Page 1

BEZPŁATNY MIESIĘCZNIK

ISSN 2451-120X

NUMER 6/2017 (15)

Mariola Bojarska-Ferenc

PRZEŻYŁAM RÓŻNE SYTUACJE – wiem, że nigdy się nie poddam

TRÓJMIASTO


ZARA / NEON 2017


#spis treści

6.17 # 8 ROZMOWA Niezależność daje mi siłę – Mariola Bojarska-Ferenc

# 14 KULTURA Stanisława Celińska Kulturalnie w Trójmieście W sidłach hiperkonsumpcji

# 22 BIZNES Czy każdy klient jest na wagę złota

# 28 OSOBOWOŚĆ Żona Egipcjanina

# 34 SPORT Wysportuj swój umysł

42 SEKS Na kozetce u seksuologa

32 ROZWÓJ Rozwój przez pasję

# 36 DIETA Fakt – węglowodany niezbędne w diecie

# 40 ZDROWIE Bruksizm – odreagowanie stresu na zębach

# 50 MODA Trójmiejskie motywy – Zakład że 3miasto

# 60 DESIGN Szkło we wnętrzach

4

MADEMOISELLE / 6/2017


WSTĘPNIAK Witam Was serdecznie w czerwcu – miesiącu słońca, relaksu i wytchnienia. A jeśli już o relaksie mowa, polecam sprawdzone sposoby, czyli wygodny fotel, filiżankę kawy i nasz magazyn. To działa! W bieżącym numerze poruszamy zagadnienie niezależności. Zresztą często pojawia się ono na naszych łamach. Wiadomo przecież, że bez niej trudno o sukces, dowartościowanie i realizację własnych zamierzeń. Tym razem nieco więcej będziemy mogli dowiedzieć się na ten temat od Marioli Bojarskiej-Ferenc. W przypadku naszej rozmówczyni silna determinacja i niezależność były czynnikami sprawczymi sukcesu. To jeden z wielu przykładów kariery, która opiera się na mocnych fundamentach tworzonych na gruncie walki o własne poczucie wartości. I znów pojawia się jak refren niezależność. Bez niej taka batalia byłaby skazana na porażkę. Niekiedy złościmy się na celebrytów, którzy wdzięczą się do publiczności i żyją w taki sposób, jak oczekują od nich widzowie. Czemu służą słynne „ustawki medialne” – niby przypadkowe zakupy albo pomaganie potrzebującym? Później się okazuje, że o takich „spontanicznych” akcjach widziała zawczasu połowa dziennikarskiego światka… Po co to wszystko potrzebne?

REDAKTOR NACZELNA Agnieszka Kulinkowska agnieszka@magazynkobiet.pl FOTO Piotr Żagiell SKŁAD DTP Agata Paczuska-Bałkowiec REDAKCJA Urszula Abucewicz, Kamila Gulbicka, Marta Horbal, Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz, Justyna Michalkiewicz, Michał Mikołajczak, Dominika Prais, Alicja Skibińska, Katarzyna Sudoł

Oczywiście ten szum medialny służy kreowaniu wizerunku oraz umacnianiu rozpoznawalności i własnej marki. Ceną jest fala hejtu, która w dobie portali społecznościowych przybiera postać tsunami. Jeśli czegoś możemy się nauczyć od celebrytów, to właśnie niezależności, która przetrwać ataki i zachować twarz. Pamiętając o wszelkich proporcjach, taki stoicyzm przydaje się również w codziennym życiu, z dala od show-biznesu. Pozwala osiągać mniejsze i większe cele, bez zaprzątania sobie głowy ludzką zawiścią czy pospolitą złośliwością. Po raz kolejny wracamy zatem do niezależności, która pomaga nam obronić własną tożsamość i realizować plany życiowe. Polecam Waszej uwadze niezwykle interesujący artykuł Mariki Kłuskiewicz „Błąd – demonizowany kompan życia i pracy”. Kompan, z którym na ogół nie jest nam po drodze, chciałoby się dodać, lecz nie jesteśmy też w stanie się od niego uwolnić. Jak głosi stare ludowe porzekadło, błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. A na taki luksus mało kto może sobie pozwolić… A zatem nawet najwięksi perfekcjoniści są skazani na pomyłki. I oni też doskonale wiedzą o tym, że najbardziej wartościową lekcją w życiu bywa nauka na błędach, najlepiej na cudzych. Umiejętność przepra-

cowania porażek, bez pogrążania się w nich w nieskończoność, oraz wyciągania wniosków – to wszystko sprawia, że możemy czuć się pewniej i mocniej stać na własnych nogach. Bez obaw, na pewno i tak się potkniemy; ważne, że będziemy potrafili się podnieść. „Nie potykają się tylko ci, co pełzają” – to zdanie zdecydowanie warto sobie zapamiętać, a być może nawet i zapisać. Na koniec bardzo miła informacja: w rankingu czasopisma specjalistycznego pisma „Press” nasz magazyn zajął ósme miejsce w ogólnej klasyfikacji magazynów life-stylowych , a jako magazyn dla kobiet jesteśmy pierwsi na liście! Jesteśmy bardzo dumni z tego osiągnięcia, zwłaszcza że konkurowaliśmy z tytułami cieszącymi się dużą popularnością na rynku wydawniczym. To również Wasza zasługa – dziękujemy i prosimy o więcej. A z naszej strony postaramy się, aby nasza pozycja była jeszcze wyższa. Jeśli właśnie wybieracie się na długo planowany urlop, życzę Wam wybornego wypoczynku, niezapomnianych wrażeń i udanego ładowania baterii. Widzimy się za miesiąc! Agnieszka Kulinkowska redaktor naczelna

REKLAMA Krzysztof Tokarski Kierownik Działu Sprzedaży biuro@magazynkobiet.pl 502 928 133 MARKETING Magdalena Firfa marketing@magazynkobiet.pl tel. 506 574 700 Wydawca MAGAZYN KOBIET PL A Kulinkowska Sp. Komandytowa ul. Dyrekcyjna 2-4 80-852 Gdańsk tal. 517 442 957 biuro@magazynkobiet.pl www.magazynkobiet.pl Teksty zdjęcia oraz wszystkie inne informacje opublikowane na niniejszych stronach podlegają prawom autorskim firmy Agencja City Media Sp. z o.o. Sp.k.. Wszelkie kopiowanie zawartości bez zezwolenia firmy Agencja City Media Sp. z o.o. Sp.k. jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone. Egzemplarz bezpłatny – zakaz sprzedaży. Redakcja nie zwraca niezamówionych tekstów i materiałów redakcyjnych oraz nie ponosi odpowiedzialności za treść nadesłanych ogłoszeń reklamowych. Redakcja zastrzega sobie prawo do redagowania tekstów.

Zdjecie na okładce: fot. Piotr Żagiell

MADEMOISELLE / 6/2017

5


jej HUMOR/ Marta Frej

6

MADEMOISELLE / 6/2017


KATARZYNA KANT Autorka bloga dotyczącego savoir-vivre’u – Pudrowo.pl. Pasjonatka mody lat 50., miłośniczka ponadczasowej klasycznej elegancji i stylu. Na terenie Trójmiasta i okolic prowadzi szkolenia z zakresu dobrych manier, komunikacji międzykulturowej, budowania wizerunku i z wystąpień publicznych. Swoje pasje łączy z nowymi technologiami – prowadzi warsztaty dotyczące mediów społecznościowych i marketingu oraz tworzy strategie marketingowe dla małych i średnich firm. FOT. ARCH. PRYWATNE

Jak pisać

SŁUŻBOWE E-MAILE? Internet i serwisy społecznościowe zmieniły nasze zachowanie i podejście do wielu spraw. Nowe technologie wymusiły powstanie nowych zasad kulturalnego zachowania, dotyczących wyłącznie internetu. Nawet jeśli nie mamy konta na Facebooku, a Instagram jest nam równie obcy, to niemal każda z nas w codziennej pracy musi pisać e-maile – do klientów, kolegów z pracy czy do szefa. Jak to robić, żeby nie popełnić błędu?

„WITAM” TO BŁĄD Niestety, forma ta nadal ma się dobrze, a jest oczywistym błędem. Pamiętajmy, że e-mail jest listem. Elektronicznym, ale jednak listem. Czy na papierze napiszemy „witam”? Raczej nie. Oficjalnie zaczynamy e-mail od nagłówka „Szanowny Panie” lub „Szanowna Pani”. Jeśli piszemy do instytucji na ogólny adres kontaktowy, wtedy zaczynamy od „Szanowni Państwo”, bo najczęściej do takiej ogólnej skrzynki mailowej ma dostęp więcej osób. Potem, w zależności od tego, kto nam odpisze, odpisujemy już tylko do tej konkretnej osoby. Do osoby, której nie znamy lub z którą jesteśmy w oficjalnych stosunkach, nie piszemy „Pani Mario” czy, co gorsza, „Pani Marysiu”. Panią Marią możemy nazwać ją tylko wtedy, kiedy zwracamy się tak do niej na żywo. Nadal jednak w korespondencji nie zdrabniamy imion! Szczególnie kobiece imiona są bardzo chętnie zdrabniane, a to infantylizuje i jest nieprofesjonalne. Zdrobnienia zostawiamy na relacje prywatne. Nie robimy tego w formalnym e-mailu. WAŻNY TEMAT WIADOMOŚCI Pisząc formalny e-mail, należy zwrócić uwagę na temat. Jeśli zależy nam na

profesjonalnym wizerunku, unikajmy w temacie takich sformułowań, jak: „kilka spraw”, „pilna prośba”, „pytanie”. To są ogólniki i później trudno znaleźć w korespondencji odpowiedni wątek. Co zamiast? Jasno wyrażony temat: „prośba o udzielenie informacji w sprawie konferencji X”; „pytanie o fakturę nr 123”; „sprawa wyrażenia zgody na wywiad”. Nie należy każdego e-maila w tej samej sprawie zaczynać od nowa bez zachowania ciągłości korespondencji. POLE DW (DO WIADOMOŚCI) I UDW (DO UKRYTEJ WIADOMOŚCI) Pisząc e-mail należy uważnie wypełniać pola DW i UDW. Wiele dużych wpadek zdarzyło się przez to, że ktoś w pośpiechu wpisał adres w DW, zamiast w UDW. Koniecznie należy o tym pamiętać, wysyłając np. zapytanie ofertowe do większej liczby adresów. Ujawnienie ich może skończyć się bardzo poważnymi konsekwencjami, więc uważnie wpiszmy wszystkie w pole UDW. Jeśli w trakcie korespondencji pragniemy dołączyć jeszcze kolejną osobę, przedstawmy ją naszemu adresatowi. Możemy np. napisać „Do naszej korespondencji dołączam panią Bożenę

Iksińską, główną księgową w naszej firmie”. ZAKOŃCZENIE WIADOMOŚCI I EMOTIKONY Najbezpieczniej zakończyć e-mail zwrotem „Z poważaniem”. Jeśli relacje między nami a adresatem są mniej formalne, możemy napisać „Pozdrawiam”. Nie bójmy się „poważania” – naprawdę lepiej, żeby było bardziej formalnie niż silić się na luz, który nie jest wcale tak powszechnie akceptowany jak mogłoby się wydawać. Jeśli zapominamy o pożegnalnym zwrocie, dołączmy go do stopki. Wówczas będzie automatycznie dołączać się do każdego e-maila. Co z emotkami? Coraz częściej spotykam emotki w oficjalnej korespondencji. Nie jestem wrogiem tej formy ekspresji i sama stosuję, niemniej formalny e-mail nie jest odpowiedni do tego, by wstawiać tam „uśmieszki”. Aczkolwiek jeśli często z kimś korespondujemy i mamy półformalne relacje, nie ma przeszkód, by czasem zakończyć wypowiedź emotką. Nie należy jednak przesadzać z ich liczbą – jeden „uśmiech” wystarczy. ■

MADEMOISELLE / 6/2017

7


jej ROZMOWA/ Bojarska-Ferenc

N

iezależność daje mi siłę” Tekst i wywiad: Urszula Abucewicz

Prekursorka zdrowego stylu życia, instruktorka fitnessu, dziennikarka i producentka filmowa. Uczestniczyła w ponad 40 kongresach amerykańskich organizacji zajmujących się rozwojem zdrowia i fitnessu, wydała sześć książek, a siódmą już oddała do druku. Teraz Mariola Bojarska-Ferenc namawia Polki, aby zaczęły ćwiczyć barre, ale przede wszystkim pokazuje, że witalność, energia i niezależność nie mają wieku.

8

FOT. PIOTR ŻAGIELL

MADEMOISELLE / 6/2017


Wydała Pani właśnie płytę z ćwiczeniami barre. Na czym polega ta metoda?

Aktywność fizyczna jest ważna, ale równie istotne jest odżywianie. Jakie najczęściej popełniamy błędy?

To metoda, którą przywiozłam z Nowego Jorku. Jest znana od lat 70., ale do fitnessu została wprowadzona niedawno. Wcześniej były to ćwiczenia baletowe, przy drążku i nie wszystkie kobiety miały odwagę, żeby je wykonywać. Dzisiaj barre łączy w sobie zarówno elementy jogi, pilatesu, jak i ćwiczeń z hantlami, można więc powiedzieć, że jest to metoda przeznaczona dla wszystkich.

Polacy nie znają zasad prawidłowego odżywiania, dlatego myślę, że dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie do szkół przedmiotu dotyczącego zdrowego odżywiania. To równie dobrze mogłyby być pogadanki, a może regularne spotkania z dietetykiem, które odbywałyby się raz w tygodniu czy raz w miesiącu. Takie zajęcia mogłyby nauczyć dzieci zdrowego odżywiania. Jeśli nauczą się tego jeszcze w czasach dzieciństwa, to kiedy będą już dorosłymi ludźmi – będą kontynuować ten styl i przekazywać go swoim dzieciom. Odnoszę wrażenie, że rodzice często nie znają zasad zdrowego odżywiania, stosują diety cud, bo zbliża się wesele bliskiej osoby, komunia czy inna uroczystość. Ludzie szukają szybkiego środka, żeby mieć idealną sylwetkę, a, niestety, nie ma takiego sposobu, nie ma idealnej pigułki czy jakiegoś specjalnego planu dietetycznego. Jeśli będziecie żyć zdrowo przez całe życie i regularnie ćwiczyć, to do końca życia będziecie mieć zdrowe, wyćwiczone ciało i nie będziecie mieli problemu z nadwagą i otyłością. Systematyczność jest najważniejsza.

Czy to prawda, że wszystko zaczęło się od premiery filmu „Czarny łabędź”? Tak. Mary Helen Bowers, tancerka i trenerka gwiazd, która przygotowała Natalie Portman do głównej roli w tym filmie, uznała, że skoro nauczyła aktorkę tak pięknie się poruszać i tańczyć, to przystosuje te zajęcia dla wszystkich. Czy rzeczywiście wszyscy mogą ćwiczyć barre? Nie tylko baletnice? Kiedy oglądam Panią wykonującą te układy, mam wątpliwości, czy każdy będzie w stanie je właściwie powtórzyć i wykonać. Ukończyłam Akademię Wychowania Fizycznego, jestem gimnastyczką, która od siódmego roku życia przez 15 lat ćwiczyła po siedem godzin dziennie. W ramach tych ćwiczeń również uprawiałam balet klasyczny z rosyjskim choreografem Wiktorem Charczenko, ćwiczyłam także balet nowoczesny, nic więc dziwnego, że ćwiczenia te wykonuję z łatwością. Ale jako trener-profesjonalista mam na celu nauczyć zwykłe osoby, które nigdy wcześniej nie miały nic wspólnego z baletem, jak mają się pięknie poruszać, bo to nie są ćwiczenia typowo baletowe, a raczej uproszczone i dostosowane do potrzeb fitnessu. Mogę zaręczyć, że każda osoba, a nawet największa oferma, jest w stanie się tego nauczyć. Podczas kongresu w Nowym Jorku ćwiczyły panie z 20-, 30-kilogramową nadwagą, które mimo swojej otyłości poruszały się z gracją baletnicy. To mi się właśnie w tej metodzie podoba, że mimo nadwagi można być niezwykle sprawnym. W naszym kraju wszyscy chcą mieć idealną sylwetkę, co więcej – sylwetkę kulturystki z naprężonymi mięśniami i z wyeksponowanym sześciopakiem, a tak naprawdę w życiu chodzi o sprawność. A więc nawet jeśli ktoś ma te 5 kg więcej, to nie znaczy, że nie może się pięknie poruszać. Wręcz przeciwnie – właśnie ta aktywność może pozwolić dojść do formy i odzyskać zdrowie.

Jestem tego najlepszym przykładem. Mam 56 lat, całe życie uważam na to, co jem i jak jem. Nie traktuję swojego organizmu jak worka na śmieci. Myślę o tym, co przygotowuję sobie na śniadanie, obiad i kolację, regularnie ćwiczę, by mieć energię, ale też żeby mieć odpowiednią muskulaturę ciała, ponieważ mięśnie są potrzebne do zwiększenia metabolizmu. Jeśli ich nie mamy, to metabolizm się zmniejsza i łatwiej tyjemy. Myślę, że największym błędem jest to, że podchodzimy do siebie zadaniowo i nie mamy cierpliwości. Zadaniowo? Co Pani ma na myśli? Idzie lato, więc wszyscy się odchudzają, jutro jest randka, potem wesele koleżanki, a później dochodzi do tragedii, bo jak informowały media, dziewczyna przed ślubem chciała sobie odessać tłuszcz i umarła podczas tej operacji. Nie można tak podchodzić do siebie, bo to jest zabójstwo dla organizmu. Do czego zmierzam? Te wszystkie sześciopaki, które coraz częściej widzę u młodych kobiet, to jest atrybut sylwetki męskiej. Dlaczego trenerzy nie informują o tym, że aż tak uwidocznione mięśnie brzucha u kobiet prowadzą do zmian hormonalnych? Czasami dziewczyny z tego powodu nie miesiączkują, nie mogą zajść w ciążę w wyniku burzy hormonalnej. Dlaczego nikt o tym nie mówi? Żeby choć przez chwilę wyeksponować te mięśnie, trzeba mocno odtłuścić, odwodnić swój organizm, a przecież nie można tak cały czas żyć. Organizm potrzebuje i tłuszczu, i węglowodanów, i białka, i witamin. Jeśli chcemy ładnie wyglądać i cieszyć się dobrym zdrowiem, powinniśmy racjonalnie się odżywiać, a nie jak szaleni podchwytywać kolejne mody celebrytek i blogerek, które tak naprawdę prowadzą do wielu dolegliwości.

MADEMOISELLE / 6/2017

9


jej ROZMOWA/ Bojarska-Ferenc

O czym jeszcze powinniśmy pamiętać? Czy po treningu wystarczy napić się wody mineralnej? Czy trzeba jednak coś zjeść?

Ważne jest wzmocnienie organizmu, aby pracował na jak najwyższych obrotach, żeby nie zgasł nam gdzieś po drodze. Dlatego ważny jest posiłek przed treningiem, również bogaty w węglowodany złożone i białka. Jeśli wysiłek trwa dłużej niż godzinę, węglowodany można uzupełniać napojami izotonicznymi. A co jeśli mimo ćwiczeń i diety waga ani drgnie i dopada nas frustracja? Waga nie spada z dnia na dzień. Kiedy zaczynamy treningi, mięśnie stają się większe i ważą więcej, lepiej więc mierzyć sobie obwody poszczególnych części ciała. Ale też dajmy sobie trochę czasu, bo w zależności od tego, jaką mamy nadwagę, tak szybko chudniemy. Łatwiej jest schudnąć osobom, które mają więcej kilogramów do zrzucenia, niż takim jak ja, chcącym się pozbyć dwóch lub trzech kilogramów, żeby po prostu ładniej wyglądać w sukience. Trudniej jest też schudnąć sportowcom, ponieważ ich organizm przez długie lata był przyzwyczajony do olbrzymiego wysiłku i do ogromnego wydatkowania energii, więc gdy ograniczamy naszą aktywność fizyczną do dwóch czy trzech treningów w tygodniu, to nasz organizm się troszkę buntuje. Ja, na szczęście, przez całe życie miałam bardzo szczupłą, wręcz anorektyczną budowę ciała, i choć dziś przytyłam na skutek swojej dojrzałości, to zyskałam na tym jako kobieta, ponieważ dzięki temu mam zdecydowanie mniej zmarszczek.

10

MADEMOISELLE / 6/2017

FOT. PIOTR ŻAGIELL

Zdecydowanie trzeba coś zjeść, by nie doszło do utraty mięśni, bo jednak zależy nam na ich rozbudowie. Nie chcemy przecież, żeby nasz organizm spalał „mięśnie”, tylko tkankę tłuszczową – w związku z tym musimy dać mu szansę. Trzeba szybko obniżyć stężenie kortyzolu we krwi, np. przekąską bogatą w węglowodany o wysokim indeksie glikemicznym, który podwyższy stężenie glukozy, a jednocześnie obniży stężenie kortyzolu. Ludzie często to lekceważą. Dodatkowo po wysiłku warto uzupełnić białko, dlatego że często dochodzi do naciągnięć, mikrourazów mięśni, a jak wiadomo – każda nasza komórka zbudowana jest z białka. Warto więc pamiętać o regeneracji naszego organizmu, a co się z tym wiąże – o regeneracji naszych wszystkich komórek.

A co w przypadku osób, które dopiero zaczynają intensywnie trenować? W ich przypadku organizm bardzo szybko reaguje, bo nagle dostał porządnego kopa. Tylko proszę pamiętać, że to jest proces, więc jeśli przez lata hodowaliśmy tkankę tłuszczową, to nie oczekujmy nagle, że w ciągu roku zrzucimy te 10, 15 czy 20 kg. Oczywiście można to zrobić, ale jeśli będzie to skutek samej diety, a nie ćwiczeń fizycznych, to bez zbudowania masy mięśniowej i tak najpóźniej po czterech latach dopadnie nas efekt jo-jo. Pamiętajmy też, że jeśli mieliśmy problem z nadwagą, to chcąc mieć ładną sylwetkę, musimy reżimowo podejść do własnego organizmu, czyli do końca życia powinniśmy myśleć o tym, co jemy i obowiązkowo uprawiać sport. Niestety, nie ma nic za darmo. Zawsze mówię: jeśli jesz jak ptaszek, wyglądasz jak ptaszek; jesz jak słoń – wyglądasz jak słoń. W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że ma tyle energii co elektrownia atomowa. Jak Pani to robi? Urodziłam się taka dynamiczna, ale też witalność daje mi sport. Tak jak już mówiłam, od siódmego roku życia zawsze coś ćwiczę. W tej chwili znalazłam sobie formę barre, w której się rozkochałam, bo każdy organizm po latach przyzwyczaja się do

ćwiczeń i poszukuje jakiegoś dodatkowego bodźca. Po udziale w „Tańcu z Gwiazdami” polubiłam także taniec towarzyski, chodzę na rumbę. Zauważyłam też, że im więcej energii zostawiam na sali gimnastycznej, tym więcej jej odbieram. Druga rzecz to dobre jedzenie. Staram się dobrze i regularnie jeść. Śniadanie, obiad i kolację całe życie spożywam o tych samych porach. Jak każdy oczywiście miewam chwile słabości, więc czasem skuszę się na jakieś słodycze, ale generalnie pilnuję swojej wagi, żeby nie przekroczyła mojego wyznaczonego maksimum. Jeśli tak się dzieje, to natychmiast wprowadzam do mojej lodówki reżim. No i tej energii dodaje mi rodzina. W moim wieku, jeśli jest fajna rodzina, synowie, mąż – to mogę też skupić się na tym, co robię, na swoich nowych pomysłach. Bo każdy problem uwidacznia się w naszym wyglądzie, odbija się w naszych oczach. Zauważyłam też, że kiedy coś mi się dobrego wydarzyło w życiu, to wszyscy się pytają: „Co się stało? Zakochałaś się?”. A ja po prostu odniosłam jakiś swój sukcesik. I wtedy od razu tę radość mam wypisaną na twarzy. Ale poza tym ja po prostu taka jestem. Ponoć w szkole podstawowej mówiono o Pani „Napoleon”. Tak [śmiech – red.], bo potrafię robić 20 rzeczy równocześnie i sprawia mi to


Prawdziwa z Pani „fajterka”. Nigdy się nie poddaję. W życiu przeżyłam różne sytuacje, łącznie z tymi mniej sympatycznymi, byłam oszukana przez różnych ludzi – biznesowo i życiowo. Powiedziałam sobie wtedy, że nigdy się nie poddam i nie pozwolę, by ktoś mnie oszukał. Nikogo też się nie boję, bo jestem już na to zbyt dojrzała. Jasno też informuję, co chcę robić w życiu i jestem już na tyle dorosła, że mogę sobie na to pozwolić. Do wszystkiego w życiu doszła Pani sama? Wszystko osiągnęłam swoją ciężką pracą, nikt za mnie niczego nie zrobił – ani tatuś, ani mamusia nie załatwili mi pracy. Niczego w życiu nie dostałam, wszystko zawdzięczam sobie. Sama zbudowałam sobie dom, posadziłam drzewo, urodziłam syna – więc jestem prawdziwym mężczyzną [śmiech – red.]. I jeszcze mam fajnego męża. Może dlatego w każdym moim produkcie czuć mnie, bo to ja piszę książki, a nie za mnie piszą. To są moje przemyślenia i moje historie. Kiedy patrzę na Wasze zdjęcia, to myślę sobie, że Pani mąż jest ciepłym mężczyzną. Bo taki jest. Ja jestem koniem wyścigowym, a on jest takim bardzo spokojnym człowiekiem, który jest moim uzupełnieniem. On mnie uspokaja, ogarnia, no i jest jeszcze cudownym ojcem. To taki partner na dobre i na złe. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że gdyby coś się teraz ze mną stało, to on by dalej przy mnie był. Bo tak został wychowany, ale też jest po prostu dobrym człowiekiem, aż czasami za dobrym nawet. I nie ma kompleksów, bo z taką kobietą jak ja musi żyć tylko taki mężczyzna, który ich nie ma. W przeciwnym razie nie wytrzymałby ze mną ani minuty. Cenię go za inteligencję, klasę i mądrość życiową, która sprawdza się wszędzie. Jest Pani pracoholikiem? Myślę, że trochę tak. Praca jest dla mnie bardzo ważna. Nigdy też nie pracowałam dla nikogo, może to przez moje zdolności przywódcze? Jestem całe życie swoją firmą,

choć od 25 lat mam swoje autorskie programy w telewizji, to jeszcze nikt mi nie dał etatu. Wyrzucają mnie oknem, ja wchodzę drzwiami, albo odwrotnie – przez dziurkę od klucza, ale generalnie jestem taką osobą, która potrafi o siebie zawalczyć. Ale też uważam, że za tą walką coś musi stać, dlatego od lat mocno inwestuję w swoją wiedzę. Wydałam mnóstwo pieniędzy, jeżdżąc na różnego rodzaju kongresy po całym świecie. Czasem się wahałam, co wybrać – nową sukienkę, samochód czy kongres; wybierałam kongres, bo wiedziałam, że na tę kieckę czy lepsze auto jeszcze przyjdzie czas, a jeśli się nie nauczę, to może na nic mnie nie będzie stać. Teraz wiem, że to były dobre wybory. Dzięki temu 30 lat jestem w mediach, bo nie sprzedaję bzdur internetowych, tylko wiedzę zdobytą na świecie. Jak radzi Pani sobie z upływem czasu? Nie ukrywa Pani swojego wieku. Szczerze o tym mówi. Chciałabym tak wyglądać w wieku 56 lat. Niedawno oglądałam taki film, w którym pada taki tekst: „Co Pani dolega? Dojrzałość. Jedyna moja dolegliwość to dojrzałość” [śmiech – red.]. Na początku nie powiem, że się tym nie martwiłam, no bo nagle stawałam przed lustrem i widziałam, że moje ciało wygląda zupełnie inaczej, ale teraz tak sobie myślę, że młoda już byłam, 20 lat już miałam. Dlatego staram się do tego problemu podchodzić normalnie i cieszyć się, widząc, piękniejsze, młodsze kobiety. Ale też uzmysłowiłam sobie, że teraz trzeba włożyć więcej pracy w to ciało niż w młodości, bo ono cały czas potrzebuje napędu, pobudzania, krótko mówiąc: trzeba ćwiczyć. Im jesteśmy starsze, tym więcej pracy musimy wkładać w siebie, żeby dobrze wyglądać. Młoda dziewczyna założy dżinsy, biały T-shirt, umyje włosy, nie musi mieć nawet makijażu i wygląda pięknie, bo zdobi ją młodość. Dojrzała kobieta bez makijażu wygląda już średnio a do tego gdy jest jeszcze zaniedbana i źle ubrana, to już wygląda na 10 lat więcej. Zróbmy więc wszystko, żebyśmy wyglądały jak najlepiej i mogły każdy dzień przeżywać jak najmilej. Zachęcam do tego. Po co był dla Pani „Taniec z Gwiazdami”? To było marzenie małej dziewczynki. Zgłębiłam wszystkie techniki fitnessu, ale nigdy nie tańczyłam towarzysko. Udział w tym programie to było superprzeżycie, już nie mówiąc o tym, że schudłam sześć kilogramów, bo jednak siedem godzin dziennie musiałam spędzić na sali gimnastycznej. Lubię pokonywać swoje ograniczenia. Tuż przed programem zastanawiałam się, czy dogadam się z młodymi ludźmi, a okazało się, że nie było żadnego problemu, nie czu-

FOT. PIOTR ŻAGIELL

przyjemność. Jestem jednocześnie swoim biurem marketingowym, producentem, piszę scenariusze, no i zawsze ubieram się sama. Nie ukrywam, że czasami oddaliłabym chętnie niektóre sprawy od siebie. Uczę się wprawdzie dedykować pewne sprawy innym, żeby trochę się odciążyć, ale, prawdę mówiąc, lubię być zapracowana, bo im więcej robię, tym bardziej czuję, że jeszcze więcej mogę zrobić.

MADEMOISELLE / 6/2017

11


jej ROZMOWA/ Bojarska-Ferenc

łam się gorzej i bardzo się z nimi zaprzyjaźniłam, mówili do mnie: „Nasza Cioteczka, Nasza Mamunia”. I wszyscy się zastanawiali, skąd ja mam tę energię, bo oni już „wysiadali”, a ja wciąż byłam chodzącym dynamitem. Ale też podczas "Tańca z gwiazdami" wybrzmiało, że ma Pani dwoje wnucząt. To jest najpiękniejszy moment w moim życiu, bo cieszę się, że mój syn jest szczęśliwy. A ja mam w końcu wnuczkę Wiktorię i to jest takie cudo, które mówi do mnie „Mery”, przytula się, zakłada moje rzeczy, a ja odczuwam ogromną radość, że mam dziewczynkę w domu, bo to jest zupełnie inna bajka. Dostałam szału, latam po sklepach, kupuję tiulowe spódnice – po prostu szaleję. Mam też cudnego Marcelka – kopię swojego syna. Czy można chcieć więcej? Dlaczego nie lubi Pani określenia „babciu”? Do mnie jest zakaz mówienia „babciu”. Ja jestem Mery. Staram się zmieniać to podejście, bo w dzisiejszych czasach babcią można zostać nawet w wieku 35 lat. Dla mnie "babcia" to stopień pokrewieństwa. Nie lubię tego określenia, bo to nie moje wnuki, ale znajomi mówią do mnie: „Cześć, babciu”, a ja nie jestem dla znajomych żadną babcią. Nie mówię do koleżanek: „Cześć, żono” czy „Cześć, matko”. Każdy z nas ma swoje imiona, więc proponuję, żeby zwracać się do siebie po imieniu. Bo to, że ktoś pozwoli nam tak do siebie mówić, nie oznacza braku szacunku, lecz raczej świadczy o tym, że obdarza nas zaufaniem, więc musimy się dla niego jeszcze bardziej starać. Napisała Pani książkę „Sztuka dobrego życia”. Czy poznała Pani receptę na takie życie? Co to dla Pani znaczy?

FOT. PIOTR ŻAGIELL

To życie w zgodzie ze sobą, ze swoimi poglądami, posiadanie swojego kręgosłupa moralnego. Dla mnie bardzo ważna jest również niezależność. Sztuka dobrego życia to w moim przypadku właśnie umiejętność bycia samodzielną kobietą. Od 28 lat mam kochającego męża, ale zawsze myślę o tym, co by było, gdyby nagle zabrakłoby go w moim życiu, dlatego staram się tak żyć, żeby móc sobie po prostu zawsze dać radę. I to mi się jakoś udaje.

12

MADEMOISELLE / 6/2017

Może jestem idealistką, ale chciałabym, żeby światem rządziło uczucie. Zawsze sobie mówiłam, że będę z facetem, którego kocham, wyjdę za mąż z miłości, a nie z powodu jego karty kredytowej. To było i jest dla mnie najważniejsze. Ale też bardzo ważne jest to, żeby partner mnie cenił. A jego szacunek do mnie jest większy wtedy, gdy on widzi, że ja nic od niego nie potrzebuję, że jestem niezależna i samowystarczalna. Po prostu kocham go i już. Byłoby to dla mnie nie do zniesienia, gdybym uwiesiła się na mężczyźnie i musiała prosić go o drobne rzeczy. Odpowiada mi tak jak jest i świetnie się z tym czuję. Niech każdy żyje tak, jak chce. ■


MADEMOISELLE / 6/2017

13


jej KULTURA/ teatr

Ze studium na scenę Tekst: Katarzyna Sudoł

– Nie mam jakichś szczególnych marzeń i planów na przyszłość. Staram się nie nastawiać i brać to, co przyniesie życie. Dzięki temu każde nowe wyzwanie przynosi mi ogromną satysfakcję – mówi Maja Gadzińska, nowa solistka gdyńskiego Teatru Muzycznego, aktorka i wokalista o trzyoktawowej skali głosu.

Jej kariera rozpoczęła się bardzo szybko. Już na III roku studiów dostała wymarzoną rolę Anioła w spektaklu „Chłopi” w reżyserii Wojciecha Kościelniaka. Młoda artystka doskonale poradziła sobie na wymagającej, muzycznej scenie.

w klasie skrzypiec, w której wytrzymała zaledwie trzy dni. Szybko zrezygnowała z nauki tego instrumentu. Niewiele lepiej było również później, w klasie śpiewu. Tam, z powodu braków w teorii i kształceniu słuchu, zabawiła tylko trzy tygodnie.

Nic dziwnego – jej marzenia o aktorstwie rozpoczęły się już w dzieciństwie. Nieustannie śpiewała, w jej życiu zawsze obecna była muzyka.

Marzenia jednak okazały się silniejsze. Maja dostała się do wyśnionego Studium Wokalno-Aktorskiego im. D. Baduszkowej w Gdyni.

– Potrafiłam śpiewać moim dziadkom w samochodzie przez całą drogę z Grudziądza do Zakopanego – mówi Gadzińska. Aktorka urodziła się w 1991 roku. Obecnie ma 26 lat i jest jedną z najciekawszych aktorek Teatru Muzycznego w Gdyni. Przed nią, bez wątpienia, wielka kariera.

– Do połowy studiów szczerze wierzyłam w to, że nie mam żadnego wyjątkowego talentu i nigdy w życiu nie będę aktorką. Jednak wszystko, co zdobyłam, osiągnęłam swoją ciężką pracą. Z każdej porażki starałam się wyciągnąć wnioski i poprawić swoje błędy – mówi. Dzisiaj publiczność gdyńskiego teatru zna ją doskonale – zagrała Esmeraldę w „Notre Dame de Paris”, pojawiła się w „Złym” i w spektaklu „Piotruś Pan”.

Pierwsze kroki na scenie zaczęła stawiać już w podstawówce. Wtedy też zagrała rolę Maryi w szkolnych jasełkach – jej nauczyciele szkolni zainfekowali ją wirusem sztuki, nauczyli miłości do sceny. Kiedy grupa, w której występowała, zwyciężyła w konkursie Gdyńskiego Przeglądu Jasełek, Maja wraz z kolegami i koleżankami dostała szansę występu na scenie Teatru Miejskiego w Gdyni. – Ten występ do dziś pozostaje jednym z najbardziej niezapomnianych momentów w moim życiu – podkreśla aktorka. Początki jednak nie były łatwe. Gadzińska zaczęła od nauki w szkole muzycznej,

14

MADEMOISELLE / 6/2017

– Ciężko jest mi wybrać moją ulubioną rolę. Każda dostarcza mi innych przeżyć i innych wrażeń. Czerpię wielką frajdę z grania Katki Kudłatki w „Avenue Q”, czuję się spełniona po spektaklu „Notre Dame de Paris”, a Anioł w „Chłopach” pozwala mi zamknąć się w swoim świecie i doświadczyć niecodziennych emocji – opowiada młoda aktorka. ■


FOT. JAKUB WITTCHEN / WWW.TEATRDADA.PL

Maja Gadzińska

MADEMOISELLE / 6/2017

15


jej TRÓJMIASTO/ kobieta w kulturze

Stanisława Celińska

Cieszy się życiem, koncertując, śpiewając piosenki i wlewając otuchę w serca słuchaczy. O radości życia, pokonywaniu trudności i spełnieniu – rozmawiamy z aktorką i pieśniarką – Stanisławą Celińską.

– PANI PERFEKCYJNA Tekst: Urszula Abucewicz

W piosence „Czerń i biel” śpiewa Pani, że kiedyś straszył Panią świat. Jak oswoić ten lęk? Jak pozbyć się tego strachu? Człowiek się boi i zawsze będzie się bał, ale myślę, że można zmniejszyć ten lęk. Moim sposobem jest wiara. Wierzę w opatrzność, która daje mi siłę. Ważny i potrzebny jest dla mnie również kontakt z ludźmi i zachęcam do tego, żeby z niego nie rezygnować. A teraz czego jest więcej w Pani życiu? Śmiechu czy łez? Myślę, że śmiechu i spokoju jest teraz więcej w moim życiu niż kiedyś, chociaż miewam różne momenty wynikające ze zmęczenia. Muszę więcej odpoczywać, ale to się tylko łatwo mówi. Nie chce Pani zwolnić? Myślę, że mam coś jeszcze do przekazania i załatwienia na tym świecie.

FOT. PIOTR GRZYBOWSKI

To skąd Pani czerpie energię? Od Boga. Ale też trzeba mieć przyjaciół wokół siebie i ja mam to szczęście, że mam przyjaciółkę Joannę, która najpierw była moją fanką, a teraz stała się najbliższą mi osobą. Uwielbiam też zwierzęta. To one dają mi energię. Można powiedzieć, że zaznaję dzięki nim dogoterapii [śmiech – red.]. Mam dwie cudowne sunie, jedna Mela, a druga to już starsza pani – Kropeczka. Kiedy człowiek patrzy, jak one ze sobą egzystują, jak się bawią, to się po prostu chce żyć. Przedmioty martwe nie dadzą tego, co da życie w domu. Życie w domu musi być.

16

MADEMOISELLE / 6/2017

W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że zaczęło się teraz Pani trzecie życie. Pierwsze życie to były czasy młodości, kiedy wszelkie moje działania koncentrowały się wokół aktorstwa i zdobywania pewnej pozycji w tym zawodzie, potem były lata utrwalania tego, co udało mi się zbudować, ale też były wzloty i upadki. A teraz jestem na zupełnie innym etapie, jeśli chodzi o mój zawód. Po latach pracy w teatrze postanowiłam zrobić sobie przerwę i intensywnie przeżywam to moje trzecie życie, czyli piszę teksty, koncertuję. Dokonuję różnych zwrotów, np. rezygnuję z zagrania głównej roli w filmie Agnieszki Holland pt. „Pokot”. Dlaczego? Bo nie chciałam grać osoby, która zabija i uważa, że to jest w porządku. W obronie moich piesków mogłabym się na kogoś rzucić, ale na pewno nie zabić. Gdzieś w środku mnie to przeraziło


i uznałam, że nie powinnam wcielać się w taką postać. Za to przyjęłam propozycję zagrania w II części „Znachora”. To trochę harcerski film, kręcony przez zapaleńców na Podlasiu. Mimo wszystko uznałam, że to ciekawy projekt, w którym chcę wziąć udział. I nie żałuję tej decyzji. Praca nad tym filmem dała mi ogromną satysfakcję, a do tego zakochałam się w Podlasiu. Odmówienie Agnieszce Holland to niejedyna moja trudna i odważna decyzja. Odeszłam również z Nowego Teatru prowadzonego przez Krzysztofa Warlikowskiego, ponieważ nie podobało mi się, w jakim kierunku ten teatr podąża. Posłuchałam siebie i poszłam własną drogą. Podczas koncertów pomiędzy piosenkami snuje Pani opowieści. W której roli czuje się Pani lepiej? Opowiadacza historii czy pieśniarki? W jednej i drugiej, ale tak naprawdę wolę śpiewać. Wiem też, że przekaz pomiędzy utworami jest ważny, wtedy można zatęsknić za muzyką i odwrotnie. Podczas koncertu musi być przestrzeń, oddech na przemyślenie, refleksję i ten oddech w moim wykonaniu to właśnie snute przeze mnie opowieści. Za każdym razem inne. Bóg jest ważny w Pani życiu… Bardzo ważny. Gdy miałam problem z alkoholem, to właśnie Bóg mi pomógł. I to był rodzaj cudu. Daję to świadectwo, żeby pomóc innym ludziom. Może oni też skorzystają z opatrzności. A jeżeli ktoś jest daleko od Boga, a pogrąża się w destrukcji, to co wtedy… Najważniejsze jest, żeby zdać sobie sprawę z uzależnienia, a potem zrobić wszystko, by przestać uciekać od życia i rozpocząć walkę każdego dnia. Dla niektórych pomocą może być Bóg, a dla innych drugi człowiek. Bardzo często są to ludzie, którzy wyszli z nałogów i teraz pomagają swoim doświadczeniem. Kiedyś powiedziała Pani w jednym z wywiadów, że jest w Pani niespełnienie. To było kiedyś. Myślę, że teraz jestem spełniona. Ale to nie znaczy, żeby osiąść na laurach i powiedzieć: „Już jest fajnie, to ja teraz nic nie będę robić”. Wciąż trzeba sobie stawiać nowe wyzwania. Jest w Pani dążenie do perfekcji? Moja przyjaciółka się ze mnie śmieje, że jestem „Pani Perfekcyjna”. Myślę, że coś w tym jest. To czasami jest męczące i trzeba odpuścić, bo mimo naszych nacisków czy starań okazuje się, że pewnych rzeczy nie można zrobić, dlatego trzeba sobie dać trochę luzu i mieć trochę miłości do siebie samego, tzn. traktować siebie samą jak przyjaciela. Nauczyła się już tego Pani? Cały czas się uczę. Często jestem z siebie niezadowolona i wyrzucam sobie, że mogłabym zrobić coś lepiej. A co z tym niespełnieniem? A może raczej spełnieniem? Spełnienie odczuwam podczas koncertu, na scenie. Kiedy widzę, jak ludzie zaczynają się cieszyć i wzruszać. W takich momentach jestem pewna, że zadanie, które sobie postawiłam, żeby widzom ofiarować nadzieję, miłość, radość, sens życia – zostało zrealizowane.

A którą piosenkę lubi Pani najbardziej? Trudno powiedzieć. Jest kilka piosenek, które niosą ważne tematy, jak „Drzwi odemknij” – jeden z ostatnich tekstów Wojciecha Młynarskiego mówiący o Bogu modlącym się do człowieka. Jest również tekst „Za małe serce” – namawiający ludzi do pójścia po słonecznej stronie ulicy. I dotkliwy tekst Muńka Staszczyka „Wielka słota” poruszający temat wybaczenia. Wybaczenie jest najważniejsze. Dlaczego jest ono najważniejsze? Jest takie indiańskie powiedzenie: „Nie oceniaj nikogo, dopóki nie przejdziesz 1000 mil w jego mokasynach”. Muniek Staszczyk napisał: „Wybaczam Ci wszystko, bo wiem, że mnie kochałaś”. Wybaczenie jest ulgą i dla wybaczającego, i dla tego, który prosi o wybaczenie. Następuje rodzaj oczyszczenia i można żyć dalej. A poza tym kto z nas jest bez winy? Co by Pani powiedziała 25-letniej Stasiuńce? Tak jak dziedziczymy kolor włosów, oczu czy nos – tak też dziedziczymy skłonność do nałogu. Powiedziałabym tej 25-letniej Stasi, której ojciec miał problemy z alkoholem, której mama trochę popijała, żeby się strzegła przed alkoholem, bo to może być choroba, z którą nie ma żartów. A druga rzecz – żeby miała w sobie pokorę. Jak nie oszaleć? Jak Pani zachowuje tę normalność? Bo wiem, że Pani nie gwiazdorzy… Raz mi odbiło. Wtedy nie mogłam sobie ze wszystkim poradzić, bo miałam męża, dzieci, zawód. Wszędzie chciałam być najlepsza, perfekcyjna. I powoli zaczęłam uciekać od świata, bo alkohol jest ucieczką. Wydawało mi się, że zawsze będę miała propozycje, że zawsze będę grać. Przestałam szanować innych, przychodziłam pijana albo potrafiłam w ogóle nie przyjść na plan filmowy, bo piłam całą noc. Oczywiście to była choroba, ale teraz tak sobie myślę, że coś musiało mi przeskoczyć w głowie, że tak to się potoczyło. Zresztą sukces jest trudniejszy do przyjęcia niż porażka, bo klęska może spowodować, że chcemy być lepsi, staramy się, podejmujemy wysiłek, żeby osiągnąć wyższy poziom. Ma Pani na swoim koncie wiele nagród. Za „Pieniądze to nie wszystko” dostała Pani główną nagrodę w Szanghaju. Za płytę „Atramentowa” otrzymuje Pani deszcz nagród i statuetek. Na Festiwalu Dwa Teatry w Sopocie otrzymała Pani nagrodę za całokształt twórczości. Cieszę się z nagród. Ale jest to też mobilizacja, żeby iść dalej, żeby wciąż zaskakiwać widzów. Co Pani sprawia radość? Lubię rozwiązywać krzyżówki. To takie przejście pomiędzy sceną a domem. Jak przyjdę i pomęczę tę głowinę na różne sposoby, to bardzo mi to pomaga. To odpoczynek i relaks, a jednocześnie twórcze zajęcie, ponieważ przy okazji dużo się dowiaduję. A w ogóle cieszę się życiem i przebywaniem z najbliższymi i moimi pieskami na łonie natury. Dziękuję za rozmowę.

MADEMOISELLE / 6/2017

17


jej KULTURA/ wydarzenia w Trójmieście

MAT. PROMOCYJNE

Kulturalnie w Trójmieście

30 VI – 9 VII

Gdynia Design Days Pomorski Park Naukowo-Technologiczny Tegoroczne hasło festiwalu bezpośrednio i metaforycznie odwołuje się do nadmorskiej lokalizacji Gdyni. SZTORM to zjawisko przywołujące wielość skojarzeń i interpretacji. Jubileuszowa 10. edycja Gdynia Design Days poświęcona zostanie możliwościom, jakie przynosi niszczycielska zawierucha, jej możliwym następstwom oraz budowaniu od nowa.

„Stan Surowy Otwarty”

Poznaj świat ze SKAT – wystawa fotografii podróżniczej

Gdańska Galeria Miejska Jesienią 1985 roku w Moderna Museet w Sztokholmie miała miejsce wystawa „Dialog”. Brało w niej udział ośmiu polskich artystów związanych ze środowiskiem galerii Foksal. Ponieważ formuła pokazu opierała się na tytułowym dialogu, każdemu z nich dano możliwość zaproszenia jednego dowolnego artysty z zagranicy. Zaproszeni do udziału w wystawie artyści nigdy się nie spotkali. Forma dialogu stała się więc jedynie jego zapowiedzią i impresją, a wystawa – kolażem myśli i treści oraz rodzajem symulacji poznania. Jednocześnie przybrała rolę kreatora myśli dialektycznej, rezonującej, poprzez wielokierunkowe poszukiwania, stawiając na piedestale doświadczenie. Dialog postawił pytanie o formę i sens kreacji tego typu działań.

18

MADEMOISELLE / 6/2017

8V – 30 VI

MAT. PROMOCYJNE

MAT. PROMOCYJNE

28 IV – 09 VII

Polska Filharmonia Bałtycka Wystawa fotografii podróżniczej „Poznaj Świat ze SKAT!” to efekt organizowanego od 2014 roku przez portal PromySkat konkursu fotograficznego. Zgłoszenia konkursowe obejmują wyłącznie fotografie związane z podróżami. Zdjęcia nadesłane przez laureatów i uczestników przedstawiają esencję podróżowania: przyjemność, pasję odkrywania czy emocje związane z podróżami i wakacjami. Ukazują ciekawe miejsca na całym świecie – niezapomniane krajobrazy, piękno natury czy portrety spotkanych w podróży osób, od dalekiej Birmy, Sri Lanki, a skończywszy na tatrzańskich bądź kaszubskich pejzażach.


Klub ŻAK Tegoroczna 9. edycja Gdańskiego Festiwalu Tańca odbędzie się pod hasłem lumière. W programie Festiwalu znajdą się spektakle z Polski, Węgier, Niemiec i Szwajcarii, w których światło ma szczególne znaczenie. Młodzi polscy tancerze specjalnie na Festiwal przygotowali nowe spektakle; będą też projekcje filmowe, warsztaty oraz międzynarodowy konkurs dla tancerzy Solo Dance Contest, a także specjalny program dla dzieci.

2–11 VI

Polska Filharmonia Bałtycka Na wzór brytyjskiej telewizji BBC i organizowanych przez nią koncertów „The Proms”, których tradycja sięga 1895 roku, Polska Filharmonia Bałtycka przygotowała kolejną edycję Koncertów Promenadowych, podczas których usłyszymy kompozycje klasyczne, ale też muzykę jazzową czy rockową. Koncerty promenadowe Filharmonii Bałtyckiej podzielone będą na dwie części – pierwsza, bardziej klasyczna, odbywać się będzie w Sali Koncertowej na Ołowiance, druga zaś, z nieco bardziej rozrywkowym repertuarem i swobodniejszą atmosferą – na Scenie Letniej, na którą, z wyjątkiem miejsc siedzących, wstęp jest wolny.

MAT. PROMOCYJNE

II Koncert Promenadowy

11 VI

MAT. PROMOCYJNE

„Szepty serc” – spektakl gościnny Teatr Muzyczny w Gdyni Musical to owoc pracy prawie 50 młodych ludzi, uczniów lęborskich szkół oraz studentów Instytutu Muzyki Akademii Pomorskiej w Słupsku. Autorski scenariusz i teksty piosenek, muzyka grana na żywo, napisana specjalnie do spektaklu, magia światła i dźwięku przeniosą widzów w niezwykły świat teatru.

12 VI

Stadion Energa Gdańsk Odrodzone Guns N' Roses i ich niezwykle udana trasa Not In This Lifetime Tour – jak widać, nie zwalniają tempa, skoro kultowy zespół zamierza szturmem podbić ponad 30 stadionów na terenie Europy i Ameryki Północnej w 2017 roku. Za produkcję trasy odpowiada Live Nation, a rozpocznie się ona 27 maja 2017 roku w Dublin's Slane Castle, aby następnie odwiedzić 18 miast na terenie Wielkiej Brytanii i Europy z zaplanowanymi koncertami w Londynie, Paryżu, Madrycie, Wiedniu, Kopenhadze i innych miastach. Koncert w Gdańsku odbędzie się 20 czerwca o godzinie 19.00 na Stadionie Energa.

MAT. PROMOCYJNE

Guns N' Roses: support Killing Joke i Virgin

20 VI

Open'er Festival

MAT. PROMOCYJNE

MAT. PROMOCYJNE

IX Gdański Festiwal Tańca

Lotnisko Gdynia-Kosakowo Czy jest na świecie inny festiwal, na którym absolutna megagwiazda muzyki rockowej, Red Hot Chili Peppers, wspólnie z wielotysięczną publicznością intonuje piłkarską przyśpiewkę, na dodatek bezbłędnie, praktycznie czystą polszczyzną? Mamy wrażenie, że nie. I właśnie możliwość takich niesamowitych przeżyć ściągnęła do Gdyni ponad 120 tys. osób na jubileuszową, 15. edycję festiwalu w 2016 roku. W tym roku festiwal odbędzie się od 28 czerwca do 1 lipca i z pewnością dostarczy podobnych, wspaniałych emocji!

28 VI –1 VII MADEMOISELLE / 6/2017

19


jej KULTURA/ hiperkonsumpcja

Mieć , mieć , mieć… Mieć, mieć, mieć… Przyszło nam żyć w czasach, w których status jednostki w pełni niemal wyznaczają posiadane przez nią rzeczy. Począwszy od mieszkania, przez samochód, skończywszy na modelu telefonu czy noszonych przez nas butach – to wszystko definiuje nasz status materialny, ustawiając nas w odpowiednim miejscu na drabinie społecznej. Tekst: Katarzyna Sudoł

W

tym biegu po bogactwo uczestniczymy, niestety, wszyscy. Nawet najbardziej świadomi ludzie łapią się na mimowolnym niemal wpatrywaniu w sklepowe witryny czy internetowe oferty – wszyscy chcemy mieć, bo „mieć” znaczy dzisiaj „istnieć”. Jednak większość dóbr, za którymi tak gonimy, w zasadzie nie jest i nigdy nie będzie nam potrzebna. Za czym więc tęsknimy? Za poczuciem przynależności, które idzie za posiadaniem. Za tym poczuciem tęsknili najpewniej ludzie, którzy zimą zeszłego roku ustawili się w gigantycznych kolejkach pod jednym ze sklepów obuwniczych w Warszawie. Tam miała odbyć się premiera najnowszego modelu butów – projekt, podobno, wykonał Kanye West, całość wyprodukował Adidas i opatrzył ceną około 900 zł. Grupa fanów postanowiła więc koczować pod sklepem w dzień i w noc, by dostąpić "zaszczytu" zakupienia tego wyjątkowego obuwia. Szaleństwo? Najpewniej. Ktoś się go jednak podejmuje. To nasi znajomi, rodzina, przyjaciele, koledzy kolegów… Podobne zrywy mają miejsce znacznie częściej, np. przy okazji premier sprzętów z jabłuszkiem. Bo te firmy sprzedają nie tylko rzecz, ale – przede wszystkim – styl życia. Każdy z produktów ma dopisaną do siebie odpowiednią historię, tło, które nadaje mu wyjątkowej atrakcyjności. Chcesz być nowojorskim hipsterem w środku polskiej szarówki? Nie obędziesz się bez MacBooka. Chcesz mieć modny makijaż i opinię celebrytki na Instagramie? Twój status przypieczętuje szminka z kolekcji Kylie Jenner.

20

MADEMOISELLE / 6/2017

Każdy, nawet najbardziej zbędny produkt rozkwitnie przy użyciu odpowiednich zabiegów marketingowych. A wśród marketingowców są też klienci – oni wiedzą najlepiej, czego pragniemy, jak reklamować, żeby sprzedać. Obecnie sprzedaje się nie rzecz, a wizerunek. Kupując, kreujemy siebie – swoją społeczną pozycję, popularność. Konsumowanie dóbr to nasza codzienność. Na potęgę wyrzucamy, wymieniamy, udoskonalamy to, co posiadamy. Dziś niczego się już nie naprawia, produkty ulegają nieustannej wymianie na coraz to lepszy, nowszy model. Gdzie w tym wszystkim rozsądek? Jak nasze szalone zakupy jesteśmy w stanie godzić z tak modnym ostatnio podejściem ekologicznym? Pijemy koktajle z rzepy i jarmużu, a zapominamy o tym, że ekologia zaczyna się w głowie. Zamiast więc kupować kolejny telefon, umieszczając poprzedni w szufladzie, zastanówmy się, czy naprawdęda nam to szczęście, spełnienie? A może tylko chwilową satysfakcję? W świecie, w którym wartość człowieka mierzy się zasobnością jego portfela, nie ma miejsca na sentymenty, chciałoby się rzec. Ale przecież ten świat to my – tworzymy go, budujemy dla kolejnych pokoleń. I coraz częściej zauważamy absurdalność konsumpcyjnego podejścia. Wyrzucamy więc zbędne produkty, układając sobie nowe, minimalistyczne życie, przyjazną przestrzeń. Robiąc to, jednak nie zapominajmy, że worek ubrań, których już nie chcemy, więcej pożytku przyniesie ubogim niż śmietnikowi. Małymi krokami budujmy bardziej przyjazny, empatyczny, ludzki świat. ■


Patronat Mademoiselle

jej KULTURA/ dobra książka

Bruce Porter

Eliza Mórawska

UWIKŁANA

WHITE PLATE. NA ZDROWIE

WYDAWNICTWO KOBIECE

WYDAWNICTWO ZWIERCIADŁO

Prawdziwa historia królowej narkotykowego imperium, która zaczęła pracować jako tajna agentka. Pochodzącą z wyższych kolumbijskich sfer i wykształconą w Europie Pilar cechuje mieszanka nieodpartego uroku i bezwzględnej przebiegłości. Od zawsze pociągało ją wszystko, co zakazane, również nieodpowiedni i niebezpieczni mężczyźni. To właśnie przez nich Pilar zostaje uwikłana w handel kokainą w jednym z największych światowych karteli, stając wkrótce na czele organizacji. Kobieta zostaje zmuszona do infiltracji niebezpiecznego kartelu w ramach akcji „Operacja Księżniczka”, której celem miało być przechwycenie dziesiątek milionów dolarów i kokainy wartej pół miliarda dolarów. Pilar wciela się w swoją rolę tak dobrze, że zostaje porwana przez kolumbijskich partyzantów. Czy ktoś ją ocali, zanim porywacze odkryją, że mają w swych rękach tajną agentkę?

Susan Meissner

DZIEWCZYNA Z NAGIETKOWYM SZALEM

W książce znajdziemy kilkadziesiąt przepisów na przepyszne i, co najważniejsze, zdrowe potrawy. Ponieważ mówi się, że jemy oczami i nasz apetyt rozbudza już sam widok dania, więc sposób prezentacji potraw ma ogromne znaczenie. A w tej książce wszystkie dania są nie tylko zdrowe i smaczne, ale i wyglądają tak, że tylko je gotować i… jeść. Wszystkie przepisy są wypróbowane, starannie opisane, a dzięki ich różnorodności, można się przekonać, że kuchnia ma wiele twarzy. Eliza Mórawska jest obecnie jedną z najbardziej wpływowych postaci polskiej sceny kulinarnej. Jak nikt inny potrafi dzielić się swoją umiejętnością smakowania życia.

Anna Szczęsna

MYŚL DO PRZYTULANIA

WYDAWNICTWO KOBIECE

WYDAWNICTWO KOBIECE

Wrzesień, 1911 rok. W porcie na wyspie Ellis Island przebywa pielęgniarka Clara Wood. Nie jest w stanie zmierzyć się z wizją powrotu do rodzinnego Manhattanu, bo właśnie tam w pożarze szwalni Triangle Shirtwaist zginął jej ukochany. Opiekując się ciężko chorą osobą, która również doświadczyła podobnej tragedii, zauważa ozdobny szal przyozdobiony wzorem nagietków. Kobieta jest zaintrygowana historią tego przedmiotu i postanawia odkryć jego tajemnicę. Czy to, czego się dowie zburzy jej światopogląd, czy wręcz przeciwnie – wyzwoli ją? Wrzesień, 2011 rok. Na Upper West Side Taryn Michaels oszukuje samą siebie, wmawiając sobie, że jest w pełni spełnioną kobietą. Lubi swoją pracę w sklepie i uwielbia spędzać czas z córką, którą wychowuje samodzielnie. Wszystko się zmienia, kiedy natrafia na wiekowe zdjęcie opublikowane w czasopiśmie. Wówczas mierzy się z bolesnym wspomnieniem – jej mąż zginął podczas ataku na World Trade Center. Co to ma wspólnego z tajemniczym szalem? Jak ta historia wiąże się ze wspomnieniem 1911 roku?

Hanka Popławska prowadzi stateczne życie. Znudzona jego prozą i zmęczona liczeniem każdego grosza, pozwala ponieść się chwili i odpowiada na niezwykle powściągliwe, tajemnicze ogłoszenie z propozycją pracy. Kierowana impulsem, udaje się w podróż do siedziby firmy zielarskiej HerbMint, która zmieni jej całe życie. Trafia na przysłowiowy koniec świata, czyli do sielankowych Różanych Dołów. Hanka rozpoczyna pracę w lokalnej bibliotece i w końcu czuje się spełniona. Delektując się błogim widokiem lokalnej natury oraz rozsmakowując w zagadkowej relacji z pewnym intrygującym brodaczem, zdaje się wreszcie szczęśliwa. Kiedy się wydaje, że już lepiej być nie może, rzeczywistość jak z bajki zostaje obdarta z pozorów, a Różane Doły pokazują swoje mroczne oblicze.

MADEMOISELLE / 6/2017

21


jej BIZNES/ praca

MARIKA KŁUSKIEWICZ Z wykształcenia psycholożka i trenerka biznesu, z zawodu – managerka firmy Karczewski Doradztwo Personalne, w której odpowiada za projekty rekrutacyjne, szkoleniowe, doradcze i strategiczne. W ciągu ostatnich kilku lat miała przyjemność współpracować i doradzać topowym firmom na polskim rynku. Z powołania członkini zarządu Fundacji Młode Mamy, której celem jest wspieranie młodych i samotnych mam. Z pasji podróżniczka z namiotem na plecach i aparatem w ręku. FOT. ARCH. PRYWATNE

Czy każdy klient

JEST NA WAGĘ ZŁOTA? Od zarania dziejów w ogólnej opinii funkcjonuje zasada, że każdy klient jest na wagę złota i klientowi się nie odmawia. W końcu „klient nasz pan”. Nie byłabym sobą, gdybym nie podważyła czegoś, co wydaje się niepodważalne. A skłoniły mnie do tego zarówno obserwacje osób prowadzących swoje biznesy, jak i moje własne doświadczenia.

Wydaje mi się, że każdy z nas – przedsiębiorca, inwestor, handlowiec, sprzedawca, artysta, twórca, menedżer, prezes – osiąga niesamowite szczęście, gdy pozyska nowego klienta. Łączy się to nie tylko z perspektywą zarobku, ale także z satysfakcją dobrze wykonanej pracy i zadowoleniem klienta. Gdy rozpoczynamy sprzedaż czy rozmowy o współpracy, każdy nowy klient jest swoistą tabula rasa – czystą kartą, która się zapełnia w trakcie poznawania zarówno jego samego, jak i jego potrzeb oraz oczekiwań. Czasem dzieje się to szybko i w dość ekspresowym tempie wchodzi się z nim na podobny poziom „wibracji”. Łapie wspólny język i czuć pozytywny przepływ energii. Ja w takich sytuacjach często mówię, że czuć po prostu chemię. Są też i takie sytuacje, gdy klient zachowuje dystans we wczesnych etapach poznania, „bada teren”, zachowuje powściągliwość i jest oszczędny zarówno w gestach, jak i wypowiedziach. Widać, że potrzebuje nieco więcej informacji od nas à propos nas samych, naszych produktów bądź usług. Potrzebuje swoistego impulsu, by nam bardziej zaufać i wejść w bliższą relację. Zdarza się czasem i tak, że poznajesz klienta, mówicie tym samym językiem, rozumiecie słowa, które do siebie nawzajem wypowiadacie i wszystko wydaje się na miejscu, jednak gdzieś pod skórą czujecie, że coś nie pasuje do tego pięknego obrazka, coś nie gra.

22

MADEMOISELLE / 6/2017

Budowanie relacji biznesowych ma dużo wspólnego z chodzeniem na randki – czasem kończysz na jednym spotkaniu i jedna ze stron „nie oddzwania” (Ty jako dostarczyciel produktów/usług zawsze „oddzwaniaj”, także wówczas, gdy Twoja wiadomość dotyczy nienawiązywania współpracy!), niekiedy jest wiele spotkań, ogromna fascynacja, nawiązanie intensywnej relacji, po czym powoli się rozchodzicie, natomiast od czasu do czasu buduje się trwały, partnerski i oparty na zaufaniu wieloletni związek. Dlaczego więc w świecie biznesowym każdy klient jest na wagę złota? A czy z każdym potencjalnym partnerem życiowym jest tak samo? Upierając się, można powiedzieć, że w zasadzie nie próbując albo wybrzydzając i nie dając szansy, można nie poznać swojej drugiej połówki. Stwierdzenie trochę na wyrost, ale niech będzie. Skorzystajmy więc z innej metafory: klient na swój sposób jest Twoim pracodawcą, daje Ci zatrudnienie. Masz ten komfort, że masz wielu pracodawców – gdy jeden Cię „zwolni”, pozostają Ci inni oraz możesz szukać „dalszej pracy”. Ale czy szukając realnego etatu, idziesz do wszystkich dostępnych na rynku pracodawców? Czy zgadzasz się na pierwszą lepszą propozycję pracy, jaką dostajesz, niezależnie od kogo ona pochodzi?


Inna z kolei osoba podjęła współpracę z firmą, której właścicielka okazała się niesłowna, roszczeniowa i nie dostarczała wszystkich informacji niezbędnych do właściwego wykonania pracy. Znajoma poświęcała ogromne ilości czasu i energii na próby uzyskania potrzebnych wiadomości, na tłumaczenia, prośby i groźby. W końcu zdecydowała się rozwiązać tę współpracę, jednak zadziało się to nie bez przebojów i kolejnego wkładu swojego czasu i energii w tę jałową relację, o stresie już nie wspominając. Kolejnym przykładem jest sytuacja, w której kolega nawiązał współpracę z dużą firmą, ciesząc się ogromnie, że złapał srokę za ogon. Wstępne rozmowy prowadził z osobą, z którą – korzystając z wcześniejszej metafory – czuł prawdziwą chemię. Współpraca zapowiadała się znakomicie, umowa została podpisana, szczegóły – dogadane i zaczął działać. Dawał z siebie wszystko. Pełen zapału i energii pracował nawet wieczorami, traktując to jako fascynującą przygodę. Szło mu super, przepływ informacji był bez zastrzeżeń… do czasu. Wszystko się zmieniło, gdy pod koniec projektu do głosu doszły osoby, które w tamtej fir-

mie były realnymi decydentami, a z którymi nigdy nie miał możliwości porozmawiać. Okazało się, że nie wszystkie oczekiwania wobec projektu zostały mu przekazane (mimo że się upewniał kilkukrotnie, czy coś jeszcze ma uwzględnić), a część z tych, które poznał w trakcie realizacji, ewoluowały. Jednakże polityka i struktura firmy przewidywały pośredniczenie trzeciej osoby między wykonawcą a decydentami, w związku z czym pojawił się efekt głuchego telefonu; próby dojścia do osób decyzyjnych spełzły na niczym. Wszystko to spowodowało, że wilcza część jego pracy poszła na marne i koniec końców projekt nigdy nie został zakończony. To tylko trzy przykłady maksymalnie – w mojej ocenie – podważające tezę, że każdy klient jest na wagę złota. Wybrałam je specjalnie, gdyż ukazują trzy główne obszary, których zaistnienie może spowodować, że w porę zapali się u Ciebie czerwona lampka. Pierwsza rzecz to wartości potencjalnego klienta niezgodne z Twoimi. Drugą sprawą jest wspomniana już kilkukrotnie chemia, a konkretnie – jej brak, między Tobą i potencjalnym klientem (zwłaszcza gdy potwierdza się on poprzez działania i zachoPamiętaj, że gdy mówisz wania tego drugiego). Trzecia „tak” wszystkim propozycjom, natomiast to brak możliwości to mówisz zarazem „nie” tym, nawiązania rozmowy z osobą które są kluczowe i które decyzyjną w firmie bądź rodzinie omijasz, kiedy zajmujesz się (w zależności od branży, w jakiej „nieprzeznaczonymi działasz), czyli Twoim prawdzidla Ciebie”. wym klientem. ■ FOT. PEXELS

Moja znajoma, która jest osobą dość proekologiczną, jakiś czas temu nawiązała współpracę z firmą designerską, która w swojej pracy korzysta m.in. z naturalnych futer. Nie wiem, czy o tym wiedziała, czy też nie, jednak nie muszę chyba mówić, jak informacja ta wpłynęła na jej wizerunek. W oczach wielu osób przestała być wiarygodna. Pytanie zatem, czy ten jeden kontrakt w dłuższej perspektywie czasu był dla niej korzystny?

MADEMOISELLE / 6/2017

23


jej BIZNES/ praca

BŁĄD – zdemonizowany kompan życia i pracy Tekst: Marika Kłuskiewicz

W naszym cyklu poradziliśmy sobie już z pierwszymi chwilami w nowej pracy, wypracowaliśmy właściwy PR wśród współpracowników i doszliśmy do momentu, w którym pracujemy już pełną parą. A jak to w oparach zwykle bywa – nie wszystko widać i niemal nieuniknione są błędy. Popełnia je każdy z nas, lecz już nie każdy potrafi sobie z nimi radzić. Jak zatem sprawić, by były one dla nas nie tylko konstruktywne, ale wręcz korzystne?

NIE POTYKAJĄ SIĘ TYLKO CI, CO PEŁZAJĄ Błąd jest zasadą, prawda to wyjątek błędu. Georges Duhamel Błąd czy porażka jest dla każdego z nas dość trudnym doświadczeniem. Zdarzają się oczywiście osoby, które mówią, że lubią niepowodzenia. Jednak czy istnieje człowiek, który wypowiedział te słowa w chwili trwania jego kryzysu? Bardzo wątpliwe. Przyszło nam żyć w czasach, w których kult sukcesu jest przeogromny. Z każdego zakamarka krzyczą do nas motywujące slogany skłaniające do skupienia się na sukcesie, na dążeniu do niego. Jest oczywiste, że wszyscy o nim marzymy, niezależnie od tego, czym dla każdego z nas on jest. Nasze życie napędza dążenie do określonego celu. Jednak obecny od dłuższego czasu społeczny kult sukcesu przyczynia się do coraz większej obawy przed porażką. I tak nie mamy łatwo! Przecież od najmłodszych lat jesteśmy uczeni, że błąd wiąże się z bolesnymi konsekwencjami, wstydem, a w niektórych przypadkach – z długotrwałymi kłopotami. O czym mowa? Przypomnij sobie swoje szkolne lata. Odpytywanie przy tablicy, kartkówki, sprawdziany. Wiązały się one z dużym stresem, wyśmianiem przez kolegów z klasy, złością rodzi-

24

MADEMOISELLE / 6/2017

ców, czasem nawet z powtarzaniem roku. Dlaczego? Bo szkoła w swoim systemie rzadko pozwalała na poprawki. Raz otrzymana ocena wpływała na wynik końcowy. Dopiero na studiach powszechna była możliwość poprawek. System ten spowodował, że lęk przed niepowodzeniem jest w nas wdrukowywany od czasu pójścia do szkoły. Co by się stało, gdyby był on wpajany jeszcze wcześniej, np. podczas nauki chodzenia? Dziecko w tym okresie ciągle popełnia błędy – potyka się, przewraca, płacze, po czym wstaje i próbuje dalej. Gdyby miało wpojony lęk przed porażką, czy w ogóle spróbowałoby się nauczyć chodzić? Czy może bylibyśmy istotami pełzającymi? Drugą, istotną kwestią, która powoduje, że boimy się porażek, jest sposób wartościowania przez nasz mózg poniesionych błędów w kontrze do sukcesów. Przyjmijmy, że gramy w grę, gdzie stawką jest 50 zł. Możemy tę kwotę wygrać albo przegrać. W przypadku wygranej odczuwamy radość, jednak jest ona znacznie mniejsza niż żal, jaki odczuwamy przy przegraniu tej samej sumy. Przypomnij sobie swój ostatni sukces. Jak długo trwała radość? Jak była intensywna? A teraz przypomnij sobie swoje niepowodzenie (swoją drogą założę się, że znacznie szybciej przyszło Ci ono do głowy). Jak długo trwało jego rozpamiętywanie? Jak intensywnie było odczuwane? Może dalej Cię ono boli? Jak widzisz, zarówno nasz system nauczania, jak i mózg nie wspierają nas w konstruktywnym traktowaniu błędów. Na szczęście, to my kierujemy naszymi myślami – nie one nami!


BŁĘDY ROBIĆ KAŻDY MOŻE… TYLKO NIE JA Jedynym prawdziwym błędem jest ten, z którego nic się nie uczymy. Henry Ford Błędy i porażki nie bez powodu są tak bolesne. Ma być to dla nas sygnał, że zrobiliśmy coś źle i ma nas odwieść od popełniania tych samych błędów w przyszłości. To znak, by się zatrzymać i poddać refleksji nasze działania. Jednak dla co poniektórych to znak do czegoś innego – do taplania się w smutku, użalania się nad sobą i zatapiania się w otchłani rozpaczy. Do dzwonienia po znajomych, opowiadania, jakie życie jest niesprawiedliwe, jak inni przyczynili się do niepowodzenia. Takie osoby chcą być pocieszane i szukają potwierdzenia, że zawinił kto inny… Założę się, że skądś to znasz! I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że takie odreagowywanie porażek na dłuższą metę niczego konstruktywnego nie przynosi. Jedynie uczy przerzucania odpowiedzialności za błędy na kogoś lub coś innego i zamiatania niepopularnych – w społeczeństwie sukcesu – błędów pod dywan świadomości. Drugą zgubną techniką radzenia sobie z niepowodzeniami jest nazbyt mocne branie do siebie swoich błędów, swoiste nacieranie się nimi. Będąc w emocjonalnym dołku, próbujemy na siłę znaleźć jakieś rozwiązanie, przeszukujemy naszą pamięć, która nakierowuje nas na wszystkie inne błędy poczynione w przeszłości. Zapadamy się coraz bardziej w świat naszych porażek i dochodzimy do momentu, w którym stwierdzamy, że jesteśmy beznadziejni, słabi, nie nadajemy się do danej pracy. A to już istne zabójstwo dla naszego poczucia własnej wartości, kreatywności i pewności siebie.

KILOF PRZEKUWAJĄCY PORAŻKĘ W KORZYŚĆ MASZ W SOBIE Nastawienie jest małą rzeczą, która robi dużą różnicę. Winston Churchill Jak zatem przejść ze swoimi niepowodzeniami do porządku dziennego? Przede wszystkim dać sobie wewnętrzne pozwolenie na ich popełnianie. Skoro błędy są nieodłącznym elementem życia, dlaczego mamy je demonizować, katując jednocześnie siebie? To dzięki błędom dochodzimy do właściwego rozwiązania. Thomasowi Edisonowi, wynalazcy, który opatentował żarówkę, w odpowiedzi na jego próby odnalezienia trwałego żarnika, przypisuje się słowa „Nie odniosłem porażki. Po prostu odkryłem 10 000 błędnych rozwiązań”. Cytat ten i historia Edisona namacalnie ukazuje, że aby dojść do sukcesu, potrzeba naprawdę wielu potknięć. I w tym względzie nie ma drogi na skróty. Prawdziwie uczymy się tylko z niepowodzeń! Sukcesy jedynie pokazują, że idziemy w dobrym kierunku! Błędy bolą! Bolą każdego i za każdym razem! Ale jak już wiesz, nie dzieje się to bez przyczyny. To sygnał od życia, że robisz coś nie tak. To sygnał dla Ciebie, by się zatrzymać, przeanalizować swoje postępowanie i spróbować czegoś innego. Skoro dany sposób doprowadził Cię do niepowodzenia, nie licz na to, że ponowne zareagowanie w ten sam sposób coś zmieni. Nic nie zmieni, a na pewno nie przybliży Cię do Twojego celu. Co możesz więc zrobić? Na swój sposób zaprzyjaźnić się z błędami. Są one swego rodzaju drogowskazami na źle obranej drodze. Pozwalają Ci wrócić na właściwe tory. Jest to darmowy feedback od życia. Zamiast oceniać je pod wpływem silnych, negatywnych emocji, doceń je! Ta jedna mała zmiana pozwoli Ci pójść dalej i wyciągnąć z błędów maksimum korzyści. Przestaniesz się na nie obrażać, złościć i smucić, a energia, która do tej pory była na to wydatkowana, zostanie przekierowana na konstruktywne i kreatywne działanie.

MADEMOISELLE / 6/2017

25


jej BIZNES/ praca

PRACA Z NIEPOWODZENIAMI KROK PO KROKU Porażka daje możliwość rozpoczęcia na nowo, w sposób lepiej przemyślany. Henry Ford Weź pod rękę swój błąd i wybierzcie się wraz ze mną w drogę ku konstruktywnym działaniom. Oto kroki, jakie proponuję Ci wykonać.

1.

Przyznaj się przed samą sobą do popełnionego błędu. Bądź w tym szczera i otwarta. Nie szukaj wymówek i winy w innych. Nawet jeśli porażka dotyczyła całego zespołu, jesteś jego częścią i przyznaj, że brałaś w niej udział.

2.

Pogódź się z myślą, że skoro przytrafiło Ci się niepowodzenie, to znaczy, że jeszcze „uczysz się chodzić” w danej dziedzinie.

3.

Powiedz sobie, że masz prawo popełniać błędy i uwierz w to! Nikt nie rodzi się alfą i omegą. Poczuj, że wybaczasz sobie niepowodzenie. Prawdziwe doceń, że Ci się ono przytrafiło, bo oznacza ona, że jesteś bliżej rozwiązania niż przed jego popełnieniem.

4.

Jeśli sytuacja tego wymaga, przyznaj się do błędu też przed innymi, którzy są w niego uwikłani. Jeśli ktoś z powodu Twojego błędu ucierpiał – przeproś. Ale nie karaj się i nie biczuj myślami w nieskończoność. Jeśli trzeba, wróć do punktu 3 i ponownie przerób prawo do popełniania błędów i ich docenienia.

5.

Skup się na działaniu! Nie myśl w nieskończoność i nie rozpamiętuj! Przyjrzyj się drodze, jaka zawiodła Cię do niepowodzenia, ale pod kątem działań. Przeanalizuj swoje dotychczasowe decyzje i czynności. Zerknij na procesy, które zostały przez Ciebie wypracowane. Przemyśl, które z nich mogły być obarczone błędem, bo to one często są przyczyną niepowodzeń.

6.

Zastanów się, co możesz zrobić tu i teraz, by błąd naprawić. Jeśli niepowodzenie nastąpiło z powodu Twojej złej decyzji, zastanów się, jakie teraz decyzje mogą spowodować naprawę tego stanu rzeczy. Jeśli natomiast spowodowane zostało nieodpowiednim działaniem – zastanów się, czego musisz się nauczyć i jakich kompetencji nabyć, by w przyszłości działanie to zmienić.

7.

Jeśli mimo usilnych prób ciężko Ci odnaleźć prawdopodobną przyczynę niepowodzenia, wesprzyj się innymi – poproś ich o pomoc. Opowiedz dokładnie, jak wyglądała sytuacja, jakie decyzje i działania zostały podjęte i wspólnie się zastanówcie, gdzie może leżeć błąd. Wspierając się pomocą z zewnątrz, zyskujesz nie tylko różnorodny punkt widzenia i odmienne perspektywy, ale także więcej pomysłów na naprawienie błędu.

8.

Zastanów się, co dobrego zyskujesz dzięki temu niepowodzeniu. Skoro się ono już zdarzyło, nie pozostaje Ci nic innego, jak wyciągnąć z niego naukę na przyszłość. Czasu nie cofniesz, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by się dzięki niemu wzbogacić. Może właśnie się dowiadujesz, jaką masz lukę kompetencyjną i w jakim kierunku powinno iść Twoje samodoskonalenie. A może sytuacja ta uświadomiła Ci, z jak pomocnymi ludźmi współpracujesz. Może dzięki temu uświadamiasz sobie, że naprawdę dobrze kontrolujesz swoje emocje i jesteś naprawdę silną osobą.

9. Wróć do gry! 26

MADEMOISELLE / 6/2017


jej BIZNES/ działo się

Wydarzenia PATRONOWANE WIELKA WYMIANA KONTAKTÓW 9 MAJA 2017 R. HOTEL SOPOT

FOT. PIOTR ŻAGIELL FOT. PIOTR ŻAGIELL

FOT. PIOTR ŻAGIELL

FOT. PIOTR ŻAGIELL

FOT. PIOTR ŻAGIELL

FOT. PIOTR ŻAGIELL

We wtorek 9 maja miała miejsce kolejna edycja Wielkiej Wymiany Kontaktów – Trójmiasto. Tym razem wydarzenie odbyło się w hotelu Sopot. Celem spotkania była wymiana doświadczeń i kontaktów, a także przekazanie wiedzy i zainspirowanie do efektywnego budowania biznesu poprzez prezentację sylwetek kobiet sukcesu i trenerów biznesowych. W czasie spotkania wszyscy uczestnicy mieli możliwość spotkać się z inwestorami, uczestniczyć w debacie z Aniołami Biznesu, wielkiej wymianie kontaktów, wykładach tematycznych prowadzonych przez ekspertów biznesu. A to wszystko w miłej, pozytywnej atmosferze sprzyjającej nawiązywaniu kontaktów!

MADEMOISELLE / 6/2017

27


jej OSOBOWOŚĆ / historia

Żona

EGIPCJANINA

FOT. FOTOLIA

Tekst i wywiad: Justyna Michalkiewicz-Waloszek

28

MADEMOISELLE / 6/2017


Jest zwyczajną kobietą, jakich w Polsce wiele. Silna, niezależna, prowadząca własną firmę. Czasami jest pokorna, innym razem – stawia warunki. Jak każda z nas. Z tym wyjątkiem, że żyje w kulturze arabskiej, a na męża wybrała Egipcjanina.

To ona chciała zamieszkać w Egipcie. W samolocie spotkała Polkę mieszkającą od jakiegoś czasu w Hurghadzie. To była kobieta pełna energii, radości i optymizmu. Marta odebrała to jako znak, że wszystko będzie dobrze.

Zakochana w Arabie

Był 2011 rok. Marta właśnie obroniła pracę magisterską poruszającą temat związany z Egiptem. Jej o 13 lat starszy mąż nawet polubił Polskę, więc nie było powodów, aby wyjeżdżać do Egiptu. Zwłaszcza, że ich synek miał wówczas zaledwie kilka miesięcy. Marta jednak czuła, że coś ją wzywa do tego arabskiego świata. – Ciągle słyszałam od przyjaciół, że dopiero jak wyjedziemy do Egiptu, poznam prawdziwą twarz swojego męża. Jakże mogłam więc nie wyjechać? – pyta z uśmiechem. To była wielka miłość od pierwszego wejrzenia. Nadzwyczajna więź, jaka rodzi się pomiędzy kobietą i mężczyzną. Nie do opisania. Po roku od pierwszego spotkania byli już małżeństwem, a kolejny rok później – siedzieli w samolocie do Egiptu. Razem z maleńkim synkiem. Nigdy nie była w krajach arabskich. Nie wiedziała, czego może się spodziewać. Ufała tylko, że jej mąż to dobry człowiek. – Nie zakochałam się w Egipcjaninie, lecz w uśmiechniętym mężczyźnie. Zachwyciło mnie jego podejście do życia, umiejętność rozwiązywania wszelkich problemów i z jednej strony, nieuciekanie od odpowiedzialności, a z drugiej – radość życia i umiejętność doceniania wszystkiego wokół. Ma niezwykle dobre serce – dodaje Marta. Rodzina i przyjaciele nieustannie powtarzali zasłyszane historie o złych mężach bijących swoje żony, o kulturze, w której nie szanuje się kobiet. Marta nie miała jednak wątpliwości. – Religia, rasa czy narodowość nie stanowią o charakterze człowieka. Wszędzie są dobrzy i źli ludzie. Ta cała nagonka i wszechobecne stereotypy jeszcze bardziej zachęciły mnie do wyjazdu. Odniosłam wrażenie, że niektórzy wszystko wiedzą, a prawdziwego Egipcjanina nigdy na oczy nie widzieli. Jedynym sposobem, aby udowodnić, że mąż się nie zmieni, było przejście przez te punkty krytyczne i sprawdzenie co się stanie – mówi Marta.

Być drugą żoną

Marta prowadzi blog zona-egipcjanina.pl, na którym opisuje swoje życie w Egipcie. Niektóre wpisy budzą szczególne zainteresowanie, np. ten o byciu drugą żoną. Marta jest tą jedyną i być może zostanie tak już do końca, ale szanuje kulturę arabską. O tym nietypowym zwyczaju pisze w lekki i humorystyczny sposób. – Mieszkanie wysprzątane, obiad ugotowany, ubrania poprasowane i nagle jest czas na wszystko. Dla dzieci, dla męża, dla siebie, a nawet dla niej. Jest z kim poplotkować o własnym mężu,

wymienić opinie. W końcu jest ktoś, kto twoją sytuację zrozumie w pełni, bo sam znajduje się dokładnie w tej samej – pisze Marta na swoim blogu. Dla osób wychowanych w kulturze monogamicznej sytuacja może być trudna do zrozumienia. Jak podkreśla Marta, gdyby już musiała dzielić się swoim mężem, ważne, aby wybrał dobrą kobietę. Dla siebie – żonę, dla dzieci – matkę, a dla niej – przyjaciółkę. – Tak sobie myślę, że gdybym pewnego dnia została sparaliżowana. Tak, wiem, zaraz podniosą się głosy, że mąż powinien się mną zająć, ogarnąć dzieci, dom i pieniądze, a nie myśleć o innej babie. Bo w Europie tak jest, nie szuka się nagle drugiej żony. To jest miłość, oddanie, poświęcenie. Ale czy mając inną możliwość, muszę tego męża-biedaka skazywać na samotność? Poza tym nie miałabym sumienia zostawić swych małych dzieci i męża bez kobiecej ręki – pisze w dalszej części.

Prawa kobiet i opiekuńcza teściowa

Marta nie nosi burki. Nie zakrywa również włosów. Na co dzień wygląda jak turystka z Europy. Czasami się zdarza, że jej europejski wygląd zachęca mężczyzn do bezpośredniego kontaktu. Jest na to jednak metoda. Pierwsze arabskie słowa, jakich się nauczyła, brzmią: „Mój mąż jest Egipcjaninem”. Po takiej deklaracji mężczyźni odchodzą. Jak podkreśla Marta, Egipcjanie bardziej boją się drugiego Egipcjanina aniżeli arabskiego prawa. Bo prawo tutaj nie chroni kobiety, ale rozzłoszczony mąż i jego rodzina – już tak. Marta żyje całkiem normalnie. Wspólnie z mężem prowadzi firmę, co jest nietypowe w kulturze arabskiej. I chociaż para spędza ze sobą niemal 24 godziny na dobę, w ich związku wciąż panuje radość i miłość. Nawet mimo nietypowych dla kultury arabskiej zasad, które kobieta wprowadza do swojego małżeństwa. – Kiedyś teściowa odwiedziła nas o poranku i zapytała, co dzisiaj zrobię na obiad. Odpowiedziałam, że nic, że mąż jak wstanie, to zrobi makaron. Wróciła do domu i po jakimś czasie przyszła do nas z garnkiem makaronu. Z kolei gdy mąż rozwieszał pranie przed domem, kilkuletnia sąsiadka zapytała mnie, dlaczego on to robi, skoro mężczyźni nie zajmują się takimi sprawami – uśmiecha się Marta. Marta lubi tu mieszkać. Świeci słońce, ludzie się uśmiechają. To jej dom. Miejsce jak każde inne. Z dobrymi i złymi ludźmi. Ze szkołami, z bazarami, sklepami, dyskotekami, a nawet z agencjami towarzyskimi. Z tą różnicą, że tutaj prostytutki chodzą w burkach, a pijani mężczyźni ukrywają się po kątach. – Uwielbiam tutaj żyć. Kocham lokalną pogodę, poza kilkoma dniami w roku, gdy na zewnątrz szaleje burza piaskowa. W upalne dni korzystam z plaży lub basenu. Jestem szczęśliwa. Spełniam się zawodowo, mam wspaniałą rodzinę i spotykam się z pełną akceptacją naszego związku – podsumowuje żona Egipcjanina. ■

MADEMOISELLE / 6/2017

29


jej OSOBOWOŚĆ/ psychologia

DOROTA WOLLENSZLEGER

Pięć oznak

Mediator i główny koordynator w Centrum Rozwodowym Kobieta i Rozwód w Gdańsku, gdzie w jednym miejscu skupiono wszystkich specjalistów, którzy mogą być potrzebni: adwokatów, radców prawnych, psychologów, mediatorów czy detektywów. Największą siłą firmy jest ona sama. Profesjonalistka w każdym calu. Z pełnym zaangażowaniem, swoim i swoich specjalistów, polegając na osobistym doświadczeniu, opracowuje strategię i taktykę każdej sprawy w sposób indywidualny i kompleksowy. Dzięki takiemu podejściu, kobiety czują się otoczone opieką, a wyniki pracy są imponujące.

TOKSYCZNEGO ZWIĄZKU Toksyczność związku bardzo trudno zdiagnozować i jednoznacznie określić. Pokuszono się jednak o próbę zdefiniowania osoby toksycznej. Za taką osobę uznać należy każdego, kto sprawia, że nasz dobry humor pryska jak bańka mydlana i potrafi nas rozzłościć do granic poczucia bezsilności lub zażenowania. Osoby tkwiące w toksycznej relacji nie potrafią rozpoznać, że ich związek jest toksyczny. Czują jednak, że coś jest nie tak. Pozornie jest to związek pełen miłości, pasji. Opiera się on jednak na zupełnie innych fundamentach i to go odróżnia od normalnej, zdrowej relacji. Jak zatem rozpoznać, czy łączy nas z partnerem toksyczna więź, która wcześniej czy później zacznie być dla nas ciężarem, będzie wymagała od nas zmian – tak dużych, że będą one powodowały zatracanie siebie?

30

MADEMOISELLE / 6/2017

1.

Brak szacunku Pierwszym z niepokojących sygnałów jest odmienność zachowania partnera w stosunku do nas, kiedy jesteśmy sami i w towarzystwie znajomych czy rodziny. I tu możemy mieć do czynienia z dwoma typami. Pierwszy to typ w białych rękawiczkach. W towarzystwie adoruje nas, okazuje troskę, pozorny szacunek. Czasem zdradzi się próbą ośmieszenia bądź umniejszenia naszej roli. Czujemy się niezręcznie, czasem zażenowane, ale wszystko to obrócone przez niego w żart sprawia wrażenie, nie chce uderzyć


w nas, lecz zabawić towarzystwo. W domu nie kusi się już na humor, a uwagi i krytykę wygłasza wprost, jednoznacznie – wszystko po to, by umniejszyć nasze poczucie wartości. Swój brak szacunku wyraża także w bagatelizowaniu naszych problemów. Zamiast porady, słyszymy wtedy: „ty zawsze przesadzasz”; „weź, wyluzuj” czy „znowu coś wymyślasz”; „ogarnij się”. Zaczynamy wierzyć w to, co słyszymy, że nasze reakcje są nieprawidłowe. Drugi typ nie pozostawia przed nikim złudzeń. Bez skrupułów w towarzystwie nas obraża, tak jak robi to na osobności. Niewykluczone, że jest świetną głową rodziny, dobrym ojcem, a od czasu do czasu kochającym i czułym mężem. Jednakże zazwyczaj czujemy się przy nim samotne, przestraszone czy zaniepokojone istniejącymi między nami relacjami.

2.

Ideał może być tylko jeden I jest nim oczywiście on. Na wiele różnych sposobów okazuje, że nikt nie jest w stanie mu dorównać. Umniejsza nasze dokonania, umacniając nas w ten sposób w przekonaniu, że jesteśmy bezwartościowe i mamy ogromne szczęście, że ktoś taki jak on chce być z nami. Słyszymy wtedy: „gdybyś bardziej się starała, to byłoby inaczej”; „weź się za siebie, nie wiem, po co z tobą jestem”; „kto by z tobą wytrzymał”; „między nami będzie lepiej, jak się poprawisz”. Gdy podejmujemy próbę zawalczenia o swoją godność, przekonania go, że tak nie jest, usłyszymy, że to był tylko żart, że jesteśmy przewrażliwione, a swoją reakcją potwierdzamy tylko, jakie jesteśmy beznadziejne. Jesteśmy krytykowane na każdym kroku. Czujemy wstyd i wyrzuty sumienia. Wciąż w sobie szukamy winy. Funkcjonowanie w takim stanie psychicznym i emocjonalnym jest prostym narzędziem do kontrolowania nas i podbudowania jego poczucia własnej wartości.

3.

Podcinanie skrzydeł Toksyczny partner nie pozwoli, byśmy mu w czymkolwiek dorównały. Ile razy usłyszałyśmy: „jakbyś się postarała, zarabiałabyś tyle, co ja”; „gdybyś chciała, dawno miałabyś prawo jazdy”, ale i tu padają epitety w stylu: „ale ci się nie chce”; „jesteś leniwa”; „za głupia”; „nie potrafisz się angażować”. I paradoksalnie słyszymy to samo, gdy oświadczymy, że podejmujemy studia lub zaczynamy kurs, by podwyższyć swoje kompetencje zawodowe, że zaczynamy szukać pracy bądź rozglądamy się za zmianą tej dotychczasowej. Prawie zawsze ostatecznie usłyszymy, że chcemy porzucić rodzinę i zaniedbać dom. Zaczną się oskarżenia, że ktoś nami manipuluje. Kończąc na szantażu w stylu, że on za to nie będzie płacił.

4.

Brak swobody Nieodłącznym elementem toksycznego związku jest przejęcie kontroli nad partnerem. Musimy dokładnie określać, dokąd idziemy i z kim spędzamy czas. Usłyszymy natomiast, że on czuje się szczęśliwy tylko w naszym towarzystwie – nie potrzebuje ani znajomych, ani zainteresowań. W ślad za tym idą deklaracje, że między nami nie powinno być tajemnic, nie zgadza się na jakikolwiek obszar prywatności. Udostępniamy więc swój telefon, maile, dzwonimy do niego nawet w trakcie spotkania, bo wiemy, że tego od nas oczekuje. Musimy się tłumaczyć z każdej minuty spędzonej poza domem i stajemy się obiektem chorobliwie zazdrosnych awantur. Nie czujemy się swobodnie przy tej osobie ani same ze sobą. Nie odczuwamy wolności mówienia tego, co myślimy. Świadomie lub nie dopasowujemy się do tego, czego oczekuje partner. Wciąż nie opuszcza nas wrażenie, że stąpamy po niepewnym gruncie, nigdy nie wiedząc, co wywoła u niego złość. Zaczynamy się czuć symbiotycznie związane z partnerem i tak jakby cały nasz świat zniknął. Pozbywamy się z naszego otoczenia koleżanek, których on nie lubi, bo mają na nas zły wpływ, naszych pasji, gdyż marnujemy tylko czas na głupoty… W pewnym momencie się okazuje, że oprócz niego, nie mamy już nic.

5.

Współzależność, bezdecyzyjność Tkwimy w toksycznym związku, bo nie widzimy siebie samodzielnej, decyzyjnej, z mocą sprawczą. Odebrano nam przez lata poczucie wartości, atrakcyjności. Latami tkwimy w zawieszeniu, sparaliżowane strachem przed dokonaniem wyboru bądź wizją, że ten wybór zostanie dokonany za nas. Mamy poczucie, że nie przeżyjemy, jeśli zostaniemy bez niego. To sprawia, że jesteśmy nieszczęśliwe, czujemy się samotne, bezwartościowe. Nawet jeśli już wiemy, że powinnyśmy odejść, jak mamy to zrobić, skoro dotąd wszystkie decyzje zapadały dopiero po tym, jak on je zaakceptował? Łatwo nie będzie, ale warto zawalczyć o siebie, bo jego już nie zmienimy. On zawsze będzie uważał, że jesteśmy jego własnością. Robiąc choć jeden krok w odzyskaniu siebie, bardzo szybko do nas dotrze, że damy radę, bo to on poza nami nie ma nikogo. ■

MADEMOISELLE / 6/2017

31


jej OSOBOWOŚĆ/ rozwój

Rozwój

PRZEZ PASJĘ Tekst: Karolina Jarzębińska

Pasja – szukamy jej, odnajdujemy bądź wciąż jej poszukujemy. Jest porywająca, wzbudza emocje, przynosi przyjemność, radość, daje poczucie spełnienia, może wciągnąć nas w wir działań, potrafimy oddać się jej w pełni, ale jest również wymagająca.

Dzięki pasji stawiamy sobie poprzeczki, dążymy do wyznaczonych celów, próbujemy nowych rzeczy, a ciekawość w odkrywaniu pcha nas do przodu. To odkrywanie wiąże się nie tylko z możliwościami, jakie kryje nasza pasja, ale także może pomóc nam w odkrywaniu siebie, w poznaniu swojego wnętrza, w obserwacji naszych reakcji na różne sytuacje, w samorealizacji; może być też częścią naszego rozwoju.

Pasje, hobby, zamiłowanie Dłuższą chwilę zastanawiałam się nad różnicami pomiędzy hobby a pasją – w końcu wszystko może stać się naszą pasją, a i hobby możemy wykonywać, w pełni mu się oddając. Doszłam do wniosku, że całe życie może być pasją samą w sobie. W moim życiu jest kilka pasji, których nie wykonuję cały czas, ale na przemian bądź wtedy kiedy czuję, że to właśnie to jest mi teraz potrzebne i temu chcę się oddać. Nazywam je pasjami, gdyż kiedy wykonuję te czynności, wkładam w nie całe moje serce. Są nimi: pisanie, gotowanie, podróżowanie, joga, sezono32

MADEMOISELLE / 6/2017

wo także ogrodnictwo, a ostatnio coraz bardziej otwieram się także na taniec. Taki zupełnie spontaniczny, żadne układy – po prostu tańczę w domu, dla siebie, sprawia mi to ogromną przyjemność, cała się w tym zanurzam. Uważam, że pasje, w których główną rolę odgrywa ruch, dają niesamowite poczucie wolności i braku ograniczeń; umożliwiają nam kontakt z naszym ciałem, a to jest bardzo ważne na ścieżce rozwoju. Dzięki gotowaniu odkryłam w sobie, że przywiązuję dużą uwagę do szczegółów. Uwielbiam jak jedzenie nie tylko smakuje, ale też ładnie wygląda. Gotowanie to coś, co kocham najbardziej robić w domu, choć nie tylko. Jeśli mam okazję przygotowywać jedzenie na wyjazdach, imprezach bądź też zaprosić osoby na coś pysznego do jedzenia, jestem bardzo szczęśliwa. W domu jest to jedna z moich form wyrażania miłości do bliskich mi osób, a przygotowywanie posiłków dla większej grupy osób daje mi poczucie, że podzieliłam się z nimi swoją pozytywną energią. Przyrządzanie potraw ukazuje mi też, jaką jestem osobą. Dzięki przygotowywaniu zdrowych posiłków, dbam o tych, których kocham,

i o siebie – poprzez jedzenie przekazuję moją energię miłości. Gotowanie pokazało mi i wciąż pokazuje, jak bardzo ważna jest dla mnie miłość i pielęgnowanie rodzinnej atmosfery. Kiedy mam możliwość przygotowania posiłku dla mojego mężczyzny, zaspokajam też swoją potrzebę tworzenia domowego ogniska – czuję się szczęśliwa i spełniona. Można by było rzucić stwierdzenie: „o, typowa kura domowa” i może rzeczywiście mam pewne cechy kury, choć nie uważam ich za nic złego, a wręcz przeciwnie. Oczywiście uwielbiam też, jak mój partner gotuje i chociaż rzeczywiście gotowanie to moja pasja, to wcale nie muszę pichcić codziennie. Moim zdaniem gotowanie uczy cierpliwości, a także umiejętności akceptowania porażek. Jeśli ciasto się spali, to obserwacja własnej reakcji na to „zwęglone coś” może dać Ci dużo do myślenia i pokazać obszary w sobie, nad którymi warto popracować. Bo tak naprawdę to tylko przypalone ciasto, a my potrafimy się za to skatować, jakby nie wiadomo co się stało i ogarnia nas złość – na siebie, na piekarnik, a potem na członków rodziny, że nie przypilnowali, nie pomogli itd. Tutaj trzeba by było się zastanowić, o co tak naprawdę


nam chodzi i uczyć się nabierania dystansu do siebie, do życia, do świata. Nic nam wcale nie musi wychodzić zawsze, jeśli nauczymy się przyznawać sobie prawo do porażek, nasze życie nabierze kolorów, a przypalone ciasto będzie tylko przypalonym ciastem.

FOT. FOTOLIA

Poprzez pisanie wyrażam siebie, wylewam swoje emocje na papier, opowiadam historie, tworzę, kreuję, daje się ponieść mojej kreatywności. Ukazuję moją radość, miłość, szczęście, a czasami pomaga mi ono w uporaniu się z trudnymi emocjami. Pisanie polecam każdemu, choćby po to, żeby od czasu do czasu uporządkować swoje myśli. W głowie czasem robi się wielki chaos, a kiedy zaczniemy pisać, możemy pewne sprawy ułożyć i zobaczyć w tym wszystkim jakiś sens. O podróżach mogłabym pisać wiele. O ich niezwykłej mocy. Dzięki licznym wojażom poznałam wiele osób – ich historie i ich życie. Rozwinęło to we mnie jeszcze większą wrażliwość, pokazało, że my, ludzie, mamy ze sobą tak wiele wspólnego. Podróżowanie uczy też słuchać i obserwować, a to dwie bardzo ważne rzeczy na ścieżce rozwoju.

Życie to pasja Każda pasja może rozwijać w nas inne cechy, ukazywać nam inne regiony naszego wnętrza, pokazywać nad czym popracować, a na pewno każda uczy nas wytrwałości. Od szydełkowania po sporty ekstremalne – każda z tych czynności, w którą wkładamy swoje serce, nas rozwija. Nawet jeśli jeszcze nie znalazłaś swojej pasji, to samo jej poszukiwanie może być wspaniałym doświadczeniem. Może zdarzyć się i tak, że nigdy jej nie znajdziesz, jeśli będziesz chciała coś konkretnego uznać za pasję, ale w tym też nie ma nic złego, bo zapewne i to pokaże Ci wiele o sobie samej, a próbowanie wielu rzeczy jest również ekscytującym doznaniem. Czasami mam wrażenie, że na pasje kładzie się wielki nacisk – „każdy powinien ją mieć”, „znajdź coś, co kochasz i rób to” – sądzę, że to niepotrzebny przymus. Bo naprawdę wszystko możemy robić z pasją, a kiedy tego zapragniesz, wystarczy poszukać i odnaleźć w sobie takie miejsce, które nazywa się serce, i dać się ponieść życiu. ■

REKLAMA

WOLNE TERMINY 2017 i 2018

Tylko 54km od Gdańska!

www.tristan.com.pl

MADEMOISELLE / 6/2017

33


jej SPORT/ psychologia

Wysportuj

SWÓJ UMYSŁ Tekst: Katarzyna Sudoł

Wpływ sportu na ciało jest oczywisty i dobrze znany – piękna rzeźba, silne mięśnie, doskonała kondycja. Ale aktywność fizyczna wpływa też na naszą psychikę. I to jak wpływa! SPORT I NIESPORTOWE SŁABOŚCI Sport wiąże się z nieustannym stawianiem sobie wyzwań, pokonywaniem ograniczeń i samodoskonaleniem. Wie o tym każdy, kto choć raz mówił sobie w głowie „jeszcze tylko jedna seria”, kiedy z wycieńczenia padał niemal na posadzkę. Każdy kolejny sukces jest powodem do świętowania – oto zrobiliśmy coś, o co kilka tygodni wcześniej nawet się nie podejrzewaliśmy. Sport uczy nas radzić sobie z wyzwaniami i stresem, który wyzwala się przy ich okazji. Tę umiejętność naszego organizmu możemy potem z powodzeniem wykorzystywać w aktywnościach niesportowych. Przy okazji egzaminów, zawodowych wyzwań czy prywatnych kłopotów. Ludzie aktywni fizycznie znacznie łatwiej radzą sobie z napięciem, pokonują przeszkody codziennego życia. Bo po prostu sport nauczył ich tego wszystkiego, czego nieaktywni uczyć się muszą na bieżąco. – Przez trasy Runmageddonu w ciągu trzech lat przepuściliśmy niemal 50 tys. uczestników. Początkowo nie spodziewaliśmy się, że ten rodzaj ekstremalnej zajawki może mieć tak zdecydowany wpływ na psychikę uczestników.

34

MADEMOISELLE / 6/2017

Przez to, że większość z niech nie jest w stanie samodzielnie pokonać kilku przeszkód, pomiędzy uczestnikami na trasie wywiązuje się współpraca, dzięki której są w stanie zaliczyć wszystkie przeszkody. Po dotarciu do mety uczestnicy czują niesamowitą siłę oraz pewność siebie, która przekłada się na pozostałe aspekty życia – mówi Bartosz Galiński, dyrektor marketingu cyklu Runmageddon. A ten ekstremalny bieg to w ogóle szczególny przypadek – nie ma tu miejsca na zwątpienie, niepewność. Biorący udział w morderczym wyścigu muszą dodatkowo pokonywać trudne przeszkody, na bieżąco walczyć ze słabościami. Ta umiejętność pokonywania bólu i strachu przydaje się potem w życiu codziennym. Organizatorzy biegu wydali ostatnio nawet książkę. „Runmageddon, czyli bierz z życia więcej”. To zebrane i wydane opowieści trzydziestu sześciu uczestników biegu. – Poza w miarę oczywistymi zmianami polegającymi na poprawie zdrowia czy wzroście pewności siebie, który przełożył się na większą popularność wśród płci przeciwnej, pojawiają się tam też historie o tym, jak mąż nagle zaczął doceniać i szanować swoją mał-

żonkę czy jak uczestnictwo w biegach pomogło pokonać wieloletnią depresję – podkreśla Galiński.

PRZEKUĆ SŁABOŚĆ W SIŁĘ Sport stanowi przecież również doskonałą metodą na walkę z kompleksami. Martwisz się, coś Cię niepokoi, coś Ci się nie podoba? Zamiast się umartwiać – działaj! Wiele spośród naszych codziennych problemów może zostać rozwiązanych dzięki praktycznej nauce. Obserwując swoje postępy, dzieląc się nimi z bliskimi, widząc na jak wiele nas stać, rośniemy w siłę. Nie tylko fizyczną, ale też psychiczną. Wiemy, że wiele potrafimy, uczymy się patrzeć na siebie łagodniejszym okiem i doceniać to, co udało nam się zrobić. Doskonalimy się i walczymy ze słabościami. Jeśli umiem tego dokonać, myślimy, potrafię też wszystko inne. W sporcie poznajemy swoją siłę i dowiadujemy się o sobie znacznie więcej niż gdziekolwiek indziej. Bo to właśnie walka z przeciwnościami losu utwierdza nas w przekonaniu, że wiele potrafimy, że możemy sobie zaufać. Aktywność wpływa zbawiennie na nasze poczucie własnej wartości – sukcesy budują. I ciało, i umysł.


Nie do przecenienia, w kontekście psychiki, jest przecież też wpływ na ciało – im piękniejsze, zgrabniejsze, tym lepsze nasze samopoczucie. Musimy dać sobie szansę na poczucie się pięknymi. Sport ułatwia tę drogę. Bo tam, gdzie duży wysiłek, tam też duże spalanie. A problemy z samooceną najlepiej palić razem z tłuszczem.

POMÓC SOBIE. I INNYM Wysiłek fizyczny pozwala również na rozładowanie stresów, napięć i złości. Po ciężkim dniu w pracy, po kolejnej wycieńczającej przeprawie z klientem czy wielkiej domowej awanturze, najlepiej udać się w zaciszne miejsce zwane siłownią lub lasem. Tam możemy wybiegać i wyskakać wszystkie negatywne uczucia i emocje. W sposób ukierunkowany, niegroźny dla otoczenia i nas samych, rozładowujemy agresję, którą wtłoczyły w nas problemy dnia codziennego. Im większy wysiłek, tym większa ulga. Z treningu wychodzimy bosko zmęczeni, z czystą od złych myśli głową i bólem mięśni. – Bardzo często uczestnicy, w obliczu przeszkód dnia codziennego, które kiedyś by ich przerastały, mówią sobie: „Pokonałem Runmageddon, z tym sobie nie dam rady?!” – opowiada Bartosz Galiński. I dają sobie radę. Bo sport uczy wytrwałości, dążenia do celu, tego, aby nigdy nie poddawać się w drodze ku spełnieniu marzeń. Galiński, w kontekście wpływu sportu na życie, zauważa jeszcze jedno: dodatkowym aspektem jest fakt, że Runmageddon pomaga odbudować więzi społeczne, które są podniszczone wskutek rozwoju technologii. Liczba osób, którym przeciętny uczestnik pomaga w trakcie biegu, jest niesamowita. Wchodzi w interakcje z całkowicie obcymi ludźmi, którzy spontanicznie stają się jego ekipą, i wraz z nią pokonuje przeciwności losu – przeszkody na trasie, aby osiągnąć upragniony cel, którym w tym przypadku jest meta.

wiennie na nasze samopoczucie – czujemy się naładowani energią, siłą do działania. I dumni z tego, że udało nam się nareszcie zmotywować do wyjścia z domu. Ruch pobudza w naszym organizmie produkcję endorfin nazywanych hormonami szczęścia. Sport sprawia, że po prostu chce nam się chcieć! Oczywiście, we wszystkim potrzebny jest umiar. Jeśli zauważasz, że sport stał się Twoim uzależnieniem, a każdy dzień bez wycisku na siłowni jest dla Ciebie dniem straconym, musisz uważać. To nałóg równie niebezpieczny jak każdy inny. ■

BEZCENNY UMIAR

FOT. FREEPIK

Sport, jak wiadomo, budzi nasz organizm z marazmu, słodkiego snu kanapowego leniwca. Już nawet spacer wpływa zba-

MADEMOISELLE / 6/2017

35


FOT. FOTOLIA

jej DIETA/ odżywianie

FAKT

– węglowodany powinny znaleźć się

W KAŻDEJ DIECIE

Ze względu na popularność diet białkowych utarło się błędne przekonanie, że węglowodany w diecie są gwarancją porażki w procesie redukcji masy tkanki tłuszczowej. Dietetycy w tej kwestii są zgodni – węglowodany to główne źródło energii i nie powinno ich zabraknąć w żadnej diecie!

Źródła węglowodanów Najpopularniejszymi źródłami węglowodanów są: zboża, ryż, kasza, kukurydza, nasiona roślin strączkowych, ziemniaki. Coraz popularniejszy jest podział węglowodanów na podstawie indeksu glikemicznego (IG). Jest on miarą określającą wzrost stężenia glukozy we krwi po spożyciu danego produktu węglowodanowego. Niewskazane jest wybieranie produktów węglowodanowych o wysokim IG, np. wyrobów cukierniczych. Obecnie panuje trend, jakim jest stosowanie diety o niskim IG. Niestety, nieumiejętne posługiwanie się IG doprowadza do eliminowania z diety węglowodanów (np. kaszy, ryżu, 36

MADEMOISELLE / 6/2017

ziemniaków), przy wprowadzaniu tyko warzyw i produktów białkowych. Tego typu zabiegi mogą wywoływać niedobory zarówno witamin, jak i składników mineralnych, których skarbnicą są węglowodany, głównie pochodzące ze zbóż i kasz. Produkty węglowodanowe o niskim IG to np.: soja, fasola biała, czarna, mąka z ciecierzycy; o średnim IG: kasza gryczana, ryż brązowy, chleb orkiszowy; o wysokim IG: biszkopty, kasza manna, kasza jęczmienna perłowa, płatki kukurydziane.

Rola węglowodanów Węglowodany są głównym źródłem energii dla mózgu i mięśni. Osoby pracu-

jące, uczące się i trenujące powinny zwrócić szczególną uwagę na dobór odpowiednich węglowodanów w swoim żywieniu. W przypadku ich niedostatecznej ilości (< 100 g/dobę) dochodzi do powstawania ciał ketonowych, zakwaszenia organizmu oraz zaburzeń w nawodnieniu. Organizm ma zapasy węglowodanów, ale nie w ogromnej ilości; występuje on w postaci glikogenu w wątrobie, mięśniach i nerkach. Mózg dorosłego człowieka zużywa ok. 140 g glukozy do jego prawidłowej pracy. Jeśli dochodzi do niedoborów, organizm syntetyzuje glukozę z białek, która jest głównym budulcem organizmu ludzkiego. Aby uchronić białko przed spalaniem, należy dostarczyć odpowiednią ilość tłuszczów i węglowodanów.


Co ze spalaniem tłuszczu?

DOMINIKA DIETRICH-STEFANKIEWICZ Dietetyk medyczny Akademia Skutecznej Diety

Bardzo ważne jest stwierdzenie, że tłuszcze spalają się w ogniu węglowodanów. Niedobór węglowodanów w diecie może być jedną z głównych przyczyn braku redukcji masy ciała. Doniesienia naukowe wskazują, że wprowadzenie węglowodanów poniżej 50%, a tłuszczu powyżej 35% sprzyja wręcz wzrostowi tkanki tłuszczowej, nie zaś jej redukcji.

GDAŃSK C.H. Manhattan al. Grunwaldzka 82 lok. 353A

Aby organizm mógł prawidłowo funkcjonować, należy wprowadzać urozmaicone produkty zarówno pochodzenia zwierzętel. kom.: 606 517 057 cego, jak i roślinnego. Główną przyczyną dominika@dobrekalorie.com problemów zdrowotnych – wynikających www.DobreKalorie.com www.facebook.com/ często z nadmiaru tkanki tłuszczowej – jest /AkademiaSkutecznejDiety spożywanie nadmiaru cukrów prostych. Cuwww.youtube.com/DobreKalorie kry proste powodują wzrost stężenia glukozy we krwi, w konsekwencji czego dochodzi do gwałtownych wyrzutów insuliny – hormonu, który zaburza spalanie tkanki tłuszczowej. Cukier prosty w negatywny sposób wpływa na środowisko bakteryjne jelit. Cukier jest bardzo dobrą pożywką dla grzybów, które w ogromnym stopniu zaburzają prawidłową florę bakteryjną.

ZIELONE KOKTAJLE – SKUTECZNE W WALCE Z DROŻDŻAKAMI

Koktajl szpinakowo-cytrusowy Szpinak liście – dwie garście Grejpfrut Pomarańcza Kiwi 1/4 łyżeczki sproszkowanej spiruliny Wycisnąć sok z grejpfruta i pomarańczy, do soku dodać pokrojone kiwi, szpinak oraz spirulinę. Całość zmiksować blenderem. W razie potrzeby dolać wodę.

Koktajl z jarmużem Jarmuż – 3 liście Gruszka

Kandydoza – realne zagrożenie dla organizmu! Kandydoza – inaczej drożdżyca – jest zaburzeniem coraz częściej uwzględnianym w diagnostyce zarówno lekarskiej, jak i dietetycznej. Objawy drożdżycy to częste bóle głowy, problemy skórne, biegunki, zatykanie zatok, wzdęcia, trudności z koncentracją, pamięcią, brak energii i nadmierna ochota na słodycze. Głównym sprawcą kandydozy jest Candidia albicans – jest to rodzaj grzyba z rodziny drożdżaków, który bytuje w jelicie grubym. Drożdżak ten jest bezpieczny do momentu, kiedy układ immunologiczny pracuje prawidłowo. Gdy dochodzi do zaburzeń, Candidia może rozrosnąć się do ogromnych rozmiarów i przeniknąć do innych organów, gdzie jej toksyny będą działać trująco. Od zdrowego jelita zależy aż 80% odporności! Chore jelito zawsze będzie przepuszczało Candidię do krwiobiegu i będzie powodowało stany zapalne. Każdy z nas może wykonać bardzo prosty test na przepuszczalność swoich jelit – wystarczy wypić sok z buraka; jeśli mocz będzie miał dość intensywne zabarwienie czerwone, to, niestety, przepuszczalność jelit jest dość znaczna. Candidia jest drożdżakiem, który uwielbia cukier! Produkty, które powodują nadmierny rozrost grzyba, to: czekolada, ciasta, soki, napoje gazowane, produkty z białej mąki, słodkie, owocowe jogurty. Najprostszą i najskuteczniejszą metodą na zmniejszenie ilości drożdżaka w jelicie oraz na poprawienie jego stanu jest wprowadzenie diety niskocukrowej, z wysoką zawartością błonnika pokarmowego oraz włączenie probiotyku. ■

Kiwi Woda – 150–200 ml Ogórek zielony – 1/2 średniej sztuki Łyżeczka soku z cytryny Wszystkie składniki zmiksować w blenderze.

Koktajl z nasionami chia Mleko roślinne – szklanka – 250 ml Nasiona chia – 2 płaskie łyżki Szpinak – dwie garście Kiwi Banan – 1/2 sztuki Mleko roślinne, wymieszać z chia, odstawić do lodówki. Szpinak, kiwi i banan zmiksować. Do szklanki przelać mleko z chia, na górę ułożyć zmiksowany szpinak z owocami.

MADEMOISELLE / 6/2017

37


jej DIETA/ przepisy

FOT. FOTOLIA

TATIANA JAWORSKA Jestem pasjonatką zdrowego stylu życia. Wszystko, o czym mówię i piszę, testuję na sobie, aby mieć pewność, że to działa. Poprzez zmiany w diecie i stylu życia, pomagam ludziom odzyskać apetyt na zdrowie i radość. Zazwyczaj zalecam stopniowe, metodą małych kroków, wdrażanie zdrowych i smacznych przepisów. Jednak na wyjątkowo opornych najlepiej działa dwutygodniowy program, po którym czują się tak fantastycznie, że już nigdy nie wracają do starych przyzwyczajeń. Swoimi sprawdzonymi sposobami dzielę się na blogu Więcej Niż Zdrowe Odżywianie, który prowadzę razem z mężem. Zapraszam!

Pomidor

w różnych odsłonach POMIDOROWO-CUKINIOWE SPAGHETTI Składniki na pomidorowo-cukiniowe spaghetti 2 średnie cebule 1 mała papryka czerwona 3 duże pomidory 3 ząbki czosnku Pęczek koperku 1 duża cukinia

ZUPA KREM Z POMIDORÓW Z RYBĄ Składniki na zupę krem z pomidorów z rybą dla 4 osób

1 łyżeczka soli himalajskiej

6 ząbków czosnku

3 ziarna ziela angielskiego

10 pomidorów (1 kg)

2 liście laurowe 1 łyżka oleju lnianego Pieprz do smaku

2 cebule 5 ziaren ziela angielskiego 2 liście laurowe 2 małe suszone pikantne papryczki lub ćwierć łyżeczki chilli

400 ml ekologicznego mleka kokosowego Garść świeżej bazylii 0,5 kg polędwicy z dorsza atlantyckiego lub innej zwartej ryby 0,5 szklanki podprażonych pestek dyni

Pokrojoną na pióra cebulkę duś w małej ilości wody w garnku z grubym dnem. Dodaj pokrojoną paprykę, pomidory, ziele angielskie i liście laurowe. Duś około 15 minut, aż sos lekko zgęstnieje. Na koniec dodaj wcześniej wyciśnięty czosnek.

W rondlu rozgrzej łyżkę tłuszczu (skorzystaj z tego, który jest w mleku kokosowym) i delikatnie podsmaż pokrojoną cebulę. Następnie dodaj pomidory (ze skórą) pokrojone na kawałki. Gotuj około 10 minut. Nie dodawaj wody.

W tym czasie umytą cukinię przekrój na połowę, następnie na paski, a na końcu – na wstążeczki, aby powstał cukiniowy makaron.

Po tym czasie zupę zmiksuj na gładko (możesz dodatkowo przetrzeć przez sito). Postaw rondel na ogniu, dodaj pokruszone papryczki, ziele angielskie i liść laurowy. Gotuj tak długo, aż zupa zrobi się gęsta.

Pokrojoną na wstążki cukinię gotuj 5 minut na parze lub w minimalnej ilości wody. Na koniec do sosu dodaj posiekany koper (lub inne ulubione zioła), olej, dopraw solą i pieprzem. Na talerz wyłóż cukiniowy makaron, polej sosem i ozdób koprem oraz pomidorkami koktajlowymi.

Dodaj mleko kokosowe, przeciśnięty przez praskę czosnek, pokrojoną na kawałki rybę i bazylię; gotuj na bardzo małym ogniu przez 5 minut od zagotowania. Delikatnie, aby ryba się nie rozpadła. Zupę podawaj posypaną pestkami dyni.

38

MADEMOISELLE / 6/2017


2

1

jej DIETA/ must have

3

Toster

4

7

INNY NIŻ WSZYSTKIE

6

5

8

1. toster Bugatti Individual Swarovski, cena: 12 163,00 zł; 2. toster Volo z kolekcji Individual Leather, Casa Bugatti, cena: 1915,00 zł; 3. toster De'longhi Brillante CTJ 2103.BK, cena: 312 zł; 4. toster SMEG, cena: 800 zł; 5. toster/opiekacz do kanapek elektryczny Botti Nero 1000 W, cena: 165 zł; 6. toster Russell Hobbs Colours Cream 23334-56, cena: 140 zł; 7. toster Kenwood KMIX TTM020YW, cena: 259 zł; 8. toster Bodum Bistro, cena: 380 zł; 9. toster De'Longhi CTOV4003.BG, cena: 299 zł MAT. PROMOCYJNE

MADEMOISELLE / 6/2017

39


jej ZDROWIE/ bruksizm

BRUKSIZM – odreagowanie stresu na zębach

Gdybym zadała Ci pytanie , czy zgrzytasz zębami, najprawdopodobniej odpowiedź brzmiałaby: „raczej nie”. Może inaczej – czy zdarza się, że kiedy budzisz się rano, bolą Cię zęby, głowa, szyja, barki? Czy często, nie wiadomo z jakiego powodu, „wykruszają” Ci się wypełnienia, masz starte, popękane szkliwo, „obniżone” dziąsła bądź rozchwiane zęby?

MARTYNA ZAJKOWSKA - lekarz dentysta i blogerka. Od 2010 roku współtworzy projekt Lecz człowieka, nie chorobę, który propaguje znaczenie komunikacji w stomatologii. Od ukończenia z wyróżnieniem Akademii Medycznej w Białymstoku doskonali się na kursach i sympozjach specjalistycznych, szczególnie w zakresie endodoncji. Dzieli się wiedzą na blogu lekarze.bridgehead.pl

40

MADEMOISELLE / 6/2017


Czy wiesz, z jaką siłą jesteś w stanie zacisnąć zęby? Zbadano, że jest to około 60–100 kg na ząb. Oznacza to mniej więcej tyle, że bez kontrolowania się jesteś w stanie przegryźć kość. Własną!

Zgrzytam. Czy jestem bruksistką? Należy pamiętać, że nie każde zgrzytanie to bruksizm. Zdarza się, że jest to nawyk uprawiany w ciągu dnia (tak jak gryzienie ołówka czy zbyt długie żucie gumy do żucia) i można go w miarę szybko wyeliminować, świadomie się kontrolując.

Kiedy kończy się zgrzytanie, a zaczyna bruksizm? Bruksizm to termin medyczny określający patologiczne tarcie zębami żuchwy o zęby szczęki, zwłaszcza w nocy. Jest to zaburzenie układu ruchowego narządu żucia, które zalicza się też do parasomni (występowania nieprawidłowych zachowań podczas snu). Jest to choroba, która dotyka około 8–10% populacji. Wymaga więc odpowiedniej terapii. Pierwszym etapem leczenia jest zdiagnozowanie przyczyny jej wystąpienia. Są to m.in. stres, czynniki psychologiczne, wada zgryzu, nawyki, czynniki i choroby ogólnoustrojowe, np. owsica u dzieci. Leczenie bruksizmu wymaga nierzadko interdyscyplinarnego i wielospecjalistycznego podejścia. Należy pamiętać, że im więcej czynników wyzwalających zgrzytanie zębami wyeliminujemy, tym lepsze będą efekty leczenia. W terapii tego schorzenia wykorzystywane są indywidualnie wykonane i dopasowane szyny

relaksacyjne, które zakłada się na zęby na noc. Mają one na celu ustawić odpowiednio głowy stawowe stawu skroniowo-żuchwowego oraz zrelaksować mięśnie żucia. Nie pozwalają zębom na kontaktowanie się ze sobą, co likwiduje ich dalsze ścieranie. W przypadku osób mających wadę zgryzu bardzo ważne jest poddanie się leczeniu ortodontycznemu. Nieprawidłowe ustawienie zębów bądź wady struktury kostnej szczęki bądź żuchwy nasilają chorobę. Kolejnym niezwykle istotnym elementem procesu leczenia są ćwiczenia relaksujące mięśnie żucia zalecane przez wyspecjalizowanego fizjoterapeutę. Ich zadaniem jest likwidowanie napięcia mięśni i przykurczy. Fizjoterapia nie ogranicza się jedynie do stawu kolanowego, jak się powszechnie wydaje. Dodatkowo ważne jest też, by ograniczyć szkodliwe nawyki, takie jak żucie gumy do żucia dłużej niż 2–3 minuty, nagryzanie przedmiotów (np. długopisu). Celem takiego działania jest sprowadzenie żucia jedynie do jedzenia, by nie generować dodatkowych, niepotrzebnych bodźców aktywujących mięśnie żucia do pracy. Ze względu na fakt, że zgrzytanie zębami bardzo często jest wyzwalane stanem psychicznym, należy wyeliminować lub ograniczyć źródło stresu. Świetne efekty daje psychoterapia. W niektórych przypadkach konieczne jest włączenie leczenia farmakologicznego. Sporadycznie w leczeniu bruksizmu stosuje się iniekcje toksyny botulinowej.

Bruksizm a migrena Wiele osób cierpiących na bardzo silny, uporczywy ból głowy twierdzi, że ma migrenę. Nie zawsze jest to prawda. Ból głowy wyzwalany bruksizmem wygląda bardzo podobnie – ma jednak inne podłoże. W przypadku migreny jest to podłoże naczyniowo-neurologiczne (zwężenie naczyń mózgowych ze znacznym wyrzutem serotoniny) natomiast w przypadku bruksizmu-wzmożone napięcie mięśni żucia. ■

FOT. FOTOLIA

Obecnie prowadzimy ekstremalnie wymagające, szybkie, stresujące życie. Chcesz lub nie – swoje odreagowujesz we śnie, czyli w momencie kiedy przestajesz kontrolować własne odruchy. Co ciekawe, dotyczy to nie tylko dorosłych, ale bardzo często również dzieci, zwłaszcza tych bardzo wrażliwych, tłumiących w sobie emocje.

MADEMOISELLE / 6/2017

41


jej SEX/ fakty i mity

Na kozetce U SEKSUOLOGA Tekst: Kamila Gulbicka

Poznaj osiem faktów i mitów na temat zbyt słabego libido. Zapoznaj się ze skutecznymi technikami zarządzania własnym pożądaniem.

42

MADEMOISELLE / 6/2017


1. FAKT

5. FAKT

– pary z długim stażem rzadziej uprawiają seks

– permanentnie odczuwany stres wypala

Faza romantyczna związku kończy się mniej więcej po trzech latach i przekształca się w fazę miłości przyjacielskiej. I choć na tym etapie większe znaczenie ma dla nas bliskość emocjonalna oraz wspólnie spędzany czas, to jakość seksu wciąż może być satysfakcjonująca dla obojga partnerów. Mężczyźni oczekują nowości i eksperymentów – czegoś, co przerwie nudę w sypialni. Natomiast kobiety pragną być znów zdobywane. O ile seks może już nie być tak ekscytujący jak na początku, to jeśli para zadba o codzienność – o wspólnie spędzany czas oraz uważność na wzajemne emocje – noce mogą również przynosić dużo radości, choć oboje będą oczekiwać dłuższych przygotowań i gry wstępnej.

Problemy z erekcją i libido jeszcze do niedawna miały tylko osoby po 50. roku życia. U mężczyzn było to spowodowane przerostem prostaty, a u kobiet – spadkiem hormonów podczas menopauzy. Dziś na słabe libido i problemy z erekcją skarżą się nawet dwudziesto- i trzydziestoparolatkowie. Kultura wiecznej walki o sukces spowodowała, że coraz młodsi są zmęczeni wyścigiem o awans społeczny i status materialny. Cierpimy na syndrom wypalenia i częściej wpadamy w depresję, a to przecież nie pomaga w sypialni. Poświęcając całą energię na pracę, nie mamy jej po powrocie do domu. Ponadto stres uruchamia nadprodukcję kortyzolu i testosteronu w organizmie, które powodują spadek potencji u mężczyzn i osłabiają ruchliwość plemników.

2. MIT

– młode kobiety czerpią z seksu większą satysfakcję

Po 30. roku życia kobiety z reguły mają większą ochotę na seks, a że znają już własne potrzeby, mogą odczuwać więcej radości z bliskiego spotkania. Kobiety dojrzałe są asertywne i potrafią tak pokierować kochankiem, aby z seksu czerpać jak największą satysfakcję. I nawet jeśli dwudziestolatka cieszy się pięknym i zgrabnym ciałem, a niejednokrotnie bywa w łóżku zawstydzona, to dojrzała kobieta ośmiela się na więcej, bo ma poczucie własnej wartości oraz doświadczenie, co jej służy, a co szkodzi.

3. FAKT

– dieta wpływa na libido Nie od dziś wiadomo, że typowo zachodnia dieta, nadmiar alkoholu i papierosów nie sprzyjają miłości. Im więcej świeżych i nieprzetworzonych produktów w diecie, tym większa ochota na seks. Panowie powinni zadbać w szczególności o witaminę B6 oraz aminokwas zwany L-argininą. Można znaleźć je w jajkach, orzechach, kiełkach pszenicy oraz w owsiance. Panie natomiast powinny włączyć do diety produkty bogate w kwasy omega-3 oraz żeń-szeń, bo działają na ukrwienie narządów płciowych. Warto również zacząć stosować rozgrzewające przyprawy, takie jak kurkuma, imbir, ostra papryka i pieprz – zwiększają one ochotę na igraszki. Brokuły, śledzie i sardynki natomiast polepszają jakość produkowanej spermy, w przypadku par starających się o potomstwo.

4. MIT

– brak cenzury i nagość w świecie popkultury bardziej ośmielają Prawda jest taka, że największą radość z seksu czerpano wówczas, gdy był owiany tajemnicą i zakazami. Czyli w okresie wojny, kiedy ludzie ukradkiem kochali się po kątach między jednym a drugim ostrzałem lub wtedy, gdy cenzura odciskała piętno na kulturze. Gdy Ministerstwo Kultury odmówiło Wisłockiej wydania „Sztuki kochania”, czytano ją pod stołem. Podobnie rzecz miała się „Dziennikami” Anaïs Nin i „Lolitą” Vladimira Nabokova. Cenzura cięła zbyt wyuzdane zdania, a czytelnicy zdobywali nieokrojone egzemplarze i pożyczali jeden drugiemu. Wszak zakazany owoc smakuje najbardziej. Ci, którzy musieli się ukrywać ze swoimi fantazjami, orientacją czy romansami, czerpali z miłości najwięcej satysfakcji, w przeciwieństwie do czasów obecnych, w których jesteśmy tak atakowani nagością i pornografią, że sam akt seksu przestał cieszyć i wystarczać. Wszechobecny dostęp do pornografii, zamiast wyzwolenia, przyniósł zmęczenie i przesyt.

6. FAKT

– wysokie libido jest kwestią hormonów Kobiety bywają najaktywniejsze seksualnie między 9. a 14. dniem cyklu miesięcznego. Są to tzw. dni płodne; wówczas jest najwyższe stężenie estrogenów i progesteronu we krwi. W drugiej połowie cyklu, między 22. a 28. dniem, nie mamy ochoty na seks, co jest to spowodowane spadkiem stężenia wspomnianych substancji. U mężczyzn natomiast hormonem sterującym ochotą na seks jest testosteron. O dziwo, to właśnie jego niższy poziom sprawia, że mężczyzna chce się kochać, a podwyższony powoduje impotencję. Natomiast u pań jest na odwrót. U zakochanych kobiet stężenie testosteronu wzrasta i sprawia, że chcą uprawiać seks.

7. MIT

– kobiece libido zależne jest od starań partnera Choć jest w tym zdaniu trochę prawdy, to jeśli kobieta jest przemęczona, ma zbyt dużo obowiązków na głowie lub jest przed miesiączką, żadne zaloty czy spontaniczna randka nie pomogą. To nie mężczyzna wpływa na jej ochotę, lecz jej dobre lub złe samopoczucie. Największym afrodyzjakiem jest śmiech i poczucie humoru. Zamiast namawiać partnerkę do wspólnego oglądania filmu erotycznego, właściwsza będzie komedia lub gorąca kąpiel, która odpręży i rozluźni napięcie. Ważne jest zatem, by komunikować o swoich potrzebach, również takich jak potrzeba dystansu, odpoczynku czy świętego spokoju, które pomogą naładować baterie na kolejne dni. Jeśli partner zgodzi się dać partnerce czas i przestrzeń, by zadbała o siebie, ona wynagrodzi mu to kilka dni później, gdy znów będzie u szczytu psychicznych sił.

8. FAKT

– regularny seks zwiększa ochotę na miłość

Choć brzmi to dość nieprawdopodobnie, z seksem jest jak ze sportem. Warto czasem się do niego przymusić, nawet gdy bardzo się nie chce. Dlaczego? Bo im częściej się kochamy, tym częściej mamy ochotę i satysfakcję ze zbliżenia. Jest to spowodowane hormonem zwanym dehydroepiandrosteronem (DHEA), który ułatwia osiąganie orgazmu. W badaniach dowiedziono, że ilość DHEA wzrasta, gdy regularnie współżyjemy. A więc każdy kolejny stosunek pobudza jego produkcję i w konsekwencji nasze libido się zwiększa, niezależnie od dnia cyklu miesięcznego. ■

MADEMOISELLE / 6/2017

43


jej URODA/ masło shea

MAGICZNE MASŁO SHEA – wiele kosmetyków w jednym

FOT. FOTOLIA

Tekst: Alicja Skibińska

44

MADEMOISELLE / 6/2017


Od jakiegoś czasu panuje moda na powrót do natury. Zamiast wklepywać w swoje ciało drogeryjne mieszanki o skomplikowanej liście składników, coraz częściej stawiamy na proste, naturalne produkty. Jednym z nich jest masło shea, które warto mieć na swojej półce, choćby z powodu niskiej ceny oraz mnóstwa różnorodnych zastosowań.

M

asło shea (nazywane również masłem karité) to olej roślinny pochodzący z nasion drzewa masłosz Parka (drzewa masłowego), rosnącego w środkowej i zachodniej Afryce. Nierafinowany produkt wytwarzany jest według tradycyjnej receptury poprzez tłoczenie i podgrzewanie, dzięki czemu nie zawiera szkodliwych parabenów i glikoli. Podczas całego procesu do masła oleju dodawana jest jedynie woda, nie musimy więc obawiać się obecności barwników oraz sztucznych substancji zapachowych w gotowym produkcie. Naturalne masło charakteryzuje się żółtawym kolorem i specyficznym, orzechowo-drzewnym zapachem. Masło shea wykorzystywane jest jako zdrowa alternatywa dla paraffinum liquidum, czyli pochodnej ropy naftowej, która często stanowi bazę kremów. Może także być używane samodzielnie – jest w stanie zastąpić nam kosmetyki o rozmaitych zastosowaniach! Produkt ten ma właściwości przeciwzapalne i przeciwbakteryjne, znakomicie nawilża i odżywia skórę. Może również pełnić funkcję naturalnego filtru przeciwsłonecznego (ochrona SPF 6-10). Wykazuje działanie przeciwzmarszczkowe, stymuluje produkcję kolagenu i natłuszcza skórę, nie zatykając porów. Wszystkie te zalety zawdzięcza bogatemu składowi, w którym znajdują się: •

allatoina – przyspiesza gojenie się ran i podrażnień, wygładza blizny i wspomaga wiązanie wody przez komórki;

witamina A – pobudza skórę do wytwarzania większych ilości kolagenu, dzięki czemu przeciwdziała jej starzeniu się, zapobiega wysychaniu i rogowaceniu nabłonka, korzystnie wpływa na wzrost włosów;

witamina E – hamuje procesy starzenia się skóry poprzez neutralizowanie wolnych rodników, ogranicza negatywny wpływ środowiska, chroni przed szkodliwym działaniem promieni UV, wygładza i zmiękcza naskórek, poprawia mikrocyrkulację w naczyniach krwionośnych, a także działa wspomagająco podczas leczenia trądziku, blizn i grzybicy;

witamina F – zapobiega wysychaniu i rogowaceniu skóry, chroni przed działaniem wolnych rodników, przyspiesza gojenie ran oraz odleżyn;

kwas γ-linolenowy (GLA) – wykazuje działanie profilaktyczne oraz lecznicze przy występowaniu podrażnionej i swędzącej skóry, egzemy, trądziku, stanach zapalnych i niektórych przypadkach łuszczycy;

kwas cynamonowy i kwas galusowy – mają właściwości antybakteryjne, przeciwgrzybicze, przeciwzapalne i antyoksydacyjne;

fitosterole – stymulują wzrost i procesy metaboliczne i fizjologiczne komórek, aktywują procesy immunologiczne i działają przeciwzapalnie.

W temperaturze pokojowej masło shea ma stałą, zbitą konsystencję, jednak szybko się topi w dłoniach, dzięki czemu jego aplikacja nie stanowi problemu. Naturalny sposób wytwarzania produktu powoduje, że może on mieć grudki lub niejednorodną konsystencję, ale w temperaturze powyżej 30 stopni staje się jednolity. Masło shea jest kosmetykiem nie tylko tanim, wydajnym i naturalnym, ale również bardzo uniwersalnym. Dzięki wszechstronnemu zastosowaniu z powodzeniem zastąpimy nim wiele różnych drogeryjnych kosmetyków.

Krem do rąk i paznokci Dzięki silnemu działaniu nawilżającemu i odżywiającemu, masło shea świetnie nadaje się do stosowania na przesuszoną skórę dłoni oraz pozwala na szybkie pozbycie się problemu suchych skórek. Możemy również zastosować je jako maskę: wystarczy nałożyć grubszą warstwę masła na dłonie, a następnie położyć się spać w bawełnianych rękawiczkach. Dzięki temu trikowi, kosmetyk lepiej się wchłania, a my nie ryzykujemy, że wytrzemy go w pościel.

Krem pod oczy Masło shea ma właściwości przeciwzmarszczkowe, natłuszczające i ochronne, co czyni je idealnym produktem do stosowania na delikatną skórę wokół oczu. Dodatkowo redukuje cienie i obrzęki, a jednocześnie – nie migruje do oczu i nie powoduje podrażnień.

Odżywka do brwi i rzęs Z powodzeniem zastąpi popularny olejek rycynowy – działa podobnie, a dzięki zbitej konsystencji, nie drażni oczu oraz nie powoduje uczucia zamglenia. Regeneruje brwi i rzęsy oraz je wzmacnia. Sprawdzi się również do zdyscyplinowania niesfornych włosków: wystarczy nałożyć niewielką ilość masła na szczoteczkę, a następnie ułożyć brwi w pożądanym kierunku. ■

MADEMOISELLE / 6/2017

45


FOT. FOTOLIA

jej URODA/ masło shea

Balsam po opalaniu

Maska do włosów

Przesadzenie z kąpielami słonecznymi skutkuje ściągniętą i przesuszoną skórą, podrażnieniami oraz zaczerwienieniami. Masło shea z łatwością poradzi sobie ze wszystkimi tymi problemami, nawilżając skórę oraz przyspieszając jej regenerację.

Produkt ten leczy suchą i łuszczącą się skórę głowy, nawilża, wygładza i nabłyszcza włosy oraz ułatwia ich rozczesywanie. Wystarczy nanieść go na umyte włosy, pozostawić na od 10 minut do kilku godzin, a następnie dokładnie umyć głowę.

Produkt do demakijażu

Serum na łamliwe końcówki włosów

Podobnie jak inne oleje, rozpuszczone masło shea znakomicie nadaje się do usuwania makijażu (nawet tego wodoodpornego!). Kosmetyk ten jest nie tylko nieinwazyjny dla rzęs, ale także je pielęgnuje.

Dzięki nałożeniu odrobiny rozgrzanego w dłoniach masła na wilgotne końcówki, uzyskamy efekt lśniących, miękkich i zdrowych włosów. Kosmetyk tworzy na ich powierzchni warstwę okluzyjną, która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody.

Balsam do ust Ze względu na stałą konsystencję oraz właściwości pielęgnacyjne masło shea przynosi ulgę spierzchniętym, suchym wargom, a także chroni je przed szkodliwym wpływem słońca i mrozu. A po zmieszaniu z cukrem godnie zastępuje markowe peelingi do ust.

Balsam do ciała Olej z masłosza znakomicie sprawdzi się również w roli balsamu, który nawilży, odżywi, zmiękczy i wygładzi skórę całego ciała (również tę wrażliwą). Szczególnie polecany jest do suchych miejsc, takich jak łokcie, kolana czy pięty. Masło shea poprawia metabolizm komórek, regularnie stosowane wykazuje działanie antycellulitowe, uelastycznia skórę, zapobiegając powstawaniu rozstępów, przedłuża trwałość opalenizny oraz łagodzi skórę po goleniu. Możemy go także stosować jako zamiennik olejku do masażu lub bazę domowych peelingów.

46

MADEMOISELLE / 6/2017

Krem na drobne otarcia i skaleczenia Działanie antybakteryjne i przeciwzapalne sprawia, że masło shea przyspiesza gojenie ranek i chroni naszą skórę przed wpływem czynników zewnętrznych.

Krem na odparzenia pieluszkowe Olej spełnia wszystkie kryteria idealnego produktu dla niemowląt: jest naturalny, nie podrażnia i nie zawiera żadnych szkodliwych składników mogących wywołać alergię u dziecka.

Olejek do kąpieli Aby przygotować nawilżającą kąpiel SPA, do wanny z ciepłą wodą należy dodać ok. 2–3 łyżek roztopionego masła shea, a następnie wymieszać wszystko ręką, by rozproszyć tłuszcz w wodzie. Po takiej kąpieli użycie balsamu jest zbędne – skóra staje się miękka, gładka i nawilżona. ■


jej URODA/ must have

Przegląd MASEK DO WŁOSÓW 1

2 4

3 5

7 6

8

1. odżywka, Macadamia Oil + Colagen, cena: 22 zł; 2. maska rewitalizująca Balmain Hair, cena: 179 zł; 3. maska intensywnie regenerująca włosy suche i zniszczone, Karité, cena: 155 zł; 4. maska do włosów – linia Nutri Intense, cena: 175 zł; 5. maska Argan Oil, cena: 22 zł; 6. maska rewitalizująca do włosów, Arbonne Pure Vibrance, cena: 159 zł; 7. maska odmładzająco-zagęszczająca włosy, Tonucia Anti-Age, cena: 125 zł; 8. maska wzmacniająca kolor włosów farbowanych, Okara Protect Color, cena: 125 zł MADEMOISELLE / 6/2017

47


jej ZDROWIE / terapia

TERAPIA dwutlenkiem węgla Tekst: Kamila Gulbicka

Masz problem z powracającym cellulitem? A może walczysz z nadmiarem tkanki tłuszczowej? Dowiedz się, czym jest karboksyterapia i poznaj sześć ważnych powodów, dla których warto zapytać o nią w salonie.

Dwutlenek węgla to nieorganiczny związek chemiczny, który znany jest jako bezwonny i bezbarwny gaz. Roślinom pomaga w procesie fotosyntezy, producenci napojów wykorzystują go dla jego gazowanych efektów, natomiast dermatolodzy docenili jego właściwości dotleniające i regenerujące ludzkie ciało. Okazuje się bowiem, że to co w zbyt dużych dawkach jest szkodliwe, w małych porcjach może leczyć. CZYM JEST KARBOKSYTERAPIA? Ten popularny ostatnio zabieg pielęgnacji ciała polega na wprowadzeniu pod skórę czystego dwutlenku węgla za pomocą cienkiej igły. Pomaga on rozszerzyć naczynia krwionośne oraz odżywia i dotlenia tkanki, przyspieszając ich regenerację. Zaleca się go przemęczonym kobietom, które cierpią z powodu stresu, oraz tym, które zapominają o zdrowej diecie i regularnym ruchu. Karboksyterapia pobudza naturalne procesy regeneracyjne w organizmie. Wprowadzony pod skórę dwutlenek węgla powoduje krótkotrwały i niegroźny stan zapalny, który w efekcie pobudza produkcję kolagenu i elastyny, odpowiedzialnych za gęstość i sprężystość skóry. Zabieg trwa od dwóch minut do pół godziny, w zależności od wybranego miejsca na ciele i powierzchni skórnej przeznaczonej do naprawy. KOMU POMOŻE? Terapia dwutlenkiem węgla pomaga zlikwidować cellulit oraz rozstępy u kobiet, które prowadzą siedzący tryb życia. Zalecana jest również osobom z nadwagą,

48

MADEMOISELLE / 6/2017

bo pozwala zredukować tkankę tłuszczową w okolicach brzucha, ud i ramion. Natomiast w przypadku kobiet w dojrzałym wieku karboksyterapia przywraca prawidłową gęstość skóry. Zabieg cieszy się również zainteresowaniem osób z bliznami po trądziku. Skutecznie likwiduje przebarwienia oraz cienie pod oczami. Widoczne efekty uzyskuje się już po pierwszym zabiegu, jednak dla pełnego rezultatu zaleca się skorzystanie z pełnej serii, czyli co tydzień przez okres dwóch lub trzech miesięcy. Karboksyterapia jest uważana za bolesną i dyskomfortową, natomiast jest całkowicie bezpieczna i można ją stosować w każdym wieku. LIKWIDACJA TKANKI TŁUSZCZOWEJ I CELLULITU Podczas zabiegu dwutlenek węgla przekształca się w kwas węglowy, który uszkadza błony komórek tłuszczowych. W ten sposób następuje uruchomienie lipolizy, czyli rozpad tłuszczu. Dodatkowo zwiększone ukrwienie skóry uruchamia drenaż limfatyczny i przyspiesza spalanie kalorii, co w efekcie pomaga pozbyć się zbędnej tkanki tłuszczowej. Gaz wprowadzony podskórnie rozluźnia struktury cellulitowe, a pod wpływem jego ciśnienia przestarzałe przegrody między komórkami ulegają skruszeniu. Zwiększa to przepływ limfy oraz powoduje usunięcie toksyn i nadmiaru wody. Skóra staje się gładka i przyjemnie napięta, a nierówności w postaci „skórki pomarańczowej” znikają.


ODMŁADZANIE TWARZY Lekki stan zapalny po pierwszym zabiegu pobudza produkcję kolagenu i elastyny. Po pełnej serii zabiegów skóra na twarzy w widoczny sposób się odbudowuje i ta regeneracja trwa nawet do trzech miesięcy. Fibroblasty wytwarzają nowe włókna kolagenowe, co w dalszej perspektywie poprawia zwiotczałej skórze odzyskać gęstość. Twarz staje się rozświetlona i nabiera kolorytu, a zwiększona ilość tlenu powoduje przepływ składników mineralnych w głąb skóry, odżywiając każdą komórkę. Zabieg szczególnie jest polecany osobom w wieku dojrzałym. Stosowanie zabiegu przez kobiety po 50. roku życia pozwala utrzymać rozświetlenie i napięcie twarzy oraz wyraźnie poprawia jej owal.

LECZENIE BLIZN, ROZSTĘPÓW I PRZEBARWIEŃ Mało estetyczne rozstępy powstają w wyniku silnego rozciągania skóry oraz zerwania ciągłości włókien kolagenowych. Dwutlenek węgla wprowadzony podskórnie stymuluje tkanki do produkowania nowych włókien kolagenowych, a te pomagają uszkodzonemu miejscu widocznie się zregenerować. Zabieg powoduje, że rozstępy bledną, podobnie jak zmiany potrądzikowe oraz mało estetyczne cienie pod oczami. Koszt pojedynczego zabiegu zależy od partii ciała i zaczyna się już od 100 zł. ■

MADEMOISELLE / 6/2017

49


jej MODA/ rozmowa

Gadżety Z TRÓJMIEJSKIMI MOTYWAMI, czyli Zakład że 3miasto opowiada o powstaniu marki i biznesie dwóch sióstr Tekst: Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz

Wywiadu udzieliły właścicielki marki Zakład że 3miasto, prywatnie siostry, Ola Skrobot i Ewa Góraj.

50

Jesteście rodzonymi mieszkankami Trójmiasta czy zamieszkałyście tu z wyboru?

Kto jest pomysłodawcą marki Zakład że 3miasto?

Ola: Od zawsze mieszkałam w mojej ukochanej Gdyni – prawie 30 lat. Jednak ze względu na dzieci, obecnie mieszkam na obrzeżach Trójmiasta. Zawsze marzyłam o domu z ogródkiem, a, niestety, nie mogliśmy sobie pozwolić na zakup domu w mieście. Można zatem powiedzieć, że jestem fanką Trójmiasta zarówno z przypadku, jak i z wyboru. Tutaj się wychowałam, uczyłam i pracowałam. Mąż pracuje w Gdyni i codziennie też podwozi tam dzieciaki do szkoły i przedszkola. Często też spotykam się ze znajomymi w Sopocie czy Gdańsku albo rodzinnie spacerujemy nad morzem. Mimo więc miejsca zamieszkania, na co dzień jestem w stałym kontakcie z Trójmiastem. Ela: Urodzona i wychowana w Gdyni, jednak podobnie jak Ola, ze względu na sytuację mieszkaniową i rodzinną, przeprowadziłam się poza granice Trójmiasta. Teraz mieszkam kilka kilometrów za Gdańskiem, jednak moja miłość do Trójmiasta wcale się przez to nie zmieniła. „Moje miasto to Trójmiasto” – utożsamiam się z tym hasłem w stu procentach.

Ela: Pomysł, aby stworzyć markę promującą Trójmiasto, narodził się już bardzo dawno w mojej głowie. Po maturze wyjechałam na kilka lat do Warszawy i brakowało mi jakiejś pamiątki z Trójmiasta. Pomyślałam, że fajnie byłoby mieć choć cząstkę Trójmiasta ze sobą – choćby w postaci jakiejś koszulki czy kubka. Widziałam w innych miastach ciekawe lokalne produkty, a w Trójmieście czegoś takiego – już nie. Nie miałam jednak wtedy możliwości, by sam pomysł przerodził się w jego realizację. Codzienne obowiązki, jak praca, dom, studia itd. – ledwo wystarczało czasu na to wszystko, więc jak myśleć tu jeszcze o własnym biznesie? Kilka lat później pojawiły się jednak sprzyjające ku temu okoliczności – zaszłam w ciążę i miałam więcej czasu dla siebie, a moja siostra odeszła z ówczesnej pracy i poszukiwała jakiegoś nowego zajęcia. Pomyślałam, że może razem udałoby nam się zrealizować mój pomysł. Ola: Ela opowiedziała mi o swoim pomyśle na promowanie Trójmiasta i zaraziła mnie tym. Uznałam, że to może faktycznie wyjść i wchodzę w to! Zaczęłyśmy intensywnie

MADEMOISELLE / 6/2017


MADEMOISELLE / 6/2017

51

WŁAŚCICIELKI MARKI - OD LEWEJ ELA GÓRAJ I OLA SKROBOT


MAT. PROMOCYJNE

jej MODA/ rozmowa

pracować nad pierwszymi pomysłami, zaraz pojawiły się nowe i tak w niedługim czasie powstał Zakład że 3miasto w takiej formie, jaką wspólnie już opracowałyśmy. Jesteście siostrami. Czy ciężko się razem pracuje, czy wręcz przeciwnie – rozumiecie się bez słów? Ela: Obie mamy wykształcenie artystyczne i od dziecka czułyśmy podobny klimat. Dlatego też wspólna praca nad projektami idzie nam dość sprawnie, ponieważ mamy podobny gust i wiemy, co nam się nawzajem podoba. Oczywiście wspólne prowadzenie firmy z siostrą to też nie lada wyzwanie. Obie jesteśmy charakterne i uważamy, że same zrobimy wszystko najlepiej. Ola: Nie zawsze zatem zgadzamy się ze sobą, czasem musimy iść na kompromis 52

MADEMOISELLE / 6/2017

– zarówno dla dobra firmy, jak i naszych kontaktów. Rodzinny biznes działa jak każdy związek – bywają wspaniałe chwile, ale także te kryzysowe. Ela: Na szczęście, za naszym związkiem stoi siostrzana miłość i pasja do projektowania, dlatego idziemy wciąż wspólnie do przodu. Gama Waszych produktów jest bardzo szeroka – zaczynając od koszulek, czapek, a kończąc na kubkach i innych gadżetach. Opowiedzcie, co można u Was znaleźć. Ola: Nośnikiem początkowym naszych pomysłów były głównie gadżety – przypinki, magnesy, kubki itd. Prezentowałyśmy tę samą grafikę na różnych rzeczach, by każdy, kto chciał mieć choć cząstkę Trójmiasta przy sobie, mógł ją mieć – w formie magnesu na lodówce czy

kubka, w którym pije kawę w pracy. Ela: Na pierwszych targach, gdzie się wystawiałyśmy, miałyśmy zaledwie jeden rodzaj T-shirtów. Tak naprawdę odzież z naszą grafiką była tylko elementem naszej strefy trójmiejskich rzeczy. Spotkałyśmy się jednak z tak dużym zainteresowaniem właśnie naszymi bluzkami, że postanowiłyśmy rozwijać Zakład że 3miasto bardziej o modę niż gadżety. Ola: Prośby naszych klientów o nowe rzeczy, a także pozytywny odbiór dotychczasowych projektów, dały nam dużo pozytywnej energii do tworzenia kolejnych ciuchów. Tak właśnie w ciągu niecałego roku działalności powstały jeszcze tuniki, bluzy, topy, czapki czy kominy. Ela: Co jakiś czas staramy się wprowadzać albo nowe wzory, albo nowe produkty, na których można zobaczyć także wcześniejsze grafiki.


Ela: Oprócz podziału na damskie i męskie T-shirty, a także kilku innych elementów odzieży, reszta produktów jest raczej unisex. Zarówno czapki, torby czy skarpetki projektowane są przez nas z myślą o odbiorcach obu płci. Ola: Czasem pewne nasze wzory dzielą się na męskie i damskie, jak „zakotwiczony” i „zakotwiczona” albo „3miejski” i „3miejska”. Dostępne są one jednak na wszystkich produktach zarówno damskich, męskich, jak i unisex. Są w Waszej ofercie również produkty dla dzieci, prawda? Ola: Zgadza się. Same mamy dzieciaki i pomyślałyśmy, że fajnie by było zrobić coś także dla nich.

MAT. PROMOCYJNE

FOT. EVE BLACK CHERRY PHOTOGRAPHY

Jakie rzeczy są kierowane do kobiet, a jakie do facetów?

Ela: Poza tym duża grupa naszych klientów także prosiła nas o produkty dla dzieci, więc staramy się odpowiadać na ich potrzeby. Zaczęłyśmy na razie od T-shirtów dla dzieci w wieku 1–10 lat. Być może za jakiś czas pomyślimy też o niemowlakach, bo pojawia się coraz więcej zapytań o „trójmiejskie body”. Ola: Teraz cała rodzina może się u nas ubrać i promować nasze Trójmiasto. Często otrzymujemy fotki od naszych fanów, gdzie właśnie wszyscy mają na sobie nasze bluzki. Taki widok naprawdę nas cieszy! Który z Waszych produktów jest Wam najbliższy, najbardziej go cenicie i dlaczego? Ela: Ciężko mi wybrać jakiś konkretny produkt lub wzór. Pierwsze nasze hasła, jak „dźwignij się”, „śledź mnie” czy „moje miasto to Trójmiasto” są mi chyba

najbliższe. Przede wszystkim dlatego, że są z nami najdłużej i tak naprawdę dzięki nim stworzyłyśmy Zakład że 3miasto. Były to nasze pierwsze wzory i ich pozytywny odbiór wśród klientów nakręcił nas do dalszego działania i wymyślania kolejnych produktów i haseł. Ola: Mnie osobiście jeszcze wzór „(nie) Wrzeszcz na mnie” jest bardzo bliski, bo wiąże się z tym sporo emocji w naszej wspólnej pracy. Jest to jeden z niewielu wzorów, przy którym miałyśmy tyle kontrowersji przy projektowaniu. Ela nie była do końca za formą tego wzoru, jaki widzicie w obecnej postaci. Ja natomiast przekonywałam ją, żeby mi zaufała i żebyśmy puściły na produkcję właśnie taki wzór. Ela: To prawda i cieszę się, że zaufałam wtedy Oli, bo wzór okazał się naszym hitem sprzedażowym i ma bardzo wielu fanów wśród klientów. MADEMOISELLE / 6/2017

53


MODA/rozmowa rozmowa jejjejMODA/

i w efekcie wyszło to całkiem fajnie. Ten klient w kwestii ubioru jest dużym indywidualistą i po prostu nasze standardowe t-shirty by do niego nie pasowały, a bardzo chciał mieć koszulkę z naszym dźwigiem.

MAT. PROMOCYJNE

Na jakich targach pojawiacie się w Polsce i na świecie? Czy często spotykacie się z klientami, którzy, widząc Wasze produkty, wspominają swoje podróże do Trójmiasta?

Jak często pojawiają się nowości w Waszym sklepie i przede wszystkim, gdzie możemy je kupić? Ola: Staramy się wypuszczać nowości sezonowo, czyli minimum dwa razy do roku na sezon wiosna/lato i jesień/zima. Ela: Nie zawsze jednak nam wychodzi taki schemat, bo czasem mamy więcej pomysłów i możliwości, na przykład, tylko na jedną porę roku. Wszystkie nasze produkty można zakupić w naszym sklepie internetowym na www.zakladze3miasto.pl. Część asortymentu sprzedajemy także w stacjonarnych punktach, jak Sztuka Wyboru, Muzeum Emigracji czy Polski Konkret. Używacie haseł, grafik nawiązujących do elementów z Trójmiasta. Kto to wszystko wymyśla i tworzy? Ola: Ogólnie działamy zawsze wspólnie, choć ja jestem bardziej od strony graficznej wzoru, a Ela najczęściej ma pomysły na nasze hasła. Ela: Gdy wpadnie mi do głowy jakieś hasło, konsultuję je z Olą. Jeśli obie 54

MADEMOISELLE / 6/2017

stwierdzamy, że jest fajne, to wtedy Ola pracuje nad ich formą graficzną. Podsyła mi jakieś swoje pierwsze pomysły, a ja zwykle marudzę i daję jej moje uwagi lub inne propozycje. Ola: Ha ha, z tym marudzeniem to prawda. Pracuję wtedy dalej nad tym wzorem, aż w końcu obie jesteśmy zadowolone z efektu i wypuszczamy wzór na światło dzienne. Reszta zależy już od klientów, czy przypadnie im do gustu nasz wspólny pomysł. Czy macie w pamięci bardzo specyficzne zamówienie? Projekt wymyślony przez klienta, który Was zaskoczył? Ela: Nie robimy raczej rzeczy na zamówienie pod klienta, choć kilka razy ugięłyśmy się w tej kwestii. Ola: Jeden z naszych stałych klientów poprosił o wykrojenie większego dekoltu w bluzce. Na dodatek była to bluzka damska, ale ten krój bardziej mu pasował niż typowy męski T-shirt. Na początku miałyśmy wahania, czy robić coś takiego, ale zgodziłyśmy się

Ela: Jesteśmy firmą Trójmiejską i nasze grafiki oraz hasła są typowe dla mieszkańców i miłośników Trójmiasta oraz klimatu nadmorskiego. Dlatego też na razie wystawiamy się jedynie w okolicach Trójmiasta. Jesteśmy co roku na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku, a także na najbardziej popularnych trójmiejskich targach, m.in. Bakalie, czy Seaside Fashion. Ola: W tym roku chcemy być na większej liczbie targów, ponieważ nie mamy już sklepu stacjonarnego, a takie targi to przede wszystkim okazja do poznania osobiście klienta i porozmawiania z nim. Tworzymy naszą markę dla ludzi, więc ich opinie i potrzeby są dla nas bardzo ważne. Ela: Podczas Jarmarku Dominikańskiego spotykamy bardzo wielu turystów, którzy są fanami Trójmiasta i nasze produkty do nich przemawiają. Ola: Myślimy także nad tym, żeby pojechać na jakieś targi do Warszawy. Wiele osób odwiedzających Trójmiasto zaprasza nas do siebie na targi, mamy też bardzo dużo przesyłek właśnie do stolicy. Najwidoczniej mieszka tam spora część miłośników Trójmiasta, więc może warto spróbować? Co cenicie sobie najbardziej w poszczególnych miastach – Gdańsku, Sopocie, Gdyni? Każde z tych miast ma swój indywidualny urok i charakter. Oprócz typowych miejsc znanych dla wszystkich, jak starówka w Gdańsku czy Kamienna Góra w Gdyni, które oczywiście są piękne, w każdym mieście znajdują się miejsca bliskie tylko naszemu sercu. Są to miejsca związane z wydarzeniami z naszego życia – pierwsza randka, pierwsza praca, miejsca, gdzie spotykamy się z przyjaciółmi, gdzie spędziłyśmy dzieciństwo itd. Nie są to żadne specyficzne miejsca, żeby móc o nich tutaj opowiedzieć, jednak za te miejsca właśnie kochamy Trójmiasto. ■


jej MODA/ must have

Torebki

– CZARNY UNIWERSALIZM 1.

3.

2.

4.

6. 5.

7. 9.

8.

1. torebka, River Island, zalando.pl, cena: 179; 2. torebka, Even & Odd, zalando.pl, cena: 55 zł; 3. torebka, Mohito, cena: 139,00 zł; 4. torebka, 3i, cena: 860 zł; 5. torebka, zima 2016, Top Secret, cena: 99,99 zł; 6. torebka, Mohito, cena: 129,00 zł; 7. torebka, Dune Londondamzele, zalando.pl, cena: 399,00 zł; 8. torebka, ZIGN, zalando.pl, cena: 175 zł 9. torebka, Anna Field, zalando.pl, cena: 139,00 zł;

MADEMOISELLE / 6/2017

55


jej MODA / dr Koti

„NASZE PROJEKTY SĄ RÓŻNORODNE

– jak kobiety” Tekst i wywiad: Martyna Jakubowska

Skąd pomysł na markę Dr Koti? Zacząć należałoby od tego, że Dr Koti to ekipa czterech osób: Agnieszka Kotowicz, Radosław Cybruch, Paweł Górski i ja. Przyjaźnimy się z sobą od dawna, jeszcze na długo przed powstaniem Dr Koti. Razem z Agnieszką (Koti) swego czasu razem pracowałyśmy. Sytuacja dość zabawna – miałyśmy na tyle dużo lat, że doskwierał nam już brak samorozwoju na zajmowanych wówczas stanowiskach, ale wciąż zostawałyśmy na tyle młode, by zawojować świat. Pewnego piątkowego wieczoru, sącząc wino, wymyślałyśmy coraz to dziwniejsze sposoby na to, by w końcu wyjść spod dyktatury obecnego szefa. Śmiechu było przy tym po pachy. Wiadomo – dwie przyjaciółki przed trzydziestką, wino, ploteczki... Od słowa do słowa i w końcu padł pomysł, który wydawał się przyszłościowy, ciekawy, a przede wszystkim – realny. A nazwa? Dr Koti od Agi Kotowicz, rzecz jasna, ale dlaczego „Doktor”, to już nie pamiętam…To akurat był żart sytuacyjny, który tak rozbawił mnie do łez, że nie mogło być inaczej jak Dr Koti. A co z inspiracją? Ona przyszła trochę później. Najpierw była determinacja. Zdecydowanie to słowo jest pierwsze w cyklu życia marki Dr Koti. Inspiracja wystąpiła dopiero w procesie tworzenia koncepcji na biznes, czyli wyróżnika marki. Dalej to historia znów osobista – poznałyśmy naszych obecnych facetów, którzy 56

MADEMOISELLE / 6/2017

wnieśli ogrom motywacji i zaczęli razem z nami tworzyć Dr Koti. Bez nich nie byłoby tej marki. Nie dałybyśmy rady same. Właściwie inspiracją do tworzenia projektów były nasze ówczesne przygody, jakie przeżywałyśmy, emocje, pasje i uczucia, które w tamtym okresie miały dla nas największe znaczenie. To wszystko jest bardzo osobiste, ponieważ nasze relacje są głębokie. Tu biznes początek swój wziął z przyjaźni, a nie odwrotnie. To różnica i najważniejsza wartość naszej marki! Wszędzie cytujemy słowa znanego ekonomisty, Herberta Cassona: „Dobra firma jest zorganizowaną formą przyjaźni”. Bardzo mi się to spodobało! Kto jest Waszym odbiorcą docelowym? Czy ograniczacie się do określonej grupy klientek? Projektujemy odzież sportową, ale jednocześnie uniwersalną. Nasze produkty można założyć zarówno na siłownię, fitness, rolki i rower, jak i na spacer, festiwal. Nadają się nawet do użytku codziennego. Zależy nam przede wszystkim na osobach wyluzowanych, z dystansem do siebie, pozytywnych, lubiących czasem szokować – odważnych. Brzmi dość nierealnie z marketingowego punktu widzenia, ale my tę grupę po prostu czujemy. Nieważne jest to, ile masz lat i jaką figurę. Ważne, że chcesz się wyróżnić, chcesz poczuć się komfortowo i tworzyć z nami historię Dr Koti. Kupują od nas zawodniczki bikini fitness, ale też panie w kwiecie wieku,

MAT. PROMOCYJNE

Od przyjaźni, poprzez inspirację własnymi przeżyciami i emocjami, do udanego i twórczego biznesu. Tak w kilku słowach można scharakteryzować historię Dr Koti. Jeśli jeszcze nie miałyście okazji poznać bliżej tej rodzimej i oryginalnej marki, zapraszamy do lektury wywiadu z Agnieszką Świątkiewicz – jej współzałożycielką. Wyroby Dr Koti nie mają swoich odpowiedników na sklepowych półkach. te które mają figury godne pucharów kulturystycznych, i te, które w wyższym stanie naszych legginsów chcą ukryć swoje boczki. Jaki więc jest ich wspólny mianownik? Każda z nich chce się wyróżnić tym, czego nie można znaleźć w co drugim sklepie w galeriach handlowych. Każda z nich oczekuje też indywidualnego podejścia, którego tak brakuje w środowisku sklepów internetowych – my docieramy do tych klientek, które nie znalazły jeszcze swojej ulubionej marki i/lub zraziły się doświadczeniem z innymi. Na Waszej stronie można przeczytać, że projektujecie dla kobiet. Jak definiujecie kobiecość w modzie? Kobiecość ma dwa imiona. Pierwsze to Świadomość – świadomość samej siebie i akceptacja. Drugie imię to Empatia – to, co nas wyróżnia, właśnie kobiety, to wyjątkowa zdolność współczucia (mam na myśli współodczuwanie, a nie żałowanie kogoś; ubolewam, że te pojęcia są często mylone). Projektujemy dla kobiet, bo same nimi jesteśmy i wiemy, co najczęściej nam przeszkadza, co chcemy czasem ukryć, a czasem wyeksponować. Wiemy, że czasami budzą się w nas małe dziewczynki, a innym razem – groźne lwice [śmiech – red.]. Jesteśmy więc i świadome samych siebie i rozumiemy inne kobiety. Stąd w naszych projektach różnorodność wzorów i kolorów.


Krój jest tak dopasowany, by ukryć to, czego nie lubimy, a wyeksponować to, co uwielbiamy. Rozmiarówka pozwala każdej kobiecie znaleźć coś dla siebie. To wszystko nie oznacza, że nie planujemy kolekcji męskiej, ale… od tego mamy naszych mężczyzn! Kolekcja męska to już będzie zdecydowanie bardziej ich rola. W jaki sposób dobieracie materiały, z których są szyte Wasze produkty? Bazujecie na materiałach krajowych czy raczej sprowadzanych z zagranicy? To najprzyjemniejsza część tego biznesu, czyli po prostu… tworzymy próbki, które same użytkujemy. Jeżeli odpowiadają naszym potrzebom, sprawdzają się, są wygodne, praktyczne i trwałe – to je wybieramy. Dr Koti to produkty w 100% polskie. Materiał wytwarzany w Polsce, szyte w Polsce, projektowane przez nas. Generuje nam to, co prawda, duże koszty, ale i spokojne sumienie. Dzięki temu, że wszystko dzieje się „na miejscu”, mamy realny wpływ na jakość produktu. Kto zajmuje się projektowaniem kolekcji? Czy uwzględniacie również sugestie klientek?

Pomysły na projekty powstają podczas tzw. burzy mózgów całej naszej czwórki. Tutaj dużą rolę odgrywają właśnie Radek i Paweł. Aga i ja często mamy jakiś pomysł ogólnikowy na to, co byśmy chciały nosić. Paweł z Radkiem najczęściej wypowiadają się w kwestii tego, jak z męskiego punktu widzenia chcieliby nas w tym widzieć. Kreatywną i techniczną stroną projektów zajmuje się głownie Radek – w jego przypadku to godziny spędzone na rysowaniu i projektowaniu grafik. Przenosi to później na kroje, które akceptujemy wspólnie. Tutaj każde z nas odgrywa swoją ważną rolę. Sugestie klientek są dla nas najważniejsze. Do każdej podchodzimy indywidualnie, słuchamy ich, doradzamy, bardzo skupiamy się na uwagach, które nam zgłaszają. Każda z nas, kobiet, jest inna. Musimy to uwzględniać. To nie jest masowa produkcja dla odbiorców „noname”. To Dr Koti! Czy istnieje możliwość realizacji u Was autorskich pomysłów, np. na leginsy? Jak najbardziej! Planujemy docelowo wprowadzić nawet specjalny panel projektowy – póki co, to kwestia indywidualnych ustaleń i wystarczy do nas napisać w tej sprawie.

Gdzie można nabyć Wasze produkty? Czy istnieje stacjonarny punkt sprzedaży? Kolekcje Dr Koti dostępne są na stronie internetowej www.drkoti.pl. Stacjonarnie, póki co, nasze ciuchy nabyć można w Bella Line Wellness Centrum w Toruniu przy ul. Żółkiewskiego. Oczywiście planujemy kolejne lokalizacje, ale o tym będziemy z pewnością informować, gdy już wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Jakie macie plany na najbliższą przyszłość? Wychodzimy naprzeciw klientkom. Planujemy stale rozszerzać asortyment w sklepie internetowym, chcemy ulepszać to, co już jest. Będziemy też dużo jeździć po Polsce i pokazywać się przy okazji dużych imprez. Najważniejszą dla nas imprezą w tym roku są targi fitness FIWE 2017, podczas których będziemy jednym z głównych partnerów wydarzenia. Zobaczyć nas będzie można także podczas Baltic Games w Gdańsku. A osobiście…? Planujemy już wkrótce spotkać się w czwórkę, otworzyć szampana i świętować sukces Dr Koti! ■

REKLAMA

MADEMOISELLE / 6/2017

57


jej MODA / bielizna

CZY NA PEWNO WIESZ WSZYSTKO

o bieliźnie…? Tekst: Martyna Jakubowska

Czasami możemy sobie ponarzekać na konserwatywne normy, które rządzą naszym społeczeństwem. Nikomu jednak chyba nie przyjdzie do głowy, by traktować temat bielizny jako „nieistniejący” lub wstydliwy. Ale nie zawsze tak było. Choć dzisiaj trudno w to uwierzyć, w pewnym sensie bielizna stała się wyznacznikiem postępu kulturowego i obyczajowego, który osiągnęliśmy przez stulecia.

PRAPOCZĄTKI, CZYLI… FUTRO Źródła historyczne, o ile w ogóle wspominają o bieliźnie, to raczej zwracają uwagę na praktyczne aspekty zastosowania tej części garderoby. Próżno więc doszukiwać się opisów innych walorów bielizny, co miało swoje przełożenie na ówczesną obyczajowość. Ale o tym za chwilę. W każdym razie – przez długie wieki miała ona przede wszystkich chronić okolice intymne przed doskwierającym chłodem, zwłaszcza w naszej strefie klimatycznej. Można przypuszczać, że w starożytnym Egipcie czy Grecji, gdzie klimat był znacznie bardziej łaskawy, bielizna po prostu była… nieznana. W chłodniejszej Europie często garderobę spodnią uzupełniano futrem lub zwierzęcą skórą, by zapewnić lepszą izolację termiczną.

58

MADEMOISELLE / 6/2017

FOT. FREEPIK

JAK NAJWIĘCEJ ZAKRYĆ W średniowiecznej Europie, której obyczajowość nakazywała traktowanie tematu bielizny – i ogólnie: seksualności – wyłącznie w kategoriach sfery tabu, ta część odzienia miała swoją ściśle określoną rolę. I nie chodziło przede wszystkim o zabezpieczenie przed chłodem, o czym była mowa wcześniej. Kluczowa była raczej ochrona wszelkich atrybutów kobiecości. Szanujące się kobiety nosiły zatem gorsety i pasy cnoty, co wcale nie stanowiło szczególnego wyróżnika. Wprost przeciwnie – pantalony z długimi nogawkami mogły być odbierane jako oznaka rozwiązłości obyczajowej. Innymi słowy: bielizna miała ujarzmiać


żądze osób obojga płci. O jakimkolwiek epatowaniu erotyzmem nie mogło być oczywiście mowy. Długie nogawki pantalonów z czasem skracano, aż pojawiły się majtki w takiej formie, jaką znamy obecnie. NA POCZĄTKU BYŁA BIEL Początkowo słowo „bielizna” oznaczało wszelkie elementy stroju w kolorze białym. A ponieważ odzież spodnią wykonywano najczęściej z jasnego płótna, z biegiem lat nazwa zmieniła swoje znaczenie. Biel była oczywiście odwiecznym symbolem czystości i niewinności. Odniesienie tej barwy do damskiej bielizny ma zatem swoje uzasadnienie kulturowe i obyczajowe. I, co ciekawe, w czasach rodzącej się powoli świadomości oraz emancypacji kobiet, a więc w połowie XIX wieku, zaczęto stosować bardziej wykwintne tkaniny niż szorstkie i nieprzyjemne w kontakcie ze skórą płótno. Zmieniały się również i kolory bielizny, która wreszcie przestała być wyłącznie biała. Nieśmiałe początki eksponowania tych części garderoby, np. przez artystki kabaretowe, wskazywały, że bielizna może być atrakcyjna i pociągająca; może eksponować atuty kobiecości, nie zaś służyć jej tłamszeniu. BIUSTONOSZ – UWOLNIENIE CZY ZNIEWOLENIE? Biustonosze są relatywnie nowym wynalazkiem i liczą nieco ponad 100 lat. W porównaniu ze spódnicami czy

sukniami, to niemal nowość w naszej kulturze. Wystarczy wspomnieć, że języku polskim nie istniało do połowy XX wieku nawet odpowiednie słowo, które opisywałoby tę część garderoby. Słowo „biustonosz” zaadaptowaliśmy od Niemców poprzez klasyczną kalkę językową i połączenie dwóch wyrazów (büsten – „biust”; halten – „trzymać”, „podtrzymywać”). Początkowo używano zatem niezgrabnego słowa „busthalter”, które z czasem uległo spolszczeniu. Z kolei „stanik” to już nasze rodzime określenie – pochodzące od rzeczownika „stan” i odnoszące się do części sukni (od ramion do pasa). Z czasem do zmiany w obyczajowości przyczynili się również znani projektanci bielizny, przekonując, że jej publiczne pokazy nie muszą się kojarzyć ze zgorszeniem i szokiem. W połowie XX wieku coraz więcej kobiet zaczęło się przekonywać, że biustonosz nie musi oznaczać zniewolenia, a raczej wyzwolenie od niewygodnych i niepraktycznych gorsetów. Dwuczęściowe stroje kąpielowe zyskiwały coraz więcej miłośniczek. Podobnie było z klasyczną bielizną. Z biegiem lat odkryto, że dobrze dobrana bielizna nie tylko jest wygodna i praktyczna, ale może podkreślać zalety sylwetki. W pracowniach krawieckich zaczęły powstawać biustonosze modelujące biust, które stały się niezwykle popularne. Pojawił się segment bielizny ekskluzywnej. Wprawdzie jej ceny mogą przyprawiać o zawrót głowy, niemniej

żadna kobieta nie obrazi się na taki prezent. To już moda współczesnych czasów, która pokazuje, jak daleką drogę przebyliśmy od czasu pierwszych nieśmiałych prób „oswojenia” tej części garderoby. MOC W BIELIŹNIE! Jeszcze pokolenie naszych mam mogłoby uznać takie hasło za co najmniej niestosowne, a może wręcz niesmaczne. Współczesna kobieta doskonale zdaje sobie sprawę, że bielizna ma wiele zastosowań; może być również i skutecznym narzędziem, choćby w zakresie uwypuklania atutów kobiecości i poprawy samopoczucia. Coraz więcej pań wie również, że wybór bielizny nie może być kwestią przypadku. Nie chodzi wyłącznie o komfort, który też jest bardzo ważny, ale i o względy zdrowotne. Przykładowo, źle dopasowany biustonosz może stać się przyczyną poważnych dolegliwości bólowych, które mogą wymagać konsultacji lekarskiej. Jeśli nie potrafimy opanować do perfekcji sztuki doboru odpowiedniego stanika, możemy zdać się na pomoc wykwalifikowanych specjalistek, które nie tylko zadbają o nasz komfort, a przy okazji – o zdrowie. ■

REKLAMA

MADEMOISELLE / 6/2017

59


jej DESIGN/ rozmowa

Edyta Barańska – KOBIETA OD SZKŁA Tekst i wywiad: Justyna Michalkiewicz-Waloszek

Ze szkłem przyjaźni się od kilkudziesięciu lat. Tworzy zarówno małe elementy wystroju wnętrz, jak i duże, publiczne dzieła sztuki. I jest w tym dobra. Jej szklane rzeźby, fontanny i elewacje można podziwiać w wielu prestiżowych miejscach Trójmiasta.

Co jest tak inspirującego w szkle, że postanowiła się Pani z nim związać na dłużej? Szkło ciągle mnie zaskakuje. Jest trudne w obróbce, ale ma wiele cech dekoracyjności. Może być matowe lub błyszczące, grawerowane lub gładkie, gięte lub proste. Obróbka szkła daje nieograniczone możliwości. Jak pracuje się ze szkłem? To materiał przyjazny do współpracy? Przyjazny, chociaż dość trudny. Szkło lubi pękać. Wszelkie szlify, cięcia czy piaskowania mogą je uszkodzić. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy przy spotkaniu z wiertłem lub piłą obiekt naszej pracy nie pęknie na pół. Ten materiał lubi nam dostarczać wiele niespodzianek. Bywa, że i efekt końcowy nas zaskakuje. Szkło jest materiałem jednorazowym. Jak coś nie wyjdzie, trzeba wszystko zacząć od nowa. Można się zranić? FOT. TADEUSZ KOSTRZAK

60

MADEMOISELLE / 6/2017

Drobne skaleczenia są na porządku dziennym. Pracując ze szkłem, nie można się go bać. Inaczej

FOT. MACIEJ NICGORSKI


I

FOT. TADEUSZ KOSTRZAK

ta współpraca nie będzie udana. Więcej cięć zrobiłam sobie nożem kuchennym, aniżeli przy pracy nad szklanymi elementami. Biorąc pod uwagę najnowsze trendy, w jaki sposób możemy wykorzystać szkło w naszych wnętrzach? Szalenie modne są szklane wypełnienia pomiędzy szafkami kuchennymi, tzw. splashback. Popularne jest również umieszczanie grafiki w szkle. Takie szkło może konkurować z równie modną ceramiką i blachą, dając metaliczny połysk. Szkło jest hartowane, więc nie ma obaw, że coś się z nim stanie. Jest również odporne na wysoką temperaturę przy kuchence. A poza kuchnią? Na ostatnich targach zaprezentowaliśmy szklany stolik kawowy. Biały, z wytłaczanym wzorem w tle. Chyba udało mi się znaleźć lukę na rynku, ponieważ projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem. Niebawem będziemy go wprowadzać do polskich sklepów.

Z jakimi materiałami szkło dobrze się „dogaduje”? Z wieloma: z metalem, drewnem, kamieniem. Najważniejszą zasadą jest to, aby materiały nie konkurowały ze sobą. Jeżeli materiał jest dekoracyjny, szkło powinno zostać minimalistyczne. A jeśli materiał jest minimalistyczny, szkło może być bardziej ekstrawaganckie. Jakie jest Pani ulubione połączenie? Lubię zestawiać szkło z metalem. To dość chłodne połączenie, ale oba materiały dobrze ze sobą „rozmawiają”. Lubię je łączyć na zasadzie kontrastów. Jeżeli metal jest błyszczący, szkło pozostawiam matowe, i odwrotnie. To bezpieczne rozwiązanie. Można oczywiście pobawić się formą i pozostawić dwa materiały błyszczące. Wszystko zależy od wyobraźni. Ostatnio dla Agencji Morskiej w Gdyni wykonaliśmy stół konferencyjny, z metalowymi nogami i blatem, który jest połączeniem drewna ze szkłem. Efekt był rewelacyjny.

MADEMOISELLE / 6/2017

61


jej DESIGN/ rozmowa

FOT. TADEUSZ KOSTRZAK

Co szkło może wprowadzić do wnętrza? Dodaje przestrzeni i światła. Zamiast zwykłej ścianki działowej, możemy wybrać taką ze szkła. Pomieszczenie wyda się większe. Jeżeli dodamy ściance fakturę, nie wszystko będzie widoczne. Poza tym takie szklane elementy bardzo łatwo utrzymać w czystości. Wystarczy przetrzeć płynem. A co szkło może wnętrzu odebrać? Szkło nie jest materiałem, który ociepla wnętrze. Daje chłodny efekt. Dobrze jest je zestawiać z ciepłymi wnętrzami, ale jeżeli ktoś lubi chłodny wystrój, to oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie. Tym, co może nas zniechęcać do szkła jest wyobrażenie o jego kruchości. Wytrzymałość szkła hartowanego jest bardzo duża. Jako ciekawostkę powiem, że robiliśmy próby wytrzymałości. Położyliśmy szklane, hartowane drzwi na dwóch styropianach. Kolega, który waży 80 kilogramów zaczął po nich skakać. Szkło uginało się, ale nie pękło. Drzwi wyszły z tej opresji bez szwanku. Wniosek z tego jest taki, że gdy wpadniemy na hartowane drzwi, one się nie potłuką. Jeżeli jednak coś pójdzie nie tak, ostatecznie rozsypią się na maleńkie kawałeczki niezagrażające życiu. Najbardziej narażonym miejscem na uszkodzenia są szklane krawędzie. W szkle laminowanym, którego jesteśmy producentem, znajduje się dodatkowo folia

62

MADEMOISELLE / 6/2017

laminująca. Jej zadaniem jest spajać szkło na tyle mocno, aby w razie ewentualnego pęknięcia, folia utrzymała kawałki ze sobą. A zatem szkło hartowane w połączeniu z folią laminującą jest wyjątkowo bezpieczne. Czy otacza się Pani szkłem w swoim prywatnym wnętrzu? Staram się, aby szewc nie chodził bez butów. Mam szklane drzwi, a w łazience – szklane kafle i lustro według mojego projektu. W całym domu porozstawiane są szklane lampy. Nasza pracownia również jest zaprojektowana z użyciem szklanych elementów własnej produkcji. Ma Pani na swoim koncie wiele szklanych realizacji godnych podziwu. Mam na myśli np. Skrzydła Wolności na gdańskim lotnisku czy instalację Sea Flowers. Czy któryś ze zrealizowanych projektów wspomina pani ze szczególnym sentymentem? Wszystkie są ważne dla mnie. Sea Flowers to duża instalacja świetlna, o której marzyłam przez wiele lat. Gdy przyszedł dzień otwarcia hotelu Hilton, z prezentacją mojej instalacji, byłam niesamowicie podekscytowana. Skrzydła Wolności były dla mnie wyzwaniem. Dostałam polecenie, aby wykonać taką rzeźbę, która będzie połączeniem wolności, Lecha Wałęsy i lotnictwa. Powstały więc skrzydła, nawiązujące do wąsów Wałęsy i litery „V” – symbolizującej wolność. Wygląda na to, że się udało [śmiech – red.]. ■


Grow up. Dorośnij i jedz zdrowo. W stylowym wnętrzu Klasy A każdy Twój zwyczaj staje się zupełnie nową przygodą. Więcej przestrzeni dla przyjaciół, sportowe wnętrze i najnowsze systemy multimediów łączących Cię ze światem obiecują przygodę, która już czeka… niedaleko, za zakrętem. Dorośnij w swoim własnym stylu. www.mercedes-benz.com/growup/pl/pl

Mercedes Klasa A od 964 PLN netto/m-c* Teraz dwie pierwsze raty GRATIS**

*Rata miesięczna netto dla Klasy A 180 w programie finansowania Lease&Drive 1% dla przedsiębiorców (wpłata wstępna: 10% ceny netto pojazdu, okres umowy: 24 lub 36 miesięcy, przebieg średnioroczny: 25 000 km). Oferta Mercedes-Benz Leasing Polska Sp. z o.o. **Oferta dotyczy samochodów zamówionych w okresie 1.04-31.05.2017 r. Szczegóły u dealerów Mercedes-Benz. Klasa A 180 – zużycie paliwa (średnio) – 5,6 l/100 km, emisja CO2 (średnio) – 130 g/km.

Drive

BMG Goworowski Sp. z o.o. Gdynia, ul. Łużycka 9, tel.: 58 660 49 49 • Gdańsk, ul. Elbląska 81, tel.: 58 322 22 22 • Bolesławice, ul. Słupska 6, tel.: 59 848 70 70 MADEMOISELLE / 6/2017

63


jej MIEJSCA / Beauty Derm

Czas relaksu BEAUTY DERM INSTYTUT Tekst: Dominika Prais

Która z nas nie ma od czasu do czasu ochoty na relaks w eleganckim i ekskluzywnym miejscu? Szukając takiego na mapie Trójmiasta, nie sposób przeoczyć Instytutu Beauty Derm.

Jest on zlokalizowany w hotelu Mercure Gdańsk Posejdon oraz na ul. Świętojańskiej w Gdyni. Podczas gdy w pierwszym przede wszystkim aktywnie wypoczniemy, w drugim poddamy się nowoczesnemu zabiegowi z zakresu medycyny estetycznej i kosmetologii. W gdańskim oddziale Beauty Derm Instytut – Centrum SPA nowoczesność i elegancja łączą się z elementami kultury Dalekiego Wschodu, co doskonale wpływa na samopoczucie. Pozwala zwolnić tempo, wyciszyć się i pozbyć stresu. Można to osiągnąć na kilka sposobów.

BASEN

Beauty Derm Instytut Centrum SPA w hotelu Mercure Gdańsk Posejdon jest wyposażony w basen rekreacyjny o długości 18 m z wydzieloną częścią dla dzieci, dzięki czemu można tam spędzić czas z całą rodziną. Został on tak zaprojektowany, by posłużyć osobom w każdym wieku i o odmiennych preferencjach. Dobrze będą się tu zatem czuli aktywni pływacy, jak i szukający w wodzie spokojnego relaksu, który dzięki oscylującej w okolicach 30 st. Celsjusza temperatury powietrza i wody jest jeszcze przyjemniejszy. Dodatkowym atutem tego miejsca są zajęcia rekreacyjne, takie jak Aqua Aerobik, prowadzone przez wykwalifikowanych instruktorów. Pozwalają one na pozbycie się nadmiaru tkanki tłuszczowej oraz obniżenie napięcia mięśniowego wywołanego stresem. Specjalna oferta treningowa została skierowana także dla przyszłych mam, które, poprzez gimnastykę w wodzie, chcą przygotować swoje ciało do porodu. Basen jest czynny codziennie (również w święta i dni wolne od pracy) w godzinach 8.00–22.00.

SAUNA Relaks na basenie dobrze jest połączyć z wizytą w saunie. W Beauty Derm Instytut są dostępne dwa typy saun: sucha (fińska) i parowa. Wybór zależy od osobistych preferencji, warto jednak pamiętać, że gdy planuje się dłuższy pobyt, lepiej zdecydować się na tę drugą opcję. Obie mają korzystny wpływ na ludzki organizm: stymulują przemianę materii, wspierają układ odpornościowy i ujędrniają skórę. Dodatkowo w saunie parowej organizowane są tematyczne seanse 64

MADEMOISELLE / 6/2017

saunowe, które pozwolą oddać się jeszcze większemu relaksowi w atmosferze aromaterapii. Z sauny można korzystać w godzinach 9.00–21.00.

MASAŻE Wydaje się jednak, że nic tak skutecznie nie odpręża jak profesjonalnie wykonany masaż. W zależności od potrzeb, może mieć charakter leczniczy, relaksacyjny czy rozgrzewający – Beauty Derm Instytut oferuje bogaty wachlarz tego typu zabiegów. Są one w pełni bezpieczne, wykonywane przez wykwalifikowanych masażystów, którzy wcześniej przeprowadzają dokładny wywiad na temat stanu zdrowia gości. To pozwala im na wybranie odpowiedniej techniki do potrzeb i możliwości klienta.

MEDYCYNA ESTETYCZNA I KOSMETOLOGIA O ciało można także zadbać, poddając je zabiegom kosmetycznym. Znajdują się one w ofercie Beauty Derm Instytut zarówno w Gdańsku, jak i w wersji rozszerzonej, w Gdyni. Ten ostatni oddział – Medical Day SPA – specjalizuje się w nowoczesnej kosmetologii i medycynie estetycznej. Przeprowadzane są tam zabiegi upiększające, relaksacyjne i lecznicze, z wykorzystaniem najnowszego sprzętu i trendów w zakresie medycyny estetycznej i kosmetologii. Nad ich przebiegiem czuwają wykwalifikowani i doświadczeni lekarze. Wśród nich jest m.in. lek. Beata Larczyńska-Rogowska, specjalista dermatologii i medycyny estetycznej z wieloletnim doświadczeniem zabiegowym. Pod czujnym, fachowym okiem jej i innych specjalistów można się poddać zabiegom usuwania zmarszczek, wymodelowania ust czy liftingu twarzy, a także pozbyć się problemów dermatologicznych, takich jak trądzik, rozstępy czy przebarwienia. A to nie wszystkie z bogatej oferty usług gwarantowanych w Beauty Derm Instytut Medical Day SPA w Gdyni. ■


DR BEATA LARCZYÅ&#x192;SKA-ROGOWSKA

FOT. BEAUTY DERM

REKLAMA

MADEMOISELLE / 6/2017

65


jej DOM / Hanlo

HANLO

– ekologiczny duch nowoczesności CZY DOMY Z PREFABRYKATÓW MOGĄ SŁUŻYĆ WIELU POKOLENIOM? W POWSZECHNEJ OPINII SĄ TO KONSTRUKCJE PROJEKTOWANE Z MYŚLĄ O KRÓTKIM UŻYTKOWANIU, WYTWARZANE TANIM KOSZTEM. JEDNAK UWZGLĘDNIAJĄC DOMY WZNOSZONE PRZEZ FIRMĘ HANLO, TRZEBA ZWERYFIKOWAĆ TAKIE WYOBRAŻENIA. OKAZUJE SIĘ BOWIEM, ŻE ICH JAKOŚĆ MOŻE CIESZYĆ PRZEZ DZIESIĘCIOLECIA.

JAKOŚĆ Z NIEMIEC Niemiecka solidność i precyzja od zawsze były wysoko cenione w Polsce. Domy Hanlo to efekt niemieckiej myśli technicznej i budowlanej. Poszczególne komponenty domów są wytwarzane wyłącznie z materiałów dostarczanych przez najlepszych producentów niemieckich. Supernowoczesna fabryka, jedna z wiodących w całej Europie, gwarantuje wysoką jakość produkcji, co potwierdzają zresztą liczne certyfikaty. Co istotne, nabywcy powinni wiedzieć, że zyskują prawo do 30-letniej gwarancji i pięcioletniej rękojmi. Warto też nadmienić, że firma Hanlo jest członkiem Związku Ochrony Jakości Niemieckich Domów Gotowych. To obliguje do przestrzegania rygorystycznych norm jakościowych. Produkcja i realizacja inwestycji firmy Hanlo podlegają regularnym kontrolom Instytutu Konstrukcji Drewnianych oraz Budownictwa Drewnianego. Należy podkreślić, że jakość domów Hanlo w wielu dziedzinach przekracza wymagi zawarte nie tylko w normach polskich, ale również i europejskich. NOWE KANONY TRWAŁOŚCI Materiały budowlane wykorzystywane w domach Hanlo cechują się najwyższą 66

MADEMOISELLE / 6/2017

jakością i trwałością. Doskonałe drewno KVH (Konstruktionsvollholz), dzięki procesom sortowania i suszenia technicznego w komorach suszarniczych, jest odporne na wszelkie deformacje. Suszone komorowo i czterostronnie strugane, ze sfazowanymi krawędziami, nie wymaga dodatkowej impregnacji chemicznej, która miałaby zabezpieczać przed działaniem owadów i ognia. Z kolei płyta gipsowo-włóknowa Fermacell kilkukrotnie zwiększa wytrzymałość ścian na obciążenia i uszkodzenia. Wełna mineralna w ECOSE® Technology gwarantuje znakomitą izolację termiczną, akustyczną i ochronę przeciwpożarową. Warto dodać, że oprócz drewna, w domach Hanlo stosowane są beton i stal. Cała konstrukcja jest równie wytrzymała jak murowana. Bez cienia przesady można stwierdzić, że są to domy, które tworzą nowe kanony trwałości. TRWAŁOŚĆ TO NIE WSZYSTKO Oprócz solidności i trwałości, klienci firmy Hanlo mogą liczyć, że otrzymają znacznie więcej. Dom drewniany, który jest inwestycją na długie lata, powinien być stylowy, trwały, ale i nowoczesny. Zawsze należy myśleć o przyszłości, uwzględniając postęp technologiczny i koszty utrzymania. Inwestując w rozwią-

zania oferowane przez firmę Hanlo, w praktyce realizujemy takie założenie. Warto wspomnieć choćby o nowoczesnych urządzeniach grzewczych, które sprawdzą się w każdych warunkach, a do tego pozwalają na znaczne oszczędności. Przykłady to pompa ciepła Panasonic Aquarea – ekologiczne rozwiązanie, które łączy w sobie również opcję klimatyzacji, czy wentylacja mechaniczna Zehnder z certyfikatem dla domów pasywnych. Istnieje możliwość montażu solarów do podgrzewania wody i wykorzystania rekuperacji z odzyskiem ciepła. W domach Hanlo odnajdziemy połączenie tradycyjnych rozwiązań z najnowszymi technologiami stosowanymi w budownictwie. Nowoczesność jest jednym z priorytetów, który wyróżnia tę ofertę i sprawia, że jest ona jedną z najbardziej interesujących na rynku.

Więcej informacji na temat oferty firmy Hanlo można znaleźć na stronie internetowej www.hanlo.pl. ■


MADEMOISELLE / 6/2017

67


jej DOMY / sauna

SAUNA w domu Tekst: Dominika Prais

FOT. DEAVITA.COM

Upiększa skórę, redukuje stres i zmęczenie, oczyszcza organizm, poprawia krążenie i odporność. To tylko niektóre z korzyści, jakich dostarcza sauna. Powinny jednak wystarczyć, by się przekonać do zainstalowania takiego pomieszczenia we własnym domu. Saunę szczególnie upodobali sobie mieszkańcy Finlandii. W całym kraju są dwa miliony takich kabin, z czego połowa znajduje się w domach prywatnych. Korzystają z nich nie tylko właściciele, ale i goście, których Finowie mają w zwyczaju zapraszać do sauny, zamiast na tradycyjną kawę czy herbatę. Ciekawa alternatywa…

Krok 1 – znalezienie miejsca na saunę Niewiele potrzeba, by wprowadzić ją w życie, bo zaledwie 1,5 m kw. wolnej, domowej powierzchni, na jakiej mogłaby stanąć kabina. To może być łazienka lub część pokoju, najlepiej z wyjściem na taras lub balkon. Ważne jest bowiem, by pomieszczenie miało odpowiednią wentylację – powietrze powinno swobodnie w nim cyrkulować, żeby nie doprowadzić do nadmiernej wilgotności lub przegrzania elementów wewnątrz kabiny. Przy projektowaniu sauny trzeba także pamiętać o zachowaniu kilkucentymetrowego odstępu od ściany mieszkania. Dobrze, jeśli w niedalekiej odległości od kabiny znajduje się prysznic lub inne źródło wody, konieczne jest bowiem obmycie ciała po kąpieli w saunie.

Krok 2 – wybór rodzaju sauny Kolejnym krokiem powinien być wybór typu sauny. Na polskim rynku jest dostępnych kilka najpopularniejszych rodzajów. Należy do nich z pewnością sauna sucha, z wysoką temperaturą sięgającą 90 st. Celsjusza i niską ok. 10-procentową wilgotnością. Jej klasyczna

68

MADEMOISELLE / 6/2017

wersja została wzbogacona o kilka podtypów: saunę solną z wykorzystaniem brył soli kamiennej i biosaunę. W tej ostatniej panuje niższa temperatura powietrza i zwiększona do poziomu 40% wilgotność, co zbliża ją do sauny mokrej. Taką wartość osiąga się przez polewanie nagrzanych kamieni wodą. Ciekawym rozwiązaniem jest także sauna ziołowa, odmiana łaźni rzymskiej z wilgotnością sięgającą 100% i temperaturą w wysokości ok. 50 st. Celsjusza, wzbogacona dodatkowo o aromaterapię. W ostatnim czasie coraz większą popularnością cieszy się sauna na podczerwień. Wywołuje intensywniejsze poty oraz pozwala na pozbycie się z organizmu toksyn kwasów i tłuszczów – pod tym względem zdecydowanie przewyżFOT. CONCEPT-WNETRZA.COM sza pozostałe typy saun.

Krok 3 – montaż Umieszczenie sauny nie jest skomplikowane, odbywa się w ciągu jednego dnia. Pomieszczenie ma formę kabiny do postawienia w domu, zbudowanej z wysokiej jakości drewna, np. osiki, świerka skandynawskiego, cedru czy jodły kanadyjskiej. Te gatunki są bowiem odporne na działanie wysokich temperatur. Służą do wytworzenia ścian sauny i ławek oraz dodatkowych elementów wyposażenia. Zgodnie z najnowszym trendem, jeden lub dwa boki kabiny mogą być oszklone. Warto też zadbać o detale, takie jak czujnik dymu i przytulne, lekko przyciemnione pomieszczenie. Pobyt w saunie ma być bowiem chwilą pełnego odprężenia, prawdziwą ucztą zarówno dla ciała, jak i duszy. ■


FOT. FLICKR KOEN

MADEMOISELLE / 6/2017

69


jej PODRÓŻ/ rozmowa

Życie w 20 kilogramach ROZMOWA Z MARTYNĄ SKURĄ Tekst: Dominika Prais

ROZMOWA Z MAŁGORZATĄ SZUMSKĄ Swoje życie spakowała do 20-kilogramowego plecaka, z którym od kilku lat przemierza świat. Była już m.in. w Gruzji, w Chinach, Tajlandii, Tanzanii. A wszystko zaczęło się od tego, że, jak pisze na swoim blogu Life in 20 kg, nie chciała kupować stołu. Rozmawiamy z Martyną Skurą o pasji podróżowania.

Jak to było z tym stołem? Kiedy skończyłam studia i zaczęłam pracować, zorientowałam się, że tematy rozmów wśród moich znajomych kończą się na tym, jaki stół kupić do mieszkania. Był to też okres ślubów, dzieci i kredytu „Rodzina na Swoim”. Czułam, że to nie do końca dla mnie. Uciekłaś przed stabilizacją i poukładanym życiem. Rzeczywiście, to był moment, kiedy nie chciałam się jeszcze ustatkować, choć też nie do końca tak jest, że przed czymś uciekłam. Raczej goniłam swoje marzenia – o tym, żeby podróżować. Byłam do tego zresztą przyzwyczajona od dziecka. Rodzice zabierali mnie i moją siostrę na różne wycieczki, czy to w Tatry, czy na biwaki, czy też na krótkie wypady do Warszawy lub Torunia. Później, w liceum i na studiach, podróżowałam już sama. Często w ramach działalności w Centrum Współpracy Młodzieży w Gdyni. Bo poza tym, że wysyłałam ludzi na wolontariat europejski, sama korzystałam z takich wyjazdów. Stwierdziłam, że szewc bez butów nie będzie chodził. Tak trafiłaś do Gruzji. To był przypadek czy marzenie? Raczej możliwość realizacji zainteresowań. Zawsze bliska mi była tematyka 70

MADEMOISELLE / 6/2017

kobieca, a ten wolontariat miał na celu wzmacnianie roli kobiet w społeczeństwie. Czułam, że dobrze odnajdę się w tej pracy i będę mogła wykorzystać doświadczenie oraz wiedzę zdobyte w organizacjach pozarządowych. Chciałam faktycznie działać, a nie odgrywać rolę jedynie nic nieznaczącego trybika w wielkiej firmie.

Bolesne zderzenie kulturowe. O, tak, było ich całkiem sporo, w różnych sferach życia. Gruzini są, na przykład, bardzo konserwatywni. Nie mogłam więc wychodzić sama wieczorami do miasta, a gdy kiedyś po zmroku udałam się na spacer z moim kolegą z Ameryki, musiałam się zmierzyć z przykrymi plotkami.

Czym się tam zajmowałaś? Przez pierwsze dziewięć miesięcy pracowałam w miasteczku Akhaltsikhe, gdzie wspomagałam różnego typu inicjatywy na rzecz kobiet. Później przez pół roku uczyłam angielskiego w szkole podstawowej w Kutaisi, w ramach programu zorganizowanego przez gruzińskie Ministerstwo Edukacji.

Jaki był stosunek Gruzinów do Ciebie? Poza tym jednym zdarzeniem, byli bardzo serdeczni, przyjaźni, otwarci i gościnni. Na pewno wpłynął na to fakt, że znałam język rosyjski – zniknęła dzięki temu bariera językowa. Z opowieści znajomych wiem, że teraz to się trochę zmieniło. W Gruzji prężnie rozwija się turystyka, a co za tym idzie – komercja. Gdy ja tam byłam, ten kraj nie był jeszcze zbyt popularny.

Było trudno? Na początku. Pamiętam, że po pierwszym miesiącu pobytu dopadł mnie duży kryzys, chciałam wracać do Polski. Żyłam wtedy w bardzo ciężkich warunkach, w moim mieszkaniu często brakowało prądu, ponadto pojawiły się problemy z rurami kanalizacyjnymi, cały dom był notorycznie zalewany. Nie miałam możliwości umycia się, zrobienia prania. Znajomi się dziwili, dlaczego nie zamówiłam hydraulika. Nie zdawali sobie sprawy, że w Gruzji to nie jest takie proste – specjalistów nie wyszukuje się w internecie, potrzebne są znajomości.

Pojechałaś tam zresztą w zupełnie innym celu, który do dzisiaj towarzyszy Twoim podróżom. Wszędzie tam gdzie się znajdujesz, zostajesz na dłużej, angażujesz się w życie lokalnej społeczności, poznajesz jej kulturę. Tak, rzeczywiście, lubię osiąść w danym miejscu na jakiś czas, najlepiej w wiosce czy małym miasteczku, bo tam jestem najbliżej codzienności ludzi, z którymi mieszkam. Dzięki temu lepiej rozumiem ich zwyczaje, a nie tylko pobieżnie im się przyglądam, jak w przypad-


FOT. JUSTYNA GIELETA

FOT. JUSTYNA GIELETA

MADEMOISELLE / 6/2017

71


jej PODRÓŻ/ rozmowa

ku tradycyjnej turystyki, kiedy goni się od zabytku do zabytku. W ten sposób uczę się szacunku dla inności i denerwuję się, gdy ktoś negatywnie ocenia obcą kulturę przez pryzmat własnej. Trzeba pamiętać, że żadna kultura nie jest gorsza – jest po prostu inna. Lubisz łamać stereotypy? Na pewno staram się nimi nie kierować, bo wiem, że uniemożliwiają one poznanie tradycji, zwyczajów i mentalności grupy społecznej czy narodowej. Staram się jednak umiejętnie oddzielać je od obiegowych faktów. Gdy zatem słyszę, że w Afryce lepiej nie wychodzić wieczorami do miasta, bo można

72

MADEMOISELLE / 6/2017

zostać napadniętym, to wiem, że naprawdę powinnam uważać.

symalnie tyle można wnieść na pokład samolotu.

Jesteś dobrym przykładem na to, że podróże kształcą. Tak, i to się tyczy nie tylko określonej wiedzy, ale też praktycznego i niewymagającego podejścia do życia. Po wielu doświadczeniach nie przeszkadza mi brak prądu czy wody. Przyjmuję to z dużą wyrozumiałością i cierpliwością. Poza tym nauczyłam się, by nie przywiązywać się nadmiernie do rzeczy, nie kupować i nie zabierać ich ze sobą zbyt dużo. Gdy jechałam do Chin, ubrania na cały rok musiałam zapakować w 20-kilogramowy bagaż, bo mak-

Nawiązujesz do tego w tytule swoje bloga – „Life in 20 kg”. Tak, ale traktuję to raczej metaforycznie. W 20 kg mieszczą się najważniejsze rzeczy, nie ma miejsca na drobiazgi, sentymenty. Nie przywiązuję wagi do wielu dóbr materialnych. Dbam raczej o wspomnienia, które lubię chwytać w obiektyw aparatu. Dziękuję za rozmowę! ■


ZASIĄŚĆ ZA KIEROWNICĄ

legendarnego Porsche…

Porsche to jedna z najlepiej rozpoznawalnych marek motoryzacyjnych na świecie. Legendarna moc silników niemieckiego producenta, komfort i niezawodność – to wszystko sprawia, że cieszy się ona uznaniem nawet wśród osób, które na co dzień nie są fanatykami motoryzacji. A co powiedzieć o fanatykach? Dla nich Porsche to prawdziwa ikona prestiżu na drodze. Marzenie do spełnienia

Życiowe rekordy za kierownicą Porsche

Dla fanów „czterech kółek” już sama możliwość krótkiej przejażdżki wybranym modelem Porsche jawi się jako marzenie. A gdyby móc wypróbować walory 10 aut tego legendarnego producenta podczas jednego dnia, w trakcie 200-kilometrowej trasy? To już wydaje się niemal nierealne. Okazuje się jednak, że jest to marzenie do spełnienia. Porsche Centrum Sopot organizuje w dniach 27 i 28 czerwca br. (godz. 10.00–17.00) Porsche Road Tour. To impreza, której celem jest zaprezentowanie samochodów w zróżnicowanych warunkach drogowych. Dobór aut testowych pozwala na poznanie rewelacyjnych osiągów tych wozów oraz ich prowadzenia. Start i metę przewidziano przy salonie Porsche w Sopocie (al. Niepodległości 956). Kawalkada 10 samochodów Porsche w ciągu kilku godzin pokona około 200 km kaszubskich tras, z przerwą na obiad w Restauracji Krokowa. Na trasie przewidziano pięć przystanków, podczas których kierowcy będą mogli się przesiąść do kolejnego modelu. Porsche Road Tour to znakomita sposobność do zaznajomienia się aż z 10 różnymi autami legendarnej marki. To również świetny pomysł na prezent, który z pewnością doceni każdy miłośnik motoryzacji.

Adrenalina, prawdziwe emocje i Porsche – to połączenie niepowtarzalne, dla którego warto poświęcić naprawdę wiele. Impreza Porsche Driving Experience w Kamieniu Śląskim jest przeznaczona dla miłośników marki, którzy pragną osobiście się przekonać o jej wartości w praktyce. Wydarzenie odbędzie się w dniach 29–30 sierpnia br. na wyjątkowym obiekcie – jedynym torze w Polsce, który spełnia normy Porsche. W dwóch turnusach będą mogły wziąć udział zarówno osoby, które wcześniej nie miały styczności z marką, jak i aktualni użytkownicy legendarnych wozów. Tor, na którym odbędzie się impreza, to nowy obiekt w Kamieniu Śląskim – Silesia Ring. Ponad 3,6 km nowego asfaltu, siedem różnych konfiguracji toru, najlepsi instruktorzy, a przede wszystkim Porsche – na tej imprezie nie powinno zabraknąć żadnego miłośnika motoryzacji! W ciągu jednego dnia treningu uczestnicy będą mogli spróbować swoich umiejętności podczas jazdy na torze, prób przyspieszania, slalomu, jazdy terenowej czy hamowania. Na pewno nie zabraknie zapierających tchu w piersi emocji, które towarzyszą uwolnieniu pełnego potencjału Porsche.

*** Koszt uczestnictwa w czerwcowym Porsche Road Tour w Sopocie wynosi 1000 zł brutto/os., natomiast w Porsche Driving Experience – 1000 euro netto (początkujący) i 1850 euro netto (kierowcy Porsche). Cena zawiera wszystkie koszty, które obejmują atrakcje (nocleg, wyżywienie, ubezpieczenie, tor itp.) Specjalnie dla czytelników Magazynu „Mademoiselle” na hasło: MADPORSCHE organizatorzy przygotowali zniżkę 10% na wyżej wymienione wydarzenia. Zachęcamy do skorzystania z oferty: Karolina Łukaszewska tel. 790-396-009 bądź mail: karolina.lukaszewska@lellek.com.pl! MADEMOISELLE / 6/2017

73


jej KOLPORTAŻ

AAL TOURIST ul. Wały Piastowskie 1 Gdańsk ABACOSUN – INSTYTUT URODY ul. Partyzantów 3 Gdańsk ABACOSUN SALON URODY ul. Spacerowa 65 Gdańsk ABACOSUN – INSTYTUT URODY ul. Wielkopolska 168 Gdynia AISA – SALON FRYZJERSKI ul. Nowowiczlińska 35 Gdynia AKADEMIA URODY OLIMP ul. Cechowa 15 Gdynia ALABASTER al. Grunwaldzka 102 Gdańsk ALEKSANDRA COSMETIQUE COIFEUR ul. Szafarnia 11 Gdańsk AMBER BEAUTY KLINIKA ul. Myśliwska 17A Gdańsk AQUARIUS FITNESS & WELLNESS ul. Noskowskiego 17B Gdańsk AQUASTACJA al. Grunwaldzka 411 Gdańsk ARCADIA SPA ul. Na Piaskach 4 Gdańsk ARKON BISTRO ul. Arkońska 6 Gdańsk ART STUDIO ul. Świętojańska 65/9 Gdynia ASMIDA FRYZJERSTWO KREATYWNE ADAS A. ul. Wallenroda 11A Gdańsk ATELIER ANDRE ul. Świętokrzyska 58 Gdańsk ATELIER FRYZJERSKIE BRZOZOWSKI PAWEŁ ul. Kornela Makuszyńskiego 18 Gdynia ATELIER FRYZJERSKIE EDITH EDYTA NOWOTYŃSKA ul. Horyda 4 Gdynia AUCHAN ul. Szczęśliwa 22 Gdańsk AURA ul. Toruńska 15 Gdańsk BALTIQA DAY SPA Emilii Plater 1 Sopot BAŁTYCKA AGENCJA ARTYSTYCZYNA BART ul. Kościuszki 61 Sopot BARBERSHOP ul. Garncarska 7/8/9 Gdańsk BAR LENIWA BABA ul. Świętojańska 52 Gdynia BAZAR SMAKÓW al. Grunwaldzka 411 Gdańsk BEAUTY BOX HAIR&SPA ul. Sobieskiego 2/1 Sopot BEAUTY DERM SPA ul. Kapliczna 30 Gdańsk BEAUTY DERM SPA ul. Świętojańska 133 Gdynia BEAUTY DREAM ul. Szefki 2F Gdynia BEAUTY YOU CENTRUM URODY ul. Abrahama 47/2 Gdynia BELLEZZA STUDIO ul. Cieszyńskiego 1C Gdańsk BEST WESTERN BONUM HOTEL ul. Sieroca 3 Gdańsk BEST WESTERN PLUS ARKON PARK HOTEL ul. Śląska 10 Gdańsk BEST WESTERN VILLA AQUA HOTEL ul. Zamkowa Góra 35 Sopot BETTY BARCLAY al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka BIO WAY ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison BIURO PODRÓŻ ITAKA ul. Szczęśliwa 3 Gdańsk Centrum Handlowe Auchan BLUE SUN ul. Bergiela 4A/16 Gdańsk BMW BAWARIA MOTORS al. Grunwaldzka 195 Gdańsk BOGNA HAIR DESIGN ul. Szeroka 18/19 Gdańsk BROWAR PORT ul. Bulwar Nadmorski im. Feliksa Nowowiejskiego 2 Gdynia BRYLOOWNIA al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif BYTOM al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka BY O LA LA ul. Górskiego 2 Gdynia CAFE FERBER ul. Bohaterów Monte Cassino 48 Sopot CAFE MARIOLA ul. Bolesława Prusa 24 Gdynia CAFE W al. Grunwaldzka 82 Gdańsk Centrum Handlowe Manhattan CALYPSO ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison CAMILLE ALBANE PARIS ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison CARTE D OR ul. Kazimierza Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA CENTRUM DERMATOLOGII LASEROWEJ EPI CENTRUM ul. Pniewskiego 3 Gdańsk CENTRUM HANDLOWE VIKTOR ul. Myśliwska 102 Gdańsk CENTRUM MEDYCZNE DR KUBIK ul. Hryniewickiego 6C/9 Gdynia CENTRUM OKULISTYCZNE ARTLIFE ul. Obrońców Wybrzeża 23 Gdańsk CENTRUM OKULISTYCZNE BLIKPOL ul. Haffnera 6 Sopot CENTRUM PIĘKNEGO CIAŁA ul. Władysława Jagiełły 4 Sopot CHIRURGIA PLASTYCZNA DARIA DOBACZEWSKA ul. Bema 18/1 Gdynia CHRISTELLE ul. Świętojańska 66 Gdynia CLINICA MEDICA ul. Montwiłła-Mireckiego 11 Gdynia CLUB FRYZJERSKI ALTERNATIVE al. Grunwaldzka 471 Gdańsk COMO RISTORANTE al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif CORNER CAFE ul. Świętojańska 78A Gdynia COSTA COFFEE ul. Kazimierza Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA COSTA COFFEE ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison COSTA COFFEE ul. Długi Targ 5 Gdańsk COSTA COFFEE al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka COSTA COFFEE ul. Złota Karczma 26 Gdańsk Centrum Handlowe Matarnia CROSSFIT ul. 3 maja 69C Sopot CUKIERNIA DELICJE ul. Kazimierza Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA CUKIERNIA MY PLACE ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA CZAS NA HERBATĘ ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA DAGMARA KRÓL ul. Starowiejska 41–43 Gdynia DALIA ul. Kartuska 33 Gdańsk DAN SEBASTIAN ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA DARIUSZ DEGOWSKI- SALON FRYZJERSTWA ARTYSTYCZNEGO ul. Jana Heweliusza 31 Gdańsk DAY SPA VITA O ul. Abrahama 11 Gdynia DELUX HAIR STUDIO ROBERT TEREFENKO ul. Złota Karczma 26 Gdańsk Centrum Handlowe Matarnia DEL MAR ul. Bulwar Nadmorski im. Feliksa Nowowiejskiego Gdynia DENTAL PLANET ul. Współczesna 1Ł Borkowo DENTICO JOWITA ŻEBROWSKA-ZAKRZEWSKA ul. Kołobrzeska 5/7 Gdańsk DOLCE VITA ul. Skwer Kościuszki 18 Gdynia Dolina Charlotty Resort & Spa Strzelinko 14 Słupsk DOM CZEKOLADY ul. Kazimierza Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA DOROTA al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif DOUGLAS ul. Kołobrzeska 41C Gdańsk Alfa Centrum DOUGLAS ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA DOUGLAS al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif DOUGLAS ul. Świętojańska 53 Gdynia DREAMS SALON FRYZUR ul. Generała Leopolda Okulickiego 2B Gdynia DR PERNAK al. Grunwaldzka 549 Gdańsk DWA W JEDNYM ul. Armi Krajowej Gdynia DWOREK ADMIRAŁ ul. Powstańców Warszawy 80 Sopot DWÓR OLIWSKI ul. Bytowska 4 Gdańsk DWÓR PRAWDZICA ul. Piastowska 198 Gdańsk ECO SALON URODY STYL ul. Warszawska 20 Gdynia EGOISTE STUDIA URODY ul. Toruńska 15 Gdańsk ELIKSIR COCKTAIL BAR & RESTAURANT ul. Hemara 1 Gdańsk ELIZABETH SUKNIE ŚLUBNE ul. Świętojańska 116 Gdynia EN VOGUE PERFECT HAIR al. Grunwaldzka 79/81 Gdańsk EUREKA al. Zwycięstwa 96/98 Gdynia EXCELLENTQ – LOREAL EXPERT ul. Heweliusza 19 Gdańsk FALE LOKI KOKI ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison FAMILIA MARCO POLO ul. Grunwaldzka 25 Sopot FAMILY DENTAL CARE ul. Stajenna 5 Gdańsk FILHARMONIA BAŁTYCKA ul. Ołowianka 1 Gdańsk FILIŻANKA I KUBEK ul. Emilii Plater 12 Sopot FITNESS KLUB SPÓJNIA ul. Słowackiego 4 Gdańsk FIT STACJA al. Grunwaldzka 411 Gdańsk FRATELLI ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA GABINET BEAUTIFUL SKIN ul. Świętojańska 57 Gdynia GELATO MAGIA al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka GEOMETRIA PERFECT HAIR ul. Młyńska 9/11C Gdańsk GESSLER RESTAURACJA „U KUCHARZY” ul. Bohaterów Monte Cassino 60 Sopot GOLDEN TULIP ul. Piastowska 160 Gdańsk GOOD LUCK CLUB ul. Orzechowa 7 Gdańsk GRYCAN LODY OD POKOLEŃ al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka GUSTO DOMINIUM al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka HAIR STUDIO ANNA MACHAŁA al. Niepodległości 648/1 Sopot HANLO DOM ul. Lubichowska 8 Starogard Gdański HAREM CLUB ul. Waszyngtona 21 Gdynia HERBACIARNIA JAHMAICA ul. Obrońców Wybrzeża 23 Gdańsk HOLISTIC CLINIC GDYNIA al. Zwycięstwa 241/6 Gdynia HOLLAND HOUSE ul. Długi Targ 33/34 Gdańsk HOSSA ul. Władysława IV 43 Gdynia HOTEL ALMOND ul. Toruńska 12 Gdańsk HOTEL ASTOR ul. Rozewska 38 Jastrzębia Góra HOTEL BAYJONN ul. Powstańców Warszawy 7 Sopot HOTEL BURSZTYN ul. Emilii Plater 19 Sopot HOTEL EUROPA ul. Niepodległości 766 Sopot HOTEL FLAMING ul. Emilii Plater 12 Sopot HOTEL GALION ul. Stogi 20 Gdańsk HOTEL GDAŃSK ul. Szafarnia 9 Gdańsk HOTEL GRAND CRU ul. Rycerska 11-12 Gdańsk

74

MADEMOISELLE / 6/2017

HOTEL HAFFNER ul. Haffnera 59 Sopot HOTEL HANZA ul. Tokarska 6 Gdańsk HOTEL HILTON ul. Targ Rybny 1 Gdańsk HOTEL KRÓLEWSKI ul. Ołowianka 1 Gdańsk HOTEL KURACYJNY al. Zwycięstwa 255 Sopot HOTEL MERA SPA ul. Bitwy pod Płowcami 59 Sopot HOTEL MIRAMAR ul. Zamkowa Góra 25 Sopot HOTEL OPERA ul. Moniuszki 10 Sopot HOTEL RADDISON BLU ul. Długi Targ 19 Gdańsk HOTEL REZYDENT Plac Konstytucji 3 Maja 3 Sopot HOTEL RÓŻANY GAJ ul. Korzeniowskiego 19d Gdynia HOTEL SADOVA ul. Łąkowa 60 Gdańsk HOTEL SOFITEL ul. Powstania Warszawy 12-14 Sopot HOTEL SPA DOM ZDROJOWY ul. T. Kościuszki 2 A Jastarnia HOTEL VILLA BALTICA ul. Emilii Plater 1 Sopot HOTEL MARINA CLUB ul. Szafarnia 10 Gdańsk IMPERIAL ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA INGLOT al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka INGLOT RIVIERA ul. Górskiego 2 Gdynia INSTYTUT URODY AGATA PARTYKA ul. Strzelców 1/4 Gdynia INTEGRACJA RESTAURACJA & COCKTAIL BAR ul. Bohaterów Monte Cassino 15 Sopot INVICTA ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison JACQUES ANDRE HAIR & SPA ul. Elżbietańska 9/10 Gdańsk JUSTINE ul. Augusta 6/81 Gdynia JZ- SALON FRYZJERSKI ul. Fiszera 3 Sopot KABATA – MEDYCYNA RODZINNA ul. Mickiewicza 20A Gdańsk KAWIARNIA BACIO DI CAFFE ul. Ogrodowa 2/1 Sopot KAWIARNIA CAFE KLAPS ul. Wybickiego 3 Gdynia KAWIARNIA CAFFE ANIOŁ ul. Kilińskiego 6 Gdynia KAWIARNIA CONTRAST CAFE ul. Bulwar nadmorski Gdynia KAWIARNIA MODERN ul. Złota karczma 26 Gdańsk Centrum Handlowe Matarnia KAWIARNIA W STARYM KADRZE ul. Grobla I 3/4 Gdańsk KAZAR al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka KELO – DESIGN ul. Wielkokacka 15 Gdynia KLIPS ul. Krzywoustego 24B Gdańsk KLIPS ANETA DOLNA ul. Amundsena 7A Gdańsk KOSEDA ul. Grunwaldzka 44 Sopot KOZI GRÓD ul. Leśników 3 Pomlewo KUCHARIA ul. Słonimskiego 6 Gdańsk LAGUNA MEDICAL Plac Kaszubski 1 Gdynia LA BAGATELA ul. Kościuszki 14 Sopot LA INES ul. Starowiejska 41-43 Gdynia LA PERLA – EDYTA MOMOT ul. Harcerska 5 Gdynia LE BONJOUR ul. Świętojańska 62 Gdynia LICENCJONOWANY GABINET KOSMETYCZNY GRACJA ul. Startowa 8 Gdańsk LILLIS COFFEE CAKE al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif LOVEAT ul. Świętojańska 107 Gdynia LUX MED ul. Morska 127 Gdynia MACIAS ul. Kielnieńska 183 Gdańsk MANA DAY SPA ul. Żwirki i Wigury 2A Gdynia MANICURE EXPRESS ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA MARCIANO GUESS al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif MARYLA ul. Jagiellońska 2 Gdańsk MATHIAS HAIR DESIGN ul. Abrahama 74 Gdynia MERCEDES BENZ WITMAN al. Grunwaldzka 493 Gdańsk MERCURY ul. Skwer Kościuszki 15 Gdynia MK BOWLING al. Grunwaldzka 82 Gdańsk Centrum Handlowe Manhattan MODYDOM ul.Świętojańska 78A Gdynia MOSHI MOSHI SUSHI ul. Waszyngtona 21 Gdynia MOUNT BLANC ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA MOUNT BLANC ul. Bohaterów Monte Cassino 63 Sopot MÓJ DIETETYK ul. Armii Krajowej 38 Gdynia NABOGATO SUSHI BAR ul. Świętojańska 94 Gdynia NAIL EXPRESS ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison NATURHOUSE al. Niepodległości 747 Sopot NAYLA ul. Parkowa 6 Gdynia NEMEZIS ul. Współczesna 1L Borkowo NG INSTYTUT KOSMETOLOGII ul. Obrońców Westerplatte 2-4 Sopot OFFICE BISTRO ul. Jana z Kolna 11 Gdańsk OGRÓD ZDROWIA MAGDALENA SROKA ul. Mazowiecka 30c/6 Sopot OLA – SALON FRYZJERSKI ul. Starowiejska 42 Gdynia OPTYK STUDIO 1242 al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka OPTYK Studio 1242 ul. Górskiego 2 Gdynia OTWARTA ul. ​Słonimskiego 6 Gdańsk OXO LUXURY SPA ul. Grunwaldzka 94-96 Sopot O LA ul. Dąbka 338 Gdynia Galeria Szperk O LA ul. Damroki 12 Gdynia PATRIZIA ARYTON al. Grunwaldzka 141 Gdańsk PERFECT HAIR ul. Wały Jagiellońskie 8 Gdańsk PERFECT MEDICA ul. Kołobrzeska 63 Gdańsk PERIODENTIST ul. Moniuszki 4 Gdańsk PETITEPERLE ul. Beniowskiego 51 Gdańsk PIAZZA DI MODA al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif PIEROGARNIA U DZIKA ul. Piwna 59/60 Gdańsk PIJALNIA CZEKOLADY E.WEDEL 1851 al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka PIJALNIA SOKÓW PESCA FRESCA al. Grunwaldzka 82 Gdańsk Centrum Handlowe Manhattan PINKY STUDIO ul. Wilanowska 4 Gdańsk PIZZERIA MĄKA I KAWA ul. Świętojańska 65 Gdynia PLUS DLA URODY ul. Sosnowskiego 1a Gdańsk POCIĄG DO... KAWA I BAJGLE ul. Kościuszki 14 Sopot POLMED 1 al. Grunwaldzka 82 Gdańsk Centrum Handlowe Manhattan POMARAŃCZOWA PLAŻA ul. Emilii Plater 19 Sopot PORADNIA DIETETYCZNA MEDICAGO ul. Starowiejska 45/5 Gdynia POWERPIT al. Grunwaldzka 229 Gdańsk PRACOWNIA FRYZJERSKA LA TETE ul. Niepodległości 765A Sopot PRACOWNIA FRYZUR PIOTR PIEPER ul. Zeusa 82/U4 Kowale PRAKTYKA LEKARSKA PIOTR DEMBOWSKI ul. Bema 15/1 Gdynia PREMIUM FITNESS & GYM ul. Cienista 30 Gdańsk PRIVE BEAUTY & HAIR ul. Rajska 1 Gdańsk QUADRILLE ul. Folwarczna 2 Gdynia QUIRIS ul. Gałczyńskiego 12 Gdańsk RESTAURACJA AMBER SIDE Plac Solidarności 1 Gdańsk RESTAURACJA AMICI ul. 3 Maja Sopot RESTAURACJA AVOCADO FUSION Plac Zdrojowy 1 Sopot RESTAURACJA BARRACUDA ul. Bulwar Nadmorski im. Feliksa Nowowiejskiego 10 Gdynia RESTAURACJA BŁĘKITNY PUDEL ul. Bohaterów Monte Cassino 44 Sopot RESTAURACJA BRASSIERIE ul. Obrońcow Westerplatte 36 Sopot RESTAURACJA BRITANNICA STEKHOUSE al. Zwycięstwa 255 Gdynia RESTAURACJA COCO RESTAURANT ul. Waszyngtona 21 Gdynia Centrum Waterfront RESTAURACJA COZZI ul. Władysława IV 49 Gdynia RESTAURACJA GIANNI ul. Bohaterów Monte Cassino 63 Sopot RESTAURACJA GOOD MORNING VIETNAM ul. Świętojańska 83 Gdynia RESTAURACJA GRONO DI RUCOLA ul. Wybickiego 48 Sopot RESTAURACJA IMAGE ul. Grunwaldzka 8 Sopot RESTAURACJA KLAKIER ul. Herberta 9 Sopot RESTAURACJA LA FONTAINE ul. Dyrekcyjna 2/4 Gdańsk RESTAURACJA LA VITA ul. Bohaterów Monte Cassino 63 Sopot RESTAURACJA LULA FOOD & DRINK ul. Norwida 4 Gdańsk RESTAURACJA MALIKA ul. Świętojańska 69 Gdynia RESTAURACJA MARIASZEK ul. Spółdzielcza 1 Gdynia RESTAURACJA MERCADO ul. Partyzantów 8/104 Gdańsk RESTAURACJA MORSKA ul. Morska 9 Sopot RESTAURACJA OGNIEM I PIECEM ul. Świętojańska 87 Gdynia RESTAURACJA PANORAMA 1 ul. Wały Piastowskie 1 Gdańsk RESTAURACJA PANORAMA 2 al. Adama Mickiewicza 1/3 Gdynia RESTAURACJA PIASKOWNICA ul. Powstańców Warszawy 88 Sopot RESTAURACJA PICK & ROLL ul. Zamkowa Góra 3 Sopot RESTAURACJA POBITEGARY ul. Bitwy Oliwskiej 34 Gdańsk RESTAURACJA PUEBLO ul. Kołodziejska 4 Gdańsk RESTAURACJA RITZ ul. Szafarnia 6 Gdańsk RESTAURACJA STAR TEXAN ul. Grunwaldzka 89 Sopot RESTAURACJA SZAFARNIA 10 ul. Szafarnia 10 Gdańsk RESTAURACJA THE MEXICAN ul. Bohaterów Monte Cassino 54 Sopot

RESTAURACJA TOSCANA ul. Grunwaldzka 27 Sopot RESTAURACJA TRATTORIA LA CANTINA ul. Dębinki 7D/1 Gdańsk RESTAURACJA TRIO ul. Starowiejska 29/35 Gdynia RESTAURACJA TU GETHER ul. Grunwaldzka 65 Sopot RESTAURACJA U PRZYJACIÓŁ ul. Polna 55 Sopot RESTAURACJA VNS al. Grunwaldzka 82 Gdańsk Centrum Handlowe Manhattan RESTAURACJA WARKA ul. Abrahama 64 Gdynia RESTAURACJA ZIELONY ROWER al. Marszałka Józefa Piłsudskiego 32 Gdynia RESTAURACJA Z IKRĄ ul. Feliksa Stamma 2 Pruszcz Gdański RESTAURACJA ŻURAW ul. Długie Pobrzeże 32 Gdańsk RESTAURCJA MESA ul. Hestii 3 Sopot RETRO ATELIER WIESŁAWA HORN ul. Wyspiańskiego 20/2 Gdańsk RUCOLA ul. Bohaterów Monte Casino 53 Sopot SALONY URODY LE SOURIRE ul. Bosmańska 118 Gdynia SALON BRAŃSKI al. Zwycięstwa 245/14 Gdynia SALON FIRMOWY ANNA PIKURA ul. Świętojańska 81 Gdynia SALON FRYZJERSKI IWONA al. Niepodległości 801 Sopot SALON FRYZJERSKI POINT al. Grunwaldzka 57 Gdańsk SALON HALINA al. Niepodległości 756 Sopot SALON HASTENS al. Niepodległości 940 Sopot SALON LEXUS al. Zwycięstwa 241/3 Gdynia SALON NATURA ul. Szefki 9D Gdynia SALON SOPOT al. Niepodległości 775/1 Sopot SAMSONITE VALENTINI al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif SELFIE STORE ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA SELFISHOP.COM.PL ul. Świętojańska 61 Gdynia SEXI SHOP ul. Świętojańska 83 Gdynia SHERATON SOPOT SPA ul. Powstańców Warszawy 10 Sopot SIMONA ul. Nałkowskiej 22/3 Gdynia SIMPLE al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka SIMPLE ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA SKLEP NIKA EDYTA WOLLENBERG ul. Jaśkowa Dolina 105 Gdańsk SKLEP SENSO ul. Świętojańska 59 Gdynia SMILECLINIC ul. Szymanowskiego 2 Gdańsk SOPOTEKA ul. Kościuszki 14 Sopot SPAMED ul. Wały Piastowskie 1 Gdańsk STACJA SOPOT ul. Władysława Jagiełły 3 Sopot STARBUCKS ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA STREFA KOBIET ul. Krzemowa 20 Gdańsk STUDIO 3 ul. Krzywoustego 1 Gdańsk STUDIO ANNY LISEWSKIEJ & INSTYTUT URODY DERMATICA ul. Cechowa 21 Gdynia STUDIO FRYZUR HONORATA BRODOWSKA ul. Grafa Pomorskiego 52/13 Gdynia STUDIO FRYZUR X ul. Obrońców Wybrzeża 4B Gdańsk STUDIO HANNY ZYGUŁA ul. Żwirki i Wigury 7 Gdynia STUDIO URODY EWA M ul. Abrahama 18 Gdynia Studio Urody Expert ul. Niepodległości 747 Sopot Studio Urody Look ul. Staniszewskiego 15/3 Gdynia STYL ul. Jana Brzechwy 7 Gdynia STYL SALON KOSMETYCZNY & FRYZJERSKI & PERFUMERIA 2 ul. Bohaterów Monte Cassino 46 Sopot SUNLOOX ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA SUN CITY ul. Kartuska 195A Gdańsk SUSHI 77 ul. Długie Pobrzeże 30 Gdańsk SZTUKA CZESANIA IKONA al. Jana Pawła II 6F/2 Gdańsk TANDOOR HOUSE ul. Ogrodowa 2 Sopot TARANKO al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka TARANKO ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison TARANKO al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif THAI THAI ul. Bohaterów Monte Cassino 63 Sopot TIGER GYM al. Grunwaldzka 82 Gdańsk Centrum Handlowe Manhattan TOTAL LOOK BY BUNNY THE STAR ul. Świętojańska 61 Gdynia TOTAL LOOK BY BUNNY THE STAR ul. Plac Zdrojowy 1 Sopot TRENDY HAIR FASHION ul. Pańska 9/11 Gdańsk TRENDY HAIR FASHION ul. Do Studzienki 7/2 Gdańsk TRISTAN HOTEL Niska 2/C-26 Elbląg TRU TRUSSARDI al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka TRU TRUSSARDI ul. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif UMAM ul. Szafarnia 11 Gdańsk UNDERGROUND FRYZJERSTWO KREATYWNE ul. Letnia 9 Gdańsk UNIQUE CLUB & LOUNGE Plac Zdrojowy 1 Sopot UNITED COLORS OF BENETTON al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka VENUS ul. Powoźnicza 19 Gdańsk VICTORIA CLINIC ul. Jaśkowa Dolina 57 Gdańsk VILLA SEDAN ul. Pułaskiego 18-20 Sopot VILLA SENTOZA ul. Grunwaldzka 89 Sopot WHITE MARLIN ul. Wojska Polskiego 1 Sopot WILLA MAREA ul. Chrobrego 38 Sopot WÓJCIK ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison YASUMI SPA ul. Kminkowa 2/1 Gdańsk ZIELARNIA SOPOCKA ul. Podjazd 3 Sopot ZIELONY SPICHLERZ ul. Chrzanowskiego 38A Gdańsk


Mademoiselle czerwiec  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you