Page 7

7 i są konieczne. Tym spostrzeżeniem podzieliłem się z audytorium, po czym omówiłem wiele znanych wówczas aspektów działania różnych tzw. narkotyków. Nic szczególnego dalej by z tego nie wyniknęło, gdyby znany prawicowy dziennikarz, Wojciech Cejrowski, prowadzący wówczas w TV własny program publicystyczny „WC Kwadrans”, nie dowiedział się o tym moim wystąpieniu. Opierając się na cudzych relacjach, sam bowiem na spotkaniu nie był (rzetelność dziennikarzy, nawet katolickich prawicowych, nie jest zwykle ich cechą najmocniejszą) rzucił się na mnie mówiąc, ze zrozumiałym poczuciem wyższości: „Cóż tam jakiś profesorek z Krakowa śmie twierdzić, że narkotyki pełnią jakąś pozytywną rolę w społeczeństwie”. Ta subtelna wypowiedź guru prawicy dziennikarskiej obudziła, chyba wbrew intencji znakomitego publicysty, autora i podróżnika, duże zainteresowanie problemem narkotyków i moimi poglądami w tym względzie. Zwłaszcza, że określenie „profesorek” mające być oczywiście obelgą imputującą moją całkowitą nicość naukową, akuratnie niezupełnie pasowało do mojej osoby, W tym czasie bowiem moja (wysunięta wraz z Fridolinem Sulserem) hipoteza mechanizmu działania leków przeciwdepresyjnych jeszcze dominowała w zachodnim świecie naukowym, przynosząc mi różne honory i wyróżnienia. Oburzenie moich kolegów (ja sam nigdy się specjalnie nie oburzam, kiedy mnie pies obszczeka, bo ja i tak pozostaję sobą, a pies pieskiem) nie miało oczywiście żadnego znaczenia, ale pogardliwa wypowiedź Cejrowskiego obudziła zainteresowanie niektórych dziennikarzy. Przyjechał więc do mnie nieznany mi wcześniej dr Sławomir Zagórski, szef działu naukowego Ga-

Społeczeństwo

zety Wyborczej, i zrobił ze mną długi wywiad do Magazynu GW (poprzednik Dużego Formatu – przyp. red.). Wywiad, w którym powiedziałem prawie wszystko, co myślałem o lekach psychotropowych, uzależnieniach, narkomanii itp. ukazał się pod tytułem „Zło tkwi w nas, a nie w substancji” (mnie się wydaje, że tytuł wymyślił Sławek, on twierdzi, że ja, ale w każdym razie tytuł jest kapitalny). No i od tego czasu zacząłem być postrzegany coraz bardziej jako uczony, który wypowiada się sensownie o psychotropach. Zaczęto prosić mnie o wypowiedzi w różnych miejscach, także w mediach. Zajmując się upowszechnianiem wiedzy o substancjach działających na mózg nie mogłem nie dostrzec, że media z reguły informują o narkotykach w sposób, łagodnie mówiąc, skrzywiony, dając upust swojemu uprzedzeniu do nielegalnych substancji psychotropowych. Dostrzegłem to i na własnej skórze, zwłaszcza kiedy byłem przez radio i telewizję zapraszany do wypowiadania się na temat marihuany. W montażu moje wypowiedzi były często manipulowane albo skracane do nieczytelnego minimum, podczas gdy słowa prawdziwych „ekspertów”, twierdzących, że marihuana zabija dzieci i stanowi dla nich furtkę do tzw. „twardych narkotyków”, stawały się myślą przewodnią danego programu czy audycji. Rozczulającym przykładem takiego uprzedzenia dziennikarzy była migawka w „Wydarzeniach” Polsatu w styczniu 2012 roku. Koło południa zadzwoniono do mnie z prośbą o uwagi na temat problemu konopi w związku z posunięciami Ruchu Palikota. Dwóch bardzo sympatycznych pracowników stacji — kamerzysta i reporter – przeprowadziło ze mną półgodzinną rozmowę, zadając ciekawe i sensowne py-

Magazyn MNB - Zima 2013/2014  
Magazyn MNB - Zima 2013/2014  
Advertisement