Page 1


fot. Jan Pizoń pizonjan.wordpress.com


Wstympniok

3

Maszkety rychtujóm

4

Jodło na łobrozkach

6

Bakusowe forszpajzy

26

Jodło do duszy

Rożnem i wiosłem, czyli karnawał kontra post

Paszteciki francuskie Burgery z krupnioka Rolada serowa Naleśnikowe szaszłyki Kawior z bakłażana

28

Harynki i inksze szpajzy na suchy łobiod

Śledzie z cytryną Śledzie po śląsku Wodzionka / Wodziónka Karminadle rybne Kulki rybne Kartofelkraut lub ciapkapusta

34

Gryfnie, czyli ładnie

48

Bombóny i zisty

Wegańskie ciasto czekoladowe z orzechami Tort „Pavlova” Ciasto czekoladowe z whisky Gorąca czekolada z chili i cynamonem Mus Tarta czekoladowo-bananowa

56

Fizymatynta ło kafyju

Kawiarka

58

Dejcie na to pozór!

Co ma uśmiech do deseru? Pobyt tolerowany

12

Sznapsy, chlasty i blambóry

36

Ino gymizy

Drink biały Rosjanin Mojito z nutą imbiru Orzechowy milkshake Grzany cydr Hot Whiskey / Gorko whiskey Białe grzane wino z mandarynkami

18

Pasztet z kaszą Trójkolorowe paszteciki Pasta grzybowa z soczewicy Pasztet z soczewicy z orzechami i serem feta Pasta z ciecierzycy z pieczonym czosnkiem i orzechami włoskimi Pasztet z kaszy jaglanej z warzywami

Kreple i chrusty na zapusty

Churros Pączki Faworki Pączki rumuńskie papanași Oponki serowe Amerykańskie pączki z dziurką

44

Ślónzoki rajzujóm

61

Po szychcie, czyli naszo inszo stróna

Katarzyna Godlewska

62

Grajfka mom – poradzo som

Kule kąpielowe

Zima, góry i… chleb Alpy

66

Recepisy za rajom

Maszkety

1

w numerze:

1


Maszkety rychtujóm:

Magdalena Cielenga-Wiaterek Redaktor naczelna zielenina.blogspot.com

Katarzyna Godlewska Sekretarz redakcji, opracowanie graficzne wedlug-lokatej.blogspot.com

Urszula Mazurowska Składmistrzyni, opracowanie graficzne eksperymentsobotni.blox.pl

Magdalena Kozłowska Projekt winiety www.rogalikblog.pl

Bernadeta Jarnot-Manecka mojkulinarnypamietnik.blogspot.com

Anna Poloczek namiotle.pl

Marta Borowiec pass-the-food.blogspot.com

Aneta Wojciechowska planeta-smaku.blogspot.com

Anna Łabońska ania-od-kuchni.blog.pl

Iwona Starzec decorate-a-cake.blogspot.com

Aleksandra Oslislo oslislo.pl/ostryga

Agata Nastulak dreamytaste.blogspot.com

Józefina Hądz goodmoodfood-goodmoodfood.blogspot.com

Barbara Salamon-Szympruch podrozehani.blogspot.com

Magdalena Ścibor worldonafork.blogspot.com

Dominika Zagrodzka foodie.blog.onet.pl

Joanna Furgalińska www.furgaleria.pl/blog

Ida Kasprzyk www.fabrykotki.pl www.facebook.com/fabrykotki

Dagmara Gładysz-Raiwa pocztowkizirlandii.wordpress.com

www: magazynmaszkety.pl kontakt: magazynmaszkety@gmail.com

fot. Magdalena Ścibor


Wstympniok Magdalena Cielenga-Wiaterek redaktor naczelna

Napiszę coś kompletnie niepopularnego: tęsknię za „prawdziwymi” zimami, z zaspami i solidnym mrozem (bądźmy jednak rozsądni – maksymalnie 10 stopni na minusie w zupełności mnie uszczęśliwi). No cóż, wydaje mi się, że takie zimy to już tylko w moich wspomnieniach albo w górach. Żeby osłodzić sobie plusowe temperatury, zajrzę chętnie do naszego słodkiego działu „Bombony i zisty”, który w karnawale serwuje same czekoladowe smakowitości! Gdyby było mi mało, zjem krepla z „Krepli i chrustów na zapusty”, a deser popiję drinkiem z naszego specjalnego, karnawałowego działu z napojami wyskokowymi o wdzięcznej nazwie „Sznapsy, chlasty i blambory”. Dla tych, którzy nie przepadają za maszketami, mamy sporo propozycji na przystawki, a także na postny obiad i tradycyjnego śledzika, który, mimo że nie jest regionalną tradycją, dobrze się u nas przyjął. Jak zawsze dbamy także o stronę duchową i numer zimowy obfituje w interesujące artykuły – podróżniczy, bardzo na czasie o Alpach; o edukacyjnym projekcie „Pobyt tolerowany”. Mnie szczególnie zainteresował ten o obrazie Petera Breughla „Wojna karnawału z postem”, który bardzo polecam. Życzę Czytelnikom upojnego karnawału, a sama oddalam się w poszukiwaniu prawdziwej zimy ze szklaneczką grzanego cydru w dłoni – przepis oczywiście w magazynie!

krepel – pączek Maszkety

3


Maszkety www.facebook.com/godejachim

4


Maszkety

5


Maszkety fot. Katarzyna Godlewska

6


Urszula Mazurowska

Dla jednych karnawał rozpoczyna się w noc sylwestrową, dla innych w dniu Trzech Króli, ale dla wszystkich definitywnie kończy się ostatkami, nazywanymi też często pieszczotliwie „śledzikiem”, przed Środą Popielcową, która oznacza początek wielkiego postu i oczekiwanie na Wielkanoc. W tym okresie spotykamy się z przyjaciółmi tak często, jak to tylko możliwe, częściej w naszych domach niż w lokalach, bo większość z nas woli nieformalny charakter takich spotkań. Mamy wtedy wpływ i na muzykę, i na stroje, i oczywiście na menu. Dla mnie to doskonały pretekst, by wypróbować niecodzienne przepisy, choć to nie zawsze prosta sprawa. Zdarza się, że ktoś jest na diecie, inny nie je mięsa lub produktów z glutenem, a jeszcze inny lubi zjeść coś solidnego raz a dobrze. Jeśli nie masz jeszcze pomysłu na to, czym ugościsz przyjaciół, skorzystaj z naszych propozycji. Warto pamiętać, że najwygodniejsze na takie imprezy są przekąski „na jeden kęs”, sałatki, dania na gorąco oraz desery, które goście bez problemu, nie brudząc się, zjedzą na stojąco. Warto też zwrócić uwagę na ich wygląd, bo nie ma co ukrywać, jemy przede wszystkim oczami. Poświęćmy chwilę na spokojne zaplanowanie wszystkiego, od zakupów po dekorację stołu, tak abyśmy brali udział w zabawie wypoczęci i zadowoleni z efektów swojej pracy, bo w końcu szefowie kuchni też się lubią bawić.

Maszkety

7


– BAKUSOWE FORSZPA JZY –

przepis i zdjęcie: Aneta Wojciechowska

Paszteciki francuskie 1 opakowanie ciasta francuskiego, 150 g suszonych grzybów, 300 g kiszonej kapusty, 1 cebula, 2 łyżki masła, 1 żółtko, sól i pieprz

Suszone grzyby namaczamy w wodzie, a następnie gotujemy je przez 20 minut. Odcedzamy, zachowu-

jąc wywar. Cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na maśle. Kapustę drobno siekamy i odciskamy. Przekładamy ją do garnka, dodajemy cebulkę i zalewamy wywarem grzybowym. Dusimy razem, aż kapusta będzie miękka. Do przestudzonej kapusty dodajemy drobno posiekane grzyby. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Ciasto francuskie rozwijamy na blacie, dzielimy je na prostokąty o szerokości ok. 15 cm. Pośrodku każdego kawałka na całej długości układamy farsz. Smarujemy brzegi ciasta rozkłóconym żółtkiem i dokładnie zlepiamy. Ostrym nożem kroimy rulony na kawałki o długości 6 cm. Każdy pasztecik układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i smarujemy żółtkiem. Pieczemy 25 minut w piekarniku nagrzanym do 180°C. Podajemy jako dodatek do barszczu.

Maszkety

8


– BAKUSOWE FORSZPA JZY –

przepis: Józefina Hądź, zdjęcie: Marcin Mazurowski

Burgery z krupnioka z kiszoną kapustą na 2 porcje 2 małe, świeże krupnioki, 95 g ugotowanej kaszy jaglanej, 2 łyżki bułki tartej, 2 bułki do burgerów, 2 spore garści kiszonej kapusty, ½ małej cebuli, ½ czerwonej cebuli, 1 duży kiszony ogórek, kilka listków świeżej kolendry, 1 łyżka oleju rzepakowego, musztarda Dijon, ketchup, sól, pieprz, cukier

Farsz krupnioka wyciskamy do miski (skórkę wyrzucamy), dodajemy kaszę jaglaną i bułkę tartą. Do-

kładnie razem mieszamy. Z powstałej masy lepimy 2 burgery, układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy 10 minut w temperaturze 150°C. Po tym czasie przewracamy burgery na drugą stronę i pieczemy kolejne 10 minut. Kapustę kiszoną dokładnie odcedzamy i odciskamy nadmiar zalewy. Drobno szatkujemy. Cebulę kroimy w bardzo drobną kostkę, dodajemy do kapusty, wlewamy łyżkę oleju i doprawiamy solą, pieprzem i cukrem. Górę i spód bułki smarujemy musztardą i keczupem. Na spód kładziemy solidną garść kiszonej kapusty, na wierzchu układamy upieczony kotlet z krupnioka, kilka krążków czerwonej cebuli i kilka plasterków kiszonego ogórka. Dekorujemy świeżą kolendrą i przykrywamy drugą połówką bułki.

Maszkety

9


– BAKUSOWE FORSZPA JZY –

przepis i zdjęcie: Bernadeta Jarnot-Manecka

Rolada serowa 500 g sera gouda w kawałku, 300 g pieczarek, 350 g szpinaku, 2 trójkąty serka topionego, 1 czerwona papryka, 50 g masła, sól do smaku, pieprz do smaku, 3 łyżki masła W garnku zagotowujemy wodę. Garnek zdejmujemy z ognia i wkładamy do środka ser szczelnie owinięty w folię. Przykrywamy i odstawiamy na 45 minut, kiedy to ser musi zmięknąć, by dać się łatwo formować. W tym czasie przygotowujemy farsz. Pieczarki i paprykę kroimy w drobną kostkę. Szpinak myjemy i osuszamy. Na dużej patelni rozpuszczamy 3 łyżki masła. Wrzucamy pieczarki i smażymy kilka minut, dodajemy szpinak, doprawiamy solą, pieprzem. Mieszamy razem, smażymy tylko tyle, by szpinak zmniejszył swą objętość. Odstawiamy do lekkiego ostygnięcia. Dodajemy paprykę, mieszamy. Kiedy masa nie będzie już gorąca, dodajemy 50 g masła i serki topione. Wszystko dokładnie razem ucieramy. Miękki ser wyjmujemy z folii. Kładziemy na blat, stolnicę albo silikonową matę, a następnie rozwałkowujemy na prostokątny placek o grubości około 0,5 cm. Na ser wykładamy przygotowaną masę, rozprowadzamy równomiernie na całej powierzchni. Zwijamy w roladę wzdłuż szerszego boku, dokładnie dociskając. Owijamy folią spożywczą oraz ściereczką i wkładamy do lodówki na całą noc, by stężała. Gotową kroimy na cienkie plastry. Maszkety

10


– BAKUSOWE FORSZPA JZY –

przepis i zdjęcie: Magdalena Kozłowska

Naleśnikowe szaszłyki z łososiem i mascarpone na naleśniki 250 ml mleka, 170 g mąki pszennej, 1 jajko, spora szczypta soli, olej do smażenia nadzienie kilka plasterków wędzonego łososia, małe opakowanie serka mascarpone, pęczek koperku, sól, świeżo mielony pieprz dodatkowo patyczki do szaszłyków Miksujemy mleko, mąkę, jajko i szczyptę soli. Smażymy naleśniki (5-6 sztuk). Odkładamy do wystudzenia. Każdy naleśnik smarujemy serkiem mascarpone na wierzchu, układamy gałązki świeżego koperku i cienkie kawałki wędzonego łososia. Wedle uznania doprawiamy solą i pieprzem. Zrolowane wkładamy do lodówki, bo schłodzone łatwiej się kroi. Po schłodzeniu każdy naleśnik kroimy na 2 centymetrowe kawałki i nadziewamy na patyczki do szaszłyków.

przepis i zdjęcie: Urszula Mazurowska

Kawior z bakłażana 2 bakłażany, 3 czerwone papryki, 2 cebule, 2 marchewki, 6 pomidorów, 5 ząbków czosnku, sól, pieprz, tymianek, olej do smażenia Cebulę, marchewkę i paprykę kroimy w drobną kostkę. Cebulę z marchewką smażymy na oleju przez 5-7 minut. Następnie dodajemy paprykę i smażymy kolejne 5 minut. Przyprawiamy do smaku tymiankiem, solą i pieprzem. Bakłażany kroimy w kostkę dwa razy większą niż pozostałe warzywa. Dodajemy do reszty warzyw i smażymy 10 minut. Obrane ze skórki pomidory i czosnek drobno siekamy (czosnek możemy zetrzeć na tarce), dodajemy do reszty. Dusimy na średnim ogniu przez 40 minut. Przed podaniem ewentualnie ponownie doprawiamy. Możemy podawać i na ciepło, i na zimno.

Maszkety

11


Maszkety fot. Marta Borowiec

12


Magdalena Ścibor

Witamy w karnawale! Mieszkanie posprzątane, dekoracje gotowe, w lodówce pyszności czekające na przyjście przyjaciółek… Jest karnawał, więc zaskoczcie je alkoholowymi drinkami, które będą efektownym dodatkiem do waszego spotkania w babskim gronie. Kilka prostych i sprawdzonych przepisów pozwoli Wam podać napój cieszący nie tylko kubki smakowe, ale i oko. My kobiety mamy tendencję do sięgania po drinki słodkie – z dodatkiem likierów lub słodkich napojów. Warto mieć pod ręką prosty syrop cukrowy, który możemy przygotować dużo wcześniej, gotując taką samą ilość wody i cukru, do momentu jego rozpuszczenia – i nim dosładzać koktajle według uznania. Zwracamy też większą uwagę niż panowie na dekorację. Z tą starajmy się jednak zachować umiar, pamiętając, że przygotowujemy napój, a nie sałatkę owocową podaną na szklance – kilka plasterków owoców zdecydowanie wystarczy. Na pewno znajdą się wśród nas także miłośniczki drinków serwowanych na ciepło, idealnych na zimę. Wśród nich dominują różne wersje wina grzanego, grzańce z dodatkiem rumu. My proponujemy spróbować miodowo-korzennego cydru, białego wina w zimowej odsłonie i rozgrzewającej whiskey. Nie warto planować serwowania bardzo skomplikowanych drinków, których przygotowanie niepotrzebnie będzie nas stresować i zamiast spędzić czas na wesołych rozmowach, przesiedzimy go w kuchni. Wystarczy trochę wyobraźni i sprawdzone połączenia. Pamiętajcie tylko, że nawet jeśli alkohol jest ledwo wyczuwalny, nie znaczy, że jest go w drinku niewiele, o czym możecie przekonać się następnego dnia. Udanej zabawy!

Maszkety

13


– SZNAPSY, CHL AST Y I BL AMBÓRY –

przepis i zdjęcie: Bernadeta Jarnot-Manecka

Drink biały Rosjanin 5 kostek lodu, 50 ml śmietanki słodkiej lub mleka skondensowanego, 30 ml likieru kawowego Kahlúa, 30 ml wódki Kostki lodu wkładamy do wysokiej szklanki. Pozostałe składniki wlewamy w następującej kolejności: wódkę, likier kawowy oraz śmietankę. Warstwy powinny się zachować, ale możemy także wszystko wymieszać.

Maszkety

14


– SZNAPSY, CHL AST Y I BL AMBÓRY –

przepis i zdjęcie: Magdalena Ścibor

Orzechowy milkshake 40 ml wódki o smaku orzechów laskowych, 40 ml likieru Baileys, 160 ml mleka, kilka kostek lodu, starta czekolada mleczna Wódkę, likier, mleko i kostki lodu wrzucamy do shakera i energicznie wstrząsamy, aż mleko się spieni na gęstą pianę. Gotowy drink przelewamy do szklanki, posypujemy startą czekoladą mleczną i podajemy.

przepis i zdjęcie: Marta Borowiec

Mojito z nutą imbiru Syrop imbirowy: 50 g świeżego imbiru, 200 g cukru, 200 ml wody W rondlu podgrzewamy wodę z cukrem, dodajemy imbir. Gotujemy pod przykryciem ok. 15 minut, aż syrop nabierze imbirowego aromatu. 40 ml białego rumu, 40 ml syropu imbirowego, sok z ½ limonki, 1 łyżka cukru trzcinowego, cząstki limonki, garść liści mięty, woda sodowa, pokruszone kostki lodu Liście mięty przekładamy do wysokiej szklanki, dodajemy cukier i sok z limonki. Całość ugniatamy za pomocą drewnianego tłuczka, aby mięta oddała swój aromat, a cukier się rozpuścił. Do szklanki wsypujemy lód i cząstki limonki do około ⅔ jej wysokości. Wlewamy syrop oraz rum, dopełniamy wodą sodową i lekko mieszamy. Dekorujemy listkami mięty.

Maszkety

15


– SZNAPSY, CHL AST Y I BL AMBÓRY – przepis: Dagmara Gładysz-Raiwa, zdjęcie: Magdalena Ścibor

Grzany cydr 1 l soku żurawinowego, ½ l cydru, 2 łyżki naturalnego miodu, kawałeczek świeżego imbiru (1 cm), 2 laski cynamonu, 6 goździków, cienko obrana skórka z 2 pomarańczy do dekoracji: 1 jabłko pokrojone w cienkie plasterki, garść świeżej żurawiny Cydr, sok żurawinowy i miód wlewamy do rondla, stawiamy na małym ogniu i mieszamy, aż miód się zupełnie rozpuści. Dodajemy drobno starty imbir, laski cynamonu, goździki i skórkę z pomarańczy. Podgrzewamy – pilnując, by nie zagotować − ok. 10 min. Rozlewamy do szklanek, dekorujemy plasterkami jabłka oraz świeżą żurawiną.

Maszkety

16


– SZNAPSY, CHL AST Y I BL AMBÓRY –

przepis i zdjęcie: Dagmara Gładysz-Raiwa

Hot Whiskey 35 ml irlandzkiej whiskey, łyżeczka brązowego cukru lub miodu, plasterek cytryny, 8-10 goździków, gorąca woda Plasterek cytryny szpikujemy goździkami. Do szklanki z grubego szkła wkładamy cukier lub miód, zalewamy whiskey i mieszamy, aż się częściowo rozpuści. Ostrożnie, lejąc po odwróconej łyżeczce, uzupełniamy szklankę gorącą wodą. Mieszamy, aż cukier całkowicie się rozpuści, wkładamy plasterek cytryny, podajemy od razu.

Gorko whiskey

przepis i zdjęcie: Anna Łabońska

Białe grzane wino z mandarynkami 0,7 l białego półwytrawnego wina, 3 słodkie mandarynki bez pestek, 60 g miodu, 4 strąki kardamonu, 4-5 goździków, 2 większe kawałki kory cynamonowej, 2-3 plasterki obranego imbiru Mandarynki dokładnie myjemy w ciepłej wodzie i kroimy w poprzek, w cienkie plastry wraz ze skórką, końcówki odcinamy. Wszystkie składniki grzańca umieszczamy w szerokim garnku. Całość gotujemy na niewielkim ogniu do chwili, aż wino będzie silnie parować, co jakiś czas mieszając. Nie dopuszczamy do zagotowania wina. Gorący trunek przelewamy do wysokich szklanek z uszkiem i uzupełniamy plasterkami mandarynek. Podajemy gorące.

35 ml irlandzkij whiskey, 1 łeżyczka brunotnego cukru abo miodu, szajdka citróna, 8-10 nelków, war Szajdka citróny filujymy nelkami. Do szolki z rubym spodkiym sujymy cuker albo dowomy miód, wlywomy whiskey i miynszomy, aż sie wszyjsto do kupy rozpuści. Po łobróconyj łeżyczce wlewómy war, fyrlomy, wciepujymy citróna i zarozki dowómy do picia. Maszkety

17


Marta Borowiec Jest taki dzień w roku, w którym można sobie pofolgować bez wyrzutów sumienia – tłusty czwartek. To święto wyjątkowo mocno zakorzenione w kulturze chrześcijańskiej, choć swoimi korzeniami sięgające czasów starożytnych. W tym dniu starożytni Rzymianie organizowali huczne przyjęcia i zabawy, okraszone tłustym jedzeniem i alkoholem, aby godnie pożegnać zimę i przywitać wiosnę. Zwyczaj ten ewoluował przez wieki i trafił również pod polskie strzechy. Tłusty czwartek rozpoczyna ostatni tydzień karnawału, jest więc ostatnim czwartkiem przed wielkim postem. Obecnie świętujemy w tym jednym dniu, ale kiedyś trwało to przez cały tydzień, do środy popielcowej. Okres ten nazywano mięsopustem lub ostatkami, trzeba było się wybawić i najeść do syta, by móc pościć przez następne 40 dni. W tym czasie w polskich domach organizowano bale i zabawy, które trwały do białego rana. Stoły były suto zastawione, królowały tłuste mięsiwa i równie tłuste słodkości. Podawano smażone racuchy, bliny, pampuchy, a także pączki i faworki. Stary przesąd mówi, że „kto w tłusty czwartek nie zje ani jednego pączka, temu źle się będzie w życiu wiodło”. Być może dlatego najczęściej sięgamy właśnie po pączki. Tradycyjnie są nadziewane konfiturą z róży i oblewane lukrem, ale cukiernie prześcigają się w tworzeniu nowych kompozycji – z adwokatem, bitą śmietaną, czekoladą, budyniem. Oprócz pączków jada się także faworki oraz smażone serowe oponki. Ale tłuste, smażone łakocie nie są wyłącznie naszą domeną. W USA niepodzielnie królują słodkie doughnuts, oblewane polewami w różnych smakach i kolorach. W Hiszpanii zajadają się chrupiącymi churros obtoczonymi w cukrze i nurzanymi w sosie czekoladowym. W Rumunii podaje się fantazyjne papanași, z dużą ilością cukru, śmietany i musu owocowego. Lista regionalnych „pączków” z pewnością jest bardzo długa i nieprzyzwoicie słodka. Tym razem zapraszam do wypróbowania kilku typowo polskich przysmaków przełamanych słodkościami ze świata. I pamiętajcie, by w tłusty czwartek zjeść przynajmniej jeden pączek!

Maszkety

18


– KREPLE I CHRUST Y NA ZAPUST Y –

przepis i zdjęcie: Marta Borowiec

Churros 250 g mąki pszennej, 1 łyżka proszku do pieczenia, duża szczypta soli, 50 g masła, 2 łyżki cukru, 1 łyżka ekstraktu waniliowego, 350 ml wrzącej wody cukier cynamonowy 150 g drobnego cukru, 1 łyżka cynamonu sos czekoladowy 150 g czekolady mlecznej, 60 ml mleka Mąkę przesiewamy do dużej miski razem z proszkiem do pieczenia, solą i cukrem. W garnku gotujemy wodę, dodajemy ekstrakt waniliowy i masło. Gdy masło się rozpuści, gorący płyn wlewamy do mąki i energicznie mieszamy za pomocą drewnianej łyżki. Ciasto powinno być gęste i jednolite. Ciasto odstawiamy na 10 minut. Po tym czasie przekładamy ciasto do rękawa cukierniczego z gwiaździstą końcówką. Ok. 10-centymetrowe kawałki ciasta wyciskamy bezpośrednio na rozgrzany olej. Smażymy na głębokim oleju na ciemnozłoty kolor. Po usmażeniu przekładamy churros na ręcznik papierowy, aby odsączyć je z nadmiaru tłuszczu. W rondelku podgrzewamy mleko i rozpuszczamy w nim posiekaną czekoladę. Drobny cukier mieszamy z cynamonem i w tej mieszance obtaczamy usmażone churros. Podajemy z ciepłym sosem czekoladowym.

Maszkety

19


– KREPLE I CHRUST Y NA ZAPUST Y –

Maszkety

20


– KREPLE I CHRUST Y NA ZAPUST Y –

kreple przepis i zdjęcie: Anna Poloczek

Pączki

zaczyn 30 g drożdży, 80 ml mleka, 1 łyżka mąki, 1 łyżeczka cukru,

ciasto: 250 g mąki pszennej, 4 żółtka, 75 g cukru, 150 ml słodkiej śmietanki, szczypta soli, 60 g masła, konfitura, dżem lub powidła, tłuszcz do smażenia Zaczyn: ucieramy drożdże z cukrem i mąką, dokładnie mieszamy z letnim mlekiem, odstawiamy na pół godziny do wyrośnięcia. Do miski żaroodpornej lub metalowej wbijamy żółtka i dodajemy cukier. Miskę ustawiamy na garnku z gotującą się wodą, ubijamy na parze na jednolity, jasny i puszysty krem. Mąkę z solą przesiewamy do miski miksera, dodajemy do mąki ubite żółtka i śmietankę (nie z lodówki!), zaczyn i wyrabiamy ciasto około 10 minut. Do ciasta wlewamy stopione, ostudzone masło i wyrabiamy jeszcze kilka minut. Przykrywamy miskę ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia – ciasto powinno podwoić swoją objętość. Wyrośnięte ciasto wykładamy na stolnicę (ciasto jest dosyć luźne, musimy blat mocno podsypać mąką). Rękami rozpłaszczamy ciasto na placek grubości 2 cm. Z ciasta wycinamy pączki, nadziewamy je konfiturą, starannie zlepiamy, układamy na posypanej mąką stolnicy zlepieniem do dołu. Odstawiamy w ciepłe miejsce, żeby wyrosły. Tłuszcz rozgrzewamy. Na gorący tłuszcz kładziemy po 2-3 pączki. Pączki smażymy na złoty kolor. Na dobrze wyrośniętych pączkach w czasie smażenia tworzy się jasna obrączka. Usmażone pączki odkładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, który wchłonie nadmiar tłuszczu. Z cukru pudru i niewielkiej ilości wody przygotowujemy płynny lukier. Osączone z tłuszczu pączki lukrujemy. Maszkety

21


– KREPLE I CHRUST Y NA ZAPUST Y –

przepis i zdjęcie: Marta Borowiec

Faworki 5 żółtek, 1 łyżka masła, 2 łyżki cukru pudru, 2 łyżki jogurtu greckiego, 2 łyżki ekstraktu waniliowego (na alkoholu), 260 g mąki pszennej, olej do smażenia (rzepakowy, słonecznikowy), cukier puder do oprószenia Mąkę razem z cukrem pudrem przesiewamy do dużej miski. Masło roztapiamy i łączymy razem z cukrem, jajkami i ekstraktem waniliowym. Mieszamy suche składniki z mokrymi i zagniatamy ciasto. Powinno być dosyć twarde, ale elastyczne. Formujemy kulę, zawijamy ją w folię spożywczą i odkładamy w chłodne miejsce na około godzinę. Ciasto dzielimy na kilka części, rozwałkowujemy na bardzo cienkie placki. Za pomocą noża wycinamy średniej długości paski. Na środku każdego paska robimy niewielkie nacięcie i przewlekamy przez nie jeden koniec ciasta. Gotowe faworki smażymy na głębokim oleju przez kilkanaście sekund na złoty kolor. Przekładamy na ręcznik papierowy i odsączamy z nadmiaru tłuszczu. Na koniec posypujemy cukrem pudrem i od razu podajemy.

Maszkety

22


– KREPLE I CHRUST Y NA ZAPUST Y –

przepis i zdjęcie: Bernadeta Jarnot-Manecka

Rumuńskie papanași 500 g białego sera półtłustego, 100 g cukru, łyżka cukru waniliowego, 2 jajka, 200 g mąki (plus mąka do podsypania), łyżeczka sody oczyszczonej, 250 ml śmietany kremówki, fix do śmietany (opcjonalnie), 150 g owoców sezonowych świeżych lub owocowej konfitury albo dżemu, olej do smażenia W misce mieszamy biały ser razem z cukrem, cukrem waniliowym i sodą. Dodajemy mąkę i jeszcze raz mieszamy. Masa może być lekko klejąca. Stolnicę posypujemy mąką, wykładamy na nią masę i jeszcze raz zagniatamy. Ręce powinny być cały czas omączone. Z ciasta dłońmi formujemy małe kuleczki oraz większe pączki, które lekko rozpłaszczamy i palcem robimy w środku wgłębienie. Kulek i oponek powinno być po tyle samo. W głębokiej patelni rozgrzewamy olej i porcjami smażymy pączki na rumiano z obu stron. Odsączamy z nadmiaru tłuszczu. W międzyczasie ubijamy śmietankę na sztywno, opcjonalnie dodajemy fix, jeśli pączki mają być na stole dłużej niż chwilę. Inaczej pod wpływem ciepłego pączka śmietana łatwo topnieje. Owoce myjemy, miksujemy na gęstą papkę. Jeśli używamy konfitury czy dżemu, to ten krok jest niepotrzebny. Na oponki do środka zagłębienia wkładamy łyżkę śmietany, na to łyżeczkę musu owocowego, konfitury lub dżemu i przykrywamy małą kuleczką. Posypujemy cukrem pudrem. Maszkety

23


– KREPLE I CHRUST Y NA ZAPUST Y –

przepis i zdjęcie: Aneta Wojciechowska

Oponki serowe 250 g twarogu , 100 g śmietany 12%, 300 g mąki pszennej, 2 żółtka, 3 łyżki cukru, 1 płaska łyżeczka sody, 1 łyżeczka spirytusu lub octu, olej do smażenia, cukier puder do posypania Mąkę z sodą przesiewamy do miski. Ser przepuszczamy przez maszynkę lub mielimy blenderem. Łączymy ze sobą wszystkie składniki i zagniatamy je w jednolite ciasto. Delikatnie podsypując stolnicę mąką, wałkujemy ciasto na grubość około 5 mm. Szklanką wycinamy krążki, następnie kieliszkiem robimy małą dziurkę pośrodku każdego krążka. Rozgrzewamy olej w głębokim naczyniu. Oponki smażymy z dwóch stron na złoty kolor, odsączamy je na papierowym ręczniku i posypujemy cukrem pudrem.

Maszkety

24


– KREPLE I CHRUST Y NA ZAPUST Y –

przepis i zdjęcie: Magdalena Ścibor

Amerykańskie pączki z dziurką składniki na ok. 15-20 sztuk

ciasto drożdżowe: 375 g mąki, 7 g suchych drożdży, 1 duże jajko, 180 ml ciepłego mleka, 40 ml letniej wody, 60 g cukru pudru, szczypta soli, 1 łyżka roztopionego masła, ¼ łyżeczki pasty z wanilii, olej do smażenia lukier: 1 ½ łyżki ciepłego mleka, ¾ szklanki cukru pudru Mąkę przesiewamy, dodajemy do niej pozostałe składniki. Wyrabiamy ciasto ręcznie przez kilka minut, aż będzie elastyczne i składniki się połączą. Następnie formujemy z niego kulę, przekładamy do natłuszczonej miski i przykrywamy ściereczką. Odstawiamy w ciepłe miejsce na ponad godzinę, aż podwoi swoją objętość. Wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy na grubość ok. 1 cm na oprószonym mąką blacie. Szklanką wykrawamy kółka, a kieliszkiem – dziurki w ich środku. Surowe pączki przekładamy na blaszkę na pół godziny, by znów wyrosły. Smażymy je w rozgrzanym oleju, z każdej strony po kilka sekund, aż się zrumienią. Olej nie może być za gorący, bo zamiast rumienić zaczną się palić, a środek nadal pozostanie surowy. Po usmażeniu najlepiej przekładać je na talerz wyłożony ręcznikiem kuchennym, by odsączyć nadmiar tłuszczu. Przygotowanie lukru jest bardzo proste. Ucieramy cukier puder z ciepłym mlekiem i voilà! Jeśli będzie zbyt rzadki, dodajemy stopniowo więcej cukru pudru. Obtaczamy w nim usmażone pączki, kiedy są jeszcze ciepłe. Najlepiej smakują tego samego dnia! Maszkety

25


– JODŁO DO DUSZY –

Rożnem i wiosłem, czyli karnawał kontra post W XVII i XVIII wieku funkcjonowało powiedzenie, że Polak woli człowieka zabić niż złamać post. tekst: Dominika Zagrodzka

W 1559 Pieter Bruegel namalował jeden ze swoich najbardziej znanych obrazów. Jego kompozycja jest dla widza nieco frustrująca – ogromna liczba postaci, kilka planów akcji, mnóstwo szczegółowo przedstawionych przedmiotów. Obraz jest podzielony niewidoczną linią na dwie połowy. Po lewej stronie na dole znajduje się gruby mężczyzna siedzący okrakiem na beczce z rożnem w dłoni. Na jego twarzy maluje się wyraz błogiej rozkoszy, z którego domyślamy się, że prawdopodobnie przed chwilą skończył spożywać duży posiłek, najpewniej zakrapiany niemałą ilością wina. Po prawej stronie na wozie siedzi zaś wychudzony mężczyzna, z twarzą wyrażającą smutek i cierpienie. Jego bronią jest wiosło, na którym spoczywają dwie niepozorne ryby. Obraz nosi tytuł „Walka karnawału z postem” i chyba nikt nie ma wątpliwości, która z opisanych postaci jest personifikacją którego okresu. Obżarstwo kontra wstrzemięźliwość, rozpusta versus celibat – jak wyglądały kiedyś, a jak wyglądają dziś? Zacznijmy od karnawału. Większości osób kojarzy się on z okresem zabawy i szalonego imprezowania. Początki karnawału sięgają czasów starożytnych. Pierwowzorem były odbywające

się wczesną wiosną greckie uczty ku czci Dionizosa. Wino lało się wtedy strumieniami, a jedną z popularniejszych rozrywek były seksualne orgie. Największy rozkwit karnawałowej kultury przypada jednak na okres średniowiecza. Karnawał był wówczas przede wszystkim świętem ludu. Barwne korowody i uliczne zabawy na chwilę odwracały społeczną hierarchię. Nie bez powodu mówi się o „świecie na opak”, w którym osoby stojące na najniższych szczeblach drabiny społecznej symbolicznie przejmowały władzę przypisaną warstwom wyższym. Za pomocą śmiechu, mnóstwa jedzenia, radosnych tańców i śpiewów ludzie robili sobie przerwę od szarej, przygnębiającej codzienności, a przy tym wyładowywali negatywne emocje. Podczas karnawału należało nie tylko się bawić, ale także dużo jeść. Kulminacją obżarstwa do dzisiaj jest tłusty czwartek, w który zwyczajowo spożywamy pączki i faworki. Podobno w 1829 roku w Warszawie w cukierniach sprzedano ponad 45 tysięcy pączków, a trzy razy tyle upieczono w prywatnych domach! Współcześnie prawdopodobnie liczby te są jeszcze większe. Tłusty czwartek daje nam możliwość najedzenia się „na zapas”, tuż przed okresem ograniczeń, czyli wielkim postem.

Maszkety

26


– JODŁO DO DUSZY –

Wielki post, rozpoczynający się Środą Popielcową, teoretycznie powinien trwać 40 dni, czyli dokładnie tyle, ile trwał post Jezusa na pustyni. Dzisiaj jednak mało kto restrykcyjnie tego przestrzega. Dawniej sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Ludność biedna pościła właściwie przez cały czas. Jedzenia było mało, a mięso i ryby stanowiły luksus, na który nie można było sobie pozwolić. Wśród warstw wyższych natomiast post był szansą na urozmaicenie jadłospisu. Jadano drogie ryby, raki, a jednym z przysmaków był słynący z dużej zawartości tłuszczu… ogon bobra. Aby post nie był zbyt uciążliwy, podawano potrawy w oryginalny sposób, na przykład stylizując dania rybne na mięsne poprzez układanie ich w kształt ptaków i doczepianie prawdziwych piór. Obecnie post nie wiąże się tylko i wyłącznie z względami religijnymi. Często podejmujemy go po to, by

odciążyć nasz organizm, dać mu odpocząć po zimowym obżarstwie. Jemy lżej i mniej, chociaż dziś nie jesteśmy już tak restrykcyjni jak dawniej, kiedy za pokarmy niedozwolone uznawano też słodycze i nabiał. Coraz częściej też nie odgraniczamy od siebie postu i karnawału tak stanowczo, jak zrobił to na swoim obrazie Bruegel. Na imprezy i zabawy chodzimy właściwie przez cały rok, a lekkostrawne, bezmięsne potrawy goszczą na naszych stołach na co dzień. Jednocześnie nadal lubimy podtrzymywać stare tradycje. Dlatego właśnie w wieczór sylwestrowy chcemy się hucznie bawić, a w piątki serwujemy potrawy bezmięsne. Nie odrzucamy więc całkowicie zwyczajów karnawałowych i postnych, jednak ich współczesne modyfikacje często nie mają wiele wspólnego ze swymi pierwowzorami.

Maszkety

27


– BERY I BOJK I ŁO KUCHNI –

Maszkety

28


Bernadeta Jarnot-Manecka

Środa Popielcowa to koniec karnawału a początek wielkiego postu. Na Śląsku, który od lat mocno jest związany z tradycją i religią, post był surowy i rygorystycznie przestrzegany, obecnie nadal wielu go w tym dniu zachowuje. A jak kulinarnie on wygląda? Podstawą zawsze były ryby, a szczególnie śledź, np. w postaci popularnej pasty hekele. Dzisiaj ryby przyrządzamy na wiele sposobów, a śledź wykorzystywany jest chętnie nie tylko w trakcie postu. Do tego zupa obowiązkowa wodzionka, proste, biedne i postne danie, obecnie wizytówka śląskiej kuchni. Śląski post to także ziemniaki, zarówno gotowane, dodawane do wodzionki czy żuru, ale także jako bratkartofle, podawane z jajkiem i kwaśnym mlekiem. W śląskich domach na zimę kisiło się kapustę, która w okresie postu często gościła na śląskich stołach. Zdrowa, pełna witamin, w połączeniu z ziemniakami jako ciaper kapusta syta i pożywna. Współczesne wersje z użyciem tych produktów to nasze propozycje dań na post, który przygotuje nas na nadchodzący później radosny okres Wielkiej Nocy.

przepis i zdjęcie: Magdalena Kozłowska

Śledzie z cytryną 3 filety typu matias, cytryna, kilka ziaren ziela angielskiego, szalotka, 3 listki laurowe, olej Filety moczymy, jeśli są zbyt słone, i kroimy na mniejsze kawałki. Cytrynę oraz obraną szalotkę kroimy w plasterki. W słoiczku lub misce układamy warstwami śledzie, plastry cytryny, plasterki szalotki i przyprawy. Dopełniamy olejem. Odstawiamy do lodówki na minimum 24 godziny. Maszkety

29


– H ARY NK I I INKSZE SZPA JZY NA SUCHY ŁOBIOD –

przepis i zdjęcie: Józefina Hądź

Śledzie po śląsku 2 duże albo 3 małe filety śledziowe matias, 2 jajka ugotowane na twardo, 100 g wędzonego boczku, ½ cebuli, 250 ml crème fraîche, garść posiekanej świeżej kolendry, sól, pieprz Śledzie zalewamy zimną wodą i namaczamy (najlepiej przez noc). Dokładnie płuczemy i bardzo drobno kroimy. Ugotowane jajka kroimy bardzo drobno i dodajemy do śledzi. Wędzony boczek i cebulę kroimy w bardzo drobną kostkę, dodajemy do pozostałych składników. Całość polewamy śmietaną, doprawiamy solą, pieprzem i kolendrą. Bardzo dokładnie mieszamy. Podajemy na pieczonych ziemniakach lub na ciemnym, razowym chlebie.

Maszkety

30


– H ARY NK I I INKSZE SZPA JZY NA SUCHY ŁOBIOD –

przepis i zdjęcie: Bernadeta Jarnot-Manecka

Wodzionka

Wodziónka abo bróutzupa

3 kromki czerstwego chleba, 4 ząbki czosnku, sól do smaku, pieprz do smaku, 750 ml gorącej wody, domowa vegeta lub domowa jarzynka albo maggi, posiekana natka pietruszki Kromki chleba kroimy na małe kawałki. Czosnek siekamy bardzo drobno. Do miski dajemy chleb, czosnek, sól, pieprz, vegetę albo maggi, zalewamy wrzątkiem, mieszamy, przykrywamy i odstawiamy na chwilę. Wierzch posypujemy natką pietruszki. W wersji niepostnej do zupy dodajemy łyżkę smalcu ze skwarkami.

3 sznity zeschniyntego chlyba, 4 kónski czosku, sól i korzyni do smaku, 1 liter waru, domowo vegeta abo maggi, trocha pietruzielo Sznity i czosnek pokróć na małe kónski. Pokróny chlyb wrazić do gorka, dociepać czosku, soli, korzynio, vegety abo maggi i zaloć to warym, wyfyrlać, przikryć deklym i łodstawić na kwila. Na wiyrch posuć pietruzielym. W maszkietnyj zorcie do bróutzupy dowómy łyżka tustego ze szpyrkami.

Maszkety

31


– H ARY NK I I INKSZE SZPA JZY NA SUCHY ŁOBIOD –

przepis i zdjęcie: Bernadeta Jarnot-Manecka

Karminadle rybne

przepis i zdjęcie: Katarzyna Godlewska

Kulki rybne

1 kg filetów z ryby: dorsza, morszczuka lub innej, także mrożonej (np. w kostce), 1 jajko, 1 duża cebula, sucha bułka kajzerka, 2 ząbki czosnku, sól do smaku, pieprz biały do smaku, szczypta pieprzu cytrynowego, koperek świeży, 2 łyżeczki soku z cytryny wg smaku, bułka tarta, olej do smażenia

1 kg ryby w filetach (najlepiej dorsz, tołpyga lub morszczuk), 2 jajka, 1 cebula, 2 ząbki czosnku, sól i pieprz do smaku, bułka tarta, olej do smażenia

Suchą bułkę kajzerkę zalewamy wodą, gdy rozmięknie, dokładnie ją odciskamy. Rybę mielimy razem z odciśniętą bułką. Cebulę i czosnek drobno siekamy i szklimy na oleju. Dodajemy do masy rybnej, razem z jajkiem. Przyprawiamy solą, pieprzem białym i cytrynowym, sokiem z cytryny, posiekanym koperkiem, wyrabiamy dokładnie. Jeżeli masa jest za luźna, dosypujemy 2-3 łyżki bułki tartej.Na talerzyk wysypujemy trochę bułki tartej. Formujemy z masy kotlety, obtaczamy je w bułce tartej. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy kotlety do uzyskania brązowego koloru. Podajemy ciepłe.

Maszkety

32

zalewa: 125 ml octu spirytusowego, 1 litr wody, 2 cebule, papryka czerwona, koncentrat pomidorowy, 3 łyżki cukru, 3-4 liście laurowe, 4-5 kulek ziela angielskiego Cebulę kroimy w drobną kostkę i szklimy na patelni. Rybę mielimy, dodajemy cebulę, 2 łyżki bułki tartej, jajka, przeciśnięty czosnek oraz sól i pieprz. Całość zagniatamy i formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego, które następnie obtaczamy w bułce tartej i smażymy na patelni. Cebulę i paprykę kroimy w kostkę. Wodę zagotowujemy z octem, warzywami, cukrem i przyprawami. Dodajemy 2-3 łyżki koncentratu i mieszamy. Zalewamy kulki zalewą i odstawiamy na dzień lub dwa, żeby smaki miały szansę się połączyć.


– H ARY NK I I INKSZE SZPA JZY NA SUCHY ŁOBIOD –

przepis i zdjęcie: Bernadeta Jarnot-Manecka

Kartofelkraut lub ciapkapusta 250 g kiszonej kapusty (najlepiej domowej), 500 g ziemniaków, 2 cebule, 2 ząbki czosnku, 2 łyżki oleju, listek laurowy, 3 kulki ziela angielskiego, 1 łyżeczka kminku, 1 łyżeczka domowej jarzynki (vegety), świeżo mielony czarny pieprz, sól do smaku Ziemniaki obieramy, myjemy i gotujemy w osolonej wodzie. Gotowe odstawiamy, odlewamy wodę i dokładnie rozgniatamy. W czasie gdy ziemniaki się gotują, przygotowujemy kapustę. Kapustę odciskamy z nadmiaru soku i siekamy. Cebulę i czosnek obieramy i kroimy w kostkę. Na dużej patelni albo w rondlu rozgrzewamy olej, dodajemy cebulę i czosnek, smażymy, aż się wszystko zeszkli. Następnie dodajemy kiszoną kapustę, liść laurowy, ziele angielskie, kminek, jarzynkę i pieprz. Wszystko dokładnie mieszamy. Smażymy razem około 5 minut. Zalewamy całość wrzącą wodą, tak aby zakryła kapustę. Dusimy na małym ogniu, pod przykryciem, aż kapusta będzie miękka, a woda odparuje. Raz na jakiś czas mieszamy. Całkowity czas przygotowywania kapusty nie powinien zająć więcej niż 20-30 minut. Uduszona kapustę dodajemy do ziemniaków, mieszamy dokładnie razem, doprawiając do smaku solą i pieprzem. Maszkety

33


Nazwa „Gryfnie” wzbudza zaciekawienie zarówno wśród tych, którzy ją rozumieją, jak i wśród tych, którzy muszą dopytać, co ona znaczy. Gryfnie to po polsku pięknie, ładnie. W tym słowie mieści się idea przyświecająca właścicielom sklepu. By o Śląsku mówić po śląsku, bo tak jest gryfniej. By śląskość przedstawiać nie jako skansenowy relikt, a jako żywe, wibrujące serce naszego regionu. „Gryfnie” nie jest „cepelią”, jest sklepem na miarę naszych czasów, promującym doskonały design inspirowany śląską mową. Tekstylia z nadrukowanymi

śląskimi słowami zostały okraszone piękną grafiką, która z gracją balansuje między postmodernistyczną stylistyką a pop-kulturą. W redakcji „Maszketów” najbardziej podobają nam się taszki i koszulki z kulinarnymi nadrukami. Oberiba i Nudelkula to moje ulubione modele, ale wybór jest naprawdę duży. Równie ciekawa jest oferta dla panów, znajdą tu nie tylko koszulki i bluzy, ale także stylowe zoki i praktyczne mycki. Najładniejsze wzory zarezerwowane zostały dla bajtli. Koszulki Chrobok i Bożo Krówka po prostu kipią optymizmem i cieszą oko kolorami.

Gryfnie,

czyli ładnie

W centrum Katowic, przy placu Miarki znajduje się niezwykły sklep. Niezwykłą ma nawet nazwę. Niezwykłą, bo śląską. tekst: Dagmara Gładysz-Raiwa zdjęcia: Radosław Kaźmierczak

Maszkety

34


Śląskie słownictwo zdobi nietuzinkowe kartki okolicznościowe, popularne magnesy na lodówkę, przypinki oraz „stołówkowe” kubki. Sklep oferuje również literaturę zorientowaną na tematykę Śląska o różnym ciężarze gatunkowym. Znajdziecie tutaj „Cholonka” Janoscha, nagrodzoną Śląskim Wawrzynem Literackim książkę „Lajerman” profesora Aleksandra Nawareckiego oraz ilustrowane Achimowe przygody autorstwa naszej redakcyjnej koleżanki Joanny Furgalińskiej. Jeśli nie mieszkacie w Katowicach, zajrzyjcie koniecznie do sklepu internetowego. Nie tylko możecie zamówić gryfne produkty, ale jeszcze podciągniecie się z gwary, gdyż nie tylko opisy zostały napisane po śląsku, ale także nawigacja pokazuje, że nasza godka jest zupełnie nowoczesnym językiem. Internetowy sklep jest częścią portalu gryfnie.com pisanego w całości po śląsku. Autorzy za punkt honoru przyjęli sobie prezentację Śląska współczesnego, ale pamiętającego o swych korzeniach. Korzenie to przede wszystkim język, którym na co dzień posługuje się kilkaset tysięcy ludzi w naszym regionie. Język, który się rozwija, w którym tworzą się nowe wyrazy pozwalające opisać dzisiejszy świat (jak mobilniok, czyli telefon komórkowy). Język, który jest odbiciem kultury i śląskiego charakteru, w którym wyraża się nasz stosunek do otoczenia. Serwis wypełniają wywiady z twórcami pochodzącymi i działającymi na Śląsku, rozważania na temat języka (pisane przez wybitnego filologa profesora Zbigniewa Kadłubka), przepisy na tradycyjne potrawy oraz wycieczki po naszym regionie. Głową i sercem „Gryfnie” są Klaudia i Krzysztof Rokselowie z Pszczyny. Ona jest rodowitą Ślązaczką, on pochodzi z Krakowa, na Śląsku mieszka od ponad dekady. „Gryfnie” powstało z ich wspólnej pasji i poczucia, że czas najwyższy odkurzyć

gwarę śląską, pokazać ją w formie atrakcyjnej także dla młodych ludzi. Zaczynali w 2011 roku od strony na facebooku, a gdy liczba fanów przekroczyła 20 tysięcy, rozszerzyli działalność o serwis gryfnie.com. Szybko okazało się, że rosnąca popularność nie jest chwilową modą, lecz autentyczną potrzebą identyfikacji wielu tysięcy młodych ludzi, którzy pamiętają rugowanie gwary śląskiej w szkołach oraz zawstydzanie dzieci mówiących po śląsku. Dzisiaj „Gryfnie” ma ponad 70 tysięcy fanów, którzy z dumą mówią o sobie „Jeżech stond”.

Maszkety

35


Maszkety

36


Magdalena Cielenga-Wiaterek

Zima nastraja do przyrządzania pożywnych, rozgrzewających potraw. Świetnie sprawdzą się w tej roli wegetariańskie pasztety – pełne sycących strączków, bogatych w witaminy i błonnik warzyw, okraszone aromatem leśnych grzybów. Nie zapomnijmy też o solidnej dawce pachnących przypraw i ziół. Takie pasztety możemy podać na kromce domowego chleba lub w towarzystwie liściastej sałaty – w takiej formie sprawdzą się świetnie także na karnawałowych przyjęciach! Przygotowałyśmy z koleżankami kilka smakowitych przepisów, zapraszamy do wypróbowania!

przepis i zdjęcie: Magdalena Kozłowska

Pasztet z kaszą 170 g czerwonej fasoli, 90 g pęczaku, 90 g kaszy gryczanej, 110 g płatków jaglanych, 2 cebule, marchewka, pietruszka, pół selera, 2 łyżki oleju, 3 ząbki czosnku, 3 jajka, 3 łyżki posiekanej natki pietruszki, 1 łyżeczka majeranku, sól, pieprz do smaku Fasolę namaczamy przez noc i gotujemy na miękko. Kasze gotujemy w lekko osolonej wodzie. Marchew, pietruszkę i pół niedużego selera obieramy i ścieramy na dużych oczkach tarki. Cebulę i czosnek obieramy i drobno siekamy. Na patelni rozgrzewamy dwie łyżki oleju. Szklimy cebulę i czosnek, następnie dodajemy starte warzywa i dusimy, aż zmiękną. Ostudzoną fasolę i kasze przepuszczamy przez maszynkę do mięsa. Mieszamy z warzywami, płatkami jaglanymi, jajkami, posiekaną natką i przyprawami. Pieczemy w foremce keksowej wyłożonej papierem do pieczenia w temperaturze 180°C przez godzinę. Maszkety

37


paszte z

– INO GYMIZY –

Maszkety

38


ety zieleniny – INO GYMIZY –

przepis i zdjęcie: Magdalena Cielenga-Wiaterek

Trójkolorowe paszteciki z chrzanowym sosem ze słonecznika (wegańskie, bezglutenowe) na ok. 50 pasztecików

200 g żółtej soczewicy, 200 g zielonej soczewicy, 180 g czerwonej soczewicy, 270 g kaszy jaglanej, ½ małej dyni, 500 g szpinaku (przed oczyszczeniem), 4 średnie buraki, 4 cebule, 2 łyżki oleju, 3 ząbki czosnku, 3 łyżeczki soli, 1 łyżka kurkumy, 1 łyżka czarnuszki, 1 łyżka gałki muszkatołowej, 1 pęczek natki pietruszki na sos: 1 pęczek koperku, 150 g słonecznika, 2 łyżki chrzanu, ½ łyżeczki soli, 2 łyżki octu jabłkowego Słonecznik namaczamy najlepiej na noc lub co najmniej 2-3 godziny. Przygotowujemy 3 garnki, każdy o pojemności ok. 2 l. Soczewice płuczemy każdą osobno i przekładamy do garnków. Kaszę jaglaną parzymy porcjami po pół szklanki, aby straciła ewentualną goryczkę – i dokładamy do każdego rodzaju soczewicy. Buraki obieramy, kroimy w kostkę, dokładamy do czerwonej soczewicy. Dynię obieramy, usuwamy pestki, kroimy w kostkę i dodajemy do żółtej soczewicy. Szpinak oczyszczamy, obrywamy grube łodyżki, dokładnie płuczemy i pozostawiamy na sicie. Do każdego garnka wlewamy po 4 szklanki wody, doprowadzamy do wrzenia, zdejmujemy z wierzchu pianę. Gotujemy na małym ogniu pod przykryciem, aż składniki będą zupełnie miękkie, około 45-60 minut. Mieszamy co jakiś czas, staramy się raczej nie dolewać wody, chyba że będzie to absolutnie niezbędne. Po ugotowaniu odcedzamy. Gdy składniki się gotują, siekamy cebulę i szklimy ją na 2 łyżkach oleju. Myjemy i siekamy natkę pietruszki. Na żółtą warstwę miksujemy w blenderze soczewicę ugotowaną z kaszą i dynią z ⅓ cebuli oraz z kurkumą, ząbkiem czosnku i łyżeczką soli. Na zieloną warstwę miksujemy zieloną soczewicę ugotowaną z kaszą z dodatkiem surowego, grubo porwanego szpinaku, ⅓ usmażonej cebuli, ząbkiem czosnku, łyżeczką soli i gałką muszkatołową. Na różową warstwę miksujemy czerwoną soczewicę ugotowaną z kaszą i burakami z ⅓ usmażonej cebuli, ząbkiem czosnku, czarnuszką i łyżeczką soli. Piekarnik nagrzewamy do 180°C. Przygotowujemy foremki na muffinki. Nakładamy porcje poszczególnych mas warstwami po 1 łyżce, każdą wyrównując przed nałożeniem kolejnej. Pieczemy ok. 45 minut, aż paszteciki dobrze odparują. Wykładamy na talerz lub kratkę, gdy ostygną. Gdy paszteciki się pieką przygotowujemy sos: miksujemy w blenderze odcedzony słonecznik z dodatkiem chrzanu, octu jabłkowego i soli. Dodajemy tyle wody, aby osiągnąć pożądaną konsystencję. Dodajemy posiekany koperek, mieszamy. Paszteciki podajemy z sosem słonecznikowym. Maszkety

39


– INO GYMIZY –

przepis i zdjęcie: Magdalena Cielenga-Wiaterek

Pasta grzybowa z soczewicy na ok. 250-300 g

100 g zielonej lub brązowej soczewicy, 1 liść laurowy, 2 kuleczki ziela angielskiego, garść dowolnych suszonych grzybów, 250 g pieczarek, 1 cebula, 1 łyżka oleju, 2 ząbki czosnku, ½ pęczku natki pietruszki, 1 łyżeczka soli, ½ łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu, ½ łyżeczki gałki muszkatołowej, ½ łyżeczki słodkiej papryki Soczewicę płuczemy, zalewamy 2 szklankami wody. Dodajemy suszone grzyby, liść laurowy i ziele angielskie. Zagotowujemy, zbieramy z wierzchu pianę. Gotujemy do miękkości na małym ogniu pod przykryciem ok. 45 minut. Odcedzamy, usuwamy przyprawy, jeżeli się da. W międzyczasie obieramy pieczarki i cebulę. Kroimy na mniejsze kawałki. Na patelni rozgrzewamy olej, szklimy cebulę. Dodajemy pieczarki, zwiększamy ogień, aby odparowały i się zrumieniły. Smażymy, aż cały płyn odparuje, studzimy. Soczewicę miksujemy z grzybami i czosnkiem. Doprawiamy do smaku.

Maszkety

40


– INO GYMIZY –

przepis i zdjęcie: Magdalena Ścibor

Pasztet z soczewicy z orzechami i serem feta 300 g czerwonej soczewicy, 2 liście laurowe, 3 ziarenka ziela angielskiego, 1 cebula, 1 średniej wielkości marchew, 1 mała cukinia, 150 g sera feta, 60 g orzechów włoskich, 3 ząbki czosnku, 1 łyżeczka tymianku, olej (np. z pestek winogron), sól , pieprz Soczewicę płuczemy i gotujemy ją w osolonej wodzie wraz z liśćmi laurowymi i zielem angielskim, aż będzie miękka. Wyjmujemy liście i ziele angielskie, soczewicę odstawiamy, by ostygła. Cebulę drobno kroimy i smażymy na niewielkiej ilości oleju. Cukinię i marchew trzemy na tarce, posypujemy szczyptą soli, mieszamy i dodajemy do cebuli. Ostudzoną soczewicę miksujemy ręcznym blenderem, następnie dodajemy podsmażone warzywa, tymianek, drobno posiekane orzechy, 3 wyciśnięte przez prasę ząbki czosnku i ser feta pokrojony w kostkę. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy, doprawiając solą i pieprzem. Gotową masę przekładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Wierzch posypujemy pokrojonymi orzechami. Pasztet pieczemy w 180°C przez około godzinę. Studzimy przed podaniem, najlepiej przez całą noc. Maszkety

41


– INO GYMIZY –

przepis i zdjęcie: Dagmara Gładysz-Raiwa

Pasta z ciecierzycy z pieczonym czosnkiem i orzechami włoskimi 110 g suchej ciecierzycy, główka czosnku, 120 g orzechów włoskich, 2 łyżki soku z cytryny, 4 łyżki oliwy extra virgin, sól, pieprz Ciecierzycę wkładamy do sporego naczynia, zalewamy dużą ilością wody i odstawiamy na noc. Następnego dnia dokładnie płuczemy i odsączamy. Przekładamy do garnka, zalewamy trzykrotnie większą objętością wody i gotujemy pod przykryciem na bardzo małym ogniu przez 1,5 h. W połowie gotowania odszumowujemy zgromadzone na powierzchni wody białko. Ugotowaną ciecierzycę odsączamy i bardzo dokładnie płuczemy. Następnie wyłuskujemy z łupin, dzięki czemu po zmiksowaniu uzyskamy jednolicie gładką masę. Ścinamy czubek główce czosnku, czosnek kładziemy na blasze odciętą stroną do góry i pieczemy 25 min. w temp. 190°C. Po upieczaniu odstawiamy, by przestygł. Wyłuskujemy ząbki, 6 odkładamy na bok, resztę przekładamy do szczelnego pojemnika i przechowujemy do tygodnia w lodówce. 6 upieczonych ząbków czosnku oraz orzechy włoskie wrzucamy do malaksera, rozdrabniamy. Dodajemy ugotowaną ciecierzycę, oliwę i sok z cytryny, miksujemy na gładką masę. Doprawiamy solą i pieprzem. Maszkety

42


– INO GYMIZY –

przepis i zdjęcie: Katarzyna Godlewska

Pasztet z kaszy jaglanej z warzywami 90 g suchej kaszy jaglanej, 100 ml oleju roślinnego, 2 marchewki, 2 pietruszki, 5-6 pieczarek, 1 por (biała część), 3 ząbki czosnku, 3 łyżki sosu sojowego, 1 łyżeczka majeranku, ½ łyżeczki tymianku, ½ łyżeczki gałki muszkatołowej, sól i czarny pieprz do smaku Por kroimy na plasterki i wrzucamy na rozgrzaną patelnię. W tym czasie pieczarki kroimy na cienkie plasterki, a marchewkę i pietruszkę trzemy na tarce. Kiedy por się zeszkli, dodajemy pieczarki i czekamy, aż zmiękną. Następnie dodajemy startą marchewkę i pietruszkę oraz przeciśnięte ząbki czosnku. Warzywa dusimy 15-20 minut, aż zmiękną. Płuczemy i gotujemy kaszę. Do dużej miski przekładamy kaszę oraz warzywa, dodajemy olej, sos sojowy oraz przyprawy. Wszystko blendujemy na gładką masę i doprawiamy solą i pieprzem. Całość pieczemy w keksówce przez 50-60 minut w 200°C. Po wyjęciu pozwalamy pasztetowi ostygnąć, zanim go pokroimy.

Maszkety

43


Zima, góry i… chleb Zimowym przebojem województwa śląskiego są oczywiście Beskidy. Co jednak począć, gdy na nartach nie jeździmy lub – o zgrozo – nie ma do szusowania odpowiednich warunków? Nawet wtedy w górach jest co robić. Można odwiedzić np. Chlebową Chatę w Górkach Małych. Taki mały powrót do tradycji przyda się każdemu – i dużemu, i małemu. tekst: Barbara Salamon-Szympruch zdjęcia: Magdalena Bromboszcz-Puto Górki to malutka miejscowość w gminie Brenna. Czym się wyróżnia? W zasadzie niczym, nawet Chlebowa Chata, którą chcę dziś polecić, jest bardzo niepozorna. Za to gdy przekroczymy jej próg, przenosimy się do innego świata. Świata tradycji, natury i smakowitych zapachów. Właściciele Chaty starają się oprowadzić każdego turystę, najlepiej jednak przed planowanym przyjazdem zadzwonić, wtedy jest się dołączanym do grup. Do wyboru jest kilka wariantów zwiedzania – od półtoragodzinnego do programu trwającego aż trzy godziny. Długo, ale zapewniam, że warto. W tym czasie naprawdę nie ma czasu na nudę – są ciekawe opowieści, można to i owo zobaczyć i – co najważniejsze – samemu się wykazać i np. ubić masło czy upiec podpłomyki. Robicie w domu takie rzeczy? Szczególnie miastowe dzieci (ich rodzice często też) wychodzą z naprawdę sporą dawką nowej wiedzy i umiejętności. Na początku przewodnik (lub przewodniczka, nie wiadomo czy trafimy na gospodarza, czy gospodynię Chlebowej Chaty) opowiada co nieco o zbożach. Żeby ubarwić swoją opowieść, pokazuje autentyczne rolnicze narzędzia i maszyny. Jak wiadomo, ze zboża możemy zrobić np. chleb. Kiedy już się go ma, warto też czymś jego pajdę posmarować – właśnie dlatego rozmowa przechodzi na inne tory. Już po chwili zgromadzeni turyści wiedzą też, jak się robi masło i twaróg. Następnie przychodzi czas na… pszczoły! Poza wieloma ciekawostkami o tych pożytecznych (choć nie zawsze lubianych) owadach dowiadujemy się, jak się pozyskuje miód i oglądamy

Maszkety

44


– ŚLÓNZOK I R A JZUJÓM –

pszczelarski sprzęt. Żeby nie było nudno, poza interesującymi, ale jednak cały czas teoretycznymi, opowieściami, jest też czas na praktykę. Nie tylko dzieci z zadowoleniem zabierają się do młócenia cepami, mielenia ziarenek zboża na żarnach czy – i to chyba największa frajda – wyrabiania ciasta i pieczenia podpłomyków. W przypadku najdłuższej wersji zwiedzania można również robić swojski twaróg czy ubijać masło. Jak się okazuje, nie wszystko jest tak łatwe, jak mogłoby się wydawać… Na szczęście jest też nagroda – na koniec wszyscy siadają przy stole i mogą zjeść świeżutkie podpłomyki i napić się zbożowej kawy. Na tyle części, nazwijmy to, teoretyczno-warsztatowej. Ale Chlebowa Chata jest też swego rodzaju skansenem. W jej wnętrzach odtworzono góralski dom sprzed lat. Są autentyczne sprzęty i charakterystyczny wystrój. W kuchni, która stanowi centrum

domu, stoi wielki kaflowy piec. To on tworzy niesamowity klimat tego miejsca. To w nim wypiekane są podpłomyki. Jeszcze cieplutkie, posmarowane domowym masłem czy miodem, smakowały każdemu. Zwiedzanie wnętrza chaty to jednak nie wszystko. Jest jeszcze stodoła, w której zgromadzono mnóstwo rolniczych narzędzi i maszyn, od cepów i żaren po ciągniki. Wszystkiego można tam dotknąć, niektórymi narzędziami można spróbować pracować (co nie zawsze wychodzi). Turysta czuje się tam naprawdę dobrze, bo… no właśnie: bo nie jest turystą, jest traktowany jak domownik. Choćby dla tego domowego ciepła warto do Chlebowej Chaty wracać. O własnoręcznie zrobionych podpłomykach nie wspomnę.

Maszkety

45


– ŚLÓNZOK I R A JZUJÓM –

Kiedy ostatnie kolorowe liście zaczynają opadać, a z szaf wyciągane są cieplejsze kurtki, czapki oraz rękawiczki, zaczynam wypatrywać zmian atmosferycznych wskazujących na to, że nadchodzi zima. Jednak z niepokojem obserwuję (pewnie nie tylko ja, a większość zapalonych narciarzy i snowboardzistów), że w ostatnich latach zima pojawia się w Polsce później i często nie przynosi wystarczających warunków pozwalających na szusowanie na stoku tak, jak jeszcze kilka lat temu. Sezon na stokach zaczyna się później, często przerywany jest nagłymi odwilżami,

a planowanie tygodniowych ferii zimowych z wyprzedzeniem często kończy się spędzeniem tygodnia na spacerach po górskich miejscowościach, zamiast jazdą na nartach, bo na stokach brakuje śniegu. Alpy to najwyższy łańcuch górski w Europie ciągnący się od okolic Wiednia do wybrzeża Morza Śródziemnego. Większości pewnie ich położenie kojarzy się z południową Austrią, Szwajcarią, północnymi Włochami czy Francją, więc droga do przejechania wydaje się dość długa.

Alpy

Gorsze warunki zimowe w Polsce powodują, że zaczynamy rozważać wyjazdy za granicę – najczęściej do Czech i Słowacji, ale coraz częściej także w Alpy. Jeśli dobrze się rozejrzymy, możemy się przekonać, że taki wyjaz wcale nie musi oznaczać długiej podróży, a także kosztować majątku. tekst i zdjęcia: Katarzyna Godlewska Jeżeli zależy nam na możliwie krótkim czasie dojazdu, możemy rozważyć wyjazd w niższe partie Alp w rejonie Styrii – do takich ośrodków jak Zauberberg Semmering ze szczytem Hirschenkogel oraz Hochkar czy Präbichl. Trasa z Katowic to tylko 5-6 godzin jazdy. Dzięki temu można zaoszczędzić nie tylko czas, ale także pieniądze na karnetach, które kosztują mniej niż w wyższych partiach Alp.

uwagi jest Ramsau am Dachstein, gdzie szczyt lodowca sięga 2700 m. n.p.m., a cały region jest świetną bazą do uprawiania sportów zimowych nawet przez cały rok. Tuż obok znajduje się region Schladming, który łączy kilka dużych ośrodków – Reiteralm, Hauser Kaibling, Planai oraz Hochwurzen, gdzie dobrym rozwiązaniem może być zakup multi ski passu pozwalającego na jazdę we wszystkich ośrodkach.

Nieco dłużej, bo ok. 7 godzin z Katowic, zajmuje dojazd do wyższych gór, których szczyty osiągają po 2 tys. metrów. Jednym z bardziej znanych i wartych

Jeżeli czas dojazdu nie ma dla nas dużego znaczenia, można wybrać jeden z ośrodków leżących w Tyrolu, Szwajcarii lub Francji. Wśród naszych

Maszkety

46


– ŚLÓNZOK I R A JZUJÓM –

rodaków największą popularnością stale cieszy się ten pierwszy – Tyrol, obejmujący tereny zachodniej Austrii oraz północnych Włoch, który oferuje sporą różnorodność pod względem warunków. Austria może pochwalić się kilkoma rejonami lodowcowymi, które działają przez większość (a czasem i przez całość) roku. W miejscowościach Stubai, Pitztal czy Hintertux dolna stacja kolejki znajduje się na wysokości prawie 2 tys. metrów, a wjechać można na ponad 3 tys., co pozwala na jazdę wśród niesamowitych widoków ośnieżonych szczytów. Nie trzeba się też martwić o warunki w grudniu czy w maju, bo również wtedy spora część tras powinna być otwarta. Dodatkowo roślinności prawie nie ma, więc większość tras jest szeroka i bez przeszkód, co nawet przy dużej ilości narciarzy i snowboardzistów pozwala na swobodną jazdę swoim tempem. Największym zagrożeniem, jakie niesie ze sobą wyprawa na lodowiec, są warunki pogodowe, które potrafią zmieniać się z minuty na minutę, a gołe szczyty w żaden sposób nie chronią przed wiatrem i zamiecią. Nawet jeśli na dole tylko trochę wieje i pada delikatny śnieg, to na górze może być gęsta mgła uniemożliwiająca jazdę, co skutkuje zamknięciem wyciągów. Na szczęście w rejonach lodowców zazwyczaj są także inne ośrodki, do których można się wybrać, a w Alpach od wielu lat dostępne są karnety pozwalające na jazdę w kilku ośrodkach w danym rejonie. Bardziej stabilną i słoneczną pogodę może zapewnić wyprawa w Dolomity – Cortina d’Ampezzo, Marmolada czy Val di Fiemme to tylko kilka z wielu miejsc, na które warto zwrócić uwagę. Kiedy miejsce zostaje wybrane, pada pytanie – jak chociaż trochę zaoszczędzić na takim wyjeździe?

Dość oczywistymi sposobami jest jechanie maksymalnie dużą grupą jednym samochodem czy zabranie częściowo jedzenia z Polski, żeby nie musieć jeść obiadów na stoku (chociaż osobiście jestem za tym, żeby jednak kosztować miejscowych specjałów). Jednak największym sposobem na oszczędność są tzw. Freeski, czyli okresy tuż przed sezonem i tuż po, kiedy w wielu miejscach w cenie noclegu można otrzymać również skipass, bądź też same ośrodki wpuszczają narciarzy za darmo. W przypadku organizowania wyjazdu na ostatnią chwilę, można znaleźć również hotele, które z powodu niepełnego obłożenia same wprowadzają tego typu promocje np. płacimy za 6 noclegów, a dodatkowo otrzymujemy skipass na 5 dni (sama miałam okazję z tego skorzystać w Egnadin, w Szwajcarii). Takich promocji najlepiej szukać na stronach danego ośrodka – zazwyczaj z wyprzedzeniem pojawia się informacja o tygodniach darmowego jeżdżenia. Ostatnio coraz popularniejsze stają się wyjazdy zorganizowane, które również pozwalają obniżyć koszt takiej wycieczki. Jedynym ich minusem jest uzależnienie od grupy i brak swobody w podejmowaniu decyzji. Dla niektórych minusem może być także konieczność zakupu całego pakietu – przejazd, nocleg i karnet, ponieważ Alpy gwarantują rozrywkę nie tylko dla narciarzy i snowboardzistów. W wielu ośrodkach są świetnie przygotowane trasy do narciarstwa biegowego oraz liczne lodowiska, z których osobiście lubię korzystać i zazwyczaj jeden dzień pobytu poświęcam właśnie na tego typu sporty. Alpy, mimo odległości i cen zachodnich, mogą stać się alternatywą dla wyjazdu w polskie, czeskie lub słowackie góry. Wystarczy dobrze poszukać i zaplanować swój wyjazd – wciąż nie jest za późno na organizowanie urlopu w tym sezonie!

Maszkety

47


Anna Poloczek Niezwykle trudno jej się oprzeć, bo kto z nas nie jest amatorem czekolady i jej niezwykłego smaku. Nawet niewielka kostka czekolady potrafi przegonić zły nastrój, odprężyć i przywołać pozytywne uczucia. Niezwykłe właściwości czekolady jako pierwsi odkryli Aztekowie i Majowie, którzy z ziaren kakaowca sporządzali pobudzający napój. Nazwali go chocolatl (gorzka woda). Niewiele miał wspólnego z współczesną czekoladą. Składał się z tłuczonych na miazgę ziaren kakaowca, cynamonu, gałki muszkatołowej, miodu i chili. Po przywiezieniu czekolady do Europy przez Krzysztofa Kolumba Hiszpanie wzięli sprawy w swoje ręce i zmienili skład czekoladowego napoju. Zamiast pieprzu dodawali cukier, znane na kontynencie cynamon i anyż oraz wyłącznie gorącą wodę. Od tego czasu czekolada stała się przepysznym, cudownie aromatycznym napojem, na którego punkcie zwariowała cała Hiszpania, a za nią Europa i reszta świata. Dzisiejsza czekolada ma wiele kolorów i smaków. Zwykle kojarzy się z czymś wyjątkowo przyjemnym. W pochmurne dni nie ma nic milszego od dźwięku przełamywanej tabliczki i smaku rozpływającego się w ustach kawałka czekolady... Zapraszam do przygotowania ciast z dodatkiem czekolady.

Maszkety

48


– BOMBÓN Y I ZIST Y –

przepis i zdjęcie: Aneta Wojciechowska

Wegańskie ciasto czekoladowe z orzechami 100 g gorzkiej czekolady (min. 65% zawartości kakao), 2 małe, dojrzałe banany, 50 g musu jabłkowego, 50 g oleju, 100 g cukru pudru, 125 ml mleka roślinnego, 40 g ciemnego kakao, 30 g orzechów włoskich, 200 g mąki pszennej, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, ½ łyżeczki kardamonu, szczypta soli Czekoladę łamiemy na kawałki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Banany rozgniatamy widelcem na purée, mieszamy z musem jabłkowym, mlekiem i olejem. Dodajemy do tego roztopioną czekoladę i mieszamy wszystko razem. Mąkę przesiewamy do miski razem z proszkiem do pieczenia i kakao. Dodajemy cukier puder, sól i kardamon. Orzechy grubo siekamy, dodajemy do mąki. Łączymy ze sobą zawartość obu misek i mieszamy do połączenia się składników. Ciasto przekładamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 170°C i pieczemy ok. 40 minut.

Maszkety

49


– BOMBÓN – BOMBÓN Y IY ZIST I ZIST Y –Y –

Maszkety

50


tetki deser – BOMBÓN Y I ZIST Y –

przepis i zdjęcie: Anna Poloczek

Tort „Pavlova”

masa czekoladowa: 1 tabliczka gorzkiej czekolady, 1 opakowanie budyniu czekoladowego, mleko i cukier do przygotowania budyniu, 170 g miękkiego masła

Budyń gotujemy zgodnie z przepisem podanym na opakowaniu, ale zmniejszamy podaną ilość mleka o ¼. Do gorącego budyniu dodajemy połamaną w kostki czekoladę, mieszamy i czekamy chwilę, aż czekolada się rozpuści. Mieszamy intensywnie, żeby budyń połączył się z czekoladą na jednolitą masę. Odstawiamy do całkowitego wystudzenia. Miękkie masło ucieramy na puszystą masę i dodajemy po łyżce masy budyniowej. Gotowy krem wstawiamy na godzinę do lodówki. Krem możemy przygotować dzień wcześniej. beza: 5 białek, 340 g cukru pudru, 1 łyżeczka esencji waniliowej, 4 łyżki ciemnego kakao, 100 g płatków migdałowych Białka umieszczamy w misce i ubijamy mikserem na sztywną pianę. Gdy piana będzie dobrze ubita, stopniowo dodajemy połowę (170 g) cukru. Ubijamy, aż piana podwoi swoją objętość, i dodajemy esencję waniliową oraz kolejną porcję (85 g) cukru. Ciągle ubijając, dodajemy pozostały cukier, kakao i miksujemy tak długo, aż masa będzie przylegać do rózgi miksera. Na pergaminie rysujemy ołówkiem koła (można obrysować talerz). Pergamin kładziemy na blaszce do pieczenia (śladem ołówka do dołu). Masę bezową nakładamy łyżką na pergamin. Warstwa powinna być dość gruba. Na brzegach nakładamy więcej masy, żeby utworzyło się w środku wgłębienie, wówczas krem nie będzie „wypływać” z pomiędzy blatów bezowych w czasie krojenia. Bezy suszymy w temperaturze 100-110°C przez około 90 minut. Na wystudzony blat bezowy wykładamy krem, przykrywamy drugim blatem i na wierzch wykładamy warstwę kremu. Płatki migdałowe prażymy na suchej patelni, zimnymi płatkami posypujemy wierzch tortu. Maszkety

51


– BOMBÓN – BOMBÓN Y IY ZIST I ZIST Y –Y –

zp Maszkety

52


czekolada rocentami – BOMBÓN Y I ZIST Y –

przepis i zdjęcie: Anna Poloczek

Ciasto czekoladowe z whisky

ciasto: 300 g brązowego cukru, 200 g masła, 3 jajka, 100 ml śmietanki 30% (słodkiej), napar z kawy (3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej zalanej 60 ml wody), 150 g gorzkiej czekolady 70%, 120 ml whisky, 230 g mąki, 5 łyżek gorzkiego kakao, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, ¼ łyżeczki soli

krem czekoladowy: 240 ml słodkiej śmietanki 30%, 120 ml mleka, 100 g cukru, 150 g gorzkiej czekolady 70%, 2 żółtka, 3 łyżki kaszy manny, 200 g masła, 3 łyżki whisky (opcjonalnie) Masło przekładamy do miski miksera i ucieramy z cukrem. W czasie ucierania dodajemy po jednym jajku. Kolejne jajko dodajemy dopiero, jak poprzednie dobrze połączy się z masą, która stanie się wyraźnie pulchniejsza. Brązowy cukier uciera się nieco gorzej niż zwykły biały kryształ, całkowicie rozpuści się dopiero po dodaniu wszystkich jajek. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Mąkę, kakao, proszek do pieczenia i sól przesiewamy przez sitko. Śmietanę, napar kawowy i whisky łączymy razem i dokładnie mieszamy. Mikser przestawiamy na wolne obroty i dodajemy do masy maślanej rozpuszczoną, chłodną czekoladę. Gdy czekolada całkowicie połączy się z masą maślano-jajeczną, zaczynamy dodawać produkty sypkie na przemian z płynem śmietanowo-kawowym. Najlepiej dodawać po dwie łyżki produktów sypkich i dwie łyżki płynnych. Gdy dodamy wszystkie składniki, chwilę jeszcze miksujemy, aż wszystko idealnie się połączy. Ta ilość składników wystarczy na zapełnienie tortownicy o średnicy 30-32 cm. Ciasto pieczemy około godziny w temperaturze 170180°C . Ciasto trzeba sprawdzić patyczkiem. Na wierzchu ciasta tworzy się słodka, pękająca skorupka. Jeżeli podamy ciasto bez kremu, to nada ona mu bardzo dekoracyjny wygląd. W rondelku umieszczamy śmietanę, mleko, żółtka, cukier, kaszę mannę i połamaną na małe kawałki czekoladę. Wszystko podgrzewamy, cały czas mieszając. Gdy masa zgęstnieje, doprowadzamy ją do wrzenia i zdejmujemy z palnika. Odstawiamy do ostygnięcia. Po zupełnym wystudzeniu miksujemy krem blenderem, po zmiksowaniu kasza manna będzie całkowicie niewyczuwalna w kremie. Miękkie masło ucieramy na jasną i puszystą masę. Do masła dodajemy po jednej łyżce krem czekoladowy. Po dodaniu całego kremu czekoladowego miksujemy całość jeszcze przez kilka minut. Pod koniec miksowania dodajemy whisky (opcjonalnie). Kremem przekładamy placki ciasta i smarujemy wierzch oraz boki tortu. Tort możemy ozdobić dodatkowo różyczkami z bitej śmietany i kandyzowanymi wisienkami. Maszkety

53


– BOMBÓN Y I ZIST Y –

przepis: Iwona Starzec, zdjęcie: Anna Poloczek

Gorąca czekolada z chili i cynamonem

przepis i zdjęcie: Katarzyna Godlewska

Mus

na 4 duże porcje 250 g gorzkiej czekolady, 3 łyżki likieru, 4 łyżki wody, 50 g masła, 4 duże jajka, 50 g drobnego cukru, 200 g śmietanki 36%

500 ml mleka, 50 g gorzkiej czekolady, 50 g czekolady mlecznej, 2 łyżeczki miodu, pół łyżeczki cynamonu, chili w proszku Mleko podgrzewamy, dodajemy chili według uznania, na początku dosłownie szczyptę (pod koniec można dodać więcej). Gdy mleko będzie już gorące, dodajemy czekoladę, miód i cynamon. Wszystko mieszamy tak długo, aż czekolada się rozpuści. Na sam koniec można dodać więcej chili, cynamonu lub miodu. Czekoladę odstawiamy, czekając, aż zgęstnieje. Przed podaniem znowu podgrzewamy – dzięki temu czekolada będzie gęstsza.

Maszkety

54

Czekoladę łamiemy w kostki i wrzucamy do garnuszka, dodajemy likier oraz wodę i roztapiamy w kąpieli wodnej. Następnie miksujemy z miękkim masłem na gładką masę. Rozdzielamy żółtka i białka, białka ubijamy na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodając cukier. Do masy czekoladowej dodajemy na zmianę żółtka oraz białka, delikatnie mieszając całość. Następnie ubijamy śmietankę i łączymy delikatnie z masą czekoladową. Przekładamy do pucharków i wstawiamy do lodówki, żeby mus stężał.


– BOMBÓN Y I ZIST Y –

przepis i zdjęcie: Magdalena Kozłowska

Tarta czekoladowobananowa opakowanie świeżego ciasta francuskiego, 4 dojrzałe banany, 50 g masła, 100 g cukru, 75 g gorzkiej czekolady, 2 laski cynamonu Formę do tarty smarujemy masłem. Piekarnik rozgrzewamy do 200°C (180°C z termoobiegiem). Masło i cukier dajemy do rondelka i podgrzewamy na średnim ogniu. Potrząsamy od czasu do czasu rondelkiem, aby składniki się połączyły. Gdy cukier rozpuści się i powstanie ciemnozłoty karmel, dodajemy połamaną na kawałki czekoladę, zdejmujemy z ognia i dokładnie mieszamy, aż czekolada się rozpuści. Przekładamy gorący karmel do formy. Na środku formy układamy cynamon. Banany kroimy na grube kawałki (3 cm) i układamy ciasno na karmelu. Całość przykrywamy ciastem francuskim, wciskając wystające brzegi między owoce a krawędź formy. Wierzch ciasta nakłuwamy w kilku miejscach nożem. Wstawiamy do piekarnika na 25-30 minut, aż wierzch mocno się zrumieni. Od razu po upieczeniu odwracamy ciasto dołem do góry i przekładamy na talerz lub paterę. Tartę podajemy z lodami waniliowymi.

Maszkety

55


tekst i zdjęcie: Katarzyna Godlewska

Kawiarka Zima to moja ulubiona pora roku, chociaż o wiele trudniej wtedy o ciekawe, lekkie i sezonowe dania w kuchni. Mój smak się nieco zmienia i zaczynam odczuwać ochotę na przysmaki bardziej intensywne: gorzką czekoladę, grzane czerwone wino albo mocniejszą w smaku kawę, najlepiej bazującą na espresso lub mocnym kawowym naparze. Odstawiam więc ulubiony chemex nieco w kąt, a sięgam częściej po dość dobrze znaną kawiarkę. Jest to metoda parzenia kawy bardzo popularna we Włoszech oraz w USA. Sama znam ją z wielu polskich domów, ale szczerze przyznam, że nigdy nie kojarzyłam kawiarki z dobrą kawą. Odkąd zaczęłam zgłębiać temat właściwego parzenia czarnego napoju, zrozumiałam dlaczego. Wybór chemexu, aeropressu czy drippera wydaje się być banalnie prostym wyborem w porównaniu do kawiarki, a wybór sprzętu w tym przypadku ma kolosalne znaczenie. Najtańsze kawiarki można znaleźć w supermarketach za 20-30 złotych, jednak nie jest to najlepszy wybór. Kiepska jakość materiałów, niedokładne spasowanie, a kawa przygotowana w taniej kawiarce może smakować gumową uszczelką. Dlatego warto wybrać kawiarkę sprawdzonej firmy, nawet płacąc za nią nieco więcej – na pewno się to nam wynagrodzi w smaku kawy. Oryginalnie kawiarki były produkowane z aluminium, ale można znaleźć także kawiarki ze stali. Stalowe są nieco trwalsze, bardziej odporne na ślady po kawie i mają inny kształt – aluminiowe są kanciaste, a stalowe okrągłe. Dodatkowo kawa może nieznacznie różnić się w smaku. Kiedy określimy, który materiał wolimy, musimy się zastanowić, jakie ilości kawy zamierzamy parzyć w naszej kawiarce. Należy przygotowywać tyle filiżanek, na ile przewidziana jest kawiarka, bo tylko wtedy w pełni wykorzystamy tę metodę parzenia. Jedna filiżanka kawy z kawiarki to 50 ml mocnego napoju, dlatego warto się zastanowić, czy będziemy w kawiarce parzyć bazę do dużej kawy mlecznej czy może niewielką filiżankę intensywnego napoju. Ostatnim kryterium na liście powinien być rodzaj kuchenki, na której będziemy Maszkety

56

używać kawiarki – większość kawiarek można bez problemu używać na kuchenkach gazowych oraz elektrycznych, ale tylko niektóre nadają się na płyty indukcyjne. Po wyborze odpowiedniej kawiarki możemy przejść do parzenia kawy. Kawa powinna być świeżo palona i świeżo mielona. W przypadku kawiarki ma to szczególne znaczenie, gdyż uzyskujemy bardzo intensywny napój, a jeśli kawa będzie zwietrzała, wydobędziemy z niej gorycz. Również ze względu na wydobywany intensywny aromat najlepiej wybrać kawę słodką, średnio paloną. Powinna być wypalona lżej niż do ekspresu ciśnieniowego, ale nieco mocniej niż do dripa i metod przelewowych. Przy zamawianiu kawy zawsze warto wspomnieć o tym, jaką metodą zamierzamy ją parzyć. Podobną zasadę należy również zastosować do mielenia ziaren − powinny być zmielone nieco grubiej niż do espresso, bo inaczej kawa może być gorzka z powodu zbyt długiego przesączania wody przez kawę. Ale powinny być też zmielone drobniej niż do ekspresu przelewowego. W przypadku parzenia kawy w kawiarce nie trzeba pamiętać odpowiednich proporcji wody i kawy, bo urządzenie to na nas i tak wymusi. Do dolnego zbiornika należy nalać zimnej, przefiltrowanej wody do poziomu zaworu bezpieczeństwa. Na sitko wsypujemy kawę tak, aby wykorzystać całą jego objętość. Jednym z podstawowych błędów, który jest popełniany przy parzeniu kawy tą metodą, jest ubijanie kawy w sitku − nie należy tego robić. Kawę należy wyrównać, jednak nie ubijać. Oczyścić brzegi sitka i nakręcić górną część kawiarki, pamiętając o tym, żeby trzymać za korpus, a nie rączkę, bo łatwo można ją złamać. Następnie stawiamy kawiarkę na kuchence, bezpośrednio na źródle ciepła. W przypadku kuchenki gazowej płomień nie powinien wychodzić poza obręb kawiarki. Teraz trzeba chwilę poczekać. Pomiędzy trzecią a czwartą minutą parzenia kawa zacznie się przelewać do górnego zbiornika. Jeśli kawa zacznie bulgotać to znak, że należy ją szybko zdjąć z kuchenki i najlepiej od razu przelać kawę do filiżanek. Napój będzie dość intensywny, ale zawsze można dolać nieco wody lub więcej mleka.


– FIZYM AT Y NTA ŁO K AFYJU –

Maszkety

57


– DEJCIE NA TO POZÓR! –

Co ma uśmiech do deseru? Kilka słów o projektowaniu usług (service design) tekst: Ola Oslislo zdjęcie: Katarzyna Godlewska

Maszkety

58


– DEJCIE NA TO POZÓR! –

Jedzenie nie zaczyna i nie kończy się na talerzu. Jeżeli w mieście są dwie kawiarnie, które sprzedają podobnej jakości kawę w porównywalnej cenie – to co sprawia, że wybieramy pójście do jednej, a nie do drugiej? Intuicyjnie powiemy: klimat, wystrój miejsca, barista, którego lubię, miękki fotel, muzyka itp. Fachowo powiemy: usługa. To pozornie nienamacalne i „magiczne” coś stało się wiele lat temu ważną dziedziną projektowania i do estetycznego obszaru food design dołączył service design. Kiedy w 2013 roku prowadziłam zajęcia „Projektowanie usług dla gastronomii” studenci kierunku Food Design nie byli pewni, co ich czeka i czego tak właściwie będą się uczyć. Spodziewali się rozmów o tym, jak zaprojektować graficznie menu, nie zaś dyskusji o tym, czy gość ma do wyboru miód do słodzenia obok tradycyjnego cukru albo czy w toalecie jest krem do rąk lub przewijak. Projektuje się bowiem nie tylko przedmioty i procesy, ale przede wszystkim pozytywne doświadczenia. A wizyta w bistro czy restauracji ma być przecież niczym innym jak przyjemnością, nie tylko w kwestii smaku. By uzyskać pożądany efekt, projektanci usług używają wielu metod i technik, czerpiąc garściami z socjologii, antropologii czy psychologii. Robią notatki, wykresy, badania terenowe itp., ale pytani o sposób, w jaki należy projektować usługę, odpowiadają często banalnie: od końca. Wyobrażają sobie klienta, gościa wychodzącego w tym przypadku z restauracji. Co myśli po zamknięciu drzwi, w jakim jest nastroju, co powie innym o tym, czego właśnie doświadczył. Jeśli uda się to trafnie określić, to potem dużo łatwiej ustalić, co należy krok po kroku zrobić, by uzyskać pożądany efekt końcowy. Sam dobry produkt i utalentowany kucharz niestety nie wystarczy. Wracam do tematu, który wciąż w Polsce jest nowy, a fachowców od projektowania usług, którzy odwrócili swoje oczy od banków i salonów sprzedaży na rzecz gastronomii, jak na lekarstwo. Rozwój wypadków szczęśliwie przyspieszył liczący 250 stron żółty przewodnik, który od czasu jego wydania wertuję na wszelkie możliwe sposoby. Pod koniec minionego roku na rynku pojawiła się pierwsza edycja przewodnika „Gault&Millau”.

Po kilkudziesięciu latach od powstania przewodnika we Francji, lokalni inspektorzy postanowili sprawdzić, jak jada (nie tylko co jada) się w Polsce. Przejechali anonimowo kraj i spośród 600 ocenionych miejsc wybrali 250 najlepszych. Nie miejsce teraz i czas na dyskusję nad wskazanymi miejscami i wyborami inspektorów. Chcę zwrócić uwagę na fakt, jak tego wyboru dokonano. W rozmowie opublikowanej w książce Łukasza Modelskiego „Piąty smak. Rozmowy o jedzeniu” Côme de Chérisey, dyrektor generalny wydawnictwa „Gault&Millau”, mówi o specjalnym formularzu dla inspektora, mającym prawie 500 punktów odnoszących się do funkcjonowania danego miejsca. Wyjaśnia, że inspektorzy zwracają uwagę m.in. na to: „Jak nas witają przy wejściu, jak wygląda wystrój, jaka jest obsługa, jakiej jakości jest chleb na stole, jaki rodzaj wody nam proponują, czy karafka na wodę jest czysta, czy na stole stoją kwiaty, czy toalety są czyste, czy kelner się do nas uśmiecha, czy zaproponowano nam kartę win, czy ta karta ma sto stron czy dwie, czy sprzedają wino na kieliszki” itd. „Więc to długa lista, a jej szczegółowość jest owocem naszych czterdziestoletnich doświadczeń” – dodaje rozmówca Modelskiego. Przeglądam z zadumą żółty przewodnik i dochodzę do wniosku, że jeśli nie rozsądek, to choć próżność stanie się przyczyną zmian na lepsze w naszych restauracjach. Współzawodnictwo i rywalizacja sprawią, że ileś miejsc, chcąc wejść na listę tych najlepszych, poprawi najsłabsze punkty swojej usługi, zmieni personel, wprowadzi nowe rozwiązania do swoich gastronomicznych biznesów. Jeżeli jest szansa, by choć w kilku miejscach poprawiło się jedzenie, aby dobrano odpowiednią do jedzenia muzykę (nie ograniczając się do popularnych i głośnych radiostacji), sprzątnięto ze stolików plastikowe kwiaty i kiczowate stroiki, kelnerzy i kelnerki zostali przeszkoleni z uprzejmości i znajomości menu, a w razie potrzeby goście mogli używać np. młynków z prawdziwym całym i niezwietrzałym pieprzem oraz smakową solą – to warto. Tu nie ma przegranych. Skorzystają wszyscy. Pomyślcie szczerze, czy wiele jest restauracji do których z pełnym przekonaniem chcecie wracać?

Maszkety

59


– DEJCIE NA TO POZÓR! –

Pobyt tolerowany Projekt „Pobyt tolerowany” jest przedsięwzięciem o charakterze edukacyjnokulturalnym, powstałym w wyniku działań prowadzonych przez Centrum Kultury Niezależnej „Teatr Szwalnia” w Łodzi oraz Ośrodek Teatralny „Kana” w Szczecinie. Poznanie sytuacji uchodźców w Polsce było możliwe przez zajęcia z dziećmi z Ośrodka dla Cudzoziemców w Grotnikach koło Łodzi oraz spotkania z rodziną czeczeńskich uchodźców – Luizy i Adama z dziećmi: Khedą, Abdulem, Mediną, Aiszą i Eliną. Bliskie relacje, jakie z nimi zostały nawiązane, zderzyły się z niskim poziomem wiedzy Polaków o problemie uchodźctwa, niechęcią wobec obcych i powszechnymi uprzedzeniami. tekst i zdjęcia: Urszula Mazurowska Grudniowe popołudnie raczej sprzyja świątecznym przygotowaniom niż rozmyślaniom nad problemami obcych, których obecność często podświadomie jest spychana na margines. Ale w CSW „Kronika” na warsztaty pod nazwą „Obce smaki” stawiają się chętni do spotkania z nieznaną kuchnią kaukaską i do dyskusji o zwyczajach związanych z gościnnością. Oprócz seniorów przybyli mieszkańcy domu pomocy. Łączy ich to, że znaczna część nie pochodzi ze Śląska, więc z problemem „inności” zetknęli się osobiście. Ale zanim to wynikło, Weronika Fibak – autorka koncepcji projektu, opowiada o tym, czym dla niej było spotkanie z uchodźcami, jak docierali do

dorosłych, zdobywając zaufanie dzieci. Wspólna zabawa była pretekstem do rozmów, do obserwacji oraz pomocą dzieciom w nauce języka polskiego. Przez nie i ich rodzinę poznali i historię wojny w Czeczeni, i czeczeńskie smaki potraw, i powody, dla których wybrali Polskę. Nasz kraj wydawał się być otwarty i życzliwy. Uchodźcy liczyli na to, że tutaj ze znajomością rosyjskiego poradzą sobie lepiej niż gdzieś indziej. Niby powszechna znajomość rosyjskiego zostaje w trakcie warsztatów szybko skonfrontowana z rzeczywistością. Dostajemy przepis napisany cyrylicą. Odczytania go podjęła się tylko jedna osoba. Przed podobnym problemem stają uchodźcy, którzy po przyjeździe dostają instrukcje zapisane po polsku. „Zaszyfrowanym” przepisem była sałatka Adama o szczególnej dla niego wartości sentymentalnej, gdyż wykonywana niegdyś przez jego babcię. Dla uczestników spotkania była wstępem do kuchni kaukaskiej, z którą, jak się okazało, niewiele osób miało do czynienia. Dla starszej części uczestników spotkania było to również pierwsze zetknięcie się ze smakiem bakłażana, do którego doszły później znane już warzywa, takie jak marchewki, papryki,

Maszkety

60


– DEJCIE NA TO POZÓR! –

cebule i pomidory. Wszystko doprawione zostało na ostro czosnkiem oraz tymiankiem. Nie zabrakło chętnych do obierania i krojenia warzyw, a siekanie cebuli mieszało się z intymnymi historiami o bezdomności, pobycie w więzieniu, latach dziecięcych, przepisach babć, sposobach zachowania przy stole, różnicach w rozumieniu gościnności na Śląsku i w pozostałych częściach kraju. Nie sprawdziło się przysłowie „gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”. Powstał olbrzymi kocioł kaukaskiego przysmaku, który odgrywał niebagatelną rolę w następnej części projektu. Drugim smakiem są czepałgasze – pszenne placki z nadzieniem z twarogu. Przepis pochodzi od Luizy, ich wykonanie wymaga precyzji i wprawy, bo ciasto trzeba bardzo delikatnie rozciągnąć i nie zrobić w nim dziur, przez które mogłoby uciekać nadzienie. Nasze placki wychodzą zbyt grube, nadzienie ucieka, ale przyjemność, jaką mają wypisaną na twarzach uczestnicy, rekompensuje tę kulinarną klapę. Sałatka (którą ja znałam pod nazwą kawior z bakłażana i której przepis znajdziecie na str. 11) i czepałgasze zrobione na warsztatach, trafiają do kolejnej części akcji – spotkania w prywatnym, niewielkim mieszkaniu. Tym razem to rozmowa z przypadkowymi ludźmi, którzy przyszli na spektakl w nietypowym miejscu. Z roli widzów muszą wejść w rolę gości – dostają domowe kapcie, siadają przy zasłoniętym ceratą stole, piją herbatę ze szklanek w plastikowych koszyczkach, a wybór między sałatką Adama, a czepami Luizy decyduje o historii, jaką mogą dalej usłyszeć. Spotkaniu towarzyszy grający w tle telewizor rozpraszający migawkami z wystąpień prezydenta Rosji i czeczeńskimi krajobrazami. To wstęp do wielu ważnych pytań, na które niekoniecznie publicznie padnie odpowiedź. To również wstęp do spektaklu, którego sceną stanie się stół, przy którym chwilę wcześniej wypełniano ankietę badającą chęć wyjazdu do Czeczenii, napisaną również po rosyjsku. Sam spektakl jest opowieścią zbudowaną z obserwacji dziecięcych zabaw. Jedną z takich zabaw było budowanie z kartonu własnego domu. Ta przestrzeń dawała im poczucie innej rzeczywistości. Tu rzeczywistość zbudowana jest na stole z odwróconych nogami do góry krzeseł, opakowań po żywności, sznurków, papierowych ludzików. Podświetlone latarkami i lampkami nocnymi rysują na ścianach cienie zrujnowanego przez wojnę miasta. Te widoki pozostają razem z pytaniami o naszą wrażliwość, empatię i szacunek wobec inności, które są czymś więcej niż tylko godzeniem się na obecność uchodźców mimo braku aprobaty ich odmienności. Maszkety

61


Grajfka mom, poradza som

Kule ka˛pielowe Anna Poloczek

Maszkety

62


– GR A JFK A MÓM – POR ADZA SÓM –

sypkich produktów będzie się wydawać, że masa jest mało zabarwiona, nie dosypujemy więcej barwnika na tym etapie, bo po dodaniu płynów masa będzie miała intensywniejszy kolor.

Aby zrobić musujące kule kąpielowe, potrzebujemy: • 1 szklankę sody oczyszczonej • ½ szklanki kwasku cytrynowego • 2 łyżki oleju kokosowego • kilka łyżeczek oleju roślinnego • dowolne dodatki: suszone kwiaty lawendy, suszone kwiaty nagietka, słonecznika, skórka z pomarańczy, cynamon • barwniki spożywcze (najlepiej w proszku) • wodę w atomizerze (opcjonalnie) Potrzebne też będą foremki do kształtowania masy oraz rękawiczki gumowe, bo nawet minimalna ranka na skórze dłoni będzie bardzo mocno szczypać.

1. Do miski wsypujemy sodę, kwasek cytrynowy i niewielką ilość barwnika. Barwnika dodajemy dosłownie na końcu noża, nawet jak po wymieszaniu

2. Wszystkie sypkie składniki dokładnie mieszamy. Olej kokosowy podgrzewamy w mikrofalówce, żeby się rozpuścił i wlewamy do składników sypkich. Ręką wyrabiamy masę. Początkowo masa będzie miała konsystencję mokrego piasku, ale po chwili wyrabiania

będzie coraz bardziej lepka. Co jakiś czas ściskamy masę w dłoni, sprawdzając, czy daje się formować. Gdyby masa ciągle była za sucha, dodajemy 2-3 łyżeczki oleju roślinnego. Olej dodajemy po jednej łyżeczce. Na tym etapie można dodać trochę wody, ale – uwaga! – wodę dodajemy, spryskując masę wodą z atomizera. Psikamy raz i wyrabiamy Maszkety

63

przez chwilę. Po dodaniu wody masa zaczyna się pienić, więc szybko trzeba zarabiać masę, żeby przestała się pienić. Gdy dodamy wodę, wlewając ją do masy, nie będzie się dało opanować pienienia. 3. Teraz nadszedł czas na dorzucenie dodatków, czyli suszonych kwiatów, skórki pomarańczowej – według uznania. Jeszcze raz mieszamy masę i wypełniamy nią foremki. Można kupić specjalne foremki do formowania kul, ale doskonale sprawdzą się też silikonowe foremki na babeczki, muffiny lub pralinki. Masę mocno ugniatamy w foremkach. Masa trochę zwiększy objętość, więc żeby zapobiec jej „wychodzeniu” z foremek, przykrywamy formę folią, przyciskamy deską do krojenia i obciążamy. Masę zostawiamy na całą noc. Po tym czasie będzie twarda i będzie można z łatwością wyjąć kulki kąpielowe z foremek.


Maszkety

64


katarzynę godlewską rozpracowuje Iwona Starzec zdjęcie z archiwum bohaterki kto? Katarzyna Godlewska blog? wedlug-lokatej.blogspot.com Kasia do niedawna publikowała przepisy na blogu siksowna.blogspot.com, ale zdecydwała się na radykalne odświeżenie i założyła nowy blog Według Lokatej. Na nowym blogu znajdziemy oczywiście przepisy kulinarne, ale także relacje z podróży i odwiedzonych przez autorkę miejsc. Dzisiaj chciałabym napisać o zupełnie niekuchennej pasji naszej koleżanki, o tym, co robi, gdy odłoży aparat, posprząta po pieczeniu i odwiedzi wszystkie ulubione kawiarnie. Chciałabym przedstawić Wam Kasię w zimowej, śnieżnej szacie… Zima… Niektórym z nas kojarzy się z błotem oraz dojmującym chłodem. Wielu z nas najchętniej zaszywa się w domu z kubkiem gorącej herbaty i marzy o niewychodzeniu aż do wiosny. Kasia nie należy do zmarzluchów, dla niej zima to właśnie TEN czas. Czas ulubionych sportów, wyjazdów w góry. Chociaż lubi „kolorowe kwiaty i wiosenną zieleń, morską bryzę w lecie oraz szum złotych liści na jesień”, to czeka cały rok na zimę. Wtedy wyjeżdża w góry, które o tej porze roku są najpiękniejsze, majestatycznie przystrojone skrzącą bielą. Najlepiej czuje się w towarzystwie męża, rodziny i przyjaciół. Preferuje narty, snowboard, łyżwy, a od roku nawet narciarstwo biegowe, które bardzo przypadło jej do gustu. Dla spędzenia chociaż chwili na stoku zrobi wszystko, pokona miłość do ciepłej pierzyny i wstanie przed 6 rano. Każdy urlop organizuje

z myślą o zimowym szaleństwie i najszęśliwsza jest, gdy może szusować cały dzień na nartach. Lubi polskie góry, ale zimowa aura bywa u nas kapryśna. Dlatego wyszukuje ciekawe miejsca zagranicą, które gwarantują odpowiednią warstwę śniegu na stokach, a dodatkowo pełne są zapierających dech w piersiach widoków. Radzenie sobie z zimnem nie jest jej obce, ubiera gruby sweter pod kurtkę, czapkę z obowiązkowym pomponem, wysokie buty i ciepłe rękawiczki. Jak sama mówi, rękawiczek ma bardzo dużo, przede wszystkim tych jednopalcowych. Zapytałam Kasię, czy wieczór przy kominku, otulenie miękkim kocem i oglądanie dobrych filmów nie przedstawia sie dla niej nęcąco? Odpowiedziała, że nie ma nic lepszego po całym, intensywnie spędzonym dniu na mrozie jak wieczór z grzanym winem lub herbatą, ale woli wybrać towarzystwo innych osób niż ciepły koc i film. Letnie miesiące Kasia spędza również aktywnie: na rowerze, rolkach czy nawet na desce wakeboardingowej. Przyznaje, że narty i snowboard lubi jednak najbardziej. Skąd taka narciarska pasja? To tradycja rodzinna, na nartach jeżdżą dziadkowie i rodzice, więc naturalnie malutkiej Kasi też dopięto narty i zaszczepiono zimowego bakcyla. Nie trudno zrozumieć, że zamiłowanie do śniegu, do prędkości na stoku, a nawet pokorne przyjmowanie bólu w mięśniach przy zjeżdżaniu stanowią integralną część jej osobowości. Po prostu ten typ tak ma. Maszkety

65


Recepisy za rajom Amerykańskie pączki z dziurką  | 25 Białe grzane wino z mandarynkami  | 17 Burgery z krupnioka z kiszoną kapustą  | 9 Churros  | 19 Ciasto czekoladowe z whisky   | 53 Drink biały Rosjanin  | 14 Faworki  | 22 Gorąca czekolada z chili i cynamonem  | 54 Gorko whiskey  | 17 Grzany cydr  | 16 Hot Whiskey  | 17 Karminadle rybne  | 32 Kartofelkraut lub ciapkapusta   | 33 Kawiarka  | 56 Kawior z bakłażana  | 11 Kulki rybne  | 32 Mojito z nutą imbiru  | 15 Mus  | 54 Naleśnikowe szaszłyki z łososiem i mascarpone  | 11 Oponki serowe  | 24 Orzechowy milkshake  | 15 Pasta grzybowa z soczewicy  | 40 Pasta z ciecierzycy z pieczonym czosnkiem i orzechami włoskimi  | 42 Paszteciki francuskie  | 8 Pasztet z kaszą  | 37 Pasztet z kaszy jaglanej z warzywami  | 43 Pasztet z soczewicy z orzechami i serem feta  | 41 Pączki  | 21 Rolada serowa  | 10 Rumuńskie papanași  | 23 Śledzie po śląsku  | 30 Śledzie z cytryną  | 29 Tarta czekoladowo-bananowa  | 55 Tort „Pavlova”  | 51 Trójkolorowe paszteciki z chrzanowym sosem ze słonecznika (wegańskie, bezglutenowe)  | 39 Wegańskie ciasto czekoladowe z orzechami  | 49 Wodzionka  | 31 Wodziónka abo bróutzupa  | 31 Maszkety

66


fot. Jan Pizoń


Magazyn Maszkety Nr 4  

Karnawał, ostatki, śledzik, drinki, czekolada

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you