Page 1

Magazyn dla otwartych na literaturę i smaki

PRZYJACIEL

Nr 1/2015 (11)

ISSN 2353–6594

PIKNIK

WIELKANOC PROZA POEZJA FELIETONY


MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI: reklama@magazynobsesje.pl

REKLAMA

2


REDAKTOR NACZELNA Agnieszka Pohl

WSPÓŁPRACOWNICY Aurora Danuta Baranowska Joanna Matyjek Maciej Zborowski Monika Denkiewicz Patrycja Cieślowska

REDAKCJA I KOREKTA ,Agnieszka Grabowska, Ramona Smieszek

SKŁAD Agnieszka Pohl

MAGAZYN W INTERNECIE  http://magazynobsesje.pl  /MagazynObsesje  /MagazynObsesje

W NASTĘPNYM NUMERZE Optymizm

WYDAWCA STUDIO WYDAWNICZE „ZAKLĘTY PAPIER” Agnieszka Pohl ul. Henryka Pobożnego 10/6 58–100 Świdnica Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, zastrzega sobie prawo redagowania nadesłanych tekstów oraz nie odpowiada za treść zamieszczanych reklam.

Ilustracja na okładce: © lms_lms - Fotolia.com

KONTAKT Z REDAKCJĄ  redakcja@magazynobsesje.pl

KONTAKT W SPRAWIE REKLAMY I PR

ZAKLĘTY PAPIER

Klaudia Maksa  reklama@magazynobsesje.pl

3

STOPKA REDAKCYJNA


W NUMERZE SŁÓW KILKA Drodzy Czytelnicy......................................................5 O NAS O nas............................................................................6 NA ŚWIECIE Przyjaźń z Czechami..................................................7 SUBIEKTYWNY WYBÓR Przyjaźń ze sprawiedliwością................................. 8 PODRÓŻE Niewzykła przyjaźń................................................ 11 FELIETON Co dwie głowy, to nie jedna – o przyjaźni i

LITERACKO Wartość przyjaźni...................................................30 konkurs literacki...................................................... 32 KUPA TRUPA Kudłaty przyjaciel................................................... 34 ZDROWY TALERZ Europejskie święta.................................................. 37 TEMAT NUMERU Przyjaciela poznaje się w biedzie....................... 39 PORADNIA JĘZYKOWA Surówka czy sałatkaew......................................... 43 POETYCKO

różnych perypetiach............................................ 14

Limeryk..................................................................... 44

Brutalna prawda o przyjaźni................................. 16

Gościnnie.................................................................. 45

Skrzydła przyjaźni..................................................... 19 MAGIA WSPOMNIEŃ Przyjaźń na śmierć i życie.................................... 21 WYWIADY Bardzo w stylu Valerii............................................. 22 PYSZNIE NA TALERZU

NA ŚWIĄTECZNYYM STOLE Wielkanocny stół.................................................... 54 NIEZBĘDNIK MOLA Piknik z przyjacielem.............................................. 59 OBIEKTYWNIE Wiosennie................................................................ 65

Batoniki morelowo-migdałowe........................... 26 Cynamonowo-waniliowy jabłecznik................... 28

W NUMERZE

4


Drodzy Czytelnicy!

Z ogromną przyjemnością oddajemy w Wasze ręce najnowszy numer. Wiosenny, wypełniony po brzegi przyjaźnią. Jeśli macie ochotę dowiedzieć się, jakie postaci mogą skraść Wasze serca, jakie zwierzę może stać się Waszym przyjacielem i co warto przygotować sobie do jedzenia, koniecznie musicie zajrzeć do środka. Nie możemy jednak zapomnieć, że już za chwilę święta. Z tej okazji życzymy Wam dużo słońca, witaminy D, które poprawią Wam humor oraz zdrowia. Niech ten wielkanocny czas przyniesie Wam mnóstwo spokoju i cudownych chwil w gronie najbliższych. Smacznego jajka życzy Redaktor naczelna Agnieszka Pohl

5

SŁÓW KILKA


O NAS  Maciej Zborowski

 Joanna Matyjek  http://odczarujgary.pl

Ur. 30.04.1986 absolwent filologii polskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Krośnie. Autor tekstów piosenek oraz tworów wierszo– i limerykokopodobnych zebranych w czterech tomikach poezji. Pasjonat muzyki, śpiewu i informatyki Dziennikarz hobbysta. Rozmiłowany w smakach kuchni włoskiej.

 Monika Denkiewicz

 Anna Ziniewicz

 Klaudia Maksa

 Danuta Baranowska

Z zawodu i pasji jest ogrodnikiem. Jej marzeniem jest własny ogromny ogród z najpięknieszymi i ciekawymi roślinami Świata. Lubi gotować i jeść. Uwielbia aktywne podróże, dobre książki, seriale komediowe, wzruszające filmy, energiczną muzykę, ale najbardziej spędzać czas mężem i przyjaciółmi. Nawet na krótki spacer zabiera ze sobą aparat - fotograf amator. Na codzień zwariowana, uśmiechnięta i pełna życia Polka mieszkająca w okolicach Londynu.

wykształcenia pedagog. Zawodowo zajmuje się terapią logopedyczną. Prowadzi także zajęcia z języka francuskiego dla dzieci dyslektycznych. W wolnych chwilach uprawia szeroko pojęte dziennikarstwo. Permanentnie obserwuje ludzi i uczy się. Nierzadko na własnych błędach, choć uważa, że każdy z nich jest potrzebny do samorozwoju. Amatorka dobrych książek, kotów i zdrowej kuchni. Prowadzi blog z poradami dla kobiet Co to ja dzisiaj miałam.

 Aurora  http://www.blogczekolady.pl

 Patrycja Cieślowska  http://www.z-pamietnika-dietetyka.pl

Indiana i Bridget Jones w spódnicy. Blogerka i felietonistka rozkochana w czekoladzie – jej smaku, historii i tym, co można z niej wyczarować w  kuchni. Prowadzi warsztaty, produkuje trufle, a w wolnych chwilach planuje otwarcie własnej czekoladziarni. Jej misją jest znalezienie idealnej receptury na ciasto czekoladowe oraz miłość.

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Niepoprawna optymistka, w życiu kieruje się mottem: If you can dream it, you can do it. Nie istnieją dla niej rzeczy niemożliwe, doskonale wie, czego chce i sukcesywnie do tego dąży. Jej największą miłością są podróże za jeden uśmiech, dzięki nim czuje się szczęśliwa i wolna od wszelkich ograniczeń. Pomiędzy wyprawami eksperymentuje w kuchni, czego efekty regularnie publikuje na blogu.

O NAS

6


PRZYJAŹŃ Z CZECHAMI  Agnieszka Pohl  Materiały prasowe Czy przyjaźń z Czechami jest możliwa? Ależ oczywiście! Na pewno warto zaprzyjaźnić się z czeskimi pisarzami, którzy swoim charakterystycznym stylem wabią czytelników – zyskując tym samym rzesze wiernych fanów.

Evžen Boček w Ostatniej Arystokratce daje nam poznać się jako dowcipny autor, który sprawia, że czytelnik traktuje tę lekturę jako remedium na smutki. Odbiorca zachwyca się tekstem, ociera łzy ze śmiechu. Relaksuje się i zapomina o trudach dnia codziennego. To idealne lekarstwo na chandrę. Oprócz humoru Ostatnia Arystokratka przepełniona jest absurdalnymi sytuacjami. Cała powieść okazuje się być krzywym zwierciadłem, w którym możemy obserwować ekscentryczną, arystokratyczną rodzinę, która nie potrafi sprostać wymaganiom, jakie odgórnie nakłada na nich ich status w społeczeństwie. Ten charakterystyczny, czeski styl można albo pokochać, albo znienawidzić. Ale powiedzcie sami, czy taki wesoły, komiczny przyjaciel nie byłby wprost wymarzony? Czy jest ktoś, kto chciałby zawiązywać bliższe relacje z ponurakiem, który wszystko widzi w ciemnych barwach? Chyba nie ma. Lepiej zatem pokochać tego autora, jego proza może pomóc uleczyć naszą depresyjną naturę. A przynajmniej niech stanie się on naszym dobrym znajomym, z którym przyjemnie usiąść w fotelu, napić się kawy i podelektować komicznymi wydarzeniami, przy których ze śmiechu może nawet rozboleć nas brzuch.

7

NA ŚWIECIE


PRZYJAŹŃ ZE SPRAWIEDLIWOŚCIĄ  Agnieszka Pohl  Materiały prasowe Nie od dzisiaj połykamy historie kryminalne, czy prawnicze thrillery, które wciągają i nie dają czytelnikowi spokoju.

SŁODKICH SNÓW, ANNO JOANNA OPIAT-BOJARSKA FILIA, 2014

Czytelnikom serca kradnie Anna Rogozińska, dziennikarka śledcza, która wnikliwie bada każdą sprawę. Nie daje ich zamieść pod dywan i nie daje się zwieść nieprzyjaciołom. Choć nie zawsze uda się jej uniknąć kłopotów. Nie spocznie, dopóki nie pozna prawdy. Dziennikarka w hhdla zawodowych celów jest w stanie poświęcić naprawdę wiele. Nawet starą znajomość. Dawną przyjaźń będzie potrafiła wykorzystać bez skrupułów, aby rozwiązać kryminalną zagadkę. Kryminalna historia, mocno osadzona w obyczajowych realiach, pokazuje postać Anny Rogozińskiej w codziennej rzeczywistości. Jedynie sprawy, które prowadzi, wydają się być nadzwyczajne. Chociaż po głębszym zastanowieniu można dojść do wniosku, że wcale nie są takie abstrakcyjne – mogą się wydarzyć. Jednak sprawiedliwości musi stać się zadość. Winny musi być ukarany, a ofiara uwolniona od kolejnych przykrych zdarzeń. Przyjemna, pierwsza część cyklu kryminalnego o dziennikarce poświęcającej się swojej pracy, zapewni rozrywkę na kilka godzin, urozmaici weekend. Pewnie jest to bardziej kobieca historia, choć panowie podczas lektury też mogą się dobrze bawić. Nie zwlekaj! Sięgnij po przygody Anny i delektuj się dobrze poprowadzoną intrygą. SUBIEKTYWNY WYBÓR

8


KASACJA REMIGIUSZ MRÓZ CZWARTA STRONA, 2015

T ym razem możecie poznać idealną parę. Adwokatka z doświadczeniem, Joanna Chyłka i młody, jeszcze dobrze niezaznajomiony z zawodem Kordian Oryński – obydwoje bronią bandytów. Działają w imieniu prawa, chociaż dla nich prawda i sprawiedliwość to pojęcia względne. W Kasacji nie znajdziecie tła obyczajowego, ważniejsza jest rzeczywistość w największej kancelarii prawniczej. Intrygi, wartości panujące w świecie prawników, napięcie i świat przestępczy to najistotniejsze elementy fabuły. Dwie cudownie charyzmatyczne postaci, którym czytelnik kibicuje już od pierwszej strony, przekopują stos papierów, badają sprawę, aby zwyciężyć w sądzie. Ta historia zabierze Was w szaleńczy pościg z czasem. Pozwoli stoczyć zaciekłą walkę z przestępcami. Sprawi, że nie spoczniecie, dopóki nie poznacie prawdy i ostatecznego rozwiązania sprawy. Tę powieść połyka się szybko, bez możliwości zatrzymania się przed ukończeniem pościgu. I po lekturze nie pozostaje Wam nic innego, jak tylko czekać na kolejny tom, który ma szansę ujrzeć światło dzienne. I mamy nadzieję, że długo nie będziemy musieli czekać na sequel.

9

SUBIEKTYWNY WYBÓR


Na ksiazka-od-kuchni.blogspot.com znajdziesz mnóstwo potraw książkowych, specjalnie doprawionych przez Agnieszkę – autorkę blogu.

Agnieszka jest studentką filologii polskiej. Swoją pasją do książek dzieli się na blogu, którego tworzy od 2012 roku. Nie pogardzi kryminałem, reportażem czy fantastyką. Między innymi zachęca do lektury Tożsamości Rodneya Cullacka Przemka Angermana: Polecam tym, którzy szukają ciekawej fantastyki. Książka ma wątki sensacyjne, filozoficzne i miłosne, na pewno znajdziecie coś dla siebie.*

* http://ksiazka-od-kuchni.blogspot. com/2014/11/tozsamosc-rodneya-cullacka-przemek.html

Przepraszamy Autorkę bloga za błąd, kóry wkradł się w poprzednim numerze Obsesji. Podaliśmy błędny adres bloga. Podany powżej z całą pewnością jest już poprawny. Redakcja


NIEZWYKŁA PRZYJAŹŃ  Danuta Baranowska  Danuta Baranowska

Przyjaźń to wspaniałe uczucie, którego definicję w prosty sposób podaje Słownik Języka Polskiego: „bliskie, serdeczne stosunki z kimś oparte na wzajemnej życzliwości, szczerości, zaufaniu, możliwości liczenia na kogoś w każdej sytuacji”, ale w rzeczywistości trudno jest odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest przyjaźń. Każdy człowiek odczuwa i rozumie inaczej to szlachetne uczucie, o którym w życiu, w literaturze, w piosenkach powiedziano już niemal wszystko. Ja jednak dzisiaj opowiem o innej przyjaźni. O przyjaźni człowieka i słonia takiej, co to… na śmierć i życie W czasie mojej podróży po Tajlandii trafiłam do cudownego miejsca, znajdującego się kilkadziesiąt kilometrów na północ od Chiang Mai – do ośrodka dla słoni, gdzie schronienie znajdują słonie okaleczone, chore, stare i takie, które z jakichś powodów nie mogą żyć na wolności. Znajdują tam doskonałą opiekę, pomoc lekarską, miłość, a przede wszystkim – radość z życia. To położony nad rzeką, wśród dżungli – Elephant Nature Park (ENP). hhh 11

Stałam na brzegu, obserwując po drugiej stronie rzeki niewielkie stadko słoni. Słonie zaczęły powoli schodzić ze stromej skarpy i po chwili ich ogromne stopy zanurzyły się w wodzie. Majestatyczne zwierzęta, nic sobie nie robiąc z głębokości, przechodziły w bród rzekę, żeby zagłębić się w dżunglę. Słonie szły spokojnie jeden za drugim, nie zwracały zupełnie uwagi na odgłosy wokół. Po chwili zniknęły za zasłoną zieleni. Nagle moją uwagę zwrócił jakiś dźwięk. Nieopodal na niewielkiej polanie ujrzałam starszego człowieka, obejmującego trąbę wielkiego słonia. Taj mówił coś do niego, a słoń schylając głowę, sprawiał wrażenie, iż rozumie słowa opiekuna. Z zaciekawieniem zbliżyłam się do niezwykłej pary. Człowiek uśmiechnął się, a słoń zabawnie zagulgotał. Wyglądało to zupełnie jak powitanie. Zapytałam, czy mogę dotknąć szarego olbrzyma. Uzyskałam zezwolenie i z wielką nieśmiałością pogłaskałam zwierzę po wysuwającej się w moim kierunku trąbie. – Mam na imię Lau, a to jest Krys – mój przyjaciel – kornak przedstawił siebie i swojego PODRÓŻE


PODROŻE

12


zwierzaka. Przyjaciel? – zapytałam. – Tak, wielki nienia orchidei. A ja bardzo lubię storczyki i lubię przyjaciel. To długa historia, chcesz posłuchać? – je malować. Rozstawiłem sztalugi, wymieszałem odpowiedział Taj. farby i zacząłem malować przepiękny różowoUsłyszałam niesamowitą opowieść, która po- -biały kwiat rosnący obok na drzewie. Nie zwrózostanie na zawsze w mojej pamięci. ciłem uwagi na to, że Krys jest niespokojny, że – Wychowuję Krysa od małego dziecka. Jego porykuje i kiwa głową na boki. Tak postępują słomatka zginęła na ryżowisku z rąk kłusownika. nie, które wyczuwają niebezpieczeństwo. Teraz Parę lat temu szedłem z Elephant Nature Park już wiem, że chciał mnie ostrzec przed jadowitym do wsi, kiedy w zaroślach usłyszałem ni to płacz, wężem, leżącym na gałęzi. Niestety, nie zauwani to pojękiwanie, zupełnie jakby ktoś się skar- żyłem tego gada. Wąż błyskawicznie zaatakował. żył. Powoli zbliżyłem się do zielonej ściany traw Ugryzł mnie w rękę. Wystraszyłem się ogromnie, i ujrzałem straszliwy widok. W kałuży krwi leżała wąż zsunął się na ziemię, ale nie zdążył daleko odmartwa słonica, a tuż obok kręcił się, cicho na- pełznąć. Krys zabił go jednym uderzeniem potężwołując, mały słonik. Wiedziałem, że nie poradzę nej stopy. Byłbym pewnie już tam został w dżunsobie sam. Dzieciak ważył pewnie ze sto pięć- gli. Zaczęło mi się kręcić w głowie, osunąłem się dziesiąt kilogramów. Rozejrzałem się wokół, czy bez sił na ziemię. Nie pamiętam, kiedy i jak znagdzieś nie kryje się inna słonica. Słonie z regu- lazłem się w szpitalu. Potem opowiadano mi, że ły żyją w stadzie i kiedy jedna matka ginie, inne słoń z przeraźliwym rykiem przybiegł do ośrodka, przygarniają osierocone słoniątko. Niczego jed- trąbą złapał pierwszą napotkaną osobę za rękę nak nie zobaczyłem. Słonik był sam. Powoli zbli- i pociągnął za sobą. Weterynarz (bo tą napotkaną żyłem się do zwierzęcia. Maluch spojrzał na mnie osobą był lekarz weterynarii) zrozumiał, że stało załzawionymi oczami i żałośnie ryknął. Wyjąłem się coś złego. Kiedy dotarli do mnie, byłem już z torby wiązkę trzciny cukrowej, dałem odrobinę nieprzytomny. Lekarz natychmiast naciął ranę. słoniowi i kusząc go, powoli ruszyłem do ośrodka. Ale jad krążył w organizmie. Dobrze, że szczątki Po kilku dniach słoń zadomowił się w ENP. Ale węża leżały obok. Wiadomo było, jaki gad mnie nie przepadał za towarzystwem innych zwierząt. ukąsił. Na szczęście okazało się, że potrzebna suChodził za mną jak piesek. Nazwałem go Krys i on rowica znajdowała się w ENP. Tak to słoń uratozaczął reagować na swoje imię. Słonie są bardzo wał mi życie. Kocham go bardzo i wiem, że i on mądre, zapamiętują wiele, a może wszystko i na darzy mnie miłością i przyjaźnią. Tylko przyjaciel zawsze. Pamiętają, kto zrobił im krzywdę lub kto potrafi słuchać tak, jak słucha moich słów Krys. jest dla nich dobry. On mnie traktuje jak matkę Okazuje radość i smutek, znosi czasami moje złe i przyjaciela. Może dlatego, że spędzam z nim sporo humory, potrafi delikatnym dotykiem trąby dodać czasu, karmię przysmakami, głaszczę i rozmawiam mi otuchy. Jesteśmy zawsze razem, na dobre i na z nim. Póki był mały, spaliśmy razem pod specjal- złe. Kiedy leżałem w szpitalu, Krys całymi dniami nie wykonaną dla nas wiatą. Potem stał się za duży wystawał na drodze prowadzącej do Chiang Mai. i w naszym domu został sam, ale ja wybudowałem W dniu mojego powrotu był bardzo niespokojny, tuż obok jego legowiska pomieszczenie dla siebie. ryczał, wyrywał krzewy wzdłuż drogi, a kiedy zbliCodziennie rano odbywa się rytuał śniadaniowy. żyłem się do ośrodka, wybiegł naprzeciw i donoKrys budzi mnie donośnym rykiem, zbliżając ko- śnym rykiem oznajmił swoją radość. Nie wiem, co niec trąby do okna. Dostaje porcję jedzenia, ale ja bym zrobił, gdyby Krysowi coś się stało. Jestem muszę jeść swój ryż siedząc tuż obok. Inaczej słoń już stary, nie mam rodziny. Krys to moja rodzina, nie będzie jadł. Kiedy idę do pracy z innymi sło- mój największy przyjaciel. niami, Krys idzie za mną. Potem spokojnie czeka Lau zamilkł, potem wstał, pożegnał się i powoli gdzieś niedaleko, aż skończę, żeby wspólnie zażyć odszedł ze swoim słoniem, cicho znikając za drzekąpieli w rzece. To dopiero jest zabawa! Słonie wami, gdzie głośno krzycząc, uwijały się kolorouwielbiają kąpiel, a Krys wręcz jest zachwycony, we ptaki. Może protestowały przeciw słoniowi kiedy szoruję jego wielki grzbiet. Największą fraj- depczącemu ich włości, a może nie mogły zrozudę sprawia mu możliwość polania mnie wodą pod- mieć zażyłości człowieka i bądź co bądź, dzikiego czas naszych zabaw w rzece. Często domaga się zwierzęcia. Oszałamiająco pachnące kwiaty, purpieszczot, czyli głaskania po trąbie albo jakiegoś purowe, żółte, pomarańczowe, znane i nieznane smakołyku, wtedy delikatnie kładzie mi trąbę na stanowiły kolorowy akcent wśród kipiącej zieleni, ramieniu i tak śmiesznie dmucha. Z wielką ochotą za której zasłoną zniknęła niezwykła para. zjada całe wiązki bananów, które tutaj rosną dziPrzez dłuższą chwilę spoglądałam w tamtym ko w dżungli. Kilka miesięcy temu mój przyjaciel kierunku i bezwiednie na usta cisnęły mi się słoudowodnił mi, jak bardzo jest do mnie przywią- wa Platona: „Prawdziwa przyjaźń jest nieskończozany. Poszliśmy razem do dżungli. Był okres kwit- na i nieśmiertelna”.

13

PODRÓŻE


CO DWIE GŁOWY, TO NIE JEDNA

– O PRZYJAŹNI I RÓŻNYCH PERYPETIACH  Patrycja Cieślowska  Patrycja Cieślowska

Czasami mam wrażenie, że ledwo się obejrzę, a za oknem bez większego uprzedzenia zmienia się aura. Jeszcze ostatnio szykowałam się do świąt Bożego Narodzenia i podsumowania roku, a tu już wiosna. Coraz dłuższe i cieplejsze dni są wybawieniem dla wszystkich zmarzluchów takich jak ja, ale może przejdźmy do rzeczy. Z końcem ubiegłego roku – tak jak już wspominałam – postanowiłam zrobić małe podsumowanie moich podróży, które nie zawsze przebiegały zgodnie z planem, ale za to dały mi dużo do myślenia, w szczególności jeśli chodzi o sferę przyjaźni i zaufania. W swoim życiu miałam okazję zobaczyć sporo fajnych miejsc, które może nie byłyby tak ekscytujące, gdyby nie przyjaciel u boku i chyba nawet nie wyobrażam sobie, by moje wyprawy przeżywać samotnie. Oczywiście lubię, gdy na mojej drodze pojawiają się nowi ludzie, o których zawsze będę pamiętać. Jednak bardziej cieszy mnie fakt, że zawsze mam przy sobie kogoś komu ufam i mogę powierzyć swój los – a i tak bywało. Zarówno rodzina, jak i przyjaciele są w moim życiu najważniejsi, cokolwiek by się nie działo, oni zawsze są przy mnie, by mnie wspierać. Dziękuję losowi, że dał mi coś tak ważnego, bo nie wiem, czy można być szczęśliwym, kiedy wokół brakuje ludzi, z którymi można dzielić się uśmiechem, ale też smutkami. Podróżując nauczyłam się wielu rzeczy, które ukształtowały moją osobowość, dlatego jestem dzisiaj silniejsza i wiem, że trzeba walczyć do końca. Co ważniejsze, dowiedziałam się, czym jest zaufanie, które podczas ekstremalnych wypraw stanowi dowód prawdziwej przyjaźni. Mierzenie się z problemami w ekstremalnych warunkach i do tego w pojedynkę? Myślę, że mogłoby wywołać gęsią skórkę, jednak mając przy sobie kogoś z kim można wspólnie zaplanować strategię działania, na pewno pomaga przetrwać trudne chwile. Do końca życia nie zapomnę sytuacji, kiedy będąc w Chorwacji, jeszcze przed jej wejściem do Unii Europejskiej – zostałam zatrzymana przez tamtejszą policję. Problemem okazały się moje dokumenty. Niestety, według pierwszych doniesień funkcjonariuszy, nie mogłam jechać dalej, czyli do Dubrovnika. Była to dla mnie, jak i mojej przyjaciółki straszna wiadoFELIETON

mość, bowiem byłyśmy tylko o krok od osiągnięcia celu. Przejechałyśmy tysiące kilometrów, by przed samą metą odpuścić? Powiedziałyśmy – nie! Czekała mnie, niestety „przejażdżka” z uzbrojonymi policjantami, przesłuchanie, a także wypełnianie wielu formalności. W rezultacie zostały odebrane mi dokumenty, które zastąpiono świstkiem papieru. Choć wydawało się to dziwne, pojechałyśmy dalej i dotarłyśmy do celu, ale była to tylko cisza przed burzą. Największym problemem okazał się powrót do kraju – na granicy odmówiono mi wjazdu na teren UE i skierowano do polskiego konsulatu, który znajdował się w Zagrzebiu. Z jednej strony nie było aż tak źle, bo akurat byłyśmy w okolicy, jednak z drugiej – był to piątek, godzina 23 i na dodatek – środek autostrady. Cóż mogłyśmy zrobić – poszłyśmy pieszo do najbliższej stacji benzynowej, by tam szukać transportu. Co prawda była ona oddalona o bagatela 5 kilometrów i wszędzie słychać było dziwne odgłosy zwierząt, ale nic dziwnego – po obu stronach był las. Jednak jakimś cudem udało nam przedostać się do stolicy Chorwacji, choć cała sytuacja bardzo nas zniechęciła do wszelkiej aktywności. W oczekiwaniu na nowe dokumenty, które mogłam odebrać dopiero w poniedziałek, musiałyśmy zmierzyć się z szarością miasta i tęsknotą za domem. Cała historia skończyła się amerykańskim happy endem, jednak nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie moja przyjaciółka. Wzajemnie się wspierałyśmy i walczyłyśmy o powrót do domu, każda chciała w końcu położyć się we własnym łóżku i zobaczyć bliskich. Mimo przeciwności losu, postawiłyśmy na swoim i po 11 dniach wróciłyśmy do Polski. Cała sytuacja z dokumentami i powrotem, była niczym koszmar, z którego w końcu mogłyśmy się obudzić. Morał z tego taki, że wspólnie łatwiej jest rozwiązywać problemy, dlatego warto otaczać się ludźmi, którym ufamy i darzymy ich przyjaźnią. Jak powiedział Ralph Waldo Emerson: „Potrzeba wielu lat by znaleźć przyjaciela, wystarczy chwila by go stracić”. Dlatego w pędzie życia czasami zatrzymajmy się i zastanówmy, na czym tak naprawdę nam w życiu zależy, bo zniszczyć coś jest łatwo, a odbudować – znacznie trudniej. 14


15

FELIETON


FELIETON

16


BRUTALNA PRAWDA O PRZY JAŹNI  Aurora  © Ljupco Smokovski - Fotolia.com  http://www.blogczekolady.pl/

Przyjaciel. Wysłucha. Pożyczy pieniądze. Przenocuje. Pocieszy. Da w pysk. Tylko, jeśli to ten prawdziwy przyjaciel. Co w piątkowy wieczór robi dziewczyna, której facet wyjechał gdzieś daleko na konferencję? Wzdycha do jego zdjęcia, jedną ręką ocierając łzę, drugą wkładając do ust łyżkę czekoladowych lodów? Być może… Taki teatr to jednak specjalność kobiet, które mają PMS albo nie mają pasji. Co prawda, czasem miewam to pierwsze, a i szczycę się trwałym posiadaniem drugiego. Mimo wszystko, gdy sama znalazłam się w takiej sytuacji, wybrałam najbardziej szczęśliwą z opcji na spędzenie tego wieczoru. Przyjaciółki. Urządziłyśmy więc babski wieczór. Brzmi groźnie? Cóż, prawdziwego św. Mikołaja poznać po brodzie, faceta po tym, jak kończy, a prawdziwego przyjaciela po tym, jak spędza z tobą czas. My nie wybrałyśmy się na dziki melanż. Ani nie upiłyśmy się słodkimi drinkami, które wchodzą jak soczek, tylko po to, by później z nas wyszły prawdziwe jędze. Nie zrobiłyśmy też sobie maratonu filmów romantycznych, ani nie poleciałyśmy do Disneylandu. Pojechałyśmy do taniej i znanej restauracji szybkiej obsługi. Phi! I to ma być przyjaźń?! Można było chociaż wybrać jakąś chińszczyznę na mieście… Można było. W tym wypadku, podobnie jak we wszystkich pozostałych, tło spotkania pozostałoby ważniejsze niż jego sedno… Tam, gdzie nie liczy się jedzenie, ani dobra zabawa, można spokojnie oddać się najważniejszemu – rozmowie. Zamiast przystawki w postaci chrupiących paluchów maczanych w oliwie z ziołami, raczymy się świeżymi lekkimi ploteczkami. Dopiero potem przychodzi czas na danie główne. Każda opowiada, co słychać u niej samej. W czym ta rozmowa różni się od spowiadania się mamie, informowaniu dawno nie widzianej ciotki albo nawet rozmowy kwalifikacyjnej, na której – o dziwo! – też takie pytania padają? Nie (do końca) chcę wiedzieć, ile wydała w tym miesiącu na jakiej marki ciuchy. (Prawie) nie interesuje mnie, czy aktualnie prowadzi remont domu, czy pracuje nad spłodzeniem potomka. Po kiego grzyba mi wiedza

17

o tym, czy dostała awans w pracy lub też wyjeżdża na wakacje do Pragi?! Zgoda. Te informacje są ważne. Ale ważniejsze od nich są emocje, jakie towarzyszą tym wszystkim wydarzeniom. I swobodnemu wylaniu tych emocji ma służyć spotkanie z przyjaciółkami. Czasem, pomimo że rzecz dzieje się w lokalu gastronomicznym, wręcz „wyrzyganiu” tych emocji. Podzieleniu się tym wszystkim, czym nie mam śmiałości ani ochoty dzielić się z nikim innym. Wszyscy wiedzą, co dzieje się u mnie. Ale co dzieje się we mnie, wie już tylko mój facet. A wie i doskonale rozumie tylko przyjaciółka. W końcu to też kobieta! A jednak ten ostatni fakt wcale nie predysponuje jej do tego, że będzie mi przyklaskiwać w każdej sytuacji i zawsze się ze mną zgadzać. Prawdziwa przyjaźń zakłada mówienie prawdy. Również tej brutalnej. Tej, której wcale nie chcemy słyszeć… O tym, że źle wyglądamy (niekoniecznie grubo!) albo jesteśmy z niewłaściwym facetem (niekoniecznie psychopatą!). Lub, że zrobiłyśmy się strasznie zołzowate i gadamy bzdury, jakbyśmy cały dzień były o kaszce na wodzie. Zawsze to lepiej usłyszeć nie od mamy, ciotki lub naszego faceta, ale właśnie od osoby, która też tak ma – od przyjaciółki. Dlatego, że ona też tak ma, jej gorzkie słowa nie mają nic wspólnego z wyśmiewaniem, obrażaniem lub krytykowaniem. I dlatego też jesteśmy w stanie je przełknąć. A po czasie nawet jej za to podziękować… Kurczę, jak mogłam być tak głupia, że wcześniej nie widziałam tego tak jak ona?! Choć nic nie zjadłyśmy, czujemy się syte. Choć sobie nie słodziłyśmy, wychodzimy uśmiechnięte. Choć jest późna noc, jesteśmy pełne energii. Dobrze jest wiedzieć, że na świecie jest ktoś, kto jest tak nieidealny jak my. Przyjaciół poznajemy nie w biedzie, nie w szczęściu, ale przy wspólnym stole, na którym wywalamy całą prawdę. I wspólnie jesteśmy w stanie ją strawić.

FELIETON


WIECZÓR NAD RZEKĄ ZDARZEŃ

Rafał Podraza

Ostatni i interesujący wywiad-rzeka z poetą piosenki.

PATRONATY

18


SKRZYDŁA PRZYJAŹNI  Monika Denkiewicz  © goodluz - Fotolia.com

„Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać” (Antoine de Saint-Exupéry).

Omal nie zapomniałam napisać tego tekstu. Taka już jestem, za dużo rzeczy chcę zrobić naraz i czasem niektóre wypadają mi z głowy. Moja niepamięć pokryła się z tematem felietonu, bo o tym, że trzeba znów dla Was napisać, przypomniał mi Przyjaciel. Kim jest? Tak jak w cytacie z nagłówka jest takim „cichym aniołem od zadań specjalnych”. Facetem, który pojawia się w moim życiu wtedy, gdy już wszystkie inne sposoby rozwiązania problemu, czy wyjścia z kolejnego, życiowego zakrętu, zawodzą. Taki McGywer, który potrafi przywrócić uśmiech na twarzy. Za chwilkę pewnie ktoś powie, że przyjaźń damsko-męska w rzeczywistości nie sprawdza się. Może jest w tym trochę racji. Faktycznie, granica między przyjaźnią a miłością jest czasami bardzo cienka. Jest jednak coś, co łączy te dwa typy relacji. Oba, aby zaistnieć, potrzebują środowiska wzajemnego zaufania i poczucia bezpieczeństwa. To jest najważniejsze. Jeśli czujemy się bezpieczni w relacji z drugim 19

człowiekiem, jeżeli mu ufamy i jesteśmy pewni, że nas nie zawiedzie, możemy nazwać go Przyjacielem. Od samego początku tekstu piszę słowo „przyjaciel” dużą literą. Robię to nie bez powodu. Przyjaźń znaczy dla mnie bowiem paradoksalnie znacznie więcej niż miłość. Dlaczego tak jest? Sama nie wiem, może to kwestia ilości zaangażowania potrzebnego do powstania trwałej relacji. Miłość ma wiele rodzajów. Jeśli nie chcemy się głębiej zaangażować, zakochać, zatracić, świadomie wchodzimy w takie związki, które oparte są na cielesności, a co za tym idzie, są ulotne. Niektórzy ludzie twierdzą nawet, że aby wejść w taką miłosną zażyłość, nie trzeba o drugiej osobie wiedzieć nic, poza tym, że zachowuje ostrożność, podyktowaną względami zdrowotnymi. Przyjaźń natomiast jest zupełnie inna. Aby zostać czyimś przyjacielem, należy spełnić masę nigdzie niezapisanych, a jednak niezwykle ważnych kryteriów. Mogłabym te zasady rządzące rodzeFELIETON


niem się przyjaźni między ludźmi nazwać warunkami. Nie zrobiłam tego, ponieważ według mnie nadrzędną cechą, czy właściwością przyjaźni jako relacji, jest jej bezwarunkowość. Zanim postanowimy o tym, że nazywamy daną osobę przyjacielem, nie oczekujemy wyciągu z jego rachunku bankowego, czy listy nieruchomości na całym świecie, których jest właścicielem. W przyjaźni szukamy tego, co wspólne. Ja najchętniej, a zarazem najczęściej. zaprzyjaźniam się z ludźmi o podobnej wrażliwości. Jeśli wzrusza, śmieszy i zadziwia nas podobnie pojmowane piękno świata, istnieje prawdopodobieństwo wystąpienia więzi, która przetrwa różne próby, jakie życie stawia na naszej drodze każdego dnia. Ktoś z Czytelników może za moment powie, że opisałam miłość. Nieraz bywa tak, że utrzymanie przyjaźni okazuje się znacznie trudniejsze, niż wytrwanie w tzw. związku romantycznym. Między tymi dwoma typami relacji międzyludzkich zachodzą bowiem często silne interakcje. Przyjaźń dwojga ludzi może być zależna od tego, czy są one w związkach miłosnych z innymi osobami. Jeśli tak jest, relacja przyjacielska może zostać rozwiązana, na przykład z powodu zazdrości partnera o czas, jaki poświęcamy na spotkania czy rozmowy telefoniczne z przyjacielem. Teraz przyszło mi do głowy, że to jest właśnie przyczyna tego, że większość ludzi nie wyobraża sobie relacji przyjacielskiej z osobą płci przeciwnej. Jest to przecież taka „relacja wysokiego ryzyka”. Zawsze przecież ktoś może poczuć się przy swoim

FELIETON

przyjacielu zbyt bezpiecznie i swobodnie, co przy nie do końca ułożonych i stabilnych relacjach miłosnych, może mieć różne, nie zawsze sprzyjające konsekwencje. Z drugiej jednak strony do tej opinii osobiście jest mi bliżej. Dychotomia płciowa w przyjaźni gwarantuje nam ogląd każdej wspólnie omawianej sprawy czy problemu z dwóch różnych perspektyw. Może to prowadzić do odnalezienia całkiem nowego, niespodziewanego dla samego siebie rozwiązania. Chcąc zilustrować kobietom, że mężczyzna-przyjaciel czasem jest nadzwyczajnie pożyteczny. Przytoczę sytuację z dnia dzisiejszego. W stanie całkowitej rozpaczy nad swoją „technologiczną głupotą”, zadzwoniłam do przyjaciela. On w pół minuty znalazł rozwiązanie mojego problemu, a ponadto był na tyle miły, iż zaproponował, że oszczędzi mi wątpliwie przyjemnej przeprawy z podkładaniem muzyki pod prezentację i z przyjemnością zrobi to za mnie :) Oczywiście jest to anegdota, a ta osoba zaskarbiła sobie moją przyjaźń nie tym, że zna się na programach komputerowych, ale myślę, że to jest dobry przykład. Nieważna bowiem jest płeć naszego Przyjaciela, ani to, ile ma lat i czy zna się na komputerach oraz innych technicznych wynalazkach. Ważne jest to, że tej osobie ufamy. Wiemy, że jeśli tylko nastąpi konieczność i zadzwonimy do niej nawet w środku nocy, odbierze telefon i poświęci swój czas po to, by nas wesprzeć. By pomóc nam przetrwać życiowe burze.

20


PRZYJAŹŃ NA ŚMIERĆ I ŻYCIE  Agnieszka Pohl

„Umiej być przyjacielem, a znajdziesz przyjaciela” (I. Krasicki).

Czy istnieje taka przyjaźń, która przetrwa wszystko, nawet trzęsienie ziemi? Czy można zaufać drugiej osobie i wierzyć, że nigdy cię nie zawiedzie, że – nieważne, co by się wydarzyło – ona będzie stała za tobą murem? Wesprze i doda otuchy. A może nie ma prawdziwych przyjaciół? Może oni są z tobą tylko po to, by dążyć po trupach do celu? Zastanówmy się, jaki powinien być przyjaciel. Pewnie dobrze by było, gdyby miał podobne gusta do twoich. A już idealnie byłoby wtedy, gdyby ciągle ci przytakiwał i przyznawał rację. Ależ nie! Dobry przyjaciel to taki, który ma własne zdanie. Który kiedy trzeba, powie ci, że się mylisz i może warto przemyśleć sprawę jeszcze raz. Dobry przyjaciel to taki, z którym nie łączą cię 21

sprawy biznesowe. W biznesie nie ma sentymentów. Warto więc rywalizację zostawić obcym. Z przyjacielem nie warto stawać w szranki, bo można go stracić. Na zawsze. Dobrym przyjacielem może okazać się osoba, z którą możliwe jest milczenie. A ta cisza zupełnie ci nie przeszkadza. Twojemu przyjacielowi również. Dobry przyjaciel to taki, który potrafi kopnąć cię w tyłek, kiedy okoliczności tego wymagają. Pożałuje i będzie ci współczuł, jeśli rzeczywiście istnieje do tego powód. Kiedy będziesz miał różowe okulary, ściągnie ci je i każe popatrzeć na sprawę trzeźwym okiem. Dobry przyjaciel nie będzie twoim kosztem odnosił sukcesów. On pomoże ci w ich osiąganiu, a ty jemu możesz odpłacić tym samym. MAGIA WSPOMNIEŃ


BARDZO W STYLU VALERII  Rozmawiała Agnieszka Minkiewicz  © fot. Paco Navarro, okł. materiały prasowe Debiutancką książkę W butach Valerii opublikowała samodzielnie na Amazonie i podbiła nią serca Hiszpanek. Wydawcy ustawili się w kolejce. Trzydziestoletnia dziś Elísabet Benavent ma na swoim koncie aż siedem wydanych powieści. W Hiszpanii jest objawieniem nurtu chick lit. Dwie serie już skończyła. Trzecią dopiero zaczyna. Na polski rynek dzięki Wydawnictwu Literackiemu trafia właśnie pierwszy tom jej najbardziej rozrywkowego cyklu o Valerii. Kolejne – Valeria w lustrze, Valeria czarno na białym i Wszystko o Valerii – ukażą się już niebawem. To opowieści o przyjaźni, poszukiwaniu miłości i szczęścia, o codziennych rozterkach czterech koleżankach od serca. Valeria, Nerea, Lola i Carmen są niczym Carrie, Chartlotte, Samantha i Miranda z Seksu w wielkim mieście, ale są nam bliższe, bo żyją nie na ekskluzywnym Manhattanie, lecz w całkiem niedalekim Madrycie.

Historia Valerii to jakby trochę twoja historia. Obydwie piszecie książki o miłości, obydwie zrezygnowałyście z kariery w korporacji dla pisarstwa. Czy podobieństwa na tym się kończą? Ile Elísabet jest w Valerii? Elísabet Benavent: – Obie wyszłyśmy za mąż bardzo młodo, obie mamy silną grupę wsparcia w postaci przyjaciółek i obu nam czasem brakuje pewności siebie. Trudno uniknąć przekazania bohaterom niektórych własnych cech, ale choć w Valerii jest sporo Elísabet, nie jesteśmy tą samą osobą. Jest mnie też dużo w Carmen, Nerei i Loli. Mnie i moich przyjaciółek. Bohaterki moich książek zawsze są do pewnego stopnia wzorowane na osobach z mojego otoczenia. Valeria narodziła się w internecie – tam opublikowałaś pierwszy tom serii. Skąd taki pomysł? Bałam się wysyłać tekst do wydawnictw, bo myślałam, że zostanie odrzucony. Obawiałam się tej typowej odpowiedzi w stylu: „Dziękujemy za manuskrypt. Niestety w tej chwili nie jesteśmy zainteresowani”. Znajomy usilnie namawiał mnie na publikację, aż zgromadził wszelkie informacje na temat tego, jak zrobić to w formie cyfrowej, przez Amazon. W końcu doszłam do wniosku, że powinnam spróbować, choćby po to, żeby potem nie żałować i udowodnić, że nic się nie stanie. Ale Valeria przypadła czytelnikom do gustu i tak to się zaczęło... WYWIADY

Kto był dla ciebie inspiracją do stworzenia postaci Victora? Poznałaś kiedyś kogoś takiego? Myślę, że każda z nas trafiła kiedyś na swego rodzaju Víctora… faceta emocjonalnie nieosiągalnego, którego pragnęłybyśmy zmienić. Kiedy byłam nastolatką, zdarzyło mi się poznać kogoś takiego, ale nie Víctora. Mam to szczęście, że mój mąż daje mi wszystko to, czego potrzebuję i co mnie dopełnia. Postać Víctora nie jest inspirowana żadną konkretną osobą, to raczej towarzyszący życiu kobiety „mit zmysłowoemocjonalny”. Jeżeli natomiast chodzi o jego wygląd fizyczny, to kiedy go opisywałam, zawsze miałam w głowie obraz hiszpańskiego modela Andrésa Velencoso. Zmieniłam mu tylko kolor oczu :P Czy zdziwił cię odzew internautów? Wciąż aktywnie kontaktujesz się ze swoimi fanami na Facebooku, Twiterze czy Instagramie. Czy czerpiesz inspiracje do pisania z rozmowy z nimi? To jak sen, który się ziścił. Po dziś dzień jestem zaskoczona, kiedy czytelniczki tak ciepło przyjmują moje bohaterki. Trudno mi uwierzyć w to, co się dzieje. Opinie czytelniczek w serwisach społecznościowych, a także pogawędki, żarty i tym podobne, są dla mnie nieskończonym źródłem inspiracji. Chcę, żeby moje bohaterki zawsze były wiarygodne i zachęcały ludzi do akceptowania samych siebie.

22


Książki o Valerii są porównywane do Seksu w wielkim mieście. Czym różni się Madryt od Nowego Jorku; życie w hiszpańskim wielkim mieście od życia bohaterek amerykańskiego serialu? Nigdy nie mieszkałam w Nowym Jorku, ale myślę, że bardzo różni się od Madrytu. Wynika to zapewne również z różnic pomiędzy kulturą północnoamerykańską i hiszpańską. Możliwe, że mój podziw dla Wielkiego Jabłka jest spowodowany dystansem jaki nas dzieli. Gdybym tam mieszkała, pewnie widziałabym to inaczej. Myślę jednak, że życie dziewczyn z Seksu w wielkim mieście jest dużo bardziej glamour niż życie bohaterek serii o Valerii. Sądzę, że każda z nas chciała by być trochę taka jak Carrie, Samantha, Miranda czy Charlotte. Valeria, Lola, Carmen i Nerea to dziewczyny, z którymi łatwo się identyfikować. Ich problemy są bardziej przyziemne, a życie bardziej realistyczne (choć moje koleżanki zawsze mówią, że one nie wożą się taksówkami tak często, jak Valeria). Nie zawsze jednak mieszkałaś w wielkim mieście. Pochodzisz z niedużego miasteczka. Czy wolisz zgiełk Madrytu czy spokój rodzinnych stron? Pierwszy rok w Madrycie był ciężki, bo nie mogłam przyzwyczaić się do nowego rytmu. Tutaj wszystko jest szybsze i bardziej bezosobowe. Poza tym urodziłam się w mieście położonym nad Morzem Śródziemnym. Mówi się, że osoby pochodzące z wybrzeża wyrażają emocje dużo bardziej ekspresywnie. W pozostałych częściach Hiszpanii różnie z tym bywa. Na początku czułam się tu nie na miejscu, ale powoli przyzwyczajałam się do nowego stylu życia. Decydujące znaczenie w tej kwestii miało nawiązanie przyjaźni. Bez tego nie mogłabym poczuć się w Madrycie jak w domu. W końcu, kiedy mieszkasz daleko od swoich bliskich, musisz stworzyć „nową rodzinę”, bo najważniejsze jest nie miejsce, lecz ludzie. Natomiast teraz, kiedy już się przyzwyczaiłam, trudno mi wyobrazić sobie, że znów mieszkam w Walencji, choć uwielbiam to miasto. Jakie książki czytujesz? Jakiej słuchasz muzyki? Jedna z bohaterek Valerii powraca wciąż do piosenki Lenny’ego Kravitza. Czy ty także w chwilach melancholii słuchasz jego przebojów? Czytam różne rzeczy. Myślę, że nie warto ograniczać się do jednego stylu. To samo dotyczy muzyki. Jestem absolutną fanką Lenny’ego Kravitza (przede wszystkim jego płyty „Five”), ale słucham bardzo różnych rodzajów muzyki. Uwielbiam włoskich piosenkarzy z lat pięćdziesiątych, ale też Eda Sheerana, Palomę Faith, Thirty Seconds to Mars, Imagine Dragons... i tak dalej!

23

A czego słuchałaś, kiedy przeżywałaś niemoc twórczą pisząc kolejne tomy Valerii? Słuchałam Lenny’ego Kravitza, Bena Harpera, Silvio Rodrígueza, włoskich klasyków… Pomagali mi też Morodo czy Rapsusklei. Są to bardzo odległe od siebie style. Grunt to różnorodność! Jak radzisz sobie z brakiem weny? Piszesz systematycznie, codziennie konkretna ilość słów, zdań, kartek, czy może wręcz przeciwnie – czekasz na muzy? Próbowałam wprowadzić do mojego dnia pewną rutynę, ale z czasem przekonałam się, że takiej pracy nie można wcisnąć w sztywne ramy czasowe. Zdarza mi się pisać do późna i szaleństwem byłoby wtedy wstawanie po trzech godzinach snu, żeby znów zasiąść do biurka. Trzeba mieć wiele samodyscypliny, żeby nie tracić czasu i sensownie gospodarować minutami, ale bywa też tak, że choćbyś bardzo chciała, to muz ani widu, ani słychu. W takich momentach czytam, piszę coś innego, słucham muzyki, oglądam film albo idę na spacer. W porządkowaniu myśli i skupieniu pomaga mi też jazda samochodem. Albo kawka i papierosek (bardzo w stylu Valerii :P). Czasem trzeba dać odpocząć neuronom. Wspominałaś w wywiadach, że lubisz opowieści o zombie. Mam nadzieję, że bohaterki twojej serii nie będą narażone na ich atak w kolejnych tomach :) A na poważnie – skąd taka fascynacja, różna przecież od rzeczy, które piszesz? Myślę, że Valeria i jej przyjaciółki nie muszą obawiać się ataku zombie... póki co! Ze mną nigdy nie wiadomo! :) Bardzo lubię książki science fiction, a wątek zombie zawsze szczególnie mnie interesował. To fascynujące! Ciekawi mnie niepokój, jaki wywołuje ten temat. Poza tym jestem wielbicielką Manela Loureiro, hiszpańskiego pisarza, który oczarował mnie od swojej pierwszej trylogii, Apokalipsa Z. Zresztą jeden hz bohaterów, który pojawia się w trzeciej części serii o Valerii, był wzorowany właśnie na nim. Nie zdradzę więcej szczegółów! Polacy i Hiszpanie różnią się obyczajami i temperamentem. Myślisz, że książka spodoba się polskim czytelnikom? Mam nadzieję! Tu, w Hiszpanii, mam dwie przyjaciółki Polki, które przeczytały Valerię i bardzo im się podobała. Wierzę, że to pierwsza książka z wielu, które zostaną przetłumaczone na wasz język. Bardzo się cieszę, że moje dziewczyny wyjeżdżają daleko od domu w poszukiwaniu nowych czytelników.

WYWIADY


WYWIADY

24


LALKA

Bolesław Prus Zawikłana, pełna niedopowiedzeń historia źle ulokowanych uczuć, straconych złudzeń i zaprzepaszczonych możliwości.

ZBORDNIA I KARA Fiodor Dostojewski

Jedno z najwybitniejszych dzieł literatury światowej.

25 25

PATRONATY


BATONIKI MORELOWO-MIGDAŁOWE  Anna Ziniewicz  © Anna Ziniewicz  http://mojawtymglowa.blogspot.com

SKŁADNIKI (NA 12 BATONIKÓW)

PRZYGOTOWANIE

OO 250 g suszonych moreli OO 60 g migdałów OO 3 łyżki wiórków kokosowych + mała garść do dekoracji OO kilka kostek mlecznej czekolady OO 2-3 łyżeczki mleka

Morele przelewamy wrzątkiem, migdały prażymy na suchej patelni. Suszone owoce, orzechy oraz 3 łyżki wiórków miksujemy dokładnie w blenderze. Powstałą masę przekładamy do foremki (ok.12x20cm, batoniki będą miały wtedy wysokość ok.1cm) wyłożonej papierem śniadaniowym i oprószamy całość po wierzchu odrobiną kokosa. Kilka kostek czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej z odrobiną mleka. Polewą skrapiamy górę morelowej sztabki. Deser studzimy minimum 4 godziny (najlepiej pozostawić go na noc w lodówce), a przed podaniem kroimy na mniejsze batoniki.

PYSZNIE NA TALERZU

26


27

PYSZNIE NA TALERZU


CYNAMONOWO-WANILIOWY JABŁECZNIK

 Asia Matyjek  © Asia Matyjek  http://odczarujgary.pl/

Szczęście to bujny temat. Bo szczęście jest wtedy, kiedy piegi pojawiają się na twarzy i ramionach. Albo wtedy, kiedy wiosenne słońce przedziera się prze koronkowe firanki. Albo wtedy kiedy bliscy są zdrowi i… szczęśliwi. No właśnie… Szczęście czujemy kiedy jest miłość i są emocje. A tych może być mnóstwo na co dzień, w każdej minucie naszego życia, godzinie, sekundzie, chwili. Starajmy się być szczęśliwi, kochajmy siebie. Wtedy miłością i szczęściem możemy podzielić się z innymi. Czy to całując się naprawdę, czy to przytulając, rozmawiając, poświęcając uwagę, słuchając, gotując… No właśnie…

PYSZNIE NA TALERZU

Jedzenie przygotowywane w atmosferze szczęścia i dobrej energii smakuje inaczej. To jak z fotografią i uczuciami. Widać na nich wszystko – emocje, uczucia, lubienie i miłość. Bardzo wierzę w to, że częstując bliskich naszym jedzeniem, dajemy im część siebie. Ucierajmy więc masło z cukrem z największą miłością i pasją. Podsypujmy wszystko mąką, myśląc o wiośnie. Karmelizujmy jabłka, rozmawiając z nimi. Dodawane ziarna wanilii prośmy by w jabłkach i kruchym cieście zakochały się bez pamięci. Gotujmy z sercem i pasją, będzie miłośnie i szczęśliwie. Specjalnie dla Was – mój miłosny jabłecznik.

28


SKŁADNIKI na blaszkę o wymiarach ok. 20x30 cm CIASTO KRUCHE OO 200 g przesianej mąki pszennej OO 100 g zimnego masła OO 50 g cukru pudru OO 1 jajko OO szczypta soli OO ziarna z 1 laski wanilii JABŁKA OO 4 spore jabłka OO 4 łyżki brązowego cukru (ewentualnie 2 łyżki brązowego cukru + 2 łyżki miodu) OO łyżka masła OO 2 solidne łyżki cynamonu OO 1 laska wanilii (cała + ziarna) OO garść płatków migdałów

29

PRZYGOTOWANIE Mąkę przesiewamy na stolnicę. Dodajemy jajko, cukier, szczyptę soli, ziarna z laski wanilii i zimne, posiekane masło. Ciasto szybko zagniatamy, zawijamy w folię i chowamy do lodówki na ok. 20-30 minut. Po tym czasie blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Odrywamy więcej niż połowę ciasta i wylepiamy nim spód i brzegi blaszki. Ciasto nakłuwamy widelcem na całej powierzchni . Pozostałe ciasto zawijamy w folię i chowamy do lodówki. Blaszkę z wylepionym ciastem wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i podpiekamy na lekko złoty kolor. Jabłka myjemy, obieramy cieniutko ze skórki i kroimy na dość spore kawałki (mogą być ósemki). Na patelni rozgrzewamy masło, dodajemy jabłka, cukier (miód), cynamon, laskę wanilii oraz wydłubane z niej ziarenka i płatki migdałów. Całość przesmażamy do rozpuszczenia się cukru – ok. 10-15 minut. Tak przesmażone jabłka wykładamy na podpieczony spód ciasta. Z lodówki wyciągamy pozostałe ciasto. Rozwałkowujemy je i cały blat nakładamy na jabłka. Nożem robimy nacięcia. Ciasto oprószamy cynamonem i brązowym cukrem. Ciasto pieczemy ok. 40 minut w 190 stopniach. Ciasto jabłonne możemy podawać z lodami waniliowymi lub cynamonowymi

PYSZNIE NA TALERZU


WARTOŚĆ PRZYJAŹNI  Maciej Zborowski

Ela wychodziła ze swojego mieszkania z nadzieją, że nowiła, że pojedzie do Krakowa. To miasto zawsze dzień, który właśnie się rozpoczął, przyniesie jakieś poprawiało jej nastrój. Nie tylko ze względu na uroklipozytywne emocje. Bardzo nie lubiła zamykać się wy klimat, ale i otwartość mijanych w wąskich uliczw sobie i myśleć o przeszłości. Nieliczne wspomnie- kach przechodniów. Może właśnie dlatego, tak ciężnia nastrajały ją optymistycznie. Wolała raczej skon- ko było jej pracować w zespole, że miała trochę inne centrować się na przyszłości, która z natury rzeczy spojrzenie na świat. Klienci są dla niej wyzwaniem była pełna tajemnic i nieodgadnionych zbiegów oko- i w związku z tym, relacje z nimi buduje w zupełnie liczności. Ten tydzień zapowiadał się zwyczajnie. Parę inny sposób. A wyławianie ich spośród tłumów spenudnych służbowych spotkań z gatunku tych, które cjalistów wedle określonych wytycznych sprawia, że Eli od dawna nie przynosiły satysfakcji. Zawsze kiedy pod tym względem czuje się spełniona. Kiedy jednak przychodził ten stan, wiedziała doskonale, że trzeba nadchodzi wieczór, zaczyna rozmyślać. Właśnie dlazmienić miejsce pracy. Była cenionym headhunte- tego musiała wyrwać się do Krakowa, żeby nie być rem. Miała świetny kontakt z klientami, ale niestety, sama ze swoimi myślami. Chciała wierzyć, że spotka trafiała na kiepską atmosferę w firmach pomiędzy kogoś nowego i to wydarzenie odmieni jej życie. Przywspółpracownikami. Wśród wyścigu szczurów i pędu jaźń była dla niej czymś szczególnym. Bardzo pilnodo jak najlepszych wyników trudno było o prawdzi- wała się, aby nie umniejszać znaczenia tego pojęcia, wą przyjaźń. Nikomu nie jest łatwo, kiedy jest sam, chociaż życie często boleśnie weryfikowało jej wya jeszcze bardziej, gdy doskwiera mu samotność obrażenia. Była idealistką, a takim ludziom jest ciężko wśród ludzi. Stresów, jakie powoduje dzisiejszy świat, właściwie oceniać to, co inni dostrzegają z łatwością. najłatwiej pozbyć się w gronie bliskich osób, którym Z drugiej strony taki stan umysłu często potrafi być można wszystko powiedzieć i z wielu rzeczy się zwie- naprawdę przyjemny. Paradoksalnie można bowiem rzyć. Nasza bohaterka była osobą wrażliwą, więc po- cieszyć się z małych rzeczy, które pozostałym umytrzebowała tego typu rozmów. Niestety, nie miała na kają. Dlatego właśnie, kiedy Ela idąc jedną z uliczek nie czasu. Spiesząc się między spotkaniami, rzadko przylegających do rynku, obserwowała chmury, z remiała czas, żeby coś zjeść, nie mówiąc już o nawiązy- fleksji wyrwał ją wysoki blondyn, na którego wpadła waniu pozasłużbowych znajomości. Dlatego zmiana z całym impetem: otoczenia była bardzo dobrym pomysłem. P o s t a - – Oj, bardzo pana przepraszam! Zagapiłam się – wyLITERACKO

30


krzyknęła zmartwiona. – No cóż, widocznie w tych chmurach musi być coś niezwykle zajmującego – odpowiedział mężczyzna szeroko się uśmiechając. Jak ma pani na imię?– zapytał. – Ela, miło mi – odpowiedziała, odwzajemniając jego ciepły uśmiech. – A pan? –Dawid – kiedy się jej przedstawiał, delikatnie ujmując wyciągniętą doń rękę, miała wrażenie, że nic, co zdarzy się potem, nie będzie dziełem przypadku. – Czy w związku z tym, że doprowadziłam do kolizji drogowej mogłabym w rewanżu zaprosić cię na kawę? – zapytała z wesołą miną. – Oczywiście, mam sporo czasu. Poza tym kawa jest dobrym lekarstwem na wszelkiego typu kolizje – odpowiedział, śmiejąc się w głos. Eli spodobało się jego poczucie humoru. Dawid wydawał się jej kimś, kto niczego nie udaje i jest po prostu sobą. Bardzo ceniła tę cechę u innych ludzi. Uważała, że dzięki tego typu zachowaniom świat ma szansę stać się normalny i lepszy. Na żart Dawida zareagowała błyskawicznie salwą śmiechu. – Widzę że jedynym niebezpieczeństwem, jakie mi przy tobie grozi, jest śmierć z nadmiaru dobrego humoru, ale to są przyjemne okoliczności. Jako osobie poszkodowanej, przysługuje ci prawo wyboru kawiarni– powiedziała, kontynuując zabawną konwencje rozmowy. –Mam już taką upatrzoną i nawet pasuje do dzisiejszych wydarzeń – zaznaczył z szelmowskim spojrzeniem. –Tak, a to niby dlaczego? – zapytała zaciekawiona dziewczyna. – Wszystko w swoim czasie, moja droga. Mogę tak do ciebie się zwracać? – zapytał ujmująco ciepłym tonem. – Wszędzie byle nie w sklepie – odpowiedziała rozbawiona widokiem jego przerażonej miny. Wyglądał, jakby przed chwilą palnął największe głupstwo, a jego przepraszający wzrok wydał się jej bezcenny. – A co robisz w Krakowie? – zapytała, kiedy zmierzali w stronę knajpki. – Jestem przejazdem w poszukiwaniu odskoczni od codzienności, a ty? – Ja również – odpowiedziała, już teraz wiedząc, że jej pierwotne przeczucia, co do Dawida mają szansę okazać się prawdą. Czuła, że świetnie im się rozmawia i przez cały ten czas ani razu nie przyszło jej do głowy, aby spojrzeć na zegarek. Kafejka, do której przyprowadził ich Dawid, nazywała się „Z głową w chmurach”. Gdy zobaczyła tę nazwę, popłakała się ze śmiechu. Właśnie tego oczekiwała od rodzącej się więzi: dobrej zabawy, inteligentnych rozmów i elementu zaskoczenia, będącego jednocześnie zastrzykiem adrenaliny. Siadając przy stoliku, wiedziała już, o co go zapyta: – Być może zdziwi cię to pytanie – zaakcentowała z namysłem – ale powiedz mi, czym jest dla ciebie przyjaźń? 31

Odpowiedzi udzielił jej, kiedy tylko kelner przyjął od nich zamówienie. – Wiesz, przyjaźń jest dla mnie wyjątkowym rodzajem porozumienia między dwojgiem ludzi, które powstaje przez lata, jest niesamowicie trwałe. Nie zniszczy go najcięższa sytuacja życiowa, a wręcz przeciwnie, może je nawet wzmocnić. Zakończył swoją wypowiedź, mając świadomość wagi każdego słowa. – Mamy bardzo podobne spojrzenie na ten temat – stwierdziła autorytatywnie Ela. Ja od siebie dodałabym jeszcze, że prawdziwa przyjaźń opiera się na szacunku i szczerości. – Masz absolutną rację. Ludzie rzadko tak to widzą. Z reguły budują proste relacje i nie angażują się w głębsze zażyłości, a to – moim zdaniem – duży błąd, bo każdy potrzebuje wsparcia, dobrej rady i odrobiny ciepła, tylko część z nas nie potrafią albo nie chce tych potrzeb uzewnętrzniać – powiedział z poważną miną. Ledwo zdążył zakończyć myśl, kiedy jak spod ziemi wyrósł przed nimi kelner z zamówioną kawą. – Wiesz, pozytywnie mnie zaskakujesz. Weźmy chociażby nazwę knajpki. Zapewne miałeś świadomość, że w momencie, gdy przyprowadzisz mnie tutaj, zareaguję w ten sposób. To dla mnie bardzo ważne, że zwracasz uwagę na takie drobiazgi, ponieważ w drobiazgach często tkwi sedno, a jeśli dodać do tego umiejętność poruszania się w określonych konwencjach bez udawania czegokolwiek, to jest klucz do bycia sobą i te cechy cenię najbardziej – zakończyła ciepłym głosem, a na jej twarzy znów pojawił się szeroki uśmiech. Dawid ukradkiem patrzył w jej szafirowe oczy i zastanawiał się, dlaczego musiał tak długo czekać na to spotkanie. Los bywa przewrotny, szykuje nam różne niespodzianki, ale on potrzebował przyjaźni jak nikt inny. Szczególnie po ostatnim nieudanym związku zaczął dostrzegać wartość tej wyjątkowej formy znajomości. Z głębokiego zamyślenia wyrwało go pytanie Eli: – Chciałabym cię o coś zapytać i mam nadzieję, że to pytanie cię nie wystraszy – zaczęła ostrożnie. – Pytaj śmiało, nie jestem taki znowu strachliwy. Przez całe lata trenowałem sztuki walki i uwierz mi, ten rodzaj aktywności skutecznie uodparnia na strach – odpowiedział z rozbawieniem w głosie chłopak. – Czy możemy spróbować się zaprzyjaźnić? W Warszawie nie mam nawet znajomych. Ciągle tylko praca, a w czterech ścianach samotność – wyjaśniła z nutą niepewności w głosie. – Oczywiście, że tak. Też o tym myślałem. W ogóle, wnioskując z dobrych emocji powstałych między nami przez krótki czas, myślę, że ten plan ma szansę się udać – powiedział, przytulając Elę nieoczekiwanie. –To było bardzo miłe. I kto by pomyślał, że niewinna kolizja przyczyni się do spełnienia marzeń – podsumowała, czując że wszystkie problemy i cały stres znika, a ich miejsce zastępuje radość.

LITERACKO


KONKURS LITERACKI  © Z archiwum prywatnego pisarzy  http://magazynobsesje.pl

„Jury konkursu „Walizka pełna strachu” po zapoznaniu się z pracami konkursowymi postanowiło nie przyznawać nagrody głównej. Jednocześnie jako najlepsze opowiadanie jury pragnie wyróżnić pracę Pana Szymona Kamińskiego pt „Wyjście” za niebanalne zmierzenie się z trudnym tematem inności oraz głębszą ogólnospołeczną wymowę tekstu. Za Jury – Arkadiusz Jankowski” Arkadiusz Jankowski, autor „Altany”, obyczajowej powieści, która została wyróżniona w konkursie literackim „Kolory życia” w 2006 roku organizowanym przez wydawnictwo Prószyński i s-ka oraz miesięcznik „Claudia”, obyczajowego kryminału „Tajemnica niemieckiej papierośnicy” oraz zbiorów opowiadań „Niekoniecznie serio” i „Jerzyki”. Mieszka na Śląsku, choć urodził się i wychował w Warszawie. Wprawdzie na co dzień zajmuje się czym innym, ale to właśnie pisanie jest jego największą życiową pasją. Wolne chwile poświęca na czytanie i podróże. Ewa Gogolewska-Domagała piosenkarka, zwiedziła pół świata. Autorka dwóch książek: „Blondie$” „RUD€”. Jej trzecia powieść „Sycylijka i Mafia Chrzanowska” dopiero powstaje. W wolnym czasie czyta i pisze. O swojej twórczości mówi tak: „W moich książkach wykorzystuję trochę własnych i trochę cudzych przeżyć, choć przeważnie fabułę muszę wymyślać, bo w rzetelną prawdę nikt by nie uwierzył, jestem pewna. Natomiast przeżycia i przygody moich bohaterów są prawdziwe; szczególnie te kwestionoLITERACKO

wane przez krytyków, jako niewiarygodne. One się w rzeczywistości wydarzyły – jeżeli nie mnie, to komuś z moich lub cudzych znajomych…”. Jolanta Kwiatkowska każdą swoją powieść pisze całą sobą. Według niej jedna, jedyna godzina z dwudziestu czterech godzin doby zawiera w sobie unikalny skarb, który chciałaby dać ludziom, ale wie, że większość ludzi jej nie widzi („Kod emocji”). O sobie mówi tylko tyle – „Urodziłam się jako płeć żeńska (tak było napisane kopiowym ołówkiem na opasce). Dziś jestem kobietą (dla ułatwienia dodajmy, że o wiek tej płci nie wypada pytać). Nie zdobyłam żadnego szczytu. Nie odkryłam żadnego lądu. Wielu innych nadzwyczajnych rzeczy nie zrobiłam. Odeszli Ci, którzy mnie kochali i których ja kochałam. Urodzili się Ci, którzy mnie kochają i których ja kocham. Nauczyłam się cieszyć i doceniać to, co miałam, co mam. Wciąż czekam z ufnością na to, co mi los przyniesie. Zawsze lubiłam się uczyć (życia) i nadal się uczę: jak żyć, by nie przegapić chwil szczęścia, które zsyła nam każdy dzień”. Autorka siedmiu powieśći: „Jesienny koktail”, „Kod emocji|, „Tak dobrze, że aż źle”, „Rozsypane wspomnienia”, „Pułapka Nowego Roku”, „Przewrotność dobra” oraz „Ja i Oni. Pół żartem. Pół serio.” Za ostatnią otrzymała nagrodę internautów w plebiscycie „Najlepsza książka na lato” w 2013 roku. 32


WYJŚCIE On. Bał się. Przyszłości. Co ludzie powiedzą. Próbując umiejscowić uczucie, ulokował je w głowie. Jakby ciśnienie zbierało pod czaszką i nie mając swojego ujścia rozpływało się po ramionach, nieprzyjemnie ciążąc. Rozmyślał o życiu, siedząc w zatłoczonej kawiarni. Przed nim para. Okazywali wzajemne uczucia, nie bacząc na obecność zebranych klientów. Oni mieli wszystko to, czego on mieć nie mógł. Siebie. On – nikogo. I gdy tak popijał kawę, ujrzał wizję przyszłego Ja. Bez rodziny, pełnego domu, dzieci. Tego ostatniego nie było mu żal. Dzieciarnia go męczyła. Poczekamy, zobaczymy. Dorośniesz, zakochasz się, to wszystko się zmieni. Powtarzali mu Wielcy Szczęśliwi. Odpychał od siebie wyobrażenie szczęśliwej rodziny. Życie było prostsze, gdy wyparł ze świadomości, że to wszystko go ominie. Miał trzydziestkę na karku i żadnego związku przed sobą. Wszyscy dookoła już dawno „na swoim”, snuli kolejne plany na przyszłość, idealnie żyjąc według współczesnych schematów. A co ty pedał jakiś jesteś? Ha ha… Docinki rodziny przyprawiały go o zimne poty. Bał się ośmieszenia wśród najbliższych. Przerwał rozmyślania. Upił łyk kawy. Nie smakowała. Zimna. Próbował odgonić czarne myśli i zaglądającego mu w oczy potwora strachu. Jednak refleksje, jedna za drugą, jak strzały uderzały w duszę. Bał się odrzucenia, szyderstw, a co za tym idzie pogłębienia samotności w chwili przyznania do słabości. Ale gdy czasem napomykał o swych lękach, słyszał jedno zdanie. Przecież to dorosłość. Doskwierał mu brak wsparcia. Zagubienie. Bezradność. Chciał znowu mieć kilka lat. Tęsknił za beztroską dzieciństwa. Pragnął uwolnić się od strachu. Przytłaczającej samotności. Siebie – przyczyny swoich problemów. Miał dosyć. Już od pewnego czasu nosił zamiar wyznania przed rodzicami długo skrywanej tajemnicy. Jednak nie mógł tego zrobić. Słowa ze strachu więzły mu w gardle. Zaczął rozważać za i przeciw. Prawda mogła zmienić wszystko. Nie chciał niczego zepsuć. Myśl o niej przyprawiała o dreszcz i palący wstyd. 33

Zwinięta gazeta dała przyjemny podmuch powietrza. Czuł się jak kapitan jednoosobowego statku. Z fałszywym uśmiechem na twarzy płynął ku katastrofie. Mógł też uciec na łajbie ratunkowej i próbować żyć ze świadomością, że dawna forma jego życia przepadła. Pomyślał o swoich rodzicach. Przewidywał ich reakcje. Pewnie chcieliby pomóc na swój sposób. Wysyłaliby go na przeróżne terapie. Jak chorego psychicznie. Jest normalny, zdecydowanie. Kuracja nie przynosiłaby rezultatu. Za to wieść o leczeniu rozeszłaby się wśród ludzi, uniemożliwiając mu dalsze funkcjonowanie w społeczeństwie. Dochodził jednak do wniosku, że sam jest za siebie odpowiedzialny. Nie może uzależniać swojego szczęścia od rzeczy, na które nie ma wpływu. Mógł udawać, ale nie chciał. Jeśli takie było jego przeznaczenie, to się z nim zmierzy. Zapakował walizkę po brzeg. Była pełna strachu. Spojrzał po raz ostatni w oczy ciemnego potwora i zatrzasnął wieko. Zarzucił bagaż na plecy. Decyzja zapadła. Już czas. Rzekł. Wyszedł z kawiarni, rzucając drobne na stolik. Całująca para obejrzała się za wzburzonym nieznajomym, lecz po chwili wróciła do ostentacyjnego okazywania uczuć. *** Rodzice patrzyli na niego zaskoczonym wzrokiem. Zebrał ich pospiesznie w salonie, oświadczając, że ma coś ważnego do powiedzenia. Kręcił się po pomieszczeniu. Adrenalina krążyła w krwiobiegu, napędzając mózg. Kilka razy otwierał usta, jednak nie wydobył żadnego dźwięku. Potwór szarpał się we wnętrzu walizki. Wiedział, że ma jeszcze chwilę zanim stchórzy. Od tego zależało jego życie. Albo zostaną. Albo odejdą. Kłamstwa. Miał dosyć. Teraz. Mamo. Tato. Potwór uwolnił się ze swojej walizki. Jestem gejem… styczeń 2015 Szymon Kamiński LITERACKO


KUPA TRUPA

34


KU DŁATY P R Z YJACI EL  Agnieszka Pohl  © Anna Krztoń – www.anna.krzton.com Chyba nie ma dziecka, które nie marzyłoby o zwierzaku szwendającym się po domu. Najlepiej, żeby miał dużo futerka i cztery łapy. Żeby można było go ciągnąć za ogon, uszy. Głaskać i przytulać. Albo ostatecznie gonić go po korytarzu czy ogrodzie.

Sama jako dziecko marzyłam o kocie. Takim, który się wyłoży na moich kolanach i będzie mruczał. Tak mocno tego pragnęłam, że kiedy miałam dziesięć lat, pod choinkę dostałam dużego, kudłatego indywidualistę. Czarno-białego. To było skrzyżowanie persa z rasą angielską. Szkoda tylko, że nie mówił niczym Behemot z Mistrza i Małgorzaty. Doskonale pamiętam dzień, w którym pojechaliśmy z tatą wybrać naszego ulubieńca. Czarno-biały, malutki, puchaty od razu przykuł naszą uwagę. Taki sam (ojciec naszego wybrańca) stał na dwóch łapach oparty o moje nogi. Był prawie mojego wzrostu. Mój tato przeraził się nie na żarty. Nie wierzył, że kot może być aż tak duży i aż tak kudłaty. Szybko stamtąd uciekliśmy, a naszego wybranego kociaka mogliśmy odebrać dopiero za kilka tygodni. Ten czas upłynął bardzo szybko. Czarno-bia-

35

ły kot był już u nas. Został przyjęty w iście królewskim stylu. Jego miskę obkleiłam kolorowymi literakami, które pieczołowicie wycinałam z kolorowego papieru przez cały dzień. Na zielonej, dwukomorowej misce wykleiłam imię: KUDŁACZ. Wszyscy zawsze nabijali się z tego imienia. Ja byłam niesamowicie dumna z tego, że tak nazywa się mój KOT. Od tej pory KUDŁACZ spał mi nad głową. Wypijał prababci słodką herbatę z kubka. Pozwalał się pogłaskać. Chodził za domownikami krok w krok. Potrafił też okazać złość, podrapać. A nawet nie bał się na nas obrazić. Przez piętnaście lat był naszym najwierniejszym przyjacielem. Zawsze był w pobliżu i nawet kiedy nie pozwalał się dotknąć, towarzyszył swoim właścicielom i obserwował domowników. A malutkim dzieciom nigdy nie zrobił krzywdy. Nawet kiedy go targały za ogon.

KUPA TRUPA


HIPNOZA Bartłomiej Basiura Sprawdź, czy cię zahipnotyzuje.

NIE WAŻ SIĘ! Jolanta Czarkwiani Anoreksja może się czaić tuż za rogiem. Bądź uważny!

MAGIA WSPOMNIEŃ PATRONATY

36 36


EUROPEJSKIE ŚWIĘTA  Materiały prasowe w ramach kampanii informacyjnej „Przyjaciólka z Kalifornii”  © Materiały prasowe Wielka grecka Wielkanoc Kolorem dominującym podczas Wielkanocy jest intensywna zieleń. Co ciekawe, nie wszędzie tak jest. Greckie Święta Wielkanocne mają kolor…czerwony. Pisanki według greckiej tradycji, powinny być czerwone i nawiązywać kolorem do krwi Chrystusa. W czasie, kiedy w Wielki Czwartek w domach trwa malowanie jajek, na zewnątrz wywiesza się czerwone tkaniny lub inne czerwone przedmioty. Jajko jest głównym bohaterem wielkanocnych stołów w Europie. W Polsce najpopularniej-

szym dodatkiem do niego jest majonez i szczypiorek. Jak można odświeżyć tradycyjną potrawę, przedstawić ją w greckiej odsłonie, a jednocześnie zaprezentować w zdrowej, lekkiej wersji? Rozwiązaniem jest zainspirowanie się grecką kuchnią, która jest zdrowa i prosta. Śródziemnomorskie dodatki, takie jak szpinak, kapary i jogurt grecki dodadzą potrawie lekkiego charakteru, a śliwki kalifornijskie dodadzą słodkości wielkanocnym faszerowanym jajom.

WIELKANOCNE FASZEROWANE JAJA ZE ŚLIWKAMI KALIFORNIJSKIMI Ilość porcji: 12

hCzas przygotowania: 30 minut

SKŁADNIKI

PRZYGOTOWANIE

}} }} }} }} }} }} }}

Jaja gotujemy na twardo, studzimy, obieramy, przekrajamy na pół. Delikatnie wyciągamy żółtka, przekładamy do miski, lekko rozgniatamy. Do żółtek dodajemy jogurt, pokrojone śliwki kalifornijskie, posiekany szpinak i kapary. Składniki mieszamy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Tak przygotowaną pastą napełniamy białka jaj, serwujemy na kiełkach słonecznika.

37

6 jaj 75g śliwek kalifornijskich 50g szpinaku 30g kaparów 75ml jogurtu greckiego sól i pieprz do smaku kiełki słonecznika do ozdoby

ZDROWY TALERZ


Francuskie ucztowanie Po przeciwnej stronie nowoczesnej kuchni znajduje się kuchnia tradycyjna, która oparta jest na przepisach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Ważną częścią staropolskiego jedzenia jest domowy pasztet. Co ciekawe, mimo że danie powstało we Włoszech, to nie włoscy kucharze, a francuscy spopularyzowali paszte-

ty w całej Europie. Podawany na dworach królewskich i szlacheckich pasztet przetrwał do lat współczesnych pod różnymi postaciami. Francuska Wielkanoc zdominowana jest przez różnorodne pasztety m.in. słynny Pasztet Strasburski z gęsich wątróbek (foie gras). Idealnym dodatkiem do pasztetu jest słodka śliwka kalifornijska, która dodaje potrawie słodkości i szlachetności.

PASZTET ZE ŚLIWKAMI KALIFORNIJSKIMI Ilość porcji: 2 (średniej wielkości keksówki)

Czas przygotowania: 3 godziny 30 minut

SKŁADNIKI

PRZYGOTOWANIE

}} 70dag udek z kurczaka lub 70dag rozbratla wołowego }} 70dag łopatki cielęcej }} 1 pszenna bułka }} 4 jaja }} 2 cebule }} 20dag wątróbki drobiowej }} 200g suszonych śliwek kalifornijskich }} 75ml pigwówki lub innej aromatycznej nalewki }} 50ml miodu }} łyżeczka gałki muszkatołowej }} łyżeczka cynamonu }} łyżeczka pieprzu }} 2 łyżki majeranku }} sól (opcjonalnie) }} 1 pęczek włoszczyzny

Mięso myjemy, zalewamy wodą i gotujemy na małym ogniu przez 50 minut, w międzyczasie szorujemy włoszczyznę i opalamy ją na patelni (włoszczyznę układamy na rozgrzanej suchej patelni i przypiekamy ją z każdej strony do momentu lekkiego przypalenia). Tak przygotowaną włoszczyznę dodajemy do gotującego się mięsa i na małym gazie gotujemy kolejne 50 minut. Po tym czasie mięso wyjmujemy, studzimy, usuwamy ewentualne kości. Mięso oraz włoszczyznę dwukrotnie mielimy. Wątróbkę wkładamy do gorącego bulionu na ok. 2 minuty, po wyjęciu mielimy. Bułkę chwilę moczymy w wodzie, odsączamy, mielimy. Masę doprawiamy przyprawami, dodajemy miód, pigwówkę, śliwki kalifornijskie, jaja oraz 600ml bulionu. Całość dokładnie mieszamy. Wykładamy do wysmarowanych oliwą i posypanych bułką tartą keksówek. Pieczemy 80 minut w temperaturze 190 ºC. Upieczony pasztet można zamrozić.

ZDROWY TALERZ

38


39

TEMAT NUMERU


P R Z YJAC I E L A P OZ N A J E S I Ę W B I E DZ I E  Agnieszka Pohl  Materiały prasowe „Na zawsze ponosisz odpowiedzialność za to, co oswoiłeś” Antoine de Saint-Exupéry

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie film „Carte blanche”. Smutny, choć niosący ogromną dawkę nadziei i wiary w to, że wszystko może się udać. W obliczu prywatnej tragedii nie musimy wcale rezygnować z całego dotychczasowego życia, możemy spróbować dostosować się do zaistniałej sytuacji. Wesprzeć na ramieniu najbliższych. Łatwo powiedzieć! Kacper, z zawodu i powołania nauczyciel historii, grany przez Andrzeja Chyrę, powoli traci wzrok. Choć do tej pory zdrowemu człowiekowi może się wydawać, że choroba postępuje bardzo szybko. Z dnia na dzień musi adaptować się do zmian. Nauczyć się funkcjonować w zupełnie nowych warunkach. Uwielbiany przez wszystkich nauczyciel, który nie widzi, może stwarzać zagrożenie dla uczniów. Podczas jego lekcji i dyżurów może dojść do tragedii. Uparty Kacper nie chce rezygnować z pracy, nie chce pogodzić się z tym, że nigdy już nie będzie widział. Z pomocą przybywa mu kumpel Wiktor (w tę rolę wcielił się charyzmatyczny Arkadiusz Jakubik). Stawiając na jednej szali zaufanie żony, na drugiej – męską przyjaźń, Wiktor wybiera to drugie. Kryje Kacpra, wspiera go, choć nie zawsze popiera jego poczynania. Pomaga mu poprawiać klasówki, podsuwa technoloTEMAT NUMERU

giczne nowinki, które pozwolą niewidomemu czytać i dokształcać się . Kacper udaje niezależnego. Nieraz gardzi pomocą, czym doprowadza do szewskiej pasji Wiktora. Ta męska przyjaźń jest humorzasta niczym kobieta. Przyjaźń między bohaterami bywa łagodna, pełna lojalności. Ale zdarza się, że jest również pełna burz i kłótni. Wiktor, budzący sympatię widza, nie zawsze potrafi zrozumieć postępowanie Kacpra. Gotowy zostawić chorego w potrzebie, powraca, by znowu spróbować pomóc. Mimo trzęsienia ziemi w życiu obu mężczyzn, ich przyjaźń, chociaż wisząca na włosku, potrafi wiele przetrwać. Nie zawsze jednak udaje się nam utrzymać przyjaźń. Próbą czasu i przyjaźni zwykle są problemy. Zazwyczaj, kiedy pojawiają się trudności, robi się niewygodnie i nieprzyjemnie, nasz przyjaciel zbiera swoje zabawki i ucieka z piaskownicy. Nikt za nas nie będzie nadstawiał swojej głowy. Nieliczni będą w stanie zmierzyć się z rzeczywistością, potraktować zawirowania w życiu przyjaciela jak własne. A taki przyjaciel to skarb. I przyjaźń z nim jest na wagę złota.

40


Rodzinny park atrakcji  Materiały prasowe

Fragment książki Rodzinny park atrakcji udostępniony dzięki uprzejmości Prószyński i S-ka

Izabela Pietrzyk RODZINNY PARK ATRAKCJI PRÓSZYŃSKI, 2014

Urządziła mieszkanie pod dyktando Emilki, osiemnastoletniej siostrzenicy, która oprócz niebanalnego języka miała też niebanalne plany na przyszłość: marzyła o studiowaniu dizajnu w mega wypasionej warszawskiej uczelni. Obyta w temacie nastolatka postanowiła, że nowe mieszkanie ciotki powinno zmierzać w kierunku bowaryzmu – nurtu w dizajnie, który wyraża tęsknotę za nierealnym. – Czaisz? – tłumaczyła Emilka. – Robisz jeden luk na chatę i od razu wiesz, że lokator odgradza się od brzydoty świata. Co my tu mamy? Trochę nierealne fantazje, duża emocjonalność, lekkie nieprzystosowanie do rzeczywistości, wybujałe marzenia, sentymentalizm… Szydełkowany obrus idealnie odgrodzi Wiktorię od brzydoty świata, udowodni, że ma trochę nierealne fantazje i jest sentymentalna. Brak przystosowania do rzeczywistości potwierdzała też wizyta u pijanego szewca i wgapianie się w śnieg, który wirował pod latarniami, by spaść na głowy dumnie kroczących mężczyzn i biegnących do teatralnego wejścia kobiet obutych w zamszowe szpileczki… Stała z przyklejonym do szyby nosem i napawała 41

się bajkowym widokiem za oknem. Uwielbiała obserwować budynek Teatru Polskiego, odkąd się wprowadziła. Szybko zauważyła, że ten gmach prowadzi podwójne życie: udawał niepozorną szarą myszkę, która nagle potrafi zamienić się w królową. Tak jak teraz… Rozogniona światłami ceglasto-beżowa elewacja i wybrzuszony, piaskowany fronton wyglądały w ten mroźny wieczór niczym oaza ciepła, do której gnały panie i niespiesznie zdążali panowie. Pretensjonalnie duże płatki śniegu podsycały wrażenia… Nic dziwnego, że sto lat temu urzędowali tu wolnomularze – pomyślała Wiktoria, utrwalając w pamięci surrealistyczny obrazek, żeby przywołać go, jeśli któregoś dnia zwątpi w piękno świata. Lubiła robić takie „zdjęcia w głowie”… Dzwonek komórki odkleił Wiktorię od szyby. Po dłuższej chwili znalazła go na komodzie, obok zegara z mosiężną baletnicą. – Cześć, mała – ucieszyła się, zobaczywszy imię siostrzenicy na wyświetlaczu. – Widziałaś, jak śnieg sypie? Coś pięknego, prawda? – Widziałam, widziałam… – zaburczała Emilka bez cienia entuzjazmu. – Zjarałam się tym pięknym śnieMATERIAŁ PROMOCYJNY


giem lepiej niż skrętem z rzeżuchy. – Przestań. Gdybyś mogła teraz zobaczyć mój widok z balkonu, tobyś inaczej mówiła. Za chwilę rozpoczyna się spektakl, więc tłumy walą do teatru… – opisywała ze szczegółami pejzaż, chociaż była pewna, że dziewczyna nie przerywa ciotce tylko przez grzeczność. Zakończyła więc szybko. – No tego nie da się oddać słowami! – Ale miło, że próbujesz… – Dyskretne ziewnięcie potwierdziło przypuszczenia Wiktorii. – Ciekawe, czy byłabyś równie wniebowzięta, gdybyś musiała to wszystko odśnieżać. Se w końcu żyły pochlastam durną szuflą albo komuś nią przywalę! – Domyślam się, że odśnieżałaś dzisiaj. – Nie chciała rozeźlić nastolatki, więc z trudem powstrzymała wybuch śmiechu. – Dzisiaj, wczoraj, przedwczoraj... Co się budzę, mam dzień świra, świstaka i spoconej świni! Więc jeszcze ty mi nie dowalaj, dobrze? Wystarczą mi zwały śniegu! – Emilka prychała po każdym zdaniu. – Powiedz lepiej, jak się miewa Cykoria. Urosła? – Urosła. I jest bardziej zachwycona śniegiem niż ja. – Stłumiła kolejny atak wesołości. – Nic więcej nie powiem, bo jeszcze bardziej ci dowalę. – Wycziluj – uspokoiła ciotkę w swoim języku, który był swoistym połączeniem polskiego i angielskiego, z racji czego Wiktoria nazwała go polgielskim. – Psie zachwyty dźwignę. Na pewno nie mają nic wspólnego z twoimi romantycznymi androidami. – Andronami – poprawiła siostrzenicę, przyzwyczajona już do tego, że mówienie po polgielsku ma zgubny wpływ na posługiwanie się poczciwą polszczyzną. – Czym?! Jakimi znowu andronami? O co cho?! – Chodzi o to, że plotę androny, a nie androidy. Androny to… – Heloł! Nie pouczaj mnie, dobra? – obruszyła się Emilka. – Jakbyś chciała wiedzieć, to androidy są systemami operacyjnymi do różnych wypasionych gadżetów: komórek, smartfonów, tabletów. To takie aplikacje, które poszerzają funkcjonalność i działają dokładnie tak samo jak twoja nienormalna wyobraźnia, która widzi cuda w zwykłym śniegu pod teatrem. – Słysząc martwą ciszę, zaśmiała się triumfalnie. – No! To chyba sobie z grubsza wyjaśniłyśmy androidy i te… jak im tam? – Androny. Czyli bzdury, głupstwa. I tytuł tomiku Brzechwy… – Wiktoria zdała sobie sprawę, jak blado wypadają androny przy androidach, więc dorzuciła w ich obronie: – Dzieciaki uwielbiają te wiersze! – Tak to bywa, kiedy człowiek całe życie uczy pierwszaki… – Westchnęła wyrozumiale Emilka. – Opowiesz wreszcie o Cykorii? – Wróciła do ulubionego tematu. Widocznie postanowiła tym razem nie wytykać ciotce pracy z siedmiolatkami i życia w złudzeniu, że MATERIAŁ PROMOCYJNY

wszyscy są na poziomie jej uczniów. – Bryka w śniegu? Co teraz robi? – Śpi, bo przez dwie godziny ganiała po parku. – Wika z czułością przyglądała się rozciągniętemu na podłodze psiakowi, który wyglądał, jakby stracił przytomność. – Wsadza łeb w zaspy razem z uszami i nie wiem, jakim cudem w żadnej się nie udusiła. Na dodatek zamiast chodzić, podskakuje jak piłeczka. Co ci będę opowiadać? Wpadnij, to razem pójdziemy na spacer i sama się przekonasz. – Wpadnę, wpadnę. Stęskniłam się za nią strasznie. – Pasuje ci jutro? Kończę lekcje o czternastej. – Tęskniła za siostrzenicą tak samo jak ona za jej psem. – Jutro nie dam rady, kwach totalny w chacie. Ojciec wypływa i świruje jak bąbel w oranżadzie. Nie chcę go prowokować do większego musowania. Czaisz klimat? – Wpadnij, jak wypłynie – zaproponowała Wiktoria, pełna podziwu dla siebie, że zdołała zachować obojętny ton. – Śnieg szybko nie stopnieje. Zdążysz zobaczyć Cykorię w akcji. – No! Nie mogę się doczekać. I nie tylko o psie mówię. Ojciec idzie w morze! Też się cieszysz, co? – A co mnie to obchodzi? – Wiktoria pochwaliła się za beznamiętność. – Kiedy wpadniesz? 42


– Jak ty mnie czasami wkurzasz! Fembot! – Kto?! – W końcu wybuchnęła serdecznym śmiechem. Uwalniała też radość z rychłego wyjazdu szwagra. – Że ja niby jestem fembot? Czyli kto? – Kobieca wersja robota. I też android, tylko inny – niechętnie wyjaśniła Emilka, jakby zdemaskowała nieszczerość ciotki. – Kolnęłam do ciebie, żeby przekazać super niusa, a ty mi, że masz to gdzieś. I jeszcze czepiasz się, jak mówię! – Zamilkła na chwilę, jednak nie doczekawszy się reakcji na zaczepkę, złożyła broń. – No dobra, mam udawać głupią, to poudaję, co mi tam. Poczekaj… – Znowu zrobiła pauzę, a potem sapnęła: – Dżizas! Muszę kończyć. Bąbel już szaleje w salonie i buzuje coraz głośniej. Pewnie zaraz wpadnie do mojego pokoju i pianą mi dywan zaleje. – Hamuj, mała, hamuj. – Wiktoria wróciła do obojętnego tonu. – To twój ojciec. Należy mu się… – Co mu się należy, to ja dobrze wiem! – przerwała jej brutalnie siostrzenica. – Ale jakoś wytrzymam. Idź lukać na śnieg i na swój zaczarowany teatr. Nie każdy może żyć w bajce, ja spadam do reala. Odezwę się, jak kochany tatuś zniknie na morzu. Nara! – Nara… Wbrew ironicznym sugestiom zamiast „lukać” na zaczarowany teatr, poszła do kuchni, żeby „wylukać” wino tudzież korkociąg. Baśniowy krajobraz przestał ją interesować, bo widok wypływającego w morze szwagra wydał jej się piękniejszy nawet od czarodziejskiego gmachu z podświetloną na ognistoczerwono elewacją.

Nigdy nie lubiła Sławka. Był dla niej zaprzeczeniem prawdziwego mężczyzny, chociaż niby posiadał zestaw cech powszechnie uznawanych za pożądane w etalonie samca: silny, władczy, niezależny, samodzielny, odpowiedzialny, cierpliwy, opanowany, słowny, przewidywalny, powściągliwy… bla, bla, bla. Mogłaby mnożyć te przymioty w nieskończoność, ale w jego wydaniu były one tak karykaturalnie przejaskrawione, że zamieniały się w wady, przez co zadowolony ze swojej stuprocentowej męskości szwagier przypominał jej zimnego prostaka, żeby nie powiedzieć brutalnie – zwykłego sukinsyna. Wprawdzie nigdy w życiu nie podniósłby ręki na żonę, ale mimo wszystko łudząco przypominał swoim charakterem Pawła – damskiego boksera, z którym Wiktoria spędziła osiem lat i od którego odważyła się w końcu odejść i uciec pod opiekuńcze skrzydła siostry. Sławka nie było wtedy w domu, więc mogła spokojnie lizać rany, odzyskiwać mocno nadszarpniętą wiarę w siebie i odbudować pozrywane więzi zarówno rodzinne, jak i przyjacielskie, a przede wszystkim nawiązać porozumienie z ukochaną, nieco krnąbrną Emilką, która początkowo traktowała ciotkę jak śmierdzące powietrze, jednak z biegiem czasu zaczęła nazywać ją swoją BFF, czyli Best Friend Forever. Starała się odpłacać siostrzenicy tym samym, ale nie było to łatwe, bo czasami musiała wchodzić w rolę doświadczonej moralizatorki. Jak przed chwilą, kiedy resztkami sił hamowała się, by nie krzyknąć do słuchawki: „Twój ojciec wyjeżdża? Cóż za fantastyczna wiadomość! Niech płynie w cholerę i kil mu w stopę!”.

„…ABY JĘZYK GIĘTKI POWIEDZIAŁ WSZYSTKO, CO POMYŚLI GŁOWA…” SURÓWKA czy SAŁATKA SURÓWKA – jak sama nazwa wskazuje – to ‘sałatka z surowych warzyw lub owoców’, a więc pewien szczególny rodzaj sałatki: każda SURÓWKA jest SAŁATKĄ, ale nie każda SAŁATKA jest SURÓWKĄ. Dlatego możemy mówić o surówce ze świeżych owoców (choć częściej używa się określenia ‘sałatka owocowa’), o surówce z pomidorów i o surówce z kiszonej kapusty, ale nie o „surówce z gotowanych buraków”. Takie połączenie to błąd językowy. SAŁATKA to w zasadzie każda ‘zimna potrawa złożona z wymieszanych, drobno pokrojonych składników’, choć w większości sałatek przeważają składniki roślinne. Dawniej w tym znaczeniu używano słowa SAŁATA. Ponad 100 lat temu Wiktor Gomulicki pisał o „sałacie śledziowej”, podawanej w restauracji na Trembackiej w Warszawie, zaś od Brücknera wiemy, że „sałatę ogórkową «mizerią» przezywano”. Z czasem znaczenie zaczęło się specjalizować, tak że odróżniano SAŁATĘ (warzywa surowe) od JARZYNY (warzyw gotowanych): „Liście cykorii są jadalne: na surowo – jako sałata, gotowane – jako jarzyna”, pisał Dyakowski. Dzisiaj słowa SAŁATA używamy już tylko na określenie samej rośliny lub potrawy wyłącznie z niej przygotowanej. [USJP; ISJP, II, 543, 721; SJP Dor; NSPP; W. Gomulicki, Ciury; B. Dyakowski, Z naszej przyrody] Ciekawostki językowe zaczerpnięto z profilu kampanii społeczno–edukacyjnej „Ojczysty – dodaj do ulubionych”, zamieszczonej na portalu facebook.com: https://www.facebook.com/jezykojczysty. 43

PORADNIA JĘZYKOWA


LIMERYK  Maciej Zborowski  © notkoo2008 - Fotolia.com

Raz dwóch mężczyzn w Polkowicach powzdychało do księżyca, bo marzyli o przyjaźni bez wszelakich waśni. Gdyż samotność nie zachwyca

POETYCKO

44


 Patryk Muszyński  Materiały promocyjne Patryk Muszyński – urodzony w pierwszej połowie lat 80-tych w Kielcach, gdzie mieszka do dziś. Z wykształcenia anglista, pracował m.in. w tłumaczeniach, szkolnictwie, korporacji, gastronomii, budownictwie. Z zamiłowania bawi się i tworzy słowem, pierwsze wiersze pisał jako 13-latek, od 2008 r. publikuje swoje utwory na blogu www.czlowiekorkiestra.blog.onet. pl . Własnym sumptem wydał 2 tomiki: „Nie myśl o samobójstwie” (2009) oraz „Generalnie” (2012). Obecnie pracuje nad trzecim tomikiem, który ujrzy światło dzienne w 2015 r. Jego utwory ukazywały się również w: krakowskim „Lamelli”, publikacjach wydawanych przez Wielkopolski i Poznański ZLP, „verte”, Mrocznej Środkowo-Wschodniej Europie, „Kozimrynku”, rzeszowskiej „Kulturze i Pieśni”, szuflada. net, rytmkultury.pl i Zeszytach Poetyckich.

45

POETYCKO


Przeciw na przekór krótko wymienię by nie nudzić kur... skur... wszystkiemu i wszystkim rzeczom pod postacią ludzi trwam z ryzykiem ale bez rydzyka a może wegetuję ale bez przyprawy z tego wynika że jedno z dwojga cokolwiek

i tak wymaga wprawy 14

POETYCKO

46


Forma figury mogę być instrumentem mogę być narzędziem jeśli tym eksperymentem będzie próba wiersza stanę się nawet przedmiotem gdy ze składników będę najważniejsza i ja wykonam całą czarną robotę a choćby przeistoczę się w rzecz kształtowaną twymi dłońmi, ociekającą winem dopóki jednak brak ci pomysłu, ręce precz nieskazitelne pozostanie ciało nieuformowane wciąż przez miękką glinę

14

47

POETYCKO


Samotność cz. 1 nie był raczej lubiany choć myśmy go szanowali człowiek nienagannych manier lekko unosił kapelusz pozdrawiającym z oddali nie inicjował rozmów na pytania ripostując grzecznie choć lakonicznie jedynym dla niego punktem zaczepienia była laska którą uderzał o chodnik rytmicznie latem przesiadywał na ławce paląc cygaro i choć ciężko było się oprzeć wrażeniu że to stary zdziwaczały człowiek (to jakkolwiek kuriozalnie może to zabrzmieć) sam nie odzywał się do nikogo ponieważ z nikim nie był po imieniu

13

POETYCKO

48


Zderzenie światów ziemia powietrzem noc dniem susza deszczem a jawa snem porządek chaosem ogień wodą wiara w Boga ślepym losem a staroświeckość nowomodą śmiech łzami małżeństwo rozwodem pary singlami a oskarżony powodem niech światy się ścierają zderzają dobry i zły rany otwierają i zabliźniają niech my to oni a oni to my 14

49

POETYCKO


Styl życia  Olga Bialer  Materiały prasowe Przedruk z numeru wiosna 2015 magazynu „La Rivista”. Szlachetny kult ciała czy niebezpieczna obsesja? Il Bel Paese w szaleństwie La bella figura

Kult jędrnego, smukłego, kształtnie wyrzeźbionego ciała; marzenia o wiecznej młodości, tężyźnie fizycznej i energii życiowej; wygładzone, pozbawione mimiki „twarze-maski”, spoglądające z ulicznych billboardów i ekranów telewizyjnych; pękające w szwach siłownie, gabinety odnowy biologicznej i salony masażu – nie ma wątpliwości, że obsesja perfekcji ogarnęła cały glob. Jednak nawet na tym tle Włosi się wyróżniają: przewidują nadchodzące trendy, wiodą prym w światowych zestawieniach liczby operacji plastycznych, organizują wybory miss tychże zabiegów, zaś wieloletnią władzę powierzają mężczyźnie o uśmiechu Jokera, chełpiącego się swoją witalnością niczym nieśmiertelny bóg.

Italię już kilka lat temu, lecz w przeciwieństwie do wielu innych miejsc na świecie, we Włoszech nie odpuszcza, zataczając nawet coraz szersze kręgi. La bella figura, która dosłownie znaczy tyle, co „piękna sylwetka”, to znacznie więcej niż pielęgnacja urody, ćwiczenia fizyczne, wellness i SPA – to specyficzny sposób zachowania, koncentrujący się wokół wyglądu, a wyznaczający wartości, którymi kierujemy się na co dzień. Przeciętnego Włocha, znacznie bardziej niż rozważania natury etycznej, zaczęły pochłaniać dylematy natury estetycznej. La bella figura wpływa bowiem na wszelkie dziedziny życia: od bliskich relacji rodzinnych poprzez związki damsko-męskie, po świat mediów, biznesu i polityki.

PIĘKNO ZOBOWIĄZUJE

GŁODNY, ALE MODNY

W Polsce mawiamy, że nie wszystko złoto, co się świeci, Anglicy przestrzegają przed osądzaniem książki po okładce, zaś we Włoszech to właśnie „opakowanie” jest nie mniej ważne, a może i nawet mocniej pożądane, niż zawartość. Z jednej strony świadczy to o powierzchowności, jednak można to również interpretować jako „kwestię smaku” i wyrafinowanego poczucia estetyki, tak silnie zakorzenionego w tradycji narodowej i kulturowej Włoch. Odnosi się nieodparte wrażenie, że w kraju o maksymalnym stężeniu wszelkiego rodzaju piękna na metr kwadratowy – od cudów natury, poprzez perełki architektury, aż po przebogate zbiory sztuki – jego mieszkańcy z szacunkiem i pokorą dostosowali się do idealnej harmonii otoczenia.

Socjolodzy zachodzą w głowę, jak to możliwe, że kraj lodów, pizzy i makaronu zamieszkują najszczuplejsi ludzie w Unii Europejskiej. Powiada się, iż zawdzięczają to zdrowej kuchni śródziemnomorskiej, jednak ci najbardziej zainteresowani i najlepiej wtajemniczeni, czyli właściciele knajpek i restauracji, żalą się i na spadek liczby klientów, i na rewolucje na talerzach, zakrawającą na kulinarną profanację. Zamiast delektować się godzinką pysznego lunchu, ich rodacy wolą poddawać swoje ciała torturom, wyciskając siódme poty na siłowni albo poddając się błyskawicznemu botoksowi. Kiedy już zaszczycą restaurację swoją obecnością, wybrzydzają na kalorie, tłuszcze i gluteny, zamawiając w końcu listek sałaty.

SZALEŃSTWO PERFEKCJI Wrodzone zamiłowanie do piękna przybrało jednak ostatnio znamiona zaraźliwej choroby społecznej o wdzięcznej nazwie la bella figura. Opanowała ona MATERIAŁ PROMOCYJNY

WŁOSKA METODA NA KARTACH HISTORII Według prestiżowego magazynu „The Economist”, Włochy zajmują trzecie miejsce pod względem liczby przeprowadzanych operacji plastycznych; wyprzedzają je jedynie Korea Południowa i Grecja. Włoscy 50


chirurdzy mieli istotny wkład w rozwój medycyny estetycznej, której historia sięga aż XV wieku. Pierwsze zabiegi dotyczyły rekonstrukcji amputowanego nosa, jako że dotkliwe, okaleczające kary cielesne były wówczas na porządku dziennym. Rodzina sycylijskich lekarzy Branca zainicjowała w owym czasie innowacyjną i mało inwazyjną metodę przeszczepu tkanki skórnej z przedramienia, upowszechnioną następnie na całym świecie jako tzw. „włoska metoda”. Kiedy w zeszłym roku na miss operacji plastycznych wybrano kandydatkę o idealnie skrojonym nosie, historia symbolicznie zatoczyła koło. Koronę wręczono zwyciężczyni przy dźwiękach przeboju z lat 50. Come prima, piu' di prima, ale w tekście zmieniono kilka słów: zamiast „teraz już bardziej niż kiedyś będę kochać ciebie”, nietypowa miss Italia zanuciła pod, nomen omen, nosem: „bardziej niż kiedyś będę kochać siebie”. PIĘKNO SPOD SKALPELA We Włoszech poddają się operacji dosłownie wszyscy: od gwiazd filmu i telewizji po biznesmenów, gospodynie domowe i hydraulików. Najbardziej popularnymi zabiegami są: naciąganie powiek, liposukcja oraz powiększanie biustu, jednak największy rozgłos Włochy zawdzięczają operacjom powiększania męskiego przyrodzenia, w których od wielu lat są niekwestionowanym światowym liderem. Ponieważ sprawa jest nadzwyczaj delikatna, wieść o złotych rękach włoskich chirurgów rozchodzi się jedynie pocztą pantoflową. Z drugiej strony, dobry, sprawdzony chirurg polecany jest równie często i swobodnie jak fryzjer, niania czy dentysta. Wielu z nich cieszy się coraz większym szacunkiem społecznym. Można by przypuszczać, że w dobie kryzysu ekonomicznego gabinety opustoszeją. Stało się jednak wręcz przeciwnie – do specjalistów ustawiają się kolejki, ponieważ, jak mawiają „pacjenci”, medycyna estetyczna łączy w sobie elementy uzdrawiania, kosmetologii, psychologii, a nawet magii… Chirurdzy plastyczni stali się już gwiazdami medialnymi, zmagając się w konkurencji na najbardziej udaną operację plastyczną, przeprowadzaną na żywo podczas telewizyjnych show. TUPECIK PREMIERA SPRAWĄ WAGI PAŃSTWOWEJ „Modę na urodę” skwapliwie wykorzystują również złotouści i wymuskani politycy, w tym klasyk gatunku, były wieloletni premier Berlusconi, który regularnie od 11 lat oddaje się w ręce „szwajcarskich cudotwórców skalpela”. Nikogo już nie dziwi miesięczny urlop premiera z powodu rekonwalescencji po przeprowadzonym liftingu. Jego próżność była wielokrotnie rozgrzeszana, a nawet wychwalana jako przejaw energii życiowej i sił witalnych. Stał się on w ten sposób niedoścignionym wzorem dla całego pokolenia męż-

51

czyzn 50+, a także nieukrywanym obiektem westchnień dla pań w każdym wieku. Z badań przeprowadzonych tuż po przeszczepie włosów byłego premiera, prawie 80% Włochów nie zanotowało z tego powodu żadnej ujmy na jego wizerunku czy spadku autorytetu władzy. Niewielu zresztą zauważyło jakąkolwiek zmianę, za to echem w Europie odbił się zgrzyt dyplomatyczny, kiedy premier przyjmował premiera Wielkiej Brytanii z przewiązaną na czole bandamką, przypominając tym samym pirata. Patrząc na nadmiernie odmłodzoną i nienaturalnie opaloną twarz, pozbawioną zmarszczek szyję oraz kruczoczarne włosy w miejscu zakoli, trudno uwierzyć, iż mamy do czynienia z 76-latkiem. Uzasadnione wydają się zatem obawy specjalistów, że ciągłe metamorfozy polityka to już nie tyle narcystyczna miłość własna, ile zgubny nałóg, wciągający lwią część klientów medycyny estetycznej. RANDKA Z NARCYZEM Włoscy mężczyźni słyną z niepohamowanej słabości do jaskrawych kolorów, sweterków w serek, zbyt wąskich dżinsów i nieodłącznej brylantyny na włosach. Ich kolekcja markowych ubrań w garderobie, rozległy asortyment kosmetyków na toaletce oraz częstotliwość bywania w różnego rodzaju salonach urody zawstydza nierzadko nawet ich własne partnerki. Wśród młodszego pokolenia prawdziwe rekordy popularności biją najnowocześniejsze metody depilacji, zaś u nieco starszego – przeszczepy. Podczas gdy całą Europę opanował ostatnio szał na mężczyzn typu „silny, dziki, nieociosany, rozczochrany drwal”, Italia pozostała niewzruszona i wierna swojemu metroseksualnemu ideałowi… Łasy na komplementy macho zdolny jest godzinami podziwiać własne oblicze – od samochodowego lusterka po sklepowe wystawy – mierząc się jednak stopniowo z brutalną prawdą, czyli pierwszymi oznakami upływającego czasu. A ponieważ słabo znosi jakąkolwiek krytykę, zostaje najbardziej zdyscyplinowanym klientem salonów kosmetycznych oraz licznych zabiegów z użyciem skalpela. W tej bowiem kwestii, w przeciwieństwie do wielu innych sfer życia społecznego, panuje we Włoszech całkowite równouprawnienie płci. CIAO BELLA! Włochy to bodaj ostatni kraj w Europie, w którym mężczyźni mogą bezkarnie gwizdać i pokrzykiwać na przechodzące ulicą kobiety. Nie bez powodu zaniedbywane i rozczarowane turystki o zranionych sercach przybywają z całego świata do tego bastionu maczyzmu, aby podbudować nadwątlone powszechnie panującą poprawnością polityczną i wojującym

MATERIAŁ PROMOCYJNY


feminizmem ego. Rozpieszczone i skomplementowane, z ulgą wracają jednak do swoich krajów, gdy tymczasem ich włoskie koleżanki, wychowywane w przesyconym obsesją urody społeczeństwie, od małego uczą się budować poczucie własnej wartości, przeglądając się w oczach innych. W tym kontekście nie dziwi więc fakt, że jednym z najbardziej upragnionych prezentów na 18-te urodziny stała się we Włoszech operacja powiększania piersi, fundowana ukochanym córkom przez ich ojców. W późniejszym zaś wieku matki, żony i kochanki same fundują sobie podobne zabiegi, jeśli tylko przez dłuższy czas nikt nie zagwiżdże, nie zawoła, nie spojrzy... BUNTOWNICY Z ELITARNEGO „KLUBU BRZYDALI” W kraju, w którym wszyscy – od sprzątaczki po premiera – wyglądają jak z żurnala, wręcz nie uchodzi być brzydkim. Dlatego za najodważniejszy przejaw społecznego buntu uznać można przynależność do sławnego, elitarnego „Klubu brzydali” (Club dei brutti), który przekornie został założony właśnie w Italii – kraju piękna. Pierwsze podobne stowarzyszenie powstało w miejscowości Piobbico jeszcze w XIX wieku i miało charakter biura matrymonialnego dla 128 mieszkanek miasteczka „skazanych” na staropanieństwo z powodu swojej brzydoty. W 1963 roku, już jako Międzynarodowe Stowarzyszenie Brzydali, reaktywował je jeden z mieszkańców miasteczka i późniejszy wieloletni przewodniczący Telesfor Iacobelli, który do najpiękniejszych może i nie należał, ale za to potrafił pięknie żyć. W swoim testamencie napisał podobno: Zwierciadło nie powinno być narzędziem hedonizmu, lecz służyć oglądaniu duszy.

ność, la bella figura posiada swoją ciemną stronę – la brutta figura. Jak twierdzi Luigi Barzini, autor klasycznego, monumentalnego, lecz do dziś aktualnego dzieła Gli Italiani z 1963 roku, Włosi mają wręcz wyjątkowy talent do prześlizgiwania się gładko po tafli życia, zamiatania pod dywan wszelkich brudów, wszystkiego, co niewygodne czy bardziej wymagające. Jest to również forma psychologicznego samooszukiwania się, zaczarowywania rzeczywistości i udawania, że wszystko mamy pod kontrolą, nawet gdy tuż za piękną fasadą kryje się nieco mniej doskonała prawda. Spójrzmy jednak przychylnym okiem na „włoską chorobę”, szczególnie z perspektywy kraju przez lwią część roku tonącego w szarzyźnie, pozbawionego światła i jaskrawszych barw. Jak widać, Włosi są mistrzami uwodzenia i kokieterii również w stosunku do samych siebie, bo czymże innym jest pielęgnacja urody i rozpieszczanie własnego ciała? My niekoniecznie musimy od razu trafiać pod skalpel. Wystarczy, że podarujemy sobie odrobinę uwagi i czułości każdego dnia, niezależnie od tego, czy uczynimy to z szacunku dla innych ludzi, czy też po to, aby bez kompleksów, dumnie i uroczyście móc powiedzieć do swojego lustrzanego odbicia: „Tak, podobam się sobie”.

Fare bella figura – włoskie wyrażenie idiomatyczne, będące odpowiednikiem polskiego „dobrze wypaść”, „zrobić dobre wrażenie”.

Zrzeszający obecnie ponad 50 tysięcy członków klub postawił sobie następujące cele: uwrażliwienie obywateli na problemy ludzi brzydkich, pomoc psychologiczną w pozbyciu się fobii i kompleksów oraz walkę z dyskryminacją z powodu wyglądu w miejscach pracy. Głośny stal się przypadek brawurowej obrony żołnierza skierowanego do rezerwy za to, że był zwyczajnie „piękny inaczej”. Klub ma emblemat w postaci głowy dzikiego niedźwiedzia, a także godło – uśmiechniętego, szczęśliwego brzydala, który, paląc fajkę, z dumą oznajmia, że „Brzydota jest cnotą, piękno zaś zniewoleniem”. Nie można sobie również wyobrazić bardziej trafnego patrona niż mitologiczny bóg Wulkan, który był tak brzydki, że jego własna matka usiłowała w brutalny sposób pozbawić go życia. On jednak, wyposażony w magiczne moce i wyjątkową siłę fizyczną, nie tylko dostąpił zaszczytu wstąpienia na Olimp, lecz, co może nawet bardziej istotne, zdobył serce słynącej z niezwykłej urody Wenus, bogini miłości… FLIRT ZE SOBĄ? Nawet, jeśli pominiemy nasuwające się w sposób oczywisty przywary, jak próżność czy powierzchowMATERIAŁ PROMOCYJNY

52


53

MATERIAŁ PROMOCYJNY


WIELKANOCNY STÓŁ  © home-you.com

NA ŚWIĄTECZNYM STOLE

54


55

NA ŚWIĄTECZNYM STOLE


Patera na świąteczne jajka

1

Obrus na wielkanocny stół

2

Bieżnik na stół/ławę

3

Świeca na stół

4

NA ŚWIĘTECZNYM STOLE

56


Wianek

5

Czajniczek a poranną herbatę

6

Wazon na piękne tulipany

7

Misa na smakołyki

8

57

NA ŚWIĄTECZNYM STOLE


GDZIE JESTEŚ, CUKIERKU? Waldemar Cichoń

Niesforny kot powraca

10 RZECZY, KTÓRE MUSICIE O MNIE WIEDZIEĆ Ann M. Martin

Zamiast wakacji w Wielkim Kanionie, zastepczy obóz dzienny. Co może się jeszcze wydarzyć?

PATRONATY

58


PIKNIK Z PRZYJACIÓŁMI  Materiały prasowe Home & You

59

NIEZBĘDNIK MOLA


NIEZBĘDNIK MOLA

60


61

NIEZBĘDNIK MOLA


OGRÓD KSIĘŻYCOWY Agnieszka Krawczyk

Historia o miłości, dawnych błędach i o wybaczaniu.

NASZ SKRZYWIONY BOHATER Yi Mun-Yol

Przypowieść o żądzy władzy i desperackiej potrzebie akceptacji.

PATRONATY

62


KRÓLIKI PANA BOGA Grzegorz Kozera

Poruszająca opowieść o przyjaźni, miłości, cierpieniu i potrzebie bliskości.

BLIZNY

Katarzyna Michalik-Jaworska Powieść o zmganiu z własnymi demonami. Uważaj! Może pozostawić bliznę.

63 63

PATRONATY


SODOMA I GOMORA Marcel Proust

Kolejna część uznanego przez krytyków arcydzieła.

SEKRET

Charlotte Brontë

Tajemnice, knowania, arystokracja, miłość, piękne młode panny, dumni młodzieńcy – wszystko to łączy się i splata w opowiadaniach, tworzących ten zbiór.

PATRONATY MAGIA WSPOMNIEŃ

64 64


WIOSENNIE  © Fotolia.com

65

OBIEKTYWNIE


Obsesje nr 1/2015 (11)  

Magazyn dla otwartych na literaturę i smaki.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you