Issuu on Google+

magazyn dla otwartych na literaturę i smaki

4 / 2013 (4)

KULINARIA NA STOLE I NA PAPIERZE

ZDROWY TALERZ DIETETYK W NATARCIU

JESIENNE MENU SEZONOWE PRZEPISY

PROZA POEZJA FELIETONY


KONTAKT Z REDAKCJĄ redakcja@magazynobsesje.pl STRONA WWW http://magazynobsesje.pl REDAKTOR NACZELNA Agnieszka Pohl REDAKCJA I KOREKTA Anna Stokłosa WSPÓŁPRACOWNICY Asia Flasza Agata Jezierska Beata Cieślowska Joanna Mentel Magda Sieczko Maciej Zborowski SKŁAD Scared Dragon Studio Mateusz Pohl Zdjęcie na okładce: © hitdelight - Fotolia.com Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, zastrzega sobie prawo redagowania nadesłanych tekstów oraz nie odpowiada za treść zamieszczanych reklam.

W NASTĘPNYM NUMERZE:

Kuchnia – zaczarowane miejsce Piszę do Was tych kilka słów na środkach przeciwgorączkowych. Z góry przepraszam za chaos, który krąży mi po głowie. Wybaczcie mi. Ale ostatnimi czasy zdrowie mnie nie rozpieszcza, choć dzielnie o nie walczę. Jednak właśnie w podobnych momentach załamania organizmu sięgam po smaczne, lekkie i napawające optymizmem książki czy kulinarne czasopisma. Coraz częściej mamy ochotę przepadać w kuchni na wiele godzin i tworzyć. Tworzyć coś dobrego, oryginalnego. Z przyjemnością przeglądamy barwne magazyny, w których utalentowani blogerzy i kucharze dzielą się swoją kulinarna pasją. Potrafimy godzinami oglądać programy kulinarne, w których poznajemy przepisy na popisowe dania Nigela Slatera, Jamiego Olivera czy naszego rodzimego kucharza Jakubiaka. My zdecydowaliśmy, że niniejszy numer będzie w całości poświęcony smakołykom i dobrym bądź zwyczajnym powieściom obyczajowym, w których zapach chleba, czekolady czy też innych pyszności przenika do czytelnika z kart książki. W których każda strona porusza zmysły i zapewnia masę pozytywnych wrażeń. Dołączone przepisy motywują, by stanąć z nimi w szranki i zrobić coś, co zaspokoi nasze podniebienia. Choć nie zawsze to ostatnie jest takie łatwe. Bo stajemy się bardziej świadomi tego, co dzieje się w naszej kuchni. Nie zabraknie również przepisów na coś słodkiego i na coś pożywnego. A to wszystko okraszone jest pięknymi, kolorowymi zdjęciami, pobudzającymi nasze ślinianki. Pouczymy również, co powinny jeść dzieci. Smacznego! Redaktor Naczelna

Lisa See Literackie oblicza Azji Słów kilka

2


W NUMERZE SŁÓW KILKA

ZDROWY TALERZ

Kuchnia - zaczarowane miejsce. . . . . . . . . . . . 2

Kocham, więc chcę jak najlepiej . . . . . . . . . . . 20

SUBIEKTYWNY WYBÓR

OPOWIADANIA

Przez kuchnię do serca . . . . . . . . . . . . . . . . . 4

Hiszpański sen, odc. 2 . . . . . . . . . . . . . . . . . 22

PYSZNIE NA TALERZU

FELIETON

Dynia na słodko i wytrawnie. . . . . . . . . . . . . . 6

Karmieni książkami . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 12 Czas na herbatę . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 24 A tribute to.... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 28

Z MIŁOŚCI DO GARÓW Hello September. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 8

PORADNIA JĘZYKOWA Darowanemu koniowi nie patrzą w zęby . . . . . 14

TEMAT NUMERU Kulinarni guru. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 16

POETYCKO Limeryk. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 18

MAGIA WSPOMNIEŃ Pierwsze kuchenne próby. . . . . . . . . . . . . . . 19

3

Zawartość numeru

KĄCIK DZIECIĘCY Jesienne zabawy. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 26

NIEZBĘDNIK MOLA Z książką w kuchni. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 31

KUPA TRUPA Druga strona życia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 32

OBIEKTYWNIE Kulinarnie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 33


Przez kuchnię do serca Blogi i programy kulinarne to jedne z najpopularniejszych mediów, które zarażają smakiem i motywują do eksperymentów w  domowym zaciszu. Książki z kulinariami w tle stają się bestsellerami i coraz częściej trafią w ręce czytelników. Te powieści niezwykle bawią i uprzyjemniają naszą szarą codzienność. Dzięki nim można poznać innowacyjne połączenia smakowe, nowe potrawy. Można znaleźć coś, co ułatwi nam zaskarbienie sobie serca mężczyzny, który od jakiegoś czasu przykuwa naszą uwagę. Takie książki są nie tylko rozrywką, wiele z  nich serwuje nam dobrej jakości powieść obyczajową. Oto kilka pozycji do wyboru. Dla każdego coś dobrego.

SŁODKI ŚWIAT JULII

Sarah Addison Allen Znak literanova, 2012 Zapach ciasta unoszący się w powietrzu, intrygująca przeszłość matki, wielka miłość i tajemnicza, magiczna tapeta, zmieniająca się w zależności od nastroju mieszkańca pokoju są elementami kluczowymi w tej historii. Bez jednego z nich cała fabuła straciłaby na wartości. Sarah Addison Allen napisała niesamowicie ciepłą powieść. Propagującą dobre wartości i słodkie wypieki, na myśl o których odczuwamy ogromne pragnienie na pochłonięcie czegoś z dużą zawartością cukru. A przy takiej lekturze na pewno nie odmówicie sobie filiżanki aromatycznej kawy. Wygodny fotel i koc będzie jedynie miłym dodatkiem, bo to głównie książka sprawia, że odpoczywamy i zapominamy o troskach.

SZKOŁA GOTOWANIA POD AMOREM

KLUB MIŁOŚNIKÓW GINU

Melissa Senate Nasza Księgarnia, 2012

Nancy Rossiter Znak Literanova, 2013

Włoska kuchnia, nauki zmarłej babci, tradycja oraz przyjazna szkoła gotowania to dobry początek dla smacznej fabuły. Magia smaków i rozterki miłosne są już dopełnieniem tej historii, od której wołami nikogo nie odciągną. „Szkoła gotowania Pod Amorem” to lekkim piórem napisana powieść, która idealnie wpasowuje się w obecne światowe trendy. Kulinaria bowiem inspirują, cieszą duszę, podniebienia i oko. Przepisy zamieszczone na końcu książki czekają na wypróbowanie. A co najważniejsze, nie zabraknie zawirowań miłosnych, na które z  pewnością czeka wiele czytelniczek. Melissa Senate wyleczy nas z chandry.

fot.: © -Marcus- - Fotolia.com, materiały prasowe wydawnictw

Gin, ostrygi, młodociana miłość do starszej kobiety, trudny wybór i ogromna tragedia, której finał może przynieść korzyści. To dość skomplikowane połączenie, nawet dość niespotykane. A jednak jest to książka, która zapadnie w pamięć. Choćby z powodu silnych więzów rodzinnych - wartości mocno wyeksponowanej w książce oraz tradycji wspólnego gotowania zupy z ostryg. Ta powieść motywuje nas do powrotu do przeszłości i do zrobienia rachunku sumienia. Okładka pełna smakołyków i niewielkie rozmiary są jedynie zachętą do tego, by sięgnąć po tę typowo kobiecą pozycję, która kryje sobie dość ciekawą historię.

Subiektywny wybór

4


SŁODSZE NIŻ CZEKOLADA

WSZYSTKIE SMAKI NAMIĘTNOŚCI

Sheila Roberts Znak literanova, 2013

Lilli Feisty Znak liternova, 2013

Słodko, czekoladowo, zabawnie i bajecznie. W tak krótki sposób można opisać tę powieść. „Słodsze niż czekolada” to książka pełna dziwnych wydarzeń i ciągłych pułapek, zarzucanych przez życie na bohaterów historii. Momentami przewidywalna. Ale całkowitą rekompensatą jest wszechobecna smaczna czekolada. Przy przewracaniu kolejnych stron ślinianki pracują intensywnie. Ciężko wyjść z  tego czekoladowego raju, który funduje nam autorka. Ciężko opuścić przyjemne miasteczko, które w kryzysowej sytuacji potrafi zjednoczyć siły. Historia napełnia nas optymizmem i nadzieją, że nawet z najgorszych kłopotów i beznadziejnych tarapatów można wyjść obronną ręką.

Czekolada, pożądanie, namiętność i wszechobecny seks wprost buchają z kart książki. „Wszystkie smaki namiętności” ma bardzo erotyczną fabułę, okraszoną niewielką dawką kulinariów. To całkowicie niezobowiązująca, płytka historia, która jednak nie wszystkim przypadnie do gustu. W niej prym wiodą głównie emocje, niepohamowana namiętność i obsesja na punkcie męskiego ciała. Wszystko to czyni powieść mało zaskakującą. Jest to jedynie rozrywka, o której szybko się zapomni. Tak samo szybko, jak czyta się tę lekturę. Czytelnik nie otrzyma barwnych opisów jedzenia ani opisów przyrody. Dostanie natomiast sporą dawkę seksu i słodki happy end.

PRZEPIS NA ŻYCIE

RECEPTA NA MIŁOŚĆ

Agnieszka Pilaszewska Wyd. Literackie, 2012

Barbara O’Neal Wyd. Literackie, 2013

Ta książka będzie nie lada gratką dla fanów serialu. Czytając kwestie wypowiadane przez bohaterów, w naszych głowach będą rozbrzmiewały głosy aktorów, którzy od wielu sezonów wcielają się w postacie „Przepisu na życie”. Dla tych, którzy nie znają jeszcze serialu, będzie to dobry początek, by poznać losy najbardziej charyzmatycznych osobowości. Dużo humoru, potoczny język, to dominujące przyprawy, które są kluczem do naszych serc. Bez tych elementów dostalibyśmy książkę zwykłą, taką jakich wiele znajdziemy na półkach w księgarni. Agnieszka Pilaszewska zapewnia nam kawał dobrej zabawy.

Zapach chleba, bez którego główna bohaterka nie wyobraża sobie życia, trudna przeszłość, niełatwe stracie z rzeczywistością i miłość sprzed lat tworzą wciągającą, obyczajową historię, po którą z przyjemnością sięgnie niejedna kobieta. Przepisy na domowej roboty chleb na zakwasie są atutem, który przyciągnie do niej rzesze gospodyń domowych, żądnych wrażeń smakowych. „Recepta na miłość” jest to idealna pozycja dla miłośników chrupiącego, świeżego chleba. To wyśmienita książka dla tych, którzy lubią powieści obyczajowe na wysokim poziomie, przesycone smakiem i codziennym życiem. Kawał dobrej historii na jesienne, długie wieczory.

Życzę wielu kulinarnych uniesień

5

Subiektywny wybór

fot.: materiały prasowe wydawnictw


MAGDA SIECZKO | http://cudolepki.blogspot.com

DYNIA NA SŁODKO I WYTRAWNIE Złota polska jesień potrafi być piękna i malownicza. Wielu ludzi jej nie docenia. Ja bardzo ją lubię. Kolorowe liście, kasztany... Jeszcze zanim to nastąpi, na targu pojawia się jej pierwszy znak. Dynie. Kiedyś używałam ich tylko na Halloween, robiąc z nich lampiony. Od jakiegoś czasu zaczęłam wykorzystywać je również w kuchni. Chociaż nie mam wielu wypróbowanych przepisów z nią w roli głównej, chciałabym się z Wami podzielić chociaż częścią z nich. Ponieważ dynie są duże, to nawet jedna spokojnie wystarcza na wypróbowanie paru kulinarnych opcji. Przedstawiam coś na obiad i coś na deser.

!

Pamiętajmy, żeby nigdy nie wyrzucać pestek z dyni. Wystarczy wrzucić je na chwilę do gotującej się, osolonej wody, a następnie uprażyć w piekarniku albo na patelni. Można je wykorzystać jako dodatek do sałatek, zup, sosów albo jako samodzielna przekąska. Smacznego!

fot.: ©Magda Sieczko

Pysznie na talerzu

6


PLACK I Z DY NI »» »» »» »» »» »» »» »» »» »» »» »»

400g dyni 150g żółtego sera wędzonego 1/2 szkl. jogurtu naturalnego 1 jajko 2-3 łyżki mąki pełnoziarnistej pszennej łyżeczka świeżo startej gałki muszkatołowej 2 łyżeczki mielonej, słodkiej papryki 2 łyżki startego imbiru łyżeczka czerwonego pieprzu w całości 3 nasiona zielonego kardamonu łyżeczka cukru sól do smaku

Obrane kawałki dyni i ser trzeba zetrzeć na tarce o  grubym oczku. W moździerzu ucieramy pieprz, ziarenka z nasion kardamonu i imbir. Wszystko razem mieszamy w misce. Nakładamy na rozgrzaną patelnię z olejem i smażymy do uzyskania złotego koloru. Można przygotować jakiś ulubiony sos. Ja polewam je samym jogurtem naturalnym. Idealnie się komponuje z korzennym smakiem placuszków.

DY NIOW E MUFFINK I »» »» »» »» »» »» »» »»

250g dyni 2 jabłka 2 jajka 160 ml oleju 135g cukru 180g mąki pszennej łyżeczka proszku do pieczenia łyżeczka mielonego cynamonu

Tym razem obraną dynię trzeba zetrzeć na małych oczkach, a jabłka na dużych. Do miski wbijamy jajka, wlewamy olej i dodajemy cukier. Trzepaczką ubijamy na jednolitą masę. Jeżeli ten krok byśmy pominęli i wrzucili od razu resztę składników, to wyszłaby nam z tego klucha, nienadająca się do pieczenia. Do masy dodajemy dynię i jabłka. Mieszamy. Na końcu dosypujemy mąkę, proszek i cynamon. Tak przygotowane ciasto nakładamy (najlepiej łyżką do lodów) do formy na muffinki, wyłożonej papilotkami. Pieczemy przez 20-23 minut w piekarniku nagrzanym do 180ºC. Wystudzone babeczki posypuję cukrem cynamonowym.

7

Pysznie na talerzu

fot.: ©Magda Sieczko


Joanna Mentel | htt p://bookmeacookie .pl

Hell o September

fot.: © Stefan Körber - Fotolia.com

Z miłości do garów

8


Rogaliki drożdżowe Składniki —— —— —— —— —— —— —— —— —— ——

20 g świeżych drożdży 100 ml letniego mleka 70 g cukru 250 g mąki pszennej 2 żółtka 1 łyżka cukru waniliowego szczypta gałki muszkatołowej 50 g masła powidła śliwkowe 1 rozmemłane jajko do smarowania

Przygotowanie Drożdże pokrusz i rozpuść w mleku. Dodaj 1  łyżkę cukru i 1 łyżkę mąki. Wymieszaj, przykryj i odstaw na 15 minut w ciepłe miejsce. Pozostałą mąkę przesiej przez sitko, wymieszaj z cukrem i cukrem waniliowym. Dodaj żółtka i gałkę muszkatołową. Wlej wyrośnięte drożdże oraz stopione i ostudzone masło. Wyrób gładkie i niezbyt gęste ciasto. Przykryj, znowu odstaw na 30 minut w ciepłe miejsce. Po tym czasie ciasto powinno już zacząć rosnąć. Wyjmij je z miski, krótko wyrób i ponownie odstaw na 30 minut. Wyrób ciasto na stolnicy. Rozwałkuj na okrągły placek. Pokrój w trójkąty i na szerszy koniec każdego nałóż powidła. Zwijaj od brzegów placka do jego środka. Na końcu wygnij końcówki rogalika do siebie tak, aby powstał charakterystyczny kształt. Gotowe rogaliki posmaruj rozmemłanym jajkiem. Włóż do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na ok. 12-16 minut. Nie dłużej! Chyba, że widocznie sie jeszcze nie upiekły – sprawdź drewnianym patyczkiem. Jeśli będziesz trzymać je za długo, spód za bardzo się spiecze i będzie gorzki.

9

Z miłości do garów

fot.: ©Joanna Mentel


Muffiny dyniowe Składniki —— —— —— ——

—— —— —— —— —— ——

1 łyżka masła 1 i ¼ szklanki cukru 2 jaja 1 szklanka puree z dyni (upiecz dynię w piekarniku, po upieczeniu zmiksuj na puree lub kup gotowe) 1,5 szklanki mąki 1 łyżeczka sody oczyszczonej 1 łyżeczka wanilii (ekstraktu lub cukru waniliowego) 1 łyżeczka mielonego imbiru 2 łyżeczki cynamonu szczypta soli

Przygotowanie Ubij na puszystą, jednolitą masę masło i cukier. Dodaj jajka i miksuj, aż wszystko zrobi sie superpuszyste (ok. 2-3 minuty). Dodaj dynię i wanilię, wymieszaj. Do osobnej miski przesiej mąkę, sodę, dodaj cynamon, imbir, sól, wanilię. Wymieszaj. Powoli wsypuj suche składniki do mokrych i mieszaj do połączenia się składników – ale nie długo. Nie ma być idealnie i gładko wymieszane, bo muffiny podczas pieczenia opadną. Nakładaj masę do foremki na muffiny wyłożonej papilotkami do ¾ wysokości. Piecz w  190 stopniach przez 15-20 minut (sprawdź drewnianym patyczkiem, czy już są upieczone). Na wierzchu możesz udekorować je lukrem i pestkami dyni.

fot.: © Joanna Mentel

Z miłości do garów

10


Sałatka z kaszą jaglaną Składniki (sałatka) —— —— —— —— ——

¾ szklanki kaszy jaglanej szczypta soli 1 awokado 1 duży pomidor 100g groszku konserwowego (zamieniłam na kukurydzę - bardziej mi smakowała) —— 1 papryka.

Składniki (sos) —— —— —— ——

50 ml oliwy z oliwek 2 ząbki czosnku sól, pieprz świeże oregano lub suszone zioła prowansalskie (do posypania po wierzchu)

Przygotowanie Ugotowaną kaszę wystudzić. Dodać pokrojone w kostkę awokado i pomidora oraz groszek. Oliwę wymieszać z wyciśniętym przez praskę czosnkiem, solą i pieprzem, a następnie połączyć z sałatką. Posypać ziołami.

11

Z miłości do garów

fot.: ©Joanna Mentel


Jesienne ciastka marchewkowe z ��urawiną Składniki —— —— —— —— —— —— —— —— —— ——

210 g mąki 1 łyżeczka sody oczyszczonej szczypta soli 100 g suszonej żurawiny 80 g marchewki 110 g miękkiego masła 100 g cukru 2 jajka 2 łyżki soku jabłkowego 50 g wiórków kokosowych

Przygotowanie 1. Piekarnik rozgrzej do 180 stopni, blachę wyłóż papierem do pieczenia. 2. Mąkę, sodę i sól wymieszaj w misce. Marchewkę obierz, zetrzyj na tarce o drobnych oczkach, odciśnij z nadmiaru soku. 3. Masło utrzyj w misce na puszysty krem. Dodaj cukier, po chwili jajka, sok, całość dokładnie wymieszaj. 4. Małymi porcjami wsypuj mieszankę mąki, wyrób na gładką masę. Dodaj żurawinę, startą marchewkę i wiórki kokosowe, wyrabiaj łyżką. 5. Oprósz ręce mąką i formuj ciasteczka średnicy około 4 cm. Piecz około 20 minut na jasnobrązowy kolor. Inspiracja blogiem mlynkiwkuchni.wordpress.com

fot.: © Joanna Mentel

Z miłości do garów

12


Anna Stokłosa

Karmieni książkami Kilka lat temu napisałam miniaturę o małej restauracji. W ramach wprawki pisarskiej, a przede wszystkim po to, żeby poprawić sobie nastrój w pewne zimne, czwartkowe popołudnie. Owo miejsce szczyciło się tym, że kelnerzy bez pytania któregokolwiek z gości, przynosili im dania, które według szefa kuchni powinni byli zjeść. Nie chodziło w tym o jakiś przymus, o nie. Potrawy te istotnie były albo ich ulubionymi, albo kojarzyły im się z jakimiś wspomnieniami. Mniej lub bardziej przyjemnymi, ale kluczowymi w życiu klientów. W tę to magiczną atmosferę wstawiłam za każdym razem któregoś z moich przyjaciół i pozwoliłam im napawać się zapachami, smakami i atmosferą panującą w „Smoczej”. Pisanie tego sprawiało mi wielką frajdę, ale sama na ten pomysł nie wpadłam. Przyszło mi to do głowy w wyniku pewnej obserwacji, jakiej dokonałam czytając bez końca różne książki. Otóż w kilku pozycjach znalazłam mniej lub bardziej szczegółowy opis tego, co bohaterowie książek mieli na talerzach. Mówię tu o tytułach, których centralnym punktem wcale nie były kulinaria. Opis jedzenia był tłem. Czasem nawet bardzo barwnym i uwydatniającym zdarzenia i postaci, ale tłem. Jedzenie w literaturze obecne jest chyba od zawsze. Ale wcale nie tak często, jakbyśmy się tego spodziewali. Opisywanie jedzenia było domeną pisarzy uważnych. Choć kiedyś jego opisywanie było w ogóle w złym guście. Ot, kolejna czynność, jaką codziennie wykonuje człowiek. Wstydliwe zaspokajanie potrzeb. A jeszcze wcześniej pisanie o nim było nawet niemoralne. Przez wzgląd na niebezpieczeństwo wodzenia na pokuszenie. Grzech obżarstwa w średniowieczu traktowany był bardzo poważnie. Zmianę w dyskursie o pokarmach w wielkiej, światowej 13

Felieton

literaturze wprowadził swoją twórczością dopiero Honoriusz Balzak. Zaczął o jedzeniu pisać otwarcie w swoich książkach. U nas, w Polsce, kultura celebrowania posiłków przeżywa teraz swój renesans. Trwa on od połowy lat 90’ poprzedniego wieku. Jedynym człowiekiem, który wtedy w telewizji mówił o gotowaniu był Kuroń, nieśmiertelny w swojej dżinsowej katanie. Ale Polacy powoli przekonywali się, że tak pyszny schabowy z kapustą – choć rzecz jasna wspaniały, to nie jest jedyną opcją. Co więcej, mają znaczenie wszystkie te małe szczegóły, którymi „doprawiamy” nasze posiłki. W tamtym czasie zastanowiły mnie te kulinarne akcenty w książkach. Po co one tam były? Przecież tego literackiego jedzenia nie da się dotknąć. Jak można komuś w książce pokazać smak? Pomimo tego zauważyłam, że bardzo przyjemne było czytać o tych wszystkich smakowitościach i wyobrażać sobie, jak to może leżeć na języku. Już przez samo to wchodziłam głębiej w świat przedstawiony. Ale to też odnosi się chyba do tego, że jako gatunek lubimy jeść. Lubimy degustować. Łączyć różne smaki. Gdy dochodzi do tego w książce, chcielibyśmy przeniknąć papierowe strony i powąchać, posmakować. Samo czytanie o czymś smacznym, poprawia nam humor. Za wyjątkiem tych sytuacji, kiedy jesteśmy bardziej sfrustrowani tym, że jednak nic z książki na talerz w chwili czytania nie spadnie, niż zafascynowani opisywanym daniem. Dużo zależy od tego, do czego autor jedzenia w swoich książkach używa. Nie zawsze były to celebracje. U Mirona Białoszewskiego w „Pamiętniku z powstania warszawskiego” jedzenie opisywane było spontanicznie, jako kluczowe dla fot.: © Joop Hoek - Fotolia.com


przetrwania. Dużo wydarzeń kręciło się w około jedzenia i ucieczki. I głodowanie sąsiadowało u niego z wręcz kompulsywnym objadaniem się w chwili, kiedy jakieś jedzenie udawało się znaleźć. Podobnie było w wielu innych książkach, opisujących II wojnę światową. Z przeciwnej zaś strony, w książkach Małgorzaty Musierowicz – prześwietnej „Jeżycjadzie” - kuchnia domu przy Roosvelta 5 regularnie pachnie bardzo prostymi, domowymi przysmakami. Ich zapach przypomina nam dom, dzieciństwo. Nawiązuje do poczucia bezpieczeństwa i komfortu. Do spółki z herbatą, odwiecznie obecną w domu głównych bohaterów. Ta z kolei jest remedium na wszelkie zmartwienia i spory. Jej picie to niejako obrzęd, kultywowany od pokoleń. Biorąc pod uwagę, że kuchnia jest sercem tego domu, nie dziwi fakt, że opisy jedzenia i gotowania są obecne w historiach Musierowicz. Ale skąd i po co pojawiły się u George’a Martina, autora popularnej ostatnio „Pieśni lodu i ognia”? I to nie zdawkowo, nie z rzadka. Ale często i jakby z premedytacją. Wielkie, epickie uczty, na które nie raz, nie dwa możemy natknąć się na kartach jego powieści, są dowodem bogactwa, prestiżu i statusu ludzi je wystawiających. Mnogość i oryginalność potraw, od których uginają się stoły ma też inne zastosowanie. Rozciąga naszą wyobraźnię, pokazując nam bajecznie szeroki wachlarz możliwości, jakimi dysponuje świat stworzony przez Martina. Autor, po którego posturze można poznać, że nie stroni od dobrego jedzenia, przeszedł w tym względzie samego siebie. Dlaczego tak twierdze? Nie tak dawno ukazała się na rynku książka kucharska, w której można znaleźć przepisy na co popularniejsze jadło i napitki z całego Westeros. Okazuje się, że dania, które wydawały się nam zupełnie bajkowe, można swobodnie przyrządzić we

własnym, domowym zaciszu. Nawet jeśli będziemy zmuszeni dziczyznę zamienić na inne mięsiwo. Robi to od czasu do czasu Stephan King, nagminnie także Rowling w swoim Potterowym siedmioksiągu. U niej zawsze wiadomo, co dziś na obiad. Choć ona poza daniami pochodzącymi rodowicie z kuchni angielskiej, na stoły swoich bohaterów podaje też bardziej niezwykłe – jak sok z dyni, czy piwo kremowe. Jego smak każdy czytelnik wyobraża sobie trochę inaczej, ale wszyscy chcieliby go skosztować. Bez liku jest młodziutkich książek opisujących francuskie/włoskie/hiszpańskie sielskości-wiejskości, z których buchają w twarz kłęby smakowitych zapachów, unoszących się nad kuchnią regionalną. Przez to autorzy podkreślają mikroklimat panujący w ich książkach. Temat jest obecnie bardzo na fali, bo po pierwsze, skoro nie można uciec z wielkiego miasta, ludzie starają się to robić choćby myślami. Po drugie wiele z tych regionów uznaje swoją kuchnie za swój narodowy skarb, który chce wyeksponować w każdy możliwy sposób. Również na polu literackim. A po trzecie – świat kurczy się coraz bardziej i jesteśmy go bardzo ciekawi. Dlatego odnajdujemy przyjemność w wirtualnych wędrówkach po miejscach, które są już w naszym zasięgu. Kuchnia, odwołująca się do jednego z najsilniejszych naszych zmysłów – smaku, jest jak drogowskaz. Ja z kolei odkryłam własny powód, dla którego w każdym większym tekście opisuje to, co jedzą moi bohaterowie. W końcu wyglądają dużo prawdziwiej w szary, deszczowy czwartkowy poranek, kiedy poza pluchą za oknem, mogę im dać talerz gorącej i pachnącej wędzonką jajecznicy.

„…ABY JĘZYK GIĘTKI POWIEDZIAŁ WSZYSTKO, CO POMYŚLI GŁOWA…” DAROWANEMU KONIOWI NIE PATRZĄ W ZĘBY Przysłowie to od średniowiecza funkcjonowało w środowisku kupców. Skutecznym sposobem sprawdzenia wieku konia na targu było właśnie obejrzenie jego uzębienia. Z wiekiem bowiem końskie dziąsła kurczą się, co optycznie wydłuża ich zęby. Mówiło się: „konia poznać po zębach”. Oczywiście zaglądanie do pyska darowanego konia było wielkim nietaktem i dowodem braku wychowania. Stąd metaforyczne znaczenie, które przetrwało do dziś i które zaleca, by nie grymasić, kiedy się dostaje prezent albo coś darmowego. W 400 r. św. Hieronim cytował to przysłowie jako ogólnie znane: „Noli (ut vulgare est proverbium) equi dentes inspicere donati”. Potem mnisi średniowieczni ułożyli rymowankę: „Si quis dat mannos, ne quaere in dentibus annos” (‚Gdy ktoś ci daje konia, nie szukaj jego wieku w jego zębach’). Stąd przysłowie to przeszło do wielu języków europejskich. Źródło: Władysław Kopaliński, „Przygody słów i przysłów” Ciekawostki językowe zaczerpnięto z profilu kampanii społeczno-edukacyjnej „Ojczysty – dodaj do ulubionych”, zamieszczonej na portalu facebook.com: https://www.facebook.com/jezykojczysty Poradnia językowa

14


UWAGA! * Chcesz do ł ą czyć do nasz e j d rużyn y? * Chcesz podzi e lić s i ę z n a m i wraż e nia m i po l ek t u rz e magazyn u?

* Chcesz byś m y obję l i pa tronat e m media ln ym Twoją książ k ę?

Pisz na ad res: redakcja@magazynobsesje.p l Wi ę c ej na s tron ie: h ttp://magazynobsesje.p l Pol u b nas na Facebooku: h ttp://facebook .com/magazynobsesje

15

Wywiad


AGNIESZKA POHL

KULINARNI GURU

fot.: Š Artem Mykhailichenko - Fotolia.com

Temat numeru

16


O jedzeniu mówi się coraz częściej. Coraz częściej zasiadamy przed telewizorem i oglądamy programy kulinarnie, przy których zaczyna nam głośno burczeć w brzuchu. W księgarniach i w niejednym domu półki uginają się od książek kucharskich, w których znajdziemy zarówno proste, jak i bardziej skomplikowane i wymyślne przepisy. Za swoich guru obieramy kucharzy z całego świata. Nazwiska tych najbardziej znanych przewijają się na blogach kulinarnych, w kolorowych magazynach. To o nich jest ciągle głośno, to ich przepisy są wypróbowywane i polecane. Julia Child i Nigel Slater to dwie postacie kulinarnej areny, które podbiły serca wielu. Piszą o nich, robią filmy. Często to oni są mentorami, którzy przeprowadzają ludzi przez zawiły i bogaty świat smaku. Nigel Slater, brytyjski krytyk kulinarny, pisarz, kucharz. Patrzy na świat przez pryzmat jedzenia. O nim może gadać godzinami. Udowodnił to w swojej autobiografii „Tost”. To tam zręcznie przemycał fakty ze swojego życia, zasypując czytelnika lawiną pyszności, których od razu chciałoby się spróbować. O jedzeniu potrafi pisać smacznie. Ba, nawet bardzo smacznie. Już jako dziecko podglądał mamę w kuchni, czyniąc stosowane uwagi do jej potyczek kuchennych. Bardzo ją kochał. Nawet za jej brak talentu kulinarnego. A kiedy zmarła, tęsknił za przypalonymi tostami przyrządzonymi z ogromną miłością. To matka dawała mu zawsze buziaka na dobranoc. Natomiast ojciec zwykle był żandarmem, który budził respekt i strach. W rodzinie Slaterów nie stroniło się od gotowych rozwiązań. Danie z puszki czy inny gotowiec nie był czymś rzadkim, zwłaszcza pod koniec życia matki Nigela. Choć chłopak garnął się do przyrządzania potraw, często odsyłano go do pokoju. A on ukradkiem i z wielkim sprytem odtwarzał przepisy. Wpa-

dał do kuchni pod byle pretekstem i notował w głowie szczegóły. Ile jajek, ile mąki, ile cukru. I tak po wielu wizytach udawało mu się odkryć przepis. Nieżyjąca Julia Child, autorka książek kulinarnych, ciągle jest obecna wśród nas. To postać znana i lubiana na całym świecie. Jej słowa cytowane są w  powieściach obyczajowych, gdzie gotowanie stanowi ważną część życia bohaterów. Znana postać telewizyjna z charakterystyczną burzą włosów już dawno została uznana za autorytet. To z jej wiedzy chętnie korzystają świeżo upieczeni kucharze. A niejedna osoba odkryła dzięki niej swoje kuchenne powołanie. To bardzo charyzmatyczna postać, którą po dziś dzień podziwia cały świat. Julia będąc nastolatką nie potrafiła gotować. Ba! Uważała te czynność za całkowicie zbędną i pozbawioną sensu. Toteż nic dziwnego, że bardzo późno zaczęła gotować. Ale trzeba przyznać - zabrała się do tego zadania poważnie. Ukończyła bowiem najbardziej prestiżową szkołę kucharską Le Cordon Bleu. Amerykanka z krwi i kości, zakochała się we Francji. I to tam spojrzała na jedzenie i jego przyrządzanie z zupełnie innej perspektywy. Zaczynała poznawać smaki, rozkoszować się ich aromatem. A to z kolei zmotywowało ją do rozpoczęcia gotowania. Pisała książki kucharskie, które potem stały się przyczynkiem i inspiracją do stworzenia innych powieści. Julie Powell testowała przepisy Julii i swoje próby opisywała ochoczo w książce. A pomysł do tego stopnia się przyjął, że na podstawie tytułu pióra Julie Powell nakręcono film. Tak dwie różne osobowości. Każda jedyna w swoim rodzaju, każda inspirująca i każda pełna pomysłów. Bez nich świat kulinariów byłby bezbarwny i nie miał by polotu. Czym byłby program kulinarny bez opowieści Nigela albo bez słynnego poczucia humoru Julii Child i jej lampki wina?

Moje życie we Francji Julia Child Wydawnictwo Literackie, 2010

Tost. Historia chłopięcego głodu Nigel Slater Carta Blanca, 2011

17

Temat numeru

fot.: materiały prasowe wydawnictw


MACIEJ ZBOROWSKI

Przystojny kucharz z Malagi Wyznawać nie miał odwagi Lecz po kilku krewetkach Mowa stawała się krzepka I milkły złośliwe uwagi

fot.: © biggorider - Fotolia.com

Poetycko

18


AGNIESZKA POHL

PIERWSZE KUCHENNE PRÓBY

Do kuchni nigdy mi jakoś nie było po drodze. Nie potrafiłam w niej zrobić nic. No, może oprócz zagotowania wody na herbatę. Choć raz udało mi się spalić czajnik. Potrafiłam jeszcze zrobić jajecznicę. Może nie była wysokich lotów, ale zjeść się ją dało. Poza tym nawet zrobienie niewymagającego spaghetti kończyło się jakąś bezsmakową breją. Potem na studiach wrzucało się na ruszt to, co było pod ręką. Z gotowaniem nadal kulałam. A nawet zbytnio się tą umiejętnością nie przejmowałam. Gotowanie dla siebie było stracą czasu. Przynajmniej wtedy tak myślałam. Poza tym uważałam, że się do tego kompletnie nie nadaję. Skoro nawet zagotowanie wody przekraczało moje możliwości. Jednak, kiedy w życiu pojawił się facet, trochę z przymusu wylądowałam w kuchni. Bo on należał do tych, co lubili zjeść. Dużo zjeść. Trzeba było się nauczyć gotować. Jak to zwykle bywa, nie taki diabeł straszny jak go malują. Szybko zrozumiałam, o co chodzi w tej tak skomplikowanej czynności, jaką jest łączenie składników. Nawet, nie bez zdziwienia, odkryłam, że umiem piec. Byłam biedną studentką, więc szaleć kulinarnie nie mogłam. Znalazłam jednak przepis w Internecie na proste ciasto. Nie potrzebny mi był nawet do tego mikser. Wystarczyła jedna miska, łyżka i składniki. Nic prostszego nie mogło mi się trafić. 19

Magia wspomnień

Było to banalnie proste ciasto, przygotowane z  zupełnie zwykłych składników, które zna każda gospodyni domowa. Mąka, olej, jajko, cukier, cynamon i jabłka. Cynamon można zamienić na kakao. Wychodzi z tych produktów przepyszne, mokre i aromatyczne ciasto, które, przy odrobinie dobrych chęci, jest w stanie upiec nawet najmniej doświadczona i utalentowana gospodyni domowa. Również ta, która pierwszy raz piecze ciasto. Kiedy okazało się, że całkiem nieźle radzę sobie w kuchni, zaczęłam się kulinarnie rozwijać i wypróbowywać różne przepisy. Już nie tylko Internet stał się źródłem moich inspiracji. Także wszelkiego rodzaju książki kucharskie, magazyny czy blogi zyskały moje uznanie. Do tej pory w księgarni często szperam na półkach z książkami kucharskimi. Nie przejdę obojętnie obok kolorowego czasopisma z pysznościami na okładce. O blogach nie wspomnę. To głównie one pożerają mój czas, jaki spędzam w sieci. I niestety jedyne nad czym ubolewam to to, że chyba nigdy nie uda mi się wypróbować wszystkich przepisów, które wyłowię w gąszczu dostępnych materiałów. A mimo to ciągle zbieram nowe, bo w końcu to jest mój kolejny nałóg, po kupowaniu i czytaniu książek. Tak ciężki do zwalczenia. A zresztą, po co go zwalczać? No po co?

fot.: © Andrey Bandurenko - Fotolia.com


Kocham, więc chcę jak naj­ lepiej!

Obecnie w Polsce co piąta para nie może doczekać się potomstwa, co znacząco wpływa na wskaźnik urodzeń, ale nie tylko. Trudności z zajściem w ciąże determinują również: późniejsze wychowanie i dbanie o upragnione dziecko. Jesteśmy bardziej czujni, podejrzliwi i chcemy, by naszej pociesze niczego nie zabrakło. Często ta przesadna dbałość sprawia, że nieświadomie krzywdzimy swoje dzieci. Dając wszystko, często odbieramy im jeszcze więcej. Pisząc ten artykuł, poczyniłam ten wstęp nie bez powodu, ponieważ rozpieszczanie odnosi się również do sfery żywienia. Obecnie dzieci otoczone są naprawdę ogromną ilością pokus, nad którymi z racji wieku nie potrafią zapanować. Coraz częściej przekarmiamy swoje pociechy lub w obawie o to, że mało jedzą, pozwalamy im na zjadanie ulubionych przekąsek bez żadnego umiaru. W mojej praktyce spotkałam się już z wieloma zaburzonymi poglądami na temat żywienia dzieci albo postrzegania ich jako niejadków. Często do tego stopnia, że wmuszamy w pociechę kolejne posiłki, bo uważamy, że zjadło stanowczo za mało. Zapominając przy tym, że jego zapotrzebowanie energetyczne nie jest, aż tak rozbudowane. Według najnowszych norm żywienia, 2-letniemu dziecku, o masie ciała wynoszącej 12 kg powinno dostarczać się fot.: © Syda Productions - Fotolia.com

Beata Cieślowska

niecałe 1000 kcal na dobę. Czyli wcale nie tak dużo, zważywszy, że szklanka kupnego soku przecierowego, który często dajemy dzieciom to ok. 125 kcal. W późniejszym okresie życia zapotrzebowanie wzrasta stopniowo. Dziecko pomiędzy 7 a 9 rokiem życia o umiarkowanej aktywności fizycznej ma zapotrzebowanie energetyczne na poziomie ~ 1800 kcal, co równe jest np. 6 kawałkom pizzy Margherita na normalnym cieście. Do tego dochodzi jeszcze jakiś słodki napój, który znacząco podbija podaż energii. Jeśli dziecko jest aktywne, to najprawdopodobniej nic mu nie grozi. Gorzej gdy następstwem takiego posiłku jest położenie się do łóżka z przejedzenia lub seria gier na konsoli czy komputerze. Niestety powyższy przykład nie jest wyjątkiem. Coraz częściej spotykam się z zaburzonym sposobem żywienia, co mnie poważnie martwi. Dzieci nie mają stałych pór posiłków, nie jedzą warzyw, owoców, nie piją wody i nie zażywają żadnej aktywności fizycznej. Taki model nie może wyjść im na zdrowie, zresztą potwierdzają to cyklicznie przeprowadzane badania HBSC, na podstawie których co 4 lata WHO wydaje rozbudowane raporty. Wynika z nich, że statystyki nadwagi i otyłości wśród polskich dzieci i nastolatków wciąż rosną. Naukowcy biją na alarm i zachęcają do zmiany trybu życia. A jak Zdrowy talerz

20


to jest w praktyce? Czy Polacy chcą coś zmienić? Czy faktycznie chcą dla swoich dzieci jak najlepszego życia? Mam wrażenie, że w tej całej obawie o los dzieci zapominamy, że ich przyszłość to nie tylko studia, praca, kariera, ale również zdrowie, bez którego nie będą w stanie żadnej z tych rzeczy osiągnąć. Mam wrażenie, że nie pamiętamy o tym, że otyłość to choroba, i że jej konsekwencje w swoich skutkach mogą być zastraszające. Otyłość może doprowadzić do cukrzycy, chorób układu krążenia, problemów ze stawami, problemów z układem pokarmowym, moczowym, ale również rozrodczym. Otyłość może odcisnąć swoje piętno również na psychice chorego, który musi zmagać się z brakiem akceptacji ze

strony społeczeństwa, wyszydzaniem, napiętnowaniem i ciągłym poczuciem winy. Czy naprawdę kolejny kawałek pizzy, ciastka lub 10 minut snu dłużej, które moglibyśmy poświęcić na zjedzenie śniadania jest warte zmagania się z całym szeregiem chorób i przypadłości? Moim zdaniem NIE! W dzieciach siła i przyszłość, dlatego drodzy rodzice, dajmy im szansę na życie w zdrowiu! Na dobry początek poniżej znajdziecie dwa odchudzone przepisy na dania dla dzieci. Nawet nie zauważą różnicy pomiędzy jedzeniem z sieciówki, a tym domowym. Jednak korzyść zdrowotna będzie niepodważalna!

Nugettsy z kurczaka

Batoniki muesli

Każdy maluch lubi kurczaka, a w chrupiącej panierce to już w ogóle. Jest to proste, odchudzone danie, które z powodzeniem mogą zjeść również dorośli. Do tego podajmy dziecku jego ulubioną surówkę lub porcję jarzynki. Dla wzmocnienia smaku można przygotować również lekki sos czosnkowy lub ziołowy.

Większość dzieci lubi słodycze, a batoniki w szczególności, bo łatwo je ze sobą zabrać i zjeść, gdy poczują głód. Z tego powodu polecam Wam przygotowanie zdrowszej wersji batonika muesli. Jest to zdecydowanie lepsza wersja sklepowej przekąski, bo pozbawiona syropu glukozowo-fruktozowego, którego spożycie powinniśmy ograniczać. Poza tym przygotowane własnoręcznie batoniki dają nam przewagę w postaci samodzielnego dawkowania stopnia słodkości, dzięki czemu nie będą przesłodzone.

Składniki na 2 porcje: ›› ›› ›› ››

pierś z kurczaka (wielkość uzależniona od apetytu) jogurt naturalny - 2 łyżki otręby owsiane lub płatki kukurydziane przyprawy: odrobina soli, pieprz, papryka czerwona (jeśli dziecko jest małe, to uważajmy na ilość przypraw, które dodajemy)

Jak przygotować? 1. Pierś z kurczaka myjemy dokładnie, a następnie kroimy w cienkie plastry (ok. 1cm szerokości). 2. Przekładamy je do miski, dokładamy jogurt naturalny i  przyprawy. Mieszamy wszystko razem i odstawiamy na 30 min do lodówki, by smaki się przegryzły. 3. Następnie kawałki kurczaka odsączamy z nadmiaru jogurtu i obtaczamy w otrębach lub w pokruszonych płatkach kukurydzianych. 4. Kawałki kurczaka układamy na wyłożonej papierem blaszce i pieczemy w 200 st. C, aż nabiorą złotego koloru.

Lekki sos czosnkowy: ›› jogurt grecki - 200g ›› czosnek - 1-2 ząbki ›› sól, pieprz Czosnek przeciskamy przez praskę, dodajemy jogurt i przyprawy. Mieszamy wszystko ze sobą i chłodzimy.

21

Zdrowy talerz

fot.: © Beata Cieślowska

Składniki na 12 porcji: ›› płatki owsiane - szklanka ›› bakalie: w moim przypadku rodzynki -100g, migdały -100g, słonecznik -100g ›› miód - ok. 80g ›› olej rzepakowy - 2 łyżki ›› cynamon, ew. esencja waniliowa

Jak przygotować? 1. Przygotowanie jest bardzo proste i nie potrzebujecie na całość więcej niż 30 min już z pieczeniem. 2. W misce łączymy ze sobą miód, olej i przyprawy. 3. Dorzucamy płatki owsiane i bakalie. Mieszamy wszystko. 4. Prostokątną blachę wykładamy papierem do pieczenia, przekładamy całą masę i dobrze dociskamy i wyrównujemy. 5. Wkładamy do rozgrzanego do 180 st. C piekarnika i pieczemy ok. 20 min. 6. Studzimy a następnie ostrym nożem porcjujemy.


MACIEJ ZBOROWSKI

Hiszpański sen, odc. 2 Po krótkiej chwili zamyślenia Marcin otrząsnął się i był już sobą. Nie mógł przecież dać po sobie poznać, że piękna nieznajoma w tak krótkim czasie spowodowała tyle zamieszania w jego głowie. Wytężył więc siły i możliwie spokojnym głosem rozpoczął rozmowę z Olgą: – Pierwszy raz lecisz do Madrytu? Olga z szerokim uśmiechem na twarzy odpowiedziała: – O nie, często podróżuję do Hiszpanii. Jestem producentką programów kulinarnych, lubię poznawać nowe smaki, a kuchnia śródziemnomorska jest moją pasją. – No proszę. Przyznam, że nieczęsto spotykam ekspertów kulinarnych, to musi być bardzo ciekawe i inspirujące zajęcie, prawda? – Zgadza się. Daje mi niesamowitą wolność i niezależność. Oraz możliwość poznawania wielu ciekawych ludzi. Ale póki co, dosyć o mnie. Powiesz mi, czym ty się zajmujesz? – Ja mam znacznie bardziej stacjonarną pracę, a moim najlepszymi znajomymi są algorytmy i języki programowania. Poważnie rzecz ujmując – jestem informatykiem. – To z kolei dla mnie nieodkryty ląd. Właściwie to miło byłoby, gdybyś mógł mi doradzić dobry sprzęt do zastosowań zawodowych, ponieważ akurat noszę się z zamiarem kupna jakiegoś zgrabnego laptopa. – Jeżeli tylko przekażesz mi trochę swojej kulinarnej wiedzy i dasz się zaprosić na pyszną kolację, z chęcią doradzę ci coś odpowiedniego. – Brzmi świetnie. Czuje, że nie zabraknie nam tefot.: © dulsita - Fotolia.com

matów, tylko uprzedzam, że o potrawach i sposobach ich przyrządzania potrafię mówić całymi godzinami. – Na to właśnie liczę i cieszy mnie to bardzo, bo to oznacza, że nie zdziwi cię, kiedy przez drugą połowę spotkania będę mówił o komputerach. – Ani trochę - zakończyła wątek Olga, obdarzając Marcina niezwykle ciepłym spojrzeniem. Na rozmowie pełnej inteligentnych spostrzeżeń i wartościowych tematów minął im ten pierwszy wspólny lot. Z każdą chwilą odkrywali, jak wiele spraw i cech charakteru ich łączy. Żadne z nich nie mogło nawet marzyć, że spotka tak idealne odbicie swoich oczekiwań. Choć jeszcze do końca tego tak naprawdę nie wiedzieli, to wszystko, co najlepsze, było dopiero przed nimi. Jakkolwiek oboje wydawali się ludźmi niezależnymi, nie potrafili do końca uwierzyć w siebie i to sprawiło, że ciągle jeszcze byli sami. Po wylądowaniu i zakwaterowaniu w hotelu stwierdzili, że czas udać się na wspólny spacer. Olga zaproponowała, aby zwiedzanie zabytków zacząć nazajutrz i spontanicznie oświadczyła, że porywa Marcina szlakiem madryckich knajpek. Marcin przystał bez wahania na tę propozycję, wiedział bowiem, że znajduje się w rękach eksperta. Olga prowadziła Marcina ulicami Madrytu w taki sposób, jakby się tu urodziła. Znała każdą najmniejszą uliczkę, każdy zakamarek i śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że po stolicy Hiszpanii mogłaby chodzić z zamkniętymi oczami. Nagle przystanęła i stanowczym, pełnym kobiecego uroku głosem oświadczyła: Opowiadania

22


– Być może zdziwi cię fakt, że nie pójdziemy do jakiejś znanej restauracji w centrum miasta, ale uważam, że w małych knajpkach, ze względu na ich kameralny charakter, tkwi największa przyjemność delektowania się smakami tutejszej kuchni. – Zdaję się całkowicie na ciebie - odparł zdecydowanie Marcin i ruszyli w stronę knajpki „U Franko”. Kiedy tylko weszli, stało się coś niesamowitego. Na widok Olgi starszy mężczyzna przy kości, stojący za kontuarem, podbiegł do niej i od razu podał menu, uśmiechając się przy tym tak szeroko, jakby dostał wiadomość, że jego restauracyjka została ogłoszona lokalem miesiąca. W tym momencie Marcin zrozumiał, jak wielkim szacunkiem w kulinarnym świecie cieszy się jego towarzyszka. Potem zdarzenia zaczęły przypominać film z niezwykłą fabułą. Gdy tylko zajęli miejsca przy stoliku, kelnerzy zaczęli znosić to, co właściciel miał najlepszego do zaoferowania. Większość z tych potraw

23

Opowiadania

Marcin pierwszy raz w życiu widział na oczy. Zgodnie z obietnicą Olga opowiadała mu z pasją o każdej z nich oraz o składnikach, z których są przyrządzane. Najwięcej uwagi i czasu poświęciła tradycyjnym potrawom, czyli gazpacho, zupie z surowych warzyw, oliwy, octu i rozmoczonego chleba. Marcina zaciekawił sposób jej przygotowania i podawania. Nie wymaga ona gotowania i jest serwowana na zimno. Następnie podano kilka odmian botifarra, czyli specyficznego rodzaju kiełbasy z mięsa wieprzowego. Dopełnieniem uczty była natomiast tortilla española, czyli rodzaj omletu przyrządzany z jajek z dodatkiem ziemniaków. W przepysznej atmosferze dobiegł końca wieczór, podczas którego zdążyli jeszcze omówić kwestie doboru sprzętu komputerowego. Wiele emocji przewinęło się przez ich serca, a cudowne smaki zbliżyły ich do siebie. CDN.

fot.: © derkien - Fotolia.com


fot.: Š Natalia Larina - Fotolia.com

Felieton

24


Agata Jezierska

CZAS NA HERBATĘ Zawsze tak samo mnie witała. Zawsze tak samo otwierała drzwi. Z uśmiechem na twarzy i szklanką czarnej herbaty. Szklanka ubrana była w metalowy koszyczek, a ona sama często w szlafrok, zwłaszcza później, kiedy już chorowała. To po babci odziedziczyłam miłość do herbaty i to, że ludzie przychodzą do mnie z problemami, a ja staram się ich nie oceniać. Ona robiła tak samo. Zawsze, gdy stawiała przede mną herbatę i zaczynałyśmy naszą rozmowę, wiedziała o mnie wszystko. Teraz, kiedy Jej już tu nie ma, mimo upływu lat, wyobrażam sobie, że siedzi gdzieś tam z tą samą szklanką w koszyczku i zza chmur obserwuje nasz świat. Lata później usłyszałam przysłowie: „Nie istnieje żaden na tyle ważny problem na świecie, którego nie dałoby się rozwiązać przy herbacie”. Nam się zawsze udawało. Może powinni o tym pomyśleć przywódcy krajów toczących wojny? Zamiast kolejnych rannych, ataków na siebie nawzajem, kubki z herbatą i rozmowy – stanowczo bardziej po ludzku. Dlatego nie chcę dzielić miłośników herbaty na fanów: czarnej, zielonej, żółtej, białej i czerwonej – bo to wciąż fani jednej i tej samej rośliny zwanej Camellia sinensis. Poza różnym smakiem, intensywnością, słodyczą czy goryczą, herbaty te różnią się ilością teiny. To dlatego, że liście przeszły inny proces obróbki. Jednak ważniejszym zdaje się być nie sam przebieg „dojrzewania” herbaty, co jej właściwości. Herbata żółta – jako jedyna podczas podgrzewania liści przeszła proces fermentacji, pozbawiającej ją enzymów. Następnie liście są moczone i poddane procesowi podobnemu do kiszenia, co zmienia kolor i właściwości herbaty. Herbata żółta zawiera mały procent teiny, orzeźwia, pobudza ale też wiąże i pozwala pozbyć się toksyn z organizmu. Herbatę tę należy zaparzać w temperaturze 80 stopni Celsjusza przez około 3 minuty. Herbata biała – podobnie jak żółta, nie zawiera dużych ilości teiny. Jej głównym składnikiem, są pączki pełne przeciwutleniaczy. Łączy ze sobą wszystkie zdrowotne właściwości herbat, a ilość przeciwutleniaczy dodatkowo sprawia, że jest z nich najzdrowsza. Parzy się ją w temperaturze 85-95 stopi, w zależności od gatunku od 3 do kilkunastu minut. Herbata zielona – herbata ta po procesie utlenienia zawiązania pierwiastków chemicznych z tlenem - zostaje zasuszona. Tak, aby nie doszło do procesu fermentacji. Dlatego jej liście pozostają zielone. Należy ją zaparzać 25

Felieton

w wodzie o temperaturze 60-90 stopni Celsjusza, w zależności od rodzaju i jakości herbaty - przez 2-3 minuty. Zielona herbata, to zaraz po czarnej, najbardziej popularna herbata. Głównie za sprawą swoich właściwości. Podobnie jak herbata żółta, pozwala pozbyć się toksyn z organizmu, jest bakteriobójcza, pobudza i przyśpiesza metabolizm. Pomaga obniżyć ciśnienie krwi i wzmacnia naczynia krwionośne. Chroni organizm przed nowotworem, a zęby przed próchnicą. Dostarcza organizmowi witamin: B,C i E, a także soli mineralnych. Herbatę zieloną można parzyć wielokrotnie – pierwszy napar jest najbardziej pobudzający z kolei drugi najzdrowszy dla organizmu. Herbata czerwona - znana głównie dzięki swoim odchudzającym właściwościom, jest stosowana w wielu dietach i pomaga zrzucić zbędne kilogramy. Plusem jej jest również to, że dodaje energii do działania i aktywnego spędzania czasu. Podobnie jak każda herbata zawiera mikroelementy i zdrowotnie wpływa na organizm, usuwając z niego toksyny. Podobno jest pomocna następnego dnia po imprezie. Poprawia pamięć, koncentrację, a także nastrój. Należy ją zaparzać w temperaturze około 95 stopni przez od 3 do 7 minut. W podobny sposób należy parzyć najsłynniejszą herbatę czarną. To ona posiada najwięcej teiny i jest najbardziej pobudzająca – im krótszy czas parzenia herbaty tym bardziej pobudza - niezależnie od rodzaju herbaty. Czarna herbata przy dłuższym parzeniu wydziela dużą ilość garbników, co z jednej strony chroni organizm przed nowotworami, z drugiej może zmniejszyć wchłanianie się minerałów do organizmu. A także przez gorzki smak powodować zgagę. Podobnie jak wszystkie herbaty, ta również wydala toksyny z organizmu, hamuje rozwój bakterii w układzie pokarmowym i mobilizuje go do szybszego trawienia. Zawiera fluor, dzięki czemu chroni zęby przed próchnicą, a flawonoidy wzmacniają naczynia krwionośne. Czy to cała wiedza o herbacie? Nie. Rzekłabym, że to dopiero jej początek, ale tak naprawdę wszystko zależy od nas samych, od naszych upodobań i kubków smakowych. Każdy z powyższych gatunków ma swoje rodzaje, smaki i plantacje. Każdą z nich można pić przyrządzone w różny sposób, z różnymi dodatkami. Należy tylko otworzyć się na nowe – zapomnieć o ekspresowych torebeczkach i próbować…


AGATA JEZIERSKA

JESIENNE ZABAWY Czas wakacji nieubłaganie się skończył. Nowy rok szkolny, nowe obowiązki: wstawanie rano, lekcje, odrabianie prac domowych, czasem dodatkowe zajęcia. Ale czy to wszystko znaczy, że teraz dzieciaki mają nie mieć czasu na zabawę? Moim zdaniem mieć powinny. Bo zabawa rozwija i jest potrzebna tak samo jak nauka. Bez niej dzieciństwo nie jest dzieciństwem i świat traci kolory. A skoro o kolorach mowa, to w najbliższym czasie właśnie kolorów nie zabraknie. Zbliża się jesień, najbardziej kolorowa pora roku z możliwych. I według mnie najpiękniejsza na kontakt z przyrodą. To może być wszystko: spacery, zbieranie kolorowych liści, tropienie i obserwacja zwierząt. Naprawdę nie trzeba wielu środków, aby taką wyprawę zorganizować. Bez względu na to czy mieszkacie na wsi i do lasu jest blisko, czy w mieście, gdzie są parki pełne drzew – to właśnie na świeżym powietrzu bywać należy i najbardziej to z całego serca polecam!

fot.: © Shawn Hempel - Fotolia.com

ZIEMNIACZANE STEMPELKI Do zabawy będziemy potrzebować: • • • • •

Kilku ziemniaków Nożyka Pędzelków i farb plakatowych Flamastra bądź ołówka Kartek z bloku

Za pomocą ołówka lub flamastra – rysujemy na kartce to, co chcemy aby przedstawiał. Osobiście polecam jesienne drzewa. Ziemniaki z pomocą osoby dorosłej przekrawamy na pół i wycinamy stempelki – najlepiej w kształcie liści bądź kasztanów. Stempelek powinien zajmować jak największą część ziemniaka. Należy pamiętać, że część wystająca odbije się na kartce, a część wycięta nie. Malujemy stempelki wybranym kolorem i odbijamy na kartce. Jeśli chceKącik dziecięcy

26


my zmienić kolor stempelka-liścia, wystarczy umyć ziemniaka pod bieżącą wodą. Po wykonaniu dzieła widoczek możemy przymocować do tablicy korkowej albo za pomocą magnesów do lodówki. Ziemniaki można przechować na następny dzień. JESTEM WIATREM Do zabawy potrzebujemy kolorowych piórek, które możemy dostać w sklepach z zabawkami bądź w sklepach papierniczych. Zabawę tą możemy zorganizować zarówno na powietrzu jak i pomieszczeniu zamkniętym. Ważne jest, aby wykonywana była gdzieś, gdzie nie dochodzi inne źródło przeciągu. Tak, aby nie zakłócało zabawy. Która polega na utrzymaniu w powietrzu jak najdłużej piórka przy pomocą dmuchnięć. Wygrywa osoba, która najdłużej utrzyma swoje piórko w powietrzu. OWOCE W KAJMAKU I CZEKOLADZIE Chociaż jedzenie nie jest zabawą, to już samo przyrządzanie TAK! Zwłaszcza jeśli chodzi o smakołyki, które dzieci uwielbiają. Jesień to pora gruszek i  jabłek i to je najbardziej polecam do wykorzystania w przepisie. Jednak równie smacznie można wykorzystać śliwki, banany czy ananasy – wszystkie te owoce, które akurat możemy kupić. Co poza owocami będzie nam potrzebne? • Pomoc mamy, taty – kogoś starszego.

27

Kącik dziecięcy

• Mleczna czekolada, paczka cukierków krówek (12-15 sztuk) • Mleko, margaryna lub masło, cukier wanilinowy • W zależności od upodobań: wiórki kokosowe, kolorowa cukierkowa posypka, zmielone orzechy lub migdały • Patyczki do szaszłyków Owoce obieramy ze skórek, kroimy na spore kawałki i nabijamy po jednym kawałku na patyczek. Cukierki krówki przekrawamy na połówki, wrzucamy do rondelka, dodajemy niecałą szklankę mleka, cukier wanilinowy i 2 łyżki margaryny. Aby cukierki się rozpuściły, a masa zgęstniała potrzebujemy powyżej 20 minut. Przez cały ten czas masę należy mieszać aby się nie przypaliła. Podczas, gdy masa jest jeszcze ciepła, należy zamoczyć owoce nabite na patyczki w masie i posypać je dodatkami. Czekoladę rozpuszczamy w szklance mleka. W  zależności od upodobań możemy dodać do niej cynamon, kardamon lub inne dodatki. Po rozpuszczeniu czekolady podobnie jak w przypadku masy kajmakowej – należy od razu zamoczyć w niej owoce. Po zamoczeniu owoców w masach można je od razu zjadać lub odłożyć na talerzyk aby polewy stężały na owocach. Kiedy masy trochę ostygną, talerze można wstawić do lodówki. Ten deser na pewno poprawi humor nie tylko dzieciakom, ale i dorosłym.

fot.: © Laure.C - Fotolia.com


Asia Flasza

A TRIBUTE TO... Kiedy dowiedziałam się, że tematem kolejnego numeru będzie wszystko, co związane z gotowaniem, nie było mi szczególnie do śmiechu. Gdybym miała do siebie więcej dystansu, mogłabym na przykład opowiedzieć czytelnikom o tragicznych początkach mojej znajomości z bezami. Wszystkie bez wyjątku przypominały meduzy, które napotkały na swej oślizgłej drodze życiowej ponaddźwiękowy pociąg z Santiago De Compostela. Mogłabym przekuć w komiczny felieton porażkę poniesioną kilka dni temu, gdy kompletnie spaliłam paczkę popcornu do mikrofalówki, którego przygotowanie już w przedszkolu opanowała moja młodsza siostra. Tu cenna wskazówka: nawet jeśli robisz perfekcyjny tort szwarcwaldzki, a twoje biszkopty nigdy nie opadają, nie zwalnia cię to z obowiązku czytania instrukcji na opakowaniu. Nawet chcąc zachować twarz i nie kompromitować się tymi żałosnymi scenami z własnego życia, mogłabym użyć licznych przyfot.: © NinaMalyna - Fotolia.com

padków z kuchennej kariery mojej mamy i  nadal błyszczeć dowcipem. Co więcej, ponieważ moja rodzicielka kompletnie ignoruje moją, ahem,  prężną działalność literacką, mógłby mi taki postępek ujść płazem. Ponieważ jednak: a) za grosz nie mam dystansu do siebie i nie umiem obracać w żart kulinarnych (ani w ogóle żadnych) katastrof, b) moja mama nadal od czasu do czasu gwarantuje mi nocleg ze śniadaniem, co skłania mnie do wyjątkowej solidarności z nią i nie zamierzam absolutnie nikomu mówić, jak bardzo nie polubiła się z nowym piekarnikiem. NAPRAWDĘ się nie polubiła. W obliczu takiej posuchy w dziedzinie ciekawych tematów na artykuł, nie pozostało mi nic innego, jak wykonać klasyczny back to basics i powrócić do korzeni. Prawdopodobnie nigdy nie rozpatrywałabym gotowania jako hobby, gdyby nie kilka kobiet, których blogi zaczęłam śledzić wyłącznie z uwagi na treść i walory literackie, a skońFelieton

28


czyłam na gotowaniu i pieczeniu według przepisów na nich zawartych. Kolejny dowód na to, że czytanie przy jedzeniu nie jest złym nawykiem, wręcz przeciwnie, powinno się je promować. Zatem, niczym przeciętna gwiazdka estrady wyłoniona w ramach muzycznego show, która kompletnie nie ma pomysłu na własny materiał, przedstawiam A tribute to, czyli bez kogo nigdy nie kupiłabym swojej pierwszej tortownicy. 3. Jessica z howsweeteats.com. Poznana dzięki społeczności utworzonej przez bloggerkę, kryjącą się pod numerem 1., od razu podbiła moje serce i będę naprawdę szczerze zdziwiona, jeśli kiedyś okaże się, że jednak nie jesteśmy bliźniaczkami, rozdzielonymi tuż po urodzeniu. Zanim poświęciła się na pełny etat kulinarnemu blogowi i światu jedzenia w ogóle - jej książkę kucharską będzie można kupić w przyszłym roku - pracowała jako trener osobisty. Zmieniała ludzkie życia na lepsze i lżejsze, czego dowody możemy znaleźć we wczesnych wpisach. A skoro zrobiła dla ludzkości tyle dobrego, postanowiła wyrównać rachunek, aby nie zaburzać równowagi w przyrodzie i obecnie trudni się postowaniem Przepisów. Wielka litera nie jest przypadkowa: Jessica nie cierpi warzyw (!), więc na blogu znajdziemy potrawy z gatunku mięso+węglowodany+ser i, kontrastowo, czekolada+nutella+masło orzechowe. Mam nadzieję, że nie poleca swojego bloga byłym podopiecznym, cała ich dieta i ćwiczenia z pewnością pójdą na marne, choćby od samego oglądania publikowanych tam fotografii. Co więcej, małżonek autorki mógłby jeść potrawy z kurczaka przez okrągły rok, jedynie od czasu do czasu przegryzając stekami. Wszystko wskazuje na to, że Jessica dowiedziała się, jaki jest mój ideał mężczyzny i ukradła jego chodzącą realizację. Kobiety są podłe. 2. Dorota z mojewypieki.com. Tak jak Gurow, podstarzały playboy z „Damy z pieskiem” Czechowa, który moskiewskich gazet nie czytywał z zasady, ja z zasady nie czytuję polskich blogów. Obecnie mam już w zakładkach kilka nielicznych wyjątków od tej reguły, jednak jeszcze kilka lat temu był on tylko jeden. Za to jaki! Polka mieszkająca w Walii, skromna, konkretna i zawsze pomocna bloggerka, autorka książki kucharskiej ze słodkościami (kolejna już w przygotowaniu). Osobiście uważam Moje Wypieki za fenomen wśród polskich blogów. Nie ma tu pseudoartystycznej atmosfery, na którą mam dość silną alergię, a którą uparcie propagują domorosłe kuchenne czarodziejki. Jeśli szukam przepisu na krem, który dobrze zniesie upały, to szukam przepisu na taki właśnie krem, BEZ dodatku romantycznej historii o tym, jak z ciastem przełożonym takim kremem autorka ścigała Bogu ducha winnego i kompletnie nieświadomego nadciagającego nieszczęścia ukochanego przez pół Europy, by wreszcie połączyć się z nim na wieki w słonecznej Prowansji, ze stadkiem owiec beczących w rytm marszu Medelssohna w tle. Jest za to fachowa pomoc – komen29

Felieton

tarze są regularnie czytane, a  problemy w nich zawarte rzetelnie rozwiązywane. Nie znajdziemy tu rażących kwiatków językowych, zdjęć robionych pilotem od telewizora ani szaty graficznej dominującej nad treścią i prezentującej wyłącznie wybujałe ego twórczyni. Każdy przepis pochodzący z MW, jaki realizowałam w zaciszu własnej kuchni, udawał się. Pozwolę sobie powielić znaczek jakości z popularnego „pisemka” dla gospodyń domowych – testowała redakcyjna kucharka! Posiadacze smartfonów mogą pobrać aplikację ze wszystkimi przepisami dostępnymi na blogu, aby zamiast zalewać sobie roztopionym masłem klawiatury komputerów, zalewali sobie nim ekrany dotykowe telefonów. Nawet pośród komentujących panuje miła, jak na polskie standardy, atmosfera. O ile mnie pamięć nie myli, jak dotąd największe oburzenie wywołało użycie czerwonego barwnika w Red Velvet Cake. Najwyraźniej ciasta powinny się czerwienić w sposób naturalny – może ze wstydu za piekących? A także spodu z pokruszonych ciastek w Kopcu Kreta. Sugerowałabym delikatnie nie publikować nigdy przepisu, który wymagałby zabarwienie spodu z pokruszonych ciastek na czerwono. Co wrażliwsze czytelniczki mogłyby zemdleć, widząc takie herezje… 1. Ree z thepioneerwoman.com. Gdyby kilkanaście lat temu ktoś  powiedział Ree, że wyjdzie za kowboja, urodzi mu czwórkę dzieci, przestanie nosić szpilki i będzie żyła z dala od cywilizacji, zostałby wyśmiany. Tymczasem wszystkie te proroctwa okazałyby się prawdą. W dodatku autorka, szerzej znana jako Pioneer Woman, stworzyła nie tylko bloga kulinarnego, gdzie nie uznaje się istnienia słowa ‘dieta’. Jej strona łączy w sobie również osobiste wyznania, porady na temat prowadzenia domu i ogrodu, samodzielnego kształcenia dzieci. Ponadto przepisy Ree były osnową dla stworzenia społeczności Tasty Kitchen, gdzie zarówno słynne bloggerki, jak i szare, anonimowe czytelniczki dodają swoje przepisy i wymieniają się radami. Last but not least, jesienią w księgarniach ukaże się  jej trzecia książka kucharska, a program kulinarny, któremu przewodzi, można oglądać w amerykańskiej telewizji. Oprócz ‘prozy spożywczej’, Pioneer Woman wydała również serię książek dla dzieci, których głównym bohaterem jest jej obłędnie uroczy basset Charlie oraz romantyczną powieść opisującą historię miłości do męża, znanego pod pseudonimem Marlboro Man. Ree jest osobą, która nieustannie mnie zawstydza – nie mam ani czwórki dzieci, ani rancza, ani programu telewizyjnego. Nie mam nawet basseta, a mimo to wszystko robię na ostatnią chwilę i notorycznie brakuje mi czasu. Podejrzewam, że kluczem do sukcesu jest poślubienie kowboja i serwowanie mu steków, a reszta jakoś sama się ułoży.


P

A

T

R

O

N

A

T

Y

„W matni” Stefania Jagielnicka-Kamieniecka Szpiegowana przez bezpiekę wraz z  synem ucieka za granicę. Czy zdoła ocalić siebie i swoją rodzinę? Niezwykła powieść o walce, nadziei. O życiu. w księgarniach końcem września .

„Okno” Marika Krajniewska Każdy z nas ma swoje okno. Na świat, na ludzi, na życie. Zajrzyj przez okno. Otwórz je. Znajdź to, czego inni nie odnajdą. Najnowszy zbiór opowiadań Mariki Krajniewskiej. w księgarniach końcem września .

Patronaty

30


1

2

Z K SI Ą ŻK Ą W K U CH NI 3

4

Każdy, kto lubi gotować i eksperymentować w kuchni, na pewno ma swoją kulinarną biblię, z której często korzysta albo czerpie z niej inspiracje. Zwykle oprócz książki kucharskiej, w kuchni potrzebuje kilku rzeczy, by wyczarować smaczne potrawy. Dla jednych będzie to lampka wina, dla innych cichutko grające radio, odbierające ulubioną stację. My natomiast zaproponujemy wam zestaw idealny, który pozwoli na długie godziny zaszyć się w kuchni. 1. Ulubiona książka kucharska z najsmaczniejszymi łakociami, które można przyrządzić, choćby od zaraz, poprawi humor. Piękne zdjęcia i aromat unoszący się przy łączeniu składników, to nieodzowny element umilający gotowanie. 2. Stojak na książkę kucharską ułatwi korzystanie z przepisu, uniemożliwi przewracanie się kartek. 3. Fartuszek ochroni kucharza przed poplamieniem ubrania. A ciekawy fason sprawi, że poczuje się w nim ładnie.

6

5

4. Radio umili długie godziny stania w kuchni. W rytm muzyki łatwiej będzie siekać produkty czy zagniatać ciasto. 5. Ręczniki papierowe szybko wchłoną rozlane ciecze. Prędko pozbędziemy się niechcianych zabrudzeń na blacie.

7

8

6. Ostry nóż przyspieszy pracę i sprawi, że krojenie będzie w kuchni dość komfortową czynnością. 7. Deska do krojenia, która pozwoli ochronić kuchenne blaty, będzie w sam raz. Może być drewniana, plastikowa. Dzięki niej wygodnie pokroimy potrzebne składniki. 8. Przyprawy i zioła nadadzą potrawom niesamowitego smaku.

31

Niezbędnik mola

fot.: Fotolia.com


A gnieszka Pohl

AGNIESZKA POHL

Druga strona życia Julia leżała na dywanie w ciemnym pokoju zamroczona alkoholem. Ba, nawet zalana w trupa, dodatkowo odurzona jakimiś prochami. Byle dużo, byle zapomnieć. Nieudane małżeństwo i utrata pracy. To wszystko przez ten cholerny nałóg. Wszystko! Całe życie legło w gruzach. Chyba nadszedł czas opamiętania. I taki czas nadszedł, bo jest o co walczyć, o dziecko, pracę. Przed Julią nowe wyzwania, nowe życie. Kolejna zmiana, którą zafundowała sobie w życiu, która może wreszcie wróży coś dobrego. Jednak istnieje ryzyko, że znów zatraci się w pracy, albo co gorsza w nałogu. Ambicja bywa zgubna. Dążenie po trupach do celu też bywa niebezpiecznie. Przez nie można zapomnieć o bardzo ważnych sprawach, o odebraniu dziecka z przedszkola czy zrobieniu ważnych badań, które mogą decydować o wszystkim. Praca wydaje się być lekiem na nałóg. Ale chyba jedynie pozornie. Ona może znowu wszystko wywrócić do góry nogami. Cała reszta ponownie musi być jej podporządkowana. Ile jeszcze można tak pociągnąć? Czy tak da się żyć w ogóle? Czy nic na tym nie ucierpi? Życie prywatne na pewno znowu gdzieś umknie. ilustr.: © Małgorzata Zimniak

Zresztą Julia chyba się do niego nie nadaje. Za dużo razy się sparzyła. Związki nie dają jej satysfakcji. Za to praca, a i owszem. W niej czuje się dobrze. W niej czuje się spełniona. To tam ją doceniają. Cenią jej zdolności jako dobrego detektywa. Detektywa, który sprawnie rozwiązuje zagadki. Działa metodycznie i trzeba przyznać, że bardzo logicznie. Trudne, czasem nawet beznadziejne sprawy, nie stanowią dla niej większego problemu. Julia Krawiec, pani śledcza do spraw całkowicie beznadziejnych. Ostatnia deska ratunku. Szkoda, że tylko w sprawach zawodowych jest niezastąpiona. W życiu osobistym ponosi same porażki. Czy uda jej się to wszystko zmienić? Chyba nic tak od ręki nie można zmienić. Ale trzeba walczyć o jutro i tej zasady Julia się trzyma. Ja trzymam za nią kciuki i za jej lepsze życie. Bo dzięki „Uśpieniu” Marty Zaborowskiej czytelnicy ją pokochali. Może ukaże przed nami swoje kolejne oblicze, w drugim tomie? Zobaczymy. Powieść „Uśpienie” Marty Zaborowskiej stanowi przyczynek do stworzenia portretu słynnej pani detektyw, widzianej oczami czytelnika. Kupa trupa

32


KULINARNIE

33

Obiektywnie

fot.: Fotolia.com



Obsesje nr 4/2013