Page 1

M I E S I Ę C Z N I K B E Z P Ł AT N Y

Nr 8 (15) SIERPIEŃ 2017

KULTURA

Festiwal FAMA

Sztukoujście SPORT

Stand Up Paddle

Wiosłem po Bałtyku

Kasia

DOMINIAK Z własnej gliny


TV

Część z Was pewnie widziała mnie niedawno w telewizorze. To była jedna z FAMOWYCH atrakcji – telewizja festiwalowa, dwie godziny dziennie, ciekawe rozmowy, ciekawi ludzie. Wszystko na żywo. To był mój, podszyty ogromnym stresem, debiut. Niejednokrotnie chciałem zniknąć, uciec. Bałem się nieprawdopodobnie. I zupełnie niepotrzebnie – przecież moimi rozmówcami byli fantastyczni ludzie, znani mi pasjonaci, mogący opowiadać o swoich pasjach godzinami. No właśnie, godzinami, podczas gdy trzeba zmieścić się w kwadransie, a ja – jako gospodarz rozmowy – muszę nad tym zapanować, tak rozłożyć akcenty, by znalazł się czas na wszystko, o czym rozmówca chciałby powiedzieć. Spore wyzwanie dla żółtodzioba. Czy się udało? Mam nadzieję, że tak, że moi goście byli zadowoleni, a i widzowie mieli z tych spotkań pewną przyjemność. Kilka dni temu odszedł Grzegorz Miecugow, mistrz telewizyjnego wywiadu. Jego program Inny punkt widzenia stanowi bezcenną lekcję tego, jak pytać, jak słuchać, jak rozmawiać. Myślę sobie: po co bawić się w dziennikarza telewizyjnego, skoro nie można być takim jak On? Tymczasem wracam do tego, co lubię najbardziej. Do rozmów przy kawie, ale bez kamer. Pozdrawiam

Michał Taciak Redaktor naczelny

MIESIĘCZNIK BEZPŁATNY Wydawnictwo Wyspy redakcja@magazynwyspy.pl www.magazynwyspy.pl +48 500 446 273 Redaktor naczelny Michał Taciak Skład Blauge - Robert Monkosa

Dział foto Karolina Gajcy, Agnieszka Żychska, Katarzyna Nadworna Felietoniści Maja Piórska, Agnieszka Merchelska, Marek Kolenda, Bartek Wutke Współpraca Magdalena Monkosa, Karolina Leszczyńska, Renata Kasica, Józef Pluciński, Katarzyna Baranowska, Karolina Markiewicz, Agata Butkiewicz-Shafik, Tomasz Sudoł, Artur Kubasik

Wydawca Wydawnictwo Wyspy S.C. ul. Markiewicza 24/5, 72-600 Świnoujście Reklama Kamil Pyclik +48 721 451 721 reklama@magazynwyspy.pl Druk Drukarnia KAdruk S.C.

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów w nadesłanych artykułach. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam.

4

MAGAZYN


6 18 72 8 16

FELIETON Marek Kolenda. Bezpańskie pocztówki z wakacji Agnieszka Merchelska. Bitwa pod Czterdziestoma Czterema Wyspami Maja Piórska. Smakołyki z duńskiej wyspy NASZA OKŁADKA Kasia Dominiak. Z własnej gliny

Sierpień

2017

ZWIERZĘTA Przyjemne z bezpiecznym MODA

20

Witaj szkoło!

26 28

MOTORYZACJA Renault Koleos. Atleta wśród aut Japonia w Szczecinie. Premiera nowego Lexusa LS

30

NASZ PATRONAT Polmotor Subaru Team. Niezwykła wyprawa Ewy i Zbyszka

32 33 34 35

MIASTO Rzymianie kontra barbarzyńcy Dania w świetle reflektorów Dziewięć żaglowców na 9. Sail Świnoujście Podniebna przygoda

47

KULTURA Grechuta i przysłówki Świnoujskie Wieczory Organowe. To niestety już koniec Festiwal FAMA. Sztukoujście Świnoujścianina lektura obowiązkowa Rekomendacje

48

ŚRODOWISKO Ekologia ponad barierami

50

SPORT Wiosłem po Bałtyku

52

REGION Poznaj Słowian

56

MIEJSCA Pracownia Ceramiczna Wyspa 1200 °C. Ciepło i kolorowo

60

PO SĄSIEDZKU Leśne studio zdrowia

36 40 42 46

KULINARIA 62

8

Addio pomidory!

42

50

DIETA 68

„Mała czarna” w pięciu faktach SZLAK KULINARNY

70

Pizzeria Grota. Ciasto czyni pizzę SEZON

74

Wakacyjny ko(sz)mar NATURA

76

Strzyżyki. Małe jest piękne STARE ŚWINOUJŚCIE

78

Cesarskie spotkanie

56 MAGAZYN

5


BEZPAŃSKIE

pocztówki z wakacji Jak wiadomo, cudzej poczty nigdy i pod żadnym pozorem czytać nie wolno. Zdarzają się jednak okoliczności, gdy wgląd w prywatne epistoła bywa dopuszczalny. Na adres naszej redakcji listonosz podrzucił kilka pocztówek, które nie zawierały danych adresata, a mimo to trafiły do skrzynki na listy. Zapewne przez wakacyjne roztargnienie swoich nadawców. Jest jednak szansa, że dzięki naszym łamom, ta wakacyjna korespondencja dotrze do odbiorców. TEKST MAREK KOLENDA ILUSTRACJA KAROLINA MARKIEWICZ

Droga Irenko Pogoda dopisuje i póki co kaloszy i palta nie wyjąłem z walizki jedynie spaceruję z parasolem. Cudownie kochanie, że o mnie pomyślałaś i wszystko spakowałaś na niepogodę. Jedzenia tutaj mnóstwo ale drogo i pewnie niezdrowe. Same ryby i szaszłyki. Wspaniale, że mam te wędliny i puszki mielonki co mi je spakowałaś. Byłem kilka razy na promenadzie. Przepiękny deptak. A jest także drugi, bliżej morza. Za Twoją radą nie chcę żylaków przemęczać i chodzić tutaj zbyt długo. Jak mówiłaś lepiej posiedzieć, więc przysiadam na ławeczce i czytam pod „Kredensem” Prousta (rzeczywiście fascynujący!) A wtedy poduszeczka co mi ją spakowałaś na hemoroidy, jak znalazł. Dobrze kochanie, że spakowałaś mi wszystkie siedem tomów, bo szybko mi idzie to czytanie na świeżym morskim powietrzu o straconym czasie. Tęsknię bardzo. Zawsze Twój, kochający mąż Tadeusz Ps. Nocami chłodniej ale nie grzeją w ośrodku bo to lipiec, dlatego dobrze, że mi tę farelkę spakowałaś.

6

MAGAZYN

Czołem Zdzisiu! Przyjechalimy do tego Świnioujścia i normalnie w deche jest. Ale zaraz na dzień dobry gong jakby Misiek przywalił z dyni. Miały być piękne kobiety na plarzy i dyskotekach ale stary, obczaj to! Tu jest całe Miasto Kobiet! Kolesie się terz jacyś szwendali ale wszendzie głuwnie baby. I wszendzie nadają, że to miasto kobiet. SEKSMISJA NORMALNIE! Pozdrów chłopaków spod celi prosto z raju centralnie.

szczekały. No i ja tylko krzyknęłam że gołe pupy widzę i zaraz się inne dzieci do mnie zbiegły. I pani wychowawczyni zemdlała a dzieci biegały i się chichrały bo tam pełno golasów było niemieckich. Krzysiek mówił, że oni z nudów się rozbieraja i pilnują ubrań. I to są nudyści. Kocham Was. Jest super i jutro idziemy do jakiegoś Fortu Anioła to pewnie na mszę to się wyspowiadam jak pani wychowawczyni kazała. Karolinka

Bogdan, Misiek i Duży Stefan Bejbe moje sweetheart Ps. Ciemność widzę ciemność. Che che

Mamo Pani wychowawczyni powiedziała że mam napisać do rodziców jaka jestem niegrzeczna. A to nie moja wina że Aśka poszła na te dalszą plażę gdzie te pieski były i wszyscy poszliśmy za nią. A potem pani krzyczała że my już u Niemców jesteśmy i lepiej się wycofać. Chyba te pieski po niemiecku

Kochanie! Już się nie gniewam. Na Kanary może na jesień mnie wyślesz, a na Maltę może na święta, ale odwołuję wszystko co mówiłam o polskich kurortach. Świnoujście jest boskie po prostu. Złapałam ładny brązik na plaży ale nie zawsze słonko świeci więc z Baśką chodzimy popołudniami do solarium. Jeny skarbie, ile tu jest spa i gymów i salonów odnowy! Nawet kąpiele błotne są i solanki! I jakie ciuchy można kupić! Galeria handlowa też jest więc się nie nudzimy


WYSPY SZCZĘŚLIWE

z Baśką. Są tam nawet grycany. Jest tutaj dosłownie wszystko co potrzeba kobietom z klasą, takim jak ja i Basia. I night cluby, i fitness cluby, i nowy hotel z basenem na dachu! Zobaczysz wszystko na Instagramie misiaczku. I zalajkuj proszę te focie Basi na fejsie bo się obrazi. Twój Kociaczek Ps. Jak w pracy bejbe? Wyrabiasz na kolację do domciu? Bo Puszek pewnie się nudzi sam.

Drodzy rodzice Mamo, i Ty ojcze. A może powinienem zacząć: drodzy uzurpatorzy. Zdaję sobię doskonale sprawę, że wiązaliście spore nadzieje z moją edukacją na uniwersytecie i studiami prawniczymi. Doskonale rozumiem, że rodzinna tradycja zobowiązuje i jest to dla Was kwestia prestiżowa. Musicie jednak zrozumieć, że mam prawo (nomen omen - ojcze) do własnych życiowych wyborów. Właśnie tutaj, w Świnoujściu, dotarło do mnie jak jałowe i miałkie było moje dotychczasowe życie. Trzy lata prawniczych studiów, które miały wpasować mnie w tryby korporacyjnej, systemowej machiny, to wystarczająca pokuta i nie mam zamiaru jej kontynuować. Odrzucam takie życie i nie wracam na uczelnię! To FAMA otworzyła mi oczy. I nie jest to „zlot napalonych i nawalonych studencików” jak twierdził tata, ale prawdziwe okno do świata Sztuki i trampolina do artystycznego spełnienia. Zaraz po wakacjach ruszamy w trasę. Zapewniem Was, że jeszcze nie raz usłyszycie o „Zindoktrynowanych Tosterach Chaosu”. Ale nie szukajcie nas w komercyjnych, systemowych mediach. Kocham Was i Wam wybaczam.

felieton

przyślijcie 500 złotych na adres cioci Halinki.

Czołem Zdzisiu! Jak mówiłeś że mamy tutaj obczaić miejscowych chłopaków i zagadać w interesach to ci powiem jest leprzy numer. Tutaj jest całe Podziemne Miasto chłopie! Chcemy tam wyskoczyć z rana. Normalnie w lesie gdzieś robią tutaj biznes. Wszystko pod ziemią. Na wypasie. Nawet z samolotu nie wylukasz. Acha! Misiu mówi że zostaje tutaj. Chce być ratownikiem jak w Słonecznym patrolu. Albo mówi że bramkarzem będzie w Alibi. Wyczaj jaka nazwa. A to danzing normalnie. Trzymaj się i pamiętaj: czarny chleb, czarna kawa. Pozdro dla chłopaków spod celi. Bogdan i Duży Stefan Ps. Z furami to nie jest za dobry plan Zdzisiu. Meroli i beemek tu od groma ale trza promem płynąć i nie bardzo. My i tak tu bez biletów płynęliśmy tymi Bielikami i nas obczajali dziwnie jak rześmy nawijke strzelali, że mamy bilety niby tylko po kieszeniach skitrane.

Tomasz aka „MetaUtylizator” Ps. Jeśli chcecie mojego dobra i naprawdę się o mnie troszczycie,

MAGAZYN

7


Z własnej

gliny Młoda, piękna, utalentowana i świadoma. Humanistka z matematycznym zapleczem. Na tym pięknym etapie życia, kiedy może absolutnie wszystko. Póki co, spełnia się jako Camille Claudel. Rozmawiamy z Kasią Dominiak ROZMAWIA MICHAŁ TACIAK ZDJĘCIA AGNIESZKA ŻYCHSKA

8

MAGAZYN


KASIA DOMINIAK

nasza okładka

MAGAZYN

9


Zastanawiam się, czy siedzi przede mną przyszła aktorka… Oczekujesz konkretnej deklaracji? Za wcześnie na taką. Jestem na razie na etapie marzeń, poszukiwań, odkrywania pasji i realizowania ich. Daję sobie jeszcze trochę czasu na podjęcie poważnych, wiążących decyzji.

Trochę czasu, czyli ile? Zakładam, że niecały rok.

W przyszłym roku matura. Zgadza się. I ten czas chcę poświęcić na odnajdywanie siebie, swojej drogi. Zresztą, jestem w klasie

10

MAGAZYN

matematyczno-językowej, stricte ekonomicznej…

chciałam robić wszystko, wszystkiego spróbować.

To ciekawe, zważywszy na twoje poczynania, które od lat ciążą jednak ku sztuce.

Recytacja, aktorstwo, taniec, śpiew… Ta matematyka wydaje się coraz bardziej zdumiewająca.

Ta sfera zawsze mnie fascynowała, a tę fascynację zaszczepiła we mnie mama, polonistka. Oczywiście jako mała dziewczynka chciałam być aktorką (śmiech). Brałam udział w wielu konkursach recytatorskich, już chyba od drugiej klasy podstawówki. Początkowo ćwiczyłam z mamą, potem trafiłam pod skrzydła pani Anety Kruk. Tańczyłam, śpiewałam,

Rzeczywiście, ale może wynika to trochę z przekory, a trochę z faktu, że lubię stawiać sobie poprzeczkę wysoko. Poza tym, myślę, że gdybym wybrała profil humanistyczny, byłabym zupełnie oderwana od rzeczywistości. Mam potrzebę, dla równowagi, nauki logicznego myślenia, trzymającego mnie w pionie. Mówi się, że matematyka jest


KASIA DOMINIAK

królową nauk, że gdy się ją ogarnie, to ogarnie się wszystko.

Przydaje się to w twoich artystycznych działaniach? Czasami. Uczy mobilizacji, konkretu, myślenia zadaniowego – na przykład wtedy, gdy trzeba się spiąć, napisać coś w krótkim czasie. Tak było z monodramem, który powstał właściwie w dwa dni. Częściej jednak trzeba zupełnie „polecieć”, postawić na odczuwanie.

Uprzedziłaś moje pytanie. Z innej gliny to monodram, który napisałaś na podstawie biografii rzeźbiarki Camille Claudel. Dlaczego ona? Od dawna fascynuje mnie ta postać – jej charyzma, siła, droga, którą musiała przejść… Poznałam Camille Claudel, będąc małą dziewczynką, za sprawą piosenki Agnieszki Chrzanowskiej. Zupełnie nie rozumiałam, o co w niej chodzi, ale pamiętam, że była bardzo smutna. Poruszała mnie. Ta opowieść o nieszczęśliwej miłości do Auguste’a Rodina przytłaczała mnie i jednocześnie przyciągała. Wypytywałam mamę, kim jest Camille Claudel, czy ona w ogóle istnieje, może jest fikcyjną postacią…

I razem z mamą zaczęłyście zgłębiać tę postać, jej historię. Tak. Przeczytałyśmy obie biografię Claudel i to w zasadzie mama wymarzyła sobie, że pięknie byłoby zrobić spektakl o niej. Podrzuciła mi dawno temu ten pomysł i on tak sobie kiełkował…

Kino już się o nią upomniało, przynajmniej dwukrotnie. A teatr? Niedawno odkryłam dzięki moim znajomym, że powstał już spektakl o Camille Claudel, we Wrocławiu, w realizacji Teatru ZAR i Instytutu im. Jerzego Grotowskiego.

Miałaś okazję zobaczyć ten spektakl? Jeszcze nie, ale jestem go bardzo ciekawa. Wiem tyle, że opowiadamy o różnych okresach życia bohaterki.

Kamila Klamut z Teatru ZAR koncentruje się głównie na późnych losach Claudel, na jej etapie szpitalnym. Mnie interesuje całość. Dużo uwagi poświęcam dzieciństwu i młodości bohaterki. Temat „psychiatryczny” poruszam jedynie symbolicznie, delikatnie. Bardzo cieszą mnie opinie znajomych, którzy widzieli oba spektakle – dla nich tworzą one spójny obraz bohaterki, mimo oczywistych różnic w nas, w osobach, które zagrały Camille Claudel. Chyba więc obie dobrze uchwyciłyśmy tę postać (śmiech).

Gdybym wybrała profil humanistyczny, byłabym zupełnie oderwana od rzeczywistości. Mam potrzebę, dla równowagi, nauki logicznego myślenia, trzymającego mnie w pionie

nasza okładka

Podejrzewam, że nieoceniona była tu pomoc mamy. Tak, ona pierwsza czytała to, co przygotowałam. Konsultowałam tekst również z panią Anetą, która pomagała mi przygotować rolę Camille Claudel. Wspólnymi siłami dochodziłyśmy do tego, które zdanie rzeczywiście jest konieczne, a z którego można zrezygnować na rzecz symbolicznego pokazania treści – emocją czy samym byciem na scenie. Zarówno mama, jak i pani Aneta bardzo, bardzo mi pomogły. Czasami leciały iskry, ale to raczej normalne w przypadku wszelkich działań twórczych.

Monodram to dla aktora wyjątkowe doświadczenie. Musi wypełnić sobą przestrzeń sceniczną, każdą sekundę przedstawienia. To dla ciebie obciążenie czy wolność? Przede wszystkim sama historia Camille Claudel niesie w sobie olbrzymi ciężar emocjonalny. Byłam w nią od dziecka mocno wkręcona, naładowana tym, co o niej przeczytałam, filmami, które o niej nakręcono. Praca nad tym monodramem nie była więc dla mnie łatwa. Na scenie

Wróćmy jeszcze do samego monodramu. Nie tylko w nim zagrałaś, ale i sama napisałaś tekst. Jak wiemy, biografia rzeźbiarki jest bardzo bogata. Adaptacja jest z reguły redukcją. To musiało boleć. To prawda. Było bardzo ciężko. Gdy jest się zafascynowanym jakąś postacią, wszystko, absolutnie wszystko wydaje się ważne i wyjątkowe. Chce się opowiedzieć jak najwięcej. Z innej gliny pisałam podczas choroby, niemal w gorączce. Na początku zaznaczałam w książce zdania, które wydawały mi się niesamowite. Wnoszące coś do historii, a jednocześnie interesujące pod względem dramatycznym, gdyż w głowie miałam niemalże gotowe obrazy. Potem robiłam notatki, spisywałam fragmenty, które chciałam mieć w monodramie. Okazywało się jednak, że i tak tekst jest zbyt długi.

MAGAZYN

11


12

MAGAZYN


KASIA DOMINIAK

nasza okładka

odczuwam emocje bohaterki, próbuję być nią, to bardzo wyczerpujące. Bywają nawet momenty, gdy muszę powiedzieć sobie: „Stop, dalej w tę opowieść nie idź”…

Czy twój monodram można określić czymś na kształt manifestu feministycznego? Chodzi mi o twój wpis na Facebooku. A, o to… To był właściwie żart…

Czyli feministką nie jesteś? Nie podoba mi się, jak traktowano kobiety kilkaset lat temu i cieszy mnie to, że dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej, choć wciąż jeszcze nie zawsze i nie wszędzie. Tak zwaną wojującą, skrajną feministką jednak nie jestem. Skrajności mnie rażą. Niemniej, gdy trzeba upomnieć się o swoje, zawalczyć, robię to.

Ten wątek pojawia się w biografii samej Camille Claudel. To prawda. Rzeczywiście można doszukać się w monodramie aspektu feministycznego. W końcu ona nieustannie przebijała się przez ograniczenia, mury, jakie stawiano przed nią jako kobietą, przed patriarchalnym światem, który nie dawał jej żadnych szans. Fakt, że kobieta talentem mogła dorównywać mężczyźnie był wówczas dla mężczyzn urągający. Należało więc ją stłamsić, zniszczyć… Jej siła, charyzma, a przede wszystkim pewność tego, co chce robić, jest niezwykle fascynująca.

Wróćmy na moment do wspomnianego postu. Piszesz w nim, że zdjęcia z tego spektaklu mogą stać się swego rodzaju logo wielu organizacji feministycznych. Wiąże się z tym pewna historia. To moja pierwsza anegdota (śmiech).

W przyszłości będziemy mogli się szczycić, że to u nas pojawiła się pierwsza anegdota Katarzyny Dominiak. Nie żartuj (śmiech). W każdym razie, było to w Słupsku, podczas Turnieju

Na scenie odczuwam emocje bohaterki, próbuję być nią, to bardzo wyczerpujące. Bywają nawet momenty, gdy muszę powiedzieć sobie: „Stop, dalej w tę opowieść nie idź” Teatrów Jednego Aktora „Sam na scenie” 62. Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego. W moim monodramie jest scena, w której – jako mała Camille – wymazuję się ziemią. To symboliczny gest ukazujący jej dziecięce zabawy. Przyznam, że trochę mnie poniosły emocje i chyba z tą ziemią przesadziłam. Byłam cała brudna, czarna jak diabeł i tak zostało do końca spektaklu. Wyglądałam momentami naprawdę przerażająco.

Niektórych to zachwyciło, a innych wystraszyło, czy nawet odrzuciło (śmiech). Co ciekawe, nie spodobało się to mężczyznom.

Woleli widzieć na scenie piękną dziewczynę. Dokładnie. Kobiety z kolei zareagowały na to bardzo pozytywnie. Jedna z jurorek powiedziała nawet: „Moja feministyczna dusza kwiliła ze szczęścia”. Stąd to zdanie w poście (śmiech).

Tak czy inaczej, z konkursu wróciłaś z drugą nagrodą. To zresztą nie jest jedyne wyróżnienie dla twojego spektaklu. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Tym bardziej że to właściwie początek. Dopiero zaczynam jeździć z tym monodramem, pokazywać go. Grałam Z innej gliny zaledwie trzy, cztery razy. Ludzie, którzy uczestniczyli w tych konkursach razem ze mną, znacznie bardziej doświadczeni, grający swoje spektakle od wielu miesięcy, często nie mogą w to uwierzyć. Gratulują mi.

MAGAZYN

13


nasza okładka

KASIA DOMINIAK

Co ciekawe, ich losy w wielu punktach są bardzo podobne. Zgadza się. Dla mnie w tamtym czasie było to niesamowite zderzenie – tutaj pracuję nad Claudel, tam stykam się z Kahlo. Dwie kobiety, dwie części świata, a w gruncie rzeczy jedna historia…

Będzie spektakl o Fridzie? Spektakl może nie… Ale na pewno zgłębię jej historię.

Porozmawiajmy o muzyce. Śpiewasz w grupie o wdzięcznej nazwie Takie Po Prostu Trio. To zespół, w którym udzielam się od bardzo niedawna. Współtworzę go z moimi przyjaciółmi i tak sobie po prostu gramy (śmiech).

Gracie sobie tak po prostu, ale za to bardzo fajnie. Dobrze się was słucha. Tak myślisz? To miło. Trochę nam przykro, bo nie zakwalifikowaliśmy się na tegoroczną FAMĘ…

Mnie wobec tego też jest przykro, bo z chęcią posłuchałbym was – młodych, zdolnych i nieznanych – podczas festiwalu.

Komplementy od konkurencji to duża rzecz. Zgadza się. Bardzo mnie to cieszy, dodaje mi skrzydeł.

Na dodatek, znajduje to potwierdzenie u jurorów. Może i tych występów nie było dotąd zbyt wiele, ale gdziekolwiek się pojawiasz, jesteś zauważona, otrzymujesz nagrody i wyróżnienia. Rzeczywiście, tak się złożyło… Przede wszystkim były to dwa główne konkursy – ten w Słupsku oraz w Lublinie – jedna z pięciu nagród głównych na XIII Festiwalu Teatrów Niewielkich.

Monodram powstał z fascynacji Camille Claudel. Czy są inne postaci, których biografie pociągają cię w ten sam sposób, takie, w które chciałabyś się wcielić? W czasie, gdy pracowałam nad

14

MAGAZYN

Nie wyszło, niestety…

Nie podoba mi się, jak traktowano kobiety kilkaset lat temu i cieszy mnie to, że dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej, choć wciąż jeszcze nie zawsze i nie wszędzie monodramem Z innej gliny, brałam udział w warsztatach teatralnych, w których na warsztat wzięto biografię innej wybitnej, charyzmatycznej artystki, z równie fascynującą i niełatwą historią – Fridy Kahlo.

Co myślisz o naszym systemie edukacji? Pytam w kontekście jednej z waszych piosenek, w której śpiewasz: Ten świat jak polski system edukacji… Czyli jaki? Taki… różnobarwny.

Dyplomatyczna odpowiedź. I może nieco chaotyczny, pełen barier (śmiech).

Za chwilę kończysz 18 lat. Jesteś w tym fantastycznym momencie, w którym wszystko możesz, a świat – nawet jeśli chaotyczny – stoi przed tobą otworem. Ciekaw jestem, w którą stronę podążysz i cokolwiek to będzie – powodzenia. Bardzo dziękuję.


FOTO Tomasz Wrzesień

Przyjemne z bezpiecznym

Jednym z najważniejszych oraz nieodłącznych elementów bycia opiekunem psa jest wychodzenie z nim na spacery. Aby spacer był bezpieczny i przyjemny – zarówno dla naszych pupili, jak i dla nas – warto przestrzegać kilku ważnych reguł, a także już od szczeniaka wpajać czworonogowi podstawowe obowiązujące zasady zachowania.

Na smyczy Silny i ciągnący na smyczy pies potrafi być dla właściciela prawdziwym utrapieniem, a każdy spacer męką. Przyczyn ciągnięcia na smyczy jest wiele: nadmiar niespożytkowanej energii, nadmierna pobudliwość czy lękliwość, jednak najczęściej jest to brak konsekwencji właściciela i nieprawidłowa nauka chodzenia na smyczy (lub całkowity brak tej nauki).

16

MAGAZYN

Przede wszystkim musimy brać pod uwagę, że dla żadnego psa chodzenie na smyczy nie jest czynnością naturalną i po prostu musi się on do tego przyzwyczaić. Jeżeli już od szczeniaka będziemy pozwalać psu na szarpanie i bieganie od krzaczka do krzaczka na napiętej smyczy, bardzo szybko nauczy się on, że tak właśnie na smyczy się chodzi. Utrwalane miesiącami czy latami niewłaściwe nawyki ciężko potem wyeliminować. Istotnym jest wpojenie psu, że poruszać się do przodu można tylko wtedy, gdy smycz jest luźna. Jeżeli smycz się napina, to automatycznie przemieszczanie się przestaje być możliwe. W praktyce, ilekroć pies napnie smycz, powinniśmy się zatrzymać lub wręcz zawrócić w prze-

ciwną stronę i ruszyć dopiero, kiedy smycz się poluźni. Metoda ta może wydawać się z pozoru uciążliwa, jednak praktykowana konsekwentnie od szczeniaka przynosi bardzo dobre efekty. W naszej pracy zdecydowanie odradzamy używania metod bólowych typu kolczatka, które mogą wzmagać nerwowość, lękliwość, a także osłabiać zaufanie psa do człowieka. Odradzamy także używanie smyczy automatycznej (rozwijanej), która co prawda jest bardzo wygodna dla człowieka, jednak nie obowiązują przy niej żadne klarowne dla psa zasady. Pies chodzi na ciągłym napięciu (utrwala się ciągnięcie), smycz zazwyczaj jest bez ostrzeże-


SPACER Z PSEM

nia blokowania, pies nigdy nie wie, czego się spodziewać. Czasem musi iść blisko opiekuna, czasem może iść w większej odległości – powoduje to u czworonoga dezorientację i utrudnia naukę tego, czego od niego oczekujemy.

psu naukę. Musimy również dbać o to, aby nasz pies był wybiegany i miał zaspokojone potrzeby emocjonalne, takie jak węszenie czy kontakt z innymi przedstawicielami swojego gatunku.

Przywołanie

Podstawowe umiejętności psa to nie wszystko, aby pies był w czasie spaceru bezpieczny. Równie ważny jest odpowiedni ekwipunek. Jak wyżej wspomniałam, odradzamy używanie kolczatek czy smyczy automatycznych, jednak nie są to jedyne niepolecane sprzęty.

FOTO Helena Piątek

Z tego względu już od pierwszych miesięcy życia powinniśmy trenować z psem, budować naszą relację, wzmacniać każde pożądane zachowanie. Początkowo możemy to robić na długiej (na przykład 10-metrowej) linie treningowej, która umożliwi większą kontrolę nad pupilem. Aby pies chętnie do nas wracał, musimy być dla niego atrakcyjni – kojarzyć się z dobrą zabawą, czymś przyjemnym – i musi czuć się z nami bezpiecznie. Również tutaj brak konsekwencji czy nadmierna nerwowość opiekuna może znacząco utrudniać

Odpowiedni sprzęt

Szczególnie w okresie letnim stanowczo odradzamy zakładanie psu taśmowego kagańca nylonowego, tzw. weterynaryjnego. Jak sama nazwa wskazuje, jest to kaganiec przeznaczony do użytku w gabinecie lekarskim. Ma on chronić weterynarza przed ewentualnym ugryzieniem w czasie wykonywania krótkiego zabiegu. Kaganiec ten szczelnie zamyka psu pysk, przez co nie może on ziajać. Ziajanie to naturalna czynność fizjologiczna psa, która umożliwia chłodzenie organizmu. Ubierając psu tego typu kaganiec na spacer (szczególnie w ciepły dzień), narażamy go na uszczerbek na zdrowiu z powodu przegrzania organizmu. Wskazane kagańce, które śmiało można używać nawet w upał, to tzw. kagańce fizjologiczne, charakteryzujące się tym, że pies może otworzyć pysk i wysunąć język, a jednocześnie nadal chronią one przed ugryzieniem.

FOTO Agnieszka Porada

Kolejną ważną rzeczą jest możliwość odwołania psa, kiedy spuściliśmy go ze smyczy. Pies, który wraca na zawołanie, nie stanowi zagrożenia dla siebie i innych, dlatego tak ważne jest, żeby już od szczenięcia trenować ze zwierzęciem tę umiejętność. Zaczynamy od wybrania odpowiedniej komendy (na przykład: „do mnie”) i utrwalamy ją, nagradzając czworonoga smakołykami, zabawą, serdeczną pochwałą. W domu czy na własnym podwórku jest to zazwyczaj całkiem proste, problem zaczyna się w plenerze, gdzie wiele zapachów i różnorodnych bodźców utrudnia psu koncentrację.

zwierzęta

Szczególnie latem ważne jest również zabezpieczenie psa przed kleszczami. Najpopularniejsze metody to krople na skórę psa lub specjalna obroża. Bezwzględnie musimy też pamiętać o tym, żeby nie zostawiać go samego w samochodzie, nawet w pozornie niezbyt upalny dzień i tylko na chwilę. Latem wnętrze auta jest zawsze bardziej nagrzane niż otoczenie, a pies jest o wiele wrażliwszy na wysokie temperatury niż my – my się pocimy, co pomaga nam obniżyć temperaturę ciała, pies ma niewielką ilość gruczołów potowych na poduszkach łap, poza tym praktycznie się nie poci i jest bardzo wrażliwy na przegrzanie organizmu, co może doprowadzić nawet do zgonu. I na koniec, aby i nam, i innym ludziom żyło się lepiej i przyjemniej, obowiązkowo respektujmy fakt, że ktoś może nie lubić naszego psa lub się go bać, a także koniecznie sprzątajmy nieczystości po naszym pupilu.

Helena Piątek

biolog, zoopsycholog, instruktor szkolenia psów www.piespotrafi.pl

MAGAZYN

17


BITWA

pod Czterdziestoma Czterema Wyspami Za dużo betonu. Niemców za dużo. Duże kolejki. Dużo wody. Duże kompleksy. Dobra. Pora rozprawić się. Z Wami. TEKST AGNIESZKA MERCHELSKA ILUSTRACJA KATARZYNA BARANOWSKA

Z

azwyczaj, gdy czegoś jest za dużo, oznacza to ni mniej, ni więcej – dobrobyt. Ciężej jest znaleźć osobę z nadwyżką witaminy D3 niż z jej niedoborem. Ciężej o dobre jedzenie tam, gdzie brak jest ludzi, niż gdy kolejka zawija się w zgrabny ogonek. Zazwyczaj.

Za dużo betonu. Od wieku XIV, rządów Kazimierza Wielkiego, zostawienie Polski murowanej opiewali nadworni śpiewacy. A i aktualnie w ławie szkolnej nauczyciele, z łezką w oku, uczą o dokonaniach tego, ostatniego z Dynastii Piastów, króla. Współczesna architektura z chęcią łamie wszelkie reguły. Połączenie drewna z betonem to jedno z ulubionych. Takim to połączeniem współczesności z tradycją jest świnoujski Plac Wolności. Chociaż niektórym chyba żal za „rondem” i toaletą publiczną w środku. Na upamiętnienie, pasaż „Rondo” wciąż w formie.

Niemców za dużo. Próżno by szukać sympatyków kraju sąsiedniego. Cóż, że nasi sąsiedzi

18

MAGAZYN

przynoszą zyski, mamy możliwość podpatrzenia innej kultury i podszkolenia języka. Cóż, że gramy w otwarte granice i współpracujemy. Cóż, skoro Grunwald w 1410! Dwa nagie miecze, jak nadzy plażowicze po zachodniej stronie plaży. I jak nagie miecze, tak nagie ciała zapadające w pamięć. Najbardziej.

Duże kolejki. Kolejka – zbyt mała liczba osób oferujących usługę w stosunku do zapotrzebowania i czasu obsługi. Toż to czysty PRL! Widział kto, w aucie siedzieć tyle czasu przed Bielikiem?! Ani to książki poczytać, ani to do kogo zadzwonić, ani na maile odpisać, bo czujnym trzeba być! Co by żaden ZSW przed nas na prom nie wjechał!

Dużo wody. Woda – trzy stany skupienia. To i nie tylko tunele, mosty, zimowy stan klęski żywiołowej, ale i komary… Do diaska! I na nic jod, morska bryza, zachody słońca malownicze. Na nic.

O dużo, za dużo! Moja mama często mówiła mi: Nie marszcz tak czoła, bo Ci tak zostanie. Zostało. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że grymas na twarzy, jaki masz teraz, też. Więc kochaj, rzuć, albo zmień. Ale nigdy nie narzekaj. Bo Ci tak zostanie. Jak po wielkiej bitwie kurz.


WYSPIARSKI TRYB ŻYCIA

MAGAZYN

felieton

19


moda

DLA DZIECI

KOLEKCJA

Wybrzeże Władysława IV 33 ŚWINOUJŚCIE

20

MAGAZYN


Witaj szkoło! Wakacje się skończyły, pora na powrót do szkoły. Dlatego Coccodrillo z myślą o najmłodszych przygotowało specjalną ofertę na sezon jesienno-zimowy. Dzieci i ich rodzice wybiorą odpowiednią odzież z ponad 50 kolekcji ubrań przygotowanych dla naszych klientów w wieku od niemowlęcego aż do około 13 lat. Na jesień szczególnie polecamy tworzące spójną całość kolekcje do noszenia w szkole i wolnym czasie. Nasze projekty przygotowaliśmy starannie, tak podobały się zarówno dzieciom, jak i ich rodzicom. Jak zawsze zadbaliśmy, by każdy znalazł u nas coś dla siebie. Przygotowani jesteśmy na każdą okazję - początek roku szkolnego, przyjęcia urodzinowe, spacery w parku czy zabawę w deszczu. Na specjalne okazje Coccodrillo przygotowało eleganckie sukienki, bluzeczki i płaszcze. Do tego gustowne bluzy i przejściowe kurtki, dobrze skrojone spodnie

i spódniczki. Na uwagę zasługują także sweterki, kamizelki oraz bluzki dające możliwość tworzenie ciekawych zestawów. W naszej ofercie mamy również stroje gimnastyczne, kapcie, tenisówki, półbuty, torby oraz dodatki do włosów. Zarówno na jesień, jak i zimę polecamy naszym klientom wysokiej jakości bieliznę wykonaną ze stuprocentowej bawełny. Nie tylko ochroni przed chłodem, ale także zapewnia komfort i wygodę. Podobnie jak inne ubranka Coccodrillo, także i bielizna, oprócz wysokiej funkcjonalności, po prostu cieszy oko. W Coccodrillo do zaproponowania mamy praktycznie wszystko co jest potrzebne, aby gustownie ubrać dzieci. Nasze ubrania odznaczają się nowatorskim wzornictwem, ciekawą kolorystyką i – co najważniejsze – wyprodukowane są z wysokiej jakości dzianin i tkanin.

Gdy spadnie śnieg i zrobi się naprawdę chłodno, idealne okażą się nasze kurtki i kombinezony. Materiały, z jakich zostały wykonane, są wyjątkowo wodoodporne i przepuszczają powietrze, gwarantując, że dzieci nie spocą się podczas zabawy w śniegu. Zapewniają też dużą swobodę ruch i doskonale nadają się do uprawiania sportu. Nasze stroje zimowe wyróżniają się intrygującą kolorystyką i nowoczesnym wzornictwem. Funkcjonalność, wygoda, wysokiej jakości wzornictwo i dużo nowości – to zalety najnowszej kolekcji Coccodrillo. Cała oferta będzie dostępna w naszym salonie firmowym Coccodrillo w Świnoujściu, do którego serdecznie zapraszamy. Warto nas odwiedzać, tym bardziej, że systematycznie przygotowujemy dla Państwa atrakcyjne promocje. SERDECZNIE ZAPRASZAMY!

MAGAZYN

21


22

MAGAZYN


DLA DZIECI

MAGAZYN

moda

23


24

MAGAZYN


DLA DZIECI

moda

REKLAMA


ATLETA wśród aut

Muskulatura nadkola, mocna linia nadwozia, masywny przód, wysoki prześwit – sylwetka nowego Renault Koleos imponuje dynamiką, siłą i charakterem. Oszałamiające wrażenie potęgują dodatkowo ozdobne chromowane elementy oraz specyficzny układ świateł LED Pure Vision. Patrzysz na Renault Koleos i wiesz, że to jest wyjątkowe auto.

w środku, wykonane jest z najwyższej jakości materiałów, godnych najbardziej luksusowej limuzyny. Elegancja i wygoda idą tutaj w zgodnej parze.

wnętrza i powiększenie przestrzeni bagażowej tak, jak potrzebujesz. Niezmiernie wygodny jest tu także nisko osadzony próg bagażnika. Zatem, w drogę!

Dużo światła

Tyle, ile trzeba

Jak na koncercie

Wyjeżdżasz na dłużej, więc i bagażu masz więcej? Spokojnie, w Renault Koleos pomieścisz wszystko. Nawet przedmioty o kłopotliwych kształtach czy wielkościach. W końcu to bagażnik o pojemności aż 498 dm3. Co więcej, system Easy Break pozwala na łatwe przearanżowanie

Nowy Renault Koleos to świat zaawansowanych technologii stworzonych po to, żeby nie tylko ułatwić, ale i uprzyjemnić Tobie jazdę. Potężne, wibrujące brzmienie muzyki, niczym na koncercie, zapewni system nagłośnienia Bose®. Technologie pokładowe obsługujesz łatwo

Wnętrze nowego Renault Koleos jest niezwykle świetliste i przestrzenne – to zasługa wyjątkowego, panoramicznego dachu. Wrażenie robią podgrzewane przednie fotele, choć komfortowi tylnych również niczego nie brakuje. Wszystko, co znajdziesz

26

MAGAZYN


RENAULT KOLEOS

i wygodnie, za pomocą systemu multimedialnego R-LINK i 8,7-calowego ekranu dotykowego. Komfort jazdy masz w standardzie.

Bez granic Prowadzenie nowego Renault Koleos to nie tylko wielka przyjemność, to

także wielka przygoda. Dla wymagających i żądnych emocji. Uwielbiasz jazdę po bezdrożach? To auto jest dla ciebie. Mocne strony to technologia All Mode 4x4-i czy silnik współpracujący z nową skrzynią biegów X-Tronic. W takiej asyście pokonasz bez trudu, za to z ogromną satysfak-

motoryzacja

cją, każdą drogę, dokądkolwiek by ona nie prowadziła.

Żadnej kolizji Z pewnością jesteś wybornym kierowcą. Jednak z myślą o twoim komforcie Renault Koleos wyposażony jest w szereg udogodnień, dzięki którym zawsze będziesz bezpieczny. System Easy Park Assistant wymierza ilość wolnego miejsca do zaparkowania, a aktywny system wspomagania nagłego hamowania uzupełni działanie napędów ABS/ ESC po to, by skrócić drogę hamowania. W ten sposób nie grozi Ci żadna kolizja.

Renault Nierzwicki

Świnoujście, Lutycka 23 Telefon +48 91 321 03 12 www.renault-nierzwicki.com.pl

MAGAZYN

27


JAPONIA w Szczecinie To był niezwykły wieczór. Premierę ikony japońskiej motoryzacji uświetniła ikona polskiej wokalistyki. A wszystko to w stolicy naszego regionu. 2 sierpnia 2017 roku gospodarzem Sali Koncertowej w Szczecinie stał się salon LEXUS Szczecin. Miał on bowiem niebywałą przyjemność – jako pierwszy w Polsce! – zaprezentować nowy model japońskiego giganta, LS. Miejsce wybrano nieprzypadkowo. LEXUS Szczecin zaprosił na tę okoliczność ponad 600 gości! Wyjątkowa premiera musiała mieć również wyjątkową oprawę. Premierowy pokaz modelu LS swoim wspaniałym koncertem poprzedziła Justyna Steczkowska z zespołem. Godzinny występ, który jak się okazało przypadł w kolejne urodziny wokalistki, zdobył wielkie uznanie publiczności. Nowy LEXUS LS ma już pierwsze zamówienia. W grudniu bieżącego roku w salonie LEXUS KOZŁOWSKI w Szczecinie pojawi się hybrydowy model LS500h, a w marcu 2018 benzynowa wersja LS500. Nie sposób nie wspomnieć o osiągach. LS500H to 3,5 litrowa jednostka w układzie V6 wraz z napędem hybrydowym o mocy 359KM, momencie obrotowym 660 Nm. Napęd Multi Stage Hybrid rozpędzi LS500H do setki zaledwie w 5.4 s, a jazda do 140 km/h odbywa się tylko na silniku elektrycznym!

Za płynną jazdę odpowiada 10-cio stopniowa automatyczna skrzynia biegów. Aż trudno uwierzyć, że ta piękna, długa (rozstaw osi to 5.235 mm) limuzyna w napędzie 4x4 rozpędzi się od 0 do 100 km tylko w 4,5 s!

Wersja benzynowa to moc 421KM, z momentem obrotowym 600 Nm.

Całość premiery prowadził znany nam wszystkim aktor Tomasz

28

MAGAZYN

Stockinger. Prezentacja modelu zakończyła się after party, na którym zgodnie z charakterem marki podano gościom specjały kuchni japońskiej. Lexus Szczecin Kozłowski Szczecin, Mieszka I 25B Telefon +48 91 433 35 88

www.lexus-szczecin.pl


PREMIERA NOWEGO LEXUSA LS

motoryzacja

MAGAZYN

29


tyle fenomenalnie, że zajęła siódme miejsce w swojej kategorii, z czasem nieco ponad 8 godzin. A dodać trzeba, że w biegu uczestniczyła światowa czołówka biegaczy.

Od wyzwania do wyzwania Po forsownym biegu zadanie kolejne, równie forsowne. Przemierzyć, oczywiście za kierownicą Subaru, 800 kilometrów w drodze do Włoch, do miasta Breuil-Cervinia. Mimo zatłoczonej trasy Ewie i Zbyszkowi udało się w niemal 9 godzin dotrzeć do celu wyprawy. A ten był niezwykle ambitny. Zdobyć górę Matterhorn – 4478 metrów nad poziomem morza! – szósty pod względem wysokości alpejski szczyt i najpóźniej zresztą zdobyty…

Nie taka pogoda

Niezwykła wyprawa

Ewy i Zbyszka

Założenia ekspedycji Polmotor Subaru Team były więcej niż ambitne. Ewa Huryń i Zbyszek Kapuściński spisali się znakomicie i część zadania zrealizowali z sukcesem. Resztę popsuła im… pogoda. Realizacja tego niesamowitego projektu była możliwa dzięki pomocy Grupy Polmotor. Nie tylko zakupiła sprzęt, przekazała samochody oraz środki finansowe na wyprawę, ale i wysłała w trasę „ludzkie wsparcie” dla naszych bohaterów – Krzysztofa Bratkowskiego i Konrada Kijaka. Pierwszym wyzwaniem dla Ewy i Zbyszka był Ultramaraton 50 km Grossglockner ULTRA TRAIL – wydarzenie tyleż prestiżowe, co i nieby-

30

MAGAZYN

wale trudne. Alpejskie ukształtowanie terenu, przewyższenia sięgające 2,5 tysiąca metrów…

Szczęśliwa siódemka Choć nie było łatwo, ultramaraton Ewa i Zbyszek ukończyli bez większych przeszkód. Owszem, była burza i deszcz, był wodospad i pola śnieżne, była ogromna różnica temperatur pomiędzy startem a metą, polała się nawet krew… Nie przeszkodziło to jednak Ewie przebiec na

Zwieńczeniem wyprawy, swoistym gwoździem jej programu, miał być wspomniany wyżej szczyt, a także – w drodze powrotnej – przejście niesamowitej grani Jubilaumsgrat, która łączy dwa najwyższe niemieckie szczyty, Zugspitze i Alpspitze. Niestety, to byłby wybór pomiędzy brawurą a bezpieczeństwem. Warunki pogodowe, wybitnie niesprzyjające, podpowiedziały Ewie i Zbyszkowi wariant drugi – bezpieczeństwo. Ale, jak mawia przysłowie, co się odwlecze…

Brawo! Mimo że włoska góra Matterhorn i niemieckie Zugspitze i Alpspitze muszą jeszcze na nich poczekać, Ewa Huryń i Zbyszek Kapuściński i tak zasługują na miano bohaterów. Zrobili wszystko, co było w ich ludzkiej mocy, a niejednokrotnie wręcz z wysiłkiem nadludzkim. 7 dni, ponad 4 tysiące przejechanych kilometrów, 80 kilogramów łącznego bagażu… Tyle mówią liczby. Satysfakcja, siła, odwaga – nie do oszacowania. Piszemy o Ewie i Zbyszku z wielkim podziwem i dumą, tym bardziej że „Wyspy” były patronem medialnym tego niezwykłego wydarzenia.


EKSPEDYCJA POLMOTOR SUBARU TEAM

nasz patronat

MAGAZYN

31


miasto

VII DNI TWIERDZY NA WYSPIE

RZYMIANIE kontra barbarzyńcy Gdy przed dwoma laty polska husaria gromiła na świnoujskiej plaży wojska Gustawa Karola, trudno było sobie wyobrazić u nas kolejne, równie spektakularne widowisko. Już wiemy, że tegoroczna edycja świnoujskich Dni Twierdzy w nie mniejszym stopniu skradnie serca wszystkich widzów. I to nie tylko miłośników historii. wiec. Nie sposób zrezygnować przy takiej okazji z elementów edukacyjnych. Przewodnik wtajemniczy ciekawych w arkana życia cywilnego legionistów, wyjaśni zasady stacjonowania w obozowiskach starożytnych żołnierzy oraz barbarzyńskich plemion.

FOTO CEZARY WYSZYŃSKI

Unikat

Wydaje się, że ekipa organizatorów Dni Twierdzy w Świnoujściu nie zna żadnych limitów na co raz lepsze pomysły. Były już na wyspach rekonstrukcje wydarzeń historycznych z okresu pierwszej i drugiej wojny światowej, widowiska batalistyczne zakładające wersję hipotetyczną zdarzeń oraz wspomniani już skrzydlaci kawalerzyści na koniach. Siódma edycja wydarzenia pójdzie w zupełnie nowym kierunku. W sobotę, 9 września o godzinie 19:00 pojawią się u nas rzymscy legioniści, którzy stoczą na plaży w okolicy Wiatraka walną bitwę z germańskimi plemionami, oblężając wcześniej barbarzyński fort z wykorzystaniem maszyn strzelających płomiennymi pociskami.

32

MAGAZYN

Cały dzień Sama walka potrwa około 40 minut, jednak już podpowiadamy, że czas należy zarezerwować sobie na całą sobotę. Spektakl, za którym stoi kilkudziesięcioosobowa grupa rekonstrukcyjna Legio XXI Rapax, to wprawdzie clou wydarzenia, jednak międzynarodowy zespół nie zamierza marnotrawić czasu w swoim obozowisku. W samo południe zaprezentuje się mieszkańcom oraz gościom na wyspie, maszerując z placu Wolności przez ulicę Piłsudskiego i promenadę w kierunku głównej, piaszczystej sceny przy ulicy Uzdrowiskowej. Zaraz potem na plaży odbędą się widowiskowe walki gladiatorów, pokaz sprawności bojowej Rzymian oraz germański

Ale przecież Świnoujskie Dni Twierdzy nie ograniczają się jedynie do widowisk historycznych. To przede wszystkim świetna okazja do promowania najciekawszych atrakcji turystycznych miasta. Bo przecież świnoujska twierdza to unikalny w skali Europy kompleks kilkudziesięciu fortyfikacji wybudowanych w XIX i XX wieku przez Prusów, Niemców, Rosjan i Polaków. Już w czwartek, 7 września, swoje wrota otworzy Podziemne Miasto, militarny obiekt na wyspie Wolin przez dekady pilnie strzeżony tajemnicą. W kolejnych dniach koniecznie należy odwiedzić Fort Gerharda z Muzeum Obrony Wybrzeża, Fort Anioła oraz Fort Zachodni z Muzeum Twierdzy Świnoujście na lewobrzeżu. Przed nami cudowne zwieńczenie lata, jak zawsze z zaciśniętymi kciukami o przychylność aury. Udział we wszystkich wydarzeniach w ramach VII Dni Twierdzy na Wyspach jest bezpłatny. Organizatorami imprezy są Świnoujska Organizacja Turystyczna, Muzeum Obrony Wybrzeża w Forcie Gerharda oraz Urząd Miasta Świnoujście. Sponsorem głównym jest Gaz System S.A.

VII Dni Twierdzy Na Wyspach Świnoujście, 7-10 września 2017


VII DNI TWIERDZY NA WYSPACH CZWARTEK (7.09.2017) Wycieczka szlakiem historii militarnej (bezpłatna, obowiązuje rezerwacja) 12:00-15:00 Tajemnicze Podziemia Półwyspu Mielin. Wycieczka rowerowa z członkami Stowarzyszenia Mielin. Obowiązkowe latarki i rezerwacja pod numerem tel. 502285871 Dzień Podziemnego Miasta 22:00-1:00 Specjalne zwiedzanie Podziemnego Miasta (bezpłatnie, obowiązuje telefoniczna rezerwacja tel. 789 072 244)

PIĄTEK (8.09.2017) Dzień Fortu Gerharda 10:00-16:00 Zwiedzanie Fortu Gerharda i Muzeum Obrony Wybrzeża (przewodnik rusza o godzinie 10:00, 12:00, 14:00, wstęp wolny) 11:00-14:00 Konferencja „Wrota Czasu” – obiekty historyczne jako produkty turystyczne (według osobnego programu) Uroczysta Inauguracja Dni Twierdzy – stary Ratusz Miejski, Muzeum Rybołówstwa Morskiego 17:15 Otwarcie VII Dni Twierdzy 17:00 Wernisaż wystawy "Sienkiewicz w rysunku i ilustracji x. Wacława Piszczka CM”

17:40 Wykład inauguracyjny: Fort Anioła w Świnoujściu i Zamek Św. Anioła w Rzymie, dr Przemysław Maćkowiak – podobieństwa i różnice

SOBOTA (9.09.2017) Dzień Remizy i Prochowni Artyleryjskiej 10:00-13:00 Zwiedzanie prochowni wojennej i wystawy czasowej o uzbrojeniu rakietowym w XX wieku, przygotowanej przez Towarzystwo Przyjaciół Fortów (bezpłatne) ANTYK NA WYSPACH – Ave Cezar Świnoujście! Miejsce: plaża przy Wiatraku 12:00 Triumf. Parada grup rekonstrukcyjnych na trasie z centrum miasta do miejsca rozbicia obozów Rzymian i Barbarzyńców (trasa: Plac Wolności – Piłsudskiego – Promenada – Uzdrowiskowa) 13:30 Krew i piach. Walki gladiatorów – 30 minut 14:00 Pod znakiem orła. Musztra i pokaz sprawności bojowej Legio XXI Rapax – 30 minut 14:30 Wild Thing – germański wiec – 30 minut

18:30 Hippika Gymnasia. Zawody i gry wojenne barbarzyńskich jeźdźców – 30 minut 19:00 Rzymianie kontra Barbarzyńcy. Walna bitwa rzymskiego legionu z barbarzyńskimi wojownikami, a następnie oblężenie osady z udziałem rzymskiej artylerii i szturm – ok. 40 minut 20:00 Radujmy się! Igrzyska gladiatorów dla uczenia rzymskiego zwycięstwa – 30 minut 20:30 Pokaz tancerek i Fire Show

NIEDZIELA (10.09.2017) Dzień Fortu Zachodniego 10:00-18:00 Zwiedzenie fortu Zachodniego i Muzeum Twierdzy Świnoujście (bezpłatne) 10:00-16:00 Stoisko promocyjne Wydawnictwa Rajd 12:00-14:00 Pokazy rycerskie Zbrojnej Gwardyi Wycieczki szlakiem historii militarnej (bezpłatne, obowiązuje rezerwacja)

15:30 Dzień jak co dzień w świecie antycznym. Prezentacja różnych aspektów cywilnego życia na stanowiskach edukacyjnych wokół obozów

10:00-15:00 Szlakiem Zimnej Wojny. Wycieczka autokarowa do najlepiej zachowanego schronu łączności troposferycznej w Europie (schron rezerwacja pod numerem: tel. 513674072)

16:00 Obozowe życie. Zwiedzanie obozów rzymskiego legionu oraz barbarzyńskich plemion w grupach z przewodnikami – 1 godzina

13:00-15:00 Szlakiem tajemnic militarnych Wyspy Karsibór. Wycieczka rowerowa (rezerwacja tel. 503 457 200)

Organizatorzy zastrzegają sobie prawo do zmian w planie imprezy. Wydarzenia w ramach Dni Twierdzy są bezpłatne.

DANIA w świetle reflektorów Przed nami wielkie święto muzyki. Już od 23 września przez trzy tygodnie na polsko-niemieckiej wyspie gościć będziemy muzyków i dyrygentów światowej sławy. W tym roku Uznamskiemu Festiwalowi Muzyki patronują wybitni twórcy z nadbałtyckiej Danii. XXIV Uznamski Festiwal Muzyki skieruje światła reflektorów na muzyczną różnorodność Danii – od folkloru przez jazz, muzykę chóralną, orkiestrową i kameralną, odkrywając przez trzy tygodnie wielkie gwiazdy i ukryte skarby naszych południowych sąsiadów. Podczas prawie 40 koncertów, odczytów i wystaw w licznych miejscowościach na wyspie świętować będziemy m.in.

dwusetną rocznicę narodzin Nielsa Wilhelma Gade, wielkiego, duńskiego kompozytora. W ramach festiwalu w Świnoujściu odbędą się dwa wydarzenia muzyczne. 27 września podczas koncertu na skrzypce i fortepian w Kościele Chrystusa Króla usłyszymy utwory Nielsa Wilhelma Gade, Fini Henriques i Roberta Schumanna. „Nordycki romantyzm” to kolejny świnoujski akcent w festiwalowym programie. Koncert na skrzypce i fortepian z orkiestrą Filharmonii Bałtyckiej z Gdańska pod dyrekcją Romana Peruckiego odbędzie się 13 października w sali teatralnej Miejskiego Domu Kultury. Serdecznie zapraszamy!

MAGAZYN

33


miasto

WYDARZENIA

Dziewięć żaglowców

na 9. Sail Świnoujście Sail Świnoujście i XXXIII już Pływający Festiwal Piosenki Morskiej Wiatrak to już stała pozycja letniego, sierpniowego weekendu. ZDJĘCIA BARTEK WUTKE

W tym roku nasz port odwiedziły piękne żaglowce - od blisko stuletniego Kapitana Borchardta po zbudowaną niemal przed chwilą Mercedes. Na scenie same szantowe gwiazdy – Ryczące Dwudziestki, legendarne Stare Dzwony z Jurkiem Porębskim a jako gość specjalny grupa Beltaine. Był jarmark, wesołe miasteczko, piknik i przede wszystkim rejsy na żaglowcach, podczas których – a jakże – przygrywały szantowe kapele.

34

MAGAZYN

Już teraz zapraszamy na przyszły rok, kiedy odbędzie się dziesiąta – okrągła – edycja Sail Świnoujście. I chociaż nie możemy jeszcze zdradzić co nas czeka podczas sierpniowego weekendu to na pewno nie obejdzie się bez miłych niespodzianek. Bo chociaż sama impreza trwa „zaledwie” kilkadziesiąt godzin, to przygotowania do niej trwają okrągły rok. Tak więc – do zobaczenia w 2018 roku!


BALONOWE LATO

miasto

zapewnią pasażerom bezpieczeństwo. Według naszych obliczeń z atrakcji może skorzystać nawet 700 mieszkańców miasta oraz gości. Informacje o przebiegu wydarzenia będą podawane na bieżąco na miejskiej stronie internetowej oraz przez lokalne media.

Korowód

Podniebna

PRZYGODA

Kto z nas chociaż raz nie marzył o podniebnej przygodzie w gondoli pod barwnym balonem? Uwaga! Mamy dobrą wiadomość. Już wkrótce na świnoujskiej plaży wyjątkowe statki powietrzne otworzą dla pasażerów swoje wrota. Niezwykła impreza plenerowa „Balonowe Lato nad Bałtykiem” zaplanowana jest na drugi weekend września. Właściciele balonów będą gościć w Świnoujściu przez trzy dni, od 8 do 10 września. W tym czasie odbędzie się szereg widowiskowych atrakcji z pięcioma gigantami w roli głównej, jednak harmonogram imprezy w dużej mierze uzależniony będzie od warunków meteorologicznych. A aura bywa u nas niestety kapryśna.

25 metrów Podczas świnoujskiej imprezy od-

będzie się seria lotów balonami na uwięzi. Polegają one na wzniesieniu się obiektu wraz z pasażerami na wysokość około 25 metrów z pomocą specjalistycznych lin zakotwiczonych do stałych punktów. Przyjemność trwa kilka minut. Na szczycie balon zastyga na chwilę po to, aby uczestnicy lotu mogli nacieszyć oko pięknym krajobrazem wyspy i Bałtyku. Do dyspozycji będą cztery kursujące balony oraz jeden gość do zadań specjalnych – balon Frog. Organizatorzy będą celować w bezwietrzne i wolne od opadów poranki i wieczory, bo tylko takie warunki

„Balonowe Lato nad Bałtykiem” to nie tylko loty. Jedną z bardziej widowiskowych atrakcji fiesty będzie przejazd przez miasto ekip balonowych z uruchomionymi palnikami. Korowód zaplanowany jest wstępnie na piątek, 8 września na godzinę 21:00. W trakcie wydarzenia odbędą się również wieczorne pokazy balonów. Oświetlone obiekty pod gwieździstym niebem zwyczajnie zapierają dech w piersiach. Równie interesujący może okazać się sam montaż balonów. Ten, choć nie trwa długo i dzięki temu umożliwia szybkie przygotowanie obiektu do lotów pasażerskich, bywa nie mniej spektakularny.

Piękno i wolność Pierwszy w Polsce balon z pasażerami wzniósł się w powietrze dokładnie 227 lat temu. Co ciekawe, pierwszym polskim aeronautą był Jan Potocki, autor znanej powieści Rękopis znaleziony w Saragossie, a kraj nad Wisłą była jednym z pierwszych państw, w których rozpoczęto samodzielne eksperymenty w tej dziedzinie. Po upływie z górą dwóch wieków loty balonem niezmiennie fascynują, zapraszając w przestrzenie piękna i wolności. Nie jest wykluczone, że jeżeli podniebna przygoda ze starymi statkami powietrznymi podbije serca wyspiarzy, impreza na dobre wpisze się na świnoujską listę wydarzeń lata. Trzymajmy zatem kciuki za łaskawą pogodę!

Balonowe Lato nad Bałtykiem 8-10 września 2017

Plaża (Aleja Interferie)

MAGAZYN

35


Grechuta Festival już na stałe wpisał się letni program imprez

To niewątpliwie jedno z najważniejszych i największych wydarzeń świnoujskiej kultury. A może nawet najważniejsze i największe... Jak było w tym roku? ZDJĘCIA BARTEK WUTKE

Przede wszystkim było rozmaicie. Wszak festiwal to mariaż sztuk wielu – a więc muzycznie, teatralnie, plastycznie, filmowo. Sentymentalnie, z pięknie prezentowaną pamięcią o wielkich nieobecnych. Szlachetnie, ze sztuką z półki absolutnie najwyższej. Lirycznie, ze słowem i dźwiękiem dotykającymi najgłębszych uczuć i emocji. Zabawnie, z komizmem w inteligentnym stylu. Politycznie, z dwukrotnie wybrzmiewającą ze sceny pieśnią opiewającą pewne drzewo. Dramatycznie, z przestrzenią wypełnioną tymi, którzy szukają własnego miejsca na ziemi… Przysłówki można tak jeszcze mnożyć i mnożyć. Na koniec więc jeszcze jeden. Było fotogenicznie, co pięknie oddaje nasza fotogaleria.

36

MAGAZYN

GFŚ to także spektakle teatralne, m.in. Gino i Suzi


GRECHUTA FESTIVAL 2017

Festiwal zainaugurował występ rodziny Cugowskich

kultura

Na wszystkich wydarzeniach dopisała wspaniała publiczność

Jubileusz Olgi Bończyk, wśród gości Alicja Majewska i Hanna Śleszyńska

Tadeusz Woźniak dał klimatyczny koncert

Występ Trzech Tenorów w polskim wydaniu

Warszawskie Combo Taneczne, kierowane przez Jana Młynarskiego

MAGAZYN

37


Gościem specjalnym Festiwalu jest co roku Danuta Grechuta (na zdjęciu z Januszem Żmurkiewiczem)

Halina Kunicka wraz z akompaniującym jej Jerzym Derflem

Festiwalowi konferansjerzy – Maria Szabłowska i Paweł Sztompke Nocny spektakl „Arka” poznańskich „Ósemek”

38

MAGAZYN

Karolina Leszko

Piotr Machalica – podczas koncertu „Mój ulubiony Młynarski” Opera Nabucco w międzynarodowej obsadzie

Marian Opania podczas koncertu „Cohen – Nohavica”


GRECHUTA FESTIVAL 2017

kultura

Olga Szomańska

Stanisław Soyka

Kasia Kowalska

Gala finałowa Grechuta Festival Świnoujście

Koncert „Tu wszystko się zaczęło...”

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Zachodniopomorskiego 2014 – 2020.

MAGAZYN

39


To niestety już koniec Wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Podobnie jak wszystko, co piękne… Przed nami ostatnie koncerty naszego festiwalu.

MICHAL NOVENO

TEKST MAJA PIÓRSKA ZDJĘCIA ARCHIWUM TPŚ

25 sierpnia przy naszych organach zasiądzie Michal Noveno z Czech. Studiował w Konserwatorium Praskim i na tamtejszej Akademii Muzyki i Sztuki, zdobywając dyplomy z gry organowej, kompozycji, dyrygentury i teorii muzyki. Otrzymał liczne nagrody za improwizacje organowe i kompozycje. Brał udział w kursach mistrzowskich prowadzonych przez J. Guillou (Paryż), H. Rillinga (Stuttgart) czy F. Donatoniego (Siena). Koncertuje niemal w całej Europie, USA, Meksyku, Izraelu i Afryce Południowej. W Świnoujściu zagra po raz trzeci. Zafascynowany muzyką dawną i zabytkowymi organami dokonał wielu nagrań dla radia i telewizji oraz płyt CD. Obecnie nagrywa płyty dla angielskiej firmy Priory Records.

MAGDALENA WITCZAK

Jest profesorem Konserwatorium Praskiego, prowadzi także międzynarodowe kursy mistrzowskie (USA, Wielka Brytania, Meksyk).

Muzycznej im. St. Moniuszki. Jest laureatką wielu konkursów sztuki wokalnej. Zadebiutowała w 1999 roku rolą Rozyny w Cyruliku Sewilskim G. Rossiniego i za tę rolę nominowana była do Nagrody im. A. Hiolskiego za najlepszy debiut roku. Wykonuje muzykę operową, operetkową, oratoryjno-kantatową, pieśni polskie i obcojęzyczne.

W programie koncertu zagra solo, ale będzie też akompaniował znakomitej śpiewaczce Magdalenie Witczak, absolwentce gdańskiej Akademii

Jej ważniejsze role sceniczne to między innymi Zuzanna w Weselu Figara W. A. Mozarta, Norina w Don Pasquale G. Donizettiego, Fasquita w Car-

40

MAGAZYN

men G. Bizeta i Hanna w Strasznym dworze St. Moniuszki. Stała współpraca (od 2000 roku) z gdańskim zespołem Cappella Gedanensis zaowocowała w 2005 roku nagraniem prawykonań kantat J. T. Roemhildta. W latach 2012, 2013 i 2015 wykonała dzieła sakralne A. Nikodemowicza na Międzynarodowym Festiwalu w Lublinie „Czas i dźwięk”, a w roku 2016 Pasję R. Kłoczko do libretta Mai Baczyńskiej. Koncertuje w kraju i za granicą. W swoim dorobku posiada nagrania radiowe, płytowe i telewizyjne.


ŚWINOUJSKIE WIECZORY ORGANOWE

kultura

altówki prof. Piotra Reicherta oraz dr Katarzyny Budnik-Gałązki. Swoje umiejętności doskonalił na międzynarodowych kursach mistrzowskich w kraju oraz Akademii Smyczkowej w Goch (Niemcy) i Akademii Letniej w Valdres (Norwegia). Jest laureatem licznych konkursów solowych i kameralnych w Polsce i za granicą.

RENATA LASIEUR

Uczy śpiewu w Państwowej Szkole Muzycznej I i II st. w Słupsku jako nauczyciel dyplomowany oraz prowadzi szkolenia na temat prawidłowej emisji i impostacji głosu. W 2016 otrzymała odznakę „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. W programie koncertu usłyszymy utwory A. Solera, A. Stradelli, A. Vivaldiego, B. Martinu, M. Novenki, W. Kilara, A Guilmanta, G. Faure, L. Cherubiniego, J. F. N. Segera, J. K. Kucharza i W.A. Mozarta. Finałowego koncertu posłuchamy 1 września. Zagra wówczas dla nas organistka z Litwy, Renata Lesieur. Organizatorzy starają się również promować młodych, wyjątkowo uzdolnionych muzyków i w tym roku wystąpią także akordeonista Radosław Ignacy Jarocki i altowiolista Dawid Rydz. Renata Lesieur ukończyła studia w Litewskiej Wyższej Szkole Muzyki i Sztuk Teatralnych, w klasie fortepianu i organów. W latach 1992-1993 kontynuowała studia na Uniwersytecie Mozarteum w Salzburgu w klasie prof. Hariberta Metzgera. Uczestniczyła w wielu kursach mistrzowskich prowadzonych przez najwybitniejszych europejskich pro-

fesorów, między innymi J. Boyer, S. Szathmary, G. Bovet czy M. Phillips. Jest laureatką Międzynarodowego Konkursu Organowego w Kijowie oraz Międzynarodowego Konkursu Pianistów i Organistów MK Ciurlionis w Wilnie. Występuje zarówno jako solistka, jak i członek zespołów kameralnych i orkiestr symfonicznych. Jest często zapraszana do udziału w festiwalach organowych. Występowała w krajach bałtyckich, Polsce i wielu innych krajach Europy oraz w Stanach Zjednoczonych i Meksyku. Jest regularnie zapraszana jako członek panelu jurorskiego podczas konkursów międzynarodowych. Wielokrotnie nagrywała dla litewskiego radia i telewizji. Jest prezesem Centrum Muzyki Religijnej w Wilnie. W 2015 roku otrzymała nagrodę za zasługi dla litewskiej kultury od prezydent Litwy – Dalii Grybauskaite.

Dawid Rydz – naukę gry na akordeonie rozpoczął, mając lat osiem. Obecnie studiuje na warszawskim Uniwersytecie Muzycznym im. F. Chopina w klasie akordeonu prof. Klaudiusza Barana. Jest laureatem wielu konkursów akordeonowych w kraju i za granicą. Wiele koncertuje, nie tylko w Polsce. Był stypendystą Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci Szczególnie Uzdolnionych. Za swoje osiągnięcia kilka razy nagrodzony przez Prezydenta Miasta Szczecina. Duet Jarocki & Rydz wspólną pracę rozpoczął w 2015 roku. Wielokrotnie występował na festiwalowych koncertach oraz konkursach w Polsce i za granicą, osiągając znaczące sukcesy. Od początku współpracuje też z warszawską grupą kompozytorską gen~.rate, nieustannie poszerzając repertuar. W finałowym koncercie muzycy zagrają J. S. Bacha Sonatę g-moll, nr 3 oraz K. Naklickiego Recitativi – utwór skomponowany specjalnie na ten koncert. JAROCKI & RYDZ

Artystka zagra między innymi Fugę cis-moll M. K. Ciulionisa oraz T. Dubois Cantilene Nuptiale i Grand Chorus. Radosław Ignacy Jarocki – urodzony w 1995 roku w Białymstoku, naukę gry na skrzypcach rozpoczął w wieku siedem lat. Obecnie studiuje w warszawskim Uniwersytecie Muzycznym im. F. Chopina w klasie

MAGAZYN

41


Sztukoujście ZDJĘCIA PIOTR MORYTKO

Stało się. FAMA dobiegła końca, a miasto ucichło. Dwa intensywne tygodnie – zarówno dla twórczych uczestników, jaki dla głodnych sztuki widzów – zleciały, nie wiadomo nawet, jak i kiedy. Działo się tak dużo i tak pięknie, że z trudem da się zebrać to w zgrabną tekstową całość. Znacznie lepiej sprawdzą się tu obrazy, choć i tak to zaledwie drobny wycinek.

Psychoteatr

Łukasz z Bałut

Spotkanie z Ingą Iwasiów Jabłonka

Odette Dąbrowska

42

MAGAZYN


Festiwal FAMA 2017

David Mbeda Ndege

Hash Cookie

kultura

Lilac

FAMA w Hamakach

Otwarcie wystawy War

Stanisław Zarychta

FAMA i najmłodsi

Przybył

MAGAZYN

43


FAMOWA ścianka w Browarze Miedziowym 44

Monika Kowalczyk

Jeden z Grzecznych Chłopców Wioleta Komar w monodramie Diva

Smutne piosenki Swiernalis

Relaks na Oflagu

44

MAGAZYN


Festiwal FAMA 2017

Szymonmówi

kultura

Karolina Falkiewicz Francis Tuan

Famiasto - gazeta festiwalowa

Siostry Łotry

Finał

Finał

Magdalena Bochan-Jachimek

MAGAZYN

45


To niewiarygodne, ale pierwsza wzmianka o naszej przeprawie promowej pochodzi z… 1230 roku! To prawdziwy kawał historii, którą zebrał i spisał nasz nieoceniony znawca miasta, Józef Pluciński. Kilka miesięcy temu na łamach „Wysp” ukazał się tekst o Żegludze Świnoujskiej, „promiarzach” i ich nie najłatwiejszej pracy. Tekst siłą rzeczy skondensowany, skrótowy, aż proszący się o rozwinięcie – w końcu promy to nasz świnoujski chleb powszedni, nasza codzienność, nasz wyróżnik. A któż inny mógłby podjąć się takiego zadania, jeśli nie doktor Józef Pluciński?

ŚWINOUJŚCIANINA

lektura obowiązkowa 46

MAGAZYN

Z dziejów świnoujskiej przeprawy promowej to blisko 170-stronicowa opowieść o jej początkach sięgających aż XIII wieku – znajdziemy tu nawet imię przewoźnika: Teodor. Następnie autor płynnie (!) prowadzi nas w dalsze stulecia, rzetelnie i barwnie opisując co ważniejsze fakty i zdarzenia. Znalazło się także miejsce dla Bolka, czworonożnego przyjaciela karsiborskich promów. Jednak to ludzie są głównymi bohaterami tej książki. Przecież gdyby nie oni, pracownicy, nie byłoby o czym pisać. Prom sam się nie przeprawi. – Tą skromną książką chcemy im za ich trud i przywiązanie do miejsca pracy podziękować – pisze we wstępie dyrektor Żeglugi Świnoujskiej, Jerzy Barczak. Bardzo piękne to podziękowanie. Z dumą donosimy, że i my mamy w tym podziękowaniu pewien udział. Okładkę zilustrowała Kasia Baranowska, a całość złożył Robert Monkosa. Józef Pluciński, Z dziejów świnoujskiej przeprawy promowej, Żegluga Świnoujska


REKOMENDACJE

kultura

Jest się o co pieklić Liniowa fabuła, grafika bez technologicznych fajerwerów, główna bohaterka z chorobą psychiczną i tak dalej. Zapowiada się średnio? Nic bardziej mylnego. Produkcja niezależnego studia Ninja Theory powala fantastyczną – żeby nie napisać „piekielnie dobrą” fabułą. Wspomniana liniowość nie powoduje, że gra się nudzi. Wręcz przeciwnie – z każdym naszym niepowodzeniem wzrasta ryzyko bezpowrotnej porażki. Zapomnijcie o tym, że wczytacie zapisaną grę i dalej. Jeżeli Wasza bohaterka zginie zbyt wiele razy… zaczniecie zabawę od początku. Sama gra jest mieszanką klimatów znanych z filmów fantasy, opowieści o wikingach i horrorów. Zwłaszcza ze względu na to ostatnie – gra raczej dla dorosłych. Hellblade: Senua’s Sacrifice, Ninja Theory, PC, PS4

Delikatna materia Muzyczny hołd uczestnikom Powstania Warszawskiego oddawali już Lao Che, Smolik, Krystyna Janda czy Aga Zaryan. Ostatnio dołączyła do nich Monika Borzym. – Materia jest tak delikatna i tak poruszająca, że boję się, że sama nie zapanuję nad tymi emocjami – powiedziała artystka. Zapanowała. Wiersze Anny Świrszczyńskiej zaśpiewała prosto i oszczędnie – bez wokalnej ekwilibrystyki, na którą tę wybitną wokalistkę jazzową niewątpliwie stać – oddając w ten sposób należyty szacunek słowu. Album Jestem przestrzeń to zbiór dwunastu tekstów poetki, do których muzykę skomponował Mariusz Obijalski. Muzykę melancholijną, subtelną, przestrzenną (tytuł zobowiązuje?) – piękny podkład pod piękne słowa, wszak one odgrywają tu pierwszorzędną rolę. Monika Borzym, Jestem przestrzeń, AGORA S.A.

Kto zginął? Kto zabił? Amerykańskie przedmieścia… Piękne domy z pięknymi ogrodami, zamieszkiwane przez pięknych ludzi, z niejednym trupem w szafie. Kochamy to. Dzisiejsze seriale potrafią prezentować tak wysoki poziom, że gwiazdy Hollywood coraz częściej można zobaczyć w TV. Nicole Kidman, Reese Whiterspoon, Laura Dern czy Alexander Skarsgård to jedynie kilka nazwisk z obsady miniserialu HBO Wielkie kłamstewka. Pierwszy odcinek zapowiada tajemnicze morderstwo w pewnym pozornie idyllicznym, nadmorskim miasteczku. Przez kilka kolejnych próbujemy odgadnąć: Kto zginął? Kto zabił? Ilość kombinacji zdaje się nie mieć końca, jednak w finale zagadka zostaje rozwiązana. A samo zakończenie jest na tyle otwarte, że może być sygnałem: Tak! Będzie drugi sezon! Czekamy. Wielkie kłamstewka, Jean-Marc Vallée, Galapagos

MAGAZYN

47


środowisko

PROJEKT EKO-DIALOGI

EKOLOGIA ponad barierami Refleksja na temat środowiska powinna przekraczać granice narodowe oraz kulturowe. Taka właśnie idea przyświeca projektowi „Eko-Dialogi”. To doskonały punkt wyjścia do propagowania postaw obywatelskich i budowania lepszej przyszłości.

telskość 2.0” oraz zorientowanego na region Pomorza Zachodniego przedsięwzięcia „Archipelag Pamięci”.

FOTO ARTUR KUBASIK

Edukacja i rozrywka

Współczesność stawia przed młodymi ludźmi coraz większe wyzwania. Żyjemy w czasach politycznoekonomicznych sporów i napięć społecznych. Może się wydawać, że poszczególne konflikty i kryzysy są chwilowe, niepowiązane ze sobą, lecz jest to wrażenie złudne. W zglobalizowanym świecie pozornie odrębne sfery działań splatają się i współtworzą społeczną rzeczywistość. W takich czasach niezwykle ważne wydaje się wielopłaszczyznowe rozpatrywanie i rozwiązywanie problemów, które mają istotny wpływ na przyszłość. Niezwykłą wagę mają w tym kontekście działania służące edukacji młodzieży, na której barkach spoczywać będzie odpowiedzialność za to, jak ukształtuje się w najbliższej przyszłości nasz świat.

Dialog międzykulturowy Jednym z najbardziej palących dziś problemów jest ochrona środowiska

48

MAGAZYN

naturalnego. Zagadnienia dotyczące tej kwestii przekraczają bariery narodowe – wszystkie kultury i społeczeństwa będą musiały stawić czoła zagrożeniom wynikającym między innymi ze zmian klimatycznych czy eksploatacji środowiska. Dlatego tak ważne wydaje się być budowanie wokół tematów związanych z naturą dialogu międzykulturowego. Próbę wypełnienia tego zadania podejmują uczestnicy projektu „EkoDialogi” realizowanego przez Fundację Centrum Inicjatyw Regionalnych i Międzynarodowych we współpracy z litewską organizacją Vilniaus Miesto Valkatų Klubas. Działania, których punktem kulminacyjnym będzie wrześniowa wymiana młodzieżowa na wyspie Wolin, stanowią pewnego rodzaju kontynuację przedsięwzięć realizowanych w przeszłości przez członków fundacji, przede wszystkim polsko-litewskiego projektu antropologicznego „Obywa-

„Eko-Dialogi” koncentrują się na kwestiach środowiska naturalnego wyspy Wolin. W wymianie wezmą udział młodzi ludzie z Litwy oraz Polski, którzy podczas siedmiodniowego spotkania rozwijać będą umiejętności współpracy i budowania dialogu. W ten sposób problematyka środowiska naturalnego zostanie wpleciona w proces międzykulturowego porozumienia. Projekt będzie miał szeroki zakres oddziaływania. W jego ramach opracowana zostanie edukacyjna gra planszowa dotycząca środowiska naturalnego wyspy Wolin. Uczestnicy spotkania w dziewięciu litewsko-polskich parach odkryją fascynujący świat tutejszej przyrody. Ich przygoda stanie się podstawą dla stworzenia gry łączącej walory edukacyjne i rozrywkowe. Gra trafi później w ręce osób nieuczestniczących w projekcie, szeroko popularyzując myśl o istotnej roli środowiska w życiu człowieka. Projekt finansowany jest przez Polsko-Litewski Fundusz Wymiany Młodzieży.


W przeciwieństwie do wielu innych dyscyplin wodnych, surfowanie na SUP-ach jest przystępne dla naprawdę szerokiego grona - od dzieci po osoby zaawansowane wiekiem. Największe jego walory to niewielkie ryzyko wypadku, a co za tym idzie kontuzji, oraz łatwe do opanowania zasady sterowania deską. – Instruktaż trwa nie więcej niż 15 minut – zapewnia Mariusz Magoński ze świnoujskiej szkoły KiteFORT. – Uczymy prawidłowej postawy na desce, balansowania oraz jak odpowiednio trzymać wiosło. Praktycznie wszyscy kursanci już po godzinie samodzielnego pływania na desce całkiem dobrze radzą sobie ze sprzętem – dodaje.

Hawaje – Kalifornia – Świnoujście

WIOSŁEM

po Bałtyku SUP, czyli surfowanie na desce z pomocą wiosła, to dzisiaj najszybciej rozwijający się sport wodny. Łatwy do opanowania, niedrogi, niewymagający szczególnej kondycji. I oczywiście idealny na świnoujskie akweny. TEKST MAGDA MONKOSA ZDJĘCIA ROBERT MONKOSA

50

MAGAZYN

SUP (skrót od Stand Up Paddle) to połączenie specjalnej deski, nieco większej niż ta do tradycyjnego surfingu, z lekkim, nieco zakrzywionym wiosłem. Podobna aktywność znana jest właściwie od zawsze. Już w starożytności mieszkańcy Polinezji przemierzali linię brzegową na deskach napędzanymi siłą wiosła. Jednak jako czysta rekreacja nie ma zbyt długiej tradycji. Za współczesną kolebkę tego sportu uważa się – a jakże – Hawaje! Fotografie z lat 60. XX wieku przedstawiające hawajskich surferów pływających dla zabawy z wiosłem, uważane są za pierwsze udokumentowane ślady rozwoju omawianej dyscypliny. Do Kalifornii, stolicy amerykańskiego surfingu, SUP trafił dopiero w 2004 roku. W Polsce pionierskie zawody profesjonalistów odbyły się zaledwie przed dekadą. A pierwsi surferzy w Świnoujściu chwytają za wiosło dopiero od kilku sezonów. Jednocześnie grono amatorów takiego pływania systematycznie się powiększa. I słusznie!

Przyjemne z pożytecznym Znawcy tej dyscypliny przekonują, że podczas godzinnego wiosłowania można spalić nawet 1200 kcal. To imponujący wynik dla osób dbających o kondycję ciała. Ćwiczmy mięśnie


SUP

pleców, grzbietu oraz ramion. Aktywność znacznie zmniejsza ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, wystąpienia osteoporozy oraz cukrzycy. I oczywiście świetnie wpływa na samopoczucie. Bo w przeciwieństwie do monotonnie wykonywanych zadań w klimatyzowanych pomieszczeniach siłowni, surfing na SUP-ach zapewnia zupełnie inne wrażenia i zwyczajną frajdę. Kontakt z naturą, z cudownymi walorami nadbałtyckiego pejzażu są bez wątpienia wartością dodaną. Tym bardziej, że na deskę można zabrać towarzysza. Chociażby swojego czworonożnego przyjaciela. Niektórzy na niewielkiej powierzchni SUP-a uprawiają jogę lub fitness, a nawet wędkują! Wszystko zależy od potrzeb i wyobraźni użytkowników. Bo nowoczesny sprzęt jest w stanie sprostać wszelkim wymaganiom.

SUP do plecaka Generalnie rozróżniamy dwa typy desek do SUP-a: pompowane lub twarde. Twardy SUP jest bardziej komfortowym rozwiązaniem ze względu na lepszą stabilność surfera, a także pozwala uzyskać lepsze osiągi. Deska płynie nieco szybciej, jest bardziej skrętna i ma dłuższy poślizg po odepchnięciu wiosłem. Sporym mankamentem może się jednak okazać jej transport. Dlatego wielu amatorów tej dyscypliny skłania się ku deskom pompowanym. Nowoczesny sprzęt wypełnia się powietrzem pod tak dużym

ciśnieniem, że właściwie nie odbiega charakterystyką od jednolitych kadłubów. No i oczywiście odpada problem z przewożeniem i przechowywaniem takiej deski. Po zwinięciu mieści się do specjalnego plecaka, który możemy zabrać zawsze, kiedy wybieramy się nad wodę. Bo na SUP można na pływać po jeziorach, rzekach, morzach i ocenach. A nawet przydomowych stawach.

Dobry spot – W Świnoujściu mamy bardzo dobre warunki do pływania na SUP-ach. Około 70 metrów od brzegu do Wiatraka jest płytko, pas wody jest bardzo szeroki, a wał falochronu chroni spot przed dużymi falami – przekonu-

sport

je Mariusz Magoński z KiteFORTu. Skoro więc okoliczności do uprawiania sportu są wyjątkowo korzystne, warto wyruszyć z wiosłem w ręku na surferską przygodę. Pozostaje kwestia sprzętu. A ten, zanim na dobre złapiemy bakcyla, można tanio i bezproblemowo wypożyczyć w świnoujskich surfbazach. Zatem, nie ma co zwlekać. Na SUP-y panie i panowie! KiteFORT, +48 501 292 229 www.kitefort.pl KiteJunkies, +48 530 955 552 www.kitejunkies.pl

MAGAZYN

51


Poznaj Słowian

Nad Dziwną ponownie zapachniały podpłomyki, zapiszczały fletnie, zadudniły rogi oraz zachrzęściły miecze. Garncarze rozpalili w piecach, kowale zakuli żelazo. I to wszystko pod naszym nosem. W Wolinie odbył się XXIII Festiwal Słowian i Wikingów, największa tego typu impreza w Europie. TEKST I ZDJĘCIA KAROLINA GAJCY

„Od Szkutnika do Chąśnika” – takie hasło przyświecało tegorocznej edycji, ale co ono w ogóle znaczy? Szkutnik zajmuje się budową i naprawą łodzi. Nie jest to zawód zapomniany i ma się świetnie do dziś – mogliśmy niedawno podziwiać, jak przez Świnoujście przepływały dumne żaglowce z regat Tall Ships Races. Natomiast Chąśnik to wojownik słowiańskich

52

MAGAZYN

wypraw łupieżczych, na podobieństwo skandynawskich wikingów.

Dla fanów Wiedźmina Sam festiwal poprzedzony jest Warsztatami Archeologii Eksperymentalnej. Odtwórcy historii przyjechali do Wolina, żeby przekazać swoją wiedzę, ale też podpatrzyć tajniki wczesnośredniowiecznych profesji

i zdobyć nowe doświadczenie. Każdy turysta mógł znaleźć coś dla siebie, bo przekrój rzemiosł był imponujący – od warsztatów tkackich, poprzez wytwarzanie maści, dawną medycynę, garncarstwo, odlewnictwo, szkutnictwo i wiele, wiele innych. Który fan Wiedźmina czy Beara Gryllsa nie chciałby nauczyć się rozpalać ogień za pomocą krzesiwa? Albo wypro-


XXIII FESTIWAL SŁOWIAN I WIKINGÓW

region

dukować jedwab z kokonów jedwabników? Na najmłodszych czekały historyczne opowieści, konkursy czy obrzędy.

Wiking bez rogów! W wydarzeniu bierze udział dwa tysiące uczestników z 30 krajów świata, z których szczególnie w oczy i uszy rzucają się Rosjanie odtwarzający wczesnośredniowiecznych Rusinów oraz Skandynawowie, czyli wikingowie, u których… próżno szukać hełmów z rogami. Okazuje się bowiem, że nie ma żadnego historycznego potwierdzenia tej wizji północnego wojownika. Teorii, skąd wzięło się to przekonanie, jest kilka.

MAGAZYN

53


region

XXIII FESTIWAL SŁOWIAN I WIKINGÓW

dziej wytrwali mogli spróbować swoich sił w walce, strzelaniu z łuku i rzucaniu oszczepem.

Brody i warkocze Ważny element życia codziennego, barwnego świata wczesnego średniowiecza stanowiła muzyka. Podczas festiwalu usłyszeliśmy zespoły z Polski, Szwecji, Rosji i Węgier – Percival, Gędźba, Kalabalik, Idisi, Ęzibaba, Szedinek, Imbridus czy Dziwoludy. Tradycyjnie wybrana została najdostojniejsza broda oraz kobiecy warkocz, a o tytuł najpiękniejszej rywalizowały krajki! A w zasadzie ich wytwórczynie. Konkurs, zorganizowany z inicjatywy przesympatycznej Małgorzaty Just, miał bardzo wysoki poziom, a jurorzy ciężki wybór. Na podium kolejno znalazły się: Justyna Nowak, Joanna Kucharz oraz Beata Kaczmarek. Gratulujemy!

Jedna z nich mówi, że rogi „dorobili im” mnisi z klasztoru w Lindisfarne, aby nadać wojownikom cechy szatana. Na pewno wielokrotnie korzystano z tego błędnego wizerunku w dziełach artystycznych już od XIX wieku. Nakrycia głowy, które wikingowie ruszający na wyprawy nosili najczęściej, były wykonane ze skóry. Zdarzały się też lniane kaptury. Wytworzenie hełmu ze stali było w tamtych czasach bardzo kosztowne. Najczęściej tylko najbogatsi jarlowie i dowódcy mogli sobie na to pozwolić.

Krajobraz po bitwie Wolin słynął z portu i handlu morskiego, stąd postawiono na wydarzenia, które miały przybliżyć pracę średniowiecznych szkutników. Mogliśmy więc podziwiać sześć replik średniowiecznych łodzi, wziąć udział w teoretycznych prelekcjach, lekcji nawigacji, pokazie budowy dłubanki (łodzi z jednego pnia) oraz skorzystać z rejsu.

54

MAGAZYN

Największą atrakcją są jednak bitwy, podczas których ściera się ze sobą ponad 600 wojów – nie mylić z rycerzami. Walczą oni wyposażeni w najprawdziwsze miecze, kolczugi czy hełmy i nie mają litości dla przeciwników. Dlatego też przyszykowane ambulanse po zakończeniu bitwy mają pełne ręce roboty. Dla turystów przewidziano również prezentacje uzbrojenia średniowiecznego wojownika z możliwością przymierzenia niektórych elementów, a bar-

Tymczasem po drugiej stronie rzeki Dziwny odbyła się impreza towarzysząca festiwalowi, czyli Jarmark Wikinga 2017. Pierwszego dnia lał się ze sceny strumień rockowego brzmienia, m.in. Coria z charyzmatycznym wokalistą znanym z programu X-Factor, Tomaszem Mrozkiem. W sobotę królowała muzyka folkowa, zaś trzeciego dnia przeważały szanty. Było pięknie i chcemy więcej! A to niestety dopiero za rok…


Dlaczego glina jest cierpliwa? Jak odczarować niewesołą, jesienno-zimową rzeczywistość? Rozmawiamy z Agnieszką Chrostowską, twórczynią Pracowni Ceramicznej Wyspa 1200 °C. ROZMAWIA MICHAŁ TACIAK ZDJĘCIA AGNIESZKA ŻYCHSKA

56

MAGAZYN


PRACOWNIA CERAMICZNA WYSPA 1200 °C

Gdy umawialiśmy się na rozmowę, zapytałem, czy potrzebujesz czasu na przygotowanie się. Powiedziałaś, że nie, że to połowa twojego życia i masz wszystko w głowie… Jak się zaczęła ta połowa życia? Chodziłam do bardzo specyficznego, warszawskiego liceum „Kąt”. Wiele się tam działo, między innymi jeśli chodzi o zajęcia dodatkowe. Było w czym wybierać – od sportowych po kulinarne. Znalazły się też zajęcia plastyczne.

Które, jak sądzę, właśnie wybrałaś. Zgadza się. Tak się akurat złożyło, że prowadził je Zbyszek Gos, uznany rzeźbiarz. To jemu zawdzięczam tę pasję. Pozwalał nam robić różne, własne rzeczy, a sam przychodził zawsze ze swoją pracą i coś tam sobie dłubał.

A ty zamiast robić swoje, podpatrywałaś go i łapałaś cichaczem bakcyla? Właściwie tak było (śmiech). W pracowni stał piec, w którym Zbyszek wypalał swoje rzeźby. Czasami dawał nam glinę i zachęcał: spróbujcie. Więc spróbowałam, zrobiłam swoją pierwszą pracę.

Co to było?

szek zaczął mnie popychać w tym kierunku. Naprawdę zaraził mnie tym. Zachwyciło mnie to, że z gliny mogę zrobić wszystko, absolutnie wszystko, co sobie wymyślę. Często ręce „same pracują”. Nawet gdy nie myślę o tym, co robię, a coś z tego powstaje. Zbyszek często powtarzał zdanie: „glina jest cierpliwa”.

Pięknie powiedziane. To prawda. Można z nią siedzieć godzinami i w niej dłubać, po prostu oderwać od wszystkiego, osiągnąć spokój – dla nastoletniej głowy to niesamowite odkrycie i bardzo przyjemne uczucie, które uzależnia. Dla mnie to także sposób na poradzenie sobie z rozmaitymi emocjami przeniesionymi z codzienności – mam wrażenie, że czasem „wciskam” je w tę glinę.

Czyli jeśli na przykład jesteś na coś zła, gdy zaczynasz pracować, tę złość „oddajesz” glinie, uwalniasz się od niej. Tak to właśnie wygląda.

Jak określiłabyś to, co tworzysz? Są to formy o podobnych do siebie kształtach. Przez lata zmieniają kolor czy fakturę, ale kształt pozostaje ten sam.

miejsca

Kształt „naczyniopodobny”, aż proszący się o napełnienie czymś. Różnie się ludziom kojarzy, ale coś w tym rzeczywiście jest.

Wróćmy na moment do nauki. Najpierw były zajęcia plastyczne u Zbyszka Gosa. A potem? Nie pamiętam, czy to było jeszcze w liceum, czy już po nim, ale chodziłam też na zajęcia do Pracowni Ceramiki Artystycznej CZARY na Ursynowie. Prowadziły ją trzy fantastyczne, ale bardzo różne w podejściu do gliny dziewczyny. Każda z nich pracowała inaczej. To było niesamowite doświadczenie, tym bardziej że idąc na zajęcia, nigdy nie wiedziałam, która z dziewczyn je poprowadzi. Nauczyłam się wtedy różnego spojrzenia na pracę z gliną,

„Wyspa” kojarzy się z czymś przyjemnym, egzotycznym, ciepłym. Dla mnie dodatkowo to taka moja, własna przestrzeń

Dosyć dziwna figurka (śmiech). Abstrakcyjna. Kojarzyła mi się z obrazami Salvadora Dalego. To było takie „lejące się”… Trudno mi to opisać.

Tym Dalim mnie troszkę naprowadziłaś. Nie mam zdjęcia, niestety. To nie były czasy wszechobecnych aparatów w telefonach. W każdym razie, ku mojemu zaskoczeniu, Zbyszek był oszołomiony tym, co zrobiłam. Nie wierzył, że po raz pierwszy trzymałam w ręku glinę. Pytał, czy mam w rodzinie jakichś rzeźbiarzy.

A masz? Nie. Co prawda moja rodzina jest utalentowana artystycznie, ale w innych dziedzinach. Nikt nigdy nie rzeźbił. Po tej pierwszej pracy Zby-

MAGAZYN

57


klarować. Jednak pojawił się pewien problem. Otóż jedna rzecz okazała się dla mnie w ceramice trudna. Paradoksalnie był to ten spokój, o którym mówiłam na początku. Siedzisz w pracowni, zazwyczaj panuje cisza, jesteś sam, wyciszasz się, koncentrujesz, uspokajasz. Ale ile można się uspokajać? (śmiech)

Znużenie?

od każdej z nich coś zaczerpnęłam. Później były też inne pracownie, do których chodziłam sobie tak po prostu, polepić coś.

Studia pewnie artystyczne? Zdziwię cię, ale zupełnie nie. Ogrodnictwo, czyli moja druga pasja. Zawsze byłam dobra z biologii i świat przyrody mnie niezmiernie fascynował.

Ceramiki jednak nie zostawiłaś. Na chwilę (śmiech). Urodziłam dziecko, wyjechałam do Szkocji. Zaczęło się tak zwane dorosłe życie i o ceramice przez jakiś czas nie myślałam. Zresztą wtedy nie do końca wiedziałam, w którą stronę chcę pójść, co robić… W pewnym momencie pomyślałam o tym, żeby pójść do college’u. W Szkocji studiuje się zresztą za darmo, co więcej – jeżeli pochodzisz z kraju Unii Europejskiej, otrzymujesz stypendium.

Sytuacja idealna. Dokładnie. Na dodatek okazało się, że w college’u – wśród wielu innych zajęć – jest… kurs ceramiki i witrażu, sztuki użytkowej. Trudno mi było w to uwierzyć – będę studiować ceramikę i jeszcze mi za to zapłacą, to niemożliwe (śmiech). Uczyłam się

58

MAGAZYN

Praca z ceramiką to dość długi proces. Chodzi o samo schnięcie rzeźbionej rzeczy, co czasami trwa nawet dwa tygodnie tam rok i było to dla mnie niezapomniane przeżycie.

Ten kurs coś zmienił w twoim myśleniu? Wiedziałaś już, w którym kierunku chcesz pójść? Tak. Moja wizja przyszłości i tego, czym chcę się zająć, zaczęła się

W pewnym sensie. Cenię spokój, ale potrzebuję również odskoczni. Po roku w uczelnianej pracowni – w której owszem, byli ludzie, ale każdy z nich był skupiony na swojej pracy – poczułam, że brakuje mi kontaktu z innymi. To skupienie na twórczej pracy zaczęło mi doskwierać. Przyszedł moment zmęczenia tą całą artystyczną otoczką. Kocham ceramikę, to moja pasja, ale w tamtym czasie było jej już za dużo. Tak się też wówczas złożyło, że zdecydowałam się na powrót do Polski.

Ale z ukończonym szkockim kursem? Tak, choć byłam na etapie, że mam dość ceramiki. Nieoczekiwanie ujawniła się moja kolejna pasja – trafiłam na kurs barmański.

Z ciszy pracowni do knajpianego gwaru. Zaspokoiłaś swoją potrzebę kontaktu z ludźmi. To prawda. No i w dalszym ciągu działałam manualnie (śmiech). Zamieszkałam wtedy w Ostródzie, znalazłam tam pracę. Ceramika poszła w odstawkę. Gdyby nie Ostróda, nie byłoby mnie w Świnoujściu. Tam, na festiwalu reggae poznałam


PRACOWNIA CERAMICZNA WYSPA 1200 °C

miejsca

mojego partnera Tomka, który stąd pochodzi…

Ciebie nie byłoby w Świnoujściu, a my nie mielibyśmy Pracowni Ceramicznej Wyspa 1200 °C… To miejsce jest właściwie puentą całej historii. Na początku pracowałam za barem, ale po pewnym czasie znów pojawił się przesyt, tym razem gwaru. Zaszłam w ciążę, którą nie najlepiej przechodziłam. O pracy za barem nie było więc mowy. Leżałam w łóżku i myślałam, co dalej. Wtedy wróciła myśl o ceramice.

Dłubać w glinie można w każdych okolicznościach. Również w łóżku. Zgadza się. Wtedy też powstał pomysł otworzenia pracowni, ale – nauczona doświadczeniem i potrzebą równowagi – od początku założyłam, że będzie to miejsce żywe, że ta pracownia będzie dla wszystkich. Chcę podzielić się z innymi tym, co już na ten temat wiem.

Chcę zarażać świnoujścian miłością do gliny (śmiech). Myślę o warsztatach ceramicznych.

Podobnie myślę o swojej pracowni – kawałek kolorowego świata odcięty od szarej rzeczywistości. A „1200 °C” wzięło się stąd, że to jest temperatura wypalania ceramiki – od 1000 do 1300 stopni. Poza tym, jesienią i zimą jest na ogół zimno, a w pracowni – dzięki piecowi, który tutaj stoi, jest zawsze ciepło.

Znakomity pomysł. Nie ma chyba takich.

Kiedy na dobre wystartuje Wyspa 1200 °C?

To prawda. Poza sezonem nie ma wielu propozycji dla nas, mieszkańców. W wakacje mnóstwo się dzieje, ale jesienią i zimą miasto pustoszeje, cichnie. Chciałabym to trochę odczarować.

We wrześniu. Były pomysły, żeby otworzyć ją już w wakacje, ale w zasadzie sprzeciwiła się temu sama materia. Praca z ceramiką to dość długi proces. Chodzi o samo schnięcie rzeźbionej rzeczy, co czasami trwa nawet dwa tygodnie. A żeby wstawić taką rzecz do pieca, żeby ją wypalić, musi być ona zupełnie sucha.

Jaki masz pomysł na Wyspę 1200 °C?

Warsztaty dla dużych czy małych mieszkańców? Dla każdego. Choć energia i pomysłowość dzieci wpuszczonych do pracowni ceramicznej, ten niczym nieskrępowany żywioł, intryguje mnie najbardziej.

Skąd wzięła się nazwa pracowni? „Wyspa” kojarzy się z czymś przyjemnym, egzotycznym, ciepłym. Dla mnie dodatkowo to taka moja, własna przestrzeń. Poza tym, wyspa jest oderwana, trzeba się na nią dostać.

Rzeczywiście jest to propozycja niekoniecznie dla turystów – cały proces może trwać dłużej niż urlop. To prawda. Ciężko jest zrobić coś dla osób przyjezdnych, gdyż ciężko jest ten proces przyspieszyć. Przyjeżdżają najczęściej na tydzień lub dwa, a ja nie jestem w stanie zagwarantować im, że uda się dokończyć pracę. Z tego powodu postanowiłam się skupić na mieszkańcach naszego

miasta. Chcę im po prostu dać coś od siebie. Ale turystów także nie zostawiam z niczym – mogą wrócić z wyspy z ceramiczną pamiątką…

Pracownia Ceramiczna Wyspa 1200 °C Świnoujście, Piłsudskiego 27-31 Telefon +48 731 748 577 facebook.com/pracowniawyspa1200C

MAGAZYN

59


Leśne studio zdrowia

Niby nic wielkiego. Ot, kilka kilometrów leśnych ścieżek między starymi bukami, poprzeplatane drogowskazami czy to do punktów widokowych, czy do miejsc sportu lub odpoczynku. Teren może jednak zainteresować wszystkich aktywnych świnoujścian, którzy wytrwale szukają nowych przestrzeni dla swoich pasji. TEKST MAGDA MONKOSA ZDJĘCIA ROBERT MONKOSA

Leczniczy las to dość świeży pomysł naszych sąsiadów z gminy Heringsdorf na poszerzenie własnej oferty kuracyjnej. Teren, który od dawna służy lokalnej społeczności do celów rekreacyjnych, przeszedł pod koniec ubiegłego roku gruntowny lifting. Na 187 ha powstały nie tylko utwardzo-

60

MAGAZYN

ne leśne drogi, świetnie dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, lecz i pełna infrastruktura do aktywnego wypoczynku. I tak, chociaż trudno w to uwierzyć, powstał pierwszy w Europie Las KuracyjnoLeczniczy.

stycznych. Kto szuka jedynie relaksu, znajdzie w lesie miejsca do leżakowania i medytacji. W pakiecie z widokiem na koronę drzew, śpiewem ptaków i nie zawsze miłym bzykiem wszędobylskich owadów.

Koncepcja lasu opiera się na dwóch filarach. Osoby, które lubią wysiłek fizyczny, zastaną na miejscu całkiem ciekawy sprzęt do ćwiczeń gimna-

Dotrzeć do lasu uzdrowiskowego nie jest trudno. Najszybciej wejść można do niego zaraz przy przystanku UBB w Heringsdorfie, a jeszcze prościej

Łatwo trafić


DLA AKTYWNYCH

urządzenia do gimnastyki o różnych stopniach trudności. Są tu sprzęty do ćwiczenia równowagi, ścianki wspinaczkowe czy ścieżki z przeszkodami. Wszystkie świetnie utrzymane, bez konieczności ustawiania się w ogonku w oczekiwaniu na swoją kolej. Podczas godzinnego spaceru, i to w niedzielne popołudnie, na trasie spotkaliśmy jedynie intensywnie pedałującą rowerzystkę. Towarzyszyły nam za to miliony mrówek, setki ptaków i żuków oraz dziesiątki motyli.

Głośna przyroda

od strony szkoły podstawowej. Jadąc od Świnoujścia, należy tuż za dużym piętrowym parkingiem skręcić na pierwszym skrzyżowaniu w lewą stronę. Przy szkolnym budynku znajduje się kilka bezpłatnych miejsc postojowych dla samochodów oraz parkingi dla rowerów. Warto dodać, że nie obowiązuje zakaz wjazdu na tereny leśne na jednośladach. Z tego miejsca wejdziemy w część dedykowaną przede wszystkim osobom aktywnym.

Po pokonaniu prozdrowotnych ścieżek można udać się w głąb lasu, w poszukiwaniu miejsc idealnych do kontemplacji przyrody. Ta wprawdzie stale odzywa się podczas wizyty w leczniczym lesie, jednak jest tu kilka miejsc wartych zboczenia z głównej ścieżki oznaczonej słupami w kolorze niebieskim, żółtym i czerwonym. To na przykład Kamienny Stół (na mapce i drogowskazach – Steinerner Tisch). Przy odrobinie szczęścia można tutaj natrafić na koncert muzyczny. A jak się nie uda, z pewnością zaciekawią wykute w piaskowcu siedziska oraz okrągły stół z funkcją sceny.

Leśna siłownia

Klimat ma moc

Na sporej przestrzeni, w kilku miejscach nieco porozrzucanych po lewej i prawej stronie, znajdziemy

Za wykorzystaniem walorów lasu do celów leczniczych przemawia wyjątkowy klimat, który jest skutkiem

po sąsiedzku

kombinacji unikalnego morskiego powietrza znad morza oraz leśnego eteru, wolnego od zanieczyszczeń i alergenów. Dlatego las powinien wspierać terapię osób z chorobami dróg oddechowych, problemami ze skórą czy schorzeniami narządów ruchu, wzmacniając układ sercowo-naczyniowy. Pomaga również w przypadku chorób psychosomatycznych, jak na przykład bezsenność czy depresja. A kto nie narzeka na stan zdrowia, może pobłądzić po leśnych ścieżkach turystycznie, tym bardziej że inwestycja na postawiła jeszcze kropki nad „i”.

Spacer w chmurach Nasi zachodni sąsiedzi chcą wybudować na wyspie gigantyczną wieżę widokową – specjalną konstrukcję, po której będzie można spacerować daleko ponad konarami drzew. Do rywalizacji o przychylność inwestora przystąpiły dwie gminy. Oprócz Heringsdorfu, który atrakcję chce zlokalizować właśnie w lesie uzdrowiskowym, w grę wkroczyli radni z Kamminke. Tu wieża miałaby być powstać na wzgórzu Golm. Komu uda się przekonać firmę odpowiedzialną za inwestycję, okaże się już w przyszłym roku.

Las Kuracyjno-Leczniczy Bansiner Landweg 1 Heringsdorf

MAGAZYN

61


62

MAGAZYN


CUDOWNE WARZYWO

kulinaria

Addio

pomidory! TEKST, ZDJĘCIA I PRZEPISY KAROLINA LESZCZYŃSKA

W

dobie rozwiniętego handlu i importu towarów nawet z najdalszych terenów naszego globu pomidory dostępne są w sklepach

przez okrągły rok. Trudno się dziwić, skoro jest to najpopularniejszy warzywny dodatek do kanapek. Jednak jak smakuje zakupiony zimą pomidor, chyba nikomu tłumaczyć nie muszę. Właściwie to nie smakuje wcale, a zjadliwy jest tylko i wyłącznie z dużą ilością soli i pieprzu. Prawdziwy smak pomidor zawdzięcza słońcu, w którym dojrzewa, i żadne szklarnie nie wykonają tej roboty za nie. Dobry pomidor ma zwarty miąższ, jest soczysty, ale nie wodnisty, no i przede wszystkim słodki. Druga połowa sierpnia i pierwsza września to właśnie szczyt sezonu na to cudowne warzywo. Możemy przebierać w gatunkach, kolorach i kształtach. Warto popaść w pomidorowe szaleństwo, bo nim się obrócimy, pozostaną nam tylko te w puszkach.

MAGAZYN

63


Zupa

pomidorowa

z pesto z bazylii Składniki (na 4 porcje) Zupa: 1 łyżka oleju 1 duża cebula 2 ząbki czosnku 750 g pomidorów malinowych 500 ml bulionu warzywnego 1 łyżeczka suszonego oregano 1 łyżka cukru sól pieprz Pesto: 2 szklanki liści bazylii 1 mały ząbek czosnku 1/4 szklanki uprażonych pestek słonecznika 1/2 szklanki startego parmezanu ok. 5 łyżek oliwy extra vergine sok z 1/4 cytryny sól pieprz Do podania: oliwa extra vergine prażone pestki słonecznika świeża bazylia świeżo mielony czarny pieprz

Pomidory sparzyć i obrać ze skórki. Pokroić w kostkę. Cebulę i czosnek drobno posiekać. W garnku rozgrzać olej i smażyć cebulę ok. 5 minut, aż zmięknie, dodać czosnek i smażyć jeszcze minutę. Do garnka wrzucić pomidory i przesmażyć, aż zaczną puszczać soki. Wlać bulion, dodać cukier i oregano. Doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień i gotować 20 minut pod przykryciem. W międzyczasie przygotować pesto, miksując ręcznym blenderem wszystkie jego składniki. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Zupę lekko przestudzić, po czym zmiksować na krem, doprawiając solą i pieprzem. Podawać z pesto, oliwą, słonecznikiem i świeżą bazylią.

64

MAGAZYN


CUDOWNE WARZYWO

kulinaria

Panzanella Składniki (na 2 porcje) ok. 750 g różnych gatunków pomidorów duża garść czarnych oliwek 1 łyżka kaparów 1 kulka (125 g) mozzarelli 3 łyżki oliwy extra vergine 1 łyżka octu balsamicznego 2 małe ząbki czosnku duża garść liści bazylii sól pieprz 4 kromki chleba tostowego Chleb tostowy skropić oliwą i opiec w opiekaczu lub na grillu. Jeszcze gorący natrzeć przekrojonym ząbkiem czosnku. Odłożyć. Pomidory pokroić na nieregularne kawałki. Przełożyć do dużej miski. Dodać porwaną na kawałki mozzarellę, oliwki i kapary. W małej miseczce wymieszać oliwę z octem i drobno posiekanym ząbkiem czosnku. Sosem polać sałatkę, dodać porwane liście bazylii i połamane na kawałki grzanki. Doprawić obficie solą oraz pieprzem i dobrze wymieszać.

MAGAZYN

65


kulinaria

CUDOWNE WARZYWO

Makaron

z sosem

pomidorowym

z chilli

Składniki (na 2 porcje) 200 g dowolnego suchego makaronu 1 łyżka oleju 1 cebula 2 ząbki czosnku 1/2 kg pomidorów 1/2 łyżeczki suszonego oregano suszona papryczka chilli (wg uznania) 1 łyżeczka cukru sól pieprz Do podania: starty parmezan liście bazylii Pomidory sparzyć i obrać ze skórki. Pokroić w kostkę. Cebulę i czosnek drobno posiekać. Na dużej patelni rozgrzać olej i smażyć cebulę ok. 5 minut, aż zmięknie, dodać czosnek i smażyć jeszcze minutę. Na patelnię wrzucić pomidory, dodać cukier, oregano i pokruszoną papryczkę chilli. Stale mieszając, smażyć aż sos zgęstnieje. Doprawić solą i pieprzem. W międzyczasie ugotować makaron. Do odcedzonego dodać sos i wymieszać. Podawać z parmezanem i bazylią.

66

MAGAZYN


Pomidory faszerowane

kaszą kuskus

Składniki 4 duże pomidory malinowe 1/3 szklanki suchej kaszy kuskus 1/2 niedużej cukinii mała garść czarnych oliwek 3 suszone pomidory 1 łyżka uprażonych pestek słonecznika skórka otarta z 1/4 cytryny 1/4 łyżeczki suszonego tymianku 25 g startego parmezanu 1 mały ząbek czosnku 2 łyżki oliwy extra vergine sól pieprz Do podania: oliwa extra vergine świeża bazylia

Piekarnik nagrzać do temperatury 200 stopni. Kaszę wsypać do miski, zalać wrzątkiem nieco ponad jej poziom. Dodać szczyptę soli, przykryć i odstawić na kilka minut. W tym czasie cukinię zetrzeć na tarce i dobrze odcisnąć z nadmiaru wody. Czosnek drobno posiekać, pokroić oliwki i suszone pomidory. Kaszę wymieszać widelcem, dodać cukinię, oliwki, suszone pomidory, słonecznik, skórkę z cytryny i parmezan. Dodać oliwę i tymianek. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Pomidory przekroić na pół i usunąć gniazda nasienne. Wnętrze oprószyć solą i nafaszerować kaszą. Piec 20 minut. Podawać skropione dodatkową oliwą z listkami bazylii.

MAGAZYN

67


„Mała czarna”

w pięciu faktach

Kawa jest jednym z najlepiej przebadanych, a jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych produktów spożywczych. Przez dziesięciolecia docierały do nas spektakularne odkrycia naukowe – jedne twierdzą, że jest samym złem, inne, że ma dobroczynny wpływ na zdrowie. Przez lata mity mieszały się z faktami i dziś już mało kto jest pewien, że jego wiedza na temat kawy jest zgodna z aktualną wiedzą naukową. Co gorsza, masowo jesteśmy atakowani reklamami podającymi stek bzdur i uproszczeń na ten aromatyczny temat. Poniżej pięć faktów, aktualnych na rok 2017, powtarzanych zgodnie jednym chórem przez Światową Organizację Zdrowia oraz polski Instytut Żywienia i Żywności.

1 W 2016 roku Światowa Organizacja Zdrowia odwołała swoje ostrzeżenie z roku 1991, które mówiło, że kawa może powodować raka przełyku. Za czynnik rakotwórczy podtrzymuje się jednak picie zbyt gorących napojów niezależnie od ich rodzaju. Wysoka temperatura (powyżej 65°C) może uszkodzić błonę śluzową przełyku, a częste uszkodzenia przełyku mogą prowadzić do wytworzenia komórek rakowych. Dodatkowo, zauważono dobroczynny wpływ picia kawy na zagrożenie chorobą Alzheimera, Parkinsona, udaru czy pewnych typów nowotworów.

2 Czy kawa wypłukuje magnez? Tak – powie każdy producent suplementu diety, który chce żebyście kupili jego produkt. Może i tak, po spożyciu 2-3 filiżanek kawy zwiększa się wydalanie magnezu i sodu wraz z moczem.

68

MAGAZYN


O KAWIE

Dzieje się tak na skutek zawartej w kawie kofeiny. Ale jakie to ma znaczenie, skoro kawa sama w sobie jest świetnym źródłem magnezu – powie Wam każdy naukowiec. Filiżanka średniej mocy kawy ma mniej więcej tyle samo magnezu, co filiżanka sałaty. Ale już mocne espresso ma go tyle, co sześć filiżanek sałaty, czy 1/3 tabliczki czekolady. Po spożyciu kawy w organizmie zawsze zostaje nam więcej magnezu niż zostało wydalone.

3 Wszystko pięknie, ale po prostu czujesz, że kawa Ci nie służy? Kieruj się swoim samopoczuciem. Organizm ludzki przetwarza wypitą kawę do takiej postaci, która może być z ciała usunięta. U jednych „przetworzenie”

to zachodzi bardzo szybko – to u tych osób, które mogą wypić kawę i pójść spać. U innych wolniej i te raczej nie sięgają po kawę po południu, żeby mieć przespaną noc. Możesz należeć do tej drugiej grupy – wtedy kofeina długo krąży po Twoim organizmie i dawka z jednej kawy może się nałożyć na drugą. W efekcie może to powodować rozdrażnienie, bezsenność, bóle głowy, brzucha czy nawet nudności. Jaka ilość kawy jest „statystycznie” bezpieczna? Zgodnie z aktualna piramidą żywieniową zalecane jest spożycie 3-5 filiżanek dziennie.

4 Czy kawa szkodzi na wątrobę? Wręcz przeciwnie! Jest wiele przypadków pokazujących, że pacjenci z chorą wątrobą i pijący kawę,

dieta

o wiele szybciej wracają do zdrowia niż kawowi abstynenci. Uwaga jednak do punktu powyżej – jeśli jesteś w grupie wolno metabolizującej kofeinę, również dłużej w wątrobie znajdują się enzymy, na które kawa została przetworzona i może tam dojść do ich kumulacji, co już nie jest zjawiskiem korzystnym.

5 Czy należy unikać spożywania kawy z posiłkami? To akurat prawda. Zawarte w kawie polifenole (generalnie bardzo zdrowe, ale któż jest bez wad?) zmniejszają absorpcję żelaza i to bardzo znacznie, nawet do 75 procent. Odczekajmy więc po posiłku dobrą godzinę, zanim usiądziemy do kawki.

Renata Kasica, Dietetyk,

autorka bloga rownowaznia.pl

REKLAMA


Ciasto czyni

pizzę

Jak ten czas leci… W tym roku swoje dwudziestolecie obchodzi jedna z pierwszych świnoujskich pizzerii. I choć dziś mamy tego typu lokali wiele, Grota niezmiennie zaliczana jest do najlepszych.

70

MAGAZYN


PIZZERIA GROTA

szlak kulinarny

Nazwa pizzerii jest mocno przewrotna, w końcu grota kojarzy się z mrokiem. Wnętrze lokalu jest niezwykle jasne. Wielkie okna pozwalają spoglądać na żywe, ruchliwe miasto, podczas gdy my najspokojniej delektujemy się wyśmienitą, włoską kuchnią. Prym wiedzie tu oczywiście pizza. Jak powszechnie wiadomo, ¾ sukcesu tego dania stanowi ciasto, a jest ono w Grocie doskonałe. Potwierdzają to stali, nierzadko od kilkunastu lat, bywalcy pizzerii. Jeśli chodzi o dodatki, króluje klasyka. Żadnych udziwnień czy ekscentrycznych połączeń. Po prostu tradycyjna, włoska pizza. Prawdziwym hitem jest bogata w mięsne składniki Mafia, ale i wegetarianie znajdą coś dla siebie we wciąż urozmaicanym menu, liczącym blisko 30 pozycji. Każdy smakosz może sobie zresztą skomponować własną pizzę, tak więc kombinacje smaków właściwie się nie kończą…

Poza flagowym daniem w Grocie skosztujemy także fantastycznych, makaronów czy zapiekanek – w tym ulubiona przez wegetarian zapiekanka z ryżem i z warzywami. A wszystko najwyższej jakości. Największym komplementem dla restauratora jest zadowolony, nakarmiony i… powracający klient. A tych w Grocie nie brakuje. Niedawno

pizzerię odwiedziła pani, która zagląda tutaj raz po raz od 14 lat. Zachwycona legendarnym już niemalże ciastem, które – jak sama uznała – nie zmienia się nic a nic. Trudno o lepszą rekomendację, prawda?

Pizzeria Grota

Świnoujście, Konstytucji 3 Maja 59 Telefon +48 91 322 48 28

www.pizza-grota.pl

MAGAZYN

71


felieton

KULINARNY BORNHOLM

Smakołyki z duńskiej wyspy Pisałam ostatnio o naszych regionalnych przysmakach, których – jak się okazuje – nie ma jeszcze aż tak dużo. Nieco inaczej jest na moim ukochanym Bornholmie. Kojarzony głównie ze ścieżkami rowerowymi, pięknymi plażami i sielską atmosferą, jest on również rajem dla smakoszy.

TEKST MAJA PIÓRSKA

Ś

wieżo wędzony śledź na ławce przed wędzarnią, wyborna kolacja o zachodzie słońca w jednej ze znakomitych restauracji, lokalne piwa albo pyszna, ręcznie robiona czekolada czy wyśmienite lody – to wszystko mamy tam na wyciągnięcie ręki… Od kilkunastu lat bornholmscy kucharze znajdują się na kulinarnym duńskim topie. Także i w tym roku tytuł „Denmark Arets Kok” trafił na Bornholm. Rozsiane po całej wyspie restauracje i kawiarnie spełniają oczekiwania gości o różnych gustach i o różnej zasobności portfela. Można odwiedzić małą portową restaurację, obok której blisko przepływają kutry. Albo usytuowaną wprost nad brzegiem morza wędzarnię i skosztować wędzonego śledzia, słynnego „złotego bornholmera” serwowanego na razowym chlebie z żółtkiem, rzodkiewką i szczypiorkiem. Wiele z tych restauracji można znaleźć w przewodniku Michelina. Czy nie jest to najlepsza rekomendacja? W pięknych ogrodach rosną egzotyczne owoce. Figi i morwy dojrzewają na tej wyspie dzięki ciepłu promieniującemu ze skał. Ta wyspa oferuje wiele różnych smaków, wiele lokalnych produktów czy kulinarnych specjałów. I nie są to tylko słynne śledzie, ale i dorsze, łososie i wiele innych owoców morza. Bornholmskie przedsiębiorstwa produkują słynne na świecie sery Danablu, mięso i wędliny, a także wspaniałe słodkości

72

MAGAZYN

– czekoladę, lody czy ręcznie robione landrynki. W Svaneke znajdziemy czekoladziarnię, która specjalizuje się w produkcji ręcznie robionych wyrobów z wysokiej jakości czekolady, w tym produktów bez laktozy i bez glutenu, na przykład wegańskich lodów z soi o różnych smakach. Bornholm to także regionalne piwo, wino i inne znakomite trunki. W Pedersker od 2000 roku działa największa w Danii winnica Vingården Lille Gadegård. Na obszarze 39 tys. m² rosną odmiany Rondo, Frühburgunder, Orion i Solaris. W winnicy, którą latem można zwiedzać, produkuje się różne rodzaje wina i brandy. Hitem złote bornholmery wędzarni w Hasle

jest musujące wino z czerwonych i czarnych porzeczek, truskawek i agrestu oraz calvados i whisky. W środy i w soboty po winnicy oprowadza właściciel Jesper Paulsen, a spacer kończy się degustacją w sklepie-restauracji. Latem podczas wieczorów grillowych można zjeść mięso z własnego chowu, wołowinę limousine, jagnięcinę lub wieprzowinę. Dzieci mogą pobawić się w ogrodzie i popatrzeć na różne zwierzęta domowe… Bornholm jest bowiem dla wszystkich – rowerzystów, smakoszy, najmłodszych i starszych… Bogactwa wyspy wystarczy dla każdego.


Wakacyjny ko(sz)mar Tej wojny nie wygramy. Ale czy poddamy się bez walki? Nasz arsenał jest dosyć pokaźny, ale czy posiadamy broń gwarantującą zwycięstwo? W ostateczności możemy wyemigrować tam, gdzie nasz wróg jeszcze nie dotarł. Miliony rodaków już to zrobiło. TEKST MAREK KOLENDA ZDJĘCIE PITSCH

z jak najdrobniejszą siatką. Idealnie sprawdzają się wymiary oczek 1,2 mm x 1,2 mm. Można ją też zrobić samemu i zostać prawdziwym bohaterem w swoim domu. Wykorzystujemy do tego typową siatkę na owady lub winylową o bardzo małych oczkach. Bywają w marketach, dostępne na metry lub przycięte do rozmiarów drzwi i okien. Moskitiera powinna powstrzymać główną falę ataku, jednak nie całą i nie możemy jej zastosować np. na wyjazdach. Ale od tego jest kolejna linia obrony.

Tarcza antykomarowa

Komary są i będą. Możemy przeklinać specjalistyczne firmy, które co roku obiecują skuteczniejszą walkę z insektami – wiosną, zimą, jesienią roku ubiegłego, na etapie poczwarek, larw, jaj czy samego aktu zapłodnienia. Możemy psioczyć na władze miasta, które za to płacą. Wróg jakimś cudem nie przejmuje się opryskami i wylewkami, i dalej tnie niemiłosiernie. Od falochronu po 10 piętro wieżowca na Osiedlu Zachodnim. Pytanie brzmi: jak i czym odstarszyć krwiopijców na własną rękę?

74

MAGAZYN

Stan oblężenia Pierwszą linię obrony musimy postawić już na obrzeżach naszego terytorium. Trudno bronić zbyt dużej przestrzeni, dlatego ograniczymy się do najbliższego otoczenia. „Mój dom, to moja twierdza” i powinniśmy zabezpieczyć jej słabe punkty: bramę główną i otwory strzelnicze. Niezastąpiona, i sprawdzona w bojach na wielu kontynentach, jest oczywiście moskitiera. Kupimy ją w sklepach z artykułami budowlanymi i domowymi lub znajdziemy w internecie. Wybieramy moskitiery

Jeśli nie możemy zablokować wrogich oddziałów, spróbujmy je odstraszyć. Zacznijmy od środków naturalnych. Zdaniem wielu specjalistów bywają skuteczniejsze od tych chemicznych. A na pewno zdrowsze dla domowników. Listę otwiera niezwykle efektywna w walce z komarami kocimiętka. Według weteranów wojen z moskitami jej zapach odstrasza owady lepiej niż tradycyjne środki dostępne w aptekach, a swoją siłę zawdzięcza olejkowi eterycznemu. Roślina ta kwitnie od czerwca do lipca oraz od września do października i można ją hodować w doniczce na balkonie lub parapecie. Niepożądane działanie uboczne – przyciąga koty (jak poradzić sobie z plagą kotów napiszemy innym razem). Rośliną doniczkową o zbliżonym działaniu jest popularna pelargonia. Przez cały „sezon na komary”, od maja do pierwszych tygodni jesieni, kwitnie plektrantus


KOMARY

koleusowaty, zwany komarzycą lub komarowcem. Jego intensywna woń jest nie do zniesienia dla komarów i moli, ale może również odstraszać ludzi. Dlatego waszej uwadze polecamy mirt, którego charakterystyczny zapach jest niemiły dla owadów ale powinien spodobać się naszym gościom. Podobnie jest z bazylią. Posadzona na parapecie stworzy zapachową barierę ochronną. A jeśli ustawimy ją obok donic z pomidorem i miętą, siła rażenia naszej tarczy antykomarowej wydatnie wzrośnie. W doniczkowym arsenale powinien znaleźć się także bodziszek cuchnący, zwany „anginką”. Jego liście po przetarciu wytwarzają bardzo intensywne i odrażające dla komarów olejki. Pamiętajmy również, że owady te nie znoszą aromatu wanilii, surmii (catalpa), rosiczki, goździków, kamfory, eukaliptusa i anyżu, aristolochii, mięty, cytryny oraz lawendy. Dodatkowym zabezpieczeniem domostwa mogą być paski foliowe spryskane preparatem przeciw komarom i zawieszone przy drzwiach wejściowych i oknach. W domu zastosować możemy też elektrofumigatory, czyli urządzenia na ciecz lub wkłady umieszczone w kontaktach i uwalniające chemiczną substancję odstraszającą. Jest to jednak silna chemia i zwłaszcza w zamkniętych pomieszczeniach może być szkodliwa dla ludzi. Zupełnie bezużyteczne są za to wszelkiego rodzaju emitery dźwięków i ultradźwięków. To zwykła lipa i naciąganie zdesperowanych klientów. Komary słysząc sztuczne bzyczenie mogą co najwyżej wydawać się nieco rozbawione. A gdy zawiodą powyższe systemy obronne, lub gdy znajdujemy się na niezabezpieczonym terenie, pozostaje już tylko ostatnia linia defensywy.

Pancerz osobisty Wiadomo powszechnie, że komary przyciąga kwas mlekowy i inne składniki potu oraz zwiększone stężenie dwutlenku węgla w powietrzu. Ponadto wyczuwają

ciepło i wzrost temperatury naszego ciała, czyli są wyposażone w bardzo nowoczesne i niezwykle precyzyjne systemy namierzające. My możemy przeciwstawić się stosując głównie metody naturalne lub chemiczne. Podstawą jest odpowiednia odzież zakrywająca części ciała narażone na pogryzienia oraz nakrycia głowy, np. kapelusz z moskitierą. Najlepszym kamuflażem bojowym jest pozbycie się własnego zapachu. Aby się nie pocić, powinniśmy ubierać się jasno i przewiewnie ale jednocześnie na tyle grubo aby komar nie był w stanie nas ukłuć. W tym miejscu rada dla panów. Jak wykazały badania naukowe, silnym środkiem przyciągającym komary jest zapach cuchnących skarpet. Warto więc zadbać o higienę osobistą i pamiętać o zasadzie – żadnych skarpet pod sandałami! Pozbawieni naturalnych woni możemy wzmocnić nasz pancerz osobisty odpowiednimi aromatami odstraszającymi. Polecamy kamforę, olejek anyżkowy, bergamotowy, cynamonowy, goździkowy, kokosowy, eukaliptusowy, geraniowy, lawendowy, paczulowy, cytrynowy, muszkatołowy, z kwiatów pomarańczy, mięty polnej, sosnowy, tymiankowy, cytronellowy, a także waniliowy czy wanilinowy. Dobry jest także wywar z bazylii. Wspomniane olejki są skuteczne, jednak nie działają zbyt długo, a ich intensywne zapachy mogą być męczące i uciążliwe także dla nas. I wtedy, niestety, musimy zastosować broń chemiczną. Do długotrwałej ochrony osobistej najskuteczniejsze są chemiczne preparaty zawierające silne stężenie DEET (N-dietyl-meta-tolumamide). Silne, to znaczy minimum 20% (np. niektóre OFFy, warto czytać etykiety). Ich czas działania dochodzi do 8 godzin. Preparaty o niskim stężeniu DEET działają zazwyczaj od kilku do kilkudziesięciu minut. I pamiętajmy - u dzieci stosujemy środki przeznaczone dla dzieci. O obniżonej zawartości DEET lub bez ale zawierające ikarydynę. Pryskamy

sezon

jedynie ręce i twarz, resztę ciała ukrywając pod odzieżą. Natomiast nie warto zaprzątać sobie głowy polecaną powszechnie witaminą B1. Dotychczas nie potwierdzono jej skuteczności w walce z komarami. Podobnie jest z piwem. Piwosze zachwalają złocisty trunek jako znakomity środek antykomarowy do „wewnętrznego stosowania”, jednak badania wykazały coś zupełnie odmiennego. Już 350 mililitrów piwa wystarczy aby zaprosić komary na naszą popijawę! Podobnie działają także inne alkohole.

Nasi sojusznicy Walka człowieka z komarem wygląda na pojedynek Goliata z Dawidem, ale w tej wojnie to mały, upierdliwy i wszędobylski owad jest Goliatem. Albo hydrą. Ubijesz jednego, na jego miejsce zjawi się pięć kolejnych. Dlatego nie powinniśmy walczyć sami, a najlepszymi sojusznikami w starciu z komarami są ptaki i nietoperze. Te ostatnie upodobali sobie Włosi, którzy masowo wieszają domki dla nietoperzy na tarasach i w ogrodach. Jeden nietoperz zjada w ciągu nocy około 2 tys. komarów. Problem w tym, że komary, które nas gryzą najczęściej, to gatunki polujące w dzień. Podobnymi wynikami pochwalić się może jaskółczak modry, w którym Amerykanie, w zamian za ptasie domki i prawo do osiedlenia bez wiz, zyskali cennego sojusznika. Osiągi nietoperzy i jaskółczaków bledną jednak wobec możliwości naszego jerzyka zwyczajnego. Nazwa jest myląca - ten średniej wielkości ptaszek jest naprawdę nadzwyczajny! Tylko w ciągu doby zjada ok. 20 tys. różnych owadów! Zdaniem ornitologów problem komarów zniknie wraz z pojawieniem się na osiedlach budek i wież dla jerzyków. I właśnie jerzyki mogą okazać się naszą bronią ostateczną w tej wyniszczającej wojnie. Świnoujście poczyniło w tej materii pewne kroki ale jak mawiają: „jeden jerzyk wiosny nie czyni...”. Albo jakoś podobnie.

MAGAZYN

75


Małe jest piękne Na samym parterze bukowego lasu Wolińskiego Parku Narodowego, w pniaku drzewa, które swój żywot zakończyło podczas jesiennej wichury kilka lat temu, buszuje jeden z najmniejszych ptaków zamieszkujący nasze lasy… TEKST I ZDJĘCIA ARTUR KUBASIK

To mierzący góra 10 cm długości strzyżyk. Ptaszynka – mała ciałem, ale zaskakująco głośna, słyszalna z dużej odległości – może sprawiać wrażenie dużego ptaszyska. Większość czasu spędza strzyżyk na

76

MAGAZYN

dnie lasu, w wykrotach, suchych gałęziach, gdzie uwija się w poszukiwaniu pożywienia. Tam też gniazduje. Dzięki swoim rozmiarom jest wszędobylski i bardzo zwinny, przez co prawie niezauważalny – pojawia się na kilka sekund i znika. Gdy spacerując po leśnym dukcie, usłyszymy głośny terkot, warto

rozejrzeć się po dnie lasu. Może uda nam się zobaczyć strzyżyka przeczesującego jakieś martwe drzewo czy starego pniaka i przez chwilę go poobserwować. Bo małe może być bardzo interesujące. Więcej zdjęć: facebook.pl/obrazkizlasu


STRZYŻYKI

MAGAZYN

natura

77


CESARSKIE

spotkanie

Na świnoujskiej promenadzie od godzin porannych kłębiłY się nieprzebrane tłumy

Był 4 sierpnia 1907 roku. Wyjątkowo piękny, letni dzień. Na plaże od Świnoujścia po Bansin wyległy tysiące ludzi, których przywiódł tu nie tyle urok morza, słońca i nadmorskiego lasu, ile chęć uczestniczenia w wydarzeniu o ogromnym znaczeniu dla dalszych losów Europy i świata. TEKST JÓZEF PLUCIŃSKI

Goście nadmorskich kurortów wypełnili bez reszty wszelkie dostępne miejsca w pensjonatach, hotelach i kwaterach prywatnych, nawet najbardziej skromnych. Przywiodła ich tu wieść o mającym nastąpić w Świnoujściu spotkaniu

78

MAGAZYN

dwóch panujących europejskich potęg, cesarza Niemiec i cara Rosji. Z całą pewnością wśród piekących się w promieniach sierpniowego słońca tłumów sporo było zwykłych gapiów, ale zdecydowaną większość stanowili ludzie świadomi politycz-

nego znaczenia tego faktu, pełni nadziei, że spotkanie to zmieni sytuacje polityczną w Europie.

Promyk nadziei A nie była ona wówczas łatwa. Aż bulgotało w bałkańskim kotle, gdzie


HISTORIA PEWNEJ ROZMOWY

stare świnoujście

Miejsce akcji naszej historii – Zatoka Pomorska (współczesna pocztówka)

krew się lała w kolejnych wojnach. Ze wszystkich niemal stolic mocarstw europejskich dochodziły nawoływania do powtórnego podziału świata, przygotowania wojenne i ogromne zbrojenia dawały się już ludziom mocno we znaki. W łoskocie bicia w wojenne bębny ginęły coraz słabsze i coraz mniej liczne głosy pacyfistów, przeciwników wojny. Za zasłoną kordialnych uśmiechów monarchów i premierów tworzone były wielkie koalicje dla rozstrzygnięcia losów przyszłej wojny. Świnoujskie spotkanie cara Mikołaja II z jego kuzynem, cesarzem Niemiec Wilhelmem II było więc dla ludzi promykiem nadziei na utrzymanie pokoju. Oficjalnie bowiem, jego celem miało być złagodzenie Jacht Wilhelma II „Hohenzollern”

napięcia, jakie zarysowało się w stosunkach rosyjsko-niemieckich oraz potwierdzenie ustalonych przed dwoma laty w Björke sojuszniczych układów między nimi.

Przerzucić pomost Od godzin porannych na świnoujskiej redzie panował ożywiony ruch. Z portu wypłynęły wszystkie niemal okręty stacjonującej tu flotylli kontrtorpedowców i ozdobione flagami wielkiej gali morskiej stanęły na kotwicy w wielkim półkolu. Stanowiły one honorową eskortę dla przybyłych nieco później okrętów cesarskich. Wkrótce od zachodu ukazał się dwukominowy jacht cesarza Niemiec „Hohenzollern”, a wnet po nim od wschodu nadpłynął czarny jacht cara Rosji „Kronsztadt”.

Car Rosji Mikołaj II Romanow

Przez szkła silnych lornetek można było wiedzieć cesarza Wilhelma II ubranego w paradny mundur rosyjskiego pułkownika kozaków, gdy w towarzystwie księcia von Bülow stanął na kapitańskim skrzydle mostku, obserwując manewry kotwiczenia. Z kolei na „Kronsztadzie” dziany w mundur pułkownika pruskich dragonów car rosyjski oddawał honor banderze. Obie jednostki stanęły w bezpośredniej bliskości, tak że można było przerzucić między nimi pomost.

WiN Dokładnie o godzinie trzynastej działa świnoujskiej twierdzy morskiej ryknęły tak, że zadrżały nawet odległe budynki, a zebrane na plażach tłumy wzniosły okrzyk na cześć monarchów. W tym w właśnie momencie cesarz Niemiec wzniósł toast za pomyślność swego rosyjskiego kuzyna i przyjaźń obu mocarstw. Po toaście car Rosji wraz ze świtą przeszedł na pokład „Hohenzollerna”, gdzie przygotowany był obiad i gdzie odbyły się rozmowy dyplomatyczne. Dalszy ich ciąg i wieczorny bankiet miały

MAGAZYN

79


stare świnoujście

HISTORIA PEWNEJ ROZMOWY

i rytmiczne „kawałki”. Zabawa trwała jeszcze długo. Rankiem na redzie nie było już cesarskich wysokości ani ich jachtów. Okręty świnoujskiej flotylli w szyku torowym powróciły wraz ze wschodem słońca do portu. Do annałów historii, tej pisanej przez duże H, miniony dzień wszedł wbrew wszelkim nadziejom tylko jako mało znaczący epizod towarzyski.

Siedem lat później…

Ich cesarskie wysokości podczas spotkania na świnoujskiej redzie

już miejsce na pokładzie jachtu „Kronstadt”. Tam też, po zakończeniu rozmów, obserwowano pokaz sztucznych ogni. A było na co patrzeć. Stojące na redzie okręty eskorty honorowej przyozdobione zostały ponad 100 tysiącami żarówek, które „obrysowały” kontury wszystkich okrętów. W czerń nocnego nieba wzbiły się tysiące najbardziej pomysłowych fajerwerków. Uwieńczeniem pokazu było rozbłyśnięcie na niebie ogromnych rozmiarów, świetlnych liter W i N, jak Wilhelm i Nikolai. Miało to symbolizować trwałą i nierozerwalną przyjaźń oraz braterstwo monarchów i mocarstw.

Mało znaczący epizod Około północy zgasły ostatnie race i sztuczne ognie, utrudzeni mo-

80

MAGAZYN

narchowie udali się na zasłużony odpoczynek. Na promenadach, na molo w Świnoujściu, Ahlbecku, Międzyzdrojów, Heringsdorfu i Bansinu pozostawało gwarnie i tłoczno. Orkiestry grały na przemian już to patriotyczne pieśni, już to skoczne

Co było przedmiotem rozmów na redzie Świnoujścia i jaki był ich rezultat? Ze strony Niemiec była to jedna z ostatnich prób rozmontowania tworzącego się porozumienia Anglii, Francji i Rosji. Do żadnego konkretnego porozumienia jednak nie doszło, jeśli nie liczyć ogólnikowego protokołu, w którym była mowa o „wspólnej koncepcji politycznej w rejonie Morza Bałtyckiego”. W kilkanaście dni potem 18 sierpnia 1907 roku podpisany został układ petersburski między Rosją a Anglią, który dokończył dzieło tworzenia Ententy – zbrojnego porozumienia Anglii, Rosji i Francji. Niemal dokładnie siedem lat potem, 1 sierpnia 1914 roku, dyżurny trębacz świnoujskiego garnizonu obwieścił na placu koszarowym ostre pogotowie wojenne. Rozpoczęła się pierwsza wojna światowa.

Do późnych godzin nocnych na świnoujskiej promenadZie trwał pokaz sztucznych ogni


Gdzie leżą WYSPY? Urząd Miasta, Wojska Polskiego 1/5 Miejski Dom Kultury, Wojska Polskiego 1/1 Centrum Informacji Turystycznej, Plac Słowiański 6/1 Miejska Biblioteka Publiczna, Piłsudskiego 15 Biblioteka Pedagogiczna, Piłsudskiego 22 G.H. Corso poziom -1, regał z książkami, Dąbrowskiego 5 Sklep papierniczy „ERGO”, Matejki 35 ASO Renault Nierzwicki, Lutycka 23 Uzdrowisko Świnoujście, E. Gierczak 1 Hotel Interferie Medical SPA, Uzdrowiskowa 15 West Baltic Resort, Żeromskiego 22 Radisson Blu Resort, Świnoujście, al. Baltic Park Molo 2 Hotel Hampton by Hilton, Wojska Polskiego 14 Apartamenty „44wyspy.pl”, Orzeszkowej 5 Visit Baltic, Wojska Polskiego 4b/5a Nautilus Apartamenty, Orzeszkowej 3 Biuro Podróży „Slonecznie.pl”, Grunwaldzka 21 Biuro Turystyczne „Wybrzeże”, Słowackiego 23 Biuro Turystyczne „Travel Partner”, Bohaterów Września 83/13 Biuro Zakwaterowań „Baltic Park Fregata”, Uzdrowiskowa 20 Dom Pracy Twórczej PAN, Sienkiewicza 18 Collegium Świnoujście, Pływalnia, Żeromskiego 62 KiteFORT, Uzdrowiskowa, plaża KiteJunkies, Uzdrowiskowa, plaża Jubiler „Malwa”, Promenada, Uzdrowiskowa 16 Perfumeria „Douglas”, G.H. Corso, Dąbrowskiego 5 Media Expert, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21 PSB „Mrówka”, Karsiborska 6 ARKADA Okna, Drzwi, Wybrzeże Władysława IV 19c Hurtownia Wielobranżowa „Paulhurt”, Rycerska 76 VEMME Day Spa, Wybrzeże Władysława IV 15C Centrum Dietetyczne „Naturhouse”, Konstytucji 3 Maja 16 Przychodnia Lekarska T. Czajka, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21 Centrum Medyczne „Rezydent-Med”, Kościuszki 9/7 Gabinet Stomatologiczny Anna Pyclik, Chełmońskiego 15/1 Klinika Stomatologiczna „Morze Uśmiechu”, Plac Słowiański 6 Gabinet „Visage”, Staszica 2 Gabinet Kosmetyczny „DR-Cosmetic”, Konstytucji 3 Maja 54 Mydlarnia u Franciszka, Monte Cassino 38A Foto-Studio JDD Chmielewscy, Monte Cassino 43 Optyka, Bema 7/1 Optyka, Wojska Polskiego 2a Perfekt-Optik, STOP SHOP, Kościuszki 15 Perfekt-Optik, G.H. Corso, Dąbrowskiego 5 Perfekt-Optik, Kaufland, Matejki 1d Perfekt-Optik, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21 Salon Mody „Andre”, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21 Salon Mody „By o la la...!”, Piastowska 2 REKLAMA

Salon Mody „Coco”, Armii Krajowej 1 Salon Mody „Unique”, G.H. Promenada, Żeromskiego 79 Salon Mody „Teofil”, Monte Cassino 1A Salon Mody „My Poem”, G.H. Promenada, Żeromskiego 79 Salon Mody dziecięcej „Happy Day”, G.H. Promenada, Żeromskiego 79 Siłownia i Fitness „Champions Academy”, Woj. Polskiego 1/19 Przewozy Pasażerskie „Emilbus”, Wybrzeże Władysława IV 18 Księgarnia „Neptun”, Bohaterów Września 81 Restauracja „Jazz Club Central’a”, Armii Krajowej 3 Restauracja „Neptun”, Bema 1 Restauracja „Muszla”, Promenada Restauracja „Nebiollo”, Orzeszkowej 6 Restauracja „Qchnia”, Piłsudskiego 19 Restauracja „Na Dziedzińcu”, Wybrzeże Władysława IV 33D Restauracja „Pinocchio”, Promenada, Uzdrowiskowa 18 Restauracja „Mila“, Promenada, Uzdrowiskowa 18 Restauracja „Casablanca”, Promenada, Uzdrowiskowa 16-18 Restauracja „Dune”, Promenada, Uzdrowiskowa 12-14 Restauracja „Sól i Pieprz”, Wybrzeże Władysława IV 19B Restauracja „Osada”, Wybrzeże Władysława IV 30A Restauracja „Toscana”, Marynarzy 2 Restauracja „Karczma Pod Kogutem”, Żeromskiego 62 Restauracja „Prochownia”, Jachtowa 4 Restauracja „Magiczna Spiżarnia”, Chrobrego 1B Pizzeria „Batista”, Os. Platan, Wojska Polskiego 16/6 Pizzeria „Grota”, Konstytucji 3 Maja 59 Bar Kanapkowy „Bułki z bibułki”, Wybrzeże Władysława IV Bar „American Chicken”, Monte Cassino 43/1 EVKA Vegebar, Bohaterów Września 50/4 El Papa Cafe Hemingway, Bohaterów Września 69 Cafe „Wieża”, Paderewskiego 7 Cafe „Rongo”, Os. Platan, Wojska Polskiego 16 Cafe „Paris”, Plac Wolności 4 Cafe „Venezia”, Promenada, Uzdrowiskowa 16 Cafe „Havana”, Promenada, Uzdrowiskowa 14 Cafe „Kredens”, Promenada, Uzdrowiskowa 12 Kawiarnia „Sonata”, Marynarzy 7 Kawiarnia „Czuć Miętą”, Promenada, Uzdrowiskowa 20 Eda-Glas, Piłsudskiego 16 EKO-WYSPA, Grunwaldzka 1A Apteka „Pod Kasztanami”, Warszawska 29 Kwiaciarnia „Ewa”, Markiewicza 21 Zakład Fryzjerski „Kazik”, Konstytucji 3 Maja 14 Salon Fryzjerski „Piękne Włosy”, Konstytucji 3 Maja 5 Salon Fryzjersko-Kosmetyczny „Wanessa”, Grunwaldzka 1 Salon Fryzjerski „Studio 5”, Konstytucji 3 Maja 16 Salon Fryzjerski Beata Grygowska, Wojska Polskiego 1/19 Zakład Fryzjerski „IRO”, Bema 11/1


Magazyn Wyspy 8 (15) sierpień 2017  

MAGAZYN WYSPY to miesięcznik o Świnoujściu i dla Świnoujścia. W numerze m.in.: Kasia Dominiak. Z własnej gliny, Renault Koleos. Atleta wśród...

Advertisement