Issuu on Google+

Spis treści

Wstęp do wydania trzeciego 7 1. Karmienie piersią jest kwestią polityczną 9 2. Dlaczego możemy nazywać się ssakami: znaczenie biologii 19 3. Na czym polega karmienie piersią – i jak się mu szkodzi 26 4. Piękno, książki i piersi 40 5. Wstęp do karmienia niemowląt 53 6. Liczy się nie tylko mleko 87 7. Wasze szczodre datki mogą przynieść więcej szkody niż pożytku 98 8. HIV i karmienie piersią 105 9. Życie, śmierć i narodziny 120 10. Populacja, płodność i seks 134 11. Od epoki kamienia do silników parowych – galopem przez historię 160 12. Dzieci innych kobiet, czyli co to znaczy być mamką 186 13. Rewolucja przemysłowa w Anglii: idea postępu? 195 14. Rynków nie tworzy Bóg 215 15. Uroki globalnego rynku 239 16. Czym jest Kodeks? 261 17. Walka o władzę 280 18. Umierając za Kodeks 290 19. Dokumenty i deklaracje 309 20. Praca, ekonomia i wartość macierzyństwa 319 21. Ekologia, odpady i chciwość 344 Epilog 360 Podziękowania 363 Aneksy: 1. Globalna Strategia Żywienia Niemowląt i Małych Dzieci (WHO i UNICEF 2003) 364 2. Deklaracja Innocenti 2005 na temat żywienia niemowląt i małych dzieci 365 3. 10 kroków do udanego karmienia piersią 370 4. Fragment Konwencji o Prawach Dziecka 371 5. Milenijne Cele Rozwoju Narodów Zjednoczonych 373 5


6. Źródła informacji na temat błędów, wycofanych produktów i zanieczyszczeń w sztucznych pokarmach dla niemowląt 375 7. Definicje terminów dotyczących karmienia niemowląt 377 8. Konwencja w Sprawie Likwidacji Wszelkich Form Dyskryminacji Kobiet 378 Przypisy 381


w czasie laktacji zachowywały całkowitą wstrzemięźliwość seksualną, lecz naukowcy poszukiwali danych, które reprezentowałyby wszystkie kobiety, a zwłaszcza te zamieszkujące kraje ubogie. Chcieli wykazać ponad wszelką wątpliwość, że obfitsza dieta wpływa dodatnio na produkcję mleka. Inni badacze twierdzili, że jest to prawdopodobne, ale należy jeszcze dopracować metody badawcze, gdyż dotychczasowe uniemożliwiają sformułowanie jednoznacznych wniosków. Część pracujących w Kenebie naukowców wydedukowała, że odżywianie wywiera wpływ na poziom prolaktyny, ale pozostali wierzyli, że suplementacja pokarmowa zwiększa tempo produkcji mleka, na skutek czego niemowlęta potrzebują mniej pokarmu, co z kolei prowadzi do ponownego zmniejszenia produkcji mleka. Dzieci „kierują” procesem i to one decydują, ile chcą ssać*. Dobrze odżywione angielskie matki i kobiety z Keneby produkują identyczną ilość mleka. Afrykanki karmią częściej i dlatego łatwiej im podtrzymać laktację oraz towarzyszący jej brak płodności. Ma to sens z punktu widzenia biologii, gdyż kobieta żyjąca w sytym społeczeństwie Zachodu i produkująca dużo pokarmu potrzebuje zaledwie minimalnej stymulacji ze strony dziecka, a kolejna ciąża wiąże się z mniejszym ryzykiem śmierci jej samej i dziecka niż w przypadku matki żyjąca w niebezpiecznych warunkach niedoboru żywności. Nie znaczy to jednak, że dobrze odżywione kobiety pozostają płodne podczas laktacji. Badanie przeprowadzone wśród Szkotek ukazało silny związek między nocnym karmieniem, częstotliwością podawania piersi, późnym wprowadzeniem pokarmów uzupełniających i owulacją. U matek, które karmiły wyłącznie butelką, pierwsza owulacja występowała średnio 11 tygodni po porodzie. Kobiety karmiące owulowały 40 tygodni później. Czterystu dwudziestu dwóm kobietom z Chile zapewniono szkolenie i wsparcie w zakresie używania karmienia jako metody planowania rodziny przez pierwsze sześć miesięcy po porodzie. Wskaźnik powodzenia wynosił 99,5%, a więc był taki sam, jak w przypadku współczesnych metod antykoncepcji (a niekiedy nawet wyższy). Na dodatek karmienie piersią to antykoncepcja znacznie tańsza i bezpieczniejsza dla dziecka292. Dlaczego nie lubimy małych dzieci? Znam dobrze odżywione kobiety karmiące, które z powodzeniem stosowały laktację jako metodę kontrolowania odstępu między kolejnymi ciążami. Niektóre z nich przerwały karmienie, bo chciały starać się o kolejne dziecko. To, czy kobieta używa karmienia piersią jako metody antykoncepcyjnej, jest jej własną decyzją. Bardziej interesuje mnie to, dlaczego w społeczeństwie Zachodu patrzy się ze zdziwieniem na kobiety, które przez dłuższy czas chcą karmić wyłącznie piersią. Personel medyczny, rodzina i całe społeczeństwo naciskają na matki, by „szybko wróciły do normal*  Te badania przeprowadzono w czasach, kiedy powszechnie sądziło się, że niemowlęta powinny rosnąć szybciej, a więc długo przed wprowadzeniem standardów WHO. Chciano spowodować, by wszystkie dzieci rosły równie szybko, jak karmione mlekiem modyfikowanym amerykańskie niemowlęta.

146


nego stanu”. Norma oznacza tu fizyczne odseparowanie od dziecka i ograniczenie dostępu do piersi matki. Akceptuje się każdą metodę zamknięcia buzi płaczącemu niemowlęciu, o ile nie jest to podanie mu piersi. I choć sytuacja zmieniła się na lepsze w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci, ciągle stykamy się z reakcjami negatywnymi – zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o dzieci starsze. Należy zapytać, skąd wzięła się taka koncepcja „normalności”, skoro przez 99,9% czasu, przez który nasz gatunek istnieje na Ziemi, na potrzeby dziecka matka odpowiadała, podając mu pierś do ssania. Dzięki temu przetrwaliśmy. Dlaczego widok kobiety karmiącej piersią budzi taki niepokój współczesnego człowieka? Być może oddziałuje on na podświadomość, przywołując wspomnienia z dzieciństwa293. Wielu obecnych dorosłych nie doświadczyło dzieciństwa pełnego uczucia i fizycznego kontaktu, których wagę dla emocjonalnego rozwoju poznaliśmy dopiero niedawno. W większości kultur, w których od zawsze karmiono piersią, odruchem jest zapewnienie niemowlęciu bliskiego kontaktu z matką i natychmiastowej pociechy. W społeczeństwach, które akceptują płacz dziecka i fizyczne oddzielenie go od matki, rodzice niekiedy zachowują się w wyjątkowo sztywny i nerwowy sposób. To dlatego wielu z nas doświadczyło uczucia smutku już we wczesnym dzieciństwie, kiedy nie wiadomo jeszcze, jak je rozumieć i jak sobie z nim radzić. Często postrzega się niemowlęta jako bezduszne, wywołujące wstręt stworzenia. Mają taką opinię zwłaszcza tam, gdzie surowość od dawna jest obowiązującą metodą wychowawczą. Możliwe, że obecność niemowlęcia wywołuje w nas wspomnienie własnego smutnego dzieciństwa, które przenosimy następnie na dziecko. Niektórzy czują gniew lub niepokój, kiedy wydaje im się, że dziecko pragnie skupić na sobie całą uwagę dorosłych. Być może przyczyna leży w ich własnym dzieciństwie, kiedy im samym nie udawało się zaspokoić swoich potrzeb. Jeśli niemowlę postrzegamy jako „dużo krzyku i żadnego poczucia odpowiedzialności”, odmawiamy mu prawa do bezbronności i posiadania własnych potrzeb. Dzieci są szczęśliwsze i bardziej świadome w tych społecznościach, w których bierze się pod uwagę ich pragnienia, nie pozostawia się ich samych sobie, żeby się wypłakały, i karmi wtedy, kiedy mają na to ochotę. Także dorośli nie patrzą na nie z paniką i obrzydzeniem w oczach, inaczej niż tak wielu członków naszego społeczeństwa. W kulturach, w których dzieci otacza się opieką, łatwiej im się zintegrować ze społeczeństwem niż na Zachodzie. Prawie nie spotyka się tam „wyjących bachorów”, których zachowanie usprawiedliwia w naszej kulturze pozbawienie dziecka towarzystwa dorosłych. Ogromna złość i lęk, jakie okazują niektórzy dorośli, gdy dziecko znajduje się w centrum uwagi, to coś więcej niż tylko obyczaj kulturowy. Takie zachowanie ma głębsze uzasadnienie emocjonalne. Z jakiegoś powodu o wiele łatwiej nam zaakceptować, gdy wszyscy zachwycają się nowym samochodem niż gdy poświęcają uwagę dziecku. Oto opowieść podróżników wędrujących po Nepalu: „Pewnej nocy zatrzymaliśmy się w herbaciarni w Himalajach. Matka gotowała posiłek, ale przerwała tę 147


Il. 14. Egipcjanka karmiąca dziecko na ulicy (fot. I Lippman, dzięki uprzejmości UNICEF-u).

czynność, aby nakarmić dziecko, a ojciec zajął wtedy jej miejsce przy kuchni. Po zjedzeniu posiłku, posprzątaniu i odłożeniu wszystkiego na swoje miejsca, rodzice oddali się zajęciu, które bez wątpienia było conocnym rytuałem. Czule wymasowali i posmarowali dziecko oliwką. Procedura ta wyraźnie sprawiła ogromną przyjemność tak dziecku, jak rodzicom. Niemowlę gaworzyło, rodzice uśmiechali się i równo dzielili obowiązkami: jedno z nich masowało małe paluszki, drugie skupiało się na innej części ciała. Dziecko w końcu zapadło w głęboki i spokojny sen i cała rodzina z zadowoleniem położyła się do łóżka”294. Szkoda, że dzieci zachodnich rodziców zdają się nie dostarczać takiej przyjemności swoim zestresowanym i zagubionym w rzeczywistości rodzicom. Porównajmy to z typową sceną z życia Brytyjczyków: cała rodzina, usadowiona przed telewizorem, jęczy z irytacją, ponieważ elektroniczna niania donosi, że niemowlę właśnie obudziło się w świetnie wyposażonym pokoju na pierwszym piętrze. Rozpoczyna się licytacja, kto powinien wstać i utulić dziecko do snu. Jeśli nie uda się tego dokonać po kilku minutach podrzucania, podawania smoczka i butelki, rodzice sięgają po środki farmakologiczne. Niektórzy z nich zostawiają dziecko samo, by mogło się wypłakać. Niemowlęta, które zaraz po urodzeniu nie potrafią same „przespać nocy”, postrzega się jako problem. Nie twierdzę, że nie zdarzają się sytuacje problematyczne, ale wynikają one nie tylko ze zmęczenia matki, ale także dlatego, że dziecko nie dostosowuje się do jakiegoś złudnego ideału. Matki potrafią znieść dla swojego dziecka każdą niewygodę, dlatego tak bolesne jest, gdy bywają z tego powodu lekceważone. Powinno się je darzyć podziwem i nagradzać za ich trud. Badając źródła historyczne Jim McKenna odkrył, że „przesypianie nocy” to wynalazek nowoczesności nawet jeśli chodzi o osoby dorosłe, a jego pojawienie wiąże się z industrializacją. Nada148


liśmy swojemu życiu rytm dostosowany do rytmu maszyn, choć jest to sprzeczne z naszym rytmem biologicznym (znacznie lepiej sprawdza się scenariusz: krótszy sen w nocy i popołudniowa sjesta). Oczekujemy, że nowo narodzone dzieci dostosują się do naszej zindustrializowanej opresji. Jim McKenna zaleca stosowanie przeciwieństwa elektronicznej niani: urządzenia, które umożliwi śpiącemu w osobnym pokoju dziecku słyszeć odgłosy dochodzące z reszty domu295. Zapomnieliśmy, że z opieki nad dzieckiem można czerpać radość i coraz gorzej zdajemy się radzić sobie z samą opieką. Rodzicielstwo bywa czasem niewiarygodnie bolesnym przeżyciem, a nasza niezaradność w dużej mierze może wynikać z doświadczeń naszego własnego dzieciństwa. Rodzice, którzy brutalnie traktują swoje dzieci, robią to, ponieważ sami doświadczyli podobnej przemocy. I choć większość z nas uniknęła tak ekstremalnych sytuacji, bywaliśmy ofiarami nieświadomych zaniedbań, których dokonywali nasi rodzice pod wpływem aktualnych proroków opieki nad niemowlętami. Jednym z nich był Frederick Truby King, nowozelandzki lekarz, którego pomysły zyskały w dwudziestym wieku duże uznanie. Gorąco zalecał karmienie piersią, ale tylko o wyznaczonych porach. Podobnie jak w przypadku poprzednika, Williama Cadogana, jego prace stanowią dziwną mieszankę teorii rozsądnych i całkiem absurdalnych. Trzeba przyznać, że przyczynił się do zmniejszenia umieralności niemowląt w swoim kraju ojczystym oraz zwrócił uwagę na konieczność kierowania się dobrem dziecka. Podobnie jak wielu mu współczesnych, Truby King miał obsesję na punkcie „odpoczynku żołądka”: „wymieciony do czysta żołądek przestaje być siedliskiem bakterii, które powodują fermentację, niestrawność, biegunkę itd.”. Tak samo jak jego osiemnastowieczny poprzednik, Nowozelandczyk żałował, że to kobietom powierza się opiekę nad dziećmi: „Gdyby wydzielanie mleka i karmienie piersią były domeną mężczyzn, a nie kobiet, żaden mężczyzna niezależnie od swojej profesji nie przystawiałby dziecka do piersi częściej niż pięć razy na dobę, wiedząc, że tylko tyle potrzeba mu do prawidłowego rozwoju i szczęścia. Dlaczego kobiety miałyby postępować inaczej?”296.

Il. 15. Nasz lęk przed małymi dziećmi (rys. Michaela Heatha).

149


Być może dlatego, że wiele matek, inaczej niż Truby King i jego koledzy po fachu, nie potrafiło zignorować płaczu dziecka, które domaga się pokarmu i ciepła matczynego ciała. Narzekania lekarza nie zmienią faktu, że to kobiety zostały biologicznie zaprogramowane, by odpowiadać na wszystkie potrzeby niemowlęcia. W rozdziale trzecim pisałam już o „hormonie miłości”, oksytocynie, ale nie bez znaczenia pozostaje wpływ prolaktyny – hormonu regulującego produkcję mleka. Prolaktyna wydziela się przez jakiś czas po porodzie nawet wtedy, kiedy kobieta nie karmi piersią. W dużej mierze odpowiada za zachowania macierzyńskie wszystkich ssaków i niektórych ptaków297. Jednak pod wpływem Truby Kinga całe pokolenia kobiet dzielnie próbowały stłumić uczucia swoje i dzieci; nawet teraz matka, która „ustępuje” dziecku, często spotyka się z dezaprobatą zachodniego społeczeństwa. Utrzymująca się nieprzerwanie od niemal 100 lat popularność zaleceń Truby Kinga jest dowodem na to, że niektórzy odczuwają głęboką potrzebę kontrolowania i niszczenia zdolności komunikacyjnych małych ludzi298. Te szkodliwe i okrutne pomysły mogły znaleźć poparcie na skutek upowszechnienia umiejętności czytania i pisania, poddania kobiety kontroli autorytetów medycznych i rozpadu tradycyjnych systemów wsparcia. Cały ciężar opieki nad dzieckiem nie powinien spoczywać na barkach matki. Pewna wieśniaczka z Tajlandii podzieliła się swoim niedowierzaniem z antropolożką Penny van Esterick: „Jak to możliwe, że kobieta rodzi i wychowuje dziecko bez pomocy matki?” W jej społeczeństwie dziecko jest wspólną odpowiedzialnością całej rodziny. Pieści się je, cieszy nim i nigdy nie pozostawia samemu sobie, kiedy płacze299. Można jednak dostrzec także pozytywne aspekty tego „cykliczno-kulturowego efektu opieki nad niemowlęciem”. Pewna kobieta opowiedziała mi, że dzięki psychoterapii udało jej się dotrzeć do wspomnień smutnego dzieciństwa, ale dopiero miłość i opieka nad dzieckiem, karmienie i dotykanie go pozwoliły jej uwolnić się od traumy. Dzięki temu widzimy, że dzieci również mogą współtworzyć swoje pierwsze relacje na równych prawach z opiekunami. Jeśli uda się uniknąć niszczącego wpływu zewnętrznego, związek między niemowlęciem a jego opiekunami będzie dla nich okazją do obopólnego rozwoju. Seks i karmienie piersią W niektórych kulturach wymaga się zachowania całkowitej czystości seksualnej w czasie trwania laktacji. Takie tabu było powszechne w Europie już od czasów starożytnych i stanowiło jeden z powodów, dla jakich mąż zatrudniał mamkę – od której często oczekiwano, że pozostanie w celibacie. Podobny zakaz nie występuje w społeczeństwach zbieracko-łowieckich, ale zdarza się w kulturach rolniczych. Jego istnienie sugeruje, że choć ich członkowie byli świadomi antykoncepcyjnego wpływu laktacji, wiedzieli również, że ta ochrona z czasem staje się coraz słabsza. Na długo przed wypracowaniem nowoczesnych metod badawczych istniała świadomość, 150


że dłuższe odstępy czasowe między porodami są korzystne dla zdrowia zarówno matki, jak i dzieci. Te zakazy seksualne mogą występować częściej wśród grup, w których istnieje tradycja wczesnego wprowadzania do diety pokarmów uzupełniających, które osłabiają ochronę przed ponownym zajściem w ciążę podczas laktacji. Niekiedy tabu wzmacnia mit: niektóre kultury wierzą, że po stosunku nasienie przepływa przez ciało kobiety, dostaje się do mleka i je zatruwa. Kiedy doktor David Morley po raz pierwszy prowadził badania w Nigerii, tamtejsze kobiety powiedziały mu, że przestały karmić, ponieważ znowu zaszły w ciążę. Nie miał powodów, by im nie wierzyć. Notował jednak wszystkie daty i odkrył, że urodziły około 14 miesięcy po tym, jak poinformowały go o ciąży. W rzeczywistości przestały karmić, kiedy poczuły się gotowe na kolejne dziecko. Powszechnie wiedziano, że zaprzestanie karmienia piersią jest ryzykowne. Europejscy kolonizatorzy, przyzwyczajeni, że dziecku podaje się pierś najwyżej przez rok, , widząc chorowite dwulatki, ssące matczyną pierś, wyciągali z tego dogmatyczny wniosek, że „przedłużenie” karmienia „powoduje” niedożywienie. Miejscowa ludność wiedziała jednak, że słabe i chore dziecko utrzymuje się przy życiu prawdopodobnie wyłącznie dzięki mleku matki300. Raptowne odstawianie od piersi zdarza się w społeczeństwach, w których wierzy się, że nasienie może zatruć mleko, oraz kiedy kobieta dowiaduje się, że znowu zaszła w ciążę. Panuje przekonanie, że mleko matki jest własnością kolejnego płodu, a podawanie go innym dzieciom może być dla nich niebezpieczne. Kobiety nacierają sutki ostrymi papryczkami lub gorzkimi ziołami, by zniechęcić niemowlę do ssania, a następnie oddają je pod opiekę babki. W zależności od obyczajów kulturowych przejście od ssania piersi do dorosłych praktyk żywieniowych może być łagodne lub bolesne. Kobiety, które raptownie odstawiają dziecko od piersi, uważają, że robią to dla jego dobra, choć w rzeczywistości może to prowadzić do niedożywienia i traumy emocjonalnej, która pozostanie z nim do końca życia. Tam, gdzie istnieją zakazy seksualne dotyczące okresu laktacji, mężowie przekonują niekiedy żony, by przestawiły się na sztuczne karmienie. Dzięki temu współżycie seksualne można wznowić niedługo po porodzie. Pod wpływem kolonialistów i „pomocy rozwojowej” nastąpił upadek tradycyjnych obyczajów oraz autorytetu. Propagowanie monogamii sprawia, że kobiety mogą czuć się zobowiązane do szybkiego wznawiania współżycia, by nie ryzykować, że mąż przeniesie zainteresowanie na inne kobiety. Abstynencja seksualna występuje zarówno w społeczeństwach monogamicznych, jak i poligamicznych. Choć dwudziestowieczne teorie, bazujące na myśli Zygmunta Freuda, podkreślały szkodliwość represji seksualnej, nie ma wielu dowodów na negatywne skutki okazjonalnego celibatu i uprawiania seksu bez penetracji, które z tą pierwszą nie mają wiele wspólnego. Nie jest też prawdą, że związki poligamiczne prowadzą do większego wykorzystywania kobiet niż monogamia. W wielu społeczeństwach poligamicznych cudzołóstwo i promiskuityzm są w równym stopniu 151


nieakceptowane, jak w społeczeństwach uznających wyłącznie monogamię. W niektórych plemionach afrykańskich mężczyzna posiadający dwie żony musi zachować celibat, jeśli obie karmią. Opowiadano mi o przypadku, kiedy obie żony rodziły dziewięć dni jedna po drugiej przez kolejne pięć lat. Mąż był zmuszony do kilkuletniej abstynencji seksualnej i stał się obiektem życzliwych kpin całej wioski. Jakoś uniknął jednak nerwicy. Przyjaciel z Mozambiku opowiedział mi, że musiał zrezygnować z seksu do ukończenia przez jego dziecko trzeciego miesiąca życia, a potem do siódmego miesiąca mógł utrzymywać kontakty seksualne z kobietą, ale nie z żoną. Całkowitą abstynencję w pierwszych miesiącach ojcostwa tłumaczył wiarą, że po stosunku ciało wydziela ciepło, które mogłoby zaszkodzić dziecku. W różnych kulturach obowiązują jednak zupełnie odmienne zwyczaje. Kobiety z Mozambiku śmiały się, kiedy próbowałam generalizować na ten temat, i na każdy mój argument odpowiadały, że „to zależy od osoby”. Położne, pytane o to, jak karmiące matki podchodzą do przymusowego celibatu, odpowiadały, że uważają to za zupełnie naturalne. Któż może jednak wiedzieć, jak wielka była ich frustracja? Seksualność jest tak zdominowana kulturowo, że jednostka często czuje to, do czego ją wychowano, i udziela takich odpowiedzi, jakie w danej kulturze uważa się za odpowiednie. Zmuszeni do poszukiwania indywidualistycznej pełni członkowie społeczeństwa Zachodu także nie mogą dociec, gdzie leżą ich rzeczywiste pragnienia. Zachodnie tabu We współczesnej kulturze Zachodu karmienie piersią jest ściśle związane z naszym postrzeganiem seksualności. Przystawianie dziecka do piersi w miejscu publicznym spotyka się z brakiem akceptacji, gdyż piersi uważa się za obiekt seksualny. Pewnego dnia podzieliłam się z moim przyjacielem refleksją, że nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego kobiety nie mogą pokazywać piersi. Odpowiedział, że mężczyźni nie chodzą przecież z interesem wystającym z rozporka spodni. Dopiero jego uwaga uświadomiła mi, że nasza kultura zrównuje piersi z genitaliami. Jednak nie tylko piersi uważa się za pobudzające seksualnie: to samo dotyczy nóg, warg, karku i innych nacechowanych erotycznie części ciała. W kulturach, w których karmienia piersią nie uważa się za wstydliwe, mężczyzny nie doprowadza do szaleństwa widok kobiecej piersi, choć może być zawstydzony lub pobudzony widokiem kobiety w szortach. W epoce wiktoriańskiej reagowano w ten sposób na widok kobiecej kostki. Do niedawna nawet w najbardziej opresyjnych seksualnie społeczeństwach kobiety mogły publicznie karmić niemowlę. Nawet te, które zakrywały twarze, nie obawiały się pokazać piersi. W znanej z pruderii wiktoriańskiej Anglii szacowna kobieta mogła bez ceregieli karmić dziecko w kościele301. I choć we współczesnym społeczeństwie na każdym kroku widzimy kobiece ciała (a zwłaszcza piersi), wykorzystywane w reklamach gazet, samochodów i orzeszków, publiczne karmienie 152


Il. 16. Dlaczego nie można być i premierem, i matką. („Przykro mi, John, ale karmienie nowo narodzonego niewiniątka nie pozwala generałom skupić się na planowaniu ataku bombowego”, rys. David Pope, Hinze/Scratch! Media – www.scratch.com.au).

piersią ciągle nie jest akceptowane ani przez mężczyzn, ani przez kobiety. Dobrą ilustrację tego zjawiska stanowi fakt, że w Stanach Zjednoczonych i kilku innych krajach musiano wprowadzić specjalne prawo, „zezwalające” kobietom na karmienie w miejscach publicznych. Uważam, że każda kobieta ma prawo odpowiadać na potrzeby swojego dziecka zawsze, kiedy jest to konieczne, a publiczne karmienie piersią to konieczność, by ten sposób podawania pokarmu na powrót stał się obowiązującą normą. To absurdalne, że niepewne siebie młode matki szukają wiedzy o „właściwym sposobie karmienia” w poradnikach i na stronach internetowych. Tam, gdzie karmienie piersią znajduje się na porządku dziennym, kobiety mają znacznie mniej problemów. A może negatywne reakcje wynikają jeszcze z innego powodu, niż tylko skrępowanie, wynikające z niezaspokojonej żądzy? Kiedy rozmawiając o tym z pewną znaną dziennikarką, zasugerowałam, że kobieta powinna móc karmić na sali posiedzeń, zaczęła się martwić o delikatne uczucia panów w średnim wieku. Ci sami panowie zdają się nie mieć problemu z erotycznymi billboardami, roznegliżowanymi kobietami z kalendarzy ściennych i zmysłowością malarstwa klasycznego. Wychodząc na lunch do klubu, muszą brodzić w ulotkach agencji towarzyskich i opędzać od propozycji prostytutek. Ten typ molestowania nie przeszkadza im w zajmowaniu się bardzo poważnymi sprawami i wpływaniu na najważniejsze struktury naszego społeczeństwa. Jednak gdyby koleżanka karmiła dziecko podczas spotkania biznesowego, poczuliby się bardzo zawstydzeni. Należy oszczędzić biedakom tego straszliwego doświadczenia. Karmienie piersią wywołuje reakcje daleko silniejsze niż seksualne. To demonstracja kobiecej siły. Jest nie do pomyślenia, by kobieta ciesząca się ugruntowaną 153


było końca mleka. Ale nie można było sobie pozwolić na karmienie dziecka w inny sposób”408. Oszczędzono jej także dostępu do reklam pokarmów dla niemowląt. Popularnym zabiegiem reklamowym było wówczas odwoływanie się do doświadczeń osobistych: „Do ukończenia przez Doris trzeciego miesiąca karmiliśmy ją tylko piersią: ważyła wtedy osiem funtów i zdawało się, że umrze z powodu niedożywienia. Spróbowaliśmy waszego Frame Food i od razu zaczęła przybierać na wadze, z małej kruszyny wyrosła na silną dziewczynkę pełną energii i radości życia, które są dla nas źródłem nieustannego zachwytu” – pan Polwin, Magazyny Stanleya, PO, Southend on Sea409.

W swojej autobiograficznej powieści Jabłecznik i Rosie Laurie Lee opowiada, jak jej matka przez długie godziny pisała fikcyjne materiały dla reklamodawców. Zawierały opis doświadczeń ze stosowania jakiegoś produktu (którego sama nigdy nie używała), przesłany z nadzieją zarobienia kilku groszy. Często publikowano je bez wypłaty wynagrodzenia410. Frame Food reklamowano, jak wiele innych, w czasopiśmie „Nursing Times” (Opieka nad dziećmi). Firma rozdawała darmowe próbki produktu. Reklamy pokarmów dla niemowląt pojawiały się w czasopismach medycznych, gazetach, magazynach ilustrowanych, książkach kucharskich, a nawet w książeczkach dla dzieci. W „Infant’s Magazine Annual” (Rocznik małego dziecka) z 1913 roku zalecano stosowanie Neave’s Food od samych narodzin, odwołując się przy tym do autorytetu opiekunów carskich dzieci w Rosji411. Jak się okazało, Neave’s Food nie udało się ocalić carewiczów i carewien przed działaniem zupełnie innych sił412. Zmiany polityczne w innych rejonach świata zainspirowały strategie marketingowe firm produkujących pokarm dla niemowląt: Firma Glaxo, producent opatentowanego pokarmu dla niemowląt, świadomy straszliwych konsekwencji ignorancji matek (być może najważniejszej przyczyny umieralności niemowląt), zwraca się do pracowników opieki społecznej z przypomnieniem, że działania wojenne wymagają szerszego stosowania mleka w proszku oraz załącza listę instytucji, które zalecają używanie Glaxo.

Ogłoszenie firmy Glaxo opublikowano w czasopiśmie „Maternity and Child Welfare” (Dobrostan matki i dziecka) w 1917 roku, a więc w momencie, kiedy wielu lekarzy obwiniało matki o „odmowę” karmienia piersią. Glaxo twierdziła, że sześć miejskich wydziałów zdrowia, korporacje pracownicze i „Szkoła matek” zużyły łącznie 354 tysiące funtów (160 909 kilogramów) ich mleka w proszku413. Tak wielkie ilości wskazywały na bardzo szeroką, nieograniczoną dystrybucję. Matki musiały płacić za mleko mimo swojej patriotycznej służby dla ojczyzny. Brytyjskie firmy czerpały ogromne zyski z ignorancji zarzucanej matkom, a po drugiej stronie oceanu przemysł produkcji pokarmów dla niemowląt jeszcze mocniej ugruntowywał swoją pozycję – tym razem dzięki pomocy lekarzy.


ROZDZIAŁ CZTERNASTY Rynków nie tworzy Bóg

Rynków nie tworzy Bóg, natura czy siły ekonomiczne, lecz biznesmeni. Klient mógł nie odczuwać jakiejś potrzeby, zanim nie stworzył jej biznes – za pomocą reklamy, sprawności w sprzedaży lub wynalezienia zupełnie nowego rozwiązania. W każdym razie to biznes tworzy klienta. Peter Drucker, teoretyk biznesu i zarządzania, Management, Nowy Jork 1974

Powstanie amerykańskiego rynku: warunki idealne Rynek mleka modyfikowanego i akcesoriów do karmienia niemowląt został stworzony na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Powstał w wyniku wzajemnego zauroczenia sobą producentów oraz lekarzy. Ta przygoda przekształciła się w trwałe i stabilne małżeństwo, które utrzymuje się do dnia dzisiejszego. Warunki amerykańskie okazały się idealne dla rozkwitu tego związku, choć nie bez znaczenia pozostawała rola, jaką odegrał przemysł europejski. Możemy wyróżnić kilka czynników, które spowodowały przejście od karmienia piersią do karmienia butelką. Stany Zjednoczone ulegały szybkiej industrializacji i urbanizacji. Każdy niedostatek siły roboczej można było szybko wypełnić imigrantami niemającymi innego wyboru, jak tylko zaakceptować istniejące warunki i zarobki, choć nie były one dużo lepsze niż na starym kontynencie. Większość chłopek dalej karmiła piersią, ale robotnice miejskie coraz częściej musiały zostawiać dzieci w domu i szukać pokarmu zastępczego. Choć nadal można było zatrudnić mamkę, lekarze odkryli, że mogą zarobić na produkcji i promocji produktów zastępujących mleko kobiece. Ich klientkami stały się oczywiście te kobiety, które mogły sobie pozwolić na ich zakup. Rezygnowały z karmienia piersią ze zwykłych powodów i, zamiast sięgnąć po usługi mamki, płaciły lekarzowi za stworzenie pokarmu zaprojektowanego specjalnie dla ich dziecka. Wierzyły, że to nowoczesne dzieło sztuki lekarskiej będzie prawdziwym naukowym cudem. Termin „mleko modyfikowane” był marketingowym arcydziełem: sprawiał, że produkt bazujący na krowim mleku wydawał się czymś wyjątkowym. W tym samym czasie komercyjne odżywki dla niemowląt upowszechniały się na rynku, docierając także do biedniejszych kobiet, które nie mogły sobie pozwolić na opłacenie 215


lekarza. Rodzina nadal była ważną jednostką ekonomiczną414, a kobiety ciągle jeszcze karmiły piersią w pracy, tak jak miało to miejsce w przemyśle przetwórstwa ostryg. Jednak wymogi produkcji przemysłowej coraz częściej zmuszały je do zostawiania dzieci w domu. W 1911 roku 58% niemowląt w Stanach Zjednoczonych karmiono piersią przynajmniej do ukończenia przez nie 12. miesiąca życia, ale w mieście stawało się to coraz rzadsze415. Badania z Fall River W dwudziestym wieku stało się normą, że zarówno robotnice pracujące w fabryce, jak i kobiety pozostające w domu karmią butelką416. W 1908 roku wyniki badania umieralności niemowląt w amerykańskim mieście Fall River, będącym ośrodkiem przemysłu tekstylnego, wskazywały, że karmienie butelką stanowi istotną przyczynę zwiększenia liczby zgonów z powodu biegunki. Do innych przywoływanych czynników należały: wysoki odsetek kobiet „obcego pochodzenia”, analfabetyzm i wysoka liczba urodzeń. Stres wywołany nagłą zmianą warunków życia, brak wsparcia kobiecej części rodziny i trudności w przystosowaniu się do nieznanego środowiska zakłócały stabilność tradycyjnych praktyk kulturowych, mających na celu ochronę matki i dziecka. Szeroka dostępność i reklama produktów zastępujących mleko kobiece podkopywały jednostkowe i społeczne zaufanie do karmienia piersią. Skoro matki wierzyły, że te produkty są dobre dla dziecka i nikt nie zwracał uwagi na ich szkodliwość, to czemu miałyby ich nie stosować? Wejście do innej kultury prowadzi do porzucenia tradycji kulinarnych i ubioru, nie powinno więc dziwić, że zmieniają się też sposoby karmienia niemowląt. Podawanie pokarmu zastępczego powodowało zmniejszenie wydzielania mleka i w jeszcze większym stopniu uzależniało kobietę od produktów dostępnych na rynku. Karmienie mieszane zwiększało ryzyko ponownego zajścia w ciążę, a częstsze porody powodowały większą umieralność kobiet, niemowląt i noworodków. „Wybierz to, co najlepsze”: porody szpitalne i schyłek akuszerstwa Na początku dwudziestego wieku w Stanach Zjednoczonych odnotowano spadek popularności karmienia piersią u robotnic i przedstawicielek klasy średniej. Lekarze przejęli opiekę nad ciążą, zwiększała się liczba porodów szpitalnych. Praktyki rozpowszechnione w szpitalach zniechęcały do karmienia piersią, co nawet dzisiaj zdarza się zdecydowanie zbyt często. Można by powiedzieć, że to niewielka cena, jaką trzeba zapłacić za całościową poprawę warunków zdrowotnych matki i dziecka. Jednak między 1915 a 1930 rokiem nie stwierdzono spadku umieralności kobiet w połogu, a śmiertelność niemowląt, spowodowana urazami okołoporodowymi, jeszcze się zwiększyła. Szpitale rozpoczęły szeroką kampanię reklamową, zachęcającą kobiety, by „wybrały to, co najlepsze”. Wysokie opłaty miały odpowiadać 216


wysokiej jakości gwarantowanych usług. Rutynowe u��ywanie łóżek porodowych z podpórkami stóp i paskami, golenie i nacinanie krocza oraz stosowanie kleszczy czyniły z większości – nawet nieskomplikowanych – porodów traumatyczne przeżycie. Podawanie leku wprowadzającego w stan półsnu i wywołującego amnezję sprawiało, że doświadczenie macierzyństwa było naznaczone utajoną traumą, której nie można było skutecznie leczyć. Noworodki oddzielano od matek, podawano im pokarm butelkowy, a karmienie piersią było opóźniane i ograniczane. Nic dziwnego, że doprowadziło to spadku jego popularności. Akuszerki zostały w końcu wyklęte, choć ciągle jeszcze świadczyły usługi ubogim kobietom, które nie mogły sobie pozwolić na opłacenie lekarza. Nowa ortodoksja medyczna i uniemożliwienie wykonywania zawodu akuszerki w Stanach Zjednoczonych doprowadziły do zaniku umiejętności, które ciągle jeszcze miały się dobrze w Europie, gdzie w tym samym czasie znaczenie akuszerstwa rosło. Akuszerki wydawały się lepiej niż lekarze rozumieć mechanizm karmienia piersią. Większość z nich sama była matkami, a ich praca obejmowała najczęściej opiekę nad położnicą po porodzie: akuszerki miały więc wiele okazji, by uczyć się drogą obserwacji. Tam, gdzie akuszerka miała współpracować z naturą, lekarz miał za zadanie szukać jej defektów i je naprawiać. Większość lekarzy wykazywała się całkowitą ignorancją w kwestiach karmienia piersią. Na nieszczęście udało im się przekonać położne do swoich poglądów417. Zdrowie, majątek i status Dziewiętnastowieczne odkrycia w rodzaju bakteryjnej teorii powstawania infekcji sprawiły, że z nowym optymizmem wyruszono do walki z chorobą. W sposób zapewne nieunikniony podziwowi dla „naukowości” zaczęła towarzyszyć pogarda dla procesów „naturalnych”. Do zaniku chorób takich, jak biegunka i gruźlica, w większym stopniu przyczyniła się jednak poprawa warunków życiowych i zdrowia publicznego (na przykład zwiększenie dostępu do czystej wody i kanalizacji) niż wiedza medyczna. Ta druga rozwijała się szybko, a lekarze chętnie dzielili się z opinią publiczną swoją wiarą w nowe możliwości nauki. W Stanach Zjednoczonych zapanowała moda na „specjalistów”, także w dziedzinie cieszącej się coraz większą renomą pediatrii. Bogacenie się wschodzącej klasy średniej i klas rządzących wpłynęło na zmianę roli kobiety, która zamiast producentką stała się konsumentką. Jeszcze dzisiaj można usłyszeć stary żart o żonie, przepuszczającej cały majątek męża. Zapomina się, że kult nadmiernego wydawania pieniędzy u osób zamożnych był – i jest nadal – niezbędny dla napędzania rozwoju gospodarczego w warunkach, gdy niewysokie zarobki robotników ograniczały ich możliwości konsumpcyjne. Ktoś musiał kupować wszystkie te produkty. Majętna żona poświęcająca swoje życie wybieraniu sprzętu domowego, ubrań i innych symboli statusu była więc elementem mechanizmu 217


napędzającego kapitalizm. Jej obnoszenie się z bogactwem odzwierciedlało sukces zawodowy męża i dodawało wiarygodności jego umiejętnościom rynkowym. Kobieta karmiąca piersią byłaby dla niego źródłem takiego samego poniżenia, jak żona hodująca kurczaki. Po co robić coś samemu, skoro można sobie pozwolić na zakup drogiego i uwiarygodnionego naukowo substytutu? Kult bezbronnej kobietki Bogata i modna pani domu, chcąca dostosować się do oczekiwań swojej kasty musiała być stworzeniem kruchym i bezbronnym: Zdawało się, że kobiety zaliczały się do dwóch zupełnie różnych gatunków. Te zamożne były z natury chorowite, zbyt słabe i kruche, by oddawać się jakimkolwiek bardziej wyczerpujących czynnościom. Te z klasy robotniczej miały cieszyć się końskim zdrowiem, siłą i odpornością. Rzeczywistość była zupełnie inna. Robotnice spędzające długie godziny w pracy nie miały dość pożywienia ani dość odpoczynku. Znacznie częściej niż kobiety majętne chorowały i doświadczały komplikacji okołoporodowych418.

Podczas gdy kobiety pracujące poświęcały całą swoją energię wyżywieniu dzieci, ich bardziej uprzywilejowane siostry ulegały perswazji lekarzy, utrzymujących je w przekonaniu, że są zbyt kruche, by robić cokolwiek, nie wspominając nawet o karmieniu piersią. I choć lekarze dowodzili o wyższości pokarmu matki, nie wierzyli, że kobiety z klas wyższych dadzą radę wykarmić dziecko. Pogardzali przy tym mamkami z klas niższych, choć w dawnych wiekach często powierzano ich opiece dzieci zamożnych rodzin. Im szerzej lekarze i producenci promowali mleko modyfikowane, tym ta praktyka stawała się rzadsza. „Butelka jest mniej niebezpieczną rywalką w walce o uczucie dziecka: łatwo nam zrozumieć i uzupełnić jej braki. W przeciwieństwie do mamki, nie można też mieć żadnych zastrzeżeń do jej moralności”, jak określił to wpływowy dr Thomas Morgan Rotch. Podstawowym problemem mleka matki było to, że wypłynęło z piersi kobiety. Ambiwalentne podejście dr Rotcha było typowe dla ówczesnego myślenia medycznego i przetrwało do dwudziestego pierwszego wieku:

Il. 21. Bardzo skomplikowana formuła, używana w produkcji odżywek dla niemowląt (za Jeliffe i Jeliffe, Human Milk in the Modern World (Mleko kobiece we współczesnym świecie).

218


Sam fakt, że mleko wyszło z ludzkiej piersi, nie wyklucza wielu niebezpieczeństw, które wiążą się z tym, że wyjątkowa wrażliwość organizmu matki umożliwia zajście różnych interakcji w mechanizmie działania gruczołu sutkowego. W takim przypadku może okazać się, że wartościowy pokarm zamieni się w truciznę… Nie ma więc cienia wątpliwości, że mleko matki dalekie jest od ideału.

Oczywiście mleko modyfikowane produkcji doktora Rotcha jest tegoż ideału żywym ucieleśnieniem419. Technologia i nowe produkty W tamtych czasach witano z entuzjazmem wszelkie technologiczne nowinki, a zalety nowoczesnych metod karmienia porównywano z zaletami jazdy koleją, samochodem oraz z wygodą korzystania z sieci wodociągów i kanalizacji. Wszystkie te udogodnienia miały nam zapewnić komfortową przyszłość. Obiecywano, że cuda nauki uwolnią kobiety od ciężaru natury. Wiele z nich przywitało to wyzwolenie z otwartymi ramionami. Rozwój przemysłu mleczarskiego doprowadził do powstania nadwyżek mleka i wprowadzenia nowych metod konserwacji. W 1853 roku wynaleziono mleko skondensowane, a w 1885 roku mleko w proszku. Dr Rotch otworzył swoje Walker-Gordon Milk Laboratories w 1891 roku, a do roku 1907 powstała sieć, obejmująca 20 miast w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Krowie mleko poddawano skomplikowanym procedurom modyfikacji, niczym substancje, z których powstają leki, a następnie dostarczano do rąk własnych. W rzeczywistości procedury te nie zawsze były jednakowe, czystość laboratoriów pozostawiała wiele do życzenia, a usługi kurierskie sporo kosztowały. Nie zmienia to jednak faktu, że po raz pierwszy w historii dzieci były karmione krowim mlekiem w sytuacji, gdy rodzina nie miała bezpośredniego dostępu do krowy. Większość innowacji rodzi się z chęci wykorzystania i czerpania zysków z odpadów lub nadwyżek, a nie z próby zaspokojenia ludzkich potrzeb. Nadwyżki serwatki, pozostającej po produkcji masła i serów, wymagały znalezienia nowych rynków zbytu – i tak stały się bazą dla mleka modyfikowanego dla niemowląt; wcale więc nie dlatego, że badania wskazały na serwatkę jako najbardziej wartościowy substytut mleka kobiecego, lecz dlatego, że była tania i powszechnie dostępna. Pojawienie się nowych surowców i metod produkcji ułatwiło też wytwarzanie butelek i smoczków. W 1897 roku opatentowano butelkę, którą można było zawiesić nad łóżeczkiem tak, by dziecko karmiło się samo. Inna była ustawiana na specjalnym stojaku, który umieszczano na piersi niemowlęcia. Rynek napełnił się podobnymi produktami oraz niezliczonymi odżywkami reklamowanymi jako „idealne dla dziecka”. Karmienie butelką stawało się dochodowe420. Kult mleka modyfikowanego Lekarze także stanowili część rynku. Skupiali się na „problemach” ludzi zamożnych, bo przynosiły zyski i były mniej skomplikowane niż nieprzebrane cierpienia 219


biednych mieszkańców miast. Kult nieskończenie wrażliwego układu pokarmowego niemowlęcia wydawał się bardziej uzasadniony niż kult kobiecej kruchości – nie było przynajmniej wątpliwości, że pozbawione mleka matki dziecko faktycznie potrzebuje ścisłego nadzoru lekarskiego. Badacze opracowywali formuły mleka modyfikowanego, które w największym stopniu miały odpowiadać składowi mleka kobiecego oraz aktualnemu stanowi wiedzy na jego temat. Eksperymentowali z różnymi proporcjami składników, a rozmaici eksperci angażowali się w ożywione dyskusje na temat wartości kolejnych teorii oraz metod. Ścisłość i dokładność zaliczały się do naukowych standardów, co skłaniało ekspertów do przedstawiania swych przepisów w formie skomplikowanych matematycznych i chemicznych formuł. Wyrośnięte ciasto także można opisać jako złożoną reakcję chemiczną, zachodzącą przy wykorzystaniu składników pozostających w ścisłych proporcjach, ale nikt przecież tego nie robi. W języku angielskim mleko modyfikowane określa się do dziś mianem „formuły” (formula), choć jest to śmieszne określenie, przywołujące na myśl pseudonaukę, jaką uprawiali ówcześni lekarze. To, że ciągle jeszcze funkcjonuje, jest zasługą marketingu, dzięki któremu ten element promocyjnego żargonu na stałe wszedł do języka naukowego. Na początku każde dziecko (usługa była dostępna oczywiście tylko dla dzieci zamożnych rodziców) otrzymywało pokarm specjalnie dostosowany do jego zdolności trawiennych. Ścisłe dopasowanie „formuły” do potrzeb niemowlęcia uważano za sprawę życia i śmierci. Charles Warrington Earle tak przedstawił to na spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego (American Medical Association – AMA): „Pokarm podany jednemu dziecku dostarczy mu wszystkich niezbędnych składników odżywczych, lecz jeśli nakarmimy im drugie, możemy doprowadzić do śmierci niemowlęcia”. Za kluczową uważano różnicę rzędu 0,1%. Matka musiała umawiać się na wizytę raz na kilka tygodni, by można było dostosować skład pokarmu do zmiennych potrzeb dziecka421. Praktyka ta szybko wyszła jednak z mody, kiedy ten kult potrzeb jednostkowych przestał się lekarzom opłacać. Marketing etyczny: krótka walka i długie szczęśliwe zawieszenie broni Podczas gdy lekarze podkreślali wartość pokarmów przygotowanych specjalnie dla konkretnego dziecka, coraz więcej matek kupowało zwykłe, sprzedawane bez recepty mleko modyfikowane. Wprowadzeniu produktu na rynek towarzyszyła szeroka kampania reklamowa w prasie, magazynach gospodarstwa domowego i czasopismach medycznych. Był on też znacznie łatwiejszy w przygotowaniu niż preparaty lekarskie. Pokarm mleczny Nestlé (cudowna farine lactée) i napój słodowy Horlicks wymagały jedynie dodania gorącej wody. Lekarze na początku sprzeciwiali się dostępnym na rynku produktom, powołując się na ich gorszą wartość odżywczą. Jednak, jak się okazało, matki kupujące przygotowane specjalnie dla dziecka pokarmy 220


rzadziej przychodziły do lekarza, co przekładało się na mniejsze zyski oraz utratę prestiżu. W 1893 dr Rotch pisał: Właściwym autorytetem kontrolującym metody karmienia zastępczego powinni być przedstawiciele zawodu lekarskiego, a nie niezwiązani z nim kapitaliści. Jeśli jednak przyjrzeć się losom karmienia zastępczego na całym świecie, zobaczymy, że rola lekarza jest w nim mocno ograniczona w porównaniu z niezliczonymi opatentowanymi, komercyjnymi produktami podawanymi niemowlętom przez niańki. Nie możemy tego dłużej tolerować.

Producenci zdali sobie sprawę, że konflikt z tak wpływową grupą nie leży w ich interesie. Zaczęli kusić lekarzy, dla których produkcja pokarmu dla niemowląt była w końcu dość trudna i czasochłonna, i którzy zaczęli dostrzegać zalety sojuszu. Jeden z lekarzy skłonił producenta mleka modyfikowanego Meada Johnsona do wypuszczenia na rynek pokarmu, który sam preferował – Dextri-Maltose – przetestowanego następnie w 1911 na oddziale dziecięcym Nowojorskiego Szpitala Doktoranckiego (New York Post-Graduate Hospital). Rozwój produkcji mleka dla niemowląt zależał od testowania niesprawdzonego pokarmu na niczego niespodziewających się konsumentach, których nikt nie pytał o zdanie. Gdyby zespół naukowy chciał rozpocząć dziś eksperyment, który przez ostatnie sto lat przeprowadzano na niemowlętach, nie zaakceptowałaby go żadna komisja etyczna. Lekarze zaczęli polecać niektóre odżywki dostępne na rynku. Nie przepisywali ich na receptę, ale producenci zgodzili się nie umieszczać na etykiecie żadnych wskazań i przed podaniem pokarmu odsyłać matkę na konsultację z lekarzem. Nazywano to „marketingiem etycznym”. Mleko modyfikowano było jednak ciągle szeroko dostępne i nikt nie próbował ograniczyć jego dystrybucji do sprzedaży na receptę. Mead Johnson dostarczył lekarzom kalkulatorów karmienia i innych przedmiotów, które miały „ułatwić lekarzowi rodzinnemu nawiązanie lepszej współpracy z matką”.

Il. 22. Reklama pokarmu Nestlé w „Journal of the American Medical Association”, 1912.

Mead Johnson prowadził kampanię reklamową, w której podkreślał znaczenie opieki lekarskiej: „Kiedy Dextri-Maltose używa się jako dodatkowego posiłku węglowodanowego w diecie dziecka, to sam lekarz utrzymuje problem karmienia pod kontrolą”. W interesie lekarskim leżało przedstawianie karmienia jako problemu, w przeciwnym razie środowisko straciłoby klientki. W czasach poprzedzających 221


Il. 23. La maternité (Macierzyństwo), reklama Nestlé, 1935.

wprowadzenie szczepień, antybiotyków i metod uzupełniania płynów lekarze nie potrafili wiele zrobić dla chorego niemowlęcia. Poddając karmienie mlekiem modyfikowanym ścisłemu nadzorowi, mogli jednak podtrzymywać iluzję własnej niezbędności. Jedną z dobrych stron produkcji pokarmów zgodnie ze ściśle określoną formułą było utrzymywanie lepszej higieny. Lekarz musiał być sprawny, a dziecko miało przeżyć, choćby przejawiało jakieś problemy pokarmowe. W 1923 roku Mead Johnson mógł się już z pełną odpowiedzialnością pochwalić, że jego polityka marketingu „etycznego” „umożliwiła rozwój zawodu pediatrii w kraju, gdyż oddała karmienie niemowląt pod kontrolę lekarzy”. 222


Polityka karmienia piersia