Page 1

M I E S I Ę C Z N I K B E Z P Ł AT N Y

Nr 6 (13) CZERWIEC 2017


Papierowa

W pierwszych dniach ubiegłorocznego czerwca ni stąd ni zowąd „rozpanoszyła się” w mieście twarz intrygująco uśmiechniętej Hani GarbośPłaczkowskiej… Ku powszechnemu zaskoczeniu, gdyż mało kto wiedział o tym przedsięwzięciu. To była okładka pierwszego numeru „Wysp”. Minął rok. Urodzinowa okładka mocno różni się od wcześniejszych. Czy to symbol jakiejś rewolucji? Nie. Raczej chęć zaakcentowania tego, że oto mamy pierwszą rocznicę, rocznicę… papierową. Była o tym mowa w którymś z pierwszych „wstępniaków”, ale warto podkreślić, że „Wyspy” to wspólna praca ludzi, którzy kochają Świnoujście; którzy – w zdecydowanej większości – w nim żyją; którzy z niesłabnącą pasją oddają mu swój talent i umiejętności. I to się nie zmieniło. Zmieniło się coś innego – patrzycie na dużo bardziej interesujące zdjęcie.

Wszyscy razem pięknie dziękujemy za ten rok na „Wyspach”.

Michał Taciak Redaktor naczelny

MIESIĘCZNIK BEZPŁATNY Wydawnictwo Wyspy redakcja@magazynwyspy.pl www.magazynwyspy.pl +48 500 446 273 Redaktor naczelny Michał Taciak Skład Blauge - Robert Monkosa

Dział foto Karolina Gajcy, Agnieszka Żychska, Robert Monkosa Felietoniści Maja Piórska, Marek Kolenda, Bartek Wutke Współpraca Magdalena Monkosa, Karolina Leszczyńska, Renata Kasica, Katarzyna Baranowska, Karolina Markiewicz, Agata Butkiewicz-Shafik, Józef Pluciński, Tomasz Sudoł, Artur Kubasik

Wydawca Wydawnictwo Wyspy S.C. ul. Markiewicza 24/5, 72-600 Świnoujście Reklama Kamil Pyclik +48 721 451 721 reklama@magazynwyspy.pl Druk Drukarnia KAdruk S.C.

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów w nadesłanych artykułach. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam.

4

MAGAZYN

ILUSTRACJA NA OKŁADCE KATARZYNA BARANOWSKA

Jest tu Maja, Magda, dwie Karoliny, Kaśka, Ewelina, Kamil, Bartek, Robert, Tomek… A powinni być jeszcze Marek, trzecia Karolina, Renata, Agnieszka, Agata, Artur, Pan Józef, Państwo Julita i Dariusz…


6 40 8 10

FELIETON Marek Kolenda. Wakacyjne szczyty nad morzem Maja Piórska. Ten zadziwiający Bornholm URODA Rewolucja w dziedzinie piękna AKTYWNIE Zakręcone

Czerwiec

2017

PSYCHOLOGIA 12

Zwolnijmy

16

FINANSE Lato z niską ratą

28

MOTORYZACJA Citroën C3. W awangardzie Opel Insignia. Więcej niż oczekujesz

20

NIERUCHOMOŚCI Dzień z życia pośrednika

22

MODA Naturalnie i wygodnie

30

SEZON OGÓRKOWY Co nas zżera w wakacje?

18

36

MIASTO Prom do Warszawy i inne historie Dzieje się

42

LATO Jakie czasy, takie wczasy

44

ZJAWISKO Niewyszyci. Unikatowy zwierzyniec Oli

46

NASZ ARTYSTA Co w Bajzlu piszczy

32

56

KULTURA Miasto dźwięków Wydarzenia Najlepiej blisko brzegu Rekomendacje

58

STYL Ten jeden dzień

50 52 54

66

KULINARIA Turbo-chłodzenie Zdrowy fast food?

68

ZDROWIE Całe życie z mikrobami

70

KOSMETYKA Mydło doskonałe

72

SZLAK KULINARNY W moim magicznym domu

74

NATURA Sarna. Polna piękność

60

76 80

STARE ŚWINOUJŚCIE Świnia w dziejach Świnoujścia Dźwigozaury

10

32

44

46 MAGAZYN

5


Wakacyjne szczyty

nad morzem

Wiadomo z góry, że w góry, czy raczej może nad morze? Oto odwieczny, wakacyjny dylemat każdego rodaka, który ponad uroki Ibizy, Rodos, Sharm El Sheikh czy Wysp Kanaryjskich przedkłada polską ofertę turystyczną. TEKST MAREK KOLENDA ILUSTRACJA TOMASZ SUDOŁ

W

obecnych, niespokojnych czasach takich patriotycznych wyborów znacznie przybyło. I z całym szacunkiem dla piękna naszych mazurskich i warmińskich jezior, tak naprawdę liczą się właśnie te dwie opcje: morze i góry.* Jeśli zatem NIE zdecydujemy się na spędzenie wakacji w pozycji horyzontalnej, czyli na leżaku przy hotelowym basenie z sześcioma ciepłymi drinkami pod ręką (a jak! trzeba przecież wykorzystać all inclusive na maksa), gdzieś w upalnej Tunezji lub na Tureckiej Riwierze... Jeśli NIE wybierzemy urlopu w otoczeniu uzbrojonych egipskich wartowników i zwieńczonego drutem kolczastym wysokiego płotu, chroniącymi nas przed rzeczywistością zza hotelowego muru, zdecydowanie odstającą od rajskich wizji roztaczanych w turystycznych folderach. Oraz ekstremistami i fundamentalistami wszelkiej maści.

jącym korkiem na zakopiance oraz wykańczającą kolejką na świnoujskie promy. I zadać sobie brzemienne w skutki pytanie: góry czy morze? Przyjęła się opinia, że nas – mieszkańców bałtyckiego wybrzeża – szczególnie ciągnie w górzyste regiony kraju, a tych z wyżynnego południa wzywa i kusi latem nasze morze. Coś w tym jest, czego świetnym przykładem jest mój redakcyjny kolega Bartek Wutke, który, gdyby to było możliwe, nawet przerwę na lunch wykorzystałby na szybki wypad w Tatry. Potwierdzać tę hipotezę zdaje się także liczba odwiedzających nasz kurort gości z Dolnego i Górnego Śląska oraz Małopolski. Jak również górskich Czech i Słowacji.

Bo chociaż trudno jest mi zdecydować, które widoki bardziej chwytają za serce: lekko ośnieżone, strome łańcuchy Tatr, przykryte poranną mgiełką i kojące oczy najczystszą zielenią zalesione zbocza Karkonoszy, czy jednak zachód słońca nad spokojnym letnim Bałtykiem, który odbija w swej ciemnej toni krwistą czerwień nieba? Lub skrzy się w słońcu niczym przyprószony opiłkami złota? Tak jak nie potrafię wybrać pomiędzy przejmującą i oczyszczającą ciszą wieczoru wśród niebotycznych szczytów pochylonych nad Morskim Okiem, a miarowym szumem morskich fal uderzających o piaszczysty brzeg i kojących swoim rytmem serce i myśli.

Jeśli zaś ulegniemy urokom swojskich i polskich krajobrazów…

A przecież czasy zakładowych domów wypoczynkowych i największej popularności wczasów „pod gruszą” i kolonii dawno już przeminęły. A to one funkcjonowały zazwyczaj według klucza wojskowej komisji poborowej „tych znad morza w góry, a tych z gór nad morze”. Jak widać jednak przyzwyczajenie jest nadal silne w narodzie.

I choć nie umiem powiedzieć, który bezmiar bardziej zapiera dech w piersiach i sprawia, że skłaniamy głowy z pokorą wobec jego monumentalnej potęgi. Gdzie dobitniej uświadomimy sobie, jakim marnym puchem jesteśmy wobec kapryśnych żywiołów i mocy natury – stojąc przed obliczem srogich gór czy wzburzonego morza?

W takim wypadku będziemy musieli dokonać ekstremalnie fundamentalnego wyboru pomiędzy wyczerpu-

Ja, z racji wieku wielki miłośnik gór, na które nie trzeba się wspinać pieszo, polecam Wam jednak morze.

Polecam Wam morze, ponieważ jak każdy mieszkaniec wysp to morze mam we krwi i krew przez to bar-

6

MAGAZYN


WYSPY SZCZĘŚLIWE

felieton

dziej słoną. To morze czuję i morze szanuję jak surowego ojca, i tylko morska bryza zdoła wypełnić me płuca radością. A chociaż podziwiam i zachwycam się górami, to wspinam się na ich szczyty głównie po to, by wypatrywać mojego morza na horyzoncie. *Czytelnikom sugerujemy czytanie tego felietonu z podkładem muzycznym - zespół Biffy Clyro i utwór „Mountains”

MAGAZYN

7


uroda

KOSMETYKI MARKI YONELLE

Rewolucja w dziedzinie piękna Nie sztuką jest zastosować w kosmetykach wszystkie najnowsze aktywne składniki przeciwzmarszczkowe. Sztuką jest sprawić, by przedostały się one przez na ogół trudną do pokonania barierę naskórka, gwarantując ich efektywne działanie. To największe wyzwanie współczesnej kosmetologii i zarazem priorytet marki Yonelle. nałej skuteczności staną się integralną częścią oferty zabiegowej SPA na Wyspach w Hotelu Trzy Wyspy.

Pokonać barierę naskórka Kosmeceutyki i zabiegi marki Yonelle charakteryzują się silnym, a zarazem przyjaznym dla skóry działaniem i rewelacyjną skutecznością. Jest ona wynikiem infuzyjnego pokonywania bariery naskórka poprzez składniki aktywne, ze wsparciem technik wspomagających ten proces, oraz stosowaniem terapeutycznych dawek substancji biologicznie czynnych, wykorzystywanych w medycynie estetycznej. Dzięki tym procedurom możliwe jest osiągnięcie efektów Medestetycznych w sposób nieinwazyjny. Yonelle to niezastąpione narzędzie do pielęgnacji każdego rodzaju skóry i w każdym wieku, które sprosta oczekiwaniom najbardziej wymagających klientów.

Skonsultuj się i przetestuj Yonelle to innowacyjna marka oferująca najwyższej klasy profesjonalne kosmeceutyki i zabiegi opracowane według ultranowoczesnej koncepcji Skin Penetration Rewolution w której kluczowe znaczenie odgrywają nanodyski oraz zasada biozgodności.

Przenikanie i wtapianie Nanodyski stanowią przełomowy sposób przenikania substancji aktywnych, chroniony światowym patentem. To rewolucyjne nośniki w postaci krążków wypełnionych składnikami aktywnymi o wielkości mniejszej niż przestrzenie międzykomórkowe. Budowa ta jest gwarancją

8

MAGAZYN

ich przenikalności aż do 14 warstwy naskórka, a zarazem warunkuje skuteczność produktów. Niespotykana i unikalna zasada biozgodności to niewątpliwy i ogromny atut marki. Zastosowane w produktach bazy, które swoją budową i składem przypominają naturalne struktury znajdujące się w skórze, dzięki czemu produkty wręcz wtapiają się w skórę, powodując natychmiastowy efekt poprawy jej jakości. Jesteśmy dumni z tego, że już od lipca procedury zabiegowe marki Yonelle oparte o produkty o dosko-

Od pierwszego lipca zapraszamy – po wcześniejszej rezerwacji! – wszystkie zainteresowane osoby na bezpłatną konsultację kosmetologiczną do hotelu Trzy Wyspy. Nasi specjaliści dobiorą odpowiednią pielęgnację do potrzeb każdego z Was. Dodatkowo, odwiedzający nas goście otrzymają miniaturkę kosmetyku Yonelle do przetestowania w zaciszu domowym. Hotel & SPA Trzy Wyspy w Świnoujściu Recepcja SPA na Wyspach

+48 91 884 00 01 +48 91 844 00 19

spa@trzywyspy.pl Od poniedziałku do niedzieli, 7:00-20:00


Mówi się o nich „zakręcone babki z Uzdrowiska”. Chodzące, a dokładniej: biegające wulkany energii i kopalnie pomysłów. Jana Gryta i Karolina Romańska. nasza baza zabiegowa to udźwignie (śmiech). K.: Damy radę! Mamy zresztą tak fantastyczny zespół, że ze wszystkim damy radę.

Rozmawiałem niedawno z waszym szefem. Mówił to samo. K.: Bo tak właśnie jest! Na sukces Uzdrowiska pracuje każdy z nas, nie tylko przełożeni. Dobry zespół to podstawa.

Macie opinię osób niezwykle kreatywnych. Bez przerwy coś wymyślacie… J.: Coś w tym jest. Mamy mnóstwo

ROZMAWIA MICHAŁ TACIAK ZDJĘCIA KAROLINA GAJCY

Czym zajmujecie się w Uzdrowisku? Jana: Ja jestem zastępcą kierownika bazy zabiegowej w Zakładzie Przyrodoleczniczym Rusałka. Czym się zajmuję? Moje zadania są rozmaite – koordynacja grafiku, nadzór nad pracownikami, obsługa klientów i opieka nad nimi, sprzedaż zabiegów. Karolina: Jana jest poniekąd moją szefową. Robię właściwie to samo, tylko nie mam tylu uprawnień (śmiech). Dodatkowo, obsługuję mieszkańców miasta, nie tylko kuracjuszy przyjezdnych. Poza tym nasze zadania się pokrywają. Ostatnio mia-

10

MAGAZYN

łyśmy bardzo dużo pracy w związku z promocją…

Promocja? Brzmi zachęcająco. J.: Tak właśnie ma brzmieć (śmiech). Okres maj-sierpień to u nas czas, w którym mamy bardzo dużo pobytów hotelowych, ale znacznie mniej kuracjuszy. Szkoda więc, żeby nasza znakomita baza zabiegowa była nie w pełni wykorzystana. Już od lutego zastanawiałyśmy się, jak tę lukę wypełnić. Wymyśliłyśmy więc promocję, żeby ludzie – i mieszkańcy, i turyści – dowiedzieli się o bogatej ofercie Uzdrowiska i z niej skorzystali. K.: W bardzo atrakcyjnej cenie. J.: Promocja okazała się sukcesem. Teraz obawiamy się tylko tego, czy

pomysłów. Ja coś wymyślę, mówię o tym Karolinie, ona mój zapał gasi lub jeszcze nakręca. I na odwrót. K.: Działamy wielotorowo. Zależy nam nie tylko na tym, żeby uatrakcyjnić naszą bazę zabiegową, ale i na tym, żeby zmotywować, zadowolić naszych pracowników, żeby czuli się u nas i z nami jak najlepiej. J.: Ciągamy ich też na parkruny, na rowery (śmiech). K.: Propagujemy zdrowy tryb życia, po prostu. Poza tym, ważna jest dla nas integracja zespołu. Pewnie że można przyjść do pracy, „odbębnić” swoje i wyjść. Ale o ile lepiej się pracuje, gdy panuje dobra atmosfera i gdy jeszcze poza pracą można zrobić coś fajnego…

I pewnie dlatego jesteście tymi „zakręconymi babkami”… Przechodzimy do biegania. J.: Zaczęłam jakieś 1,5 roku temu, ale najpierw była siłownia. Dołączyłam do Karoliny, która już wcześniej ćwiczyła. I była jedyną osobą, której bym się nie wstydziła (śmiech). Bieganie pojawiło się trochę później. Na początku zresztą była to bieżnia.


PRACA A BIEGANIE

aktywnie

Ja nie dam rady?! K.: Tak właśnie było. No i dałam,

K.: Pamiętam, że początki Jany były trudne. 200 metrów przez godzinę. A teraz? Półmaratony! J.: Ważne było właśnie twoje wsparcie i to, że mówiłaś cały czas: Dasz radę, dasz radę… K.: No i dajesz (śmiech). Ja z kolei dużo bardziej lubiłam biegać w terenie, bieżnia mnie nudziła.

Świeże powietrze, wiatr we włosach, wolność… K.: Dokładnie tak. W końcu przekonała się do tego Jana. J.: Był marzec. Punkt trzecia, po pracy. Nie wspominam tego najlepiej – nie mogłam ubiec, brakowało mi oddechu, było mi wstyd… K.: Daj spokój. Początki zawsze są trudne. J.: W każdym razie, dużo mnie to kosztowało, ale cały czas mnie motywowałaś i dobiegłyśmy do Wiatraka. Tam – przerwa na odpoczynek i selfie.

Kiedy stało się to „nałogiem”? J.: Dość szybko zaczęłam wieczorami

było w Warszawie.

przebiegłam. Później przeczytałam gdzieś o „koronie maratonów” – ma się na to dwa lata od pierwszego. Ale że nie mam cierpliwości, to stwierdziłam: po co czekać? Dębno i Kraków już zaliczyłam, przede mną Wrocław i Poznań. W międzyczasie Szczecin. J.: I pewnie jeszcze inne – półmaratony i tak dalej. To uzależnia i ciężko z tego wyjść.

A twoja historia biegania, Karolina? K.: Biegałam regularnie od bardzo

Zresztą, po co wychodzić… J.: To prawda.

dawna, już od szkoły podstawowej. Przerwa nastąpiła wtedy, gdy urodziłam dziecko. Wiadomo, inne rzeczy na głowie (śmiech). 1,5 roku temu wróciłam do tego tak „na poważnie”. Dołączyłam do Facebookowej grupy Biegacze Świnoujście. To oni namówili mnie do przebiegnięcia półmaratonu. Nawet puchar wygrałam (śmiech), ponieważ dobiegłam jako trzecia wśród kobiet.

Znakomity start. K.: Prawda? Złapałam bakcyla. Pierwsze, co zrobiłam po powrocie, to wyszukanie, gdzie i kiedy odbywają się jakieś najbliższe maratony. No bo skoro półmaraton przebiegłam, to z maratonem też sobie poradzę… Wszyscy mi odradzali, mówili, że nie jestem aż tak dobrze do tego przygotowana i tak dalej. Ale się zawzięłam.

Co wam daje bieganie? Euforię widzę już w tym, jak o tym opowiadacie. J.: Na pewno są fizyczne aspekty, jak poprawa kondycji, sylwetki, utrata wagi… K.: Poza tym bieganie uspokaja, pozwala poukładać myśli, czy wręcz rozwiązywać jakieś problemy. J.: Bieganie zmienia podejście – do życia, do ludzi. Stałyśmy się bardziej otwarte, dużo się uśmiechamy. K.: Łatwiej nam się zorganizować. Mamy mnóstwo energii, dużo nam się chce. Wpływa to też, o czym wspominałyśmy, na naszą kreatywność (śmiech).

Czego efekty kuracjusze, goście i pracownicy Uzdrowiska ujrzą zapewne jeszcze nie raz. K.: Na pewno (śmiech).

próbować sama… K.: Potem zaczął się parkrun. Twoje pierwsze pięć kilometrów. J.: Obecnie biegamy co tydzień w parkrunie, a oprócz tego jeszcze dwa razy w tygodniu. Przeważnie razem.

No i doszły coraz dłuższe dystanse. J.: Dałam radę pięć, to „dyszki” nie dam?! Tak to działało. Mówi się o „euforii biegacza”. Czułam ją podczas swojego 10-kilometrowego debiutu, na ostatnich trzystu metrach. Nogi same mnie niosły. To

MAGAZYN

11


designed by Freepik

Zwolnijmy… Odpoczynek – potrzeba, prawo, nawet obowiązek. Jest jednak tak, że nie zawsze z niego korzystamy, a czasami wręcz nie potrafimy. Dlaczego? Rozmawiamy z psycholożką Janiną Zborowską. ROZMAWIA MICHAŁ TACIAK

12

MAGAZYN


NIE TAKI PSYCHOTERAPEUTA STRASZNY

Czym jest stan zwany odpoczynkiem? Kluczowy wydaje mi się tutaj fakt, że zawsze jest to reakcja na coś, odpoczynek od czegoś. Nie jest to stan samoistny, zawsze poprzedza go zmęczenie – fizyczne, psychiczne, emocjonalne, duchowe. Żeby odpocząć w sposób właściwy, najpierw należy zastanowić się nad tym, która z tych sfer tego potrzebuje, na jakim poziomie jesteśmy zmęczeni.

Jeśli jestem zmęczony fizycznie, usiądę lub położę się. Wydaje się to proste. Znacznie trudniej z psychiką. Tak, a zmęczenie psychiczne może być gorsze i dużo bardziej niebezpieczne niż fizyczne.

Chyba nawet nie „może być”, ale zwyczajnie „jest”…

obowiązków, a przede wszystkim myśli, poczucia odpowiedzialności za otoczenie.

No tak… Bo gdzie w tym wszystkim ona. Dokładnie. Często zresztą choroba spowodowała u tych kobiet mentalną rewolucję, co niekoniecznie podobało się najbliższym. Przestały już być na każde zawołanie.

Babcia przestała co wieczór opiekować się wnukiem, zaczęła chodzić do kina, spotykać się z przyjaciółkami… Przypomniała sobie o własnych potrzebach, uznała je. Późno i w nie najlepszych okolicznościach, ale jednak. To bardzo istotne i na tym także polega odpoczynek – na uznaniu swoich potrzeb.

Oczywiście. To podstawa do tego, żeby być sprawnym, efektywnym, dobrze funkcjonować w życiu. Niestety, problemem jest dziś często fakt, że nie uznajemy potrzeby odpoczynku, nie dajemy sobie do niego prawa. A każdy człowiek potrzebuje tego bezwzględnie. Jak powietrza czy jedzenia.

A jednak tę jedną z ważniejszych potrzeb ignorujemy, traktujemy po macoszemu. Do momentu, aż coś w nas się kompletnie nie rozsypie, nie rozpadnie.

To dramat. Zgadza się. I często kończy się chorobą… Pracowałam kiedyś, przez 10 lat, z Amazonkami. W ich przypadku okazało się to wręcz kluczowym problemem. Te panie reprezentowały typ osobowości Matki Polki, zawsze dla wszystkich dostępnej, dobrej, usłużnej, przejmującej się wszystkim i wszystkimi – do czasu, aż sama się nie rozchorowała, z natłoku zajęć,

w jakim funkcjonujemy – z pędu, aktywności, zabiegania w zatrzymanie, wyłączenie, skupienie. Jeśli mamy dynamiczną, absorbującą pracę, czas wolny poświęćmy, przynajmniej w części, na spowolnienie.

Problem w tym, że pędzimy nie tylko zawodowo. Stale się gdzieś spieszymy, dokądś nas niesie. Dlatego tak ważne jest, żeby ludzie sobie z tej potrzeby zdali sprawę; żeby życie toczyło się nam świadomie. Nieustannie popadamy w pewne automatyzmy – i bardzo dobrze, bo dzięki nim możemy funkcjonować. Gdybyśmy codziennie od rana musieli wszystkiego uczyć się od nowa, nic byśmy do wieczora nie zrobili (śmiech).

Jednak każdy automat raz po raz trzeba zresetować, oczyścić, wyłączyć.

Masz rację. Trudniej je rozładować, nad nim zapanować.

Poza tym, wydaje mi się, że bez zrelaksowanego umysłu nie można mówić o jakiejkolwiek formie odpoczynku.

psychologia

Musimy pozwolić na to, żeby pewne nasze funkcje odpoczywały, podczas gdy my zajmujemy się czymś zupełnie innym Form odpoczynku jest tyle, ilu ludzi. Każdy ma jakieś własne. Ale niezależnie od tego, co to będzie, pewnikiem jest, że odpoczynek jest czymś pozytywnym, jest źródłem przyjemności. Z definicji. Nie jestem pewna, czy zawsze… Gdyby iść tym tropem, okazałoby się, że wielu z nas nie ruszyłoby się z łóżka, bo to przecież przyjemne… Są ludzie, którzy odpoczywają w ten sposób, że co weekend się upijają się. Czy to przyjemność? Nie wiem. Raczej pozorna i krótkotrwała.

I pozorny odpoczynek. A do tego najprostszy z możliwych. Brakuje „inwencji twórczej”, chęci postarania się o jakość tego wypoczynku, pewnego wysiłku włożonego w jego organizację. Nie myślę tutaj tylko o wakacjach, ale także o takim zwyczajnym, codziennym odpoczynku. Traktuję go w kategoriach zmiany. Zmiany na poziomie tempa,

Dokładnie. Musimy pozwolić na to, żeby pewne nasze funkcje odpoczywały, podczas gdy my zajmujemy się czymś zupełnie innym. Według mnie może to być na przykład świetny przepis na udane wakacje – zrobić coś kompletnie różnego od tego, co robimy zazwyczaj.

Wróćmy do umysłu. Czy da się go zresetować? Oczywiście. Osiągnięcie wewnętrznego spokoju, bo o to w gruncie rzeczy chodzi, jest możliwe. Można nauczyć się odłączać od różnych kompulsywnych myśli, kotłujących się w głowie bez przerwy. W pewnym stopniu możemy również świadomie kierować swoim umysłem i ścieżkami, którymi on podąża. Wymaga to jednak pracy.

Odpoczynek – ten zwyczajny, codzienny – jest taki trudny? Co nam w tym przeszkadza? Przecież doba ma aż, a nie tylko, 24 godziny. Ale zauważ, jak wiele czasu w ciągu dnia my tracimy, jak wiele minut, czasami godzin, które przelatują nam przez palce; minut pustych, podczas których nic nie robimy, z relaksem włącznie. Jesteśmy

MAGAZYN

13


psychologia

NIE TAKI PSYCHOTERAPEUTA STRASZNY

wiecznie napięci, wiecznie mamy poczucie, że coś musimy robić, być efektywni; coś pokazać, udowodnić. W tym kołowrotku nie pozwalamy sobie na czas dla siebie.

Prawda jest taka, że w tym kołowrotku długo efektywni nie będziemy. Otóż to. Pracodawcy na Zachodzie dostrzegli już to i są firmy, w których drzemki w trakcie pracy są wręcz obowiązkowe; są też pokoje relaksu, a także krótszy czas pracy. To bardzo pozytywnie wpływa na produktywność – w takiej sytuacji nie ma miejsca na udawanie, że się pracuje, czy też czekanie na to, kiedy można wreszcie wyjść z pracy. Same korzyści dla wszystkich. Tu oczywiście mowa o życiu zawodowym, ale to przekłada się na każdą inną sferę naszego życia. A musimy pamiętać, że tylko od nas zależy, jak je przeżyjemy.

gromadzimy w sobie mnóstwo lęków. Prawdziwy spokój odnajdziemy właśnie w przestrzeni zwanej „tu i teraz”; na tym się koncentrujmy, celebrujmy to. Szkoda bezcennej energii na to rozważania o tym, co było czy snucie wizji na temat tego, co będzie. Jeśli „zadomowimy się” na dobre w teraźniejszości, to wówczas – wierz mi – nawet zwykłe zmywanie naczyń może być relaksującą czynnością czy nawet medytacją.

W to akurat trudno mi uwierzyć, ale niech będzie. Wiesz, woda sobie leci, my zmywamy, porządkujemy, układamy… Wiemy, że robimy to po coś. Zresztą uważam, że każdy dzień przynosi mnóstwo okazji do odpoczynku. Choćby zwykłe śniadanie, ale pod warunkiem, że nie towarzyszy mu plątanina niepotrzebnych myśli.

No, może nie do końca. Kontekst też ma znaczenie. Zgoda, ale to my musimy, a w każdym razie powinniśmy podjąć decyzję dotyczącą tego, jak nasze życie ma wyglądać. Oczywiście uwzględniając kontekst, o którym mówisz, warunki, w których funkcjonujemy. Nie na wszystko wokół mamy rzecz jasna wpływ, ale mamy wpływ na to, jak na to reagujemy, jak tę rzeczywistość postrzegamy. Wszystko zaczyna się więc od naszego wnętrza. Warto je uporządkować.

Jak więc to nasze wnętrze, myślenie uporządkować? Zrobić miejsce na to, co pozytywne i wartościowe, w tym właśnie na dbanie o własną kondycję poprzez odpoczynek, regenerację? Pierwszy krok to uznanie, że chcę żyć inaczej, świadomie. Nauczmy się też żyć w teraźniejszości.

Przeważnie mamy jednak tendencje do wracania do przeszłości lub wybiegania w przyszłość. I to nie jest dla nas dobre. Żyjąc w przeszłości, bywamy bardziej depresyjni. Ciążąc ku przyszłości,

14

MAGAZYN

Prawdziwy spokój odnajdziemy w przestrzeni zwanej „tu i teraz”; na tym się koncentrujmy, celebrujmy to Czy powinniśmy planować czas odpoczynku? Pytam, bo wiemy już z jednej z naszych rozmów, że planowanie często nam szkodzi. Dlatego to nie może być plan sztywny, konkretny – o dokładnie tej godzinie zrobimy to czy tamto. Dobre jest już samo założenie, że to czy tamto zrobimy; że pozwolimy sobie na chwilę relaksu, nieważne, o której godzinie. Dla mnie takim „świętym czasem” jest na przykład picie kawy. Nie robię tego o stałej porze czy w stałym miejscu, ale wiem, że to mój czas, dla mnie.

W odpoczynku jest pewien paradoks. Z jednej strony, powiedzieliśmy już sobie, że to nasza potrzeba, wręcz obowiązek – wobec siebie samych, naszej kondycji; z drugiej jednak w już w słowie obowiązek jest coś

nieprzyjemnego, zniechęcającego. Coś w tym rzeczywiście jest. Ale trzeba uświadomić sobie fakt, że my musimy odpoczywać. „Musimy” – kolejne słowo, którego nie lubimy (śmiech). Nie jesteśmy w stanie, i nie o to zresztą chodzi, powiedzieć, jak należy to robić, jak się relaksować. Dla każdego będzie to coś innego. Trzeba po prostu uznać tę potrzebę czy też obowiązek. To trochę jak z komputerem – nieczyszczony, zawirusowany, zapełniony mnóstwem niepotrzebnych plików, spowalnia, „zamula”; jeszcze pracuje, ale pożytku z niego nie ma.

Odpoczynek ma w sobie coś z rytuału, prawda? Ja bym była daleka od postrzegania tego w kategorii rytuału. One kojarzą mi się z automatyzmami, a odpoczynek – jak już powiedziałam – ma być odejściem od automatyzmów, resetem, wyłączeniem.

Naszą rozmowę zaczęłaś od stwierdzenia, że odpoczynek jest zawsze reakcją na coś, ucieczką od czegoś. Od czego odpoczywamy? Głównie od pracy zawodowej – to ona organizuje nam życie, od rana do wieczora właściwie. Pochłania ogrom naszej energii i czasu; bywa źródłem stresów. Czasowe wyłączenie się z tego trybu, od myślenia o niej, jest konieczne – zarówno dla nas, jak i samej pracy, dla naszej efektywności. Dlatego tak potrzebny jest urlop, minimum dwu-, ale najlepiej trzytygodniowy. W praktyce wygląda to bowiem tak, że przez pierwszy tydzień się dopiero przestawiamy z trybu aktywnego na tryb odpoczynkowy…

W tym okresie to cenna wskazówka. Dzięki za rozmowę. Janina Zborowska

Akademia Zdrowia Malczewskiego 17/1 Świnoujście Telefon +48 502 155 554 www.akwamaryn.wixsite.com/janina-zborowska


Lato z niską ratą

Powiedzmy jasno – słowa „pożyczka” i „dług” nie mają powszechnie pozytywnej konotacji. Jednak kredyt nie zawsze oznacza finansowe koło ratunkowe. Dla wielu jest raczej szansą na rozwój, także przez rozmnażanie majątku. Szczególnie, gdy przy kredytobiorcy stoi godny zaufania doradca. Jesteśmy przedsiębiorczym narodem. Z pewnością prawie wszyscy mamy w zanadrzu dobry pomysł na biznes. We wprowadzeniu go w życie ograniczają nas zwykle zbyt płaskie portfele oraz obawa, że instytucje, które mogą wesprzeć nasze inwestycje, nie będą tak pełne wiary w powodzenie przedsięwzięcia jak my sami. W takiej sytuacji najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie znalezienie specjalistów, którzy staną po naszej stronie i lojalnie pomogą, krok po kroku, w zdobyciu pieniędzy na pomysł, który pozwoli zwrócić pożyczkę i umożliwi stały i solidny dochód na co dzień.

rają przedsiębiorców startujących z działalnością oraz tych, którzy już ruszyli, ale ich biznesy potrzebują kolejnego zastrzyku gotówki, aby móc rozwijać się jeszcze lepiej. Według powszechnie przyjętych reguł początkujący przedsiębiorcy mogą liczyć na wsparcie do 500 tys. zł, a okres kredytowania nie będzie dłuższy niż 10 lat. Bez zabezpieczeń w postaci nieruchomości, pojazdów czy maszyn można ubiegać się o finansowanie do 25 tys. zł. W wielu przypadkach taka kwota wystarcza, aby móc na starcie rozwijać swój biznes i zwyczajnie realizować marzenia.

Start!

Mobilnie i bez ograniczeń

Doradcy poznańskiej filii Avida Sp. z o.o. znają się na rzeczy. Współpracując z największymi instytucjami finansowymi w Polsce, wspie-

Warto pamiętać, że doradcy finansowemu zależy nie mniej na powodzeniu twojego biznesu. Ta niełatwa chwilami relacja ma tylko

16

MAGAZYN

jeden cel – sukces nowego lub też kolejnego przedsięwzięcia, który potem przełoży się na pomyślną gratyfikację wysiłku specjalisty od spraw finansów. Dlatego warto zaufać swojemu partnerowi z przekonaniem, że przy ocenie zdolności kredytowej przedstawi nas w jak najlepszym świetle, pomoże przy wszelkich przeszkodach formalnych i, co najważniejsze, przez cały okres zadłużenia będzie pomocny na linii bank – kredytobiorca. Tym bardziej że specjaliści z Avidy są mobilni, bez ograniczeń podróżują do tych miejscowości, w których trzeba dopiąć kolejne sprawy formalne. Tak się po prostu dzisiaj pracuje.

10 = 1 A co w sytuacji, gdy biznes idzie we właściwym kierunku, ale zobowiązania finansowe w różnych insty-


PRZYJAZNE POŻYCZANIE

tucjach nie pozwalają na dodatnie zbilansowanie rachunków? Tu odpowiedź jest jasna. Kredyt należy zmienić w jeden, długoterminowy i o niższy oprocentowaniu. Doradcy z Avidy zapewniają, że potrafią przekształcić nawet dziesięć kredytów w jeden, bardziej korzystny cenowo dla klienta, tak aby skonsolidowane zadłużenie otworzyło kolejne furtki dla kredytobiorcy. Bo przecież duża liczba zobowiązań zmniejsza szanse na pozyskanie w razie potrzeby kolejnych środków. A biznes nie lubi takich ograniczeń.

Przyjazna dusza Czasami życie plecie bardzo przyziemne scenariusze. Pieniądze potrzebne są nam na remont mieszkania, letni wypoczynek, edukację potomstwa czy zakup sprzętu lub mebli. I w takiej sytuacji warto skorzystać z usług doradcy finansowego. Tym bardziej, gdy oferta jest

klarowna. Kadra Avidy potrafi przeprowadzić proces kredytowy tak, że oprocentowanie zobowiązania nie przekroczy 9 procent, a pożyczka nie będzie obwarowana licznymi poręczeniami. Do tego decyzja kredytowa zapadnie szybko, a kredytobiorca ma wpływ na ustalenie wysokości miesięcznej raty oraz terminu, w którym będzie pobierana. Po prostu – dobrze mieć przy sobie przyjazną duszę, która przeprowadzi nas przez meandry wierzytelności.

finanse

że w pobliżu są osoby, które wyciągają pomocną dłoń.

Nie trzeba się bać Żaden człowiek nie jest na tyle bogaty, aby nie potrzebował sąsiada – przekonuje stare węgierskie przysłowie. To oznacza, że należy szukać właściwego sojusznika, który nie tylko pomoże, gdy wymaga tego sytuacja, ale i potowarzyszy nam przy realizacji planów i marzeń. Nie bójcie się zaciągać zobowiązań, także finansowych, jeżeli wiadomo,

Avida sp. z o.o. Chlebowa 4/8 61-003 Poznań

Monika Andrzejewska Telefon +48 533 300 697 Damian Gałdyński Telefon +48 533 332 637

www.avida.com.pl

REKLAMA


W awangardzie Spoglądasz i już wiesz – to właśnie on. Niepowtarzalny, nowoczesny, energiczny, silny, inteligentny. Nowy Citroën C3. Ten samochód nie idzie z duchem czasu, on go wyprzedza.

To on dziś wyznacza standardy designu. Zdecydowany przód oraz stylowe krzywizny nadwozia, pełne harmonii kształty, nowa identyfikacja stylistyczna i gama kolorów nadwozia – tak obecnie przedstawiają się w motoryzacji pojęcia „modny” i „trendy”.

Najlepszy w mieście Optymalna długość Nowego Citroëna C3 – nieprzekraczająca 4 m – zapewnia mu zwinność i lekkość – cechy nie do przecenienia przy jeździe w mieście. A pięciodrzwiowe

18

MAGAZYN

i pięciomiejscowe nadwozie sprawia, że to auto sprawdza się praktyczne w każdej sytuacji. Charakterystyczne dla marki reflektory nadają „spojrzeniu” Nowego C3 ostrości i zdecydowania. Logo płynnie przechodzi w dwie chromowane listwy sięgające diodowych świateł dziennych, uwydatniając szerokość nadwozia. Zderzak akcentujący wysoki przód; kolorowe wstawki okalające światła przeciwmgielne − symbolizują

świeżość i wyjątkowość stylistyczną Nowego C3. I wreszcie – dach. Można odnieść wrażenie, że jest zawieszony w powietrzu, że „pływa”. Połączenie delikatności i mocy. Jedyny w swoim rodzaju.

Synonim wygody Wnętrze Nowego Citroëna C3 to ostoja bezpieczeństwa i synonim wygody. Dobrą jazdę w świetnym nastroju gwarantują efektowne, komfortowe fotele, panoramiczny dach, wpusz-


NOWY CITROËN C3

motoryzacja

czający do wnętrza promienie słońca i liczne, sprytnie zaprojektowane schowki. Harmonijna kabina samochodu unosi pasażerów, a pełen swobody i elegancji design sprawia, że kierowca aż nie chce stąd wychodzić. Bo tutaj jest jak w domu. Schowki w Nowym Citroënie C3 wyzyskują do maksimum znaczenie słowa „praktyczność”. Inteligentnie zaprojektowana konsola centralna, pokaźny schowek przedni czy przednie drzwi – w tym samochodzie znajdziesz miejsce na wszystko! Delikatne linie wnętrza tworzą harmonię z minimalistycznym designem elementów wyposażenia. A wysokiej jakości połyskujący i ciepły materiał, charakterystyczny dla wielu elementów wnętrza, tworzy spójny klimat stylistyczny.

Pierwszy na świecie Najnowsze rozwiązania technologiczne to dla marki standard. Nowy C3 –

jako pierwszy na świecie! – oferuje Citroën ConnectedCAM™, czyli kamerę pokładową HD. Technologie służą tu jednemu: wspierać kierowcę − znajdziemy w C3 więc polecenie głosowe, kamerę cofania, alarm niezamierzonego przekroczenia linii i system kontroli martwego pola. Do tego nawigacja online pozwalająca ominąć korki i wybrać najlepszą z dostępnych tras; Mirror Screen, czyli technologia

umożliwiająca podłączenie smartfona i wyświetlenie jego ekranu na centralny wyświetlacz, dzięki czemu wszystkie Twoje multimedia masz w zasięgu ręki. Podróżowanie samochodem nigdy nie było prostsze i bezpieczniejsze. Ty też wybierasz, w jakim kolorze podróżujesz – Almond Green, Banquise White, Cobalt Blue, Shark Grey, Aluminium Grey, Rubi Red, Perla Nera Black, Power Orange czy Sable. Paleta jest szeroka, gdyż Citroën dba o wszystko. A nawet o więcej. CITROËN Drewnikowski Goleniów, Rzemieślnicza 12 Telefon +48 91 418 42 27 Szczecin, Andre Citroena 1 Telefon +48 91 461 48 85 www.citroen.drewnikowski.pl

MAGAZYN

19


DZIEŃ

z życia

pośrednika

Pomysł na napisanie tego tekstu podsunął mi świnoujski rynek nieruchomości. Od kilku lat obserwujemy znaczny wzrost inwestycji w naszym mieście oraz wzrost cen nieruchomości na rynku wtórnym i pierwotnym. Wielu właścicieli bądź przyszłych nabywców zadaje sobie pytania: czy potrzebny mi pośrednik? W czym może mi pomóc i za co tak naprawdę mu płacę? Ponadto pośrednik może „wykonywać ekspertyzy oraz doradztwo w zakresie rynku nieruchomości”. Czynności te wykonuje osobiście „lub przy pomocy innych osób wykonujących czynności pomocnicze i działających pod jego bezpośrednim nadzorem, ponosząc za ich czynności odpowiedzialność zawodową określoną w ustawie”. Tyle jeśli chodzi o przepisy mówiące o zawodzie pośrednika, a jak wygląda nasza praca od kuchni?

Kuchnia

TEKST JOANNA NOWACZYK

licencjonowany pośrednik nr 23353

Dzień pośrednika nieruchomości jest pełen zwrotów akcji. Poza spotkaniami z klientami biura nieruchomości to także stała współpraca z notariuszami, wizyty w sądach wieczystoksięgowych, starostwach, spółdzielniach mieszkaniowych i czynności administracyjne.

Co robi pośrednik Ustawa o gospodarce nieruchomościami definiuje zakres działań pośrednika. „Pośrednictwo w obrocie nieruchomościami polega na zawodowym wykonywaniu przez pośrednika w obrocie nieruchomo-

20

MAGAZYN

ściami czynności zmierzających do zawarcia przez inne osoby umów: 1) nabycia lub zbycia praw do nieruchomości; 2) nabycia lub zbycia własnościowego spółdzielczego prawa do lokalu mieszkalnego, spółdzielczego prawa do lokalu użytkowego lub prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej; 3) najmu lub dzierżawy nieruchomości albo ich części; 4) innych niż określone w pkt 1–3, mających za przedmiot prawa do nieruchomości lub ich części”.

Codzienna praca pośrednika polega na szeroko pojętej obsłudze obecnych i pozyskiwaniem nowych zleceń (nowi klienci, nowe nieruchomości). Zajmuje się on ich promocją za pomocą dostępnych w agencji narzędzi marketingowych. Przeprowadza prezentacje nieruchomości, podpisuje z nowymi klientami umowy pośrednictwa, spotyka się z nimi na negocjacjach, uzgodnieniach warunków transakcji, a także uczestniczy w całym cyklu transakcyjnym – od podpisania umowy przedwstępnej, poprzez całe spektrum czynności transakcyjnych, na protokole zdawczo-odbiorczym kończąc. Poza tym praca pośrednika to także część administracyjna – między innymi korespondencja z klientami czy opracowywanie ofert. Dzień pośrednika może różnić się w zależności od miejsca pracy lub lokalizacji biura (duże miasta/małe miejscowości). Agencje nierucho-


POŚREDNICTWO OD KUCHNI

mości mają różny rytm pracy: jedne oczekują od pośrednika dużej samodzielności w planowaniu dnia, natomiast inne mogą systematyzować niektóre elementy dnia pracy.

W biurze… Poranki to zwykle czas pracy biurowej. Każdego dnia pośrednicy otrzymują wiele zapytań dotyczących prowadzonych zleceń. Zapytania te trafiają zwykle drogą mailową z portali internetowych, które zamieszczają tego typu ogłoszenia. Im więcej narzędzi marketingowych stosowanych w biurze, tym większa szansa na satysfakcjonujący odzew z rynku. W tym czasie pośrednicy przygotowują także oferty swoim klientom, umawiają spotkania na kolejne dni, monitorują zainteresowanie posiadanymi zleceniami. Jest to też czas, kiedy wprowadzają do systemu umowy pośrednictwa z nowymi klientami – opisy nieruchomości, zdjęcia, informacje o stanie prawnym. Czas, w którym klienci wykazują mniejszą aktywność jest też poświęcany na spotkania z osobami zarządzającymi biurem i szkolenia. Pośrednicy zaangażowani w kolejne transakcje są pochłonięci opracowywaniem draftów umów, porozumień i wszelkich innych materiałów niezbędnych do przeprowadzenia na przykład umowy przedwstępnej. W części biur finalizacją transakcji zajmują się wyspecjalizowane działy, ale w mniejszych agencjach pośrednik zajmuje się każdym elementem współpracy z klientem.

… i w terenie Po południu pośrednik odbywa pierwsze spotkania z klientem (prezentacje nieruchomości, podpisywanie umów). Jest to też czas, kiedy może skompletować potrzebne do transakcji dokumenty. Jest częstym gościem sądów wieczystoksięgowych, notariuszy, doradców kredytowych, spółdzielni mieszkaniowych oraz innych urzędów, w których samodzielnie lub ze swoimi klientami

załatwia kwestie obsługi transakcyjnej lub potransakcyjnej (protokoły zdawczo-odbiorcze, przerejestrowanie mediów). W godzinach popołudniowych umawiane są końcowe umowy sprzedaży w kancelariach notarialnych. Pośrednik odpowiedzialny za transakcję zawsze towarzyszy swoim klientom w tej najważniejszej dla nich chwili. Specyfika pracy z klientem polega na tym, że pośrednik zazwyczaj spotyka się z klientami po godzinach ich pracy. Dlatego agencje działają najbardziej intensywnie w późnych godzinach popołudniowych, kiedy klienci odwiedzają biura, by podpisać umowę pośrednictwa, przejrzeć z agentem nowe oferty, czy negocjować warunki przyszłej transakcji lub podpisać przedwstępną umowę sprzedaży. Poza spotkaniami w biurze agenci wykorzystują godziny popołudniowe na prezentacje nieruchomości swoim klientom, a także spotkania z klientami, którzy podjęli decyzję o sprzedaży/wynajmie nieruchomości za pośrednictwem agencji nieruchomości. Fakt, że pośrednik rozpoczyna pracę w godzinach porannych, a kończy w późnych godzinach wieczornych, nie oznacza, że pracuje kilkanaście godzin dziennie. Wielu pośredników ceni sobie możliwość swobodnego kształtowania czasu pracy, co pozwala na możliwość pogodzenia życia zawodowego z prywatnym.

Co trzeba wiedzieć Aby pośrednik mógł dobrze wykonać swoją pracę, potrzebna jest mu duża wiedza obejmująca znajomość prawa w dość szerokim zakresie prawa cywilnego (kc, kpc, ka, kpa), rodzinnego, ustaw dotyczących gospodarki nieruchomościami, o własności lokali, o ochronie praw lokatorów, o księgach wieczystych i wielu innych. Ponadto powinien posiadać wiedzę z zakresu ustaw dotyczących podatków – podatku od sprzedaży nieruchomości, od wynaj-

nieruchomości

mu, od spadków i darowizn; umieć to wszystko policzyć oraz wskazać i pomóc wypełnić właściwe druki, a także udzielić informacji, w jakich okolicznościach, terminie i w jakim zakresie rozliczenie przed Urzędem Skarbowym powinno zostać dokonane. Powinien znać również ustawę o notariacie – choćby w ograniczonym zakresie, żeby dokładnie policzyć koszt każdego możliwego aktu notarialnego. Ale nie tylko. Powinien też wiedzieć, jakie dodatkowe czynności notarialne należy wykonać (lub co powinny zawierać), żeby doprowadzić do realizacji transakcji – i nie mówimy tu oczywiście o notarialnej umowie sprzedaży.

Mediator, nie adwokat Pośrednik powinien śledzić wchodzące w życie nowe ustawy ogólnokrajowe i uchwały miejskie, a także ich wszystkie nowelizacje. Musi również na bieżąco kontrolować wzrost lub spadek cen nieruchomości i to opierając się na cenach transakcyjnych w ostatnim okresie (kwartale, półroczu, roku), a nie na cenach ofertowych z internetowych ogłoszeń. Pośrednik powinien umieć ocenić – ocenić, a nie dokonać wyceny, bo to domena rzeczoznawcy majątkowego – wartość rynkową nieruchomości i tę ocenę uzasadnić. Niezwykle ważna jest umiejętność porozumienia się z każdym klientem – czy to zgłaszającym potrzebę sprzedaży, wynajmu, czy też kupna albo najmu. Pośrednik musi umieć słuchać i rozumieć zgłaszane potrzeby, a ponadto potrafić prowadzić negocjacje pomiędzy stronami. Ale powinien też umieć prowadzić mediacje i doprowadzać do kompromisu wszędzie tam, gdzie może pojawić się sytuacja konfliktowa. A mogą się takie pojawić pomiędzy stronami transakcji. Trudno zgodzić się z tezą, że pośrednik występuje w roli raczej adwokata niż mediatora…

MAGAZYN

21


Naturalnie

i wygodnie

KOLEKCJA

Wybrzeże Władysława IV 33 ŚWINOUJŚCIE

22

MAGAZYN


DLA DZIECI

MAGAZYN

moda

23


24

MAGAZYN


DLA DZIECI

moda

KOLEKCJA Wybrzeże Władysława IV 33, ŚWINOUJŚCIE

MAGAZYN

25


26

MAGAZYN


DLA DZIECI

moda

REKLAMA


WIĘCEJ niż oczekujesz

Jakkolwiek wyobrażałeś sobie samochód idealny, nowy Opel Insignia uzmysłowi Ci, że może być jeszcze doskonalej. Przekonał się o tym aktor Marcin Dorociński, przekonaj się i Ty. Świetne wyczucie stylu, znakomicie sportowa sylwetka, doskonałe właściwości aerodynamiczne – to znaki szczególne nowego Opla Insignia, dostrzegalne na pierwszy – i każdy kolejny – rzut oka. Może wsiądziesz?

Na miarę Wnętrze zostało „uszyte” na miarę. Miarę nowoczesności, a przede wszystkim oczekiwań wymagającego i wytrawnego kierowcy. Cechuje je najwyższej próby rzemiosło pod każdym względem. Pełne ekskluzywnych udogodnień – ergonomiczne

28

MAGAZYN

fotele AGR, certyfikowane przez niemieckie stowarzyszenie lekarzy i terapeutów AGR (dla zdrowego kręgosłupa); delikatne podświetle-

nie w drzwiach i konsoli centralnej, zapewniające wyjątkowy nastrój; pojemny bagażnik; spora przestrzeń nad głową. A to nie koniec zalet…


OPEL INSIGNIA

Silna postura, blisko pięć metrów długości, wysmuklone linie, opcjonalne efektowne okno dachowe wpuszczające do wnętrza auta znacznie więcej światła, dynamiczny design obręczy kół – to wyznaczniki prawdziwie przemyślanego, wyrazistego stylu nowej Insigni.

Najnowocześniej Matrycowe reflektory Led Intellilux® zwiększą Twoje bezpieczeństwo i zapewnią znakomitą widoczność, a jednocześnie nie będą oślepiały innych kierowców, mimo najlepszego w swojej klasie zasięgu –

400 m. Przez 24 godziny towarzyszyć Ci będzie osobisty opiekun kierowcy Opel OnStar – innowacyjny system bezpieczeństwa i wsparcia w sytuacjach trudnych, a także pomocny w rezerwacji hotelu czy wyszukania Wi-Fi. Opel Insignia jest płynnie zintegrowany z Twoim smartfonem, dzięki obsługa połączeń czy odsłuchiwanie wiadomości SMS są prostsze niż dotąd. Inne udoskonalenia to sterowany głosem system nawigacji Navi900 IntelliLink, całkowicie zintegrowana ładowarka bezprzewodowa czy 8-głośnikowy system nagłośnienia Bose®.

motoryzacja

Blisko doskonałości Nowy Opel Insignia to samochód stworzony po to, żeby dostarczyć Ci kompletnego „motoryzacyjnego spełnienia”. Właściwości dynamiczne, które wyszły spod ręki niemieckich inżynierów, są bliskie doskonałości. Do wyboru masz wydajną, sportową 6-stopniową skrzynię manualną lub wysoce zaawansowaną technologicznie automatyczną skrzynię 8-stopniową. Z obiema wrażenia z jazdy będą niezwykłe. Z kolei płynną, dynamiczną jazdę i stabilne, neutralne prowadzenia zapewnia adaptacyjny napęd 4x4 „Twinster”. To wszystko harmonijnie idzie w parze z wydajnością. Dowodzą tego przeprowadzone testy, które wykazały, że nowy Opel Insignia zużywa 10% mniej paliwa! OPEL Kozłowski Szczecin, Struga 31B Telefon +48 91 46 44 880 Nowogard, 3-go Maja 27A Telefon +48 91 39 25 00 www.opelszczecin.pl

MAGAZYN

29


Co nas zżera

w wakacje? Sezon letni dopiero się rozpoczął, a media ogólnopolskie, te niepoważne i te nieco poważniejsze, co rusz ostrzegają nas przed kolejnym śmiertelnym zagrożeniem. Straszą nas tak od lat, a korowód sezonowych kilerów jest długi i barwny. Jak nie biedronki ludojady, to zabójczy barszcz, nienażarta bakteria lub obcinacze jąder.

TEKST MAREK KOLENDA ILUSTRACJA Artmonkey - FrEepik.com

Pamiętacie rok 2012 i plagę biedronek nad morzem? Sztandarowy krajowy brukowiec, jakim jest „Super Express”, obwieścił wówczas istną inwazję tych małych chrząszczy. Cytowany na łamach gazety naukowiec ostrzegał dramatycznie: Zdesperowane biedronki lecą instynktownie tam, gdzie jest wysoka wilgotność. Zaczynają kąsać ludzi, myśląc, że nadają się do zjedzenia. Szczególne obawy wzbudzały biedronki azjatyckie, które „jedzą niemal wszystko”. Pismo poszło jeszcze krok dalej nazywając sympatyczne skądinąd owady „biedronkami ludojadami”…

Niczym tropikalne orzeszki Kolejny sezon przyniósł oczywiście kolejne śmiertelne niebezpieczeństwo. Krajowe brukowce i portale (bardziej rozrywkowe niż informacyjne) tym razem grały larum z powodu amazońskiej ryby pacu, która pojawiła się ponoć w wodach Bałtyku u wybrzeży Danii. Ryba ta, podobno bliska kuzynka

30

MAGAZYN

piranii, nazwana została przez „dziennikarzy” między innymi „Super Expressu” i „Faktu” obcinaczką (lub pożeraczką) jąder. Przydomek taki otrzymała z powodu słabości do męskich genitaliów, przypominających tej małej, zębatej bestii jej ulubiony przysmak – tropikalne orzeszki… Rok później krwiożerczą rybkę zauważono rzekomo w Obwodzie Kaliningradzkim, czyli tuż u granic naszego kraju. Brukowce biły na alarm! Idąc za ciosem, w kolejnym sezonie wypadałoby postraszyć obcinaczką jąder turystów wypoczywających na polskim wybrzeżu, jednak „SE” niespodziewanie ulokował ją w USA, a dokładnie w New Jersey. Wydawałoby się zatem, że w czasach gdy afrykańskie kurorty tracą na atrakcyjności, przynajmniej na naszym wybrzeżu możemy możemy odetchnąć z ulgą i poczuć się bezpiecznie. Jak się jednak okazuje, były to tylko złudne nadzieje…

Spisek górali? Skoro nie pożarła nas koszmarna rybka, mogło nas zeżreć stworzenie znacznie mniejsze. I tak, w kolejnym sezonie, jak grom z jasnego nieba, spadła na nas informacja, że w polskich wodach Bałtyku pojawiła się mięsożerna bakteria vibrio vulnificus. Zazwyczaj występuje ona w ciepłych akwenach południowych, ale zmiany klimatyczne i ocieplenie Morza Bałtyckiego spowodowały pojawienie się bakterii także u nas. Według mediów wszelakich odnotowano kilka przypadków zakażenia tą bakterią w Niemczech, w tym nawet śmiertelne. Przypomniano przy okazji, że już w 2010 roku zmarł z powodu kontaktu z vibrio vulnificus jeden Polak (dla porównania, tylko w 2013 roku w morzu utonęło 41 osób). Jak tłumaczono, bakteria dostaje się do organizmu przez rany oraz zadrapania i najczęściej jej ofiarą padają osoby z osłabionym układem odpornościowym. Co ciekawe, o mięsożernej bakterii nic nie słyszano wówczas w nadmorskich sanepidach.


LATO Z DRESZCZYKIEM

Ale strach wśród potencjalnych wczasowiczów został zasiany. „SE” zapytałby na pierwszej stronie: Czy to spisek tatrzańskich górali walczących o krajowego turystę? I to chyba najlepsza puenta tej historii.

ne choroby. Między innymi takie jak chikungunya, denga, Gorączka Zachodniego Nilu i żółta febra oraz wirusowe zapalenie mózgu. Absolutny top sezonowych koszmarów.

Barszcz i tygrysi komar

I wreszcie historia najświeższa. Latem 2016 roku czujny „Super Express” natychmiast zaalarmował swoich czytelników, gdy na plaży w Karwii, z fal Bałtyku wypłynął wściekły dzik, który zaatakował zupełnie zaskoczonych jego obecnością plażowiczów.

Sezon 2015 był jednak bezlitosny. Kilka dni po vibrio vulnificus nasz kraj zaatakował barszcz Sosnowskiego. To gość nieco mniej egzotyczny, który podobnie jak inne zarazy przybył do nas z terenów byłego ZSRR i upodobał sobie pola, głównie dawne PGR-y. Nie wiadomo dlaczego pojawił się na łąkach i w newsach właśnie tamtego lata, zupełnie jakby wcześniej go nie było. Jak ostrzegali botanicy, roślina zachwyca i kusi wyglądem, ale jest bardzo niebezpieczna. Podczas upałów wydziela soki, które wywołują poważne oparzenia i mogą doprowadzić nawet do śmierci. W całym kraju powiało grozą. A przecież zabójcza flora to w naszym mieście żadna nowina. Zaledwie rok wcześniej media ogólnopolskie straszyły śmiercionośnym rącznikiem pospolitym, którego kilkanaście krzewów posadzono na klombach w Świnoujściu. Owoce rącznika zawierają rycynę, jedną z najsilniejszych znanych nam trucizn. Po akcji medialnej, na zlecenie władz miasta zjadliwe owoce są profilaktycznie wybierane spomiędzy kolczastych pędów i niszczone.

Dzik w kąpieli

A także kierunkiem, z którego nadciągnęło dzikie zwierzę. Oczywiście w Świnoujściu dziki to żadna niespodzianka. Nie zaskoczyłby nas nawet dzik stojący w kolejce do publicznej toalety. Czy powyższe zagrożenia lekceważymy? Skądże znowu. Jak wiadomo, lepiej dmuchać na zimne, jednak wskazane jest również

sezon ogórkowy

ostrożne podejście do podobnych informacji. Warto pamiętać, że media żyją i żywią się takimi sensacjami niczym pacu… orzeszkami. Zwłaszcza brukowce i różnorakie portale internetowe produkujące codzienne newsy na tony. Jeśli wszystkie traktować będziemy śmiertelnie poważnie, pierwsze co nas zeżre podczas wakacji to nie egzotyczne bakterie, lecz stres. Zalecamy więc zdrowy rozsądek, używanie środków zapobiegawczych i stosowanie się do wytycznych odpowiednich służb.

Udanych wakacji! Uważajmy także na dziwne objawy występujące po wyjściu z morza, lasu lub parku. Nie tylko ze względu na vibrio i barszcz, ale przede wszystkim z powodu pojawiających się (od czasu do czasu) na naszym wybrzeżu zakwitów sinic, którym towarzyszą groźne cyjanobakterie (kąpieliska są wtedy zazwyczaj zamykane) czy coraz groźniejszych i liczniejszych kleszczy zarażających niebezpieczną boreliozą (w zachodniopomorskim ich populacja jest niestety wysoka). Oraz na całą resztę zagrożeń począwszy od poparzeń skóry na słońcu, szok termiczny przy wejściu do morza i podwodne prądy zwrotne przy brzegu. Tymczasem życzymy udanych i bezpiecznych wakacji, podczas których nie powinniście tracić czujności. W końcu nie wiadomo jeszcze, co nas czeka w tym roku, sezon ogórkowy dopiero się rozkręca.

Tego samego lata 2015 roku cała Polska raz jeszcze wstrzymała oddech. Media, nawet te bardziej szacowne, ogłosiły pojawienie się w naszym kraju komara tygrysiego! I rzeczywiście. Komary to nad morzem prawdziwa coroczna zmora. Jednak egzotyczni goście w czarne paski bzykają w innej lidze… Tygrysi krwiopijcy przenoszą bowiem groźne tropikal-

MAGAZYN

31


Prom do Warszawy i inne historie Dziesiątki rozmów dziennie, niezliczone pytania i odpowiedzi. I od bezradnych, i od dociekliwych. Pytania rozmaite, niekiedy przedziwne czy przezabawne. Odpowiedzi – zawsze sprawne, kompetentne, profesjonalne. Praca w Informacji Turystycznej jest niezmiernie interesująca, ale i wymagająca. TEKST MICHAŁ TACIAK ZDJĘCIA AGNIESZKA ŻYCHSKA

32

MAGAZYN


CENTRUM INFORMACJI TURYSTYCZNEJ

miasto

Znakomita lokalizacja, w samym centrum miasta; duża, przestronna, świetlista przestrzeń; na wyciągnięcie ręki – wszelkie niezbędniki turysty: promocyjne ulotki, książki, foldery czy katalogi; dwa stanowiska internetowe; infokiosk, czyli interaktywny punkt informacyjny, dostępny całą dobę; dobre oznakowanie; dbałość o osoby niepełnosprawne… Jednym słowem: najwyższy możliwy standard, możliwy dzięki wsparciu Unii Europejskiej, w ramach projektu: „Rozwój systemu informacji turystycznej w Świnoujściu”. Cztery gwiazdki przyznane przez Polską Organizację Turystyczną – już po raz drugi – mówią za siebie. Dlaczego nie pięć? Jedynie dlatego, że skala jest czterostopniowa.

Nieobcy obcy język Ale czymże byłoby to wszystko, gdyby nie rzetelna, wykwalifikowana, życzliwa, a gdy trzeba również kreatywna, obsługa? – Nie ma rzeczy niemożliwych – mówi z uśmiechem kierownik, Lidia Miecznik. Oczywiście, zdarzają się pytania wymagające trochę większego nakładu czasu, zaangażowania czy pomysłowości. – Niektórzy uważają „informację turystyczną” za informację wszelaką… Nie było jednak takiego przypadku, którego nie dałyśmy rady rozwiązać – dodaje. Nawet wówczas, gdy trzeba pomóc Hiszpanowi mówiącemu tylko i wyłącznie w języku ojczystym, który paniom z Informacji Turystycznej jest akurat obcy. Innym razem trzeba było swego rodzaju umiejętności detektywistycznych, ponieważ zgłosiła się kobieta zostawiona przez nieuwagę na stacji benzynowej, podczas wycieczki. Kilka telefonów, a autokar odszukano i cofnięto.

Nie dla mizantropa Szeroka wiedza na temat miasta i regionu to niewątpliwie podstawowe narzędzie „informatora turystycznego”. Rzecz jasna nie sposób wiedzieć wszystkiego, ale wszystko można wyszukać. Od czego w końcu jest by-

strość umysłu czy nieocenione zdobycze współczesnej technologii, jak na przykład wielki przyjaciel wszystkich ciekawskich – Google? Bezdyskusyjnie konieczna jest sympatia do gatunku ludzkiego, nie jest to więc praca dla mizantropa. Informator” w każdej sytuacji musi być życzliwy, pozytywnie nastawiony również dla tych nastawionych negatywnie. – O takich sytuacjach staramy się szybko zapominać, bo inaczej nasza praca byłaby ciężka – mówi Kinga Abraham. Nie raz jednak przychodzi paniom z Informacji Turystycznej tłumaczyć się ludziom na przykład ze złej pogody. – Musimy wtedy być dla nich takim słońcem, uśmiechać się – mówi Joanna Pastuszka.

Jaka to strefa czasowa? Zadziwiających czy zabawnych sytuacji jest tu mnóstwo. Na przykład pan z Niemiec, który poszukiwał szkoły dla kierowców, w której chce… kupić prawo jazdy na ciężarówkę (tę już posiadał). – Powiedziałyśmy mu, że tutaj może jedynie zrobić kurs; że prawa jazdy u nas nie można kupić. A on na to: „A w Rumunii można!” – opowiada z rozbawieniem Kinga Abraham.

– Pewna Niemka myślała, że jesteśmy w innej strefie czasowej. Przyszła poskarżyć się, że od trzech dni przychodzi na rejs po porcie, a tu nigdy statku nie ma. Była przekonana, że jest godzina różnicy… – dopowiada. Bliskość granicy powoduje również, że zdarzają się niemieccy goście, którym wydaje się, że wciąż jeszcze znajdują się w swoim kraju. Innych turystów zachwyca z kolei fakt, że co 20 minut pływają promy do Warszawy. Bo Warszów i Warszawa to przecież to samo…

Podkowa i ptaszek Życzliwa i kompetentna obsługa jest w ten zawód wpisana, ale to zawsze miłe, gdy zdarzają się wyrazy wdzięczności, docenienia, sympatii. Jak w przypadku wspomnianego wyżej hiszpańskojęzycznego Hiszpana. Ekscentrycznie ubrany – dwie pary spodni na sobie, kapelusz; wytatuowana twarz. – Na początku się go trochę przestraszyłam – śmieje się Kinga Abraham. Na dodatek miał równie ekscentryczne pytanie – gdzie kupi podkowę dla konia. Odpowiedź naturalnie otrzymał, a po godzinie wrócił z… podkową na szczęście w prezencie. Joanna

MAGAZYN

33


miasto

CENTRUM INFORMACJI TURYSTYCZNEJ

Pastuszka innym razem usłyszała od owego Hiszpana, że bardzo dobrze mówi po hiszpańsku. To nic, że korzystała z tłumacza Google. Pewien amerykański turysta z wdzięczności za miłą i kompetentną obsługę podarował jej… ptaszka z masy papierowej. – Ponoć wykonała go światowej sławy rzeźbiarka, ale

34

MAGAZYN

przyznam szczerze, że mój trzyletni synek robi w żłobku równie ładne – śmieje się. Profesjonalne, ale i tak po ludzku przyjazne podejście do ludzi sprawia, że kontakt z nimi niejednokrotnie nie ogranicza się jedynie do suchej wymiany informacji. Często przeradza się w sympatyczne pogawędki.

Początek Polski Świnoujście rośnie w siłę i to nie tylko pod względem rozwoju, ale również wciąż coraz liczniej odwiedzających je gości. Panie z Informacji Turystycznej wiedzą to najlepiej, gdyż znaczna ich część prędzej czy później do nich trafia. Dlaczego my? Przecież mogliby pojechać wszędzie, a są u nas. – Mówi się, że to koniec Polski, ale to nieprawda. To początek – śmieje się Lidia Miecznik. – Położenie, specyfika miasta, wysoki standard infrastruktury turystycznej, możliwość wyprawy do Niemiec czy Szwecji, walory krajobrazowe – wylicza zalety naszego miasta Kinga Abraham. – Z pewnością zachęca turystów nasza plaża. Jest to przecież najpiękniejsza plaża nad polskim Bałtykiem. Słyszałam też taką opinię, że nasz piasek jest porównywalny z piaskiem na Saharze. Sprawdziłam to, coś jest na rzeczy – dopowiada Joanna Pastuszka. Mamy więc zalet bez liku, ale trzeba na koniec wspomnieć o jeszcze jednej – fantastyczne panie z Informacji Turystycznej!


miasto

DZIEJE SIĘ

Po raz czternasty

Morski Turniej Tenisowy Gwiazd to obok Famy najstarsza cykliczna impreza w Świnoujściu. Przed nami czternasta odsłona tego wydarzenia. Na zaproszenie Prezydenta Miasta Janusz Żmurkiewicza w szranki stają przedstawiciele świata kultury i sportu, którzy nie szczędzą tym razem potu i zdrowia. 1–2 lipca, na kortach Ośrodka Sportu i Rekreacji „Wyspiarz” odbędzie się prawdziwa bitwa rakietowa. Na szczęście tenis to gra dżentelmenów oraz dam, zatem wszystko przebiega w pokojowej atmosferze. Nie oznacza to oczywiście, że podczas deblowych starć brakuje emocji. W tym roku zobaczymy zmagania między innymi Piotra Gąsowskiego, Roberta Janowskiego i występującego po raz pierwszy w Świnoujściu Marka Bukowskiego. Tradycyjnie ogłoszenie wyników i wręczenie nagród odbędzie się podczas koncertu inauguracyjnego w Amfiteatrze.

Nowy Jork, Paryż, Świnoujście Zofia Rydet to bez wątpienia z najwybitniejszych i najbardziej szanowanych postaci polskiej fotografii.

wych galerii w kraju – między innymi warszawski Raster czy wrocławskie Muzeum Narodowe. Niebawem zachwycą się nimi świnoujścianie.

Niemal dokładnie w dwudziestą rocznicę jej śmierci Galeria Sztuki Współczesnej ms44 zaprasza na niezwykłą wystawę prac artystki. Wydarzenie to tym donioślejsze, że w północno-zachodniej Polsce twórczość fotografki pokazywana będzie po raz pierwszy.

Wystawa jest organizowana we współpracy z Fundacją Zofii Rydet z Krakowa. Start: 8 lipca, godz. 18:00.

Fotografie Zofii Rydet nie od dziś podziwiają już zwiedzający nowojorskie Museum of Modern Art czy paryskie Centre Georges Pompidou. Doskonale znają je bywalcy czoło-

36

MAGAZYN


Życie tętni nad Bałtykiem

Z początkiem lipca ekipa telewizji TVN wyruszy w wakacyjną podróż po najpiękniejszych miejscowościach nad Bałtykiem. Po wizycie w Kołobrzegu telewizyjne miasteczko stanie aż na cały tydzień na plaży w Świnoujściu, a relację z wydarzeń w naszym kurorcie śledzić będą wszyscy Polacy na małym ekranie. Od 15 do 23 lipca plaża przy wejściu od alei Interferie zamieni się w gigantyczne centrum rozrywki. Bo taka jest właśnie idea Projektu Plaża – dobra zabawa, wspierana przez gwiazdy telewizji, internetu czy sportu oraz partnerów wydarzenia. Atrakcji zliczyć nie sposób, bo życie toczyć ma się dynamicznie. Fitness na plaży, zumba w rytmach gorącej muzyki, wielkie trampoliny, regaty kajakowe czy szaleństwa na wodnym bananie to oferta skierowana do osób ceniących sobie aktywny wypoczynek. Organizatorzy nie zapomnieli o najmłodszych plażowiczach. W strefie Kids Club powstanie

plac zabaw, w którym dzieci nie tylko bezpiecznie spędzą czas pod czujnym okiem animatorów, ale także zdobędą nagrody w licznych konkursach. Natomiast wieczory dedykowane są już tylko dorosłym. W tym roku główną atrakcją będą nocne sense filmowe. Fani show-biznesu na pewno spotkają Olivera Janiaka, który już od dekady relacjonuje na wizji stacji TVN gorące wydarzenia Projektu Plaża. Gwiazd będzie jednak więcej. Każdego dnia od godziny 12.00 do

14.00 osoby znane, między innymi z flagowych programów stacji, staną przed kamerą, a potem oczywiście spotkają się ze swoimi sympatykami. Wakacyjne szaleństwa w Świnoujściu będą transmitowane w programach „Dzień Dobry wakacje”, „Co za tydzień” (na antenie TVN i TVN Style), na antenie TTV w programie „Tymczasem na plaży” oraz na stronie projektplaza.tvn.pl. Widzimy się zatem na świnoujskiej plaży, a jeżeli się nie uda, to przynajmniej na szklanym ekranie.

MAGAZYN

37


Historia Rubika Kiedy tylko na dworze robi się cieplej, a średnia opadów nieprzyzwoicie spada, Miejski Dom Kultury opuszcza swoje pielesze przy Wojska Polskiego i rozpoczyna się plenerowe granie. W tym roku pierwsza impreza w Muszli Koncertowej odbyła się już 22 kwietnia, jednak trudno było mówić o sprzyjających warunkach, lało, wiało i mroziło. Dlatego, choć po drodze odbyło się już kilka kolejnych koncertów, oficjalnie sezon „pod chmurką” rozpocznie się 2 lipca. „Pod chmurką” to oczywiście określenie umowne, bo nasz Amfiteatr może się pochwalić nie tylko kompletnym zadaszeniem ale i doskonałą akustyką, charakterystyczną raczej dla sal koncertowych niż otwartych obiektów.

38

MAGAZYN

Można będzie się o tym przekonać 2 lipca na koncercie Piotra Rubika. Artysta znany z wielu koncepcyjnych projektów, również i tym razem zaprasza nas na zamknięty w pewnych ramach występ. Podczas Mojej historii, bo taki tytuł nosi to wydarzenie, znany kompozytor nie tylko zagra, ale również uraczy widzów opowieściami o kulisach powstawania swoich utworów, zdradzi też sekrety naszej branży muzycznej. Wszystko to w otoczeniu znakomitej muzyki w wykonaniu autora oraz zaproszonych gości. Wraz z Piotrem Rubikiem występują: Agnieszka Przekupień, Marta Moszczyńska, Marcin Januszkiewicz i Michał Gasz. Podczas tego koncertu gościnnie wystąpi także Olivia Wieczorek. Nie zabraknie zatem największych przebojów, jak Psalm

dla ciebie czy Niech mówią, że to nie jest miłość, czasem w zupełnie nowych i zaskakujących aranżacjach. Wspólna zabawa i wspólne śpiewanie gwarantowane. Bilety w cenie 30 złotych do nabycia na www.kulturairozrywka.pl oraz na terenie miasta: Kasa MDK, od pon. – pt., 8.00–15.00, ul. Wojska Polskiego 1/1 (II piętro, p. 317, wejście od pl. Mickiewicza); Galeria Art, od wt. – sob., 12.00–18.00, ul. Wojska Polskiego 1/1; Kasa przy Muszli koncertowej – promenada, codziennie 13.30–20.00; Kasa przy Amfiteatrze, ul. Chopina 30 (od 26 czerwca, codziennie 14.30–20.30). 2 lipca, godz, 20.30, Amfiteatr im. Marka Grechuty, ul. Chopina 30


DZIEJE SIĘ

miasto

Fantastyczne miasto w mieście

Program „na bogato” Na terenie muszli koncertowej oraz pobliskich skwerach staną solidne konstrukcje, które nie tylko chronić będą przed słońcem czy morskim wiatrem. W namiotach wyjątkowe osobistości będą spotykać się i rozmawiać z mieszkańcami Świnoujścia i gośćmi. Tu też odbędzie się seria warsztatów. Bo Wakacyjne Miasto Kobiet chce bawić, ale przy tym dawać kolejne impulsy do rozwoju, do nowych doświadczeń. Propozycje festiwalowe zostały podzielone na strefy tematyczne. Główne dotyczyć będą zdrowia i urody, aktywności fizycznej oraz kultury i sztuki. Program zawiera część stałych wydarzeń dnia, tak aby ułatwić gościom uczestnictwo w tych, które ich najbardziej pociągają. Dla przykładu, zawsze z rana osoby ceniące aktywność fizyczną będą mogły wziąć udział w godzinnej rozgrzewce, codziennie o 17:00 przewidziane są spotkania z kobietami biznesu, natomiast koncerty zaplanowane są zawsze na godzinę 19:00.

Wśród gwiazd Także raz po raz w festiwalowym miasteczku prowadzone będą szkolenia i warsztaty. I to z różnych dziedzin. Iwona Pavlović pokaże, jak tańczyć

sambę, rumbę czy tango. Dietetyk i trener personalny Marcin Łopucki udzieli porad z zakresu swojej specjalizacji. Śpiewu będzie uczyć Urszula Dudziak. Do tego warsztaty kulinarne, fotograficzne, plastyczne, dotyczące prowadzenia biznesu czy też związane z trudem macierzyństwa. Słowem – każdy znajdzie coś dla siebie. Kluczowym elementem festiwalu będzie cykl spotkań z wybitnymi osobistościami z świata kultury i sztuki. Specjalnie na Wakacyjne Miasto Kobiet na wyspy przyjedzie Grzegorz Turnau, Katarzyna Skrzynecka, Marysia Sadowska czy Henryk Sawka. Gwiazdy będą bawić, uczyć, rozmawiać i koncertować. Całe wydarzenia moderować będzie znana prezenterka Marzena Rogalska.

rów. A panowie? Na pewno zainteresują się wieczornymi seansami filmowymi w plenerze. Lub potańczą po warsztatach, podczas nocnych imprez na plaży. Udział w festiwalu nie wiąże się z żadnymi kosztami. Można natomiast zakupić opaskę VIP, która gwarantuje pierwszeństwo wstępu na wydarzenia oraz specjalny pakiet z gadżetami. Każdy może wybrać opcję według własnego uznania, podobnie jak poszukać właściwych dla siebie atrakcji w wielopunktowym programie festiwalu. Do zobaczenia w gorącym Świnoujściu! FOTO HSCONCEPT PL / CC BY-SA 4.0

Miasteczko festiwalowe otworzy swe wrota na cztery pełne dni, od 10 do 13 lipca, od rana do późnych godzin wieczornych. Nie sposób będzie nie uszczknąć choć fragmentu z szerokiej gamy festiwalowych inicjatyw. A to dlatego, że wszystko odbędzie w samym sercu letniego Świnoujścia.

FOTO ZORRO2212 / CC BY-SA 3.0

Wakacyjne Miasto Kobiet to nowy punkt w obfitym programie Świnoujskiego Lata Kultury. Świeży festiwal ma jednak na tyle wyraźny pomysł na siebie, że z pewnością wyśmienicie zapisze się w pamiętniku letnich wydarzeń na wyspie.

Dla panów również I choć festiwal adresowany jest do pań, warto podkreślić, że to jedynie umowna formuła. Wakacyjne Miasto Kobiet szeroko otwiera bramy dla całej rodziny. Dla najmłodszych powstanie specjalna strefa z atrakcjami, gdzie wyszaleją się pod czujnym okiem wykwalifikowanych animato-

MAGAZYN

39


Ten zadziwiający

Bornholm Lubię wracać na Bornholm i chociaż byłam już kilkakrotnie, to zawsze mnie zaskakuje. Tak i tym razem wyspa zaskoczyła mnie… Liczyłam na to, że jeszcze zobaczę łany kwitnących rzepaków. Niestety, żółciły się już tylko nieliczne plamy kwiatów wśród jasnej zieleni. TEKST MAJA PIÓRSKA ZDJĘCIA ARCHIWUM PRYWATNE

P

rzypłynęłam w czwartek wieczorem i zatrzymałam się w Nexø. Rano zbudził mnie koncert śpiewających kosów i świergot wróbli. Spacer po mieście, do portu, a tam – jarmark różności, zupełnie inny jak w Świnoujściu. Pogoda dopisała, świeciło słońce i wiał lekki wietrzyk, wykorzystałam ją więc na krótki popołudniowy rejs jachtem po Bałtyku. Tak zakończył się pierwszy dzień. Następnego dnia wyprawa – przez Svaneke, a w nim spacer po zabytkowych uliczkach i kilka zdjęć wyjątkowo uroczych podwórek – do ulubionego Gudhjem na wspaniałe lody i tradycyjne już dla mnie fotografowanie tego bardzo malarskiego miasteczka. Długi spacer po uliczkach, gdzie w przydomowych ogródkach cieszą oko kwitnące, ogromne kopuły

40

MAGAZYN

rododendronów i pierwsze liście figowców. Odwiedziłam też galerię malarki Jolanty Kligert-Lubarskiej, po raz kolejny urzeczona jej obrazami – sporo nowych, tym razem w cieplejszej tonacji. Bornholm w pierwszych dniach czerwca to gama różnych odcieni

zieleni, równie zaskakujących, jak i zachwycających. Niestety dwa dni to wyjątkowo mało – trzeba było wracać, gdyż obowiązki wzywają. Jesienią znów odwiedzę wyspę Bornholm – zachwyci mnie innym kolorytem czy zapachem lasu i grzybów…


Z WYSPY NA WYSPĘ

MAGAZYN

felieton

41


Jakie czasy, takie wczasy Obyczaje to zjawisko wyjątkowo elastyczne, z wyraźną tendencją do ich rozluźniania. Dotyczy to absolutnie każdej sfery życia, a szczególnie nasila się w wakacje. TEKST MAGDA MONKOSA

42

MAGAZYN


Z HISTORII PLAŻOWANIA

W przepastnych zbiorach Biblioteki Narodowej widnieje nie lada gratka. Dwa zdigitalizowane i ogólnodostępne przewodniki po Świnoujściu z lat 1912 i 1913. Informatory opublikowano na zlecenie ówczesnego urzędu miasta i zawierają one sporo danych statystycznych, regulaminy czy wskazówki dla turystów. Dzięki temu ukazują realia funkcjonowania kurortu sprzed ponad stu lat. Wybraliśmy dla Was kilka ciekawostek i w całości przetłumaczyliśmy regulamin kąpieliska z 1913 roku

Dress code oraz bon ton Przewodniki podzielone są na trzy części. Pierwsza prezentuje walory miasta i ma zachęcić turystów do odwiedzenia uzdrowiska. Druga część to ogłoszenia publiczne, zawierająca spis urzędów, kościołów, szkół, lekarzy i prawników oraz wszelkie regulaminy i zasady pobytu w mieście. Jest tu nawet rozkład jazdy pociągów. Trzecia część to ogłoszenia prywatne. Niezwykle interesujące są tu stare zdjęcia hoteli i pensjonatów. Na nas największe wrażenie zrobiły fragmenty dotyczące tego, jak należy wyglądać i zachowywać się na kąpieliskach. Przed stu laty w sezonie Świnoujście odwiedzało ponad 40 tysięcy turystów. Imponujący jak na owe czasy wynik świadczył o rosnącej popularności młodego kurortu. Dzisiaj, każdego roku dokładnie o taką kwotę bity jest kolejny rekord letnich odwiedzin gości po obu stronach Świny. Tylko w lipcu i sierpniu 2016 roku noclegi na wyspach zarezerwowało aż 480 tysięcy osób! Przed nieco ponad wiekiem miasto chwaliło się elektryfikacją, kanalizacją i bieżącą wodą w kranach. Działał już zorganizowany odbiór śmieci oraz systemy przeciwpożarowe. Nawierzchnia głównych ulic wyłożona była „kocimi łbami”, a chodniki kamiennymi płytami. W razie dolegliwości zdrowotnych chorzy mogli skorzystać z usług nowoczesnej

placówki przy ul. Wyspiańskiego (obecnie hotel Cesarskie Ogrody). Życie w kurorcie sprzed stu lat skoncentrowane było w dzielnicy nadmorskiej, na promenadzie i w Domu Zdrojowym. Plażowanie, choć dzisiaj jest nieodłącznym elementem wypoczynku nad morzem, było zjawiskiem jeszcze egzotycznym, o dość rygorystycznych przepisach. W przewodnikach turystycznych z początku XX wieku jasno wypunktowano wskazówki dla osób korzystających z infrastruktury na plaży. W Świnoujściu, aspirującym do miana jednego z najlepszych kurortów nad Bałtykiem, istniały wówczas trzy kąpieliska – rodzinne oraz oddzielne dla kobiet i mężczyzn. Życie na plaży rządziło się twardymi zasadami. Wskazówki te dziś raczej bawią niż wzbudzają respekt, jednak w tamtych czasach były jak najbardziej poważne. I tak też je traktowano.

Służący po południu i inne dziwne rzeczy

W celu uniknięcia często występujących uszczerbków na zdrowiu spowodowanych niewłaściwym zażywaniem kąpieli morskich, zaleca się, aby każdy kto wcześniej nie kąpał się w zimnej wodzie, zasięgnął porady lekarskiej przed pierwszym wejściem do morza. Ostrzeżenie to dotyczy szczególnie osób nerwowo chorych, cierpiących na anemię i choroby serca, młodych kobiet i osób starszych. Nigdy nie wolno kąpać się pierwszego dnia! Także nadmierne korzystanie z kąpieli słonecznych jest szkodliwe dla zdrowia. W celu zapobiegania kradzieżom ostrzega się przed zabieraniem na plażę wartościowych rzeczy. Kto przekracza w wodzie teren wyznaczony do kąpieli, nie może liczyć na ratunek w razie niebezpieczeństwa (opłata za użycie łodzi ratunkowej

lato

wynosiła 20 marek, a dla przykładu jeden dzień opieki lekarskiej w szpitalu 8 marek - przyp. M.M.).

Bilety można zakupić tylko na kąpieliskach i obowiązują one tylko na terenie kąpieliska, w którym zostały skasowane. Wstęp bez biletu jest zabroniony! Każdy gość ma prawo przynieść i trzymać przy sobie strój kąpielowy. Z powodu ograniczonej liczby miejsc przebywanie na terenie kąpieliska z własną służbą jest zabronione. Do obsługi gości kąpielisko zatrudniło służących i służące. Ich uposażenie zależy od wysokości napiwków. Kto jednak nie korzystał z ich usług, nie musi nic płacić. Osoby korzystające z kąpielisk rodzinnych obowiązują następujące zasady: • kąpiel dozwolona jest tylko w szerokich, zabudowanych i wykonanych z nieprześwitującego materiału strojach – dla kobiet powinny to być spódnice, które zakrywają ciało od ramion do kolan włącznie; • każdej osobie można odmówić wstępu i pobytu na kąpielisku bez podania przyczyny; • stroje kąpielowe, płaszcze kąpielowe itd. muszą być całkowicie zapięte; • dzieci powyżej 6 roku życia mogą przebywać tylko na kąpieliskach rodzinnych, w miejscach odpowiednich dla ich płci; • służącym wolno kąpać się tylko w godzinach popołudniowych. Przyznać trzeba, że osobliwy to dokument. W kilku miejscach bawi, chwilami nawet szokuje. Na szczęście dzisiaj każdy może wypoczywać jak lubi. Może z jednym małym ograniczeniem – nie zakłócając wypoczynku innym. I tego się trzymajmy!

MAGAZYN

43


Unikat o wy zwierzyniec Oli Byli już w paryskim Disneylandzie i pod wieżą Eiffla. Zwiedzali Chorwację i Wietnam, chodzili po Tatrach. Niebawem lecą do Neapolu. W międzyczasie oglądają mecze, rosną w siłę na Facebooku, chodzą do fryzjera… Niewyszyci są bardzo ludzcy i… wciąż niewyżyci. TEKST MICHAŁ TACIAK ZDJĘCIA NIEWYSZYCI, KAROLINA GAJCY

– Odkąd pamiętam, pociągały mnie różnego rodzaju plastyczne, manualne prace – mówi Aleksandra Nowak, twórczyni Niewyszytych. Były więc witraże, był scrapbooking, było rzeźbienie w drewnie i wiele innych pomysłów. Część z nich próby czasu nie przetrwała, inne zostały z Olą na dłużej. Jest więcej niż pewne, że Niewyszyci zasilą tę drugą grupę. Oni się dopiero rozkręcają.

nego przycisku, nie uśmiechając się przy tym, gdy widzimy te urokliwe stworzenia w coraz to zabawniejszych kontekstach, z krótkimi, błyskotliwymi komentarzami. Na przykład lisek w strefie kibica podczas meczu Polska – Rumunia, czy też wyraźnie zmęczony, na górskim szlaku. Lub żaba na tle talerza z… żabimi udkami, tłem tym rzecz jasna oburzona.

Skandaliczne żabie udka

Jak w Amelii

Ich profil na Facebooku wystartował niecałe dwa miesiące temu, a już ma ponad trzystu „lubiących” (gdy to piszę, jest ich dokładnie 316; idę o zakład, że w momencie ukazania się tego tekstu będzie ich więcej). Trudno nie kliknąć magicz-

Jak już wiemy, Niewyszyci uwielbiają podróże. Wiele miejsc już odwiedzili. Jeśli nie z samą Olą, to z jej przyjaciółmi i znajomymi. Z każdej wyprawy pozostaje pamiątka: zdjęcia. – Towarzyszy temu pewna idea. Wyjeżdżamy dokądś, odwiedzamy interesujące miejsca, które warto pokazać. Ale nie każdy ma ochotę sam na takiej fotografii być. Niewyszyty jest więc takim przyjacielem w podróży, przy pomocy którego można podzielić się tym, co się zobaczyło, gdzie się było… – tłumaczy. Kojarzy się to trochę z krasnalem z Amelii JeanPierre’a Jeuneta, prawda? Równie fantastyczna idea…

Nienormalny? Oli zwierzaki są unikatowe i robione całkowicie ręcznie. Powstają bez

44

MAGAZYN

żadnej matrycy, wykroju. Nawet jeśli są dwa liski, nie będą one identyczne; każdy będzie miał jakiś znak charakterystyczny. Figurki mają też własne dodatki, okazjonalne gadżety (jak choćby szalik kibica, okulary czy z paryską nonszalancją założony beret). – Gdy zrobiłam pierwszego liska, trochę się zdziwiłam. Miał być ładny, a wyszedł taki… nienormalny – śmieje się Ola. – Dziwny nos, błędny wzrok… – dodaje. Na szczęście dla innych okazał się być po prostu uroczy i zabawny. Już jego pierwsze zdjęcie w sieci zrobiło furorę, co bardzo zaskoczyło autorkę.

Ż = SZ Skąd ta dowcipna nazwa, Niewyszyci? – Może właśnie stąd, że te zwierzaki są niezbyt normalne? Poza tym mam taką teorię, że one są bardzo żądne wrażeń, przygód. Właśnie takie niewyżyte – mówi Ola. Wymiana literek zrobiła swoje i możemy cieszyć się Niewyszytymi. Dziś w tym zwierzyńcu znajdziemy lisa, kota, chomika, żabę, wilka, flaminga, zająca, szopa, a nawet panią jeżową. W planach jest niedźwiedź oraz stworzenie wybitnie lokalne, czyli dzik. Banda się rozrasta, a wielu – bez względu na wiek – chciałoby mieć własnego Niewyszytego. Póki co, szczęśliwcami są bliscy Oli, ale może już niebawem będzie można je kupić? Byłoby wspaniale. W końcu świat jest taki duży i ma tyle do odkrycia…


NIEWYSZYCI

zjawisko

MAGAZYN

45


Co w

Bajzlu piszczy

FOTO MATTHEW SCHROEDER

W jednym z wywiadów powiedział, że pierwszym instrumentem, na którym grał, była… guma od majtek, z której wydobywał dźwięki podczas niechcianych, nudnych, przedszkolnych drzemek. I to wcale nie był żart czy prowokacja.

TEKST MICHAŁ TACIAK

– A może to jednak nie były majtki… W każdym razie jakaś guma – śmieje się Piotr Piasecki, znany bardziej, przynajmniej w muzycznym świecie, jako Bajzel. Rzeczywiście, tak zwane leżakowanie było żelaznym punktem przedszkolnego życia. Spać i kropka. A jeśli ktoś nie był senny lub miał

46

MAGAZYN

głowę pełną pomysłów? – Wyciągałem gumę, jeden koniec w zębach, drugi w palcach, a drugą ręką: „din, din, din, din, din” – wspomina swoje muzyczne początki artysta.

Muzyka teoretycznie współczesna Nieco później przyszła pora na instrument bardziej poważny – gitarę. Zapytany o to, co chciałby dostać na urodziny, wskazał właśnie ją. Otrzymał akustyczną, niewielką, w sam

raz dla dziecka. Już wtedy Bajzel wykazywał skłonność do eksperymentów. Między struny wkładał klocki, chcąc uzyskać nowe, nieoczywiste brzmienie. – Teoretycznie, tworzyłem wówczas muzykę współczesną. Połamane dźwięki, brak melodii… – mówi ze śmiechem. Czuł, że to jest to. A skoro to jest to, dobrze byłoby się na gitarze nauczyć grać. Z pomocą przyszedł szkolony muzycznie kolega, który pożyczył mu gitarę,


PIOTR PIASECKI / BAJZEL

Sen o basie Bajzel dysponował gitarą, a jednemu z kolegów, Bele z dzisiejszego Ludojada, przyśniło się, że dostał od cioci bas. To był znak. Nic, tylko zakładać zespół. Tym bardziej, że sen kolegi okazał się prawie proroczy. „Prawie”, ponieważ bas musiał kupić sobie sam. Tak więc, pod koniec podstawówki, powstał pierwszy zespół, w którym udzielał się Bajzel, Drzazga. Później narodził się Statek Kosmiczny Gniazdo Konia, grupa z sukcesami podczas Famy na koncie. Był też Muppet Show… Z czasem jednak Świnoujście okazało się dla Bajzla ciut za małe. Poczuł potrzebę ruszenia w świat, nawet taki niezbyt daleki. – Wiesz, jak Beatelsi. Oni też opuścili swój Liverpool zanim stali się sławni – śmieje się. I ruszył, na początek do Poznania. W międzyczasie były studia – rok na kierunku… ogrodnictwo w Szczecinie i ukończona socjologia. To jednak muzyka była drogą, którą Bajzel chciał i zamierzał podążać.

Piotruś Samoś W Poznaniu ponownie spotkał świnoujskiego kolegę Piernika, z którym grał w Napszykłat i kilku innych projektach, między innymi Czaje – szalone, improwizowane wokale, pogłosy, muzyka ilustracyjna oraz eksperymentalne, elektroniczne Pstro. Poszukiwał też nowych dźwięków i składów. A że nie znajdował, lub to, co znajdował, szybko się rozpadało, postanowił działać samodzielnie. – Już w Świnoujściu zdarzało się, że byłem na próbach sam, bo innym coś wypadło. Zapętlałem gitarę na delay’u, siadałem przy perkusji, grałem i tak sobie odpływałem muzycznie – opowiada Bajzel. W Poznaniu odkrył możliwości Loop Station – efektu zapętlającego dłuższe frazy. Dorzucił do tego beat i… wyszła mu piosenka. – Stwierdziłem, że tak można grać;

że chcę w ten sposób. Jednocześnie nie odżegnując się od współpracy z innymi artystami. To bardzo cenne. I rozwojowo, i międzyludzko – opowiada.

Jak wzmocnić inwencję – Granie z innymi muzykami to wspaniały rodzaj interakcji, inspirujących, czasami zaskakujących. Gdy gram sam, to często towarzyszą mi sztuczne beaty, a one nie przyspieszą, nie zwolnią, są niezmienne. Żywy muzyk nigdy nie zagra identycznej frazy – tłumaczy Bajzel, który z powodzeniem łączy obie formy muzycznej aktywności. Kontynuuje działania zespołowe, realizując się również w pracy solowej. – Ona ma jednak pewne ograniczenia. Nie mogę na przykład zagrać na żywo dwóch instrumentów naraz, choć ostatnio kombinuję na głos, gitarę i urządzenie przetwarzające brzmienie gitary na dźwięk klawiszy – mówi muzyk. – No ale na perkusji już w tym momencie nie zagram. Ograniczenia jednak mają tę zaletę, że wzmacniają inwencję – podsumowuje.

Dźwiękowe czary-mary Od czasów wspomnianego brzdąkania na gumie instrumentarium Bajzla się powiększyło. Jego pierwszym i głównym instrumentem pozostaje gitara. – Oprócz tego, mam „podłogę efektów”: zapętlających, wzbogacających brzmienie gitary. Jest tam też guzik, który zmienia dźwięk gitary na dźwięk basu. Gram więc na basie, nie wymieniając sprzętu – tłumaczy. Do tego pisze teksty, komponuje muzykę i śpiewa. To ostatnie nie było wcale takie oczywiste i nie od razu się stało. – W Świnoujściu nie śpiewałem. Byłem pod tym względem zablokowany, nie potrafiłem. Do tej pory zresztą się nie umiem. Cały czas się uczę, jak zaśpiewać, żeby nie wkurzyć innych – opowiada Bajzel. – Wciąż też uczę się muzyki w ogóle. Mam szczęście grać z naprawdę znakomitymi artystami, o znacznie lepszym warsztacie niż mój. To najlepsza szkoła z możliwych – dodaje.

FOTO MAGDA POTOCKA

taką prawdziwą, porządną. Wujek natomiast pokazał, jak zagrać słynny klasyk Dom wschodzącego słońca (The House of the Rising Sun).

nasz artysta

Cały czas się uczę, jak zaśpiewać, żeby nie wkurzyć innych Patent i talent Bajzel utrzymuje, że śpiewać nie potrafi, choć to dyskusyjna teza. Na pytanie, kto według niego śpiewać potrafi, bez namysłu odpowiada – Moim mistrzem jest zdecydowanie Budyń. Skubany nauczył się, a nie zawsze tak było. Budyń i Bajzel tworzą duet Babu Król (który to już projekt tego drugiego?!). Może więc naukę pobierać niemal na co dzień. Na koncie mają dwie płyty, w tym debiutancką Sted z 2012 roku, poświęconą Edwardowi Stachurze. Wracając do wokalistów, Bajzel dzieli ich na dwie grupy – takich, którzy mają głos i talent, z tym się urodzili, jak Björk, PJ Harvey czy Freddie Mercury. I takich, którzy mają na śpiewanie jakiś patent, na przykład Thom Yorke z Radiohead czy Kurt

MAGAZYN

47


nasz artysta

PIOTR PIASECKI / BAJZEL

Może kiedyś? Na pewno jest czego słuchać, do czego wracać. A łączna liczba Bajzlowych projektów na ten moment wciąż pozostaje niewiadomą.

FOTO ANDRZEJ MAJOS

Co mówi piosenka

Cobain z Nirvany. Bajzel „jedzie” na patencie, świetnie sobie radząc. A i talentu odmówić mu również nie można, nawet jeśli on sam jest innego zdania.

W normalnych warunkach prawdopodobnie nie potrafiłbym krzyknąć…

Okrągłe urodziny Solowy debiut Bajzla, pod tytułem… Bajzel, ukazał się okrągłe 10 lat temu. – O kurde, faktycznie! 10 lat. Zapomniałem – z uśmiechem mówi muzyk. Ale jakiegoś specjalnego świętowania, specjalnej edycji debiutu czy koncertu z gośćmi raczej nie przewiduje. – Ja nawet swoich urodzin nie wyprawiam. Miałbym wyprawić płycie?! – śmieje się. Dyskografia Bajzla liczy łącznie pięć albumów, oprócz debiutanckiego, są to jeszcze: Miłośnij (2009), Mała Wulgaria (2011), Gink Go (2013) oraz ostatni, znakomity amOK sprzed roku, ukazujący nieposkromioną wyobraźnię i muzyczną erudycję artysty. Co dalej? Z pewników – nowy Babu Król, który właśnie się tworzy. I zapewne jeszcze niejedno zaskakujące wydawnictwo czy interesująca kolaboracja.

48

MAGAZYN

X Czy potrafi zliczyć wszystkie projekty, w których na przestrzeni lat się udzielał? – Pewnie by się dało, ale trudno… Ale ostatnio podsumowałem wszystkie kapele, w których grałem razem z Piernikiem. Wyszło ich sześć – mówi Bajzel. A to zaledwie wycinek. Bo, jak pamiętamy, zaczynał bardzo wcześnie. Do dziś zachowała się całą walizka kaset magnetofonowych z nagraniami prób ze starego, świnoujskiego okresu. Wiele ówczesnej muzyki znajduje się też gdzieś na minidyskach. – Nie sięgam do tych archiwalnych rzeczy, choć z pewnością tam są całe kopalnie pomysłów. Ale w tym momencie mam zbyt dużo swoich, świeżych – tłumaczy muzyk.

Każdy kto zna twórczość Bajzla, wie, że wszelkie próby ułożenia go w wygodnej szufladce z jakimś konkretnym gatunkiem są już na wstępie skazane na niepowodzenie. Ludzie często takich porządkujących szufladek potrzebują, mówią: „OK, fajna piosenka, ale co to właściwie jest? Rock? Blues? Pop? Reggae?”. Gdyby więc chcieć jednak określić tę muzykę jednym słowem, to pewnie można byłoby użyć słów nisza czy alternatywa, ale i tak nie powie to nic na temat stylu/stylów, w jakich porusza się muzyk. – To piosenka, w trakcie powstawania, mówi mi, w jakim kierunku, stylu chce pójść – tłumaczy Bajzel. A sam pseudonim zdaje się być komunikatem: Uwaga, będzie eklektycznie.

Między ciszą a hałasem – Myślałem niedawno o tym, co to jest przebój. To chyba jest piosenka, którą puszczają w radiu? – zastanawia się muzyk. – Bo piosenka sama w sobie nim nie jest, musi trafić do ludzi i to oni robią z niej przebój… – dodaje. A jak wiadomo, radiowe playlisty często nie oszałamiają jakością. – W ogóle wszędzie jest za dużo muzyki. W pociągach, taksówkach, sklepach. I to przeważnie są nie najlepsze dźwięki. A ja uwielbiam ciszę, nie lubię hałasu, krzyku – mówi Bajzel. To ciekawe, zważywszy na to, że sam na scenie często krzyczy, a jego muzyka jest momentami mocno hałaśliwa. – W normalnych warunkach prawdopodobnie nie potrafiłbym krzyknąć… Nigdy nie podniosłem głosu na człowieka. Chyba… – śmieje się Bajzel. Czym jeszcze zaskoczy nas ten szalony i nieprzewidywalny artysta, zawieszony gdzieś pomiędzy ciszą a hałasem? Z pewnością niejednym. I to jest w nim fantastyczne.


Miasto dźwięków

Wiosna i lato to u nas czas, kiedy wyjątkowo głośne i liczne są dźwięki muzyki wybrzmiewające z każdej niemal strony. Sporo się działo i dziać się będzie. W ostatnim czerwcowym koncercie festiwalu (30 czerwca) wystąpi Maria Terlecka – absolwentka warszawskiej PWSM klasy organów profesora Feliksa Rączkowskiego oraz klasy fortepianu profesora Juliusza Borzyma. Prowadzi aktywną działalność artystyczną, koncertując w kraju i za granicą , grając recitale organowe, a także występując z towarzyszeniem orkiestry. Uczestniczy również w międzynarodowych festiwalach organowych. Działalność koncertową łączy z pracą pedagogiczną, prowadząc klasę organów na Uniwersytecie Muzycznym im. F. Chopina w Warszawie, Wydział Instrumentalno-Pedagogiczny w Białymstoku oraz w Zespole Szkół Muzycznych im. I. J. Paderewskiego.

CHÓR LOGOS. FOTO ROBERT IGNACIUK

TEKST MAJA PIÓRSKA ZDJĘCIA ARCHIWUM TPŚ

Muzyczną wiosnę w naszym mieście rozpoczął koncert organizowany przez Towarzystwo Przyjaciół Świnoujścia, w wykonaniu naszej Orkiestry Wojskowej. To był prawdziwy popis kunsztu wykonawczego tej świetnej grupy. Interesujące koncerty zaproponował Miejski Dom Kultury nie tylko na wyspie Uznam, ale także jego filie na Warszowie i w Przytorze. Z wiosną znakomicie wystartował Salon Artystyczny Mariny Nikoriuk – nowa propozycja muzyczna, do posłuchania w Galerii ART. Wspaniale wypadli uczniowie Mariny w koncercie Duchy wojny i kolejnym – jazzowo-burleskowym Retro Pop Show.

50

MAGAZYN

Muzyczny był też majowy długi weekend – każdy mógł posłuchać tego, co lubi… Muzyczne lato na wyspach rozpoczął 23 czerwca festiwalowy koncert XIX Świnoujskich Wieczorów Organowych, włączony w obchody Dni Morza – usłyszeliśmy grę organową Christiana Domke z Niemiec oraz śpiew znakomitego świnoujskiego Miejskiego Chóru Logos. CHRISTIAN DOMKE

Jest jurorem ogólnopolskich konkursów młodych organistów; organizatorką Ełckich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej. Wśród artystycznych dokonań ma liczne nagrania radiowe. Za swą działalność artystyczną otrzymała nagrodę Prezydenta Ełku – statuetkę Białej Lilii w kategorii Mecenas Kultury 2009. W świnoujskim koncercie wykona Bogurodzicę – w opracowaniu na organy solo Feliksa Rączkowskiego


MUZYKA NA WYSPACH

ELŻBIETA KASZYCKA-KOWALCZYK Z SYNEM MICHAŁEM

– oraz utwory J. P. Swelincka i J. S. Bacha. Pierwsza połowa lipca to kolejne wspaniałe festiwalowe wydarzenia. 7 lipca wystąpi Elżbieta KaszyckaKowalczyk, absolwentka katowickiej Akademii Muzycznej w klasie organów profesora Juliana Gembalskiego. Swój warsztat doskonaliła u takich mistrzów jak Daniel Roth, Jean Guillou, Michael Radulescu, Milan Slechta, Wolfgang Rubsam czy Thomas Rothert. W 1987 roku uzyskała stypendium flamandzkiego i polskiego Ministerstwa Kultury i Sztuki, dzięki czemu uczestniczyła w I Mistrzowskim Kursie Interpretacyjnym im. Floor Peetersa w Mechelen w Belgii. Współpracując przez długie lata z orkiestrą i chórem Filharmonii Opolskiej, wykonała wiele wspaniałych dzieł muzyki klasycznej, jak również nagrała w 1990 roku płytę dla włoskiego wydawcy Ave Maria, a Radio Opole zarejestrowało kilka utworów promujących organy Filharmonii Opolskiej.

cąc muzyków kościelnych. Prowadzi ożywioną działalność koncertową w kraju i za granicą. Od ponad 10 lat koncertuje także wspólnie z synem Michałem Kowalczykiem, prezentując bogatą literaturę skrzypcową. Tydzień później zaprezentuje się przed nami Christopher Weaver. Uczył się gry na organach u dr Harrego Gabba w Chapel Royal oraz u Francisa Jacksona w York Minster. Kontynuował naukę w prestiżowym Trinity College, gdzie studiował kompozycję i dyrygenturę w klasie

kultura

Charlesa Proctora. W tym czasie zdobył pierwszą nagrodę w Konkursie Organowym Bacha. Studiował też pedagogikę na Politechnice Middlesex. Posiada dyplomy z prestiżowych Royal College of Music oraz Royal College of Organists. Był Dyrektorem muzycznym w Grisby Minster (jedynym kościele w Anglii posiadającym Szkołę Chóralną), a także dyrygentem i dyrektorem chóru Grimsby Bach. Po pięciu latach powrócił do Londynu jako dyrektor szkoły Borehamwood oraz dyrektor muzyczny Teatru Elstree. Kolejne 10 lat spędził w Bedford jako organista gminny North Bedfordshire – dyrektor muzyczny w kościele św. Pawła, dyrektor jednego z wydziałów Harpur Trust School oraz dyrygent Ampthill Singers. Przez następne 15 lat przebywał w krajach wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego, gdzie był między innymi dyrektorem muzycznym w Bazylice pw. Chrystopolitissa i Agia Kyriaki w Paphos. Był dyrektorem ds. muzyki na anglikańskiej diecezji na Cyprze oraz rzymsko-katolickiej diecezji Jeruzalem. Założyciel i dyrygent chóru kameralnego na Cyprze. W 2007 roku powrócił do Anglii. Gra na organach w katerze w Northhampton.

CHRISTOPHER WEAVER

Obecnie mieszka i pracuje w Opolu, gdzie prowadzi klasę organów w Państwowej Szkole Muzycznej I i II st. im. Fryderyka Chopina. Przez wiele lat uczyła również w Studium Muzyki Kościelnej w Opolu, kształ-

MAGAZYN

51


kultura

WYDARZENIA

Twarz Koraliny Muzyka, teatr, malarstwo… Sztuka wypełnia nasze miasto, które – wbrew powszechnej opinii – śmiało nazwać można akademickim.

Świnoujście jest miastem akademickim. Najlepszym tego dowodem coroczne Juwenalia… Uniwersytetu Trzeciego Wieku. W zabawie wzięło udział ponad 200 uczestników ze Szczecina, Myśliborza i Świnoujścia. Artyści i widownia w kwiecie wieku szczelnie wypełnili Muszlę Koncertową przy Promenadzie. UTW działa przy Miejskim Domu Kultury, a jego koordynatorem jest Barbara Okoń.

Melomani czekają na to wydarzenie równie niecierpliwie jak na pierwsze promienie słońca. Wreszcie się stało – festiwal Świnoujskie Wieczory Organowe uznać można, a nawet trzeba, za otwarty. W majestatycznej przestrzeni kościoła muzyka brzmi równie majestatycznie. Usłyszeliśmy akordeon Krzysztofa Naklickiego oraz naturalnie „gwiazdy” festiwalu, organy, na których zagrał Jakub Kraszewski.

Że El Papa – Cafe Hemingway to miejsce niezwykłe, wiadomo. Że Marian Zwierzchowski jest artystą niezwykłym, wiadomo. Nie dziwi więc to, że efekt tego połączenia jest… niezwykły. Twarze – taki tytuł nosi wystawa – w przyjaznym, kameralnym wnętrzu kawiarni zyskują nowe konteksty i znaczenia. A wielu pewnie odnajdzie w nich znajome oblicza. Obrazy będą zdobić El Papę do 17 lipca.

Koralina, nowe dzieło O!Środka Działań Teatralnych, ociera się o doskonałość. Każdy element przedstawienia to poziom mistrzowski. Mamy szczęście, mogąc obcować z talentem i wyobraźnią Anety Kruk, jej fantastycznych podopiecznych i współpracowników. Może to moment na to, by osoby decyzyjne pomyślały wreszcie o promocji tego zespołu również i poza miastem? Żal trzymać taki skarb tylko dla siebie.

10.06., Muszla Koncertowa

17.06., El Papa – Cafe Hemingway

52

MAGAZYN

16.06., Kościół pw. Chrystusa Króla

18.06., Sala Teatralna MDK


Najlepiej blisko brzegu Klub Literacki „Na Wyspie” rozpoczął świętowanie swojego 50-lecia w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie. Od razu rodzi się pytanie. Dlaczego akurat tam? Od swoich początków związany ze Świnoujściem. Jego domem była i znów jest Miejska Biblioteka Publiczna im. Stefana Flukowskiego…

TEKST MACIEJ NAPIÓRKOWSKI ZDJĘCIA JAN SUDURO

Trudno jednak nie pamiętać w roku jubileuszu o związkach także ze stolicą Zachodniopomorskiego. To szczecińskie, właśnie szczecińskie wydawnictwa odkryły jej talent – Anny Beaty Chodorowskiej-Gorzelniaskiej, najbardziej znanej świnoujskiej poetki, twórczyni klubu. Współpraca z „Tygodnikiem Morskim” i pierwsze publikacje w szczecińskich almanachach,

54

MAGAZYN

a wreszcie współpraca z wydawnictwem Glob i związki ze szczecińskim środowiskiem literackim sprawiły, że właśnie w Książnicy znajdują się najbogatsze archiwalia związane z poetką.

Przepastne archiwa O organizacji jubileuszowego spotkania zdecydował już kilka miesięcy temu dyrektor Książnicy Pomorskiej Lucjan Bąbolewski. – Nie wyobrażam sobie inaczej! 50-lecie odbędzie się w naszej najnowszej sali konferencyjno-ekspozycyjnej! – zadeklarował podczas naszej rozmowy. Wszystkie szczegóły organizacji spotkania

uzgadniała Jolanta Liskowacka, kierownik działu zbiorów specjalnych Książnicy. To ona przetrząsnęła przepastne archiwa w poszukiwaniu śladów działalności poetów „Na Wyspie”. Nieocenioną pomocą w przygotowaniach jubileuszu są wspomnienia i archiwalia zachowane przez syna Anny Chodorowskiej – Dobrosława, który był honorowym gościem jubileuszowego spotkania w Książnicy Pomorskiej

Klub na medal Gdy 6 czerwca ze Świnoujścia bus z herbem miasta zabierał część klubowiczów do Szczecina, w Książnicy


50-LECIE KLUBU LITERACKIEGO „NA WYSPIE”

kultura

MAGAZYN

55

szef klubu pracował już nad instalacją tablic z wystawą. Świętować zaczęliśmy o godzinie 17.00 Gości powitali dyrektor Lucjan Bąbolewski i Jolanta Liskowacka. Miłą niespodzianką było pojawienie się Leszka Dembka – szczecińskiego poety, prezesa oddziału Związku Literatów Polskich w Szczecinie – wraz z grupą pisarzy i poetów zrzeszonych w Związku. Zaraz po oficjalnym otwarciu uroczystości Leszek Dembek poprosił o głos. Mówił o zaangażowaniu świnoujskiego klubu w realizację regionalnych inicjatyw promujących poezję . Wspomniał inicjatywę i pomysłowość, jaką wykazali się poeci „Na Wyspie” dla uatrakcyjnienia Zachodniopomorskiej Wiosny Poezji. Wyrazem tego uznania stał się specjalny medal 50-lecia Klubu wykonany przez szczecińskiego twórcę Edwarda Siekierzyńskiego.

Wspomnienia i wiersze Okazało się, że także wśród szczecińskich twórców nie brakuje osób związanych sentymentalnie ze Świnoujściem. O swoich związkach i wspomnieniach z czasów, gdy Klub „Na Wyspie” dopiero się rodził, opowiadał Józef Gawłowicz - były prezes oddziału dwóch kadencji, pisarz marynista, publicysta, kurier J. Giedroycia, animator kultury, kapitan żeglugi wielkiej. Wszyscy jednak czekali na poezje bohaterów spotkania. I w sali im. Zbigniewa Herberta poezji nie zabrakło! Wybrzmiały wiersze Janiny Miecznik, Ewy Bugajnej, Anna Kamińskiej-Szpachty, Ewy Truskolaskiej, Teresy Niezgodzkiej, Barbary Milewskiej, Elżbiety Wasielewskiej, Beaty Wołoszyn, Reginy Orzechowskiej, Aleksandry Schmitt, a także i mój. Wszyscy możemy zapewnić, że okazji do spotkań z naszymi wspomnieniami i twórczością nie zabraknie w tym roku także w Świnoujściu. Bo poezja „Na Wyspie” najlepiej czuje się blisko brzegu!


kultura

REKOMENDACJE

Szutrem i błotem

Codemasters to studio specjalizujące się właściwie tylko i wyłącznie w jednym temacie gier – symulatorach samochodów rajdowych i wyścigowych. Właściwie w tym miejscu można by już zakończyć opis najnowszego dzieła ekipy z wysp brytyjskich. DiRT 4 skutecznie rozwija naprawdę udaną serię offroadowych zmagań, a czy nie tego właśnie oczekiwali wielbiciele tytułu i samochodowych rajdów? Żeby jednak nie było, że nic tu nowego. Otóż jest – Your Stage, czyli system, dzięki któremu możemy sami sobie tworzyć trasy. Coś dla siebie znajdą tu zarówno zwolennicy hardcorowego trzymania się realizmu, do którego niezbędne jest posiadanie przynajmniej kierownicy, jak i ci którzy potrzebują poobiedniego odprężenia dla szarych komórek. DiRT 4, Codemasters, 2017

Komeda, Pędziwiatr i spółka W jednej z recenzji czytamy, że od dobrych dwudziestu lat nie było równie udanej wizyty w Komedowym archiwum. Nie byle co, zważywszy na to, że takich odwiedzin było niemało. Wreszcie jest! Płytowy debiut EABS, wrocławskiego kolektywu, w którym prym wiedzie nasz Marek Pędziwiatr. To nie jest płyta z przebojami, czy może rozsądniej – z ogólnie znanymi melodiami. Nie znajdziemy tu słynnej kołysanki nie mniej słynnej Rosemary czy innych popularnych tematów, kojarzonych nawet przez „nieznawców” jazzu. Mamy za to przemyślany zestaw utworów rzadziej słyszanych, a równie porywających. Muzycy do sprawy podeszli z szacunkiem, acz nie na klęczkach. Zręcznie połączyli jazz z hip-hopem, wyzyskując wszystko to, co te gatunki łączy – rytm, improwizacja, dynamika. Smaczku dodają fragmenty filmowych dialogów czy skrzypce samego Michała Urbaniaka. EABS, Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda), 2017

Jej wysokość Wanda Wanda Rutkiewicz. najwybitniejsza polska alpinistka. Jedna z najbardziej tajemniczych postaci naszego XX wieku. Zginęła w górach, lecz nigdy nie odnaleziono jej ciała. Podobno widziano ją w tybetańskim klasztorze. Podobno… Historia taka jak ta musi wzbudzać zainteresowanie, karmić wyobraźnię. Ikona – niezależna i piękna kobieta sukcesu; jedna z niewielu ówczesnych Polek, których nazwisko mówiło coś w świecie; orędowniczka emancypacji kobiet; miłośniczka gór i wolności – ginie bez śladu… Mijają lata, śladu wciąż brak. Legenda Wandy Rutkiewicz jednak żyje i raz po raz sięgają po nią twórcy. W ubiegłym roku premierę miał spektakl teatru Telewizji Wasza Wysokość. Dziś, po ćwierćwieczu od odejścia Rutkiewicz, otrzymujemy biografię himalaistki, pod wymownym tytułem: Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Anna Kamińska, Wanda: Opowieść sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz, 2017

56

MAGAZYN


Ten jeden dzień… Organizacja ślubu i wesela to skomplikowane zadanie logistyczne, a znalezienie odpowiednich dekoracji i dodatków wymaga wiele czasu i energii.

Oto weselny Must Have – lista rzeczy, które pomogą uczynić ten dzień naprawdę wyjątkowym i niezapomnianym.

trzu. Pomoże Wam stworzyć wyjątkowy klimat na przyjęciu weselnym. Może również stanowić niezwykły dodatek do sesji fotograficznych, zaręczyn czy ślubnych teledysków. Mierzący ponad metr wysokości napis to doskonałe dopełnienie dekoracji sali.

FOTOBUDKA Atrakcja, dzięki której goście na długo zapamiętają Wasze przyjęcie. Mnóstwo śmiechu, zabawy i pamiątka w postaci natychmiastowych wydruków zdjęć. Fotobudka to doskonały pomysł na urozmaicenie każdej imprezy – idealna na wesele, urodziny czy imprezę firmową. Różnorodność gadżetów i kreatywność gości sprawi, że powstałe zdjęcia będą wspaniałą pamiątką na długie lata.

TORT ŚLUBNY I SŁODKOŚCI Tort weselny to ważny element każdego przyjęcia – jego kulminacyjny punkt. Symbolizuje słodkie życie Pary Młodej. Ważne, aby atrakcyjność tortu nie kończyła się na jego wyglądzie, musi być piękny, ale przede wszystkim pyszny! Oprócz tortu musimy zadbać również o inne słodkości. Doskonała alternatywą dla klasycznych pater z ciastami lub ich uzupełnieniem jest słodki kącik –

58

MAGAZYN

TANIEC W CHMURACH I WYTWORNICA BANIEK

miejsce, w którym podczas przyjęcia goście delektują się najlepszymi słodkościami. Wszystko oczywiście musi pięknie wyglądać i być dopasowane do stylu całego wesela, a także być utrzymane w określonej kolorystyce.

ŚWIECĄCY NAPIS LOVE Jeden z najmodniejszych dodatków weselnych ostatniego sezonu, który nada balasku i szyku każdemu wnę-

Żadne wesele nie może się odbyć bez pierwszego tańca Pary Młodej. Wytwornica dymu ciężkiego to znakomity pomysł dla par, które chcą uczynić tę chwilę magiczną, stwarzając efekt tańca w chmurach lub… chcą ukryć małe wpadki i niedociągnięcia w tańcu. Deszcz baniek mydlanych to wyjątkowy pomysł na zaakcentowanie momentu wyjścia z kościoła, jak i podczas składania życzeń, podziękowań dla rodziców czy też sesji zdjęciowej. Do tego – Wasz fotograf i kamerzysta będą mieli niesamowitą scenerię do nietuzinkowych ujęć.

FONTANNA CZEKOLADOWA Każdy uwielbia czekoladę. A czy może być coś pyszniejszego niż


PORADNIK WESELNY

ciepła, zastygająca czekolada na świeżych owocach lub chrupkich dodatkach? Wasi goście będą zachwyceni smakiem, a czekoladowy kącik stanie się dodatkowo miejscem, w którym weselnicy będą mogli się zintegrować i porozmawiać. Fontanna czekoladowa do pyszna atrakcja nie tylko na dużych weselach – świetnie sprawdzi się również na mniejszych przyjęciach.

styl

to te tematyczne, a ograniczeniem jest wyłącznie wyobraźnia: klimat rustykalny, retro, wspólne hobby czy podróż dookoła świata – każde marzenie Pary Młodej jest w tej kwestii możliwe do zrealizowania. Ważnym elementem jest spójność i dbanie o szczegóły oraz czuwanie nad tym, aby nie przekroczyć cienkiej granicy dobrego smaku. Dodatkowymi atrakcjami mogą być aranżacje stref: dla najmłodszych gości, strefy chilloutu – najczęściej na dworze, kącik barmański z pokazami doświadczonych barmanów lub inne niespodzianki przygotowane dla gości.

DEKORACJE Dekoracje sali to jeden z ważniejszych elementów udanego wesela. Wszystko musi być dopracowane w każdym szczególe, ponieważ ma wpływ na klimat i atmosferę przyjęcia. Najmodniejsze dekoracje

Pamiętaj, dzień Waszego ślubu jest jeden i niepowtarzalny. Należy mu się wyjątkowa, magiczna oprawa…

Faktoria Pracownia Twórcza www.faktoria-swinoujscie.pl

REKLAMA


60

MAGAZYN


NAPOJE NA LATO

kulinaria

TURBO chłodzenie TEKST, ZDJĘCIA I PRZEPISY KAROLINA LESZCZYŃSKA

N

a co dzień do nawadniania organizmu zdecydowanie preferuję wodę. Jednak latem częściej niż zazwyczaj dopada mnie ochota na owocowe

napoje z bąbelkami, najlepiej w towarzystwie kostek lodu. Oczywiście skład tych sklepowych butelkowanych pozostawia wiele do życzenia. W większości znajduje się w nich sam cukier. Tymczasem zrobienie dobrej domowej lemoniady zajmuje nie więcej niż kilka minut. Dodatkowo, do woli możecie kombinować z sezonowymi owocami i ziołami zyskując niesamowite smaki. Taką lemoniadę można dosłodzić miodem, syropem klonowym lub szybkim syropem z cukru trzcinowego. Zapewniam Was, że wystarczy niewielkie dosłodzenie, by uzyskać napój, który będzie smakował także dzieciom. Szykujcie więc blendery oraz wyciskacze i zapewnijcie sobie prawdziwe letnie orzeźwienie.

MAGAZYN

61


Lemoniada

truskawkowa z bazylią Składniki 1 szklanka pokrojonych truskawek 2 szklanki wody gazowanej sok z 1/2 limonki 2-4 łyżki miodu, syropu klonowego lub cukrowego duża garść liści bazylii kostki lodu Do blendera kielichowego włożyć truskawki i bazylię, wlać wodę, sok z limonki i syrop. Miksować kilka minut. Podawać z kostkami lodu.

62

MAGAZYN


NAPOJE NA LATO

kulinaria

Lemoniada

arbuzowa z miętą Składniki 1 szklanka pokrojonego w kostkę arbuza bez pestek 2 szklanki wody gazowanej sok z 1/2 limonki 2-4 łyżki miodu, syropu klonowego lub cukrowego duża garść liści mięty kostki lodu Do blendera kielichowego włożyć arbuza i miętę, wlać wodę, sok z limonki i syrop. Miksować kilka minut. Podawać z kostkami lodu.

MAGAZYN

63


kulinaria

NAPOJE NA LATO

Lemoniada

cytrusowa z rozmarynem

Składniki sok z 1 pomarańczy sok z 1/2 różowego grejpfruta sok z 1/2 cytryny sok z 1/2 limonki 2-4 łyżki miodu, syropu klonowego lub cukrowego 1 gałązka rozmarynu kostki lodu Do dzbanka wrzucić igiełki rozmarynu, wlać syrop i trochę soku z cytrusów. Ugnieść tłuczkiem barmańskim, by rozmaryn puścił trochę soku. Wlać resztę soku z cytrusów i wody, wymieszać. Odstawić do lodówki do schłodzenia i nabrania aromatu. Podawać z kostkami lodu.

64

MAGAZYN


Lemoniada

ogórkowa

z miętą i imbirem

Składniki 1 ogórek szklarniowy

garść liści mięty

2-3 szklanki wody gazowanej

2-4 łyżki miodu, syropu klonowego lub cukrowego

2 łyżeczki świeżo startego imbiru

kostki lodu

sok z 1/2 limonki

Do blendera kielichowego włożyć pokrojonego w kostkę ogórka ze skórką, starty imbir i miętę. Wlać wodę, sok z limonki i syrop. Miksować kilka minut. Podawać z kostkami lodu.

MAGAZYN

65


Zdrowy

fast food?! Mamy pełnię sezonu turystycznego, wyjeżdżamy na wypoczynek do najróżniejszych miejsc i spotykamy na naszej drodze całą masę barów typu fast food. Mamy jednak dylemat: korzystać, czy nie; zdrowe to, czy szkodliwe? Otóż prawda jest jedna, a mianowicie wszystko zależy od używanych produktów oraz sposobów przygotowania. Rozpatrując to w tych kryteriach, łatwo dojdziemy do sedna sprawy – zarówno restauracje, jak i bary fast food mogą zaserwować zarówno wspaniałe dania, jak i coś, co tylko przypomina wyglądem potrawę. Jako kucharz z wieloletnim już doświadczeniem sceptycznie i z dużą niechęcią podchodzę do tego typu jedzenia oraz miejsc je serwujących. Przeraża mnie widok młodych rodziców prowadzących swoje pociechy do sieciowych fast foodów które na domiar wszystkiego nazywają się restauracjami! Lub widok zapełnionych parkingów przy takich przybytkach podczas różnego rodzaju świąt… Z moich ostatnich obserwacji wynika, iż w temacie barów fastfoodowych nastała wielka rewolucja i coraz częściej spotykamy punkty, które serwują naprawdę wartościowe posiłki i to właśnie w tym systemie!

66

MAGAZYN


O „SZYBKIM JEDZENIU”

Niby… Rumiane bułeczki z kotletem, równiutkie frytki, kolorowy napój z bąbelkami, lody. Dzieci to uwielbiają, a sieci fast foodów prześcigają się w promocjach, rozdają zabawki… Klienta bowiem trzeba sobie wychowywać. Od małego. „Szybkie jedzenie” niby ładnie wygląda, niby lepiej smakuje i dłużej zachowuje świeżość. Niby, bo wzbogaca się je konserwantami, sztucznymi barwnikami i polepszaczami smaku. To nie najzdrowsza dieta dla dorosłego człowieka, a co dopiero dla dziecka. Maluchy do piątego roku życia w ogóle nie powinny jeść żywności mocno przetworzonej (także dań i zup z proszku, ciast o przedłużonej świeżości). Takie jedzenie może podrażniać układ pokarmowy, a poza tym zwiększa ryzyko alergii.

Tłuszcz w roli głównej Hamburgery zgodnie z zasadami sztuki kulinarnej powinno się przyrządzać z delikatnego mięsa wołowego, czyli polędwicy. Wystarczy je zemleć, dodać jajo, doprawić, a potem upiec na grillu, w piekarniku albo usmażyć, najlepiej bez tłuszczu. Czy kotlet w bułce, który kupujemy w „szybkich restauracjach”, tak właśnie jest przyrządzany? Na pewno nie. Potrawy typu fast food dostarczają do organizmu przede wszystkim dużo tłuszczu i soli, która powoduje zatrzymywanie płynów w organizmie i sprzyja nadwadze. Wprawdzie w wielkich sieciach pojawiły się ostatnio mniej tuczące fishburgery i sałatki, ale wciąż frytki, pizza i hamburgery grają tam główną rolę.

Gazowana nieprzyjemność Bary szybkiej obsługi to także królestwo napojów gazowanych. Taka „przyjemność” składa się z wody, cukru i sztucznych dodatków, które mogą podrażniać błonę śluzową żołądka, powodować bóle brzucha. Napoje te zawierają kofeinę, która

pobudza, ma właściwości odwadniające, nasila wydzielanie kwasu solnego w żołądku, a także zaburza przyswajanie wapnia i żelaza. Brytyjskie czasopismo medyczne „The Lancet” opisało wyniki badań bostońskich naukowców, którzy dowiedli, że codzienne, regularne picie przez dzieci napojów gazowanych zwiększa ryzyko otyłości o prawie 50 procent.

Coś drgnęło Pośród gąszczu różnych fast foodów – zarówno tych najpopularniejszych, bo sieciowych, jak i pojedynczych barów i budek z takim właśnie „plastikowym” jedzeniem – nagle coś drgnęło! Przeglądając ostatnio wpisy na Facebooku, przypomniałem sobie, że niedawno w okolicach mojego domu otworzono malutki lokalik z takim właśnie jedzeniem. No cóż – pomyślałem sobie – jeszcze jedna buda z „plastikowym żarciem”. Zaintrygował mnie jednak opis na tymże profilu, a dotyczący właśnie burgerów. Jedną z moderatorek tego profilu jest moja znajoma, nomen omen promotorka zdrowego trybu życia, która czynnie uprawia różne sporty… Myślę sobie, że coś mi tu nie pasuje do Agi, ale czytam dalej…

kulinaria

zaskoczeni tym, co zobaczyliśmy i co dane nam było spróbować. A jednak można połączyć burgera ze zdrową żywnością i miłą obsługą!

Miłego i smacznego urlopu! Czasem trudno przejść na nową dietę, odmawiając sobie ulubionych smaków. Okazuje się, że nie musimy przeskakiwać od razu na zieloną sałatę. Możemy nadal jeść burgery, ale właściwie przygotowane. Te oferowane przez wspomnianą firmę są sporządzone z naturalnych i świeżych składników, ze stuprocentowej wołowiny, z pełnoziarnistymi bułkami i samodzielnie przygotowanymi sosami. Do tego dobrze smakują orzeźwiające ekologiczne napoje, świeżo wyciskane soki i takie właśnie są tu serwowane… Szczerze polecam tego właśnie typu punkty, są nawet lepszą alternatywą od „poważnych” restauracji z kiepską ofertą nastawionych wyłącznie na zysk! Życzę Państwu miłego urlopu i samych dobrych punktów gastronomicznych na swojej trasie!

Możliwe! Jutro przed meczem będziecie mieli okazję wypróbować smacznych i zdrowych burgerów. Pomyślałem sobie, że nic tylko jakaś umowa, czy jakiś układ marketingowy, bo co wspólnego ma burger ze zdrową żywnością?! Lecz nie dawało mi to spokoju i z zawodowej ciekawości zacząłem swoje kulinarne śledztwo. Na początek – kilka artykułów oraz komentarzy w internecie na temat Surf Burgera. Jednak jako niedowiarek postanowiłem sam się przekonać, czy to prawda… Namówiłem żonkę (bardzo się zdziwiła, że to ja właśnie proponuje fast fooda) na wypad do owego lokaliku, właśnie na burgera. Byliśmy bardzo mile

Krzysztof Wierzba

Manager gastronomii i szef kuchni Hotel & SPA „Trzy Wyspy” Świnoujście, Cieszkowskiego 1

MAGAZYN

67


Całe życie z mikrobami Jeśli na wakacje, to tylko z osobistymi… bakteriami! Masz ich około 1,5 kg w jelitach. Codziennie je dokarmiasz. Zapewniasz komfortową temperaturę. Czasami z jogurtem czy ogórkiem kiszonym dokupujesz im nowych kumpli i kolejne miliardy zjadasz nieświadomie. Niestety, niektóre i tak Cię opuszczają – no wiesz, rano w toalecie… Mycie podłogi Na małych liczbach, żeby łatwiej było sobie wyobrazić: Jeśli na podłodze mamy 100 sztuk bakterii i 95 z nich jest dobrych, to są one na tyle silną drużyną, że te złe nie mają zbyt dużego pola do popisu. Jeśli umyjemy podłogę wodą, czy nawet wodą z płynem, zabijemy 90 bakterii. Zostanie nam statystycznie 9 silnych i dobrych, jedna słaba i dobra oraz jedna słaba – zła. Zaczną nam się rozmnażać w tempie geometrycznym. I znów będziemy mieć więcej dobrych. A nawet jeśli taka jedna zła i słaba trafi się nam do buzi, to nasz układ odpornościowy zrobi sobie na niej trening.

Jako że mają wiele wspólnego z tym, co zjadamy oraz z tym, co się – wraz ze zjedzonym jedzeniem – w nas dzieje warto zastanowić się, jak je traktować, aby nam służyły.

Lekcja 1: sterylność Wszyscy wiemy, że wśród chorób cywilizacyjnych są takie, którym przypisuje się zbyt sterylny styl życia. Alergie, astma, grzybice… Ale jak tu podejść do tej sterylności na co dzień? Brać codziennie prysznic, czy nie brać? Używać codziennie Domestosa, czy nie? Dezynfekować smoczek, który upadnie na chodnik? Podawać rękę na powitanie? Bakterii, które znajdują się wokół nas, są niezliczone ilości (dość powiedzieć,

68

MAGAZYN

że w maleńkim kawałku kupki jest ich więcej niż ludzi na całej ziemi!). Na szczęście 95 procent z nich nam w ogóle nie szkodzi. I na szczęście z bakteriami jest trochę jak z mrówkami. Jak już jakaś rodzina zamieszka w danym miejscu, to raczej nie pozwoli, aby wprowadziła się do nich jakaś inna. Jeśli mamy duże silne mrowisko, do którego podejdzie kilka obcych mrówek, zostaną natychmiast przepędzone. Jeśli jednak polejemy to mrowisko środkiem na mrówki i po kilku dniach pojawi się mocna reprezentacja mrówek z innej rodziny, to przepędzą lub zabiją mrówki z naszego mrowiska i się tam osiedlą. A jak zwalczają się poszczególne szczepy bakterii? Antybiotykami, które same wytwarzają.

Natomiast jeśli umyjemy podłogę płynem bakteriobójczym i zabijemy wszystkie bakterie, pole na „mrowisko” jest puste. Jeśli będziemy mieć szczęście, rozleje się nam jogurt. A jeśli pecha – przyjdzie do nas ciocia, która odwiedzała dwa dni wcześniej przyjaciółkę w szpitalu i zanim ściągnie buty i płaszcz wydepcze nam przedpokój i naniesie nowych, agresywnych „mrówek”. Jak więc dbać o siebie i swoje otoczenie, aby nie zarosło bakteriami, a jednocześnie, żeby nasz układ odpornościowy (a w szczególności naszych dzieci) miał na czym ćwiczyć?

SPA dla bakterii Robimy więc dokładnie to, co zrobiliśmy przed chwilą z naszą podłogą. Zmniejszamy liczbę bakterii na interesującej nas powierzchni, a nie eliminujemy ich całkowicie. Jabłka myjemy przed zjedzeniem samą wodą. Toaletę w domu, w którym wszyscy są zdrowi, wystarczy myć


O BAKTERIACH

na przykład płynem biodegradowalnym, a nie zalewać każdego wieczora Domestosem. Gdy dziecko korzysta z publicznej toalety, pilnujemy, żeby umyło po tym ręce mydłem. Ale jeśli w naszej łazience włoży ręce pod wodę na 3 sekundy i pobiegnie dalej się bawić, nie zawracajmy go. Wietrzymy codziennie mieszkanie, ale nie używamy środka odkażającego powietrze. Gdy upadnie nam smoczek na podłogę w centrum handlowym, idziemy do łazienki, najpierw myjemy ręce, a potem smoczek ciepłą wodą z mydłem (chociaż w większości wypadków pewnie nic by się nie stało, jakbyśmy go nie umyli). Gdy upadnie na blat w kuchni, płuczemy go pod zimną wodą, a jeśli na podłogę w domu (po którym nie chodzimy w butach), wkładamy dziecku do buzi. Oj, nie przekręciłam czegoś? Nie! To w kuchni jest najwięcej bakterii. A to za sprawą gąbki, która jest dla

bakterii istnym SPA i którą wycieramy wszystko dookoła. W czołówce są też ścierki kuchenne i ręczniki. Toaleta w stosunku do tego jest niemal sterylna (tylko nie pytajcie, co zrobić jak smoczek wpadnie do toalety, no ja bym raczej go umyła). Jeśli więc po umyciu talerzy wycieramy je do sucha wcześniej używaną ściereczką, to w sumie tak, jakbyśmy je porządnie wylizali (a jaka oszczędność wody!).

Pierz i niszcz Nie ma potrzeby prać w 100 stopniach. Ręczniki, bieliznę czy ścierki kuchenne piorę w 60. Całą resztę w 40. Jeśli ktoś w rodzinie miał salmonellę, zróbcie najbliższe prania w 70 stopniach. Najgroźniejsze bakterie, które w praktyce mogą być na pranych przez nas rzeczach to E.coli (ginie w temperaturze wyższej niż 40 stopni) i salmonella (do jej unicestwienia potrzeba około 70 stopni).

zdrowie

Zabierajmy nasze dzieci w różne miejsca. Niech ich układ odpornościowy poćwiczy trochę na specyficznej florze bakteryjnej w lesie, trochę na bakteriach u znajomych, trochę na placu zabaw, na basenie. I póki karmimy piersią, zaliczajmy takich miejsc jak najwięcej. Gdy maluchy przejdą na inny pokarm, niezapewniający im tylu przeciwciał, będą już po kilku sparingach i ich monocyty będą już wiedziały, o co w tej zabawie chodzi. A kiedy już z wakacji z naszymi pupilami wrócimy, poczytamy (może w październikowym wydaniu „Wysp”?), jak bakterie wpływają na trawienie posiłków.

Renata Kasica, Dietetyk,

autorka bloga rownowaznia.pl

REKLAMA


Mydło doskonałe Spacerujący po deptaku przy ulicy Monte Cassino raz po raz z ciekawością zaglądają do nowo otwartego sklepu z dość nietuzinkowym asortymentem. Bo wydawać by się mogło, że mydlarnie są dzisiaj jedynie wspomnieniem sprzed wieków. Nic bardziej mylnego! Pozwól sobie pomóc

Lubimy dbać o swoje ciało. A wiagamę kosmetyków, które pomogą domo, że właściwej pielęgnacji bez skutków ubocznych przy wymasprzyja naturalność. Dlatego mydło, gającej cerze i skórze, poprawią ich choć porzucone na chwilę na kondycję lub utrzymają je w nierzecz jego nowocześniejzmiennie dobrej formie. szych konkurentów, z wielkim trium– Oferujemy natuSpecjalnie fem wraca dzisiaj ralne produkty, dla czytelników do naszych o utrwalonej Magazynu „Wyspy” łazienek. Bo renomie sprawnatura rządzi dzonej przez się swoimi pokolenia – swoimi praprzekonuje na dowolny produkt! wami, których pani Izabela Wystarczy przyjść do nie sposób z Mydlarni Mydlarni z tym numerem zastąpić najbaru Franciszlub podać hasło: dziej wyszukanyka. – Potrafimy Bocian mi detergentami. podpowiedzieć, A kiedy do środków czego potrzebuje myjących dodamy całą skóra klienta, jak o nią serię produktów pielęgnacyjdbać i radzić sobie z codzienną nych, w jednym miejscu dobierzemy pielęgnacją – dodaje.

20% rabatu

70

MAGAZYN

Dobry głos eksperta to priorytet dla pań zza lady. Tym bardziej że klienci mogą poczuć się nieco zagubieni przy sklepowych półkach pełnych pielęgnacyjnych specyfików. Z przyzwyczajenia kosmetyki kupujemy według klucza znanego z medialnych reklam. W Mydlarni u Franciszka codzienna dbałość o ciało wyrywa nas z rutyny konsumenckich praktyk. Setki produktów w przykuwającej uwagę szacie graficznej mogą przyprawić o prawdziwy zawrót głowy. Od naturalnego mydła po środki pielęgnujące włosy, dłonie oraz stopy. Do tego dermokosmetyki, perfumy, ekologiczne produkty do prania, specyfiki pielęgnujące skórę dzieci i niemowląt, liczne akcesoria. – Nasi sprzedawcy znają się na rzeczy. Dobra obsługa klienta to nasz priorytet. Sami się stale uczymy, dlatego wiemy, jak zaradzić problemom codziennej pielęgnacji – podkreśla pani Izabela. – Mamy sprawdzone przepisy, jak we własnej łazience urządzić prawdziwe SPA, podpowiemy pomysły na udane i oryginalne prezenty. Do tego troszczymy się o środowisko naturalne i wspieramy wiele inicjatyw charytatywnych – dopowiada.

Hit to nie puste słowo 15 lat doświadczenia marki wystarczy, by wiedzieć, po które produkty klienci stale wracają. Wśród bestsellerów marki są dwa specyfiki cieszące się gigantyczną popularnością. Pierwszy to legendarne mydło z Aleppo, jedyne na świecie, którego receptura i proces produkcyjny nie zmienił się od 2 tysięcy lat. Mydło


MYDLARNIA U FRANCISZKA

jest wytwarzane ręcznie, a jedna kostka powstaje przez prawie 2 lata. Składa się z oliwy z oliwek i oleju laurowego, który działa przeciwzapalnie i łagodząco na problemy skórne oraz odrobiny wody morskiej. Mydło z Aleppo sprawdza się od stóp do głów. Nadaje się do mycia twarzy, ciała, włosów, do higieny intymnej. Idealne dla dzieci i alergików. Skutecznie oczyszcza, nie wysuszając skóry, łagodzi przebieg trądziku, egzemy czy łuszczycy. Wspomniane już w Biblii, przez wielu nazywane jest mydłem doskonałym. Produkt występuje w kilku wariantach, zróżnicowanych pod względem stężenia oleju laurowego. Dlatego przy zakupie niezbędną może się okazać porada sprzedawcy. Kolejny hit to olej z tłoczony z miąższu opuncji figowej. Stosowany na twarz, szyję i dekolt, wieczorem, zamiast kremu, skutecznie nawilża

Oferujemy naturalne produkty, o utrwalonej renomie sprawdzonej przez pokolenia. Potrafimy podpowiedzieć, czego potrzebuje skóra klienta, jak o nią dbać i radzić sobie z codzienną pielęgnacją i ujędrnia skórę, spłyca zmarszczki i poprawia owal twarzy. Olej z opuncji figowej L’Orient to produkt czysty, pozbawiony dodatków i konserwantów, bogaty w witaminy młodości A i E oraz minerały - cynk, potas i magnez. Kosmetyk znacznie poprawia wygląd cery dojrzałej, naczyniowej, suchej lub wrażliwej. Można śmiało powiedzieć, że specyfik działa

kosmetyka

jak botoks, tyle tylko, że jego stosowanie nie wiąże się z najmniejszym bólem.

Naturalnie w Świnoujściu Mydlarnia u Franciszka, sieć salonów firmowych z dewizą Co natura daje ciała i dla ducha, właśnie świętuje swój 15-letni jubileusz. Sklepy w największych polskich miastach już zdobyły swoich wiernych klientów. Od kilku tygodni bogata oferta naturalnych kosmetyków dostępna jest także dla mieszkańców Świnoujścia i gości. Dlatego warto skorzystać z okazji i wypróbować syryjskie skarby, wyroby marsylskich mydlarzy, marokański eliksir młodości czy też produkty czerpiące pełnymi garściami z bogactwa Morza Martwego. Bo warto dbać o zdrowie!

Mydlarnia u Franciszka

Świnoujście, Monte Cassino 38A

REKLAMA


W MOIM

magicznym domu Ciepły, przyjazny, familiarny klimat, kwiaty wokół, ogródek z widokiem na Świnę, receptury wyniesione z rodzinnego domu, podobnie jak nazwa. Taką „magiczną spiżarnię” Zofia Piela, właścicielka lokalu, pamięta właśnie z dziecięcych lat. 72

MAGAZYN


MAGICZNA SPIŻARNIA

szlak kulinarny

– Wywodzę się z domu, w którym zawsze celebrowano jedzenie, spożywanie posiłków – mówi pani Zofia. Nie inaczej jest w Magicznej Spiżarni, gdzie znaczenie mają nie tylko smaki, ale i atmosfera miejsca. Miejsca, które chętnie wita całe rodziny, z czworonożnymi pupilami włącznie. Idea jest prosta – goście lokalu mają się czuć tutaj tak dobrze jak w domu. I tak właśnie się dzieje, o czym świadczy nominacja w plebiscycie Smaki Pomorza. Ogromną zaletą Magicznej Spiżarni jest personel – profesjonalny, wszechstronny, rzetelny. Zofia Piela szczególnie chwali panią Emilię Gąsiewską, która jest z nią niemal od samego początku (rok 2009) – nie tylko znakomicie gotuje, ale i uwielbia obsługiwać gości, opowiadać o serwowanych potrawach, a wie o nich wszystko.

przykład mak, kaszanka czy dorsz, a nawet zielone pierogi z farszem z pomidorów i sera feta.

Znakiem charakterystycznym Magicznej Spiżarni jest całkowicie polska kuchnia, a specjalnością – pierogi, nieco inne od tradycyjnych, robione według własnej receptury, z najrozmaitszym, czasami nieoczekiwanym nadzieniem, jak na

Nie samymi pierogami człowiek jednak żyje, zatem w menu lokalu znaleźć można również inne smakowite potrawy – ryby, mięsa, naleśniki, a także koktajle czy desery. Znajdziemy tu także potrawę z rodzinnego domu właścicielki – kaszę gryczaną

z mięsem, boczkiem, orzechami, miodem, sosem grzybowym… Może nieco kaloryczne, ale za to jakie pyszne! Jak zresztą wszystko w Magicznej Spiżarni. Trzeba po prostu posmakować…

Magiczna Spiżarnia

Bolesława Chrobrego 1 Świnoujście

MAGAZYN

73


Polna piękność

Kozioł, samiec sarny

Od kilku miesięcy w moim sąsiedztwie zamieszkuje smukła i zgrabna piękność. Większość czasu spędza obgryzając młode pędy roślin. A gdy już się naje do syta, odpoczywa w wysokiej trawie, nic sobie nie robiąc z naszej obecności tuż za płotem. TEKST I ZDJĘCIA ARTUR KUBASIK

Mówię oczywiście o sarnie. Zwierzę, które zapewne widział każdy, czy to na spacerze za miastem, jadąc samochodem czy pociągiem, gdzie za oknem na polach pasą się w stadach. Chociaż znają ja wszyscy, to często jest mylona z innym gatunkiem. Wiele osób uważa sarny za młode

74

MAGAZYN

jelenie. Czym się różnią? Oczywiście wielkością – byk potrafi ważyć dziesięć razy więcej niż kozioł (samiec sarny). Jelenie jest też dużo trudniej spotkać, gdyż zamieszkują odległe kompleksy leśne. Samca sarny najczęściej poznamy po parostkach, często mylnie nazywanymi rogami. Sarny są smakoszami kwiatów, ale głodne mogą zjeść dosłownie wszystko. Nie tak dawno wykorzystując

niedopatrzenie mojego znajomego, który nie zamknął bramki, wpadły mu do ogrodu, zjadając większość ozdobnych roślin, z których to właściciel zapewne był bardzo dumny. Ale jak tu się gniewać na tak piękne zwierzę? Więcej zdjęć: facebook.pl/obrazkizlasu


SARNA

Kozioł

natura

Sarny są bardzo płochliwe

Nasza sąsiadka Sarna odpoczywająca w trawie Kozioł w lesie

Sarna, koza

MAGAZYN

75


Świnia

w dziejach Świnoujścia Minęło już ponad 250 lat od czasu uzyskania przez Świnoujście praw miejskich. Nadał je król Prus Fryderyk II, specjalnym listem z dnia 3 czerwca 1765 roku. W praktyce nadawał on ograniczoną samorządność rozwijającej się u ujścia Świny osadzie. TEKST JÓZEF PLUCIŃSKI

A ona, powstała z woli i z poparciem królów pruskich, rozwijała się bardzo szybko, mimo różnorodnych problemów, często o podłożu prawnym. Jeden z nich stanowiła sprawa własności gruntów. Nowe osiedle, późniejsze miasto Świnoujście, lokalizowane było na gruntach

76

MAGAZYN

stanowiących własność państwa pruskiego. Na przekazanym pod zabudowę obszarze bardzo dokładnie określono przebieg ulic, placów, rozmieszczenie parcel budowlanych i miejsca pod budowle publiczne. Okalające osadę grunty pozostawały w dalszym ciągu już to własnością

państwa pruskiego, już to, jak w wypadku lasów, własnością królewską i nie mogły być użytkowane przez mieszkańców miasta.

Karma niezgody Z tego to właśnie faktu wynikła kuriozalna, trwająca blisko 40 lat


KURIOZALNA „WOJNA”

o naturalne składniki, jak żołędzie, buczyna, trawa, pokrzywy. Tych „świnkowych” specjałów dostarczały okalające miasto lasy (królewskie!) i tereny nazywane niegdyś Plantage (plantacje). Tu wyjaśnienie, czym to owe Plantage były.

Czyje to lasy?!

„świńska wojna”. Stronami w niej byli z jednej strony królewscy, państwowi i miejscy urzędnicy, a z drugiej – świnoujscy mieszczanie. Sprawa zasadzała się na tym, że zamieszkujący tu osadnicy, z reguły ludzie niezbyt zamożni, wobec niewielkiej koniunktury gospodarczej imali się hodowli drobnego inwentarza, w tym przede wszystkim świnek. Był to sposób na podreperowanie domowego budżetu i wzbogacenie jadłospisów bazujących głównie na kartoflach i śledziu. Wkrótce też, jak osada długa i szeroka, niemal wszędzie pokwikiwały świnie. Stworzenia te, podobnie jak ludzie, wymagały jednakowoż karmy wzbogaconej

W trakcie prac przy budowie portu przez wysypywanie na mieliznach urobku, grodzenie groblami i osuszanie „wyrwano morzu” kilkadziesiąt hektarów terenu, na którym obecnie rośnie Park Zdrojowy nad Świną oraz znaczna część nadmorskiej dzielnicy. Aby umocnić uzyskany teren, nasadzano tam krzewy, specjalne gatunki traw oraz szybko rosnące, niewybredne glebowo drzewka. Zarządzał tymi pracami, jak i terenami, urzędnik państwowy, odpowiednik naszego leśniczego. Ponieważ w lesie, a szczególnie na terenach nasadzeń nadmorskich, spore stadka wypasanych swobodnie wieprzków czyniły znaczne szkody, spotkało się to z ostrym sprzeciwem właśnie ze strony nadzoru królewskich lasów. Mieszkańcy Świnoujścia swoją samowolę uzasadniali przywilejem, jaki posiadali jeszcze z nadania książęcego z XVI wieku, dotyczący mieszkańców wioski West-Swine, który to przywilej zezwalał na wypas trzody w lasach książęcych. Urzędnicy pruscy praw tych

stare świnoujście

nie honorowali, argumentując tym, że Świnoujście to nie West-Swine, a lasy należą już do króla Prus, a nie do książąt pomorskich.

Dwie pechowe świnki Spory prawne trwały, a świniaki bezkarnie w lasach i na nasadzeniach ryły i tuszy nabierały. W 1763 roku wzburzony postawą mieszczan nadzorca budowy portu Ebers pisał do szczecińskiej Kamery: Ponieważ mieszkańcy Świnoujścia do tego stopnia są złośliwi, że nie zważają na ochronę roślin i nie reagują na zajmowanie i bicie ich zwierząt, powinno się z urzędowego nakazu zatrudnić pastucha. Nie na wiele widać się owa skarga przydała, bo dopiero w 1771 roku magistrat świnoujski pod naciskiem władz odgórnych ogłosił, że szwendające się po ulicach, placach, a przede wszystkim po plantacjach nadmorskich wieprzki będą odstrzeliwane. Ofiarą tego srogiego zarządzenia padły raptem dwie świnki. Przybyły do miasta nowy komendant wojskowy, porucznik von Falkenberg, zabronił jednak rozsądnie „zbędnej strzelaniny”, uzasadniając to tym, że w równym stopniu strzelać należałoby do wałęsających się psów, co z żołnierskim rzemiosłem nie licuje.

Trudni do prowadzenia Sprawy to nie zakończyło. Bezsilny

MAGAZYN

77


ce się na pryncypalnych ulicach miasta wieprzki wręcz nie pasowały, mięso zaś sprowadzano z rolniczych terenów między innymi z Pomorza i Wielkopolski, a na obecnym Placu Rybaka przez wiele dziesiątków lat odbywały się targi trzody chlewnej i bydełka.

Katastrofa

burmistrz proponował chytrze, by zezwolić żołnierzom na chwytanie i zjadanie każdej szwendającej się świnki. Przypuszczać należy, że i ta propozycja nie została przyjęta, jako że w 1793 roku świnoujski radca prawny Schachschneider rozżalony pisał do szczecińskiej Kamery: Owe bestie buszują i nawet w moim domu (…) Poprzewracały krzesła i stół i przysparzają mnie, jak i wielu obywatelom miasta codziennie kłopotów i trosk… O ile mi wiadomo, władze zwierzchnie w tej delikatnej materii rozsądnie nie zajmowały stanowiska, co wynika między innymi z fragmentu raportu w tej sprawie: Świnoujście jest wprawdzie jeszcze małe, ale ma w pełni miejskie stosunki i nie może się rozwijać, jeśli zabraknie mu widoków na przyszłość. Mieszkańcy miasta czują się wolnymi ludźmi i bardzo trudni są do prowadzenia. Pasuje, jak ulał do dzisiejszego Świnoujścia!

W nowej roli „Świńska wojna” wygasła w sposób naturalny z początkiem XIX wieku. Nadeszła epoka wojen napole-

78

MAGAZYN

Na centralnych placach, w błocku lub pyle wylegiwały się wieprzki, taplały gęsi. Zwierzątka owe we właściwy dla siebie sposób traktowały naturalnie sprawy sanitarne ońskich. W 1806 roku do miasta wkroczyli Francuzi, rozpoczęła się blokada kontynentalna, na której świnoujscy żeglarze jako przemytnicy robili znacznie lepsze interesy niż na hodowli świnek. A potem to już przyszła koniunktura rozwojowa, kiedy to port obsługiwał cały fracht idący do Szczecina, a świnoujscy armatorzy, piloci, kupcy czy agenci portowi obrastali w dostatki. Zamożnieli też dokerzy, rzemieślnicy, żeglarze – praktycznie wszyscy mieszkańcy. Miasto po 1824 roku jęło się też przymierzać do pełnienia roli kąpieliska morskiego. W tym nowym jego wcieleniu wylegują-

Czas płynął. Miasto nad Świną rozwijało się nader pomyślnie, zawdzięczając to przede wszystkim żegludze i handlowi morskiemu. Lata wspaniałej prosperity przygasły w końcu XIX wieku. W 1881 roku staraniem kół przemysłowo-kupieckich znakomicie rozwijającego się przemysłowego i portowego Szczecina usprawniona została droga wodna ze Szczecina do morza. Po kilku latach kosztownych prac oddany został do użytku kanał zwany wówczas Kaiserfahrt, dzisiaj Kanał Piastowski. Wytyczono jednocześnie i pogłębiono nowy tor wodny przez Zalew Szczeciński, umożliwiając żeglugę jednostkom o większym zanurzeniu. Pamiętać też trzeba, że powszechnym stawał się parowy napęd statków, co uniezależniało je od kaprysów wiatru. Szczecin stał się portem dostępnym dla wszystkich niemal statków, a rola Świnoujścia jako portu odlichtunku i przeładunków skończyła się. Dla miasta i jego mieszkańców oznaczało to katastrofę.

Od łaski do niełaski Znów więc, jak przed stu laty, przy domach pojawiły się chlewiki, a na ulicach, w lasach i parkach – świń-


KURIOZALNA „WOJNA”

skie kopytka i ryjki rozpoczęły dzieło dewastacji. Na centralnych placach, niebrukowanych jeszcze wówczas, w błocku lub pyle wylegiwały się wieprzki, taplały gęsi. Zwierzątka owe we właściwy dla siebie sposób traktowały naturalnie sprawy sanitarne. W tym wypadku zjawisko to, acz intensywne, było krótkotrwałym. Wkrótce miasto zaczęło znowu robić zawrotną karierę, tym razem jako kąpielisko morskie i uzdrowisko. Intensywna rozbudowa dzielnicy nadmorskiej zrealizowana na przełomie XIX i XX wieku praktycznie w ciągu 30 lat czy powstanie i rozwój bazy marynarki cesarskiej spowodowały ponownie run budowlany. Jak za dotknięciem różdżki zniknęło bezrobocie, rozpoczął się okres ekonomicznego rozkwitu. W sławnym na całą Europę kurorcie nie było już miejsca dla tych poczciwych, a pożytecznych stworzeń. W tych warunkach lokatorki chlewków odeszły

do okalających Świnoujście wiosek: Przytoru, Karsiboru, Ognicy…

Jednak bez „i” Przewaliły się nad miastem burze dziejowe. W grodzie nad Świną po drugiej wojnie światowej pojawili się nowi mieszkańcy, którym tu przyszło budować nowe życie. Jesienią 1945 roku miasto i ówczesny powiat przejęła polska ekipa Pełnomocnika Rządu RP. Stolicą powiatu było naturalnie nasze miasto, nazywane wówczas oficjalnie Świnioujście. Nie na długo zresztą, gdyż w końcu 1946 roku przyjęto brzmienie obowiązujące do dzisiaj. Różnica mała, acz istotna. A nawiasem mówiąc, przez wiele lat funkcjonowania realnego socjalizmu i jego cudacznej gospodarki, której symbolem były puste haki w sklepach mięsnych, świadomi tajników polskiego eksportu na wschód w dalszym ciągu nazywali nasze miasto Świnioujściem…

stare świnoujście

Na długo? Świnki swoją znaczącą rolę w ekonomice miasta, a raczej jego mieszkańców, odgrywały jeszcze długie lata. Na działkach, ale także w centrum miasta, w komórkach pokwikiwały te zwierzątka, przyczyniając się do równoważenia kulejącego ciągle zaopatrzenia mięsnego. No i wreszcie przyszedł czas kapitalizmu z wolnorynkową gospodarką. Mięska i jego przetworów w bród. Może jego europejski smak różni się od tego sprzed lat, ale jest do nabycia na każdym kroku. Co i rusz w kraju rośnie nam „świńska górka”, co nie wpływa jednak na obniżenie cen w sklepach mięsnych. Ot kolejna zagadka ekonomii politycznej, w tym wypadku – kapitalizmu. A nasza świnka znów poszła w niełaskę, jako że do wspaniałości kurortu nad Świną nie pasuje. Czy aby na długo? REKLAMA


Dźwigozaury Mija właśnie 51 lat od rozpoczęcia budowy Bazy Przeładunków Węgla Świnoujście II. Spójrzmy na „dźwigozaurów rząd” (jak z tekstu Katarzyny Nosowskiej…) wygrzebany ze zbiorów zbiorów Julity i Dariusza Chmielewskich.

80

MAGAZYN


Z ARCHIWUM CHMIELEWSKICH

stare świnoujście

MAGAZYN

81


Gdzie leżą WYSPY? Urząd Miasta, Wojska Polskiego 1/5 Miejski Dom Kultury, Wojska Polskiego 1/1 Centrum Informacji Turystycznej, Plac Słowiański 6/1 Miejska Biblioteka Publiczna, Piłsudskiego 15 Biblioteka Pedagogiczna, Piłsudskiego 22 G.H. Corso poziom -1, regał z książkami, Dąbrowskiego 5 Sklep papierniczy „ERGO”, Matejki 35 ASO Renault Nierzwicki, Lutycka 23 Uzdrowisko Świnoujście, E. Gierczak 1 Hotel Interferie Medical SPA, Uzdrowiskowa 15 West Baltic Resort, Żeromskiego 22 Radisson Blu Resort, Świnoujście, al. Baltic Park Molo 2 Hotel Hampton by Hilton, Wojska Polskiego 14 Apartamenty „44wyspy.pl”, Orzeszkowej 5 Visit Baltic, Wojska Polskiego 4b/5a Biuro Podróży „Slonecznie.pl”, Grunwaldzka 21 Biuro Turystyczne „Wybrzeże”, Słowackiego 23 Biuro Turystyczne „Travel Partner”, Bohaterów Września 83/13 Biuro Zakwaterowań „Baltic Park Fregata”, Uzdrowiskowa 20 Collegium Świnoujście, Pływalnia, Żeromskiego 62 KiteFORT, Uzdrowiskowa, plaża KiteJunkies, Uzdrowiskowa, plaża Jubiler „Malwa”, Promenada, Uzdrowiskowa 16 Perfumeria „Douglas”, G.H. Corso, Dąbrowskiego 5 Media Expert, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21 PSB „Mrówka”, Karsiborska 6 ARKADA Okna, Drzwi, Wybrzeże Władysława IV 19c Hurtownia Wielobranżowa „Paulhurt”, Rycerska 76 VEMME Day Spa, Wybrzeże Władysława IV 15C Centrum Dietetyczne „Naturhouse”, Konstytucji 3 Maja 16 Przychodnia Lekarska T. Czajka, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21 Centrum Medyczne „Rezydent-Med”, Kościuszki 9/7 Gabinet Stomatologiczny Anna Pyclik, Chełmońskiego 15/1 Klinika Stomatologiczna „Morze Uśmiechu”, Plac Słowiański 6 Gabinet „Visage”, Staszica 2 Gabinet Kosmetyczny „DR-Cosmetic”, Konstytucji 3 Maja 54 Mydlarnia u Franciszka, Monte Cassino 38A Foto-Studio JDD Chmielewscy, Monte Cassino 43 Optyka, Bema 7/1 Optyka, Wojska Polskiego 2a Perfekt-Optik, STOP SHOP, Kościuszki 15 Perfekt-Optik, G.H. Corso, Dąbrowskiego 5 Perfekt-Optik, Kaufland, Matejki 1d Perfekt-Optik, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21 Salon Mody „Andre”, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21 Salon Mody „By o la la...!”, Piastowska 2 Salon Mody „Coco”, Armii Krajowej 1 Salon Mody „Unique”, G.H. Promenada, Żeromskiego 79 REKLAMA

Salon Mody „Teofil”, Monte Cassino 1A Salon Mody „My Poem”, G.H. Promenada, Żeromskiego 79 Salon Mody dziecięcej „Happy Day”, G.H. Promenada, Żeromskiego 79 Salon Meblowy „Anders Company”, Konstytucji 3 Maja 59 Siłownia i Fitness „Champions Academy”, Woj. Polskiego 1/19 Przewozy Pasażerskie „Emilbus”, Wybrzeże Władysława IV 18 Księgarnia „Neptun”, Bohaterów Września 81 Restauracja „Jazz Club Central’a”, Armii Krajowej 3 Restauracja „Neptun”, Bema 1 Restauracja „Muszla”, Promenada Restauracja „Nebiollo”, Orzeszkowej 6 Restauracja „Qchnia”, Piłsudskiego 19 Restauracja „Na Dziedzińcu”, Wybrzeże Władysława IV 33D Restauracja „Pinocchio”, Promenada, Uzdrowiskowa 18 Restauracja „Mila“, Promenada, Uzdrowiskowa 18 Restauracja „Casablanca”, Promenada, Uzdrowiskowa 16-18 Restauracja „Dune”, Promenada, Uzdrowiskowa 12-14 Restauracja „Sól i Pieprz”, Wybrzeże Władysława IV 19B Restauracja „Osada”, Wybrzeże Władysława IV 30A Restauracja „Toscana”, Marynarzy 2 Restauracja „Karczma Pod Kogutem”, Żeromskiego 62 Restauracja „Prochownia”, Jachtowa 4 Restauracja „Magiczna Spiżarnia”, Chrobrego 1B Pizzeria „Batista”, Os. Platan, Wojska Polskiego 16/6 Pizzeria „Grota”, Konstytucji 3 Maja 59 Bar Letni „Hamaki“, Piłsudskiego Bar Kanapkowy „Bułki z bibułki”, Wybrzeże Władysława IV Bar „American Chicken”, Monte Cassino 43/1 EVKA Vegebar, Bohaterów Września 50/4 El Papa Cafe Hemingway, Bohaterów Września 69 Cafe „Wieża”, Paderewskiego 7 Cafe „Rongo”, Os. Platan, Wojska Polskiego 16 Cafe „Paris”, Plac Wolności 4 Cafe „Venezia”, Promenada, Uzdrowiskowa 16 Cafe „Havana”, Promenada, Uzdrowiskowa 14 Cafe „Kredens”, Promenada, Uzdrowiskowa 12 Kawiarnia „Sonata”, Marynarzy 7 Kawiarnia „Czuć Miętą”, Promenada, Uzdrowiskowa 20 Eda-Glas, Piłsudskiego 16 EKO-WYSPA, Grunwaldzka 1A Apteka „Pod Kasztanami”, Warszawska 29 Kwiaciarnia „Ewa”, Markiewicza 21 Zakład Fryzjerski „Kazik”, Konstytucji 3 Maja 14 Salon Fryzjerski „Piękne Włosy”, Konstytucji 3 Maja 5 Salon Fryzjersko-Kosmetyczny „Wanessa”, Grunwaldzka 1 Salon Fryzjerski „Studio 5”, Konstytucji 3 Maja 16 Salon Fryzjerski Beata Grygowska, Wojska Polskiego 1/19 Zakład Fryzjerski „IRO”, Bema 11/1


Magazyn Wyspy 6 (13) czerwiec 2017  

MAGAZYN WYSPY to miesięcznik o Świnoujściu i dla Świnoujścia. W numerze m.in.: Zakręcone, Citroën C3. W awangardzie, Opel Insignia. Więcej n...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you