MADE IN Warmia & Mazury / 45 / czerwiec 2021 - sierpień 2021

Page 1

magazyn lifestylowy

bezpłatny

numer 45

czerwiec–sierpień 2021

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

AGNIESZKA TOKARSKA

CZY PROJEKTANTKA MODY MOŻE WYJŚĆ NA ULICĘ W PIŻAMIE?

KRZYSZTOF HOŁOWCZYC RADOSŁAW BIELECKI

SPORTOWCY W BIZNESIE ZAWSZE WBIJĄ PAZURY BY WEJŚĆ NA SZCZYT

PRZYDAŁ MI SIĘ TEN WARMIŃSKI GEN

JOLANTA FAJKOWSKA: PO DRUGIEJ STRONIE WYWIADU

06/08



MAGAZYN LIFESTYLE’OWY O WARMII I MAZURACH LIMITOWANY. RĘCZNIE PISANY. BEZCENNY.

DZIEŃ DOBRY Gołym okiem widać renesans regionalizmu. A jaki on jest u nas? Czy ten przysłowiowy powrót do korzeni niesie za sobą dużo świadomości? Jeśli tak, to skąd zrodziła się teraz taka jego potrzeba? Sięgamy dzisiaj po wartości, które paradoksalnie podsunął nam korporacyjny i globalny świat. Trochę z przekory, buntu i tęsknotą za życiem z autentycznymi relacjami. Swoje małe ojczyzny możemy tak urządzać, by żyć w nich z poczuciem dumy, spełnienia, z satysfakcją, bez kompleksów i uprzedzeń. I wydaje nam się, że nasza mała ojczyzna w zasadzie już jest tak właśnie urządzona, wystarczy się wnikliwiej rozejrzeć. Nie znamy drugiego regionu w którym obserwuje się taki zryw rękodzielników, lokalnych twórców zdrowej żywności, pielęgnacji wypoczynku w duchu slow, sprzyjającej aury dookoła i życia w rytmie, który z założenia chce przegrywać z aglomeracjami ścigającymi się o kolejne punkty wypracowanego PKB. W kontekście Warmii i Mazur często dyskutuje się o braku tożsamościowym tego miksu kulturowego, który osiadł tu po wojnie. Otóż uważamy, że mamy w sobie już zakodowany silny gen Warmiaka i Mazura. Kim więc jesteśmy?

Rozpoczynamy tym numerem cykl dyskusji, które wpisują się w inicjatywę samorządu województwa #GenWarmiiiMazur. Pięknie ujął jego istotę Radek Bielecki. Zawodowy kabareciarz Warmię traktuje tak serio, że poświęcił jej nawet kawałek własnego ciała. Zatem pozadawajmy sobie trochę pytań: jaką tożsamość w sobie noszę, czym się chlubię, jakie wartości wyniosłem z tej mojej uroczej wioski czy miasteczka? Czy nie będę lokalnym patriotą jeśli nie pójdę na targ? Czy znam swoją krainę lepiej niż greckie wyspy czy egzotyczne kurorty? Odwiedzam artystów, którzy tworzą w moim otoczeniu i nadają mu kolorytu? Szukam lokalnych produktów, by wspierać swoich i wpisać się w trend patriotyzmu konsumenckiego? Angażuję się w życie gospodarcze, społeczne, albo działam na rzecz wartościowego stowarzyszenia? Odpowiedzi w sprawie tożsamości regionalnej każdy z nas może z łatwością odnaleźć we własnym lustrze. Planując letnie wycieczki po regionie, polecamy uwadze temat długo wyczekiwanego reportażu. Jest o perle Mazur – Sztynorcie. Ta nazwa od wieków jest tropem do wielu historii, zagadek, dramatów, ale od zawsze w pięknym anturażu.

Wydawca

Redaktor naczelny


SPIS TREŚCI

TREŚĆ MADE IN Wydawca MADE IN Radzymiński & Bartoszewicz

020

044

006 SHORT Przy porannej kawie 008 SHORT Przy porannej herbacie 010 RECENZJE Kultura osobista 012 KULTURALNIE I ZDROWO Festiwal pozytywnych wibracji 014 KULTURA Polecamy Warmię i Mazury 016 POZA GALERIĄ W ramach duszy 018 POSTAĆ Jolanta Fajkowska 020 PRODUKTY Galeria handlowa 028 GODNE UWAGI Dobre miejsca MADE IN 030 DOBRE MIEJSCE Bujając pośród gałęzi 032 WYDARZENIE Kopernik też grał w zielone 036 ROZWÓJ Rozwój w starych murach 038 DOBRE MIEJSCE Biznes w zagłębiu płatków róż 040 DOBRE MIEJSCE Czy homar w pojedynkę jest wporzo? 042 BIZNES Tradycja, ale z certyfikatem 044 RAZ, DWA, TRZY...

Szybki numerek z MADE IN

O BIZNESIE W PROVINCJI

Czy eko pomidor potrzebuje wielkiego marketingu?

046

050 BIZNES Tkaniny od serca 051 BIZNES Mikrowarzywo – maksimum zalet 052 BIZNES Kosze pełne natury 053 BIZNES Gorący problem, chłodna kalkulacja 054 BIZNES

Rewolucja w ogrodzie

076

080

086

056 ROZWÓJ To my jesteśmy od mieszania w garach 058 NIERUCHOMOŚCI Pomnóż swój zysk 060 INWESTYCJE „Willa w ogrodzie”, pieniądz w obrocie 062 WNĘTRZA Tym razem to Harrods tu kupował 064 BIZNES Z wanny do perfum 066 PRAWO Wypadek. I co dalej? 068 ZDROWIE Sen o pięknym uśmiechu BIZNESOWE 070 SPOTKANIA Tak się kręci biznes na Warmii i Mazurach 072 LUDZIE Rozmowy na schodach 074 #GenWarmiiiMazur Warmię mam na ciele 076 REPORTAŻ Kamienny splendor 080 BIZNES Wczasy na bezludnej wyspie & MASZYNA 082 MĘŻCZYZNA Dolcia i dolce vita LUKSUSOWE 084 AUTA Salon Samochodowy Mazurek Premium Cars 085 MOTOFELIETON American dream 086 AUTO Tak żyje się z nowym BMW PREMIUM 088 AUTO Jak kupuje się marzenia 090 AUTO Wizjonerzy Opla TU 092 KRĘCILI Po sezonie 094 DYSTRYBUCJA TEMU 095 DAWNO I kto to wi(e)dział DOBOROWY TOWARZYSTWIE 096 W Lista obecności MADE IN KOŃCOWE 098 NAPISY Agnieszka Tokarska

Redakcja w Koszarach Funka

+48 733 408 350 Olsztyn, ul. Kasprowicza 4 redakcja@madeinwm.pl www.madeinWM.pl Redaktor naczelny Rafał Radzymiński, rafal@madeinwm.pl Reklama +48 733 408 350, reklama@madeinwm.pl Marketing i promocja +48 537 177 133 redakcja@madeinwm.pl Patronaty, prenumerata, dystrybucja +48 537 177 133 redakcja@madeinwm.pl Skład Studio Gravite, Olsztyn Projekt graficzny Agnieszka Tańska Foto Agnieszka Blonka Jakub Chmielewski Piotr Dowejko Jarek Poliwko Piotr Ratuszyński Arek Stankiewicz Łukasz Wajszczyk Druk

Drukarnia TINTA Realizacja strony internetowej

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za treść reklam nie odpowiadamy. Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. All rights reserved!


WAKACJE ALL-INCLUSIVE LEXUS UX

990

NETTO OD ZŁ/MC W LEASINGU KINTO ONE

LEXUS WARSZAWA-WOLA ul. Połczyńska 32 Tel. 22 210 36 00

Podana rata dotyczy modelu Lexus UX 200 Pure, nie dotyczy prezentowanej wersji wyposażenia i nie obejmuje lakieru metalizowanego. Miesięczna rata netto Leasingu KINTO ONE została sporządzona przy następujących założeniach: okres umowy 36 miesięcy, opłata wstępna 10% ceny zakupu pojazdu. Łączny limit przebiegu do 30 000 kilometrów w okresie obowiązywania umowy. Kalkulacja z dnia 20.05.2021. Promocja obowiązuje do 31.08.2021r. lub do odwołania. Przyznanie finansowania uzależnione jest od oceny zdolności kredytowej potencjalnego leasingobiorcy. Przedmiotowa informacja nie stanowi oferty w rozumieniu k.c. i ma charakter wyłącznie informacyjny. Finansującym jest Toyota Leasing Polska Sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie. Lexus UX – zużycie paliwa i emisja CO2 w cyklu mieszanym odpowiednio 5,3 do 6,9 l/100km oraz od 120 do 156 g/km. Podane wartości zużycia paliwa i emisja CO2 zostały zmierzone zgodnie z metodą badawczą WLTP określoną w Rozporządzeniu (UE) 2017/1151. Na faktyczne zużycie paliwa i emisję CO2 wpływa sposób prowadzenia pojazdu oraz inne czynniki (takie jak warunki drogowe, natężenie ruchu, stan pojazdu, ciśnienie w oponach, zainstalowane wyposażenie, obciążenie, liczba pasażerów itp.). Zestawienie zużycia paliwa i emisji CO2 zawierające dane wszystkich nowych samochodów osobowych jest dostępne nieodpłatnie w każdym punkcie sprzedaży pojazdów. Informacje o działaniach dotyczących odzysku i recyklingu samochodów wycofanych z eksploatacji: www.lexus-polska.pl. Szczegóły u Autoryzowanych Dilerów Lexusa.


RAZ, DWA, TRZY…

SZYBKI NUMEREK Z MADE IN LICZBY, O KTÓRYCH MOGLIŚCIE NIE WIEDZIEĆ

29,9%

52 LATA TEMU

LASÓW

29,9 i 6 proc. – w krainie lasów i jezior zdecydowanie na pierwszym miejscu są lasy, które zajmują 29,9 proc. powierzchni Warmii i Mazur. Jezior jest pięciokrotnie mniej. Jeszcze większe różnice widać w największym kompleksie leśnym (Puszcza Piska licząca 1000 km kw.) w porównaniu z największym jeziorem (Śniardwy – 114 km kw.)

330 DOWODÓW REJESTRACYJNYCH

330 dowodów rejestracyjnych zabrano kierowcom w Olsztynie w ub. roku. Rekordowy był grudzień (43). Z kolei prawa jazdy częściej pozbawiano samych kierowców – zabrano ich aż 722. Najwięcej w lutym (104).

52 lata temu (14 lipca 1969) na olsztyńskim Pieczewie oddano do użytku RadiowoTelewizyjny Ośrodek Nadawczy z masztem wysokim na 356,5 m. To drugi największy obiekt budowlany w Polsce – przegrywa z wyższym o… 2 m masztem w Katowicach.

9 000 000

9 mln zł kosztował jeden tramwaj tureckiego producenta Durmazlara, który dostarczył do Olsztyna pierwszych pięć z dwunastu składów. Transport każdego, drogą morską i lądową, trwa dwa tygodnie. Są dłuższe od obecnych Solarisów o ponad 3 m i zabierają na pokład do 208 pasażerów.

479 LAT TEMU

450 JEDNOSTEK 450 jednostek może zacumować w największym porcie nie tylko na Mazurach, ale i w Polsce – w Sztynorcie. Położony na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, zasłużył sobie na określenie „Port Royale”. Na Warmii i Mazurach mamy 55 oficjalnie działających portów, najwięcej skupionych jest wokół Giżycka.

479 lat temu (29 maja 1542) spod prasy w norymberskiej drukarni wyszły dwa pierwsze arkusze epokowego dzieła Mikołaja Kopernika „De revolutionibus orbitum coelestium”. Właściwy druk sześciu ksiąg dzieła wydrukowano wiosną kolejnego roku w ilości około 500 sztuk (do dzisiaj istnieje 277 egzemplarzy).

112 PARKOMATÓW

006

112 parkomatów zmodyfikowano w olsztyńskiej Strefie Płatnego Parkowania. Konieczne jest w nich wprowadzenie numeru rejestracyjnego pojazdu. Umożliwi to m.in. wdrożenie systemu automatycznego odczytu i tym samym brak konieczności umieszczania biletu za szybą pojazdu. W całej strefie jest 2,6 tys. miejsc do parkowania.

116

KM SZLAKU

1340 KM

1340 km dzieli lotnisko Olsztyn Mazury w Szymanach i Rijekę w Chorwacji. Przez całe wakacje LOT będzie obsługiwał przeloty Bombardierem, który zabiera na pokład 78 pasażerów. Podróż trwa 2 godz. – dla porównania samochodem przeszło 15.

116 km liczy najpopularniejszy na Mazurach, a uważany za najpiękniejszy w Polsce, szlak kajakowy – rzeką Krutynią. Po drodze przepływa się przez 13 jezior i na zaliczenie całej trasy przeciętnym turystom wystarczy 9 dni.



INFO

PRZY PORANNEJ KAWIE CO W TRAWIE PISZCZY (WARMIŃSKO-MAZURSKIEJ)

Pamiętacie spektakularną scenę z filmu „Król Olch” zdobywania zamku Kaltenborn przez wojska Armii Czerwonej? Ujęcia płonącego obiektu zrealizowane były na zamku w Szymbarku. Pozostały po nich pamiątki. Ekipa filmowa zamontowała we frontowej ścianie budynku drewniane ramy okien, które stały się turystyczną atrakcją. Dzięki nowemu właścicielowi obiektu powstał wirtualny przewodnik po zamku, innym niż wszystkie gotyckie, usytuowanym nad brzegiem jeziora i otoczonym starym parkiem. Niektórzy badacze twierdzą, że zamek wybudowano w miejscu, w którym w okresie wczesnego średniowiecza funkcjonowało grodzisko pruskiego władcy plemiennego. W okolicy znajdowano monety arabskie należące zapewne do kupców podróżujących przez te tereny do Skandynawii. Wirtualny przewodnik to trzy trasy piesze i jedna po dziedzińcu zamku (przewodnik.zamekszymbark.pl).

KSIĄŻKA CZEKA NA PLAŻY

Zdobywca 11 nagród krajow ych i zagranic znych – najnowszy film Piotra Domalewskiego „Jak najdalej stąd” stał się hitem NETFLIXA. Wśród najczęściej oglądanych filmów na platformie obraz Domalewskiego przez dłuższy czas zajmował czwarte miejsce i pierwsze spośród polskich produkcji. Przedstawia historię 17-letniej Oli z Olsztyna, która rusza na własną rękę do Irlandii po ciało zmarłego tragicznie ojca, który był nieobecny w jej życiu. Film jest koprodukcją polsko-irlandzką. Zdjęcia kręcono zimą i wiosną 2019 roku w Olsztynie, Warszawie oraz w Dublinie i zrealizowany został m.in. dzięki dofinansowaniu z Warmińsko-Mazurskiego Funduszu Filmowego.

Krem do opalania, ręcznik, okulary przeciwsłoneczne i książka – szczególnie ten ostatni element jest obowiązkowy wybierając się na olsztyńskie plaże przy jeziorach Ukiel i Długie. Z inicjatywy Miejskiej Biblioteki Publicznej powstały tam książkochatki, w których czytelnicy mogą wymieniać się literaturą. Idea funkcjonowania książkochatek jest prosta – wypożycz, poczytaj na miejscu lub zabierz do domu, a następnie oddaj lub zostaw w chatce inną książkę. Podczas inauguracji bookcrossingowego projektu prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz zostawił w książkochatce dwie pozycje, które opowiadają o historii Olsztyna: „Artyści czystej wody”, opowieść o braciach Połomach autorstwa Marka Książka oraz „Dragoni z Olsztyna” Rafała Bętkowskiego.

Obraz: Michał Bartoszewicz

NAŁADUJ SIĘ W MIEŚCIE

Olsztyn i Elbląg są w gronie ośmiu pilotażowych miast w Polsce, w których Energa Operator, wspólnie z samorządami, postawiły sieć stacji ładowania aut elektrycznych. Olsztyn wzbogacił się aż o 47 stacji, a Elbląg o 27, przy czym każda z nich ma dwa punkty do ładowania z trzema rodzajami ładowarek. Znajdziemy je są w popularnych lokalizacjach miast oraz osiedli. Aby skorzystać z nich, trzeba zalogować się w aplikacji OrlenCharge w telefonie. Płatność ściągana jest automatycznie z konta (wraz z rozpoczęciem ładowania blokowane jest na koncie 150 lub 200 zł, w zależności od rodzaju wybranej ładowarki, oraz zwracana niewykorzystana kwota po zakończeniu ładowania). Ile kosztuje ładowanie elektryka? To zależy od wykorzystywanego złącza: AC – 1,43 zł/kWh, DC o mocy do 50 kW – 1,99 zł, zaś DC o wyższej mocy – 2,39 zł. Dodatkowo powyżej 45 min ładowania złączem DC lub 60 min złączem AC, do kosztów dolicza się czas postoju – 40 gr/min.

Obraz: arch. UM Olsztyn

JAK NAJDALEJ NA NETFLIXIE

Obraz: © fotokon / Depositphotos.com

WIRTUALNY ZAMEK



INFO

PRZY PORANNEJ HERBACIE CO W TRAWIE PISZCZY (WARMIŃSKO-MAZURSKIEJ)

APLIKACJA PODPOWIE: TU ZAMIESZKAJ

Czy aplikacja, która analizuje nasze emocje, pomoże nam wybrać na rynku nieruchomości najlepsze dla nas mieszkanie? Nad tym unikatowym rozwiązaniem pracuje zespół naukowy z Wydziału Geoinżynierii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olszynie. Aplikacja opiera się na technologii wykrywania emocji z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi: sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego, widzenia komputerowego. – Wbrew powszechnemu przekonaniu, mieszkania kupujemy intuicyjnie, sercem i emocjami, a nie kierując się tylko finansową opłacalnością – zauważa kierująca badaniami dr hab. inż. Małgorzata Renigier-Biłozor, dyrektorka Instytutu Gospodarki Przestrzennej i Geografii UWM. Jak działa aplikacja? Badanej grupie respondentów prezentowane są zdjęcia z wyselekcjonowanymi cechami nieruchomości (przestronność, standard, aranżacja, lokalizacja), po czym rejestrowane są sekwencje reakcji twarzy. Następnie przetwarza je sieć neuronowa, która wychwytuje i klasyfikuje emocje towarzyszące oglądaniu danego mieszkania. Jak podkreśla dyrektorka instytutu, ta technologia może stać się obiecującym narzędziem stosowanym na rynku nieruchomości, pomagając w trafnym wyborze mieszkań.

010

Szczytno obchodzi Rok Krzysztofa Klenczona. W 40. rocznicę śmierci artysty, który tu się wychował, tu stawiał pierwsze kroki muzycznej kariery i tu spoczął, miasto zaplanowało 40 przeróżnych wydarzeń. Wszystko rozpoczęło się 7 kwietnia (artysta zmarł 7 kwietnia 1981 roku w szpitalu w Chicago z powodu powikłań po wypadku), kulminacyjnym punktem ma być wielki wakacyjny koncert przy okazji Dni i Nocy Szczytna (śledźcie na www.miastoszczytno.pl), zaś wszystko zakończy się 14 stycznia 2022 roku. Artysta świętowałby wówczas 80. urodziny.

BAŚŃ O PRAWDZIWYM DOMU

Warmiński las, piękne studentki w roli elfów i wróżek, bezdomne psy z olsztyńskiego schroniska. Wszystko w baśniowych, pobudzających wyobraźnię stylizacjach, uchwyconych w kadrze fotografa. Grupa studentów weterynarii UWM prowadzi wyjątkową akcję promującą adopcję czworonogów p.t. „Zwierzak jak z Bajki”. – Prace rozpoczynają się od wybrania modelki i charakteryzacji – opowiada Aleksandra Stangreciak, inicjatorka akcji, studentka pierwszego roku weterynarii na UWM. – Dzięki współpracy wolontariuszy, ze schroniska wybierane są psy i koty z najmniejszą szansą na adopcję, albo najbardziej potrzebujące. Profesjonalne zdjęcia uzupełnia poetycki opis nawiązujący do historii i charakteru czworonoga, który zachęca do adopcji na profilach w social media. fb/Zwierzak jak z Bajki

Obraz: Rafał Radzymiński

KLASYCZNIE, Z NOŻEM I W ORZYSZU

Końcówkę tegorocznych wakacji miłośnicy zabytkowych samochodów spędzą w Orzyszu. Przy okazji Dni Orzysza (27–29 sierpnia) VI Zlot Samochodów Zabytkowych na Warmii i Mazurach organizuje tam Olsztyński Klub Motorowy im. Mariana Bublewicza. Hasło przewodnie imprezy – Śladami „Noża w wodzie” Romana Polańskiego, to kontynuacja poprzedniej edycji i dalsze poszukiwania ciekawostek tego kultowego dzieła polskiej kinematografii. Ale nie tylko, bo na uczestników czekają urokliwe drogi wokół Śniardw i przez Puszczę Piską, zaś fani klasycznych aut powinni zarezerwować piątkowe popołudnie i sobotnie przedpołudnie – w Orzyszu będą eksponowane nietuzinkowe auta z odległych zakątków Polski. Więcej na okm.org.pl.

Obraz: Aleksandra Stangreciak /fb: Zwierzak jak z Bajki

CZTERDZIESTKI KLENCZONA

Na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego, objętego konwencją UNESCO, trafiła umiejętność tworzenia czepców warmińskich. Od lat haftem i tworzeniem tradycyjnych warmińskich kobiecych nakryć głowy zajmuje się Krystyna Tarnacka, regionalistka i rękodzielniczka z Lidzbarka Warmińskiego. Według etnografów czepce udekorowane misternym haftem nosiły niegdyś na Warmii mężatki. Do tej pory z naszego regionu na krajowej liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego była jedynie gwara warmińska.

Obraz: PAP/Tomasz Waszczuk

Obraz: Arch. UM Szczytno

HAFTOWANE DZIEDZICTWO



RECENZJE

KULTURA OSOBISTA MADE IN PISZĄ, WYDAJĄ I NAGRYWAJĄ. I POCHODZĄ Z WARMII I MAZUR.

TEATR OD KULIS

Zbiór tekstów reżysera i współzałożyciela Teatru Węgajty – Wacława Sobaszka to subtelna, wielowątkowa, intymna opowieść o tej instytucji i jego twórcy. Praca nad książką trwała kilka lat. Stanowi cenny zapis rozważań autora na temat codziennego życia na warmińskiej wsi i podejmowanych działań teatralnych. Wszystko zaczęło się od interdyscyplinarnej Placówki Twórczo-Badawczej „Pracownia” w Olsztynie, następnie autor opisuje utworzenie Teatru Wiejskiego Węgajty, jego przeobrażenia i dokonania. To opowieść o tym, co budowało go przez 38 lat życia – codzienne obserwacje, przemyślenia, wiersze, radości, smutki i zdziwienia. To ciekawy sposób na opowieść o tym, jak powstawał Teatr Węgajty z perspektywy jego założyciela. „Dziennik” zawiera grafiki Anny Drońskiej, olsztyńskiej artystki oraz archiwalne fotografie z komentarzami artysty. Wacław Sobaszek, „Spiski życiowe. Dziennik węgajcki 1982–2020”, Wyd. Stowarzyszenie Węgajty.

KLUCZ DO ODKUPIENIA

Syn Marcina Kani, żyjącego z tantiemów byłego muzyka, twórcy jednego z największych polskich hitów, pewnego dnia znika bez śladu. Kania wie, że poprzedniego wieczoru widział się z synem, jednak prawie nic z tego spotkania nie pamięta. Kania, alkoholik leczący się z choroby w ośrodku, ,Jutro”, wyrusza w szaleńczą podróż w poszukiwaniu syna. Ta odyseja po mieście, w którym każde z miejsc ma swoja brudną tajemnicę, popchnie go w najmroczniejsze rejony ludzkiego psyche, naprowadzi na trop największej w polskich dziejach afery reprywatyzacyjnej oraz skonfrontuje ze złem, które wyrządził swojej rodzinie. Klucz do odkupienia i odnalezienia syna tkwi w jego wyniszczonym przez alkohol umyśle. Jakub Żulczyk, pisarz związany z Warmią, połączył antykryminał i dramat psychologiczny, od którego trudno się oderwać. Jakub Żulczyk, „Informacja zwrotna”, Wydawnictwo: Świat Książki

DUCH PIĘKNEJ EPOKI

Neogotyckie, secesyjne i modernistyczne budowle, zespoły koszarowe czy układ urbanistyczny nowych dzielnic. Wszystko to powstało w Olsztynie w czasie określanym mianem belle époque trwającym od zakończenia wojny prusko-francuskiej (1871) do wybuchu I wojny św. (1914). „Piękne czasy” przyniosły rozwój miasta w niespotykanym wcześniej wymiarze. Materialne pamiątki tego czasu zachowane w tkance miejskiej łączy sekwencja zdarzeń, od doprowadzenia kolei (1872), do ulokowania siedziby rejencji (1905). Kolejny „szlak wędrowny” z serii bogato ilustrowanych przewodników składa się z siedmiu spacerów, z których każdy można potraktować jako oddzielną wyprawę śladami historycznych wydarzeń i upamiętniających je obiektów. – Chcę przywołać resztki ducha la belle époque – końca XIX w., której obca była nienawiść narodowa i zakłamanie – mówi autor. Wojciech Kujawski, „Olsztyn. Belle epoque”, Wyd. QMK

WINA I LOGIKA

Książka satyryka Krzysztofa Daukszewicza to polska rzeczywistość podpatrzona i celnie skomentowana przez smakoszy niewyszukanych win. Czasem złośliwie, czasem dobrodusznie, ale zawsze dowcipnie i szczerze. Autor pokazuje absurdy polskiej rzeczywistości, głównie politycznej. „Winę Tuska”, która wyziera z każdego zakątka naszej rzeczywistości i logikę białoruską jako myślenie zaskakujące. Przykład? Odpowiedź prezydenta Łukaszenki na pytanie, co zamierza zrobić z głodującym opozycjonistą: „Białoruś jest wolnym krajem, gdzie nikt nikogo nie zmusza do jedzenia”. Daukszewicz dowodzi istnienie logiki białoruskiej i u nas, cytując senatora w sprawie łysych opon w limuzynie prezydenta Dudy: „w sposób niewłaściwy były prowadzone sprawy zarządzania flotą samochodową w latach, w których Prawo i Sprawiedliwość nie było u władzy”. Krzysztof Daukszewicz, „Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska”, Wyd. Prószyński Media



KULTURALNIE I ZDROWO

FESTIWAL POZYTYWNYCH WIBRACJI TO MIEJSCE W CZASIE I PRZESTRZENI, GDZIE SPOTYKAJĄ SIĘ LUDZIE O OTWARTYCH SERCACH I UMYSŁACH. WYBIERASZ SIĘ NA FESTIWAL WIBRACJE? Kaczmarzyk i dr Klaudia Krystecka. Warsztaty jogi, tańca i świadomego ruchu poprowadzi ogólnopolskiej sławy choreografka Iwona Olszkowska oraz Portugalczyk Cristiano Martins. Odbędą się pogadanki i warsztaty tantry prowadzone przez państwa Rzepeckich. O szamanizmie mówić będzie urodzony w środkowoazjatyckiej Chakasji Walery Topojew. Od 25 lat specjalizuje się w szamańskich technikach transowych. Odbędą się zajęcia o teoriach umysłu, samoświadomości. Rozmowy o ekologii poprowadzi Maciej Orłoś, a koncert na dwóch fortepianach (o dwóch różnych strojach) zagra Leszek Możdżer. – Zaplanowaliśmy ponad 100 wykładów, prelekcji, spotkań i warsztatów.

014

Poprzez udział w spotkaniach, warsztatach, wykładach i unikatowych koncertach uczestnicy festiwalu mają okazję do lepszego zrozumienia siebie i otaczającego świata – komentuje Łukasz Gołoś, organizator Festiwalu Wibracje. Przez lata impreza odbywała się nad warszawskim Zalewem Zegrzyńskim. W t ym ro k u je d n a k o rg a niz ato r z y postanowili przenieść ją na Mazury, do wsi Giże niedaleko Ełku. – Przez kilka miesięcy zjeździliśmy Polskę wzdłuż i wszerz, od morza po góry. Szukaliśmy nowego miejsca w którym festiwal mógłby się rozwijać. W dotychczasowej lokalizacji brakowało przestrzeni, ponieważ z roku nad rok rośnie liczba uczestników pragnących nas odwiedzić – opowiada Łukasz. – Jesienią pojechaliśmy obejrzeć teren niedaleko wsi Giże, ale nie spełniał naszych oczekiwań. Kilka dni później zadzwonił telefon. Okazało się, że właściciel tego terenu rozmawiał w lokalnym sklepie z człowiekiem, u którego byliśmy. Zaprosił nas do siebie. Była zima, ale oczami wyobraźni zobaczyliśmy, jak wyjątkowo to miejsce będzie wyglądało latem. To urokliwy teren usytuowany między polodowcowymi pagórkami, daleko od miejskiego zgiełku. I gdy teraz zro-

biło się zielono, tylko utwierdziliśmy się w przekonaniu, że to nowy dom Wibracji. Wielohektarowy teren pozwala na zbudowanie pełnej, wygodnej festiwalowej infrastruktury. A bliskość natury wp rowa dz a sie la n kową atm os fe rę i sprzyja relaksowi. Poza dwoma scenami i namiotami, w których odbywać będą się wykłady, na mapie festiwalu znajdują się również strefy: targowa, gastronomiczna, relaksu, rękodzieło, dla ciała, przestrzeń dla najmłodszych, pole namiotowe. Festiwal Wibracje to unikatowe w skali europejskiej wydarzenie, którego osią programową są wykłady oraz warsztaty dotyczące szeroko rozumianego zdrowia ciała i umysłu. O naszych pierwotnych umysłach i zarządzaniu emocjami opowie profesor neurodydaktyki Marek

Jestem przekonana, że każdy, kto chce żyć świadomie, znajdzie coś dla siebie – dodaje Magda Ballada, współorganizatorka Wibracji. – Od naturalnego rolnictwa, ziołolecznictwa i medycyny naturalnej przez astronomię, ekologiczne budownictwo, ciekawe odkrycia naukowe i wynalazki, po tantrę, jogę i wszystko co usprawnia przepływ energii, pomaga w rozwoju osobistym i poprawia komfort życia w zgodzie z naturą. Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: Andriej Szypilow, Kaja Kwaśniewska, arch. Festiwal Wibracje

Festiwal Wibracje, 21–25 lipca wibracje.com.pl



KULTURA

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY Obraz: ORF

WSCHÓD Z ALCHEMIKIEM

Medytacje, poranna yoga i muzyka. Wschód Piękna Festival VII stawia na muzyczne pokolenie walczące o przetrwanie w trudnych czasach, które reprezentuje Alchemik Big Band stworzony przez Grzecha Piotrowskiego. Będą również goście spoza Polski: Misha Piatigorsky (NYC) i Matheus Jardim (Brasil). Festiwal, 30 lipca-1 sierpnia, Beescamp Glamping Olsztyn i Skansen Olsztynek

REGGAE NA MOLO

ORF, 9–11 lipca Amfiteatr w Ostródzie.

Obraz: fb/WschódPięknaFstival

20. edycja Ostróda Reggae Festival nawiązuje do starej pieśni „I&I Survive”. Planowe są trzy sceny festiwalowe: Red Stage – główna scena w Amfiteatrze, Green Stage – scena sound system w sali kameralnej, Yellow stage – scena sound system na ostródzkim molo. Cały program to polscy artyści, choć planowana jest niespodzianka.

Obraz: fb/kult

NIE SZTUKA BYĆ WSZĘDZIE

KULTOWY ROCK

Legendarna grupa Kult gra już prawie 40 lat. Do tej pory nagrała 16 płyt długogrających, które zapewniły jej trwałe miejsce w historii polskiej muzyki rockowej. W Olsztynie przypomną m.in. swoje największe hity. Koncert 31 lipca, godz. 20 Amfiteatr im. Cz. Niemena w Olsztynie

CHOPIN BEZ NUT

Koncert 9 lipca, godz. 20, Amfiteatr im. Cz. Niemena w Olsztynie.

ASTRONOMIA POETY

OPONY I GRAFIKA Obraz: Honorata Karapuda

47. edycja Ogólnopolskiego Festiwalu Spotkania Zamkowe „Śpiewajmy Poezję” odbędzie się w ciągu jednego dnia koncertowego. Mela Koteluk wystąpi z zespołem Kwadrofonik i zaprezentuje program z ostatniej płyty „Astronomia Poety. Baczyński”. Koncert 26 czerwca, godz. 20.30 Amfiteatr im Cz. Niemena

016

Obraz: wikipedia

Znakomity pianista, kompozytor i aranżer Marcin Masecki zaprezentuje kompozycje najwybitniejszego polskiego pianisty. Nauczył się nokturnów Chopina bez użycia nut – ze słuchu. Daje to inny rodzaj odbioru, daleki od wierności oryginałowi.

Wystawa „Gdzie odlatują łabędzie z opon” jest próbą przyjrzenia się rzeczy zwyczajnej, a jednocześnie genialnej. W mieście znanym z fabryki Michelin zobaczymy prace artystów, którzy opony użyli jako tworzywa lub uczynili z niej temat swojego działa. W małej sali grafiki p.t. „Uważniej” zaprezentuje Maja Baranowska. Wernisaż 17 czerwca, BWA Olsztyn

Wystawa multimedialna „Human Condition” w przestrzeni Parku Centralnego w Olsztynie zaprezentuje na ekranach wielkoformatowych wybrane dzieła Zdzisława Beksińskiego. Z pomocą wirtualnej rzeczywistości VR można będzie „wejść” do wnętrza obrazów. Zobaczymy też fotografie, grafiki i video z prywatnych archiwów artysty. Wystawa 22 lipca-22 sierpnia, Budynek Zajezdni Trolejbusowej i Budynek Tartaku Raphaelsohnów w Olsztynie

Obraz: BWA

Obraz: wikipedia

OBRAZY OD WNĘTRZA



POZA GALERIĄ

POZA GALERIĄ MIĘDZY PRACOWNIĄ A WERNISAŻEM

Artystów prezentuje:

Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie CDEF specjalizuje się we wspieraniu przedsiębiorstw i instytucji w procesie ubiegania się o zewnętrzne źródła finansowania inwestycji, a także świadczy pełny zakres usług finansowo-księgowych dla firm. www.cdef.pl

W RAMACH DUSZY NAJPIERW BYŁO SŁOWO, A POTEM NARODZIŁ SIĘ OBRAZ. NA TYLE DOBRY, ABY ZWIĄZAĆ Z NIM SWOJE ŻYCIE. ZAMIAST DOPRACOWYWAĆ ROZPOZNAWALNY STYL, WOLI ZASKAKIWAĆ. JEDYNĄ STAŁA RZECZĄ TWÓRCZOŚCI EDY YUKOV JEST ZMIANA.

018

W jej pracowni w sercu Olsztyna, obok sztalugi stoi wielkie lustro. Czasem zerka na ułożenie swojego ciała, tworząc postacie na wielkich płótnach. Inspiracją są dla niej elementy codzienności: spotkania z przyjaciółmi, kadr z „Matrixa”, graffiti na ulicy, fragment „Alicji w krainie czarów”, albo słowa przychodzące podczas medytacji. Tematy pojawiają się nagle i zostają w twórczości Edy dopóki nie wyciśnie z nich całej esencji. Cykle kończą wernisaże – ma na koncie kilkanaście wystaw indywidualnych i kilkadziesiąt zbiorowych. – Przed każdą wystawą do ostatniej chwili intensywnie pracuję, aby wyczerpać cykl, bo wiem, że więcej do niego nie wrócę – tłumaczy Eda Yukov. – To jak zamknięcie drzwi. Potem chwila odpoczynku i otwieram nowe, prowadzące do zupełnie innego świata. Dlatego trudno mówić o jednym rozpoznawalnym stylu Edy, która swój talent malarski odkryła podczas studiów polonistyki. Przez lata doprowadziła warsztat do mistrzostwa i podróżuje poprzez sztukę w czasie i przestrzeni. Cykl „What do you really want?” połączył inspiracje street artem i dziełami starych mistrzów, a ascetyczne obrazy „medytacyjne” z symbolem słońca niosą zakodowane intencje. Te ostatnie trafią do hotelu w Ostródzie. Eda współpracuje z projek-

tantami wnętrz, olsztyńską Galerią Sztuki Ewy Czułowskiej, czasem maluje na zamówienie – jak obraz w stylu twórczości Jean-Michela Basquiata o który poprosił ją znajomy. – Aby stworzyć dzieło z taką dawką ekspresji, potrzeba konkretnych emocji – tłumaczy Eda. – Po kilku nieudanych próbach włączyłam energetyczną muzykę Rage Against the Machine i poczułam flow. Moje prace to zapis chwili, a ja jestem niczym filtr, który bodźce z zewnątrz przepuszcza przez ciało i duszę. Tekst: Beata Waś, Obraz: Michał Bartoszewicz, archwium artysty

Eda Yukov (Edyta Jurkowska) – ur. w 1976 roku w Olsztynie, w 2008 roku obroniła dyplom na Wydziale Artystycznym UWM. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem i małymi formami rzeźbiarskimi. Otrzymała m.in. stypendium artystyczne Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego, nagrodę „Talent Roku 2010”. Jej prace znajdują się w kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą.


POZA GALERIĄ

019


JOLANTA

FAJKOWSKA


POSTAĆ

PO DRUGIEJ STRONIE WYWIADU JEŚLI PRZEZ DWIE DEKADY WIDUJEMY NAJPOPULARNIEJSZĄ PREZENTERKĘ TELEWIZYJNĄ NIEMAL CODZIENNIE, TO CZY TO OZNACZA, ŻE ZNAMY SIĘ JUŻ CAŁKIEM NIEŹLE? PO SETKACH PRZEPROWADZONYCH WYWIADÓW JOLANTA FAJKOWSKA ZAMIENIA SIĘ Z NAMI MIEJSCAMI. BĘDZIE RODZINNY OLSZTYN, TANIEC Z GWIAZDAMI, A RACZEJ Z GWIAZDĄ, SAMOCHÓD Z ALKOHOLEM, NIECHCIANY EPIZOD FILMOWY, A W TLE JAZZ. Z MEG RYAN DOSTAŁA KIEDYŚ CZTERY MINUTY NA PRZEPROWADZENIE WYWIADU. NAM ZESZŁO GODZINA I CZTERDZIEŚCI CZTERY. MADE IN: Zwykle to pani zadaje pytania… Jolanta Fajkowska: Oczywiście wolę pytać niż odpowiadać, bo wiele rzeczy chcę zachować dla siebie, ale od jakiegoś czasu dziennikarze też są osobami, z którymi przeprowadza się wywiady, więc jestem przygotowana na wszelkie sytuacje. A z własnego wywiadu była pani kiedyś niezadowolona? Raczej nie, bo mimo wszystko każde spotkanie, nawet gdyby było nieudane z mojej strony, jest ciekawe. Wydaje mi się, że pamiętam wszystkie wywiady, które przeprowadziłam. Kiedy przyszedł czas nagrywania wywiadów, a nie przeprowadzania na żywo, można było na etapie montażu ukryć jakieś potknięcia, ale nie wstydzę się żadnego z nich. Absolutnie. Czy spotkanie z gwiazdą światowego formatu poprzedza u pani stres dopingujący, czy ten destrukcyjny? Była ich cała plejada, od Stinga, przez Woody Allena, po Anthony Hopkinsa. A propos – ostatnio widziałam zdjęcia jak Hopkins tańczy z Salmą Hayek i pomyślałam sobie: facet chyba lubi tańczyć, bo ze mną też tańczył. Gdzie taka okazja się trafiła? To było w Paryżu po promocji filmu „Hannibal”. I nie bała się go pani po tej roli dr Lectera? To uroczy człowiek. Szczery, autentyczny i serdeczny. I proszę sobie wyobrazić, że podczas spotkania powiedział, że marzy, by ze mną zatańczyć. Sporo kiedyś jeździłam po świecie na wywiady promocyjne przy okazji premier filmowych. Spotkanie z Hopkinsem było w hotelu przy Champs Élysées. Ale wracając do pytania głównego. Z tym stresem było bardzo różnie, bo i sytuacje bywały skrajnie różne. Np. na spotkanie z Meg Ryan u szczytu jej popularności poleciałam do Los Angeles. Wiedziałam, że będę mogła rozmawiać z nią 15 minut. Ostatecznie zakomunikowano mi, że będę miała do dyspozycji cztery minuty. I wtedy to jest destrukcja. Jeśli przygotowujesz się do wywiadu i masz wyobrażenie co do jego scenariusza, a dostajesz informację o czterech minutach, czyli zadaniu może czterech znaczących pytań, scenariusz należy wywrócić do góry nogami. Pamiętam, że chyba sama aktorka zorientowała się, że postawiono mnie w trudnej sytuacji i pomogła mi zwięzłymi wypowiedziami, a nawet przedłużyła spotkanie do pięciu minut. Ale bywało i odwrotnie. Na wywiad z Georgem Clooneyem szłam na siedmiominutowe spotkanie, a przeciągnęło się do trzynastu.

Ktoś komuś wpadł w oko… Okazało się, że oboje zachwycamy się twórczością Stanisława Lema, którego ja miałam okazję poznać. I to sprawiło, że od razu poczuliśmy jakąś więź. To był jeden z tych momentów, kiedy uświadamiasz sobie jak warto jest podkreślać swoją polskość i swoje pochodzenie. Swoją drogą Clooney robi ogromne wrażenie i raczej ma świadomość, jak działa na kobiety. Odmówiono pani kiedyś autografu? Nie, tego formatu postacie były i chyba dalej są na to przygotowane. Mówię chyba, bo nie wiem jak to jest w dzisiejszych czasach, kiedy z podpisu, za pomocą technologii cyfrowej, można zrobić użytek do fałszerstw. Jedno z piękniejszych spotkań, po których został mi autograf, było z Joe Cockerem. Poleciałam na wywiad z nim na koncert do Monachium. Rozmowa przeciągnęła się do kawy, potem lunchu – przepiękne spotkanie z autentyczną relacją, bo to był niezwykły człowiek. Poruszyliśmy sporo polskich wątków, bo jego żona miała nasze korzenie. I pokłosiem tego spotkania było potem dość humorystyczne zdarzenie. Otóż po niedługim czasie Cocker przyleciał na koncert do Polski. Zadzwonił do mnie jego manager z zaproszeniem na koncert i na spotkanie po. Niestety, nie mogłam być na wydarzeniu, o czym zdaje się artyście nie zakomunikowano. No i potem – to znam już z przekazu – podczas bankietu ktoś zakomunikował mu: „Jolanta idzie”. Ucieszył się, a tu pojawia się… Jolanta Kwaśniewska, wówczas pierwsza dama. Gdyby znał na pamięć „Seksmisję” Machulskiego, pewnie zacytowałby słynne: „zastałem Jolkę?” (śmiech) A wie pan, że do mnie nikt „Jolka” nie mówi? Bo z telewizji utrwaliła się Jolanta Fajkowska. Podpytałem o autografy, bo wiem, że zbiera je pani. Czyj chciałaby pani mieć z tych nieżyjących postaci? Rozmawiałam kiedyś z Milesem Davisem podczas jego pobytu na Jazz Jamboree w Sali Kongresowej. To było krótkie spotkanie, na którym nie poprosiłam go o autograf. Niestety, drugiej okazji już nie było. Jaką wartość ma dla pani autograf? Zwykle odkładamy je do szuflady i pewnie znaczą potem tyle samo co wspomnienie ze spotkania. Tyle że nie można porównywać autografu otrzymanego gdzieś po koncercie w tłumie, do autografu, który jest pamiątką po pięknym indywidualnym spotkaniu, podpisie zostawionym na płycie czy książce. Pamiętam spotkanie z Richardem Gere

021


POSTAĆ

na które wzięłam książkę Dalajlamy z jego autografem, bo też miałam okazję go spotkać. Wiedziałam, że Gere jest zafascynowany postacią Dalajlamy, sam jest buddystą, więc kiedy po spotkaniu do kompletu na książce dopisuje mi się Richard Gere, to jest to dla mnie ta inna wartość. Pani też narozdawała się autografów. I to jest bardzo miłe. Kiedyś wysyłało się listy do redakcji z prośbą o autograf. Dzisiaj z kolei zdarzają się maile, by wysłać autograf przez internet. Albo kiedy wysyłają prośbę o autograf do mojej córki, to pytają ją czy matka też mogłaby swój dopisać. No, Torbicka i Fajkowska to były dwa nazwiska, które robiły wtedy furorę. Jak to jest dzisiaj z rozpoznawalnością na ulicy? Nie oszukujmy się, nie jestem gwiazdą dla dwudziestolatków, co jest naturalne, bo oni żyją innymi postaciami. Druga sprawa, od kiedy mieszkam na wsi pod Warszawą i wszyscy spotykamy się w tym samym sklepie, to i wszyscy jednakowo się znamy. W takiej społeczności są już inne relacje, więc nieważne, czy jesteś kimś znanym, czy zupełnie nieznanym. A propos młodych – prowadziła pani zajęcia na Uniwersytecie Warszawskim ze studentami dziennikarstwa. Na ile daje się zaszczepiać studentom to solidne dziennikarskie rzemiosło, które w świecie blogów i youtube’a lekko się rozmyło? To było bardzo ciekawe doświadczenie zawodowe. Z jednej strony celem niektórych było wyłącznie zostanie gwiazdą TV, najlepiej na wczoraj, ale miałam też przykłady studentek poważnie podchodzących do pracy dziennikarza i dzisiaj

022

z sukcesami pracują w mediach. Przeżywałam ich debiuty na ekranach, bo to był też test dla nauczyciela. Swoją drogą, ja uczyłam się przy nich nowego spojrzenia na media. Myślała pani o swoim kanale na youtube? Myśleć to jedno, ale wyobrażenie, że muszę to robić regularnie, a najlepiej codziennie – zwyczajnie już mi się nie chce. Mam piękny ogród za oknem, który pielęgnuję, mam ochotę podziwiać niebo z tarasu, więc chyba nie mam już też i potrzeby zaangażowania się w taką aktywność. Poza tym nie mam też w sobie takiej bezczelności, że każde moje słowo jest tak istotne, iż natychmiast muszę się nim dzielić z internautami. A ma swoich ulubionych youtuberów? Nie subskrybuję kanałów, ale jak trafię na coś ciekawego, to oczywiście oglądam, np. „Raport o stanie świata” Dariusz Rosiaka. Uważam, że za mało jest dobrej wiedzy o tym, co się dzieje poza Polską, bo skupiamy się na wewnętrznych przepychankach. Zapytam teraz członkinię Komisji Języka w Mediach przy Radzie Języka Polskiego PAN: trafia do pani język sieci? Dzisiaj nie ma chyba dla języka mediów cyfrowych czegoś, co można określić mianem etyki słowa. Oczywiście nie można tolerować wszystkiego, bo jeśli nie będzie tego sprzeciwu to za chwilę naprawdę cały język z sieci zaakceptujemy. Nasza komisja jest lekko konserwatywnym ciałem, zdaje sobie sprawę, jak język szybko się zmienia, ale też musi podkreślać jego ponadczasowość.


POSTAĆ

A może za 20 lat nie będzie dziennikarzy piszących tylko aplikacje, sztuczna inteligencja i boty. Pewnie tradycyjne media stanowić będą niszę, choć ani kino nie upadło wraz z telewizorem, ani gazety wraz z internetem. Tradycyjne dziennikarstwo zostanie dla wybrańców, bo niestety dominuje kultura obrazkowa. Słowo pisane przegrywa, cofamy się do komunikacji jak z czasów hieroglifów. Dlatego będą powstawały nowe rodzaje mediów i pewnie sztuczna inteligencja zawładnie nami, a my, starsza generacja, będziemy żyć w jakiś niszach i tworzyć podziemie. Gdyby dziennikarstwo nie pojawiło się na drodze, kim zawodowo mogłaby być dzisiaj Jolanta Fajkowska? Uwielbiałam chemię i byłam z niej bardzo dobra. Nawet myślałam o studiach na politechnice. Ale szczerze mówiąc, mnie zbyt dużo rzeczy interesowało, więc nie wiedziałam, co chcę robić w życiu. Dlatego wydawało mi się, że studia humanistyczne pozwolą mi na wiele rzeczy. Poszła pani na historię sztuki i slawistykę. To jakby kontynuacja nurtu taty – badacza kultur, ruchów ludowych, historyka. Nazwałam te studia jako dla panienek z dobrych domów. (śmiech) Historia sztuki – czyż nie piękne? Człowiek zna języki, poznaje inne kultury. Niby nic z tego nie wynika, ale daje szerokie spojrzenie na świat i wiedzę o nim. A dziennikarstwo po prostu wyszło przypadkiem. Karmiąc dziecko przy piersi słuchałam radia, kiedy ogłaszali konkurs na spikerów. Zgłosiłam się, przeszłam trzy etapy i znalazłam się w finałowej dziesiątce. I tak zaczęłam pracę w Polskim

Radiu, konkretnie w Trójce, bo była najbliżej domu, a wtedy wszystko ustawiałam pod małą córkę. Któregoś dnia Wojtek Reszczyński, z którym zmienialiśmy się na wieczornych dyżurach, zagadnął: słuchaj, powstaje nowy program w telewizji Teleexpress, potrzeba świeżych twarzy – może byś przyszła. Przyszłam, a drugiego dnia weszłam na antenę. Wszystko to wyszło jakoś spontanicznie, bez planowania. Może dlatego, że po studiach zmieniałam pracę wręcz co pół roku, byłam i w Polskiej Akademii Nauk, i w pracowni konserwacji zabytków. Szukałam tego, co powinnam zrobić przed studiami: co mnie interesuje. A czy panienka z dobrego domu wychowywana była wedle starych zasad kultury? Nie grało się u nas na fortepianie, tego mi najbardziej brakowało. A moim marzeniem zawsze było grać na fortepianie. Gra pani na jakim instrumencie? Nie. Chyba nie mam słuchu. Nie odtworzę zasłyszanej muzyki. Próbowałam się uczyć grać na gitarze, ale powiedziano mi, że mam za małe ręce. A może to było zgrabnie zasugerowane, że nie mam talentu? Zawsze zachwycało mnie, kiedy ktoś grał na instrumencie. To wyższy stropień wtajemniczenia w sztukę. Więc kiedy urodziła się córka, to wiedziałam, że będzie musiała nauczyć się grać na fortepianie, choćby nie wiem co. Gra? Gra. Skończyła średnią szkołę muzyczną. Nie wiadomo kiedy, ale to zawsze się przydaje w życiu. Jej się przydało.

023


POSTAĆ

A propos córki (Maria Niklińska – red.), aktorki i piosenkarki. Jest tak nasycona genem sztuki, że w zasadzie była skazana na podobny zawód? Jej dziadek, czyli pani tata, to zasłużony działacz kultury, ale doczytałem, że i pani dziadek podbił świat – grał w Stanach Zjednoczonych na trąbce. Pewnie coś w tym jest, że talenty w jakimś stopniu się dziedziczy. Do tego wychowywała się wśród ludzi, z którymi ja miałam kontakt zawodowy, czyli znanych artystów, filmowców. Dostała się do szkoły teatralnej, została skazana na życie ze sztuką i jest z tego dumna. A wracając do mojego dziadka – mój mąż Krzysztof Karpiński, który napisał książkę o przedwojennym jazzie, umieścił w niej zdjęcie pradziadka Marysi. Ta historia jest przepiękna. Rodzina mojej mamy pochodzi z Podlasia, gdzie przed wojną było biednie. Sporo ludzi wyjeżdżało do Stanów za pracą, albo by zostać na stałe. Dziadek pojechał do siostry, która już była w Stanach. Chciał zarobić na gospodarstwo. Początkowo pracował w rzeźni, a że miał talent muzyczny, wieczorami chodził do klubu, w którym grał na trąbce. Szybko nauczył się angielskiego, rzucił pracę w rzeźni i znalazł swoje miejsce w klubie jazzowym. Zaczął żyć z muzyki. Chciał ściągnąć żonę, czyli moją babcię. Kiedy nie zgodziła się, wrócił na Podlasie. Z opowieści wiem, że siadał na ganku swojego przepięknego domu i grał na trąbce tak, że dźwięk niósł się po polach. Taka filmowa scena. Jak opowiadał mi mąż, to było typowe dla jazzmanów tamtego czasu. Gdyby pozostał w tych klubach muzycznych, pewnie zostałby klasycznym muzykiem jazzowym. Jazzmani to byli wtedy ludzie bez wykształcenia muzycznego. Po prostu czuli muzykę, do której mieli talent.

024

Pani całe życie jest przy jazzie, swoją drogą pani książka z wywiadami z wybitnymi polskimi jazzmanami („Muzyka z profilu i en face” – red.) jest nie do zdobycia. Mąż – wybitny znawca i badacz przedwojennego jazzu, autor książek, m.in. o historii Mietka Kosza. To jazz was skojarzył? Kiedy zaczęliśmy analizować, to myśmy przewijali się w tych samych miejscach przez wiele lat, ale mijając się. Bo kiedy dwie osoby lubią jazz, to prędzej czy później są na tych samych koncertach. Ale połączyła nas zupełnie inna sytuacja – wydarzenie na które zresztą nie bardzo chciało mi się pojechać. Była okropna śnieżyca, ja zaszyta na mojej wsi. A tu szykuje się premiera książki Jana Nowickiego. Postanowiłam w ostatniej chwili: pojadę, bo uwielbiam Janka. Z kolei mój obecny mąż też dostał zaproszenie, tyle że był na jakimś zjeździe sędziów i prawników. By dotrzeć na spotkanie, urwał się wcześniej. I tam się poznaliśmy. Więc czasem warto wybierać się na wydarzenia, by poznać właściwych ludzi. A wracając do mojej książki – tak, o dziwo sprzedała się w całości. Dlaczego o dziwo? To 20 wywiadów z wybitnymi postaciami polskiego jazzu. Mimo wszystko jazz jest niszową muzyką, dla koneserów. Choć z drugiej strony przedstawiłam poprzez te wywiady ludzką twarz jazzu, sporo anegdot, by nie była to książka zbytnio przeintelektualizowana. Bo też nie chodzi o to, by utrudniać odbiór takiej muzyki. Czego pani słucha w samochodzie? Nie słucham muzyki. Auto jest moim drugim biurem, więc załatwiam dużo telefonicznych spraw, by potem więcej mieć spokoju w domu.

A propos samochodu i domu – wyczytałem barwną historię, że ukradli pani auto, w którym bagażnik wypełniony był alkoholem. To prawda. Wiozłam alkohol dla majstrów, którzy postawili wiechę na dachu mojego domu. Miało być też tradycyjne opicie budowy. Powiadomiłam ich, że nie dojadę, bo ukradli mi auto, ale początkowo chyba nie dali mi wiary. Umówiłam się z nimi na drugi dzień i kiedy zobaczyli, że podjeżdżam innym autem, już uwierzyli. To było ponad 20 lat temu. Ukradli mi Renault Megane. Podejrzewałam czy to „przypadkiem” nie stało się po wizycie na przeglądzie w warsztacie kilka dni wcześniej. Auto miałam w perfekcyjnym stanie, niespełna dwuletnie. Kolekcjonuje pani w domu srebrne szczypce do kostek cukru. Z jakiegoś powodu? Zawsze interesował mnie okres międzywojenny, przedmioty z tamtego czasu, zwłaszcza srebrne i posrebrzane pochodzące z polskich fabryk. Kupowałam katalogi tych firm, uczyłam się ich znaków, a potem zaczęłam szukać na aukcjach drobiazgów. Szczypce były stosunkowo tanim przedmiotem, więc było mnie stać na ich kolekcjonowanie. I tak skupowałam, aż zebrałam bodaj wszystkie, jakie wyszły w Polsce w tamtym czasie – około 50 i żadne się nie powtarzają. Wróćmy jeszcze tego rodzinnego domu – żyliście w atmosferze przesyconej sztuką i duchem kultury? Tata był dyrektorem Muzeum Warmii i Mazur, zresztą przejął funkcję po Hieronimie Skurpskim. I już w 1960 dostał tytuł „Zasłużony dla Warmii i Mazur”. Pan Hieronim był stałym gościem w naszym domu, mam zdjęcia z nim, mam jego obraz, który wisi w salonie. A w muzeum bywałam u taty regularnie. Ślizgałam się po korytarzach w filcowych kapciach. To była przednia zabawa. W naszym domu było dużo rozmów o historii Polski i regionu. Przez osmozę nasiąka się zainteresowaniami. Mama była bibliotekarką, chodziłam z nią na zakupy książek do szkolnej biblioteki. Dlatego ja na prezenty najczęściej kupuję książki. Mieszkaliście w Olsztynie w kamienicy przy ul. Mazurskiej. Mazurska 8. Na dole był Polmozbyt. Kiedy ostatnio byłam, niewiele się zmieniło. To tam spaliła się wam choinka w święta? To ja aż takie szczegóły gdzieś opowiadałam? Tak, to były czasy, kiedy na choinkach zapalało się jeszcze prawdziwe świeczki. I to zdarzenie tak utkwiło mi w pamięci. Mam tę scenę przed oczami, kiedy teraz o niej opowiadam: dzieci wygoniono z pokoju, a mój chrzestny zarzuca koc na choinkę. A skąd Kętrzyn w pani miejscu narodzin? Urodziłam się tam, choć nigdy nie mieszkaliśmy w Kętrzynie. Rodzice mieszkali wtedy w Bartoszycach, ale kiedy miałam przyjść na świat, mama pojechała do swojej starszej siostry właśnie do Kętrzyna. Czuła się bezpieczniej w otoczeniu rodziny. Tata pożyczył od kogoś samochód, była śnieżyca, wpadli po drodze do rowu, zakopali się, ktoś ich wyciągał. Ponoć dramatyczne okoliczności poprzedzały moje narodziny. Potem rodzice z Bartoszyc przeprowadzili się do Olsztyna. Jak dzisiaj traktuje pani Olsztyn, w którym dorastała? Ma dla mnie wielką wartość sentymentalną i emocjonalną. To naturalne w człowieku, że szuka swoich miejsc i korzeni.


POSTAĆ

SWOJE STUDIA NAZWAŁAM JAKO TE DLA PANIENEK Z DOBRYCH DOMÓW. HISTORIA SZTUKI – CZYŻ NIE PIĘKNE? CZŁOWIEK ZNA JĘZYKI, POZNAJE INNE KULTURY. NIBY NIC Z TEGO NIE WYNIKA, ALE DAJE SZEROKIE SPOJRZENIE NA ŚWIAT I WIEDZĘ O NIM. A DZIENNIKARSTWO PO PROSTU WYSZŁO PRZYPADKIEM – KARMIĄC PRZY PIERSI CÓRKĘ, OGŁASZALI W RADIO KONKURS NA SPIKERÓW.

025


Bardzo mi się podoba, kiedy rodziny tworzą swoje drzewa genealogiczne, trzymają dokumenty rodzinne. Ja zachowuję wszystko, trzymam nawet wszystkie swoje świadectwa szkolne.

026

Była pani pilną uczennicą? Oczywiście! Jola zawsze najładniej pisała, a wizytatorom pokazywano moje zeszyty. Miałam tarczę „wzorowy uczeń”. A po przeprowadzce do szkoły w Warszawie, wyższym stopniem od „wzorowego ucznia” była odznaka Sándora Petőfiego, naszego patrona. Nosiła go jedna osoba z klasy. I ją też miałam. Gdy się urodziłam, moja mama zrezygnowała z pracy zawodowej i dokładała starań do mojego wychowania i edukacji. Więc wcześnie nauczyłam się czytać i pisać. Jak przychodziłam do szkoły, umiałam już wszystkie lekcje. Mimo że poszłam do podstawówki rok wcześniej, nauczyciele i tak się zastanawiali, czy nie przekierować mnie jeszcze o rok wyżej. Na szczęście zadziałał rozsądek i tak się nie stało. Ale pamiętam takie sytuacje, że nauczycielka z klasy obok zabierała mnie do dzieci z trzeciej klasy, bym im czytała. Pytanie dzisiaj: czy to było dobre dla emocji małego dziecka? Kto uczył panią języka angielskiego? Oczywiście dziadziuś. Bo doczytałem, że pani tata już w latach 50. uczył w szkole w Bartoszycach języka angielskiego. Tak, on sam się nauczył go na studiach historycznych w Toruniu. Podejrzewam, że ze względu na brak nauczycieli musiał uczyć kilku przedmiotów: historii, łaciny i wspomnianego angielskiego.

Poza Olsztynem, które to są dzisiaj pani miejsca na Warmii i Mazurach? W wakacje zawsze w tym samym terminie wypoczywam nad cichym jeziorem koło Nidzicy. Cenię sobie tam spokój, o który coraz trudniej w sezonie turystycznym. W ankiecie dla naszego magazynu, na pytanie: „najchętniej zagrałabym w reklamie…”, dopisała pani kiedyś: „…promującej Warmię i Mazury”. Można skomentować: piękna reklama pięknej krainy. Z córką możemy występować w roli ambasadorek regionu. Z tym, że Warmia powinna się promować oddzielnie, bo dla turystów Warmia i Mazury, to tylko Mazury. Wspominała pani o rozmowach z poprzednim dyrektorem naszego teatru o pomyśle na sztukę w której zagraliby znani dziennikarze pochodzący z Warmii i Mazur. A jest ich sporo! Tak, nieważne kto jaką opcję polityczną prezentuje, ale w imię szczytnych celów, np. dla hospicjum czy domu dziecka, można byłoby zaangażować się w taką pracę. Motyw przewodni sztuki był? Wcielić się w znaną bajkę, np. o królewnie i krasnoludkach. Chodziło o to, by dzieci przyciągnęły rodziców. Fajkowska byłaby królewną? Ona już raczej królową. To królewną córka – uroda idealna. Tylko, że Maria urodziła się Warszawie. Abstrahując od ról – powinno się tworzyć inicjatywy integracyjne, bo jesteśmy zbyt podzieleni. Zawsze dziennikarze mieli różne poglądy,


POSTAĆ

ale tak rozbici jeszcze nie byliśmy. Winię za to w dużej mierze media społecznościowe. Ludziom wydaje się, że w sieci można napisać już wszystko na wszystkich, że każdy może pełnić rolę dziennikarza i głosić własne tezy. Więc pomyślałam, że można zrobić coś, co by zaskoczyło – znane postacie dziennikarstwa w nietypowej roli. Połączyć się choćby dla szczytnej idei. Panią ciągnie w stronę gry aktorskiej. Mam nawet dość bogatą filmografię. Właśnie do tego nawiązuję – kilkanaście ról. Tyle, że gram zwykle jedną: dziennikarki i prezenterki. Widać taka rola jest pani rolą życia. Niestety moje sceny wycięto z filmu „Prime time”, który nawiązuje do słynnego incydentu z 1999 roku kiedy do telewizji wtargnął terrorysta, ekipę wziął za zakładników i żądał wejścia na żywo na antenę w czasie największej oglądalności. Byłam konsultantem tego filmu, wystylizowano mnie na lata 90., ale sceny ze mną ostatecznie nie weszły do filmu. Bardzo żałuję. A były i poważniejsze propozycje filmowe? Jedną musiałam odrzucić, bo w takiej produkcji nie chciałam zagrać. To film Marka Koterskiego o tytule, który mi na to nie pozwalał. Każdy się domyśli. Przyjaźnicie się z Bogumiłem Osińskim, szefem Warmińsko-Mazurskiego Funduszu Filmowego. Śledzi pani filmy tworzone przy wsparciu funduszu. Jak odbiera pani produkcje kręcone w rodzinnych stornach, bardziej emocjonalnie? Przede wszystkim cieszę się, że warmińsko-mazurski fundusz tak ekspansywnie działa i co film, to nagrody na festiwalach. Można powiedzieć, że reżyser Piotr Domalewski stał się wizytówką Olsztyna. Doceniam to kino, bo porusza ważne społecznie tematy, choć na pewno nie są to filmy, przy których się odpoczywa. A z Bogusiem nie wykluczamy dalszej współpracy, bo są plany związane i z filmem, i z Mazurami. Uczestniczyła pani już w Forum Kultury w Olsztynie. Jesienią znów zagości pani na kolejnej edycji? Tym razem szykuje się jubileusz 90-lecia reżysera Janusza Majewskiego, też bliskiemu pani filmowcowi. To już 90-ka?! Z jego żoną (słynna fotografka i portrecistka Zofia Nasierowska – red.) miałyśmy bardzo bliskie relacje. Nie znałyśmy się jeszcze, a okazało się, że na moim pierwszym ślubie sesję fotograficzną robiła jej siostra Janina. Zosię i jej męża odwiedzałam w ich domu na Mazurach. Robiła piękne, tajemnicze, intymne portrety znanych osób, gwiazd, aktorek. Tyle razy się umawiałyśmy, by i mnie sfotografowała. Ciągle nie było czasu, ciągle były ważniejsze sprawy. Żałuję, bo dla mnie Zosia Nasierowska to postać ikoniczna. A propos ważnych kobiet, pani pali? Popalam. Liczyłem, że odpowie pani: tylko fajkę pokoju. Więc trzeba będzie to wyciąć. Oczywiście nawiązuję do pani autorskiego programu „Fajka pokoju”, który od lat prowadzi w Polsat Cafe i skupiony jest wokół tematu kobiety.

Od 2013 roku wyemitowaliśmy już 225 programów i wiernie trzymamy się formuły, że gośćmi są wyłącznie kobiety. Pokazujemy kobiece spojrzenie na ważne aspekty życia. Zapraszam do programu panie prezentujące profesjonalizm w każdej dziedzinie. Jak wygląda świat z ich punktu widzenia i wrażliwości. Uważam, że w czasach, kiedy coraz częściej widzimy transparenty z hasłami domagającymi się praw kobiet, takie dyskusje są o wiele bardziej interesujące i pożyteczne. Bo czasem się zastanawiam jakich praw ja czy np. moja sąsiadka nie mamy. Przecież mamy otwarte możliwości na wszystko. Chcę w programie pokazać, że znakomitych kobiet jest bardzo dużo, że mają wiele do powiedzenia, że zajmują ważne miejsca. Wszyscy przecież jesteśmy pracownikami, sportowcami, przedsiębiorcami, naukowcami, rodzicami. Różnica jest tylko w tym, że kobieta rodzi i karmi piersią dzieci. Faktycznie w tym okresie może być w pewnym sensie wykluczona z życia zawodowego. Jest trudniej, ale taka jest rola kobiety i nigdy nie będzie jej łatwiej. Mężczyźni dzieci nie urodzą. Angażuje się pani w sprawy kobiet, ale nie na barykadach. Uważam, że jest wiele trafniejszych form. Kiedy byłam rzecznikiem Europejskiej Unii Kobiet, wydałyśmy książkę „Kobiety niezapomniane”. Zaprosiłyśmy plejadę przeszło 40 najbardziej znanych dziennikarek, które wytypowały polskie kobiece symbole swojego życia. Te, które torowały drogi do sukcesów innych i łamały narzucone im zasady postępowania. Osiągały sukcesy, były wybitne w swoich dziedzinach. Przez każdą z tych sylwetek pokazywałyśmy, jak zmieniały epokę, w której żyły. Pani kogo opisała? Aktorkę Helenę Modrzejewską. Wyprzedzała epokę, a jej życiorys obfituje w dramatyczne i wzruszające momenty. Była supergwiazdą w Ameryce, a jednocześnie nie zapominała o swoich polskich korzeniach. Unia Kobiet miała też na celu zwiększenie aktywności kobiet w przestrzeni politycznej. Abstrahując od konsekwencji zawodowych, nigdy nie ciągnęło pani do polityki? Pani tata świetnie się w niej poruszał: był kilka kadencji posłem, wiceministrem, ambasadorem… Jestem polityczna jak każdy człowiek, bo mam swoje poglądy. Ale nie chcę się angażować politycznie, bo to utrudnia pracę dziennikarską. Byłam zapraszana do prowadzenia konwencji partii politycznych i musiałam stanowczo odmawiać. Do polityki trzeba mieć temperament działacza. Mój tata go miał. Poświęcał się do tego stopnia, że najczęściej nie było go w domu. Bo tu nie chodzi o urzędniczenie, a bycie z ludźmi i z ich sprawami. Ja też mam ostatnią sprawę na zakończenie: jak zapowiedziałaby pani wywiad ze sobą? Chyba nie pasuję do dzisiejszej ekspansywnej promocji siebie, a na pewno nie mam w sobie potrzeby błyszczenia za wszelką cenę. Debiutowałam w czasach, kiedy w mediach w cenie była wiedza, praca i wiarygodność. Tak zostałam ukształtowana przez rodziców i starszych kolegów z branży. I dobrze mi z tym. Chyba że widzowie telewizji i słuchacze radia zdecydują inaczej. Szanowni państwo, a może zmienić się? Siema, tu Jolka, czytajcie, lajkujcie i dajcie łapkę w górę. (śmiech) Rozmawiał: Rafał Radzymiński

Obraz: Justyna Radzymińska / Camera Work Studio

027


PRODUKTY

GALERIA HANDLOWA MADE IN STWORZONE NA WARMII I MAZURACH I FIRMOWANE PRZEZ LUDZI WARMII I MAZUR

BRUKOWIEC Brukowiec – ta mazurska odmiana piernika widnieje na liście Produktów Regionalnych i Tradycyjnych. Jego kluczowym składnikiem jest syrop buraczany, także wpisany na tę listę. Małe kawałeczki ciasta piernikowego nadziewa się powidłami śliwkowymi i lepi z nich kulki, a po upieczeniu powstaje nierówne ciasto przypominające formą bruk. Kiedyś pieczono go przed żniwami, wykopkami i zjadano w przerwach między pracą w polu, popijając mlekiem. Zachowuje smak i świeżość nawet przez dwa tygodnie. kawiarniamoja.pl

SPOTKANIE NA FALI Choć sezon plażowy w pełni, nie każdy lubi tłumy nad jeziorem. Luksusowa prywatna przestrzeń Solemarana pozwala cieszyć się intymnością wśród bliskich. Po kilku godzinach na tafli wody można go zacumować na przystani lub skryć się w szuwarach. Modny model Coco wyposażony w nowe akcesoria i wygodne schowki to komfortowy wypoczynek i miejsce spotkań wśród szumu fal. solemaran.pl

KORMORAN NA WSZYSTKIE OKAZJE Gorzka Pomarańcza to orzeźwiajacy i wysoce pijalny radler. Soczysty, ale i konkretnie nachmielony. Kormoran Radler Gorzka Pomarańcza jest produktem bezalkoholowym, w którym duża ilość naturalnego soku łączy się piwnymi cechami. Browarnicy z Kormorana nie dodają do radlera ani cukru, ani wzmacniaczy smaku. Natomiast odrobina himalajskiej soli podnosi jego pełnię i izotoniczne cechy. Tylko dobro i natura – jak na browar z Warmii i Mazur przystało. browarkormoran.pl 028

KRÓLEWSKIE POSIEDZENIE Zaawansowana technologia dotarła i do urządzeń, które służą najbardziej intymnym sprawom. Mowa o desce sedesowej renomowanego niemieckiego producenta Duravit. Model SensoWash Starck może sam się otwierać i zamykać, wyczuwając osobę przy sedesie. Można zaprogramować tryb mycia uwzględniający preferencje poszczególnych użytkowników (strumień, temperatura, suszenie), więc łączy też funkcję i sedesu, i bezobsługowego bidetu. Całość wykonana ze szkliwa antybakteryjnego, z funkcją podgrzewania i samoczyszczenia. ceramoteka.pl


PRODUKTY

SKRZYNIE Z KAWAŁKIEM REGIONU

SMACZNEGO ZA DWA DNI

Drewniana, ręcznie robiona skrzynka, a w niej prawdziwe skarby: wina, miody, praliny, świece, marynowane borowiki czy figurka Baby Pruskiej. W sklepie internetowym „Z tamtej strony jeziora” można znaleźć najlepsze, wyselekcjonowane lokalne produkty spożywcze, alkohol, kosmetyki i rękodzieło. Wypełniają dizajnerskie skrzynki prezentowe dedykowane na różne okazje i zasobność portfela. Paweł Dąbkowski, przez lata związany z branżą gastronomiczną, stworzył portal z nietuzinkową ofertą, prezentującą potencjał lokalnych producentów Warmii i Mazur.

Z tęsknoty za prawdziwym chlebem, sam zabrał się za wypiekanie go dla dzieciaków. A kiedy zgłosił się na konkurs i ograł wszystkich swoim „Sycylijczykiem” z oliwkami, sam zrobił sobie przepustkę do otwarcia piekarni. BoChenek robi tradycyjnym rzemiosłem chleby, bajgle, bułeczki na zakwasie. Warto zamówić je dwa dni wcześniej, bo chętnych nie brakuje, a zdolności manufaktury są ograniczone. Dowiezione na miejsce, kradną serca od pierwszego kęsa.

ztamtejstronyjeziora.pl

ChenekBo.pl

CHCĘ Z TOBĄ CHODZIĆ Co prawda wystaje z niej nasz magazyn, ale to tylko obrazek z fragmentem okładki symbolizującej Warmię i Mazury. Dla naszych prenumeratorów zaprojektowaliśmy i wyprodukowaliśmy eko torby. Mieści się w nich kilka prawdziwych magazynów MADE IN i trochę zakupów. Sprawdziliśmy. Torbę wysyłamy wraz z prenumeratą. Szczegóły na madeinwm.pl i na dalszych stronach. madeinwm.pl 029

ZA ZDROWIE, NIE TYLKO KOPERNIKA Mikołaj Kopernik nie tylko patrzył w niebo, ale też i leczył. Z jego licznych poradników lekarskich pozostało kilka oryginalnych receptur, w tym słynny sublimat winny, którego – jak pisał - „używajcie wygodnie i niewstrzemięźliwie”. Miody Mazurskie, we współpracy z Powiatem Olsztyńskim, odtworzyły pradawną recepturę na bazie szafranu, przypraw korzennych, fig i miodu pitnego. Sublimat Winny Mikołaja Kopernika, bo tak nazywa się trunek, to też pamiątka promująca Szlak Świętej Warmii.


GODNE UWAGI

DOBRE MIEJSCA MADE IN ODWIEDZAMY, POZNAJEMY, POLECAMY

DUSZA WŚRÓD DRZEW

Obraz: Michał Bartoszewicz

Przedwojenny warmiński dom otoczony lasem dostał drugie życie. Doświadczy sielskim życiem ludzi spragnionych ciszy, bliskości natury i wieczorów przy kominku. Malowniczo położone nad Łyną siedlisko Cichy Las, oferuje komfortowy wypoczynek dla tych, którzy potrzebują resetu od miejskiej codzienności. Trzy urządzone w sielankowym klimacie sypialnie, salon z kominkiem, wyposażona kuchnia i łazienki, a przede wszystkim niezwykłe otoczenie sprawiają, że można tu nabrać sił i nasycić zmysły. Można też popracować w sprzyjających warunkach, zorganizować szkolenie czy kameralny wyjazd integracyjny. Kilkanaście minut wystarczy aby dotrzeć na plażę nad malowniczym jeziorem Limajno, a tuż przy siedlisku można wsiąść do kajaka i spłynąć Łyną, albo odbyć rowerowy trip pobliską Łynostradą. – To miejsce rozkochało nas w sobie od pierwszej wizyty – tłumaczy Maciej, właściciel Cichego Lasu. – Choć dom był w bardzo złym stanie, miał w sobie niezwykłą energię. Remontując go zachowaliśmy stare belki, częściowo uzupełniając je drewnem rozbiórkowym z wiekowej stodoły. Dusza domu sprawia, że nasi goście, zanim stąd wyjadą, już chcą wracać.

Obraz: Maciej Nowoszewski

030

AHOJ, CZEKOLADO!

Dla ekipy redakcji jest to obowiązkowy punkt wycieczki do Mikołajek – Kuźnia Czekolady. Sympatyczny właściciel pewnie nie miałby tylu klientów, gdyby przede wszystkim nie kusił najlepszą porcją słodkości. Jeśli goście piszą w komentarzach, że nie pili lepszej czekolady, to my też się podpisujemy pod tą opinią. Bogata karta menu sprawia, że każdy rodzaj kompozycji owocowo-lodowo-czekoladowej jest tu możliwy do spróbowania. Zresztą, co tu będziemy pisać, skoro wyręczył nas jeden z turystów z Torunia, który krótko i trafnie napisał na serwisie Tripadvisor: „ta niepozorna kawiarnia jest perełką smaku”. Kuźnia Czekolady Mikołajki, al. Kasztanowa 10

WŁOS NA PROSTO

Prostuje i pielęgnuje włosy. Nanoplastia to rewolucyjny zabieg fryzjerski i nowość w ofercie Freestyle Studio Urszuli Bogdanowicz. Przeznaczony jest dla kobiet, k tóre mar zą o pros t ych włosach, albo chcą je odżywić. Poradzi sobie nawet z włosami bardzo kręconymi, niezdyscyplinowanymi, kędzierzawymi czy afro. Podczas zabiegu w strukturę włosa wprowadzane są substancje aktywne, które wygładzają go, co wpływa nie tylko na wygląd, ale też łatwość rozczesywania. Efekt utrzymuje się do kilkunastu tygodni. W ofercie studio jest także m.in. zabieg z botoksem na włosy, który polega na wtłoczeniu w kosmyki składników odżywczych. Efekt – regeneracja i wzmocnienie. Freestyle Studio Urszula Bogdanowicz Olsztyn, ul. Iwaszkiewicza 36a/15 salonurszula.olsztyn.pl

Obraz: Michał Bartoszewicz

Obraz: arch. Kuźnia Czekolady

Cichy Las Cerkiewnik 49 www.cichylas.pl



GODNE UWAGI

DOTYK DLA URODY

Obraz: Joanna Małkowska

Anna Antonowicz Estetyczna Terapia Twarzy Instagram: estetyczna_teriapia_twarzy fb/NewVisageOlsztyn/

AKADEMIA URODY

To najzdrowsza forma opalania. Roślinny preparat marki SunFX naniesiony równomiernie na skórę, to szybka i skuteczna metoda na piękną opaleniznę. Klientki Akademii Urody Brigitte sięgają po nią np. przed wyjazdem na wakacje lub ważną uroczystością. – Metoda jest całkowicie bezpieczna nawet dla kobiet w ciąży czy po przebytych nowotworach – zapewnia Brygida Dremo, kosmetolog i makijażystka, właścicielka Akademii. – To błyskawiczny sposób, aby nadać skórze piękny kolor bez konieczności leżenia na słońcu czy w solarium. Efekt utrzymuje się nawet kilkanaście dni. W ofercie Akademii również makijaże dzienne, wieczorowe, artystyczne lub permanentne, a także peelingi, oczyszczanie, depilacja, mezoterapia, pielęgnacja stóp i dłoni. Słowem: uroda od A do Z.

NIEWIDZIALNA MAGIA

Studio detailingowe Bling Factory przywraca samochodom wygląd z czasów, kiedy stały jeszcze w salonie sprzedaży. Hitem w szerokim portfolio usług są bezbarwne folie ochronne XPEL, którymi okleja się newralgiczne elementy samochodu. To obecnie najskuteczniejszy system zabezpieczenia lakieru przed drobnymi uszkodzeniami mechanicznymi. Od tej pory zarysowania, parkingowe obicia czy odpryski przestają być problemem. Folia ma właściwości samoregenerujące i dożywotnią gwarancję. Usługa dedykowana więc nie tylko pasjonatom samochodów, ale i tym, którzy do auta podchodzą praktycznie.

Akademia Urody Brigitte Villa Pallas Olsztyn, ul. Żołnierska 4 tel. 600 361 802 akademiabrigitte.pl fb/Akademia Urody Brigitte/ Salon kosmetyczny

Obraz: arch. Bling Factory

Obraz: arch. Akademia Urody Brigitte

032

Obraz: Marta Sośnicka-Paszkowska

Estetyczna Terapia Twarzy to nowa dziedzina w branży beauty. Od lat stosowana na wschodzie czy Azji, w Polsce zyskuje coraz więcej zwolenników. Powodem jest głęboka rewitalizacja na poziomie mięśni, tkanek i kości. Z wiekiem twarz traci swoją świeżość, jędrność oraz właściwą symetrię. Masaż mięśniowo-powięziowy twarzy, szyi i dekoltu skutecznie rozwiązuje ten problem. Terapię uzupełnia akupunktura kosmetologiczna, która pomaga zniwelować napięcia mięśniowe i poprawia jakość skóry. Anna Antonowicz od lat specjalizuje się w holistycznej terapii twarzy. Wśród metod manualnych znajdziemy m.in. masaż strukturalny zoga face, masaże autorstwa dr Sergey Shchurevich (mioplastyczny, transbukalny, kinezyterapeutyczny), a także rytuały japońskie: kobido, shiatsu, kassaji. Do zdecydowanie głębokich technik należą metody Marii Margiewicz, autorki Estetycznej Rehabilitacji Twarzy oraz osteoplastyka, która na równi stawia zdrowie i urodę. Podczas wizyty w gabinecie można spodziewać się indywidualnego podejścia i zastosowania kilku technik masażu w trakcie jednej sesji. Łączenie różnych form pracy manualnej przynosi korzyści nie tylko na poziomie wizualnym, ale przede wszystkim wpływa pozytywnie na cały organizm, uwalniając wszelkie napięcia i produkcję endorfin.

Bling Factory Olsztyn, ul. Lubelska 43i blingfactory.pl


ŻYJWYGODNIE mpnidzica.pl


DOBRE MIEJSCE

BUJAJĄC POŚRÓD GAŁĘZI

ZMĘCZENI WIELKOMIEJSKIM PĘDEM SZUKAJĄ UKOJENIA BLISKO NATURY. A BLIŻEJ NIŻ TU SIĘ NIE DA. ADRES? NAJWYŻSZY ŚWIERK NA POSESJI.

034

Nasz domek na drzewie jest w zasadzie na dwóch drzewach i to nie byle jakich, bo na potężnych świerkach, które pamiętają, jak tę mazurską ziemię orał jeszcze Niemiec – z humorem opowiadają Agnieszka i Marek Nowiccy, właściciele siedliska Modry Ganek i domku na drzewie Dr Świerk. – To nie jest taki domek na drzewie tylko z nazwy, który stoi sobie stabilnie na słupach, a z tarasu wystaje mu wątła brzózka. Zbudowanie domku na drzewie było naszym wielkim marzeniem, a że nie lubimy półśrodków, realizacja musiała równać do najlepszych. Dr Świerk jest częścią większej układanki. – Oboje wychowaliśmy się w mieście. Marek był typowym blokersem, a ja, choć wychowałam się w domu, wiedziałam co najwyżej jak skosić trawnik, więc cała rodzina, słysząc o naszych pomysłach życia na wsi, mówiła, że nie damy rady – wspomina Agnieszka. – Ale chcieliśmy żyć poza miastem, blisko natury. Mieć dom pełen gości. I tak narodził się pomysł kupna starego siedliska, w którym poza naszym miejscem do życia powstałyby też pokoje dla gości. Uwielbiamy ich przyjmować, gościć, karmić. Kupili poniemieckie siedlisko nieopodal Grunwaldu, stan agonalny. – Niezamieszkały dom wymagał ogromu wyobraźni, by dostrzec w nim piękno, ale gdy zobaczyliśmy te pagórki, które tworzą kameralny klimat, to mimo że nie byliśmy przygotowani na podpisanie umowy, spisaliśmy ją na kawałku starej koperty, którą znaleźliśmy w środku – opowiadają.

Przeprowadzili się tu, ale pierwsze pół roku mieszkali w… przyczepie kempingowej, z małym dzieckiem i dwom a kot a m i . N a re m o nt m i e li m a ł y budżet, za to dużo pomysłów, zaradności i kreatywności. Na parterze przedwojennego domu postało ich miejsce do życia, na poddaszu dwa apartamenty dla gości. Siedlisko nazwali Modry Ganek. Gdy okazało się, że w sezonie letnim pokoje są stale wynajęte, postanowili wybudować domek na solidnym świerku, który stoi kilkanaście metrów za domem, w starym sadzie. – Jeśli szukacie glampingu w środku dżungli to nie u nas, ale jeśli lubicie ciekawie pomieszkać, a przy okazji usiąść do suto zastawionego stołu, spróbować nowych smaków i pogawędzić z gospodarzem o zakwasie żytnim, to zapraszamy – mówią zgodnie Agnieszka i Marek. – Domek wykończyliśmy w większości z materiałów z recyklingu, tygodniami szlifując i malując stare meble, deski i okna. Natomiast wszystkie sprzęty są nowe i z wyższej półki, by zapewniły wygodę i bezpieczeństwo. Na 10 mkw. podstawy znajduje się salonik, aneks kuchenny i łazienka z prysznicem. Sypialnia jest na antresoli. Jest

i ogrzewanie, i klimatyzacja. Drugie tyle powierzchni ma taras osłonięty konarami potężnych świerków. – Gdy zawieje, domek lekko kołysze się razem z drzewami, na których jest posadowiony. Możecie być pewni, że śpiew ptaków i delikatne kołysanie drzewa zupełnie nie chcą się znudzić. Można tak siedzieć i słuchać, wąchać i patrzeć naprawdę całymi dniami – zapewniają właściciele. Do momentu, gdy z kuchni ich domu nie dolecą zapachy wegetariańskich potraw. – My po prostu lubimy smacznie i zdrowo zjeść, a skoro gościom też smakuje, to jak tu się nie podzielić? Latem nakrywamy do stołu w starej stodole przerobionej na kuchnię. Jeśli jest chłodno, przynosimy koszyczek z posiłkiem na drzewo. Do gotowania wykorzystujemy w większości własne plony i produkty od sąsiadów: mleko, sery, masło, twaróg. Pieczemy własny chleb. Ponieważ zapraszamy gości do swojego domu, otrzymują oni na talerzach dokładnie to samo co my i nasze dzieci. Uwielbiamy taki styl życia, bo nie musimy zbyt często opuszczać wsi – argumentują.

Tekst: Michał Bartoszewicz Obraz: Michał Bartoszewicz, Ada Maksim

Niezwykłych miejsc Warmii i Mazur szukamy z pokładu luksusowej Skody Superb z 200-konnym silnikiem TDI (więcej o modelu na polbisauto.pl oraz madeinwm.pl)



WYDARZENIE

KOPERNIK TEŻ GRAŁ W ZIELONE W ROCZNICĘ ŚMIERCI WIELKIEGO ASTRONOMA STAROSTWO OLSZTYŃSKIE PRZYGOTOWAŁO KOLEJNĄ ATRAKCJĘ DLA MIESZKAŃCÓW I TURYSTÓW – „ZAUŁEK BOTANICZNY MIKOŁAJA KOPERNIKA”.

036

Dzień otwarcia zaułku nie był przypadkowy – 21 maja 1543 roku to najbardziej prawdopodobna data śmierci astronoma. Imieniem Kopernika nazwano wiele wytworów natury, jak i rzeczy stworzonych ludzką ręką. Ma więc Kopernik swój pierwiastek chemiczny copernicium, gwiazdę, planetoidę, satelity, kratery na Księżycu i na Marsie, szczyt i przełęcz na Spitsbergenie, w chilijskich Andach jest pasmo Sierra Copernico i Monte Copernico, w Kalifornii Copernicus Peak, a w filmach Star Trek pojawiają się statki kosmiczne USS Copernicus.

Ale są też i nazwy botaniczne. Niemiecki biolog Karol F. Martius jako pierwszy (w połowie XIX wieku) wyróżnił i opisał rodzinę prawie 50 gatunków palm występujących na obszarze Ameryki Południowej i Środkowej. Na cześć astronoma, a zarazem przyrodnika, nadał jej nazwę Kopernicja (Copernicia). Do najciekawszych gatunków tego rodzaju zalicza się Copernicię ceriferea. Ta dorastająca do 30 m wysokości palma jest rośliną bardzo użyteczną. Należy do roślin woskodajnych (stąd polska nazwa kopernikówka woskodajna), posiada cenione jako budulec drewno i jadalne owoce, a jej liście i korzenie są użyteczne w przemyśle garbarskim i włókienniczym. Rów n i e ce n i o n a w p r ze my ś l e j e s t Copernicia alba. W llanosach Wenezueli występuje inny ciekawy gatunek, Copernicia tectorum, której pień najczęściej opleciony jest lianami figowca. Współcześnie, w 1969 roku, Bolesław Wituszyński wyhodował odmianę róży, której nadał imię Mikołaj Kopernik. Jej krzewy rosną obecnie m.in. w ogrodach papieskich w Watykanie. Pod koniec lat 80. na rynku ogrodniczym pojawił się powojnik Mikołaj Kopernik. Wyhodowany został przez brata Stefana Franczaka, jezuitę, wybitnego ogrodnika i twórcę ponad 80 odmian powojników, które w większości ochrzcił imionami wybitnych polskich osobistości. Brat Stefan był także twórcą ponad 100 odmian liliowców uprawianych i cenionych w kilkudziesięciu krajach. Wśród nich jest i Kopernik, oficjalnie zarejestrowany w 2002 roku. W 2018 roku nową polską odmianę liliowca, Mikołaj Kopernik, zarejestrował w American Hemerocallis Society prof. Jerzy Bodalski, hodowca-pasjonat, który stworzył ponad 150 wyjątkowych odmian tych roślin. Holenderski tulipan Mikołaj Kopernik powstał dzięki pracy dwóch hodowców: Jana Ligtharta i Roberta J. Zandbergena. Imię astronoma oficjalnie uzyskał

11 maja 2009 roku pod jego pomnikiem w Toruniu. Wówczas to kwiaty zostały skropione szampanem, co w holenderskiej tradycji oznacza ich chrzest. Listę roślin uzupełnia irys Kopernik wyhodowany przez Zbigniewa Kilimnika i zarejestrowany w The American Iris Society w 2010 roku. – To piękne rośliny i cieszymy się, że udało nam się je zgromadzić w jednym miejscu, tworząc nasz „Zaułek” – mówi Joanna Michalska, wicestarosta olsztyński. – Mam nadzieję, że palma będzie cieszyć oczy mieszkańców Olsztyna, stanowiąc nietuzinkową atrakcję miasta i regionu oraz nietypowy, bo „żywy” pomnik ku czci wybitnego Warmiaka. Najprawdopodobniej latem rabatę uzupełni lilia Mikołaj Kopernik wyhodowana przez olsztyniankę dr Beatę Płoszaj-Witkowską, adiunkt na Wydziale Rolnictwa i Leśnictwa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, której pasją i naukową specjalnością są te ozdobne rośliny. Nowa odmiana właśnie uzyskała oficjalny certyfikat Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego w Londynie (dr Witkowska zarejestrowała już tam dwie wyhodowane przez siebie lilie: Queen of Kortovo oraz Profesor Górecki). Na razie przekazane przez hodowczynię cebulki oraz kultura in vitro trafią „na rozmnożenie” do ogrodu powiatowego Zespołu Szkół Rolniczych w Smolajnach, której uczniowie i nauczyciele opiekują się olsztyńskim „Zaułkiem botanicznym Mikołaja Kopernika”. Tekst: Powiat Olsztyński Obraz: Michał Bartoszewicz

powiat-olsztynski.pl szlakswietejwarmii.pl   /szlakswietejwarmii   /powiatolsztynski



ROZWÓJ

ROZWÓJ W STARYCH MURACH

KIEDYŚ BYŁY TU PRUSKIE KOSZARY I WOJSKOWY DRYL, TERAZ STUDIO JOGI I MIEJSCE SPOTKAŃ KOBIET W KRĘGU. A ZAMIAST MUSZTRY POD LINIJKĘ – PRAKTYKA ASAN I ROZWÓJ OSOBISTY W PRZYJAZNEJ ATMOSFERZE.

038

Przestrzeń i energia – po przekroczeniu progu Satja Studio Jogi można odetchnąć pełną piersią. Przestronna, wysoka sala, ogromne okna, zachowane historyczne detale sprzyjają praktykowaniu jogi i pracy nad duchowością. – To miejsce jest urzeczywistnieniem mojego wyobrażenia dotyczącego wyglądu i estetyki wnętrza sali do jogi, rodzaju prowadzonych tam zajęć, panującej atmosfery oraz metodyki nauczania – opowiada Justyna Galibarczyk, twórczyni Satja Studio Jogi. Idealną przestrzeń, by prowadzić lekcje jogi, Justyna znalazła w odrestaurowanych Koszarach Funka na olsztyńskim Zatorzu. W budynku, który powstał pod koniec XIX wieku, stacjonowała kiedyś piechota z 4. Wschodniopruskiego Pułku Grenadierów im. Króla Fryderyka II. Joga jest zupełnym przeciwieństwem pruskiego drylu, który polegał przede wszystkim na wyćwiczeniu ślepego posłuszeństwa. – Joga uczy akceptacji, szacunku i miłości do siebie, a co za tym idzie, także do całego świata. To wspaniała ścieżka rozwoju osobistego – opowiada Justyna Galibarczyk. O dobroczynności praktyki jogi przekonuje się codziennie od 10 lat, a od dwóch jest jej dyplomowaną nauczycielką. – Jogę może praktykować każdy niezależnie od wieku czy kondycji fizycznej – dodaje. – Jednak zawsze należy słuchać własnego ciała i brać pod uwagę własne ograniczenia. Joga jest praktyką indywidualną, nawet jeśli ćwiczymy w grupie. Moje zajęcia są skierowane do osób dorosłych. A wszystko co jest potrzebne do ćwiczeń jest w studiu. Joga jest dla wszystkich, ale inne zajęcia w Satji skierowane są przede wszystkim do kobiet. Z założenia ma to być miejsce w którym panie mogą odetchnąć w przyjaznej atmosferze, naładować baterie, zrobić coś dobrego dla siebie. – Dobrostan można osiągnąć na różne sposoby: dla jednych będzie to joga, dla kogoś innego muzyka czy aromaterapia – wymienia

Justyna. – Jestem zwolenniczką holistycznego podejścia do życia, więc w planie mam spotkania ze specjalistami z wielu dziedzin – refleksologii, aromaterapii, a ostatnio odbył się u nas relaksacyjny koncert na misach tybetańskich. Kto wie, może któryś z gości zostanie na dłużej? Regularnie odbywają się w Satji też kobiece kręgi – spotkania podczas których dziewczyny dzielą się doświadczeniami i wspierają. Dzieje się to w atmosferze otwartości, akceptacji i zaufania. – Kobiety na nowo odnajdują zagubione siostrzane relacje. Podczas spotkań w kręgu wzajemnie się inspirujemy, dodajemy otuchy. W swobodnej atmosferze nieoceniania, każda z nas ma przestrzeń do wyrażenia tego, co jej w duszy gra – dodaje Justyna. Tekst: Magdalena Brzezińska, obraz: Katarzyna Anna Tkaczyk Satja Studio Jogi Koszary Funka Olsztyn, ul. Kasprowicza 4/22 satja.eu Mecenas projektu:

KOSZARY FUNKA

to historyczny obiekt olsztyńskiego Zatorza, który stał się skupiskiem firm aktywnych w przeróżnych przestrzeniach biznesowych. Oprócz klasycznych pomieszczeń biurowych, w Koszarach Funka można wynająć również sale konferencyjne i szkoleniowe w loftowym klimacie. Koszary Funka Olsztyn, Kasprowicza 4 Tel. 89 722 12 40 www.koszaryfunka.pl



BIZNES W ZAGŁĘBIU PŁATKÓW RÓŻ ZBIERAJĄ DZIKIE ROŚLINY, A POTEM ROBIĄ Z NICH NATURALNE PRZETWORY. MAZURSKIE SŁOIKI ROBIĄ FURORĘ, BO CHCEMY BYĆ BLISKO NATURY, ALE TEŻ WSPIERAĆ ETYCZNE BIZNESY. OTO HISTORIA, JAK DUŻO PASJI MOŻE POMIEŚCIĆ JEDEN MAŁY SŁOICZEK.

040

Płatki róży ucierane z cukrem, przecier z owoców rokitnika, syrop z kwiatostanu i młodych pędów sosny, albo syrop malinowy – te nazwy brzmią jakby wymyślał je najlepszy marketingowiec. Tymczasem opisują skład Mazurskich Słoików. Czysty, prosty i uczciwy. Tak jak zasady na których opiera się działanie spółdzielni socjalnej, która je wytwarza. Mazurskie Słoiki to marka coraz bardziej znana nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Ich wizytówką są przetwory z ziół i roślin dziko rosnących. – Przetwarzamy wszystko co można zebrać z natury – mówi Piotr Stobniak, jeden z założycieli Spółdzielni Socjalnej Negocjator z Liksajn. Nazwa groźna, bo początkowo mieli zajmować się negocjacjami i pośrednictwem między małymi wytwórcami, a dużymi odbiorcami. Ale że z wytwórcami był problem, a spółdzielcy mieli już pierwsze zamówienia na produkty, sami musieli się wziąć za organizację zbiorów i wekowania Mazurskich Słoików.

Rośliny dziko rosnące mają tą zaletę, że nie trzeba ich uprawiać – wystarczy zebrać. Dba o nie sama natura i robi to w najbardziej troskliwy i ekologiczny sposób. – Naszymi zbieraczami mogą zostać ludzie, którzy nie mają zupełnie nic: ani ziemi, ani sprzętu. Za to z wiedzą gdzie znaleźć te darmowe surowce – podkreśla Piotr. Spółdzielnia zajmuje się organizacją i skupem zbiorów. Czasami są to np. maliny z opuszczonych plantacji czy jabłka ze zdziczałych sadów. Trafiają się miejsca w których poszukiwanych roślin jest zatrzęsienie: polany pełne leśnych poziomek, zagłębie dzikiego bzu i płatków róż. Dotąd te surowce nie były w ogóle wykorzystywane, ale po ustaleniu na nie uczciwej ceny, można pozyskiwać je w potężnych ilościach. Np. w zeszłym roku Mazurskie Słoiki skupiły pięć ton samych… płatków dzikiej róży. Zebrane produkty trafiają do pań, które zajmują się robieniem przetworów. Zwykle angaż na stanowisko przetwórcy odbywa


DOBRE MIEJSCE

się przez degustację domowych weków kandydatki. Bywa, że niemal wszystkie gospodynie we wsi uczestniczą w procesie produkcji Mazurskich Słoików, jedne – zbierając surowce, inne – gotując. – Przepis jest jeden i staramy się go trzymać. Natomiast nie standaryzujemy produktów, dlatego słoik od Zosi, może się różnić od słoika Doroty – zaznacza Piotr Stobniak. – Jeśli chcielibyśmy zachować pełną powtarzalność produktu, to nie będzie on już w pełni naturalny. Przepisy na nowe Mazurskie Słoiki wymyśla Jakub Babicki, współtwórca spółdzielni Negocjator, a przede wszystkim zielarz, który rozumie rośliny i z nimi rozmawia. Prototypy przetworów powstają w Inkubatorze Przetwórstwa Spożywczego w Liksajnach. Następnie Mazurski Słoik według nowej receptury jest poddawany „testowi kciuka”. – Dajemy je naszym dzieciom do spróbowania. Kciuk w górę oznacza, że jest ok. Ale bywa też kciuk w bok, a nawet w dół – objaśnia Piotr. – Po uzyskaniu akceptacji siadam z ołówkiem i liczę czy wytwarzanie takiego produktu ma ekonomiczny sens. Nie wszystko trafia do produkcji. Taki los spotkał m.in. konfiturę z poziomek leśnych z miodem. Głównie dlatego, że Spółdzielnia Socjalna Negocjator stosuje zasadę solidarnej ceny, tzn. każdy uczestnik procesu produkcyjnego i sprzedażowego zarabia tyle samo. Solidarna cena składa się z pięciu grup: wynagrodzenie dostawcy surowca, wynagrodzenie przetwórcy, koszty obce,

marża hurtowa i marża detaliczna punktu sprzedaży. Jak to wygląda w praktyce? Załóżmy, że słoik konfitury z płatków dzikiej róży 900 ml na sklepowej półce kosztuje 30 zł. Oznacza to, że 6 zł otrzymuje zbieracz płatków, 6 zł gospodyni, która smaży konfitury, 6 zł idzie na zorganizowanie skupu i inne tego typu koszty, 6 zł dostaje spółdzielnia socjalna i 6 zł zarabia sklepikarz. Oczywiście cena ostateczna może być wyższa, ale oznacza to, że każda grupa musi zarobić więcej. Po zastosowaniu solidarnej ceny, 300 ml słoiczek konfitury z poziomek leśnych z miodem kosztowałby ponad 20 zł. Cóż – poziomki leśne to teraz rzadkość, więc kilogram tych owoców kosztuje 40 zł. – Nasz produkt musi super smakować, ale ponieważ jesteśmy przedsiębiorstwem społecznym, liczy się też wartość dodana. U nas to solidarny sposób naliczania ceny – podkreśla Piotr Stobniak. Niedawno, dzięki współpracy z Łukaszem Karolem Uliaszem, asortyment Mazurskich Słoików poszerzył się o kosmetyki pszczele. Maści na bazie miodu, pierzgi i pyłku według jego receptur są tak naturalne, że można się nimi smarować, ale jeśli ktoś by je zjadł, to nie zaszkodzą. Taki test na sobie przeprowadził sam Uliasz. Kolejny etap rozwoju Spółdzielni Socjalnej Negocjator to mobilne przetwórnie. Małe kuchnie na bazie kontenera można zainstalować wszędzie, byleby był dostęp do wody i prądu. Dzięki nim jeszcze bardziej skróci się czas od zebrania aromatycznych surowców, do zamknięcia ich w Mazurskich Słoikach. I jeszcze jedno – aż 12 zł (6 zł dla zbieracza i 6 zł dla przetwórcy) z przykładowego słoika konfitury z róży, zostanie tam, gdzie ona rośnie. Czyli często u ludzi, którzy do tej pory zmuszeni byli żyć w biedzie i z zasiłków, a teraz mogą godnie zarabiać pracą swoich rąk. Tekst: Magdalena Brzezińska, obraz: Michał Bartoszewicz

Chcesz spróbować Mazurskich Słoików? Wszystkie smaki dostępne są w „Pijalni ziół i mieszanek ziołowych”, Skansen w Olsztynku, ul. Leśna 23 tel. 514 176 398

041


DOBRE MIEJSCE

CZY HOMAR W POJEDYNKĘ JEST WPORZO? KIEDY ZAMKNIĘTO NAS W DOMACH, NASZYM PRZYJACIOŁOM NIE POZWOLONO PROWADZIĆ BIZNESÓW, NIE MOGLIŚMY SIĘ SPOTYKAĆ W ULUBIONYCH MIEJSCACH, WTEDY WŁAŚNIE WYMYŚLILIŚMY SALVADORA. FIKCYJNĄ POSTAĆ I PRAWDZIWĄ KNAJPĘ, W KTÓREJ – MAMY NADZIEJĘ – ODCZARUJEMY TRADYCYJNE SŁOWO „JEŚĆ” – PISZĄ KUBA WYSOCKI I PRZEMEK BOGUTA.

042

Przyświecała nam idea miejsca, które daje oddech i przestrzeń do spędzania czasu razem. Nikt z nas wcześniej nie uświadomił sobie, jak bardzo potrzebujemy przyjaciół dookoła, bliskości z nimi, wspólnego spędzania czasu, który dostarcza prawdziwego odpoczynku i odstresowuje nas. Salvador to z jednej strony kumpel każdego z nas. Jego przygody to właściwie wypadkowa naszych młodzieńczych marzeń uzupełniona tym, co kochamy, czyli jedzeniem. To podróżnik, który powstał, by przywieźć nam smaki całego świata i inspiracje, dzięki którym kucharze stworzą dania. Salvador każdemu z nas daje wolność działania. Postać podróżnika i jego kompana Diego to jeden z naszych kanałów marketingowych. Ich przygody będziemy publikować na łamach facebooka i bloga. Na pierwszą rocznicę lokalu w ydamy k siążkę w formie pamiętników z jego podróży. W każdych jego przeżyciach podkreślamy jak ważna jest przyjaźń, jak bycie razem umacnia, jak dzielenie się jedzeniem jest ważne w kontekście budowania relacji i bliskości. Salvador jest katalizatorem naszej idei. Kompanem, z którym się bardzo polubiliśmy i czasami nam smutno, kiedy piszemy mu kolejną przygodę (akurat jesteśmy na etapie wyprawy do Afryki, gdzie zachorował od ugryzienia węża), a jemu dzieje się coś złego. W budowaniu postaci pomógł nam Michał Zajączkowski, który osadził Salvadora na tle historycznym. Bardzo ułatwiło to rysownikowi stworzenie postaci. Lokal, którego bohaterem jest Salvador, doskonale wpisuje się w ideę – ogródek przy Łynie to trochę alegoria podróży. Uważamy, że nasz bohater byłby zadowolony.

Mamy nadzieję, że jego przygody będą przyciągać, że trochę będzie on gospodarzem tego miejsca, że bratnie dusze będą przychodziły do swojego kumpla w gościnę. Jedzeniem, uśmiechem, miłością i przyjaźnią trzeba się dzielić, trzeba celebrować chwile razem, dbać, by było ich jak najwięcej. To właśnie one tworzą więź i wspomnienia. Chcemy zupełnie odczasownikować tę czynność jedzenia, trochę wzorem południowych nacji, które na rozmowach przy jedzeniu i winie spędzają całe wieczory. Gospodarz lokalu to Salvador Bautista Ortega. Urodził się 3 sierpnia 1492 roku w Barcelonie. Pochodzi z robotniczej rodziny, ojciec Alejandro pracował jako bednarz przy słynnej już Via Lajetana, a matka jako pomoc w księgarni, u szanowanej w całym mieście rodzinie Sempere. Śledźcie pamiętniki z przygodami Salvadora. Oto fragment jego zapisków z 10 września 1505 roku: „Właśnie tego dnia poznałem Diego. Historia jakich wiele, ale ten mały korpulentny drań, druh jakiego każdemu z was życzę, przyjaciel jakiego nigdy wcześniej ani później nie miałem, trzęsiportek, który w mojej obronie stoczyłby pojedynek z rekinami, po raz kolejny dotrzymał słowa”. (…) „Nie wiem, który jest rok, kiedy to czytasz, ale wierzę w świat. Wierzę w ludzi. Czytając moje wspomnienia pamiętajcie, że w życiu liczy się tylko przyjaźń, miłość, ludzie którymi się otaczacie i oczywiście dobre jedzenie. Nad każdą z tych rzeczy trzeba pracować każdego dnia. Przyjaźń i miłość gasną, gdy się o nie nie dba, odgrzewane risotto jest suche, a najlepsza ryba następnego dnia traci smak”. (…) „Jeśli te pamiętniki trafią w wasze ręce to pamiętajcie, że napisało je życie, przyjaźń, ciekawość, miłość i jedzenie zakrapiane dużą ilością różnych napitków. Za każdym razem, kiedy będziecie do nich wracać, dbajcie by siedział obok ktoś ważny, talerz nie był pusty, a kufel pełen przynajmniej do połowy. Każdą rozmowę warto podtrzymać, dać szansę nowej znajomości, a każdy spotkany na drodze człowiek może stać się przyjacielem na całe życie. Bo razem smaczniejsza jest sucha bułka, niż homar w pojedynkę!”. Obraz: arch. Vamos Salvador

Vamos Salvador Olsztyn, ul. Górna 1 fb/vamossalvadorolsztyn



BIZNES

TRADYCJA, ALE Z CERTYFIKATEM CZY SAMA TRADYCYJNOŚĆ PRODUKTU WYSTARCZY, ABY ZDOBYWAĆ NOWYCH KLIENTÓW? O SILE WIARY W WARTOŚCI, MARCE I GWARANCJACH STOJĄCYCH ZA CERTYFIKACJĄ PRODUKTÓW ORAZ PIWNYM RYNKU W PANDEMICZNYCH CZASACH ROZMAWIAMY Z PAWŁEM BŁAŻEWICZEM Z OLSZTYŃSKIEGO BROWARU KORMORAN. 044

MADE IN: Podczas pandemii sprzedaż lokalnych wysokojakościowych produktów wzrosła. Jak ten trend wpłynął na małe, rzemieślnicze browary? Paweł Błażewicz: Piwo to jedyny alkohol, którego sprzedaż w pandemii spadła. Potwierdziło to fakt, że to trunek sprzyjający biesiadom, koncertom, imprezom. Najchętniej pijemy je ze znajomymi, w lokalach gastronomicznych, obiektach turystycznych – piwo nie znosi samotności i wręcz domaga się spotkań i towarzystwa. Gdy obostrzenia odcięły nas od tych aktywności, odbiło się to na kondycji browarów. Pierwszy lockdown wprowadzony w marcu 2020 roku był najtrudniejszym momentem, z jakim musieliśmy się zmierzyć w ostatnim czasie. Browar intensywnie przygotowywał się do letniego sezonu, a tu nagle „zaciągnięto ręczny hamu-

lec”. Z dnia na dzień handel stanął, łańcuch dostaw został zaburzony. Dziś jednak jesteśmy pełni optymizmu. Dzięki temu, że Kormoran jest małym, rzemieślniczym browarem, mogliśmy elastycznie dostosować nasze działania do realiów i oczekiwań klientów. Jest też rzecz warta szczególnego podkreślenia – stabilność naszego działania była możliwa także dlatego, że w tym trudnym czasie mogliśmy liczyć na naszych partnerów. Od lat współpracujemy z konkretnymi dostawcami najlepszych surowców: słodów, chmielu, miodu, soków owocowych. Pokazało to, że nasza filozofia opierania funkcjonowania browaru na najlepszych surowcach i konkretnych ludziach sprawdziła się w 100 proc. Zapewnia ona wyjątkowe, naturalne, rzemieślnicze, a przede wszystkim smakowite piwo.


BIZNES

Klienci wybierali głównie piwo z naturalnymi dodatkami, kojarzącymi się ze zdrowiem? Zachowania konsumentów potwierdziły to o czym mówiłem wcześniej: piwo to coś zdecydowanie więcej niż alkohol. Dlatego też w czasach pandemii widzieliśmy stabilne zainteresowanie naszymi produktami bezalkoholowymi czy niskoalkoholowymi. To, że klienci wybierają Radlery (Gorzka Pomarańcza i Cytrynowy z Ziołami) czy 1na100, zarówno to klasyczne, jak z pigwowcem i miodem, oznacza niezbicie, że cenią przede wszystkim smak naszych piw, a zawarty w nich alkohol nie jest determinantą ich wyborów. Podobnie jest z naszym piwem bezglutenowym. Jeśli ktoś zadał sobie

w pandemii trud, aby poszukać go na rynku, to oznacza, że ceni jakość i jego bezpieczeństwo potwierdzone audytami i uzyskanymi w ich efekcie certyfikatami. Tym, co dawało nam siłę do codziennego zmagania się z rzeczywistością w okresie utrudnionego funkcjonowania i dystrybucji, było wsparcie jakie czuliśmy ze strony klientów, którzy postrzegają świat piwa podobnie jak my. Fakt, że decydowali się wybrać nasze piwo, daje nam niesamowitego kopa do działania! Dziękujemy im za to. Obecność w social media pomaga wzmocnić tę więź? Zdecydowanie! Internet to chyba jedyna przestrzeń, gdzie rzemieślniczy, mały browar może komunikować się ze swoimi klientami. Spotykaliśmy się on-line rozmawiając o naszym podejściu do rzemiosła, jakości i smakowitości. O tym co się u nas dzieje, o naszych przyjaciołach, dzięki którym możemy tworzyć nasze piwa czy o wyjątkowych stylach piwnych – choćby o naszym piwnym karbie, czyli porterach. Przestrzeń internetowa to nie tylko płaszczyzna do spotkań z tymi, którzy Kormorana znają, ale też z tymi, którzy dopiero nas poznają i chcą dowiedzieć się czegoś więcej na temat naszych piw, sposobu ich powstawania oraz naszej filozofii opartej o doświadczenie, smak i naturalność. Jest w końcu internet naszą agorą, gdzie dyskutujemy i konfrontujemy nasze pomysły z oczekiwaniami konsumentów – słuchamy głosów i oczekiwań ludzi. Z tej synergicznej interakcji powstają bardzo ciekawe pomysły, które wdrażamy w życie, np. nasza ostatnia premiera, czyli APA. Klienci zgłaszali, że chcieliby w naszej ofercie piwa o ciele pełnym i aksamitnym,

a jednocześnie lekkiego, rześkiego i wakacyjnego. Daliśmy im więc APA’ę, której pełnia to zasługa płatków pszennych i owsianych, a cytrusowy aromat i goryczka przypominające albedo z grejpfruta to zasługa amerykańskich chmieli. Klienci kupują kolejne piwa Kormorana w ciemno czy oczekują certyfikatów, atestów? Po niemal 30 latach marka Kormoran budzi zaufanie, jest mocno zakorzeniona w świadomości mieszkańców regionu. Ale nie wszyscy znają nasze zasady i w zalewie produktów na rynku nie umieją się w tym wszystkim odnaleźć. Odnoszę wrażenie, że dzisiejszy marketing nadużywa zwrotów „eko”, „tradycyjny”, „rzemieślniczy”. Nie za każdym takim hasłem idzie też postępowanie producentów. Klientowi trudno jest wyłowić na sklepowej półce produkt autentyczny. Dlatego zewnętrzne certyfikaty, wpisy na listy produktów tradycyjnych, a także udział w konkursach, zarówno eksperckich, jak konsumenckich, choć nie są obowiązkiem producenta, są dodatkowym elementem weryfikacji jakości. Mają realny wpływ na zdobywanie nowych klientów? Tak. Sądzę, że właśnie to poddawanie się zewnętrznej weryfikacji może stanowić sposób na oddzielenie piwnego ziarna od marketingowych plew. W końcu jeżeli na podstawie niezależnej od nas opinii otrzymujemy certyfikat, wpis na listę produktów tradycyjnych czy laur na konkursie to dajemy wyraźny sygnał, że to decyzja ludzi niezależnych i mających wiedzę, a nie hasło autooceny wymyślone przez copywritera. Potwierdzeniem słuszności tych wyborów jest wspomniane piwo bezglutenowe, które moglibyśmy sprzedawać bez certyfikatu. Jednak opinia Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią, do którego się zwróciliśmy, jest dodatkowym argumentem dla tej stale rosnącej grupy klientów. Co więcej, poddanie się audytowi jest też dodatkowym elementem kontrolnym, który gwarantuje bezpieczeństwo tego produktu dla celiaków. Podobnie Porter Warmiński, który posiada znak Jakość Tradycja oraz jest wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa. To gwarancja, że sposób wytwarzania tego porteru jest zgodny w tradycją warzenia piw w tym stylu oraz, że nasze deklaracje surowcowe, a także te dotyczące minimum półrocznego leżakowania piwa, są zachowane. A co najważniejsze, nasze standardy (deklaracje) potwierdzają wyniki przeprowadzonych kontroli. Ta niezależna od producenta kontrola daje także szanse na zdobywanie nowych rynków. Certyfikaty i liczne nagrody porteru otworzyły nam rynek skandynawski, gdzie każde piwo, zanim trafi na sklepowe półki, musi przejść audyt monopolu państwowego. Kiedy mówimy, że warzymy najlepszy porter na świecie, brzmi to jak zwykły bełkot marketingowy. Ale komunikat „warzymy porter, który posiada certyfikat jakości i tradycyjności” jest zderzeniem naszej koncepcji piwa z fachowymi ocenami, która stanowi handikap w walce na trudnych rynkach. To informacja dla klientów, których w świecie wszechobecnych i krzykliwych reklam może czasem przekonać jedynie weryfikowalność produktu przez zewnętrznych audytorów. Rozmawiała: Beata Waś Obraz: arch. Browar Kormoran, Michał Bartoszewicz Browar Kormoran Sp. z o.o. Olsztyn, Al. Gen. Wł. Sikorskiego 2 biuro@browarkormoran.pl www.browarkormoran.pl

045


O BIZNESIE W PROVINCJI

CZY EKO POMIDOR POTRZEBUJE WIELKIEGO MARKETINGU? POROZMAWIAJMY PRZY WINIE

ZDROWA ŻYWNOŚĆ JEST JEDNYM Z FILARÓW NA KTÓRYM OPIERA SIĘ ROZWÓJ WARMII I MAZUR. O TYM CZY RYBY WYGRAJĄ Z KEBABEM I CZY EKO TARGI ZMIENIĄ NASZ STYL ŻYCIA DYSKUTUJEMY Z PIOTREM OSTASZEWSKIM* I JAROSŁAWEM PAROLEM**.

046

MADE IN: Zaczniemy tradycyjnie: białe czy czerwone? Piotr Ostaszewski: Białe. Moje podróże jakoś tak prowadziły mnie, że zawsze pojawiało się białe wino. Czerwone kojarzyło mi się z odpowiednią oprawą, a białe raczej z relaksem. Jarosław Parol: Obowiązuje niby utarty schemat, że do ryb serwuje się białe wino, ale weźmy taką polędwicę z tuńczyka, czerwoną i krwistą – przecież aż prosi się o czerwone wino. Dlaczego teraz przeżywamy boom na zdrową żywność? Piotr: Bo kiedy zaczynamy chorować, dostawać uczuleń i zgłębiać wiedzę u dietetyka nim zaczynamy leczenie, często udaje nam się wyjść na prostą właśnie dzięki zdrowemu jedzeniu. Jak w słynnym powiedzeniu: by jedzenie było lekarstwem, a lekarstwo jedzeniem. Skąd dzisiaj tyle chorób w społeczeństwie czy otyłość, której kiedyś w zasadzie nie znaliśmy? Jarosław: Z dobrobytu. A może to pospolite jedzenie jest zbyt tanie, by szanować styl żywienia? Jarosław: Czy tanie? Gdy przeanalizujemy cenę do wartości odżywczej, to okaże się, że to marketowe jedzenie wcale tanie

nie jest. Porównajmy ceny jednostkowe z cenami za kilogram dobrego jedzenia u lokalnych producentów. Robiłem to nie raz. Np. łosoś wędzony w paseczkach, po przeliczeniu na kilogram wychodzi o 10 zł drożej w dyskoncie, niż w mojej tradycyjnej wędzarni. Wędliny? To samo. A gdybyśmy przeanalizowali jeszcze skład wartości odżywczych w kilogramie takiej wędliny i tej tradycyjnej – nie ma porównania. W każdych 100 g napompowanej szynki z nastrzykniętym białkiem sojowym, albo wodą, dostarczamy tych wartości odżywczych dużo mniej, niż w 100 g rzetelnego produktu. Po prostu w śmieciowym jedzeniu gramaturę uzupełnia się tym „złym”. A dlaczego wydaje nam się, że jest taniej? Kusi nas te kilka plasterków za parę złotych. Przeliczmy na kilogram, a wyjdzie kosmiczna wartość. Jak to wygląda na rynku warzyw? Piotr: W roślinach łatwiej jest wykryć zawartość nienaturalnych substancji, bo takie warzywa i owoce mają inny smak, zapach, trwałość. Wystarczy kupić po sztuce pomidora tu i tu, by mieć porównanie. W ekologii szuka się przede wszystkim rzeczy świeżych. Niestety, polski rynek ekologicznego jedzenia wciąż jest w mikroskali.


O BIZNESIE W PROVINCJI

A za granicą? Piotr: W Niemczech to już niemal 5 proc. rynku spożywczego. Mówimy o rynku stricte ekologicznym, czyli podwójnie kontrolowanym jeśli chodzi o procedury. W krajach najbardziej rozwiniętych, gdzie jest wysoka świadomość społeczeństwa, ten odsetek żyjących zdrowo jest wyraźnie wyższy. Więc żywność ekologiczna to nie jest kwestia dzisiejszego trendu czy rosnącej mody. Ludzie wybierają smaczne, pełnowartościowe jedzenie, które nie niesie za sobą negatywnych konsekwencji zdrowotnych. Więc bardziej tu chodzi o budowanie świadomości klienta – jeśli wszyscy dookoła wybierają produkt lepszy, to jego udział w rynku systematycznie rośnie. Jeden drugiemu o tym mówi, poleca i nie trzeba tu wielkiego marketingu. Poza tym ludzie są świadomi, że wspierają lokalny biznes, a nie międzynarodowe sieci, których właściciele siedzą w innych krajach. Jesteśmy jeszcze na początku tej drogi świadomości konsumenckiej. W niektórych landach w Niemczech jest to już mocno zakorzeniony nawyk. Hiperlokalność może być też ucieczką od koncernów i korporacyjności. A przy temacie żywności chyba jest to łatwiejsze, bo ona jest podstawowym produktem. Piotr: Jeśli przecieka nam dom, to będziemy w nim mieszkać, czy chcemy to zmienić? A jeśli jemy żywność, która przecieka przez jelita i zaczynamy odczuwać konsekwencje, to też interweniujemy? Bardziej odczuwa się to w miastach, ludzie ze wsi mają jednak dostęp do własnych produktów. Jarosław: W mieście faktycznie trzeba włożyć wysiłek, by sobie to jedzenie dobrej jakości regularnie organizować. Poza tym sieci wygrywają też dostępnością i silnym przekazem reklamowym. Ich sklepy są na każdym kroku, pod ręką, zawsze po drodze. Piotr: Klienci, których pozyskujemy, odcinają się od reklam, pozbywają się telewizorów, a zaczynają czytać. Potem zaczynają włączać myślenie: co dotychczas było nie tak? Po prostu zapominają o dotychczasowym stylu żywienia. Jak jako producenci korzystacie z marki regionu? Piotr: Od dwóch lat jeździmy do Warszawy i Trójmiasta, korzystając z brandu, który stworzyliśmy. Kiedy klienci dowiadują się skąd jesteśmy, jest to in plus. Jako Ostoja od dawna chcemy skrzyknąć takich lokalnych producentów, jak na naszym Bio hub bazarze w Olsztynku, byśmy stworzyli taki ekologiczny land. Jarosław: Miały wspierać nas w tym wszelkie konkursy promujące tradycyjną żywność, ale życie obnażyło też ich niedoskonałość. Pojawił się np. problem, bo wielu lokalnych producentów zaczęło tworzyć swoje autorskie receptury i zaczął się wysyp lokalności. Stąd mamy „mazurską szynkę tradycyjną”, a u innego tę samą, ale już „tradycyjną szynkę mazurską”. Czasem więc sami wprowadzamy niepotrzebną rywalizację, zamiast budować markę produktu. Piotr: Włosi zrobili porządek z serami. Jest Parmigiano, który ma zasady produkcji i jeśli je spełnisz, możesz go produkować. Tym samym budowany jest silny produkt lokalny. Jarosław: Niby są certyfikaty, ale za nimi nie idzie promocja, dlatego taki certyfikat na stoisku niewiele znaczy. Piotr: Stąd takie inicjatywy jak Bio hub bazar, który już coś zaczyna znaczyć. Dlatego, że producenci mają miejsce w którym mogą handlować. Jako stowarzyszenie mamy takie eko delikatesy, gdzie klient może kompleksowo zrobić zakupy na

tydzień. To powszechna praktyka na świecie. Markety producentów, tzw. farmers market, nie odbywają się codziennie, bo żaden rolnik czy producent nie ma czasu codziennie jeździć na targ. On już nie byłby wtedy rolnikiem, a handlarzem. Jakie macie rozpoznanie w kwestii podszywania się producentów pod eko towary? Łatwo ograć klienta ładnym wsiowym opakowaniem, nazwą równie wsiową, a ceną razy trzy. Piotr: Pytanie dobre, bo trafia w sedno całego systemu. Powołam się na doświadczenia Stanisława, naszego szefa produkcji rolnej, którego gospodarstwo rodzinne prowadzone jest w ekologii od 1993 roku jako jedno z pierwszych ekologicznych w kraju. Od 20 lat handluje na bazarze w Poznaniu. Na początku było 4–5 takich producentów i zajmowali małą alejkę na bazarze, nazwaną zielonym targiem. Inni, którzy wyczuli biznes, ustawiali się tuż obok nich i podwyższali ceny o 30 proc., mając ciągle ten sam towar. Widząc jak ci ekologiczni robią show, bo opowiadają o produkcji z pasją, zwyczajnie podszywali się i chcieli ogrzać w tym świetle. Oficjalnie zakazane jest bezprawne używanie nazwy eko przy żywności, jeśli nie ma się na to certyfikatu. By sprostać standardowi, trzeba spełnić naprawdę dużo wyzwań. Wielu producentów wykorzystywało słowo „eko”, bo nazwało np. firmę „eko coś tam”, więc produkt siłą rozpędu też. A nie ma to nic wspólnego z ekologią i uderza w uczciwych producentów i klientów, bo oni przestają potem wierzyć w cały ten system certyfikacji. Czują się zagubieni. Dlatego rzetelna certyfikacja i wnikliwe kontrole są dobre, by jedna czarna owca nie psuła opinii całego stada. Bazarek ma precyzyjny regulamin, dba o selekcję dostawców, by było to miejsce w którym sami chcielibyśmy robić zakupy. A w ekologii też chodzi o to, by maksymalnie skrócić łańcuch dostaw, bez zbędnych pośredników. A gdzie leży granica między zachowaniem tych ekologicznych procedur, a skalą produkcji? Piotr: Idziemy na skalę, ale ona ma wynikać z połączenia. Chcemy tworzyć spółdzielnię, która tę produkcję już zagwarantuje. Tak buduje się brand. Dobry brand na pierwszym etapie ma ten problem, by przekonać ludzi do swojego produktu, ale kiedy ludzie raz poczują jakość, to na producentów spada takie zapotrzebowanie, że nie są w stanie zaspokoić potrzeb wszystkich klientów. Zdajemy sobie z tego sprawę, dlatego nasza strategia rozwoju zakłada, by do nas dołączać, ale jakość musi być na pierwszym miejscu. Jest tyle małych i nierentownych gospodarstw, które nie mają na siebie pomysłu, a w konwencjonalnym rolnictwie nie mają szans. Ale mają właśnie w ekologii. Jarosław: A markety nie są w stanie przyszłościowo skupić takich producentów? Piotr: Na taką skalę jest to niemożliwe. Jarosław: W marketach w Szwajcarii są działy eko. Więc jeśli zasobność społeczeństwa się zmieni, zmieni się i asortyment w naszych marketach. Piotr: Naszych klientów nie dzielimy wedle zasobności portfela. Mamy i ubogich, i bogatych. Oni przychodzą po jakość, bo odkryli, że można zjeść mniej, ale czegoś wartościowego. Kto powinien przejąć na barki edukowanie w tym zakresie? Jarosław: Szkoła i jeszcze raz szkoła. Wy wydzielacie w swojej działalności tę cząstką na promowanie zdrowych postaw i nawyków żywieniowych?

047


O BIZNESIE W PROVINCJI

Piotr: My akurat robimy to. Widzimy dwa aspekty edukacji: szkolenie społeczeństwa, słuchanie dietetyków i lekarzy, ale nie tych opłacanych przez koncerny, tylko tych, którzy mają rzetelne badania i wyniki z nich. Wystarczy porozmawiać z lekarzami starej generacji – oni ciągle promują tę wiedzę. Drugi aspekt: jeśli rolnik uwierzył w ekologię i znalazł doradcę w tym temacie, to ten najpewniej mu opowie jakie to trudne i ile wymogów musi spełnić, a przy okazji jak je obejść. Mamy więc do czynienia niekiedy z oszustwem systemowym już na wstępnym etapie. Dlatego wraz z instytucjami rolniczymi tworzymy takie programy edukacyjne i jeśli uda się pozyskać finansowanie z sieci obszarów wiejskich, przeprowadzimy szkolenia dla rolników. By mogli wchodzić w ekologię z wiedzą, bo zaangażowanie się w sposób nieumiejętny spowoduje porażkę, zniechęcenie, zmarnowanie czasu i kapitału. Dlatego, mimo iż jest boom na zdrową żywność, nie idzie za tym produkcja. Jarosław: Jeszcze kilka lat temu ten rynek dynamicznie budował się, ale życie pokazało, że to podyktowane było jedynie korzystnymi unijnymi wsparciami na produkcję eko. Czyli obnażyło to płytkość tego rynku. Samorząd buduje tożsamość regionu m.in. na zdrowej żywności. Jakich narzędzi wsparcia byście oczekiwali? Piotr: Potrzebne jest tworzenie brandu, który będzie dobrze wypromowany i dobrze zarządzany. Czyli same trudne sprawy. (śmiech) Prosty przepis, ale ekstremalny w wykonaniu. Jarosław: Próba nastąpiła już w chwili wpisania tematu jako inteligentnej specjalizacji regionu. Teraz musi stanąć za tym siła, bo jako lokalni producenci tej siły nie mamy: jesteśmy mali, zatrudniamy mało ludzi, płacimy mało podatków. Zostajemy sami i słabi. A można to rozwiąać systemowo, np. ustawami, by liczyć się z lokalnymi. W Szwajcarii duży sklep musi mieć lokalny kącik, więc kontraktuje w jakimś procencie lokalnych dostawców. Edukujmy zatem klientów. Piotr: Bio hub bazar powstał właśnie po to, byśmy mogli się spotykać. Jest potrzeba integracji takich lokalnych producentów, by promować tę świadomość. I tu nie chodzi o samych drobnych producentów, bo znam i duże zakłady, które zatrud-

niają nawet kilkaset osób i są tak zarządzane, że trzymają wysoką jakość. Jarosław: Ale one już muszą produkować dla marketów, skoro zatrudniają tyle ludzi. Gdzie mają sprzedać? Piotr: Niekoniecznie. Znasz pana Kluskę? Jarosław: Tego od Optimusa? Piotr: Tak, swoje produkty sprzedaje w Szwajcarii, skoro tu nie ma zbytu. Bo jak masz markę, łatwiej te rynki sobie zorganizować. Przecież jakby Parmigiano sprzedawano tylko w tej małej części Włoch w której się produkuje, to ci producenci dalej byliby biedni. A dzisiaj ich ser jest jednym z wiodących produktów na świecie. Może jako region powinniśmy promować styl życia? Japończycy mają swoje ikigai, Skandynawowie hytte, my możemy mieć swoje slow, a to zawsze będzie łączyć się ze zdrowym jedzeniem. Bo jak zdrowo żyjesz, to przecież musisz i zdrowo jeść. Piotr: To są codzienne wybory. I tych właściwych dokonujesz, bo albo jesteś wyedukowany i świadomy, albo cię na to stać. Na nasz bazarek przychodzi starsza pani, mówi nam, że to nie są tanie warzywa, ale mimo wszystko woli kupić u nas jednego pomidora, zamiast czterech w markecie. By przeżyć smak i cieszyć się nim. I ona jest w tej grupie świadomych. Rozmawiali: Rafał Radzymiński, Michał Bartoszewicz, obraz: Jarek Poliwko

PIOTR OSTASZEWSKI

od 2018 roku jest członkiem założycielem i prezesem zarządu RSP Ostoja Natury (rolnicza spółdzielnia, która ekologicznymi metodami wytwarza żywność wysokiej jakości, organizuje też m.in. popularny w Olsztynku BIOhub Bazar skupiający lokalnych producentów żywności) – twórca strategii Ostoja Natury Wioska 3.0 nagrodzonej w konkursie „Inteligentne Wioski”.

DR INŻ. JAROSŁAW PAROL

towaroznawca, rolnik, przetwórca lokalnej żywności (właściciel Tradycyjnej Wędzarni Warmińskiej z Kaborna), prezes Regionalnej Izby Gospodarczej Żywności Naturalnej i Tradycyjnej Mecenas projektu:

PROVINCJA

048

Provincja na olsztyńskiej starówce jest miejscem do którego zapraszamy ciekawych gości, debatując na tematy składające się na obraz przedsiębiorczości Warmii i Mazur. Otoczenie starannie wyselekcjonowanych i ściągniętych z cenionych winnic trunków od zawsze sprzyjały biznesowej etykiecie, twórczym spotkaniom, barwnym dyskusjom i towarzyskiemu nastrojowi. Tym bardziej, że w piwniczce Provincji czuć klimat pasji, wiedzy i jakości. Provincja to miejsce spotkań przy lampce wina i przekąskach, ale też sklep z kilkuset gatunkami trunku, wieczory degustacyjne i komfortowe apartamenty w zabytkowej kamienicy. Provincja – Wine Bar & Rooms Olsztyn, ul. Lelewela 3 provincja.com



BIZNES

REWOLUCJA W OGRODZIE PLAN BYŁ TAKI: STWORZYĆ OPTYMALNE WARUNKI UPRAWY ROŚLIN PRZEZ CAŁY ROK. OLSZTYŃSKA FIRMA ASUN OPRACOWAŁA LED-OWE LAMPY, KTÓRE MOGĄ ZREWOLUCJONIZOWAĆ RYNEK ROLNICZY. A TAKŻE MAŁE PRZYDOMOWE OGRODY.

050

Choć dostęp do świeżych warzyw i owoców mamy w sklepach przez cały rok, ich uprawa poza sezonem wiąże się z dużym nakładem prac. Szczególnie problematyczne jest uzupełnienie światła słonecznego niezbędnego do ich wzrostu. Wieloletnia współpraca firmy aSun (nazwa nawiązuje do „artificial sun” – sztucznego słońca) z producentami żywności z Warmii i Mazur pokazała potrzeby tego sektora. Tak narodził się innowacyjny pomysł – stworzenie efektywnego oświetlenia dla upraw roślin. Opracowany przez firmę system lamp LED-owych pozwala uzyskać optymalne warunki uprawy przez cały rok i uniknąć problemów z dostarczaniem odpowiedniego światła dla roślin. – Naszym priorytetem jest stworzenie idealnego oświetlenia dla wzrostu roślin przy jak najmniejszym zapotrzebowaniu na energię – tłumaczy Radosław Kurenda, prezes spółki aSun. – Oprawy LED-owe dzięki innowacyjnemu i inteligentnemu

algorytmowi wspomagają wzrost roślin, a nawet są w stanie nim sterować. Dzięki temu, przy oszczędności energii i zasobów, maksymalizowane są plony. Projekt składa się z innowacyjnych lamp LED o odpowiednim spektrum światła i maksymalnej możliwej wydajności, a także systemu monitorowania uprawy i wsparcia podejmowania decyzji poprzez aplikację. Prototypowe urządzenie z powodzeniem przeszło naukowe testy na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu. Obecnie testowane jest także u jednego z największych polskich producentów warzyw. Wstępne badania są obiecujące – potwierdziły wzrost roślin o około 10 proc. – Nasz projekt dedykujemy m.in. właścicielom wielohektarowych upraw w szklarniach i foliowych tunelach – tłumaczy Sebastian Jestadt, współwłaściciel firmy. – Nasze badania pozwoliły opracować korelację algorytmu zarządzania klimatem wraz z odpowiednim dopasowaniem światła LED. Dzięki temu w sposób optymalny i ekonomicznie opłacalny dobierane są parametry uprawy. Nasz cel to osiągnięcie około 50 proc. oszczędności energii elektrycznej i 20 proc. lepszej efektywności w stosunku do tradycyjnej oprawy świetlnej HPS 1000 W. Projekt oświetlenia pozwoli nie tylko zmaksymalizować plony w dużych szklarniach, ale też w przydomowych ogrodach i uprawach domowych (urban farming). W tej chwili firma testuje razem ze start-upem „Mikrowarzywa z Warmii” autonomiczny system wertykalnych upraw do mieszkania, na parapet czy balkon. Kolejnym etapem będzie stworzenie autonomicznej szklarni DIY (ang. Do It Yourself – zrób to sam), aby każdy bez względu na wiedzę i umiejętności mógł się cieszyć świeżymi warzywami i ziołami prosto z ogrodu. Opracowany projekt autonomicznej, sterowanej komputerowo mini-szklarni, pozwoli na hodowlę warzyw przez większą część roku. Prosty w obsłudze system pomoże w doborze oświetlenia, temperatury, wilgotności, nawożenia itp. – Oprócz lamp pracujemy m.in. nad bezprzewodowym systemem do pomiaru parametrów wód, systemem pozycjonowania w szklarniach i budynkach przemysłowych, innowacyjnymi rozwiązaniami światła z użyciem diody LED – tłumaczy prezes. – Tworzymy rozwiązania, które pozwolą na opłacalną produkcję czystej i zdrowej żywności — docelowo w każdym zakątku świata.

ASUN Sp. z o.o. Olsztyn, ul. Jagiellońska 91A Radosław Kurenda +48 693 553 944, rk@asun.tech

Sebastian Jestadt +48 661 551 715, sj@asun.tech


BIZNES

TKANINY OD SERCA BYWA, ŻE DO STWORZENIA CHUSTY POTRZEBA KILKU TYGODNI MISTERNEJ PRACY NA KROŚNIE. KAŻDY EGZEMPLARZ JEST NIEPOWTARZALNYM RĘKODZIEŁEM, A TAKŻE ZAPISEM MARZEŃ I WZRUSZEŃ. SŁOWEM: WYROBY MARKI LOOMBERRY UTKANE SĄ Z EMOCJI. Od dzieciństwa kiełkowała w niej pasja tworzenia. Z dostępnych w domu materiałów tworzyła pod okiem mamy zabawki, stroje. Ta kreatywność zaowocowała po latach, kiedy urodziła synka. Nieustająco domagał się uwagi, więc będąc w kolejnej ciąży, Magda zaplanowała zakup chusty do noszenia malucha blisko ciała. Przeglądając sklepy internetowe, postanowiła stworzyć własne dzieło. – Zainwestowałam w pierwsze krosno i rozpoczęłam nowy rozdział w życiu – wspomina Magdalena Ogińska, właścicielka marki Loomberry. – Zanim skończyłam profesjonalny kurs tkactwa, korzystałam z tutoriali w internecie. I mimo konkurencji z doświadczonymi tkaczami, którzy przewyższali mnie techniką i doświadczeniem, udało mi się wygrać Polski Chustowy Konkurs Tkacki. Uskrzydliło ją to na tyle, że w 2017 roku założyła w sercu Warmii własną markę Loomberry, stawiającą na wysokojakościowe roślinne i zwierzęce przędze. – Z pasji uczyniłam sposób na życie – przyznaje. – Wsłuchuję się w marzenia klientek, klnę przy plączących się nitkach na krośnie i płaczę ze wzruszenia oglądając zdjęcia, które mi przysyłają. W każdy etap tworzenia wkładam swoje serce. Produkty marki Loomberry utkane są z emocji. Chusty do noszenia dzieci to jej sztandarowy produkt. Zapewniają dziecku i mamie komfort w codziennych sytuacjach. Klientki opowiadają Magdzie o swoich oczekiwaniach, stylu życia, ulubionych kolorach, a ona na tej podstawie projektuje chustę, dobierając wytrzymałą przędzę, splot i wzór. – Na specjalne życzenie, „premiera” chusty odbywa się w dniu narodzin dziecka – tłumaczy Magda. – Jest zapisem emocji, które towarzyszą oczekiwaniu na maleństwo. Jakość przędz na których pracuje, m.in. len, bawełna, konopie, pokrzywa, jedwab, wełny, wiskozy, wełenki to gwarancja, że przeżyją długi etap macierzyństwa i będą przyjazne dla skóry malucha i mamy. Bo wszystko odbywa się w zgodzie z naturą. Magda wykorzystuje do kolejnych projektów również resztki przędz, które często trafiają na akcje charytatywne. Wszystkie produkty wpisują się w nurt zrównoważonej mody. – To nie są tkaniny do oglądania, ale przede wszystkim do używania, cieszenia się nimi, korzystania z ich piękna i funkcjonalności przez długi czas – tłumaczy właścicielka marki. Szale marki Loomberry to kropka nad „i” w codziennej, całorocznej stylizacji. Można je wybrać z szerokiej gamy materiałów, splotów, kolorów. I, jak w przypadku każdego produktu, mieć pewność, że będzie to jedyny taki egzemplarz na świecie. Przyjazne dla skóry, oddychające tkaniny z naturalnych przędz, chronią i przed zimnem, i przed słońcem w lecie. – Coraz częściej szukamy elementów stylizacji, które podkreślą indywidualność – twierdzi Magda. – Odpowiadając na tę

potrzebę, tworzę także ręcznie tkane torebki, nerki, plecaki, portfele czy spinki do włosów z elementami tkanin. W jej olsztyńskiej pracowni powstała nawet kolekcja męska: czarno-białe krawaty i spinki do mankietów z naturalnych tkanin. A także tekstylia domowe: poduszki, ściereczki, chodniki, materiały obiciowe do mebli. – Są alternatywą dla wyrobów przemysłowych tworzonych taśmowo i powielanych w wielu domach – tłumaczy Magda. Tworzenie tkanego rękodzieła, jak choćby chusta do noszenia dzieci, trwa nawet kilka tygodni. – Klienci często twierdzą, że muszę być wyjątkowo cierpliwą osobą. To nieprawda. Mam za to dużo pokory i pasji do tworzenia. Wiem, że efekt zrekompensuje mi cały trud – przyznaje. Dla tych, którzy chcą dać upust swojej kreatywności, Magda prowadzi indywidualne i grupowe warsztaty tkackie. W trakcie zajęć z dorosłymi lub dziećmi dzieli się wiedzą na temat przędzy, splotów tkackich, wyliczeń niezbędnych do stworzenia tkaniny, sprzętu. Uczy, jak od podstaw stworzyć własne dzieło. Loomberry Magdalena Ogińska tel. 698 643 439 loomberry.mo@gmail.com facebook.pl/loomberry instagram.com/loomberry.mo www.loomberry.pl

051


BIZNES

MIKROWARZYWO – MAKSIMUM ZALET BOMBA WITAMINOWA, SMAKOWY HIT. MIKROWARZYWA Z WARMII TO ODŻYWCZY DODATEK DO POTRAW, KTÓRY SPRZYJA ZDROWIU I URODZIE. KINGA MŁYŃSKA Z OLSZTYNA OPRACOWAŁA METODĘ ICH UPRAWY I PRZEKONUJE KUCHARZY, ŻE OPRÓCZ WALORÓW WIZUALNYCH NADADZĄ WYJĄTKOWY SMAK POTRAWOM.

052

Praca naukowa nad tym, jak w naturalny sposób zwiększyć wartość odżywczą roślin bez nawozów sztucznych, podsunęła Kindze pomysł na biznes. Faza wzrostu rośliny pomiędzy kiełkiem, a tzw. babyleaf’em, to nie tylko kumulacja składników odżywczych, ale też smaku, barwy i tekstury. Mikrowarzywa, które uprawia, dostarczają ich około kilkadziesiąt razy więcej niż dorosła roślina, a do tego są pyszne i nawet ich niewielka ilość podkreśla smak potraw. Kinga dopracowała uprawę mikrowarzyw tak, aby jak najwięcej mogły czerpać z organicznego podłoża i słońca. – Wystarczy raz ich spróbować, aby docenić walory smakowe i dołączyć na stałe do jadłospisu – zapewnia Kinga Młyńska, absolwentka i doktorantka Wydziału Kształtowania Środowiska i Rolnictwa na UWM w Olsztynie, właścicielka firmy Mikrowarzywa z Warmii. – Klienci są zaskoczeni ich wydajnością i wpływem na wygląd oraz zdrowie. MikroKinia, jak nazywają ją znajomi, póki co uprawia kilkanaście rodzajów super zdrowych roślin. Większość gatunków mikrowarzyw, oprócz witamin i minerałów, zawierają substancje aktywne chroniące m.in. przed nowotworami czy niwelujące skutki cukrzyc. Wraz z kolejnymi fazami rozwoju rośliny tracą te właściwości. Ulubionym wyrazistym smakiem klientów jest nasturcja zawierająca mnóstwo witaminy C i minerałów poprawiających wygląd cery, włosów i paznokci,

a dzieci uwielbiają słodkawy groszek i rzodkiewkę. Pozostałe gatunki to m.in. słonecznik, burak, amarantus, kukurydza, kolendra, ogórecznik, por, koniczyna, brokuł, rzeżucha, gorczyca, mizuna japońska, pak choi. Psy, koty i gryzonie również potrzebują witamin i chętnie podgryzają mikrowarzywa. – Żeby nie podjadały z naszych doniczek, przygotowałam coś specjalnie dla nich – mix dla zwierzaków. Cały czas poszerzam asortyment, eksperymentuję z nowymi gatunkami i przymierzam się do otwarcia sklepu internetowego – tłumaczy Kinga. Mikrowarzywa wpisują się w trend zero waste – nawet ich przezroczyste opakowanie z kukurydzy jest biodegradowalne, a sposób uprawy pozwala na oszczędność wody. W pełni ekologiczny proces uprawy, która trwa 2–3 tygodnie, pozwala na uzyskanie maksymalnie wysokiej jakości. Kinga prowadziła badania naukowe m.in. na Agricultural University w Plovdiv w Bułgarii. Zajmuje się szeroko pojętą zdrową żywnością i naturalnymi metodami upraw podnoszącymi jej wartości odżywcze bez stosowania nawozów i środków ochrony roślin. – Zależy mi, aby ludzie mieli dostęp do sprawdzonej, pełnowartościowej żywości i nie musieli się martwić zanieczyszczeniami oraz ilością spożywanych witamin – zapewnia. – Pracuję nad ofertą domową i otworzeniem sklepu internetowego. Większość gatunków mikrowarzyw nie jesteśmy jednak w stanie wyhodować w domu, mają mniejszą wartość odżywczą i mniej intensywny smak. Przez pięć lat doskonaliłam metodę uprawy tak, aby zaoferować bogaty wybór mikrowarzyw, bogatszych w witaminy. Nawiązuję kontakty także z branżą gastronomiczną. Zastosowanie mikrowarzyw do dekoracji i poprawy smaku pozwala się wyróżnić w świecie kulinarnym i zapewnia unikalność potrawom. Wiedzę na temat uprawy mikrowarzyw Kinga oferuje w formie franczyzy. – Gdyby ktoś marzył o takim zdrowym biznesie, pomogę zbudować go od postaw na bazie wypracowanego know-how – zapewnia. – Zaczęłam ich uprawę od rodzinnego regionu, ale to wartościowy produkt, który warto rozpropagować w innych częściach Polski. Mikrowarzywa można kupić m.in. na Dobrych Targach, które co drugą sobotę odbywają się przy Kuźni Społecznej w Olsztynie, oraz na Niedzielnym Targu Śniadaniowym przy restauracji Tandoor w Olsztynie. Kinga Młyńska kontakt@mikrowarzywazwarmii.pl facebook.com/Mikrowarzywazwarmii www.mikrowarzywazwarmii.pl


BIZNES

KOSZE PEŁNE NATURY SĄ NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI. PYSZNE, EKOLOGICZNE, O OGROMNYM POTENCJALE ZDROWOTNYM. DZIKO ROSNĄCE ROŚLINY Z ŁĄK, PÓL I LASÓW TO NIEWYKORZYSTANY DAR NATURY. ICH WYSOKA JAKOŚĆ I TRADYCYJNY SMAK, KRÓTKI ŁAŃCUCH DOSTAW, WSPARCIE DLA DROBNYCH PRODUCENTÓW — TE ZALETY REGIONALNYCH SUROWCÓW SKŁONIŁY GRUPĘ PRZEDSIĘBIORCZYCH KOBIET DO ZAŁOŻENIA FIRMY LOKALNA PRODUKCJA. Przetwarzanie surowców na większą skalę często przerasta małe przydomowe przetwórnie. Firma Lokalna Produkcja umożliwia nie tylko ich szeroką produkcję, ale także promocję w świecie. Przetwory z dziko rosnących owoców czy ziół, za jej pośrednictwem docierają m.in. do hoteli czy restauracji stawiających na sezonowy, wysokojakościowy produkt. Wśród nich są m.in. konfitura z płatków dzikiej róży, przecier z rokitnika, syrop z kwiatów czarnego bzu, syrop pokrzywowy, z pędów sosny sygnowanych marką Mazurskie Słoiki, od której Lokalna Produkcja rozpoczęła współpracę. Słynie ona z jakościowych przetworów zebranych na dzikich terenach Warmii i Mazur. Syropy i konfitury dostępne są w opakowaniach zbiorczych: dwupak, trzypak, czteropak, sześciopak, podwójny czteropak i palety. – Nasi dostawcy od wiosny do jesieni pracują według kalendarza wegetacji roślin i dostarczają nam wysokojakościowe surowce – tłumaczy Joanna. – Wkładają w nie mnóstwo misternej pracy – od ręcznego zbierania, przez suszenie, po przetwarzanie w tradycyjny sposób, ale także kawał serca. Współpracując ze sprawdzonymi zbieraczami, drobnymi przetwórcami, zielarzami i ogrodnikami mamy gwarancję, że wyroby osiągną pełnię smaku i walorów zdrowotnych. Jak choćby pachnące lasem i łąką mieszanki ziół, które na co dzień można spróbować w klimatycznej Pijalni Ziół w olsztyneckim skansenie prowadzonej przez etnobotanika Jakuba Babickiego i Piotra Stobniaka, założyciela Mazurskich Słoików. Inspirują, aby czerpać z bogactwa natury przy różnych dolegliwościach zdrowotnych. Gotowe mieszanki ziołowe relaksują, oczyszczają i wzmacniają. – Wystarczy spróbować któregoś z tych specjałów, aby docenić ich walory smakowe i zdrowotne, zdecydowanie różniące się od wyrobów przemysłowych – zapewnia Joanna. Kompleksowe przetwarzanie owoców, warzyw i ziół odbywa się w profesjonalnie wyposażonym zakładzie w Liksajnach w gminie Miłomłyn. Tutaj, w odpowiednich warunkach sanitarnych, producenci mogą osiągnąć dużo większą niż w przydomowych wytwórniach skalę produkcji. Wpłynie to na zwiększenie wykorzystania wysokiej jakości surowców, które co roku marnują się na terenach wiejskich. Po trwającej adaptacji i doposażaniu zakładu powstanie tu Inkubator Przetwórstwa Spożywczego Liksajny, który umożliwi nie tylko uruchomienie produkcji spożywczej na dużą skalę, ale też testowanie i produkcję małych serii nowych produktów przez zainteresowanych tego typu działalnością.

– Obiekt będzie przystosowany do organizacji szkoleń m.in. dla kół gospodyń wiejskich, kandydatów na przetwórców żywności lokalnej lub mieszkańców, którzy chcą nauczyć się przetwarzania zasobów ze swojego otoczenia – tłumaczy współwłaścicielka. – W planach mamy także odbiór surowców od małych producentów, np. posiadaczy ogródków działkowych. Ideą projektu jest maksymalne wykorzystanie surowców występujących w naturze i zero waste — zapobieganie marnowaniu żywności. Lokalna Produkcja rozpoczęła działalność na Warmii i Mazurach, ale rozszerzy ją na inne polskie regiony. Naturalne przetwory wytwarzane z surowców występujących w otoczeniu będą jej znakiem rozpoznawczym. Można je zamówić w formie koszy prezentowych, spersonalizowanych prezentów z wybranym logo czy tekstem okolicznościowym. Zestawy pięknie opakowanych słoików z sokami i konfiturami, a docelowo także wysokojakościowymi przetworami nabiałowymi, rybnymi lub mięsnymi, to zapas zdrowia i uniwersalna wizytówka regionu, jego firm, lokali i obiektów turystycznych. Lokalny Produkt S.C. Joanna Czułowska 531 038 644 kontakt@lokalnaprodukcja.pl www.lokalnaprodukcja.pl

053


BIZNES

GORĄCY PROBLEM, CHŁODNA KALKULACJA stalacją fotowoltaiczną wpłynie pozytywnie nie tylko na środowisko, ale również na domowy budżet.

ZGRANY DUET W DOMU

JESTEŚMY PIERWSZYM POKOLENIEM, KTÓRE DYSPONUJE PRECYZYJNYMI DANYMI NA TEMAT STANU ŚRODOWISKA. I PIERWSZYM, KTÓRE NA TAK DUŻĄ SKALĘ MOŻE MU POMÓC. FOTOWOLTAIKA W DOMU – PIERWSZY DUŻY KROK W TROSCE O NASZĄ PLANETĘ.

054

Świadomość ekologiczna wśród Polaków jest coraz większa. Naszymi codziennymi proekologicznymi nawykami – choć często narzucanymi dopiero przez regulacje prawne – stało się segregowanie odpadów, unikanie foliowych reklamówek czy jednorazowych plastikowych naczyń. To jednak wciąż za mało, abyśmy mogli być spokojni o losy naszej planety. Niezwykle szybka degradacja środowiska naturalnego jest dzisiaj największym problemem, z którym mierzy się cała nasza populacja. Ale to właśnie obecne pokolenie jest pierwszym w historii ludzkości, które dysponuje precyzyjnymi danymi obrazującymi wartość walorów przyrody dla życia ludzi oraz dowodami na nasz negatywny wpływ na ich degradację. Również wszelkie raporty i wyniki badań publikowane przez światowe organizacje pozwalają wyciągnąć niepokojące wnioski dotyczące stanu ekosystemu. Nigdy jednak nie jest za późno na podanie pomocnej dłoni – wystarczy w każdej sferze swojego życia wdrażać proekologiczne zachowania.

BUDYNEK TEŻ MOŻE BYĆ EKO Naszemu środowisku szkodzimy nie tylko my, ale również budynki, w któ-

rych mieszkamy. Z danych statystycznych wynika, że w Polsce jest ponad 5,5 mln budynków mieszkalnych, z czego około 5 mln to domy jednorodzinne. Zdecydowana większość z nich została wybudowana przed przyjęciem znowelizowanej dyrektywy unijnej, która określa wymagania w obszarze charakterystyki energetycznej. Oznacza to, że w większości tych domów znajdują się szkodliwe dla środowiska (przede wszystkim za sprawą emisji do atmosfery dwutlenku węgla) piece na paliwa stałe – węgiel czy drewno. W przypadku czteroosobowej rodziny zamieszkującej dom o powierzchni około 150 mkw., w którym źródłem ciepła jest kocioł na węgiel kamienny, roczna emisja dwutlenku węgla w ynosi aż 14 ton. Biorąc pod uwagę wspomnianą wcześniej ilość domów, można sobie wyobrażać, z jak dużym problemem musimy się mierzyć. Rozwiązanie tego problemu jest stosunkowo proste – istnieje możliwość skorzystania z dotacji z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na wymianę starego nieefektywnego pieca na ekologiczną pompę ciepła, która w połączeniu z in-

Nowy energooszczędny dom jednorodzinny o wspomnianej już powierzchni około 150 mkw. potrzebuje średnio 12 tys. kWh energii w formie ciepła na ogrzewanie budynku oraz podgrzanie wody użytkowej. Aby wprowadzić do domu taką ilość ciepła, wystarczy zeroemisyjna pompa ciepła, która na swoje potrzeby zużyje zaledwie około 3 tys. kWh energii elektrycznej. Biorąc pod uwagę warunki pogodowe w Polsce oraz poziom nasłonecznienia, wystarczy więc oprócz pompy ciepła posiadać instalację fotowoltaiczną o mocy zaledwie 3,3 kWp, aby móc bezkosztowo ogrzewać cały dom. Decydując się na taki duet, warto jednak wybrać instalację fotowoltaiczną o większej mocy, która nie tylko zapewni prąd na potrzeby pompy ciepła, ale również zasili nasze pozostałe domowe odbiorniki prądu. Modernizacja budynku zmierzająca do poprawy jego efektywności energetycznej, wymiana pieca na pompę ciepła oraz montaż instalacji fotowoltaicznej to inwestycja, którą warto rozważyć już teraz, ponieważ za sprawą programów dotacyjnych oraz możliwości uzyskania ulgi termomodernizacyjnej, można w znacznym stopniu obniżyć całkowity koszt inwestycji, nawet do 60 proc. Rozmawiał: Jakub Selega Obraz: Marek Ciesielski Więcej na temat aktualnych możliwości otrzymania wsparcia finansowego na zakup i montaż pompy ciepła oraz instalacji fotowoltaicznej w Showroomie Sun Invest – zawsze najświeższe informacje o dotacjach i ofertach na odnawialne źródła energii.

Olsztyn, ul. Towarowa 9D (teren Agroma) tel. 89 6167704 showroom@suninvest.pl



ROZWÓJ

TO MY JESTEŚMY OD MIESZANIA W GARACH JEŚLI DOBRYM MARKETINGIEM CHCESZ ZWIĘKSZYĆ OBROTY SWOJEJ FIRMY, ALE NA MARKETINGU NIE ZA BARDZO SIĘ ZNASZ, TO CO ROBISZ? SĄ DWA NAJPROSTSZE WYJŚCIA: UCZYSZ SIĘ NA WŁASNYCH BŁĘDACH JAK PODBIĆ RYNEK, ALBO OPŁACASZ SPECJALISTÓW Z AGENCJI I CZEKASZ NA EFEKTY.

056

Czy agencja marketingowa zwiększa sprzedaż? Standardowa odpowiedź w świecie marketingu brzmi: „to zależy”. W większości przypadków wybierasz z oferty usług marketingowych podobnie jak danie z menu: na które masz ochotę, albo słyszałeś, że jest smaczne, albo – o zgrozo! – dajesz się ponieść modzie. I o ile nietrafiona potrawa dostarczy nam przykrych doznań na krótko, tak w przypadku nietrafionego marketingu, już niekoniecznie. Nie do końca znając specyfikę i możliwości poszczególnych usług, nie jesteśmy w stanie samodzielnie wybrać najlepszego rozwiązanie dla naszej firmy. Jeśli słyszeliśmy, że np. działania na facebooku przynoszą efekt i zgłosimy się z tym do agencji, to większość z nich zajmie się właśnie aktywnością na facebooku. A marketing to wszechstronność działań, więc ten budżet marketingowy trzeba przenosić na najskuteczniejszą aktywność w danym momencie. Dlatego – trzymając się przytoczonej już analogii do restauracyjnych potraw – płaćmy za najlepsze dania, ale przygotowane pod nasze gusta. Mało tego, nie zawsze mamy ochotę na to samo, więc nasze potrzeby, tak jak i potrzeby rynku, stale się zmieniają. Dlatego agencja, niczym najlepszy szef kuchni, powinna je wyczuwać, rozpoznawać, zmieniać i modyfikować. Wybierając agencję, należy przede wszystkim zwrócić uwagę, jaki zakres świadczeń mamy zapisany w ramach umowy i czy usługi są w stanie zapewnić elastyczność działania i sytość rynku na nasze produkty czy usługi. Bo to właśnie agencja, w oparciu o dostępne dane, twój budżet i specyfikę produktu lub usługi powinna dobrać kanały dające największe szanse na realizację celów, które przełożą się na większe zyski firmy.

To agencja ma tworzyć najlepiej skomponowane kampanie. Narzucenie im z góry konkretnych rozwiązań z jednej strony rozmywa odpowiedzialność, a z drugiej zabija kreatywność (często się słyszy: konkurencja ma takie posty, też chcemy takie mieć). Jeśli więc sami nie czujemy się na siłach we współczesnym marketingu i zdecydowaliśmy się na współpracę z wnikliwie wybraną agencją, dajmy jej pole do popisu. Żaden mistrz kuchni nie chciałby, żeby klienci zaglądali mu w przysłowiowe gary. Pozwól mu działać, a potem rozkoszować się smakiem powiększanych zysków. Tekst: Magdalena Brzezińska, obraz: arch. Lupa Marketing Lupa marketing Olsztyn, pl. Bema 2 tel. 606 479 479 lupamarketing.pl Mecenas projektu:

BEMA SQUARE

Bema Square – najsłynniejsza z olsztyńskich kamienic, która od zawsze była siedzibą najważniejszych postaci, dzisiaj jest prestiżowym adresem na wizytówce wielu firm. Z pietyzmem odtworzone wnętrza przyciągnęły tu biznesy z przeróżnych branż, choć ze wspólnym mianownikiem – zamiłowaniem do piękna, sztuki i ducha historii. Bema Square Olsztyn, Plac Generała Józefa Bema 2 tel. 89 722 12 40, kontakt@bema2.pl



NIERUCHOMOŚCI

POMNÓŻ SWÓJ ZYSK JEGO DOŚWIADCZENIE I WIEDZA POZWALAJĄ ZWIĘKSZYĆ WARTOŚĆ NIERUCHOMOŚCI O KILKASET PROCENT. CHCECIE PRZYKŁADÓW?

058

Kupił dla klienta działkę nad jeziorem Dadaj za 132 tys. zł. Po przeprowadzeniu procesu zwiększenia wartości nieruchomości sprzedał ją za 877 tys. zł. Kto potrafi dokonać takich flipów na nieruchomościach? Poznajcie Piotra Płoskiego z Investor Nieruchomości. Jako urbanista w urzędzie planował kiedyś rozwój terenów inwestycyjnych. Dziś, prowadząc olsztyński oddział Investor Nieruchomości, wykorzystuje swoje doświadczenie do realizacji spektakularnych flipów na nieruchomościach. Jak ten znad jeziora Dadaj Piotr Płoski przez ponad dwie dekady zbierał doświadczenie w samorządzie – był radnym powiatowym i wójtem gminy Purda. Z wykształcenia urbanista specjalizujący się w pośrednictwie i wycenie nieruchomości. Pełniąc obowiązki samorządowca ustalał miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania terenów. – Będąc dzisiaj po drugiej stronie i prowadząc biuro nieruchomości, dzielę się ze swoimi klientami doświadczeniem w przygotowywaniu i uchwalaniu dokumentów planistycznych – mówi Piotr Płoski z Investor Nieruchomości. – W połączeniu z ponad 20-letnim stażem jako ogólnopolskie biuro Investor Nieruchomości, możemy zapro-

ponować klientom ogrom wiedzy w obrocie nieruchomościami. Stale monitorujemy, gdzie kierowane są samorządowe środki na rozwój infrastruktury, co wpływa na zwiększenie wartości okolicznych działek. Śledzimy rynkowe trendy, zwłaszcza te lokalne, bo mamy ogromną świadomość tego, że to od skuteczności pomnażania kapitału naszych klientów zależy rozwój naszej firmy. Wspólnie z klientem wybierają działkę rolną. Po jej zakupie ich biuro przygotowuje procedurę zwiększenia wartości i szereg dokumentów planistycznych. Po ich złożeniu i uchwaleniu, lokalny samorząd może zmienić przeznaczenie działki. – Czasem osiągamy w ten sposób kilkusetprocentowy przyrost wartości – dodaje. – Trafiają do nas również klienci, którzy już posiadają zasoby ziemskie i chcą zwiększyć ich wartość. W ten sposób klientowi, który za pół mln zł kupił działkę w okolicy Waplewa przy trasie nr 7, zrobiliśmy przyrost do niemal 3 mln zł. Co ważne, zawsze zanim podejmiemy się jakiegoś tematu, bardzo wnikliwie go sprawdzamy czy nic nie stoi na przeszkodzie, by zmienić przeznaczenie terenu i w całej naszej historii jeszcze nigdy się nie pomyliliśmy. Ta skuteczność sprawia, że kolejni deweloperzy oddają im na wyłączność sprzedaż swoich osiedli. W ofercie biura są domy w zabudowie jednorodzinnej i bliźniaczej na powstających osiedlach w Bartągu, Klebarku Małym i Łupstychu. W tej ostatniej lokalizacji powstaje nieruchomość z linią brzegową jeziora Ukiel. Doświadczenie Piotra Płoskiego posłużyło do zbudowania sprawnego zespołu Investor Nieruchomości, który stale rozrasta się. Stworzyli program wdrażania nowych agentów, który daje możliwość sprawdzenia się w tej roli, będąc jeszcze na etacie w innej firmie. – Nasi agenci zarabiają spore kwoty, ale nie każdy ma w sobie ten zestaw cech, który pozwala być świetnym w pośrednictwie nieruchomości – zauważa. – Warto więc sprawdzić się, nie rzucając od razu swojej dotychczasowej pracy. Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: Konrad Poświata

Investor nieruchomości Oddział Olsztyn Olsztyn, ul. Warszawska 71b lok. 2 www.investor.net.pl



INWESTYCJE

Aktywa24.pl Sp. z o. o. weronika.gerigk@aktywa24.pl

Standard deweloperski: willa przeszła gruntowny remont zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Instalacje elektryczne, wodno-kanalizacyjne oraz centralnego ogrzewania są nowe i zostały rozprowadzone w taki sposób, aby dać jak najwięcej możliwości aranżacji pomieszczeń. Budynek posiada własną kotłownię gazową, co będzie optymalizowało koszty ogrzewania. Wykończona klatka schodowa, drzwi wejściowe do budynku, drzwi wejściowe do mieszkań, parapety zewnętrzne i wewnętrzne. Każdy lokal posiada piwnicę.

M4

M3

Powierzchnia całkowita

Salon + aneks kuchenny Łazienka Sypialnia Garderoba

1 2 3 4

Mieszkanie M4

biuro sprzedaży: +48 668 862 341

36.60 m²

16.58m² 3.13 m² 13.85 m² 3.04 m²

„WILLA W OGRODZIE”, PIENIĄDZ W OBROCIE

WSZYSCY SZUKAJĄ POMYSŁU NA INWESTOWANIE KAPITAŁU. WIELU MYŚLI O NIERUCHOMOŚCIACH

060

Części zewnętrzne: wyremontowana elewacja i dach z zachowaniem oryginalnego stylu willi, utwardzony podjazd z wyznaczeniem miejsc parkingowych.

Adres inwestycji: Olsztyn, ul. Westerpla�e 6 (działka nr 286201_1.0091.5/4 )

Powyższa karta nie jest częścią oferty sprzedażowej. Na planach przedstawiono przykładowe wyposażenie. Lokale na sprzedaż nie są umeblowane.

2

ul. Westerplatte 6, Olsztyn

1

4

3

Piętro I: mieszkanie M4

Z POTENCJAŁEM, ALE MAŁO KTO SŁYSZAŁ O HISTORYCZNEJ „WILLI W OGRODZIE”.

Teatr im. Stefana Jaracza, kościół oo. franciszkanów na Zatorzu, młyn elektryczny przy placu Bema czy wille przy ulicy Kajki – te rozpoznawalne olsztyńskie budynki łączy postać architekta Augusta Feddersena (1881–1947). Z pracowni najwybitniejszego i najbardziej płodnego przedstawiciela olsztyńskiego modernizmu wyszedł również projekt budynku przy ul. Westerplatte 6 w Olsztynie. Ten historyczny obiekt odzyskuje swój dawny blask dzięki firmie Aktywa24.pl, która rewitalizuje go, oddając przyszłym właścicielom jako „Willę w Ogrodzie”. Położona w centrum, świetnie skomunikowana, z dostępem do miejskiej infrastruktury, a jednocześnie otoczona zielenią i wciąż kameralna – po generalnym remoncie, utrzymana w modernistycznym stylu willa jest doskonałym pomysłem na lokatę kapitału lub inwestycję w mieszkanie pod wynajem. Inwestor zachowa historyczny charakter kamienicy, a mimo wszystko będzie ona pełna nowoczesnych rozwiązań budowlanych. Z jednej strony oryginalne drzwi wejściowe, pierwotny układ i styl okien z koszami na kwiaty, opaski okienne z czerwonej cegły, gzyms wieńczący, portal wejściowy i cokół. Z drugiej – gruntowne zabiegi, które pozwolą zachować willi świeżość przez kolejne dziesięciolecia. – Od fundamentów, przez elewację, wszystkie instalacje, aż po dach – wszystko wykonamy na nowo. Dzięki pracom konserwatorskim odkryliśmy dawny wizerunek budynku – mówi Weronika Gerigk z Aktywa24.pl. „Willa w ogrodzie” w nowej odsłonie została zaprojektowana tak, by w łatwy sposób można było podzielić jej apartamenty i mieszkania na mniejsze, odpowiadające np. kawalerkom. To od nowych właścicieli zależeć będzie czy finalnie willa podzielona zostanie na trzy apartamenty, pięć mieszkań czy 10 mikrokawalerek. Tak elastyczny projekt daje tę zaletę, że – w zależności od sytuacji życiowej – kupione duże mieszkanie będzie można podzielić na dwa mniejsze z osobnymi wejściami i jedną część wynająć, sprzedać czy przekazać np. wchodzącym w dorosłe życie dzieciom. – To nasze niestandardowe podejście przekłada się na wyjątkowość tej willi

i wielowariantowość wykorzystania poszczególnych lokali – wskazuje Ewelina Strzałkowska z Aktywa24.pl. – Dajemy tym samym nabywcom większe bezpieczeństwo na przyszłość, bo jedno mieszkanie można wykorzystać na wiele sposobów. Lokale mogą być przekazane w stanie deweloperskim, choć inwestor proponuje też szarszy zakres usług. Potrzebuje tylko sygnału od potencjalnego nabywcy o chęci inwestowania. – Nasz zespół sprawdza wówczas możliwość finansowania, pomoże wybrać najlepszy bank i przygotuje wniosek kredytowy. Możemy też zaproponować kompleksowe wykonanie wykończenia i urządzenia mieszkania pod potrzeby najemców, a nawet znalezienie ich – podkreśla Ewelina Strzałkowska. Aktywa24.pl to spółka z kilkunastoletnim doświadczeniem w realizacji podobnych inwestycji – na koncie mają kilkadziesiąt flipów mieszkaniowych z zadowolonymi klientami, zarządzają ponad 30 mieszkaniami pod wynajem, a oprócz tego mają wybudowanych lub w trakcie realizacji kilka osiedli domów jednorodzinnych. – Szczególnie w przypadku wykończenia mieszkania pod wynajem warto skorzystać z naszego doświadczenia. Czasem są to choćby drobne rzeczy, ale istotne jeśli chodzi o komfort i trwałość użytkowania: rozsądna zabudowa w łazience i kuchni, odpowiednio dobrany sprzęt, panele – wylicza Weronika Gerigk. Przy niskim obecnie oprocentowaniu lokat, inwestycja w ciekawy obiekt z potencjałem na czerpanie zysków, jest dzisiaj świetnym sposobem na pomnażanie kapitału. – Możemy również nowemu właścicielowi przygotować nieruchomość pod wynajem od A do Z, aby ten po transakcji sprawdzał tylko rosnący stan konta – dodaje Ewelina Strzałkowska. Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: Archiwum Aktywa24.pl Aktywa24.pl sp. z o.o. Olsztyn, ul. 11 Listopada 13/2 Inwestycja: „Willa w ogrodzie” Olsztyn, ul. Westerplatte 6 www.willawogrodzie.com



TYM RAZEM TO HARRODS TU KUPOWAŁ SZEŚĆ WARSTW RÓŻNYCH PREPARATÓW NALEŻY NAŁOŻYĆ NA DREWNO SYCAMORE, BY PREZENTOWAŁO SIĘ PO KRÓLEWSKU. STOLARZE Z BARCZEWSKIEJ FIRMY NHJ CODZIENNIE OBCUJĄ Z UNIKATOWYMI MATERIAŁAMI, DLATEGO ICH PASJĘ I RZEMIOSŁO CENI SIĘ POD IŚCIE KRÓLEWSKIMI ADRESAMI.

062

Gillian Anderson, słynna aktorka z kultowego „Archiwum X”, zamawia w Barczewie meble do pokoju dziecięcego w swoim londyńskim apartamencie. Jest zachwycona. Ledwie dwa lata wcześniej, w 2016 roku, w niewielkiej hali podolsztyńskiego Barczewa, Rafał Wanat i Robert Sawicki zakładają stolarnię z pasją. Technolog drewna i śmiałek z planem na podbicie świata tworzą duet z wizją. Ich meble na indywidualne zamówienia mają być stolarskim Rolls-Roycem – wykonane mistrzowsko i z niezwykłych materiałów. Firmę nazywają New House Joinery i bazując na wcześniejszych kontaktach w Wielkiej Brytanii, podbój zaczynają właśnie od kraju Szekspira. We współczesnym biznesie samotnicy nie mają szans na sukces. Główny filar barczewskiej firmy oparli więc na zespole mistrzów stolarstwa i lakiernictwa. Meble na specjalne zamówienia wymagają wyjątkowego zaangażowania i dokładności.


WNĘTRZA

Krawędzie, faktury i połączenia mają być jak w jubilerstwie – bez skazy. Jakość widać od razu, błędy trudno wybaczyć. Znaczna część produkcji NHJ trafia na rynek brytyjski. To meble na zamówienia, zaprojektowane przez najlepsze biura architektów wnętrz. Tamtejszy klient jest niezwykle wymagający, ceni sobie oryginalne materiały oraz niespotykane rozwiązania techniczne. Kilka tygodni temu do londyńskiego odbiorcy, miłośnika nurkowania, trafiło biurko w kształcie kła rekina, wykonane z czeczoty orzecha (plastrów korzenia drzewa) i skóry cielęcej. Dodatkowo było wyposażone w system wysuwający monitory komputera. Znane londyńskie biuro projektowe, dla którego wcześniej NHJ zrealizowało zamówienia, zleciło projekt dla kolejnego klienta, którym okazała się słynna aktorka Gillian Anderson. Zabudowa miała być wykonana z cedru (sprowadzono go z Kaszub), bo – jak wyjaśniła – zapach cedru… odstrasza mole. Twórcy NHJ przyznają, że na początku pracy w firmie, ogarniało ich przerażenie: jak będzie wyglądał jawor po lakierowaniu, albo jak perfekcyjnie połączyć mosiądz z drzewem? Dzisiaj stali się w swoim rzemiośle mistrzami i realizują wizje z nieograniczoną czasem wyobraźnią klientów. I podkreślają przy okazji, że praca przy projektach wymagających, zarówno technologicznie jak i estetycznie, wyrobiła w nich wrażliwość na piękno i rozbudziła ich artystyczny potencjał. Ten stolarski skok o kilka poziomów jest możliwy, gdy na horyzoncie pojawia się wyjątkowe zamówienie, np. zabudowa w strefie zakupowej w jednym z najsłynniejszych muzeów świata – Muzeum Victorii i Alberta w Londynie. – To była największa i najtrudniejsza realizacja w historii naszej firmy – przy-

znaje Rafał Wanat, założyciel i prezes zarządu NHJ. – Specjalne patynowanie stali, cedrowe szuflady wyłożone unikatową wełną, odpowiednie szkło i system mocowań – prawdziwy inżynieryjny poligon. Ale wzmocniło to warsztatowo kadrę stolarską i nas jako zespół. W takich momentach widać, jak wiele mocnych stron i talentów tkwi w ludziach – podkreśla. Ale już dalekowschodni mędrcy twierdzili, że mistrz jest raczej odkrywcą, a odkrywca to ktoś, kto zjadłszy zęby na swojej dziedzinie, wciąż odważnie jest ciekaw nowego, nieznanego. Na hali produkcyjnej pracuje 15 stolarzy i dwie stolarki. Agnieszka i Jola przygotowują elementy przeznaczone do lakierowania. – Każdy musi być gładki jak aksamit, po prostu idealny – tłumaczy Agnieszka. – Później lakiernik nanosi lakier, a jeśli jest to np. fortepianowa czerń, to każda, nawet najmniejsza nierówność, będzie widoczna. W zespole chodzi przecież o to, by każdy przygotował swój element tak, by kolejny etap produkcji przebiegł bez uwag załogi. Na nieskazitelnie naniesioną fortepianową czerń można natknąć się w słynnym londyńskim domu handlowym Harrods. Stoją tam wyprodukowane przez stolarnię z Barczewa specjalne szafy na perfumy Roja. Mosiężne elementy na czarnym lakierze, a do tego szklane płaskorzeźby renomowanej francuskiej wytwórni Lalique, tworzą meblarskie dzieło sztuki. Kredensy z elementami mosiądzu w klasycznym stylu wykonali także dla znanej sieci handlowej Fortnum & Mason w Londynie. Efekt końcowy dzieła jest zawsze komplementowany przez zleceniodawców. – To są momenty dumy z tego, że ludzie z pasją spotkali się w dobrym czasie i w dobrym miejscu – z refleksją podkreśla Robert Sawicki, współwłaściciel firmy. A meble z Barczewa trafiają w różne zakątki: do Omanu, Nigerii, Norwegii, Francji, Niemiec, Holandii, USA. Różnorodność projektów, materiałów, form i technologii, pozwoliła w zaledwie pięć lat istnienia firmy stworzyć zespół gotowy na każde stolarskie wyzwanie. „Dajcie mi projekt, a to zrobię” – zdaje się być tu głównym mottem. Stąd Rafał Wanat nie szczędzi słów uznania: – Jeśli coś osiągasz w życiu, zapewne masz komu podziękować. Ja – naszej niezawodnej załodze. Tekst: Anna Hatała-Wanat, obraz: arch NHJ NHJ Polska Barczewo, ul Prosta 13 nhjpl.com A może pasujesz do zespołu NHJ? Napisz (office@nhjpl.com) lub zadzwoń (789 360 010).

063


BIZNES

Z WANNY DO PERFUM NIE OGLĄDAJĄC SIĘ NA NIEŁATWĄ PANDEMICZNĄ SYTUACJĘ, HEINZ-GLAS DZIAŁDOWO REALIZUJE INWESTYCJĘ, KTÓRA ZNAKOMICIE WPISUJE SIĘ W EKOLOGICZNE TRENDY NA RYNKU KONSUMENCKIM.

064

Firma HEINZ-GLAS Działdowo jest liczącym się w świecie producentem opakowań szklanych, która ściśle współpracuje z sektorem kosmetycznym. Może nie zawsze zwracamy na to uwagę, ale wiele prestiżowych marek perfumeryjnych aplikuje swoje pachnące produkty właśnie do pięknych opakowań z HEINZ-GLAS. W działdowskiej hucie szkła ruszyła budowa elektrycznej wanny szklarskiej – strategicznie ważnej inwestycji. Piec do wytopu szkła potocznie nazywany jest wanną. W HEINZ-GLAS Działdowo powstaje elektryczna wanna szklarska, która będzie w 100 proc. zasilana „zieloną” energią elektryczną pochodzącą z odnawialnych źródeł, np. farm wiatrowych. Ta ważna inwestycja powiększa możliwości produkcyjne firmy, ale przede wszystkim podporządkowana jest oczekiwaniom konsumentów w aspekcie rosnącego popytu na opakowania ekologiczne. Działdowski piec szklarski będzie miał możliwość wytopu szkła PCR, czyli wykorzystującego stłuczkę szklaną ze zbiórki selektywnej. Inwestycja ma na celu odbudowanie mocy produkcyjnych zakładu oraz dostosowanie się do zmian i wymagań na rynku szklanych opakowań kosmetycznych. – Naszą ambicją i strategicznym celem firmy jest uwzględnienie perspektywy zrównoważonego rozwoju, poczynając od zminimalizowania negatywnego wpływu na środowisko w trakcie realizacji procesów produkcyjnych, jak również realizując pozytywny wkład do lokalnej społeczności, w której działa spółka – podkreśla Bartosz Stentoft, prezes zarządu HEINZ-GLAS Działdowo. W przyszłym roku koncern HEINZ-GLAS będzie obchodził jubileusz 400-lecia. Jak można wyczytać w filozofii bogatej historii firmy, „Kiedyś nikt nie mówił o zrównoważonym rozwoju, ale świadomość na ten temat wzrastała wraz z drzewami, które były wycinane dla potażu i w celu wytopu szkła, wraz z czasem, potrzebnym do ponownego zalesienia

i z każdym pokoleniem, które prowadziło HEINZ-GLAS w przyszłość. Dziś ta przemiana trwa nadal”. Zacytowane słowa mają znaczenie nie tylko w kontekście ekonomicznym, bo oczywiste jest, że przyszłość należy do firm, które stawiają na zrównoważony rozwój. Ważnym czynnikiem jest sama troska o ekologię i wynikający z tego dostęp do zasobów niezbędnych w procesach produkcji. Ważny jest ponadto aspekt społeczny – coraz więcej pracowników, szczególnie młodszych generacji, chętniej związuje się i utożsamia z firmami, które z uwagą traktują temat ekologii oraz dbanie o optymalne warunki pracy. Dlatego HEINZ-GLAS Działdowo patrzy w przyszłość optymistycznie, mimo że obecna sytuacja w Polsce i na świecie wciąż jest trudna. – Pandemia nauczyła nas elastycznego reagowania i dostosowywania oferty do bieżących potrzeb klientów. Działając strategią małych kroków, w pełnej gotowości do dynamicznej reakcji na zmieniające się realia, liczymy na szybki powrót do „po pandemicznej” normalności – dodaje prezes Bartosz Stentoft. Tekst: Monika Kosmala-Sójka Obraz: archiwum Heinz-Glas

HEINZ-GLAS Działdowo Sp. z o.o. Działdowo, ul. Wł. Jagiełły 40 +48 23 697 01 00 sales.poland@heinz-glas.com www.heinz-glas.com



PRAWO

WYPADEK. I CO DALEJ? PO MIESIĄCACH OGRANICZONEJ MOBILNOŚCI WYWOŁANEJ PANDEMIĄ, CORAZ WIĘCEJ POLAKÓW WYBIERA SIĘ W LETNIĄ PODRÓŻ SAMOCHODEM. ZWIĘKSZONY RUCH NA DRODZE TO RÓWNIEŻ WIĘKSZE RYZYKO ZDARZEŃ DROGOWYCH. NAWET DROBNA KOLIZJA DROGOWA TO DUŻY STRES, W SZCZEGÓLNOŚCI GDY SPOTYKA NAS DALEKO OD DOMU. JAK ZACHOWAĆ SIĘ I CO ZROBIĆ BEZPOŚREDNIO PO WYPADKU?

066

Po wypadku drogowym przede wszystkim należy udzielić niezbędnej pomocy osobom poszkodowanym i zadbać o ich bezpieczeństwo. Jeżeli to możliwe włączyć w pojeździe światła awaryjne, zaciągnąć hamulec ręczny, wyjąć kluczyki ze stacyjki, postawić trójkąt ostrzegawczy i wezwać odpowiednie służby (nr alarmowy 112). W sytuacji, gdy nikt poważnie nie ucierpiał, należy koniecznie zapewnić przejazd innym użytkownikom drogi – w przeciwnym razie możemy zostać ukarani mandatem. Dzięki aparatom i kamerom wbudowanym w telefony komórkowe, z łatwością można utrwalić miejsce zdarzenia i stan pojazdów biorących udział w wypadku. Warto udokumentować m.in. ślady hamowania, rozrzucone na drodze lub poboczu elementy karoserii czy tablice rejestracyjne pojazdów. Te informacje mogą okazać się bardzo przydatne podczas występowania o odszkodowanie.


PRAWO

Następnie należy spisać ze sprawcą wypadku oświadczenie wskazujące jak do niego doszło. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy sprawca zdarzenia nie uznaje swojej winy, odmawia złożenia takiego oświadczenia, jest pod wpływem alkoholu lub nie ma ważnego ubezpieczenia OC. Wówczas nieodzowne jest wezwanie policji. O wypadku drogowym należy powiadomić swojego ubezpieczyciela oraz wezwać assistance zgodnie z warunkami zawartej umowy ubezpieczenia.

OŚWIADCZENIE SPRAWCY Sprawca wypadku powinien złożyć nam oświadczenie, w którym uznaje swoją winę. Oświadczenie to powinno zawierać również m.in.: datę i miejsce zdarzenia; dane sprawcy i poszkodowanego (imiona, nazwiska, adresy zamieszkania, numery dowodów osobistych i numery praw jazdy uczestników kolizji i nazwy organów je wydających, numery PESEL); numery rejestracyjne samochodów; numer polisy ubezpieczenia OC sprawcy wraz z nazwą ubezpieczyciela; opis jak doszło do wypadku; prosty szkic miejsca zdarzenia; opis i prosty szkic uszkodzeń pojazdu, a jeżeli mamy taką możliwość, również zdjęcia miejsca zdarzenia i uszkodzeń pojazdu wykonane telefonem komórkowym; podpisy uczestników wypadku. Wielu ubezpieczycieli umieszcza na swoich stronach internetowych wzory oświadczeń o kolizji drogowej (protokoły). Warto wydrukować sobie takie oświadczenie w kilku egzemplarzach i posiadać w samochodzie.

POJAZD ODHOLOWANY I CO DALEJ? Szkodę należy zgłosić jak najszybciej – albo ubezpieczycielowi sprawcy szkody (OC), albo swojemu ubezpieczycielowi (z autocasco). Szkody można zgłaszać pisemnie, poprzez infolinię lub online za pomocą interaktywnych formularzy, które na swoich stronach internetowych posiadają niemal wszyscy ubezpieczyciele. W zgłoszeniu należy wskazać wszystkie informacje, które zostały spisane w oświadczeniu o kolizji drogowej oraz przesłać kopie oświadczenia i zdjęć uszkodzonego pojazdu oraz miejsca zdarzenia. Ubezpieczyciele mają zazwyczaj 30 dni na przyznanie lub odmowę przyznania odszkodowania, a w przypadku przyznania odszkodowania – uznanie naszej szkody za częściową bądź całkowitą.

CZEGO MOŻEMY ŻĄDAĆ OD SPRAWCY SZKODY Gdy do wypadku doszło poza miejscem naszego zamieszkania, bądź gdy samochód jest nam niezbędny do wykonywania codziennych obowiązków prywatnych i służbowych, uprawnieni jesteśmy do wynajmu pojazdu zastępczego na koszt sprawcy szkody. Co więcej, sprawca szkody lub jego ubezpieczyciel zobowiązany będzie do zwrotu kosztów poniesionych tytułem assistance, w tym holowania pojazdu. Odszkodowanie związane z uszkodzeniem pojazdu, oprócz kosztów jego naprawy, holowania i wynajmu pojazdu zastępczego, może także obejmować zapłatę odpowiadającą różnicy pomiędzy wartością samochodu przed uszkodzeniem i po naprawie, tzw. utratę wartości handlowej pojazdu. Odszkodowanie w tej części ma wyrównać poszkodowanemu w wypadku ubytek majątkowy, w szczególności w sytuacji gdy zmuszony jest do sprzedaży samochodu powypadkowego po niższej cenie. Ponadto przysługuje nam odszkodowanie za mienie zniszczone wskutek wypadku np. ubrania, rzeczy osobiste czy sprzęt elektroniczny.

Poza dochodzeniem wyrównania szkody majątkowej, osoba poszkodowana w wypadku drogowym może również dochodzić z OC sprawcy zadośćuczynienia z tytułu uszczerbku na ciele, cierpienia lub urazu psychicznego. Poszkodowany może żądać m.in. zwrotu kosztów leczenia, pobytu w szpitalu, lekarstw, rehabilitacji, opieki specjalistycznej, przewozu specjalistycznym samochodem czy taksówką na rehabilitację, a także zadośćuczynienia za doznaną krzywdę oraz cierpienie fizyczne i psychiczne. Częste jest również domaganie się od ubezpieczyciela sprawcy wypadku zwrotu dochodów utraconych przez poszkodowanego w następstwie wypadku. W szczególnie poważnych przypadkach możliwe jest uzyskanie renty na zwiększone potrzeby i wydatki związane z długotrwałym leczeniem, bądź jednorazowego świadczenia, które pozwoli poszkodowanemu na zakup odpowiedniego sprzętu na dostosowanie warunków domowych czy służbowych, w sytuacji gdy poszkodowany stał się np. inwalidą.

ODMOWA WYPŁATY ODSZKODOWANIA Bardzo często odpowiedzią ubezpieczyciela na żądanie wypłaty odszkodowania jest decyzja odmowna bądź przyznająca odszkodowanie w zaniżonej wysokości. W takiej sytuacji warto skorzystać z opinii prywatnego rzeczoznawcy, który zweryfikuje prawidłowość naliczenia odszkodowania przez ubezpieczyciela, a następnie należy odwołać się od decyzji ubezpieczyciela. W przypadku kolejnej odmowy ubezpieczyciela dochodzić swoich praw przed sądem. Pozew o odszkodowanie można złoż yć przeciwko sprawcy szkody lub bezpośrednio przeciwko jego ubezpieczycielowi do momentu przedawnienia roszczenia, które co do zasady wynosi trzy lata od zdarzenia drogowego. radca prawny Justyna BAŁASZ szef praktyki automotive w Kancelarii Prawnej GAJEWSKI TRAWCZYŃSKA I WSPÓLNICY z Olsztyna Obraz: Kuba Chmielewski

Gajewski Trawczyńska i Wspólnicy Kancelaria Prawna

067


ZDROWIE

SEN O PIĘKNYM UŚMIECHU CZASEM NAJLEPIEJ TO PRZESPAĆ. ODDAĆ SIĘ W RĘCE SPECJALISTÓW I OBUDZIĆ, KIEDY BĘDZIE JUŻ PO WSZYSTKIM. ZNIECZULENIE OGÓLNE W KLINICE STOMATOLOGICZNEJ ALFA DENTAL JEST DLA TYCH, KTÓRZY SIĘ BOJĄ, ŚPIESZĄ LUB MAJĄ ROZLEGŁY PROBLEM DO ZAŁATWIENIA. W TYM PRZYPADKU – SZYBKO I BEZ BÓLU.

068

Mimo że współczesna medycyna daje możliwość całkowitej eliminacji bólu podczas leczenia, wizyta u dentysty zazwyczaj okupiona jest dawką adrenaliny. Chyba, że zasypiasz na czas zabiegu, a zespół specjalistów rozwiązuje problem. Olsztyńska klinika Alfa Dental to jedna z niewielu prywatnych placówek stomatologicznych w regionie, która oferuje taką możliwość. – Znieczulenie ogólne to przede wszystkim komfort dla pacjenta – uważa dr Anna Dudzińska-Filkiewicz, specjalistka chirurgii szczękowo-twarzowej, współwłaścicielka Alfa Dental. – Wiele osób często po traumach stomatologicznych z przeszłości zmaga się z tzw. dentofobią, co powstrzymuje je przed leczeniem. Znieczulenie ogólne pozwala także skumulować zabiegi chirurgiczne, np. usunięcie kilku zębów, tym samym oszczędzając czas.


ZDROWIE

Wśród zabiegów przeprowadzanych pod narkozą są także m.in. operacje zatok, skomplikowane rekonstrukcje kostne, implantacje, usuwanie zmian kostnych, np. torbieli. Zabiegi pod narkozą trwają od 15 minut do kilku godzin i przeprowadzane są przez grupę specjalistów. – W klinice zawsze pracujemy zespołowo. Zabiegi pod narkozą wykonywane są z udziałem jednego z trzech chirurgów, anestezjologa, pielęgniarki anestezjologicznej, instrumentariuszek i pielęgniarek – wymienia dr Dudzińska-Filkiewicz, która pełni również rolę koordynatora oddziału chirurgii szczękowej w Szpitalu Uniwersyteckim. – Kontrolujemy stan pacjenta także przynajmniej dwie godziny po zabiegu w znieczuleniu ogólnym – do czasu całkowitego ustąpienia skutków jego działania. Specjaliści z Alfa Dental wynajmują na zabiegi pod narkozą blok operacyjny z pełnym zapleczem w olsztyńskim szpitalu Malarkiewicz i Spółka. Wcześniej należy przejść konsultację u chirurga szczękowo-twarzowego oraz anestezjologa. Po zapoznaniu się ze stanem zdrowia oraz całością dokumentacji medycznej, wskazują pacjentowi najbardziej odpowiednie znieczulenie. Do końca czerwca konsultacje są bezpłatne. – Zabiegi w znieczuleniu ogólnym wykonujemy wyłącznie osobom po 16. roku życia – tłumaczy współwłaścicielka kliniki. – Uzębienie często jest powodem nie tylko zdrowotnych

problemów, ale też kompleksów i blokad. Często mamy do czynienia z wieloletnimi zaniedbaniami. Dużo rozmawiamy z pacjentami, zgłębiamy ich problemy, budujemy zaufanie. Dzięki wiedzy zespołu i zaawansowanej technologii, którą dysponujemy, jesteśmy w stanie wypracować plan leczenia nawet w najtrudniejszych przypadkach. Chirurdzy szczękowi z kliniki mają ogromne doświadczenie zabiegowe zarówno w procedurach przeprowadzanych w znieczuleniu miejscowym, jak i w leczeniu trudnych przypadków urazowych, onkologicznych, wymagających leczenia szpitalnego. A że znają doskonale anatomię czaszki i tkanek miękkich, wykonują także zabiegi chirurgii plastycznej jak plastyka powiek, usuwanie zmian skórnych, tzw. włókniaków i brodawczaków czy blizn na twarzy. Przeprowadzają także korekty konturu twarzy, m.in. z przeszczepem tłuszczu pacjenta. Słowem, biorą na warsztat i zdrowie, i urodę. Opłatę za zabiegi w Klinice Alfa Dental można sfinansować w systemie Mediraty. Tekst: Beata Waś, obraz: Piotr Ratuszyński Klinika Alfa Dental Olsztyn, ul. Iwaszkiewicza 22A/1 tel. 508 424 525, 508 222 122 www.alfadental.pro

069


SPOTKANIA BIZNESOWE

TAK KRĘCI SIĘ BIZNES NA WARMII I MAZURACH

WIR – TO AKRONIM TRZECH SŁÓW: WIEDZA, INSPIRACJE, RELACJE. DODALIŚMY DO NIEGO JESZCZE BIZNES. TAK POWSTAŁ CYKL SPOTKAŃ ONLINE DO KTÓRYCH ZAPRASZAMY GOŚCI BĘDĄCYCH INSPIRACJĄ DLA PRZEDSIĘBIORCZYCH LUDZI. W PIERWSZEJ W TYM ROKU EDYCJI BIZNES WIR SZUKALIŚMY ODPOWIEDZI NA PYTANIE: JAK NA WARMII I MAZURACH ZBUDOWAĆ BIZNES, KTÓRY DZIAŁA W SKALI GLOBALNEJ?

070

Jeśli zrobisz w biznesie mały krok i poniesiesz porażkę, to świętuj ją, bo wyciągniesz z niej cenną wiedzę, która nauczy cię jak dojść do dużego biznesu – przytaczamy te słowa prezesa Piotra Pętlaka, bo poniekąd obrazują charakter biznesowy firmy, którą kieruje. A jest to światowa firma. ERKO spod olsztyńskiego Jonkowa projektuje, produkuje i sprzedaje komponenty oraz podzespoły z branży elektrotechnicznej, lotniczej oraz do procesów robotyzacji i automatyzacji. Części z ERKO latają np. w samolotach Boenig, Embrair czy Airbus. Przez niemal 40 lat ta rodzinna firma rozwinęła się od małego warsztatu do światowego gracza i dzisiaj zarządzana jest przez kolejne pokolenie. Spotkania BIZNES WIR powstały właśnie po to, byśmy przez pryzmat firm sukcesu poznawali ich tożsamość, kulturę organizacyjną, podpatrywali mechanizmy i style kierowania zespołami ludzi, z którymi możliwy jest podbój rynku.

Obok Piotra Pętlaka, gośćmi pierwszej edycji byli też Piotr Burczyk, zastępca dyrektora Departamentu Koordynacji Promocji w Urzędzie Marszałkowskim oraz Łukasz Kujawa, twórca i prezes marki Falken Trade. To olsztyńska firma, która stała się liczącym graczem na arenie międzynarodowej jeśli chodzi o dystrybucję dodatków funkcjonalnych do żywności. Biznes Łukasz założył jeszcze na studiach w Niemczech, a dlaczego firma błyskawicznie rozwinęła się po przeniesieniu jej do rodzinnego Olsztyna? Staramy się wyciągać od praktyków z doświadczeniem sporo zakulisowej wiedzy. Początkowo spotkania BIZNES WIR odbywały się w formie stacjonarnej. Podczas otwartych prelekcji i wystąpień gościliśmy takie postacie jak Irena Eris czy Krzysztof Hołowczyc. Jeśli myślimy, że słynne nazwiska z łatwością zbudowały swoje biznesy, to każda z edycji BIZNES WIR pokazała ich ostre wiraże, porażki, pot i łzy. Ale też determinację, charakter i ciężką pracę. Te, często barwne opowieści, są inspiracją dla młodej generacji biznesu. Kiedy ograniczono możliwość spotkań na żywo, przenieśliśmy się do internetu. Podczas czterech kolejnych edycji przewijały się postacie, które świetnie potrafiły zaskoczyć rynek w wielu branżach. Wszystkie wirtualne konferencje obejrzało ponad 100 tys. internautów. Dlatego w tym roku kontynuujemy cykl, ale w odświeżonej formule – w wersji wideo podcastu. Już w lipcu premiera drugiego odcinka, w którym eksperci odpowiedzą na pytanie: jak stworzyć na Warmii i Mazurach wyjątkowe miejsca, które regularnie pojawiają się w czasopismach wnętrzarskich i podróżniczych, dzięki czemu okrągłym rokiem przyciągają turystów. Pokażemy nietuzinkowe pomysły na hotele, agroturystyki i pensjonaty, które mogą stać się inspiracją dla twórców kolejnych, wyjątkowych miejsc na Warmii i Mazurach. Tekst i zdjęcia: redakcja MADE IN Warmia & Mazury Organizator: MADE IN Warmia & Mazury Partner: Samorząd Województwa Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie Honorowym patronem wydarzenia jest Gustaw Marek Brzezin, Marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego

BIZNES WIR. WIEDZA. INSPIRACJE. RELACJE.

Jako redakcja chcemy inspirować i dostarczać wiedzy, dzięki której przedsiębiorcy z Warmii i Mazur będą skuteczniej rozwijać swoje firmy. Z racji ograniczonych możliwości spotkań, BIZNES WIR przenieśliśmy do świata online. Ale właśnie dzięki dostępnym stale na platformach społecznościowych odcinkom, z serwowanej wiedzy skorzystać mogą tysiące przedsiębiorców. PATRONAT HONOROWY Marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego Gustaw Marek Brzezin



LUDZIE

ROZMOWY NA SCHODACH CZYLI ZNANE POSTACIE O NIEZNANYCH HISTORIACH.

MADE IN: Ile „Hołek” wart jest na rynku? Krzysztof Hołowczyc: Cały czas coraz więcej. Pytanie pewnie wścibskie, ale co się spotkamy to zaskakujesz mnie jakimś nowym biznesem w który wszedłeś. Może zajrzyjmy w talent do biznesu kogoś, kto powszechnie kojarzy się z szybkim facetem w warczącej rajdówce. Ta biznesowa twarz to pokłosie bycia utytułowanym sportowcem? Każdy człowiek ze sportu ma zawsze większe szanse w biznesie. To jest moje zdanie wynikające z doświadczenia. Nawet przy systemach zatrudniania ludzi dodatkowe punkty dostaje ten, który miał do czynienia ze sportem. Bo pracodawca wie, że kiedy trzeba docisnąć pedał gazu, sportowiec potrafi to zrobić, a przeciętny człowiek powie: nie mam już siły, więc nie dam rady. Sportowcy umieją ciężko pracować, mają determinację, chęć do rywalizacji, wolę osiągnięcia swojego celu. Oni nie dadzą sobie wmówić, że górka jest za długa i za stroma. Wbiją swoje pazury i wdrapią się. Więc kiedy ktoś mi mówi: nie da się tego zrobić, to ja mu szybko odpowiadam: no to chodź, zobaczymy. To jest właśnie ten gen sportowca: jedni lecą do przodu, drudzy zostają. Ale w biznesie trzeba też mieć jeszcze wiele innych cech, by osiągać sukcesy. To również odnajdywanie odpowiednich ludzi i bycie w odpowiednich miejscach. A na końcu jeszcze jest coś, co się potocznie nazywa szczęściem. Czasem bowiem lądujesz w takiej sytuacji, która zwyczajnie jest tym szczęśliwym zbiegiem. A ja mam właśnie szczęście w życiu.

GOŚCIMY KRZYSZTOFA HOŁOWCZYCA*

JA TYCH JAJ NIE WYMYŚLIŁEM 072

MÓWISZ „HOŁOWCZYC”, A WYOBRAŹNIA W MIG PODSUWA FACETA W PĘDZĄCEJ RAJDÓWCE. ALE „HOŁEK” PO MISTRZOWSKU ROZGRYWA TEŻ TEMATY BIZNESOWE, CZASEM ZASKAKUJĄCE. JAK BARDZO?

Czy to biznes do ciebie ciągnie, czy to tobie już łatwo ten biznes wychwycić? Dla mnie biznes to zbiór sytuacji w których potrafisz się odnaleźć, zorganizować i dopasować się. Potem punkt po punkcie profesjonalnie ułożyć go w logiczną całość. I wreszcie przychodzi najważniejszy element – dobrać odpowiednich ludzi. Jeśli ktoś dzisiaj w biznesie ma takie podejście, że ludzie są do pracy, a ty od zarządzania i nie potrafi zbudować partnerskich relacji, to ma więcej szans na to, że przegra. Skończył się bowiem świat biznesów właścicielskich w których mamy wielkiego pracodawcę i biegnących za nim pracowników. Dzisiaj wartościowy pracownik jest esencją biznesu i trzeba umieć się z nim dzielić. Oczywiście porcja pracodawcy robi się tym samym zdecydowanie mniejsza, ale jeśli potrafisz zbudować skalę, to wszystkim będzie lepiej. Więc nie dziwmy się, że są firmy, w których pracownicy potrafią zarabiać po pół mln zł rocznie. Stare myślenie biznesowe nie dopuszczało takich sytuacji, bo to było tzw. rozpuszczanie ludzi. A ludzie przecież wnoszą do firmy taką wartość, ile swoimi talentami i umiejętnościami są w stanie ją rozwijać.

Rozmawiał: Rafał Radzymiński (7 maja o godz. 11.00 na schodach przy ul. Dąbrowszczaków 14 w Olsztynie) Obraz: Michał Bartoszewicz


LUDZIE

Więc tego też się nauczyłem – by dzielić się z ludźmi, którzy dla ciebie pracują. Gdybym w biznesie próbował być „wielkim Hołowczycem, który wam pokaże”, to byłbym tak naprawdę nikim. Dlatego w każdej dziedzinie w której funkcjonuję, staram się otaczać możliwie najlepszymi ludźmi, których oczywiście trzeba dobrze opłacić. Wszyscy są w stanie zrozumieć biznesy związane z motorsportem i samochodami, jak np. wypożyczalnię Supercar Club czy z sukcesem prowadzony puchar Dacii Duster. Ale jak powiem, że „Hołek” produkuje jajka, to ktoś szybko doda „nie rób sobie jaj”. Więc musisz chyba opowiedzieć o tym sam. Sam tych jajek nie wymyśliłem. Mój przyjaciel i wspólnik rajdowy z którym budujemy klasyczne samochody Porsche, zajawił mi kiedyś temat produkcji ekologicznych jajek. Kiedy opowiedział całą historię i trendy na rynku w najbliższej przyszłości, to oczy mi się same zaświeciły. Oczywiście w tym biznesie liczy się skala, a nie jeden ładny kurnik, czy dom kury, bo my tak nazywamy kurniki. Uznaliśmy, że jak coś robić, to od razu najlepiej jak to możliwe. Więc jeździliśmy po świecie oglądać najlepsze systemy hodowli ekologicznej, które generują oczywiście najdroższy produkt, ale z założenia chcemy mieć jakość premium. Oczywiście rynek szybko nauczył nas pokory, więc cenne lekcje po drodze też odrobiliśmy, ale dzisiaj jesteśmy praktycznie we wszystkich liczących się sieciach. Markę stale rozwijamy i uważam, że na rynku ekologii przełamaliśmy pewien schemat wizerunkowy, że nie wszystko co eko, musi być zielone, na trawie i takie sielskie. Firma marketingowa zaprojektowała nam krzykliwe czerwono-czarne opakowania, które nijak mają się do ekologii. I do tego jeszcze wizerunek koguta. A nazwę wymyśliła nam po tym, jak im zacząłem z pasją opowiadać o kurach, które znoszą najlepsze jajka. Że nasze kury muszą wskoczyć półtora metra na grzędę, by znieść jajko. Więc to nie byle jakie kury. (śmiech) I wtedy usłyszałem: przecież to musi być „Wysoka grzęda”. Myśmy w tych jajkach odnaleźli radość, ponieważ odkryliśmy prawdziwy świat ekologii. Spotykałeś się z dziwnymi reakcjami znajomych, kiedy dowiedzieli się o takim biznesie? Wiedzą, że jestem zwolennikiem zdrowego życia. Po latach spędzonych w spalinach i na szarganiu zdrowia, zrozumiałem – mając już ładne lata na karku – że warto jednak żyć w wersji uśmiechniętego, szczęśliwego i zdrowego człowieka. Więc i taka forma życia również interesuje mnie od strony biznesowej. Ale samochodów spalinowych nie porzucisz? Samochodów nie, bo nawet rozwijamy projekt klasycznych Porsche, ale za to zbudowałem super zdrowy dom, a w nim jest też zdrowe jedzenie. Te ekologiczne jajka to nie jest nasz ostatni pomysł. Budujemy markę, która szerzej będzie zajmować się zdrową żywnością. Owszem, dla tych, którzy znają Hołka-rajdowca to jest odjazd, ale podkreślam – dzisiaj jestem człowiekiem, który chce zdrowo żyć. Mam mnóstwo pasji, jestem energetyczny, kocham życie i wszystko to chcę obudować biznesem, ale takim, który dostarcza satysfakcji. Bo jeśli robisz biznes tylko po to, bo musisz zarobić, to jesteś w poważnym kłopocie. A z jajkami chcemy być najlepsi na świecie. I to jest nasz plan.

Ty nie umiesz chodzić bez adrenaliny i rywalizacji. Kocham życie w którym gaz jest wciśnięty do oporu. Pamiętaj, że dewiza Hołowczyca jest jedna: jak nie wiesz co zrobić, dodaj gazu. Nie wiem ile tego gazu mam jeszcze pod nogą, ale ja ciągle przyspieszam. Komentowałem dla TVN start Sobiesława Zasady w czerwcowym Rajdzie Safari. Powiedziałem, że w jego przypadku wiek jest tylko cyfrą. Sobiesław Zasada jest dla mnie wzorem, który przetarł szlak, bo z rajdów wszedł w twardy biznes, ale tych rajdów nie odpuszcza. Więc dzięki mojemu mistrzowi zrozumiałem, że mam jeszcze przed sobą dobrych 30 lat kariery i trzeba się brać za robotę, bo też chciałbym w wieku 91 lat pojechać Dakar. Kto jest twoim mentorem? David Richards, szef Prodrive, człowiek, który z marką Subaru zrobił dla motorsportu coś, czego już się nie da powtórzyć. Miałem okazję go poznać, kiedy jeszcze jako młody chłopak przyjechałem do siedziby Prodrive, by właśnie jeździć Subaru. Powiedziałem wtedy sobie: tak właśnie wygląda człowiek sukcesu. Richards to synonim człowieka, który w każdej sytuacji biznesowej potrafi się odnaleźć, patrzy na świat szeroko. Ciągle robi rzeczy wielkie, nie tylko w motorsporcie, ale i w biznesie. Dzisiaj sam już wiem, że nie wolno się zakleszczać i skupiać tylko na tym, na czym się znasz. Ktoś może powiedzieć: no dobrze, nazwisko Hołowczyc pewnie niejedne drzwi otwiera. Owszem, moje wykorzystywanie wizerunku też w tym biznesie odgrywa znaczącą rolę. Czasem, gdy temat gdzieś ugrzązł, sam do siebie mówię: wyślemy tam Hołka i on to załatwi. I faktycznie te drzwi się otwierają. Ale wraz z rozwojem firmy, sam też się szkolę z pewnych obszarów biznesowych, choćby z nowoczesnego marketingu. Wspomniałeś o projektach klasycznych Porsche: czy to jeszcze pasja czy już biznes? Spojrzenie na biznes z mojej perspektywy musi mieć harmonię i jednak chciałbym w tle ten motorsport, bo ja bez adrenaliny nie żyję. Uschnę i będę mało wartościowy. Czasem więc budujemy koncepty, w których jest więcej pasji, niż biznesu. Tym przykładem jest marka HOMA, którą stworzyliśmy ze wspólnikiem – budowanie klasycznych Porsche 911, które technologicznie i stylistycznie są dziełami sztuki. Stworzyliśmy z marzeń coś pięknego, co w przyszłości może się obrócić w biznes. To są te rzeczy, które dają oddech po to, by robić twarde biznesy.

KRZYSZTOF HOŁOWCZYC

Olsztynianin z urodzenia i zamiłowania. Jedna z najważniejszych i najbardziej utytułowanych postaci polskiego motorsportu (wielokrotny mistrz Polski, Europy, zdobywca historycznego podium w Dakarze), również jedna z najcenniejszych twarzy na rynku reklamy; miłośnik adrenaliny i rywalizacji, a od wielu lat również świetnie poruszający się w biznesie.

073


#GENWARMIIIMAZUR

WARMIĘ MAM NA CIELE

074


#GENWARMIIIMAZUR

JEGO ZNAJOMI WIEDZĄ, ŻE PRZYPADKOWE ZAGADNIĘCIE GO O WARMIĘ ZAOWOCUJE DŁUGIMI OPOWIEŚCIAMI, KTÓRYCH FINAŁEM BĘDZIE ZACHĘTA DO TURYSTYCZNEJ WYPRAWY W NASZE STRONY. RADOSŁAW BIELECKI* BAWI PUBLIKĘ ZE SCENY KABARETOWEJ, ALE TEMAT WARMII, KTÓRA GO UKSZTAŁTOWAŁA, TRAKTUJE Z POWAGĄ I SZACUNKIEM.

MADE IN: Na przedramieniu masz wytatuowaną panoramę zabytków Lidzbarka Warmińskiego. Działa czasem jak billboard promujący nasz region? Radosław Bielecki: Tatuaż jest w takim miejscu, że niezbyt często go widać, a moi znajomi wiedzą, że lepiej mnie nie zagadywać o tatuaż i ukochaną Warmię, bo mogę jeszcze wyciągnąć mapę świętej Warmii i zaczyna się wtedy długi wykład o regionie, który mnie ukształtował. Jakich genów tu nabyłeś? Warmia to ostoja łagodności, spokoju i równowagi. Małe zaludnienie, dziewicza przyroda, zamki i zabytki rozsiane pośród pagórków, aleje wiekowych drzew, którymi zwyczajna jazda samochodem zamienia się w uroczą podróż, przy drogach słynne kapliczki, czuć tu historię. Takie okoliczności wychowują ludzi spokojnych, roztropnych, łagodnych. Ten warmiński gen przydał mi się przez ostatnie półtora roku. Dużo popularnych artystów żyjących z występów skarżyło się w mediach jak bardzo dotknęła ich pandemia. Oczywiście nikt nie spodziewał się tego co się wydarzyło, ale my, artyści, zawsze mawiamy, że łaska widza na pstrym koniu jeździ. Więc i w innych okolicznościach strumień dochodu mógł niespodziewanie się skończyć. A umówmy się, nie zarabialiśmy jakoś mało. Więc zamiast żyć wystawnie, ponad stan, brać kredyty na fanaberie, można było przy odrobinie rozsądku odłożyć czy zainwestować. Warmiński rozsądek – to ten gen? Tak, już wcześniej kupiłem stary poniemiecki dom w pobliżu Jeleniej Góry. Po remoncie wynajmujemy go turystom, na miejscu mam też ekipę, która organizuje spływy kajakowe dla moich gości. Nie są to jakieś wielkie pieniądze, ale zawsze jakieś dodatkowe źródło dochodu. Czas pandemii, gdy nie mogliśmy występować, wykorzystałem na rozwinięcie kolejnego pomysłu. Założyłem stacjonarny i internetowy sklep dla tenisistów. Od lat amatorsko uprawiam ten sport i brakowało mi miejsca, jakie stworzyłem. Ale dopiero uczę się biznesu. Na szczęście nie mam ciśnienia, mam z czego żyć, bo wracamy na scenę, ale sam wiesz, że jak się coś robi z pasją, dobrze się to rozwija. Wasz magazyn jest tego przykładem. Robicie świetną robotę dla regionu. Ale mam też świadomość, że całe życie nie będę kabareciarzem. A tym bardziej gdy masz trójkę dzieci, którym chcesz dać start, jakiego sam nie miałeś, warto zadbać o rozważną rodzinną politykę finansową. Myślę, że taką roztropność, normalność i umiar wykształciła we mnie Warmia.

A może organizacja wycieczek po Warmii to kolejny pomysł na biznes? (śmiech) Regularnie namawiam znajomych do przyjazdów turystycznych na Warmię. A niedawno sam zabrałem tu grupę znajomych. W ciągu tygodniowego pobytu zorganizowałem im loty widokowe nad Olsztynem, rejs po jeziorze Krzywym, turniej strzelecki, wycieczkę do Gierłoży, całodniową wizytę w Lidzbarku Warmińskim, gdzie znajomy przewodnik z fajną opowieścią oprowadził ich po mieście. I świadomie zaplanowałem postój przy znaku historycznej granicy Warmii i Mazur. Obie części województwa mają swoje uroki, choć od żeglarskich Mazur, trochę zadeptanych przez turystów, jednak wolę spokojną, pełną sielankowych siedlisk Warmię. Moi przyjaciele z południa Polski byli zachwyceni pobytem. I ilością możliwości aktywnego spędzenia czasu jakie daje nasz region. A to wszystko mimo złej pogody, bo byliśmy tu w październiku. Ten wyjazd pokazał, że jest jeszcze sporo do zrobienia jeśli chodzi o promocję oferty turystycznej regionu. By każdy, kto usłyszy coś ciekawego o Warmii i Mazurach, mógł w jednym miejscu, na jednej stronie internetowej sprawdzić kompleksową ofertę. Od atrakcji turystycznych, przez noclegi, po lokalnych producentów. A jest ich cała masa. Gdy tu jestem, niemal zawsze kupię sobie parę butelek piwa Ukiel i kilka słoików od Kisz Me Now (lokalny producent kiszonek – red.). Region jest pełen ewenementów, które nie są odpowiednio rozpoznawalne i wypromowane w kraju. Choćby najstarszy w Polsce festiwal kabaretu, czyli Lidzbarskie Wieczory Humoru i Satyry. Myślisz o tym by kiedyś wrócić na Warmię? Choć od wielu lat mieszkam we Wrocławiu, to cały czas mam swoje mieszkanie w Lidzbarku Warmińskim. Nie sprzedaję go, by czuć, że zawsze mogę wrócić. W głębi duszy cały czas jestem małomiasteczkowym Warmiakiem. Rozmawiał: Michał Bartoszewicz, obraz: Sławek Przerwa

RADOSŁAW BIELECKI

(rocznik 1978) – wychowanek Lidzbarka Warmińskiego i tamtejszej sceny kabaretowej, gdzie współtworzył swój pierwszy Kabaret Snobów. W 2008 roku przeniósł się do Wrocławia zasilając skład jednego z najpopularniejszych kabaretów w Polsce – Neo-Nówki. Wielki fan Warmii i rodzinnego Lidzbarka, jeden z promotorów Lidzbarskich Wieczorów Humoru i Satyry.

ZOBACZ W SOBIE MŁODEGO KOPERNIKA

#GenWarmiiiMazur to akcja promocyjna województwa, która ma przybliżyć nas do postaci nasyconych warmińskim i mazurskim pierwiastkiem. Tych, którzy mają chęć i odwagę działać nie tylko w regionie, ale i w świecie, nie odcinając się od swoich korzeni i wartości, którymi zostali tu naznaczeni. Albo tych, którzy ten gen Warmii i Mazur dopiero tu odkryli po przeprowadzce. Twarzą kampanii jest postać Mikołaja Kopernika w interpretacji artysty Roberta Listwana. W charakterystycznym kopernikowskim rysie, choć bez twarzy, ale właśnie po to, by doszukać się w tym odbiciu własnej.

075


KAMIENNY SPLENDOR DLACZEGO PAŁAC JEST W TAKIM STANIE? – TO PYTANIE NAJCZĘŚCIEJ PADA W SZTYNORCIE. ZA JEGO ZNISZCZONĄ FASADĄ KRYJE SIĘ KILKA WIEKÓW BARWNEJ HISTORII. CHOCIAŻ WIELU PASJONATÓW PRÓBOWAŁO JĄ ODKRYĆ I OPISAĆ, WCIĄŻ UJAWNIA NOWE FAKTY. MOŻE NA TYM POLEGA MAGIA, O KTÓREJ MÓWIĄ LUDZIE ZAANGAŻOWANI W RATOWANIE PAŁACU?

076

Kiedy w kwietniu zmarł książę Edynburga Filip Mountbatten, mąż angielskiej królowej, regionalne fora internetowe ożywiły się. Jego praprapraprababką była bowiem Maria Eleonora Lehndorff z rodu, którego siedzibą przez wieki był otoczony jeziorami pałac w Sztynorcie na Mazurach. Na ten ślad w drzewie genealogicznym królewskiej rodziny brytyjskiej wpadł przed kilku laty dr Jerzy Łapo, archeolog, krajoznawca, miłośnik historii sztynorckiego majątku. Wyliczył, że w żyłach najmłodszego pokolenia Windsorów płynie po 3/1024 krwi Lehndorffów. Ta ciekawostka znalazła się w jego wydanej pod koniec maja książce „Sztynort. Blaski i cienie”. – Wątek Windsorów pojawił się przypadkiem podczas moich szerokich poszukiwań związanych z rodziną Lehndorffów – tłumaczy Jerzy Łapo. – Temat jest medialny, choć dla genealogów oczywisty, bo kilka rodów z ziem polskich jest spokrewnionych z Windsorami.

FILANTROPKA I LEKKODUCH Lehndorffowie związani z pałacem w Sztynorcie od XVI wieku, znaleźli się także w drzewach genealogicznych rodów panujących niegdyś w Danii i Grecji, byli cenieni przez królów polskich i pruskich, sprawowali odpowiedzialne funkcje państwowe. W Sztynorcie (Steinort – kamienne, kamieniste miejsce) gościli przez wieki wielu znamienitych gości, jak biskup Ignacy Krasicki. Jego wizyty wiązały się z ucztami i baśniowymi spektaklami z udziałem pałacowej służby. – Sami Lehndorffowie to plejada fascynujących, choć nie do końca pozytywnych postaci. Nie z każdym chciałbym napić się wódki – żartuje Jerzy Łapo. Wśród nich np. Karl I, wybitny wojskowy, który otrzymał propozycję pilnowania na Świętej Helenie pokonanego Napoleona, a w pałacu pastwił się nad własną rodziną. Wpływowy Ernst Ahasverus – wiedział jak się ustawić na XVIII-wiecznym


REPORTAŻ

dworze w Berlinie, dlatego zwany był wielkim lizusem dworskim. Anna, żona Karla II – jedna z najlepszych zarządczyni majątku, filantropka, która wspierała m.in. edukację Wojciecha Kętrzyńskiego. Jej syn Karl III, dla odmiany lekkoduch, hulaka i naciągacz, po śmierci matki częściowo roztrwonił i zadłużył majątek. Ogrzewał tylko dwa pałacowe pomieszczenia, a jak wspominała spokrewniona z rodem hrabianka Marion von Dönhoff, po otwarciu szaf u wuja, sypała się pobita porcelana, a pod połamane łóżka podstawiano cegły. – Musiał mieć jednak niezwykły urok, jeśli nawet podczas podróży po świecie zdołał zaciągać pożyczki. W archiwach znajdują się monity od jego wierzycieli z Meksyku i Chin – przyznaje archeolog.

ZDERZENIE DWÓCH ŚWIATÓW Heinrich von Lehndorff, który w 1936 roku przejął po stryju Karlu III podupadły majątek, dzisiaj jest najbardziej popularną postacią sztynorckiej historii. Ze względu na prestiż pałacu oraz bliskość wojskowych kwater polowych, w 1941 roku zachodnie skrzydło zarekwirowało ministerstwo spraw zagranicznych III Rzeszy i rozgościł się tu wraz z funkcjonariuszami gestapo Joachim von Ribbentrop. We wschodnim skrzydle hrabia von Lendhorff mieszkał z żoną Gottliebe i córkami. Pod nosem nazistów spiskował na życie Hitlera przebywającego w nieodległym Wilczym Szańcu. Po nieudanym zamachu hrabia dwukrotnie uciekał podczas obławy. Za pierwszym razem wyskoczył przez okno do przypałacowego parku. Kulisy spisku, osądzenia i kary śmierci dla spiskowców opisała Antje Vollmer w popularnej w Niemczech i w Polsce książce „Podwójne życie”. – Zderzenie tych dwóch światów pod jednym dachem to sytuacja bez precedensu – przyznaje Piotr Wagner, przewodnik w Sztynorcie, wolontariusz Polsko-Niemieckiej Fundacji Ochrony Zabytków Kultury. – Przyjezdni najczęściej pytają, gdzie mieszkał minister Ribbentrop, albo z którego okna skakał hrabia przed aresztowaniem. Do dziś pozostało zagadką na którą nie znamy odpowiedzi: dlaczego nie zostały zamordowane rodziny spiskowców. 82-letnia Vera von Lehndorff, żyjąca w Niemczech córka Heinricha, wspominała w wywiadach, że jeszcze po wojnie dzieci w szkole nazywały ją zdrajczynią III Rzeszy. – Miałem okazję oprowadzać ją po pałacu. Z dzieciństwa zapamiętała idealnie wypastowane buty Ribbentropa i jego zawsze mokre ręce – dodaje Piotr.

do rodziny Lehndorffów. Obiecali, że po remoncie pałacu przekażą wywiezione stąd wyposażenie. – Ludzie ze wsi pamiętali wywózkę pałacowych fortepianów przez Rosjan. A cennymi, oprawianymi w skórę księgami, pochodzącymi z tutejszej biblioteki, palono po wojnie w okolicznych domach – tłumaczy Piotr. Pałac pozytywnie zapisał się w świadomości okolicznych mieszkańców. Podobno jego hol był zawsze otwarty dla ciekawskich. – Sztynort ma niesamowitą aurę, wciąż się go uczę i odkrywam nowe tajemnice – przyznaje Jerzy Łapo. – Wiele legend związanych z tym miejscem udało mi się zweryfikować, inne – odkryć. Choćby tę związaną ze słupkami „armatnimi”, które przez lata tkwiły przed pałacem i wszyscy widzieli na nich herb Lehndorffów. Miały służyć do przywiązywania koni. Okazało się, że przywieziono je w epoce PRL prawdopodobnie z pałacu w Drogoszach i zabezpieczono nimi narożniki budynku przed maszynami rolniczymi. Żaden z dwóch herbów umieszczonych na słupkach nie należy do rodu ze Sztynortu.

BALSAM NA DUSZĘ Dzisiaj „armatnie” słupki mogłyby chronić fasadę przed ciężkim sprzętem budowlanym. W barokowym, rozbudowanym w XIX wieku budynku, od kilku lat trwają prace zabezpieczające go przed dalszym niszczeniem. Odkąd Lehndorffowie opuścili go w 1944 roku, splendor sztynorcki gasł niemal z każdym nowym zarządcą. W okresie PRL-u pełnił funkcję stołówki Państwowego Gospodarstwa Rolnego, które użytkowało też zabudowania gospodarcze założenia pałacowego. Ale jego dzisiejszy dramatyczny stan, to wynik zaniedbań, powstałych w dużej mierze w latach 90. ub. wieku. Inwestorzy, którzy wówczas przejęli budynek od gminy, nie dźwignęli kosztów remontu obiektu, za to przyczynili się do kolejnych zniszczeń. W 2009 roku pałac za symboliczną złotówkę przejęła Polsko-Niemiecka Fundacja Ochrony Zabytków Kultury, która walczy o zdobycie środków na podniesienie go z ruiny. – W epoce PRL, na którą zwykło się narzekać, pałac był przynajmniej ogrzewany, nie przeciekał dach, kwitło tu życie – przyznaje Piotr Wagner. – Lamperie na ścianach „zabezpieczyły” zabytkowe malowidła pod warstwami farby, co pozwoli nam je odtworzyć. Zachowała się ciekawa struktura budynku – przejścia dla służby między ścianami. Póki co jednak, Fundacja za pieniądze m.in. otrzymane z Bundestagu i Ministerstwa Kultury zleciła prace, które

FORTEPIANY I ARMATNIE SŁUPKI Vera – pierwsza niemiecka top modelka i aktorka (zagrała m.in. w filmie „Powiększenie” Antonioniego oraz „Casino Royale” Martina Campbella), przyjechała tu po raz pierwszy po wojnie dopiero w 2009 roku. Mizerny stan pałacu skłonił ją do założenia Wspólnoty Lehndorffów, która ma na celu m.in. zbieranie funduszy na ratowanie zabytku. Bardzo przyczyniła się do zainteresowania pałacem wśród niemieckiej elity. Zapowiedziała, że o ile pozwoli jej kondycja, odwiedzi pałac w sierpniu, kiedy odbędzie się tu piąta edycja festiwalu kultury Stn:ort. Pałac wypełniany przez wieki dziełami sztuki, po wojnie opustoszał. Część cennych zabytków wywiózł w głąb Rzeszy Ribbentrop, resztę – stacjonująca tu do 1947 roku Armia Czerwona i szabrownicy. W latach 70. setki cennych mebli, obrazów, porcelany sygnowanych nazwą „Steinort”, odnaleziono w zamku w Kriebstein w Saksonii. Trafiły z powrotem

077


REPORTAŻ

078

zabezpieczają, ale nie poprawiają stanu wizualnego budynku. Naprawiono dziurawy dach, spięto prętami z włókna węglowego wieżę północno-zachodnią grożącą zawaleniem. Ręcznie malowane deski stropowe trafiły do pracowni konserwatorskiej w Niemczech. A w tej chwili trwają prace zabezpieczające fundamenty. – Jeszcze pięć lat temu woda w piwnicy sięgała po kolana – obrazuje Piotr. – Trwają tu prace, których przyjezdni nie widzą, dlatego mają wrażenie, że nic się nie zmienia. Naszą rolą jest przybliżenie jego skomplikowanej historii i kolejności niezbędnych prac. W najlepiej zachowanym wschodnim skrzydle pałacu działa informacja turystyczna, niebawem powstanie tu także kawiarnia i pokoje gościnne. – Miałem już okazję spać w pałacu – zdradza Piotr. – Poza tym, że po budynku biegają szczury, tutejsze powietrze i otoczenie działa jak balsam na duszę. Czuje to chyba każdy kto tu zawita. Połowa pałacowych gości to turyści zagraniczni – głównie z Niemiec.

FINANSOWA KROPLÓWKA 40 mln zł – to cena uratowania pałacu, wspólnego dziedzictwa Polaków i Niemców. Wojciech Wrzecionkowski, prezes Polsko-Niemieckiej Fundacji Ochrony Zabytków Kultury zabiega o to w obu krajach. – Odkąd zobaczyłem pałac w latach 80. podczas rejsu żeglarskiego, obudziło się we mnie poczucie misji – nie spocznę, dopóki go nie uratuję – zapewnia mecenas Wojciech Wrzecionkowski. – Odbyłem już setki rozmów, spotkań w kraju i za granicą. Wiele bardzo zamożnych osób deklarowało zaangażowanie, w tym Dominika Kulczyk czy rodzina Blikle. Entuzjazm za każdym razem gasł, kiedy chętni inwestorzy przyjeżdżali na miejsce robić kosztorysy.

Mało prawdopodobne jest, aby planując tu komercyjne przedsięwzięcie, koszty zwróciły się w ciągu 10 lat. I dlatego pałac wciąż czeka na pasjonata, który po prostu zechce go ocalić nie oczekując szybkich zysków. Od trzech lat Bundestag wspiera corocznie fundację kwotą pół mln euro. Jak wstępnie zadeklarowano w Niemczech – takie pieniądze pałac będzie otrzymywał przez dekadę, ale jak będzie, okaże się pewnie po wyborach odbywających się tam co cztery lata. – To nasza „finansowa kroplówka”, na którą mogliśmy liczyć nawet w pandemii – przyznaje prezes fundacji. – W tym roku bezskutecznie zabiegaliśmy o dodatkowe środki w ministerstwie kultury. Jesteśmy wciąż społeczeństwem na dorobku, takie zabytki jeszcze długo nie będą priorytetem. Kiedy w Niemczech organizowane są zbiórki na pałac, ludzie wrzucają po 50 euro do puszek. Dzięki temu udało się wyremontować kaplicę rodową Lehndorffów. W Polsce próbowaliśmy zebrać w internecie 20 tys. zł na drzwi do pałacu. Poprzez cowdfunding wpłynęło zaledwie 6 tys. Więc na pytanie, za ile lat pałac odzyska dawny blask, odpowiadamy: to nie kwestia czasu, tylko funduszy. Trudno z dotacji nadgonić kilkadziesiąt lat zaniedbań. W tym roku zrobimy elewację najstarszej części pałacu – będzie to znak, że remont tej magicznej perły baroku jest na dobrej drodze.

ATRAKCJE NA NIEPOGODĘ Większe szczęście do inwestorów ma ostatnimi laty reszta sztynorckiego majątku. 18-hektarowy zabytkowy park za pałacem, port jachtowy z infrastrukturą i budynki gospodarcze, od 2019 roku są własnością spółki King Cross, która wycofała swoje wcześniejsze inwestycje związane z centrami handlowymi. Uporządkowany teren, brak szpecących bane-


REPORTAŻ

rów i zlikwidowanie bramy odgradzającej wieś od folwarku – tym symbolicznym gestem inwestor rozpoczął nowy rozdział lokalnej historii. W planach jest remont zabytkowego spichlerza i oficyny zachodniej, gdzie powstanie m.in. muzeum ekologii i żeglarstwa, multimedialne centrum do nauki żeglarstwa „na sucho”, sale konferencyjne oraz przestrzenie do pracy zdalnej i co-worku oraz kawiarnia. Stojące obok siebie budynki będą połączone nowoczesną, stalowo-szklaną konstrukcją, mieszczącą windy, klatki schodowe i drogi ewakuacyjne. Projekt współfinansowany jest przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach Programu Operacyjnego Polska Wschodnia. – Chcemy stworzyć tu atrakcje również na niepogodę, możliwość empirycznego poznawania żeglarstwa – tłumaczy Marek Makowski, koordynator projektu „Nowy Sztynort – Osada Wolności”. – Od lat gromadzimy eksponaty żeglarskie, np. zabytkowe kotwice, sprzęt do nurkowania, które znajdą się z muzeum. W trzech budynkach stajennych planujemy stworzyć obiekty tzw. turystyki medycznej, nastawione na profilaktykę zdrowia. Jeszcze w tym roku ruszy remont 14 portowych pomostów, który pozwoli na bezpieczne i komfortowe cumowanie jachtów. Na zakupionym terenie (51 hektarów – red.), znajdzie się także sześć domów wakacyjnych nawiązujących do mazurskiej architektury. Dbamy aby pałac i jego okolica były ze sobą spójne, przykładamy dużą wagę do architektonicznych szczegółów. Prężnie działa także sztynorcka „Zęza” – kultowy pub znany kilku pokoleniom żeglarzy.

Żeglarze są zaskoczeni, że miejsce zostało odtworzone. – Często słyszymy wspomnienia o niegdysiejszych imprezach przy szantach, tanim winie i piwie, które tu pijano – dodaje Marek. – Dzisiaj wśród wielu trunków, goście mają do wyboru jakościową whisky albo rum. Tymczasem w zabytkowym parku od północnej strony pałacu zakończyła się inwentaryzacja dendrologiczna – wstęp do rewitalizacji 18-hektarowego terenu z zabytkowymi dębami, grabami. Po wstępnym uporządkowaniu uczytelniły się układy angielskie parkowych alei stworzone w okresie baroku. – Po przeprowadzonym pielęgnacyjnym przycięciu grabów, nieźle oberwało nam się w internecie – przyznaje Marek Makowski. – Ale efekt po czasie jest taki, że odżyły i zazieleniły się. Przy okazji porządkowania terenu znaleźliśmy kilka elementów rzeźb, które zdobiły teren, wśród nich wielki biceps z piaskowca. Planujemy stworzyć kopię XVIII-wiecznego zegara słonecznego, który stał na polanie parkowej – wymienia.

SELFIE Z BUDDĄ Rewitalizacja czeka także dwa obiekty parkowe – Kaplicę Jerozolimską i XIX-wieczny pawilon zwany herbaciarnią, zaprojektowany przez Carla Langhansa, twórcy Bramy Brandenburskiej w Berlinie. – W trakcie badań okazało się, że herbaciarnia została przebudowana i ma inną bryłę niż wskazują opisy historyczne – tłumaczy Marek. – W latach 70. ub. wieku pawilon został przez murarzy podniesiony o metr, prawdopodobnie po to, aby wyciągnąć większą stawkę za robociznę. Zorganizowano tu letnią stołówkę dla rolników. Na bazie historycznych zdjęć budynku stworzymy jego model 3D, który pomoże odtworzyć oryginalną bryłę. Ponieważ nie zachowały się fotografie kaplicy – prawdopodobnego prywatnego miejsca zadumy Anny von Lehndorff, zostanie odbudowana na bazie historycznych opisów. Fragmenty powybijanych witraży, znalezione na stercie gruzu, pozwolą odtworzyć kształt okien. W głębi parku otoczonego rezerwatem stoi wielka figura Buddy – własność prywatna inwestora terenu. Przywieziona tu w zeszłym roku zachęca przyjezdnych do spaceru i obowiązkowego selfie. – To forma żartu, ciekawostki – tłumaczy Marek. – Fotki z naszym, już rozpoznawalnym Buddą, pojawiają się w internecie po wizytach turystów, żeglarzy przybijających do portu. Są pretekstem, aby odbyć przechadzkę alejami parku, pobyć chwilę ze sobą wśród spektakularnej przyrody. W pałacu przez wieki gromadzono sztukę ze wszystkich stron świata, którą przywożono z dalekich podróży. Kto wie, może figura Buddy będzie pretekstem, aby zagłębić się w jego historię? – Sztynort to miejsce, które nadal czeka na swoich odkrywców – dodaje Jerzy Łapo. – Wielu osobom kojarzy się wyłącznie z niemczyzną, tymczasem splatały się tutaj, i nadal splatają, losy wielu nacji. Staramy się pokazać, że to miejsce ważne nie tylko dla dziejów Prus, Niemiec, Polski, ale i całej Europy. Tekst: Beata Waś, obraz: arch. Portu Sztynort, Piotr Wagner, © mskorpion / depositphotos.com

Ilustrowaną książkę „Sztynort. Blaski i cienie – przewodnik kulturowy” Jerzego Łapo, można nabyć m.in. w recepcji pensjonatu w Sztynorcie.

079


BIZNES

WCZASY NA BEZLUDNEJ WYSPIE KIEDY CENY DZIAŁEK NAD WODĄ GALOPUJĄ, MOŻE LEPIEJ MIEĆ SWÓJ AZYL NA WODZIE? FIRMA NIKHEN YACHTS POMYŚLAŁA O TYM JUŻ WCZEŚNIEJ I DZIĘKI TRAFIONEJ OFERCIE TYSIĄCE LETNIKÓW CIESZĄ SIĘ PIĘKNEM RELAKSU NA WARMIŃSKO-MAZURSKICH JEZIORACH. OTO LUKSUS NIE TYLKO NA WYNAJEM.

080

Zajmuje mniej miejsca niż kawalerka, a cieszy bardziej niż willa nad jeziorem. To innowacyjny jacht motorowy stworzony pod chillout na wodzie. Co prawda jachtów na Mazurach mamy cały wachlarz, ale w tym przypadku stworzyli go poniekąd sami turyści, a konkretniej ich oczekiwania. Dlatego dzisiaj potrafi zastąpić egzotyczny wyjazd na wczasy. Pływające relaksującym tempem jednostki (do 15 km/h) są o tyle atrakcyjne dla turystów, że w przeciwieństwie do żaglówek nie wymagane są uprawnienia do pływania nimi. Nie chodzi tu więc o ściganie się z wiatrem, bo wczasowicze oczekują innej formy relaksu na takim jachcie: swobody poruszania się po pokładzie, wygodnych kabin, świetnie urządzonych. Słowem: gustownie zaprojektowanej i samowystarczalnej kawalerki na wodzie, którą z łatwością się obsługuje. – To był nasz priorytet, by jacht był łatwiejszy do manewrowania niż większe od niego jednostki. Jest to istotne zwłaszcza dla gości czarterowych, którzy chcą się relaksować na urlopie, a nie


BIZNES

stresować przy manewrach w portach – wyjaśnia Anna Składanowska, prezes firmy NIKHEN YACHTS. Założyli ją pasjonaci z doświadczeniem w branży turystycznej oraz jachtowej (nie tylko na Mazurach, ale i za granicą), który zdecydowali się połączyć w jedną całość usługi hotelarskie i aktywną rekreację na wodzie. W 2016 roku spółka zleciła gdańskiemu studiu projektowemu stworzenie houseboata idealnego pod wymarzony wypoczynek. Jego efekt miał być wynikiem wieloletniego czarterowania jachtów dla wymagających klientów: i komfortowy, i kompaktowy. Prace trwały ponad cztery lata. Łódź wpisuje się w trendy eko – wyposażana jest w panele fotowoltaiczne zasilające akumulatory oraz ekologiczną oczyszczalnię ścieków. Znika zatem coraz bardziej dostrzegany problem na mazurskich jeziorach jakim jest zanieczyszczanie nielegalnym wypuszczaniem do wody fekaliów z jachtów. W tak intensywnym sezonie jak np. w poprzednim roku, w marinach długi czas oczekiwania na opróżnienie zbiorników niejedną załogę zawrócił na jezioro. Jednostki NIKHEN YACHTS mają system niczym w oczyszczalni ścieków, więc do wody trafia uzdatniony, czysty płyn. Tak unikalne rozwiązania sprawiają, że na jeziorach można być niezależnym przynajmniej tydzień. To sprawia, że jedne jachty są chętniej czarterowane od innych, bo są właśnie tak zaprojektowane, by z wypoczynku

na wodzie czerpać maksimum przyjemności. Stacjonująca w giżyckiej Eko Marinie firma NIKHEN YACHTS produkuje jednostki AQUASUN w dwóch wariantach: AFTCAB i SEDAN. Pierwszy, dedykowany sześcioosobowej załodze, ma trzy zamykane kabiny, dwie łazienki, mesę i wyeksponowaną na słońce strefę relaksu. Co istotne, każde pomieszczenie jest wysokie i wygodne, co doceniają wszyscy uczestnicy rejsu, a nie tylko wybrańcy. Z kolei dwukabinowy Sedan ma rufę w formie otwartego pokładu – idealny do korzystania z kąpieli, wędkowania czy spędzenia towarzyskiego wieczoru. Obydwie wersje mają ciekawy smaczek – Open Sky, czyli otwierany dach w mesie. Podczas wspólnych posiłków czy towarzyskich pogawędek w piękną pogodę – bezcenne. Dzięki temu unikalnemu zabiegowi jacht prezentuje się jak te podziwiane w najbardziej prestiżowych portach świata. – Nasz jacht zaprojektowany został nie tylko na Wielkie Jeziora Mazurskie, ale także na rynek europejski. Np. model SEDAN wypełnia lukę w ofertach, bo tej wielkości houseboatów o takim komforcie i w tej cenie po prostu nie ma – zauważa Katarzyna Fichtner, wiceprezes spółki NIKHEN YACHTS. Popularność takich jachtów wyczuli armatorzy, którzy na Mazurach dysponują flotami po kilka czy kilkanaście jednostek pływających. Boom na rekreacyjne pływanie houseboatem to efekt nie tylko pandemicznych obostrzeń i szukania własnego azylu do wypoczynku, ale też i coraz częściej doceniana alternatywa dla klasycznego wyjazdu na wczasy. W związku z tym kwitnie też i biznes związany z czarterowaniem jachtów kupionych przez prywatne osoby – na własny użytek, ale też i oddawanie w wynajem dla operatorów, by czerpać zyski. – Zapraszamy też prywatnych inwestorów do współpracy z nami według modelu biznesowego: zakupu jednostki, która może być przez nas obsługiwana na Mazurach, by generowała zyski, zaś kilka tygodni w kalendarzu zostaje wolnych do korzystania z jachtu przez właściciela – dodaje Katarzyna Fichtner. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Katarzyna Zaleska NIKHEN YACHTS Olsztyn, ul. Mickiewicza 4/204 kontakt@nikhen.com www.nikhen.com

081


MĘŻCZYZNA I MASZYNA

MĘŻCZYZNA I MASZYNA PRAWDZIWE HISTORIE O PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI DO SAMOCHODU

DOLCIA I DOLCE VITA

082

Od zawsze byłem fanem francuskiej powojennej kultury. Ich filmy i piosenki zrywały z tradycją, stając się awangardą tak przyjemną w odbiorze – zaczyna opowiadać Krzysztof Tanajewski. – Z kolei w motoryzacji tą francuską awangardą był Citroen, dlatego wzbogacał on rodzime kino, stając się wręcz aktorem drugiego planu. A ponieważ wychowałem się na starym francuskim kinie, miało to pewnie wpływ na to, jakie mi się podobały samochody. Pierwszym „francuzem” w jego garażu było Renault 30, potem dołączył klasyczny Peugeot 404. Obydwa raczej do remontu, niż użytku. Krzysiek zaczął więc rozglądać się za czymś, czym mógłby poruszać się na co dzień, ale na pewno musiało to być auto nietypowe. Był rok 2002 kiedy w gazecie z ogłoszeniami pojawił się anons z rodzinnego Olsztyna: Citroen 2CV. – Byłem wielkim fanem komedii z żandarmem granym przez Louisa de Funèsa, więc 2CV był w moich marzeniach zakorzeniony dość mocno – wspomina. Auto podjechał obejrzeć w niedzielę wieczorem, choć tylko przez płot zamkniętego komisu. Ale w myślach była już decyzja: rano będzie mój. – To było jak miłość od pierwszego spojrzenia – opisuje. Citroen 2CV w dwukolorowej wersji Dolly wyróżniał się bardziej komfortowym wyposażeniem od zwykłych spartańskich 2CV. Przede wszystkim w miejsce siedzeń, które zwyczajnie były metalowym stelażem z naciągniętym pokrowcem (prawie jak w leżaku plażowym), Dolly miała pełnowartościowe fotele, takie jak powinny być w samochodzie. I jeszcze znak charakterystyczny: grafikę tańczącej pary na drzwiach i napis „Charleston”. „Dolcia”, jak pieszczotliwie mówi się na Krzysztofa 2CV w rodzinie, objeździła z nim całą Litwę i Polskę. Intensywnie służyła do tego stopnia, że kiedy w 2011 roku wracał ze zlotu Citroenów 2CV, auto pływało po drodze swoim życiem. – Czuć było, że ledwie trzyma się całości i zwyczajnie bałem się, że w którymś momencie zostanę z kawałkiem auta jak w słynnej scenie z siostrą zakonną w „Żandarmie z St. Tropez” – przytacza obawy (na ulicy faktycznie najczęstsze komentarze to: „O! Takim jeździła zakonnica w żandarmie”). „Dolcia” trafiła na zasłużony remont, który trwał aż osiem lat. Nie dlatego, że to zawiły w odbudowie samochód. Wręcz przeciwnie,

zdaniem Krzysztofa, wprawny człowiek w dwie godziny rozłoży nadwozie, mając do dyspozycji ledwie trzy klucze. – Wszystkie elementy są przykręcone do ramy na kilka śrub, maskę i klapę bagażnika wysuwa się z rantów, a drzwi z zawiasów, jak te w mieszkaniu – obrazuje. – Ten samochód jest dowodem na to, że awangarda nie musi być bogata. I że prostota jest kwintesencją tego, co chciałbym mieć w dizajnie samochodowym. Gdyby było to realne, na co dzień mógłbym jeździć ascetycznym w formie Porsche 356, przedwojennym Bugatti 35 czy nawet Fordem T – wymienia. – „Dolcia” na pewno zostanie z nami do emerytury. Dzisiaj coraz mniej mamy rzeczy, które możemy użytkować długimi latami. A moja idea jest taka, by mieć przez całe życie jeden samochód, więc musi on być i prosty, i ponadczasowy. Krzysztof, fan zabytkowych samochodów, historii i podróży, prowadzi wydawnictwo, które wydaje kartonowe modele do sklejania (np. olsztyńskich zabytków). W realizacji jest i jego 2CV. Zajmuje się też malarstwem, głównie o tematyce lotniczej i motoryzacyjnej, gdzie częstym tematem są Citroeny. W pracowni wisi obraz „…coup de foudre…” (z fr. miłość od pierwszego wejrzenia) – przedstawia przyszłą żonę Małgorzatę na tle „Dolci”. Właśnie finał długiego remontu auta przyspieszyła ich podróż ślubna. Tańcząca para z drzwi „Dolci” miała więc tego dnia wreszcie towarzystwo na parkiecie. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz Mecenas projektu:

BLING FACTORY

Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań. Bling Factory Olsztyn, ul. Lubelska 43i www.blingfactory.pl



AUTA LUKSUSOWE

SALON SAMOCHODOWY MAZUREK PREMIUM CARS

084

BMW 520D M SPORT PAKIET

JEEP GRAND CHEROKEE SRT

Każda generacja najsłynniejszej limuzyny BMW wyznacza standard dla swojej klasy: perfekcyjna trakcja, harmonia układu jezdnego, efektywność wykorzystywania mocy, a w ostatnich latach również zarządzania energią. BMW szlifuje doskonałego sedana serii 5 już niemal pół wieku. Aktualna generacja G30 definiuje sportową limuzynę nie za sprawą pokaźnej mocy, ale za sprawą właśnie dojrzałości technologicznej. Oto dwulitrowy diesel, który ze stylizacyjnym M Sport Pakietem wygląda na tyle rasowo, że szacunkową moc w ciemno można byłoby mu i podwoić. Miłym dla nas akcentem jest fakt, że od 11 lat osobą odpowiadającą za stylistykę zewnętrzną nowych BMW jest Polak Jacek Froehlich.

Można by rzecz: pokaż swój charakter. Bez dwóch zdań, właściciel takiego samochodu to nie jakiś mięczak. Jeep sam w sobie niesie duży ładunek twardziela i jest autem, które nie zna limitów. Ale kiedy w nazwie jeszcze doczytamy słynne literki SRT, żarty się skończyły. Jeśli ktoś uważa, że w dzisiejszych czasach słynna V-óseka HEMI 5,7 litra jest zbytkiem, Jeep upchał pod maską… 6,4 litra. Grozą wieje już po odpaleniu tego mocarza. Surowy dizajn Grand Cherokee naszkicowała jego historia i profil użytkownika. Można napisać, że technologicznie nie odstaje od rywali, ale czy to nie obraźliwe? Dla wielu fanów tego auta, Grand Cherokee SRT nie ma rywali. To jakby zapytać czy Statua Wolności ma konkurencję.

BMW 520d, 190 KM, 2020 rok, 21 tys. km, fabryczna gwarancja, M Sport Pakiet, cena 215 tys. zł,

Jeep Grand Cherokee SRT, 468 KM, 2019 rok, 38 500 km, cena 316 tys. zł

VOLVO XC60

PORSCHE MACAN S

Oto najlepiej sprzedające się Volvo ostatniej dekady. Mało tego, w Polsce przez dziewięć lat XC60 jest najlepiej sprzedającym się samochodem klasy premium. Odpowiedź jest prosta: widocznie ma cechy zwycięzcy. Volvo stworzyło sylwetkę, która wzbudza zaufanie, jest ponadczasowa, elegancka i bardzo trafiona z proporcją. Dalej: marka będąca synonimem bezpieczeństwa na drodze, podniosła tym modelem poprzeczkę pod sam sufit. Ale Volvo to przede wszystkim pragmatyzm: forma wynikać ma tu z funkcji. W aktualnej generacji mamy nowy język stylistyczny wnętrza: ascetyczne, eleganckie, z detalami, które subtelnie przypominają, że samochód, to też miejsce relaksu, ale i zawartej z nim pewnej partnerskiej umowy – stanie się twoim prawdziwym przyjacielem w podróży.

Puryści nieco mocniej zaciskali pięści, kiedy w 2002 roku Porsche pokazało pierwszego SUV-a, model Cayenne. Że producent rasowych sportowych aut i z taką przeszłością, wszedł w segment, który ze sportem nie miał wiele wspólnego. Ale rynek i klienci szybko pokochali sportowe SUV-y z Zuffenhausen. Więc kiedy na fali sukcesu Porsche 11 lat później pokazało o oczko mniejszego Macana, legendarna marka wydała się być na wyciągniecie ręki. Praktyczny, nie za wielki, nie za drogi (jak na Porsche), a wciąż rasowy. Dzisiaj to samochód wręcz deficytowy, a fabryki nie nadążają z zamówieniami, więc fani Macana muszą czekać w kolejkach. Ale kto raz spróbował Macana zza kierownicy, ten szybko tych czekających w kolejce zrozumie.

Volvo XC60 Inscription B5 hybrid 264 KM, 2021 rok, bez przebiegu, cena 239 tys. zł

Porsche Macan S, 354 KM, 2019 rok, 26,7 tys. km, cena 372 tys. zł

Wybrane oferty salonu, więcej na mazurek.com.pl


MOTOFELIETON

AMERICAN DREAM JAZDA NA WYŻSZYM POZIOMIE ŚWIĘTOWANIE 40. URODZIN ZAWSZE ZAWIERA W SOBIE BILANS ŻYCIA MŁODZIEŃCZEGO, KTÓRY TO WNOSIMY WŁAŚNIE W TĘ DOJRZAŁOŚĆ. POWSZECHNIE (A MOŻE BARDZIEJ STEREOTYPOWO) WIADOMO, ŻE FACET PO 40-CE MA CHRAPKĘ NA SPORTOWY SAMOCHÓD. A JAK NIE NA SPORTOWY, TO Z PEWNOŚCIĄ NA TAKI MAŁO ROZSĄDNY, JAKBY TROSZKĘ CZUŁ, ŻE TO OSTATNI POWIEW SZALEŃSTWA W JEGO USTATKOWANYM JUŻ ŻYCIU. Jeśli więc szukacie kompana do świętowania w garażu 40. urodzin, oto on – Dodge RAM (tylko musicie mieć duuuży garaż). Debiutował równo 40 lat temu i urósł do rangi bohatera, przynajmniej w królestwie amerykańskich wielkich pikapów. Europejczycy nie rozumieją tego, bo są klinczowani przeróżnymi przepisami, czego tu nie wolno mieć i użytkować, zaś Ameryka to kraj wolny, więc jeśli istnieje tam mocno zakorzeniona kultura użytkowania wielkich pikapów, to ciągle kupuje się je w ilościach dla nas niewyobrażalnych (tylko 10 najpopularniejszych modeli sprzedano ponad 4 mln sztuk!). A wśród tej całej plejady słynnych wielkich pikapów, Dodge RAM 1500 trzyma miejsce na podium (sprzedaje się go więcej, niż wszystkich aut w Polsce). Kiedy zajrzycie do Wikipedii, to pierwsze zdanie o RAM-ie jest w zasadzie kwintesencją jego charakteru: pikap klasy aut pełnowymiarowych. Po amerykańsku oznacza to pojazd o wymiarach 6x2 m. Wysoki też jest prawie na dwa metry, więc stając przy nim szybko przychodzi ci na myśl amerykańska potęga. Jadąc za kierownicą, kiedy widzisz tę potężną maskę przed sobą, masz wrażenie, że z mostku kapitańskiego prowadzisz raczej tankowca w Zatoce Meksykańskiej, niż samochód osobowy. Pikap jest dla mnie synonimem spartańskiego woła roboczego. Ojciec miał kiedyś RAM-a trzeciej generacji – samo-

chód absurdalny w mieście i niezastąpiony na wolności: w terenie, na farmie i bezdrożach. A mimo to najnowszy RAM 1500 zszokował mnie. Przede wszystkim jeździ jak komfortowy SUV, a wnętrze ma już tak luksusowo skrojone, że po starych roboczych pikapach nawet nie pozostał ślad. I ta przestronność kabiny – nie siedziałem jeszcze w żadnym osobowym aucie, które oferuje tyle swobody. Ukłonem w stronę europejskiej mentalności jest montowanie seryjnej instalacji gazowej. Co prawda słynne silniki HEMI 5,7 litra słyną z oszczędności, ale gabaryt, masa (2,7 tony) i moc auta (400 KM) nadmiernie praw fizyki nie naciągną. W zasadzie przy odrobinie szaleństwa, można byłoby się skusić na takiego kolosa. Po chwili jednak uzmysłowiłem sobie, że tak „szaleje” przeszło cztery mln Amerykanów rocznie. Więc tu nie chodzi o szaleństwo – my po prostu może mamy malutkie wyobrażenie o samochodach. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Mecenas projektu:

MAZUREK PREMIUM CARS

Cyklowi felietonów motoryzacyjnych patronuje salon Mazurek Premium Cars – multidiler samochodów luksusowych nowych lub prawie nowych. W felietonach wykorzystujemy wybrane auto z oferty salonu. Tym razem towarzyszył nam Dodge RAM 1500 z roku 2020 (przebieg 10 km), który wyceniony jest na 370 tys. zł brutto. Więcej na: mazurek.com.pl

Mazurek Premium Cars Olsztyn, ul. Lubelska 29 mazurek.com.pl

085


AUTO

TAK ŻYJE SIĘ Z NOWYM BMW „RADOŚĆ Z JAZDY” W DZISIEJSZYM WYDANIU BMW TO NIE TYLKO OSIĄGI I WSPANIAŁE WŁAŚCIWOŚCI JEZDNE. BMW ZDEFINIOWAŁO ŻYCIE Z SAMOCHODEM WEDLE TECHNOLOGII PRZYSZŁOŚCI. ZOBACZ JAK TEN ŚWIAT WYGLĄDA JUŻ DZISIAJ.

086

BMW od zawsze przyciągało tych, którzy chcieli od życia więcej. Bawarczycy przez dekady udowadniali, że potrafią robić samochody emocjonujące i dostarczające wrażeń z jazdy. Słowem: stworzyli sportowca i dżentelmena w jednym. Dzisiaj wartość użytkową samochodów definiuje się już szerzej. To raczej przyjemność i styl życia, które dostaje się wraz z samochodem. Dzięki współczesnej technologii samochód stał się też osobistym asystentem, który potrafi nauczyć się z tobą współpracować i wyręczać z wielu czynności. Wyobraźmy sobie, że dzięki aplikacji BMW Connected auto zapamiętuje np. często używane trasy, choćby codzienne dojazdy do pracy o powtarzalnych porach, i zbierając dane z rzeczywistego ruchu drogowego, ograniczenia spowodowane wypadkiem czy remontem, samo zasugeruje precyzyjną godzinę wyjazdu i najszybszą trasę, byśmy dotarli w porę. Samochody BMW pilnie i szybko uczą si ę za ch owa ń oraz p r z y z w yc zaje ń swoich właścicieli. Auto może np. samoczynnie otworzyć szybę jeśli pod firmowym szlabanem zwykle robisz to,

bo musisz odczytać kartę. Powiedz zza kierownicy, że ci zimno, a temperatura samoczynnie wzrośnie. Albo, że jesteś zmęczony, a włączy się ulubiona muzyka i nastrojowe oświetlenie. Imponujący wachlarz aplikacji My BMW (można powiedzieć, że to niezbędnik fana BMW) to pomost pomiędzy samochodem, a właścicielem. I wcale w tym aucie nie musimy akurat być. Z pozycji smartfona można mieć stały dostęp do podstawowych informacji o nim: gdzie jest zaparkowane, śledzić jego otoczenie (za pomocą kamer 360), odblokować komuś drzwi, zdalnie uruchomić wentylację, by schłodzić wnętrze nim wejdziemy do nagrzanego środka. Aplikacją łączysz się też z serwisem – przypomni ci na kiedy i na jakie czynności powinieneś zabukować wizytę w dowolnym serwisie BMW. Technologia przejmuje od nas wiele obowiązków. Koniec np. z bieganiem z drobniakami do parkomatów, bo aplikacja ParkNow zapewnia bezgotówkowe parkowanie w strefach już coraz większej ilości miast. Teraz zarządzanie parkowaniem i płatnością obywać się może automatycznie z poziomu nawigacji. – W s a m o c h o d a c h B M W j e s te ś my świadkami transformacji digitalnej, która daje dostęp do wielu praktycznych i pożytecznych rozwiązań. Dlatego rolą naszych doradców w salonach, którzy mają kontakt z klientami, jest wprowadzanie przyszłych użytkowników w świat nowoczesnej technologii BMW, by odkryli, że te samochody stały się naszymi asystentami nie tylko w kwestii samej podróży. Jeśli poznamy ten świat, doświadczymy nowego znaczenia słynnego sloganu BMW „radość z jazdy” – przekonuje Adam Gosk, dyrektor handlowy w grupie BMW Zdunek. Technologia plus zachowania użytkowników BMW stanowią też ważny aspekt w projektowaniu aut na najbliż-

szą przyszłość. Intensywność korzystania z wszelkich urządzeń pokładowych samochodu jest zdalnie analizowana po to, by inżynierowie wiedzieli, które rozwiązania są faktycznie wykorzystywane. – Cel jest taki, by tworzyć rozwiązania, a potem kupować tak skonfigurowane auta, by w pełni je wykorzystywać, a nie przepłacać za zbędne funkcje – dodaje Adam Gosk. BMW umożliwia w tym aspekcie rozwiązanie, które jeszcze dekadę temu brzmiało wręcz futurystycznie. Otóż wiele opcji dostępnych w samochodzie aktywuje się online z pozycji oprogramowania. Więc jeśli kupiliśmy auto np. bez aktywnego tempomatu i szybko pożałowaliśmy, to nic straconego, bo fizycznie sama głowica radaru może być już w twoim aucie, a jedynie dokupujemy jego aktywację. Wiele opcji można wykupić okresowo, np. na miesiąc czy rok. BMW często wprowadza promocje testowania różnych dodatków za symboliczną złotówkę. Samochodom BMW łatwo wydaje się polecenia i szybko dostaje pomoc. Siedząc w kawiarni można za pomocą aplikacji przesłać im punkt docelowy planowanej wycieczki i o całej reszcie zapomnieć. Samochód sam wszystko precyzyjnie zaplanuje, co w przypadku uwzględnienia podróży autem elektrycznym, jest praktycznym rozwiązaniem. Więc stary slogan „radość z jazdy” wciąż trzyma swoją wartość. Tekst: Rafał Radzymiński Obraz: Kuba Chmielewski

BMW ZDUNEK

Olsztyński salon BMW jest częścią dużej trójmiejskiej grupy dilerskiej Zdunek. Bardzo szerokie możliwości doboru właściwego modelu pod kątem oczekiwań przyszłego nabywcy są wartością, która pozwoliła zbudować wielką społeczność skupioną wokół tych dwóch pożądanych marek samochodów. Cykl artykułów o Zdunek Premium pokazuje różne aspekty obcowania z autami, które nie bez przyczyny reklamuje się hasłem „radość z jazdy”.

BMW Zdunek Olsztyn, al. Warszawska 117C olsztyn.bmw-zdunek.pl fb/BMW.Zdunek/



AUTO PREMIUM

JAK KUPUJE SIĘ MARZENIA MOŻNA SIĘ ZNAĆ NA SAMOCHODACH CAŁKIEM NIEŹLE, ALBO NIE ZNAĆ W OGÓLE, A I TAK DLA WSZYSTKICH WYBÓR AUTA PRZY KUPNIE WIĄŻE SIĘ Z WIELOMA DYLEMATAMI. CZYM KIERUJĄ SIĘ KLIENCI SZUKAJĄCY PRESTIŻOWYCH AUT: EMOCJAMI 088

CZY MOŻE BARDZIEJ ROZSĄDKIEM? A CZYM POWINNI? Do salonu Mazurek Premium Cars zawitał kiedyś klient, który zlecił wyszukanie konkretnego sportowego samochodu amerykańskiej marki. W konkretnym kolorze i z konkretnym silnikiem. Zauroczył się bowiem takim autem, kiedy wypożyczył je podczas zagranicznego urlopu. Dokładnie takie samo odebrał po dwóch tygodniach. Choć zdarzają się tak konkretni klienci, którzy przychodzą do salonu zrealizować swoje marzenia, to w większości przypadków proces dojrzewania do zakupu nowego samochodu klasy premium wcale nie bywa taki prosty. – Dlatego pierwsze spotkania z naszymi przyszłymi klientami zaczynamy zwykle

od rozmów, które przybliżą nas do samochodu ich oczekiwań – mówi Marek Czerwiński, dyrektor handlowy w Mazurek Premium Cars. Salon zajmuj się sprzedażą nowych lub prawie nowych samochodów prestiżowych marek. Czasem przyjeżdżają tu klienci nawet z odległych województw, bo okazuje się, że stoi tu dość rzadki model auta, niedostępny nigdzie indziej i potencjalny zainteresowany chce zwyczajnie obejrzeć je na żywo, nim podejmie decyzję. – W tym przypadku działa promowanie aut na naszym profilu na facebooku – podkreśla Czerwiński. – Zawsze mamy dostępnych na miejscu około 20 modeli, od Volvo, przez Mercedesy aż po Porsche


AUTO PREMIUM

i Maserati, od kabrioletów, i sportowych po SUV-y i limuzyny. Czasem w unikatowych wersjach. To duża zaleta takiego multisalonu, bo wiele razy zdarzały nam się już takie sytuacje, że klienci przychodzili kupić upatrzony model, a kiedy przejechali się kilkoma innymi, zachwycili się czymś, czego wcześniej nawet nie uwzględniali. Mechanizmów, które rządzą przy zakupie auta klasy premium jest kilka: przyzwyczajenie do konkretnej marki (niektórzy przez lata wymieniają kolejne generacje Mercedesa S), moda na przełomowe nowości (tak było z Volvo XC90), realizacja marzeń (wiadomo – Porsche), koneserzy, którzy wyłamują się z szablonu (Maserati), okazja (nie mówimy tu o okazji cenowej, ale o wyjątkowości egzemplarza w jednostkowej specyfikacji, np. BMW 740 po niemieckim ministrze), emocje i zaskakujące wrażenia, których dostarczyły jazda próbna, wypracowany kompromis ze współmałżonkiem, postrzeganie marki na rynku, czyli modele, które zawsze cieszą się sporym zainteresowaniem.

– Niektóre modele, np. Porsche Macan, sprzedajemy, nim zdążą przyjechać z fabryki. Ważne jest też, by zdać się na doświadczenie i sugestie sprzedawców. Np. nie przeładowywać nadmiernie auta kosztownymi dodatkami, które potem są nigdy nie używanymi „bajerami dla bajeru”, ale z drugiej strony nie żałować na takie opcje, które umilają życie z samochodem, z którym zwykle wiążemy się na kilka lat. Albo wybierać takie wersje silnikowe, które cieszą się dobrą opinią w serwisie i nie będą dostarczać w czasie eksploatacji kłopotów. Wielu klientów Mazurek Premium Cars dopiero po wizycie w salonie kreśli sobie obraz przyszłego auta – nowego, bądź prawie nowego. Ponieważ salon współpracuje z siecią dilerów w Niemczech, gdzie wybór na rynku jest nieporównywalny, zwykle udaje się sprowadzić konkretnie wyspecyfikowane auto. – Realizujemy marzenia motoryzacyjne naszych klientów i auta jakie sobie wymyślili, jesteśmy w stanie sprowadzić im i zarejestrować w ciągu maksymalnie dwóch tygodni – pod-

– Każdy klient ma swoje podejście do użytkowania auta, więc ten wywiad jest kluczowy: czy jeździ sam w długie trasy służbowe, czy raczej rodzinnie po okolicy, jaki dotychczas posiada samochód i co w nim ceni, a czego mu brakuje, jaki ma temperament, jaką pozycję zawodową, na jakie finansowanie może sobie pozwolić. Im bardziej poznajemy się z klientami, tym trafniej dobieramy wspólnie samochód – dodaje Marek Czerwiński. Nierzadko odbywają się tu transakcje przez internet. Ponieważ przez 25 lat działalności na rynku salon Mazurek Premium Cars wypracował sobie markę w kraju, klienci na prezentowane tu auta decydują się wyłącznie na podstawie oferty internetowej. Transakcje za 300–400 tys. zł nie są w tej formie rzadkością. Są to klienci szukający konkretnego egzemplarza, którzy decyzję o zakupie podejmują w jeden, góra dwa dni. W decyzji zakupowej działa też wabik w postaci specyfikacji konkretnego modelu. Mogą stać obok siebie identyczne auta z podobnym wyposażeniem, ale jedno z nich kusi bardziej. Dlaczego? Bo jest gustownie skonfigurowane. – Nasza intuicja póki co nie zawodzi nas i kiedy zamawiamy nowe auta do produkcji, to tak dobieramy lakier, tapicerkę, koła czy inne stylistyczne dodatki, że w zasadzie klienci kupują je potem samymi oczami – porównuje Marek Czerwiński, sprzedawca z 15-letnim doświadczeniem w sprzedaży aut klasy premium.

kreśla Krzysztof Kawczyński, właściciel Mazurek Premium Cars. – Użyłem nawet kiedyś sformułowania, że nasi klienci nawet jeszcze nie wiedzą, że ich wymarzone auto już jest, tylko my musimy je znaleźć. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz Podziękowania dla Brygidy Dremo i Przemysława Kasperowicz za gościnny udział w sesji 089

MAZUREK PREMIUM CARS

to obchodzący jubileusz 25-lecia działalności multidea­ ler samochodów marek premium. Z kolei Mazurek Premium Service zajmuje się kompleksową obsługą gwarancyjną i pogwarancyjną samochodów marek premium, głównie Audi, BMW, Land Rover, Jaguar, Merce­ des, Porsche, Volvo. Mazurek Premium Cars Olsztyn, ul. Lubelska 29 mazurek.com.pl fb/AutoTwoichMarzen fb/MazurekPremiumService&Detailing


AUTO

WIZJONERZY OPLA BŁYSKAWICA W LOGO SAMOCHODÓW OPEL ZOBOWIĄZUJE – ELEKTROMOBILNOŚĆ NIEMIECKA MARKA ROZWIJA W SWOICH POJAZDACH OD PRZESZŁO PÓŁ WIEKU. KTO JESZCZE NIE JEŹDZIŁ ELEKTRYCZNYM OPLEM?

090

To jedna z tych historii, kiedy wyprzedzasz czas, świat jeszcze jest w tyle, a ludzkość nie zdążyła się oswoić z serwowaną technologią. Inżynierowie Opla byli jednymi z e-pionierów elektryfikacji samochodów. Wyobraźmy sobie, że w 1968 roku jeździł w formie testów Opel Kadett B, który wyposażony był w 14 akumulatorów stale ładowanych przez spalinowy generator. Co ciekawe, podobną koncepcję prezentowały Ople Ampera zaprezentowane cztery dekady później. I były na tyle przełomowym rozwiązaniem wprowadzonym do seryjnego samochodu oraz wyznaczającym trend, że przyznano im najbardziej prestiżowy tytuł jaki istnieje w europejskiej motoryzacji: Car of the Year 2012. Nic dziwnego – Opel stworzył pierwszy wygodny samochód elektryczny dla czterech osób, który nadawał się do codziennej eksploatacji i podróżowania. Ampera wyprzedziła swój czas, bo w 2012 roku elektryczne samochody były jeszcze egzotycznym powiewem – wydawałoby się – bardzo odległej perspektywy. Tak się przynajmniej wtedy oceniało przyszłość motoryzacji. A dzisiaj? Postęp, przepisy i decyzje gigantów motoryzacyjnych zmieniają się z taką dynamiką, że wkrótce to konwencjonalne samochody zajmą boczne tory. Opel już zakomunikował o całkowitym zelektryfikowaniu swojej gamy

do 2024 roku. Można rzec – wreszcie będzie tworzył auta, z jakimi eksperymentował przez dekady, gromadząc cenne lekcje i zostawiając kolejnym pokoleniom inżynierów gen innowacyjności. Od wspomnianego 1968 roku do debiutu Ampery, ilość stworzonych aut elektrycznych Opla imponuje i dzisiaj. Już w 1971 roku wnuk założyciela firmy Georg von Opel, pobił sześć rekordów świata dotyczących samochodów elektrycznych (m.in. prowadził z prędkością 188 km/h Opla Electro GT). Potem jeździła cała flota elektrycznych Kadettów i Astr, które znamy z przełomu lat 80. i 90. Już pierwsze egzemplarze miały 80-kilometrowe zasięgi, rozpędzając się do 100 km/h. Opel przeprowadził wówczas pierwszy program testów samochodów elektrycznych na dużą skalę. M.in. flota dziesięciu pojazdów Impuls III była testowana na niemieckiej wyspie Rugia, pokonując łącznie ponad 300 tys. km. Z kolei w 1995 roku Opel dostrzegł wiele atutów z elektromobilności wśród aut dostawczych poruszających się w aglomeracjach i stworzył vana Combo Plus. Dzisiaj gamę nowoczesnych Opli otwiera Corsa-e. Z tą literką „e” można się już oswajać – tak Opel będzie oznaczał wszystkie auta elektryczne. Corsa-e robi furorę na rodzimym niemieckim rynku. Właśnie producent odebrał najbardziej prestiżowe wyróżnienie „Złotą

kierownicę 2020”, które głosami czytelników wręcza kultowy niemiecki magazyn Auto Bild. Corsa-e zdeklasowała rywali w kategorii najlepszy mały samochód. A ma też już tytuł „Best Buy Car of Europe”. W tych nagrodach jest też sporo zasług dla pionierów elektromobilności Opla, którzy pół wieku temu nakreślili nie tylko odważny trend, ale i filozofię wizjonerstwa. Obecną gamę niskoemisyjnych aut uzupełnia Mokka-e, Zafira-e, użytkowe Combo-e oraz Vivaro-e, a także hybrydowy Grandland X Hybrid4. Ten ostatni to hybryda typu plug-in, którą można doładowywać z gniazdka i jeździć również na samym prądzie (do 59 km), więc poruszając się wokół aglomeracji, w zasadzie nie musimy odwiedzać stacji benzynowych (baterie również same się doładowują w czasie jazdy, dzięki odzyskiwaniu energii z hamowania). Co ważne, silnik konwencjonalny dostarcza napęd na przednie koła, a elektryczne na tylne, więc mamy w tym mocnym 300-konnym aucie napęd 4x4 w standardzie. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Opel

LOTEM BŁYSKAWICY

Cyklem „Lotem błyskawicy” przybliżamy elektromobilność Opla, którą marka wdrażała do swoich samochodów już przeszło pół wieku temu, kiedy samochód na prąd był najwyżej szaloną wizją przyszłości. A może to wizjonersko pięć lat wcześniej umieszczono znak b łyskawicy w firmow ym logo? Opel w ciągu najbliższych trzech lat zelektryfikuje swoją pełną gamę, a już dzisiaj ma w niej przynajmniej sześć modeli. Jak się żyje ze współczesnym elektrykiem i jakie niesie przywileje? W cyklu padnie wiele odpowiedzi.

Opel MIBO Olsztyn, ul. Jagiellończyka 41 C www.mibo.pl


2

2


KRĘCILI TU

KRĘCILI TU: PO SEZONIE FILMY, KTÓRE POWSTAŁY NA WARMII I MAZURACH

INSPIROWANE ŻYCIEM

Na Festiwalu LATO Z MUZAMI w Nowogardzie w 2003 roku Januszowi Majewskiemu zorganizowano retrospektywę twórczości. Jednym z gości był aktor Leon Niemczyk. Panowie każdego dnia w trakcie festiwalu spotykali się w hotelowej restauracji na śniadaniu. Po jednym z posiłków poszli na spacer po Nowogardzie. – Wychodzimy z hotelu, a tu leje deszcz – wspomina Janusz Majewski w wywiadzie z Bogumiłem Osińskim. – Leon mówi: poczekaj, zaraz wrócę! Po kilku minutach wraca z dwoma parasolami. Kupił je jakimś cudem u sprzedawczyń kwiatów i poszliśmy „w miasto”. Leon był człowiekiem niezwykle rozmownym. Opowiadał mi o życiu, perypetiach wojennych i powojennych, ale najwięcej o swoich… sześciu małżeństwach. To właśnie jego historią inspirowany jest scenariusz „Po sezonie”.

ZA WIKT I OPIERUNEK

Ówczesny minister kultury Waldemar Dąbrowski zdecydował o dofinansowaniu filmu. Nie były to duże środki, więc reżyser z żoną Zofią Nasierowską podjęli decyzję, że zdjęcia będą realizowane w ich pensjonacie w Laśmiadach na Mazurach. Kręcili tam już filmy, serial „Siedlisko” i spektakle dla Teatru Telewizji. Przy niskim budżecie trudno było jednak stworzyć ekipę. I tu zdarzyło się coś niezwykłego. Wszyscy występujący w filmie aktorzy: Magdalena Cielecka, Leon Niemczyk, Ewa Wiśniewska, Małgorzata Socha, Zbigniew Buczkowski zagrali bez honorariów – „za wikt i opierunek”.

092

BEZ SZANSY NA NAGRODĘ

Film był gotowy na początku 2005 roku i został dobrze przyjęty podczas promocyjnych pokazów. Reżyser został poproszony przez ówczesne wydawnictwo Prószyński i S-ka o udostępnienie scenariusza do publikacji. Znany jako autor wielu powieści i opowiadań, postanowił sam napisać książkę, nadając jej tytuł „Po sezonie”. W 2006 roku film obejrzeli poza konkursem widzowie 30. FPFF w Gdyni. Krytycy podkreślali znakomitą grę aktorów i „psychoanalityczną wrażliwość” Janusza Majewskiego. Zapytany o to, dlaczego nie zdecydował się na udział w konkursie festiwalu, reżyser odpowiedział: „Uznałem, że nie wypada mi konkurować z młodymi twórcami. Dziś wiem, że popełniłem błąd, gdyż pozbawiłem wszystkich biorących udział w tym przedsięwzięciu szansy na nagrody”.


KRĘCILI TU

WSPOMNIENIA I OWACJE

OAZA SMAKU

Podczas realizacji filmu twórcy żyli jak rodzina. – Po zdjęciach kolacja, ciekawe rozmowy, w których prym wiódł Leon Niemczyk – wspomina reżyser. – Opowiedział nam jak rozwiódł się z jedną z ostatnich żon, która była Niemką i to potwornie skąpą. On, gdy jeździł z Łodzi do Berlina, z każdego wyjazdu przywoził jej z Desy czy od jubilera bogate precjoza. Ona z kolei przywiozła mu z Niemiec… cztery zupki w proszku Knorra! Leon Niemczyk za rolę w „Po sezonie” otrzymał nominację do Orła Polskiej Nagrody Filmowej dopiero po śmierci. Dla oddania hołdu aktorowi, w trakcie gali nagrodzono go owacją na stojąco.

Ewa Wiśniewska zagrała Ritę, właścicielkę pensjonatu, postać złożoną psychologicznie, przeżywającą utratę młodości. W trosce o wygląd często nakładała maseczki, w których chodziła przez cały dzień na planie filmowym. – Charakteryzatorskie środki dokuczały i bałam się o swój wygląd po ich zdjęciu – wspomina aktorka w wywiadzie z szefem WMFF. – Dlatego kładłam na twarzy grubą warstwę kremu Nivea. Realizację filmu wspominam jako coś wyjątkowego. Wszyscy aktorzy mieli bardzo ograniczony czas, był to środek sezonu teatralnego. Musieliśmy pracować wyjątkowo wydajnie, ale gospodarze robili wszystko, by stworzyć nam jak najlepsze warunki. Ich pensjonat był oazą pod każdym względem, nie wspominając o znakomitej kuchni Zosi Nasierowskiej.

DRESZCZYK PO SEZONIE

Kameralna i klimatyczna historia tajemniczego gościa, który trafił do zamkniętego na zimę mazurskiego pensjonatu. Zagadkowy Leon jest tryskającym energią mężczyzną w podeszłym wieku, który w spokojne życie domu wczasowego poza sezonem wprowadza dreszczyk emocji, wchodząc w burzliwe relacje z trzema przebywającymi tam kobietami. Jaka jednak jest prawdziwa tożsamość niespodziewanego przybysza? Film „Po sezonie” w reżyserii Janusza Majewskiego miał premierę w 2006 roku.

KLAPS W PENSJONACIE

Reżyser wspólnie z żoną zadbali o scenografię. Wiedzieli jak adoptować na potrzeby filmu dom, który na początku lat 90. od podstaw zaplanowali i tworzyli. Córka Anna zaprojektowała kostiumy. Realizację zdjęć zaproponowano Witkowi Adamkowi, który został producentem filmu. Twórcy dysponowali środkami na kwestie techniczne oraz postprodukcję i jesienią 2004 padł pierwszy klaps. Ze względu na terminy aktorów, pracowali oni intensywnie przez trzy tygodnie, głównie we wnętrzach pustego po sezonie pensjonatu, ale również na okalających go wzgórzach.

Tekst: Beata Waś, konsultacje merytoryczne: Bogumił Osiński Obraz: Zenon K. Żyburtowicz Mecenas projektu:

Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy

wspiera twórców realizujących w regionie filmy fabularne i seriale telewizyjne, dokumenty i animacje. Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych Olsztyn, ul. Parkowa 1 www.funduszfilmowy.warmia.mazury.pl


LISTA DYSTRYBUCJI

ZNAJDŹ NAS JESTEŚMY TAM, GDZIE SĄ NASI CZYTELNICY

OLSZTYN RESTAURACJE, KAWIARNIE:

Restauracja KORNER, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Drewno i Ogień, ul. Prosta 7/9 • Parowar, ul. Skłodowskiej 24 • Pizzeria Diavolino, ul. Okopowa 18 • Mezze, ul.Kołłątaja 19 • U Artystów, ul. Kołłątaja 20 • Słodycz Tej Krainy, ul. Kołłątaja 23 • Handmade Cafe&Pub, ul. Kołłątaja 3 • Yoko Sushi, ul. Stare Miasto 17/21 • Hammurabi, ul. Prosta 3/4 • Caffee Station, ul. Prosta 18/22 • Restauracja Prosta, ul. Prosta 38 • Stary Zaułek, ul. Rodziewiczówny 8 • Malta Cafe, ul. Lelewela 6a • Restauracja Staromiejska, ul. Stare Miasto 4/6 • House Cafe, ul. Stare Miasto 11 • Pierogarnia, ul. Stare Miasto 26/27 • SiSi Coffee, ul. Stare Miasto 28/2 • Highlander, ul. Stare Miasto 29/32 • Via Napoli, ul. Okopowa 21 • Restauracja Casablanka, ul. Zamkowa 5 • Browar Warmia, ul. Nowowiejskiego 15 • Kawiarnia Kofeina, ul. Staromiejska 13 • Ceska Hospoda, Targ Rybny 14 • Coctail Złoty Klucz, ul. 11 Listopada 5 • Vamos Salvador, ul. Górna 1 • Restauracja Rolki, ul. Mochnackiego 5/1 • Konopna Farmacja, ul. Prosta 23 • Steakownia, ul. Prosta 38 • Na Rogu Czasu, ul. Wilczyńskiego 6c • Plankton, ul. Jeziorna 8 • Restauracja Przystań, ul. Żeglarska 3 • Tawerna Przystań, ul. Żeglarska 6 • Słoneczna Polana, ul. Sielska 38A • Zatoka Smaku, ul. Wodna 1c • Cudne Manowce, ul. Bolesława Chrobrego 4 • Pizzeria Wiśniowy Piec, ul. Kołobrzeska 3 • Kawiarnia Kofikada, ul. Prosta 18a/22 • Ristorante Da Andrea Casa del Prosecco, ul. Kołłątaja 15 • Nowowiejski Cafe, ul. Głowackiego 1 • Krova grill & pub, ul. Księdza Jana Hanowskiego 9/61 • Mała Italia, ul. Księdza Jana Hanowskiego 9 • Entliczek Pentliczek, ul. Prosta 12/14 • Restauracja KINGYO, ul. Bolesława Chrobrego 5 • Provincja, ul. Lelewela 3

HOTELE:

Hotel Dyplomat, ul. Dąbrowszczaków 28 • Hotel Warmiński, ul. Kołobrzeska 1 • Hotel Wileński, ul. Knosały 5 • Hotel Park, ul. Warszawska 119 • Hotel Omega, ul. Sielska 4a • Hotel Przystań & Spa, ul. Żeglarska 3 • Hotel & SPA Pirat, ul. Bałtycka 95 • Hotel Manor, ul. Kanarkowa 47 • Hotel Villa Pallas, ul. Żołnierska 4, Tiffi Boutique Hotel, ul. Żeglarska 7 • Hotel Kopernik, Aleja Warszawka 37

URODA, ZDROWIE, MODA:

094

St u d i o M a k i j a ż u P e r m a n e n t n e g o Ewe l i na Kulawczyk, ul. Kuronia 9/1, • Alfa Dental, ul. Iwaszkiewicza 1 • Pracownia Wizerunku, ul. Partyzantów 76 • Yasumi, ul. Sikorskiego 19 lok. 16 • EPI Centrum, ul. Samulowskiego 3B • Klinika Look Med, ul. Lelewela 6a/3 • Koemi, ul. 11 Listopada 7 • Matraccy Fryzjerstwo, ul. 1 Maja 22 • Salon fryzjerski SALSA, ul. Mrongowiusza 4 • Arianne Salon Ślubny, ul. Pieniężnego 5 • Salon Jean Luis David, ul. Piłsudskiego 16 • Salon VIDO, ul. Orkana 11 • Guru Bio. Fryzjerstwo, Stare Miasto 28 • La. Lila, ul. Kościuszki 84D • Olsztyńskie Centrum Medycyny i Sportu, ul. Poprzeczna 18 • BELOVED BeautyPlace, ul. Wojska Polskiego 5B/4 • Salon urody E-xclusi-W, ul. Polna 1b • Stomatolog Kraina Uśmiechu, ul. Barczewskiego 1 • Jean Luis David, ul. Tuwima 26 • Monelly Studio Urody, ul. Marii Curie Skłodowskiej 18/20 • Fitness Club Sylwetka, ul. Wilczyńskiego 8 • Fitness Dynamic, ul. Wilczyńskiego 29 • Klinika Okólna, ul. Okólna 3 • Orto-Dent, ul. Kleeberga 6/2 • Kinetic Fitness Club, ul. Piłsudskiego 44A • Body Perfect, ul. Kętrzyńskiego 5 • Atelier Fryzjerskie, ul. Armii Krajowej 3 • Stomatologia Estetyczna Elżbieta & Karol Sujka, ul. Targ Rybny 14 • Akademia Urody Brigitte, ul. Żołnierska 4|Willa Pallas • SHOW­R OOM Sylwia Kopczyńska, ul. Andrzeja

Samulowskiego 2C • I.V. Clinik Medycyna Regeneracyjna, ul. Leśna 14/6H • Avi Dental, ul. Barcza 48/6L • Nails&Lashes by ViktoriaOlimpia, ul. Jagiellońska 55B/4B • Kinetic Fitness Club, ul. Tuwima 26 (Galeria Warmińska) • Gabinet Stomatologiczny Alfa Dental, ul. Iwaszkiewicza 22A/1 • Fryzjer Krzysztof Hrecki, ul. Grunwaldzka 23 • Bold Barber Barbershop, ul. Kołłątaja 16

MOTO:

Skoda Polbis Auto, ul. Partyzantów 26 • Audi Polbis, ul. Rataja 15 • VW Polbis, ul. Rataja 15 • Fiat Jeep Citroen RESMA, ul. Obrońców Tobruku 5 • Toyota Mir-Wit, ul. Obrońców Tobruku 11 • BMW Service Wyza, ul. Sikorskiego 4 • Honda Daszuta, ul. Sikorskiego 33 • Hyundai Daszuta, ul. Tuwima 23 • Motostrefa, ul. Piłsudskiego 93B • BMW Zdunek, ul. Warszawska 117 • Volvo NordAuto, ul. Warszawska 117c • Opel Mibo, ul. Jagiellończyka 41c • Peugeot PZM, ul. Sielska 5 • Serwis Sikorski, ul. Sielska 43 • Nissan Suzuki Subaru Max Usługa, ul. Leonharda 3 • Kia JD Kulej, ul. Lubelska 40 • Mercedes Mazda Auto Idea, ul. Towarowa 11 • Renault Alcar, ul. Lubelska 39A • Salon KTM Yamaha, ul. Lubelska 35D • Ford JD Kulej, ul. Budowlana 7 • Auto Salon Mazurek, ul. Lubelska 29 • Bling Factory, ul. Lubelska 43i • Janczar, ul. Lubelska 35D

INNE:

Miejski Ośrodek Kultury, ul. Dąbrowszczaków 3 • Biblioteka Abecadło, ul. Piłsudskiego 16 • Kancelaria Prawna Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Traveland Biuro Podróży, ul. Knosały 7 • Olsztyńskie Centrum Bowlingu, ul. Kromera 3 • Urząd Marszałkowski, ul. Emilii Plater 1 • Doradca Podatkowy BRBK, ul. Zientary Malewskiej 25 • CDEF, ul. Zientary Malewskiej 20B • Koszary Funka, ul. Kasprowicza 4 • TVP Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Radio Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Art School, ul. Barczewskiego 1 • Eranova, ul. Obrońców Tobruku 3 • Mądre Klocki ul. Tuwima 26 • Studio Form Architektonicznych PANTEL, ul. Rybaki 40 • Warmiolandia, ul. Warszawska 117 • M3, ul. Budowlana 2 • Tor Kormoran, ul. Sprzętowa 6 • Park Trampolin 7 Jump Street, ul. Leonharda 7 • Warmińsko-Mazurska Specjalna Strefa Ekonomiczna, ul. Barczewskiego 1 • Oxford Academy, ul. Żurawskiego 1A/12 • Przedszkole Junior Academy, ul. Żurawskiego 1A/11 • Honesto Olsztyn, ul. Lipowa 15A • Centrum Sportu i Rehabilitacji Biernat, ul. Bydgoska 33 • Showroom Ceramoteka, ul. Sikorskiego 19 • New House, ul. Warmińska 7/4 • Kino Studyjne Awangarda 2, Plac Jana Pawła II 2/3 • Bel-Pol Olsztyn, ul. Tuwima 25 • Akademia.Efektywna-nauka.pl, ul. Ratuszowa 3/1 • Kuźnia Społeczna, ul. Marka Kotańskiego 1 • Marina Maison, ul. Armii Krajowej 3 • Studio Tatuażu Silent Ink, ul. Mochnackiego 1 • Showroom You by Tokarska, ul. Partyzantów 66/10 • Salon Deręgowski Sport, ul. Tuwima 26

WARSZAWA

• Hotel Młyn, Elbląg, ul. Kościuszki 132 • Salon Fryzjerski Point, Elbląg, pl. Dworcowy 3a • Młyn Klekotki Resort & SPA, Klekotki 1

POWIAT OLSZTYŃSKI

Zalesie Mazury Active SPA, Barczewo, Zalesie 12 • Hotel Azzun, Kromerowo 28 • Pensjonat Słoneczny Brzeg, Rukławki 100 • Steakownia, Biskupiec, ul. Warmińska 2 • Restauracja na Rynku, Biskupiec, pl. Wolności 5c • Hotelik Atelier, Biskupiec, ul. Mickiewicza 31 • Krystian Szeląg – Kancelaria Adwokacka, Biskupiec, ul. Mickiewicza 6b/lok.4 • Galery69, Dorotowo 38 • Bajkowy Zakątek, Guzowy Piec 17 • Młodzi Duchem, Biesal 80B • Karczma Warmińska, Gietrzwałd, ul. Kościelna 1 • Restauracja Sielanka, Gietrzwałd, ul. Olsztyńska 38 • Restauracja Rukola, Dywity, ul. Spółdzielcza 1 • Mazury Golf&Country Club, Naterki, ul. Golfowa 20a • Hotel Marina Club, Siła 100 • Przystanek Zatoka, Siła 85 • Karczma w Stodole, Tomaszkowo, ul. Wulpińska 63 • Między Deskami, Tomaszkowo, ul. Wodnika 3 • Karczma Stara Księgarnia, Olsztynek, ul. Warszawska 10 • Cukiernia i Kawiarnia Konfitura, Olsztynek, ul. Świerczewskiego 3/3 • Restauracja z Zielonym Piecem, Olsztynek, ul. Floriana 1 • Restauracja Alibi, Stawiguda, ul. Klonowa 1 • Salon fryzjerski, Stawiguda, ul. Mazurska 2/1 • Restauracja Złoty Strug, Pluski, ul. Jeziorna 83 • Restauracja Wiktoria, Dobre Miasto, ul. Orła Białego 18 • Kwaśne Jabłko, Włodowo 27 • Fajne Miejsce, Tłokowo 72 • Pałac Warlity, Warlity Małe 8 • Gospoda Warmińska, Burtyny 26A

POWIAT OSTRÓDZKI

Hotel Anders, Stare Jabłonki, ul. Spacerowa 2 • Hotel Miłomłyn, Miłomłyn, ul. Ostródzka 2b • Restauracja Park, Morąg, ul. 11 Listopada 12 • Hotel Villa Port, Ostróda, ul. Mickiewicza 23 • Restauracja Lalo, Ostróda, ul. Mickiewicza 17c • Enjoy Fitness Club, Ostróda, ul. Jana Pawła II 9 • Stara Szkoła, Wysoka Wieś 27 • Hotel SPA Dr Irena Eris, Wysoka Wieś 22 • Zajazd Austeria, Rychnowo 6b • Agroturystyka Glendoria, Ględy 45 • Kawa na Ławę, Ostróda, ul Czarnieckiego 19 • Lecznica przy Młynie, Ostróda, ul. Adama Mickiewicza 21C • Gospoda Sajmino, Ostróda, ul. Olsztyńska 57 • Zabart.com, Ostróda, ul. Czarnieckiego 32 • Narie Resort&Spa, Wilnowo 34 • Kawiarnia u Smolejów, Łukta, ul. Mazurska 4 • Hotel Masuria, Worliny 33

POWIAT NIDZICKI

Restauracja Pod Zamkiem, Nidzica, ul. Słowackiego 7 • Hotel u Komtura, Nidzica, ul. Zamkowa 2 • Best Drive Kunicki, Nidzica, ul. Warszawska 22 • Ośrodek rekreacyjny MON Omulew, Czarny Piec • Ostoja Sport Resort, Januszkowo 27 • Garncarska Wioska, Kamionka 5 • Kawiarnia Ewik Cafe, Nidzica, ul. Traugutta 20 • Karczma Pod Gołębiem, Nidzica, ul. Sienkiewicza 10 • Kamieniczka, Nidzica Pl. Wolności 4 • 12 jabłek, Jabłonka 46

POWIAT MRĄGOWSKI

Restauracja Bella Italia, Mikołajki, pl. Handlowy 11 • Hotel Mikołajki, Mikołajki, al. Spacerowa 11 • Kuchnie Świata, Mikołajki, pl. Wolności 11 • Kuźnia Czekolady, Mikołajki, pl. Wolności 9/16 • Hotel Robert’s Port, Stare Sady 4 • Restauracja City, pl. Wolności 11 • Restauracja Sielawa, pl. Wolności 13 • Grupa Amax, Mikołajki, pl. Wolności 9/61 • Tawerna pod Złamanym Pagajem, Mikołajki, ul. Kowalska 3 • Hotel Mrągowia, Mrągowo, ul. Giżycka 6 • Hotel Solar Palace, Mrągowo, Jaszczurza Góra 22 • Gościniec Molo, Mrągowo, ul. Jeziorna 1b • Chata Mazurska, Mrągowo, ul. Roosvelta 1 • Ach Mazury Stanica Mikołajki, Mikołajki, ul. Leśna 1 • Hotel Mazurski Dworek, Mikołajki, Stare Sady 1 • Stara Chata, Mrągowo, ul. Warszawska 9 • Małgosia Cafe, Mrągowo, ul. Ratuszowa 10 • Restau­racja Spiżarnia, Mikołajki, Plac Handlowy 14 • Sunport Ekomarina, Mikołajki, ul. Stare Sady 4 BK • Kawiarnia Mufinka, Piecki, ul. Zwycięstwa 22D

POWIAT GIŻYCKI

St. Bruno Hotel, Giżycko, ul. Brunona 1 • Restauracja Porto, Giżycko, ul. Nadbrzeżna 5a • Folwark Łękuk, Łękuk Mały 8 • Zamek Ryn, Ryn, pl. Wolności 2 • Gościniec Ryński Młyn, Ryn, ul. Hanki Sawickiej 3 • Karczma pod Czarnym Łabędziem, Rydzewo, ul. Mazurska 98 • PodKładka RestoBar, Giżycko, ul. Pasaż Portowy 21 • Vill-Med, Giżycko, ul. Wilanowska 24 • Steakownia, Giżycko, ul. Żeglarska 7/lok. U-9

POWIAT IŁAWSKI

• Instytut Kosmetologii Image, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 14 • Notus Finanse, Iława, ul. Sobieskiego 14 • Hotel Port 110, Iława, ul. Konstytucji 3 Maja 7 • Hotel Grand Tiffi, Iława, Jarosława Dąbrowskiego 9 • Restauracja u Czapy, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 2A • Yotto Sushi Bar, Iława, ul. Niepodległości 14 • Hotel Stary Tartak, Iława, ul. Biskupska 5 • Karczma Łabędź, Iława, ul. Marsa 2 • Wilk Studio Fryzur, Iława, ul. Sobieskiego 20B

POZOSTAŁE

Termy Warmińskie, Lidzbark Warmiński, ul. Kąpielowa 1 • Hotel Krasicki, Lidzbark Warmiński, pl. Zamkowy 1 • Hotel Restauracja Górecki, Lidzbark Warmiński, ul. Olsztyńska 4 • Restauracja-Kawiarnia Starówka, Lidzbark Warmiński, ul. Hoża 39 • Restauracja Mazuriana, Szczytno, ul. Sienkiewicz 2 • Natura Mazur Hotel & SPA, Warchały, ul. Brajnicka 1 • Pałac Mortęgi Hotel & SPA, Mortęgi 3 • Miejsce Marzeń, Szczycionek 28 • Działdowska Agencja Rozwoju, Działdowo, ul. Władysława Jagiełły 15 • Hotel Przedzamcze, Działdowo, ul. Zamkowa 9 • Restauracja i Hotel WKRA, Działdowo, ul. Zamkowa 2 • Restauracja Baba Pruska, Sztynort 11 • Restauracja Słowiczówka, Ruciane Nida, ul. Ukta 32 • Stadnina Koni Ferenstein, Gałkowo 45

Steakownia, ul. Krucza 23/31 • La Tomatina, ul. Krucza 47 • Cafe Krucza 23, ul. Krucza 23 • Green Cafe Nero, ul. Marszałkowska 84/92 • Costa Coffee, pl. Trzech Krzyży 18 • Starbucks Coffee, pl. Trzech Krzyży 18/16 • Dyletanci, ul. Rozbrat 4 4a • Na Lato, ul. Rozbrat 4 4a • Crazy Butcher, Hala Koszyki, ul. Koszykowa 63 • Camera Work Studio, ul. Schillera 6 lok. 54 • The Farm, ul. Mokotowska 8

ELBLĄG

Salon Urody Marzena Gross, Elbląg, ul. Nitschmana 20/22 • Hotel Srebrny Dzwon, Kadyny • Hotel Elbląg, Elbląg, Stary Rynek 54-59 • Klinika Dental Clinic, Elbląg, ul. Grobla św. Jerzego 15 • Restauracja Studnia Smaków, Elbląg, ul. Studzienna 31a

Najnowszy numer dostarczyliśmy do wszystkich miejsc dystrybucji najnowszą, w pełni elektryczną Skodą Enyaq (test auta na madeinwm.pl, więcej na polbisauto.pl)


DAWNO TEMU

I KTO TO WI(E)DZIAŁ! HISTORIE Z WARMII I MAZUR, KTÓRE PRZESZŁY DO HISTORII

2021 r.

2021 r.

CZŁOWIEK

WYDARZENIE

Warmia i Mazur y stracił y 6 kwietnia wyjątkową osobę, oddaną sprawom regionu. Anna Wasilewska, posłanka i samorządowiec odeszła w wieku 63 lat. W 1982 roku ukończyła Akademię Rolniczo-Techniczną na wydziale Technologii Żywności, a także Studium Kwalifikacyjne Pedagogiczne i Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. W latach 2007–2009 była wiceprezydentem Olsztyna – zajmowała się m.in. oświatą, zdrowiem, sportem i pomocą społeczną. W 2009 roku rozpoczęła pracę w Urzędzie Marszałkowskim na stanowisku dyrektora w Departamencie Sportu. Od 201 0 roku radna S ejmiku i Członek Zarządu Województwa Warmińsko-Mazurskiego. W Sejmiku Województwa pracowała w komisjach kultury i edukacji, samorządu terytorialnego i bezpieczeństwa publicznego oraz współpracy międzynarodowej. Od 2010 do 2016 roku pełniła funkcję prezesa Stowarzyszenia Sportowego Olimpiady Specjalne Polska. W 2015 roku w wyborach parlamentarnych zdobyła mandat poselski z listy PO w okręgu olsztyńskim. W Sejmie VIII kadencji zasiadała w Komisji Kultury i Środków Przekazu oraz Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Słynęła z niezwykłej życzliwości i otwartości, a także wyważonych poglądów. Słowem: kobieta z klasą. Żegnamy Pani Aniu.

MIEJSCE

Browar na Zatorzu w Olsztynie uruchomiono w 1878 roku. Pierwotnie należał do spółki Bayrisch-Bier-Brauerei F. Matern & Comp. W 1881 roku dokonano pierwszej większej rozbudowy zakładu. W 1886 roku browar przyjął nazwę Waldschlößchen Brauerei. W tym też czasie został gruntownie zmodernizowany. W 1930 roku stał się własnością znanych pruskich browarników, braci Friedricha i Adolfa Daumów. W 1945 roku zakład zos ta ł zniszc zony przez Armię Czerwoną, a po wojnie odbudowany i znacjonalizowany. Produkcję pod zarządem państwowym wznowił w 1963 roku. W 1992 roku, wraz z filiami w Szczytnie i Biskupcu, został sprywatyzowany. W 1997 roku jako majątek spółki Browary Warmińsko-Mazurskie Jurand Sp. z o.o. stał się własnością niemieckiego koncernu branży spożywczej Drinks & Food. W latach 1997–2000 przeprowadzono gruntowną modernizację browaru i rozpoczęto eksport piwa do Niemiec, USA i Rosji. Browar został zamknięty w 2007 roku z powodu kłopotów spółki z Izbą Celną. Zakład sprzedano firmie deweloperskiej. Prawa do marek piwa: Faustus, Heban i Koźlak zakupiła firma Barlan Beverages Group Sp. z o.o. W 2008 roku rozebrano część zabudowań. Wyburzenia uniknęły jedynie budynek administracyjny, suszarnia słodu i warzelnia wpisane do rejestru zabytków. Na placu pozakładowym powstało niewielkie prestiżowe osiedle mieszkaniowe.

Pasjonat historii i detektorysta Aleksander Miedwiediew znalazł pod Olsztynem nagi miecz, pochwę, pas rycerski i dwa przytwierdzone do niego noże – prawdopodobnie pochodzące z czasu Bitwy pod Grunwaldem. Znalezisko Miedwiediew przekazał marszałkowi regionu, a ten – Muzeum Bitwy pod Grunwaldem. Specjaliści podkreślają, że takie znalezisko zdarza się raz na dziesięciolecia. – Biorąc pod uwagę, że zabytki te pochodzą z przełomu XIV i XV, a więc przeleżały w ziemi około 600 lat, to są zachowane w niebywale dobrym stanie – podkreśla pasjonat archeologii Aleksander Miedwiediew. W tamtym czasie były to niezwykle cenne rzeczy, których wartość można porównać do ceny dzisiejszego auta osobowego. Pasjonat odkrył miecz i noże pod Olsztynem, ale dokładnego miejsca znaleziska nie ujawniono. Na ich ślad trafił dzięki wykrywaczowi metalu. Trwają przygotowania, aby w tym miejscu, gdzie znaleziono miecz, przeprowadzić prace archeologiczne. Teraz zestaw orężny zostanie poddany czynnościom konserwacyjnym i badawczym. Aleksander Miedwiediew ma na swoim koncie też inne sensacyjne znaleziska. Podczas prac archeologicznych na Polach Grunwaldu odnalazł w 2020 roku dwa doskonale zachowane topory bojowe. Jakub Klepański

RZECZ

Nawałnica, która przeszła nad Olsztynem w nocy z 21 na 22 czerwca, obaliła potężną lipę na zamkowym dziedzińcu Muzeum Warmii i Mazur. Uszkodziła dachy krużganka i wieżyczki schodowej. Ponad stuletnie drzewo już trzy lata wcześniej zostało uszkodzone przez wiatr, a o konieczności jego zabezpieczenia i możliwości złamania informowali naukowcy. Po czerwcowej nawałnicy muzeum szybko naprawiło szkody, a wkrótce potem rozpoczęły się dywagacje i namowy, aby posadzić nową lipę. Przez lata była bowiem symbolem Ogólnopolskich Spotkań Zamkowych „Śpiewajmy poezję” organizowanych tu od 1974 roku. Jej zniszczenie odbiło się szerokim echem w ogólnopolskich mediach i artystycznym świecie, wróżono nawet koniec festiwalu. No i wywróżono – ubiegłoroczna edycja imprezy nie odbyła się, ale ze względu na pandemię. Nieodżałowana lipa od lat powraca we wspomnieniach artystów i publiczności, i pewnie będzie o niej mowa również w tym roku podczas 47. edycji Spotkań Zamkowych.

2006 r.

1878 r. Wyszperała w historii: Beata Waś, obraz: wikipedia, MwiM, encyklopedia.warmia.mazury.pl, warmia.mazury.pl

095


W DOBRYM TOWARZYSTWIE

LISTA OBECNOŚCI MADE IN

Obraz: Muzeum w LW

Obraz: Rafał Radzymiński

MOŻNA NIGDZIE NIE BYWAĆ, ALE JEŚLI BYWAĆ, TO TAM…

DUŻE PIKSELE W MAŁEJ GALERII

DYLEMATY NA PŁÓTNIE

Lidzbark Warmiński, 4 czerwca 2021

Wielkość miasta nie ma znaczenia, by zawładnęła nim sztuka. W kameralnej Galerii Ity Haręzy w Reszlu, który przesycony jest duchem kultury, swoje prace wystawia Jolanta Rejs. „Sztuka znikania” to cykl drzeworytów zainspirowanych fotografią. Ich podstawowym elementem kompozycyjnym jest forma małego kwadracika, który stanowi interpretację cyfrowego piksela. Malutka galeria, a tłum na wernisażu, więc oficjalna część odbyła się na ulicy przed wejściem, które przyciągało wzrok wielkoformatowym wydrukiem pracy zawieszonej na elewacji. Jedno z pierwszych wydarzeń kulturalnych w realu ściągnęło tu pasjonatów sztuki z odległych miast. Nic dziwnego, było i monumentalnie, i kameralnie.

Czworo artystów, osiem obrazów i jedno pytanie: dokąd zmierza dzisiejszy świat i człowiek? Nad tą kwestią zastanowili się malarze z Warmii i Mazur. Na płótno przełożyli swoje refleksje, zachwyty i obawy. To efekt projektu „Quo vadis – dokąd zmierzasz człowieku?” czworga malarzy: Katarzyny Kałdowskiej, Heleny Michel, Mariusza Kałdowskiego i Michała Wiśniewskiego. Artyści wzięli na warsztat dylematy współczesnego społeczeństwa związane m.in. z ekologią, globalizacją, wolnością wyboru kobiet. Projekt został zainicjowany podczas Nocy Muzeum na lidzbarskim zamku i wyruszył w turnee po Polsce, m.in do Sopotu.

FOTA Z PŁOTA

ZŁOTA DIANA Z NITKI

Najpierw garść liczb: 26 autorów i ich 546 fotografii wiszących na płotach domów ciągnących się przez 2,5 km. V Wojnowski Festiwal Fotografii staje się mekką fotografów i miłośników dobrych kadrów. Ta nietypowa galeria, bo na powietrzu, na płotach ciągnących się wzdłuż drogi, ściąga każdego sezonu do wioski pod Ruciane-Nida po kilkadziesiąt tys. odwiedzających. Można podziwiać szerokie spektrum fotografii, od ekscentrycznych portretów przez pejzaże, klimaty z PRL-u, po reportaże wojenne. Jest też pokaz zdjęć amatorów fotografów, a leśników z zawodu oraz zbiorowa wystawa „Twarze ZAiKS-u”, a wśród autorów takie nazwiska jak choćby Ryszard Horowitz.

Tradycyjnie miała być w przededniu Dnia Kobiet, ale XXIII Galę Kobiet Sukcesu Warmii i Mazur w realu udało się zorganizować dopiero w czerwcu. Stodoła Kultury w Dobrym Mieście była miejscem uhonorowania Złotej Dziesiątki – twórczych, inspirujących i z sukcesami funkcjonujących w swoich obszarach pań. Główny tytuł kapituła przyznała energetycznej Dianie Kuprianow, pochodzącej z Białorusi sołtysce wsi Nitka (gm. Biała Piska). 10 lat temu sprowadziła się na Mazury, rozkręciła lokalną społeczność nie tylko twórczo, ale i biznesowo. – Róbmy w życiu to, na co mamy ochotę i nie róbmy nic na co nie mamy ochoty – piękną polszczyzną Diana rozpoczęła szczerą opowieść o swoim szczęśliwym życiu.

096

Obraz: Beata Szymańska

Obraz: Jacek Gąsiorowski/gasiorowski.net

Reszel, 22 maja 2021

Wojnowo, 4 czerwca-30 września 2021

Dobre Miasto, 18 czerwca 2021



NAPISY KOŃCOWE

AGNIESZKA TOKARSKA PROJEKTANTKA, ZAŁOŻYCIELKA MARKI YOU BY TOKARSKA, KSYWA Z MŁODOŚCI – „ŚCIERKA”, OD NAZWISKA PANIEŃSKIEGO ŚCIERA. JAKO MŁODA MĘŻATKA poszłam do babci Marysi w nowych włoskich jeansach z fikuśnymi przetarciami i dziurami zacerowanymi kolorową nitką. Nie były tanie, ale zjawiskowe. Babcia nie skomentowała „stylówy”, ale kiedy odwiedziła ją moja mama, babcia opowiedziała jej, że pewnie nie wiedzie mi się najlepiej i nie mam pieniędzy, bo chodzę w potarganych spodniach. Trzymała w ręce parę stówek z prośbą o przekazanie ich dla mnie. PRZEZ PIĘĆ LAT BYŁAM projektantką w firmie odzieżowej „Reporter”. Jeździłam do Chin aby nadzorować tworzone tam kolekcie, a przy okazji poznawać kraj. Ponieważ Chińczycy nie wymawiają „r”, na pytanie, co podano do stołu, podczas jednej z wieczerzy usłyszałam „flog”. Dopiero po kilku kęsach olśniło mnie, że zjadam „frog”, czyli żabę.

HITEM KOLEKCJI DZIANIN, w których wyspecjalizowała się moja marka, jest sweter w kolorze fuksji. Każda kobieta wygląda w nim twarzowo. Swetry sprzedaję na całym świecie, m.in. w Dubaju, gdzie klientki cenią lekkie wdzianka w klimatyzowanych pomieszczeniach.

NA ZAKOŃCZENIE KRAKOWSKIEJ SZKOŁY Artystycznego Projektowania Ubioru stworzyłam kolekcję odzieżową „Moje Chiny”. Otrzymałam nagrodę Gryf Fashion oraz staż w atelier Izy Łapińskiej. Tam zetknęłam się ze światem celebrytów, który wciągnął mnie na kilka lat. Projektowałam m.in. suknię ślubną dla dziennikarki Moniki Richardson. Dziennikarz „Super Expressu” zadzwonił do mnie, ledwie wybudzonej z narkozy po zabiegu, i wypytywał o krój sukni. W efekcie niezbyt rzeczowej rozmowy, redakcja przykleiła na zdjęciu głowę Moniki do sukni świeżo poślubionej wówczas księżnej Kate.

MIESZKAJĄC JUŻ W OLSZTYNIE wybierałam się na targi do Warszawy. Mój partner, idąc do pracy, wystawił mi walizkę przed dom, bo była bardzo ciężka. Ja po kilku minutach wyszłam przed dom, ale walizki już nie było. Okazało się, że śmieciarze podjechali i myśląc, że to walizka do wyrzucenia, zabrali ją. W środku była kasa fiskalna, czytnik kart, towar na targi, próbki, opakowania, wieszaki. Walizkę udało się odzyskać po wypatroszeniu śmieciary na wysypisku. W nienaruszonym stanie przetrwała jedynie kasa fiskalna.

Obraz: Agnieszka Blonka, archiwum prywatne, © kwasny222, © TarasMalyarevich / depositphotos.com

098

PASJĄ DO PODRÓŻY zaraził mnie tato-inżynier, który budował stocznie w różnych częściach świata, m.in w Libii. Kiedy miałam siedem lat pojechałam tam z mamą na cztery miesiące. Wielbłąd u sąsiadów w ogrodzie, opuncje, których kolce wbijały się w rękę oraz dzieci, z którymi bawiłam się bez znajomości języka – te doświadczenia otworzyły mnie na inne kultury. Pasję do podróży przekazałam córce, którą często zabierałam do Chin.

CODZIENNIE budzę się z nową wizją na swoją własną, często odważną, łamiącą schematy kreację. Zdarza mi się wyjść na ulicę np. w piżamie albo cylindrze. Najbliższym mi elementem stroju są buty. Czym bardziej zwariowane, tym lepiej. Idąc raz w sandałkach, które z jednej strony wyglądały całkiem inaczej niż z drugiej, jakby kozakosandały, przechodzień zaczepił mnie i powiedział, że ubrałam przez przypadek dwa inne buty. Zapytałam: a to tak nie można?



Renault Alcar ul. Lubelska 39A, 10-408 Olsztyn tel. 89 533 53 93; www.alcar-renault.pl

30

lat z Renault

CHALLENGE YOUR PERFORMANCE

EUROPE DEALER OF THE YEAR