Magazyn Cukrzyca 3/2012

Page 41

Mariusz Cebula

Jasia

pomarańczowy pas Rodzice dzieci chorych na cukrzycę często obawiają się podejmowania przez nie jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Przede wszystkim z powodu obawy przed niedocukrzeniem. Historia Jasia Ogórka i jego rodziców jest przykładem, że sport i cukrzyca wcale nie muszą się wykluczać.

s

am swego czasu ćwiczyłem aikido, ale ukrywałem przed trenerem, że jestem chory na cukrzycę, aby nie mieć z tym problemów. Obecnie tradycję uprawiania tej dyscypliny kontynuuje mój syn, ćwiczący w klubie Aikido Yoshinkan Ruda Śląska. To tam spotkałem Janka, 11-letniego diabetyka, zafascynowanego tą wschodnią sztuką walki. Jestem pod wrażeniem, że znajduje on czas na regularne treningi, nie boi się dyscypliny i wcale niemałego wysiłku, związanego z poznawaniem i doskonaleniem techniki walki, mimo obowiązków wynikających z choroby. Janek zachorował w wieku sześciu lat. Na szkoleniach zorganizowanych w szpitalu rodzice, którzy wcześniej mieli blade pojęcie o tej chorobie, uczyli się, czym jest cukrzyca i jak pomóc synowi, aby mógł sobie z nią radzić. Diabetolog opiekujący się Jasiem od początku kładł nacisk na to, by chłopak zażywał dużo ruchu, grał z rówieśnikami w piłkę, jeździł na rowerze. Jednocześnie uczył go, jak należy wówczas postępować, aby nie narażać się na zbytni spadek poziomu cukru. Gdy pytam Janka, w jaki sposób przygotowuje się np. do przejażdżki rowerowej, od razu odpowiada, że z reguły dodatkowo coś zjada i zawsze zabiera z sobą jakiś słodki

41