Issuu on Google+


Uśmiech, proszę!

Przewodnik po treściach

Strona 2

Strona 3

Strona 4-5, Na dobry początek - krótko, wesoło, ciekawie. Po prostu na rozgrzewkę.

Strona 6-8, Dlaczego Ancelotti jest odpowiednim trenerem dla Chelsea? - to świetne pytanie. Zdaje się, że dobrej odpowiedzi na nie udzielił jeden z dziennikarzy BBC, którego cytujemy tym krótkim, przedstawiającym włoskiego szkoleniowca teakstem.

Strona 10-15, Wywiad: Kiedy Ancelotti odszedł, odetchnęliśmy z ulgą - tutaj sprawy

wyglądają już mniej różowo. W ekskluzywnej rozmowie z Redaktorem Naczelnym acmilan.com.pl dowiadujemy się jak o Ancelottim myśleli kibice jego byłego klubu, jakim był trenerem. Prawdziwa perła informacyjna, której nigdzie indziej znaleźć nie sposób.

Zróbcie to dla Michaela Essiena - jeśli sam fakt powrotu Magazynu na Wasze twarde dyski nie jest wystarczająco pocieszający. Ja się uśmiecham. Ale ja znam już zawartość tego numeru...

Strona 16-17, ŻEGNAMY SEZON 2008/2009 - tu zaczyna się dłuugi cykl tekstów...

Adrian Fulneczek (naczelnik i skład-acz), Konrad Ferszter, Maciej Jasica, Michał Zachodny.

z nadzieją.

Essien jest przebiegłym wyborem. Próbą wkupienia się w łaski za brak numeru majowego. A właśnie. Co mamy w tej sprawie na swoją obronę? Cóż, winę możemy zrzucić na dwie kwestie.

Po pierwsze, to, w jak niewygodnym terminie kończył się sezon: nie mogliśmy go podsumowywać bez finału FA Cup, który zaplanowano akurat na 30 maja. Oczywiście mogliśmy też z góry założyć, że wygra go Chelsea i w jakimś programie graficznym wkleić trofeum w ręce kapitana, ale to trochę wbrew naszym zasadom. No i... kto by się spodziewał, że zagramy w żółtych strojach?

Po drugie, bardziej romantyczne (mam dziwne przeczucie, że nie uwierzycie): zbyt długo dochodziliśmy do siebie po meczu z Barceloną. Tzn. po samej końcówce. Iniesta złamał nam serca. A one - jak już na początku lat 70’ przekonywali BeeGess - tak szybko się nie goją.

Na szczęście, cytując wspomniany zespół, udało nam się ,,zacerować złamane (redakcyjne) serca i znów zacząć żyć”. Efekt? Właśnie rozpoczynacie jego lekturę. Daliśmy z siebie naprawdę wiele więc liczymy na pozytywny odbiór. I to, że tęskniliście. Jeśli nie - kłamcie! Nasze świeżoklejone serca mogłyby nie znieść kolejnych pęknięć... Do zobaczenia w końcówce lipca!

Adrian Fulneczek, Redaktor Naczelny

Zespół w wyjściowym składzie:

Redakcja (redakcja-magazynu@chelsea.pl)

Wesoła okładka z najczęśliwszego momentu sezonu, tak media kreują rzeczywistość. Że niby mamy za sobą wesoły rok. Bynajmniej - ale o tym w środku. Tutaj wyjaśnię tylko, że ten roześmiany fotograf amator to rodzaj przeprosin. Wstępnie jego miejsce miał zająć Carlo Ancelotti podrzucany przez swoich piłkarzy wraz z Pucharem Europy. Problem w tym, że ten widok nikogo by nie ucieszył. Wstawimy go tam kiedy (z pucharem!), w górę wyrzucą go piłkarze Chelsea, nie Milanu.

Strona 18-19, ,,Rzym miał być nasz” - na początek krótko i nieco gawędziarsko. Gorzko, acz

Strona 20-23, Gdzie te puchary? - jak w tytule? Bieg przez wszystkie trofea, które w tym se-

zonie zdobyli i nie zdobyli The Blues. Poszukiwanie odpowiedzi co o tym zadecydowało. Strona 18-19, Oceniamy piłkarzy The Blues - prawdopodobnie najdłuższy artykuł w historii tego czasopisma! Tak to się kończy, kiedy chce się zająć dokładnie każdym piłkarzem w kadrze klubu, ocenić go i dodać jeszcze opinie czytelników. O tak, tych ostatnich również tam nie brakuje.

Strona 36-39, Chelsea 2-1 Leeds (1970 r.) - historia pierwszego wygranego finału Pucharu Anglii w historii klubu z zachodniego Londynu. Działo się to w czasach, gdy wspomniani obok Bee Gees nagrali wspomniane we wstępie obok “How can you mend a broken heart”. To były czas! Artykuł pojawiłby się zapewne w numerze majowym, gdyby takowy zaistniał...

Strona 40-41, Mój pierwszy medal? - świetna seria oficjalnej strony klubu ze wspomnie-

niami graczy The Blues przed finałem FA Cup 2009. Przegapiła ją chelsea.pl, więc nadrabiamy to tutaj. Naprawdę przeciekawa lektura.

Strona 42-43, W okienku transferowym: ,,Nie. Bo nie.” / ,,Jak to brzydkie kaczątko”

- tekst o wyjątkowo aktualnym problemie: czemu największe gwiazdy nie chcą przychodzić do klubu ze Stamford Bridge i obszerny do tej sprawy komentarz (o od-zwierzęcym tytule).

Strona 44-47, Chelsea Poland w Kalwarii Zebrzydowskiej 2009 - nie jest to relacja z pielgrzymki! Spokojnie. To opis dwudniowego turnieju piłkarskiego, w którym udział wzięło 12 polskich stowarzyszeń kibiców zagranicznych klubów.

Strona 48-51, Polscy kibice...zagranicznych drużyn - tytuł co prawda wskazuje na mało at-

rakcyjną pracę naukową, ale to raczej coś bliższego reportażu. Również z Kalwarii Zebrzydowskiej. Z tego samego turnieju. Bo było tam o czym pisać, oj było... Więc: jacy są ci, polscy kibice (...zagranicznych drużyn)?

Strona 52-53, Ostatnie spotkania The Blues - krótko. Wyniki, strzelcy bramek, składy i ko-

mentarze użytkowników chelsea.pl

Strona 54-55, Podsumowanie miesiąca: Kwiecień 2009 - co prawda podsumowań ci u nas pod dostatkiem, ale nadal kończymy nasz cykl przyglądania się każdemu z miesięcy sezonu. Tym razem to kwiecień, ,,najgorętszy miesiąc sezonu”. Strona 56, Michael Ballack na wakacjach w Miami - zdjęcie na wakacyjne pożegnanie...


Strona 4 - Na dobry początek

Strona 5

Na początku były... kary Za rok - dwa puchary?

Guus Hiddink po opuszczeniu Chelsea zaczyna zdradzać dziennikarzom ciekawe historie ze swojego pobytu w Londynie. Mówi np. o tym, że swoją pracę zaczął od... ustanowienia nowego systemu kar dla piłkarzy.

,,Kiedy tu przyjechałem piłkarze nie mieli w zwyczaju stawiać się punktualnie na wyznaczoną godzinę. Po kilku dniach wprowadziłem więc system sankcji finansowych.” opowiada holenderski szkoleniowiec.

,,Spóźnienie na autobus o mniej niż pięć minut kosztowało 250 funtów. Za ponad pięć minut płaciło się dwa razy tyle. Zupełne przegapienie jakiegoś klubowego wydarzenia oznaczało 1000 funtów kary.”

,,Kilka takich przypadków wystarczyło żeby wszystko zaczęło być tak jak powinno.”

Brawo Panie Guus - dyscyplina przede wszystkim! Tylko patrzeć jak wprowadzą ten system w szkołach...

Zdaniem czytelników www.chelsea.pl, w sezonie 2009/2010 The Blues najprawdopodobniej zdobędą dwa puchary.

Trudno powiedzieć, które, bo tego akurat sonda nie sprawdzała. Wynika z niej jednak, że 35 % głosujących wierzy, że Chelsea zdobędzie dwa razy więcej pucharów niż w obecnym sezonie. 26 % uważa, że realistyczne rozwiązanie to potrójna korona, a jedna-piąta (najwięksi optymiści?) głosowali nawet na 4 puchary.

Obok nich na procentowym torcie leży kawałek ważący 16 % głosów i oznaczający (tylko?) jeden puchar.

Najwięksi pesymiści, 4 % wszystkich głosujących, wróży Chelsea brak pucharów i puste ręce. Kto miał rację? Zajrzyjcie do tego numeru dokładnie za rok żeby się przekonać.

Tottenham-owe Aarty

Sami z siebie byśmy tego nie zrobili, ale przypomniał nam o nich jeden z blogerów BBC Sports, który w swoim podsumowaniu roku przypomina trzy żarty z czasów (nie tak odległych!) gdy Tottenham leżał jeszcze bliska dna tabeli Premiership. Klasyka sezonu 08/09’!

3. Pewnego dnia Juande Ramos został zatrzymany przez policjanta za przekroczenie prędkości - fama niesie, że zrobi wszystko by zdobyć trzy punkty. 2. Jaka jest różnica między trójkątem, a Tottenhamem? Trójkąt ma więcej punktów.

1. Którejś nocy moja żona chciała być niegrzeczna: ,,chcę żebyś mnie upokorzył”krzyknęła. Kupiłem jej koszulkę Tottenhamu. Prosimy bez uraz i z dystansem - to wszystko już przecież tylko przeszłość...

550

Liczba miesiąca:

Nie mogliśmy chociaż słowem nie wspomnieć o Cristiano. Lub liczbą. Tak pożegnalnie.

Dziennikarze DailyMail niedługo po transferze Portugalczyka do Realu Madryt wyliczyli, że przy obecnych zarobkach, były gracz Manchesteru United, potrzebuje całych... 550 lat, by zbliżyć się do poziomu zamożności Romana Abramowicza. Jak widać, na Bernabu aż tak galaktycznie jeszcze nie płacą...


Carlo Ancelotti

Strona 6

Strona 7

- dlaczego jest odpowiednim trenerem dla Chelsea?

Jeśli chesz zrozumieć czemu to właśnie Carlo Ancelotti był numerem jeden na trenerskiej liście życzeń Chelsea, nie musisz patrzeć o wiele dalej niż na ten wielki puchar z dzbankowymi uszami. Phil Dawkes (bbc.co.uk) Roman Abramowicz przejął Chelsea sześć lat temu i w tym czasie na pewno odczuł, że pogoń jego klubu za Pucharem Mistrzów jest obciążona jakimś pechowym fatum. Jak inaczej wyjaśnić cztery porażki w półfinałach i – najsmutniejsze – finał w 2008 roku kiedy The Blues do zwycięstwa potrzebowali już tylko karnego Johna Terrego? ,,Liga Mistrzów to święty graal dla Abramowicza. Problem polega na tym, że w takim zespole trzecie miejsce w Premiership i Puchar Anglii to za mało. Kilka razy byli już blisko zostania Mistrzami Europy, ale się nie udawało. Dlatego sprowadzili Ancelottiego: bo on potrafi te rozgrywki wygrywać.” – w rozmowie z BBC tłumaczy John Foot, autor książki „Calacio: Historia włoskiego futbolu”. Po ośmiu latach w Milanie Ancelotti podpisał trzyletni kontrakt z londyńskim klubem. Jego pobyt na San Siro charakteryzowały, a zda-

niem wielu też przedłużały, właśnie sukcesy w Lidze Mistrzów: dwukrotnie kończył sezon podrzucany do góry przez swoich piłkarzy z najsławniejszym piłkarskim pucharem europy w ręku. W 2003 roku, po bezbramkowym remisie w 90 minutach i dogrywce, Milan pokonał włoskich rywali Juventus 3:2 w karnych. Cztery lata później, w Atenach, dwie bramki Pippo Inzaghiego wystarczyły im by pokonać Liverpool. W finałowych historiach Ancelottiego jest też jedna zakończona nieszczęśliwie: w 2005 roku jego gracze pozwolili Liverpoolowi odrobić trzy bramki, którymi The Reds przegrywali do przerwy i ostatecznie przegrali w karnych. Mimo tego, Ancelotti to w oczach wielu osoba, która w niezbyt długiej przyszłości może – niesiona przez Johna Terrego i Franka Lamparda – ponownie podrzucać Puchar Europy, tym razem owinięty niebieskimi

wstążkami. Oznaczałoby to, spóźnienie i tak przecież długo wyczekiwane, potwierdzenie dominacji Chelsea na kontynencie, a dla włoskiego szkoleniowca, wyczyn bez precedensu, hattrick w finałach Ligi Mistrzów. Europejskie sukcesy byłego szkoleniowca AC Milanu mogły rzeczywiście być najważniejsze dla Abramowicza, ale wspomniany wcześniej John Foot zaznacza, że Ancelotti ma też wiele innych zalet: ,,Jest niesamowicie doświadczony w prowadzeniu dużego klubu i radzeniu sobie z gwiazdami. Dobrze zarządza ludźmi, świetnie czyta to co dzieje się na boisku i ma porządny charakter.” Foot decyduje się nawet na porównanie drużyn prowadzonych przez Włocha do stylu Arsene’a Wengera w Arsenalu: ,,Jego drużyny też grają piłką po ziemi, grają pozycyjnie, podaniami – a tego właśnie szukał Abramowicz od kiedy odszedł Mourinho.”

W 2005 rok, Stambuł: Ancelotti po dramatycznym finale Ligi Mistrzów, w którym jego Milan ostatecznie przegrywa w karnych z Liverpoolem. Puchar wygra po raz drugi w karierze już (...) Milan na najwyższych obrotach też mógł sprawiać widzowi przyjemność. Niewielu pamięta, że zanim Liverpool uratował się w finale z 2005 roku, to wcześniej praktycznie nie istniał na murawie. Podobnie było w 2007 roku, gdy w półfinale drużyna Ancelottiego rozbiła Manchester United, który w pierwszym meczu wygrał 3:2. Czy 49-latek poradzi sobie w Premier League? Publicysta BBC, Gabriele Marcotti jest przekonany, że tak: ,,Wiele stereotypów na temat angielskiej piłki takich jest: przecież nie polega ona na tym, że bierzesz zgraję wysokich zbirów, którzy mają wykończyć drużynę przeciwnika.”

,,Piłka w tym kraju jest znacznie bardziej zróżnicowana w tych czasach, a różnica pomiędzy kolejnymi państwami są coraz to mniejsze. Ancelotti będzie potrzebował jakiegoś czasu żeby się przystosować, ale dla mnie to żadne pytanie czy jest w stanie to zrobić.” Od kiedy były trener Chelsea, Jose Mourinho przeprowadził się do Interu, Ancelotti był częstowany odrobiną gierek psychologicznych, w które wdają się trenerzy najlepszych zespołów Premiership. On jednak, charakterem zupełnie różni się od Portugalczyka, twierdzi Foot: ,,Jest kimś, kto nie przepada za rozmawianiem z

prasą. Jest silną osobą, ale nie kimś kto lubi mówić, szczególnie o sobie. Wydaje mi się, że jego relacje z innymi trenerami są raczej na towarzyskim poziomie.” Nie dajcie się jednak zwieść, Ancelotti, który w ostatnim czasie uczył się angielskiego i obecnie jest na poziomie Fabio Capello, gdy ten przejmował reprezentację Anglii, nie jest taki delikatny: ,,Ancelotti ma w sobie coś takiego, co może nie zawsze widać, ale to byłby duży błąd, założyć, że jest kimś, kim można pomiatać, ale Mr.Nice Guy’em.” – dodaje Marcotti. W Milanie duże wpływy na wszelkie decyzje


Strona 8 - Czemu Ancelotti jest odpowiednim... ma właściciel Silvio Berlusconi, dlatego ciekawie zapowiada się to, jak Ancelotti poradzi sobie z właścicielem Chelsea, Romanem Abramowiczem. Wcześniej musiał dopasowywać piłkarzy kupionych przez klub do systemu, który miał produkować atrakcyjną piłkę, a do tego zdobywać wyniki. Pracował m.in. z trójką starzejących się Brazylijczyków: Rivaldo, Ronaldo i Ronaldinho. Nie potrzebował żadnego z nich, ale zamiast narzekać zastanawiał się jak wykorzystać ich w możliwie najlepszy sposób i wprowadzał to w życie. Jako piłkarz, Ancelotti grał dla takich trenerów jak Nils Lidholm w Romie i Arrigo Saachi w Milanie. Sam zaczął swoją karierę trenerską w Parmie (1996-1998). Tam często grywał trzema obrońcami z tyłu co zaowocowało drugim miejscem w Serie A. W 1998 Ancelotti przeniósł się do Juventusu, gdzie od Scudetto dwukrotnie dzieliła go najmniejsza z możliwych różnich punktowych. W Milanie zabłysnął wyciągając wszystko co najlepsze z Andrei Pirlo, obiecujągeo piłkarza o wielkich umiejętnościach ofensywnych, który na początku 2002 gnił w rezerwach. W tamtym czasie w ataku grała ze sobą sławna czwórka: Rui Costa, Clarence Seedorf, Rivaldo i Shevchenko, ale po namowach Ancelottiego, Berlusconi chciał widzieć w składzie też Pirlo. Mając tylko jedną defensywną opcję w postaci Gennaro Gattuso w środku boiska, Ancelotti wymyślił by spróbować wystawiać Pirlo jako daleko cofającego się

Strona 8

(...) w 2007 roku, w Atenach. Ancelotti i ukochane trofeum, podrzucani przez graczy Milanu.

pomocnika, odmienił go w ten sposób w późniejszego Mistrza Świata: „To był jeden z momentów geniuszu Ancelottiego.” – twierdzi Marcotti. „Na papierze to była przesadnie ofensywna formacja, ale Carlo znalazł sposób żeby to wyśrodkować. Można to zrobić tylko w jeden sposób, porozmawiać ze swoimi gwiazdami i powiedzieć im >>chłopaki, słuchajcie, musicie teraz pracować naprawdę, naprawdę ciężko

jeśli wszyscy chcecie być w tym samym czasie na boisku<<.” Wiedział jak sobie radzić z gwiazdami. Zanim dwie poważne kontuzje kolana zakończyły jego karierę piłkarską był twardym pomocnikiem w Parmie, AS Romie i Milanie. Przez pięć sezonów w tym ostatnim grał u boku wielkiego holenderskiego trio: Ruuda Gullita, Marco van Bastena i Franka Rijkaarda. Wygrał z nimi Scudetto i dwa europejskie pu-

chary z rzędu. Zbierał też doświadczenia prowadząc piłkarzy takich jak Zindine Zidane, Ronaldo czy Kaka. Jednak, jak zdradził BBC, jeden z pracowników mediolańskiego klubu: „Jest miłym człowiekiem, ale ma wielkie doświadczenie w pracy z mistrzami. To sprawia, że piłkarze są w stanie zaufać w jego umiejętności. Nie zdziwiłem się, że został trenerem z sukcesami, na boisku zawsze był liderem.” Kadra Milanu kojarzy się przede wszystkim z doświadczeniem, co w pewnym zakresie, charakteryzuje też Chelsea. Czy jednak Ancelotii poradzi sobie z prowadzeniem młodych pi��karzy, na co od pewnego czasu nalega Peter Kenyon? „Jeśli chcesz za coś skrytykować Ancelottiego to zdecydowanie za to, że bardzo trudno było mu pozbyć się starej gwardii i wprowadzić młodych piłkarzy. To był poważny problem Milanu, brak świeżej krwi.” ,,On jest raczej kimś przyzwyczajonym do pracy z zespołem, który już jest zbudowany. Ewentualnie dokupuje talenty już kompletne z innych zespołów, ale raczej nie przeprowadza przez kolejne stopnie młodych piłkarzy.” – twierdzi John Foot. Jedno jest jednak pewne: jeśli Ancelotti będzie musiał pracować w dużej mierze z tymi piłkarzami, których zastanie w Londynie, nie usłyszycie żeby narzekał. To nie w jego stylu...

.

Jedyny i największy zarzut: zbyt długo nie potrafił się pozbyć tzw. starej gwardii...

Nie przepada też za mediami...

Wie za to jak prowadzić największe gwiazdy. Również te angielskie...


Strona 11

Strona 10

Wywiad z Redaktorem Naczelnym serwisu acmilan.com.pl:

,,Gdy Ancelotti odszedł, odetchnęliśmy z ulgą.”

Michał Seweryn, Redaktor Naczelny największego w Polsce serwisu internetowego AC Milanu (acmilan.com.pl), odpowiada na pytania dotyczące byłego szkoleniowca włoskiego zespołu, Carlo Ancelottiego. Rozmawiał: Adrian Fulneczek

W wywiadzie m.in. o tym, czy ktokolwiek będzie za Ancelottim w Milanie tęsknił, o jego błędach, stopniowej degradacji, starej gwardii, grze za zasługi, taktyce, magicznym sposobie na Ligę Mistrzów i języku angielskim. Adrian Fulneczek, Magazyn Cfc.pl: Czy to, że Ancelotti odejdzie po sezonie było w Milanie czymś spodziewanym? Wyczekiwanym? Czy ten sezon był z góry traktowany jako jego ostatni na San Siro?

Michał Seweryn, acmilan.com.pl: Wraz z początkiem sezonu 2008/2009 nic nie zapowiadało takiego rozwiązania. Zarząd jak i sam zainteresowany zapewniali, że trener zostaje i wypełni swój kontrakt. Jednakże wraz z postępowaniem sezonu zespół grał coraz gorzej, brakowało mu jakiegokolwiek polotu i im bliżej końca, sytuacja wyglądała coraz gorzej. Przez dwie, trzy ostatnie kolejki pojawiało się bardzo dużo plotek na temat odejścia Ancelottiego, które jak później się okazało były prawdziwe. Sezon nie był traktowany z góry jako ostatni z Carlo na ławcę, ale proces 'staczania' się zespołu postępował bardzo szybko i potrzebna była szybka decyzja. Wybrano dobre rozwiązanie.

A.F.: Dobre rozwiązanie? Czyli "zwolenienie" (bo umowę „rozwiązano za porozumieniem stron”) to było coś na co czekała większość kibiców? Ty w każdym razie na pewno? M.S: Tak zgadza się, większość kibiców oczekiwała jak najszybszego zwolnienia Ancelottiego.

Pesymistów przybywało w trakcie sezonu i ostatecznie, gdy pojawiła się oficjalna informacja odnośnie rozwiązania kontraktu z Ancelottim, ta wspomniana większość odetchnęła z ulgą. Po dziś dzień można oczywiście też znaleźć zwolenników Carletto (nie jest ich wcale tak mało), jednakże chyba większość, która „żyje z klubem" dostrzegła wszelakie wady szkoleniowca. Stał się nadwyraz przewidywalny w swoich posunięciach. Swoje stanowisko obejmował w 2001 roku, więc również czas zrobił swoje. Każdy na pewno jest wdzięczny Ancelottiemu za te wspaniałe chwile, które towarzyszyły jego karierze w Milanie, a jego osiągnięcia wcale nie są małe. To właśnie on wyprowadził Milan na szczyt: klub stał się najlepszym zespołem XXI wieku. Na każdego przychodzi jednak kiedyś chwila i tak też się stało...

winę ponosi zapewne również zarząd. Wydaje się, że to on steruje polityką transferową Milanu, a trener ma tak naprawdę mało do powiedzenia. Jak jest naprawdę, dowiemy się zapewne dopiero w nadchodzącym sezonie. Sam Ancelotti również ponosi niemałą winę: przewidywalna do przesady taktyka, brak odpowiednich zawodników do zmiany w przypadku kontuzji... Podobne błędy popełniał zresztą również w ubiegłym sezonie.

Czyli jego ostatni sezon był zarazem najgorszym ze wszystkich spędzonych w Milanie? Wracając jeszcze do tego Pucharu Uefa: nie przejmowałbym się tym odpadnięciem tak Tak, był to wręcz katastrofalny sezon! bardzo, największe zespoły nie przepadają za grą w tych rozgrywkach. Sami kibice nie Aż tak źle? chcieli raczej poświęcić ich na rzecz walki o Scudetto? Na co postawił trener? Tak źle? Tak! Milan w tym sezonie nie wygrał absolutnie nic! Odpadając z Pucharu UEFA Cele Ancelottiego zmieniały się jak w kalejdodoznał bardzo bolesnej porażki i się skompro- skopie. Początek sezonu - chcemy wygrać Pumitował. char UEFA i Scudetto. Środek sezonu walczymy o wicemistrzostwo, końcówka Pisałeś o braku polotu zespołu, taktyce. Ale chcemy zając miejsce premiowane grą w czy to wszystko mogło być winą trenera? Champions League. To oczywiście humorystyczne przedstawienie tego tematu, ale Milan Nie, nie wszystko leży po stronie trenera. Dużą chciał wygrać Puchar UEFA i dołączyć go do

swojej gabloty. Sam Ancelotti od zawsze preferuje europejskie triumfy i mu się to, jak wiemy, udaje, jednakże ligowe rozgrywki nie idą tą samą ścieżką.

To prawda, Ancelotti nazwał nawet swoją autobiografię „Preferuję puchary”.

Może to dlatego, że w nich decyduje indywidualność pojedynczych meczów i dobre przygotowanie do nich. A sezon w lidze wiąże się z dobrą formą i przygotowaniem przez prawie cały rok...

Myślisz, że Milanowi zabrakło właśnie tego ostatniego: dobrego przygotowania do całego sezonu? Może chodziło raczej o brak równości formy, dobrej gry tydzień po tygodniu. Bo jeśli o kondycję chodzi, niedawno David Beckham zachwalał Ancelottiego i twierdził, że pod jego okiem Chelsea będzie jeszcze lepiej przygotowana do rozgrywek.

Jeżeli chodzi o ostatni sezon to główną przeszkodą była fala kontuzji i brak odpowiednich zmienników dla kontuzjowanych. Sam Beckham


Strona 12 - Wywiad z Redaktorem Naczelnym acmilan.com.pl

w drużynie? I jakich zawodników on właściwie lubi? Miej litość i nie mów, że „starych”.

Ancelotti był związany z Paolo Maldinim. Był takim jego najbliższym przyjacielem. Na szczególne traktowanie mogli też liczyć Seedorf, Gattuso i Inzaghi. Wynikało to zapewne z bardzo długiej obecności w klubie. Jakich zawodników preferuje? Powiedzmy sobie, że doświadczonych. W Milanie nie widywaliśmy młodych zawodników. Może poza ostatnimi czasami Alexandre Pato, który prezentował się zresztą bardzo dobrze.

Co z wprowadzaniem na kolejne poziomy piłkarskiej świadomości młodych graczy? Ancelotti podobno tego nie lubi, woli pracować z piłkarzami ukształtowanymi?

Ancelotti nie lubi wtajemniczania młodych zawodników. W Milanie młodzi jedyne szansy gry dostawali w spotkaniach Pucharu Włoch, który jest traktowany z, powiedzmy, „przymrużeniem oka”. Carletto lubi za to mieć do dyspozycji konkretnych, ukształtowanych piłkarzy, których nie musi uczyć odpowiednich zachowań. To już taka specyfika jego trenerskiej kariery...

obecny był w Milanie przez dość krótki czas, stąd też zapewne jego opinia, co jednak nie umniejsza faktu, iż Ancelotti dba o odpowiednie przygotowanie. Nierówność formy również zrobiła swoje. Tak jak przywiązanie do niektórych zawodników. Takim przykładem w Milanie jest chociażby Clarence Seedorf, który mimo słabej gry nie był zmieniany.

A w kadrze był ktoś kto mógłby go zmieniać? Bo ustaliliśmy już, że kształt kadry to mogła być w większym stopniu decyzja zarządu niż trenera.

Rzeczywiście wydaje się, że zarząd tj. Adriano Galliani i "niewidzialna ręka" Silvio Berlusconiego mają tutaj najwięcej do powiedzenia względem transferów, stąd też brak zmienników. Chociaż tak naprawdę nikt nie wie jak to jest w praktyce. Zbliżający sezon pokaże to na przykładzie Chelsea. Ale akurat odnośnie sytuacji z Seedorfem, to Ancelotti miał kim go za-

stąpić. Na jego pozycji mógł zagrać choćby Ronaldinho.

Ciągłe stawianie na Seedorfa, o którym mówiłeś i niechęć do młodych graczy tworzą nam wizerunek człowieka, który nie przepada za zmianami swojego składu, nawet, żeby ukarać gracza za złe występy?

Ancelotti raz obraną taktykę stara utrzymać się jak najdłużej jest to możliwe. Drastycznych zmian nie lubi, bo wprowadzają one niepoRonaldinho nie prezentował świetnej formy, ale trzebny chaos. Ukaranie kogoś za złą grę to jena pewno miał więcej chęci niż Seedorf, który dyne co zmuszało go do zmian. Jednak do np. w niektórych sytuacjach "zwiedzał stadion". zastąpienia Didy w bramce przez Abbiatiego potrzeba było dużo czasu, a zdecydowały o Czyli to prawda, że Ancelotti miał problemy z tym dopiero bardzo poważne błędy popozbyciem się swojej tzw. „starej gwardii”? pełniane przez Brazylijczyka. Ostatecznie Ancelotti pogodził obu stawiając na Abbiatiego Milan ma to do siebie, że często kontrakty są (później kontuzjowanego) w Serie A, a na Didę przedłużane nawet wtedy, gdy zawodnik nie w Pucharze UEFA. wykazuje żadnej inicjatywy na boisku. Np. Seedorf grał zapewne głównie za stare zasługi i Jak właściwie wypowiadali się o nim jego przywiązanie do trenera, który nie miał serca piłkarze? I jak go traktowali? Jako mentora, którego trzeba szanować? Generała? Starmu odmówić... szego kolegę, któremu mogli zaufać? NauSkoro mowa o przywiązaniu i grze za zasługi. czyciela? Czy w Milanie był taki piłkarz, z którym Ancelotti był „najbliżej"? Kto był „jego człowiekiem" Wiele mówiło się o jego przyjaznych stosun-

Coraz słabszy i starszy...

Strona 13

kach z zawodnikami, stąd też można wywnioskować, że był dla nich jak kolega, znajomy, który pragnie jak najlepiej przygotować ich do gry. Ktoś, z kim można czasami się pośmiać, ale też słuchać jego cennych rad. Taki nowoczesny typ nauczyciela, z którym można porozmawiać prawie jak z kolegą.

Któryś z nich odważył się go krytykować w tym sezonie?

Przynajmniej w udzielanych dla mediów wypowiedziach nie było żadnej fali krytyki. Ta sytuacja mogła również wynikać z szacunku dla dotychczasowych osiągnięć trenera. Zresztą, niektórzy zawodnicy, jak np. Rino Gattuso bardzo przeżyli odejście Ancelottiego. Twierdzili, że to olbrzymia strata dla klubu: pozbywać się trenera, który tak zżył się z zawodnikami i klubem, który zna od podszewki.

Skoro wiemy już jaki jest dla swoich graczy powiedz coś o tym jak zachowuje się w kontaktach z mediami. Nie odniosłeś nigdy wrażenia, że zgrywa taką trochę przesadnie pewną siebie, zimną postać? Ancelotti na konferencjach prasowych jest nadzwyczaj spokojny i sumienne odpowiada na wszystkie zadane pytania. Nie odniosłem wrażenia, aby uważał się za kogoś więcej, kogoś zbyt pewnego siebie, czy też wyrachowanego w tego typu sytuacjach.

Czyli to tylko złudzenie? W każdym razie drugiego Mourinho pod tym względem nie powinniśmy się spodziewać? Absolutnie nie. Na ławce Ancelotti również nie jest wybuchowy. Sumienne żuje gumę i czasami zapali papierosa... Przejdźmy więc wreszcie do taktyki. Jakie ustawienia stosował?

4-3-2-1 to jego najczęściej stosowane ustawienie. Grywał również 4-3-1-2, z dwoma napastnika z przodu. Zdaje się, że gra dwoma napastnikami przynosiła lepsze efekty. Problem w tym, że stosowanie tej tzw. „choinki" (4-3-21) każdemu już wychodziło bokiem. Żadnych większych zmian w niej przez cały sezon. Podejrzewam, iż szkoleniowcy przeciwników mieli już tę taktykę doskonale rozpracowaną i byli


Strona 14 - Wywiad z Redaktorem Naczelnym acmilan.com.pl świetnie przygotowywani do meczów z Milanem.

Narzekasz na to ustawienie, bo nie przyniosła Milanowi w tym sezonie żadnych pucharów? Wcześniej się sprawdzało, więc może Ancelotti postanowił trzymać się jej kurczowo do końca...

Taktyka powinna zostać zmieniona w odpowiednim momencie, a Ancelotti tego nie zrobił. Trzymanie się kurczowo jednej i tej samej z czasem staje się bardzo złym wyborem... To prawda, że w związku z tą formacją, skrzydłowi nie będą mieli czego szukać u Ancelottiego? W mediach, nieoficjalnie mówiło się już, że Włoch na samym początku chciał oddać Barcelonie Floretna Maloudę stwierdzając, że nie potrzebuje go w swojej kadrze...

Wynika to pewnie z tego, że gra skrzydłami nie była nigdy jakoś specjalnie rozwinięta w Milanie. Stąd też zapewne biorą się takie opinie.

Ancelotti stawiał raczej na defensywę czy atak? Berlusconi podobno narzekał na brak ofensywnej gry w pierwszych latach panowania Carlo. 4 środkowych pomocników? Jak rozdzielał te role?

Flamini i Seedorf starali się grać ofensywnie, Gattuso pozostawał w defensywie, a przed nimi jedynym wysuniętym pomocnikiem, grającym za napastnikiem, był Kaka. Milan w pierwszych latach Ancelottiego słynął raczej z bardzo szczelnej defensywy. Później niestety sytuacja w niej znacznie się pogorszyła.

Jak Ancelotti reaguje na sytuację boiskową? Czy ze zmianami czeka do ostatnich minut spotkania? Może nie aż tak długo, ale zmian dokonuje najczęściej w końcówce spotkania, 70-80 minuta.

Na koniec, najbardziej interesujący fanów The Blues temat: Liga Mistrzów. W Anglii zaczęto wierzyć, że Chelsea zatrudniła Ancelottiego, bo potrafi wygrywać te rozgrywki. Zrobił to w końcu już dwa razy. Ale czy ty, jako kibic Milanu, też tak to odbierałeś? Że zespół prowadzi

Strona 15 Chelsea zatrudniła go w najgorszym z możliwych momentów?! Czy twoim zdaniem to bardzo zła decyzja?

ekspert od wygrywania tych rozgrywek?

Na pewno Ancelotti ma rękę do Ligi Mistrzów. Trzy razy w finale, dwa razy triumf. To bardzo imponujący wynik. Może to również wynikać z faktu, że Milan bardzo wcześnie traci szansę na końcowe zwycięstwo w Serie A i stawia na LM.

Czy stawał się gorszy? To trener, który nie może przesiadywać w jednym klubie przez dłuższy czas niczym Ferguson w Manchesterze United. Po pierwszym złym sezonie powinno się mu podziękować za współpracę, bowiem kolejne lata są już tylko coraz gorsze. Dlatego Chelsea poczyniła według mnie dobry krok, krok w przód. Ancelotti zmieniając środowisko, kraj i ligę będzie starał się pokazać, że rzeczywiście jest wielkim szkoleniowcem. Będzie starał się spełnić oczekiwania Abramowicza i osiągnąć z tym klubem jak najwięcej, bo od tego będzie przecież zależała też jego przyszłość. Ciekawe tylko jak poradzi sobie z nowym językiem, jego angielski jest „wspaniały”.

...trochę w stylu Liverpoolu. W Chelsea tego nie lubią... Co decydowało o słabej postawie na krajowym podwórku? Jak Milan radził sobie z największymi rywalami z Serie A?

Najczęściej problemem były porażki z beniaminkami, czy też niespodziewane remisy w ostatnich minutach meczów. W meczach ligowych w największymi rywalami było bardzo różnie. Na początku kariery Carlo w Milanie odnosiliśmy liczne wygrane z Interem i Juventusem, jednakże wraz z postępującymi latami było coraz gorzej. Rywale poczynili w tym okresie duże kroki naprzód, szczególnie Inter.

Myślisz, że Ancelotti poradzi sobie z walką na kilka frontów w Chelsea? Bo tego na pewno będą wymagały od niego władze klubu...

Na to pytanie niestety nie odpowiem... To będzie zależało od dyspozycji i przygotowania zawodników do sezonu, a także szerokości kadry.

A na tym najważniejszym froncie? Czy Carlo może przezwyciężyć ciążące na Chelsea fatum i poprowadzić ją do tryumfu w Lidze Mistrzów? Ma na to swój magiczny sposób?

Myślę, że Ancelotti ma duże szansę na ponowne zwycięstwo, tym razem z Chelsea (chociaż jako kibic ACM wierzę, że jednak Leonardo dokona tego z Milanem...). Na pewno sam Carlo ma jakiś swój sposób na Europę i będzie starał się to zrobił z kolejnym klubem. Same sukcesy w Lidze Mistrzów przedłużały jego żywot w Milanie, bo automatycznie klub zapominał o porażkach w Serie A i żył kolejnymi rozgrywkami (Superpuchar Europy czy Klubowe Mistrzostwa Świata). Podczas tej rozmowy wspominałeś kilka razy, że w kolejnych latach Ancelottiego jego wyniki były coraz słabsze. Odczuwałeś, że stawał się coraz gorszy? I skoro jego ostatni sezon był, jak mówisz, „katastrofalny”, czy w takim razie

SUKCESY TRENERSKIE CARLO ANCELOTTIEGO:

1995/96: W SWOIM PIERWSZYM SEZONIE JAKO TRENER WPROWADZA REGIANNĘ DO SERIE B 1996/97: ZAJMUJE DRUGIE MIEJSCE W SERIE A JAKO TRENER AC PARMY 1999/2001: DWA RAZY Z RZĘDU DRUGI W SERIE A Z JUVENTUSEM

Podobno gorszy niż ten Capello z początków jego prowadzenia reprezentacji Anglii... „Yyyyy tu du, ołłł rajt, eeee, hee..”.

No cóż, będziemy musieli sobie z tym radzić... Z tego co wiem lekcje pobiera już chyba od kilku miesięcy.

Oby tylko zdążył nauczyć się przed końcem sezonu słów: "i'm very happy to win the Champions League with Chelsea”.

Ale on jak na razie jest na poziomie przedszkolaka...

.

2002/03: WYGRYWA LIGĘ MISTRZÓW I PUCHAR WŁOCH Z MILANEM

Na szczęście w Anglii nawet przedszkolaki wiedzą czym jest Liga Mistrzów... Słowem: wymarzone miejsce dla Ancelottiego?

2006/07: WYGRYWA LIGĘ MISTRZÓW PO RAZ DRUGI Z MILANEM, PÓŹNIEJ DODAJE DO TEGO JESZCZE KLUBOWE MISTRZOSTWO ŚWIATA.

___________________________ Pytał: Adrian Fulneczek (Magazyn Chelsea.pl)

2003/04: ZDOBYWA MISTRZOSTWO WŁOCH Z MILANEM

Przekonamy się już niedługo. A Carlo... niech po prostu pokaże na co go stać.

Odpowiedzi udzielał:

Michał Seweryn (acmilan.com.pl) ___________________________


Strona 16

Strona 17

Ĺťegnamy sezon 2008/2009


,,Rzym miał być nasz” Strona 18

Strona 19

Nieszczególnie optymistyczny tytuł po tym wesołym zdjęciu z poprzedniej strony. Niestety, podsumowując zakończony niedawno sezon musimy sobie na początku przypomnieć, że Rzym rzeczywiście naszym nie został. Zresztą, w ogóle niewiele po tym sezonie zostało w posiadaniu Chelsea. The Blues po raz pierwszy od pięciu lat spadli na najniższy stopień ligowego podium, po drodze stracili dwóch trenerów, a do klubowej gabloty dostawili tylko jeden nowy puchar...

Adrian Fulneczek

Gdyby w tym leadzie dodać jeszcze, że „nie był nim wcale ten za zwycięstwo w Lidze Mistrzów”, to dopełniałoby obrazu niedawno zakończonego sezonu. Przez ten rok trochę się pozmieniało. Faktem stały się rzeczy, których nikt spodziewać się nie mógł. Przede wszystkim: niektórzy, wcześniej wyzywani i znienawidzeni przez fanów piłkarze, stali się ich bohaterami. Szczególnie jeden. Sympatycy Chelsea naprawdę (nie bez powodu!) polubili Florenta Maloudę. Zadziwiające. Ciekawie zmieniała się też reakcja na użycie zbitki słów „twierdza Stamford Bridge”. We wrześniu to budziło jeszcze szacunek, w październiku zmieniło się w smutne wspomnienie, a w kolejnych miesiącach brzmiało już raczej jak wyłącznie żart. Z początku przykry,

później ,niestety, prawdziwy. W jednym z pierwszych numerów Magazynu, wydanym jeszcze przed początkiem sezonu 2008/09, w nadesłanym przez czytelnika tekście, autor zakładał, że jeśli The Blues pozbędą się presji utrzymywania rekordu, zaczną grać lepiej na własnej murawie. Przestaną tak często remisować, zaczną odważniej walczyć o trzy punkty. Żeby pomóc szczęściu swojego zespołu postawił nawet na wyjazdową wygraną Portsmouth w Londynie, w pierwszej ligowej kolejce. Nie dość, że przegrał trochę pieniędzy, to jeszcze nie trafił z tą teorią. Bez rekordu Chelsea remisowała u siebie (a nawet przegrywała: z Van Persim i sędzią linowym...) jeszcze częściej. Po kilku spokojniejszych latach w tej kwestii, kibice i piłkarze The Blues musieli też drżeć o awans z grupy Ligi Mistrzów. To, że

Scolari i jego trupa będą walczyli o ostatni w historii Puchar Uefa, w pewnej chwili naprawdę wydawało się prawdopodobne. Może taki był plan: prestiż co prawda trochę mniejszy, ale jak w Stambule zapewniał Mariusz Lewandowski „zauważyłem, że do środka można wlać naprawdę dużo szampana”. Pod tym względem FA Cup rzeczywiście musi wydawać się wyłącznie Pucharem Pocieszenia... O trenerach nie wspominam. Wolałbym o czymś bardziej stałym w uczuciach. O rzeczach, które nie zmieniają się od kilku lat. Takie, powiedzmy, coroczne dwadzieścia bramek Lamparda. Mógłby zarazić tym Drogbę. Ten z kolei powinien dać lekcję strzelania w światło (w stronę?) bramki Johnowi Obi Mikelowi – bo to, że Nigeryjczyk nadal w nią nie trafia również nie uległo zmianie.

Kolejną i ostatnią taką rzeczą, która ciągnie się za Chelsea co najmniej od Moskwy (albo od półfinału Ligi Mistrzów z Monaco w 2004 roku) i w tym sezonie nadal się jej trzyma, jest – jak mawiają Anglicy – „złe szczęście” lub, jak z kolei nazywają je Polacy: pech. Ostatecznie do tego sprowadzają się zarówno poprzeczki w lidze na White Hart Lane, nie-podyktowane karne w spotkaniu z Barceloną i to, że

bramkę traci się w dziewięćdziesiątej trzeciej minucie (nadal słyszę nieco gorzej na ucho, do którego fan Barcy, przez kolejne 120 sekund po bramce krzyczał mi ,,jeest, jest, jest”...) zamiast w np. sześćdziesiątej szóstej. To ciekawe, że piłkarski pech na Stamford Bridge żyje dłużej niż kolejni trenerzy. Mógłby wreszcie odejść z którymś z nich. W poprzednim sezonie miał nawet dwie okazje by to zrobić. Czy którąś wykorzystał? Mam na-

dzieję, bo powtórki z tegorocznego finału Ligi Mistrzów nie zniosę: ciemna sala w sporym Multikinie, po brzegi zapełniona fanami Manchesteru i Barcelony, którzy przed wejściem nie do końca rozumieli co robi tutaj ten jeden niebieski szalik. I ta nieznośna, powracająca przez 90 minut, myśl w głowie jego, niezbyt zainteresowanego meczem, właściciela: ,,przecież Rzym miał być nasz”...

.


Gdzie te puchary?

Strona 20

Szybka powtórka z rozgrywek, w których w poprzednim sezonie brali udział The Blues. Jak wiemy, wygrali tylko jedne, Puchar Anglii. Kiedy i czemu tracili szanse na pozostałe trofea?

Ca rl i n g C up

To puchar o którym wszyscy chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć. Podopiecznym Luiza Felipe Scolariego udało się przejść zaledwie jedną rundę, w której pokonali na Fratton Park Portsmouth aż 4:0. Do siatki gospodarzy dwukrotnie trafiał Frank Lampard, a po jednym golu dołożyli Salomon Kalou oraz Florent Malouda. Sensacyjnie zakończyło się spotkanie w ramach IV rundy, kiedy to The Blues na Stamford Bridge nie sprostali drużynie z Championship, Burnley. Nic nie zapowiadało tragedii zwłaszcza, że do przerwy prowadziliśmy po pierwszej w sezonie bramce Didiera Drogby. W drugiej części gry goście niespodziewanie doprowadzili do remisu, a sam wynik nie uległ zmianie nawet w dogrywce i do wyłonienia ćwierćfinalisty potrzebne okazały się rzuty karne. Tutaj, już starym, ale niekoniecznie dobrym zwyczajem, polegliśmy. 5-4 dla przyjezdnych po pudłach Wayne’a Bridge’a oraz Johna Mikela Obi i po raz kolejny można było rzec, że Dawid okazał się lepszy od Goliata. Czemu Chelsea odpadła tak szybko? Bo jej piłkarze nie

Konrad Ferszter

potrafią wykonywać jedenastek. Dowód? Ostatnią taką serię wygraliśmy 7.I.1998 roku, właśnie w Carling Cup, kiedy to wyeliminowaliśmy z rozgrywek Ipswich Town. Dawno, prawda?

Puchar Anglii

Z piekła Carling Cup do nieba FA Cup, po które sięgnęliśmy w tym sezonie po raz piąty w historii. Droga wcale nie była usłana różami, można wręcz rzec, że czasem przypominała raczej ogromne pole minowe, chociaż aż po sam półfinał trafialiśmy na zespoły z niższych lig. Do triumfu w sumie doprowadziło nas aż trzech szkoleniowców. Do ćwierćfinału ‘przepchnęli’ nas wspólnie Luiz Felipe Scolari oraz Ray Wilkins, a ich wysiłki zwieńczył Guus Hiddink. Na początku, w III rundzie, trafiliśmy na potężny opór ze strony Southend United, potentata z League One. Remis 11 na Stamford Bridge zmusił nas do drugiego starcia, gdzie nie bez problemów wygraliśmy 4-1 po trafieniach Ballacka, Kalou, Lamparda oraz Anelki. Na kolejnym szczebelku turniejowej drabinki napotkaliśmy Ipswich Town, które na Stamford Bridge ograliśmy 3-1,

a bohaterem meczu niewątpliwie został Michael Ballack. Kapitan reprezentacji Niemiec trafił dwukrotnie do siatki rywali, a swoje ‘pięć groszy’ dorzucił jeszcze Lampsey. W V rundzie zespół poprowadził dotychczasowy asystent brazylijskiego szkoleniowca, Ray Wilkins. Niewiele zabrakło, by swój trenerski debiut w najstarszych rozgrywkach świata, na Vicarage Road z Watford, zakończył porażką. Gdy na 20 minut przed końcem gry Tamas Priskin wprawił w szał gospodarzy, wielu w oczach miało ponownie sensacyjną klęskę w Carling Cup. Od zguby zachował The Blues wspaniały w tym roku Nicolas Anelka grając najlepsze 15 minut w sezonie. Ustrzelił w tym czasie hat – trick, który wprowadził Chelsea do Ľ. Warto odnotować, że wszystkiemu z wysokości trybun bacznie przyglądał się Guus Hiddink. W ćwierćfinale zwycięska wyprawa do Coventry, gdzie po golach Drogby i Alexa The Blues wygrywają 2:0. Wreszcie spotkanie wyglądało tak, jak wyglądać powinno. Przez cały mecz kontrolowaliśmy pojedynek, a gole były tylko kwestią czasu. Odmieniona Chelsea znalazła się w półfinale.

Strona 21 The Blues od finału dzieliło już tylko jedno zwycięstwo. Derby. I to te najcięższe wagowo, z Arsenalem. Na wypełnionym po brzegi Wembley Kanonierów na prowadzenie wyprowadził Theo Walcott, ale dwa kolejne ciosy należały do podpiecznych Hiddinka. Najpierw Fabiańskiego zaskoczył Florent Malouda, a zabójczy cios w samej końcówce zadał Didier Drogba. W ten oto sposób Chelsea otrzymała ogromną szansę wygrania (jak się niestety później okazało) jedynego w sezonie pucharu. ...i szansy tej nie zmarnowaliśmy. W finale, rozgrywanym również na Wembley wyższość The Blues uznać musieli popularni The Toffees. Również tutaj jako pierwsi cieszyli się rywale The Blues. Wszystko za sprawą Luisa Sahy i najszybszej bramki (25 sek.) w historii finałów Pucharu Anglii. Później jednak na murawie istniała tylko Chelsea, a gole Drogby i Lamparda sprawiły, że Puchar powędrował na Stamford Bridge.

Pr e mi e r L e ag ue

Po sezonie 2007/2008 kibice Chelsea mówili sobie: dosyć, dosyć dominacji Manchesteru United, chcemy odzyskać tytuł Mistrzów Anglii i na tym powinien się skupić trener.Efekt? Zmiana szkoleniowca w połowie rozgrywek z powodu braku wyników i ostatecznie najniższy stopień podium, znów za plecami Czerwonych Diabłów, oraz The Reds z Liverpoolu. To najniższa lokata w The Blues w Premier League od czasu przejęcia klubu przez Ro-

mana Abramovicha. Jeszcze rok temu zmuszałaby nas do rozgrywania meczów w eliminacjach Champions League, jednak dzięki zmienionym przepisom i trzecie miejsce gwarantuje dziś grę be konieczności kwalifikacji. Czemu stało się tak, a nie inaczej? W tym roku zawiodły najważniejsze elementy w walce o mistrzostwo: pojedynki z Wielką Czwórką oraz

postawa w meczach derbowych. Zaczęło się bardzo obiecująco, gdyż w iście brazylijskim stylu udało się pokonać Portsmouth na inaugurację ligi aż 4:0. Później niestety takich momentów nie było zbyt wielu... Straciliśmy też rekord 86 kolejnych spotkań bez porażki na Stamford Bridge. Passę zakończyli podopieczni Rafaela Beniteza, 26.X.2008 roku. Później,


Strona 22 - Gdzie te puchary?

Strona 23

O jeden strzał od upragnionego finału...

dokładnie 30.XI.2008, przegraliśmy na własnym terenie po raz drugi, z Arsenalem. W sumie u siebie z 57 możliwych punktów wywalczyliśmy tylko 39. 18 straconych oczek niewątpliwie zadecydowało o tym, że nie byliśmy w stanie zdetronizować podopiecznych sir Alexa Fergusona. Skoro jesteśmy już przy statystykach i Wielkiej Czwórce, dodam, że w meczch z tymi rywalami ugraliśmy ledwie 4 z 18 możliwych punktów. Zatrważająco słabo. Gdyby nie jeszcze gorsza gra zawodników Arsene’a Wengera z teoretycznie słabszymi, moglibyśmy bać się o miejsce na podium. Ostatni z czynników, londyńskie derby. 12 na 24 punkty, z czego jedyne 3 zwycięstwa przyszły w samej końcówce, gdy praktycznie losy pierwszej lokaty zostały rozstrzygnięte. Nie mniej jednak udało się nam po

raz pierwszy w historii ograć Kanonierów na Emirates Stadium (4:1) i tym samym srodze zrewanżować za listopadową porażkę w zachodniej części miasta. Do nielicznych akcentów optymistycznych dodałbym na pewno passę 8 kolejnych zwycięstw na wyjeździe kolejno z Wigan, Manchesterem City, Stoke, Middlesbrough, Hull City, Blackburn, West Bromwich oraz Boltonem. Guusowi Hiddinkowi udało się też odczarować Villa Park w Birmingham. Wspólnie z Manchesterem United mieliśmy w tych rozgrywkach najlepszą defensywę. Mimo kłopotów kadrowych straciliśmy łącznie jedynie 24 bramki.

LI GA MISTR ZÓW

Puchar, o którym Chelsea nadal może niestety tylko poma-

rzyć... Wielki pech i huśtawka nastrojów – czyli Liga Mistrzów The Blues 08/09. W fazie grupowej los okazał się dla Chelsea w miarę łaskawy i za rywali przydzielił włoską Romę, francuskie Bordeaux oraz mistrza Rumunii, CFR Cluj. Tam Chelsea prowadził jeszcze Luiz Felipe Scolari, w fazie pucharowej zespołem opiekował się już Guus Hiddink. Brazylijski szkoleniowiec wykazał 100% skuteczność na własnym terenie pokonując kolejno Bordeaux 4:0, Romę 1:0 oraz Cluj 2:1. Poza Stamford Bridge nie odniósł jednak żadnego zwycięstwa, co prez chwilę postawiło pod niewielkim (ale jednak) znakiem zapytania, kwestię awansu. Bolesna porażka 3:1 w Rzymie i remisy we Francji i Rumunii

chluby The Blues nie przyniosły i dały im 2 miejsce w tabeli za plecami gospodarzy majowego finału. Jako zespół nierozstawiony Chelsea musiała się liczyć z trudnym rywalem. Trafiła na słynny i utytułowany, turyński Juventusem.W pierwszym meczu na Stamford Bridge, 25.II po golu Didiera Drogby wygrali gospodarze, 1:0. W rewanżu rozegranym niespełna dwa tygodnie później na turyńskim obiekcie padł remis 2:2, a samo widowisko było niezwykle emocjonujące. Gospodarze dwukrtonie wychodzili na prowadzenie za sprawą Iaquinty oraz Alessandro del Piero. The Blues nie składali broni i doprowadzali do wyrównania dzięki Michaelowi Essienowi oraz Drogbie, który stał się niekwestionowanym bohaterem dwumeczu. W ćwierćfinale angielski klasyk Ligi Mistrzów, czyli Bitwa o Wyspy między Chelsea, a Liverpoolem. 8.IV. na Anfield Road dość niespodziewane zwycięstwo The Blues 3:1. Co prawda w 6 minucie wynik otworzył Torres, a Drogba marnował wybrone okazje do wyrównania. Wyręczył go jednak dwukrotnie Branislav Ivanović, który zdobył pierwsze gole w niebieskich barwach i to niemal identyczne, po dośrodkowaniach z rzutów rożnych. Dzieła zniszczenia dopełnił już sam Drogba. Po wcześniejszej porażce z The Reds w lidze, Chelsea

przywozi z północy bardzo korzystny wynik. Tydzień później odbył się, stwierdzam z całą pewnością, najlepszy mecz tej edycji Champions League. Wielu z fachowców przekreśliło The Reds po blamażu na własnym obiekcie, a Ci pomni wydarzeń ze Stambułu z 2005 roku grali jak natchnieni, przerażając fanów na Stamford Bridge. Kuriozalny gol Fabio Aurelio i trafienie z rzutu karnego Xabiego Alonso spowodowały, że do awansu podopieczni Rafy Beniteza potrzebowali już tylko jednego trafienia. W przerwie Guus Hiddink odmienił swój zespół, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Do siatki Reiny strzelali Drogba, Alex oraz Lampard. I kiedy wydawało się, że Liverpool nie podniesie się z kolan, między 81 - 83 minutą goście zdobyli dwie bramki, tym samym ponownie zbliżając do półfinału na odległosć jednego gola. W samej końcówce jednak sprawę zamknął Lampard ustalając wynik tego magicznego widowiska na 4:4. Na drodze do finału stała już tylko jedna przeszkoda. FC Barcelona, prowadzona przez rewelacyjnego debiutanta Pepa Guardiolę. Dotąd niemożliwa do zatrzymania. W pojedynku na Camp Nou piłkarze Blaugrany okazali się totalnie bezsilni wobec szczelnej angielskiej defensywy i w efekcie remis, 0:0.

Rewanż w zachodnim Londynie rozpoczął się od fenomenalnego strzału Michaela Essiena, który wyprowadził The Blues na prowadzenie już w 9 minucie. Wynik ten utrzymywał się aż do 90 minuty Andres Iniesta oddał pierwszy celny strzał Barcy dając katalońskiemu klubowi awans do rzymskiego finału. Czego nam zabrakło? Na pewno po raz kolejny szczęścia. Całej winy nie zwalałbym na katastrofalnego w tamtym dniu Toma Ovrebo. The Blues mieli swoje szanse, grali w przewadze jednego zawodnika, a mimo to nie potrafili dłużej przytrzymać futbolówki. Winnych najlepiej szukać we własnym ogródku. Wśród piłkarzy i u Guusa Hiddinka. Ten ostatni w samej końcówce, jeszcze przy prowadzeniu, miał dwie zmiany. Czemu ich nie przeprowadził? Czemu nie skradł kilkunastu tak cennych sekund? Podsumowując te rozgrywki zawsze biorę pod uwagę tylko fazę pucharową, gdyż wyznaję zasadę, że grupa to tylko rozgrzewka przed prawdziwą Ligą Mistrzów. Po słabszej postawie w lidze byłem więc pozytywnie zaskoczony, dumny z tego, co Chelsea zaprezentowała tu w sezonie 08/09. Szkoda tylko, że kibice The Blues muszą znów z nadzieją mówić sobie „byle do przyszłego maja... Madryt będzie nasz!”.

.


Strona 24

Strona 25

Oceniamy piłkarzy The Blues - wraz z czytelnikami www.chelsea.pl . Zgodnie z obietnicą, przyglądamy się każdemu graczowi, który choćby jednokrotnie pojawił się w kadrze pierwszego zespołu Chelsea w sezonie 2008/09. Oceniamy, przypominamy, krytykujemy, chwalimy. Każdemu według zasług. Poza opiniami i wyrokami podpisanego niżej redaktora zamieszczamy też wypowiedzi kibiców The Blues, którzy nadsyłali je do nas przez większość czerwca. Adrian Fulneczek

1.Petr Cech

40. Henrique Hilario

Niekwestionowany numer 1 w bramce – który od czasu odejścia Cudicniego cierpi na brak konkurencji – długo otrząsał się po Euro 2008. W wielu sytuacjach, a nawet całych spotkaniach (im bliżej końca sezonu tym lepiej) ratował The Blues, ale w przeszłości nie zdarzało mu się tyle pomyłek i nerwowych wyjść. Bramka w rewanżowym ćwierćfinale z Liverpoolem zostanie najlepszym i najsmutniejszym dowodem na to, że z Petrem działo się w tym roku coś złego. Po długo wyczekiwanym, dłuższym urlopie powinien wrócić z mocnym postanowieniem poprawy.

Najczęściej niewykorzystywany rezerwowy Klubu Piłkarskiego Chelsea Londyn to właśnie Hilario. Gdy zabrakło Cudiciniego to on wskoczył na pozycję drugiego bramkarza jednak zbyt wielu okazji do popisania się swoimi umiejętnościami nie miał. Sympatyczny Portugalczyk pokazywał już w przeszłości, że sumienna praca w oczekiwaniu na właściwy moment mu nie obca, ale obawiam się, że znowu spadnie na trzecie miejsce. Jeśli nawet klub nie kupi nikogo innego to mocno po piętach zaczyna deptać mu młody Taylor – bądź co bądź, Wyspiarz. Wiadomo więc za kim staną kibice. Komentarze czytelników chelsea.pl:

Rozegrał: 54 spotkania Czyste konto: w 26 z nich Minuty na boisku: 5123 Żółte kartki: 1

Komentarze czytelników chelsea.pl:

Plus dla Petra Cecha. Miał wzloty i upadki, ale mimo wszystko na plusa zasługuje. – Księżniczka Pożegnałbym już Cecha, jego kiksy mnie przerażają. – DeThomass Zawsze Go broniłem i twierdziłem, że jest najlepszym bramkarzem na świecie.. Niestety po tym sezonie niebardzo mam to czym poprzeć.. – Marcvs

Rozegrał: 1 spotkanie Minuty na boisku: 94 90 minut na ławce: 39 razy

Do odstrzału: (...) Hilario. – Kalimero16 Hilario? Do odstrzału. Trzeba przygotowywać naszych młodych bramkarzy na następców Petra- Chlopiej 23. Carlo Cudicini

Rozegrał: 4 spotkania Minuty na boisku: 408 90 minut na ławce: 19 razy

Zmiennik Petra Cecha, sprzedany

w styczniu. Wcześniej w meczach, w których bronił The Blues wygrywali zazwyczaj wysoko i do zera (4:0 z Bordeux, 5:0 z Boro, 3:0 z West Bromem). 30. Rhys Taylor

Rozegrał: 0 spotkań 90 minut przesiedziane na ławce: w 1 meczu

Jako jedyny z piłkarzy, którzy przewinęli się w tym sezonie przez kadrę The Blues nie pojawił się na boisku na ani kilka sekund. Warto jednak przypominać, że ktoś taki w Chelsea jest. Na razie cierpliwie czeka na swoją szansę. Może dostrzeże to Carlo Ancelotti?

Takie podsumowanie przypomina nieco trening Chelsea: momentami bywa wesoło i niepoważnie, ale piłkarzy ostatecznie trzeba, z przyjemnością, czy też nie, rozliczać za efekty ich pracy.

– najczęściej nie zawodził. Zresztą, jego dwie bramkowe główki na Anfield Road i tak sprawią, że fani zapamiętają ten sezon w jego wykonaniu wyłącznie pozytywnie. Komentarze czytelników chelsea.pl:

Miał dobry sezon, bez większych błędów w defensywie. Chwała mu za 2 gole strzelone 2. Branislav Ivanovic Liverpoolowi. – Włochu99 Rozegrał: 20+6 (z ławki) Pewnie w obronie, ale Minuty na boisku: 2080 mecze na SB z Liverpoolem i z 90 minut na ławce: 26 razy Barcą na Camp Nou słabiutko. Bramki: 2 Przede wszystkim skupię się jedŻółte kartki: 4 nak na dwóch bramkach strzeloJeden z najlepszych w przygoto- nych na Anfield. - MichaelCFC waniach do sezonu, później znowu zepchnięty w cień. Drugi 3. Ashley Cole pod względem ilości całych spotRozegrał: 48+1 kań spędzonych na ławce, gracz Minuty na boisku: 4527 Bramki: 1 w kadrze. W składzie na dłużej Żółte kartki: 9 zagościł w drugiej części sezonu. W zależności od potrzeby grywał Został wybrany graczem roku w środku, ale też na boku obrony według swoich kolegów z zespołu. OBROŃCY

Nie bez przyczyny. Początkowo głównie zatroskany o ofensywę, po przybyciu Hiddinka wracał się już częściej. W destrukcji przeważnie pewnie (nawet z Barcą), ale zdarzały się problemy (np. mecz ze Spurs). Po ostatnim meczu ligowym, w którym ustrzelił swoją jedyną bramkę stanowczo podkreślił, że wraca do swojej najwyższej życiowej formy. Uporał się z kontuzją stopy i jak sam mówi „o wiele łatwiej jest grać kiedy możesz kopać piłkę dwoma nogami”. Genialny w kończącym sezon finale FA Cup (zresztą nagrodzony mianem gracza meczu). Oby po wakacjach powrócił do równie wysokiej formy jak ta, w której na nie wyjechał. Ze spraw poza-piłkarskich: zdarzył się ten incydent z policjantami, ale to się raczej nie powtórzy... Prawda, Ash? Komentarze czytelników chelsea.pl: Jak zwykle wyśmienicie, zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów w drużynie. Bez-

dyskusyjny mistrz lewej strony na całym globie. Zatrzyma każdego, bardzo dobrze. – Marcvs Niesamowity sezon w jego wykonaniu. Aktywny, bardzo kreatywny, szybki. W miarę omijały go kontuzję, co też jest ważne. Myślę, że pomógł mu też Luiz Felipe Scolari, który jakby nauczył go bardziej ofensywnej gry. – Krzychu Według mnie, poza końcówką, średniawka ze strony Anglika. Niejeden zawodnik potrafił go wykręcić na skrzydle, np. Lennon. Bywało lepiej, ale raczej w ofensywie, głównie za Scolariego. – Anni 18. Wayne Bridge

Rozegrał: 8+4 Minuty na boisku: 833 90 minut na ławce: 11 razy Bramki: 0 Żółte kartki: 0

W styczniu odszedł do Manchesteru City. Wcześniej, naturalny zastępca i rywal o miejsce w


Strona 26 - Oceniamy graczy The Blues Blues w zakończonym sezonie. Plus za to jak wielokrotnie próbował, mimo naturalnych braków szybkościowych, ścigać rywali do końca. Komentarze czytelników chelsea.pl:

Ostatni mecz sezonu ligowego i pierwsza bramka - Ashley nie strzela ich zbyt wiele więc szaleńczo świętuje po każdej z nich.

składzie, na lewej obronie, dla Ashley Cole’a. Dawał kibicom poczucie bezpieczeństwa, że „w razie czego”, ktoś będzie w stanie go – co najmniej godnie – zastąpić. 33. Alex

Rozegrał: 39+2 Minuty na boisku: 3719 Bramki: 4 Żółte kartki: 2

Drugi, po Terrym, najważniejszy obrońca Chelsea w tym roku – grał trzy razy więcej niż Ricardo Carvalho. W tym sezonie wrócił do sytuacji z PSV, gdy był kluczowym graczem, którego nikt inny nie mógł już zastąpić. To rodziło presję oczekiwań. Brazylijczyk z czasem rósł w pewność siebie (również dzięki kolejnym bramkom – ustrzelił ich tyle samo co M.Ballack!), ale zdarzały mu się też słabsze mecze przeciwko, szczególnie, Fernando Torresowi. Racja, wszyscy je miewają, ale gdyby Alex nie dał mu się wyprzedzić w 89 minucie meczu ligowego na Anfield (0:2) – byłbym zadowolony o wiele bardziej. Mimo tego, na pewno jeden z lepszych piłkarzy The

W szczególności wyróżniłbym Alexa. W poprzednim sezonie był niedoceniany, lecz w tym popisał się niesamowitymi akcjami defensywnymi ale również ofensywnymi. Każdy chyba pamięta tę "atomową" bramkę z rzutu wolnego. – Valdemar Alex to kolejny gracz, który mnie pozytywnie zaskoczył. Godnie zastąpił Carvalho. Ogromny plus dla niego za ogromne poświęcenie i blokowanie strzałów. – MichaelCFC

26. John Terry

Strona 27 nująca rywalizacja o miejsce w środku pomiędzy nim i – coraz bardziej docenianym – Alexem. Co tu dużo mówić. Klasa Czy Riccy zdoła wrócić na swoje sama w sobie. Nie mogę mu tylko miejsce? Trzymamy kciuki zapomnieć tej głupiej czerwonej i szczerze współczujemy naznakartki z Evertonem za faul na czononego urazami sezonu. Osmanie. Poza tym bez zarzuKomentarze czytelników chelsea.pl: tów. – Chlopiej Podpora naszej obrony, Niedawno nie wyobchoć mam wrażenie, że nie gra rażałem sobie środka obrony bez już tak jak dawniej –Kosiarz niego, ale teraz ma godnego rywala w osobie Alexa. To spisuje go na ławkę, a może i nawet na odejście. – KMB.Chelsea W następnym sezonie w środku z Terrym zagra Alex, o ile Carvalho nie wróci do formy - wydaje mi się. że nie będzie już grał tak jak kiedyś. – 1962 z Alexem. Komentarze czytelników chelsea.pl:

19. Paulo Ferreira

Rozegrał: 3+9 Minuty na boisku: 410

Rozegrał: 51 Minuty na boisku: 4749 Bramki: 3 Żółte kartki: 10 Czerwone kartki: 2 (1 odwołana)

Pomijając pozytywne oczywistości, Pan Chelsea może mieć do siebie pretensje po tym sezonie. Dużym mankamentem były przecież głupio tracone bramki, szczególnie w meczach na Stamford Bridge, ze słabszymi klubami, które z przodu grały zaledwie jednym napastnikiem. Jako głównodowodzący w obronie Terry musi wziąć na siebie część winy za złą organizację krycia w grze, jak i przy stałych fragmentach (szczególnie w ostatnich meczach Scolariego). O niepokojącej zmianie jaka w nim zaszła w okolicach lutego pisaliśmy w siódmym numerze Magazynu („W reprezentacji blado”). Pozbierał się pod okiem Hiddinka i nie zawiódł już w żadnym z najważniejszych meczów fazy pucharowej FA Cup i Ligi Mistrzów. Plus za to, że potrafił stworzyć nowy duet środkowych obrońców

6. Ricardo Carvalho

Rozegrał: 16+2 Minuty na boisku: 1464 Bramki: 1 Żółte kartki: 4

Riccy to niestety największy pechowiec tego sezonu. Przez kolejne urazy wystąpił w mniejszej ilości spotkań niż nawet Michael Essien. Nie powinniśmy przez to jednak spisywać go na straty i zapominać jak ważnym dla tego klubu piłkarzem jest. W kilku z tych 16 spotkań grał przecież nawet z jeszcze nie-wyleczonymi kontuzjami chcąc zawsze pomóc zespołowi. Gdyby władze klubu pozwoliły mu odejść byłaby to tragiczna w skutkach decyzja. Jeśli zostanie, zapowiada się pasjo-

Oddał swój wcześniejszy numer Deco i wydaje się, że razem z nim stracił wszystko. Jego sytuacja zaczyna coraz bardziej przypominać tę Geremiego: jest sympatyczny i w klubie mają do niego sentyment, ale praktycznie już nie grywa, a przyjście kolejnego piłkarza na prawą obronę raczej definitywnie przekreśli jego przyszłość w klubie. Oczywiście bardzo chętnie pozwolimy się jeszcze zaskoczyć. 17. Jose Bosingwa

Rozegrał: 48 Minuty na boisku: 4337 Bramki: 2 Żółte kartki: 6

Cóż za sezon portugalskiego debiutanta! Zaledwie czterech piłkarzy grało częściej niż on, czyli był prawdziwie niezbędny. Wyjątkowo odpowiadała mu rola, którą przydzielił mu Scolari: barrrdzo ofensywnie grającego bocznego obrońcy. Jego wejścia siały popłoch, a ostre dośrodkowania często dawały bramki. Sam

ustrzelił też jedną niemałej urody. Nie-do-zabiegania. Nie narzekał, gdy poproszono go o grę na lewej stronie obrony przeciwko Messiemu i świetnie wykonał swoje zadanie. Na jego niekorzyść działa za to, zupełnie niezrozumiały, pojawiający się co jakiś czas, brak zdecydowania w obronie, co prowokowało groźne sytuacje podbramkowe. 27-latek, czyli kolejny sezon powinien być dla niego tym w szczytowej formie. Może więc warto wstrzymać się z kupnem takiego np. Maicona i w 100 % postawić na Bosingwę? Dobrze zrobiłby mu raczej poważny zmiennik, który walczyłby z nim o miejsce w składzie. Komentarze czytelników chelsea.pl:

Poza Johnsonem był ewidentnie najlepszy na swojej pozycji w tym sezonie Premier League. – Deivid5 Bardzo dobry transfer, jednak czasem denerwują mnie jego straty i zabawy z piłką na naszej połowie. – MichaelCFC

42. Michael Mancienne

Rozegrał: 3+2 Minuty na boisku: 292 90 minut na ławce: 25 razy

Jose Bosingwa (i przyjaciele) świętuje swoją piękną bramkę w meczu z W.B.A.

Nie za wiele, ale nareszcie grywał w ogóle. Środkowy obrońca, prawy obrońca, defensywy pomocnik – Mancienne zdaje się mieć odpowiednie predyspozycje by opanować wszystkie te miejsca na murawie. Już wcześniej okrzyknięty „następnym Johnem Terrym” w swoich pierwszych meczach grał nieco bojaźliwie, ale zdarzały mu się też przebojowe i odważne akcje. Czas, który spędził w tym roku z pierwszym zespołem na pewno zaprocentuje. Był gotów wejść na boisku w wielu z ważniejszych spotkań. Szans nie dostawał, ale to tylko zwiększyło jego głód gry (o czym mówi już w wywiadach). Chce grać i będzie się starał przebić w Chelsea. Jeśli mu się to nie uda zapewne poprosi o transfer. Kibice nie wybaczyliby Ancelottiemu, gdyby pozwolił młodzianowi odejść już tego lata. Talent, którego nie wypada zmarnować. Komentarze czytelników chelsea.pl: Będą z niego ludzie. Nie grał za wiele, ale jak już wszedł to pokazał, że w przyszłości będzie z niego bardzo dobry obrońca. – Chlopiej Widać jeszcze jego niepewne zagrania, ale dajmy mu czas. Na pewno przyszłość Chelsea – KMB.Chelsea


Strona 28 - Oceniamy graczy The Blues 35. Juliano Belletti

Rozegrał: 9+25 Minuty na boisku: 1398 Bramki: 3 Żółte kartki: 2

Wejścia Juliano z ławki to stały punkt programu w kolejnych meczach zakończonego sezonu. Solidny – bo doświadczony – zmiennik, którego rolę powinno się jednak zacząć ograniczać na rzecz młodszych. Uniwersalny, ale niepotrzebnie zamieszany w kuriozalną próbę wykorzystywania go jako prawego skrzydłowego w trzyosobowym ataku na White Hart Lane. Za to nadal pewniak do strzelenia bramki Spurs na Stamford Bridge. Słowa pochwał za to, że wytrwale czeka na swoje szanse i tak jak np. w domowym meczu ze Stoke City znajduje się we właściwym miejscu, o właściwym czasie. Komentarze czytelników chelsea.pl:

Sezon w sumie dobry, choć poza kilkoma pięknymi golami nie pokazywał nic nadzwyczajnego. – Wlochu99 Gracz uniwersalny, gdzie go nie ustawisz, tam zagra. Złoty rezerwowy. Niestety tylko rezerwowy. Moglibyśmy go sprzedać, niech sobie pogra jeszcze w jakimś słabszym klubie. Należy mu się. – Chlopiej

POMOCNICY

27. Mineiro

Rozegrał: 1+1 Minuty na boisku: 143 Bramki: 0 Żółte kartki: 0

Owszem, owszem, taki ktoś naprawdę istniał! Sprowadzony przez Felipe Scolariego jako wyjście awaryjne w defensywnej części pomocy, nie był jednak

prawie wcale potrzebny gdyż kontuzje omijały innych. Jako swoiste „zabezpieczenie” spędził w Londynie kilka przygodnych miesięcy.

12. John Obi Mikel

Rozegrał: 47+2 Minuty na boisku: 4313 Bramki: 0 Żółte kartki: 10 Czerwone kartki: 0!

„Super Orzeł wylądował” – pisał o Mikelu, w marcu 2009 na łamach Magazynu Chelsea.pl, Maciej ‘Kowboj’ Łubieżewski. Nie przepadam za zgadzaniem się z nim, ale tutaj doprawdy nie ma wyboru. Obi ewoluował z zaledwie zastępcy kontuzjowanych i alternatywy składowej, do poziomu absolutnie pierwszoplanowej postaci w Chelsea. Trudno o spontaniczny zachwyty, bo tak długo utrzymywał równy poziom, że pewny mecz w jego wykonaniu zaczął wydawać się standardem. W niektórych spotkaniach najdojrzalszy ze wszystkich środkowych pomocników. No i wreszcie bez czerwonej kartki. Oby tak dalej. Gorzej, że nadal nie potrafi kopać w światło bramki (no i miał Co prawda nie dotyczy to tylko jednego zawodnika, ale koniecznie trzeba gdzieś przypomnieć, że w zakończonym sezonie The Blues grali w domostwie Draculi z CFR Cluj. To się nazywa przygoda!

Strona 29 ten incydent z alkoholem i samochodem), ale może to przychodzi (w przypadku alkoholu: przechodzi) z wiekiem? Pytanie na nowy sezon to jak zmieścić go na boisku wraz z Essienem, bo wydaje się, że Nigeryjczyk wyprzedził już Michaela Ballacka w wyścigu po miejsca w składzie. Chociaż, z tym systemem „odwróconej piramidy wieku” Ancelottiego... Komentarze czytelników chelsea.pl:

Gracz skarb. Młodziutki, a już ma niesamowity spokój co jest potrzebne na jego pozycji. Godnie zastępował Essiena. Powinien grać wraz z Lampsem i Ghanijczykiem w środku pola. – KMB.Chelsea Kolejny gracz, który zasługuje na miano gracza sezonu w CFC. Przypominam sobie 1 błąd, który kosztował nas 3 bramkę w Rzymie, jednak poza tym cały sezon jak dla mnie grał wręcz perfekcyjnie. Świetnie potrafił wyjść z opresji, wybić piłkę z linii bramkowej. Genialny zawodnik, Jedyne nad czym musi po5. Michael Essien pracować to strzały z dystansu Rozegrał: 17+2 bo te mu nie wychodzą. – Mi Minuty na boisku: 1447 chaelCFC Bramki: 3 Żółte kartki: 1

Kibice w Ghanie modlili się o jego powrót grupowo. W Londynie, Europejczycy, jak to Europejczycy, wszyscy robili to po cichu, w myślach. Wielki Bóg Piłki Nożnej wysłuchał jednych i drugich. W krótkim czasie Essien pomógł poprawić sytuację ligową klubu (zwycięska bramka z City), awansować do kolejnej fazy Ligi Mistrzów (bramka z Juve) i prawie dał The Blues finał Ligi Mistrzów (cudowny strzał z Barcą na SB, gol sezonu chelseafc.com). Pewni poważni i poważani publicyści uważają, że gdyby kontuzja nie wyeliminowała go z większej części sezonu to Manchester nie

Ten rozpoznawalny na całym świecie znak, Michael, w imieniu kibiców Chelsea, posłał po bramce w meczu z Barceloną, trapiącemu The Blues pechowi. I tym razem nie pomogło...

królowałby na krajowym podwórku. Jego brak sprawił za to, że pełnię umiejętności pokazywać zaczął Obi Mikel. Może w przyszłym sezonie Panowie stworzą dzięki temu afrykański duet pomocników w środku boiska? Z drugiej strony, pechowo, ale jednak: to on źle trafił w “tę” piłkę w 93 minucie meczu z Barcą... Komentarze czytelników chelsea.pl:

Z niecierpliwością wyczekiwałem na powrót Essiena i myślę, że było warto. Genialna gra w defensywie, piękne bramki i zagrania. Mecz z Liverpoolem rozegrał wręcz po profesorsku. – MichaelCFC Płuca Chelsea. Po kontuzji "wbił" się do pierwszej 11 z wielkim hukiem. Genialny zawodnik. Najlepszy defensywny po-

mocnik na świecie. – Chlopiej 13. Michael Ballack

Rozegrał: 37+9 Minuty na boisku: 3576 Bramki: 4 Żółte kartki: 11

Warto pamiętać, że poprzedni sezon klubowy skończył się dla Ballacka dopiero w karnych na Łużnikach. Później Niemiec prowadził jeszcze swoją reprezentację do finału Euro 2008. Po powrocie musiał być przemęczony. Sezony po wielkich reprezentacyjnych imprezach są zawsze tymi najtrudniejszymi. Stąd pewnie Misza prezentował się gorzej od swoich afrykańskich kolegów z zespołu. Grywał nieco rzadziej, ale w miarę stabilnie. Trochę jak znacznie lepsza i jeszcze zdolna do o wiele większego


Strona 30 - Oceniamy graczy The Blues

Strona 31

Tak Frank! Twój strzał wyeliminował Liverpool z Ligi Mistrzów! Mimo to mamy do Ciebie pewnie pretensje...

8. Frank Lampard

Jedna z najpiękniejszych bramek tego sezonu. Niestety dalej już tak pięknie dla Deco nie było...

wysiłku w środku pola, wersja J.Bellettiego. Widać było, że ciągle próbuje dojść do dyspozycji z poprzedniego sezonu. Ambicja nie pozwoli mu zrezygnować z walki o ciągłą grę w pierwszym składzie. Wakacje w Miami, którymi cieszy się już od początku czerwca powinny mu pomóc. Komentarze czytelników chelsea.pl:

Swoje zrobił, skoro kontrakt przedłużony to znaczy że było dobrze. – Deivid5 Największe rozczarowanie? Myślę, że Ballack. Słaby sezon i niezbyt dobra współpraca z pozostałymi pomocnikami. darthmates 20. Deco

Rozegrał: 22+8 Minuty na boisku: 2017 Bramki: 3

Czerwone kartki: 1 Żółte kartki: 2

Zdecydowanie człowiek Scolariego. Na początku sezonu ulubieniec kibiców i dziennikarzy. Magiczny strzał z dystansu, rzut wolny, przewrotka. Zaczarował też redakcję Magazynu, która wybrała go na okładkę drugiego numeru: strzelając bramkę zwycięską bramkę Wigan marzył na niej o pucharze za zwycięstwo w Premiership. Później z nie do końca wiadomych przyczyn grał już tylko coraz gorzej. Na jakiś czas wyeliminowała go kontuzja, po której nie wrócił już do optymalnej dyspozycji. W drugiej części sezonu praktycznie poza kadrą, u Hiddinka na murawie tylko trzykrotnie, w tym porządna zmiana w meczu z Aston Villą... Nic dziwnego, że sam chciałby

odejść. Szkoda, bo skoro potrafił grać tak świetnie na początku sezonu (chociaż – nawet wtedy – zbyt delikatnie) to na pewno mógłby jakoś do tego stanu wrócić. Warto zapamiętać jego pozytywne momenty z czasów gdy wszyscy wierzyli jeszcze, że portugalsko-brazylijska mieszanka to sposób na Mistrzostwo Anglii.

Rozegrał: 56+1 Minuty na boisku: 5274 Bramki: 20 (3 karne) Żółte kartki: 5 Czerwone kartki: 2 (1 odwołana)

Pierwsze trzy statystyki mówią prawie wszystko: Lamps był w sezonie 2008/2009 najważniejszym kręgiem w kręgosłupie The Blues, tzn. tym zawsze obecnym. Dzięki zwycięskiemu trafieniu w finale FA Cup na Wembley kończy kolejny z rzędu sezon jako pomocnik z 20 bramkami na konKomentarze czytelników chelsea.pl: cie. Za rządów Scolariego miewał przebłyski geniuszu (wyjazd do Na Deco zawiodłem się Manchesteru City), ale trzeba mu najbardziej. Dziwne, że po tak też wypomnieć spotkania, w któfantastycznym początku później rych zawodził swój zespół. Chograł piach... – magic10 dzi o momenty na początku 2009 Minus dla Deco: bo na- roku, w których Chelsea zachozwiska nie grają. – Koraz wywała się trochę jak korpus bez Tak myślą chyba wszyscy: głowy – mózg zespołu nie funkdobry początek, potem masakra. cjonował. Chował się za rywaNietrafiony transfer. – Deivid5 lami, nie kreował gry, powoli

znikał. Do takich należy np. mecz ze Stoke City lub Wigan, gdzie Lampard, mimo że ostatecznie wbił piłkę do siatki w 94 minucie, wcześniej nie istniał. To w dużej mierze on odpowiadał za słabe wyniki w ostatnich chwilach panowania Scolariego. Hiddink pomógł mu się odrodzić, ale pod jego wodzą też zdarzały mu się mecze pełne nieprzemyślanych zagrań i żadnego wkładu w grę zespołu (z Barcą na Camp Nou). Lampard potrafi nadrobić większość takich spotkań jednym zaskakującym zagraniem, co często ratowało Chelsea (i jego samego) w tym sezonie. W przyszłym będzie doskonale jeśli Lamps w żadnym momencie nie zostawi zespołu samego sobie – szczególnie, gdy ten potrzebuje lidera najbardziej. Więcej stabilizacji na wzór Michaela Ballacka, tylko na wyższym poziomie. Komentarze czytelników chelsea.pl: Gracz sezonu, po prostu

złoty piłkarz. Pomimo kilku słabszych meczów Lamps jest piłkarzem, który potrafi "pociągnąć" Chelsea do przodu. – darthmates Nie ma sensu się dłużej rozpisywać. Geniusz i tyle w tym temacie. – MichaelCFC Zawsze w formie, wg mnie najlepszy piłkarz Chelsea – kapixCFC SKRZYDŁOW I

24. Shaun Wright-Phillips Rozegrał: 0+1 Minuty na boisku: 15

Sezon zaczynał jako gracz The Blues. Wszedł nawet z ławki na kwadrans w jednym z pierwszych meczów Premiership. Później powrócił do swojego byłego klubu, Manchesteru City. 16. Scott Sinclair

Rozegrał: 0+4 Minuty na boisku: 49

Krótko, ale się pojawiał. Wieczny


Strona 32 - Oceniamy graczy The Blues talent, który prawdopodobnie wreszcie odejdzie z Chelsea. Swoje szanse, od kolejnych trenerów, już dostawał.

Strona 33 podawał, dryblował – był człowiekiem robiącym różnicę. Prześwietne podanie do Drogby w meczu na Anfield. Widać Hiddink wreszcie do niego dotarł (Scolari też próbował i właściwie to on pierwszy obdarzył go zaufaniem). Jak będzie z Ancelottim?

- Mój pobyt w Londynie? Następne pytanie proszę...

43. Miroslav Stoch

Rozegrał: 0+5 Minuty na boisku: 64 90 minut na ławce: 16 razy

Sytuacja odwrotna od Sinclaira: Stoch nareszcie dostaje okazje, na które już od dawna zasługiwał. Przekonał do siebie Scolariego, ale u Guusa Hiddinka już nie grywał. Jednak podobnie jak Mancienne, wiele skorzysta na samym doświadczeniu przebywania z pierwszym zespołem. Ktoś w klubie musi w końcu zauważyć, że ten urodzony w 1989 roku Słowak, z powodzeniem gra już w pierwszej reprezentacji swojego kraju (ostatnio nawet strzelił dla niej bramkę) – czas zacząć na niego odważniej stawiać! Komentarze czytelników chelsea.pl:

Bardzo perspektywiczny skrzydłowy. DAWAĆ MU WIĘCEJ SZANS!!! – Chlopiej Podoba mi się przebojowość tego chłopaka: szybki zwinny, przypomina mi trochę Overmarsa. Moim zdaniem mógłby dostawać więcej szans, bo potencjał ma niesamowity. – KMB.Chelsea 18. Ricardo Quaresma

Rozegrał: 1+4 Minuty na boisku: 192

No cóż... to właściwie trochę smutne, że tak wyszło. Napełniający optymizmem debiut z Hull City, później pojedyncze wejścia na murawę z ławki za Scolariego. U Hiddinka tylko na chwilę w przegranym meczu ze

Komentarze czytelników chelsea.pl:

Spurs. Nie wiadomo, czy w takiej sytuacji więcej pretensji należy kierować do piłkarza, który dla wielu kibiców był „zbawicielem”, który uratuje sezon The Blues (patrz.Magazyn Chelsea.pl, numer 7.) – czy szkoleniowców, którzy z niewiadomych przyczyn nie dawali mu dodatkowych szans wystawiając na prawym skrzydle np. Bellettiego. Czy Quaresma był za słaby? Te okazje, które miał, wykorzystywał w miarę przyzwoicie. Komentarze czytelników chelsea.pl: Widać nie wzbudził zaufania managerów – trudno, oni wiedzą lepiej. Osobiście jeszcze bym go zatrzymał na chociaż pół sezonu, ale cóż.. – Marcvs Quaresma, wart 25mln, przychodzi do klubu gdzie na prawym skrzydle gra albo Kalou, którego trener nie lubi albo środkowy napastnik Anelka i nie może się przebić? Coś nie halo... – Greg19 21. Salomon Kalou

Rozegrał: 30+13 Minuty na boisku: 2664 Bramki: 10

Często niedoceniany Salomon

Wcześniej po wielokroć krytykowany za brak waleczności, Florent Malouda sprawił, że murawa Nou Camp na 90 minut stała się piekłem dla Daniego Alvesa vel. Antychrysta.

Odwrotnie niż Deco: słaby początek, ale kapitalny koniec. – PaSztet Zapamiętałem mu fatalne mecze z okresu zimowego, ale za formę u Hiddinka wybaczam mu winy - niech zostanie, jest szalenie efektywny! – Anni Plus dla Maloudy za drugą zaliczył kolejny zwyżkowy sezon. Postęp niewielki, ale jednak część sezonu. Pokazał że umie postęp. Zresztą, dziesięć bramek grać w piłkę. – Deivid5 „piechotą nie chodzi”. Szczególnie dużo występów, gdy brako- 10. Joe Cole wało Drogby i Anelka zwalniał mu Rozegrał: 20 miejsce na prawym skrzydle. PóMinuty na boisku: 1424 źniej dawał dobre i dynamiczne Bramki: 3 zmiany. W pewnym fragmencie sezonu pewniak do pierwszego składu. Doskonałe spotkanie w Pechowiec. Ostatnim razem na Lidze Mistrzów z Liverpoolem na boisku widziany 11 stycznia 2009 Anfield. w spotkaniu z Manchesterem. Kontuzja wykluczyła go z pozosKomentarze czytelników chelsea.pl: tałej części sezonu. Wcześniej Mimo kilku dobrych me- świetne występy m.in. z Aston czów spodziewałem się po nim Villą na Stamford Bridge. Później prezentował się już tylko w stuwięcej. – czarnyt Czasem grał zbyt egoisty- diach telewizyjnych jako gośćcznie, niekiedy potrafił marnować ekspert. Dobrze wiedzieć, że jest 100% sytuacje, ale jednak strzelał w kadrze i po wakacjach znów te ważne bramki. – MichaelCFC będzie zdolny do gry. 15. Florent Malouda

Rozegrał: 39+8 Minuty na boisku: 3435 Bramki: 9

No cóż, wszyscy musimy to przyznać: w drugiej części sezonu Malouda nie zawodził. Więcej... zachwycał! Naprawdę były takie momenty. Wreszcie walczył do końca o każdą piłkę, sensownie

9. Franco Di Santo

Rozegrał: 0+16 Minuty na boisku: 307 90 minut na ławce: 19 razy Bramki: 0

Najmłodszy z napastniczego trio The Blues i jedyny bez bramki w oficjalnym spotkaniu. Pod tym względem lepiej szło mu w przygotowaniach do sezonu. Na ławce w prawie każdym spotka-

Salomon zdecydowanie dojrzał w tym roku. Dziewczyny, randki, poważne ubrania...


Strona 34 - Tak, tak - nadal oceniamy graczy The Blues...

Strona 35 - ...ale nareszcie kończymy.

Kto zdobył zwycięską bramkę w meczu z Juve? Dam Wam podpowiedź: ma otwarte usta i celuje karabinem z palców w Anelkę. Jakieś pomysły?

niu pierwszego zespołu, ale ani razu na murawie od pierwszej minuty. Z tego co już zdążył pokazać nie wyłania się obraz zawodnika, który szybko zdetronizuje np. Didiera Drogbę. Di Santo gra jednak bez kompleksów i to (+ wożenie go na każde krajowe i zagraniczne spotkanie jako rezerwowego) prędzej czy później przyniesie efekty... Zakończony sezon musi jednak uznać za w większości stracony. Komentarze czytelników chelsea.pl:

Nie trafia do mnie zupełnie ten chłopak. Praktycznie nie może sobie pograć, ale dajmy mu jeszcze trochę czasu. – KMB.Chelsea 11. Didier Drogba

Rozegrał: 29+13 Minuty na boisku: 2984 Bramki: 14

Didier dawno nie miał już chyba tak pełnego turbulencji sezonu. Początkowo zamiast grać przebąkiwał raczej za kim tęskni,

za co, - bardzo słusznie, - poza kadrą meczową umieszczał go Luiz Felipe Scolari. Brazylijczyk był chyba pierwszym trenerem The Blues, który potrafił po kilku słabych i niezaangażowanych meczach Didiera posadzić go ławce, zażądać od niego więcej. W meczu z Manchester na Old Trafford, Scolari postanowił dać napastnikowi WKS szansę na odkupienie win. Ten jednak odpłacił mu pięknym za nadobne, nadal truchtając bez większej ochoty po boisku. Odmienił się dopiero pod okiem Hiddinka, który nie chciał walczyć z jego zbyt wysoką oceną samego siebie, a nawet to już wybujałe ego dokarmiał. Łasy na komplementy i nieskończony kredyt zaufania, Drogba rzeczywiście część długu spłacił. Strzelał najważniejsze bramki w LM i większość kibiców z widoczną ulgą mówiła o „powrocie starego DD”. Z kolei mniejszość, gdy Czołguś strzelał wprost w Val-

desa na Camp Nou, a później nie wykorzystał trzech doskonałych sytuacji w rewanżu na Stamford Bridge, dodawała tylko ze smutkiem: „czemu to nie był Anelka...”. Drogi Didierze Drogba, w przyszłym sezonie prosimy przede wszystkim o nie powielanie tego obraźliwego dla kibiców niezdecydowania i romansów z innymi: sypiasz albo tylko z Chelsea, albo z samym Mourinho. Oddanie klubowi ponad wszystko. Komentarze czytelników chelsea.pl:

Plus dla Drogby - za grę z Hiddinkiem. – vito2106 Bo Tito to Tito. Wszyscy wiemy że jest nam niezbędny. – Deivid5 Buzowała się we mnie krew kiedy widziałem jak Tito spacerował sobie po boisku, nie walczył o piłkę, grał jak samolub, denerwowało mnie to ogromnie. Do momentu przyjścia Guusa chciałem, żeby opuścił CFC jak najszybciej, a teraz mam dylemat. Pomimo

Retrospekcja. - Trzy bramki w jesiennym meczu z Sunderlandem? Dobra robota Nico! Ale nie myślisz chyba poważnie o koronie króla strzelców...?

kilku zmarnowanych sytuacji, które kosztowały nas bardzo wiele grał przyzwoicie i nawet się starał, więc naprawdę nie wiem co należy z nim zrobić. Mimo wszystko spodziewałem się duuuużo więcej. – MichaelCFC

39. Nicolas Anelka

Rozegrał: 46+8 Minuty na boisku: 4366 Bramki: 25 Hattricki: 2 Słupki/poprzeczki: 7

Król strzelców, mistrz doskonałych wykończeń – Nicolas Anelka ma za sobą prawie doskonały sezon. U Scolariego często środkowy napastnik, niesamowicie efektywny. Za rządów Hiddinka znów częściej poświęcany i proszony o grę na skrzydle. W przeciwieństwie do innego kolegi z ataku, Nico postanowił jednak nie narzekać i robić co może by pomóc zespołowi. Ze skrzydła, m.in. odrodził The Blues w rewanżu LM z Liverpoolem (asysta przy bramce

Drogby-Reiny). Potrafił pociągnąć za sobą zespół i w najtrudniejszych momentach odmieniać losy spotkań, momentem magii albo niesamowicie pewnym wykończeniem (choćby dwa szybkie trafienia z Watford). Jego firmowe bramki z West Bromwich, Aston Villą na Villa Park czy Blackburn na Ewood, zawsze zmuszały komentatorów do użycia słowa „brilliant” (genialne). Ostatecznie, 25 bramek, mimo gry przez większą część sezonu na skrzydle, to doprawdy brilliant osiągnięcie. Gol, którym Anelka w ostatniej ligowej kolejce wygrał tytuł króla strzelców powinien być najlepszym podsumowaniem sezonu 2008/09 w jego wykonaniu: powrót po piłkę na własną połowę, wielka szybkość i doskonała technika, drybling, przyspieszenie, strzał... piłka w okienku. Brilliant. Komentarze czytelników chelsea.pl:

Król strzelców, dobra gra w LM, ale mógł strzelić więcej. AREK930121kalis Korona króla strzelców mówi sama za siebie. Sezon

świetny, mógł nastrzelać trochę więcej bramek jednak nie narzekajmy. Oby w sezonie 09/10 powtórzył to osiągnięcie. – Wlochu99 PO D S U M O WU J Ą C . . .

...to wyjątkowo długie podsumowanie: cieszę się, że tworzyłem je niedługo po zakończeniu sezonu. Gdy wracam do niego po kilkunastu dniach chciałbym zmiękczać wszystkie złe oceny. Człowiek patrzy na te zdjęcia i łezka w oku się kręci. Wspomina, roczula się. Na szczęście w końcu trafia też na to ostatnie, poniższe zdjęcie. Spojrzy raz i od razu przypomina sobie, czego w mediach po prostu robić nie wypada...

.


Strona 36

Pierwszy wygrany finał Puchar Anglii w historii klubu...

Chelsea 2-1 Leeds

29 kwietnia 1970 roku, po remisie 2:2 na Wembley, Chelsea spotkała się z Leeds w dodatkowym meczu finałowym Pucharu Anglii, tym razem na Old Trafford. Po raz pierwszy od 1912 roku o losach FA Cup miało przesądzić drugie spotkanie. O tym dramtycznym widowisku w Anglii będzie się mówiło jeszcze przez wiele lat.

Ch el sea (4 -4 -2 ) :

Źródło: chelseafc.com Przełożył: Adrian Fulneczek

Bonetti; Harris (k), Dempsey, Webb, McCreadie; Baldwin, Hollins, Cooke, Houseman; Hutchinson, Osgood (Hinton 112')

Trener: Dave Sexton

Le eds (4 -4 -2 ):

Harvey; Madeley, Charlton, Hunter, Cooper; Lorimer, Bremner (k), Giles, Gray; Jones, Clarke

S ę d z i a : Eric Jennings W i d z ó w : 62 tys.

Trener: Don Revie

Strona 37 Chelsea wyszła na boisko w niezmienionym składzie w porównaniu z meczem na Wembley, ale kapitan Ron Harris przeszedł na prawą obronę gdzie miał próbować powstrzymać przebojowego skrzydłowego Eddiego Graya. W pierwszym meczu zupełnie nie radził sobie z nim Webb, który teraz przeniósł się do środka. Leeds zmieniło tylko popełniającego błędy i na dodatek kontuzjowanego po pierwszym meczu bramkarza Garego Sprake'a, Davidem Harleyem. Spotkanie rozpoczęło Leeds. Rywale Chelsea prowadzenie mogli objąć po niecałej minucie, gdy Peter Lorimer urwał się prawą stroną i dośrodkował po ziemi w pole karne. Tam podanie przeciął obrońca John Dempsey, a piłka szczęśliwie potoczyła się w ręce Petera Bonettiego zamiast do siatki jego bramki. Podobnie jak w pierwszym spotkaniu, tutaj też nie brakowało fauli. Już na samym początku Webb faulował Graya, a Charlie Cook kapitana Leeds, Billiego Bremnera. Po sześciu minutach zagrożenie stworzyli The Blues. Kilka świetnych podań, które zakończyły się podaniem od Harrisa do Osgooda, którego strzał z linii pola karnego minimalnie minął słupek. Odpowiedź Leeds była jeszcze lepsza. Terry Cooper atakował z lewej obrony, a jego nieu dany strzał trafił do Lorimer, ale skrzydłowy uderzył niecelnie. Chwilę później, w kolejnej akcji, Lorimer znów uderzył niecelnie. Otwarcie zdecydowanie należało do jego zespołu. Kolejną akcję przeprowadzał Gray, którego dośrodkowanie po zimie trafiło do Jonesa na krótkim słupku. Bonetti zrobił co mógł wybijając piłkę na rzut rożny w

25 minucie. Defensywa Chelsea poradziła sobie z nim bez większego kłopotu, ale Dempsey sam stworzył zagrożenie podając do tyłu zamiast wybijać. Piłkę przejął Lorimer i uderzył do prawie pustej bramki. Na szczęście na linię przytomnie wrócił się McCreadie i wybił futbolówkę. Już trzy minuty później lepiej powinien zachować się Allan Clarke, ale pod presją Harrisa i Webba nie był w stanie optymalnie uderzyć. Kolejnym poważnie sfaulowanym był sam Bonetti. Wpadł w niego numer 9 Leeds, Jones, walcząc o górną piłkę. Bramkarz The Blues padł na murawę i potrzebował interwencji lekarza z powodu bólu w prawym kolanie. Nie wyglądało to dobrze, bo gdy Bonetti wrócił na murawę nadal poruszał się z widocznym dyskomfortem. Leeds wyczuło swoją szansę i niedługo później ją wykorzystało. Hutchinson stracił piłkę na połowie rywala i białe koszulki popędziły do przodu. Gray i Clarke wyprowadzili akcję unikając licznych agresywnych wślizgów, na końcu sam Jones ruszył bezpośrednio na bramkę między McCreadiem i Dempseyem. Wytrzymując ich nacisk, z 11 metrów uderzył w górny róg bramki Bonettiego. Czy "Kot" obroniłby ten strzał w optymalnej dyspozycji? Nad tym można debatować. Bramka była w każdym razie przedniej urody. Chelsea z kolei miała przed sobą wyjątkowo trudne zadanie. Jeden zero dla rywala, a w bramce nadal nie mogący się pozbierać bramkarz. Gwizdek na koniec pierwszej połowy ucieszył obu trenerów. Sexton mógł zacząć motywować swoich graczy na lepszą drugą połowę, a trener

Leeds, Don Revie uczulać swoich zawodników, by nie zwalniali tempa. Leeds to utalentowany zespół, ale znany szczególnie z tego, że swoją, czasami nawet przesadnie fizyczną grą potrafią zamknąć mecz, utrzymać rezultat. W pierwszym spotkaniu umiejętności techniczne The Blues pomogły im dwa razy wyrównywać stan rywalizacji, mimo wcześniej straconych bramek. Jak będzie tym razem? Gdy oba zespoły znów wybiegły na murawę Old Trafford, Peter Bonetti nadal ewidentnie nie poruszał się swobodnie, miała zabandażowane kolano. Piłkarze Chelsea musieli skupić się na utrzymywaniu piłki na połowie rywala. Mecz stał się jeszcze bardziej ostry. Jack Charlton ,,odwdzięczył się" Peterowi Osgoodowi za wcześniejszy faul, ale sędzia nie pokazał żadnemu z nich kartki. Postanowił zachować się podobnie kilka minut później, gdy coś do wyjaśnienia sobie mieli Hutchinson i Bremner. Bliżej strzelenia bramki znów było Leeds. Po strzale Gilesa piłka trafiła, w któregoś z obrońcow i wytoczyła się poza boisko. Jones z kolei uderzył wprost w bramkarza z ostrego kąta. Po godzinie gry mecz stał się bardzo otwarty, ciągle ze wskazaniem na Leeds. Sexton przesunął wcześniej Hollinsa na lewe skrzydło, skąd pomocnik dośrodkował na głowę Osgooda. Napastnik mógł ją tylko zgrać do Baldwina, który jednak nie był w stanie pokonać Harveya. Gdy do końca pozostało jedynie 20 minut, wpływ Osgooda zaczął być coraz większy. Jego podania i przyjęcie nada były pierwszej klasy, mimo nienajlepszej manchesterowskiej


Strona 38 - Pierwszy FA CUP w historii klubu murawy. Jedna z jego piłek trafiła do Petera Housemana, ale dośrodkowanie skrzydłowego trafiło wprost do rąk Harveya. The Blues wysłali rywalom sygnał, że nie mają zamiaru jeszcze składać broni. Trener Leeds zaciągał się swoim cygarem przy linii bocznej. Na murawie Chelsea walczyła o remis. Hutchinson wygrał piłkę na połowie boiska, zgrał ją do Osgooda, ten rozciągnął do Harrisa. Kapitan posłał długą piłkę, która ponownie dotarła do będącego już w pobliżu pola karnego Hutchinsona. Napastnik wystawił ją nabiegającemu Hollinsowi, który jednak uderzył bardzo rozczarowywująco. Z pięciu metrów grę wznawiał więc Harvey. Po jego wybiciu, ambitnie piłkę odzyskał anty-bohater ostatniej akcji: Hollins. Zagrał futbolówką do Osgooda, który zostawił ją Hutchinsonowi, a sam ruszył do przodu szukać pozycji strzeleckiej. Piłka tymczasem przeszła do nogi Cooke'a, który miękko zagrał ją w środek pola karnego, gdzie nadal biegnący Osgood, urwał się Charltonowi i szczupakiem pokonał bramkarza Leeds dając Chelsea wyczekiwany remis (radość po trafieniu na zdjęciu z poprzedniej strony). Bramka padła na 12 minut przed końcem meczu i oznaczała, że Osgood trafiał do siatek rywali w dokładnie każdej rundzie Pucharu. Do 90 minuty zbyt wielu akcji bramkowych kibice już nie obejrzeli. Nie brakowało jednak ostrych zagrań. Najpierw Baldwin podciął Huntera, później McCreadie prawie pozbawił głowy Bremnera, wysokim wybiciem w polu karnym Chelsea, a serię zakończył Hutchinson również faulując Bremnera. Gdzieś pomiędzy tymi nieczystymi zagraniami The Blues udało się wyprowadzić piłkę do przodu z własnego pola karnego w pole przeciwnika, a nawet oddać w nim strzał: Hutchinson trafił jednak

wyłącznie w boczną siatkę. Na 120 sekund przed końcem meczu Leeds domagało się rzutu karnego, gdy szalejącego Bremnera na ziemię sprowadził Webb. Sędzia nakazał jednak grać dalej. Warta uwagi była też akcja Housemana, który jeszcze bliżej ostatniego gwizdka atakując lewą stroną obrócił się i zagrał sobie piłkę z powrotem do przodu między swoimi nogami zupełnie wkręcając w ziemię Petera Madeleya. Za cztery lata coś podobnego zrobi Johan Cruyff - sztuczkę nazwą później jego nazwiskiem. Ostatnią szansę w regulaminowym czasie meczu miało Leeds, Lorimer dośrodkował do Jonesa, który sam na dalszym słupku uderzył nad bramką zamiast do niej. Gwizdek sędziego oznaczał, że mecz potrwa o 30 minut dłużej. Pierwsza zaatakowała Chelsea. Cook zabrał piłkę Bremnerowi, ruszył do przodu i zagrał w pole karne, gdzie jednak wzajemnie przeszkodzili sobie Harvey i Osgood zderzając się przy wyskoku. Oba zespoły dawały z siebie wszystko, ale piłka po prostu nie chciała wpaść do siatki. Pół-volley Lorimera zmusił do interwencji Bonettiego, a z drugiej strony za wysoko uderzył Osgood w sytuacji, którą prawdopodobnie powinien wykorzystać. Zmęczone nogi zawodników oznaczały, że szanse będą się pojawiać coraz częściej. Kolejna, którą wypracowała sobie Chelsea okaże się decydująca. Z autu swoim dalekim wyrzutem po raz kolejny straszył Hutchinson. Na całym stadionie było słychać wyłącznie głośne skandowanie fanów The Blues. Wyrzucona przez Hutchinsona, z ponad 20 metrów w manchesterowską noc piłka poszybowała na piąty metr pola karnego Leeds. Wyskoczył po nią Harvey, ale jeden z jego obrońców był

Strona 39 na miejscu pierwszy, ale nie wybił piłki do przodu, ale przedłużył jej lot w pole karne. Wyskoczyło do niej czterech piłkarzy, po dwóch z każdego zespołu, ale zwycięzca był tylko jeden: David Webb wbił piłkę do siatki sprawiając, że jego imię na zawsze zapisało się w historii klubu z Londynu. Chelsea prowadziła po raz pierwszy w tym dwumeczu, tuż przed przerwą (104 minuta), dzięki bramce gracza, który przeżywał tak trudne chwile w pierwszym meczu, kibice szaleli z radości. Od pierwszego pucharu The Blues dzielił kwadrans bez utraty bramki, Leeds nie miało zamiaru ułatwiać im sprawy. Zaatakowali od razu, ale po kontrze to znów Chelsea wbiła piłkę do siatki. Hutchinson wykończył świetną solową akcję Osgooda, ale radość obu graczy przerwał sędzia liniowy, który uniósł w górę swoją chorągiewkę. Gdy do końca meczu zostało osiem minut Sexton ściągnął z boiska swój numer 9, Osgooda, a w jego miejsce wprowadził Marvina Hintona, który miał zadbrać o poprawę sytuacji w defensywie. Nawet to nie przeszkodziło Leeds w przeprowadzaniu kolejnych ataków i stworzeniu sobie najlepszej okazji meczu, na pięć minut przed jego końcem. Rzut rożny dla Leeds udało się wybić tylko w połowie, piłka trafiła do Clarke'a, którego strzał z linii bramkowej wybił bramkarz i w obrońca Webb. Kolejnej okazji, rzutu wolnego, nie wykorzystał Lorimer. Na dwie minuty przed końcem obrona Chelsea nie pozwoliła znaleźć Gilesowi miejsca na strzał i Leeds wydawało się pokonane. Ostatnią szansę meczu miał Gray, ale jego strzał poszybował wysoko nad poprzeczką, a fani i piłkarze Chelsea odetchnęli z ulgą.

Ostatni gwizdek sędziego zabrzmiał sekundy później. The Blues wygrali Puchar Anglii, w swoim trzeciej próbie, pierwszy w 65-letniej historii klubu - niedługo później z dumą uniesiony do góry przez Rona Harrisa i jego kolegów z zespołu...

.

Kilkuminutowy skrót opisanego powyżej spotkania możecie odnaleźć w serwisie youtube.com !

Obrońca David Webb wyskakuje najwyżej i daje Chelsea prowadzenie w 104 minucie finału.

Kapitan Ron Harris i strzelec wyrównującej bramki, Peter Osgood z pierwszym Pucharem Anglii w historii klubu.


,,Mój pierwszy medal...?”

Strona 41

Strona 40

medalu w hokeju na lodzie, ale mam jeden w lekkiej atletyce, za skok wzwyż. Zdobyłem go chyba mając już jakieś czternaście lat.

W tym roku gracze The Blues dodali do swojej kolekcji kolejny medal - tym razem za zwycięstwo w Pucharze Anglii. Kiedy jednak po raz pierwszy poznali to uczucie, kiedy po raz pierwszy wygrali jakieś sportowe rozgrywki? Kilkunastu zawodników (i dwóch trenerów) podzieliło się swoimi wspomnieniami z oficjalną stroną Chelsea jeszcze przed finałem FA Cup. Lektura obowiązkowa! Kto wie, może podobnie jak Juliano Belletti swój pierwszy medal wygrywaliście stojąc na bramce lub - jak Didier Drogba - grając na prawej obronie? Oto jak swoją przygodę zaczynały największe gwiazdy.

Materiał: chelseafc.com Przełożył: Adrian Fulneczek

John Terry: Nie wiem ile miałem wtedy lat, może 8 lub 9. Nie wiem jak mój ojciec wkręcił mnie do tej drużyny. Występowało w niej też kilku moich kolegów z dzielnicy. Ligę wygraliśmy z przewagą, sam już nie pamiętam jak wielu punktów, to był spacer. Nie żartuję! Wygrywaliśmy po 12-0, 13-0, 14-0 co tydzień, a ja strzelałem dziewięć bramek jako pomocnik. To prawdopodobnie do dzisiaj mój najlepszy wynik! Na rozdaniu nagród zostałem wybrany najlepszym piłkarzem sezonu w głosowaniu zawodników. Nadal mam gdzieś ten medal. Pamiętam, że na tę prezentację rodzice sprawili mi garnitur, za duży o jakieś osiem rozmiarów. Wystroiłem się wtedy wyjątkowo. To wspomnienie do dzisiaj daje mi wiele radości.

Florent Malouda: Tak, tak, tak! Oczywiście, że pamiętam! Swój pierwszy medal zdobyłem na turnieju w Gwadelupie (Afryka Środkowa –red.). To było moje pierwsze takie świetne doświadczenie, naprawdę niesamowite, podnieść ten puchar. Nadal to pamiętam, bo nawet jako dzieciak grałem żeby coś wy-

dzieciak grałem żeby coś wygrywać. Myślę, że miałem 10 lat. Przy okazji tego turnieju po raz pierwszy wyjechałem za granicę mojego kraju, Francuskiej Gujany (północnowschodnia Afryka-red.). Michael Mancienne: To było na turnieju, gdy miałem 8 lat. Wtedy też wypatrzyła mnie Chelsea. Wydaje mi się, że już w półfinale doszło do gry na zasadzie „nagłej śmierci”/gry do złotej bramki. Bramkarze zeszli z murawy, a my graliśmy trzech na trzech. Awansowaliśmy do finału, w którym ja strzeliłem zwycięskiego gola, a wszyscy rodzice pobiegli w moją stronę i zaczęli mnie przytulać. W tamtym czasie to było coś całkiem szczególnego.

Paulo Ferreira: Nie pamiętam tego zbyt dokładnie, ale miałem może 9 lat i grałem w turnieju szkolnym. Drużyny siedmioosobowe. Moja wygrała turniej i to bez większych kłopotów. Nawet ja strzeliłem kilka bramek, czyli trochę inaczej niż obecnie... to były czasy! Scott Sinclair: Mój pierwszy medal? To było w takiej

szkółce Soccerworks w Bath, miałem chyba sześć, a może siedem lat. Nie pamiętam dokładnie co to były za rozgrywki, ale wszystko zakończyło się rzutami karnymi czy czymś takim, a ja je wygrałem.

Ashley Cole: Pamiętam to, ale nie wiem za co go dostałem. To było w jednej ze szkółek piłkarskich do których chodziłem. Byłem o dwa lata młodszy od wszystkich innych, którzy tam chodzili i wygrałem nagrodę za umiejętności czy coś takiego. To był dwudniowy obóz, na którym uczyliśmy się sztuczek, taktyki, graliśmy. Byłem wtedy bardzo wstydliwy. Widzę teraz w myślach to zdjęcie, moja mama ma je w domu, siedzę na plecach mojego wujka. Moje nogi są tam grubości kijków, na których zawiesza się chorągiewki w rogu boiska, a puchar jest większy ode mnie, wyglądam prześmiesznie! Nicolas Anelka: Byłem wtedy bardzo młody, miałem chyba sześć, a może siedem lat. Grałem dla małej drużyny w Paryżu. To był chyba jakiś

turniej, tak mi się wydaje. Niestety to chyba zbyt dawno temu żebym mógł sobie cokolwiek więcej przypomnieć.

Didier Drogba: Byłem bardzo młody, miałem 11 lat. To był turniej we Francji, wygraliśmy go, a ja byłem kapitanem mojej drużyny więc na zawsze zapamiętałem ten mecz. Grałem na... prawej obronie, strzeliłem bramkę z volleya i wydaje mi się, że nadal mam ten medal. Na tej prawej obronie grałem zresztą na początku swojej kariery.

Juliano Belletti: Miałem sześć lub siedem lat. Wygraliśmy Mistrzostwo Brazylii w Sao Paulo! To był turniej, który miał wyłonić najlepszy zespół kraju, grało się po pięciu. Występowałem wtedy... na bramce i udało nam się wygrać! To był 1985, tak mi się wydaje. Przestałem być bramkarzem kiedy miałem 15 lat. Przeszedłem do pomocy, a dopiero stamtąd na prawą obronę.

Guus Hiddink: To był turniej w miasteczku, w którym się urodziłem. Organizowano go co roku. Ja miałem wtedy może 12 lat. Przyjechały tam urodziłem. Organizowano go co roku. Ja miałem wtedy może 12 lat. Przyjechały tam też profesjonalne kluby, ale moja drużyna jako amatorzy zajęła trzecie miejsce. Otrzymanie takiego medalu to było coś. Możliwe, że mam go gdzieś w swojej kolekcji. Byłem bardzo dumny. Jako młody piłkarz, czy później trener, marzysz żeby zdobyć tytuł mistrzowski, ale dopiero, gdy zawieszają ci na szyi ten medal, to jest coś wyjątkowego. Wspomnienie zostaje w głowie do końca życia. Petr Cech: Wygrałem go kiedy miałem 9-10 lat. To był turniej, w którym 32 drużyny walczyły o tytuł Mistrzów Republiki Czeskiej do lat 10. Zajęliśmy pierwsze miejsce i na pamiątkę dostaliśmy medale. Już wtedy stałem na bramce! Nigdy nie wygrałem żadnego

Salomon Kalou: To był miniturniej, w którym każdy grał na boso w Wybrzeżu Kości Słoniowej. To uczucie nadal jest takie same, kiedy wygrywam jakiś puchar to zawsze wielka przyjemność. Gdy byłem młody, za każdym razem gdy nie wygrywałem, płakałem. Wydaje mi się, że się wyróżniałem, każda drużyna chciała żebym dla niej grał. Wszyscy znali mnie z powodu mojego brata, ludzie zawsze o tym mówili. Z tego co pamiętam, mój pierwszy puchar był zrobiony z kieliszka do szampana. To był puchar. Nie wiem ile miałem lat, ale to działo się jakoś w szkole podstawowej. Joe Cole: Pamiętam, pamiętam. Graliśmy po pięciu, a wygrana dała mi uczucie wielkiego osiągnięcia To jak najlepsza rzecz, którą ktokolwiek kiedykolwiek mi dał. Nie myślisz wtedy, że jesteś gwiazdą, po prostu dobrze jest być na murawie z kumplami i to wygrać. Wszyscy szaleliśmy z radości. Przypuszczam, że miałem 9 może 10 lat. Ray Wilkins: To była lekkaatletyka, jako dziewięciolatek biegłem dla Wood End Park School na Hayes Stadium. Dystans wynosił chyba 50 albo 60 metrów. To był pierwszy medal jaki kiedykolwiek dostałem – kiedy to było? Połowa lat sześćdziesiątych?

.


Strona 42

- Chelsea? Nie. Bo nie... NA POCZĄTEK OKIENKA TRANSFEROWEGO: DLACZEGO GWIAZDY ODMAWIAJĄ CHELSEA?

Klub ze Stamford Bridge usilnie pracuje na miano największego przegranego, ledwo rozpoczętego okresu transferowego. Do tej pory nikogo, oprócz nowego trenera, nie zatrudniono, wszystko ogranicza się do spekulacji, albo, jeśli im wierzyć, do odmownych reakcji na kolejne oferty. Początkowo to nie przyciągało uwagi większej liczby osób jednak po pewnym czasie kibice pozostałych 19 drużyn Premier League zaczęli być pewni, że powodem takiego stanu rzeczy jest po prostu niechęć gwiazd do ubierania niebieskiej koszulki z logo Chelsea. I ruszyła lawina. Michał Zachodny

Na kilku zagranicznych forach internetowych rozpoczęły się gorące dyskusje z czego może wynikać ta niechęć. Włączyły się do niej również popularne blogi sportowe, które nie przegapiły okazji i też przybiły szpileczkę drużynie ze Stamford Bridge. Jednym z takich recenzentów ostatnich wydarzeń był Ollie Irish z Who Ate All The Pies (swoją drogą świetnej strony o Premier League). W swoim tekście sprzed kilku dni sugeruje, że to kwestia sympatii, którą Chelsea po prostu nie jest darzona przez piłkarzy. Na dodatek, jego zdaniem, należy wiedzieć, że jeśli Wielka Gwiazda Światowego Futbolu będzie miała do wyboru trzy kluby, powiedzmy: Real, Barcelonę, Manchester i Chelsea, to Londyńczycy z wielu powodów historycznych spadają w małym rankingu na ostatnie miejsce. Ollie wywnioskował więc, że The Blues powinni skupić się w takim razie na rywalizowaniu o zawodników, których chce pozyskać np. Aston Villa czy Everton, tych drugoplanowych, których zatrudnienie będzie bardziej prawdopodobne. Sprawa stała się bardziej oficjalna, gdy zajął się nią jeden z najbardziej kontrowersyjnych komentatorów piłki angielskiej – Rod Liddle z Timesa. Co prawda

on nie przytacza konkretnych powodów i nie proponuje rozwiązania jak bloger z Who Ate All The Pies, zgaduje jednak, że piłkarze nie chcą przychodzić do klubu, który choć do europejskiej czołówki dołączył, to jest „zamkiem z piasku, który prędzej czy później zburzy woda”. Wszystko ma się tu obracać wokół Romana Abramowicza, którego Liddle nazywa co prawda piłkarskim pasjonatem i nie odmawia mu ambicji w dążeniu po europejski sukces, ale twierdzi też, że po kolejnych porażkach Rosjanin opuści klub. To ostatnie uważam akurat za bzdurne. W spekulacjach prasowych padały nazwiska Kaki, Robinho, Pato, Pirlo i kilku innych zawodników, którzy prawdopodobnie byli kuszeni równie dobrymi jak w Madrycie czy Milanie pieniędzmi przez Chelsea. Z drugiej strony, warto przypomnieć, że udało się tutaj ściągnąć Shevchenkę i Ballacka (nie o dokonaniach tej dwójki mowa!) czyli jednak gwiazdy światowego formatu. Liddle i na to ma odpowiedź – wiek Ukraińca i Niemca wskazuje, że wybrali Londyn jako przedsionek do emerytury. Poza tym żaden inny klub nie chciał już zatrudnić galacticos po trzydziestce. Co zatem powoduje, że z

roku na rok coraz więcej gwiazd z najwyższej półki odmawia The Blues i szuka swojego miejsca na Old Trafford czy Camp Nou? Po pierwsze musimy uświadomić sobie, że taka sprawa jest na rzeczy i wbrew pozorom nie jest to wymysł zawistnych rywali ligowych. Peter Kenyon najwyraźniej wyczerpał większość swoich argumentów w rozmowach z agentami zawodników i już same pieniądze nie wystarczają by przekonać brazylijskie czy hiszpańskie gwiazdy do przenosin na Stamford Bridge. Nie jestem zwolennikiem Anglika, ale jego zwolnienia nie przyjąłbym z uśmiechem i aprobatą, to nie jest rozwiązanie. Kenyon miał dla klubu pozyskać sponsorów i z tego się wywiązuje. Sam długo myślałem nad racjonalnym i innym niż wymienione przez Irisha i Liddle’a powodem, ale jedyny jaki przychodzi mi do głowy to… strój na nowy sezon. Zawodnicy zapewne widząc w myślach ten szkaradny wybryk Adidasa ze swoim nazwiskiem na plecach, natychmiast odwracają głowy w stronę klubów gdzie krój jest przynajmniej do zniesienia. To na pewno to... Chelsea naprawdę ma argumenty by rywalizować z innymi wielkimi klubami. Do klubu przy-

KOMENTARZ

Strona 43

trener, od dawna jest tu też grupa świetnych piłkarzy, pełny stadion na każdym meczu, wielkie ambicje, cele przed każdym sezonem. W ostatnich dwóch sezonach poprawiliśmy nawet murawę, a w Cobham zawodnicy mogą trenować na najwyższej klasy obiektach. O co więc chodzi? Może winny jest właściciel? Czy aby nie padł ofiarą własnej ambicji? Przecież po to by zdobywać coraz więcej, grać coraz piękniej i lepiej zaczął zwalniać trenerów, dokonywać rewolucji co kilka miesięcy, powodując tym samym niesnaski w szatni. Ten brak stabilizacji może odstraszać gwiazdorów, którzy do odnoszenia sukcesów potrzebują bezwzględnego spokoju, wzajemnego zaufania i dobrej atmosfery. Pomni wydarzeń ostatnich lat boją się przychodzić do Chelsea, bo kilka gorszych spotkań może oznaczać zerwanie współpracy ze szkoleniowcem i zaczynanie od nowa przy kimś innym, już niekoniecznie tak łaskawym dla danego piłkarza. Jedno jest pewne: każdemu kibicowi Chelsea przyda się dużo cierpliwości w tym i każdym kolejnym sezonie. Trzeba wierzyć, że ten niekorzystny trend się odwróci, kryzys minie i wreszcie kogoś Chelsea zatrudni, stanie w jednym rzędzie z innymi potęgami, sięgnie po puchar Ligi Mistrzów. Podobnie jest z pracownikami klubu i piłkarzami, oni też muszą być pewni tego, że taka przyszłość czeka ich na Stamford Bridge. Jak do takiego stanu dojść? Moim zdaniem klub nie powinien pozwolić, żeby walka o najlepszych piłkarzy globu przesłaniała inną prawdę: że bardzo dobrych zawodników można również kupić za kilka, kilkanaście milionów. Takich, którzy doskoczą do poziomu drużyny i z anonimowych graczy staną się Galaktycznymi. Do tego trzeba jednak szukać, szukać i jeszcze raz szukać - po prostu być bardzo cierpliwym.

.

O transferowych kłopotach The Blues pisze:

Adrian Fulneczek

- dla którego rozpoczyna się właśnie 10. okienko transferowe w roli redaktora www.chelsea.pl .

Jak to brzydkie kaczątko Racja. Niestety racja. Od pewnego czasu też coraz mniej cieszą mnie kolejne okienka transferowe. Czasy szaleństw, zakupów marek takich jak Drogba, Essien, czy Wright-Phillips już minęły. Znam je przecież zarówno z punktu widzenia kibica, ale też osoby, która informuje o nich pozostałych fanów. Redaktora, który każdego dnia staje przed trudnymi wyborami: widzi przed sobą cały stos plotek i spekulacji transferowych (Chelsea od samego początku Ery Abramowicza jest ciągle w ich ilościowej czołówce), musi wybierać. Kiedyś odbywało się to na zasadzie „selekcji pozytywnej”, tj. kto na pewno na Stamford Bridge nie trafi, bo klub nie będzie go tutaj chciał. Obecnie jednak sytuacja się odwróciła. Teraz kolejne spekulacje odpadają, bo Aguero czy Villa na pewno nie wybiorą Chelsea. Kaka? Bez żartów. Maicon? Nie, on chce tylko podwyżki w Mediolanie więc wykorzysta do tego londyńczyków. Może taki Zhirkov? Skromny, krajan właściciela... Cóż, marzy mu się Barcelona. Tak dziś wygląda codzienne przeglądanie transferowych spekulacji. Smutno. O tak, kolejne okienka są coraz smutniejsze i pełniejsze podobnych ciosów. To bolesne ukłucia dla kibiców, którzy traktują ten czas jak decydujący przed nowym sezonem. W poprzednim nie było sukcesów? Trzeba więc kogoś kupić! Nie udało się? Więc trofea znowu powędrują w inne ręce. Czytając zamieszczony obok tekst Michała też zastanawiałem się jak to zmienić. Pomyślałem, że skoro Chelsea traktuje się jak brzydkie kaczątko, może klub powinien na to przystać i tak właśnie zacząć się zachowywać. Obrazić się – tzn. tak przynajmniej udawać. Przypomina mi się tutaj przykład z podstaw przedsiębiorczości: „jeśli pewna dziewczyna z twojej klasy odmawia wszystkim pójścia do kina, podejdź do niej i powiedz jej, że w żadnym wypadku nie chciałbyś jej do tego kina zabrać. Ona, zaskoczona, powinna w takiej sytuacji sama wyjść z inicjatywą zaproszenia”. Zdaniem autorów tamtego podręcznika to działa. Tak więc: Phillipie Lahmie, Yuri Zhirkovie, Maiconie, Sergio Aguero, Davidzie Villo, Marcosie Senno, Carlosie Tevezie, Francku Ribery, Edinaldo-Batista-Libano Grafite, Zlatanie Ibrahimovicu! Nie chcemy was widzieć na Stamford Bridge. Ani przez chwilę, za żadne skarby świata. (Może z którymś zadziała?) Brzydkie kaczątko to w końcu bajka z happy endem...

.


CHELSEA POLAND W

Strona 44

Strona 45

KALWARII ZEBRZYDOWSKIEJ

Ostatni weekend maja roku 2009 na trwałe wpisał się wielkimi literami do historii niemal każdego polskiego fan klubu zagranicznych drużyn. Wszystko za sprawą piłkarskiego turnieju rozegranego w dniach 30-31 .05, w podkrakowskiej Kalwarii Zebrzydowskiej, w którym zmierzyło się ze sobą aż 11 oficjalnych stowarzyszeń kibiców różnych europejskich zespołów. W tym gronie oczywiście nie mogło zabraknąć ekipy wystawionej przez Chelsea Poland. K o n r a d F e r s zztt e r Początkowo rozgrywki te cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród polskich kibiców The Blues i bardzo szybko zapełniliśmy listę chętnych na wyjazd. Jak się jednak później okazało, dla wielu z uczestników, termin rywalizacji nie był odpowiedni, dlatego też zmuszeni zostali do rezygnacji z imprezy. Ostatecznie, skompletowana w ostatniej chwili drużyna liczyć miała 10 zawodników. Niebiescy fani nigdy się nie poddają i choć w niepełnym oraz totalnie niezgranym składzie wspólnie ruszyliśmy na podbój Małopolski z różnych części Polski, Pomorza, Mazowsza oraz (tak Dolnego, jak i Górnego) Śląska. Rekordzistkom znad Bałtyku chcemy serdecznie pogratulować poświęcenia, gdyż by kibicować kolegom ze stowarzyszenia musiały one spędzić ponad dobę w pociągach, przemierzając wzdłuż praktycznie cały kraj. Już sam dojazd do celu pokazał, że nie wszystko musi się układać po naszej myśli. Polska Kolej Państwowa po raz kolejny udowodniła, iż przekraczanie granic dobrego smaku widocznie na-

leży do jej obowiązków i tak trójka z nas, nocną drogę z Warszawy do Katowic przebyła z 50 minutowym opóźnieniem... niemal w całości na stojąco w korytarzu. Dodatkowo, w stolicy województwa Śląskiego nie obyło się bez perypetii z różnego rodzaju przesiadkami, przez co 2 członków ekipy zmuszonych zostało do przybycia na miejsce innym pociągiem. Po całonocnej podróży z wieloma przygodami dotarliśmy w sobotni poranek do Krakowa, skąd busem bezpośrednio udaliśmy się do Kalwarii Zebrzydowskiej. Tam zaledwie przez chwilę czekaliśmy na nasze zguby i już w pełnym składem wyruszyliśmy do hostelu w którym już wcześniej zapewniono nam zakwaterowanie. Zmęczeni i zdegustowani pogodą mieliśmy niespełna dwie godziny do rozpoczęcia turnieju. W dużej mierze czas ten został spożytkowany na odświeżenie się oraz szybkie śniadania. Przed 10.00 w pełnej gotowości ruszyliśmy na miejsce późniejszych zmagań. Po zapoznaniu się z murawą przyszedł czas na losowanie

grup. Jak nam się początkowo wydawało, los był w miarę łaskawy, gdyż skojarzył nas w grupie C z drużynami Newcastle United, oraz Bayernem Monachium. W pozostałych zagrały ze sobą: Inter Mediolan, Liverpool FC oraz Tottenham Hotspurs, a także HSV Hamburg, Arsenal Londyn i West Ham United. Czwartą, zaledwie dwudrużynową grupę stworzyły wspólnie Ajax Amsterdam z AC Milan. Tutaj słowa nagany dla kibiców Juventusu Turyn, krórzy mimo wcześniejszych zapowiedzi nie stawili się na starcie... „Czekanie” – to ono charakteryzowało pierwszy dzień zmagań Chelsea Poland. Na nasz pierwszy występ przyszło nam czekać ponad 2 godziny, by później (jako jedyni?) z konieczności rozgrywać dwa mecze z rzędu. Z jakim skutkiem? Niestety dość mizernym. Porażki 1-6 z kibicami v-ce Mistrzów Niemiec oraz 2-4 z fanami Newcastle na pewno chwały nam nie przyniosły, jednak jak pisałem wyżej sam udział był już dla nas sporym osiągnięciem, a dochodzące do tego wszystkiego zmęczenie i braki kadrowe spowo-

REPREZENTACJA CHELSEAPOLAND W SKŁADZIE (OD LEWEJ, W GÓRNYM RZĘDZIE): ADRIAN FULU FULNECZEK, ŁUKASZ OCHMANN, IWO KOSOWSKI, ARTUR KOCUREK (CLONETROOPER), WOJTEK ŁAZARCZYK, (DOLNY RZĄD, OD LEWEJ): KONRAD FERSZTER (KONDI), MARCIN DROBIK (ROONIE), MARIUSZ OSIŃSKI (JFH), ADAM KALWASIŃSKI (ZOLA) dowały, że nie byliśmy w stanie dać z siebie 100%. Bramki dla naszej drużyny strzelali Adrian Fulu Fulneczek, Wojtek Łazarczyk oraz Iwo Kosowski. Na słowa pochwały zasługują także Mariusz Osiński, który w środku obrony pokazał największe poświęcenie i walkę do upadłego o każdą piłkę; i nasz goalkeeper, Adam Zola, który jak tylko mógł starał się zmotywować nas do jak wysiłku, a swoją postawą na linii, jak i poza nią, nie raz ratował nas przed kolejnymi golami. Jeżeli chodzi o sprawy sportowe z naszej strony to by (nie-

stety) było już na tyle. Rozczarowani własną postawą wykonaliśmy jeszcze kilka pamiątkowych fotek i ruszliśmy w drogę powrotną do hostelu, a w głowach mieliśmy już tylko jedno: Finał FA Cup na Wembley, Everton kontra Chelsea. W związku z tym, że w ten weekend prawie wszystko sprzysięgło się przeciwko nam na mecz udaliśmy się do jednego z krakowskich Irish pubów (żaden lokal w Kalwarii nie oferuje swoim klientom możliwości oglądania NSportu). Na miejsce dotarliśmy tuż przed początkiem drugiej połowy, a rezultatem z pierwszych 45

minut emocjonowaliśmy się w busie i tak z niedowierzaniem przyjęliśmy info o byłskawicznym golu Liverpoolczyków oraz z radością skandowaliśmy nazwisko Didera Drogby, który zdobył bramkę wyrównującą. Na całe szczęście podopieczni Guusa Hiddinka nie poszli w nasze ślady i swój mecz wygrali dając nam powody do świętowania. Od siebie chciałbym podziękować wszystkim za wspólny śpiew, którym zaakcentowaliśmy swoją obecność w trakcie drugiej części gry. Co oczywiste, najgłośniejsze okrzyki miały miejsce po ostatnim


Strona 46 - ChelseaPoland w Kalwarii

Sobotnie popułodnie. Irish Pub w Krakowie. Finał FA CUP. gwizdku, kiedy to dziękowaliśmy z osobna każdemu piłkarzowi za mijający sezon, a także holenderskiemu managerowi, który podźwignął nasz kochany zespół w trudnym dla niego momencie. Śpiewom z serii „Campeones”, czy „We won it five times” nie było końca nawet na ulicach Grodu Kraka, czym przyciągnęliśmy uwagę miejscowych, którzy mistrzowskiej fety spodziewali się zapewne nieco później... Po pojedynku... (uwaga, uwaga zaskoczenie) ponad godzinne czekanie na busa do Kalwarii, w której z powrotem zameldowaliśmy się późnym wieczorem. Po tym wielu z nas udało się na odpoczynek, a tylko nieliczni postanowili zwiedzić miasteczko późną porą wybierając się na pobliski festyn, który swoimi „atrakcjami” bardziej odpychał, niż przyciągał (grzechem byłoby nie wspomnieć o zapewnionych przez organizatorów „talonach na piwo i kiełbasę”- przyp.AF). Po powrocie na kwaterę wszyscy zdecydowali kłaść się do łóżek (autor tekstu część nocy spędził nawet na podłodze- AF), gdyż nagromadzone zmęczenie nie

Strona 47 tyczną atmosferę, którą stworzyliśmy. Na sam koniec jeszcze rozdanie nagród. W dużej mierze „sztuka dla sztuki”, ale z najważniejszymi kategoriami: dla najlepszego zawodnika turnieju, którym został piłkarz triumfatora rozgrywek, jak i dla najlepszej ekipy kibiców, Interu Mediolan nikt nie będzie polemizował. Popołudniu, jednym pociągiem ruszyliśmy do Krakowa by po godzinie i kilku minutach drogi dotrzeć na miejsce. Do pożegnań musieliśmy przystąpić niemal natychmiast, gdyż pociąg na Śląsk (Górny i Dolny zarazem) odjeżdżał kilka chwil po naszym przyjeździe. O 17 wyruszyli ostatni z nas: do Warszawy i na Pomorze... W ten sposób I Ogólnopolski turniej kibiców zagranicznych drużyn należało uznać za zakończony. Choć sportowo, nie czarujmy się, wypadliśmy słabo, to jednak jak zawsze w tego typu imprezach liczyła się dobra i wspólna zabawa. Tego na pewno nie zabrakło, co pozwala nazwać przedsięwzięcie udanym. Wielkie słowa podziękowania i szacunku należą się organizatorom, kibicom Liverpoolu, którzy jako pomysłodwacy zadbali o rywalizację perfekcyjnie w każdym niemal szczególe (no może poza piłkami meczowymi, ale kto by się czepiał...-AF). Zwycięzcom jak i przegranym serdecznie gratulujemy postawy i czekamy na kolejne tego typu turnieje - oby jak najszybciej. .

chciało dać o sobie zapomnieć. Następnego dnia już od samego rana (po wcześniejszym, wspólnym śniadaniu) byliśmy ponownie na miejscu rozgrywek, gdzie przystępowano do decydujących spotkań: w półfinałach Inter Mediolan okazał się lepszy od Tottenhamu, a HSV od AC Milan. W wielkim finale po emocjonującym meczu, dogrywce i serii rzutów karnych lepsi okazali się fani tegorocznego półfinalisty Pucharu UEFA, jednak jak sami przyznali swój skład uzupełnili w ostatniej chwili o zawodników z ligi amatorskiej, stąd doskonała kondycja i zgranie ekipy. Carefree! My, ostatni dzień zapamiętamy jako genialną integrację z kibicami czarno-niebieskich z Mediolanu, z którymi wspólnie dopingowaliśmy ich kolegów ze stowarzyszenia Fanatici Dalla Polonia. Nie zabrakło wymiany uprzejmości i tak obydwie strony na przemian skandowały swoje nazwy, a po meczu urządziliśmy wspólną sesję zdjąciową dziekując sobie za sympaChwilę przed meczem z Bayernem

.

Pamiątkowo, z wiernymi kibicami...

Bayern w natarciu.

Gorzki smak porażki...

Fanatici Dalla Polonia razem z Chelsea Fanatici’s Dalla Polonia


KIBICE P O L S C Y ...zagranicznych drużyn

Strona 48

Strona 49 Kibice Interu już troszczą się o wychowanie swoich następców.

Zamieszkują najróżniejsze części Polski. Młodzi, rzadko powyżej 25 roku życia. Znają po kilkanaście słów języka używanego w kraju, z którego pochodzą ich kluby. Większość w jednakowych, specjalnie wyprodukowanych strojach. Unifikacja jak u faszystów. Atmosfera: na szczęście znacznie przyjaźniejsza. Adrian Fulneczek

Jest 30 maja. W Kalwarii Zebrzydowskiej – znanym celu niezliczonych chrześcijańskich pielgrzymek – rozpoczyna się pierwszy Ogólnopolski Turniej Polskich Kibiców Zagranicznych Drużyn. Udział zapowiedziało 12 zespołów. Rozgrywki potrwają dwa dni.

Kogo reprezentujemy?

Kilkanaście minut po ósmej rano. Dworzec w Kalwarii, nieduży budynek ze starej cegły tonie w mgle. Z małego, osobowego pociągu PKP wysiadają dwie grupki: cztero i trzy-osobowa. Mniejsza to kibice Chelsea Londyn. Druga, nie wiadomo. Obie sprawdzają mapę miasta, ale bez jakichkolwiek interakcji. Wyruszają w tę samą stronę. W ciszy, interakcji nadal brak. W końcu ktoś z nieznajomych (ubrany jak towarzysze: czarny dres, na ramieniu torba Zina, fryzura raczej profesjonalna) pyta tych z Chelsea: „też na turniej? A kogo reprezentujemy? Bo nie wiem czy warto gadać.”. Odpowiedź najwidoczniej go nie zadowala, bo „gadać” nie zaczyna.

Na spodniach nosi logo teoretycznie neutralnego Ajaxu Amsterdam. Obie grupki kroczą więc dalej wśród dziesiątek tabliczek z napisem „MEBLE”. Bez interakcji.

Hostel

Organizator turnieju to polski fan klub FC Liverpoolu. Jego przedstawicielka, niewysoka i raczej nadal nietrzeźwa po poprzednim wieczorze, z piwem w ręku wita na dworcu autobusowym tych, którzy dopiero dojechali. Wskazuje drogę do hostelu. Pokoje są 6-7 osobowe. Kluby raczej się w nich nie mieszają. Podobnie z płciami, bo kobiet praktycznie tu nie ma. Wskaźnik feminizacji ratuje dopiero przybycie do hostelu Stowarzyszenia Chelsea Poland: z dziesięcioma kolejnymi mężczyznami przyjechało, pięć przedstawicielek płci pięknej. Średnia wieku: 18. Wszystkie zagrzewają „swoich” do boju. ...chociaż: jedna się wyłamuje. Zdaje się, że łączy ją coś z pewnym wystylizowanym na Cesca Fabregasa fanem Ka-

nonierów. Za jej sprawą zamieszkuje on nawet w pokoju z The Blues. Jawnych protestów nie ma, ale za jej plecami, ci co bardziej ortodoksyjni, spoglądają na jego porzuconą na łóżku koszulkę nr 4, z napisem „Gunner till i die” („Kanonier po grób”), z niemałym obrzydzeniem – przecież ich kluby się nienawidzą.

Przydomki

Ok. 9:30 drużyny wyruszają na boisko KS Kalwarianka: za pół godziny losowanie grup, za godzinę pierwsze mecze. Na boisko wyjdą ze sobą ludzie, którzy w niektórych wypadkach, mimo znajomości trwającej nawet kilka lat, po raz pierwszy widzą się w rzeczywistości. Wcześniej za miejsce spotkań służył im internet. Z niego też czerpią wiedzę o sobie. Mało kto mówi tutaj do siebie po imieniu, bo mało kto je zna. O wiele popularniejsze są różnego rodzaju nicki (sieciowe przydomki), najczęściej zagraniczne np.: Oszi (Oschi89), Runi (Ronnie) czy

Trudni do odróżnienia: polscy kibice Ajaxu Amsterdam i Arsenalu Londyn.


Strona 50 - Polscy kibice ...zagranicznych drużyn Klon (skrót od CloneTroopera).

Fanatici Della Polonia

Chwila po godzinie 10. Murawa i otaczające ją trybuny są już zapełnione. Wkoło flagi fanklubów: West Ham Poland, Toon Army Poland, Chelsea Poland, Fanatici Della Polonia... Ostatnia należy do kibiców Interu Mediolan, najliczniejszej (prawie 30 osobowej) i najbardziej imponującej grupy na turnieju. Ich „sektor” przypomina trybunę stadionu Giuseppe Meazza podczas spotkania Serie A. Fani Mistrzów Włoch wśród kilku flag, które ze sobą przywieźli, zawieszają też jedną z czyjąś czarnobiałą podobizną i napisem „Ś.P Boysan” – chodzi o zmarłego niedawno członka ich Stowarzyszenia, którego inni znali osobiście z dwóch wcześniejszych zlotów. Podobnie jak w przypadku sympatyków polskich klubów, tutaj też zastosowanie znajduje zasada: „śmierć kibica, jak śmierć brata”. Przed swoim pierwszym meczem Inter prosi więc o minutę ciszy dla uczczenia jego pamięci.

Smaczki

Piłkarsko widowisko nie nudzi, ale znacznie ciekawsze są „smaczki”, które od razu wyłapują zainteresowani piłką obserwatorzy. Wszystko bardzo realistycznie. Inter, poza fanatycznym dopingiem swoich graczy, nie oszczędza (werbalnie, po włosku) graczy AC Milanu i dopinguje każdego z ich rywali. Kibice Arsenalu starają się grać równie finezyjnie jak ich idole, zadymę (dosłowną: dymem z rac) wywołują kibice West Hamu, w pierwszym składzie Totten-

hamu pojawiają się gracze wyjątkowo podobni do Modrica, Woodgate’a i Huddlestone’a, a Liverpool przypomina Chelsea, że ta nie ma żadnej historii. Chelsea z kolei przypomina Liverpoolowi jak dawno nic nie wygrał. Identycznie z Arsenalem (wszyscy śpiewają po angielsku). I tak w kółko. Ostatnia dwójka zgadza się co najwyżej w kwestii przyśpiewki - będącej retorycznym pytaniem - gdzie u diaska jest (niezaproszony) Manchester United: „łer da fak is men junajted, łer da fak is men junajted...”. I tak w kółko.

Wódka

Kalwaria Zebrzydowska ma 4,5 tysiąca mieszkańców, 550 ha powierzchni. Niemało, ale zmęczeni całym dniem rozgrywek, kibice nie znajdują w nim odpowiednich rozrywek na wieczór. Organizatorzy proponują co prawda miejscowy festyn (dają nawet tradycyjny talon na kiełbasę i piwo), ale większość – po wizycie w sklepie, którego zadowolony zyskiem właściciel, pyta „to jest jakaś wycieczka szkolna, tak?” – wybiera pobyt w hostelu. Arsenal, Liverpool i Bayern bawią w jednym pomieszczeniu. Jedna kobieta (Kanonierka) i trzy piłkarskie jedenastki. Rano okazało się, że w nocy powstały zdjęcia kibiców Newcastle na dachach okolicznych samochodów, a także, że z pozostałymi „w ogóle nie integrowały się te snoby z Chelsea”. Wczesne zaśnięcie tłumaczyli zmęczeniem po długiej wyprawie na finał Pucharu Anglii do Krakowa (w Kalwarii nie sposób odnaleźć baru z N-sportem) – ale kto by im tam wierzył...

Strona 51 Afonia

Niedziela. Finały turnieju. W grze już tylko cztery drużyny: Inter, Tottenham, HSV i AC Milan. Na stadionie pojawiają się też kibice tych, którzy odpadli wczoraj. Wśród zebranych szeroko występuje okresowy zanik głosu (efekt połączenia zimnych napoi i długich nocnych śpiewów). Z, piskliwym głosem podanej, relacji jednego z bardziej postawnych kibiców Nerazzurrich wynika, że miejscowi kapitaliści patrzyli na tę dolegliwość łaskawym okiem: ,,przychodzę do kiosku i pytam czy mają coś na gardło, jakieś tabletki do ssania, cokolwiek. Kobieta ledwo mnie rozumie, ale w końcu wyciąga Cholinex i mówi mi: bierz chłopie, to na koszt firmy - idź się bawić dalej!”. Jedynymi zdolnymi do śpiewów tego ranka są wypoczęci kibice Chelsea. Korzystają z tego skrzętnie. Jedyna fanka Arsenalu na turnieju szepcze o tym z niezadowoleniem (głośniej i tak nie jest chwilowo w stanie) do znajomej z Liverpoolu: „zobacz, tylko na to czekali! Cały weekend byli cicho, a teraz jak inni stracili głosy to śpiewają!”.

PKP

Dwie godziny po emocjonującym finale, w którym HSV, po rzutach karnych, pokonało Inter wszyscy kibice są już na dworcu PKP Kalwaria Lanckorona. Kolorowy tłum udaje się razem do Krakowa. Stamtąd rozjedzie się w różnych kierunkach. Humory dopisują, mimo że przed niektórymi ponad 10 godzin jazdy pociągiem. Śpiewy na pożegnanie. Czas wracać do rzeczywistości, w której grona przyjaciół nie wyznacza już wyłącznie ten sam kolor koszulki...

.

Na murawie ich kolegom nie szło co prawda za dobrze, ale doping kilku osobowej grupy nie milknął ani na chwilę - prawdziwie WestHamowsko.

Ich klub co prawda spadł do Championship, ale jego polscy kibice mają się bardzo dobrze.


PRZEGLĄD OSTATNICH SPOTKAŃ THE BLUES

Strona 53

Strona 52

CHELSEA 1:1 BARCELONA (Essien 9’ - Iniesta 90’)

Chelsea (4-2-3-1): Cech; Bosingwa, Alex, Terry (c), A Cole; Ballack, Essien; Anelka, Lampard, Malouda; Drogba (Belletti 71).

Barcelona(4-3-3): Valdés; Alves, Piqué, Touré, Abidal; Busquets (Bojan 84), Xavi, Keita; Messi, Eto'o, Iniesta (Gudjohnsen 90+5). ___ Mi też ciekły łzy po meczu... ogólnie jestem zdruzgotany , alekażdy bezstronny kibic powie ci , że w tym spotkaniu dominowała Chelsea i to jej należała się wygrana , sędzia nie podyktował minimum dwóch stuprocentowych karnych i był najsłabszym ogniwem spotkania - Fenixoo

Trochę dumy Panowie, trochę dumy. Mieliśmy wszystko co mieć powinniśmy by wygrać. Pierwszy mecz to nasze szczęście, gol Essiena też był raczej pojedynczym przebłyskiem, nie wynikał z składnej akcji. Jak potem trzeba było z zimną krwią dobić rywali, do Drogba zaczął symulować (oskar mu się należy). Dwa karne być powinny. Czerwieni być nie powinno. Takie setki jakie mieliśmy TRZEBA w takich meczach wykorzystywać. Hiddink zrobił swoje, piłkarze zrobili swoje- kluczowy okazał sie brak skuteczności w ataku. - Dziagwa

CHELSEA 2:0 BLACKBURN (Malouda 4’, Anelka 58’)

Chelsea (4-2-3-1): Cech; Bosingwa, Alex, Terry (c), A Cole; Mikel, Essien; Anelka, Lampard, Malouda; Drogba.

Blackburn (4-5-1): Robinson; Andrews, Nelsen (c) (Doran 44), Givet (Khizanishvili h-t), Warnock; Diouf, Tugay, Grella,Villanueva, Pedersen (McCarthy 65); Samba. ___ Darthmates Uważam, że porównywanie Guusa z mitycznym Midasem jest nie fair w stosunku do Holendra. Hiddink nie musi dotykać, by zamieniać w złoto. Mam nadzieję, że nas opuści. Bardzo go szanuję między innymi za to, że potrafi być stanowczy. Jeśli zapowiedział odejście, to powinien wywiązać się z obietnicy. Darthmates ROMAN ROMAN SIGN HIM UP !! ROMAN ROMAN SIGN HIM UP !! GUUS HIDDINK WE WANT U TO STAY !!! - Wookieee

ARSENAL 1:4 CHELSEA (Bendtner 70- Alex 27’, Anelka 38’, Toure (sam.) 48’, Malouda 86’)

Chelsea (4-2-3-1): Cech; Bosingwa (Ivanovic 76), Alex, Terry (c), A Cole; Mikel, Essien; Anelka, Lampard, Malouda (Ballack 88); Drogba.

Arsenal (4-1-4-1): Fabianski; Sagna, Touré, Silvestre, Gibbs; Song (Denilson 67); Walcott (Adebayor 67), Fàbregas (c), Nasri, Diaby (Bendtner 59); Van Persie. ___ Wczorajszy mecz był majstersztykiem taktycznym Hiddinka. To było doskonałe, patrzeć jak ta drużyna przechodzi do kontrataków, kryje, asekeuruje. Gdyby on i Essien byli z Chelsea przez cały sezon bylibyśmy Mistrzami Anglii. - MMariuszz Pięknie. Wygrywamy najwazniejsze derby chyba w Tym sezonie i to jest wazne. Na The Emirates nikt tak wysoko jeszcze nie wygral. Piekna reakcja zespolu po tej jakże druzgocącej środzie. Widac, że są to profesjonalisci. - CypiS

SUNDERLAND 2:3 CHELSEA (Richardson 53’, Jones 90’- Anelka 47’, Kalou 74’, A.Cole 86’)

Sunderland (4-5-1): Fulop; Bardsley, Davenport, Ferdinand, Collins; Malbranque (Healy 78), Whitehead (c), Tainio (Reid 64), Richardson (Murphy 85), Leadbitter; Jones.

Chelsea (4-3-3): Cech; Bosingwa, Ivanovic, Terry (c), A Cole; Essien (Kalou 64), Mikel (Mancienne 77), Belletti (Ballack 26); Anelka, Drogba, Malouda.

___ Troche dziwny mecz, wbili nam aż 2 bramki. Wydaje mi sie że słabsza dyspozycja piłkarzy jest moze spowodowana zbyt częsta grą. Chyba przy takim składzie powinna być roszada aby ci gracze najsłabsi mieli z 15 meczów a Ci najlepsi z 30 (w Premier League). - rajtuza Przynajmniej korona króla strzelców wędruje na Fulham Road Rage

-komentują użytkownicy www.chelsea.pl Pod patronatem piłkarza Wisły Kraków, który w meczu z Piastem Gliwice założył, zamieszczone na zdjęciu, obok buty.

CHELSEA 2:1 EVERTON (Drogba 20’, Lampard 71 - Saha 1’)

Chelsea (4-3-3): Cech; Bosingwa, Alex, Terry (c), A Cole; Essien (Ballack 60), Mikel, Lampard; Anelka, Malouda, Drogba. Everton (4-4-1-1): Howard; Hibbert (Jacobsen h-t), Yobo, Lescott, Baines; Osman (Gosling 82), Neville (c), Cahill, Pienaar; Fellaini; Saha (Vaughan 76).

___ Ten Puchar to nie jest żadne podziękowanie dla Guus'a. To jest efekt fantastycznej pracy jaką w bardzo krótki czasie wykonał w Londynie, jego pracy, bo w tym co Hiddink osiągnął z Chelsea nie ma praktycznie żadnego wpływu pracy Scolariego (i dobrze). Puchar Anglii poprostu musieliśmy dzisiaj zgarnąć-nie było innej opcji. Zagwarantowało Nam to fantastyczne połączenie: Chelsea FC-jeden z najlepszych zespołów na tym globie i Guus Hiddinkjeden z najlepszych trenerów na świecie... - blue_aronek Należało im się. Po tej frustracji i łzach po meczu z Barcelona w końcu mogłem się ucieszyć. - Joe Cole


Strona 54

08.04.09 14.04.09 18.04.09 28.04.09

(LIGA MISTRZÓW) (LIGA MISTRZÓW) (PUCHAR ANGLII) (LIGA MISTRZÓW)

Kwiecień 2009

- najgorętszy miesiąc sezonu

Kwiecień bieżącego roku był miesiącem doprawdy szalonym. 8 spotkań, każde rozgrywane na przestrzeni zaledwie trzech, czterech dni, większość o wysoką stawkę, czas prawie ostatecznych rozstrzygnięć. W kwietniu mogliśmy świętować - kosztem Liverpoolu fakt znalezienia się wśród czterech najlepszych drużyn Starego Kontynentu oraz awans do finału FA Cup. Marzenia o mistrzostwie kraju trzeba było jednak odłożyć na przyszły sezon. Maciej Jasica

Miesiąc rozpoczynaliśmy wygraną na wyjeździe w lidze z pikującym w dół Newcastle Alana Shearera. Wynik 2-0 na naszą korzyść, po bramkach autorstwa Lamparda i Maloudy, nie mógł być dla nikogo zaskoczeniem. Łatwe zwycięstwo ze Srokami było zaledwie przygrywką do tego co czekało sympatyków Niebieskich cztery dni później. Niebieska maszyna wyruszała bowiem na północny-zachód do twierdzy Anfield Road na epicki pojedynek z podopiecznymi Rafy Beniteza w ramach ćwierćfinałów elitarnej Ligi Mistrzów. Doświadczenia z Liverpoolem na arenie europejskiej mieliśmy na przestrzeni ostatnich lat różne. Najpierw trauma odpadnięcia w półfinale tych rozgrywek po „golu duchu”, później smak goryczy zaznany na tym samym etapie w konkursie rzutów karnych. W zeszłym sezonie olbrzymia radość z przypieczę-

towania awansu do historycznego finału Ligi Mistrzów. Zastanawialiśmy się jak tym razem potoczy się ta rywalizacja, zważywszy na doskonałą w ostatnim czasie formę The Reds, którzy gromili takie firmy jak Manchester United oraz Real Madryt. Marzyliśmy o awansie. Mecz nie rozpoczął się jednak po naszej myśli. Już w szóstej minucie Fernando Torres po raz kolejny znalazł sposób na pokonanie Petra Cecha i to Londyńczycy byli w odwrocie. Gra zmieniła się jednak o 180 stopni pod koniec pierwszej połowy kiedy to Branislav Ivanovic zdobył swoją pierwszą bramkę dla Chelsea. Lepszego momentu na debiutanckiego gola wybrać sobie nie mógł! Co więcej kwadrans po zmianie stron podwyższył wynik na 2-1. Po niemal identycznej akcji jak z pierwszej połowy wpakował z najbliższej odległości głową piłkę do siatki obok bezradnie interweniującego Reiny.

Dzieła zniszczenia 4 minuty później dopełnił Didier Drogba. Wynik 3-1 odniesiony na wyjeździe stawiał nas w bardzo komfortowej sytuacji przed rewanżowym spotkaniem. Liverpool by awansować musiałby strzelić aż 3 bramki, nie tracąc przy tym żadnej, co wydawało się niemożliwym. Trzy dni po rozgromieniu The Reds otrzymaliśmy jednak duży materiał do przemyśleń ze strony Boltonu Wanderers, który przybył na Stamford Bridge w ramach 32 kolejki EPL. Mimo prowadzenia do 69 minuty stosunkiem aż 4-0, Niebiescy w zaledwie 9 minut potrafili stracić 3 bramki doprowadzając przy tym do niepotrzebnej nerwowej końcówki. Bolton był o krok od sensacji, a ostateczny wynik 4-3 z pewnością należy do tych „zastanawiających”. Guusowi Hiddinkowi (o czym jestem przekonany) dostarczył solidnego bólu głowy. Jednak

Strona 55

LIVERPOOL [WYJAZD] 3:1 LIVERPOOL [DOM] 4: 4 ARSENAL [NEUTRALNY] 2:1 BARCELONA [WYJAZD] 0:0 prawdziwą migrenę Holender otrzymał od swoich piłkarzy kilka dni później. Będąc pewnym awansu do kolejnej fazy LM zremisowaliśmy z Liverpoolem w szaleńczym meczu sezonu 4-4, a Czerwonym dwukrotnie do wyeliminowania nas brakowało zaledwie jednej bramki. Ostatecznie jednak gol strzelony przez Franka Lamparda, w 89 minucie tej dramatycznej potyczki, przypieczętował fakt znalezienia się wśród czterech najlepszych drużyn Europy. O tym co miało miejsce 14 kwietnia na Stamford Bridge będzie się jeszcze długo rozmawiać. Zgodzę się z Michałem Szadkowskim z Gazety Wyborczej, który stwierdził, że „pod względem rozrywki w tym meczu było wszystko, ale trenerzy zachwyceni być nie mogli”, oraz, że gra momentami przypominała nam tę znaną z podwórka. Michał Pol zasugerował, że gra wyglądała tak, a nie inaczej z powodu braku obu kapitanów w tym spotkaniu, bez których reszta piłkarzy często zdawała się zapominać o założeniach taktycznych. Zarówno John Terry jak i Steven Gerrard niestety nie mogli wziąć udziału w tym piłkarskim spektaklu. Zostawmy już jednak ten wieczór i skupmy się na dalszej części miesiąca. Kolejnym krokiem w naszym kwietniowym maratonie była wygrana z Arsenalem FC 2-1 w półfinale FA Cup dająca nam upragniony awans do finału Pucharu Anglii. Spotkanie rozgrywane na Wembley przed ponad 90 tysięczną publicznością nie rozpoczęło się różowo. W 18 minucie to Arsenal objął prowadzenie. Przypominała się sytuacja z sezonu 2006/07 i finału Carling Cup. Gibbs przerzucił piłkę z lewego skrzydła na prawą stronę do Theo Walcotta, który strzałem

z woleja zdołał pokonać Petra Cecha. W 2007 roku to również za sprawą Walcotta Kanonierzy początkowo prowadzili. Na odpowiedź The Blues nie trzeba było jednak długo czekać, Chelsea wyrównała jeszcze przed przerwą. W 32 minucie gola zdobył będący w coraz lepszej formie Malouda. Francuz strzelił w krótki róg bramki Fabiańskiego. Polak nie sięgnął precyzyjnie uderzonej piłki, ale z pewnością mógł lepiej zachować się przy strzale Florenta. Pierwsza połowa zakończyła się raczej zasłużonym remisem. Przez większość drugiej wszystko natomiast zmierzało do dogrywki. Piłkarze obu drużyn nie stwarzali zbyt wielu okazji bramkowych, gra toczyła się głównie w środku pola, a bramkarze nie narzekali na nadmiar obowiązków. W 84 minucie uśpioną obronę Kanonierów rozbudził Didier Drogba strzelając na 2:1. Napastnik Chelsea dostał długą piłkę od Franka Lamparda, obrońcy nie przerwali akcji, Fabiański wybiegł w pole, ale reprezentant WKS-u minął go i strzelił prosto do pustej bramki Arsenalu. Po tym ciosie nasi rywale zza miedzy już się nie podnieśli. To oznaczało, że za nieco ponad miesiąc mieliśmy ponownie wybrać się na Wembley. Następnie nadszedł czas ostatecznych rozliczeń w lidze. Niestety remis z Evertonem 0-0 sprawił, że marzenia o tytule musieliśmy przenieść na przyszły sezon, wygrana z West Hamem United 1-0 zaledwie przedłużała nasze szanse na wicemistrzostwo kraju – czego jak wiemy ostatecznie ugrać się Niebieskim nie udało. Miesiąc kończyliśmy arcyważnym spotkaniem z FC Barceloną rozgrywanym przed 95 tysięczną widownią na Camp Nou. Z tego piekła wyszliśmy

Po rzucie wolnym Alexa w meczu z The Reds.

jednak obronną ręką idealnie wypełniając założenia taktyczne Guusa Hiddinka i odnosząc remis 0-0 dający nam niezłą pozycję startową przed rewanżem w Londynie. Byliśmy jedynym klubem w tej edycji Ligi Mistrzów, który w stolicy Katalonii nie dał sobie strzelić bramki. Tym samym zadaliśmy kłam powszechnym opiniom pojawiającym się we wszelkiego rodzaju środkach masowego przekazu, twierdzącym, że Barcelona nas zgniecie, a wynik może oscylować w granicach 5-0 na korzyść Katalończyków. Nic bardziej mylnego… Ogólnie rzecz ujmując mimo pogrążenia szans na mistrzostwo (które i tak od momentu odejścia Scolariego wydawało się iluzją) kwiecień należy zaliczyć do bardzo udanych. Zanotowaliśmy kilka historycznych, rostrzygniętych na swoją korzyść pojedynków, o których będzie się jeszcze rozprawiać latami: dwumecz z Liverpoolem, czy genialne pod względem taktycznym spotkanie z Barceloną na Camp Nou. Awansowaliśmy również po dwóch sezonach do finału Pucharu Anglii oraz znaleźliśmy się wśród czterech najlepszych drużyn Starego Kontynentu. Tymczasem nadciągał Maj – miesiąc ostatecznych rozstrzygnięć. Miesiąc strasznego bólu, ale i ostatecznej osłody…

.


Strona 56

U d an y c h w a k a c j i i d o z o b a c z e n i a w l i p c u !


Magazyn Chelsea.pl - numer 10