Page 1

CZARNA NR 10 | PAŹDZIERNIK 2019 | ISSN 4008-3456 | NAKŁAD 20 000 EGZ.

MAŁA

Biznes oparty na naturze


MAŁA CZARNA

DZIEŃ DOBRY!

W tym numerze Ludzie ludziom zgotowali ten los Gdzie leży granica między krytyką a hejtem? Mowa nienawiści, obecna dotąd głównie w internetowych komentarzach, zaczyna być zauważalna również na ulicy. Hejterzy czują się bezkarni i pokazują swoje twarze. Materiał Michała Ciechowkiego oraz wywiad z prof. Marią Lewicką str. 10-14

Damski warsztat, męska szopa Prawo do naprawy przedmiotów i majsterkowanie wróciły, teraz również w kobiecej odsłonie. W Toruniu mają się całkiem nieźle za sprawą Pracowni Cech i jej twórczyń Agnieszki Łaszewskiej i Joanny Suchomskiej str. 16-17

Jak spod igły Kasia jest własną chodzącą reklamą. Jej nogi pokryte są obrazkami jej autorstwa. - Na swoich nogach trenuje się najłatwiej - opowiada Kasia. Wychodzę z założenia, że każdy tatuaż można przykryć innym lub poprawić str. 22-23

Redakcja „Tylko Toruń” Toruń, ul. Stanisława Szymańskiego 1A redakcja@tylkotorun.pl Wydawca Fundacja MEDIUM Redaktor naczelny Radosław Rzeszotek Sekretarz redakcji Łukasz Piecyk (tel. 733 842 795) Redaktor wydania Kinga Baranowska Dział reportażu i publicystyki Anna Zglińska Anna Jarek Justyna Tobolska Kamila Agejczyk Michał Ciechowski Dział informacyjny Michał Ciechowski Zdjęcia Łukasz Piecyk Korekta Piotr Gajdowski REKLAMA Justyna Tobolska (GSM 724 861 093), Kinga Baranowska (GSM 535 405 385), Małgorzata Kramarz (GSM 607 908 607) Skład Studio Mała Czarna Druk

Drukarnia ECHO ISSN 4008-3456 Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń. *** Na podstawie art.25 ust. 1 pkt 1b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Fundacja MEDIUM zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w “Mała Czarna” jest zabronione bez zgody wydawcy.

2

PAŹDZIERNIK 2019


MAŁA CZARNA

PROMOCJA

Wszystko, co powinnaś wiedzieć o cyklu menstruacyjnym - wywiad z mgr Natalią Tułodziecką, w Przychodni „Nasz Lekarz” w Toruniu Czy cykl menstruacyjny ma wpływ na samopoczucie kobiety? Ogromny! Hormony sterują cyklem menstruacyjnym i odpowiadają za nasze uczucia. Działają jak przekaźniki informacji pomiędzy poszczególnymi narządami. Dzięki temu regulują pracę całego organizmu. Konkretnym przykładem żeńskiego hormonu płciowego, który ma bezpośredni wpływ na samopoczucie, jest progesteron i estradiol. Niski poziom progesteronu (PRG) wywołuje poirytowanie, niepokój (zespół napięcia miesiączkowego). Wysoki poziom PRG działa zupełnie odwrotnie, możemy czuć się zmęczone, ospałe, a nawet może to być przyczyną depresji. Dlaczego? W naszym organizmie hormony ściśle współpracują z neuroprzekaźnikami. Neuroprzekaźniki odpowiadają za nasze uczucia, doznania, emocje, myśli i nastrój. Jest to na przykład dopamina, noradrenalina, serotonina, GABA. Mogą one działać pobudzająco na nasz organizm lub hamująco. Hormony regulują ich pracę, dlatego aż tak wpływają na nasze samopoczucie. Zaburzony poziom hormonów oddziałuje na pracę neuroprzekaźników. Jak hormony działają na nasze samopoczucie w konkretnych fazach cyklu miesiączkowego? Zacznijmy od tego, że 1 dzień cyklu miesiączkowego to pierwszy dzień krwawienia. Mamy wtedy niskie estrogeny (estradiol, estron, estriol), co powoduje, że jesteśmy zmęczone. Macica się kurczy, aby wydalić złuszczoną błonę śluzową. Skurcze powodują ból. Dlatego bardzo ważne, aby się w tym czasie ruszać, a nie leżeć! Kiedy grawitacja i ruch wspomoże macicy wydalić nagromadzoną śluzówkę, to ból szybciej minie. Choć wiem, jak ciężko się ruszyć, kiedy doskwiera ból, zawsze zalecam pacjentkom choć 5 przysiadów, krótki spacer czy chodzenie po domu. Najlepsze formy aktywności fizycznej podczas miesiączki to rozciąganie, pilates, stretching. Miesiączka kończy się wraz ze wzrostem estrogenów (3-5 dzień cyklu). Powoli stajemy się coraz bardziej energiczne. Mamy coraz lepsze samopoczucie. Jesteśmy optymistycznie nastawione. Najwięcej energii i siły mamy w 6-9 dniu cyklu. To dobry moment do intensywniejszych ćwiczeń. Nasza twarz jest bardziej symetryczna, skóra twarzy promienna, a cera bez niedoskonałości. Wzrasta testosteron – jesteśmy dynamiczne, pewniejsze siebie. Łatwiej i szybciej podejmujemy decyzje. To dobry moment, aby działać, przejąć inicjatywę w pracy. Szczyt estrogenu wypada na dzień 1013. W tych dniach jesteśmy najseksowniej-

położną

sze i najbardziej płodne. Orgazm jest dużo mocniejszy i łatwiej osiągalny. Jesteśmy towarzyskie i pozytywnie nastawione do świata. Moja rada dla singielek - to najlepszy moment na randkę :) I nagle krach… owulacja! Przypada na połowę cyklu menstruacyjnego, 14 dzień. Komórka jajowa zostaje uwolniona przez jajnik, jest gotowa do zapłodnienia przez okres od 6 do 24 godzin. Co ciekawe, komórka jajowa to największa komórka w organizmie człowieka!

fot. Jacek Kutyba

mgr Natalia Tułodziecka, położna

W ciążę jednak nie zachodzi się co miesiąc. Najczęściej druga połowa cyklu kojarzy się z pasmem nieszczęść, dlaczego? Jeśli nie dojdzie do zapłodnienia, to w 15-18 dniach cyklu następuje nagła zmiana nastroju. Możemy silniej odczuwać emocje takie jak złość czy smutek. Nasza witalność, energiczność maleje. Między 19 a 22 dniem cyklu spada poziom estrogenów, a wzrasta poziom progesteronu i testosteronu. Zwiększa się wydzielanie sebum i na naszej cerze pojawiają się wypryski. Jednocześnie nasza skóra jest dużo bardziej wrażliwa. Zwróćmy uwagę, aby zdrowiej się w tym czasie odżywiać. Unikajmy produktów przetworzonych, słodyczy, tłuszczów trans i białego pieczywa. Najwyższy poziom progesteronu przypada na okres pomiędzy 23-25 dniem cyklu. Mamy niskie libido. Progesteron wpływa na zwolnienie pracy jelit, możemy mieć zaparcia i wzdęcia. Pijmy w tym czasie dużo wody, herbaty miętowej/zielonej i jedzmy

regularnie. Wyższy poziom progesteronu sprawia, że jesteśmy ospałe, brakuje nam energii. Po prostu to, że nam się nic nie chce, to wina hormonów! ;) 26-28 dzień cyklu to najlepszy moment na intensywne ćwiczenia. Wysiłek fizyczny wspomoże wyrzut serotoniny (neuroprzekaźnik odpowiedzialny za uczucie szczęścia), złagodzi ból piersi. W tych dniach unikajmy kofeiny, cukru i dbajmy o prawidłowe nawodnienie organizmu. Opisany przeze mnie cykl menstruacyjny trwa 28 dni. Kobiety, które mają dłuższy lub krótszy cykl, w innych dniach będą odczuwały powyższe zmiany hormonalne. Podsumowując, jak możemy sobie radzić z wahaniami nastroju podczas cyklu menstruacyjnego? Najbardziej nieprzyjemne fazy to miesiączka i druga faza cyklu, ta zaraz po owulacji. Podczas miesiączki ważny jest relaks i ćwiczenia rozciągające ciało. Kiedy ból jest coraz silniejszy, warto się przemóc i wybrać na spacer. Ruch szybciej oczyści macicę, dzięki czemu ból będzie trwał krócej. W trakcie drugiej fazy cyklu możemy wspomóc się prawidłową dietą połączoną z aktywnością fizyczną. Należy unikać cukru, kofeiny, alkoholu, tłuszczów trans i białego pieczywa. Jeśli spożywamy węglowodany proste (białe pieczywo, słodycze, pizza), to następuje szybki, duży wyrzut glukozy do organizmu. Trzustka musi wydzielić dużo insuliny, żeby zmniejszyć poziom glukozy we krwi. Wysoki poziom insuliny utrudnia wnikanie estrogenów do komórek ciała. Powoduje to, że mamy niski poziom estrogenów. Estrogeny to naturalne antydepresanty, stabilizują nasze samopoczucie. Ich niski poziom powoduje, że jesteśmy rozdrażnione, niespokojne, mamy problemy ze snem. Co najważniejsze, odpowiedzialne są za utrzymanie prawidłowego poziomu wspomnianych przeze mnie neuroprzekaźników (serotoniny i dopaminy). Neuroprzekaźniki te poprawiają pracę mózgu, dzięki nim lepiej zapamiętujemy i mamy szybszy metabolizm. Odpowiedni poziom serotoniny i dopaminy sprawia, że radzimy sobie z negatywnymi emocjami. Tuż przed miesiączką warto wybrać się na intensywne ćwiczenia. Wysiłek fizyczny spowoduje wyrzut serotoniny, która pomoże nam ze spadkiem nastroju. Stosując prawidłową dietę, połączoną z aktywnością fizyczną, możemy skutecznie zmniejszyć objawy napięcia przedmiesiączkowego. NASZ LEKARZ PRZYCHODNIE MEDYCZNE ul. Batorego 18-22, 87-100 Toruń telefon: +48 56 300 43 00 e-mail: torun@naszlekarz.pl PAŹDZIERNIK 2019

3


MAŁA CZARNA

FLESZ

fot. Andrzej Romański

W telegraficznym skrócie OPRAC. MICHAŁ CIECHOWSKI

1

O kobietach W sobotę 26 października w Centrum Kulturalno-Kongresowym Jordanki odbędzie się kolejna edycja warsztatów „Między nami kobietami”, organizowanych przez magazyn „Claudia”. Jakie atrakcje zostaną przygotowane? – Zapewniamy niebanalne tematy, dużą dawkę pozytywnej energii i rozmowy z inspirującymi kobietami – zapowiadają twórcy. – „Claudia” jak zwykle szykuje dla was moc wrażeń.

Stypendystka L’Oréal

fot. Łukasz Piecyk

Dorobek naukowy, doświadczenie oraz możliwość praktycznego wykorzystania w przyszłości prowadzonych badań dały Beacie Zjawin - studentce fizyki na Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UMK - zwycięstwo w programie L’Oréal Polska „Dla kobiet i nauki”. Laureatka otrzymała roczne stypendium w wysokości 20 tys. zł oraz stypendium konferencyjne Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

fot.Łukasz Piecyk

3 Anioł dla niepokornej

Powieść na miarę Nobla

Olga Tokarczuk zdobyła Literacką Nagrodę Nobla. Autorka książki „Bieguni” otrzyma niebagatelną kwotę 3,5 mln zł. - Radość i wzruszenie odebrały mi mowę – skomentowała werdykt jury. Szwedzka Akademia wyróżniła w tym roku dwóch autorów. Dlaczego? W roku ubiegłym bowiem nagród nie przyznano. Tokarczuk 10 grudnia odbierze w Sztokholmie nagrodę za rok 2018. Tegorocznym zwycięzcą jest pisarz Peter Handke.

fot. Lech Kamiński dla UMT

Piękny wiek Torunianka Bronisława Regulska, w niedzielę 20 października, świętowała 100. urodziny. W prezencie otrzymała ogromny bukiet kwiatów, list gratulacyjny od prezydenta Torunia oraz – zgodnie z życzeniem – nowy odkurzacz. Podczas uroczystości solenizantce towarzyszyli najbliżsi. Kobieta wychowała pięcioro dzieci. Dziś pochwalić się może dziewięciorgiem wnuków i pięciorgiem prawnuków.

fot. Łukasz Piecyk

Maja Ostaszewska odebrała Złotego Anioła za niepokorność twórczą podczas 17. edycji MFF Tofifest. Aktorka od lat kultywuje wyznawane przez siebie wartości. Sprzeciwia się niehumanitarnemu traktowaniu zwierząt, przeciwdziała ociepleniu klimatu i dyskryminacji kobiet. Za swoją walkę jako jedyna w historii aktorka dostała Nagrodę „Newsweeka” im. T. Torańskiej za zaangażowanie i prospołeczną postawę.

2 4

6

fot. Martin Kraft

Pomówmy o zdrowiu

4

PAŹDZIERNIK 2019

5

Centrum Nowoczesności Młyn Wiedzy 4 grudnia o godz. 18.00 zaprosi mieszkańców Torunia do udziału w wykładzie „Nowe spojrzenie na otyłość i nadwagę”. Spotkanie, w ramach cyklu „Medyczna środa”, poprowadzi lek. Mariusz Gawrych. Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny. Wykłady współorganizowane są przez naukowców Collegium Medicum UMK.


MAŁA CZARNA

BEAUTY ROOM

Dobre bo polskie? W tym wypadku zdecydowanie tak. Polskie makijażystki we współpracy z marką Glam Shop wypuściły na rynek swoje pierwsze autorskie palety do makijażu. Już teraz ich jakość porównywana jest do topowych światowych marek. Paleta Karoliny Zientek nadal jest dostępna, dzieło Agnieszki Janoszki powróci do sprzedaży już 1 grudnia. Glam Shop www.glamshop.pl, cena: 119 zł

Idealne krycie, nawilżenie, trwałość, która przetrwa zarówno zabawy z dziećmi, jak i drzemkę (sprawdziłyśmy na własnych twarzach!). Najnowsze dziecko Bourjois bije na głowę większość podkładów wysokopółkowych. Do tego dostępny od ręki w większości drogerii. Chyba znalazałyśmy podkład idealny. Aby uzyskać maksimum właściwości, sugerujemy nakładanie gąbeczką. Bourjois Always Fabulous 24H Rossmann, cena: od 72,99 zł w internecie od 27,90 zł

Beauty

room czyli kosmetyczne perełki października

Kolejna współpraca polskiej marki i makijażystki Karoliny Matraszek z góry skazana była na sukces. Tym razem skierowana dla kobiet preferujących chłodniejszy typ makijażu, znakomicie uzupełni kosmetyczkę tak do makijażu dziennego jak i wieczorowego. Paleta do konturowania idealnie współgrać będzie z większości karnacji, a dodatkowo dzięki jej konsystencji ciężko zrobić sobie nią krzywdę. Affect | alepiekna.com Paleta cieni, cena:149 zł | paleta do konturowania: 98 zł

Jesień to idealna pora na wdrożenie do swojej pielęgnacji produktów opartych na kwasach. Bez regularnego złuszczania ciężko o czystą, pozbawioną przebarwień cerę. Od jakiegoś czasu w Sephorze dostępna jest marka Alpha H zawierająca w swojej ofercie produkty z kwasem glikolowym. Efekt? Skóra jak po zabiegu u kosmetyczki. Sephora Liquid Gold tonik do twarzy cena:159 zł Liquid Gold Ultimate nawilająco-odżywcza maska do twarzy: 195 zł

Dobrych kosmetyków nie trzeba szukać daleko. Dla fanek naturalnej pielęgnacji, jak i osób chcących urozmaicić swoją rutynę pielęgnacyjną, mamy dobrą informację. Na ulicy Piekary 33 odkryjecie lokalną firmę produkującą prawdziwe cuda, jak np. uwielbiane przez klientki kremy ze złotem lub pyłem diamentowym. Szczegóły w wywiadzie z właścicielką Naturalnej Atelier na stronie 6.

PAŹDZIERNIK 2019

5


MAŁA CZARNA

TEMAT NUMERU

Biznes oparty na naturze

Mało kto wie, że wynalazca słynnego kremu Nivea Oskar Troplowitz urodził się w Gliwicach. Jeszcze mniej wie, że Toruń ma własną markę kosmetyków naturalnych, którą od podstaw stworzyła Adrianna Kasprzak, niekryjąca swojej pasji do mocy olejów, roślin i… drobinek złota ANNA ZGLIŃSKA | FOT. ŁUKASZ PIECYK

6

PAŹDZIERNIK 2019


MAŁA CZARNA

M

ało kto wie, że wynalazca słynnego kremu Nivea Oskar Troplowitz urodził się w Gliwicach. Jeszcze mniej wie, że Toruń ma własną markę kosmetyków naturalnych, którą od podstaw stworzyła Adrianna Kasprzak, niekryjąca swojej pasji do mocy olejów, roślin i… drobinek złota.

TEMAT NUMERU

sukces kremowi i całej firmie Nivea, był euceryt, czyli pochodna lanoliny. To on pozwolił na skuteczne, trwałe i atrakcyjne dla klientów połączenie tłuszczu z wodą. Był rok 1911. Dziś czytanie składu kosmetyków bez lupy, podręcznika chemii i „wujka googla” pozostawia 90 proc. z nas w poczuciu bezradności. Nic więc dziwnego, że Polki

wszystkim swojej skórze nie zaszkodzić. - Jaki masz typ skóry? Sucha, mieszana, wrażliwa? Naczyniowa może? A głowy? - te pytania od Adrianny spadają na mnie jak gromy. - Nie wiem, pojęcia nie mam - ciśnie mi się na usta. Choć zapamiętale smaruję się pięknie pachnącymi kremami i olejkami przyModa na zero waste, odwrót wiezionymi z europejskiej stolicy natuod wszystkiego, co plastikowe My w swoim sklepie staramy się, ralnych kosmetyków - Sarajewa, to zakui sztuczne, nie ogranicza się tylko żeby każdy z naszych produktów pów do tej pory dokonywałam z myślą: do noszenia bawełnianych toreb „może pomoże, a może nie zaszkodzi”. na zakupy. Kobiety, ale również można było wypróbować. Jest Zresztą, w stolicy Bośni i Hercegowiny mężczyźni w swoich życiowych z cudem graniczy znalezienie „europejwyborach coraz częściej poszu- generalnie bardzo mało skle- skiej” apteki czy sieciowej drogerii. Tam kują wszystkiego, co naturalne pów, w których dostarczono te- zioła i naturalne wyciągi stanowią podi niezwiązane z przetwórstwem… stawę w leczeniu drobnych przypadłości, ropy naftowej. Co ma do kosme- ster do wszystkiego i wszystkiego a na każdym kroku znajduje się „blijna tyków „czarne złoto”, które truje apoteka”, czyli sklep z takimi darami nanaszą planetę? Jego pochodnymi można powąchać. tury. My to bogactwo dopiero odkrywasą zarówno polietylen i polipromy na nowo, a tam jest to sposób na życie pylen wykorzystywane w prodla… kobiet, w kraju nadal odczuwajądukcji „plastiku”, ale również parafina sze- latami wybierają to, co ma pielęgnować ich cym skutki wojny. Podobną tradycję ma roko stosowana w tradycyjnej produkcji ciało metodą prób i błędów, lub z uporem wyrób oleju arganowego w Maroku. Tam kosmetyków. Tradycyjnej, czyli opartej na maniaka stosują krem „Pani Walewska”, również kobiety są mistrzyniami w łupaniu syntetycznych zamiennikach naturalnych choć czasy PRL-u dawno minęły. łusek nasion arganii. Latamy w kosmos, ale esencji, olejków i wyciągów, naszpikowanej Wejście do sklepu „Naturalne Atelier” do dziś nie znaleźliśmy sposobu na mechakonserwantami i substancjami, które mają dla klientek i klientów, którzy ze swoim niczne wydobywanie tego drogocennego zwiększać atrakcyjność naszych szampo- ciałem są nieobyci, może być nieco szoku- surowca. Adrianna Kasprzak jest kontynunów, kremów i mydeł. Pierwszy z takich jące - ale warto! Bo, jak mówi Adrianna Ka- atorką tych szlachetnych tradycji. „wspomagaczy”, który umożliwił ogromny sprzak, podstawa to znać siebie, żeby przede - Nie, w historii mojego życia nie REKLAMA

PAŹDZIERNIK 2019

7


MAŁA CZARNA

TEMAT NUMERU

Początkowo były tu całe szafy obcych firm. Rynek, za sprawą internetu, zweryfikował ten pomysł. Na szczęście moim marzeniem zawsze było posiadanie własnej marki kosmetyków naturalnych. znajdziecie momentu, w którym mieszam balsamy w garażu - śmieje się właścicielka „Naturalnego Atelier”. - Po pierwsze to jest nielegalne, a po drugie nie ma takiej potrzeby, bo współpracujemy z laboratorium kosmetycznym i zakładem produkcyjnym z Łodzi. Gdy pierwszy raz podchodziłam do przygody z kosmetykami naturalnymi, pracowałam jeszcze w korporacji jako trener sprzedaży. Wkrótce później „poszłam na całość”. Działamy od grudnia 2018 r. Sklep z założenia powstał po to, żeby łączyć marki kosmetyków naturalnych polskich producentów. Początkowo były tu całe szafy obcych firm. Rynek, za sprawą internetu, zweryfikował ten pomysł. Na szczęście moim marzeniem zawsze było posiadanie własnej marki kosmetyków naturalnych. Chciałam stworzyć coś dla kobiet w różnym wieku, bo dla mnie kosmetyki są czymś, co definiuje kobiecość, ale nie w takim sensie, że jeśli ich nie używasz - nie jesteś kobietą, nie, nie. Pozwalają nam się zrelaksować, pobyć też sama ze sobą, zarezerwować chwilę dla siebie w gąszczu zbyt wielu zadań. Są dla nas pretekstem do „małych ucieczek”. Chciałam, żeby moje kosmetyki były takie, żeby chciało się do nich uciekać, używać, próbować. Tak powstał sklep i marka „Naturalne Atelier”. Dziś w sklepie Adrianny na Piekarach można znaleźć zarówno mydła, kule, pudry i sole do kąpieli, produkty do pielęgnacji twarzy, włosów i ciała - takie jak balsamy, masła, olejki czy peelingi. Ogromnym powodzeniem cieszy się tu serum do dłoni, które błyskawicznie znika z półek. Jest też krem do ciała „Mów mi złotko” - z 24-karatowym złotem. Wśród składników wykorzystywanych jest masło shea, olej arganowy, ale również diamentowy pył. Nie mogło zabraknąć piernika, aczkolwiek tu występuje w bardzo eleganckiej i wyważonej wersji. Specjalnością i znakiem rozpoznawczym sklepu stały się kule do kąpieli, które bez wątpienia kojarzą się z relaksem i spokojem. Atelier ze względu na nie bywa nazywane „polskim Lushem”. Ale na taki sklep 8

PAŹDZIERNIK 2019

Polacy jeszcze nie są gotowi. Dlaczego? - To jest brytyjska firma, która słynie z produktów kąpielowych, rozpuszczających się w wodzie w różny sposób - tłumaczy Adrianna. - My w swoim sklepie staramy się, żeby każdy z naszych produktów można było wypróbować. Jest generalnie bardzo mało sklepów, w których dostarczono tester do wszystkiego i wszystkiego można powąchać, dotknąć, zobaczyć. A i Polacy jeszcze obawiają się próbować, krępują się. W sklepach Lush kule do kąpieli nie są w ogóle zapakowane w folię. Całe ich skrzynie, stosy piętrzą się przed klientem i pachną, maski są produkowane na miejscu i stoją sobie w misach z lodem, a witryny pękają w szwach, żeby pokazać, zachęcić. Troszkę o tej tradycji ekspozycji sklepowej zapomnieliśmy i dlatego może krępujemy się jako klienci, by z takich dobrodziejstw korzystać. Właścicielka podkreśla, że dla niej najmilszym elementem pracy są ludzie i relacje, jakie tworzą się wokół tego, co tworzy i sprzedaje. Wiele klientek przychodzi na Piekary nie tylko po zakupy, ale po to, żeby poplotkować. Adrianna nie kryje do nich sympatii. - One są bardzo ciepłymi osobami i dziękują, że tworzę kosmetyki, dzięki którym mogą się zrelaksować - mówi z uśmiechem. - A jak się cieszą na krem „Mów mi złotko”! Jestem w branży kosmetycznej od 8 lat i dla mnie to jest cały świat, a przynajmniej ogromna jego część. Zawsze chciałam mieć kosmetyki, które, jeśli je odwrócę i przeczytam skład na etykiecie, nie będę miała się do czego przyczepić. Dlatego nasze są przygotowywane ręcznie, etykietowane ręcznie, konserwowane witaminą E, są na bazie olejów i esencji, nie ma w nich wody, więc nie musimy do nich dodawać sztucznych i szkodliwych konserwantów. Jest to proces odwrotny do tego, który zapoczątkował 108 lat temu Oskar Troplowitz. On dążył do tego, by wodę w przyszłym kremie Nivea związać z tłuszczami, uzyskując piękny biały kolor. Niestety, wszedł

na drogę, która wymuszała używanie w kosmetykach coraz większej liczby konserwantów i syntetycznych zamienników. Być może pogniewałby się na to stwierdzenie, ale bez wątpienia dał początek temu, że dziś w niektórych szamponach do włosów i żelach pod prysznic znajdujemy tę samą substancję, co w płynach do mycia tapicerek i szamponach samochodowych. - Zdarzają się nam czasem poważne pytania, czym jest np. alkohol cetearylowy - opowiada Adrianna Kasprzak. - To jest emolient, alkohol pochodny z tłuszczu, który poprawia walory aplikacyjne produktu. Daje poślizg i tworzy okluzyjny film na skórze czy włosach, który działa natłuszczająco, zmiękczająco i zapobiega odparowywaniu wilgoci. Takie pytanie i tak jest super, bo jako konsumenci nauczyliśmy się wierzyć etykietom przednim. Jeżeli widzimy serię, w której nazwie znajduje się „natura”, to wierzymy, że skład jest naturalny. Tymczasem, gdy odwrócimy butelkę, to w składzie jest wszystko, począwszy od SLS-ów. To są substancje pianotwórcze, które mogą działać wysuszająco na skórę. Ludzie nie lubią naturalnych szamponów i żeli, „bo się nie pienią”. A producent, jeśli chce zrobić coś „na granicy” tej naturalności, to daje do swoich kosmetyków właśnie to. Czasami dyskonty wypuszczają serie kosmetyków „organicznych”, chwaląc się, że 90 proc. składu jest całkowicie naturalna. Odwracasz etykietę, a tam… woda i za tę wodę, organiczną, w formie kremu płacisz. Bywa, że krem kosztuje kilkaset złotych, a w składzie widać, że koszt jego wyprodukowania wyniósł stokroć mniej, a cena wynika z kosztów jego wypromowania. Wierzymy też znanym nazwiskom. Jeśli celebrytka wypuści linię do pielęgnacji skóry - kupujemy. Jak blisko prawdy są te słowa, pokazały tegoroczne wyniki badania HealthWave zrealizowanego przez agencję Wavemaker. Okazało się, że celebrytka Ewa Chodakowska jest dla Polaków równym autorytetem w sprawach zdrowia, co lekarze. - Ta branża to jest ogromna gałąź biznesu i trzeba mieć tego świadomość - przestrzega właścicielka „Naturalnego Atelier”. Od tych wszystkich danych i zawiłości można osiwieć, na szczęście kosmetyki są pasją życia Adrianny Kasprzak, która sprawnie pokazuje mi, na jakie wystające skały w tym oceanie należy uważać. - Jesteśmy w stanie zapłacić duże pieniądze za dobrze przyrządzoną wędlinę ze wsi czy ekologiczne warzywa, bo wiemy, że to dla nas dobre - wskazuje na analogie Adrianna. - Ale branża kosmetyczna jest tak przepełniona reklamami, gazetami, instagramem, że wybór przestaje być taki oczywisty. Dlatego wychodzę z założenia, że jeśli będę robiła wysokiej jakości produkt i budowała relacje z ludźmi, to obejdzie się bez reklam i influencerek. Mogłabym już nie stać za ladą, ale moim wyborem jest to, że robię wszystko - etykietuję, piszę ręcznie daty, rozmawiam z klientami. Tym rozmowom zresztą zawdzięczam wiele pomysłów, bo gdy klienci pytali często o szampon


MAŁA CZARNA

w kostce, to taki się u nas pojawił i jest zupełnie zero waste. Niektórzy przychodzą po niego z własnymi opakowaniami, a czasem i skrawkiem gazety. Sprzedajemy go na kilogramy, kroimy nożem. Niektóre firmy też zauważyły ten trend i ruszyły z produkcją. No i super, tylko później pakują go w folię, pokazując, że z idei zero waste zostało im tylko waste. Bardzo nie chcę zgubić siebie i prawdy w tym wszystkim. I to chyba przynosi efekty - nasze kosmetyki można znaleźć w Wielkiej Brytanii, Warszawie czy Przemyślu, a ostatnio robiłyśmy wysyłkę aż do Nowej Zelandii. Pierwsza partia szamponu do włosów sprzedała się w jeden dzień. Pojawiła się linia dla mężczyzn, bo zaglądali do sklepu i również szukali czegoś dla siebie. To spotkania z ludźmi zbudowały biznes naszej bohaterki. Poprosiliśmy Adriannę Kasprzak o kilka porad dla początkujących w świecie naturalnych kosmetyków, które szykują się już na sezon zimowy. Oto one: 1. Poznaj siebie, swoją skórę i jej potrzeby. Jeśli brakuje Ci pewności, jaki typ skóry masz, zaobserwuj ją. Zobacz, jak reaguje, co się z nią dzieje, jak reaguje na zmianę temperatury czy kontakt z wodą. Każdy z nas ma inny rodzaj cery, inne problemy i inne

TEMAT NUMERU

potrzeby. 2. Jeśli chodzi o włosy i skórę głowy, postępuj podobnie jak w przypadku twarzy, obserwuj i słuchaj swojego organizmu. Dobranie odpowiednich kosmetyków będzie łatwiejsze, jeśli będziesz znać swoje potrzeby. 3. W okresie jesieni i zimy unikaj kosmetyków mających dużą zawartość wody. Wybierz produkt na bazie olejów, które zapewnią Ci odpowiednią ochronę. Produkt na bazie olejów nie tylko doskonale nawilży, zregeneruje, ale też zapewni warstwę ochronną, której niestraszne będą warunki atmosferyczne takie jak wiatr, deszcz czy po prostu niska temperatura. 4. Do każdego rodzaju cery można stosować olej, nawet do tłustej. Wszystko zależy od rodzaju cery, problemów skórnych i jej potrzeb. Do cery suchej świetnie sprawdzą się oleje takie jak: olej ze słodkich migdałów, olej arganowy czy masło shea. Do cery trądzikowej, tłustej i mieszanej takie jak: jojoba, olej z pestek malin czy z czarnuszki. 5. Olejki też świetnie sprawdzą się do usuwania makijażu, bo świetnie rozpuszczają kosmetyki takie jak: tusze do rzęs, pomadki czy podkłady. 6. Nie oczekuj wielkiej rewolucji i natychmiastowych zmian. Pielęgnuj skórę na

co dzień, dbaj o nią, pamiętaj o nawilżaniu. Nie zostawiaj jej zimą samej sobie, bo możesz ją sobie naprawdę uszkodzić. Pamiętaj, kosmetyk kupiony i odstawiony na półkę nie działa, za to ma datę ważności. 7. Zakładaj rękawiczki, wychodząc na zewnątrz, a jeśli chcesz zregenerować dłonie, to mam dla Ciebie domowy sposób pielęgnacyjny: nałóż na dłonie dobrze nawilżający produkt - może być to maska do dłoni, masło shea, olej czy grubsza warstwa kremu; do tego załóż bawełniane rękawiczki (najlepiej na noc) - taki zabieg sprawi, że skóra będzie odżywiona i dobrze nawilżona. 8. Jeśli nie lubisz się balsamować lub po prostu nie masz na to czasu, zamiast żelu możesz użyć olejku pod prysznic. Jeśli masz wannę, wybrać możesz kilka produktów olejek, puder do kąpieli czy też kulę. Taki rytuał pielęgnacyjny zadba o nawilżenie Twojej skóry w szybkim czasie. Produkty Adrianny znajdziesz w sklepie Naturalnie Atelier na ulicy Piekary 33 w Toruniu lub na stronie internetowej www.naturalneatelier.pl REKLAMA

PAŹDZIERNIK 2019

9


MAŁA CZARNA

PUBLICYSTYKA

Ludzie ludziom zgotowali ten los

Gdzie leży granica między krytyką a hejtem? Mowa nienawiści, obecna dotąd głównie w internetowych komentarzach, zaczyna być zauważalna również na ulicy. Hejterzy czują się bezkarni i pokazują swoje twarze MICHAŁ CIECHOWSKI | FOT. ŁUKASZ PIECYK 10

PAŹDZIERNIK 2019


MAŁA CZARNA

P

racownik Straży Marszałkowskiej, policjant, polityk, nauczyciel, mechanik, kolega z podwórka i nieznajomy – przykładni pracownicy, kochające matki i odpowiedzialni ojcowie w internecie pokazują swoją drugą twarz. Coraz częściej ich hejterskie komentarze nie są anonimowe. Używając portali społecznościowych, podpisują się własnym imieniem i nazwiskiem, nie zważając na konsekwencje.

PUBLICYSTYKA

sie – zaznacza prawnik Piotr Wódkowski, autor videobloga Trener Prawa. Polskie prawo zabrania publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych czy też wyznaniowych, a także pomawiania lub znieważania innych osób. Jak podkreśla posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus, z hejtem w Polsce skutecznie walczyć się nie da. - Nie mamy dobrego prawa – mówi polityczka. – Teraz, gdy Prawo i Sprawiedliwość jest u władzy, jest przyzwolenie na zachowania, których wcześniej nie obserwowaliśmy. Jednak poprzednia władza również nic w zakresie walki z mową nienawiści nie

- Na to pytanie nie ma prostej i dobrej odpowiedzi – mówi Piotr Wódkowski. - Każdorazowo decyzja o zgłoszeniu jest trudna. Na pewno łatwiej jest ją podjąć w przypadku pojedynczych wypowiedzi skierowanych przeciwko zwyczajnej „niepublicznej” osobie. Nie jest natomiast niczym miłym możliwość zderzenia się z obojętnością organów ścigania – trzeba mieć w sobie chęć walki, żeby dochodzić swoich praw. W przypadku polityka zgłoszenie może „Nie nadajesz się na matkę”, „Jak możdodatkowo spotęgować falę hejtu, poniena być tak bezmyślnym i zostawić dziecko waż sprawca w społeczności internautów samo w domu, nawet na chwilę”, „Nigdy może usiłować kreować się na męczennika nie powinnaś być matką” – to tylko trzy za wolność wypowiedzi, zaś z polityka-ofianajłagodniejsze komentarze z wielu pojary robić cenzora. Ściganie kilkudziesięciu wiających się w internecie po czy kilkuset sprawców jest wiadomości o dramatycznym angażujące czasowo i psy„Nie nadajesz się na matkę”, „Jak chicznie. wypadku w Toruniu. Z 11. piętra okna wieżowca wypadł 4-letni Z pomocą dla ofiar hejmożna być tak bezmyślnym i zostawić terów chłopiec. chce wyjść Lewica. - Okrutne informacje otrzy- W tej 4-letniej kadenmywałam m.in. za pośred- dziecko samo w domu, nawet na chwi- cji ponownie złożę projekt nictwem mediów społecz- lę”, „Nigdy nie powinnaś być matką” ślepego pozwu – mówi nościowych – mówi mama Scheuring-Wielgus. – Teraz dziecka, apelując do komentują- – to tylko trzy najłagodniejsze komen- będę miała jeszcze więcej cych o rozwagę i spokój. sprzymierzeńców – posłów Jak wynika z badań przedsta- tarze z wielu pojawiających się w inter- Lewicy, którzy mają takie wionych przez warszawską Szkosamo zdanie jak ja. łę Wyższą Psychologii Społecz- necie po wiadomości o dramatycznym Zgodnie z treścią nej, statystycznie ofiarą hejtera wspomnianego projektu pada co czwarty użytkownik sie- wypadku w Toruniu. Z 11. piętra okna „w sprawach o ochronę ci, a aż 11 proc. internautów przy- wieżowca wypadł 4-letni chłopiec. dóbr osobistych, jeżeli do znaje, że zdarza im się hejtować. ich naruszenia doszło za Dlaczego? Przede wszystkim pośrednictwem internetu, sprawia im to radość. Wypuszczają z sie- zrobiła. a powód nie zna danych osobowych pobie tłumione od dawna negatywne emocje Do problemu hejtu odniosła się pod- zwanego, koniecznych do wniesienia po– zawiść, zazdrość. Czasami zaś robią to czas kampanii wyborczej kandydatka na zwu” ten będzie wnosiło się bez wskazania z nudy. premiera z ramienia Koalicji Obywatelskiej danych osobowych skarżącego. Kim jest więc statystyczny polski hejter? Małgorzata Kidawa-Błońska. - Zostały przekroczone granice, które Według Agencji Badań Rynku i Opinii - Hejt, nienawiść i złe słowa weszły w na- nigdy nie powinny zostać przekroczone – SW Research jest mężczyzną, panowie sta- sze życie, stały się prawie naszą codzienno- podkreśla posłanka Lewicy. – Dziś żyjemy nowią 53 proc. wszystkich hejterów. Ma od ścią i nie może być na to zgody - mówiła w zupełnie innym świecie – w wirtualnym 16 do 24 lat, mieszka na wsi i ma wykształ- w Gdańsku. Podczas wizyty w Trójmieście ludzie już nie mają hamulców, w tym rzecenie średnie ogólnokształcące. Co piąty wicemarszałek Sejmu podpisała deklarację czywistym z hejtem spotykamy się coraz zaś pochwalić się może wykształceniem „Stop nienawiści”. W dokumencie tym pod- częściej. Najgorsze jest to, że odwaga, któwyższym. Swoje posty hejter publikuje kil- kreślono, że wobec języka kłamstwa sprze- rą hejterzy nie tak dawno mieli tylko przed ka razy w tygodniu. Najchętniej kieruje je ciwić musimy się razem. ekranami komputerów, jest zauważalna na w stronę osób publicznych. - Każdy z nas musi zacząć od siebie, ulicach. Jeszcze dwa lata temu, 11 listopada O „hejcie” słyszeli prawie wszyscy użyt- w swoim imieniu – czytamy. podczas warszawskiego Marszu Niepodlekownicy sieci. Czym jednak hejt jest? Kilka lat temu wśród osób sprzeciwia- głości z osobami o odmiennych poglądach Hejt, w definicji Słownika Języka Pol- jących się fali mowy nienawiści była wspo- mogłam minąć się bez słowa. Podczas ubieskiego, to obraźliwy i zwykle agresywny ko- mniana już Joanna Scheuring-Wielgus. głorocznych obchodów po raz pierwszy mentarz internetowy oraz wroga i agresyw- Proces przeciwko Jackowi Międlarowi, zdania, które czytałam w internecie: „ty Żyna opinia w stosunku do kogoś lub czegoś. ówczesnemu duchownemu Zgromadzenia dówo”, „morderczyni”, „nie masz prawa być Sam wpis, komentujący w obraźliwy Księży Misjonarzy, trwał trzy lata. Polką” wypowiedziano mi prosto w twarz. sposób konkretną osobę lub zachowanie, „Konfidentka, zwolenniczka zabijania Hejterzy również pokazali twarze. może wydawać się jego autorowi niegroź- i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzyJak zapowiadają eksperci, niestety zjawiny, niesie jednak za sobą ogromne konse- twa! Dziś prawda i modlitwa?” – brzmiał sko hejtu będzie nasilać się wraz z rozwojem kwencje. Osoba hejtowana może odczuwać wpis, który pojawił się w sieci w 2016 r. mediów społecznościowych. Konsekwencje stany nerwowe, bezsenność, a z czasem się - Jeżeli ktoś na forach internetowych, propagowania mowy nienawiści mogą być izolować i podejmować próby samobójcze. pod własnym imieniem i nazwiskiem, grozi i już są bardzo groźne. Drugą stroną są konsekwencje prawne. nam lub bliskim, niezwłocznie powinniśmy Stając się ofiarą hejtu, powinniśmy mieć Hejterowi grozi kara grzywny, ogranicze- poinformować o sytuacji organy ścigania świadomość wsparcia u bliskich, przyjaciół nia wolności lub jej pozbawienia nawet do – przypomina posłanka. - Nie możemy się i psychologów. Najmłodsi, dzwoniąc pod roku. zastanawiać, nie możemy milczeć. To ma nr tel. 116 111, mogą skorzystać z Telefonu - Kodeks karny nie używa bezpośrednio ogromne znaczenie. Jak pokazuje mój przy- Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. Warto też pojęcia hejtu lub mowy nienawiści, jednak kład, można z hejtem wygrać. zastanowić się, czy opinia ludzi, których nie dopuszczanie się niektórych zachowań poCzy należy zgłaszać wszystkie przypad- znamy, ma dla nas tak duże znaczenie. Warwszechnie nazywanych hejtem może wpi- ki hejtu organom ścigania? Czy przynosi to tościową i merytoryczną krytyką powinnisywać się w znamiona kilku przestępstw, skutek i może stać się metodą walki z mową śmy przejmować się wyłącznie od osób, o których mowa we wspomnianym kodek- nienawiści? które nas kochają. PAŹDZIERNIK 2019

11


MAŁA CZARNA

PUBLICYSTYKA

Żyjemy w kraju, w którym rozpętało się piekło

Wywiad z prof. Marią Lewicką, specjalizującą się w psychologii społecznej i środowiskowej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu ANNA ZGLIŃSKA | FOT. ŁUKASZ PIECYK Jak jest z tą mową nienawiści w Polsce? Czy da się nas jeszcze pogodzić? Badania prowadzone przez Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego pokazują, że w ostatnich latach w przestrzeni publicznej mamy do czynienia ze znacznie częstszą mową nienawiści niż kiedyś. Wiąże się to z powszechnie dostrzegalnym, pogłębiającym się podziałem w społeczeństwie. Według ostatniego sondażu pracowni Kantar dla 12

PAŹDZIERNIK 2019

„Gazety Wyborczej” już 84 proc. Polaków uważa, że w ostatnich latach pogłębiły się podziały wśród Polaków. Im dłużej to trwa, tym trudniejsze staje się zakopanie tego rowu, który nas podzielił, choć nadal jest to możliwe. Żeby przełamać podziały, trzeba jednak zrozumieć ich przyczyny i treść. W Polsce podziały społeczno-polityczne powiązane są silnie z cechami socjo-demograficznymi i położeniem geograficznym. Psycho-

logowie pokazują, że stereotypy społeczne najczęściej porządkują rzeczywistość społeczną na dwóch wymiarach: kompetencji i cech społeczno-moralnych. U nas ma to też miejsce: o ile opozycja jest na ogół postrzegana jako niemoralna i mniej patriotyczna, pod płaszczykiem tolerancji popierająca patologię, o tyle zwolennicy partii rządzącej są traktowani jako mniej kompetentni, o archaicznych poglądach, nierozumiejący podstawowych zasad demokracji


MAŁA CZARNA

PUBLICYSTYKA

(„sprzedali wolność za 500+”). Nie będzie łatwo przekonać się nawzajem do siebie i być może nie jest to potrzebne, ważne, żebyśmy umieli się szanować i porozumieć w podstawowych dla nas, znacznie bardziej przyziemnych, kwestiach. A reszta przyjdzie z czasem.

Jak sobie radzić z tym hejtem? W jaki sposób osoby, grupy, mniejszości, które go doświadczają, powinny na niego reagować? Jednym ze sposobów może być odpowiadanie w sposób pozbawiony nienawiści. Na zjeździe Polskiego Stowarzyszenia PsychoCzym w ogóle jest hejt? Wydaje się, że dziś jest to słowo - wy- logii Społecznej, we wrześniu tego roku, podczas sesji poświęconej trych, którym coraz częściej nazywamy każdą krytykę. hejtowi, występowały badaczki z Gdyni, które skonstruowały inNie każda krytyka jest hejtem. Hejt jest ternetowego bota. Bot miał wyrazem nienawiści, towarzyszy mu nega- Nie każda krytyka jest hejtem. Hejt za zadanie odpowiadać na tywna emocja skierowana przeciw drugiej mowę nienawiści w sposób osobie, a jego celem jest zaszkodzenie tej jest wyrazem nienawiści, towarzy- nie-hejtowy. Był tak doosobie. Krytyka zaś, przynajmniej w teorii, szy mu negatywna emocja skie- brze skonstruowany, że 90 powinna być merytoryczną polemiką z japroc. badanych uznało go kimś poglądem. Oczywiście są ludzie, którzy rowana przeciw drugiej osobie, za prawdziwą osobę. Pisał każdą formę krytyki traktują jako osobisty w odpowiedzi np. „o, widzę, atak. Generalnie jednak krytyka nie zawiera a jego celem jest zaszkodzenie tej że masz bogate słownictwo”. w sobie woli skrzywdzenia drugiej osoby. Do Odpowiedź nie-hejtowa rozpowszechnienia się hejtu przyczyniają się osobie. zmienia formę wypowiedzi media, nie tylko społecznościowe. Kiedy do u atakującego. Dr Julia Barstudia telewizyjnego zaprasza się dwóch polityków o radykalnie od- lińska z Wydziału Psychologii UW prowadziła badania nad intermiennych przekonaniach, znanych ze swojego niekontrolowanego netowym hejtem wśród młodzieży, pokazując, jak zwrócenie uwagi temperamentu, to wiadomo, że efektem nie będzie merytorycz- na perspektywę odbiorcy, zwiększenie empatii po stronie nadawcy na dyskusja, tylko okładanie się inwektywami. Wprawdzie rośnie komunikatu, zmniejszają skłonność do tego typu zachowań. Jak wtedy oglądalność i zwiększają się zyski z reklam, ale długofalowe widać, psychologowie mogą wiele na ten temat powiedzieć. skutki społeczne są tragiczne. Jednym z nich jest znieczulenie na język nienawiści. Taki sposób zadziała na indywidualnego komputerowego Wspomniane przeze mnie wcześniej Centrum Badań nad trolla, ale w przypadku hejtu instytucjonalnego nic nie poUprzedzeniami wskazuje, że częsta ekspozycja na mowę nienawi- może. ści sprawia, że przestajemy traktować ją jako coś nagannego, nie- Psychologia społeczna mówi, że grupy mniejszościowe, czyli te dziś moralnego, szkodliwego. Ranimy innych, nie mając poczucia, że atakowane, mają szansę przebić się ze swoim przekazem i przekorobimy coś moralnie nagannego. nać do siebie grupę większościową, pod warunkiem, że są bardzo konsekwentne, nie są podzielone i mówią zawsze to samo. Grupa REKLAMA

PAŹDZIERNIK 2019

13


MAŁA CZARNA

PUBLICYSTYKA

Moim zdaniem początku należy szukaćw naszych bardzo prymitywnych mediach ogólnopolskich, które koncentrują się bardziej na konfliktach personalnych w obrębie polityki niż na sprawach merytorycznych i edukacji. Potem podnosimy larum, że społeczeństwo nic nie rozumie.

Skąd się wziął taki poziom nienawiści w Polsce? Moim zdaniem początku należy szukaćw naszych bardzo prymitywnych mediach ogólnopolskich, które koncentrują się bardziej na konfliktach personalnych w obrębie polityki niż na sprawach merytorycznych i edukacji. Potem podnosimy larum, że społeczeństwo nic nie rozumie. W kolejnym kroku istniejące spory zostały wykorzystane (i nadal są wykorzystywane) przez obecnie rządzącą partię do wykopania rowu zgodnie z zasadą „dziel i rządź”. Druga strona nie pozostaje dłużna. Efekty znamy. Socjolog Jakub Wygnański mówił jeszcze dwa lata temu, że receptą na pogodzenie się Polaków jest miasto w bardzo szerokim sensie i uodpornienie mediów na przejmowanie ich przez ugrupowania polityczne. Postulował konieczność budowania systemów niemożliwych do zhakowania. Czy to jest jakaś droga? Zdecydowanie się z tym zgadzam. Miasto jest tym, co pozwala na przezwyciężenie myślenia o sobie w kategoriach ogólnych stereotypów. Jeżeli ktoś włączy się razem ze mną w walkę z psimi kupami na chodniku i śmieciami na ulicy, to jest mi kompletnie obojętne, czy ten ktoś głosuje na PiS, Koalicję Obywatelską czy Lewicę. Media narodowe z uporem dzielą nas według partyjnych kategorii, na lepszych i na gorszych Polaków. Przełamanie tego myślenia jest możliwe wtedy, gdy zawiesimy te ogólne kategoryzacje i zejdziemy na poziom niższy 10

PAŹDZIERNIK 2019

– właśnie miasta, sąsiedztwa i gdy zaczniemy podejmować wspólne działania na ich rzecz. Z moich badań wynika, że tożsamość lokalna jest drugą po tożsamości narodowej identyfikacją Polaków. Trzeba to wykorzystać. Miasto jest kategorią nadrzędną, łączącą i niezależną od sympatii politycznych. Poza tym niski poziom wymusza współpracę między ludźmi, a z badań psychologów wynika, że relacja współzależności pozwala przełamać stereotypy. Dlatego za wszelką cenę należy bronić samorządów i społeczeństwa obywatelskiego. Trzeba uczyć ludzi, że sami mogą mieć kontrolę nad swoim otoczeniem. Niestety plan obecnie rządzącej partii zakłada, żeby tę samorządność, jak również działalność organizacji pozarządowych ograniczyć, podporządkować centrali. Dodatkowo program prostych transferów socjalnych kształtuje pasywnego odbiorcę. Oczywiście, ludzie powinni mieć dość pieniędzy, by zachować poczucie godności osobistej i już dawno powinniśmy byli zacząć się dzielić tymi zyskami, które stały się naszym udziałem po transformacji ustrojowej. Niemniej proste transfery uczą bierności i to może mieć negatywne konsekwencje na przyszłość. Biernymi obywatelami łatwiej manipulować. Przypomina to trochę lata 50. czy 60. XX w., gdy ludzie głosowali na jedyną możliwą partię również z przekonania. Wieś np. przeżyła wówczas skok cywilizacyjny, a wielu ludzi doświadczyło awansu społecznego, więc władzę oceniali pozytywnie. Zgadzam się. Moja doktorantka, dr Moni-

ka Prusik z Uniwersytetu Warszawskiego, przeprowadziła badanie dotyczące tęsknoty za komunizmem. W 2011 r. zbadaliśmy reprezentatywną grupę Polaków, którzy pamiętają komunizm. Te wyniki były jednoznaczne. Ta tęsknota za komunizmem jest przede wszystkim za bezpieczeństwem socjalnym, pewną pracą, brakiem rywalizacji. W 2003 r. prowadziłam badania dotyczące oczekiwań Polaków wobec państwa. Oczekiwanie, że państwo wiele za nas załatwi, było bardzo silne, co oczywiście stało w jawnej sprzeczności z neoliberalnym modelem gospodarczym lat 90. i późniejszych. Około dekady później profesor Jacek Raciborski z UW przeprowadził podobne badania z bardzo podobnym wynikiem. Do tego nawiązuje obecnie rządząca partia, która nie tylko zresztą pod tym względem nawiązuje do praktyk czasów komunizmu. Podsumowując, podzieliliśmy się, ale tęsknimy za tym, żeby mieć więzi społeczne i poczucie bezpieczeństwa, lecz przez ten podział raczej ich nie będziemy mieli poza swoją bańką. Żyjemy w kraju, w którym rozpętało się piekło, dlatego moim zdaniem trzeba łączyć się wokół spraw lokalnych, które nie dotykają podziałów politycznych lub je przecinają. I nie bójmy się „łatek”, które tak ochoczo sobie przypinamy. Nie cała lewica jeździ rowerami, a prawica je mięso. Są sprawy, które te podziały przecinają i mają moc łączenia, takie jak miejsce zamieszkania i jego jakość, troska o środowisko - i są to na co dzień sprawy ważniejsze niż podziały polityczne.


MAŁA CZARNA

RECENZJA

Dusząc się pod kloszem PIOTR GAJDOWSKI

W

znowiona właśnie, jedyna i autobiograficzna powieść Sylvii Plath „Szklany klosz” z 1963 r. przedstawiana jest często jako kronika zapowiedzianego samobójstwa jej autorki. Łatwo tak ją czytać, bo zasadniczym tematem książki jest załamanie nerwowe bohaterki, znaczone kolejnymi próbami samobójczymi i pobytem w szpitalu psychiatrycznym, zaś sama pisarka zabiła się, odkręcając kurek z gazem, zaledwie miesiąc po jej wydaniu. Miała wtedy 31 lat. Za życia pozostająca w cieniu męża, poety Teda Hughesa, pół wieku po samobójczej śmierci Sylvia Plath jest ikoną popkultury, „poetką przeklętą” i ważną postacią ruchu feministycznego. Powstają o niej filmy („Sylvia” z Gwyneth Paltrow w roli tytułowej, męża Plath gra Daniel Craig) i piosenki („Dance in the dark” Lady Gagi). Właśnie trwają prace nad kolejną ekranizacją jej powieści, z Dakotą Fanning w roli głównej. Jednak pierwotnie wydany pod pseudonimem „Szklany klosz” nie wzbudził w tamtym czasie wielkiego entuzjazmu czytelników i krytyki. Powieścią kultową i formacyjną dla wielu pokoleń dziewcząt stał się dopiero później. Bohaterką powieści jest nastoletnia Esther Greenwood, która tuż po ukończeniu college’u odbywa staż w prestiżowym nowojorskim czasopiśmie dla kobiet. Chadza na pokazy mody i przyjęcia pełne gwiazd, jednak – choć przyjechała do Nowego Jorku z prowincjonalnego miasta w ramach programu stypendialnego dla najzdolniejszych – nie korzysta z blichtru światowego życia równie chętnie jak jej koleżanki. Talent literacki i znakomite stopnie w szkole nie wystarczą, by odnaleźć się w dorosłym życiu. Esther przygniata społeczna presja, by wpasować się w powszechny wówczas model życia. Wyzwolona obyczajowo i niezależna intelektualnie bohaterka jest prekursorką obyczajowych przemian, które dopiero nastąpią – w Stanach Zjednoczonych wczesnych lat 50., które żyją głównie antykomunistyczną obsesją (powraca temat egzekucji szpiegowskiego małżeństwa Rosenbergów, który w 1953 r. dosłownie rozpalał amerykańską opinię publiczną), to konserwatywne wartości stanowią pogląd dominujący. Omawiane publicznie sprawy takie jak przedmałżeński seks, antykoncepcja czy – o zgrozo – niechęć do małżeństwa w ogóle są wtedy trudne do wyobrażenia. Esther wzrasta w poczuciu, że jej życiowym celem powinno być dobre zamążpójście i dochowanie się gromadki pociech. Tymczasem wyczulona na wszelką hipokryzję bohaterka zrywa z narzeczonym (który sam romansuje z kelnerką, a Esther prawi takie morały: „mężczyzna to strzała skierowana w przyszłość, a kobieta jest miejscem, z którego ta strzała wychodzi”) oraz wyrzeka się poważniejszych związków. Zakłada sobie spiralę domaciczną, by nie zajść w ciążę, i traci dziewictwo na pierwszej randce z przypadkowo poznanym wykładowcą matematyki. Powierzchowne relacje i brak zrozumienia w najbliższym otoczeniu potęgują izolację i problemy emocjonalne bohaterki. „Szklany klosz” jest bowiem przede wszystkim opowieścią o chorobie psychicznej, którą autorka sugestywnie opisuje, czerpiąc z własnego doświadczenia - Sylvia Plath cierpiała na chorobę afektywną dwubiegunową. Czytana dziś, powieść poraża przepaścią pomiędzy opisami życia wewnętrznego Esther, nadwrażliwej, ponadprzeciętnie inteligentnej i niepasującej do roli, którą narzuca społeczeństwo każdej bez wyjątku młodej kobiecie, a odpowiedzią na jej problemy ze strony ówczesnej psychiatrii. Egocentryczny i spełniony we własnym życiu osobistym doktor Gordon nawet nie słucha, co bohaterka ma do powiedzenia. Szczytem możliwości leczenia były wtedy elektrowstrząsy, serwowane praktycznie wszystkim chorym, którzy nie rokowali szybkiej poprawy. „Dla człowieka siedzącego pod szklanym kloszem, znieczulonego na wszystko, zatrzymanego w rozwoju jak embrion w spirytusie, całe życie jest jednym wielkim, złym snem” – mówi Esther. Co było z nią dalej, po tym, gdy szacowne konsylium lekarskie zdecydowało, że należy ją ze szpitala psychiatrycznego wypuścić? Tego nie wiemy. Wiadomo jedynie, że 11 lutego 1963 r. Sylvia Plath zamknęła szczelnie dwójkę swoich małych dzieci w pokoju, a sama poszła do kuchni i włożyła głowę do piekarnika, w którym wcześniej odkręciła zawór z gazem. „Zastanawiam się, czy dziś, kiedy o wizycie u psychiatry mówi się bez zażenowania, jakby się szło do fryzjera, Plath zdołałaby się uratować. Czy byłaby feministyczną buntowniczką? A może uzależniłaby się od xanaxu?” – pytała niedawno Lena Dunham. Sylvia Plath, „Szklany klosz”,

przeł. Mira Michałowska, wyd. Marginesy

PAŹDZIERNIK 2019

15


MAŁA CZARNA

SYLWETKA

Damski warsztat, męska szopa

U

nia Europejska ze spokojem szachisty korespondencyjnego zareagowała na trend, który od kilku lat jest bardzo popularny, chociaż po latach niedostatków PRL-u skrzętnie schowaliśmy go do pawlacza. Prawo do naprawy przedmiotów i majsterkowanie wróciły, teraz również w kobiecej odsłonie. W Toruniu mają się całkiem nieźle za sprawą Pracowni Cech i jej twórczyń Agnieszki Łaszewskiej i Joanny Suchomskiej. Umówmy się - każdy kiedyś chciał rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Niestety, tłok na tamtejszych szlakach i korki skutecznie odstraszyły korpoludków i biurokratów. Część z nich wróciła z rezygnacją do pracy, pozostali, żeby nie oszaleć, znaleźli sobie hobby. Jedni kupili drona, inni kolekcjonują bilety MZK, a pozostali i pozostałe wzięli sprawy w swoje ręce, zajmując je trzymaniem gwoździa i młotka. Przez Polskę przetacza się fala tworzenia 16

PAŹDZIERNIK 2019

ANNA ZGLIŃSKA | FOT. ŁUKASZ PIECYK miejsc, gdzie ludzie mogą przyjść i skorzystać z porady, narzędzi, naprawić lub stworzyć coś po godzinach. W Warszawie, Wrocławiu i Słupsku otworzyły się „Męskie Szopy”, które wcale nie są męskie - ku zdziwieniu inicjatorki ich powstania, czyli Miry Stanisławskiej-Meysztowicz z Fundacji „Nasza Ziemia”, która przywiozła ten pomysł z Australii. Na Mazurach i w Warszawie dosłownie „Wióry lecą” - pod przewodnictwem Katarzyny Sawko i Michała Malikowskiego, którzy wydali podręcznik i prowadzą warsztaty renowacji mebli i stolarki skierowane głównie do kobiet. Grupa „Majsterki” uczy, co i jak zmajstrować w Warszawie itp. itd. Internet nadął się meblami w wersjach „przed” i „po”, a śmietnikowe grupy, gdzie ściągają fani recyklingu, pękają w szwach. Czyżbyśmy wrócili do PRL-u, gdzie dokonywano udanych prób napraw wszystkiego - od radia Giewont na przepalonej żarówce skończywszy?

Tej ostatniej nie wymyśliłam, jak pragnę zdrowia! Mój rodzony ojciec opowiada, jak w latach 80. ubiegłego stulecia, gdy na półkach był tylko ocet, udało mu się oczyścić gwint żarówki, która po potężnej awarii oblepiła się tym, co zostało z oprawy. Zaświeciła. Po wsi rozeszła się fama cudotwórcy, wskutek czego u jego drzwi stanęła sąsiadka z wiadrem przepalonych żarówek, które zbierała od lat. „Bo, a nuż, kiedyś da się naprawić”. Wydawać by się mogło, że naprawianie i „zrób-to-sam” to kolejne z proekologicznych trendów, który mają uratować planetę, a z nas uczynić lepszych ludzi. W końcu nie marnujemy, naprawiamy, recyklingujemy, upcyklingujemy, ratujemy ze śmietników, nie dając się wessać globalnej konsumpcyjnej machinie. Czy to może jednak forma terapii? W świecie, w którym coraz więcej pracy wykonuje się przed komputerem, jej sens ginie w coraz bardziej poszatkowanym


MAŁA CZARNA

procesie. Praca własnych rąk staje się luksusem, który podnosi samoocenę i przywraca poczucie sprawstwa. A może to jest tak, że kobiety po prostu musiały „ruszyć na traktory”, bo mężczyźni, pogrążeni w tożsamościowym kryzysie, zapomnieli, jak się używa wiertarki? A prosiłyśmy przecież tylko o jeden kołeczek pod ten obrazek dwa lata temu. O to wszystko zapytaliśmy szefowe Pracowni Cech z Torunia, które pomiędzy kolejnymi odgłosami cięcia i szlifowania zdołały podzielić się swoimi doświadczeniami. - Początek naszej stolarni, a było to już ponad trzy lata temu, zbiegł się z tym, że te miejsca do naprawy zaczęły się jakoś pojawiać, były już „Wióry lecą”, to nas trochę ośmieliło, że może jeśli można gdzieś indziej, to może i tu… - wspomina Joanna Suchomska, na co dzień zajmująca się badaniami społecznymi i partycypacją. - Oczywiście, wiedziałyśmy, że Toruń to nie Warszawa i to nie ta skala. Bałyśmy się bardzo. Najpierw to miało być stowarzyszenie, ale na końcu okazało się, że to my dwie jesteśmy najbardziej zdeterminowane do pracy. Pomyślałyśmy sobie, że wynajmiemy jakiś garaż i tam będziemy sobie dłubać, for fun. No, ale nie udało się i tak powstała nasza firma (śmiech). - Tak z perspektywy czasu patrząc, to te ponad trzy lata temu, bo wtedy powstała pracownia to… myśmy prawie nic nie umiały - dodaje Agnieszka Łaszewska, na co dzień nauczycielka języka angielskiego. - Ten postęp, który zrobiłyśmy w tym czasie - to jest niesamowite. Ale to może tak jest zawsze? Miałyśmy tu grupę z innego miasta, która będzie zakładała podobne miejsce, to była taka myśl: „ale jak oni chcą to zrobić, przecież oni nic nie potrafią”. A potem druga – „a co my potrafiłyśmy?”. Potrafiłyśmy skrzynkę zbić i robiłyśmy meble z palet (śmiech). - Jak robiłyśmy pierwsze warsztaty ze stolarki, to poprosiłyśmy kolegę, żeby je poprowadził - dodaje Asia. - Ale właściwie to były tylko te pierwsze. Potem było już z górki. - Ja niedawno skończyłam kurs w Bydgoszczy w Zespole Szkół Drzewnych - mówi Agnieszka. - Mam zdany egzamin państwowy praktyczny i teoretyczny w zawodzie stolarz. Nie poszłam tam po papier, bardziej chodziło mi o to, żeby poszerzyć swoją wiedzę i dowiedzieć się czegoś nowego. Fajnie, jeśli ktoś idzie na taki kurs i ma własne narzędzia i coś już tam robi, bo jeśli nie i ma nadzieję, że tam dopiero wszystkiego się nauczy, to się bardzo myli. Oczywiście, dużo nauczyłyśmy się metodą prób i błędów czy z internetu. Ja bardzo dużo oglądałam jednak tych filmików, jak użyć jakiegoś narzędzia, zastanawiając się, jak ono pomoże nam tutaj w pracy. Okazuje się, że dziewczyny mają ambiwalentny stosunek do programów telewizyjnych, które, paradoksalnie, nakręcają biznes „zrób-to-sam”. Dlaczego? Okazuje się, że ich poglądy na ten temat trochę łączą się z nowym zjawiskiem pośród vlogerów, demaskujących fałszywe tutoriale i porad-

PASJE

niki, które w świecie wideoblogów są tym samym co fake newsy. - Ja myślę, że byłyśmy na początku trochę właśnie jak Szelągowska - podsuwa porównanie Agnieszka. - Ona też wszystko „potrafi”. Mnie to irytuje, że w telewizji czy to Szelągowska, czy Kasia Dowbor pokazują, że to zajmuje chwilę. Cyk - i jest zrobione. Ludzie mają potem takie wyobrażenie, nawet przychodząc do nas na warsztaty. Gdy pytamy: „co chcielibyście jutro zrobić w te cztery godziny?”, to czasami po odpowiedziach nam ręce opadają. Te programy dają ludziom mylne wyobrażenie, że takie krzesło czy sofę da się odnowić albo zrobić w jeden dzień. Nie ma to jak zimny prysznic nad drewnem, chciałoby się rzec. Ale uczestnicy warsztatów wychodzą zadowoleni, recenzje są pozytywne, a efekt zawsze cieszy, choćby to była skromna półka. - Jedna z uczestniczek pochwaliła się, że po warsztatach, gdy w domu zawisło jej dzieło z pracowni, nagle mąż przypomniał sobie, że też potrafi i zaczął półki w domu robić - wspominają dziewczyny. - A tak nie mogła zagnać go do roboty. Pytane o to, jak wiele jest takich przypadków, gdzie na warsztaty przychodzą kobiety, które czują, że już bardziej muszą, niż chcą się nauczyć majsterkowania, odpowiadają zgodnie, że w każdej grupie jest minimum jedna dziewczyna. Zazwyczaj mówi: „muszę się tego nauczyć, bo jak nie ja - to już nikt tego nie zrobi”, a potem odzywa się chór podobnych głosów. Pracownia znajduje się w XIX-wiecznym budynku gospodarczym, który znajduje się za Dworcem Toruń Miasto. Pierwsze, co rzuca się w oczy, oprócz fantastycznych rozpoczętych projektów, to dla osób nieco obytych z warsztatami - wzorowy porządek wśród narzędzi, wierteł i ścisków. Uwagę

zwraca również kwadratowy stół z masą otworów i przegrodami na narzędzia. - W domu nie mamy takiego porządku! - śmieją się dzielne stolarki. - Ale tu przychodzą ludzie również po to, żeby pracować nad swoimi projektami, więc nie możemy za nimi biegać i tłumaczyć, że wiertło odłożyłyśmy tu czy tam. A stół do nas przyjechał z Niemiec ze szkoły zawodowej. To jest specjalny stół szkoleniowy dla czterech osób. W Toruniu drugiego takiego nie ma. Jest to niewątpliwie powód do dumy, ale Joanna i Agnieszka zapytane o największe sukcesy - milkną i myślą długo. Łatwiej mówią o tym, co wzbudza ich emocje w pracy pozytywne i negatywne. Cieszą ludzie, stali bywalcy, praca własnych rąk. Bolą stereotypy dotyczące płci, np. sytuacja, w której jedna z nauczycielek zainteresowana warsztatami stolarskimi dla klasy, zaproponowała je ostatecznie tylko chłopcom. Tymczasem to dziewczyny częściej rwą się do prac manualnych, do tej pory zarezerwowanych tylko dla mężczyzn. Gorzej w drugą stronę, bo dużo trudniej nakłonić nastolatka, żeby coś uszył czy ugotował. To kobiety łatwiej adaptują się do nowej rzeczywistości. - Już wiem! - po dłuższej chwili zastanowienia odpowiada Agnieszka. - Najbardziej dumna jestem z tego, że przetrwałyśmy te trzy lata. Inne fajne miejsca i inicjatywy padały. My nie! - Tak! - zgadza się Asia. - I z ludzi chyba, z tego, że zbudowałyśmy sobie taką sieć kontaktów, na których możemy polegać, gdy potrzebujemy pomocy. Z uczestników: bo ich to cieszy, odstresowuje, bo wracają, chwalą się swoimi projektami. Mamy stałą grupę seniorów i seniorek, które już trzeci rok z nami pracują. Z nimi jest inaczej rozmawiamy, pijemy kawę, potem dopiero ruszamy do pracy. Jest to w jakimś sensie społeczność. PAŹDZIERNIK 2019

17


MAŁA CZARNA

POLITYKA

Kobiecy głos w Sejmie ŁUKASZ BUCZKOWSKI

Wybory 2019 już za nami. Wyborcy zdecydowali, kto wejdzie w skład odświeżonego parlamentu. W nowym Sejmie będziemy mieli okazję oglądać silną reprezentację kobiecą. Z naszego okręgu mandaty wywalczyło sobie 5 kobiet. Niektóre z nich miały już okazję zasiadać w sejmowych ławach. Dla innych będzie to debiut. Poniżej prezentujemy sylwetki bohaterek nowej kadencji parlamentu.

Iwona Michałek Porozumienie Jarosława Gowina z listy PiS w Sejmie od 2015 Dla wiceminister Iwony Michałek, byłej miejskiej radnej, będzie to już druga kadencja jako posłanki. Minioną określa jako bardzo pracowitą i satysfakcjonującą. - Skupiłam się na działaniach w Toruniu i w okręgu. Mogę powiedzieć, że jestem zadowolona z tej kadencji. Udało mi się dużo zrobić. Myślę, że to, przynajmniej częściowo, zostało odzwierciedlone w wynikach wyborów - mówi Michałek. Nigdy nie ukrywała, że ważne są dla niej sprawy lokalne. W nowym Sejmie zapowiada kontynuację tego, co robiła przez ostatnie 4 lata. Tematy, które są dla niej najważniejsze, to edukacja i infrastruktura. Podkreśla, jak bardzo istotne są dla niej sprawy uczelni, zwłaszcza

w okręgu. Wspiera także samorządowców. Stara się im pomagać w realizacji pomysłów i projektów, przyczyniających się do poprawy stanu dróg i transportu. Temat jest jej bliski, bo sama jest zapaloną motocyklistką. - Należę do kilku stowarzyszeń motocyklowych. Prowadzimy działalność charytatywną i akcje społeczne. Wspieramy młodzież, studentów, fundujemy stypendia. To wszystko robią motocykliści, a ja jestem jedną z nich. Zwiedzamy świat motocyklem - opowiada. Teraz udało się jej ponownie wjechać do Sejmu. Jak sama mówi, to, co ją napędza, to świadomość, że jej praca przynosi efekty. Pomaga jej w tym otwarte nastawienie do ludzi i chęć współpracy. Przed Iwoną Michałek staje więc kolejna szansa, aby na tym polu się wykazać.

Anna Gembicka Prawo i Sprawiedliwość w Sejmie od 2019 W Sejmie będzie to jej pierwszy raz, ale może się pochwalić doświadczeniem z pracy w rządowej administracji jako podsekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju. Wcześniej startowała także w wyborach do sejmiku. Na czym chciałaby się skupić w parlamencie? - Bardzo ważne są dla mnie kwestie inwestycji infrastrukturalnych. Z jednej strony jak największe środki w ramach funduszu dróg samorządowych, ale też takie inwestycje jak trzeci most dla Włocławka, obwodnica Lipna, obwodnica Brześcia Kujawskiego, ale też chyba najważniejsza inwestycja, czyli stopień wodny w Siarzewie - wymienia Gembicka. Innymi tematami, które zajmują jej uwagę, są kwestie kół gospodyń wiejskich, ochotniczych straży pożarnych i wsparcia rozwoju wsi. Sama pochodzi spod Włocław-

18

PAŹDZIERNIK 2019

ka, więc, jak przekonuje, zna dobrze problemy, z jakimi borykają się obszary wiejskie. Wyzwaniem określa sprawy związane ze służbą zdrowia, nie tylko ogólnopolsko, ale też lokalnie. Chce także podjąć temat przedsiębiorczości, zwłaszcza wśród kobiet, oraz sytuacji kobiet w ciąży, które prowadziły działalność gospodarczą. Z wyniku wyborczego jest zadowolona, ale podkreśla, że osiągnięcie go nie było łatwe. - W prowadzenie kampanii wyborczej włożyłam bardzo wiele wysiłku i pracy. Udało się odbyć bardzo dużo spotkań z mieszkańcami, udało się być w wielu miejscach i bardzo się cieszę, że to się przełożyło na wynik. Aż takiego wyniku się nie spodziewałam, ale bardzo się cieszę, że te wszystkie działania, które podejmowałam, się na niego przełożyły - mówi nowa posłanka.


MAŁA CZARNA

POLITYKA

Iwona Hartwich bezpartyjna z listy Koalicji Obywatelskiej w Sejmie od 2019 Kolejna debiutantka na liście. Liderka protestujących rodziców osób niepełnosprawnych. Do polityki weszła z jasnym celem. Chce się skupić na walce o dobro tych, którym najtrudniej jest zadbać o własne interesy. - Zależy mi na godnym życiu osób z niepełnosprawnościami, ich opiekunów, ale także osób wykluczonych, z różnych względów, i osób starszych - mówi Hartwich. Swoim wynikiem wyborczym jest bardzo zadowolona, tym bardziej że zadanie było trudne. - Moja kampania nie należała do najłatwiejszych. Bardzo ciężko jest przekonać młode, zdrowe osoby, które nie chcą słyszeć o niepełnosprawnościach - podkreśla. - Nie miałam żadnego zaplecza politycznego, moim sztabem wyborczym były moje dwie przyjaciółki, Aneta Rzepka i Marzena Stanewicz i, oczywiście, najbliższa

rodzina. W Sejmie ma zamiar nagłaśniać problemy osób niepełnosprawnych i dążyć do poprawy sytuacji tych, którzy zostali poszkodowani przez system. Zapewnia, że będzie w tym obszarze bardzo aktywna. - Na pewno nie będę osobą bierną. Nie dam sobie zamknąć ust w temacie osób z niepełnosprawnościami, a wiemy, jakie są wieloletnie zaniedbania - mówi posłanka. - Mam nadzieję, że wiele osób zarażę tym tematem. Wiem, że muszę uświadamiać posłów, bez względu na opcję polityczną, że niepełnosprawność dotyczy każdego z nas. Wygląda na to, że niepełnosprawni zyskają nową reprezentantkę w parlamencie. Na Iwonę Hartwich czeka teraz walka o ich prawa na sali plenarnej.

Joanna Scheuring-Wielgus bezpartyjna z listy Lewicy w Sejmie od 2015 fot. Andrzej Świetlik

Jej nazwisko jest już dobrze znane w polityce, gdy do Sejmu dostała się z list .Nowoczesnej. W minionej kadencji udało jej się zyskać taką rozpoznawalność, aby móc stać się jedną z czołowych twarzy polskiej lewicy. Jaka jest jej motywacja na kolejne 4 lata? - Na pewno będę kontynuować pracę w tematach, które rozpoczęłam w mijającej kadencji. Będę pracowała nadal nad wyjaśnieniem pedofilii w polskim Kościele oraz dodatkowo pokażę, jak w Polsce jest finansowany kościół. Z drugiej strony chcę skupić się na sprawach związanych z szeroko rozumianą kulturą - mówi Scheuring-Wielgus. W czasie kampanii wyborczej zapowiadała, że będzie starała się działać m.in. w zakresie rozwoju czytelnictwa i wzmocnienia pozycji artystów. Znalazła się także ponownie na czele Fundacji „Win-Win”.

- Prowadziłam przed wejściem do Sejmu fundację, którą teraz będę reaktywować. Po śmierci Marcina Gładycha, prezesa fundacji, ponownie przejęłam w niej stery. Będę kontynuować projekty edukacyjne i kulturalne - zapowiada posłanka. Jej zdaniem kobiety mogą być siłą nowego parlamentu. - Rola kobiet w najbliższej kadencji może być bardzo duża, szczególnie że do Sejmu dostały się kobiety, które znam i podziwiam, które mają za sobą doświadczenie w pracy w organizacjach pozarządowych. To są ekspertki, świetnie znające się na zdrowiu, na mieszkalnictwie, warunkach pracy, edukacji. Jestem przekonana, że wprowadzą merytoryczną debatę na salę plenarną podkreśla Scheuring-Wielgus.

Joanna Borowiak Prawo i Sprawiedliwość w Sejmie od 2015 Zapowiada, że w swojej drugiej kadencji nadal będzie dbać o rozwój regionu. Zwraca tu uwagę m.in. na kwestie transportu, w tym budowę dróg i dworców. - To, na czym ja się koncentruję, jeżeli chodzi o pracę poselską, to przede wszystkim rozwiązywanie bieżących problemów mieszkańców regionu, samorządów kwestia środków na rozbudowę obiektów sportowych, modernizację placówek oświatowych, ale także wszystko to, co związane jest z pozyskiwaniem inwestorów i z rozwojem - mówi posłanka. Dzięki jej inicjatywie we Włocławku powstało Biuro Terenowe Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Nie kryje, że jest bardzo związana z regionem. - Wiele osób było zaskoczonych, że nie wyjechałam

do Warszawy na czas sprawowania mandatu posła, tylko byłam tutaj, w regionie. Wiem, że niektórzy posłowie przeprowadzili się do Warszawy - pewnie tak było im wygodniej pracować. Ja jestem na co dzień w moim regionie - tak właśnie sobie wyobrażam pracę poselską - mówi Borowiak. Ma za sobą pracę w czterech komisjach sejmowych: Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, Komisji Polityki Senioralnej, Komisji Zdrowia oraz Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Wyjątkowo ceni sobie kontakt z ludźmi. Inspiruje ją to do dalszej pracy. Ze swojego wyniku wyborczego jest zadowolona, udało jej się bowiem podwoić liczbę głosów sprzed 4 lat. Wdzięczna wyborcom, zapowiada ciężką pracę przez następne 4, a, jak sama mówi, nie składa obietnic bez pokrycia. PAŹDZIERNIK 2019

19


MAŁA CZARNA

MAMA I DZIECKO

W domowym zaciszu – kreatywne zabawy dla najmłodszych

Jesień zagościła już na dobre. Co prawda kilkanaście ostatnich dni było bardzo słonecznych, sprzyjających spędzaniu czasu na świeżym powietrzu, to nie ma się jednak co oszukiwać – najwyższy czas przygotować się na długie popołudnia, które będziemy spędzać wraz z naszymi dziećmi w domu

K

ochamy jesień za jej kolory – mówi Sylwia, mama 4-letniej Zuzy – oraz różnorodność skarbów przyrody, które można przynosić ze spacerów do domu. I o ile nie pada, spędzamy długie godziny na zewnątrz, o tyle, kiedy pogoda temu nie sprzyja, zaczyna się kombinowanie. Staram się tak organizować nasz czas w domu, aby dla nikogo nie był to przykry obowiązek i jedynie oczekiwanie na wie20

PAŹDZIERNIK 2019

JUSTYNA TOBOLSKA | FOT. PIXABAY.COM czór. Wymyślam zabawy, w które angażuję Zuzię, a jednocześnie sama się przy nich dobrze bawię. Wychodząc naprzeciw rodzicom, przygotowaliśmy dla Państwa krótki przewodnik po domowych zabawach, które umilą czas zarówno dzieciom, jak i ich opiekunom. POSZUKIWACZE SKARBÓW – zabawa, którą tak naprawdę wszyscy znają, choć

może pod różnymi nazwami. Nie trzeba do niej specjalnie się przygotowywać, a aura za oknem wybitnie sprzyja poszukiwaczom. Wystarczy wziąć torbę na skarby, wyjść z domu i ruszyć do pobliskiego parku/lasu. A tam pełna dowolność. Zapełniamy torbę darami natury: kolorowe liście, kamyki, gałązki, mech, wrzosy, kasztany, żołędzie, jarzębina. Im więcej ich zbierzemy, tym większa frajda w zabawie w domu.


MAŁA CZARNA

- Uwielbiamy kolorowe liście – uśmiecha się Jola – co roku zbieramy ich setki. Najlepiej takie świeże, które dopiero spadły z drzew. Osuszamy je w domu i robimy z nich jesienne bukiety. BUKIETY JESIENIĄ MALOWANE – aby zrobić jedną różyczkę, potrzebujemy: ok. 10 liści klonu różnej wielkości (najlepsze są te, co dopiero opadły na ziemię, suche, ale giętkie), kilka krótkich patyczków, nożyczki, sznurek lub nitka, tasiemka lub krepina. Górny fragment liścia składamy do środka i zwijamy całość w rulon, np. od prawej do lewej strony. Większy od poprzedniego liść również częściowo składamy od góry. Kładziemy na nim zrolowany liść i zwijamy. Tę czynność powtarzamy z następnymi liśćmi, aż do uzyskania odpowiedniego rozmiaru naszej różyczki. Związujemy ogonki liści nitką bądź sznurkiem. Jeżeli łodyga naszego kwiatu ma być dłuższa, można umocować różę na cienkim patyku. Całą łodygę oplatamy tasiemką bądź krepiną. Róże gotowe. Bukiet można przyozdobić pozostałymi liśćmi klonu. Całość dobrze jest spryskać lakierem do włosów. Róże będą się pięknie błyszczeć i będą trwalsze. ZAGINIONE SKARBY – pora wykorzystać elementy przyniesione ze spaceru. Wspólnie z dziećmi narysujcie plan mieszkania. Dorośli chowają skarby, zaznaczając ich położenie krzyżykiem na mapie. Teraz uruchamiamy wyobraźnię. Dzieci płyną, lecą, jadą na rowerze, szukając ukrytych skarbów. Zabawa zajmuje maluchy na długie minuty, a dodatkowym jej plusem jest to, że nie ma przy niej wielkiego bałaganu. ŚWIAT FARB – potrzebne będą kartki, farby i przyniesione liście. Na podłodze rozkładamy arkusze papieru (z własnego doświadczenia proponuję unikać kładzenia na dywany), rozkładamy farbki, pędzelki (na 90 proc. i tak nie będą potrzebne, bo w ruch pójdą małe paluszki) oraz liście. Za pomocą pędzelków (lub paluszków) nanosimy farbę na liście, a następnie odciskamy je na kartce papieru. Zabawa przednia. Bałagan również. LUDZIKOWE SZALEŃSTWO - pora wykorzystać resztę znalezionych skarbów. Tutaj niezbędna będzie pomoc rodzica, który zrobi otwory w kasztanach, żołędziach i jarzębinie. Budujemy ludziki, jeżyki, korale. Pełna dowolność. Na kartce papieru możemy ułożyć przyniesiony mech, ubarwić go gałązkami, wrzosem, skorupkami kasztanów, a następnie ustawić na nich zrobione przez dzieci stworki. JESIENNE LISKI – bierzemy liście klonu, na kartce papieru rysujemy oczy i uszy (trójkąty) – wycinamy. Odcinamy gałązkę od listka, odwracamy go (tam, gdzie była gałązka, będzie góra naszego lisa), przyklejamy na kartkę papieru. Na środku liścia doklejamy oczy, na samej górze uszy. Robimy nos – najlepiej malutki pomponik – i doklejamy go na samym dole, na najdalej wysuniętym „języczku”. I lisek gotowy. GIRLANDA Z LIŚCI – osuszone, ale nie suche, kolorowe liście i igła z nitką. Długość dowolna, kształt liści również. Skończoną

MAMA I DZIECKO

girlandę można spryskać lakierem do włosów i posypać brokatem. Raz, że dłużej wytrzyma, a dwa – będzie się pięknie mienić. LAMPIONY – zabawa dla troszkę starszych dzieci, choć i maluchy przy pomocy rodziców świetnie będą się bawić. Potrzebny będzie klej do szkła i słoiczki. Kolorowe liście osuszamy, słoik smarujemy klejem, następnie okładamy go jedną warstwą liści. Teraz wystarczy poczekać, aż klej wyschnie, włożyć świeczkę do środka i cieszyć się kolorowym światłem. JESIENNE DRZEWA – znowu potrzebujemy kartki papieru, farbek i dodatkowo patyczków do uszu. Na kartce papieru rysujemy/wycinamy/układamy z gałązek – konar drzewa, patyczki – najlepiej większą ilość związujemy gumką/sznurkiem i maczamy w farbkach. Następnie odciskamy ślady patyczków na wcześniej przygotowanym konarze. LIŚCIOWA DOPASOWYWANKA – na dużym arkuszu papieru odrysowujemy kształty liści. Im więcej, tym lepiej. Zadaniem dzieci jest dopasowywanie kształtów liści do danego konturu. W wersji trudniejszej odrysowujemy jeden rodzaj liścia, ale różnej wielkości. Ta na pozór prosta zabawa zatrzyma malca na dłużej, ćwiczy jego spostrzegawczość, koordynację ręka - oko, uczy precyzji i utrwala nazwy roślin. LIŚCIE Z MASY SOLNEJ – potrzebna będzie masa solna (szklanka mąki, szklanka soli, ½ szklanki wody; w misce wymieszaj mąkę z solą, a następnie dodaj wodę i dokładnie wymieszaj, a następnie ugniataj do uzyskania jednolitej gładkiej i elastycznej masy). Rozwałkowujemy ją na dość cienki placek i wycinamy z niej liście. Można je przyozdobić rodzynkami, pestkami dyni, ziarnami słonecznika, grochem, migdałami, tym, co kto ma w domu, pamiętając o dość głębokim włożeniu ozdobników

w masę, by po jej wyschnięciu nie wypadały z niej. Liście można też zwyczajnie pomalować farbami, co również wygląda imponująco i świetnie nadaje się jako jesienna ozdoba domu. Należy tylko pamiętać, że jeżeli mamy w planach wieszanie takich liści, to przed suszeniem masy należy zrobić w niej dziurkę. Bardzo to ułatwi późniejsze wieszanie. Jeśli niestraszny Wam bałagan, a cenicie sobie kreatywne spędzanie czasu, ćwiczenie małej motoryki, to bez względu na porę roku idealnie sprawdzą się domowe masy plastyczne. Oto kilka przepisów. Bawcie się dobrze! Masa solna – przepis wyżej. Ciecz nienewtonowska - mąka ziemniaczana (ilość dopasowana do naszych potrzeb), woda (najlepiej dwa razy mniej niż mąki), opcjonalnie barwnik. Wsypcie mąkę do wody (nie odwrotnie!), dodajcie barwnik (albo np. kolorowe kawałki krepy) opcjonalnie, bez barwnika też będzie świetna zabawa. I już – czas zaczynać zabawę! Mokry piasek z mąki i oleju – 8 szklanek mąki, 2 szklanki oleju, barwnik (najlepiej sprawdzi się tutaj starta na tarce kreda). Po prostu pozwól dzieciom wymieszać te składniki rączkami, a potem podaj im przeróżne foremki. Zabawa czas start. Domowa ciastolina – 0,5 szklanki mąki pszennej; 0,5 szklanki wody; 0,3 szklanki drobnej soli; 1 łyżeczka proszku do pieczenia; 1 łyżka oleju; barwnik spożywczy; aromat zapachowy – opcjonalnie; garnek. Do garnka wlejcie wodę, dodajcie mąkę, sól, proszek i olej. Rozgrzejcie masę na kuchence, ostudźcie i podzielcie na kilka części. Do każdej części dodajcie inny barwnik – i już! Warto pamiętać, że masa nie wyschnie, jeśli będzie prawidłowo przechowywana – wystarczy pudełko z pokrywką. PAŹDZIERNIK 2019

21


MAŁA CZARNA

REPORTAŻ

Jak spod igły Kasia jest własną chodzącą reklamą. Jej nogi pokryte są obrazkami jej autorstwa. - Na swoich nogach trenuje się najłatwiej - opowiada Kasia. - Wychodzę z założenia, że każdy tatuaż można przykryć innym lub poprawić. ANNA JAREK | FOT. ARCHIWUM PRYWATNE

S

ą osoby, które rysują na kartce papieru, malują na płótnie, a nawet takie, które malują po ścianach czy pociągach. Tak naprawdę dla artysty z głową pełną inspiracji każda powierzchnia jest dobra. Dla Kasi najlepsza to skóra. Jeszcze w gimnazjum nauczyciel plastyki zaraził ją miłością do rysunku i malarstwa. I tak po latach praktyki postanowiła zamienić ołówek na igłę. - Gdzieś tam od zawsze lubiłam rysować, więc jak z wiekiem zobaczyłam, że są 22

PAŹDZIERNIK 2019

artyści, którzy swoje prace przedstawiają na ludzkiej skórze, to zrodził się pomysł bycia w przyszłości tatuatorem – opowiada Kasia o swoich początkach. Kasia pomimo swojego młodego wieku ma już w swoim portfolio niemało przeniesionych na skórę projektów. Nie jest w stanie policzyć, ile osób wytatuowała. – Trochę ich pod igłą miałam – przyznaje. Zanim jednak odważyła się przyłożyć igłę do czyjegoś ciała, trenowała na sobie.

- Moim pierwszym klientem byłam ja sama i na pierwszy ogień poszedł prosty motyw serduszka, które wytatuowałam sobie bez użycia maszynki, samą igłą do tatuażu, bo właśnie od takiej metody chciałam zacząć – chwali się Kasia. – Nie był to jednak pierwszy rysunek na moim ciele. Na siedemnaste urodziny moja mama zafundowała mi wizytę w studiu tatuażu. Wybrałam odcisk czterech kocich stópek, bo taki wzór fajnie oddawał moją miłość do zwierząt.


MAŁA CZARNA

REPORTAŻ

Teraz Kasia jest własną chodzącą rekla- Bywa i tak, że mają inne wyobrażenie mą. Jej nogi pokryte są obrazkami jej autor- o tym, jak tatuaż będzie wyglądał na stwa. Nie ćwiczyła na popularnych skórach skórze i przeżywają zawód. Tutaj nie zwierzęcych, bo, jak sama mówi, jest to ma możliwości wzięcia kolejnej kartki, sprzeczne z jej wartościami. Jest wielką mi- gdy coś się nie uda. Nie istnieje cudowłośniczką zwierząt i z tego również powodu na gumka myszka, która wymaże błędy. Sami tatuatorzy muszą mieć pewną została weganką. – Na swoich nogach trenuje się najła- rękę i jeszcze pewniejszą głowę. Często twiej. Wychodzę również z założenia, że przestrzegają, żeby porządnie się nad każdy tatuaż można przykryć innym lub taką decyzją zastanowić. - Był taki przypadek, gdy robiłam poprawić – tłumaczy swoją odwagę. – Kilka razy zdarzyło mi się ćwiczyć na dobrych pewnej dziewczynie napis na ręku. znajomych. A raz nawet pozwoliłam znajo- Z salonu wyszła zachwycona, ale już memu potrenować na sobie. Teraz widzę, że po dwóch godzinach zadzwoniła zaław tamtym czasie popełniłam sporo błędów, mana, mówiąc, że tatuaż jest straszny. które z czasem wyeliminowałam. Gdybym Próbowałam ją przekonać, że wystarmiała zaczynać wszystko jeszcze raz od po- czy drobna korekta, ale nadal twierczątku, zgłosiłabym się do profesjonalnego dziła, że chce jej się płakać. Oddałam jej pieniądze, zaprosiłam na darmową tatuatora i ćwiczyła pod jego okiem. Od tamtej pory artystka wyrobiła sobie poprawkę, ale pomimo tego, że napis wyglądał bardzo dobrze, nie spełnił jej swój własny styl. – Nie śledzę trendów tatuażowych, cho- oczekiwań – wspomina Kasia. - Było ciaż jak w każdej dziedzinie upodobania mi bardzo przykro, ale tatuaż to nie jest ludzi zmieniają się z roku na rok. Zauwa- wydruk z drukarki, a skóra to nie kartżyłam, że ostatnio częściej tatuowane są ka papieru. Przy każdym ruchu wzór na ukochane pupile, co mnie bardzo cieszy. ciele się zmienia. Ta sytuacja pokazała Popularność zyskują również motywy ro- mi, że nie każdy to rozumie. Tatuatorzy bardziej niż inni artyści ślinne, które pięknie zdobią ciało. Uwielbiam wszelkie motywy związane z uroczy- muszą uważać na odwzorowywanie nie mi zwierzątkami i stworkami, natomiast swoich projektów. Większość z nich nie nie przepadam za tatuowaniem motywów tatuuje obrazków przyniesionych przez geometrycznych. Jeżeli chodzi o miejsca na klienta, bo często są to dzieła innych autorów znalezione gdzieś w internecie, ciele, to tatuuję głównie ręce i nogi. Nie każdy obszar tatuuje się tak samo. a skopiowanie ich na skórę może skutNajmniej przyjemnym zarówno dla tauaży- kować roszczeniami z tytułu naruszenia praw autorskich. Do Kasi zgłaszają się sty, jak i tauowanego są żebra. – Jest to dość bolesne miejsce, a co za różne osoby. – Ludzie często nie patrzą na styl tym idzie, niezbyt wygodne – wyjaśnia Kasia. Jedna sesja trwa czasami wiele godzin. i prace artysty – wyjaśnia. - Odmawiam W kość dostają nie tylko ręce, ale także ple- wykonania tatuaży realistycznych, porcy artysty. Także klientom ciężko tyle wy- tretów ze zdjęć, a także motywów pasiedzieć, zwłaszcza że uczucie do najprzy- triotycznych i takich związanych z niejemniejszych nie należy. Na szczęście na nawiścią, które są sprzeczne z moimi do dzieła. specjalne okazje w salonie tatuażu dostępne wartościami – wymienia tatuatorka. – Jeżeli w planie jest całodniowa sesja, W pracy Kasia trzyma się swoich pomy- robimy kilkunastominutowe przerwy co są maści przeciwbólowe na bazie lidokainy oraz znieczulające płyny i żele. Gdy sesja słów. Niektórym podobają się jej projekty parę godzin i jedną dłuższą na obiad – opojest wyjątkowo długa i bolesna, wtedy taka ze strony internetowej, inni mają własny wiada. – Pod koniec dnia nie tylko ja jestem maść ratuje sytuację. Nie działa zmęczona, ale w szczególności osoba, ona dłużej niż godzinę, ale to częOdmawiam wykonania tatuaży która jest tatuowana, bo to jej skóra jest sto wystarczy na dokończenie pracy, gdy tatuowana osoba jest zmę- realistycznych, portretów ze zdjęć, opuchnięta i obolała. Po skończonej sesji siadamy i omawiamy zasady odpoczona, nie może wytrzymać z bólu wiedniego dbania o poranione miejsce. a także motywów patriotycznych i się rusza. Pozwala też na większą Tak w pigułce wgląda moja praca. dokładność. Kasia używa ich spoPomimo tego, że tatuaże wtopiły się radycznie, bo niewiele osób o nie i takich związanych z nienawiścią, już w codzienny krajobraz i większość prosi. które są sprzeczne z moimi – Zdarza mi się użyć pianki anmłodych ludzi nie ma z nimi problemu, tybakteryjnej, która ma także dzia- wartościami. bywa, że ktoś rzuci w stronę Kasi niełanie znieczulające, a raz tatuując przychylny komentarz. udo wyjątkowo wrażliwej koleżanki, uży- pomysł, który artystka dopiero przelewa – Zdarzają się niemiłe spojrzenia lub łam maści, którą aplikuje się dwie godziny na papier. Najczęściej gotowy rysunek wy- teksty w stylu „co ona sobie zrobiła”, jednak syła do klienta z jednodniowym wyprze- nie biorę ich do siebie. Świetnie się czuję ze przed tatuowaniem. Wykonanie to w końcu podstawa. Żaden dzeniem, tak żeby znalazł się jeszcze czas swoją innością. Na szczęście o wiele częściej tatuażysta nie chciałby, żeby klient wyszedł na ewentualne poprawki. W dniu wizyty nieusatysfakcjonowany. A nie wszyscy i nie w salonie tatuażystka daje klientowi do wy- ludzie patrzą z zaciekawieniem – komentuzawsze są zadowoleni z wyniku. Zdarza się, pełnienia ankietę dotyczącą jego zdrowia je tatuatorka. - Nawet moja mama, która że o zrobienie tatuażu proszą osobę niedo- i przyjmowanych leków, przy kawie oma- nie podzielała mojej pasji, nigdy nie znieświadczoną, podejmują decyzję pod wpły- wia z nim pozostałe szczegóły, a następnie chęcała mnie do tatuowania ani zdobienia wem chwili lub obrazek czy napis zwyczaj- odrysowuje projekt na kalkę. Gdy rysunek swojego ciała. W końcu sama przekonała nie im się znudzi i po jakimś czasie chcą odbity jest na skórze, Kasia wyciąga swoją się do tatuaży i niedługo będziemy kończyć stary tatuaż usunąć lub przykryć nowym. silnikową maszynkę rotacyjną i przystępuje kompozycję kwiatową na jej ręku. PAŹDZIERNIK 2019

23


Profile for magazyn_malaczarna

Mała Czarna nr 10  

Mała Czarna nr 10