MADE IN Warmia & Mazury / 47 / grudzień 2021 - styczeń 2022

Page 1

magazyn lifestylowy

bezpłatny

numer 47

grudzień 2021 – styczeń 2022

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

MARCIN WÓJCIK

DO PISANIA SKECZY ZASIADAM OD SZÓSTEJ RANO

EDWARD CYFUS JO ŻYCZA WARNIJOKOM NA GODY SZCZAJŚCIO I ZDROZIO

WOJCIECH KOT

Z JAKIM GENEM MOŻNA WYPŁYNĄĆ W ŚWIAT?

ENEJ

DWIE DEKADY MARZEŃ

12/01



DZIEŃ DOBRY „Oto my, twórcy magazynu MADE IN Warmia & Mazury” – tak zaczęliśmy edytorial z okazji naszych pierwszych urodzin. Przy okazji ósmych, znów witamy się odświętnie, i znów tymi samymi słowami. Do znanego wam już zespołu osób, które współtworzą magazyn, dołączyła para, z którą od dawna dzieliliśmy wspólną pasję do regionu. Agnieszka i Tadeusz Morysińscy, nasi nowi wspólnicy, pokochali Warmię pełnią serca. Zakochali się też i w magazynie. Nie wiemy czy rozpatrywać to w kategorii dobrego losu, ale sprowadzili się tu akurat, kiedy na świat wypuściliśmy pierwszy numer MADE IN, nie zdając sobie wtedy jeszcze sprawy w jak niełatwą, ale zarazem piękną, barwną i inspirującą podróż wyruszyliśmy. Ale najbardziej fascynujące jest to, że po ośmiu latach myślimy o naszej pracy chyba z jeszcze większym zapałem niż wtedy. Dojrzeliśmy, zdobyliśmy doświadczenie, dystans do wielu spraw, a sztormy trochę poobijały po drodze naszą łajbę. Z wszystkich tych przeżyć, od poznanych po drodze

fantastycznych osobowości, ale także od naszych nowych partnerów, czerpiemy siłę do działania. W przełomowym dla nas 2022 roku wprowadzimy markę MADE IN Warmia & Mazury w jej nowoczesnej odsłonie do kuszącego świata mediów cyfrowych. Będziemy jeszcze bliżej czytelników, nie tylko fanów Warmii i Mazur rozsianych po regionie, lecz również w kraju i poza jego granicami. Naszą wizytówką, o której jakość troszczymy się z największą starannością, ciągle pozostanie wydanie na pięknym papierze, po które sięga się dla przyjemności, relaksu i chwili luksusu. Po najprawdziwszy magazyn, ręcznie napisany, będący esencją naszych relacji z ciekawymi ludźmi, którzy tak naprawdę tworzą treść każdego numeru. To oni, bohaterowie Warmii i Mazur. Urodzinowe zdjęcie powstało w naszej nowej siedzibie. W słynnej kamienicy z bogatą historią, odtworzoną z pietyzmem, emanującą elegancją i twórczym klimatem sztuki, a od niedawna i z naszym drobnym akcentem w holu głównym – galerią zdjęć postaci okładkowych.

Od lewej: Aga Kacprzyk (dziennikarka – slowodaje.eu), Łukasz Bogdanowicz (agencja reklamowa PR Biznes – www.PRbiz.pl), Jarek Poliwko (fotograf – fb/jarek. poliwko), Piotr Dowejko (fotograf – fb/peterdowyko), Beata Waś (dziennikarka), Arek Stankiewicz (fotograf – czarnaoffca.com.pl), Agata Bałdyga (stylistka, moda – doradcastylu.pl), Kuba Chmielewski (fotograf – jakubchmielewski.pl), Paweł Borzymowski (dystrybucja), Jolanta Bukowska (sekretarz redakcji), Agnieszka Morysińska (dyrektorka operacyjna), Marek Ciesielski (agencja marketingowa – dzialmarketingu.eu), Magdalena Spiczak-Brzezińska (dziennikarka i copywriterka Fb @dobrze.media), Tadeusz Morysiński (wydawca), Katarzyna Sosnowska-Rama (dziennikarka), Michał Bartoszewicz (dyrektor kreatywny), Niunia (asystentka dyrektora kreatywnego), Rafał Radzymiński (redaktor naczelny), Agnieszka Tańska (grafik – 2kropek.com). Pozdrowienia i ukłony dla nieobecnych na zdjęciu współpracowników: Radosława Pazdrijowskiego i Mateusza Obarka (studio graficzne Gravite Design – gravite.pl), Piotra Gajewskiego (agencja marketingowa Renton Media – rentoncopy.pl) i Sylwii Płaszczyńskiej-Capłap (dziennikarka). Zdjęcie: Kuba Chmielewski | Podziękowania za przygotowanie sesji: • Stylizacja: Agata Bałdyga, doradcastylu.pl • Moda męska: Lancerto, Galeria Warmińska, lancerto.com.pl / Recman, Galeria Warmińska, recman.pl • Moda damska: Salon La.Lila, lalila.pl • Make up: IQ Beauty Sylwia Kwaśnik-Wiercińska, fb/studioiqbeauty • Fryzury: Atelier Fryzjerskie Dariusz Chodnicki / fb/atelierfryzjerskiedariuszchodnicki


SPIS TREŚCI

TREŚĆ MADE IN Wydawnictwo MADE IN WARMIA & MAZURY Sp. z o.o.

024

040

RAZ, DWA, TRZY... Szybki numerek z MADE IN SHORT Przy porannej kawie SPOTKANIA BIZNESOWE Ważne kwestie, ważne słowa KULTURA Polecamy Warmię i Mazury KULTURA Droga od Orfeusza do matki Warmii KULTURA Wiadomość na płótnie RECENZJE Kultura osobista SZTUKA Inwestycja w czyste piękno POZA GALERIĄ Tatuaż z historią POSTAĆ Enej PRODUKTY Galeria handlowa WARMIA Kopernik był Warmiakiem GODNE UWAGI Dobre miejsca MADE IN TURYSTYKA Hotel Kopernik ze światową marką DOBRE MIEJSCE Ziarno luksusu KUCHNIA U źródeł tradycji NAUKA Szkoła zdrowszych nawyków SLOWHOP POLECA Przystanek: dizajn MANUFAKTURA Zataczanie koła ze starego drewna WNĘTRZA Wejście w inny świat NIERUCHOMOŚCI Roleto, otwórz się NIERUCHOMOŚCI Ani do rachunku, ani do pieca NIERUCHOMOŚCI Marka z dwoma piątkami NIERUCHOMOŚCI Mieszkaniowa zmiana bez stresu PRAWO Wygrać z frankiem NAUKA Przedsiębiorczość – talent przyszłości PRAWO Jak sprzedać biznes?

006 008 010 012 014 016 019 020 022 024 032 034 036 039 040 042 045 046 048 050 052 054 056 058 060 061 062

076

078

065 066 069 070 071 072 073 074 076 078 082 084 086 088 090 091 092 094 096 098 101 104 DYSTRYBUCJA TEMU 105 DAWNO I kto to wi(e)dział TU 106 KRĘCILI Droga TOWARZYSTWIE 108 WListaDOBOROWYM obecności MADE IN 112 FOTORELACJA Milowe kroki w technologii INNEJ STRONY 114 ZZbigniew Staniszewski

094

TECHNOLOGIA Cyfrowo w zielonym regionie #GenWarmiiiMazur Z Mazur na głęboką wodę SPORT Młodzi piłkarze z orłem na koszulce OKULISTYKA Oko miej okej ZDROWIE Poziom healt & beauty URODA O gustach właśnie podyskutujemy STOMATOLOGIA B1: trafiony i wybielony MODA Bez kawy nie wejdę do szafy MODA Gdyby kurtka miała język REPORTAŻ Siostry Luny LUDZIE Rozmowy na schodach NAUKA Uprawa na ekranie, zysk w realu EKOLOGIA Bez lania wody MĘŻCZYZNA & MASZYNA Niech moc będzie z tobą AUTA LUKSUSOWE Salon Samochodowy Mazurek Premium Cars MOTOFELIETON Też się w niej kochasz? KURSY Maserati do nauki jazdy AUTO Miasto moje, a w nim AUTO PREMIUM Bestia w pancerzu AUTO Coupe stylu TRADYCJA Warmińska opowieść wigilijna

Redakcja

+48 733 408 350 Olsztyn, Plac Gen. Józefa Bema 2 lok. 8 redakcja@madeinwm.pl www.madeinWM.pl Redaktor Naczelny Rafał Radzymiński rafal@madeinwm.pl Dyrektor Kreatywny Michał Bartoszewicz Dyrektorka Operacyjna Agnieszka Morysińska Wydawca Tadeusz Morysiński Sekretarz Redakcji Jolanta Bukowska Dziennikarze Beata Waś Magdalena Spiczak-Brzezińska Agnieszka Kacprzyk Katarzyna Sosnowska-Rama Sylwia Płaszczyńska-Capłap Reklama, prenumerata, dystrybucja +48 733 408 350, reklama@madeinwm.pl Skład Studio Gravite, Olsztyn Projekt graficzny Agnieszka Tańska Foto Agnieszka Blonka Jakub Chmielewski Piotr Dowejko Jarek Poliwko Piotr Ratuszyński Arek Stankiewicz Druk

Drukarnia TINTA Realizacja strony internetowej

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za treść reklam nie odpowiadamy. Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. All rights reserved!


PREMIERA ROKU

NOWY LEXUS NX

LEXUS WARSZAWA-WOLA ul. Połczyńska 32 Tel. 22 210 36 00

Lexus NX – zużycie paliwa i emisja CO2 w cyklu mieszanym odpowiednio 5,7 do 6,4 l/100km oraz od 129 do 145 g/km. Podane wartości zużycia paliwa i emisja CO2 zostały zmierzone zgodnie z metodą badawczą WLTP określoną w Rozporządzeniu (UE) 2017/1151. Na faktyczne zużycie paliwa i emisję CO2 wpływa sposób prowadzenia pojazdu oraz inne czynniki (takie jak warunki drogowe, natężenie ruchu, stan pojazdu, ciśnienie w oponach, zainstalowane wyposażenie, obciążenie, liczba pasażerów itp.). Zestawienie zużycia paliwa i emisji CO2 zawierające dane wszystkich nowych samochodów osobowych jest dostępne nieodpłatnie w każdym punkcie sprzedaży pojazdów.

Informacje o działaniach dotyczących odzysku i recyklingu samochodów wycofanych z eksploatacji: www.lexus-polska.pl (http://www.lexus-polska.pl/). Szczegóły u Autoryzowanych Dilerów Lexusa.


RAZ, DWA, TRZY…

SZYBKI NUMEREK Z MADE IN LICZBY, O KTÓRYCH MOGLIŚCIE NIE WIEDZIEĆ

2,5 CM

260 TON

2,5 cm wysokości mierzy trawa na murawie stadionu OSiR, na którym pierwszoligowe mecze rozgrywa Stomil Olsztyn. Specjalną wrzecionową kosiarką murawę kosi się trzy razy w tygodniu, a w sprzyjających warunkach przyrost dobowy trawy wynosi nawet 1,5 cm.

8

METRÓW GRUBOŚCI 8 metrów grubości mierzyły stropy najsolidniejszych bunkrów w Wilczym Szańcu w Girełoży, głównej kwaterze Hitlera z okresu II wojny św. Na 250-hektaorym obszarze znajdowało się około 80 bunkrów. Te w najwyższym standardzie ochrony miały ściany o grubości 4–6 m.

006

260 ton waży konstrukcja masztu radiowo-telewizyjnego w Olsztynie (drugiego co do wysokości obiektu w Polsce – 356 m). Dla porównania niższa o 32 m wieża Eiffla jest cięższa aż o 39 razy.

4,137 MLD LAT 4,137 mld lat – taki wiek ma meteoryt, który 10 lat temu spadł w podgiżyckiej wsi Sołtmany. Meteoryt kamienny o masie 1066 g uderzył w dach zabudowań gospodarczych, przebijając się do… łazienki. Wiek meteorytu oszacowało włoskie laboratorium Gran Sasso. Jego mały odłamek znajduje się w olsztyńskim Obserwatorium Astronomicznym.

505 LAT TEMU

17,7%

505 lat temu (8 listopada 1516 r.) Mikołaj Kopernik wprowadził się na trzy lata na olsztyński zamek, zostając administratorem dóbr w komornictwie olszyńskim. Nominacja była m.in. wynikiem jego znajomość prawa oraz doświadczenia w sprawach gospodarczych i politycznych. Kopernik zajął izbę mieszkalną, kancelarię i refektarz w północno-wschodnim skrzydle.

17,7 proc. wszystkich upraw ekologicznych w Polsce znajduje się na Warmii i Mazurach (to najwyższy wskaźnik w kraju). Mamy 3241 producentów ekologicznych prowadzących działalność w zakresie produkcji rolnej (zajmują łącznie 108 808 ha).

43 METRY 43 metry mierzy najkrótsza ulica w Olsztynie (zlokalizowana na starówce ul. Jana z Łajs) – dokładnie tyle, ile najgłębsze jezioro w mieście (Ukiel).

40 tys. zł kosztuje wybudowanie jednego metra drugiej linii tramwajowej w Olsztynie (wraz z towarzyszącą przebudowaną infrastrukturą, m.in. przystankami, węzłami drogowymi i ścieżkami rowerowymi). 6,3-kilometrowa linia ma być zrealizowana przez wykonawcę w 791 dni.

93 LATA 93 lata liczy najstarszy z samochodów wystawionych w olsztyńskim muzeum w Zajezdni Trolejbusowej, jakim za swojej prezydentury jeździł Ignacy Mościcki. To amerykański Packard 443 (rocznik 1928) – używał takiego m.in. na polowaniach w Białowieży w połowie lat 30. Auto ma rzędowy ośmiocylindrowy silnik o pojemności 6,3 litra.

40

TYS. ZŁ



INFO

PRZY PORANNEJ KAWIE CO W TRAWIE PISZCZY (WARMIŃSKO-MAZURSKIEJ)

Obraz: arch. prywatne

BRONIĆ SIĘ JAK MISTRZ

PROFESOR NR 1

MEBLE Z UCZNIOWSKIEGO WARSZTATU

Podc zas niedawnej konferencji Amerykańskiej Akademii Okulistycznej (AAO), najważniejszej konferencji okulistycznej na świecie, prof. Andrzej Grzybowski, kierownik Katedry Okulistyki UWM, jako pierwszy Polak otrzymał prestiżową nagrodę „Founders’ Award” Międzynarodowego Towarzystwa Chirurgii Refrakcyjnej. Warto przy tym podkreślić, że według rankingu Expertscape Worldwide Ranking, prof. Grzybowski został sklasyfikowany na pierwszym miejscu na świecie w zakresie leczenia zaćmy.

Dostały drugie życie. Zużyte i zapomniane kultowe fotele, komody i stoły z epoki PRL trafiły na warsztat uczniów Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Olsztynie i przeszły artystyczną metamorfozę. To efekt projektu „PRLove – pokochaj na nowo meble lat 50. 60. i 70.”, który ma przybliżyć uczniom wzornictwo przemysłowe czasów minionej epoki. Jest realizowany w ramach programu „Wena” – grantu przyznanego przez Fundację Rodziny Staraków na cele edukacyjne. Efekty można oglądać do końca roku w pawilonie wystawienniczym przy siedzibie olsztyńskiej szkoły.

Obraz: Maciej Schwarz

MROKI PRZESZŁOŚCI

DOBRE MASZ OKO?

Sprawdź się jako fotograf, amator czy profesjonalista, na Otwartych Mistrzostwach Fotograficznych. Ten ogólnopolski prestiżowy konkurs olsztyński MOK organizuje już od 17 lat. W tym roku zmodyfikowano dwie kategorie. „Oblicza człowieczeństwa” wzbogacono o hasło „Granice”, te dosłowne i metafizyczne. – Z kolei w kategorii „Minimalizm” skromna i prosta forma wymaga szczególnych metod obserwacji fotografowanych obiektów. Bo czasami mniej znaczy więcej – wyjaśnia Jarek Poliwko, fotograf i koordynator OMF. Termin zgłaszania prac mija 27 grudnia.

Narzędzia do łamania palców, imadła, wymyślne maski – wystawa „Młot na czarownice” otwarta w grudniu w Muzeum w Ostródzie, przedstawia rekonstrukcje nowożytnych narzędzi tortur autorstwa Siergieja Nurmatowa. To wierne kopie eksponatów zgromadzonych w europejskich muzeach. Były stosowane głównie w trakcie przesłuchań na przełomie XVI-XVIII wieku, ale geneza niektórych z nich sięga czasów średniowiecza. Stosowanie tortur było wówczas dopuszczalną formą pozyskiwania zeznań. Czasem sam widok i wiedza na temat ich zastosowania wystarczyły do wywołania zamierzonego efektu. Wystawa będzie czynna przez rok i dostępna jest dla osób powyżej 13. roku życia.

Obraz: Jarek Poliwko

Obraz: arch. UWM

Obraz: Bartosz Ordelewski

Najbardziej utytułowani kierowcy rajdowi z Olsztyna pokazali w tym sezonie swój kunszt. Zbigniew Staniszewski obronił tytuł mistrza Polski oraz mistrza Europy Centralnej w rallycrossie. A ponieważ układ rund w europejskiej i krajowej rywalizacji „zazębiał się” wraz z rywalizacją Czech, „Stanik” zgarnął do kompletu i tytuł mistrza Czech (o sylwetce Staniszewskiego na końcu magazynu). Niezawodny jest Krzysztof Hołowczyc – pilotowany przez Łukasza Kurzeję zdobył Puchar Europy w Rajdach Baja. Cykl trudnych terenowych zmagań przypieczętowali triumfem w Baja Portalegre, na rajdzie, który „Hołek” wygrywa wręcz etatowo. Nasz najbardziej utytułowany pilot Sebastian Rozwadowski powrócił na oesy z kierowcą Wojciechem Chuchałą, z którym już w 2014 roku zdobyli tytuł mistrza Polski w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. W tym sezonie wywalczyli tytuł wicemistrzowski. Również z tytułem wicemistrza Polski, ale w klasie 2WD (z napędem na jedną oś), zaś mistrza w klasie Open 2WD, sezon zakończył Krzysztof Bubik.


DOGONIĆ ANASTAZJĘ

Z listopadowej Halowej Olimpiady w Toruniu wróciła ze złotem w biegu na 300 m, ocierająć się zresztą o rekord Polski. Olsztynianka Anastazja Kuś zbliżyła się do najlepszego wyniku w kraju w kategorii U16 (poniżej16 lat), choć sama ma dopiero 14 lat i dopiero od dwóch trenuje lekkoatletykę. Talent i potencjał z genem sportowym (jej tata Marcin Kuś to były piłkarz ekstraklasy i reprezentacji Polski) szlifuje pod okiem Bronisławy Ludwichowskiej, która wychowała wielu utytułowanych lekkoatletów. W tegorocznych Mistrzostwach Polski U16 w Karpaczu Anastazja zdobyła też srebro w biegu na 300 m oraz czwarte miejsce w sprincie na 100 m. Z klubowymi koleżankami wywalczyły też srebro w sztafecie 4x200 m na mistrzostwach Polski w Łodzi.

PRESTIŻ NA ZDROWIE

Prezes Warmińsko-Mazurskiej Izby Lekarskiej w Olsztynie – lek. dent. Anna Lella, została członkiem zarządu World Dental Federation (FDI)– największej organizacji lekarsko-dentystycznej na świecie. To pierwszy lekarz dentysta z Polski, który zasiądzie w ścisłym zarządzie FDI. We wrześniu wybrali ją delegaci Światowego Parlamentu Stomatologicznego FDI. Instytucja z siedzibą w Genewie zrzesza ponad 200 krajowych organizacji stomatologicznych z wszystkich kontynentów, współpracuje z ONZ oraz ze Światową Organizacja Zdrowia.

009

REQUIEM DLA TALENTÓW

Opowieść o dojrzałym wdowcu, który za namową śmiertelnie chorej córki zakłada profil na portalu randkowym, gdzie poznaje ekscentryczną, puszystą singielkę. Tragikomedia antyromantyczna „Requiem dla miłości” w reż. Bodo Koxa, to jeden z trzech laureatów szóstego konkursu na dofinansowanie z Warmińsko-Mazurskiego Funduszu Filmowego. Wsparcie otrzyma też krótkometrażowy film „Balony” w reż. Jakuba Michnikowskiego i dokument „Piękna nieznajoma, czyli tropem odnalezionych przeznaczeń” w reż. Wandy Laddy. Bilans pięciu lat działania funduszu to ponad 3,5 mln zł ze środków samorządu województwa przekazanych na wsparcie polskiej produkcji filmowej i 60 nagród na krajowych i zagranicznych festiwalach dla dofinansowanych filmów.

Obraz: Kuba Chmielewski

Obraz: Alicja Kuś

Szczątki samolotu z II wojny św. odnaleziono na terenie lasów Nadleśnictwa Nowe Ramuki na południe od jeziora Plusznego. Na trzydniową eksplorację trenów (15–17 października) przyjechała tu 18-osobowa grupa poszukiwaczy z Górnego Śląska, współpracująca z Muzeum Śląskiego Września 1939. Namierzyli i wydobyli około pół tony szczątków niemieckiego bombowca Junkersa Ju-87 Stuka (charakteryzowały się przeraźliwym odgłosem w czasie tzw. nurkowania przy zrzucie bomb). Rejon lotniska w Gryźlinach służył w czasie wojny również do tzw. lotów testowych. Zrzuty betonowych atrap bomb do jeziora Plusznego (na tzw. bombową wyspę) miały za zadanie szkolić precyzję pilotów. W związku z tym w 1944 roku doszło tu przynajmniej do kilku katastrof lotniczych. Wykopane szczątki należą prawdopodobnie do jednego z tych samolotów. Świadczyłoby o tym choćby jego zlokalizowanie – szczątki po rozbiciu zakopane były w kilku dołach na głębokościach od pół do półtora metra.

Obraz: arch. prywatne

WYKOPALI JUNKERSA

Obraz: Jarosław Jędrysik / dwutygodnik Nowe Info

INFO


SPOTKANIA BIZNESOWE

WAŻNE KWESTIE, WAŻNE SŁOWA BIZNES WIR: WIEDZA-INSPIRACJE-RELACJE TO CYKL KONFERENCJI, KTÓRE ZAINICJOWALIŚMY JAKO REDAKCJA MAGAZYNU. W 2021 ROKU ZREALIZOWALIŚMY CZTERY WYDARZENIA W FORMULE ON-LINE POŚWIĘCONE TEMATOM WAŻNYM BIZNESOWO DLA WARMII I MAZUR.

Turystyka zdrowotna – czy w dobrym kierunku rozwijamy usługi okołomedyczne, aby przyciągać do regionu pacjentów będących jednocześnie turystami? Trzy głosy zaprezentowały: agencja kreująca marki – Wordsmith PR, szef Regionalnej Organizacji Turystycznej, która pilotuje rozwój turystyki zdrowotnej oraz założycielka Mazurskiego Centrum Psychoonkologii i Rehabilitacji. Poznaliśmy również marki BeLoved, Alfa Dental oraz Centrum Medyczne Woźniak. Każdy odcinek konferencji Biznes WIR wprowadzał odbiorców w zagadnienie filmowym felietonem, po którym następowała część praktyczna. W możliwie esencjonalny sposób podpowiadaliśmy, jak skutecznie promować się dysponując niewielkim budżetem na reklamę, a także jakich metod używać do generowania nieszablonowych rozwiązań i pomysłów w biznesie np. poprzez potęgę zjawiska pierwszego wrażenia, które w niejednej branży (np. turystycznej) ma ogromne znaczenie. Dostępne w serwisie internetowym magazynu materiały wideo stanowią przekrój tematyczny istotnych kierunków rozwoju Warmii i Mazur. W zainicjowanych przez nas debatach udział wzięli przedstawiciele różnych środowisk. Wspólnie szukaliśmy wskazówek i rozwiązań, jak wzmacniać sektory gospodarki w regionie, by stały się marką rozpoznawalną w kraju i za granicą. Poruszyliśmy cztery tematy przewodnie wpisujące się w strategię rozwoju województwa:  Jak na Warmii i Mazurach zbudować biznes, który działa w skali globalnej? Twórcy firm z naszego regionu, którzy odnieśli międzynarodow y sukces (Erko, Falken Trade, Szynaka Meble, Ostróda Yacht) udowodnili nam, że to nie miejsce działania jest ważne, ale pomysł na biznes i jego skuteczna realizacja.  Jak stworzyć na Warmii i Mazurach wyjątkowe miejsce, które przyciąga nie tylko turystów, ale również stanowi inspirację dla innych? Nieszablonowe podejście do agroturystyki i alternatywnej formy wypoczynku zaprezentowaliśmy na przykładzie Koziej Farmy Złotnej, Kwaśnego Jabłka, Glendorii i Modrego Ganku.  Jak wykorzystać tożsamość i atrybuty Warmii i Mazur w budowaniu marki spożywczej rozpoznawalnej w całym kraju? Biorąc pod uwagę, iż region ma w kraju opinię bliskiego naturze, ekologicznego i nieskażonego jeszcze wielkomiejskością, na przykładzie marek Mazurskie Miody, Młynomag, Tradycyjna Warmińska Wędzarnia, Zakłady Mięsne Warmia pokazaliśmy, w czym tkwi siła i sekret marki spożywczej rodem z Warmii i Mazur.

Obraz: Michał Bartoszewicz Organizator: MADE IN Warmia & Mazury Partner: Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie Honorowym patronem wydarzenia jest Gustaw Marek Brzezin, Marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego

010

BIZNES WIR. WIEDZA. INSPIRACJE. RELACJE.

Jako redakcja chcemy inspirować i dostarczać wiedzy, dzięki której przedsiębiorcy z Warmii i Mazur będą skuteczniej rozwijać swoje firmy. Z racji ograniczonych możliwości spotkań, BIZNES WIR przenieśliśmy do świata online. Ale właśnie dzięki dostępnym stale na platformach społecznościowych odcinkom, z serwowanej wiedzy skorzystać mogą tysiące przedsiębiorców. PATRONAT HONOROWY Marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego Gustaw Marek Brzezin



KULTURA

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY Obraz: fb/Queensymfonicznie

POD WSPÓLNYM NIEBEM Koncert „Kolędowanie z Enejem” zaprezentuje unikalne bogate aranżacje polskich i ukraińskich kolęd i pastorałek. Zbiór tradycyjnych utworów w językach polskim i ukraińskim został wydany przez zespół pod nazwą „Kolędy pod wspólnym niebem”. To płyta, która wyjątkowo wyraziście ukazuje charakter znanych wszystkim melodii.

Obraz: archiwum zespołu

NIE SZTUKA BYĆ WSZĘDZIE

Koncert 27 grudnia, godz. 19, Audytorium Maximum, Olsztyn

Niezwykły dwugodzinny koncert łączący nieśmiertelną muzykę zespołu QUEEN z symfonicznymi aranżacjami w wykonaniu chóru i orkiestry Alla Vienna. Finał występu uświetni występ solisty Sebastiana Machalskiego wcielającego się w rolę Freddiego Mercury’ego. Do programu włączono nowe utwory w wyjątkowych aranżacjach na 10 instrumentów.

fb/KizoOficjalnie

QUEEN SYMFONICZNIE

PIĘĆ MINUT RAPU Polski raper i autor tekstów obdarzony charakterystycznym, niskim głosem. Kizo zagra solowy koncert promujący jego najnowszy album „Jeszcze 5 minut”. Na koncie ma mnóstwo chwytliwych hitów, które podczas koncertów potrafią rozbujać największego sztywniaka.

Koncert 6 marca godz. 16 i 19, Filharmonia Warmińsko-Mazurska

Obraz: FWM

Koncert 11 grudnia, godz. 19, Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych w Olsztynie

OPOWIEŚĆ INSPIROWANA FOLKLOREM Musical „Pora jeziora. Warmińska opowieść wigilijna” to inspirowane folklorem widowisko, łączące przeszłość i teraźniejszość. Odwołuje się do tradycji i lokalnego folkloru. Postacie z warmińskich legend spotykają się z dawnymi, pracującymi przy wyrębie lasu i połowie ryb mieszkańcami Warmii i Mazur. Kompozytor Tomasz Szymuś z autorem tekstów piosenek Danielem Wyszogrodzkim stworzyli melodyjne utwory musicalowe. Premiera 6 grudnia, godz. 18, Filharmonia Warmińsko-Mazurska

012

Obraz: Galeria Usługa

Koncert 19 grudnia, godz. 19, Galeria Usługa Jazz Bar, Olsztyn

SZTUKA NA WOLNOŚCI „Terytoria” to tytuł jubileuszowej wystawy z okazji 15-lecia WarmińskoMazurskiego Stowarzyszenia „Areszt Sztuki”. Zrzesza ponad 40 twórców, m.in. malarzy, grafików, fotografów i rzeźbiarzy, którzy wspólnie uczestniczą w plenerach i wystawach. W sali kameralnej Violetta Kulikowska-Parkasiewicz zaprezentuje prace pt. „Wracam do Siebie”. Wernisaż 16 grudnia, godz. 18, Galeria Sztuki BWA Olsztyn

Obraz: fb/Kuzniaspoleczna

Jakub Paulski Trio to solowy projekt warszawskiego gitarzysty. Wykonują kompozycje lidera inspirowane różnymi gatunkami: od muzyki klasycznej, przez odmiany jazzu, po muzykę współczesną. Zespół w składzie Jakub Paulski - gitary, kompozycje, Franciszek Pospieszalski – kontrabas i Bartosz Szablowski – perkusja, będzie promować płytę „Preludium”.

Obraz: BWA

JAZZOWE PRELUDIUM

MOZIL SOLO Niecodzienne połączenie monodramu i koncertu w wykonaniu polsko-duńskiego artysty, byłego jurora, wiecznego marzyciela, Czesława Mozila. W programie piosenki z nowej płyty #IDEOLOGIAMOZILA, plus starsze przeboje. Zapowiada się przewrotna, zabawna, muzyczno-liryczna podróż. Koncert 17 grudnia, godz. 20, Kuźnia Społeczna, Olsztyn


MIASTO W KTÓRYM RZĄDZĄ DZIECI

RODZINNA ZABAWA

URODZINY

WARSZTATY DLA GRUP

trzypoziomowa konstrukcja, baseny z piłkami, pokój laserowy, ścianka wspinaczkowa, nowoczesna strefa pneumatyczna i wiele więcej...

niezapomniane przyjęcia urodzinowe prowadzone przez wykwalifikowaną kadrę animatorów

starannie przygotowana oferta dla grup, aż trzy programy edukacyjno- rozrywkowe

Warmiolandia Miasto Dzieci, ul. Warszawska 117, Olsztyn , www.warmiolandia.pl


DROGA OD ORFEUSZA DO MATKI WARMII JEJ IMIĘ OZNACZA KWITNĄCĄ JABŁOŃ. NIE JEST ANI Z WARMII, ANI Z MAZUR, ZA TO W POŁOWIE JEST BUŁGARKĄ. WEDŁUG LIBRETTA PISARKI AŁBENY GRABOWSKIEJ, W FILHARMONII WARMIŃSKOMAZURSKIEJ POWSTAŁ PIERWSZY MUSICAL „PORA JEZIORA”, CZYLI WARMIŃSKA OPOWIEŚĆ WIGILIJNA. MADE IN: Zanim przyszła „Pora jeziora”… Na podstawie pani sagi „Stulecie Winnych” powstał popularny serial telewizyjny. Ważne dla pani jako pisarki są małe ojczyzny, korzenie i historie rodzinne bohaterów? Ałbena Grabowska: Osadzenie bohaterów w ich najbliższym otoczeniu jest najważniejsze. Tak jak myślenie o sobie nie tylko przez pryzmat całego kraju, historii narodowej, ale tej bardzo lokalnej. Tak uważam, może dlatego, że ja nigdy nie mieszkałam w Warszawie – najpierw w Pruszkowie, a teraz w Brwinowie. Nieopodal Brwinowa znajduje się miejsce ważne dla polskiej kultury. To Stawisko, w którym mieszkali Iwaszkiewiczowie, a zarazem miejsce akcji „Winnych”. W 20-leciu międzywojennym Stanisław Lilpop, teść Jarosława Iwaszkiewicza, realizował tam ideę miasta ogrodu i przyciągnął w te okolice wybitne postaci kultury i nauki. Zależało mu na budowie lokalnej społeczności. O tym wszystkim napisałam w swojej powieści – o ludziach wybitnych i tych zwyczajnych. I jednych, i drugich dotknęła wielka historia. Wielka historia dotknęła krainę pani dzieciństwa – Rodopy zamieszkiwali Grecy, Rzymianie, Turcy, Ormianie. Tam rozgrywa się akcja pani pierwszej powieści „Tam, gdzie urodził się Orfeusz”. Sięgnęłam w niej do korzeni trackich, które są bardzo silne, szczególnie w górach. Jest moc legend związanych z tą kulturą. Jedną z nich jest ta mówiąca o tym, że Orfeusz urodził się w Rodopach. 014

Teraz rozumiem, że napisanie libretta do Warmińskiej Opowieści Wigilijnej „Pora jeziora” było dla pani ciekawym wyzwaniem. Ale jak do tego doszło? To była propozycja Piotra Sułkowskiego, dyrektora Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej. Niecodzienny pomysł podsunęła mu żona, czytelniczka moich książek. Dyrektor skontaktował się ze mną wiosną 2020 roku. Niewiele widziałam o historii Warmii i Mazur czy o regionalnych legendach. Dlatego poprosiłam go o czas do namysłu. Pozostawił mi swobodę co do formy widowiska. Zastrzegł jedynie, że ma nawiązywać do Wigilii. Przeczytałam legendy o Łynie, Królu Sielaw, Kłobuku i pomyślałam, że będzie to musical. Do współpracy zaprosiłam Daniela Wyszogrodzkiego, wybitnego tłumacza, pisarza i poetę. Napisał słowa do 14 musicalowych piosenek.

Jaka jest fabuła tej niezwykłej opowieści wigilijnej, w której występuje ojciec Mazur, matka Warmia i ich córki Łyna i Sajna? To spektakl o potrzebie miłości. Rybak Jasiek kocha się w Łynie. Ona nie odwzajemnia tego uczucia, ponieważ kochała Stacha, który nie wrócił z połowu, bo utopił się w jeziorze. Z kolei Jaśka kocha Sajna, siostra Łyny. On nie zauważa tego uczucia, więc Sajna prosi Morenę, królową rusałek o pomoc. O to samo prosi Morenę i Kłobuka Jasiek. Za pomocą czarów chce zdobyć serce Łyny. A czary, jak to czary, działają nieprzewidywalnie i trochę namieszają w tej historii. Nie każdy będzie z ich działania zadowolony i nie każdy doczeka się nagrody. W tej opowieści o czarach i odkupieniu win chodzi o to, aby się zmienić i zastanowić, co jest ważne w życiu. A warto być uczciwym, warto do wszystkiego dochodzić ciężką pracą. Warto być szczerym, wiernym i kochającym. Wtedy nagrodą będzie odwzajemniona miłość. A jak połączyła pani te ludowe, pogańskie opowieści z Wigilią? To jednak różne światy. Ależ one się w Polsce przemieszały! Z jednej strony obrzędy są głęboko chrześcijańskie, z drugiej strony gusła mamy na każdym kroku. Trochę na zasadzie Panu Bogu świeczka i diabłu ogarek. Wszystko wynika z tradycji i mocy natury. Natura zawsze była bliżej człowieka niż Bóg. Do Niego modliło się w kościele, a jezioru składało się ofiary, by nie zabierało ludzi. Tak czyniono od prawieków. Co sądzi pani o olsztyńskiej inscenizacji „Pory jeziora”? Jestem zachwycona! Zaproszono najlepszych wykonawców musicalowych w Polsce. W widowisku występuje chór, tancerze z zespołu Pryzmat i Kortowo. Tomasz Szymuś napisał piękną muzykę. Jest barwna scenografia, kostiumy, światła. W filharmonii udało się wyczarować teatr muzyczny. Rozmawiała: Ewa Mazgal, obraz: Zuza Szamocka

AŁBENA GRABOWSKA

zawodowo pracująca lekarka (dr n. med.), a bardziej znana jako pisarka, autorka m.in. sagi „Stulecie winnych”, „Alicji w krainie czasów” i cyklu dla dzieci „Julek i Maja”. Na zamówienie Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej napisała scenariusz widowiska „Pora jeziora. Warmińska opowieść wigilijna”.



SZTUKA

WIADOMOŚĆ NA PŁÓTNIE ZNANA JEST W EUROPIE DZIĘKI INSPIROWANYM TWÓRCZOŚCIĄ TURNERA ABSTRAKCYJNYM PEJZAŻOM. CHOĆ POSZUKUJĄC UCIECZKI OD WIELKOMIEJSKIEGO 016

LONDYNU MOGŁA WYBRAĆ KAŻDE MIEJSCE NA ŚWIECIE, OSIEDLIŁA SIĘ NA WARMII. Obrazy rodzą się w mojej wyobraźni jakby poza moim bezpośrednim udziałem – zaczyna opowiadać Katarzyna Kałdowski. – Czasem powstają wizje, których nawet nie potrafię z doskonałością przenieść na płótno, dlatego nieustannie muszę się doszkalać, uczyć nowych technik, eksperymentować ze stylami. Mimo tego mam w sobie niedosyt, że nigdy na płótnie nie osiągam efektu obrazu z mojej wyobraźni. Prace malarki z Ornety można kupić w galeriach sztuki rozsianych po niemal całej Europie. Najczęściej trafiają jednak do tych w Londynie, gdzie spędziła sporą część życia, pracując w Scotland Yardzie.

Cofnijmy się do 1981 roku. Na chwilę przed wprowadzeniem stanu wojennego Katarzyna Kałdowski wyjechała do Londynu odwiedzić mamę. I już została. – Pamiętam jak zobaczyłam w telewizji sondaż z którego wynikało, że angielskie urzędniczki najchętniej pracowałyby w Scotland Yardzie. I pomyślałam sobie, że kiedyś i ja będę tam pracowała – opowiada. – Skończyłam zaocznie studia prawnicze i dostałam się do londyńskiej policji. I szczebelek po szczebelku pięłam się w górę, aż doszłam do stanowiska kierowniczego w departamencie odpowiedzialnym za współpracę międzynarodową. W tym czasie skończyła również Central Saint Martins – publiczną szkołę artystyczną będącą częścią University of the Arts London, czyli jednej z najbardziej uznanych szkół artystycznych w Wielkiej Brytanii. – Malowałam od dziecka, ale dopiero jako dorosła pracująca kobieta zebrałam się na to, by pójść za pasją – wspomina. – I w pewnym momencie uznałam, że sztuka ma wypełniać całe moje życie, więc nie było już miejsca na pracę w policji. Wybór trafny, bo szybko okazało się, że londyńskie galerie sztuki chętnie zamawiają jej kolejne płótna. Artystka eksperymentuje w nich z różnymi technikami. Od pejzaży zainspirowanych Turnerem czy szybkich zoologicznych akwareli, do abstraktu i avant-garde. Od sztuki tradycyjnej po konceptualną. Używa różnorodnych styli odpowiednich do zamierzonego klimatu obrazu. Mimo tej różnorodności fani jej twórczości bez problemu rozpoznają jej obrazy pośród prac w galeriach. Kilka lat temu artystka postanowiła wrócić do Polski. – Nasyciliśmy się już wielkomiejskością. Choć pochodzę z Sopotu, a mąż z Chełmna, do życia wybraliśmy Warmię. Szukaliśmy niewielkiego miasteczka otoczonego naturą i położonego blisko lotniska, bo bywa, że rano lecę do Londynu i wracam jeszcze tego samego dnia – podaje przykład. – Wybudowaliśmy dom w Ornecie i stało się to nasze miejsce na ziemi. Pięknie położone, z niesamowitą społecznością. I to tu powstają kolejne dzieła, które trafiają na ściany europejskich galerii. – Uwielbiam pozbywać się obrazów, malować kolejne i wypuszczać ja na świat. To niesamowite uczucie, że gdzieś na ścianach żyją moje prace. Może to odrobinę aroganckie, ale dzięki temu mam poczucie, że nawet gdy moje życie się skończy, część mnie pozostanie na wieki w moich obrazach – wyznaje. – Poza tym za każdym razem gdy sprzedaję obraz czuję wielki zaszczyt, że ktoś przeznaczył ciężko zarobione pieniądze na coś, co stworzyłam. Ostatnio coraz częściej na jej płótnach pojawia się temat ekologii. Przykładem jest choćby cykl kilku prac z orangutanem, który stał się symbolem ginącego świata przyrody. Na jednych – ze skrzydłami motyla, innych – otoczony płonącym lasem lub zdegradowanym oceanem. – Mam nadzieję, że czuć w tych pracach symbiozę gatunków, połączenie, również nasze z naturą – wyjaśnia malarka. – Poprzez moje płótna chciałabym przekazywać wiadomości. Jak choćby przez cykl prac, który teraz tworzę zainspirowany utworem „Take Me To Church” Hoziera. Będą to obrazy o tym, że każdy może być sobą, powinien być sobą. I powinien mieć do tego prawo. Tekst: Michał Bartoszewicz Obraz: arch. Katarzyna Kałdowski, Radek Niemczynowicz


SZTUKA

Katarzyna Kałdowski „Monet and I”, 130 x 180 cm, akryl na płótnie 2021

Katarzyna Kałdowski „Waldszenen”, 100 x 70 cm, akryl na płotnie 2020

Katarzyna Kałdowski „Run”, 150 x 100 cm, akryl na płótnie 2020

017

Katarzyna Kałdowski „Łuna” 100 x 150 cm, akryl na płótnie 2020

kaldowskigallery.co.uk fb/kasia.kaldowski Instagram: @kasiakaldowski


SZTUKA

018

Katarzyna Kałdowski „Veni Vidi Vici”, 200 x 160 cm, akryl na płótnie 2021


RECENZJE

KULTURA OSOBISTA MADE IN PISZĄ, WYDAJĄ I NAGRYWAJĄ. I POCHODZĄ Z WARMII I MAZUR.

OD FOLKU PO JAZZ

Pierwsza na rynku wydawniczym publikacja prezentująca wywiady z szerokim gronem artystów olsztyńskiej estrady. Znajdują się w niej rozmowy z muzykami, którzy na stałe wpisali się w kulturalny pejzaż stolicy Warmii. Zawiera zapis 37 wywiadów, które autorka, dziennikarka Radia Olsztyn, przeprowadziła w latach 2016–2021. To nigdzie wcześniej nie publikowane rozmowy z reprezentantami takich gatunków jak: poezja śpiewana, folk, rock, piosenka żeglarska, country, jazz, pop, dance czy blues. Wśród bohaterów m.in. zespoły Big Day, Czerwony Tulipan, Enej, Harlem czy Łydka Grubasa, wśród solistów: Ania Broda, Cezary Makiewicz, Norbi i wielu innych wykonawców. Książka zawiera fotografie z archiwów zespołów. Monika Szczygło, „Olsztyńska scena muzyczna: zespoły i soliści”, Wydawnictwo Maciej Rynarzewski Mikroagencja Kreatywna

MORDERCZY ZEW KRWI

Nad Wisłą dochodzi do makabrycznego odkrycia: zostaje znaleziona para odciętych kobiecych nóg. Sprawą zajmuje się w nadkomisarz Konstanty Podbiał z komendy stołecznej, wspomagany przez piękną i młodą współpracowniczkę. W tym samym czasie dziennikarz Tomasz Horn podejmuje nową pracę. Nie jest to szczyt jego marzeń, ale sytuacja w kraju po wygaśnięciu pandemii także i jego zmusiła do wielu ustępstw. Wkrótce bohaterowie łączą siły, by dojść do zaskakującej prawdy. Thriller pochodzącego z Mrągowa autora kilkunastu książek kryminalnych i przygodowych jest początkiem nowej kryminalnej serii. Krzysztof Beśka „Syreny”, Wydawnictwo Oficynka

NAMIĘTNOŚĆ ŻYCIA MIMO WIEKU

Greta Gawor – zawsze zadbana, elokwentna i samodzielna starsza pani znika bez słowa podczas wycieczki pensjonariuszy Szczęśliwej Przystani. Dokąd zmierza i jaką skrywa tajemnicę? Czy uda się ją sprowadzić do ośrodka? Nieobecność Grety wzbudza spore emocje i staje się pretekstem do rozmów o przeszłości w gronie pensjonariuszy. Wkrótce okazuje się, że każdy z nich chowa jakiś sekret i wyjątkową historię. Szczęśliwa Przystań to opowieść o namiętności życia, która nie gaśnie mimo upływu lat. Wraca we wspomnieniach i snach. Pojawia się też w codziennym doświadczaniu miłości, pożądania, zazdrości i gniewu ludzi, których starość i samotność skazały na dom opieki. Niezwykłe charaktery, zaskakujące zwroty akcji, szczypta humoru i grozy. Paweł Jaszczuk, „Szczęśliwa Przystań”, Wydawnictwo Szara Godzina

019

BAŚŃ O ZAPACHU LASU

Dawna Warmia wyrosła z opowieści. Wyszeptanych po zmroku w ciemnych chałupach, których mrok rozpraszał płomień świecy. To historie dziwne, tajemnicze, skrępowane jedynie wyobraźnią. Dziś przygniecione trudnymi w odbiorze tekstami. Jednak, gdy pozwolimy dojść do głosu tradycji, legendom i baśniom, dotrzemy do własnych korzeni i obudzimy to, co drzemie uśpione na dnie. Książka autorki pochodzącej z Morąga to baśń wypleciona z warmińskich podań, wypełniona zapachem wilgotnego lasu, zagnieżdżona w wierzeniach i obyczajach przodków. To opowieść o świecie, w którym bać się należy tylko nas samych. Utrzymana w mrocznym klimacie, przeznaczona dla starszych czytelników. Zawiera ilustracje Eweliny Bielak, a wszystkie dialogi w gwarze warmińskiej, nad których poprawnością czuwał Edward Cyfus. Aleksandra Dobies, „Uroczysko”, MBP w Olsztynie


SZTUKA

INWESTYCJA W CZYSTE PIĘKNO

Jedna z wcześniejszych prac Ewy Juszkiewicz jest prezentowana na stałej ekspozycji lidzbarskiego zamku – warto tam zajrzeć. Jak widać, już lata temu dostrzeżono talent tej młodej artystki. Co ciekawe, większość współczesnych artystów tworzy swoje prace w nurcie akademickim, gdzie istotne jest tło merytoryczne. Obiekty konkursowe mają zazwyczaj podtekst społeczny: zmiany klimatyczne, konsumpcjonizm, sytuacja kobiet. Prac tworzonych z potrzeby piękna, bez tych podtekstów, jest coraz mniej. Juszkiewicz wypracowała ciekawy styl, tworzy barokowe, rokokowe postaci. Nie wydaje mi się, aby szukała problemu społecznego w sztuce. Tak jak nie szukał ich Fangor czy Opałka, których obrazy osiągają niebotyczne sumy. Myślę, że dzieła, które nie są wciśnięte w żadne szablony, powstają dla czystego piękna, są uniwersalne. Choć nie umniejsza to mojego zainteresowania sztuką zaangażowaną. Jak wyłowić potencjał inwestycyjny w sztuce? Im bardziej się opatrzymy, tym lepszych wyborów dokonamy. Warto obserwować rynek młodej sztuki, zaglądać na wystawy uczniów liceum plastycznego czy studentów kierunków artystycznych, bywać na różnorodnych wystawach. Bo jeśli uda nam się zawczasu wyłowić „perłę”, możemy zdobyć dzieło za stosunkowo nieduże pieniądze, które może się okazać świetną inwestycją. Prac młodych artystów jest coraz więcej, zarówno w galeriach i na aukcjach, więc jest w czym wybierać. A poza tym należy pamiętać, że ze sztuką jest jak z winem – najchętniej pijesz to, co ci smakuje, a nie to, co narzucają rankingi sommelierskie. Gdziekolwiek podróżuję, zachodzę do lokalnych muzeów, galerii. Każda z nich zostawia w pamięci cząstkę wiedzy, która przekłada się na coraz lepszy gust oraz wyczucie.

NA AUKCJACH SZTUKI PADAJĄ REKORDY CEN. CZYM SIĘ KIEROWAĆ KUPUJĄC DZIEŁA ARTYSTÓW I DLACZEGO WARTO STAWIAĆ NA MŁODYCH TWÓRCÓW, OPOWIADA EWA CZUŁOWSKA, KURATORKA WYSTAW, WŁAŚCICIELKA GALERII SZTUKI W OLSZTYNIE.

020

MADE IN: Z czego wynika takie parcie na sztukę w pandemii? Ewa Czułowska: Paradoksalnie dzięki pandemii nastał świetny moment na prezentowanie, a zatem sprzedaż. Przestrzeń internetowa zastąpiła artystom zamknięte obiekty związane ze sztuką, a odizolowani od świata odbiorcy mieli więcej czasu aby eksplorując sieć, być może z ciekawości zajrzeć do galerii internetowych i domów aukcyjnych on-line. Ludzie, którzy do tej pory wydawali pieniądze na podróże i samochody, zostali z nadwyżką gotówki. Badania rynku pokazały, że w pandemii zaczęto lokować oszczędności: na pierwszym miejscu w nieruchomości, a na drugim w sztukę, która pokazała, jak ogromny ma potencjał. Widzimy, że jest nie tylko świetną inwestycją, ale też pomaga nam utrzymać kondycję psychiczną, cieszyć się własną przestrzenią wzbogaconą nietuzinkowym dziełem. Lockdown pokazał też, na jakie wyżyny wspięła się sztuka młodych. W tej chwili stoi w rankingach sprzedaży tuż obok zawsze świetnie się sprzedającej sztuki dawnej. W listopadzie obraz młodej artystki Ewy Juszkiewicz sprzedano na aukcji Desa Unicum za 3 mln zł.

Zatem nie trzeba być milionerem, by zostać kolekcjonerem? Nie trzeba, ale warto zastanowić się przed zakupem pierwszej pracy nad tym, jaki kierunek chcemy obrać. Kolekcja początkującego miłośnika sztuki powinna być w miarę spójna, mieć myśl przewodnią. Trzymać się ram czasowych, tematycznych, albo określonego stylu. Łatwiej się wówczas poruszać po rynku sztuki, no i nie mamy chaosu w naszych zbiorach. Bywa, że kolekcje mają jedynie wartość sentymentalną, bo budujemy ją na kupowaniu obiektów od zaprzyjaźnionych artystów. Ale to też ma swoje plusy – daje nam możliwość zaglądania do ich tzw. kuchni, podglądania procesów twórczych. Ja dzięki temu do dziś zwracam uwagę nie tylko na talent twórcy, ale też na jakość użytych materiałów wpływających np. na trwałość dzieła. Na kogo warto postawić na lokalnym rynku sztuki? Może nie wszyscy o tym wiedzą, ale mamy w Olsztynie twórców, którym udało się przebić na międzynarodowy rynek sztuki. Bartek Świątecki wystawia w Azji, na topie jest rzeźbiarz Grzegorz Gwiazda, bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się obrazy Tomasza Poznysza. Parę wystaw w USA miał Jarosław Puczel, do prestiżowych kolekcji prywatnych, m.in. w Berlinie, trafiły prace Edy Yukov, świetne radzi sobie Robert Listwan. Ciekawą postacią jest Andrzej Sobiepan, który jeszcze jako student dokonał głośnego performance’u, wieszając swój obraz w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Dzisiaj jego obiekty osiągają najwyższe ceny na aukcjach młodej sztuki. Nie trzeba szukać daleko. Może się okazać, że ulicę dalej powstają prace, które w niedalekiej przyszłości okażą się najlepszą inwestycją w naszym życiu. Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Jacek Gąsiorowski / gasiorowski.net



POZA GALERIĄ

POZA GALERIĄ MIĘDZY PRACOWNIĄ A WERNISAŻEM

Artystów prezentuje:

Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie CDEF specjalizuje się we wspieraniu przedsiębiorstw i instytucji w procesie ubiegania się o zewnętrzne źródła finansowania inwestycji, a także świadczy pełny zakres usług finansowo-księgowych dla firm. www.cdef.pl

TATUAŻ Z HISTORIĄ JEDEN OBRAZ TWORZY KILKA MIESIĘCY. TYLE CZASU POTRZEBUJE, ABY WSKRZESIĆ WIZJĘ I TECHNIKĘ STARYCH MISTRZYŃ I MISTRZÓW. TOMASZ POZNYSZ WCHODZI „POD SKÓRĘ”. I BOHATERÓW SWOICH DZIEŁ, I ICH ODBIORCÓW.

022

Muzycy, bachantki, kurtyzany i święte. Ofiary przemocy i pomówień. Historie i postacie przywołane z mitologii, Biblii, poematów i uwiecznione na płótnach przez mistrzów i mistrzynie sztuki dawnej – to dla Tomasza punkt wyjścia. Z misterną precyzją odtwarza obrazy, m.in. epoki baroku, manieryzmu i nadaje im nowe znaczenia. Odsłonięte fragmenty ciał postaci w malarskim cyklu „Pod skórą” pokrywa tatuażami, których symbolika łączy się z historią bohaterów i zakorzenia je we współczesnym świecie. Natura ludzka nie zmienia się bowiem od wieków. – To motywy, historie, emocje, które mimo upływu wieków nie tracą na aktualności. Ale oprócz idei, jaką kierowali się dawni twórcy, interesuje mnie też wykonanie dzieł, ich kolorystyka, forma – tłumaczy Tomasz Poznysz, malarz pochodzący z Młynar. Obraz „Zuzanna i starcy”, inspirowany XVI-wiecznym dziełem Jacopo Tintoretto, tworzył w swojej warszawskiej pracowni trzy miesiące. To i tak niewiele w porównaniu do „Zaślubin Ariadny i Bachusa”, który po niemal półrocznym procesie tworzenia trafił do kolekcjonerów w Szwajcarii. Bazuje na ówczesnej technologii: specjalny grunt, podmalówka na płót-

nie, kilkuwarstwowe nasycanie koloru i ostateczna warstwa olejnej farby. Dodatkowo wykańcza ich powierzchnię tzw. krakelurą – siatką spękań widoczną na wiekowych obrazach. Efekt końcowy jest tak spektakularny, że dzieła rozchodzą się wśród kolekcjonerów na pniu. – Każdy obraz jest sygnowany, aby nie posądzono mnie o fałszerstwo – tłumaczy artysta. – I choć czasem eksperymentuję w innych obszarach malarstwa, przetwarzanie sztuki dawnej stało się moją pasją, w dodatku docenianą przez odbiorców. Jego zamiłowanie do dzieł starych mistrzów zaczęło się jeszcze w podstawówce. Zawdzięcza to pierwszemu poważnemu nauczycielowi z domu kultury w rodzinnych Młynarach, pod którego okiem zaczynał od martwych natur, poznawał z albumów historię sztuki. – Powróciłem do niej na studiach konserwatorskich, gdzie poznałem stare technologie – tłumaczy Tomasz. – Wciągnęły mnie na tyle, że od pięciu lat zgłębiam tajemnice twórców, głównie z nurtu caravaggionizmu. Tekst: Beata Waś, Obraz: archwium artysty

Tomasz Poznysz (ur. 1988, Młynary) – absolwent Liceum Sztuk Plastycznych w Olsztynie, Wydziału Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki na ASP w Warszawie. Obrazy z cyklu „Pod skórą”, który rozpoczął w 2016 roku, prezentowane były w 2021 roku na wystawie w Kuźni Społecznej w Olsztynie. Kuratorka wystawy Ewa Czułowska, właścicielka olsztyńskiej galerii, jest miłośniczką talentu artysty od jego czasów licealnych. To ona namawiała młodego twórcę do wyboru materiałów i narzędzi wysokiej jakości. Dzieła Tomasza znajdują się w kolekcjach prywatnych, m.in. w Japonii, USA i Szwajcarii. Tworzy i mieszka w Warszawie, ale planuje powrót do rodzinnego regionu.


POZA GALERIĄ

023


J E N E

Ń

ZE R A M Y D A DWIE DEK


POSTAĆ

POWSTAŁ PO TO, ABY ŁĄCZYĆ. NIE TYLKO KULTURĘ POLSKĄ I UKRAIŃSKĄ, ALE TEŻ POKOLENIA ODBIORCÓW. ZESPÓŁ ENEJ DZIAŁAJĄCY NA POLSKIEJ SENIE MUZYCZNEJ OD DWÓCH DEKAD, NIE PRZETRWAŁBY TAK DŁUGO, GDYBY NIE PRAWDZIWA, MĘSKA PRZYJAŹŃ. O TYM JAK JĄ PIELĘGNUJĄ I CO ICH ŁĄCZY POZA ESTRADĄ OPOWIEDZĄ PIOTR „LOLEK” SOŁODUCHA, WOKALISTA I AKORDEONISTA, ORAZ KUBA „CZAPLAY” CZAPLAJEWICZ, PUZONISTA GRUPY ENEJ. MADE IN: Zazwyczaj to wy dwaj jesteście rozmówcami dziennikarzy, pozostała szóstka nie lubi mediów? „Lolek”: Wywiady w grupie nie sprawdziły się. Jedni mówili swobodnie, inni się totalnie spinali i pojawiała się niezręczna cisza na antenie. Kiedy jesteśmy we dwóch, jest większy komfort, więc tak się utarło, że to my bierzemy na klatę media. Macie pełną dowolność wypowiadania się w ich imieniu? „Czaplay”: Rzadko podczas wywiadów mówimy o sprawach prywatnych, raczej są to kwestie okołomuzyczne, więc nasza reprezentacja ma stuprocentowe zaufanie reszty. Zdarza się oczywiście coś palnąć podczas wywiadów, zwłaszcza tych na żywo w radio czy telewizji, ale traktujemy to później jako anegdotę. Nadal dziennikarze pytają was skąd pochodzi nazwa zespołu Enej? „Lolek”: To pytanie było często zadawane do 2012 roku, po naszym udziale w programie „Must Be the Music”. Zaraz po nim graliśmy w Opolu, a nasz menadżer dostał wówczas telefon z jakiejś redakcji z sugestią, jakoby nasza nazwa miała związki z historią UPA. Rozdzwoniły się telefony z największych mediów, zrobiła się afera na całą Polskę. „Czaplay”: Oczekiwano od nas deklaracji, co kosztowało mnóstwo stresu, paniki. Byliśmy młodzi, chcieliśmy tylko robić muzykę, a zostaliśmy wmanewrowani w polityczno-historyczną burzę. Czasem internauci nadal próbują szukać drugiego dna w waszej nazwie. „Lolek”: Już nie reagujemy, usuwamy takie komentarze. Temat jest dla nas zamknięty w tym jednym zdaniu: nazwa pochodzi od głównego bohatera Eneidy Iwana Kotlarewskiego – ukraińskiej przeróbki utworu Wergiliusza. To grzebanie kijem w mrowisku. A już wiemy, że im bardziej się bronimy, tym bardziej jesteśmy atakowani. „Czaplay”: Została nam przypięta łatka, mimo że od początku jesteśmy zespołem, który ma łączyć, a nie dzielić. Mamy trochę żal, że w całej tej dyskusji zabrakło osób, które wstawiłyby się za nami. Zostaliśmy sami w szerokim sporze i broniliśmy się tak, jak potrafiliśmy. Wydawało nam się, że jak wytłumaczymy po swojemu, to ludzie zrozumieją. Dzisiaj, po latach wiemy, że należało napisać jedno oświadczenie i zamknąć temat.

025


POSTAĆ

026


POSTAĆ

Szybko poznaliście ciemną stronę show biznesu. „Lolek”: To, jak media kreują sensacje, pokazał też nasz jedyny skandal na Pudelku – artykuł pt. „Zespół atakuje Michała Szpaka”. Podczas wywiadu ktoś mi zadał pytanie na temat jego muzyki. Ja wcale niezłośliwie przyznałem, że kiedy Michał stworzy jakieś swoje piosenki, to chętnie się wypowiem. W tamtym okresie śpiewał jeszcze wyłącznie covery. Wydawało mi się, że nic złego nie powiedziałem. Michał zaczepiony przez redakcję odparł w rewanżu, że „takie hity weselne jak tworzy Enej, to może pisać każdy”. No i Pudelek oczywiście: „co my na to?”. A my, że kończymy dyskusję. „Czaplay”: Przez parę miesięcy media namawiały nas aby dalej drążyć temat. Z tego całego „skandalu” i antypatii dzisiaj, kiedy widzimy się na koncertach, przybijamy z Michałem piątkę. Obie strony uznały, że to bzdurna, sztucznie wykreowana sensacja, jakich wiele. Pudelek napisał też o naszych zarobkach, zrobił zestawienie polskich artystów. Zadzwonili do menadżera i stawkę pomnożyli przez liczbę koncertów. Graliśmy przed pandemią ponad sto koncertów rocznie, więc rachunek wyszedł spory. Ale porównali nas z solowymi topowymi wykonawcami, a my zarobek dzielimy na minimum 12 osób. Na scenie jest ośmiu, ale jeździ z nami sztab ludzi: menadżerowie, kierowcy, technika. No ale czyjeś pieniądze liczy się najlepiej. Ośmiu facetów, każdy wyrazisty i temperamentny. Czy oprócz miłości do muzyki trzeba jakiejś męskiej chemii, aby tyle lat razem grać? „Lolek”: Jeśli mielibyśmy być razem tylko na scenie, to pewnie trzeba by jeździć na koncerty ośmioma samochodami. Grając sto koncertów rocznie, bez przyjaźni daleko byśmy nie zajechali. To, że wchodzimy na scenę i ufamy sobie muzycznie, to jedno. A fakt, że przebywamy ze sobą tak dużo czasu w ciągu roku, możemy na siebie liczyć, to drugi sukces tego zespołu. Nie wyobrażam sobie, że wsiadam do busa i czuję się niekomfortowo przez kilka godzin podróży z ludźmi, których nie lubię. To grono męskie, które nie liczy się ze słowami, ale nie musimy się zastanawiać, co powiedzieć, walimy szczerze i prosto z mostu. Choć są oczywiście ciche dni, robią się obozy, pojawiają się między nami ploty. O co są ściny? „Lolek”: Np. o kwestie muzyczne, jak mają wyglądać piosenki, które mamy wydać. Głównie ja i basista, Mynio, odpowiadamy za tworzenie utworów i ten układ pracy czasem nie odpowiada pozostałym. Kłócimy się, że ktoś mógłby robić więcej dla zespołu, choćby włączyć się bardziej w promocję w social media. Teraz ogarnia to głównie „Czaplay”, bo sprawnie operuje w sieci. Ja, gdybym nie musiał, nie korzystałbym z tego, ale rola wokalisty zmusza mnie, aby czasem nagrać jakiś filmik i ożywić profil. „Czaplay”: W każdym razie wszystkie trudne kwestie umiemy przegadać przy butelce wina. Gustujecie w winie? „Czaplay”: Różne są gusta w zespole. Ale jesteśmy jedną z niewielu grup muzycznych, która nie ma wpisanego alkoholu jako obowiązkowego wyposażenia garderoby. Ale oczywiście nieraz zdarzyła się sytuacja, że kierowca odwoził nas do hotelu w nocy po koncercie, mówił „dobranoc”, schodził rano o 6.30, a my nadal siedzieliśmy w tym samym miejscu przy butelce.

Odsypiacie w busie? „Czaplay”: Jeśli mamy kolejnego dnia koncert daleko, to można odespać w drodze parę godzin. Bus mamy komfortowy, jest naszym trzecim domem – po rodzinnym gniazdku i hotelach. Wyposażony w dwa telewizor y, więc kiedy nie śpimy, oglądamy Netflixa. Kiedyś namiętnie graliśmy w „tysiąca” po kilka godzin dziennie, dzisiaj uchodzimy wśród znajomych za znawców platformy telewizyjnej. Pytają nas, jaki serial polecamy, co nowego wrzucili na Netflixa. To co polecacie? „Lolek”: Jesteśmy świeżo po „Squid games”, ale to film dla dorosłych o mocnych nerwach. Są hity, które możemy oglądać w nieskończoność, choćby po to, aby słodko przy nich zasnąć. To filmy z Jamesem Bondem, „Szklana pułapka”, „Władca pierścieni”. Kiedyś wiele razy tłukliśmy „Samych swoich”, ostatnio po raz kolejny obejrzeliśmy wszystkie części „Matrixa”, którego uwielbiamy. Płaczecie na filmach? „Czaplay”: Ja płakałem na najnowszym „Jamesie Bondzie” w kinie. „Lolek”: Ja też się na nim wzruszyłem. Wrażliwcy. „Czaplay”: Tak, ale niektórzy z nas chowają to pod pancerzem. Ta wrażliwość przy facetach jest tematem tabu, staje się często przedmiotem złośliwości. A my jako artyści mamy większą niż statystyczny facet, z racji obcowania w świecie liryki, dźwięków. Macie inne wspólne zajawki poza muzyką i filmem? „Lolek”: Najczęściej gadamy o piłce nożnej. Bus jest dosyć mocno podzielony, jeśli chodzi o drużyny, ale większość gustuje w angielskiej lidze. „Czaplay”: Zajawki i fascynacje tworzą się raczej w 4–5-osobowych podgrupach. Z podgrupą motoryzacyjną, w której ja jestem, jeździliśmy przy okazji wieczorów kawalerskich na przejazdy Zbyszka Staniszewskiego. Jak mamy czas wolny między koncertami, zdarza się nam wyskoczyć na gokarty. „Lolek”: Podczas wyjazdów zagranicznych zawsze zbiera się ekipa, która ma ochotę pozwiedzać. Niedawno graliśmy w Zakopanem i jeszcze przed wyjazdem umawialiśmy się na messengerze, że podczas pobytu zaliczymy Sarnią Skałę. Ale nikt nie przewidział, że piątkowy koncert skończy się o godz. 6 rano w karczmie, a o godz. 9 była zbiórka. Wszyscy byliśmy w podobnym stanie po trzech godzinach snu. Początek wędrówki był straszny, ale nikt nawet nie jęknął, że ledwie idzie. Więc taka męska rywalizacja i niechęć do okazywania słabości też w Eneju występuje. Myśleliście kiedyś, aby zwerbować kobietę do zespołu? „Lolek”: Mieliśmy wokalistkę Patrycję, która jeździła z nami przez dwa sezony koncertów kolęd, wykonywała utwory balladowe. Wpuściliśmy ją na głęboką wodę, bo żaden z nas nie przestawił się w „obyciu busowym” nawet o jeden procent. Nie przebieraliśmy w żartach i słowach, dawaliśmy upust emocjom podczas gry w FIFĘ i niejedna kobieta wymiękłaby z nami. Ale ona okazała się wyjątkowo tolerancyjna, otwarta, wręcz nam matkowała. Zagraliśmy razem 400 koncertów. Ale na stałe? Chyba dobrze nam w takim składzie.

027


POSTAĆ

„Czaplay”: Kiedy kobiety występują z nami podczas koncertów specjalnych, typu Sylwester, są ciekawym dopełnieniem. Ale gdyby była z nami na stałe jakaś wokalistka, pewnie spowszedniałoby to, więc może nie ryzykujmy. Oprócz wykształcenia muzycznego macie jakieś inne wyuczone zawody? „Lolek”: Chyba tylko ja. Za namową kolegi Łukasza, naszego menadżera, którego znam od szkolnych czasów, poszedłem do technikum ekonomicznego na profil hotelarski. Po miesiącu już wiedziałem, że noszenie bulionówek z zupą, składanie serwetek i stanie na recepcji to nie moja bajka, ale było za późno aby się przenosić. On poszedł nas studia hotelarskie, a ja na wychowanie muzyczne, ale certyfikat technika-hotelarza mam. Do dzisiaj potrafię złożyć serwetkę w „czapkę biskupa”. I nieraz drwią ze mnie w zespole, że jestem windziarzem. Wydają mi polecenia w hotelach abym wciskał guzik albo zaniósł ich bagaż do pokoju. „Czaplay”: Kiedy mieliśmy przestój koncertowy w pandemii, ja poszedłem uczyć dzieci gry na pianinku w prywatnej szkole Yamaha w Ostródzie, która prowadzą moi rodzice. Potem mama zajęła moje miejsce i okazało się, że jedna dziewczynka, która zaczynała grać ze mną od zera, dostała się do szkoły muzycznej. Taki mały sukces pedagogiczny. Poza tym u mnie zawsze była sportowa zajawka. Taekwondo, obozy rowerowe, narty… W tym roku wystartowałem w triathlonie pierwszy raz w życiu. Trzy tygodnie wcześniej nauczyłem się pływać. W kolejnej edycji triathlonu weźmiemy udział z naszym trębaczem. Zarażasz sportem resztę zespołu? „Czaplay”: Niedawno zrobiłem kurs trenera personalnego. Może będę trenował gwiazdy? Zacznę od Eneja. Perkusistę Kornela zaciągnąłem kiedyś na siłownię i schudł pięć kilo. „Lolek”: Po udziale w programie „Must Be the Music” popłynęliśmy w rock’and’rollowy klimat, czystą brawurę. Mało snu, zero sportu, koncert za koncertem. Szybko odczuliśmy, że długo tak nie da rady. Poszedłem nawet któregoś dnia zmierzyć sobie tętno, bo ledwo wchodziłem na scenę. No i trzeba było zmądrzeć, nastąpił sportowy boom w zespole. Zaczęliśmy dbać o sen, biegaliśmy razem przed koncertami, pilnowaliśmy się nawzajem. „Mynio” schudł wtedy ze 30 kilo. Teraz wspólny sport jest rzadkością, ale jeśli chodzi o sen, to dyscyplina nam została.

028

Skończyły się nocne imprezy? „Lolek”: No, może nie do końca, ale zasada jest taka: nie wstajesz na umówioną godzinę, nie jedziesz. Kiedyś zostawiliśmy w łóżku „Czaplaya”, bo nie można go było dobudzić, a koncert był za kilka godzin. Ale po jakimś czasie się ocknął, wziął taksówkę i złapał nas jak tankowaliśmy na stacji benzynowej 10 km dalej. Wiemy z opowieści innych zespołów, że śpiochy płaciły za taksówkę po 2–3 tys. zł, bo trzeba było gonić resztę kilkaset kilometrów. Macie sposoby na rozładowanie tremy? Rytuał przed wejściem na scenę? „Lolek”: Trema pojawia się już tylko przy wyjątkowych koncertach, np. ostatnio w Opolu podczas koncertu pamięci Krzysztofa Krawczyka. Repertuar był dla nas nowy, wszystko szło na żywo. Ale ufamy sobie na scenie. Przed koncertem każdy z nas bierze instrument i się rozgrzewa, to nasz jedyny

rytuał. Po koncercie przybijamy piątki i dziękujemy sobie za współpracę. „Kabaret na żywo” w Polsacie, w którym akompaniujecie artystom, to w tej chwili wasze stałe źródło utrzymania? „Lolek”: Na udział w programie namawiał nas w styczniu 2020, tuż przed pandemią, zaprzyjaźniony Kabaret Skeczów Męczących. Mieliśmy opory, bo to nie nasza bajka, ale skalkulowaliśmy, że każdy odcinek ogląda dwumilionowa widownia i na pewno nam to nie zaszkodzi w promocji. W marcu świat stanął, koncerty odpadły, więc czy nam się nie podobało, czy nie, nagrania dla Polsatu stały się głównym źródłem dochodu. Teraz nagrywamy już trzeci sezon. „Czaplay”: Po którymś odcinku jeździliśmy na nagrania jak do normalnej etatowej pracy. Nie spełniamy się może całkowicie, bo na scenie jesteśmy z boku, a nie królujemy jak podczas koncertów. Ale za to poznajemy ciekawych ludzi z różnych branż, akompaniowaliśmy skoczkowi Piotrowi Żyle, Doda grała na mojej tubie. Słowem, dobrze się bawimy. Posypały się propozycje z innych programów telewizyjnych? „Lolek”: Udziału w Familiadzie odmawialiśmy już chyba z 15 razy. Są rzeczy, w których niekomfortowo się czujemy i nie ma się co zmuszać. Padły propozycje udziału w „Twoja twarz brzmi znajomo” czy w „Tańcu z gwiazdami”. Ale to wykluczyłoby jednego z nas na kilka tygodni. Odmawialiśmy też reklam produktów spożywczych, czipsów, napojów itp. Kuba Wojewódzki co prawda reklamuje „Helenę” za ogromną kwotę, ale nas byłoby ośmiu do podziału kasy. Sprzedać tanio wizerunek za coś, z czym się nie utożsamiamy, to gra niewarta świeczki. Dostaliście w genach talenty muzyczne? „Lolek”: U nas w rodzinie muzycznych korzeni nie ma za dużo. Tacie słoń na ucho nadepnął, było paru muzyków w rodzinie od strony mamy, ale traktowano to w sposób amatorski. Inaczej np. u basisty „Mynia”, którego rodzice skończyli konserwatorium we Lwowie. Mój starszy o dziewięć lat brat, Paweł „Bolek”, od dzieciństwa grał ze słuchu na pianinie, ciocie i wujkowie wychwalali go podczas rodzinnych spotkań, czego mu coraz bardziej zazdrościłem. Więc którejś niedzieli, w osiem godzin, metodą prób i błędów, nauczyłem się grać „Zielony mosteczek”. Zmotywowała mnie braterska rywalizacja. Rodzice zainwestowali w prywatnego nauczyciela muzyki, a potem poszedłem do szkoły muzycznej. Historia zespołu zaczęła się podobno na ranczo Janusza Kojrysa. „Lolek”: Kiedy miałem jakieś 13 lat, pojechaliśmy tam ze szkołą na Święto Pieczonego Ziemniaka. Usłyszałem, jak właściciel gra na akordeonie i zapytałem, czy mogę spróbować, ale grzecznie odmówił. Kiedy pół roku później wróciliśmy na kulig, byłem przygotowany: zabrałem świadectwo ze szkoły muzycznej. No i dostąpiłem zaszczytu gry na akordeonie. Potem zaczęliśmy bywać tam częściej z kumplami. Zawsze było dużo instrumentów, które uprzyjemniały wizyty gości, grup niemieckich. Muzykowaliśmy sobie amatorsko, spaliśmy na sianie. „Czaplay”: Potem znaleźliśmy salkę na próby w CEiIK-u. A kiedy Łukasz, nasz menadżer trafił do samorządu studenckiego na UWM-ie, zaczęła się nasza przygoda z Kortowiadami.


POSTAĆ

029


POSTAĆ

Dojrzewaliście razem z jej publicznością. „Lolek”: Graliśmy co roku, potem stworzyliśmy hymn Kortowiady. Ale po paru latach zaczęły pojawiać się komentarze w internecie, że ciągle wśród artystów imprezy pojawia się Enej. Bardzo się tym przejęliśmy i odmówiliśmy występu któregoś roku. No i przewalił się jeszcze większy hejt, że odbiła nam „sodówa” i zapomnieliśmy o „swoich”. Więc jeśli nas zapraszają to gramy, bo i tak nie dogodzimy wszystkim.

030

Macie stylistę, który was ubiera czy to wasza wyobraźnia stoi za kolorowymi kreacjami? „Lolek”: Próbowaliśmy współpracy ze stylistami ze świata mody, ale u nas to się nie sprawdzało. Chciano zrobić z nas kogoś, kim nie jesteśmy, choć zapewne zgodnie z trendami. Czuliśmy się przebrani, a nie ubrani. Kiedy odbieraliśmy nagrodę na koncercie ESKI w Kołobrzegu, „Mynio” miał na sobie komiczną siatkę w klimacie rybackim. Mi przypięto jakieś bukiety kwiatów na butach, które ostatecznie zdjąłem przed wyjściem na scenę. Stwierdziliśmy, że damy radę sami w kwestii ubioru. „Czaplay”: Kora z Mannamu powiedziała nam kiedyś, że scena jest miejscem świętym. Wychodzimy z założenia, że trzeba być sobą, ale z szacunkiem dla publiczności, która chce widowiska. Wyjść w dresach nie wypada. Szukamy ciekawych pomysłów modowych, a Instagram jest skarbnicą takiej wiedzy. Znaleźliśmy artystę z południa Polski, który ręcznie pomalował dżinsowe katany według sugestii każdego z nas. Tworzymy w nich spójną całość, ale zachowujemy osobowość. Nieraz pojawiało się pytanie, np. od Joanny Jędrzejczyk, gdzie takie katany można kupić, robią turborobotę.

Graliście też w ukraińskich szarawarach. „Czaplay”: Nie sprawdziły się, bo są z lekkiego materiału i jak przyczepialiśmy do nich odbiorniki do instrumentu i odsłuchu, to spodnie zsuwały się z tyłka. Mieliśmy na przestrzeni lat mnóstwo stylizacji: od pseudo hip-hopowych po folkowe. Można znaleźć cuda wbijając w wyszukiwarkę graficzną „Enej”. Który z was ma na koncie najwięcej wyznań miłosnych od fanek? „Lolek”: Zdarzały się, ale od razu po programie „Must…” w 2011 roku. Ze dwa razy stanik poleciał na scenę podczas gorących klubowych koncertów. Bywało, że podpisywaliśmy autografy przez prawie dwie godziny po występie. A nasi najwierniejsi fani jeździli za nami na 30 proc. eventów w ciągu roku. Kiedyś staliśmy przy busie po koncercie i fanka, którą już znaliśmy, idąc w naszą stronę zemdlała – takie były emocje. Nazwała swojego psa „Lilly” od tytułu naszej piosenki, a potem… wyrosła z Eneja. „Czaplay”: Jesteśmy już dojrzałymi panami 30 plus, więc i widownia się zmieniła. Dziewczynka, która kiedyś rozpłakała się w garderobie ze szczęścia, że mogła nas poznać, przychodzi dzisiaj na koncerty z mężem. Niektóre relacje przetrwały ponad dekadę. I na widowni są dzisiaj czasem dwa-trzy pokolenia. Kiedyś połowę widowni stanowiły dziewczynki 10–12 letnie. Dzisiejsze radiowe single przyciągają młodzież, ale ich opiekunowie też kojarzą nas sprzed lat. Pozujemy w tej chwili do takiej samej ilości zdjęć z babciami, jak i ich wnukami.


POSTAĆ

Który przebój na pewniaka poruszy publiczność? „Lolek”: Czasem koncert „nie idzie”, więc szybko jest przetasowanie i zmiana ustalonego seta. Artysta ma taką super moc, że może sterować emocjami publiczności, kiedy wrzuca kawałek, który znają wszyscy. A nam zależy, aby była wymiana energii, interakcja. Tylko po takim koncercie czujemy się naładowani. „Czaplay”: Często z publiki ktoś sugeruje, jaki ma być bis. Kiedyś padło grubym męskim głosem „daj kamienia!”. Znaczy, chodziło o utwór „Kamień z napisem love”. Macie patent na pisanie przebojów? „Lolek”: Nie mamy. Wszystkie piosenki do 2017 roku pisane były na luzie, nie było żadnego rodzaju presji. To był moment, że takie granie rockowo-folkowe miało duży popyt. Mamy na koncie dziewięć mocnych radiowo singli. Dzisiaj na 18 piosenek podczas koncertu, połowa jest doskonale znana publiczności. Ale rynek się pozmieniał, „duch słowiański” przestał interesować młodzież, radio też ma spadkowy moment na folkowy styl. Tworzenie jest trudniejsze. „Czaplay”: Piosenka „Samoloty” wydawała nam się hitem od pierwszego wykonania na próbie. Spojrzeliśmy po sobie z zespołem i menadżerami, i po raz pierwszy zgodnie powiedzieliśmy: singiel, hicior! No i przestrzeliliśmy ten utwór, za który dalibyśmy sobie rękę uciąć, bo medialnie nie trafił. Mniejsze rozgłośnie uznały, że owszem, miał duży potencjał, ale duże stacje nie zaryzykowały jego promocji. Za to wspomniany „Kamień z napisem love” dopchany kolanem na płytę, miał być przerywnikiem muzycznym. Utwór został nagrany koślawo, bo nikt się nad tą piosenką nie pochylił. Ja swoją partię nagrałem w cztery minuty. I wszyscy mówili: „dobra, niech tak zostanie, to jest tylko bonus”. No i z bonusa zrobił się nasz najbardziej rozpoznawalny hit. Jak widać, warto tworzyć bez napięcia. Na dzisiejszym rynku muzycznym lepiej być elastycznym czy wiernym sobie? „Lolek”: Starsze pokolenie artystów jak Lady Pank czy IRA, grają wciąż tak samo. Może dla wielu jest to archaiczne, ale jak zespół ma wypracowany styl, to nie chce drugi raz zaczynać. Ale mówimy o dinozaurach na scenie muzycznej. My musimy próbować. Na pewno nie zaczniemy rapować, aby przyciągnąć młodzież wieku 10–15 lat, bo dzisiaj szukają czego innego. Trzeba robić swoje, przeczekać, a może jakaś piosenka na tyle odpali, że stanie się znowu gigantycznym hitem. „Czaplay”: Szukamy inspiracji, osób, z którymi można wejść w producencką współpracę, które dadzą świeży powiew naszej muzyce. Ale choć rynek się zmienia, nie chcemy być chorągiewką, która powiewa zgodnie z trendami, bo publiczność odczuje, że zatracamy autentyczność. Więc chyba lepiej zagrać kilka koncertów mniej, ale pozostać sobą. Kto dzisiaj wyznacza trendy muzyczne? „Lolek”: Internet, youtube. Jak wydawaliśmy hit „Radio hello”, to utwory potrafiły być grane w radio przez cztery miesiące, po kilka razy dziennie. Dzisiaj półtora miesiąca to maks, tak dużo nowych rzeczy tworzy się w internecie. Dziesięć lat temu piosenka hip-hopowa nie trafiłaby do RMF. Dzisiaj rozgłośnie dopuszczają artystów alternatywnych, nie mają oporów przed żadnym stylem.

Kto bywa w Enej Studio, które prowadzicie w Gutkowie? „Lolek”: Gościnnie nagrywała Ewelina Lisowska, Natalia Szroe­der, Happysad. Bywają u nas głównie zespoły z regionu. Aby zrealizować płytę potrzeba 2–3 tygodni pracy, a ja nie jestem w stanie poświęcić dla nich tyle czasu w studio. To dla mnie niezła odskocznia, bo pracuję z inną muzyką, łapię dystans do naszej twórczości. Gdzie zabieracie gości? „Czaplay”: Tradycyjnie na starówkę, np. do restauracji „Głową w piach” prowadzoną przez żonę „Bolka”. Robimy obchód nad Ukielem, ale najlepiej czujemy się na ranczo Kojrysa. Ta otwarta przestrzeń, konie i sielska atmosfera robią zawsze największe wrażenie na naszych gościach. Wpadła tam kiedyś Cleo, gościliśmy Kamila Bednarka z zespołem. Jego pianistę przebraliśmy w kobiecy warmiński strój ludowy. A potem cała ekipa jeździła wierzchem na koniu. Co musiałoby się stać, żeby Enej przestał istnieć? „Lolek”: Jak mielibyśmy rozważać, że się rozdzielamy, to Enej pewnie grałby dalej w mniejszym składzie. Ale definitywnie zamknąć? To na dzisiaj wydaje się niemożliwe. Ty „Czaplay” dobrze sobie radzisz jako trener personalny, więc droga wolna, ale zespół dalej będzie grał. „Czaplay”: Klasyczne uszczypliwości sugerujące, że chcą się mnie pozbyć z zespołu. (śmiech) Może czegoś ci zazdroszczą. „Lolek”: Ma największy dystans z nas wszystkich i żeby się obraził, musimy się bardzo postarać. Kiedyś spał z tyłu busa i wystawała mu goła stopa. Któryś wpadł na głupi pomysł, żeby sprawdzić z jakiego dystansu poczuje ogień z zapalniczki. Jak poczuł i się zerwał, niemal skończyło się rękoczynami, ale przytuliliśmy się i mu przeszło. „Czaplay”: Kiedyś w nocy chcieli też mnie wynieść z łóżkiem z hotelu. „Lolek”: Akurat mieliśmy spać w hotelu, w którym był wcześniej sierociniec. Włączyliśmy w busie jakiś horror i pisaliśmy na messengerze, że jak Kuba przyśnie, zrobimy mu scenkę grozy. „Mynio”, z którym spał w pokoju dał znać około drugiej w nocy, że wkraczamy do akcji. Puściliśmy w tle muzykę podbijającą mroczny nastrój i czołgamy się po korytarzu. Otoczyliśmy łóżko, delikatnie je podnosimy, a „Czaplay” przez sen: „Zostawcie w spokoju tę kołdrę”. Całodniowy plan prysł. W 2022 roku wypada wasze 20-lecie. Czego wam życzyć oprócz niesłabnącego poczucia humoru? „Lolek”: W tym roku obchodziliśmy 10-lecie od udziału w programie „Must be the music”, po którym de facto zaczęła się nasza kariera. Nie chcemy mieszać odbiorcom w głowach i robić kolejnego jubileuszu. Skończy się pewnie na imprezie na ranczo. „Czaplay”: Życz nam, abyśmy dalej grali w takim składzie i nie opuściła nas muzyczna intuicja. Zawsze mocno wierzyliśmy w to, co robimy, a nasze marzenia wcześniej czy później się spełniały. Choćby to, aby zagrać na tej samej scenie z Goranem Bregovićem. To, jak spopularyzował muzykę etniczną, jest fenomenem. A naszym sukcesem jest styl, którego jeszcze nikt nie podrobił. Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Piotr Ratuszyński

031


PRODUKTY

GALERIA HANDLOWA MADE IN STWORZONE NA WARMII I MAZURACH I FIRMOWANE PRZEZ LUDZI WARMII I MAZUR

PIERNIK W PIWIE

ODPOCZNIJ NA WODZIE Pozwala na błogi relaks, piknik, a jednocześnie jest bazą do uprawiania sportów wodnych. Oryginalny i wysokojakościowy Solemaran do odpoczynku na wodzie, został stworzony z konkretną wizją i pomysłem. Dlatego jest hitem nie tylko wśród klientów indywidualnych, ale także wypożyczalni sprzętu wodnego i hoteli położonych nad jeziorami. Leniwy odpoczynek można zgrabnie połączyć z aktywnością fizyczną – biorąc ze sobą deskę SUP, pływając wpław czy ćwicząc jogę na specjalnym, twardym materacu. Albo uciąć sobie drzemkę w szuwarach. solemaran.pl

Niektórzy mówią o nim „piernik w piwie” i to oddaje jego charakter. A nazwa wiele już wyjaśnia – Świąteczne zostało s t wor zone pr zez B rowar Kormoran z myślą o rozgrzewaniu w zimowe wieczory. To sezonowe piwo korzenne ma wyczuwalną nutę goździków, skórki pomarańczy, cynamonu czy kardamonu, więc będzie idealnie komponowało się z klimatem świąt. A za sprawą eleganckiego sześciopaku, dobrze też zaprezentuje się pod choinką wśród prezentów. browarkormoran.pl

DO WYBORU I KOLORU Pamiętacie jak Kubuś Puchatek chwalił się Prosiaczkowi, że dostali od Krzysia dziesięć słoiczków miodu, po osiem na każdego? I kiedy zdziwiony Prosiaczek dociekał: „jak to po osiem?”, Kubuś Puchatek natychmiast zripostował: „ja tam nie wiem, ale już swoje zjadłem”. A więc by nie było sporów o kolejne słoiczki miodu, znana pszczelarska manufaktura Wowka przyszykowała cały zestaw z pełnym wachlarzem smaków i rodzajów tego złotego nektaru. Ponoć wywołują lepsze zaskoczenie niż wręczone na prezent kolejne bombonierki. miodywowka.pl

032

SEKRETY BIURKA Do niego zasiadamy chcąc popracować, przy nim spisuje się ciekawe historie, w nim trzyma się rodzinne sekrety i własne tajemnice. Biurko to mebel wyjątkowy. Swoiste centrum dowodzenia. A unikatowość tego akurat modelu tkwi w dizajnie i materiale. Stworzone jest z odzyskanych drewnianych łat z wiekowego warmińskiego dachu – w zgodzie z filozofią niemarnowania, której hołduje Regalia Polska Manufaktura. Mebel jest finalistą najstarszego polskiego konkursu wzorniczego „Dobry Wzór”, organizowanego przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego. regalia.eu fb/regaliastaredrewno


PRODUKTY

DZIKA, SŁODKA, NATURALNA

ORZEŹWIENIE PIGWOWCA

Renesans przeżywa rzemieślnicze piwo, a dlaczego nie rzemieślnicza czekolad? W manufakturze Dzika Czekolada w Nowinach pod Szczytnem Arkadiusz Dziczek realizuje pasję cukierniczą, którą dawno temu zainspirowała go babcia, a zafascynowały zagraniczne podróże z poznawaniem smaków w tle. Praliny, chałwy, czekolady i inne słodkości tworzy z zaangażowaniem, starannością i troską o szczegóły. Że o dobrze surowców nie wspominając. Wpadnijcie albo na coś gotowego, albo na słodkie warsztaty. dzikaczekolada.pl

Pigwoniada to napój stworzony na bazie owoców pigwowca japońskiego pochodzących z ekologicznego Gospodarstwa Rolnego Rodziny Pośledników, położonego na granicy Mazur i Podlasia. W składzie orzeźwiającego napoju nie ma chemicznych dodatków, a jedynie woda, naturalny syrop z pigwowca słodzony cukrem trzcinowym i dwutlenek węgla. Najlepiej smakuje schłodzona. A wybrać można spośród czterech smaków: kwaśna, klasyczna, miodowa i z herbatą. fb/pigwoniada

ROK NA ŁONIE NATURY To jest kalendarz, którym chcemy odmierzać czas. Kultowy warmiński fotograf przyrody Andrzej „Szczurek” Waszczuk (fotograf 2020 na Warmii i Mazurach) wydał na sezon 2022 kalendarz z ujmującymi walorami dziewiczej przyrody naszego regionu. Wyjątkowe ujęcia okraszone są osobistymi komentarzami autora, jak np.: „Wracam do domu i mówię, że już nigdy nie będę fotografował mniszka pospolitego. Następnego dnia rano, znalazłszy się na pięknej, wilgotnej łące, klękam przed nim i studiuję go od nowa”. Słowem: miesiąc podziwiania na każde wyjątkowe zdjęcie. wenecjadm@wp.pl

033

FAZA NA ROWER Stabilna geometria, szerokie opony z terenowym bieżnikiem, regulacja prędkości i jakość użytych materiałów sprawiają, że elektryczne rowerki biegowe to sprzęt rekreacyjny już dla kilkuletnich dzieci. Wypełnią lukę między rowerem biegowym, a małym… motocyklem. Maluchy mogą ćwiczyć na nich równowagę i koordynację podczas jazdy, utrzymując jednocześnie tempo za jadącymi na rowerach rodzicami (bateria wystarczy na 1,5 godz. jazdy). Produkt olsztyńskiej marki PoloVolt docenił portal Zabawkowicz. pl przyznając nagrodę „Zabawka Roku – Nagroda Dzieci 2021”.

2022 WARMIA Konie nad Pasłęką. Niewielka osada Wojciechy. Nigdy nie widziałem bardziej wolnych i dzikich koni. By je fotografować, trzeba się ukryć. I nigdy nie wiadomo gdzie się pojawią i kiedy.

© Copyright by Andrzej „Szczurek” Waszczuk

polovolt.com


WARMIA

KOPERNIK BYŁ WARMIAKIEM MIKOŁAJ KOPERNIK ŻYŁ 70 LAT, Z CZEGO AŻ 40, WIĘC PONAD POŁOWĘ ŻYCIA, SPĘDZIŁ NA WARMII. DLATEGO NIKOGO NIE POWINNO DZIWIĆ, ŻE JEGO POSTAĆ STAŁA SIĘ MARKĄ TEGO REGIONU. STAROSTWO POWIATOWE W OLSZTYNIE PROMUJE JĄ I W KLASYCZNY, I W ZASKAKUJĄCY SPOSÓB.

034

Postać wielkiego astronoma jest marką rozpoznawaną na całym świecie, dlatego też Starostwo Powiatowe w Olsztynie postanowiło ponownie upamiętnić tego najzacniejszego mieszkańca Warmii, przypominając, że Kopernik jest nasz, warmiński. Największym zaciekawieniem i tym samym przebojem sezonu okazał się Sublimat Winny Mikołaja Kopernika, który stał się oficjalną pamiątką Warmii i Mazur. To wyśmienity trunek, który powstał dzięki współpracy z podolsztyńską firmą Mazurskie Miody na podstawie oryginalnej recepty przygotowanej przez doktora Mikołaja. Wielu olsztyniaków i turystów zaskoczył Zaułek Botaniczny Kopernika urządzony przy siedzibie starostwa (zresztą przy ulicy Kopernika). Zgromadzono tu bowiem wszystkie rośliny, które w nazwie mają nazwisko astronoma. Ale Kopernik doczekał się też swojego oleju z rzepaku odmiany Copernicus. Właśnie z niego w Zespole Szkół Rolniczych w Smolajnach starostwo planuje rozpocząć produkcję Warmińskiego Miodu Copernicus. Najnowszym produktem sygnowanym nazwiskiem wielkiego astronoma jest piwo Rosanke Copernicus uwarzone wspólnie z Browarem Warmia (Rosanke to tradycyjne piwo warmińskich chłopów). Wśród pamiątek kopernikowskich są oczywiście i te klasyczne, jak torby czy koszulki z wizerunkiem

słynnego Warmiaka, a tylko w 2021 roku urzędnicy starostwa wydali dwie popularno-naukowe książki: „Mikołaj Kopernik. Wojna i dyplomacja” (o tym, jak musiał zmierzyć się z przygotowaniami do obrony Olsztyna przed Krzyżakami) oraz „Punkty naznaczone Mikołaja Kopernika” (o powstaniu tablicy astronomicznej znajdującej się w ścianie krużganku olsztyńskiego zamku). – Śladów kopernikowskich na Warmii jest wiele i warto je pokazywać w najróżniejszych odsłonach, zarówno w tej wersji naukowej, jak i komercyjnej – podkreśla dr Wojciech K. Szalkiewicz, rzecznik prasowy i koordynator promocji olsztyńskiego starostwa, a także autor przytoczonych książek. – Nasze pamiątki turystyczne znajdują uznanie u odwiedzających gości, jak i w świecie marketingu, co dodatkowo motywuje do kolejnych kreacji w tym zakresie, zwłaszcza że już w 2023 roku będziemy obchodzić 550. rocznicę urodzin Kopernika – zapowiada rzecznik. Tekst: Monika Nowakowska Obraz: Krzysztof Matys

powiat-olsztynski.pl szlakswietejwarmii.pl   /powiatolsztynski



GODNE UWAGI

DOBRE MIEJSCA MADE IN ODWIEDZAMY, POZNAJEMY, POLECAMY

RĘKODZIEŁO OD SERCA

Obraz: © Dragon Images, © Africa Studio / Shutterstock.pl

Klimatyczną pracownię biżuterii wypełniają tworzone ręcznie bransoletki, naszyjniki, kolczyki i pierścionki. Jej założycielka Marta Olszewska specjalizuje się w dziełach z koralików, kamieni naturalnych, stali chirurgicznej. Można tu znaleźć ozdoby we wszystkich kolorach i wzorach inspirowanych podróżami w czasie i przestrzeni, a także zamówić według własnego pomysłu, czy naprawić uszkodzoną biżuterię, która zalega w szkatułkach. – Zaczęłam zajmować się biżuterią od fascynacji kolorami i kształtami kryształów Swarovski. Z czasem dołączyłam do nich różnorodne minerały, stal chirurgiczną lub srebro. Dałam się też ponieść możliwościom, jakie płyną z zapisywania wspierających słów, sentencji za pomocą Alfabetu Morse’a. Wykorzystując go tworzę bransoletki z koralików, które dają właścicielom „moc” – wyjaśnia Marta. – Korzystam także z niezwykłych właściwości kamieni naturalnych. Pomysł okazał się bardzo wciągający i motywujący do dalszego rozwijania, gdyż każdy sam może zadecydować, co będzie zapisane na bransoletce. Każdy egzemplarz w mojej pracowni to swoisty zapis chwili i gwarancja zadowolenia. Trafiają tu zarówno klientki, które szukają oryginalnych detali uzupełniających stylizacje, jak również panowie, którym właścicielka pomaga w dylematach dotyczących prezentów dla kobiet. Pracownia Biżuterii IDEALIA Olsztyn, ul. Wyzwolenia 24

Obraz: archiwm Atelier Fryzjerskie

036

Wystarczy dać mu wolną rękę, aby wydobył naturalne piękno. Koloryzacja i strzyżenie subtelnie podkreślają rysy twarzy. Dariusz Chodnicki, właściciel Atelier Fryzjerskiego w Olsztynie, swoje doświadczenie i umiejętności zdobywał m.in. w prestiżowej Akademii Vidal Sassoon w Londynie. W dizajnerskim salonie wspólnie ze swoim zespołem dają upust swojej pasji, kreując co d z i e n ny w i ze r u nek klientek, a także przygotowując je na specjalne okoliczności i sesje zdjęciowe. W ofercie salonu znajduje się pełna gama usług fryzjerskich bazujących na profesjonalnych kosmetykach i najnowszych trendach w branży.

Dariusz Chodnicki Atelier Fryzjerskie Olsztyn, ul. Armii Krajowej 3/157

Obraz: archiwum LA.LILA

SZTUKA FRYZJERSTWA

ZANIM POWIESZ „TAK”

To miejsce na ślubnej mapie regionu, do którego klientki przyjeżdżają nawet ze stolicy. Przyciąga je nie tylko wyjątkowy asortyment sukien ślubnych i wieczorowych, ale też profesjonalne doradztwo i niezwykła atmosfera salonu. Najnowsze kolekcje, głównie polskich, ale też zagranicznych producentów, dostępne są tu w przystępnych cenach. Jedną z założycielek La.Lila – zakupowej wizytówki Olsztyna, jest Marzena Tarasiewicz – ceniona w środowisku specjalistka kreowania wizerunku, stylizacji ślubnej i wizażu. Można znaleźć tu nie tylko wymarzoną kreację, ale także dodatki i dekoracje. Na prośbę klientek salon wydłużył pracę w piątki do godz. 20. Salon LA.LILA Olsztyn, ul. Kościuszki 84D


GODNE UWAGI

PIĘKNA W ŚRODKU I NA ZEWNĄTRZ

Obraz: Łukasz Pepol

Salon IQ Beauty Olsztyn, ul. Kołobrzeska 13

Obraz: archiwum Salon Lancerto

Z pomocą kilku zabiegów potrafi wydobyć kobiece piękno. Nadać naturalny kształt brwiom, podkreślić rzęsy, uwydatnić rysy twarzy makijażem, a także dobrać kosmetyki, udzielić rad dotyczących kolorów, ubioru i dodatków. Odkrywanie potencjału kobiet to pasja i sposób na życie Sylwii Kwaśnik-Wiercińskiej, od wielu lat związanej z branżą kosmetologiczną. W ofercie jej klimatycznego salonu znajduje się m.in. usługa „Bella dentro e fuori” (piękna w środku i na zewnątrz) – kreowanie wizerunku, a także makijaż permanentny, codzienny, okolicznościowy oraz do sesji foto, laminowanie i lifting rzęs, henna zwykła i pudrowa, semi brows, stylizacja brwi, warsztaty makijażu.

FORMALNIE I NA LUZIE

Odzież formalna i biznesowa, ale także w stylu smart casual. W ofercie polskiej marki odzieżowej Lancerto, działającej na rynku od ponad 13 lat, są m.in. garnitury, marynarki, kurtki, płaszcze, spodnie, koszule z wyselekcjonowanych materiałów. Marka specjalizująca się w męskich stylizacjach, tworzy także unikalne linie produktów jak Comfort Plus z funkcjonalnych tkanin. Krawiecki kunszt i pasja do męskiej elegancji w klasycznym wydaniu to cechy kolekcji LANCERTO&MR.VINTAGE stworzonej z cenionym blogerem modowym Michałem Kędziorą. Kolekcja Business Mix to modele garniturów, marynarek i spodni pozwalające idealnie dopasować je do sylwetki. Salon Lancerto Olsztyn, Galeria Warmińska

KRAWIECKI KUNSZT

Recman Olsztyn, Galeria Warmińska

Obraz: Michał Bartoszewicz

Od bielizny po płaszcz. Wysokojakościowe materiały, nowoczesny dizajn i odzież szyta na miarę. Renomowana polska marka odzieżowa Recman to ponad 30 lat doświadczenia w krawiectwie męskim. W salonie w Galerii Warmińskiej można stworzyć casualową lub sportową stylizację z gotowych kolekcji lub zdać się na mistrza krawiectwa. Z tkanin i dodatków najwyższej jakości uszyje m.in. wymarzony, dopasowany do sylwetki garnitur na specjalną okazję. W ofercie są również gotowe zestawy prezentowe dla mężczyzn ceniących dobry styl bez względu na wiek.

GRA ŚWIATEŁ

Lampy, które rozświetlają olsztyński showroom Blaski i Cienie, ściągane są z różnych zakątków świata. Z przewagą włoskich ikon wzornictwa. – W naszym klimacie sprawdzają się ciepłe barwy światła, które pozytywnie wpływają na nasz nastrój i nieco rekompensują zimą brak słońca – zauważa Kama Wojciechowska, właścicielka działającego od 17 lat w Olsztynie salonu Blaski i Cienie. – Oświetlenie to kropka nad „i” w naszym domu. Dlatego warto zadać sobie trochę trudu, aby odnaleźć swojego faworyta wśród lamp. Salon służy i doświadczeniem, i inspiracjami od mistrzów tej branży oraz współpracuje z projektantami wnętrz (oświetlenie trafiło stąd m.in. do Hotelu Krasicki i Wileński, zamku w Rynie i Lidzbarku Warmińskim, Willi Casablanca i wielu obiektów publicznych w regionie). Salon oświetlenia BC lamp atelier Olsztyn, ul. Sikorskiego 19 Blaski_cienie-1@tlen.pl

037


GODNE UWAGI

PENSJONAT Z CZARNYM ZŁOTEM

Obraz: Michał Bartoszewicz

038

Obraz: archiwum Rojst

Odkrył je przypadkiem. Łowiąc ryby nad prywatnym stawem w Krawczykach, Piotr trafił bosą stopą na torfowe podłoże. Analiza geologiczna potwierdziła przypuszczenia – teren leży na borowinowych złożach. Ich niezwykłe właściwości zdrowotne zainspirowały jego rodzinę, aby stworzyć tu miejsce sprzyjające relaksowi, zdrowiu i urodzie. – Określenia „rojst” oznaczającego podmokłe tereny używali moi dziadkowie, którzy po wojnie trafili na Mazury z Wilna – tłumaczy Piotr Chadaj, współwłaściciel pensjonatu Rojst Borowinowy Las. – Otworzyliśmy tu rodzinny biznes, który bazuje na tym naturalnym surowcu znanym ze swoich cudownych właściwości prozdrowotnych od wieków. Klimatyczny dom z czerwonej cegły (laureat projektu „Dialog z naturą”), wpisujący się w sielski krajobraz, oferuje pięć komfortowych pokoi z łazienkami i salon z kominkiem. Pomieszczenia wypełnia rustykalne wyposażenie, tworzone częściowo z rozbiórkowego drewna starych pruskich budynków gospodarczych. W przydomowym SPA znajduje się sauna fińska i pokoje do zabiegów, m.in. kąpieli borowinowych. Lista schorzeń, którym sprzyjają, jest długa. Błota lecznicze, zwane czarnym złotem, słyną m.in. z właściwości antyreumatycznych i przeciwdrobnoustrojowych, w tym szczepów opornych na antybiotyki. – Połączyliśmy nasz rodzinny potencjał: ja z żoną zajmuję się pensjonatem i gastronomią bazującą na lokalnych produktach – tłumaczy Piotr. – Córka jest kosmetologiem, syn fizjoterapeutą. Stworzyliśmy kompleksowe miejsce, które pozwala naszym gościom oderwać się od codzienności i nabrać sił. Oceny internautów są najlepszą recenzją tego miejsca – same piątki za atmosferę, widoki, domowe jedzenie i wspaniałe miejsce do podreperowania zdrowia.

Rojst Borowinowy Las Krawczyki 14a, Bartoszyce www.rojst.pl

BISTRO KOPERNIKA

Masz ochotę na dania w restauracyjnej jakości, ale podane niemal od ręki? To kulinarna droga, którą obrało Bistro Kopernika. W porze obiadowej widać, że wybór był właściwy, bo bywają momenty, że trudno tu o wolne miejsce przy stoliku. Posiłki w wykonaniu szefów kuchni restauracji przyciągają miłośników domowych śniadań i obiadów stworzonych z naturalnych i świeżych składników. A w menu znaleźć można cały przekrój dań: zupy, sałatki, potrawy mączne, mięsa i ryby. W tym regionalne dania warmińskie takie jak dzyndzałki z hreczką i skrzeczkami, czyli wyśmienite pierogi nadziewane farszem z kaszy gryczanej, do tego jajko na twardo z dodatkiem smażonego wędzonego boczku z cebulą. Jest też specjał pochodzący z ziemi warmińsko-mazurskiej, czyli plince z pomoćką. To placki ziemniaczane przekładane podsmażaną wędzonką podane z sosem na bazie kwaśnej śmietany i twarogu z cebulą oraz czosnkiem. Po doskonałym obiedzie można posiedzieć tu przy kawie z lokalnej palarni Kofikada lub browarze regionalnego producenta. To w różnorodności i jakości podawanej od ręki tkwi sekret popularności tutejszej kuchni, gdzie stołują się całe rodziny. Menu oferuje dania na każdy gust: i treściwy „babciny” rosół czy kotlet, po lekkie sałatki na bazie świeżych warzyw. W przytulnym wnętrzu restauracji w pastelowych kolorach i z klimatyczną fototapetą, organizowane są także rodzinne imprezy. Bistro oferuje też catering na co dzień i na święta. Bistro Kopernika Olsztyn, ul. Kopernika 39 bistrokopernika.pl


TURYSTYKA

HOTEL KOPERNIK ZE ŚWIATOWĄ MARKĄ

OLSZTYŃSKI HOTEL KOPERNIK STAŁ SIĘ CZĘŚCIĄ ŚWIATOWEJ HOTELOWEJ MARKI. RADZIMY WIĘC ZAPAMIĘTAĆ TĘ NOWĄ NAZWĘ – BEST WESTERN PLUS HOTEL OLSZTYN OLD TOWN. HOTEL, DZIĘKI SWOJEJ ATRAKCYJNEJ LOKALIZACJI, PRZYCIĄGA TURYSTÓW, ALE RÓWNIEŻ OFERUJE USŁUGI GASTRONOMICZNE, Z KTÓRYCH CHĘTNIE KORZYSTAJĄ RÓWNIEŻ MIESZKAŃCY OLSZTYNA. Położony w samym sercu Olsztyna, 200 metrów od starówki, doskonale skomunikowany z każdą dzielnicą i drogą wylotową do stolicy – dotąd największym atutem Hotelu Kopernik była jego lokalizacja. Teraz doszedł jeszcze standard sygnowany światową marką, z siedzibą w Stanach Zjednoczonych. By móc działać pod szyldem Best Western Plus olsztyński, hotel musiał przejść prawdziwą metamorfozę. – Połowę pokoi wyremontowaliśmy całkowicie, pozostałe doposażyliśmy. Muszą spełniać standardy międzynarodowej sieci. Określony jest każdy szczegół dotyczący wyposażenia oraz zachowania pracowników w określonych sytuacjach – opowiada Łukasz Uliszewski, dyrektor Best Western Plus Hotel Olsztyn Old Town. Do dyspozycji gości oddane są nowoczesne wnętrza na trzech piętrach, w tym 83 klimatyzowane pokoje w kate-

gorii standard, premium, studio i apartament. Inspiracją dla projektantów była warmińska przyroda – mgły nad Jeziorem Ukiel, błękit nieba, jasny piasek plaży i zieleń warmińskich lasów. Nawiązują do nich motywy na wykładzinach, grafiki i stonowana kolorystyka. – Cieszymy się, że możemy już zaprosić do Best Western Plus Hotel Olsztyn Old Town. Każdy gość rozpozna ten brand, bo to marka znana na całym świecie. Jesteśmy otwarci na gości z segmentu biznesowego, a także na turystów, grupy zorganizowane czy sportowe. Oprócz świetnie wyposażonego zaplecza konferencyjnego, w lobby hotelowym goście znajdą zaciszne miejsce, gdzie mogą w spokojnych warunkach popracować – dodaje Łukasz Uliszewski. Oferta hotelu skierowana jest nie tylko na przyjezdnych gości, ale także do mieszkańców Olsztyna. Dla nich atu-

tem jest przede wszystkim spacerowa odległość od Starego Miasta, katedry czy Urzędu Stanu Cywilnego. Dodatkowo sala restauracyjno-bankietowa na 150 osób daje szerokie możliwości organizacji przyjęć okolicznościowych. – Portfolio hoteli Best Western Plus w Polsce powiększyło się o olsztyński hotel, co jest dla nas kolejnym sukcesem, szczególnie w dzisiejszych czasach, będących wyzwaniem dla branży hotelowej. Wierzę, że lokalizacja obiektu w samym centrum miasta, doskonała ofer ta usług i udogodnień, a tak że ludzie, którzy tworzą niepowtarzalną atmosferę tego hotelu spełnią oczekiwania gości odwiedzających to miejsce. Wspieramy właścicieli hotelu naszym 75-letnim doświadczeniem, know-how lidera branży, które są szczególnie cenne w obecnej wymagającej sytuacji rynkowej. Jesteśmy przekonani, że wspólnie łącząc nasze siły będziemy świadkami sukcesu Best Western Plus Hotel Olsztyn Old Town – podkreśla Saija Kekkonen, dyrektor zarządzająca BWH Hotel Group na Finlandię, Kraje Bałtyckie, Polskę i Rosję. Tekst: Magdalena Spiczak-Brzezińska Obraz: archiwum Hotel Olsztyn Old Town

039

Hotel Olsztyn Old Town Olsztyn, Aleja Warszawska 39 Tel. 887 211 293 @: h11sprzedaz@phh.pl


DOBRE MIEJSCE

040

ZIARNO LUKSUSU


DOBRE MIEJSCE

PO PIERWSZE KAWA. PO DRUGIE KULTOWE LODY I DOMOWE WYPIEKI. PO TRZECIE ATMOSFERA SPRZYJAJĄCA I RANDKOM, I BIZNESOWYM SPOTKANIOM. CZĘSTO TRUDNO O WOLNY STOLIK W HOUSE CAFE OLSZTYN, DLATEGO W KAWIARNI RUSZA DODATKOWA DIZAJNERSKA PRZESTRZEŃ. Klienci od miesięcy pytali, kiedy z przeszklonych loftowych drzwi w holu kawiarni wreszcie zniknie plakietka „Roboty budowlane”. Dizajn nowej części lokalu jeszcze przed wykończeniem przyciągał spojrzenia zza ogromnych witryn. Czerwona cegła na ścianach, dębowe stoliki i parkiet, metalowe, industrialne elementy „ocieplone” kolorową tapicerką siedzisk. Projekt połączył historię z nowoczesnością. Ze starych elementów pozostały fragmenty marmurowej posadzki i ozdobne plafony. Przez dekady przykrywał je obniżony sufit z płyty pilśniowej obitej boazerią, a dzisiaj znowu stały się ozdobą reprezentacyjnej kamienicy. – Nad metamorfozą tego wnętrza pracowaliśmy ponad trzy lata, pandemia opóźniła wiele prac remontowych – przyznaje Wojciech Kroczek, współwłaściciel House Cafe Olsztyn. – Zależało nam, aby stara i nowa część kawiarni były stylistycznie spójne i zachowały ducha powojennych delikatesów. Dla wielu mieszkańców Olsztyna ten lokal pozostał w pamięci jako miejsce wyjątkowe. Robimy wszystko aby nadal było wizytówką centrum. Bo lokalizacja w sercu starówki od lat 50. XX wieku kojarzyła się z luksusem. W tutejszych „Delikatesach” pod arkadami często można było znaleźć jakościowy asortyment, którego zwykle brakowało na sklepowych półkach epoki PRL. Z tamtych czasów pozostała przestronna, ponad 200-metrowa przestrzeń z ogromnymi oknami i elementy wyposażenia. A także powiew wielkiego świata. Aromat kawy segmentu speciality, domowych wypieków, a w tle chilloutowa muzyka i rozmowy w obcych językach. Odkąd niemal 10 lat temu Magda i Wojtek Kroczkowie przejęli lokal, stał się jednym z kultowych miejsc na mapie Olsztyna. Przyciąga nie tylko miejscowych, ale też międzynarodowe towarzystwo studentów i turystów. W aplikacjach podróżniczych kawiarnia ma większość ocen „excellent”. – Zaczęło się od produkcji naturalnych lodów, a potem zamarzyliśmy o miejscu w którym moglibyśmy rozwinąć skrzydła również po sezonie letnim – wspomina Wojtek. – Odkryliśmy, że tworzenie miejsca, gdzie kawa jest na pierwszym miejscu, a w każdy wypiek wkładamy nasze serca, sprawia nam nie lada frajdę. Nasze zaangażowanie w atmosferę tego miejsca opłaciło się. Kiedy przyszła pandemia, klienci tłumnie wspierali nas, kupowali na wynos. Dzięki temu udało nam się przetrwać trudny czas. Teraz otwieramy nowy rozdział w naszej historii. W nowej części House Cafe powstaje mini-palarnia kawy prowadzona przez właścicieli Lani Coffee, pasjonatów i znawców, z którymi kawiarnia współpracuje niemal od początku istnienia. W palarni planowane są roasting days (dni palenia) dedykowane różnym gatunkom ziaren oraz profesjonalne cuppingi pod okiem Q-Gradera. – Będzie można poczuć specyficzny zapach palonych świeżych ziaren, skosztować kilkunastu gatunków kawy prosto z plantacji – zapowiada Wojtek. – Ona przestała być jedynie

napojem na pobudzenie. Kawy z segmentu speciality, podobnie jak wino, w zależności od roku i zbioru mają swój profil i nuty smakowe. Aby je docenić, trzeba otworzyć się sensorycznie. A przybywa osób, które chcą odkryć długą i fascynującą drogę, która prowadzi od plantacji do filiżanki. W przeszklonej cukierni wyposażonej w nowoczesne piece, na oczach klientów na bieżąco będą powstawały domowe wypieki według starych sprawdzonych receptur. Jak słynna beza z owocami, sprzedawana tu w rekordowych ilościach. Będą też zestawy śniadaniowe i bagietki od lokalnej firmy Bo-Chenek. No i desery na bazie lodów Kroczek, z własnej pracowni, których sława wybiega daleko poza region. Właściciele należący do sieci Dziedzictwo Kulinarne Warmia Mazury Powiśle, bazują na świeżych, sezonowych produktach, głównie od lokalnych dostawców. – Zdecydowaliśmy się na przeszkloną pracownię ciast, bo nie mamy nic do ukrycia, nie stosujemy żadnych cukierniczych sztuczek – zapewnia właściciel. – House Cafe to prostota, brak zadęcia, swoboda. Zatrudniając młodych ludzi, dla których często jest to pierwsza praca, mamy swojego rodzaju misję edukacyjną. Uczymy ich takiego kontaktu z klientem, aby każdy z nich poczuł się tu jak dawno niewidziany przyjaciel. Kiedy zaczynali, trudno było w Olsztynie napić się dobrej kawy. Dzisiaj, choć takich miejsc jest coraz więcej, w House Cafe trudno o wolny stolik. – Czasy lokali z plastikowymi krzesełkami i z byle jaką kawą odeszły w zapomnienie – przyznaje Wojtek. – Klienci oczekują oryginalnego pomysłu na lokal, jakościowej oferty i przyjaznej atmosfery. Takiej, która pozwala miło spędzić czas nawet w samotności przy laptopie czy książce. A tych w House nie brakuje. Lokal był jednym z pierwszych w Olsztynie, który wprowadził tzw. crossbooking – wymianę używanych książek. – Powodzenie takiego biznesu jest sumą wielu detali – dodaje właściciel. – Dzisiaj wiem, że nie tylko dobra kawa przyciąga do nas. Mimo że nie ma drugiego napoju na świecie, który tak bardzo kojarzyłby się ze spotkaniem, budowaniem relacji. Czasem po latach dowiadujemy się od klientów, że przyszli do nas na pierwszą randkę czy ważne spotkanie zawodowe. Sprzedajemy tu „social life”, dajemy ludziom okazję, aby żyli pełnią życia, chwytali momenty, celebrowali spotkanie z drugim człowiekiem. To jest powód, dla którego czujemy potrzebę rozwoju. I to sprawia, że od 10 lat codziennie przychodzę do lokalu z radością w sercu. I zwyczajnie cieszę się na widok każdej spotkanej tu osoby. Tekst: Beata Waś, obraz: Edward Trzeciakiewicz, www.goodlookinfood.pl House Cafe Olsztyn, ul. Stare Miasto 11/16 Tel. 881 349 388 fb: @housecafeolsztyn

041


U ŹRÓDEŁ TRADYCJI JEJ CIERPKO-SŁODKAWY SMAK PODBIJA 042

ŚWIAT KULINARNY. SPROSZKOWANA ZIELONA HERBATA MATCHA, OD WIEKÓW CENIONA PRZEZ JAPOŃCZYKÓW, ZDOBYWA NA ZACHODZIE CORAZ WIĘKSZĄ POPULARNOŚĆ.


KUCHNIA

Do Japonii dotarła około 1300 lat temu z Chin. Początkowo pito ją głównie wśród elity, na cesarskim dworze, a z czasem jej popularność rozszerzyła się na całe japońskie społeczeństwo. W miarę jak matcha zdobywała coraz większe uznanie, kultura picia herbaty stała się ściśle powiązana z nurtem medytacji zen. W ten sposób narodziła się ceremonia herbaciana, zwana po japońsku sadō, czyli droga herbaty. Sadō łączy w sobie to, co składa się na ducha Japonii: gościnność, minimalizm, tradycyjną sztukę jak ceramika, kaligrafia, aranżacja ogrodów czy architektura. Udział w ceremonii uwalnia od trosk, służy pogłębieniu relacji, osiągnięciu harmonii, jest celebracją przemijającego piękna przedmiotów – często misternego rękodzieła. Jej mistrzowie traktują matchę nie tylko jako napój świetnie gaszący pragnienie, ale także jako sposób na oczyszczenie umysłu, ukojenie zmysłów jej smakiem i aromatem. Sposób uprawiania, parzenia i picia matchy nie zmienił się od wieków. W przeciwieństwie do innych gatunków herbaty matcha wymaga specjalnie zacienianych plantacji, co zapewnia bledszy kolor liści i nadaje im mocniejszego aromatu. – Matcha powstaje poprzez gotowanie zebranych liści na parze, a następnie ich suszenie i oczyszczanie – tłumaczy Tomohito Hirasawa, kierownik marki THE MATCHA, która wkrótce zadebiutuje w Polsce jako dystrybutor najwyższej klasy japońskiej matchy. – Uzyskaną w ten sposób herbatę mieli się na proszek specjalnym moździerzem. Rozpuszczając proszek w gorącej wodzie, uzyskujemy napar do picia. Podczas ceremonii herbacianych matchę podaje się w przeznaczonych do tego czarkach i roztrzepuje bambusową miotełką. Mocniejszy napar przekazywany jest kolejno wszystkim uczestnikom, a słabszy jest wręczany przez gospodarza każdemu z gości w osobnych naczyniach. Tradycja wciąż jest kultywowana na terenie całego kraju. Wielu przybywających do Japonii turystów odwiedza miasta przepełnione duchem przeszłości, choćby dawną stolicę – Kioto – aby wstąpić do tradycyjnych herbaciarni i skosztować smaku prawdziwej matchy.

POSMAK NOWOCZESNOŚCI Ale nie trzeba jechać w podróż na Daleki Wschód, aby spróbować tego niezwykłego napoju. Zachód na dobre odkrył matchę w XXI wieku i szybko uznał ją za odkrycie porównywalne do odkrycia kawy. Jej rosnąca popularność na całym świecie to zasługa niezwykłych właściwości dla zdrowia, urody i smaku.

– Matcha zawiera bogactwo składników odżywczych, które możemy całkowicie przyswoić ze względu na jej sproszkowaną postać – tłumaczy Hirasawa. – Należą do nich m.in. katechina, kofeina, luteina, teanina, kwas foliowy, błonnik, witaminy i minerały. Dzięki ich obecności matcha chroni przed cukrzycą, otyłością, demencją oraz próchnicą. Spowalnia oznaki starzenia, obniża stres i poprawia wygląd skóry – wymienia. Zawarta w matchy kofeina pobudza, ale obecność L-teaniny, aminokwasu o właściwościach relaksujących, łagodzi i wydłuża jej działanie. Po wypiciu matchy uzyskujemy więc efekt czujności i skupienia, który – w przeciwieństwie do kawy – utrzymuje się przez kilka godzin. Ze względu na te i inne właściwości, matcha przyciąga uwagę propagatorów zdrowia z całego świata.

Z JAPONII DO OLSZTYNA Niebawem prawdziwej wysokojakościowej japońskiej matchy można będzie spróbować na Warmii i Mazurach. Marka THE MATCHA nawiązuje współpracę z lokalnymi przedsiębiorstwami otwartymi na popularyzację tego niezwykłego produktu. Cieszy się sporym zainteresowaniem, ponieważ może być składnikiem nie tylko ciepłych i zimnych napojów, ale także wypieków, deserów i sosów do potraw. – Matcha latte lub lody o smaku matcha to nie wszystko – zapewnia Hirasawa. – Mleko, ciasta i różnego rodzaju wypieki, czekolada, budyń – wszystkim tym słodkościom można nadać nowy smak poprzez zastosowanie matchy. Dodaje się ją także do soli czy białka, istnieją nawet przepisy na makaron z użyciem matchy. Możliwości są nieskończone, w wykorzystaniu matchy ogranicza nas w zasadzie tylko wyobraźnia. Jej aromat oraz słodko-gorzki posmak cieszą się niesłabnącą popularnością wśród ludzi w każdym wieku i z każdego zakątka świata, dlatego chcemy, aby trafiła także na polskie stoły. Japończycy słyną z długowieczności, którą zawdzięczają m.in. zdrowej, tradycyjnej kuchni. Reszta świata czerpie z niej inspiracje. I nie trzeba specjalnych dowodów, że japońska kultura cieszy się tu coraz większą popularnością. – Wprowadzane na rynek nowinki, jak choćby spopularyzowana przez olsztyńską restaurację Kingyo wołowina wagyu, szybko zdobywają grono stałych klientów – przyznaje Hirasawa. – Warunkiem jest jakość produktów, dlatego również w przypadku matchy warto zdać się na zaufanego importera. Użycie jej w kuchni na pewno będzie ciekawą kulinarną przygodą, która zapewni nie tylko nowe doznania smakowe, ale i porcję zdrowia. Tekst: Beata Waś

043


KUCHNIA

Adam Nikiel – kucharz restauracji The Farm

MUFFINY Z HERBATĄ MATCHA SKŁADNIKI: Suche: 1 szklanka mąki pszennej 1/2 szklanki mąki kokosowej lub 1 szklanka mąki pszennej 2 łyżeczki proszku do pieczenia 4 łyżeczki herbaty Matcha 1 szklanka cukru Płynne: 3/4 szklanki mleka 4 jajka 3/4 szklanki oleju 2 łyżki soku z cytryny

044

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

thematcha.pl

oddzielnych miskach wymieszać suche składniki i płynne, W następnie połączyć je ze sobą i wymieszać łyżką. Jeśli robimy z mąką kokosową, to po wymieszaniu chwilę odczekać by ciasto uzyskało odpowiednio gęstą konsystencję (ma być gęste lecz swobodnie oddzielać się od łyżki przy nakładaniu). Nakładać łyżką ciasto do 3/4 wysokości foremek (u mnie silikonowe papilotki o średnicy 7 cm i wysokości 3 cm). Piec w nagrzanym do 180 stopni C piekarniku około 20 minut (do suchego patyczka).


NAUKA

SZKOŁA ZDROWSZYCH NAWYKÓW SZKOLNA WIEDZA TO CZASEM ZA MAŁO. EKSPERYMENTY, NAUKOWE CIEKAWOSTKI I WARSZTATY POD SZYLDEM #FOODSCIENCECLASS TO PIGUŁKA UMIEJĘTNOŚCI DOTYCZĄCA ŻYWNOŚCI. WSZYSTKO PO TO, ABY WEJŚĆ W DOROSŁOŚĆ BĘDĄC ŚWIADOMYM KONSUMENTEM.

To co jesz ma wpływ nie tylko na twoje zdrowie. W natłoku informacji i wszechobecnych reklam wysoko przetworzonej żywności, łatwo o tym zapomnieć. Międzynarodowy projekt #FoodScienceClass kierowany do młodzieży, stawia na niestandardowe sposoby edukacji. Takie, które dostarczają wiedzy o żywności, utrwalają dobre nawyki, zarażają pasją do świadomego życia, promują zasady zero waste. – Zależy nam, aby młodzież w wieku szkolnym zainteresować żywnością, jej wpływem na zdrowie i dobro planety – mówi Justyna Banasiak, koordynatorka projektu z ramienia Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN. – Poruszamy z nimi wszystkie kwestie dotyczące złożoności łańcucha żywnościowego – od produkcji do konsumpcji. Tylko w tegorocznej edycji projektu realizowanego od dwóch lat wzięło udział 300 uczniów z Izraela, Polski, Belgii i Finlandii. Wśród nich klasy z XII Liceum Ogólnokształcące im. Marii i Georga Dietrichów w Olsztynie oraz Szkoły Podstawowej im. Marii Zientary-Malewskiej z Oddziałami Dwujęzycznymi w Dywitach. Zajęcia prowadzone przez naukowców z Instytutu PAN przybliżyły im m.in. zagadnienia produkcji, przetwórstwa i bezpieczeństwa żywności, odpowiedzialnych postaw konsumenckich. – Uczniowie uczyli się czytać etykiety spożywcze. Poznali metody utrwalania żywności. Wcielili się również w rolę młodych badaczy i pod okiem naukowców sprawdzili nawyki żywieniowe i najchętniej spożywane produkty swoich rówieśników. Następnie samodzielnie badali najpopularniejsze artykuły – sprawdzali skład, pochodzenie, sposób produkcji – wymienia Justyna. Ale to nie wszystko. We wrześniu w Kuźni Społecznej Banku Żywności w Olsztynie odbyło się wydarzenie, które jeszcze lepiej ugruntowało wiedzę. I uświadomiło jak ogromnym problemem dzisiejszego świata jest marnowanie żywności. – Uczniowie dowiedzieli się, że najbardziej przyczyniają się do tego gospodarstwa domowe. I poznali sposoby zapobiega-

jące marnowaniu, jak robienie listy zakupów czy stosowanie zasady zero waste w kuchni – przyznaje Justyna. Uczestnicy podzieleni na grupy przyrządzali w kuchni warsztatowej potrawy z wykorzystaniem zasady „bez resztek”. W salach konferencyjnych odkrywali z pomocą mikroskopu i innych przyrządów laboratoryjnych tajniki liofilizacji, fermentacji i bioaktywnych związków w popularnych napojach, poznali zamienniki cukru, a także bakterie obecne w przemyśle spożywczym. – Okazało się, że nie do końca zdają sobie sprawę z zawartości cukru w znanych produktach. I że np. duża butelka wody smakowej zawiera go prawie tyle, co popularny krem do smarowania kanapek – daje przykład Justyna. Pokaz kuchni molekularnej dostarczył uczniom nie tylko wrażeń wizualnych, ale pozwolił poznać od kulis sztukę gotowania z wykorzystaniem ciekłego azotu. Najpierw poszły w ruch blendery, a potem była wspólna degustacja przysmaków, m.in. napojów izotonicznych bazujących na owocach i ziołach. – Weryfikujemy przełożenie zaproponowanych przez nas aktywności na wzrost wiedzy i chęć poprawy nawyków żywieniowych. Wyniki są zaskakujące: nie dość, że wzrasta świadomość uczniów, to dodatkowo chętnie dzielą się wiedzą wśród swoich najbliższych, mają zatem realny wpływ na zmiany nawyków w swoim otoczeniu. Zwieńczeniem działań projektowych jest opracowanie i wdrożenie przez uczniów kampanii informacyjno-edukacyjnej, a także wymiana doświadczeń i materiałów z innymi klasami partnerskimi. Projekt będzie kontynuowany i tym razem kierowany do nauczycieli. Kontakt dla zainteresowanych: j.banasiak@pan.olsztyn.pl Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum PAN

045

Projekt Food Science Class jest finansowany przez EIT Food – Wspólnotę Wiedzy i Innowacji w obszarze żywności, która pracuje na rzecz zrównoważonego, zdrowego i godnego zaufania systemu żywnościowego.


SLOWHOP POLECA

PRZYSTANEK: DIZAJN OTO MIEJSCA, NA WIDOK KTÓRYCH CZUJEMY NATYCHMIASTOWĄ POTRZEBĘ KUPIENIA STAREGO SIEDLISKA I ZROBIENIA Z NIEGO ARCHITEKTONICZNEGO I DIZAJNERSKIEGO CACUSZKA. WPADAJCIE ODPOCZĄĆ, ZAINSPIROWAĆ SIĘ I NACIESZYĆ OCZY.

PRYWATNA WIEŚ Trzy domy z historią: Dom Gospodarza, Stodoła i Warsztat, odnowione nowocześnie i z wyczuciem. Naszym ulubieńcem jest drugi z nich, w którym zachwyca wielki kominek, ceglana podłoga i deski stropowe. Na zewnątrz dwa hektary prywatnego lasu i staw. Domy przeznaczone są kolejno dla 12, 8 i 6 osób. Prywatna Wieś / Slowhop.com

DOM W ZBOŻU Bryła inspirowana snopkiem słomy i jasne wnętrze pełne przytulnych zakątków. Dom jedyny w swoim rodzaju, idealnie komponujący się z otoczeniem. Uwiodła nas łazienka z wanną i oryginalnym, subtelnym oświetleniem. Przez wielkie okna salonu można podziwiać sarny lub łosie. Najwygodniej jest tu w 4 osoby, maksymalnie zmieści się 6. Dom w zbożu / fot. Mat Pawelski / Slowhop.com

OKNO NA SPOKÓJ Architektoniczna wariacja na temat mazurskiej stodoły, autorstwa lokalnych architektów. Dzięki „przecięciu” bryły na pół powstał niepodrabialny taras. Na zewnątrz króluje łąka, gaj i ptaki, a w środku wysoki salon, drewniane meble i naturalne materiały. Miły dodatek: sauna fińska. Dom dla 6–8 osób. Okno na spokój / Slowhop.com

SIEDLISKO WNUKOWO – DOM ZIELONY I DOM NIEBIESKI Dwa domy, w których dominujące kolory są miłym dla oka zwieńczeniem harmonii barw i dekoracji. Stare skrzynie, fotele vintage i zjawiskowe kominki tworzą intrygującą całość i przyjemnie ciepły klimat wnętrza. Dom Niebieski pomieści sześć osób, Zielony – osiem. Siedlisko Wnukowo – Dom Zielony i Dom Niebieski / fot. Budzik Studio / Slowhop.com

FOLWARK BIELSKIE Obora, która dostała drugie życie – stała się agroturystyką pełną dizajnerskich niespodzianek. Jest tu piękna, duża przestrzeń, ściany pokryte cegłą oraz pokoje pełne perełek designu lat 70. Nasz ulubiony zakątek to salon z nowoczesnym kominkiem i ścianą z kamienia. W Folwarku jest sześć pokoi dla 2–4 osób. Folwark Bielskie / Slowhop.com autorka: Katarzyna Banasiak / Slowhop.com Wszystkie miejsca zarezerwujecie na Slowhop.com, polskiej platformie rezerwacyjnej z klimatycznymi miejscami noclegowymi.

Partner cyklu:


Największy

salon meblowy w regionie

#BoLiczySięWnętrze www.meblostacja.olsztyn.pl

ul. Artyleryjska 3W, Olsztyn 89 534 00 23


MANUFAKTURA

ZATACZANIE KOŁA ZE STAREGO DREWNA NOWE ŻYCIE STAREGO SIEDLISKA TO NASZ SZACUNEK DLA ARCHITEKTURY PRZODKÓW, ICH KULTURY I ŚWIADECTWA TAMTYCH CZASÓW. DLATEGO RATUJEMY ZE STARYCH SIEDLISK SUROWCE, KTÓRYM DAJEMY NOWE ŻYCIE. I TAK HISTORIA ZATACZA KOŁO, KIEDY W DOMU STOJĄ MEBLE Z ODZYSKANEGO DREWNA CZY METALU.

048


MANUFAKTURA

Wiele osób wybiera Warmię czy Mazury na swój dom. Poszukuje siedliska, zakochuje się w nim, a potem próbuje stworzyć z niego wymarzoną ostoję spokoju. Kto podjął takie wyzwanie, ten zapewne wie, że jest to niełatwa droga, z której szybko można zboczyć. Znajdą się bowiem doradcy, którzy w klimatycznym domu nie widzą nic do uratowania, sugerując zrównanie go z ziemią. Bo tak jest najprościej. My stale będziemy przekonywać, że można i trzeba inaczej. Wierzymy, że surowce wykorzystane do budowy warmińskiego czy mazurskiego siedliska można wykorzystać ponownie i nadać im nowe życie. Dlatego często trafiają do nas zrozpaczeni właściciele wymarzonego siedliska, obdarci z nadziei i złudzeń, że w ich nabyty czy odziedziczony majątek można jeszcze tchnąć nowe życie. Wykonujemy audyt i oceniamy w jakim faktycznie stanie jest ich siedlisko. Opowiadamy i odpowiadamy na wszelkie nurtujące ich pytania. Nie chodzimy na skróty, bo znamy dobrze nasz cel i choć wymaga on nakładu większej pracy, zapewniamy, że warto. Mamy do czynienia głównie z typowymi warmińskimi zabudowaniami, gdzie od strony drogi jest usytuowany dom mieszkalny, po bokach budynki gospodarcze i obora, a z tyłu stodoła – typowe „gburstwo” tworzące regularnie rozplanowany czworobok. Budynki wymagają często solidnego remontu, ale nie jest to równoznaczne z ich rozbiórką. Dlaczego istotne jest dla nas ratowanie takich miejsc? Powodów jest kilka. Przede wszystkim staramy się walczyć o zachowanie pozostałości architektonicznej regionu – to świadectwo minionego czasu, naszych przodków, kultury i ich sposobu życia. Co jest równie istotne to wartość i walory surowców – stare dachówki czy cegły to solidna jakość, której próżno dziś szukać. Często wystarczy porządnie ich wyczyszczenie w celu odzyskania ich dawnego wyglądu i aby słuzyła na lata. Jeśli zaś chodzi o drewno, to jest to zupełnie odrębna historia. Jego około 100-letni wiek oraz sposób w jaki było pozyskane, to walory nieocenione. Pozyskiwane kiedyś drewno było świadomym procesem, który odbywał się tylko mroźną zimą, dzięki czemu drzewo miało jak najmniej soków. Suszone w sposób naturalny, obrabiane ręcznie przez cieślów, traczy i stolarzy. Jego zniszczenie byłoby grzesznym marnotrawstwem.

To, czego uratować się nie da (najczęściej są to stodoły), rozbieramy ręcznie, aby zachować naturalną patynę nabytą przez lata. Z pozyskanych surowców, dla tych samych właścicieli siedliska, wykonujemy meble i elementy wystroju: zabudowę kuchenną, stół, komody, belki, deski podłogowe czy ścienne. Stare drewno, w postaci nowego życia, wraca do swojego domu. Siedlisko zyskuje nowy blask. Cykl zatacza koło. Czy balans pomiędzy nowoczesnością, a tradycyjnym rzemiosłem jest sztuką? Wykorzystując surowiec z odzysku, zabieramy go z jego wysłużonego domu, dajemy nową formę oraz funkcję i pozwalamy wrócić w to samo miejsce. Kompleksowe realizacje i rewitalizacje siedlisk są dla nas najcenniejszym doświadczeniem. Właścicielom starych domostw zależy na kontynuacji historii. Często związani są z miejscem emocjonalnie i jest to jedyne świadectwo pozostawione przez ich przodków. Z surowców, które nie mogły już spełniać swojej funkcji, np. jako konstrukcja budynku, wykonujemy unikalne meble. Na bazie takich doświadczeń stworzyliśmy dedykowaną takim właśnie projektom linię wzorniczą „Powrót do tradycji”. Powstała ona z myślą o klientach, którzy marzą o zachowaniu oryginalnego charakteru swojego domu w balansie z nowoczesnością. Duch przeszłości, jakość i szlachetność surowców w nowej wzorniczej oprawie. „Powrót do tradycji” to nasza interpretacja zestawienia dwóch światów: tego z początków XX wieku i współczesności. Te światy mogą zostać połączone poprzez trwającą i rodzącą się na nowo historię zamkniętą w wiekowym drewnie. Zatem nowoczesność i tradycja spotykają się przy jednym stole. Stare, odzyskane drewno to warmiński czy mazurski pomnik postawiony przeszłości. To docenienie pracy dawnych rzemieślników, szacunek dla natury, dla nas samych i przyszłych pokoleń. Dlatego wierzymy, że świadome decyzje mają znaczenie. Tekst: Iwona Jadanowska-Gromke, obraz: arch. Regalia, projekt: Helegda Studio #NOWEŻYCIESTAREGOSIEDLISKA REGALIA Polska Manufaktura Jeziorany, Studnica 2 biuro@regalia.eu kuchniezestaregodrewna.pl regalia.eu

049


WNĘTRZA

WEJŚCIE W INNY ŚWIAT CHCESZ KUPIĆ DRZWI ALBO OKNA, ALE NIE WYSTARCZA CI ZDJĘCIE W KATALOGU, BO RZECZ JASNA PRZED ZAKUPEM MUSISZ DOTKNĄĆ, OBEJRZEĆ, PORÓWNAĆ, OBUDZIĆ WYOBRAŹNIĘ? WIĘKSZOŚĆ KLIENTÓW MA PODOBNE DYLEMATY, DLATEGO ALTADOOR CHYBA ZNALAZŁ ROZWIĄZANIE. Nowy salon Altadoor jest właściwie showroomem, w którym można znaleźć inspirację i fachowe doradztwo dziedzinie stolarki okiennej i drzwiowej. W jednym miejscu niemal 140 modeli drzwi najbardziej uznanych polskich producentów. Można otwierać, zamykać, dotykać, porównywać i wybierać spośród drewnianych, okleinowanych, metalowych, wejściowych i wewnątrzlokalowych, technicznych i przeciwp o ż a r o w yc h , a l b o n o w o c ze s n yc h i klasycznych, ale i takich, które zostaną wyprodukowane specjalnie dla ciebie. – Stworzyliśmy największą ekspozycję i wybór drzwi, okien oraz bram garażowych w województwie warmińsko-mazurskim – podkreśla Tomasz Paczkowski, właściciel Altadoor.

050

Przestronne wnętrze salonu urządzone jest w stylu loftowym. O tym, że był tu kiedyś magazyn, przypomina betonowa posadzka i świadomie wyeksponowana metalowa konstrukcja hali. Ale już każdy element wystroju świadczy o kluczowej roli, jaką odgrywają drzwi i okna w architekturze wnętrza. Wystarczy zajrzeć do biura, by przekonać się choćby o efekcie gustownie wkomponowanych szklano-stalowych drzwi typu loft. W salonie Altadoor znajduje się także największa w regionie ekspozycja produktów marki Wiśniowski, która specjalizuje się w produkcji bram garażowych, drzwi stalowych i aluminiowych. Ostatnio firma rozszerzyła ofertę o okna P C V premium i drzwi wejściow ych o wysokich parametrach akustycznych

i termicznych. Oferuje też produkty działające w systemie smart dom, czyli takie, które można obsługiwać smartfonem z każdego miejsca na świecie. Spokojna atmosfera i wysmakowany wystrój salonu sprawia, że w Altadoor wybieranie drzwi i okien nie ma nic wspólnego z marketowym zamieszaniem. Zamiast łapać w biegu przypadkowego pracownika, tu klient może skorzystać z pomocy doradców, którzy mają szeroką wiedzę w dziedzinie stolarki i potrafią dobrać produkt do bardzo indywidualnych potrzeb. – Nasz salon to taki butik stolarski. Chcemy inspirować, pokazywać trendy, współp r a c uje my z a rch ite k t a m i wn ętr z , dlatego ofertę kierujemy do klienta wymagającego – takiego, który szuka

ekskluzywnych rozwiązań i tego, który potrzebuje ekonomicznych, ale porządnych drzwi, okien i bram garażowych. Rodzinną firmę Altadoor Tomasz Paczkowski prowadzi wraz z żoną od 17 lat, a z branżą stolarską związany jest od ponad dwóch dekad. Drzwi z ich salonu trafiają do wielu prestiżowych i znanych adresów: m.in. olsztyńskiego Centaurusa, osiedli Libero, Aurora, Pieczewo Premium, Calamo, Vintage, Sterowców czy nowych apartamentów nad jeziorem Ukiel. Tekst: Magdalena Spiczak-Brzezińska Obraz: archiwum Altadoor Altadoor Tomasz Paczkowski Monika Paczkowska Olsztyn, ul. Towarowa 9c (teren AGROMA Olsztyn) tel. 89 533 21 07 altadoor@altadoor.pl altadoor.pl



NIERUCHOMOŚCI

ROLETO, OTWÓRZ SIĘ NOWOCZESNE ROLETY SAME MOGĄ ZASŁANIAĆ OKNA, KIEDY WYJDZIE SŁOŃCE, ALBO KIEDY JE O TO… POPROSIMY. O FUNKCJONALNOŚCI, EKOLOGII I PRZEŁOMOWYM SPOJRZENIU W KONTEKŚCIE IZOLOWANIA SIĘ W DOMACH OD SŁOŃCA, ROZMAWIAMY Z MICHAŁEM OSOWIECKIM, CZŁONKIEM ZARZĄDU JARYS, MARKI BĘDĄCEJ LIDEREM SYSTEMÓW OSŁONOWYCH NA WARMIŃSKO-MAZURSKIM RYNKU. Słyszeliśmy w waszym salonie hasło „nadchodzące trendy osłonowe”. Zabrzmiało jak zwiastun pokazu mody. W latach 90. nasza firma wyrosła przede wszystkim na prostych żaluzjach i roletach montowanych we wnętrzach. Miały one zacienić pomieszczenie oraz zasłonić przed wzrokiem sąsiadów. Jednak z roku na rok temperatury rosną i nowoczesne budownictwo się zmienia. Domy stają się bardziej energooszczędne, a okna coraz większe. Pojawia się więc nowy problem – latem budynki nagrzewają się nie do zniesienia. W tej sytuacji kolejnym ważnym wymogiem klientów jest ochrona przed upałami w sposób efektywny. Z wielu badań wynika, że jedną z najskuteczniejszych metod jest osłonięcie okien jeszcze przed szybą, a więc np. roletą zewnętrzną. Ale naszą ofertę wzbogaciliśmy także o ruchome zadaszenia tarasu – pergole. Te rozwiązania szczególnie robią wrażenie na odwiedzających nasz salon. W zależności od potrzeb klientów, jesteśmy w stanie dopasować system osłonowy, który będzie chronił od słońca, deszczu czy nawet wiatru i owadów. Co możemy polecić osobie, która właśnie zaczyna budowę swojego pierwszego domu? Nie ma złotego środka, dlatego staramy się spoglądać na każdą sytuację indywidualnie. Mimo że wybór żaluzji czy rolet z pozoru może wydawać się prosty, to w rzeczywistości często odbywamy kilka spotkań z inwestorami. Zawsze musimy wziąć pod uwagę ich preferencje, zapoznać się z projektem domu, sytuowaniem działki, ekspozycją słoneczną itd. Dopiero wtedy będziemy w stanie znaleźć rozwiązanie, które spełni wszystkie oczekiwania. Czasami nawet mieszamy kilka systemów w jednym budynku i jak najbardziej ma to swoje praktyczne uzasadnienie. W którym momencie budowy należałoby pomyśleć o montażu rolet? Im wcześniej, tym lepiej. Wiele osób pierwszy kontakt z nami ma dopiero, kiedy już są wstawione okna. Później często musimy dostosowywać nasze rozwiązania do już napotkanej sytuacji na budowie, a to wiąże się z większymi kosztami lub brakiem możliwości podtynkowej zabudowy rolet. Dlatego wszystkie nasze produkty powinny być omawiane już na etapie projektowania budynku. Pozwoli to na uzyskanie najlepszego efektu.


kowo zyskujemy nieporównywalnie większy komfort. Niemal każda osoba, która kiedykolwiek miała osłony zewnętrzne, budując kolejny dom, ponownie do nas wraca. Nie zapominajmy, że klimat nam się ociepla, a Unia Europejska dąży do osiągnięcia neutralności klimatycznej. W tej chwili polscy inwestorzy skupiają się głównie na ograniczeniu strat ciepła zimą, jednakże z roku na rok niewiarygodnie szybko rośnie zapotrzebowanie na prąd potrzebny do klimatyzowania pomieszczeń. To oznacza, że pojawią się nowe regulacje i okna będą musiały spełniać coraz surowsze normy odnośnie przepuszczalności energii całkowitej (parametr Gtot). W tej sytuacji osłony zewnętrzne, które można opuszczać, bądź podnosić w zależności od panujących warunków, stanowią idealne uzupełnienie okien. Myślę, że jesteśmy na samym początku wielkich zmian. Któreś z rozwiązań zasługuje na szczególną uwagę? Przez ostatnie dwa lata na prowadzenie zdecydowanie wychodzą rolety z tkaninami technicznymi „screen”. Klienci coraz częściej wybierają je z uwagi na ogromną uniwersalność zastosowania i rewelacyjny, lekki dizajn. Roleta ta chroni od silnego słońca, a jednocześnie jest zachowany widok na zewnątrz. Prócz okien, często stosujemy je na tarasach, gdzie sprawdzają się także jako ochrona od wiatru. Dużą zaletą tych rolet są też ich kompaktowe rozmiary po zwinięciu. To sprawia, że idealnie pasują do budynków, w których montaż podtynkowy nie jest możliwy. A największy screen może mieć rozmiar aż 22 mkw! Ciężar takiej powierzchni sprawia, że te największe powinny być już sterowane elektrycznie. Ale taka automatyzacja to nie tylko większa wygoda, bo wiąże się to również z efektywniejszym wykorzystaniem wszystkich zalet produktu. Dla przykładu, gdy będziemy w pracy i wyjdzie mocne słońce, rolety w domu same się opuszczą i wrócimy do nienagrzanego mieszkania. Takie inteligentne sterowanie sprawdza się też w kolejnym produkcie godnym uwagi – przy karniszach elektrycznych. Jeśli tylko chcemy, możemy ustawić je tak, żeby zasłony otwierały się na chwilę przed naszą pobudką, dzięki czemu wybudzi nas naturalne światło, a wraz z zachodem słońca po prostu zamkną się same. Rozwój technologiczny towarzyszy naszej branży i staramy się jako pierwsi wprowadzać na rynek wszystkie nowości. Jeśli klient sobie życzy, możemy nawet zastosować taką automatykę, dzięki której będzie mógł sterować wszystkimi osłonami za pomocą komend głosowych. Rozmawiał: Michał Bartoszewicz, obraz: Arek Stankiewicz, archiwum Jarys

A co z mieszkańcami bloków? Projektowanie nie zależy już od nich. To prawda, aczkolwiek zaczyna się to zmieniać. Deweloperzy patrzą coraz przychylniej na montaż rolet zewnętrznych i często pozwalają mieszkańcom na wstawienie rolet na własną rękę. Dostrzegają też rosnącą potrzebę wyposażenia w osłony i wówczas konsultujemy możliwe rozwiązania z architektem. Myślę, że to tylko kwestia czasu, kiedy całe osiedla będą wyposażone w takie osłony w standardzie, tak jak to dzieje się na Zachodzie. Tak, tylko jak to prezentuje się na tle kosztów takich rozwiązań? Jesteśmy firmą działającą przede wszystkim w naszym regionie, ale dużo eksportujemy też do naszych partnerów w Niemczech, Belgii czy Holandii. Tam korzyści płynące z zewnętrznych osłon ludzie znają już od dziesięcioleci i ciężko znaleźć dom bez nich. Wydatek początkowy na budowę domu jest oczywiście większy, ale z czasem te koszty się zwracają w postaci mniejszych rachunków za prąd i ogrzewanie. Dodat-

053

JARYS Sp. z o. o. tel. (89) 539 91 85 e-mail: biuro@jarys.com.pl


NIERUCHOMOŚCI

ANI DO RACHUNKU, ANI DO PIECA WYBÓR ŹRÓDŁA CIEPŁA TO JEDNA Z NAJWAŻNIEJSZYCH DECYZJI KAŻDEGO, KTO JEST NA ETAPIE BUDOWY WŁASNEGO DOMU. FIRMY PROMUJĄ NOWOCZESNE ROZWIĄZANIA RÓŻNYMI ARGUMENTAMI. A JAKIE PRZEKONAŁY JEDNEGO Z NASZYCH KLIENTÓW DO MONTAŻU POMPY CIEPŁA? wałem się na montaż stacji uzdatniania wody, którą zakupiłem w pakiecie właśnie z pompą. Pozyskał pan dotację, by zminimalizować wydatki? Tak, zakup i montaż pompy ciepła dofinansowano kwotą około 15 tys. zł brutto z programu „Czyste Powietrze”. Firma, która montowała fotowoltaikę i pompę ciepła, wzięła na siebie załatwianie wszystkich formalności. Od kiedy użytkuje pan pompę ciepła? Od listopada 2020 – rok użytkowania mam więc za sobą.

054

Zdecydował się pan na wymianę pieca zasilanego ekogroszkiem na powietrzną pompę ciepła. Skąd akurat taki wybór? Blisko 10 lat temu wybudowałem dom w Dąbrówce Wielkiej. Słyszałem już wtedy o pompach ciepła, jednak w ogóle nie brałem ich pod uwagę jako potencjalne źródło ciepła. Wydawało mi się to przede wszystkim drogie rozwiązanie, nie miałem wśród znajomych nikogo, kto podzieliłby się opinią. Piec na ekogroszek i jego eksploatacja były zdecydowanie najkorzystniejsze finansowo. Jakiś czas temu uznałem jednak, że nadszedł czas na zmiany w kontekście gospodarowania energią w moim domu. Ceny ekogroszku poszybowały w górę, podobnie zresztą jak ceny innych paliw i nośników energii. Pierwszym etapem zmian była inwestycja w instalację fotowoltaiczną. To właśnie podczas doboru instalacji zostałem zapytany, czy planuję w najbliższym czasie montaż dodatkowych odbiorników, które mogą znacznie wpłynąć na bieżące zużycie prądu. Padła wręcz sugestia, czy nie zastanawiałem się nad wymianą pieca na pompę ciepła. Zainteresowaniem się, zdecydowałem o zmianie i finał jest taki, że właśnie patrzymy teraz na… byłą kotłownię. Zyskał pan więc przy okazji nowe pomieszczenie w domu. Zdecydowanie tak. Zawsze był odczuwalny specyficzny zapach, do tego ciągłe zakurzenie i zapylenie pomieszczenia. Dzisiaj to pomieszczenie to nasz podręczny schowek. Czysty i estetyczny. Ile kosztował zakup oraz montaż pompy ciepła? Koszt całej modernizacji był niemały, bo łącznie otrzymałem faktury na około 40 tys. zł brutto. Warto jednak tutaj zaznaczyć, że oprócz pompy ciepła za jednym zamachem zdecydo-

Patrząc na koszta ogrzewania, jak ocenia pan ten rok? Jeśli nie miałbym instalacji fotowoltaicznej, to z pewnością moja mina nie byłaby zbyt wesoła. Mam zamontowany dodatkowy podlicznik, który pokazuje zużycie prądu samej pompy. Nie jest ono małe. Na szczęście mam też licznik, który pokazuje ilość wyprodukowanej energii przez instalację fotowoltaiczną i na szczęście oba odczyty niemalże zbilansowały się. Więc w tym roku nie poniosłem kosztu zakupu energii ani żadnego paliwa niezbędnego do ogrzania domu i wody. Jakie są inne pozytywne aspekty wymiany źródła ciepła? Komfort użytkowania, brak irytujących dźwięków dochodzących z kotłowni. W nocy dźwięk pracującego ślimaka podajnika pieca naprawdę potrafił być męczący. Mamy mniej zanieczyszczeń w domu. Wcześniej, bez względu na to, jak często sprzątaliśmy kotłownię, wiecznym problemem był pył, kurz i nieprzyjemny zapach. Dzisiaj tego wszystkiego nie ma. A przede wszystkim nie muszę się w ogóle zajmować tym urządzeniem, pamiętać o zapasie ekogroszku, rozpalać pieca, uzupełniać zasobnika przy piecu i co ważne, reguluję temperaturę w domu nie ruszając się dalej niż do panelu sterowania zamontowanego w salonie. Dlatego dzisiaj już na pewno nie wróciłbym do starego, uciążliwego pieca. Jestem na etapie budowy drugiego budynku z wydzieloną częścią mieszkalną. W nim też nie mam zamiaru szukać innych rozwiązań, bo pompa ciepła pod każdym względem spełnia moje oczekiwania. Rozmawiał: Jakub Selega, Obraz: archiwum Sun Invest

Więcej na temat aktualnych możliwości otrzymania wsparcia finansowego na zakup i montaż pompy ciepła oraz instalacji fotowoltaicznej w Showroomie Sun Invest – zawsze najświeższe informacje o dotacjach i ofertach na odnawialne źródła energii. Olsztyn, ul. Towarowa 9D (teren Agroma) tel. 89 6167704 showroom@suninvest.pl


Największy wybór mieszkań w Olsztynie i regionie

ul. Budowlana 3, Olsztyn

+48 697 611 323

www.arbet.olsztyn.pl

mieszkania@arbet.olsztyn.pl


NIERUCHOMOŚCI

MARKA Z DWOMA PIĄTKAMI MAŁO JEST FIRM BUDOWLANYCH Z TAKIM STAŻEM, A CO DOPIERO BĘDĄCYCH LIDEREM W BRANŻY. O WARTOŚCIACH SILNEJ MARKI ROZMAWIAMY Z ANNĄ SZYMCZAK, PREZESEM ZARZĄDU IŁAWSKIEGO PRZEDSIĘBIORSTWA BUDOWLANEGO „IPB” W IŁAWIE.

Port Śródlądowy w Iławie nad Jeziorem Jeziorak – największy port śródlądowy w regionie

056

MADE IN: Można byłoby przypuszczać, że z okazji 55-lecia firmy będziemy rozmawiać z kilkunastym prezesem w historii, a tu zaskoczenie… Anna Szymczak: IPB powstało 55 lat temu. Dotychczasowy prezes Eugeniusz Jaremko, po 48 latach pracy w firmie i po 31 latach bycia jej szefem, objął stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej. Ja mam zaszczyt być prezesem zarządu od dziewięciu lat. Ale jubileusz 55-lecia to przede wszystkim imponująca praca kilku pokoleń, zarówno naszych pracowników, partnerów biznesowych, ale i klientów. Bo biznes to ludzie, a w życiu trzeba mieć szczęście do ludzi i my to szczęście mamy. Mimo zmiany pokoleniowej kontynuujemy dotychczasową politykę firmy i dalej rozwijamy się. Ale warto zaznaczyć, że te 55 lat to historia niełatwa i naznaczona kryzysami. Jednak jeśli kryzys potraktujemy jak szansę na rozwój, wówczas można cieszyć się tak imponującym jubileuszem. Od 1991 roku funkcjonujemy jako spó łka z ogra-

niczoną odpowiedzialnością. Dzięki przekształceniu przetrwaliśmy najtrudniejszy okres załamania koniunktury budowlanej oraz dostosowaliśmy swoją strukturę i organizację pracy do wymogów gospodarki rynkowej. Jak udało się przetrwać trudny czas transformacji? Przede wszystkim, niezależnie od zewn ętr znych c z ynników, nie można uciekać od odpowiedzialności. Jeśli wymaga tego sytuacja, warto pokusić się o restrukturyzację. Naszym fundamentem od zawsze był zespó ł – wykwalifikowana kadra kierownicza, lojalni pracownicy, ale również własne zaplecze techniczne i standardy świadczonych usług. Mając takie zasoby, szukaliśmy nowych rynków w kraju i za granicą, ale również rozpoczęliśmy sprzedaż materiałów budowlanych i działalność deweloperską na własnych gruntach. Ciesząc się dużym zaufaniem wśród naszych klientów, łatwiej nam było otwierać się na nowe.

W czasach dynamicznych zmian gospodarczych łatwo jest utrzymać tytuł Lidera Budowlanego Warmii i Mazur? Liderem jest tylko ten, kto elastycznie reaguje na zmiany, posiada umiejętność kreowania własnej przestrzeni gospodarczej do rozwoju, ma pomysł i odwagę, aby nie tylko siebie zmieniać, ale również oddziaływać na otoczenie. Lider musi też czasem ryzykować. IPB to z jednej strony firma z wieloletnim kapitałem, z drugiej przedsiębiorstwo z szerokimi horyzontami i wizją przyszłości. Więc nie spoczywamy na laurach, trzymamy rękę na pulsie, reagujemy błyskawicznie i zmieniamy się, kiedy wymaga tego sytuacja. Co więcej – wyprzedzamy czasem przyszłość, wiedząc, że trudnych czasów – spowolnienia, kryzysu czy pandemii – nie da się po prostu przeczekać, trzeba działać. Dzięki perspektywicznemu myśleniu, bezpiecznie patrzymy w przyszłość, co jest bardzo ważne zarówno dla właścicieli firmy, pracowników, klientów oraz kontrahentów. Stąd cały wachlarz prestiżowych nagród. Choć nie pracujemy dla nagród, to każda z nich cieszy i umacnia wizerunek marki IPB w oczach klientów. A jednocześnie jest zobowiązaniem, które mobilizuje i motywuje nas do jeszcze lepszych efektów. Znaleźliśmy się w gronie najlepszych, najszybciej rozwijających się firm w wojewódz t wie warmiń sko -mazurskim i otrzymaliśmy tytuł „Diament Forbesa 2021”. IPB zdobyło też nagrodę „Dobra Firma 202 1 na Warmii i Mazurach” w kategorii „Najlepszy Inwestor” oraz tytuł „Wzorowa Firma 2020 – Lider Budownictwa Warmii i Mazur”. To cenne wyróżnienia umacniające markę IPB na rynku regionalnym. Lista wszystkich naszych nagród jest bardzo długa, ponieważ była tworzona przez ponad


NIERUCHOMOŚCI

pół wieku. Otrzymujemy też wysokie lokaty w konkursach organizowanych przez Państwową Inspekcję Pracy. Są to zatem nagrody różnego rodzaju, od ogólnych przez branżowe, po produktowe. Jednak to globalne oceny całej firmy, dokonywane przez niezależnych ekspertów, są jak papierek lakmusowy, który pokazuje aktualną kondycję spółki i to, w jaki sposób jest postrzegana nasza marka. A ponad wszystko trzeba podkreślić, że za każdą z nagród stoi sztab ludzi. Budujecie obiekty o różnym charakterze: mieszkalne, handlowe, sportowe, przemysłowe. Jest dla nich jakiś wspólny mianownik? Jakość, którą doceniają nie tylko klienci, ale i eksperci. To jest nasza autorska recepta na sukces w biznesie. Choć budownictwo deweloperskie to nasz najmłodszy produkt, bo ma 25 lat, jest dziś najmocniejszą pozycją w naszej ofercie (inwestycje w Iławie, Olsztynie, M alb orku , Kwidz ynie , a nie b awe m w Grudziądzu – red.). Zbudowaliśmy zaufanie, które wynika z rzetelności, terminowości i gwarancji bezpieczeństwa. Naszymi najlepszymi ambasadorami są nasi klienci, których jest blisko cztery tysiące. Pierwsi z nich dzisiaj kupują mieszkania swoim dzieciom – to najlepsza rekomendacja.

„Harmonia” przy ul. Bydgoskiej w Olsztynie

Ukiel Apartamenty przy ul. Bałtyckiej w Olsztynie

Adaptacja Przedzamcza Biskupów Warmińskich w Lidzbarku Warmińskim na ekskluzywny Hotel Krasicki****

Tegoroczna nominacja do Rankingu 100 Największych Deweloperów w Polsce według magazynu Builder uwiarygadnia naszą pozycję. Jesteśmy pierwszą firmą deweloperską na Warmii i Mazurach, a nasza najnowsza inwestycja w Olsztynie „Ukiel Apartamenty” znalazła się na liście TOP 10 w rankingu Newsweeka na najlepsze nowe osiedle mieszkaniowe w Polsce. Z kolei usługami budowlano-montażowymi zajmujemy się od początku istnienia firmy. Wznosimy obiekty przemysłowe, hale sportowe, banki, szpitale, hotele, baseny, SPA. Dlaczego rozszerzyliście działalność o sprzedaż materiałów budowlanych? By stworzyć kompleksową ofertę dla klientów. To właśnie dzięki poszukiwaniu nowych gałęzi działalności dzisiaj świętujemy 55 lat istnienia marki. Taki jubileusz kojarzy się z tradycją, wiarygodnością i wysokim standardem. Z których obiektów jesteście dzisiaj najbardziej dumni? Na szczególne wyróżnienie zasługuje adaptacja Przedzamcza Biskupów Warmińskich w Lidzbarku Warmińskim na nowoczesny, ekskluzywny Hotel Krasicki****. To przepiękny, niezwykły i unikatowy obiekt. Przywrócenie do życia tak wyeksploatowanego zabytku w ciągu zaledwie półtora roku to w ocenie inwestora rekord świata. Ale

specjalizujemy się w przedsięwzięciach skomplikowanych – inwestycjach o krótkich cyklach realizacji i bardzo wysokich wymaganiach inwestorów. Hotel otrzymał mnóstwo prestiżowych nagród, m.in. w Londynie za „Najlepszy hotel w Polsce, Europie i na świecie”. Z kolei takie olsztyńskie realizacje jak salon samochodowy Mercedesa, centrum handlowe ALFA, w Starych Jabłonkach Hotel Anders czy Hotel Miłomłyn Zdrój, pokazały szerokie spektrum możliwości firmy, a zrealizowane obiekty stały się wizytówkami Warmii i Mazur. Inne z kolei obrazują naszą wszechstronność, choćby lądowisko dla śmigłowców ponad dachem Powiatowego Szpitala w Iławie czy port śródlądowy w Iławie, za które otrzymaliśmy pierwsze nagrody w konkursie „Budowa Roku na Warmii i Mazurach”. Rozmawiała: Beata Kowalska Obraz: archiwum IPB Iława

Sprzedaż mieszkań Biuro Dewelopera „IPB” Sp. z o.o. Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 15 lok. 5 Tel. 695 250 787 ipbilawa.com.pl

057


NIERUCHOMOŚCI

MIESZKANIOWA ZMIANA BEZ STRESU JAK PRZYGOTOWAĆ SPRZEDAŻ NIERUCHOMOŚCI, BY PRZEPROWADZIĆ JĄ SZYBKO I UZYSKAĆ NAJWYŻSZĄ CENĘ? A PRZEDE WSZYSTKIM ZAOSZCZĘDZIĆ SOBIE STRESÓW I NIEDOGODNOŚCI?

058

Można próbować samemu, a można podeprzeć się wiedzą fachowca. – Przeprowadzałam się wiele razy – z lepszego na gorsze i z gorszego na lepsze – więc świetnie rozumiem, co to znaczy. Bardziej niż o sprzedaż murów chodzi tu o zamknięcie pewnej historii i rozpoczęcie nowej – tak opowiada o transakcjach Lidia Barasińska, właścicielka olsztyńskiego biura nieruchomości Warmia Brokers. Dzięki temu, że zyskała opinię empatycznego i skutecznego pośrednika, od kilku lat jej firma zajmuje się głównie obsługą klientów z polecenia. Stworzyła zespół doradców ds. nieruchomości, który nie tylko sprzedaje, ale też wspiera w życiowej zmianie na trzech płaszczyznach: mentalnej, prawnej i wizualnej. Oto, czego najbardziej obawiają się sprzedający nieruchomość: że pójdą mieszkać pod most, bo nie uda im się skoordynować terminowo sprzedaży jednego lokum i zakupu drugiego, albo że zostaną oszukani i stracą dorobek życia. No i przeraża ich myśl o formalnościach urzędowych, negocjacjach, spotkaniach z potencjalnymi klientami. Sprzedaż mieszkania to niecodzienne zadanie, a często też niezbyt przyjemna konieczność, związana z trudnym momentem w życiu – rozwodem, zmianą pracy, przeprowadzką do innego miasta, śmiercią bliskiej osoby… – Miałam klientów przekonanych, że nie mają kontroli nad swoim życiem, bo ktoś rzucił na nich urok, i takich, którzy na wstępie mówili „ja mam takiego pecha, że na pewno coś się nie uda i skończę pod mostem”. Wtedy trzeba zacząć od zmiany sposobu myślenia, żeby już nie przyciągać złych rzeczy. By wyszli ze swoich lęków, poczuli, że mają wsparcie i opiekę. Tworzymy strategię sprzedaży i krok po kroku ją realizujemy oraz modyfikujemy w zależności od okoliczności, bo należy być elastycznym i przewidującym – mówi Lidia Barasińska. Zanim w ogłoszeniu sprzedaży będzie można napisać „uregulowany stan prawny, pełna własność”, trzeba zrobić porządek w dokumentacji formalnej. Sprawdzić, czy stan prawny nie

różni się od faktycznego, czy sprawy spadkowe są uregulowane, czy w księdze wieczystej nie są wpisane jakieś zabezpieczenia, należności… – Na tym etapie często wychodzą „kwiatki”, ale wszystkie sprawy są do wyprostowania. Nawet dogadanie kilkunastu spadkobierców, i to z udziałem sądu rodzinnego, czy załatwieniem spraw notarialnych za granicą. Jesteśmy wszędzie tam, gdzie klient i jego sprawa nas potrzebują – dodaje Lidia Barasińska. Dopiero po tym wszystkim przychodzi czas na home staging, czyli odpowiednie przygotowanie nieruchomości, by klient kupujący spojrzał na nią z zachwytem, dostrzegł jej potencjał i zapłacił dobrą rynkową cenę. – Włącza mi się wtedy tryb perfekcyjnej pani domu – śmieje się właścicielka Warmia Brokers. – Widzę rzeczy, które domownicy przestali już dostrzegać: wyrwany kontakt, brak listew, zaciek po zalaniu na suficie… Warto to naprawić, zanim kupujący zobaczy mieszkanie, bo wtedy rozmowa skupia się na merytorycznych sprawach, a nie np. na tym, kto nas zalał kilka lat temu. Kolejne zadanie, to pozbawienie mieszkania czy też domu zbędnych rzeczy i przywrócenie tym samym pierwotnych funkcji pomieszczeniom – z salonu trzeba wynieść zabawki, z pokoju gościnnego suszarkę i deskę do prasowania, ograniczyć liczbę mebli, nadać mieszkaniu, czy też domu przestrzeni i elegancji, które zawsze robią wrażenie na potencjalnie zainteresowanych. A gdy taka mała rewolucja spotyka się z oporem dotychczasowych właścicieli, jeden argument wyjaśnia sprawę: i tak to ich czeka przy wyprowadzce. Tekst: Magda Spiczak-Brzezińska Obraz: Łukasz Pepol Warmia Brokers Nieruchomości Olsztyn, Kopernika 28 lokal 2 tel. 664 004 517 www.warmiabrokers.pl



PRAWO

WYGRAĆ Z FRANKIEM PROBLEM FRANKOWICZÓW NARASTA WRAZ Z DROŻEJĄCĄ SZWAJCARSKĄ WALUTĄ, KTÓRA BIJE KOLEJNE REKORDY. JAK SKUTECZNIE ZAWALCZYĆ O SWOJE PIENIĄDZE, PISZE ADWOKAT IGOR SZTYNIO.*

060

Siedem lat temu, 15 stycznia 2015 roku, kurs franka wystrzelił w górę tak mocno, że ta data została zapamiętana jako „czarny czwartek”. Kredytobiorcy liczyli wówczas, że wzrost kursu jest chwilowy. Czas pokazał, jak bardzo się mylili. Zapewnienia doradców finansowych namawiających na zaciągnięcie kredytu waloryzowanego frankiem okazały się pułapką dla kredytobiorców. Sytuacja wielu frankowiczów po „czarnym czwartku” stała się dramatyczna. Niektórzy musieli sprzedać posiadany majątek lub zadłużyć się u rodziny, aby w obawie przed rosnącym długiem spłacić zaciągnięte zobowiązania. Zdarzały się sytuacje, że banki wypowiadały umowę i przejmowały nieruchomość stanowiącą zabezpieczenie kredytu. Mimo licznych reklamacji zgłaszanych na przestrzeni lat, kredytobiorcy nie mogli liczyć na wyrozumiałość i proces przewalutowania w bankach. Największym obciążeniem dla kredytobiorców była nie tylko wysoka rata, ale przede wszystkim zadłużenie w banku, które mimo regularnych spłat, stało w miejscu. Przykładowo: klient pożyczał 300 tys. zł na zakup mieszkania, przez 15 lat oddawał bankowi z odsetkami ponad 300 tys. zł, a nadal pozostało mu do zwrotu 250 tys. zł. Klienci żyjący w poczuciu oszukania i wprowadzenia w błąd, długo czekali na ustawę, która miała rozwiązać ich problemy. Takiej ustawy do dziś nie uchwalono. Ratunkiem okazały się więc kancelarie, które wyspecjalizowały się w sprawach frankowiczów. Możliwość wykazania swoich racji na drodze sądowej nie wynika jednak z faktu, że kurs franka znacznie wzrósł. Po dokładniejszym pochyleniu się nad umowami, które frankowicze najczęściej zawierali w latach 2005–2009 okazało się, że niektóre banki stosowały w umowach klauzule niedozwolone. Bardzo często banki wskazywały, że kurs franka będzie ustalany w oparciu o ich własną tabelę kupna i sprzedaży. Zdarzały się również sytuacje, że klientom wypłacano więcej pieniędzy, niż wnioskowali przy zawieraniu umowy. Z punktu zasad prawa bankowego taka sytuacja jest niedopuszczalna. Odnalezienie w umowie kredytowej tzw. klauzul abuzywnych, może skutkować „odfrankowieniem” kredytu lub jego unieważnieniem. Każde z tych rozwiązań jest bardzo

korzystne dla kredytobiorcy, bo diametralnie zmniejsza jego zadłużenie. Jest również o wiele korzystniejsze, niż ewentualna ugoda z bankiem. Paradoksalnie to właśnie umieszczenie przez bank niedozwolonych klauzul umownych, które miały zabezpieczyć bank, otworzyły frankowiczom „furtkę” do skutecznej walki przed sądami powszechnymi. Po wyeliminowaniu z umowy klauzul niedozwolonych, sąd musi sprawdzić czy umowa nadal może być wykonywana. Jeśli taka umowa traci swoje istotne elementy, wówczas staje się nieważna. Wtedy frankowicz powinien odzyskać to, co zapłacił bankowi i zwrócić to, co od banku otrzymał. Każda sprawa jest inna, dlatego jej koncepcja musi być uzgodniona indywidualnie. Niezbędne jest prawidłowe sformułowanie żądania w pozwie i przytoczenie przekonujących argumentów na poparcie twierdzeń. Dlatego warto skorzystać z pomocy adwokatów, zajmujących się tematyką frankową. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że sądy w naszym województwie często orzekają na korzyść konsumentów, co potwierdza również fakt, że tych spraw stale przybywa. Wygrane konsumentów z bankami wpłynęły również na zmianę postawy banków, które zaczęły proponować klientom zawieranie ugód, o których wcześniej nie było mowy. Pamiętajmy, że zawarcie ugody jest dobrowolne, a decyzja o jej zawarciu nie powinna być pochopna. Jeśli jednak możemy skutecznie domagać się unieważnienia umowy, która naraziła nas na stres i nieprzespane noce, to warto ją unieważnić. Zaznaczyć również należy, że nawet osoby, które spłaciły już kredyt frankowy, mogą z powodzeniem ubiegać się o zwrot środków pobranych przez bank bez ważnej podstawy prawnej. Tekst: adwokat Igor Sztynio Obraz: Michał Bartoszewicz, © WAYHOME studio / Shutterstock.com Kancelaria adwokata Igora Sztynio specjalizuje się m.in. w prowadzeniu spraw frankowych. Olsztyn, Plac Gen. Józefa Bema 2/14 tel. 889 198 330 adwokatsztynio@gmail.com adwokatsztynio.pl Mecenas projektu:

BEMA SQUARE

Bema Square – najsłynniejsza z olsztyńskich kamienic, która od zawsze była siedzibą najważniejszych postaci, dzisiaj jest prestiżowym adresem na wizytówce wielu firm. Z pietyzmem odtworzone wnętrza przyciągnęły tu biznesy z przeróżnych branż, choć ze wspólnym mianownikiem – zamiłowaniem do piękna, sztuki i ducha historii. Bema Square Olsztyn, Plac Gen. Józefa Bema 2 tel. 89 722 12 40, kontakt@bema2.pl


NAUKA

PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ – TALENT PRZYSZŁOŚCI NAUKA I PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ – TO POŁĄCZENIE MOŻE ZREWOLUCJONIZOWAĆ GASTRONOMIĘ I UŁATWIĆ ŻYCIE WIELU KONSUMENTOM. UCZESTNICY MIĘDZYNARODOWEGO PROJEKTU RIS INSPIRE SCHOOL IN TARGETED NUTRITION OPRACOWALI INNOWACYJNE ROZWIĄZANIA DLA OSÓB Z ALERGIAMI POKARMOWYMI.

Dotykają dzieci i dorosłych. Są zagrożeniem dla zdrowia, komplikują dietę, pozbawiają wielu smakowych doznań. Rosnąca liczba osób z alergiami pokarmowymi wymusza na rynku poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań. I te wyzwania stawiane producentom żywności i branży gastronomicznej wziął na warsztat międzynarodowy projekt, kierowany do studentów i młodych naukowców. Przez kilka tygodni pod okiem ekspertów, tworzyli nowe usługi i produkty. Wszystko po to, aby ułatwić życie osobom, których dieta wymaga eliminacji laktozy, glutenu, orzechów, jajek, skorupiaków czy ryb. – Osoby z alergiami pokarmowymi mierzą się w wieloma codziennymi problemami. To np. niejasne oznaczanie żywności, nieprecyzyjne etykiety, mają też obawy przed podróżowaniem i korzystaniem z lokali gastronomicznych. Wiedza na ten temat skłoniła nas do stworzenia projektu szkoleniowego inspirującego młode osoby do tworzenia nowatorskich rozwiązań przeznaczonych dla tej grupy konsumentów – przyznaje dr hab. Urszula Krupa-Kozak z Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żyw-

ności PAN w Olsztynie, koordynator projektu RIS Inspire School in Targeted Nutrition, finansowanego przez Europejską Wspólnotę Wiedzy i Innowacji w obszarze żywności EIT Food. – Nasz unikatowy projekt rozpala przedsiębiorcze talenty uczestników, a wiedzę teoretyczną łączy z rozwiązaniami biznesowymi. To luka, której często brakuje w programie kształcenia na uczelniach. W dwóch edycjach projektu w 2021 roku wzięło udział blisko 50 uczestników z różnych stron Europy. – Program online w języku angielskim obejmował wykłady na temat alergii pokarmowych, moduły z zakresu przedsiębiorczości i ćwiczenia uczące rozwiązywania problemów. Uczestnicy pod okiem mentorów analizowali rynek, poznawali modele biznesowe i zgłębiali sztukę prezentacji wypracowanego pomysłu. – dodaje mgr Marta Kopcewicz, współorganizatorka Szkoły. – Dzisiejszy rynek wymaga elastyczności i gotowości do zmian – podkreśla Iwona Kieda, menadżer projektu z IRZiBŻ PAN. – Ważne jest aby odnaleźć w nim niszę, która może okazać się świetnym pomysłem na startup.

Aplikacje, czytniki, suplementy diety – kreatywność uczestników m.in. z Turcji, Serbii, Węgier, Polski, Gruzji i Słowacji przeszła oczekiwania ekspertów. Projekty studenckich drużyn oceniali m.in. eksperci z University of Cambridge, Maspex oraz lokalni przedsiębiorcy z branży gastronomicznej (m.in. BoChenek). Wśród zwycięskich prac był np. pomysł na suplement diety wspomagający leczenie tzw. mgły mózgowej, występującej u osób z nietolerancją glutenu. – Opracowany przez nas suplement, bazujący na naturalnym składniku, ma wpływać na poprawę koncentracji i pamięci – tłumaczy doktorantka Sylwia Machcińska, członkini zwycięskiej drużyny. – Uczestnicząc z tym projekcie nabyliśmy umiejętności, które pozwoliły nam opracować plan biznesowy i zaprojektować sposób komercjalizacji tego rozwiązania. A poza tym to była wspaniała przygoda, która budowała przyjacielskie relacje, które na pewno będziemy pielęgnować. Być może w przyszłości zaowocują prawdziwym biznesem. W roku 2022 odbędzie się kolejna edycja RIS Inspire School in Targeted Nutrition dla uczestników z różnych stron Europy. Więcej na: pan.olsztyn.pl Tekst: Beata Waś, obraz: Jarek Poliwko

Projekt RIS Inspire School in Targeted Nutrition jest finansowany przez EIT Food – Europejską Wspólnotę Wiedzy i Innowacji w Obszarze Żywności, która pracuje na rzecz zrównoważonego, zdrowego i godnego zaufania systemu żywnościowego.

061


JAK SPRZEDAĆ BIZNES? OKRES ŚWIĄTECZNO-NOWOROCZNY SPRZYJA GŁĘBSZYM REFLEKSJOM. ZAPEWNE NIEJEDEN PRZEDSIĘBIORCA ZASTANOWI SIĘ NAD SENSOWNOŚCIĄ KONTYNUOWANIA DZIAŁALNOŚCI. PONIŻEJ POSTARAM SIĘ PODZIELIĆ NAJWAŻNIEJSZYMI PROBLEMAMI ZWIĄZANYMI ZE SPRZEDAŻĄ BIZNESU I ODPOWIEDZIEĆ NA KLUCZOWE W TYM ZAGADNIENIU PYTANIA.


PRAWO I BIZNES

DLACZEGO? Bardzo często prowadzony biznes przerasta jego założyciela, który z biegiem lat staje się – świadomie lub nie – hamulcowym dalszego rozwoju swojego przedsiębiorstwa. Oto modelowy przykład: doskonały specjalista w konkretnej dziedzinie, zdobywając uznanie na rynku rozwija swoją działalność i nim się obejrzy, zatrudnia kilkadziesiąt osób. Wraz z rozwojem biznesu pojawiają się wyzwania, o których wcześniej nie myślał i tak oto jego głowa pełna jest problemów, np. organizacyjnych czy finansowych przekraczających jego kompetencje. Oczywiście przez wiele kolejnych lat uczy się i jakoś owe problemy rozwiązuje, ale kosztuje to naszego bohatera znacznie więcej sił i czasu niż zakładał. Paradoksalnie pomimo wytężonej pracy często pojawia się u niego poczucie braku kontroli nad biznesem oraz obawa, że pracownicy, współpracownicy czy podwykonawcy nie są nadzorowani odpowiednio dobrze, a biznes nie rozwija się optymalnie. Taki stan wzmaga poczucie niepewności, stresu i sprzyja zawodowemu wypaleniu, nawet gdy wszystkie te złe odczucia wydają się uśmierzać zadowalające dochody. Wówczas pojawia się dylemat – czy warto kontynuować tę działalność kosztem swojego zdrowia, permanentnego braku czasu oraz wielu niezrealizowanych marzeń własnych oraz bliskich? A jeśli warto, to do kiedy? Do śmierci? Dobrze jest udzielić sobie bardzo konkretnej odpowiedzi na to pytanie. W przeciwnym razie przedsiębiorca staje się nieomal dożywotnio niewolnikiem swojej firmy. Sprzedaż biznesu, całego lub jego części (mniejszości lub większości), daje przedsiębiorcy szansę na finansowe zrekompensowanie lat poświęconych na jego rozwój oraz uwalnia czas i energię na inne aktywności, być może również w odmiennych branżach. Oczywiście powodów sprzedaży przedsiębiorstwa (osobistych, rodzinnych, rynkowych) może być wiele.

KIEDY? Najlepszym momentem na sprzedaż przedsiębiorstwa jest ten, w którym kończy się faza jego dynamicznego rozwoju. Co ważne, faza ta powinna jeszcze trwać, ale przedsiębiorca jest świadomy, że kolejne lata będą przynosiły coraz mniejszy wzrost. Sprzedawane przedsiębiorstwo powinno być w szczytowej formie, jaką przedsiębiorca jest w stanie mu zapewnić swoimi kompetencjami i posiadanym kapitałem. Jeżeli jest przekonany, że posiada właściwe kompetencje i finanse oraz

może i chce dalej rozwijać biznes, to warto ze sprzedażą jeszcze poczekać. Jeżeli przedsiębiorstwo szczyt swojego rozwoju ma już za sobą, to na pewno warto je sprzedać szybciej, niż wstrzymywać się z tą decyzją. Im dłużej trwa stabilizacja zapewniająca nawet zadowalające wyniki finansowe, tym łatwiej inwestorowi wynegocjować upust za brak szans na wzrost wartości firmy w przyszłości. Szczególnie inwestorzy finansowi kupują przedsiębiorstwa z szansami na dalszy wzrost, a realna perspektywa wzrostu stanowi ważny element wpływający na cenę. Ponadto po latach stabilizacji częściej następuje spadek wyników niż ich wzrost, co dodatkowo wpływa na zmniejszenie wartości biznesu. Pamiętać należy, że wyniki to zarówno przychody, ale również zyski, w szczególności te z działalności operacyjnej, które możemy określić m.in. wskaźnikiem EBITDA, o którym więcej poniżej.

KOMU? Zainteresowanych zakupem biznesu można podzielić na dwie kategorie: inwestorów branżowych oraz finansowych. Ci pierwsi to firmy z naszej branży lub branż pokrewnych (np. branż poddostawców lub klientów końcowych). Tacy inwestorzy zazwyczaj dobrze znają nasz biznes i stosunkowo szybko oraz trafnie potrafią określić jego wartość. Praktyka wskazuje, iż świadomy inwestor branżowy jest gotów zapłacić wyższą cenę za nabywany biznes niż inwestor finansowy. Wynika to z faktu, iż dość łatwo jest on w stanie policzyć jakie korzyści przyniesie mu taki zakup zarówno w zakresie redukcji kosztów, jak również zwiększenia przychodów, zdobycia nowych klientów, etc. Korzyści te następują szybko. Z kolei inwestorzy finansowi, prywatni czy instytucjonalni (fundusze) oceniają biznes głównie w aspekcie zdolności zarabiania pieniędzy. Dużo gorzej przyjmują argumenty o unikalności sposobu produkcji, potrzebie zatrudniana wysoko opłacanych pracowników czy potencjale rozwoju, który nie zmaterializował się przez wiele ubiegłych lat. Najczęściej nie są chętni do uwzględniania tych aspektów w oferowanej cenie. Inwestorzy finansowi są jednak bardziej skłonni do zakupu biznesu poprzez rozłożenie tej transakcji w czasie, co daje przedsiębiorcy możliwość dalszego rozwoju firmy i sprzedaży jej na korzystniejszych warunkach, o czym poniżej. Ponadto na ogół dysponują środkami umożliwiającymi zapłatę ceny w relatywnie krótkim czasie (3–6 miesięcy).

063


PRAWO I BIZNES

JAK?

064

Najczęściej oczekiwanym przez przedsiębiorcę modelem sprzedaży jest natychmiastowa zapłata 100 proc. ceny za 100 proc. udziałów w firmie. Jednak taki model wcale nie musi być najlepszy. Inwestor, szczególnie finansowy, często oczekuje, że dotychczasowy właściciel będzie związany ze sprzedawaną firmą jeszcze przez rok lub dłużej od momentu sprzedaży. Oczywiście przedsiębiorca nie będzie miał już tak dużych uprawnień jak dotychczas, ale będzie w stanie wprowadzać do organizacji nowych managerów oraz dokonać innych zmian uzgodnionych z inwestorem. Ponadto dosyć często w tym okresie potwierdzane są wszelkie zapewnienia przedsiębiorcy o kondycji biznesu, które były składane przed jego sprzedażą. Dlatego jego obecność w strukturze biznesu jest korzystna dla obydwu stron. Najczęściej bowiem wszelkie niewyjaśnione nieprawidłowości będą się wiązały z obowiązkiem zwrotu przez przedsiębiorcę odpowiedniej części otrzymanej już ceny. Innym modelem jest sprzedaż inwestorowi części biznesu np. 35 proc. z obowiązkiem sprzedaży pozostałej części w określonym czasie, powiedzmy trzech lat. Takie rozwiązanie oznacza, że w dniu transakcji przedsiębiorca otrzymuje cenę stanowiącą 35 proc. aktualnej wartości swojego biznesu, zachowuje nad nim kontrolę przez kolejne lata, podczas których dba o jego rozwój, by następnie sprzedać pozostałe 65 proc. biznesu po wycenie z określonego dnia w przyszłości (np. po wspomnianych trzech latach). Taka wycena najczęściej jest wyższa, zatem bardziej korzystna dla przedsiębiorcy. Oczywiście spektrum wariantów jest znacznie szersze i można je dopasować do oczekiwań stron konkretnej transakcji.

ZA ILE? Aby uzyskać maksymalną cenę musimy być dobrze przygotowanymi do transakcji sprzedaży oraz wiedzieć jak prowadzić rozmowy z potencjalnym kupującym. Niestety te wydawałoby się truizmy, są powodem ponad 80 proc. niepowodzeń w znalezieniu inwestora. Dlatego drogę do najwyższej ceny otwiera znalezienie doradcy (np. kancelarii prawnej, butiku M&A, biura rachunkowego), który będzie w stanie przeprowadzić pełny proces sprzedaży: •  określić wartości biznesu na potrzeby wewnętrzne przedsię­ biorcy, •  uporządkować prawne, finansowe i organizacyjne obszary firmy,

•  p rzygotować materiały dla inwestorów (opracować kluczowe dane), •  obsłużyć proces badania firmy przez potencjalnych inwestorów (term sheet oraz due deligence), •  przeprowadzić negocjacje ceny oraz warunków sprzedaży. Doradca musi wiedzieć co na rynku jest standardem, a co można z kupującym negocjować; musi posiadać zdolność do kreatywnego komunikowania się z drugą stroną, szczególnie, gdy posiada ona większe niż przedsiębiorca doświadczenie w kupowaniu biznesów. To również gwarancja, uzyskania ceny maksymalnej w stosunku do określonej na podstawie obiektywnie ocenionej kondycji firmy. Cena najczęściej określana jest poprzez mnożnik wskaźnika EBITDA. Wskaźnik ten – mocno upraszając – określa wartość przychodów z działalności operacyjnej firmy po pomniejszeniu o koszty tej działalności oraz po dodaniu wartości amortyzacji oraz wolnej gotówki. Określenie EBITDA nie jest zadaniem szczególnie skomplikowanym, gdy posiada się rzetelnie prowadzone dokumenty rachunkowe. Większym problemem jest określenie mnożnika, który w typowych biznesach może wynosić od 3 do 7. Oczywiście określone branże kierują się innymi metodami wyceny (np. deweloperzy, nowe technologie). Doświadczony doradca, po analizie danych biznesu, potrafi dość precyzyjnie określić jego minimalną oraz optymalną wartość. Mam nadzieję, że poruszone powyżej zagadnienia przybliżyły proces sprzedaży biznesu, zarówno prowadzonego jako jednoosobowa działalność gospodarcza, jak również w formie spółki cywilnej, osobowej (np. jawnej, komandytowej) czy kapitałowej (np. z ograniczona odpowiedzialnością). Wszystkim mierzącym się z tym wyzwaniem, życzę dobrych decyzji. adw. Jan Franciszek Gajewski, szef praktyki transakcji M&A Kancelaria Prawna GAJEWSKI TRAWCZYŃSKA I WSPÓLNICY z Olsztyna, autor bloga prawniczego nieruchomoscirolne.pl Obraz: Kuba Chmielewski

Gajewski Trawczyńska i Wspólnicy Kancelaria Prawna


TECHNOLOGIA

CYFROWO W ZIELONYM REGIONIE

CZY FIRMY Z WARMII I MAZUR GOTOWE SĄ NA CYFROWĄ TRANSFORMACJĘ? EPIDEMIA, KTÓRA OPANOWAŁA ŚWIAT SPRAWIŁA, ŻE DLA WIELU FIRM W REGIONIE STAŁA SIĘ ONA KWESTIĄ ICH RYNKOWEGO BYĆ ALBO NIE BYĆ. Zaawansowane technologie, sztuczna inteligencja, robotyka, zielona automatyzacja, cyberbezpieczeństwo – to tematy niedawnej konferencji „Transformacja cyfrowa MŚP Warmii i Mazur”. – Wyścig technologiczny nie ma i nie będzie mieć linii mety. A nowe technologie bezpowrotnie zmieniają sposób, w jaki działa świat biznesu i gospodarka w ogóle. Dlatego organizując to spotkanie chcieliśmy wprowadzić firmy wschodniej części województwa do pojęcia transformacji cyfrowej oraz zintensyfikować ten proces w lokalnych przedsiębiorstwach – mówi Agnieszka Pietrowicz, dyrektor Parku Naukowo-Technologicznego w Ełku, który był organizatorem konferencji. C z ym je s t trans formacja c y f rowa? Z angielskiego digital transformation oznacza użycie nowoczesnych technologii cyfrowych do modyfikacji obecnych lub stworzenia całkiem nowych procesów biznesowych, kultury organizacyjnej firmy czy doświadczenia

klienta. Znajomość definicji to jednak zbyt mało, aby sprostać oczekiwaniom współczesnych rynków. Trzeba szkolić się i dynamicznie działać. Doskonale wie o tym Tomasz Adrukiewicz, prezydent Ełku, patron honorowy wydarzenia. – Jeśli firmy w naszym regionie nie będą gotowe na szybkie zmiany, konkurencja z kraju zrobi swoje. Ta konferencja ma pokazać, jak istotna jest gotowość na dokonywanie transformacji cyfrowej w firmach – przekonywał prezydent Andrukiewicz. – Chcemy też pokazać, z jakich narzędzi organizacyj-

nych i finansowych można skorzystać. A do tego dobre praktyki, czyli firmy, którym udało się zrealizować z sukcesem cyfrowe zmiany. To pier wsze tego typu w ydarzenie w regionie, a od razu jego organizatorzy zawiesili poprzeczkę wysoko: program, który odpowiadał najbardziej aktualnym trendom światowym, inspirujące wystąpienia najlepszych ekspertów transformacji cyfrowej firm z kraju, merytoryczna i wartościowa debata. – Chcemy, by to wydarzenie na stałe wpisało się w coroczny kalendarz wydarzeń biznesowych w regionie, dlatego już myślimy o programie konferencji, która odbędzie się na jesieni 2022 roku – zapowiada Agnieszka Pietrowicz. Więcej o konferencji „Transformacja cyfrowa MŚP Warmii i Mazur” na techno-park.elk.pl/transformacja Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: Urszula Mikulska

Park Naukowo-Technologiczny w Ełku Ełk, ul. Podmiejska 5 +48 87 732 63 01 info@technopark.elk.pl

065


#GENWARMIIIMAZUR

Z MAZUR NA GŁĘBOKĄ WODĘ WYDAJE MI SIĘ, ŻE W BIZNESIE WAŻNE SĄ DWIE CECHY: KRÓTKA PAMIĘĆ I BRAK ZAWIŚCI – MÓWI WOJCIECH KOT. SZUKAMY GENU, KTÓRY TWÓRCY DELPHIA YACHTS Z OLECKA, NAJWIĘKSZEGO POLSKIEGO PRODUCENTA JACHTÓW ŻAGLOWYCH, UŁATWIŁ WYPŁYNIĘCIE NA ŚWIATOWY POZIOM BIZNESU. 066

MADE IN: Gen przedsiębiorczości był w pana rodzinie od zawsze? Wojciech Kot: Dziadek pochodzący ze zubożałej szlachty był nauczycielem. Ale nie mogąc z tej pensji wykształcić trzech synów, założył sklep. Wtedy zupełnie inaczej wyglądał handel. Kiedy przyszedł klient i chciał coś, czego nie było na półce, to babcia robiła mu herbatę, a dziadek wskakiwał na rower stojący za sklepem, jechał do większego sklepu na drugim końcu miasteczka, kupował co trzeba i wracał tylnymi drzwiami z towarem. Więc dziadek ten gen na pewno miał, bo potem powstały kolejne sklepy. Z kolei mój tata od małego zasuwał przy tych sklepach, ale tego genu nie miał. Został adwokatem i był zafascynowany swoją pracą.

Ponoć pewne geny uaktywniają się co drugie pokolenie. Możliwe, choć u mnie przyszło to z czasem. Urodziłem się w Olsztynie, wychowałem w Mrągowie, a studiowałem znów w Olsztynie, na Wyższej Szkole Rolniczej. Po studiach inżynierskich poszedłem pracować do Zakładu Doświadczalnego w Bęsi. Po pięciu latach dostałem propozycję stworzenia i bycia kierownikiem analogicznego zakładu w Olecku. W międzyczasie wygrałem konkurs i znalazłem się wśród 30 osób zakwalifikowanych na 13-miesięczną praktykę do Stanów Zjednoczonych. Zrezygnowałem, ponieważ moja żona była w ciąży. Jako 27-latek podjąłem decyzję, że biorę byka za rogi i spróbuję stworzyć ten ośrodek. Po dwóch latach byliśmy z nowym ośrodkiem na trzecim miejscu w Polsce, na 40 ist-


#GENWARMIIIMAZUR

niejących już, i to od dziesiątek lat. Wynik był efektem zaradności. Jednak z czasem przestało mi się układać z komitetem PZPR, więc zrezygnowałem z posady i zostałem rolnikiem na gospodarstwie, które zresztą mam do dzisiaj. Było łatwiej? W związku z tym, że miałem tytuł inżyniera, ale bez dyplomu wykwalifikowanego rolnika, ustawa nie przewidywała, bym mógł sobie kupić ziemię. Po pół roku starań ktoś się wreszcie obudził, że to jest jawny kretynizm i mnie odblokowano. Ale potem i tak o wszystko musiałem walczyć, bo kiedy we wsi rolnicy mieli drugi i trzeci ciągnik, ja nie mogłem kupić pierwszego. Bo wszystko było na przydział. Dlatego połączyliśmy siły w trzech kolegów, by założyć jedno spore gospodarstwo. Łatwiej było o maszyny. Harowaliśmy od świtu do nocy, czyli latem od czwartej, jak się robi widno. Dużo pracowaliśmy fizycznie, z widłami. Aż pękały trzonki. Ponieważ załapaliśmy się na koniec rozwoju drobiarstwa na tym terenie, nie było już dla nas miejsca na lepsze gałęzie biznesu: kurki nioski czy brojlery. Dostaliśmy najmniej opłacalne gęsi, ewentualnie kaczki, których inni nie chcieli brać. A mimo tego, po dwóch latach mieliśmy w województwie drugą co do wielkości i jakości fermę. Gen operatywności był drogą do stworzenia później w Olecku biznesu jachtowego? Przybyłem do Olecka w 1976 roku, z założenia na pięć lat. Ponieważ był to czas rozwoju kulturalnego miasta, przyjeżdżali znani artyści, zespoły i to mnie przytrzymało tam. Zawiązała się w Olecku grupa ciekawych ludzi, podobnie jak ja, pochodzących z różnych zakątków, którzy po latach zostawali jednymi z najlepszych w swoich branżach: planistami, dyrektorami banków, przedsiębiorcami. Stworzyliśmy takie opozycyjne towarzystwo. W pierwszych wolnych wyborach został pan burmistrzem Olecka. Bo nie mogliśmy znaleźć nikogo takiego, który by nam odpowiadał. Namówili mnie. Przekonywali, że mam najmniej obowiązków, bo jestem rolnikiem, a wszyscy na etatach. Na radnego dostałem ponad 70 proc. poparcia, a w głosowaniu na burmistrza 24 głosy na 28. Ale burmistrzem był pan tylko dwa lata. Byłem społecznie pracującym burmistrzem, przez pierwszy rok w ogóle nie pobierałem wynagrodzenia. Więcej straciłem na gospodarstwie w pierwszych miesiącach bycia burmistrzem, niż wynagrodziłaby mi to pensja. Bo nie dopilnowałem wielu spraw w rolnictwie, gdyż zajmowałem się gminą. Więc doszedłem do wniosku, że muszę wrócić do pracy przy gospodarstwie. Ale uważam, że wtedy dużo dobrego zrobiliśmy w Olecku. Wprowadziliśmy nowe podejście zarządzania miastem, jakie podpatrzyliśmy podczas wizyty studyjnej we Francji. Stworzyliśmy strefę aktywności gospodarczej, która rozkręciła ekonomię. Kiedy pojawił się pomysł na budowanie jachtów? Trzeba cofnąć się jeszcze do dzieciństwa. W 1955 roku przeprowadziliśmy się z Olsztyna do Mrągowa, mieszkaliśmy w domku jednorodzinnym na wyspie, która miała groblę

i po niej 200 metrów szło się do miasta. W związku z tym jako dziecko żyłem między wodą a lądem. Kiedy miałem siedem lat, ze starszym bratem sami zrobiliśmy z kajaka żaglówkę. Później pojawił się pierwszy powiew biznesu – zaczęliśmy sprzedawać kwiaty, makulaturę i co tylko się dało. I już w piątej klasie kupiliśmy z bratem żaglówkę za własne pieniądze. Zmurszałą, wycofaną z Bazy Mrągowo, ale udało się ją naprawić. Żeglowaliśmy na niej aż do dnia, kiedy wpłynąłem w czasie dużej wichury i konar wierzby roztrzaskał pokład i maszt. Kolejną kupiliśmy już nową, w Mikołajkach, za ogromne, jak na nas, pieniądze. Też za własne? W stu procentach. Moja mama miała w ogródku olbrzymie ilości kwiatów. Sprzedawałem żonkile, narcyzy, tulipany. Np. 100 tulipanów po 3 zł sztuka to razem 300 zł. Jako dzieci dostawaliśmy 50 zł za dzień przy wykopkach. To razem z bratem mieliśmy już 100. Potem namówiliśmy młodszego brata i w trójkę kupiliśmy jacht „Enterprise”, który pływał przez wiele lat. Żeglarstwo było więc nam bliskie od zawsze. Gdy byliśmy już po 30., w czasie urlopu popłynęliśmy z bratem na Międzynarodowy Spływ Kajakowy. Kiedy dogoniła nas niemiecka ekipa, pomyśleliśmy, że mamy byle jakie kajaki, a oni takie fajne. Ponieważ brat miał wtedy zakład stolarski, postanowiliśmy otworzyć biznes i robić właśnie porządne kajaki. Ale kiedy wróciliśmy, szybko stwierdziliśmy: jakie kajaki? Żaglówki robimy! Od razu weszliśmy w laminat. To był bardzo trudny czas, bo technologia stosowana w komunizmie to była jakaś komedia. Kolejne łodzie były coraz lepsze, udało nam się nawiązać współpracę z najlepszym wówczas projektantem w Polsce, Andrzejem Skrzatem. Widział, że mamy wizję i ciężko pracujemy, by udoskonalać nasze produkty. Z jakim uczuciem pan to dzisiaj wspomina? Zbudowaliście później największą markę jachtową w Polsce. Człowiek nigdy nie wie, czy te decyzje, które podjął są dobre, czy złe. Raczej działa się pod wpływem emocji, głębokiej analizy, a czasem owczego pędu. Ale ja wybieram wam te lepsze historie z życia. A te trudniejsze? Wspomnieć czasy, kiedy chodziłem do pracy na nocną zmianę od siódmej wieczór do siódmej rano? Nosiłem węgiel w workach na plecach – na zewnątrz zawierucha i 20 stopni mrozu, a w środku trzeba wytrzymać w 30-stopniowym upale. I ciężki rok pracy zakończyliśmy w trójkę z zyskiem 482 złote. Byliśmy w takim szoku, że zapomnieliśmy z wrażenia jak dzieli się taką kwotę przez trzy.

067


#GENWARMIIIMAZUR

Gdy zapraszaliście kontrahentów na Mazury, co mówili o naszym regionie? Zawsze byli w szoku widząc jeziora w sezonie, bo tyle łódek na wodzie to dla nich nowość. Na zachodzie kultura jest taka, że w portach stoją łodzie, ale na wodzie ich niewiele. Żeglarstwo portowe. Pan lubi wypoczywać na Mazurach? Lubię poznawać Mazury. Zawsze najbardziej podobała mi się Iława, ale nigdy nie chciałem tam mieszkać, bo oznaczałoby to zerwanie ze wszystkim, z Mrągowem, a ja jestem mrągowianinem z krwi i kości. Mam sentyment do jeziora Czos, lubię Wzgórze Czterech Wiatrów, bo tam uczyłem się jeździć na nartach. Lubię u nas zwiedzać malutkie kościoły. Wiosną byłem w hoteliku koło Bartoszyc i usłyszałem dzwony kościoła. Okazało się, że kościół stoi na murach z 1300 roku. Planuję jeszcze tam wrócić. Waszą siłę zbudowały i takie historie. Które lekcje były najcenniejsze? Nie ma najcenniejszej lekcji. Uczymy się do dzisiaj. Umiem przyjmować krytykę, staram się nie obrażać. Wydaje mi się, że w biznesie ważne są dwie cechy: krótka pamięć i brak zawiści. Jak udało się wypłynąć na międzynarodowe rynki? Jeździliśmy na targi, to wtedy była najlepsza możliwość. Pamiętam, jak mieliśmy wystawić pierwszą zaprojektowaną przez Andrzeja żaglówkę. Skończyliśmy ją dopiero nad ranem w dniu wyjazdu. Zaczepiamy na hak i jedziemy do Francji. Po drodze łódka nam spadła, więc opierając ją o drzewo jakoś wsunęliśmy z powrotem na przyczepę, co oczywiście pozostawiło na niej ślady. Takie były początki. Pan wtedy ciągle łączył obowiązki w gospodarstwie i w zakładzie produkcyjnym? Tak. W ciągu dnia na gospodarstwie, a wieczorami szedłem do zakładu, gdzie miałem trzy zadania: byłem magazynierem, zaopatrzeniowcem i zajmowałem się transportem. Z początku było fajnie, ale kiedy udało nam się podpisać kontrakt, musiałem z łódką być 24 razy w roku w Holandii. Styczeń, śnieżyca, a mimo to łódkę trzeba było holować Polonezem. Hardcor jakiś. Ale nie ukrywam, że zyski były duże jak na tamte czasy.

068

Jaki był przełom w podbijaniu świata? Udało nam się znaleźć pierwszego większego kupca, Holendra. Poznaliśmy się na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Ważne było też nawiązanie współpracy z Francuzem, który kupował łódki w Augustowie i Gdańsku, obiecując, że wpadnie do Olecka. Ale jakoś mu było nie po drodze, więc to my pojechaliśmy do Francji pokazać nasze produkty. Zamówił od nas pierwszą partię motorówek opartych na jego projekcie. Te motorówki były beznadziejne, więc bez pytania o zgodę sami je udoskonaliliśmy. Kiedy zawieźliśmy, ucieszył się jak dziecko. Jego projektanci nie wpadli wcześniej na takie rozwiązania, które my wymyśliliśmy w kilka dni. Dzięki takim sytuacjom po 2–3 latach mieliśmy już całą grupę bazowych odbiorców ze sporej części Europy. Firma rosła nam więc szybko, ale brakowało nam wizji i nie wiedzieliśmy, co nas czeka. Nagle zakład miał 14, 30, 100 osób. Staraliśmy się napędzać biznes u siebie – korzystać z dużych zakładów tapicerskich, firm transportowych. Ale nie byliśmy jedyni w kraju, którzy tak szybko się rozwijali, więc okazało się, że polskie stocznie wydusiły te francuskie, niemieckie, holenderskie. I wyszło na to, że większość łodzi europejskich jest robionych w Polsce.

Stworzyliście globalną markę. Jakie tkwią w panu emocje, kiedy o tym rozmawiamy? Miło jest, kiedy znajomi podróżujący po świecie wysyłają mi zdjęcia naszych łodzi z przeróżnych portów. Ale nie mam takiego poczucia, że wszystko zrobiłem. Co by pan jeszcze chciał zrobić? Jestem konsultantem młodzieży. (lekki uśmiech) ? Córka, syn i zięć budują fabrykę – produkcja specjalistycznych przyczep do przewozu jachtów. Dzieci proszą, bym się zaangażował, ale nie wiem czy się zdecyduję. Jestem głosem doradczym, kilka istotnych spraw udało mi się zauważyć. Decydując się na zarządzanie fabryką, podejmują się dużego wyzwania wymagającego nie lada wysiłku. Coś na ten temat wiem. Rozmawiał: Michał Bartoszewicz, Rafał Radzymiński, obraz: arch. prywatne

WOJCIECH KOT

z wykształcenia inżynier z dyplomem Wyższej Szkoły Rolniczej w Olsztynie (rodzinne miasto), z zamiłowania i pasji żeglarz (wychowanek Mrągowa), a najbardziej znany jako współwłaściciel Delphia Yacht, największej polskiej stoczni jachtów żaglowych, którą stworzył w Olecku wspólnie z bratem Piotrem (w 2018 roku spółka została kupiona przez francuski koncern).

ZOBACZ W SOBIE MŁODEGO KOPERNIKA

#GenWarmiiiMazur to akcja promocyjna województwa, która ma przybliżyć nas do postaci nasyconych warmińskim i mazurskim pierwiastkiem. Tych, którzy mają chęć i odwagę działać nie tylko w regionie, ale i w świecie, nie odcinając się od swoich korzeni i wartości, którymi zostali tu naznaczeni. Albo tych, którzy ten gen Warmii i Mazur dopiero tu odkryli po przeprowadzce. Twarzą kampanii jest postać Mikołaja Kopernika w interpretacji artysty Roberta Listwana. W charakterystycznym kopernikowskim profilu, choć bez twarzy, ale właśnie po to, by doszukać się w tym odbiciu własnej.


SPORT

MŁODZI PIŁKARZE Z ORŁEM NA KOSZULCE FUNDACJA AKADEMIA SPORTU STOMIL OLSZTYN OD LISTOPADA REALIZUJE PROJEKT „AKADEMIA SPORTU STOMIL OLSZTYN 2.0”, KTÓREGO SPONSOREM STRATEGICZNYM JEST PKN ORLEN. PROJEKT SKIEROWANY JEST DO DZIECI I MŁODZIEŻY Z OLSZTYNA ORAZ GMIN OŚCIENNYCH, W TYM ZAWODNIKÓW AKADEMII.

Głównym celem inicjatywy jest popularyzacja zdrowego stylu życia oraz zachęcenie dzieci i młodzieży do aktywnego spędzania wolnego czasu. W ramach „Akademii Sportu 2.0” organizowane są szkolenia oraz mecze piłki nożnej zawodników i zawodniczek największej akademii w regionie. W najbliższym czasie przewidziany jest też szereg wydarzeń sportowych dla najmłodszych, o szczegółach których Akademia będzie informowała na bieżąco na swojej stronie internetowej oraz profilu na Facebooku. Współpraca z PKN ORLEN umożliwia tworzenie jak najlepszych warunków do szkolenia zawodników Akademii oraz aktywizację sportową dzieci z Olsztyna i okolic, co pozwoli na podniesienie poziomu sportowego dzieci i młodzieży. Projekt „Akademia Sportu Stomil Olsztyn 2.0” przy wsparciu PKN ORLEN będzie realizowany do końca sierpnia 2022 roku. „Akademia Sportu Stomil Olsztyn 2.0” posiada własne logo, które będzie towarzyszyć wszystkim działaniom realizowanym w ramach Projektu. Oprócz logotypu, na wszelkich materiałach drukowanych informujących o Projekcie oraz w komunikacji udostępnianej w mediach społecznościowych będzie widniało logo Sponsora Strategicznego. Logo ORLEN będzie umieszczone również na koszulkach zawodników Akademii.

– Cieszę się, że udało nam się przekonać do siebie potentata z branży paliwowej i z dumą możemy rozwijać nasze młode piłkarskie talenty, przy wsparciu PKN ORLEN. Współpraca pozwala nam budować wiarygodność Akademii, jako instytucji oraz wyszkolić kolejnych piłkarzy, którzy w przyszłości będą mieli szansę na sukcesy sportowe na profesjonalnym poziomie, przynosząc dumę naszemu regionowi i przede wszystkim klubowi – powiedział Łukasz Puciłowski, prezes Fundacji Akademia Sportu Stomil Olsztyn. – PKN ORLEN jest postrzegany jako najbardziej aktywny sponsor polskiego sportu. Naszym wsparciem obejmujemy nie tylko najpopularniejszych sportowców, ale również amatorów, dzieci i młodzież. Zaangażowanie w rozwój najmłodszych to przejaw społecznej odpowiedzialności Koncernu. Chcemy, aby przyszli mistrzowie mogli trenować w jak najlepszych warunkach. Współpraca z Akademią Sportu Stomil Olsztyn to ogromna szansa dla wielu dzieci w całym regionie. Sponsoring sportu jest dla nas czymś więcej niż ekspozycją logotypu – to dla nas także platforma promowania odpowiednich wartości – powiedział Grzegorz Bałkowiec, zastępca dyrektora Biura Marketingu Sportowego, Sponsoringu i Eventów. Aktualnie w Akademii Sportu Stomil Olsztyn trenuje ponad 400 chłopców i dziewczynek, którym wspólnie staramy się tworzyć warunki do tego, by spełniali swoje piłkarskie marzenia. Jesteśmy dumni, że PKN ORLEN napędza naszą Akademię!

Tekst: materiał prasowy Akademii Sportu Stomil Olsztyn, Obraz: Aleksander Chodźko

Fundacja Akademia Sportu Stomil Olsztyn Olsztyn, Al. Marszałka Józefa Piłsudskiego 69A tel. 515 712 134 akademia@stomilolsztyn.com stomilolsztyn.com (zakładka AKADEMIA) fb/stomilolsztynsa

069


OKULISTYKA

OKO MIEJ OKEJ ZDALNA PRACA I NAUCZANIE, PRZESIADYWANIE PRZED MONITORAMI ORAZ OGRANICZONA AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA PRZYNIOSŁA NAM JESZCZE JEDNĄ EPIDEMIĘ – KRÓTKOWZROCZNOŚCI.

070

Statystyki dotyczące krótkowzroczności były wystarczająco nieciekawe przed wybuchem pandemii koronawirusa. W ciągu ostatnich dwóch lat sytuację pogorszyła jeszcze wielomiesięczna konieczność pracy i edukacji zdalnej przed monitorami, zamknięcie w przes tr ze n i w ł a s n e g o d o m u o r az b r a k aktywności fizycznej. Dane są szczególnie alarmujące w przypadku dzieci, które w czasie pandemii także i rozrywki szukały najczęściej na ekranach smartfonów i tabletów. – Tymczasem najlepszą profilaktyką jest spędzanie minimum dwóch godzin dziennie na świeżym powietrzu w ruchu. Tylko tyle i aż tyle, a jednak aktywność fizyczną należy do znudzenia promować na wszelkie możliwe sposoby – podkreśla dr n. med Joanna Zalewska z Centrum Diagnostyki i Mikrochirurgii Oka Lens. – Stąd wziął się pomysł na aktywizację przedszkolaków w ramach akcji Liga Tenisowych Jastrzębi, zorganizowanej we wrześniu wspólnie z Akademią Tenisa SetPoint. Lens wspierał akcję fundując nagrody dla najmłodszych, aby zachęcić dzieci do zdrowych nawyków, co ma duży wpływ na oczy. Gdy na profilaktykę jest za późno, krótkowzroczność można leczyć. Soczewki kontaktowe też mają swoje niedoskonałości – po wielu latach

użytkowania dochodzi do dyskomfortu, przesuszenia oka. Soczewki kontaktowe to także źródło infekcji oka. Okulary – często przeszkadzają, parują. Klinika Lens to jedyny ośrodek w Pols ce p ó ł n o cn e j ofe r uj ą c y la s e rową korekcję wzroku najnowocześniejszą metodą Relex Smile. Zaś w przypadku dużych wad wzroku (nawet do minus 30 dioptrii) pacjentom proponuje się wszczepienie soczewki fakijnej. – Efekty tych zabiegów przechodzą oczekiwania naszych pacjentów. To nie tylko odzyskany dobry wzrok, ale lepsza jakość życia, nieograniczona swoboda, a niejednokrotnie nowe możliwości zawodowe, niedostępne dla osób z wadami wzroku – tłumaczy dr n. med. Joanna Zalewska. Laserową korekcje wad wzroku także wykonuje się w przypadku nadwzroczność i astygmatyzmu. Możliwości techniczne najnowocześniejszego sprzętu i kwalifikacje kadry lekarzy z Lens są w stanie pomóc pacjentom praktycznie z każdym schorzeniem okulistycznym. Najczęstsze są operacje usunięcia zaćmy starczej, natomiast najtrudniejsze, a zarazem najbardziej spektakularne, są te przypadki, gdy pacjent nagle przestaje widzieć np. z powodu odwarstwienia siatkówki. Wtedy zaczyna się walka z czasem, w której poza wiedzą

i doświadczeniem lekarzy, potrzebna jest świetna organizacja i pełna gotowość. W czasie pandemii Lens pozostał dyspozycyjny w nagłych przypadkach, gdzie c zas w ykonania operacji ma wp ły w, aby uratować wzrok . Mimo nawału pracy personel z kliniki Lens nie zaprzestał akcji społecznych, które organizowane są od wielu lat. W ostatnim czasie grupą pacjentów objętych bezpłatnymi badaniami profilaktycznymi w kierunku stożka rogówki były osoby z zespołem Downa, które rzadziej niż inni kierowane są na szczegółowe badania okulistyczne, choć wśród nich statystycznie jedna na sześć zmaga się z tą przypadłością. W czasie tej akcji niemal u wszystkich, którzy zgłosili się na badania, udało się wcześnie wykryć chorobę, a to, wraz z wdrożeniem odpowiedniego leczenia, może powstrzymać utratę wzroku. Akcja ta odbiła się szerokim echem nie tylko w regionie. W październiku Centrum Diagnostyki i Mikrochirurgii Oka Lens zostało laureatem Orłów Wprost 2021 w kategorii akcja charytatywna. W 2020 zaś klinika otrzymała prestiżową nagrodę samorządu województwa – Żagle Warmii i Mazur, którą przyznaje się przedsiębiorstwom budującym gospodarczą siłę regionu. Od 2012 roku centrum Lens pozostaje liczącym się na arenie międzynarodowej ośrodkiem badań klinicznych w kierunku zwyrodnienia plamki żółtej. – Jako lekarza cieszy mnie to, że prowadzone u nas badania oznaczają realną pomoc naszym pacjentom obciążonym tym schorzeniem i umożliwiają im dostęp do najnowszej generacji leków, zaś z naukowego punktu najbardziej istotny jest fakt, że nasze badania w bezpośredni sposób przyczyniają się do rozwoju medycyny – wyjaśnia dr n. med Joanna Zalewska. Tekst: Sylwia Płaszczyńska-Capłap Obraz: archiwum LENS

Centrum Diagnostyki i Mikrochirurgii Oka Lens Olsztyn, ul. Budowlana 3A tel. 89 532 00 00, kom. 722 08 10 10 Laserowa korekcja wad wzroku: tel. 722 000 011 Chirurgia zaćmy – rejestracja: tel. 722 000 045 LENS okulistyka-optyka, Olsztyn, ul. Warmińska 14/11


ZDROWIE

POZIOM HEALTH & BEAUTY W POŁĄCZENIU ZE ZDROWYMI NAWYKAMI DAJĄ NAJLEPSZE EFEKTY – DLATEGO ZABIEGI W KLINICE MEDYCYNY ESTETYCZNEJ I CHIRURGII PLASTYCZNEJ MALWINY RADZIKOWSKIEJ UZUPEŁNIANE SĄ ZALECENIAMI DIETETYCZNYMI GRZEGORZA PROKOPOWICZA. POŁĄCZYLI WIEDZĘ I DOŚWIADCZENIE W USŁUDZE „HEALTH & BEAUTY”.

MADE IN: Medycyna estetyczna i kosmetologia oferują rozwiązania na niemal każdy problem skóry. Nie wystarczą, aby spowolnić starzenie czy zapobiec jej defektom? Malwina Radzikowska: Doraźnie tak, choć też nie zawsze. Bo jeżeli np. żyjemy pod presją i w ogromnym stresie, brakuje nam czasu na odpowiednią regenerację i odpowiednie odżywianie, to nawet najdroższy zabieg da efekt krótki i nie zawsze tak satysfakcjonujący, jak byśmy tego oczekiwali. Uświadamiamy zatem w klinice, jak ważne są zmiany codziennych nawyków: dieta, nawodnienie, ruch, sen i systematyka stosowanych zabiegów kosmetologii estetycznej. Wówczas możemy liczyć na to, że nasze ciało będzie „współpracować” i odwdzięczy nam się w przyszłości spowalniając procesy starzenia się organizmu. Od czego zaczynacie konsultacje? Grzegorz Prokopowicz: Żeby określić, w jakiej kondycji jest organizm i czego potrzebuje, warto zacząć od podstawowych badań krwi i moczu. Przy problemie wypadających włosów czy trądziku, zalecam sprawdzić poziom hormonów, stan tarczycy. Zmiana diety, suplementacja czy terapia peptydowa, a do tego zabiegi na skórę z pomocą najnowocześniejszego medycznego sprzętu – działamy holistycznie. Ale zanim dobierzemy terapię, ustalamy jak najwięcej szczegółów na temat stanu zdrowia, trybu życia i oczekiwań klientów. Brakuje nam świadomości, jak tryb życia wpływa na urodę? Grzegorz: Ta świadomość rośnie, ale w zalewie informacji, choćby na temat diet, trudno samodzielnie dobrać dla siebie optymalny sposób żywienia. Pozbawianie organizmu wybranych makroskładników w popularnych dietach eliminacyjnych potrafi poważnie zaburzyć prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Dlatego dieta powinna uwzględniać m.in. tryb życia, wiek, płeć, stan zdrowia i preferencje żywieniowe. Nie warto sugerować się informacjami na forach, tylko upewnić się czego nasz organizm potrzebuje.

Malwina: Dlatego tak ważne jest szersze spojrzenie na urodę, znalezienie przyczyny naszych niedoskonałości. Jeśli trafia do mnie klientka na odmładzający zabieg laserowy ze skrajnie odwodnioną skórą, uprzedzam ją, że choć nowoczesny sprzęt potrafi zdziałać cuda, to w jej przypadku efekt może nie być aż tak spektakularny. Walka z cellulitem podczas zabiegu Endermologie® LPG Alliance przynosi doskonałe rezultaty, ale w połączeniu z odpowiednim nawodnieniem i aktywnością fizyczną jesteśmy w stanie jeszcze bardziej zintensyfikować i przedłużyć efekty. Mamy zaawansowany technologicznie sprzęt medyczny, który jest bezpieczny dla kobiet w ciąży czy osób po nowotworach. Ale ważne jest dla nas długofalowe działanie, a to zapewni jedynie kompleksowa terapia: od wewnątrz i na skórze. Posiadamy również cały zestaw narzędzi do zabiegów typu „express”, kiedy potrzebujemy natychmiastowego efektu, ale zaplanujmy je sobie na specjalne okazje: święta, Sylwester, ślub. Czasy są takie, że chcemy efektów natychmiastowych. Grzegorz: Doświadczenie zawodowe upewniło nas, że w kwestii urody i zdrowia nie ma drogi na skróty. Im wcześniej zdamy sobie z tego sprawę, tym więcej zaoszczędzimy czasu i pieniędzy. Działamy więc nie tylko wtedy, kiedy problem już istnieje, ale i uświadamiamy na temat profilaktyki zdrowia i urody. Malwina: Podstawą jest systematyka w stosowaniu zabiegów pielęgnacyjnych dobranych do potrzeb skóry. Dodatkiem może być też kosmetologia estetyczna, w tym stymulatory tkankowe, uzupełnianie niedoborów kolagenu, mezoterapia igłowa, komórki macierzyste, fibryna, autologiczny wypełniacz. Jak długo prowadzicie pacjentów za rękę? Grzegorz: Rozpisuję diety, uczę wyboru odpowiednich suplementów i ich dawek – choćby niezbędnej w naszym klimacie witaminy D3, kwasów Omega 3, probiotyków. A także nowoczesnych terapii peptydowych wpływających na regenerację organizmu i mających zastosowanie anti-aging. Dzielę się wiedzą na temat konsekwencji stanów zapalnych w organizmie. Zalecam aktywność, która sprawia klientom przyjemność. Po jakimś czasie nowe nawyki już zostają z nimi. Malwina: W ciągu całego życia zmieniają się potrzeby i priorytety naszych klientów, dlatego staramy się na bieżąco dopasowywać do ich potrzeb. Innych zabiegów potrzebuje nastolatka zmagająca się z trądzikiem, a innych dojrzała kobieta chcąca na dłużej zachować młody wygląd. Podpowiadamy, jak drobnymi krokami zmienić codzienność i zapewnić sobie przy okazji porcję endorfin, która wpłynie na motywację do zmian.

Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Piotr Dowejko Klinika Malwina Radzikowska Olsztyn, ul. Kętrzyńskiego 5 www.radzikowska.olsztyn.pl

071


URODA

O GUSTACH WŁAŚNIE PODYSKUTUJEMY W KOSMETOLOGII I MEDYCYNIE ESTETYCZNEJ GUST MA ISTOTNE ZNACZENIE. ZARÓWNO TEN USŁUGODAWCY JAK I USŁUGOBIORCY. JAK ZATEM ROZWIĄZAĆ SPÓR O DOBRY GUST? CZY WYNIKA ON Z ODGÓRNIE ZAŁOŻONYCH REGUŁ? CZY ISTNIEJE DEFINICJA DOBREGO GUSTU W KOSMETYCE, JAKI MA BYĆ GABINET „W DOBRYM GUŚCIE”, A JAKA JEGO SZEFOWA – PYTA KATARZYNA BOŁĄDŹ.*

Często słyszymy, że o gustach się nie dyskutuje. Jednak obserwując istniejące trendy estetyczne, można się pokusić nie tyle o charakterystykę dobrego gustu, co o analizę zależności mogących wpływać na definicję dobrego gustu. Wiadomo, że to cecha indywidualna, że to zdolność do oceny walorów estetycznych z pewną wrażliwością na dotychczasowe doświadczenia. Naukowcy jednak próbują udowodnić, że gust to cecha genetyczna i możemy ją „mieć we krwi”. To geny mogą determinować nasze odczucie piękna czy brzydoty. Wrażliwość estetyczna może być zależna od rodzaju naszej osobowości. Klient ekstrawertyczny, impulsywny będzie oczekiwał zabiegów dających wyraźne widoczne dla nich zmiany. Introwertyk natomiast skupi się na naturalnie przepływających barwach i nienachalnych zmianach na twarzy, z dążeniem do zdrowej i naturalnej skóry. I tak też osobowość właścicielki salonu może wpływać na jego wnętrze, charakter, a nawet zakres i rodzaj usług. Doświadczenie zawodowe kosmetologa i lekarza medycyny estetycznej ma istotny wpływ na jego zawodowy gust. Przebywając z ludźmi o szerokich horyzontach, bywając w urządzonych ze smakiem wnętrzach, uczestnicząc w wydarzeniach naukowych możemy być pewni, że nasz gust zawodowy nie ucierpi, a wręcz wzbogaci się. Dzieląc się doświadczeniami z ludźmi podobnymi do nas, wymieniając poglądy i inspirując się nawzajem, możemy kształtować gusta estetyczne wyższej jakości. A czy dobry gust jest istotny w kosmetyce? Zdecydowanie tak. Bez względu na tolerancję różnorodności naszych doświadczeń, genów i wychowania, w naszej branży podstawą jest wrażliwość na piękno. Bez wyczucia estetyki wszystko to długo nie zadziała. Tekst: Katarzyna Bołądź Obraz: Piotr Ratuszyński

KATARZYNA BOŁĄDŹ 072

założycielka gabinetów Chimera Derm w Olsztynie, kosmetolog z 30-letnim doświadczeniem w branży beauty, specjalistka żywienia i dietetyki oraz do spraw promocji zdrowia, ekspertka mikroodżywiania, autorka publikacji w pismach branżowych, wykładowca Collegium Cosmeticum, prelegentka konferencji naukowych i branżowych, była wiceprezes Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Kosmetologii.

Chimera derm Olsztyn, ul. Kopernika 14, tel. 89 535 92 42 Instytut36 Olsztyn, ul. Kopernika 36/1, tel. 89 652 14 98


STOMATOLOGIA

B1: TRAFIONY I WYBIELONY O NOWOCZESNEJ TECHNOLOGII WYBIELANIA ZĘBÓW ROZMAWIAMY Z MARTĄ HABLUTZEL, HIGIENISTKĄ STOMATOLOGICZNĄ W KLINICE ALFA DENTAL. MADE IN: Chciałabym wybielić zęby, bo zależy mi na przywróceniu im blasku. Marta Hablutzel: Tak, to główny powód, dla którego klienci się na niego decydują. Ale warto też wiedzieć, że zabieg nie tylko przywraca zębom dawny wygląd, lecz również wzmacnia ich szkliwo i niweluje nadwrażliwość. Do zabiegu trzeba się jakoś specjalnie przygotować? Wybielanie powinno być poprzedzone badaniem lekarskim – pacjent musi mieć zdrowe zęby oraz wykonany zabieg higienizacji, czyli profesjonalnego oczyszczania z osadu i kamienia. W naszej klinice robimy to przy pomocy najnowszej piaskarki EMS. Zastosowanie podgrzewanej wody i specjalnego piasku sprawia, że proces czyszczenia jest wręcz przyjemny, nawet dla osób z nadwrażliwością zębów. Na jaki efekt mogę liczyć po zabiegu wybielania? Rezultat jest uzależniony przede wszystkim od naturalnego koloru zębów. Można go ustalić na podstawie kolornika Vita, prezentującego przekrój odcieni od B (najjaśniejsze), przez A, D do C (najciemniejsze). Każdy z nich ma jeszcze swoje stopniowanie od 1 do 4. Zęby o odcieniu C i D trudniej się wybielają, co nie znaczy, że nie można uzyskać jaśniejszego koloru. Dodam przy okazji, że efekt słynnego uśmiechu hollywoodzkiego ze śnieżnobiałym uzębieniem to nie zasługa wybielania, a nałożenia koron lub licówek. A ponieważ takie odcienie nie wyglądają naturalnie, to w stomatologii się od nich odchodzi. Obecnie dominuje trend wzorowania się na naturze.

zrezygnować z palenia tytoniu. Zresztą palacze nie mogą spodziewać się oszałamiających efektów, chyba że zabieg ma być dla nich motywacją do zerwania z nałogiem. Z kolei efekt długofalowy też jest uzależniony od tego, jak dbamy o higienę jamy ustnej. Zalecamy stosowanie past o niskim współczynniku RDA (poniżej 40), płynów do płukania oraz nici dentystycznych. Oprócz tego co pół roku powinno się powtarzać higienizację.

Jak wygląda sam proces wybielania? Korzystamy z nowoczesnej metody PREVDENT. W przeciwieństwie do innych, ta zawiera też proces remineralizacji, czyli odbudowy szkliwa, co przekłada się właśnie na pozbycie się nadwrażliwości. Jest to możliwe dzięki połączeniu preparatu do wybielania – nadtlenku wodoru, z substancją syntetyczną naturalnego składnika szkliwa – nano-Hydroksyapatytem. W samym procesie najpierw aplikuje się na zęby preparat usuwający głębokie przebarwienia, których nie udało się oczyścić podczas higienizacji, a następnie właściwy czynnik w formie aktywnej piany. Po 10 minutach pod specjalną lampą, sesja kończy się. Metoda PREVDENT zakłada maksymalnie 10 takich sesji, ale zadowalający efekt uzyskuje się już po sześciu, a zwykle po ośmiu. Wszystkie realizowane są podczas jednej wizyty i trwa to do dwóch godzin. Efekt jest natychmiastowy.

Rozmawiała: Marta Antos, obraz: Archiwum Alfa Dental, © PalatovskyStudio / Shutterstock.com

Na jak długo? Standardowo na 2–3 lata. Czasem potrzebny jest tzw. zabieg przypominający, który można wykonać najwcześniej po roku. Ale kluczowa dla utrzymania efektu jest odpowiednia profilaktyka. Przede wszystkim bardzo ważne są pierwsze trzy dni po zabiegu, w trakcie których powinno się stosować „białą dietę”, czyli nie spożywać produktów barwiących: herbata, kawa, cola, czerwone wino, sos sojowy, jagody czy buraki oraz

Klinika Alfa Dental Olsztyn, ul. Iwaszkiewicza 22A/1 tel. 508 424 525, 508 222 122 www.alfadental.pro

Są jakieś przeciwwskazania do zabiegu? Muszą odmówić go sobie kobiety w ciąży i karmiące, osoby poniżej 18. roku życia, które nie mają jeszcze do końca ukształtowanego szkliwa, noszące aparat ortodontyczny, ciężko chore, np. na choroby nowotworowe, ze złym stanem jamy ustnej (mające ubytki próchnicowe, nieszczelne wypełnienia, stany zapalne, choroby przyzębia). Przeszkodą jest również duża liczbę koron i wypełnień, ponieważ preparat ich… nie wybieli.

073


MODA

BEZ KAWY NIE WEJDĘ DO SZAFY STAŃ SIĘ DLA SIEBIE WAŻNA – ZACHĘCA AGATA BAŁDYGA, KTÓRA ŁĄCZY MODĘ I PSYCHOLOGIĘ. DLACZEGO OTWIERAJĄC TWOJĄ SZAFĘ, OTWIERA RÓWNIEŻ TWOJE SERCE I CO Z TEGO WYNIKA? MADE IN: Jak często zdarza ci się chodzić z obcymi mężczyznami na zakupy? Agata Bałdyga: Częściej niż z własnym partnerem! Nie uwierzysz, ale co czwarty mój klient to mężczyzna. Czy zakupy z mężczyznami różnią się od tych z kobietami? Kiedy zaczynam pracę z mężczyzną, który świadomie zdecydował się na wsparcie stylistki, on zwykle oddaje mi pole i ufa moim wyborom. A kobieta? Dla kobiety to proces. Szafa to odzwierciedlenie jej wnętrza – mówię to nie jako stylistka, ale jako psycholog. Dlatego kiedy zaglądam do kobiecej garderoby, wiem, że zostałam zaproszona do kobiecego serca – otwieram się na jej wewnętrzny świat, chcę zrozumieć jej pragnienia i potrzeby.

074

Dla mnie szafa jest miejscem intymnym, ciężko mi zaprosić do niej kogoś z zewnątrz. Dlatego każdą współpracę najchętniej zaczynam od kawy. Jak już wspomniałam, jestem psychologiem i wiem, że pomysł, aby wykreować na nowo swój wizerunek, przewietrzyć szafę czy ruszyć ze stylistką na zakupy, ma źródło znacznie głębiej. Czasem ktoś chce w ten sposób pożegnać się z przeszłością, zacząć od nowa. To zwykle zewnętrzny dowód głębszych zmian życiowych dotyczących poczucia własnej wartości czy osobistej wolności. Będąc doradcą stylu tak naprawdę wspieram również mentalną metamorfozę. A pierwsza kawa to okazja, aby porozmawiać o emocjach, trybie życia, relacji z własnym ciałem i sprawdzić czy mamy ze sobą chemię, bo to ważne.

Załóżmy, że ją czuję. Co dalej? Moje zawodowe motto brzmi: ubieram, a nie przebieram. Otwieram twoją szafę po to, aby wybrać ubrania, w których wyglądasz i czujesz się świetnie, a także pozbyć się tego, co już tobie nie służy, albo się wysłużyło. Drugi krok to nowe zestawienia ubrań z twoich aktualnych zasobów i sporządzanie listy tego, czym warto uzupełnić twoją garderobę. Robimy konkretną listę zakupów i się jej trzymamy. Finałem naszej pracy są pomysły na stylizacje, w których połączymy to, co już masz, z tym, co dokupiłyśmy. Patrzysz na mnie i wiesz, że świetnie bym wyglądała w dżinsach, co więcej – pasują one do mojego trybu życia, garderoby, ale jest szkopuł: nie lubię spodni i mam kompleks wielkiej pupy. Nie namówię cię na kupno czegoś, czego potem nie założysz. Ale też nie po to mnie zapraszasz, abym wybrała dla ciebie tylko to, co już znasz. Moją rolą jest pokazać ci nowe stylizacje, które będą jak szyte na ciebie – odzwierciedlą twoją indywidualność. Wracając od dżinsów, wybiorę taki model, w którym będziesz wyglądała korzystnie. I idę o zakład, że będzie to para, z którą się nie rozstaniesz. A jeśli zapragnę lateksowych spodni i białych kozaczków z cekinami? Nie narzucam ci własnego stylu, ale też jestem szczera. Poznaję cię po to, aby zrozumieć, dlaczego lubisz właśnie takie kozaczki. Będę podążać za twoim gustem, ale do czasu. Nie podpiszę się pod stylizacją, która kłóci się z moją estetyką. Zależy mi na jakości – biorę na siebie odpowiedzialność przewodnika zarówno po stylu, jak i po tkaninach w których twoje ciało będzie się czuło dobrze. A gdybym chciała mieć szafę ekologiczną, świadomą? Tym bardziej się ucieszę, bo bliska jest mi filozofia zrównoważonej mody. W pracy z klientkami zwykle to przemycam, nigdy nie narzucam. Gdzie w takim razie realizujesz własną filozofię mody? W fotograficznych sesjach wizerunkowych, nie tylko ja realizuję swoją wizję, ale również moi klienci za sprawą stylizacji mogą jeszcze lepiej wejść w swoje zawodowe, biznesowe role. Dobra fotografia w wielu profesjach obiecuje więcej niż słowa. Okazje do własnej ekspresji podsuwają mi stylizacje klientek na wydarzenia okolicznościowe, kiedy są gotowe zaszaleć. I wreszcie modowe sesje zdjęciowe to istna uczta dla mojego wewnętrznego artysty. Tam modelka jest tworzywem, ja twórcą – nie pracujemy nad jej osobowością, ale jedynie nad spójnym efektem wizualnym. Wtedy płynę i porzucam pragmatyzm, który towarzyszy wietrzeniu szafy. Pragmatyzm w twoim wydaniu oznacza, że w szafie zostają wyłącznie te ubrania, które będą noszone, prawda? Tak, ale gdy uzasadnieniem jest sentyment, wtedy nie dyskutuję. Jeśli klient chce zostawić pierwszą skórzaną kurtkę motocyklową z młodości, przymykam oko. Rozmawiała: Aga Kacprzyk, obraz: Piotr Dowejko


SESJE ZDJĘCIOWE • Z AKUPY ZE ST YLISTK Ą • PRZEGL ĄDY SZ AF Z M IAN Y WIZERUN KU • ST YLIZ ACJE OKOLICZNOŚCIOWE

W W W. D OR ADCAST YLU. PL


GDYBY KURTKA MIAŁA JĘZYK

W JEGO GARNITURACH, USZYTYCH ZE STARYCH WOJSKOWYCH PLECAKÓW, PROJEKTANCI OKULARÓW MASSADA WYSTĘPUJĄ NA TARGACH 076

W MEDIOLANIE I PARYŻU. A W KURTCE Z WYSŁUŻONYCH ŻAGLI MARCIN WÓJCIK, LIDER KABARETU ANI MRU MRU, LECI NA ISLANDIĘ. ALE ZDARZY SIĘ CZASEM KTOŚ, KTO ZAPYTA, DLACZEGO TAK DROGO. FRANK MCGREGORY ODPOWIADA WTEDY: – BO GUCCI CZY PRADA SZYJĄ TYSIĄCE, A JA TWORZĘ UNIKATY.

W czasie I wojny światowej 16-letni Franciszek Witkowski za namową znajomego marynarza zaciąga się na parowiec w Kłajpedzie i płynie do Szkocji w poszukiwaniu pracy. Zatrudnia się przy szyciu żagli. Aby nie marnować resztek cennego płótna, szyje marynarzom i dokerom spodnie i kapoty, barwiąc je chałupniczymi sposobami i impregnując rybim olejem. Do igły i nitki wraca dopiero w latach 60., dorabiając do emerytury usługami krawieckimi. To wtedy dorastający wnuk, uczeń technikum budowlanego, przychodzi do niego, aby poznać krój i uszyć sobie spodnie. Gdyby nie dziadek Franciszek, Grzegorz Witkowski nie zostałby Frankiem McGregorym.

CO WOLNO NIEMENOWI, TO NIE UCZNIOWI – Witkowski, ciebie obejrzeć musi cała szkoła – powiedział dyrektor technikum, widząc go w żółtych, własnoręcznie uszytych sztruksach, koszuli w kwiaty, dwurzędowej marynarce podpatrzonej u Niemena i biało-czarnych kowbojkach, które kupił za pieniądze z wakacyjnej fuchy (zresztą u szewca w Alejach Jerozolimskich w Warszawie). Dyrektor oprowadził go po wszystkich klasach. – Tylko spójrzcie! Tak nie powinien wyglądać żaden uczeń w szkole!


MODA

– Ale od kumpli zamówienia na spodnie posypały się – śmieje się po latach Grzegorz Witkowski. – A na dużej przerwie poderwałem najpiękniejszą dziewczynę w szkole. Od dziecka ciągnęło go do mody. Już w szóstej klasie podstawówki uszył sobie slipy kąpielowe zawiązywane z boku na tasiemkę, a w technikum, za sprawą dziadka, tworzył ciuchy, jakie wówczas nosili Beatlesi, Rolling Stonesi i dzieci kwiaty zza żelaznej kurtyny.

SEKRET TURECKIEGO MARMURKU – Zostaw te budowy, uszyj coś – powiedziała do niego najpiękniejsza dziewczyna ze szkoły – Mira, jego żona i matka synów Sebastiana i Pawła, a w męża pracowni także kolorystka, kiedy to w latach 90. rozwijała się polska przedsiębiorczość, a on pracował na budowach. Zaczął szyć koszulki z barwionych pieluch tetrowych – na targowisku rozchodziły się jak gorący towar. Gdy nastała moda na dżins marmurek i tureckie kurtki, poznał najpilniej strzeżony sekret branży modowej, przebarwianie dżinsu chlorem. – Wstyd przyznać, ale podrabiałem Turków! – śmieje się. Biznesy lat 90. dobrze żarły, ale i szybko umierały. Witkowski wrócił do zawodu i rozpoczął studia zaoczne, ale miłość do mody nie minęła.

PREKURSOR POLSKIEGO UPCYKLINGU Kurtka ze starych żagli była eksperymentem. Chciał dać im drugie życie, choć o zero waste czy wabi sabi nikt jeszcze w Polsce nie słyszał. Zaprezentował ją w Mikołajkach na deptaku – sprzedał od razu. Odzież w stylu żeglarskim firmuje marką Old Sail. – Niektóre żeglarskie kurtki są z żagli bawełnianych, inne z dakronowych, w projekcie zostawiam oryginalne elementy, jak oczka, zaśniedziałą raksę, linkę żeglarską oraz napisy na żaglu świadczące o jego pochodzeniu, czasem nawet rdza staje się niezwykłym ornamentem – opowiada. Na potencjał, jaki tkwi w odzieży szytej z rzeczy z demobilu, otworzył mu oczy amerykański projektant Greg Lauren, choć postmilitarne projekty Witkowskiego mają własną tożsamość. Militarna i żeglarska kolekcja to certyfikowane unikaty odręcznie podpisane numerem seryjnym i autografem Franka McGregora. Na tej odzieży również nie brakuje oryginalnych akcentów. Jest nim np. napisany na tkaninie numer telefonu do holenderskiego sierżanta. Gdyby tylko jego kurtki mogły opowiadać…

DO GALERII Z TYM Jego klienci to ludzie z całego świata. – Na sto osób zwiedzających Jarmark Dominikański, przy moim stoisku zatrzymają się trzy. I mnie to cieszy, bo to sól tego społeczeństwa! – śmieje się Witkowski. Kiedyś usłyszał od profesora Akademii Sztuk Pięknych: – Pan nie powinien tego sprzedawać. Miejsce tych ubrań jest w galerii, a nie na straganie! Takie komplementy cieszą, ale jego codzienna radość to zacząć i skończyć dzień w swoim Sanktuarium san Gregorio, gdzie ma termos z mocną dobrą kawą, miskę jabłek, kilka oldschoolowych maszyn do szycia i muzykę Programu 2 Polskiego Radia, bluesa i Dylana. – Ma pani szczęście, że dziś nie ma koncertu Chopinowskiego – wtrąca, podając mi do przymierzenia kolejną kurtkę, na widok której błyszczą mi się oczy. – Wtedy nie wpuszczam tutaj nikogo! Tekst: Aga Kacprzyk, obraz: Michał Bartoszewicz

077

OldSail – Grzegorz Witkowski tel.: +48 531 089 607 grzegorz@oldsailart.pl www.oldsailart.pl


REPORTAŻ

SIOSTRY LUNY TA, KTÓRA WIE. WIE JAK WYKORZYSTAĆ SWÓJ POTENCJAŁ I OBUDZIĆ GO W INNYCH. Z SYMBOLU OFIARY ZABOBONÓW STAŁA SIĘ IKONĄ KOBIET ŚWIADOMYCH SWOJEJ MOCY I POMAGAJĄCEJ SIĘGNĄĆ PO NIĄ INNYM. KIM JEST WSPÓŁCZESNA WIEDŹMA? I GDZIE MOŻNA JĄ ZNALEŹĆ NA WARMII I MAZURACH?

078

Zbliża się nów księżyca. W internecie aż gęsto od zapowiedzi dedykowanych temu zjawisku zbiorowych medytacji, kręgów kobiet, ceremonii, rytuałów, warsztatów. Nów sprzyja uzdrowieniu, pracy z intencją, rozpoczęciu procesu zmian. Zawiadując przyrodą i stanowiąc cykliczny punkt odniesienia społeczeństw tradycyjnych, księżyc do dziś stanowi dla człowieka istotny symbol – nośny dla życia wewnętrznego, jak i dla ekspresji twórczej. Wiedźmy, czarownice, kapłanki, szeptuchy przez wieki czerpały z tej intuicyjnej wiedzy pełnymi garściami. Dzisiaj inspiruje ona nauczycielki duchowości, naturoterapeutki, coache dusz. Definicja słowa wiedźma – „ta, która wie”, stała się wizytówką współczesnych kobiet świadomych swojej mocy i potencjału. – Wbrew archetypowi, który funkcjonował przez wieki, wiedźmy nie mają związku z nadprzyrodzonymi darami, kontaktu z mocami piekielnymi. Były i są po prostu bardziej

świadome, wrażliwe na sygnały ze świata i z siebie – tłumaczy Grażyna Kulka, psycholożka, certyfikowany Soul Coach i nauczycielka Soul Body Fusion. – Od zawsze miały wyjątkową więź z przyrodą, mądrze wykorzystywały jej dary, by pomagać ludziom. Żyły zgodnie ze wszystkimi żywiołami, z cyklicznością, rytmami, które łączyły je z księżycem – luną, reprezentującym żeńską energię. I dzisiaj coraz więcej kobiet budzi w sobie tę zapominaną potrzebę i moc, wraca do korzeni. Podczas Ceremonii Księżycowych z Kakao („napój mocy” wpływający m.in. na produkcję endorfin, uznawany niegdyś przez Majów i Azteków za świętą roślinę), które odbywają się w czasie nowiu i pełni, uczestniczki pracują z energią i podświadomością. – Praca z umysłem i przekonaniami to czasem zbyt mało, aby pomóc osobie w kryzysie czy pragnącej zmian – zapewnia


REPORTAŻ

Grażyna prowadząca w Olsztynie Przestrzeń Psychologii Zdrowia. – Warto wejść na głębsze poziomy energetyczne przez rytuały uwalniające emocje, pracę z ciałem. Pomagają spotkać się ze swoją duszą w prawdzie. A w niej jest wszystko, co potrzebne do naszego uzdrowienia. Kiedy świat dookoła wali się, stabilizację i spokój możemy odnaleźć w swoim wnętrzu. Czas nowiu i pełni to dobry moment na zasianie intencji, poruszenie procesu zmian i spotkanie z osobami, które nas w tym wspierają.

NOWY POCZĄTEK Aby odkryć w sobie wiedźmę, czasem potrzeba życiowego wstrząsu. Choroba, rozstanie, utrata pracy uruchamiają potrzebę zmian i otworzenia nowego rozdziału. – Moja babcia i mama mieszkające w Puszczy Białowieskiej były szeptuchami – pomagały innym uzdrawiać ciało i duszę z pomocą intuicji i wiedzy przekazywanej przez pokolenia – zdradza Grażyna. – Tato prowadził „księżycowy ogród” – sadził i pielęgnował rośliny zgodnie z jego fazami. Momentem przełomowym w moim życiu była przedwczesna śmierć męża. Kiedy pod wpływem stresu zaczęło sypać się zdrowie i przyszło zawodowe wypalenie, skierowałam się w stronę natury. Odkopałam wiedzę moich przodków, postawiłam na rozwój duchowy, wsłuchałam się w potrzeby mojego organizmu i przywróciłam jego naturalny cykl. Wróciłam do domu – do siebie. I dzisiaj pomagam w tym innym kobietom. – Odkąd pamiętam interesowała mnie duchowość, medycyna naturalna, ale długo nie byłam gotowa, aby z tej pasji uczynić sposób na życie – dodaje Ania Hajduczenia, założycielka Anahaj Centrum Samoświadomości w Olsztynie. – Szukając pomocy na dolegliwość, w której medycyna zachodnia nie potrafiła mi pomóc, trafiłam na zajęcia Qigong, czyli samouzdrawiania energią. To rodzaj medytacji w ruchu, będącej częścią Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, która aktywuje i równoważy przepływ energii ciała i duszy, otwiera serce. Pozwolił mi dojrzeć do decyzji, na którą wcześniej nie miałam odwagi. Po kilkunastu latach praktyki Qigong i udoskonaleniu jej w chińskim klasztorze Shaolin, Anna rzuciła dotychczasową pracę, aby zająć się tym, do czego od dawna czuła powołanie: uzdrawianiem, pomocą innym. Skończyła Studium Psychotroniki i zdobyła dyplom czeladnika bioenergoterapii. Jest certyfikowanym instruktorem i prowadzi zajęcia Qigong, ale także uzdrawiające sesje Kronik Akaszy. To pole energii, źródło bezwarunkowej miłości, „baza danych” o człowieku. Pomaga Carolina Const

uzdrawiać życie, odkryć naturalne predyspozycje i rozpracować blokady, które sprawiają, że nie możemy ruszyć z miejsca, przełamać życiowego marazmu. Beata Kunikowska z wykształcenia jest ekonomistką, ale jej zainteresowania zawsze krążyły wokół naturalnych metod uzdrawiania, profilaktyki zdrowia, szeroko pojętej ezoteryki i nieodkrytych możliwości człowieka. Odziedziczyła je po babci, która korzystała z dobrodziejstw natury i miała dar wróżenia. – Odkąd pamiętam, czułam potrzebę wspierania innych w ich drodze powrotu do zdrowia i wewnętrznej harmonii – przyznaje Beata. – Starałam się kierować w życiu intuicją, ale wczesna śmierć taty i związane z tym życiowe zmiany przez pewien czas utrudniały poświęcenie się pasjom. Nie poddałam się i rozpoczęłam poszukiwania wiedzy, ukończyłam wiele szkoleń i Studium Psychotroniczne w Warszawie. To odmieniło moje życie. Pożegnałam pracę w korporacji i poszłam drogą alternatywnych metod uzdrawiania, rozwoju duchowego. Poświęciłam się pracy z energią Reiki – uniwersalną energią życiową oraz pracy z emocjami. Beata od 10 lat mieszka na Warmii, na olsztyńskich Redykajnach w gabinecie CUD Uzdrawiania i Urody prowadzi kursy Reiki i refleksologii twarzy. – Moją pasją są naturalne metody dbania o urodę i młody wygląd: zajęcia z jogi twarzy, masaże twarzy, w tym Kobido. Najlepsze, co możemy zrobić dla siebie, to współdziałać z naturą. Czerpię ogromną radość z tego, że zajmuję się uzdrawianiem człowieka na wielu poziomach, wspieraniem w odnajdywaniu drogi życiowej i wewnętrznego spokoju.

WSZYSTKIE FAZY KSIĘŻYCA Pandemia zatrzymała nas i spowodowała, że spotkaliśmy się ze swoimi emocjami: bezradnością, złością, lękiem, starymi ranami. Szacuje się, że w Polsce 1,5 mln osób zmaga się z depresją, w okresie pandemii nawet dwa razy więcej. Według Światowej Organizacji Zdrowia do 2030 roku depresja będzie najczęściej występującą chorobą na świecie. W obliczu zagrożeń rośnie potrzeba więzi z naturą oraz samym sobą. I wiara w to, że na nasze życie mają też wpływ siły, których nie widzimy. – Jedną z istotnych przyczyn tego, że dzisiaj tak wiele osób boryka się z kryzysami psychicznymi, jest utrata więzi z naturą, rytuałów, braku osadzenia w społeczności – uważa Carolina Const, aromaterapeutka kliniczna, pierwsza w Polsce certyfikowana nauczycielka tzw. jogi świadomej traumy. – Żyjemy w ciągłej czujności, stanie zagrożenia. Kiedyś byliśmy partnerami sił natury, dzisiaj chcemy być jej zwierzchnikami. Nauka stała się nową religią, a my zapędziliśmy się w kozi róg, tracąc zasób, którym kiedyś była duchowość, praktyki związane z przyrodą, rytuały przejścia. Bez nich trudno nam zdefiniować etap dnia, życia, odnaleźć porządek, harmonię. Paradoksalnie pandemia może nauczyć nas lepszego kontaktu ze sobą. W klimatycznej przestrzeni gabinetu Sister Moon, Carolina prowadzi warsztaty i kursy oparte na ciele i uważności: zajęcia hatha jogi, jogi świadomej traumy, wykonuje kojące i harmonijnie energetyzujące masaże aromaterapeutyczne. – Księżyc stał się metaforą tego miejsca – tłumaczy joginka. – Inspiruje, aby zaakceptować w sobie i pozwolić na odczuwanie wszystkich faz: ciemności, przejścia, pełnego blasku. Bo nie ma złych emocji, każda jest naszym przewodnikiem w rozpoznaniu prawdziwych przyczyn, np. smutku czy gniewu.

079


REPORTAŻ

Powszechnie uznaje się, że to Barbara Zdunk, spalona w Reszlu na stosie 210 lat temu, była ostatnią osądzoną czarownicą w Europie. W rzeczywistości skazana została na spalenie na stosie zgodnie z obowiązującym wówczas w Prusach prawem, jako podpalaczka kilku domów. W jednym z nich spłonęło dziecko i mężczyzna. – Potwierdzają to dokumenty z archiwum w Berlinie gdzie znajdują się przeniesione z Królewca archiwalia dotyczące dawnych Prus Wschodnich – zapewnia prof. Wijaczka. – Barbara Zdunk, samotna i biedna kobieta z dwójką nieślubnych dzieci, w realiach początku XIX wieku z góry skazana była na życiowa klęskę. To był męski świat traktujący kobiety jako istoty słabsze pod każdym względem. Dlatego wierzono, że łatwo poddawały się woli diabła. Krystyna Ceynowa z nadmorskich Chałup, samotna wdowa po rybaku, to oficjalnie ostatnia osoba w Polsce, która poniosła w 1836 roku śmierć w wyniku oskarżenia o czary. A dokładnie o rzucenie uroku, niechodzenie do kościoła oraz to, że… na jej kominie siadały czarne wrony. Tłum skazał ją na „próbę wody”, po czym w wyniku samosądu została zatłuczona wiosłami.

RANA WIEDŹMY

Anna Hajduczenia

W Sister Moon celebrujemy swoje „dziwności” i ciekawimy się nimi. Joga pozwala nam odnaleźć kontakt z ciałem, dojść do prawdy o sobie. A grupa daje akceptację, ukojenie i poczucie wspólnoty.

PŁONĄCE STOSY

080

Czarownice z symbolu kozła ofiarnego stały się dzisiaj także ikoną kobiet walczących o swoje prawa. „Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało się wam spalić na stosach” – pojawiało się na transparentach Strajku Kobiet. Przez wieki kobiety sądzone były w procesach o czary i poddawane okrutnej karze śmierci na stosie. Oskarżenia wynikały zazwyczaj z sąsiedzkich kłótni i nieporozumień, a winnych nawet drobnych nieszczęść dnia codziennego szukano wśród najbliższego otoczenia. Ofiarami oskarżeń padały przede wszystkim kobiety, także te znające się na roślinach, leczące chorych. – A skoro potrafiły leczyć, to według ówczesnej mentalności potrafiły też szkodzić – tłumaczy prof. Jacek Wijaczka, autor publikacji i książek m.in. „Procesy o czary w Prusach Książęcych (Brandenburskich) w XVI–XVIII wieku”. – Wystarczyło, że komuś zdechła krowa, a natychmiast szukano sprawczyni rzucenia uroku, a w sądzie doszukiwano się jej związków z diabłem. Ofiarą padały często kobiety cieszące się tzw. złą sławą, niekiedy samotne, zmuszone do utrzymania się przy życiu w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Procesy o czary trwały od XIV do XVIII wieku i pochłonęły setki tysięcy śmiertelnych ofiar. W żyłach wielu z nas płynie krew spalonej wieki temu czarownicy. Witch wound – rana wiedźmy, to określenie na przekazywaną przez pokolenia traumę wynikającą z tysiącleci nadużyć wobec kobiet. Wieki unieważniania ich intuicji, inteligencji emocjonalnej, pokojowej siły i zaradności w zarządzaniu własną rzeczywistością. – Zanim nastąpiła ekspansja patriarchatu, religie czciły boginie związane z ziemią, płodnością, pramaterią – tłumaczy Carolina. – Potem nastąpiło rozszczepienie tego archetypu o czym piszą naukowczynie i klinicystki takie jak Jean Shinoda Bolen, Sylvia Perera czy najpopularniejsza w Polsce Clarissa Pinkola Estés. Witch wound to wynik dominacji stereotypowo pojmowanego „męskiego” systemu wartości i zredukowania roli kobiety, traktowania jej jako istoty, która sama nie potrafi o sobie decydować. Te kulturowe doświadczenia są przekazywane z pokolenia na pokolenie, zapisane w naszym ciele. Stłumiony przez wieki głos znajduje ujście, choćby podczas kobiecych demonstracji. Witch wound to nie tylko zapis komórkowy pokoleń kobiet, które straciły życie za to, że rozumiały lepiej otaczający świat. Te, które nie skończyły tragicznie, żyły w lęku o przetrwanie, o utratę prawa do przynależności społecznej. Najlepszą strategią było przyjęcie postawy uległej i wycofanej, stłumienie potencjału, prawdziwych potrzeb i powołania. – Podczas moich sesji z kobietami ujawnia się wiele problemów związanych m.in. z historią rodową kobiet: poniżenie, wstyd, poświęcenie, niespełnione marzenia – przyznaje Anna. – Często jesteśmy pierwszym pokoleniem, które może to przepracować, zrobić krok do przodu obejmując sercem historię swoich przodkiń. – W naszej zbiorowej historii jest zapisane ich doświadczenie. Mamy w sobie dużo złości wynikającej z wieków patriarchatu i jego niesprawiedliwości w stosunku do kobiet – uważa Grażyna. – Nasze babki mogły wydawać się niebezpieczne, bo kobieta, która za dużo wie, widzi i czuje, nie zawsze jest wygodna i łatwa. To jeszcze pobrzmiewa w dzisiejszym świecie, ale coraz słabiej, wiele kobiet budzi się i przyjmuje postawę „należy mi się”, „zasługuję”.


REPORTAŻ

MOC SAMOUZDRAWIANIA „Przenosząc starodawną mądrość na współczesny grunt, zyskuje się dostęp do potężnej, wszechwiedzącej, intuicyjnej cząstki siebie. Bycie wiedźmą oznacza życie w sposób świadomy, intensywny i pozbawiony poczucia winy” – pisze Gabriela Herstik w bestsellerowej książce „Czary. Jak być współczesną wiedźmą”. – Długo czułam wstyd i lęk przed oceną tego, w jaki sposób pomagam ludziom, obawiałam się, że otoczenie posądzi mnie o czary lub szaleństwo – przyznaje Ania. – Dzisiaj mam odwagę dzielić się tym publicznie, bo wiem, że to dar mojej duszy. Ci, którzy mają do mnie trafić, pojawiają się głównie z polecenia, nawet jeśli nie rozumieją, w jaki sposób pracuję. „Niech pani zrobi ze mną to, co z koleżanką, która po sesji uzdrowiła i zmieniła swoje życie” – słyszę od kobiet. Podobno jestem dobrą czarownicą, która pomaga uwierzyć w czary i wprowadzić je w życie. Dzielę się światłem i miłością, które płynie przeze mnie, dotykam nim innych. Tyle wystarczy, aby obudzić ludzkie serca. I żeby zadziały się małe i duże cuda w ciele i duszy. – Do mnie trafiają ludzie z różnymi dolegliwościami, nie zawsze świadomi, że pracuję z energią – dodaje Beata. – Na wizytę zapisują ich najbliżsi, którzy sami doświadczyli mocy Reiki, refleksologii czy uzdrawiania duchowego. Zwykle nie uświadamiamy sobie istnienia w nas mocy, których możemy użyć do wzmocnienia siebie samego na poziomie fizycznym, umysłowym, emocjonalnym i duchowym. Na warsztatach, które prowadzę, daję impuls i narzędzia do samouzdrawiania. To misja mojej duszy.

ŚWIADOME SWOJEJ MOCY Kobiety wracają do pierwotnych kręgów. Takich, jakie tworzyły ich prababki i babki, gdy zasiadały w izbach przy krosnach, przy darciu pierza. Szukają w nich bliskości, zrozumienia, pocieszenia. – Samo bycie w kręgu ma uzdrawiającą moc – mówi Ania. – Każda z nas jest widziana i słyszana przez pozostałe. Dajemy sobie przekaz: „jesteś dla nas ważna”. Wymieniamy się swoimi uczuciami, myślami, wspomnieniami, problemami. Czasy są takie, że nawet we własnych rodzinach coraz rzadziej możemy dostać wsparcie i uwagę pozostałych. Grażyna Kulka

Beata Kunikowska

– Bycie wiedźmą to bycie świadomą – dodaje Grażyna. – To odpowiedzialność za swoje myśli, słowa, emocje, relacje z innymi. To uważność, bycie blisko innych kobiet, bez narzucania swojego punktu widzenia. Wiedźma potrafi się wznieść ponad przekonania, małostkowość i nie potrzebuje nikogo do bycia kompletną. Bo wie, że kiedy robi w życiu to, co jest zgodne z wewnętrzną intuicją, wszystko integruje się w całość. Na ceremoniach pomału zaczynają się pojawiać mężczyźni pełni podziwu dla kobiecej mocy. – Jeszcze niedawno mogłyśmy realizować się tylko przez mężczyzn – dodaje Carolina. – Ale dzisiaj już wiemy, że nieprawdą jest, iż kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. Lewa półkula – bardziej logiczna, męska, i prawa – intuicyjna, kobieca, nie są przeciwstawne i sam podział ich funkcji nauka odkłada obecnie do lamusa. Nasze wybicie się na niezależność, uznanie siebie jako wartościowy kompletny element społeczeństwa sprawia, że możemy czerpać z siebie nawzajem. To budujące, że mężczyźni pojawiają się na warsztatach, potrafią przyznać się do swoich słabości, wyłamać z zadaniowego trybu bycia i myślenia, pozwalać sobie na wrażliwość i samoakceptację, a nawet czułość. Po wiekach patriarchatu jesteśmy na przedprożu zmian. Joga mówi, że żyjemy w czasach Kali Yugi – erze ogromnej polaryzacji i swoistego odwrócenia porządku. Dzieją się rzeczy piękne i straszne, tracimy to, co jest pomiędzy. – Ale stopniowo proporcje będą się zmieniać na korzyść wrażliwości i empatii nowych pokoleń – twierdzi Carolina. – To pozwala wierzyć, że lepsza przyszłość jest za rogiem. Ale póki ona nie nastąpi, korzystajmy z dostępnych narzędzi, aby znaleźć w sobie spokój, ukojenie i entuzjazm w trudnych czasach. Tekst kończę w grudniowy nów księżyca połączony z zaćmieniem słońca. Według astrologów to zjawisko przez cały miesiąc może wywoływać ogromne twórcze zmiany w naszym życiu. Ale jeżeli chcemy iść naprzód, najpierw trzeba puścić to, co stare – co trzyma i blokuje. Zapnijcie zatem pasy i twórzcie swoją nową lepszą rzeczywistość.

Tekst: Beata Waś, obraz: © Microgen / Shutterstock.com, Radosław Zawadzki, arch. Grażyna Kulka, Anna Keppel-Płatek, Michał Bartoszewicz, arch. Carolina Const

081


LUDZIE

ROZMOWY NA SCHODACH CZYLI ZNANE POSTACIE O NIEZNANYCH HISTORIACH.

MADE IN: Czy jako starszy o dwa miesiące mogę zaproponować przejście na ty? Marcin Wójcik: Jasne. Lakoniczne „jasne”… A nie: świetnie się trzymasz lub coś w tym kierunku…? No właśnie, wciąż się dziwię, że tylko o dwa miesiące. Jesteśmy rocznik ’74… … No jak to, ja jestem z 5 stycznia, to jak możesz być jeszcze o dwa miesiące starszy? Więc to ja jestem młodszy o dwa miesiące. Dlatego to ja proponuję ci, byśmy przeszli na ty. „Jasne”. Ale prawdą już jest, że obaj skończyliśmy AWF i mieliśmy szlachetne posady nauczycieli od krzewienia kultury fizycznej. I zobacz jak po latach wylądowaliśmy: z ciebie śmieje się cała Polska, a ja jeszcze mam tupet cię o to przepytywać. Ale chyba obaj wyszliśmy na ludzi, więc nie jest źle. Jestem dumny ze swojego wykształcenia – ktoś mi powiedział, że w środku zostaje się nauczycielem wychowania fizycznego na zawsze. Sportowy duch wciąż we mnie siedzi.

GOŚCIMY MARCINA WÓJCIKA*

PRACOWAĆ Z NOŻEM NA GARDLE PONOĆ KIEDYŚ MÓGŁ PRAKTYCZNIE NIE SPAĆ, SKECZE TWORZY O SZÓSTEJ RANO, OSTRO WKRĘCONY JEST W DZIWNE ZAWODY 082

SPORTOWE, ALE KARIERY PRÓBOWAŁ W PIŁCE NOŻNEJ. POD OLSZTYNEM ROZKOCHAŁ SIĘ W GOLFIE, ZA TO ŚMIEJĄ SIĘ Z NIEGO JUŻ W CAŁYM KRAJU. JAKIE KULISY ODSŁONI MARCIN WÓJCIK Z KABARETU ANI MRU MRU?

Rozmawiał: Rafał Radzymiński (w piątek 5 listopada o godz. 23 na schodach w holu Hotel Park w Olsztynie), obraz: Michał Bartoszewicz Po siedmiu latach cykl „Rozmów na schodach” kontynuujemy, ale już na różnych schodach, w zależności od miejsca w jakim uda nam się umówić na spotkanie z ciekawym gościem.

Zanim zapytam, jakim byłeś nauczycielem, to najpierw – jakim byłeś uczniem na wuefach? Zawsze to był mój ulubiony przedmiot, więc chyba niezłym. Ciekawostkę dla młodszych czytelników mam taką, że uczęszczałem na wszystkie możliwe zajęcia sportowe poza lekcjami, a kiedy zacząłem wyczynowo grać w piłkę nożną, trenowałem już pięć razy w tygodniu. Uważałem wuef za jedno z najważniejszych zajęć w szkole i chyba tak powinno być do dzisiaj. Do jakiego poziomu doszedłeś w piłce nożnej? Do trzeciej ligi i do czwartego miejsca w mistrzostwach Polski juniorów. Grałem w Lubliniance Lublin i do dzisiaj pamiętam, że półfinał mistrzostw Polski przegraliśmy z Jagiellonią Białystok, ale tam był skład typu: Frankowski, Citko, Chańko, itd. Do wieku juniora łudziłem się, że z tej mojej piłki może coś poważniejszego się zrodzi, choć na wielką karierę nie liczyłem. Po prostu uważałem się za niezłego wyrobnika na boisku, solidnego obrońcę. Ale kiedy kolegów zaczęli zabierać na zgrupowania kadry, uznałem, że może to niekoniecznie moje przeznaczenie. Była to jednak świetna przygoda. Potem grałem jeszcze w niższych ligach jako senior, ale gdy po studiach pojawił się pomysł na kabaret, okazało się, że lepszy ze mnie artysta kabaretowy, niż piłkarz. Poszedłeś na AWF, a czy od razu nie myślałeś o kształceniu się w kierunku sceny? Nie, bo też i nie ma szkoły dla kabareciarzy. Poza tym, kiedy zaczynałem z kabaretem, nie miałem pewności, że to się uda, ale chciałem spróbować. A że ludziom się to spodobało… Zaś co do studiów na AWF – skoro kochasz wychowanie


LUDZIE

fizyczne, chcesz grać w piłkę, to wydaje ci się, że te studia będą najprzyjemniejsze na świecie. I poniekąd tak było, choć nie zdawałem sobie sprawy, że to tak ciężki kierunek. Jakim byłeś nauczycielem? Dwa czy nawet trzy razy byłem wybierany w mojej szkole na nauczyciela roku, więc chyba niezłym. Zresztą do dzisiaj spotykam się z ludźmi, którzy przyznają się, że uczyłem ich wuefu. Chyba miło wspominają lekcje ze mną. Byłeś surowy czy dowcipny? Starałem się być i z humorem, i sprawiedliwy. Idąc do szkoły przyjąłem sobie strategię, by na moich lekcjach chcieli ćwiczyć wszyscy. By wprowadzić odpowiednią atmosferę, a nie skupiać się na tym, czy jeden od drugiego zrobi lepszy wynik na 100 metrów. Jestem zaskoczony, ile w sieci jest wywiadów z tobą na tematy sportowe, oczywiście o piłce nożnej i żużlu. Kibicuję tym dwóm dyscyplinom, a skoro jestem medialną twarzą, to dziennikarze myślą, że mam coś co powiedzenia w tym temacie i się znam. A że potrafię improwizować, to często robię wrażenie, że się właśnie znam. Choć akurat z żużlem faktycznie tak jest. Ale moje aktywności przy tych dyscyplinach są też i po to, by wspierać je na poziomie naszego Lublina. A że znam zawodników i często z nimi rozmawiam zakulisowo, więc kiedy dziennikarz poprosi potem o komentarz, mogę błysnąć tekstem: akurat w tym temacie wiem więcej. Więc wychodzę na takiego, który może się świetnie znać, choć ja często podkreślam, że mnie na poważnie raczej nie powinno się brać. Tak więc sport całe życie się za mną ciągnie. Mamy w Lublinie taką zabawę… – zawsze każdy z nas takimi słowami zaczyna ten wątek opowiadać. Otóż mamy w Lubinie taką zabawę, która nazywa się „Olimpijski Dziesięciobój Lubelski” – trzydziestu wariatów, moich kolegów, z którymi co roku mierzymy się w dziesięciu różnych dyscyplinach sportowych. Przeróżnych, od kolarstwa, przez triathlon, golf, gokarty, żużel na skuterach, po taniec i grzybobranie. Co roku wymyślamy tę dziesiątkę do której się przygotowujemy, zaliczamy średnio dwie dyscypliny w miesiącu, więc można powiedzieć, że cały czas jestem w treningu, w trybie sportowym, co jest dla mnie świetną odskocznią od roboty. Właśnie tydzień temu zakończyliśmy sezon zawodami w snookera. Ponoć jesteś też zapalonym golfistą. Grałeś w Naterkach? Oczywiście, ja nawet u was zaczynałem. Gram od 2003 roku, bywałem tu i wciąż bywam. Gramy w golfa prawie całym składem kabaretu, nawet namawiałem kolegów, byśmy jutro rano skoczyli na pole. Obserwujesz nasz pierwszoligowy Stomil Olsztyn? Pytam, bo ostatnio nie mają dobrej passy, a może masz jakiś podręczny tekst dla otuchy? Nie obserwuję, ale mam dla nich jeden ważny komunikat: chłopaki, to tylko sport. Wiadomo, są działacze, sponsorzy i każdy ma swoje interesy w tej piłce, ale na pocieszenie niech zawodnicy Stomilu sobie uświadomią, co teraz myślą piłkarze Legii Warszawa (trwa czarny sezon – red.). Wymieniałeś tyle dyscyplin, a liczyłem na koszykówkę, bo masz ksywę „Jabbar”, jak ten słynny koszykarz z NBA.

Dokładnie tak. Ale to dlatego, że kiedy grałem w nożną w Lubliniance Lublin, byłem najlepszy ze wszystkich chłopaków w koszykówkę. Ktoś tak mnie po prostu nazwał. Oczywiście fascynowałem się koszykówką, bo wtedy był największy boom na NBA, a do dzisiaj kocham Scottiego Pippena z Chicago Bulls. Pozostając w USA – twoja ksywka „Nowy Jork” wciąż funkcjonuje? Ją akurat sam wymyśliłem na potrzeby mediów, opowiadając, że ja w zasadzie mogę nie chodzić spać. Miałem wesoły okres w życiu i gdzieś w wywiadzie powiedziałem, że koledzy na mnie mówią „Nowy Jork”, bo nigdy nie zasypiam. Zresztą do dzisiaj potrzebuję mało snu. Faktycznie, rozmawiamy o godz. 23.20, po twoich dwóch występach, a ty ciągle pełen energii… O której się położę, to jeszcze żaden kłopot. Sęk w tym, że ja codziennie wstaję o piątej-szóstej. I jestem wyspany, więc od rana zagospodarowuję sobie czas różnymi aktywnościami. Często siadam właśnie do pisania skeczy, których po południu, albo wieczorem chyba jeszcze nie zdarzyło mi się stworzyć. No właśnie, jak wygląda to twoje twórcze zapładnianie – w jakich okolicznościach szukasz weny? Piszę sam, ale często np. w busie z ekipą tworzy się wstępny kształt skeczy. Potem wymaga to twórczej pracy w skupieniu, bo bardzo rzadko powstają skecze na zasadzie pstryknięcia palcem po jednej rozmowie. Po ponad 20 latach uświadomiłem sobie, że najlepiej pracuje mi się na ostatnią chwilę, nad czym ubolewają moi współpracownicy. Np. za dwa weekendy mamy zagrać w telewizji Polsat premierowy skecz. Już wydzwaniają do mnie ze stacji o czym on będzie, a jeszcze o tym nie wiedzą, że ja go po prostu nie mam. Najlepiej mi się pracuje z nożem na gardle i dużo ciekawych rzeczy udało mi się wymyślić w ostatniej chwili. Po drugie, trzeba czasem zaczekać na wenę i iskrę, która zapala się w głowie. Wiele razy zasiadałem do pisania i tak siedzę, siedzę, pstrykając tylko długopisem i na tym się kończy. Gdy żona czy koledzy z kabaretu pytają wtedy, jak mi idzie, ja zawsze używam słynnego cytatu z „Dnia świra”, gdzie bohater też próbuje coś pisać i w kółko kręci się wokół jednego zdania: „pośród ogrodów siedzi ta królewska para…”. Już wszyscy wtedy wiedzą, że nic jeszcze nie ma. Trzeba po prostu czekać. Masz jakieś wspomnienia z występów w Olsztynie? Parę razy graliśmy w Hali Urania i miałem wrażenie, że ona się za chwilę zawali. Właśnie jak ją zaczęli rozbierać, to się zawaliła.

MARCIN WÓJCIK

założyciel i lider jednego z najpopularniejszych kabaretów ostatnich dwóch dekad – Ani Mru Mru. Z urodzenia i zamiłowania Lublinianin, fan sportu, absolwent Akademii Wychowania Fizycznego, po której przez cztery lata pracował w szkole jako nauczyciel wuefu. Kabaret od początku zaczął zbierać nagrody i wyróżnienia na najważniejszych przeglądach w kraju, do dzisiaj przyciągając pełne widownie.

083


NAUKA

UPRAWA NA EKRANIE, ZYSK W REALU WIRTUALNE GOSPODARSTWO, A W NIM WSZYSTKO CO POTRZEBNE DO ZRÓWNOWAŻONEJ UPRAWY. GRA KOMPUTEROWA FARMING SIMULATOR TO OPRÓCZ ZABAWY, DUŻA PORCJA WIEDZY. NIE TYLKO DLA ROLNIKÓW.

084

Wchodzisz w tę rolę na całego. Wybierasz miejsce na mapie i budujesz od podstaw swoją farmę. Zajmujesz się polem uprawnym, orzesz i zasiewasz, a potem nawozisz, pilnujesz wzrostu i przeprowadzasz żniwa. Roboty przy uprawach jest co niemiara – każda z nich rządzi się własnymi prawami i wymaga zastosowania zróżnicowanego sprzętu. Plony trzeba później korzystnie sprzedać, choć ceny wirtualnego skupu, niczym w realu, zmieniają się dynamicznie. Wśród zajęć farmera jest również hodowla zwierząt: koni, bydła, drobiu. Słowem: im lepiej ferma wyposażona, tym więcej czeka roboty, ale też frajdy. – Symulator Farmy podbił serca milionów użytkowników na kilku kontynentach – przyznaje Tomasz Jeliński z Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN. – Jego zadaniem jest upowszechnianie w nowoczesnej formie najnowszych trendów w prowadzeniu gospodarstwa, uprawach. Korzystają

z niego obecni i potencjalni rolnicy, ale też młodzież i dorośli nie związani z branżą. Dla mieszczuchów, którzy mogą np. zasiąść za kierownicą kombajnu, zabawa jest przednia – zapewnia. Pojazdy i narzędzia rolnicze w grze Farming Simulator odtworzono na podstawie ich rzeczywistych odpowiedników od wiodących producentów w branży, wśród nich największa na świecie John Deere. Gra pozwala stworzyć farmę w dowolnym krajobrazie. – Poznaliśmy graczy, którzy w ciągu dnia pracowali w gospodarstwie, a wieczorem w jej wirtualnym odpowiedniku. To możliwość przetestowania bez ryzyka finansowego, za pomocą myszki i klawiatury, jak dana uprawa czy inwestycja przełoży się na realny dochód – dodaje Tomasz Jeliński. Olsztyński IRZiBŻ PAN jest częścią międzynarodowego zespołu, który opracował darmowy dodatek do gry – Pre-


NAUKA

cision Farming. Jest on pigułką wiedzy z zakresu rolnictwa precyzyjnego: pobieranie próbek gleby, zmienne dawkowanie nawozów, satelitarna koordynacja urządzeń oraz analiza ekonomiczna gospodarstwa. Uczy dobierać precyzyjną ilość, miejsce i czas nawożenia upraw. Tak, aby osiągać optymalne efekty i zmniejszyć wpływ tego etapu działalności na środowisko. – Dodatek Precision Farming ma funkcję edukacyjną i proekologiczną – tłumaczy Tomasz, lider projektu w olsztyńskim Instytucie. – Chcemy pokazać jak można kontrolować uprawy poprzez precyzyjne zabiegi agrotechniczne. Celem przygotowanego przez GIANTS Software dodatku jest podkreślenie korzyści płynących ze zrównoważonych technologii, które są przyszłością rolnictwa. Bo do prowadzenia dzisiejszego gospodarstwa nie trzeba już siły fizycznej, ale intelektu. Automatyzacja sprawiła, że w roli farmerów mogą odnaleźć się również kobiety. – To ważny aspekt tej gry. Przetłumaczona na 20 języków upowszechnia informację, że rolnictwo to ciekawy wybór zarówno dla mężczyzn jak i kobiet – zapewnia Tomasz. Druga wersja dodatku Precision Farming, której premiera planowana jest na wiosnę 2022 r., skupi się na zaawansowanych technologiach. Promując zrównoważone rolnictwo, zwróci uwagę na potrzebę ograniczania wpływu działalności człowieka na środowisko. W nowym dodatku technologie obrazowania zostają wykorzystane do redukowania ilości stosowanych środków ochrony roślin, a stosowanie nawozów organicznych i mineralnych będzie dokładniejsze dzięki zastosowaniu nowoczesnych czujników. Wokół gry zawiązała się olbrzymia społeczność, która wymienia informacje na forach, a także rywalizuje podczas rozgrywek e-sportowych. W Polsce promuje ją wśród młodych ludzi youtuber Anton. Na jego kanale można znaleźć scenki z ciężkiej orki w błocie, pracy w chlewni, siewu owsa czy dozowania obornika pod buraki. – Naszą rolą jest promowanie dodatku wśród polskich uczniów, studentów – tłumaczy Tomasz. – Prezentowaliśmy go w technikach rolniczych, na branżowych targach. Większość graczy pochodzi z miasta. Młodzi ludzie coraz mniej zdają sobie sprawę jak wygląda produkcja żywności, z jakimi wyzwaniami mierzą się rolnicy. Gra i dodatek pomagają zdobyć zaufanie do nich i zarazić bakcylem pracy w bliskości natury.

PRECISION FARMING

Bezpłatny dodatek Precision Farming można pobrać ze strony producenta: farming-simulator.com Prace nad dodatkiem są finansowane przez EIT Food, największy na świecie ekosystem innowacji w branży rolno-spożywczej, wspierany przez Europejski Instytut Innowacji i Technologii (EIT). Partnerzy konsorcjum: Uniwersytet Hohenheim, Uniwersytet Reading, Spółdzielnia produkcyjna Grupo AN, John Deere i Giants Software.

Tekst: Beata Waś Obraz: Jeff Barger, archiwum John Deere oraz GiANTS Software.

085

Projekt Precision Farming jest finansowany przez EIT Food – Europejską Wspólnotę Wiedzy i Innowacji w Obszarze Żywności, która pracuje na rzecz zrównoważonego, zdrowego i godnego zaufania systemu żywnościowego.


EKOLOGIA

BEZ LANIA WODY VOLVO OD ZAWSZE STOI NA STRAŻY ROZSĄDNYCH ROZWIĄZAŃ, BEZPIECZEŃSTWA I TROSKI O OTOCZENIE. UZNANA W BRANŻY MARKA VOLVO MASZYNY BUDOWLANE ROZPOCZĘŁA M.IN. DZIAŁANIA ZWIĄZANE Z GOSPODAROWANIEM CORAZ CENNIEJSZĄ WODĄ. KTÓRE Z WARMIŃSKO-MAZURSKICH MIAST CHCIAŁOBY WSPÓLNIE ZE SZWEDZKĄ FIRMĄ STWORZYĆ U SIEBIE BŁĘKITNO-ZIELONĄ ARCHITEKTURĘ?

086

Potencjał naszego parku maszynowego jest ogromny, więc chcemy się nim podzielić przy projektach, które mają przyczynić się do dbałości o środowisko naturalne, zwłaszcza wodę, która w erze zmian klimatycznych wymaga nad wyraz rozsądnego gospodarowania jej zasobami – podkreśla Rafał Ziarkowski, dyrektor ds. marketingu, wsparcia sprzedaży i rozwiązań dla klientów w Volvo Maszyny Budowlane Polska. Dbałość o środowisko naturalne jest częścią DNA Volvo. Firma od lat angażuje się w akcje mające na celu wspieranie zrównoważonego rozwoju. Ponieważ w Polsce jedynie 6,5 proc. wód odpływowych jest zatrzymywanych i wykorzystywanych, a reszta bezpowrotnie spływa do Bałtyku, stąd firma zaangażowała się w działania w kwestii retencji wody i mądrego gospodarowania jej zasobami, przechwytywania i magazynowania deszczówki oraz spowolnienie jej spływu do rzek. Stworzyła akcję „Save Save Water”. – Nad pogodą nikt nie jest w stanie zapanować, istnieją jednak skuteczne działania, które można podjąć w każdej skali – podkreśla dyrektor Ziarkowski. Dlatego Volvo Maszyny Budowlane jest otwarte na współpracę z każdym miastem, stowarzyszeniem czy szkołą, która zaproponuje ją w zakresie działań chroniących wodę. – Prócz nieocenionych wartości dla środowiska, uważamy to również za duży aspekt edukacyjny społeczeństwa. Chcemy wspierać

tego rodzaju inicjatywy. Udostępniamy sprzęt, angażujemy naszych pracowników i wspólnie z lokalnymi społecznościami chcemy budować różnego rodzaju obiekty błękitno-zielonej architektury: łąki kwietne, stawy retencyjne, oczka wodne czy systemy gospodarowania wodą opadową – wymienia Rafał Ziarkowski. Pierwszą taką inicjatywę zrealizowano w 2020 roku wspólnie z Fundacją Sendzimira – wsparto mieszkańców Zamościa w budowie ogrodu deszczowego (gromadzą wodę z opadów czy roztopów, która spływa ze zlewni i zatrzymywana w pożądanych miejscach, spowalnia tempo jej odpływu do rzek; fundacja jest prekursorem takich ogrodów w Polsce). Zakończona w jeden dzień budowa odbyła się w formie warsztatów dla mieszkańców, na których sami zakasali rękawy, ucząc się jednocześnie, jak podobny obiekt zrobić u siebie w ogrodzie. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: arch. VMB

Volvo Maszyny Budowlane Olsztyn, Borowa 1 Tel: 089 535 60 40 volvoce.com/polska/pl-pl/


• • • • • •


MĘŻCZYZNA I MASZYNA

MĘŻCZYZNA I MASZYNA PRAWDZIWE HISTORIE O PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI DO SAMOCHODU

NIECH MOC BĘDZIE Z TOBĄ

088

McLarenem 600LT w cztery miesiące zrobił 38 tys. km. Wcześniej w Ferrari 488 ponad 70 tys. km w rok, a poprzednim Ferrari FF 80 tys. km, też w rok. Teraz w wyjazdach służbowych wspiera go dyrektor, dlatego od lutego Lamborghini Huracanem zrobił tylko 40 tys. km. Supermaszyny z naklejką #WenglorzTeam mają wiele przesłań: budują postrzegalność mocnej marki, ale i charyzmatycznego lidera, będącego integralną częścią zgranego zespołu. Wenglorz specjalizuje się w kompleksowej budowie wytwórni pasz, tłoczni oleju czy fabryk petfood, a ostatnio również w deweloperce. Pierwsze służbowe auto Piotr Dorosz zamówił 15 lat temu – nowego pikapa Forda Rangera stworzonego do ciężkiej pracy (okazało się, że pod jego nogą Ford harował na kilka etatów). Piotr postanowił spłacić go co do złotówki. Zrobił to w… tydzień. – Podjąłem się zmontowania trzech obiektów i potrzebowałem 70 tys. specjalistycznych śrub, a ponieważ udało mi się je zdobyć za jedną czwartą ceny, oszczędności przewyższyły nawet wartość auta – wspomina. Ranger musiał trzymać tempo pracy Piotra. Do przejechania 300 tys. km w dwa lata potrzebował dwóch silników i czterech skrzyń biegów. Z prostego powodu – pakę miał wiecznie przeładowaną. Doświadczenie z solidną terenówką sprawiło, że i służbowo, i rodzinnie przesiadł się na Toyotę Land Cruiser dającą poczucie bezpieczeństwa we wszystkich warunkach drogowych. Pierwszą z nich dachował już w dniu zakupu – wszystko przez wielką muldę śniegu w zakręcie. Ale przy okazji utwierdził się w przekonaniu, że auto jest pancerne. 10 lat temu Piotr przejął stery rodzinnej firmy i w imponującym stylu, wraz z dobranym zespołem, wprowadzili ją na europejskie rynki. Stawiają fabryki dla największych graczy w branży. Jako szef potrafił być 230 dni w roku w delegacjach. O pierwszym wizerunkowym służbowym aucie zaczął myśleć przy okazji negocjacji z tuzami biznesowymi. – Kiedy przyjeżdżasz na rozmowy już nie do milionera, a miliardera i proponujesz mu kontrakt, dzięki któremu masz pomóc pomnożyć jego kapitał, to zwyczajnie nie możesz przyjechać Pandą na gaz – ironizuje. Wybrał 4,7-litrowe Maserati Granturismo. Jeszcze zanim trafiło pod siedzibę w Olsztynie, Piotr miał już przygotowane firmowe naklejki Wenglorz na białe nadwozie. – Dla mnie kluczową

sprawą jest to czy umiesz drogie auto obrócić w wartość biznesową. A one potrafią zbudować relacje i wspólny język, więc wiele spotkań otwierało się tematami pasji samochodowej, po czym biznes sam się układał – wyjaśnia. – Choć oczywiście referencje i opinie o firmie to fundament zaproszenia do rozmów. Ogromne przebiegi jak na superauta (zużywają cztery komplety opon rocznie), sprawiają, że użytkuje je zwykle do momentu, kiedy przebieg dogania gwarancję. Kolejne było Ferrari FF. Potem: Ferrari 488, ekstremalny McLaren 600 LT i obecne Lamborghini Huracan w bezkompromisowej wersji Performante. Szybko da się wychwycić wspólny mianownik ostatniej trójcy: piekielny silnik tuż za plecami. – W trasie ciężko rozmawia się przez zestaw głośnomówiący – zauważa właściciel. Za to podkreśla, że te auta są niczym anioł stróż, które dopingują do dbania o formę fizyczną – samo wbicie się i wygramolenie zza kokpitu jest nie lada gimnastyką. – Te auta są synonimem emocji, jakości i wydajności. Chcę by moja firma była postrzegana przez pryzmat tych samych cech – zaznacza. – Paradoksalnie są też racjonalnym wyborem, bo zawsze decyduję się na ich specjalne wersje, które w zasadzie nie tracą na wartości i momentalnie znajdują nabywców. Z drugiej strony kiedy samochód jest twoim drugim domem, warto sobie też zadać pytanie czy wolisz rano otwierać drzwi do zwykłego auta, czy takiego, które inspiruje cię do pracy? Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz Mecenas projektu:

BLING FACTORY

Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań. Bling Factory Olsztyn, ul. Lubelska 43i www.blingfactory.pl



AUTA LUKSUSOWE

SALON SAMOCHODOWY MAZUREK PREMIUM CARS

090

RANGE ROVER VELAR

MERCEDES GLC

Marka Range Rover pielęgnuje szlachectwo marki w iście dżentelmeńskim stylu. Ponadczasowy dizajn, a przy tym niezaprzeczalny urok prezentuje Velar. W czystości formy oraz proporcji tkwi siła jego stylistyki. Jest kwintesencją szlachetnego SUV-a. Jest i dżentelmeński, i seksowny. Zajęcie miejsca w Velarze przenosi w inny świat. Dostojna stylistyka kryje najnowszą technologię, zaś jakość i kompozycja użytych materiałów wraz ze sztuką wykończenia, przywodzą na myśl najlepsze rzemiosło. Słowem: dla koneserów elegancji, nie tylko w iście brytyjskim stylu.

Można by o nim rzecz – najpopularniejszy przedstawiciel klasy SUV z gwiazdą na masce. GLC nie służy ani manifestowaniu swojej pozycji, ani nie jest efekciarski – jest modelem, który ceni się za to, z czego klasyczne Mercedesy słyną – powściągliwą elegancję i luksus przemieszczania się. Wersja GLC 200 ma układ tzw. „miękkiej hybrydy” z dodatkową 48-woltową instalacją elektryczną, co przekłada się na niższe zużycie paliwa. Nieocenioną wartością w aspekcie bezpieczeństwa użytkowania jest słynny napęd 4Matic, który współpracuje z 9-stopniowym automatem.

Range Rover Velar 2,0 250 KM R-Design, nowy, cena 349 tys. zł

Mercedes GLC 200 4Matic 2,0 benz. 197 KM, 2020 rok, 21 tys. km, cena 235 tys. zł.

BMW 7

JAGUAR I-PACE

Jest ucieleśnieniem komfortu, sportowego prowadzenia i prestiżu – BMW serii 7 wiernie trzyma się swojej filozofii limuzyny z temperamentem. We wnętrzu panuje atmosfera jak z klubu konesera – jakość i charakterystyczny styl są efektem kilkudziesięciu lat dążenia do pozycji najwspanialszej limuzyny świata. Nic dziwnego, że seria 7 ma swoją stałą klientelę – prezesów, dyrektorów czy biznesmenów, którzy przesiadają się wyłącznie do kolejnych generacji „siódemki”. Często decydują się na pakiet Individual (jak w prezentowanej wersji), który – tak jak sugeruje nazwa – jest światem skrojonym pod indywidualne upodobania.

Tym modelem marka zaskoczyła świat. Tworzony był w wielkiej tajemnicy i kiedy słynny producent brytyjskich aut zakomunikował o swoim pierwszym od podstaw stworzonym elektryku, posypały się zachwyty. Auto jest tak dobre, że w 2019 roku przyznano mu prestiżowy tytuł Car of the Year – najbardziej wymagającym konkursie w Europie. Z sylwetki I-Pace udało się wycisnąć idealny kompromis pomiędzy sportową limuzyną, a SUV-em. Silniki o łącznej mocy 400 koni zapewniają błyskawiczne przyspieszenie, zaś baterie zasięg do 470 km. Dla fanów nowoczesnej technologii, awangardy, ale też i tradycji stojącej za logiem Jaguara.

BMW 740d xDrive Executive, silnik 3,0 340 KM, 2020 rok, 15 tys. km, cena 419 tys. zł

Jaguar I-Pace EV400 S, 2021 rok, przebieg 3990 km, cena 360 tys. zł

Wybrane oferty salonu, więcej na mazurek.com.pl


MOTOFELIETON

TEŻ SIĘ W NIEJ KOCHASZ? JAZDA NA WYŻSZYM POZIOMIE SPLENDOR TEJ MARKI, SIŁA JEJ POŻĄDANIA, EMOCJE, JAKIE WZBUDZA ORAZ PEWNA NIEŚMIERTELNOŚĆ, A Z PEWNOŚCIĄ JUŻ FASCYNUJĄCA HISTORIA TRADYCJI SPRAWIAJĄ, ŻE CIĘŻKO JEST ZASIĄŚĆ DO PISANIA O TYM WSZYSTKIM Z CHŁODNYM DYSTANSEM. BEZ UZALEŻNIENIA I WYZBYCIA SIĘ SUBIEKTYWNEGO SPOJRZENIA NA JEDNĄ Z NAJZACNIEJSZYCH NAZW W HISTORII MOTORYZACJI. Były to czasy jeszcze przedinternetowe. A grudzień tak mroźny, że Eskimosom renifery pękały na zakrętach. Tupałem z zimna na przystanku podmiejskiej kolejki, która miała zawieźć mnie w Stuttgarcie do mojej dzielnicy-mekki w Zuffenhausen. Siedziba Porsche nie miała tam jeszcze obecnego muzeum, które powala już samą architekturą. Wiedziałem jedynie o skromnym obiekcie wystawienniczym, ale to nie miało znaczenia – chciałem obejrzeć „Porszaki” tam, gdzie rodzi się ich życie. Idąc w tym mrozie, choć już rozgrzany od rodzących się emocji, na wejściu czytam o… zamknięciu z powodu remontu. Był rok 1996, kochałem się wtedy po równo w mojej dziewczynie i w modelu 944. Porsche nie miało wówczas takiej pozycji handlowej jak dzisiaj. Wyobraźmy sobie czasy, że 911-ki na tyle znudziły się „tą samą sylwetką”, że marka wpadła w poważny dołek finansowy. Bo iluż grupkom pasjonatów można proponować tak mizerną gamę produktów. Prawda, że niewielu? I oto przyszedł on, ten, który uratował skórę niejednej marce, i to nie takiej małej, jak ówczesne Porsche. On, czyli SUV. Terenowe Porsche – tak się wtedy mówiło. Moda na SUV tak wystrzeliła, że Porsche musiało się naprawdę uwijać, by nadążyć z produkcją Cayenne i zaspokoić nową falę fanów marki. Po nim pałeczkę w sztafecie (tak, tak, Porsche lubi się ścigać i rywalizować odkąd tylko istnieje, bo przecież po to zostało stworzone) przejął mniejszy Macan. Media branżowe pisały o nim tak, jakby wszystkie naraz się w nim zakochały. Dziwne wydało mi się to zjawisko, póki sam nie zostałem zaproszony

na tour z pełną gamą modelową Porsche. I kiedy większość rzuciła się na „jedenastki”, ja wbiłem się w kabinę Macana, by na własnym tyłku poczuć jego fenomen. Kiedy zacni dziennikarze motoryzacyjni dookoła opowiadali mi, że żaden SUV tak genialnie się nie prowadzi, ja, chyba z najmniejszym doświadczeniem spośród nich, tylko przypieczętowałem ten werdykt. W prowadzeniu Porsche jest geniuszem. Fenomen. Kiedy twoja 911-ka ma np. 350 koni, to inni muszą mieć prawie 500, by jakoś tę móc porównać ze sobą. Porsche jako mechanizm potrafi więcej. Kiedy w latach 90. słabło zainteresowanie „przestarzałą sylwetką” 911, firma postanowiła wciąż ją udoskonalać i tak oto po 58 latach od premiery, to „jedenastka” pokazuje gdzie wisi poprzeczka. Jest najgenialniejszym sportowym samochodem do jazdy na każdy dzień. Jeśli jeszcze nie siedziałeś za jej kierownicą, kiedy ta ochrypła maestria zza pleców wierci na obrotach uszy, to już lepiej nie próbuj. Dołączysz do grona tych straceńców, którzy już nie wyzbędą się marzeń o niej. Tylko wąziutkie niczym szpic wskazówki obrotomierza grono może sobie pozwolić na posiadanie go we własnym garażu. Reszta im po prostu tego nie umie wybaczyć. Więc historię Porsche można sprowadzić do jednej brutalnej zagrywki – marka posiadła wiedzę, jak przeniknąć w nasze emocje. A ty zostajesz z tym wszystkim na rozdrożu: albo Porsche, albo coś gorsze. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz Mecenas projektu:

MAZUREK PREMIUM CARS

Cyklowi felietonów motoryzacyjnych patronuje salon Mazurek Premium Cars – multidiler samochodów luksusowych nowych lub prawie nowych. W felietonach wykorzystujemy wybrane auto z oferty salonu. Tym razem towarzyszył nam Porsche Macan (fabrycznie nowy egzemplarz w unikatowym kolorze papaya metalic – cena 370 tys. zł). Więcej na: mazurek.com.pl Mazurek Premium Cars Olsztyn, ul. Lubelska 29 mazurek.com.pl

091


KURSY

MASERATI DO NAUKI JAZDY MASERATI GRANTURISMO, LAMBORGHINI HURACAN, ALBO CHEVROLET CORVETTE JAKO „ELKI” DO NAUKI JAZDY? ZARÓWNO MARKA HIRPOL, KTÓRA SPECJALIZUJE SIĘ W SZKOLENIACH, JAK I JEJ WŁAŚCICIEL, DZIAŁAJĄ I MYŚLĄ NIESZABLONOWO.

092

W każdej szkole nauki jazdy powinien być szybki sportowy samochód, by młodzi kierowcy, zanim wyjadą na ulice samodzielnie prowadząc auto, mogli nabrać doświadczenia w prowadzeniu wymagających maszyn. Część z nich, ta, która pasjonuje się motoryzacją, wsiądzie w mocne auta, a doświadczenie wyniesione z „elki” napędzanej malutkim silnikiem może okazać się niewystarczające – przekonuje Radosław Hir. Jest właścicielem marki HIRPOL, która od 15 lat prowadzi kursy z obsługi maszyn przemysłowych (wózki widłowe, suwnice, żurawie, wciągarki), a w tym roku nie bez rozgłosu powołała do życia szkołę nauki jazdy dla kategorii B, robiąc poruszenie w Olsztynie rasowym Maserati z tablicą „L” na dachu. – Mając ogromne doświadczenie w realizacji bardzo wymagających, zaawansowanych technologicznie i specjalistycznych kursów, chcemy wprowadzić nową jakość również na rynku nauki jazdy samochodami osobowymi – podkreśla.

Świeżo odebrane z salonu samochody (charakterystyczne dwukolorowe nadwozia oddzielające lewą stronę auta od prawej), doświadczeni instruktorzy (dołączyli do firmy po wykupieniu najstarszej szkoły nauki jazdy w Olsztynie) i szybkie realizacje godzin praktycznych – to tylko początek. Wkrótce w zasobach szkoły ma pojawić się kilkusetkonny sportowy samochód. – Przerobienie zakupionego Maserati GranTurismo na „elkę” okazało się niemożliwe ze względu na cofniętą w tym aucie skrzynię biegów. Nie ma więc możliwości przebicia się przed fotel pasażera z pedałem hamulca, dlatego na razie samochód służy do celów reklamowych. Ale ta przeszkoda i tak mnie nie powstrzyma (śmiech). Już rozglądam się za innym sportowym samochodem, który będzie przerobiony na auto do nauki jazdy – zapowiada Radosław Hir. Na emocje kursanci poczekają więc drobną chwilę. Ale już od maja, odkąd wystartowała szkoła, udało się usprawnić listę rzeczy, które niekiedy są bolączką na rynku szkół nauki jazdy. W nie-


KURSY

których, z powodu braku odpowiedniej liczby samochodów i instruktorów, kursanci mają ograniczoną ilość jazd w tygodniu. Nauka w takim trybie nie jest zbyt efektywna. – U nas to 3-4 lekcje w tygodniu, każda po minimum dwie godziny, dzięki czemu kursanci świetnie chłoną wiedzę i mogą szybko przystąpić do egzaminu. A żeby oswoić się z placem Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego, na którym odbywają się egzaminy, w ramach kursu wykupujemy na nim jazdę – podkreśla. Rozwój marki HIRPOL w kierunku nauki jazdy to nie przypadek. Twórca marki Radosław Hir sam jest wielkim pasjonatem motoryzacji, który na koncie ma kilka odrestaurowanych zabytkowych pojazdów i kończy kolejny wyjątkowy projekt – kultowa Toyota Celica w rajdowej specyfikacji Monte Carlo. Sam na co dzień jeździ 460-konnym Maserati GranTurismo. Należy również do klubu supercars skupiającego posiadaczy wyjątkowych maszyn. Ale sama pasja motoryzacyjna byłaby niczym, gdyby nie ogromne doświadczenie jego kilkunastoosobowego zespołu w organizacji kursów specjalistycznych na maszyny przemysłowe. – Wyobraźmy sobie dentystę usuwającego ósemkę, która nie wyszła z dziąsła. Dla niego to duże wyzwanie, natomiast dla chirurga szczękowego, który po wypadkach motocyklowych składa ludziom żuchwy z kawałków – wydaje się być nieskomplikowaną sprawą – przyrównuje. – Podobnie jest w naszym przypadku: od lat szkolimy na zaawansowanych, specjalistycznych maszynach, jesteśmy liderem na lokalnym rynku, a obecni również na krajowym i chcemy teraz zaproponować to doświadczenie kursantom chcącym zdobyć kategorię B. Analizując rynek szkoleniowy, często jakość rozbija się o detale. Ileż to razy widzimy kursanta, który chociażby nieprawidłowo siedzi za kierownicą. Utrwalanie złych

nawyków przekłada się później na szybkość reakcji za kierownicą w podbramkowej sytuacji. Niby niuans, a jakże ważny dla aspektów bezpieczeństwa. Firma od pierwszych dni wejścia na rynek zdobywa rozpoznawalność nieszablonowym marketingiem. W dniu otwarcia punktu w Galerii Warmińskiej udostępnili symulator jazdy i zorganizowali wystawę supersportowych samochodów: Maserati GranTurismo, Lamborghini Huracan i Chevrolet Corvette, które przerobili na „elki” do nauki jazdy. Nic dziwnego, że przez pierwszy weekend przez stoisko przewinęły się tysiące osób. A gdy do kin wszedł wyczekiwany Bond, na bilbordach w mieście pojawił się nawiązujący do agenta 007 model, który zamiast pistoletu trzymał w ręku literę „L”. Plus nawiązujące do bondowskiego tytułu chwytliwe hasło: „Licencja na prawko”. – Oczywiście najważniejsza jest jakość kursu i komfort kursantów, ale lubię bawić się nieszablonowym marketingiem – podkreśla Radosław Hir. – To pewnie dzięki temu, po pół roku działalności mamy tyle zapisów, ile szkoły działające na rynku od lat. Instruktorów mamy doświadczonych, ale samochody i podejście do tego biznesu bardzo świeże. Więc to chyba nie przypadek, że pierwszych pięciu naszych kursantów zdało egzamin za pierwszym razem. Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: arch. HIRPOL HIRPOL Olsztyn, ul. Kopernika 17/3 tel. 608 024 133 naukajazdy@hirpol.pl hirpol.pl

093


AUTO

MIASTO MOJE, A W NIM… JEDEN Z WYBITNYCH STYLISTÓW SAMOCHODOWYCH PRZYZNAŁ MI KIEDYŚ, ŻE NAJTRUDNIEJ JEST ZAPROJEKTOWAĆ MAŁE MIEJSKIE AUTO. CIEKAWE JAK ZAREAGOWAŁ NA WIDOK NAJNOWSZEJ TOYOTY AYGO X, BO WIDAĆ TU KAWAŁ ŚWIETNEJ ROBOTY.

094

Porzućmy na chwilę zimową scenerię i przenieśmy się do mojej ulubionej Nicei. Obowiązkowy spacer wzdłuż morza Aleją Anglików zawsze wprawiał mnie w tryb chillout. Ci, którzy obrali sobie to miejsce do błogiego żywota, w żółci słońca raczyli się porannym espresso przed jedną z setek kawiarni, inni jogging uprawiają tu bez względu na wiek, a na ulicach co chwila przemknie jakieś stylowe auto i to bez zbytecznego blichtru, który aż męczy w sąsiednim Monte Carlo. Nie dziwię się, że wybitny dramaturg Sławomir Mrożek (nomen omen też i samochodziarz) porzucił dla Nicei nawet Kraków i – jak wyznał – tutejszy twórczy klimat posłużył mu natychmiast. A nuż coś w tym jest, bo europejski oddział studia dizajnu Toyoty mieszczącego się w Nicei, też wykazał się twórczą weną. Tu powstał nasz dzisiejszy bohater. AYGO X, choć formalnie w nazwie różni się od dotychczasowego AYGO jedną literą (choć marketingowcy Toyoty suge-


AUTO

rują, by nazywać ten model AYGO Cross), to jest kompletnie odmiennym autem. Powiedzmy, że z daleka patrząc mają coś wspólnego. Za to z bliska już absolutnie nic. AYGO X stało się bowiem miejskim crossoverem. Ponieważ skonstruowano je na nowej platformie, wspólnej z Yaris i Yaris Cross, siłą rzeczy AYGO X musiało pokaźnie urosnąć. Na długość aż o 23,5 cm, na szerokość – 12,5 cm, na wysokość o 6,5. Jest zatem sporo większa od pierwszej Toyoty… Yaris. Diametralnie zmieniono charakter stylistyczny auta. Toyota nabrała wiatru w żagle i każdą z ostatnich premier może odtrąbić z sukcesem, bo trafiają w gusta klientów, co w mig wprowadziło markę na lidera krajowego rynku. Muskularne nadkola AYGO X, które muszą pomieścić nawet 18-calowe koła, dodają temu mieszczuchowi bojowego sznytu. Zaś zabieg optycznie odciętego tyłu nadwozia w czarnym kolorze nadaje nie tylko wrażenia dynamiki, ale i cechy, która nie pozwoli pomylić tego auta z żadnym innym. A jeśli już przy kolorach jesteśmy, to w palecie barw trochę poszaleli, a najbardziej z nazwami. Są tonacje nawiązujące do wyrazistych przypraw: chilli, kardamon, imbir czy jałowiec. Awangarda, którą śródziemnomorski duch twórczy musiał naznaczyć. I idę o zakład, że to słoneczna Nicea natchnęła stylistów do wymyślenia elektrycznie odsuwanego miękkiego dachu. – AYGO na rynku europejskim musi mieć mocną stylistykę, ale też radosny charakter. Musi pozwalać na indywidualizację, personalizację w stylu japońskiej kultury Manga, ale zreali-

zowanej w sposób akceptowany i lubiany przez europejskich klientów – skomentował wygląd auta David Terai, jego główny projektant. Miejska Toyota musiała się zmienić, by podążać za oczekiwaniami nowoczesnych klientów. A oni chcą świetnej sylwetki, praktyczności i funkcjonalności w mieście, ekonomii użytkowania (spala poniżej 5 litrów), technologii pokładowej nie odbiegającej czasem od limuzyn wyższej klasy, najnowszych systemów bezpieczeństwa, inteligentnych rozwiązań czy nawet audio w wydaniu premium marki JBL. Jak Toyota podkreśliła w jednym z materiałów – ona jest stworzona tak, by móc szybko i wygodnie zsynchronizować się z miastem. AYGO X spodziewane jest pod koniec zimy. Tyle że zainteresowani muszą wykazać się czujnością, bo kiedy zadebiutowała niedawno Toyota Yaris Cross, pula niemal dwóch tys. aut przewidziana na nasz kraj została wykupiona… w ciemno. Zatem – kto się spóźnił, ten czeka. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Toyota Toyota AYGO X – silnik 1,0 72 KM (skrzynia manualna lub bezstopniowa), cennik… wkrótce na toyota.pl Toyota Mir-Wit Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 11 www.toyota-olsztyn.pl fb/ToyotaOlsztyn

095


AUTO PREMIUM

BESTIA W PANCERZU FOLIA NATRYSKOWA CHRONIĄCA LAKIER SAMOCHODOWY JEST TECHNOLOGIĄ NUMER 1 W ŚWIECIE CAR DETAILINGU. TWORZY SWOISTY PANCERZ, ALE NIE POWIELA WAD POPULARNYCH FOLII DO OKLEJANIA. Z USŁUGĄ WŁAŚNIE STARTUJE MAZUREK PREMIUM SERVICE - RAJ DLA ESTETÓW SAMOCHODOWYCH. Opatentowana przez Anglików technologia PPS (Paint Protection Spray) zdążyła już okrążyć swoją sławą cały motoryzacyjny świat. Wreszcie zawitała też do Polski, a konkretnie do olsztyńskiego studia detailingowego działającego w Mazurek Premium Service, multidea­l era nowych lub prawie nowych samochodów klasy premium. Co się kryje pod szyldem PPS? Specjalizująca się w technologii zabezpieczeń lakierów samochodowych brytyjska firma NGENCO od 2012 roku pracowała nad przełomowym rozwiązaniem, które dałoby skuteczną i przyjazną w użytkowaniu formę ochrony lakieru. To folia nakładana na lakier w formie… natryskowej. Kiedy po kilkunastu godzinach osiąga pełnię właściwości, tworzy 0,8-milimetrowy pancerz, który w razie konieczności można zerwać niczym elastyczny plaster ze skóry. Jak skutecznie chroni lakier? Można np. szorować go szczotką drucianą, a zostaną po niej jedynie mikroskopijne ślady, które… znikną. Pod wpływem słońca folia sama się szybko

096

regeneruje. Jest przy tym całkowicie niewidoczna, a samemu lakierowi nadaje niesamowitą głębię i połysk. Technologia nakładania folii w formie natryskowej to proces czteroczęściowy, każdy wykonywany w odpowiednich warunkach. Mazurek Premium Service zamówił w tym celu specjalną komorę przystosowaną do świadczenia tej usługi. Co ciekawe, właściciel auta może zdecydować się też na zmianę koloru nadwozia i wówczas między wspomniane cztery procesy, a więc cztery warstwy folii w lakierze, włącza się kolejną – z wybranym pigmentem. Firma NGENCO sama przez wiele lat specjalizowała się w naklejanych foliach zabezpieczających nadwozia, popularnych dzisiaj PPF (Paint Protection Film). Właściciele aut najczęściej decydowali się na zabezpieczenie najbardziej narażonych elementów: zderzaki przednie, maski, lusterka. Arkusze folii wycinane są tak, by kształtem pasowały do danego elementu nadwozia. W sportowych autach, których zderzaki mają zwykle skomplikowane kształty, trudno precy-


AUTO PREMIUM

zyjnie pokryć całą powierzchnię, z czasem folia okleja się na narożnikach, matowieje, widać cięcia na łączeniach, bo nie ma możliwości naklejenia dużego arkusza. Przy folii natryskowej wszystkie te niedogodności nie istnieją. – Folie natryskowe PPS są najmniej inwazyjnym zabezpieczeniem nadwozia auta, a jednocześnie najlepszą rzeczą, jaką można sobie wyobrazić do zabezpieczenia powłoki lakierniczej – podkreśla Paweł Stefański, dyrektor Mazurek Premium Service. – Twórcy tej metody doprowadzili ją do najwyższego możliwego poziomu. Dlatego mimo iż wydawałoby się, że naklejane folie ochronne są całkiem nową technologią, to w Wielkiej Brytanii i w krajach, gdzie są już przedstawiciele NGENCO, właściciele aut klasy premium czy sportowych, rezygnują z folii PPF, przechodząc już na folie natryskowe. Portfolio przedstawicieli firmy jest imponujące – samochody najwyższej półki kolekcjonerskiej po pokryciu folią natryskową prezentowane są w stanie wręcz konkursowym. – Jeśli lubisz mieć zadbany samochód, a na dodatek posiadasz taki, na którym ci zależy oraz prezentuje pewną wartość, na pewno zainteresujesz się tą technologią – dodaje Stefański. – Jako serwis musieliśmy sporo zainwestować w zaplecze technologiczne, by być gotowym na taką usługę i stać się certyfikowanym partnerem brytyjskiej marki, ale jeśli chce się być liderem zabezpieczeń, takie inwestycje były konieczne. Jednak spodziewamy się ogromnego zainteresowania tą usługą, bo po prostu nic lepszego nie ma. Mało tego, z tej technologii na Zachodzie korzystają też i posiadacze motocykli czy łodzi motorowych, więc nie ograniczamy się jedynie do samochodów. Niemal wszyscy klienci kupujący nowe lub prawie nowe samochody wysokiej klasy w salonie Mazurek Premium Cars,

jeszcze przed ich odbiorem decydują się na skorzystanie na miejscu z usługi zabezpieczenia lakieru, do tej pory głównie ceramiką. – Profesjonalnym detailingiem nasi specjaliści zajmują się już od wielu lat. Klienci doceniają użytkowanie auta zabezpieczonego ceramiką, którego lakier i felgi po zwykłym umyciu wyglądają jak nowe. Po prostu samochód stale prezentuje się świeżo (na folie natryskowe też można nałożyć dodatkową warstwę ceramiki). Jednak samo zabezpieczenie lakieru ceramiką jest już tą przysłowiową wisienką na torcie. Najważniejszy jest bowiem proces przygotowania i rzetelnej oceny stanu powłoki oraz dostosowania odpowiednich preparatów do osiągnięcia finalnego efektu, a to już wymaga wiedzy, profesjonalizmu i odpowiednio przygotowanego stanowiska – dodaje Stefański. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: archiwum NGENCO 097

MAZUREK PREMIUM CARS

to obchodzący jubileusz 25-lecia działalności multidea­ ler samochodów marek premium. Z kolei Mazurek Premium Service zajmuje się kompleksową obsługą gwarancyjną i pogwarancyjną samochodów marek premium, głównie Audi, BMW, Land Rover, Jaguar, Merce­ des, Porsche, Volvo. Mazurek Premium Cars Olsztyn, ul. Lubelska 29 mazurek.com.pl fb/AutoTwoichMarzen fb/MazurekPremiumService&Detailing


AUTO

COUPE STYLU TO JEDEN Z TYCH PRZYPADKÓW, KIEDY ZA SAMOCHODEM OGLĄDASZ SIĘ NICZYM ZA PONĘTNĄ KOBIETĄ. 098

Znajomi, znajome, czasem ktoś z rodziny pytają, jaki bym im polecił samochód. W zamian odpowiedzi ode mnie też dostają pytanie. Pierwsze, które otwiera rozdział do świata motoryzacji: a jaki ci się spodoba? Samochody to emocje. Jeśli ktoś w tej relacji w ogóle ich nie czuje, może kupić sobie cokolwiek do jeżdżenia. Pewnie nawet nie będzie kojarzył, jaką ma wersję, a po wyjściu z siatami z marketu będzie szukał wzrokiem „takiego srebrnego”. Nie wiem jak wy, ale ja nawet z poziomu parkingu chcę już czuć do samochodu tę chemię, która targa zmysłami. Która pozwala odróżnić kuszącą linię auta od nudnej, która obiecuje mi każdy przejechany wspólnie kilometr za atrakcyjnie spędzony czas.

Chemię, która nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: czy brunetki, czy blondynki, ale czy zwyczajnie zaiskrzyło między nami. Ten model muskał moje zmysły, kiedy pojawił się jeszcze na bilbordach zwiastujących jego rynkowy debiut. Wiemy, że tworzenie nowych samochodów poprzedza staranne wysondowanie rynku – czy trafi w potrzeby współczesnego użytkownika. Mam wrażenie, że styliści Arkany wywrócili stół do góry nogami i rzucili hasło: zróbmy sexi auto, zobaczymy, czy klienci odwdzięczą się miłością. Marka Renault ma dość sporo premier w swoim portfolio, które zrobiły furorę na rynku. Bo właśnie dostarczały emocji.


AUTO

Dzisiaj, kiedy nawet biedne krowy są pod lupą unijnych ekologów, emocje nie muszą oznaczać piekielnej mocy pod maską. Emocje to smak, styl, dizajn, detale, proporcja, wykończenie. Dlatego w samochodach ważne jest, by korzystać z szerokich możliwości personalizowania wybranych przez siebie modeli. Klienci od jakiegoś czasu doceniają to, stąd marnie sprzedają się wersje z najtańszych rewirów cennika. Kiedy odbierałem do testu Arkanę w stylizacji R.S. Line, jej urok sprawił, że nawet jesienna pogoda dostarczyła mi wspomnień słonecznego lata. Arkana wpisuje się w trend stylistyki crossovera typu coupe. Choć wyżej zawieszona, co dostarcza wygody wsiadania, wysiadania i siedzenia, to jednak jej sylwetka nie stroszy się nad jezdnią niczym SUV. Tutaj jest powiew dynamiki, lekkości, dobrze zaakcentowano te partie nadwozia i przetłoczenia, które decydują o postrzeganiu bryły. Styliści często mówią w swoim żargonie, że „dobrze siedzi na kołach”. A jak jeździ Arkana? A jak sobie życzysz. Technologia, którą sterujesz z poziomu tabletu może zmienić twoje auto od zachowawczego eko-wozika, po domieszkę pieprzu i chilli, kiedy skonfigurujesz sobie trochę ustawień pod sport (np. czy

kierownica ma reagować z mięsistym oporem i precyzją skalpela, którą uwielbiają mistrzowie toru, czy raczej masz dzisiaj dzień leniucha). Wtedy też ambientowe oświetlenie możesz zmienić jednym dotknięciem. Jest wiele tonacji do wyboru, od relaksującego błękitu, po ostrą czerwień jak ta bijąca z ust kobiety, na widok której pocą się już same myśli. Dobierz więc sobie charakter auta do chwilowego nastroju i pragnień. To wciąż jeden samochód, a różne jego oblicza. Więc kiedy wrócimy do pytania ze wstępu – jaki mi polecasz samochód, odpowiedź wciąż drzemie gdzieś w emocjach każdego z nas. Kiedy jeździłem Arkaną po mieście, czułem na światłach spojrzenia z boku. Miała wściekły rudy kolor, a to zawsze pozostawia trochę intrygi. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Arek Stankiewicz na zdjęciach: Renault Arkana R.S. Line, TCe140 EDC – cena 136,9 tys. zł (cena wersji podstawowej ZEN od 113,9 tys. zł) Alcar Renault Olsztyn, ul. Lubelska 39a alcar.renault.pl fb/AlcarOlsztyn/

099



TRADYCJA

WARMIŃSKA OPOWIEŚĆ WIGILIJNA

101

W PÓŹNE LISTOPADOWE POPOŁUDNIE, A JAKBY BARDZO DAWNO TEMU, W GIŁAWACH 30 KILOMETRÓW OD OLSZTYNA, A JAKBY GDZIEŚ DALEKO STĄD, ODNALEŹLIŚMY DUCHA PRAWDZIWYCH WARMIŃSKICH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA. EDWARD CYFUS POKAZAŁ ŚWIAT, KTÓREGO DZIŚ JUŻ NIE MA, A POZOSTAŁ WE WSPOMNIENIACH. MOŻEMY JEDNAK CZERPAĆ Z NIEGO PEŁNYMI GARŚCIAMI, KONT YNUUJĄC TRADYC JĘ WARMIAKÓW I BUDUJĄC DZISIEJSZĄ TOŻSAMOŚĆ REGIONU.


TRADYCJA

MADE IN: Przeniesiemy się do czasów pana dzieciństwa? Jak wspomina pan święta Bożego Narodzenia, czy raczej Godne Święta jak wtedy je nazywano? Edward Cyfus: W południowej Warmii, tam gdzie się wychowałem, przygotowania do Godów zaczynaliśmy już w czasie adwentu. Symbolem zbliżających się świąt był w naszej chałupie adwentowy wieniec wykonany ze świerkowych gałęzi. Pamiętam, jak co niedzielę dokładało się do niego jedną świeczkę. Jak dziś czuję rozchodzące się po całej kuchni zapachy pieczonych pierników czy begielków. Biorąc pod uwagę jak rygorystycznie przestrzegano postu, musiało to być dla dziecka bardzo kuszące. Oczywiście, ale oma (babcia) i muterka (mama) musiały przygotować wszystkie słodkości wcześniej. W okolicach dnia św. Mikołaja w moim domu obowiązkowo wypiekano pfererkuch (piernik). Sporządzano go z piernikowej lub pszennej mąki, naturalnie z dodatkiem miodu. Gotowy kuch (ciasto) cięto w kształt karo, a następnie wkładano w płócienne woreczki lub poszewki i chowano do szafy tak, aby skruszał do świąt. W tym samym czasie przygotowywano również begelki (kruche ciasteczka). Były one zarówno słodkie, jak i wytrawne. Jak każde dziecko, z pewnością czekał pan na przyjście św. Mikołaja 6 grudnia? Wieczorem, 5 grudnia, każde dziecko glansowało buty i stawiało ja na parapecie okna. Rano po wizycie św. Mikołaja znajdowaliśmy w nich owoce, orzechy, a czasem ręcznie zrobione, zapewne przez dziadka, zabawki.

102

To prawda, że w Wigilię nie dzieliliście się opłatkiem i nie stawiano 12 potraw na stole? To był przede wszystkim bardzo pracowity dzień. Od samego rana każdy miał istne urwanie głowy. Wszystko musiało być przecież dopięte na ostatni guzik tak, aby Gody można było fejrować (świętować) bez pracy. Dzieci znosiły opał oraz szykowały paszę dla zwierząt na całe święta. Kobiety nie wychodziły z kuchni. Sam wieczór wigilijny (zilijo) wyglądał natomiast trochę inaczej niż dziś. U mnie w domu był już wtedy zwyczaj stawiania jeglijki (choinki) zwieńczonej gwiazdą. Przystrajaliśmy ją świeczkami, łańcuchami i ręcznie robionymi ozdobami. Pamiętać jednak należy, że wcześniej w warmińskich domach istniał zwyczaj stawiania snopków ze zboża w rogu chaty zamiast choinki. Wieczorem spotykaliśmy się z najbliższą rodziną przy wspólnej modlitwie i śpiewaniu kolęd. Rzeczywiście nie było zwyczaju dzielenia się opłatkiem, a tym bardziej spożywania świątecznych potraw. To był dzień ścisłego postu i dopiero po pasterce lub jutrzni (poranna msza) można było spotkać się przy suto zastawionym stole. Na obiad wigilijny jadaliśmy kartofle z tzw. ślepym śledziem. Była to kompletna zalewa octowa z surową cebulą, liściem laurowym, pieprzem, cukrem, solą i octem – brakowało tylko śledzia. Na Warmii nie chodził też Mikołaj. Rano natomiast pod choinką znajdowało się kolorowy talerz wypełniony jabłkami, orzechami włoskimi i laskowymi, no i oczywiście własnej roboty landrynkami. Prawdziwe świętowanie rozpoczynało się dopiero po przybyciu z kościoła z porannej jutrzni? W tradycji warmińskiej pierwszy dzień Godów zarezerwowany był wyłącznie dla najbliższej rodziny, domowników. W tym dniu nie zapraszano gości. Po powrocie z porannej

mszy wszyscy zasiadali do wspólnego śniadania. Pamiętam ten intensywny zapach świeżo zaparzonego kakao, witający nas ciepłem po długiej podróży z kościoła w mrozie i kopnym śniegu. To był dla nas prawdziwy rarytas. Na świątecznym śniadaniu nie mogło zabraknąć zapewne ryb i domowych wędlin? Oczywiście, że tak. Pamiętać należy, że gospodarstwa lokowano w bliskim sąsiedztwie jezior oraz lasu. Mówiono: „las przy dupsie i woda w gambzie”, a tam gdzie jezioro, to i ryby. Najczęściej serwowano więc wcześniej przyrządzone w słodko-kwaśnej zalewie ryby: sandacze, szczupaki lub węgorze. Zdarzało się również, że podawano rybę smażoną na oleju lnianym. Dzisiaj widzimy pola pełne łanów żółtego rzepaku, ale za czasów mojej młodości te pola były niebieskie od kwiatów lnu. Dlatego Warmiacy mawiali, że niebo nad Warmią jest tak piękne i błękitne, bo odbijają się w nim kwiaty lnu. Na świątecznym śniadaniu nie mogło oczywiście zabraknąć wędlin specjalnie przygotowanych na ten dzień. Pamiętam zapach świeżo wędzonej grycówki (kaszanka), lyberki (pasztetowa) oraz czarnego salcesonu, oryginalnie robionego w cienkim flaku. Jedliśmy również galaretki z nóżek i pasztety z weków z domową musztardą i majonezem. Myśleliśmy, że główną ucztę stanowił uroczysty obiad, podczas którego serwowano pieczoną gęś? Tak było, ale zaczynano od rosołu z kury, potem podawano jeszcze tzw. międzydanie, czyli marchewkę z groszkiem i mielonymi smażonymi klopsikami. Dopiero po nim obowiązkowo jedliśmy wreszcie długo wyczekiwaną gajś (gęś) z kapustą. Na stole oczywiście nie mogło zabraknąć własnej produkcji: ogórków, buraków, kapusty kiszonej i grzybków w occie. Zdradzi nam pan przepis na gęś z kapustą? Dobrze upieczona gęś to prawdziwe wyzwanie. Najlepiej umiała to robić moja tanta (ciotka) Erna. Najpierw nacierała gęś dokładnie solą i majerankiem od wewnątrz, później do środka wkładała suszone podwędzane szwaczki (śliwki), suszone kruszczyczki (ulęgałki) i pokrojone w ćwiartki jabłka, na koniec zasypywała wszystko jeszcze raz sporą ilością majeranku. Potem gęś dokładnie zaszywała i wkładała ją w brytfannie do pieca. Najpierw brytfanna była przykryta, później ją otwierała. Czas pieczenia zależał od wieku i wagi ptaka, ale i tak trzeba było mieć wyczucie mojej ciotki, aby w końcowym efekcie ten przysmak miał chrupiącą skórkę. Do tego podawano modrą kapustę, którą drobno siekano i parzono wrzątkiem. Następnie ciotka Erna dodawała pokrojoną cebulę, jabłko, dwa-trzy goździki, trochę jagód kadyka (jałowca), sól i pieprz, a potem dusiła wszystko na wolnym ogniu pod przykryciem. Słuchając składu menu ze świątecznego stołu Warmiaków, brakuje nam części współczesnych potraw. Tak, zaznaczam z całą stanowczością, że do 1945 roku na południowej Warmii nie znano ani bigosu, ani kotleta schabowego, nie wspominając już o pierogach – dzyndzałkach. A co pijano do tak wykwintnych potraw? Do popicia podawano kompot z podwędzanych ciemnych śliwek albo ulęgałek. Na podwieczorek przyrządzano również kawę, która była rarytasem świątecznym i pito ją wyłącznie z filiżanek, nie wolno było z kubka. Receptura jej przyrzą-


TRADYCJA

dzania bardzo różniła się jednak od dzisiejszej. Moja oma mieliła kawę w specjalnym młynku. Wsypywała ją do garnka, zalewała zimną wodą i dopiero wtedy gotowała, aż zmielone ziarna wydobyły swój smak i aromat. Ale odpowiadając na główną intencję pytania, jak sądzę – to w czasie świąt alkohol pito dopiero do podwieczorku i to w drugim dniu świąt. Warmiacy nie lubili czystej wódki. To musiały być słodkie nalewki na sokach z owoców lub z kawy. Najpopularniejszym alkoholem było wino z czerwonych, rzadziej z białych jonków (porzeczek). W święta pito raczej symbolicznie, pamiętać należy, że na Warmii była kultura picia. Nigdy na żadnych ucztach, czy to Godach, czy w czasie świąt Wielkanocnych lub na weselach, flaszka nie stała na stole, a sznapsy nalewała tylko wyznaczona do tego osoba. Tak też było podczas gry w skata, czy też szkota, jak mówili o niej Warmiacy, podczas której kolejkę można było wypić tylko po szczególnie udanej zagrywce. Ponoć gra w skata była bardzo popularna na tych terenach i często grano w nią w drugi dzień świąt. W drugi dzień Godów, po sumie i uroczystym obiedzie, późnym popołudniem przychodzili goście. Spotkanie rozpoczynano od podania kawy i różnych ciast: pierników, makowca, no i oczywiście ciasta drożdżowego. Po wspólnym biesiadowaniu mężczyźni przystępowali do gry w skata. Jest to gra skomplikowana, wymagająca dużej umiejętności przewidywania i licytowania. Dzisiaj już trochę zapomniana. Panie zaś siadały najczęściej przy piecu kaflowym i popijając wino z jonków, oddawały się ploteczkom. Kiedy święta uważano za zakończone? Oczywiście w święto Trzech Króli. Ale powiem jeszcze o tzw. dwanostkach, czyli czasie od Wigilii do właśnie Trzech Króli. Pomimo swojej głębokiej religijności, dawni Warmiacy ulegali

w tym okresie wielu przesądom. I tak np. w te dni nie wolno było gotować grochu ani też kapusty, a tym bardziej prać białych rzeczy. Na Warmii nie obchodzono Sylwestra, ale był to czas, w którym sąsiedzi i rodzina płatali sobie różne figle, których powtarzania z całą stanowczością dziś nikomu bym nie rekomendował. Wysmarowanie szyb popiołem czy klamek smarem było żartem najniższego kalibru. Natomiast zatkanie komina chaty czy wyniesienie sąsiadowi budy psa na zamarznięte jezioro to dopiero było coś. Co ważne, zasadą było to, że za noworoczny żart nie można się było obrazić. W tym czasie był również piękny zwyczaj, zapomniany już dziś, a tak potrzebny – chodzenia po rogolach. Polegał on na wzajemnym odwiedzeniu się przepraszaniu zwaśnionych sąsiadów. Chodziło o to, by wybaczyć sobie nawzajem i z czystym sumieniem wejść w nowy rok. Panie Edwardzie, czego zatem życzyć na święta? Jo życza, zinszuja wciórkam Warnijokom i tam wciórkam co sia do noju na Gody zjodó, gwołt szczajścio i zdrozio, a politykom rozumu.

Rozmawiał: Tadeusz Morysiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Podziękowania dla Muzeum Budownictwa Ludowego – Park Etnograficzny w Olsztynku za pomoc w realizacji sesji.

EDWARD CYFUS

Warmiak, regionalista, gawędziarz, działacz kulturalny i pisarz. Propagator gwary warmińskiej (współautor „Elementarza Warmińskiego” oraz „Słownika gwary warmińskiej – miniwersja dla każdego”), autor wielu publikacji z zakresu dziedzictwa kulturowego Warmii („Moja Warmia”, „Kele wsi chałupa”).

103


LISTA DYSTRYBUCJI

ZNAJDŹ NAS JESTEŚMY TAM, GDZIE SĄ NASI CZYTELNICY

OLSZTYN RESTAURACJE, KAWIARNIE:

Restauracja KORNER, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Drewno i Ogień, ul. Prosta 7/9 • Parowar, ul. Skłodowskiej 24 • Pizzeria Diavolino, ul. Okopowa 18 • Mezze, ul.Kołłątaja 19 • U Artystów, ul. Kołłątaja 20 • Słodycz Tej Krainy, ul. Kołłątaja 23 • Handmade Cafe&Pub, ul. Kołłątaja 3 • Yoko Sushi, ul. Stare Miasto 17/21 • Hammurabi, ul. Prosta 3/4 • Caffee Station, ul. Prosta 18/22 • Restauracja Prosta, ul. Prosta 38 • Stary Zaułek, ul. Rodziewiczówny 8 • Malta Cafe, ul. Lelewela 6a • Restauracja Staromiejska 2.0, ul. Stare Miasto 4/6 • House Cafe, ul. Stare Miasto 11 • Pierogarnia, ul. Stare Miasto 26/27 • SiSi Coffee, ul. Stare Miasto 28/2 • Highlander, ul. Stare Miasto 29/32 • Via Napoli, ul. Okopowa 21 • Restauracja Casablanka, ul. Zamkowa 5 • Browar Warmia, ul. Nowowiejskiego 15 • Kawiarnia Kofeina, ul. Staromiejska 13 • Ceska Hospoda, Targ Rybny 14 • Vamos Salvador, ul. Górna 1 • Restauracja Rolki, ul. Mochnackiego 5/1 • Konopna Farmacja, ul. Prosta 23 • Steakownia, ul. Prosta 38 • Na Rogu Czasu, ul. Wilczyńskiego 6c • Plankton, ul. Jeziorna 8 • Restauracja Przystań, ul. Żeglarska 3 • Tawerna Przystań, ul. Żeglarska 6 • Słoneczna Polana, ul. Sielska 38A • Zatoka Smaku, ul. Wodna 1c • Cudne Manowce, ul. Bolesława Chrobrego 4 • Pizzeria Wiśniowy Piec, ul. Kołobrzeska 3 • Kawiarnia Kofikada, ul. Prosta 18a/22 • Ristorante Da Andrea Casa del Prosecco, ul. Kołłątaja 15 • Nowowiejski Cafe, ul. Głowackiego 1 • Krova grill & pub, ul. Księdza Jana Hanowskiego 9/61 • Mała Italia, ul. Księdza Jana Hanowskiego 9 • Entliczek Pentliczek, ul. Prosta 12/14 • Restauracja KINGYO, ul. Bolesława Chrobrego 5 • Provincja, ul. Lelewela 3

HOTELE:

Hotel Dyplomat, ul. Dąbrowszczaków 28 • Hotel Warmiński, ul. Kołobrzeska 1 • Hotel Wileński, ul. Knosały 5 • Hotel Park, ul. Warszawska 119 • Hotel Omega, ul. Sielska 4a • Hotel Przystań & Spa, ul. Żeglarska 3 • Hotel & SPA Pirat, ul. Bałtycka 95 • Hotel Manor, ul. Kanarkowa 47 • Hotel Villa Pallas, ul. Żołnierska 4, Tiffi Boutique Hotel, ul. Żeglarska 7 • Hotel Kopernik, Aleja Warszawka 37

URODA, ZDROWIE, MODA:

104

St u d i o M a k i j a ż u P e r m a n e n t n e g o Ewe l i na Kulawczyk, ul. Kuronia 9/1, • Alfa Dental, ul. Iwaszkiewicza 1 • Pracownia Wizerunku, ul. Partyzantów 76 • Yasumi, ul. Sikorskiego 19 lok. 16 • EPI Centrum, ul. Samulowskiego 3B • Klinika Look Med, ul. Lelewela 6a/3 • Koemi, ul. 11 Listopada 7 • Matraccy Fryzjerstwo, ul. 1 Maja 22 • Salon fryzjerski SALSA, ul. Mrongowiusza 4 • Arianne Salon Ślubny, ul. Pieniężnego 5 • Salon Jean Luis David, ul. Piłsudskiego 16 • Salon VIDO, ul. Orkana 11 • Guru Bio. Fryzjerstwo, Stare Miasto 28 • La. Lila, ul. Kościuszki 84D • Olsztyńskie Centrum Medycyny i Sportu, ul. Poprzeczna 18 • BELOVED BeautyPlace, ul. Wojska Polskiego 5B/4 • Salon urody E-xclusi-W, ul. Polna 1b • Stomatolog Kraina Uśmiechu, ul. Barczewskiego 1 • Jean Luis David, ul. Tuwima 26 • Monelly Studio Urody, ul. Marii Curie Skłodowskiej 18/20 • Fitness Club Sylwetka, ul. Wilczyńskiego 8 • Fitness Dynamic, ul. Wilczyńskiego 29 • Klinika Okólna, ul. Okólna 3 • Orto-Dent, ul. Kleeberga 6/2 • Kinetic Fitness Club, ul. Piłsudskiego 44A • Body Perfect, ul. Kętrzyńskiego 5 • Atelier Fryzjerskie, ul. Armii Krajowej 3 • Stomatologia Estetyczna Elżbieta & Karol Sujka, ul. Targ Rybny 14 • Akademia Urody Brigitte, ul. Żołnierska 4|Willa Pallas • SHOW­R OOM Sylwia Kopczyńska, ul. Andrzeja Samulowskiego 2C • I.V. Clinik Medycyna Rege-

neracyjna, ul. Leśna 14/6H • Avi Dental, ul. Barcza 48/6L • Nails&Lashes by ViktoriaOlimpia, ul. Jagiellońska 55B/4B • Kinetic Fitness Club, ul. Tuwima 26 (Galeria Warmińska) • Gabinet Stomatologiczny Alfa Dental, ul. Iwaszkiewicza 22A/1 • Fryzjer Krzysztof Hrecki, ul. Grunwaldzka 23 • Bold Barber Barbershop, ul. Kołłątaja 16

MOTO:

Skoda Polbis Auto, ul. Partyzantów 26 • Audi Polbis, ul. Rataja 15 • VW Polbis, ul. Rataja 15 • Fiat Jeep Citroen RESMA, ul. Obrońców Tobruku 5 • Toyota Mir-Wit, ul. Obrońców Tobruku 11 • BMW Service Wyza, ul. Sikorskiego 4 • Honda Daszuta, ul. Sikorskiego 33 • Hyundai Daszuta, ul. Tuwima 23 • Motostrefa, ul. Piłsudskiego 93B • BMW Zdunek, ul. Warszawska 117 • Volvo NordAuto, ul. Warszawska 117c • Opel Mibo, ul. Jagiellończyka 41c • Peugeot PZM, ul. Sielska 5 • Serwis Sikorski, ul. Sielska 43 • Nissan Suzuki Subaru Max Usługa, ul. Leonharda 3 • Kia JD Kulej, ul. Lubelska 40 • Mercedes Mazda Auto Idea, ul. Towarowa 11 • Renault Alcar, ul. Lubelska 39A • Salon KTM Yamaha, ul. Lubelska 35D • Ford JD Kulej, ul. Budowlana 7 • Auto Salon Mazurek, ul. Lubelska 29 • Bling Factory, ul. Lubelska 43i • Janczar, ul. Lubelska 35D

INNE:

Miejski Ośrodek Kultury, ul. Dąbrowszczaków 3 • Biblioteka Abecadło, ul. Piłsudskiego 16 • Kancelaria Prawna Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Traveland Biuro Podróży, ul. Knosały 7 • Olsztyńskie Centrum Bowlingu, ul. Kromera 3 • Urząd Marszałkowski, ul. Emilii Plater 1 • Doradca Podatkowy BRBK, ul. Zientary Malewskiej 25 • CDEF, ul. Zientary Malewskiej 20B • Koszary Funka, ul. Kasprowicza 4 • TVP Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Radio Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Eranova, ul. Obrońców Tobruku 3 • Mądre Klocki ul. Tuwima 26 • Studio Form Architektonicznych PANTEL, ul. Rybaki 40 • Warmiolandia, ul. Warszawska 117 • M3, ul. Budowlana 2 • Tor Kormoran, ul. Sprzętowa 6 • Park Trampolin 7 Jump Street, ul. Leonharda 7 • Warmińsko-Mazurska Specjalna Strefa Ekonomiczna, ul. Barczewskiego 1 • Oxford Academy, ul. Żurawskiego 1A/12 • Przedszkole Junior Academy, ul. Żurawskiego 1A/11 • Honesto Olsztyn, ul. Lipowa 15A • Showroom Ceramoteka, ul. Sikorskiego 19 • New House, ul. Warmińska 7/4 • Kino Studyjne Awangarda 2, Plac Jana Pawła II 2/3 • Bel-Pol Olsztyn, ul. Tuwima 25 • Akademia.Efektywna-nauka.pl, ul. Ratuszowa 3/1 • Kuźnia Społeczna, ul. Marka Kotańskiego 1 • Marina Maison, ul. Armii Krajowej 3 • Studio Tatuażu Silent Ink, ul. Mochnackiego 1 • Showroom You by Tokarska, ul. Partyzantów 66/10 • Salon Deręgowski Sport, ul. Tuwima 26

WARSZAWA

POWIAT OLSZTYŃSKI

Zalesie Mazury Active SPA, Barczewo, Zalesie 12 • Hotel Azzun, Kromerowo 28 • Pensjonat Słoneczny Brzeg, Rukławki 100 • Steakownia, Biskupiec, ul. Warmińska 2 • Restauracja na Rynku, Biskupiec, pl. Wolności 5c • Hotelik Atelier, Biskupiec, ul. Mickiewicza 31 • Krystian Szeląg – Kancelaria Adwokacka, Biskupiec, ul. Mickiewicza 6b/lok.4 • Galery69, Dorotowo 38 • Bajkowy Zakątek, Guzowy Piec 17 • Młodzi Duchem, Biesal 80B • Karczma Warmińska, Gietrzwałd, ul. Kościelna 1 • Restauracja Sielanka, Gietrzwałd, ul. Olsztyńska 38 • Restauracja Rukola, Dywity, ul. Spółdzielcza 1 • Mazury Golf&Country Club, Naterki, ul. Golfowa 20a • Hotel Marina Club, Siła 100 • Przystanek Zatoka, Siła 85 • Karczma w Stodole, Tomaszkowo, ul. Wulpińska 63 • Między Deskami, Tomaszkowo, ul. Wodnika 3 • Cukiernia i Kawiarnia Konfitura, Olsztynek, ul. Świerczewskiego 3/3 • Restauracja z Zielonym Piecem, Olsztynek, ul. Floriana 1 • Restauracja Alibi, Stawiguda, ul. Klonowa 1 • Salon fryzjerski, Stawiguda, ul. Mazurska 2/1 • Restauracja Złoty Strug, Pluski, ul. Jeziorna 83 • Restauracja Wiktoria, Dobre Miasto, ul. Orła Białego 18 • Kwaśne Jabłko, Włodowo 27 • Fajne Miejsce, Tłokowo 72 • Pałac Warlity, Warlity Małe 8 • Gospoda Warmińska, Burtyny 26A

POWIAT OSTRÓDZKI

Hotel Anders, Stare Jabłonki, ul. Spacerowa 2 • Restauracja Park, Morąg, ul. 11 Listopada 12 • Hotel Villa Port, Ostróda, ul. Mickiewicza 23 • Restauracja Lalo, Ostróda, ul. Mickiewicza 17c • Enjoy Fitness Club, Ostróda, ul. Jana Pawła II 9 • Stara Szkoła, Wysoka Wieś 27 • Hotel SPA Dr Irena Eris, Wysoka Wieś 22 • Zajazd Austeria, Rychnowo 6b • Agroturystyka Glendoria, Ględy 45 • Kawa na Ławę, Ostróda, ul Czarnieckiego 19 • Lecznica przy Młynie, Ostróda, ul. Adama Mickiewicza 21C • Gospoda Sajmino, Ostróda, ul. Olsztyńska 57 • Zabart.com, Ostróda, ul. Czarnieckiego 32 • Narie Resort&Spa, Wilnowo 34 • Kawiarnia u Smolejów, Łukta, ul. Mazurska 4 • Hotel Masuria, Worliny 33 • Niebo do wynajęcia, Worliny 35 • Modry Ganek, Kalwa 4

POWIAT NIDZICKI

Restauracja Pod Zamkiem, Nidzica, ul. Słowackiego 7 • Hotel u Komtura, Nidzica, ul. Zamkowa 2 • Best Drive Kunicki, Nidzica, ul. Warszawska 22 • Ostoja Sport Resort, Januszkowo 27 • Garncarska Wioska, Kamionka 5 • Kawiarnia Ewik Cafe, Nidzica, ul. Traugutta 20 • Karczma Pod Gołębiem, Nidzica, ul. Sienkiewicza 10 • Kamieniczka, Nidzica Pl. Wolności 4 • 12 jabłek, Jabłonka 46

POWIAT MRĄGOWSKI

Restauracja Bella Italia, Mikołajki, pl. Handlowy 11 • Hotel Mikołajki, Mikołajki, al. Spacerowa 11

• Kuchnie Świata, Mikołajki, pl. Wolności 11 • Kuźnia Czekolady, Mikołajki, pl. Wolności 9/16 • Hotel Robert’s Port, Stare Sady 4 • Restauracja City, pl. Wolności 11 • Restauracja Sielawa, pl. Wolności 13 • Grupa Amax, Mikołajki, pl. Wolności 9/61 • Tawerna pod Złamanym Pagajem, Mikołajki, ul. Kowalska 3 • Hotel Mrągowia, Mrągowo, ul. Giżycka 6 • Hotel Solar Palace, Mrągowo, Jaszczurza Góra 22 • Gościniec Molo, Mrągowo, ul. Jeziorna 1b • Chata Mazurska, Mrągowo, ul. Roosvelta 1 • Ach Mazury Stanica Mikołajki, Mikołajki, ul. Leśna 1 • Hotel Mazurski Dworek, Mikołajki, Stare Sady 1 • Stara Chata, Mrągowo, ul. Warszawska 9 • Małgosia Cafe, Mrągowo, ul. Ratuszowa 10 • Restau­racja Spiżarnia, Mikołajki, Plac Handlowy 14 • Sunport Ekomarina, Mikołajki, ul. Stare Sady 4 BK • Kawiarnia Mufinka, Piecki, ul. Zwycięstwa 22D

POWIAT GIŻYCKI

St. Bruno Hotel, Giżycko, ul. Brunona 1 • Restauracja Porto, Giżycko, ul. Nadbrzeżna 5a • Folwark Łękuk, Łękuk Mały 8 • Zamek Ryn, Ryn, pl. Wolności 2 • Gościniec Ryński Młyn, Ryn, ul. Hanki Sawickiej 3 • Karczma pod Czarnym Łabędziem, Rydzewo, ul. Mazurska 98 • PodKładka RestoBar, Giżycko, ul. Pasaż Portowy 21 • Vill-Med, Giżycko, ul. Wilanowska 24 • Steakownia, Giżycko, ul. Żeglarska 7/lok. U-9

POWIAT IŁAWSKI

• Notus Finanse, Iława, ul. Sobieskiego 14 • Hotel Port 110, Iława, ul. Konstytucji 3 Maja 7 • Hotel Grand Tiffi, Iława, Jarosława Dąbrowskiego 9 • Restauracja u Czapy, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 2A • Yotto Sushi Bar, Iława, ul. Niepodległości 14 • Hotel Stary Tartak, Iława, ul. Biskupska 5 • Karczma Łabędź, Iława, ul. Marsa 2

POZOSTAŁE

Termy Warmińskie, Lidzbark Warmiński, ul. Kąpielowa 1 • Hotel Krasicki, Lidzbark Warmiński, pl. Zamkowy 1 • Hotel Restauracja Górecki, Lidzbark Warmiński, ul. Olsztyńska 4 • Restauracja-Kawiarnia Starówka, Lidzbark Warmiński, ul. Hoża 39 • Restauracja Mazuriana, Szczytno, ul. Sienkiewicz 2 • Natura Mazur Hotel & SPA, Warchały, ul. Brajnicka 1 • Pałac Mortęgi Hotel & SPA, Mortęgi 3 • Miejsce Marzeń, Szczycionek 28 • Hotel Varia, Działdowo, ul. Hallera 30 • Działdowska Agencja Rozwoju, Działdowo, ul. Władysława Jagiełły 15 • Hotel Przedzamcze, Działdowo, ul. Zamkowa 9 • Restauracja i Hotel WKRA, Działdowo, ul. Zamkowa 2 • Restauracja Baba Pruska, Sztynort 11 • Restauracja Słowiczówka, Ruciane Nida, ul. Ukta 32 • Stadnina Koni Ferenstein, Gałkowo 45

Steakownia, ul. Krucza 23/31 • La Tomatina, ul. Krucza 47 • Cafe Krucza 23, ul. Krucza 23 • Green Cafe Nero, ul. Marszałkowska 84/92 • Costa Coffee, pl. Trzech Krzyży 18 • Starbucks Coffee, pl. Trzech Krzyży 18/16 • Dyletanci, ul. Rozbrat 4 4a • Na Lato, ul. Rozbrat 4 4a • Crazy Butcher, Hala Koszyki, ul. Koszykowa 63 • Camera Work Studio, ul. Schillera 6 lok. 54 • The Farm, ul. Mokotowska 8

ELBLĄG

Salon Urody Marzena Gross, Elbląg, ul. Nitschmana 20/22 • Hotel Srebrny Dzwon, Kadyny • Hotel Elbląg, Elbląg, Stary Rynek 54-59 • Klinika Dental Clinic, Elbląg, ul. Grobla św. Jerzego 15 • Restauracja Studnia Smaków, Elbląg, ul. Studzienna 31a • Hotel Młyn, Elbląg, ul. Kościuszki 132 • Salon Fryzjerski Point, Elbląg, pl. Dworcowy 3a • Młyn Klekotki Resort & SPA, Klekotki 1

Najnowszy numer dostarczyliśmy do wszystkich miejsc dystrybucji najnowszą, w pełni elektryczną Skodą Enyaq (test auta na madeinwm.pl, więcej na polbisauto.pl)


DAWNO TEMU

I KTO TO WI(E)DZIAŁ! HISTORIE Z WARMII I MAZUR, KTÓRE PRZESZŁY DO HISTORII

XIX wiek

2021 rok

CZŁOWIEK

WYDARZENIE

Jest jedynym Warmiakiem, który ma na Księżycu krate r s wo j e g o i m i e n i a . J o hann Hermann Ganswindt był żyjącym na przełomie XIX i XX wieku wynalazcą i konstruktorem-samoukiem, ś mia ł ym wizjonerem w yprzedzającym swoją epokę, pionierem idei podróży międzyplanetarnych oraz podboju kosmosu. Urodził się w 1856 roku w Wójtówku k. Jezioran (Voigtshof) w rodzinie osiadłej od wieków na Warmii. Działał i zmarł w Berlinie. Starał się propagować i wcielać w życie swoje wynalazki. Jako jeden z pierwszych przedstawił koncepcję statków kosmicznych z nap ę dem odr zutow ym oraz międzyplanetarnych stacji kosmicznych (1881 r.). Pracował również nad konstrukcją wielkich sterowców, pojazdów i urządzeń z napędem deptakowym, a także śmigłowca. Podczas zorganizowanego w czerwcu 1901 roku publicznego pokazu, śmigłowiec konstrukcji Ganswindta wraz z dwuosobową załogą oderwał się na kilka sekund od ziemi. Wydarzenie wydawało się tak nieprawdopodobne, że Ganswindta oskarżono o oszustwo. Wynalazca zmarł w zapomnieniu w 1934 roku. Rehabilitacji doczekał się dopiero po śmierci. W 1970 roku w uznaniu jego zasług Międzynarodowa Unia Astronomiczna nazwała jego imieniem jeden z kraterów na Księżycu.

MIEJSCE

Nazwa Diabla Góra, która znajduje się w miejscowości Srokowo na Mazurach, pochodzi z czasu średniowiecza. Okoliczni mieszkańcy wierzyli, że na szczycie wzgórza (157 m) odbywały się w zamierzchłych czasach pogańskie rytuały i obrzędy. Jak się później okazało, miejsce to było cmentarzem. W XIX wieku, w trakcie przeprowadzanych na wzgórzu badań archeologicznych, odkryto 64 kurhanowe pochówki z epoki żelaza. Na jej szczycie stoi zabytek – Wieża Bismarcka, a w zasadzie jej pozostałości. Powstała w 1902 roku z inicjatywy ówczesnych mieszkańców Srokowa, by uczcić pamięć Otto von Bismarcka, twórcy nowego niemieckiego cesarstwa. Samo wzgórze przekształcono w park z rozległymi alejkami. Odbywały się tu uroczystości patriotyczne w rocznicę śmieci Bismarcka. Wieża liczy 12 m wysokości i rozciągał się z niej wspaniały widoki na jeziora: Mamry, Rydzówkę, Sztynort i okoliczne miejscowości. Obiekt był wykorzystywany militarnie – jako punkt obserwacyjny podczas I i II wojny światowej (w obu zbrojnych konfliktach nie ucierpiał). Wieża popadła w ruinę po 1945 roku. Nie ma już platformy widokowej oraz wewnętrznych schodów, ale okolica wciąż jest warta wycieczki.

Olsztyn pierwszych dekad XX wieku był niewielkim miastem, z życiem artystycznym toczącym się w salonach i teatrze. Historię sztuki olsztyńskiego środowiska rozpoczyna się zwykle przywołując osobę Hieronima Skurpskiego, który w marcu 1945 roku przyjechał tu z ekipą Pełnomocnika Rządu. Z jego inicjatywy powstało koło Związku Polskich Artystów Plastyków jako filia Pomorskiego Okręgu w Bydgoszczy. Początek jego działań stanowiła pierwsza duża wystawa twórców, otwarta 16 grudnia 1946 roku w olsztyńskim zamku, po której za najbardziej poprawny profil twórczości w regionie uznano pejzaż. W kolejnych latach znacznie poszerzyło się spektrum artystycznych poszukiwań. Nie obywało się bez pokoleniowych konfliktów. Na przełomie lat 50. i 60. działała tu Grupa Pięciu. Młodzi artyści (Delikat, Hermanowicz, Ilkiewicz, Samulowski, Wachowski) stowarzyszyli się, by sprowokować dyskusję o sztuce najnowszej. W kolejnych dziesięcioleciach pojawiło się wielu ciekawych artystów, także takich, którzy przebili się na ogólnopolską scenę artystyczną, m.in. Henryk Mączkowski. „Poza centrum. Sztuka olsztyńskiego środowiska plastycznego po 1945” to przekrojowa prezentacja lokalnych, również współczesnych twórców i ich różnorodnych technik. Będzie czynna do wiosny 2022 r.

RZECZ

W zbiorach Działu Sztuki Dawnej i Rzemiosła Artystycznego Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie znajduje się fajansowy filtr do kawy pochodzący z lat 30. XX wieku niemieckiej firmy Melitta. Jest to rodzaj drippera, czyli niewielkiego urządzenia przypominającego stożkową filiżankę. Służy do zaparzania kawy metodą przelewową. Przed rozpoczęciem parzenia w ceramicznym filtrze należy umieścić papierowy lub metalowy drip. Dripper stawia się na filiżance i powoli zalewa kawę gorącym strumieniem wody. Firma Melitta została założona w 1908 roku przez 35-letnią gospodynię domową Melittę Bentz, która opatentowała papierowy filtr do kawy. Jak doszło do rewolucyjnego odkrycia? Bentz, pijąc kawę, nie mogła pogodzić się z tym, że ostatni łyk kawy zawierał sporą ilość fusów. Parząc kolejną, wykorzystała kartkę papieru z zeszytu syna, którą położyła na podziurkowanym od spodu metalowym naczyniu. Obecnie Melitta to jedna z najbardziej rozpoznawalnych firm produkujących akcesoria i ekspresy do kawy.

XX wiek

1902 rok Wyszperała w historii: Beata Waś, obraz: Muzeum Warmii i Mazur, wikipedia, alchetron.com

105


KRĘCILI TU

KRĘCILI TU: DROGA FILMY, KTÓRE POWSTAŁY NA WARMII I MAZURACH

KLUCZOWY MOMENT ŻYCIA

Wesele na Mazurach. Agata, trzydziestolatka w ciąży, która przyjeżdża tu ze swoim chłopakiem Grześkiem, w środku nocy sama rusza w drogę powrotną do domu. Jej samochód ląduje w rowie, a ona musi znaleźć sposób, żeby się stąd wydostać. Wydarzenia z tego dnia oraz poznani przez nią ludzie sprawią, że inaczej spojrzy na swoje dotychczasowe życie. Film „Droga”, krótkometrażowy debiut reżyserski dokumentalistki Edyty Wróblewskiej, opowiada o nabieraniu świadomości przez kobietę w kluczowym momencie życia. Musi sobie odpowiedzieć na pytanie, co zrobić ze związkiem, który dobrze nie rokuje. Uroczysta premiera odbyła się 28 października 2021 w warszawskim Kinie KULTURA.

NOCNA STRAŻ

Twórczyni zdecydowała się na pokazanie specyfiki Świętej Warmii, jej kapliczek, miejsc kultu religijnego. Są w filmie nie tylko elementem krajobrazu, ale też swego rodzaju punktem orientacyjnym drogi, jaką przebywa bohaterka. Budują także nieco tajemniczy i metaforyczny klimat filmu. – Rzecz jednak w tym, że lokacja jaką wybraliśmy z operatorem i świetną scenografką Anią Pabisiak, nie miała kapliczki – wspomina reżyserka. – Ania postanowiła więc ją stworzyć. Zrobiła to tak doskonale, że mieszkańcy pobliskich miejscowości przychodzili oglądać i dotykać jej dzieło, kiedy nie pracowaliśmy.

106

WYMARZONE LOKACJE

Po projekcji na gdyńskim Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych Edyta Wróblewska podkreśliła znakomitą współpracę z producentem filmu Studiem Munka SFP, który pozwolił jej w pełni rozwinąć skrzydła oraz z Warmińsko-Mazurskim Funduszem Filmowym, który wsparł finansowo tę produkcję. – Warmia i Mazury dysponują wymarzonymi lokacjami do realizacji filmów. Nie miałam wątpliwości, aby mój film zrealizować właśnie w tym niezwykłym regionie – powiedziała po projekcji. A Vadim Brodski, wirtuoz skrzypiec i aktor („U Pana Boga w ogródku”, „Czarny mercedes”) po pokazie filmu na 46. FPFF był zachwycony. „To najbardziej dojrzały krótkometrażowy debiut fabularny, które obejrzałem. Dobrze mu wróżę!” – stwierdził.


KRĘCILI TU

WESELE Z DISCO POLO

Jak podkreśla Edyta, kraina ma również duży potencjał ludzki, jest tu wielu znakomitych aktorów. Do jednej z drugoplanowych ról wybrała olsztyńskiego aktora Grzegorza Gromka związanego z Teatrem im. S. Jaracza. A w roli Agaty – głównej bohaterki, występuje Agnieszka Skrzypczak, aktorka pochodząca z Ostródy. Jest również wokalistką zespołu Pink Roses i namówiła swój zespół do zagrania na filmowym weselu. Na co dzień komponują i wykonują muzykę rockową, ale na potrzeby filmu stworzyli dwa przeboje… disco polo.

SOLIDARNOŚĆ KOBIET

Już na etapie przygotowania do produkcji projekt wysoko ocenili eksperci WMFF: Jerzy Stuhr, Joanna Kos-Krauze i Andrzej Serdiukow. Podkreślili wysoki poziom realizacyjny i artystyczny krótkometrażowego debiutu reżyserskiego. „Filmowa opowieść o uczuciach, odpowiedzialności za innych ludzi, niezgodności marzeń, braku lojalności w związku małżeńskim, a także solidarności kobiet z dwóch różnych światów, to efekt świetnego i mądrego scenariusza” – podkreślali eksperci.

OPRESYJNA MOC PUSTKOWIA

Autorem zdjęć niemal w całości realizowanych na Warmii i Mazurach jesienią 2020 roku jest Malte Rosenfeld. Ukazują plenery, architekturę regionu, w tym sekwencje nocne pełniące ważną funkcję dramaturgiczną. Część z nich powstała w ośrodku Kormoran w Mierkach i w okolicach Nidzicy. – Lubię Warmię i Mazury. Przez wiele lat odwiedzałam mieszkających tam przyjaciół – podkreśla Edyta Wróblewska w rozmowie z Bogumiłem Osińskim, szefem WMFF. – W moim filmie szczególne znaczenie ma opresyjna moc pustkowia. To i inne plenerowe lokacje były mi niezwykle pomocne w realizacji artystycznej wizji filmu. Pracowaliśmy intensywnie przez sześć dni zdjęciowych od świtu do nocy. Tekst: Beata Waś, konsultacje merytoryczne: Bogumił Osiński Obraz: Maciej Cuske i Krzysztof Mystkowski – SFP Mecenas projektu:

Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy

wspiera twórców realizujących w regionie filmy fabularne i seriale telewizyjne, dokumenty i animacje. Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych Olsztyn, ul. Parkowa 1 www.funduszfilmowy.warmia.mazury.pl

OBECNOŚĆ ZAMIAST ZYSKÓW

„Droga” była jedną z 24 produkcji pokazywanych w Konkursie Filmów Krótkometrażowych 46. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Obraz powstał w ramach programu „30 minut” Studia Munka – Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Filmy powstające w tym studiu mają charakter niekomercyjny i często są to debiuty. Studio działające na rynku ponad 10 lat ma wypracowane kanały współpracy z dystrybutorami i nadawcami telewizyjnymi. Jego celem w przypadku filmów takich jak „Droga” jest obecność na festiwalach i w powszechnym obiegu. Producent przykłada do tego większą wagę, niż do zysków z dystrybucji.


W DOBRYM TOWARZYSTWIE

LISTA OBECNOŚCI MADE IN

Obraz: Przemysław Skrzydło

Obraz: Przemysław Skrzydło

MOŻNA NIGDZIE NIE BYWAĆ, ALE JEŚLI BYWAĆ, TO TAM…

JURY NA KOLANACH Olsztyn, 5–9 października 2021

Jury przyznało też wyróżnienie honorowe dla filmu „Vortex” w reżyserii Gaspara Noé. Najlepszym tytułem Konkursu Filmów Krótkich w których rywalizowało 18 filmów, okazał się „Dad You’ve Never Had” o skomplikowanej relacji z ojcem. Film otrzymał także Nagrodę Jury Warmii i Mazur, która od tego roku nosi imię Anny Wasilewskiej. Przez pięć dni projekcji, którym towarzyszyło festiwalowe hasło „Normalność”, sala kinowa olsztyńskiego Multikina była zapełniona prawie do ostatniego miejsca. Wśród widzów byli m.in. młodzi filmowcy z Norwegii, Francji, Włoch i Ukrainy, którzy wzięli udział w projekcie Innovative Directing Academy oraz Polsko-Ukraińskich Warsztatach Filmowych. Galę finałową uświetnił koncert Agi Zaryan.

URODZINOWY OBRAZ I SŁOWO

MŁODY JUBILEUSZ STARYCH AUT

„Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu, dobrze widzi się tylko sercem” – te słowa Antoine de Saint-Exupery zainspirowały Ewę Held, malarkę i rysowniczkę. Wiersz „McDonald´s” Marcina Świetlickiego wzięła na warsztat Agnieszka Markowicz, Ewa Plichta sięgnęła do słów Wisławy Szymborskiej, a Robert Listwan stworzył kolorowe, dynamiczne dzieło na podstawie piosenki Czystych jak Łza. Dwudziestu lokalnych artystów wzięło udział w wystawie „Obraz-Słowo” z okazji czwartych urodzin Galerii Usługa Jazz Bar. Do wierszy i krótkich form literackich stworzyli obrazy, fotografie, rzeźbę, prace wykonane w technice własnej. Słowem: coś dla oka… i serca.

Może to i był strzał w dziesiątkę, a z pewnością dziesięć sezonów temu. Mały jubileusz świętował ruch Piękne Klasyki na Warmii skupiony w Olsztyńskim Klubie Motorowym im. Mariana Bublewicza. Dziesięć lat temu garstka pasjonatów zabytkowej motoryzacji zainicjowała wspólne spotkania, organizując każdego roku wystawy, zloty, rajdy, którymi na Warmię i Mazury przyciągają pasjonatów nie tylko z kraju, ale i z zagranicy. Tradycyjnie każdy sezon wieńczy wystawa pod olsztyńskim zamkiem, której od zawsze towarzyszą akcenty sztuki malarskiej związanej z klasycznymi samochodami oraz wystawa fotograficzna. Najstarsze automobile klubowiczów liczą 93 lata, zaś wszystkich uzbierałoby się ponad 200.

Obraz: Beata Waś

Obraz: Rafał Radzymiński

Filmy „Aida” Jasmili Žbanić oraz „Dad You’ve Never Had” w reżyserii Dominiki Łapki zdominowały konkursy 8. edycji WAMA Film Festival w Olsztynie, zdobywając wszystkie nagrody w swoich kategoriach. Pierwszy z nich otrzymał Grand Prix Międzynarodowego Konkursu Koprodukcji Filmowych oraz Nagrodę Publiczności. – Dotyczy spraw niezwykle ważnych, ale jest przede wszystkim poruszającym serca filmem, przed którym zgodnie całe jury niemal uklękło na kolana. Powinni obejrzeć go wszyscy, wtedy ten świat byłby odrobinę lepszy – tak werdykt Jury Międzynarodowego Konkursu Koprodukcji Filmowych, tłumaczyła jego przewodnicząca Kinga Dębska.

108

Olsztyn, 1 października 2021

Olsztyn, 2 października 2021


Obraz: Kuba Klepański

Obraz: Aleksandra Hermanowska

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

NAJPIERW ŻAGLE, POTEM AKORDEON

RÓŻOWA PROFILAKTYKA

Te nagrody są wyróżnieniem dla przedsiębiorstw, które budują gospodarczą siłę regionu, ale też dbają o środowisko naturalne oraz wzorce etycznego przywództwa. Żagle Warmii i Mazur to najbardziej prestiżowa statuetka samorządu województwa. – Nagrodzone firmy i instytucje swoim wielkim nakładem pracy spełniają nie tylko swoje marzenia, ale także marzenia każdego z nas o życiu w regionie pięknym i silnym gospodarczo – podkreślił marszałek województwa Gustaw Marek Brzezin. Ponieważ uroczystość tradycyjnie już zorganizowano w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej, nie obyło się bez akcentów wysokiej kultury. W tym roku pięknymi dźwiękami akordeonu ugościł Marcin Wyrostek wraz zespołem.

Połączyły siły i kobiecą energię po to, aby uświadamiać, dzielić się doświadczeniem i odwagą. Zorganizowane przez „Kobiety Warmii i Mazur” wydarzenie „Różowy Październik”, przypomniało o profilaktyce nowotworów, uświadomiło potrzebę regularnych badań. W Hotelu Kopernik wzięła w nim udział m.in. Anna Hencka-Zyser, założycielka olsztyńskiej fundacji Spa For Cancer. Opowiadała jak jej podopieczne po przebyciu choroby realizują się i spełniają marzenia. O swoim zwycięstwie z rakiem mówiła także Dorota Morawska, jedna z bohaterek kampanii KobietaPro. Była okazja, aby dołączyć do bazy dawców szpiku. A przede wszystkim złapać inspirację do tego, aby zacząć żyć pełnią życia.

FESTIWAL BIZNESOWO

DOBRE ŁOTRY NA EKRANIE

Ten festiwal gra akurat w rytmie biznesowym. Już po raz 10. samorząd województwa, tym razem wspólnie z powiatem olsztyńskim, zorganizowali Festiwal Promocji Gospodarczej Warmii i Mazur z myślą przewodnią „swoboda tworzenia”. Dwudniowe wydarzenie (prelekcje, warsztaty, panele) ściąga i praktyków biznesu, i samorządy, fachowców od marketingu i mediów oraz placówki naukowe, by wspólnie budować stabilną platformę wymiany wiedzy. – Celem jest oczywiście rozwijanie marki regionu w kontekście gospodarczym, by nie kojarzył się on jedynie z wakacjami i wypoczynkiem, by nasze hasło „region, w którym warto żyć”, nie było tylko sloganem – podkreślił marszałek województwa Gustaw Marek Brzezin.

Trzeba szukać prawdy o człowieku, choćby była najmroczniejsza – słowa te padły ze sceny olsztyńskiej filharmonii podczas gali finałowej IX edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmów o tematy więziennej „Prison Movie”. Do Olsztyna nadsyłane są filmy często z odległych krajów, jak choćby Kolumbii (od początku festiwalu nadesłano 160 filmów). Jak podkreślił Jarosław Stawski, dyrektor okręgowy Służby Więziennej w Olsztynie, w każdym z nich jest tylko i wyłącznie rzeczywistość. – Tam nie ma miejsca na fikcję – dodał. W tym roku Grand Prix festiwalu zdobył pięcioodcinkowy serial „Dożywotniacy” w reżyserii Mikołaja Lizuta. Wyróżnione filmy nagrodzono statuetkami „Dobrego łotra”.

Olsztyn, 14 października 2021

Obraz: arch. UMWM

Obraz: Agnieszka Chytroń

Olsztyn, 7 października 2021

Kromerowo, 20–21 października 2021

Olsztyn, 21 października 2021

109


Obraz: Mateusz Naumowicz

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

JAK W BAŚNI – WSZYSTKO SIĘ DOBRZE KOŃCZY Olsztyn, 23 października 2021

zł). Łącznie uzbierano 50 tys. zł, które zasilą Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną Koło w Biskupcu, Bank Żywności w zakresie niemarnowania żywności oraz cele statutowe Rotary (m.in. wsparcie regionalnych inicjatyw społecznych, placówek wspierających dzieci i młodzież). Całość w atmosferze szalonej zabawy, energetycznej muzyki (DJ Włodek, Guzik), występów „Wiedźmuch”, upiornych postaci, konkursów, jedzenia w duchu zero waste i eliksirów o tajemniczych nazwach. Więc kto rano wspomniał wydarzenie, musiał uświadomić sobie, że to wszystko wydarzyło się naprawdę.

OPOWIEŚCI ZE SMAKIEM

CENTRUM TWORZENIA

Czwarta edycja projektu kulinarnego „Dr Irena Eris Tasty Stories” poświęcona była naturze. Szefowie kuchni udowodnili, że aby dobrze zjeść nie trzeba wystrzałowych produktów. Poprzez ciekawe połączenie smaków produktów prosto z ogrodu, łąki, lasu czy jeziora oraz prostotę przygotowania, można docenić ukryte w nich bogactwo i piękno. Piątkowy festiwal smaków w przyhotelowej Rybakówce był spotkaniem z lokalnymi producentami – hitem był burger z szarpaną wołowiną pieczoną przez kilkanaście godz. w dole wypełnionym żarem, kamieniami i okrytej liśćmi łopianu. Projekt zwieńczyła ekskluzywna kolacja z prostymi składnikami, które poddane finezyjnej obróbce, zawładnęły podniebieniami gości.

Sale barokowe olsztyńskiego zamku wypełnia prawie 100 prac 66 artystów związanych z regionem Warmii i Mazur. Wystawa „Poza centrum. Sztuka olsztyńskiego środowiska plastycznego po 1945” przedstawia różnorodne techniki: malarstwo, fotografię, plakat, grafikę, rysunek, rzeźbę, tkaninę artystyczną, instalacje. Wśród kilku pokoleń artystów znaleźli się m.in. Hieronim Skurpski, Wojciech Mączkowski, Wiesław Wojczulanis, a także współcześni twórcy jak Anna Drońska czy Robert Listwan. Zamiast oficjalnego wernisażu była dyskusja z udziałem historyków sztuki i twórców o początkach, kondycji i perspektywach olsztyńskiego środowiska plastycznego. Wystawę można oglądać do przyszłego roku.

110

Obraz: Łukasz Kulicki

Obraz: Szymon Łaszewski

Niejedna bajka za drzwiami przenosi w magiczny świat. Raz w roku można się tak poczuć na Charytatywnym Balu Helloween organizowanym przez Rotary Club Olsztyn Varmia. VII edycja z przewodnim hasłem „Alicja w krainie czarów” ściągnęła do historycznych murów Kuźni Społecznej kolorowe bajkowe życie – dwustu gości w zaskakujących kreacjach i charakteryzacjach. Jednak pod szyldem dobrej zabawy kryła się prawdziwa intencja wydarzenia – cel charytatywny. Kulminacja emocji jest podczas licytacji, zwłaszcza dzieł lokalnych artystów. Rekordowe podbicia cen sprowokował wyjątkowy, jak zwykle wielkiego formatu, obraz Roberta Listwana (20 tys.

Wysoka Wieś, 22–24 października 2021

Olsztyn, 28 października 2021


Obraz: Rafał Radzymiński

Obraz: archiwum M. Chomicz

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

GRAFICZNY LABIRYNT

KSIĄŻKA I PIWO NA ROCZNICĘ

Grafiki młodego pokolenia artystów, a także mistrzów, którzy od dekad tworzą historię włoskiego rytownictwa. Wystawa „Labirynt znaków. Współczesna grafika włoska” otwarta w Starym Ratuszu pokazała dzieła 11 artystów z różnych stron Italii – Veneto, Lazio, Sycylii i Sardynii. To abstrakcja i dzieła figuratywne, a wśród technik m.in. akwaforta, akwatinta, suchoryt czy drzeworyt. Graficy mają w swoim dorobku wiele wystaw międzynarodowych, są laureatami prestiżowych konkursów międzynarodowych. Kuratorem wystawy była jedna z nich – wielokrotnie nagradzana prof. Małgorzata Chomicz, związana z UWM, ale także włoskim środowiskiem artystycznym.

Jak mogło wyglądać życie twórcze Mikołaja Kopernika, który 8 listopada 1516 roku przybył na olsztyński zamek? Także 8 listopada, w Salach Kopernikowskich, które pełniły rolę jego kancelarii, starostwo olsztyńskie i Muzeum Warmii i Mazur przygotowały spotkanie poświęcone wielkiemu astronomowi. Wykład dr Jacka Szubiakowskiego, dyrektora olsztyńskiego planetarium przybliżył efekt pracy Kopernika – znajdującą się w krużganku zamku tablicę doświadczalną z obserwacji nieba. Wydarzenie miało też dwie premiery: książkę dra Wojciecha Szalkiewicza „Punkty naznaczone Mikołaja Kopernika” (jego ręką, rzecz jasna) i piwo Rosanke Copernicus uwarzone w Browarze Warmia wedle dawnych receptur.

TAKT NA TRZY CZWARTE… WIEKU

DRAMATYCZNE, ALE SZCZERE

Wyjątkowy jubileusz i taka też oprawa – koncert jubileuszowy z okazji 75-lecia warmińsko-mazurskiej filharmonii nie mógł się obejść bez dzieł jej patrona Feliksa Nowowiejskiego oraz niespodzianek, choćby specjalnie napisanej na urodziny Uwertury koncertowej Fireworks kompozytora Macieja Zielińskiego. Utwór z zaskakującymi i nieoczywistymi brzmieniami odniósł się do żywiołów natury. Gościem specjalnym był laureat II nagrody ostatniego Konkursu Chopinowskiego, 27-letni Alexander Gadjiev. Jubileusz filharmonii uświetnił obecnością m.in. prezydent RP Andrzej Duda, który nie szczędził filharmonikom komplementów: – To jest wydarzenie, które swoją rangą wykracza daleko poza granice regionu.

Ponad 120 prac tworzonych od lat 70. ub. wieku do chwili obecnej. Retrospektywna wystawa pt. „Wizerunki napięć” podsumowuje drogę artystyczną prof. Wiesława Bieńkuńskiego – grafika i malarza. Prace wyeksponowane w dużej sali BWA Galerii Sztuki odkrywają krok po kroku kreację wyobraźni wszechstronnego artysty na przestrzeni kilku dekad. Ich głównym motywem jest człowiek. – Uważam, że nie ma nic piękniejszego, ciekawszego, bardziej dramatycznego od egzystencji istoty ludzkiej. Dlatego te prace są niekiedy bardzo dramatyczne, ale szczere – przyznał artysta. Wystawa będzie czynna do 12 grudnia.

Olsztyn, 8 listopada 2021

Obraz: BWA

Obraz: Jakub Klepański

Olsztyn, 3 listopada 2021

Olsztyn, 12 listopada 2021

Olsztyn, 19 listopada 2021

111


FOTORELACJA

MILOWE KROKI W TECHNOLOGII PIĄTE URODZINY OLSZTYŃSKIEJ MARKI GREEN MILES

Green Miles – od pięciu lat tworzą dla swoich klientów inteligentne fabryki, wprowadzając ich w erę czwartej rewolucji przemysłowej. Olsztyńska firma obchodziła w listopadzie swój jubileusz, organizując urodzinowe wydarzenie w miejscu, w którym tworzy na co dzień – Olsztyńskim Parku Naukowo-Technologicznym. – Jedno jest pewne, przez te pięć lat wypracowaliśmy stabilną pozycję rynkową. Nie raz udowodniliśmy, że jesteśmy mocnym partnerem w biznesie. A wciąż sięgamy po więcej – mówiła podczas uroczystości Justyna Kamińska, prezes zarządu Green Miles. – Park Naukowo-Technologiczny jest miejscem nie tylko bogatym w wiedzę, innowacje, kreatywność i odwagę, ale przede wszystkim miejscem trwałych relacji i ludzi, którzy ze sobą współpracują, a nie rywalizują. Którzy tworzą, a nie

naśladują. Jest to miejsce, w którym zaufanie jest cenniejsze od pieniędzy. Jesteśmy dumni, że możemy być częścią tej społeczności. Green Miles założył automatyk, Stanisław Kamiński, wraz z żoną, Justyną Kamińską. Wspólnie kierują kilkunastoosobowym zespołem. Zajmują się automatyzacją i robotyzacją procesów produkcyjnych. Budują maszyny, na których wytwarzane są podzespoły dla globalnych marek, takich jak Fiat, Volvo, Jaguar. „We connect technology” – przewodnie hasło firmy idealnie oddaje ich pomysł na biznes: kompleksową realizację projektów dla przemysłu, dzięki połączeniu kompetencji w dziedzinie automatyki, robotyki, budowy maszyn, IT, elektroniki i elektryki. Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: Jakub Zdanowicz


FOTORELACJA

113


Z INNEJ STRONY

ZBIGNIEW STANISZEWSKI KIEROWCA RAJDOWY, AKTUALNY MISTRZ POLSKI I EUROPY CENTRALNEJ W RALLYCROSSIE KSYWA Z MŁODOŚCI: „STANIK” OD WIELU LAT nie wyobrażam sobie życia bez Nokii 6700. Zmieniam ją na nowy model regularnie, starych mam może około 20 sztuk. Jest mała, solidna, wręcz pancerna. W pobliżu staram się też mieć smartfona, który spełnia wszystkie moje potrzeby i oczekiwania. To z jego pomocą prowadzę firmę, ale z kolei nie posiadam komputera. Mam w firmie 130 osób i kiedy trzeba np. wysłać maila, właściwej osobie robię dyspozycje jednym szybkim telefonem lub SMS-em.

114

OD 13. ROKU ŻYCIA podkradałem rodzicom auta, a zanim w wieku 16 lat poszedłem na kurs prawa jazdy, miałem już na koncie trzy rozbite samochody, w tym dwa za jednym razem. I tata, i mama, jeździli kiedyś na taksówkach, więc kiedy po nockach odsypiali, ja z rana brałem auto. Pamiętam, że jak pierwszy raz przesiadłem się z Wartburga do Fiata 125, poczułem się w nim jak Marian Bublewicz.

SAM SKONSTRUOWAŁEM SOBIE urządzenie, które pomaga mi ćwiczyć refleks, niezwykle ważny przy startach w rallycrossie. To zapalające się światło, jak na starcie do wyścigu, które włącza się w krótkich odstępach czasowych, a moim zadaniem jest wcisnąć starter w jak najkrótszym czasie. Wożę to ze sobą i ćwiczę nawet w trasie, potrafiąc oddać 300 takich symulowanych startów. Niezły trening.

JEŚLI TYLKO NIE PADA, przyjeżdżam do pracy rowerem. A jeśli w pracy zacznie padać, wracam samochodem. Bywają sytuacje, kiedy wszystkie rowery lądują w firmie, a samochody w domu. Wówczas idę do domu 3,5 km pieszo. Tym oto sposobem potrafię przez dwa tygodnie nie prowadzić cywilnego samochodu.

NA JEDNYM Z MOICH PIERWSZYCH RAJDÓW POLSKI startowałem wypożyczonym Mitsubishi Lancerem Evo VI. Z oesów ciągle komunikowałem się przez radio z serwisem, że zepsuło się to, tamto, i jeszcze coś innego. Nie wiedziałem, że słyszą to wszyscy dookoła, włącznie z moim tatą. Kiedy dojechałem do serwisu, tata poprosił mnie na bok i powiedział: „Zbyszek, wstyd słuchać, że ten sprzęt się ciągle psuje. Masz więc dwa wyjścia: albo zakończyć z tym motorsportem, albo kupujesz sobie nową rajdówkę”. Natychmiast kupiłem, i to dwie rajdówki Evo IX, jedną treningową, drugą startową.

DOOKOŁA MNIE, i w domu, i w biurze, jest dużo przedmiotów, które służą mi do utrzymywania ciała w pełnej sprawności, od tych drobnych, przez hantle, stół do ping ponga, po urządzenia do ćwiczeń. Ale i w każdym aucie mam np. piłeczki, albo elastyczne rączki od skakanek do ściskania dłonią. Czasami wchodzę do sklepu sportowego i szukam kolejnych gadżetów, które mogą mi służyć do wykonywania przeróżnych ćwiczeń.

Obraz: arch. Zbigniewa Staniszewskiego, © a_v_d / Shutterstock.com

MOJĄ WIELKĄ PASJĄ są kampery. Właśnie czekam na odbiór piątego w 13-letniej fascynacji tą formą turystyki. Kamperem jeżdżę też na wszystkie zawody i treningi. W tym sezonie było aż 10 rund w niemal całej Europie, dodatkowo sesje treningowe, więc tylko w związku z tymi wyjazdami zrobiłem 25 tys. km. Zawsze jak jestem w jakimś kraju na zawodach, na koniec robię sobie dodatkowe wycieczki. Prenumeruję od lat pismo Polski Caravaning i w każdym z numerów mam zaznaczone polecane trasy dla miłośników kamperów. Dzięki temu zwiedziłem nimi niemal całą Europę.


Leasing dla firm od 1449 zł/mc netto. Dopłata do 27 000 zł w programie „Mój elektryk“ dla osób fizycznych.

IONIQ 5 to pierwszy model submarki Hyundai IONIQ, dedykowanej pojazdom 100% elektrycznym. IONIQ 5 ustanawia nowe standardy w dziedzinie bezemisyjnej mobilności. Poznaj jego unikatowy design, futurystyczne wnętrze, wykonane z przyjaznych dla środowiska materiałów oraz bogate wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa, łączności i komfortu.

5-letnia Gwarancja Bez Limitu Kilometrów Hyundai i 8-letnia gwarancja na akumulator wysokiego napięcia (ograniczona przebiegiem 160 000 km) dotyczy jedynie tych samochodów Hyundai, które były sprzedane Klientowi końcowemu przez Autoryzowanego Dealera Hyundai na warunkach opisanych w książce gwarancyjnej. Szczegóły dot. propozycji cenowej i programu gwarancyjnego, w tym wyłączeń gwarancji, dostępne są u Autoryzowanych Dealerów Hyundai. Samochód prezentowany w reklamie to Hyundai IONIQ 5 Platinum 73 kWh 4WD 305 KM z pakietem Solar i opcjonalnymi felgami 20” o wydajności 16,8 kWh/100 km w cyklu WLTP i zerowej emisji CO2. Wskazane elementy są dostępne w zależności od wersji wyposażenia. Propozycja dotyczy wskazanych modeli w leasingu na określonych warunkach. Szczegóły finansowania u dealerów Hyundai. Propozycja nie stanowi oferty i jest adresowana wyłącznie do przedsiębiorców. Podmiotem finansującym jest BNP Paribas Leasing Services Sp. z o.o. Promocyjny leasing dostępny do 31.09.2021 r. Prezentowana dopłata w programie „Mój Elektryk” została wskazana w wysokości maksymalnej. Jej rzeczywista wysokość uzależniona jest od realizacji kryteriów dotyczących uczestników programu „Mój Elektryk” oraz rozstrzygnięcia Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Uzyskanie dopłat wymaga złożenia przez klienta wniosku w tym przedmiocie. Nabór wniosków trwa do 30.09.2025 r. i dostępny jest dla osób fizycznych, a pojazdy nabyte w ramach przedsięwzięcia nie mogą być wykorzystywane do prowadzenia działalności gospodarczej. Więcej szczegółów dostępnych pod adresem: https://www.gov.pl/web/elektromobilnosc/aktualne-ogloszenia-o-naborach. Hyundai Motor Poland sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za brak możliwości skorzystania przez klienta z uczestnictwa w programie lub nieuzyskanie przez niego wnioskowanej dopłaty.