__MAIN_TEXT__
feature-image

Page 1

LAJF magazyn lubelski 2021/3/76

400 lecie

miasta tomaszów lubelski


Wiodący producent zamknięć i zawiasów przemysłowych w Europie

30 lat

doświadczenia

22 000 m2

750+

ROZTOCZE Z.U.P. Sp. z o.o. ul. Zamojska 42A 22-600 Tomaszów Lubelski www.roztocze.eu

350+ maszyn

7000+ produktów

15 mln

wysłanych produktów w 2020 r.


foto:Natalia Wierzbicka

od redakcji

W numerze przeczytają Państwo o tomaszowskim przedsiębiorcy i innowatorze Romanie Raku, który dzięki pomysłowości i ciężkiej pracy stał się liderem w swojej branży na skalę europejską. Daje pracę młodym ludziom, przyciąga inżynierów z wielkich aglomeracji, rozwija swoje miasto. Jego trzydziestoletnia działalność wpisuje się w długą historię Tomaszowa Lubelskiego, który w tym roku świętuje 400-lecie nadania praw miejskich. Uroczystości obchodów koordynowane są przez Urząd Miasta z burmistrzem Wojciechem Żukowskim na czele. Z wiosną zawitały do nas nowości, czyli pierwsze dwa „poradniki” finansowe: analiza aktualnej sytuacji prawnej dla osób, które wzięły niegdyś kredyty hipoteczne we frankach, oraz zalety doradztwa kredytowego dla planujących zaciągnięcie kredytu mieszkaniowego. Przedstawiamy też pierwszy felieton Macieja Wijatkowskiego z serii „Lubię wiedzieć”. Gdy już na dobre zakręcimy kaloryfery, LPEC podejmie pracę nad dalszą modernizacją sieci ciepłowniczej Lublina. O tych działaniach oraz kwestii „czystego ciepła” w wywiadzie z prezesem Spółki. Temperatura na dworze zachęca do wyjścia, można więc wybierać się na coraz dłuższe spacery i dalsze wycieczki, zwłaszcza że ograniczenia już mniejsze. Proponujemy kierunek: Dołhobyczów, gdzie znajduje się jedna z najbardziej oryginalnych rezydencji ziemiańskich na Lubelszczyźnie. Jak zwykle jest też coś dla właścicieli czworonogów – porady behawiorystki Magdaleny Świątkowskiej dotyczące psiej agresji. Natomiast o świetnych przykładach polskiej sztuki użytkowej czasów PRL opowie Magdalena Krut, której niestraszne żadne przeszkody, o ile może uratować perełki designu i dać im nowe życie.

Redaktor naczelny


z okładki

społeczeństwo

10 Europa lokalnie tekst Piotr Nowacki, foto Marcin Pietrusza, Kuba Korkowski, Bartosz Malinowski (BM Studio)

16 Młodzież covidova tekst dr Katarzyna Szymona-Pałkowska foto Anna Ignasiak

biznes

biznes

22 Wywiad z Markiem Goluchem prezesem zarządu LPEC S.A. tekst Anna Ignasiak foto Agnieszka Kołodyńska

26 Frankowicze – z tarczą czy na tarczy? tekst Bogna Bożena Bakalarz foto Radosław Swiniarski

od redakcji 4  W numerze przeczytają Państwo o tomaszowskim przedsiębiorcy... Piotr Nowacki

8 tygiel

społeczeństwo

felieton

18 Lublin dla Seniorów tekst Michał Wartacz foto Olga Michalec-Chlebik

20 Oporni w stadzie z cyklu Lubię wiedzieć tekst Maciej Wijatkowski foto Beata Wijatkowska

biznes

31 biz-njus

28 Pośrednik kredytowy – wsparcie w przygotowaniu się do zaciągnięcia kredytu hipotecznego tekst Donata Langa-Mitrus foto Marcin Kańtoch

turystyka 32 Miasto w pałacu. Pałac w mieście

za horyzontem 34 Jak pierścionek z diamentem tekst Marta Mazurek foto archiwum właściciela

38 okruchy kultury

historia

historia

40 Tomaszów Lubelski - bardzo dobre miejsce do życia tekst Marta Mazurek foto Piotr Łoza, Jerzy Cabaj

44 Jedno wesele i dwa pogrzeby tekst Mariusz Gadomski foto WBP im. H. Łopacińskiego w Lublinie

natura

design

moda

kuchnia

46Co to jest ta agresja u psów? tekst Magdalena Świątkowska foto autorka, Julia Kulczycka

50 Kontenerowy design tekst i foto Magdalena Krut

54 Pokochaj beże na wiosnę tekst i foto Olga Bronisz

56 Z cukrem, śmietaną, gzikiem czy tzatziki? tekst i foto Marta Mazurek

winna końcówka 58 Antropologia enologiczna tekst Łukasz Kubiak foto (pod)

taki LAJF


Informacje o prenumeracie w zakładce: o nas na www.lajf.info

Wydawca: KONO media sp. z o.o, 20-010 Lublin ul. Dolna Panny Marii 3 Prezes Zarządu: Piotr Nowacki (now) p.nowacki@lajf.info Regon 061397085, NIP 946 26 38 658, KRS 0000416313 e-mail: kono.media.sp.zoo@gmail.com Treści zawarte w czasopiśmie „LAJF magazyn lubelski” chronione są prawem autorskim. Wszelkie przedruki całości lub fragmentów artykułów możliwe są wyłącznie za zgodą wydawcy. Odpowiedzialność za treści reklam ponosi wyłącznie reklamodawca. Redakcja zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów tekstów, nadawania śródtytułów i zmiany tytułów. Nie identyfikujemy się ze wszystkimi poglądami wyrażanymi przez autorów na naszych łamach. Nie odsyłamy i nie przechowujemy materiałów niezamówionych. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wydawnictwo ma prawo odmówić zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeśli ich treść lub forma są sprzeczne z linią programową bądź charakterem pisma (art. 36 pkt. 4 prawa prasowego) oraz interesem wydawnictwa KONO media sp. z o.o. Egzemplarz bezpłatny.

400 lecie

miasta tomaszów lubelski

www.lajf.info

ISSN 2299–1689

Sekretarz redakcji: Anna Ignasiak (ann) a.ignasiak@lajf.info Korekta: Magdalena Grela-Tokarczyk Współpracownicy i korespondenci: Michał Fujcik (fó), Marek Podsiadło (pod), Marta Mazurek (maz), Izolda Boguta (izo), Klaudia Olender (kol), Filip Sawicki (sawi), Paweł Chromcewicz (chro), Anna Viljanen (av) Skład: Irek Winnicki Foto: Marcin Pietrusza (qz), Maks Skrzeczkowski (maks), Michał Patroń (moc), Olga Bronisz (obro), Krzysztof Stanek (sta), Robert Pranagal (gal), Jakub Borkowski (bor) Natalia Wierzbicka (nat), Łukasz Parol (parol), Andrzej Mikulski (mik) Olga Michlec-Chlebik (mich).

REKLAMA i MARKETING: reklama@lajf.info | praca@lajf.info

LAJF magazyn lubelski 2021/3/76

LAJF magazyn lubelski Lublin 20-010 ul. Dolna Panny Marii 3 e-mail: redakcja@lajf.info tel. 81 440-67-64, 887-090-604 Redaktor naczelny: Piotr Nowacki, p.nowacki@lajf.info

Okładka: Marcin Pietrusza

Reklama


tygiel Legendarna Iskra z Zamościa Produkowany od lat 60. XX wieku dwumiejscowy odrzutowy samolot szkolno-treningowy Iskra TS-11 miał długość ponad 11 m i rozpiętość ponad 10 m. Litery TS w jego nazwie pochodzą od głównego konstruktora Tadeusza Sołtyka. Całkiem niedawno Iskry zostały zastąpione dużo nowocześniejszymi produkowanymi przez Włochów M-346 Bielik. Jednak uznane za kultowe samoloty zajmują poczesne miejsce w kolekcjach muzealnych w Zabrzu, Poznaniu, Bydgoszczy, Warszawie czy Dęblinie. Iskra jest również charakterystycznym elementem dawnej dzielnicy wojskowej w Zamościu, została ustawiona na postumencie przez wjazdem do koszar. Miejsce nie jest przypadkowe również ze względu na fakt, że to właśnie tutaj znajdowała się Techniczna Szkoła Wojsk Lotniczych. Szkoła działała w tutaj w latach 1953– 1996 i wyszkoliła ponad 134 tysiące żołnierzy. (maz)

(pod)

Pod opieką świętych apostołów To obowiązkowy punkt dla każdego turysty, który chce lepiej poznać historię Chełma. Kościół Rozesłania św. Apostołów położony jest przy ul. Lubelskiej i niejako wyznacza środek miasta. Został ufundowany przez króla Polski Władysława Jagiełłę za zasługi chełmskiej Chorągwi Białego Niedźwiedzia w bitwie pod Grunwaldem. Obecna bryła świątyni swój wygląd zawdzięcza pochodzącemu z Lombardii architektowi Pawłowi Antoniemu Fontanie, który zaprojektował również Wielką Synagogę we Włodawie i przebudował pałac Sanguszków w Lubartowie. Trzynawowy kościół wzniesiony w stylu późnego baroku słynie z równie zabytkowego wyposażenia – znajdują się tu późnobarokowe konfesjonały, rokokowy drewniany ołtarz, iluzjonistyczna polichromia namalowana przez Józefa Meyera czy obrazy pędzla tworzącego w XVII wieku Szymona Czechowicza. (maz)

(pod) (pod)

(Fundacja BezMiar)

Sezon na kije Jeśli maj, to początek sezonu na nordic walking, w którego organizacji na Lubelszczyźnie specjalizuje się puławska Fundacja BezMiar. Znamy już plany chodzenia z kijami na ten rok i wygląda to obiecująco. 29 maja odbędzie się pierwszy z rajdów na dystansach 5 i 10 km nad Zalewem Zemborzyckim w Lublinie, a następnie: 20 czerwca Zamek Biskupów (Janów Podlaski), 25 lipca Zamek w Janowcu nad Wisłą, 8 sierpnia Park Uzdrowiskowy w Nałęczowie,12 września start przy Szkole Podstawowej nr 4 w Puławach, 26 września Zamek w Kazimierzu Dolnym, 10 października Fort Mierzwiączka Twierdzy Dęblin oraz 6 listopada w Parchatce, gdzie zostanie zorganizowana dodatkowa trasa dla harpaganów licząca 25 km. Więcej na www.bezmiar.org lub na wydarzeniu Nordikiada2021 na FB. (maz)

8

magazyn lubelski (76) 2021

(maks)


230 lat temu! Konstytucja 3 maja została uchwalona w 1791 roku i jest uznawana za pierwszą w Europie, a drugą na świecie (po konstytucji amerykańskiej z 1787 roku) nowoczesną, spisaną konstytucją. Sto lat temu, już po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, na rynku w Tomaszowie Lubelskim został odsłonięty pomnik Ku uczczeniu świetnej tradycji wiekopomnej Konstytucji 3 Maja 1791 roku i na pamiątkę uchwalenia Konstytucji 17 marca 1921 roku. Podczas II wojny światowej pomnik został zniszczony. Jednak fragmenty monumentu zostały ukryte przez mieszkańców, dzięki czemu udało się go zrekonstruować, do czego również przyczyniły się zbiórka pieniężna lokalnej społeczności oraz wsparcie ostatniego właściciela pobliskiej Tarnawatki, hr. Tyszkiewicza. Pomniki upamiętniające Konstytucję 3 maja znajdują się m.in. we Wrocławiu, Białymstoku i Lublinie. (maz)

(pod)

Dwór pomiędzy pięcioma stawami I to w sensie dosłownym, bo też tak malownicze położenie ma zabytkowa rezydencja w Palikijach znajdujących się przy drodze z Motycza do Wojciechowa. Dwór otoczony parkiem zaprojektowanym przez działającego na przełomie XIX i XX wieku słynnego ogrodnika Waleriana Kronenberga należy do jednej z lepiej zachowanych rezydencji ziemiańskich na Lubelszczyźnie, zadziwia swoją neoklasycystyczną prostotą, ale i ogromem. Nic dziwnego – już pod koniec XV wieku znajdowało się tu założenie obronne. W kolejnych stuleciach rezydencja kilkakrotnie była przebudowywana, swój obecny wygląd w głównej mierze zawdzięcza znanej z filantropii rodzinie Świeżawskich. Majątek swoją sławę zawdzięcza również hodowanym tu koniom, bażantom i kurom rasy paduańskiej, które otrzymały wyróżnienie m.in. podczas II Wystawy Rolniczo-Przemysłowej, odbywającej się w Lublinie w 1901 roku. (maz)

(pod)

Uwaga, jeże!

(UM Lublin)

Lublin bierze pod opiekę jeże. W wybranych lokalizacjach zostaną postawione znaki drogowe ostrzegające kierowców o częstszej obecności jeży w tych miejscach. Chronienie tych sympatycznych kłujących ssaków ma wpłynąć na utrzymanie bioróżnorodności na obszarze Lublina, gdzie można spotkać około 100 gatunków zwierząt, spośród których najliczniejszą grupę stanowią ptaki i drobne ssaki – głównie jeże, wiewiórki i nietoperze. Jeże to pożyteczne ssaki, które przemieszczają się po Lublinie od wiosny do jesieni, często również po ulicach. Dlatego urzędnicy miejscy zwracają się do mieszkańców z prośbą o zgłaszanie miejsc, w których często są widywane. Po analizie wskazanych lokalizacji zostaną w nich ustawione specjalne znaki drogowe, które poinformują kierowców, że mogą w tych miejscach spotkać spacerujące jeże, w związku z czym powinni zachować szczególną ostrożność. Informacje o miejscach można przekazywać na adres: srodowisko@lublin.eu. (UM Lublin)

magazyn lubelski (76) 2021

9


wywiad

lokalnie EUROPA

W naszym regionie od wielu lat funkcjonuje przedsiębiorca, który od zera zbudował swoją firmę, obecnie o randze europejskiej, i walnie przyczynił się do rozwoju kilku innych przedsiębiorstw w Tomaszowie Lubelskim i okolicach. Jego inwestycje są niezwykle ważnym elementem miastotwórczym, a aktywność na rzecz lokalnej społeczności wychodzi daleko poza ramy zawodowe i czas spędzony w pracy. O niełatwych początkach, wypracowanych sukcesach i planach na przyszłość z Prezesem Roztocze ZUP Sp. z o.o. Panem Romanem Rakiem rozmawiał Piotr Nowacki, foto Marcin Pietrusza, Kuba Korkowski, Bartosz Malinowski (BM Studio)

10

magazyn lubelski (76) 2021


Panie Prezesie, skąd wzięło się u Pana zainteresowanie techniką? Czy są to tradycje rodzinne, indywidualne zamiłowanie, inne powody?

Zamiłowanie do majsterkowania, które miałem od młodych lat, a które rozwinęło się, gdy poszedłem do szkoły średniej o profilu mechanicznym we Wrocławiu. Dziś z wielkim szacunkiem wspominam tę szkołę i wysoki poziom, jaki prezentowała. Szkoła ta dawała gruntowne przygotowanie do pracy w zawodach mechanicznych, jej poziom zdecydowanie przewyższał ten, który ma szkolnictwo zawodowe w Polsce obecnie. Tam też rozpocząłem swój pierwszy „biznes”. Robiłem rysunki techniczne, za pieniądze, dla kolegów z klasy. Ale biznes szybko upadł, ponieważ nauczyciel rysunku technicznego wkrótce zorientował się, że wiele rysunków jest robionych jedną ręką. Później miałem szczęście ukończyć studia na prestiżowym Wydziale Mechanicznym Politechniki Wrocławskiej. Po ich ukończeniu trafiłem do pracy w WSK Tomaszów Lubelski, filii PZL Świdnik. Pracowałem tam łącznie 10 lat na stanowiskach kierowniczych wydziałów produkcji sprzęgieł do samochodów ciężarowych i na wydziale produkcji lotniczej przekładni śmigłowca M2. Była to bardzo wymagająca i ambitna produkcja na wysokim, jak na owe czasy, poziomie. Z dzisiejszej perspektywy wspominam ją bardzo pozytywnie.

Jest 1991 rok, co wówczas robi Roman Rak, co skłania go do tego, by otworzyć firmę?

Jestem kierownikiem produkcji elementów sprzęgłowych oraz elementów do przekładni śmigłowcowych w firmie WSK Tomaszów. Cały przemysł w Polsce, również WSK, zaczyna powoli upadać. Wtedy właśnie podejmuję decyzję – idę do własnego garażu, pod własnym mieszkaniem, kupuję starą tokarkę i frezarkę i zaczynam sam pracować przy tych maszynach przez rok, dwa. Po tym czasie na szczęście przychodzi propozycja produkcji jednego zamka, jednego zawiasu i tak się zaczyna.

Jednego zamka? Ktoś przychodzi z propozycją, żeby Pan go wykonał?

Tak. W firmie Aktel pan prezes Wiesław Plechawski rozwinął produkcję skrzynek przydomowych do przyłączy elektrycznych i nie było wówczas producenta zamknięć, zamków i zawiasów w Polsce. Przypadkowo trafił do mnie i poprosił o zrobienie jednego kompletu zawiasów i jednego zamka, bardzo prostych wyrobów. Od tego się zaczęło. Natomiast obecnie Roztocze ZUP Sp. z o.o. to już 30-letnia firma, łącznie z firmą WSK TL Sp. z o.o. blisko 1000 pracowników, 3 ha powierzchni hal, 350 maszyn, w połowie są to nowoczesne maszyny w technologii CNC. Stale inwestujemy w park maszynowy, w nowe technologie, w ludzi, w budynki. Poszerzamy produkcję. Z roku na rok produkcja rośnie.

Proszę powiedzieć, jak wyglądał rozwój działalności na przestrzeni tych 30 lat?

Trudno sobie wyobrazić, że kiedyś był to garaż o powierzchni 40 mkw., 15-letnia tokarka, frezarka, a dzisiaj jest 350 nowoczesnych maszyn. Jest to konsekwencją codziennej ciężkiej pracy, często po 16 – 18 godzin dziennie.

Przedstawił mi Pan tę historię w ciągu 15 minut, a minęło przecież kilkadziesiąt lat. Jakie były decydujące momenty w Pana działalności, a jakie napotykał Pan trudności?

Przełomem było wspomniane przeze mnie spotkanie z panem Plechawskim, który podsunął mi propozycję produkcji zawiasów i zamków, a wtedy, można tak rzec, była pustynia w tej branży w Polsce. Produkcją tego asortymentu zajmowali się Niemcy, Włosi. Wykorzystałem tę niszę rynkową, a dzięki temu, że znałem się na technologii obróbki metali, poszło mi łatwiej. Oczywiście brakowało kapitału, nie było lokalu, nie było nowoczesnych maszyn, ale nadrabiało się to po prostu pracowitością i konsekwencją. Kolejnym wielkim przełomem było wstąpienie Polski do Unii Europejskiej. Sam okres przedakcesyjny, kiedy byliśmy już zapraszani na targi, misje międzynarodowe. Jeździłem tam bardzo chętnie. Dzięki temu nawiązaliśmy kontakty z zachodem, konkretnie z firmami niemieckimi i francuskimi. Podpatrywaliśmy ich. Mijał rok za rokiem, a my poszerzaliśmy produkcję. Później przyszły dotacje unijne, które nam w niemałym stopniu pomogły, choć teraz oceniam, że można było z nich bardziej skorzystać.

Kiedy zainteresował się Pan swoim dawnym miejscem pracy jako potencjalny nabywca? Trzynaście lat temu pomyślałem o wykupieniu firmy WSK-Tomaszów. Był duży problem z restrukturyzacją tej firmy, a ja przepracowałem w niej przecież 10 lat na stanowisku kierowniczym.

Dlaczego zdecydował się Pan pozyskać tę firmę? Dlatego, że to była wielka firma, na wysokim poziomie. Niestety w latach 90. została zdegradowana jak większość polskiego przemysłu. Jako wieloletni pracownik czułem wielki sentyment do tej firmy. Dodatkowo WSK posiadała niezagospodarowane duże hale, a firmie Roztocze brakowało już powierzchni produkcyjnej. Kupiłem WSK w całości, wraz z jej wszystkimi problemami wyniesionymi po czasach gospodarki socjalistycznej.

Czy produkcja firmy WSK była jakoś zbieżna z produkcją firmy Roztocze? Była to technologia obróbki metali, gdzie się toczyło, frezowało, od zawsze byłem z tym związany. Firma WSK była wielką kuźnią kadr, a ja miałem możliwość tam pracować. Niestety firma na

magazyn lubelski (76) 2021

11


przełomie 2000-2005 podupadała. W 2005 roku właściciel – PZL Świdnik podjął decyzję o sprzedaży. Potrzebowałem 100 tys. zł kredytu, niestety bank polski w Tomaszowie nie chciał mi go użyczyć. W 2008 r. WSK ponownie było wystawione na sprzedaż, już za znacznie wyższą cenę. Bank polski w Tomaszowie ponownie odmówił mi kredytu na zakup. Na szczęście przypadkiem przyszedł dyrektor banku zachodniego i zaproponował mi kredyt. Wiedziałem, że rzucam się na głęboką wodę, ale wierzyłem w powodzenie tego przedsięwzięcia i dzięki bankowi zachodniemu kupiłem firmę WSK. Niestety ceną, którą już wówczas musiałem zapłacić, było około 3 mln dolarów.

Firma Roztocze i WSK działają na warunkach Polskiej Strefy Inwestycji. Tak, dokładnie. W tym czasie firma Roztocze zobowiązała się do inwestycji w ciągu 5 lat od 30 do 40 mln zł i wszystko wskazuje na to, że przekroczymy tę kwotę. Korzystamy z preferencji, jakie są w tej strefie. Uważamy, że jest to bardzo korzystne rozwiązanie dla rozwoju przedsiębiorstw. WSK zobowiązała się do 10 mln inwestycji.

Na jakim obecnie poziomie mają Państwo roczne inwestycje? Przez ostatnie dwa lata to były inwestycje rzędu 12-15 mln zł rocznie, głównie to była budowa hali oraz inwestycje w park maszynowy i w całą infrastrukturę firmy.

Czyli na tym obszarze 5 ha, w tym 3 ha zajmowane przez halę, zainwestowali Państwo w sumie ok. 30 mln? Tak i mamy jeszcze trzy lata na dalsze inwestowa-

12

magazyn lubelski (76) 2021

nie, wobec tego inwestycje na warunkach polskich stref wyniosą 40-50 mln zł w ciągu 4 lat.

Tomaszów Lubelski został zaliczony do miast, które utraciły status społeczno-gospodarczy. Tak, dlatego warunki do inwestowania są tak dobre. Podam przykład tego, co zrobiłem do tej pory – inwestując na dzień dzisiejszy w Tomaszowie Lubelskim 30 mln zł, firma teoretycznie ma 15 mln ulgi w podatku dochodowym PIT na przestrzeni następnych 15 lat.

To korzystne rozwiązanie dla przedsiębiorcy. Bez wątpienia, cała sztuka polega na tym, aby inwestować, nie będąc zobowiązanym do płacenia podatku, dzięki czemu można te pieniądze przeznaczyć na kolejne inwestycje i w ten sposób nakręca się biznes.

Obecnie firma Roztocze ZUP Sp. z o. o. jest jednym z większych producentów zamknięć przemysłowych w Europie.

Myślę, że jesteśmy na 3 lub 4 pozycji. Ciągle się rozwijamy. Powiększamy swój potencjał i mamy wobec tego coraz większe regiony zbytu naszych wyrobów. Pomimo pandemii mieliśmy w ubiegłym roku dynamikę dodatnią i w obecnym 2021 roku też ta dynamika jest całkiem dobra. Zakładam, że to będzie co najmniej 30% wzrostu w stosunku do ubiegłego roku, który jak wspomniałem, również miał tendencję wzrostową.

Jeśli chodzi o sprzedaż, jaka część Pana wyrobów trafia na rynek polski, a jaka na eksport?

W sposób bezpośredni za granicę sprzedajemy 40% naszych wyrobów, ale drugie 40%, które wysy-


łamy do polskich producentów, oni również wysyłają za granicę, jako części swoich produktów. Czyli w sposób pośredni i bezpośredni nasza produkcja w ok. 80% idzie poza granice naszego kraju. Swoją wiedzę, pracę sprzedaję daleko poza regionem i krajem, tak by ten kapitał, robiąc koło w obrocie gospodarczym, wrócił do Tomaszowa. W ten sposób rozwijam swój region.

Czy może Pan podać ilość asortymentu wytwarzanego przez firmę Roztocze?

Zacznę inaczej, 5 lat temu nasza konkurencja zachodnia chwaliła się, że uruchamia codziennie jeden nowy produkt. Myślę, że my dzisiaj także praktycznie codziennie uruchamiamy jeden nowy produkt, więc asortyment rośnie lawinowo, a co za tym idzie, rosną również nasze możliwości produkcyjne. Posiadamy bardzo szeroki zakres technologii, w tym rzadko spotykaną technologię odlewnictwa stopów cynku, narzędziownię na wysokim poziomie, obróbkę skrawaniem, obróbkę blach, sześć laserów, linię do obróbki plastycznej blach i wiele innych technologii niezbędnych w produkcji zamków i zawiasów. To buduje silną podstawę do dalszego rozwoju firmy. Asortyment to ponad 10 tys. wyrobów.,

Jak wygląda natomiast sytuacja firmy WSK Tomaszów? Jest to producent części podzespołów do samolotów, a obecnie przemysł lotniczy przeżywa duży kryzys. WSK Tomaszów był kiedyś wydziałem zamiejscowym PZL Świdnik. Tutaj przez wiele lat produkowano 70% części do motocykli WSK. W Tomaszowie produkowaliśmy również, jako jedyni w Polsce, sprzęgła do samochodów ciężarowych. W latach 80. przeniesiono do Tomaszowa produkcję elementu

przekładni pośredniczącej i przekładni napędu śmigła tylnego helikoptera Mi-2. Dziś WSK specjalizuje się w obróbce mechanicznej materiałów trudnoobrabialnych, tzw. „superstopów” niklu (Inconel) dla branży lotniczej. Dotyczy to zarówno obróbki, jak i badań nieniszczących (linia NDT: FPJ i MPJ). WSK TL jest certyfikowanym wg. międzynarodowej normy AS9100, zatwierdzonym dostawcą światowych potentatów, jak Pratt & Whitney, Leonardo, Liebherr Aerospace, Hutchinson czy Alfa Laval. Obecnie firma skupia się na dalszym rozwoju współpracy z koncernem Pratt & Whitney, największym producentem silników lotniczych na świecie. Kooperacja dotyczy m.in. części stosowanych w najnowszych silnikach samolotów pasażerskich, jak Airbus A320NEO. WSK dostarcza także wiele części do śmigłowców użytkowanych przez polskie siły zbrojne, będąc jednym z nielicznych dostawców. Są to samoloty: Mi2, PZL W-3 Sokół, jak również AW-109, AWO130.

Zajmuje się Pan działalnością charytatywną. W 2015 roku założył Pan fundację Parasol Roztocza. Proszę o niej opowiedzieć. Założenie fundacji było strzałem w dziesiątkę. Fundacja wspomaga firmę i otoczenie, w którym żyjemy, w wielu różnych sprawach, np. zdrowotnych, wypoczynku, sportu. Pomaga pracownikom w trudnych sytuacjach życiowych.

Jak fundacja jest finansowana? Darowizna od fundatora wynosi około 30%. Darowizna od osób fizycznych to około 27%, a przychód z 1% podatku to 15-24%. Dotacje stanowią od 4-17%. Kilka procent to zbiórki publiczne i niepubliczne.

magazyn lubelski (76) 2021

13


Jakie są jeszcze zadania fundacji? Fundacja ma wiele do zrobienia w zakresie wspomagania lokalnego szkolnictwa zawodowego. Od wielu lat organizujemy praktyki zawodowe dla uczniów Zespołu Szkół Mechanicznych nr 4 w Tomaszowie Lubelskim, coraz więcej dajemy stypendiów dla uczniów, wspomagamy szkołę w środkach materialnych (prowadzimy klasę patronacką w szkole mechanicznej). Jest to działanie ważne ze względów społecznych i potrzebne firmie, z uwagi na wielką migrację młodzieży z Tomaszowa Lubelskiego. Opowiem o jednym przypadku sprzed 5 lat. Chłopak skończył studia i wrócił do Tomaszowa. Powiedział wtedy, że on jako jedyny z 30-osobowej klasy swojego liceum wrócił do swojego rodzinnego miasta. Moje firmy rozwijają się, a ja boję się tego, czego jeszcze pięć lat temu się nie obawiałem, że nie będę miał wykwalifikowanej kadry i ludzi o wysokim potencjale. Mam aktualnie ok. 40 podań o zatrudnienie, w większości to kobiety, ale niestety o niskich kwalifikacjach. Wszyscy chcieliby składać zamki, zawiasy, a tu trzeba rozwijać nowoczesne technologie, tworzyć je, nieodzowna jest znajomość języków obcych. Jest to wielka bariera w rozwoju naszych firm i miasta Tomaszów Lubelski.

Myślę, że to zjawisko dotyczy większości takich miast, jak Tomaszów Lubelski. Tak, ale my, jako firma, musimy się temu przeciwstawić poprzez ścisłą współpracę ze szkołą, poprzez praktyki zawodowe. Gwarantujemy wszystkim absolwentom z profilu obróbki skrawaniem zatrudnienie u nas. Każdy absolwent, który po ukończeniu szkoły chce pracować, u nas znajduje zatrudnienie. Potwierdza to nasze hasło niezmienne od wielu lat: „Praca dla inżynierów w Tomaszowie Lubelskim”.

Może trzeba też tę kadrę ściągnąć z większych ośrodków miejskich, rekrutować chociażby spośród absolwentów Politechniki Lubelskiej. Absolwentów Politechniki Lubelskiej, Wyższej Szkoły Zawodowej w Zamościu czy specjalistów z dużych ośrodków jak Warszawy czy Wrocławia bardzo trudno jest ściągnąć do miasta na wschodzie Polski, to niemal niemożliwe. Dlatego mam wielką satysfakcję, że jednak udało mi się przekonać kilka małżeństw z Wrocławia i Warszawy, które w rezultacie zechciały przyjechać do Tomaszowa, a dokładnie powrócić w rodzinne strony. Taka rodzina wraca, buduje dom i w taki sposób miasto rozwija się. Odczuwam wielką satysfakcję, że ściągnąłem kilku cennych specjalistów spoza Tomaszowa, którzy byli na emigracji za granicą lub mieszkali w dużych miastach polskich. Tu mają ciekawą i pewną pracę. Kojarzą swoje życie zawodowe, osobiste, przyszłość swoich rodzin z Tomaszowem, budują domy, chcą żyć i rozwijać się tutaj, w naszym mieście.

14

magazyn lubelski (76) 2021

Współpracuje Pan z kilkoma firmami na rynku lokalnym. Na czym opiera się ta współpraca? Jest firma SLC Automation, mająca swoją siedzibę 500 m od nas, która zajmuje się automatyzacją i robotyzacją procesów produkcyjnych. Wyrosła głównie na naszych potrzebach i w znacznej mierze na nie pracuje. Jest to firma na bardzo wysokim poziomie. Stworzyli ją nasi byli pracownicy, a ja byłem pomysłodawcą. W ramach firmy RST Roztocze był wydział automatyzacji wewnętrznych, gdzie pracowało wielu mądrych młodych ludzi. Zaproponowałem, aby stworzyli własną firmę. Dzisiaj pracuje tam już ok. 30 inżynierów. Nadal współpracujemy, natomiast to jest już niezależna od nas firma, która ma zlecenia z całego kraju i z zagranicy.

O ile wiem, na bazie firmy RST Roztocze powstała również firma ZWG Lubaczów, zajmująca się odlewnictwem cynku i obróbką galwaniczną. Nie tylko ZWG Lubaczów. Do firm, które powstały na bazie firmy Roztocze, należy zaliczyć RS-Engineering. W kręgu tych 5 firm pracuje łącznie około 1100 osób. Mam cichą nadzieję na stworzenie w naszym regionie ośrodka przemysłowego o ścisłej specjalności obróbki metali, znaczącego na mapie Polski.

Jakie jeszcze inne branże reprezentują firmy, z którymi Państwo współpracują? Po pierwsze mamy setki dostawców, kooperantów. Natomiast jeżeli chodzi o odbiorców, to jest ich ok. 2 tys. Jest to głównie branża energetyczna, teleinformatyczna, gazownicza. Są to zamknięcia dla szaf przemysłowych. Dzisiaj jesteśmy też znaczącym pro-


ducentem zamknięć na potrzeby autobusów, pociągów, z uwagi na szybki rozwój kolejnictwa. Z naszych zamków korzysta też wojsko na potrzeby pojazdów wojskowych.

Jest Pan laureatem licznych nagród branżowych, m.in. „Gepardy Biznesu” w rankingu magazynu „Puls Biznesu”, Srebrny Gryf Powiatu Tomaszowskiego, „Gazela Biznesu” – wielokrotnie, „Regionalny Lider Innowacji i Rozwoju” za rok 2010 i 2011. Nie sądzę jednak, aby spoczął Pan na laurach. Jakie ma Pan kolejne plany dla firm Roztocze i WSK-Tomaszów? Ciągły rozwój. Prawie co dwa tygodnie sprowadzamy jakąś nową maszynę, pomimo tego, że jesteśmy po wielkim kryzysie z powodu pandemii. Wybudowaliśmy nową halę. Kupujemy laser, wtryskarkę, dwie frezarki, tokarki i mamy jeszcze ok. pięciu maszyn już zakontraktowanych, które za dwa, trzy miesiące będą już na produkcji. Na naszym rynku jest bardzo dobra koniunktura. Zwiększamy swój potencjał produkcyjny, nasza kadra zdobywa coraz większe doświadczenie i będziemy z tego korzystać w przyszłości. Sytuacja jest nieco inna w firmie WSK, bo lotnictwo w dobie pandemii, jak to się mówi, nadal lata nisko i powoli. Widzę również pewne możliwości stworzenia nowych firm wokół firmy Roztocze. W naszym regionie jest przestrzeń do rozwoju ścisłych specjalności. Niestety, jak już wcześniej wspomniałem, brakuje w Tomaszowie Lubelskim inżynierów technologii obróbki metali.

Chciałbym wiedzieć coś o Panu poza tym, że Pan ciężko pracuje, tworząc firmę. Co Pan lubi robić w czasie wolnym, czy ma Pan jakieś hobby? Mam dużo wolnego czasu. Bardzo pochłania mnie możliwość tworzenia nowych konstrukcji zamków, zawiasów. Gdyby nie konieczność zarządzania firmami, najchętniej zająłbym się tworzeniem in-

nowacyjnych wyrobów, na które mam ciągle nowe pomysły. Jestem właścicielem kilku patentów, które zostały wysoko skomercjalizowane i są prestiżowo ważne dla firmy Roztocze. Poza tym najbardziej lubię leniuchować i chodzić po okolicznych lasach i polach z psem, ale ostatnio od 2-3 lat pochłonęła mnie pasja budowy pola golfowego w Wólce Łosinieckiej, w rejonie Suśca. Mam tam działkę. Przepływają przez nią dwie rzeki, są dwa niewielkie stawy.

To coś nowego na Roztoczu. Tak. Jest to małe rekreacyjne pole golfowe, które teraz rozbudowujemy, za kilka dni siejemy kolejną trawę, robimy kolejne greeny i planujemy zrobić coś w rodzaju miniklubu golfowego. Pole będzie wielkości półtora ha, w tej chwili nie ma możliwości poszerzenia go.

Jest tylu chętnych w Tomaszowie i okolicy? Jest kilku pasjonatów. Sądzimy, że zarazimy tym też młodzież. Będzie to jednocześnie jakaś atrakcja dla naszego regionu.

Co jeszcze Pana pasjonuje? Podróże. Odbyłem wiele podróży zagranicznych, które ostatnio niestety nie są możliwe. Mówię o podróżach zarówno zawodowych, jak i turystycznych. Często łączę jedno i drugie. Zwiedziłem już prawie wszystkie kontynenty, z wyjątkiem Australii, ponad 60 państw. Jest co wspominać.

Nie myślał Pan kiedyś o wyprowadzce z Tomaszowa, założeniu firmy gdzie indziej? Nie. Miałem oczywiście propozycje fuzji z firmami zachodnimi, ponieważ jesteśmy równorzędnymi partnerami, ale jestem „stąd” i wszystkie pieniądze, które generujemy w firmie, inwestuję tutaj, lokalnie.

magazyn lubelski (76) 2021

15


społeczeństwo

MŁODZIEŻ COVIDOWA Wpływ pandemii COVID-19 na zdrowie psychiczne młodzieży

Psycholog dr Katarzyna Szymona-Pałkowska

W jakim momencie jesteśmy? Minął rok od zamknięcia szkół, uczelni, kin, teatrów – rok ograniczeń w funkcjonowaniu różnych środków komunikacji społecznej. Niektórzy wskazują na zmęczenie, inni na spisek polityczny, jeszcze inni korzystają z tego, że są jakieś ograniczenia, bo mogą poczuć się uprzywilejowani i skorzystać na dyscyplinie innych (taniej, mniej ludzi…), pokazać spryt w omijaniu zakazów. Niektórzy będą wskazywać na głupotę posłuszeństwa i mówić „nie ma pandemii”, a inni ich zapytają: Tak? To dlaczego moi bliscy są tacy słabi po tej „infekcji”? To dlaczego moi rodzice są ciągle na jakichś dyżurach? A jeszcze inni zapytają, dlaczego ich bliscy nie żyją? Jakie choroby współistniejące? Pamiętamy, co działo się w marcu 2020 roku, jak duży niepokój budził przechodzący zbyt blisko inny człowiek. Jak kilkakrotnie w ciągu dnia dezynfekowaliśmy telefon, jak trudno było kupić i ile kosztowały rękawiczki jednorazowe. Czy nie tęsknimy za spontanicznością, wolnością, towarzystwem, zabawą, normalnością? Ale co jest teraz normalnością? Właśnie dzisiaj ogłoszono powrót uczniów do szkół podstawowych i średnich. Obserwowałam komentarze uczniów – dominowały wpisy negatywnie oceniające te zapowiedzi rządu.

Dlaczego?

No właśnie. Otóż nastąpiła adaptacja do nietypowej sytuacji, a powrót do szkoły po tak długim czasie stanowi źródło niepokoju. „Ja już chyba nie wysiedzę w ławce, lekcje za długie – w czasie lekcji zdalnych można włączyć komputer albo grać na telefonie, na klasówkach można ściągać, podczas odpowiedzi udawać, że mikrofon się psuje, jeść obiad, a nawet przespać się”. Niektórzy przewidują lawinę klasówek, weryfikację niesprawiedliwie uzyskanych ocen. Ale są też tacy, którzy ucieszyli się, że będzie sprawiedliwie, że spotkają się ze znajomymi. Jeszcze inni odczuli ulgę, że wyjdą w końcu z tych domów, w których panuje konflikt, napięcie, agresja. To tylko niektóre pojawiające się myśli i uczucia. Cofając się do grudnia 2019 roku, można powie-

16

magazyn lubelski (76) 2021

dzieć, że życie toczyło się normalnie i nic nie zapowiadało tak radykalnej zmiany. Aż nagle zaczęły pojawiać się w wiadomościach informacje o strasznej, nieznanej chorobie, która powoduje liczne zgony i nie ma na nią lekarstwa. Jedynym sposobem panowania nad sytuacją była izolacja, czyli zamknięcie się w domach. Nie można przytulać się, spotykać się, a więc bliskość (która jest normą i jest konieczna dla zdrowia psychicznego) stała się zagrożeniem. A przecież człowiek jest istotą społeczną. A więc jakie uczucia pojawiły się, gdy ograniczono bliskość? Niepokój, bezradność, utrata wewnątrzsterowności, uczucie zagrożenia. Był czas, że nie przyznawano się do wyniku pozytywnego testu na obecność koronawirusa, gdyż chorych traktowano jak trędowatych, jako „niosących zarazę”, „skażonych”. W otoczeniu mówiono: Ukrywaj objawy i nie zgłaszaj się na badanie, bo „nas wszystkich zamkną” – bo pójdziemy na kwarantannę. Badania naukowe prowadzone na zlecenie WHO, a w Polsce np. PAN, Ministerstwo Edukacji i Nauki, wskazują na duże zmiany, jakie dokonały się u młodzieży w sferze emocjonalnej, poznawczej i społecznej. Janusz Heitzman, omawiając rezultaty tych analiz, wskazuje na skutki zdrowotne epidemii, takie jak: spadek energii, lęk, bezsenność, uzależnienia od komputera, subiektywnie odczuwane, rzeczywiste lub domniemane poczucie zagrożenia ze strony innych ludzi, strach, niepewność, a także objawy, jakie się pojawiają w reakcji na traumatyczny stres. Dodatkowo mogą występować stany fobii społecznej jako efekt stygmatyzacji, społecznego napiętnowania. Zdalne nauczanie, izolacja od rówieśników, ograniczona oferta spędzania wolnego czasu nasiliły wśród młodych ludzi stres, strach o przyszłość oraz depresję. Wielu młodych ludzi sięgało po alkohol i używki jako formę odreagowania napięcia emocjonalnego. U pewnej grupy osób skutki dopiero ujawnią się w postaci trudności emocjonalnych, trudności w nawiązywaniu kontaktów, przeżywaniu żałoby, depresji, budowaniu swojego obrazu siebie, a somatycznie w zmaganiu się z otyłością. Młodzi ludzie są narażeni na szczególne ryzyko. Dorastanie jest trudnym okresem w życiu ze


względu na różnorodność zmian fizycznych, emocjonalnych i społecznych, co zwiększa podatność na nieprzystosowanie i problemy ze zdrowiem psychicznym, zwłaszcza w następstwie sytuacji trudnych. Jeśli chodzi o wiek, starsze nastolatki są bardziej narażone na problemy psychologiczne w porównaniu z młodszymi, ze względu na skumulowane problemy z przystosowaniem się, których doświadczają w miarę dorastania (Tamarit i inni 2020). W tym kontekście niezwykle ważne jest wczesne wykrywanie i leczenie problemów dotyczących zdrowia psychicznego. Należy wspierać dostęp do psychologów szkolnych i psychologów w specjalistycznych poradniach oraz wprowadzać skuteczne programy prewencyjne służące rozwojowi umiejętności radzenia sobie w sytuacjach trudnych i kryzysowych.

Jak można pomóc młodzieży:

Zachęcaj do utrzymywania kontaktów z rówieśnikami, budowania relacji, w których omawiane będą różne aspekty życia. Organizuj spotkania młodzieży w małych grupach, które będą odbywały się na otwartej przestrzeni. Zachęcaj do uprawiania sportu (bieganie, rower, spacery). Szukaj sposobów na utrzymywanie relacji rodzinnych młodego człowieka. Stwarzaj dobre okazje, by spędzać czas z  całą rodziną, dbaj, by młodzież utrzymywała kontakty z  dziadkami i  innymi osobami odgrywającymi ważne role w  życiu młodych osób dorosłych. Zapewnij młodzieży możliwość wyboru w postaci podejmowania własnych decyzji, nawet wtedy, jeśli są one trudne do zaakceptowania. Zachęcaj do omawiania problemów. Wspieraj, nawet gdy nie zgadzasz się z podejmowaną decyzją, prowadź rozmowę bez osądów. Proponuję zadawać pytania np. „Jak wyglądałaby sytuacja, gdybyś zrobił(a) coś innego?” Pomóż młodym ludziom skupić się wyborach dotyczących przyszłości i celów. Buduj na wartościach i marzeniach młodzieży, wtedy przyjmą zdrowy styl życia jako środek do ważnych dla nich celów. Pomóż młodym osobom zmienić sposób postrzegania obecnej sytuacji, tak by mogli skupić się na szukaniu nowych możliwości. Podkreślaj mocne strony każdej osoby. Motywuj nastolatków do zastanowienia się nad poglądami i przekonaniami zapożyczonymi od znajomych. Nie bagatelizuj obaw, nawet jeśli wydają się one irracjonalne. Każdy ma prawo do różnych uczuć. Ustalaj zasady dotyczące spędzania czasu w Internecie. Zachęcaj nastolatków do nauki, polegającej na skupianiu się na konkretnym celu. Twórz plany pomagające radzić sobie ze zmianami.

Zachęć nastolatków do pomagania innym. Niektóre rodziny odnajdują pociechę w wierze. Odwiedzajcie miejsca kultu zgodnie z  rządowymi wytycznymi. Wykorzystajmy ten czas, aby zintegrować rodzinę i na nowo się poznać. Grajmy w gry planszowe, słowne, rebusy, kalambury, układajmy puzzle, rozmawiajmy i angażujmy się w zainteresowania młodzieży. Powrót do nauczania stacjonarnego wiąże się z nowymi trudnościami innego rytmu dnia, dyscypliny szkolnej oraz funkcjonowania w grupie rówieśniczej w kontakcie bezpośrednim. Potrzebny jest okres adaptacyjny polegający na sukcesywnym, stopniowym powrocie do normalnych wymagań i rygorów szkolnych. W okresie adaptacyjnym warto na przykład z większą wyrozumiałością podejść do spóźnień, sprawdzanie poziomu wiedzy (sprawdziany, odpytywanie, prace domowe) wprowadzać stopniowo i przypominać o zasadach zachowania i komunikacji w szkole. Nie wszyscy młodzi ludzie reagują na stres spowodowany pandemią w ten sam sposób. Większość osób przy wsparciu, na przykład, opiekuna jest w stanie zastosować zdrowe umiejętności radzenia sobie, jednak dla niektórych może to stanowić wyzwanie. Badania sugerują, że młodzi ludzie, którzy zostali zakażeni wirusem COVID-19 lub/i którzy mieli chorego krewnego z koronawirusem, stracili znaczącego krewnego na skutek choroby, są w grupie potencjalnego ryzyka wystąpienia problemów ze zdrowiem psychicznym, ze względu na dotkliwość tych wydarzeń (Menzies & Menzies, 2020). Młodzież, zwłaszcza dorastające dziewczęta, które doświadczały przemocy domowej, mogą doświadczać jeszcze wyższego poziomu przemocy spowodowanej kwarantanną i izolacją (WHO). Gdyby u naszej młodzieży pojawiły się jakieś niepokojące symptomy, np. częsty lub długo utrzymujący się lęk, zmartwienie się, niezdrowe nawyki żywieniowe lub związane ze snem, drażliwość i zachowania rozładowujące napięcie (których nastolatek w pełni nie kontroluje), ciągłe zmęczenie i brak siły, unikanie aktywności/czynności, które wcześniej młody człowiek lubił, bóle głowy, bóle brzucha, napięcie i skurcze mięśni, picie alkoholu, palenie tytoniu lub zażywanie innych narkotyków, powinniśmy reagować, proponując wsparcie specjalisty np. w poradniach psychologicznych, centrach interwencji kryzysowej, poradniach zdrowia psychicznego. Choroby zakaźne przenoszone z człowieka na człowieka nie są niczym niezwykłym i towarzyszą ludzkości od wieków. Ich pojawienie się wywoływało określone reakcje psychologiczne całych zbiorowości, zmieniało dotychczasowe zachowanie, zwyczaje i wprowadzało różne, mniej lub bardziej skuteczne sposoby walki ze skutkami zarazy. Dr Katarzyna Szymona-Pałkowska – psycholog, pracuje w Centrum Interwencji Kryzysowej w Lublinie ul. Probostwo 6a jako psycholog – interwent, świadcząc wsparcie osobom w sytuacjach kryzysowych.

magazyn lubelski (76) 2021

17


społeczeństwo

dla Seniorów Lublin

tekst Michał Wartacz | foto Olga Michalec-Chlebik

Kadra Zespołu Ośrodków Wsparcia w Lublinie Od 2017 roku Zespół Ośrodków Wsparcia w imieniu Gminy Lublin realizuje projekt pn. „Aktywni i samodzielni. Usługi społeczne i zdrowotne – tworzenie systemu pomocy środowiskowej w celu wsparcia 350 osób w podeszłym wieku”. Projekt jest działaniem 11.2 Usługi społeczne i zdrowotne, osi 11 Włączenie społeczne Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014-2020. Głównym celem projektu jest utworzenie kompleksowego systemu wsparcia dziennego, przeciwdziałanie instytucjonalizacji oraz wykluczeniu społecznemu osób starszych. Projekt umożliwił likwidację barier architektonicznych, wprowadzenie nowej usługi doraźnej pomocy żywieniowej, zwiększenie dostępności usług – zajęcia aktywizujące (terapia zajęciowa, wsparcie psychologiczne, edukacja w zakresie nowoczesnych technologii) oraz usługi zdrowotne (gimnastyka, basen, rehabilitacja ruchowa). – Obszarem niezwykle ważnym dla Lublina jest wsparcie i aktywizacja najstarszych mieszkańców naszego miasta. Opracowanie jednego z pierwszych w Polsce programu działań dedykowanego Senio-

18

magazyn lubelski (76) 2021

rom zaktywizowało mieszkańców i zapoczątkowało serię kolejnych pomysłów, inicjatyw i przedsięwzięć w ramach solidarności międzypokoleniowej. Lokalny system nowoczesnych usług senioralnych oparty został przede wszystkim na aktywnym udziale samych seniorów. Powstały nowe centra dziennego pobytu, kluby seniora w dzielnicach, uruchomiono punkty opieki domowej oferujące m.in. dowóz posiłków, wdrożono innowacyjne projekty, takie jak Lublin Strefa 60+, program SOS dla Seniora czy też bezpłatne przejazdy komunikacją miejską dla osób 65+. Realizowany projekt jest kontynuacją działań miasta na rzecz seniorów, a zainteresowanie nim potwierdza potrzebę takich inicjatyw – mówi Krzysztof Żuk, Prezydent Miasta Lublin. Beneficjentami projektu są Seniorzy, osoby powyżej 60–tego roku życia zamieszkujące Miasto Lublin. Projekt zakłada wsparcie poprzez różnorodne działania ukierunkowane na utrzymanie osób starszych jak najdłużej w ich środowisku. Pozyskane fundusze pozwoliły na dostosowanie infrastruktury Centrum Dziennego Pobytu Nr 2 przy ul. Gospodarczej 7 oraz Centrum Dziennego Pobytu Nr 3 przy ul. Niecałej 16 do możliwości osób z niepełnosprawno-


ścią. Utworzono dwa nowe Kluby Seniora w dzielnicy LSM, przy ul. Pozytywistów 16 oraz w dzielnicy Czechów przy ul. Żelazowej Woli 18. Pozyskane fundusze umożliwiły otwarcie Punktu Domowej Opieki w dzielnicy Śródmieście, gdzie 30 osób z niepełnosprawnościami, mających problemy z samodzielnym poruszaniem się, zostało objętych opieką w swoim miejscu zamieszkania. Realizacja projektu pozwoliła wzbogacić także ofertę dopasowaną do potrzeb uczestników Klubów Seniora. Największą popularnością wśród nowych form zajęć cieszą się warsztaty z arteterapii, kulinarne, edukacja kulturalna i prozdrowotna. Organizowane są również wykłady ze specjalistami z różnych dziedzin, wycieczki, pielgrzymki, spotkania okolicznościowe, bale i zabawy. Seniorzy zawsze chętnie uczestniczą w nowych formach zajęć, często przedstawiając swoje propozycje i tematy prelekcji, które ich najbardziej interesują. Odrębnym zadaniem uruchomionym w 2019 roku był program objęcia wsparciem 400 uczestników projektu, w szczególności osób samotnych, pn. „SOS dla Seniora”. Polega ono na zapewnieniu osobom biorącym w nim udział tzw. opaski życia. Wyposażone jest w przycisk SOS, czujnik mierzący tętno, detektor upadku, krokomierz oraz lokalizator GPS. W momencie poczucia zagrożenia Senior ma możliwość połączenia się z Centrum Teleopieki w celu uzyskania pomocy. Urządzenie to samoczynnie powiadomi Centrum Teleopieki, gdy osoba zasłabnie lub się przewróci. Z tej formy wsparcia w czasie trwania projektu skorzystały 592 osoby. Liczba wezwań pogotowia i służb ratunkowych to 53, zaś liczba przeprowadzonych pomiarów wśród beneficjentów to ponad 6 700 000. Wstępnie zakładano, że z prowadzonych działań w ramach projektu skorzysta 350 osób. W obecnej chwili z nowych usług skorzystało aż 1047 osób. Jest to trzykrotnie więcej niż planowano. Zjawisko to obrazuje celowość prowadzenia tego typu działań.

Dofinansowanie do projektu uzyskane z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014– 2020 na wynosi 3 129 153,45 zł, z budżetu Państwa 368 135,70 zł, a środki własne Gminy Lublin wyniosły 184  067,85zł. Całkowity budżet projektu to 3 681 357,00 zł.

Michał Wartacz, Z-ca Dyrektora Zespołu Ośrodków Wsparcia w Lublinie oraz Pan Henryk Pietrzak-Senior.

magazyn lubelski (76) 2021

19


felieton

Lubię wiedzieć

OPORNI W STADZIE tekst: Maciej Wijatkowski foto: Beata Wijatkowska, serwis freepik

Kiedy przeczytałem opracowanie uniwersyteckich socjologów, z którego wynikało, że tylko pięć procent tej części populacji, którą w ogóle cokolwiek interesuje, rozumie przekaz jakichkolwiek wiadomości, postanowiłem zaliczać się do owej mniejszości. Zrozumieć, co się dzieje. Niestety, nie wychodzi mi to najlepiej. Niesłychaną karierę zrobiło w naszych pandemicznych czasach określenie: „odporność stadna”. Strzelano przykładami Szwecji, krajów afrykańskich i innych miejsc, których rzekomo epidemia nie rusza, bo nie było obostrzeń, część populacji „wychorowała” swoje i mają wolność. Odporność stadna to bardzo złożone zjawisko, ale sprowadzono je do tego, że w stadzie zagrożonym zakaźną chorobą niewielka część liczby całkowitej osobników zapada na nią i zdycha, część przechodzi łagodnie i wreszcie – całe pozostałe stado jest uodpornione. To właśnie głosili wyznawcy odporności stadnej. Rzecz jasna: mając na myśli zdychających, nigdy nie mieli na myśli siebie. Niesłusznie. Znam osobiście trzech takich, którzy głosili, że pandemia to „ściema”, ostentacyjnie nie zakładali maseczek i dowcipkowali na temat tych, którzy to robili. Wszyscy trzej żyją, ale zostali ledwo odratowani, po „full serwisie”, łącznie z respiratorami i całą resztą gadżetów. Płuc zostało im sporo mniej niż mieli przed wyśmiewaniem, węchu i smaku połowa, ale żyją i jakoś im nie do śmiechu. W stadzie, czyli: w społeczności, w życiu, w narodzie (niepotrzebne skreślić) występują wyjątkowo oporni (to nie literówka, nie „odporni”) na... właśnie... Chyba na zdrowy rozsądek, bo na cóż innego. Ostentacyjnych „bezmaskowców” są całe rzesze, „podziemne” imprezy klubowe kwitną, jak za okupacji, a zwrócenie uwagi skutkuje agresją lub, w ostateczności, stwierdzeniem: „Ja

20

magazyn lubelski (76) 2021

już przeszedłem, bezobjawowo”. „Ja” – wystarczy, reszta stada jest nieistotna. Oto „oporność”, nie „odporność” stadna. Warto jednakowoż pamiętać, że takie traktowanie stada (życia etc.) skutkuje podobnym traktowaniem przez stado. Prędzej lub później, ale zawsze. Innego rodzaju oporność w stosunku do bardzo szeroko pojętego stada obserwuję na co dzień w moim mieście. Interesują mnie np. pobudki oporności na potrzeby stada tego kogoś, kto zlecił wywożenie śmieci przed siódmą i przed ósmą rano, kiedy cały Lublin jedzie do pracy i jechać nie może, bo ulice i przystanki blokują śmieciarki. Nie winię tu pracowników; robią to, co im polecono. Ten, który im polecił, musi być oporny, bo w większych miastach całej Europy o szóstej rano jest już posprzątane. Oporni działają też po południu: około piętnastej trzydzieści, na długim zjeździe Alei Solidarności w kierunku LSM i Nałęczowskiej, panowie malowali pasy na jezdni! Trzypasmowy korek wracających z pracy zaczynał się od ulicy Generała Bolesława Ducha, a kończył w okolicach Alei Tadeusza Mazowieckiego. Może przesadzam z tą opornością... Może to zwykła niekompetencja? Oporność stadna istnieje i ma się nieźle. Czasem to dobrze, bo bez niej nie byłoby „Solidarności” i tej wolności, którą teraz, chwilowo, mamy. Ale w tzw. „normalnych czasach” to niekoniecznie powinno być normą. Chociaż... Czujność wobec złodziei i cwaniaków to podstawa. Czy teraz będzie jakaś optymistyczna pointa tego felietonu? Nie.

Maciej Wijatkowski – ur. w 1962 r. w Lublinie. Filolog angielski, publicysta lotniczy, autor wielu tekstów, w tym felietonów, reżyser i autor programów tv, aktor estradowy. Były członek „Bractwa Satyrycznego LOŻA 44”.


Tomasz Młynarczyk

To jeden z najbardziej utalentowanych polskich fotografów. Magister sztuki, podróżnik, wykładowca fotografii na Wydziale Politologii UMCS, fotoreporter „LAJF magazyn lubelski”, wieloletni koordynator projektu Akademia Odkryć Fotograficznych, twórca projektu Kazimierska Wiosna Fotograficzna, międzynarodowy obserwator wyborów prezydenckich na Ukrainie (2004). Wielokrotnie wyróżniany i nagradzany w konkursach fotograficznych oraz za działania w dziedzinie kultury; zasiadał w jury licznych konkursów fotograficznych. Laureat Grand Press Photo 2021. Z niesłabnącą pasją od lat fotograficznie eksploruje ulotną codzienność

GRAND PRESS PHOTO dla Maksa Skrzeczkowskiego

życia w Kazimierzu Dolnym, trzykrotnie był na wschodzie Ukrainy na terenie objętym działaniami wojennymi. Od lutego 2021 dyrektor Kazimierskiego Ośrodka Kultury Promocji i Turystyki. Skrzeczkowski to bez wątpienia postać nietuzinkowa, fotograf ekstremalny, ale co równie ważne kreatywny. Zaskakuje, podejmując szalone i trudne wyzwania. Świat nieustannie go zachwyca i zadziwia. Kusi i szepcze: „Ruszaj w drogę…nie pożałujesz”. W najbardziej prestiżowym konkursie fotografii prasowej w Polsce zdobył nagrodę w kategorii „Życie codzienne”. Maks, pękamy z dumy !


wywiad Obecnie nie ma innej drogi rozwoju w energetyce niż neutralność klimatyczna i ograniczenie zużycia zasobów naturalnych. Ten kierunek zdecydowanie przyjęło Lubelskie Przedsiębiorstwo Energii Cieplnej S.A., które nie tylko modernizuje i rozbudowuje sieć ciepłowniczą w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na energię, ale poprawia również parametry ekologiczne jej funkcjonowania. O projektach zrealizowanych w ostatnich latach, dzięki którym możemy cieszyć się czystym ciepłem, rozmawiała z prezesem zarządu Markiem Goluchem Anna Ignasiak

Wywiad z Markiem Goluchem

prezesem zarządu LPEC S.A. foto Agnieszka Kołodyńska

Jak duże zapotrzebowanie na ciepło pokrywa miejska sieć ciepłownicza? Nasze ciepło dociera do ponad 75% gospodarstw domowych w Lublinie. Do tego dochodzą szkoły, szpitale, centra handlowe, urzędy, budynki sakralne, obiekty sportowe i wiele innych. Podgrzewamy nawet murawę na stadionie ARENA. Nasze ciepło jest dostępne prawie we wszystkich dzielnicach miasta. W przeliczeniu na liczby, rocznie dostarczamy ok. 4 mln GJ ciepła i ogrzewamy prawie 10 mln mkw. powierzchni mieszkaniowej i użytkowej. Te wartości plasują nas wśród dziesięciu największych miejskich systemów ciepłowniczych w Polsce.

Tak. Efektywność, konsekwentnie budowana w oparciu o kolejne inwestycje, a także parametry ekologiczne są kluczowe. Przedsiębiorcy doceniają również zróżnicowane rozwiązania taryfowe, uwzględniające późniejsze koszty obsługi i napraw.

W jaki sposób pokrywana jest reszta zapotrzebowania?

Jakie kroki podejmują Państwo, by zabezpieczyć dostawy ciepła w przyszłości?

Przede wszystkim gazem ziemnym, ale też węglem, drewnem, energią elektryczną i odnawialnymi źródłami energii. Ten rynek ostatnio bardzo się zmienia, jednak LPEC nadal jest największym dostawcą ciepła.

Co o tym decyduje? Głównymi czynnikami przy wyborze sposobu ogrzewania dla budynku są obecnie efektywność energetyczna, ekonomia i wygoda w użytkowaniu. Istotnym argumentem dla inwestora jest również wysoka efektywność energetyczna ciepła systemowego mierzona tzw. wskaźnikiem nakładu nieodnawialnej energii pierwotnej. Jest to ważny parametr m.in. przy sporządzaniu audytu energetycznego budynku potrzebny do obliczenia zapotrzebowania na tzw. energię pierwotną. Dodatkowo warto podkreślić, że ciepło systemowe nie

22

powoduje smogu, a budynki ogrzewane w ten sposób są neutralne pod względem emisyjności. Nasza strategia uwzględnia zarówno rozwój systemu ciepłowniczego, poprawę dostępności do ciepła systemowego, jak i stałe zmniejszanie strat ciepła oraz obniżanie emisji gazów cieplarnianych.

magazyn lubelski (76) 2021

Doceniają to też przedsiębiorcy…

Zapewnienie dostaw ciepła w obszarach rozwojowych jest zależne od dostępności niezbędnej infrastruktury technicznej przed realizacją zabudowy. W tym celu w 2017 roku Spółka uruchomiła program inwestycyjny rozbudowy sieci ciepłowniczej we wszystkich kierunkach rozwoju zabudowy wielorodzinnej i usługowo-handlowej w Lublinie. Zakończenie projektu planowane jest na koniec 2022 roku.

O jakich konkretnie pracach mówimy? Projekt „Rozbudowa efektywnego systemu ciepłowniczego na terenie miasta Lublin” obejmuje budowę nowych sieci ciepłowniczych w dzielnicach: Wrotków, Czechów Północny, Ponikwoda, Felin, Kośminek, Bronowice, Węglin Południowy, Dziesiąta, Śródmieście. Planowana rozbudowa sieci ciepłowniczej obejmuje ok. 21 km rur. Wszystkie zadania planowane są do wykonania w technologii sieci preizolowanych.


W ostatnich latach mamy coraz cieplejsze zimy, a zgodnie z Państwa komunikatem w sezonie grzewczym 2019/20 odnotowano najwyższą średnią temperaturę w historii pomiarów Spółki, czyli w ciągu ponad 55 lat. Czy planowany zakres inwestycji wpłynie na poprawę sytuacji Spółki? Klimat sygnalizuje nam niestety kolejne zmiany. Rzeczywiście w poprzednim okresie grzewczym mieliśmy do czynienia z rekordowo wysokimi temperaturami jak na tę porę roku. Z naszych analiz wynika, że trend coraz wyższych temperatur w okresie jesienno-zimowym utrzymuje się niezmiennie od początku lat 90. Żyjemy jednak w takiej szerokości geograficznej, że ogrzewanie domów jest w Polsce koniecznością. Faktem jest, że jednostkowo zużywamy coraz mniej ciepła, na co oczywiście składa się szereg innych czynników. Biorąc jednak pod uwagę potrzeby grzewcze stale rozwijającego się miasta oraz podążające za tym inwestycje Spółki, zapotrzebowanie na ciepło systemowe udaje się utrzymać na stabilnym poziomie – nawet z niewielką tendencją wzrostową.

Dotrzymują Państwo kroku zmianom na rynku? Zdecydowanie. Zresztą nie tylko tym zmianom. Konieczność poprawy warunków klimatycznych wymaga od nas nowych rozwiązań oraz form działalności. Reagujemy nie tylko na popyt, wprowadzamy też rozwiązania, które ograniczają straty na przesyle ciepła, rozbudowujemy i integrujemy systemy informatyczne, umożliwiające tzw. inteligentne zarządzanie siecią ciepłowniczą.

Na wszelkie inwestycje, zwłaszcza infrastrukturalne, potrzebne są często gigantyczne środki, jak zatem LPEC finansuje swoje zadania? Na większość zadań inwestycyjnych pozyskaliśmy dofinansowanie unijne z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020. Mieliśmy przy tym dużo szczęścia, ponieważ warunkiem pozyskania dotacji było posiadanie tzw. efektywnego systemu ciepłowniczego. Przez to obwarowanie większość polskich systemów ciepłowniczych straciło szanse na dofinansowanie swoich planów rozwojowych, ponieważ większość z nich nie posiadała wówczas takiego statusu. Na ponad 400 systemów ciepłowniczych jedynie ok. 15% to systemy efektywne. W Lublinie pod tym względem mamy bardzo dobrą sytuację: ponad 90% ciepła dystrybuowanego przez LPEC produkowanego jest w procesie kogeneracji (produkcja ciepła i prądu w tym samym procesie technologicznym), mix paliwowy dla naszego ciepła to 50% gazu ziemnego i 50% węgla (w Polsce 75% ciepła produkowanego jest w o oparciu o węgiel), a straty ciepła w naszym systemie są znacznie poniżej średniej branżowej. Wobec powyższego spełnialiśmy wszystkie warunki, aby ubiegać się o środki unijne. Obecnie Spółka realizuje trzy duże projekty inwestycyjne o łącznej wartości 151 mln zł: wspomniany już wcześniej projekt dotyczący „Rozbudowy efektywnego systemu ciepłowniczego na terenie miasta Lublin”, kolejne to „Modernizacja sieci ciepłowniczej na terenie miasta Lublin” oraz „Przebudowa węzłów grupowych na terenie miasta Lublin”.

Co zapewni projekt „Modernizacja sieci ciepłowniczej na terenie miasta Lublin”? Wymienimy lub przebudujemy łącznie 23 km

magazyn lubelski (76) 2021

23


strategicznych rurociągów zasilających dzielnice: Czuby, Konstantynów, Czechów, Śródmieście, Rury, Kalinowszczyzna, Rudnik, Felin, Bronowice, Hajdów-Zadębie. Rurociągi te zostały wybudowane w latach 1970-1990. W ramach projektu zmieniona zostanie technologia stosowanych rurociągów, na sieci preizolowane, posiadające fabrycznie wykonaną zewnętrzną warstwę izolacji cieplnej wyposażoną w instalację alarmową, sygnalizującą zawilgocenia lub inne nieprawidłowości pracy sieci. Takie rozwiązanie zmniejsza straty na przesyłaniu ciepła od źródła do odbiorcy nawet do 60% na wymienionych odcinkach.

Co dla mieszkańców Lublina oznacza realizacja takiego zadania? Przede wszystkim poprawę bezpieczeństwa i niezawodności dostaw ciepła systemowego oraz dostępność do czystego i wygodnego ogrzewania w rozbudowujących się dzielnicach naszego miasta. Naszym celem jest stworzenie nowoczesnej infrastruktury ciepłowniczej, która zapewni mieszkańcom niezawodną dostawę ciepła przez kolejnych kilkadziesiąt lat. Zmniejszą się również znacząco straty ciepła w całym systemie, co oznacza mniejsze zużycie paliw, ograniczenie emisji pyłów i gazów cieplarnianych, a tym samym poprawę warunków życia mieszkańców Lublina.

Jako znaczący podmiot z branży energetycznej jesteście również zobowiązani do podejmowania działań z zakresu edukacji ekologicznej. Jak wygląda ten obszar Waszej działalności? Czy Spółka uczestniczy w takich projektach? Tak, angażujemy się w szereg projektów o charakterze edukacyjnym, skierowanych zarówno do dzieci, jak i dorosłych mieszkańców naszego miasta. Naszym flagowym i przy tym bardzo wdzięcznym projektem w tym zakresie są „Lekcje ciepła”, prowadzone w przedszkolach i pierwszych klasach szkół podstawowych w Lublinie. Podczas zajęć dzieci uczą się odpowiedzialnego korzystania z energii i ciepła, dbania o środowisko, powietrze i zasoby Ziemi. Dotychczas programem objęto kilkanaście tysięcy dzieci z lubelskich szkół podstawowych i przedszkoli. Obecnie przygotowujemy się do kolejnej edycji, która rozpocznie się w październiku 2021 roku. Tym razem zajęcia będą mogły być również poprowadzone on-line. Obecnie w przygotowaniu jest specjalna platforma edukacyjna, dedykowana dla projektu. Będzie ona obejmowała kompleksowo przeprowadzone 4 lekcje ciepła udostępnione dla uczniów, również w formie zdalnej.

Z naszych obserwacji wynika, że świadomość ekologiczna wśród przedszkolaków i dzieci z klas I-III jest całkiem spora, czy mają Państwo wiedzę, jak to wygląda wśród dorosłych? Mamy co nieco informacji. Z przeprowadzonych

24

magazyn lubelski (76) 2021

w 2019 roku badań w zakresie korzystania mieszkańców z ciepła i prądu wynika, że ponad połowa mieszkańców Lublina przegrzewa swoje mieszkania, utrzymując średnią temperaturę na poziomie co najmniej 22 st. C, a zmiany wymagają również inne zwyczaje związane z korzystaniem z ciepła. Dla przykładu tylko 30 proc. badanych poprawnie wietrzy swoje mieszkania, otwierając szeroko okno na kilka minut, następnie zamykając je; mało kto zakręca przy tym zawory termostatyczne przy grzejniku. Mieszkańcy znają różne sposoby na oszczędzania ciepła, ale większość nie stosuje ich w codziennym życiu. Co bardzo zaskakuje, to bagatelizowanie kwestii oszczędzania energii w codziennym życiu charakteryzuje przede wszystkim osoby młode. Między innymi te wnioski posłużyły do opracowania ogólnopolskiej kampanii „20 stopni dla klimatu” zainicjowanej przez Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie.

Jakich argumentów używają Państwo, by przekonać Polaków, aby racjonalnie korzystali z ciepła? Przede wszystkim pokazujemy, że każdy z nas ma wpływ na losy naszej planety, a nasze codzienne wybory determinują jej przyszłość. Musimy zatem wypracować w sobie dobre nawyki: ustawianie odpowiedniej temperatury, zamykanie okien i drzwi, też na klatkach schodowych, zmniejszanie temperatury, gdy wychodzimy z mieszkania, oraz w nocy. Według wyliczeń ekspertów Politechniki Warszawskiej jeśli we wszystkich mieszkaniach ogrzewanych ciepłem systemowym obniżylibyśmy temperaturę o jeden stopień, to w ciągu roku zaoszczędzilibyśmy 450 tys. ton węgla i wyemitowali o około 1 mln ton dwutlenku węgla mniej. Obniżanie temperatury choćby o jeden stopień to w rezultacie też ulga dla domowego budżetu – zmniejszamy w ten sposób zużycie ciepła od 5 do 8%.

Jak bardzo lubelski system ciepłowniczy zmienił się w ciągu ostatnich 10 lat? Przybyło 42 km nowych odcinków sieci, wymieniono 70 km starych rurociągów na nowoczesne sieci preizolowane, zrealizowano 5 projektów inwestycyjnych współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej o łącznej wartości 192 mln zł. W latach 2011-2020 do sieci ciepła systemowego Spółka przyłączyła 530 obiektów o łącznej powierzchni 2 mln mkw. To prawie 20 tys. nowych mieszkań ogrzewanych ciepłem systemowym. Efekty naszych działań to też spadek liczby awarii, obniżenie strat ciepła. Obecnie Lubelskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej S.A. zarządza jednym z największych i najnowocześniejszych systemów ciepłowniczych w Polsce, na który składa się 466 km sieci ciepłowniczych i 2148 węzłów cieplnych. 78% sieci ciepłowniczej wykonana jest w nowoczesnej technologii preizolowanej. Spółka wprowadza również najnowsze dostępne na rynku technologie, umoż-


korzystania węgla do 56 proc. są olbrzymim i bardzo kosztownym wyzwaniem. Szacowane przez Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie inwestycje na ten cel w ciągu najbliższej dekady wyniosą 40-70 mld zł. A łączne koszty dekarbonizacji, związane także z dostosowaniem instalacji budynków oraz ich termomodernizacją Kolejne inwestycje opierają Państwo na proPolski Instytut Ekonomiczny szacuje na 558 mld zł. gnozie rozwoju rynku ciepła systemowego na lata 2021-2026, z perspektywą do 2035 roku. Kolejnym bardzo ważnym założeniem PEP 2040 Tak. Ta prognoza oparta została o zapisy „Stujest, aby w 2040 roku wszystkie potrzeby cieplne dium uwarunkowań i kierunków zagospodarowagospodarstw domowych były realizowane poprzez nia przestrzennego Miasta Lublin”, miejscowych ciepło systemowe lub przy wykorzystaniu zero- lub planów zagospodarowania przeniskoemisyjnych indywidualnych strzennego, a także na istniejącej założeniem PEP 2040 źródeł ciepła. Musimy zatem być oraz planowanej nowej infrastruk- jest, aby w 2040 roku gotowi z infrastrukturą spełniającą turze ciepłowniczej. Na tej podsta- wszystkie potrzeby cieplne te wymagania. wie przygotowana została również gospodarstw domowych mapa przyszłego zapotrzebowania Jak w skrócie możemy nakreślić były realizowane poprzez na ciepło systemowe w Lublinie. przyszłość Spółki? ciepło systemowe lub Do najbardziej rozwojowych dzielLubelskie Przedsiębiorstwo nic z punktu widzenia dostawy przy wykorzystaniu Energetyki Cieplnej S.A. nadal ciepła należą: Sławin, Śródmieście, zero- lub niskoemisyjnych będzie realizowało strategię Kośminek, Felin. Jest jeszcze wiele indywidualnych źródeł ciepła zrównoważonego rozwoju, rozinnych, o trochę mniejszym prognobudowując i modernizując system Marek Goluch, zowanym zapotrzebowaniu, lecz ciepłowniczy w Lublinie z zastosoprezes zarządu LPEC S. A. nadal wymagającym dużego nakławaniem rozwiązań zapewniających du pracy z naszej strony. nieprzerwane dostawy ciepła, optymalizację i oszczędności zużycia energii, minimalizację jej strat, a tym samym wysoki poziom ochrony W ostatnich czasach bardzo dużo mówi się o zmianach czekających energetykę, w tym cieśrodowiska oraz konkurencyjne w porównaniu do płownictwo. Które z wyzwań są według Pana innych źródeł warunki dla aktualnych i przyszłych najistotniejsze i najtrudniejsze? odbiorców. Najbliższe lata to również rozwój tzw. Dla branży jest tylko jedna droga: osiągnięcie inteligentnych rozwiązań w zarządzaniu systemem neutralności klimatycznej i stopniowe odchodzeciepłowniczym, integracji danych i optymalizacji nie od węgla. Wynika to z konieczności dostosoprocesów oraz intensywny rozwój usług serwisowania się do celów, jakie stawia sobie cała UE, wych związanych z naszą działalnością. Nasze plany w tym Polska. Unia Europejska wyznaczyła bardzo obejmują też budowanie dodatkowych kompetencji konkretne, ale też ambitne cele – osiągnięcie pełw zakresie rozwoju technologii OZE, a konkretnie nej neutralności klimatycznej w 2050 roku – któw zakresie fotowoltaiki – w tym obszarze dostrzere mają swoje odzwierciedlenie w przyjętej w tym gamy obecnie olbrzymi potencjał, szczególnie biotoku Polityce Energetycznej Polski do roku 2040 rąc pod uwagę skalę zużycia energii elektrycznej roku (PEP 2040). Zobowiązania tam postawione, niezbędnej do pracy naszych urządzeń. m.in.: wzrost OZE w miksie paliwowym do 28 proc. w ciepłownictwie do 2030 roku i ograniczenia wyliwiające niemal bezobsługowe zarządzanie całym systemem ciepłowniczym, skracając do niezbędnego minimum czas reakcji w przypadku zmieniających się warunków atmosferycznych, awarii czy prowadzonych bieżących odczytów urządzeń pomiarowych.

magazyn lubelski (76) 2021

25


(foto Radosław Swiniarski)

biznes

Franko wicze z tarczą czy

na tarczy? Bogna Bożena Bakalarz Radca Prawny specjalizująca się w sprawach frankowych i bankowych

Frankowicze – medialne określenie grupy osób, które w latach 2006–2009 zobowiązały się do spłaty bankom rat kredytowych w nieokreślonej wysokości w ramach kredytów denominowanych lub indeksowanych do franka szwajcarskiego. Co więcej, kredyt frankowy jest równaniem z więcej niż jedną niewiadomą, z uwagi na fakt, że zarówno rata, jak i całość kredytu rośnie do nieskończoności, powodując zwiększone zadłużenie nieszczęśliwego nabywcy nieruchomości. Tak zwane kredyty frankowe można podzielić na dwie grupy: kredyt indeksowany oraz kredyt denominowany. Kredyt indeksowany charakteryzuje się tym, że bank zobowiązywał się oddać do dyspozycji kredytobiorcy sumę pieniężną wyrażoną w złotych polskich, a zadłużenie wyrażone w złotówkach przeliczane było na franki szwajcarskie dopiero w dacie wypłaty kredytu. Bank przeliczał kwotę długu wyrażoną w złotówkach po kursie kupna franka szwajcarskiego z dnia wypłaty danej transzy kredytu. Kredytów indeksowanych jest więcej niż denominowanych. Drugim rodzajem kredytu frankowego jest kredyt denominowany. W kredycie denominowanym kwota zadłużenia była wyrażona we franku szwajcarskim, wysokość zadłużenia w walucie obcej była wpisana do umowy kredytu hipotecznego i przez to była znana kredytobiorcy, nieznana natomiast była wysokość zadłużenia w złotych polskich. Kwota zadłużenia wyrażona we frankach szwajcarskich następnie była przeliczana i spłacana w złotych polskich, wobec czego wysokość spłacanych rat uzależniona była tak samo jak w wypadku kredytu indeksowanego od wahań kursów walut. Jest ich mniej, około 20% wszystkich kredytów frankowych.

26

magazyn lubelski (76) 2021

Frankowicz statystycznie podpisywał swoją umowę w czasie, gdy kurs franka szwajcarskiego oscylował pomiędzy 2-2,50 złotych. Obecnie ta sama waluta to koszt 4,13 złotych. Pierwsze postępowania z powództwa kredytobiorców frankowych pojawiły się w sądach około 2014 roku i w większości postępowań sądowych wartość przedmiotu sporu określona była na podstawie wysokości spreadu – czyli różnic kursowych ustalanych dowolnie przez bank-kredytodawcę. Wówczas frankowicze, którzy złożyli pozwy frankowe, musieli liczyć się z przegraną, odsetek wówczas wygrywanych spraw był niewielki. Należy również podkreślić, że spory frankowe trafiały do sądu z inicjatywy banków, które pozywały kredytobiorców nieradzących sobie z terminowymi spłatami rat. Oczywistym jest fakt, że banki żądały od kredytobiorców całości zawyżonego zadłużenia. Co więcej, nawet po sprzedaży nieruchomości, których to wartość stopniowo przez kilka lat od zaciągnięcia zobowiązania kredytowego wzrosła, kredytobiorca nadal miał do spłacenia więcej niż wziął od banku. Wielość spraw frankowych sprawiła, że sądy, w tym Sąd Najwyższy, zaczęły przyglądać się uważniej zapisom w umowach frankowych. Po analizie okazało się, że do wszystkich umów frankowych wprowadzono zapisy niedozwolone, tak zwane klauzule abuzywne, których katalog otwarty zawarty jest w treści art. 385 3 Kodeksu Cywilnego. Takie postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nie wiążą konsumenta, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając interesy konsumenta. Kredytobiorca frankowy to osoba fizyczna, mimo że początkowo


banki wskazywały na brak przymiotu konsumenta w przypadku osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, np. w mieszkaniu kupionym na kredyt. W postępowaniach sądowych banki dążyły do tego, aby wykreślone klauzule niedozwolone były zastępowane zapisami dla nich korzystnymi, np. poprzez wskazywanie średniego kursu NBP do rozliczeń. Wątpliwości sądów orzekających rozwiał wyrok z dnia 3 października 2019 r. Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-260/18 państwa Dziubak. TSUE wskazał, że sąd krajowy zobligowany jest do zbadania i usunięcia nieuczciwych warunków z umowy zawartej z konsumentem. Zaznaczył też, że sądy absolutnie nie mogą samodzielnie uzupełniać powstałej w ten sposób luki. Nie muszą też za wszelką cenę dążyć do utrzymania umowy. Mogą uznać ją za nieważną. Tak będzie, jeśli sąd wykreśli tzw. klauzulę indeksacyjną/przeliczeniową i uzna, że nie da się w świetle obowiązujących przepisów kontynuować takiej umowy bez tego zapisu. Znika bowiem postanowienie mówiące np. o przeliczaniu wypłaconej kwoty kredytu zgodnie z kursem kupna CHF/USD/EUR według tabeli kursów ustalanej w dowolny sposób przez bank. A nie można w to miejsce wstawić postanowienia, że będzie to np. kurs średni NBP. Może to być przesłanka do tego, żeby sąd uznał, że tak okrojonej umowy, która zmienia główny charakter umowy, nie da się wykonywać, co skutkuje z kolei nieważnością umowy. Czym w praktyce będzie skutkowało orzeczenie przez sąd o nieważności umowy? Przede wszystkim tym, że strony muszą się rozliczyć tak, jakby taka umowa nie była nigdy zawarta. Tutaj w orzecznictwie pojawiły się dwa sposoby rozliczenia: teoria salda i dwóch kondykcji. Przy zastosowaniu teorii salda obowiązek zwrotu obciąża tylko tę stronę, która uzyskała większą korzyść i z tej różnicy powinna się

rozliczyć. Teoria dwóch kondykcji natomiast polega na zwrocie przez strony wzajemnie wszystkiego, co świadczyły sobie podczas trwania umowy o kredyt. Konsekwencją jest zwrot przez bank kredytobiorcy wszystkich rat kapitałowo odsetkowych, zwolnienie hipoteki i całkowite uwolnienie kredytobiorcy od obowiązku spłaty jakichkolwiek kwot na rzecz banku. Jest to sytuacja niesamowicie korzystna dla kredytobiorcy. Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 16 lutego 2021 r. III CZP 11/20 wskazał, że sądy w poszczególnych sprawach frankowych powinny stosować właśnie teorię dwóch kondykcji. Jak można było się spodziewać, uchwała SN wywołała panikę wśród banków frankowych, które z jednej strony proponują frankowiczom zawieranie niekorzystnych ugód, a z drugiej strony straszą pozwami o wynagrodzenie za korzystanie z ich kapitału przez lata kredytowania. Przy czym należy podkreślić, że wysokość wynagrodzenia za korzystanie z kapitału musiałby być uzasadniona i ściśle określona i dlatego nie wydaje się to być realnym zagrożeniem dla frankowiczów. Co w takim razie z ewentualnym roszczeniem banków o zwrot kapitału, czy jest ono już przedawnione z uwagi na upływ czasu? Tym zagadnieniem zajmie się ponownie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w dniu 29.04.2021 r. Jeśli tak jak wskazują orzeczenia sądów, umowa jest nieważna od początku, a nie dopiero od momentu wskazania nieważności przez kredytobiorcę lub orzeczenia nieważności przez sąd, takie roszczenia banku jest przedawnione. Obecnie sytuacja frankowiczów jest niezwykle korzystna, ilość spraw frankowych rośnie lawinowo, a sądy w ponad 90% spraw orzekają na korzyść kredytobiorcy. Z punktu widzenia banków wydaje się, że cytując tytuł filmu Janusza Kidawy - „Sprawa się rypła”, a sytuacja w skrajnym wariancie może doprowadzić do upadłości niektórych banków. Stan prawny na 25.04.2021

magazyn lubelski (76) 2021

27


(Marcin Kańtoch)

biznes

POŚREDNIK KREDYTOWY WSPARCIE W PRZYGOTOWANIU SIĘ DO ZACIĄGNIĘCIA KREDYTU HIPOTECZNEGO

Dla każdego z nas jedną z najważniejszych spraw jest zaciągnięcie kredytu hipotecznego. Bardzo często tworzymy z bankiem najdłuższą relację w swoim życiu. Może ona trwać nawet 35 lat. Dodatkowo wiąże się ona z tysiącami kosztów, jakie pobierze bank w trakcie okresu kredytowania. W związku z tym warto dobrze przygotować się do powyższego zadania oraz starannie przemyśleć wybór oferty kredytowej.

Donata Langa-Mitrus W przygotowaniu się do zaciągnięcia kredytu hipotecznego nieocenionym wsparciem jest pośrednik kredytowy. Tak, zgadza się, dobrze Państwo czytacie… pośrednik kredytowy. W polskim społeczeństwie nadal jego rola jest umniejszana jedynie do zaoferowania kredytu. Jednak nic bardziej mylnego. Rolą pośrednika kredytowego jest przygotowanie i poprowadzenie przyszłego kredytobiorcy „za rękę” w trakcie całego procesu kredytowego. Pośrednik kredytowy sprawdzi naszą zdolność kredytową w co najmniej kilku bankach, przeanalizuje nasze wydatki i zobowiązania oraz szanse na uzyskanie kredytu hipotecznego. W przypadku niesatysfakcjonującej zdolności kredytowej wskaże możliwe rozwiązania (np. spłata zobowiązań, ograniczenie kosztów itp.) Zanim zostanie omówione, w jaki sposób pośrednik kredytowy może nas wesprzeć w tym procesie, warto wskazać 5 najczęściej popełnianych błędów przez przyszłych kredytobiorców.

Pięć najczęściej popełnianych błędów podczas zaciągania kredytu hipotecznego 1. Wnioskowanie o kredyt hipoteczny bez posiadania własnych środków – żaden bank nie udzieli kredytu hipotecznego, jeśli kredytobiorca nie posiada wkładu własnego na planowaną inwestycję. Za sprawą rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego, banki mogą udzielić kredytu w przypadku, gdy kredytobiorca posiada 20% wkładu własnego. Jednak niektóre banki oferują możliwość uzyskania kredytu przy 10% wkładzie własnym (niestety wiąże się to z dodatkowymi kosztami). 2. Wydawanie na zakup nieruchomości wszystkich posiadanych oszczędności – kredytobiorca, wyzbywając się wszystkich oszczędności na wkład własny, traci tzw. poduszkę finansową, w związku z czym nie posiada środków finansowych na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń, zarówno tych związanych z zakupem nieruchomości, jak i tych

28

magazyn lubelski (76) 2021

dotyczących zdarzeń życiowych (np. choroby, utraty pracy itp.). 3. Nieczytanie umów kredytowych – kluczową kwestią jest przeczytanie umowy kredytowej przed jej podpisaniem, a także uzyskanie wyjaśnienia treści znajdujących się w niej niezrozumiałych zapisów. W szczególności należy zwrócić uwagę na zapisy dotyczące dodatkowych kosztów związanych z kredytem, jak np. ubezpieczenia, dodatkowe produkty bankowe, prowizja za wcześniejszą spłatę. 4. Nieoszacowanie wcześniej swojej zdolności kredytowej – konieczne jest oszacowanie swoich możliwości kredytowych przed złożeniem wniosku o kredyt. Można to zrobić u pośrednika/doradcy kredytowego, a także można posłużyć się kalkulatorami zdolności kredytowej. Należy jednak pamiętać, że ostatecznie zdolność kredytową oszacuje bank, który będzie analizował wniosek o kredyt hipoteczny. 5. Sprawdzenie oferty kredytu hipotecznego tylko w jednym banku – zaleca się porównanie ofert co najmniej kilku banków, co pozwoli na wybranie najkorzystniejszej dostępnej dla danego kredytobiorcy oferty kredytu hipotecznego. Większość wskazanych błędów wynika z tego, że nie przygotowujemy się do wzięcia kredytu hipotecznego. A więc jak się do tego przygotować? Kiedy należy rozpocząć przygotowania?

Przygotowanie do zaciągnięcia kredytu hipotecznego Należy rozpocząć je jak najwcześniej, tzn. w przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą ok. rok wcześniej, osób zatrudnionych na umowę o pracę minimum 3 miesiące wcześniej, natomiast zatrudnionych na pozostałe typy umów – ok. pół roku wcześniej. Najlepiej zgłosić się do pośrednika kredytowego, który współpracuje z wieloma bankami.


Pozwoli to określić zdolność kredytową w każdym z nich.

Zdolność kredytowa Kluczowym warunkiem uzyskania wnioskowanego kredytu jest posiadanie zdolności kredytowej. Banki sprawdzają oraz obliczają zdolność przyszłego kredytobiorcy do spłaty zaciąganego kredytu wraz ze związanymi z nim kosztami w ustalonym okresie kredytowania. Podkreślić należy, że każdy bank ocenia zdolność kredytową według własnych algorytmów, dlatego też w różnych bankach będziemy dysponować różnym poziomem zdolności kredytowej. W celu ustalenia zdolności kredytowej bierze się pod uwagę wszelkie dochody, jakie uzyskuje kredytobiorca lub kredytobiorcy, a także ponoszone wydatki. Na wydatki składają się różne zobowiązania (pożyczki, kredyty), a także ilość osób na utrzymaniu, koszty utrzymania gospodarstwa domowego, samochodu i inne. Oblicza się wówczas, ile pieniędzy pozostanie danemu gospodarstwu domowemu, kiedy poniesie wydatki, do których jest zobligowane. Pozostała kwota nazywana jest dochodem rozporządzalnym. W przypadku, gdy okaże się za mała, może to oznaczać, iż nie posiadamy zdolności kredytowej. Dlatego gdy nie jesteśmy do końca pewni, czy posiadamy zdolność kredytową, warto wcześniej skorzystać z pomocy doradcy kredytowego.

Przykład: Kredytobiorcy: małżeństwo, w wieku 27 i 30 lat; 1 dziecko na utrzymaniu; Pan – umowa o pracę na czas nieokreślony – miesięczne wynagrodzenie 3500 pln netto; Pani – umowa o pracę na czas określony – zawarta na okres 2 lat, obowiązuje od 12 miesięcy – miesięczne wynagrodzenie 3200 pln netto; Kredyt gotówkowy – miesięczna rata 500 pln, kwota pozostała do spłaty 7000 pln; Interesuje ich kredyt hipoteczny na okres 30 lat, raty równe, kredyt na zakup mieszkania na rynku wtórnym; Cena zakupu: 600 000 pln; Wkład własny 20% wartości nieruchomości; Kwota kredytu – 480 000 pln. Odnosząc się do powyższego przykładu, małżeństwo będzie miało, w zależności od banku, zdolność kredytową na poziomie od ok. 320 000 do ok. 460 000 pln (wyliczone na podstawie wybranych ofert banków). W związku z czym badanych nie stać na zakup wybranego mieszkania. W takiej sytuacji, aby poprawić zdolność kredytową, pośrednik kredytowy doradziłby parze, aby spłacić zobowiązanie w postaci kredytu gotówkowego. Po spłacie tego zobowiązania ich zdolność wzrasta z ok. 420 000 do 570 000 pln, co oznacza, że możliwe jest uzyskanie kredytu na zakup wymarzonego mieszkania.

Kredyt a historia kredytowa Przygotowując się do zaciągnięcia kredytu hipotecznego, należy również zweryfikować swoją historię zobowiązań. W tym celu najlepiej wykorzystać raport BIK (skrót od Biuro Informacji Kredytowej). Raport BIK zawiera zarówno pozytywne, jak i negatywne informacje o danym kredytobiorcy. W raporcie, przy każdym zobowiązaniu, widnieje informacja w formie graficznej, jak i procentowej, w jakim stopniu zostało ono już spłacone. Znajdują się w nim tzw. wektory płatności oznaczane kolorami i odpowiednimi symbolami, które wyrażają, czy zobowiązanie jest regulowane terminowo. W raporcie BIK znajduje się tzw. wskaźnik BIK, który dotyczy opóźnień w bieżących płatnościach. Wskaźnik ten może mieć jeden z trzech kolorów: – zielony – oznacza brak opóźnień, – pomarańczowy – oznacza opóźnienie do 30 dni, – czerwony – oznacza opóźnienie powyżej 30 dni. Obecnie raport BIK posługuje się skalą procentową od 1 do 100%. Im większy procent, tym masz większą szansę na uzyskanie kredytu. Jest to wskaźnik oceny wiarygodności klienta, zwany scoringiem BIK. Należy podkreślić, że każdy bank ma swój algorytm odnośnie do oceny wiarygodności klienta. Jednak dzięki przeanalizowaniu raportu BIK, dowiemy się, jakimi informacjami na temat naszych zobowiązań będzie dysponował bank. Jest to o tyle ważne, że w sytuacji, gdyby okazało się, że mamy jakąś zaległość, można podjąć odpowiednie kroki zaradcze. Natomiast gdybyśmy tego nie sprawdzili, to zaległość ta mogłaby stać się przyczyną wydania negatywnej decyzji kredytowej.

Przykład 1: Klientka samodzielnie próbowała uzyskać kredyt, niestety dostała negatywną decyzję kredytową, a jako powód wskazano negatywną weryfikację BIK. Zgłosiła się do nas i pierwszą rzeczą, o jaką ją poprosiliśmy, było wygenerowanie raportu BIK. Jak się okazało, 3–4 lata temu zamknęła konto, jednak pozostał na nim debet w wysokości 56 pln, co widniało w raporcie jako opóźnienie powyżej 30 dni. Bank ten nie akceptował Klientów z zaległościami powyżej 30 dni, co było przyczyną odmowy przyznania w nim kredytu. Oczywiście podjęte zostały odpowiednie kroki i dzisiaj Klientka jest szczęśliwą posiadaczką wymarzonego domu.

Przykład 2: Klientka 4 lata temu zaciągnęła kredyt gotówkowy na okres 10 lat. W okresie spłacania kredytu bank, który przyznał kredyt, został przejęty przez inny bank. Następnie bank ten połączył się z kolejnym bankiem. Podczas integracji systemów bankowych przestało działać polecenie zapłaty, jakie Klientka miała ustawione na tym kredycie. W efekcie kredyt nie był spłacany terminowo przez okres 3 miesięcy, a każda kolejna rata była księgowana

magazyn lubelski (76) 2021

29


na zaległą płatność. Tak się złożyło, że zgłosiła się do nas z prośbą o pomoc w uzyskaniu kredytu hipotecznego. Standardowo poprosiliśmy Klientkę o raport BIK. Dzięki wcześniejszej weryfikacji historii kredytowej i podjęciu odpowiednich działań uniknęliśmy negatywnej decyzji kredytowej.

Kredyt a brak historii kredytowej Wbrew pozorom brak historii kredytowej, czyli brak jakichkolwiek zobowiązań, nie wpływa dobrze na naszą pozycję w staraniu o kredyt hipoteczny. Jeśli nie mamy historii kredytowej, bank nie jest w stanie ocenić, czy jesteśmy rzetelnym kredytobiorcą. Wpływa to na spadek naszej punktacji w ocenie kredytowej. Dlatego przygotowując Klientów do zaciągnięcia kredytu hipotecznego, doradzamy zakup na raty, np. żelazka, telewizora, playstation (to akurat mąż doradza ;) ). Zapłacenie już kilku rat powoduje, że bank jest w stanie zweryfikować i ocenić nas jako przyszłych kredytobiorców.

Kredyt a źródło dochodu Jednak zdolność kredytowa to nie wszystko, aby móc uzyskać kredyt hipoteczny. Często pomimo tego, że uzyskujemy dochód, i to wysoki, to nie każdy z banków jest w stanie go zaakceptować. Pośrednik kredytowy może wskazać bank lub banki, które będą w stanie zaakceptować poszczególne źródła kredytu. Przykładowo: – Umowa o pracę na czas nieokreślony – powszechnie uważa się, że idealny klient dla banku, to taki, który zatrudniony jest na umowę o pracę na czas nieokreślony – jednak są pewne wyjątki, mianowicie chodzi o okres, od kiedy jesteśmy zatrudnieni. Duża część banków jest w stanie przyznać kredyt, jeśli przyszły kredytobiorca jest zatrudniony od 3 pełnych miesięcy, jednak są banki, które uwzględniają przy liczeniu zdolności kredytowej wynagrodzenie z ostatnich 6 miesięcy, a nawet 12. – Umowa o pracę na czas określony – również jest ona dość chętnie akceptowaną formą dochodu przez banki, lecz są pewne ograniczenia. Przykładowo, część banków uznaje dochód z tego typu umowy, jeśli jest ona od minimum 12 miesięcy, inne, jeśli jest ona ważna jeszcze minimum 6 miesięcy itp. – Umowa zlecenie / umowa o dzieło – pomimo ich złej sławy, duża część banków jest w stanie uznać dochód pochodzący z umów cywilnoprawnych. Tak jak w powyższych przykładach, to czy zostanie on zaakceptowany, zależy od banku, np. w przypadku większości banków taka umowa musi obowiązywać od minimum 12 miesięcy, a są też takie, które akceptują je jedynie w sytuacji, gdy stanowią dodatkowe źródło dochodu. – Działalność gospodarcza – to czy bank zaakceptuje dochód oraz w jakim stopniu, zależy od bardzo wielu czynników, m.in. długości prowadzonej działalności gospodarczej, formy prawnej,

30

magazyn lubelski (76) 2021

formy rozliczenia i szeregu innych. – Dochód uzyskiwany za granicą – tutaj kryteria są mocno zróżnicowane. Większa część banków wcale nie akceptuje dochodów uzyskiwanych za granicą, co w szczególności zaostrzyło się bo wybuchu pandemii SARS-CoV-2. Jednak są banki, które akceptują taki dochód, lecz zależy to od bardzo wielu czynników, m.in.: jak długo jest uzyskiwany dochód, czy uzyskiwany jest na terenie krajów należących do Unii Europejskiej, czy wynagrodzenie wpływa na rachunek w banku polskim itp. Pośrednik kredytowy pomoże znaleźć taki bank lub nawet banki, które zaakceptują źródła uzyskiwania dochodu, a także przyjmą jak najwyższy jego poziom.

Kredyt hipoteczny a inne aspekty Omówione w artykule aspekty nie wyczerpują czynników, które mają wpływ na przyznanie kredytu hipotecznego i które należy przeanalizować przed rozpoczęciem ubiegania się o niego. Istotny jest jeszcze cały szereg uwarunkowań dotyczących: – samego kredytobiorcy, jak np. wiek, stan cywilny, wykonywany zawód, wykształcenie; – pracodawcy – forma prowadzonej działalności, branża (w dobie COVID-19 dużo branż zostało wykluczonych, co uniemożliwia pracownikom tego sektora zaciągnięcie zobowiązania, np. gastronomia czy hotelarstwo); – typ kupowanej nieruchomości: mieszkanie (np. wielkość mieszkania, lokalizacja), dom (tu również np. wielkość domu, lokalizacja), działka (np. przeznaczenie w miejscowym planie zagospodarowania, rodzaj dopuszczalnej zabudowy). Powyższa argumentacja pokazuje, że przygotowanie się i pozyskanie kredytu hipotecznego wbrew pozorom nie jest łatwym zadaniem. W celu dokładnego sprawdzenia swoich szans na uzyskanie kredytu należałoby poświęcić co najmniej kilkanaście godzin, udając się do placówek co najmniej kilku banków i przeanalizować w każdym z nich swoją sytuację. Dlatego warto spojrzeć inaczej na zawód pośrednika kredytowego, gdyż stara się on doradzać klientom; w odróżnieniu od pracowników banków nie ma planów sprzedażowych i za wszelką cenę nie musi ich realizować, przez co nie koncentruje się tylko na wyniku. Wręcz prze(Pixabay) jest ciwnie, zadaniem pośrednika kredytowego znalezienie najlepszych ofert dla Klienta, doradzenie Klientowi, a także, co istotne, przygotowanie Klienta do zaciągnięcia kredytu hipotecznego.

Mitrus Finance ul. Bursaki 15 lok.16 | 20 – 150 Lublin tel. 793 368 479 | email: donata.mitrus@mitrusfinance.pl


biz-njus „Kryształowa Cegła” musi poczekać na zdobywcę Konkurs „O Kryształową Cegłę na najlepszą inwestycję budowlaną po obu stronach wschodniej granicy Unii Europejskiej – na Szlaku Słońca i Śniegu” organizowany jest przez Polskie Towarzystwo Mieszkaniowe Lublin. Jego główny cel to pobudzanie aktywności ekonomicznej, gospodarczej i obywatelskiej regionów Europy Wschodniej poprzez promowanie i dokumentowanie działań w zakresie rozwoju regionalnej infrastruktury, budownictwa i architektury. Rozstrzygnięcie jubileuszowej XX edycji konkursu miało nastąpić w grudniu ubiegłego roku. Jednak z uwagi na pandemię COVID-19 i wprowadzone restrykcje Komitet Organizacyjny zmuszony był do wstrzymania prac Kapituły. Jej członkom udało się dotychczas dokonać wizji lokalnej i wstępnie ocenić zgłoszone w konkursie obiekty z Podkarpacia oraz część obiektów z Lublina. W konkursie biorą udział m. in. budynki Wydziału Politologii i Dziennikarstwa oraz Instytutu Psychologii UMCS w Lublinie (na zdjęciu). Druga fala pandemii zmobilizowała organizatorów do wprowadzenia nowej formuły „Plebiscyt Internautów”, której celem jest wyłonienie najlepszych inwestycji wśród zgłoszonych obiektów z Polski, Białorusi i Ukrainy w głosowaniu on-line. Przyczyni się to na pewno do poszerzenia kręgu zainteresowanych w nowych regionach Środkowo-Wschodniej Europy. Termin Jubileuszowej Gali Konkursu „O Kryształową Cegłę” został ustalony na 21 maja 2021 roku. (ann)

(UMCS w Lublinie)

Pieniądze „od ręki”, czyli implant płatniczy Polsko-brytyjski startup Walletmor stworzył pierwszy akceptowalny na całym świecie i w pełni biologicznie bezpieczny implant płatniczy. To niewielkie urządzenie wielkości małej agrafki i o grubości około pół milimetra. Instaluje się je w dowolnej części ciała pod skórą, przeważnie w dłoni. Jego twórca to Wojciech Paprota, 24-letni przedsiębiorca pochodzący z Lublina, który wiedzę z zakresu ekonomii i zarządzania zdobywał m.in. w prestiżowym Imperial College Business School w Londynie. Od lat fascynuje się nowymi technologiami. Stworzenie implantu płatniczego było jego marzeniem, które po blisko trzyletniej współpracy z VivoKey Technologies Inc. z Seattle udało mu się zrealizować. Jego implant płatniczy pozwala zastąpić nieporęczny portfel i jest wygodną alternatywą dla karty kredytowej czy innego urządzenia z funkcją płatności. Nie da się go zeskanować, sfotografować ani zhakować. Jest urządzeniem pasywnym, nie wymaga własnego źródła zasilania. Samodzielnie nie wytwarza też jakichkolwiek fal i uruchamia się wyłącznie przy płatności zbliżeniowej, tylko wtedy, gdy zbliża się do niego terminal płatniczy i to na bardzo krótki dystans. Badania potwierdziły, że Implant Walletmor nie powoduje żadnej choroby i można go zainstalować w organizmie bez najmniejszego ryzyka. Instalacja trwa zaledwie 15 minut. W Polsce implant Walletmor wszczepiło sobie już kilkadziesiąt osób. Sporym zainteresowaniem cieszy się także za naszą zachodnią granicą, w Niemczech i Holandii, a także w Skandynawii. (ann)

(Cumulus PR)

Rozbudowa Stock Poland – biznes w parze z ekologią Dzięki nowej inwestycji lubelski zakład Stocka będzie mógł produkować 100 tys. litrów spirytusu dziennie. Gorzelnia będzie wytwarzać surowy alkohol, z którego później powstanie alkohol zarówno do celów spożywczych, jak i medycznych, farmaceutycznych czy rolniczych. Surowce do produkcji będą pozyskiwane od lokalnych dostawców. Nowe budynki wzniesione zostaną przy ul. Krochmalnej na powierzchni 5,8 tys. mkw. Co niezwykle istotne, w zamierzeniu mają być w pełni ekologiczne. Energia elektryczna będzie pozyskiwana z instalacji fotowoltaicznej. Przy projekcie wzięto pod uwagę dużą redukcję energii cieplnej. Oświetlenie będzie wykonane w całości w technologii LED, co zapewni firmie zmniejszenie zapotrzebowania na energię o ok. 80 proc. Cała produkcja ma być cicha, bo urządzenia zostaną odpowiednio zabudowane. Budynki w dużej części pokryte zostaną zielenią – zarówno na dachu, jak i ścianach. W trakcie ich stawiania nie zostanie wycięte ani jedno drzewo. W ramach rozbudowy firma wybuduje przyzakładową oczyszczalnię ścieków. Prace w nowym miejscu znajdzie kilkadziesiąt osób, specjalistów, pracowników produkcyjnych i biurowych. Będzie to jedna z największych inwestycji przemysłowych ostatnich lat w Lublinie. Ruszy prawdopodobnie jeszcze przed wakacjami tego roku. Koszt budowy wyniesie ok. 120 mln zł i w całości pokryje go Stock. (ann)

(UM Lublin)

magazyn lubelski (76) 2021

31


turystyka

Miasto

W pałacu. Foto: Split archiwum, PN

Split jest drugim co do wielkości miastem Chorwacji. To stolica Dalmacji, rozsławiona przez rzymskiego cesarza Dioklecjana, który wybudował tu swoją rezydencję nad brzegiem Adriatyku. Wspaniała historia, zabytki i niepowtarzalna atmosfera stanowią o niezwykłej atrakcyjności tego miasta. Zwiedzanie Splitu warto rozpocząć od najbardziej znanej promenady w Chorwacji. Tętniąca życiem Splitska Riva jest idealnym miejscem na spotkania przy kawie, romantyczny spacer, czy wypady na wieczorne imprezy z przyjaciółmi. Aleja wzdłuż portu pozwala obserwować morze, promy, statki i jachty. Deptak zaprasza na koncerty chorwackich wykonawców, imprezy na świeżym powietrzu oraz różnego rodzaju targi. Największą atrakcją Splitu są ruiny pałacu rzymskiego cesarza Dioklecjana, dlatego Split bywa nazywany chorwackim Rzymem. To jedyny antyczny pałac na świecie, zamieszkały nieprzerwanie od ponad 1700 lat! Spacerując po kamiennych uliczkach, poruszamy się tak naprawdę po dawnych pałacowych komnatach i korytarzach. Pałac został wybudowany na wzór fortyfikacji obronnej. Charakterystycznym elementem jest plac z dwóch stron ozdobiony rzędami wysokich kolumn. W wewnętrznej części placu znajduje się świątynia Jowisza, której strzeże egipski sfinks, sprowadzony specjalnie na życzenie cesarza. W obrębie murów pałacu warto zobaczyć Katedrę św. Dujama. To charakterystyczna budowla w kształcie rotundy z wysoką dzwonnicą, na którą można wejść. Wejście do świątyni cesarza strzeżone było przez cztery sfinksy przywiezione z Egiptu. Podczas zwiedzania Splitu nie można pominąć pomnika Grzegorza z Ninu. Z jego pomnikiem wiąże się legenda, według której dotknięcie dużego palca lewej stopy posągu za-

32

magazyn lubelski (76) 2021

Pałac w mieście pewnia szczęście. Z pewnością warto spróbować! Tuż obok pomnika znajduje się Złota Brama, jedna z trzech zachowanych bram miejskich, uznawana za najpiękniejszą. Na zwiedzenie czekają też skarbnice wiedzy, czyli Muzeum Archeologicznego i Muzeum Miejskie. Ale Split to nie tylko zabytki architektury. To również codzienne życie morskiego miasta. Będąc tutaj warto zajrzeć na targ rybny. Otwierany wcześnie rano, oferuje wszystkie dobra, jakie tylko można wyłowić z chorwackiego morza – krewetki, małże, ośmiornice i ryby. Po całym dniu zwiedzania trzeba spróbować kuchni chorwackiej. Jest ona bardzo zróżnicowana odnajdujemy w niej wpływy Włoch, Francji, a nawet Austrii. Dostaniemy oczywiście ryby i owoce morza, ale koniecznie należy spróbować słynnego czarnego risotto z kałamarnicy. Po typowe chorwackie potrawy, cevap czy pleskavica, należy udać się do konoby. Są to restauracje, w których zazwyczaj serwowane są wyłącznie potrawy regionalne. W każdej piekarni możemy kupić pyszne burki mięsne, serowe czy szpinakowe. Są one idealne do zabrania w podróż po okolicy lub na plażę. Wyprawa do Splitu to oczywiście okazja do odpoczynku, plażowania i leniuchowania. Jest to doskonałe miejsce do uprawiania wszelkiego rodzajów sportów wodnych, w tym nurkowania w krystalicznie czystej wodzie. W Splicie znajdują się również atrakcyjne szlaki rowerowe, które zachęcają do spędzania wolnego czasu na rowerze. Z pewnością każdy znajdzie tu coś dla siebie! Nie czekaj więc dłużej, kup bilet i daj się ponieść tej opowieści! Usiądź w jednej ze splickich knajpek z widokiem na morze, pod okazałymi palmami. Zbliża się czas, by chłonąć promienie słońca i niezwykły chorwacki klimat.


Podróż samolotem do Splitu to najwygodniejsze, najszybsze i najtańsze rozwiązanie. Lecąc samolotem unikamy nie tylko długiej męczącej podróży, ale też niespodzianek i niebezpieczeństw na drodze. Lot trwa zaledwie 2 godziny. Jadąc samochodem stracimy około 16 h z naszego urlopu. Czas i pieniądze wydane na paliwo czy dodatkowy nocleg lepiej wykorzystać na uroczystą kolację w restauracji z widokiem na morze. Loty z Portu Lotniczego Lublin do Splitu w Chorwacji w czwartki i niedziele, od 13 czerwca br. Bilety, w cenie od 129 zł, dostępne na www.wizzair. com Split to ważny węzeł komunikacyjny dla dalmatyńskich wysp i dla chorwackiego wybrzeża. Z przystani możemy złapać prom do Rijeki, Dubrownika oraz do większości okolicznych wysp m. in. Brač, Hvar, Vis, Čiovo, Korčula, Lastovo, do Ankony, a nawet Wenecji.

Jachtem po Chorwacji Chorwację najlepiej zwiedzać od strony morza, pływając jachtem między poszczególnymi miejscami, zatokami i wyspami. Codziennie decydować gdzie spędzi się czas. Zorganizowanie takiej podróży jest łatwe, można wynająć jacht (również ze sternikiem) na miejscu, na określony czas. Rezerwacji można dokonać przez internet, warto wcześniej poczytać opinie o jachcie i jego właścicielu.

Split to oczywiście także plaże i odpoczynek w promieniach słońca. Zaledwie 10 minut od centrum miasta znajduje się najbardziej znana splitska plaża - Plaża Baćvice. W jej pobliżu znajduje się parking dla samochodów. Można do niej również dotrzeć transportem publicznym lub rowerem. Plaża jest piaszczysta i charakteryzuje ją niewielka głębokość morza - idealnie dla rodzin z dziećmi. Plaża Kasjuni znajduje się w parku Marjan. Okolica jest niezwykle malownicza. W czasie Letniego Festiwalu w Splicie odbywają się przedstawienia operowe i teatralne oraz koncerty na scenach pod gołym niebem. Starożytna architektura stanowi urokliwą scenografię dla spektakli podczas festiwalu, który tradycyjnie, od 1954 r., odbywa się od 15 lipca do 15 sierpnia. W tym czasie na placach przed pałacami występują zespoły chorwackie i zagraniczne. Będąc w Splicie warto wypożyczyć auto i zwiedzać okolice. Ceny za wypożyczenie auta zaczynają się od około 30 euro za dobę. Zaledwie 5 km od Splitu znajduję się jeden z najważniejszych historycznych zabytków Chorwacji – twierdza Klis. Amatorzy aktywnego wypoczynku powinni udać się do pobliskiego miasteczka Omiš, niedaleko którego znajduje się bardzo malowniczy kanion rzeki Cetiny z wodospadami.

W ofercie mamy także wakacyjne przeloty z Lublina do Burgas. Burgas to sprawdzona, znana od lat, świetna baza wypadowa do zwiedzania Riwiery Bułgarskiej nad Morzem Czarnym. Wzdłuż wybrzeża ciągną się przyjazne Polakom kurorty, na czele ze Słonecznym Brzegiem, Sozopolem, Nessebarem, Pomorie czy Obzorem. Plaże, plaże, plaże i wspaniała kuchnia bułgarska, dodatkowo w przystępnych cenach, przyciągają turystów spragnionych wypoczynku. Podróż samolotem z Portu Lotniczego Lublin zajmuje zaledwie dwie godziny lotu. Samoloty linii Wizz Air odlatują z lubelskiego lotniska do Burgas o 19:30, przylatują do Lublina o godzinie 19:00, w środy i niedziele, przez całe wakacje!


za horyzontem

JAK PIERŚCIONEK Z DIAMENTEM

tekst Marta Mazurek | foto: archiwum właściciela

To jedna z najbardziej oryginalnych rezydencji ziemiańskich na Lubelszczyźnie. Z dworem, a potem pałacem w Dołhobyczowie związana jest historia takich rodów, jak Skrzetuscy czy Świeżawscy. Pierwsza wzmianka o tym założeniu pochodzi z 1731 roku z „Ksiąg grodzkich horodelskich”. Od początku było to miejsce świadczące o dużej wyobraźni kolejnych właścicieli i odpowiedniej skali architektonicznej. Każdy, kto wybiera się w okolice Hrubieszowa, pałac w Dołhobyczowie koniecznie powinien zobaczyć. Okazałość rezydencji najlepiej widać na zdjęciach z lotu ptaka, na których przypomina kształtem fragment pierścienia lub bogato zdobionej zapinki. Nietypowy to układ, nie tylko znakomicie wpasowujący się w otaczające go założenie parkowe, ale również będący świadectwem kunsztu architektury doby klasycyzmu.

Od zawsze na pograniczu

Historia tego miejsca odzwierciedla kolejne zmiany geopolityczne ziem polskich. Po I rozbiorze Dołhobyczów należał do zaboru austriackiego, następnie został przyłączony do Księstwa Warszawskiego, a później znalazł się w granicach Królestwa Polskiego. W 1918 roku na mocy Traktatu Brzeskiego Dołhobyczów należał do Ukrainy. Również później położenie miało zdecydowany wpływ na losy Dołhobyczowa. Dziś w jego pobliżu znajduje się czynne od 2004 roku polsko-ukraińskie przejście graniczne. Rycina z 1836 roku pokazuje parterowy dwór z okazałymi narożnymi ryzalitami. Już wkrótce za

34

magazyn lubelski (76) 2021

sprawą barona Edwarda Rastawieckiego rezydencja zmieniła swój wygląd. Arystokrata był znaczącą osobistością w Warszawie. Kolekcjoner i pasjonat historii sztuki, geografii i archeologii, członek Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych projekt przebudowy powierzył Antonio Corazziemu. Temu włoskiemu architektowi popularyzującemu w Polsce styl klasycystyczny zawdzięczamy m.in. Teatr Wielki i Pałac Staszica w Warszawie, a także przebudowę fasady lubelskiej katedry. Na jego obecności skorzystał również dwór w Dołhobyczowie, uzyskując m.in. podwyższenie o jedną kondygnację, imponujących rozmiarów portyk wsparty na sześciu kolumnach oraz dwukondygnacyjną kolumnadę na linii półkola. Jerzy Rastawiecki był ideowym koneserem i estetą. Zadbał nie tylko o reprezentacyjny charakter fasad z licznymi zdobieniami i płaskorzeźbami (nawet cegły posiadały jego monogram), ale również o adekwatny do skali rezydencji wystrój. W pokojach były kosztowne, ułożone w mozaiki podłogi, rzeźbione framugi drzwi, wzorzyste tapety i mosiężne żyrandole. W najlepsze trwała moda na pokoje tematyczne, stąd m. in. bogato wyposażony salon myśliwski.

Jak u Czartoryskich w Puławach

Ale tym, co najbardziej stanowiło o charakterze wnętrz były zbiory świadczące o licznych pasjach barona, nie tak oczywiste, jak w innych zamożnych domach polskich arystokratów. O pałacu było głośno nawet w Warszawie, a to za sprawą liczącego


kilka tysięcy woluminów księgozbioru i iście muzealnej kolekcji malarstwa i szkiców, w tym pędzla Marcella Bacciarellego i Januarego Suchodolskiego. Ponadto, jako zapalony archeolog wspierający finansowo wykopaliska w różnych miejscach na terenie Królestwa Polskiego, baron Rastawiecki posiadał imponujący zbiór artefaktów z czasów pogańskich. Do tego należy dodać zbierane przez lata mapy i monety. Wykładnią pasji tego wybitnego kolekcjonera i mecenasa sztuki był patriotyzm, który podczas utraconej niepodległości Edward Rastawiecki właśnie w taki sposób afiszował. Po sprzedaży majątku w 1870 roku część kolekcji odsprzedał, dużą część przekazał w darowiznach, niewielką część zabrał ze sobą do Warszawy, gdzie czternaście lat później zmarł bezpotomnie w wieku 70 lat w swoim pałacyku przy ulicy Mazowieckiej. Ale to były już nowe czasy dla rezydencji w Dołhobyczowie, w której posiadanie najpierw wszedł bankier i dyplomata, współtwórca Giełdy Warszawskiej Mieczysław Epstein, a następnie w 1896 rodzina Świeżawskich, która mieszkała w pałacu ponad cztery dekady.

Wciąż na nowo

Świeżawscy sukcesywnie rozbudowywali majątek. Działali również na rzecz lokalnej społeczności. W 1910 roku ufundowali kościół parafialny, który w duchu neogotyku na wzór kościoła Mariackiego w Krakowie zaprojektował warszawski architekt Wiesław Kononowicz. Było to votum wdzięczności dla Stolicy Apostolskiej za wyrażenie zgody na związek małżeński pomiędzy krewnymi (Stefan Świeżawski ożenił się ze swoją siostrą stryjeczną). To również jest ten sam kościół, który zdobią wykonane już po wojnie witraże autorstwa pochodzącego z pobliskiego Hrubieszowa historyka architektury i rysownika Wiktora Zina. Także

z inicjatywy Stefana Świeżawskiego w 1923 roku została zorganizowana w Dołhobyczowie Ochotnicza Straż Pożarna. Po dewastacji wnętrz pałacu podczas działań I wojny światowej Świeżawscy postanowili wyposażyć go na nowo. Postawili na zakup różnego rodzaju palisandrowych i mahoniowych zabytkowych mebli z różnych epok, a także kolekcję malarstwa, której ozdobą były m.in. płótna Juliusza i Wojciecha Kossaków, Jacka Malczewskiego, Leona Wyczółkowskiego czy Henryka Siemiradzkiego. Na ich zbiory składały się również liczne gobeliny i srebra. Po śmierci Stefana Świeżawskiego w 1927 roku ostatnim właścicielem dóbr w Dołhobyczowie został jego syn Tadeusz Eustachy Świeżawski, żonaty z Elżbietą Plantowską, z którą mieli czworo dzieci. Dwie córki Katarzyna i Monika urodziły się w czasie okupacji niemieckiej. Syn Jan przyszedł na świat w 1946 roku, a Paweł jedenaście lat później. W obawie przed zniszczeniem i grabieżą po wybuchu wojny siostra Tadeusza Krystyna Walewska zakopała część cennej porcelany oraz rodzinnych sreber na terenie majątku. I dobrze zrobiła, ponieważ w 1944 roku podczas walk z Niemcami, a następnie nacjonalistami ukraińskimi pałac i otaczające go zabudowania – stajnie, oficyny i budynki folwarczne zostały spalone. Ich los podzieliła również imponująca kolekcja, w tym księgozbiór oraz archiwum. Świeżawscy nie byli świadkami tego, co stało się z ich majątkiem. W 1943 roku przenieśli się na Mazury. W 1946 roku majątek został upaństwowiony, a na terenie folwarku powstał kombinat PGR. Z kolejnymi latami majątek popadał w coraz większą ruinę.

magazyn lubelski (76) 2021

35


Aleje na różne strony świata

Pałac wraz z całą infrastrukturą znalazł się niejako w środku parku krajobrazowego liczącego w połowie XIX wieku 16 ha. Założenia parkowe w tym czasie zakładano według obowiązujących norm z okazałym gazonem przed główną fasadą oraz rozległym ogrodem od strony tarasowej. W Dołhobyczowie był również staw i kilka zadrzewionych alei – modrzewiowa, klonowo-lipowa, jesionowo-modrzewiowa oraz lipowa. Z dawnego imponującego drzewostanu zostało niewiele – nieliczne jesiony, graby, modrzewie, klony i lipy. W dobrej kondycji jest staw, który przeszedł gruntowne oczyszczanie. W jego pobliżu i na terenie dawnego parku żyją liczne gatunki ptaków. Podobny los spotkał to, co przed wojną generowało zamożność majątku. W latach 20. XX wieku we wsi było blisko tysiąc mieszkańców i około 200 domów. Społeczność budowały różne nacje, w tym Żydzi i Ukraińcy. Większość mieszkańców pracowała na rzecz folwarku. Po wojnie wokół podupadającej rezydencji nadal na posterunku trwały poszczególne zabudowania: wozownia, rządcówka, oranżeria, spichlerz, lamus, stajnia, gorzelnia, olejarnia i wiele innych. Majątek w głównej mierze bazował na uprawach różnych rodzajów zbóż. Plony z Dołhobyczowa były wyróżniane i nagradzane podczas kolejnych wystaw rolniczych. W krajobrazie Dołhobyczowa ważne były także hodowla koni i znakomicie zarybiony staw. To była również ważna część życia rodzinnego i towarzyskiego – konne przejażdżki i łowiectwo.

36

magazyn lubelski (76) 2021

Po końcu świata

Niewątpliwie tak można myśleć o tym, czym dla polskiego ziemiaństwa było zakończenie II wojny światowej i przejęcie licznie rozsianych na rubieżach wschodnich majątków ziemskich, w większości ze znakomicie działającymi folwarkami, będącymi przed 1939 rokiem znaczącym zapleczem gospodarczym dla kraju. Żadnemu PGR-owi (Przedsiębiorstwu Gospodarstw Rolnych) nie udało się osiągnąć poziomu produkcji z czasu, kiedy należały one do prywatnych właścicieli. Pałac w Dołhobyczowie podzielił ich los. Wraz ze zmianą „właściciela” majątku zaczął podupadać. Na chwilę przedwojenne czasy wróciły do Dołhobyczowa w 1975 roku, kiedy ostatni właściciel Tadeusz Świeżawski w asyście przedstawicieli Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej oraz Ministerstwa Kultury i Sztuki wrócił do Dołhobyczowa i wskazał miejsce, gdzie jego siostra ukryła skrzynię z rodzinnym skarbem, w tym z sześcioma


blisko metrowej wysokości kandelabrami. Po 30 latach światło dzienne ujrzały m. in. rodowe srebra, które po połowie trafiły ponownie do rodziny i do Muzeum Narodowego w Warszawie. Na dobre majątek wrócił do rodziny w 1996 roku, kiedy odkupiła go mieszkająca w Kanadzie córka Tadeusza Świeżawskiego Monika, a jej pełnomocnikiem została jej młodsza siostra Katarzyna. Jednak spadkobierczynie postanowiły sprzedać majątek, który już dwukrotnie zmienił właścicieli, ponownie tra-

fiając w prywatne ręce. Obecnie pałac ponownie wystawiony jest na sprzedaż. Czas pokaże, jaką nową funkcję zyska ten niezwykły obiekt pamiętający czasy bohaterów Sienkiewiczowskiej trylogii. Korzystałam z „Wiadomości Ziemiańskich” z 2011 roku, dokumentacji Pracowni Konserwacji Zabytków w Zamościu oraz opracowania „Dołhobyczów – historia, zabytki, współczesność” autorstwa Marii Komendackiej.

magazyn lubelski (76) 2021

37


okruchy kultury

Stanislav Chigadaev Trio Stanislav Chigadaev Trio istnieje od 7 lat i z sukcesem występuje w najlepszych rosyjskich salach koncertowych, takich jak Moskiewski Międzynarodowy Dom Muzyki, Mała Sala Filharmonii Petersburskiej, Teatr Maryjski. Jest projektem crossover łączącym jazz, muzykę klasyczną, pop, folk i rock. Trio tworzą artyści: Stanislav Chigadaev – fortepian, aranżacja; Grigoriy Voskoboinik – kontrabas; Pyotr Mikheev – perkusja. W 2020 r. z okazji 210. rocznicy urodzin Fryderyka Chopina Instytut Polski w Sankt Petersburgu wydał album „Chopin Today”. Płyta została nagrana w jednym z najlepszych rosyjskich studiów nagraniowych – Cinelab w Moskwie. Premiera odbyła się w październiku 2020 r. na scenie Małej Sali Filharmonii Petersburskiej. W lutym 2021 r. program „Chopin Today” został zaprezentowany na scenie Państwowej Permskiej Filharmonii. W Rosji płyta ukazała się w niewielkim nakładzie, nie miała wówczas wydania cyfrowego. Stanislav Chigadaev to wybitny młody rosyjski pianista. Urodził się w Budapeszcie w rodzinie muzyków. Od dziecka pasjonował się improwizacją. Ukończył Sviridov Musical School, a następnie z wyróżnieniem Konserwatorium im. Rimskiego Korsakowa w Petersburgu. Przy wsparciu Instytutu Polskiego w Sankt Petersburgu udało się wykonać dodruk jego płyty „Chopin Today” w SJRecords. Wytwórnia zapewniła wydanie międzynarodowe oraz dystrybucję cyfrową w Polsce. Już niedługo będziemy mogli posłuchać fascynujących aranżacji utworów Fryderyka Chopina. Premiera krążka u nas będzie miała miejsce 7 maja, natomiast premiera online 14 maja 2021 roku. (ann)

Sezon Lublin Ruszył nabór do 10. edycji Sezonu Lublin, czyli kilkudniowego wydarzenia symbolicznie rozpoczynającego nowy sezon turystyczny. Od 14 kwietnia można składać oferty wydarzeń i atrakcji do tegorocznej, jubileuszowej edycji. Jej tematem jest przyszłość miasta. Odbiorcami wydarzeń będą jak co roku mieszkańcy Lublina. Specjalna oferta zostanie skierowana także do turystów. Dzięki temu do grona partnerów Sezonu mogą dołączyć hotelarze oraz przedstawiciele branży gastronomicznej, by wspólnie budować wizerunek Lublina jako miasta przyjaznego odwiedzającym. Kompletna oferta ma zawierać propozycję bezpłatnych wydarzeń dla mieszkańców Lublina w dniach 21–23 maja oraz propozycję dla wszystkich osób uczestniczących w atrakcjach w okresie od 1 czerwca do 15 września 2021 r., w tym turystów. Ofertę wydarzeń do „Sezonu Lublin 2021” zgłosić może każdy, zarówno osoby fizyczne i prowadzące działalność, jak i organizacje czy firmy, które w swojej ofercie mają działania turystyczne, kulturalne, sportowe i inne związane z ofertą spędzania wolnego czasu w Lublinie. Oferty można składać do 30 kwietnia 2021 r. (Biuro prasowe UM Lublin)

(Teatr im. J. Osterwy w Lublinie)

Na scenie i za kulisami

38

magazyn lubelski (76) 2021

„Czego nie widać” Michaela Frayna to przezabawna sztuka opowiadająca o obwoźnej grupie teatralnej, która przygotowuje się do premiery spektaklu pt. „Co widać”, produkcji, delikatnie mówiąc, nie najwyższych lotów. Czasu jest mało, budżet niski, ekipa techniczna nieduża, a reżyser, czemu trudno się dziwić, wyraźnie zmęczony. Aktorzy co chwilę stwarzają rozmaite problemy, zapominając swoje kwestie czy wikłając się w romanse w czasie pracy. Młoda adeptka sztuki aktorskiej cierpi na krótkowzroczność, a dekoracja co chwilę się psuje. Wszystko to razem prowokuje szereg zabawnych sytuacji, z których nie sposób się nie śmiać. Widzowie oglądają spektakl w spektaklu, podglądając zakulisową bieganinę bohaterów, a ta okazuje się co najmniej równie interesująca, jak akcja samego przedstawienia. Dla Teatru im. J. Osterwy w Lublinie sztukę wyreżyserował Marcin Sławiński. 17 kwietnia 2021 r. odbyła się premiera wewnętrzna, bez udziału publiczności. Był to pierwszy taki przypadek w historii lubelskiego teatru, do tej pory zawsze premiery były przekładane. Teatr ponownie otworzył podwoje, więc ogłoszenia terminu premiery z udziałem publiczności możemy spodziewać się lada moment. (ann)


Mały teatr, który przerósł oczekiwania

VideoNews 7.2

(ITP KUL)

Teatr ITP, czyli Inicjatywa Teatralna Polonistów, świętuje obecnie swoje dwudziestolecie. Jest to teatr akademicki, mający siedzibę w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, ale zrzeszający aktorów nie tylko z rozmaitych kierunków, ale też uczelni. Ma na swoim koncie już niemal czterdzieści spektakli i pół tysiąca wystąpień na scenie. W związku z rocznicą ma zostać wydany album upamiętniający drugie dziesięciolecie zespołu. Do wspólnego świętowania zaprosił ks. dr Mariusz Lach, założyciel grupy. Jubileusz odbył się 25 kwietnia 2021 r. w formie online. Był oczywiście okazją do wspomnień. Pierwszy spektakl teatru ITP miał być jednorazową przygodą teatralną grupy przyjaciół, zgromadzonych wokół ks. Mariusza Lacha, salezjanina, wówczas studenta polonistyki, a obecnie adiunkta w Katedrze Dramatu i Teatru KUL, podczas KULturaliów 2001. Ta inicjatywa zapoczątkowała szereg przedstawień i występów. ITP tworzy spektakle o charakterze chrześcijańskim, których celem jest wzbudzenie w widzu refleksji nad swoim życiem. Źródłem tematów jest Biblia oraz dzieła literatury polskiej i światowej. Przez dwadzieścia lat działalności w teatrze występowało już prawie 300 osób, grupa aktywnie udziela się na wydarzeniach uniwersyteckich związanych z KUL oraz reprezentuje tę uczelnię na różnych wydarzeniach kulturalnych. (gab)

Jazz powraca do Lublina W dniach 12–18 lipca 2021 roku odbędzie się 12. edycja Lublin Jazz Festiwal. Większość koncertów odbywać się będzie w patio Centrum Kultury. Organizatorzy pracują obecnie nad programem, niedługo mają pojawić się bardziej konkretne informacje dotyczące wydarzenia. W związku z tym wystartował konkurs JAZZiNSPIRACJE 2021, organizowany przez Impresariat Centrum Kultury w Lublinie. Jego celem jest promocja twórców muzycznych inspirujących się jazzem i umożliwienie im wydania debiutanckiego albumu i wideoklipu. Na konkurs składają się dwa etapy. Pierwszy to nadsyłanie zgłoszeń, co ma potrwać do 31 maja 2021 roku, ich ocena, która zakończy się 7 czerwca 2021 r. i zadecyduje o tym, którzy twórcy przedstawią swoją muzykę podczas 12. Lublin Jazz Festiwal. Etapem drugim będą koncerty konkursowe podczas festiwalu, zaplanowane od 12 do 15 lipca 2021 r. Zwycięzców czekają wspaniałe nagrody: profesjonalne wydanie minialbumu, nagranie profesjonalnego wideoklipu, a także nagrody pieniężne. (gab)

W Galerii Labirynt w Lublinie po raz kolejny, 9 i 16 kwietnia 2021 r., można było uczestniczyć w cyklicznym wydarzeniu prezentującym sztukę wideoart. W ramach ogólnopolskiego przeglądu wideo przedstawiono prace studentek i studentów uczelni artystycznych. Przypominamy, że w styczniu tego roku swoje prace przedstawili uczestnicy z VII Pracowni Rzeźby i Działań Przestrzennych – Performance Janusza Bałdygi i Pracowni Działań Przestrzennych Mirosława Bałki. 9 kwietnia pokazano filmy z Pracowni Filmu Eksperymentalnego Huberta Czerepoka (Akademia Sztuki w Szczecinie). Studentki i studenci poprzez obraz ruchomy starają się odpowiadać na pytania o rolę sztuki we współczesnym społeczeństwie, o jej przyszłość. 16 kwietnia przedstawiono prace stworzone na Wydziale Intermediów Artura Tajbera (ASP w Krakowie), gdzie praktyka artystyczna przekracza granice gatunkowe i rodzajowe, włączając tzw. nowe media, wysoką technologię, naukę, aktualne strategie interpretacji świata. Tradycyjnie po pokazach odbyła się dyskusja moderowana przez Jakuba Majmurka. Projekcje oraz dyskusje były emitowane w formie online w mediach społecznościowych Galerii Labirynt. Pokaz był dostępny również w formie Filmu PJM. (ann)

Jazzowy debiut na wiosnę Michał Lewartowicz Quartet feat Adam Wendt - Inspirations to debiut na rynku muzycznym. Michał Lewartowicz, gitarzysta, kompozytor i pedagog, określa swój album mianem ukłonu w stronę muzyki fusion jazz lat osiemdziesiątych. Inspiracją dla artysty byli wielcy gitarzyści tego gatunku, tacy jak Mike Stern, Allan Holdsworth, Scott Henderson czy Pat Metheny, których muzyka ukształtowała jego styl i brzmienie. W swoich kompozycjach muzyk postawił na zwarte i ułożone formy, wyraźnie eksponując tematy utworów, które traktuje jako punkty wyjścia ku improwizacji. Komponując, starał się znaleźć balans pomiędzy spokojem a energią oraz sprawić, by jego muzyka była interesującą nie tylko dla miłośników jazzu. Na płycie gościnnie wystąpił fenomenalny saksofonista jazzowy Adam Wendt, który występował z wieloma wybitnymi artystami polskimi i zagranicznymi. W projekcie wzięli też udział: Rafał Czarnacki – instrumenty klawiszowe, Jarosław Żarnowski – gitara basowa i Paweł Nowak – perkusja. Wszystkie kompozycje i aranżacje na płycie są autorstwa Michała Lewartowicza. Projekt został zrealizowany dzięki wsparciu Miasta Lublin. Album ukazał się 16 kwietnia 2021 r. nakładem wydawnictwa SJRecords. Jest dostępny w sklepach muzycznych oraz w postaci cyfrowej na stronie wydawnictwa SJRecords. (ann)

magazyn lubelski (76) 2021

39


historia

b a r d z o

d o b r e

m i e j s c e

d o

ż y c i a

tekst Marta Mazurek | foto: Piotr Łoza, Jerzy Cabaj

Ktoś powiedział, że są takie miejsca na Ziemi, które potrafią zmienić wszystko. W tej wyjątkowej grupie znajduje się też Tomaszów Lubelski. Miasto szczyci się malowniczym położeniem, interesującą historią i to, co dziś jest najważniejsze – niekończącą się listą możliwości. Tomaszów Lubelski jest położony na rzeką Sołokiją, na obszarze dawnej Rusi Czerwonej, w otoczeniu tak zróżnicowanego krajobrazu, że przez jednych jest nazywany perłą Roztocza, przez innych bramą do tego niebywałego miejsca. Niecałe 100 km od Lwowa, zaledwie 25 km od przejścia granicznego w Hrebennem. Walory geograficzne, przyrodnicze i kulturowe zostały docenione przez Międzynarodowy Komitet UNESCO, który wpisał Roztocze do liczącego ponad 700 miejsc rejestru rezerwatów biosfery na świecie, podkreślając tym samym rolę Tomaszowa Lubelskiego jako wiodącego ośrodka tej części Lubelszczyzny.

Łącząc przeszłość z przyszłością

Losy miasta nierozerwalnie związane są z historią Polski. A że na tych właśnie obszarach przez wieki działo się, i to całkiem sporo, Tomaszów Lubelski od chwili uzyskania praw miejskich w 1621 roku nieustannie był w centrum wydarzeń: potopu szwedzkiego, kolejnych epidemii, rozbiorów (najpierw austriackiego, później rosyjskiego), pożaru w 1775 roku, wojen napoleońskich, powstań – li-

40

magazyn lubelski (76) 2021

stopadowego i styczniowego, wojny z bolszewikami w 1920 roku, kampanii wrześniowej (co roku w trzecią niedzielę września organizowana jest rekonstrukcja bitew pod Tomaszowem), wydarzeń z okresu okupacji niemieckiej, podczas której na tych terenach aktywnie działała partyzantka. O wielokulturowości Tomaszowa Lubelskiego zaświadczają pomniki historii, bez których trudno wyobrazić sobie krajobraz miasta. Miasto, podobnie jak Zamość, zostało zaprojektowane przez włoskiego architekta Bernardo Morando. Współczesność z czasami minionymi łączy się w m.in. w budynkach, które w dużej części zmieniły swoje funkcje, zachowując jednak zabytkowy charakter. Tomaszowianie sprawy załatwiają m.in. w Sądzie Rejonowym, który swoją siedzibę ma we wzniesionym w 1930 roku Domu Związku Ziemian, a pobierają się w Urzędzie Stanu Cywilnego, przed wojną Budynku Wydziału Powiatowego Sejmiku Tomaszowskiego. Ale lista zabytków jest znacznie dłuższa – charakterystyczna drewniana „Herbaciarnia” na rynku wzniesiona z okazji koronacji cara Mikołaja II, modrzewiowy kościół parafialny z początku XVII wieku czy cerkiew prawosławna z 1889 roku. Łącząc przeszłość z przyszłością w 1050 rocznicę Chrztu Polski, na rynku została zamontowana kapsuła czasu, której otwarcie nastąpi w 2066 roku. Warto obrócić się na niej. Podobno wydłuża życie.


Siłą napędową są ludzie

Miasta tworzą ludzie, ich rozwój kreują liderzy. Tomaszów ma szczęście do silnych osobowości. Piękną kartą w historii miasta zapisał się lekarz, społecznik i pasjonat sztuki dr Janusz Peter, założyciel tutejszego szpitala i Muzeum Ziemi Tomaszowskiej, którego osoba została uwieczniona na rynku w postaci pomnika ławeczki. Do dziś wśród starszych mieszkańców Tomaszowa silny jest kult osoby Marszałka Józefa Piłsudskiego, który odwiedził miasto w 1921 roku. Z Tomaszowa pochodzi wiele wybitnych postaci, m.in. hollywoodzka gwiazda Joanna Pacuła, teolog i filozof Wacław Oszajca SJ, pisarz Stefan Darda, aktor Marek Kasprzyk czy pogodynka TVN – Dorota Gardias-Skóra. Z kolei urzędujący od 2010 roku burmistrz Wojciech Żukowski wprawdzie urodził się w Wyszkowie, ale kiedy podczas wycieczki rowerowej, jeszcze w czasie studiów, zobaczył Tomaszów Lubelski po raz pierwszy, w późniejszym okresie nie miał żadnego problemu, aby zostać tu na stałe. W końcu jego żona Basia jest wnuczką Kazimierza Ligowskiego, burmistrza z okresu 1929-1931. Patrona jednej z ulic. Dziś Tomaszów Lubelski tworzy dwudziestotysięczna społeczność. Spora grupa mieszkańców to osoby napływowe, które znalazły tu dogodne miejsce do rozwijania biznesu, czemu sprzyja m.in. coraz lepsze skomunikowanie z Ukrainą, Polską, Europą.

Mekka dla turystów, narciarzy i wrotkarzy

Peryferyjność Tomaszowa Lubelskiego jest jego niepodważalnym walorem. Dzięki temu to znakomita baza wypadowa na całe Roztocze, zarówno w kierunku Narola, jak i Suśca, Krasnobrodu czy Zwierzyńca. Blisko jest do Zamościa. Trochę więcej czasu trzeba przeznaczyć na dojazd do Biłgoraja, Janowa Lubelskiego czy Kraśnika. Ale też Tomaszów Lubelski ma dobrą bazę noclegową, w tym niedawno wybudowany hotel międzynarodowej sieci IBIS oraz gastronomię kuszącą przysmakami kuchni regionalnej, na przykład drożdżowymi pierożkami tomaszowskimi z nadzieniem z kaszy gryczanej i białego sera. Tereny otaczające Tomaszów Lubelski to prawdziwa mekka

magazyn lubelski (76) 2021

41


dla rowerzystów, biegaczy, spacerowiczów, uprawiających nordic walking i pasjonatów trekkingu. Najbardziej znane trzy szlaki turystyczne prowadzą z Tomaszowa do Turkowic (Szlak Historyczny, 70 km), do Hrebennego (Szlak Wolnościowy, 50 km) i do Bodaczowa (Szlak Walk Partyzanckich, 105 km). Malowniczo usytuowane akweny przyciągają wędkarzy, a ścieżki przyrodniczo-edukacyjne pasjonatów flory i fauny. Z tej różnorodności trudno powiedzieć, co jest najważniejszym bogactwem tego rejonu. Z pewnością okolice Tomaszowa Lubelskiego są atrakcyjne przez cały rok, bo sezon trwa tu również zimą. Położona na obrzeżach miasta Siwa Dolina zaprasza uprawiających narciarstwo biegowe na 6 tras o długości od 1 do 5 km, także w godzinach wieczornych. Można skorzystać z wypożyczalni sprzętu i wsparcia instruktorów. Dolina nazywana przez mieszkańców „Siwką” po zakończeniu zimy znakomicie nadaje się do uprawiania kolarstwa górskiego i biegów terenowych. Ale Tomaszów Lubelski ma w zanadrzu jeszcze inne atrakcje. To najnowocześniejsza w regionie kryta pływalnia i jedyne w Polsce dwa tory wrotkarskie – do jazdy szybkiej i jazdy szosowej. Edukacja sportowa to oczko w głowie burmistrza Wojciecha Żukowskiego. – Ważna jest porządna baza sportowa, dzięki której młodzi ludzie mogą sprawdzić się w swojej aktywności. Klub sportowy TKS Tomasovia szkoli 180 chłopców, którzy trenują głównie piłkę nożną. Jest też klub karate tradycyjnego, w którym ćwiczy blisko 100 karateków. W planach jest otwarcie akademii karate.

Do Europy – z dwóch stron

Bez dwóch zdań to nowoczesne miasto z nowoczesnymi technologiami w zakresie przemysłu. To tutaj mieszczą się dwa flagowe przedsiębiorstwa Tomaszowa Lubelskiego i dwaj najwięksi pracodawcy w mieście, jakimi są firmy RST „Roztocze”, który jest największym w Europie producentem zamków przemysłowych, i WSK, który produkuje m.in. części do silników samolotów. W sąsiednim również części do niemieckich autobusów elektrycznych. Włodarze zabiegają o nowych przedsiębiorców, stwarzając dogodne warunki rozwoju firm poprzez uzbrajanie zakładów w niezbędną infrastrukturę, kanalizację, dogodny dojazd. Ale ani mieszkańców, ani burmistrza nie interesuje obecne status quo. Wiosną ubiegłego roku w Tomaszowie Lubelskim odbyło się zebranie założycielskie Stowarzyszenia Samorządów Euroregion Roztocze, wśród których obecnie znajduje się ponad 50 przedstawicieli samorządów z Lubelszczyzny i Podkarpacia. Po stronie ukraińskiej w Żółkwi powstała podobna organizacja. Dzięki temu 27 stycznia został utworzony Związek Transgraniczny Euroregion Roztocze. To najmłodszy euroregion Unii Europejskiej. Pierwszy i najważniejszy krok to wydobycie potencjału pogranicza w ramach silnego związku transgranicznego w ramach Europejskiego Ugrupowania Współpracy Terytorialnej. Tym samym pojawią się nowe możliwości do realizowania projektów wykorzystujących nie tylko środki

42

magazyn lubelski (76) 2021


krajowe, w przyszłości organizacja sięgnie po środki unijne. W ramach tych projektów planowane jest m.in. przywrócenie połączenia kolejowego Zamość – Lwów, które zostało zlikwidowane w latach 90. Jest też brane pod uwagę uruchomienie linii kolejowej przez Tomaszów, co otworzyłoby nowy rozdział w historii miasta i wpłynęłoby na zwiększenie atrakcyjności dla inwestorów. Co ważne, dodatkowo planowane wpisanie Euroregionu Roztocze do dokumentów strategicznych Ministerstwa Funduszy i Rozwoju podnosi rangę przedsięwzięcia i otwiera kolejne możliwości finansowe. Biorąc pod uwagę liczne walory przyrodnicze, Roztocze stanie się nie tylko modne, ale też i bardzo dobrze wyposażone w infrastrukturę turystyczną. A tam, gdzie tyle się dzieje, potrzebne są nowe miejsca pracy. I koło się zamyka.

Patrząc przed siebie

To, co dla Tomaszowa Lubelskiego na teraz jest jednym z priorytetów, to budowa obwodnicy miasta oraz drogi ekspresowej Piaski – Hrebenne, której obwodnica jest jednym z istotnych elementów. Obwodnica już jest faktem, prace są na finiszu. Trwają też prace planistyczne związane z ekspresówką S17. Bez właściwej infrastruktury drogowej miastu trudno byłoby utrzymać rangę lokalizacji istotnej pod względem niezbędnego w tym miejscu tranzytu ze wschodu do strefy Schengen. Nowe drogi to również możliwość szybkiego, wygodnego i bezpiecznego przemieszczania się turystów. Tomaszów Lubelski w istocie jest wizytówką Środkowego Roztocza, pierwszym silnym wrażeniem, miejscem postoju i odpoczynku. Oczy cieszą poddany rewitalizacji rynek i założony w 1931 roku park miejski ze skateparkiem i odnowionym amfiteatrem. Zadbanie o architekturę miasta jest wyznacznikiem myślenia o potrzebach funkcjonowania w przestrzeni publicznej i jej estetyce. Swój wygląd zmieniły również Ośrodek Sportu i Rekreacji z nowoczesną, krytą pływalnią oraz liczne kamienice i uliczki wokół rynku. Oblicze nowej architektury można podziwiać na rynku warzywno-owocowym. Nowoczesny i bardzo funkcjonalny projekt otrzymał wyróżnienie w międzynarodowym konkursie architektoniczno-urbanistycznym „O kryształową cegłę”. W mieście czynny jest system kilkudziesięciu kamer monitorujących bezpieczeństwo mieszkańców. Nic dziwnego, że widać tu obecność matek z dziećmi, seniorów i przyjezdnych. Tomaszów Lubelski przeobraża się w dobrym kierunku, umiejętnie łącząc to, co najlepsze w różnych obszarach działalności. Miasto dobre dla mieszkańców, turystów, inwestorów. – Nie wyobrażam sobie życia w żadnym innym miejscu. Każdego dnia tworzymy historię tego miasta, a to, co jest w tym najpiękniejsze, to fakt, jak wspaniale Tomaszów Lubelski rozwija się na naszych oczach – puentuje burmistrz Wojciech Żukowski..


historia

2

Jedno wesele

pogrzeby

tekst: MARIUSZ GADOMSKI foto: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. H. Łopacińskiego w Lublinie

Mówi się, że broń palna raz do roku sama potrafi wystrzelić. Podobno nawet wtedy, gdy nie jest nabita. To oczywiście bajka, broń sama nie strzela, strzelają ludzie. Tyle tylko, że niektórzy nigdy nie powinni mieć jej w ręku. Potwierdza to tragedia, do której doszło w Lublinie w roku 1933. Pochłonęła dwa życia. Okrywa ją mgła tajemnicy, ponieważ nie wyjaśniono wszystkich przyczyn tego zdarzenia.

A kto nie wypije...

Państwo K. zajmowali mieszkanie na drugim piętrze domu przy ulicy Kościuszki 10. Mieli córkę Marię. 17 kwietnia 1933 r., w Poniedziałek Wielkanocny, dziewczyna wyszła za mąż za Zygmunta D.W., profesora renomowanego męskiego gimnazjum im. Stefana Batorego. „Szkoła Lubelska” – bo tak je zwano – mieściła się przy zbiegu Spokojnej i Ewangelickiej w budynku obecnego Collegium Iuridicum (Wydziału Prawa KUL). Po kościelnej ceremonii zaślubin państwo K. zorganizowali w domu uroczystość weselną. Dziś jest to rzadkość, wesela odbywają się w restauracjach bądź w wynajętych salach. W dwudziestoleciu międzywojennym imprezy weselne były mniej huczne niż obecnie, dlatego częściej urządzano je w mieszkaniach. Naturalnie musiały być one odpowiednio pojemne. Rodzice panny młodej dysponowali kilkoma obszernymi pokojami, więc nie było problemu z pomieszczeniem gości. Bawiono się przy suto zastawionym stole w salonie. Oprócz krewnych i przyjaciół obojga świeżo upieczonych małżonków, wśród gości weselnych znajdował się szesnastoletni Henryk G., uczeń ósmej klasy „Szkoły Lubelskiej”. Został na tę uroczystość wydelegowany przez gimnazjum. Profesor W.-D. był jego nauczycielem. Jak to bywa przy takich okazjach, raczono się alkoholem. I to raczej nie w symbolicznych ilościach. No bo jakże nie wypić za zdrowie i szczęście młodej pary, żeby doczekali się gromadki dzieci, a profesor awansował i dostał podwyżkę...

Z rewolwerem na wesele

Między kolejnymi toastami przy stole krzyżowa-

44

magazyn lubelski (76) 2021

ły się rozmowy. Poruszano w nich zarówno tematy lokalne (m. in. mianowanie nowego starosty lubelskiego), jak też ogólnokrajowe i międzynarodowe. Niewątpliwie sprawą, która budziła powszechne zainteresowanie i mnóstwo emocji, był toczący się w Sądzie Okręgowym w Krakowie powtórny proces Rity Gorgonowej, oskarżonej o zabójstwo Lusi Zarembianki. Zastanawiano się, czy pochodząca z Dalmacji guwernantka dziewczynki i kochanka jej ojca dopuściła się tej ohydnej zbrodni i czy krakowscy sędziowie okażą się dla niej bardziej łagodni niż Trybunał we Lwowie, który w pierwszym procesie skazał Gorgonową na karę śmierci. Wprawdzie córka inżyniera Zaremby nie została zastrzelona, tylko zginęła na skutek uderzenia w głowę tępym narzędziem, ale kilku mężczyzn przy weselnym stole, na marginesie tego głośnego morderstwa, zaczęło dyskutować o broni palnej. W rozmowie uczestniczył Henryk G. W pewnym momencie wyciągnął z kieszeni marynarki rewolwer i zaczął przy nim manipulować. Zrobił to, by zademonstrować rozmówcom jakiś szczegół budowy broni. Wywołał jednak ogólny popłoch. Kto na wesele przychodzi z rewolwerem?! A do tego chłopak wypił kilka kieliszków! Pierwszy zareagował profesor W.-D., który siedział najbliżej niego. – Natychmiast to schowaj! – nakazał mu ostrym tonem. Jednak szesnastolatek nie usłuchał. Nauczyciel wziął go więc za rękę, zmusił, żeby wstał, a następnie udał się z nim do innego pomieszczenia. Wkrótce doszło do tragedii.

Nieszczęścia chodzą parami

Naraz w kuchni rozległ się wystrzał. Zaalarmowani hukiem uczestnicy wesela natychmiast pobiegli tam i zobaczyli pana młodego leżącego z raną w brzuchu w kałuży krwi na podłodze. Obok stał Henryk G., ściskając w ręce dymiący rewolwer. Profesor rzęził z bólu. Próbowano udzielić mu pomocy, jednak ranny wciąż tracił bardzo dużo krwi. Wezwano pogotowie ratunkowe, które przetransportowało go do szpitala Szarytek na ulicy Staszica. Zygmunt W.-D. został poddany operacji, lekarze


wyciągnęli mu kulę z brzucha, nadal jednak był nieprzytomny a jego stan określano jako ciężki, niemal beznadziejny. Dopiero gdy karetka zabrała profesora do szpitala, uczestnicy wesela zainteresowali się sprawcą postrzelenia. Ktoś widział gimnazjalistę wybiegającego z mieszkania. Powiadomiona o tragedii policja zaczęła go szukać. Lokatorzy z parteru powiedzieli, że jakiś chłopak kręcił się niedawno po klatce schodowej. – Miał niewyraźną minę, na pytanie kogo szuka, nie odpowiedział – zeznali. Potem usłyszeli strzał. Ale nie ten, który rozległ się w mieszkaniu rodziców panny młodej, lecz znacznie niżej niż na drugim piętrze. Nastąpił kilka minut po pierwszym. Policja zaświeciła latarki i weszła do piwnicy. Natknęła się tam na zwłoki Henryka G. Miał w skroni dziurę po kuli. W pobliżu ciała leżał rewolwer. Lekarz sądowy stwierdził zgon szesnastolatka na skutek rany postrzałowej. Z pierwszych ustaleń dochodzenia wynikało, że doszło do nieszczęśliwego wypadku i samobójstwa. Nauczyciel, widząc broń palną u Henryka G., wyprowadził go do kuchni, by mu ją odebrać. Zapewne uczeń nie chciał jej oddać dobrowolnie i doszło między nimi do szamotaniny, podczas której nabity rewolwer wypalił, raniąc Zygmunta W.-D. Następnie przerażony tym gimnazjalista wybiegł z mieszkania, udał się do piwnicy i tam wymierzył sobie sprawiedliwość strzałem w głowę. Straszna tragedia w drugi dzień Wielkanocy, w trakcie uroczystości weselnej, głęboko wstrząsnęła mieszkańcami Lublina. Szczerze żałowano profesora W.-D., który cieszył się w mieście ogólnym szacunkiem, a przez uczniów „Szkoły Lubelskiej” był bardzo lubiany. Pocieszano jego młodą żonę, że będzie dobrze, małżonek wkrótce wyzdrowieje, aczkolwiek wieści napływające ze szpitala nie napawały optymizmem. Ogólne poruszenie wywołała też samobójcza śmierć sprawcy postrzelenia profesora. Przecież to był jeszcze niedorosły chłopak, całe życie miał przed sobą...

Dziwne zachowanie ucznia

Chociaż wersja wypadku i samobójczej śmierci ucznia na skutek załamania popełnionym czynem brzmiała najbardziej prawdopodobnie, brano też po uwagę zaplanowane usiłowanie zabójstwa. Co ciekawe, o zbrodni z premedytacją przekonany był teść profesora W.-D. Powiedział o tym podczas przesłuchania na policji i w krótkiej rozmowie z dziennikarzem „Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego”. – Mam silne podstawy sądzić, że zostało to z góry zaplanowane. Nie mogę jednak zdradzić wszystkiego, co wiem, bo nie jestem do tego upoważniony – stwierdził lakonicznie. Bynajmniej nie była to teoria całkowicie pozbawiona racjonalnych przesłanek. Goście weselni

zwrócili uwagę na dziwne zachowanie Henryka G. Wesele to radosna uroczystość, jednak chłopak przyszedł smutny i przygaszony siedział przy stole. Domyślano się przyczyny – niedawno, zaledwie przed sześcioma tygodniami, zmarła jego matka. W miarę wychylanych kieliszków zachowanie Henryka G. zaczęło się zmieniać. Nie żeby poweselał, natomiast widać po nim było wzrastający niepokój, jakieś wielkie podekscytowanie i napięcie nerwowe. Niektórzy świadkowie twierdzili, że to właśnie on sprowokował dyskusję o broni. Zastanawiający był też fakt, że po oddaniu strzału odebrał sobie życie. A przecież nawet nie wiedział, jak poważne rany odniósł nauczyciel. Ponadto, jeśli broń wypaliła przez przypadek, nie musiałby obawiać się surowych konsekwencji. Strach przed karą raczej nie był powodem jego samobójstwa.

W mrokach zagadki

Ponieważ wypowiedź pana K. brzmiała zagadkowo, zaczęto snuć różne domysły odnośnie tła tragedii. Pojawił się wątek miłosny. Henryk G. miał szesnaście lat. W tym wieku mógł się zakochać w młodej, ładnej żonie profesora, a nie mogąc mieć jej dla siebie, strzelił do rywala i popełnił samobójstwo. Maria W.-D. stanowczo zaprzeczała tym pogłoskom. Ponoć w ogóle nie znała nieszczęsnego gimnazjalisty. Pierwszy raz zobaczyła go na weselu. Nie wykluczało to miłosnego motywu. Nie musiała go znać, wystarczy, że on znał ją. Mógł się w niej kochać skrycie. Była też mowa o szkolnym konflikcie ucznia z nauczycielem. Profesor miał źle oceniać Henryka, a ten postanowił załatwić z nim porachunki za pomocą rewolweru. Jednak w szkole nikt nie potwierdził, że mieli nieporozumienia. Spodziewano się, że Zygmunt W.-D. po odzyskaniu sił złoży oświadczenie, które być może rzuci więcej światła na przyczyny tej strasznej tragedii. Niestety, po krótkotrwałej poprawie stan nauczyciela uległ znaczącemu pogorszeniu. Mężczyzna zmarł na skutek odniesionych obrażeń w tydzień po postrzale. Został pochowany na cmentarzu przy ulicy Lipowej. Warto jeszcze wspomnieć, że niedługo później zakończył się drugi proces Rity Gorgonowej. Krakowski sąd nie uniewinnił oskarżonej od zarzutu zabójstwa, natomiast złagodził jej karę do ośmiu lat pozbawienia wolności. Wyrok skazujący zapadł 29 kwietnia 1933 r. Gorgonowa trafiła do więzienia w bydgoskim Fordonie, gdzie pracowała w tkalni dywanów. Na wolność wyszła 2 września 1939 r. Wiadomo, że w czasie wojny szukała zaginionych córek. Ojcem jednej z nich był inżynier Zaremba. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że w 1943 r. Rita Gorgonowa mieszkała w Turobinie pod Krasnymstawem, a w 1945 r. w Lublinie, w kamienicy przy ulicy Kołłątaja.

magazyn lubelski (76) 2021

45


natura

Co to jest ta

AGRESJA u psów

Julia Kulczycka, Magdalena Świątkowska

Często spotykamy się z sytuacjami, gdy pies określany jest jako agresywny, reaktywny, mający ADHD czy lękliwy. Pracując z psami, czy to pozostającymi pod naszą opieką, czy jako osoby zawodowo trudniące się pracą z psami, powinniśmy pozbyć się etykiet. Nie powinniśmy również patrzeć na to, jakie etykiety są „przyklejane” naszym psiakom przez innych. Mając problem, powinniśmy na niego spojrzeć szerzej i skupić się na przyczynie jego powstania, a nie tylko na samej reakcji psa w obliczu wystąpienia danego bodźca. I tak w przypadku agresji w 90% mamy do czynienia z agresją lękową, wynikającą ze stresu/lęku przechodzącego we frustrację i agresję. Pozostałe 10% to agresja łowiecka. Zanim przejdziemy do omówienia samej agresji, skupmy się na strategii, jaką mogą wybrać psy w obliczu bodźca wywołującego u niego strach/lęk. Celem uniknięcia niebezpieczeństwa i zredukowania strachu psy wykorzystują jedno lub więcej z pięciu specyficznych zachowań – strategię 5F (F – pierwsze litery angielskich słów): ֍ walkę (fight) – zachowanie agresywne, atak, sygnały grożące, ֍ ucieczkę (flight) – biegnij, wspinaj się, odlatuj, aby uciec od niebezpieczeństwa, ֍ zastygnięcie w bezruchu (freeze) – wyróżnić należy tutaj dwie formy: • znieruchomienie przy wyostrzonej uwadze + zahamowanie zachowań, czyli zatrzymaj się, spójrz, posłuchaj, powąchaj i zdobądź jak najwięcej informacji o zagrożeniu – planowana

46

magazyn lubelski (76) 2021

ucieczka (zauważalna strategia u kotów), • toniczne znieruchomienie – brak reakcji, zwierzę sztywne ze strachu, sparaliżowane, ale pod względem sensorycznym w części lub całkowicie receptywne, ֍ flirt (fiddle about) – odwracanie uwagi i uspokajanie: zachowania świadczące o uległości, prowokowanie zabawy, wygłupy, zachowania zastępcze, sygnały uspokajające (calming signals), ֍ udawanie martwego (faint) – udawanie martwego połączone ze spowolnieniem procesów metabolicznych i powiązane z natychmiastowym „powrotem do życia”, gdy minie niebezpieczeństwo (udawanie oposa). Wybranie danej strategii jest uzależnione od gatunku. Koty, konie i króliki najprawdopodobniej zareagują na wszelkie oznaki niebezpieczeństwa ucieczką, a myszy, które polegają na swoim kamuflażu, najprawdopodobniej zastygną w bezruchu. Zwierzęta społeczne, m.in. psy, mogą wybrać strategię wygłupów (flirt). Każda jednostka w swoim życiu uczy się, jaką strategię najlepiej zastosować w jakiej sytuacji.

Definicje agresji

W literaturze możemy znaleźć wiele definicji agresji. Poniżej przytoczę kilka z nich: ֍ Agresja to wszystkie wzory zachowań mające na celu zastraszenie lub skrzywdzenie innych organizmów (McFarland, 1981).


֍ Agresja to działania, które stwarzają ryzyko wyrządzenia szkody innemu osobnikowi (Leshner, 1978). ֍ Mając na uwadze kontekst i reakcje typowe dla gatunku, agresja to zachowanie lub wzory zachowań wykorzystywane w celu rozwiązania konfliktu poprzez groźby, co ostatecznie kończy się konfrontacją lub wycofaniem (Aloff, 2002). ֍ Agresja to każde zachowanie, które przeraża lub sprawia, że czujemy się niekomfortowo (Parsons, 2005). ֍ Agresja to forma komunikacji, w której

agresor stara się zwiększyć dystans społeczny w stosunku do celu ataku (Alexander, 2004). ֍ Agresja to mniej lub bardziej odpowiednio użyte groźby i wyzwania, kończące się konfrontacją bądź poddaniem się (Overall, 1997). Wśród głównych funkcji biologicznych agresji należy wyróżnić: równomierne rozmieszczenie osobników tego samego gatunku na dostępnej przestrzeni życiowej, selekcję najsilniejszych osobników poprzez walkę, obronę potomstwa czy samoobronę.


Ze względu na czynniki fizjologiczne wyróżnić można agresję afektywną, czyli związaną z pobudzeniem zarówno autonomicznego układu nerwowego, jak i sympatycznego układu nerwowego (układ współczulny; emocje). Kategoria ta obejmuje wszystkie formy agresji z wyjątkiem zachowań łowieckich. Zachowania wynikają z poczucia zagrożenia. Druga to agresja nieafektywna (cichy atak). Nie powoduje pobudzenia układu sympatycznego i nie jest związana z emocjami. Celem jest tu osiągnięcie przyjemności, nagrody z zachowania, ale obejmuje atak związany ze wzorem zachowań łowieckich. W literaturze możemy też spotkać się z podziałem agresji w zależności od tego, czy osobnik dąży do konfrontacji (agresja ofensywna), czy też osobnik jest zmuszony do konfrontacji, ale jej nie chce (agresja defensywna). Oprócz lęku i stresu agresję może wywołać depresja, czyli zaburzenia jednobiegunowe. Kolejną przyczyną mogą być zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, czyli zaburzenie, którego cechą charakterystyczną jest występowanie nawracających, natrętnych myśli (obsesje) i/lub czynności (kompulsje), którym trudno się oprzeć, ponieważ próba powstrzymania się od nich wiąże się z narastającym lękiem, niepokojem, napięciem, cierpieniem. W pracy behawiorysty możemy spotkać się też z syndromem zaburzeń poznawczych (CDS – cognitive dysfunction syndrome), czyli zbiorem objawów związanych ze starzeniem się mózgu.

48

magazyn lubelski (76) 2021

Proces ten postępuje przez cały czas w ciągu życia zwierzęcia. Najczęściej jest zauważalny u zwierząt starszych, jednak nie u wszystkich. Duża grupa aktywnych zwierząt nie choruje. Dokładne przyczyny tego problemu nie zostały poznane. Może wiązać się z zapomnieniem wcześniej wyuczonych nawyków lub całkowitym zaburzeniem zdolności poznawczych. Przy analizie przyczyn agresji należy też wziąć pod uwagę PICA – łaknienie spaczone, czyli zaburzenie polegające na występowaniu apetytu na przedmioty niebędące żywnością (np. ziemia, kreda, węgiel) lub ogromny apetyt na rzeczy, które są w pewnym sensie żywnością, takie jak nieprzetworzone składniki żywności (np. mąka, surowe ziemniaki, skrobia). W przypadku ekstremalnych form jest uważane za dolegliwość medyczną. Pracując z psem agresywnym, przede wszystkim musimy postawić sobie cele, jakie mamy osiągnąć jako opiekun zwierzęcia, oraz cele, jakie ma osiągnąć pies (poczuć się lepiej, pozbyć się bagażu nieprzyjemnych emocji). Ważna jest świadomość, że pies nie rozumie kontekstu człowieka, natomiast człowiek może zrozumieć kontekst psa. Jak postępować, aby pies poczuł się lepiej? Jaką strategię mu zaproponować? Jeżeli pies ma problem z daną sytuacją, to naszym zadaniem jest pomóc mu odczuć ulgę, a nie narzucać mu, jak ma się zachować w danej sytuacji. W pracy z psem mamy do wykorzystania cały wachlarz postępowania. Przede wszystkim skupmy


się na wsparciu socjalnym, jakie możemy psu dać. Na początku musimy zrozumieć sygnały, jakie pies nam pokazuje swoją mową ciała – czy nas zatrzymuje, odwraca głowę, zatrzymuje się. Kolejnym krokiem będzie harmonizacja z psem, czyli obserwacja psa i staranie się razem z nim dostosować do sytuacji. Pies wtedy rozumie, że ma w nas wsparcie. Najważniejsze, abyśmy komunikowali psu, że jesteśmy spokojni i ma naszą bliskość. Wykorzystajmy do tego kucnięcie obok psa, odpowiednią intonację głosu czy w niektórych sytuacjach zatrzymanie linką. Po każdej sytuacji stresowej pies powinien mieć z naszej strony zapewnioną możliwość wyładowania się. Wtedy przekierujmy emocje psa np. na zabawkę czy szarpak. Niezastąpione okazuje się pokazanie psu możliwości korzystania z dystansu – możliwość odejścia od stresującego obiektu.

Metody pracy z psem przejawiającym agresję na tle lękowym

W ostatnim czasie w pracy z psami agresywnymi, ale nie tylko, zyskały popularność m.in.: 1. Metoda BAT, w której zastępuje się zachowania niepożądane innymi, zastępczymi zachowaniami dzięki oddaniu psu większej kontroli nad swoimi działaniami. Idea polega na tym, że wywieranie wpływu na otoczenie swoim zachowaniem to podstawowa potrzeba każdego organizmu. Dlatego wtedy, kiedy istnieje taka możliwość, powinniśmy wyposażyć nasze zwierzęta w możliwość wyboru. 2. Trening nosework – obecnie nosework stał się sportem kynologicznym bazującym na detekcji zapachów. Wywodzi on się z pracy psów policyjnych. Zadaniem psa w noseworku nie jest jednak tropienie groźnych przestępców czy wykrywanie nielegalnych substancji, tak jak mają za zadanie psy policyjne lub pracujące w służbie człowieka, np. na lotniskach, granicach państw, WOPR czy TOPR, ale znalezienie ukrytej próbki zapachu cynamonu, pomarańczy oraz goździka. Sport ten wykorzystuje naturalne predyspozycje psa do węszenia i świetnie sprawdza się zarówno dla dorosłych i zdrowych psów, jak i dla szczeniąt, psich seniorów czy psów z ograniczeniami fizycznymi. 3. Masaż TTouch - jest prostym sposobem na zrelaksowanie psychiczne i fizyczne psa. Propagatorką i twórczynią specjalnego masażu dla psa jest Lindy Tellington-Jones.

4.

Swoją metodę nazwała TTouch. Polega ona na umiejętnym dotykaniu psa w różnych miejscach jego ciała. Metoda Lindy Tellington-Jones ma również działanie terapeutyczne. Terapia manualna o nazwie TTouch, poza względami czysto relaksacyjnymi, pomaga zapanować nad psimi fobiami, stresem, a nawet agresją. W metodzie TTouch każdy ruch robić należy bardzo spokojnie, powoli i zgodnie z ruchem wskazówek zegara, czyli przykładamy kciuk do jednego miejsca, a resztą palców, które trzymamy razem, zataczamy na ciele psa kółka. W masażu tym są zróżnicowane ruchy w zależności od części ciała psa, jaką masujemy. Pamiętać należy o dopasowaniu masażu do psa na jego miejscach bardziej wrażliwych na dotyk, np. łapy czy ogon. Trening kooperacyjny/medyczny ma swoje korzenie w szkoleniu dużych zwierząt w ogrodach zoologicznych i wykorzystuje on wzmocnienie pozytywne. W treningu tym podstawa to prosta zasada – jeśli zwierzę nie chce uczestniczyć w ćwiczeniu/zabiegu (np.: zapuszczanie kropel do oczu), przerywa zachowanie i odchodzi. Fundamentem kooperacyjnego treningu medycznego jest wybór. Możliwość wyboru pozytywnie wpływa na samopoczucie, nastrój i dobrostan, jest też naturalnie wzmacniająca.

Pracując z psami, przy ustalaniu planu pracy również należy wziąć pod uwagę i zweryfikować, czy dieta danego psa jest właściwa i zaspokaja jego wszystkie potrzeby w zakresie jedzenia. Obok diety ważne jest też zdrowie podopiecznego – jego wiek, choroby, przebyte zabiegi i rekomendacje weterynarza w tym zakresie. Praca z psem przejawiającym agresję jest wymagającą, ale jednocześnie daje ogromną satysfakcję opiekunowi. Magdalena Świątkowska Behawiorysta Centre of Applied Pet Ethology (COAPE). Członek Stowarzyszenia Behawiorystów i Trenerów COAPE. Ukończyła wiele kursów z zakresu behawiorystyki zwierząt towarzyszących, m.in.: Terapia psów agresywnych, Analiza komunikacji psów, Trening kooperacyjny. Była Gospodarzem i Sekretarzem na ringach podczas Euro Dog Show w Nadarzynie w 2018 roku oraz podczas IV Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych w Lublinie w 2019 roku. Wspiera stowarzyszenia i fundacje oraz schroniska działające na rzecz zwierząt. Miłośniczka molosów, a prywatnie właścicielka 5,5-letniej bokserki Tosi.

tel.+48 604 37 25 85 e-mail: magdalena.swiatkowska@strefapsa.pl http://facebook.com/StrefaPsaPL

magazyn lubelski (76) 2021

49


design

KONTENEROWY

DESIGN

tekst i foto Magdalena Krut

50

magazyn lubelski (76) 2021


„Andrzej! Chodź, zobacz, nasza sąsiadka znowu grzebie w śmietniku. Czego tam szuka? Andrzej, no chodź! Zobacz, jak grzebie, coś przegląda. Dwa zachodnie samochody, pracę mają, czego tam szuka?” Tak sobie wyobrażam moich sąsiadów, kiedy widzą mnie chodzącą przy kolejnej stercie wywalonej przez jednego z nich. Tylko wyobrażam, bo prawda jest taka, że mają to w głębokim poważaniu, a ja myślę, że jest inaczej, tylko dlatego, że moje śmietnikowe podboje trochę mnie krępują. Nie mam natomiast takich uczuć na „obcych” śmietnikach. Na bank muszę wyglądać dziwnie, kiedy wracając z pracy, obserwuję wszystkie napotkane po drodze składowiska, a już całkiem śmiesznie, kiedy w eleganckim płaszczu zaczynam wertować ich zawartość. Jednak nie jestem w stanie się powstrzymać, nie po tych wszystkich cudeńkach przywleczonych do domu, nie po tej dawce adrenaliny, którą fundują mi takie wypady. Kocham to uczucie, gdy znajduję „to coś”. No właśnie, czym jest „to coś”? To może być fotel typ 366 projektu Józefa Chierowskiego z Dolnośląskiej Fabryki Mebli w Świebodzicach, jego następca fotel typ 300-190, potocznie nazywany „liskiem”, projektu Henryka Lisa, również z DFM, to może być niciak z Cepelii, krzesło „patyczak” z Fabryki Mebli Giętych z Radomska, krzesło model Thonet B751, stolik pod radio typ 640 B z Przedsiębiorstwa Obróbki Drzewa Nr 7 w Koronowie, kredens kalwaryjski, ceramika z Bolesławca, porcelana i fajans z Włocławka, figurki z Ćmielowa, wełniane dywany, lampy, klosze, szkło, kryształy. Większość z tych skarbów to wyroby z końca lat 50. i z lat 60., unikaty, perełki, crème de la crème designu tamtych lat. Z jednej strony na samą myśl, że ktoś się pozbywa tych cudowności, boli mnie serce, ale z drugiej dzięki takim decyzjom

jestem szczęśliwą posiadaczką wielu wspaniałych okazów. Dlaczego wspaniałych i skąd ta moja fascynacja? Odpowiedź jest prosta: ponadczasowe wzornictwo, jakość wykonania, ciekawe formy, no i unikatowość oczywiście. Czynnikiem sprzyjającym zdobywaniu śmietnikowych skarbów jest niewątpliwie mieszkanie w starej dzielnicy. Lokale zajmowane przez seniorów, po ich odejściu, są opróżniane, a mienie zbierane latami ląduje w śmietnikowych odmętach. Juniorzy, na rzecz nowego wyposażenia z sieciówek, pozbywają się wszystkich staroci. Podczas gorączki generalnego remontu nie mają czasu ani chęci na ich sprzedaż i wystawiają je pod śmietnik. Wtedy wkraczam ja, zwarta i gotowa dzwonię po kogo trzeba: „Słuchaj, pod śmietnikiem stoją dwie cudne komody. Jest ciemno, nie widzę, w jakim są stanie, ale jak dłużej popada, to zaczną gnić. O której będziesz? Błagam cię, pospiesz się, bo zaraz ich nie będzie!”. Wyczekuję na partnera wracającego z pracy, pilnując swoich znalezisk z okna. Gotowa jestem krzyczeć „zostaw, to moje!”. Na szczęście tylko raz dwa piękne leżaki ktoś zwinął mi sprzed nosa, ale widocznie nie miały być moje, więc nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Oczywiście dwie wspomniane komody wylądowały w moim przedpokoju i dziś jedna z nich, a właściwie dolna część kalwaryjskiego kredensu, zdobi mój salon, a druga, która okazała się stolikiem pod radio, znalazła swoje miejsce w domu mojej siostry. Pewnie zastanawiacie się, co jest takiego w tych reliktach z przeszłości, czym urzekają i dlaczego zasługują na to, by takie eleganckie damy jak ja brudziły sobie dla nich rączki. Szczerze mówiąc, dałabym się pokroić za niektóre okazy. Końcówka lat 50. i lata 60. to cudowny okres dla polskiego wzornictwa. W tym czasie wielu mło-

magazyn lubelski (76) 2021

51


dych artystów zaczęło wypływać na szerokie wody. Ich kreatywność skutkuje dziś tym, że meble i dodatki z tamtych lat osiągają zawrotne ceny na aukcjach internetowych i portalach sprzedażowych, o ile są w ogóle możliwe do zdobycia. Moja przygoda ze „śmietnikowym” designem zaczęła się wiele lat temu, kiedy przed smutnym losem udało mi się uratować starą akademicką szafę. Służy mi do dziś, niestety nie wiem nic więcej na jej temat, oprócz tego, że jest stara, drewniana, porządna i moja. Nie miała naklejonej etykiety papierowej, wiecie, taki dowód osobisty mebla, na której jest informacja, gdzie mebel został wyprodukowany, nazwa wyrobu, rodzaj materiału, z którego go wykonano, materiał wykończeniowy (np. rodzaj lakieru), sposób połączenia, wykonanie wg jakiego wzoru i cena. Generalnie taka etykieta zawiera wszystkie informacje, które identyfikują dany produkt. Po szafie długo nic się nie działo, nie miałam szczęścia, ale nie odpuszczałam. Pewnego dnia zobaczyłam, jak ktoś opróżnia piwnicę w klatce obok i całą jej zawartość wyrzuca pod śmietnik. Poczekałam, aż się ściemni, wzięłam telefon, czyli współczesną latarkę, i ruszyłam na łowy. To było moje ostatnie nocne wyjście, bo widok wielkiego słoja ze sztucznymi szczękami o mało nie przyprawił mnie o zawał. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy nie było mi do śmiechu i zniechęciło do dalszych eskapad. Nie na długo, bo kolejne w kolejce na ratunek czekały krzesła A-5910 projektu Mariana Grabińskiego, potocznie nazywane „patyczakami”. Dostałam cynk, gdzie będzie zrzut i wzięłam wszystkie, które udało mi się zmieścić do auta. Następną zdobyczą były również krzesła,

52

magazyn lubelski (76) 2021

model B751 z Zakładów Przemysłu Meblarskiego w Radomsku, pamiątka przywieziona z wycieczki do Warszawy. Trzy sztuki, w idealnym stanie technicznym, z popękanym lakierem, stały i czekały na mnie pod śmietnikiem w centrum stolicy. Cieszyłam się, że mamy kombi, że krzesła są składane i partner jest zawsze przychylny moim durnym pomysłom. No bo kto wraca z wycieczki z krzesłami ze śmietnika? Jedną z ważniejszych dla mnie śmietnikowych zdobyczy są drzwi. Nie byle jakie, bo drewniane, wewnętrzne, dwuskrzydłowe z początku lat 60., takie same jak te, których pozbyłam się ze swojego mieszkania podczas generalnego remontu. Tak, dokładnie, byłam wspomnianym wcześniej juniorem, który pozbywa się wszystkich staroci. Wielu rzeczy do dziś nie mogę odżałować, a jedną z nich były właśnie te drzwi. 14 lat temu bez mrugnięcia okiem powiedziałam im „do widzenia”, nie wiedząc jeszcze wtedy, że za nimi zatęsknię, że takich już nie będę mogła kupić, że nikt mi takich nie zrobi. Pewnego pięknego dnia roku 2020 zobaczyłam, jak dwaj panowie, robotnicy remontowo-budowlani, wynoszą je z remontowanego w klatce obok mieszkania. Podeszłam do nich i poprosiłam, żeby mi je czymś przykryli, bo chciałabym je zabrać, ale niestety na tę chwilę nie mam tragarza. Nie ukrywam, że liczyłam na coś w rodzaju „kierowniczko, zaniesiemy gdzie trzeba”, ale niestety nic takiego nie miało miejsca. Historia się powtarza, telefon, memory fajf i oczekiwanie na powrót partnera. Okazało się, że drzwi są w pięknym stanie, mają nawet oryginalną, maleńką mosiężną klamkę. No dobra, mebel meblem, ale są przecież pamiątki z czasów PRL, które mają mniej-


sze gabaryty i równie często lądują na śmietniku. Kultowe ceramiczne wyroby z Tułowic, Mirostowic, Włocławka, Bolesławca czy nawet porcelana z Ćmielowa nie są widokiem rzadkim w kontenerach na szkło. Trafiają się czasem takie unikaty, których ceny osiągają kilka tysięcy złotych, ale dla zbieracza są zdobyczą bezcenną. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ktoś idzie z reklamówką ceramicznych talerzy czy kubków będących symbolem tamtej epoki, wrzuca je do kontenera, nie daj Boże tłukąc połowę i wraca z poczuciem spełnienia misji. Pomijając fakt, że staram się żyć według zasad zero waste (z ang. mniej marnowania) to całkowicie nie rozumiem, jak można wyrzucić coś, co jest w dalszym ciągu piękne, nawet jak nie jest nam potrzebne. Wiele osób taki podarunek przyjęłoby z pocałowaniem ręki, często nawet dopłacając. No, ale tu nie chodzi o to, żeby płacić, a o to, by polować na okazje, które mają wielu zwolenników. Jeśli kiedyś zastanawialiście się, co zrobić np. ze starą filiżanką z Ćmielowa, która już nie

jest wam potrzebna, postawcie ją obok śmietnika, zniknie szybciej niż się pojawiła. Najlepiej dajcie mi znać, pod który śmietnik wystawiacie. Tak sobie myślę, że wszystkie te piękne rzeczy, oprócz tego, że są piękne, to chyba nadal spełniają funkcje, do których zostały stworzone. Nie jestem historykiem sztuki, nie znam się na historii sztuki użytkowej, moje zainteresowania sztuką PRL są czysto hobbystyczne. W większości przypadków znalezione perełeczki oceniam jedynie pod kątem wizualnym, nie zastanawiam się nad ich przydatności czy funkcjonalnością, po prostu cieszę się, że udało mi się je uratować. Mam nadzieję, że tacy artyści, jak Henryk Lis, Józef Chierowski, prof. Rajmund Teofil Hałas, Roman Modzelewski, Hanna Orthwein czy wielu, wielu innych, których z nami już nie ma, patrząc z góry, cieszą się, że są na świecie fanatycy, zajawkowicze, śmietnikowi zbieracze, którzy ratują ich dzieła od zapomnienia. /@magmuasel/

magazyn lubelski (76) 2021

53


moda

POKOCHAJ

BEŻE NA WIOSNĘ tekst i foto Olga Broniszk

I ponownie wkraczamy w świat klasyki, ale jakże trudno bez niej funkcjonować, zwłaszcza że daje takie możliwości kreowania swojego wizerunku w kontekście bardzo różnych sytuacji, w których zdarza się nam być. Mieszanka delikatnego ciepłego lub zimnego brązu z écru i bielą podkreśla walory urody, sylwetki, a przede wszystkim stylu. Moja Mama zawsze mi powtarzała, że po beżach, brązach, groszkach, pepitce i złotej biżuterii można poznać prowincjuszkę. W takim razie jestem stuprocentową panną z prowincji, gdyż jestem absolutną zwolenniczką tej gamy kolorystycznej oraz właśnie takiego deseniu. Ale rozkładając na czynniki pierwsze beże... To, co na zachodzie święci tryumfy od jaśniejszego nude po nieco intensywniejszy kolorystycznie camel nawiązujący do barwy sierści wielbłąda w myśleniu o modzie jest kwintesencją dobrego gustu. Tak jak czerń czy biel – tak samo cała gama beży jest w stanie wykreować look, który obroni się w każdej sytuacji, niezależnie czy jest on casualowy, piknikowo-weekendowy, wizytowy, coctailowy czy po prostu związany z zawodowym dress code. Ale prawda też jest taka, że aby odpowiednio podkreślić beż w kompozycji ubrań, które prezentujemy na sobie, warto każdy z tych elementów odpowiednio dobrać. Paleta barwna budująca beżowy look daje nam sporą dozę dowolności, łącząc ze sobą wspomniane już odcienie brązu, biel, krem, delikatną rdzę, kolor musztardy i złoto. To, co ważne, nie dotyczy to tylko tkanin, chociaż i tutaj w grę wchodzą zarówno rozmaite faktury, jak i desenie, w tym kratki, kropki oraz różne graficzne i postaciowe nadruki. W noszeniu beżów równie istotne są dodatki – apaszki, nakrycia głowy, paski, biżuteria, torebki, plecaki i obuwie. Do tej jasnej stylizacji jak nic znakomicie pasują cętki! Beżowa stylówka to również propozycja dla mężczyzn. Zwłaszcza kiedy w parze mamy granatowy garnitur i beżowy trencz, beżowe spodnie z czarnym polo i pepegami, écru jaggery i beżowy golf i tak dalej, i tym podobnie. Beże niezależnie od pory dnia i sytuacji niosą w sobie nutę czegoś ekskluzywnego, ponadczasowego a świeżego i w każdym sezonie nieustannie modnego. Paleta niezwykłych piaskowych kolorów przywodzi na myśl bezkres gorącej Sahary ze złotym mirażem i wędrującymi w słońcu na horyzoncie wielbłądami. Aż chce się pomyśleć, co jutro na siebie założyć.


kuchnia

56

magazyn lubelski (76) 2021


Z cukrem,

tzatziki? śmietaną, gzikiem czy

Jest szkoła grójecka i jest szkoła otwocka. I odwieczny spór, z czym jemy placki ziemniaczane – z cukrem czy kwaśną śmietaną. Łącząc przyzwyczajenia z naleciałościami smaków z kuchni śródziemnomorskiej, proponuję poeksperymentować i dać się ponieść nowej jakości doznań, dając upust i staremu, i nowemu. Ziemniaki są wszechstronne, dając nam nieograniczone możliwości. Dopóki trwa sezon, znakomicie można je wykorzystać, nadając przygotowywanym z ziemniaków plackom bardziej wykwintnego smaku, a nie zmieniając ich składników. Bazą są starte ziemniaki (na 4 osoby około 8–10 średniej wielkości), starta jedna większa cebula (dla podkreślenia bardziej wyrazistego smaku), jajko, niedużo, bo około 2 łyżki mąki, sól i pieprz. Aby placki były chrupiące, warto po utarciu ziemniaków odsączyć je z nadmiaru soku. Niektórzy dodają trochę mleka, ale wówczas placki robią się gumowate, no i trudno o złoty kolor. Placki smażymy w większej ilości mocno rozgrzanego oleju z dwóch stron. Lubią nim nasiąkać, więc warto po zdjęciu z patelni ułożyć je na pa-

pierowym ręczniku, aby odsączyć nadmiar tłuszczu. I teraz następuje szybka decyzja, z czym je podajemy? Placki ziemniaczane są popularne jak Polska długa i szeroka, są również przysmakiem kuchni ukraińskiej i białoruskiej. Oprócz śmietany czy cukru można je podawać z musem jabłkowym, konfiturami lub mięsnym albo grzybowym sosem. W Wielkopolsce popularny jest duet, w którym różnym potrawom z ziemniaków, w tym ziemniakom w mundurkach, towarzyszy gzik (pyry z gzikiem) przyrządzony na bazie twarogu i śmietany, z takimi dodatkami, jak np. rzodkiewka, cebula czy szczypiorek. My spróbujmy pójść krok do przodu i podajmy nasze placki ziemniaczane z tzatziki. Ten pochodzący z Grecji dodatek to nic innego, jak jogurt połączony ze startym świeżym ogórkiem, ząbkiem czosnku, pieprzem i solą. Nieco obchodząc zasady, można też dodać twarogu. Niektórzy idą jeszcze jeden krok naprzód, kładąc na takiej masie twarogowo-ogórkowej plasterek łososia. Danie niedrogie i nieskomplikowane, a jakże wyszukane. No i jeszcze smakuje, tak jak wygląda – pysznie.

magazyn lubelski (76) 2021

57


(pod)

winna końcówka

enologiczna Antropologia

Mocno doświadczam ostatnio, że jestem głupie bydlę. Najpierw – nie wierzę, dopóki nie zobaczę. Urodził mi się syn we wrześniu. Przez całą ciążę niby-świadomość, bo mogłem posłuchać bicia serca, zobaczyć na USG, mówiłem do brzucha, kupowałem ubranka, mebelki, szał. Wszystko to jednak wirtualne. Dopiero gdy wziąłem go na ręce, zderzyłem się z rzeczywistością jak ze ścianą, a może lepiej – wystrzeliło mnie w kosmos. Bo to, że on jest, to rzecz nie z tej ziemi. Drugi aspekt mojego bydlęctwa wynika z faktu, że to czwarty syn. A zatem powinienem był wiedzieć, spodziewać się, pamiętać, przecież już to wszystko przeżywałem. Pamięć u starożytnych była jednym z przymiotów specyficznie człowieczych. Kto nie pamięta, gubi tożsamość i... zwykłe z niego bydlę. Z jednej strony nie ma więc poznania, które nie wyszłoby z doświadczenia, z drugiej zaś umiejętnością i zadaniem ludzkim jest doznania systematyzować, nazywać, opisywać, wynosić na nowy poziom, aktualizować swoje człowieczeństwo. Kiedyś ludzie pisali pamiętniki, listy, sporo rozmawiali, co wieczór robili rachunek sumienia, mieli czas, żeby się zatrzymać, przetrawić, czy lepiej – naprawdę przeżywać własne życie. Nie wiem jak Państwo, ja mam wrażenie, że choć prawdopodobnie doświadczam znacznie więcej niż przodkowie, wydarzenia po mnie spływają, jestem ich uczestnikiem jakoś obok. Jak mantrę powtarzam, że z winem jest zupełnie jak w życiu, tylko w mikroskali. Wielu dziwi się, jak daję radę poruszać się w gąszczu nazw, etykiet, producentów, szczepów. Toż to istna książka telefoniczna. Po pierwsze więc – doświadczenie. Nic nie może go zastąpić; teoretyzowanie o winie, chociaż ważne, choć wprowadza porządek, samo w sobie nie ma wartości. Systematyzacja wymaga przecież tego, co

58

magazyn lubelski (76) 2021

systematyzowane – wymaga doświadczenia. Trzeba być otwartym na próbowanie. Wszyscy to deklarują, jednak gdy przychodzi co do czego, zamykają się w bańkach swoich smaków, światach, w których czują się komfortowo. To trochę tak, jakby słuchać tylko jednego rodzaju muzyki, czytać jednego autora, oglądać tego samego reżysera. Oczywiście można, będzie to nawet przyjemne, ale nie zbuduje doświadczalnej bazy, pozwalającej na orientację na winiarskim oceanie. Rzecz druga to namysł i pamięć. Jest teraz sporo ułatwień do notowania – choćby aplikacje na towarzyszące nam wszędzie telefony. Nie chodzi wyłącznie o to, by oznaczyć wino jako „dobre”, „ok”, „zlew”, „masakra”. Potrzeba wysiłku, by nadać odpowiednie słowo, zastanowić się, rozróżnić, pomyśleć. Im więcej takich przepracowanych doświadczeń, tym łatwiej będzie nam znaleźć język i zbudować mentalną winiarską mapę, z którą łatwo się poruszać. Warto spróbować, choć gwarantuję, że to wcale nie takie proste, jakby się wydawało. Ostatnią rzeczą, na jaką przychodzi ochota, gdy siedzimy z lampką wina w dłoni na słonecznym tarasie, jest analiza swoich wrażeń. To przeszkadza, człowiek chce po prostu doznawać i zapomnieć o bożym świecie. Toutes proportions gardées, to trochę tak, jakby całować się z dziewczyną, a jednocześnie na boku robić notatki. Myślę, że jeśli chodzi o pocałunki, nie jest to pomysł najlepszy. Materia nie wymaga aż tak dogłębnej intelektualnej pracy. Z winem nie ma innego wyjścia – trzeba zapisywać. Z każdą kolejną degustacją będzie coraz łatwiej, a w końcu zwyczaj na tyle nas wciągnie, że wino niezapisane będzie się wydawać winem straconym. A zatem, długopisy i kieliszki w dłoń i do pracy. Nie ociągać się! Łukasz Kubiak


KURSY ZAWODOWE Z UPRAWNIENIAMI KOSMETYCZKA FRYZJER FLORYSTA HYDRAULIK KOMINIARZ KUCHARZ

CUKIERNIK PIEKARZ LAKIERNIK BLACHARZ MECHANIK I WIELE INNYCH IZBA RZEMIOSŁA I PRZEDSIĘBIORCZOŚCI W L U B L I N I E ul . R y n e k 2 TEL. 81 532 80 11 WWW.IZBA.LUBLIN.PL


60

magazyn lubelski (76) 2021

Profile for LAJF Magazyn Lubelski

LAJF Magazyn Lubelski #76  

Advertisement
Advertisement

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded