Page 1

P

isanie o polskim rynku książki dla dzieci i młodzieży staje się z roku na rok coraz mniej pasjonującym zajęciem. Gdzie bowiem te czasy, kiedy właśnie z tego sektora płynęły najbardziej elektryzujące newsy: wyraźne, nowe mody, odkrycia przekuwane na setki tysięcy sprzedanych egzemplarzy, nowe gwiazdy, nieoczekiwane powroty, wyczekiwane (przez wydawców) ekranizacje. Książki dla niedorosłych trafiały przecież na pierwsze strony gazet i  okładki tygodników opinii: Harry Potter, nowe „Mikołajki”, saga „Zmierzch”, sequel do „Kubusia Puchatka”, prequel do „Ani z Zielonego Wzgórza”. Wcześniej setki tysięcy (a może i miliony!) sprzedanych egzemplarzy książek związanych z disneyowskimi produktami totalnymi: „Król Lew”, „Alladyn”, „Pocahontas”. Od dobrych dwóch lat właściwie nie mamy w  Polsce tego rodzaju sensacji. Ostatnim akordem w  pieśni o  gigantach rynku dla dzieci i  młodzieży była dystopijna trylogia Susanne Collins, zapoczątkowana przez „Igrzyska śmierci”. Czy taka diagnoza miałaby prowadzić do zapowiedzi poważniejszego kryzysu? Jak się wydaje, bardziej uprawnione byłoby mówienie o powrocie do pewnej przeciętności. Co zaś do kryzysu… Fatalny dla całego polskiego rynku wydawnik

s

i

ą

ż k

i

b

e

czego rok 2011 zadał książce dla niedorosłych szczególnie ciężkie ciosy. Pewnym optymizmem może jednak napawać fakt, że dramatyczny spadek wydaje się być zahamowany. Pomiędzy 2011 a 2012 przychody w  tym sektorze zmalały, ale jedynie o 1 mln zł, czyli sumę doprawdy mało znaczącą w stosunku do „zjazdu”, jaki miał miejsce w  2011  roku. Niestety nie są jeszcze dostępne skumulowane dane opisujące osiągnięcia wydawców w 2014 roku, z doniesień płynących z niektórych firm (np. Egmont, Nasza Księgarnia) można wysnuwać jednak delikatny optymizm, choć byłby on zapewne oparty na raczej wątłych podstawach.

Czołówka wydawców Pomimo braku danych liczbowych można zakładać, że nie zaszły także większe zmiany w stawce wydawców książki dziecięcej. W  dalszym ciągu przoduje tutaj Wydawnictwo Olesiejuk z bardzo szeroką gamą produktów (głównie o charakterze edukacyjnym), bardzo tanich, kierowanych przede wszystkim do młodszych odbiorców. Cały czas mocno również świeci promowana z  sukcesem przez „braci” gwiazda Pierdomenico Baccalario. Serie tego autora – kierowane do tweens (10-13 rok życia) – zapewniają temu wydawcy miejsce także i w „starszym”

z p

ł

a

t

n y

d

o

d

a

t e

k

fot. Piotr Dobrołęcki

Książki dla dzieci i młodzieży

segmencie rynku dla niedorosłych. Interesującą ciekawostką w katalogu Olesiejuków są dwie książki opublikowane w  kwietniu – zupełnie nietypowe dla tej oficyny: „Alicja w Krainie Czarów” i „Pinokio”, ilustrowane przez Manuelę Adreani: bardzo pozytywne wrażenie robi w nich nowoczesna, wysokiej próby ilustracja. Egmont Polska, jako jedna z  nielicznych firm publikujących dla dzieci, opublikował z  dumą swoje wyniki finansowe i wynika z nich, że firma zdecydowanie odbija się od wcześniejszych spadków. Oficyna zanotowała w roku 2013 przychody ze sprzedaży książek na poziomie 37,43 mln zł, co daje 13,8 proc. wzrost w stosunku do roku 2012. Jednym z najważniejszych sukcesów tego wydawcy w mijającym roku jest akcja „Czytam sobie”: w jej ramach opublikowano trzy serie bardzo udanych, tak pod względem artystycznym, literackim, jak i  edukacyjnym, książek polskich pisarzy i  ilustratorów. Portal internetowy wspierający akcję oferuje kompleksowe porady dla nauczycieli, rodziców i  bibliotekarzy. Mocnym atutem promocyjnym (i  nie tylko) było wprowadzenie części tomów serii do restauracji McDonalds jako darmowy dodatek do Kid’s Menu. Zgodnie z zasygnalizowanym wyżej brakiem informacji trudno napisać więcej o sukcesach innych ważnych graczy •

m

a

j

2

0 1 4

1


Książki dla dzieci i młodzieży takich jak Publicat czy Wilga (której zeszłoroczne wejście do Grupy Foksal zaowocowało znacznym wzrostem przychodów). Dla wydawnictwa Media Rodzina był to jednak słabszy rok ze spadkiem sprzedaży o 11,9 proc., mimo sukcesu sprzedaży trylogii „Igrzyska śmierci”. Oficyna potrafiła także wprowadzić na rynek ambitne projekty artystyczne (np. książki ilustrowane przez Roberto Innocentiego). Nasza Księgarnia zrealizowała w 2013 roku 16,90 mln zł przychodów ze sprzedaży książek – to stosunkowo niewielki wzrost (2,7 proc.) w stosunku do nienajlepszego dla zasłużonej oficyny 2012 roku. Można przy tym założyć, że znacząca część tego wzrostu jest zasługą publikowanych przez oficynę bardzo popularnych powieści dla dorosłych autorstwa Małgorzaty Gutowskiej -Adamczyk.

Bestsellery Tezę o stagnacji na polskim rynku książki dla niedorosłych w  przygnębiający sposób potwierdza porównanie list bestsellerów „Gazety Wyborczej” z  lutego 2013 i lutego 2014 roku. Znajdujemy na niej (z  małymi wyjątkami) właściwie te same tytuły lub co najmniej nazwiska: „Pan Pierdziołka spadł ze stołka”, trylogia Susan Collins, kolejne tomy „Magicznego drzewa” Andrzeja Maleszki i  „Dziennika cwaniaczka” Jeffa Kinneya. Na ostatniej dostępnej liście „Gazety Wyborczej” brakuje już Agnieszki Chylińskiej, której dwie powieści „Zezia i Giler” oraz „Zezia, Giler i Oczak” były hitem podsumowań roku 2013 ze 100  tys. egzemplarzy sprzedanego nakładu każda. Skoro o  wysokości sprzedaży bestsellerów mowa: dwa zbiory utworów z  folkloru dziecięcego, ludowych wierszyków, wyimków z klasycznej literatury dla dzieci i „Nowe fikołki Pana Pierdziołka”, czyli „Pan Pierdziołka spadł ze stołka” w roku 2013 sprzedano 84 tys. egzemplarzy pierwszego tomu i 46 tys. drugiego. W  tym samym roku wydawnictwo Media Rodzina świetnie sprzedawało poszczególne tomy cyklu Suzanne Collin: „Igrzyska śmierci” (58 tys. egz)., „W  pierścieniu ognia” (55 tys. egz), „Kosogłos” (45 tys. egz.). Kolejny tom sagi fantasy Andrzeja Maleszki „Magiczne drzewo. Gra” osiągnął sprzedaż w wysokości 42 tys. egzemplarzy. Opowieści o przygodach anglosaskiego kuzyna Mikołajka – „Dziennik cwaniaczka 7” – rozeszły się w 34 tys. egzemplarzy. Młodsi czytelnicy wiernie wzruszają się „zwierzęcymi”

2

k

s

i

ą

ż k

i

b

e

historiami Holly Web: „Łezka, przerażona kotka” sprzedała się w 30 tys. egzemplarzy. Dużą popularność i  adekwatną do niej sprzedaż osiągnęły książki dla dzieci travelbrytki Martyny Wojciechowskiej. Wydawnictwo Burda NG Polska wypromowało dwa superbestsellery jej autorstwa: „Dzieciaki świata” i „Zwierzaki świata”. I  pomyśleć, że jeszcze całkiem niedawno uważano opowieści podróżnicze dla dzieci i  młodzieży za gatunek skazany na zapomnienie!

Czego nie ma na liście bestsellerów… Paradoksalnie najciekawszym wydarzeniem ostatnich 12 miesięcy jest jednak… brak pewnego wydarzenia! Mowa o powieści Johna Greena „Gwiazd naszych wina”. Książka ta – skierowana do starszych nastolatków, tzw. young adults – jest w USA i na zachodzie Europy gigantycznym sukcesem, porównywalnym już nieomalże z Harry Potterem. W  USA od momentu wydania w  2012 sprzedano mocno ponad milion egzemplarzy tego tytułu. Wzruszająca i tragiczna opowieść o miłości chorych na nowotwór nastolatków podbiła na tyle serca tamtejszych odbiorców, że w ankiecie na najlepszą książkę wszechczasów dla młodzieży powieść Greena osiągnęła drugie miejsce, zaraz za cyklem J.K. Rowling, dystansując „Igrzyska śmierci”, „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów” Ann Brashares i cykl „Dziedzictwo” Christophera Paoliniego. Powieść Greena pojawiła się na naszym rynku stosunkowo szybko, rok po premierze, za sprawą wydawnictwa Bukowy Las, i… właściwie przeszła niezauważona! Trudno bowiem 13. miejsce na liście sprzedaży Empiku uznać w tym kontekście za znaczący sukces. Sam w sobie bardzo interesujący casus ma – jak się wydaje – szersze konteksty. Z jednej strony każe sobie przypomnieć o  innej książce, kultowej na zachodzie, a w Polsce prawie niedostrzeżonej. „Charlie” Stephena Chbosky’ego opublikowany u  nas przez wydawnictwo Remi (2012) wydawał się być skazany na sukces: aura kultowości, mnóstwo seksu, narkotyków, same właściwie tematy tabu. I nic. Powieści nie pomógł nawet film z Emmą Watson (Hermioną z  ekranizacji przygód Harry`ego Pottera), który przemknął jak mrugniecie okiem przez polskie kina w 2013 roku, nie zwracając niczyjej uwagi. Z drugiej zaś strony, czytając doniesienia „The Publishers Weekly” z  tez p

ł

a

t

n y

d

o

d

a

t e

gorocznych targów w Bolonii polski obserwator rynku ze zdumieniem czyta o  ostatecznym wygasaniu mody na młodzieżowe dystopie, urbanfantasy czy ogólnie fantastykę. Nowym królem miałaby być mocna, szarpiąca za trzewia proza realistyczna dla nastolatków: taka, co będzie szukała najtrudniejszych tematów z życia owych młodych dorosłych, youngadults. Obie wyżej wspomniane powieści – „Gwiazd naszych wina” i „Charlie” – podawane są w tekście „The Publishers Weekly” jako sztandarowe przykłady tego co nadciąga. Szansy na zmianę można oczekiwać w  ekranizacji „Gwiazd naszych wina”. Film ma wejść na polskie ekrany 6 czerwca 2014 roku i być może rozgwieżdżona obsada i silniejsza promocja dystrybutora pomoże wypromować ten tytuł, a może i nową modę w literaturze dla młodzieży. Na stronie internetowej Bukowego Lasu nie widać jednak przygotowań do premiery filmu (oryginalny tytuł „The Perks of Being a Wallflower”). Ogląd półek polskich księgarni (i  list bestsellerów) wprowadza więc w konfuzję. Na półkach bowiem wampiry, wilkołaki, elfy, krasnoludy, bogowie i demony, dzieciaki brodzą w fioletowej postapokaliptycznej poświacie. W  książce młodzieżowej widać bowiem cały czas wysoką popularność powieści fantasy/powieści grozy, np. „Dom Hadesa” Ricka Riordana (Galeria Książk), „Dziedzictwo” C.J. Daugherty (Znak), „Baśniobór. Klucze do więzienia demonów” Brandona Mulla (W.A.B.), seria „Zwiadowcy” Johna Flanagana (Jaguar). Warto zwrócić uwagę na kolejny tom cieszącej się długoletnią popularnością a mieszczącej się w nurcie fantasy/science fiction serii Rafała Kosika „Felix, Net i Nika oraz sekret Czerwonej Hańczy. Tom 12” (Powergraph). Na marginesie warto zaznaczyć, że dla tego sektora rynku przydałaby się jakaś lokomotywa: rynek książki dla młodzieży powyżej 12. roku życia najbardziej ucierpiał w obecnym kryzysie. Przychody ze sprzedaży spadły w latach 2011-2012 o niemalże 50 proc.

Organizacje pozarządowe wspierające książkę dziecięcą – jakby słabiej? Ważną częścią rynku książki dla dzieci i młodzieży są organizacje pozarządowe. Najbardziej istotne z  nich to Fundacja ABC XXI oraz Polska Sekcja IBBY. Fundacja ABC XXI wydaje się – niestety! – tracić oddech po paśmie k

m

a

j

2

0 1 4


Książki dla dzieci i młodzieży trwających ponad 10 lat oszałamiających sukcesów związanych z realizacją kampanii „Cała Polska Czyta Dzieciom”. Z  jednej strony zwracają uwagę dramatyczne apele o wpłacenie 1 proc. podatku, zawierające informację, że większość biznesowych partnerów Fundacji przestała udzielać jej wsparcia. Przez całą dekadę działania ABC XXI cieszyły się przecież znakomitym uczestnictwem firm z  różnych sektorów – bankowych, papierniczych, medialnych. Należy sądzić, że zmiana sytuacji może być wyjątkowo niebezpieczna dla kampanii. Innym polem, na którym działania Fundacji znalazły się w  poważnej sytuacji jest akcja „Pierwsza książka mojego dziecka”. O ile sam scenariusz działań (rozdawanie rodzicom w szpitalach położniczych przygotowanego tomu tekstów) nie budził znaczących kontrowersji, o tyle sama książka stała się – już w zeszłym roku – obiektem niezwykle gwałtownej krytyki ze strony środowisk artystycznych i  literackich. Bardzo wysoki poziom dotacji jaką Fundacja otrzymała na realizację akcji był z pewnością czynnikiem podwyższającym temperaturę sporu wobec książki. Należy mieć nadzieję, że Fundacja ABC XXI zrobi jeszcze wiele dobrego dla czytelnictwa najmłodszych i wypłynie w  nadchodzącym roku na spokojniejsze i pewniejsze wody! Polska Sekcja IBBY działająca oczywiście w znacznie mniejszym zakresie niż Fundacja ABC XXI – dzielnie realizuje swoje zamierzenie, borykając się z dramatycznym brakiem środków: stąd również płyną informację o wycofujących się sponsorach. W mijającym roku dzięki dotacji ministerialnej zrealizowano flagową imprezę PS IBBY – nagrodę Książka Roku, nie udało się już jednak zorganizować drugiej z nagród – Donga.

Wydawnictwa lilipucie Fenomen małych wydawnictw dziecięcych, wprowadzających na rynek bardzo ambitne pozycje przeznaczone dla najwybredniejszych rodziców, trwa w Polsce nadal. Najważniejszym przykładem sukcesu takiej firmy jest wydawnictwo Dwie Siostry, jakkolwiek można mieć wrażenie, że to wydawnictwo weszło już chyba do wyższej ligi finansów z  prawdziwymi bestsellerami, takimi jak seria „Mamoko” Aleksandry i  Daniela Mizielińskich, gdzie każdy tom ma sprzedany nakład ok. 8 tys. egzemplarzy, czy przede wszystkim „Mapy” (tych samych autorów), sprzedające się (jak mówi wyk

s

i

ą

ż k

i

b

e

Nagrody związane z książkami dla dzieci i młodzieży przyznane w tym roku: •• „Przecinek i kropka” •• „Książka Roku” (Nagroda Polskiej sekcji IBBY): –– Malina Prześluga za książkę dla dzieci „Ziuzia” –– Ewa Przybylska za książkę dla młodzieży „Most nad Missisipi” –– Marta Ignerska za projekt graficzny i ilustracje do książki Mikołaja Łozińskiego „Prawdziwa bajka” –– Joanna Concejo za ilustracje do książki Marka Bieńczyka „Książę w cukierni” –– Marta Lipczyńska-Gil, za stworzenie i prowadzenie przez ponad pięć lat kwartalnika „Ryms” •• Medal Polskiej Sekcji IBBY: –– Zofia Beszczyńska (literatura) –– Bożena Truchanowska (grafika) •• Nagroda Literacka im. Kornela Makuszyńskiego – Marcin Pałasz „Sposób na elfa” oraz dodatkowa nagroda tzw. „Superkoziołek” dla Wandy Chotomskiej •• Nagroda Literacka m. st. Warszawy w kategorii „książka dla dzieci” – „Proszę mnie przytulić” Przemysława Wechterowicza z ilustracjami Emilii Dziubak (Agencja Edytorska Ezop) •• Nagroda Prezydenta Wrocławia Dobre Strony (2013) – wydawnictwo Media Rodzina za książkę Małgorzaty Strzałkowskiej „Pejzaż z gżegżółką, czyli językowy zawrót głowy” •• Nagrody Poznańskich Spotkań Targowych (tzw. Pegaziki) –– w kategorii „Twórca” – Krystyna Miłobędzka –– w kategorii „Przyjaciel Książki dla Dzieci i Młodzieży” – Ewa Gruda •• Nagroda miesięcznika „Magazyn Literacki KSIĄŻKI” za „ Wydarzenie Roku 2013” – akcja „Czytam sobie” organizowana przez oficynę Egmont Polska

dawca) „w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy”. Ten ostatni tytuł zdecydowanie zasługuje na miano wydarzenia sezonu! Nawet jeżeli nie trafił na listy bestsellerów, to do takiego miana upoważniają również sukcesy zagraniczne. Trzeba jednak podkreślić, że są to jednak wyjątkowe sytuacje: zwykle sprzedane nakłady wydawnictw lilipucich to ok. 1000 egz. Nabywcami produktów wydawniczych Dwóch Sióstr, Wytwórni, Hokus Pokus, Tashki, Muchomora, Ezopa, Entliczka są według Katarzyny Domańskiej z Dwóch Sióstr „bogaci młodzi rodzice, których naprawdę stać na to, żeby kupić dziecku wszystkie aplikacje i gry komputerowe świata, a  przychodzą do nas na targach i  wydają grube setki na książki dla dzieci”. Uwaga ta odnosi się także klientów innych wydawnictw lilipucich. Warto zaznaczyć, że te małe wydawnictwa nie sprzedają swoich tytułów w  supermarketach. Sprzedaż jest realizowana przez: (w  tej kolejności) hurtownie książek, księgarnię internetową Merlin.pl, księgarnie stacjonarne i klubokawiarnie czy wreszcie przez sprzedaż bezpośrednią – targi, sklep internetowy, czy nawet w  siedzibie wydawnictw.

z p

ł

a

t

n y

d

o

d

a

t e

k

Nowa książka edukacyjna Pisząc o wydawnictwach lilipucich, warto zauważyć pojawiający się stosunkowo nowy (choć trwający więcej jak rok), ciekawy wątek związany z książką artystyczną. Sukces tomu „D.O.M.E.K.”, będącego swoistym wprowadzeniem do architektury, napisanego i zilustrowanego przez Aleksandrę i  Daniela Mizielińskich, zachęcił najwidoczniej tę plejadę oficyn do nurtu książki edukacyjnej. Trzeba przypomnieć, że „D.O.M.E.K.” został bardzo dobrze przyjęty przez rynek i  rozpoczął prawdziwe pasmo sukcesów tej pary ilustratorsko-autorskiej, związanych właśnie z  awangardową książką edukacyjną dla dzieci. „D.O.M.E.K.” rozpoczął całą „S.E.R.I.Ę” wydawnictwa Dwie Siostry, w  skład której weszły „D.E.S.I.G.N.”, „M.O.D.A.” oraz „S.Z.T.U.K.A.”. Prawa autorskie do wszystkich tytułów zostały sprzedane do wielu krajów, w Europie i poza jej granicami. Z  dużym sukcesem na polu awangardowej książki edukacyjnej dla dzieci (młodszych i  starszych) działa inne wydawnictwo „lilipucie” – Muchomor. W  ofercie tej oficyny można znaleźć awangardowe książeczki poświęcone historii Polski (np. „Bitwa pod •

m

a

j

2

0 1 4

3


Książki dla dzieci i młodzieży

Nagrody i sukcesy zagraniczne książek polskich autorów •• „Majn Alef Bejs” – Urszula Palusińska za ilustracje do książki Jehoszue Kaminskiego –– Bologna Ragazzi Award w kategorii „non fiction” (2014) •• „Oczy” Iwony Chmielewskiej wydane przez koreańskie wydawnictwo Changbi – nagroda Bologna Ragazzi Award (2013) •• „Pamiętnik Blumki” Iwony Chmielewskiej (Media Rodzina) – niemiecka wersja książki została nominowana do nagrody Der Deutsche Jugendliteraturpreis •• „Dokąd iść. Mapy mówią do nas” z ilustracjami Krystyny Lipki-Sztarbałło i tekstem Heekyoung Kim (Wydawnictwo Entliczek). Niemiecka wersja książki została nominowana do nagrody Der Deutsche Jugendliteraturpreis •• „Mapy” Aleksandry i Daniela Mizielińskich (Wydawnictwo Dwie Siostry): „New York Times” wymienił książkę polskich projektantów w zestawieniu sześciu najciekawszych i najpiękniej zilustrowanych książek dla dzieci, wydanych w 2013 roku •• „Mapy” Aleksandry i  Daniela Mizielińskich (Wydawnictwo Dwie Siostry) – Prix Sorcières 2013 w kategorii „non fiction” (Francja)

Grunwaldem 1410” Tomasza Diatłowickiego) czy tytuły dedykowane historii nauki – napisane przez Annę Czerwińską-Rydel, takie jak „Ciepło – zimno. Zagadka Fahrenheita” czy „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem”). W tym nurcie wydawniczym mieszczą się także książki proponujące nowy model wychowania patriotycznego, jak „Kto ty jesteś?” Joanny Olech (tekst) i Edgara Bąka (ilustracje), opublikowaną przez Wytwórnię czy „A ja jestem Polak mały, moim krajem jest świat cały” Elizy Piotrowskiej (Czarna Owieczka).

Audiobooki, e-booki i appsy Analiza „niedrukowanych” sektorów publikacji związanych z rynkiem książki dla niedorosłych również nie nastraja optymistycznie. Jeszcze rok temu wyrażałem na tych łamach nadzieję na szybki rozwój formatów audio/elektronicznych. Niestety, wydaje się, że przedwczesny to był optymizm. Rzecz jasna zawsze należy pamiętać, że sukces wszystkich sektorów polskiego rynku książki związanych z nowymi technologiami jest ściśle zdeterminowany przez zjawisko piractwa. Najistotniejszą i  kluczową przeszkodą w rozwoju tych produktów medialnych jest nieustannie serwis chomikuj. pl, definiujący się jako „przyjazny dysk internetowy”: „Chomik to Twój przyjazny dysk internetowy. Przechowuj na nim za darmo i bez ograniczeń wszystkie potrzebne Ci pliki”. Właściciel serwisu zarejestrował swoją firmę na Cyprze, poza zasięgiem polskich sądów. W wydawanych przez siebie oficjalnych enuncjacjach właściciele Chomika prowadzą antypiracką krucjatę i  podkreślają szkodliwość tego zjawiska!

4

k

s

i

ą

ż k

i

b

e

Zdecydowanie największym rozczarowaniem może być rynek książkowych appsów (aplikacji na systemy Android, Windows i IOS) na urządzenia mobilne. W ostatnich 2-3 latach zagraniczni wydawcy bardzo wiele obiecywali sobie po tym formacie. W Polsce zrealizowano kilka bardzo udanych pod względem artystycznym projektów, na światowym poziomie (produkty Fundacji Festina Lente, świetna „Lokomotywa” firmy Big Rabbit czy „Amelia i  postrach nocy” przygotowana przez firmę Ohnoo). Ostatni rok nie przyniósł jednak ani na świecie, ani w Polsce gwałtownej popularyzacji appsów. Z  dużych rodzimych firm wydawniczych jedynie chyba Egmont w bardziej znaczący sposób eksperymentuje na tym polu (wieloplatformowy cykl „Basia” oparty na książce duetu Zofia Stanecka i Marianna Oklejak).

Targi i festiwale

Kolejnym zagadnieniem jest podatek VAT. Jak wiadomo książki objęte są w Polsce taką samą stawką tego podatku (5 proc.). E-booki i appsy dystrybuowane przez internet podobnie jak w całej Unii Europejskiej są opodatkowywane jako „usługa” (podatek VAT 23 proc.). Większa cześć obserwatorów i komentatorów rynku ocenia, że jest to druga co do ważności (po piractwie) przeszkoda w rozwoju tej części polskiego rynku książki. Oferta audio dla niedorosłych jest zaskakująco wątła: w katalogu hurtowni Olesiejuk można odnaleźć 70 tytułów książek audio przeznaczonych dla dzieci. Znacznie bogatszą ofertę można odnaleźć z  ofercie hurtowni Azymut: 469 tytułów książek audio przeznaczonych dla dzieci i 89 tytułów przeznaczonych dla młodzieży (w obu kategoriach znajdują się „bundle” wersje papierowe z dołączonym CD z wersją audio). Podobną liczbę tytułów z tego sektora oferuje serwis audioteka.pl (większa liczba tytułów dla młodzieży – 171). Bardziej obszerna wydaje się oferta e-booków związanych z  omawianym sektorem: Woblink powiązany z  wydawnictwem Znak ma w  swoim katalogu ok. 450 tytułów w dziale „literatura dla Dzieci i Młodzieży”. Inny dystrybutor empik.com oferuje 456 produktów w dziale „e-booki dla dzieci” oraz 2 (!) książki w  dziale „e-booki dla młodzieży”. Inni dystrybutorzy deklarują znacznie obszerniejsze oferty tytułowe w opisywanym segmencie: Virtualo (spółka zależna Empik) – 1022 (w tym 470 dla młodzieży), Nexto – 733 tytuły (bez podziału na literaturę dla dzieci i młodzieży). W dalszym ciągu nie są to jednak liczby, które mogłyby dorównać oczekiwaniom co do oferty dla cyfrowej przecież generacji!

Książka dla dzieci i młodzieży od zawsze jest bardzo wdzięcznym produktem na wszelkie masowe imprezy. Nieprzypadkowo więc rośnie w Polsce liczba takich wydarzeń. Dla niepoznaki nazywane są niekiedy „targami”, ale faktycznie są to kiermasze wzbogacane ciekawymi imprezami literackimi czy artystycznymi. Najstarszą i  najbardziej chyba popularną imprezą tego rodzaju są Poznańskie Spotkanie Targowe – Książka dla Dzieci i Młodzieży. W imprezie w roku bieżącym (już trzynastej z rzędu!) uczestniczyło 49 wydawców i około 40  tys. odwiedzających. Wśród wystawców znalazły się m.in Wydawnictwo Dwie Siostry, Zakamarki, Nasza Księgarnia, Media Rodzina, Literatura, Publicat, a  także instytucje kulturalne, jak np. Centrum Sztuki Dziecka. Tegoroczne targi honorowym patronatem objęła Małżonka Prezydenta RP Anna Komorowska. Podobna impreza jest organizowana we Wrocławiu (5. Targi Książki dla Dzieci i Młodzieży Dobre Strony, 29 maja-1 czerwca 2014). Najnowsze imprezy tego rodzaju to Festiwal Tere-Fere organizowany wspólnie przez wydawnictwo Muza oraz Muzeum Książki Dziecięcej w  Warszawie (16-19 marca 2014) oraz Festiwal Literatury dla Dzieci. Ta ostatnia inicjatywa – zakrojona na bardzo szeroką skalę – obejmuje realizację przeszło 100 spotkań i wydarzeń towarzyszących, które odbędą się w Krakowie, Warszawie i Wrocławiu w 18 dni. Organizatorzy (CafeSzefe i  Fundacja Czas Dzieci) promują Festiwal jako „prawdziwe święto wszystkich małych moli książkowych” (12 maja do 1 czerwca 2014).  Michał Zając

z p

k

ł

a

t

n y

d

o

d

a

t e

m

a

j

2

0 1 4


Magiczny Ăwiat NVLÈĝHNGODG]LHFL

12:2¥m

POLECAMY .VLÈĝNLGRVWÚSQHZNVLÚJDUQLDFKQD .VLÈĝNLGRVWÚSQHZNVLÚJDUQLDFKQDWWW.BURDAKSIAZKI.PLLZVSU]HGDĝ\Z\V\ïNRZHMWHO=QDMGěQDVQD)DFHERRNX%XUGD.VLÈĝNL LZVSU]HGDĝ\Z\V\ïNRZHMWHO=QDMGěQDVQD)DFHERRNX%XUGD.VLÈĝNL


Fragment książki P.D. Baccalario

„Sklepik Okamgnienie. Busola snów” Zwolnili mnie po niecałym miesiącu pracy. Tak. Wielebny Prospero nie użył co prawda tego sformułowania i nawet próbował mi wmówić, że świetnie się spisywałem, ale efekt był taki, że nie pracowałem już jako listonosz w Applecross. – Chodź ze mną, chłopcze… – zagadnął, kładąc mi dłoń na ramieniu, po czym lekko mnie popchnął. – Pomówimy z Jules’em. Problem z  wielebnym był taki, że mężczyzna zupełnie nie zdawał sobie sprawy ze swojej siły. Mierzył prawie dwa metry, miał płomienne spojrzenie i  władczy, niedopuszczający sprzeciwu ton głosu. – Gałgan, do nogi… – nakazałem psu, a ten zawył i podreptał za mną. Jules, do którego mieliśmy pójść, to stary listonosz z   Applecross, ten sam, którego zastępowałem. Musiałem dostarczać listy do wszystkich gospodarstw na półwyspie, a od czasu do czasu nawet na wyspach, kiedy adres się nie zgadzał i  na przykład wiadomość zaadresowano do „Rodziny Coughnamara, Applecross”, a  Coughnamara nie mieszkali w Applecross od jakichś dwudziestu lat. Szczęściarze, przeprowadzili się do Beinn’a  Leac, leżącego po drugiej stronie zatoki. Wszyscy o tym wiedzieli, z wyjątkiem Jules’a  i  nadawcy, który – podobnie jak cała reszta świata – nie miał zielonego pojęcia, gdzie się znajduje Applecross. Applecross to mała mieścina, kilka domów (serio: kilka) w północnej Szkocji. Prowadzi do nas jedyna droga, na której początku znajduje się napis: „Uwaga! Przejazd odradzany świeżo upieczonym kierowcom. Niebezpieczeństwo!”. Naprawdę, nie żartuję. Ale wtedy, latem, niebezpieczeństwo nie wiązało się z tym, że ktoś mógł wypaść z drogi, co byłoby zapewne fatalne w  skutkach, szczególnie na odcinku prowadzącym nad urwiskiem, na Łosiowym Rogu albo Małym Czubku. Nie chodziło także o  te dziewiętnaście zakrętów, na których ledwo, ledwo można się wyminąć, czy o króliki, które przebiegają przez jezdnię, kiedy tylko usłyszą warkot silnika (zawsze przecinają drogę wtedy, gdy nadjeżdża samochód, nikt nie wie dlaczego). Nie chodziło też o mgły, bardzo gęste, które potrafią uformować się w minutę, nawet w samym środku lata. Zagrożenie stanowił on: Jules. Listonosz.

6

k

s

i

ą

ż k

i

b

e

W te wakacje zastępowałem go, bo skręcił sobie nogę w kostce, zeskakując z roweru. Przedtem na rowerze rozwoził pocztę i  kiedy się go mijało, unosił rękę na powitanie albo dawał znak, żeby się zatrzymać, jeżeli miał coś do doręczenia. „Dzięki, Jules” – trzeba było wyrecytować, nawet jeśli list miał stempel z  ubiegłego miesiąca. Absolutnie nie należało dorzucić czegoś w stylu: „Nie sądziłem, że dojdzie tak szybko!”. No bo Jules był strasznie obrażalski. Od razu myślał, że ktoś uważa, iż to z jego winy list nie dotarł wcześniej, i od tego momentu stawał na głowie, aby kolejne dostarczać jeszcze później. Był przeczulony na swoim punkcie i niemiłosiernie się obijał. Podczas tych czterech tygodni, kiedy pracowałem w jego zastępstwie, dostarczyłem więcej listów niż on przez pół roku. – Co ty wyprawiasz, chłopcze?! – wykrzyknął oburzony, gdy to do niego dotarło. – Jeśli dalej będziesz tak postępował, to popsujesz mi cały system pracy! – O jakim systemie mówisz? – zapytałem. A on się wtedy obraził i poprzysiągł sobie, że słono za to zapłacę. Mógłbym się założyć, że wyglądało to tak, iż Jules, kuśtykając, wyszedł z poczty (utykał już od miesiąca, mimo że wszyscy wiedzieli, że udaje) i poszedł się poskarżyć wielebnemu Prosperowi – jak każdy, kto miał jakiś problem. A Prospero, jak zawsze w  takich sytuacjach, wymyślił rozwiązanie. – Popatrz tylko, co za cudo…! – wykrzyknął tamtego dnia. – Nowoczesność zapukała do naszego miasteczka. Zaprowadził mnie przed pocztę, aby mi pokazać płomiennoczerwoną furgonetkę ze znaczkiem Royal Mail na drzwiach, zaparkowaną w poprzek, tuż przed budynkiem. – Wielebny chyba żartuje? – zapytałem. A  on jakby mnie nie słyszał. Splótł dłonie na piersiach. – Właśnie ją przyprowadzono, prosto z poczty głównej – wyjaśnił. – Cudna, prawda? Wybuchłem śmiechem. – A kto miałby niby siedzieć za kierownicą? Jules? Prospero spojrzał na mnie zaskoczony.

Fragment pochodzi z drugiego tomu serii, który ukaże się w  księgarniach 21 maja (Wydawnictwo Olesiejuk). 1 tom serii ukazał się w październiku 2013 roku.

z p

k

ł

a

t

n y

d

o

d

a

t e

– A… właściwie dlaczego nie? W końcu jest listonoszem. Czerwona furgonetka przywodziła na myśl skrzyżowanie tostera z potrzaskiem. Wyobraziłem sobie, jak mknie z szybkością stu kilometrów na godzinę główną ulicą Applecross albo trasą nad urwiskiem, Bealanch Ba, drogą dla bydła, i  poczułem, jak przechodzą mnie dreszcze. – Wielebny, ale Jules nie umie prowadzić… – wymamrotałem przejęty. – To tak jak ty… – wytknął mi Prospero. No jasne, nie miałem nawet czternastu lat. I w ten sposób wielebny zwolnił mnie ze stanowiska listonosza. Uniosłem ręce nad głowę, tak jakbym się poddawał, i zdjąłem służbową torbę. – Jak wielebny sobie życzy – rzuciłem. – Ale proszę potem nie mówić, że nie ostrzegałem. Zagwizdałem. Gałgan przestał się drapać i zaczął, cały zadowolony, kręcić mi się pod nogami. – Czy mogę przynajmniej zatrzymać rower? – zapytałem. Wielebny nawet się nie odwrócił, tak był urzeczony błyskiem karoserii. – Muszę ci znaleźć inną robótkę… – stwierdził. – Widzimy się jutro rano na plebanii. Miałem wrażenie, że nie może sobie przypomnieć, jak się nazywam. – Finley Mc Phee – podpowiedziałem. – Idziemy. Na popołudnie miałem plan B. Niestety, nie byłem jedyny. 

m

a

j

2

0 1 4


Książki dla dzieci i młodzieży Ewa Świerżewska, Jarosław Mikołajewski

Co czytali sobie, kiedy byli mali?

Egmont, Warszawa 2014, s. 320, ISBN 978-83-237-6083-2

Aaron Frisch

Czerwony Kapturek w wielkim mieście Uwspółcześniona wersja klasycznej baśni braci Grimm zaskoczy wielu czytelników. Główna bohaterka nosi czerwony płaszcz z kapturem i tenisówki, zamiast wiklinowek

s

i

ą

ż k

i

b

e

z p

Lektury dzieciństwa –  Ewa, pozwolisz, że tym razem to ja zapytam cię o twoją pierwszą w życiu lekturę? Czym się zaczytywałaś, kiedy byłaś mała? –  We wczesnym dzieciństwie miałam problem z książkami – a tak naprawdę to ze wzrokiem, co powodowało, że czytanie przychodziło mi z dużym trudem. Dopiero gdy zaczęłam nosić okulary, książki stały się czymś atrakcyjnym. Byłam uprzywilejowana, gdyż moja mama pracowała w wydawnictwie Nasza Księgarnia, więc do naszego domu trafiło wiele nowości. Uwielbiałam „Zajączka z rozbitego lusterka” Heleny Bechlerowej i „Małpeczki z naszej półeczki” Kristy Bendovej; „Kubusia Puchatka” – to samo wydanie, o którym w książce wspominał Michał Rusinek; no i „Muminki” – kilka niewielkich tomików mam nadal, ale ich stan pozostawia wiele do życzenia. –  Czy córkom proponowałaś swoje ulubione książki z dzieciństwa? Podzielały twój zachwyt? –  Moje dzieci od urodzenia żyją w gąszczu książek. Gdzie się nie ruszą, tam natykają się na grubsze i cieńsze tomy. Dochodzi czasem do tego, że przemieszczanie się w niektórych miejscach domu należy do sportów ekstremalnych. A tak poważnie, to staram się od samego początku otaczać je bardzo różnymi książkami. Oczywiście najchętniej tymi najlepszymi – mądrymi i pięknymi, choć jestem zdania, że powinny zobaczyć też takie, których nikomu nie polecam – czy to ze względu na treść, czy – znacznie częściej – szatę graficzną. A wszystko po to, by same w przyszłości potrafiły ocenić, co jest wartościowe, a co nie. Z wielką przyjemnością sięgamy czasem do starych książek – czy to tych z mojego, czy też nawet z dzieciństwa mojej mamy, których całkiem sporo się zachowało. Jest to ta najmocniejsza klasyka, czyli bracia Grimm, Andersen – książki, które w moich dzieciach budzą mieszane uczucia; „Kubuś Puchatek”, „Dzieci z Bullerbyn”, ale przede wszystkim opowieści o Pippi, Emilu – uwielbiane przez Igę i Adę. –  Bardzo trzeba było namawiać interlokutorów do zwierzeń? Grzebanie w pamięci, sięganie do lat szczenięcych dla wielu było chyba bardzo trudne? –  Tych, którzy zgodzili się na rozmowę, specjalnie namawiać nie było trzeba. Niektórzy świetnie się do tych spotkań z nami przygotowali, wyszukując stare książki, czy też wypisując sobie na kartkach tytuły i autorów. Inni szli na żywioł, sypiąc tytułami jak z rękawa. Zdarzali się też tacy, których wspomnienia wiązały się bardziej z osobami czytającymi im pierwsze książki, niż z samą treścią, dlatego podczas rozmów robiło się niekiedy sentymentalnie. Zwróciłam uwagę na pewną prawidłowość – im nasz rozmówca był bardziej chorowity w dzieciństwie, tym więcej czytał – i to niezależnie od statusu materialnego rodziny. Niemal wszyscy z przepytywanych korzystali z bibliotek, więc te instytucje odegrały wielką rolę w ich życiu. –  Z książki przebija mocny przekaz, że to, co przeczytamy w dzieciństwie, ma wpływ na nasze dorosłe życie. Czy można na podstawie opowieści sławnych Polaków stworzyć wykaz najwartościowszych lektur? –  Nawet jeśli nie konkretne książki mają wpływ na nasze życie, to na pewno to, że w dzieciństwie czytaliśmy. Że daliśmy się porwać fantastycznym światom, które działały na wyobraźnię, poszerzały wiedzę i horyzonty. Oczywiście niektórzy rozmówcy potrafili wskazać konkretne tytuły, które ich kształtowały. Z naszych rozmów wyraźnie wyłania się pewien kanon literatury dziecięcej, niezmienny od kilkudziesięciu lat. Wiele tytułów przewija się przez te 24 wywiady – niezależnie od wieku rozmówców. To na pewno „Baśnie” Andersena i braci Grimm, „Koziołek Matołek”, „Serce” Amicisa, ale też wiele książek przygodowych polskich autorów. Co ciekawe, wiele z tych tytułów odnaleźć możemy w spisie książek, które zakwalifikowały się do projektu „Kanon książek dla dzieci i młodzieży”, przy którym miałam przyjemność pracować kilkanaście lat temu. –  Aga Zaryan przyznała ci się, że na swoich dziecięcych książkach zrobiła pierwszy biznes, Kazik Staszewski wyznał, że sam w dzieciństwie pisał książki. Który z rozmówców zaskoczył cię najbardziej? –  Najbardziej zaskoczył mnie nie mój rozmówca, a Tomasz Majewski, który w rozmowie z Jarkiem Mikołajewskim podważył wielkość Sienkiewicza. A z osób, z którymi ja rozmawiałam, to rzeczywiście Kazik – po pierwsze tym, co czytał (lub jemu czytano), co inspirowało go do tworzenia własnych książek w dzieciństwie, a przede wszystkim tym, że te jego prace zachowały się do dziś, dzięki czemu mogliśmy pokazać je czytelnikom w książce „Co czytali sobie, kiedy byli mali”. Rozmawiała Ewa Tenderenda-Ożóg

fot. archiwum autorki

Wanda Chotomska czytanie książek zaczynała… od końca. Z ciekawości zakończenia. Bohdan Butenko, mając siedem lat czytał „Potop”, Jerzy Bralczyk z  kolei przygodę z  czytaniem zaczynał „Panem Tadeuszem”, Grzegorz Turnau zaczytywał się powieściami Niziurskiego, Marek Kamiński Verne`em i Centkiewiczami. Dwudziestu czterech znanych Polaków, z różnych światów, wśród nich: Bohdan Butenko, Jacek Cygan, Janusz Gajos, Julia Hartwig, Krystyna Janda, Andrzej Wajda i Józef Wilkoń w rozmowach z Ewą Świerżewską i Jarosławem Mikołajewskim opowiadają o swoich książkach z dzieciństwa. Lektury poznawali dzięki rodzicom, babci, wujkowi, cioci. A gdy sami nauczyli się czytać, z wielką chęcią sięgali po książki, czasem nawet były to zaskakujące tomiszcza (Janusz Gajos wyznaje, że pierwszą samodzielną lekturą było „O rozwoju rodzaju ludzkiego”). Niektórzy nawet (patrz: Kazik Staszewski) zaczęli samodzielnie tworzyć książkowe opowieści. Te same lektury jednym się podobały, innych wręcz od nich odrzucało: „»Serce« Amicisa było nie do przebrnięcia” – mówi Wanda Chotomska. Z kolei Janusz Gajos wyznaje: „Bardzo się wzruszałem »Sercem« Amicisa” . Ale wszyscy interlokutorzy przyznają zgodnie, że kontakt z literaturą miał wpływ na ich dorosłe życie. Lektura, bogato okraszona reprodukcjami oryginalnych okładek, użyczonymi przez Muzeum Książki Dziecięcej, przywołuje wspomnienia z własnego dzieciństwa, zachęca do spaceru aleją pamięci w poszukiwaniu własnych pierwszych przeczytanych samodzielnie książek. Graficzna forma książki jest wypieszczona, zachwycająca, ilustracje – świeże, pomysłowe, podobnie jak portrety rozmówców, które są dziełem Daniela de Latour. Chwała wydawnictwu Egmont, chwała Jarosławowi Mikołajewskiemu i Ewie Świerżewskiej oraz ich rozmówcom, że postanowili pokazać, czy wręcz dowieźć, jak niezbędne jest wychowanie wśród książek. Publikacja została wydana w ramach akcji promujacej czytanie „Czytam sobie”. (et)

Rozmowa z Ewą Świerżewską

ł

a

t

n y

d

o

d

a

t e

k

m

a

j

2

0 1 4

7


Książki dla dzieci i młodzieży

tłum. Ewelina Angielczyk, Media Rodzina, Poznań 2014, s. 32, 29 zł, ISBN 978-83-7278-834-4

Piotr Rubik

Bajki z Zielonego Lasu Każdy chyba młody rodzic tego doświadczył. „Opowiedz mi bajkę” – domaga się malec przed snem, albo np. w trakcie podróży. Bo dzieci kochają bajki i baśnie. Nie ważne, czy chodzi o te książkowe, czy te z głowy mamy lub taty. A raz wymyślona historyjka, może ciągnąć się przez kilka wieczorów, nabierać nowych wątków, dotyczyć najrozmaitszych problemów. Świetnym opowiadaczem historyjek okazał się słynny kompozytor Piotr Rubik. Wydało się, że ma nieograniczoną wyobraźnię, kapitalnie miesza realizm z fantazją, świat przez niego wykreowany ciekawi i wciąga do środka. „Za górami, za lasami, za siedmioma dolinami, za wielką górą i wielką rzeką, bardzo, bardzo daleko był sobie Zielony Las” – tak rozpoczyna się każda z opowiastek zebranych w tomie. Główną bohaterką jest Helenka, która razem ze swym kolegą Guciem kameleonem umie rozwiązywać najtrudniejsze problemy. Jak przyznaje we wstępie autor, inspiracją do powstania bajek była jego córka Helenka, która domagała się codziennie nowej bajki i to jeszcze za każdym razem o innym zwierzątku. I tak w książce występu8

k

s

i

ą

ż k

i

b

e

Rozmowa z Piotrem Rubikiem

Bajki dla Helenki

–  Ma Pan już nowy zawód. Jakie uczucia towarzyszą panu w związku z wydaniem debiutanckiej książki? –  Nowy zawód? Absolutnie nie. Za dużo powiedziane. Moim głównym obszarem działalności jest i będzie komponowanie muzyki. Bajkopisarz, a raczej może „bajkoopowiadacz”, to takie trochę wymuszone hobby. Moja córka Helenka zawsze bardzo lubiła gdy opowiadałem jej bajki. Najlepiej codziennie nową. Dlatego wymyśliłem bajki o Zielonym Lesie i codziennie przed snem opowiadałem kolejną przygodę, a Helenka pomagała mi w wyborze zwierzątek, które pojawiają się w opowieściach. Muszę podkreślić, że nie mam ambicji być pisarzem. To tylko czysta rozrywka, chęć sprawienia radości swojemu dziecku. A jeśli przy okazji pomoże to innym rodzicom w usypianiu ich pociech to mogę się tylko cieszyć. –  Czyjej opinii obawia się pan najbardziej? –  Opinie osób, na których najbardziej mi zależy już poznałem. Mojej żonie i córkom książka się podoba. Mam nadzieję, że bajki spodobają się również innym dzieciom. –  Czy myślał pan o nagraniu słuchowiska o mieszkańcach Zielonego Lasu? Przy pana profesji pomysł sam się nasuwa… –  Nagrałem audiobooka, który zostanie wydany w tym samym czasie co książka. Czytam tam wszystkie bajki sam, nierzadko z podziałem na role, każda oprawiona jest moją oryginalną muzyką, dołożone są przeróżne efekty dźwiękowe zatem można powiedzieć, że jest to namiastka słuchowiska. –  Okazuje się, że Piotr Rubik potrafi rapować… –  To nic trudnego jeśli ma się poczucie rytmu. A to jest wpisane w mój zawód. Oczywiście w audiobooku robię to tylko dla żartów. –  Czy czytelnicy mogą spodziewać się dalszych przygód Helenki i jej przyjaciół z Zielonego Lasu? Pewnie druga córeczka także chciałaby się pojawić w opowieściach taty? –  Druga córeczka Alicja pojawia się już teraz. Nie mogło jej zabraknąć, bo przecież za kilka lat gdy będzie czytać „Bajki z Zielonego Lasu”, mogłoby jej być przykro, gdyby w tych opowieściach była tylko Helenka. A dalsze losy? No cóż, zobaczymy jak zostanie przyjęta ta część. Jeśli dobrze, to nie wykluczam kolejnych tomów. –  Co sądzi pan o ilustracjach Anety Dmowskiej? –  To bardzo ładne ilustracje. Na początku, gdy wydawnictwo zaproponowało osobę pani Anety spotkaliśmy się i zapoznałem się z jej portfolio. Następnie wspólnie ustaliliśmy styl w jakim miały być stworzone obrazki. –  A czy Helence spodobała się książkowa bohaterka? –  Od razu pokazałem jej propozycje ilustracji. Gdybym nie miał jej akceptacji, szukałbym czegoś innego. Rozmawiała Ewa Tenderenda-Ożóg fot. archiwum autora

go koszyczka ma plecak. Wilk jest gangsterem i jeździ motorem, babcia mieszka w przyczepie kampingowej, ale największe zdumienie wzbudza las – właściwie to wielkomiejska, betonowa dżungla. Podczas wędrówki przez miasto XXI wieku Sophia narażona jest na wiele pokus. Centrum metropolii – „Puszcza” – mieni się barwami, kusi reklamami, tętni życiem, ale tuż za rokiem pełno jest śmieci, rozsypujących się budynków i niebezpiecznych zakamarków z nikczemnymi bandziorami. Ta historia może skończyć się tragicznie, ale autor przewidział także alternatywne zakończenie. Włoski ilustrator Roberto Innocenti sportretował historię genialnie! Nic tu nie jest przypadkowe, obrazy złożone są z wielu elementów, szczegółów, symboli, porywają czytelnika do wykreowanego świata, pozwalają wczuć się w klimat. Przypomnijmy, że artysta nie był dotąd w naszym kraju znany, po raz pierwszy mogliśmy zetknąć się z jego twórczością przy okazji nowego wydania „Pinokia” w tłumaczeniu Jarosława Mikołajewskiego, potem była książka „Dom”, wreszcie „Wyspa Skarbów” Stevensona w  tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego. Lektura ukazuje ponadczasowe dylematy człowieka i reguły rządzące światem. Uzmysławia młodemu czytelnikowi sytuacje wzbudzające niepokój czy wręcz niebezpieczne i zachęca do przemyśleń, poszukiwania rozwiązania. (et)

ją: koń, krowa, kaczki, pająk, pies, owce, rak, małpka, kangur… „Brygada antyzmartwieniowa” codziennie dostaje nowe wyzwanie. Zwierzęta mają swoje małe i duże problemy, w większości dotyczą ich skrytych marzeń: jeden chce jeździć na deskorolce, drugi tańczyć, trzeci marzy o przyjęciu urodzinowym, ale nie wie, jak zrobić tort. Dzięki Helence mieszkańcy lasu żyją w pełnej synergii, chętnie więc sobie pomagają, uczą się nawzajem. „Bajki z Zielonego Lasu” to ciepłe, pogodne opowieści o silne przyjaźni, o tym, że warto pomagać innym i że dobro powraca. Doskonałym uzupełnieniem tekstu są piękne, patchworkowe ilustracje Anety Dmowskiej. (et) Burda Książki, Warszawa 2014, s. 94, ISBN 978-83-7778-688-8

z p

ł

a

t

n y

d

o

d

a

t e

Martyna Wojciechowska

Carlito – mrówkojad z Wenezueli Carlito jest mrówkojadem, mieszka w wenezuelskim lesie równikowym. Marzy o tym, żeby być małpką i huśtać się na lianach jak jego przyjaciel Raszi. Ale mrówkojady też są wyjątkowe i mają niezwykłe umiejętności, takie jak doskonały węch czy imponująco długi język, który służy im do wyjadania jedynych w swoim rodzaju smakołyków – termitów. Dotychczas Carlito poznawał świat z  perspektywy pleców mamy, teraz staje się coraz k

m

a

j

2

0 1 4


Książki dla dzieci i młodzieży bardziej samodzielny. A mali czytelnicy wraz z nim dowiadują się na czym polega przyjaźń oraz asertywność. Historia, którą opowiada Martyna Wojciechowska, pochodzi z tomu „Zwierzaki świata”. Tym razem wydawca postanowił każdą opowieść z innym zwierzęcym bohaterem wydać oddzielnie. Historyjkom towarzyszą ciekawostki i mnóstwo barwnych, wysokiej jakości fotografii oraz sugestie psychologa dziecięcego jak odpowiadać na trudne pytania.  Słynna podróżniczka uczy młode pokolenie poszanowania praw natury, praw przyrody, rozwija wrażliwość na jej piękno i zachęca do wspólnych rodzinnych dyskusji. (et)

Chłopiec miewa różne sny, które dotyczą wcześniejszych wydarzeń w domu lub przedszkolu. Gdy zostaje porwany w objęcia Morfeusza przeżywa barwne przygody, które niosą dla niego także naukę. Zazdroszczę mu! Jak również tego, ze każdy swój sen pamięta. Opowiadania są przyjazne, zabawne i pouczające. Towarzyszą im urokliwe, pastelowe ilustracje Joli Richter-Magnuszewskiej. Warto poczytać je przed snem swoim smykom i porozmawiać o tym, co się bohaterowi przydarzyło. A kto da się uwieść urokowi opowieści, niech sięgnie po drugi tom przygód Bartka „O czym nie śniło się dorosłym”. (et)

Origami

Lien – Lotos z zatoki Ha Long

Ja chyba śnię Autorka bohaterem swoich opowiastek uczyniła przedszkolaka Bartka, który jest także narratorem. Dzięki tej dziecięcej perspektywie widzenia świata historyjki wydają się szczere, naturalne i spontaniczne, a mały czytelnik (właściwie słuchacz) zostaje wciągnięty w opowieść o swoim rówieśniku.

ISBN 978-83-7596-538-4

Lisa Miles

Martyna Wojciechowska

Joanna Wachowiak

Burda NG, Warszawa 2014, s. 56, 12,90 zł,

Bis, Warszawa 2014, s. 104, ISBN 978-83-7551-381-3

Burda NG, Warszawa 2014, s. 56, 12,90 zł, ISBN 978-83-7596-532-2

co dzień zjada owoce morza. Narratorka opowiada zajmująco o swoim domu, rodzinie, zabawkach. Jej opowieści dopełniają przepiękne zdjęcia oraz ramki z ciekawostkami, które warto przyswoić i błysnąć wiedzą przed kolegami. Ostatni rozdział skierowany jest do dorosłego czytelnika i zawiera porady psychologa dziecięcego jak rozmawiać na trudne tematy. Martyna Wojciechowska tą książką, napisaną w przystępny i bezpretensjonalny sposób, pokazuje dzieciom inny świat, uczy tolerancji i zaciekawia pasją podróżowania. (et)

Historia pochodzi z tomu „Dzieciaki świata”, który w  przystępny sposób odkrywa przed młodymi polskimi czytelnikami inne kultury, obyczaje i sposoby życia. Bohaterką książki jest Wietnamka, Lien czyli Lotos. Mieszka w domu zbudowanym na tratwie, zakupy robi w pływającym sklepie, lubi bawić się w piratów, a na

Wydawnictwo Jedność wydało pozycję dla dzieci o sztuce składania papieru, popularnej od stuleci w Japonii. Obecnie sztuka origiami znana i lubiana jest na całym świecie. Także w Polsce uczymy się jej z wielką radością. Książka z  tekstem Lisy Miles jest łatwa i przystępna dla każdego zainteresowanego origiami. A przede wszystkim dla tych, którzy stawiają pierwsze kroki w tej

NOWE WYDANIE KSIĄŻKI NOMINOWANEJ W 2004 ROKU DO NAGRODY IBBY. DOWCIPNY TEKST, NIESAMOWITE ILUSTRACJE!

Pełna humoru i zaskakujących zwrotów akcji opowieść o sympatycznych duchach zamieszkujących opuszczony od stu lat dworek. Kiedy do dworku wprowadzają się nowi lokatorzy, okazuje się, że we współczesnym świecie dola ducha jest ciężka, a straszyć nie jest łatwo.

k

s

i

ą

ż k

i

b

e

z p

ł

www.wydawnictwobis.com.pl a

t

n y

d

o

d

a

t e

k

m

a

j

2

0 1 4

9


Książki dla dzieci i młodzieży dziedzinie sztuki, bowiem dla nich jest przeznaczona. W środku książki znajdziemy tęczowy papier potrzebny do składania proponowanych tu stworzeń morskich, zwierząt hodowlanych, dzikich, domowych, ptaków i motyli, czy np. dinozaurów. Wszystkie modele są jasno i przejrzyście opisane i zilustrowane. A zatem, jeśli chcesz zostać artystą w sztuce origiami, zabieraj się do dzieła! (br) tłum. Joanna Majewska, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2014,

cu na swojego pana. I się nie doczekał. Urodziwa i mądra książka o bezwarunkowej przyjaźni i wierności. Przekaz uwrażliwia dzieci na potrzeby zwierząt i pokazuje, że pies to nie zabawka i że między nim a człowiekiem może nawiązać się szczególna więź. Książka Renaty Piątkowskiej z pięknymi, nastrojowymi ilustracjami Katarzyny Bukiert zapada na długo w pamięci. Obowiązkowa lektura dla tych, którzy kochają psy. (et)

s. 96, ISBN 978-83-7660-820-3

Bis, Warszawa 2014, s. 118, ISBN 978-83-7551-326-4

Thomas Flintham

Nicolas Vanier

Łamigłówki nie z tej ziemi

Bella i Sebastian

Autor obdarzony jest niewątpliwie bujną wyobraźnią, którą zaraża również czytelników. Spacer po wyspie z chmur, liczenie liści na Bardzo Szczęśliwym Drzewie, uwalnianie Śpiewającego Psa, projektowanie gry o chłopcu-króliku, poszukiwanie czterolistnej koniczyny – to tylko kilka z licznych wyzwań, które twórca stawia przed sięgającymi po jego książkę młodymi ludźmi. W Krainie Łamigłówek pojawia się Olbrzymi Rycerz, roboty, dinozaury, a nawet kot z Cheshire. W tomie znalazło się łącznie ponad 60 czarno-białych łamigłówek z wymyślnymi labiryntami, zgadywankami i zadaniami stymulującymi logiczne myślenie i spostrzegawczość oraz rozwijającymi sprawność manualną. Tej książki nie czyta się od deski do deski, ale czas z nią spędzony to naprawdę kreatywna, wszechstronnie rozwijająca zabawa. Na niepogodę, przydługą podróż, nienajlepszy dzień, pobyt w poczekalni, w świetlicy. Zawsze jest czas by nie myśleć o niebieskich migdałach, tylko ruszyć szare komórki. (et)

„Gdy huczy wiatr u szczytu gór i pada śnieg i tam i tu, pod jedną z gór gdy sypał śnieg, mały Sebastian narodził się. Już od najmłodszych swoich lat samotny był jak polny kwiat, bo matka odumarła go, wieści o ojcu zginęły gdzieś” – tę piosenkę śpiewałam jako dziecko. Przypomniała mi się przy okazji lektury nowej „Belli i Sebastiana”, a potem znalazłam w sieci przewodni motyw francuskiego serialu o chłopcu i jego psie (1965-70). Wzruszyłam się. „Odnalazłam książkę swojego dzieciństwa”. „Wzruszająca opowieść, którą pamiętam do dziś” – piszą dorośli o nowej „Belli”. A młodsi ronią łzy podczas lektury tak samo jak ich dziadkowie i rodzice. Rok 1943. Francja. Niemiecka okupacja, wszechobecne zagrożenie, aresztowania, zastraszanie. Mieszkańców alpejskiej wioski oprócz Niemców nęka także Bestia, która morduje owce z ich stad. Górale organizują polowanie na to groźne zwierzę, które okaże się wielkim zdziczałym psem. Na szczęście wcześniej odnalazł go Sebastian i pokochał całym sercem. Ma osiem lat i jest sierotą, nie ma kolegów, miejscowe łobuzy go prześladują. Przybrany dziadek i siostra są dla niego dobrzy, ale zatajają prawdę o śmierci jego matki i Sebastian żyje w przeświadczeniu, że mama niedługo wróci z Ameryki. Tymczasem była Cyganką i umarła osiem lat wcześniej podczas porodu. Sebastian nie pozwoli zabić Belli, karmi ją, bo wie, że „nakarmiony pies to wierny pies”, a potem pielęgnuje ją w chorobie. Przywróci Belli wiarę w ludzi, a ona zostanie jego najwierniejszym przyjacielem. Dzięki białemu owczarkowi ruch oporu ocali żydowską rodzinę przed śmiercią – tylko tak mądry pies potrafi przeprowadzić ludzi przez groźne góry do bezpiecznej Szwajcarii. Bo ludzie nie są źli. Tak jak psy. Mogą się tacy stać. Nicolas Vanier, francuski pisarz, filmowiec i podróżnik, także w dzieciństwie z wypiekami na policzkach oglądał serial i czytał książki Cécile Aubry o przygodach Sebastiana i Belli. A teraz, na podstawie niedawnego filmowego remake’u, stworzył własną adaptację powieści Aubry i serialu. W ten sposób złożył osobisty hołd ulubionym bohaterom swojego dzieciństwa. Napisał mądrą książkę dla młodzieży, według starej, do-

tłum. Agata Napiórska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014, s. 96, 19,90 zł, ISBN 978-83-10-12634-4

Renata Piątkowska

Najwierniejsi przyjaciele Nikt chyba, kto spojrzy na tytuł książki, nie ma wątpliwości, kogo uczyniła pisarka bohaterami opowiastek. Oczywiście psy! A wśród nich Barry, Reks, Imka, Czaruś, Saba, Karmel. Dziesięciu wspaniałych i dzielnych czworonogów, dziesięć poruszających, chwytających za serce historii. Niestety nie wszystkie doczekały się szczęśliwego zakończenia, jak w przypadku Hachiko. „Nie ma na świecie przyjaźni, która trwa wiecznie. Jedynym wyjątkiem jest ta, którą obdarza nas pies” – te właśnie słowa Konrada Lorenza wprowadzają czytelnika w piękną i wzruszającą opowieść o psie, który przez dziesięć lat wiernie, mimo chłodu i głodu, czekał na dwor10

k

s

i

ą

ż k

i

b

e

z p

ł

a

t

n y

d

o

d

a

t e

brej szkoły – walory wychowawcze, wzruszająca historia, pasjonujące, niebezpieczne przygody i krzepiący optymizm. Ponadczasowa opowieść o przyjaźni, odwadze, wierności i zaufaniu. Joanna Habiera tłum. Monika Szewc-Osiecka, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2014, s. 336, ISBN 978-83-7818-473-7

Opowieści biblijne Publikacji biblijnych stworzonych z myślą o dzieciach jest wiele na naszym rynku, jednak tej nic nie przebije. Wspaniałe grono autorów: Joanna Papuzińska, Grzegorz Kasdepke, Maria Ewa Letki, Jarosław Mikołajewski, Eliza Piotrowska, Wojciech Widłak, Grzegorz Gortat i Marcin Wroński przystąpiło do wspólnego projektu opowiedzenia na nowo historii pochodzących z Biblii. „Potraktowali materiał źródłowy z większą lub mniejszą swobodą. Każdy autor spogląda na sprawy przedstawione w Starym i Nowym Testamencie w sposób indywidualny” – czytamy we wstępie. Każdy z twórców ma inny styl pisania, inną wrażliwość i sposób opowieści, co czyni ten zbiór wyjątkowym. Jednym z najciekawszych moim zdaniem tekstów jest ten, w którym Grzegorz Kasdepke opowiada o Męce Pańskiej jako o przedstawieniu teatralnym. Oczywiście robi to z należytą starannością i szacunkiem do oryginału. W tomie znalazło się 35 biblijnych przypowieści, ze Starego i Nowego Testamentu, wśród nich te opowiadające o stworzeniu świata, o potopie, dobrym Samarytaninie, dwóch braciach – Kainie i Ablu. Przez współczesnych pisarzy zostały odkurzone, nabrały nowego blasku, w przystępny sposób wykładają dzieciom podwaliny wiary. Dopracowane wydanie, ciekawie opowiedziane historie i  piękne ilustracje Anny Gensler sprawiają, że trudno tę książkę odłożyć. Szczególnie polecam jako prezent pierwszokomunijny, drugoklasiści z przyjemnością powinni pochłonąć tę lekturę. (et) Nasza Księgarnia, Warszawa 2014, s. 250, 49,90 zł, ISBN 978-83-10-12379-4

Eva Berberich

Szczęście jest kotką „Kiedy straci się kogoś kogo się kochało, wpada się w głęboką czarną dziurę. Ukochana osoba nigdy już nie wróci. Może to być człowiek, pies, chomik, drzewo, które przewróciła burza. Albo kocur, Czarny Kocur…”. Tak zaczyna się książka, która jest opowieścią o przywiązaniu, przyjaźni jaką otaczamy domowe koty. Rozmawiamy z kotem tak jakby nas rozumiał, ba tłumaczymy k

m

a

j

2

0 1 4


Książki dla dzieci i młodzieży sobie jego ruchy wąsów, spojrzenia, ziewnięcia, miauknięcia. Kot rozmawia z nami całym sobą. Myślę, że trochę rozumiem wrażliwość kocią jako współlokatorka mieszkania, w którym urzędują dwa wielkie kocury. Nie odważyłabym się napisać „właścicielka kotów”, bo koty zachowują swoją indywidualność i to trzeba uszanować, jeśli chce się pod jednym dachem z nimi wytrzymać. Książka opowiada o Gałgance, wnuczce Czarnego Kocura Felusia, o jej adaptacji w nowym miejscu i przyjmowaniu do domu nowych mieszkańców. Wzruszająca, pełna ciepła historia, która chwilami bawi, i to nie tylko kociarzy. (mb) tłum. Barbara Floriańczyk, Bis, Warszawa 2013, s. 224, ISBN 978-83-7551-335-6

Marcin Pałasz

Straszyć nie jest łatwo Książka o duchach, wilkołakach i wampirach, która wcale nie jest straszna. Skutkiem ubocznym lektury nie jest kołatanie serca, ale duszenie się, wręcz tarzanie ze śmiechu, a  potem wybuch maksymalnego rechotu. Kto zna wcześniejszą twórczość autora, ten wie, czego może się

k

s

i

ą

ż k

i

b

e

spodziewać. „Pałasz – kojarzy mi się z facetem, który posiada ogromne poczucie humoru oraz wielkie serce dla zwierząt” – takim stwierdzeniem trafiła celnie jedna z jego fanek. Po raz pierwszy „Straszyć nie jest łatwo” ukazało się drukiem przed dziesięciu laty nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. Nowe wydanie otrzymało nowe ilustracje, których autorką jest Jolanta Marcolla. Czarno-biała sceneria obrazów nadaje opowieści niezwykłości i tajemniczości. Opuszczony od stu lat dworek zamieszkuje sympatyczna rodzina duchów i innych postaci, które wprost nie mogą się doczekać, kiedy porządnie kogoś nastraszą. Wreszcie nadarza się okazja. Budynek przechodzi remont, a wkrótce pojawić się tam ma ludzka rodzina. Oryginalna trupa, pod przewodnictwem ducha Dziadka, jest zupełnie oderwana od rzeczywistości. Zderzenie ze współczesną techniką (zwłaszcza elektrycznością czy solarium) bywa dla nich bolesne. Reakcja nowych właścicieli na zastraszanie okaże się dla duchów i czytelników zaskakująca. Moim ulubieńcem jest sklerotyczny kot Ambroży, który snuje dziwne bajki, a to o czarodzieju Alzheimerze, innym razem chodzi o księcia Alzheimera, i wciąż wymyśla choroby, na które cierpiały postaci z jego historyjek. Poczucie humoru i wyobraźnia autora zdają się być niczym nieograniczone. (et) Bis, Warszawa 2014, s. 172, ISBN 978-83-7551-383-7

z p

ł

a

t

n y

d

o

d

a

t e

k

Katarzyna Majgier

Dzieciństwo jest super! Kolejny zabawny tomik z serii „Ula i Urwisy”, której bohaterką jest pięcioletnia dziewczynka pełna pogody ducha i  zwariowanych pomysłów. Żywa akcja, interesujące spostrzeżenia i humor czynią z tej książki interesującą, niebanalną lekturę. Ula od września idzie do zerówki. Od przekroczenia progu szkoły po raz pierwszy dzieli ją tylko dziesięć dni. Jej podwórkowi koledzy, Mirek i Sławek zwani Urwisami, także rozpoczną naukę. Radość trójki szybko znika, za sprawą trzynastoletniego kuzyna przemienia się w niepokój czy nawet wręcz w niechęć do edukacji. Mikołaj nastraszył dzieci, a te łykały jak młode pelikany jego mrożące krew w żyłach opowieści o strasznych nauczycielach i wrednych dyrektorach. Ula ma nowy plan: „będzie siedziała w domu, miała dzieciństwo i zajmowała się nim”. Skrząca humorem, optymistyczna lektura rozwieje wszelkie smutki i troski. Autorka doskonale oddaje świat kilkulatków i ich postrzeganie świata dorosłych, ma genialne pomysły. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Nastrój wesołości podsycają doskonałe

m

a

j

2

0 1 4

11


Książki dla dzieci i młodzieży ilustracje wykonane również przez autorkę, Katarzynę Majgier. (et) Nasza Księgarnia, Warszawa 2014, s. 96, ISBN 978-83-10-12572-9

Dorota Gellner

Zając i dziecko Szkoda, bardzo mi szkoda. Ta książka jest zdecydowanie za krótka! Zając i Dziecko to niezwykła para, mam wrażenie, że ci oboje potrafią przekomarzać się ze sobą na każdy temat i w każdym czasie. A ich twórczyni – Dorota Gellner – jest niezrównana. Zabawa słowami przychodzi jej bardzo naturalnie, jej wyobraźnia i poczucie humoru są nieograniczone. Poetka bierze na tapetę popularne związki frazeologiczne. Słynne powiedzenia, jak mieć na oku czy mieć pretensje, występują w nowej roli. Absurdalny dowcip sypie się gęsto. Niezwykły humor pisarki w doskonały sposób uwydatniają ilustracje Piotra Rychela. Łącznie w zbiorze znalazło się 15 wspaniałych krótkich historyjek, w której Dziecko udaje okulistę, fotografia, fryzjera, a pacjentem jest oczywiście Zając. Książka ma wszystko, czego potrzeba, aby pobudzić wyobraźnię dziecka i dorosłego. Kapitalna zabawa. Polecam do głośnego wspólnego czytania. Czytamy z córką kolejny raz, czytamy na różne sposoby, z podziałem na role, i wciąż się nam nie nudzi. Kto dobrze się wczyta, ten odkryje, jakie wielkie możliwości leżą w fantazji i znajdzie zachętę do współtworzenia opowieści. (et) Bajka, Warszawa 2014, s. 36, 29,90 zł, ISBN 978-83-61824-68-8

Marek Dutkiewicz

Żaba w Afryce Spod jego pióra wyszły słynne „Jolka, Jolka, pamiętasz”, „Szklana pogoda”, „Dmuchawce, latawce, wiatr”. Marek Dutkiewicz, autor tekstów piosenek, także scenarzysta i dziennikarz, tym razem debiutuje w nowej roli. Artysta wydał książkę dla dzieci. Właściwie jest to zbiór wierszyków, rymowanych bajkowych impresji o zwierzętach, z których większość na dodatek wykazuje się wielką nieroztropnością i brakiem instynktu samozachowawczego. Rozrywkowe dżdżownice, dla przykładu, z dyskoteki trafiają na bal wędkarzy, kot z bolącym zębem ląduje u mysiego dentysty, żaba, marząc o podróży do Afryki korzysta z usług bociana. Są jeszcze inne zwierzęta, które mają do opowiedzenia własne historie, jak dudek, który stracił czubek, krowa, która marzy o tańcu, dzielny pies, pingwinów dwóch i młody niedźwiedź, który nie śpi. Do tej całej menażerii dołączył jeszcze yeti. Autor tworzy rymy i rytmy, które łatwo wpadają w ucho. Kto lubi rymowane historyki, temu z pewnością książeczka przypadnie do 12

k

s

i

ą

ż k

i

b

e

Serie wydawnicze – Muza

Kawalerowie Orderu Uśmiechu Dzieciom W serii zainicjowanej przez wydawnictwo Muza prezentowane są dzieła autorów uhonorowanych wyjątkową nagrodą, przyznawaną tylko i wyłącznie przez dzieci. Od 1968 roku Orderem Uśmiechu odznaczono ponad 900 osób, m.in. Jana Pawła II, Dalajlamę XIV, Matkę Teresę, Irenę Sendlerową, Stevena Spielberga, Tove Jansson, Astrid Lindgren i Joanne Rowling. W czasie uroczystości dekoracji uśmiechniętym słoneczkiem każdy nowo pasowany Kawaler musi z uśmiechem wypić puchar kwaśnego soku z cytryny i przyrzec „być zawsze pogodnym i radość dzieciom przynosić”. Pierwszą książką wydaną w ramach serii „Kawalerowie Orderu Uśmiechu” są „Złote koniki” Doroty Gellner, jednej z najpogodniejszych i niosących radość czytelnikom pisarek. Kawalerem Orderu została w 2005 roku. Ma na swoim koncie bajki, piosenki, mnóstwo wierszy, opowiadań i rymowanek dla dzieci. Jej najnowsza publikacja w starannym opracowaniu graficznym liczy 15 wierszowanych, poruszających wyobraźnię historyjek o aniołkach, krasnalach, dzwoneczkach, krasnalu, kocie, smoku. Czarujące opowiastki wyzwalają uśmiech na dziecięcej twarzy, a cudownie uzupełniają je ilustracje Ewy Podleś. Dzięki pomysłom artystki na każdej stronie jest kolorowo i bajecznie. Niedawno w serii wyszedł także tom „Wiersze ulubione”, w którym znalazły się ulubione teksty członków rodziny, przyjaciół i wielbicieli Wandy Chotomskiej. (et)

gustu. Warto jeszcze sięgnąć po dołączoną do książki płytę CD, na której wiersze interpretuje Piotr Fronczewski. (et) Burda Książki, Warszawa 2014, s. 80, ISBN 978-83-7778-651-2

Zrób to sam Oryginalna pozycja, przeznaczona dla przedszkolaków i uczniów klas 1-3. Znajdziemy w tej książce pomysły prac manualnych i zabaw plastycznych, które mogą rozwinąć u dzieci kreatywność i zapał twórczy. Samodzielne lub zespołowe tworzenie zabawek, wycinanek, nakrywanie do stołu, przyrządzanie posiłku dla całej rodziny, robienie prezentów, to tylko kilka propozycji zamieszczonych w tej książce. A wszystkie one są krok po kroku dokładnie opisane i zilustrowane. W każdym opisie znajdziemy informację – sugestię, wskazującą na wiek dzieci, które mogą ewentualnie podjąć się danego zadania. Dla rodziców książka jest skarbnicą rad i informacji, a dla dzieci inspiracją do przeróżnych pomysłów zabawowych. (br) tłum. Katarzyna Schmidt, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2014, s.122, ISBN 978-83-7660-725-2

Piotr Wawrzeniuk

Kosmonautka Debiutujący jako pisarz dla dzieci Piotr Wawrzeniuk składa ukłon w stronę pracujących kobietmatek. Autor przedstawia sylwetki dwunastu mam wykonujących zawody tradycyjnie uznawane za męskie. Idąc z duchem czasu Wawrzeniuk opisuje swoje bohaterki używając żeńskich form nazw zawodów. Na kartach książki opisana została więc tytułowa kosmonautka, która „ma wszystko w tubce, nawet podwieczorek”, a także prezydentka, która „jest najz p

ł

a

t

n y

d

o

d

a

t e

wyższą osobą w państwie, chociaż jest niższa od taty”, arcymistrzyni szachowa, która „wygrała z samym królem, choć miała tylko hetmana i wieżę” i neurochirurżka, która „może uleczyć mózg maleńkim ruchem skalpela”. Każda mama została scharakteryzowana w jednym zdaniu, które w zabawny, a przy tym inteligentny sposób wskazuje, czym zajmuje się rodzicielka i jakie ma pozazawodowe zainteresowania. Autor postawił przy tym na oryginalność, więc w opisach nie brakuje zwrotów frazeologicznych, nietypowych skojarzeń czy zabawnych konstrukcji językowych, które mają uatrakcyjnić tekst, ale i zwrócić uwagę młodego czytelnika na niuanse występujące w języku polskim. Niewątpliwą atrakcją książki są też ilustracje Doroty Wojciechowskiej. (mm) Poławiacze Pereł, Warszawa 2014, s. 28, ISBN 978-83-973988-1-0

Martin Widmark

Tajemnica urodzin Seria „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai” cieszy się u dzieci niesłabnącym zainteresowaniem. Wszyscy znani mi czytający małoletni zachwycają się przygodami mieszkających w miasteczku Valleby detektywów. Tło każdej kryminalnej przygody jest za każdym razem inne – kino, cyrk, pociąg, pływalnia, szkoła, biblioteka. Konstrukcja każdej opowieści jest ciekawa i wciągająca, zagadka, którą mają w każdym tomie do rozwikłania Lasse i Maja, angażuje czytelnika do ostatniej kartki. Tym razem przygoda kryminalna rozgrywa się na imprezie urodzinowej Muhammeda Karata. W trakcie przyjęcia znika drogi naszyjnik z diamentem. Wszystko wydarzyło się w obecności komisarza policji, ale to dwójka młodocianych detektywów jak zawsze skutecznie wytropiła sprawcę. Kolejna doskonała czytelnicza przygoda. (et) tłum. Barbara Gawryluk, Zakamarki, Poznań 2014, s. 90, 22,90 zł, ISBN 978-83-7776-054-3

k

m

a

j

2

0 1 4

Książki dla dzieci i młodzieży MLK 5/2014