Issuu on Google+

w drodze.

notes


Bruno Lew Lewin Milczenie ujawnia dramaturgię Czasu. Tylko dogłębne przemyślenie Milczenia, daje możliwość zespolenia z tym, co w Czasie, a potem tego, co istotne w pełnej Ciszy. Podrealizm… jak osobliwy kalendarz Ciszy i Czasu, bezgłośna praktyka przemyślanego Milczenia. Bo Czas nie mówi, Czas trwa. Przed nim, po nim i w nim trwa Milczenie. Powiedziałem Milczenie ujawnia dramaturgię Czasu, bo Milczenie określa Czas w Czasie, to co przed nim, po nim i w nim trwa. Milczenie jest zatem przełamaniem Czasu. Jest prawdziwym i jedynym dotarciem do Trwania. Rozpłynąć się w Milczeniu, to porzucić Czas jako taki. Dotrzeć tam, gdzie Cisza staje się jedyną formą obecności. Z wielkiego dzieła Podrealizmu „Pod, sponad, zza”


2011


2011


grudzień/styczeń 27

Dietlind Frieling tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Poniedziałek | Montag

Drewno

28

Wtorek | Dienstag

29

Środa | Mittwoch

Drewna, mówisz, potrzebujesz na tę długą chłodną zimę małookie dni czas mrozu bagnem nasycone noce, aż po uszy, czarne gwiazdy rozcięte chmury ziemia wydrążona popękane powietrze, pełne glinianych głosów Drewno?

30

Czwartek | Donnerstag

Holz

31

Piątek | Freitag

1

Sobota | Samstag Feiertag | Święto

2

Niedziela | Sonntag

52

Holz, sagst du, brauchst du für den langen kalten Winter die kleinäugigen Tage die Zeit des Frosts der moorsatten Nächte, bis zum Hals, die Sterne schwarz aufgeschnittene Wolken die Erde ausgehöhlt rissige Luft, erfüllt von tönernen Stimmen Holz?


Andreas Thamm tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Niebieskie ślady

Blaue Spuren

długopisem maluję bezładne formy na twoim języku. Aż będzie pusty.

mit Kugelschreiber male ich wirre Formen auf deine Zunge. Bis er leer ist.

to smakuje gorzko, uważasz a ja nie słucham ciebie już od dawna. Za bardzo jestem zagłębiony w śnieżną zamieć przed oknem.

das schmeckt bitter, meinst du und ich hör dir schon lange nicht mehr zu. Bin viel zu vertieft ins Schneetreiben vor dem Fenster.

chciałbym z tobą w śniegu sypiać. Opluj mnie niebiesko a potem pozwól nam wyjść i przeciągamy niebieskie ślady przez śnieg.

ich möchts mit dir im Schnee treiben. Spuck mich blau an und dann lass uns rausgehen und wir ziehen blaue Spuren durch den Schnee.

14.5.09

14.5.09

notes


styczeń

1

3

Tomasz Hrynacz tłumaczenie: Violetta Lęga

Poniedziałek | Montag

Po dziś dzień

4

Wtorek | Dienstag

5

Środa | Mittwoch

6

Czwartek | Donnerstag

7

Piątek | Freitag

8

Sobota | Samstag

9

Niedziela | Sonntag

W półmroku wiruje puch. Ścięte włosy rozdmuchuje wiatr. W piwnicach coraz ciemniej.

Bis zum heute Im Halbdunkel wirbelt die Daunen. Geschnittenes Haar treibt der Wind auseinander. In den Kellern wird immer dunkeln.


Susanne Ulrike Maria Albrecht tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Śnieg

Schnee

Nieskończona biel Trzyma wszelkie życie w niewoli Pochłania kolory Aby zasłonie Z niezmiennej bieli Przygotować drogę Zasłania pieczę Nad przyszłą radością Tylko purpura Na niebie Powód do Nadziei daje Ty jesteś tu Bardzo blisko Mogę Poczuć uderzenie twoich skrzydeł

Der Schnee Unendliches Weiß Hält alles Leben gefangen Verschlingt die Farben Um einem Umhang Aus stetigem Weiß Den Weg zu bereiten Verhüllt die Obhut Auf kommenden Jubel Nur das Purpur Am Himmel Anlass zur Hoffnung gibt Du bist da Ganz nah Kann deinen Flügelschlag spüren

notes


styczeń

2

10

Michael Hillen tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Poniedziałek | Montag

pożegnanie

11

Wtorek | Dienstag

zmęczone fale dziobowe głęboko zanurzających się łodzi.

12

blisko wody ptaki gromadzą się w wycieńczonych drzewach aby wspólnie z nimi czekać na sen, zaraz na promenadzie zabłysną miejskie latarnie -

13

pożegnanie zimowego dnia który nad rzeką milcząco zanurza się w zmrok

Środa | Mittwoch

Czwartek | Donnerstag

14

Piątek | Freitag

15

Sobota | Samstag

16

Niedziela | Sonntag

abschied müde die bugwellen der tiefgehenden kähne. nah am wasser sammeln sich die vögel in den abgekämpften bäumen um gemeinsam mit ihnen auf den schlaf zu warten, gleich leuchten an der promenade die städtischen laternen auf – abschied eines wintertages der schweigsam am fluß in die dämmrung taucht


Liliana Kremsner tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Cały rok Znowu nowy rok, zaczął się styczeń, jego dni zimne i białe, natura śpiąca pod lodem.

Lipiec pożycza nam wytęsknione wakacje, czy w domu, czy nad morzem na południu, urlop się teraz zapowiada, plaża i słońce, jeśli się to lubi.

Kolej na luty, kiełek czekający na swoje święcenie, odrobina cierpliwości jest jeszcze pożądana, zanim wzniesie się w górę.

W sierpniu to postępuje, wdrapująca się po drabinie żaba, bowiem również tu w domu jest słonecznie i bardzo gorąco.

Marzec przyjmuje to spokojnie, zima wkrótce zblednie, słońce idzie mu na rękę, zmiata śnieg i lód promienną miotłą.

We wrześniu szkoła woła, ponownie pożądana jest wola ucznia, uczyć się, uczyć się, uczyć się, aby wznieść się do gwiazd.

Natura wyciąga ramiona w dal, radośnie usposobieni są wszyscy ludzie, świat budzi się w wiosennym uczuciu, bowiem teraz już jest kwiecień.

Październik leży we mgle, wiatr dmucha w żagle, bowiem jesień nastała i szaleje w najbliższych tygodniach.

Maj pasuje dobrze do miłości, zbudzony przy tym instynkt instynktów, pożądajcie i bądźcie kochani, to uczucie obiecuje przecież szczęście.

Listopad robi pętlę, swoją dojrzałością przykrywa łąki i lasy i jego opustoszałe pola.

W czerwcu jest czas na lato, chociaż niekiedy deszcz i grom wygania na krótko wielbicieli słońca, potem wraca ich ulubiona pogoda.

Grudzień przynosi nam zimę, ukołysana przy tym natura i jej dzieci, bo w szerokości jego ramion śpi wszystko, co u jego boku.

notes


styczeń

3

17

Radek Pulkowski

Poniedziałek | Montag

zimą

18

Wtorek | Dienstag

19

Środa | Mittwoch

20

Czwartek | Donnerstag

21

Piątek | Freitag

22

Sobota | Samstag

23

Niedziela | Sonntag

my się zimą boimy i zimą czujemy, że przychodzą i odchodzą. często chciałyby zostać na stałe, pokazują się, że mogłyby, że są predyspozycje, odpowiednia głębokość. o czymkolwiek mówię – w tym momencie nie kojarzysz, bo wszystko przychodzi i odchodzi i przecież, syntetycznie, w tym rzecz. jednak kiedy przyjdzie, nie będziesz mógł niczego powiedzieć, niczego wykrztusić z siebie, nie będziesz mógł krzyknąć, ani się poruszyć dopóki nie odejdzie, nie zblednie.


Liliana Kremsner

Das Ganze Jahr Schon wieder ein neues Jahr, angefangen Januar, seine Tage kalt und weiß, die Natur schlafend unter Eis.

Juli leiht uns die ersehnten Ferien, ob zuhause oder am Meer im Süden, Urlaub ist jetzt angesagt, Strand und Sonne, wenn man es mag.

Februar ist an der Reihe, wartend Keim auf seine Weihe, ein bisschen Geduld ist noch gefragt, bis er in die Höhe ragt.

Mit August geht es weiter, steigend der Frosch auf der Leiter, denn auch hier zuhaus ist es sonnig und sehr heiß.

März sieht es gelassen, der Winter wird bald verblassen, Sonne kommt ihm entgegen, kehrt Schnee und Eis mit Strahlenbesen.

Im September ruft die Schule, gefragt erneut ist des Schülers Wille, lernen, lernen, lernen, um aufzusteigen zu den Sternen.

Die Natur streckt ihre Arme in die Weite, freudig gelaunt sind alle Leute, erwacht die Welt im Frühlingsgefühl, denn jetzt ist schon April.

Oktober liegt im Nebel, Wind bläst in die Segel, denn Herbst ist eingebrochen und tobt in den nächsten Wochen.

Mai passt gut zur Liebe, geweckt dabei der Trieb der Triebe, begehrt und seid geliebt, dieses Gemüt verspricht doch Glück.

November macht eine Schleife, bedeckt mit seiner Reife Wiesen und Wälder und dessen leergeräumte Felder.

Im Juni ist Zeit für den Sommer, wenn auch manchmal Regen und Donner vertreibt kurz die Sonnenanbeter, danach kehrt zurück ihr Lieblingswetter.

Dezember bringt uns Winter, gewogen dabei die Natur und ihre Kinder, weil in seiner Armenbreit schläft alles, was an seiner Seit.

notes


styczeń 24

Poniedziałek | Montag

25

Wtorek | Dienstag

26

Środa | Mittwoch

27

Czwartek | Donnerstag

28

Piątek | Freitag

29

Sobota | Samstag

30

Niedziela | Sonntag

4


Myriam Keil tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

styczniowy spacer

januarspaziergang

drzewa bezdźwięcznie ścinają zimę na dwoje na lodzie ciemne ptaki

die bäume stemmen tonlos den winter entzwei auf dem eis dunkle vögel

zgadujemy ich nazwy zapominamy nasze własne złożone na marach troski teraz jest tyle czasu

wir raten ihre namen vergessen unsere eigenen aufgebahrten sorgen jetzt ist alle zeit der welt

mieć nadzieję na trochę więcej światła do oddychania

zu hoffen auf ein wenig mehr licht zum atmen

pojedyncze sylwetki żyją ze skrzypienia pod zgodnymi butami

die vereinzelten silhouetten leben vom knirschen unter friedfertigen schuhen

na odległość łopotu skrzydeł

einen flügelschlag entfernt

dajemy wronom miejsce na fotografii odchodząc tracimy ojca i jego dziecko

geben wir den krähen platz auf einem foto im weggang verlieren wir den vater und sein kind

notes


styczeń/luty 31

5 Tomasz Hrynacz tłumaczenie: Violetta Lęga

Poniedziałek | Montag

Zdradzone miłości dryfują we śnie

1

Wtorek | Dienstag

2

Środa | Mittwoch

To nie przypadek. To czyny nie do odwołania.

Verratenen Lieben driften im Schlaf Es ist kein Zufall. Man kann es nicht mehr wiederrufen.

3

Czwartek | Donnerstag

4

Piątek | Freitag

5

Sobota | Samstag

6

Niedziela | Sonntag

notes


Andreas Thamm tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

patrzeć perspektywicznie

perspektivisch sehen

znowu jest śnieg przed oknem, chociaż raczej sporadycznie, jak zgubiony puch niewidocznych ptaków

es ist wieder Schnee vorm Fenster, wenn auch eher sporadisch, wie verlorene Daunen unsichtbarer Vögel

między domy opada czerń, szarość, jak miesiącami nie widziana, jak miesiącami nie odczuwana

zwischen die Häuser senkt sich ein Schwarz, ein Grau, wie monatelang nicht gesehen, wie monatelang nicht empfunden

patrzeć perspektywicznie, linie rozpoznawać, między piórzymi puszkami na wskroś, wczuć w czarne szpary domów obuocznie.

perspektivisch sehen, die Linien erkennen, zwischen den Federflusen hindurch, einfühlen in die schwarzen Häuserspalten, beidäugig.

opada ból, szary-doprawdy-w szpary domów, jak brud biały, puch nieznanych ptaków, perspektywicznie oglądając

es senkt sich ein Schmerz, ein grauer – fürwahr – in den Häuserspalten, wie Schmutzweiß, die Daunen unbekannter Vögel, perspektivisch betrachtet

w między szpary, otwierające się przy ścianach, rzucają się ptaki, z zimna już głuche, bezbarwny ból, jak czerń w zimowym niebie, znowu śnieg,

in die Zwischenspalten, sich neben Wänden öffnend, stürzen sich Vögel, vor Kälte schon taub, farblos der Schmerz, wie Schwarz im Winterhimmel, wieder Schnee,

myślę.

denke ich.

15.10.09

15.10.09


Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki tłumaczenie: Michael Zgodzay

CCXXXIV. Usługi dla ludności dałeś mi Panie noc abym doczekał rana a ja się przebudziłem i podniosłem krzyk bałem się Panie iż z nocy wychynie noc ze słowa wynurzy się słowo lecz nigdzie nie będzie dla mnie miejsca („bujaj się stąd, Dyciu”) ani śladu moich ust zawstydzonych przez Twój pocałunek jakby jeden z nas nie wiedział co ze sobą zrobić

CCXXXIV. Dienstleistungen für die Bevölkerung die nacht hast du mir gegeben Herr damit ich den morgen erreiche ich aber wachte auf und erhob ein geschrei ich hatte angst Herr dass ein wort hinter der nacht hervorlugen aus dem wort ein wort auftauchen wird doch ohne den winzigsten platz für mich (zieh leine, Dycki) noch einer spur meiner lippen die dein kuss beschämt hat als wüsste einer von uns nicht was er mit sich anfangen soll


minął miesiąc 1


luty

6

7

Brigitte Adam tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Poniedziałek | Montag

Urok zimy

8

Wtorek | Dienstag

9

Środa | Mittwoch

10

Czwartek | Donnerstag

11

Piątek | Freitag

12

Sobota | Samstag

13

Niedziela | Sonntag

Zimno, słońce, śnieg-urok zimy Cały krajobraz wydaje się taki czysty. Powoli padają płatki, nie, to taniec. To uspokajające, po prostu przyglądać się i ten blask. Wiatr je rozgania-wszędzie jest biało. Na nagich gałązkach wisi lód. Promień słońca obraca go w brylant Łąka wygląda jak kobierzec z aksamitu. Mały potok jest jak ścięty. Lód jest bardzo twardy. Ale co to jest? Śnieg się unosi. Przebiśniegi wypychają go w górę. To oznacza, że wiosna jest już niedaleko Chociaż zima nadal nosi swoją białą szatę. Ptaki w zaroślach też to spostrzegają To najpierwsze tchnienie wiosny.


Izabela Kudasik

Niedoświetlona Nakryła mnie w łóżku, tuż po budziku. Nocą, choć to było rano. Pora bez słońca lub ze słońcem za chmurami. Wierzę, że ono jest, ale przecież nie widzę, bo czasem całymi tygodniami nie dotyka ziemi. Gdy pierwszy raz czasem zimowym, o szóstej trzydzieści budzę się w kompletnych ciemnościach, wiem, przyłapała mnie znów. Zimowe ubrania nadal na strychu. Mrok zapowiada od tragicznego poranka, że przyjdzie błagać o promienie, ale zlituje się w styczniu i odejdzie pod warunkiem, że będzie śnieg. Jeśli nie, to dopiero w lutym, wtedy zdybie mnie na radości, że wstaję za dnia. Pora niskiego naświetlenia, otwór przesłony za mało uchyli i zostawi mnie ciemną, niewidoczną, do poprawek. To już nie błona, co odeszła do lamusa, to matryca, zły zapis we mnie. Błąd w zgraniu mojej przesłony z czasem zimowym. Chociaż niczym się nie zasłaniam, wciąż wychodzę jak w z cienia. Najbardziej rano, gdy endorfiny zredukowane do zera. Próbuję złapać więcej światła, gdy odbijam w lusterku twarz, ustawiam się pod lampą, łudzę, że oślepi mnie namiastką. Co mi z tego, kiedy za oknem nadal noc, we mnie niedosyt, a makijaż niewyraźny. Po południu już rozmyty, bo popołudnie jest jak wieczór. O szesnastej z kurami wypadałoby się kłaść spać. Ale jak zasnąć jeśli kurantów w zegarze brak, a obiad smakuje jak kolacja. Wiem, dużo gorzej być prześwietlonym. Obróbka sfiksowanego więcej kosztuje. Nachłoniętemu luksferami bliżej do udaru i wypalenia. To nie ja. Nie wypalam się do dna, wciąż mam na ciele miejsca nietknięte. Brak mi złączy, cyna się nie topi, plomby hartowane światłem zaczynają wypadać. Potrzeba mi więcej jakiegoś sztucznego słońca, nawet jeśli pukają mnie w głowę, że już wszystko mamy zmodyfikowane. Zabierz mnie wyżej. Błyśnij fleszem prosto w oczy. Błagam.

notes


luty

7

14

Brigitte Adam

Poniedziałek | Montag

Winterzauber

15

Wtorek | Dienstag

16

Środa | Mittwoch

17

Czwartek | Donnerstag

Kälte, Sonne, Schnee - Winterzauber Die ganze Landschaft wirkt so sauber. Langsam fallen die Flocken, nein es ist ein Tanz. Beruhigend, einfach zuzusehn und dieser Glanz. Der Wind vertreibt sie - überall ist es weiß. An den kahlen Zweigen hängt das Eis. Ein Sonnenstrahl macht es zum Brillant Die Wiese sieht aus wie ein Teppich aus Samt. Der kleine Bach ist wie erstarrt. Das Eis ist ganz schön hart. Doch was ist das? Der Schnee wird angehoben. Die Schneeglöckchen drücken ihn nach oben. Das heißt der Frühling ist nicht mehr so weit Auch wenn der Winter noch trägt sein weißes Kleid. Die Vögel im Geäst merken‘s auch Den allerersten Frühlingshauch.

18

Piątek | Freitag

19

Sobota | Samstag

20

Niedziela | Sonntag

notes


Izabela Kudasik tłumaczenie: Lucyna Hałoń

Die Unterbelichtete Sie hat mich im Bett erwischt, gleich nach dem Weckerklingen. In der Nacht, obwohl es schon ein Morgen war. Eine Zeit ohne oder mit der Sonne hinter den Wolken. Ich glaube, es gibt die Sonne, obwohl ich sie nicht sehen kann, da sie manchmal die ganzen Wochen nicht die Erde beruehrt. Wenn ich zum ersten Mal zu dieser Winterzeit aufwache, 6 Uhr 30, in totaler Dunkelheit, da weiss ich, die hat mich wieder ertappt. Winterklamotten immer noch auf dem Dachboden. Die Daemerung kuendet schon von der tragischen Morgen an, dass sie um Sonnenstrahlen flehend kommt, erbarmt vielleicht im Januar unter der Voraussetzung, es wird schneien. Soll es nicht, dann erst im Februar, ja, dann ertappt sie mich beim Aufstehem am fruhen Morgen. Es ist Zeit der Unterbelichtung, die Blende laesst nicht genug Licht rein und ich bleibe dunlel, zur Verbesserung. Es ist kein Film mehr, der schon laengst als veraltet gilt, es sei die Matrize, ein schlechter Kode in mir. Meine innere Blende stimmt mit der Winterzeit gar nicht ueberein. Obwohl ich nicht verhuellt bin, kann nicht aus dem Schatten raus. Meistens am Morgen, wenn Endorphine auf Null stehen. Ich versuche, mehr Licht zu fangen, wenn ich mein Gesicht im Spiegel betrachte, stelle mich unter die Lampe und taeusche mich vor, Ersatzlicht von ihr zu bekommen. Was nutzt das aber, wenn draussen die Nacht und in mir ein Hunger, das Make-up unscharf. Am Nachmittag schon ganz verschwommen, denn der Nachmittag dem Abend aehnelt. Am liebsten sollte man mit den Huehnern schlafen gehen. Aber wie kann man einschlafen, wenn am Wecker das Spielewerk fehlt und Mittagessen nach dem Abendessen schmeckt. Ich weiss es, es ist viel schlimmer ueberbelichtet zu sein. Eine Bearbeitung kostet mehr. Ein stark Beleuchteter steht dem Schlag und der Ausbrennung naeher. Das bin nicht ich. Ich brenne nicht voellig aus, an meienem Koerper finde ich Stellen, die noch nicht beruehrt wurden. Es mangelt an Verbindung, Zinn schmelzt nicht, mit Licht gehaertete Plomben beginnen rauszufallen. Ich brauche mehr Sonne, auch wenn die anderen mir einreden wollen, wir haetten alles modifiziert. Nimm mich hoeher mit. Blitz mir mit dem Licht direkt in die Augen. Bitte...


luty

8

21

Grzegorz Kwiatkowski

Poniedziałek | Montag

światło zastępcze

22

Wtorek | Dienstag

23

Środa | Mittwoch

to oczywiste że należałoby pisać o kamieniu drzewie kształcie domu albo twarzy swej matki kiedy w wierszach czytacie o Miłoszu Pollocku Rimbaudzie i Kafce wiedzcie że autor odwiedzał solarium literackie napisy na solarium głoszą: „światło zastępcze dla wszystkich” „szczególnie pomocne artystom czyli niekochanym”

24

Czwartek | Donnerstag

25

Piątek | Freitag

26

Sobota | Samstag

27

Niedziela | Sonntag

słońce przesłoniła drukarska farba spacery zastąpiły opisy krajobrazu miłość zamieniła się w tanie romanse to oczywiste


Krzysztof Krasowski

Dni Kobiet - Biały W pierwszym wierszu o kobietach, których jak się okazuje wcale nie potrzebujemy, ścigają nas tylko duchy przeszłości, a w przyszłości będą ścigać duchy przyszłe; w kolejnej książce na kolejnej stronie, którą mogę już czytać od końca, ale zawsze dla pewności sprawdzam jej początek, bohater, nie wygłaszając żadnej znamienitej kwestii, umiera już gdzieś w połowie; jest śnieg, sprzedawca był dziś niemiły, zastanawiam się nad rzuceniem papierosów

notes


luty/marzec 28

9 Grzegorz Kwiatkowski

Poniedziałek | Montag

Ersatzlicht

1

Wtorek | Dienstag

2

Środa | Mittwoch

3

Czwartek | Donnerstag

4

Piątek | Freitag

5

Sobota | Samstag

6

Niedziela | Sonntag

es ist offensichtlich dass man schreiben sollte über einen Stein einen /Baum die Form eines Hauses oder das Gesicht der Mutter wenn ihr in den Gedichten über Miłosz Pollock Rimbaud und Kafka lest wisset, dass der Autor ein literarisches Solarium /besucht hat auf dem Schild des Solariums heißt es: “Ersatzlicht für alle “ “besonders förderlich für Künstler also Ungeliebte” Sonne wurde durch Druckfarbe verdeckt Spaziergänge durch Beschreibungen der Landschaft /ersetzt Liebe verwandelte sich in billige Romanzen es ist offensichtlich


Karol Maliszewski tłumaczenie: Peter Gehrisch

Requiem Tu wszystkie gałęzie należą do zmarłych, machają nimi wytrwale na wietrze; czy wciąż w albumach tkwią ich młode oczy, nie wiem; pozostawili mundury, suknie ślubne, komunijne ubranka; nadzy wślizgują się między gałęzie; czy tam jest jakiś popas lub piknik u Boga, nie wiem; nie mogę zawierzyć mitologiom, niezupełnie wierzę tylko w rozkład; wrócić na ziemię wiosną, bić deszczem, być jasnym pędem, gorzkim mleczem w żwirze

Requiem Hier gehören alle Zweige zu den Toten, sie winken mit ihnen geduldig im Wind; ihre jungen Augen weilen noch immer in Alben, ich weiß nicht; sie ließen Uniformen zurück, Braut-, Kommunionsaufzüge nackt schlüpfen sie in die Zweige hinein gibt’s dort was zu fressen oder ein Picknick bei Gott, ich weiß nicht; den Mythologien kann ich nicht trauen mein Glaube ist klein, ich glaub an den Fahrplan; daran, im Frühjahr zurück zu kehren zur Erde als Regenguß, als heller Flug und bitterer Löwenzahn im Kies.

notes


Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki tłumaczenie: Michael Zgodzay

XCIV. w tej części świata nie mieszkam kiedyś mieszkałem na samej górze w tej części świata piją usta ulicznych chłopców i ja przyznaję kręciłem się po placu z tymi którzy mówili że jestem jak księżyc w posiadaniu wariatów przeto jak księżyc w posiadaniu wariatów wędrowałem z rąk do rąk coraz bardziej nierzeczywisty wrzodziejący zostawiłem kartotekę odciski palców i donosy na Leszka kiedyś mieszkałem na samej górze dzisiaj zaledwie na siódmym piętrze

XCIV. in diesem teil der welt wohne ich nicht früher habe ich ganz oben gewohnt in diesem teil der welt trinken die lippen der stricher ich gebe zu auch ich streunte auf dem platz herum mit denen die mir sagten ich sei wie der mond der seine verrückten hat so also wanderte ich wie der mond der seine verrückten hat von einer hand zur anderen immer unwirklicher und mit geschwüren bedeckt ich hinterließ eine akte fingerabdrücke und meldungen über Leszek früher habe ich ganz oben gewohnt heute gerade mal im siebten stock


minął miesiąc 2


marzec

10

7

Karl Krolow tłumaczenie: Patrycja Możejko

Poniedziałek | Montag

Południe

8

Wtorek | Dienstag

9

Środa | Mittwoch

10

Czwartek | Donnerstag

11

Piątek | Freitag

12

Sobota | Samstag

13

Niedziela | Sonntag

Drużyna białych baskijskich beretów. Ktokolwiek chce się do niej zbliżyć, Musi ze złotymi ramionami i rękoma Przejść przez plac. Jeszcze wczoraj można było w tym miejscu Złowić rybę cienia. Teraz ryba żyje na dnie Pustych beczek po winie stojących przy wejściach /domostw. O południe, wygarbowane kocim moczem! Jeden cienko brzmiący dzwon wpada drugiemu W słowo. Światło kosi Dwie bezsilne gałki oczne.

Midi  Eine Gruppe weißer Baskenmützen. Wer sich ihr nähert, Muss mit goldenen Schultern und Händen Über den Platz. Der Schattenfisch ließ sich an dieser stelle Noch gestern fangen. Jetzt lebt er auf dem Grunde Leerer Weinfässer in Hauseingängen. Midi, gegerbt von Katzenharn! Eine dünne Glocke fällt einer anderen Ins Wort. Zwei kraftlose Augäpfel Werden vom Licht geerntet. 


David Banik tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Przeczucie wiosny

Frühlingsahnung

Ciepławe powiewy muskają moją twarz Czule zgrany śpiew ptaków Łagodny uśmiech-poemat Tworzenie słów staje się skłonnością

Laue Lüfte streifen mein Gesicht Zart gespielter Vogelsang Ein weiches Lächeln - ein Gedicht Wortentun wird zum Hang

Moje myśli, one są wolne Przerwy cichej natury Żadnej muzyki w G-tępym Co nie jest, ma skutek

Meine Gedanken, sie sind frei Pausen stiller Natur Keine Musik in G-stur Was nicht ist hat Wirkung

Siedzę na parapecie Bezpośrednią miną upajam się widokiem Patrzę osłupiały i zdumiony Podziwiam światło w sobie

Ich sitze auf dem Fensterbrett Mit gerader Mine genieß ich Sicht Ich stiere und staune Bestaun das Licht im Icht

Ono nadchodzi Widzi mnie przycupniętego Zna mnie Ono Przeczucie wiosny

Sie kommt immer näher Sie sieht mich kauern Sie kennt mich Sie ist Frühlingsahnung

notes


marzec 14

Poniedziałek | Montag

15

Wtorek | Dienstag

16

Środa | Mittwoch

17

Czwartek | Donnerstag

18

Piątek | Freitag

19

Sobota | Samstag

20

Niedziela | Sonntag

11


marzec

12

21

Bogumiła Hyla

Poniedziałek | Montag

Ulica im. Literatury (1)

22

Wtorek | Dienstag

23

Środa | Mittwoch

24

Czwartek | Donnerstag

Dziś literacka nagłość twojego umysłu została poddana próbie. Uwiedź ją. Wydobądź trącące mglistością, efemeryczne stoki opadającej na ziemię wiosny i nie opieraj się kwitnącym ogrodom. Wyjdź do nich, ty, jedyny adwokat strzegący sprawy własnej sztuki. Nazwij po imieniu te nic nie znaczące strzępki cudzych zmagań, które masz zamiar poddać surowej interpunkcji i opisać. Kobieta jedzie na rowerze, a za nią biegnie oślizgły jak żaba, chyży psiak. Jeszcze chwila i dostrzeżesz jak chwyta ją zębami za łydkę, a kobieta spada z roweru. Leży teraz na ziemi, nie podnosi się. Nędzny piesek, przyczyna upadku człowieka. Biedna wiosna stała się zaczątkiem jednego z tysiąca opowiadań.

25

Piątek | Freitag

26

Sobota | Samstag

27

Niedziela | Sonntag

notes


Myriam Keil tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

idylla szeregowego domu

reihenhausidylle

dotarłam do dni powszednich które siedzą przed masywnymi drzwiami

angekommen bei den alltagen die vor massiven türen hocken

stoję i czekam na obraz w głowie

stehe ich und warte auf das bild im kopf

kobiety która jutro jest matką bo chciała nią być od urodzenia

von einer frau die morgen mutter ist weil sie es von geburt an sein wollte

i pod resztkami śniegu przeczuwa pierwsze kwiaty

und unter schneeresten die ersten blumen weiß

sąsiad nie znajduje już żadnego dojścia i niszczy ogród obcym głosem

ein nachbar findet keinen zugang mehr und zerstört den garten mit einer fremden stimme

z moich pleców znaki zapytania uciekają

aus meinem rücken fliehen fragezeichen

na drugą stronę ulicy gdzie ktoś sprzedaje odpowiedzi

auf die andere straßenseite wo einer antworten verkauft

a plac zabaw został zamknięty bo babka piaskowa była nie do zapłacenia

und der spielplatz geschlossen wurde weil der sandkuchen unbezahlbar war

w samym środku

mittendrin

twój buntowniczy śmiech przytłumiony szalikiem

dein rebellengelächter unterdrückt vom schal

który zamyka twoje usta bo jesteś taki zaraźliwy i ulegle twoją odwagę podarowałbyś

der deinen mund verschließt weil du so ansteckend bist und haltlos deinen mut verschenken würdest

światu

an die welt


marzec/kwiecień 28

Günther Peer tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Poniedziałek | Montag

Zagubiony

29

Wtorek | Dienstag

30

Środa | Mittwoch

31

Czwartek | Donnerstag

1

Piątek | Freitag

2

Sobota | Samstag

3

Niedziela | Sonntag

13

Patrzyłem w twoje oczy i życzyłem sobie spełnienia. Zgubiłem jednak wszelkie słowo. Całowałem twoje usta i obudziłem się w raju. Zgubiłem jednak wszelkie słowo. Dotykałem twoją niewinność i pogrążyłem się w uczuciach. Zgubiłem jednak wszelkie słowo. Rozwiewam moje niepewności w mojej tęsknocie za bezpieczeństwem i miłością.


Jan Decker tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Wilk żyje w ścianach

Der Wolf lebt in den Wänden

Wilk żyje w ścianach. Ty tego nie wiesz? Ale każdy to wie!

Der Wolf lebt in den Wänden. Du weißt es nicht? Aber jeder weiß es!

Oprzyj się tylko o ścianę. Nie słyszysz, jak wali? To jest bicie jego serca.

Lehn dich nur an die Wand. Hörst du es nicht pochen? Das ist sein Herzschlag.

Nie słyszysz, jak syczy? To jest jego cichy oddech. Tak blisko u ciebie koczuje.

Hörst du es nicht zischen? Das ist sein leiser Atem. So nah haust er bei dir.

I on widzi ciebie przez dziurę. Wydrapuje ją, kiedy śpisz. Nie słyszałeś nigdy jego pazurów?

Und er sieht dich durch ein Loch. Das kratzt er aus, wenn du schläfst. Hast du nie seine Krallen gehört?

A może myślisz, że on zniknął? Ponieważ dzieci rysują jego krzywy pysk? Więc zapytaj je! On nadal żyje, ten wilk.

Oder meinst du, er ist verschwunden? Weil Kinder sein schiefes Maul zeichnen? Dann frag sie! Noch lebt er, der Wolf.

notes


Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki tłumaczenie: Michael Zgodzay

LXXXVI. pijemy alkohol na żydowskim cmentarzu a potem siusiamy w zaroślach Leszek nie kryje się z tym co ma w spodniach i to robi wrażenie na zmarłych każdy z nas zauważam siusia w znacznej odległości od obecnych i nieobecnych natomiast Leszek chwali się tym co mu wystaje ze spodni i to robi wrażenie na zmarłych jestem jednym z nich więc jestem jednym z nich odkąd dwie dziewczyny i trzech chłopaków załatwia się wśród grobów jak u siebie w domu

LXXXVI. wir trinken alkohol auf dem jüdischen friedhof und dann pinkeln wir im gebüsch Leszek verheimlicht nicht was er in der hose hat und das beeindruckt die toten jeder von uns bemerke ich pinkelt in einiger entfernung von den anwesenden und abwesenden Leszek hingegen gibt an mit dem was ihm aus der hose ragt und das beeindruckt die toten ich bin einer von ihnen also bin ich einer von ihnen seit zwei mädchen und drei jungen ihr geschäft verrichten zwischen den gräbern wie bei sich zu hause


minął miesiąc 3


kwiecień

14

4

Günther Peer

Poniedziałek | Montag

Verloren …

5

Wtorek | Dienstag

6

Środa | Mittwoch

7

Czwartek | Donnerstag

8

Piątek | Freitag

9

Sobota | Samstag

10

Niedziela | Sonntag

Ich sah in deine Augen und wünschte mir Erfüllung. Verlor aber jedes Wort. Ich küsste deine Lippen und erwachte im Paradies. Verlor aber jedes Wort. Ich berührte deine Unschuld und versank in Gefühlen. Verlor aber jedes Wort. Ich vertreibe meine Zweifel in meiner Sehnsucht nach Geborgenheit und Liebe.


Philipp Brotz tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Zdemokratyzowane doświadczanie Boga

Demokratisierte Gotteserfahrung

Taje, to postanowiona sprawa Jesteś przecież wiosną Z parujących stawów pączkują rechoczące żaby Na skraju lasu schadzka Mörike i Faustusa Strumienie i potoki uwolniły się z lodów Przełom stapia się do mojego ogrodu Miasto pełne rozpiętych bluzek Zgraja bierze zimę w obroty Wielkanoc jest dziewiątego listopada Mroźny Oligarchu słyszysz Z nami już nie dłużej

Dass es taut beschlossene Sache Frühling ja du bist es Aus den dampfenden Weihern knospen die quakenden Frösche Stelldichein am Waldsaum zwischen Mörike und Faustus Vom Eise befreit sind Ströme und Bäche Aufbruch schmilzt in meinen Garten Stadt voll aufgeknöpfter Blusen Die Rotte hat sich den Winter vorgeknöpft Ostern ist neunter November Frostoligarch hörst du Nicht länger mit uns

notes


kwiecień 11

Poniedziałek | Montag

12

Wtorek | Dienstag

13

Środa | Mittwoch

14

Czwartek | Donnerstag

15

Piątek | Freitag

16

Sobota | Samstag

17

Niedziela | Sonntag

15


Maciej Kaczka

jesteś chodzącą krainą łagodności masz rozpalone w źrenicach ogniska ze skroni w dal promieniują warkoczyki chcesz z iskierkami trzaskać się po pyskach i nie trawisz elektrycznej muzyki masz za to pociąg do traw i do manowców wciskasz swój cień między błękit a ziele pacior spleciony z łąkowej pieśni strof stu starcza ci za życiodajny kabelek jesteś chodzącą krainą łagodności zaś moim księstwem jest szczerość aż do bólu powiedz, czy to powiedział kiedyś ktoś ci zanim mu kamień omszony w gardle urósł? niczym duchowy podnośnik nie słuchasz gwiazd i nie czytasz filozofów jak z ruchu warg odgadujesz niebogłosy masz świata zamęt za śmiech puszczony z offu krew oddajesz elfom pchłom smagłonosym sępiąc w czas brzasku, myszkując w zamroczu zwiesz się na równi orłem i wiewiórką pijesz do chmurek, więc ci jeszcze po cóż szmer komputera i bukowe biurko? jesteś tęczową krainą łagodności każdemu wchodzisz na innym kolorze jak grasz i śpiewasz: no popatrz tamten gość śpi a ten choć chce, nijak zasnąć nie może z powodu w gardle ości

notes


kwiecień 18

Poniedziałek | Montag

19

Wtorek | Dienstag

20

Środa | Mittwoch

21

Czwartek | Donnerstag

22

Piątek | Freitag Feiertag

23

Sobota | Samstag

24

Niedziela | Sonntag Feiertag | Święto

16


Maciej Kaczka

du bist das wandelnde land der milde magere flammen glühn in den pupillen funkelnde zöpfe zucken heiss und hektisch sanfte ohrfeigen fülln die abendstille du magst musik aber doch nicht elektrisch dann fliehst du ins dickicht aus gras und kerzendochten dein schatten flüstert dünne kräuterfabeln die hundert strophen zusammen eng verflochten dienen dir als lebensspendende kabel denn du bist das wandelnde land der milde mein reich ist dir der grelle hintergrund hat jemand dir so ehrlich das geschildert bevor ihm ein bemooster stein erwuchs im mund? so wie ein geistiger zünder du hörst keine stars, liest keine philosophen im lippenlauf endeckst du himmelsklänge der weltlärm kommt für dich nur aus dem off, wenn du dein blut den flöhenelfen spendest stahlstarke seele hängt auf festen knochen gleich einer föhre am ameisenhaufen du, wolkenfreund, sag wozu brauchst do noch den furnierten tisch und das computerrauschen? ja du bist der tanzende regenbogen und alle wechseln - wenn du singst - die farben sieh: dieser kerl ist in den schlaf entflogen, der andre gähnt mit angespannten nerven wegen einer abgelaufenen konserve

notes


kwiecień/maj 25

17 Barbara Finke-Heinrich tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Poniedziałek | Montag Feiertag | Święto

Wiosna

26

Wtorek | Dienstag

27

Środa | Mittwoch

28

Czwartek | Donnerstag

29

Piątek | Freitag

30

Sobota | Samstag

1

Niedziela | Sonntag Feiertag | Święto

ciche trzeszczenie, trzaskanie rysy, które się rozszerzają jak sieć pajęcza całkiem delikatnie i delikatniej coraz bardziej coraz głośniej i ciepło światło, mleczne jednak decydujący krok został zrobiony mój lodowy pancerz ma pęknięcie


Karl Krolow tłumaczenie: Małgorzata Pietrzak, Małgorzata Nizioł, Patrycja Możejko, Jakub Cosel

Zwycięska roślinność

Siegreiche Vegetation 

Wtedy zauważono, Że dzieciom Znudziły się zabawki. Wyrywały pęki dzikich narcyzów Koty Polowały na nieznane rośliny. Chwile różniły się od siebie jak czerwone I białe pelargonie. Życie straciło świadomość. Było delikatne jak Psia łapa.

Damals fiel auf, Dass den Kindern ihr Spielzeug Leid wurde. Sie rauften Büschel wilder Narzissen. Die Katzen Stellten fremden Gewächsen nach. Die Augenblicke unterschieden sich Voneinander wie rote und weiße Geranien. Das Leben verlor Sein Selbstbewusstsein. Es glich der Zartheit Einer Hundepfote.

Roślinność zwyciężała w listkach, Które wpełzały pod bluzki. Rozdawano bukiety Nieznanych kwiatów albo cienie Starych drzew. I piękno przemijało Za długimi rzęsami. Widok roślin sprawił, Że pierś i biodro Stały się zbędne.

Die Vegetation siegte in Blättern, Die unter die Blusen krochen. Man verschenkte Sträuße Unbekannter Blumen oder Schatten Alter Bäume. Und die Schönheit verging Hinter langen Wimpern. Der Anblick der Pflanzen Machte Brust und Hüfte Überflüssig 

notes


Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki tłumaczenie: Michael Zgodzay

XXVI. moja przyjaciółka przynosi mi ślimaki po parodniowym paranoidalnym niewidzeniu się taki ślimak wchodzi we mnie naumyślnie jak w zielony deszcz który pada i pada od dnia narodzin przynosi mi ślimaki w zielonej chusteczce sałaty i śmieje się z podarunku pocałunku który składam na jej ustach to prawda kochanie po deszczu zazwyczaj nie potrafię się przestawić i coś mnie zjada od środka ślimak ślimak wystaw rogi dam ci sera na pierogi albo wypierniczaj

XXVI. meine freundin bringt mir schnecken mit nachdem wir uns in den paar paranoiatagen nicht gesehen haben so eine schnecke kriecht absichtlich in mich hinein wie in den grünen regen der regnet und regnet seit dem tag der geburt sie bringt mir schnecken mit auf dem grünen tuch eines salatblatts und lacht über das geschenk den kuss den ich auf ihren lippen niederlege es stimmt liebes dass ich mich nach dem regen gewöhnlich nicht umstellen kann es trifft und frisst mich wieder auf schnecklein schnecklein komm heraus komm aus deinem schneckenhaus oder hau ab


minął miesiąc 4


maj

18

2

Barbara Finke-Heinrich

Poniedziałek | Montag

Frühling

3

Wtorek | Dienstag Święto

4

Środa | Mittwoch

5

Czwartek | Donnerstag

6

Piątek | Freitag

7

Sobota | Samstag

8

Niedziela | Sonntag

ein leises Knistern, Knacken Risse, die sich ausbreiten wie ein Spinnennetz ganz fein und feiner immer mehr immer lauter und Wärme Licht, milchig doch der entscheidende Schritt ist getan mein Eispanzer hat einen Sprung


Philipp Brotz tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Pod lipą

Unter der Linde

Halogenowa dziewczyno Swiatłość cechu twojej płci Przyjdź tam stoi lipa Walthera w wieczornej rosie Przyjdź zanurzymy łódkę z kwiecia w szeptająco wtajemniczoną trawę Miłość szczęście bez umowy a jednak podpisałbym Spijaj Zawsze Prawdziwe z tych monogamicznych ust A kiedy nas jutro słońce rozłączy Kocham ciebie przez sms

Halogenmädchen Leuchtende deiner Geschlechterzunft Komm dort steht Walthers Linde im Abendtau Komm wir kuhlen einen Blütennachen ins wispernde Mitwissergras Liebe vertragloses Glück und doch unterschriebe ich Trink Immerwahres von diesen monogamen Lippen Und wenn uns morgen die Sonne trennt Liebe ich dich per SMS

notes


maj

19

9

Tomasz Hrynacz tłumaczenie: Violetta Lęga

Poniedziałek | Montag

10

Wtorek | Dienstag

11

Wskazówki wyciągnięte w nieskończoność Kilka przeszło, ale ta jedna pozostała. Świat jeszcze się budzi. Najszybciej jak umie. Jasną kreską.

Środa | Mittwoch

Hinweise für die Zukunft

12

Czwartek | Donnerstag

13

Piątek | Freitag

14

Sobota | Samstag

15

Niedziela | Sonntag

Ein Paar ist schon gegangen, aber eine ist geblieben. Die Welt erwacht noch. So schnell wie es nur kann. Mit einem Strich.


Krzysztof Krasowski

Dni Kobiet – Zielony W następnym, z wierszy o kobietach, których wcale nie potrzebujemy, w wierszu, w którym nie ma już śniegu, jest raczej ładne słońce i czasem trochę deszcz, dziewczyna zabiera mój podmiot liryczny, bo mężczyzna z takim stosunkiem do kobiet, może je już tylko pieprzyć, nie wspominając, przy tym ani słowem, o nowej koszulce. Po odejściu hoduje chmurę czarnych ptaków, których nikt nie chce już przygarnąć, a ja znajduję kobietę online, kobietę idealną, która rozumie, że najlepszym przyjacielem człowieka jest kanapka, a dziewczyny - symbol sterczącej nieugięcie z morza - białej skały. I że jest to obraz, prawdopodobnie jak fala -wciąż powracający.

notes


maj

20

16

Sas

Poniedziałek | Montag

Wrocław 7 maja 2005

17

Wtorek | Dienstag

18

Środa | Mittwoch

19

Czwartek | Donnerstag

20

Piątek | Freitag

21

Sobota | Samstag

22

Niedziela | Sonntag

Kiedy Kwaśniewski z Rynku kończył dziękowanie za to, że w czterdziestym piątym skończyła się wojna, kanar przyczepił się do mnie w tramwaju linii numer osiem. Musiałem wysiąść. Wysiadłem za Mostem Grunwaldzkim. Kiedyś porównałem go do wygiętego penisa, teraz skojarzył mi się z dwoma odwróconymi bananami. Wróciłem do swojej niemiecko-żydowskiej klatki, w której moi sąsiedzi na ścianie zabazgranej starszymi namalowali nową swastykę z okazji Dnia Zwycięstwa. Sprzed drzwi podniosłem zaproszenia na imprezy handlowe. Wszedłem do chaty z pierwszą konstruktywną myślą: zrobić herbatę. W Jedynce rozdają albumy z Opola – puszczają jakąś piosenkę, pojawia się encyklopedyczne pytanie, esemesujesz odpowiedź i masz pięć krążków, jak cię wylosują. O Wielka, w jasności rzeźni osamotniona! Bez płaczu i przekleństw nie ma tu nic dla Ciebie. Dla Ciebie toczony już traktat o śmierci tak tłustej jak gruby tucznik z łzami, z oczu. A załzawione oko nie może zobaczyć zbawienia.


Siegfried Schüller tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Bezwietrzny poranek na brzegu Wisły Dzień odpoczywa jeszcze w ramionach pól ponad źdźbłami powietrze trwa w bezruchu. Kto na poboczu drogi już na nogach szuka swego cienia nie odwraca się wstrzymuje oddech lub wygląda czarnych chmur nocy...

Szybko plandeki zdjąć, szarymi chustami zawiązane usta i nos. Ciągle coś przenika co potem jak ogień pali, jak gorzki ołów na języku leży. Oni milczą machają łopatą, zamiatają powierzchnię ładunkową do czysta trochę unosi z sobą powietrze większość zabiera z sobą prąd rzeki.

Dwa tysiące metrów dalej błyszczy rzeka, stają ciężarówki zeskakują mężczyźni z szerokimi lśniącymi łopatami. Jeden sprawdza wilgotnym palcem ale wszyscy oni wiedzą skąd i że dziś on nie wieje ten wiatr.

Mężczyźni myją ich łopaty w rzecew dół przez Kraków, Warszawę płynie milcząca, szara rzeka i dzień w dzień łopata za łopatą tak się rozpływa, znika popiół z Oświęcimia.

notes


maj

21

23

Tomasz Dalasiński

Poniedziałek | Montag

24

Wtorek | Dienstag

25

Środa | Mittwoch

26

35. (wyobraź sobie, że jest to narkotyk) N. wyobraź sobie, że jest to narkotyk, ten maj a może lipiec, że jest i wciąż się udziela w ciepłych rozbiorach ciał, w ciekłych roztworach zdań, no tak, wyobraź sobie ten miękki bałagan, wejdź i zarezerwuj to miejsce, ten czas, zrób wewnątrz siebie to wszystko, o czym zawsze + to, o czym

Czwartek | Donnerstag

nigdy, i śpij, bo tak pulsuje cały ten zgiełk, że krwawią termometry, a język naciąga się jak otwarta struna na odwrotną stronę i

27

niedługo będzie ciemno, ciemniej, jak najjaśniej.

Piątek | Freitag

28

Sobota | Samstag

29

Niedziela | Sonntag


Siegfried Schüller

Windstiller Morgen am Ufer der Weichsel Der Tag ruht noch in den Armen der Felder über den Halmen steht die Luft. Wer am Straßenrand schon auf den Beinen sucht seinen Schatten dreht sich nicht um hält den Atem an oder Ausschau nach den schwarzen Wolken der Nacht ...

Schnell die Planen herunter, die grauen Tücher vor Mund und Nase gebunden. Immer dringt etwas durch was dann wie Feuer brennt, wie bitteres Blei auf der Zunge liegt. Sie schweigen schaufeln, fegen die Ladeflächen leer – ein Wenig trägt die Luft das Meiste treibt die Strömung fort.

Zweitausendmeter weiter glitzert der Fluss, halten die Laster springen Männer ab mit breiten blitzblanken Schaufeln. Einer prüft mit feuchtem Finger aber alle wissen sie woher und dass er heute nicht weht der Wind.

Die Männer waschen ihre Schaufeln im Fluss – abwärts durch Krakau, Warschau zieht der stille, graue Strom und Tag für Tag Schaufel um Schaufel löst sich so auf, verschwindet die Asche von Auschwitz.

notes


maj/czerwiec 30

22 Anna Maria Zielonka

Poniedziałek | Montag

odcinek 11

31

Wtorek | Dienstag

1

Środa | Mittwoch

2

Czwartek | Donnerstag Feiertag

3

Piątek | Freitag

4

Sobota | Samstag

5

Niedziela | Sonntag

niepotrzebne spotkanie o 6:05 kochankowie z Marony i paru innych uliczek zduszeni ściśnięci w czymś zwanym objęciami korzystamy z czerwonych dni zachód słońca rumieni nas zawstydzonych skupionych być może to odkupienie kolejnej kartki z kalendarza odhaczone niedbale białym długopisem


Karl Krolow tłumaczenie: Małgorzata Nizioł

Drzewo (Der Baum)

Der Baum 

Wczoraj posadziłem drzewo I nazwałem je Moim niepokojem. Dziś wokół jego bioder skacze Pstrąg światła. Srebro krótkich rozmów Przenika przez jego liście. Można się tu zawsze Schować w południe. Później wieczór opiera O jego koronę Złotą drabinę. Noc z jej pomocą Opuszcza niebo I rzuca się w ramiona postaci, Która czeka Z zasłoniętą latarnią.

Gestern habe ich einen Baum gepflanzt Und ihm den Namen Meiner Unruhe gegeben. Heute umspringt  seine Hüften Die Forelle des Lichts. Das Silber kleiner Gespräche Dringt durch sein Laub. Es ist Versteck für alle Mittage. Später lehnt der Abend Eine goldene Leiter An seine Krone. Die Nacht benutzt sie, Um mit ihrer Hilfe den Himmel zu verlasen Und die Arme einer Gestalt zu sinken, Die sich mit abgeblendeter Laterne Bereit hielt.

notes


Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki tłumaczenie: Michael Zgodzay

XCV. zaczyna się moje wielkie ciepłe umieranie jeszcze jestem u siebie jeszcze mam kości jak mi się wydaje ponad miarę ludzką które trzeba złożyć u rachmistrza zaczyna się moje wielkie ciepłe umieranie nic nadzwyczajnego powiadam tym którzy płaczą gdyż nie mają kości bo nie było ich nigdy stać na oszukiwanie (a kogo było?) ja również wziąłem się z podkradania u innych tego co jest nie do wyniesienia w jeden dzień

XCV. es fängt mein großes warmes sterben an noch bin ich bei mir noch habe ich knochen wie es mir scheint über das menschenmaß hinaus die beim rechenmeister abgegeben werden müssen es fängt mein großes warmes sterben an nichts außergewöhnliches sag ich denen die weinen da sie keine knochen haben weil sie sich nie leisten konnten zu betrügen (wer konnte das schon?) auch ich fing damit an bei anderen zu stehlen was sich an einem tag nicht mitnehmen lässt


minął miesiąc 5


czerwiec

23

6

Anna Maria Zielonka

Poniedziałek | Montag

Folge 11

7

Wtorek | Dienstag

8

Środa | Mittwoch

9

Czwartek | Donnerstag

das unnötige Treffen um 6:05 die Liebenden von Marona und ein paar anderen Gassen erstickten beklommen in etwas namens “Umarmung” wir verwenden für rote Tage ein Sonnenuntergang errötet uns beschämte gesammelte vielleicht das ist die Erlösung des nächsten Blatt von einem Kalendar hakte mit dem weissen Kulli ab

10

Piątek | Freitag

11

Sobota | Samstag

12

Niedziela | Sonntag Feiertag | Święto

notes


Karla Reimert Montasser tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Całe wspólne przebywanie

Alles Zusammensein

Dla Jochena i Vereny Dorn

Für Jochen und Verena Dorn

Całe wspólne przebywanie jest krótkie, tylko małe mrugnięcie

Alles Zusammensein ist kurz, nur ein kleines Blinzeln

Boga, odblask tego, co w wiosennych ulicach jasno

Gottes, Abglanz von dem, was in Frühlingsstraßen hell

przeszło obok nas. Powiedz: jak chcemy mieszkać:

an uns vorüberzog. Sag: wie wollen wir wohnen:

tak obco między innymi...

so fremd zwischen anderen...

Wyrwijmy się jeszcze raz,

Reißen wir uns noch mal raus,

zróbmy nowiusieńkie łóżko, podłogę, rok

machen niegelnagelneu das Bett, den Boden, das Jahr

wykopmy w jabłoniowym sadzie światu jeszcze jedno piętro,

graben wir im Apfelgarten der Welt noch ein Geschoß,

uszyjmy czapeczkę nocną kratownicy z ognia.

nähen eine Nachtmütze dem Fachwerk aus Feuer.

Szybko leć z gontami na kalenicę, obok wszystkich rozświetlonych okien tak pełna przejmująca radość tak pełne życie; jedno jedyne

Schnell flieg die Schindeln zum First, an allen erleuchtbaren Fenstern vorbei so voll Überwältigungsfreude so voll Leben; ein einziges

święto wysoko wywieszonej wiechy, powiedz: to jest nasz czas, powiedz: zmieniamy sobie

hoch aufgebäumtes Richtfest, sag: dies ist unsere Zeit, sag: wir ändern uns

codziennie dzień.

täglich den Tag.


czerwiec

24

13

Jacek Jacom Michalski

Poniedziałek | Montag Feiertag

pętla

14

Wtorek | Dienstag

15

Środa | Mittwoch

16

Czwartek | Donnerstag

17

Piątek | Freitag

18

Sobota | Samstag

19

Niedziela | Sonntag

na dnie łzy odbijają się dzieci dla nich ciasne uliczki jawnie skręcają ku słońcu zwiedzione ciepłem idą ku rozdrożom na skraju pustyni gdzie piach wszystkich klepsydr zamyka dzieciństwa pijąc sól na policzku starca


Bogumiła Hyla

Ulica im. Literatury (2) A teraz się zamknij. Nie czas na komedianckie wylewy łez. Nadchodzi lato. Zaglądasz przez dziurkę od klucza i tłamsisz się nim. Jednakże kartki papieru przyciągają ze wszech miar silniej. Wpychają się do twojej przestrzeni mózgowej i wciąż wyją. Nie... to nie głos pieska. On jednak biega wokół kobiety i szczeka przyjaźnie. Pierwszy człowiek, który znalazł się na czterech łapach, podobnie jak ja, cieszy się. Myśli psa to fikcja, ale zaczekaj... weź je za dobry omen, wykorzystaj, jeśli się wplątały. Poszczekiwania psa zwołują przechodzących ulicą ludzi. Jakaś kobieta w szarej kurtce pochyla się nad leżącą i z troską unosi jej głowę swoimi pomarszczonymi dłońmi. Drobinka krwi plami jej palce. - Trzeba coś zrobić! - woła - Lekarza, lekarza! - krzyczy ile sił, jakby jeden krzyk był w stanie otrzeźwić poszkodowaną. Waha się. Młody człowiek wyjmuje komórkę i dzwoni po pogotowie. Rower sprawia wrażenie żelastwa, które jakimś cudem wydostało się ze złomowiska. Położył się obok kobiety i nikomu nie przeszkadza. Ani kobieta, ani rower. Skąd. Wystarczy, że wzbudził sensację. Ludzie kombinują jak to się stało. Wariantów jest nieskończenie wiele, ale któż by posądził o tę straszną zbrodnię niewinnego psiaka. Nikt. Malutkie zwierzaczki są przecież niegroźne. W przeciwieństwie do upalnego lata, które omamia rozgrzanymi ulicami.

notes


czerwiec 20

25 Eligiusz Buczyński

Poniedziałek | Montag

21

Wtorek | Dienstag

22

Środa | Mittwoch

23

Czwartek | Donnerstag Święto

24

Piątek | Freitag

25

Sobota | Samstag

26

Niedziela | Sonntag

siedząc na ławeczce pod oknem przy drewnianej chałupie zaciskając dłonie wokół łodyg malw i patrząc wciąż przed siebie chodzi o to by nie rozbudzić drzemiącego w trawie czasu i nie zatrzymać biegu opowiadanej legendy


Piotr Gajda

Czas apokalipsy Wybrałeś się na usg i odkryłeś wzgórze. Technik zmrużył oczy i zaciągnął bambusowe żaluzje. Milczał jak jeniec z Vietkongu. Karp koli płynął w górę strumienia. Tyle lat rósł w tobie, i nie zdążyłeś go złowić, złożyć w ofierze. Tymczasem ukąsił cię ptasznik. Twoim życiem obracało śmigło. Jak to jest mieć w sobie wielki pęcherz wypełniony powietrzem, dwie kropelki krwi? Piersi porośnięte łuską nieśmiertelników i miseczkę ryżu? W gardle dudniącą muzykę helikopterów i kameleonów? Naładowaną broń skierowaną w stronę motyla? Przyjrzyj się światu pogrążonemu w erozji. Zauważyłeś, że jego pozorny bezruch tak długo rzeźbił głowę bożka, aż ta nabrała znajomych rysów? Pułkowniku Kurtz, to pan? Wezwij na świadka kulturę, durny talk show przeciwko piramidom. Swoje robacze życie w fabryce przyjemności. Taki zawód, przemijać. Prowadzić śmierć w tańcu. Polonezie trucku.

notes


czerwiec/lipiec 27

26 Karol Maliszewski

Poniedziałek | Montag

Na przełęczy

28

Wtorek | Dienstag

29

Środa | Mittwoch

30

Czwartek | Donnerstag

1

Piątek | Freitag

2

Sobota | Samstag

3

Niedziela | Sonntag

Były zwalone pnie, a zapach trawy jak bulimii i lekarstw, rwała i napychała sobie policzki, jakby mówiła „wszędzie mam pełno, nawet tam”; ręka w mokrej bruździe zaczyna siew, rymując się ze słowem „śpiew”, bo głosy ptasie jak wyprzedaż: milcząc wypełnia ciemną sień; wiem, że to głupie i na przestrzał, ale naprawdę – został wystrzał po wielkim lesie, pusty dźwięk; zwalone pnie jak falliczna usterka.


Karl Krolow tłumaczenie: Jakub Cosel

Burzowy krajobraz

Gewitterlandschaft 

Czerwony cień sokoła Rozpada się pod akacjami. Nie można dotknąć Jaszczurczej skały, Żeby się nie sparzyć. Duże żuki osaczają Światło gorących krzaków. Niebieski płomień Wędruje skrajem drogi. Kto teraz zawoła, Już nigdy nie dostanie odpowiedzi. Domy bez okien Odwracają się. W czarnych niszach Kucają koty. Już iskrzy ich sierść W świetle pierwszych błyskawic.

Der rote Schatten des Milans Zerfällt unter Schirmakazien. Man kann das Eidechsen-Gestein Nicht anfassen, Ohne sich zu verbrennen. Große Käfer umzingeln Das Licht der heißen Gebüsche. Eine blaue Flamme Wandert am Straßenrand. Wer jetzt ruft, Bekommt nie wieder Antwort. Die fensterlosen Häuser Wenden sich ab. In schwarzen Nischen Hocken Katzen. Schon knistert ihr Fell Im ersten Blitz. 

notes


Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki tłumaczenie: Michael Zgodzay

CLVI. moi przyjaciele Zbychu i Andrzej od dawien dawna piszą wiersze znowu więc nie zrozumieliśmy Pana Boga który się do tych wierszy przykłada (i to jeszcze jak) moi przyjaciele Zbychu i Andrzej poprawiają skórę słońca księżyca i deszczu co się mieni na wiecznie niedoskonałym wężu w ich ustach którego im zazdroszczę przy pocałunku bo ich język znacznie więcej wypowiada aniżeli mój zawsze zaśliniony i zadowolony z siebie gdy go wpycham do nie swoich ust

CLVI. Meine freunde Zbychu und Andrzej schreiben schon ewig gedichte wir haben also wieder den herrgott nicht verstanden der bei diesen gedichten die hand mitanlegt (und wie er sie mitanlegt) meine freunde Zbychu und Andrzej bessern die haut der sonne des mondes des regens aus die in ihren mündern auf der ewig unvollkommenen schlange schillert um die ich sie beneide beim kuss weil ihre zungen viel geschickter sind beim sprechen als meine ständig voller speichel und selbstzufriedenheit wenn ich sie in einen fremden mund stecke


minął miesiąc 6


lipiec

27

4

Karol Maliszewski tłumaczenie: Peter Gehrisch

Poniedziałek | Montag

An der Schlucht

5

Wtorek | Dienstag

Gefallene Stämme, und Grasduft Wie Eß- und Brechsucht, Arznei, sie riß etwas ab und stopfte es sich in die Wangen, so als sagte sie sich „ich habe es satt,

6

sogar dort“; die Hand in der nassen Mulde beginnt mit der Saat, sich reimend mit dem Worte „Gesang“, denn die Stimmen der Vögel wie /ausverkauft: schweigend füllt sich der finstere Korridor;

7

Ich weiß, es ist dumm, durch und durch dumm, doch wahrlich – der Schuß traf durch den riesigen Wald, ein leerer Klang; gefallene Stämme wie eine Welle Mißhelligkeit.

Środa | Mittwoch

Czwartek | Donnerstag

8

Piątek | Freitag

9

Sobota | Samstag

10

Niedziela | Sonntag


Cornelia Manikowsky tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Wakacje bez ojca Pojechałam z matką nad morze, sama, bez ojca. Pamiętam jeszcze, jaka byłam smutna zostawiając go samego na peronie, jak dziwne i absurdalne wydawało mi się, że on powinien pozostać, podczas gdy ja odjeżdżałam z matką. A kiedy znowu wróciłyśmy, było dokładnie tak samo. Mogłyśmy zauważyć go już z daleka. Stał na peronie i machał ręką, chociaż jeszcze nie mógł nas widzieć. Potem widziałyśmy go przeszukującego pociąg, a kiedy nas w końcu odkrył, w przejściu, między bagażami i innymi podróżnymi, od razu podszedł do okna. Mówił i śmiał się, machał ręką i błaznował, podczas gdy my powoli poruszałyśmy się w stronę drzwi wagonu. Choć przecież wiedział, że nie mogłyśmy go zrozumieć przez szyby wagonu. Było widać, jak bardzo się cieszył. Jak tylko dotarłam do drzwi wagonu, wysadziłby mnie z pociągu i przycisnął do siebie, i to wydawało mi się wtedy również komiczne i sztuczne i nie rozumiałam, że on tego nie zauważył, później też nie, a jednocześnie wzbudzał we mnie litość, z jego radością i beztroską, które można było poczuć przez okno pociągu, aczkolwiek przecież dobrze poradziłyśmy sobie bez niego przez całe wakacje.

notes


lipiec

28

11

Tomasz Hrynacz tłumaczenie: Violetta Lęga

Poniedziałek | Montag

Duża woda

12

Wtorek | Dienstag

13

Środa | Mittwoch

14

Czwartek | Donnerstag

15

Piątek | Freitag

16

Sobota | Samstag

17

Niedziela | Sonntag

Lipiec. Butla z deszczem eksplodowała równo o czwartej.

Großwasser Juli. Die Regenflasche explodierte eben um 04 Uhr.


Cornelia Manikowsky

Ferien ohne Vater Ich bin mit der Mutter an die See gefahren, allein, ohne den Vater. Ich weiß noch, wie traurig ich war, ihn allein auf dem Bahnsteig zurückzulassen, wie merkwürdig und widersinnig es mir erschien, dass er zurückbleiben sollte, während ich mit der Mutter weg fuhr. Und als wir wieder zurückkamen, war es genauso. Wir konnten ihn schon von weitem sehen. Er stand auf dem Bahnsteig und winkte, obwohl er uns noch gar nicht gesehen haben konnte. Dann sahen wir ihn den Zug absuchen und als er uns schließlich entdeckt hatte, im Gang, zwischen Gepäckstücken und anderen Reisenden, kam er sofort zum Fenster. Er sprach und lachte, winkte und machte Faxen während wir uns langsam auf die Wagentür zu bewegten. Obwohl er doch wusste, dass wir ihn durch die Scheiben nicht verstehen konnten. Man konnte sehen, wie sehr er sich freute. Sobald ich die Wagentür erreicht hatte würde er mich aus dem Zug heben und an sich drücken, und das kam mir dann auch komisch vor und falsch und ich verstand nicht, dass er davon nichts bemerkte, auch später nicht, und gleichzeitig tat er mir leid, mit seiner Freude und Sorglosigkeit, die man durch das Fenster des Zuges spüren konnte, obwohl wir doch die ganzen Ferien gut ohne ihn ausgekommen waren.

notes


lipiec

29

18

Filip Pietrek

Poniedziałek | Montag

Underground

19

Wtorek | Dienstag

20

Środa | Mittwoch

21

Czwartek | Donnerstag

22

Piątek | Freitag

23

Sobota | Samstag

24

Niedziela | Sonntag

zanosiło się na wyjątkowo niepoetycki lipiec i chwytałem pióro między spotkaniami z wielkim drobiowym przegranym tak by nie odzwyczajać troszkę już skrojonych palców wersy były ciężkie ciągnące się odpryskiwały od zamierzonej formy rozpadając się w momencie przechodzenia z rąk do rąk z pióra prosto w oczy musiałem w ten sposób oswoić tłustą konstrukcję mięsa ale nie wpuściłem jej do środka w pochopnym szeleście papieru ja ją wywróciłem na białą niejadalną stronę


Filip Pietrek tłumaczenie: E. G.

Sznur

der Schnur

tak pewne jak ciepły podmuch na twarzy końcem lipca

so gewiss wie ein Ende Juli warmer Windstoß im Gesicht

myślę pociągi są gorętsze latem i znacznie szybsze niż wcześniej

ich denke die Züge sind heißer im Sommer und viel schneller als vorher

a to eksplozja Twojej mimiki wywołuje sznur eksplozji na sofach łóżkach kanapach

die Eksplosion deiner Mimik ruft einen Schnur voller Eksplosion auf den Sofas Betten und Couch hervor

notes


lipiec

30

25

Filip Pietrek tłumaczenie: E. G.

Poniedziałek | Montag

Underground

26

Wtorek | Dienstag

27

Środa | Mittwoch

28

Czwartek | Donnerstag

29

Piątek | Freitag

30

Sobota | Samstag

31

Niedziela | Sonntag

Ein besonders nicht poetischer Juli zog heran und ich griff zwischen den Treffen mit einem großen Verlust den Füller um die schon ziemlich geschnittenen Finger nicht abzugewöhnen Die Versen waren schwer und lang wichen von der beabsichtigten Form ab indem sie in der Zeit des Übergangs von Hand zur /Hand von dem Füller gerade ins Auge zerbrachen Ich musste eine fette Fleischkonstruktion also auf diese Art und Weise zähmen aber ich ließ sie bei einem unüberlegten Rascheln des Blattpapiers nicht ins Innere herein Ich stellte sie auf eine weiße unessbare Papierseite


Piotr Gajda

Odyseja 2010 W lipcu dwa tysiące dziesiątego słońce smażyło ciało jak sznycel. Kim wtedy byłeś na jego tarczy, zwierzęciem czy bogiem? Język skwierczał, gubił się jak ogon gada. Jak chciałeś wydostać się z tego piekła na Wenus? Wysyłając esemesy, które przechwytywał krążący nad Ziemią wojskowy satelita? Zataczał jeszcze jedno koło. Napalm zmieniał się w jarzębinę spadającą z nieba. Nie mów, że liczyłeś na mannę, na płatki śniegu bielsze od szat papieża? Zimne jak jego pierścień? Rtęć znaczyła niedowiarków. Czterdzieści kresek, zapłon, start! Opuściliśmy planetę. Czy ktoś wtedy dowodził? Smarował ci plecy pokryte bąblami? Mętnymi jak kopuła miasta kolonistów.

notes


Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki tłumaczenie: Michael Zgodzay

XCVII. Piosenka utracjusza powiadają iż teraz sprzedaje chryzantemy i świeczki pod murami lubelskich cmentarzy wieczorem przepija wszystko co zmarli wytargowali dla jego handryczących się chłopców więc przepuszcza wszystko co zmarli wyciągnęli od przechodniów (przechodniu nie daj się prosić) dla jego pewnie zmarłych chłopców choć tylko nieliczni wierzą dzisiaj w światło które zostawiamy po sobie wtedy też śpiewa piosenkę na Placu Litewskim którą tutaj zechcę powtórzyć: „o Leonardo o Leonardo nie wstydziłeś się chodzić z czerwoną kokardą we włosach i bawić się ze mną jak z pieskiem”

XCVII. Lied des Vergeuders man sagt er verkaufe jetzt chrysanthemen und kerzen vor den friedhofsmauern in Lublin am abend versäuft er alles was die toten für seine streitsüchtigen jungs ausgehandelt haben also verjubelt er alles was die toten den passanten aus der tasche gezogen haben (passant geh nicht auf die bitten ein) für seine sicher verstorbenen jungs obwohl nur wenige heute noch an das licht glauben das wir hinterlassen dann singt er ein lied auf dem Litewski Platz welches ich wiedergeben darf: „Oh Leonhard oh Leonhard hast du keine angst gehabt mit roter Schleife im Haar zu geh’n und mit mir wie mit einem Hündchen zu spielen“


minął miesiąc 7


sierpień

31

1

Karol Maliszewski

Poniedziałek | Montag

Sierpień

2

Wtorek | Dienstag

3

Środa | Mittwoch

4

W południe kogut rozgdakał się jak kura, pan z kijem podjął przerwaną rozmowę, wisiały w powietrzu zwielokrotnione języki - za plecami berberys, pogańskie lusterko, bezkarnie po żytach błądziły obłoki w konkursie kto wyżej – wygrała wieżyczka na pobliskiej górze, dalej Sarny, Ścinawka, Góra Wszystkich Świętych, żyć, umierać, pisać, czytać na przystanku „przepraszam za wszystko”.

Czwartek | Donnerstag

Byłem synem wiatru, jestem córką deszczu, po czterdziestce powietrze uchodzi, zagęszcza się gdzie indziej.

5

Błysk wycina Goethego w obłoku za wzgórzem.

Piątek | Freitag

6

Sobota | Samstag

7

Niedziela | Sonntag

notes


Grzegorz Kwiatkowski

autor podczas spaceru nad rzeką zobaczył topielicę w białej szacie poprzeszywanej wodorostem natychmiast pobiegł do domu po płótno farby i pędzle i wrócił nad rzekę gdzie do wieczora łowił wzrokiem ludzie z miasteczka dziwili mu się bardzo ale on widział jak unosiła się pięć centymetrów nad wodą obraz zawisł w kościele świętego Jerzego w Tinben gdzie można oglądać go po dziś dzień: Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny obraz z roku 1680 autor: nieznany

Künstler beim Spaziergang am Fluss erblickte er eine Nymphe im weißen Gewand mit Tang durchwirkt gleich ist er nach Hause gerannt um Leinen Farben Pinsel zu holen und kam an den Fluss zurück wo er bis zum Abend mit Blicken fischte die Bewohner des Städtchens wunderten sich sehr über ihn doch er sah, wie sie fünf Zentimeter über dem Wasser schwebte das Bild wurde in der Sankt-Georgs-Kirche in Tinben aufgehängt wo man es bis zum heutigen Tag bestaunen kann: Maria Himmelfahrt Gemälde aus dem Jahr 1680 Künstler: unbekannt


sierpień

32

8

Karol Maliszewski tłumaczenie: Peter Gehrisch

Poniedziałek | Montag

August

9

Wtorek | Dienstag

10

Środa | Mittwoch

11

Czwartek | Donnerstag

12

Piątek | Freitag

13

Sobota | Samstag

14

Niedziela | Sonntag

Mittag, der Hahn gackerte wie eine Henne, ein Herr mit Spazierstock unterbrach das Gespräch, in der Luft hingen vielerlei Sprachen – im Rücken die Berberitze, der heidnische Spiegel, die Wolken irrten ungesühnt durch das Korn im Wettbewerb, wer höher sei – gewann das /Türmchen auf dem nahe liegenden Berg, weiterhin Sarny, Ścinawka, der Allerheiligen-Berg, leben, sterben, schreiben, am Haltepunkt lesen „Verzeihung für alles“. Ich war der Sohn des Windes, bin die Tochter des /Regens, nach dem Vierzigsten geht die Luft aus, lagert sich anderswo ab. Ein Blitz zeichnet Goethe auf einer Wolke hinter dem Hügel.


Karolina Kułakowska

Zatopiony kalendarz Jest środek sierpnia i wszystkie do połowy zakopują się w popiele. Na ziemi wyrastają hałdy, a ty mówisz, coraz bliżej końca; czarnych trawników i białych twarzy szukających kogoś po drugiej stronie. Zapomniałeś, nasze śliwki są szczepione, nie chorują, zrzucają ewentualnie trochę fioletu, czasami bawią się w układanki, jak ze snów. Przybywają grzyby, pokrywają śluzem trawę. Jestem teraz kotką, siadam na pierwszej lepszej żyle wodnej i czekam aż napęcznieje, popłynie wino, święcie wytrawne i ochrzci strzępy, rozleje się na wątrobę, wypali znamię.

notes


sierpień 15

Poniedziałek | Montag Święto

33 Karl Krolow tłumaczenie: P. Możejko, M. Nizioł, M. Pietrzak, J. Cosel

Liście topoli (Pappellaub)

16

Wtorek | Dienstag

Lato szyło lekką ręką Topolowym pniom sukienki. Niewidoczny cień też posiał Dreszcz bezwietrzny w skóry włosiu.

Środa | Mittwoch

Drga jak cienie kontur ptaka, Pierś szyderców - cienką linią: Ach, toż będzie powódź jaka, Kiedy liście w dół popłyną.

18

Wiatr, co od miękkiego lotu Krótkich skrzydeł się poruszył Jak bicz z błękitnego splotu, Świszczy w zwinnych rękach ciszy.

17

Czwartek | Donnerstag

19

Piątek | Freitag

20

Sobota | Samstag

21

Niedziela | Sonntag

Szepcą wciąż zielone brzegi, Mówią jeszcze srebrne usta, Świat mi w uszach się rozlega Delikatnie, jak dźwięk pusty.


Cornelia Manikowsky tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Róża Powietrze trwa w bezruchu. Na niebie od dawna nie jest zauważalna ani jedna chmura. Domy od dawna wchłoniły upał, ciepło tłoczy się w ciasnych podwórkach. W cieniu też jest jeszcze za gorąco. Jednakże tu i tam do podwórek wpada nagle podmuch wiatru, okręca pranie wokół sznura do wieszania bielizny, zdmuchuje gazetę z ogrodowego stołu i roztrząsa nad ziemią listowie minionej jesieni. Wtedy porusza się również róża na ścianie, której jedyna, kilkoma liśćmi i jednym czerwonym kwiatem obdarzona szypułka już dosięgnęła pierwszego piętra. Jej kolczasta łodyga ostro drapie otynkowaną ścianę.

Die Rose Die Luft steht. Seit Tagen ist keine einzige Wolke am Himmel zu erkennen. Längst haben die Häuser die Hitze aufgenommen, staut sich die Wärme in den engen Höfen. Auch im Schatten ist es noch zu heiß. Doch hin und wieder fährt jäh eine Windbö in die Höfe, wirbelt Wäsche um eine Wäscheleine, bläst eine Zeitung vom Gartentisch und stobt das Laub des vergangenen Herbstes über den Boden. Dann bewegt sich auch eine Rose an der Wand, deren einziger, mit wenigen Blättern und einer einzelnen roten Blüte versehener Schaft bereits das erste Stockwerk erreicht hat. Hart kratzt ihr dorniger Stamm über die verputzte Wand.

notes


sierpień

34

22

Karl Krolow

Poniedziałek | Montag

Pappellaub

23

Wtorek | Dienstag

Sommer hat mit leichter Hand Laub der Pappel angenäht. Unsichtbarer Schauder ist windlos auf die Haut gesät.

Środa | Mittwoch

Zuckt wie Schatten Vogelbalg, Spötterbrust, als winziger Strich: Ach, schon wird es Überfall, wie sie blätterhin entwich!

25

Luft, die unterm weichen Flug kurzer Schwinge sich gerührt schlägt wie blaue Geisel zu, die, die dumpfe Stille führt.

24

Czwartek | Donnerstag

26

Piątek | Freitag

27

Sobota | Samstag

28

Niedziela | Sonntag

Grüne Welle flüstert auf, Silbermund noch lange spricht, sagt mir leicht die Welt ins Ohr, hingerauscht als Ungewicht.


Kamila Rajter

*** Był koniec sierpnia tego roku, choć przed chwilą był koniec sierpnia roku ubiegłego. Tyle się przez ten rok działo, ale czy coś się właściwie stało? Czego nie wiedziała, nie wiedziała dalej i coraz trudniej było jej się dowiedzieć, bo myśli skakały z tematu na temat bez wytchnienia. Trudno to było ukryć podczas rozmów, kiedy język płatał ten sam figiel. Próbowała milczeć i skoncentrować się na czymś dłużej. I znowu bieganina – dialogi, obrazy, ćwierćmyśli bez wniosków, galopada. Ratunku!!! Kalendarz z wyrywanymi kartkami zawieszony na szafce w kuchni cierpiał na to samo. Nie mógł skupić się na dniu, bo gonił go następny, leciały mu kartki, jak jej włosy. Zazdrościł sąsiadowi przyniesionemu przez kominiarza, bo miał cały rok na jednej tekturce. Ten kalendarz zdawał się trwać. Pozornie. Jej oczy biegały po nim niespokojnie. Najpierw odnajdywała punkt, w którym znajdował się świat, a potem wzrok ześlizgiwał się dalej, przelatując daty, które ją jeszcze być może czekały. Trudno było zatrzymać gonitwę wspomnień i wyobrażeń dni przeszłych i przyszłych, a teraźniejszość wydawała się drzewem, które mignęło za oknem pociągu. Co to było za drzewo? Nie zdążyła zauważyć, bo już minęło albo zdążyła zauważyć i nazwać, ale już minęło. Skupiała się na stronicach książek wsiąkając w ich świat. Była w jakimś cudzym teraz, podczas gdy jej własne teraz istniało dla ciała. Teraz prawa ręka podpiera głowę, zdrętwiała, więc teraz lewa ręka podpiera głowę. Tak ignorowała swój brak skupienia na prawdziwym kalendarzu. Uciekała od zbierania stert jego kartek i kłębków swoich włosów. Nie chciała bać się, że powoli, włos po włosie, znika. Oszczędzała nadzieję, że niedługo, włos po włosie, zacznie się odradzać. A wtedy może ćwierć-myśl po ćwierć-myśli ułożą jej się opowieści o kartkach z kalendarza, co chwila zdejmowanych, ale pozostawiających po sobie coś, na czym można się skupić.

notes


sierpień/wrzesień 29

Sas

Poniedziałek | Montag

Po a nie

30

Wtorek | Dienstag

31

Środa | Mittwoch

1

Czwartek | Donnerstag

2

Piątek | Freitag

3

Sobota | Samstag

4

Niedziela | Sonntag

35

Od 1. sierpnia Do nieba zaczęli walić Dziwni żołnierze Smutni bo to ich załatwiono tam Na ziemi Na cacy 1. sierpnia 66 lat później było gorąco Wszyscy zamknęli się w domach Popijali wodę mineralną z bąbelkami Wyjście do miasta to porażenie Jak amen w pacierzu Niebo pękało od słońca


Kamila Rajter tłumaczenie: Karolina Mackiewicz

*** Es war Ende August, obwohl vor einer Weile Ende August des letzen Jahres gewesen war. So viel passierte durch dieses Jahr. Geschah aber eigentlich etwas? Was sie vorher nicht gewusst hatte, das wusste sie nicht weiter. Es war immer schwieriger, davon zu erfahren, denn ihre Gedanken sprangen von einem Thema zum anderen. Während der Gespräche fiel es ihr schwer, dies zu verbergen, weil ihr die Zunge denselben Streich spielte. Sie versuchte nun zu schweigen und sich länger auf etwas Anderes zu konzentieren. Schon wieder das Gleiche. Dialoge, Bilder, Viertel-Gedanken ohne Schlussfolgerungen, eine Galoppade. Hilfe!!! Kalendar mit den ausgerissenen Blättern, der an einem Küchenschrank hing, litt an Demselben. Er konnt seine Aufmerksamkeit nicht auf einen Tag richten, denn der nächste Tag jagte schon den ersten. Die Blätter fielen ihm aus wie ihr die Haare. Er war auf den von einem Schornsteinfeger mitgebrachten Nachbar neidisch, denn er hatte das ganze Jahr auf einer Pappe. Dieser Kalendar schien standzuhalten. Doch das war nur Schein. Sie sah ihn unruhig an. Zuerst fand sie einen Punkt, in dem die Welt steckte, dann glitten ihre Blicke über die Daten, die ihr vielleicht bevorstanden. Es war schwierig, Erinnerungen und Vorstellungen von vergangenen und künftigen Tagen anzuhalten. Die Gegenwart schien ein Baum zu sein, an dem ein Zug rasch vorbeifuhr. Welcher Baum war das? Sie bemerkte ihn nicht, weil er schon weit weg war, oder sie bemerkte und benannte ihn, aber alles war schon vorbei. Sie lenkte ihre Aufmerksamkeit auf die Buchseiten, die sie ganz gefangen nahmen. Sie war in einer fremden Welt, während ihr eigenes Jetzt nur für den Körper da war. Sie stützte den Kopf auf rechte Hand. Die Hand wurde gefühllos. Sie stützte den Kopf auf linke Hand. Sie ignorierte ihre Konzentrationunfähigkeit auf den richtigen Kalendar. Sie floh davor, Kalendarblätter und eigene Haare zu sammeln. Sie wollte keine Angst davor haben, dass sie langsam – ein Haar nach dem anderen – verschwand. Sie sparte Hoffnung, dass sie sich bald – ein Haar nach dem anderen – erneuerte. Dann könnten vielleicht die Viertel-Gedanken eine Geschichte über Kalendarblätter bilden, die zwar ständig ausgerissen werden, aber hinterlassen etwas, worauf man sich konzentieren kann.

notes


Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki tłumaczenie: Michael Zgodzay

CXVIII. Wiadomość z ostatniej chwili nie po to kończy się sierpień by umarła moja biedna matka której kupiłem perukę nie mogę przyjechać i wierzgać przeciwko śmierci która załatwiła sobie perukę tyle że nie nową nie po to kończy się sierpień by umarła moja biedna matka dla której śmierć zechce rozczesać splot swoich niegdysiejszych i teraźniejszych włosów jakimi porasta powiadam iż śmierć nie przychodzi po matkę lecz po włosy jakie nam od dawna wypadają nie po to kończy się sierpień by wypadały nam włosy które zresztą ile sił wpychamy sobie do gardła

CXVIII. Eilmeldung nicht dafür geht der august zu ende damit meine mutter stirbt für die ich eine perücke gekauft habe ich kann nicht kommen und gegen den tod strampeln der sich eine perücke besorgt hat allerdings keine neue nicht dafür geht der august zu ende damit meine arme mutter stirbt für die der tod das geflecht seiner haare öffnen möchte die ihm früher und die ihm heute wachsen ich sage der tod kommt nicht um die mutter zu holen sondern die haare die uns seit langem ausfallen nicht dafür geht der august zu ende damit uns die haare ausfallen die wir uns übrigens mit aller kraft in den hals drücken


minął miesiąc 8


wrzesień

36

5

Myriam Keil tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Poniedziałek | Montag

początki

6

Wtorek | Dienstag

7

Środa | Mittwoch

8

Czwartek | Donnerstag

9

Piątek | Freitag

10

Sobota | Samstag

11

Niedziela | Sonntag

tak sobie ciebie wyobrażam: pod jabłoniami jesienią upadłeś w trawę i rozrzucone karty naszej gry która zawsze była poważna wygrywanie to tylko przypadek powiedziałeś jak szczęście pomyślałam nie wypowiedziałam tego abyś nie mógł nalegać na nowe przetasowanie kart czasami rzucałeś dżokera w powietrze i przepraszałeś za oszukiwanie to były te dobre dni podczas których my oboje od czasu do czasu bywaliśmy zwycięzcami


Maciej Melecki

Kolonie Wzięliśmy cały swój dobytek i z powrotem ruszyliśmy Na południe, zobojętniali na zatapiane miasto Coraz to częstszymi trafieniami z górnej burty nieba, Aż pociąg wszedł w horyzont, wolno zamykając twój Rozdzialik. Teraz opowiesz mi o tym, co było jeszcze do niedawna Twoim amuletem i gdzieś zrobisz miejsce nadchodzącym Uczynkom dopraszającym się już wcześniej skromnej chwili Uważnego zapoznania z tym, co mówią o sobie płonące Okna w podpalonym śnie. Wychodzisz o poranku i migoczesz Między zgasłym łukiem rozbawionej nocy a szarą kopułą Popołudniowej drzemki. Wieża z kości słoniowej – tam znajdziesz I też mnie, drogi przybłędo i uliczna kwiaciarko, bo Utrzymując równowagę, puszczamy wszystkie naprężone Sznurki i rzecz oddala się jak w przyspieszonym filmie, Nie zatrzymana przez zaklęcie czy krótką pogoń. No cóż, Nie mamy czym zapchać tej kosmicznej dziury, która Nas ssie. Nie zejdziemy się wobec tego w magnetycznym Punkcie, choć po drodze możemy zawsze liczyć na figlarną Sztuczkę losu, i bez rosnącej przewagi, poza liniami startu i Mety, wpłyniemy do nowej koloni, gdzie otrzemy się o Nowy zachwyt, który będzie miał i tak małe oczy. Wiersz pochodzi z tomu: Bermudzkie historie, Instytut Mikołowski, 2005

notes


wrzesień

37

12

Myriam Keil

Poniedziałek | Montag

anfänge

13

Wtorek | Dienstag

14

Środa | Mittwoch

15

Czwartek | Donnerstag

16

Piątek | Freitag

17

Sobota | Samstag

18

Niedziela | Sonntag

so denke ich dich: unter den apfelbäumen im herbst ins gras gefallen und die verstreuten karten unseres spiels das immer ernst gewesen ist gewinnen ist nur zufall hast du gesagt wie glück dachte ich habe es nicht ausgesprochen damit du nicht darauf bestehen konntest die karten neu zu mischen manchmal hast du einen joker in die luft geworfen und dich fürs schummeln entschuldigt das waren die guten tage an denen wir beide hin und wieder sieger waren


Maciej Melecki tłumaczenie: Michał Szalonek

Kolonien Wir nahmen unsere ganze Habe und machten uns auf den Rückweg Nach Süden, gleichgültig gegenüber der Stadt die unter den immer Häufiger einfallenden Treffern von der oberen Himmelsbordwand versank, Bis der Zug in den Horizont hineinfuhr, langsam Dein kleines Kapitel Schließend. Jetzt wirst Du mir davon erzählen, was noch kürzlich Dein Amulett ausgemacht hat und irgendwo wirst du den kommenden Taten Platz machen, die sich bereits vorher eines bescheidenen Moments Achtvoller Bekanntschaft dessen erbitten, was die brennenden Fenster Des in Flammen gesetzten Traumes besagen. Du gehst früh am Morgen und glitzerst Zwischen einem erlochenen Bogen der heiteren Nacht und der grauen Kuppel Des nachmittaglichen Schläfchens. Der Elfenbeinturm – dort findest Du Auch mich, teurer Vagabund und Blumenmädchen, weil Wir das Gleichgewicht haltend, alle angespannten Stricke Loslassen und die Sache entfernt sich wie in einem beschleunigten Film Unaufgehalten von Beschwörungen, noch von einer Verfolgung. Nun ja, Wir haben nichts um dieses kosmische Loch zu stopfen, das An uns saugt. Wir werden also nicht in einem magnetischen Punkt zusammentreffen, obwohl wir auf dem Weg immer mit einem schelmischen Kunststück des Schicksals rechnen können und ohne wachsende Überlegenheit Abseits von Startlinie und Ziel, schweben wir in eine Kolonie hinein Wo wir ein neues Entzücken streifen, dessen Augen selbst aber zugekniffen bleiben.

notes


wrzesień

38

19

Mario Futh tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Poniedziałek | Montag

20

Wtorek | Dienstag

21

Środa | Mittwoch

22

Czwartek | Donnerstag

23

Piątek | Freitag

24

Sobota | Samstag

25

Niedziela | Sonntag

Gra z wiatrem Złoty liść Opada na ziemię i gra Z wiatrem w berka.

Windspiel Ein goldenes Blatt Fällt auf die Erde und spielt Mit dem Wind Fangen.


Dietlind Frieling tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Wołanie

Der Ruf dla Davida

na pewno o świcie słyszałeś wołanie dzikich gęsi przyjaciół powietrza i światła którzy nie potrzebują koszuli chleba nie budują domu na kredyt samym sobie wierzą ich zmysłowi dokąd wiedzą kiedy jest pora odlecieć

für David

sicher hast du im morgengrau das rufen der wildgänse gehört freunde der luft und des lichts die kein hemd brauchen kein brot kein haus bauen auf kredit sich selbst glauben ihrem sinn fürs wohin wissen wann es zeit ist zu ziehen

notes


wrze./październik 26

39

Bogumiła Hyla

Poniedziałek | Montag

Ulica im. Literatury (3)

27

Wtorek | Dienstag

28

Środa | Mittwoch

29

Czwartek | Donnerstag

30

Piątek | Freitag

1

Sobota | Samstag

2

Niedziela | Sonntag

W przeciwieństwie do jesieni. Potężna, wrzosowa matrona od wieków polemizująca z odbierającymi jej pierwszeństwo liśćmi. Tylko o nich piszą poeci. Ale ty nie musisz, ty się nie staraj aż tak bardzo. Zostaw w spokoju liście, wrzosy, wiatry i deszczowe środy. Za mały jesteś dla ich piękna. Więc się nie wtrącaj, skup się lepiej na kobiecie. Oddycha. Nie, nie wiadomo. Jest pewne, że nadal leży, a tłum gapiów zwiększa swoją objętość. Popatrz. Już czai się ironiczny flesz fotoreportera, żeby ująć twarz poszkodowanej, w najbardziej upokarzającym momencie i wywiesić na afiszach szmatławych stron. Takich znajdziesz wszędzie. Nie, nie śmiej się. On nigdy w życiu nie wywiesiłby zdjęcia osoby, która jest mu mniej czy więcej bliska. Ale tej tu, dlaczego nie? Nie zapytuj go, odpowie: to moja praca. Tylko opisz. TO twoja praca...


Gabriel Leonard Kamiński

Zwi Jest pedantyczny aż do przesady cały dzień sprząta, później pieli ogród, strzyże trawnik, zamiata chodnik przed domem. Powyrzucał stare listy i książki, spalił wspomnienia. Mimo to codziennie schodzi do spiżarni; chowa w przepastnych szufladach. jedzenie na czarną godzinę. do tomu: “Roth. Nowy Testament”

notes


Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki tłumaczenie: Michael Zgodzay

CCIX. jesień już Panie a ja nie mam domu wprawdzie jestem bardziej zachłanny aniżeli ów wiatr z którym załatwiam różne ciemne interesy bo kiedyś trzeba się uniezależnić usamodzielnić idę do moich zmarłych (nie narażając się na straty) jakbym miał im coś odebrać jeszcze nie wiem co ale się uśmiecham na myśl o posiadaniu garstki siebie tego strasznego bogactwa które natychmiast powinienem obrócić w nic wszystko przepić puścić pawia widziałem to w przemyskiem z ust największych pijaków

CCIX. Herr es ist schon herbst und ich habe kein haus zwar bin ich habgieriger als jener wind mit dem ich verschiedene dunkle geschäfte mache denn irgendwann muss man unabhängig werden selbständig ich gehe zu meinen verstorbenen (ohne gefahr des verlustes) als sollt ich ihnen etwas nehmen noch weiß ich nicht was doch ich lächle beim gedanken an den besitz einer handvoll meinerselbst jenes furchtbaren reichtums den ich sofort verjubeln und vernichten alles versaufen sollte auskotzen ich sah es im landkreis Przemyskie aus den mündern der größten säufer


minął miesiąc 9


październik 3

40 Karol Maliszewski

Poniedziałek | Montag Feiertag

Oda do deszczu

4

Wtorek | Dienstag

5

Środa | Mittwoch

Drobny deszczyku, co myjesz jaskółki, lśnią jak gałki z jaspisu w szybkiej grze za oknem; szukam na strychu zapisanych reguł, kartki mną się w palcach i skrzypi guano; ten nieświat staje się światem. To najbardziej boli, a potem wydaje się losem, mydłem przy studni dziobanym przez kury;

6

Czwartek | Donnerstag

7

Piątek | Freitag

drobny deszczyku, miej to wszystko w dupie, spadaj jak pochodnia na wyschnięty las, jak wyrok ucinaj rozmowy na wzniosłe tematy; zostaw szyfrogram w gęstwinie, połóż się na dachu i czekaj na słońce.

8

Sobota | Samstag

9

Niedziela | Sonntag

notes


Karla Reimert Montasser tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Myto

Maut

Tam jesienią słońce jest wyspą.

Dort im Herbst ist die Sonne eine Insel.

Przybywam z zachodu, mocno uderzam w dzwon na przystani.

Ich komme von Westen, hart schlag ich die Glocke am Steg.

Rdzawymi oczami zsyłam prom na dół glonowozielonego nieba.

Mit rostigen Augen schicke ich die Fähre einen algengrünen Himmel herab.

Kto zna to hasło, kto zna to słowo, kto czyta z klucza gęsi

Wer weiß die Losung, wer weiß das Wort, wer liest aus dem Keil der Gänse

Jeden mnie kocha. Jeden mnie nie kocha. _ Jeden umrze od dziś za rok.

Einer liebt mich. Einer liebt mich nicht. Einer wird sterben übers Jahr.

Potem on musi, potem on znowu przyjdzie. Kiedy?

Dann muß er, dann wird er wiederkommen. Wann?

Zbij rdzę z oczu Zbij glony z nieba Odeślij miłość z chmur z powrotem.

Schlag den Rost von den Augen Schlag die Algen vom Himmel Schick die Liebe aus den Wolken zurück.

Rosa jest krucha. Wszystko jest zachodem, wszystko jest późno.

Das Tau ist mürbe. Alles ist Westen, alles ist spät.

Nigdy nie przyszła jedna zawieziona do słońca,_

Nie kam eine Zur Sonne gefahren,

która nie niosła garści martwego listowia pod sercem.

die nicht eine Handvoll totes Laub unterm Herzen trug.


październik 10

41 Karol Maliszewski tłumaczenie: Peter Gehrisch

Poniedziałek | Montag

Ode an den Regen

11

Wtorek | Dienstag

12

Środa | Mittwoch

13

Du krümliger Nieselregen, der du die Schwalben wäschst, daß sie glitzern wie Perlen von Jaspis im blitzenden Spiel hinterm Fenster; auf dem Dachboden such ich die Notizen der Regel, zwischen den Fingern knitternde Blätter knisternd Guano; diese Unwelt beginnt Welt zu werden. Das schmerzt am meisten, und später ergibt sich ein Schicksal daraus, als Seife am Brunnen zerpickt von den Hühnern;

Czwartek | Donnerstag

du krümliger Nieselregen, hab alles im Arsch, fall doch wie eine Fackel über den dürren Wald, wie ein Urteil

14

schneid die Gespräche zu hohen Themata ab; laß die Chiffre in dem Gebüsch, leg dich aufs Dach und erwarte die Sonne.

Piątek | Freitag

15

Sobota | Samstag

16

Niedziela | Sonntag


Cornelia Manikowsky tłumaczenie: Sylwia Altermatt-Sawicka

Liście w podwórzu Ruchy listowia w podwórzu. Dziki taniec w kącie, wzbijanie się w górę i ponowne spadanie, nagły spokój. Nic. Cisza.Potem pojedynczy liść, który gna w poprzek podwórza, porywa za sobą drugi, trzeci, w kącie wzbijają się raptownie w górę, nieruchomieją, wolno falującym ruchem opadają znowu w dół i zwlekając osiadają na ziemię. Znowu jest spokojnie. Żadnego chrzęszczenia lub szeleszczenia. Żadnego ruchu. Tylko słońce wąskim promieniem świetlnym wnika do podwórza. Jasny prążek biegnie w poprzek bruku, załamuje się i wspina ukośnie po ścianie domu w górę. Liście nagromadziły się wzdłuż muru, tworzą wąski, wydłużony ślad, który stopniowo zanika.

Blätter im Hof In einem Hof die Bewegungen des Laubes. Der wilde Tanz in einer Ecke, das Aufwirbeln und wieder Herabfallen, die plötzliche Ruhe. Nichts. Stille. Dann ein einzelnes Blatt, das quer durch den Hof treibt, ein zweites mitreißt, ein drittes, in einer Ecke schnellen sie abrupt in die Höhe, verharren, schweben in langsamen Wellenbewegungen wieder herab und lassen sich zögernd auf dem Boden nieder. Es ist wieder ruhig. Kein Knistern oder Rascheln. Keine Bewegung. Nur die Sonne dringt mit einem schmalen Lichtstrahl in den Hof. Ein heller Streifen läuft quer über das Pflaster, knickt ab und steigt schräg an der Hauswand nach oben. Die Blätter haben sich längs einer Mauer angesammelt, sie bilden eine schmale lang gezogene Spur, die sich allmählich verliert.

notes


październik 17

42 Mario Futh tłum. Sylwia Altermatt-Sawicka

Poniedziałek | Montag

Jesienne melodie

18

Wtorek | Dienstag

19

Środa | Mittwoch

20

Czwartek | Donnerstag

21

Piątek | Freitag

Drzewa szeleszczą, wiatr unosi ich ostatnie szaty. One udają się w podróż, gnane przez wiatr. Zostają leżąc, na zimnych gruntach i asfaltowanych /ulicach. Czekając na drugie życie. Ludzie troszczą się o nie. Dzieci w ich beztrosce. Szeleszczą stopami Mają uciechę, chichoczą, skaczą przez opadłe /listowie. Dorośli przeglądają książki, oglądają telewizję Aby znaleźć sobie pomysły I lądują potem jednak w naturze. Prawdziwym pięknie - gry pór roku. Tak kończy się życie jako ochronna szata W domach ludzi do dekoracji kredensów i stołów Surowiec na to, pochodzi z lasu

22

Sobota | Samstag

23

Niedziela | Sonntag

notes


Maciej Kaczka

piosenka do śpiewania w kółko

ein lied zum singen hin und wieder

jest niepozorna pora roku dni jałowieją na potęgę film zmiętolonych powidoków rwie się pospołu z kruchym zębem

die unscheinbare zeit des jahres wenn sich die blöden tage nahn film aus verfilzten kapillaren wackelt wie mein verfaulter zahn

gram niekończący się epilog nie mam z kim wskoczyć w nową księgę ma się to ziścić pewną chwilą a chwil rozpiski nie zdobędę

unendlich scheint die schlussgeschichte und niemand will mich draus entführn welches kapitel bringt mehr licht, wenn das ganze werk hat keinen sinn?

rzuca o bezsens moje kości ciśnie na balon bez wentyla sen następuje mi na odcisk ależ urocza krotochwila

ich schweb’ empor zum weltraumgalgen und mein ballon hat kein ventil schlaflos bleibt noch mein hühnerauge o welch strahlender lebensstil!

świt z mar obmywa narowistych plastrem mi pastelowe niebo z okna wybija potok szklisty wilk nie osaczy pies nie zje bo

morgens verschwinden die gespenster blausanft heilt mich das himmelspflaster erquickend wirkt der blick zum fenster werwölfe ruhn und ohne rast ver-

jest niepozorna pora roku urodzaj trwa z uporem pięknym na smętny śpiew na nocny pohuk odbity echem z dna butelki

-läuft unscheinbare zeit des jahres dauert die sehr fruchtbare stund’ für wehgesang und nachtfanfaren ihr echo hallt vom flaschengrund

mknie nierozumny sezon życia nie umiem się uporać z lękiem w ten czas cholernie chce się wyć - aaa! dlatego śpiewam tę piosenkę

im rausch des lebens heidi heida kann nicht bekämpfen meiner furcht na dann unheimlich will ich schrein: daaa!!!-für sing ich lieder hin und wieder

i jeszcze mocniej chce się pić - ech... dlatego suszę tę butelkę

und überherrschend ist mein durst darum saug ich noch ein fläschchen nieder


październik 24

43 Mario Futh

Poniedziałek | Montag

Herbstmelodien

25

Wtorek | Dienstag

26

Środa | Mittwoch

27

Czwartek | Donnerstag

28

Piątek | Freitag

29

Sobota | Samstag

30

Niedziela | Sonntag

Die Bäume rascheln, der Wind trägt ihre letzten Kleider fort. Sie gehen auf die Reise, getrieben vom Wind. Sie bleiben liegen, auf den kalten Böden und /asphaltierten Straßen. Wartend auf ein zweites Leben. Die Menschen nehmen sich ihnen an. Die Kinder in ihrer Unbekümmertheit. Sie rascheln mit den Füßen Sie haben Spaß, kichern, springen durchs gefallene /Laub. Die Erwachsenen blättern durch Bücher, schauen TV Um sich Ideen zu holen Und landen dann doch in der Natur. Der wahren Schönheit – des Jahreszeitenspiels. So endet das Leben als schützendes Kleid In den Häusern der Menschen zur Dekoration von /Sideboards und Tischen Der Rohstoff dafür, kommt aus dem Wald.


Michael Hillen Tłum. Sylwia Altermatt-Sawicka

nieustępliwie

unnachgiebig

jak nieustępliwie orzech włoski kończy ciepłą porę roku dojrzewaniem swoich owoców, jak nieustępliwie zima pytać będzie co robiliśmy latem

wie unnachgiebig der walnußbaum die warme jahreszeit beendet mit dem reifwerden seiner früchte, wie unnachgiebig der winter fragen wird was wir im sommer getan haben

notes


paździer./listopad 31

44

Rafał Sadowski

Poniedziałek | Montag

Czarno-Biały Telewizor

1

Wtorek | Dienstag Święto

2

Środa | Mittwoch

3

Czwartek | Donnerstag

4

Piątek | Freitag

5

Sobota | Samstag

6

Niedziela | Sonntag

Hajhitle handechy sznele halty rausy Hajlichaj lochajla z achtungiem w auswajsy Konspirokiełbachy z ferfluchtowej szwajny Schemat czarno-biały zbiór przypadków skrajnych


Brigitte Adam Tłum. Sylwia Altermatt-Sawicka

Jesienne słońce

Brigitte Adam

Jesienne słońce śmieje się z nieba. Krajobraz budzi się cały w złocie. Również na drzewach wspaniały przepych kolorów, Coś kolczastego roztrzaskuje się na ziemi. Zderzenie rozłupało okrywę I wydobyło kasztan, który nieruchomo leży wprost przed szybem. Dziecięca ręka podnosi go bardzo ostrożnie.

Die Herbstsonne vom Himmel lacht, Die Landschaft total in Gold erwacht. Auch auf den Bäumen herrliche Farbenpracht, Etwas Stacheliges auf die Erde kracht. Der Aufprall hat die Schale aufgemacht Und eine Kastanie hervorgebracht, die liegenbleibt direkt vor einem Schacht. Eine Kinderhand hebt sie auf ganz sacht.

notes


Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki tłumaczenie: Michael Zgodzay

CCVIII. jesień już Panie a ja nie mam domu wprawdzie gromadzę przedmioty codziennego użytku i przybywa mi rzeczy bezużytecznych wprawdzie jestem bardziej zachłanny aniżeli ów wiatr który się do wszystkiego zapala podkręca i z każdym listkiem układa osobno bo tylko z listkiem robi się ciemne interesy nie narażając się na straty widziałem to w przemyskiem

CCVIII. Herr es ist schon herbst und ich habe kein haus zwar sammle ich dinge des alltags und nutzloses mehrt sich um mich zwar bin ich habgieriger als jener wind der sich für alles erwärmt den alles heiß macht und der mit jedem blatt einzeln verhandelt denn nur mit einem blatt werden dunkle geschäfte gemacht ohne gefahr des verlustes ich sah es im landkreis Przemyskie


minął miesiąc 10


listopad

45

7

Tomasz Hrynacz tlum. Violetta Lęga

Poniedziałek | Montag

Przedstaw się!

8

Wtorek | Dienstag

Naprawdę, to niewiele. Jeszcze postawimy tamten kredens. Pod ścianę. Albo bliżej pieca. Potem już będzie po wszystkim. Wśród innych rzeczy jego skromność jest wyjątkowa.

9

Środa | Mittwoch

10

Czwartek | Donnerstag

11

Piątek | Freitag Święto

12

Sobota | Samstag

13

Niedziela | Sonntag

Stell dich vor! Wirklich, es ist nicht viel. Noch stellen wir diesen Geschirrschrank. Neben der Wand oder /noch näher dem Offen. Dann ist schon alles vorbei. Seine Bescheidenheit ist etwas seltsames inmitten /anderen Sachen.


Mario Futh tłum. Sylwia Altermatt-Sawicka

Jesień Pada deszcz, wiatr muska liście słońce schowane jest za tymi wszystkimi gęstymi chmurami, ciepło przenika tylko sporadycznie przez gałęzie, ludzie opuszczają ulice, zostają w domu, odważnych ciągnie na zewnątrz, uzbrojonych w parasole kolorowe, tak jak jesienne listowie w tych dniach chociaż, raczej ciemne, tak jak pogoda w tych dniach. Uśmiech ludzi, znika z ich twarzy łzy nieba nasilają się. Ptaki milczą, z blaszanych pudeł huczy muzyka niezmordowanie pracują maszyny ludzka dusza odpoczywa. Wszystko czeka, pracuje na to na głęboki sen na lodowaty chłód, na śnieg. Przyroda wycofuje się, czeka, gromadzi nową energię. Odkryta, zupełnie obnażona stawia się temu wyzwaniu. Człowiek wycofuje się, czeka, zatraca się w boskiej władzy. Okryty, zupełnie zamaskowany, w tych dniach ukrywa się przed nią.

notes


listopad

46

14

Brigitte Adam tłum. Sylwia Altermatt-Sawicka

Poniedziałek | Montag

Deszczowy dzień

15

Wtorek | Dienstag

16

Środa | Mittwoch

17

Krople deszczu bębnią na dachu. Wicher gwiżdże za rogiem. Właściwie nie był to ładny dzień. Wtulić się w kołdrę Do tego muzyka, dobra książka Albo też rozmawiać ze sobą. Na zewnątrz zapewne działa zła klątwa. Tym bardziej jest naszym staraniem Stworzyć przytulność, rozniecić ogień w kominku i w skrytości żywić nadzieję że jeszcze często będziemy mogli śmiać się.

Czwartek | Donnerstag

Regentag

18

Piątek | Freitag

19

Sobota | Samstag

20

Niedziela | Sonntag

Regentropfen trommeln auf’s Dach. Der Sturm pfeift um die Ecke. Eigentlich war’s kein schöner Tag. Einkuscheln in die Decke Dazu Musik, ein gutes Buch Oder auch miteinander reden. Draußen wirkt wohl ein böser Fluch. Umso mehr ist’s unser Bestreben Behaglichkeit zu schaffen, das Kaminfeuer anzufachen und insgeheim zu hoffen dass wir noch oft können lachen.


Mario Futh

Herbst Es regnet, der Wind streift durch die Blätter die Sonne ist versteckt hinter all den dicken Wolken, Wärme fällt nur vereinzelt durchs Geäst, die Menschen verlassen die Straßen, bleiben zuhause, die Mutigen zieht es nach draußen, bewaffnet mit Regenschirmen bunt, so wie das Herbstlaub in diesen Tagen obwohl, eher dunkel, so wie das Wetter in diesen Tagen. Das Lächeln der Menschen, verschwindet aus ihren Gesichtern die Tränen des Himmels nehmen zu. Die Vögel schweigen, aus blechernen Kästen dröhnt Musik unermüdlich arbeiten die Maschinen die menschliche Seele ruht. Alles wartet, arbeitet daraufhin auf den tiefen Schlaf auf die Eiseskälte, auf den Schnee. Die Natur zieht sich zurück, wartet, sammelt neue Energie. Unbedeckt, gar nackt sich dieser Herausforderung stellt. Der Mensch zieht sich zurück, wartet, verliert sich in göttlicher Gewalt. Bedeckt, gar vermummt, sich in diesen Tagen vor ihr versteckt.

notes


listopad

47

21

Tomasz Dalasiński

Poniedziałek | Montag

38. (dobry dzień na powroty)

22

Wtorek | Dienstag

23

Środa | Mittwoch

24

Czwartek | Donnerstag

taki dzień jak pojutrze – jaki czas się zaplątał w co? w ten znak zapytania (najlepiej pytać o to, co nie miało miejsca, choćby o inne czasy (dobry dzień na powroty do czasów, które nie miały miejsca (od czasu do czasu dosłownie: dobry dzień na powroty (najlepiej pytać o to, co nie ma języka). najlepiej pytać o to, co nie ma języka – niedługo będzie ciemno, ciemniej, jak tak dalej pójdzie, ciemność niedługo będzie (jeśli tak dalej pójdzie, to niedługo będzie taki dzień jak pojutrze, dobry dzień na powroty od końca).

25

Piątek | Freitag

26

Sobota | Samstag

27

Niedziela | Sonntag


Ewa Olejarz tłum. Anna Koszera

Skup Się

Konzentiere Dich

wstałeś na wschodzie jesteś pierwszym racjonalnym ludem wymyśliłeś go

du bist aufgestanden im Osten du bist der erste rationale Volk du hast ihn ausgedacht

jesteś dokładny epagomenalny etapami dodany na końcu

du bist ganau etappenweise epagomental am Ende zugesetzt

wylewasz achet przez pert dochodzisz do szemu

du giesst Achtet aus durch Pert du kommst bis zu Schem zu

w porach roku otrzymujesz właściwą nazwę in Jahreszeiten bekommst du richtigen Namen nie rozumiem cię ich verstehe dich nicht odtrącam ich stosse ab zatem nie określam i nie potrzebuję jak... roku IX Dżeserkare Amenofisa (I)

also ich bestimme nicht ich brauche nicht so wie… im IX Jahre des Jeserkare Amenfos (I)

miesiąca trzeciego pory suchej (Epifi) dzień jest dziewiąty i jest już po

im dritten Monat der trocken Periode (Epifi) ist neunte Tag und ist schon vorbei

notes


listopad/grudzień 28

48

Gabriel Leonard Kamiński

Poniedziałek | Montag

Rozmowa z Susan Sontag

29

Wtorek | Dienstag

30

Środa | Mittwoch

1

Czwartek | Donnerstag

2

Piątek | Freitag

3

Sobota | Samstag

4

Niedziela | Sonntag

O tej porze we Wrocławiu gasną okiennice, parapety /zapadają się pod ziemię, drzwi zapierają się w sobie, a oddech zamiera na szybie przebierając jakiś dziwny święty wymiar. Moja matka wracała skonana z pracy, ojciec nieustannie obiecywał mi naprawić zegarek /- czas przesączał się przez podłogę zostawiając szare /plamy na boazerii. Mieszkanie było ciasne, wiedzieliśmy o sobie wszystko. Takie życie bez tajemnic było ciężkie jak fizyczna praca - przerzucanie się winami kosztowało nas majątek. Nie było jeszcze kart kredytowych, więc debet pamięci nie wchodził w rachubę. Kiedy ty rozmawiałaś z Chomeinim matka załatwiała ziemniaki na zimę, ojciec węgiel a ja puszczałem słoneczne zajączki do sąsiadki z przeciwka. Zawsze myła się przed otwarytm oknem, jej piersi falowały, woda spływała po nich jak moje sanki z oblodzonej góry. Uśmiechała się dziwnie, i czułem wówczas afrykę, smak gorącej czekolady na wargach, i plamy z atramentu na mankietach szkolnego mundurka. Byłem rozdarty między dzieciństwem a dorosłością, kopałem głębokie doły, chowałem się w nich z głową, i udawałem, że nie żyję, lekarze kiwali głowami, że to niskie poddasze VERTE >>


Karol Maliszewski Peter Gehrisch

Instrukcja obsługi

Bedienungsanleitung

Co z nią zrobić? Też jest śmiertelna, błyszczy na mrozie, idzie do „Tesco” ogrzać się, ukraść, ukradkiem wychylić,

Was mit ihr tun? Auch sie ist ja sterblich, glitzert im Frost, geht sich zu erwärmen zu „Tesco“, zu klauen, was heimlich zu kippen,

małe, drobne ciepło, grudka dwunożnej soli, kleine, zärtliche Wärme, ein Körnchen nikogo nie obchodzi, nawet nie zaboli. /zweibeinigen Salzes, das geht niemand was an, tut doch nicht weh. (Tak jakbym był z wierzchu, chwilowo wypchnięty na sam środek (So als wäre ich obendrauf, sceny, mam mówić w imieniu, für ein Weilchen in die Mitte der Bühne bulgotać razem z lawą, pełznąć geschubst, soll sprechen in ihrem Namen, i pisać; kronika gatunku?) gemeinsam mit Lava Gegurr, kriechen, und schreiben; die Chronik der Art?) Śmiertelna świadomość, więc wepchnąć w nią najwięcej, Todgeweihtes Bewußtsein, zostawić zagadki, zaszyfrować rozpacz, also dorthin alles, was geht, stopfen, Rätsel lassen, Trauer chiffriern, do śmierci mieć upodobanie, do miłości. To z nią zrobić! bis zum Tod behalten die Leidenschaften, /auf Liebe. Das herstelln mit ihr!

notes


Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki tłumaczenie: Michael Zgodzay

CXXXV. Niebezpieczeństwo place są puste jak listopad jak ty i ja i wiersze za którymi biegam po owym placu wczoraj wziąłem pieniądze i wnet uciekłem od siebie wystarczy zatem na wypad w Polskę i dobrą książkę przedwczoraj też wziąłem za ekstrawagancję (to jest umiem się brać za instrumenty stare i zepsute) a więc place są puste jak listopad i jego instrumenty stare i zepsute mogą w zakamarkach moich rąk i nóg przespać się do jutra

CXXXV. Gefahr die plätze sind leer wie der november wie du und ich und die gedichte denen ich nachjage auf jenem platz gestern hab ich geld genommen und lief mir bald davon es reicht also für eine spritztour durch Polen und ein gutes buch vorgestern hab ich es auch für die extravaganz bekommen (das heißt ich kann alte und kaputte instrumente bedienen) das heißt die plätze sind leer wie der november und seine alten und kaputten instrumente können in den winkeln meiner hände und füße bis morgen durchschlafen


minął miesiąc 11


grudzień

49

5

Gabriel Leonard Kamiński

Poniedziałek | Montag

6

Wtorek | Dienstag

7

Środa | Mittwoch

8

Czwartek | Donnerstag

9

Piątek | Freitag

10

Sobota | Samstag

11

Niedziela | Sonntag

i wilgoć ze strychu, a ja byłem pewny, że to moja pokojowa wojna, i front przebiegający między szkolnym boiskiem, a szatnią, w której chowałem się przed ocenami; “piątki” atakowały mnie nawet we śnie, “trójki” na szynach przemykały przez zamknięte oczy i znikały zakrętem ławki. “Czwórki” były moim /Alefem. Jednocześnie myślami byłem daleko, przekraczałem /granice po ciemku, budowałem zamki na piasku, O zmierzchu boisko wydawało mi się jedynym możliwym pasem startowym mojej kosmicznej podróży w odmęty nieokiełznanej wyobraźni... Kiedy pojawiłaś się w moim śnie cierpliwie rozwiązywałem turban ręcznika wpatrując się w topniejące na podłodze kostki lodu, między nimi ślady moich stóp wyglądały jak niezdarna próba przekroczenia własnej cielesności albo wzbicia się w powietrze... Zapamiętałem twoje ostatnie słowa: “Nigdy nie omijaj pustki”. II O tej porze, kiedy kończysz ostatnią korektę, ciemność owija szczelnie meble, okrywa całunem zmęczone stopy mojej matki, wiążąc się z bielą prześcieradła węzłem gordyjskim. Ruchome cienie VERTE >>


Daniela Boltres Tłum. Sylwia Altermatt-Sawicka

Grudzień w Tîrgu Jiu Dezember in Tîrgu Jiu* w dialogu z Constantinem Brâncusi im Dialog mit Constantin Brâncusi milczeć gdy przyjdzie śnieg z rozwagą moje ruchy odmierzyć wybrać kierunek sama wejść przez BRAMĘ POCAŁUNKU

schweigen wenn der Schnee kommt mit Bedacht meine Gesten abmessen die Richtung wählen allein durch das TOR DES KUSSES eintreten

do ciebie

zu dir

siadam przy STOLE MILCZENIA naprzeciw ciebie ciężkie minuty ciszy wokół mojej szyi przemierzamy łuk w przeciwnym kierunku i patrzymy na siebie śnieżne niebo dla nas czytelne ścieram jeszcze śnieg ramieniem

ich setze mich an den TISCH DES SCHWEIGENS dir gegenüber schwer die Schweigeminuten um meinen Hals wir schreiten den Bogen gegenläufig ab und schauen uns an der Schneehimmel für uns lesbar ich wische mit dem Arm noch den Schnee weg

czekać przez NIESKOŃCZONĄ KOLUMNĘ

eine UNENDLICHE SÄULE lang warten *Stadt in Rumänien mit Freilicht-Kunst von Constantin Brâncusi

notes


grudzień 12

50 Gabriel Leonard Kamiński

Poniedziałek | Montag

13

Wtorek | Dienstag

14

Środa | Mittwoch

15

Czwartek | Donnerstag

16

Piątek | Freitag

na ścianie jak z dziecięcego teatrzyku zadają sobie ból tańcząc piruety w takt tykającego chronometru. Krwiawące rany połączone z moim obtartym łokciem odsuwają sen na dalszy plan. Widzę przez niedomknięte oczy nasz dom z lotu ptaka, bezradnie kołyszący się na wietrze niczym bocianie gniazdo, odarty ze złudzeń jak cebula. Wsparty jedynie o plecy babci, odwrócony tyłem do lustra wygląda jak znoszony garnitur dziadka zaprasowany na dwa kanty. Próbuję w półmroku nawlec igłę, i przyfastrygować go do szkolnego mudurka jak tarczę; to mój jedyny oręż w walce ze światem niezdarnie przyszytym do mnie na okrętkę. z tomu: “Ręka Karpowicza”

17

Sobota | Samstag

18

Niedziela | Sonntag

notes


Łukasz Słuszniak

Nazajutrz znowu wszystko jest jednym wielkim kalendarzem, żyję w ustalonych cyklach i harmoniach ograniczających mój chaos, mój początek. Kalendarz chce wiedzieć, kiedy przeistoczę się w nieuchwytny deszcz meteorytów, kiedy stanę się planetoidą, która uderzy w ten świat i zmieni go w pył. Chce być przygotowany, trzymać rękę na pulsie. Mam zapisywać, wciąż zapisywać siebie na jego kartach i codziennie bezmyślnie kontemplować cyfry, dni, miesiące - liczby, które zniewolą mnie ostatecznie. Zabetonują moją duszę. Dość mówię! Pijany pakuje się i jadę na lotnisko. Wsiadam do samolotu – lecę do Peru. Gubię się w buszu, jestem cholernie zagubiony, jestem po raz pierwszy w życiu tak zagubiony, że aż szczęśliwy. Mam w dupie miłość i śmierć, graniczne punkty istnienia, mam dość czasu i ustalonych pór, zmierzam na ostatnią kartę kalendarza, by tam skoczyć w dół, w przepaść, by wyjść w końcu poza jego ramy. Jest gorąco, jest jak w piekle, strumień życia we mnie, z którym przez wszystkie te lata płynąłem posłusznie, zaczyna wzburzać swe wody, groźnie wzbierać, uderza falami w ściany mojego Ja. Tonę w swoim pocie, tonę przerażony, ale nie zawracam, mam w dupie Ja zniewolone przez kalendarz. Padam na kolana jak mistyk w ciemnej celi pod naporem Boga, padam na pysk, nie mam sił by iść, więc czołgam się jak wąż w stronę ziemi obiecanej, w stronę Edenu, byle tylko zmienić bieg ustalonego. Na granicy natury znajduję szamana, starego skostniałego Indianina, posłańca niepokornych dusz, ostatni żywy pomost między magią a filozofią. Proszę o lekarstwo na miłość, na śmierć, na czas i liczby – szaman prokuruje mi wino dusz, boję się, ale wiem, że muszę je wypić. I nagle błysk, a potem ciemność, nieskończone zapadanie, wodospady strachu. Moja głowa kurczy się do rozmiarów główki od szpilki, ręce - gadzie języki - badają przestrzeń, ale przestrzeni nie ma, nogi w szyi, nogi poza mną, zostają w tutejszym świecie, nie mam już nóg i rąk. Rozpadam się na cząstki. Serce kołysze się na wietrze, chwytam je zębami, żuję, by poczuć, że żyję, potem połykam, ale żołądek już nie istnieje. Mózg wypływa mi nosem, krztuszę się, ale pozwalam, by odszedł w niepamięć - oto cel, teraz go dostrzegam. Zostają tylko oczy w galarecie wszechświata - forma przejściowa, która w milisekundzie musi ujrzeć wszystko i zapomnieć. I staję się słowem, pierwszym słowem nieogarniętym przez myśl. Nie jest to wolność, ani sens, nie jest to nawet możliwość. Po prostu zwyczajny brak dróg, brak przechodzonych ścieżek, brak wyznaczonych traktów, stąd nie da się już nigdzie wyruszyć, nie da się już nigdzie podążyć, nie ma się nawet takich chęci. Po prostu biała karta – tu zmierzałem – ostatnia strona kalendarza.


grudzień

51

19

Karla Reimert Montasser Tłum. Sylwia Altermatt-Sawicka

Poniedziałek | Montag

Nowy Rok

20

Wtorek | Dienstag

Ostatni dzień pominę milczeniem Po co zmarłych poświadczać w pośmiertnych wspomnieniach

21

Środa | Mittwoch

Opad śniegu któremu wszyscy się kłaniają Nabierze rozgłosu i nigdy się nie ukłoni

22

Czwartek | Donnerstag

Neujahr

23

Piątek | Freitag

24

Den letzten Tag werde ich verschweigen Wozu die Toten in Nachrufen bezeugen Der Schneefall dem sich alle beugen

Sobota | Samstag

Wird laut sein und sich nie verneigen

25

Niedziela | Sonntag Feiertag | Święto


Susanne Ulrike Maria Albrecht Tłum. Sylwia Altermatt-Sawicka

Jaką kolędę słyszałeś?

Was für ein Weihnachtslied hast du gehört?

Jaką kolędę słyszałeś, Was für ein Weihnachtslied hast du gehört, gdy bezdomny stał na poboczu drogi als der Obdachlose am Straßenrand stand i prosił o kilka monet? und um ein paar Münzen bat? Jaką kolędę słyszałeś, Was für ein Weihnachtslied hast du gehört, gdy mała dziewczynka z sąsiedztwa als das kleine Mädchen aus der Nachbarschaft zaginęła bez śladu? spurlos verschwand? Jaką kolędę słyszałeś, Was für ein Weihnachtslied hast du gehört, gdy rodzice dowiedzieli się, że ich synowie als die Eltern erfuhren, ihre Söhne sind in polegli podczas pełnienia swego obowiązku? Ausübung ihrer Pflicht gefallen? Jaką kolędę słyszałeś, Was für ein Weihnachtslied hast du gehört, gdy zmarłych żołnierzy przywieziono als man die toten Soldaten wieder in ihre /z powrotem do ich ojczyzny? /Heimat brachte? Jaką kolędę słyszałeś, Was für ein Weihnachtslied hast du gehört, gdy do Afganistanu posłano dalsze oddziały? als man weitere Truppen nach Afghanistan /sandte?

notes


grudzień/styczeń 26

52 Sas

Poniedziałek | Montag Feiertag | Święto

27

Berlin 13 grudnia 1990, około piątej (jeszcze noc)

Wtorek | Dienstag

28

Środa | Mittwoch

29

Czwartek | Donnerstag

30

Piątek | Freitag

31

Sobota | Samstag

1

Niedziela | Sonntag Feiertag | Święto

Siedzę w knajpie cywilizacji wyższej Nie interesuje mnie polityka Chciałbym krzyczeć że Solidarność to gówniana /instytucja Poranek 13 grudnia kojarzy mi się z twarzą obcego /która mówi nieznanym językiem Siedzę w knajpie cywilizacji wyższej Bez trosk i powodów Myślę nadal że miłość jest ponad wszystko Rozpacz?


Bogumiła Hyla

Ulica im. Literatury (4) No i masz. Zimno zdmuchujące z powiek resztki godności. Oddałbyś siebie samego, żeby historia zwykłej kobiety zamieniła się w najlepszą sztukę literacką twojego życia. Ale nie oddasz! Za dużo pragniesz ukryć. Nawet tę zimę tnącą policzki nożami, siarczyście wnikającą do posłusznych okiennic. Za nimi chowa się nieprzezroczyste uczucie prywatności. Nie odsłaniaj go... Nie na tyle, żeby również inni mogli je posiąść. Gdybyś tylko wiedział, że nic nie znaczy każdy taki dzień i każda taka noc. Dla nich nie ma najmniejszej wartości. Więc ich nikomu nie powierzaj i nie pokazuj swoich zim. Pokaż tylko kobietę, co wciąż czeka na ambulans, nie zdając sobie z tego sprawy. Pokaż psa, obwąchującego czyjeś pochylone nad kobietą ciało i rower, który właśnie przywłaszczył sobie część cywilizowanej ulicy. Nie zapomnij o gapiach, o aparacie fotograficznym, o ranie na łydce kobiety. Za chwilę nadjedzie karetka na sygnale, kolejni ludzie wybiegną z domów, potykając się przy tym o własne kapcie i o innych ludzi. Ułożą nieprzytomną na noszach. Wsuną do karetki i odjadą. Tłum, pośród szmerów i spojrzeń powoli opuści teren wypadku. Zostaną dwie, trzy wytrwałe osoby, takie, co to lubią wiedzieć więcej niż inni. Ktoś podniesie rower i oprze o przydrożne drzewo. Zostanie mały piesek. Poszczeka od niechcenia na stojących... ot tak, żeby nie było nudno. Zwróci ich uwagę i pobiegnie dalej ulicą. Na tej ulicy... powstanie twój geniusz pisarski. Jeśli się nim zachłyśniesz, poproś przechodnia, niech cię poklepie po plecach. Na tej ulicy... już dawno wszyscy poszli spać. Atrakcja dnia zgasła. A teraz mi powiedz, kto przygarnie tamtego pieska. Zdawało mi się, że należał do kobiety. Tyle, że psy nie gryzą swoich właścicieli. Tak. Pies jest niczyj. Kiedyś był czyjś, podobnie jak twoje opowiadanie, kiedyś było twoje. Ale dziś... dziś nie ty je czytasz... nie ty odwracasz kartki. I komu potrzebne takie żałośnie śmieszne imię... czy nazwisko.

notes


Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki tłumaczenie: Michael Zgodzay

CXXIV. wszystko to są rzeczy niepewne ziemia i niebo to są wszystko rzeczy niepewne od których uciekają póki jeszcze jest dokąd albowiem ta ciemność teraz i ta ciemność potem jakiej nie próbuj zawczasu dotknąć to zaiste dwa przeróżne światy do których nie przykładaj ręki jeżeli chcesz ujść cało bo ta ciemność teraz i ta ciemność potem to są wszystko rzeczy nie do pogodzenia z którymi niechaj nic cię nie łączy chyba że jest coś o czym nie wiem

CXXIV. alles dies sind ungewisse dinge die erde und der himmel all das sind ungewisse dinge vor ihnen ergreife die flucht solang du noch dich wohin flüchten kannst denn die dunkelheit im jetzt und diese dunkelheit demnächst die zu berühren bevor es zeit ist dich hüte das sind wahrlich zwei ganz andere welten lasse die finger von ihnen wenn du dich retten willst weil die dunkelheit im jetzt und diese dunkelheit demnächst all dies sind unversöhnliche sachen mit denen dich nichts verbinden sollte es sei denn da ist etwas von dem ich nichts weiß


minął rok 2011


korespondencja seryjna Karol Maliszewski

Korespondencja seryjna. Wojciech Izaak Strugała Myślę, że warto przypomnieć postać Wojtka Strugały. Wiem, że czas choruje na coś galopującego i połyka wszystko w tempie przyśpieszonym, ale bez przesady. Wojtek Izaak Strugała żyje i tworzy, a tak wielu pogrzebało go już i wytarło gumką myszką z wszelkich literackich słowników. Obecnie należy kojarzyć go z Lwówkiem Śląskim, lecz jednak najbardziej jest znany w Dreźnie. W ostatnich latach trudno znaleźć jego nowe teksty w polskich czasopismach, o wiele częściej widuję je w drezdeńskim „Ostragehege”. Tomiku po polsku też dawno nie wydał, natomiast po niemiecku, w tłumaczeniu Petera Gehrischa, ukazał się w 2005 roku pod tytułem „Phantasmagorien”. Kilka wierszy z tej książeczki polecam uwadze Państwa.


korespondencja seryjna Wojciech Izaak Strugała tłumaczył: Peter Gehrisch

Rozmontowany pociąg

Der demontierte Zug

Poeta chce wierzyć, że zero dodać zero jest dwa. Że w piekle śnieg pada i diabły leżą chore na anginę.

Der Dichter will glauben, daß null plus null zwei ist. Daß es im Himmel schneit Und die Teufel an Angina erkrankt sind.

Z coraz większego oddalenia nasłuchuję oddechów: tej podróży za ścianą. Ostrzegano mnie, że kiedyś usiądę blisko siebie, nie będę spał, stracę się z widzenia.

Zunehmend mit größerem Abstand Lausch ich dem Atem: der Reise hinter der Wand. Man warnt mich, irgendwann säße ich neben mir, schlief nicht und verlör mich in der Anschaulichkeit.

Skąd ta radość? Skąd biorą się znalezieni? Dworce ... kominy ... spaliny ... Coraz dalej, w inną stronę rzeczywistości, wiezie mnie pozaziemski, grafitowy, rozmontowany pociąg.

Woher diese Freude? Woher das Getroffne? Bahnhöfe ... Schornsteine ... Abgase ... Immer weiter, in einer anderen Richtung der /Wirklichkeit, fährt mich der überirdische, demontierte Zug aus Graphit.


korespondencja seryjna Wojciech Izaak Strugała tłumaczył: Peter Gehrisch

Niepowrotne hotele Pod kościołem wielkiego miasta pościeliłem czapkę i głaz. Kubły snu chwilkę strzegły do białości. Trzeba było głowę do kamienia przytulić. W widnym zakątku nocy nikt nie siadał na łóżku, nie patrzył w oczy . mój pogodny świat. Dziś drogie hotele, więc pożegnałem. Blisko braci niewielkie łóżko. Łóżko ma dołek.

Unwiederbringliche Hotels Unterhalb einer Großstadtkirche Hab ich mich auf Mütze und Felsen gebettet. Die Traumkübel wachten ein Weilchen, bis an die Helle heran. Ich mußte den Kopf an den Steinblock schmiegen. Im hellen Winkel der Nacht, setzte sich niemand aufs Bett, und blickte mir in die Augen . meine friedvolle Welt. Heute die teuren Hotels, also schied ich. In der Nähe der Brüder: das genügsame Bett. Das Bett mit der Delle.


korespondencja seryjna Wojciech Izaak Strugała tłumaczył: Peter Gehrisch

Doprawdy nie wiem, kim jestem:

Wahrlich, Ich weiß nicht, wer bin Ich:

małym bezkształtnym lusterkiem, samowieszczem? Doprawdy nie wiem, co się należy, co jest przyczyną, a co skutkiem.

ein kleiner formloser Spiegel, ein Prophet meiner selbst? Wahrlich, ich weiß nicht, was sich gehört, was ist Ursache, was das Ergebnis.

Kolega tłumaczy mi świat na dłoni; Ein Freund übersetzt mir die Welt aus der skąd i dokąd zmierza nasze życie. /Hand; Inny kolega . występujący publicznie, woher und wohin ist das Leben gerichtet. czyta kilka wierszy na kolejnym spotkaniu. Ein anderer . der öffentlich auftritt, liest ein paar Verse bei der nächsten A ja mam wieczny ból głowy. /Begegnung. Mógłbym tak jak kolega pierwszy i drugi, mógłbym pisać inaczej . pełnokrwistym Und mich schmerzt ewig der Kopf. /atramentem. Ich könnte schreiben wie dieser und jener, Mógłbym spróbować scalić rozbite ganz anders könnte ich schreiben . mit drobiny mojej twarzy na małym lusterku. /Vollblut-Tinte, Milczenie jest jednak daleko trudniejsze ich könnte die Bruchstücke meines Gesichtes niż pisanie czy chiromancja. auf dem kleinen Spiegel zusammenfügen. Schweigen ist aber viel schwerer als Schreiben oder Chiromantie.


na koniec Andrzej Sosnowski

dr caligari resetuje świat niewinnie bez serca i z daleka doktor caligari recytuje świat prosimy trochę głośniej dottore tu nie warto nawet spać cesare słońce szybkie jak duch wyszło świeci zachodzi nie da się tu zdążyć na sen albo i śpij cesare w taką noc a jak długo będę żył dottore a do białego poranka cesare (ty zaś trochę krócej alanie) skręcimy go do ostatniej łzy do pierwszych łez do pierwszej krwi do „ostatniej” kropli krwi do pierwszego nic! poza ostatnie coś! ha ha holstenwall expo 2222 slucham rzym przeżył dziś chwile grozy berlin przeżył też chwile gnozy moskwa ufa jedynie platynie ach mój miły augustynie wszystko słynie słynie słynie VERTE >>


na koniec Andrzej Sosnowski tłumaczenie: Inez Okulska

dr caligari resetiert die welt unschuldig herzlos und von weitem doktor caligari rezitiert die welt wir bitten ein wenig lauter dottore hier ist’s nicht mal schlafenswert cesare die sonne schnell wie ein geist kam scheint geht unter man verpasst hier seinen schlaf oder schlaf doch cesare zu solcher nacht und wie lange werd ich leben dottore und bis zum morgengrauen cesare (du alan hingegen ein wenig kürzer) wir filmen ihn bis zu der letzten träne bis zu den ersten tränen bis zu dem ersten blut bis auf den „letzten“… bis zu dem ersten nichts! über das letzte etwas hinaus! ha ha holstenwall expo 2222 hallo rom erlebte heute stunden grauen berlin erlebte auch stunden glauben moskau vertraut nur platin o du lieber augustin alles ist in in in VERTE >>


na koniec metro dziś od rana pełne mgły we mgle na peronie sporo ludzi świetliste fantomy halo aureole polarne widma w hali metra te zdjęcia obiegły cały świat dwa pociągi są na stacji metra oba wylatują „w powietrze” szybkie eksplozje trzęsą okolicą inne stacje „wylatują” w powietrze gdy wiszą w niebie można je oglądać z przyjemnej odległości z awionetki te awionetki cóż one są winne nikt nie wie ile nam zostało stacji ktoś mówi tuzin góra tuzin stacji wasze stacje hanno mario magdaleno w tym mieście było tysiąc stacji dziś do najbliższej jadę godzinami stacja nazywa się otucha stacja nazywa się elea […] nad miastem burza jak rozległy zawał siny burzmistrz stepuje pod ratuszem pustynnik to jest taki skoczny ptak namiotnik to jest taka znana ćma (piękna pani miała zaś namiotę) wild water kingdom timex show jaki dziwny letargiczny trans trwa oblężenie tlenu w H20 aż będzie tylko ha dwa ha ha samo h iΠ happy those for whom the fold of szczęśliwi dla których fałd ów happy


na koniec seit heut‘ morgen ist die u-bahn voller nebel in dem nebel ist das gleis voller leute leuchtende phantome halo lichterhöfe polarlichter in der u-bahn-halle die fotos machten die runde zwei züge stehen in der u-bahn-station beide fliegen „in die luft“ rasche explosionen schütteln die gegend andere stationen „fliegen“ in die luft man kann sie am himmel hängen sehen ruhig entfernt mit einem kleinflugzeug diese kleinflugzeuge was sind sie schuld keiner weiß wie viel stationen haben wir noch einer sagt ein dutzend stationen höhstens ein eure stationen hanna maria magdalena in dieser stadt gab es tausend stationen heut‘ zur nächsten brauch‘ ich stunden die station heißt ruhe die station heißt elea […] über der stadt ein sturm wie ein weiter infarkt blauer böergermeister steppt vor dem rathaus steppenhuhn ist so ein sprungvogel steppenadler ist so ein echter adler (schöne frau hatte aber adlernase) wild water kingdom timex show welch ein komisch lethargischer trans die belagerung des sauerstoffs in H2O hält an bis es bleibt nur ha zwei ha ha nur ein h und Π happy those for whom the fold of glückliche für die die falt‘ von happy


nr ISSN: 1896-2637

w drodze

Magazyn Materiałów Literackich Cegła No.18 Adres do korespondencji: Stowarzyszenie Na Rzecz Wspierania Młodych Artystów Grawiton Ul. Probusa 9/4 | Wrocław 50-242 | z dopiskiem: MML - CEGŁA www.magazyn-cegla.net | redakcja@magazyn-cegla.net Redakcja: Redaktor Naczelny: Bruno Lew Lewin Redaktor Prowadzący: Karol Pęcherz (fink) Stała współpraca: Karol Maliszewski, Andrzej Sosnowski, Antek Wajda. Skład i przygotowanie do druku: Karolina Maria Wiśniewska | www.gyyethy.com wykorzystano zdjęcia obrazów Antka Wajdy “Z drogi” Wydawca: Stowarzyszenie Na Rzecz Wspierania Młodych Artystów Grawiton www.mlodziartysci.org

Specjalne podziękowania zechcą przyjąć: Sylwia Altermatt-Sawicka, Michael Zgodzay, Małgorzata Pietrzak, Joanna Kłos. Wszystkie tłumaczenia Karla Krolowa pod redakcją dr Tomasza Ososińskiego

Magazyn finansowany jest przez Wydział Kultury Gminy Wrocław


Poniedziałek | Montag

Wtorek | Dienstag

Środa | Mittwoch

Czwartek | Donnerstag

Piątek | Freitag

Sobota | Samstag

Niedziela | Sonntag


Cegla nr 18