MADE IN Warmia & Mazury / 35 / czerwiec-lipiec 2019

Page 1

magazyn lifestylowy

bezpłatny

numer 35

czerwiec–lipiec 2019

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

JACEK WÓJCICKI

KIEDYŚ PODRÓŻNI CAŁOWALI SIĘ JESZCZE PRZY RĘKAWIE

MACIEJ ORŁOŚ

COFAJĄC CZAS, CHCIAŁBYM ZOSTAĆ KRÓLEM

IZABELLA

KRZAN WIZJA Z KORONĄ

WOJCIECH ŚMIESZEK ROZKRĘCIŁEM KULKĘ DZIĘKI HARCERSTWU

06/07



MAGAZYN LIFESTYLE’OWY O WARMII I MAZURACH LIMITOWANY. RĘCZNIE PISANY. BEZCENNY.

DZIEŃ DOBRY W tym sezonie wystąpimy jako mistrzowie Europy. Patrzycie teraz na nasze edytorialowe zdjęcie i zastanawiacie się z dziwną miną, czy ci dwaj umięśnieni i opaleni atleci faktycznie podbiją jakąś letnią dyscyplinę na poziomie. Anturaż prosto z piłki ręcznej plażowej, tego szalenie widowiskowego sportu, jest właśnie tym, czym was chcemy zaintrygować. I zdecydowanie będziemy na trybunach, może tylko ciut bardziej chwyceni słońcem. Dumni jesteśmy, że w naszym regionie kalendarz wydarzeń wypełnia się nie byle czym. Pustkę po światowej siatkówce plażowej Hotel Anders szybko zastąpił kolejnym hitem. Mistrzostwa Europy w plażowej piłce ręcznej aspirują do miana dyscypliny olimpijskiej. My, właśnie w tych niewielkich Starych Jabłonkach, możemy pomóc przypieczętować decyzję Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Czyż nie jest to piękne, że to u nas, na wyciągniecie ręki, dzieją się rzeczy, które wejdą do historii sportu? Ale najpierw też od siebie musimy coś dać – wesprzeć wydarzenie frekwencją. Za każdą z takich inicjatyw, które budują markę Warmii i Mazur, stoją ci, którym coś w duszy gra. Mają wewnętrzną ambicję, by walczyć – tak jak i sportowcy – ale na polu organizacyjnym. Wnieść coś w przestrzeń społeczną. Dać impuls innym, że bierne życie jest zwyczajnie smutne i ogranicza nam okazję do przeżyć, doświadczeń, poznawania wartościowych ludzi, miejsc, znajdowania inspiracji. Z drugiej strony każdy, kto coś w życiu zorganizował, nawet w niewielkiej skali, wie, że łatwo można wpaść w otchłań niepowodzenia, spotkać się z armią, która nie jest naszym sprzymierzeńcem, oraz bezkarnym hejtem, klikanym przez kogoś zakompleksionego zza winkla anonimowej klawiatury. Wspierajmy więc wydarzenia, korzystając z nich, bo to największa oznaka szacunku dla tych, którzy je nam zaoferowali. Którzy mają w sobie pokłady idei, są ryzykantami, przebojowymi, upartymi i pełnymi wiary. To oni kneblują usta tym, dla których z założenia „tu nic się nie dzieje”.

Redaktor naczelny

Wydawca

Podziękowania za pomoc w realizacji sesji dla Hotelu Anders w Starych Jabłonkach oraz Centrum Rekreacyjno-Sportowego Ukiel w Olsztynie. PS Rafał w czasie sesji wpakował Michałowi cztery bramki. Niunia potwierdza. Obraz: Agnieszka Blonka


SPIS TREŚCI

TREŚĆ MADE IN 22

48 RAZ, DWA, TRZY…

Szybki numerek z MADE IN

SHORT

Przy porannej kawie

PRZESTRZEŃ INSPIRACJI

Dzieje się: Kuźnia Społeczna

KULTURA

Polecamy Warmię i Mazury

RECENZJE

Kultura osobista

KULTURA

Szlak pod znakiem slow

POZA GALERIĄ

Nishowe kolory uczuć

POSTAĆ

Izabella Krzan

PRODUKTY

Galeria handlowa

WZORNICTWO

Dizajn przez dziurkę od klucza

WZORNICTWO

Dobrze przyprawiony biznes

ROLNICTWO I NAUKA

Jak odmienić kartofla

GODNE UWAGI

Dobre miejsca MADE IN

DOBRE MIEJSCE

Tak smakowały gospody warmińskie

DOBRE MIEJSCA

Dziko i bez zadęcia

TURYSTYKA

Na pograniczu przygody

EDUKACJA

Chcesz takiego absolwenta?

REKREACJA

Jak rozkręciłem kulkę

SPORT

Mistrzostwa integracji

SPORT

Kto nie był jeszcze w RIO?

TURYSTYKA

Dla każdego coś wodnego

BIZNES

Pomost lubi pływać

KURZĘTNIK

Gmina pełna biznesu

KURZĘTNIK

Mieszkaniowy cud: wszyscy zyskali

KURZĘTNIK

Czy Włodek naprawi jeziora?

KURZĘTNIK

Gracz twardszy od stali

JOLANTA BUKOWSKA Sekretarz redakcji jola@madeinwm.pl +48 733 408 350

70

006 008 010 012 016 018 020 022 030 032 033 034 036 038 040 042 044 045 048 050 052 054 056 058 060 062

064 066 068 070 072 074 076 078 080 082 085 086 088 090 092 094 096 098 099 100 102 103 104 106 112 114

92

96

Wydawca MADE IN Radzymiński & Bartoszewicz Redakcja w Kuźni Społecznej

WNĘTRZA Wbija w fotel

WNĘTRZE

Drugie życie starego drewna

NIERUCHOMOŚCI Okno na jezioro

+48 733 408 350 Olsztyn, ul. Marka Kotańskiego 1 redakcja@madeinwm.pl www.madeinWM.pl Redaktor naczelny Rafał Radzymiński, rafal@madeinwm.pl

WNĘTRZE

W kwadracie i ze złotem

NIERUCHOMOŚCI

Sekretarz redakcji Jolanta Bukowska, jola@madeinwm.pl

Przyjaciele domu

BIZNES

Wsparcie nie tylko na starcie

PRZEMYSŁ

Flakon z historią BIZNES Biznesowe śniadanie w Indiach, a na obiad niemiecka haxe

DOBRE MIEJSCE

Czas na rozwój, czas na rodzinę

REPORTAŻ

Reklama +48 733 408 350, reklama@madeinwm.pl Marketing i promocja Beata Argalska +48 537 177 133 beata.argalska@madeinwm.pl Patronaty, prenumerata, dystrybucja +48 537 177 133 beata.argalska@madeinwm.pl

Fala kobiecej mocy

CIAŁO

Piękno w rytmie aktywności

MEDYCYNA I NAUKA

Kultura Beata Waś, beata@madeinwm.pl

AURA KOBIET

Skład

MODA

Studio Gravite, Olsztyn

MODA

Projekt graficzny Agnieszka Tańska

LUDZIE

Foto Agnieszka Blonka Jakub Chmielewski Piotr Dowejko Jarek Poliwko Piotr Ratuszyński Arek Stankiewicz Łukasz Wajszczyk

Operacja made in Japan

Zielony promień zdrowia Krajobraz dobrze skrojony Kreacje podszyte pasją Rozmowy na schodach

AUTO

Dusza w ruchu

MĘŻCZYZNA & MASZYNA Zielono mi…

AUTO

Dla każdego coś lexusowego

Druk

Skala postępu

Przedsiębiorstwo Poligraficzne HAKUS Maria i Andrzej Kuśmierczyk sp. j.

AUTO

LISTA DYSTRYBUCJI DAWNO TEMU

Realizacja strony internetowej

I kto to wi(e)dział

KRĘCILI TU Odjazd

W DOBRYM TOWARZYSTWIE Lista obecności MADE IN

FOTORELACJA

Urodziny w sercu Kurpi

NAPISY KOŃCOWE Maciej Orłoś

BEATA WAŚ Dziennikarka beata@madeinwm.pl +48 575 888 366

BEATA ARGALSKA Marketing & events beata.argalska@madeinwm.pl +48 537 177 133

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za treść reklam nie odpowiadamy. Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. All rights reserved!



RAZ, DWA, TRZY…

SZYBKI NUMEREK Z MADE IN LICZBY, O KTÓRYCH MOGLIŚCIE NIE WIEDZIEĆ

136

SCHODÓW

1500 APARATÓW 1500 aparatów fotograficznych plus około 200 kamer, powiększalników i innych akcesoriów posiada w swojej kolekcji Wiesław Borowski z Biskupca. Najstarszy eksponat tej największej polskiej kolekcji fotograficznej to Kodak z 1884 roku.

136 schodów trzeba pokonać, żeby wejść na szczyt wieży olsztyńskiego zamku. Jej budowę zakończono pod koniec XIV wieku. Widok z ponad 20-metrowej wysokości w ciągu czterech letnich miesięcy odwiedza co roku średnio osiem tys. turystów.

OK. 150 WILKÓW Około 150 wilków żyje na terenie regionu. Zwierzęta zasiedlają rozległe kompleksy leśne, przede wszystkim Lasy Napiwodzko-Ramuckie, Puszczę Piską oraz Puszczę Borecką i Puszczę Romincką.

2,2 MLN BOCHENKÓW

20 MLN DRZEWEK 20 mln drzewek na prawie czterech tys. hektarów posadzą w tym roku leśnicy z nadleśnictw Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie. Najbardziej popularnym gatunkiem będzie sosna – 8,6 mln sadzonek, a reszta to m.in. 6,5 mln dębów i 1,3 mln buków.

6050 JEDNOSTEK 6050 jednostek to roczna produkcja czterech największych producentów łodzi i jachtów w regionie. Łączna liczba zatrudnionych w nich pracowników to 1890 osób.

2,2 mln bochenków chleba można byłoby upiec z pozyskanej mąki, gdyby największe w Olsztynie jezioro Ukiel było polem z pszenicą.

006

5926

OBIEKTÓW W REGIONIE

5926 obiektów nieruchomych w regionie wpisanych jest do rejestru zabytków. Wśród nich znajduje się pięć Pomników Historii. Rekordowe pod tym względem woj. dolnośląskie ma 8429 zabytków.

10 DRZEW SAKURA 10 drzew Sakura, czyli kwitnącej wiśni, zasadzono w kwietniu w olsztyńskim Parku Centralnym. Jeden z głównych symboli Japonii ma upamiętnić 100. rocznicę nawiązania oficjalnych kontaktów polsko-japońskich. Drzewa te kwitną około dwóch tygodni w roku – zwykle w kwietniu.

98 psów adoptowano z olsztyńskiego schroniska do końca marca tego roku, a przyjęto w tym czasie 82 psy i szczeniaki. W całym 2018 roku do schroniska trafiły 462 psy, a 433 znalazły nowy dom.

98

PSÓW



INFO

PRZY PORANNEJ KAWIE

Przez pięć miesięcy będzie m i e s zka ł n a o l s z t y ń s k i e j starówce i opisywał życie stolicy regionu. Marcel Krueger, Niemiec mieszkający w Irlandii, którego babcia pochodzi z Łęgajn, został pisarzem miejskim. Swoją funkcję na Warmii zawdzięcza stypendium Niemieckiego Forum Kultury. Od maja obserwuje życie mieszkańców, zgłębia lokalną historię związaną z jego rodziną i przelewa swe myśli na strony bloga: www.pisarz-miejski-olsztyn.com

SOSNA I MIÓD NA SERCE

Mają smak lasu i łąki. Sosnowo-miodowe lody „Made in Warmia & Mazury” wyprodukowane przez olsztyńską manufakturę Kroczek Lody Naturalne, znów będą rozpieszczać podniebienia w sezonie letnim. Na ich degustację 1 czerwca zaprosiliśmy podopiecznych Domu Dziecka w Olsztynie. Bo co można lepszego zaoferować dzieciom w ich święto, niż porcję radości, smaku i zdrowia?

FILMOWY DYPLOM Z WARMII

Pięćdziesięcioletni mężczyzna po odsiadce w więzieniu powraca w rodzinne strony. Lokalna społeczność chce go wykluczyć za zbrodnię popełnioną przez laty. W jego życiu pojawia się młoda, ekscentryczna kobieta i maluje obraz na stodole, znajdującej się na podwórku jego domu. Twierdzi, że pomoże on uleczyć mężczyznę z tajemniczej choroby. Ich relacja przeradza się w romans. To fabuła 30-minutowego dyplomowego filmu studentów III roku Warszawskiej Szkoły Filmowej. Zdjęcia zrealizowano w Labuszewie w gminie Biskupiec, z której pochodzi reżyser i scenarzysta filmu Marek Leszczewski.

Obraz: © gnepphoto / Shutterstock.com

Z ULICY NA BLOGA

Obraz: UM Olsztyn

Srebro wagi ciężkiej w „rycerskim MMA” zdobył w maju Marcin Waszkielis, utytułowany zawodnik z Kętrzyna. Podczas mistrzostw świata federacji HMB w sportowych walkach rycerskich w Serbii zajął drugie miejsce w kategorii miecza i tarczy. Reprezentacja Polski zdobyła łącznie cztery srebrne medale i jeden brązowy w walkach indywidualnych.

Obraz: arch. Olsztynstreetart.pl

SREBRNY MIECZ I TARCZA

Obraz: Michał Bartoszewicz

Obraz: Andrzej Frankowski

CO W TRAWIE PISZCZY (WARMIŃSKO-MAZURSKIEJ)

Obraz: Akademia w Olsztynie

AKADEMIA W KOSMOSIE

Nikt przed nimi do tej pory nie wysłał sondy w kosmos z Olsztyna. Uczniowie z koła fizycznego w SP nr. 34, we współpracy z Akademią w Olsztynie dokonali obliczeń niezbędnych do kosmicznej podróży. Ustalenie siły wyporu czy objętości balonu stratosferycznego, który 31 maja uniósł się w przestrzeń, pozwoliło na określenie strategicznych danych wyprawy. Balon osiągnął wysokość 35 280 metrów po 105 minutach. Ładunek z eksperymentem biologicznym wylądował bezpiecznie z pomocą spadochronu. Misja zakończona sukcesem.


INFO

Obraz: © Lazor / Shutterstock.com

TWÓRCZA INGERENCJA

Uliczna szarzyzna i spękany beton, a wśród nich kolorowe graffiti, murale, vlepy, instalacje, szablony. Po raz piąty rusza Olsztyn Street Art, czyli twórcza ingerencja w tkankę miejską. Pracę w przestrzeni Olsztyna każdy chętny może wykonać do 14 czerwca i zgłosić na olsztynstreetart.pl/konkurs. Podczas finału OSA 15 czerwca o godz. 12 w Parku Centralnym zostaną ogłoszeni zwycięzcy najlepszych prac. A na uczestników otwartego spotkania przy „Arce” czekają spraye i podkłady do malowania, muzyka i poczęstunek.

Beesfund CAMP, czyli pięć hektarów dla startupów nad zatoką Miłą w Olsztynie. Taki ma pomysł firma, k tóra w maju w ygrała przetarg na 20-letnią dzierżawę działki nad jeziorem Ukiel przeznaczoną na nowoczesny kamping z możliwością świadczenia usług rekreacyjno-sportowych i prowadzenia gastronomii. Jak zapowiadają zwycięzcy – firma Beesfund z Warszawy – to będzie najbardziej innowacyjny camping w Polsce, a może i na świecie. „Przyjeżdżasz na wakacje, a wyjeżdżasz z biznesem” – napisali na profilu fb. Firma, która ma stworzyć kemping w ciągu trzech lat, na co dzień zajmuje się tzw. crowdfundingiem udziałowym, czyli pozwala chętnym na gromadzenie z pomocą internautów kapitału na realizację przedsięwzięć biznesowych i społecznych.

MYŚLENIE POZA SCHEMATAMI

Kreatywność to taka umiejętność, która pozwala wejść oknem po krześle przez szafę, kiedy drzwi są zamknięte. A trening kreatywności to najzwyklejsze na świecie skręcanie tej szafy – tak na profilu Facebook swoje warsztaty promują organizatorki Creative Quest. To drużynowa rozgrywka pełna absurdu i humoru, która ma na celu nie tylko dobrą zabawę, ale przede wszystkim rozwinięcie umiejętności miękkich – myślenia poza schematami, szybkiego podejmowania decyzji, nieszablonowego rozwiązywania problemów. Najbliższy trening w Olsztynie już 4 lipca. Szczegóły na profilu FB: Trening Kreatywności Creative Quest.

009

W KAPELUSZU, NA KONIU I PO AUTOGRAF

Miłośnicy koni zjadą tu na rywalizację najwyższych lotów, wielbiciele elegancji na jedyny w swoim rodzaju konkurs nietuzinkowych nakryć głowy, a jeszcze inni – posmakować piękna na świeżym mazurskim anturażu. Gałkowo Masters to najbardziej prestiżowe zawody jeździeckie w regionie i od lat organizowane na światowym poziomie, które odbywają się w słynnej Stadninie Koni Ferenstein w Gałkowie. W ostatni weekend czerwca (28–30 czerwca) zjeżdżają tu nie tylko zawodnicy, których setka zapowiada się na zaplanowane 24 konkursy, ale i świat celebrytów oraz miłośnicy nienagannej elegancji, by w pięknych okolicznościach przyrody delektować się atmosferą. Emocji dostarczy też nietypowa rywalizacja: znane z mediów pary powożące zaprzęg konny kontra luksusowa terenówka. Słowem: dużo koni, dużo szyku.

obraz: arch. galkowomasters

Obraz: leksykonkultury.ceik.eu

Poetka i wydawczyni Anna Matysiak została laureatką XV Literackiej Nagrody Warmii i Mazur Wawrzyn 2018. Uhonorowano ją za tom poezji „Tyle nieznanych ryb”. Podczas uroczystości, która odbyła się w maju w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Olsztynie, wręczono także nagrodę czytelników, którą otrzymał Wojciech Borkowski za książkę „List z detencji”.

WAKACYJNY BIZNES

Obraz: © Lars Poyansky / Shutterstock.com

POETYCKI WAWRZYN


PRZESTRZEŃ INSPIRACJI

DZIEJE SIĘ: KUŹNIA SPOŁECZNA TUTEJSZY GRAFIK NIE MA OGRANICZEŃ: EVENTY, SZKOLENIA, BALE, KULTURA, RODZINNE SPOTKANIA.

Obraz: Jarek Poliwko

MŁODY RYNEK PRACY

ROZWÓJ U BOKU MENTORA

Mentoring to partnerska relacja między mistrzem, a uczniem, zorientowana na odkrywanie i rozwijanie potencjału, świadome zarządzanie życiem i projektowanie przyszłości. I Otwarta Konferencja Mentoringowa BeFest odbędzie się 11 czerwca w godz. 17:00–20:30 w Kuźni Społecznej. W programie m.in. szkolenie na temat mentoringu, które poprowadzi Maciej Bennewicz, mentor, coach, trener. Konferencja BeFest to część programu mentoringowego Stowarzyszenia Inicjatyw Kulturalno-Rozwojowych.

Na jakie zawody jest zapotrzebowanie na rynku? W jaki sposób zachęcać młode osoby do podjęcia pracy? Jak przedsiębiorcy powinni korzystać z zasobów ludzkich? Nowoczesne formy edukacji i rynku pracy ludzi młodych, wzięła na warsztat międzynarodowa konferencja New Education Forum. 15 maja w Kuźni Społecznej wzięli w niej udział m.in. Francisco Javier Sanabria Valderrama, ambasador Hiszpanii w Polsce, marszałek Gustaw Marek Brzezin, Ewa Flaszyńska z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Opowiadali o sytuacji młodych bezrobotnych w krajach Unii Europejskiej, poznali założenia innowacyjnego projek tu „ FOLM – Z natury do rynku pracy”. Wydarzenie zwieńczyło podpisanie listu intencyjnego o współpracy organizacji z Bankiem Żywności w kwestii zatrudniania młodych osób, które Obraz: arch. Kuźnia Społeczna w nim uczestniczyły.

Obraz: Piotr Dowejko

TARGI Z MIŁOSNYM PODTEKSTEM

Nawet ci, którzy nie mają w planach zamążpójścia mogli nacieszyć oczy i podniebienie podczas kwietniowych Warmińskich Alternatywnych Targów Ślubnych Mariaż. Przed wejściem do Kuźni Społecznej czekało schłodzone wino musujące z obwoźnego baru Prosecco Van Szmaragdowy i foodtrack z kuchnią indyjską. A w salach konferencyjnych – festiwal smaku i piękna. Oryginalne dekoracje, oświetlenie, ozdoby kwiatowe, stroje ślubne. A także wyroby cukiernicze przypominające dzieła sztuki, niesztampowe usługi fotograficzne i oferty weselnych, prezentacje romantycznych miejscówek, przebojowi wodzireje. Wyselekcjonowana oferta, wpisująca się w najnowsze trendy ślubne.

010

Obraz: ©Syda Productions/Shutterstock.com

WORLD CAFE Z REGIONEM W TLE

Jak możemy lepiej żyć na Warmii i Mazurach? Pierwsze w regionie Forum Młodzieży to okazja, aby podzielić się doświadczeniami i pomysłami na to, jak dostosować region do potrzeb i oczekiwań młodych ludzi. W dyskusji wezmą udział uczniowie olsztyńskich szkół, ich opiekunowie i wychowawcy. W trakcie debaty oraz mini debat w stylu „world cafe”, będzie mowa o ochronie środowiska, budowaniu tożsamości lokalnej, samorozwoju. Pomysły i opinie, które padną 8 czerwca podczas forum organizowanego przez Bank Żywności i Urząd Marszałkowski w Olsztynie, zostaną wykorzystane do aktualizowanej strategii rozwoju społeczno-gospodarczego woj. warmińsko-mazurskiego do roku 2030.

O SILNEJ MARCE PRZY ŚNIADANIU

Trwa marketingowy wyścig zbrojeń. Co 3,5 minuty powstaje nowa marka. Firmy szukają innowacyjności, zaprzęgają design thinking, wykorzystują social media i… dostają żółtą kartkę od klientów. Nie przekonują swoją ofertą, są przeciętne, walczą o każde zlecenie. W swoje szóste urodziny firma Lenart Active poprowadziła Facebook­ owe Śniadanie Mistrzów pod hasłem „DNA marki”. Po godzinnej prezentacji czekało zdrowe i pyszne śniadanie przygotowane z produktów uratowanych przed zmarnowaniem przez Bank Żywności. Obraz: arch. Lenart Interactive

Kuźnia Społeczna Olsztyn, ul. Marka Kotańskiego 1 tel. 609 676 687 mail: biuro@kuzniaspoleczna.pl fb.com/kuzniaspoleczna



KULTURA

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY NIE SZTUKA BYĆ WSZĘDZIE

Obraz: MOK

Leszek Możdżer, wybitny pianista i kompozytor łączy trudne, jazzowe frazy i skomplikowane improwizacje z subtelnością chopinowskich etiud i mazurków czy inspiracjami muzyką Komedy. Nagrał ponad 100 albumów, w tym wiele pod własnym nazwiskiem. Koncert będzie solowym popisem jego wirtuozerii.

MUZYCZNA LEGENDA

Koncert 21 lipca, godz. 20, Amfiteatr im. Cz. Niemena Obraz: MOK

The music of Electric Light Orchestra performed by Phil Bates & Band został powołany do życia przez frontmana ELO part II oraz The Orchestra. Perfekcyjne wokale i nietuzinkowi muzycy, a w repertuarze najsłynniejsze hity muzycznej legendy lat 70. i 80. Support – grupa Frontal Cortex z Olsztyna.

Obraz: MOK

WIRTUOZERIA SOLO

PROGRESYWNE DŹWIĘKI

Riverside to zespół-instytucja i jedna z najlepiej rozpoznawalnych polskich grup rocka progresywnego za granicą. W skrócie: wyrafinowana muzyka w połączeniu z unikalnym ciepłem głosu Mariusza Dudy. Koncert jest częścią trasy Summer Wasteland Tour 2019 promującej ich najnowszy krążek. Support: Amarok, Believe, Traffic Junky.

Koncert 6 lipca, godz. 20:30, Amfiteatr im. Cz. Niemena

Koncert 14 lipca, godz. 19, Amfiteatr im. Cz. Niemena

Obraz: fb/BetteSmithMusic

5–7 lipca, Naturalnie Mazury Festiwal, Węgorzewo

Bette Smith, wybitna wokalistka soulowa z USA, Boogie Boys z Polski i bluesoworockowa grupa The Road Dogs z Białorusi – to program muzycznego wydarzenia z okazji 25-lecia sceny na międzymurzu olsztyńskiego zamku. Zapowiada się trzygodzinna międzynarodowa uczta.

012

4 lipca, godz. 20, Amfiteatr im. Czesława Niemena w Olsztynie

Obraz: fb.com/kortezjazzboy

BLUES POD CHMURKĄ

DOSKONAŁY DZIEŃ

Utwory z płyt „Bumerang” i „Mój dom” – tak zapowiada się koncert letniej trasy Korteza. Promować ją będzie nowa piosenka pt. „Doskonały dzień”. Artyście na scenie towarzyszyć będzie zespół w składzie: Jacek Lachowicz, Krzysztof Domański, Lesław Matecki, Robert Kretzschmar. Koncert 13 lipca godz. 20, Amfiteatr im. Czesława Niemena w Olsztynie

Obraz: BWA

MALARSKIE KAPLICZKI

Projekt „Przydrożne kapliczki” łączy małą architekturę sakralną z malarstwem współczesnym. Swoje wielkoformatowe kompozycje olsztyńska malarka Mariola Żylinska-Jestadt wiesza jak klasyczne obrazy, inspirowane symbolem Warmii – ludowymi kapliczkami. Wernisaż: 4 lipca godz. 18, BWA Galeria Sztuki w Olsztynie

Obraz: fb/nosowskamusic

MUZYCZNE MAZURY

Największe muzyczne wydarzenie tego lata na festiwalowej mapie Mazur. Podczas 4. edycji węgorzewskiego festiwalu wystąpią m.in. Sorry Boys, Krzysztof Zalewski, Voo Voo, Nosowska, Łąki Łan, Darek Malejonek Hyperhemon.


Hyundai Tucson. Poznaj sportową wersję N Line.

Przestuj, aby wziąć udział w loterii. Do wygrania: 6x

HYUNDAI NA ROK

3x

WYJAZD DO KOREI

Zależy Ci na ekscytującej stylistyce samochodu? Nowy Hyundai Tucson N Line to nowa, agresywna sylwetka ze sportowymi akcentami: unikatowym kaskadowym grillem, 19-calowymi felgami i sportowymi oponami. Specjalnie dostrojone zawieszenie daje fantastyczne prowadzenie na drodze. A do tego nowoczesne systemy bezpieczeństwa, nawigacja z 8-calowym, dotykowym ekranem, kamerą cofania, obsługą Apple CarPlay™ i Android Auto™** i 5-letnia gwarancja bez limitu kilometrów. Zapisz się na jazdę próbną i weź udział w Wielkiej Loterii Jazd Testowych Hyundai.

3x

WYJAZD NA RAJD WRC NIEMIEC

600x

KARTA PODARUNKOWA SHELL


KULTURA

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY Obraz: arch. Festiwal Wschód Piękna

NIE SZTUKA BYĆ WSZĘDZIE

ZACHÓD SŁOŃCA, WSCHÓD PIĘKNA

Festiwal Wschód Piękna po raz piąty będzie gościł na Warmii wybitnych muzyków i projekty z różnych stron świata, związanych z World Orchestra. Dwa pierwsze dni – w Hotelu Przystań nad jeziorem Ukiel w Olsztynie. W piątek 26 lipca premierową płytę zaprezentuje kontrabasista Sebastian Wypych. Po nim popis Aurory – fuzji flamenco i wokalu w wykonaniu Hiszpanów. Wieczór zakończy polsko-amerykański skład Frank McComb & The Coblestones. Frank to amerykański soulowo-jazzowy pianista, wokalista i kompozytor. The Cobblestones prezentują autorskie kompozycje gitarzysty Andrzeja Gondka oraz saksofonisty Sebastiana Stannego. Sobotnią część otworzy Rasm Al-Mashan, wokalistka pochodzenia polsko-jemeń­ skiego z premierowym materiałem, a po niej muzyczne show w wykonaniu gospodarza festiwalu i jego gości. Zagra Grzech Piotrowski & Alchemik Orchestra z udziałem Atom String Quartet, Roby’ego Lakatosa z Węgier i Moniki Borzym. Ostatniego dnia festiwalu w Skansenie w Olsztynku wystąpią Dawid Lubowicz Quartet, Michał Zaborski Quartet i Mateusz Smoczyński Quintet. Patronem i organizatorem festiwalu jest World Orchestra Grzecha Piotrowskiego.

ENERGIA REGGAE

19. edycja Ostróda Reggae Festival kontynuuje sprawdzoną koncepcję łączenia rozrywki i edukacji, występów gwiazd i promowania młodych twórców. Wśród artystów m.in. pochodzący z Jamajki Agent Sasco – gwiazda nowoczesnego reggae/dancehall/hiphop czy weterani gatunku The Congos feat. Pura Vida. Usłyszymy jamajską królową reggae Queen Ifrica czy wschodzącą gwiazdę roots reggae – Samory I. Wśród zagranicznych gości także podbijający Europę Francuzi z Jahneration oraz energetyczni Gentleman’s Dub Clubz Wlk. Brytanii. Na głównej scenie Red Stage ORF, ze specjalnymi koncertami z okazji 20-lecia wystąpią popularne polskie grupy Dubska i Etna Kontrabande. Najnowszy album „3” zaprezentuje też Sidney Polak. Jednorazowy powrót zapowiedział polsko-nigeryjski zespół Raggattack, który jako pierwszy w latach 90. promował tu raggamuffin i dancehall. Po zaliczeniu w ub. roku przez UNESCO muzyki reggae do listy światowych dóbr kultury, organizatorzy rozwijają skrzydła. Doskonała organizacja trzech scen w Czerwonych Koszarach, bogate zaplecze gastronomiczne, warsztaty, spotkania – ORF to sprawdzona marka, która przyciąga publikę również z Europy. Ostróda Reggae Festival, 11–14 lipca, Ostróda

DŹWIĘKI VABANK

Obraz: Jarosław Kowalski

014

Koncert „Filmowe piosenki” zainauguruje 28 czerwca trzy dni z muzyką filmową. Wykonywać ją będzie na żywo w akustyce hali Expo Mazury Ostróda Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej pod batutą Piotra Sułkowskiego. W programie drugiego dnia festiwalu – „Koncert jak z bajki”, a na zakończenie – „Światowa muzyka filmowa”. W wydarzeniu wezmą udział m.in. Henryk Kuźniak – kompozytor m.in. muzyki do „Vabanku” i „Seksmisji”, Filip Bajon – reżyser obsypanego nagrodami filmu „Kamerdyner”. Pojawi się także Antoni Komasa – Łazarkiewicz nagrodzony na ostatnim festiwalu filmowym w Gdyni za najlepszą muzykę do „Kamerdynera” oraz filmu „Wilkołak”. Koncerty poprowadzi Magda Miśka Jackowska, prezenterka z RMF Classic. Fundacja Film Spring Open włączy się w warsztaty poświęcone małym formom dokumentalnym, które poprowadzi Marcin Randall Nowakowski. Najlepsze prace zostaną zaprezentowane podczas koncertu finałowego festiwalu. Fundacja Legalna Kultura przygotuje strefę chilloutową. 3. Arena Festival film&music, 28–30 czerwca, CTK Expo Mazury Ostróda

Obraz: Sebastian Klebaniuk, arch. Ostróda Reggae Festival

Festiwal Wschód Piękna 26–28 lipca, Olsztyn-Olsztynek



RECENZJE

KULTURA OSOBISTA MADE IN PISZĄ, WYDAJĄ I NAGRYWAJĄ. I POCHODZĄ Z WARMII I MAZUR.

MIKROHISTORIE Z PROWINCJI

To nie wschodniopruskie Korschen i nie PRL-owskie Korsze – węzeł kolejowy zatrudniający 1500 osób. To swojskie Korszakowo – realna forma bytu mazurskiego miasteczka w rzeczywistości nowego tysiąclecia. Już nie transformacyjnej, bo ta przeszła w takim pędzie, że nie pozwoliła nikomu na aktywny udział. Wykpiła też tych, którzy mieli chwilowe złudzenie sprawczości. To post-transformacja, gdzie dzieci zbyt szybko wyrastają, a dorośli masowo dziecinnieją. Gdzie wszystko jest śmietniskiem – przemysłowym, ekologicznym, społecznym. Gdzie rozgrywają się banalne mikrohistorie, których narracje prowadzą donikąd. Świat, który opisuje w zbiorze opowiadań autor pochodzący z Kętrzyna, jest prawdziwy i wiarygodny – czytamy w recenzjach. Jakub Michalczenia, „Gigusie”, Fundacja Korporacja Ha!art

ŚLADY DZIECIŃSTWA

Alicja to szczęśliwa i spełniona singielka. Wiedzie spokojne i poukładane życie, które zostaje niespodziewanie wywrócone do góry nogami, gdy pojawia się w nim dziewczynka o nieznanym nikomu pochodzeniu i przeszłości. W dodatku niebawem okazuje się, że Mia nie jest zwyczajnym dzieckiem, a jeszcze dziwniejszy jest powód, dla którego Alicja musi się nią zaopiekować. Zaskoczona nową dla siebie sytuacją, początkowo usiłuje znaleźć z niej jak najlepsze wyjście i pozbyć się kłopotu, dopóki nie odkrywa, że to, w co została wbrew sobie wplątana, ma związek z jej własną przeszłością. Ze zdumieniem uświadamia sobie, że ktoś dawno temu w zagadkowych okolicznościach częściowo pozbawił ją pamięci i tym samym wielu ważnych wspomnień z jej własnego dzieciństwa. „Dziecko z mgły”, Renata Kosin, Wydawnictwo Filia, Poznań 2019

NATCHNIENI MIŁOŚCIĄ

Pierwszy w pełni polskojęzyczny album grupy Sorry Boys. Znalazło się na nim 11 utworów wypełnionych nośnymi melodiami i dojrzałymi tekstami Beli Komoszyńskiej, wokalistki i kompozytorki pochodzącej z Działdowa. Album pokazuje oblicza tytułowego uczucia z prywatnej i uniwersalnej perspektywy. – Jeszcze nigdy moje życie prywatne i zawodowe nie było ze sobą tak nierozerwalnie związane jak podczas powstawania tej płyty. Proces tworzenia muzyki i słów na „Miłość” był wyjątkowo natchniony i radosny – przyznaje Bela. Na płycie wybrzmiewają smyczki, etniczne cymbały, kalimba czy harfa. Tę nietypową orkiestrę prowadzą gitary i fortepian. Gościem na płycie jest Kayah, która przejmująco wykonała utwór „Carmen”. „Miłość”, Sorry Boys, Wyd.Mystic Production

Z MAZUR I ŚWIATA

Zbiór felietonów jednego z najbardziej popularnych dziennikarzy w Polsce, oprócz Warszawy, związanego z gminą Reszel. Teksty pochodzące z lat 2016–2019 okraszone zostały barwnymi anegdotami o świecie mediów, opowieściami o miłości, polityce i straconych szansach, a także o ulubionych Mazurach i piłce nożnej. O dzieciach i ojcach, lizusach i romantykach, zachwytach i irytacjach, małych przyjemnościach oraz wielkich cierpieniach, o radości życia i niezgodzie na draństwo. No i o tym, jak niegdyś miało się virahę i brabant. Tradycyjnie u Mellera – duża dawka humoru i erudycji. „Nietoperz i suszone cytryny”, Marcin Meller, Wydawnictwo: W.A.B.



KULTURA

SZLAK POD ZNAKIEM SLOW na Mazurach ożyło marzenie z dzieciństwa, aby zamieszkać w domu nad jeziorem i pisać książki. Obora w Krzywem to realizacja tych marzeń. A poznani wokół gospodarze agroturystyk zainspirowali mnie do stworzenia portalu, który zaowocował książką – drugą z serii wydawnictwa Buchmann o nietuzinkowych miejscach. Powstał przewodnik z pięknymi zdjęciami nie tylko wskazujący gdzie spać, ale też zjeść, kupić rękodzieło czy spędzić aktywnie czas zimą.

CHOĆ TRUDNO JE CZASEM ZNALEŹĆ NA MAPIE, ICH GRAFIKI PĘKAJĄ W SZWACH. REGIONALNE GOSPODARSTWA I SIEDLISKA Z PORTALU SLOWHOP W KWIETNIU TRAFIŁY NA KSIĘGARSKIE PÓŁKI. ALEKSANDRA KLONOWSKA-SZAŁEK, AUTORKA KSIĄŻKI „ODETCHNIJ OD MIASTA. WARMIA I MAZURY” TŁUMACZY FENOMEN TYCH MIEJSC.

018

Wspierająca się społeczność? To jest najbardziej niesamowite. Na naszej zamkniętej grupie w sieci podpowiadają sobie rozwiązania, bardziej doświadczeni radzą tym, którzy dopiero zaczynają. Ale wspierające społeczności są też poza siecią. Przykładem są okolice Jezioran, gdzie właściciele tamtejszej Galerii Revita Warmia skupili rozsypanych po wsiach gospodarzy. Jedni robią sery, inni mydło, założyli nawet amatorski teatr. Gdybym dzisiaj kupowała siedlisko, wybrałabym miejsce z taką społecznością. Twój pomysł na Slowhop zaczął się od kupienia obory na Mazurach. Pochodzę ze Szczecina, dorastałam w otoczeniu wody. Kiedy zamieszkałam w Warszawie brakowało mi kontaktu z nią. Po pierwszej wakacyjnej wizycie

Inspirujesz aby rzucić wszystko i wyjechać na Warmię i Mazury? Pod warunkiem, że pozna się wszystkie wady i zalety takiego życia. Ale rzeczywiście – nieustannie dostajemy pytania, gdzie można kupić ziemię, dom. Na pytanie „jakich ludzi tu chcecie”, Marcelina i Rafał Mikułowscy z Jezioran odpowiedzieli: „napisz, aby ludzie kupowali stare siedliska”. Takie miejsca ożywiają region. Pod warunkiem, że ich mieszkańcy zamieszkują tu na stałe, a nie wpadają na grilla w weekendy. Region potrzebuje, aby ratować jego historyczną tkankę, a nie zamieniać w warszawskie daczowisko. Rozmawiała: Beata Waś Obraz: Kamila Markiewicz-Lubiańska © ysuel/Shutterstock.com

Toskania w pobliżu Morąga, sala kinowa w lochach odbudowanego pałacu i gospodarstwo rolne ze stadem owiec tuż pod rosyjską granicą. Miejsca, które postanowiła odwiedzić Aleksandra Klonowska-Szałek, cechuje oryginalność i autentyczność. Odetchnij od miasta to nietypowy przewodnik, w którym praktyczne porady przeplatają inspirujące rozmowy z gospodarzami – to w końcu ich osobowość, na równi z wygodą domu, decyduje o uroku danego miejsca. W książce poza opisami agroturystyk można znaleźć również wskazówki, gdzie dobrze zjeść, gdzie kupić lokalne produkty, a także jakich atrakcji kulturalnych czy sportowych nie przegapić, gdyby komuś do szczęścia nie wystarczył wyłącznie spokój.

Aleksandra Klonowska-Szałek jest pomysłodawczynią i współzałożycielką portalu Slowhop, na którym od 2017 roku wraz z zespołem opisuje najbardziej klimatyczne miejsca noclegowe w Polsce i za granicą oraz umożliwia ich rezerwację. W chwilach wolnych od tworzenia start-upu najchętniej przebywa z mężem i córkami w niemal stuletniej oborze nad jeziorem na Mazurach Garbatych. Jest to jedyna siedziba firmy internetowej na świecie, do której jeszcze nie dotarł internet.

WARMIA I MAZURY

Mimo braku first czy last minute. Od początku założyliśmy, że nie będziemy używać na portalu słów „oferta” czy „obiekt” stosowanych w przypadku miejsc, które nie mają duszy. Właściciele z którymi współpracujemy wiedzą, że nie wystarczy odnowić starą sto-

dołę, aby przyciągnąć do siebie ludzi. Zapraszają ich do swojego życia, są jednocześnie recepcjonistami, kucharzami, animatorami, ogrodnikami. Ceny skalkulowane są adekwatnie do wysiłku i serca wkładanego w każdą czynność. I goście mają tego świadomość. „Oferta” trafia się czasem, gdy nagle zwalnia się komuś pokój. Bywa też, że gospodarze podsyłają sobie nawzajem gości, kiedy brakuje im miejsc.

Aleksandra Klonowska-Szałek

MADE IN: Główną atrakcją opisywanych w książce i na portalu miejsc jest cisza i spokój, a trudno tu o wolny termin na lato. Moda na turystyczny minimalizm czy przesyt ofertą hotelarską? Aleksandra Klonowska-Szałek: Jedno i drugie. Kiedy w 2017 roku zakładałam portal Slowhop z klimatycznymi noclegami, myślałam, że będzie się rozkręcał powoli. Okazało się, że „ciepłe” pensjonaty, wygodne agroturystyki, gdzie jest się gościem, a nie klientem, stały się alternatywą dla hoteli, luksusowych SPA. Mamy na Slowhopie prawie 400 tys. odwiedzin miesięcznie, skupiamy na portalu około 300 miejsc w całej Polsce, z przewagą Warmii i Mazur. I ciągle zgłaszają się nowe. Pokazujemy miejsca, które są hybrydą między hotelowym standardem, a domową atmosferą. Kiedy zapytałam gospodarzy o rezerwacje na ten sezon letni, okazało się, że pierwsza fala ruszyła zaraz po ostatnich wakacjach, a w listopadzie grafiki były już pełne.

Kto tworzy te miejsca – głównie lokalsi czy napływowi? W około 90 proc. napływowi. To mieszkańcy dużych miast, którzy zrobili zwrot w życiu i dali tu upust swojej kreatywności. Są też właściciele, którzy się tu wychowali i np. wyjechali do pracy za granicą. Otrzaskali się w świecie, a ich pomysły, aranżacje są wyjątkowe, jak choćby w Przechowalni Marzeń w Mikołajkach. Żałuję, że książka zmieściła tylko ułamek takich miejsc.

Odetchnij WARMIA I MAZURY

ISBN 978-83-280-6623-6

978-83-280-6623-6

PATRO NI MEDIALNI: 9 788328 066236

www.gwfoksal.pl

ALEKSANDRA KLONOWSKA-SZAŁEK



POZA GALERIĄ

POZA GALERIĄ MIĘDZY PRACOWNIĄ A WERNISAŻEM

Mecenas projektu:

Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie CDEF specjalizuje się we wspieraniu przedsiębiorstw i instytucji w procesie ubiegania się o zewnętrzne źródła finansowania inwestycji, a także świadczy pełny zakres usług finansowo-księgowych dla firm. www.cdef.pl

NISHOWE KOLORY UCZUĆ NA POCZĄTKU JEST KAMIEŃ, MINERAŁ, KAWAŁEK SREBRA. POD WPŁYWEM MUZYKI, SNÓW, ALBO KRAJOBRAZÓW DOROTA SKRZECZYŃSKA PRZETWARZA JE NA DZIEŁA SZTUKI. WŚRÓD WYROBÓW SYGNOWANYCH MARKĄ NISHA DS NA PRÓŻNO SZUKAĆ DWÓCH PODOBNYCH EGZEMPLARZY.

020

Etniczny naszyjnik „Ebudae” ze srebra i kawałka błękitnej chryzokoli powstał pod wpływem znanego utworu Enyi. To kamień, który wyraża moc energii żeńskiej, a tytuł utworu „przypadkiem” ma podobne znaczenie. Dorota wybiera unikatowe egzemplarze kamieni i minerałów, którym nie może się oprzeć na targach czy w internetowych sklepach. O ile to możliwe, nie modyfikuje ich, jedynie „otula” srebrną zawieszką o minimalistycznym kształcie i oryginalnym łańcuszkiem, siateczką czy sznurem koralików. „Szklana wieża” z kryształu górskiego, „Tadż mahal” z chryzopazem, „Czapka niewidka” z kyanitem – klienci intuicyjnie sięgają po kamień, który według niektórych teorii pomaga wpłynąć na ciało i osobowość. – Im dłużej pracuję z kamieniami, tym bardziej wciąga mnie tzw. litoterapia – metoda leczenia z wykorzystaniem ich – tłumaczy artystka, właścicielka marki Nisha DS. – Ale kamienie i minerały to przede wszystkim piękne, niepowtarzalne dzieła natury, które subtelnie ozdabiam, jak najmniej ingerując w ich kształt. Szukając unikatów kieruję się przede wszystkim „kolorem” uczuć, jakie we mnie budzą. Jedyna wada mojej pracy to żal, który zostaje po rozstaniu z nimi. Szczypce dentystyczne, pilniki, mini wiertarka, walcarka – jej warsztat na pierwszy rzut oka nie przypomina artystycznego

atelier. Zanim z pomocą specjalistycznych narzędzi zaczęła tworzyć biżuterię, szyła oryginalne ubrania z lnu i dzianiny. Dobierała niepowtarzalne guziki, zapięcia. A po wizycie w warsztacie jubilerskim, gdzie przyglądała się tworzeniu zamówionego pierścionka, rozpoczęła przygodę z biżuterią. Naszyjniki, kolczyki, bransolety, pierścionki – ich oryginalne kształty często przychodzą we śnie lub pod wpływem ulubionych dźwięków czy emocji. – Jestem samoukiem, zgłębiłam tworzenie biżuterii metodą prób i błędów – przyznaje artystka. – Unikam produkcji masowej, sztampowych wzorów, nie chcę, aby moja twórczość była szufladkowana, ale wypełniała niszę. A niepowtarzalne egzemplarze kamieni po które sięgam i moja wyobraźnia, to gwarancja, że żaden z egzemplarzy nie będzie miał identycznej kopii. Tekst: Beata Waś, obraz Michał Bartoszewicz, Nisha-DS Dorota

Dorota Skrzeczyńska pochodzi z Warszawy, od kilku lat mieszka na Warmii. Z jej biżuterią można zapoznać się w Galerii Usługa Jazz Bar w Olsztynie oraz na stronie nisha-ds.eu


POZA GALERIÄ„

021


022

IZABELLA

KRZAN


POSTAĆ

WIZJA Z KORONĄ KIEDYŚ MÓWILI NA NIĄ IZYDOR, DZISIAJ – MISS FORTUNA. POTRZEBOWAŁA KILKU LAT, ABY UWIERZYĆ W SWÓJ POTENCJAŁ. IZABELLA KRZAN, MISS POLONIA 2016, W PRZERWACH NAGRAŃ DLA PROGRAMÓW TVP, WPADA DO RODZINNEGO OLSZTYNA. NA SPOTKANIE W CENTRUM HANDLOWYM PRZYSZŁA Z ZAKUPAMI Z ODZIEŻOWYCH SIECIÓWEK I… RURKĄ Z KREMEM.

MADE IN: Nie jesteś na diecie? Izabella Krzan: A powinnam? Ważę trzy kilo mniej niż podczas wygranego finału Miss Polonia 2016. Wówczas zaliczyłam swój rekord wagowy. Nie unikam słodyczy, lubię fast foody i słynę wśród znajomych z tego, że kiedy wracamy w nocy np. z klubu, ciągnę ich do otwartych barów coś przekąsić. Ale 69 kilo podane wśród moich wymiarów przez Wikipedię to lekka przesada. Pozazdrościć genów. Fakt, geny mam dobre, metabolizm też, więc póki co, obce mi są wyrzeczenia. Ale nie zawsze moje ciało było dla mnie powodem do dumy. Jako nastolatka miałam problemy z samoakceptacją. Głównie z powodu wzrostu, zawsze byłam najwyższa wśród koleżanek, części kolegów. Rosłam wyjątkowo szybko, ucierpiała na tym skóra, płuca i kręgosłup, który nie nadążał za resztą. Dodatkowym obciążeniem był taniec towarzyski, który trenowałam, bo tańce standardowe to przede wszystkim nienaturalnie wygięte na parkiecie ciało. Do dzisiaj płacę za to zdrowiem. Czasami żartuję, że jako 24-latka zachowuję się jak kobieta w słusznym wieku, bo po hotelach jeżdżę z własną poduszką i unikam na co dzień obcasów. Ale nauczyłam się kochać swoje rozstępy, a jak boli kręgosłup – idę na masaż. Tytuł Miss Polonia odmienił poczucie własnej wartości? To był kilkuletni proces. Podczas udziału w wyborach jeszcze ze sobą walczyłam, wbrew pozorom nie miałam pewności siebie. Pokutowały pozostałości po czasach szkolnych. Pierwsze próby pracy w modelingu czasem kończyły się sugestią, że powinnam zrobić korektę nosa, albo schudnąć do wymiarów nieosiągalnych przy moim wzroście. Na szczęście zawsze mam przy sobie rodziców, którzy wierzą we mnie, motywują i wspierają. To oni mi mówili: „Iza, możesz wszystko”. Ale ja i tak długo nie potrafiłam w to uwierzyć. A teraz wierzysz? Od dziecka marzyłam o pracy telewizyjnej prezenterki. Pomyślałam, że konkurs miss może być przepustką do świata mediów, drogą na skróty. I po wygranej błyskawicznie pojawiła się propozycja z TVP. Wiedziałam, że jeśli widzowie mnie polubią, zostanę w niej na dłużej. I tak się stało. Jestem przykładem, że marzenia trzeba konkretyzować, trzymać się planu, nawet jeśli w środku czyha lęk i niepewność. Dlaczego wybrałaś studia ekonomiczne? Większość rodziny pracuje w geodezji, brat też jest umysłem ścisłym. Obecnie zajmuje się prowadzeniem zajęć na UWM, na Wydziale Geodezji, a dodatkowo realizuje się jako trener personalny i trener AZS UWM w Kortowie. Zawsze byłam

przekonana, że nie mam głowy do matematyki, ale kiedy zaczęłam przygotowywać się do matury, dał o sobie znać gen rodzinny. Kiedy coś nam wychodzi, dostajemy motywacji, stąd pomysł, aby iść na studia do Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. W liceum łapałam się różnych pomysłów na życie, próbowałam kariery sportowej, grałam w kadrze wojewódzkiej w siatkówkę, zaliczyłam nawet epizod w rzucie oszczepem. No i tańczyłam. A dodatkowo, w środku ciągle kiełkowała fascynacja sceną, kamerą. Stąd udział w kilku konkursach piękności? Nie lubię tego określenia, bo bardzo ogranicza. Na wielu etapach życia musiałam udowadniać, że moja wygrana nie jest jedynie zasługą wyglądu. Mam niewyparzony język i przy każdej próbie powielania przez jakiegoś faceta żałosnej teorii „kobieta jest albo ładna, albo mądra”, uruchamia się we mnie zadziorna część Izy. Zawsze byłam typem chłopczycy, łatwiej zawierałam przyjaźnie z płcią męską. Nawet w drużynie siatkarskiej trener mówił do mnie „Izydor”. Dzisiaj już rzadko polemizuję z ludźmi, bo wiem, że posługiwanie się stereotypami to domena niespełnionych ludzi. Kiedy słyszę komplement od kobiety, wiem, że sama jest szczęśliwa. A jak krytykę – zapewne walczy z własnymi brakami. Więc ją z nimi zostawiam i nie brnę w dalsze dyskusje. Hejtu na twoich profilach nie zauważyłam. Oj, ten chyba żadnej z osób publicznych nie omija. Kobiety zarzucają mi np. że się słabo poruszam, jestem sztywna w programach telewizyjnych. Co jak co, ale po latach spędzonych na parkiecie, zdobyciu międzynarodowej klasy tanecznej „A” w standardowych i „B” w latynoamerykańskich, myślę, że w tej kwestii nie mam zaległości. Internet to okazja, aby wywalić bezkarnie własne frustracje. A jeśli chce się być osobą medialną, trzeba nauczyć się uśmiechem odpowiadać na hejt, bo nic bardziej nie szokuje, jak odpowiedź serdecznością na falę zła. Przerwałaś studia, aby poświecić się karierze? Zrobiłam licencjat z ekonomii, a potem zaczęły się nagrania od rana do nocy w TVP i nie dałam rady. Kiedy wchodzę do studia, realizujemy za jednym zamachem cztery odcinki „Koła Fortuny”, wracam do domu po 12 godzinach pracy. Nie mam czasu nawet, żeby odebrać przesyłkę z poczty, a co dopiero siedzieć na wykładach. Potem przez parę miesięcy mam wolne od telewizji, w międzyczasie łapię zlecenia modelingowe, prowadzę imprezy. Nie skreśliłam jednak nauki, myślę że zrobię magisterkę, ale już raczej na kierunku dziennikarskim. Póki co ekonomia przydaje mi się w życiu codziennym, więc na pewno nie żałuję, że podjęłam się tego kierunku.

023


POSTAĆ

Dobrze się czujesz w światłach jupiterów? Tak, nie czuję nawet zbytnio stresu kiedy występuję na żywo przed kamerą. Prowadziłam już sylwestra dla milionów widzów, dałam się ponieść pozytywnej energii tłumu i bawiłam się jak nigdy dotąd. Praca na antenie wymaga ogromnej elastyczności i aktorskich umiejętności. Czasem mam zły dzień, dramat w głowie, a przed kamerą trzeba udawać. W takich chwilach bardzo pomaga wsparcie otoczenia. Mam szczęście, że prowadzę program z Rafałem Brzozowskim, bo udało nam się zbudować prawdziwą, kumplowską relację. Wiem, że zawsze mogę na niego liczyć, tak jak i on na mnie, więc w chwilach słabości wyciągamy do siebie pomocną dłoń. Reszta moich prawdziwych przyjaciół jest spoza mediów, najczęściej znamy się ze szkoły i studiów, albo z konkursów miss, bo z nich również można wyciągnąć szczere relacje. Jaką oglądalność ma wasz program? Około dwóch-trzech milionów widzów, czyli 15–20 proc. oglądalności, co daje najlepszy wynik w popołudniowym paśmie godzinowym. Koło Fortuny odnosi ogromny sukces, co jest dla nas prawdziwym powodem do dumy, bo odtworzyć format z równie dużym sukcesem jak przed laty, jest nie lada wyzwaniem. Podczas nagrań często zdarzają się sytuacje, które doprowadzają nas do łez, tych ze wzruszenia, ale częściej po prostu ze śmiechu. Oprócz wpadek z błędnie podanymi hasłami, były też sytuacje kiedy np. ja spadłam ze schodka prosto pod nogi Rafała. Rzecz jasna, musieliśmy to wyciąć, choć nie była akurat to moja inicjatywa. Co jak co, ale umiem się śmiać z siebie.

024

Audytorium w internecie też masz spore – 120 tys. obserwatorów tylko na Instagramie. Nigdy nie korzystałam z kursów jak kreować swój wizerunek w internecie, staram się być jak najbardziej naturalna. Wrzucam fotki kiedy jestem w fajnym miejscu i czuję się dobrze – często z Olsztyna podczas wizyt w rodzinnym domu. Inspiruję, aby dbać o siebie, korzystać z natury, podróżować. Nie nadużywam hasztagów czy innych sztuczek, aby nabijać sobie sztucznie liczbę followersów. Które fotki dostają największą ilość lajków? Ponad 20 tys. zbierają oczywiście te, które pokazują „więcej” – w strojach kąpielowych, z sesji modelingowych, w których jestem w bieliźnie. Coraz częściej pokazuję się bez makijażu, bardzo podoba mi się trend „less is more” stawiający na subtelność, naturalność. Pokazuję się w piżamie czy szlafroku, dzielę migawkami ze swojej codzienności, przemycam ulubione produkty – bo to część mojej pracy. Zaakceptowałam różne wersje siebie, nie tylko tą idealną, w makijażu i nienagannej stylówce. Jestem z tego dumna, bo mając świadomość, że portale plotkarskie tylko czekają na twoje potknięcie, trzeba nauczyć się dystansu. Ostrożnie piszę też o prywatnych sprawach, by prasie brukowej nie dostarczać okazji do manipulacji informacjami. Dała ci w kość prasa? W listopadzie rozstałam się z chłopakiem, wystarczył komunikat „między wierszami” na Instagramie, aby plotkarką prasę obiegła ta wiadomość. Nie jest mi to do niczego potrzebne,


POSTAĆ

więc uczę się na błędach. Jak się pojawi facet w moim życiu, sama go najpierw sprawdzę, zanim zakomunikuję światu. Póki co, jestem szczęśliwą singielką, więc nie bardzo jest o czym pisać. To dobra wiadomość dla męskiej części populacji. Wyrosłam już z przekonania, że tylko związek z facetem może dać mi szczęście, kocham swoje życie takie jakie jest. Spełniam się na innych polach, widać na prawdziwą miłość jeszcze nie przyszedł czas i czekam na nią już bez ciśnienia. Kiedyś nie brałam pod uwagę np. niższego partnera, dzisiaj cenię przede wszystkim mentalną dojrzałość. Chociaż chyba każda kobieta chciałaby, aby facet mógł ją pocałować w czoło bez stawania na palcach… Jakiś czas temu w klubie podszedł do mnie mężczyzna wzrostu około 160 cm w stanie upojenia. „Pewnie facetom przeszkadza, że jesteś taka wysoka? Mi nie przeszkadza” – usłyszałam z dołu. I choć podziwiam za odwagę, kulturalnie odpowiedziałam: „a szkoda”. Czym mężczyzna może cię uwieść? Błyskotliwością. Moje związki zazwyczaj zaczynały się w internecie – takie mamy czasy. Komentarzy pojawia się mnóstwo pod moimi postami, ale zazwyczaj są w stylu „ale jesteś ładna”, za które oczywiście dziękuję. Ale zdarzają się też na przykład prośby, abym wysłała swoją bieliznę. Te ignoruję, śmiejąc się pod nosem. Parę razy zdarzył się wpis, który mnie zaintrygował i zaowocował dłuższą znajomością. Ale dopiero przy bliższym poznaniu okazuje się z jakim typem mężczyzny mam do czynienia, bo często maska przybierana w internecie nie ma kompletnie nic wspólnego z prawdziwym życiem.

Zabierasz swoich przyjaciół na Warmię? Mają swoje rodziny i obowiązki, więc szukamy zazwyczaj czegoś bliżej, na szybko. Mamy na przykład ulubione miejsce w rezerwacie nad Wisłą. Zwykły chillout na piasku w otoczeniu natury. Jak tylko mam wolne parę godzin, pakuję ich do swojego sporego samochodu i urywamy się za miasto. W szkole średniej i podczas studiów byłam grzeczną dziewczynką, zero imprez, zabawy. Teraz nadrabiam zaległości towarzyskie, choć cały czas z rozsądkiem. I nie mam tu na myśli pokazywania się na tzw. ściankach od których raczej stronię. Moje mieszkanie na warszawskiej Woli jest zawsze pełne ludzi. Razem jemy, oglądamy filmy i planujemy podróże. Każdego miesiąca zaliczamy jakiś trip – do europejskich stolic czy nad ciepłe morze. Masz już własne mieszkanie? To był mój pierwszy cel po przyjeździe do Warszawy – poczucie bezpieczeństwa we własnym kącie. Kupiłam je z pomocą rodziców. To oni zawsze powtarzali: „nawet jeśli wyjdziesz za milionera, musisz mieć własne mieszkanie”. Marzy mi się, aby za parę lat kupić dom w okolicach Olsztyna, albo pod Warszawą, jeśli praca nie pozwoli na powrót w rodzinne strony, gdzie będę mieszkać z mężem-ziomkiem, trójką dzieci, psami i kotem. Gdzie póki co można cię spotkać w Olsztynie? Jak wpadam na weekendy, jestem raczej domatorką, odwiedzam czasem znajomych. Zawsze muszę odwiedzić naszą plaże miejską i posiedzieć chwilę w przyjeziornych knajpach. Wychowałam się na Pieczewie, w okolicach poligonu, lasu

025


POSTAĆ

i przez dziecięce lata to właśnie tam szwendałam się z koleżankami i kolegami robiąc dużo nierozsądnych rzeczy. Nie było drzewa, na które Izka się nie wdrapała. Nie ciągnęło cię, aby po konkursach spróbować sił za granicą? Kiedy miałam wziąć udział w wyborach Miss Universe na Filipinach, powiedziałam rodzinie, że jak wejdę do pierwszej trójki to postaram się spaść ze sceny. Tak na wszelki wypadek, bo wygrana wiązałaby się z rozstaniem z Polską. Nigdy mnie to nie kręciło, odmówiłam pracy w agencji modelek w Nowym Jorku. Pozowanie do zdjęć od rana do nocy wydawało mi się nudne. Chciałam być twarzą polskiej telewizji i już.

026

odzieżowym z którymi mi nie po drodze, nie są w moim stylu. Asertywności też musiałam się nauczyć, bo przez wiele lat robiłam rzeczy na które kompletnie nie miałam ochoty, ale nie chciałam nikogo zranić, nie myśląc jednocześnie o sobie. Robię wyjątki tylko dla znajomych, którzy prowadzą jakąś działalność i potrzebują wsparcia reklamowego, bo wiem, że promowanie w internecie, może znacznie pomóc.

A Playboy się o ciebie upomniał? Tak, udzieliłam redakcji wywiadu, ale sesji rozbieranej odmówiłam. I nie żałuję. To co mam zakryte pod bielizną, zostawiam dla osób wybranych, a nie całej Polski. Może to staroświeckie podejście, ale mimo młodego wieku mam chyba dojrzałą duszę. Kostium kąpielowy to maksimum, który potrafię pokazać innym, nawet przed pokazaniem się w bieliźnie mam opory.

Ile masz szaf z ciuchami? Ze trzy spore, ale zaczynam walczyć z konsumpcjonizmem. Co pół roku robię czystkę i rozdaję ciuchy znajomym, rodzinie. Mój „must have” to kurtka ramoneska, sportowe buty – tych się nie pozbywam. Zakupy to przyjemność, ale i pewien wymóg narzucony przez media społecznościowe. Jeśli kilka razy wystąpisz na Instagramie w tej samej stylizacji – ludzie od razu ci to wytkną. Nie mam łatwo z dobraniem dla siebie rozmiaru, np. spodnie dobre w pasie, często są na mnie za krótkie. Kończy się na fasonach ovesize, bo wykraczam poza tradycyjne S-XL. Dlatego mam plan, aby stworzyć własną markę odzieżową, niekoniecznie z typowymi rozmiarami z sieciówek.

Komu jeszcze odmówiłaś? Z bólem odmówiłam udziału w „Tańcu z gwiazdami”, chociaż chętnie wróciłabym do wspomnień z dzieciństwa, kiedy trenowałam w szkole Iwony Pavlović. Ale producenci „Koła Fortuny” zaufali mi dwa lata temu, kiedy byłam 22-letnim nieopierzonym stworzeniem, więc czułabym się nie fair udając się bez zgody do innych stacji. Przekładam relacje z ludźmi nad karierę. Odmawiam też np. współpracy markom

Biznes pod własnym nazwiskiem? Daję sobie jeszcze 10 lat na dotychczasowy, intensywny tryb pracy w mediach. Wiem też, że praca w telewizji może się skończyć z dnia na dzień. Dlatego mam już plan B, pracuję z przyjaciółką, również byłą miss, nad marką kostiumów kąpielowych i bielizny. Tych akurat nigdy nie mam zbyt wiele w szafie. Na razie tworzymy projekty w zaciszu domowym, za jakiś czas powstanie sklep internetowy, a jak się przyjmie


POSTAĆ

027


POSTAĆ

MAM NIEWYPARZONY JĘZYK I PRZY KAŻDEJ PRÓBIE POWIELANIA PRZEZ JAKIEGOŚ FACETA ŻAŁOSNEJ TEORII „KOBIETA JEST ALBO ŁADNA, ALBO MĄDRA”, URUCHAMIA SIĘ WE MNIE ZADZIORNA CZĘŚĆ IZY.

028


POSTAĆ

– również salon stacjonarny. I będą tam również nietypowe rozmiary. Chciałabym, aby moja marka pozwoliła każdej kobiecie poczuć się dobrze w swoim ciele, skoro sama długo wychodziłam z kompleksów. Jakiś rodzaj misji? Obserwuję swoje otoczenie, coraz więcej moich rówieśniczek zachodzi w ciążę i widzę często, jak przestają o siebie dbać. Wpadają w pułapkę, że najważniejsze są potrzeby dziecka i partnera. Opierniczam swoje koleżanki kiedy widzę je kolejny dzień w wyciągniętych dresach, bez makijażu czy nieumytych włosach. Oczywiście, ktoś pomyśli, że łatwo mi tak mówić, nie wiedząc jak to jest być mamą. Ale nie mówię tego, aby komuś uprzykrzyć w ten sposób życie, wręcz przeciwnie. Jeśli nauczymy się walczyć o same siebie, robiąc nawet drobne czynności tylko dla nas np. maseczkę wieczorem, wyjdziemy czasami same z przyjaciółką do kina, czy wyskoczymy do fryzjera, poczujemy się znacznie lepiej! Inaczej, przestaniemy rozkwitać, a zaczniemy się wpędzać w kompleksy i depresje. Często zabieram kumpele na basen, do sauny, namawiam na kursy tańca, które dają wyrzut endorfin i same przyznają, że poczuły się lepiej. Wracają do domu uśmiechnięte z podwójną siłą. Próbuję inspirować do tego, aby pamiętały o sobie. Po swoich doświadczeniach wiem, że najważniejsza jest relacja z samym sobą. Bez samoakceptacji nie damy pełni szczęścia naszym najbliższym. Udany związek to spotkanie dwóch całości, a nie dwóch połówek, takie jest moje zdanie. A do tego potrzeba dużo szacunku i czułości dla samej siebie, dopiero wtedy roztaczamy pozytywną aurę i przyciągamy innych. Wiele nocy przepłakałam w poduszkę zanim to zrozumiałam, ale było warto.

Jesteś gotowa, aby motywować inne kobiety? To jeden z pomysłów, które chciałabym w przyszłości rozwinąć. Dostaję wiele maili od młodych dziewczyn, które proszą mnie o rady dotyczące np. ponadprzeciętnego wzrostu, pracy w modelingu. Nie jestem autorytetem, aby przemawiać do dojrzałych kobiet, ale warsztaty dla swoich rówieśniczek mogłabym prowadzić. Np. na temat tego, że warto dokonywać zwrotów akcji w kwestii zawodowej. Wiem z doświadczenia znajomych czy mojej mamy, że pracę w której nie jesteśmy spełnieni, powinno się zmienić. Drugi mój pomysł to kampania społeczna dotycząca pierwszej pomocy. A skąd ten pomysł? Dwa lata temu umarł mi na rękach nieznajomy człowiek. Osunął się na mnie w kolejce na poczcie. Jako jedyna w tłumie desperacko próbowałam mu pomóc, zrobić masaż serca. Mimo próśb nikt nie odważył się podejść i mnie wesprzeć. No i nie udało się. Ta trauma otworzyła mi oczy, że dopiero w kryzysowych sytuacjach okazuje się, jak bardzo nieporadni jesteśmy. A przecież walczymy w takich chwilach o życie, więc bardzo chciałabym coś z tym zrobić. Nic nie dzieje się w naszym życiu przypadkiem. Mam za sobą skrajne, bolesne doświadczenia, ale każde z nich czemuś służy, buduje stabilność emocjonalną i daje nam szanse na lepszą przyszłość. Osiągam z wiekiem coraz większą zgodę na życie takie, jakie jest, ale jeśli dam radę wprowadzać w nim drobne zmiany, aby było lepiej, będę do tego dążyć. Koledzy z pracy mówią na mnie „miss fortuna” i ja też uważam się już dzisiaj za prawdziwą szczęściarę. Los dał mi więcej niż wielu innym ludziom, więc czuję, że jestem coś winna światu. Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Piotr Ratuszyński Stylizacja fryzury: Strefa Metamorfoz Izabela Ambroziak

029


PRODUKTY

GALERIA HANDLOWA MADE IN STWORZONE NA WARMII I MAZURACH I FIRMOWANE PRZEZ LUDZI WARMII I MAZUR

OFERTY PREMIUM W APLIKACJI

Olsztyńska Karta VIP to lokalny program lojalnościowy, który umożliwia korzystanie z promocyjnych ofert dla mieszkańców i turystów. Zniżki sięgają nawet 50 proc. Jak to działa? VIP Karta zapewnia dostęp do setki promocyjnych ofert sklepów, restauracji, atrakcji, salonów urody, motoryzacji, B2B oraz wielu innych. Już od 01 lipca startuje aplikacja mobilna VIPkarta.pl, której ambasadorką marki została Joanna Jędrzejczyk. www.VIPkarta.pl

SŁODKA PASJA Ich ciasta przygotowywane są z najwyższej jakości naturalnych produktów pochodzących głównie z własnego gospodarstwa. Niebanalne połączenia smakowe i oryginalne, pomysłowe wykończenia nadają ich wypiekom rangę dzieł sztuki kulinarnej. Torty artystyczne na każdą okazję tworzone z wielką pasją. fb/torcikowoolsztyn

DŹWIĘK Z TYKWY

Shekere to instrument muzyczny popularny w Afryce, Ameryce Południowej i Środkowej oraz od niedawna na Warmii. Ręcznie robione grzechoty z tykwy wyhodowanej w ogródku, tworzy Anna Wojszel, plastyczka z Wipsowa. Wydrążony owoc opleciony jest lnianą siateczką z koralikami. Każdy egzemplarz jest jedyny w swoim rodzaju, ma nie tylko inny wygląd, ale i brzmienie. www.wszuwarach.pl 030

CHMIELIĆ I PIĆ NA ZIMNO Nie ma to jak klasyczny, lekki lager. Aromat z elementami kwiatów i ziół, delikatnie przebijającą się nutą biszkoptowego słodu. Dzięki chmieleniu na zimno, piwo zyskało nowy wymiar – świeżość z nieznacznie podniesioną goryczką. Doskonały stopień odfermentowania w połączeniu z niskim ekstraktem daje wyjątkowy smak. Oto Kormoran Lekki. www.browarkormoran.pl


PRODUKTY

MIŁOŚĆ DO WYNAJĘCIA

DESKA Z DUSZĄ

Przypomina o tym, co w weselnym zamieszaniu jest najważniejsze. A przy tym zdobi wnętrza, rozświetla plener i jest idealnym tłem do ślubnych fotografii. Świecący napis „Miłość” o szerokości około siedmiu metrów i wysokości 1,3 m, został ręcznie wykonany z sosnowego drewna. Zasilana żarówkami i odporna na wilgoć ozdoba zagra pierwsze skrzypce nie tylko podczas uroczystości weselnych, ale też jubileuszy czy walentynek.

Pionierzy w produkcji desek kitesur fingow ych w Europie. Każda z nich, począwszy od pierwszej z 1999 roku, to jedyne w swoim rodzaju dzieło sztuki. Wysoka jakość materiałów i konstrukcji w połączeniu z artystycznym dizajnem. Firma spod Olsztynka stworzyła kolekcje z najwyższej półki, a ich deski SU-2 prześlizgują się po akwenach na całym świecie. www.store.su-2.com

fb/miloscnapis

ZAKUPY BEZ DYLEMATÓW

Nie masz pomysłu na prezent z okazji urodzin czy świąt? Szukasz sprawdzonego sposobu na upominek? Nie wiesz jakie ma preferencje obdarowywana osoba? Karta Podarunkowa Aura Centrum Olsztyna rozwiązuje każdy dylemat zakupowy. Zakupiona i zasilona wybraną przez klienta kwotą, służy do zrobienia zakupów w sklepach znajdujących się na terenie centrum. Można ją wykorzystać do kwietnia 2020 roku. Szczegóły na www.auracentrum.pl

SŁONECZNA PLATFORMA Spragnieni słońca? A może marzycie o własnej przestrzeni do opalania na środku jeziora? Na kameralnym, luksusowym pokładzie solemaranu Coco można bez skrępowania zażywać słonecznych kąpieli, również bez bikini. I w każdej chwili zejść po drabince do wody, aby się schłodzić i rozruszać. Nic dziwnego, że solemaran to hit wypożyczalni przy kurortach i hotelach. www.solemaran.pl

031


WZORNICTWO

DIZAJN PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA WYOBRAŹ SOBIE, ŻE PRZEKAZUJEMY CI DO RĄK NOWY PRODUKT, KTÓRY SPEŁNIA TWOJE OCZEKIWANIA, ZASPOKAJA POTRZEBY, ROZWIĄZUJE PROBLEMY, WYWOŁUJE POZYTYWNE EMOCJE. TO PRZEPIS NA SUKCES DLA KAŻDEGO BIZNESU I WYZWANIE DLA PROJEKTANTÓW PRODUKTÓW I USŁUG.

032

Długo można by wymieniać czynniki, które mają wpływ na decyzje zakupowe nas wszystkich, klientów. Wymagamy od producentów, aby sprawili, że poczujemy się ważni, wyjątkowi, docenieni, wyróżnieni, a nasze życie będzie łatwiejsze. Wyzwaniem dla projektantów jest więc wywołanie u klienta pozytywnych emocji, bo to one są motywem dla którego klient sięgnie właśnie po nasz produkt, a nie produkt konkurencji. Kluczem jesteśmy my, sami klienci, użytkownicy, a precyzyjniej – nasze pragnienia, potrzeby, sposób w jaki żyjemy, nasze zamiłowania, przyzwyczajenia. Słowem, świat konsumenta, potencjalnego nabywcy produktów i usług. To w nim warto szukać inspiracji i odpowiedzi na pytania, co sprawi, że klienci pokochają naszą propozycję. Stowarzyszenie Wzornictwo Przemysłowe Warmii i Mazur od 2013 roku współpracuje z firmami z regionu oraz z całej Polski, projektantami, ekspertami. Prowadzimy procesy projektowe w efekcie których powstają innowacyjne produkty i usługi, które stanowią odpowiedź na potrzeby przyszłych klientów, czyli użytkowników. Spośród kilku etapów, które prowadzimy w ramach projektowania innowacyjnych rozwiązań, jednym z pierwszych, podstawowych, ale i najważniejszych, jest etap empatii. Dotyczy on świata obecnego i przyszłego klienta do którego chcemy skierować nasze produkty i usługi. Empatia to umiejętność wczucia się w sytuację innej osoby, spojrzenia na coś oczami innego człowieka, poznanie i zrozumienie doświadczeń innych ludzi. Metoda Design Thinking, którą stowarzyszenie wykorzystuje podczas pracy z firmami i instytucjami zakłada, że etap empatii, odpowiednie zdefiniowanie problemu w procesie projektowym to 90 proc. sukcesu. Definiujemy w nim klienta, jego problemy, potrzeby, doświadczenia, odczucia, dzięki czemu firma może zbudować łączący pomost pomiędzy nią, a użytkownikiem. Klienci w procesie empatii współprojektują produkt, usługę, są aktywnymi uczestnikami procesu, dzięki czemu dostarczane wartości w produktach i usługach są adekwatne do ich oczekiwań. Misja Design Thinking polega na przekładaniu obserwacji na zrozumienie, a zrozumienie na dostarczane produktu i usługi. Producenci i usługodawcy, dostarczając produkty i usługi stworzone wyłącznie na bazie własnych doświadczeń, ograniczają zakres możliwości, np. w pełni sprawna projektantka może nie mieć pojęcia o problemach osoby jeżdżącej na

wózku inwalidzkim, a osoba jeżdżąca tylko samochodem może nie mieć pojęcia o problemach użytkowników transportu miejskiego. W procesie empatii narzędzia dobieramy indywidualnie do przedsiębiorstwa i jego oferty. Proces jest dokładnie zaplanowany i skoordynowany. Przykładowe narzędzia wykorzystywane w procesie to tzw. persona, mapa empatii, wywiady etnograficzne, obserwacje uczestniczące i nieuczestniczące np: shadowing czy service safari. Narzędzia te umożliwiają bardzo szczegółowe poznanie świata klienta, bo to on dostarcza nam inspiracji, pomaga odpowiedzieć na potrzeby, niespełnione oczekiwania, pragnienia, które mogą być zaspokojone przez producenta czy usługodawcę, poprzez dobrze zaprojektowaną ofertę, znoszącą jego dyskomfort, wyzwalającą w nim pozytywne emocje. Produkt czy usługa ma sens wtedy, kiedy pragną jej klienci, a drogą do tego sukcesu jest właśnie dobrze przeprowadzony proces empatii. W kolejnym wydaniu opowiemy o następnych etapach procesu Design Thinking, prezentując przykłady firm z którymi Stowarzyszenie Wzornictwo Przemysłowe Warmii i Mazur miało przyjemność współpracować. I oczywiście efekty wdrażania przez nich dizajnu. Tekst: Małgorzata Adamus, Marzena Radzka-Wiśniewska, Stowarzyszenie Wzornictwo Przemysłowe Warmii i Mazur

Stowarzyszenie Wzornictwo Przemysłowe Warmii i Mazur Olsztyn, ul. Jagiellońska 91a, pok. 6 tel. 735 389 215 www.wpwim.pl fb.com/designtodobre/


WZORNICTWO

DOBRZE PRZYPRAWIONY BIZNES TYLKO W ZESZŁYM ROKU NA WYPRODUKOWANIE OCTU JABŁKOWEGO ZUŻYLI 673 TONY JABŁEK. TO JEDEN Z NAJPOPULARNIEJSZYCH PRODUKTÓW MARKI OCTIM. BEZKONKURENCYJNĄ OD PONAD PÓŁ WIEKU JAKOŚĆ ŁĄCZY Z NOWYMI TRENDAMI: FIT, EKO I DOBRY DIZAJN. Sprzedaż tradycyjnego octu spirytusowego zazwyczaj wzrasta późnym latem, kiedy rusza domowa produkcja przetworów owocowo-warzywnych. W tym roku jednak statystyki ostro poszły w górę jeszcze przed Wielkanocą. Czyżby produkt wpisał się w czas wiosennych porządków? Ocet to nie tylko produkt spożywczy, ale też sprawdzony od dekad ekośrodek do mycia szyb, luster, powierzchni kuchennych i łazienkowych. Tani, bezpieczny dla domowników i środowiska. Idealnie wpisujący się w popularny trend: dom bez chemii. – Świadomość konsumentów zmienia się, zwracają coraz większą uwagę na skład, pochodzenie produktów i ich walory prozdrowotne – twierdzi Alicja Adamiec-Ślipy, wiceprezes zarządu olsztyneckiego Octimu. – Widać to w naszych statystykach sprzedaży octów: jabłkowego, ekologicznego jabłkowego czy choćby cydrowego. Sprzedaż tego ostatniego na przestrzeni dwóch lat skoczyła o 720 procent. Na czym polega fenomen marki? „Z musztardą z Olsztynka nawet boczek smakuje jak szynka” – takie hasło promowało ich produkty w czasach PRL. To, co pozostało z tamtej epoki to tradycyjne receptury produkcji musztardy i octu. Np. ocet wciąż powstaje w kadziach modrzewiowych, a to gwarantuje niepowtarzalny smak i aromat. – W 2012 roku doszliśmy do ściany. Mieliśmy know-how, nasze smaki były bezkonkurencyjne, ale opakowania, jak choćby butelka monopolówka, nie trafiała już w oczekiwania rynku – wspomina wiceprezes. Pięć lat temu w firmie Octim rozpoczął się proces zmian. Podczas warsztatów Szybkowar Dizajnu zorganizowanego przez Stowarzyszenie Wzornictwa Przemysłowego Warmii i Mazury, narodziły się nowe pomysły, których efektem był m.in. sposób zarządzania około 100-osobowym zespołem, rebranding, zmiana dizajnu opakowań, poszerzenie oferty produktów. Jako pierwszy metamorfozę przeszedł ocet jabłkowy. Nowe butelki i oznakowanie sprawiły, że produkt stał się „koniem pociągowym” firmy. – Zgodnie z trendem fit i eko sięgamy po ocet jabłkowy nie tylko ze względu na jego właściwości wspierające metabolizm, ale także szerokie zastosowanie w kosmetyce – przyznaje wiceprezes. – Nasz ocet trafia m.in. do producentów pasty do zębów, kremów. Produkty Octimu można znaleźć nie tylko w polskich sieciach handlowych i w kuchniach renomowanych restauracji. Trafiają

m.in. na rynek USA, krajów nadbałtyckich. Kolejne wersje musztardy, jak chrzanowa, ze smażoną cebulką, z suszoną żurawiną czy śliwką, a także sosy musztardowe, glazury balsamiczne, ketchupy czy papryka konserwowa, zbierają entuzjastyczne opinie wśród internautów. – Polacy coraz więcej podróżują, poznają nowe smaki. Wychodzimy im naprzeciw, tworząc np. ocet i glazury balsamiczne nawiązujące do znanych włoskich smaków, w naszej regionalnej wersji – podaje przykład Alicja Adamiec-Ślipy. W ofercie firmy jest już około 50 produktów, które każdego roku zdobywają uznanie jury renomowanych konkursów kulinarnych i biznesowych. Z kolei dla najdynamiczniej rozwijających się firm, stabilnych finansowo, marka Octim otrzymała prestiżowe Diamenty Forbesa. W tym roku odebrała też z rąk marszałka Laur Najlepszym z Najlepszych za innowacyjność produkcji. – Sekretem smaku naszych produktów są mieszanki przypraw – tłumaczy wiceprezes. – Przykładamy ogromną wagę do jakości naszych surowców, audytujemy dostawców. I choć komplikuje to proces produkcji i zwiększa jego koszty, jak widać na przestrzeni lat – opłaca się. Niedawno otrzymałam telefon od pochodzącego z regionu prezesa warszawskiej firmy. Stwierdził, że kiedy sięgnął po naszą musztardę sarepską, poczuł się 50 lat młodszy, przypomniał sobie smak dzieciństwa. Idziemy z duchem czasu, ale tradycja to nasza największa siła. Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum Octim

OCTIM Wytwórnia Octu i Musztardy Sp. z o.o. Olsztynek, ul. Zielona 2 tel. 89 519 21 01 do 03 e-mail: octim@octim.com.pl www.octim.com.pl


ROLNICTWO I NAUKA

JAK ODMIENIĆ KARTOFLA

GRECY OLIWKI, HISZPANIE POMIDORY, A CZY POLACY WPROWADZĄ NA SALONY ZIEMNIAKA? O PRZEŁOMOWYM CZASIE DLA POPULARNEGO WARZYWA ROZMAWIAMY Z DR TOMASZEM BIEŃKOWSKIM, PREZESEM CENTRALI NASIENNEJ W NIDZICY, ORGANIZATOREM NAJWIĘKSZEGO W TEJ CZĘŚCI EUROPY WYDARZENIA NAUKOWO-BRANŻOWEGO POŚWIĘCONEGO ZIEMNIAKOM.

034

MADE IN: Byłem kiedyś w Norwegii i na uroczystym obiedzie zaserwowano nam danie z ziemniakami, co jest uznawane tam za godne podjęcie gości. Jak zatem myśleć o ziemniakach w Polsce? Dr Tomasz Bieńkowski*: Po królewsku. (śmiech) Pozycja ziemniaka w Norwegii wynika też z tego, że traktowany jest tam jako produkt wartościowy, a nie jako masowy do zapychania brzuchów. Ale to się już zmienia w większości krajów rozwiniętych. Ziemniak, wraz ze swoimi walorami smakowymi, zdrowotnymi i dietetycznymi, zaczyna być serwowany elegancko. W Polsce jest bardzo powszechny, często może traktowany błaho, bo spożywany codziennie. A do tego dochodzi jeszcze brak świadomości, bo jak na rynku ktoś pyta sprzedawcę, jakie ma ziemniaki, to on od razu odbije: a jakie by pan chciał? Co zatem musi się stać, by pozycja i postrzeganie ziemniaka w Polsce zmieniły się? Zacząć doceniać go jako produkt lokalny, który powinien konkurować z ryżem czy kaszami. Firmy obracające ryżem wykonały potężną pracę promocyjno-marketingową, stąd jego dzisiejsza pozycja. A światowe rynki konsumenckie całkowicie odsunęły mit, że ziemniaki są tuczące. Jeśli nie jemy ich pół talerza do obiadu, tylko stosujemy jako warzywo

porcjując 100–150 gram czy zmiksujemy w zupie typu krem, to każde 100 g ziemniaka dostarcza 65–85 kalorii. Ryż i makarony przynajmniej dwa razy więcej. Ziemniak ma z kolei dużo witaminy C, antyoksydantów, białka, które jest nieuczulające, no i błonnika. Może więc uda się zmienić to humorystyczne powiedzenie, że oprócz wódki, drugim ulubionym produktem zrobionym z ziemniaka są tylko frytki. Organizujecie największe w tej części Europy wydarzenie poświęcone branży ziemniaczanej dedykowane dla świata nauki, biznesu, producentów, polityki, konsumentów. Z jaką wiedzą zostaniemy przy naszych talerzach? Jako konsumenci umiemy już wybierać alkohole, pieczywo czy nabiał, a w ziemniakach zabrakło nam edukacji, którą my chcemy się teraz zająć. A wybór jest szeroki, jak w winie. W Polsce mamy zarejestrowanych 97 odmian plus dodatkowe 100 z rejestru europejskiego. W Europie zarejestrowanych jest około 1000 odmian. Każda inaczej smakuje i ma swoje walory kulinarne. Samą konferencję dzielimy na dwa etapy. Pierwszy, pod hasłem „Żagiel i wiatr”, zorganizujemy w pięknie położonej restauracji Przystań w Olsztynie, by goście z zagranicy obejrzeli też urok naszego regionu. Chcemy pokazać w jakim miejscu promujemy rolnictwo zrównoważone, z poszanowaniem


ROLNICTWO I NAUKA

środowiska. Żagiel zaś ma symbolizować nasz potencjał, zaś nasze pomysły, inwencja i wiedza to wiatr, który nas napędza. Drugi dzień, już w zorganizowanej przestrzeni na naszych polach pod Nidzicą, ma zapoczątkować cele dalekosiężne i globalne pod hasłem: doświadczenie, współpraca, skuteczność. Chcemy uświadomić wartość naszego rolnictwa, ale i brakującą nam synergię między nauką, a biznesem, producentami, przetwórcami i eksporterami. Do tego wszystkiego potrzebni nam są też politycy i samorządowcy, by udrożnili procedury i przepisy. Dlaczego największe autorytety w branży z Europy zjadą akurat do niewielkiej Nidzicy na Mazurach? Od lat 60. Nidzica była jednym z największych rejonów produkcyjnych ziemniaka sadzeniaka. Była częścią Olsztyńskiej Hodowli Ziemniaka, gdzie np. powstała słynna odmiana Irga o której w branży mówimy „the warsaw taste”, bo króluje w stołecznych restauracjach. Nidzica ma idealne warunki do uprawy sadzeniaków. W 2000 roku zorganizowaliśmy firmę, która dzisiaj ma 15-procentowy udział w rynku krajowym i zaangażowaliśmy się w promocję budowania marki polskiego ziemniaka w świecie. Jesteśmy współzałożycielami Polskiej Federacji Ziemniaka w Warszawie, która skupia nie tylko producentów, ale i naukowców, dietetyków, branżę kulinarną, medyczną oraz współpracuje z wieloma zagranicznymi hodowlami. Szykujecie hit, którym chcecie podbić rynek: przywracane przez was stare, zapomniane już odmiany ziemniaków, które trafiały kiedyś w gusta konsumentów. W żywieniu wraca trend na wszystko co dawne. Jednak chcemy już unikać tej przaśnej formy, kiedy to wszystko nawiązuje nazwą do babuni i dziadziunia. To się już przejadło i wcale nie trafia do młodego pokolenia. My szukamy tradycji, tej zdrowej, ale profesjonalnie przygotowanej. Dlatego sięgnęliśmy do banku genów w Instytucie Hodowli i Aklimatyzacji Roślin, którego oddział w Boninie zajmuje się wyłącznie ziemniakiem. W formie in vitro zgromadzonych jest tam około 2000 odmian ziemniaka, nawet tych od przełomu XVIII i XIX wieku. Z tego banku korzysta cała Europa. Jako Federacja wpadliśmy więc na pomysł, by sięgnąć po te najlepsze, najbardziej lubiane, ale zapomniane polskie odmiany. Po konsultacjach z konsumentami, inspektorami dawnych central nasiennych, pracownikami służb rolnych udało się ustalić 20 takich odmian i od pojedynczych komórek odtworzyliśmy je. Mamy zasadzonych 11 hektarów. Jesienią przyszłego roku będą już w sprzedaży. Ostatnio w Izraelu promowaliśmy nasze wydarzenie i tamtejsi partnerzy z wielkim zainteresowaniem podeszli do tematu. Próbki tych starych odmian wysłaliśmy też do krajów azjatyckich, północnej Afryki, na Bliski Wschód i do Europy Zachodniej. Robimy więc grunt pod polski hit eksportowy i wierzymy, że ta Nidzica może stać się zalążkiem pozytywnego marketingu. Wrócimy do ziemniaczanej ekstraligi? Kiedyś w niej byliśmy, ale trochę takim kopciuszkiem, który się nigdzie nie pokazywał. Jako ciekawostkę dodam, że w Szwecji na dworze królewskim od 130 lat serwowana jest odmiana ziemniaka Markus, którą wyhodował Polak Henryk Dołkowski. Dzisiaj właściwie jesteśmy drugim producentem w Europie i ósmym w świecie. Jednak jeśli będziemy znani z tego, że

DR INŻ. TOMASZ BIEŃKOWSKI

nidziczanin od urodzenia, absolwent UWM i doktor nauk rolniczych, prezes powołanej w Warszawie Polskiej Federacji Ziemniaka oraz prezes zarządu Centrali Nasiennej w Nidzicy, która kompleksowo obsługuje sektor rolniczy.

sprzedajemy ziemniak marki ziemniak, to własnego brandu nie zbudujemy. A koncept tej konferencji pozwala właśnie budować taką markę. Chcemy by ta impreza weszła w cykliczną formułę wydarzenia Potato Europe, największej imprezy na świecie dotyczącej ziemniaka. Uczestniczy w niej sama elita: Holandia, Belgia, Niemcy i Francja. Mamy ambicję, by Polska była tym piątym wielkim krajem i równoprawnym graczem w europejskiej ekstraklasie. A to ważne przy budowaniu pozycji w świecie, zwłaszcza w czasach, kiedy rynki azjatyckie i północnoafrykańskie rocznie notują po 30 proc. wzrostu konsumpcji ziemniaka. A tam nie chcą taniej masy i byle jakiego towaru. Trzeba więc błysnąć jakością i modą na konkretną odmianę. Rozmawiał: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Potato Poland 23–25 sierpnia 2019 (Nidzica-Olsztyn) krajowedniziemniaka-ihar.pl fb/krajowedniziemniakaihar

035


GODNE UWAGI

DOBRE MIEJSCA MADE IN ODWIEDZAMY, POZNAJEMY, POLECAMY

Obraz: Krystian Bębnowski

Entliczek Pentliczek Olsztyn, ul. Prosta 12/14

UKOJENIE, ENERGIA I EDUKACJA

A czego oni tutaj nie robią! Tańczą z ogniem, chodzą na szczudłach, pieką chleb, grają na bębnach, lepią garnki, szkolą z survivalu, organizują spływy kajakowe i są mistrzami eksperymentów naukowych. Długo by wymieniać, bo jeszcze ogród permakulturowy, szkolenie rozwojowe, no i recykling. Integrują i animują, aby każdy kto tu trafi, poczuł się jak w domu i wyjechał odstresowany i z bagażem nowych umiejętności. To niezależny ośrodek edukacji, animacji i kultury. Kamila i Misiek, ze starej obory stworzyli pełne pasji miejsce, do którego przyjeżdżają grupy młodzieży i dorosłych na kilkudniowe pobyty warsztatowe z noclegami i wyżywieniem. Ich specjalnością są alternatywne formy edukacji, które kształtują charakter, rozwijają osobowość i zdolności organizacyjne. Kacze Bagno – Miejsce Inicjatyw Pozytywnych ul. Wybudowanie 4 13-306 Kurzętnik

#ŻYCIE

ZAINSPIRUJ SIĘ WNĘTRZEM

Instalacja ‘one line of life’ Olsztyn, aleja Przyjaciół 18 fb/onelineoflife

SHOP ON-LINE www.marina-maison.pl

Podziel się życiem. Odłóż telefon, posłuchaj śpiewu ptaków i szumu fal jeziora Długiego. Krystian Bębnowski, wszechstronny artysta i projektant, stworzył w swoim ogrodzie instalację plenerową ‘one line of life’ sprzyjającą refleksji, rozmowom, wzajemnej inspiracji. Wśród zieleni i dzieł artysty, każdy może pobyć ze swoim oddechem, świadomie odczuć dotyk i doświadczyć uważnej obecności na hamaku, w otoczeniu natury. Słowem: zatrzymać się w biegu i świadomie poczuć „tu i teraz”. Ogród jest otwarty w weekendy, a wejścia do tego uroczego zakątka należy szukać od strony jeziora Długiego.

Obraz: arch. Kacze Bagno

Warto zacząć od plińców z pomoćką, albo carpaccio z buraków, przejść do flaków lub zupy rybnej i wybrać jedno z wykwintnych głównych dań. Wśród nich m.in. wolno pieczona szynka czy stek z sezonowanego antrykotu. Restauracja w sercu miasta stawia na sprawdzone dania kuchni polskiej i europejskiej, przyrządzone i udekorowane po mistrzowsku. Kolorowe, przytulne wnętrza i ogródek przy trakcie spacerowym zachęcają, aby wpaść tu na lunch, albo zorganizować rodzinną imprezę. A entuzjastyczne opinie internautów, które pojawiły się w ciągu kilku tygodni od otwarcia, to dodatkowa motywacja. Miłośnicy wyszukanych trunków też nie będą zawiedzeni. Za barem m.in. wyselekcjonowane włoskie, francuskie, czeskie czy węgierskie wina sygnowane słynnym w świecie kulinarnym nazwiskiem Makłowicz.

W Marina Maison Home & Living znajdziecie projektowane na zamówienie meble drewniane oraz kolekcje wiodących europejskich marek, jak Riviera Maison czy Richmod Interiors. Wygodne sofy renomowanych polskich producentów Modalto czy Sits usatysfakcjonują tych najbardziej wymagających. W pracowni Marina Maison można zamówić wyposażenie całego domu oraz dobrać do niego stylowe oświetlenie i dekoracje. Z przyjemnością pomogą tym, którzy potrzebują wsparcia w urządzeniu swojego wnętrza wedle preferowanej tu estetyki. Uwaga! Na hasło „Made In” przygotowany jest 15-procentowy rabat na całą kolekcję Marina Maison Home & Living.

SHOWROOM Olsztyn, ul. Armii Krajowej 3 lok.156 tel. + 48 668 194 969

Obraz: arch. Marina Maison Home & Living

Obraz: Kalina Jędrzejkiewicz

WSZYSTKIE KOLORY SMAKÓW



DOBRE MIEJSCE

TAK SMAKOWAŁY GOSPODY WARMIŃSKIE POD ZABYTKOWYMI BELKAMI ROZBRZMIEWA SKOCZNA MUZYKA, SŁYCHAĆ AKORDEON I GITARĘ. ŻYRANDOLE ZE STARYCH KÓŁ WOZU DRABINIASTEGO OŚWIETLAJĄ TWARZE GOŚCI, A ZNAD TALERZY SŁYCHAĆ GWAR ROZMÓW I ŚMIECH. NIE MA WĄTPLIWOŚCI – ZNAJDUJEMY SIĘ W GOSPODZIE Z PRAWDZIWEGO ZDARZENIA. restauracja! – tłumaczy ze swadą pani Ania. – Tutaj luzujemy kołnierzyki i jemy do syta. Dania nie są wyszukane, nie znajdziemy w karcie modnego kaszotto, ale za to pyszną kaszę z borowikami i kurkami – jak najbardziej. Bo duma z tradycji, to jest właśnie dla mnie nowoczesne myślenie. Żeby podać gościom miskę pełną młodych ziemniaczków, tak po prostu, bez krygowania się i malowania kleksów sosami. Aby zdobyć się na taką filozofię, trzeba doskonale znać lokalną historię i tradycję. Kuchnię Warmii i Mazur, a Butryny leżą na historycznej granicy tych dwóch krain, wyróżnia wielka dbałość o składniki i pomysłowość. Nigdzie indziej nie można było znaleźć takiej różnorodności grzybów, lasy do dziś bogate są w dziczyznę. Warmia słynie z czystego powietrza i wód, one dają tak wyjątkowe plony. Gospodynie tych ziem wiedziały, jak wykorzystać te skarby.

038

Wystarczy 20 minut, by z olsztyńskiej starówki przenieść się w samo serce warmińskiej wsi Butryny. Pośród lasów pełnych jagód i grzybów powstała wyjątkowa gospoda. Goście bawiący się na jej otwarciu ze zdumieniem przyglądali się odnowionemu wnętrzu. Część z nich pamięta mieszczący się tu wcześniej skup Gminnej Spółdzielni i ruinę w jaką później popadł budynek. Remont tego wszystkiego trwał ponad dwa lata. – To była rudera, ale rudera z historią – podkreśla Ania, współwłaścicielka Gospody Warmińskiej. – W budynku nie było ani jednego kabla, więc zaczynałam od zera. To było wyzwanie, by tak go odnowić, zachowując niepowtarzalny charakter: mur pruski czy oryginalne czerwone cegły. Pierwszy lokal w tym miejscu pani Ania otworzyła dwa lata temu, spełniając swoje marzenie o gospodzie, gdzie mogłaby gościć przyjezdnych i miejscowych oryginalną kuchnią. Plan się powiódł. Autentyczne regionalne produkty sprawiły, że gości nie brakowało. Wśród nich znaleźli się także sąsiedzi z Butryn – pani Marta z panem Henrykiem. Pierwszy raz zaszli tu z psami i byli miło zaskoczeni, że jest też i miejsce, i miska dla pupili (tak przyjmuje się tu psiaki do dzisiaj). Zaprzyjaźnili się z właścicielką, a sama gospoda i serwowane warmińskie smaki na tyle ich zauroczyły, że miejsce zaczęli polecać znajomym. Zresztą to była najlepsza recenzja, bo prywatnie pani Marta sama doskonale gotuje i przykłada wielką wagę do jakości produktów. Tak zawiązała się relacja, która przerodziła się we wspólne działanie. Nadali przedsięwzięciu większego rozmachu, odnowili lokal z zewnątrz i urządzili ogród. 1 maja otworzyli Gospodę Warmińską. – To gospoda w pełnym tego słowa znaczeniu! Mamy wszyscy czuć się domowo, to nie jest

– Mieszkańcy tych ziem ciężko pracowali od rana do nocy, skądś musieli czerpać siłę i zdrowie. Obiad Warmiaka zawsze musiał być treściwy, czego doskonałym przykładem jest bazująca na karkówce zupa karmuszka, z fasolą, kapustą i doprawiona lokalnymi ziołami – opowiada pani Ania. W gospodzie jest także szefową kuchni, zaś pani Marta autorką obłędnych ciast, np. lodowego z musem z czerwonych owoców. – Nie podążam ślepo za babcinymi przepisami, a tradycję podaję nowocześnie – kontynuuje pani Ania. – Lekko, a nie jak dawniej jadano. No i najważniejsze – nie po to otwiera się gospodę, by podawać byle co. Takie kłamstwa mają krótkie nogi. Tu trzeba gotować jak dla siebie i czuję, że nam się to udaje, bo goście wracają – najczęściej z całymi rodzinami. Tekst: Ewa Drozda Obraz: Michał Bartoszewicz Gospoda Warmińska Butryny Tel. 511 491 438 – rezerwacja stolików Tel. 511 491 439 – rezerwacja sali, imprezy okolicznościowe



DOBRE MIEJSCA

DZIKO I BEZ ZADĘCIA

DOMEK JAK W BAJCE: BIAŁE ŚCIANY, NIEBIESKIE OKIENNICE I RUSTYKALNE, PRZYTULNE WNĘTRZA. TAKI BYŁ POMYSŁ NA OTOCZONE LASAMI I JEZIORAMI SIEDLISKO LIKUSY: POWRÓT DO SIELSKIEJ KRAINY PRZYPOMINAJĄCEJ TŁO DZIECIĘCYCH OPOWIEŚCI. I RESET OD MIEJSKIEJ BIEGANINY.

040

Plan był taki: zainwestować pieniądze w działkę nad jeziorem. Ale w drodze na spotkanie ze sprzedawcą Adrian zgubił się w lesie i przypadkiem trafił do wsi Likusy w gminie Nidzica. Prosto pod przedwojenny dom z przyczepionym banerem „na sprzedaż”. – Oczyma wyobraźni zobaczyłem co można tu stworzyć. Zadzwoniłem do żony i powiedziałem, że nie kupujemy żadnej ziemi, tylko dom – wspomina Adrian Moćko, właściciel firmy producenckiej z Warszawy. Adrian i Emilia, choć zawodowo związani ze stolicą, coraz więcej czasu zaczęli spędzać w Likusach. Poznawali okoliczne lasy i jeziora – wśród nich torfowe, unikatowe pod względem przyrodniczym jezioro Karzełek. Zgłębiali historie okolicznych gospodarstw i ich mieszkańców. A po roku dokupili pobliskie zrujnowane gospodarstwo malowniczo położone pod lasem na obrzeżach wsi. – Potencjał Warmii, którym się zachłysnęliśmy zainspirował nas do tworzenia kolejnego klimatycznego miejsca – tłumaczy właściciel. – Gromadziliśmy stare meble i antyczne sprzęty, zwoziliśmy wiekowe belki z rozbiórek domów. Siedlisko miało być miejscem przyjacielskich i rodzinnych spotkań, uroczystości. Odpoczynku wśród natury, resetu od miejskiego zgiełku.

Dom z czer wonej cegł y po remoncie zyskał białą elewację, niebieskie okiennice i tarasy ze starego drewna. W jasnych, dizajnerskich wnętrzach może gościć dziewięć osób (plus cztery dostawki), a dodatkowa sypialnia znajduje się nad sauną, która powstała w osobnym drewnianym budynku. Stodoła to przestrzeń biesiadna, idealna na imprezy w ciepłe miesiące. Obok niej drewniany podest do tańców i koncertów pod chmurką. Na podwórzu, wśród drzew owocowych, miejsce na ognisko i lampki dodające klimatu po zmroku. Właściciele przetestowali nową aranżację siedliska, organizując tu własne plenerowe wesele. – Sprowadziliśmy urzędnika do stodoły, zaprosiliśmy 120 gości – wspomina Adrian. – Zrobiliśmy dekoracje ze snopków siana, rozwiesiliśmy lampiony. Nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszej miejscówki – swojsko, bez zadęcia, wtopieni w naturę. Fama o siedlisku rozchodziła się drogą pantoflową wśród znajomych. Zabrali tu rodziny, organizowali wieczory panieńskie, spotkania integracyjne. A kiedy siedlisko odkrył Slowhop – portal rezerwacyjny z nietuzinkowymi miejscami, grafik na wakacyjny sezon wypełnił się jeszcze zimą.

– Takie miejsca nie przyciągają raczej ludzi, których kręcą luksusowe resorty – przyznaje właściciel. – Otoczenie lasów, kwadrans spacerem do jeziora, śpiew ptaków, spotkania z dzikimi zwierzętami, lokalne wiejskie produkty – taki „dziki” zestaw mamy do zaoferowania. A jeśli już mamy wynająć siedlisko na wesele, chcemy poznać bliżej naszych gości, sprawdzić czy jest między nami „chemia”. Przebywając w lesie czujemy się gośćmi jego mieszkańców. I chcemy, aby trafiali tu ludzie, którzy tak jak my, potrafią to uszanować, docenić i zachwycić się. Tekst: Beata Waś Obraz: Michał Bartoszewicz, Tomasz Kempa

Niezwykłych miejsc Warmii i Mazur szukamy z pokładu Skody. Tym razem towarzyszyła nam dzielna na szutrowych duktach 190-konna Skoda Octavia Scout TSI z napędem 4x4 (test auta na www.madeinwm.pl).



TURYSTYKA

NA POGRANICZU PRZYGODY TO JEDYNE MIASTO NA MAZURACH, KTÓRE PO I WOJNIE ŚWIATOWEJ ZNALAZŁO SIĘ W GRANICACH POLSKI. CIEKAWA HISTORIA I UNIKATOWE ZABYTKI TO MOCNA STRONA DZIAŁDOWA. ALE WARTO TU PRZYJECHAĆ, ABY POCZUĆ KLIMAT TYPOWY DLA CITTASLOW – NIEŚPIESZNIE, MALOWNICZO, A KALENDARZ WYDARZEŃ ZAPEŁNIONY „NA BOGATO”.

042

Ogólnoświatowy serwis podróżniczy Tripadvisor nie pozostawia wątpliwości – Interaktywne Muzeum Państwa Krzyżackiego to numer jeden wśród tutejszych atrakcji. Nie bez powodu znalazło się w gronie zwycięzców 4. edycji plebiscytu miesięcznika National Geographic „7 Nowych Cudów Polski”. Jego ekspozycje w ratuszu na działdowskim rynku to nietuzinkowe połączenie historycznej wiedzy i najnowszej techniki. Projekcje 3D, multimedialne ekrany dotykowe z komiksami, stroje z epoki, animacje scen batalistycznych i wiele innych nowatorskich prezentacji przybliżają historię Zakonu i Państwa Krzyżackiego. W ub. roku muzeum wzbogaciło się o wyremontowane gotyckie skrzydło XIV-wiecznego zamku, w którym mieści się także urząd miasta. Mury imponującej krzyżackiej budowli, z salami wystawowymi i warsztatowymi, kaplicą, refektarzem, odbudowanymi krużgankami, biblioteką ze zbiorami historycznymi, zostały udostępnione dla turystów. – A my zajmujemy się już nie tylko historią Zakonu Krzyżackiego, ale dziejami całego Działdowa i okolic – tłumaczy

Patryk Kozłowski, dyrektor muzeum. – Dlatego zmieniliśmy statut i nazwę na Muzeum Pogranicza. I poszerzyliśmy ofertę turystyczną o zamkową wystawę na temat dziejów tych ziem, od starożytności do XX w. Średniowieczny klimat zachował rynek otoczony urokliwymi kamienicami. Ciągnące się wzdłuż wąskich uliczek, oświetlone po zmroku stylizowanymi na epokę lampionami, przez siedem wieków zachowały swój pierwotny układ urbanistyczny. Zieleniec z fontanną i XVIII-wieczna, zadbana bryła ratusza, to jeden z najbardziej fotogenicznych punktów miasta. W jego sercu znajduje się także kościół Podwyższenia Krzyża, najstarsza w okolicy świątynia. Pobliska XIX-wieczna Willa Frankensteina była niegdyś letnią rezydencją rodziny Frankensteinów, właścicieli majątku w Księżym Dworze, a w okresie międzywojennym własnością przedsiębiorcy Bütowa. Budynek przetrwał bez zniszczeń obie wojny, a dzisiaj, po rewitalizacji, mieści się w nim Działdowska Agencja Rozwoju. W trakcie remontu jest obecnie neorenesansowy XIX-wieczny budynek dawnego Hotelu Polskiego, późniejszego kina. Do


TURYSTYKA

dziś zachował pierwotny wygląd, wystrój sali kinowo-koncertowej z dużą sceną i emporą balkonową. – I po remoncie odzyska dawną funkcję – zapowiada Grzegorz Mrowiński, burmistrz Działdowa. – Pielęgnowanie tożsamości, nadawanie drugiego życia zabytkom, a także poprawa jakości życia mieszkańców i budowanie silnej społeczności, to założenia prestiżowej sieci miast Cittaslow, do której należymy od trzech lat. W planach mamy także m.in. rewitalizację nawierzchni miejskiej starówki, która przybliży jej wygląd sprzed wieków. „Zacznij mazurską przygodę!” – to hasło promujące miasto, w którym przecinają się trzy szlaki turystyczne. Na szlaku samochodowym „Zamki Gotyckie”, jednym z punktów jest XIV-wieczny zamek krzyżacki. „Szlak Pętli Grunwaldzkiej” przypomina o strategicznym położeniu miasta na pograniczu krzyżacko-polskim, które było przyczyną licznych walk. A „Szlak Frontu Wschodniego I wojny światowej” prowadzi m.in na cmentarz na skraju miasta, gdzie pochowano kilkuset żołnierzy niemieckich i rosyjskich, poległych w czasie walk w 1914 i 1915 roku w Działdowie i okolicach. W styczniu przyszłego roku miasto będzie obchodziło 100-lecie przyłączenia Działdowa do II Rzeczpospolitej na mocy traktatu wersalskiego. – Ale póki co przygotowaliśmy wydarzenia promujące m.in. lokalne rękodzieło, drobnych wytwórców i artystów. Większość letnich wydarzeń organizujemy w malowniczym Parku Honorowych Dawców Krwi. A Chillout Rynek Festiwal, który po raz drugi odbędzie się na starówce, podkreśli sielski klimat naszego miasteczka, pozwoli na celebrację ciepłych wieczorów w klimatycznym otoczeniu rynku – tłumaczy Sławomir Rutkowski, dyrektor Miejskiego Domu Kultury w Działdowie. Tekst: Beata Waś, obraz: Archiwum Urzędu Miasta Działdowa

Urząd Miasta Działdowo Działdowo, ul. Zamkowa 12 tel. 23 697 04 00 www.dzialdowo.pl

LATEM DZIAŁDOWO ZAPRASZA: 21 CZERWCA – kino letnie, noc z muzyką Queen – seans nagrodzonego Oscarami filmu biograficznego i koncert zespołu Queen Band z Lublina 12–13 LIPCA – II Chillout Rynek Festiwal – wśród artystów m.in. Paweł Szymański, bluesman z Olsztyna, Paweł Strączka, Wiktoria Jabłońska z autorskim recitalem musicalowym, Dorota Miśkiewicz z Markiem Napiórkowskim. Do tego Sety DJ-skie, a wszystko w otoczeniu strefy chilloutu z trawiastymi dywanami i dizajnerskimi meblami 21 LIPCA – Letni Piknik Profilaktyczny – atrakcje dla całych rodzin z elementami profilaktyki prozdrowotnej 9–11 SIERPNIA – 675. urodziny Działdowa, wśród wykonawców m.in. Mesajah, Zeus, Grzegorz Hyży, Chłopcy z Placu Broni 17 SIERPNIA – Turniej Rycerski w Działdowie - odbywający się w ramach Rycerskiej Ligi Turniejowej 21–25 SIERPNIA – Projekt Moje Miasto, m.in. warsztaty malarskie, taneczne, teatralne, walki mieczem, taniec z ogniem. 25 SIERPNIA – V Działdowski Jarmark Antyków, Rękodzieła i Zdrowej Żywności promujący twórców rękodzieła, rzemieślników, kolekcjonerów, a także koncerty, warsztaty, animacje, pokazy i wystawy 23–29 WRZEŚNIA – Tydzień Cittaslow zakończony Jesiennym Rajdem Rowerowym i Festynem Cittaslow w Parku Honorowych Dawców Krwi WIĘCEJ NA DZIALDOWO.PL

043


EDUKACJA

CHCESZ TAKIEGO ABSOLWENTA?

TĘTNI ŻYCIEM OD RANA DO WIECZORA. NIEPUBLICZNA SZKOŁA „ABSOLWENT”, KTÓRA FUNKCJONUJE OD 27 LAT, DAJE SWOIM UCZNIOM DOBRY GRUNT POD ROZBUDZANIE PASJI, SZACHY I ETYKĘ. OBOWIĄZKOWE JEST OGRANICZENIE SMARFONÓW. ZRESZTĄ DZIECI MAJĄ TUTAJ LEPSZE ATRAKCJE. JUŻ WAM SIĘ PODOBA?

044

W „Absolwencie” nie usłyszysz dzwonka. Tu nikt nie chce być jego niewolnikiem. Są za to mundurki, indeksy, szafki i wreszcie lekkie plecaki, o które bezskutecznie walczą rodzice w większości publicznych podstawówek. Oddziały klasowe liczą około 16 osób, a w czasie godzinnej przerwy obiadowej uczniowie mogą zjeść ciepły posiłek, iść na spacer, zagrać w piłkę na boisku lub odprężyć się na placu zabaw. Atmosferze integracji sprzyja zakaz używania telefonów komórkowych w czasie lekcji i przerw – tu młodzi ludzie po prostu ze sobą rozmawiają. Wszystkie tradycyjne przedmioty nauczane są w zwiększonym wymiarze godzin. Obowiązkowe są także szachy, taniec i etyka z elementami filozofii. Ponadto szkoła prowadzi zajęcia z kaligrafii oraz współpracuje z Akademią Nauki w zakresie nauczania technik szybkiego czytania i efektywnego zapamiętywania. Na zajęcia sportowe dzieci dowożone są autobusem – na salę gimnastyczną oraz tenisową. Już pierwszaki uczęszczają na lekcje pływania i mierzą się z samodzielnością podczas kilkudniowych wyjazdów na Zielone Szkoły. Kilkoro nauczycieli „Absolwenta” ma też uprawnienia instruktora narciarskiego, prowadzą więc zajęcia podczas corocznych obozów integracyjnych w górach dla klas IV-VIII. – Chciałam stworzyć szkołę, o jakiej marzyłam dla własnego dziecka. Taką, która po obowiązkowych lekcjach zapewnia uczniom możliwość wszechstronnego rozwoju, a nie bezproduktywne przesiadywanie w świetlicy szkolnej – opowiada Zofia Rączkiewicz, Pani dyrektor „Absolwenta”. – Pomysły edukacyjne czerpałam z Belgii, dokąd często jeździłam,

by podpatrywać pracę zaprzyjaźnionych nauczycieli. I tak w 1992 roku powstała szkoła „Absolwent”. W godz. 8–13 dzieci uczestniczą w zajęciach dydaktycznych, realizują podstawę programową, a po przerwie obiadowej rozpoczynają zajęcia sportowe, uzupełniające i koła zainteresowań. Mają czas na odrabianie pracy domowej pod okiem nauczyciela. Młodsi uczniowie korzystają w tym czasie z bogatej oferty zajęć rozwijających i nawiązują więzy społeczne podczas zabaw integracyjnych. Jednym z głównych celów „Absolwenta” jest wykształcenie w uczniach umiejętności swobodnego komunikowania się w językach obcych. Angielski pięć razy w tygodniu, lekcje z native speakerem, drugi język (niemiecki) już od piątej klasy i hiszpański jako opcja zajęć dodatkowych. Szkoła chętnie przyjmuje też dzieci obcokrajowców. – Chcemy wychowywać młodych Europejczyków, więc otwartość na inne kultury i tolerancja to wartości, które w sposób szczególny pielęgnujemy w murach naszej szkoły – dodaje Pani Dyrektor. „Europę” widać już w salach: sprzęt multimedialny i najnowocześniejsze pomoce naukowe. Dumą „Absolwenta” jest nowo powstała pracownia chemiczna z profesjonalnym sprzętem do przeprowadzania eksperymentów oraz cieszące się wielką popularnością pozalekcyjne zajęcia z kodowania. Rodziców cieszą wysokie wyniki nauczania szkoły w rankingach, ale za największy jej atut uznają bezpieczeństwo. Kameralna placówka ma własną ochronę i monitoring. Nikt nie jest anonimowy. Szkoła jest chwalona za sprzyjającą dobremu samopoczuciu organizację dnia, gwarancję całodziennej opieki, zdrowe posiłki przygotowywane w kuchni, atmosferę, a nadto za jasny, sprawiedliwy sposób oceniania, który uwzględnia skalę wysiłku i różne tempo rozwoju dzieci. Jednak najlepsza rekomendacja zawsze pochodzi od samych uczniów. To oni przyciągają tu młodsze rodzeństwo i kolegów, a w szkole zaczynają się już pojawiać dzieci… pierwszych absolwentów. Zachącamy do obejrzenia naszej strony internetowej www.absolwent.edu.pl oraz facebooka. Tekst: Sylwia Płaszczyńska-Capłap Obraz: archiwum Absolwent, © Tyler Olson / www.shutterstock.com

Niepubliczna Szkoła „Absolwent” Olsztyn, ul. Jasna 2 school@absolwent.edu.pl absolwent.edu.pl fb/Niepubliczna-Szkola-Absolwent-w-Olsztynie


REKREACJA

JAK

ROZKRĘCIŁEM KULKĘ KIEDYŚ, MAJĄC TYLKO NA CHLEB I PALIWO, POJECHAŁ NYSĄ ZDOBYWAĆ MONT BLANC. DZIŚ JAKO WSPÓŁWŁAŚCICIEL FIRMY SZARPIE TRAVEL ZATRUDNIA PONAD 500 OSÓB. ŚCIEŻKĘ SWEJ KARIERY PORÓWNUJE WŁAŚNIE DO ZDOBYCIA GÓRSKIEGO SZCZYTU: TRUD, AMBICJA, FANTAZJA, UPÓR ORAZ NIEZMĄCONA WIARA WE WŁASNE SIŁY I SUKCES.

045


REKREACJA

Podobno wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Biografia Wojtka Śmieszka dowodzi, że do sukcesu w biznesie również można dojść rozmaitymi – choć nie zawsze prostymi – drogami. Jego życiowa podróż wiodła przez Ural, Mont Blanc, ruchome schody na Dworcu Centralnym, po Kilimandżaro i warmińsko-mazurskie knieje.

NIE POWIELAM SCHEMATÓW

046

– Twardy charakter i intuicyjną umiejętność podejmowania ryzyka zawdzięczam harcerstwu, w którym jeszcze w latach 80. uprawiałem survival, zanim ktokolwiek w Polsce znał znaczenie tego słowa – wspomina z uśmiechem Wojtek. Dzięki umiejętności dobrej organizacji, pracy w grupie i konsekwencji w dążeniu do celu, szybko piął się w harcerskiej hierarchii „młodych Szarpi”. To od nich nazwę zawdzięcza dzisiejszy potentat kolonijny, czyli firma Wojtka: SZARPIE TRAVEL. Od początku jej istnienia, czyli od połowy lat 90., Wojtek szukał własnej, autorskiej ścieżki biznesowej. Nie chciał iść wydeptanymi szlakami i korzystać z biznesowych klisz starszych kolegów w branży. Chciał być pionierem, który kreuje, a nie powiela trendy. – Byłem na tym tak zafiksowany, że nawet podczas ekstremalnych wypraw w najbardziej egzotyczne miejsca Europy, Azji czy Afryki, w głowie stale kiełkowały mi różne scenariusze przyszłości firmy – wspomina. – Ale zawsze dochodziłem do jednej konkluzji: biznes musi być związany z moją pasją, czyli niebanalną formą wyjazdową.

ZAWSZE ZDOBYWAJ SZCZYTY! Jego osobista przygoda z odkrywaniem egzotycznych uroków świata zaczęła się na Uralu. Na spływ rzeką Zilim Wojtek z grupą kumpli pasjonatów docierał na raty: autokarem, samolotem desantowym, wreszcie helikopterem. Ruszyli z prądem dzikiej rzeki, a po drodze zażywali miejscowego folkloru: na dyskotece w przygodnej wsi tańczyli przy harmonii i blasku lamp naftowych. U sołtysa w innej wiosce zakosztowali uroków czarnej bani, zaś lokalny przewodnik nauczył ich budowy przenośnej sauny. Wyprawa na Ural wzbudziła w Wojtku potrzebę częstszego dozowania adrenaliny. Pewnego dnia ktoś rzucił: wejdźmy na Mont Blanc! Szybko przeszli od słów do czynów. Na złomowisku znaleźli starą Nysę – ktoś ją podreperował, ktoś inny podmalował. Znaleźli sponsorów, którzy traktowali ich z podziwem i sympatią: zakład fotograficzny dał im filmy do aparatów, Tracewicz okulary z filtrem UV, Stomil i BOŚ zasiliły budżet. Zapakowali do Nysy zapasy i wyruszyli w drogę. Na początku lat 90., tuż po upadku żelaznej kurtyny, bez dużych pieniędzy i łączności satelitarnej, wyprawa na Mont Blanc była czynem, który dziś można by nazwać „kozackim”. Zapał i wiara przeważyły: szczyt został zdobyty. – Nie pytaj mnie, co czułem stojąc na „dachu Europy”, bo to jest niewysławialne – wspomina dzisiaj Wojtek z charakterystycznym błyskiem w oku. Wrócili mocni i z poczuciem, że świat należy do nich. Po Mont Blanc Wojtek na tyle uwierzył w siebie, że realizacja śmiałych


REKREACJA

NAJWAŻNIEJSZYCH KOMPETENCJI, KTÓRE LEŻĄ U PODSTAW SUKCESU, NIE DAŁY MI SZKOŁY CZY CERTYFIKATY, LECZ HARCERSTWO. TO W NIM NAUCZYŁ SIĘ BUDOWANIA ZESPOŁU, PRZEDSIĘBIORCZOŚCI I SZTUKI ZARZĄDZANIA ZMIANĄ.

planów i marzeń wydawała mu się kwestią czasu. Jednak oprócz biznesu nie zrezygnował z frajdy jaką dawały mu ekstrawaganckie projekty. Jedną z takich akcji było bicie rekordu Guinnessa w jeździe po jedynych wówczas ruchomych schodach w Polsce na warszawskim Dworcu Centralnym. Happening transmitowały wszystkie media, a o Szarpiach zrobiło się głośno. W efekcie sam wielki Tony Halik zaprosił ich do domu na obiad. To spotkanie Wojtek w dzisiejszych kategoriach wspomina jako formę bardzo ważnego mentoringu.

NAUKA I ZABAWA NA OKRĄGŁO Do kolejnej wyprawy na Kilimandżaro Wojtek i zaprawieni w bojach kumple podeszli już w pełni profesjonalnie. Pieniądze uzbierali organizując obozy dla dzieci spoza harcerstwa. Robili to, co sami znali i lubili od dziecka. I właśnie letni wypoczynek dzieci i młodzieży stał się kanwą biznesu i główną działalnością Szarpie Travel. Początki nie były różowe, gdyż kolonie dla dzieci, zgodnie z długą tradycją PRL-u, opierały się głównie na funduszach socjalnych. Postawili więc na ekstremalnie wysoką jakość i atrakcyjny program. Twarda walka o pozycję na rynku trwała ponad dekadę, ale rynek wreszcie potwierdził słuszność powziętej drogi. Przełomem, który wywindował Szarpie w branży, było wydzierżawienie dwóch mazurskich ośrodków wypoczynkowych – w Piaskach i w Kulce. I tu jak zwykle: szczypta ryzyka otworzyła przed nim wielką szansę i była zalążkiem jeszcze większego sukcesu. Dziś Kulka, własność Wojtka i jego partnera biznesowego Andrzeja Kindlera, to największy i prawdopodobnie jeden z najbardziej atrakcyjnych ośrodków kolonijnych w Polsce.

ZALOGOWANI W NATURZE Lata doświadczeń pozwoliły Wojtkowi sukcesywnie wprowadzać coraz bardziej ambitne i autorskie programy, które dziś wytyczają nowe trendy w branży wypoczynku dzieci i młodzieży. Przez dwie dekady działalności firma stworzyła prawdziwą perłę na polskiej mapie mądrej rozrywki dla młodego pokolenia. Pobyt w ośrodku Kulka to – niezależnie od wieku i upodobań – gwarancja twórczej, inspirującej i wzbogacającej świadomość młodego człowieka przygody. Kulka cieszy się dziś wielką reputacją wśród rodziców, którzy chcą wysyłać dzieci do ośrodków o dobrym standardzie i mieć gwarancję, że kolonia to nie przechowalnia, lecz wartościowy czas zabawy i rozwoju. Wojtek z Andrzejem i zespołem stworzyli w polskich warunkach produkt markowy: ofertę edukacyjną, dzięki której młodzi ludzie spędzając czas w przepięknej scenerii mazurskiej,

odkrywają w sobie talenty i rozwijają swoje pasje, wylogowując się z telefonów i tabletów. Obok wypoczynku to właśnie edukacja stanowi o sukcesie Kulki i tworzy dużą przewagę na bardzo konkurencyjnym i wymagającym niezwykłej odpowiedzialności rynku. Po dwóch dekadach w branży Wojtek bez wahania przyznaje, że najważniejszych kompetencji, które leżą u podstaw jego sukcesu, nie dały mu szkoły czy certyfikaty, lecz właśnie harcerstwo. To w nim nauczył się budowania zespołu, przedsiębiorczości, ale przede wszystkim sztuki zarządzania zmianą. Nieco sentencjonalnie podsumowuje, że prowadzenie biznesu przypomina mu jego inną wielką pasję, czyli nurkowanie: – Dar odnajdywania się w obcej przestrzeni i poruszania w nowej rzeczywistości to warunek tego, że śpię spokojnie, mam w życiu balans i poczucie szczęścia. I wiem, że gdziekolwiek bym się nie znalazł, zawsze złapię oddech, rozejrzę się i dam sobie radę. Tekst: Aga Kacprzyk, Słowo Daję Obraz: Jakub Obarek, arch. prywatne

Biuro Podróży Szarpie Travel Olsztyn, ul. Mickiewicza 17/2 tel. 89 527 47 67 poczta@szarpie.pl www.szarpie.pl

047


SPORT

STARE JABŁONKI, A NOWE MISTRZOSTWA ŻEBY ZORGANIZOWAĆ TAKIE MISTRZOSTWA, SAMI MUSZĄ TRENOWAĆ KONDYCJĘ. W CZERWCU I LIPCU DO HOTELU ANDERS W STARYCH JABŁONKACH ZJADĄ GWIAZDY PIŁKI RĘCZNEJ PLAŻOWEJ Z CAŁEJ EUROPY. I WIELU Z NICH POWRÓCI TU W ROLI TURYSTÓW.

048

Spektakularny obrót z piłką o 360 stopni uwieńczony bramką, liczony jest podwójnie. Takie „piruety” zawodników budzą szczególny entuzjazm na trybunach. Rozgrzany piasek, opalone, wysportowane ciała i emocje sięgające zenitu – dyscyplina, która oficjalnie narodziła się prawie 30 lat temu we Włoszech, z założenia miała być połączeniem sportu i zabawy. W zeszłym roku Stare Jabłonki przeszły próbę generalną podczas rozgrywek drużyn klubowych piłki ręcznej plażowej. I tak się tu wszystkim spodobało, że w tym roku jest powtórka, ale z dużo większym rozmachem. Mistrzostwa Europy w Piłce Ręcznej Plażowej, które odbędą się na przeło­

mie czerwca i lipca, to największe wydarzenie w historii dyscy­ pliny: 23 kraje, 40 reprezentacji kobiecych i męskich, 4 boiska i 1200 ton piasku do przesiania, 196 meczów, ponad 1000 spor­ towców. Wśród nich reprezentacja Polski kobiet pod wodzą Marka Karpińskiego, która będzie broniła tytułu wicemistrzyń Europy wywalczony w 2017 roku w Zagrzebiu. A reprezentacja Polski mężczyzn zagra o wejście do ścisłej europejskiej elity. Mają w tym pomóc uzdolnieni juniorzy, którzy przed rokiem wywalczyli tytuł wicemistrzów Europy w swojej kategorii wie­ kowej. Teraz starają się o wejście do kadry seniorskiej prowa­ dzonej przez znanego w Olsztynie Jarosława Knopika.


SPORT

– Organizacja mistrzostw to kontynuacja pomysłu na sporty plażowe w Starych Jabłonkach, który narodził się 20 lat temu – tłumaczy Tomasz Dowgiałło, prezes Hotelu Anders, dyrek­ tor Beach Handball Euro 2019. – Wtedy powstały dwa boiska nad jeziorem Szeląg Mały, które przez kolejne lata przyjęły tysiące zawodników i kibiców siatkówki plażowej. Kiedy w 2014 roku zakończyliśmy tę przygodę uwieńczoną mistrzo­ stwami świata, pozostała luka. Nie tylko w życiu obiektu, ale i naszych sercach. Mamy doświadczenie i zapał do organizacji sportowych imprez najwyższej rangi, dlatego postawiliśmy na coraz bardziej popularną na świecie, widowiskową piłkę ręczną plażową. A Europejska Federacja Piłki Ręcznej w ubiegłym roku zatwierdziła tę decyzję. Impreza klubowa została oceniona przez jej przedstawicieli oraz uczestników jako najlepiej przy­ gotowany turniej w historii dyscypliny. Nie było wątpliwości, że Stare Jabłonki poradzą sobie z mistrzostwami Beach Hand­ ball Euro 2019. – Pojawią się u nas przedstawiciele Międzynarodowego Komi­ tetu Olimpijskiego i będą to ostatnie mistrzostwa Europy przed podjęciem przez nich decyzji o włączeniu piłki plażowej do letnich Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w 2024 roku – twier­ dzi Tomasz. – Robimy wszystko, aby się do tego przyczynić. Jeśli jednak nie zapełnimy widownią trybun na 2,5 tysiąca osób, prawdopodobnie zrezygnujemy z organizacji przedsię­ wzięcia w kolejnych latach. Zapełnić trybuny na tak prestiżową, w dodatku niebileto­ waną imprezę, zdawałoby się – nietrudno. Tym bardziej, że oprócz widowiska sportowego czeka mnóstwo dodatkowych atrakcji nad brzegiem malowniczego jeziora. Kajaki, rejsy statkiem specjalnie przygotowane przez Żeglugę Ostródzką, muzyka na żywo, atrakcje dla dzieci. Restaurację z Klasą, czyli livecooking z uczniami olsztyńskiego „gastronomika” poprowadzą mistrzowie w swoim fachu – Karol Okrasa i Dariusz Struciński. – Dieta wegańska czy potrawy koszerne – nasza kuchnia przygotowana jest na każda opcję – zapewnia Tomasz. – Uczestnicy zjedzą 5 ton owoców i wypiją 10 tys. litrów wody mineralnej. Mistrzostwa Europy to olbrzymie wyzwa­ nie logistyczne, ale mamy wprawę. Zatrudniamy m.in. sztab fizjoterapeutów. Zużywamy tony ręczników, litry olejków do masaży. Podczas takich wydarzeń razem z ekipą organiza­ cyjną kursuję między plażą, a hotelem, pokonując codziennie

około 20 kilometrów. Trenuję więc wcześniej przez kilka mie­ sięcy, jak przed maratonem. Zawodnicy mistrzostw Europy i zaproszeni goście zapełnią nie tylko pokoje Hotelu Anders, ale także pięć pobliskich obiektów. A ten kto raz zawita na Mazury – zazwyczaj wraca i zabiera ze sobą najbliższych. – To plener Starych Jabłonek, sielskie warunki do wypoczynku robią na naszych gościach największe wrażenie – zapewnia organizator. – Kiedy patrzą na mapę i widzą małą miejscowość odległą od lotniska w Warszawie czy Gdańska, nie zawsze pałają entuzjazmem przyjeżdżając tutaj. Ale wystarczy, że raz przejdą się po kompleksie, zaciągną mazurskim powietrzem. Od razu zmienia się mina, pojawia chęć do gry, no a na koniec nie chcą stąd wyjeżdżać. Dlatego robią rezerwacje, aby wrócić z rodzinami. Dokładamy do imprez, ale napędzamy za to ruch w trudnym momencie dla branży turystycznej w regionie, jakim jest początek wakacji. I mimo rywalizacji uczestnikom udziela się ta wakacyjna atmosfera. Wystarczy zostać do wieczora, aby poczuć energię i integrację ludzi różnych kultur i języków. – Mam w głowie taki obrazek z ubiegłorocznej imprezy: zawodnicy z różnych stron świata zgromadzeni przy zacho­ dzie słońca na plaży, przekrzykują się narodowymi przy­ śpiewkami, albo prezentują tańce ze swoich stron – wspomina Tomasz. – Salwy śmiechu niosą się po jeziorze, a na brzegu międzynarodowa integracja. Rozgrywki w Starych Jabłonkach to nie tylko rywalizacja, ale i wydarzenie towarzyskie. Sport to taka wisienka na mazurskim torcie. Tekst: Beata Waś, obraz: Gravite Design, Grzegorz Trzpil Hotel Anders Stare Jabłonki, ul. Spacerowa 2 recepcja: +48 89 642 70 00 anders@hotelanders.pl www.hotelanders.pl

049


SPORT

KTO JESZCZE NIE BYŁ W RIO?

CZARNY PAS BRAZYLIJSKIEGO JIU-JITSU JEST JEDNYM Z NAJCIĘŻSZYCH DO OSIĄGNIĘCIA W SZTUKACH WALKI – TRZEBA ZASŁUŻYĆ NA NIEGO TAKŻE MENTALNIE. OTO OLSZTYŃSKA KUŹNIA CHARAKTERÓW.

050

RIO Jits & Gym to kameralny klub z niepowtarzalną atmosferą, którą czuć od wejścia. Kiedy Tomasz Arabasz, założyciel klubu, otwiera prowadzące do niego ciężkie czarne drzwi, już po uśmiechu widać, że nigdzie nie czuje się bardziej u siebie. Sam trenował w wielu miejscach świata: w Anglii, Hiszpanii, Stanach i Brazylii. I to solidnie – jest posiadaczem czarnego pasa w judo oraz brazylijskim jiu-jitsu. – Jako dzieciak znałem ten sport tylko z kaset VHS pożyczanych od kolegów – wspomina. – Dopiero w 2001 roku w Nowym Jorku zobaczyłem jiu-jitsu na żywo. I całkowicie mnie zafascynowało. To takie „ludzkie szachy”. Praktycznie bez ciosów. Początkowo miał stworzyć miejsce wyłącznie dla zawodników sportów walki, głównie brazylijskiego jiu-jitsu, jako filia szczecińskiego klubu Berserker’s Team. Nazwę miejsca wziął właśnie od brazylijskiego Rio. – Rio de Janeiro jest wyjątkowe, to kolebka mojej dyscypliny, ale i wspaniałe miasto pełne słońca i ludzi, którzy rozumieją jak ważny jest sport, witalność i dbanie o swoje ciało – opowiada. Zanim założył własny klub, podpatrywał jak działają takie miejsca na świecie i wiedział, że nie może zamykać się na

jedną grupę sportowców. Do drzwi RIO pukało coraz więcej osób zainteresowanych innymi dyscyplinami, takimi jak trening funkcjonalny, siłowy, power liftling czy popularne „czajniki” kettlebells. Dzisiaj przychodzą tu zarówno amatorzy, jak i osoby traktujące sport poważniej. A dwie wysłużone kanapy przy recepcji zdradzają, że w lokalu na co dzień tętni życie. Twarze rozbawionych bywalców oraz ich trenerów jakby pozdrawiały na nas ze zdjęć z imprez integracyjnych. Za ladą niewielki sklepik ze zdrową żywnością i suplementami. Na półkach statuetki. Dużo statuetek. Właściciel bierze do ręki jedną z nich. – Ta jest najcenniejsza – zdradza z nieukrywaną dumą. – W tym roku wygraliśmy plebiscyt na najbardziej lubianą siłownię w Olsztynie. Wyprzedziliśmy znane wielkie sieciówki, choć RIO działa dopiero od dwóch lat. To był szok!

Plebiscyt udowodnił, że dla sportowców, owszem, liczy się profesjonalizm i wyposażenie, ale przede wszystkim szczera rodzinna atmosfera. Tutaj każdego klubowicza w drzwiach wita się z imienia. Klub składa się z dwóch sal. Jedna to siłownia do treningu funkcyjnego, obok mieści się serce RIO – sala z matą. Tu odbywają się treningi brazylijskiego jiu-jitsu. Tajniki tej sztuki walki mogą poznać już nawet czteroletnie dzieci. – Dzieciaki są priorytetem – szybko wtrąca Tomasz Arabasz, z zawodu nauczyciel wychowania fizycznego. – Wiele w życiu robiłem rzeczy, ale to w treningach z dzieciakami się spełniam – zaznacza. – Początki są trudne, muszą nauczyć się dyscypliny i szacunku dla kolegów, dla trenera. Ale gdy widzę efekty tych zajęć, czuję ogromną satysfakcję. Maluchy nabierają pewności siebie, uczą się cierpliwości. Dojrzewają na moich oczach. Rodzice często dziękują mi mówiąc, że jestem autorytetem dla ich dziecka i sami dostrzegają, jak sport kształtuje charakter. W jiu-jitsu starasz się powalić przeciwnika do parteru i rozpoczyna się walka, zarówno w sferze fizycznej, siłowej, jak i intelektualnej. Musisz znać technikę

i umieć tak poprowadzić rozgrywkę, by przeciwnik się poddał. Dlatego jak wiesz, że ktoś ma czarny pas brazylijskiego jiu-jitsu, to wiadomo, że to jest konkretny gość i w sporcie, i w życiu poza matą. Od września rusza nabór do nowych grup. RIO przyciąga też dorosłych, którzy chcą poznać tę dyscyplinę pod okiem światowej klasy eksperta. Ale mile widziane są dziewczynki i chłopcy we wszystkich grupach wiekowych. Rodzice w trakcie zajęć mogą uczestniczyć w ćwiczeniach funkcjonalnych na sali obok lub skorzystać z treningu personalnego. Tekst: Ewa Drozda Obraz: archiwum Klub RIO Klub RIO Olsztyn, ul. Jaroszyka 3 tel. 600 253 150 bt@bjj.olsztyn.pl fb. Rio Jits&Gym


Apartamenty premium w Ostródzie

2 BUDYNKI 48 MIESZKAŃ sąsiedztwo zabytkowego Parku Collisa unikatowa lokalizacja nad Jeziorem Drwęckim tuż obok kameralne osiedle domów jednorodzinnych wysoki standard wykończenia tarasów doprowadzenie instalacji klimatyzacyjnej do mieszkań Więcej informacji:

villapark-ostroda.pl

BIURO SPRZEDAŻY MIESZKAŃ ul. Jana III Sobieskiego 4 14-104 Ostróda Zapraszamy w godzinach 8:00 – 16:00

+48 669 675 402


TURYSTYKA

DLA KAŻDEGO COŚ WODNEGO OBFITOŚĆ JEZIOR NA WARMII I MAZURACH TWORZY DOSKONAŁE WARUNKI DO UPRAWIANIA WSZELKICH FORM REKREACJI ZWIĄZANYCH Z WODĄ. Z MYŚLĄ O ROZWOJU TAKIEJ TURYSTYKI POWSTAJE RÓWNIEŻ NOWA INFRASTRUKTURA.

052

Coraz łatwiej uprawiać na Warmii i Mazurach żeglarstwo, kajakarstwo, windsurfing, kitesurfing i houseboating, a także pływanie, nurkowanie czy wędkowanie. W sezonie letnim działa ponad 100 strzeżonych kąpielisk nad jeziorami. Amatorzy mocniejszych wrażeń chętnie korzystają z wyciągów nart wodnych (Ostróda, Giżycko, Olsztyn). Osoby, które nie dysponują umiejętnościami niezbędnymi do żeglowania, pływania na desce czy nurkowania, mogą je nabywać podczas zorganizowanych kursów i obozów szkoleniowych prowadzonych przez profesjonalistów. Aby ułatwić żeglarzom pływanie po Wielkich Jeziorach Mazurskich, kompleksie Jezioraka i jeziorach w okolicach Mrągowa, w ostatnich latach wybudowano sieć kilkunastu ekomarin. Obsługują one wodniaków, łącząc ich wygodę z ochroną środowiska naturalnego. Nowe porty i przystanie powstały także nad Zalewem Wiślanym. Ożywieniu turystyki wodnej na zalewie i w jego okolicach służy infrastruktura Pętli Żuławskiej. Wypożyczalnie sprzętu do uprawiania sportów wodnych i rekreacji na wodzie działają przy ośrodkach wypoczynkowych, ośrodkach sportowych, plażach publicznych. Większość

z nich oferuje: rower y wodne, kajaki, łodzie wiosłowe i żaglowe, niektóre zaś: łodzie motorowe, skutery wodne, jachty kabinowe, deski do windurfingu czy kitesurfingu, narty wodne. Są też takie, w których można wypożyczyć smoczą łódź, albo sprzęt do nurkowania.

CUDO SPRZED 160 LAT Kanał Elbląski to jedyna w swoim rodzaju droga wodna, będąca zabytkiem XIX-wiecznej hydrotechniki. Unikalny na skalę światową system pięciu pochylni pozwala statkom na pokonywanie ponad 100 m różnicy wysokości. Jego uzupełnieniem są cztery śluzy komorowe. Zaprojektowania kanału podjął się inżynier Georg Jakob Steenke, a pierwszy statek przepłynął nową drogą wodną w 1860 roku. Główna nitka kanału pomiędzy Elblągiem a Ostródą liczy około 85 km, ale z odgałęzieniami do Iławy, Zalewa oraz Starych Jabłonek wynosi ponad 150 km. Oprócz statków wycieczkowych z kanału korzystają również żeglarze przemieszczający się pomiędzy Zalewem Wiślanym a Jeziorakiem, a także miłośnicy spływów kajakowych.


TURYSTYKA

Ci ostatni mają do dyspozycji na Warmii i Mazurach około 1200 km szlaków wodnych. Składają się na nie rzeki, często przepływające przez liczne jeziora. Największą popularnością od lat cieszy się mazurska rzeka Krutynia (96 km). Jej nazwa, która w języku pruskim znaczyła „kręta rzeka”, odnosi się w zasadzie do odcinka zaczynającego się od Jeziora Krutyńskiego. Jednak tym mianem najczęściej określa się cały ciek, odwadniający system około 30 jezior. Rzeka przepływa przez tereny o urozmaiconym krajobrazie – pośród wzniesień morenowych, przecinając jeziora rynnowe i sandrową równinę Puszczy Piskiej. Od Jeziora Mokrego jej bieg wiedzie w granicach Mazurskiego Parku Krajobrazowego. Ze względu na walory przyrodnicze tych obszarów, nad rzeką utworzono pięć rezerwatów przyrody. Na trasie spływu można spotkać nawet bielika czy orła przedniego. Pomiędzy wsiami Krutyń i Ukta, tuż przed wsią Wojnowo nad jeziorem Duś, stoi klasztor filiponów (staroobrzędowców), którzy osiedlili się w tej okolicy w 1831 roku. Można tu obejrzeć ikony, sprzęty liturgiczne oraz zdjęcia przedstawiające dawne życie ich wspólnoty religijnej. W okresie międzywojennym po Krutyni pływał Melchior Wańkowicz, pozostawiając ślad swoich kajakowych wędrówek w zbiorze reportaży „Na tropach Smętka”. Po latach w spływie Krutynią (oraz Pisą) uczestniczył Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II. Ksiądz Wojtyła pływał kajakiem również Kanałem Elbląskim i po Jezioraku, rzekami Sawicą, Legą oraz Łyną i jej dopływami.

Z GÓRSKIM NURTEM Na Łynie – największej rzece regionu (196 km), wybudowano kilkanaście przystani kajakowych. Źródła rzeki znajdują się koło wsi Łyna nieopodal Nidzicy i zostały objęte ochroną rezerwatową. W górnym biegu rzeka przepływa przez jeziora: Brzeźno Małe i Duże, Kiernoz Mały i Wielki, Łańskie oraz Ustrych. Po drodze do ujścia zasilają ją dopływy, m.in.: Marózka, Wadąg, Symsarna, Elma, Pisa Północna i Guber.

www.mazury.travel

Szlak Łyny jest bardzo urozmaicony i usatysfakcjonuje turystów o różnych oczekiwaniach. Występują na nim dzikie odcinki przypominające rzeki górskie (między jeziorem Ustrych, a wsią Ruś), tworzące malownicze przełomy. Ale przez większość biegu rzeka spokojnie płynie pośród malowniczych lasów i pagórków czy leniwie meandruje przez podmokłe łąki. Łyna przepływa też przez zabytkowe starówki kilku warmińskich miast. Wiele uroku ma odcinek wiodący przez Olsztyn. Nieoczekiwaną przeszkodą w korycie rzeki jest wysoki próg wodny przy zamku, zmuszający do przenoski. Dalej kajakarze płyną przez malownicze przełomy w Lesie Miejskim. Kolejne etapy spływu prowadzą przez Dobre Miasto, Lidzbark Warmiński, Bartoszyce i Sępopol, aż do wsi Stopki, gdzie szerokie koryto Łyny przecina granicę państwa.

WEL I DRWĘCA PLUS OSIEM JEZIOR Atrakcyjnymi trasami kajakowymi w regionie są również Drwęca (211 km do Torunia) i zasilający ją Wel (99 km). Warmińsko-mazurski odcinek Drwęcy ma blisko 110 km. Jej źródła znajdują się w okolicy wsi Mielno (około 10 km od Olsztynka). Dalej rzeka płynie Doliną Drwęcy przez Ostródę (i Jezioro Drwęckie) oraz Nowe Miasto Lubawskie. Na całej długości objęta jest granicami rezerwatu. Źródła rzeki Wel znajdują się w okolicy wsi Tułodziad, a jej odcinek źródłowy (15 km), jest niespławny. Spływ można rozpocząć w okolicach Dąbrówna na przesmyku pomiędzy jeziorami Dąbrowa Wielka i Mała lub na tym pierwszym. Rzeka płynie przez Rybno i Lidzbark, a przed Nowym Miastem Lubawskim uchodzi do Drwęcy. Trasa przecina osiem jezior i jest bardzo różnorodna – miejscami leniwy nurt meandruje, gdzie indziej ma charakter górski i obfituje w przeszkody. Obraz: Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego, © Janusz Lipinski / www.shutterstock.com

053


BIZNES

POMOST LUBI PŁYWAĆ Z POBYTU W HOLANDII PRZYWIEŹLI OSZCZĘDNOŚCI. PIĘĆ LAT PRACY ZA GRANICĄ WYSTARCZYŁOBY NA KUPNO DZIAŁKI. ALE CO LEPIEJ MIEĆ: DZIAŁKĘ CZY DOM? ONI WYBRALI DOM BEZ DZIAŁKI. I LADA MOMENT POSTAWIĄ GO NA… WODZIE. A NA RAZIE BUDUJĄ POMOSTY – TAKIE, NA KTÓRYCH LATEM MOŻE SIĘ TOCZYĆ CAŁE ŻYCIE.

054

Ich osobisty pomost kołysze się na jeziorze Pauzeńskim w Ostródzie. Kiedy Anita siada na nim z kubkiem porannej kawy, naprzeciwko widzi inny pomost, na którym ktoś – tak jak ona – odpoczywa, rozkoszuje się wiosenną pogodą, albo moczy stopy w wodzie. Pomost po drugiej stronie jeziora to również ich dzieło. Lada dzień Jan, mąż Anity i współwłaściciel firmy Euro Float, zwoduje kolejny, na którym ktoś będzie się relaksował: może wędkował albo opalał, skakał do wody lub urządzał imprezy.

LEPIEJ PŁYWAĆ NIŻ STAĆ Pomysł na pływające pomosty zrodził się przypadkiem. Anita i Jan przyjechali z Holandii z wizją, aby budować houseboaty. Ale nie prymitywne budki na tratwach, lecz prawdziwe apartamenty na 50-metrowych platformach. I właśnie testując kadłub prototypu, znaleźli pierwszego klienta, który chciał

kupić nie dom, lecz pływającą platformę – doskonałą alternatywę dla tradycyjnego pomostu. Chcąc sprawdzić potencjał takiego produktu, wrzucili ofertę na olx i dzień później telefon grzał się do czerwoności. – Pływający pomost to świetna alternatywa dla tradycyjnej konstrukcji – tłumaczy Jan. – Po pierwsze można je budować wszędzie tam, gdzie nie ma technicznej możliwości wbicia pali bo jest zbyt głęboko lub dno jest niestabilne, a zimą występuje wędrowanie kry, która łamie i krzywi pomosty stacjonarne. Po drugie tzw. wolna burta pomostu, czyli odległość pomostu od lustra wody, zawsze jest taka sama i nie ma ryzyka, że wiosną znajdzie się pod powierzchnią, a latem nie dosięgniemy do wody stopami. Po trzecie, bardzo delikatne kołysanie sprawia, że pomost staje się częścią wody. Pozwala nam się do niej zbliżyć, mocniej zanurzyć w naturze.


BIZNES

PŁYWAJĄCA PANNA MŁODA Woda od urodzenia jest żywiołem Anity i Jana. Oboje wychowali się w Ostródzie – mieście kilku jezior. Pływają wpław, żeglują, surfują, więc nie dziwne, że na jednej ze ślubnych fotografii Anita pędzi skuterem w ślubnej sukni, holując na kole Jana w garniturze. Nie zdumiewa również ich biznesowy wybór – robią to, co kochają. Oboje zgodnie twierdzą, że nie oddzielają pracy od życia, bo ta robota jest ich życiem, po prostu. – Bardzo lubię montaże – mówi Jan i nie sposób mu nie uwierzyć. – Pracujemy zwykle w pięknych okolicznościach przyrody, na świeżym powietrzu, a efekt widać praktycznie od razu, bo niezależnie od wielkości, montaż pomostu trwa do dwóch dni. Projekty pomostów zawsze dostosowane są zarówno do możliwości finansowych klienta, jak i do miejsca. Janowi, który lubi konstruować i szukać nowatorskich rozwiązań, zależy na tym, aby pomost komponował się z resztą architektury i harmonijnie współgrał z pejzażem. Dbając o spójność, decyduje się tylko na jeden gotowy detal – śruby i wkręty. Cała reszta akcesoriów i detali takich jak drabinki pomostowe, polery cumownicze, stalowe okucia jak również aluminiowe profile, elementy ich flagowego modelu PremiumALU, produkowana jest w Euro Float.

MODRZEW NIE BOI SIĘ WODY Równie istotne przy budowaniu pomostów są parametry techniczne. Najlepszą konstrukcję buduje się z aluminium, które przewyższa powszechną wszędzie stal parametrami sztywności, co potem przekłada się na komfort użytkowania pomostu. Również konstrukcje drewniane – pod warunkiem, że zastosuje się odpowiednią klasę drewna, świetnie się sprawdzają. Na wierzch oczywiście deski – najlepiej z modrzewia syberyjskiego, który jest drewnem twardym, o pięknym rysunku i bardzo niskiej podatności na degradację biologiczną. – Wiele osób marzy o domku nad jeziorem, a niewiele wie, że można mieć pomost, nie posiadając działki. Wody są otwarte dla każdego – tłumaczy Jan, zaś Anita dodaje: – A my pomagamy w załatwieniu wszystkich formalności.

POMOST TO RELAKS, ROZRYWKA I REKREACJA Gdyby zaznaczyć wszystkie pomosty Euro Float na mapie Polski, cały nasz kraj usłany byłby kropkami. Oglądając zdjęcia z realizacji, widzę znacznie więcej niż molo. To przystań

dla jednostek pływających, granica kąpieliska, miejsce biesiadne, a wieczorem świetny parkiet do tańca. Bo pomost nie musi sprowadzać się do zakotwiczonej platformy. Może być również portem z odbijaczami i polerami cumowniczymi, wyposażonym w system oświetlenia, zasilania, zadaszenie, stanowisko do czyszczenia ryb dla wędkarzy, a na jeziorach ze strefą ciszy – w stacje ładowania akumulatorów dla jednostek z napędem elektrycznym. – Gdyby zamarzył mi się pomost, ile muszę czekać? – pytam na koniec. – Proste realizacje to dwa tygodnie, skomplikowane do sześciu. – Chyba, że odezwiesz się tuż przed majówką – śmieje się Anita. – Polacy przed majówką budzą się z zimowego snu i każdy ma wizję długiego weekendu na nowym pomoście. – Choć w tym roku 2 stycznia zadzwoniło do nas pięciu klientów – dodaje Jan. – I świetnie, bo zima, szczególnie, gdy jezioro jest skute lodem, bardzo sprzyja montażom. Tekst: Aga Kacprzyk, Słowo Daję Obraz: archiwum Euro Float, © AlexMaster / Shutterstock.com

Euro Float Ostróda, ul. Lengowskiego 53 tel: +48 507 405 900 tel: +48 669 389 480 eurofloatpomosty@gmail.com www.eurofloat.pl

055


KURZĘTNIK

056

GMINA PEŁNA BIZNESU OBEJMUJĄC STANOWISKO WPROWADZIŁ ZASADĘ „MYŚL GLOBALNIE, DZIAŁAJ LOKALNIE”. NAJLEPSZE ROZWIĄZANIA POZWALAJĄCE ROZWINĄĆ GMINĘ CZERPIE Z RÓŻNYCH STRON ŚWIATA ORAZ Z BADAŃ NAD ROZWOJEM RELACJI SAMORZĄDÓW Z BIZNESEM. OTO STYL DZIAŁANIA WOJCIECHA DERESZEWSKIEGO, WÓJTA GMINY KURZĘTNIK.


KURZĘTNIK

Wybory na wójta wygrał w 2010 roku jako młody i ambitny radny oraz sołtys w rodzinnej wsi. Zawodowo pracował w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Olsztynie, a jako pasjonat do dzisiaj zajmuje się badaniami nad rozwojem współpracy samorządu z biznesem. Wojciech Dereszewski w kilka lat wprowadził Kurzętnik na takie tory przedsiębiorczości, które ciągną za sobą już kolejne biznesy rozwijające gminę (niektóre z nich poznacie na kolejnych stronach). A oto lokomotywa. MADE IN: Jaki jest przepis na dynamiczny rozwój gminy? Wojciech Dereszewski: Ktoś powie, że te najoczywistsze sprawy, czyli rozbudowująca się infrastruktura: drogi, kanalizacja, uzbrojone działki przygotowane pod inwestycje. Ale jest jeszcze inny ważny aspekt – jeśli w urzędzie nie ma zgranego i służącego społeczeństwu zespołu, to nawet dobrze rozwinięta infrastruktura nie przyciągnie inwestorów. Przedsiębiorcy świetnie sami sobie radzą, ale gdy potrzebują pomocy urzędników, ci muszą skutecznie załatwić ich sprawy. Przedsiębiorcy muszą czuć, że po drugiej stronie jest ktoś pełen życzliwości, chęci i zrozumienia dla ich spraw. Oczywiście, gdy wprowadzałem w urzędzie takie myślenie, odezwały się głosy negatywne, bo przecież urząd i wójt powinni trzymać się z dala od biznesu, by nie zostać posądzonymi o zbytnie relacje z nim. Ale to myślenie z poprzedniej epoki. Bo kto tworzy miejsca pracy, wnosi największe podatki, dzięki którym gmina może się rozwijać, kto aktywnie angażuje się w rozwój regionu? Właśnie przedsiębiorcy. Oczywiście, założyliśmy też sobie od początku, że nie chcemy tu kołchozów pracy, a biznesmenów, którzy szanują swoich pracowników, uczciwie ich wynagradzają i dają szansę rozwoju oraz stabilizację. Decyzje w sprawach gminy podejmuje pan intuicyjnie? Od pięciu lat prowadzę badania opisując najlepsze praktyki i narzędzia wsparcia dla biznesu. Robię to w ramach przewodu doktorskiego, który otworzyłem na Wydziale Nauk Ekonomicznych UWM. By przyciągać do gminy kolejne firmy, musimy dbać o całe spektrum spraw, które tworzą dobry klimat dla rozwoju biznesu. Od taniej energii pozyskiwanej z odnawialnych źródeł energii, przez preferencje, ulgi podatkowe i rozbudowę infrastruktury, po budowę tanich mieszkań dla napływających pracowników. Więc wolę bazować nie na intuicji, a sprawdzonej i rzetelnej wiedzy. To stąd pomysł powołania do życia Towarzystwa Budownictwa Społecznego? Gdy prowadzę rozmowy z inwestorami, których zachęcam do ulokowania swojego biznesu w naszej gminie, mam argument, którego nie ma większość małych gmin w kraju. Jako samorząd zaangażowaliśmy się w tworzenie dostępnych mieszkań dla przyszłych pracowników. TBS to spółka, która rozpoczęła budowę osiedla mieszkaniowego na obrzeżach Kurzętnika. W pięciu budynkach wielorodzinnych powstanie 160 mieszkań (artykuł o TBS Kurzętnik na kolejnych stronach – red.). Można kupić tam nowe mieszkanie bez kredytu w banku. Wystarczy opłata startowa, a reszta będzie się spłacała w czynszu. Dzięki takim ruchom w Kurzętniku zbliżamy się do dodatniego współczynnika migracji, a już od jakiegoś czasu mamy wyż demograficzny. Jak to się skalkuluje finansowo? Według naszych założeń TBS Kurzętnik nie musi na siebie zarabiać, stąd tak niska cena za metr kwadratowy mieszkania.

Ale gmina odzyska zainwestowane pieniądze z podatków osób, które się u nas osiedlą. Planujemy, że w ciągu pięciu lat będzie to blisko półtora mln zł udziału w PIT. Przygotowaliśmy już niemal tysiąc działek pod budownictwo jednorodzinne i kilkadziesiąt pod budynki wielorodzinne. Obok osiedla wybudowaliśmy nowoczesny żłobek i przedszkole. Już niedługo na terenie osiedla powstaną place zabaw, boisko, zewnętrzna siłownia. Jednym z naszych priorytetów jest też edukacja dzieci na wysokim poziomie. We wszystkich szkołach są dwa języki obce, dodatkowo szachy, robotyka i programowanie. Przymierzamy się do budowy pływalni, gdzie zajęcia odbywać się będą w ramach godzin lekcyjnych. Sama pływalnia będzie zasilana nadwyżką energii, która powstanie w planowanej w gminie stacji kogeneracyjnej. Sześć lat temu wprowadziliśmy stypendia naukowe przyznawane niezależnie od dochodu. Od tamtego czasu wypłaciliśmy 1900 stypendiów na kwotę prawie miliona zł – za wysokie wyniki w nauce, osiągnięcia sportowe i artystyczne. Do tego chcemy dać rodzicom możliwość wykupienia zajęć dodatkowych, które odbywają się bezpośrednio na zakończonych lekcjach. To ułatwi im codzienną organizację dnia. Piękne, ale jak to wypada na tle budżetu gminy? Od początku, gdy objąłem funkcję wójta, postawiłem na partycypację. Jeśli społeczeństwo ma wysokie oczekiwania wobec samorządu, chciałem też ich współodpowiedzialności. To nie jest popularna forma zarządzania, bo wszystkie spotkania z mieszkańcami, zebrania, negocjacje wymagają energii i czasu. Ale udało się nam wypracować świetne relacje. Ludzie chętnie uczestniczą w dialogu. Nawet jeśli czasem usłyszą ode mnie słowo sprzeciwu, zawsze jasno to argumentuję. Regularnie spotykam się również z przedsiębiorcami, by poznać ich potrzeby i wypracować wspólnie rozwiązania ich problemów. Tak powstał pomysł funduszu poręczeniowego. Gdy przedsiębiorcy przedstawili ten pomysł, znalazłem bankowca, który oszacował projekt. Okazało się, że to doskonała cegiełka do gospodarczego rozwoju gminy. Niebawem zainicjujemy fundusz. Właśnie za to świeże podejście do zarządzania gminą otrzymał pan tytuł Wójta Roku (w konkursie organizowanym przez redakcję Audycji Rolnych TVP – red)? Nagroda wydaje się prestiżowa, bo w kapitule zasiadali i przedstawiciele kancelarii prezydenta, i Ministerstwa Rolnictwa, i Krajowej Rady Izb Rolniczych, ale wciąż powtarzam, że gminą nie zarządzam sam. Na tę nagrodę zapracował cały zespół urzędu gminy. Jeśli sukcesywnie różnymi narzędziami będziemy stymulować rozwój, pojawiać będą się coraz bardziej atrakcyjne miejsca pracy. One ściągną ludzi spoza gminy. Jeśli zapewnimy im tanie i jednocześnie dobrej jakości mieszkania, edukację dla dzieci, porządnie działającą służbę zdrowia i przyjazny klimat do życia, mamy przed sobą doskonałą przyszłość. Rozmawiał: Michał Bartoszewicz, obraz: Michał Bartoszewicz

Urząd Gminy Kurzętnik Kurzętnik, ul. Grunwaldzka 39 tel. 56 47 482 81 www.kurzetnik.pl

057


KURZĘTNIK

MIESZKANIOWY CUD: WSZYSCY ZYSKALI 058

NA POCZĄTKU PRAWIE NIKT W TO NIE WIERZYŁ. BO JAK TO – MIESZKANIE Z TBS-U, KTÓRE WYKUPISZ NA WŁASNOŚĆ? WSZYSCY WIEDZĄ, ŻE TO NIEMOŻLIWE. A JEDNAK. CUD W KURZĘTNIKU? Jeszcze niedawno Krzysztof Hołowczyc na szutrach w Dębnie testował rajdowe Subaru Impreza. Ta część Kurzętnika nadawała się właściwie tylko do tego, bo wokół były same żwirowiska i nieużytki. Dziś trudno rozpoznać okolicę. Przy asfaltowej szosie stoi trzypiętrowy budynek mieszkalny z eleganckim drewnianym wykończeniem, hałasują dzieciaki, jest mnóstwo zieleni, a po sąsiedzku żłobek i przedszkole. Tylko Drwęca wije się nieopodal po staremu. Brzmi jak marzenie większości rodzin mieszkających kątem u rodziców czy w wynajętym mieszkaniu. Dla niektórych spełnione, bo tak właśnie

wygląda osiedle Towarzystwa Budownictwa Społecznego w Kurzętniku. W lutym do 29 lokali wprowadzili się pierwsi mieszkańcy Osiedla Dębno. Plan inwestycji zakłada oddanie następnego budynku we wrześniu, a kolejnych – w rocznych odstępach. W sumie na nowym osiedlu zamieszka około pół tys. osób. Będę też place zabaw, parking podziemny, boiska, monitoring oraz ogrodzenie osiedla pasem zieleni. Zaczęło się od specjalnej strefy ekonomicznej i Parku Przemysłowego w Nielbarku, kilka kilometrów od Kurzętnika. Przez Dębno do strefy trzeba było wybudować drogę, poprowadzić media, światłowód. Wtedy okazało się, że dzika dzielnica,


KURZĘTNIK

w której tylko rosły krzaki, jest jednak bardzo atrakcyjna. Mało tego, wręcz nie ma w okolicy lokalizacji z lepszym dostępem do infrastruktury. Pomysł na wykorzystanie terenu miał wójt gminy Kurzętnik Wojciech Dereszewski. W gminie inwestują kolejne firmy, przybywa miejsc pracy i mieszkańców, a brakuje mieszkań. – A to już nie są czasy, gdy pracownik chciał dojeżdżać 20 km do pracy na komarku. Nie ma też co liczyć, że ściągnie się do firmy menadżera, jeśli będzie musiał mieszkać na prywatnej kwaterze przy rodzinie – stawia jasno sprawę wójt. – A też nie każdego stać na postawienie własnego domu za pół miliona. Przedsiębiorca również przecież nie wybuduje mieszkań, więc tym musi się zająć gmina. A konkretnie zajęła się tym gminna spółka – Towarzystwo Budownictwa Społecznego. W ciągu pięciu lat ma postawić pięć bloków, a w nich ok.160 lokali wykończonych pod klucz (z wewnętrznymi drzwiami, panelami, płytkami,wyposażonymi łazienkami i zabudową kuchenną). Dostępnych dla osób fizycznych o umiarkowanych dochodach i firm poszukujących mieszkań dla pracowników. Jedynym wymaganym kryterium jest udział własny wnoszony w formie partycypacji w kosztach budowy lokalu. Mieszkańcy co miesiąc w czynszu spłacać będą część kosztów budowy – kilkanaście zł za mkw. Jednak w odróżnieniu od inwestycji TBS-ów z innych miast, w Kurzętniku po pięciu latach mogą wykupić mieszkanie na własność. Innowacyjne podejście TBS w Kurzętniku oparte zostało na koncepcji rządowego programu Mieszkanie Plus, ułatwiającego mniej zamożnym zakup swojego M. Aby jednak najemcy w przyszłości mogli stać się właścicielami mieszkań, spółka musiała zrezygnować z finansowania oferowanego TBS-om przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Gdy zaciągnie się kredyt w innym banku, lokatorzy mogą stać się w przyszłości właścicielami. – Owszem, w BGK łatwiej pozyskać kredyt, ale bank narzuca też swoje warunki. Dalej trzeba zebrać partycypacje, pobierać rynkowy czynsz, ale mieszkańcy nigdy nie wykupią swoich mieszkań – wyjaśnia Rafał Jasiński, prezes zarządu TBS Kurzętnik. Zwrócił się do banku komercyjnego,

gdzie projekt budowy osiedla został potraktowany jak każdy biznesplan. Było trudniej, ale kredyt dostali. W odróżnieniu od innych TBS-ów wielkość wkładu własnego nie jest określona. Jeśli na dany lokal jest więcej niż jeden chętny, decyduje wysokość zadeklarowanej partycypacji lub kolejność złożenia deklaracji. Przy pierwszym bloku najniższa partycypacja wyniosła zaledwie 1000 zł. – Na początku ludzie mieli bardzo duże obawy. Żeby im wytłumaczyć zasady najmu z dojściem do własności, wymyśliliśmy nawet termin „leasing mieszkaniowy” – wspomina prezes Jasiński. I opowiada o spotkaniu z jednym z klientów, który nie mógł się nadziwić, że tak można. Bo przecież z dziada pradziada był uczony, że jak się kupuje, to daje się pieniądze. „A tutaj jakieś „partycypacje”, jakieś wynajmy. A to w końcu moje czy nie moje?” – dociekał. Na ostatni blok (zostanie ukończony w 2021 roku) chętnych jest znacznie więcej niż mieszkań. Największa walka jak zwykle rozegrała się o 50-metrowe lokale na I piętrze, ale parter czy trzecie piętro można było zdobyć za znacznie skromniejszy wkład własny. Jednak nawet najniższa partycypacja przekroczyła 20 tys. zł, zaś najwyższa 100 tys. zł. Jak szacuje prezes Jasiński, cena wykupu mieszkania z kurzętnickich TBS-ów jest o około 25 proc. niższa niż u komercyjnego dewelopera. Gmina nie zarabia na budowie mieszkań, ale wójt jest pewny, że i tak inwestycja się opłaci. Ściągnie do Kurzętnika nowych mieszkańców, którzy będą tu żyć, pracować i wydawać pieniądze. – Nam się to zwróci w „picie” – wójt Dereszewski mówi obrazowo o deklaracji PIT. I chyba ma nosa – w ciągu ostatnich kilku lat dochody gminy z tytułu podatku od osób fizycznych wzrosły o milion zł. Tekst: Magdalena Spiczak-Brzezińska Obraz: archiwum TBS Kurzętnik, © Sergey Peterman / www.shutterstock.com

TBS Sp. z o.o. w Kurzętniku Kurzętnik, ul. T. Kościuszki 17 www.tbskurzetnik.pl tbs@kurzetnik.pl

TOWARZYSTWO BUDOWNICTWA SPO£ECZNEGO


KURZĘTNIK

CZY WŁODEK NAPRAWI JEZIORA? JAK PRZY UŻYCIU KREDY I ROŚLINNEJ ŻELATYNY ZATRZYMAĆ ZAKWIT SINIC? 060

BRZMI JAK WYNALAZEK MACGYVERA, ALE TEN PROJEKT BYĆ MOŻE WKRÓTCE PRZYWRÓCI CZYSTOŚĆ JEZIOR. PRACUJE NAD NIM FIRMA APRS, KTÓREJ CENTRUM NAUKOWOBADAWCZE MIEŚCI SIĘ NIEDALEKO KURZĘTNIKA. Zwykle atakują, gdy ma się największą ochotę na kąpiel. Więc w upalne lato, zamiast wskoczyć do rześkiej wody, możesz wbiec do czegoś, co przypomina zupę ogórkową: mętną, zielonkawą i gęstą. Zakwit sinic jest najbardziej nieprzyjemnym dla ludzi objawem zanieczyszczenia wód fosforem i azotem. Te dwa pierwiastki dostają się do wody z hojnie nawożonych pól, nieszczelnych szamb i źle oczyszczonych ścieków. Sprawiają, że woda

staje się żyzna i świetnie się w niej rozwijają mikroskopijne organizmy roślinne. Ale chociaż na powierzchni życie kwitnie, pod wodą umiera – sinice produkują siarkowodór, zasłaniają światło, brakuje tlenu, duszą się ryby. Niestety, nie ma obecnie dobrego sposobu, by na większą skalę pozbyć się nadmiaru fosforanów z wody. Można co prawda związać je substancjami chemicznymi i uwięzić na dnie, ale to jak bomba z opóźnionym zapłonem. Wystarczy


KURZĘTNIK

że np. podniesie się temperatura wody, a groźne pierwiastki i związki chemiczne zostaną uwolnione i narobią jeszcze większych szkód. Firma APRS postanowiła poszukać skutecznej, taniej i trwałej metody wyłapywania fosforanów. Chodzi przede wszystkim o to, by związać je w wodzie, a później z niej wyciągnąć. W komercyjno-naukowe przedsięwzięcie udało się zaangażować najlepszych w kraju specjalistów od ochrony wód: prof. Ryszarda Gołdyna z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, prof. Julitę Dunalską z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, prof. Dorotę Burską z Uniwersytetu Gdańskiego i prof. Macieja Zalewskiego z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii w Łodzi. Testy prowadzone są w Centrum Naukowo-Badawczym, które w 2018 roku powstało nieopodal Kurzętnika. Pomysł na to, jak pozbyć się zakwitów sinic, już jest. Teraz trzeba przetestować go na wszelkie sposoby. – Bazujemy na naturalnych sorbentach, czyli minerałach, które wiążą fosforany. Podstawą jest kalcyt, czyli kreda wapienna, która występuje wszędzie – tłumaczy Grzegorz Brenk, prezes zarządu APRS. – Tajemnica tkwi w jej odpowiednim przygotowaniu – rozdrobnieniu i nadaniu odpowiedniej porowatości, tak by powierzchnia każdego mikroziarenka była jak największa. Kalcyt połączony z mikroorganizamami wyłapującymi fosfor będzie na dobę zanurzany w jeziorze. – To co się z jeziora wyjmie, nie będzie jednak odpadem do utylizacji, a cennym materiałem, na którego przetworzeniu można jeszcze zarobić, np. produkując fantastyczny nawóz fosforowo-wapienny – wyjaśnia Grzegorz Brenk. Ale oczyszczanie jeziora będzie na nic, jeśli nie odetnie się dopływu nowych ścieków. W Kurzętniku pracują więc nad barierami, które ustawione w strumykach i innych jeziornych dopływach, wyłapią fosforany. Będą zbudowane na bazie kruszywa ceramicznego pokrytego agarem, czyli roślinną żelatyną wykorzystywaną też w kuchni. Brzmi to trochę jak scenariusz przygód MacGyvera, bohatera kultowego serialu telewizyjnego z lat 80., który z pudełka zapałek, drutu i rolki taśmy potrafił skonstruować każde urządzenie. Ale czasem faktycznie wystarczy dobrze pogłówkować, by znaleźć rozwiązanie poważnego problemu. W tym przedsięwzięciu chodzi właśnie o to całym, by zamiast technologii w kosmicznych cenach wykorzystać składniki łatwodostępne, niedrogie i naturalne. Zakładany efekt? Po zastosowaniu technologii z Kurzętnika już po 2–3 sezonach jakość wody w jeziorze ma polepszyć się

o 1–2 klasy. – Gdyby jezioro miało oczyszczać się samo, trzeba byłoby czekać na to 50–60 lat – dodaje prezes Brenk. Na razie projekt jest na początku drogi. Zanim technologia stanie się ciekawa dla biznesu, musi być dokładnie sprawdzona. Pracownicy Centrum Naukowo-Badawczego w Kurzętniku wkładają w cały proces nie tylko energię i zapał, ale i emocje. Nadali nawet imiona kalcytowi wykorzystywanemu do testów – ten grubiej zmielony nazywa się Włodek Duży, a drobniejszy – Włodek Mały. Pierwsze wynik badań, na razie w małej skali – obiecujące. – Niektóre sorbenty, w dobę wyłapują 90 proc. fosforanów z wody – zapewnia prezes. Być może już w czerwcu 2021 roku usługa zostanie wprowadzona na komercyjny rynek. Potencjał ma bardzo duży, bo aż 65 proc. jezior Polsce wymaga rekultywacji. Sytuacja na świecie wygląda znacznie bardziej dramatycznie. Zwłaszcza w Azji, gdzie tropikalny klimat sprzyja zakwitom, a wieloletnie zaniedbania sprawiły, że wiele regionów jest na granicy klęski ekologicznej. Być może technologia z Kurzętnika okaże się sposobem na powstrzymanie globalnego problemu. Tekst: Magdalena Spiczak-Brzezińska Obraz: © Fotokon / www.shutterstock.com, arch. APRS Kurzętnik

APRS Sp. z o.o. Nielbark, ul. Poznańska 1 13-306 Kurzętnik telefon: +48 61 820 61 77 e-mail: office@aprs.com.pl www. aprs.com.pl

061


KURZĘTNIK

GRACZ TWARDSZY OD STALI WIDZIELIŚCIE KIEDYKOLWIEK KRĄŻĄCE W INTERNECIE FILMY, KTÓRE W PRZYSPIESZONYM TEMPIE POKAZUJĄ ŻYCIE PORTOWEGO NABRZEŻA? PRACĘ DŹWIGÓW, PODNOŚNIKÓW I ŻURAWI UWIJAJĄCYCH SIĘ W ZAWROTNYM TEMPIE OD WSCHODU DO ZACHODU SŁOŃCA. ROBI WRAŻENIE, PRAWDA? TYM WIĘKSZE, ŻE TE KONSTRUKCJE POWSTAJĄ W MAŁEJ MIEJSCOWOŚCI NA WARMII I MAZURACH.

062

Na drzwiach firmy widnieją powitalne napisy w pięciu językach, a w holu wisi oprawione w ramy motto Michaela Jordana: „Nic nie jest podawane na tacy, każdy zawsze trafia na jakieś przeszkody po drodze. Kiedy się pojawią, zastanów się, jak je pokonać, a nie myśl o tym, że to już koniec drogi”. Expom ma swoją siedzibę w Kurzętniku i od 67 lat, czyli od początku swojego istnienia, jest firmą z wyłącznie polskim kapitałem. Spółka produkuje wielkogabarytowe konstrukcje stalowe na potrzeby różnych branż, w tym morskiej, maszynowej oraz energetycznej i jest bardziej rozpoznawalną firmą w Europie, niż w Polsce. Aż 98 proc. produkcji realizowana jest dla klientów zagranicznych. Expom eksportuje również swoje produkty poza Stary Kontynent: od USA po Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, a nawet do Kamerunu. – W Expom nie ma produkcji seryjnej – mówi Rafał Domżalski, prezes zarządu. – Wszystkie nasze produkty to unikaty wykonane na indywidualne zamówienie klienta. Możemy do nich zaliczyć 50-tonowy dźwig, który aktualnie pracuje na rzece Nil w Egipcie czy też stalową konstrukcję o średnicy ponad sześciu metrów, która musiała zostać podzielona na dwie części, aby mieściła się pod mostami i wiaduktami w czasie transportu do odbiorcy. Realizujemy około tysiąca projektów rocznie. Są to zamówienia, o których inne firmy z tej samej

branży boją się nawet pomyśleć. Odpowiadamy za cały łańcuch technologiczny, zaczynając od projektu konstrukcji stalowej, poprzez fazę analizy, produkcji i wyposażenia w układy hydrauliczne i elektryczne, aż po niezależne testy i certyfikaty – wylicza prezes. W 2012 roku firma postawiła na dwa kierunki rozwoju: ogromny pakiet inwestycji oraz dywersyfikację portfela klientów. To był przełom. Obecnie dysponuje własnym biurem technologiczno-konstrukcyjnym i dziewięcioma halami wraz z parkiem maszynowym. Od niedawna funkcjonuje też nowoczesne laboratorium, które umożliwia wykonanie zaawansowanych badań na zlecenie innych firm, np. nadzory malarskie, pomiary geometrii, badania udarności, badania niszczące i nieniszczące konstrukcji spawanych oraz pomiary z dziedziny antykorozji i BHP. – Prowadzone badania to olbrzymi krok naprzód, a także szansa na rozwój dla naszych pracowników, którzy chcą zdobywać kolejne uprawnienia – dodaje Rafał Domżalski. Nowe centrum badawczo-rozwojowe objęło modernizacją jedną z hal i doposażyło ją w nowe, wysoko zaawansowane maszyny, m.in. suwnicę o udźwigu 40 ton (to waga czołgu), wytaczarkę płytową ze stołem obrotowym, jedną z największych w Polsce, która obrabia materiał z dokładnością do 0,02 mm (to mniej niż grubość włosa) oraz stół pomiarowo-traserski o rozmiarze 15x6 m.


KURZĘTNIK

Firma od kilku lat sukcesywnie modernizuje swoją przestrzeń produkcyjną, by zapewnić atrakcyjne warunki pracy dla załogi. Dla Grupy Expom pracuje każdego dnia około 350 osób. Wszyscy mają realny wpływ na rozwój spółki. Program Innowacyjny Expom, który jest jednym z wielu działających w Spółce, zachęca pracowników do zgłaszania swoich propozycji zmian czy usprawnień i wrzucania ich do tzw. skrzynki pomysłów. Co roku kilkunastu pomysłodawców otrzymuje za taką inicjatywę dodatkowe wynagrodzenie, a ich projekty zostają wdrożone. W działalność spółki wpisały się również programy skierowane do kadry pracowniczej, np. program Expom+Rodzina, Expom Baby Team, Expom Dba o Zdrowie czy Akademia Expom dotyczący szkoleń pracowników i ich dofinansowania przez firmę. Ten ostatni jest jednym z najbardziej rozwiniętych w spółce, obejmuje pokolenia

odpowiedzialności biznesu. Firma została też doceniona w kategoriach: przyjazna rodzinie, dbająca o zdrowie pracowników oraz zaangażowana w rozwój społeczności lokalnej, ze szczególnym uwzględnieniem edukacji młodzieży. Expom współpracuje z Zespołem Szkół Zawodowych w Kurzętniku i oferuje młodzieży praktyczną naukę zawodu, dodatkowe zajęcia teoretyczne, które prowadzone są przez kadrę inżynierów. Dlatego gdy inne firmy narzekają na brak chętnych do nauki zawodu, firma z Kurzętnika rozpoczyna od nowego roku szkolnego kształcenie aż 60 nowych uczniów. Firma skupia wokół siebie kilkanaście firm zlokalizowanych w promieniu 150 km i ciągle dąży do podpisywania kontraktów z kolejnymi. – Praktycznie dla każdej z nich mamy ofertę stałej współpracy – zaznacza Rafał Domżalski. Firmy kooperacyjne otrzymują duże wsparcie: powierzony materiał, stały nadzór technologiczny, nadzór kontroli jakości. W tej symbiozie, dzięki pozycji Expom na rynku, nie ponoszą żadnego ryzyka, a tylko odnotowują wzrosty swoich obrotów. – To idealny układ, bo to wzbogaca nas o nowe moce przerobowe, może także zwiększać sprzedaż i pozwala realizować najśmielsze projekty. Mamy duże ambicje i jesteśmy zdeterminowani na sukces. Expom to gracz twardszy od stali – puentuje prezes. Jednym z takich ambitnych projektów jest zdalnie operowany dźwig, który trafił na Morze Północne. Został tak zaprojektowany, by z dowolnego miejsca na świecie, przy użyciu wi-fi, można było kierować jego pracą na morzu w trudnych warunkach pogodowych. – Wciąż szukamy nowych kierunków rozwoju dla naszej firmy, nie spoczywamy na przysłowiowych laurach, nasz apetyt wciąż rośnie. Pracujemy nad tym, aby w Kurzętniku powstało centrum prezentacji z zakresu odnawialnych źródeł energii. Wiem, że jeśli taką ofertę ubierzemy w odpowiedni marketing, to ponownie odniesiemy sukces – sonduje Rafał Domżalski. Tekst: Sylwia Płaszczyńska-Capłap, obraz: arch. Expom S.A.

od kilkuletnich dzieci po osoby starsze. – Już teraz uczestniczymy w życiu szkół, np. nagradzając, a tym samym motywując dzieci i młodzież do nauki. Zdecydowanie odpowiadamy na ich potrzeby dotyczące rozwoju osobistego, prowadzimy dodatkowe zajęcia dydaktyczne dla młodzieży, szkolimy swoich pracowników oraz pracujących dla nas pracowników kooperacji. Aby program ten objął każde pokolenie, potrzebujemy włączyć do niego już tylko emerytów, nad czym też już pracujemy – komentuje prezes. Podobnie jest w przypadku programu Expom Rekrutacja, który zakłada, że to pracownicy spółki poszukują, wstępnie rekrutują i polecają kandydatów na poszczególne stanowiska. Expom promuje także ideę zespołów projektowych, które powoływane są nie tylko do spraw związanych z produkcją, ale także innych działań spółki. – Z takim sposobem zarządzania firmą spotkałem się w Stanach Zjednoczonych. Od profesorów oraz managerów z USA nauczyłem się zarządzania projektowego, które z sukcesem stosowane jest w nowoczesnym stylu zarządzania organizacją, przede wszystkim taką, jaką jest Expom, gdzie nie ma tzw. łatwych tematów, a każdy projekt jest wyzwaniem – podkreśla prezes. W 2018 roku system takiego zarządzania został wymieniony jako jedna z czterech dobrych praktyk firmy Expom w najpopularniejszym w Polsce raporcie dotyczącym społecznej

063

Expom S.A. ul. Sienkiewicza 19 13-306 Kurzętnik www.expom.pl fb.com/ExpomSA


KURZĘTNIK

WBIJA W FOTEL NOWOCZESNE WZORNICTWO, CIEKAWE KROJE, KOLORY I ROZWIĄZANIA ZAOBSERWOWANE NA TARGACH W MEDIOLANIE ORAZ NAJLEPSZEJ JAKOŚCI TKANINY OD PROJEKTANTA MACIEJA ZIENIA. MYŚLICIE, ŻE MOWA O MODZIE? OWSZEM, O MODZIE NA NIETUZINKOWE MEBLE TAPICEROWANE MARKI LIBRO. W NIELBARKU KOŁO KURZĘTNIKA WŁAŚNIE URUCHOMIŁA SWÓJ PRZEŁOMOWY ZAKŁAD PRODUKCYJNY.

064

Paweł Liberacki z dumą oprowadza nas po swoje nowej fabryce. W hali produkcyjnej o powierzchni 10 tys. mkw. jak na dłoni widać cały proces powstawania mebli. – Choć rodzice zadbali o to, bym poznał funkcjonowanie firmy od podszewki, to pierwszy raz jestem wrzucony na tak głęboką wodę – przyznaje. Zaczynał od pracy fizycznej na różnych etapach produkcji, potem w biurze uczył się zarządzania całym procesem i zespołem pracowników. Smak samodzielności poznał dopiero, kiedy w 2015 roku przejął przyzakładowy sklep firmy. – Teraz zarządzam najmłodszym, dużo bardziej wymagającym dzieckiem Libro – mówi. – Poprzednie dwa zakłady, zlokalizowane w Lubawie, rozrastały się przez pączkowanie, ten powstał od razu jako twór nowoczesny, doskonały, w każdym calu taki, jak zaplanowaliśmy. To zobowiązuje do jeszcze większego zaangażowania.


KURZĘTNIK

W nowej fabryce pracuje już 80 osób, ale od sierpnia właściciel planuje wprowadzić system dwuzmianowy i zatrudnić kolejnych 70 pracowników. Twórcą firmy jest ojciec Pawła, Marek Liberacki, z zawodu tapicer. – Pierwsze zlecenia pod koniec lat 80. wykonywał w 16-metrowym garażu swojego domu – wspomina syn. – Na szyldzie „Zakład Tapicerski Marek Liberacki” nie było godzin otwarcia, bo ojciec pracował niemal 24 godziny na dobę. Do dziś trzyma w domu pierwszą maszynę do szycia jako bezcenną pamiątkę. Twórca marki zaczynał od napraw, potem stopniowo przerzucił się na produkcję. Rozwijająca się od 1990 roku firma Libro dzisiaj zatrudnia ponad 700 osób oraz dysponuje własną flotą ponad 30 samochodów ciężarowych, które dowożą meble do 300 salonów w całej Polsce i za granicę. Połowa produkcji trafia za granicę, z czego aż 60 proc. do Niemiec. – Tam nas naprawdę cenią, ale i w Polsce mamy sporo dowodów sympatii i uznania klientów – Diament Meblarstwa 2015, rok później I miejsce w Rankingu Producentów Mebli Tapicerowanych, a w kolejnych nie schodziliśmy z podium. I wreszcie nagroda internautów w konkursie „Meble Plus – Produkt Roku 2019” – wymienia Paweł Liberacki. Klienci doceniają atrakcyjne wzornictwo, dużą funkcjonalność i nowatorskie rozwiązania konstrukcyjne – podwójne sprężynowanie, opcję wysuwanego wałka, podnoszone i przesuwane oparcia, regulowane zagłówki i podłokietniki, możliwość modułowego przypinania i odpinania elementów, ale również kwestie bardziej przyziemne, jak sprawny serwis w całym kraju i za granicą. Dlatego stoiska firmy na największych targach meblarskich w Europie środkowo – -wschodniej, poznańskich Meble Polska, zawsze przyciągają tłumy. Co pół roku Libro wprowadza nowe modele, choć jest też wiele hitów o niesłabnącym zainteresowaniu, jak np. narożniki modułowe, młodzieżowy model Play z przestrzennymi projektami nadruków czy sofa DENIM wykonana z oryginalnego jeansu, z charakterystycznymi elementami używanymi do produkcji klasycznych spodni: naszywki, zamki, nity, podwójne przeszycia. Plus dwustronne poduchy, które imitują przód i tył spodni. Firma ciągle stawia sobie nowe wyzwania, które dostarczają inspiracji. Ekipa Libro wraz z szefostwem odwiedza targi meblarskie nie tylko w charakterze wystawcy, ale także oglądającego. Podobnie jak targi okuć i tkanin. Podczas jednego z takich wydarzeń zawiązali współpracę z projektantem Maciejem Zieniem. – Zaprojektowane przez niego tkaniny

to górna półka, czyli idealny produkt dla naszej kolekcji Tabou – tłumaczy Paweł Liberacki. – Poza tradycyjną kolekcją Libro, której atutem jest jakość w przystępnej cenie, mamy także w ofercie produkty luksusowe, o wyszukanej stylistyce, nawiązujące do najbardziej aktualnych światowych trendów. A gdzie ich szukać, jeśli nie w Mediolanie, światowej stolicy mody i wzornictwa – pyta retorycznie. Tam entuzjazm udziela się całemu zespołowi. Czasem zachwyci nowe rozwiązanie konstrukcyjne, czasem faktura tkaniny, a nierzadko jakiś z pozoru nieważny detal, który skradnie całe show. Tak było z pięknymi stopkami, które zdaniem właściciela przyćmiły całą resztę wystawy. – Po powrocie do domu zabraliśmy się za projektowanie nowej linii. Nie mieliśmy jeszcze pomysłu na sam mebel, więc powstał produkt, który miał pasować do stopki – zaskakuje. – To dość nietypowa kolejność, ale czasem warto przełamać schematy, by stworzyć coś niezwykłego. Tekst: Sylwia Płaszczyńska-Capłap, obraz: archiwum Libro

“LIBRO” Marek Liberacki Lubawa, ul. Grunwaldzka 22C tel. (+48 89) 645 59 33 www.libro-meble.pl

065


WNĘTRZE

DRUGIE ŻYCIE STAREGO DREWNA

MARKA REGALIA TWORZY KLIMATYCZNE MEBLE Z ODZYSKANEGO STAREGO DREWNA. I CHOĆ DZISIAJ MANUFAKTURA WOJCIECHA SOBIERAŃSKIEGO SPOD JEZIORAN ZNANA JEST W KRAJU, TO BIZNES ROZPOCZĄŁ SIĘ TU DOŚĆ PRZYPADKOWO. W PRZEDDZIEŃ 10. ROCZNICY MARKA WRESZCIE OTWORZYŁA SWÓJ SHOWROOM. 066

Stworzyliśmy to miejsce po to, by klient mógł nas swobodnie odwiedzać i w końcu oglądać nasze wyroby w komfortowych warunkach – Wojciech Sobierański, twórca marki Regalia mówi o otwartym właśnie showroomie dla swojej twórczości. To miejsce nie tylko dla klientów. – Możemy tu robić szkolenia dla projektantów i architektów, z którymi współpracujemy – dodaje. A wszystko w blisko 100-letniej oborze w Studnicy niedaleko Jezioran. Dawnej oborze, bo dziś jest to i showroom, i pracownia, i biuro jednej z najbardziej ekskluzywnych z niszowych marek meblowych w Polsce. – Ja nadal waham się jednak, czy mogę nazywać swoją firmę biznesem – zastanawia się właściciel. – Oczywiście firma musi

na siebie zarabiać, ale cały czas mam wrażenie, że to zarabianie jest gdzieś przy okazji. Trudno nie przyznać racji. Projekty realizuje nie tyle już z pasją, co i szaleństwem. Początki zresztą też były szalone. Kilkanaście lat temu zdecydowali się z żoną na życiową rewolucję: koniec z pracą w korporacji i wygodnym życiem w Toruniu, czas na przygodę! Tylko gdzie? – Na początku myśleliśmy o Bieszczadach – wspomina. – Potem szukaliśmy czegoś w okolicach Lublina, Chełma. Na kartce wypisaliśmy sobie, czego szukamy: kilka hektarów, dom na uboczu, starodrzew, niekoniecznie blisko jeziora. Pagórkowatą Warmię, z jej tradycyjnym budownictwem z czerwonej cegły, odkryli zupełnie przypadkiem przez


WNĘTRZE

ogłoszenie w czasopiśmie. – I tak rzeczywiście tu było, jak z tej kartki – dodaje. 12 lat temu kupił dom w Studnicy pod Jezioranami. Była zima. Stan nieruchomości? Wyjątkowo fatalny, ale było w niej „to coś”, w tym klasyczna czerwona dachówka. Pechowo w okresie ówczesnego boomu budowlanego, o dobrej ekipie remontowej i szybkim dostępie do materiałów można było pomarzyć. – Nie było innej opcji: możliwie najwięcej trzeba było organizować samemu – mówi właściciel. Oryginalne poniemieckie cegły pozyskał, pomagając w rozbiórce starej obory. – W podobny sposób deski, które do dziś są u mnie na ganku, na tarasie i poddaszu – wymienia. – A o tworzeniu mebli pomyślałem, gdy wspólnie ze stolarzem, który do dzisiaj pracuje w Regalii, zrobiliśmy drzwi do naszego domu. Wyszły nieźle, więc uznałem, że takie rzeczy mogą się podobać również innym. I tak, rolnik z wykształcenia stał się twórcą mebli. Niemal wszystkie projekty cenionej dzisiaj manufaktury Regalia to autorskie pomysły. Wspólnie z załogą dostarczył ich już przeszło czterem tys. klientom. – A mebli co najmniej kilka razy więcej, bo niektórzy mają od nas kuchnie, łóżka, komody, stoły, stoliki, półki, ramki, świeczniki… – wylicza.

Bo w Regali można zamówić prawie wszystko. Ograniczeniem jest tylko wyobraźnia. I zasady. Kupując tu mebel, klient kupuje też filozofię pana Wojtka. – Dajemy staremu drewnu nowe życie – wyraźnie podkreśla. – I to jest właśnie ekologia w 100-procentowym wydaniu. Nawet logo wybijamy na naszych meblach ręcznie. Jego meble kryją zaklęte w drewnie historie. 100-letnia sosna to u Sobierańskiego „standardzik”. Najstarszy surowiec z jakiego tworzył meble, to około 350-letni dąb pamiętający czasy Jana III Sobieskiego i jego potyczki z Turkami. – Na materiał trafiliśmy, jak to zwykle bywa, przypadkiem, na Podlasiu – zaczyna opowiadać. – Stara chata była już w jednej trzeciej rozebrana, ale z reszty pozyskaliśmy tyle drewna, że udało się stworzyć kilka fantastycznych mebli, m.in. charakterystyczny stół, którego projekt do dziś traktujemy jak nasze danie firmowe – opowiada właściciel Regalii. Klimatycznego materiału, z którego powstaną meble, jest tu sporo. – Ostatnio pozyskaliśmy drewno z zamku krzyżackiego z Działdowa, który był remontowany. Mamy też kłody dębu znalezione w starej stodole o długości prawie sześć metrów i szerokości metr dwadzieścia. Jedna waży pół tony. Posiadamy też ponad 10-metrowe deski i belki ze starego spichlerza – wylicza. Podobnie jest z metalem z odzysku, na przykład stuletnimi zawiasami, albo elementami maszyn rolniczych. Każdy produkt Regalii ma swój unikatowy charakter, nawet niepozorny świecznik. Stąd wyjątkowość warmińskiej marki doceniają klienci w całym kraju. Wśród nich również znane postacie: Monika Brodka, Anna Dereszowska czy Kasia Tusk. Meble ze Studnicy zdobią przeszło 200 lokali w kraju, głównie gastronomicznych (w Olsztynie np. w Slow Coffee w Galerii Warmińskiej). Wojciech Sobierański szykuje Regalię do przyszłorocznego jubileuszu 10-lecia. Podczas majowej inauguracji showroomu premierę miało też nowe logo. Co prawda hasło Regalii głosi, że „stare jest piękne”, ale z duchem czasu też trzeba iść. Tekst: Renton Media, obraz: Renton Media, Regalia Polska Manufaktura

www.regalia.eu tel: (pn-pt, godz. 8–16), 537 307 025, 603 065 025

067


NIERUCHOMOŚCI

OKNO NA JEZIORO DWA SŁOWA NAJTRAFNIEJ OPISUJĄ APARTAMENTY SŁONECZNA ZATOKA NAD JEZIOREM WULPIŃSKIM: WIDOK I WYGODA. TO W TAKIM MIEJSCU ODPOCZYWA SIĘ PO CODZIENNEJ PRACY.

068

Jest sobota, świeci słońce i – jeszcze się przeciągając – wychodzisz na taras. Lekko marszcząca się tafla jeziora zwiastuje powiew orzeźwiającego przebudzenia. No właśnie, przebudź się, przecież nie jesteś na wakacjach. Sielankowa wizja własnego domu nad jeziorem dopadła już niejednego. Gdyby nie praca, w zasadzie żyjesz na urlopie. Chodzisz rano po własnej rosie, o ile… No właśnie – romantyczny ten scenariusz, ale nie wtedy, kiedy trzeba kosić działkę, poprawić elewację i szukać ekipy do przeciekającego poddasza, a właśnie rozpoczął się upragniony weekend. Dlatego pomysłodawcy apartamentów Słoneczna Zatoka pozostawili jedynie przyjemność mieszkania nad jeziorem. Koszeniem trawy czy innymi gospodarskimi obowiązkami będzie zajmować się zarządca, który zadba o stan budynku i otoczenia. Ale przyroda, jezioro i spokój zgadzają się jak najbardziej – one zostają.

Słoneczna Zatoka koło Tomaszkowa to zespół apartamentów z obszernymi tarasami. Każdy usytuowany jest tak, by z salonu rozciągał się piękny widok na Jezioro Wulpińskie. Powierzchnia mieszkań jest zróżnicowana – od 70 do niemal 140 mkw. Nowoczesny budynek leży na 3,5 – arowej działce zaledwie 20–25 metrów od brzegu, z prywatną plażą i pomostem rekreacyjnym do cumowania małych jednostek pływających. – Lubię tam być, bo urzeka mnie klimat tego miejsca: cisza, drzewa i spokój – opowiada Daria Bera z firmy Freedom Nieruchomości, która zajmuje się sprzedażą apartamentów Słoneczna Zatoka. – Myślę, że to idealna lokalizacja dla zapracowanych ludzi, którzy chcą cieszyć się zarówno widokiem, naturą, jaki i komfortem życia. Apartamentów będzie tylko 12, więc miejsce nie straci swojej kameralności. Sama nazwa „apartament” też nie została użyta tylko ze względu na to, że brzmi lepiej od mieszkania. Wszystkie pomieszczenia wykończone są w wysokim standardzie dobrej klasy materiałami. – Każdy apartament wyposażony jest w instalację klimatyzacyjną czy trzyszybowe dźwiękoszczelne okna, montowane razem z roletami oraz ciepłe parapety, a komunikację między piętrami zapewniają cichobieżne windy. Na tarasach są płyty granitowe, szklane balustrady – wylicza Daria Bera. A zamontowane drzwi oraz konstrukcja ścian i stropów jest tak zaprojektowana, by dać gwarancję prywatności i ciszy. Zwyczajnie nie będzie słychać sąsiadów. W apartamentach wyraźnie wydzielona jest część dzienna i prywatna. Oprócz słonecznego, wychodzącego na południową stronę salonu z aneksem kuchennym, w każdym znajduje się od jednej do trzech sypialni. Budynek ogrzewany będzie przez własną kotłownię gazową. – Deweloper zadbał o to, by był on energooszczędny i tani w eksploatacji – podkreśla Daria Bera. Ale najlepsze jest to, że z jednej strony na wyciągnięcie ręki są typowo wiejskie i urlopowe atrakcje – zbieranie grzybów, spacery po lesie, kąpiel w jeziorze, wędkowanie, pływanie kajakiem, żeglarstwo (o pływaniu skuterem wodnym czy motorówką nie ma mowy, bo akwen objęty jest strefą ciszy). Z drugiej strony nie brakuje udogodnień związanych z cywilizacją – dojazd drogą asfaltową, pole golfowe w Naterkach (2 km), dobre restauracje w pobliżu (np. minuta do Przystanku Zatoka) czy miejsce do cumowania łodzi w Przystanku Zatoka lub Marina Golf Club (1,5 km). A gdyby ktoś zatęsknił w tej sielskiej atmosferze za miejskim gwarem – do olsztyńskiej starówki jest zaledwie 13 km. Tekst: Magda Spiczak-Brzezińska, obraz: Łukasz Żarkiewicz

Daria Bera – Specjalista ds. rynku pierwotnego i wtórnego tel. +48 796 153 014, e-mail: d.bera@freedom-nieruchomosci.pl www.sloneczna-zatoka.pl



WNĘTRZE

W KWADRACIE I ZE ZŁOTEM W PRZEMYSŁOWO-BUDOWLANYM PEJZAŻU ULICY STALOWEJ W OLSZTYNIE, SALON CERAMIKI KWADRAT JAWI SIĘ JAK GALERIA SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ. KAŻDA ARANŻACJA ŁAZIENKI PRZYPOMINA INSTALACJĘ ARTYSTYCZNĄ, A POSZCZEGÓLNE PŁYTKI – MALEŃKIE DZIEŁA. MARSZANDAMI TEGO MIEJSCA SĄ ROBERT I MAJA – ZNAWCY I PASJONACI PŁYTEK Z CAŁEGO ŚWIATA.

070

Made in: Drewno, kamień, metal…, a gdzie płytki? Maja Burilova (dyrektor ds. importu): To wszystko są płytki doskonale imitujące naturalne surowce. Najnowsze trendy we wzornictwie to natura, a właściwie jej udoskonalona wersja. Można poprawiać naturę? Robert Koprowski (kierownik salonu): Okazuje się, że tak. W tej chwili na płytkach znajdziemy tak perfekcyjnie odwzorowane deski, że stojąc, trudno odróżnić je od prawdziwych. Na płytkach są również drukowane zdjęcia kamieni naturalnych, betonu, metalu, a najnowsza technologia pozwala uzyskać fakturę tkaniny, nieregularne powierzchnie imitujące skały łupkowe, a nawet tak charakterystyczne dla włoskiego projektanta Roberto Cavalliego – panterkę czy połączenie deski i skóry węża. Co ciekawe, przy obróbce fotografii natury często graficy retuszują mankamenty, więc jest piękniej niż w oryginale.


WNĘTRZE

Jaki jest cel imitowania natury na płytce? Maja: Przede wszystkim praktyczność. Płytki są niebywale trwałe i łatwe w utrzymaniu, a to – jeśli myślimy o wnętrzu – jest czynnikiem kluczowym. Dom czy mieszkanie urządzamy na lata, a nie tylko na pierwsze wejście gości. Skąd czerpiecie inspirację i wiedzę o światowych trendach? Robert: Dwa razu w roku staramy się uczestniczyć w największych w Europie targach branżowych – Cerseie w Bolonii oraz Cevisama w Walencji. Europa południowa ma wielką ceramiczną tradycję i stamtąd pochodzą najciekawsze i najpiękniejsze produkty. Na targach producenci prezentują najnowsze kolekcje, jeśli zyskują aprobatę, wówczas trafiają na rynek. My jesteśmy tak bardzo na bieżąco ze światowymi trendami, że często nasi klienci dojrzewają do pewnej mody w chwili, kiedy my likwidujemy ekspozycję. Dla nas jest już stara, a w Polsce dopiero dany trend staje się hitem. Co jest zatem hitem roku 2019? Maja: Wspominane wszelkie imitacje natury oraz surowców takich jak beton, tkanina czy metal. Robert: Blacha kortenowska to absolutny i najnowszy przebój. Rynek bardzo dobrze przyjął produkty inspirowane wzorami marokańskimi lub stylizowanymi na bardzo popularny styl vintage. Maja: Z kolorów modne są pastele, szczególnie pudrowy róż – potwierdzeniem tego jest współpraca polskiej marki Tubądzina z Dorotą Koziarą, czego efektem jest właśnie seria płytek w tychże kolorach. I co najważniejsze – w tej chwili płytki wychodzą z łazienki i kuchni również do salonu czy sypialni. Polski gust różni się od europejskiego? Maja: Mogłabym wymienić dwie cechy typowo polskie: zachowawczość i ponadczasowość. W łazience, która ma starczyć na dekadę, boimy się ryzykować. Robert: Nasz salon ma 30 lat. Kiedy zaczynaliśmy, był taki deficyt towaru, że płytki przyjeżdżały z Czech wagonami, a wagon rozchodził się błyskawicznie. Miałem wtedy siedem lat, pomagałem rodzicom rozładować tira, który przywiózł towar z bocznicy kolejowej. W kartonach były płytki w formacie 20 na 25 cm – kropelki wody w czterech kolorach. Schodziły jak świeże bułki, dziś jedna płytka potrafi mieć 50 twarzy, co oznacza, że płytka o określonym wzorze może powtórzyć się co kilka lub kilkanaście metrów kwadratowych. Kiedyś wzór na płytce uzyskiwany był za pomocą stempla – każda płytka była taka sama, dziś robi się nadruk. Możesz

na płytce wydrukować wszystko co zechcesz. Nawet własne zdjęcie. Czasem klienci z sentymentem mówią: kiedyś do wyboru były cztery i był spokój. Maja: Ale jednocześnie warto wspomnieć, że współczesny Polak jest bardzo wymagający. Robert: To prawda. Potrzebujemy większego wyboru niż Skandynawowie, Niemcy, a nawet Włosi. Nasza powierzchnia wystawowa to fenomen. W Europie prywatne sklepy z płytkami zwykle ograniczają się do 100–200 metrów. A my mamy dwa punkty – 1000 metrów przy ulicy Stalowej oraz 300 przy Żelaznej. Jak wygląda klient waszego salonu? Robert: Bardzo różnie, ponieważ w naszej ofercie znajduje się pełen przekrój cenowy. Od płytek za kilkadziesiąt złotych, po produkty bardzo ekskluzywne, firmowane nazwiskami znanym projektantów. Mamy płytki projektowane przez Roberto Cavalliego czy Macieja Zienia, maleńkie mozaiki marki SICIS z których na zamówienie stworzony może być ręcznie nawet portret osoby zamawiającej. Najbardziej zaawansowane są produkty z okładzin ceramicznych, czyli płyty wielkoformatowe – największa ma ponad trzy metry na półtora i grubość jedynie sześć milimetrów. I tak samo jest z klientami – do nas trafiają wszyscy. Od osób, które remontują maleńką łazienkę, po luksusowych hotelarzy i restauratorów. Maja: W naszym portfolio znajduje się także wiele inwestycji na terenie całego kraju jak i poza jego granicami. Realizacje oparte na naszych produktach można znaleźć w wielu prestiżowych lokalizacjach, m.in. w Restauracji i Hotelu Przystań, w Casablance, Mazury Golf Club w Naterkach, Hotelu Anders, Pałacu Warlity, Porcie Bogaczewo, Muzeum Archidiecezji w Olsztynie, w MOK Reszel Zabytkowe Kamienice czy Hotelu Krasicki w Lidzbarku Warmińskim. Tam, w niecce basenowej, znajduje się włoska mozaika robiona ręcznie – czarna z dodatkiem prawdziwego złota. Robert: Więc gdyby ktoś chciał się oświadczyć płytką zdobioną szczerym złotem, to też taką mamy! Rozmawiała: Aga Kacprzyk, Słowo daję Obraz: arch. Hotel Krasicki, arch. Restauracja Casablanka, arch. Mazury Golf & Country Club, arch. Przystań Hotel & SPA KWADRAT Salon Ceramiki Olsztyn, ul. Stalowa 8 tel: +48 510 064 470 e-mail: kwadrat@kwadrat.olsztyn.pl www.kwadrat.olsztyn.pl

071


NIERUCHOMOŚCI

PRZYJACIELE DOMU SPEŁNIANIE MARZEŃ O WŁASNYM WYMARZONYM LOKUM ZACZĘLI OD SIEBIE. W PRZYTULNYM BIURZE NEW HOUSE I KLIENCI, I PRACOWNICY CZUJĄ SIĘ JAK W DOMU. SIELSKA ATMOSFERA UŁATWIA WYBÓR WŚRÓD KILKUSET MIESZKAŃ, WILLI, SIEDLISK I DZIAŁEK.

072

Bywa, że klienci przylatują na spotkanie z nimi własnym śmigłowcem. Punktem spotkań jest często lotnisko w Szymanach, gdzie docierają z Londynu czy Niemiec, by obejrzeć upatrzoną nieruchomość na Warmii lub Mazurach. Boom na mieszkania w turystycznych miastach czy działki z dostępem do jeziora, przyciągają tu coraz częściej inwestorów z zagranicy. – Lotnisko, coraz lepsze drogi i infrastruktura regionu przyciągają do nas klientów z Polski i zagranicy, którzy w Warmii i Mazurach dostrzegają potencjał inwestycyjny – tłumaczy Łukasz Wróbel, właściciel firmy New House Nieruchomości. – Na rynku jest dużo gotówki, kredyty są łatwo dostępne, a inwestycja w nieruchomość wydaje się w tej chwili najlepszym rozwiązaniem. Wiele osób, m.in. pracujących za granicą, kupuje z myślą o krótkoterminowym wynajmie dla przyjezdnych.


NIERUCHOMOŚCI

W Olsztynie, Giżycku, Mikołajkach czy innych miastach leżących na Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, ceny mieszkań i apartamentów, mimo bogatej oferty deweloperskiej, od kilku lat trzymają wysoki poziom cenowy. Im bliżej jeziora czy terenów zielonych – tym wyższa stawka. – A znalezie nie ła dnie p o ł ożon ej dzia ł ki b u dowla n ej w Olsztynie przypomina polowanie na białego kruka. Ich ceny dochodzą nawet do 500 zł za mkw. To dobry czas na sprzedaż mieszkań i np. kupno domu poza miastem, spełnienie marzeń o własnym siedlisku – tłumaczy Łukasz. Mają na koncie m.in. przeprowadzkę rodziny z mieszkania w Olsztynie do siedliska w malowniczych Węgajtach, skupiających środowisko artystów i drobnych wytwórców. – To był strzał w dziesiątkę – przyznaje właściciel. – Jednak taka opcja nie sprawdza się w przypadku rodzin z małymi dziećmi, zdarza się, że wyprowadzki za miasto kończą się powrotem nieruchomości do naszej oferty. Łukasz przyznaje, że w branży nieruchomości liczy się nie tylko doświadczenie, ale też znajomość regionu. Sam pochodzi z Mikołajek i zna Warmię i Mazury jak własną kieszeń. W 2007 roku połączył swoje doświadczenie w handlu z zamiłowaniem żony Moniki – specjalistki od dekoracji wnętrz. Stworzyli ośmioosobowy, stabilny zespół doradców. A klienci trafiają do nich głównie z polecenia. – Korporacyjne nawyki i zasady są nam obce, nie uznajemy nawet typowego biurowego dress code – tłumaczy właściciel. – Jesteśmy grupą przyjaciół, którzy lubią ze sobą pracować. Z łatwością przełamujemy dystans z klientem, co pomaga się otworzyć i dogłębnie poznać jego potrzeby. A to pozwala nam na skuteczne działanie, które później wspólnie z Klientami świętujemy na parapetówkach czy grillach. Spędzając wspólnie w pracy wiele godzin, potrzebowali przestrzeni, w której będą się czuli komfortowo i na luzie. Siedziba New House mieszcząca się od sześciu lat w secesyjnej kamienicy w centrum miasta, już od progu wprawia w dobry nastrój. Jasne „domowe” wnętrza, pełne dizajnerskich dodatków, inspirują do tego, aby dać upust marzeniom. Nawet jeśli ich realizacja wymaga czasu.

– Nasi klienci dzielą się na dwie grupy: pierwsza potrzebuje szybko sprzedać lub kupić nieruchomość ze względu na sytuację życiową. A druga to osoby, które szukają nieruchomości ze swoich snów. Czasem szukamy ich rok, a nawet dwa lata. Działamy wtedy obszarowo – jak ma być Puszcza Piska, to skupiamy się na jej terenie, robiąc research. Aż trafiamy na leśniczówkę czy domek na obrzeżach lasu. I choć ceny na Mazurach potrafią zwalić z nóg, udane negocjacje są ich mocną stroną. – Nie oddajemy za bezcen, ale i nie kupujemy po abstrakcyjnych stawkach. Dzięki uczciwości i zaufaniu, które potrafimy zbudować, klienci wracają do nas realizować kolejne transakcje – zapewnia Łukasz. Od kawalerek po luksusowe rezydencje. Ich strona internetowa zawierająca około pół tysiąca nieruchomości, jest jak wirtualna wycieczka po regionie. Można trafić na prawdziwą perłę, jak stary, pruski dwór czy malownicze, wiekowe siedlisko. Oferty przed publikacją często wymagają „tuningu”. – Przywiązujemy dużą wagę do prezentacji nieruchomości, korzystamy z usług profesjonalnych fotografów, a w przypadku siedlisk i działek robimy ujęcia z drona – tłumaczy właściciel. – Kupcom terenów organizujemy współpracę ze sprawdzonymi architektami i firmami budowlanymi, którzy realizują domy od projektu pod klucz. Nazwa New House kojarzy się z nowym etapem w życiu. A nowy dom, to nowe perspektywy. Kiedy zmienia się otoczenie, a marzenia się realizują, zmienia się nasze wnętrze. Bycie świadkiem udanej transakcji, to najlepsza część naszej pracy. Często świętujemy ją razem z klientem i zostajemy przyjaciółmi domu. Tekst: Beata Waś, obraz Kuba Chmielewski

New House Nieruchomości Olsztyn, ul. Warmińska 7/4 tel. 664031061 www.newhouse.co

073


BIZNES

WSPARCIE NIE TYLKO NA STARCIE

CELUJĄ TAM, GDZIE MAŁA I ŚREDNIA PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ POTRZEBUJE WSPARCIA. ALE NAKRĘCAJĄ TEŻ KULTURĘ, EDUKACJĘ I SPOŁECZNOŚĆ. OTO MISJA DZIAŁDOWSKIEJ AGENCJI ROZWOJU S.A.: ROZWÓJ LOKALNY.

074

Niewiele jest w gminie Działdowo firm, które w jakiś sposób nie skorzystały z ich działań. Od ćwierć wieku udzielają pożyczek, poręczeń, gwarancji. Budują powiązania między biznesem i ekonomią społeczną, tworzą bazę edukacyjną dla młodzieży i dorosłych. A w międzyczasie współorganizują wernisaże, kiermasze, wspomagają akcje charytatywne, wydają publikacje na temat historii Działdowa i jego mieszkańców. – Nasze wielotorowe działanie wpływa na poprawę jakości życia w mieście i gminie Działdowo – tłumaczy Roman Dawidowski prezes DAR S.A. – A innowacyjne projekty, które tworzymy, idą z duchem czasu i wpisują się w aktualne potrzeby lokalnej przedsiębiorczości. Byliśmy pionierami choćby we wprowadzaniu dla przedsiębiorców niektórych form poręczeń pomagających im rozwinąć skrzydła. I wciąż szukamy nowych sposobów na wspieranie i rozwój biznesu. Kompleksowa obsługa małych i średnich przedsiębiorstw, głównie w zakresie udzielania pożyczek oraz poręczeń, to jeden z filarów działania Funduszu. Tylko w ub. roku pozyskali na to około 30 mln zł. Korzystne warunki i popularność takich form wsparcia zachęciła DAR S.A., aby objąć zasięgiem większy teren. Otworzyli placówki pożyczkowe także w Szczytnie, Ełku i Olsztynie. Fundusz pożyczkowy oferuje m.in. Pożyczkę Inwestycyjną z Premią do 1 mln zł dla mikro, małych i średnich przedsiębiorców z regionu ze spłatą nawet przez okres ośmiu lat. To szansa na zastrzyk środków z najniższym oprocentowaniem na rynku – 0,94 proc. W przypadku projektów o szczególnym potencjale rozwojowym czeka premia w formie obniżenia o 50 proc. rat odsetkowych. Pożyczka z programu „Przedsiębiorcza Polska Wschodnia” na którą DAR S.A. uzyskała 10 mln zł ze środków unijnych, przeznaczona jest na wsparcie w wysokości do 500 tys. zł dla przedsiębiorców działających w branży turystycznej i okołoturystycznej. Pożyczkę z atrakcyjnym oprocentowaniem Działdowska Agencja Rozwoju S.A. Działdowo, ul. Wł. Jagiełły 15 tel. 23 697 06 66 www.darsa.pl

1,87 proc. i okresem spłaty maksymalnie do siedmiu lat można wykorzystać na budowę lub remont, zakup środków trwałych, w tym gruntów i nieruchomości, pojazdów czy poszerzyć ofertę lub podnieść jakość usług. Dla przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą nie dłużej niż 24 miesiące lub posiadających tzw. certyfikat miejsc przyjaznych rowerzystom na Wschodnim Szlaku Rowerowym Green Velo, oprocentowanie pożyczki wynosi tylko 0,94 proc. Fundusz poręczeniowy obejmuje udzielane przez DAR S.A. poręczenia kredytów inwestycyjnych i obrotowych. Przeznaczone są dla MŚP z całego regionu, które nie posiadają odpowiedniego zabezpieczenia do zaciąganych kredytów lub pożyczek na finansowanie bieżącej i inwestycyjnej działalności gospodarczej. Fundusz gwarancyjny dla MŚP oferuje trzy typy produktów: poręczenia zapłaty wadium, poręczenia właściwego wykonania umowy oraz gwarancji jakości i rękojmi za wady, poręczenia dla członków spółdzielni socjalnych. To alternatywa dla zabezpieczeń w formie gotówkowej, gwarancji bankowych i ubezpieczeniowych. Przedsiębiorczość wzmacniają solidną ofertą edukacyjną dostosowaną do rynkowych trendów i potrzeb. Centrum Kształcenia Ustawicznego w Działdowie, przy współpracy z wyższą uczelnią, prowadzi studia licencjackie i podyplomowe. Liceum Ogólnokształcące DAR przygotowuje do egzaminu maturalnego oraz studiów na kierunkach medycznych. Rozszerzone nauczanie biologii i chemii, edukacja ukierunkowana prowadzona pod patronatem bydgoskiej uczelni, umożliwiają przygotowanie do studiów medycznych i pokrewnych jak pielęgniarstwo, położnictwo, stomatologia, farmacja, fizjoterapia. Ośrodek Szkoleniowo-Informacyjny Przedsiębiorczości prowadzi szkolenia dla instytucji, firm, jednostek samorządu terytorialnego, osób prywatnych. Tematyka dostosowana jest nie tylko do zmian zachodzących w przepisach prawnych, ale też presji i wymogów rynkowych w komunikacji i funkcjonowaniu wewnątrz firm i instytucji. Stąd szkolenia dotyczące zarządzania zespołem, etykiety i savoir-vivre w biznesie oraz administracji publicznej, wypalenia zawodowego czy sposobów radzenia sobie ze stresem. Tekst: Beata Waś, obraz: © Monkey Business Images, © Jack Frog, © Syda Productions, © Odua Images / www.shutterstock.com Centrum Kształcenia Ustawicznego DAR Działdowo, ul. Polna 11a tel. 23 697 06 90 www.edukacja.darsa.pl



PRZEMYSŁ

FLAKON Z HISTORIĄ HEINZ-GLAS – ŚWIATOWY POTENTAT W PRODUKCJI OPAKOWAŃ SZKLANYCH ZA TRZY LATA BĘDZIE ŚWIĘTOWAĆ 400. ROCZNICĘ POWSTANIA. ĆWIERĆ WIEKU TEMU PRZEJĘLI POD SWOJE SKRZYDŁA HUTĘ W DZIAŁDOWIE. KAŻDEGO DNIA WYRUSZA STĄD W ŚWIAT PONAD MLN SZTUK OPAKOWAŃ DLA RENOMOWANYCH MAREK KOSMETYCZNYCH.

076

Gabloty w nowoczesnym biurowcu firmy HEINZ-GLAS Działdowo prezentują kolekcję szklanych dzieł sztuki. Wśród nich fantazyjne flakony, karafki, butelki i słoiki, m.in. znana od pokoleń woda toaletowa Pani Walewska, kultowy balsam po goleniu Nivea oraz inne kosmetyki krajowych i zagranicznych firm. Robiąc zakupy w drogeriach i perfumeriach w różnych stronach świata, można rozpoznać mazurską proweniencję po sygnaturze „CAH” na dnie opakowań. – Idąc do sklepu odruchowo patrzę czy na opakowaniu jest nasz symbol – przyznaje Monika Kosmala-Sójka, dyrektor sprzedaży w firmie HEINZ-GLAS Działdowo. – Realizujemy standardowe wzory opakowań, jak również formy dedykowane, choćby opakowanie do perfum Paris Hilton, która zachwyciła się kształtem jednego z nich na targach w USA. Czas życia produktu kosmetycznego na rynku jest krótki, mamy jednak swój udział w wielu ponadczasowych fenomenach sprzedażowych.


PRZEMYSŁ

Historia Grupy HEINZ-GLAS to temat na niejeden opasły tom. Bo jak w skrócie przedstawić losy piętnastu pokoleń rodziny Heinz związanej z branżą szklarską? Zaczęło się od XVII-wiecznej huty szkła w niemieckim Piesau, w tej chwili należy do niej 17 oddziałów firmy rozlokowanych w 13 krajach na całym świecie – od Peru po Chiny. W 1992 roku HEINZGLAS GmbH wykupiło większość udziałów działdowskiej huty szkła działającej tu od 1946 roku. I rozpoczął się nowy rozdział jej historii. Po inwestycjach na przestrzeni lat w mazurską część rodzinnego imperium, dzisiaj to największa pod względem produkcyjnym huta szkła należąca do Grupy HEINZ-GLAS i jeden z dwóch producentów szkła opalowego w Europie. – Po inwestycji w nową wannę hutniczą, oddaną do użytku w zeszłym roku, przez siedem dni w tygodniu wytapiamy 150 ton szkła na dobę. Zakładana na ten rok produkcja opakowań w szkle bezbarwnym i opalowym to prawie 300 mln sztuk – wylicza dyrektor sprzedaży. – Zrównoważony rozwój to jeden z priorytetów naszej Grupy. Naszym celem jest nieustanne ograniczanie wykorzystania zasobów takich jak energia czy woda oraz redukcja emisji gazów i pyłów do atmosfery – dodaje. Now y piec oddany do uż ytku w zeszłym roku zuż ywa o 30 proc. mniej energii, zmniejszyła się też emisja hałasu, a nowoczesny filtr świeczkowo-kompaktowy redukuje emisje tlenku azotu (NOx), dwutlenku siarki (SO2) oraz pyłów powstających podczas procesu topienia szkła. Okazała gabarytowo instalacja pozwala na zredukowanie wydzielania wspomnianych gazów i pyłów do poziomów zdecydowanie niższych niż obecnie wymagane przez normy europejskie określone przez BAT dla przemysłu szklarskiego. Około 80 proc. sprzedaży HGD to rynek zagraniczny. Mają klientów w całej Europie, USA, Ameryce Południowej, na Bliskim i Dalekim Wschodzie. Słyną z wysokojakościowej, kompleksowej oferty „z jednej ręki” – szklane opakowania, nakrętki i dekorowanie odbywa się w trzech działdowskich spółkach należących do Grupy HEINZ-GLAS. Zdobienie szkła to specjalność firmy 2HD działającej od pięciu lat. Wśród różnorodnych technik zdobienia, m.in. metalizacja kryjąca, transparentna, malowanie farbami wodnymi, hot stamping, sitodruk, tampondruk, które nadają każdemu produktowi wykończenie ograniczone tylko fantazją klienta. Spółka HEINZ-PLASTICS Polska, istniejąca od 1998 roku, to producent nasadek do butelek perfumeryjnych, nakrętek do słoików i butelek, zamknięć flip-top, butelek PET oraz opakowań roll-on. Wśród nich – nakrętki z domieszką włókien drzewnych oraz butelki z PCR PET wpisujące się w nurt eko. – Pracujemy także nad wykorzystaniem materiałów produkowanych z surowców odnawialnych jak trzcina cukrowa czy kukurydza – zdradza Paweł Żmijewski, zastępca kierownika

sprzedaży HEINZ-PLASTICS Polska w Działdowie. – Ekologia, poszukiwanie nowych rozwiązań sprzyjających środowisku naturalnemu, to kolejny priorytet naszej grupy. Wystarczy przejść się po olbrzymich wnętrzach huty, aby poczuć moc i zasięg tutejszej produkcji. Przed wejściem – obowiązkowo czepek na włosy i korki do uszu. Na ośmiu liniach produkcyjnych przesuwają się w szybkim tempie opakowania szklane. Dla mało odpornych gości z zewnątrz, wysoka temperatura i hałas wydają się nieznośne. Ale w firmie pracują często kolejne pokolenia. Stabilność finansowa, pakiet socjalny, dbałość o integrację i relaks pracowników, możliwość rozwoju – to atuty, które przyciągają mimo niełatwych warunków pracy. Tylko w działdowskiej części Grupy HEINZ-GLAS zatrudnionych jest na umowy o pracę 850 osób. Praktyki odbywają tu także uczniowie patronackiej klasy o kierunku specjalista maszyn formujących i przetwórstwa szkła z Zespołu Szkół w Malinowie. – W dzisiejszym świecie biznesowym stabilność finansowa to za mało – twierdzi Monika Kosmala-Sójka, związana z HGD od 20 lat. – Firmy kładą nacisk na to, aby dać światu coś więcej niż tylko udział w rozwoju gospodarczym. Wielopokoleniowa firma HEINZ-GLAS ma nawyk kreowania przyszłości: długoterminowe planowanie, regularne inwestycje w technikę i wiedzę, świadome zarządzanie ludźmi i finansami, dbałość o zrównoważony rozwój, angażowanie się w popularyzację sportu i kultury czy pionierskie inwestycje w rodzinnych Niemczech jak… hodowla szkockiego bydła wyżynnego, która chroni glebę przed wyjałowieniem czy też Tropenhaus – palmiarnia zwana „Małym Edenem”. Rodzina Heinz to wizjonerzy, którzy nieustająco zaskakują swoimi pomysłami i inspirują świat. Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum HEINZ-GLAS Działdowo

077

HEINZ-GLAS Działdowo Sp. z o.o. Działdowo, ul. Wł. Jagiełły 40 +48 23 697 01 00 sales.poland@heinz-glas.com www.heinz-glas.com


BIZNES

BIZNESOWE ŚNIADANIE W INDIACH, A NA OBIAD NIEMIECKA HAXE JEŚLI FIRMA PODBIJA ŚWIAT, TO MUSZĄ TWORZYĆ JĄ WYJĄTKOWI LUDZIE, 078

KTÓRYCH ŁĄCZY NIE TYLKO PRACA. DZIAŁAJĄCA NA RYNKU GLOBALNYM FIRMA FALKEN TRADE KOMPLETUJE TAKI WŁAŚNIE ZESPÓŁ. JAK IM SIĘ TO UDAJE? Codziennie czekają na nas nowe międzynarodowe wyzwania. Nietypowy profil naszej firmy wykreował zapotrzebowanie na różne, czasem unikalne umiejętności – podkreśla Adrian Kwiatkowski. Jest dyrektorem marketingu w olsztyńskiej firmie Falken Trade, która działa od 10 lat w branży dodatków funkcjonalnych do żywności i pasz. I jak podkreśla, ta różnorodność zadań sprawia, że każdy dzień jest inny, co eliminuje zjawisko wypalenia zawodowego. – Specyfika naszej branży to biznesowo-handlowe spotkania, czasem w egzotycznych dla nas krajach, co my osobiście trak-

tujemy jako wartość dodaną do naszej pracy – dodaje Wojciech Kacperski, dyrektor handlowy w Falken Trade. – Sam od ośmiu lat jeżdżę do Chin oraz Indii, czy to na targi branżowe, czy na spotkania z kontrahentami i nigdy nie przestało mnie to fascynować. Często takie służbowe wyjazdy to spełnienie marzeń o podróżach, których prywatnie nie udałoby się zrealizować. Poznajemy nowe kultury, ciekawych ludzi a to zwyczajnie poszerza nasze horyzonty. Falken Trade jest firmą handlującą pomiędzy Azją a Europą. Zespół podzielony jest właśnie ze względu na rynki posługu-


BIZNES

jące się w biznesie danym językiem. Firma poszukuje również młodych ludzi, którzy znają niszowe języki, jak bułgarski czy szwedzki. Same kwalifikacje kandydata często jednak nie są wystarczające, by stać się członkiem zespołu. Tu skład kompletuje się jak w drużynie sportowej – mogą być indywidualności, ale najważniejsza jest praca zespołowa. – Często już po pierwszym kontakcie z kandydatem, nawet podczas rozmowy telefonicznej, daje się wyczuć to coś, co budzi w nas ciekawość i pozwala mieć poczucie, że to może być kolejny cenny kawałek naszej firmowej układanki – mówi Joanna Jończyk, szefowa działu koordynująca niemieckojęzyczne rynki. Zdarzały się i takie sytuacje, że na jedno stanowisko w trakcie rekrutacji pasowała dwójka kandydatów. Uznano, że takich nieoszlifowanych diamentów nie można wypuścić z rąk, więc zostali we dwoje. Innym razem, poszukując kandydata na stanowisko sprzedażowe, pojawiła się osoba, która szybko pokazała swoje cechy kierownicze i zamiast angażu jako handlowiec, została kierownikiem autonomicznego działu. – U nas nie panuje porządek feudalny, a partnerska relacja. Tak budujemy zespół, by zwyczajnie czuć się ze sobą dobrze. Naszą firmę tworzą osoby o wysokich umiejętnościach interpersonalnych: z łatwością potrafią budować relacje, są empatyczni i mają szerokie horyzonty. Tacy pracownicy łatwiej tworzą nić porozumienia z partnerami biznesowymi – tłumaczy Jolanta Maciejewska, która w firmie odpowiada za handel na terenie europejskim, wyłączając kraje niemieckojęzyczne.

– Ostatnio jedna z naszych koleżanek podczas wyjazdu służbowego do Szwecji, w wolnym czasie poszła na mecz lokalnej drużyny hokejowej. Następnego dnia podczas rozmowy okazało się, że kontrahent również jest wielkim fanem hokeja. Ten mecz okazał się pomostem do nawiązania przyjaznej relacji, która zaowocowała korzystną dla obu stron współpracą – przytacza przykład. Joanna Jończyk: – W międzynarodowym biznesie trzeba dobrze się orientować w uwarunkowaniach kulturowych kraju i mentalności ludzi, z którymi chcemy kooperować. Nie ma takich samych rynków. Różnią się one od siebie szczegółami, które bywają często bardzo istotne w relacjach biznesowych. Sama dodaje, że po latach obsługi kontrahentów o niemieckiej mentalności, gdzie wszystko musi być poukładane i na czas, nie czułaby się dobrze na rynkach o luźnym podejściu do biznesu. Wiadomo, słynne Ordnung muss sein. W Falken Trade poszczególne działy ściśle ze sobą współpracują. To sprawia, że nowa osoba to nie potencjalny konkurent w zespole a ktoś, kogo otacza się opieką, by jak najszybciej wskoczył na właściwy poziom pracy. – Sukces jednostki, to sukces zespołu – obrazuje Agnieszka Kuczys, kierownik działu logistyki. – Nie ma sensu być jednym liderem, kiedy zespół polegnie. – Zawodowo mówimy sobie o wszystkim – dodaje Joanna Jończyk. – To ważne, by czerpać z wzajemnych doświadczeń i wiedzy wyniesionej z pracy na innych rynkach. W godzinach pracy mogą uczestniczyć w kursach języka rosyjskiego i angielskiego, szkoleniach handlowych oraz menadżerskich. Ale cechy interpersonalne, istotne w pracy handlowca na międzynarodowych rynkach, ujawniają też podczas wyjazdów integracyjnych organizowanych przynajmniej dwa razy w roku. Wiszące w holu kolaże zdjęć z poprzednich imprez oddają ducha firmy i wyjątkowe relacje między pracownikami. Liczący prawie 50 pracowników zespół wywodzi się z kilkuosobowego składu, który 10 lat temu zaczynał w małym mieszkaniu na jednym z olsztyńskich osiedli. Kiedy kandydat do pracy pukał do drzwi, szef witał go w kapciach z kubkiem kawy w ręku, a w kuchni ktoś właśnie przygotowywał posiłek. W takim klimacie budowała się firmowa rodzina. Falken Trade stale rozwija się, więc – jak mówią kierownicy działów – jest w ciągłej rekrutacji. Podkreślają: perełek nigdy za wiele. Stawiają na młodych, choć sam wiek nie jest podstawowym wyznacznikiem. Poszukiwani są ludzie z otwartymi umysłami i pełni pasji. – U nas ludzi łączy nie tylko firma, ale i wspólne spędzanie wolnego czasu. Ci, którzy mają sportowe zajawki, zarażają nimi kolejnych i nagle okazuje się, że na popołudniowy wypad na rowery czy bieganie zbiera się kilkanaście osób. Zimą często po pracy wsiadamy w samochody i jedziemy na narty – rzuca przykładami Łukasz Ropelewski, kierownik działu Polska. – Wszyscy doskonale wiemy, że ci, którzy mają pasje, są ciekawszymi i bardziej wartościowymi w pracy. Są więc tu zapaleni rowerzyści, maratończycy, triathloniści, narciarze. Kiedy ktoś wraca z zawodów, wszyscy świętują medal. Kiedy ktoś ma urodziny, jest uczta. Przy cieście? Niekoniecznie. Kiedyś francuski kolega przygotował naleśniki. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Agnieszka Blonka Falken Trade Polska Sp. z o.o. Sp.K Olsztyn, ul. Rejewskiego 5 tel. 89 514 03 00 www.falken-trade.com

079


DOBRE MIEJSCE

CZAS NA ROZWÓJ, CZAS NA RODZINĘ BYWAJĄ SYTUACJE BEZ WYJŚCIA. TAK PRZYNAJMNIEJ SIĘ WYDAJE W MOMENCIE KRYZYSU. CZASEM WYSTARCZY JEDNAK POZWOLIĆ SOBIE POMÓC, ABY ODWRÓCIĆ LOS. ALE BANK ŻYWNOŚCI W SWOICH PROJEKTACH SIĘGA NAJPIERW DO GENEZY PROBLEMU.

080


DOBRE MIEJSCE

Przez dwie dekady dystrybuowania potrzebującym żywności uratowanej przed zmarnowaniem, widzieli i słyszeli niejedną ludzką historię. Współpracując z placówkami i instytucjami pomocowymi, natknęli się na wiele dramatów i bezsilności ich podopiecznych. I po latach doświadczeń rozszerzyli zakres swojej misji. Finansowane ze środków unijnych wieloetapowe projekty aktywizujące bezrobotnych i wzmacniające więzi rodzinne, od 2017 roku pomagają setkom osób w regionie. – Parę lat temu zabiegało się o dobre stanowisko, obecnie walczy się raczej o pracowników – twierdzi Marek Borowski, prezes Banku Żywności w Olsztynie. – Brak chęci do podjęcia zajęcia czy nieumiejętność dostosowania się do rynku, często ma podłoże w sytuacji rodzinnej, problemach psychologicznych. Nasze programy diagnozują indywidualną sytuację i przy pomocy specjalistów wielu dziedzin ustalają plan działania. Dajemy rybę, ale i wędkę. Mają na koncie wiele historii, które pomogły mieszkańcom Olsztyna i mniejszych miejscowości podnieść się po życiowych porażkach. Choćby historia uczestniczki projektu „W drodze do aktywności”, którego liderem jest Federacja Organizacji Socjalnych. Po emigracji z Polski zakończonej dwuletnią bezdomnością, wróciła i zaczęła w Olsztynie od zera. Szkolenia przygotowały ją do pracy na wymarzonym stanowisku recepcjonistki. Albo historia osoby transseksualnej obdarzonej ogromną empatią, ale nieakceptowanej przez otoczenie. Dzięki wsparciu i motywacji, dzisiaj jest docenianym opiekunem osób starszych. – Wiele osób przystępując do projektu ma problem z nawiązywaniem kontaktu, nie potrafi wskazać swoich umiejętności, predyspozycji – przyznaje Agnieszka Koprucka, koordynator projektów EFS w Banku Żywności. – To np. kobiety po 30. roku życia, które przez wiele lat pozostawały bez pracy opiekując się dziećmi w domu. Jeśli uda im się przełamać blokady, idą jak burza na rynku pracy. Z satysfakcją obserwujemy jak dzięki naszym działaniom uczestnicy uruchamiają swój potencjał, rozkwitają. Początkowe zrezygnowanie i wycofanie, stopniowo zastępuje pewność siebie, uaktywniają się talenty. Ale na to trzeba trochę czasu. Trwający około roku proces wypełniają warsztaty z psychologami, coachami, doradcami zawodowymi, trenerami pracy. Zajęcia pomagają m.in. podnieść kompetencje społeczne, poznać własny potencjał, przygotować się na rozmowę z pracodawcą. Jest też tzw. szybka ścieżka, jeśli komuś pilnie zależy na podjęciu pracy. Bank Żywności współpracuje z pracodawcami wielu branż w regionie i wysyła beneficjentów na trzymiesięczne staże finansowane ze środków unijnych. Kilku uczestników projektów zasila także szeregi ich organizacji. – Beneficjentami projektów aktywizacyjnych są osoby korzystające ze wsparcia ośrodków pomocy społecznej – tłumaczy prezes. – Często są postrzegane przez pryzmat społecznych stereotypów, nawet jeśli to wielodzietność kwalifikuje je do korzystania z pomocy socjalnej. Podczas stażu mają okazję przekonać pracodawcę o swojej wartości. I w 90 proc. przypadków obie strony są zadowolone. Nasz bank, jako pracodawca, również. Projekt „Aktywni i kompetentni”, realizowany m.in. w gminie Piecki, Ruciane Nida, Iławie, daje mieszkańcom środowisk wiejskich bagaż wiedzy i kompetencji. To one poza sezonem letnim, szczególnie zmagają się z bezrobociem. Jednym z narzędzi do pracy z uczestnikami projektów aktywizacyjnych jest „job firma” – symulacja przedsiębiorstwa, podczas którego na uczestników codziennie czeka nowe zadanie. To nauka

systematyczności, elastyczności, empatii, które pozwalają przełamać bariery przy podejmowaniu nowych wyzwań. – Czasem podjęcie pracy uniemożliwia sytuacja życiowa, np. opieka nad niepełnosprawnym domownikiem – tłumaczy koordynatorka. – Współpracując ze stowarzyszeniami i fundacjami organizujemy cały wachlarz wsparcia. Od pomocy prawnej, po pozornie drobne problemy, choćby brak okularów niezbędnych do rozpoczęcia pracy jednej z uczestniczek projektu. Reszta grupy upiekła gofry i zarobione dzięki ich sprzedaży środki, przeznaczyła na zakup. Bywa, że to najbliżsi blokują przed podjęciem działań, rozwinięciem zawodowych skrzydeł. Tak zdarzało się choćby podczas rekrutacji młodych bezrobotnych do międzynarodowego projektu FOLM („Z natury na rynek pracy”). W jego programie – wyjście w plener i nauka nowych umiejętności na łonie natury. – Sporo zakwalifikowanych osób wyłamało się po konsultacji z rodziną – przyznaje Marek Borowski. – Wynika to z nadopiekuńczości, strachu przed zmianą, blokadą przed nowymi wyzwaniami. Dlatego czasem warto zacząć od naprawy więzi, zawalczyć o międzypokoleniowe porozumienie w gronie najbliższych. I z takich potrzeb powstało kilka projektów Banku Żywności, wzmacniających domowe relacje, m.in. „Aktywna rodzina – szczęśliwa rodzina” czy „Czas na rodzinę”. W ich programie m.in. wsparcie coacha, rodziny, psychologa, pedagoga, szkoła dla rodziców, warsztaty „Złota rączka” czy wyjazdy rodzinne. – Uczymy rodziny jak rozbudzić w sobie pasję, razem spędzać czas czy po prostu słuchać się nawzajem – tłumaczy Marek Borowski. – Często żyjemy pod jednym dachem, ale obok siebie. A samotność, brak wsparcia wśród najbliższych to często początek problemów zawodowych, poczucia niespełnienia i braku wiary w siebie. Bank Żywności wspiera, sięgając najpierw do korzeni życiowych niepowodzeń. Tekst: Beata Waś Obraz: © Nicoleta Raftu, © Evgeny Atamanenko / Shutterstock.com Kuźnia Społeczna Olsztyn, ul. Marka Kotańskiego 1 tel. 609 676 687 mail: biuro@kuzniaspoleczna.pl fb.com/kuzniaspoleczna

081


REPORTAŻ

FALA KOBIECEJ MOCY

082

WYSTARCZY CHWILA PRZED EKRANEM KOMPUTERA I KALENDARZ SIĘ ZAPEŁNIA. WARSZTATY, ZAJĘCIA, INSPIRUJĄCE SPOTKANIA I GRUPY WSPARCIA ADRESOWANE DO KOBIET, KUSZĄ ROZWOJEM I ZMIANĄ. SKĄD OŻYWIENIE W BUDZENIU ŻEŃSKIEJ MOCY? REWOLUCJA SZCZĘŚCIA – TO TYLKO JEDNA Z DEFINICJI ZJAWISKA. Na hasło „kobieta”, facebook wyławia grupy tematyczne i wszystkie inicjatywy w promieniu kilku kilometrów. Przedsiębiorcza kobieta, Kobieta po 30., Kobieta w Pełni, Aktywna mama, Lole Rozbójniczki, Era Nowych Kobiet, Kobieta i rozwód, Qigong Promienny Lotos dla kobiet, Odważne w biznesie, a nawet… Bezwzględnie sarkastyczne kobiety z piekła rodem. Zaczynam swój reaserch łagodniej – od poniedziałkowego seansu z damską widownią.

W hali kina Helios czeka powitalny kieliszek z płynnym kolagenem i pakiet zniżkowych voucherów na zabiegi upiększające. Na widowni tłum w kwiecistych strojach – wiosenny lajtmotiv spotkania z cyklu „Kino kobiet”, dodatkowo punktowany w konkursach poprzedzających projekcję. Jest o co walczyć – czekają torby pełne nagród, a zabawa w międzypokoleniowym gronie przednia. Na deser świetna rola filmowa Clinta Eastwooda przy „babskim” karmelowym piwie.


REPORTAŻ

być bliżej natury, uczestniczyć w żywej, wspierającej się społeczności. A nikt kobiety lepiej nie zrozumie, jak druga kobieta. Wiedziały o tym nasze babki, ale potrzebowałyśmy kilku pokoleń, aby do tego wrócić.

WYJŚĆ Z LETARGU W grafiku Happymum Cafe m.in. warsztat „Bądź królową i czerp moc ze źródła” organizowany pod szyldem nieformalnej grupy Lole Rozbójniczki. Mają na koncie społeczne inicjatywy, jak zbiórka kosmetyków dla samotnych matek, kolacja dla seniorek czy majowy kiermasz ciuchów z którego dochód przekazały chorej animatorce kultury. – Byłoby idealnie zamiast kamienia u nogi, mieć skrzydła. Tak się zdarza, gdy walizka naszych rodzinnych doświadczeń zawiera same mądrości dodające energii, inspiracji i siły – tłumaczy temat warsztatów Aga Kacprzyk, dziennikarka i pisarka, jedna z Lol. – Ale to rzadko spotykany przypadek. Średnia wieku uczestniczek naszych warsztatów to około 40 lat. Moment, w którym zaczynamy w sobie „grzebać”. Często macierzyństwo uruchamia refleksje typu: dlaczego moja mama mnie nie kochała tak, jak ja kocham swoje dziecko? Szukając odpowiedzi trafiamy na kobiece grupy wsparcia, warsztaty, które budzą nas z letargu. Pomagają doświadczyć siebie na nowo, odbyć podróż w czasie, odkrywającą np. skrypty rodzinne. Chcemy pokazywać, że my kobiety, mamy moc sprawczą. I że marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia.

SWOBODA I OTWARTOŚĆ

MAGIEL SLOW Na „Maglu młodych mam” w Happymum Cafe zawyżam średnią wieku wśród uczestniczek, więc występuję w roli „eksperta”. Mowa o blaskach i cieniach macierzyństwa, teściowych, ząbkowaniu, tęsknocie za przespaną nocą. Idea magla: wygadać się w gronie kobiet będących na podobnym etapie, wymienić patentami ułatwiającymi życie. – Kiedyś kobiety spotykały się przy praniu czy darciu pierza, by razem pośmiać się, wesprzeć – tłumaczy Anna Góralska, właścicielka Happymum Cafe. – Pamiętam jak bardzo brakowało mi przestrzeni do rozmów z innymi kobietami, kiedy dziecko było małe. Stworzyłam miejsce wpisujące się w ideę „slow” w codziennych wyborach zakupowych, ubiorze, relacjach. Zmienia się sposób spędzania czasu, po zachłyśnięciu się internetem, umęczeni tempem życia chcemy zwolnić,

Popularność warsztatów psychologicznych wpisuje się w coraz silniejszą rolę kobiet w sferze publicznej. Muszą sprostać nowym wymaganiom, same wysoko stawiają sobie poprzeczkę i po jakimś czasie pojawia się przemęczenie i frustracja. – I zaczynają odczuwać, że zbyt dużo biorą na swoje barki – przyznaje Marzena Radzka-Wiśniewska, trenerka i coach prowadząca w Olsztynie warsztaty „Masz to w sobie”. – Dostrzegają, że wychowywane były w sposób, który blokował ich emocje i potrzeby. Mają kłopot z odpowiedzią na pytanie o własne oczekiwania i cele życiowe. Dociera do nich, że nie mówią własnym głosem, ulegają oczekiwaniom społecznym, powielają zachowania swoich mam i babć. I że nie chcą już tej ograniczającej zależności. – Do swojej kobiecej mocy docieramy poprzez spotkanie siebie także w słabości – dodaje terapeutka Iwo Łaźniewska, prowadząca w Olsztynie zajęcia świadomego ciała Bodyfulness, spotkania w Kręgu Kobiet oraz warsztaty dla kobiet w cyklu „Kobieta w Pełni”. – Bo nie sztuka akceptować siebie, kiedy mamy dobry czas i wszystko nam wychodzi, ale kiedy borykamy się z trudnościami, emocjami, chorobą. Nie poradzimy sobie z jedną sferą życia, jeśli nie zaakceptujemy siebie w całości. – Odkrywamy, że czas w gronie innych kobiet zaspokaja wiele potrzeb emocjonalnych i intelektualnych – twierdzi Lidia Willan-Horla, trenerka i coach, prowadząca warsztaty „Mam to w sobie”. – Będąc razem, dajemy sobie bliskość, zrozumienie, wsparcie, akceptację, czyli to, czego szukamy w relacjach. Swoboda i luz sprzyjają otwartości.

COŚ WIĘCEJ NIŻ PŁEĆ Przykład często idzie z góry – od celebrytek, autorytetów, które zdecydowały się powiedzieć „dość” seksizmowi, stereotypom, nierówności płci. Choćby Ewa Chodakowska i jej akcja #stopprzemocy, która zainspirowała grupę olsztyńskich

083


REPORTAŻ

psycholożek do stworzenia przestrzeni „Przyjdź po-moc”, dla kobiet poszukujących wsparcia, siły, godności. – Kobietą się zostaje, nie myślę, że z tym się rodzimy – twierdzi Olga Łukasik, psycholog, jedna z inicjatorek grupy. – To proces, który trwa na przestrzeni lat na skutek doświadczeń, spotkań z innymi i z samą sobą. Chodzi o coś więcej niż płeć. Chodzi o poczucie bliskości i akceptacji w stosunku do samej siebie. Pozwolenie sobie na bycie nieidealną. Ale aby to nastąpiło, potrzebujemy przejrzeć się w doświadczeniach innych kobiet, utożsamić z ich porażkami, zainspirować sukcesami. Siła zmian w grupie jest mocniejsza i szybsza. O tej sile świadczy rozwój inicjatywy Era Nowych Kobiet stworzony przez Joannę Przetakiewicz, projektantkę i bizneswoman. Ruch budowania kobiecych mikrospołeczności objął w ciągu kilku miesięcy ponad 60 polskich miast. Motto: „Bądź kobietą, która poprawi koronę innej kobiecie, nie mówiąc światu, że się osunęła”. – Joanna nazwała swoją inicjatywę „rewolucją szczęścia” – tłumaczy Anna Godlewska, jedna z liderek ruchu „ENK Warmia i Mazury”. – Zainspirowała, aby kobiety tworzyły grupy wsparcia i wspólnie organizowały spotkania dedykowane ich rozwojowi w różnych dziedzinach: biznes, zdrowie, psychologia, wizerunek. Codziennie dołączają do nas kolejne panie, chcą nie tylko korzystać z inicjatyw ruchu, ale je tworzyć. Bezinteresownie poświęcając swój wolny czas. Moc empatii i babskiego wsparcia wyzwalają magię, potężne zmiany w życiu każdej z nas. W czerwcu podczas Nocy Kupały, czwartej imprezy na Warmii i Mazurach pod szyldem ENK, weźmiemy na warsztat m.in. pragnienia seksualne. Jeden z tematów tabu, które chcemy przełamywać w bezpiecznym, komfortowym gronie.

ISKRA DO ZMIAN „Trudne tematy” przewijają się podczas jesiennego Festiwalu Rozwoju i Inspiracji Babafest, zainicjowanego dziewięć lat temu przez grupę pięciu liderek. W programie festiwalu wszystko to, czego potrzebuje współczesna kobieta: umiejętności redukcji stresu, rozwoju pasji i talentów, wiedzy na temat zdrowia, urody, aktywności. Słowem: kompendium wiedzy jak żyć pełnią życia. – Festiwal zmienia nie tylko jego uczestniczki, ale również nas, organizatorki – przyznaje jedna z nich, Agnieszka Łobacz. – Uczy odwagi w rozwoju i realizacji marzeń. Dostajemy wiele informacji zwrotnych, że dałyśmy innym iskrę do zmian. Nie-

084

które z kobiet założyły własną działalność, odnalazły pasje, zaangażowały się w pracę na rzecz innych lub po prostu uwierzyły w swój potencjał i wyszły z domu. Jak wynika z badań WHO, Polki są na ostatnim miejscu w Europie w kwestii samoakceptacji. Tymczasem 70 proc. wszystkich polskich studentów to kobiety. Według raportu McKinsey&Company, firmy zarządzane przez kobiety osiągają zyski o 56 proc. wyższe od tych zarządzanych przez mężczyzn. A kobiet jest zaledwie 14 proc. w zarządach spółek giełdowych, zarabiają w Polsce o siedem proc. mniej na tych samych stanowiskach – jak podaje „Forbes Woman”, którego pierwsze wydanie ukazało się w maju. – Równouprawnienie w biznesie brzmi świetnie, ale tylko w teorii – przyznaje Jola Taperek, jedna z siedmiu bizneswoman tworzących inicjatywę „Szpilka w biznesie”. – W kobietach wciąż jest więcej lęku przed podejmowaniem odważnych inicjatyw, mimo że są fantastyczne jako przedsiębiorczynie. Aplikujemy na stanowiska, tylko jeśli mamy poczucie, że w stu procentach spełniamy kryteria. Chcemy pokazać, że rodzina i biznes nie muszą się wykluczać. Że warto wziąć sprawy we własne ręce, a pasję przekuć w biznes. Kobietom nadal potrzeba więcej determinacji i wiary, że jeśli się bardzo czegoś chce, to zawsze można znaleźć sposób na realizację swoich marzeń. – Pierwsze, lutowe spotkanie Ery Nowych Kobiety w Olsztynie, było mocnym przeżyciem, polały się łzy – przyznaje Anna, liderka ENK. – Kilkadziesiąt kobiet w różnym wieku opowiadało o swoich zmaganiach i sile, która pomaga im, często w pojedynkę, pokonywać piętrzące się problemy. A nam chodzi o to, byśmy nie czuły się samotne, ale połączyły tę siłę. Samotność zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci o jedną czwartą. Chcemy temu zapobiec i coraz więcej kobiet łączy się. Tej fali już nic nie powstrzyma. Tekst: Beata Waś Obraz: arch. organizatorów, © lightpoet, © Matej Kastelic, © CandyBox Images, © Free around, © Solis Images, © fizkes, © Photographee. eu, © g-stockstudio, © Jacob Lund, © PHILIPIMAGE, © Lucky Business, © fotoinfot. © varuna, © BlueSkyImage, © GingerKitten, © nullplus, © fizkes, © Matva, © Vladimir Borovic, © Kamil Macniak, © F8 studio, © Syda Productions, © IMG Stock Studio, © 4 PM production, © Halfpoint, © golubovystock, © Monkey Business Images, © Flamingo Images, © UfaBizPhoto, © Photographee.eu, © GingerKitten, © George Dolgikh / Shutterstock.com


CIAŁO

PIĘKNO W RYTMIE AKTYWNOŚCI

PO PIERWSZE PORA ROKU, PO DRUGIE CODZIENNA AKTYWNOŚĆ – TO CZYNNIKI, KTÓRE Z PEWNOŚCIĄ TRZEBA UWZGLĘDNIĆ PLANUJĄC ZABIEGI MEDYCYNY ESTETYCZNEJ, ABY ICH EFEKT UTRZYMAŁ SIĘ NIE TYLKO PODCZAS WAKACJI. „Przygotuj ciało na urlop” – krzyczą tytuły w prasie i internecie. Presja jest tak duża, że im bliżej wakacji, tym bardziej chcemy wypięknieć: wygładzić skórę, pozbyć się fałdek. Słońce jest przeciwwskazaniem do niektórych zabiegów złuszczających, liftingujących lub laserowej depilacji. Warto skorzystać z tych, które wzmacniają skórę i zabezpieczają przed słońcem, wiatrem, wodą, klimatyzacją. Pod wpływem „wakacyjnych” warunków pojawiają się przebarwienia, skóra się wysusza, a w efekcie szybciej starzeje. Podczas letnich tygodni możemy się zestarzeć o kilka lat. – Lato to zatem dobry czas na zabiegi, które nie uszkadzają naskórka – tłumaczy lek. Małgorzata Braczkowska, specjalista w zakresie anestezjologii i intensywnej terapii, właścicielka gabinetu medycyny estetycznej w Olsztynie. – Wysoka temperatura , zwiększone w ydzielanie potu utrudniają gojenie się, mogą spowodować powikłania, np. zakażenie. W przypadku nici czy biostymulatorów, które nagrzewają się pod skórą w gorącym klimacie, może wystąpić reakcja zapalna czy poparzenie od wewnętrznej strony skóry. – podkreśla Małgorzata Braczkowska. – Podczas konsultacji lekarskiej ustalamy z pacjentem bezpieczny plan leczenia dopasowany m.in. do pory roku, trybu życia, aktywności, a także wieku, kondycji czy predyspozycji do regeneracji. Jednym z nieinwazyjnych zabiegów spektakularnie poprawiających owal twarzy o każdej porze roku jest HIFU, który nie

wymaga okresu rekonwalescencji. Działając na warstwy podskórne, powoduje zagęszczenie struktury skóry. Mezoterapia z użyciem specjalistycznych preparatów lub osocza, nawilżając i odżywiając skórę od środka, chroni ją przed utratą wody podczas wysokich temperatur. Iniekcje toksyny botulinowej nie tylko korygują już istniejące zmarszczki, ale też działają profilaktycznie. – Zmarszczki, m.in. okolic oczu i czoła, pogłębiają się pod wpływem słońca, ponieważ kiedy się marszczymy, skóra pracuje. Toksyna botulinowa spłyca je oraz zapobiega powstawaniu kolejnych – tłumaczy lek. Braczkowska. Jest to także rozwiązanie dla osób zmagających się z nadmierną potliwością pach, dłoni lub stóp. Efekt iniekcji w tych miejscach utrzymuje się przez kilka miesięcy. Zbędnych fałdek tłuszczu z okolic brzucha, łopatek czy podbródka można pozbyć się z pomocą nieinwazyjnej lipolizy iniekcyjnej – wprowadzeniu pod skórę preparatu rozpuszczającego komórki tłuszczowe. Do regeneracji skóry głowy i włosów wykorzystuje się osocze i specjalne stymulujące preparaty. – W terapii najlepiej połączyć kilka metod, a zacząć od wzmocnienia naturalnych procesów w organizmie. Wszystkie zabiegi warto rozplanować w czasie i rozpocząć je przynajmniej kilka tygodni przed wyjazdem wakacyjnym czy uroczystością – tłumaczy lek. Braczkowska. – Tylko wtedy mamy gwarancję zagojenia się skóry i uzyskania pełnego efektu. Nie sprzyja temu wysiłek, intensywna aktywność, dlatego po zabiegach z wykorzystaniem toksyny botulinowej, wypełniaczami czy lipolizą najlepiej wykluczyć je przynajmniej przez kilka dni. Wysoka letnia temperatura czy środowisko siłowni pełne drobnoustrojów sprzyjają namnażaniu się bakterii, co oznacza zwiększone ryzyko zakażenia. Każdy organizm reaguje inaczej, ma swoje tempo gojenia. Ważne w tym procesie są wartościowa dieta, która wspomaga regenerację oraz unikanie alkoholu, który obniża krzepliwość krwi i spowalnia gojenie np. siniaków. Rozszerzone naczynia krwionośne pod wpływem promili mogą spowodować przemieszczanie się wprowadzonego pod skórę preparatu. Ostateczny efekt zabiegów zależy od wielu czynników: diety, trybu życia, pogody itd. Dlatego planując poprawę urody, musimy uwzględnić przynajmniej te, na które mamy wpływ. Tekst: Beata Waś Obraz: © Elena Rudakova / Shutterstock.com

Polkard, Olsztyn, ul. ul. Jaroszyka 3 Tel: 663 838 311, 731 206 904, 89 543 06 86 www.braczkowska.pl

085


MEDYCYNA I NAUKA

OPERACJA MADE IN JAPAN Z DOŚĆ PRZYPADKOWEGO SPOTKANIA ZRODZIŁ SIĘ AMBITNY PROJEKT, KTÓRY BYĆ MOŻE WPROWADZI NOWY POZIOM W LECZENIU WIELU SCHORZEŃ. DZIĘKI KONTAKTOM ZE SPECJALISTAMI Z JAPONII, NASI LEKARZE MOGĄ KORZYSTAĆ Z ICH WIEDZY I ZAAWANSOWANEJ TECHNOLOGII. A CZYM MY SIĘ ZREWANŻUJEMY? O MIĘDZYNARODOWEJ WYMIANIE NAUKOWEJ OPOWIEDZĄ KOORDYNATORKI PROJEKTU.

086


MEDYCYNA I NAUKA

MADE IN: Po co japoński naukowiec zaprasza polskiego naukowca? Karolina Osowiecka, adiunkt na Wydziale Nauki o Zdrowiu UWM, właścicielka International Medical Connect: Polskę od Japonii dzieli nie tylko wielka Azja, ale przede wszystkim przepaść między osiągnięciami naukowymi i technologicznymi. Przypadkowe spotkanie z japońskim przedsiębiorcą zaowocowało pomysłem, aby oba światy do siebie zbliżyć. My potrzebujemy nowoczesnych rozwiązań, oni nowych rynków zbytu. My pragniemy naukowej inspiracji, oni nowych pól, gdzie mogą prowadzić badania i szerzyć swoje odkrycia.

WARTO SKORZYSTAĆ NIE TYLKO Z JAPOŃSKIEJ WIEDZY I TECHNOLOGII MEDYCZNEJ, ALE TEŻ Z POWSZECHNEGO W JAPONII PODEJŚCIA DO PROFILAKTYKI.

Międzynarodowa wymiana – co się kryje pod tym ogólnym hasłem? Karolina: Przede wszystkim nowe możliwości profilaktyki i leczenia nowotworów, które są chyba największym wyzwaniem współczesnej medycyny. Polecieliśmy do Japonii we czwórkę: prof. dr hab. Sergiusz Nawrocki, dr n. med. Monika Rucińska, mgr Iwona Chrostek i ja. Przez pięć dni odwiedzaliśmy instytuty zdrowia, centra badawcze i medyczne. W międzynarodowej wymianie naukowej jest ogromna siła – po co przechodzić drogę, którą ktoś przed nami już pokonał. Lepiej skorzystać z doświadczeń. Łatwo się nimi dzielą? Iwona Chrostek, koordynatorka badań klinicznych: Niebywale! W każdym z miejsc witało nas grono osób na najwyższych stanowiskach – wszyscy otwarci, zadowoleni, że chcemy poznać ich osiągnięcia. Oni chcą je propagować. Co możemy „wziąć” od japońskich naukowców? Iwona: Po pierwsze podejście do profilaktyki. Oni bardzo przestrzegają zdrowej diety. Na ulicy nie spotyka się ludzi z otyłością. Japończycy masowo rzucają też palenie. To właśnie tam powstał zamiennik w postaci podgrzewaczy do tytoniu redukujących ilość substancji smolistych. Prognozy przewidują, że w perspektywie 10 lat podgrzewacze wyeliminują zwykłe papierosy. Po drugie diagnostyka – u nas czeka się miesiącami na tomografię, a potem na wyniki. Tam w dwa dni stawia się pełną diagnozę. Karolina: Inna jest też opieka paliatywna. Osoba umierająca na nowotwór ma wokół siebie sztab ludzi, którzy udzielają jej wsparcia psychologicznego, fizycznego, socjalnego i duchowego – nie tylko pacjentom, ale i całym rodzinom. Ostatni Nobel z dziedziny medycyny zdobyli właśnie Japończycy za immunologiczne koncepcje terapii, które odblokowują naturalny system obronny organizmu. Czy jest coś jeszcze w kwestii leczenia, co warto byłoby przenieść do Polski? Karolina: Rozmawialiśmy z dyrektorem National Cancer Center Japan w Tokio – dr Toshirou Nishida. Z usług prowadzonego przez niego szpitala korzysta dziennie aż 1300 pacjentów, a komfort, jaki zapewnia im szpital, może się równać ze standardami hotelowymi. Iwona: Dr Jun Itami, szef Zakładu Radioterapii zaprezentował nam akcelerator protonowy – niesłychanie drogie i bardzo precyzyjne urządzenie do terapii protonowej, którą stosuje kilkanaście ośrodków na całym świecie. Jej atutem jest maksymalna dokładność z jaką wiązka protonowa skierowana jest na guz, znacznie mniej uszkadzając zdrową tkankę wokół.

Karolina: W fazie testów jest radioterapia neutronowa (tzw. BNCT), albo borowo-neutronowa. Jest mniej toksyczna, a przede wszystkim może się okazać bardziej skuteczna, niż standardowa radioterapia, bo pozwoli podać wyższą dawkę promieniowania. Na razie trwają badania kliniczne w Tokio. Czyli jest nadzieja. Karolina: Nadzieją jest nie tylko sam postęp cywilizacyjny, ale przede wszystkim komunikacja czy sprawna wymiana informacji. Bo właśnie informacja jest dziś najdroższą walutą. Nasza podróż była inspiracją nie tylko czysto naukową, ale też dotyczącą stylu życia. Warto skorzystać choćby z ich podejścia do profilaktyki – propagowania zdrowego stylu życia zdrowia, czyli stosowania właściwej diety, ruchu, unikania używek. Japończycy długo żyją i sekretem jest właśnie zdrowy styl życia. Wykazali, że już 10 min dodatkowej aktywności fizycznej w ciągu dnia, choćby pielenie ogródka, poprawia stan zdrowia. Wymiana zakłada obustronną inspirację. Czym i kiedy japońscy naukowcy będą mogli poczęstować się w Polsce? Karolina: Rewizytę planujemy w październiku. Chcielibyśmy, aby nasi goście odwiedzili Olsztyn oraz Zabrze, które słynie z doskonałej kardiochirurgii. Olsztyn z kolei może pochwalić się osiągnięciami Kliniki Budzik, ale nie tylko. Polska kształci świetnych specjalistów, więc oni mogą skorzystać z naszej kadry, my zaś z ich technologii. Iwona: Podczas naszej wizyty w Tokio, Kioto i Osace miałyśmy okazję zwiedzić sporo zabytków i poznać kulturę Japonii, dlatego i w naszym programie pobytu znajdzie się miejsce na sztukę, kulturę, no i kulinaria. Japończycy odkryli receptory odbierające piąty smak, zwany umami. Liczymy, że dostarczymy im miłych doznań kulinarnych. Rozmawiała: Aga Kacprzyk, Słowo Daję Obraz: Michał Bartoszewicz, © KPG_Payless / Shutterstock.com

087


AURA KOBIET

088

ZIELONY PROMIEŃ ZDROWIA DZIAŁAJĄ NA ZMYSŁY, MOTYWUJĄ, POZWALAJĄ ODZYSKAĆ SPOKÓJ. LECZNICZA MOC ROŚLIN TO PODSTAWA HORTITERAPII. ZOFIA WOJCIECHOWSKA, JEDNA Z PIONIEREK TEJ METODY, INSPIRUJE, ABY SZUKAĆ UKOJENIA W PRZYRODZIE NIE TYLKO W MOMENTACH KRYZYSU.


AURA KOBIET

– Nawet skarpetki mam w kwiatki – Zofia odsłania nogawkę. Jej kolorowy, kwiecisty ubiór podkreśla wyjątkową osobowość i radość życia. To zasługa dziedziny, którą się zajmuje czy cecha wrodzona? „Jestem blisko natury w drodze ku słońcu” – motto jej profilu na portalu społecznościowym wskazuje raczej na proces. – Życie to podróż, która z wiekiem daje mi coraz większą siłę i radość – tłumaczy. Zawdzięczam to niezwykłym ludziom, których spotykam na swojej drodze. Poszerzają moje horyzonty, motywują do rozwoju. A słońce leczy, daje życie roślinom z których możemy czerpać siłę. Sama jestem przykładem jak pozytywnie nastraja zielone otoczenie i kolory, którymi się otaczam. Hortiterapia, zwana inaczej ogrodolecznictwem, choć znana jest od czasów starożytnych, obecnie przeżywa rozkwit. I nie potrzeba mieć własnego ogrodu, aby odczuć lecznicze efekty. Warto zacząć od małych kroków. – Nie ma chyba osoby, która nie zareagowałaby pozytywnie na bukiet kwiatów – tłumaczy Zofia. – Kiedy przynosimy je np. do szpitala osobie chorej, od razu zmienia się aura pomieszczenia. Ich kolor, zapach, forma działają na zmysły, dodają witalności, albo wyciszają. Potrafią także pobudzić do aktywności, zainicjować proces leczenia. Inst y tut Hor titerapii Zielony Promień , k tór y założ yła w 2007 roku, poprzedziło wieloletnie doświadczenie w pracy z roślinami. W pracach naukowych podczas studiów historycznych badała wpływ przyrody na życie i przemianę duchową takich osobowości jak Hugo Kołłątaj. W latach 90. otworzyła w Mrągowie swoją kwiaciarnię, która stała się miejscem nowatorskich florystycznych inicjatyw i proekologicznych działań. Dzisiaj prowadzi warsztaty i sesje terapeutyczne dla dzieci i dorosłych z zakresu hortiterapii, ekopsychologii, etnobotaniki, florystyki. To m.in. podopieczni placówek zdrowotnych, domów opieki, szkół czy uniwersytetów. Jednym z jej pierwszych działań były warsztaty dla rodziców i wolontariuszy w Centrum Zdrowia Dziecka. Uczyła jak terminalnie chore maluchy oderwać od trosk i cierpienia podczas zabawy z roślinami. – Ogrody przy szpitalach czy klasztorach pojawiały się już w średniowieczu – tłumaczy terapeutka. – Zauważono, że stymulują umysł i ciało, wyzwalają siłę i motywację. W późniejszej psychiatrii wykorzystywano je w leczeniu melancholii czy tzw. globusa. Dzisiaj znowu sięga się po te rozwiązania w rehabilitacji i terapii wielu schorzeń. Hortiterapia – kierunek uniwersytecki zainicjowany przez UWM m.in. dzięki jej działaniom, w tej chwili znajduje się w ofercie wielu polskich uczelni. Udowodniono, że kontakt z roślinami wpływa m.in. na obniżenie ciśnienia w tęczówce oka, zmniejsza bóle głowy, relaksuje, podnosi wydajność pracy. Dlatego firmy i instytucje zgłaszają się do instytutu, który m.in. tworzy wertykalne ogrody, aranżuje przestrzeń z pomocą roślin oczyszczających powietrze czy oferuje usługę zwaną mobilne ogrody zdrowia. – Z koszykiem lub skrzynką pełną roślin pojawiam się u chorego – tłumaczy Zofia. – Dobieram je w zależności od schorzenia, a najważniejszą zasadą jest bezpieczeństwo użytych roślin, które nie uczulają, nie parzą. Łączymy hortiterapię ze stosowaniem tzw. Nano Wody MNP (woda z mikro nano pęcherzykami tlenu, azotu, dwutlenku węgla – red.) aby ograniczyć źródła alergii związane z użyciem nawozów chemicznych do uprawy roślin. W przypadku schorzeń ruchowych tworzymy dla uczestników terapii podwyższone zagony.

Praca przy roślinach spowalnia demencję, Alzheimera i wiele innych chorób wieku starczego. Współpracowaliśmy m.in. z warszawskim Domem Pomocy Społecznej im. Matysiaków. Fikus beniamin filtruje powietrze, lawenda wycisza, lubczyk podkręca libido i dodaje witalności. Każda z roślin wykorzystywanych w przenośnych lub stałych ogrodach ma bogatą „kartotekę”. Dotykanie, ocieranie czy chodzenie po liściach i łodygach pobudza sensorycznie całe ciało. A praca w ziemi, według badań, wyzwala endorfiny. Dlatego działkowcy i ogrodnicy-hobbyści mają szansę dłużej zachować zdrowie i witalność. – Na Warmii i Mazurach jesteśmy uprzywilejowani pod względem przyrodniczym i warto z tego korzystać. Choćby otworzyć okno podczas przerwy w pracy i popatrzeć na zieleń, posłuchać szumu liści – zachęca terapeutka. – Lata pracy w tej fantastycznej dziedzinie utwierdzają mnie, że rośliny mają wpływ i na moich pacjentów, i na mnie samą. Ich energia stymuluje każdego, bez względu na kondycję. Dlatego jeśli możemy – chodźmy boso po trawie, przytulajmy się do drzew i dotykajmy kwiatów. Ich zapachy, wygląd i kształt nie dość, że niwelują codzienny stres i pomagają zapomnieć o problemach, zapisują się w pamięci na lata. Któż z nas nie ma swojego wspomnienia z dzieciństwa związanego z zapachem piwonii, pachnącego groszku czy choćby dotykiem pokrzywy? Tekst: Beata Waś, obraz Michał Bartoszewicz

Mecenas projektu:

KOBIETY Z DOBRĄ AURĄ

Mecenasem cyklu „Kobiety z dobrą aurą” jest Aura Centrum Olsztyna. Dzięki tej współpracy w kolejnych wydaniach magazynu poznacie panie o wyjątkowej charyzmie, inspirujące swoje otoczenie do zmian, rozwoju i działania. To kobiety, które swoimi barwnymi osobowościami wzbogacają damski wymiar Warmii i Mazur. Tak jak i Aura Centrum Olsztyna – ponad 100 punktów handlowych i gastronomicznych oraz nowoczesne Kino Helios. 089


MODA

KRAJOBRAZ DOBRZE SKROJONY SĄ WYGODNE JAK DRUGA SKÓRA, A PRZY TYM DAJĄ DUŻE MOŻLIWOŚCI STYLIZACJI. MARKA ODZIEŻOWA LAKE POWSTAŁA Z MIŁOŚCI DO JEZIOR. I SZYBKO STAŁA SIĘ MODOWĄ WIZYTÓWKĄ REGIONU.

090

Od połowy maja na ich stronie internetowej dostępny jest pierwszy drop letniej kolekcji Summer Moments. Od początku sprzedaży dużą popularnością cieszy się sukienka „Olsztynianka” – limitowany projekt inspirowany kobietami z Warmii i Mazur. Justyna, właścicielka marki Lake, zaprojektowała tę zmysłową, podkreślającą lokalność sukienkę tak, by pasowała dla każdej kobiety. W wyjątkowej sesji zdjęciowej promującej ją wzięły udział mieszkanki Olsztyna. Każda w innym momencie swojego życia. – Proces produkcji naszych ubrań w całości odbywa się w regionie – tłumaczy Justyna Krakowińska, współwłaścicielka olsztyńskiej marki Lake – Take me to the lake. – Chcieliśmy uświadomić ile wysiłku wkładamy w naszą markę każdego dnia, ile czasu potrzeba, by uszyć sukienkę, która będzie pasowała dla wyższej i niższej, starszej i młodszej kobiety. A przede wszystkim nawiązać do Warmii i Mazur, wyjątkowego regionu, wciąż zyskującego na popularności. „Olsztynianka” to część kolekcji na lato 2019, która po profesjonalnej sesji foto, w maju weszła do internetowej sprzedaży.

A w tej chwili powstaje już zimowa kolekcja. – Od początku wiedziałam czym ma się charakteryzować marka i kto ma być jej odbiorcą: osoby ceniące modę i wygodę. Stworzyliśmy ubrania, które świetnie się noszą, a fasony pozwalają na dowolną stylizację: od sportowej po elegancką – tłumaczy właścicielka. Justyna, z wykształcenia technolog żywności, od zawsze interesowała się modą. Jej mąż Dominik, absolwent studiów biznesowych na University of West London, po powrocie do Polski pomagał w prowadzeniu rodzinnego biznesu – szwalni w Bartoszycach. Od 25 lat powstają tu m.in. ubrania dla prestiżowych europejskich marek. Rodzinna marka Lake, którą stworzyli w 2017 roku, połączyła doświadczenie technologiczne z nowoczesną, wyprzedzającą trendy wizją. Pierwszym stacjonarnym miejscem, w którym można było kupić ubrania Lake, był Hotel Marina Club w Sile. Certyfikat Produkt Warmia Mazury nadany przez marszałka województwa w 2017 roku pomógł im zdobyć zaufanie kolejnych klientów.


MODA

– Postawiliśmy na sprzedaż w internecie, naszymi klientami stali się głównie mieszkańcy dużych polskich miast – tłumaczy Dominik Krakowiński, współwłaściciel marki. – Docenili jakość polskich dzianin, oryginalność naszych projektów oraz najwyższą dbałość o szczegóły. Klienci otrzymują produkty w biodegradowalnych pudełkach z ilustracją jeziora i indywidualnymi podziękowaniami. Jak wiadomo, większość osób ubiera się w sieciówkach. A marka Lake proponuje ubrania o wyższej jakości, udowadniając, że produkty „made in Poland” mogą być modne i dostępne. – Co ciekawe mamy dużo klientek z zagranicy, prowadzimy rozmowy dotyczące rozwinięcia sieci sprzedaży na rynkach skandynawskich – dodaje. Justyna projektuje sama, bacznie obserwując światowe trendy i czerpiąc z nich to, co pokryje się ze stylem stawiającym na wygodę. Jej ogromne zaangażowanie w każdy proces produkcji sprawia, że produkty Lake wyróżniają się dużą dbałością o szczegóły. Konsultuje swoje pomysły z technologiem, testuje kroje na sobie. – Chcemy być autentyczni, w kolekcjach nie ma ubrań, których sama bym nie założyła – twierdzi. – Staram się, by klienci czuli się w nich przede wszystkim wygodnie. I chyba tak jest, bo w zasadzie nie mamy zwrotów, które są zmorą internetowych portali odzieżowych. Budowanie marki od podstaw sprawia nam ogromną przyjemność. Razem z klientami tworzymy zaangażowaną społeczność na profilach Lake w mediach społecznościowych. Mimo ogromnej konkurencji na rynku, firmie Lake udało się znaleźć niszę, a przy okazji dołożyć cegiełkę do promocji regionu, uświadomić, że warto wspierać lokalny biznes. – Rozwój marki odbywa się krok po kroku, organicznie. A jeżeli rzeczy robione są z pasją, sukces jest tego naturalną konse-

kwencją, jak zawsze powtarzał mi tata – przytacza Justyna. – W każdy produkt wkładamy ogrom wysiłku i serca. Z roku na rok przybywa świadomych klientów, którzy stawiają na „slow fashion” tworzony przez polskich projektantów. – Zachęceni sprzedażowym sukcesem, chcielibyśmy rozwijać się, współpracując z butikami w hotelach zlokalizowanych nad wodą – dodaje Dominik. – Każdy nasz wyrób to cząstka wspomnień znad jezior, albo zachęta do tego, by je poznać. To taki dobrze skrojony fragment krajobrazu. Tekst: Beata Waś, obraz: Lidia Dzwolak, Natalia Jaśkowska

Lake. Take me to the Lake www.takelake.com fb: @takelake.wear insta: @takelake.wear justyna@takelake.com 091


MODA

KREACJE PODSZYTE PASJĄ

ICH PROSTOTA I SZYK SPRAWDZAJĄ SIĘ I NA SALONACH, I NA ULICY. UBRANIA MARKI YOU BY TOKARSKA POWSTAJĄ Z PASJI DO PONADCZASOWYCH KROJÓW I JAKOŚCIOWYCH MATERIAŁÓW. A TO DZIAŁA W PRZYPADKU KAŻDEJ KOBIETY.

092

R óżowo -z i e l o n e b o t k i z o b c a s e m w czarno-białe paski to prawdziwy rarytas w jej kolekcji. Nie ma klientki, która nie chciałaby ich przymierzyć na targach czy w showroomie w olszyńskiej Kuźni Społecznej. Sweterki-mgiełki, kardigany, szale, narzutki odważnie łączące kolory, ozdabiane frędzlami – ubrania szyte ręcznie pozwalają poczuć się wyjątkowo. – Po kilku latach w branży modowej, ek sper ymentowaniu z materiałami i krojami, postawiłam na modę codzienną – przyznaje właścicielka marki You by Tokarska. – Wyselekcjonowałam te, które cieszą się największą popularnością w Polsce i za granicą. Prostota i jakość – to podstawowe wartości którymi kieruję się projektując kolekcje. Agnieszka już w dzieciństwie miała plan na życie. Zanim zaczęła naukę w technikum odzieżowym w Jaworznie, świetnie obsługiwała domową maszynę do szycia. Dyplom Akademii Ekonomicznej w Krakowie przydał jej się w pracy w korporacjach odzieżowych. Ukończenie Szkoły Projektowania w Krakowie i dyplom, który wygrał konkurs Gryf Fashion, były zwieńczeniem marzeń o projektowaniu. Jej talent dostrzegła Izabela Łapińska,

znana kreatorka mody i zaprosiła na staż do swojej pracowni w Warszawie. – Rozpoczęłam nowy etap w stolicy, poznałam świat show biznesu, uczyłam się ubierać nietuzinkowe osobowości, przygotowywać pokazy – wspomina Agnieszka. – Po kilku miesiącach byłam gotowa, aby pójść na swoje. Wśród moich klientek znalazła się m.in. Monika Zamachowska, którą ubierałam przez rok, szyjąc jej np. kreację ślubną. Pojedyncze egzemplarze ubrań były wadą i zaletą moich kolekcji. Klientki, widząc je w branżowej prasie, chciały mieć identyczny egzemplarz. Dzisiaj stawiam na odzież, którą łatwo powtórzyć. J e s zc ze m i e s z k a j ą c w Wa r s z aw i e Agnieszka poznała olsztynianina i zaczęła badać modowy grunt na Warmii. Cztery lata temu przeniosła tu firmę i swoje życie. – Spotkałam ludzi gotowych realizować moje wizje i nadal poszukuję współpracowników, którzy czują mój styl – przyznaje. Precyzyjne, wysokojakościowe dzianiny z polskiej włóczki, skórzane torby i ekstrawaganckie buty – to znaki rozpoznawcze marki YBT. Sprzedają się przez internet czy na targach odzieżowych w różnych częściach świata. Można je ku-

pić m.in. na lotnisku Chopina czy w sieci Royal Collection w warszawskiej Arkadii. – Kiedyś natknęłam się na chińską podróbkę moich bluz – zdradza. – To uświadomiło mi, że nie wygram z tanią odzieżą z Azji. Na szczęście z roku na rok rośnie grono świadomych klientek, dla których ważniejsza jest moda etyczna i niepowtarzalność, niż polowanie na niską cenę. Każdy kawałek materiału podszywam pasją. Dlatego klientki noszą te ciuchy do zdarcia i przychodzą po następne. Jesienią w Kuźni Społecznej odbędzie się event modowy z pokazem kolekcji marki YBT. Tekst: Beata Waś Obraz: Weronika Kosińska

You by Tokarska Olsztyn, ul. Marka Kotańskiego 1/18 tel. 668349680 www.youbytokarska.com



LUDZIE

ROZMOWY NA SCHODACH CZYLI ZNANE POSTACIE O NIEZNANYCH HISTORIACH.

MADE IN: Odleciał pan pierwszym samolotem z Szyman do Krakowa, więc od razu zgrabnym rymem rozpocznę, a pan odpowie śpiewająco: jak Mazury z góry? Jacek Wójcicki: (ze śmiechem, ale nie śpiewająco) Bardzo lubię Mazury, ale raczej z dołu. Poza tym lot był późny, więc niewiele widać. Pytam o lot, bo pan się okazuje być wielkim fanem lotnictwa. To prawda, że rozpoznaje pan na niebie modele samolotów? Kiedyś to było dużo prostsze, bo samoloty o wiele bardziej się od siebie różniły. Turbośmigłowe, odrzutowe, dwu-, trzy-, czterosilnikowe, a wojskowe nawet z jeszcze większą liczbą. Nawet z ziemi można było w dużym procencie określić typ samolotu. Teraz ekonomia, aerodynamika i normy sprawiły, że wszyscy tworzą podobne maszyny. No i przede wszystkim kiedyś samoloty różniły się dźwiękiem. Więc które dźwiękowo ujmowały pana najbardziej, że od razu podpytam człowieka bardzo muzycznego? Lubiłem samoloty, przy których niektórym wypadały plomby. Np. taki czterosilnikowy turbośmigłowiec Ił 18, jak starował, albo przelatywał nad miastami, to był charakterystyczny, dosyć przejmujący dźwięk, taki modulujący. To był czar lotnictwa! Mało kto już takie rzeczy dzisiaj pamięta, choć niektóre modele, jak stary amerykański Constellation, czasem odkurza się. Odbywają loty dla fanów.

GOŚCIMY JACKA WÓJCICKIEGO*

CO NAM W ŻYCIU ODLATUJE PLOMBY MOGĄ WYLATYWAĆ NICZYM 094

SAMOLOTY, RÓWNIEŻ PODCZAS JEGO KONCERTÓW. OTO CO USKRZYDLA JACKA WÓJCICKIEGO, ARTYSTĘ O KTÓRYM SAM JAN KANTY PAWLUŚKIEWICZ POWIEDZIAŁ, ŻE JEST TAK WOKALNYM ZJAWISKIEM, ŻE POTRAFI ZAŚPIEWAĆ NAWET TAŃCZĄCY STOLIK.

Rozmawiał: Rafał Radzymiński, na schodach przy ul. Dąbrowszczaków 14 w Olsztynie, w czwartek 25 kwietnia o godz. 11:20 przy temperaturze 21°C Obraz: Michał Bartoszewicz

A propos fanów… Pan mówi o wypadaniu plomb, a ponoć kiedyś po koncercie rzuciła się panu na szyję fanka i powiedziała, że podczas pańskiego brawurowego wykonania „Brunetki, blondynki”, właśnie… wypadła jej plomba. Tak, ten dziwny przypadek zdarzył się na koncercie w Łodzi. W ogóle chyba była fanką Kiepury, bo mówiła też, że od jego głosu pękały kieliszki i witraże. Wróćmy do chmur. Ta pasja ma jakieś podłoże? Ponoć pierwszy raz poleciał pan na występy jako 10-latek. Leciałem wtedy do Bejrutu. To były tak olbrzymie przeżycia, że do dzisiaj czuję ekscytacje tym lotem. Nawet pamiętam jajecznicę, którą podawano wtedy na pokładzie. Jak to mi wtedy smakowało… Dziwne rzeczy człowiek zapamiętuje. (śmiech) I tak zrodziła się ta fascynacja. Sporo lataliśmy po świcie z chórem chłopięcym, więc miałem okazję obserwować lotnictwo z bliska i latać maszynami, które w Polsce były rzadkością. Pewnie jak czeka pan na przesiadkę, to im dłużej, tym lepiej, bo tylko patrzeć przez szybę. Tak, czekanie to nie jest dla mnie jakaś niedogodność. Lubię klimat lotniska – oglądać płytę, odjeżdżające od rękawów samoloty, starty. Ale lubię też obserwować ludzi na lotnisku. Ma pan preferowane miejsca w samolocie? Za mnie już się znajomi śmieją, że mam opracowany rozkład foteli w każdym modelu i na dalekie loty biorę pod uwagę kierunek słońca i przestrzeń w rzędach. Bo jak są układy foteli 2–4-2,


LUDZIE

to lubię siedzieć przy oknie – są dobre widoki, a w razie wyjścia przeprasza się tylko jedną osobę. Ogólnie na długich lotach są układy siedzeń 3–4-3. Więc np. przez Atlantyk okno już sobie daruję, bo widać tylko wodę. Wtedy lubię siedzieć przy wyjściu i wstawać kiedy chcę. Wbrew pozorom to ważne, gdzie się siedzi w samolocie. Nie od parady linie wprowadziły dopłaty do miejsc. Jak się leci do Stanów, warto siedzieć po prawej, bo można zobaczyć Grenlandię. A w porze jesienno-zimowej, w locie nocnym – po lewej, bo jest szansa podziwiać zorzę polarną. Mam to opanowane, więc robię za prywatne biuro podróży dla znajomych.

LIMITOWANY. RĘCZNIE PISANY. BEZCENNY. MAGAZYN LIFESTYLOWY O WARMII I MAZURACH

Kiedyś też tak pan podchodził do latania? Pamiętam taką już mocno historyczną wycieczkę do Stanów, Iłem 62. W ostatnich rzędach można było palić papierosy, więc tam czasem było aż siwo. Ba, można było nawet i do kabiny pilotów wejść. A na moje pierwsze wyloty ze Stanów czy Australii, znajomi odprowadzali mnie pod drzwi samolotów. Ludzie żegnali się i całowali jeszcze przy rękawie. To są rzeczy, które odeszły do historii. Ja mam nawet założony zeszyt, w którym notuję rzeczy, które były, a już nie będzie ich. Nie tylko z branży lotniczej, ze wszystkiego. O tym, co nam fajnego odpada z życia. Musi pan wydać pamiętnik. Można byłoby napisać, z niesztampowymi historiami.

numer 34

kwiecień–maj 2019

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

EULALIA WOJNICZ

RADEK BIELECKI

ZWIERZĘTA CHCĄ SIĘ CZUĆ POTRZEBNE RÓWNIEŻ NA STAROŚĆ

�BIELECKI� �GRZEGORCZYK-DRAK

PAWEŁ GRZEGORCZYK-DRAK OSTATNIE 10 ZŁ WYDAŁBYM NA STRADIVARIUSA

ILONA

Zapisz się na jazdę próbną.

NUMER 34� �KWIECIEŃ–MAJ 2019

MadeIn_Okladka Montaz_No34.indd 1

bezpłatny

NA KABARET ZAWSZE JEŻDŻĘ Z RAKIETĄ DO TENISA

Hyundai i30N to sportowe emocje w klasycznym wydaniu. Poczuj dreszcz sportowej jazdy dzięki 275 KM, wysokiemu momentowi obrotowemu i międzygazowi. Ciesz się autem o delikatnie usportowionej sylwetce – przecież nie wszyscy lubią się przesadnie wyróżniać. Zyskaj pewność dzięki 5-letniej gwarancji bez limitu kilometrów. Hyundai i30N daje Ci możliwość personalizacji trybu jazdy przez dostosowanie parametrów silnika, amortyzatorów, układu kierowniczego i systemu stabilizacji toru jazdy.

5-letnia Gwarancja Bez Limitu Kilometrów Hyundai dotyczy jedynie tych samochodów Hyundai, które były sprzedane Klientowi końcowemu przez Autoryzowanego Dealera Hyundai na warunkach opisanych w książce gwarancyjnej. Szczegóły promocji i programu gwarancyjnego, w tym wyłączeń gwarancji, dostępne są u Autoryzowanych Dealerów Hyundai. Średni poziom spalania paliwa w cyklu mieszanym dla prezentowanego w reklamie Hyundaia i30 N 2.0 T-GDI 6MT (275 KM) N Performance wynosi: 8,3 l/100km a emisja CO2 wynosi 188 g/km.

magazyn lifestylowy

ŁEPKOWSKA�

Już rozumiem to „waterloo” w adresie mailowym. I to zupełnie czysty, bez dodatków liczbowych 1, 12 czy 115. Znam wszystkie piosenki ABBY na pamięć. Relaksuje mnie ich muzyka. Zresztą zauważyłem, że jak się na imprezie puszcza ABBĘ, to od razu robi się dobry klimat. Chyba wszystkim dobrze kojarzy się i ten okres, i ta muzyka.

�MADE IN WARMIA & MAZURY

Więc proszę mieć na uwadze, kto był inicjatorem pomysłu. (śmiech) Oczywiście, prowizja się należy. Hyundai i30N 7ĐWQR PLHU]RQH REURWDPL QD PLQXWĐ Ponoć w czasie lotów zamęcza pan towarzystwo, bo na okrągło słucha ABBY. Nie tylko na lotach. ABBA to moja wielka pasja. Zakochałem się po przeboju „Waterloo” i tak zostało.

ŁEPKOWSKA POŚPIECH PONIŻA

04/05

29.03.2019 18:46

Tylko kupić panu prezent „dwa w jednym”: bilet do Szwecji. No właśnie, bo przyznam się, że nie byłem jeszcze w muzeum ABBY w Sztokholmie. Więc komunikujemy: jest taka luka do zagospodarowania. Dodajmy, że dla oszczędnego Krakusa. Więc zobaczy pan w realu i za dnia Mazury z góry? Na pewno ta mozaika jezior z góry robi wrażenie. Może skorzystam, bo Krakusi naprawdę rzucili się na te loty do Mazur.

MAGAZYN W

095

WYMIARACH

JACEK WÓJCICKI

Krakus od urodzenia, ściśle związany z tamtejszym środowiskiem artystycznym (m.in. Teatr Słowackiego, Piwnica pod Baranami), aktor i śpiewak obdarzony niespotykanym głosem. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz polskiej kultury. 24 kwietnia wystąpił w olsztyńskiej filharmonii z okazji inauguracji lotów z portu Olsztyn-Mazury do Krakowa.

www.madeinwm.pl


AUTO

DUSZA W RUCHU ESTETYKA MAZDY OBJAWIA SIĘ SZLACHETNYM MINIMALIZMEM – WYCZYTAŁEM TO ZDANIE W FOLDERZE NAJNOWSZEGO MODELU 3 I TAK BARDZO ZGRAŁO SIĘ ONO Z PIĘKNEM, KTÓRYM MNIE UJĘŁA, ŻE SKOPIOWANIE TYCH KILKU SŁÓW UZNAŁEM WRĘCZ ZA KONIECZNE.

096

Japończycy z niecierpliwością czekają na nowe modele Mazdy, bo one zawsze ekscytują i przynoszą miłą niespodziankę – twierdzi Naoki Ikeda, mistrz kuchni z Tokio. Podczas jego pobytu w Olsztynie zaprosiliśmy go do sesji auta najbardziej japońskiej z japońskich marek samochodowych. A być może Naoki podbije jeszcze podniebienia tutejszych smakoszy. Ale i ja, Polak standardowy, czekałem na siódmą odsłonę Mazdy 3 z niecierpliwością, bo zwiastujące ją zdjęcia tworzyły już pewien spektakl pożądania. Jej sylwetka sprawiała wrażenie jednej płaszczyzny, która w tym niesamowitym kolorze soul red crystal (jak nasza ze zdjęć) eksponowała przepiękną grę światła i cienia. Zresztą testowa wersja o wdzięcznej nazwie wyposażenia Hikari (inne wersje to też sama poezja: Kai, Kanjo, Enso), to właśnie znaczenie światła, które ożywa sylwetkę, tworząc sztukę dizajnu.


AUTO

Mazda ciekawie opowiada tym samym o swojej projektowej filozofii KODO, której istotą jest uchwycenie w sylwetce piękna i siły ruchu zwierząt oraz sportowców. „Dusza w ruchu” – mówią styliści marki. Ducha dalekowschodniej filozofii myślenia czuć we wnętrzu, najbardziej oczywiście zza kierownicy. Bez taniego efekciarstwa, którego ponadczasowe i prestiżowe rzeczy nie znoszą. Liczy się tu harmonia i przytoczony we wstępie szlachetny minimalizm. Kokpit został ograniczony do minimum pstryczków i detali, a i tak wyposażeniem Mazda 3 bije rywali. Już od podstawowej wersji Kai. W kwestii prowadzenia czy nawet już siedzenia za sterami, znów musimy posilić się odwołaniem do japońskiego Jinba Ittai, swoistej jedności jeźdźca z koniem. To takie dopasowanie otoczenia, by czuć się jak w ulubionej koszuli, która jest wizytówką twojego ciała. Odłóż prawą rękę naturalnie na bok, a będziesz miał pod nią kontroler do obsługi multimediów. A pod każdym z palców przyciski, którymi posługujesz się intuicyjnie – mimo że robisz to po raz pierwszy. I Mazda 3 tak właśnie została skrojona – nie ma nadmiaru przestrzeni, tak jak i wytaliowana koszula nie powinna mieć nadmiaru materiału. To pomaga też w odczytaniu sportowych intencji „trójki”. Jej styl prowadzenia daleko nie odbiegł od wspomnianego KODO – zafascynowanego szybkością. Czuć lekkość auta. I to dosłownie, bo filozofia Skyactive to też m.in. stworzenie lekkiej i sztywnej konstrukcji, której niepotrzebne

są potem przesadnie mocne silniki. Wiadomo – masa wrogiem przyspieszenia. Tu mamy wolnossącą 122-konną dwulitrówkę (Mazda skutecznie opiera się trendowi na zmniejszanie silników i dokładanie turbosprężarek) z systemem Mild Hybrid. Odzyskuje energię z hamowania, która jest magazynowana i służy do zasilania urządzeń pokładowych. A z urządzeń pokładowych posłuchajcie sobie dwunastu głośników BOSE, co w połączeniu z perfekcyjnym wygłuszeniem sprawia, że „trójka” jest najlepiej nagłośnioną Mazdą w 99-letniej historii marki. Japończycy stworzyli dzieło, które własną ścieżką, własnym stylem, przy pedantycznym podejściu do pracy nad drobiazgami, podjechało pod sam nos kompaktów klasy premium. Kto doceni filozofię Mazdy 3, kupi ją w tyle samo minut. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Arek Stankiewicz (asysta: Monika Kępka) Na zdjęciach – Mazda 3 Skyactive-G 2.0 Hikari, cena 109 900 zł Podziękowania dla Naoki Ikeda, mistrza kuchni z Tokio i olsztyńskiej restauracji KINGYO za pomoc w realizacji sesji.

Auto Idea Olsztyn, ul. Towarowa 11 mazda-olsztyn-autoidea.pl fb/AutoIdea.Mazda

Auto Idea

097


MĘŻCZYZNA I MASZYNA

MĘŻCZYZNA I MASZYNA PRAWDZIWE HISTORIE O PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI DO SAMOCHODU

ZIELONO MI…

098

Sterowany na baterie pomarańczowy model Fiata 124 Coupe był jedną z zabawek kilkuletniego Darka. W końcówce lat 70. model z rozsuwanym szyberdachem i włączanymi pilotem światłami musiał robić wrażenie. Darek Konieczka dorastał w klimacie motoryzacji. Nie dość, że ojciec zabierał go na każdy Rajd Kormoran, to jeszcze gromadził modele włoskich rajdówek w nietypowej skali 1:25. Było na czym oko zawiesić, ale i edukować się. – Prywatnie tata miał Fiata 126p, ale dzięki jego hobby wiedziałem, że są też i fajne Fiaty – wspomina ze słuszną kąśliwością. Ojciec wkręcił syna w modelarstwo, rysowanie samochodów i pasję kolekcjonerską. Dzisiaj w gablotach Darka stoją setki modeli, wśród których również króluje „włoszczyzna”. Kilka lat temu pasja przybrała już skali 1:1. Na przetarcie szlaków poszedł zielonogroszkowy Fiat 125p. Ale tych w rozmiarze 1:43 i 1:24 wciąż przybywało na półkach. Szczególne miejsce zajmował biały Fiat 124 Sport Spider. Któregoś dnia to właśnie auto z gablotki zmaterializowało się jako żywe na olsztyńskiej ulicy. Przemknęło Sikorskiego. Darek dotarł do właściciela (zresztą też Darka) z Olsztyńskiego Klubu Motorowego zrzeszającego miłośników klasyków. 124 Spider nie był na sprzedaż, więc zaczął szukać podobnych na zachodnich portalach, by ostatecznie jednak… przekonać olsztyńskiego właściciela do odsprzedaży. W gablotce Darka, niczym na piedestale, dumnie prezentuje się cała seria modeli 124: spider, berlina (sedan) oraz coupe. W garażu – jedynie pierwszy z nich. Sedan póki co jest najmniej rozchwytywanym towarem na rynku kolekcjonerskim, ale z coupe jest już coraz ciężej. Darek znów zaczął poszukiwania, i za granicą, i w Polsce. Czytaj: albo drogie, albo kiepskie. Trop zaprowadził do królestwa Fiata, czyli do Włoch, a konkretnie Mediolanu. – W gablotce mam całą gamę kolorystyczną modeli 124 Coupe, prócz zielonego. Najbardziej

poszukiwałem czerwonego lub żółtego, a trafił się właśnie zielony, najmniej pożądany – opowiada Darek. Za pomocą WhatsApp i Google translatora zbudował z włoskim sprzedawcą dość solidną korespondencję. Darek opisywał swoją pasję, a Włoch Walter swoją – ściganie się klasykami. I tak dwóch miłośników włoskiej klasyki dobiło targu online. Zaocznie wysłane pieniądze firmie spedycyjnej tylko podkręcały niecierpliwość, kiedy to wymarzone (choć zielone) cudo rocznik ’71, dotrze do Olsztyna. Ale klimat wnętrza, z oryginalnymi jeszcze dywanikami, wynagrodził cierpliwość. – Uważam, że to jeden z najładniejszych seryjnych modeli Fiata w historii i wreszcie go mam w swoim garażu. Przez chwilę dopadł mnie pomysł, by w przyszłości zmienić mu kolor, ale ta zieleń verde brillante jest naprawdę nietuzinkowa i przepięknie pasuje do beżowego wnętrza. Tak zostanie – kwituje Darek. Więc, jak wyśpiewał rok przed narodzeniem naszego bohatera Andrzej Dąbrowski, najlepszy rajdowiec wśród muzyków: „Zielono mi”. Swoją drogą związany niegdyś ze sportowymi Fiatami. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Mecenas projektu:

BLING FACTORY

Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań. Bling Factory Olsztyn, ul. Lubelska 43i www.blingfactory.pl


AUTO

DLA KAŻDEGO COŚ LEXUSOWEGO PO ŚWIATOWYM SUKCESIE MODELU RX, LEXUS ZSZEDŁ DO SEGMENTU NIŻEJ Z MODELEM NX. ZNÓW SUKCES. WIĘC DLACZEGO SCHODZĄC JESZCZE NIŻEJ Z MODELEM UX SYTUACJA NIE MIAŁABY SIĘ POTWORZYĆ?

Trzeba być zupełnie nie wrażliwym na piękno detali, by nie dostrzec zwieńczenia deski rozdzielczej inspirowanej fakturą papieru „washi”. Znacie go pewnie z niejednego filmu na którym pojawiają się tradycyjne japońskie drzwi przesuwne. W Lexusie UX nic tym kokpitem nie przesuniecie, ale idę o zakład, że każdy go zechce dotknąć. Lexus w detalach jest naprawdę niezły. Np. model UX w najbardziej wyrafinowanej odmianie Omotenashi ma bezprzewodowo (za pomocą indukcji) zasilane oświetlenie LED wkomponowane w… regulator nawiewów. Przecież w każdym innym aucie to jest kawałek plastiku, nawet gdyby miał udawać szla-

chetne aluminium. Albo weźmy szwy na fotelach. Nie są to jakieś zwykłe maszynowe szwy, a te, które nawiązują do japońskiej tradycji szycia strojów judo. Lexusy lubię za ciszę w czasie jazdy. Właśnie tłumaczyłem swojemu pasażerowi, że ten brak hałasu, lekkość prowadzenia oraz sposób pokonywania niedoskonałości drogi przekładają się na relaks za kierownicą. Nie wiem jak to wygląda z punktu widzenia innych miejsc w kabinie, ale w Lexusach zawsze chcę siedzieć za sterami. Miejsce pracy kierowcy w UX jest podciągnięte pod jego intuicyjne nawyki. Jeśli chcesz włączyć np. bieg wsteczny, joystick już leży ci w dłoni.

Niby we wszystkich samochodach jest niemal w tym samym miejscu, ale precyzja podsunięcia go pod naturalne ułożenie dłoni jest tu mistrzowska. Twórcom UX-a zależało na stworzeniu crossovera, który prowadziłby się jak najlepsze kompakty. Ma więc dedykowaną nową platformę i układ jezdny, zaś konstrukcję poszczególnych komponentów nadwozia tak zaprojektowaną (wiele z nich jest z aluminium), by maksymalnie nisko osadzić środek ciężkości. I udało się – jest położony najniżej spośród kompaktowych SUV-ów. Jeśli komuś parametr pomoże pobudzić wyobraźnię, to znajduje się on 60 cm nad powierzchnią ziemi. A położenie środka ciężkości również decyduje o przyjemności prowadzenia, zwłaszcza kiedy trzeba pracować kierownicą. Lexus nie daje wielkiego wyboru w jednostkach napędowych, bo jedynie dwa, choć dla mnie i tak o połowę za dużo. Powinien zostać ten z hybrydowym układem, który na klapie bagażnika ma symbol 250h. Obydwa zresztą mają pod maską dwulitrowe benzynówki, ale tutaj, dzięki wspomaganiu 109-konnego silnika elektrycznego, dostajemy właśnie tę „lexusowską” lekkość jazdy. Co ciekawe, hybrydową odmianę można mieć z napędem przednim, bądź jako E-FOUR, w której niewielki silnik elektryczny napędza też tylną oś. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Lexus Lexus UX 200 – cena od 153 000 zł (cena promocyjna 139 900 zł) Lexus UX 250h – cena od 166 000 zł Lexus UX 250h E-FOUR – cena od 173 000 zł

Toyota Mir-Wit Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 11 www.toyota-olsztyn.pl

099


AUTO

SKALA POSTĘPU NAZWA NAJNOWSZEGO MODELU SKODY MA SYMBOLIZOWAĆ KOLEJNE ZALICZANE SCHODY W DRODZE NA SZCZYT SAMOCHODÓW KOMPAKTOWYCH. OTO SKODA SCALA, KTÓRA WKROCZYŁA W TRUDNE ŚRODOWISKO SAMYCH UTYTUŁOWANYCH KONKURENTÓW. ALE CZESKA MARKA POKAZAŁA JUŻ, ŻE W NIEKTÓRYCH SEGMENTACH NIE BARDZO MA Z KIM PRZEGRYWAĆ. 100

Scala to z łacińskiego schody. Wedle interpretacji szefostwa czeskiego lidera, Skoda Scala ma symbolizować kolejny stopnień w rozwoju marki w dziedzinie dizajnu i technologii. Jakie zagrożenie stanowić będzie dla renomowanych graczy segmentu aut kompaktowych, sprawdziliśmy podczas prezentacji dziennikarskiej w chorwackim Splicie. Ten pięknie położony kurort, za sprawą czeskiej nowości ściągnął branżowe media niemal z całej Europy, ale też i kilku kluczowych rynków spoza Starego Kontynentu. Nadmorskie scenerie kuszą pięknymi kadrami ze Scalą w tle, ale wijące się już kilka kilometrów „wyżej” ciasne serpentyny to raj do testowania samochodu. Każdy przecież wie, że dojrzałość układu jezdnego, jakość konstrukcji i przyjemność prowadzenia najszybciej wychodzą

na wymagających drogach. Trochę więc poganialiśmy po ciasnych nawrotach, choć łakomy wzrok wbijał się w panoramy znane z folderów biur turystycznych. Rzadko zdarzają się prezentacje premierowych aut, które potrafią zebrać jednogłośnie pozytywne recenzje. Wiadomo – ile ludzi, tyle opinii. A Scala zachwyciła wręcz zbiorowo. Chyba dlatego, że została zaprojektowana od podstaw jako zbiór pożądanych cech idealnego auta kompaktowego. Wydaje się, jakby tych schodków pokonała kilka naraz. Bo w tym aucie w zasadzie brak słabego punktu. Świeży dizajn (brawo za seryjne lampy LED z przodu i z tyłu) wciąż bardzo pielęgnuje tożsamość marki. Tutaj po raz pierwszy zastosowano ten pięknie wkomponowany napis ŠKODA na tylnej klapie.


AUTO

Tak od lat robi np. Porsche. Ale i Skoda zasłużenie zapracowała sobie przez ostatnie lata na to, by dumnie komunikować swoją markę poprzez tak wyrazisty zabieg. Skodę nowego rozdziału najszybciej komplementowaliśmy za wnętrze. Przede wszystkim z tyłu jest przepastnie (chyba trudno znaleźć drugie tak obszerne auto mierzące 4,36 m), ma pięknie skrojoną tapicerkę, estetykę w stylu eleganckiej powściągliwości, no i spory zastrzyk technologii. Wirtualne wskaźniki zamiast zegarów znamy już z Octavii, ale wciąż cieszą swoimi możliwościami personalizacji – pięć różnych ustawień na 10,25-calowym ekranie. Słynne rozwiązania „simply clever” odnajdziemy na każdym kroku, jak choćby dwa wejścia USB dla pasażerów z tyłu, skrobaczka z miernikiem głębokości bieżnika wsunięta w klapkę od wlewu paliwa czy podwieszana siatka pod półką bagażnika, np. na drobne przedmioty – już nie będą latać po wielkim bagażniku. A nawet klapkę w kształcie lejka do zbiornika od płynu do spryskiwacza. Ileż to razy rozlaliśmy płyn po silniku. No i jest w drzwiach kierowcy parasol. A jakże! – znak rozpoznawczy Skody i… Rolls-Royce’a. Jeździliśmy wszystkimi trzema dostępnymi silnikami i każdy ma coś do zaoferowania. Niech nikt mi nie mówi, że podstawowy trzycylindrowiec nie jest temperamentny. Jego 9,8 s do setki to dokładnie tyle co dawny Ford mojego ojca, tyle

że on miał dumne GT w rodowodzie i dostarczał nam, młodym chłopakom, frajdy na każdym biegu. A dzisiaj taki parametr ma podstawowa Skoda. Moi koledzy, którzy pożyczali wtedy od ojców Skody Favorit, pewnie kręcą dziś głowami z niedowierzaniem. Czuję więc, że będzie to najczęściej wybierany silnik, tym bardziej, że od 1,5 TSI dzieli go aż 18 tys. zł. A może jeżdżący na oparach diesel? Wiecie, że w trasie da radę wycisnąć nim nieco ponad 3,5 litra na setkę? Scala zamiesza w segmencie kompaktów na pewno, bo w innych segmentach też nieźle rozprawia się z konkurencją. A robiła to nawet z pomocą wycofanego Rapida, którego Scala bije na głowę dosłownie we wszystkim. Zresztą chyba nawet nie warto używać tego porównania, bo to dwie inne bajki. Albo – inna Scala. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Skoda Auto Skoda Scala, silniki benzynowe: 1,0 TSI (115 KM) – ceny od 66 500 zł, 1,5 TSI (150 KM) – ceny od 84 250 zł, silnik diesla: 1,6 TDI (115 KM) – ceny od 83 150 zł Polbis Auto Olsztyn, ul. Partyzantów 26 polbisauto.pl fb/polbisauto

101


LISTA DYSTRYBUCJI

ZNAJDŹ NAS JESTEŚMY TAM, GDZIE SĄ NASI CZYTELNICY

OLSZTYN RESTAURACJE, KAWIARNIE:

Restauracja KORNER, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Kawiarnia Moja, ul. Dąbrowszczaków 10 • Drewno i Ogień, ul. Prosta 7/9 • Parowar, ul. Skłodowskiej 24 • Pizzeria Diavolino, ul. Okopowa 18 • Mezze, ul.Kołłątaja 19 • U Artystów, ul. Kołłątaja 20 • Słodycz Tej Krainy, ul. Kołłątaja 23 • Handmade Cafe&Pub, ul. Kołłątaja 3 • Yoko Sushi, ul. Stare Miasto 17/21 • Hammurabi, ul. Prosta 3/4 • Caffee Station, ul. Prosta 18/22 • Restauracja Prosta, ul. Prosta 38 • Stary Zaułek, ul. Rodziewiczówny 8 • Malta Cafe, ul. Lelewela 6a • Restauracja Staromiejska, ul. Stare Miasto 4/6 • House Cafe, ul. Stare Miasto 11 • Pierogarnia, ul. Stare Miasto 26/27 • SiSi Coffee, ul. Stare Miasto 28/2 • Highlander, ul. Stare Miasto 29/32 • Via Napoli, ul. Okopowa 21 • Herbaciarnia ZEN, ul. Okopowa 23 • Restauracja Casablanka, ul. Zamkowa 5 • Browar Warmia, ul. Nowowiejskiego 15 • Kawiarnia Awangarda, ul. Staromiejska 13 • Ceska Hospoda, Targ Rybny 14 • Coctail Złoty Klucz, ul. 11 Listopada 5 • Pijana Czapla, ul. Górna 1 • Restauracja Rolki, ul. Mochnackiego 5/1 • Konopna Farmacja, ul. Prosta 23 • Steakownia, ul. Warszawska 2/2 • Na Rogu Czasu, ul. Wilczyńskiego 6c • Plankton, ul. Jeziorna 8 • Restauracja Przystań, ul. Żeglarska 3 • Tawerna Przystań, ul. Żeglarska 6 • Słoneczna Polana, ul. Sielska 38A • Zatoka Smaku, ul. Wodna 1c • Cudne Manowce, ul. Bolesława Chrobrego 4 • Pizzeria Wiśniowy Piec, ul. Kołobrzeska 3 • Kawiarnia Kofikada, ul. Prosta 18a/22 • Ristorante Da Andrea Casa del Prosecco, ul. Kołłątaja 15 • Restauracja Kawa i Trawa, ul. Kotańskiego 4 • Nowowiejski Cafe, ul. Głowackiego 1 • Krova grill & pub, ul. Księdza Jana Hanowskiego 9/61 • Mała Italia, ul. Księdza Jana Hanowskiego 9 • Entliczek Pentliczek, ul. Prosta 12/14

HOTELE:

Hotel Kur, ul. Bałtycka 89 • Hotel Dyplomat, ul. Dąbrowszczaków 28 • Hotel Warmiński, ul. Kołobrzeska 1 • Hotel Wileński, ul. Knosały 5 • Hotel Park, ul. Warszawska 119 • Hotel Omega, ul. Sielska 4a • Hotel Przystań & Spa, ul. Żeglarska 3 • Hotel & SPA Pirat, ul. Bałtycka 95 • Hotel Manor, ul. Kanarkowa 47 • Hotel Villa Pallas, ul. Żołnierska 4, Tiffi Boutique Hotel, ul. Żeglarska 7 • Hotel Kopernik, Aleja Warszawka 37

URODA, ZDROWIE, MODA:

102

St u d i o M a k i j a ż u P e r m a n e n t n e g o Ewe l i na Kulawczyk, ul. Kuronia 9/1, • Alfa Dental, ul. Iwaszkiewicza 1 • Pracownia Wizerunku, ul. Partyzantów 76 • Yasumi, ul. Sikorskiego 19 lok. 16 • EPI Centrum, ul. Samulowskiego 3B • Klinika Look Med, ul. Lelewela 6a/3 • Koemi, ul. 11 Listopada 7 • Matraccy Fryzjerstwo, ul. 1 Maja 22 • Salon fryzjerski SALSA, ul. Mrongowiusza 4 • Arianne Salon Ślubny, ul. Pieniężnego 5 • Salon Jean Luis David, ul. Piłsudskiego 16 • Salon VIDO, ul. Orkana 11 • Guru Bio. Fryzjerstwo, Stare Miasto 28 • La.Lila, ul. Kościuszki 84D • Olsztyńskie Centrum Medycyny i Sportu, ul. Poprzeczna 18 • BELOVED BeautyPlace, ul. Kotańskiego 4 • Salon urody E-xclusi-W, ul. Polna 1b • Stomatolog Kraina Uśmiechu, ul. Barczewskiego 1 • Salon Deręgowski Sport, ul. Tuwima 26 • Jean Luis David, ul. Tuwima 26 • Monelly Studio Urody, ul. Marii Curie Skłodowskiej 18/20 • Fitness Club Sylwetka, ul. Wilczyńskiego 8 • Fitness Dynamic, ul. Wilczyńskiego 29 • Klinika Okólna, ul. Okólna 3 • Orto-Dent, ul. Kleeberga 6/2 • Salon Kosmetyczny Ewelina Kulawczyk, ul. Szostkiewicza 5 • Kinetic Fitness Club, ul. Piłsudskiego 44A • Body Perfect,

ul. Kętrzyńskiego 5 • Atelier Fryzjerskie, ul. Armii Krajowej 3 • Stomatologia Estetyczna Elżbieta & Karol Sujka, ul. Targ Rybny 14 • Akademia Urody Brigitte, ul. Żołnierska 4|Willa Pallas • SHOW­R OOM Sylwia Kopczyńska, ul. Andrzeja Samulowskiego 2C • I.V. Clinik Medycyna Regeneracyjna, ul. Leśna 14/6H • Avi Dental, ul. Barcza 48/6L • Clinik Medycyna Regeneracyjna, ul. Leśna 14/6H • Nails&Lashes by ViktoriaOlimpia, ul. Jagiellońska 55B/4B • Kinetic Fitness Club, ul. Tuwima 26 (Galeria Warmińska)

MOTO:

Skoda Polbis Auto, ul. Partyzantów 26 • Audi Auto Wimar, ul. Rataja 15 • V W Auto Wimar, ul. Rataja 15 • Fiat Jeep Citroen RESMA, ul. Obrońców Tobruku 5 • Toyota Mir-Wit, ul. Obrońców Tobruku 11 • BMW Service Wyza, ul. Sikorskiego 4 • Honda Daszuta, ul. Sikorskiego 33 • Hyundai Daszuta, ul. Tuwima 23 • Motostrefa, ul. Piłsudskiego 93B • BMW Zdunek, ul. Warszawska 117 • Volvo NordAuto, ul. Warszawska 117c • Opel Mibo, ul. Jagiellończyka 41c • Peugeot PZM, ul. Sielska 5 • SsangYong Sikorski, ul. Sielska 43 • Nissan Max Usługa, ul. Leonharda 3 • Kia JD Kulej, ul. Lubelska 40 • Mercedes Auto Idea, ul. Towarowa 11 • Renault Alcar, ul. Lubelska 39A • Salon KTM Yamaha, ul. Lubelska 35D • Ford JD Kulej, ul. Budowlana 7 • Auto Salon Mazurek, ul. Lubelska 29 • Bling Factory, ul. Lubelska 43i • Janczar, ul. Lubelska 35D, • Marina Maison, ul. Armii Krajowej 3

INNE:

Miejski Ośrodek Kultury, ul. Dąbrowszczaków 3 • Księgarnia za rogiem, ul. Skłodowskiej 2/11 • Zoom Room, ul. Dąbrowszczaków 39 • Urząd Miasta Olsztyn, ul. Jana Pawła II 1 • Biblioteka Abecadło, ul. Piłsudskiego 16 • Kancelaria Prawna Wojarska Aleksiejuk Lechowicz, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Traveland Biuro Podróży, ul. Knosały 7 • Olsztyńskie Centrum Bowlingu, ul. Kromera 3 • Urząd Marszałkowski, ul. Emilii Plater 1 • Doradca Podatkowy BRBK, ul. Zientary Malewskiej 25 • CDEF, ul. Zientary Malewskiej 20B • Koszary Funka, ul. Kasprowicza 4 • TVP Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Radio Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Art School, ul. Barczewskiego 1 • Eranova, ul. Obrońców Tobruku 3 • Mądre Klocki ul. Tuwima 26 • Studio Form Architektonicznych PANTEL, ul. Rybaki 40 • Warmiolandia, ul. Warszawska 117 • M3, ul. Budowlana 2 • Tor Kormoran, ul. Sprzętowa 6 • Park Trampolin 7 Jump Street, ul. Leonharda 7 • Warmińsko-Mazurska Specjalna Strefa Ekonomiczna, ul. Barczewskiego 1 • Oxford Academy, ul. Żurawskiego 1A/12 • Przedszkole Junior Academy, ul. Żurawskiego 1A/11 • Honesto Olsztyn, ul. Lipowa 15A • Centrum Sportu i Rehabilitacji Biernat, ul. Bydgoska 33 • Showroom Ceramoteka, ul. Sikorskiego 19 • New House, ul. Warmińska 7/4 • Citi Handlowy Bank, ul. Pstrowskiego 16 • Kino Studyjne Awangarda 2, Plac Jana Pawła II 2/3 • Bel-Pol Olsztyn, ul. Tuwima 25 • Akademia Ireneusz Górski, ul. Ratuszowa 3/1 • Kuźnia Społeczna, ul. Marka Kotańskiego 1

WARSZAWA

Steakownia, ul. Krucza 23/31 • La Tomatina, ul. Krucza 47 • Cafe Krucza 23, ul. Krucza 23 • Sushi Zushi, ul. Żurawia 6/12 • Zorza, ul. Żurawia 6 • Smaki Warszawy, ul. Żurawia 47/49 • Green Cafe Nero, ul. Marszałkowska 84/92 • Costa Coffee, pl. Trzech Krzyży 18 • Starbucks Coffee, pl. Trzech Krzyży 18/16 • Dyletanci, ul. Rozbrat 44a • Na Lato, ul. Rozbrat 44a • Crazy Butcher, Hala Koszyki, ul. Koszykowa 63 • Camera Work Studio, ul. Schillera 6 lok. 54 • The Farm, ul. Mokotowska 8

ELBLĄG

Salon Urody Marzena Gross, Elbląg, ul. Nitschmana 20/22 • Hotel Srebrny Dzwon, Kadyny • Hotel Elbląg, Elbląg, Stary Rynek 54-59 • Klinika Dental Clinic, Elbląg, ul. Grobla św. Jerzego 15 • Restauracja Studnia Smaków, Elbląg, ul. Studzienna 31a • Hotel Młyn, Elbląg, ul. Kościuszki 132 • Salon Fryzjerski Point, Elbląg, pl. Dworcowy 3a • Młyn Klekotki Resort & SPA, Klekotki 1

POWIAT OLSZTYŃSKI

Zalesie Mazury Active SPA, Barczewo, Zalesie 12 • Hotel Azzun, Kromerowo 28 • Pensjonat Słoneczny Brzeg, Rukławki 100 • Steakownia, Biskupiec, al. Wojska Polskiego 7 • Restauracja na Rynku, Biskupiec, pl. Wolności 5c • Hotelik Atelier, Biskupiec, ul. Mickiewicza 31 • ZM „Warmia”, Biskupiec, ul. Olsztyńska 3 • Krystian Szeląg – Kancelaria Adwokacka, Biskupiec, ul. Mickiewicza 6b/lok.4 • Hotel Jabłoński, Dorotowo 74b • Galery69, Dorotowo 38 • Bajkowy Zakątek, Guzowy Piec 17 • Młodzi Duchem, Biesal 80B • Karczma Warmińska, Gietrzwałd, ul. Kościelna 1 • Restauracja Sielanka, Gietrzwałd, ul. Olsztyńska 38 • Hotel Masuria, Worliny 33 • Restauracja Rukola, Dywity, ul. Spółdzielcza 1 • Mazury Golf&Country Club, Naterki, ul. Golfowa 20a • Hotel Marina Club, Siła 100 • Przystanek Zatoka, Siła 85 • Karczma w Stodole, Tomaszkowo, ul. Wulpińska 63 • Między Deskami, Tomaszkowo, ul. Wodnika 3 • Karczma Stara Księgarnia, Olsztynek, ul. Warszawska 10 • Cukiernia i Kawiarnia Konfitura, Olsztynek, ul. Świerczewskiego 3/3 • Restauracja z Zielonym Piecem, Olsztynek, ul. Floriana 1 • Restauracja Alibi, Stawiguda, ul. Klonowa 1 • Salon fryzjerski, Stawiguda, ul. Mazurska 2/1 • Restauracja Złoty Strug, Pluski, ul. Jeziorna 83 • Restauracja Wiktoria, Dobre Miasto, ul. Orła Białego 18 • Kwaśne Jabłko, Włodowo 27 • Fajne Miejsce, Tłokowo 72 • Pałac Warlity, Warlity Małe 8 • Działdowska Agencja Rozwoju, Działdowo, ul. Władysława Jagiełły 15 • Hotel Przedzamcze, Działdowo, ul. Zamkowa 9 • Restauracja i Hotel WKRA, Działdowo, ul. Zamkowa 2

POWIAT OSTRÓDZKI

Hotel Anders, Stare Jabłonki, ul. Spacerowa 2 • Hotel Miłomłyn, Miłomłyn, ul. Ostródzka 2b • Restauracja Park, Morąg, ul. 11 Listopada 12 • Hotel Platinum, Ostróda, ul. Wyszyńskiego 11a • Hotel Villa Port, Ostróda, ul. Mickiewicza 23 • Restauracja Lalo, Ostróda, ul. Mickiewicza 17c • Enjoy Fitness Club, Ostróda, ul. Jana Pawła II 9 • Pałac Pacółtowo, Pacółtowo 2 • Stara Szkoła, Wysoka Wieś 27 • Hotel SPA Dr Irena Eris, Wysoka Wieś 22 • Zajazd Austeria, Rychnowo 6b • Agroturystyka Glendoria, Ględy 45 • Kawa na Ławę, Ostróda, ul Czarnieckiego 19 • Lecznica przy Młynie, Ostróda, ul. Adama Mickiewicza 21C • Gospoda Sajmino, Ostróda, ul. Olsztyńska 57 • Zabart.com, Ostróda, ul. Czarnieckiego 32 • Tawerna, Ostróda, ul. Mickiewicza 21 • Biuro Żeglugi Ostródzko – Elbląskiej Sp. z o.o. w Ostródzie, ul. Mickiewicza 9a • Centrum Informacji Turystycznej, Ostróda, Plac Tysiąclecia Państwa Polskiego 1A • Narie Resort&Spa, Wilnowo 34 • Kawiarnia u Smolejów, Łukta, ul. Mazurska 4

POWIAT NIDZICKI

Restauracja Pod Zamkiem, Nidzica, ul. Słowackiego 7 • Hotel u Komtura, Nidzica, ul. Zamkowa 2 • Best Drive Kunicki, Nidzica, ul. Warszawska 22 • Ośrodek rekreacyjny MON Omulew, Czarny Piec • Ostoja Sport Resort, Januszkowo 27 • Garncarska Wioska, Kamionka 5 • Kawiarnia Ewik Cafe, Nidzica, ul. Traugutta 20 • Karczma Pod Gołębiem, Nidzica, ul. Sienkiewicza 10 • Kamieniczka, Nidzica Pl. Wolności 4

Najnowszy numer MADE IN dostarczyliśmy do wszystkich miejsc dystrybucji 184-konną Skodą Octavią Scout 2.0 TDI w specyfikacji za ponad 200 tys. zł (test auta na www.madeinwm.pl)

POWIAT MRĄGOWSKI

Restauracja Bella Italia, Mikołajki, pl. Handlowy 11 • Hotel Mikołajki, Mikołajki, al. Spacerowa 11 • Kuchnie Świata, Mikołajki, pl. Wolności 11 • Kuźnia Czekolady, Mikołajki, pl. Wolności 9/16 • Hotel Robert’s Port, Stare Sady 4 • Restauracja City, pl. Wolności 11 • Restauracja Sielawa, pl. Wolności 13 • Grupa Amax, Mikołajki, pl. Wolności 9/61 • Tawerna pod Złamanym Pagajem, Mikołajki, ul. Kowalska 3 • Hotel Mrągowia, Mrągowo, ul. Giżycka 6 • Hotel Solar Palace, Mrągowo, Jaszczurza Góra 22 • Gościniec Molo, Mrągowo, ul. Jeziorna 1b • Chata Mazurska, Mrągowo, ul. Roosvelta 1 • Bar Przecinek, Mrągowo, ul. Mały Rynek 6 • Ach Mazury Stanica Mikołajki, Mikołajki, ul. Leśna 1 • Hotel Mazurski Dworek, Mikołajki, Stare Sady 1 • Stara Chata, Mrągowo, ul. Warszawska 9 • Małgosia Cafe, Mrągowo, ul. Ratuszowa 10 • Restau­racja Spiżarnia, Mikołajki, Plac Handlowy 14

POWIAT GIŻYCKI

St. Bruno Hotel, Giżycko, ul. Brunona 1 • Restauracja Porto, Giżycko, ul. Nadbrzeżna 5a • Folwark Łękuk, Łękuk Mały 8 • Zamek Ryn, Ryn, pl. Wolności 2 • Gościniec Ryński Młyn, Ryn, ul. Hanki Sawickiej 3 • Karczma pod Czarnym Łabędziem, Rydzewo, ul. Mazurska 98 • PodKładka RestoBar, Giżycko, ul. Kolejowa 12

POWIAT IŁAWSKI

• Instytut Kosmetologii Image, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 14 • Notus Finanse, Iława, ul. Sobieskiego 14 • Hotel Port 110, Iława, ul. Konstytucji 3 Maja 7 • Hotel Grand Tiffi, Iława, Jarosława Dąbrowskiego 9 • Restauracja u Czapy, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 2A • Yotto Sushi Bar, Iława, ul. Niepodległości 14 • Hotel Stary Tartak, Iława, ul. Biskupska 5 • Karczma Łabędź, Iława, ul. Marsa 2 • Steakownia, Giżycko, ul. Żeglarska 7/lok. U-9 • Wilk Studio Fryzur, Iława, ul. Sobieskiego 20B

POZOSTAŁE

Hotel Bartis, Bartoszyce, pl. Konstytucji 3 Maja 5 • Stodoła, restauracja i hotel, Bartoszyce, ul. Bema 9 • Termy Warmińskie, Lidzbark Warmiński, ul. Kąpielowa 1 • Hotel Krasicki, Lidzbark Warmiński, pl. Zamkowy 1 • Hotel Restauracja Górecki, Lidzbark Warmiński, ul. Olsztyńska 4 • Restauracja-Kawiarnia Starówka, Lidzbark Warmiński, ul. Hoża 39 • Zajazd pod Zamkiem, Kętrzyn, ul. Struga 3a • Restauracja Mazuriana, Szczytno, ul. Sienkiewicz 2 • Natura Mazur Hotel & SPA, Warchały, ul. Brajnicka 1 • Pałac Mortęgi Hotel & SPA, Mortęgi 3 • Miejsce Marzeń, Szczycionek 28 • Ośrodek Narciarski Kurza Góra, Kurzętnik, ul. Kurza 1


DAWNO TEMU

I KTO TO WI(E)DZIAŁ! HISTORIE Z WARMII I MAZUR, KTÓRE PRZESZŁY DO HISTORII

1979 r.

2019 r.

CZŁOWIEK

MIEJSCE

Ryszard Czerwiński (1937– 2010) wybitny olsztyński fotograf, zdjęcia robił przez ponad pół wieku. Zasłynął przede wszystkim z kadrów przyrody, ale współpracował też z filmowcami, m.in. Krzysztofem Kieślowskim. Nakręcił dla niego scenę do jednego z najważniejszych filmów w polskiej kinematografii. Zdjęciami Czerwińskiego przedstawiającymi jastrzębia atakującego kurę, zaczyna się obraz „Amator” z 1979 roku, który otrzymał Złote Lwy. W latach 1964–1970 pracował jako korespondent Dziennika TV z województwa olsztyńskiego, potem w redakcji popularnonaukowej, gdzie stworzył zespół i zrealizował głośnie filmy przyrodnicze. Robił zdjęcia do niemieckich filmów dokumentalnych, a po prezentacji filmu „ Jezioro Łuknajno” w Londynie, pracował w Stanach Zjednoczonych na pustyni Nevada, gdzie filmował ż ycie ptaków. Po 1981 roku rozpoczął dzia łalnoś ć jako fotograf wydawniczy, wyspecjalizował się w przygotowywaniu albumów, książek, folderów, pocztówek. Autor wielu albumów, m.in. Warmia i Mazury (1994), Karkonosze (1995), Polski pejzaż (2000), Przyroda Warmii i Mazur (2003, 2004), Polska. Klejnoty przyrody (2004). Jego zdjęcia ukazywały się w m.in. w pismach „Voyage”, „National Geographic”.

WYDARZENIE

12 kwietnia 1960 roku powstał Wojewódzki Komitet Czynu Społecznego. Członkowie komitetu zaapelowali do mieszkańców miasta: „Uczyńmy wszystko, aby piękna kraina tysiąca jezior była także piękna czystymi drogami, domami, ogrodami, uśmiechniętymi i kulturalnymi ludźmi. Bogactwu przyrody musi towarzyszyć estetyka naszego życia”. Apel zapoczątkował całą serię prac porządkowych mających upiększyć Olsztyn. Ich natężenie przypadło na okres lat 70., zwanych „złotą epoką” czynów społecznych. Aktywność ta była realizowana w dniach wolnych od pracy oraz nieodpłatnie przez mieszkańców miasta, zróżnicowanych pod względem wiekowym. W pracach brał udział także m.in. Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Uczestnicy zajmowali się m.in. budową dróg, układaniem kostki brukowej i chodników czy pielęgnacją miejskiej roślinności. Prace wykonywano m.in. w okolicach ulic: Szrajbera, Warszawskiej, Piłsudskiego, Śliw y, Dworcowej oraz Żo łnierskiej. Bogata dokumentacja fotograficzna społecznej pracy mieszkańców autorstwa Ryszarda Czerniewskiego, znajduje się w archiwum Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie.

1960 r.

12 kwietnia wmurowano kamień węgielny pod budowę nowego gmachu Muzeum Bitwy pod Grunwaldem (o powierzchni ok. 3,5 tys. mkw.). W przestrzeni wystawienniczej powstaną m.in. nowo c ze sn e , inte ra k t y wn e , multimedialne wystawy z makietą Pól Grunwaldzkich w trakcie bitwy i rycerskim namiotem, gdzie świat średniowiecznej kultury zostanie przybliżony poprzez zapachy, dźwięki, a nawet hologramy słynnych postaci. Powstanie tu także interaktywna wystawa dla dzieci i specjalny program edukacyjny, a także sala konferencyjna, strefa obsługi turystów, przestrzeń biurowa i całoroczna sala przeznaczona do walk rycerskich. 15 z 21 mln zł przeznaczonych na remont pochodzi ze środków unijnych. Muzeum rozpoczęło swoją działalność w dniu odsłonięcia Pomnika Grunwaldzkiego w lipcu 1960 roku w 550. rocznicę bitwy pod Grunwaldem. W 2011 roku zostało samodzielną instytucją samorządu województwa warmińsko-mazurskiego. Póki co dysponuje powierzchnią wystawienniczą 275 mkw. Eksponowana jest w nim wystawa stała „Wielka Wojna z Zakonem Krzyżackim 1409–1411 r.”, której częścią są mapy, plany, rysunki, fotografie oraz duża ilość oryginalnych egzemplarzy, a także kopii broni i uzbrojenia średniowiecznego.

RZECZ

Damska gotowalnia była prywatnym pomieszczeniem, w którym pani domu przygotowywała się do pokazania się innym, upiększała się, robiła toaletę oraz… korzystała z nocnika. Do jej wyposażenia należała przede wszystkim elegancka drewniana toaletka z szufladkami i lustrem pośrodku. Tylko najbogatsze przedstawicielki płci pięknej mogły pozwolić sobie na osobną, w pełni umeblowaną gotowalnię. W przypadku mniej zamożnych pań zalecano wstawienie toaletki do sypialni. Na wystawie „W damskiej gotowalni”, którą można oglądać w Muzeum im. J.G. Herdera w Morągu, prezentowanych jest około 150 eksponatów z wyposażenia damskiego buduaru od połowy XIX wieku do lat 30. XX wieku. Można tu zobaczyć damską bieliznę, szczotki do ubrań i włosów, lokówki (rozgrzewano je w żarze paleniska), biżuterię, kosmetyki, w tym słynnej firmy Bourjois, przenośne toalety i bidet. Na zdjęciu – neseser podróżny z lat 30. XX wieku z zestawem toaletowym, zawierający słoiczki i pojemniczki na kosmetyki, mydelniczkę, szczotki, przyrządy do pielęgnacji paznokci, lusterko. Na wystawie zaaranżowano wnętrze gotowalni, umywalni oraz saloniku kąpielowego z wanną.

XIX-XX w.

Wyszperała w historii: Beata Waś, obraz: Grzegorz Kumorowicz, Tomasz Śrutkowski, Ryszard Czerniewski, Muzeum Bitwy pod Grunwaldem

103


KRĘCILI TU

KRĘCILI TU: ODJAZD FILMY, KTÓRE POWSTAŁY NA WARMII I MAZURACH

ODJAZD DO WSPOMNIEŃ

Dom Rencisty na Mazurach. Augusta i Hilda – matka i córka, pensjonariuszki ośrodka, mieszkają we wspólnym pokoju. Są Mazurkami: córka czuje się Polką, matka – Niemką. Otoczone są niechęcią innych członków małej polskiej społeczności. Augusta (Halina Winiarska) ciągle mówi o powrocie do domu, ale córka, przyzwyczajona do jej „odjazdu”, nie bierze tego na serio. Któregoś ranka budzi się i widzi matkę spakowaną. W ich dawnym domu mieszkają teraz rodzice zaprzyjaźnionego pensjonariusza. Hilda (Teresa Budzisz-Krzyżanowska) prosi ich, by na dzień się wyprowadzili, kupując ich zgodę. Wyruszają do swojego dawnego domu… Film „Odjazd” powstał w 1991 roku według scenariusza i w reżyserii Magdaleny i Piotra Łazarkiewiczów.

PLAN NA POGRANICZU

Twórców filmu zainspirował reportaż ze zbioru „Busz po polsku” Ryszarda Kapuścińskiego, w którym dwie pensjonariuszki domu starców w Szczytnie uciekają odwiedzić rodzinny dom. Zdjęcia do filmu realizowano m.in. w ratuszu i na uliczkach Reszla, część scen powstała w Wilanowie. Ich autorem był Jacek Żamojda, u którego szwenkierem, czyli prowadzącym kamerę, był Grzegorz Kuczeriszka, dziś uznany operator filmowy. Muzykę do filmu stworzył Michał Urbaniak. Na planie pojawiło się wielu statystów z pogranicza Warmii i Mazur.

SPORY I ROZSTANIE 104

Realizacja filmu przez małżeństwo wybitnych twórców nie była łatwym zadaniem. Różnice zdań dały się odczuć na planie filmowym. Choćby podczas sceny w której Teresa Budzisz-Krzyżanowska idzie przez reszelski rynek. Film realizowany na taśmie filmowej wymagał domykania scen podczas jednorodnej ekspozycji światła, bez powtórek. – Zbliżając się do końca ujęcia, aktorka dopytała: „w którą stronę mam skręcić – w prawo czy w lewo?” Magda krzyknęła – w lewo, Piotr – w prawo. Spory przy tej realizacji przesądziły decyzję o tym, że nie będą więcej realizować wspólnie filmów – przytacza Bogumił Osiński. – I już nie zrealizowali. Piotr odszedł nagle w 2008 roku.


KRĘCILI TU

BLISKA ROLA

OBIEKTYWNE JURY

Teresa Budzisz-Krzyżanowska wystąpiła w filmie w podwójnej roli: Hildy Baumler i jej matki w latach 30. i 40. Otrzymała w Gdyni Złote Lwy za najlepszą rolę kobiecą. – „Pochodzę z Pomorza, mój ojciec był Kaszubem-Polakiem, więźniem obozu w Dachau. Natomiast brat ojca ożenił się z Niemką, w czasie wojny wyjechał, został Niemcem. Wujowie ze strony mamy byli nauczycielami, zmagali się z niemieckością tamtych obszarów. Dokładnie więc rozumiałam problemy tego filmu, były mi bliskie” – wyjaśniała aktorka w jednym z wywiadów.

W 1992 roku film otrzymał na festiwalu filmowym w Gdyni Nagrodę Specjalną Jury. Zasiadał w nim m.in. Adam Michnik, Janusz Głowacki i ks. Józef Tischner. – Przygotowując relację dla telewizji pytałem ks. Tischnera według jakich kryteriów będzie oceniał produkcję i czy kwestia wiary będzie miała na to wpływ – wspomina Bogumił Osiński, szef WMFF. – Podkreślił kilkakrotnie, że mimo pełnionej funkcji kościelnej, jest obiektywnym jurorem. Film został bardzo dobrze przyjęty również na Festiwalu Filmów Polskich w Chicago w 1993 roku.

BEZ KINOWEJ WIDOWNI

Kinowa wersja „Odjazdu” ze stołu montażowego odesłana została do archiwum. Żaden dystrybutor nie odważył się zaryzykować rozpowszechniania w dobie filmów komercyjnych obrazu trudnego, zmuszającego do myślenia i refleksji. Po czterech latach od premiery z filmu realizowanego w koprodukcji polsko-niemieckiej, powstał miniserial telewizyjny. Był wyświetlany w polskiej i niemieckiej telewizji WDR.

NA STYKU GRANIC

W reszelskim kinie Zorza odbyła się premiera filmu, później powtórzono ją w Gietrzwałdzie. Spotkaniu towarzyszyły żywe dyskusje na temat powojennych wysiedleń i losu autochtonów. – Nasz film chcieliśmy poświęcić ludziom z pogranicza. Ofiarom historii, skazanym na przegraną. I dlatego może po prawie dziesięciu latach od kiedy napisaliśmy scenariusz, postanowiliśmy ten film nakręcić. Syndrom dramatu narodów, grup etnicznych czy ludzi mieszkających na styku granic, widać dzisiaj może nawet bardziej, niż kilka lat temu – tłumaczyli Magdalena i Piotr Łazarkiewiczowie.

105

Tekst: Beata Waś, konsultacje merytoryczne: Bogumił Osiński Obraz: Andrzej Przestrzelski, Jarosław Żamojda Mecenas projektu:

Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy wspiera twórców realizujących w regionie filmy fabularne i seriale telewizyjne, dokumenty i animacje. Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych Olsztyn, ul. Parkowa 1 www.funduszfilmowy.warmia.mazury.pl


W DOBRYM TOWARZYSTWIE

LISTA OBECNOŚCI MADE IN

Obraz: Beata Szymańska

Obraz: Agnieszka Blonka

MOŻNA NIGDZIE NIE BYWAĆ, ALE JEŚLI BYWAĆ, TO TAM…

CZARNE NIE ZAWSZE CZARNE

DRZWI DO ODWAGI

Jeśli ktoś słyszał choć raz hasło „czarny PR”, to agencja Wordsmith PR w ciekawy sposób przekonuje swoimi cyklami spotkań, że „Nie taki #PR czarny”. Na cykliczne warsztaty z budowania marki zaprasza specjalistów z doświadczeniem w tworzeniu strategii komunikacji znanych marek, no i widownię: przedsiębiorców, marketingowców, ludzi mediów i komunikacji. Na kwietniowym spotkaniu Olga Zalecka opowiadała o niesztampowych pomysłach, którymi kreuje komunikację marek Bosch, Zelmer czy Siemens. Czym zaskoczyć media, by tłumnie przyszli na konferencję i jaki komunikat im wysłać, by z chęcią pisali o tym w swoich mediach? Zapiszcie się na siódme już warsztaty: wordsmith.pl

Jest ich siedem, każda z innej bajki, a łączy je przedsiębiorczość i odwaga. Kobieca grupa „Szpilka w biznesie” zainaugurowała działalność spotkaniem w Kuźni Społecznej „Drżyj i żyj, czyli rzecz o tym, jak się bać i działać”. Dzieliły się historiami na temat drogi zawodowej, własnych obaw, porażek i sukcesów. I na tyle zainspirowały kobiecą publiczność, że posypały się opowieści o lękach i nadziejach ze 150-osobowej widowni. Były mini warsztaty empatii i słodki poczęstunek. I symboliczne przejście przez drzwi szafy, na jasną stronę życia. Cel Szpilek: zarażanie odwagą i kobiece wsparcie w drodze do marzeń. Pierwsze podejście zakończone sukcesem.

WYBITNE KREACJE W DOBREJ CENIE

SPIDER POPRAWIŁ FABRYKĘ

Siedem dni, dziesięć spektakli i trzy tysiące widzów. Repertuar 27. Olsztyńskich Spotkań Teatralnych nawiązał do trudnych momentów historii Europy, przedstawił wybitne kreacje aktorskie, m.in. Krystyny Jandy, Mariusza Drężka, Katarzyny Dąbrowskiej. Podczas kończącej OST gali teatralnej Katarzyna Kropidłowska i Wojciech Rydzio odebrali laury dla najpopularniejszych aktorów wyłonionych w plebiscycie widzów Teatru Jaracza. Nagroda za najlepszą rolę drugoplanową otrzymała Irena Telesz-Burczyk. Nowością festiwalową były tanie wejściówki na spektakle dla młodzieży i emerytów. Brawa dla dyrekcji teatru za pomysł, który powiększył festiwalową publiczność.

Ile pali klasyczny samochód? Ciekawych odpowiedzi dostarczył Rajd o Kropelce zorganizowany przez Olsztyński Klub Motorowy im. Mariana Bublewicza. Precyzyjnie dotankowane auta wyjechały w wyliczoną co do metra trasę, którą należało pokonać z minimalną średnią 60 km/h. Przy odpowiednim stylu jazdy można poprawić dane fabryczne i 40-latków. Wygrał Dariusz Konieczka w dwulitrowym Fiacie 124 Spider, spalając 6,97 l/100 km, aż o 23 proc. mniej niż zakładał w 1980 roku producent dla tej wersji (na mecie zdradził, że tylko raz użył hamulca na 106-kilometrowej trasie). Rywalizowały też auta współczesne – wygrał Kazimierz Świerczyński w Mercedesie 200 TE poprawiając dane fabryczne o 8 proc.

Olsztyn, 4 kwietnia 2019

Obraz: Teatr Jaracza

Obraz: Rafał Radzymiński

Olsztyn, 4 kwietnia 2019

106

Olsztyn, 6–13 kwietnia 2019

Olsztyn, 13 kwietnia 2019


Obraz: Mariusz Ruczkowski

Obraz: arch. Port Lotniczy Olsztyn-Mazury

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

URODZINOWY BIT

MUZYKA NA ODLOCIE

Ten klub ściąga fanów dobrej muzyki nie tylko z regionu, ale i z Polski. A DJ-ów, nie tylko z Polski, ale i ze świata. Tak właśnie było podczas drugich urodzin olsztyńskiej Mięty. Już z lotniska, w drodze do Olsztyna, atmosferę podkręcali nagranym filmikiem ikona hiszpańskiej sceny elektronicznej David Penn oraz pochodzący z Francji Yass. Samą imprezę wspomagali oczywiście lokalni: Skipek i Bolo. Mięta pokazuje jak w klubach bawi się świat. Urodzinowa impreza ściągnęła nie tylko stałych bywalców. I jeśli w tłumie słychać języki obce, to jest to najlepsze świadectwo, że w Olsztynie można się nieźle zabawić.

Był salut wodny, słodki poczęstunek i muzyka folklorystyczna na żywo – tak zainaugurowano pierwszy w tym sezonie lot do Krakowa z Portu Lotniczego Olsztyn-Mazury. Na pokładzie Jacek Wójcicki – bard związany z Piwnicą pod Baranami, znany z desek krakowskich teatrów, Kabaretu Olgi Lipińskiej, polskich filmów oraz seriali. Dzień wcześniej, 24 kwietnia, wystąpił w Warmińsko-Mazurskiej Filharmonii z recitalem. Tak współorganizator koncertu – samorząd województwa – zachęcał do podróży z Mazur do stolicy Małopolski, która trwa zaledwie godzinę. Komfortowe rejsy na pokładzie LOT w obie strony w każdy czwartek i niedzielę do 29 września.

ĆWIERĆ WIEKU NA PARKIECIE

NAJWIĘKSZA NERKA ŚWIATA

Nawet ci, którzy podpierają zwykle ściany, tego wieczoru dali się ponieść magii tańca. Nic dziwnego, skoro wodzirejami byli sami gospodarze. Bal z okazji 25-lecia Centrum Tańca Wasilewski-Felska ukoronował ich wszechstronną działalność. Filmowe prezentacje przypomniały chwile tryumfu nie tylko podczas mistrzowskich popisów Karoliny i Krzysztofa na parkiecie, ale też organizowanych inicjatyw edukacyjnych i turniejów. Podczas jubileuszu w Eranova wystąpiły utytułowane polskie pary taneczne, stoły uginały się od wykwintnych dań, a parkiet był rozgrzany do rana. A na wynos, jak po porządnej imprezie, wódka z dedykacją od gospodarzy i pamiątkowa fotka.

Co inżynierowie koncernu BMW mieli do dyspozycji, to z pewnością w tym aucie może być. W salonie BMW Zdunek Premium mogliśmy poznać największy model w historii marki – X7. Oficjalna prezentacja auta to pokaz potencjału i technologii, która dość dynamicznie wdziera się na pokłady aut. Zwłaszcza tak luksusowych. Chyba nie siedzieliśmy w niczym, co w drugim rzędzie może oferować taki luksus. A jest i trzeci rząd. Kolos może mieć laserowe światła o zasięgu 600 m oraz otwieranie i uruchamianie za pomocą smartfona. I jeśli zobaczycie w lusterku największą nerkę świata – raczej z respektem. W odmianie M50D ten ważący 2,5 transatlantyk rozpędza się do pierwszej setki w 5,4 s.

Szymany, 25 kwietnia 2019

Obraz: Rafał Radzymiński

Obraz: Rafał Zdziebłowski

Olsztyn, 13 kwietnia 2019

Olsztyn, 26 kwietnia 2019

Olsztyn, 11 maja 2019

107


Obraz: Darek Kawka

Obraz: Studencka Agencja Fotograficzna Jamnik

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ JEST KOBIETĄ

TO BYŁ PIĘKNY DZIEŃ

Duża porcja merytorycznej wiedzy przydatnej w rozwoju biznesu i kariery. Spotkanie „Kobieca twarz biznesu – ucz się od najlepszych!” w Hotelu Kopernik, to popołudnie wypełnione wykładami i warsztatami z udziałem charyzmatycznych liderek. O tworzeniu celu i strategii mówiła Anna Ciesielska z Instytutu Przedsiębiorczości i Nowych Technologii, a o budowaniu wizerunku marki Karolina Kazuła i Karolina Sieniawska z Wordsmith PR. Uczestnicy wybrali także jeden z trzech warsztatów dotyczących biznesowych zagadnień. Wydarzenie wpisało się w cykl „Przedsiębiorcza Kobieta” – ogólnopolski projekt realizowany od 10 lat przez Studenckie Forum Business Centre.

Zmierzyć się z taką legendą jak grupa U2, to wyzwanie. Ale aranżacje wybitnego pianisty jazzowego Marcina Banaszka i talent wokalny Małgorzaty Markiewicz nadały kultowym utworom nową, ciekawą przestrzeń. Spotkanie tego duetu zaowocowało projektem „U2 na jazzowo”, który zaprezentowali z czwórką cenionych muzyków w Warmińsko-Mazurskiej Filharmonii. Z każdym utworem w subtelnej akustycznej aranżacji, momentami wzbogaconym instrumentalnym solowym popisem, ciekawość i podziw rosły. A przebój „It’s a beautiful day”, który wykonali na bis, swoją dynamiką, charyzmatycznym wokalem i pozytywnym przesłaniem nastroił na resztę niedzielnego wieczoru. Czekamy na CD z projektem.

VOLVO PROSTO Z GALERII

HISTORIE OPOWIEDZIANE W PARKU

Prędzej byśmy się tu spodziewali pokazu najnowszej kolekcji bielizny, niż premiery najnowszego modelu Volvo. Choć elementy sexi garderoby też były, bo nim publiczność ujrzała sedana S60 w pikantnym kolorze fusion red, tancerki stworzyły wokół niego aurę pożądania. Jedna osoba z publiczności wygrała też prezentowane auto na wakacje. Wystarczyło jak najdokładniej odgadnąć liczbę piłeczek, które wypełniły szklaną ekspozycję pod sceną (było ich 258 – zwyciężca wytypował 260), no i być przy ogłoszeniu wyników. Nagroda? S60 z pełnym bakiem na tydzień podróży. I to była najszybsza forma posiąść choć na trochę własne S60. Auto stało się tak rozchwytywane, że bieżąca produkcja zniknęła w mig.

Prowadzenie biznesu, nawet tego niewielkiego, to dzisiaj sieć połączonych ze sobą mniejszych i większych instrumentów od marketingu, aż po technologie IT. Park Naukowo-Technologiczny w Ełu zorganizował w trakcie dni otwartych szereg warsztatów dla przedsiębiorców. Dzięki doradcy Google Internetowe Rewolucje przybliżono tematy z zakresu rozwijania marki w sieci. Jako magazyn MADE IN też wnieśliśmy mały wkład w warsztaty– zapoczątkowaliśmy je wykładem o skutecznej komunikacji swojej marki w mediach. Bo co nas wszystkich, odbiorców i konsumentów potrafi ująć na tak zatłoczonym od konkurencji rynku? Dobrze opowiedziana historia twojego biznesu.

Olsztyn, 12 maja 2019

108

Obraz: arch. Radio 5

Obraz: Rafał Radzymiński

Olsztyn, 10 maja 2019

Olsztyn, 11 maja 2019

Ełk, 17 maja 2019


Obraz: Beata Waś

Obraz: Młyn Studio

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

ERA OSTREJ JAZDY

GRANICE MIĘDZY SPRZECZNOŚCIAMI

Profesjonalny tor wyścigowy, profesjonalne rajdówki, profesjonalni kierowcy rajdowi. A w roli ich pilotów uczestniczki 1. Kobiecego Rajdu Samochodowego z Erą Nowych Kobiet Warmia i Mazury. Trzeci event zorganizowany przez regionalny odział ENK w formie rodzinnego pikniku był potężną dawką adrenaliny i emocji. Na torze wyścigowym w Mikołajkach, gdzie dotychczas rozgrywane były rajdowe samochodowe mistrzostwa Polski, Europy i świata, rywalizowały dwa jednocześnie startujące auta. Odważnych pań nie zabrakło, a na zwycięskie duety czekał szampan, confetti i nagrody. Po przejażdżce w takim towarzystwie, łatwo złapać rajdowego bakcyla.

Ściana pełna ceramicznych mózgów, maski gazowe w kwieciste wzorki, abstrakcyjne formy przestrzenne. Wystawa „Esencja zgrzytu” Piotra Nowaka, artysty pochodzącego z Olsztyna i tworzącego w Oslo, to jedna z najciekawszych w tym roku ekspozycji w BWA Galerii Sztuki. Oprócz ceramicznych dzieł, które dominują w jego twórczości, prezentuje tu również tkaninę, druk oraz wideo. – Przez sztukę badam miejsce, rolę i funkcjonowanie jednostki we współczesnym społeczeństwie zachodnim, granice między sprzecznościami, które drzemią w człowieku – tłumaczy artysta. Wystawę można oglądać do 24 lipca w sali głównej galerii.

JUBILEUSZ ZE SZKŁEM

SHOWROOM PO OBORZE

Prawie 150 pracowników, kontrahentów i gości z całego świata wzięło udział w jubileuszowym spotkaniu Grupy HEINZGLAS. Podczas oficjalnej części uroczystości zaprezentowano najnowsze inwestycje w działdowskiej hucie, która od 27 lat należy do międzynarodowego potentata szklarskiego. Świętowano również 20-lecie HEINZ-PLASTICS Polska oraz pięciolecie firmy 2HD zajmującej się dekoracją wyrobów ze szkła i tworzywa. Wspomnienia, plany i pogłębianie biznesowych relacji kontynuowano w malowniczym plenerze, przy regionalnych specjałach.

Na takie biuro i showroom w 100-letniej oborze mogła pozwolić sobie tylko taka manufaktura spod Jezioran. Regalia to polska ręczna robota – oryginalne meble z wiekowego drewna. Pierwszy Dzień Otwarty w Studnicy był okazją nie tylko do pokazania niszowej kolekcji, nowego logo rozpoznawalnej już marki, ale też zasmakowania regionalnych specjałów przygotowanych przez Stowarzyszenie Warmińskich Chłopów Bosych. A do tego wycieczka po klimatycznej pracowni, możliwość sprawdzenia się w stolarskim fachu i konkurs z meblami do wygrania. Tak ugoszczono przyjaciół marki Regalia. Śledźcie showroom, bo właściciel zapowiada kolejny Dzień Otwarty Regalii jeszcze tego lata.

Olsztyn, 23 maja 2019

Obraz: arch. Regalia

Obraz: archiwum Heinz-Glas

Mikołajki, 18 maja 2019

Działdowo, 24 maja 2019

Studnica, 25 maja 2019

109


Obraz: Misztal Michał

Obraz: Ermland_foto – Jan Kołkowski

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

KRASICKI I NAJAZD SZWEDÓW

DOBROCZYNNE ROŚLINY

III Rajd Trzech Koron „Szwedzi i przyjaciele” znów zawitał na Warmię. Mieszanka najciekawszych i unikatowych klasycznych Saabów z Polski uatrakcyjniała przez trzy dni urokliwe drogi i miasteczka, bo organizatorzy (Saab-GT Classic) wciąż są pod urokiem tych terenów. Mieszkańcy Ornety i Lidzbarka Warmińskiego byli o tyle wyróżnieni, że mogli podziwiać auta na swoich ryneczkach podczas pokazów elegancji. Hotel Krasicki ugościł załogi w swoich historycznych progach. Sobota była dniem rajdowym. Z próbami sportowymi, jazdą na regularność i zadaniami nawigacyjnymi najlepiej poradzili sobie „przyjaciele Szwedów” – załoga 45-letniego Audi 100 Coupe S. Partnerami rajdu były AVIVA i Motul.

Pracownicy hotelu Willa Port w Ostródzie postanowili zamienić teren przy Domu Dziecka w Szymonowie w magiczny ogród pełen kolorowych kwiatów, kwitnących krzewów i drzew. Przy okazji święta fundacji Harmony Polish Hotels, do której należy ostródzki hotel, zorganizowali zbiórkę roślinności wśród swoich gości. Każdy kto przekazał roślinę, którą można zasadzić w ogrodzie, otrzymał w prezencie przygotowaną przez szafa kuchni włoską pizzę. W roli kelnerki była… szefowa hotelu Elżbieta Lendo. Dzień później pracownicy Willa Port wybrali się do domu dziecka, by zasadzić kolorowy ogród.

PALETA SMAKÓW

SŁODKI TOWAR EKSPORTOWY

Artyści z Wrocławia, Poznania, Gdyni, Mińska i Lwowa przez kilka dni gościli w Gospodzie Kraina Jezior. Efektem majowego pleneru „Smaki Warmii i Mazur Ostróda 2019” organizowanego przez Warmińsko-Mazurską Fundację Sztuki, jest międzynarodowa wystawa prezentująca dzieła 11 twórców. Nastrojowe pejzaże Ostródy i okolic, martwa natura czy płótna z mazurską architekturą, powstały głównie w technice malarstwa olejnego (jedna praca w metaloplastyce). Wystawę prezentującą różne artystyczne szkoły i doskonały warsztat można oglądać do 23 czerwca w sali wystawowej ostródzkiego zamku.

Zatopiona w zieleni brama w sercu olsztyńskiej starówki prowadzi do tajemniczego ogrodu smaków. Koneserzy słodkich wypieków od razu rozpoznają markę. Bo sernik czy torciki wypiekane w kawiarni „Moja”, od 10 lat reprezentują najwyższą cukierniczą półkę. W nowym lokalu właściciele dodatkowo postawili na smaki związane z tradycją regionu. Marcepany królewieckie i brukowce – mazurska odmiana piernika, już w dniu otwarcia okrzyknięto kulinarną wizytówką regionu. Oprócz „eksportowego towaru”, kawiarnia wzbogaciła się o profesjonalną salę warsztatową, którą jako pierwsze przetestowały maluchy pod okiem mistrzów. Ale tu Dzień Dziecka będzie trwał siedem dni w tygodniu.

Ostróda, 27 maja 2019

110

Obraz: Jarek Poliwko

Obraz: Emilia Iwin-Kot

Lidzbark Warmiński, 23–26 maja 2019

Ostróda, 29 maja 2019

Olsztyn, 1 czerwca 2019



FOTORELACJA

URODZINY W SERCU KURPI

Na takich urodzinach jeszcze nie byliśmy. Z rozmachem przeprowadzony jubileusz 20-lecia firmy ALDO, partnera w branży rolniczej, zaplanowano na ponad cztery tys. odwiedzających. Łatwo się więc domyśleć, że całość przerodziła się w jeden wielki piknik. Z wielką ciekawością chłonęliśmy kurpiowską kulturę – główna siedziba firmy ALDO leży już na skraju kurpiowszczyzny, choć niespełna trzy kilometry od rogatek Mazur. Firma jednak mocno zakorzeniona jest też na Mazurach, z silnym oddziałem w Ełku (m.in. diler maszyn rolniczych). Ale dość teorii, kiedy scena i jadło stygną. Jest wczesne popo łudnie w piątek 17 maja. Na dzień dobry poznajemy się z Kurpianką, której na bieżąco i z pietyzmem tworzone słynne wycinanki fascynują nas bez reszty. Po kilku zdaniach wymienianych ze starszą damą już mamy wspólne muzyczne tematy. Okazuje się, że to doskonale znana w środowisku lokalnym wszechstronna artystka Apolonia Nowak i gościnnie występuje w Sorry Boys, działdowskim zespole, który wdarł się na polskie listy (posłuchajcie utworu „Wracam”). Już nam się tu podoba!

112


FOTORELACJA

Więcej na: aldo.agro.pl/20latALDO

113

Fotorelacja: archiwum Aldo

20 lat temu dwaj bracia Leszek i Andrzej Długołęccy zaczęli budować w tej pięknej krainie rodzinny biznes wspierający rolników. Dzisiaj to przedsiębiorstwo-instytucja kompleksowo obsługujące branżę. Na jubileusz zjechali tu kontrahenci z siedmiu krajów, jak udało nam się wspólnie zliczyć podczas konferencji prasowej. – Do takiej formuły zorganizowania urodzin zainspirowała nas wizyta u naszych partnerów na Ukrainie, gdzie udało im się zgromadzić chyba całą branżę. Uznaliśmy, że spróbujemy zrobić to również u nas – przyznali właściciele. Rozmach imponujący. Atrakcji? Wiadomo: od strongmanów po Zenka Martyniuka. Wiedzieliśmy, że prędzej czy później trafimy na koncert króla disco polo. Mało tego, zrobiliśmy sobie selfiaka! ALDO wspiera lokalną społeczność, inicjatywy kulturalne, sponsoruje drużynę piłkarską ALDO Bartnik Myszyniec, stąd podczas jubileuszu, na tartanowych boiskach Kurpiowskiej Krainy, rozegrano też i turniej (wygrał team z Ełku). Firma angażuje się też w promocję kultury kurpiowskiej, bo – jak podkreślają jej twórcy – tradycja i zwyczaje kurpiowskie to unikalne dziedzictwo ich regionu. I to jest prawda.


NAPISY KOŃCOWE

NAPISY KOŃCOWE wykonywany zawód moje miejsce na Mazurach:

DZIENNIKARZ KRUTYŃ

Rano w lustrze… nic nie widzę, bo jeszcze nie założyłem okularów.

Przez jeden dzień chciałbym być… sobą.

Gdy stoję w korku… walczę z pokusą zerkania w smartfon.

Moje kolejne urodziny… będą prawie okrągłe.

Kiedy mijam ulicznego grajka… wrzucam mu do kapelusza monety, o ile nie rzępoli.

Chciałbym zobaczyć świat oczami… ufoludka.

Ostatnie 10 zł wydałbym… na Tygodnik Powszechny. Jeszcze raz przeczytałbym… wszystkie dzieła Gombrowicza, ze wskazaniem na Dzienniki. Za kierownicą jestem… spokojny i rozważny. Gdy zaczyna się weekend… to mnie nosi. Na Warmii i Mazurach znajomych zabrałbym do… lasu nad jeziorem. Najchętniej wystąpiłbym w reklamie… książek. W portfelu mam… dokumenty. Nigdy nie ubiorę… kapci. Kiedy kupuję papier toaletowy… to kupuję papier toaletowy.

114

MACIEJ ORŁOŚ

Obejrzę się na ulicy… za zbyt szybko jadącą hulajnogą.

Lubię w sobie… gotowość do zmian. Komfortowo czuję się… w komfortowych warunkach. Cofając czas, chciałbym zostać… królem. W kieszeni muszę mieć… pieniądze. W kolejce do kasy… sprawdzam instagram. Płakałem ostatnio… 100 lat temu. Nie chciałbym stracić… poczucia humoru. Zawstydzam się… gdy ktoś opowiada żenujący żart. Zawsze podziwiałem… wybitnych artystów. Ostatnio przeczytałem… swój nowy wpis na instagramie. Chciałbym mieć obraz… Edwarda Hoppera.

27 złotych… z niczym mi się nie kojarzy, w przeciwieństwie do klubu 27.

Na wyprzedaży kupiłem ostatnio… jeansy.

W kuchni zawsze wyjdzie mi… jajecznica.

Podgłaszam radio gdy… słyszę Cohena.

Ostatnio rowerem pojechałem… wzdłuż Wisły do mostu północnego.

Z menu nigdy nie wybiorę… smażonych robaków.

Nigdy nie odmówię sobie… kawy.

Obraz: archiwum Maciej Orłoś

imię i nazwisko