Page 1

Witkacy Jak rozmawiać z kobietami

Nr 1/2018 (11)

Alfabet Zbigniewa Cybulskiego

Historia Anny Politkowskiej


Każdy kolejny rok przynosi kolejne przesłony, kulturowe, historyczne, społeczne. Gdybyśmy wymazali przykładowo 1885, możliwe, że nigdy nie uświadczylibyśmy talentu Witkacego, w Poznaniu nigdy nie odbyłaby się pierwsza rozmowa telefoniczna, a kibice Újpest FC, musieliby poszukać sobie innego klubu. Brak 39’ uchronić nas przed II Wojną Światową, ale równie dobrze, tylko przesunąć ją w czasie i uczynić jeszcze dotkliwszą. Podobno żyjemy w najlepszym z możliwych światów, więc może lepiej tego nie sprawdzać. Gdyby nie 2018 rok, to nie czytaliby Państwo poskładanych literek stanowiących kolejne wydanie Magazynu 204, skoro się jednak spotykamy, to pokrótce opiszę czego możesz się po najnowszym wydaniu Magazynu 204 spodziewać.

sensem inwestowania w transport rzeczny w Polsce. Na koniec czekają nas: rozważania na temat uroków Gdyni, a także poznamy kulisy pracy w kinie. Zanim zabierzecie się za właściwą treść Magazynu 204, chciałbym podziękować naszemu poprzedniemu wydawcy — Katarzynie Cieślak, za owocną i satysfakcjonującą współpracę. Mam nadzieję, że jeszcze spotkamy się na łamach tego czasopisma.

Z okazji rocznicy śmierci Zbigniewa Cybulskiego, przypomnimy jego postać w formie subiektywnego doboru najważniejszych osób i wydarzeń w jego życiu. Przyjrzymy się twórczości, jedynej żeńskiej przedstawicielki Awangardy Krakowskiej — Mili Elin. Przytoczymy tragiczną historię dziennikarki — Anny Politkowskiej. Od Witkacego będziemy się uczyć rozmawiać z kobietami. Następnie przyjrzymy się przemocy architektonicznej w czasach Polski Ludowej, a także największemu z symboli Warszawy. Zastanowimy się nad

Życzę miłej lektury Bartosz Abramczuk

Zespół redakcyjny Redaktor Naczelny: Bartosz Abramczuk Zastępca Redaktora Naczelnego: Marta Kowalczyk, Klaudia Szwaracka Korekta: Olga Kwiatkowska, Jolanta Ożga, Marta Kowalczyk Filip Pilarski, Krzysztof Jędrzejuk, Nina Putyńska, Julia Kasprzak, Elżbieta Pawelec, Wioletta Wójcicka, Julia Heczko Fotografowie: Filip Pilarski Okładka: Stanisław Ignacy Witkiewicz, autoportret Skład i łamanie: Bartosz Abramczuk

Nr 1/2018

2


Spis treści

ARTYKUŁY Alfabet Zbigniewa Cybulskiego/ 4-9 Mila Elin - enigmatyczny członek Awangardy/ 10-11 MAM NA IMIĘ ANNA/ 12-15 Miej serce i patrz w okolice pępka, czyli jak rozmawiać z kobietami/ 18-21 Socjalistyczny w treści i narodowy w formie/ 22-24 Żegluga śródlądowa - potrzeba czy fanaberia?/25-26 Wołga na Vogue/ 27 FELIETONY Pruszków Północy czy perła modernizmu/ 28-29 Z punktu widzenia kinowego kasjera/ 30-31 OPOWIADANIA Cz.1/ 32

Wydawca: Niezależne Zrzeszenie Studentów Uniwersytetu Warszawskiego Adres redakcji: Krakowskie Przedmieście 24, 00-927 Warszawa; budynek Samorządu Studentów, pokój 204 Kontakt: magazyn204@nzs.org.pl

Nr 1/2018

3


Artykuły

Talent zdarza się stosunkowo często. Charyzma przytrafia co jakiś czas. Urok osobisty bywa dany wyjątkowym postaciom. Jednak unikalne połączenie tych wszystkich cech w jednej osobie zdarza się niezwykle rzadko. Taki był on – Zbigniew Cybulski, przez przyjaciół, znajomych i pokolenia wielbicieli nazywany po prostu Zbyszkiem. Choć ikoną stał się już za życia, to jego tragiczna śmierć pod kołami pociągu w wieku niespełna 40 lat przyczyniła się do utrwalenia legendy. Nr 1/2018

4

okazji kolejnej rocznicy odejścia jednego z największych aktorów w historii polskiego kina, prezentujemy Wam Alfabet Zbigniewa Cybulskiego, czyli zbiór interesujących faktów z niezwykłej biografii aktora – zarówno tych powszechnie znanych, a także tych nieco mniej. A – jak Aktor

j

To było zjawisko. Zaprzeczenie wszystkich ówczesnych kanonów.


Artykuły

Julia Kasprzak

On wprowadził bycie na scenie, wcześniej wszyscy na niej grali. – powiedział o nim Władysław Kowalski, który miał okazję współpracować z Cybulskim w gdańskim Teatrze Wybrzeże. I faktycznie, w aktorstwie polskim można było mówić o dwóch biegunach, czyli o nim i o Tadeuszu Łomnickim. Pierwszy, lekko niepewny swojego talentu, czasem jakby od niechcenia, ignorujący sztywne reguły, jakie wpajano w szkołach aktorskich. I drugi, aktor starej daty, klasa sama w sobie, przykładający największą wagę do warsztatu. Cybulskiemu wszelkie braki warsztatowe czy nieumiejętność perfekcyjnego opanowania tekstu uchodziły jednak na sucho. Dlaczego? Był wyjątkowy, a jego indywidualna ekspresja i niezwykła naturalność, która aż biła z ekranu, sprawiały, że widz po prostu wierzył w każde jego słowo. I nie czuło się tego, że gra – ale że po prostu jest i oddaje dziełu jakąś cząstkę siebie. Sam mówił o istocie tego wyjątkowego zawodu:

Aktor musi żyć wśród ludzi. Musi obserwować, zawierać nowe znajomości i przyjaźnie. Oderwany od codziennego życia – odrywa się od swego zawodu. B – jak Bobek, czyli Bogumił Kobiela Aktor z jednego roku studiów w

Nr 1/2018

Zbigniew Cybulski i Adam Pawlikowski Popiół i diament

Państwowej Wyższej Szkole Artystycznej w Krakowie. Dwa wielkie talenty i dwie wielkie indywidualności. Przyjaźnili się od czasów studiów aż do śmierci Zbyszka w 1967 roku. Razem z Cybulskim, Fedorowiczem i Afnasjewem założyli w Gdańsku legendarny, antysystemowy teatrzyk BIM-BOM, gdzie wspólnie grali, inscenizowali i reżyserowali. Razem występowali też na ekranie – w filmach Popiół i diament (również przełomowa rola dla Kobieli – przyp. red.) czy Rękopisie znalezionym w Saragossie. W międzyczasie połączyli również siły jako scenarzyści w filmie Do widz nia, do jutra. Łączyła ich pasja do sztuki, ale też do życia. Obaj żyli

5

szybko i intensywnie. Z rozbawieniem ogląda się dziś fragment kroniki filmowej, w której aktorzy Teatru Wybrzeże wylatują do Francji z gościnnymi występami. Cybulski zdążył na samolot w ostatniej chwili, Kobiela miał mniej szczęścia. Wspólne im są również tragiczne okoliczności śmierci. Bogumił Kobiela zginął w wyniku obrażeń po wypadku samochodowym, dwa lata po śmierci swojego przyjaciela. C – jak Maciek Chełmicki l Zanim przyszedł czas na Kawalerowicza, Hasa i Morgersterna był on – Andrzej Wajda. Pierwszy ważny reżyser z jakim młody Cybulski miał


Artykuły okazję pracować. Debiutował w jego pierwszym pełnym metrażu – Pokoleniu w 1954 roku. Jednak to poprzez Popiół i Diament i obsadzenie go w roli Maćka Chełmickiego odkrył go dla kina i wydobył z niego to, co najlepsze. Jego magnetyzm, niewymuszony talent i naturalność wprost biją z ekranu. Na tyle, że nawet sam Wajda nie mógł mu się oprzeć i wbrew początkowym założeniom odnośnie postaci Maćka pozwolił mu nosić w filmie okulary – późniejszy znak rozpoznawczy aktora. Pierwsza ważna rola okazała się jednocześnie rolą życia, która uczyniła go nieśmiertelnym. Co ciekawe, jedyny syn aktora ze związku

E – jak Elżbieta Chwalibóg Aktorka. Pierwsza i jedyna żona Zbigniewa Cybulskiego. Para pobrała się 30 sierpnia 1960 r. Rok później urodził im się syn - Maciek. Choć żonę miał tylko jedną, tajemnicą poliszynela był fakt, że wokół aktora zawsze kręciło się wiele kobiet, a on nie pozostawał obojętny na ich wdzięki. Nie był łatwy we wspólnym życiu – po latach jego żona zdradziła, że po ich przeprowadzce do Warszawy prawie nie widywała go w domu. Jej osoba została przejmująco sportretowana przez Elżbietę Czyżewską w nawiązującym do jego postaci Wszystko na sprzedaż Andrzeja Wajdy.

„BIM-BOM” i tutaj też działał Teatr Wybrzeże, gdzie Cybulski miał okazję współpracować z wybitnym reżyserem i pedagogiem Zygmuntem Hübnerem oraz aktorami: Bogumiłem Kobielą i Władysławem Kowalskim. W 1961 r. wyjechali do Paryża do teatru Sary Bernhardt z Pierwszym dniem wolności Kruczkowskiego. Po sukcesie Popiołu i diamentu Cybulski był nawet rozpoznawany na paryskich ulicach. Legendy na temat jego przygód z tamtej podróży krążą do dzisiaj – jak choćby ta o jego spotkaniu z Edith Piaf, która zachwycona jego talentem wydała przyjęcie na jego cześć. Na tym się nie skończyło. Kowalski, który był wtedy z Cybulskim na wyjeździe, wspomina: Bankiet był

straszny – mówił mi potem. – Nie wiem, jak się skończył. Wiem tylko, że obudziłem się w łóżku Brigitte Bardot. Patrzę, leżę bez butów, ale w ubraniu. I nie pamiętam, czy do czegoś doszło. Chyba nie” Ona przyszła za chwilę – przyniosła mu śniadanie, postawiła jak jakiemuś bezdomnemu.

Ślub Zbigniewa Cybulskiego z aktorką Elżbietą Chwalibóg

z Elżbietą Chwalibóg nosi właśnie imię bohatera Popiołu i diamentu D – jak James Dean.

Polski James Dean – to porównanie nasuwa się samo. Amerykański aktor, gwiazdor legendarnego Buntownika bez powodu, pierwszego filmu, który wprost opowiadał o młodych ludziach i ich problemach – już za życia stał się ikoną. Obaj mogli poszczycić się charyzmą, wrażliwością i oryginalnym stylem gry (w przypadku Deana można by uznać, że nieco przerysowanym). I jeszcze jeden wspólny czynnik, który tylko utrwalił ich mity. James Dean zginął tragicznie w wypadku samochodowym w wieku 24 lat, po zagraniu zaledwie w 3 filmach.

Nr 1/2018

F – jak Nowa fala

La Nouvelle Vague, czyli nurt awangardy, który pojawił się we francuskim kinie pod koniec lat 50. Choć charakterystyczny dla kina francuskiego, widoczne są inspiracje tym nurtem również wśród polskich twórców m.in. filmach z udziałem Cybulskiego – np. Do widzenia, do jutra. Sam aktor nie był zadowolony z efektu i w prywatnych zapiskach zdradził, że był on niepotrzebną polemiką z założeniami nurtu, gdyż filmy nowofalowych twórców, takich jak Jean-Luc Goddard czy François Truffaut do Polski nawet nie docierały. G – jak Gdańsk To w Gdańsku powstał teatrzyk

6

I – jak ikona Kobiety za nim szalały, kochały się w nim i podziwiały go – nawet te cieszące się międzynarodową sławą. Był najpopularniejszym aktorem zza żelaznej kurtyny, a jego wizerunek utrwalił się w powszechnej świadomości daleko wykraczającej poza Polskę. Jego aktorstwem zachwycali się wielcy świata filmu, jak choćby Robert de Niro, który po latach wyznał, że ciemne okulary, które zakłada w słynnej scenie z Taksówkarza Martina Scorsese, założył właśnie w hołdzie Cybulskiemu. J – jak Jak być kochaną (1963), reż. Wojciech Jerzy Has Wojciech Has nie tworzył zwykłych filmów – każdy z nich był jedyny w swoim rodzaju, a cechowały je wyjątkowy klimat i przepiękna warstwa wizualna. Nie bez powodu reżyser nazywany jest poetą polskiego kina. I nie bez powodu porównywany jest do gigantów kina światowego takich jak Luchino Visconti, czy Luis Bunuel. Zbyszek Cybulski miał szczęście pracować z nim dwukrotnie – po raz pierwszy właśnie przy ekranizacji opowiadania Kazi-


Artykuły bulski jak zwykle wyskoczył w ostatniej chwili z jadącego pociągu. W liście do przyjaciela, Zbyszek zdradził później, że Dietrich zamierza zrobić z nim film. Podobno Jerzy Stefan Stawiński już pisał scenariusz.

Barbara Krafftówna i Zbigniew Cybulski, Jak być kochaną

mierza Brandysa z Barbarą Krafftówną w roli głównej. Felicja, przed wojną aktorka, jest nieszczęśliwie zakochana w swoim koledze po fachu, Wiktorze. On zdaje się jednak umiejętnie wykorzystywać kobietę i mieć za nic jej uczucia. Przejmujący dramat psychologiczny, jako jeden z niewielu obrazów w polskiej kinematografii tak wnikliwie poruszający skomplikowane życie wewnętrzne płci pięknej. Cybulski jak zwykle wspaniały, tym razem w roli mężczyzny słabego, egoisty niezdolnego do poświęceń, który stacza się na samo dno. L – jak legenda Jak większość wyjątkowych postaci, Cybulski został otoczony kultem, jakiego nie doczekał się chyba żaden inny polski artysta. Mówili o nim jako o gwieździe światowego formatu, kimś, o kim można powiedzieć, że jest większy niż życie. A do tego zginął tragicznie i młodo, co tylko utrwaliło jego mit. I tych było w jego biografii kilka, często fałszywych i wielokrotnie powtarzanych – jak np. ten, wg. którego miał być bratem ciotecznym samego Wojciecha Jaruzelskiego, a co równocześnie skrzętnie ukrywano. I rzeczywiście, jego matka nosiła panieńskie nazwisko Jaruzelska, a jeden z członków rodziny faktycznie nazywał się Wojciech Jaruzelski – nie był on jednak sprawcą wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, a zwykłym pedagogiem z Dzierżoniowa. M – jak Marlena Dietrich On miał niecałe 39

Nr 1/2018

lat,

65. Poznali się w 1966 roku, podczas drugich odwiedzin gwiazdy w Polsce w ramach jej europejskiej trasy koncertowej. Widziała go na ekranie w Popiele i diamencie i zachwycona jego grą, marzyła, aby go poznać. Podobno zafascynowana była nie tylko jego talentem, ale także nim jako mężczyzną. I Cybulski nie mógł się doczekać, aż pozna Błękitnego anioła. Spotkali się po jej koncercie we wrocławskiej Hali Stulecia. Według jednej z relacji świadków, aktor przyszedł z butelką wódki, postawił ją przed divą i wypili ją razem z gwinta. Bardzo się polubili. Nie mieli jednak dla siebie zbyt wiele czasu, gdyż Marlena miała nocny pociąg do Warszawy. Miał jej nawet towarzyszyć w jej wagonie sypialnym, na to jednak podobno nie zgodził się konduktor. Długo żegnali się więc w przedziale, a Cy-

ona

Cybulski list zakończył wymownym O miłości pisać nie będę – niebezpiecznie. Co tak naprawdę łączyło legendę Hollywood z aktorem zza żelaznej kurtyny? Najprawdopodobniej szczegółów nie poznamy nigdy, za dużo jest w historii ich znajomości niedopowiedzeń i sprzecznych relacji. Podobno wymieniali korespondencję. Cybulski miał też przyjechać do Paryża, aby się z nią zobaczyć, ale do spotkania ostatecznie nie doszło. Czy widzieli się jeszcze kiedyś? Prawdopodobnie nie zdążyli, gdyż niespełna rok później aktor zmarł. Jedno jest jednak pewne: nie była to znajomość bez znaczenia dla niej – po latach wyznała w autobiografii, że nadal dręczy ją ta bezsensowna śmierć wielkiego artysty, a na jego wspomnienie powiedziała: Nigdy przed

nim nie było aktora, który potrafiłby grać bez użycia oczu i wiem, że nigdy więcej nie będzie. I jedna znacząca pamiątka, jaką pozostawiła po sobie wielka gwiazda: czerwony notes, a w nim osobiste zapiski. Na jednej ze stron napis: Polska, Pologne, a pod spodem kilka nazwisk, w tym Tzybulski, a obok dopisek: Kochałam go?

Marlena Dietrich

7


Artykuły N – jak nagroda Od 1969 roku przyznawana jest Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego dedykowana młodym aktorom wyróżniającym się wybitną indywidualnością. Pierwszym jej laureatem został Daniel Olbrychski, nieprzypadkowo - zapewne ze względu na przyjaźń z Cybulskim i kreację we Wszystko na sprzedaż Andrzeja Wajdy, w kolejnych latach byli to tacy artyści jak: Krystyna Janda, Zbigniew Zamachowski czy Maciej Stuhr.

ale cierpliwe panie charakteryzatorki wychodziły ze skóry żeby zaraz znaleźć podobny model.

P – jak Pociąg

To nie tylko tytuł znakomitego dramatu psychologicznego w reżyserii Jerzego Kawalerowicza z 1959 roku, w którym Cybulski wystąpił obok Lucyny Winnickiej i Leona Niemczyka. Jego bohater, Staszek, jest nieszczęśliwie zakochany w Marcie, byłej dziewczynie i próbuje przekonać ją, by do niego wróciła.

jako dyżurna ruchu na peronie. Pociąg już się rozbujał, ale dopiero nabierał szybkości. I ten jeden hop! otworzył drzwi. Dałam sygnał do kierownika, żeby kazał maszyniście hamować. Jeden wskoczył do pociągu. Drugi podał mu torbę i próbował też wskoczyć. Pociąg już hamował, a temu drugiemu noga ugrzęzła między stopniem pociągu a krawędzią peronu. Okręciło go kilka razy. R – jak Rękopis znaleziony w Saragossie (1965), reż. Wojciech Jerzy

Has Drugi film jaki Cybulski zrealizował z mistrzem Hasem i drugi, który zapewnił mu miejsce w powszechnej świadomości wielbicieli X Muzy na całym świecie. Popiół i diament stworzył jego mit. Niesamowity kult, jaki powstał wokół Ręko-

pisu znalezionego w Saragossie dodatkowo go umocnił. Ekrani-

Lucyna Winnicka i Zbigniew Cybulski Pociąg

O – jak okulary Jego znak rozpoznawczy i chyba najbardziej znany atrybut w historii polskiego kina. Nie był to jednak jedynie element wizerunku, w którym niektórzy widzieli pozę i dowód na zmanierowanie aktora. Kryło się za tym coś więcej – jak wyznał po latach jego brat, Antoni, obaj cierpieli ze Zbyszkiem na kurzą ślepotę, która była efektem braku witamin i niedożywienia, którego nabawili się w czasie wojny. Już w czasie studiów miał poważne problemy ze wzrokiem, nie stać go było na porządne okulary, a w swoich, zniszczonych, wstydził się pokazywać. Wkrótce przyjaciel zgodził się odprzedać mu swoją, przywiezioną z zagranicy, parę ciemnych szkieł. I to właśnie one towarzyszyły mu później na każdym kroku, także w filmach, w których występował (podobno chciał je nosić nawet na planie kostiumowego Rękopisu…, jednak nie zgodził się na to reżyser, co skutkowało wieloma wypadkami na planie). Oczywiście nie był to jeden i ten sam egzemplarz, gdyż Cybulski ciągle gubił parę za parą,

Nr 1/2018

W Pociągu jest scena, w której konduktor zwraca się do Staszka próbującego wsiąść do odjeżdżającego już pociągu: Wsiadaj pan, no wsia-

daj pan! Koniecznie chce pan trafić do szpitala. Nikt nie przypuszczał,

że słowa te okażą się wkrótce prorocze. Podobnie jak jego bohater, Cybulski nie raz wbiegał do pędzącego pociągu – zawsze spóźniony, nawet jak na dworzec udało mu się przybyć przed odjazdem. Za każdym razem jednak udawało na czas wskoczyć lub wyskoczyć. 8 stycznia 1967 roku nie udało mu się po raz pierwszy i niestety ostatni w jego niespełna 40 letnim życiu. Aktor wracał z planu filmu Morderca zostawia świat Aleksandra ŚciboraRylskiego, razem z nim skakał jego przyjaciel Alfred Andrys, ale jemu się udało. Ostatnie chwile życia Zbyszka wspomina Wiesława Grondkowska, która tego dnia pełniła służbę na dworcu we Wrocławiu:

Mroźno było jak diabli, styczeń przecież. Wyskoczyli z tunelu. Dwóch. Ja byłam trzecia, bo stałam

8

zacja szkatułkowej (konstrukcja fabularna, w której każda z opowieści zawiera w sobie kolejną) XIXwiecznej powieści hrabiego Jana Potockiego. Cybulski gra tu głównego bohatera – hiszpańskiego kapitana Alfonsa van Wordena, który podczas podróży do Madrytu przeżywa niezwykłe przygody. Jak zwykle wiarygodna kreacja Cybulskiego, tym razem jako człowieka, który nie jest pewien czy żyje w prawdziwej rzeczywistości czy jest ona tylko fikcją i urojeniem – i co doprowadza go do granicy obłędu. Film uważany za jeden z najoryginalniejszych i najlepszych obrazów w historii kina, a swoje uznanie dla arcydzieła Hasa deklarowali tacy twórcy jak Luis Buñuel, David Lynch, Pedro Almodóvar, Lars von Trier, Francis Ford Coppola czy Martin Scorsese. Ci dwaj ostatni wraz z Jerrym Garcią (gitarzysta rockowy, który miał podobno taką obsesję na punkcie filmu, że ściągnął z Polski taśmę i stworzył we własnym domu kino, aby móc bez przerwy go oglądać) pod koniec lat 90. sprowadzili z PWSFTviT w Łodzi kopię filmu, sfinansowali jego rekonstrukcję cyfrową, a następnie wydali go na amerykańskim rynku na DVD pod szyldem serii Scorsese i Coppola prezentują. S – jak Salto (1965), reż. Tadeusz Konwicki Z duetu Tadeusz Konwicki & Zbigniew Cybulski nie mogło wyjść nic złego. Prywatnie również przyjaciele, stworzyli jeden z ciekawszych dzieł polskiej kinematografii. Salto, powstałe jakby w kontrze do filmów z nurtu tzw. Szkoły Polskiej (Wajda, Kawalerowicz, Munk), przedstawia historię osadzoną w małym, sennym miasteczku, gdzieś z pogranicza surrealistycznej rzeczywistości, którego spokój zakłóca przybycie Kowalskiego-


Artykuły Malinowskiego. Nikt nie wie kim jest tajemniczy gość, każdemu sprzedaje bowiem nieco inną wersję swojej biografii. Nie sposób nie zauważyć tu podobieństwa do samej postaci aktora, którego życiorys bogaty jest w rozliczne legendy, wedle niektórych przez niego samego kreowane . Podobnie jeśli chodzi o przybycie żony, która demaskuje bohatera i oświadcza mieszkańcom, że KowalskiMalinowski wcale nie jest prorokiem i wybawcą, a zwykłym dziwkarzem i kłamcą. Film Konwickiego to Polska w pigułce, do czego przychylał się sam Cybulski mówiąc, że to film o nas samych. T – jak Teresa Tuszyńska Czyli niezapomniana Margueritte z Do widzenia, do jutra (1960) Janusza Morgersterna Wiele pięknych aktorek towarzyszyło mu na ekranie. Jednak to ona wydaje się tą najbardziej wyjątkową, która zapadła nam w pamięci. Piękna, młoda, niewinna i nieosiągalna. Przepraszam pana, gdzie jest ulica Długa?” – słyszymy pytanie, ale jej jeszcze na ekranie nie widzimy. Widzimy za to twarz Jacka (Zbigniew Cybulski), jej wymowną ekspresję i dzięki temu wiemy, że to nie będzie zwykłe, przypadkowe spotkanie. Była amatorką, wypatrzono ją na jednej z licealnych potańcówek, a w chwili zdjęć miała 18 lat. Zaczęło się to

ło Wszystko na sprzedaż. Podczas zdjęć znika aktor odgrywający główną rolę. Jego żona (Elżbieta Czyżewska) razem z żoną reżysera (Beata Tyszkiewicz, prywatnie również ówczesna żona Andrzeja Wajdy) wyruszają na poszukiwania. Niestety, jak się wkrótce okazuje – zginął on pod kołami pociągu. Ten wyjątkowy film o filmie to wyjątkowy obraz portretujący nieobecnego artystę. Hołd złożony Cybulskiemu, powstały z wielkiej tęsknoty za ukochanym aktorem reżysera, wyraża niesamowite poczucie bezradności – zarówno wobec kruchości ludzkiego życia jak i wobec bezsensownej śmierci wielkiego artysty. Niezwykle trafne wydają się słowa jego przyjaciela, Bogumiła Kobieli, który odpowiada na pytanie wysunięte przez reży-

oddaje jego ducha. Niesamowite jest to, że chociaż jego nazwisko nie pada w filmie ani razu, wszyscy doskonale wiedzą, o kogo chodzi. Film bogaty jest w niezliczoną ilość smaczków takich jak postać Daniela Olbrychskiego, nieudolnie próbującego upodobnić się do nieobecnego aktora, czy epizod Adama Pawlikowskiego, jego partnera z Popiołu i diamentu, który z lekkim zażenowaniem obserwuje Olbrychskiego odtwarzającego słynną scenę z kieliszkami. A w pamięci pozostaje przejmujący krzyk Bogumiła Kobieli: Stał

tu.. Był tu.. Rozpłynął się! Nie ma go!!!

Z – jak Zbyszek Po prostu: Zbyszek. Tak został zapa-

tak, jak zaczynają się tego rodzaju historie. Najzwyczajniej w świecie – mówi na początku filmu Cybulski, który nie tylko był współautorem scenariusza do filmu, ale przede wszystkim miał być autorem głównego pomysłu, który zaczerpnął z własnej biografii. Margueritte istniała naprawdę – miała 16 lat, nazywała się Françoise Bourbon i była córką francuskiego konsula, który rezydował w Gdańsku w latach 1956-1960. I tak jak dla filmowego Jacka – idealisty i beznadziejnego romantyka, wielka wakacyjna miłość nie skończyła się dla Cybulskiego szczęśliwie. Ale nieodparty urok i czar tej opowieści, którą dopełniają piękne plenery Trójmiasta, zdjęcia Jana Laskowskiego oraz muzyka Krzysztofa Komedy sprawiają, że Do widzenia, do jutra jest uniwersalną opowieścią o niespełnionej miłości, którą do dziś ogląda się doskonale.

– jak Wszystko na sprzedaż (1968), reż. Andrzej Wajda Jak zrobić film bez niego, o nim? – W

zadaje sobie pytanie Andrzej (Andrzej Łapicki), bohater filmu, alter-ego reżysera. To samo pytanie zadawał sobie z pewnością sam Wajda, zanim wpadł na pomysł ostatecznego kształtu, jaki przyję-

Nr 1/2018

Zbigniew Cybulski i Teresa Tuszyńska, Do widzenia, do jutra

sera: Jak możesz zrobić film bez nie-

go? To będzie film o tobie, o tym jak ty robisz filmy. I faktycznie, jest to

film również autobiograficzny – na co wskazuje nie tylko osadzenie w kontekście - obsada na którą składają się ludzie z otoczenia Wajdy, a także znający Cybulskiego, jak i bardzo istotna, jedna z końcowych scen filmu, w której reżyser odwiedza wystawę prac Andrzeja Wróblewskiego – malarza, prywatnie jego przyjaciela, który odszedł mając niecałe 30 lat. Ta wstawka to nic innego jak wyraz głównego tematu dzieła, jakim jest przejmująca tęsknota. Wajda zdaje się zadawać również inne ważne pytanie: o to, kim właściwie jest reżyser. ChoćWszystko na sprzedaż jest filmem fabularnym, ogląda się go jak najlepszy dokument, który choć Cybulskiego nie pokazał, to w niezwykły sposób

9

miętany. Co tylko potwierdza jego legendę. Słyszymy Zbyszek i wiemy o jakiego aktora chodzi – tak samo, jak wiemy o którą Marilyn czy o którego Marlona. Zbyszek to także tytuł wyjątkowego dokumentu w realizacji Jana Laskowskiego (autor zdjęć do Pociągu i Do widzenia, do jutra), na który składają się sceny z filmów z udziałem Cybulskiego – przeplatające się sekwencje układają się na jego biografię i próbę wyjaśnienia mitu postaci-symbolu, jaki poniekąd sam stworzył. Dodatkowo jest to również biografia pokolenia, które doświadczyło wojny i całą swoją młodość poświęciło na odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Film Laskowskiego miał premierę 11 listopada 1969 roku, dwa lata po śmierci Zbyszka.


Artykuły

Nina Putyńska

Kiedy słyszymy Awangarda Krakowska zapewne przychodzą nam na myśl takie nazwiska jak Tadeusz Peiper, Julian Przyboś, Adam Ważyk. Mało kto słyszał jednak o interesującej postaci, członkini owej grupy – Mili Elin. iewiele wiadomo o jej życiu. Musiała urodzić się około roku 1907. Mieszkała w Warszawie i była córką zegarmistrza. Związała się łódzką grupą literacką Meteor. Jej współzałożycielem był twórca Marian Piechal. W jego zbiorach znaleziono jedyną fotografię autorki – dziewczyny o ciemnych, krótko obciętych włosach i przykuwającym spojrzeniu. Z dokumentów po Elin zachowało się zaledwie szesnaście wierszy, przede wszystkim erotyków, prócz tego - projekty kostiumów teatralnych do sztuki Szósta, szósta!, którą napisał Peiper oraz listy do poety Awangardy Krakowskiej - Jalu Kurka. Pisała w nich o studiowaniu nauk filozoficznych oraz poczuciu osamotnienia wśród literackiego środowiska. Peiper w Zakończeniu zbioru pism Tędy, wspominając działalność „Zwrotnicy”, pisał: Wkrótce miała dowcipnie

wszcząć ze mną korespondencję 16-letnia Mila Elinówna, która utworami swymi zbliżyła się do mnie, jak nikt inny, zachowując przy tym wszystkie ciekawe odrębności swojej wyobraźni. Dziewczyna stała się jego uczennicą i wchodziła w polemikę z utworami cenionego artysty. Zaczęła z nim korespondować wkrótce po ukazaniu się pierwszego numeru „Zwrotnicy”. W jednym z tekstów publicystyczno-literackich tak napisała o swym nauczycielu: Eros czuwa nad każdym jego

utworem, a leciutkie łopotanie jego skrzydełek słychać nawet tam, gdzie trudno go widzieć. Stosunek Peipera do otaczającej rzeczywistości, z jego własną pracą włącznie, jest erotyczny, czynny, zaborczy, wybitnie męski. Peiper i Elin nawiązali intelektualny dialog reprezentując dwie perspektywy; męską i kobiecą. Jej poezja to odpowiedź na zdecydowanie męski światopogląd Peipera. Kiedy Peiper odbiera głos kobiecie, ona robi to samo w stosunku do mężczyzny. Jej słowa obrazują oczekiwanie, kokietowanie, stany emocjonalne. Poeci tworzą swoistą grę. Odwracają znaczenia, polemizują. W utworze Naga Peiper pisze: Tadeusz Peiper, reprodukcja za: Świat nr 15/1925

Nr 1/2018

Naga, w obłoku z pościeli, wrysowana w ciszę, w kołysce z nocy, z nocy o kształcie ust.

10


Artykuły

Na echach słów mych, dzieł czarnego czaru, naga, na echach, gdy będziesz błyszczała złota miednica a w niej z pereł kurz, ty, kartka papieru którą ja zapiszę lub może wcześniej rzucę ją, podpał na ruszt, naga, w ciszę wklejona, milcz i tylko paruj. Od słów twych wyżej cenię szept twój, szept twojego ciała, woń twojego ciała, woń rzeźni i róż Podmiotem lirycznym jest tu mężczyzna, natomiast adresatką kobieta. Zwraca uwagę fakt, iż zdaje się być ona jednak nieobecna, jakby jedynie w śnie – na echach. Jest bierną słuchaczką. Podmiot liryczny egocentrycznie degraduje adresatkę, chce by milczała, wyżej ceni jej ciało niż słowa. Z drugiej strony to ona jest natchnieniem, umożliwia tworzenie, jest kartką papieru – niezbędnym składnikiem aktu pisania. W odpowiedzi na ów utwór Mila napisała wiersz Książka:

Wargami czuję żywe tętno krwi, świdrami źrenic karty wiercę i wrzące usta mam na każdym słowie, a skarbiec słów zamykam pieczęcią mego serca. (…) najdroższa książka, która była we mnie, uczyniła mnie książką, której nikt nie pisze. Umieram bliskością obcą jak woń cudzej skóry, płomieniem oczu, które nie słyszą pytań, spojrzeniem, które znam i którego nie rozumiem zabita Najdroższa książka, która była we mnie to odpowiedź na wcisnę się w ciebie, czcionka w papier Peipera. Osobą mówiącą w wierszu Elin jest kobieta świadoma swojej cielesności. Mówi o swych wargach, ustach, ale też krwi i sercu. To ona jest tu podmiotem, a nie jak u Peipera mężczyzna. Ten bowiem jest bezpostaciowy. Elin czyni to samo z mężczyzną, co Peiper uczynił z kobietą. Odbierają sobie wzajemnie głos i podmiotowość. W utworze Złoty dzień Elin ukazała mężczyznę i jego niemoc twórczą. Na końcu uśmierca bohatera wiersza:

Julian Przyboś

Lecz jasna i chłodna jest czerwień zachodu, gdy ją błękitny motyl zmierzchu otuli i żar dnia zgładzi najcichszą pieszczotą. Wtedy, drżąc z wieczornego chłodu, staję nad umarłym w rozpiętej koszuli, nad wargami, które są zimne i martwe, jak złoto. Wargi, symbol słowa, są zimne i martwe. Nie mogą już nic powiedzieć i wytworzyć. Zachód słońca jest dla podmiotu lirycznego, kobiety, czasem przebudzenia, a dla mężczyzny czasem śmierci i niemocy. Romans Elin z pisarstwem trwał około 6 lat. Prędko zniknęła z jakże często niesprawiedliwych kart historii literatury. W czasie czynnego tworzenia spotykała się zarówno z krytyką jak i pochwałami, jednak awangardyści nigdy nie przyjęli jej zgodnie do swego grona. O Elin określonej negatywem Peipera długo nie było mowy. Przypomniano ją w latach 70. Dzieje jej twórczości podsumował Iwaszkiewicz pytając: A tajemnicza Elinówna, z

której nic nie zostało, o której nikt nie pamięta, o której nikt nic nie mówi, czyż to nie najpiękniejsza, a w każdym razie najsmutniejsza bajka naszej poezji?

Nr 1/2018

11


Nr 1/2018

12

Copyright credit: Timo Berry https://www.flickr.com/photos/amnestyfinland/6220333526


Artykuły

Elżbieta Pawelec

Jestem przekonany, że wszystko nam się wspólnie uda - sala przyjęła jego słowa wybuchem entuzjazmu o roku, w okolicy świąt, gdzieś pomiędzy

Anna – to imię zaczęło elektryzować przeróżne środo-

newsami dotyczącymi matek, dzieci, rządu i

wiska. Matki wysłanych na front żołnierzy, rosyjskich

najtańszego karpia w mieście, pojawia się

chłopców wciskanych w mundury, wystraszonych Cze-

wzmianka dotycząca tych, którzy informacje

czenów, głównych sprawców wycieczek rosyjskich czoł-

przekazują. 65 zabitych. 54 uprowadzonych. 326 aresz-

gów do Dżochar Gala (albo jak kto woli: Groznego). Po-

towanych. Raport Reporterów bez Granic Anno Domini

litkowska była w swoich artykułach wybitnie subiek-

2017 mówi, że nie jest tak źle. Mniej mordują, więcej

tywna - obchodził ją tylko Człowiek

.

porywają. Co kraj, to obyczaj. Bombowa Malta. Szalony duński naukowiec. Chińskie wysublimowanie bazujące

Nord-Ost (północny wschód)

na haśle ,,Po co zabijać, więzienie go wykończy”. ISIS

Nowy Jork, już po wietrze zmian w Europie. W jednym z

też dorzuca swoje trzy grosze, a raczej się o nie ubiega -

teatrów grają Les Misérables. Wśród zasiadających na

branie zakładników z branży medialnej to bardzo lukra-

widowni znajduje się niejaki Georgy Vasiliyev. Mężczy-

tywny interes. Trochę mówi się w tym roku o Turcji. O

zna ogląda sztukę i stawia sobie za cel: przenieść Nędz-

Rosji raczej cicho. A to właśnie tam 15 grudnia obcho-

ników do wymęczonej Rosji. Rosji ze zdezorientowa-

dzony jest Dzień Pamięci o Dziennikarzach Zabitych w

nym wzrokiem, która pomału zaczyna wstawać z kolan.

Czasie Wypełniania Obowiązków.

Plany spełzają jednak na niczym. Broadwayu w Moskwie nie będzie, powstaje za to Nord-Ost.

MY – WY- ona

Byłam przerażona, kiedy mały chłopczyk czeczeński, któremu zabili ojca, nie pozwalał krewnym słuchać piosenek śpiewanych po rosyjsku. Przeżyłam wtedy szok. Zrozumiałam, że to już koniec. Struny są już przecięte. Już niczego nie zdołam mu wyjaśnić. Ten chłopiec dorośnie (…) Wtedy ogarnęła mnie złość. Może też na siebie, że źle pracuję, że nie umiem tego zastopować – wspomina kobieta o sarnich oczach w dokumencie Anna. 7 lat na froncie. Znajomi dziennikarki Anny Politkow-

Nord-Ost był rodzajem protestu przeciwko szarganiu naszej historii, przeciwko utracie wiary we własne siły, przeciwko temu wszechogarniającemu, przygnębiającemu, ohydnemu czemuś w mass mediach. Nord-Ost to przeciwieństwo. To romantyczna historia dot. rodziny. (…) To opowieść, która pozwala nam spojrzeć na naszą historię nie jako historię walk klasowych, wojen i represji, ale historię ludzi i ich osiągnięć – mówił Vasiliyev.

skiej – tytułowej bohaterki - w kolejnych klatkach filmu

jego twórca. Później wtrąciła się sama historia. Wzięła

wspominają, że jej odejście było dla nich jak grom

do ręki scenariusz i przekreśliła napis musical. Zamiast

z jasnego nieba. Śmierć czaiła się na nią już tyle razy,

tego pojawił się dramat rozpisany na 3 dni z aktami roz-

a jej zawsze udawało się uciec.nMała Ania Mazepa jako

paczy, przemocy i miłosierdzia. Powstała tragedia z

córka przedstawiciela ZSRR przy ONZ wyrosła pod

wojną i represjami w tle – tym, o czym Georgy Vasiliyev

parasolem ówczesnej nomenklatury. W 1980 r. została

tak bardzo chciał zapomnieć. Misternie skonstruowany

absolwentką

świat musicalu zawalił się w momencie ataku na teatr

dziennikarstwa

na

Uniwersytecie

Moskiewskim. Później przyszło małżeństwo. Przyjmując

322 razy spektakl odbył się tak, jak wymarzył to sobie

na Dubrowce.

nazwisko Politkowska stała się głównie żoną swojego dziennikarstwa pocz. lat 90-tych. Aż do momentu, kiedy

Przysięgamy Allahowi, że pragniemy śmierci bardziej niż wy pragniecie życia - mówi Mowsar Barajew – przy-

w jej życiu pojawiła się Czeczenia. A z nią przyszła

wódca czeczeńskich terrorystów. Filmik, w którym wy-

„Nowaja Gazieta”.

stępuje, zostaje nagrany przed wniesieniem 120 kg

męża – znajdującego się na Olimpie antysystemowego

Nr 1/2018

13


Artykuły materiałów wybuchowych na widownię moskiewskie-

piło później, stanowi jedną z najczarniejszych kart w

go teatru.

historii nowej Rosji.

23.10.2002 r. w czasie II aktu Nord-Ost na scenę wbie-

Cenę za nieskoordynowaną akcję ratunkową i zanie-

ga grupa uzbrojonych mężczyzn. Oglądający spektakl

dbania ze strony rządu poniosło aż 129 osób. W teatrze

myślą początkowo, że to część przedstawienia. Nagle

rozpylono duże ilości gazu, który powoli zaczął zabijać.

jeden z zamaskowanych strzela w sufit, słychać okrzyk

W nieruchomych ciałach rosła liczba dwutlenku węgla.

Wojna przyszła do Moskwy! Po chwili od 850 do 900

Dochodziło do powolnego umierania. Śmierć przypo-

widzów zostaje wziętych na zakładników (brak jedno-

minała tę, jak przy przedawkowaniu heroiny. Komando-

znacznych danych, niektórym udaje się uciec). Wśród

si mieli przy sobie antidotum – ale jego liczba była zde-

nich rozlokowane zostają czarne wdowy – kobiety w

cydowanie zbyt mała. Nie każdy potrafił je też zaapli-

burkach, które na froncie straciły swoich bliskich, mają-

kować. Przeciętny zakładnik był więc wywlekany na

ce na sobie ładunki wybuchowe,. Przesłanie Czecze-

zewnątrz i zostawiany na śniegu albo wpychany do

nów do Federacji Rosyjskiej jest proste: wycofajcie

autobusu miejskiego. Jeśli nie umarł leżąc i dusząc się

wszystkie swoje wojska z naszej ziemi. Na spełnienie

własnym językiem albo wymiocinami, próbowano

warunku zostaje dany tydzień, w przeciwnym wypadku

przewieźć go do szpitala. Rosyjskie służby nie pomy-

na Dubrowce poleje się krew. Wypuszczone zostają

ślały jednak wcześniej, że widzów Nord-Ost trzeba bę-

najmłodsze dzieci, muzułmanie, kobiety w ciąży i część

dzie gdziekolwiek zawozić. Na Dubrowce nie było kare-

obcokrajowców. W teatrze zaczyna robić się duszno,

tek. Szybko sprowadzano więc autobusy miejskie, któ-

czas ucieka. Rozpoczynają się negocjacje. Czeczeni

rych kierowcy mieli problem ze znalezieniem drogi –

chcą rozmawiać z Politkowską. Dziennikarka w ekspre-

jazda mogła trwać nawet kilka godzin. W szpitalu roz-

sowym tempie przylatuje ze Stanów. Wysłuchuje żądań

grywał się kolejny dramat. Lekarze nie mieli pojęcia,

przybyszów. Udaje jej się wynegocjować dostarczenie

jakie leki podawać. Rząd nie chciał zdradzić, co dokład-

zakładnikom czegoś do picia. Znajdujące się w pobliżu

nie rozpylono. Do zdezorientowanych medyków w

rosyjskie służby nie są na to przygotowane. Politkow-

końcu dotarła informacja, żeby użyć naloksonu. W ak-

ska robi więc zrzutkę wśród reporterów i strażaków,

tach zgonu w rubryce PRZYCZYNA ŚMIERCI najczęściej

woda i soki zostają wniesione. Terroryści chcą, żeby na

wpisywano: TERRORYZM.

Placu Czerwonym odbyła się antywojenna demonstracja zorganizowana przez rodziny przetrzymywanych.

Rozgoryczeni bliscy ofiar domagali się zadośćuczynie-

Ok. 200 osób pojawia się w centrum Moskwy. Wszyscy

nia. Wszczęto śledztwo, w którym wnioski zgromadzo-

zostają jednak szybko zablokowani – wg milicji na pro-

ne przez zespół prokuratora miejskiego Jurija Sinielsz-

test nie wydano odpowiedniego zezwolenia. O incy-

czykowa odpowiednio zmodyfikowano. Miały pokry-

dencie nigdzie nie słychać, media nabierają wody w

wać się ze stwierdzeniami FSB i prokuratora generalne-

usta.

go. Na niekorzyść skarżących działał fakt, iż zbliżały się wybory parlamentarne i sprawę jak najszybciej chciano

PRZYCZYNA ŚMIERCI: TERRORYZM

zamieść pod dywan. Głównym adwokatem rodzin w

W czasie, kiedy na Dubrowce rozlegają się miarowe

żałobie została Politkowska. Wyraźnie twierdziła, że w

kroki terrorystów, w znajdującym się kilka kilometrów

znalezieniu się 40 terrorystów z pełnym ekwipunkiem

dalej teatrze przeprowadzana jest próba szturmu. Ro-

służącym do zabijania w centrum Moskwy, palce ma-

syjskie służby specjalne nie chcą czekać. Decydują się

czały rosyjskie służby specjalne albo przynajmniej za-

na akcję odbicia zakładników. Do otworów wentylacyj-

mykały oczy, kiedy było to konieczne. Jej teoria spotka-

nych wprowadzony zostaje gaz – pochodna fentanylu,

ła się jednak z krytyką, także ze strony niezależnych,

środek przeciwbólowy mocniejszy od morfiny. Prawie

zagranicznych dziennikarzy.

wszyscy w środku zasypiają. Chwilę później członkowie jednostek specjalnych po kolei likwidują Czecze-

Mozaika z papieru i krwi

nów. W tym momencie zaczyna się chyba najtragicz-

Może i chcielibyśmy tą tajemnicą, która zwie się wojna, podzielić się z innymi. Ale tam, gdzie jest pokój, nikt niczego nie chce wiedzieć. Nikogo to nie obchodzi. A ja im mówię, że życie kończy się w sekundę, a jutro to

niejszy akt dramatu na Dubrowce. O ile samo wkroczenie do teatru i pozbycie się terrorystów przez ekspertów oceniane są jako majstersztyk, o tyle to, co nastą-

Nr 1/2018

14


Artykuły

zbyt zdradliwe zwierzę, żeby na nie liczyć - 29 października 2001 r., Anna Politkowska, „Nowaja Gazieta”.

główne oskarżenia. Pojawiły się też głosy, że reporterka stała się ofiarą całopalną złożoną przez zaprzyjaźnionych z prezydentem oligarchów albo Czeczenów, którzy

Słowa w rosyjskiej prasie od zawsze przybierały czer-

chcieli zrobić mu prezent urodzinowy. Amerykański

wone zabarwienie. O ile jednak w ZSRR cenzura mogła

dziennikarz Steve LeVine w książce Labirynt Putina kry-

swobodnie posługiwać się niewidzialnym pędzlem, któ-

tykuje głosy oskarżające prezydenta o bezpośrednie

ry skutecznie zamalowywał wszystkie inne kolory, o

działanie, ale jednocześnie wskazuje: Putin jest winien,

tyle nowa Rosja częściej wykorzystuje narzędzia więk-

przez bezimiennych, nietykalnych sprawców mozaice z

bo jak w przypadku zamachu Nord-Ost (…) stworzył klimat bezkarności, w którym ktoś zdecydował, że Anna może umrzeć. Rządy Putina chronią tych, którzy są wewnątrz systemu albo go akceptują. Pozostali nie mogą oczekiwać podobnej ochrony. To stosuje się do świata biznesu, polityki i dziennikarstwa.

papieru i krwi, znajduje się 165 nazwisk. Widać przy

Niezależne Centrum Analiz Socjologicznych im. Lewady

tym, że jedno z centralnych miejsc w tej tragicznej ukła-

tuż po śmierci Politkowskiej przeprowadziło sondaż.

dance zajmuje Anna Politkowska.

Okazało się, że ponad połowa respondentów nigdy

szego kalibru. W ten sposób słowa niezależnych dziennikarzy nie są już tylko przesiąknięte krwią Czeczenów. Papier nierozerwalnie łączy się z ofiarą samych autorów artykułów. W tworzonej od czasów Jelcyna, a układanej

wcześniej nie słyszała o reporterce (pomimo uznania, Reportaże dziennikarki trafiały do ograniczonej liczby

którym cieszyła się za granicą). Dopiero po jej śmierci

odbiorców, ale często odbijały się szerokim echem. Do-

niezależne dziennikarstwo rosyjskie przybrało jej

chodziło do sytuacji, w których władza nie mogła nie

twarz. I imię Anna.

reagować – wszczynano śledztwa przeciwko skompromitowanym urzędnikom. Politkowska miała wielu wro-

СЧАСТЛИВОГО НОВОГО ГОДА! (Szczęśliwego

gów. Raz próbowano nie dopuścić do jej pojawienia się

Roku!)

w okupowanej przez terrorystów szkole w Biesłanie. Do

Nowogród Niżny, Gorkowska Fabryka Samochodów

herbaty podawanej w samolocie ktoś dosypał truciznę.

(GAZ). Scena, a na niej obecny prezydent Rosji i grupa

Dziennikarka szła jednak dalej w zaparte. Wątpliwości

pracowników. GAZ za Vas! – skandują. Jeden z produku-

pojawiły się po kilku latach, kiedy dowiedziała się, że

jących czarne Wołgi zwraca się do Putina. Pyta, czy bę-

zostanie babcią. Postanowiła przystopować. Tamtego

dzie startował w kolejnych wyborach. Władimir uważ-

dnia szukała wanienki dla przyszłego wnuka. Wycho-

nie słucha. Kiedy trzeba, na jego twarzy pojawia się

dząc z windy przed drzwiami swojego mieszkania, zo-

uśmiech. Energicznie przykłada do ust mikrofon i po-

stała zastrzelona przez nieznanego mężczyznę.

twierdza. Jestem przekonany, że wszystko nam się

W procesie dot. zabójstwa Politkowskiej za winnych

wspólnie uda - dodaje. Sala przyjęła jego słowa wybuchem entuzjazmu – zrecenzowano w jednej z notatek

uznano 6 Czeczenów. Ich mocodawców nie znaleziono.

prasowych. Wybory zaplanowano na 18 marca. W

Zbrodnia miała miejsce w rocznicę urodzin Władimira

czwartą rocznicę aneksji Krymu.

Nowego

Putina i to właśnie pod jego adresem zaczęły padać

Atak na moskiewski teatr na Dubrowce

Nr 1/2018

15


Stanisław Ignacy Witkiewicz Dwie głowy


Artykuły

Kuszenie św. Antoniego II

Marta Kowalczyk

czyli jak rozmawiać z kobietami Gdybyśmy chcieli zrobić listę kobiet Witkacego, to pewnie zabrakłoby nam miejsca w numerach do skończenia świata, ale Cesarzową Zjednoczonej Witkacyji została tylko Jadwiga z Unrugów Witkiewiczowa y jednak jesteś jedyna i na to nie ma rady. Wszystkie baby możliwe są niczym wobec Ciebie, ale to moja szkoła, bo przecież byłaś nieznośna2. Miała świetne urodzenie i absolutnie żadnego majątku. Spokrewniona z Kossakami, żywiła później ogromny żal do swojej kuzynki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej o jej romans z Witkacym. Jej oryginalna uroda nie była doceniana w latach młodości, a duże usta współcześni uważali za zbyt wulgarne. Przy pierwszym spotkaniu Stanisław Ignacy miał krzyknąć, że jest okropna, a w liście do Malinowskiego pisał: Moja narzeczona nie jest b.

ładna, ale b. sympatyczna. Nie kocha mnie wcale, a nawet się jej specjalnie nie podobam. Ale mniejsza o to. Nie posiada żadnych dóbr materialnych, ale rozumie, co to jest fantastyczność w życiu i poza życiem. (…) Nie myśl, że dostałem bezika! [sic!]. Jestem zupełnie przytomny, ale ślub myślę wziąć po pijanemu lub pod narkozą3. Witkacy dopiero walczy o swoje miejsce wśród polskich

Nr 1/2018

artystów. Miał bardzo dobre wykształcenie, chociaż formalnie nie ukończył żadnej szkoły. Jego ojciec, twórca stylu zakopiańskiego, Stanisław Witkiewicz uważał, że szkoła zabija indywidualność i organizował synowi prywatne lekcje prowadzone przez wykładowców uczelni wyższych czy artystów. Przez ich dom przewijali się ludzie wybitni, często odwiedzał ich Henryk Sienkiewicz, a rodzicami chrzestnymi Witkacego zostali Helena Modrzejewska i Sabała. Przyniosło to swoje owoce, w wieku kilku lat Stanisław Ignacy pisał pierwsze dramaty, gdy był nastolatkiem powstawały pierwsze rozprawy filozoficzne. Z czasem nasilał się jego konflikt z ojcem, u podłożu którego leżał jego romans z Marią Dembowską, gdzie syn stanął po stronie zdradzonej matki. Obierając pseudonim zrzekł się imienia nadanego po ojcuartyście, wbrew jemu zapisał się do krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, później przeciwko ojcupiłsudczykowi wstąpił do Lejb-Gwardii. Został ranny, nie wrócił na front, ale był bezpośrednim świadkiem rewolucji w Rosji. Co dokładnie się wtedy działo – nigdy nie zdradził. Podobno miał się włączyć w bieg wydarzeń, sam zostać komendantem rewolucjonistów. Podobno

18


Artykuły śmierci uniknął tylko dlatego, że ubrudzony łajnem udawał chorego psychicznie i bolszewicy bali się go zabić. Pomyleni oglądają Boga, chyba tak kiedyś śpiewał Wysocki... Wiadomo tylko, że wrócił z Rosji bogatszy o doświadczenie kokainy i rzeżączki. I have some gonococs in my system and I can’t get rid of them pisał do Leona Reynela.4 Ostatecznie stan zdrowia pozwolił mu uniknąć kolejnego werbunku do wojska w czasie wojny polsko-sowieckiej. Wariat z Krupówek na stałe związał się z Zakopanem. Irena Krzywicka wspominała, że pierwszy raz spotkała go jeszcze przed I wojną światową, kiedy była 10-letnią dziewczynką. Wydał jej się najprzystojniejszym mężczyzną świata, czego nie mogło oddać żadne zdjęcie; z miejsca się w nim zakochała. Olbrzymi, piękny, o by-

strym, inteligentnym spojrzeniu, w jaskrawych skarpetkach i swetrach, a nie do pomyślenia było wtedy, żeby mężczyzna nosił coś kolorowego5. W Zakopanem rów-

nież poznał Jadwigę Unrug, która leczyła tam swoje problemy z płucami. Wspominała później, że Witkacy oświadczył jej się na spacerze do Kuźnic. „Czy pani ze-

chciałaby zostać moją żoną?”, po mojej przychylnej odpowiedzi dziękował mi najczulej i zapytał, czy mi bardzo zależy na tym, aby mieć dzieci, bo on wolałby ich nie mieć, z obawy, że nie byłyby udane, jako że oboje do pewnego stopnia jesteśmy degeneraci6. Nineczka oczywiście zgodziła się, później z żalem zgodziła się również na aborcję. A Witkacy napisał wtedy:

(…) Za powodzenie Twojej operacji nie palę już 4-ty dzień i czuję się z tem daleko lepiej. Bardzo czekam na wiadomości. Ciekawem jest, jakich wrażeń doznasz od narkozy. Podobno wielkich cierpień nie ma i to mnie pociesza. Może Cię właśnie rżną i skrobią w tej chwili. Mój Boże – co bym dał, aby to widzieć 7. Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do przedślubnej korespondencji: Bądź łaskawa zrobić to, co miałaś zamiar,

tj. uważać się za moją narzeczoną i dążyć do popełnienia tego potwornego (wprost) szaleństwa: wyjść za mnie za mąż między 20 a 24 IV. Ja ze swojej strony zrobię wszystko, aby Ci życie urozmaicić. Ślub był cichy, w kościele parafialnym w Zakopanem. Już wtedy rozpoczęło się urozmaicanie, jako że świadkiem obok Augusta Zamoyskiego został ministrant; planowany Tomasz Zan najwyraźniej nie zrozumiał zaproszenia napisanego jako rozkaz marynarki wojennej i nie przybył. Nie pasowali do siebie. Jadwiga sama określała siebie, jako osobę, która nie przywiązywała zbyt dużej wagi do erotyki. W przeciwieństwie do Witkacego, który jak żył, tak również pisał, nie zgadzając się z Żeromskim, że polska publiczność nie ma ochoty na opisy scen intymnych. Z góry odpieram zarzut, że powieść ta jest porno-

graficzna. Uważam, że opisanie pewnych rzeczy, o ile one dają pretekst do wypowiedzenia innych, istotniejszych, musi być dozwolone. (…) Czasem lepsza jest kropka nad „i” i ogonek przy „ę” niż dyskretne kropeczki i myślniki 8. Sztuka Witkacego, pokazuje jego świat. Jego postaci mówią jego językiem. Jest to dokładnie

Nr 1/2018

Jadwiga Witkiewiczowa

ten sam język, którym pisał listy, rozprawy filozoficzne. Przemieszanie mowy potocznej z wyrażeniami naukowymi czy gwarą. Cytat na zakończenie myśli:... Opo-

wiem z detalami. Powiedziała mi wtedy, że w ogóle już nie może, i sama objęła mnie nogami, i potem ta szalona metafizyka. Aziu – spokój – psychicznymi nogami a taki jestem ciekawy, jakie ona ma nogi. Wszystko jest świństwo metafizyczne 9. Faktyczny związek Witkacego z żoną trwał pięć lat. Potem Jadwiga, zmęczona romansami męża i kłótniami z teściową, przeprowadziła się z Zakopanego do Warszawy. Kocham Cię strasznie, ale swoboda to wielka

rzecz. To poczucie, wi Pani, że „wsio możno, tylko ostrożno”. Ale kocham Cię bardzo, bardzo i żałuję, i całuję, i kłuję 10. Witkacy ją odwiedzał, w jej mieszkaniu miał również swoją pracownię. Jednak rozłąka przyczyniła się do powstania około tysiąca trzystu listów do żony. Opisywał w nich swoje zmagania twórcze, romanse, wyrzucał żale, radził się. Kiedy jego późniejsza długoletnia kochanka, Czesława Oknińska po raz kolejny go zostawiała, to Jadwiga dzwoniła do niej, żeby się zlitowała i nie męczyła już Stasia. Witkacy był przekonany, że żona od razu wyrzucała jego listy, ale ona przechowała je przez

19


Artykuły wszystkie lata ich dziwnego małżeństwa, wojnę i okres powojenny. Podobnie jak obrazy i inne rękopisy. To głównie dzięki Nineczce dorobek Witkacego przetrwał do naszych czasów.

Jestem tak nieszczęśliwy bez Ciebie, że z trudnością wstrzymuję się, żeby nie płakać. Pogoda cudowna, ale dla mnie wszystko pokryte jest czarną ścierką naszego bezsensownego rozstania. Błagam Cię, zgódź się na mnie takiego, jakim jestem, i nie bierz na smycz. Drugiego nie znajdziesz takiego – to nie ma co. Strasznie mi źle11.

śniki informacyjne, z których również korzystał. Pod koniec życia skupił się bardziej na filozofii, prowadząc jednocześnie swoją Firmę Portretową, która stała się jego głównym źródłem utrzymania. Pisał, że urodzić się

garbatym Polakiem – to wielki pech, ale urodzić się jeszcze do tego artystą w Polsce, to już pech najwyższy12. Jego wizja rzeczywistości była bogatsza o doświadczenia z Rosji. Wizja sztuki daleko prześcigała mu współczesnych. Nineczka doczekała czasów, kiedy świat powoli zaczynał interesować się i doceniać twórczość Witkacego. W latach 60-tych zaczęto wystawiać w Teatrze Narodowym jego sztuki, Kurka Wodna, Wścieklica i Mątwa (połączone, jako jedno przedstawienie). Oczarowały wtedy wybitnego krytyka Martina Esselina. Bardzo chciał poznać autora i nie wierzył Konstantemu Puzynie, że Witkacy nie żył już wtedy od wielu lat, a dramaty zostały napisane na początku lat 20-tych. W jego opracowaniu nt. teatru absurdu, Stanisław Ignacy dostał osobny rozdział jako jeden z prekursorów.

Naprawdę, nie było ludzi od pocz[ątku] św[iata], którzy by bardziej mogli stanowić parę niż my13. Kiedy jesienią 1939 r. Gombrowicz był na transatlantyku płynącym do Argentyny, Witkacy jako ochotnik miał zgłosić się do wojska. Nie przyjęli go. Miał 54 lata, ale przez swój specyficzny tryb życia jego organizm odpowiadał raczej osobie 80-letniej. Ruszył więc na wschód, razem z Czesławą Oknińską. Jadwiga do końca życia żałowała, że nie było jej przy nim pewna, że mogłaby go po raz kolejny ocalić. Tak się jednak nie stało. 18 września 1939 r. na wieść o wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski, przerażony ziszczeniem się swoich najczarniejszych wizji, Stanisław Ignacy Witkiewicz popełnił samobójstwo.

To, co piszesz o zdrowiu i niechęci do życia jest okropne. Jest to dla mnie nóż w brzuch dosłownie. I temu jestem winien. Bo to jest jasne, że gdybym mógł być dla Ciebie normalnym mężem, to byłoby lepiej. Kwestia jest postawiona tak: ponieważ Ty mi się dostatecznie nie podobasz, muszę mieć inne kobiety, więc nie chcesz żyć. I to z Twoim „temperamentem” i usposobieniem. Czesława Oknińska Robisz ze mnie zbrodniarza, a ja wiem, że żyjąc tak, muJadwiga była wykształcona, znała cztery języki, jako siałbym znienawidzić Ciebie, zwariować, być niczym i jedna z niewielu współczesnych rozumiała i doceniała ostatecznie, w najlepszym razie, skończyć samobójjego twórczość, jako jedna z pierwszych czytała jego stwem. I to dla rzeczy, która n i e z a l e ż y o d w o l i – dzieła. Być może to właśnie na tym opierała się siła ich ostatecznie zależy, ale za cenę wszystkiego, bo nie morelacji. On sam nie pasował do epoki Skamandrytów, gę żyć w więzieniu. Przy tym ja Ciebie kocham, chcę być nie bywał zbyt często w Warszawie, której nie lubił. z Tobą, tęsknię za Tobą itd. Więc możesz sobie wyobraZresztą ciężko go w jakikolwiek sposób zaklasyfikować. zić mój stan po takim oświadczeniu: wyprute flaki na Początkowo był kształcony na malarza. Potem zaczął patelni (…) Życie bez Ciebie jest dla mnie okropne. Na pisać dramaty, do naszych czasów przetrwała połowa myśl, że Ciebie może nie być, ogarnia mnie przerażenie. z nich. Powieści nie uważał za dzieła sztuki, ale za no- Nie mogę więcej pisać 14. 1

z listu do Leona Reynela za: J. Siedlecka, Mahatma Witkac , SŁOWO, Warszawa 1992, s. 42. 3 II 1929. za: J. Degler, Witkacego portret wielokrotny, s. 39. 4 Mahatma Witkac. 5 Mahatma Witkac, s. 95. 6 Ibidem, s. 39. 7 14 XI 1925. 8 St. I. Witkiewicz, Pożegnanie jesieni (Przedmowa) Prószyński Media Sp. z o.o., Warszawa 2010, s. 7. 9 Ibidem, s. 237. 10 22 I 1929. 11 22 VI 1927. 12 Powoływał się tu na Tengiera, St. I. Witkiewicz, Nienasycenie, https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/witkacy-nienasycenie.pdf, s.136. 13 29 VII 1927. 14 27 VI 1930. 2 3

Nr 1/2018

20


Jadwiga Witkiewiczowa, zdjęcie autorstwa Witkacego


Felietony

PKiN od strony północnej

Filip Pilarski

O architekturze politycznej d Placu Unii Lubelskiej zaczyna się inny świat. Dziś większość z nas powie, że świat brzydoty, szarości, nudy i propagandy. Modelowe, socjalistyczne osiedle. Cała ulica Marszałkowska aż do końca Placu Defilad pokazuje siłę i trwałość nowej, socjalistycznej ojczyzny. Pamiątka po czasach tak upokarzających, że nawet w szkole za wiele na ten temat się nie dowiemy. Jednak po niemal 30 latach od upadku żelaznej kurtyny wciąż w życiu społecznym pojawia się wątpliwość, czy wobec tak radykalnych zmian społecznych, politycznych, kulturowych i ekonomicznych w przestrzeni publicznej jest miejsce dla budynków, których podstawowym przesłaniem było kreowanie nowego człowieka -

Nr 1/2018

bez przynależności narodowej, bez różnic klasowych, za to z poczuciem robotniczo-chłopskiej wspólnoty. W mojej ocenie nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. W kilku poniższych zdaniach chciałbym przyjrzeć się tym budynkom nie dlatego, że wierzę w rychły powrót marksizmu-leninizmu (wręcz przeciwnie), ale dlatego, że one są częścią naszej historycznej drogi Zatem dziś, gdy doprowadziła nas do suwerenności, usiądźmy wspólnie i zdecydujmy, co zrobić z miejscami, które u niektórych z nas wywołują torsje i mdłości. Na początek chciałbym zwrócić uwagę, że każdy ustrój, który pragnął zaplanować życie obywatelom od kołyski aż po grób, korzystał z

22

przemocy architektonicznej. Pierwsze ślady politycznego wykorzystywania przestrzeni publicznej dostrzeżemy już w średniowieczu, gdzie zamki i kościoły, świadczyły o sile odpowiednio państwa i Kościoła. W XVI i XVII wieku, w odpowiedzi na luterańską powściągliwość formy, hierarchowie kościelni, pragnąc wykazać potęgę Rzymu i papiestwa, wznosili monumentalne katedry i bazyliki - od Bazyliki Świętego Piotra w Rzymie przez Kościół Karola Boromeusza w Wiedniu aż po Kościół Val-de-Grace w Paryżu. W ewolucji przestrzeni publicznej widoczny jest odwieczny konflikt między tronem a ołtarzem. Zwycięzcę tego konfliktu łatwo dostrzec, obserwując rozwój budownictwa


Felietony użytku publicznego. Kiedyś cała administracja państwa mieściła się w jednym pałacu oraz w siedzibach namiestników, którzy w imieniu monarchy sprawowali władzę na prowincji. Od początku XVIII wieku można w Europie mówić o administracji państwowej, w większości skoncentrowanej na zbieraniu stałych podatków i werbowaniu rekrutów do armii. Jedynym dużym państwem, w którym w zasadzie nie wykształciła się poważna struktura administracyjna była Rzeczpospolita Obojga Narodów. Osłabienie znaczenia struktur religijnych na całym kontynencie przyniosła Wielka Rewolucja Francuska w 1789 roku i w zasadzie od tego momentu można uznać, że struktura każdego państwa w dość znacznym tempie się rozwija. Cały wiek XIX przyniósł Europie rewolucję przemysłową oraz zwielokrotnienie znaczenia państwa w życiu każdego obywatela. Szczytowym osiągnięciem tego okresu rozwoju administracji było powołanie pod koniec wieku przez kanclerza II Rzeszy Otto von Bismarcka systemu ubezpieczeń społecznych. Od tego momentu państwo zaczęło się interesować każdym etapem życia swojego obywatela. To z jednej strony konieczność, z drugiej zaś niebezpieczeństwo, co udowodnił wiek XX. Odwołanie się historii, uważam za konieczne, by zrozumieć, że to, co widzimy w Warszawie, Moskwie czy Berlinie nie jest marzeniem kilku dyktatorów czy architektów, ale jest pewnym logicznym ciągiem myślowym. Od roku 1917, gdy w Rosji Radzieckiej zaczęto budować pierwszy na świecie ustrój totalitarny, odrzucający wszelką indywidualność, wolności osobiste i obywatelskie na rzecz ateistycznej wspólnoty bez charakterystyki narodowej, etnicznej czy klasowej. Rozpoczęto także planowanie przestrzeni publicznej, która odrzucała stary porządek. Architektura stała się częścią planu budowy nowego, komunistycznego człowieka. Tak narodził się w ZSRR socrealizm - sztuka promująca siłę oraz prostotę robotników i chłopów niosących światu marksistowskie oświecenie. Prawidła nowej sztuki zaczęto wdrażać w architekturze radzieckiej stolicy dopiero pod rządami najstraszniejszego spośród Gruzinów. To z jego rozkazu wysadzono największą świątynię prawosławnego świata Cerkiew Chrystusa Zbawiciela, wzniesioną 100 lat wcześniej jako dziękczynienie za zwycięstwo cara nad cesarzem. W jej miejsce miał powstać Pałac Rad 500 metrowy gmach z wielkim, zło-

Nr 1/2018

tym pomnikiem Lenina na szczycie. Wycofanie się z tych planów w 1941 roku to chyba najlepsza decyzja Józefa Stalina. Tymczasem w Warszawie, która w okresie przedwojennym dopiero w latach 30. mogła pozwolić sobie na marzenia, otwarto nowe lotnisko Okęcie, do którego prowadziła autostrada Żwirki i Wigury. Zamknięty pas startowy na Polu Mokotowskim miał stać się Dzielnicą im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. Ekskluzywna część miasta z budynkami rządowymi, ambasadami i pomnikami przywódców sanacyjnego rządu. Projekty tej dzielnicy dość podejrzanie przypominają realizację podobnego pomysłu z Berlina, gdzie najważniejszym punktem miasta stała się Kancelaria Rzeszy, w której urzędował sami wiecie kto. Zatem jeśli ktoś chce mówić swoim obywatelom jak trzeba żyć, najlepiej zbudować coś z kolumnami, pomnikami i marmurem. Ważne jest też, by budynek rzucał się w oczy i był absurdalnie ogromny. Później można nadać mu treść socjalistyczną, ewentualnie narodowosocjalistyczną. Tak oto powstaje przemoc architektoniczna, która skuteczniej tłumi opór społeczny niż nawet najostrzejsze represje. Dodatkowo narzuca jednostce pewien sposób myślenia. Jak bardzo silne trzeba mieć przekonania, by zwykłymi słowami przeciwstawić się sile zbrojonego betonu i pracy ponad normy? Jak silne trzeba mieć poczucie własnej wolności, by przeciwstawić się ustrojowi, który daje ludziom mieszkanie, miejsce pracy, a nawet czas wolny? Do Polski socrealizm trafił - tak jak wszystko co socjalistyczne - w wyniku II wojny światowej. Pierwszym zadaniem nowego rządu było rozpoczęcia odbudowy stolicy. Pojawił się jednak problem natury praktycznej. Biorąc pod uwagę specyfikę Polski, jak bardzo można ingerować w przestrzeń publiczną? Jak bardzo można ingerować w proces rozwoju architektury, który dotychczas w Polsce obył się bez specjalnych politycznych ingerencji? Odbudowa Starego Miasta pokazała, że władze komunistyczne z Bolesławem Bierutem na czele są gotowe na pewne ideologiczne kompromisy. Warszawskie świątynie odzyskały swoje stropy, kamienice wyglądały prawie jak przed wojną, ale zrezygnowano z umieszczania posągów świętych na zewnętrznych elewacjach na rzecz pszczelarzy, kowali, chłopów i bednarzy. W latach powojennych nie zdecydowano się również na odbudowę Zamku Królewskiego. Jak by to wyglądało w Moskwie? W ko-

23

Artykuły munistycznym kraju? Odbudowa czegoś, co należało do króla? Miejsca, gdzie przed wojną rezydował sanacyjny prezydent? Z ciekawostek nt. pierwszych lat rządów robotników i chłopów w Polsce, tow. Bierut był na tyle spolegliwy, że nawet w 1946 roku, z okazji procesji Bożego Ciała na Krakowskim Przedmieściu niósł baldachim nad monstrancją. Prawdopodobnie w żaden sposób nie wpłynęło to na jego stosunek do wolności religijnych czy politycznych, ale pokazuje, jak dużo jest w stanie zrobić dyktator, by utrzymać się u władzy. W miarę postępów w odbudowie, pojawiła się potrzeba nadania jej pewnego ideologicznego kształtu. Dzięki wsparciu z Moskwy planiści byli bardziej swobodni niż przed wojną. Zatem podjęto bardzo odważną decyzję - kompletna przebudowa Śródmieścia Warszawy, poszerzenie Marszałkowskiej i Placu Konstytucji, wyburzenie resztek modernizmu i secesji. Między Placem Unii Lubelskiej a skrzyżowaniem z ul. Królewską miało powstać modelowe, socjalistyczne osiedle Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa oraz pierwszy Pałac dostępny dla robotników i chłopów. Pałac dla wszystkich, pomnik, w którym budowniczy socjalistycznej Polski znajdą jedyny słuszny przekaz prawdziwej sztuki. Pałac Kultury i Nauki miał być punktem centralnym nowej Warszawy. Jego zwalista i toporna konstrukcja miała przyćmić wszystko, co wcześniej w Warszawie zbudowano. Przed Pałacem powstał najważniejszy plac komunistycznej stolicy - Plac Defilad. Hektary przeznaczone dla ludowych defilad i przemarszów. Legenda głosi, że Bolesław Bierut dostał w Moskwie dwie propozycje: metro albo Pałac. Zdecydowano się na wieżowiec na wzór moskiewskiej korony - 9-ciu potężnych drapaczy chmur, które Stalin kazał wybudować z okazji zwycięstwa nad nazizmem. Do dziś budynki te pełnią rozmaite funkcje - od Uniwersytetu im. Łomonosowa po Ministerstwo Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej. Zatem ci sami architekci, którzy z polecenia Generalnego Sekretarz skopiowali Empire State Building, mieli wybudować Pałac Kultury i Nauki. Jednakże skoro - cytując najstraszniejszego spośród Gruzinów - Polsce komunizm pasuje jak siodło świni, należało dokonać takiej rewizji stylu, by w jakikolwiek odnosił się do polskiej kultury. Partia rzuciła zatem hasło Pałacu socja-

listycznego w formie, narodowego w treści. Radzieccy architekci objeż-

dżali zrujnowany kraj, szukając jakiejś inspiracji w Kazimierzu Dol-


Artykuły nym, Puławach czy Zamościu. I tak zastosowano w Pałacu typowo renesansową attykę, kolumny podobne do tych zastosowanych w wawelskich arkadach, zaś szpic na szczycie PKiN dość mocno nawiązuje do wieży ratusza w Zamościu. Co więcej, elewacja zaproponowana przez Lwa Rudniewa miała oryginalnie białą barwę, wpisując się w styl polskiego dworku.

którego dowiodły liczne rewolucje, wojny domowe czy przewroty od Ameryki Południowej przez Afrykę, aż po Azję, gdzie różne wersje tego ustroju do dziś święcą sukcesy. W trakcie budowy, zmarł wódz komunistycznego świata - Józef Stalin. Przerażony zmianami na Kremlu Bierut zaczął na wszelki wypadek nazywać wszystko jego imieniem.

mały rozkaz podobny do tego z Węgier sprzed kilku tygodni. Jednakże zanim na ulicach Warszawy polała się krew, na bemowskim lotnisku wylądował Nikita Chruszczow. Po długim spotkaniu uzgodniono, że Gomułka jednak nie ma prawicowonacjonalistycznego odchyłu i może w imieniu Kremla sprawować władzę w Polsce. Gomułka wszedł na słynną trybunę przed PKiN-em i stwierdził: Dość wiecowania. Do pracy. Od października 1956 roku rozpoczęła się w Polsce odwilż polityczna. Co ważne, to Polacy zmusili komunistów do ustępstw, i to nigdzie indziej, tylko na Placu im. Stalina. Przez lata Pałac obrósł bluszczem historii Polski - to tu odbyła się konkurencyjna impreza z okazji 1000-lecia państwa Polskiego, to w Sali Kongresowej odbył się koncert The Rolling Stones w Warszawie w roku 1967, wreszcie to w Sali Kongresowej padły chyba najpiękniejsze słowa jakie na zjeździe komunistycznej partii mogą paść -

Budowa PKiN w 1954 roku Trzeba zatem powiedzieć, że nie jest to kopia moskiewskich wieżowców. Pałac - tak jak cały polski socjalizm - jest konstrukcją wyjątkową na skalę bloku wschodniego. Na Pałacu nie znajdziemy sierpa i młota, podobnie jak nie było w Polsce przymusowej kolektywizacji, nie ma popiersi Lenina i Stalina, istniały inne niż PZPR partie polityczne (ZSL i SD), co w myśl leninowskiej doktryny było niedopuszczalne. Co za tym idzie, paradoksalnie, Pałac może być symbolem oporu Polaków wobec narzuconych im komunistycznych wzorców. W tym miejscu muszę jednakże zaprzeczyć sam sobie, ponieważ Pałac miał narzucić mieszkańcom stolicy jedyny słuszny tok myślenia. Wokół Pałacu znajdziemy liczne podobizny chłopów i robotników. Ich twarze generalnie pozbawione są jakichkolwiek indywidualizujących cech. Postaci te nie są ani szczęśliwe, ani przygnębione. Brak na nich twarzach emocji. Nie szarżują na wroga, tym bardziej nie są odziane w senatorskie togi. Jedyną cechą wyróżniającą poszczególne posągi, poza profesją, jest rasa poszczególnych postaci. W zamyśle autorów miało to ukazać uniwersalizm marksizmu,

Nr 1/2018

Wyraźnie widać po roku 1953 zaostrzenie kursu polskich komunistów. Internowano Prymasa Wyszyńskiego, wielu księży trafiło do więzień lub straciło życie, a propaganda atakowała Zachód ze zdwojona siłą. W kulturze odstępstwa od przyjętego przez stowarzyszenia literackie, malarskie, rzeźbiarskie i architektoniczne w roku 1948 socrealizmu karane było odosobnieniem, pisaniem do szuflady lub zwykłą nędzą. W tej atmosferze w 1955 roku otwarto Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Najwyższy budynek, jaki kiedykolwiek wybudowano w Polsce. To szczytowe i ostatnie osiągnięcie socrealizmu w tym kraju. Już rok później, gdy Bierut powrócił z wizyty w Moskwie zapakowany w trumnę, milionowy tłum zgromadził się na Placu Defilad (im. Stalina) krzycząc Wiesław, Wiesław. Tłum szczególnie dla komunistów niebezpieczny: studenci UW, robotnicy z Żerania, a nawet urzędnicy państwowi. Wszyscy domagali się jednego - zaakceptowania Władysława Gomułki na stanowisku I sekretarz KC PZPR. Dywizje radzieckie zgromadzone wokół Warszawy według niektórych przekazów otrzy-

24

sztandar Polskiej Zjednoczonej Partii Robotni.czej wyprowadzić. Dziś pojawia się pytanie, co zrobić z Pałacem? Jeśli wolno mi wyrazić swoje zdanie w tej dyskusji, to uważam, że najbardziej zaboli wszystkich Leninów, Stalinów, Hitlerów i Bierutów, jeśli symbolom ich siły i nieprzemijającej władzy nadamy nowy sens. Już wkrótce obok Pałacu ma stanąć Muzeum Sztuki Współczesnej. Może uczyńmy z Pałacu prawdziwą fabrykę Sztuki? Zupełnie wolną od terminów, umów, narzucanego odgórnie porządku, krytyków i innych kwestii, które ograniczają swobodę tworzenia. Może jest to właściwy moment, by państwo, które wcześniej zamawiało sztukę dla celów politycznych, dziś tej sztuki broniło przed narzucaniem form i sposobu myślenia? Dlatego uważam, że Pałac należy oddać malarzom, performerom, aktorom, rzeźbiarzom, architektom, designerom, poetom czy graficiarzom. Być może ta komunistyczna kula u nogi polskiego społeczeństwa stanie się wyspą, na której podzieleni Polacy będą w stanie usiąść, zostawić za drzwiami wszystkie obrzydliwe hasła i znaleźć wspólny język, którego tak bardzo nam dziś brakuje.


Artykuły

W najbliższych latach władze Polski planują przeznaczyć znaczne środki finansowe na regulacje rzek. Jest to podyktowane chęcią przywrócenia na nich żeglowności po latach zaniedbań. Jednakże, czy w dzisiejszych czasach naprawdę jest sens inwestować w ten środek transportu? Wiele wskazuje na to, że nie. 5 mld zł. To kwota za którą można by wybudować od zera blisko 2000 km dróg ekspresowych, połączyć największe miasta Polski siecią kolei dużych prędkości czy też postawić 3 elektrownie atomowe, które zaspokoją 30% polskiego zapotrzebowania na energie. By dobrze zobrazować liczby, z jakimi mamy tutaj do czynienia, dodam, że jest to mniej więcej 500-krotność tego, ile zebrała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy podczas ostatniego finału. Tymczasem zgodnie z zatwierdzonym półtora roku temu dokumentem: Założeniem do planów rozwoju śródlądowych

dróg wodnych na lata 2016-2020 z perspektywą do 2030 r., rząd planuje przeznaczyć właśnie takie środki na regulacje polskich rzek, w celu uczynienia ich zdatnymi do transportu dużej ilości towarów. W ciągu kilkunastu najbliższych lat Wisła, Odra i Bug mają stać się drogami wodnymi o znaczeniu międzynarodowym. Plan jest ambitny, ponieważ obecnie żegluga śródlądowa odkrywa w Polsce marginalna rolę, a na barkach przewozi się mniej niż 1% towarów. Czy jednak w dzisiejszych czasach inwestycje w ten środek transportu w ogóle mają sens? Obecnie jedną z najważniejszych kwestii dotyczących transportu ładunków jest czas dostawy. Przewóz dóbr tirem na odległość 1000 km trwa kilkanaście godzin, pociągiem około doby-półtorej natomiast barką… co najmniej kilka, a czasem nawet kilkanaście dni. Z tego powodu, barkami przeważnie nie transportuje się zwykłych produktów konsumpcyjnych, a tzw. produkty masowe np. surowce energetyczne czy rudy metali. Państwem często przedstawianym jako wzór do naśladowania przez zwolenników regulacji rzek są Niemcy. Jednakże żegluga śródlądowa u naszych zachodnich sąsiadów wcale nie odgrywa tak znacznej roli jak się powszechnie sądzi. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego, w 2016 r. udział wodnego transportu śródlądowego w ogóle niemieckich przewozów wyniósł tylko 8,3% i wielkość ta od wielu lat systematycznie

Nr 1/2018

Krzysztof Jędrzejuk

spada. Jeszcze w 2000 r. było to 13%. Wartym odnotowania jest także fakt, że większość transportu rzecznego w Niemczech odbywa się po największej rzece kraju – Renie, oraz jego licznych odnogach. W trzech Landach, przez które przepływa ta rzeka, przewieziono łącznie 70% wszystkich towarów transportowanych w Niemczech na barkach. Na innych dużych rzekach Republiki Federalnej tj. Łabie i Wezerze wielkość przetransportowanych dóbr stanowi ułamek tej kwoty. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ w Niemczech (tak jak obecnie w większości krajów) na barkach wozi się przede wszystkim ładunek masowy, czyli rudy metali, surowce energetyczne czy prefabrykaty do fabryk i elektrowni zlokalizowanych bezpośrednio nad Renem, w zagłębiu Ruhry. Jest to sensowne rozwiązanie, gdyż zagłębie to leży tylko dwieście kilometrów od ujścia rzeki do morza, a wysoki przepływ wody w Renie pozwala na transport nawet bardzo dużych barek. Niestety jest to również rozwiązanie, którego nie da przenieść się na grunt polski. W przeciwieństwie do Niemiec, w naszym kraju duży przemysł nie jest ulokowany nad głównymi rzekami. Praktycznie nie ma możliwości dowozu na barkach surowców do fabryk i hut śląska oraz wysyłania tą drogą polskiego węgla. Planowany kosztem 10 mld zł kanał śląski, mający połączyć Wisłę z Odrą, nie będzie w stanie osiągnąć znacznej przepustowości, a transport ładunków z i do polskich portów w taki sposób będzie trwał kilkanaście dni. Podstawowym pytaniem, na jakie powinni najpierw spróbować odpowiedzieć zwolennicy regulacji polskich rzek jest to, co właściwie miałoby być nimi transportowane. Z dużym prawdopodobieństwem skanalizowane za miliardy rzeki będą świecić pustkami niczym lotnisko w Radomiu. O bezsensowności takich inwestycji w dzisiejszych czasach chyba najlepiej świadczy rumuński kanał Dunaj-Morze Czarne, budowany z przerwami przez cały okres komunizmu. Powstały kosztem 2 mld dolarów (oraz okupiony śmiercią kilkudziesięciu tysięcy przymusowych robotników) sztuczny ciek wodny w założeniach miał się zwrócić po 50 latach. Tymczasem generuje on rocznie ledwie kilka milionów

25


Artykuły dolarów przychodu.

transportu może negatywnie wpływać na inne gałęzie przemysłu.

Trzeba także mieć na uwadze fakt, że polskie rzeki mają dużo gorsze warunki żeglugowe niż znacznie od nich większe Ren, czy Dunaj, co dodatkowo utrudnia przewożenie znacznej liczby warunków. Utrzymanie całorocznej żeglowności na Wiśle wymagać będzie ciągłego magazynowania wody, która nie może być wykorzystywana do innych celów, a której z roku na rok nam ubywa. W raz ze zmieniającym się klimatem Polskę nawiedzają coraz poważniejsze susze. Mieliśmy już okazję doświadczyć deficytu wody w przemyśle w sierpniu 2015 r., kiedy to część fabryk musiała ograniczyć produkcje, bo brakowało wody do chłodzenia bloków elektrowni. W przyszłości takie sytuacje mogą powtarzać się częściej, a magazynowanie wody do potrzeb

Nr 1/2018

Regulacje polskich rzek będą się także wiązały z gigantycznymi i w zasadzie niepoliczalnymi kosztami środowiskowymi. Wisła jest jedną z największych europejskich rzek o naturalnym przebiegu i stanowi obszar cenny przyrodniczo i krajobrazowo. U jej brzegów gniazduje tysiące rzadkich ptaków. Kanalizacja królowej polskich rzek będzie oznaczała całkowitą degradację tego systemu. Ryzykujemy zniszczenie naturalnych koryt rzecznych by ogromnym kosztem wybudować infrastrukturę, która może się okazać niepotrzebną. Warto więc dobrze zastanowić się, czy na pewno chcemy utopić 75 mld zł w kanale, którym niedługo stanie się Wisła.

26


Artykuły

Julia Heczko

adszedł moment, w

wersji czarna wołga miała jeździć

po ulicach miasta, porywał samo-

którym polski rynek

po zmroku i porywać dzieci. W la-

chodem

modowy wreszcie stał

tach czterdziestych czarna limuzyna

potem

się godny zachodnie-

ZIŁ należała do dawnych symboli

Niewiadomo, czy Teller znał historię

go periodyku. Okładka wywołała

Moskwy – jej właścicielem był nie-

czarnej wołgi, ale Anja Rubik wydaje

wiele skrajnych emocji, w tym obu-

jednokrotnie utożsamiany z dia-

się opierać na masce tak, jakby

rzenie i niesmak. W prasie próbują-

błem – szef NKWD Ławrientij Pawło-

chciała powiedzieć, że nie mamy się

cej uspokoić histerie, czytamy że

wicz Beria. Beria był odpowiedzial-

już czego bać.

okładka nie jest ani dobra, ani zła,

ny za wielkie czystki oraz mord ofi-

tylko zabawna. Zdjęcie wykonał

cerów polskich w Katyniu. Jeżdżąc

młode gwałcił

kobiety, w

swojej

które willi.

znany niemiecki fotograf Juergen Teller. Na pierwszym planie dwie modelki opierają się o czarną wołgę, a za nimi w tle przysłonięty smogiem Pałac Kultury. Zdjęcie odczytywane jako reklama modowa wywołuje w większości oburzenie, tymczasem autor prawdopodobnie miał zupełnie co innego na celu, przekrzywiona perspektywa sugeruje: to nie jest profesjonalna fotografia, do jakiej przywykliście. Okładka nie tylko nawiązuje do czasów PRL-u, a także je uwspółcześnia, bezpośrednio nawiązując do fotografii lat 60. Teller odtworzył jedno ze zdjęć Romualda Broniarka, na fotografii Polaka modelka pozuje obok czarnej wołgi na tle Pałacu Kultury. Znaczenie Pałacu Kultury jako nieudanego prezentu od Stalina wydaje się jasne. Choć czarna wołga

jest

bohaterką

niejednej

z miejskich legend, jej kontekst historyczny

nie

jest

zbyt

znany.

Większość legend pomimo tego, że wydają się bardzo prawdopodobne, to jednak okazują się nieprawdziwe. W przypadku opowieści o samochodzie marki Wołga sprawa ma się trochę inaczej. Według niektórych

Nr 1/2018

Vogue Polska, Nr 1 Marzec 2018

27


Felietony

Filip Pilarski kowania architektury miejskiej, a jednocześnie podkreślająca konieczność zwiększenia funkcjonalności budynków. Pod względem ilości zabytków architektury modernistycznej Gdynia zajmuje miejsce szczególne na mapie Polski. Poczynając od osobliwości modernistyczno-socrealistycznej, jakim jest Dworzec Główny, idąc ulicą 10 lutego, można zobaczyć takie dzieła jak gmach Urzędu PocztowoTelegraficznego czy siedzibę Polskich Linii Oceanicznych. Dzięki łaskawości wojennych szaleńców całe Śródmieście miasta ocalało i do dziś można dotykać tych samych murów, które zaplanowała ekipa ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego.

dynia. Dla wielu dziwna i brzydka część Trójmiasta. Jej industrialne dzielnice, nabrzeża, blokowiska i stocznie w żadnym stopniu nie przypominają przygarbionego historią Gdańska czy pijanego młodością Sopotu. Postronne oczy mogą dość łatwo przeoczyć to, co w najmłodszym dużym mieście Polski najbardziej fascynujące.

Trudno nie wspomnieć o legendarnym budynku stojącym przy Nabrzeżu Francuskim. Dworzec Morski w Gdyni. Miejsce, z którym od 1933 roku można było popłynąć w podróż życia do Halifax, Nowego Jorku, Kairu czy Montevideo. Polskie transatlantyki jak MS Piłsudski czy MS Batory stały się synonimem luksusu oraz gospodarczego rozwoju końca lat 30. 29 lipca 1939 roku „PolskaAmeryka Linie Żeglugowe” zainau-

Obecnie pociągi do Gdyni wjeżdżają przez Gdańsk i Sopot. W czasach Wolnego Miasta Gdańska najdogodniejsze połączenie kolejowe wiodło przez kaszubskie wzgórza i lasy. Mimo upływu lat i rewolucyjnych zmian granic. Widok jaki roztacza się z okien pociągu kolejki podmiejskiej do dziś przywodzi na myśl najsłynniejsze hasło promujące Gdynię: Okno na świat. Zwłaszcza po zachodzie Słońca między wzgórzami morenowymi, na zazwyczaj spokojnej tafli Zatoki Gdańskiej widać odbite światła miasta i portu. Architekci budujący symbol odrodzonej Polski nie bali się nawiązywać do modnego wówczas Art deco, prądu zmierzającego do wprowadzenia dyscypliny przestrzennej, uporząd-

Nr 1/2018

gurowały z tego miejsca połączenia między Gdynią a Buenos Aires, realizowane przez pachnący farbą MS Chrobry. Okręt zabrał na pokład niemal 1200 pasażerów, jednakże tylko jeden z nich napisał w wyniku tej podróży książkę. Cały sens Gdyni widać dopiero z odpowiedniej wysokości. Najlepszym miejscem do obserwacji jest Kamienna Góra, położona na zapleczu wrześniowej stolicy polskiego kina - Teatru Muzycznego w Gdyni. Z góry widok roztacza się nie tylko na polski modernizm, ale również na bijące serce tego miasta - port handlowy oraz bazę Marynarki Wojennej na Oksywiu. Z portu wojennego w sierpniu 1939 roku wyszły w morze wszystkie najlepsze polskie okręty wojenne m.in. niszczyciele OORP Grom, Błyskawica i „Piorun oraz legendarny okręt podwodny ORP Orzeł. Okręty miały udać się do sojuszniczych portów we Francji i Wielkiej Brytanii, by triumfalnie powrócić po krótkiej wojnie o Gdańsk. Mimo skromnych środków, polska bandera pojawiła się w najważniej-

Fot. Filip Pilarski

28


Felietony szych morskich operacjach II wojny światowej. Od kampanii norweskiej przez bitwę o Atlantyk aż po lądowanie w Normandii. Wszędzie tam walczyli i ginęli marynarze, którzy latem 1939 roku rzucili cumy na Oksywiu. Historia Gdyni i jej mieszkańców nie kończy się jednak na pięknej wizji urbanistów i architektów, ani na legendzie polskich marynarzy służących od Nowego Jorku po Murmańsk. Miasto, gdy zrzuciło nazwę Gotenhafen [niem. Port Gotów], stało się jednym z centrów polskiego przemysłu morskiego i stoczniowego. Stocznia im. Komuny Paryskiej dzięki zamówieniom z ZSRR i innych państw bloku wschodniego zajmowała powierzchnię blisko 100 ha i była obok Stoczni im. Lenina w Gdańsku najważniejszym zakładem pracy w Trójmieście.

Mając przed oczami powyższe obrazy, wypadałoby odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule. Nie mam wątpliwości, że żadnego miasta nie należy jednoznacznie klasyfikować jako ładne albo brzydkie. Gdynia z pewnością jest ubrana dość skromnie. Nie znajdziemy tu tysiącletnich murów czy drapaczy chmur ze szkła i aluminium (jest

jeden, dość kontrowersyjny). Nie posiada również bogactwa artystycznego dorobku czy kulturowej różnorodności. Nawet nazwanie SKM-ki metrem byłoby dużym nadużyciem. Jednakże nie ma lepszego miejsca, by posiedzieć z własnymi myślami niż falochron gdyńskiego portu przy akompaniamencie fal i mew.

W roku 1970 sytuacja gospodarcza PRL, okazał się tak doskonała, że Komitet Centralny tuż przed świętami Bożego Narodzenia podjął decyzję o podwyżce cen na większość produktów spożywczych. Robotnicy Stoczni im. Lenina wyszli na ulice Gdańska, paląc Komitet Wojewódzki PZPR. W odpowiedzi na strajk w Gdańsku, pracownicy gdyńskich zakładów w pokojowy sposób przekazali Miejskiej Radzie Narodowej postulaty obniżki cen i podwyższenia płac. 16 grudnia 1970 roku wicepremier Stanisław Kociołek wezwał robotników Wybrzeża, by pomimo chuligańskich zajść podjęli pracę. Nikt poza ścisłym kierownictwem PZPR nie zdawał sobie sprawy, że żołnierze Wojska Polskiego otrzymali rozkaz niedopuszczania nikogo do strajkujących zakładów, w tym Stoczni im. Komuny Paryskiej. Następnego dnia o świcie na przystanku SKM Gdynia Stocznia zginęło najprawdopodobniej 10 osób. Kule ludowego wojska dosięgły również głowy i brzucha osiemnastoletniego Zbigniewa Godlewskiego, którego ciało stoczniowcy znaleźli na wiadukcie nad torami kolejowymi. Następnie - jak zeznaje podmiot liryczny najważniejszej, gdyńskiej ballady - Na drzwiach ponieśli go Świę-

tojańską, naprzeciw glinom, naprzeciw tankom.

Nr 1/2018

Fot. Filip Pilarski

29


Felietony

Wioletta Wójcicka dobre miejsce na pierwszą randkę, kiedy milczenie nie jest niezręczne, a dyskusja o filmie może uratować słabo klejącą się rozmowę. Teraz na seans może pozwolić sobie każdy, kto ma trochę czasu i 5 zł w kieszeni, bo i za taką cenę w wybrane dni możliwa jest podróż do innego świata.

ala kinowa. Zgaszone światło. Pani M. siedzi na przodzie – tam zazwyczaj jest najmniej ludzi – w końcu przyszła się zrelaksować po ciężkim dniu w pracy. Prawy górny róg zajęła gruchająca para, która nie przyszła na film, ale do kina. A fotel nr 1 w 10 rzędzie jest stałym miejscem Pana R. Skąd to wszystko wiem? Dla wprawionego w boju pracownika kina nie ma tajemnic. Jeśli myślisz, że nic cię już nie zaskoczy i wiesz wszystko o życiu, to zdecydowanie nie pracowałeś w kinie. Kino to magiczne miejsce, do którego możemy uciec. Budynek z wieloma salami, gdzie wchodząc na seans, możemy zostawić swoje problemy za drzwiami. Przez dwie godziny stajemy się kimś innym – żołnierzem na wojnie, dziewczyną przeżywającą pierwszą miłość albo superbohaterem walczącym ze złem. Śmiejemy się w głos, często rozbawiając tym ludzi bardziej niż sytuacja na ekranie albo zalewamy łzami fotel niczym ulewa polskie dziurawe drogi. Kino sprawia, że czujemy bardziej, mocniej, intensywniej. Jest to też przykładowo

Nr 1/2018

Pracownik kina kojarzony jest, jako osoba ze szczotką w dłoni, która zbiera nieskończone ścieżki rozsypanego popcornu. Człowiek na barze, wciskający Ci produkty, których nie chcesz, bo przecież w zestawie najtaniej. Kasjer, który nie chce zostawić jednego wolnego siedzenia obok, bo to strata miejsca. Bileter, przedzierający nadrukowane świstki papieru przy właściwej sali, a także ten, który znajdzie twój zgubiony szalik, telefon, a nawet dziecko. Wszystko się zgadza. W popcornie po seansie można pływać, zapach oleju to najlepsze perfumy, a ze znalezionych rzeczy po tygodniu można otworzyć sklep. To nie jest praca marzeń. Zarobki nie są szczególnie wysokie, godziny pracy czasem bezwzględne, a darmowe seanse nie pocieszają jak kiedyś. Doszłam jednak do wniosku, że po pracy w kinie i obsłudze tych wszystkich mniej lub bardziej dziwacznych ludzi, nic mnie już w życiu nie zaskoczy. Do kina przychodzą osoby z różnych klas społecznych, dzielnic, miast, krajów - mieszanka wybuchowa zebrana w jednym miejscu. Jako zaprawiony pracownik już po jednym spojrzeniu czy wymianie zdania wiem, z kim mogę pożartować, jak odpowiedzieć na zaczepkę, rozwiązać problem lub zaproponować film. Każdego dnia w pracy ich obserwuje i słucham prywatnych rozmów, które przeprowadzają myśląc, że nikt nie słyszy. Nic bardziej mylnego. Pracownik widzi i słyszy wszystko.

30

Kusząca ciemność i niemoralne propozycje Kinowa sala często pobudza w ludziach tę niegrzeczną stronę. Nie ma to jak dreszczyk emocji towarzyszący intymnym pieszczotom w ciemności. Byle być cicho, może inni widzowie nie zobaczą. A nawet jeśli zobaczą, to przecież jest mała szansa, że znowu się spotkacie. Tryb incognito włączony. Niestety muszę później sprzątać waszą scenę zbrodni z często pozostawionych fantów: skarpetki, paski do spodni, bielizna… Mistrzem było pudełko po popcornie z wydrążoną dziurą na dnie opakowania. Można się domyślać, że to nie było fabryczne uszkodzenie…

Kadr z filmu Tramwaj zwany pożądaniem (1951)

Pewnego wieczoru sprzedawałam bilety pewnej parze. Traf chciał, że kolega opowiadał mi wtedy kompletnie niezabawny erotyczny żart. Mężczyzna chciał go posłuchać i ku zaskoczeniu był nim zachwycony. Już wtedy w moim kierunku padały dziwne pytania czy często pracuję wieczorami, kiedy kończę pracę i to wszystko przy - jak zauważyłam po pierścionku - żonie. Kiedy seans się


Felietony

Kadr z filmu Wielki Gatsby (2013)

skończył, a ja kręciłam się po korytarzu, mężczyzna znowu do mnie podszedł. Spytał się czy będę w weekend wieczorem w pracy i czy chciałabym dołączyć do niego i jego żony (miałam jednak rację!) w ich mieszkaniu. Proponował mi erotyczną schadzkę w trójkącie. Szkoda, że jego żona o tym nie wiedziała, bo wyłoniła się zza rogu i rzuciwszy mi mordercze spojrzenie, pobiegła schodami krzycząc za mężczyzną soczyste epitety. Z trójkąta nic nie wyszło, bo nawet mi się nie podobali i jakoś mnie nie kręciło niszczenie małżeństwa. Pan nie wejdzie Była zima i jednym z klientów był mężczyzna – nazwijmy go panem S. Pan S. był ubrany w skórzaną kurtkę, kaszkiet z tego samego materiału i wielką torbę. Bardzo sympatyczny mężczyzna jak się okazało, pomijając jeden szczegół. Mianowicie mężczyzna - kolokwialnie mówiąc capił niemiłosiernie. Miał pieniądze, nie był pijany, chciał po prostu iść na seans. Kierownik kazał sprzedać miejsce. Bilet został wydany. Pan S. zaczął do nas przychodzić częściej, zawsze w tym swoim kaszkiecie i z torbą, zasilając konto kina kupionym biletem i nachosami, które sobie tak upatrzył. Wszystko było w porządku do momentu, kiedy zaczął przychodzić na bardziej oblegane seanse. Ludzie zaczęli się skarżyć, niektórzy wychodzili w trakcie filmu, by poprosić o wyproszenie pana śmierdziela. Pan S. dostał zakaz wstępu. Mimo wszystko uparcie przychodził, by kupić bilet, a my uparcie mu odmawialiśmy. Nie

Nr 1/2018

rozumiał dlaczego, pytając, co jest z nim nie tak. To przykra sytuacja, nikt nie chciał mu bezpośrednio powiedzieć, że brzydko pachnie. Tydzień temu widziałam Pana S. na poczcie. Pod krawatem, uczesany, nawet wypachniony! Gdyby tylko tak przychodził do kina. Zepsute marzenia Jak to często bywa w kinach, ceny po pewnym czasie ulegają zmianie. Gdyby jeszcze spadały, to by się wszyscy cieszyli, niestety nie ma tak łatwo. Podwyżka zaskoczyła pewnego 12-latka, który zadowolony przyszedł do kina, by w końcu obejrzeć długo wyczekiwany film. I zaczęły się problemy. Bilet ulgowy był o 2 złote droższy, a on miał odliczoną idealnie kwotę. Co więcej popcorn też zdrożał, więc kupując bilet nie starczyłoby mu na popcorn. Okazało się to przeszkodą nie do pokonania. Zaczął krzyczeć, że on musi mieć film i popcorn. Chciałam już mu dopłacić do biletu, bo chłopak przeżywał to jakby to był koniec świata, ale nie zdążyłam. To wszystko przez was!!!! wykrzyczał wybiegając z budynku. Mam nadzieję, że nie miał wtedy urodzin. Pan Muzyk Stałym klientem stał się też Pan Trębacz. Wszystkich pracowników oraz klientów, urzekał niesamowitą opowieścią o karierze grającego jazzowego trębacza w Ameryce w latach 60. Nie zależało mu specjalnie, na jaki film idzie, co po paru seansach wzbudzało podejrzenia. Pan Trębacz chętnie wypijał piwo

31

w kinowym barze przed seansem. Mężczyzna miał chyba słabą głowę, bo zataczał się już po jednym. Jak się później okazało, nasz ulubiony klient, lubił sobie wypić na sali coś mocniejszego w przemycanej piersiówce. Co więcej, kiedy zaczęliśmy mu odmawiać sprzedaży następnych butelek, zaczepiał ludzi prosząc ich by mu kupili piwo, a na nasze prośby by przestał, reagował agresją. Pan Trębacz cieszył się popularnością. W kinowym holu ludzie się do niego przysiadali, a on zaczynał swoją piękną opowieść. Sekret jego opowieści tkwił w małym szczególe, który mężczyzna ukazywał dopiero przy końcu swojej historii - Pan Trębacz stracił lewą rękę, której brak przysłaniał czapeczką. I ten gest działał jak magnes na portfele innych ludzi. Kupowali mu alkohol, słodycze, widziałam jak kobiety go przytulały i całowały w czoło, a on szczęśliwy wychodził z kina. Podobno jego kariera zakończyła się przez nieszczęśliwy wypadek, ktoś inny słyszał, że od zawsze grał na instrumencie tylko jedną ręką. Dawno nie wiedziałam Pana Trębacza. Może znalazł inne kino. Ludzie są fascynujący. A na pewno ci przychodzący do kina. Są też dzieci, które pokazują na nas palcem i mówią uroczym głosikiem do swoich rodziców: Ale ta pani ma

fajnie, też chcę pracować w kinie!.

Mina rodziców jest wtedy bezcenna, jakby się bali, że jedyną aspiracją ich dziecka będzie zamiatanie popcornu, zamiast bycia prezesem w dużej firmie. Spokojnie, to tylko przystanek na drodze.


Opowiadania

Bartosz Abramczuk

Wybiła 3. W lokalnej knajpie rozbrzmiał dzwonek informujący, że czas złożyć ostatnie zamówienia. W środku siedzieli tylko najwytrwalsi klienci, krzesła były pozakładane na stoły, a jedyne wolne miejsca znajdowały się przy barze. Najbliżej drzwi siedzi niechlujnie ubrany mężczyzna, świętuje właśnie czterdzieste urodziny - niezbyt hucznie przed nim stała szklanka wypełniona najtańszą whisky, którą przekornie nazywał specjalnością lokalu. Po jego lewej stronie w odległości 5 stołków siedziała para - wysoki mężczyzna, wyglądał jak model reklamujący bieliznę, tyle, że był ubrany w garnitur. Siedziała z nim młoda kobieta, o jasnym niewinnym licu i długich blond włosach, również była ubrana. Patrzyli na siebie z pożądaniem, mimo że miło spędzali czas, ich ruchy były niepewne, a śmiechy nerwowe. Za barem stał poczciwy staruszek, ma silny temperament, który często tłumiło jego miękkie serce. Knajpa była spuścizną po jego ojcu, ale tę historię opowiem innym razem. Barman znał mężczyznę przy drzwiach, był jego stałym klientem, jednak nigdy mu się nie przedstawił. Jego wizyty nie przynosiły mu zysków bo jego wizyty kończyły się zniszczeniami na szeroką skalę. Za każdym razem staruszek gniewał się na niego nie dłużej niż jeden dzień. Widział bowiem w oczach czterdziestolatka nieopisany smutek, wracał do tego miejsca tak często, że wydawało się, że to ostatnia bliska mu rzecz. Barman nie miał więc serca, aby zabronić mu przychodzić do jego lokalu. Noc zbliżała się ku końcowi, za godzinę powinno już świtać. Jubilat dopijał ostatniego drinka. Chichot kobiety wyrwał go ze stanu głębokiego zamyślenia. Rozejrzał się po knajpie, zarejestrował, że siedzą tu tylko we trójkę. Przez myśl przeszło mu: Co oni tu jeszcze robią? Wiedział, że już na niego pora, lecz jakaś ukryta siła, zabroniła mu wyjść z lokalu od tak. Spojrzał się jeszcze raz na parę. Skupił się na tyle na ile pozwalał mu na to alkohol i popchnął szklankę przez cały blat. Tak, że uderzyła w kieliszek kobiety, który spadł na nią, oblewając jej sukienkę, po czym uderzył w podłogę. Rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, po którym zapadła cisza, natychmiast przerwana przez nerwowy śmiech kobiety. Nie wiedziała co właściwie się stało. Odpowiedzi szukała u partnera wieczoru.

odgłos triumfu. Po czym udawał swoje wcześniejsze zamyślenie. Jakby wszystkiemu winny był właściciel knajpy, który w akurat polerował szkło. Barman spojrzał na niego z dezaprobatą. Na co oprawca odpowiedział: Daj mi znak, kiedy mężczyzna się na mnie zamachnie. Staruszek pokręcił przecząco głową: Radź sobie sam – powiedział - mam nadzie-

ję, że spierze Cię ten mężczyzna, może wtedy przestaniesz zaburzać cudze życia. Choć Pan to już przypadek beznadziejny.

W tym samym czasie. Mężczyzna na spojrzenie swojej lubej zareagował natychmiast. Poczuł, że musi jej zaimponować, jednocześnie nie przekraczając granic dobrego smaku . - Hej! Odwaliło Ci?! - krzyknął - Natychmiast prze-

proś Katarzynę!

Całkowita ignorancja oprawcy, popychała go do dalszych kroków. Wstał krzyknął na niego ponownie. Czterdziestolatek uparcie go ignorował, skończył właśnie sprzeczkę z barmanem i znów udawał, że znajduje się tutaj jedynie ciałem. Mężczyzna poczuł gniew, silną uderzającą furię, ruszył w jego stronę. Nadal będąc ignorowanym. Oprawca był już na wyciągnięcie jego ramion, w ostatniej chwili przypomniał sobie o swojej piękności. Zanim wymierzył cios dodał: może to nauczy Cię szacunku do kobiet. Zamachnął się, aby wyprowadzić uderzenie. Czterdziestolatek już wiedział, Barman głośno chrząknął. Oprawca w ostatniej chwili uniknął ciosu w lewy policzek. Wstał przewracając stołek i wykorzystał przewagę na ucieczkę. Mężczyzna nawet nie próbował go gonić. Wiedział, że nie ma na to najmniejszego sensu. Mimo pokracznego wyglądu czterdziestolatek biegał bardzo szybko. Zniesmaczony całym zajściem barman, spojrzał na młodzieńca, przeprosił go szczerze i zaproponował darmowy kieliszek wina kobiecie. Czterdziestolatek biegł uliczkami miasta, chodź wiedział, że nie jest goniony. Zimny wiatr smagał go po twarzy i sprawił, że na chwilę przetrzeźwiał. Zatrzymał się. Wydał z siebie głuchy śmiech. Po czym ruszył w bliżej nieokreślonym kierunku. Wiedział, że tym razem właściciel knajpy będzie gniewał się na niego dłużej. Postanowił, więc omijać to miejsce przez jakiś czas.

Sprawca całego zamieszania, wydał z siebie cichy

Nr 1/2018

32


Ogłoszenie

PRZEDSTAWIA —

apraszamy na spotkanie z Andrzejem Chyrą, które odbędzie się 13.03.18 o godzinie 18:00 w Auli im. Adama Mickiewicza, Auditorium Maximum UW (Kampus główny Uniwersytetu Warszawskiego. Rozmowę poprzedzi projekcja filmu Komornik (2005) reż. Feliks Falk. Andrzej Chyra, aktor filmowy i teatralny. Za role w filmach Komornik, Dług i W imię uhonorowany został nagrodą dla najlepszego aktora na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni. Na co dzień związany z Nowym Teatrem w Warszawie.

Komornik, reż. Feliks Falk, Lucjan Bohme jest komornikiem w miasteczku na Dolnym Śląsku. Młody i przebojowy, dobrze osadzony w prawniczym środowisku, jest popierany przez miejscowych notabli. Bezkompromisowy i piekielnie skuteczny sięga po nowe stanowiska i zaszczyty, budząc strach wśród ofiar - dłużników. Pod wpływem dramatycz-

Nr 1/2018

Andrzej Chyra w roli z filmu Komornik, fot. materiały promocyjne

nych wydarzeń zmienia się jego życie. Chce naprawić wyrządzone krzywdy, ale czy mu się to uda? Wstęp wolny.

33


Nr 1/2018

34

Magazyn 204 1/2018 (11)  
Magazyn 204 1/2018 (11)  
Advertisement