Page 1

M I E S I Ę C Z N I K B E Z P Ł AT N Y

Nr 3 (3) SIERPIEŃ 2016

SKIMBOARD

Ślizg

kontrolowany

ZAPOWIEDZI

To właśnie

FAMA! MIEJSCA

Sezon na

Hamaki

BIZNES

Kaai znaczy keja

Cleo Dziewczyna ze Szczecina


Zacisze S

ierpniowy numer „Wysp” w sporej części powstawał w Central’i. A dokładniej – w tamtejszym urokliwym ogródku. Wpadałem z komputerem, zajmowałem jeden z plażowych koszy, prawie zawsze ten sam. Pisałem, czytałem, redagowałem, odsłuchiwałem nagrania rozmów. Z głośników sączyła się znakomita muzyka, a gdzieś w dalszym planie wybrzmiewały dźwięki świadczące o tym, że miasto jednak żyje. Bo w zaciszu Central’owego ogródka można o tym zapomnieć. Raz po raz przysiadał się Darek Ryżczak – człowiek-legenda, prawdziwa skarbnica wiedzy na temat ludzi, miejsc i zdarzeń. Jego barwne opowieści jeszcze mocniej utwierdzały mnie w przekonaniu, że interesujących tematów nigdy nie zabraknie. Jeśli więc wciąż będziecie chcieli czytać „Wyspy”, my zawsze będziemy mieli o czym pisać. Miłej lektury.

Michał Taciak Redaktor naczelny

MIESIĘCZNIK BEZPŁATNY Wydawnictwo Wyspy redakcja@magazynwyspy.pl www.magazynwyspy.pl +48 515 103 207 Redaktor naczelny Michał Taciak Skład Blauge - Robert Monkosa

Dział foto Karolina Gajcy, Agnieszka Żychska, Robert Monkosa

Wydawca Wydawnictwo Wyspy S.C. ul. Markiewicza 24/5, 72-600 Świnoujście

Felietoniści Maja Piórska, Marek Kolenda, Bartek Wutke

Reklama Kamil Pyclik +48 721 451 721 reklama@magazynwyspy.pl

Współpraca Magdalena Monkosa, Karolina Leszczyńska, Renata Kasica, Katarzyna Baranowska, Karolina Markiewicz, Agata Butkiewicz-Shafik

Druk Drukarnia KAdruk S.C.

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów w nadesłanych artykułach. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam.

4

MAGAZYN


6 40 52 8

FELIETON Marek Kolenda. Kochać jak lokalny patriota Bartek Wutke. Gadżetomania Maja Piórska. Dźwięki muzyki płyną tu zewsząd WYDARZENIA Tenis z gwiazdami

10

Postać Z OKŁADKI Cleo. Dziewczyna ze Szczecina

16 18 20

ZROWIE Plasmolifting w ortopedii. Naturalnie, bezpiecznie, skutecznie Stomatologia. Na ratunek - znieczulenie komputerowe Zostań recenzentem zabiegów w INTERFERIE Medical SPA****

22 34

MODA Moda na bycie sobą StyLOVE lato

26 28 30 32

2016

TECHNOLOGIA

Nowości. Lepiej, łatwiej i przyjemniej MOTORYZACJA Nowa Mazda CX-3. Auto przełamujące konwencje ABC kupowania. Samochód osobowy - akcyza. Cz.1 Nowa Toyota Corolla. Stylowa i nowoczesna

42

SPORT Crossminton. Rakietowe zabawy Skimboard. Ślizg kontrolowany

46

NATURA Bałtycki piasek. Ziarno do ziarnka

48 50

ZAPOWIEDZI Sail Świnoujście 2016. Załoga na pokład To właśnie FAMA!

54 56 58 61 61 61 62 62

KULTURA Świnoujskie Wieczory Organowe. Piękne zwieńczenie Marek Pędziwiatr. Opętany przez muzykę Spotkanie artystów Żak i Molenda uciekają z PRL Ogródkowe dźwięki I po Grechucie Rekomendacje. 26 minut wzruszeń Rekomendacje. Jakie miasto, taki album

64

ROZRYWKA Pokemonowe szaleństwo

66 73

KULINARIA Jedziemy na wycieczkę! Janginizacja

74

MIEJSCA Sezon na Hamaki

76

STYL ŻYCIA Eko-Wyspa. Jeść lepiej

78

BIZNES PO ŚWINOUJSKU Kaai znaczy keja

84

PO SĄSIEDZKU W truskawkowym raju

87

TURYSTYKA Ach, Kanary!

88

STARE ŚWINOUJŚCIE Ulice, które stworzyły miasto

38

Sierpień

10

42

78

84 MAGAZYN

5


felieton

WYSPY SZCZĘŚLIWE

Kochać

jak lokalny patriota Kiedy otrzymałem propozycję napisania felietonu do pierwszego numeru „Wysp”, poprosiłem, żeby zatytułować tę rubrykę Wyspy Szczęśliwe. Michał, naczelny magazynu, zapytał wówczas, czy wystarczy mi tego optymizmu w pisaniu o Świnoujściu na kolejne felietony. Taki nadtytuł przecież zobowiązuje. Zapewniłem, że z pewnością go nie zabraknie. TEKST MAREK KOLENDA ILUSTRACJA KATARZYNA BARANOWSKA

P

o pierwsze, taki właśnie pozytywny wydźwięk powinny mieć moim zdaniem teksty w pogodnym, lifestylowym magazynie dla każdego. Po drugie, jako lokalny patriota (na emigracji) zakochany w moim rodzinnym mieście mógłbym pisać o jego zaletach i wyjątkowości bez końca. Byłoby mi trudniej, gdybym pochodził np. z Tychowa*. Ale o tym może za chwilę. Są takie miejsca w naszym kraju, gdzie nie widać gór na horyzoncie, a wokół płasko, cicho i w normie. Gdzie nie uraczysz rzeki czy jeziora, a o nadmorskich plażach można tylko pomarzyć. Które były, są i będą nijakie jak ta kropka, którą oznaczono je mapie. W których wszystko, co interesujące, odbywa się przed telewizorem lub na ławce w parku. Takie miasteczka posiadają oczywiście swój urok, klimat i niepowtarzalną atmosferę. Zapytajcie ich mieszkańców, ile mają wspaniałych wspomnień związanych z miastami rodzinnymi – z czasów dzieciństwa czy pierwszej miłości. Ale charakteryzuje te miasta i miasteczka jeden drobny feler – są do siebie bardzo podobne i trudno znaleźć element, który je wyróżnia. Pewnie dlatego

6

MAGAZYN

bardzo potrzebują i szukają czegoś, co byłoby ich wizytówką, symbolem i pierwszym skojarzeniem, gdy ktoś z zewnątrz zapyta: A co tam macie ciekawego? Czasem jest to krater po wygasłym wulkanie lub coroczny Festiwal Ziemniaka, innym razem lokalny przysmak albo jakaś znana szerzej postać. Fabryka zachodniej firmy czy ruiny ruin zamku. Bywa i tak, że jedynym atutem miejscowości jest jej położenie w pobliżu innego, bardziej znanego miasta. Pamiętam, jak na studiach zapytałem koleżankę z czego znane jest jej rodzinne Tychowo – niewielka, spokojna miejscowość w pobliżu Koszalina. Mamy największy w Polsce i drugi w Europie głaz narzutowy. Nazywa się Trygław – odpowiedziała. Jak każdy mieszkaniec Tychowa długo mogła opowiadać o tym głazie, ale poza wielkim kamieniem nie potrafiła wymienić niczego innego, co odróżniałoby jej ukochane miasto rodzinne od innych miast. I chyba z premedytacją nie zapytała o Świnoujście. A szkoda! Lokalny patriota tylko czeka na takie pytanie. A potem jednym tchem wymienia: najładniejsza i najszersza plaża na całym wybrzeżu, falochron z charakterystycznym symbolem miasta

– Wiatrakiem, uzdrowisko, dziki na ulicach, kolejki na prom i same promy, 44 wyspy, gazoport, FAMA, fortyfikacje i podziemne miasto, ponad 100 kilometrów ścieżek rowerowych, granica (w zasadzie jej brak) z Niemcami, promy do Skandynawii, marina jachtowa, Andrzej Smolik, zawody pucharu świata w żeglarskim match racingu, baza NATO, rezerwaty rzadkich gatunków ptaków i unikalnych paproci. A za chwilę pewnie dorzucę do tej listy najdłuższe molo nad Bałtykiem i tunel pod Świną. To w Świnoujściu na festiwalu FAMA na szerokie wody wypłynęli m.in. Magda Umer, Marek Grechuta czy Jan Wołek, a młodziutki Zbigniew Wodecki pogrywał na skrzypcach do kotleta w night clubie. Bywali tu często cesarzowie i królowie. Bywał Adolf Hitler i Greta Garbo. To tutaj powiewa największa flaga państwowa zawieszona na jednej z najwyższych latarni morskich w Europie. To moje miasto odwiedza w ciągu roku prawie 2,5 mln gości. To właśnie w Świnoujściu przed laty odkryto najpiękniejszy krajobraz roku w Europie. I jest ono miastem, które z zaledwie 40 tysiącami mieszkańców jest ósme pod wzglę-


dem zajmowanej powierzchni, ma najniższe bezrobocie w województwie i jedno z najniższych w kraju. Ma także najwięcej dni słonecznych w roku, a także najcieplejszą i najczystszą wodę w morzu latem. Jest przecież najbardziej wysuniętym na zachód miastem w Polsce. To do Świnoujścia przypływają największe samochodowce i gazowce. A także najokazalsze żaglowce. Tylko naszej plaży przyznają od 11 lat Błękitną Flagę. To my mamy najwyższe obłożenie miejsc noclegowych i właśnie tutaj powstaje największy hotel na polskim wybrzeżu. Jedynie nasz amfiteatr ma dach w kształcie gigantycznej parasolki. Jesteśmy też w czołówce miast o najwyższym dochodzie w przeliczeniu na jednego mieszkańca. I potrafimy uzbierać dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy prawie tyle pieniędzy co dziesięć razy liczniejszy Szczecin. Lokalny patriota może tak bez końca. Bo moje miasto nie ma jednego symbolu, atrakcji czy wizytówki. Ma ich mnóstwo. No dobrze. Żeby nie było zbyt różowo, wspomnę na koniec, że wśród honorowych obywateli Świnoujścia są Hitler, Bierut i Gomułka… * Mieszkańców Tychowa proszę o wyrozumiałość dla lokalnego patrioty.

MAGAZYN

7


TENIS

z gwiazdami Niewiele jest w Świnoujściu imprez, które po przemianach w 1989 roku zdołały na stałe wpleść się do programu letnich wydarzeń na wyspach. Tymczasem Morski Turniej Tenisowy Gwiazd sprawnie omija wszelkie rafy i wiry. Dzięki temu tego lata mogła się odbyć już trzynasta jego edycja. W szranki na kortach Ośrodka Sportu i Rekreacji Wyspiarz stanęło 20 zawodników. Aktorzy Piotr Cyrwus, Wojciech Dąbrowski, Tomasz Gęsikowski, Paweł Orleański, Piotr Skarga, Wojciech Skibiński, Tomasz Stockinger i Karol Strasburger. Ludzie show-biznesu – Stan Borys, Zbigniew Górny, Grzegorz Poloczek, Henryk Sawka, Andrzej Supron. A także szeroko pojętego biznesu i polityki – prezydent Szczecina Piotr Krzystek, poseł Piotr Misiło, były komendant policji w Świnoujściu Waldemar Ratajczak, sędzia Trybunału Stanu Jerzy Wierchowicz, dyrektor pionu LNG Gaz-System S.A. Krzysztof Wiśniewski, świnoujski biznesmen Paweł Zbyszewski oraz prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz.

8

MAGAZYN

Stawkę uzupełniła jedyna kobieta w tym gronie – Ewa Sawka.

Gra z deszczem Rywalizacja była zacięta, do czego przyczyniła się też pogoda, która pierwszego dnia turnieju zafundowała graczom oberwanie chmury i burzę. Mecze trzeba było przerwać, co później przełożyło się na intensywność spotkań. Jeszcze przed turniejem z gry musiał zrezygnować Przemysław Sadowski. Aktor nie zdążył wyleczyć kontuzji, której to nabawił się podczas… wcześniejszego turnieju w Rewalu. Podobno sprawcą był sam mistrz kreski Henryk Sawka. Na szczęście do końca świnoujskiego turnieju udało się uniknąć poważniejszych kontuzji.

Artyści to jednak twardy lud. Od pierwszej kolejki zmagań dało się słyszeć wśród uczestników, że z tenisem gwiazd powoli dzieje się tak jak z piłką nożną – grają dwie drużyny, a na końcu i tak wygrywają Niemcy. Tu różnica polega na tym, że Niem-


NASZ PATRONAT

wydarzenia

ców trzeba zastąpić duetem Poloczek – Wierchowicz. I rzeczywiście, mimo wznoszenia się na wyżyny umiejętności pozostałych uczestników, wspomniany duet ponownie tryumfował w rozgrywkach.

Szczypta dowcipu Tradycyjnie zwycięzcy zostali uhonorowani podczas koncertu rozpoczynającego sezon w Amfiteatrze im. Marka Grechuty. Na scenie pojawili się wszyscy zawodnicy, którzy brali udział w turnieju. Grzegorz Poloczek odebrał z rąk Prezydenta Świnoujścia nagrodę za zwycięstwo. Dodatkową nagrodę ufundował i wręczył Prezydent Szczecina, który wyróżnił najsympatyczniejszego gracza turnieju – Andrzeja Suprona. I trudno się temu dziwić, bo nie dość że panowie grali w jednej drużynie, to były zapaśnik i olimpijczyk dosłownie szalał na korcie, wciągając w swoją grę także publiczność. Sam koncert też był majstersztykiem. Filharmonia Dowcipu Waldemara Malickiego sprawiła, że tak trudna dla niektórych w odbiorze muzyka klasyczna stała się bardzo lekkostrawna.

Impreza mogła się odbyć dzięki wsparciu zaufanych sponsorów – Gaz-System S.A., Remondis Polska oraz Szczecińskiej Energetyce Cieplnej. Magazyn „Wyspy” objął turniej swoim patronatem.

MAGAZYN

9


postać z okładki

CLEO

Dziewczyna ze Szczecina Na polską scenę wdarła się szturmem i wielkim przebojem. Nic nie wskazuje na to, żeby miała z niej tak szybko zejść. Cleo wkrótce wydaje nową płytę, a jeszcze wcześniej zaśpiewa w Świnoujściu. ROZMAWIA MAGDA MONKOSA

10

MAGAZYN


MAGAZYN

11


12

MAGAZYN


CLEO

postać z okładki

Pochodzisz ze Szczecina. Dla mieszkańców Świnoujścia oznacza to, że jesteś tak jakby dziewczyną stąd. Często wracasz do naszego regionu? Masz tu wciąż jakieś „swoje” miejsca? Z ogromnym sentymentem podchodzę do Szczecina. Zawsze kiedy jesteśmy w pobliżu, staram się wpaść tu przynajmniej na chwilę. Jest wiele miejsc z dzieciństwa, w których wizyta przenosi mnie w czasie.

A samo Świnoujście… Bywałaś tu, np. jako dziecko? Masz jakieś wspomnienia związane z naszym miastem? Oczywiście! Świnoujście kojarzy mi się z wakacjami, ze wspaniałym, beztroskim, letnim klimatem.

Hit My Słowianie stworzony w duecie z Donatanem spowodował, że wielu słuchaczy kojarzy Cię z folkiem. A przecież debiutowałaś znacznie wcześniej i to w zupełnie innych muzycznych klimatach. Był hip-hop. Był gospel... Lubie bawić się i eksperymentować z muzyką. W Polsce nie jest to jednak łatwe, gdyż słuchacz często dąży do tego, żeby przyporządkować twórcę do danej szufladki. Kiedyś dziwiłam się, że są artyści, którzy przez całą swoją muzyczną drogę tworzą w jednym klimacie. Dziś rozumiem już, że daje im to poczucie bezpieczeństwa i nie powoduje dysonansu u słuchaczy. Ja wybrałam inną drogę – ciągłego poszukiwania i odkrywania nowej siebie. Kocham gospel, uwielbiam folk, inspiruje mnie hip-hop. Ogólnie cały ten muzyczny kociołek z rozmaitościami smakuje mi najbardziej (śmiech).

Folkiem mocno nacechowana jest Twoja linia odzieży. Słyszałam, że od dziecka marzyłaś o tym, aby projektować. Czyli spełnienie marzeń? Lubiłam rysować. I jak chyba każda dziewczynka marzyłam o tym, żeby zaprojektować coś swojego. Linia odzieżowa Slavica jest więc spełnieniem moich marzeń. Co najważ-

niejsze, są to ubrania, które ja sama chciałabym nosić. Tym bardziej miło mi jest, że te rzeczy cieszą się dużym zainteresowaniem.

Patrząc na okładkę i tytuł najnowszej płyty Bastet, widać silną inspirację starożytnym Egiptem. Zawsze kiedy pracuję nad nowymi kawałkami, szukam inspiracji wszędzie – w historii, literaturze, muzyce. Zainspirowała mnie postać Bastet – egipskiej bogini muzyki, często przedstawianej jako kot lub ludzka postać z głową kota. Jako że muzyka to moje życie, a koty to moje ukochane zwierzęta, zainteresowałam się Bastet.

Podobno nie stoi za tobą wielka showbiznesowa machina. Nie masz

nawet osobistej stylistki. W jaki sposób udaje Ci się – i to z powodzeniem – połączyć tak wielką popularność i niezależność? Donatan nauczył mnie, że należy chronić swoją niezależność w działaniu. Nie mam stylistki ani menedżera innego niż osoba bookująca koncerty. Być może coś przez to tracę, ale zyskuję wolność i moc decydowania sama o sobie. Współpracując z Donatanem, obserwowałam jego pracę. Uczyłam się tego, w jaki sposób on działał. To naprawdę bardzo interesująca obserwacja. Większość artystów jest w nieciekawej sytuacji – nie pisze sama swoich utworów, polega na decyzji menedżerów czy ludzi od PR. I w pewnym momencie zatraca siebie, przez co muzyka staje się sztuczna.

MAGAZYN

13


14

MAGAZYN


CLEO

Sama prowadzisz swój fanpage na Facebooku. Co sądzisz o tej formie kontaktu z fanami? I o social mediach w ogóle? To najlepsza możliwość kontaktu! Dzięki temu, że samodzielnie prowadzę wszystkie swoje kanały, mogę być blisko moich fanów i właściwie komunikować się z nimi bezpośrednio. To daje mi ogromną radość.

Sporo koncertujesz, nagrałaś drugą płytę, projektujesz ubrania – jesteś niezwykle aktywną osobą. Znajdujesz w ogóle czas na odpoczynek? Donatan zawsze mówił, że odpoczynek to zmiana zajęcia (śmiech). Lubię być aktywna. Praca twórcza daje mi dużo radości, robiąc różne rzeczy, nigdy nie wpadam w monotonię.

Masz fantastyczną, „czarną” barwę głosu, a jednak śpiewasz po polsku. Nigdy nie kusił Cię język angielski? Kusi, ale nie chciałabym robić muzy-

Staram się nie stracić tego, co jest dla mnie ważne w muzyce – wyrażania różnych emocji, eksperymentowania i zabawy brzmieniem ki w języku angielskim… To wbrew moim zasadom. Pojedyncze utwory mogę nagrać, ale nie całą płytę. Warto walczyć o nasz piękny język. Zwłaszcza teraz, kiedy młodzi ludzie

postać z okładki

zamerykanizowali nie tylko swój sposób życia, ale i zasób słów.

Premiera twojej drugiej płyty Bastet odbędzie się 2 września. Na razie udostępniłaś trzy piosenki – wszystkie w zupełnie innym stylu – od ballady po hit parkietu. Eklektyzm staje się cechą charakterystyczną „nowej” Cleo? Staram się nie stracić tego, co jest dla mnie ważne w muzyce – wyrażania różnych emocji, eksperymentowania i zabawy brzmieniem. Bastet będzie płytą rozmaitych brzmień, bardziej dojrzałą, muzycznie wyrazistą i niepozbawioną pazura, mimo iż pojawi się na niej kilka ballad (śmiech).

17 sierpnia grasz koncert w Świnoujściu. Czego Twoi fani mogą się spodziewać muzycznie? Masę pozytywnej energii, dobrej zabawy i wszystkiego, co lubią w mojej muzyce. Zapraszam! REKLAMA


zdrowie

PLASMOLIFTING W ORTOPEDII

Naturalnie, bezpiecznie, skutecznie Chińczycy wiedzieli to już dwa tysiące – pewne głosy mówią nawet o czterech tysiącach! – lat temu. My dowiedzieliśmy się o tym stosunkowo niedawno. Człowieka często wyleczyć można, wykorzystując jego naturalne możliwości. się szeregiem przeciwwskazań. Są właściwie trzy – nie jest to metoda polecana kobietom w ciąży, w przypadku czynnych nowotworów oraz chorób zakaźnych.

Jedną z takich metod jest właśnie plasmolifting, czyli terapia, w której używa się osocza bogatopłytkowego uzyskiwanego z naszej własnej krwi. Pisaliśmy już o jej zastosowaniu w medycynie estetycznej. Zasięg plasmoliftingu jest jednak dużo szerszy. Przynosi na przykład ogromne sukcesy w ortopedii.

Osocze a ortopedia Zdaniem doktora Marka Pawlaka, znakomitego ortopedy i pioniera plasmoliftingu w Polsce, istnieją dwie medycyny. Tradycyjna i nowoczesna. Ta pierwsza często korzysta z farmaceutyków, podczas gdy druga stara się, w miarę możliwości, radzić sobie bez nich. Plasmolifting należy do metod nowoczesnych. Jego podstawowe zadanie to pobudzić organizm do regeneracji komórki. – Gdyż medycyna nowoczesna funkcjonuje dziś na poziomie komórki. Żadne organy. Komórka – podkreśla zdecydowanie doktor Pawlak. Osocze bogatopłytkowe ma doskonałe właściwości regeneracyjne,

16

MAGAZYN

co w ortopedii okazuje się być nie do przecenienia. Zawiera w sobie zestaw witamin, a także własne komórki rozrodcze. – Jako praktyk z dwuletnim doświadczeniem w wykorzystywaniu plasmoliftingu w ortopedii śmiało mogę stwierdzić jedno. To działa i pomaga ludziom – mówi, nie bez satysfakcji, doktor Pawlak. Po czym wymienia schorzenia, na które zbawiennie wpływa ta metoda. – Ogólnie wszelkie schorzenia dotyczące narządów ruchu, zmiany zwyrodnieniowe stawów biodrowych, kolanowych, skokowych czy kręgosłupa, zespoły przeciążeniowe – np. zespół cieśni nadgarstka czy bolesnego barku. Plasmolifting idealnie się sprawdza. Pacjentom ustępują dolegliwości i to, co ważne, bez leków – chwali plasmolifting doktor Pawlak.

Naturalnie i bezpiecznie Do największych zalet wykorzystywania osocza bogatopłytkowego, nie licząc skuteczności, należy fakt, że jest to metoda naturalna, a do tego nieobwarowana niekończącym

Istota zabiegu jest bardzo prosta. Do specjalnej probówki zawierającej heparynę pobiera się 9 ml krwi na jedno wstrzyknięcie. Następnie odwirowuje się to w wirówce, w wyniku czego wytwarza się omawiane tu bogatopłytkowe osocze. W dalszej kolejności osocze to wstrzykuje się w newralgiczne punkty. Kuracja trwa cztery tygodnie – co tydzień wstrzykuje się jedną dawkę osocza. Tyle bowiem, ok. ośmiu dni, trwa regeneracja komórek. W efekcie serii takich zabiegów ustępują dolegliwości, poprawia się zakres ruchów, znikają przykurcze. Marek Pawlak z uśmiechem wspomina swoje dwie pacjentki, zakwalifikowane wcześniej do operacji wstawienia sztucznego biodra. Po zabiegach plasmoliftingu – który w ich przypadku trwał nie cztery, ale osiem tygodni – obie odstawiły kule, a na dodatek jedna z nich zrobiła prawo jazdy. To tylko dwa z wielu przykładów będących dowodem na skuteczność zabiegów z użyciem osocza bogatopłytkowego. Jest ich dużo więcej. – Każdy lekarz poszukuje własnej metody, a jej głównym kryterium musi być skuteczność. Jesteśmy po to, żeby pomagać ludziom – mówi doktor Pawlak. Bez wątpienia on sam swoją metodę znalazł. Plasmolifting. Lek. med. estetycznej Wioletta Bogacka Gabinet Med Magic, Paderewskiego 24, Świnoujście, www.medmagic.pl


Na ratunek

- znieczulenie komputerowe Bez zastrzyków i bez stresu? Czy podanie znieczulenia przed zabiegiem dentystycznym może być bezbolesne? Wielu Pacjentów narzeka na dyskomfort odczuwany podczas znieczulania przed zabiegami u dentysty. O bólu w trakcie wkłuwania oraz o niemiłym uczuciu rozpierania tkanek możemy zapomnieć, używając systemu The Wand (z ang. różdżka). Znieczulenie komputerowe to dziś jedno z najnowocześniejszych urządzeń w gabinecie stomatologicznym. Dzięki niemu zniknęły strzykawki, a podanie znieczulenia stało się delikatnym zabiegiem, nieodczuwalnym dla Pacjenta.

nieznieczulone tkanki. W technologii Wand są wykorzystywane końcówki aplikacyjne, które co prawda posiadają igłę, ale funkcjonują i wyglądają całkowicie inaczej niż strzykawka. W trakcie wprowadzania igły systemu Wand w głąb tkanek aplikowany

Bezboleśnie i skutecznie znieczuleni Pacjenci lepiej współpracują z lekarzem podczas wykonywania

Wand: jak to działa?

zabiegów i łatwiej znoszą

Wkłucie zwykłej igły bywa bolesne, ponieważ przy tradycyjnym zastrzyku igła przechodzi przez unerwione,

nie zawsze przyjemne

18

MAGAZYN

procedury dentystyczne.

jest płyn znieczulający. Do tkanek dociera najpierw środek znieczulający, a dopiero potem igła. W efekcie igła porusza się w znieczulonych już tkankach i dlatego Pacjent nie odczuwa jej obecności. Podczas użycia klasycznej strzykawki wtłaczanie płynu w tkanki jest najbardziej nieprzyjemną częścią procesu znieczulania. Za pomocą końcówki Wand płyn znieczulający jest precyzyjnie aplikowany przez komputer, z prędkością fizjologiczną pozwalającą tkankom na bieżąco wchłaniać dostarczany płyn. Nie tworzy się wysokie ciśnienie, dlatego nie ma przykrego odczucia rozpierania.


INNOWACYJNY SYSTEM WAND

zdrowie

większość Pacjentów po pierwszym użyciu komputerowego znieczulenia za nic nie chce wrócić do tradycyjnej strzykawki z igłą. Pacjenci, bezboleśnie i skutecznie znieczuleni, lepiej współpracują z lekarzem podczas wykonywania zabiegów i łatwiej znoszą nie zawsze przyjemne procedury dentystyczne. Dotyczy to dorosłych, a przede wszystkim dzieci, które dzięki bezbolesności zabiegów przekonują się do systematycznych wizyt u stomatologa.

Nigdy więcej strzykawek! Wand umożliwia wykonanie wszystkich technik znieczuleń miejscowych stosowanych w stomatologii. Dentysta może ograniczyć obszar znieczulenia np. tylko do jednego zęba. Wówczas po wizycie, pomimo

działania środka znieczulającego, Pacjent może normalnie mówić, jeść, śmiać się, nie czując odrętwienia warg, policzków ani języka. Podczas 10 lat stosowania systemu The Wand zauważyłam, że ogromna

Lek. stom. Dorota Jasiecka Klinika Stomatologiczna Morze Uśmiechu, Plac Słowiański 6/11, Świnoujście Artykuł powstał przy wsparciu dystrybutora systemu The Wand, firmy FM Dental, która prowadzi serwis internetowy dla Pacjentów: www.lagodnie.pl.

REKLAMA


Zostań recenzentem zabiegów w INTERFERIE Medical SPA**** Lato to doskonały czas na zmiany i walkę z własnymi niedoskonałościami. Sprawdź, jak działają jedne z najbardziej przełomowych zabiegów medycyny estetycznej i oceń ich skuteczność. skórę można znieczulić przed zabiegiem. Poza tym niepotrzebne jest żadne inne przygotowanie, nawet próba uczuleniowa, ponieważ kwas hialuronowy nie wywołuje reakcji alergicznych. Sam zabieg jest krótki, trwa około 30 minut. Po zabiegu może pojawić się lekki obrzęk i małe zasinienia, ustępują one jednak bardzo szybko.

Natychmiastowy efekt

W ostatnich latach dbanie o dobry wygląd twarzy i ciała nabrało coraz większego znaczenia. Z badań przeprowadzonych w 2011 r. przez TNS OBOP wynika, że do tej pory z usług medycyny estetycznej skorzystało 6 proc. Polek, natomiast 35 proc. zadeklarowało chęć wykonania takich zabiegów w przyszłości. Kobiety najchętniej zmieniają wygląd twarzy, biustu oraz tych części ciała, gdzie zbiera się niechciana tkanka tłuszczowa. W Farmie Urody INTERFERIE Medical SPA**** dostępnych jest wiele zabiegów wyszczuplających, odmładzających, a także redukujących problemy estetyczne. – Jesteśmy pewni ich efektów, a także potrafimy dobrać je do indywidualnych potrzeb naszych klientów. Pomysł akcji recenzowania zabiegów medycyny estetycznej w Farmie Urody zrodził się, ponieważ chcemy, aby każda zainteresowana osoba miała szansę przekonać się o ich skuteczności na własnej skórze. W każdym mie-

20

MAGAZYN

siącu będziemy proponować wybrane przez nas zabiegi w promocyjnych cenach – mówi Magdalena Kuc, menedżer Farmy Urody w INTERFERIE Medical SPA w Świnoujściu.

POWIĘKSZANIE I MODELOWANIE UST W tym miesiącu ocenie poddane zostaną dwa zabiegi. Pierwsza propozycja to zabieg powiększający i modelujący usta, w którym wykorzystywane są wypełnienie z kwasu hialuronowego. Jest on naturalnym składnikiem tkanek człowieka, odpowiedzialnym za magazynowanie w nich wody. To jednocześnie doskonały środek modelujący i poprawiający nawilżenie czerwieni wargowych.

Jak wygląda zabieg? Zabieg wypełniania, modelowania lub powiększania ust polega na iniekcji kwasu hialuronowego w miejsce, które zamierzamy zmienić. Dla podniesienia komfortu pacjenta

Pierwsze efekty wypełnienia i konturowania ust widoczne są od razu po zabiegu, uczucie większego nawilżenia ust pojawia się natomiast po kilku godzinach. Rezultat zabiegu utrzymuje się nawet do roku. Długotrwałość efektów uzależniona jest m.in. od rodzaju użytego preparatu czy intensywności mimiki ust. Jakość skóry na długo pozostaje w kondycji dużo lepszej niż przed zabiegiem. Warto jednak wykonywać zabiegi podtrzymujące, już z mniejszymi dawkami preparatu.

Kwas hialuronowy INNE ZASTOSOWANIA

Redukcja zmarszczek mimicznych na czole, fałd nosowo-wargowych Wygładzenie szyi, dekoltu, ale także dłoni Modelowanie owalu twarzy – uwypuklenie kości policzkowych Ujędrnienie, silne nawilżenie i poprawa gęstości skóry


NAJNOWSZE ZABIEGI ESTETYCZNE

LIFTING GWIAZD Drugi zabieg, który warto przetestować w sierpniu w INTERFERIE Medical SPA**** to CACI (czyli komputerowo wspomagana aparatura kosmetologiczna). Technologia CACI stworzona została na podstawie 20letnich badań naukowych i opiera się na wykorzystaniu mikroprądów. Uruchamiają one proces regeneracji mięśni i naskórka, przede wszystkim poprzez wzmożenie odbudowy włókien kolagenowych i elastyny. Wywołują ponadto proces jonizacji, który wspomaga efekty działania preparatów kosmetycznych, zapewniając naszej skórze lepsze odżywienie i głębokie nawilżenie.

Jak to działa? Pierwszy etap zabiegu to reedukacja mięśni. Za pomocą elektrod oraz elektro-aplikatorów z serum wykonywane są trzy serie ruchów, które przywracają mięśniom elastyczność i właściwe napięcie. Następnie, po-

przez technikę stymulacji naprawy tkanek (płytki ETR), wykonywana jest regeneracja skóry. Pracujemy na poszczególnych, problematycznych obszarach, skupiamy się na widocznych zmarszczkach, rozstępach czy przebarwieniach. Płytki ETR pobudzają syntezę kolagenu i elastyny, co daje efekt zwiększenia gęstości skóry, dotlenienia i energii komórek. Zwieńczeniem zabiegu jest głębokie nawilżanie. Na skórę nakładane są m.in. żele (pod oczy), serum kolagenowe czy krem hydronawilżający. Skóra staje się napięta, ujędrniona i promienna. Zabieg jest całkowicie bezbolesny. W przeciwieństwie do liftingu chirurgicznego lub laserowego jest również całkowicie bezinwazyjny. Może być wykonywany o każdej porze roku – nawet teraz, w pełni lata. Trwa od 35 do 90 minut, w zależności od wybranej partii ciała.

Wyglądać jak gwiazda Efekt spłycenia zmarszczek i napię-

uroda

cia skóry widoczny jest gołym okiem od razu po zabiegu. – Z zabiegów mogą korzystać wszyscy ci, którzy pragną odmłodzić i ujędrnić swoją twarz, jak również dłonie, brzuch, piersi i pośladki. Rewolucyjna technologia CACI sprawdza się także w zwalczaniu cellulitu, rozstępów, usuwaniu przebarwień, zmian trądzikowych oraz zanieczyszczeń skóry – mówi Magdalena Kuc. Niechirurgiczny lifting z wykorzystaniem mikroprądów cieszy się ogromnym uznaniem wielu gwiazd muzyki i telewizji. Do grona fanów zabiegu należy już m.in. Jennifer Lopez, Madonna czy Cliff Richards. Promocyjna cena!

Promocyjne ceny zabiegów obowiązują dla pierwszych 10 osób. Rezerwacji zabiegów można dokonać tylko osobiście w Farmie Urody w INTERFERIE Medical SPA****, pokazując miesięcznik „Wyspy”. Osoby zainteresowane udziałem w akcji zostaną poproszone o podzielenie się opinią na temat zabiegów na profilu Facebook hotelu oraz na łamach gazety.

MAGAZYN

21


Moda

na bycie sobą ZDJĘCIA KAROLINA GAJCY MAKEUP AGATA BUTKIEWICZ-SHAFIK MODELKA Aleksandra Raciborska KOLEKCJA BAZAAR Galeria Promenada ŚWINOUJŚCIE

22

MAGAZYN


DLA NIEJ

MAGAZYN

moda

23


24

MAGAZYN


technologia

NOWOŚCI

SAMSUNG Smart TV KS9000 55” SUHD (4K) zakrzywiony

Z nowym telewizorem SAMSUNG SUHD poczujesz w pełni dramatyzm każdej sceny. 10-bitowy panel zapewnia miliard odcieni kolorów, co daje pełną gamę bogatych i naturalnych barw. Zakrzywiony ekran przekłada się na szersze pole widzenia oraz większe poczucie głębi, którego nie gwarantuje żaden telewizor z płaskim ekranem. Dzięki rozdzielczości UHD (4K), oferującej 4 razy więcej detali niż FullHD, dostrzeżesz nawet najmniejsze elementy obrazu. SAMSUNG SUHD przeniesie Cię w świat pełen wrażeń w optymalnej jakości szczegółów, kolorów i ostrości.

Lepiej, łatwiej

i przyjemniej Technologicznych nowinek nigdy za wiele. Tym razem prezentujemy głównie te dla domu. Ale i dla rozrywki coś się znajdzie. Piekarnik elektryczny SAMSUNG BQ1D6G144 z funkcją Dual Cook

System Dual Cook to dwie niezależne komory. Dzięki nim możesz w jednym piekarniku przyrządzić dwie różne potrawy, wybierając dwie różne temperatury i dwa ustawienia czasu.Elegancki wyświetlacz Twin LED wyświetla dane w dwóch wierszach, prezentując ustawienia piekarnika i czasu gotowania. Każda z trzech komór urządzenia (komora cała, poziom górny i dolny) uzyskała poziom efektywności A. To oznacza mniej zużytej energii oraz niższe rachunki za prąd.

Pralka AddWash SAMSUNG

Idealne rozwiązanie dla każdego, kto po włączeniu pralki zawsze znajdzie jeszcze w domu zabrudzone ubranie. Teraz nie tylko można włożyć je do pralki, gdy pranie już się rozpoczęło, ale też dorzucać rzeczy w fazie płukania i odwirowywania. A wszystko to dzięki dodatkowym drzwiczkom AddWash. Pralka SAMSUNG bez wątpienia oszczędzi nam czas oraz energię – technologia Eco Bubble™ z łatwością usunie brud z delikatnych tkanin nawet w niskich temperaturach. Dzięki funkcji sterowania smartfonem mamy pełną kontrolę nad procesem prania. Urządzenie jest energooszczędne – klasa efektywności energetycznej: A+++.

26

MAGAZYN

Smartfon HUAWEI P9 Tytanowy

Nowym smartfonem HUAWEI P9 z podwójnym obiektywem możesz robić zdjęcia niczym profesjonalnym aparatem. Obrazy i filmy są pełne żywych barw i zachwycających detali. Trzy metodologie pomiaru sprawiają, że ostrość obrazu dobierana jest automatycznie i zawsze przynosi najlepszy rezultat. W trybie fotografii profesjonalnej możesz regulować przysłonę, filtry, balans bieli czy fokus. A wszystko to w połączeniu z najnowocześniejszym wzornictwem. Ale nie zapominaj – HUAWEI P9 to przede wszystkim smartfon, dlatego pisz SMS-y, odbieraj połączenia i oglądaj filmy na 5,2-calowym ekranie Full HD, wykonanym w technologii 2.5D, ubranym w super płaską obudowę z aluminium lotniczego.

Produkty do nabycia w sklepie NEONET Galeria Handlowa CORSO, Dąbrowskiego 5 Świnoujście


AUTO przełamujące konwencje

Nowa Mazda CX-3 to kompaktowy crossover o wyrafinowanej i żywej stylizacji KODO „Dusza ruchu”, zapewniający wygodę i funkcjonalnosć dopasowane do każdego stylu życia. Technologia SKYACTIV gwarantuje bezkompromisowe, sportowe osiągi i dynamikę oraz precyzję prowadzenia. Samochód jest idealny do jazdy w mieście oraz wypadów na łono natury. Stylizacja KODO Stylowe wnętrze o niespotykanym indywidualizmie pozwala wyrazić swoją osobowość. Przestrzenne i otaczające kierowcę, jest wykonane z najwyższą dbałością oraz zapewnia łatwy dostęp do intuicyjnie obsługiwanych funkcji samochodu. Eleganckie, smukłe linie kontrastują

28

MAGAZYN

z odważnymi, masywnymi proporcjami i kształtują niezwykłą sylwetkę nowej Mazdy CX-3 – niespotykaną w samochodach tych rozmiarów. Charakterystyczne reflektory LED i krata wlotu powietrza ze srebrnymi obrzeżami nadają przodowi aerodynamiczny i stylowy wygląd. Zwarte,

muskularne nadwozie tworzy wrażenie prędkości i płynności jazdy.

Technologia SKYACTIV Nową Mazdę CX-3 wzbogaca technologia SKYACTIV. To najwyższy na świecie stopień sprężania, nowe skrzynie biegów i lekka konstrukcja. Dzięki temu najnowsze modele


NOWA MAZDA CX-3

Mazdy są tak wydajne, jak to tylko możliwe, zachowując jednocześnie swój charakter i spełniając oczekiwania kierowców. Technologia ta oznacza zaprojektowanie na nowo każdej istotnej części samochodu, od silnika po podwozie i od nadwozia po skrzynię biegów. To zwrotność i łatwość prowadzenia, mniejsze zużycie paliwa i niższa emisja CO2. SKYACTIV zapewnia nową jakość osiągów, dodaje mocy w kołach i pozwala na precyzyjne i komfortowe prowadzenie. W ten sposób jazda staje się przyjemnością.

i-ACTIVSENSE System ten zapewnia wysoki poziom bezpieczeństwa i komfortu. Jedną z wykorzystanych tu technologii jest adaptacyjny układ utrzymywania stałej prędkości (MRCC). Układ monitorowania martwego pola używa czujników do ostrzegania kierowcy o pojazdach, które znajdą się w martwym polu widzenia kierowcy. Układ monitorowania ruchu poprzecznego przy cofaniu (RCTA) ostrzega kierowcę o pojazdach lub przeszkodach z boku samochodu. Dodatkowo nowa Mazda CX-3 posiada system ostrze-

motoryzacja

gania przed niezamierzoną zmianą pasa ruchu (LDWS), system wspomagający hamowanie Smart City Brake Support oraz system automatycznego przełączania świateł drogowych na światła mijania (HBC).

Nowa Mazda CX-3 otrzymała nagrodę Red Dot Design Award przyznawaną za doskonałość projektu. Międzynarodowe jury przyznaje tę niezwykle pożądaną pieczęć jakości tylko najdoskonalszym projektom, które zdecydowanie wyróżniają się na tle innych im podobnych.

Samochód do nabycia w salonie MAZDA KOZŁOWSKI Struga 31B, Szczecin Telefon +48 91 464 48 81 www.mazdaszczecin.pl

MAGAZYN

29


motoryzacja

ABC KUPOWANIA

Samochód osobowy – akcyza. Cz.1 Superokazje cenowe nie istnieją. Nie istnieją nawet okazje… W dzisiejszych czasach mamy niesamowicie łatwy dostęp do zakupu własnych czterech kółek. Weekendowe giełdy przeniosły się do internetu.

Niestety, tam gdzie dla jednych tworzy się sytuacja do wyjątkowej „okazji” zakupu, tam dla drugich pojawia się pole do popisu, żeby tę „okazję” stworzyć i finalnego klienta oszukać w mniej lub bardziej wyrafinowany sposób. Auta wypadkowe, topione, bez pewnego pochodzenia i wreszcie auta bez akcyzy, czyli z wadą prawną. Sami przyznacie, że trzeba się znać, by nie dać się oszukać.

Akcyza. Czy to ważne? Ważne! Podatkowi akcyzowemu podlega każdy samochód osobowy o DMC do 3,5 t. Zarówno nowy, jak i używany. Podatek w zależności od silnika wynosi odpowiednio: 3,1 proc. dla pojazdów o silnikach do 2000 cm³ oraz 18,6 proc. dla pojazdów z silnikami powyżej 2000 cm³.

30

MAGAZYN

Jest to podatek ustawowy i cokolwiek by nie było mówione, naliczony być musi. Tyle teorii. Jak wygląda praktyka? W autach nowych, nabywanych w naszym kraju od autoryzowanego dystrybutora sytuacja jest jasna – podatek płaci generalny importer. W sytuacji auta importowanego przez niezależnych importerów sprawa już nie jest taka oczywista. W naszym prawie jest kilka możliwości, które pozwalają wspomniany podatek niestety ominąć. Powoduje to, że możemy spotkać samochód osobowy, który jest np. zarejestrowany jako ciężarowy lub specjalny. Ten właśnie przykład przytoczę. Importer kupuje auto w Niemczech jako osobowe. Dokonuje

jego przeróbki (wielokrotnie tylko papierowej) na samochód ciężarowy lub specjalny, np. pomoc drogowa. Takie auta w Polsce nie podlegają podatkowi akcyzowemu. Należy także dokonać badania technicznego takiego auta. Praktyka pokazuje, że owe badania samochód przechodzi (sposób jego przeprowadzenia pozostawię bez komentarza). W tym momencie mamy otwartą drogę do rejestracji auta. Tak też się dzieje. I tutaj zaczyna działać „magia”. Nasza, dla przykładu, ciężarowa limuzyna staje się osobowa. Głównie z tego powodu, że klient już nie taki głupi i zapyta, zajrzy w dowód rejestracyjny. Zrobić osobowy samochód jest bardzo prosto. Auto przechodzi kolejne badania i dostaje dokument potwierdzający, że to samochód osobowy. Importer ponownie udaje się więc do wydziału komunikacji i dokonuje przerejestrowania auta na osobowy z powodu zmiany rodzaju. Jeżeli więc kupujecie Państwo auto, które w ostatnim czasie było przywiezione do kraju, zarejestrowane i za chwilę miało ponownie rejestrację (widać to w dowodzie rejestracyjnym), to sprawa wydaje się jasna – importer raczej nie zapłacił należnego podatku. Co też ważne, sprzedający rzadko kiedy jest również importerem sprzedawanego auta, więc wyjaśnienie sprawy nie będzie proste. A skoro coś nie jest jasne, przejrzyste i oczywiste, należy powiedzieć: Do widzenia! Za miesiąc opiszę Państwu drugi sposób na brak akcyzy, a w zasadzie na fakt jej zapłacenia, ale… w zaniżonej wartości.

Kamil Pyclik

Centrumcars24.pl


Stylowa i NOWOCZESNA W lipcu tego roku w salonach zadebiutowała odświeżona wersja Toyoty Corolli. Projektanci położyli duży nacisk na design, jakość wykończenia i bezpieczeństwo. Samochód będzie można zamawiać już w tym miesiącu. W 2016 r. przypada 50. rocznica wprowadzenia na rynek tego najpopularniejszego samochodu w historii. W 150 krajach sprzedano dotąd ponad 44 miliony egzemplarzy, co stanowi 20 proc. łącznej globalnej sprzedaży pojazdów Toyoty. Jedenasta generacja Corolli od momentu wprowadzenia utrzymuje pozycję najchętniej kupowanego samochodu na świecie.

Nowoczesne technologie Wśród udoskonalonych, bardziej przyjaznych dla użytkownika rozwiązań technologicznych należy wymienić nowy 7-calowy ekran dotykowy umieszczony pod taflą szkła,

32

MAGAZYN

wielofunkcyjny wyświetlacz komputera pokładowego o przekątnej 4,2 cala, uproszczoną ofertę systemów multimedialnych Toyota Touch® 2

(obejmującą system nawigacji Toyota Touch® 2 with Go z pełnym pakietem map i nową wersją oprogramowania), ulepszony system wspo-


NOWA TOYOTA COROLLA

motoryzacja

magający pokonywanie podjazdów (HAC) oraz inteligentny asystent automatycznego parkowania SIPA. Już od drugiej wersji wyposażenia instalowany jest standardowo system Toyota Safety Sense, który zapobiega kolizjom lub łagodzi ich skutki. Przetwarza on informacje dostarczane przez niewielki, zamontowany nad przednią szybą moduł z czujnikiem laserowym i kamerą. W skład tego systemu wchodzi także układ wczesnego reagowania w razie ryzyka zderzenia (PCS), układ ostrzegania o niezamierzonej zmianie pasa ruchu (LDA), układ rozpoznawania znaków drogowych (RSA) oraz automatyczne światła drogowe (AHB).

Napęd i właściwości jezdne Gama silników odświeżonej Corolli składa się z silnika wysokoprężnego Turbo D-4D 1,4 oraz dwóch silników benzynowych: Dual VVT-i o pojemności 1,33 l oraz Valvematic o pojemności 1,6 l. Aby poprawić komfort jazdy i własności jezdne, w nowej wersji Corolli zmodyfikowano konstrukcję zawieszenia i układu kierowniczego, a także zastosowano liczne rozwiązania zmniejszające hałas i drgania w kabinie pasażerskiej.

Stylistyka nadwozia Nowa Corolla otrzymała nowoczesną, bardziej wyrafinowaną stylistykę nadwozia, której ważnym elementem jest zaprojektowany od nowa przód pojazdu zgodny z koncepcjami stylistycznymi Under Priority i Keen Look. Na górnym grillu umieszczono poziomy chromowany pasek ozdobny, który łączy się z obudową przednich świateł. Duża dolna kratka wlotu powietrza wpisuje się w trapezoidalną strukturę przedniego zderzaka, a mniejszy górny grill łączy się po obu stronach z nowymi reflektorami w stylu Keen Look. W tylnej części samochodu zastoso-

wano nowe lampy zespolone LED o trójwymiarowym przekroju. Auto otrzymało nowe wzory obręczy kół o średnicy 16 i 17 cali ze stopów lekkich. Nowa Corolla będzie dostępna w dziewięciu kolorach nadwozia. Są wśród nich trzy nowe warianty: brązowe Platinum Bronze i Earth Bronze oraz czerwony Tokyo Red.

Stylistyka wnętrza Wnętrze nowej Corolli zostało gruntownie zmodernizowane. Nowy projekt oferuje znacznie szerszą gamę zaawansowanych technologii i wyższą jakość wykończenia. Wygląd kabiny tworzy harmonijną całość, zgodnie z upodobaniami europejskich kierowców. Na tablicy rozdzielczej pojawił się nowy ekran TFT o przekątnej 4,2 cala. Głównym elementem konsoli centralnej jest teraz płaski panel w kolorze czerni fortepianowej, przypominający swoim wyglądem tablet. Na panelu znajduje się 7-calowy ekran dotykowy systemu multimedialnego. System obsługuje też łączność w technologii Bluetooth.

W całym wnętrzu zastosowano miękkie w dotyku materiały z obramowaniami w kolorze czerni fortepianowej. Elementy te współgrają z satynowymi, chromowanymi zdobieniami. Ostatecznego szlifu nadaje wyraziste niebieskie podświetlenie zegarów i innych przyrządów. Do wyboru są trzy warianty tapicerki – oferowana w najwyższych wersjach tapicerka z materiału i naturalnej skóry z nowym eleganckim wzorem przeszycia oraz dwa rodzaje tapicerki materiałowej. Każda w dwóch kolorach – jasnym oraz ciemnym. Ceny nowej Toyoty Corolli rozpoczynają się od 67400 zł.

Samochód do nabycia w salonach TOYOTA Szczecin Kozłowski Mieszka I 25B - Szczecin, Struga 17 - Szczecin, Toyota Nowogard Kozłowski, 3 Maja 27b - Nowogard www.toyotaszczecin.pl Model ten będzie można zobaczyć podczas IX Wystawy Samochodowej Uznam 2016, 3-4 września, Centrum Handlowe Uznam.

MAGAZYN

33


StyLOVE

lato ZDJĘCIA KAROLINA GAJCY MAKEUP AGATA BUTKIEWICZ-SHAFIK FRYZURA Karolina Tomaszewska MODELKA Monika Jeziorska KOLEKCJA HELLO BOHATERÓW WRZEŚNIA 78 ŚWINOUJŚCIE LILUE PLAC WOLNOŚCI 14 MODERIA BOHATERÓW WRZEŚNIA 9/4 Świnoujście

KOLEKCJA LILUE

34

MAGAZYN


KOLEKCJA LILUE

MAGAZYN

35


moda

DLA NIEJ

KOLEKCJA MODERIA

36

MAGAZYN


KOLEKCJA HELLO

MAGAZYN

37


RAKIETOWE

zabawy TEKST Agnieszka Kocańda ZDJĘCIA crossminton.pl

Do Świnoujścia już niebawem zawita Speedminton® Beach Festiwal, a wraz z nim – dość tajemnicza dyscyplina – crossminton. Warto więc napisać w paru słowach o tym, czym on właściwie jest. Crossminton to ultra szybka kombinacja tenisa, badmintona i squasha, która zdobywa coraz więcej fanów. Dwie rakiety i speeder (specjalna lotka) – oto, czego potrzeba, by aktywnie spędzić czas. Na świeżym powietrzu, w hali, podczas turnieju czy dla zabawy, zgodnie z hasłem dyscypliny „Anywhere, anytime!”. Grać można wszędzie i w każdych warunkach. Speeder dostosowany jest do silniejszych podmuchów wiatru, a brak konieczności zadbania o infrastrukturę czyni z crossmintona niezbędnik plażowy sezonu. – W ciągu roku uczestniczę w wielu

38

MAGAZYN

turniejach crossmintona. W Polsce mamy specjalną ligę – cykl turniejowy Speedminton® Stars. Latem odpoczywam nad morzem, ale oczywiście również z rakietami. Ponieważ niezbędny jest w zasadzie tylko sprzęt, gramy na plaży o dowolnej porze dnia – mówi Katarzyna Witwicka, zawodniczka, brązowa medalistka Mistrzostw Świata w crossmintonie w Berlinie w 2013 r.

Gra z zasadami Plaża, parki, a zimą górskie stoki – to miejsca, w których nie tylko można zasmakować walorów nowej dyscypliny, ale także wziąć udział

w turnieju. Podczas rozgrywek turniejowych zawodnicy trzymają się określonych przez Międzynarodową Organizację Crossmintona ICO (International Crossminton Organi-


CROSSMINTON

sport

Katarzyna Witwicka w akcji

zation) zasad. Boisko składa się więc z dwóch kwadratów o boku 5,5 m oddalonych od siebie o 12,8 m. O ile grając na punkty na plaży, możemy wyznaczyć je chociażby patykami, podczas treningów i zawodów używa się do tego specjalnych taśm (zestaw mieści się w niewielkim pudełku o rozmiarach zeszytu A5) lub korzysta z infrastruktury kortu tenisowego. Jeden z zawodników broni swojego pola, atakując kwadrat przeciwnika. Punkt dla rywala przyznaje się za kontakt speedera z ziemią lub z ciałem, za podwójne uderzenie i błąd serwisowy. Zmiana serwującego następuje co trzy serwisy.

PGE Narodowym, w którym wzięło udział 150 zawodników z kilkunastu krajów. Najważniejsze, że podstaw crossmintona można nauczyć się już w 15 minut. Oczywiście stałe treningi pozwalają nam nie tylko być coraz lepszymi, ale także szlifować formę. Niemniej jednak zacząć grać jest dosyć prosto, a gra szybko daje satysfakcję – opowiada Witwicka.

Nocny wariant Warto także wspomnieć o nocnej odmianie gry, Blackmintonie®.

– Blackminton® to kolejna forma rakietowej zabawy – mówi Witwicka. – Na wiosnę w Gorlicach odbyła się wielka blackmintonowa bitwa, a podczas wakacji szykowane są nocne pokazy na nadbałtyckich plażach. W Polsce jest już kilkanaście ośrodków, które prowadzą regularne zajęcia i szkolenia z crossmintona. Warto śledzić rozwój dyscypliny, bo sport ten rozwija się w oszałamiającym tempie – dodaje. Łazy, Mrzeżyno, Hel i Świnoujście to cztery polskie miasta, w których rozpoczynamy nowy cykl imprez wykorzystujących potencjał marki Speedminton®. Na plażowiczów czeka nauka gry w crossmintona oraz liczne konkursy dla dzieci i dorosłych. Już 13 sierpnia na plaży miejskiej zapraszamy do gry!

Crossminton to dyscyplina ogólnorozwojowa. Nie obciąża stawów, angażuje wszystkie partie ciała, a podczas treningu spalić można ponad 600 kalorii. Zacząć grać można w każdym wieku, nawet turnieje rozgrywane są w kilku kategoriach wiekowych. – Ostatni wielki turniej na arenie międzynarodowej to Mistrzostwa Europy, które odbyły się w lipcu we Francji. Polacy wrócili z ośmioma medalami, a atmosfera była wspaniała. W Polsce natomiast, ogromnym sukcesem był całodniowy turniej na

spotkania towarzyskie w gronie rodziny i znajomych.

Speedery ze specjalnymi świetlikami, gracze wymalowani specjalnymi farbami, a to wszystko przy lampach UV. Jest to prawdziwa feria barw i kwintesencja prawdziwej sportowej zabawy bez ograniczeń. To także pomysł na niekonwencjonalne spędzanie czasu dla najmłodszych,

Więcej informacji o wydarzeniu, sprzęcie i kolejnych crossmintonowych eventach znaleźć można na stronie crossminton.pl, a także na facebookowym fan page’u: Speedminton-Poland.

MAGAZYN

39


felieton

WYSPA SPORTU

Gadżeto

mania

Czy da się obecnie uprawiać jakikolwiek sport bez wymyślnych gadżetów, butów robionych na miarę, superoddychających ubrań, pulsometrów i całego asortymentu proponowanego nam przez setki producentów? Pewnie tak, ale takiemu biegaczowi bliżej do człowieka z Cro-Magnon niż współczesnego sportowca, choćby biegał na poziomie amatorskim. TEKST BARTEK WUTKE

J

ak wyglądał pierwszy biegacz? Prawdopodobnie był bosy, ubrany w skórę dzikiego zwierza, a w ręku dzierżył włócznię potrzebną do polowań. No właśnie – ale jaką włócznię? Na początku pewnie zwykły kij zaostrzony na jednym końcu. Sprzęt może i lekki, ale mało skuteczny. Wraz z ewolucją pierwszych ludzi rozwijała się też technika broni. Kij został zastąpiony przez ociosany drzewiec, a na końcu pojawiło się kamienne ostrze. Szybko też okazało się, że łatwiej biega się z minimalnym odzieniem (lub nawet bez). Żeby nie ranić stóp pojawiła się też pierwsza ochrona na nogi – ponownie skóry, sandały itp. Nazywanie tych przedmiotów gadżetami może być drobnym nadużyciem, ale rozwój był aż nadto widoczny. Oczywiście teraz sprawa ma się nieco inaczej, bo biegamy w zupełnie innym celu. Zmieniły się też potrzebne (lub nie) do tego gadżety. Do dyspozycji mamy miliony przedmiotów. Od butów, które są dostosowane nie tylko do sposobu stawiania stopy, ale też odprowadzają nadmiar wilgoci. Podobnie ubrania, choć te mają jeszcze dodatkową funkcję

40

MAGAZYN

szybkiego schnięcia, przy jednoczesnej ochronie przed wiatrem. Firmy specjalizujące się w produkcji odzieży biegowej powołują specjalne zespoły sportowców i naukowców, którzy bez wytchnienia (dosłownie!) pracują nad poprawą jakości i funkcjonalności asortymentu. Killian Jornet ma nawet własny serial na Youtube, w którym owszem, sporo biega, ale przede wszystkim jednak pokazuje najlepsze produkty swojego sponsora. To jednak nic, jeżeli spojrzymy na to, co oferuje nam elektronika. Ręka do góry, kto biega bez zegarka? Pan Panie Pośle może opuścić rękę, nie o to chodzi. Trudno znaleźć jednak kogoś, kto nie korzystałby choćby ze zwykłego stopera. Większość współczesnych zegarków ma jednak również pulsometr i GPS. Przecież po biegu trzeba się zalogować na którymś z portali społecznościowych pozwalających porównywać swoje sportowe dokonania. Oczywiście wszystko w celach treningowych i poprawy swoich możliwości. Podobnie rzecz ma się z telefonami typu smartfon, choć te dają także możliwość słuchania muzyki i robienia zdjęć podczas treningów.

Podstawowa ich funkcja to jednak możliwość zawiadomienia służb ratunkowych w przypadku wypadku. Nawet w dziedzinie oświetlenia, które przydaje się nocnym markom, trwa mały wyścig zbrojeń. Wiodące firmy od lat próbują pogodzić jak najmniejszą wagę urządzenia z mocą światła i czasem pracy. Wszyscy marzą o tym, żeby biegać z baterią na głowie. Prawdziwym szpanem jest jednak posiadanie własnego drona, który dzięki kamerce i możliwości automatycznego śledzenia naszej postaci zarejestruje nasz niedzielny bieg. Czy jednak te wszystkie gadżety naprawdę są nam do czegoś potrzebne? Amerykański ultramaratończyk i biegacz górski Anton Krupicka słynie z tego, że na zawodach pojawia się odziany jedynie w kuse spodenki (pewien nauczyciel wuefu powiedziałby: spodenki rozwojowe) i buty biegowe, które zresztą własnoręcznie pozbawił przy pomocy scyzoryka nadmiaru bieżnika. Żeby nie było – też mam smartfona i konto na jednym z portali. Po prostu bez tego się nie da...


ŚLIZG kontrolowany Niektórzy twierdzą, że Morze Bałtyckie nie sprzyja surfowaniu, a prawdziwych fal należy szukać na Hawajach czy Wyspach Kanaryjskich. Trudno się z tym zgodzić, patrząc na nasze wybrzeże. Obsiane latawcami, windsurferami, ludźmi wiosłującymi na SUP-ach czy ślizgającymi się na skimboardach. TEKST MAGDA MONKOSA ZDJĘCIA KAROLINA GAJCY

42

MAGAZYN


SKIMBOARDING

Surferzy w Świnoujściu nauczyli się wykorzystywać walory polskiego morza. – Fenomen sportów wodnych w Świnoujściu polega na tym, że kiedy brakuje wiatru i fali, można pływać na SUP-ie i skimie. Kiedy zaczyna delikatnie wiać, odpowiedni jest windsurfing. Przy silniejszym wietrze pływamy na kite. Wszystko się łączy, zachowana jest symbioza, zawsze można coś robić – uważa Mariusz „Mario” Kramek, świnoujski surfer z niemałym doświadczeniem.

Frajda gwarantowana Nadbałtycka plaża. Mekka wszystkich spragnionych słońca, słonej wody, miękkiego piasku, widoku pozornego końca świata na horyzoncie. Jednak Morze Bałtyckie proponuje znacznie więcej. Wolny czas lubimy spędzać aktywnie, a na rekreacyjnym podium coraz częściej pojawiają się sporty wodne. W sierpniowym wydaniu „Wysp” pod lupę bierzemy jeden z najprostszych i najtańszych.

– Wystarczy płasko rzucić deskę na płytką wodę, wprowadzić ją w ślizg, pobiec kilka kroków i się na niej utrzymać – objaśnia zasady skimboardingu Mario. W sumie czynność nie wydaje się zbyt skomplikowana. A jak podkreśla ekipa świnoujskich skimboardowców – frajda zagwarantowana!

sport

deskę z zagranicy, zwykłą chińską sklejkę. Później koledzy zdobywali swoje i subkultura zaczęła się rozwijać. Powstawały takie miejsca jak „Skimbar”, gdzie były tory do skima

Z Kalifornii do Świnoujścia Większość źródeł podaje, że prekursorami skimboardingu byli ratownicy pracujący w latach 20. XX w. na kalifornijskim wybrzeżu w Laguna Beach. Ich zabawy na mieliznach przy użyciu sklejek pochodzących często z okolicznych zabudowań prędko przypadły do gustu obserwatorom. Bakcylem szybko zarażali się kolejni amatorzy sportów wodnych, aż w 2003 r. pierwsi skimboardziści pojawili się w kraju nad Wisłą. W Świnoujściu – chwilę potem. – Wszystko zaczęło się jakieś 8 lat temu. Dorwałem pierwszą

MAGAZYN

43


44

MAGAZYN


SKIMBOARDING

sport

NA ZDJĘCIU (OD LEWEJ) MARIUSZ, OLAF, NOEL i KORNEL

i organizowano pierwsze zawody – wspomina Mariusz. I podkreśla, że sztuczne tory na plaży nie do końca były dobrym pomysłem. – Mamy piękny akwen, pełen świetnych spotów. Takie tory wspaniale sprawdzają się w dużych aglomeracjach, gdzie nie ma dostępu do wody. Wyjaśniamy – spot to w języku surferów teren, na którym są odpowiednie warunki do aktywności.

Na trzech palcach Trudno zliczyć na trzech palcach zalety skimboardingu. Mimo to spróbujemy. Po pierwsze jest to sport niedrogi. Ceny przyzwoitej deski wahają się w granicach 200-400 zł. Sprzęt można także wypożyczyć w jednej ze szkół kitesurfingowych na plaży. Za trzy godziny zabawy zapłacimy 30 zł. Po drugie, to sport nietrudny. Skimboardingu można nauczyć się samemu, podpatrując technikę bardziej doświadczonych sportowców.

I warto pytać. Pociągnięci za język na pewno podpowiedzą, na czym polega błąd, że kiedy wskakujemy na deskę, ta zamiast jechać po wodzie, zatrzymuje się na piasku. Ostatecznie zawsze można wykupić szybki kurs z instruktorem. Płaskie uznamskie wybrzeże to trzeci walor. Jest zwyczajnie idealne do skima. – Wszystko zależy od poziomu wody. Po solidnych sztormach, gdy wieją północne wiatry, woda wypychana jest na piasek do zatoki i w ten sposób tworzą się spoty. Przy północno-zachodnim kierunku wiatru najlepszy teren jest blisko Wiatraka – wyjaśnia Mario. A dobrych wiatrów u nas nie brakuje.

Bądź uważny na plaży Minusy? Skimboarding to sport dość kontuzyjny. W pierwszych etapach nauki nietrudno o poobijane kostki czy lądowanie na plecach w płytkiej

wodzie. Jednak znacznie większe zagrożenie sprawiają sami skimboardziści dla innych plażowiczów. Ten sport ma to do siebie, że najlepsze warunki są tuż przy brzegu. A tu, wiadomo, bawią się dzieci, a rodzice brodzą po mieliźnie. – Najlepiej zachować dystans, kiedy widzimy, że ktoś pływa na skimie. Deska może wylecieć spod nóg i rozpędzona kasuje kostki – przestrzega Mariusz.

Kręci się zajawka – Zawsze gdy widzimy, że ktoś ma deskę, to wiemy, że nadaje na tych samych falach. Więc od razu nawiązujemy znajomości, bo są wspólne tematy i tak kręci się zajawka – opowiada Mario. – Nie chodzi o to, kto najwyżej podskoczy, zrobi lepszą sztuczkę czy najszybciej popłynie. Nawzajem popychamy się do przodu, współzawodnictwo schodzi na drugi plan. Każdy ma inny styl i chodzi o to, żeby się dobrze bawić. To tak jak w życiu.

MAGAZYN

45


Ziarnko

do ziarnka Co sprawia, że nasza świnoujska plaża jest tak wyjątkowa? Jej niespotykana w Polsce i nad Bałtykiem długość i szerokość? Piękne widoki? Te na horyzoncie i te całkiem blisko, opalające się w bikini? Zgoda, to wszystko zachwyca turystów i tubylców. Jednak najważniejszy jest chyba...

piasek. TEKST MAREK KOLENDA

A piasek mamy na plaży w Świnoujściu pierwsza klasa. O jego jakości i czystości świadczy także Błękitna Flaga – przyznawane nieprzerwanie od 11 lat wyróżnienie dla naszego kąpieliska. Świnoujski piasek jest jednocześnie miękki, ale dobrze ubity, lekki i drobnoziarnisty (o średnicy ok. 0,25 mm). W kolorze jasnożółtym, chociaż czasem wydaje się biały lub szarawy. Po części przezroczysty, a zdaniem wielu plażowiczów po prostu złocisty. Po zmieszaniu z wodą świetny do budowania piaskowych zamków. Po wyjściu z morza cudownie nas rozgrzewa, oddając ciepło promieni słonecznych. Jest czysty, bo miasto dba o to od dawna i bardzo skrupulatnie. I naturalnie pozbawiony wszelkich kamieni, żwiru oraz innych naleciałości często spotykanych na polskim wybrzeżu. Podobnie jak na wielu plażach południowej Europy, nasz piasek w przeważającej części składa się z kwarcu.

46

MAGAZYN


BAŁTYCKI PIASEK

natura

Także z udziałem części gliniastych, które powodują jego miękkość i lepienie się do skóry. Do tego dochodzi cała gama innych minerałów, wyłuskanych z macierzystej skały przez wietrzenie, zmytych z brzegu, a następnie zmielonych przez wodę na malutkie ziarenka. Jego żółtawy odcień to po części zasługa żelaza. W piasku znajdują się również fragmenty morskich muszelek, a nawet sporadycznie pokruszone kamienie szlachetne i półszlachetne. Najczęściej pod mikroskopem dojrzymy czerwonobrązowe granaty. Szczodry Bałtyk od lat podbiera piasek z położonych bardziej na wschód plaż i klifów, a potem wyrzuca na plażę w Świnoujściu. Zazwyczaj jest to ok. 40 cm rocznie, jednak w ostatnich latach jesienne i zimowe sztormy poszerzyły ją aż o 30 metrów! W niektórych miejscach szerokość długiej w sumie na 11 kilometrów

świnoujskiej plaży dochodzi nawet do 200 metrów. Zatem, kiedy znów położycie się wygodnie na ręczniku kąpielowym i zanurzycie dłonie w delikatnym świnoujskim piasku, obejrzyjcie

sobie dokładnie, jak mieni się i błyszczy w świetle słonecznym. Jaką różnorodnością barw i kształtów ziarenek zachwyca. I weźcie sobie garść na pamiątkę niezapomnianych wakacji. U nas w Świnoujściu piasku nigdy nie zabraknie. REKLAMA


Załoga na pokład Największa morska przygoda w naszym mieście odbędzie się w tym roku w 18-21 sierpnia. Świnoujście na ten czas przeistacza się w żeglarską stolicę, która gości prawdziwych wilków morskich oraz tych, którzy pragną takimi zostać. Wszystko odbywa się pod pełnymi żaglami, przy dźwiękach szant… O tak, przed nami 8. edycja Sail Świnoujście! ZDJĘCIA ARKADIUSZ DWULATEK

– Czy pismo do zarządcy nabrzeża zostało wysłane? Czy już mamy podpisane umowy z obsługą agencyjną i pilotami? A zgodę na zajęcie pasa drogowego? Na jakim etapie jest negocjowanie umów z armatorami? Czy materiały drukowane są już w przygotowaniu i kiedy dostaniemy je do akceptacji? A banery i windery? W jaki sposób zagospodarujemy teren imprezy? Co z elementami wesołe-

48

MAGAZYN

go miasteczka? Czy dysponujemy odpowiednimi zdjęciami? – poranna poniedziałkowa odprawa w Wydziale Promocji i Turystyki. Intensywne przygotowania do kolejnej edycji Sail Świnoujście. Po tych pytaniach zadawanych przez panią Naczelnik Katarzynę Rówińską nie ma miejsca na ciszę. A uwierzcie, to jest dopiero kropla w morzu czekających nas wyzwań!

Od kuchni Sail to niesamowite emocje. Radość, zabawa, czas spędzonymi z tymi, którzy są dla nas najważniejsi. Na chwilę porzucamy naszą codzienność i przenosimy się w świat pełen pięknych żaglowców i żeglarzy. Mamy niepowtarzalną okazję odbyć rejsy na pełnym morzu, przy rozbrzmiewających szantach. Płynąć w paradzie żaglowców i po prostu na


SAIL ŚWINOUJŚCIE 2016

zapowiedzi

chwilę przystopować, zatrzymać się. Powdychać morską bryzę, popatrzeć na ląd z zupełnie innej perspektywy, a może i nawet załapać żeglarskiego bakcyla. Zbudować niezapomniane wrażenia i zachować wspomnienia na długo. Ale zanim to nastąpi… Zorganizowanie takiej imprezy jest naprawdę sporym przedsięwzięciem. Jak wygląda Sail od kuchni? Jest gorąco! Owszem, są sprawy, które można przygotować z dużym wyprzedzeniem, jak np. zakontraktowanie żaglowców. Są też jednak zdarzenia losowe, z którymi również trzeba sobie poradzić, mimo że były bardzo wręcz nieplanowane. Wydział Promocji musiał się w tym roku zmierzyć z awarią silnika jednego z żaglowców, która wykluczyła jego udział. Ledwo uporaliśmy się z jedną, gdy się okazało, że kolejna jednostka również została zmuszona do odmowy w udziale w wydarzeniu, też ze względu na awarię silnika. Nie było nawet czasu na załamywanie rąk (w zasadzie nigdy nie ma na to czasu) – dwóch jednostek nie mogło zabraknąć. To co? Zorganizowaliśmy zatem dwie kolejne. Kluczem do sukcesu jest jasny podział zadań oraz przewidywanie trudności. Chociaż nie, nie trudności – raczej sytuacji do rozwiązania, zazwyczaj o charakterze „pilnym”. Sail to zakontraktowanie jednostek, przygotowanie wszelkich formalności, nieustanna komunikacja z żeglarzami, dopilnowanie procedur, równoległa promocja, organizacja jarmarku, sprzedaży biletów oraz współpraca z pozostałymi organizatorami i sponsorami w zakresie podejmowanych działań. Satysfakcja, radość i oddech ulgi mogą nastąpić dopiero na samym końcu.

Wizja Zanim powstało Sail Świnoujście, celem miasta było stworzenie imprezy, która wykorzystywałaby atut morskiego położenia. Taka okazja nadarzyła się dzięki nawiązanej

współpracy ze stowarzyszeniem Baltic Sail, z pomocą którego został zorganizowany pierwszy Sail Świnoujście w 2008 r. W ramach stowarzyszenia zaczęliśmy poznawać temat, który wcześniej był nam całkowicie obcy. Zorganizowanie imprezy żeglarskiej od podstaw, a przede wszystkim wypracowanie kontaktów i zaistnienie w morskiej przestrzeni, okazały się nie lada wyzwaniem. Zebrane doświadczenia oraz dobrze rokujące relacje z żeglarskim światem zaowocowały możliwością samodzielnej realizacji wydarzenia, które już dzisiaj samo w sobie jest rozpoznawalną marką. Od 8 już lat Sail Świnoujście żyje w zgodnym małżeństwie z Pływającym Festiwalem Piosenki Morskiej „Wiatrak”, który w tym roku obchodzi swoje 32-lecie. Można zauważyć, że z roku na rok impreza coraz bardziej ewoluuje, oferując szerszy program. 8. edycja Saila różni się od poprzednich czasem trwania. W tym roku zaplanowaliśmy o jeden dzień więcej morskich przygód niż w latach ubiegłych. Jeden dzień więcej oznacza więcej rejsów (w tym roku dobiliśmy do 71!), więcej koncertów oraz więcej możliwości spędzenia czasu w wyjątkowym żeglarskim świecie. Od zeszłego roku rozszerzamy też

ofertę o imprezy towarzyszące, jak np. Świnoujście Match Race. Pomału już myślimy o kolejnej edycji Saila. Chcemy, żeby przyszłoroczne wydarzenie również wyszło z szerszą ofertą, nie tylko do turystów, ale także do mieszkańców. Pewne pomysły już chodzą nam po głowach, zwłaszcza dotyczące zorganizowania atrakcyjnej przestrzeni na Porcie Jachtowym. Może uda nam się zorganizować piknik miejski albo i zlot foodtrucków? W końcu dlaczego nie? Póki co zapraszamy Was serdecznie na tegoroczną edycję Sail Świnoujście. Możemy Was zapewnić o jednym – wrażenia będą niezapomniane!

Szczegółowy program oraz bilety na rejsy dostępne na stronie www.sail-swinoujscie.pl

MAGAZYN

49


To właśnie FAMA! FAMA to jeden z najstarszych i największych artystycznych festiwali w Polsce. W tym roku odbędzie się po raz 46.

To interdyscyplinarne przedsięwzięcie z blisko setką wydarzeń, z udziałem niemal pół tysiąca artystów. Niezmiennie sednem są twórcze warsztaty oraz prezentacje ich efektów, które często stanowią oryginalne zderzenia sztuk, oraz przede wszystkim osobowości. Nie zabraknie ważnych nazwisk i tym samym mistrzowskich występów. TEKST DANIEL ŹRÓDLEWSKI

FAMA startuje 15 sierpnia. Potrwa do soboty – 27 sierpnia. Podzielona jest na kilka głównych sekcji – muzyczną (w tym roku wyjątkowo bogata, z rekordową liczbą zgłoszeń), wokalną, dziennikarską, literacką, teatralną, kabaretową, filmową oraz sztuk wizualnych. A także te bardziej praktyczne czy techniczne – animacji kultury, scenograficzną czy producencką. Efekty pracy prezentowane są w trakcie festiwalu, czasami spontanicznie w możliwie najbardziej zaskakującym składzie, formie i miejscu. W ostatnim dniu imprezy w Amfiteatrze im. Marka Grechuty odbędzie się koncert finałowy. To, co najlepsze podczas tegorocznej FAMY wskażą jurorzy, a w „sceniczną całość” zamkną to znani artyści kabaretowi: Władysław Sikora (Kabaret Potem) i Jarosław Marek Sobański (formacje Ciach oraz Słuchajcie). Jednak zanim nastąpi finał, na mieszkańców i gości Świnoujścia czeka dwutygodniowy artystyczny maraton.

50

MAGAZYN

Wysokie dźwięki FAMY Ciekawie zapowiada się koncert DMmusic & Żenia Berliński, w którym artyści ukażą muzykę w kontekście performatywnym. Usłyszymy dźwięki kontrabasu wzmocnionego siłą i możliwościami elektroniki. Po cyfrowe możliwości sięgnie także Kuba Jaworski, czyli Gypsy And The Acid Queen. Wykorzystując technikę loopowania dźwięków, gitary, instrumentów elektronicznych i wokalu, wprowadzi słuchaczy w hipnotyczny trans i lekko mistycznym głosem opowie historie nie z tego świata. Muzyczne eksperymenty na klasyczLord & The Liar

ne instrumenty zaproponuje także wiolonczelowo-fortepianowy duet Opia Ensemble. W ich repertuarze usłyszymy i jazz, i elektronikę. Będzie klasyka, muzyka współczesna, a nawet pop. Lord & The Liar, czyli Paweł Swiernalis, to młody, nonszalancki elegant-songwriter śpiewający historie o życiu, nocnych przygodach i trudnych relacjach męsko-damskich. Muzyczne eksperymenty na rzecz wierności tradycji zarzuciły cztery panie z formacji KAGYUMA, które głos traktują instrumentalnie, także dosłownie. Z kolei instrumentalne czary będą domeną zespołu T/Abore – wykonawców muzyki etno-jazzowej z klasycznym sznytem. W muzycznym rozkładzie jazdy nie zabraknie dobrych znajomych – Dziadowskiego Projektu, Snowida, Suzi, Pawła Izdebskiego czy Sekcji Muzycznej Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn. Jednym z najważniejszych wydarzeń festiwalu będzie prapremierowy koncert w ramach projektu Laboratorium muzyki Opowieść o bezsennej nocy. W koncercie usłyszymy Chór Festiwalowy (studenci Uniwersytetu


FAMA 2016

Technologiczno-Humanistycznego w Radomiu) pod kierunkiem Candelarii Saenz Valiente, z udziałem pianisty Marcina Maseckiego i perkusisty Jerzego Rogiewicza. Równie interesująco zapowiadają się Wariacje Kolbergowskie w wykonaniu Kapeli Maliszów z towarzyszeniem Orkiestry Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina, która zagra pod kierunkiem wiolonczelisty, dyrygenta, laureata Nagrody Grammy Adama Klocka. Wyjątkową propozycją będzie muzyczne widowisko Andriej Wyszyński. Przemówienia sądowe. Bazowy materiał stanowią wybrane fragmenty przemówień sądowych tego kontrowersyjnego prokuratora. Partie wokalne, czę-

ściowo zapisane, częściowo improwizowane, oparte na wybranych fragmentach przemówień, poddanych częściowej dekonstrukcji, zostają skonfrontowane z muzyką tworzoną przez W/SZ Quartet. W tradycyjnym koncercie podsumowującym pracę sekcji wokalnej usłyszymy utwory Jonasza Kofty. Gościem specjalnym festiwalu będzie Piotr Banach, założyciel zespołów Hey, Ludzie Mili czy Indios Bravos, który tym razem zagra z Katarzyną Sondej jako duet BAiKA.

zapowiedzi

Nie tylko muzyka Od kilku lat mocnym akcentem są festiwalowe wystawy. W tym roku w Galerii Miejskiej ms44 otwarta zostanie wystawa Ciało otwarte: ciało ludzkie, ciało miasta, ciało państwa. Kuratorem ekspozycji jest świnoujścianin Andrzej Pawełczyk, a zobaczymy prace kilkunastu młodych artystów ze szkół artystycznych z całej Polski. Studenci Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu przywiozą do Świnoujścia interdyscyplinarny projekt Aranea, formacja Miejscovnik zaprezentuje instalację audiowizualną Re: Pieśni, a młodzi fotograficy pracujący na festiwalu pod kierunkiem Tomka Sikory – fotograficzne impresje na temat wiodącego hasła „wyspy”. W programie są również liczne projekcje filmowe. Niezwykła przestrzeń hali w Basenie Północnym zmieni się na dwa tygodnie w salę teatralną. Zobaczymy tu spektakle uznanych niezależnych teatrów (m.in. Teatr KOD czy Zachodniopomorska Ofensywa Teatralna) oraz propozycje studentów ze szkół teatralnych z Wrocławia, Krakowa i Warszawy. Na wyspy zjadą także kabareciarze, m.in. Dwaj Panowie, Kabaret Nomen Omen, Grupa Paszkot oraz OBUH, czyli Ośrodek Badań nad Uniwersalizacją Humoru. Swoją kontynuację mieć będzie także cykl Miejsca literatury. Gośćmi Darka Foksa będą m.in. Maciej Wasielewski oraz Marcin Kącki. Ciekawostką festiwalu jest cykl Zaproś FAMĘ do siebie, czyli prezentacje artystyczne w miejscach wybranych przez mieszkańców

Psychoteatr z PWST we Wrocławiu

Świnoujścia. W tym roku FAMA zagości w Arenie Łuczniczej Uznam, Restauracji Hamaki, szkole KiteJunkies, Drink Barze Sito, Cafe Paris, Pokoju 24, Vegebarze Evka i Uzdrowisku Świnoujście. Akcje artystyczne ponownie odbywać się będą na miejskiej przeprawie promowej. Jedynym ograniczeniem dla twórców jest czas trwania przeprawy – 8 minut. Festiwalowe wydarzenia odbywać się będą nie tylko w Amfiteatrze, Muszli Koncertowej, sali teatralnej w MDK-u, hali w Basenie Północnym czy Jazz Club Central’a Scena. FAMA zaprasza również na Plac Wolności, Rynek pod Zegarem, dworzec kolejowy, do posterunku energetycznego ENEI, do Oflagu (internat przy ulicy Piastowskiej, od lat pełniący funkcję serca FAMY) oraz Domu Kultury w prawobrzeżnym Warszowie. Powyższe propozycje to jedynie wycinek programu festiwalu FAMA. Szczegółowe informacje oraz aktualności można odnaleźć w serwisie festiwalu www.fama.org.pl oraz w mediach społecznościowych.

MAGAZYN

51


felieton

MUZYCZNE MIASTO

Dźwięki muzyki

płyną tu zewsząd Niemal każdego letniego wieczoru miasto zaprasza na interesujące wydarzenia muzyczne. Do ulubionych przez mieszkańców i turystów imprez należą koncerty promenadowe, odbywające się w Muszli Koncertowej. To tam spacerujących przyciągają rytmy i melodie wygrywane przez rozmaite zespoły i orkiestry, w tym naszą znakomitą Orkiestrę Wojskową. TEKST MAJA PIÓRSKA ILUSTRACJA KATARZYNA BARANOWSKA

N

a atrakcyjne koncerty zaprasza Amfiteatr im. Marka Grechuty. Zmodernizowany, z zadaszoną widownią, mogący pomieścić 2,5 tysiąca widzów. Pięknie położony – wśród parkowych drzew. Sierpniowe koncerty rozpoczęła Filharmonia Dowcipu. Wielkim wydarzeniem będzie tu z pewnością Grechuta Festival 2016. W połowie sierpnia, przez dwa tygodnie, miastem zawładnie FAMA – 46 Międzynarodowy Kampus Artystyczny. Od 1966 roku dodaje miastu kolorytu młodości. Ten interdyscyplinarny festiwal ściąga do Świnoujścia studentów z całej Polski, gotowych prezentować swoje nawet najbardziej szalone pomysły. To także muzyka, a wśród laureatów FAMY z lat ubiegłych widnieją dziś tak znane nazwiska jak Maryla Rodowicz, Magda Umer, Marek Grechuta, Elżbieta Wojnowska, Renata Przemyk, Nowak (z zespołem Raz, dwa, trzy), Irek Dudek Blues Band, Nocna Zmiana Bluesa ze Sławkiem Wierzcholskim, zespół T Love i wiele innych. To na FAMIE Włodek Pawlik prowadził warsztaty muzyczne, by w finałowym koncercie zagrał studencki Big Band, a mistrzami dla

52

MAGAZYN

muzycznej braci studenckiej byli także Włodzimierz Nahorny i Janusz Grzywacz. Jeszcze nie wybrzmi echo FAMY, a już słychać muzykę morza, podczas Pływającego Festiwalu Piosenki Morskiej „Wiatrak”. Od ponad 30 lat na ten festiwal przybywają zespoły i soliści z kraju, ale także z Danii, Holandii, Szwecji, Anglii i Niemiec. Wielu sławnych żeglarzy i marynarzy przewinęło się wśród publiczności i artystów tego święta piosenki morskiej. Warto poznać jednego z pomysłodawców „Wiatraka”, twórcę i wykonawcę szant, świnoujścianina Jurka Porębskiego oraz osoby od lat związane z festiwalem, m.in. Marka Szurawskiego, Ryszarda Muzaja, Andrzeja Koryckiego. Festiwal gości najlepsze zespoły, w tym Stare Dzwony, Cztery Refy, Ryczące Dwudziestki, Zejman i Garkumpel czy Mechanicy Szanty. Wśród laureatów nagrody Grand Prix festiwalu byli także mieszkańcy naszego wyspiarskiego miasta – wspomniany Jurek Porębski, Tomasz Piórski oraz zespół Przejazdem. Od wielu lat atrakcją imprezy są koncerty podczas morskiego rejsu promem Unity Line. Festiwalowi towarzyszą Regaty Żeglarskie zakończone koncertem

„Szantymeni Żeglarzom”. Dla miłośników muzyki poważnej niewątpliwym wydarzeniem muzycznym jest Międzynarodowy Festiwal Muzyczny Świnoujskie Wieczory Organowe. Wiele już o nich na łamach „Wysp” napisałam, nie będę się więc powtarzać. Kolejną propozycją dla melomanów jest, odbywający się na przełomie września i października Uznamski Festiwal Muzyczny, organizowany po niemieckiej stronie wyspy Uznam, ale również z koncertem w Świnoujściu. Na koniec nie mogę nie wspomnieć o wyjątkowym miejscu, jakim jest Jazz Club Central’a - Scena, skupiająca przez cały rok miłośników jazzu, bluesa, rocka czy reggae. To tylko cząstka muzycznego miasta nad Świną i Bałtykiem. Jego różnorodność i bogactwo to efekt ogromnego zaangażowania ludzi, którym bliska sercu jest kultura, również muzyczna.


MAGAZYN

53


Piękne zwieńczenie Nasz wspaniały festiwal powoli dobiega końca. Przed nami już tylko trzy wieczory. Ale za to jakie! ZDJĘCIA ARCHIWUM TOWARZYSTWA PRZYJACIÓŁ ŚWINOUJŚCIA

w wielu filmach i serialach telewizyjnych. Dużą popularność przyniosła mu rola Leszka Skalskiego w serialu M jak miłość. Był gościnnym aktorem Teatru Słowackiego, Teatru Ludowego, Teatru STU w Krakowie oraz teatrów w Jeleniej Górze i Kaliszu. Obecnie jest aktorem Teatru Polskiego i gościnnie występuje w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu.

19 sierpnia

Fanów Tomasza Adama Nowaka zapewne ucieszy wiadomość, że także w tym roku będą mogli posłuchać tego wirtuoza gry organowej i wybitnego improwizatora.

12 sierpnia

Tym razem muzyka spotka się z poezją. Wystąpi Andrzej Chorosiński – nie tylko mistrz gry organowej, ale także kompozytor oraz autor licznych transkrypcji utworów orkiestrowych na organy. Laureat wielu konkursów, m.in. I nagrody Międzynarodowego Konkursu Improwizacji Organowej w RFN i wyróżnienia w Konkursie Bachowskim w Belgii. Koncertuje niemal we wszystkich krajach Europy oraz obu Ameryk, a także w Korei Południowej i w Japonii. Profesor klasy organów w Akademii Muzycznej w Warszawie. Prowadzi także kursy mistrzowskie w kraju i za granicą. W swym artystycznym dorobku ma nagrania radiowe, telewizyjne i płytowe – ponad 20 albumów. Konsultant i autor projektów budowy organów w Polsce oraz w Niemczech, Kanadzie i w Japonii.

54

MAGAZYN

Poezją Adama Mickiewicza uraczy publiczność aktor Michał Chorosiński. Ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną im. L. Solskiego w Krakowie w 1999 r. W tym samym roku wystąpił w roli młodego Karola Wojtyły w filmie poświęconym Ojcu Świętemu Psałterz Renesansowy. W 2001 r. otrzymał nagrodę Grand Prix na II Ogólnopolskim Konkursie Recytatorskim Verba Sacrum w Poznaniu. Współpracował z wieloma wybitnymi reżyserami, m.in. J. Hoffmanem, M. Grabowskim, P. Miśkiewiczem, J. Szurmiejem. Brał udział

Absolwent warszawskiej Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina – dyplom z wyróżnieniem. Studia organowe kontynuował w Monachium u Franza Lehrendorfa, w Amsterdamie u Ewalda Kooimana oraz w Paryżu u Marie-Claire Alain. Ukończył też studia muzyki kościelnej w Wyższej Szkole Muzycznej w Essen. Laureat wielu międzynarodowych konkursów, m.in. jako pierwszy Polak w prawie 50-letniej historii konkursu zwyciężył Międzynarodowy Konkurs Improwizacji Organowej w Haarlem w Holandii,


ŚWINOUJSKIE WIECZORY ORGANOWE

w 1994 r. Wielokrotnie nagrywał dla Polskiego Radia oraz niemieckich rozgłośni radiowych, wydawał płyty. W latach 1994-2000 wykonał w cyklu koncertów w Niemczech wszystkie dzieła organowe Johana Sebastiana Bacha, a w 2001 r. utrwalił komplet tych utworów na 12 płytach CD. Koncertuje w większości krajów Europy. Jako solista współpracuje z wieloma europejskimi orkiestrami symfonicznymi. Jest profesorem gry organowej i improwizacji w Wyższej Szkole Muzycznej w Detmold. Prowadzi międzynarodowe kursy interpretacji i improwizacji organowej w Europie i USA. Organista i kantor w kościele św. Lamberta w Munster. Dyrektor artystyczny Międzynarodowego Westfalskiego Festiwalu Organowego.

26 sierpnia

XVIII Świnoujskie Wieczory Organowe zakończy koncert finałowy.

Wystąpią włoscy artyści Simona Fruscella – organistka i Antonio Fruscella – gitarzysta. Duet ten wykonuje muzykę kompozytorów baroku i XIX w. Grają zarówno oryginały, jak też transkrypcje utworów na orkiestrę, w oparciu o utwory wokalne i instrumentalne. Okres baroku jest dla nich najbardziej interesujący. Artystyczna propozycja Włochów jest niezwykła i nietypowa, gdyż nieczęsto spotkać można duet na gitarę i organy. Zawsze do swojego repertuaru wyszukują utwory, w których wykorzystany jest potencjał organów, jednocześnie

kultura

podkreślający brzmienie dźwięków gitary. Towarzystwo Przyjaciół Świnoujścia wraz z Parafią pw. Chrystusa Króla serdecznie zapraszają na festiwalowe koncerty, które odbywają się zawsze w piątki o godzinie 19.00 w kościele pw. Chrystusa Króla przy pl. Kościelnym w Świnoujściu. Honorowy patronat nad festiwalem objął Prezydent Miasta Świnoujście, Janusz Żmurkiewicz. REKLAMA


Opętany

przez muzykę 60. i na początku 70. prowadził znane w Świnoujściu i Międzyzdrojach restauracje. Między innymi Parkową, w której każdego lata organizował znane mieszkańcom Świnoujścia tamtych czasów „Non Stopy”. Były to popołudniowe występy najwspanialszych wówczas polskich zespołów. Grali tam Skaldowie, Breakout czy Czesław Niemen. Ściany Parkowej zdobiły obrazy warszawskiej grupy malarzy „Niezależni”. Można więc powiedzieć, że dziadek Marka był mecenasem kultury.

Partyzanckie początki

Lista projektów, w których uczestniczy Marek Pędziwiatr jest długa niczym kolejka na przeprawie promowej w szczycie sezonu. Gdy mówi o muzyce, nie przestaje się uśmiechać. Z każdego słowa, które wypowiada, bije wielka miłość do dźwięków. TEKST MICHAŁ TACIAK ZDJĘCIA ARCHIWUM PRYWATNE

Marek ukończył zaledwie trzy klasy podstawowej szkoły muzycznej. Powodem nie było wcale lenistwo. Przeciwnie. Już wtedy odczuwał silną potrzebę wyrażania się poprzez muzykę, ale własną. Dyktowaną tym, co podsuwa mu muzyczna wyobraźnia, a nie nakazami, nutami, pięcioliniami. – Nie byłem dobrym uczniem – wspomina z uśmiechem Marek. – Trudno było mi odnaleźć się w szkolnych formułach, strukturach. Podobno nie zapowiadał się wów-

56

MAGAZYN

czas na dobrego pianistę. Przynajmniej nie w kategoriach „porządnej” edukacji muzycznej.

Pianino i dziadek Twórcze zapędy miał od najmłodszych lat. Zapewne przyczyniło się do tego pianino, które od zawsze stało w jego domu. Już jako dziecko chętnie mierzył się z tym zacnym instrumentem, próbując tworzyć „coś swojego”. Duży wpływ na Marka umuzycznienie miał także dziadek, multiinstrumentalista. O dziwo, ten wpływ był jedynie duchowy. Dziadek zmarł wcześnie, na wiele lat przed narodzinami Marka. W latach

Marek bardzo wcześnie odnalazł się jako… producent muzyczny. Było to w czasach kaset magnetofonowych. Zgrywał fragmenty podkładów, dodawał do tego próbki własnego, autorskiego rapu i nagrywał to na taśmę. Do dziś zachowały się te partyzanckie, dźwiękowe poczynania. Dużą rolę odegrał tu starszy brat, który sam też produkował i pomagał Markowi „podciągnąć” to technicznie. Potem pojawił się komputer, który te pierwsze próby produkcji muzycznej wzniósł na nieco wyższy poziom. Marek jako 11- czy 12-latek nie przyznawał się szerzej do swoich muzycznych fascynacji. Nawet rodzice nie wiedzieli, co tak pochłania tego jakże jeszcze młodego człowieka. Dopiero później, po kilku latach, wszystko stało się jasne. Nie dało się już ukryć, że nie ma dla Marka odwrotu, a muzyka na zawsze stanie się treścią jego życia. Ponoć z rapu się wyrasta, jak uważała, do pewnego momentu, jego mama. Tak się nie stało. Co więcej, rap stał się dla Marka nie tylko stylem życia, ale i przyczynkiem do odkrywania innych, często bardzo odległych, gatunków muzycznych. Tak dotarł


NASZ ARTYSTA

do jazzu, soulu, rock&rolla. A nawet – węgierskiego jazz-rocka.

jego muzyczne życie. Szybko wtopił się w tamtejsze środowiska twórcze.

Keja i Central’a

Z zabezpieczeniem w postaci dyplomu z anglistyki mógł już śmiało poświęcić się temu, co kocha najbardziej. Muzyce. Stąd dalsza podróż, tym razem na katowicką Akademię Muzyczną. Uczelnię na tyle otwartą, że Marek dostał się tam, nie dysponując żadnym papierem ze szkoły muzycznej.

Pierwsze kroki do zawodowego uprawiania muzyki Marek stawiał na scenie nieistniejącego już klubu Keja Bar. Uwiodła go specyficzna nuta wybrzmiewająca w tym lokalu. Nuta bardzo mu bliska, o którą dbał właściciel lokalu Zbyszek Siwa. Z jednej strony bardzo wstydliwy, z drugiej – już wtedy (a miał jakieś 13 lat!) pewny swojej drogi życiowej, zaistniał w Kei jako didżej. Zapłatą dla tego zakochanego w muzyce małolata była wtedy coca-cola i lody. Na piwo było zdecydowanie za wcześnie. Drugim niezmiernie istotnym dla jego muzycznego rozwoju miejscem był Jazz Club Central’a. Wyjątkowy klub, do którego każda twórcza jednostka ze Świnoujścia prędzej czy później trafić musi. Tu również Marek błyszczał jako didżej. Z czasem dołożył do tego pianino. Nie do przecenienia jest tutaj wielkie wsparcie prowadzącego Central’ę Darka Ryżczaka, który już wtedy, z właściwą sobie celnością, dostrzegł nieprzeciętny talent i potencjał Marka.

Plan B Robi wrażenie Marka determinacja i pewność, z jaką od dziecka wytyczał swoją ścieżkę życiową. Równie wielkie wrażenie robi jego przezorność. – W pewnym momencie, a było gdzieś pod koniec szkoły średniej, pomyślałem sobie: a co, jeśli utnie mi ręce? Albo stracę głos? – śmieje się Marek. Te myśli, raczej zaskakujące w przypadku tak młodego człowieka, wywołały potrzebę zorganizowania sobie pozamuzycznego planu B. Pomysłów na to było kilka. Między innymi fizjoterapia w Świnoujściu, co było o tyle kuszące, że w mieście funkcjonował już jazzowy skład Marka, Windmark Trio. Stanęło jednak na anglistyce w Szczecinie. Nie mogło stać się inaczej, więc równolegle ze studiami toczyło się tam także

kultura

co chce robić i kocha to miłością przeogromną. Realizuje się na wielu płaszczyznach. Spotyka na swojej drodze wspaniałych muzyków. – Muzyka to taka moja maszynka do spełniania marzeń – mówi. Dowody? Proszę bardzo. Za młodu przemierzał świnoujskie ścieżki na rowerze, słuchając na walkmanie Michała Urbaniaka i projektu Urbanator. Dzisiaj stanowi jego część. Swego czasu wręcz „zajechał” kultowy album

Pełnia wyrazu W końcu trafił do Wrocławia, gdzie na dobre rozkręciła się jego muzyczna kariera. Zaczął pracować ze znanymi i uznanymi artystami. Powołał do życia również własne projekty. Trudno zresztą zliczyć wszystkie, w których bierze udział. Podobnie jak trudno zliczyć jego muzyczne odsłony: pianista, aranżer, wokalista, producent, didżej, sideman. Na pytanie, która z nich jest mu najbliższa Marek odpowiada – Moim priorytetem są rzeczy autorskie, choć oczywiście doceniam fakt, że zaprasza się mnie do innych, „cudzych” działań. Jednym tchem wymienia więc te najważniejsze dla siebie składy: Electro-Acoustic Beat Sessions, Night Marks Electric Trio (z tymi składami grał nie tylko w Polsce, ale i na świecie: w Wielkiej Brytanii, Francji, Portugalii, Kazachstanie, Korei, Rosji, Niemczech, a także na Korsyce i Litwie) oraz, naturalnie, świnoujski Ludojad. Z tym ostatnim jest związany od wielu lat. Jak sam mówi – To z nimi nauczyłem się najwięcej, jeśli chodzi o pojęcie energii w muzyce. Tak czy inaczej, Marek działa na wielu polach, w wielu projektach i jak przyznaje, nie wyobraża sobie życia bez któregoś z tych muzycznych spotkań. Zaraz jednak dodaje – Pełnię wyrazu odczuwam wtedy, gdy mam przed sobą swój instrument, pianino czy syntezator, a dodatkowo operuję wokalem.

Maszynka do spełniania marzeń Muzyczne życie Marka zdaje się być usłane różami. Od zawsze wie,

Bemibem Bemowe frazy, a po latach odebrał telefon z pytaniem: Słuchaj, Marek, nie chciałbyś być szefem zespołu Ewy Bem na Famie? Chcemy zrobić koncert z materiałem z płyty… „Bemowe frazy”. Nietrudno przewidzieć, jaka była odpowiedź. – To są ogromne, prawdziwe przeżycia – mówi o tych niezwykłych splotach okoliczności Marek. Z racji mnogości działań twórczych nieczęsto bywa w Świnoujściu. Zwyczajnie nie ma na to czasu. Tym bardziej cieszą więc te momenty, gdy wpada raz po raz do Sceny rozbujać imprezę. A już za chwilę wpadnie do nas na dłużej. Jako kierownik muzyczny Famy. To będzie dla niego skrajnie intensywny czas. Nie martwi go to jednak. Kocha taki twórczy ferment. W końcu jest, jak sam mówi, opętany przez muzykę. Ale nic tu po egzorcyście.

MAGAZYN

57


Spotkanie artystów O tym, że znakomitych twórców w Świnoujściu nie brakuje, przypominać nie trzeba. Nie zaszkodzi jednak raz po raz zebrać ich prace i przedstawić je szerszej publiczności. Od lat robi to prowadząca Galerię ART Bogumiła Kociołek. TEKST MICHAŁ TACIAK ZDJĘCIA KAROLINA GAJCY

Bogumiła Kociołek. – Liczę na to, że w przyszłym roku zaprezentuje się „komplet” – dodaje. Tak czy inaczej, na brak wrażeń i pięknych obrazów narzekać nie można.

Moc różnorodności

bogumiła chylińska

Tegoroczna wystawa Artyści Świnoujścia obejmuje dzieła dziewięciorga twórców. – Ubolewam, że nie udało się pokazać wszystkich wspaniałych artystów z naszego miasta – mówi włodzimierz mierzyński

58

MAGAZYN

Dwa obrazy z martwymi naturami (w tym jeden, na którym znalazła się panorama Świnoujścia widziana od strony Warszowa) przedstawiła Bogumiła Chylińska. Osoba wrażliwa, delikatna, co widać na jej pracach. Podobnie jak jej zamiłowanie do koloru turkusowego. Abstrakcje z cyklu Pejzaże z wyobraźni pokazał Jan Bociąga, artysta zasłużony w Świnoujściu. Choć jak mówi gospodyni galerii, sam na słowo „zasłużony” z pewnością zareagowałby uśmiechem. Abstrakcyjne dzieła zaprezentował także łodzianin w Świnoujściu, czyli Włodzimierz Mierzyński, artysta z imponującym dorobkiem i niesłabnącą pasją do tworzenia, niepatrzący na to, że jego prace nie najlepiej się sprzedają. Kolejnym

jan bociąga

abstrakcjonistą jest Jerzy Pawełczyk, choć wielu zapewne pamięta jego wcześniejsze, marynistyczne prace. Obecnie artysta lubuje się w nieoczywistych, dynamicznych nastrojach. January Korff przyzwyczaił nas do wielkich formatów, a w swoich ostatnich pracach skupiał się na naturze i jej wewnętrznych konfliktach. Tym razem zaprezentował portrety. Marian Zwierzchowski to „nasz artysta z odzysku”. Pochodzi z Puław, mieszkał w Niemczech, obecnie żyje w Świnoujściu. Na wystawę przygotował prace inspirowane Prowansją. Trzy zupełnie odmienne obrazy pokazał Tadeusz Zieliński. Tak różne, że aż zawisły na trzech różnych ścianach. – Mimo jerzy pawełczyk


TWÓRCY ŚWINOUJSCY

kultura

january korff

tej różnorodności jego kolorystyka jest tak charakterystyczna, że z daleka poznam Tadeusza – śmieje się Bogumiła Kociołek. Ona sama zresztą jest także jedną z bohaterek ekspozycji. – Długo zastanawiałam się, co pokazać. Na duże formaty nie ma tu miejsca, nie przy wystawie zbiorowej – tłumaczy. Wybór padł na obrazy z cyklu Okna, gdzie same okna stały się jedynie pretekstem do marian zwierzchowski

bogumiła kociołek

kompozycji i zabawy mocno przetworzonym kolorem. Na wystawie zaprezentowano także jedną rzeźbę, autorstwa Natalii Czarneckiej. Specjalizująca się w szkle, tym razem zaprezentowała dzieło łączące drewno z ceramiką, zatytułowane Galopujące myśli. – Wystawa zbiorowa to bardzo przyjemne spotkanie z innymi twórcami. Bo mimo różnic w technikach, tematach, poetykach, wszyscy doskonale się rozumiemy – puentuje rozmowę

tadeusz zieliński

natalia czarnecka

Bogumiła Kociołek. – Poza tym, bardzo cieszy mnie fakt, że do Świnoujścia wracają młodzi artyści, a także przybywają nowi. Środowisko staje się dynamiczne, rozrasta się – dodaje na koniec. A to z pewnością zaowocuje jeszcze bogatszą wystawą przyszłoroczną.

MAGAZYN

59


WYDARZENIA

kultura

Żak i Molenda uciekają z PRL

Ogródkowe dźwięki

Kilka tygodni temu na antenie Radia Szczecin pojawiła się nie lada gratka – Cezary Żak zaczął czytać Ucieczki z PRL naszego Jarosława Molendy. Rzecz nie tylko o brawurowym „spływie kajakowym” z Polski do Szwecji. I nie tylko dla wielbicieli Rancza, do których skądinąd zalicza się sam Molenda.

Niewiele jest w Świnoujściu miejsc gdzie muzyka brzmi tak klimatycznie. Ogródek Central’i zainaugurował cykl plenerowych koncertów zestawem niezwykłym – od młodych, zdolnych z Diplodoka, po nieco dojrzalsze Drzewa oraz Stop. Muzyka nie ma wieku, a dźwięki płynęły pięknym strumieniem.

Radio Szczecin, premiera 13.07.

Jazz Club Central’a, 22.07.

I po Grechucie… Druga edycja Grechuta Festival – Świnoujście przeszła do historii. Zapisała się w niej wyjątkowo wyraźnie i pozytywnie. Festiwal nie zamykał się jedynie w salach czy Amfiteatrze im. Marka Grechuty. Większość wydarzeń odbywała się przestrzeni miejskiej. Do annałów przejdą 8-minutowe koncerty projektu Grechuting na pokładzie jednego z promów, każdorazowo zwieńczone burzą oklasków i kanonadą samochodowych klaksonów. Publiczność brawami nagradzała również blisko 200 artystów, którzy zjechali do Świnoujścia. Wśród nich wielkie nazwiska pol-

czy Łukasz Jemioła. Duże wrażenie zrobiły uliczne spektakle Peregrinus Teatru KTO oraz barwne widowiskowo ukraińskiego Kijowskiego Teatru Ulicznego Highlights. Już teraz świnoujski festiwal uważany jest za jedną z najciekawszych propozycji kulturalnych regionu. Odbył się dzięki sponsorowi głównemu Gaz-System SA. Został też dofinansowany ze Środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Zachodniopomorskiego 2014-2020.

skiej muzyki, kina, teatru: Janda, Szapołowska, Rodowicz, Barciś, Turnau, Kanty Pawluśkiewicz, Sikorowski czy Wójcicki. Pięknie zabrzmiało widowisko szczecińskiego Kabaretu Czarny Kot Rudy ze wsparciem tuzów polskiej estrady – Tyma, Andrusa i Poniedzielskiego. Ciekawie wypadli młodzi artyści – zespół Dzień Dobry

MAGAZYN

61


kultura

REKOMENDACJE

26 minut wzruszeń Punktem wyjścia dla tego niezwykłego wydawnictwa były wspomnienia czworga Powstańców – Ireny, Aluni, Henryka i Danusi. Przefiltrowane przez wrażliwości i talenty Andrzeja Smolika, Natalii Grosiak i Miuosha – zachwycają i poruszają. Płyta Historie jest bardzo krótka, trwa zaledwie 26 minut. To jednak doskonały dowód na to, że często mniej znaczy więcej. Delikatny śpiew Grosiak i pełen pasji rap Miuosha, wsparte znakomitą muzyką Smolika, przeplatane są archiwalnymi wypowiedziami samych Powstańców. Skromne, minimalistyczne piosenki są twórczym rozwinięciem tego, o czym mówią

bohaterowie albumu. Dla których Powstanie Warszawskie jest wciąż żywe, a pamięć o nim nie opuszczała ich przez całe lata. Mamy tutaj świadectwa powojennych traum, ale i opowieści, które mimo dramatycznego kontekstu znajdują swoje szczęśliwe zakończenie. Historie sprawiają, że Powstanie ożywa również w nas, odbiorcach. To wielka wartość tej płyty. Dobrze jest pamiętać, że kiedyś, nie tak znów dawno, Bohaterowie istnieli naprawdę. Smolik / Grosiak / Miuosh, Historie Muzeum Powstania Warszawskiego

Jakie miasto,

taki album Świnoujście niejedną ma twarz. Ma ich pewnie nawet więcej niż ta legendarna, symboliczna „czterdziestka czwórka”. Ile zresztą by ich nie było, warto je pokazywać. I przy okazji odkrywać nowe. Z podobnego założenia wyszli autorzy, których prace składają się na album Świnoujście. Miasto o wielu obliczach. Można by rzec – jakie miasto, taki album. Bo i jedno, i drugie jest niezwykłe. Wydawnictwo jest pięknie wydane, bogato ilustrowane, tematycznie różnorodne. Na prawie dwustu stronach oglądamy Świno-

62

MAGAZYN

ujście, które doskonale znamy, ale i takie, które nas zaskakuje. Bo ile spojrzeń, tyle wizji. I nieważne jest, czy za obiektywem stoi człowiek tutaj urodzony, czy taki, który miejsce to uznał za swoje. Podobnie jak nieważne, że wśród autorów nie ma tzw. zawodowców. Każdy fotografuje miasto, bo je po

prostu kocha. Publikacja póki co jest jeszcze niedostępna, ale jeśli zdołaliśmy was tą pozycją zainteresować, bądźcie czujni. I zaglądajcie na nasz profil na Facebooku. Świnoujście. Miasto o wielu obliczach Urząd Miasta Świnoujście


kalendarium

Lato

w mieście 09.08., godz. 19.00 – Warsztaty Bębniarskie, Koncert zespołu Foliba, Muszla Koncertowa, wstęp wolny 10.08., godz. 21.00 – Koncert zespołu Enej, Amfiteatr, bilety 30 i 35 zł 11.08., godz. 20.00 – Kabaret Paranienormalni, Amfiteatr, bilety 40, 55 i 60 zł 12.08., godz. 19.00 – Koncert zespołu Grupo Costa, Muszla Koncertowa, wstęp wolny 12.08. - 14.08., godz. 9.00 – XVI Regaty Unity Line, Port Jachtowy / Zatoka Pomorska 13.08., godz. 20.00 – Wakacyjny koncert muzyczny, zabawa taneczna przy muzyce zespołu Music Flowers Orchestra, filia MDK Warszów, wstęp wolny

13.08., godz. 11.00 – Speedminton Beach Festiwal Świnoujście 2016, plaża, wejście od Powstańców Śląskich 13.08., godz. 19.30 – Koncert Evgena Malinowskiego, Cafe Paris, Plac Wolności 13.08., godz. 22.30 – Disco Terror, DJ Riot, Jazz Club Central’a - SCENA, Armii Krajowej 3 14.08., godz. 20.00 – Koncert zespołu Testimonium - Muzyczny Zespół Katolików Świeckich, Muszla Koncertowa, wstęp wolny 15.08. - 28.08. – 46. Międzynarodowy Kampus Artystyczny FAMA 2016 15.08., godz. 20.00 – Kabaret Młodych Panów, Amfiteatr, bilety 35 i 50 zł 15.08., od godz. 10.00 – Uroczyste Obchody Święta Wojska Polskiego, Wybrzeże Władysława i Promenada 17.08., godz. 19.00 – Koncert Cleo i Mesajah, Amfiteatr, bilety 35 i 45 zł

18.08. - 21.08., godz. 10.00 - 22.00 – XXXII Pływający Festiwal Muzyki Morskiej „Wiatrak 2016”, Wybrzeże Władysława IV, wstęp wolny 19.08., godz. 19.00 – Masa Krytyczna - przejazd honorowy z uczestnikami IX Ultra Maratonu Kolarskiego Bałtyk Bieszczady Tour, zbiórka Plac Mickiewicza 26.08., godz. 13.00 – Wakacyjne warsztaty muzyczne, filia MDK Przytór, wstęp wolny 27.08., godz. 16.00 – Dzień Karsiborza - Dzień Osadnika, filia MDK Karsibór, wstęp wolny 31.08., godz. 19.00 – Koncert Grohman Orchestra, Muszla Koncertowa, wstęp wolny

Pełny program imprez na stronach: www.mdk.swinoujscie.pl www.swinoujscie.pl REKLAMA


Pokemonowe szaleństwo

W ciągu kilku tygodni aplikacja Pokemon GO zdobyła tak wielką popularność na świecie, że śmiało można stwierdzić, że jej twórcy odnieśli jeden z największych sukcesów w branży rozrywki elektronicznej. Cały świat ruszył na poszukiwanie pokemonów. Ludzie łapią je w domach, na ulicach, w parkach, w okolicach zabytków. TEKST Piotr Stankiewicz

Zabawa w Pokemon GO odbywa się w tzw. rzeczywistości rozszerzonej (z ang. augmented reality), a co się z tym wiąże, sukces w grze oparty jest również o nasze codzienne postępowanie. Główny cel, którym jest zdobycie wszystkich pokemonów, osiągniemy przede wszystkim dzięki długim spacerom, biegom czy wycieczkom rowerowym. To wtedy szukamy miejsc, w których te stworki występują. Niemniej istotne niż długie wędrówki okaże się posiadanie znajomych, którzy również zostali trenerami pokemonów. Razem łatwiej zlokalizować pożądane pokemony, a także skuteczniej wykorzystać zdobyte wabiki pokemonów (tzw. lure module).

64

MAGAZYN

Gra dla pokolenia Y Nic dziwnego, że najliczniejszymi odbiorcami tej gry są milenialsi. My, pokolenie Y, po części wychowaliśmy się ze smartfonami w ręku. Nad przesiadywanie w domu przedkładamy aktywny wypoczynek, a za najcenniejszy uważamy czas spędzony z przyjaciółmi. Pokemon GO idealnie pasuje do naszych upodobań. Stanowi dodatkowy powód do rozmów, pretekst do wyskoczenia na miasto z przyjaciółmi czy do poznania nowych osób - trenerów pokemonów. Istotny jest także fakt, że dla wielu z nas jest to już kolejne spotkanie z tymi kolorowymi potworkami. Po grze na Game Boy ukazała się kreskówka, która dla wielu z nas stano-

wiła kontynuację przygody z anime, po tak głośnych tytułach jak Sailor Moon czy Dragon Ball. Sentyment, którym darzymy pokemony, przełożył się na duże zainteresowanie zabawą w ich zbieranie za pomocą Pokemon Go.

PokeStop Zabawa w zbieranie pokemonów jest szczególnie popularna w Świnoujściu. Nic w tym dziwnego. Miasto z dużą ilością terenów zielonych i otoczone wodą stanowi idealne miejsce do łapania stworów latających, wodnych, trawiastych czy insektopodobnych. Wystarczy krótki spacer po parku lub plaży, by zebrać ich pokaźną kolekcję.


POKEMONY W ŚWINOUJŚCIU

Świnoujście w rozszerzonej rzeczywistości Pokemon GO posiada mnóstwo PokeStopów. To punkty, których odwiedzenie pozwala nam na zdobycie nowego użytecznego ekwipunku, w tym PokeBalli, do których łapiemy pokemony. Znajdują się one w istotnych miejscach miasta, takich jak przystań promowa, Plac Wolności, ale także przy muralach, graffiti, w okolicy tablic edukacyjnych w parkach oraz w miejscach interesujących architektonicznie.

Poznać miasto na nowo Odwiedzenie wszystkich tych punktów pozwoli mieszkańcom Świnoujścia na poznanie miasta na nowo. Umożliwia dostrzeżenie niezauważonych dotąd miejsc i ciekawostek, np. przedwojennych zdobień na jednym z budynków przy ul. Monte Cassino. Dla turystów natomiast gra ta stanowi gotowy przewodnik po mieście.

Czy wiesz, że: Restauracje na zachodzie ściągają fanów Pokemon GO poprzez wabienie pokemonów do pobliskich PokeStopów Słowo „pokemon” to latynizacja japońskiej nazwy – kieszonkowe potwory, z ang. Pocket Monsters. Milenialsi czasem jeszcze używają tej nazwy jako przezwisko. Odpowiada ono siłą rażenia ciętej ripoście: Chyba Ty! Twórcą Pokemonów jest Satoshi Tajiri, którego pasją w dzieciństwie było zbieranie owadów.

rozrywka

Ciekawy jest dobór miejsc, w których znajdują się PokeGymy, czyli sale treningowe, w których gracze mogą w praktyce wypróbować czego nauczyły się ich stwory. Mieszczą się one w zabytkach – m.in. forty, Muzeum Rybołówstwa, a także w innych charakterystycznych miejscach, jak na przykład rzeźba Smoka Telesfora. Zbieranie pokemonów w Świnoujściu wydaje się zdecydowanie przyjemniejsze niż w innych miastach. Nasze miasto, ze względu na dużą ilość wolnej, otwartej przestrzeni pozwala swobodnie pogrążyć się w rozszerzonej rzeczywistości Pokemon GO i spacerując po parku, plaży czy deptaku, nie obawiając się samochodowego ruchu ulicznego, podjąć wyzwanie odszukania wszystkich pokemonów! Jesteście gotowi? Zatem, do dzieła! Jest jeszcze wiele do odkrycia. REKLAMA


66

MAGAZYN


UCZTA W PLENERZE

kulinaria

Jedziemy na wycieczkę! TEKST, ZDJĘCIA I PRZEPISY KAROLINA LESZCZYŃSKA

S

ierpień sprzyja wycieczkom. To ostatni miesiąc wakacji, więc chce się go wykorzystać do cna i spędzić jak najbardziej aktywnie. Na długie

wędrówki warto zabrać ze sobą prowiant. Bułka z serem? Nuda! W tym numerze znajdziecie propozycje na posiłki, które idealnie sprawdzają się na dłuższych czy krótszych wyprawach. Zamiast kanapki pyszne tortille, na obiad w plenerze wygodna sałatka w słoiku, do tego odżywczy napój, dodające energii batoniki i nagroda za wysiłek w postaci domowych drożdżówek. Warto poświęcić chwilę na przygotowania, bo pyszne jedzenie nigdzie nie smakuje tak dobrze jak w pięknych okolicznościach przyrody.

MAGAZYN

67


Tortille

z komosą ryżową, hummusem i marchewką

Składniki (4 sztuki) Tortille: 4 tortille pszenne razowe 100 g komosy ryżowej 2 łyżki rodzynek 2 łyżki orzeszków piniowych skórka otarta z 1/4 pomarańczy 2 łyżki oliwy 1/2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego 1/3 łyżeczki mielonego cynamonu sól pieprz hummus (przepis poniżej) pikle z marchewki (przepis poniżej) liście świeżej mięty Hummus: 1 puszka ciecierzycy 3 pełne łyżki tahini 1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego 1 ząbek czosnku drobno posiekany sok z 1 cytryny sól woda Pikle z marchewki: 3 średnie marchewki 1 szklanka wody 50 ml octu jabłkowego 1 łyżka miodu 1/2 łyżeczki suszonych płatków chilli 1 łyżeczka czarnuszki 1 łyżeczka suszonego tymianku sól

Przygotować hummus i pikle. Ciecierzycę odcedzić i przepłukać, przełożyć do miski. Dodać pozostałe składniki i miksować blenderem ręcznym, dodając taką ilość wody, by uzyskać kremową pastę. Doprawić do smaku solą. Marchewki obrać i pokroić w zapałki. Włożyć do słoika. Wodę przelać do rondla razem z octem, miodem, przyprawami i szczyptą soli. Delikatnie podgrzać i ostudzić. Przygotowaną zalewę przelać do słoika i włożyć do lodówki na co najmniej 24 godziny. Komosę ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Wymieszać z rodzynkami, uprażonymi na suchej patelni orzeszkami, skórką pomarańczy i przyprawami. Doprawić solą i pieprzem. Przed wycieczką przygotować tortille. Na środku rozsmarować 2 łyżki hummusu, na nim ułożyć kilka kawałków marchewki, przykryć paroma listkami mięty i 3 łyżkami komosy. Zagiąć boki do środka, a następnie zwinąć placek w rulon i zapakować w papier śniadaniowy.

68

MAGAZYN


Sałatka w słoiku Składniki (na 2 porcje) Sałatka: 100 g kaszy jaglanej 1 średniej wielkości upieczony lub ugotowany burak 1/2 gruszki 50 g twardego koziego sera garść łuskanych orzechów włoskich liście świeżej bazylii Dressing: 1 łyżka octu balsamicznego 3 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno 1 łyżeczka syropu klonowego sól pieprz

Przygotować 2 słoiki o pojemności ok. 0,5 litra każdy. Kaszę ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Rozłożyć po połowie na dnach słoików. Na kaszę wyłożyć startego na tarce buraka, następnie gruszkę pokrojoną w kostkę, starty ser i posiekane orzechy. Wymieszać wszystkie składniki dressingu doprawiając go solą i pieprzem. Polać nim sałatki. Wierzch udekorować listkami bazylii, zakręcić słoiki i zabrać na wycieczkę.

MAGAZYN

69


70

MAGAZYN


UCZTA W PLENERZE

Drożdżówki cynamonowe

kulinaria

Mleko wlać do rondla, dodać pokrojone na kawałki masło. Podgrzewać na małym ogniu, stale mieszając, aż masło się rozpuści. Mikstura powinna być ciepła, ale nie gorąca. Dodać pokruszone drożdże i mieszać, aż się rozpuszczą. Do dużej miski przesiać oba rodzaje mąki wraz z solą. Dodać ksylitol i wymieszać. Do mąki przelać mieszankę z drożdżami, jajka i śmietanę. Wymieszać do połączenia składników, a następnie wyrabiać ręką ok. 5 minut lub do momentu, aż ciasto będzie sprężyste i zacznie odchodzić od miski. Uformować kulę, przykryć miskę folią spożywczą i włożyć na noc do lodówki.

Składniki (na ok. 15 sztuk) 100 ml mleka 160 g masła 30 g świeżych drożdży 250 g jasnej mąki orkiszowej 250 g razowej mąki orkiszowej 80 g ksylitolu lub 100 g cukru szczypta soli 2 jajka + 1 do posmarowania 2 łyżki kwaśnej śmietany 4 łyżki syropu klonowego 4 łyżeczki mielonego cynamonu

Następnego dnia rano wyjąć ciasto na oprószoną mąką stolnicę i wyrabiać 5 minut. Ciasto podzielić na 2 części. W międzyczasie wymieszać syrop klonowy z cynamonem. Formę o wymiarach ok. 30 x 40 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Każdą część rozwałkować na prostokąt 30 x 40 cm. Wierzch posmarować równomiernie syropem cynamonowym. Ciasto zwinąć w rulon zaczynając od dłuższego boku. Pokroić go na równe kawałki. To samo zrobić z drugą częścią ciasta. Bułeczki przełożyć do przygotowanej formy, zachowując kilkucentymetrowe odstępy. Blachę nakryć ściereczką i odstawić do wyrastania na 2 godziny. Po tym czasie posmarować drożdżówki rozbełtanym jajkiem i piec 35 minut w piekarniku nagrzanym do 160 stopni. Ostudzone bułeczki przechowywać w szczelnym pojemniku.

Malinowa

chia fresca Składniki (na ok. 0,5 litra napoju) 50 ml soku z malin (najlepiej domowego) 400 ml wody 3 łyżki nasion chia W dzbanku wymieszać wszystkie składniki i przelać do butelki. Przed wypiciem dobrze wstrząsnąć.

MAGAZYN

71


kulinaria

UCZTA W PLENERZE

Batoniki

czekoladowe Składniki (na 12 sztuk) 2 duże dojrzałe banany 4 pełne łyżki masła z orzechów ziemnych 3 łyżki syropu klonowego 3 łyżki kakao 250 g płatków owsianych 1 szklanka preparowanej komosy ryżowej, amarantusa lub kaszy jaglanej Piekarnik nagrzać do 200 stopni. Formę o wymiarach 20 x 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Banany obrać i zmiksować blenderem ręcznym z masłem orzechowym, syropem i kakao. Dodać płatki owsiane i komosę. Dobrze wymieszać. Masę przełożyć do formy, mocno dociskając ręką. Piec 25 minut. Ostudzić i pokroić na kawałki.

72

MAGAZYN


Janginizacja

DŻEMY BEZ CUKRU

kulinaria

Regały na rynkach i ryneczkach uginają się pod świeżymi, soczystymi owocami. Na stołach królują sałatki owocowe, koktajle, sorbety, musy. Co ambitniejsi robią przetwory. koniec owoce blenduję, ale nie jest to konieczne. Jak to działa? Sól wytrąca naturalne cukry zawarte w owocach i sprawia, że lekko się żelują. Proces ten nazywa się janginizacją.

Janginizacja w 5 punktach

Użyte owoce muszą być słodkie i soczyste. Sól wytrąci cukry zawarte w owocach, a wiadomo, że z pustego i Salomon nie naleje.

Jeśli robisz dżem po raz pierwszy, lepiej daj soli za mało niż za dużo. Inaczej dżem wyjdzie słodko-słony. No chyba że masz bardzo specyficzny smak, to proszę bardzo.

Dobrze też mieć w lodówce dobry dżem. Do naleśników się przydaje, do kanapek (ja lubię w połączeniu z twarożkiem lub żółtym serem). Mnóstwo w nim witamin i błonnika. Niestety, zazwyczaj też góra cukru. A góra cukru to nic dobrego. Zakwasza nasz organizm, a ten, żeby się bronić, pożycza (jak to w rodzinie: „na wieczne oddanie”) wapń z kości i zębów, osłabiając je. Powoduje wytrysk insuliny. A ona z kolei dba o to, żeby przybywało nam tkanki tłuszczowej.

Zrób sobie dżem Oczywiście wszystko jest dla ludzi i łyżeczka dżemu co kilka dni nikogo nie zabije. Jeśli ktoś jest jego fanem i lubi spożywać w większych ilościach (bo cóż to za problem zjeść pół słoiczka do naleśników?!),

proponuję poświęcić pół godziny i samodzielnie zrobić dżem, janginizując owoce. Żaden ze mnie typ, co to spędza połowę wakacyjnych weekendów, robiąc przetwory na zimę. Po prostu, jeśli dżem w lodówce się kończy, biorę owoce, jakie akurat są pod ręką i sama robię w mniej niż godzinę pyszny dżem bez cukru. Na przykład wczoraj, brzoskwiniowy. Cztery słodkie brzoskwinie (z tych płaskich, nierównych) pokroiłam w kosteczkę, posoliłam szczyptą soli (naprawdę maleńka szczypteczką), postawiłam garnek na bardzo małym ogniu i pozwoliłam owocom się dusić. Od czasu do czasu mieszałam, żeby nie przywarły do dna. Po kilkunastu minutach miałam supersłodki dżem! Czasami na

Podgrzewamy na minimalnym ogniu. Żeby sól zadziałała, potrzebuje trochę czasu. Na zbyt dużym ogniu owoce szybko się rozlecą, a cukier nie zdąży się z nich wytrącić.

Używamy garnków z podwójnym dnem, żeby owoce się nie przypaliły.

Janginizować można wszystko. Ja mam już przetestowane brzoskwinie, jabłka, truskawki, jeżyny i kiwi.

Renata Kasica, Dietetyk,

autorka bloga rownowaznia.pl

MAGAZYN

73


Sezon na HAMAKI

Zazwyczaj za najbardziej interesującymi i wyjątkowymi inicjatywami stoi wielka pasja. Nie inaczej jest w przypadku Hamaków. Fantastycznie położony bar letni kusi zapachem, muzyką, a przede wszystkim niezwykłym, swobodnym klimatem.

– Od zawsze fascynowały mnie smaki, ich poznawanie. Analizowanie tego, z czego składają się potrawy – mówi Ania Winiarska, twórczyni Hamaków. Kulinarne zamiłowania wyniosła z domu. Gdy więc po ośmiu latach urzędniczej pracy w Warszawie uznała, że to jednak nie jest jej droga, wybór alternatywnego zajęcia wydał się raczej oczywisty. Podobnie jak powrót do Świnoujścia.

Meksyk – Wyjazd do Meksyku był moim marzeniem od wielu, wielu lat – opowiada Ania. – Choć muszę przyznać, że moje wyobrażenie o tym miejscu znacznie różniło się do tego, co tam zobaczyłam – dodaje. Wcześniej jednak miało miejsce pewne bardzo

74

MAGAZYN

istotne dla Ani spotkanie – z Susaną Osorio-Mrożek, autorką książki Meksyk od kuchni. Dzięki temu miała możliwość nie tylko skosztować prawdziwej kuchni meksykańskiej, ale i uczestniczyć w jej przygotowywaniu. – To wtedy dostrzegłam różnicę pomiędzy popularnymi potrawami serwowanymi w Polsce,

a prawdziwym smakiem Meksyku – mówi Ania. Ku zaskoczeniu jej samej, nie od razu podeszła euforycznie do tych egzotycznych smaków. Owszem, uznała je za interesujące, choć bez większego zachwytu. Ale i bez zniechęcenia, gdyż już wkrótce – było to w 2013 r. – ruszyła wraz z partnerem do Meksyku, w poszuki-


KUCHNIA MEKSYKAŃSKA

miejsca

waniu nowych kulinarnych doznań i inspiracji. Ania, jako osoba otwarta i ciekawa świata, nie miała problemu z tym, żeby dostać się nawet do restauracyjnych kuchni. Tam podglądała, próbowała, poznawała tajniki. Na szczęście Meksykanie, równie otwarci jak ona, chętnie dzielili się swoją wiedzą, umiejętnościami czy recepturami. Z czasem Ania zaczęła coraz bardziej cenić meksykańskie smaki. Do tego stopnia, że po powrocie z pierwszej podróży zauważyła, że ich jej brakuje…

Baba Jaga na hamaku Pierwsze próby odtworzenia meksykańskich potraw Ania czyniła w domu, na mikroskalę – dla siebie, partnera, przyjaciół. Sama robiła tortillę, a oryginalne składniki sprowadzała aż z Katowic. Przełomem okazała się druga podróż do Meksyku. – Pojechaliśmy tam ponownie rok później i to wówczas pomyślałam o tym, żeby wyjść z tym na zewnątrz, poza dom, do ludzi – wspomina Ania. Zrodził się pomysł otwarcia w Świnoujściu sezonowej knajpki. Świetnie przygotowana, zaopatrzona w wiedzę, umiejętności, receptury, a przede wszystkim pasję, postanowiła działać. Domek Baby Jagi to miejsce dość kontrowersyjne. Świnoujścianie wiedzą, dlaczego. Choć w ostatnim czasie gościła tu gastronomia, wszyscy pamiętają, że dawno temu mieściły się tutaj miejskie szalety. Jednak jakie to ma znaczenie, gdy sam obiekt mieści się w pięknym i kojącym otoczeniu lasu? Po intensywnym czasie przygotowań stało się. Hamaki ruszyły. – One nigdy nie były i nie będą restauracją. Nie ma takiej możliwości, ale i potrzeby – podkreśla Ania. – Jest to typowy street food i bar letni. Taka jest ich idea – dopowiada. Wielu bywalców życzyłoby sobie, żeby Hamaki działały także poza sezonem. Jednak zdaniem Ani to właśnie wtedy, gdy jest ciepło, a dookoła tyle

bujnej roślinności, można najpełniej oddać ten wyjątkowy, meksykański klimat. Plucha za oknem i plastikowy namiot to zdecydowanie nie ten kierunek.

Zapachy, muzyka i Margarita Popularność Hamaków zaskakuje nawet samą Anię. – W zeszłym roku, gdy zaczynaliśmy, zainteresowanie naszym miejscem było mniejsze niż teraz. Nie miałam świadomości, że to się tak rozwinie – mówi. Tym bardziej że wydawałoby się, że niezobowiązujący klimat panujący w Hamakach trafi głównie do ludzi młodych, podczas gdy bardzo chętnie zaglądają tu także osoby starsze. Co ich tu przyciąga? – Wiele osób przychodzi do nas zachęconych zapachami i muzyką – mówi Ania. Swoje zrobiła też szybko rozprzestrzeniająca się po mieście opinia o znakomitej „hamakańskiej” Margaricie. Plus świetna, znająca się na rzeczy załoga, znająca odpowiedź na każde pytanie dotyczące meksykańskiej kuchni.

i pytali, czy mogą zagrać, uznała, że czemu nie? I sprawdziło się. Koncerty w Hamakach stały się pewną tradycją. Bo czy muzyka w plenerze nie wybrzmiewa najpiękniej? Hamaki stały się także jednym z przystanków Festiwalu FAMA, która już wkrótce ponownie zawita do naszego miasta. – Atmosfera w Hamakach, którą sobie wymarzyłam, miała być odbiciem tego, co zobaczyłam w Meksyku. Tamtejszego klimatu, relaksu, zabawy, swobody. Dlatego tak się to ukształtowało. Wszystko inne jest dziełem przypadku – puentuje opowieść swoim lokalu Ania. Sukces Hamaków dowodzi, że założenia zrealizowała w 100 procentach, a za przypadki może jedynie dziękować.

Bar Letni HAMAKI

Piłsudskiego, Świnoujście facebook.com/hamakiswinoujscie

Miejsce ożywiają również organizowane raz po raz wydarzenia artystyczne. W ostatnich tygodniach grał tu na przykład świnoujski duet Diplodok, jazzujący zespół Granada czy DJ Mewa. – Pomysł organizacji w Hamakach koncertów był zupełnie przypadkowy. Nie widziałam się raczej w roli animatora kultury – śmieje się Ania, bardziej skupiona na kuchni, wystroju lokalu czy muzyce w tle. Ale gdy muzycy sami wpadali

MAGAZYN

75


Jeść lepiej

Zdrowa żywność. Ekologiczna żywność… W powszechnej świadomości te dwa pojęcia oznaczają to samo. Okazuje się jednak, że to nie do końca prawda. Zgadza się, znaczeniowo sąsiadują ze sobą, ale są też pomiędzy nimi różnice.

W największym uproszczeniu podstawowa różnica pomiędzy jedną kategorią a drugą opiera się na certyfikacji. – W języku naszej branży zdrowa żywność to taka, która jest wytworzona z surowców nieposiadających certyfikatów ekologicznych. Jednocześnie sam produkt powstaje bez udziału żadnych tzw. ulepszaczy czy dodatków chemicznych – mówi Jarosław Bolimowski, właściciel sklepów Eko-Wyspa, które oferują naturalną i ekologiczną żywność.

Ulepszacze, czyli „pogarszacze” Warto podkreślić jedną rzecz: wszelkie ulepszacze są w produktach

76

MAGAZYN

spożywczych kompletnie niepotrzebne. To raczej dodatki funkcjonalne, które zapewniają żywności trwałość czy „ładniejszy” wygląd. Mamy wtedy do czynienia z żywnością tzw. konwencjonalną, chemiczną. Dobrym przykładem będzie tu kiełbasa. Ta konwencjonalna wytwarzana jest z mięsa pochodzącego z chowu przemysłowego, czyli najtańszego, a co za tym idzie – jakościowo dyskusyjnego. Zwierzęta karmione są paszami nafaszerowanymi chemią, która ma przyspieszyć ich wzrost. W konsekwencji dużo tańsza staje się produkcja takiego mięsa. W procesie przetwarzania dodaje

się do niego rozmaite substancje, m.in. takie, które zatrzymują wodę w produkcie. To powoduje, że jego objętość i waga rosną. A wszystko po to, żeby mięsa było w gotowym wyrobie jak najmniej. Tak powstają produkty „oszukane”, zawierające 20, 50 czy góra 70 proc. mięsa. To zdecydowanie za mało.

Wolne od chemii Producenci zdrowej żywności – z reguły niewielkie przedsiębiorstwa, a nie duże koncerny – zaopatrują się w surowiec u lokalnych rolników, którzy odżywiają swoje zwierzęta naturalnymi zbożami czy wolnymi


ZDROWE ODŻYWIANIE

styl życia

od chemii paszami. Już na wstępie więc surowiec jest lepszy, zdrowszy. Z tej bazy powstaje produkt, np. kiełbasa, wyrabiany według tradycyjnej receptury – składający się z samego mięsa, odrobiny tłuszczu i przypraw. Jedyną użytą tutaj substancją chemiczną jest sól peklowa. Całość wędzona jest metodą tradycyjną. Podstawę żywności ekologicznej, wciąż na przykładzie wędlin, stanowi surowiec uzyskiwany ze zwierząt odżywianych tylko i wyłącznie pokarmem pochodzącym z ekologicznych upraw. Jeśli więc była to mieszanka zbóż, to były one uprawiane na polu, którego nie spryskiwano żadnymi substancjami chemicznymi. Pole to nie było też sztucznie nawożone. Wszystko przebiega tu według norm narzuconych przez jednostki certyfikujące – w Polsce jest ich kilkanaście i posiadają one akredytacje Ministerstwa Rolnictwa. Są również kontrolowane przez Unię Europejską – graficznym symbolem jest tu tzw. euroliść.

Zdrowa czy ekologiczna żywność to temat rzeka. Już teraz zapraszamy więc na kolejne spotkania z Eko-Wyspą, w najbliższych numerach naszego magazynu. Na podium W sklepach Eko-Wyspa panuje kompletne zatrzęsienie takich zielonych symboli. – Kładziemy duży nacisk na to, żeby na naszych półkach było jak najwięcej certyfikowanych produktów – podkreśla Jarek Bolimowski. – Jest to około 70 proc. naszej oferty. Pozostałą część można klasyfikować jako żywność zdrową, tradycyjną, regionalną, bez zbędnych dodatków – dopowiada. Zaletą Eko-Wyspy jest z pewnością fakt, że można kupić tu niemalże wszystko, czego potrzeba do tego, żeby odżywiać się zdrowo i racjonal-

nie. Od śniadania, przez lunch czy obiad, aż po kolację. Od pieczywa, przez płatki, sery, jogurty, przez wędliny i mięso, po warzywa. Są makarony, ryże i kasze. Są wina, piwa i nalewki. A nawet – kosmetyki. Można wręcz spytać po prostu: czego tu nie ma? Bogaty asortyment i ogromna dbałość o potrzeby klientów przynosi efekty. I to nie tylko w zakresie promocji zdrowego odżywiania. W ubiegłym roku, podczas łódzkich Międzynarodowych Targów Żywności Ekologicznej i Regionalnej

NATURA FOOD, firma Eko-Wyspa zdobyła trzecie miejsce w konkursie na najlepszy w tej kategorii sklep. To najważniejsze wydarzenie w branży, więc i tym większy sukces. A miejsce na podium zobowiązuje. Eko-Wyspa nie spoczywa więc na laurach, ale nieustannie się rozwija. Poszerza ofertę, otwiera sklepy w innych miastach. Zachwyca coraz większą ilość klientów. – To dla nas wielka radość. Cieszymy się, że tu, w Świnoujściu, potrafimy zrobić coś, co ma dla innych takie znaczenie – nie kryje satysfakcji Jarek Bolimowski.

MAGAZYN

77


78

MAGAZYN


KAAI

biznes po świnoujsku

Kaai znaczy keja – Żeby tworzyć dobre lody, trzeba po prostu kochać ludzi – mówi Zbyszek Siwa, twórca marki Kaai. I choć rozmawiam nie z nim, lecz z jego synem Rafałem, ta piękna, romantyczna idea towarzyszy całej naszej rozmowie. Bo to nie są zwyczajne lody. ROZMAWIA MICHAŁ TACIAK ZDJĘCIA PRZEMEK SKRZYPEK

Droga do Kaai wiedzie przez kultową dla wielu Keję. Tak, dokładnie. Keja to 20 lat historii części tutejszego pokolenia. Już zresztą na poziomie słowa. „Kaai” jest XVII-wiecznym słowem holenderskim, które oznacza właśnie keję, przystań. Kilka lat po zamknięciu Keji postanowiliśmy stworzyć własną markę. Nazwa Kaai wydała się być naturalnym wyborem. Jako kontynuacja pewnej tradycji, powrót do korzeni.

Zaskakuje czcionka, jakiej używacie w nazwie waszej manufaktury. To prawda. Dla wielu była na początku nie do przyjęcia. Ludzie twierdzili, że za dużo w tym gotyku, że jest mrocznie i nie kojarzy się z lodami. I rzeczywiście, znacznie odbiega od typowych skojarzeń z latem, wakacjami, beztroską, gdzie kobiety są piękne i skąpo odziane, a mężczyźni doskonale wyrzeźbieni. Nie chcieliśmy iść w tym oczywistym kierunku. Dla nas od zawsze lody były czymś więcej niż tylko zachcianką. Wakacyjna, hedonistyczno-seksualna ikonografia była nam obca (śmiech).

chodzi właśnie stąd, z wyspy Uznam. Chcieliśmy być spójni z rzeczywistością, która nas otacza. A nasze wyspy… Cóż, czasami są pochmurne i zimne. Brak spektakularnych fal i zachodów słońca. Bywają melancholijne i magiczne, ale przede wszystkim są zakątkowe i piękne, o każdej porze roku inne. Taki jest urok tego miejsca. Nie zawsze jest kolorowo, upalnie i z palmą w tle. Nasza identyfikacja wizualna to odzwierciedla. Poza tym, ogromnie istotna jest dla nas jakość i wyjątkowy charakter każdego produkowanego w Kaai smaku. Nie chodzi o to, żeby pójść do sklepu i wziąć z półki pierwsze napotkane, kolorowe pudełko. Chodzi o to, żeby zadbać o to,

co się je. Podobnie jak dbamy o to, co zjemy na obiad, czy jakie wino wybierzemy. Róbmy to świadomie. Dlaczego nie podejść w ten sposób także do lodów?

Dużo eksperymentujecie ze smakami. Oprócz tych oczywistych znaleźć można u was także te nieco bardziej osobliwe. Klasyka jest bardzo ważna i stanowi podstawę menu Kaai. Dobrze zrobiona czekolada, wanilia czy kawa z kardamonem mogą nadać zupełnie nowe znaczenie codziennym obowiązkom. Chcemy, żeby każdy znalazł u nas swój smak. Ale wiadomo, nie wszystko jest dla wszystkich. Są w Kaai lody, które mają tyle samo

Wasze lody to nie tylko produkcja. To filozofia. Produkcja lodów to nie tylko biznes i walka o przetrwanie. Zależy nam na tworzeniu produktu, który po-

MAGAZYN

79


zwolenników, co przeciwników. Na przykład te o smaku lubczyka – zdarzyło się porównanie do… rosołu (śmiech). Innym kontrowersyjnym wynalazkiem jest sosna, pełna żywicznego aromatu i bardzo zdrowa. Nieustannie fascynuje nas nauka właściwości rzeczy, z których można zrobić smak. Stąd też nasze ostatnie próby z marchewką, burakami czy rokitnikiem.

Wasze produkty są zawsze naturalne, zrobione od podstaw przez was. Nie używacie gotowych półproduktów, past. Tak. Proponujemy takie smaki, które jesteśmy w stanie samodzielnie wytworzyć – ugotować. Wiele z nich wymaga znacznie dłuższego czasu przygotowania czy poszukiwania najlepszej receptury. Na przykład zawierające dużo wody arbuz, melon

80

MAGAZYN

z ogórkiem czy większość owoców. Sporo czasu poświęca się na to, żeby doprowadzić do odpowiedniej proporcji składników „masy suchej”, zawartości cukru, tłuszczu i innych ważnych ingredientsów. Generalnie, najważniejsza jest dla nas jakość. I tylko robiąc lody samemu, mamy nad nią kontrolę „od pola do końcowego smaku”. Taki właśnie jest styl rzemieślniczy (śmiech).

Prężnie działacie również poza sezonem. Także zimą. Wprowadziliśmy pewien element integracji społecznej. Z racji zamknięcia ogródka, zorganizowaliśmy tzw. akcję słoikową. Można do nas zadzwonić i umówić się. Na FB również pojawiają się ogłoszenia o naszych akcjach. Ludzie przychodzą do wytwórni, przyglądają się na-

szej pracy, testują smaki, rozmawiają ze sobą, wymieniają spostrzeżenia, wspominają. To takie echo Keji – wszystko, co w niej było, zostało. Nawet ekspres do kawy i muzyka. Naszą akcję słoikową wymyśliłem rok temu. To taka mała rewolucja już na poziomie opakowania. Zależało mi na tym, żeby zrezygnować z materiału, który nie wraca znów do obiegu, jak na przykład plastik. Tak powstała koncepcja słoików. Sama akcja słoikowa polega na tym, że raz w miesiącu pojawia się na naszym profilu FB ogłoszenie. Zawsze dzieje się to z jakiejś okazji, na przykład – z okazji jesieni, świąt Bożego Narodzenia, mieliśmy dyspensę na Wielki Post (to był dzień zakochanych). Robimy też akcję na Majówkę czy Dzień Matki – „Daj Mamie na loda” (śmiech).


MAGAZYN

81


biznes po świnoujsku

KAAI

Następnie zamówienie powtórzyła, tyle że już większe. Okazało się, że lody sprzedały się tak szybko, że musiałem tam wrócić z trzystoma, a nie stoma jak dotąd słoikami. Idea słoików, dobór smaków – wszystko tam się spodobało. Niebawem ruszamy ze sprzedażą w Krakowie, czyli tam gdzie mieszkam na stałe. Mimo wszystko jednak zależy nam na tym, żeby zachować tę stosunkowo minimalistyczną skalę działalności. Nie mamy ochoty ani potrzeby produkcji masowej. Cały czas chodzi o to, żeby lody były z wyspy, a produkował je rzemieślnik.

Wróćmy do początków. Teraz wytwarzacie wszystko sami, ale na starcie towarzyszył wam niejaki Marco. Wyczytałem to na waszej stronie. Aaa, Marco! Tak, to niezwykle ważna dla nas postać. Zbyszek poznał do dawno, dawno temu w Niemczech. Marco miał manufakturę lodów w okolicach Sycylii i kiedyś zaprosił go do siebie. To tam ojciec zobaczył, że lodziarnia może być czymś bardzo wyjątkowym, wręcz osobistym, rodzinnym. Czymś więcej niż jedynie sposobem na zarabianie pieniędzy.

Okazja zawsze się znajdzie. A jeśli akurat nie, to się ją tworzy. Tak to działa? Dokładnie tak. Przygotowujemy wtedy zazwyczaj sześć smaków, skomponowanych ze składników charakterystycznych dla danego okresu. Ogłaszamy się z menu, znajomi zamawiają, gotujemy i rozwożę to – nie tylko po okolicy, również do Szczecina, Stargardu, czy Katowic i Krakowa. W kolejnym miesiącu do zamówień znajomych dołączają się ich znajomi i tak oto nasze lody rozprzestrzeniają się, zaczynają swoje życie marki poza Świnoujściem. Oczywiście zapakowane w słoiki, które własnoręcznie pakujemy i opisujemy. Jestem w trakcie przekonywania Zbyszka, żeby z czasem stały się one naszymi jedynymi opakowaniami.

82

MAGAZYN

Wasza strategia marketingowa jest dość niecodzienna… (śmiech) Zgadza się. Zrobiliśmy dokładnie na odwrót. Z reguły najpierw powstaje marka, następnie rusza machina promocyjna mająca na celu wytworzenie u odbiorcy potrzeby sięgnięcia właśnie po nią. My najpierw wytworzyliśmy potrzebę, ale kładąc nacisk na jakość, na znaczenie, jakie niesie ze sobą oferowany przez nas produkt. Niezwykle istotna w naszym przypadku była siła „poczty pantoflowej”. Ludzie sami do nas docierają. Do tej pory nie wiemy właściwie, jak to się stało, ale nasze słoiki można kupić w Katowicach na Nikiszowcu. Właścicielka pewnej niezwykle klimatycznej kawiarni znalazła naszą stronę przez fizjoterapeutę. Zadzwoniła, zamówiła nasze słoiki – tak na oko, bo ładne.

Któregoś razu Marco przyjechał do Świnoujścia. Sprzedał Zbyszkowi maszyny i kilka swoich patentów. Dwa tygodnie trwało wspólne opracowywanie receptur. I ruszyło…

Od legendarnych „lodów pana Zbyszka” do lodów Kaai minęło wiele czasu, a wy po prostu robicie swoje. Z niesłabnącą pasją i z wciąż rosnącym powodzeniem. Bez wielkiej ekspansji, skromnie, trochę na uboczu. I jak widać, to działa. Wasza recepta na sukces? Może właśnie fakt, że jesteśmy nieco „schowani”? Nie prowadzimy nachalnej kampanii promocyjnej. Trzeba nas trochę poszukać… Ale najważniejsze jest chyba to, co powtarza zawsze Zbyszek – Trzeba po prostu kochać ludzi. Tylko wtedy można zrobić dla nich coś naprawdę wartościowego.


MIEJSCA

nowe w mieście

KiteFORT Beach Bar

Pączkarnia Babci Jańci

Coffeeloffee

Znana wszystkim miłośnikom sportów ekstremalnych baza kitesurfingowa KiteFORT, wraz ze zmianą wyglądu, poszerzyła swoją ofertę o punkt gastronomiczny. W plażowym barze serwowane są ciepłe i zimne przekąski, słodycze oraz napoje. Do dyspozycji gości są wygodne leżaki oraz prawie 100-metrowy taras widokowy. Na miejscu znajduje się również sklep ze sprzętem sportowym oraz wypożyczalnia.

Choć pączkarnia działa od początku lipca, wielu mieszkańców nie miało jeszcze okazji spróbować specjałów Babci Jańci. A to za sprawą sporych kolejek. Duże, smażone na miejscu pączki zaskakują nietypowymi smakami. Nadziewane sezonowymi owocami, kompozycją z bananów i czekolady czy też popularnymi batonami. Każdy rodzaj serwowany w dwóch odsłonach – w lukrze lub posypany cukrem pudrem.

Coffeeloffee to nowa kawiarnia i lodziarnia. W menu znajdziemy szeroki wybór kaw, lodowe desery, ciasta, muffiny oraz soki ze świeżych owoców. Specjalnością zakładu jest fit tortilla i bezglutenowy jabłecznik. Miłośnicy małej czarnej mogą liczyć na prawdziwą, zaparzoną ze świeżo zmielonych ziaren, kawę. W lecie goście mogą odpocząć w kawiarnianym ogródku. Lokal czynny jest codziennie od 9.00 do 21.00.

Plaża obok Wiatraka

ul. Bohaterów Września 50c

ul. Dąbrowskiego 1G REKLAMA


W truskawkowym raju Niemieccy przedsiębiorcy raz po raz prześcigają się w pomysłach na uatrakcyjnienie gościom pobytu na wyspie Uznam. W marcu w maleńkiej miejscowości Koserow pojawił się konkurent, który na obie łopatki rozłożył wszystkie biznesowe magnesy. Każdy kto odwiedził truskawkową farmę Karls Erlebnisdorf potwierdzi – to miejsce warte wizyty. Szczególnie gdy aura nie sprzyja plażowaniu, a dzieciaki domagają się nowych wrażeń. TEKST MAGDA MONKOSA ZDJĘCIA ROBERT MONKOSA

Rodzinny park rozrywki w oddalonym od Świnoujścia o 20 kilometrów Koserow ma dwa ogromne atuty. Po pierwsze, jest to miejsce niezwykłe przyjazne dla odwiedzających.

84

MAGAZYN

Po drugie – z atrakcji skorzystamy bezpłatnie. Oczywiście, o ile poradzimy sobie z obłędnym zapachem truskawek, który wręcz zmusza do zakupu ciasta, dżemu czy mydła o woni czerwcowych owoców.

się numerem jeden wśród ulubionych celów rodzinnych wycieczek, rodzina Dahl poszła za ciosem. Wioska Przygód w Koserow na wyspie Uznam to już siódma lokalizacja na mapie truskawkowych gospodarstw.

Za ciosem

Kolekcja z Guinnessa

Pomysł na biznes jest bardzo ciekawy. Właściciele, rodzinna firma ogrodnicza z prawie stuletnią tradycją, majątek zbiła na plantacji truskawek. W 1993 r. potomkowie Karla Dahla wpadli na pomysł, aby otworzyć bramy swojego gospodarstwa dla klientów chcących kupić świeże owoce. Odwiedzających było coraz więcej, więc z czasem przy plantacji otwarto kawiarnię i sklepiki z upominkami. Gdy miejsce stało

Choć goście przybywają tłumnie, trudno odczuć z tego powodu dyskomfort. Karls Erlebnis-Dorf jest pod każdym względem otwarte na wizytujących. Bezpłatnych miejsc postojowych nie brakuje nawet w weekendy. Nie trudno też o wolny stolik i krzesło. Przestronny, pięknie zagospodarowany teren stylizowany na gospodarstwo rolne, po prostu zachwyca licznymi detalami. Ściany „stodoły” zdobi kolekcja dzbanków


PARK ROZRYWKI W KOSEROW

do kawy, z której rodzina Dahl jest szczególnie dumna. Przed czterema laty została wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa. A od tego czasu przybyło już prawie 15 tys. nowych egzemplarzy. Dekoracyjne, nierzadko wręcz zaskakujące smaczki odkryjemy prawie na każdym kroku.

Dla najmłodszych Równie dopracowany jest plac zabaw dla dzieci. Teren nie jest duży, jednak zagospodarowany z pomysłem. Prawdziwą furorę robi 16-metrowa zjeżdżalnia z czterema torami. Do tego kolejka traktorowa, park wspinaczkowy, dziwaczny tor rowerowy, labirynt, dmuchane skakańce. Jak na solidną farmę przystało, nie brakuje też zagrody

ze zwierzętami. Kozy, świnie, króliki i barany – wszystkie zadbane i oswojone. A w oborze specjalna atrakcja dla maluchów – miejsce do poskakania na pachnącej słomie. Z większości urządzeń można korzystać za darmo. Drobnej opłaty, od 1 do 3 euro, wymagają jedynie te zabawki, które zużywają energię, na przykład elektryczne koparki czy tor z traktorami. Kilka razy dziennie, o ustalonych godzinach, odbywają się specjalne pokazy manufaktury. Widzowie mogą przyjrzeć się produkcji marmolady, truskawkowych cukierków czy wypiekowi chleba. Wypełniający każdy zakątek Karls Erlebnis-Dorf zapach

po sąsiedzku

słodkości powoduje, że trudno nie sięgnąć po portfel. I rzeczywiście – patrząc na tłumy klientów kłębiące się przy stoiskach, widać, że potomkowie Karla Dahla mają nos do interesów. A wszystko dzięki prostej zasadzie – klient zapłaci za konkretny produkt i tylko wtedy, kiedy uzna, że ma na niego ochotę. Jednak w truskawkowym raju o pobudzenie apetytu nietrudno.

Karls Erlebnis-Dorf Zum Erlebnis-Dorf 1 Koserow, Niemcy

Czynne codziennie Godziny otwarcia 8.00 - 19.00 www.karls.de

MAGAZYN

85


WYSPY KANARYJSKIE

turystyka

Ach, Kanary! Sezon u nas w pełni, setki tysięcy przyjezdnych zachwycają się naszą wspaniałą wyspą i tym, co oferuje. Tymczasem wielu mieszkańców zastanawia się, gdzie odpocząć po trudach ciężkiego i bardzo pracowitego sezonu. Nie sposób w takim momencie nie pomyśleć o Wyspach Kanaryjskich. Wyspy Kanaryjskie to grupa 13 wysp pochodzenia wulkanicznego, położonych na zachód od Afryki, należących do Hiszpanii. Z turystycznego punktu widzenia interesuje nas siedem z nich: Teneryfa, Gran Canaria, Lanzarote, Fuerteventura, La Palma, El Hierro oraz La Gomera. Pozostałe są malutkie i na stałe niezamieszkane.

Najlepszy klimat Wyspy Kanaryjskie mają kilka niezaprzeczalnych zalet, które czynią je tak popularnym kierunkiem wakacyjnym. Przede wszystkim: łagodny klimat, który przez licznych naukowców został okrzyknięty jednym z najlepszych na świecie, stwarzający człowiekowi doskonałe warunki do życia. Temperatury w dzień przez cały rok utrzymują się zazwyczaj w granicach 20-30 stopni. A Atlantyk, oblewający te wyspy z każdej strony, tworzy specyficzny mikroklimat. Wyspy Kanaryjskie to część Hisz-

panii, przez co jest tu wysoki, europejski poziom usług i można podróżować bez paszportu, jedynie z dowodem osobistym. Także, co dość istotne ostatnimi czasy, dzięki położeniu Wysp Kanaryjskich na uboczu są one bezpieczne.

Każda inna Najważniejszym atutem jest jednak to, że każda z wysp jest zupełnie inna od poprzedniej. Można więc wybrać się tam wielokrotnie, doświadczając za każdym razem czegoś innego. Teneryfa – z najwyższym, wiecznie ośnieżonym szczytem Hiszpanii, wulkanem Teide – dzieli się na piękną, zieloną, lecz bardziej deszczową północ oraz słoneczne południe z najlepszymi miejscowościami na wyjazd plażowo-wypoczynkowy. To idealne miejsce na podróż z dziećmi i rozpoczęcie przygody z Wyspami Kanaryjskimi. Gran Canaria jest również dość zielona, pełna rozrywek, ze znaną stolicą wyspy w Las Palmas i pięknymi, ogromnymi, piaszczystymi wydmami w Playa Del Ingles. Fuerteventura, zdecydowanie spokojniejsza, a także jedna z najbardziej piaszczystych Wysp Kanaryjskich, świetnie nadaje się do uprawiania wszelkich sportów

wodnych (a szczególnie windsurfingu i kitesurfingu). Poza dobrą bazą hotelow największą zaletą Lanzarote jest pokryty kraterami park narodowy Timanfaya. La Palma, La Gomera i El Hierro są zdecydowanie rzadziej odwiedzane, choć przez to zdecydowanie mniej zmienione przez masową turystykę. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji odwiedzić tych zakątków, jak najbardziej polecam to nadrobić. Jeśli jednak już byliście na jednej Wysp Kanaryjskich, to gwarantuję, że kolejna wizyta, tym razem na innej, pozwoli wam odkryć je zupełnie na nowo. Wycieczki do nabycia w Biurze Podróży Słonecznie.pl - Centrum Handlowe Uznam, Grunwaldzka 21, Świnoujście REKLAMA


Ulice, które stworzyły miasto

Jedna prowadziła do kościółka w Westswine, druga na brzeg Świny. W pierwszej połowie XVIII w. w pobliżu Urzędu Licencyjnego przy obecnym Placu Wolności, wówczas jedynej instytucji w osadzie, stało zaledwie kilka wybudowanych na wydmach glinianych domków. Z piaszczystej pustyni tylko dwie ścieżki prowadziły dokądkolwiek. TEKST MAGDA MONKOSA

88

MAGAZYN


GRUNWALDZKA I BOHATERÓW WRZEŚNIA

stare świnoujście

Sto lat później nawierzchnia dróg będzie już utwardzona, a po obu stronach Kirchen-Straße, dzisiejszej Grunwaldzkiej i Lotsenstraße (Bohaterów Września) staną dziesiątki budynków.

Najwyżej dwa piętra Kilkunastu mieszkańców nadmorskiej osady podążało na nabożeństwa do nieistniejącego już kościółka w Westswine, niewielkiej wioski położnej w pobliżu dzisiejszej Komendy Portu Wojennego. Do trasy szybko przylgnęła potoczna nazwa KirchenStrasse (ulica Kościelna). Potoczna, bo dopiero od 1811 r. dla porządku rozpoczęto numerowanie domów według kolejności powstawania, a nazewnictwo ulic wprowadzono dopiero kilkanaście lat później. Kiedy spojrzymy na przedwojenne fotografie ulicy Grunwaldzkiej, widać, że stojące dosyć gęsto obiekty mieszkalne rzadko kiedy bywały wyższe niż na dwa piętra. Bujna aleja rozłożystych drzew przed kamienicami podpowiada, że nasadzono je co najmniej kilka dekad wcześniej. Książka adresowa z 1908 r. naliczyła tu już setkę budynków – rekord jak na ówczesne Świnoujście. Co ciekawe, dokładnie tyle samo domostw stać będzie trzydzieści lat później. Tyle tylko, że ulica zmieniła nazwę. Z Große-Kirchen Straße przemianowano ją w 1935 r. na Hindenburgstraße. Nową nazwę nadano na cześć zmarłego rok wcześniej prezydenta Niemiec Paula von Hindenburga.

Generał Świerczewski i Bohaterowie Września Kiedy rankiem 12 marca 1945 r. nad Świnoujściem pojawiły się amerykańskie bombowce, w niespełna godzinę zamieniły tą część miasta w zgliszcza. Dlatego tak trudno dostrzec dziś na ulicy Grunwaldzkiej ślady po dawnych mieszkańcach. Zdecydowanie więcej szczęścia miała ulica Bohaterów Września. Przy Lotsenstrasse (ulica Pilotów

ULICA GRUNWALDZKA. BUDYNKI POWSTAŁE NA PRZEŁOMIE XIX i XX wieku

Morskich), między Urzędem Licencyjnym a przystanią statków i łodzi w okolicach dzisiejszego Kapitanatu Portu, osiedlali się ludzie związani z gospodarka morską, głównie kapitanowie i piloci morscy. Początkowo domów było siedem, jednak już od początku XIX w. przy uliczce szybko powstawały kolejne budynki. Żaden z nich nie zachował się do czasów współczesnych.

była już ulicą Świerczewskiego – dla uczczenia pamięci generała kreowanego wówczas na bohatera narodowego. Dopiero w 1992 r. zadedykowano ją Bohaterom Września. I taką znamy ją do dzisiaj. ULICE ŚWINOUJŚCIA NA POCZĄTKU XIX wIEKU

W roku 1828 na obrzeżach Lotsenstrasse powstał Dom Towarzystwa (Gesellschaftshaus). Było to pierwsze miejsce w młodym mieście, gdzie przy dźwiękach fortepianu mogli potańczyć świnoujścianie i nieliczni jeszcze letnicy. Kiedy na początku XX w. serce kurortu zaczęło bić w dzielnicy nadmorskiej, obiekt stracił na znaczeniu. Pawilon rozebrano w 1920 r. Zaraz potem powstał tu istniejący do dzisiaj dwukondygnacyjny budynek naprzeciw Flotylli, potocznie zwany Podkową. Po wcieleniu miasta w granice Polski, Lotsenstraße przemianowano na ulicę Pomorską. Chwilę później

MAGAZYN

89


Gdzie leżą WYSPY? Urząd Miasta, Wojska Polskiego 1/5

Przewozy Pasażerskie „Emilbus“, Wybrzeże Władysława IV 18

Centrum Informacji Turystycznej, Pl. Słowiański 6/1

Księgarnia „Neptun“, Bohaterów Września 81

Miejska Biblioteka Publiczna, Piłsudskiego 15

Restauracja Jazz Club Central’a, Armii Krajowej 3

G.H. Corso poziom -1, Regał z książkami, Dąbrowskiego 5

Restauracja „Neptun“, Bema 1

Jazz Club Central’a – Scena, Armii Krajowej 3

Restauracja „Muszla“, Promenada

Sklep papierniczy „ERGO“, Matejki 35

Restauracja „Nebiollo“, Orzeszkowej 6

Aso Renault Nierzwicki, Lutycka 23

Restauracja „Qchnia“, Piłsudskiego 19

Hotel Interferie Medical SPA, Uzdrowiskowa 15

Restauracja „Swojska“, Piłsudskiego 18/2

West Baltic Resort, Żeromskiego 22

Restauracja „Na Dziedzińcu“, Wybrzeże Władysława IV 33D

Hotel Hampton by Hilton, Wojska Polskiego 14

Restauracja „Tankowiec“, Wybrzeże Władysława IV 23a

Apartamenty „44wyspy.pl“, Orzeszkowej 5

Restauracja „Pinocchio“, Promenada, Uzdrowiskowa 18

Apartamenty „Na Wyspie“, Orzeszkowej 4

Restauracja „Mila“, Promenada, Uzdrowiskowa 18

Visit Baltic, Wojska Polskiego 4b/5a

Restauracja „Casablanca“, Promenada, Uzdrowiskowa 16-18

Biuro Podróży „Slonecznie.pl“, Grunwaldzka 21

Restauracja „Dune“, Promenada, Uzdrowiskowa 12-14

Biuro Turystyczne „Wybrzeże“, Słowackiego 23

Restauracja „Baltic“, Promenada, Uzdrowiskowa

Jubiler „Malwa“, Promenada, Uzdrowiskowa 16

Bistro-Pub „Sabroso“, Plac Słowiański 6/7

Drogeria „Douglas“, G.H. Corso, Dąbrowskiego 5

Pizzeria „Batista“, Os. Platan, Wojska Polskiego 16/6

Media Expert, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21

Bar Letni „Hamaki“, Piłsudskiego

PSB „Mrówka“, Karsiborska 6

Bar „Maki“, Bohaterów Września 9/3, wejście od Monte Cassino

Hurtownia Wielobranżowa „Paulhurt“, Rycerska 76

EVKA Vegebar, Bohaterów Wrzesnia 50/4

VEMME Day Spa, Wybrzeże Władysława IV 15C

El Papa Cafe Hemingway, Bohaterów Września 73

Centrum Dietetyczne „Naturhouse“, Konstytucji 3 Maja 16

Cafe „Rongo“, Os. Platan, Wojska Polskiego 16

Przychodnia Lekarska Tadeusz Czajka, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21

Cafe „Paris“ Plac Wolności 4

Centrum Medyczne „Rezydent-Med“, Kościuszki 9/7

Cafe „La Mer“, Bohaterów Września 75

Gabinet Stomatologiczny Anna Pyclik, Chełmońskiego 15/1

Cafe „Gabriela“, Promenada, Uzdrowiskowa 20

Klinika Stomatologiczna „Morze Uśmiechu“, Plac Słowiański 6

Cafe „Venezia“, Promenada, Uzdrowiskowa 16

Optyka, Bema 7/1

Cafe „Havana“, Promenada, Uzdrowiskowa 14

Optyka, Wojska Polskiego 2a

Cafe „Kredens“, Promenada, Uzdrowiskowa 12

Perfekt-Optik, STOP SHOP, Kościuszki 15

Columbus Coffee, G.H. Corso, Dąbrowskiego 5

Perfekt-Optik, G.H. Corso, Dąbrowskiego 5

Kawiarnia „Sonata“, Marynarzy 7

Perfekt-Optik, Kaufland, Matejki 1d

Kawiarnia „Czuć Miętą“, Promenada, Uzdrowiskowa 20

Perfekt-Optik, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21

Kawiarnia „Coffeeloffee“, Dąbrowskiego 1G

BAZAAR Concept Store, G.H. Promenada, Żeromskiego 79

Lodziarnia, os. Platan, Wojska Polskiego 2ae/3a

HELLO, Bohaterów Września 79

EKO-WYSPA, Grunwaldzka 1A

LILUE, Plac Wolności 14

Apteka „Pod Kasztanami“, Warszawska 29

Moderia, Bohaterów Września 9/4

Kwiaciarnia „Ewa“, Markiewicza 21

Salon Mody „Andre“, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21

Zakład Fryzjerski „Kazik“, Konstytucji 3 Maja 14

Salon Mody „By o la la...!“, Piastowska 2

Salon Fryzjerski „Piękne Włosy“, Konstytucji 3 Maja 5

Salon Mody „Coco“, Armii Krajowej 1

Salon Fryzjersko-Kosmetyczny „Wanessa“, Grunwaldzka 1

Salon Mody „UNIQUE”, G.H. Promenada, Żeromskiego 79

Salon Fryzjerski „Studio 5“, Konst. 3-go maja 16

Siłownia i Fitness „Champions Academy”, Wojska Polskiego 1/19

Salon Fryzjerski Beata Grygowska, Wojska Polskiego 1/19

KiteFORT, Uzdrowiskowa, plaża

Zakłada Fryzjerski „IRO“, Bema 11/1

KiteJunkies, Uzdrowiskowa, plaża REKLAMA


Magazyn Wyspy 3 (3) sierpień 2016  

MAGAZYN WYSPY to miesięcznik o Świnoujściu i dla Świnoujścia. W numerze m.in.: Cleo. Dziewczyna ze Szczecina, Kaai znaczy keja, Crossminton....

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you