Page 1

Jeszcze więcej technologii dla studentów

No. 2/2016 (2)

Wywiad z aktorką polskiego teatru we Lwowie

Studia dzienne i praca? Jak to połączyć?


Wstępniak!

Słowem wstępu nieskrywaną przyjemnością prezentujemy Wam już drugi numer Magazynu 204. Tym razem główną osią naszej gazety będą postacie dwojga Polaków – ks. Józefa Maja i Elżbiety Lewak. Każde z nich inaczej traktuje swoją polskość i od nich można się czegoś ważnego nauczyć. Dzięki tym dwóm niezwykle oryginalnym postaciom chcemy pokazać, że bycie Polakiem, nawet gdy nie jest się słynnym sportowcem czy gwiazdą ekranu, może być źródłem ogromnej dumy i wielu ciekawych przeżyć.

Z

technicznych, które z pewnością ułatwią Wam życie.

Jednakże to nie koniec atrakcji zawartych w najnowszym Magazynie 204. Od tego numeru ruszamy z nową serią – „Weekend w...”, która opowie Wam o bardzo ciekawych miejscach na weekendowy wypad, nie nadwyrężą szczególnie studenckiego budżetu. Poza tym w numerze dowiecie się jak można pogodzić studia dzienne z pracą, a także poznacie nową porcję nowinek

Wszystkich, którym podobał się pierwszy numer Magazynu 204, zapewniam, że włożyliśmy wiele pracy w to, aby kolejny numer był nie tylko równie dobry, ale nawet jeszcze lepszy. Mam nadzieję, że nasz wysiłek sprawi, że lektura numeru drugiego będzie dla Was przyjemnością!

W dziale kulturalnym uraczymy Was recenzją najgorętszej polskiej komedii ostatnich czasów, czyli Planety Singli. Fanów psychologii serdecznie zapraszam na Warsaw Goes International, czyli międzynarodową konferencję psychologiczną, która odbędzie się w maju w Warszawie, a także niezwykle ciekawego tekstu o artterapii autorstwa jednej z organizatorek tego wydarzenia, redaktor wicenaczelnej naszego pisma.

Napisz do mnie: maciej.witkowski@nzs.org.pl Redaktor naczelny „Magazynu 204”

No. 2/2016

2


Spis treści

W tym numerze: 4 14 19 24 30

Rozmowa z Elżbietą Lewak Wywiad z księdzem Józefem Majem

11

Pierwsza praca studenta - sonda

17

Studia dzienne i praca?

Jeszcze nowsze technologie dla studentów Rysunek w walce ze stresem

21

Weekend w Krakowie

27

Recenzja „Planety Singli”

Przegląd działalności NZS UW

Wydawca: Niezależne Zrzeszenie Studentów Organizacji Uczelnianej Uniwersytetu Warszawskiego

Skład i łamanie: Magdalena Sibicka, Maciej Witkowski Szef działu korekty: Weronika Kamińska

Przewodniczący: Tomasz Leś

Projekt okładki: Magdalena Bąk

Adres redakcji: Krakowskie Przedmieście 24 00-927 Warszawa; pokój 204

Projekt logo: Magdalena Bąk Stali współpracownicy:

Kontakt: nzsuw.redakcja@gmail.com

Angela Kormańska, Anna Pernal, Kinga Potocka, Krzysztof Ślasa, Michalina Nowak, Piotr Pacek, Natalia Świerczewska, Anastazja Sytnikowa, Agnieszka Salamon

Redaktor naczelny: Maciej Witkowski mail: maciej.witkowski@nzs.org.pl I Redaktor wicenaczelna: Magdalena Sibicka II Redaktor wicenaczlena: Aleksandra Baka

No. 2/2016

3


Musimy porozmawiać

Rodem ze Lwowa Sercem z Polski

Archiwum prywatne

No. 2/2016

4


Musimy porozmawiać Z Elżbietą Lewak, aktorką Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie i Teatru Polonistyki im. Eligiusza Szymanisa, rozmawia Anastazja Sytnikowa. Magazyn 204: Urodziłaś się we Lwowie. Jak zostałaś wychowana? Elżbieta Lewak: Ja się wychowałam dosłownie w Teatrze Polskim we Lwowie, i często mówią, że jestem dzieckiem tego teatru. Moja mama bowiem gra w nim od 16. roku życia, mój tata był oświetleniowcem, a my ze starszą siostrą byłyśmy przy wszystkich próbach. I tak się zaczęło. Teatr w pewien sposób stał się częścią naszego życia, nieodzownym elementem naszej rzeczywistości. Bo ten świat, w który się wkraczało, kiedy się zapalały reflektory, był dla nas naturalny.

Zacznę od tego, że polski świat we Lwowie jest bardzo mały. Wszyscy się znają i ma się jakiś status w tym polskim społeczeństwie we Lwowie.

204: Kiedy zaczęłaś próbować swoich sił w aktorstwie? Czy były to od razu próby zagrania, jakichś postaci, czy może inny rodzaj sztuki teatralnej? E.L.: Zacznę od tego, że polski świat we Lwowie jest bardzo mały. Wszyscy się znają i ma się jakiś status

w tym polskim społeczeństwie we Lwowie. Ja zawsze byłam wysyłana na konkursy recytatorskie i miałam w tym powodzenie, więc apetyt rósł w miarę jedzenia. Jak się już wszyscy przyzwyczaili, że jest się dobrym, to nawet jakieś drobne potknięcie było traktowano jako „Ale jak to?” Ja miałam wtedy 15 czy 16 lat, w teatrze właśnie graliśmy „Wesele” i trzeba było zamienić aktorkę, która grała Pannę Młodą. I to jest niezwykły zbieg okoliczności, bo zadebiutowałam tą samą rolą w tym samym wieku w tym samym teatrze pod okiem tego samego reżysera, co moja mama. Jak wyszłam na tę scenę, to był przede wszystkim wielki stres, bo patrzą na ciebie ludzie, którzy cię znają od małego. Robisz coś, czego nie robiłeś nigdy wcześniej. I nie jest to już konkurs recytatorski, lecz pewnego rodzaju udawanie. Co było dla mnie najbardziej krępujące – że musiałam udawać coś przed ludźmi, którzy wiedzą, że udaję. Z drugiej strony, to jest wielka prawda teatru – dać się oszukać, być oszukiwanym, ale wtedy jeszcze tego nie rozumiałam. Jednak mnie polubili w tym, i wtedy urosłam. I to było budujące, że Ci ludzie, których krytyka i pochwała były dla mnie najcenniejsze, zaakceptowali mnie.

Archiwum prywatne

No. 2/2016

5


Musimy porozmawiać Archiwum prywatne

204: Czułaś się wtedy na właściwym miejscu?

ale wiem, że się skrywała ciągle za kulisami, bo chciała być czujna. Wiedziała, że jej zdanie dla mnie najbardziej się liczy. Po pierwsze, jest moją mamą, a po drugie, ma wielkie doświadczenie sceniczne i jest naprawdę świetną aktorką, potrafi oczarować publiczność nawet niewielką, rolą. To, że ludzie nas porównują, jest dla mnie wielką pochwałą, bo ona naprawdę ma talent. Dużo się od niej uczę i mam nadzieję, że mam potencjał i będę się dalej aktorsko rozwijać.

E.L.: Teatr był dla mnie wówczas miejscem sprawdzenia samej siebie . Byłam nieśmiałym dzieckiem. I mimo to, że na podwórku to ja wymyślałam różne gry, mówiłam: „A teraz będzie tak, a teraz wyleci zły smok, który chce nas pożreć, uciekajmy!” – chciałam być reżyserem teatralnym. Chciałam być w teatrze, ale tak, żeby ludzie na mnie nie patrzyli. 204: Jednak rola Panny Młodej wymaga pewności siebie, świadomości, zwłaszcza tej kobiecej. Jak sobie z tym poradziłaś?

E.L.: W ogóle to było dla mnie wielkie przeżycie, bo poza tym, że dostałam jedną z głównych ról, moim partnerem był ojciec mojej koleżanki z klasy, która też grała w tym spektaklu. I to było nieco krępujące, zwłaszcza że miałam 15-16 lat, nie było jeszcze tej świadomości, by rozdzielić świat teatru od tego realnego.

Chciałam być w teatrze, ale tak, żeby ludzie na mnie nie patrzyli.

204: Twoja mama jest aktorką. Czy pomagała Ci wykreować, zrozumieć tę postać? E.L.: Ona starała się nie narzucać mi swojej interpretacji,

No. 2/2016

6


Musimy porozmawiać 204: Masz to we krwi (śmiech). W wieku szesnastu lat czekało na Ciebie kolejne dosyć wielkie wyzwanie – wyjazd na studia do Polski. Jak się czułaś w Warszawie?

Moja narodowość a paszport to są dwie różne kwestie, bo mogłabym mieć nawet australijski a wciąż czułabym się Polką, tylko że musiałabym tam wyjeżdżać, by zagłosować (śmiech). Staram się do siebie nie podE.L.: Ja się wtedy cieszyłam, że się wyrwałam. Dopie- chodzić na zasadzie „Jaka ja jestem wielka, pochodzę ro teraz rozumiem, że byłam wtedy jeszcze małym ze Lwowa”. Tak jest po prostu. To jest pewien bagaż dzieckiem. Podziwiam rodziców, że pozwolili mi wyjechać doświadczeń, pewna kultura, ale to nie wywyższa ani nie poniża. tak daleko w tak młodym wieku. 204: Nie czułaś się obca? E.L.: Ja się czułam tutaj obca z tytułu tego, skąd przyjechałam, a tam się czułam obca z tytułu tego, kim jestem. I zawsze miałam takie uczucie, że jestem wszędzie obca, taka niczyja. Jeśli chodzi o narodowość, to jestem Polką ze Lwowa, kresowianką. Dorastałam wśród polskiej społeczności tego miasta i to jest coś, czego nie da się wytłumaczyć, bo ukraiński był na lekcjach ukraińskiego i literatury, w urzędach, na poczcie, w sklepie, na podwórku. Pamiętam, jak latałam od moich ukraińskich koleżanek do mamy i pytałam: „Mamo, a jak po ukraińsku powiedzieć „Jak się nazywasz?” Potem biegłam na podwórko, pytałam i znowu do domu, i: „Mamo-mamo, a jak zapytać „Ile masz lat?” Takie były moje pierwsze lekcje ukraińskiego.

204: Grałaś w teatrze we Lwowie, a kiedy dostałaś się na studia, to pewnie kontynuowałaś karierę aktorki? E.L.: Jak przyjechałam do Warszawy, to miałam taką wizję siebie, że będę się rozwijać aktorsko, rzucę świat na kolana i zostanę wielką artystką (ironicznie). I jako biedna szesnastolatka poszłam szukać tego teatru. Pierwsze, co mi się trafiło, to teatr Hybrydy i Teatr Akademicki, lecz w żadnym nie zatrzymałam się na dłuższy czas. Do Akademickiego dostałam się tylko na rozmowę, w Hybrydach natomiast miałam nawet swój projekt, lecz jakoś to się ostatecznie rozmyło. Pewnego dnia jednak moją uwagę przykuło ogłoszenie na wydziale Polonistyki, że trwają przesłuchania do teatru, który wówczas nazywał się Millenius, i właśnie w tym zespole (obecnie – Teatr Polonistyki

Archiwum prywatne

No. 2/2016

7


Musimy porozmawiać r. przez NKWD do momentu założenia munduru armii generała Andersa. Tylko że nie przewidziałam tego, że za miesiąc wyjeżdżam do Warszawy – we wrześniu zaczynałam zajęcia w policealnej szkole medycznej, więc faktycznie mieliśmy trochę więcej niż dwa tygodnie, by poukładać scenariusz, a później się zaczęły próby przez Skype ‘a. 204: Jak wyglądały te próby? E.L.: Ja czytałam tekst reżyserowi i razem poprawialiśmy emocje, intonacje. I wreszcie nadszedł dzień wyjazdu na festiwal „Monowschód” w Wilnie, na potrzeby którego tworzyliśmy ten monodram. Wszyscy się spotkaliśmy w Przemyślu, bo właśnie tam mieszkał wówczas mój reżyser. Jak jechaliśmy, to zmienialiśmy jeszcze kolejność scen, niektóre poprawialiśmy, niektóre nawet kasowaliśmy, z całego akapitu robiliśmy jedno zdanie. Pamiętam, że kierowcy, którzy słyszeli, że na końcu autobusu przez te całe 12 godzin trwała pełna podekscytowania konwersacja typu: „To sklejamy! To skrócimy! To wyrzucamy!” – powiedzieli, że nie wierzyli, że to się uda. Myśleli, że przyjedziemy i będzie klapa, bo kto zapamięta te tysiąc scen nagle pozamienianych.

Archiwum prywatne

im. Eligiusza Szymanisa) występuje od pierwszego roku studiów aż do dziś.

204: Jak publiczność zareagowała na spektakl?

204: Granie jakich ról sprawiało Ci największą przyjemność?

E.L.: Publiczność odebrała ten spektakl na poważnie, co było bardzo istotne, bo na widowni w większości siedziały młode osoby i na poprzedni monodram, który opowiadał historię kobiety przeżywającą aborcję, ci młodzi widzowie reagowali śmiechem, chichotali, jakby w ogóle nie rozumieli tragedii tej kobiety. Reżyser bardzo się bał, że nie potraktują naszej sztuki na poważnie, ale pamiętam, że była cisza, a po niej – wielkie brawa.

E.L.: Zawsze dostawałam role komediowe, co mnie osobiście irytowało, bo byłam przekonana, że ja ze swoją wrażliwą naturą i poważnym podejściem do życia mogę grać tylko dramatyczne role. 204: Ile dramatycznych ról zagrałaś?

E.L.: Ani jednej (śmiech). Ale to też jest ciekawe, bo odkryłam, że lubię grać komedię. Lubię grać idiotki czy takie postacie, które są natrętne albo kobiece. Po raz pierwszy zagrałam rolę dramatyczną w monodramie „Z domu niewoli”. To był rok 2012, spędzałam wakacje w domu i zaprosił mnie reżyser, by zaproponować zagranie monodramu. Generalnie byłam tego bardzo ciekawa, jak sobie z tym poradzę, więc się od razu zgodziłam. Poza tym był to spektakl oparty na prozie Beaty Obertyńskiej, Polki ze Lwowa, będący relacją z łagrowej tułaczki autorki. Faktycznie są to jej wspomnienia – od aresztowania w lipcu 1940

No. 2/2016

204: Spektakl był wystawiany w Wilnie, we Lwowie, w Opolu, w Warszawie... Jak się róźnią emocje przed i w trakcie grania spektaklu przed różną publicznością? E.L: Granie tego monodramu zawsze jest dla mnie silnym przeżyciem i za każdym razem emocje są inne niż poprzednio. Miałam kiedyś przyjemność zagrać przed siostrzeńcem Beaty Obertyńskiej. Widać, że to rodzina – bo widać było tę kulturę osobistą, ten pewien rodzaj wychowywania, dostojeństwa, spokoju i szacunku do drugiej osoby. To jest niesamowite i tego bardzo brakuje w tym współczesnym świecie,

8


Musimy porozmawiać

Żeby być kimś w teatrze, żeby stworzyć jakąś postać, musisz najpierw być sobą, dlatego że bez tego nic nie zrobisz, nie wykreujesz postaci, którą powinieneś zagrać. Może to jest tak oczywiste, że nie jest warte powtarzania, lecz ja tego nie rozumiałam, bo nie wiedziałam kim jestem. w którym wszyscy pragną być bardzo na luzie. Kontakt z takimi ludźmi jak pan Kacper Pawlikowski, jest potrzebny, bo ustawia do pionu wszystkich tych, którzy się kojarzą z imprezowaniem, z byciem „spoko” i się nagle okazuje, że wartość kryje się gdzieś w środku. To jest coś, do czego chciałabym dążyć – do takiej postawy wobec ludzi i świata. Im bardziej jesteś inny, tym jest fajniej. W wieku 23 lat powinno się o tym wiedzieć i mieć pewność siebie, ale ja wciąż poznaję siebie i świat i wydaje mi się, że teatr w tym również pomaga: uczę się swoich reakcji, własnego sposobu przekazywania i przeżywania emocji. Także tego, że w pewnym momencie ktoś może reagować inaczej, zwłaszcza podczas kreacji nowej postaci, która reaguje na coś zupełnie inaczej, niż Ty byś zareagował. W teatrze też odkryłam, że mam prawo być sobą. Polecam ludziom, żeby szukali dla siebie miejsca, w którym mogą się nad sobą zastanowić. Dla mnie takim miejscem był i pozostaje teatr. Spotkanie z samą sobą. Kiedy masz świadomość, że musisz coś pokazać, a żeby coś pokazać, musisz najpierw wiedzieć kim jesteś.

lecz ja tego nie rozumiałam, bo nie wiedziałam kim jestem. Moje wielkie szczęście polega na tym, że dożyłam momentu, w którym zaczęłam się naprawdę sobą interesować, poznawać jaka jestem. 204: Masz może pewną publiczność, dla której lubisz grać najbardziej? E.L.: Bardzo lubię grać dla lwowskiej publiczności, Archiwum prywatne

204: Czy odkryłaś dla siebie jakąś „receptę na sukces” po tylu latach spędzonych w teatrze? E.L.: Teraz jest miejsce na moją prywatną wielką mądrość, którą wymyśliłam wiele lat temu, ale dopiero później zrozumiałam! Żeby być kimś w teatrze, żeby stworzyć jakąś postać, musisz najpierw być sobą, dlatego że bez tego nic nie zrobisz, nie wykreujesz postaci, którą powinieneś zagrać. Może to jest tak oczywiste, że nie jest warte powtarzania,

No. 2/2016

9


Musimy porozmawiać bo ona jest bardzo miła, a szczególnie lubię grać dla starszych osób, bo one mają taką niesamowitą wrażliwość i taką wiedzę o świecie, że mam czasem wrażenie, że więcej z tych spektakli rozumieją. Idą do teatru, ponieważ chcą faktycznie coś przeżyć. Za kilka dni będę grała dla kombatantów i to jest bardzo wzruszające, bo zagram dla ludzi, których to rzeczywiście dotknęło lub spotkało kogoś z ich bliskich. Boję się takich spektakli. Czuję się troszeczkę jak intruz. Mam dwadzieścia parę lat, gram czterdziestolatkę, a przede mną siedzą ci, którzy tego doświadczyli. I co ja mogę wiedzieć o tym? Tylko tyle, ile potrafię sobie w głowie przefiltrować, co potrafię wysłuchać. I też zawsze ludziom się włącza taki tryb wspominania i oni bardzo często chcą się podzielić ze mną swoimi wspomnieniami. Dla mnie to jest wzruszające, a zarazem trudne, bo ja to naprawdę bardzo przeżywam. Podczas pierwszych spektakli płakałam, a reżyser mnie pytał: „Dlaczego płaczesz?” A ja odpowiedziałam, że płaczę i koniec. I dopiero wtedy, jak przestałam, zaczęła płakać publiczność. W sumie nie wiem, czy to jest dobre – doprowadzać do płaczu ludzi w takim wieku. (śmiech)

204: Czy uważasz, że ten monodram można uważać za polityczny? E.L.: Może historyczny, ale zdecydowanie nie polityczny. Świat polityki jest budowany na skrajnościach. I to jest straszne, bo to jest teatr w tym gorszym znaczeniu. Pewna zależność i pewna gra. Musisz bardzo dobrze znać jej reguły, być wytrawnym graczem,

by w nią zagrać, a mi się nie chce (śmiech). Nie wiem też, czy w sztuce można być do końca szczerym, bo niby trzeba i na tym sztuka polega, ale niestety ona też się w pewnym momencie upolitycznia . Też się boję, że monodram może być wykorzystywany jako właśnie narzędzie polityczne. Z kolei ten, nad którym teraz będę pracowała z koleżanką, może być wykorzystywany w drugą stronę. I bądź tu mądry, nie zostań zaszufladkowany. Bardzo bym chciała zachować niezależność jak Szwajcaria. Żeby nikt mnie nie „dopowiadał", jaka ja jestem albo jaka powinnam być. 204: Na koniec – pytanie, które jako studentka filologii polskiej muszę zadać: czy istnieje praca po polonistyce ? E.L.: Nie wiem. Nic mi o tym nie wiadomo (śmiech). Ale naprawdę warto robić to, do czego czujesz powołanie. Studiowanie tylko po to, by mieć papierek, to stracony czas. Praca nie jest oddawaniem tych ośmiu godzin komuś. Ona polega na życiu, byciu w tym czymś, co cię zajmuje. Inaczej będziesz miał cały czas poczucie, że jesteś w niewłaściwym miejscu, że tracisz coś, że coś cię omija. Wtedy warto się zastanowić, gdzie chciałbyś być. I iść tam małymi kroczkami. Nie mam na myśli że warto natychmiast rzucić to wszystko, zwłaszcza jeśli musisz sam się utrzymywać. Lecz warto szukać innych rozwiązań. Chociażby kurs weekendowy. Potem będzie następny. Ode mnie też wszyscy chcieli, bym wiedziała już teraz kim jestem i co chcę robić. A ja nie wiedziałam. Po prostu czasami trzeba sobie samemu dać luz i czas. Archiwum prywatne

No. 2/2016

10


Musimy porozmawiać

Chrześcijaństwo Skuteczność Patriotyzm Z księdzem Józefem Majem, kapelanem Niezależnego Zrzeszenia Studentów, rozmawia Maciej Witkowski.

© NZS UW

Magazyn 204: Ksiądz jest naszym kapelanem już od 35 lat. Czy zastanawiał się ksiądz kiedyś, jak potoczyłaby księdza posługa, gdyby nie było NZS-u, gdyby ksiądz nigdy się nie związał z naszą organizacją? Ksiądz Józef Maj: Ciekawe pytanie. Bez wątpienia jest to znamienne w moim życiu. Najpierw były te struktury młodzieżowe, które istniały też przed 1980 rokiem, a potem z tego wyszedł NZS i cała ta historia pierwszego NZS-u. NZS ma różne fluktua-

No. 2/2016

cje, ale cała ta piękna historia wokół pierwszego NZS-u, której obrazem szczególnym jest postawa młodzieży NZS-owskiej wobec Okrągłego Stołu, to niewątpliwie w moim życiu jest znamienne zaangażowanie. Znamienne, dlatego że pozwoliło mi utrzymać pewną wrażliwość osobową na sprawy, które się działy w społeczeństwie – spójną z wrażliwością młodego pokolenia. I to było bardzo ważne, bo w młodym wieku zawsze są wyższe formy wrażliwości osobowej. To jest bardzo charakterystyczne dla młodego wieku

11


Musimy porozmawiać i człowiek, który w młodym wieku nie przeżywa tego typu zaangażowania, wynikającego z takiej wrażliwości, na starość jest świnią. Mnie się wydaje, że dzięki mojemu zaangażowaniu w sprawy NZS-u, zachowałem bardzo ważny wymiar wrażliwości osobowej. 204: Wspominał ksiądz o ludziach z pierwszego i drugiego pokolenia NZS-u. Gdy ksiądz teraz obserwuje, jak oni się rozwinęli w dorosłym życiu, to czy czuje ksiądz dumę z tego, co osiągnął NZS, czy coś dało by się zrobić lepiej? J.M.: Są rzeczy, które są trwałe w NZS-ie. Tym co mi się podoba, jest poczucie niezależności. To bardzo ważne, bo to przełożenie na język aktualny pewnej dumy, godności bardzo ważnej w młodym wieku. I tak samo to, mniej czy bardziej udolne, przygotowanie młodych ludzi do życia publicznego. Ważne jest, że NZS gromadzi ludzi zaangażowanych społecznie, co nie jest takie proste, gdyż widoczna jest absencja, ucieczka od zaangażowania publicznego. Natomiast co innego losy tego wszystkiego, pewna lekkomyślność, cały ten dług, który NZS miał do spłacenia jest obrazem nie-

Fot. Radio WNET (CC BY 2.5 PL)

No. 2/2016

frasobliwości w postawie, nie liczenia się ze skutkami pewnych decyzji i postaw. Nie podoba mi się również, że niektórzy członkowie NZS-u, jeżeli weszli w życie publiczne, zapominają o źródłach, o swoim pierwotnym zaangażowaniu, szczególnie w wymiarze patriotyzmu. Mnie to bardzo drażni, ten kosmopolityzm niektórych, taka miękkość, jakby o tę Polskę to mieli dbać aniołowie z nieba, a nie my żyjący tu na tej ziemi. Przecież to jest nasz obowiązek, dbania o to, co jest naszą Ojczyzną, we wszystkich wymiarach. Mnie to drażni, ale to tak już jest – i dobre i złe jest w życiu. 204: Ksiądz kiedyś wspomniał, że NZS opiera się na trzech filarach, - chrześcijaństwo, patriotyzm i skuteczność. Czy bez któregokolwiek z tych filarów NZS mógłby osiągnąć to, co mu się udało? Czy na przykład bez odniesienia do wartości chrześcijańskich NZS dalej by pozostał NZS-em, czy to by było już zupełnie co innego? J.M.: Tak, ja to powiedziałem na spotkaniu krajowym, że dzisiaj, jak ja patrzę na NZS, to pragnę żeby NZS był w zasadach - chrześcijański, w celowości - patriotyczny, a w praktyce - skuteczny. Dlaczego? Nie dlatego, że ja jestem księdzem, ale dlatego, że na tym targowisku idei, które dzisiaj przedstawia świat, nic równego chrześcijaństwu nie ma. Nie chcę tutaj oczywiście nikogo urazić ani zranić. To jest mój subiektywny sąd. Pisałem książkę o Łukaszu Cieplińskim i było takie spotkanie dwóch ogromnie wybitnych ludzi okresu II wojny światowej – Janosa Esterhazy’ego – polityka węgierskiego, najwybitniejszego, jakiego Węgry w XX w. dały i właśnie Łukasza Cieplińskiego. Obaj mówili o idei Chrystusowej, że trzeba było zrobić wszystko, co jest możliwe, żeby by w tym strasznym czasie II wojny światowej ocalić ideę Chrystusową, bo tylko ci, którzy o nią się oprą będą mogli twórczo pracować dla Polski czy dla Węgier. I było to bardzo ciekawe spotkanie. Ale i coś z moich doświadczeń. Proszę zwrócić uwagę, że ja jestem z tego okresu, kiedy już świadomie po 1956 roku oglądałem rozpad idei komunistycznej. Ludzie, którzy zobaczyli tę destrukcję komunistyczną, a byli komunistami, skakali z wysokich pięter Pałacu Kultury i Nauki. Tak kończyli życie komuniści, najczęściej młodzi ludzie, którzy zobaczyli nicość tego wszystkiego. Ja pamiętam rok 1968 i całą tę rewolucję moralną, którą Robert Marquez wszczął w całej Europie. Przecież to na moich

12


Musimy porozmawiać oczach dokonywał się ten rozpad idei moralnych. Później widziałem na własne oczy rozpad etatyzmu komunistycznego – to już dzisiaj mało kto rozumie i pamięta, że przecież komunizm miał być na 1000 lat. Przecież to nie miała być formacja na lat 50 i na moich oczach się to wszystko rozpadało. A na co my patrzymy dzisiaj? Na rozkład idei Okrągłego Stołu. Ja przez lata mojego życia bez przerwy patrzę na takie windowanie różnych ludzkich mniemań, a potem na ich upadek. I to jest przyczyną tego, że we mnie przeświadczenie o wartości i trwałości idei chrześcijańskich nie jest takie sobie przypadkowe. Ono wyrasta z mojego osobowego doświadczenia. 204: Jak ksiądz widzi przyszłość NZS-u? Jak NZS jest przygotowany do wyzwań, które niesie przyszłość? Czy wymaga jakiegoś przedefiniowania misji, czy powinien pozostać przy tym, czemu jest wierny od początku istnienia? J.M.: Ja patrzę na NZS z pewną nadzieją, ale ta nadzieja jest uwarunkowana. Mnie się wydaje, że jeśli młodzież z NZS-u będzie wierna ideom – tym ideom, które legły u podstaw, kiedy NZS się tworzył, to zawsze będzie potrzebna społecznie. Bo jest sprawą bezsprzeczną, że mimo poniewierania ideałów, sprzeciwu wobec ideałów, jest za co dziękować Bogu. Ja patrzyłem na różne sytuacje NZS-u w różnych okresach – przecież to już jest trzydzieści parę lat. To na życie Polski jest mało, ale na życie jednego człowieka, to est ogrom czasu. Więc ja patrzę na NZS także jako na moje osobiste doświadczenie. Ja nigdy się nie czułem „poza NZS-em”. Ja się zawsze czułem w ogromnej wspólnocie z NZS-em. Od początku aż po dzień dzisiejszy jest tak, że jestem pośród was w sposób na-

turalny, jakby to było moje miejsce życia. Tak na to patrzę. Wydaje mi się, że może potrzeba by było większej ekspansji liczebnej NZS-u w skali kraju, bo Bóg jeden wie, jakie przyjdą lata i jakie przyjdą potrzeby dla Polski. Ale czuję to, że dla Polski przychodzą lata podobne jak te 20. XX wieku. Potrzeba ludzi, którzy mogliby się zaangażować w budowę – w tworzenie Polski w sposób odpowiedzialny, nie sprzedajny. To co jest okropne bolesne w tym pokoleniu starszym od was, to prywata. Dlatego potrzebny jest NZS – młode pokolenie, które by służyło Polsce uczciwie – nie mówię gratis, ale uczciwie. I właśnie o taki NZS się modlę. Zawsze się za was modlę, nigdy o was nie zapomnę. Modlę się za NZS, który mógłby wychować ludzi, którzy by uczciwie służyli Polsce. 204: Ksiądz wspomniał o tej uwarunkowanej nadziei dla NZS-u. To co może być największą przeszkodą dla NZS-u w najbliższych latach i jaką ksiądz miałby radę na przyszłość? J.M.: Mówiłem o tym kiedyś na Dniach Skupienia. List św. Jakuba jest genialny. Widać w nim pobożność, która nie jest wcale takim ckliwym wzdychaniem. Pobożność jest trudną postawą osobową wobec Boga. Czysta i bez skazy polega na zachowaniu siebie samego od wpływów świata, żeby nie ulegać temu, co niesie ten świat. Podczas spotkań na SGH-u zadawano mi takie pytania – Polska poradziła sobie z komunizmem, ale czy poradzi sobie z tym, co niesie cywilizacja zachodnia? I to jest problem – zachowanie siebie od wpływów świata. Jeżeli będą umieli być sobą, w oparciu o zasady i w oparciu o to dobro, które my znamy z naszej polskiej historii, to ja jestem spokojny.

Dlatego potrzebny jest NZS – młode pokolenie, które by służyło Polsce uczciwie – nie mówię gratis, ale uczciwie. I właśnie o taki NZS się modlę.

No. 2/2016

13


Studencki Insider Fot. Eugene Kaspersky (CC BY-NC-SA 2.0)

Gdzie pracują

studenci dzienni? Wyprowadzka na studia z miasta rodzinnego często jest ekscytującą przygodą, która wzbogaca nas o nowe doświadczenia. Niestety czasem bywa tak, że po zachłyśnięciu się nowym trybem życia dochodzi do przykra, szara rzeczywistość która uświadamia nam,

że

wsparcie

finansowe

rodziców

nie

zawsze

jest

wystarczające.

Najrozsądniejszym rozwiązaniem jest znalezienie pracy, co jest nie lada wyczynem dla studentów dziennych, którzy większość dnia spędzają na zajęciach. Studia dzienne i praca? To niemożliwe! Wbrew powszechnej opinii, pogodzenie pracy z codziennymi zajęciami na uczelni jest jak najbardziej wykonalne. Potrzebne są tylko chęci oraz umiejętność zarządzania czasem. Jednak każdy z nas powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest dla niego ważniejsze - nauka, czy praca? Jest to istotne pytanie, bo jeśli nie będziemy umieli wskazać jednej rzeczy to na pewno obydwie te sfery prędzej czy później ucierpią. Jeśli decyzja zapadła, możemy zacząć poszukiwania pracy idealnej, która nie byłaby powodem niezaliczenia sesji. Jako studenci dzienni musimy pokonywać fizyczną barierę pogodzenia pracy z zajęciami, które często trwają od rana do wieczora. Może się okazać, że pomimo naszej wiedzy pogłębionej na ćwiczeniach oraz wykładach, jesteśmy w porównaniu do studentów zaocznych na przegranej pozycji, gdyż nie posiadamy

No. 2/2016

doświadczenia zawodowego. Z tego względu najlepiej byłoby, gdybyśmy zaczęli pracę jak najwcześniej. Najodpowiedniejszym momentem wydaje się drugi czy trzeci rok studiów. Niegłupim pomysłem jest też podjęcie indywidualnego toku studiów, który znacznie ułatwiłby nam start na rynku pracy. Pierwsza praca prawie nigdy nie jest związana z kierunkiem studiów, jednak nie jest tajemnicą, że byłby to jej duży plus. Oprócz korzyści takich jak szansa pogłębienia zainteresowań, dochodzą takie aspekty jak możliwość zaprezentowania doświadczenia zawodowego przyszłemu pracodawcy oraz udoskonalenie umiejętności zarządzania własnym czasem czy odpowiedzialności za powierzone działania. Łączenie studiów z pracą zarobkową to dla studenta coraz częściej konieczność. Daje nie tylko możliwość zarobienia pieniędzy na studenckie życie, ale również pozwala na zdobycie pierwszych doświadczeń zawodowych, które pozwolą poprawić

14


Studencki Insider swoją przyszłą pozycję na rynku.

Aby nie być gołosłowną przytoczę też kilka statystyk. Według danych GUS dwóch na pięciu studentów dziennych pracuje. Dodatkowo do tego dochodzą studia doktoranckie, podczas których ok. 60 proc. studentów prowadzi aktywność zawodową poza obszarem akademickim. Doktoranci poszukują zazwyczaj pracy zbliżonej do realizowanego kierunku studiów, bądź pisanej przez nich pracy. Nastawienie pracodawców

Według danych GUS dwóch na pięciu studentów dziennych pracuje. Jest też druga strona medalu. Nie każdy pracodawca jest przychylnie nastawiony do studentów. Nieraz można znaleźć w Internecie ogłoszenia o pracę z dopiskiem „ studentom dziękujemy”. Skąd ta niechęć ? Zdarza się, że studenci uważają się osoby wyjątkowe, które mają wygórowane oczekiwania co do pracy. W takim przypadku pracodawca mając do wyboru studenta i osobę niestudiującą, ale mającą za to mniejsze oczekiwania wybierze tę drugą. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej z managerką jednego z barów szybkiej obsługi dowiedziałam się, że zdarzało się, że osoby studiujące dziennie po zatrudnieniu decydowały się na pracę w weekendy po 10-12h, a po jakimś czasie rezygnowały, tłumacząc się trudnościami z pogodzeniem pracy weekendowej ze studiami. Wszystko zależy od pracy jakiej szuka student oraz od tego, co studiuje i na którym roku. Dla pracodawców zazwyczaj problemów nie stanowią studenci 4. czy 5. roku, ponieważ ci są bardziej dyspozycyjni i mogą więcej czasu poświęcić na pracę.

Z własnego doświadczenia wiem, że z nastawieniem potencjalnych pracodawców jest różnie. Nie każdy przychylnie patrzy na status studenta dziennego. Chcąc pracować w firmie lotniczej zajmującej się naziemną obsługą pasażerską, zostałam zdyskwalifikowana ze względu na fakt, że studiuję dziennie i w tygodniu mam tylko jeden dzień wolny. Nie pomogła znajomość języków ani inne umiejętności. Z obserwacji mogę śmiało stwierdzić, że w relacji pracodawcastudent wszystko jest kwestią porozumienia. Potencjalnemu pracodawcy zależy, żeby mieć kompetentnego pracownika, a studentowi, żeby mieć płynność finansową oraz na dobrej pracy. Pomimo dużej elastyczności jaką muszą wykazać się pracodawcy, studentów zatrudniają chętnie. Korzyści mają obie strony. Pracodawca zatrudniając studenta na umowęzlecenie, nie musi odprowadzać składek ubezpieczeniowych, natomiast student oprócz wynagrodzenia zyskuje cenne doświadczenie oraz możliwość wpisania go do CV. Już nikt nie myśli, że studenci zaoczni mo- A może własna firma? gą bez problemu pogodzić naukę z pracą. To jedno z najbardziej ryzykownych posunięć jakie Fot. Jeffery Simpson (CC BY-NC-SA 2.0)

No. 2/2016

15


Studencki Insider

Fot. Nick Sherman (CC BY-NC-SA 2.0)

może zostać wzięte pod uwagę przez studenta dziennego. Jednak zdarzają się osoby, którym i to się udaje. Studenci, którzy mają pomysł na własną działalność mogą skorzystać z pomocy organizacji wspierających młodych przedsiębiorców. Działające przy szkołach wyższych Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości oferują studentom pomoc w każdej dziedzinie związanej z założeniem firmy. Student decydujący się założyć firmę w ramach inkubatora nie jest zobowiązany do rejestracji działalności w urzędzie gminy ani do opłacania składek ZUS. Należy mieć na względzie, iż w takiej sytuacji nie będą realizowane ubezpieczenia zdrowotne i emerytalno-rentowe. Plusem jest to, że osoba posiadająca status studenta może korzystać z bezpłatnej opieki zdrowotnej ze względu na fakt ubezpieczenia przez rodziców bądź uczelnię. Do założenia firmy w ramach inkubatora wystarczy złożenie wniosku do wybranego Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości. Jednak, żeby założyć firmę nie trzeba liczyć na AIP. Wystarczy złożyć odpowiedni wniosek o założenie działalności i dokonać rejestracji,. Następnie w ciągu 7 dni od zarejestrowania należy wypełnić zgłoszenie do ubezpieczenia emerytalnego, rentowego, wypadkowego, zdrowotnego oraz chorobowego i złożyć w ZUSie. Student opłaca składki w takim samym wymiarze jak inni, jednak przez pierwsze dwa lata istnieje

No. 2/2016

możliwość płacenia niższych składek. Ze słowem” założenie firmy” większości kojarzy się, że trzeba mieć X funduszy na start. Owszem, dobrze by było, ale jak wiadomo student dzienny, który wcześniej nie pracował i nie posiada płynności finansowej umożliwiającej mu pokrycie kosztów związanych z założeniem firmy. Jednak jest rozwiązanie tego problemu, ponieważ istnieje kilka możliwości pozyskania funduszy na działalność. Można uzyskać do 80. tys. w formie: - pomocy bezzwrotnej (40 tys. - z programów unijnych POKL) - preferencyjnego kredytu (40 tys. - z programu rządowego)

Dodatkowo możesz ubiegać się o wsparcie pomostowe - ok. 1100 PLN miesięcznie przez okres 6 miesięcy i ewentualnie później przedłużać wsparcie o kolejne 6 miesięcy. Możliwości jest wiele, wystarczy tylko podjąć właściwą decyzję i być konsekwentnym w działaniu, nieważne czy chodzi o założenie firmy czy podjęcie pracy. Mit, że studenci dzienni nie mają życia poza zajęciami już dawno został obalony.

16

Agnieszka Salomon


Studencki Insider

Miejsca pierwszej

pracy studentów Fot. Rob Patrick (CC BY-NC-SA 2.0)

Pytając studentów o to, czym się zajmowali w pierwszej pracy, dostaliśmy wiele odpowiedzi wskazujących na to, że czasem - przy odrobinie wysiłku - można pogodzić pracę ze studiami, ważna jest jednak kwestia umiejętnej organizacji kalendarza oraz zarządzania czasem. Duża część z nich na początku przez jakiś czas zajmowała się:

Michael Sauers (CC BY-NC 2.0)

„Zawsze zwracam uwagę na to, żeby mieć zamkniętą maskę. Owszem, ma to swoje minusy, bo człowiek się bardziej poci, ale bycie "niewidzialnym" niewątpliwie dodaje pewności siebie!”

Kuba Praca łatwa i przyjemna przy rozdawaniu artykułów promocyjnych, przy degustacji. Zdecydowanym plusem wymienianym przez studentki jest możliwość okazyjnego zarobienia dużych pieniędzy.

Marcin Korepetycje - tu dużym plusem jest możliwość samodzielnego dopasowania godzin pracy. Minusem - problem dotyczący odprowadzania podatków od działalności.

No. 2/2016

17

Fot. Ideafilanda (CC BY-NC-SA 2.0)

„Głównie oblegane są języki obce oraz matematyka. Dotyczy to zarówno gimnazjum, jak i liceum. Uczniowie podstawówki raczej nie korzystają z korepetycji”


Studencki Insider

Ewa Opieka nad dziećmi. Zapotrzebowanie jest duże, jednak do tej pracy trzeba mieć serce oraz wziąć na siebie dużą odpowiedzialność.

Fot. Driton Avdyli (CC BY-NC-SA 2.0)

„Nie spodziewałam się, że cudze dziecko można pokochać jak własne!”

„Całkiem webski zawód!” Fot. SynergyHub (CC BY 2.0)

Ania Kto ma smykałkę do komputerów, programowania i tworzenia stron - takie zajęcie będzie dla niego przyjemnością.

Fot. www.audio-luci-store.it (CC BY 2.0)

„ Klienci są opryskliwi, często traktują nas - kelnerów - jako ludzi gorszej kategorii, nie licząc się z tym, że na co dzień studiujemy, a praca ta dla większości z nas jest tymczasową opcją, dzięki której można podreperować studencki budżet.”

Marika Niewdzięczna praca, w której często zdarza się, że klienci uważają młodych kelnerów za ludzi gorszych. Możliwość dopasowania grafiku jest niewątpliwą zaletą.

Fot. RachelC.Photography (CC BY-NC 2.0)

„Dzięki pracy w Mc’Donalds nauczyłem się szacunku do pracy oraz zarobionego pieniądza. Zgrany zespół zapewnił mi miłe wspomnienia z okresu, kiedy tam pracowałem.”

Bartek Są też osoby, które postanowiły podjąć pierwszą pracę w barach szybkiej obsługi czy sieciówkach i, co ciekawe, czas tam spędzony wspominają jako ciekawe doświadczenie, które wspomogło na ich dalszy rozwój.

Agnieszka Salomon No. 2/2016

18


Studencki Insider

Keep calm

and

study even smarter! W poprzednim numerze „Magazynu 204” przedstawiłam Wam niezbędny dla każdego studenta software i hardware, dzięki którym nauka może stać się przyjemniejsza i efektywniejsza. W tym artykule chcę z kolei zaprezentować strony internetowe, które z pewnością pomogą w lepszym organizowaniu czasu i nauki. Witryn takich jak te poniżej jest mnóstwo i nie trzeba długo szukać, aby wpaść na aplikację, która odmieni rutynowe czynności, czy sposób uczenia się. Ja wybrałam pięć tych, które wydają się wyjątkowo użyteczne. Spraw sobie multimedialny kalendarz!

W

szyscy ludzie sukcesu zgodnie przyznają, że prowadzenie kalendarza z zadaniami do wykonania na każdy dzień jest podstawą osiągnięcia celów i wykonania planów. Nie dość, że nie musisz denerwować się tym, że zapomnisz o ważnych wydarzeniach, to w dodatku nauczysz się dobrze zarządzać swoim czasem, co w dzisiejszych czasach jest niezwykle ważną umiejętnością. Jak może przy tym pomóc technologia? Idealnym narzędziem do prowadzenia swojego interaktywnego kalendarza jest „Todoist”. Na stronie internetowej twórców możesz za darmo wypróbować usługę, z której korzystają już miliony. Największe zalety tego kalendarza to: stały dostęp do zadań, możliwość współpracy przy zadaniach współdzielonych oraz minimalistyczny design, który nie rozprasza zbędnymi detalami.

złożonych tematów, a przy okazji nacieszą oko.

Zacznij myśleć inaczej dzięki mapom myśli!

Koniec z gubiącymi się papierowymi fiszkami!

Nauka przy użyciu map myśli została już doceniona przez wielu uczniów i studentów, będących wzrokowcami. Od dzisiaj nie musisz przejmować się, że nie masz zdolności artystycznych, albo masz brzydkie pismo. Dzięki „Coggle” stworzysz piękne i kolorowe mapy myśli, które pomogą ci w zapamiętaniu bardziej

Wszyscy wiemy, że jedynym z najlepszych sposobów nauki języków obcych jest przygotowywanie sobie fiszek. Problemem jednak jest ich papierowa forma, która sprzyja gubieniu i niszczeniu się karteczek. Nie możemy również na bieżąco monitorować naszych postępów w nauce. „Anki” skutecznie rozwiązuje

No. 2/2016

Dzięki „Coggle” stworzysz piękne i kolorowe mapy myśli, które pomogą ci w zapamiętaniu bardziej złożonych tematów, a przy okazji nacieszą oko.

19


Studencki Insider

Fot. Jeremy Brooks (CC BY-NC 2.0)

wszystkie te problemy. Dzięki wykorzystaniu multimedialnych fiszek zaczniesz uczyć się efektywniej, gdyż aplikacja wykorzystuje specjalny algorytm, który podpowiada użytkownikowi, jakie materiały trzeba częściej powtarzać, a jakie wymagają jedynie utrwalenia. Polskim odpowiednikiem „Anki” jest „Fiszkoteka”, która może się okazać użyteczna dla osób preferujących korzystanie z oprogramowania w języku polskim. Sposób na prokrastynację przy tworzeniu prac pisemnych! Strona „writtenkitten.co” jest idealnym rozwiązaniem dla osób, które mają problem z rozpoczęciem, ale także i dokończeniem pisania wszelkich wypracowań, artykułów i prac pisemnych. Po napisaniu 100, 200, 500 lub 1000 słów (sami ustalamy liczbę) w nagrodę użytkownikowi pojawia się zdjęcie kotka, króliczka lub innego pupilka. Jest to idealne rozwiązanie dla wszelkich miłośników słodkich zwierzaków mających problemy z dyscypliną przy pisaniu.

No. 2/2016

Obudź się w odpowiednim momencie! „Sleepyti.me” to z kolei kalkulator snu, który po wprowadzeniu odpowiednich zmiennych obliczy użytkownikowi najbardziej odpowiedni czas na pobudkę. Wszystko sprowadza się do tego, aby obudzić się między kolejnymi fazami snu, co spowoduje, że będziemy czuć się wypoczęci i pełni energii przez cały dzień. Kalkulator podaje nam kilka opcji pobudki co kilka godzin, przez co możemy wybrać tę, która najbardziej nam odpowiada, w zależności od tego, ile czasu możemy poświęcić na sen.

20

Aleksandra Baka


Trochę kultury!

Zakoloruj codzienne troski „Chodź pomaluj mój świat, na żółto i na niebiesko” - chyba każdy z nas zna te słowa refrenu piosenki zespołu 2 plus 1. A zastanawialiście się kiedyś, czy kolorowanie może służyć prawdziwemu odstresowaniu? Trend na ograniczenie stresu Fot. Jan Willemsen (CC BY-NC-SA 2.0)

Codzienne życie, zarówno młodszych jak i starszych, jest pełne stresujących sytuacji. Ludzie pragnąc odzyskać spokój, sięgają po coraz to nowsze techniki antystresowe. Jedną z nich są terapeutyczne kolorowanki dla dorosłych. Już od dłuższego czasu w sklepach papierniczych, księgarniach, kioskach czy na stronach internetowych możemy znaleźć wzory, które mają pomóc nam się zrelaksować. Kolorowanie jest prostym sposobem na wprowadzenie odrobiny kreatywności do codzienności.

Kolorowanie jest prostym sposobem na wprowadzenie odrobiny kreatywności do codzienności.

Co więcej, jest znacznie łatwiejsze niż rysowanie. Korzystając z przygotowanych wzorców kolorowanek, mamy pewność, że efekt końcowy pracy będzie estetyczny. Korzyści W sytuacji stresowej sięgaj po….kredki. Dzięki terapeutycznym kolorowankom powracamy

No. 2/2016

21


Trochę kultury! do wspomnień z dzieciństwa, przenosimy się w świat marzeń i wyobraźni, zapominając na chwilę o naszych codziennych problemach i obowiązkach. Pomagają nam one rozbudzić potencjał twórczy. Zamalowując kolejne pola wyciszamy się i uspokajamy nasze rozbiegane myśli. - Kolorowanki terapeutyczne sprawiły, że wróciłam do najwspanialszych wspomnień z dzieciństwa! Dzięki skupieniu się na kolorowaniu szczególnie jakichś trudnych, skomplikowanych, składających się z małych części wzorów przestałam myśleć o codzienności, poczułam się zrelaksowana - wyznaje Marcelina.

Kolorowanki mają także pozytywny wpływ na koncentrację, ponieważ skupiamy całą naszą uwagę na konkretnej czynności. Każdemu z nas zdarza się rysować na marginesach abstrakcyjne motywy – badania wykazały, że może to poprawić odbiór ważnych treści nawet o 30%! Korzystanie ze specjalnie przygotowanych wzorów daje jeszcze lepsze efekty. Bogactwo wzorów Tematyka kolorowanek jest bardzo zróżnicowana, niewątpliwie każdy znajdzie coś dla siebie. Najbardziej popularne są motywy zwierzęce oraz roślinne, znajdziemy także kolorowanki związane z jakiś miastem, krajem lub kulturą np. orientalną.

Fot. eltpics (CC BY-NC 2.0)

No. 2/2016

22


Trochę kultury!

Fot. Snebtor (CC BY-NC 2.0)

Niektóre wzory mają także dodatkowe zastosowanie, Studencka. Już po raz trzeci organizuje ją Wydział Psym.in. mogą pomóc w walce z bezsennością. chologii UW . W tym roku odbędzie się ona w dniach 15-22 maja. Do Warszawy przyjedzie kilkudziesięciu Kolorowanki vs. artterapia uczestników z całego świata. Podczas tego tygodnia Wiele osób sądzi, że kolorowanki to forma artterapii, odbędą się wykłady, które są częścią otwartą dla osób czyli terapii poprzez sztukę. Z całą pewnością nie zainteresowanych oraz warsztaty dotyczące różnych są one tak skuteczne jak warsztaty, ponieważ nie zastą- dziedzin psychologii. Na po popołudnia i wieczory pią kontaktu ze specjalistą, psychologiem.. Zasadnicza zaplanowane są liczne atrakcje, bo jak wiadomo cele różnica polega na tym, że podczas terapii pacjent tej konferencji nie są wyłącznie naukowe. WGI na różne sposoby przedstawia swoje odczucia. Artera- ma służyć wymianie kulturowo-językowej, umożliwić peuta bazując na swojej wiedzy doradza każdemu studentom integrację i wymianę doświadczeń związaną indywidualnie jak wybrać odpowiednie medium pla- ze studiowaniem w różnych krajach świata. styczne. W przypadku proponowanych, gotowych wzorów kolorowanek każdy decyduje tylko samodzielnie o doborze kolorów i ich odcieni, co znacznie zawęża Magdalena Sibicka możliwość wyrażania wszystkich emocji. WGI 2016 Wszystkich fanów ciekawostek psychologicznych z pewnością zainteresuje tegoroczna edycja „Warsaw Goes International”, czyli Międzynarodowa Konferencja

No. 2/2016

23


Trochę kultury! Materiały promocyjne filmu

Randki w sieci, czyli... nowy sposób na znalezienie

miłości! Ostatnimi czasy bardzo popularne stały się aplikacje towarzysko–randkowe. Ludzie bez względu na status społeczny czy wiek ściągają aplikacje szukając tam różnego typu relacji: jedni robią to z ciekawości, drudzy szukają przygodnych znajomości, zaś trzeci…miłości? Doskonałym obrazem randkowania w świecie wirtualnym jest komedia Mitji Okorna „Planeta Singli”.

No. 2/2016

24


Trochę kultury! Film przedstawia historię Ani - dwudziestokilkuletniej nauczycielki muzyki z jednej ze szkół podstawowych. W życiu niestety nie można mieć wszystkiego, czego Ania jest doskonałym przykładem: realizuje swoją pasję, którą jest muzyka, jednak brakuje jej miłości i ciągle kłóci się ze swoją matką. Pewnego pięknego dnia poznaje Tomka, przystojnego prezentera telewizyjnego, z którym umówiła się za pośrednictwem aplikacji randkowej „Planeta Singli”. Już od samego początku Tomek przyznaje, że przyszedł na spotkanie dla żartu, a Ania jest zdesperowaną singielką z kotem poszukującą idealnej miłości w Internecie. W swym satyrycznym programie jako jeden z tematów spotkania wybiera właśnie randki w sieci, robi kukłę Ani i wyśmiewa ideały przez nią przedstawione. Po tym występie, młoda kobieta czuje się zażenowana i lekko upokorzona. Los sprawia, że pewnego razu znów wpada na Tomka. Początkowo kłócą się, jednak mężczyzna składa dziewczynie pewną propozycję. Ania ma od tej chwili za zadanie umawiać się przez aplikację na randki, dostarczać Tomkowi informacji na ich temat, po czym on wykorzystuje to w programie parodiując ludzkie zachowania. Od tego momentu Ania przeżywa różne

Już od samego początku Tomek przyznaje, że przyszedł na spotkanie dla żartu, a Ania jest zdesperowaną singielką z kotem poszukującą idealnej miłości w Internecie. sytuacje: od zabawnych po wręcz żenujące. Drugim ważnym wątkiem w filmie jest chęć rozbicia małżeństwa Oli i Bogdana poprzez założenie przez córkę Bogdana fałszywych kont obojga rodziców w aplikacji randkowej. Po pewnym czasie jednak Zosia żałuje tego co zrobiła i stara się pogodzić zwaśnionych rodziców. Podobnie ma się sprawa w przypadku Ani - po bardzo wielu Fotos z filmu

No. 2/2016

25


Trochę kultury!

Fotos z filmu

bliscy znajomi. Prawda jest taka, że udzie siedzący w aplikacjach randkowych często przewartościowują ich prawdziwe znaczenie. Nie traktują spotkań z aplikacji na równi ze zwykłym podejściem do kogoś w pubie i porozmawianiem z nim na luzie. Przychodząc na spotkania za pośrednictwem aplikacji od razu mają wyznaczony cel - znajdę tego jedynego/tę jedyną, znajdę przygodę na jedną lub kilka nocy itp. Zazwyczaj przez ten brak naturalności w relacji ludzie odczuwają zawód i frustrację, gdyż ktoś nie spełnił ich wyimaginowanych oczekiwań.

Zazwyczaj przez ten brak naturalności w relacji ludzie odczuwają zawód i frustrację, gdyż ktoś nie spełnił ich wyimaginowanych oczekiwań. zawodach i nieudanych randkach, Ania w końcu spotyka swojego wymarzonego mężczyznę i jest nim... Tomek. Dzieło Okorna jest doskonałym przykładem na to, że nigdy nie wiemy co może nas w życiu spotkać. Czasem osoba, która wydaje nam się z pozoru chłodna, niedostępna może okazać się naszą wielką miłością bądź prawdziwym przyjacielem. Tak było w przypadku Ani i Tomka. W filmie doskonale zostało zobrazowane życie pozorami pokolenia dzisiejszych 20-30 latków. Ludzie spędzający całe życie siedząc w ekranach swoich smartfonów zaniedbują często realne relacje takie jak rodzina czy

No. 2/2016

Aspektem, który najbardziej mnie urzekł w Planecie Singli jest jej nietuzinkowość na tle innych komedii romantycznych. Ukazane zostało tutaj doskonale jak w dzisiejszym świecie często wyglądają relacje międzyludzkie. Nie jest to kolejna schematyczna komedia, gdzie wszystko kończy się cudownie i cukierkowo, każdy każdego kocha i oczywiście bym zapomniała… każdy zarabia po 10 000 na miesiąc i nie ma problemów natury egzystencjalnej. W tym filmie są za to ludzie jakich obecnie jest tysiące w dużych miastach. Zmobilizowani, z miejskich ośrodków, nie widzący często nic poza karierą i ekranami swojego smartfona.

26

Kinga Potocka


Weekend w... Fot. Peter Haden (CC BY-NC 2.0)

Student w...

grodzie Kraka! Dlaczego akurat tam? Kraków to piękne miasto. Warto tu spędzić kilka dni. Odwiedzając je, możemy oderwać się od codzienności i poczuć niesamowitą atmosferę sztuki, historii, a nawet magii. Dzień pierwszy – Kraków Główny Z Warszawy do Krakowa najlepiej dojechać pociągiem lub Polskim Busem – za niewielkie pieniądze. Moja podróż w obie strony kosztowała dokładnie pięć złotych! Zdecydowanie warto polować na naprawdę tanie bilety! Połączenia są realizowane praktycznie przez całą dobę, więc bez problemu możecie dopasować wyjazd do swoich planów i możliwości czasowych. Krakowski dworzec autobusowy i kolejowy znajdują się obok siebie. W pobliżu mieści się Galeria Krakowska, a w odległości spaceru Starówka z mnóstwem hosteli, więc przy odrobinie szczęścia do swojego miejsca noclegu dotrzecie pieszo. Jeżeli preferujecie transport publiczny, również nie będzie problemu. Kraków jest naprawdę nieźle skomunikowany, tramwaje i autobusy przez całą dobę pozwalają na sprawne poruszanie się po mieście.

Polski w jednym miejscu!), zobaczycie Sukiennice i Kościół Mariacki, polecam wybrać się do MOCAK-u czyli Muzeum Sztuki Współczesnej. To obowiązkowy punkt programu dla każdego, kto choć trochę interesuje się tym, co w (bardzo) współczesnej sztuce piszczy. Muzeum to dwa piętra i kilka sal wystawowych podzielonych tematycznie. Możemy zobaczyć prace twórców obecnie pracujących w Krakowie, ale też dzieła artystów z całego świata. Obrazy, instalacje, materiały wideo – ogromna przestrzeń i zróżnicowanie tematyczne sprawia, że w Muzeum możecie spędzić nawet kilka godzin, ani trochę się nie nudząc. Wrażenia – nie tylko wizualne – gwarantowane!

Dzień drugi – Co? Gdzie? Jak?

O tradycjonalistów najlepiej zadba Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. Niezapomnianych wrażeń dostarczy wyjście do Podziemi Rynku, w których czeka ekspozycja na temat – a jakże! – wielowiekowej historii i tradycji miasta. Nie będę zdradzać więcej szczegółów – najlepiej zobaczcie to na własne oczy.

Kiedy już odbędziecie obowiązkową wycieczkę na Wawel (w końcu to symbol miasta i kawał historii

W sąsiedztwie wspomnianego MOCAK-u mieści się Fabryka Schindlera. Jest to multimedialne centrum

No. 2/2016

27


Weekend w... wystawowe upamiętniające tragiczne wydarzenia II wojny światowej. Ekspozycja to opowieść o Żydach, Polakach, a także o Niemcach. Pobyt w tym miejscu to niezwykłe doświadczenie, pozwalające lepiej zrozumieć polską historię i tożsamość. Wieczorem koniecznie odwiedźcie Kazimierz! Dawna dzielnica żydowska, obecnie wpisuje się schemat miejskiej przestrzeni artystycznej. Zanim zajdzie słońce możemy natknąć się na fragmenty wierszy i grafiki na murach, ścianach, podwórkach, a po zmroku koniecznie trzeba wybrać się do Alchemii, kultowego miejsca na mapie Krakowa. To klubopubokawiarnia, w której prawie codziennie dzieje się coś interesującego: koncerty, wieczory tematyczne, spotkania z artystami. Niełatwo o wolny stolik, ale jeśli się uda, napewno nie będziecie żałować. Oderwanie od rzeczywistości gwarantowane, nie tylko dlatego, że wejście do jednej z al prowadzi przez szafę… Dzień trzeci – Skoro już jesteśmy w Krakowie…

giem). Możemy wybrać wyjazd zorganizowany albo pojechać na własną rękę (polecam tę drugą opcję). Zwiedzanie kopalni soli ze względów bezpieczeństwa odbywa się w grupach z przewodnikiem i trwa kilka godzin. Po jego zakończeniu możemy spędzić pod ziemią jeszcze trochę czasu w restauracji lub w sali kinowej. Po Auschwitz-Birkenau najlepiej poruszać się z audio przewodnikiem. Teren poobozowy jest bardzo duży, dlatego na zwiedzanie trzeba przeznaczyć kilka godzin, jednak moim zdaniem warto. Wizyta w tak niezwykłym dla historii Polski miejscu, daje zupełnie nowe spojrzenie na wydarzenia, które miały miejsce w czasie wojny. Rozstania i powroty Zawsze przychodzi taki moment, że trzeba, nawet z najpiękniejszego miejsca, wrócić do rzeczywistości. Najważniejsze, żeby oprócz zdjęć i pamiątek, przywieźć ze sobą głowę pełną pomysłów, pasji i inspiracji. A zatem – udanego weekendu, nie tylko w Krakowie!

Jeśli już dotarliśmy do stolicy Małopolski, to być może warto zastanowić się nad krótką wycieczką do Wieliczki (pół godziny autobusem miejskim) albo Oświęcimia (nieco ponad półtorej godziny pociąFot. Ryanne Lai (CC BY-NC 2.0)

No. 2/2016

28

Natalia Świerczewska


Weekend w...

Fot. Marian B. (CC BY-NC-SA 2.0)

No. 2/2016

29


Inside NZS UW

No. 2/2016

30


Inside NZS UW

No. 2/2016

31


Magazyn 204 nr 2/2016 (2) kwiecień-maj  

Drugi numer czasopisma wydawanego przez NZS UW.

Advertisement