Dże

ej

ry

Ro

ma

S ki b

Dże

jD

ż

P ię k

ny


FUNFASHION NO.2

SOBOTA 12 PAŹDZIERNIKA

Obie koncepcje dopełnić mają zapowiadane przez Kasię comiesięczne imprezy: pokazy mody, wernisaże, koncerty, recitale czy spotkania z ciekawymi i znanymi ludźmi. W imieniu Le Blakk zapraszamy na oficjalne otwarcie w sobotę 28 września od godziny 18:00, a potem na afterparty do

FunFashion No.1 to już historia. Nie spoczywamy jednak na

Mañany.

laurach, przygotowujemy dla was jesienną odsłonę i zapraszamy na FunFashion No.2 w sobotę 12 października.

Natomiast najnowszą kolekcję Le Blakk będzie można zoba-

Tym razem zainspirowały nas słowa Marca Jacobsa, który ogło-

czyć na wybiegu 12 października w ramach FunFashion No.2,

sił światu, że trendy umarły. Przynajmniej w dotychczasowym

który poprowadzi Ilona Felicjańska.

rozumieniu. Bowiem nie mamy ich ślepo naśladować. Do nas

Z okazji 5 urodzin ilGusto podczas FunFashion oraz na afterparty

należy wybór tego, co jest modne. A kluczem do znalezienia

w klubie, zaśpiewa dla was Asia Kwaśnik.

własnego stylu jest gust, poczucie smaku, a przede wszystkim wyczucie własnej sylwetki. Istnieje cienka granica między "umiłowaniem mody" a przebraniem. Bycie "overdresed" stało się naprawdę w złym tonie. I chociaż we Wrocławiu brakuje autorskich butików światowych marek, pojawia się coraz więcej showroomów utalentowanych projektantów mody, których kolekcje absolutnie dorównują kreatywnością i jakością "wielkim markom”. Nowatorskim miejscem na mapie Wrocławia ma stać się również nowa Butikokawiarnia Le Blakk, która powstanie pod koniec września przy ul. Św. Antoniego 15. Koncepcja całości jest prosta: Concept Store połączony z Kawiarnią Modową. Jak w skrócie określiła sama właścicielka Kasia Hubers: „Zakupy kreacji Le Blakk, torebki Gucci, paska Armani zakrapiane winem i przekąskami z całego świata".

www.funfashion.org


który zagaduje wchodzących i prowadzi ich na miejsca. Na scenie widać szerokie małżeńskie łoże, ktore stanie się areną sporów. Bohaterowie traktują widzow jak dobrych przyjacioł, w czasie trwania przedstawienia wielokrotnie zwracają się bezpośrednio do nich i błyskawicznie reagują na ich riposty. Dopuszczając nas do swojej intymności, poddają się niejako naszemu osądowi, do ktorego podchodzą tylko z pozoru poważnie.

„Trzy razy łóżko” w reżyserii Piotra Dąbrowskiego - to klasycznie zabawna komedia małżeńska w trzech aktach. Prosta historia pary aktorow, którzy na przestrzeni wielu lat usiłują się ze sobą porozumieć, jest idealną ramą dla ironicznych rozważań o wspołczesnej sztuce aktorskiej i satyrą na stosunki damsko-męskie. Jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu publiczność wita Mąż (Wojciech Dąbrowski),

Dowcipne i przewrotne dialogi opierają się, rzecz jasna, na skrajnie przerysowanych różnicach w sposobie myślenia kobiet i mężczyzn. Żona (Małgorzata Kałuzińska) jest zatem nadmiernie uczuciowa, choć o emocjach mówi niewiele, licząc na domyślność małżonka. Mąż pragnie za wszelką cenę podkreślić swoją męską dominację, pozostając przy tym osobą aż do bolu praktyczną. Ich relacje oparte są na dezinformacji, przemilczeniach i lękliwej niepewności, co powoduje, że temperatura sporów gwałtownie wzrasta. W przerwach między aktami rozlega się głos Krystyny Czubówny, ktora komentując, niczym w filmach przyrodniczych, obyczaje godowe „ssaków białych”, wprowadza do spektaklowego słownika pojęcie „pawia medialnego”. Każde jej wystąpienie kończy zresztą znane wszystkim telewidzom zdanie: „czytała Krystyna Czubówna”. „Trzy razy łóżko” to spektakl lekki i przyjemny w odbiorze. Choć odwołuje się chwilami do niezbyt wyszukanych żartow, zachowuje urok równowagi między stereotypami bohaterow a ich rysami indywidualnymi. Spełnia przy tym podstawowe wymagania widzów komedii, dostarczając czystej, acz inteligentnej, rozrywki.

Pyszne chrupiące placki o wyrazistym smaku, który zawdzięczają dodatkowi cebuli i ziół. Z dodatkiem łagodnego i lekko orzeźwiającego sosu tzatziki ze świeżym ogórkiem i miętą smakują doskonale. Razem stanowią naprawdę zgrany duet. Zapraszam do Tapas Baru na PLACKI Z CUKINII Z SOSEM TZATZIKI za jedyne 6 złotych

dołącz do Tapas Baru na facebook.com/tapasbarwroclaw

Wernisaż wystawy DEREALIZM 5 września o godz. 18.00 w otwartej po remoncie Galerii Miejskiej we Wrocławiu przy ul. Kiełbasniczej 28, który zwieńczy bankiet w Mañanie przy muzyce na żywo. Celem działającej we Wrocławiu od 1991 roku Galerii Miejskej jest stawianie pytań o  sens i  miejsce sztuki, tradycji i  pojęcia piękna w  kulturze i  świecie, o  wartości i  kryteria wartościowania czy o wolność i odpowiedzialność sztuki. Tak nakreślone cele są traktowane równie poważnie, jak ekspozycja dzieł wysokiej jakości. Oprócz organizacji wystaw, Galeria rozpoczęła edycję Biblioteki Galerii Miejskiej, w  której wydawane są dzieła z  dziedziny teorii sztuki, kultury, krytyki artystycznej i estetyki, a w 2013 roku powstała Fundacja Galerii Miejskiej, która prowadzi aktywne działania na rzecz promowania sztuki oraz zaznaczania jej roli dla współczesnej edukacji oraz tworzenia tożsamości europejskiej. DEREALIZM - czyli pytania o przyszłość kultury, to wystawa, na którą składa się pięćdziesiąt prac 11-stu polskich artystów nowej generacji, postulujących powrót do źródeł sztuki. Do obrazów płynących z doświadczeń wyobraźni, zmysłów, postrzegania, przekraczania reguł i co ważne – otwarty dialog z odbiorcą. Zobaczymy obrazy Katarzyny Szeszyckiej, Julii Curyło, Aleksandry Urban, Ewy Juszkiewicz, Radosława Szlagi, Doroty Kozieradzkiej, Marcina Zawickiego, Łukasza Stokłosy, Pauliny Sadowskiej, Mariusza Mikołajka oraz Krzysztofa Izdebskiego – Cruza, będące hołdem złożonym ludzkiej pracy manualnej i wiedzy, która płynie z doświadczeń człowieka walczącego z materią. Derealizm jest także próbą odpowiedzi na ważne i trudne pytania dotyczące przyszłości kultury. Przekonajmy się i zakosztujmy w odpowiedzi proponowanej przez twórców DEREALIZMU Wraz z dyrektorem Galerii Miejskiej Mirosławem Jasińskim zapraszamy na wystawę DEREALIZM, która potrwa od 6 września do 5 października.

PRZYGOTOWANIE Tzatziki Ogórka umyj, obierz i zetrzyj na tarce na grubych oczkach. Odstaw na sitku, aby pozbyć się nadmiaru wody. Do 250 ml jogurtu typu greckiego dodaj ząbek czosnku, przeciśnięty przez praskę, łyżkę soku z cytryny, startego ogórka i łyżkę drobno posiekanej świeżo mięty. Wszystko wymieszaj i odstaw sos do lodówki na 15 minut. Placki W czasie jak tzatziki się chłodzą, zetrzyj dwie duże cukinie na tarce o dużych oczkach. Posól i odstaw na 20 minut, aby puściły sok. Po tym czasie odciśnij je, dodaj startą jedną cebulę, pół szklanki mąki, 3 jajka i zioła (po łyżce posiekanej natki pietruszki i mięty). Dopraw solą i pieprzem. Dokładnie wszystko wymieszaj. Kładź na rozgrzaną oliwę po 2 łyżki masy. Lekko je rozpłaszcz i smaż na rumiano z obu stron. Odsącz z tłuszczu na ręczniku kuchennym i podawaj z sosem tzatziki

KOLEGIUM REDAKCYJNE Beata Sałek - dowodzący Andrzej Bednorz - muzykomaniak Mateusz Gzik - meny fejses Krzysztof Kubów - fejsbuk master


Fanzin no.4