__MAIN_TEXT__

Page 1

RAPORT: STUDNIA


WSTĘP Odległość między Warszawą a Kinszasą, stolicą najbiedniejszego kraju na świecie, to ponad 10 tysięcy kilometrów. Mimo dzielącej odległości, różnic kulturowych, uwarunkowań geopolitycznych, mianownikiem spajającym Demokratyczną Republikę Konga i Polskę jest woda. Niniejszy raport artystyczny prezentuje wybrane inicjatywy wodne, zrealizowane w krajach Afryki w latach 2018 – 2020 i mające swoje źródło w Polsce. Został sporządzony na podstawie wywiadów przeprowadzonych z przedstawicielami i przedstawicielkami organizacji pozarządowych oraz organizatorami i organizatorkami prywatnych inicjatyw. Raport stanowi centralną część projektu Studnia, którego celem jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o to, co naprawdę kryje się pod hasłem: „Zbuduj z nami studnię w Afryce!”. Kim są „my”? W którym dokładnie miejscu na kontynencie o powierzchni 30,37 mln km2 powstanie studnia i kto o tym zadecyduje? Kto ją zbuduje i jaki będzie nasz udział? Czy naprawdę możemy zbudować studnię same/sami? Spośród projektów wodnych, zrealizowanych w rzeczonym okresie, zdecydowałam się wybrać te, w przypadku których nie zdołałam samodzielnie znaleźć odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania. Moja perspektywa była perspektywą laiczki. Nie jestem związana z żadną organizacją prowadzącą działalność w krajach Afryki, dotychczas nie byłam zaangażowana w działania na rzecz zapewnienia dostępu do wody w tej części świata. Raport nie uwzględnia również najbardziej rozpoznawalnych polskich podmiotów prowadzących działalność w zakresie bezpieczeństwa wodnego w najbiedniejszych krajach świata, z uwagi na kapitał ekonomiczny i symboliczny, który przekłada się na wysoki poziom zaufania społecznego. W raporcie chciałam zwrócić uwagę na mniejsze inicjatywy, często szerzej niezauważone, sytuujące się na obrzeżach aktywności pomocowej dla Afryki. Studnia jest projektem podzielonym na trzy, ściśle powiązane i wynikające z siebie etapy. Opracowanie i publikacja raportu to krok drugi, będący podsumowaniem zgromadzonych na podstawie wywiadów informacji. Prowadzi bezpośrednio do partycypacyjnego, finałowego wydarzenia, które przybierze formułę głosowania na wybrany projekt wodny, zaplanowany do realizacji w najbliższej możliwej przyszłości. Decyzją odbiorczyń i odbiorców raportu wybrana zbiórka na budowę studni zostanie zasilona kwotą 1000 PLN brutto, to jest 71,4% budżetu produkcyjnego projektu Studnia. Sytuacja pandemii COVID-19 w sposób znaczący wpłynęła na przebieg projektu oraz treści zawarte w niniejszym raporcie. Rozpoczęte w Afryce budowy studni zostały wstrzymane, a planowane odroczono bez możliwości określenia orientacyjnego terminu realizacji. Jednak szczególnie w kontekście pandemii dostęp do wody okazuje się być tematem podstawowym, decydującym o długości jej trwania, tempie rozprzestrzeniania się i ilości ofiar, które pochłonie.


fot. Robert Jesionek [Zdjęcie: Czterej chłopcy, mieszkańcy tanzańskiej wsi, stoją przy studni w trakcie budowy.. To studnia kręgowa, na jej wystającym ponad ziemię betonowym okręgu namalowano biało-czerwoną flagę i biały napis Polska. W tle widać drzewa w ostrym świetle słonecznym.]


INICJATYWY ORGANIZACJI POZARZÄ„DOWYCH


INICJATYWY ORGANIZACJI POZARZĄDOWYCH Fundacja Dzieci Afryki LOKALIZACJA

OTWARCIE

TYP

KOSZT

KOSZTY KONSERWACJI

GŁĘBOKOŚĆ

KORZYSTAJĄCE/Y

WYKONAWCA

Culungula, Angola

10.2020

głębinowa

129 000 PLN

1 253,41 PLN / miesiąc

150m

554

ekipa wiertnicza Zgromadzenia Księży Salezjanów

Kwamneke, Tanzania

07.2020

głębinowa

119 000 PLN

1 178,99 PLN / miesiąc

140m

200

Waterstorm

Kiruddu, Uganda

10.2020

podziemny odwiert

brak danych

350 PLN / miesiąc

brak danych

400

Rhino

Dorze, Etiopia

brak danych

instalacja hydrologiczna

65 000 PLN

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

Angola

Tanzania

Uganda

Etiopia


Na pytania odpowiada Dżesika Haręzga, sekretarka biura Fundacji Dzieci Afryki Z uwagi na okres urlopowy osoby, które zajmują się tematyką wody, Pani Teresa Stachowicz–Janke [rzeczniczka prasowa, kierowniczka wolontariatu - przyp. art.] oraz Pani Iwona Kreczmańska [członkini fundacji - przyp. art.] są obecnie niedostępne, dlatego postaram się udzielić Pani odpowiedzi na pytania, na bazie informacji, które posiadam. W przypadku Fundacji Dzieci Afryki chciałabym przybliżyć odbiorczyniom i odbiorcom program „Czysta woda” prowadzony od 22.06.2013 roku, w tym projekt budowy studni w Kwamneke (2018). Z informacji na stronie wynika, że w ramach programu zgromadzono środki w wysokości 88 161 PLN w 2018 roku i 24 462 PLN w 2019 roku. Na Państwa stronie internetowej dostępny jest raport roczny jedynie za 2018 rok, w związku z czym chciałabym z Państwa pomocą uzupełnić informacje dotyczące pozostałych inicjatyw wodnych do 2020 roku, a także byście mieli Państwo możliwość decydowania o treściach, które znajdą się w raporcie. Środki, o których Pani pisze to są środki wydatkowane, a nie zgromadzone. Dzięki analizie udało się ustalić, że w roku 2018 brakuje jeszcze kwoty 19 000 PLN, co oznacza, że wydatkowano 107 161 PLN. Ta kwota oczywiście zostanie poprawiona na naszej stronie internetowej. W roku 2019 wydatkowano 24 462,24 PLN, w roku 2020 do dnia 31 lipca wydatkowano 166 805,06 PLN. 1. Fundacja Dzieci Afryki udostępnia sprawozdawczość od 2009 roku, jednak na potrzeby tego raportu chciałabym prosić o skupienie się na działalności związanej z inicjatywami wodnymi dla Afryki od 2018 roku. Ile studni udało się w tym czasie wybudować? Czy za każdym razem był to nowy odwiert czy też w którymś przypadku przywrócony został do użytku już istniejący, ale na przykład uszkodzony? Wybudowano studnię w Kwamneke w Tanzanii, ale planujemy oddać do użytku studnię w Kiruddu w Ugandzie w październiku br. Budowa została przełożona ze względu na epidemię. Pierwotnie miała odbyć się w pierwszym kwartale tego roku. Kolejna studnia w Culungula w Angoli zostanie oddana do użytku w czwartym kwartale tego roku. Natomiast została sfinansowana infrastruktura wody mająca doprowadzić wodę w tereny górskie w Dorze w Etiopii. Z uwagi na sytuację hydrologiczną (niedobór wody, niski poziom) w dalszym ciągu jest problem z dostarczeniem wody na odpowiednią wysokość. 2. Ile studni działa z powodzeniem do dziś i czy od momentu budowy konieczne były prace naprawcze?

Z powodzeniem działa studnia w Kwamneke i została oddana do użytku przed miesiącem. Budowa studni trwała dwa lata, było to spowodowane zasoleniem wody. Znalezienie odpowiedniego systemu filtracji i jego sfinansowanie przerosło kilkukrotnie budżet. W roku ubiegłym naprawiliśmy pompę pierwszej studni w Bundoli w Ghanie (wybudowana w 2013 roku). 3. Kto zdecydował o miejscu, w którym powstaną studnie? Dlaczego wybraliście Państwo te konkretne miejsca? Bezpośrednim powodem budowy studni są przede wszystkim mieszkańcy, których fundacja odwiedziła i wspiera w edukacji. Dostęp do wody to była konieczność. Znamy i wspieramy te społeczności w Tanzanii, Etiopii, Ugandzie. W tych miejscach fundacja prowadzi szkoły Dzieci Afryki. W tym przypadku budowa studni była rzeczą naturalną. W przypadku budowy studni w Angoli, ten projekt wygrał konkurs dla misjonarzy „Czysta woda”. 4. Skąd pochodziły fundusze na budowę studni – jak odbywały się zbiórki? Fundusze na budowę studni pochodzą z różnych źródeł. Część z partnerskiej fundacji, organizacji pożytku publicznego, część z 1% podatku przekazanego na projekt „M8 Czysta woda”, część od osób fizycznych, w tym parafii, zaś niewielki odsetek wpłat stanowiły kwesty. 5. Jakie koszty, poza opłaceniem ekipy wykonującej odwiert oraz niezbędnym sprzętem, zawarte są w całkowitym koszcie studni (bilety lotnicze, pensje dla osób nadzorujących, koszty konserwacji etc.)? W przypadku naszej fundacji z wyżej wymienionych projektów wodnych nie były finansowane bilety, pensje dla osób nadzorujących. Duże koszty związane były z zakupem materiałów budowlanych i transportem, budowa infrastruktury, stacja poboru wody, zakup dodatkowego systemu filtracji, baterii słonecznych, samo badanie wody. 6. Kto nadzoruje budowę studni na miejscu – czy jest to również przedstawiciel/kafundacji? W naszym przypadku są to współpracujący z fundacją partnerzy (misjonarze, miejscowi duchowni i świeccy), z którymi mamy podpisane porozumienia o współpracy. 7. Czy aktualnie prowadzicie Państwo zbiórkę na nowy projekt wodny? Jeśli tak, prosimy o przybliżenie go odbiorczyniom/com raportu. Jeśli chcecie Państwo, by Wasza inicjatywa została włączona do głosowania, prosimy o podanie informacji według załączonego wzoru. Aktualnie nie prowadzimy zbiórki na konkretny projekt, jest zbiórka ogólna. W przypadku zgłoszenia się nowych partnerów do współpracy będziemy ich wspierać i przekazywać środki według potrzeb.


INICJATYWY ORGANIZACJI POZARZĄDOWYCH Fundacja Sięgnij NIEBA LOKALIZACJA

OTWARCIE TYP

KOSZT

KOSZTY

GŁĘBOKOŚĆ

KORZYSTAJĄCE/Y

WYKONAWCA

KONSERWACJI Tiaga, Burkina Faso

2018

głębinowa

8 000 EUR

brak danych

brak danych

brak danych

Entreprise Challenge Services Gaston Dembele

Tiaré, Burkina Faso

2019

głębinowa

8 000 EUR

brak danych

brak danych

brak danych

Entreprise Challenge Services Gaston Dembele

Dao, Burkina Faso

2019

głębinowa

8 000 EUR

brak danych

brak danych

brak danych

Entreprise Challenge Services Gaston Dembele

Tampourin, Burkina Faso

2019

głębinowa

8 000 EUR

brak danych

brak danych

brak danych

Entreprise Challenge Services Gaston Dembele

Tiyéllé-Mossi, Burkina Faso

05.2020

głębinowa

8 000 EUR

brak danych

brak danych

około 600

Entreprise Challenge Services Gaston Dembele

Gogo, Burkina Faso

06.2020

głębinowa

8 000 EUR

brak danych

brak danych

około 1000

Entreprise Challenge Services Gaston Dembele

Burkina Faso


Na pytania odpowiada Sebastian Siewiera, Prezes Zarządu Fundacji Sięgnij NIEBA 1. Fundacja Sięgnij NIEBA działa od lutego 2015 roku, jednak na potrzeby tego raportu chciałabym prosić o skupienie się na działalności związanej z inicjatywami wodnymi dla Afryki od 2018 roku. Ile studni udało się w tym czasie wybudować? Czy za każdym razem był to nowy odwiert czy też w którymś przypadku przywrócony został do użytku już istniejący, ale na przykład uszkodzony? Od stycznia 2018 roku do sierpnia 2020 roku wybudowaliśmy 6 studni głębinowych. Budujemy wyłącznie studnie głębinowe. Inne rodzaje studni, jakie można spotkać w Afryce to studnie kręgowe (głębokość do kilku metrów pod ziemią). Takie mogą być budowane przez lokalną społeczność bo nie wymagają specjalistycznego sprzętu. Woda z takich studni to woda zaskórna, zasilana opadami deszczu w porze deszczowej, mocno zanieczyszczona. Nadaje się do podlewania ogródków i pojenia zwierząt. Nie zalecana do picia gdyż są w niej bakterie powodujące choroby. Te studnie są nietrwałe (ich żywotność sięga paru lat) gdyż szybko wyczerpują się pokłady wody z niej pobierane. W okresie czerwiec-wrzesień w Burkina Faso nie buduje się studni głębinowych, gdyż panuje tam pora deszczowa, która utrudnia zrobienie prawidłowego odwiertu głębinowego. Wody zaskórne, przedostają się wówczas do szczelin skalnych i mogą być mylnie odbierane jako wody głębinowe. Prawdziwe źródło wody reliktowej znajduje się pod nieprzepuszczalną warstwą granitu sięgającą min. 25 metrów do 100 metrów. Stąd pochodzi nazwa studni głębinowej, gdyż dowiercamy się w głąb ziemi przez nieprzepuszczalny granit. W pęknięciach tych skał zalegają wody sprzed kilkunastu- do kilkudziesięciu tysięcy lat kiedy w Afryce był inny klimat. Za każdym razem jest to nowy odwiert głębinowy gdyż dotyczy zupełnie innych, nowych miejscowości. 2. Ile studni działa z powodzeniem do dziś i czy od momentu budowy konieczne były prace naprawcze? Według mojej wiedzy wszystkie 8 wybudowanych studni jest sprawnych. 3. Kto zdecydował o miejscu, w którym powstaną studnie? Dlaczego wybraliście Państwo te konkretne miejsca? We wszystkich projektach, które prowadzimy jako Fundacja współpracujemy z franciszkańskimi misjonarzami z miejscowości Sabou. To misjonarze otrzymują prośby od mieszkańców wiosek,

położonych na terenie misji. My otrzymujemy te informacje od misjonarzy, którzy dostają podania jak wyżej. Celem Fundacji Sięgnij NIEBA jest „nagłośnienie” nowego celu czyli budowy studni głębinowej dla konkretnej miejscowości, rozpropagowanie informacji o budowie nowej studni wśród obecnych Darczyńców, ale i również w internecie (Facebook itp.) i sprawne zorganizowanie zbiórki. 4. Skąd pochodziły fundusze na budowę studni – jak odbywały się zbiórki? Fundusze pochodzą od naszych Darczyńców. Zbiórki organizowane są w formie korespondencyjnej z naszymi stałymi Donorami, jak również poprzez takie akcje jak kampanie w mediach społecznościowych czy zbiórki organizowane w szkołach podstawowych. 5. Jakie koszty, poza opłaceniem ekipy wykonującej odwiert oraz niezbędnym sprzętem, zawarte są w całkowitym koszcie studni (bilety lotnicze, pensje dla osób nadzorujących, koszty konserwacji etc.)? Koszty zawsze są te same: 8 000 euro za gotowy projekt. Współpracujemy z lokalną firmą, która ma swoją siedzibę w Ouagadougou (stolica kraju): Entreprise Challenge Services Gaston Dembele. Latamy do Burkina Faso raz na dwa lata. Bilety pokrywamy z prywatnych funduszy. Nie opłacamy osób nadzorujących. Franciszkanie przekazują nam informacje o potrzebach. Jest to najlepsze rozwiązanie z kilku powodów. Po pierwsze misjonarze mieszkają tam od lat i mają przeogromne doświadczenie; znają o wiele lepiej niż inne organizacje pozarządowe, tamtejsze problemy mieszkańców, język, obyczaje i kulturę. Wiedzą jak i gdzie można pozałatwiać wiele spraw. Po drugie są dla nas bezkosztowym zapleczem administracyjnym. Po trzecie - mamy do nich zaufanie. 6. Kto nadzoruje budowę studni na miejscu – czy jest to również przedstawiciel/ka fundacji? Współpracujemy z firmą Entreprise Challenge Services Gaston Dembele, którą znają Franciszkanie. Otrzymujemy pełne raporty z odwiertów i badania wody, które zatwierdzane są przez organa państwowe. 7. Czy aktualnie prowadzicie Państwo zbiórkę na nowy projekt wodny? Jeśli tak, prosimy o przybliżenie go odbiorczyniom/com raportu. Jeśli chcecie Państwo, by Wasza inicjatywa została włączona do głosowania, prosimy o podanie informacji według załączonego wzoru. Miejscowość: Tathyou / Typ studni: studnia głębinowa / Koszt budowy: stały 8 000 euro; przeliczając na złotówki, ta wartość oscyluje między 30 000 - 35 000 PLN w zależności od kursu EUR/PLN. Obecnie euro jest droższe i koszt w PLN wynosi 35 000 PLN / Głębokość: dowiemy się jak zaczniemy kopać na razie jesteśmy na etapie zbiórki potrzebnych funduszy / Liczba osób korzystających z nowej studni, którą zamierzamy wybudować: 800 mieszkańców / Wykonawca: Entreprise Challenge Services Gaston Dembele


INICJATYWY ORGANIZACJI POZARZĄDOWYCH Polska Fundacja Raoula Follereau NAZWASo

LOKALIZACJA

OTWARCIE TYP

KOSZT

KOSZTY

GŁĘBOKOŚĆ KORZYSTAJĄCE/Y WYKONAWCA

KONSERWACJI Studnia im. Kardynała Wyszyńskiego

Sabtoana, Ouagadougou, Burkina Faso 2020

Studnia Polonia

Antetezambaro, Madagaskar

Studnia bł. Jana Beyzyma S.J. Antsibe, Madagaskar Studnia Marianna

Bezibouo-Zuzua, w obrembie prefektury Boguedia, w departamencie Issia, Wybrzeże Kosci Słoniowej

brak danych 38 500 PLN

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

2020

głębinowa

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

2019

brak danych 4 000 EUR

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

2018

brak danych 10 milionów brak danych franków CFA (68 181PLN)

brak danych

brak danych

brak danych

Wybrzeże Kości Słoniowej Burkina Faso

Madagaskar


W związku z brakiem kontaktu, odpowiedzi są cytatami pochodzącymi z oficjalnej strony fundacji follereau.org, których autorem jest Kazimierz Szałata. Dostęp z dnia 18.08.2020. 1. Fundacja Polska Raoula Follereau działa od 1997 roku, jednak na potrzeby tego raportu chciałabym prosić o skupienie się na działalności związanej z inicjatywami wodnymi dla Afryki od 2018 roku. Ile studni udało się w tym czasie wybudować? Czy za każdym razem był to nowy odwiert czy też w którymś przypadku przywrócony został do użytku już istniejący, ale na przykładu szkodzony? “W przeddzień stulecia “Cudu nad Wisłą” nadeszła z Madagaskaru radosna wiadomość. Wybudowana ze środków Fundacji Polskiej Raoula Follereau przez br. Daniela Klocha ze zgromadzenia misjonarzy oblatów studnia POLONIA dla ośrodka dla dzieci Refuge na Magagaskarze została ukończona. Bogu niech będą dzięki.” (11.08.2020)

państwowych została podpisana stosowna umowa na realizację projektu. Na mocy upoważnienia prezesa dra Kazimierza Szałaty, w imieniu Fundacji Polskiej Raoula Follereau dokument podpisał wiceprezes Międzynarodowej Unii Stowarzyszeń Raoula Follereau dr Jacques Ouandaogo z Ouagadougau (Burkina Faso). Ze strony Fundacji Wybrzeża Kości Słoniowej podpis złożył prezes Coty Jean Ibrahim Diakité. Umowę podpisał również przedstawiciel wspólnoty BEZIBOUO-ZUZUA generał Lago Deleba. Tego samego dnia uczestnicy uroczystości wzięli udział w mszy świętej dziękczynnej za dzielo Follereau na Wybrzeżu Kości Słoniowej oraz zlozyli kwiaty na grobach pierwszych kardynałów miejscowego kościoła: kard. Yago i Agre. Studnia “Marianna” wpisuje sie w program profilaktyki walki z trądem. “Dokąd ludzie będą mieli kontakt z woda z nigdy nie wysychających bagien i bajor, które są rezerwuarami najbardziej zjadliwych bakterii, dotąd nie mozemy marzyć o wyeliminowaniu trądu i innych chorób tropikalnych” – powiedział podczas spotkania z dr kazimerzem Szałatą w 2018 roku światowej sławy epidemiolog prof. Christian Jonson.” (30.07.2019, autor: admin) 2. Ile studni działa z powodzeniem do dziś i czy od momentu budowy konieczne były prace naprawcze?

“Dziś dotarła do nas radosna nowina, którą ks. Stanisław Filipek SAC nazwał prawdziwym “cudem Maryi”. Wiertło maszyny drążącej głębinowy odwiert na terenie misji pallotyńskiej w Sabtoana na obrzeżach Ouagadougou stolicy Burkina Faso dotarło do bogatego złoża wody. W ten sposób budowa studni im. Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego będzie z pewnością ukończona na uroczystość beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. Bogu niech będą dzięki!” (14.06.2020) “W przeddzień święta Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny 2019 nadeszła z dalekiego Madagaskaru radosna wiadomość. Nasza nowa studnia na terenie kliniki Ave Maria w Antsibe nosząca imię wielkiego polskiego misjonarza bł. Jana Beyzyma S.J. została ukończona i uroczyście poswięcona. W imieniu naszego Szpitala Ave Maria składam serdeczne podziękowanie wszystkim ofiarodawcom, którzy przyczynili się w realizacji tego projektu- Budowy Studni. Od POLSKIEJ FUNDACJI RAOUL FOLLEREAU otrzymaliśmy 4000 Euro. Suma ta wystarczyła całkowicie na pokrycie kosztów. Szpital cieszy się teraz bieżącą woda, gdyż wcześniej ciągle jej brakowało. Obecnie posiadamy 80 łózek, ale jesteśmy w trakcie rozbudowy szpitala. Wasza ofiarność jest wielką pomocą dla nas, gdyż brak wody był uciążliwy w utrzymaniu czystości szpitala i potrzeb chorych. Jeszcze raz na ręce POLSKIEJ FUNDACJI RAOUL FOLLEREAU składamy serdeczne podziękowania wszystkim współpracownikom i ofiarodawcom za owocną współprace i dotychczasowa ofiarna pomoc – napisała w liscie skierowanym do prezesa naszej Fundacji dra Kazimierza Szałaty realizatorka projektu s. Małgorzata Langner ze zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi.” (13.08.2019, autor: admin)

brak danych 3. Kto zdecydował o miejscu, w którym powstaną studnie? Dlaczego wybraliście Państwo te konkretne miejsca? brak danych 4. Skąd pochodziły fundusze na budowę studni – jak odbywały sięzbiórki? brak danych 5. Jakie koszty, poza opłaceniem ekipy wykonującej odwiert oraz niezbędnym sprzętem, zawarte są w całkowitym koszcie studni (bilety lotnicze, pensje dla osób nadzorujących, koszty konserwacji etc.)? brak danych 6. Kto nadzoruje budowę studni na miejscu – czy jest to również przedstawiciel/ka fundacji? brak danych

“Fundacje Poska Raoula Follereau przekazała w lipcu br. drugą transzę finansowego wsparcia opiewającego na sumę 10 milionów franków CEFA projektu budowy studni “Marianna” w Bezibouo-Zuzua w obrembie prefektury Boguedia w departamencie Issia na Wybrzeżu Kosci Słoniowej. Podczas uroczystosci związanych z dwudziestopięcioleciem Fondation Ivoirienne Raoul Follereau, w piątek 26 lipca 2019 roku w hotelu Palm Club w Abidżanie, w obecności władz

7. Czy aktualnie prowadzicie Państwo zbiórkę na nowy projekt wodny? Jeśli tak, prosimy o przybliżenie go odbiorczyniom/com raportu. Jeśli chcecie Państwo, by Wasza inicjatywa została włączona do głosowania, prosimy o podanie informacji według załączonego wzoru. brak danych


INICJATYWY ORGANIZACJI POZARZĄDOWYCH Polska Fundacja Dla Afryki LOKALIZACJA

OTWARCIE

TYP

KOSZT

KOSZTY

GŁĘBOKOŚĆ

KORZYSTAJĄCE/Y

WYKONAWCA

KONSERWACJI Morondava, Madagaskar

2018

głębinowa

16 300 EUR

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

Vohipeno, Madagaskar

2018

głębinowa

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

Antsirabe, Madagaskar

2018

głębinowa

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

Mampikony, Madagaskar

2019

głębinowa

2 000 EUR

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

Fenoarivo, Madagaskar

2019

głębinowa

53 700 PLN

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

Mahitsy, Madagaskar

2019

głębinowa

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

Antsirabe, Madagaskar

brak danych

głębinowa

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

Ambohidratrimo, Madagaskar

brak danych

głębinowa

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

brak danych

Madagaskar


Na pytania odpowiada Mateusz Gurbiel, Polska Fundacja dla Afryki Na pytania co do konkretnych specyfikacji studni nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć w tej chwili, ponieważ dokumentacja jest u naszego współpracownika, który ze względu na pandemię COVID-19 został „uwięziony” w stolicy Madagaskaru poza miejscem swojego zamieszkania. Sytuacja tam wymknęła się ze względu na wirusa spod kontroli i trudno nam powiedzieć, kiedy wróci do normy.

lokalizacji studni jest więc zawsze odpowiedzią na lokalne potrzeby, jednak decyzję o konkretnym miejscu podejmuje wnioskodawca, jego zadaniem jest jasno określić i przekonać nas do tego, że studnia w tym miejscu jestpotrzebna. Osobną kwestią są możliwości Fundacji w opłacaniu takich studni - większość z nich powstała właśnie na Madagaskarze ze względu na to, że mamy tam zaufanych współpracowników - misjonarzy, którzy znają lokalne potrzeby, a także fakt, że wiercenie tam studni jest jeszcze relatywnie tanie w porównaniu do innych krajów Afryki subsaharyjskiej. 4. Skąd pochodziły fundusze na budowę studni – jak odbywały się zbiórki?

1. Fundacja Dzieci Afryki udostępnia sprawozdawczość od 2009 roku, jednak na potrzeby tego raportu chciałabym prosić o skupienie się na działalności związanej z inicjatywami wodnymi dla Afryki od 2018 roku. Ile studni udało się w tym czasie wybudować? Czy za każdym razem był to nowy odwiert czy też w którymś przypadku przywrócony został do użytku już istniejący, ale na przykład uszkodzony? Począwszy od początku 2018 roku ufundowaliśmy 9 nowych studni głębinowych i 9 nowych kopanych. Oprócz tego ufundowaliśmy nową pompę dla istniejącego już odwiertu (Mampikony, Madagaskar), a także zakupiliśmy filtry oczyszczające dla studni (Kolang’a, Tanzania). 2. Ile studni działa z powodzeniem do dziś i czy od momentu oddania studni do użytku konieczne były prace naprawcze? Do początku roku 2020 wszystkie działały z powodzeniem, teraz - ze względu na sytuację na Madagaskarze wiemy, że kilka wymagać może remontu, ale ze względu na pandemię, zakaz w przemieszczaniu po kraju, nie mamy jeszcze dokładnych informacji. Na początku roku Madagaskar nawiedził cyklon, który dokonał sporych spustoszeń na wyspie, zaraz potem pojawiła się sytuacja związana z wirusem - krótko mówiąc nastały ciężkie czasy dla wyspy i w tej chwili trudno nawet o pełny wykaz uszkodzeń. 3. Kto zdecydował o miejscu, w którym powstaną studnie? Dlaczego wybraliście Państwo te konkretne miejsca? Od początku założeniem naszej działalności jest zasada, że nie wymyślamy projektów zza biurka w Krakowie. Dlatego zdajemy się na osoby, naszych współpracowników (najczęściej misjonarzy), którzy na miejscu działają i mieszkają całe lata. Oni konsultują potrzeby z mieszkańcami, poznając lokalne potrzeby. Tak samo jest z wyborem miejsca dla studni - po lokalnych konsultacjach z mieszkańcami podejmowane są decyzje, pisany jest projekt już pod konkretną lokalizację. Studnie mają służyć miejscowej ludności - nawet jeśli - przykładowo - studnia wywiercona jest przy terenie szkoły, umowa jest taka, że jest ona dostępna dla lokalnych mieszkańców, nie tylko dla uczniów. Podsumowując - wybór

Odnośnie zbiórek na studnie: w ubiegłych latach, gdy wpłynął do nas projekt na realizację większej ilości studni w danym rejonie (na przykład 2016 rok i realizacja projektu budowy 27 studni na Madagaskarze), ogłosiliśmy zbiórkę na taki projekt i zbieraliśmy pieniądze wśród naszych Darczyńców. Jednak teraz sytuacja wygląda tak, że wiele ze studni powstałych w ostatnich latach ufundowali indywidualni Darczyńcy, my nie ogłaszaliśmy tych zbiórek publicznie. 5. Jakie koszty, poza opłaceniem ekipy wykonującej odwiert oraz niezbędnym sprzętem, zawarte są w całkowitym koszcie studni (bilety lotnicze, pensje dla osób nadzorujących, koszty konserwacji etc.)? 6. Kto nadzoruje budowę studni na miejscu – czy jest to również przedstawiciel/ka fundacji? Studnie kopane i wiercone są przez lokalne firmy, w związku z tym wiele kosztów jest minimalizowanych. Osobami nadzorującymi projekty są misjonarze, więc tu też oszczędzamy pieniądze na wysyłaniu naszych pracowników na kontynent. Raz na jakiś czas pojawiamy się i sprawdzamy dokładnie, jak sprawują się opłacone przez Fundację projekty - nie robimy tego jednak przy okazji budowy każdej studni. Co do serwisowania powstałych studni umowa zakłada, że w przypadku drobnych napraw są one realizowane przez beneficjentów projektu, my nie bierzemy już w tym finansowego udziału. Najczęściej te studnie są budowane przy szkołach, szpitalach, fermach i właśnie te instytucje mają za zadanie dbać o te studnie. Wyjątkiem są nagłe sytuacje: klęski żywiołowe, czy potrzeba naprawy jakiejś drogiej części (na przykład wspomniana wymiana pompy). 7. Czy aktualnie prowadzicie Państwo zbiórkę na nowy projekt wodny? Jeśli tak, prosimy o przybliżenie go odbiorczyniom/com raportu. Jeśli chcecie Państwo, by Wasza inicjatywa została włączona do głosowania, prosimy o podanie informacji według załączonego wzoru. Na chwilę obecną nie ogłosiliśmy żadnej zbiórki na konkretną studnię. Jak pisałem, takie zbiórki ogłaszamy, gdy mamy projekt rozpisany na większą ilość studni. W tej chwili, ze względu na COVID-19 będziemy raczej skupiać się na innej działalności, a ewentualne potrzeby w zakresie dostarczania wody będziemy realizować na bieżąco w razie potrzeb.


INICJATYWY OSÓB PRYWATNYCH


INICJATYWY OSÓB PRYWATNYCH Robert Jesionek NAZWA

LOKALIZACJA

OTWARCIE

TYP

Studnia Św. Patryka

Kondoa, Tanzania

2012

kopana

Tanzania fot. Robert Jesionek [Zdjęcie: Kobiety, mężczyźni i dzieci zgromadzone wokół studni słuchają przemawiającego imama. Imam stoi na studni, góruje nad zgromadzonymi, unosi dłoń, nie widać jego twarzy. Część mężczyzn ma na głowach kufi, wszystkie kobiety zakrywają włosy różnokolorowymi chustkami. Pośród grupy Tanzańczyków i Tanzanek stoją dwie osoby o jasnym kolorze skóry, mężczyzna i kobieta. Na studni stoją białe, różowe i żółte plastikowe wiadra. W tle widać niskie drzewa, trawy w kolorze piasku i błękitne niebo.]


Myśmy w ogóle nie interesowali się Afryką. Myślę, że zadziałała na nas magia osobowości ojca Silvanusa Stocka’a. Jechaliśmy autokarem na beatyfikację Jana Pawła II, a on usiadł obok nas i po dwóch godzinach powiedział: „Jedziecie ze mną do Tanzanii”. Postukaliśmy się w czoło, a miesiąc po powrocie z Rzymu zaczęliśmy organizować spotkania. Więc to magia jednego człowieka, który niesie w sobie jakąś ideę - to jest w ogóle świetna recepta na wszelki marketing, również dla tych pozytywnych idei. A jedną z tysiąca może być pomoc Afrykankom i Afrykańczykom. Pamela Bożek: Pozwól, że na początku Cię zacytuję. Na blogu poświęconym misji w Tanzanii w 2012 roku napisałeś o studniach: „Budowane przez nas, to chyba jednak nie do końca dobre określenie”. Następnie ujawniłeś, jak w rzeczywistości wyglądała budowa studni. I to jest też ten temat, który od początku najbardziej mnie intrygował, a więc jak dokładnie wygląda ten proces, kto nad nim czuwa. Spotkałam się z informacją, że na przykład 60% nowowybudowanych studni głębinowych bardzo szybko przestaje działać, co oznaczałoby że odwierty są nieskuteczne, że ryzyko popełnienia błędu jest bardzo wysokie. Robert Jesionek: Nie wiem wszystkiego na temat tego, jak powstają studnie w Afryce. Z pewnością wygląda to bardzo różnie, a ja mogę opowiedzieć o swoim doświadczeniu. Myślę, że trzeba zacząć od tego, jaką misją była wyprawa do Tanzanii. Zorganizował ją zakonnik, katolicki ksiądz pochodzący z Tanzanii, który zebrał w Warszawie grupę kilkunastu osób. W większości byli to ludzie młodzi, ja zaliczałem się do tych starszych - byłem wtedy tuż po czterdziestce. Ojciec Silvanus był swego rodzaju „zapalnikiem” - to ten typ człowieka, który wpada na pomysł i go realizuje, rozdziela zadania. Przede wszystkim nigdy nie byliśmy fundacją. Pieniądze, które zbieraliśmy przez prawie rok przed wyjazdem na misję nie były przeznaczone na nasze bilety lotnicze, utrzymanie, jedzenie czy noclegi. W całości zostały przeznaczone na pomoc tamtejszym ludziom. Wspieraliśmy kilka projektów wodnych - była na przykład studnia już wybudowana, od której trzeba było wykopać kilka kilometrów „dołka”, żeby móc nim dystrybuować wodę w inne miejsce. W czasie tego działania my pełniliśmy tam w pewnym sensie rolę ekipy zarządzającej, między innymi ze względów formalnych, bo oficjalnie nie mogliśmy pracować fizycznie. Oczywiście część osób z naszej ekipy brała się za łopaty i kopała te rowy w suchej ziemi, niemniej jednak ciężar pracy spoczywał na barkach miejscowej ludności.

Co ciekawe, i to chciałbym szczególnie podkreślić - tym, co wówczas uderzało nas bardzo mocno, był fakt, że ludność Tanzanii mieszkająca w tych najbiedniejszych regionach współpracowała w sposób absolutnie zgodny, również w wymiarze wyznaniowym.

Całkowicie błędne jest wyobrażanie sobie nieustającej walki chrześcijan z muzułmanami. PB: Pamiętam taki wpis na Twoim blogu, który mnie wyjątkowo poruszył, bo sama współpracuję właśnie ze społecznością muzułmańską w Polsce i jestem przyzwyczajona do tego zgrzytu na poziomie wyznaniowym, który bardzo często utrudnia komunikację i spotkanie w ogóle. RJ: Miejscowi nie tylko zgodnie ze sobą pracowali, ale też wspólnie świętowali. Pamiętam dobrze wioskę, z której pochodził nasz przewodnik, ojciec Silvanus. Tam studnia została wybudowana już wcześniej, więc my przyjechaliśmy wyłącznie w odwiedziny i było to spotkanie, które wspominam ze wzruszeniem. Już w drodze do wioski doświadczaliśmy gościnności jej mieszkanek i mieszkańców. Myśmy akurat tam żadnej pracy nie wykonali, ale przyjechaliśmy niejako reprezentując kraj, który kiedyś, wcześniej, wybudował tam studnię, a ona z powodzeniem działa od lat. Więc w pewnym sensie symbolicznie kojarzono nas z tamtym wydarzeniem. Pamiętam, że spotkaliśmy się wtedy wszyscy razem, również z mieszkańcami i mieszkankami okolicznych wiosek, wokół studni i każdy po kolei odprawiał własną modlitwę. W społeczności funkcjonują też mieszane rodziny. Nawet rodzona siostra naszego przewodnika, czyli katolickiego księdza, była żoną muzułmańskiego mężczyzny. W Tanzanii odbywa się to bardzo pokojowo, prawdopodobnie bardziej pokojowo niż w innych krajach Afryki. To wymieszanie kultur było widoczne podczas wszystkich projektów, które wymagały od ludzi współpracy. PB: Opowiedz proszę ostudni. RJ: To studnia kopana niedaleko miejscowości Kondoa, na którą przeznaczyliśmy najwięcej środków. Przyjechaliśmy już w momencie, kiedy lokalni mieszkańcy zbadali, w którym miejscu studnia będzie najlepiej funkcjonowała. Nie wiem, jakie badania i w jaki sposób zostały wykonane, bo działo się to przed naszym przyjazdem. Rozpoczęto również pierwsze prace przygotowawcze. PB: Woda z tej studni nadawała się dopicia? RJ: Była zdatna do picia, natomiast nikt nie ma pewności czy studnia będzie działać czy nie.

Są takie miejsca w Tanzanii, myśmy to widzieli na własne oczy, w których stoi studnia obok studni, niemalże kilka metrów od siebie. W pierwszym momencie myśleliśmy, że to marnotrawstwo pracy, pieniędzy i całego nakładu sił, ale okazało się, że nie. Wynika to prawdopodobnie z ukształtowania terenu, który powoduje, że w jednym miejscu studnia będzie działała z powodzeniem przez długi czas, a w innym tylko przez miesiąc - dwa.


Nigdy nie ma stuprocentowej pewności. Z późniejszych doniesień wiem, że te studnie, które udało nam się wykopać, działają do dzisiaj. Mieliśmy szczęście, że zostały ulokowane w odpowiednich miejscach. PB: Kto zadecydował, że to właśnie ta konkretna wioska otrzyma studnię? RJ: Mieliśmy to szczęście, że szefem naszej misji był Tanzańczyk, człowiek stamtąd. Co więcej, człowiek szalenie sympatyczny i otwarty, który dzięki swoim osobistym właściwościom kontaktował się z wieloma miejscami w Tanzanii. Robił to między innymi poprzez sieć kontaktów związanych bezpośrednio ze swoim zakonem, który działa również w Tanzanii. Pamiętam rozmowę, która miała miejsce w czasie odpoczynku przy studni, kiedy budowaliśmy wspomniany już - nazwijmy to szumnie - rurociąg. Osoby zaangażowane w kopanie mówiły wówczas, że jest potrzeba poprowadzenia identycznego odprowadzenia wody w przeciwnym kierunku, bo tam ludzie pokonują codziennie po kilkanaście kilometrów i więcej, żeby dostarczyć pojemniki z wodą. Potrzeby są niewyobrażalne, rozpoznanie ich nie jest trudne.

Doświadczyliśmy niejednokrotnie sytuacji, że wieczorem trzeba było wykąpać się dosłownie w kubku wody.

PB: Powiedz proszę, jak zorganizowana była zbiórka. RJ: Staraliśmy się znaleźć jak najwięcej sposobów, które by nam tych pieniędzy przysporzyły. Zebraliśmy się wokół katolickiego kościoła, mieliśmy więc łatwość, by chodzić po prostu od kościoła do kościoła, mówić jaki mamy plan i część ludzi przekazywała pieniądze do skarbonki. Myśmy przy tym śpiewali, tańczyli, trochę się wygłupiali. Ojciec Silvanus jest tak barwną postacią, że często sama jego obecność przekonywała ludzi do wsparcia. Ale nie odbywało się to tylko w kościołach. Moja żona obchodziła w tym czasie czterdzieste urodziny i zdecydowała, że zorganizuje je w formie wydarzenia charytatywnego, na które zaprosiła prawie setkę ludzi - rodzinę, znajomych, przyjaciół. Uprzedziła, że nie chce otrzymywać żadnych prezentów, a zamiast nich będzie wystawiona skrzyneczka na pieniądze. Zebraliśmy w ten sposób całkiem sporą kwotę. Kwotę, która pozwoliła nam wręcz opisać jeden z projektów farbą na zbiorniku wodnym, że jest on ufundowany przez Maję, Roberta i przyjaciół. Wykorzystywaliśmy też takie momenty w roku jak święta i wspólnie produkowaliśmy kartki z życzeniami, które później sprzedawaliśmy. To proste rozwiązania, można wpaść na dziesiątki takich pomysłów. Zebraliśmy tych pieniędzy naprawdę całkiem dużo. Nie ma sensu wozić do Tanzanii materialnych rzeczy, bo to podwyższa wyłącznie koszty transportu, a wszystko co potrzebne można kupić na miejscu.

Co więcej, wiele inwestycji wodnych, które już tam są, wymaga napraw. Jeżdżąc od miejsca do miejsca natrafiliśmy więc również na takie studnie, w których jakaś pompa uległa poważnej awarii. Na szczęście zbierając pieniądze przez cały rok mogliśmy na różne sposoby wspierać projekty wodne w kilku miejscach i przeprowadziliśmy też tę naprawę. Dokupiliśmy zbiornik wodny, który nie był wielkim wydatkiem, powiedziałbym, że były to stosunkowo nieduże pieniądze, które w tamtych warunkach przekraczały jednak możliwości ekonomiczne mieszkańców.

Nasz projekt nie skończył się jednak po naszym powrocie. Po pierwsze, przez kolejny rok mój organizm bardzo dotkliwie odczuwał jego skutki, być może również z powodu wody, którą tam spożywałem. Trwał również dlatego, że przez prawie dwa lata po powrocie opowiadaliśmy z żoną w różnych miejscach o tym, co się wydarzyło. Uważam, że to też ważna część tego projektu. Spotykaliśmy się z różnymi osobami - w szkołach, w kościołach. I chociaż był to projekt związany z kościołem katolickim, nigdy nie chodziło nam o to, żeby “iść i słowami głosić Ewangelię”. Można tak przecież pomyśleć, bo cały czas mówimy o misji. Nikogo jednak nie nawracaliśmy, staraliśmy się pomóc tak, jak było to możliwe. Jak już wspominałem, bardzo dużo dzieje się w Tanzanii na styku wszystkich religii, katolickiej, islamu, protestanckiej, prawosławnej. Generalnie tam, gdzie dzieje się coś wokół jakiejkolwiek misji, jakiegokolwiek wyznania, tam mieszkańcom i mieszkankom jest lepiej.

PB: Ile czasu spędziliście w Tanzanii?

PB: Pojechaliście do Tanzanii w 2012 roku - nie myśleliście o kolejnym wyjeździe?

RJ: Miesiąc. To stosunkowo niedługo, myślę jednak, że na takie projekty trzeba patrzeć nieco inaczej. Myśmy przez prawie rok przygotowywali się do tego wyjazdu - polegało to między innymi na tym, że staraliśmy się jak najwięcej dowiedzieć o Tanzanii i o Afryce. To bardzo ważne, żeby pewne elementy obcej kultury najpierw zaakceptować w sobie, a wiele z nich dla osób z Europy nie jest oczywista. Najpopularniejsze jest najpewniej pojęcie czasu, który tam funkcjonuje w zupełnie inny sposób. Tam ludzie mają po prostu czas, my mamy zegarki. I to się odczuwa w sytuacjach, w których umawiamy się na przykład na 16:00 i nawet jeśli ktoś przyjdzie o 20:00, to nie będzie żaden problem. Przede wszystkim jednak zbieraliśmy pieniądze - wiedzieliśmy, że od tego zależy bardzo, bardzo dużo.

RJ: Myślimy o tym cały czas, choć póki co nam się to nie udało. Powody, powiedziałbym, są banalne, prozaiczne i przede wszystkim finansowe. Podróż do Tanzanii jest dość kosztowna, a my nie jesteśmy ludźmi zamożnymi, więc nie mogliśmy sobie na to pozwolić, chociaż jest to naszym marzeniem. Nieustannie powtarzamy, nie wiem za kim, że Afrykę albo pokocha się od pierwszego wejrzenia albo znienawidzi. I myśmy ją pokochali, mówię tu w imieniu swoim i żony. Pokochaliśmy podwójnie, bo wydarzyło się tam coś ważnego dla nas osobiście. Coś takiego jak “adopcja serca” jest praktyką znaną i popularną, polega zwykle na tym, że ze zdjęć wybiera się dziecko, któremu chce się pomagać finansowo. A my, będąc przez dwa tygodnie w jednym miejscu, wiosce, w której mieścił się dom dziecka, poznaliśmy dziewczynkę, Florentynę Neemę, z którą mogliśmy spędzić trochę czasu


i zdecydowaliśmy się jej pomagać. Od tamtego czasu Florentyna opuściła dom dziecka i jest w dobrej prywatnej szkole pod Kilimandżaro, gdzie się rozwija i dobrze uczy. W Afryce poza tym, że można zmienić życie pomagając ludziom dotrzeć do wody, która jest podstawą egzystencji, można wspierać też edukację i to wydaje się równie ważne. PB: Dostęp do czystej wody jest na pewno pierwszym krokiem, bo bezpośrednio przekłada się na możliwość chodzenia do szkoły. Powiedz proszę jak wyglądał dostęp do edukacji w miejscach, które odwiedziliście. RJ: Jeździliśmy głównie do miejsc biednych, ale takich skupionych zazwyczaj wokół misji, więc tam te szkoły istniały, a dzieci zjeżdżały się do nich nawet z daleka. Nie wszyscy rodzice mogli sobie jednak pozwolić na zapewnienie choćby fartuszka czy mundurka szkolnego, co jest punktem wyjścia do tego, by rozpocząć naukę. Woda w studniach kopanych, które spotkaliśmy była czysta, zdatna do picia, ale widzieliśmy też rzeczy straszne.

Dół wśród pól, z odrobiną wody, do którego nocą przychodzą lwy i inne zwierzęta, a rano dzieci idące do szkoły czerpią wodę do picia z tego samego miejsca. Tę brudną, brudną wodę... To takie momenty, które pokazują, że warto robić takie rzeczy. Dla nas to są niemal grosze, by zdecydować się na pomoc, nawet jednorazowe wsparcie jakiegoś projektu wodnego. Do punktów wodnych przychodzą głównie dzieci i kobiety, bo mężczyźni tego nie robią. I te wątłe dzieciaki transportują niejednokrotnie ogromne ilości wody. Osobiste zetknięcie się z tą sytuacją wpływa na zmianę myślenia o wodzie. Po powrocie – ledwie miesiącu pobytu w Tanzanii - bardzo zmieniliśmy naszą politykę użytkowania wody, choć tu w Polsce wciąż wydaje się być jej pod dostatkiem. Nauczyliśmy się jednak większego szacunku do wody, który wprawdzie czasem w nas słabnie, ale wraz z tym, gdy przypominamy sobie Afrykę i tamte doświadczenia - odżywa. Myślę, że tak zostanie w nas już do końca. Pamiętam taką szkołę, do której prowadził ten kilkukilometrowy, wspomniany już przeze mnie wodociąg. Byliśmy tam w okresie „zimowym”, ale mimo to było strasznie gorąco. W tej szkole nie było nic poza murami, które w Polsce nie zostałyby dopuszczone do niczego, nawet do magazynowania najprostszych rzeczy. Natomiast tam była to szkoła, w której nie było ani światła, ani wody. Na samą myśl o tym, że w takich warunkach klimatycznych dzieci miały wytrzymywać kilka godzin bez wody, robi się gorąco. PB: Pamiętam taki wpis, który łączę teraz z Twoją opowieścią o tej praktyce

relacjonowania. Sam wpis dotyczył twojej refleksji nad wykorzystywaniem wizerunku mieszkańców i mieszkanek Afryki, w szczególności dzieci, które przebywają w domach dziecka, tych najbiedniejszych, żyjących w najtrudniejszych warunkach. W poście, który wspominam, dochodzisz do wniosku, że warto, dostrzegasz w tym sens. A czy w związku z tym pierwszym wyjazdem związała się jakaś grupa, która chciała działać dalej, czy przyłączały się do Was nowe osoby, albo czy może wy dołączyliście do jakiejś organizacji? RJ: Nie, nie dołączyliśmy do żadnej organizacji i być może wynika to z pewnej mojej generalnej niechęci do organizowania się w organizacjach. Podkreślę jednak mocno, że nie mam nic przeciwko fundacjom, nam po prostu bardzo odpowiadało to, że nie byliśmy w żadnej formalnej strukturze. Dzięki temu wszystkie zebrane przez nas pieniądze zostały na różne sposoby przekazane ludziom w Afryce. PB: W pewnym sensie nasze zaufanie do organizacji wynika z transparentności i dostępu lub nawet samej świadomości dostępu do bardzo rozbudowanej sprawozdawczości, która jednak z pewnością generuje ogromne koszty. W przypadku takich projektów jak wasz, mamy do czynienia z zaufaniem, którym obdarza się konkretne osoby. Z historią mówioną, relacjonowaniem dla tych, którzy chcą słuchać. RJ: To bardzo afrykańskie, o czym mówisz - historia mówiona. Myślę, że każda z osób uczestniczących w wyprawie robiła dokładnie to, co ja z żoną. Angażowaliśmy bliskich i dalszych znajomych. Pewnie dlatego to zaufanie ofiarodawców do nas było na wysokim poziomie. Myślę też, że osobiste zaangażowanie, nie tylko w wodę, ale w różne projekty pomocowe, zmienia życie i to obu stron tego procesu. Jeśli jednak mówimy już o projektach wodnych, wskazałbym przede wszystkim na doświadczenie przebywania z osobami, od których różni nas wszystko - od najbanalniejszego koloru skóry, przez kulturę, język, wyznanie - to otwiera na różnorodność, uczy empatii. Są też obrazy, których nie da się już zapomnieć czy pominąć - ludzi kilometrami noszących wiadra z wodą na głowie, na ramionach. PB: Czterdzieści miliardów godzin rocznie. RJ: Trudno to sobie wyobrazić. PB: Robercie, chciałam jeszcze zapytać o to, czym zajmujesz się zawodowo? RJ: Przez lata byłem dziennikarzem, zajmowałem się tematami związanymi z zarządzaniem, w dużej mierze w świecie informatyki. Przed niemal dwudziestu laty współtworzyłem społeczność dyrektorów IT w Polsce, byłem redaktorem naczelnym magazynu biznesowego, obecnie prowadzę własny portal o zarządzaniu. Łączę tę działalność z pracą etatową, w ramach której jestem urzędnikiem miejskim w Warszawskim Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń, gdzie zajmuję się projektami wspierającymi w pracy nauczycielki i nauczycieli.


INICJATYWY OSÓB PRYWATNYCH Małgorzata Chamuczyńska LOKALIZACJA

OTWARCIE

TYP

KOSZT

KOSZTY

GŁĘBOKOŚĆ

KORZYSTAJĄCE/Y

40m

ponad 200

KONSERWACJI Mshongoleni Ganda Ward, prowicja Malindi, Kenia

03.2019

głębinowa

9 000 PLN

ok. 3000 PLN / 2 lata

Kenia

fot. Małgorzata Chamuczyńska [Zdjęcie: Dziecko stoi przy studni opierając dłoń o betonową tablicę wmurowaną w ziemię, na której widnieje czarny napis: „Thank you Gosia”. Przed dzieckiem stoi wyższa od niego metalowa pompa, a pod nią trzy duże żółte kanistry. W jeden z nich wetknięty jest lej zrobiony z przeciętej na pół plastikowej butelki po wodzie. W tle widać drewniane konstrukcje i fragment zabudowań wsi.]


Tak mnie straszyli, a wszystko okazało się całkiem proste, mimo nieznajomości języka. A dla mnie to nie jest żadna bariera. Gdybym teraz pojechała do Kamerunu, a przecież to jest francuskojęzyczny kraj, to niby jeszcze gorzej. Ale w czym mi to przeszkadza? Wystarczy empatia, zwracanie uwagi na to, jak ludzie się zachowują, co robią. Nigdy nie założyłabym fundacji, bo przerastają mnie liczby, zdobywanie sponsorów, dzwonienie. Wolę zrobić to, co jest w zasięgu moich możliwości. To coś małego, ale doprowadzę sprawę do końca. Pamela Bożek: Zaczęło się od tego, że znalazłam Twoją zrzutkę na jednym z portali foundraisingowych, która w dość szybkim tempie osiągnęła pożądaną kwotę 12 000 złotych. Ale rozmawiamy dziś dzięki SM, bo kontakt do Ciebie przekazała mi Twoja córka, która tę zrzutkę udostępniła na swoim profilu jako publiczny post. I od tego chciałabym zacząć, bo napisała w nim, że na początku adoptowałaś dwa słoniątka i że zainspirowała Cię do tego Martyna Wojciechowska. Czy powiesz mi o tym więcej? Małgorzata Chamuczyńska: Zanim pojechałam do Kenii obejrzałam program z Martyną Wojciechowską, w którym była relacjonowana jej wizyta w Fundacji Daphne Sheldrick w Nairobi, niedaleko domu Karen Blixen, i zainteresowałam się działalnością tej fundacji. Zajmują się w niej słoniątkami znalezionymi przy zabitych dla kości słoniowej matkach. Pierwszego słonika adoptowałam przez Internet. Później na jednym z podróżniczych portali zobaczyłam, że dwie dziewczyny z plecakami jadą zwiedzać Kenię i pomyślałam, że to jest świetna okazja, bo będę mogła odwiedzić mojego słonika. No i pojechałyśmy, objechałyśmy Kenię autobusem i byłyśmy też w tym ośrodku. Tam adoptowałam drugie słoniątko. Wiedziałam już wtedy, które, bo mogłam wybrać na miejscu. Fundacja prowadzi katalog słoniątek do adopcji. Taka minimalna kwota wsparcia to 50 dolarów rocznie, które jest przeznaczane na wyżywienie i opiekę. Takie słoniątko przynajmniej przez dwa lata śpi z opiekunem. Nie znasz tej historii? To było tak, że te maleńkie słoniątka, półroczne, często nie przeżywały, bo były za małe i potrzebowały matki, dlatego też zaczęto praktykować to karmienie i spanie ze słonikiem. Ale pewnego razu opiekun zachorował, przydzielono temu słoniątku osobę zastępczą, ale ono jej nie zaakceptowało i po prostu zmarło z choroby sierocej. Od tego czasu opiekunowie zmieniają się co osiem godzin. One są w ogóle takie cudne, podchodzą do ciebie, można je przytulać, mają takie szorstkie włoski… Ale wracając do tej podróży, to trafiłyśmy do miasteczka Malindi, w którym mówiono po włosku. A ja nigdy jakoś nie mogłam nauczyć się angielskiego, natomiast mówię bardzo dobrze po włosku. W Malindi mówiono po włosku, bo osiedlali się tam starzy Włosi, budowali hotele, pensjonaty, w związku z czym Kenijczycy również biegle używali tego języka. Bardzo dobrze się tam czułam, bo nareszcie mogłam sobie porozmawiać, czegoś się dowiedzieć. Dlatego następnym razem postanowiłam pojechać już do tej miejscowości. W międzyczasie poznałam kobietę, Polkę, która pomagała w tamtejszej szkole, więc po przyjeździe od razu się w to zaangażowałam. Odpowiadała mi taka forma spędzania wakacji – malowałyśmy ławki, prowadziłam lekcje plastyki. Ale spędziłam tam trzy

miesiące, więc miałam też czas żeby pojeździć trochę po wioskach i zobaczyłam po prostu jak wygląda ich sytuacja z wodą.

Zdarza się, że studnie budowane przez fundacje mają słoną wodę. Oczywiście są w wioskach, są za darmo, natomiast ta woda nie jest zdatna do picia – ona jest do prania. Oni co prawda gotują na tej wodzie, no ale jak nie ma innej… PB: A jakie to są studnie? Wiesz coś na tentemat? MCH: Na pompę. Nie bardzo głębokie, dlatego są tańsze, ale też wiercone. Nagrałam kilka takich filmików, na których widać, jak mężczyzna stoi na takim wiertle, obciąża je własnym ciężarem i to wiertło schodzi w dół. Więc jest normalny silnik, ciągnie się za pasek, on się uruchamia. Nie wiem jakimi funduszami dysponowano, że postanowiono postawić właśnie takie studnie ze słoną wodą, bo one są mało przydatne… Są przydatne w jakimś tam wymiarze, bo zawsze lepiej jak jest taka woda niż jak jej w ogóle nie ma, ale byłam rozczarowana, bo myślałam że takie fundacje stawiają porządne studnie. PB: Można tego oczekiwać. MCH: Wiesz, to takie studnie z tablicami, że ufundowane przez takie i takie organizacje. Ale woda z nich jest dostępna za darmo dla całej wsi. Natomiast woda słodka jest płatna – ktoś buduje sobie taką studnię głębinową i sprzedaje wodę w kanistrach. Ludzie przychodzą i za tyle ile mają pieniędzy będzie im nalane. I chodzą tak codziennie z kilkoma kanistrami. Jeżdżąc już po wioskach bardziej oddalonych od morza spotykałam ludzi nabierających wodę z kałuż, z tych siedlisk komarów, różnych robali. Ludzie piją tę wodę i już na pierwszy rzut oka widać, że cierpią na różne poważne choroby skóry, jakieś liszaje, krwawiące to ciało, poza tym dur brzuszny, cholera, biegunki. Po powrocie do Polski pomyślałam, że chociaż jedną studnię z tą słodką wodą chciałabym postawić – gdzieś w górach, tam gdzie po wodę trzeba iść do drogi kilka kilometrów. Przeważnie chodzą kobiety i dzieci i niosą na głowie taki baniak dwudziestolitrowy. I muszą za to jeszcze zapłacić, kiedy naprawdę są biedni, bo ludzie mieszkający przy oceanie zawsze sobie coś dorobią na turystach, przy sprzedaży owoców czy warzyw. Mają większe możliwości, chociaż nie mam absolutnie na myśli tego, że są bogaci, bo przebywałam tam wszędzie pośród ludzi biednych. PB: Opowiedz proszę, co się działo po Twoim powrocie.


MCH: Postanowiłam wybudować tę studnię. Dowiedziałam się jaki będzie jej koszt, że trzeba będzie dokopać się na głębokość 40 metrów. Założyłam zbiórkę, zebrałam zaplanowane 12 000 złotych i wróciłam do Kenii. Pojechaliśmy wtedy tam, gdzie zaplanowana była budowa, już ze wszystkimi przyrządami, ale niestety okazało się, że na 40 metrach jest tam woda słona, a nie słodka. Więc ten pomysł upadł i zaczęliśmy poszukiwania innego miejsca. PB: Czy znałaś firmę, która miała wykonać odwiert?

MCH: Nie, ale polecono mi kilka, a ja wybrałam polegając na opiniach, trochę na własnej intuicji, trochę sugerując się sposobem, w jaki ze mną rozmawiano. Wybrałam firmę, która nie była najdroższa, ale nie była też najtańsza. Zawsze jest tam takie ryzyko, że zaczną wiercić, natrafią na kamień i powiedzą, że się nie da, a ja musiałabym w takiej sytuacji i tak zapłacić połowę. O takich przypadkach też słyszałam. Ale musiałam komuś zaufać i oni szczęśliwie wybudowali tę studnię do końca, wiercąc do głębokości 40 metrów. Studnia jest w wiosce Mshongoleni Ganda Ward, w której były może dwa kilometry do innej studni, więc stosunkowo nie tak daleko, ale tamta studnia była płytka i z kolei kiedy następowała susza, woda w niej wysychała. W cenie, którą zapłaciłam, uwzględniono również naprawy gwarancyjne, które średnio co pół roku trzeba wykonywać – jest to pompa pneumatyczna, macha się taką wajchą, wiesz jak to wygląda. A dlaczego właśnie taka? Bo gdyby była elektryczna to po pierwsze nie zawsze jest prąd, po drugie ludzie z wioski musieliby się zrzucać na ten prąd, a to jest bardzo trudne, kiedy nie starcza na jedzenie. To jest trochę innego typu myślenie – najpierw jedzenie, potem czysta woda. Dlatego wybrałam studnię najtańszą w utrzymaniu i opłaciłam naprawy na dwa lata. Studnia powstała w lutym 2019 roku, więc jest jeszcze na gwarancji i była już naprawiana. Wysłano mi nawet zdjęcia i paragon, chyba na 50 dolarów. Po wybudowaniu studni cała wioska zrzuciła się na kupno kozy, którą zabito i upieczono na grillu i to było wielkie święto. PB: Słyszałam, że jeśli chodzi o potwierdzenia różnego rodzaju transakcji, zapłaty za usługi, to bywa to problematyczne, nie zawsze jest możliwe. Ale rozumiem, że w Twoim przypadku firma, której zleciłaś pracę jakieś potwierdzenie wystawiła? MCH: Ależ oczywiście, że tak jest również w Kenii! Za budowę dostałam taki malutki paragonik, że pobrali pieniądze. Gdybym miała to robić dla kogoś, musiałabym wziąć firmę

pewnie dwa razy droższą, która byłaby w stanie dać mi te wszystkie dokumenty na potrzeby sprawozdania. Za samą studnię zapłaciłam 9000 złotych, do tego gwarancja i różne drobne koszty związane z dostępem do Internetu, transportem, kontaktami. Nie wiem jak liczą to fundacje, ale koszty związane z moim pobytem nie były wliczone w tę kwotę. PB: Takie jest też moje spostrzeżenie, że inicjatywy prywatne generują najniższe koszty, bo zwykle to podróż jednej lub dwóch osób, które samodzielnie dokumentują wszystko, co się dzieje, nie pobierają za te działania pensji, nie wydają na reklamę, prowadzenie strony internetowej itd. MCH: Koszty zależą pewnie również od kraju, być może gdzie indziej jest to droższe. Jest taki człowiek, Andrzej Bauer, który pomaga całej wiosce i budował tam studnię, która kosztowała jeszcze mniej, ale to dlatego, że on tam jest na miejscu i mieli już jakieś część, być może to była jakaś rozbudowa, chyba o zbiornik. Ja taki zbiornik też chciałam mieć, bo to jest taka dodatkowa woda, ale wymaga już elektryczności. PB: A czy od tamtej pory byłaś wKenii? MCH: Nie. Ostatnim razem się tam rozchorowałam, znalazłam się w szpitalu. Na szczęście moja córka znalazła mi ubezpieczenie, bo ja zwykle jeżdżę bez, a musiałam zapłacić ponad 18 000 złotych za operację, której nie chciano wykonać do momentu pojawienia się pieniędzy na koncie. Niestety do tego szpitala trafiłam w dzień wyjazdu, więc musiałam zapłacić też za dodatkowebilety. Ale wybieram się do Afryki w grudniu, bo lubię jeździć w tym okresie, kiedy w Polsce jest zimno, zostanę pewnie do kwietnia. Zastanawiam się pomiędzy Kamerunem a Tanzanią, bo tam mam przyjaciół i już u nich byłam, ale chciałabym zobaczyć więcej. Czy ty wiesz co to jest Brave Festival? PB: Tak. On jest organizowany przez Grzegorza Brala z Teatru Pieśni Kozła, ja jestem wolontariuszką. Jednego roku właśnie albinosi z Tanzanii zostali zaproszeni do Polski i później ja pojechałam do nich w odwiedziny. PB: Gosiu, powiedz mi jeszcze proszę, czym się zajmujesz zawodowo i dlaczego w ogóle zdecydowałaś się na wyjazd do Afryki? MCH: Jestem na emeryturze, z zawodu natomiast jestem kosmetyczką, ale głównie zajmowałam się masażami. Zawsze dużo czasu poświęcałam na podróże, zawsze pracowałam, żeby móc podróżować. Byłam w Indiach, Wietnamie, Kambodży, Tajlandii, na Bali, Sri Lance, ale nie zawsze były to tak ekstremalne podróże jak do Afryki. Indie na przykład zwiedzałam z poziomu klasy


średniej, bo moja przyjaciółka wyszła za mąż za Hindusa i tam razem zamieszkali. Było to doświadczenie dość teatralne, ale też ciekawe, bo chociaż sama robiłabym pewnie co innego, musiałam się dostosować, bo był z nami mężczyzna. PB: A jak funkcjonujesz jako biała, podróżująca bez mężczyzn kobieta w krajach afrykańskich? Oni mnie na pewno postrzegają jako białą, ale ja bardzo tego nie chcę. Często śpię u nich w chatach, przemieszczam się pomiędzy wsiami, ale wtedy zawsze z towarzyszy mi ktoś stamtąd, mężczyzna. Przemieszczamy się takimi motorkami. Jem to, co oni, gotujemy wspólnie, jestem z nimi. Przywoziłam tam fasolę, sadziliśmy ją, później jedliśmy. Dziś właśnie rozmawiałam z panem, który ma fundację, która tirami wozi rzeczy do Kamerunu i Czadu i to mi się spodobało, bo mogłabym tam na miejscu pracować w ramach misji. Zawsze chciałam się dostać na misję, ale do tego trzeba być osobą niezwykle katolicką, a tutaj po prostu mnie przyjmą, mogłabym się zajmować dzieciakami. PB: Jak rozumiem Ty nie jesteś osobą bardzo katolicką? MCH: Nie, w ogóle! On zresztą mi tłumaczył, że jak pojawili się tam biali to niespecjalnie potrafili sobie w tamtych warunkach poradzić - mieszkanie w lepiankach, brak wody, przechadzające się skorpiony czy węże. Natomiast misjonarze od razu budowali sobie te domy, kościoły, tworzyli warunki pod siebie i dlatego ludzie stąd tam przyjeżdżają i wszystko załatwia się przez misje. PB: A czy Ty w jakimś momencie miałaś okazję lepiej się temu przyjrzeć, zobaczyć jak to w rzeczywistości funkcjonuje? MCH: Byłam, ale tylko w odwiedziny na takiej misji w Tanzanii – ksiądz Polak i zakonnica, która bardzo mi się spodobała. Nie wiem czy była Polką, mówiła po polsku, ale też przez jakiś czas była w Niemczech. Starsza kobieta, która sobie wymyśliła takie zadanie, że będzie pracować z kobietami które pracują w bardzo złych warunkach na ulicy, jako prostytutki i robią to nocami, bo mają małe dzieci i muszą wyżywić rodzinę. Chciała pokazać im, że można żyć inaczej. Ale nie bardzo ekspansywnie, na zasadzie, że ona im tu pokaże jak trzeba żyć, coś im da. Chodziło o to, żeby one same tego doświadczyły we wspólnocie, żeby być może zaczęły razem działać, zawiązały coś w rodzaju kooperatywy, a ona wtedy mogłaby je wesprzeć – na zasadzie, że gdyby chciały na przykład szyć, ona mogłaby zapewnić im maszyny. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam tak wielki kościół. W Kenii to były same małe kościółki, prowadzone przez Kenijczyków i każdy kościół był inny – jeden szamański, w drugim

wypędzali złe duchy, trzeci taki bardziej nakazowy, podobnie jak u nas, każdy inny. W Tanzanii to był typowo katolicki kościół – wymurowany, wielki, gdzie udzielano tradycyjnych ślubów w białych sukniach i garniturach. Przy kościele była szkoła, wszystko bardzo dobrze wyposażone, pełno jedzenia. My wtedy też sami skorzystaliśmy, zostaliśmy zaproszeni na obiad, ale widać było po prostu przepych, jak na Afrykę. Z tego, co słyszałam, kościołowi bardzo zależy na rozwoju chrześcijaństwa czy katolicyzmu trudno mi powiedzieć dokładnie, bo drugą dominującą religią jest islam.

Więc odbywa się taki proceder wykupu ziemi, stawiania na niej domów i proponowania sobie nawzajem zmiany religii w zamian za możliwość zamieszkania w nich.


INICJATYWY OSÓB PRYWATNYCH Fotostopem przez świat / Grażyna i Stefan Sroczyńscy NAZWASo

LOKALIZACJA

OTWARCIE

TYP

KOSZT

KOSZTY

WYKONAWCA

KORZYSTAJĄCE/Y

brak danych

około 800

KONSERWACJI Głogowianka

Misokitsy, Madagaskar

2020

głębinowa

3 500 EUR

brak danych

Madagaskar

fot. Marek Ochlak, dzięki uprzejmości Grażyny i Stefana Sroczyńskich [Zdjęcie: Kadr wypełnia nowo wybudowana studnia - Głogowianka. W centrum betonowego podestu umieszczona jest metalowa pompa otoczona z czterech stron niewysokim, błękitnym murkiem, na wprost widoczne jest wejście. Instalacja stoi na ciemnym, rdzawym piasku, na tle błękitnego nieba. W tle po prawej widać również wysoki płot z gęsto ustawionych smukłych, prostych gałęzi. Po lewej drewniane, schludne baraki z jasnych desek.]


W zeszłym roku podróżowaliśmy z mężem po wschodnich rubieżach Polski i na campingu, przy śniadaniu, młody mężczyzna zapytał o co chodzi z tym napisem na naszych koszulkach: „Głogów i okolice budują studnie w Afryce”. Zaczęliśmy opowiadać, po czym mężczyzna wstał, poszedł do samochodu i przyniósł 50 złotych, żeby dołożyć się do zbiórki. Mówiliśmy, że przecież nas nie zna, że może to wszystko przebalujemy. Odpowiedział, że jak nas tak słucha, to wie, że nie. I ludzie zaskakiwali nas w ten sposób wielokrotnie. Pamela Bożek: Pani Grażyno, jak to się stało, że razem z mężem, Stefanem, zdecydowaliście się na zainicjowanie w Głogowie działań na rzecz projektów wodnych w Afryce, mając już za sobą duże podróżnicze doświadczenie jako „Fotostopem przez świat”?

PB: Pierwsza studnia to była Głogowianka. Tak, powstała pod koniec 2019 roku na Madagaskarze. Odbyło się to bardzo szybko – jednego dnia przelałam pieniążki, następnego przystąpiono do budowy i w ciągu półtora miesiąca studnia została wybudowana. Radość wielka, bo korzysta z niej około tysiąca ludzi z dalekich regionów Madagaskaru, z buszu. Ta radość była nagrodą za trud, bo jednak w każde miejsce musiałam pójść osobiście, nie mogłam wysyłać wolontariuszy – do każdej szkoły, parafii, urzędu. Kosztowało mnie to bardzo dużo pracy, siedziałam po nocach. Ale satysfakcja była ogromna, kiedy napisano do nas, że kobiety już planują zakładanie ogródków, dzieci rano biegają z kubkami do studni i piją czystą wodę. PB: Jeśli dobrze rozumiem, budowa dwóch kolejnych nie została jeszcze zakończona?

Grażyna Sroczyńska: Doszliśmy z mężem do wniosku, że nie możemy podróżować tak egoistycznie i może coś jeszcze dałoby się zrobić. Zaczęliśmy czytać, zbierać informacje, bo generalnie wody w wielu miejscach nie brakuje, tylko brakuje wody pitnej. Dzieci piją tę brudną wodę i w konsekwencji zapadają na choroby układu pokarmowego i umierają. Kiedy przeczytaliśmy statystyki, byliśmy przerażeni. Postanowiliśmy coś zrobić. Najpierw nawiązaliśmy kontakt z Polką, która założyła fundację w Kenii i studnia miała być wybudowana właśnie tam. Okazało się jednak, że jej koszt był ogromny, bo wynosił ponad 100 000 złotych, a dziś w dobie internetowych zbiórek praktycznie na każdy możliwy cel, zbiórki są trudne, trudno uzbierać takie kwoty do puszek. Zdobyliśmy jednak przychylność naszych władz, prezydenta, starosty i muszę powiedzieć, że pomagają nam do tej pory. Zbiórka trwała trzy lata, może cztery, już nie pamiętam, ale mieliśmy pozwolenie na prowadzenie jej na wszystkich imprezach, mogliśmy wysyłać wolontariuszy. Nie jesteśmy fundacją. Postanowiliśmy założyć komitet społeczny, dlatego że taka formuła nie generuje kosztów. Jedyne poniesione przez nas koszty były związane z zakupem puszek, tuszu do drukarki czy wydrukiem zdjęć na wystawę i naprawdę okazały się minimalne. Musieliśmy jednak zrezygnować z tej studni w Kenii i zaczęliśmy szukać innej lokalizacji. Wtedy w znalezieniu kontaktu pomogli nam księża z naszych parafii i rozpoczęłam rozmowy z Zakonem Ojców Oblatów, którzy mają misję na Madagaskarze. Okazało się, że to ogromna wyspa, która też boryka się z problemem braku wody. Muszę przyznać, że kontakt z nimi był niesamowity i o takim rozwoju sytuacji można tylko marzyć, bo samo zebranie pieniędzy nie jest taką trudną kwestią. W naszą akcję bardzo mocno włączyły się szkoły. W zasadzie można powiedzieć, że zbiórka na studnie została przeprowadzona przez szkoły, przedszkola i seniorów. W przypadku seniorów to taki wdowi grosz, bo przecież im się nie przelewa, ale za każdym razem odpowiadali na nasze prośby o wsparcie i pomagali. Tak uzbieraliśmy na jedną studnię, ale zrobiła się górka, więc szkoda było to odpuścić, więc zbieraliśmy dalej. Zgromadziliśmy środki na trzy studnie. Jedna z nich jest symboliczna, bo tragicznie zmarł nasz kolega, podróżnik i wdowa po nim zażyczyła sobie, by zamiast kwiatów przekazać pieniądze na budowę. Nie uzbierała na całość, więc myśmy dołożyli ze swojej zbiórki i chcemy też pośredniczyć w jej powstaniu.

GS: Mamy lokalizacje – jedna z nich powstanie na Madagaskarze, ale w zupełnie innej części wyspy. Nie chcieliśmy budować jednej obok drugiej, chociaż można ich tam wybudować miliony. Planując kolejną budowę poznaliśmy osobę zarządzającą wszystkimi misjami na Madagaskarze, mamy bardzo dobry kontakt i wiem, że jeśli przekażemy pieniądze, żadna część tej sumy nie zostanie spożytkowana na inny cel. Tego jestem pewna. Natomiast studnia ku pamięci naszego przyjaciela powstanie w Ugandzie, a pomoc w nadzorze budowy obiecał mi Krzysztof Błażyca, piszący do czasopisma „Gość Niedzielny” i to też jest pewne. Nie chcieliśmy inwestować pieniędzy i oddawać ich w ręce Afrykańczyków, dlatego że tam wszystko dzieje się bardzo powoli. My znamy tamtejsze realia i nie chcieliśmy tych nerwów, oczekiwania, że miało być dziś, będzie jutro, a jutro okaże się, że też nie. Tutaj mamy pewność, że pójdzie to sprawnie. Wszystko było planowane od początku tego roku, a kiedy byliśmy już gotowi, z powodu pandemii COVID-19 pozamykano kraje, zamknięto banki, więc teraz pieniądze czekają na koncie na powrót do normalności. Troszeczkę to się skomplikowało, bo przed wybuchem pandemii dolar kosztował 3,80zł, a teraz kosztuje 4,00 w porywach do 4,40zł, a przy kilku tysiącach dolarów czy euro to dość pokaźna suma. Na razie czekamy na rozwój sytuacji. PB: A czy zbiórka na te studnie jeszcze trwa? GS: Zbiórka, którą musiałam zarejestrować w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji była zbiórką stricte do puszek i zakończyła się w czerwcu ubiegłego roku. Natomiast wielokrotnie przywoziliśmy z naszych podróży różne pamiątki, biżuterię i na spotkaniach podróżniczych organizowanych do niedawna co miesiąc sprzedawaliśmy te gadżety. Wszystkie te pieniądze też zbieraliśmy na studnię, ale to nie wymagało już rejestracji w ministerstwie. Więc teraz też, jeśli gdzieś idziemy, ludzie już wiedzą i sami pytają czy jeszcze zbieramy. Planujemy też zorganizować zakończenie akcji, żeby podziękować Głogowianom i Głogowiankom, bo poza zbiórkami


na miejskich imprezach, puszki były rozstawiane w restauracjach, przychodniach, sklepach. Ludzie naprawdę bardzo się angażowali. PB: Wasza zbiórka zaczęła się około czterech lat temu, ale wcześniej byliście już parą znaną w Głogowie, to zaufanie społeczne nie pojawiło się znikąd. Czy zechciałaby Pani opowiedzieć o waszym wcześniejszym zaangażowaniu i lokalnej aktywności? GS: To był przypadek, że zaczęliśmy udzielać się publicznie. Stało się to po naszym wyjeździe samochodem na Wschód. To była Ukraina, Rosja, Armenia, Gruzja, było to być może w 2011 roku, już dobrze nie pamiętam. Nasza koleżanka organizowała w Głogowie cykliczne pokazy podróżnicze i na jednym z nich opowiedzieliśmy o tej podróży. Po pewnym czasie jednak te pokazy się skończyły i wyszliśmy z inicjatywą, żeby z podróżami chodzić do ludzi, którzy z różnych przyczyn nie mogą wyjechać, a bardzo chcieliby podróżować. I tym sposobem, jako całkowicie niezależna inicjatywa „Fotostopem przez świat”, zaczęliśmy chodzić do seniorów, co miesiąc organizować spotkania w naszej bibliotece miejskiej, odwiedzać szkoły, przedszkola. To były już setki, kto wie czy nie tysiące takich wizyt, bo nie tylko w Głogowie, ale też w pobliskich gminach. Myślimy, że jak to wszystko się skończy, to będziemy je kontynuować. W Głogowie funkcjonuje też ciekawa, być może jedyna taka inicjatywa w Polsce, prezentowania wystawy zdjęć podróżniczych na dworcu kolejowym. Co jakiś czas zmienia się ekspozycja i dziś już trudno sobie wyobrazić, żeby tej wystawy nie było. Z czasem nasza inicjatywa zaczęła być również postrzegana przez pryzmat edukacji, bo naszym celem jest też uwrażliwianie dzieci i młodzieży, na przykład na biedę, kwestie związane z dostępem do wody. Uważamy, że jeśli choć jedno dziecko czy młodą osobę uda się zawrócić z tej złej drogi i żeby na przykład zamiast na puszkę piwa odłożyła sobie na przyszłą podróż, to ma to sens. Zdarza się, że dokładamy do tego i wymaga to wszystko dużo pracy. Dlatego też moja strona na Facebooku „Fotostopem przez świat” jest tak zaniedbana. Myślę teraz o stworzeniu niezależnej strony internetowej, żeby zachęcać ludzi do podróżowania i pomagania. Zanim zaczęliśmy budować studnie mieliśmy też okres trzech-czterech lat, kiedy prowadziliśmy zbiórki pomocy dla szkół w Kenii. Wysyłaliśmy po pięć, dziesięć paczek dwudziestokilogramowych z przyborami szkolnymi, butami. PB: Plany na studnię w Kenii wynikały z waszych osobistych obserwacji, a czy udało się Wam dotrzeć również na Madagaskar? GS: Nie byliśmy. Przypadek sprawił, że zanim przystąpiliśmy do szukania miejsca na budowę i ktoś wskazał Madagaskar, wykupiliśmy sobie podróż po tej wyspie. Podróżujemy z klubami campingowymi i nawet mieliśmy już bilety, ale niestety ta podróż nie dojdzie do skutku. Linie lotnicze obiecały zwrócić pieniądze i nie wiem kiedy ten wyjazd się wydarzy. Jestem w bliskim kontakcie z jednym z misjonarzy i informacje w mediach nie zawsze pokrywają się

z rzeczywistością, bo on sam pisze, że nie wiadomo kiedy dojdzie do ponownego otwarcia granic, że nikt nie jest w stanie skontrolować ilość zachorowań. Będziemy musieli prawdopodobnie poczekać dosyć długo. PB: Chciałabym zapytać jeszcze o koszty budowy studni, na które ostatecznie się zdecydowaliście. GS: Koszt pierwszej studni na Madagaskarze zamknął się w 3 500 euro. PB: Czy ta kwota obejmuje również jakieś gwarancyjne naprawy? GS: Nie, to koszty samej budowy. Myślę, że warto napisać, że budowanie studni przez misję ma tę zaletę, że misjonarze uczą kultury korzystania ze studni. Z tego, co mówił misjonarz, ludzie nie potrafią ze studni korzystać, bo przychodzą kobiety, zaraz po nich podchodzą do wody krowy, robi się błoto, krowy się załatwiają, na to wszystko przychodzą dzieci. I misjonarze tego pilnują, uczą higienicznego korzystania z wody i to nascieszy. Studnia w Ugandzie jest droższa, jej koszt to 10 000 dolarów, druga na Madagaskarze to 4000 euro. Zbiórka do puszek została zamknięta, musiałam złożyć sprawozdanie z rozdysponowania środków, a ponieważ było ono tylko częściowe, przedłużono je na kolejny rok. Natomiast jeśli chodzi o dozbieranie, to być może założymy jakąś zbiórkę na portalu foundraisingowym, myślę że damy z tym radę, ale nie będziemy już rejestrować nowej zbiórki w ministerstwie, bo pewnie nie będzie takiej potrzeby. PB: Pani Grażyno, chciałabym jeszcze zapytać czym zajmuje lub zajmowała się Pani zawodowo? GS: Z wykształcenia jestem prawniczką, ale o zawód się tylko otarłam. Pisywałam do prasy głównie o podróżach. Większość czasu poświęciłam domowi, a teraz jestem na emeryturze. Podróże to pasja, ale one zawsze łączą się też z pomaganiem. Mam już kolejne plany związane z działalnością charytatywną, daje mi to bardzo dużą satysfakcję. Takim charakterom, jakim jestem ja, żadne pieniądze tego nie zastąpią – to, że mogę coś zrobić dla innych jest największą nagrodą. Dopóki będę mogła, będę działać.


INICJATYWY OSÓB PRYWATNYCH Makulatura na misje / Ryszard Łuczyk NAZWASo

LOKALIZACJA

OTWARCIE

Studnia im. Matki Bożej Jackowej

Bissiguir, Czad

2018

Studnia im. Bł. Księcia Michała Czartoryskiego

Puits, Madagaskar

2018

Studnia im. Uczestników Akcji “Makulatura na misje”

Midikil, Czad

2018

Studnia im. Ducha Świętego

Fianarantsoa, Madagaskar

2018

Studnia im. Arcybiskupa Ignacego Tokarczuka

Gobou, Czad

2018

Studnia im. Bł. Księdza Władysława Findysza

Bakoum, Czad

2019

Studnia im. Św. Matki Teresy z Kalkuty

Mampikony, Madagaskar

2019

Studnia im. Świętego Józefa

Mampikony, Madagaskar

2019

Studnia im. Bł. Matki Angeli Truszkowskiej

Soto, Czad

2019

Studnia im. Św. Maksymiliana Kolbe

Katondwe, Zambia

2019

Studnia im. Bł. Stanisława Kostki Starowieyskiego

Monasao, Republika Środkowoafrykańska

2020

fot. ks. Edward Ryfa, dzięki uprzejmości Ryszarda Łuczyka [Zdjęcie: Tłum uśmiechniętych mieszkańców wsi zgromadzonych przy studni unosi ręce w geście pozdrowienia. Dzieci siedzą lub kucają, dorośli stoją po dwóch stronach tablicy z napisem: „Studnia - Soto im. bł. m. Angeli Truszkowskiej ofiarowana przez chrześcijan z Podkarpacia. Polska - Czad - 2019”. W tle widać palmy i niewielki fragment błękitnego nieba.]


Madagaskar Czad Zambia

Republika Środkowoafrykańska


Ja prowadzę zbiórkę makulatury, którą sprzedajemy i z tych środków budujemy studnie. Zdarzało się, że ludzie przekazywali proboszczom niewielką kwotę pieniędzy,ponieważ nie posiadali makulatury, ale ja ich nie brałem. Nie chciałem psuć akcji. To jest akcja zbiórki makulatury, a nie pieniędzy. Na przestrzeni lat zgłaszało się do mnie również wiele osób majętnych z chęcią ofiarowania pieniędzy na studnie, ale zawsze przekierowywałem te osoby bezpośrednio do potrzebującego księdza czy ojca-misjonarza.

PB: Czy pamięta Pan jaka była wtedy cena makulatury?

Pamela Bożek: Panie Ryszardzie, zacznijmy proszę od początku. Kiedy i co sprawiło, że postanowił Pan jako mieszkaniec Przeworska na Podkarpaciu rozpocząć akcję „Makulatura na misje”, która finansuje budowę studni głębinowych w krajach Afryki.

W tym momencie, po ośmiu latach, jesteśmy w sytuacji zawieszenia, bo sytuacja na rynku makulatury jest dla nas niedobra. Dlatego, że papiernie w Polsce idą trochę na łatwiznę, ale oczywiście wybierają po prostu korzystniejszą sytuację – kupują makulaturę z innych krajów i nie są zainteresowane naszą makulaturą. Sprowadza się ją z Niemiec, Czech, Słowacji, Łotwy. A sytuacja na rynku krajowym jest fatalna. Przez pierwszych sześć miesięcy 2020 musieliśmy całkowicie zawiesić działalność, bo nie mogliśmy liczyć nawet na grosz za kilogram. Od lipca znowu powolutku ruszamy i to jest cena około 5 gorszy. Mamy jednak wielką nadzieję, że ta sytuacja się zmieni, bo przedstawiłem ten temat naszym posłom podkarpackim i oni obiecali działać. Nie jest dobrze, kiedy przywozi się śmieci z zagranicy, podczas gdy nasza makulatura będzie zalegać albo będzie palona. Kłania się ochrona środowiska.

Ryszard Łuczyk: Wiosną 2012 roku przeczytałem w tygodniku „Niedziela” artykuł, w którym Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy z Łodzi apelowało, aby podjąć się zbiórki makulatury, a ze środków po jej sprzedaży wspierać projekty wodne w najbiedniejszych krajach afrykańskich. Nie miałem pojęcia jakie są potrzeby w tych biednych krajach afrykańskich, ale kiedy dowiedziałem się, że połowa społeczeństwa nie ma dostępu do wody pitnej, zacząłem szukać w Internecie informacji, kto taką makulaturę skupuje i na jakich zasadach. Zwróciłem się do firmy recyklingowej w Jarosławiu, mieście oddalonym o 15 kilometrów od nas, od Przeworska. Mówię „ja”, ale podjęła się tego wszystkiego grupa charytatywna przy Sanktuarium Grobu Bożego w Przeworsku, której przewodzę. Początki były bardzo trudne, bo nikt tego wcześniej nie robił i musieliśmy znaleźć sposób na dotarcie do potencjalnych ofiarodawców – drukowaliśmy ulotki, umieszczaliśmy informacje w kościołach, chodziliśmy do szkół, przedszkoli, hurtowni. PB: Jak długo to trwało? RŁ: Na pierwszą studnię zbieraliśmy prawie półtora roku. Powstała w Sudanie Południowym i myśmy troszkę zostali, nieładnie mówiąc, wykiwani, bo studnia była budowana przez jakąś włoską firmę i bardzo dużo nas kosztowała. Później zmądrzeliśmy i dawaliśmy pieniądze na budowę w innych krajach, ale dbaliśmy o to, żeby studnie były budowane raczej systemem gospodarczym. Wtedy koszty są zdecydowanie niższe. Po wybudowaniu pierwszej studni, która otrzymała imię Świętego Andrzeja Boboli, patrona Polski, patrona Akcji Katolickiej, postanowiliśmy pokazać w lokalnych mediach, że to się udało, na przykład w radiu rzeszowskim, tygodniku „Niedziela”. Nadając studni imię Św. Andrzeja Boboli udało mi się pozyskać patronat Akcji Katolickiej, której jestem członkiem. Wystąpiłem na kongresie Archidiecezjalnej Akcji Katolickiej i udało mi się wciągnąć prezesów parafialnych oddziałów całej archidiecezji przemyskiej. Wtedy coraz bardziej wychodziliśmy już poza teren Przeworska, a później dzięki ludziom gorącego serca udało się wejść na teren diecezji rzeszowskiej, później sandomierskiej i w tej chwili działamy w całym województwie podkarpackim.

RŁ: Kiedy myśmy zaczynali kształtowało się to na poziomie 20-25 groszy za kilogram. Przeważnie zbieraliśmy do kontenerów, ale na przykład na terenie szkół zbierano tę makulaturę w jakichś własnych pomieszczeniach piwnicznych, przy szatniach, tak samo przy parafiach. Czasem nawet proboszczowie trzymali swoje auta na zewnątrz i udostępniali dla zbiórki garaże.

PB: Potrzeba więc jakichś prawnych regulacji. RŁ: Dokładnie. Po tych siedmiu latach ludzie naprawdę się do tej akcji przyzwyczaili, udało się stworzyć sieć takich osób, które pomagały w różnych miastach na terenie całego województwa. Mam mnóstwo telefonów od darczyńców, od hurtowników, właścicieli sklepów, szkół czy parafii, bo oni nie mają teraz co z tym zrobić. Bo jeśli ktoś posiada makulaturę, to oczywiście może ją oddać do firmy recyklingowej, ale musi za nią zapłacić. PB: Jednym słowem wszystkim ta akcja była na rękę. RŁ: Służyli w dobrej sprawie, to raz. A dwa – nie musieli płacić. PB: Skupmy się teraz na tej pierwszej studni. Jeśli dobrze rozumiem, została wybudowana pod koniec 2013 roku w Sudanie Południowym. RŁ: Mam tu nawet tablicę: „Studnia Świętego Andrzeja Boboli – 1591-1657 – Dar Narodu Polskiego dla Narodu Sudanu Południowego ofiarowana przez mieszkańców miasta Przeworsk – Boże błogosław Polskę, Przeworsk – Boże błogosław Sudan Południowy, Kajo Kaji”. To była pierwsza studnia, w sumie wybudowaliśmy 27 w sześciu krajach afrykańskich – Sudanie Południowym, na Madagaskarze, w Zambii, Czadzie, Kamerunie i Republice Środkowej Afryki, gdzie na początku tego roku powstała ta ostatnia, dwudziesta siódma.


PB: A ile studni zostało wybudowanych od 2018 roku? RŁ: Mam przed sobą listę, bo bym nie zapamiętał. 11 studni. Każda ma imię. PB: Jakiego typu to były studnie i jaki był ich koszt? RŁ: Wszystkie są studniami głębinowymi. W różnych krajach, a nawet na terenie jednego kraju woda występuje na różnych głębokościach. Ale mniej więcej jest to 3000 euro, najtańsza kosztowała 2000 euro, najdroższa 4400 euro. Nie licząc tej pierwszej, budowanej przez włoską firmę. To jest piękna sprawa. Ksiądz misjonarz dostaje te pieniążki, jak już wspomniałem, buduje systemem gospodarczym i to cenowo wychodzi najtaniej.

z misjonarzami – wspomnianym już księdzem Edwardem Ryfą i ojcem Czesławem Sadeckim z Madagaskaru. Zawiadamiałem ludzi z terenu i przyjeżdżało zazwyczaj około 50 osób. O 15:00 w niedzielę była msza święta, a później spotkanie w domu parafialnym. Razem z ojcem Sadeckim była też siostra Władysława Piróg z Madagaskaru, która jest dyrektorką dużej szkoły, dla ponad 1000 uczennic i uczniów. Dla niej też zbudowaliśmy dwie studnie. Jak dziewczyny w szkole chciały nauczyć się szyć, też wysyłałem pieniądze na zakup dwóch maszyn do szycia . Na te spotkania z misjonarzami kto mógł, to przyjechał, żeby dowiedzieć wszystkiego się u źródła. PB: Jeśli dobrze rozumiem, to pan, jako przewodniczący grupy charytatywnej w Przeworsku, jest bezpośrednio odpowiedzialny za przekazywanie środków do konkretnych miejsc i osób w Afryce.

PB: A na czym polega system gospodarczy? RŁ: Tak. RŁ: Powiem na przykładzie księdza Edwarda Ryfy, który pracuje na misjach w Czadzie. Miał takiego ucznia, który już jako dziecko był bardzo zdolny, więc ksiądz mu pomagał, wysłał go do jakiejś szkoły, gdzie się wyuczył rzemiosła i on za jakąś drobną opłatą wierci te studnie, biorąc do pomocy miejscowych ludzi. PB: A czy sprzęt do wykonania odwiertu ksiądz wypożycza? RŁ: Tego nie wiem. To już miejscowy ksiądz czy misjonarz zmaga się z tą spraw . A kiedy już studnia tryska czystą wodą, to w wiosce jest wielkie święto. Naprawdę widać po zdjęciach, które otrzymuję. Najpierw jest msza święta, ludzie się cieszą, tańczą, modlą się. Przede wszystkim modlą się za darczyńców, to jest też istotne. Są wdzięczni. Kiedy dwa lata temu ksiądz Edward był w kraju, spędziłem z nim sporo czasu, opowiadał historię pewnej niewielkiej wioski, liczącej około 50 osób. Ludzie wyemigrowali z niej, bo nie było wody, która jest przecież potrzebna nie tylko do picia, ale też do celów gospodarczych. Kiedy zostali obdarowani studnią, jesienią, po zbiorach wrócili do tej wioski. U nas to może byłoby niemożliwe, bo budownictwo jest inne, trwałe, ale tam ludzie mieszkają w lepiankach, które można rozebrać, przenieść i zlepić w nowym miejscu. PB: Panie Ryszardzie, jak Pan wie, przed naszą rozmową trochę popytałam o „Makulaturę na misje” osoby zaangażowane w tę akcję i wiem, że odzew był bardzo duży, ludzie mają bardzo pozytywne doświadczenia. Proszę opowiedzieć więcej o kontaktach z tymi wszystkimi podmiotami, jak dzielicie się informacjami, czy Pan spotyka się osobiście? Bo to chyba nie tylko Pana działalność charytatywna, ale też proekologiczna i społeczna. RŁ: Koordynatorów w terenie pozyskałem przez osoby pracujące w Urzędzie Marszałkowskim – panią Marię Kurowską, byłą wice-marszałkinią, a obecnie posłanka na Sejm i pana Stanisława Kruczka, też wice-marszałka. Dwukrotnie też zorganizowałem w Przeworsku spotkania

PB: A czy kościół w Przeworsku udziela tym działaniom osobowości prawnej i te przelewy są wykonywane z jakiegoś parafialnego konta? RŁ: Wygląda to tak: powiedzmy, że studnia ma być budowana w Czadzie. Pytamy wtedy księdza, ile będzie kosztowała i powiedzmy, że jest to 3000 euro. Sprawdzam kurs, kupuję euro i wysyłam na konto księdza Edwarda. Albo innego księdza czy misjonarza w innym kraju. Działamy charytatywnie, nie chcemy się bawić w zakładanie fundacji, bo to wymaga sprawozdań i formalności. Kiedyś jako Akcja Katolicka myśmy założyli taką fundację, ale to był tylko problem i szybko z tym skończyliśmy. Ale to było w innym celu. Przedstawiciel firmy recyklingowej przywozi do mnie pieniądze z wyszczególnieniem tonażu i ceny, ja przyjmuję pieniążki i składam je, aż się uzbiera na kolejną studnię. Do Kamerunu na przykład trzeba było wysłać dolary, to kupiliśmy dolary. Nie potrzebujemy żadnych rachunków od misjonarzy, bardzo wierzymy, że ksiądz czy misjonarz spożytkuje te pieniądze najlepiej jak to możliwe. To też zawsze tak ładnie wygląda – okrągła kwota. Ale jeśli coś po budowie jeszcze zostanie, to wierzymy, że ten naddatek zostanie wykorzystany na cele około misyjne. PB: Czy w każdym przypadku ma Pan osobisty kontakt z osobami, do których kieruje Pan zebrane pieniądze? RŁ: Tak. Ja przede wszystkim za każdym razem przed wysłaniem pieniążków mówię czego oczekuję – po wybudowaniu studni oczekuję podziękowania drogą mejlową. Pani też mogę je przesłać, zobaczy pani jakie są piękne, poparte zdjęciami. Ja później przekazuję to lokalnym mediom i ludzie to widzą. A działamy nie tylko w Afryce, bo pomagamy też kościołowi na Wschodzie - w Białorusi i odradzającemu się kościołowi polskiemu w Ukrainie.


PB: Chciałabym jeszcze na koniec zapytać o Pana. Ufa Pan osobom, którym przekazuje pieniądze, ale sam, lokalnie również musi być darzony wielkim zaufaniem ze strony społeczności, bo „Makulatura na misje” stała się akcją powszechną i trwa od ponad 7 lat. Więc kim Pan jest, Panie Ryszardzie? RŁ: Od siódmego roku życia byłem ministrantem, dosyć długo. Później kościół zawsze był mi bliski. Z zawodu jestem technikiem budowlanym, jeździłem na eksporty, byłem w różnych krajach. Tam gdzie byłem, służyłem do mszy. Jeszcze w latach komunistycznych w Czechach w kościele było więcej Polaków niż Czechów, więc zaproponowałem księdzu, że jedno z dwóch czytań mógłbym czytać po polsku. Nawet będąc w Stanach, już prywatnie, na emeryturze, służyłem do mszy i byłem lektorem. Jestem członkiem Akcji Katolickiej. Byłem radnym miasta Przeworska przez trzy kadencje. Więc chyba tak jest, że ktoś mi ufa. I tak jak już Pani mówiłem wczoraj – ja prowadzę zbiórkę makulatury, którą sprzedajemy i z tych środków budujemy studnie. Zdarzało się, że ludzie przekazywali proboszczom niewielką kwotę pieniędzy,ponieważ nie posiadali makulatury, ale ja ich nie brałem. Nie chciałem psuć akcji. To jest akcja zbiórki makulatury, a nie pieniędzy. Na przestrzeni lat zgłaszało się do mnie również wiele osób majętnych z chęcią ofiarowania pieniędzy na studnie, ale zawsze przekierowywałem te osoby bezpośrednio do potrzebującego księdza czy ojca-misjonarza.


INICJATYWY OSÓB PRYWATNYCH mojabutelka.pl / Jarosław Głódkowski NAZWASo

LOKALIZACJA

OTWARCIE

TYP

KOSZT

KOSZTY

GŁĘBOKOŚĆ

KORZYSTAJĄCE/Y

WYKONAWCA

33m

około 200

Water For Good

KONSERWACJI SORMA1

Sorma, Berbérati-Gamboula, prefektura Mambéré Kadéï, Republika Środkowoafrykańska

05.2020

głębinowa

brak danych

brak danych

fot. Water For Good, dzięki uprzejmości mojabutelka.pl

Republika Środkowoafrykańska

[Zdjęcie: Cztery osoby, prawdopodobnie mężczyźni, pracują przy odwiercie głębinowym studni. Dwóch z nich trzyma długą intensywnie niebieską, około czterometrową rurę stojąc na wysokiej maszynie wykonującej odwiert, której górna część wychodzi poza kadr. Dwóch pracowników stoi w błocie obok maszyny, jeden z nich pochyla się również trzymając niebieski element konstrukcji. Ich ubrania pokryte są błotem. W tle drzewa i niebo.]


Na pytania odpowiada Jarosław Głódkowski, CEO mojabutelka.pl 1. 19 września 2019 roku na Waszym blogu mojabutelka.pl pojawił się wpis zatytułowany: „WYBUDOWALIŚMY STUDNIĘ W AFRYCE – POMÓŻ NAM ZBUDOWAĆ NASTĘPNĄ!”. Na początku chciałabym skupić się na tej wybudowanej już studni w Republice Środkowoafrykańskiej. My - czyli kto? Jaki był Państwa udział budowie tej konkretnej studni (finansowy, promocyjny, organizacyjny), z kim i na jakich zasadach współpracowaliście, jak wyglądała i jak długo trwała zbiórka? My - czyli marka Yuhme, której jesteśmy właścicielem. Współpracujemy z organizacją Water For Good - oni zajmują się budową nowych, remontami i naprawami już istniejących studni. Jako marka Yuhme jesteśmy jednym z ich strategicznych partnerów/sponsorów. Od każdej sprzedanej butelki Yuhme przekazujemy organizacji Water for Good 1,25 USD. W przypadku tej konkretnej studni finanse pochodziły z realizacji kilku tysięcy butelek Yuhme dla banku HSBC Poland to była transakcja jednorazowa i wystarczyła na zakup, montaż i uruchomienie pomp. Nasz udział w budowie studni był zasadniczy.

Informacje pozyskujemy w formie badań i raportów, które przygotowuje na miejscu Water For Good. 5. Następnie: „Zakup jednej butelki Yuhme pozwala zapewnić czystą wodę jednej osobie w Afryce, przez co najmniej 3 miesiące.” - jaki to koszt i czy możliwe jest bliższe określenie miejsca w Afryce? Od każdej sprzedanej butelki Yuhme przekazujemy organizacji Water for Good 1,25 USD. Water For Good prowadzi swoją działalność na terenie Republiki Środkowej Afryki. 6. Kto jest autorem/ką zdjęć towarzyszących postowi na blogu i czy możliwa byłaby publikacja wybranego/nych przez Państwa, by towarzyszyły publikacji w raporcie (maks. 3 zdjęcia)? Autorem zdjęć jest Water For Good i zdjęcia są do naszej pełnej dyspozycji. Wyrażamy zgodę na ich użycie.

Organizacja Water for Good pracuje na miejscu, zna lokalne warunki i potrzeby, jest świetnie zorientowana gdzie są największe braki w zaopatrzeniu w wodę.

7. Proszę przybliżyć projekt nowej budowy - czy prowadzona jest zbiórka finansowa (jeśli tak, czy i jak można się w nią włączyć?). W ramach projektu Studnia odbędzie się głosowanie publiczności Festiwalu inicjatywy planowane do realizacji w najbliższej przyszłości. Zdajemy sobie sprawę, że część z nich opóźnia się luz ich kosztu rosną na skutek pandemii. Jednak wybrana przez publiczność inicjatywa zostanie dofinansowana 1 000zł z budżetu produkcyjnego przeznaczonego na realizację jednego projektu w ramach Generatora Malta (cały budżet to 1400 zł brutto).

3. Z jakiego powodu i kiedy zaczęło się Państwa zaangażowanie w inicjatywy wodne w Afryce? Jeśli dobrze zrozumiałam ze wstępnej rozmowy, jest to inicjatywa prywatna - kto za nią stoi?

Na budowy i remonty studni przekazujemy środki na bieżąco od każdej sprzedanej butelki Yuhme. Bardzo chętnie za naszym pośrednictwem przekażemy środki dla Water For Good, a w zamian możemy również wykonać butelki Yuhme Namaste np. 20 sztuk z logotypem Festivalu Malta.

2. Jaka osoba/organizacja podjęła decyzję o miejscu, w którym studnia została wybudowana i na jakiej podstawie, czym się kierowała? Czy mieliście Państwo wgląd w badania, które zostały w tym celu wykonane?

Współpracę rozpoczął poprzedni szwedzki właściciel marki Yuhme, po przejęciu marki przez Ecostock Sp. z o.o. (czyli naszą firmę), uznaliśmy, że chcemy tę współpracę utrzymać i pozostajemy nadal strategicznym partnerem organizacji Water for Good. Współpraca układa się znakomicie i cieszymy się, że możemy pomagać w dostępie do wody w rejonie, gdzie tej wody brakuje najbardziej. 4. Chciałabym odnieść się jeszcze do wybranych treści posta na stronie mojabutelka. pl. Jakie jest źródło przytoczonej przez Państwa informacji, że: „szacuje się, że aż 60% podejmowanych prób jest nieudanych”?


Studnia, 2020 autorka projektu / redakcja: Pamela Bożek projekt graficzny: Olga Beyga ilustracja inspirowana rysunkiem Marka Sternickiego z książki “Woda na działce i w domu”, wyd. Murator, 1990 specjalne podziękowania dla Roberta Jesionka Projekt zrealizowany w ramach programu Generatora Malta “Woda jest tobą” Malta Festival Poznań 2020

organizator:

przy wsparciu finansowym:

Profile for Fundacja Malta

Raport „Studnia” Pameli Bożek / Malta Festival Poznań 2020  

W ramach projektu Studnia Pamela Bożek stworzyła raport artystyczny poświęcony zbiórkom publicznym na budowy studni w krajach Afryki. Powst...

Raport „Studnia” Pameli Bożek / Malta Festival Poznań 2020  

W ramach projektu Studnia Pamela Bożek stworzyła raport artystyczny poświęcony zbiórkom publicznym na budowy studni w krajach Afryki. Powst...

Advertisement