MADE IN Warmia & Mazury / 38 / grudzień2019 - styczeń2020

Page 1

magazyn lifestylowy

bezpłatny

numer 38

grudzień 2019–styczeń 2020

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

JERZY

BOŃCZAK

WSZYSTKO PRZEZ PRZYPADEK

KRZYSZTOF WIELICKI

BLISKO TEJ CIENKIEJ CZERWONEJ LINII JEST NAJCIEKAWIEJ

ROBERT LISTWAN

NIGDY NIE WIEM JAKA POSTAĆ OSTATECZNIE WYŁONI SIĘ NA PŁÓTNIE

JULIA MARCELL

PRZEZ JEDEN DZIEŃ CHCIAŁABYM BYĆ CHŁOPAKIEM 12/01



MAGAZYN LIFESTYLE’OWY O WARMII I MAZURACH Zespół redakcyjny tworzy w składzie: fortepian – Michał Bartoszewicz, partie solowe – Niunia, skrzypce I koncertmistrz – Beata Waś, skrzypce – Sylwia Płaszczyńska-Capłap, flet poprzeczny – Magda Spiczak-Brzezińska, waltornia – Aga Kacprzyk, saksofon – Jola Bukowska, klarnet – Paweł Borzymowski, trąbka – Arek Stankiewicz, kontrabas – Jarek Poliwko, kontrabas – Agnieszka Blonka, perkusja – Kuba Chmielewski, dyrygent – Rafał Radzymiński.

LIMITOWANY. RĘCZNIE PISANY. BEZCENNY.

GRAMY DALEJ Chwilowa utrata gruntu pod nogami to niezły sprawdzian dla psychiki i ogólnej konstrukcji emocjonalnej. Bo dźwiganie się z kolan chyba zawsze wygląda podobnie: mierzysz się ze smutkiem, żalem i tęsknotą za czymś, czego być może już nie będzie. Pewne jest tylko to, że znalazłeś się w innym punkcie wyjścia niż byłeś. Ale czyż nie suma naszych niepowodzeń buduje naszą siłę? To podnoszenie się zmienia nie tylko nas samych, ale i otaczających nas ludzi. Pamiętamy słynne wystąpienie Steve’a Jobsa na Uniwersytecie Stanford i jego trzy życiowe historie. Gdyby nie rzucił studiów, może nie zacząłby w garażu montować pierwszych komputerów. A gdyby nie wyrzucili go z Apple’a, którego stworzył, może nie rozpocząłby – jak sam wspomniał – najbardziej twórczego okresu w swoim życiu. Bo taki stan dopada, kiedy się jest właśnie mniej pewnym wszystkiego. To wtedy założył wytwórnię Pixar. I trzecia historia: dopiero gdy był blisko śmierci, dostrzegł, że życie jest zbyt krótkie, by marnować czas na robienie czegoś, co nie jest zgodne z głosem serca i intuicją. Ale studentom radził, by nie łączyć tych faktów, spoglądając w przyszłość. Można to robić jedynie, kiedy się już patrzy wstecz. Zdecydowanie wolimy, kiedy opowieści o upadku i podnoszeniu się z niego mają inspirujący wydźwięk. Sami zachęcamy bohaterów naszych tekstów, którzy dzisiaj często są ludźmi

sukcesu, by opowiedzieli o swoich porażkach i zawodowych wirażach. Bo to właśnie one – jak już wspomnieliśmy – mają wpływ na innych. Są źródłem nie tyle samej inspiracji, co i wiary. W tym numerze mamy sylwetkę współtwórcy wywodzącej się z Olsztyna Grupy DBK, dzisiaj lidera w kraju. Piękne story – wydawałoby się. Jej prezes opowiada też o swojej przerwanej z powodu kontuzji karierze piłkarskiej, nim jeszcze myślał o biznesie. Odwiesił korki na przysłowiowy kołek, by zacząć nowy rozdział zawodowy. I dopiero teraz, patrząc wstecz i łącząc kropeczki, o których opowiadał Jobs, dostrzegamy układającą się historię. Ktoś wrzucił kiedyś w przestrzeń publiczną cytat: „Ludzie czują się jak przegrani właśnie dlatego, że nikt ich nie nauczył, jak spektakularnie upadać”. A to jest trochę jak w boksie – wygra ten, który zniesie więcej ciosów. Na drugiej edycji BIZNES WIR, cyklu biznesowych spotkań realizowanych przez naszą redakcję, dr Irena Eris, która była naszym gościem specjalnym, opowiedziała o początkach swojego biznesu. M.in. o tym, jak musieli z mężem pożyczać pieniądze na zakup zwykłych form do produkcji opakowań do ich pierwszych kremów. Z natchnieniem się dzisiaj słucha takich opowieści, prawda? To są te zdarzenia, które się łączy dopiero po czasie. Bo każdemu zdarzają się w życiu momenty, gdy nie bywa lekko, łatwo i przyjemnie.

Obraz: Kuba Chmielewski Podziękowania dla dyrekcji Państwowej Szkoły Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Olsztynie za pomoc w realizacji sesji oraz wyrozumiałość dla naszych talentów muzycznych.

Wydawca

Redaktor naczelny


SPIS TREŚCI

TREŚĆ MADE IN 22

38

RAZ, DWA, TRZY...

Szybki numerek z MADE IN

SHORT

Przy porannej kawie

SHORT

Przy porannej herbacie

KULTURA

Polecamy Warmię i Mazury

WYDARZENIA 100 lat integracji

RECENZJE

Kultura osobista

KULTURA

Sztuka celebracji

POZA GALERIĄ

Szablon z idolem

POSTAĆ

Jerzy Bończak

PRODUKTY

Galeria handlowa

PRODUKT

A ty jesz świadomie?

GODNE UWAGI

Dobre miejsca MADE IN

DOBRE MIEJSCE

Taki mały raj

DOBRE MIEJSCE Japonia na Warmii

FELIETON Co za kwas!

DOBRE MIEJSCE

Partia z królową

EDUKACJA

Tu kształcą prymusów

DOBRE MIEJSCE

Zdobywcy przygód i savoire-vivre

NAUKA

Jedzenie plus myślenie

NAUKA

Drób – mądrze kup i zrób

BIZNES

Dane uratowane

BIZNES

Patent na przyszłość

PRAWO I BIZNES

Sukcesja i co dalej?

BIZNES

Trzy litery na pierwszym miejscu

BIZNES

Rycerze z poręczeniem

BIZNES

Wizualizacja marzeń

DESIGN

Z cyklu: design and more

WNĘTRZA

Wyeksponuj RAK Ceramics w łazience

NIERUCHOMOŚCI

Tak buduje się prestiż

72

006 008 010 012 014 016 018 020 022 030 032 034 036 038 040 042 043 044 046 048 050 052 054 056 060 062 064 066 068

070 072 074 076 078 080 082 084 086 087 088 090 091 092 096 098 100 102 104 106 110 111 112 114 116 120 122 124 126

98

WNĘTRZE

Cudne glazury

ARCHITEKTURA Harmonia Przestrzeni

BIZNES

Generalnie dom

NIERUCHOMOŚCI Inwestycja w marzenia

BIZNES

Firma to ludzie, ludzie to marka

URODA

Makijaż w słusznej sprawie

ZDROWIE

Kobiecy pierwiastek w chirurgii

ZDROWIE

Porzuć ograniczenia i… okulary

ZDROWIE

Diagnostyka bez stresu

CIAŁO

Efekt pikosekundy

ZDROWIE

O zębach holistycznie

106

Wydawca MADE IN Radzymiński & Bartoszewicz Redakcja w Koszarach Funka

+48 733 408 350 Olsztyn, ul. Kasprowicza 4 redakcja@madeinwm.pl www.madeinWM.pl Redaktor naczelny Rafał Radzymiński, rafal@madeinwm.pl Sekretarz redakcji Jola Bukowska, jola@madeinwm.pl Reklama +48 733 408 350, reklama@madeinwm.pl Marketing i promocja +48 537 177 133 redakcja@madeinwm.pl Patronaty, prenumerata, dystrybucja +48 537 177 133 redakcja@madeinwm.pl Kultura Beata Waś, beata@madeinwm.pl Skład

URODA

Piękno bez bólu

CIAŁO

Ślubne all-in-one

SENIORZY

Najdłuższe wczasy seniora

MĘŻCZYZNA & MASZYNA

Praktyki niemieckie, auto francuskie

AUTO

Siemanko, przyjacielu

BIZNES

Bycie przywódcą nie jest takie proste

AUTO PREMIUM Z miłości do jakości

AUTO PREMIUM

Serwis dla wymagających

REPORTAŻ

Studio Gravite, Olsztyn Projekt graficzny Agnieszka Tańska Foto Agnieszka Blonka Jakub Chmielewski Piotr Dowejko Jarek Poliwko Piotr Ratuszyński Arek Stankiewicz Łukasz Wajszczyk Druk Przedsiębiorstwo Poligraficzne HAKUS Maria i Andrzej Kuśmierczyk sp. j. Realizacja strony internetowej

Zanim zabrzmią nuty

DAWNO TEMU I kto to wi(e)dział

EDUKACJA

Młodzi i trudna historia

KRĘCILI TU: Essential killing

LISTA DYSTRYBUCJI W DOBRYM TOWARZYSTWIE Lista obecności MADE IN

FOTORELACJA

Tu cepują na trzy takty

FOTORELACJA

Siła intuicji, siła inspiracji

FOTORELACJA

Debiut w Termach, show w Dubaju

NAPISY KOŃCOWE Julia Marcell

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za treść reklam nie odpowiadamy. Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. All rights reserved!



RAZ, DWA, TRZY…

SZYBKI NUMEREK Z MADE IN LICZBY, O KTÓRYCH MOGLIŚCIE NIE WIEDZIEĆ

174

20 000 KM

UDERZENIA 174 uderzenia oddała Joanna Jędrzejczyk podczas walki MMA z Michelle Waterson na Gali UFC Fight Night w Tampie na Florydzie. 78 uderzeń bardzo skutecznych zdecydowało o jednogłośnym zwycięstwie olsztynianki.

21,46 M 21,46 m to wynik Konrada Bukowieckiego w finale konkursu pchnięcia kulą podczas lekkoatletycznych Mistrzostw Świata w Doha. Wywalczył w nim szóste miejsce i jako jedyny Europejczyk awansował do najlepszej ósemki konkursu. W tym sezonie Konrad sięgnął po życiówkę – 22,25 m i jako jedyny Polak w historii w czterech kolejnych konkursach przekroczył 21,9 m.

53,61% 53,61 proc. wyniosła frekwencja w październikowych wyborach do Sejmu i Senatu RP na Warmii i Mazurach. Najwyższa frekwencja była w Olsztynie – 67,12 proc., najniższa w powiecie gołdapskim – 46,42 proc. A średnia w kraju – 61,74 proc.

006

13 863

PASAŻERÓW

13 863 pasażerów skorzystało z Portu Lotniczego Olsztyn-Mazury we wrześniu. To wzrost o 14 proc. w porównaniu do tego okresu w ub. roku. Najpopularniejszy kierunek – Londyn.

11 000

WOLUMINÓW

20 tys. km to wynik wrześniowej akcji „Kręć z Urzędem” wymyślonej przez pracowników olsztyńskiego ratusza. Celem było przebycie jak największej liczby kilometrów w inny sposób, niż autem. W przedsięwzięcie zaangażowało się około 400 mieszkańców Olsztyna. Pieszo i rowerem.

82 LATA 82 lata ma najstarszy członek Klubu Turystyki Górskiej GRAŃ w Olsztynie obchodzącego w 2019 roku swoje 50-lecie. Wśród klubowiczów są nawet trzy pokolenia jednej rodziny, a najwyższy zdobyty szczyt w jego historii to Bishorn w Alpach Penińskich (4153 m n.p.m).

300 BOMBEK

300 bombek zawiśnie na choince, która stanie w sercu Olsztyna przed ratuszem miejskim. Świąteczne ozdoby świetlne na ulicach stolicy regionu składają się z 315 elementów.

37 TYS. KM 37 tys. km zrobił tylko jeden członek ponad 20-osobowej reprezentacji Matraccy Fryzjerstwo w drodze na treningi przed wrześniowymi Mistrzostwami Świata we Fryzjerstwie w Paryżu. Trwały one 1280 godzin.

11 000 woluminów w języku francuskim – oto księgozbiór biblioteki Centrum Polsko-Francuskiego w Olsztynie, największy w województwie, a w nim m.in. dzieła Kapuścińskiego, Mickiewicza i Gombrowicza w języku Moliera. Gdyby nawet jedną książkę dziennie przeczytać, na wszystkie potrzeba byłoby aż 30 lat.



INFO

PRZY PORANNEJ KAWIE CO W TRAWIE PISZCZY (WARMIŃSKO-MAZURSKIEJ)

STANDARD I TOŻSAMOŚĆ

WYCISNĘLI ZŁOTO

Znowu działa, inspiruje, integruje branże i środowiska. Kuźnia Społeczna, inwestycja Banku Żywności w Olsztynie, po październikowym pożarze znów powraca na mapę wydarzeń społecznych, edukacyjnych, biznesowych. I choć część budynku jest wyłączona z użytku, działa część coworkingowa – komfortowe, klimatyczne miejsce pracy małych firm i przedsiębiorców. – Mimo trudności z jakimi musieliśmy się zmierzyć, w ludziach nic nie zgasło – zapewnia Marek Borowski, prezes Banku Żywności w Olsztynie. – Planujemy kolejne wydarzenia w jednej z ocalałych sal konferencyjnych, lada dzień z powrotem ruszy kuchnia warsztatowa, gdzie odbędzie się spotkanie przy tworzeniu świątecznych przysmaków. Tysiące ludzi z całej Polski wsparło zbiórkę na uporządkowanie i odbudowę Kuźni – tylko do końca listopada wpłynęło na konto BŻ ponad 130 tys. zł z darowizn.

Obraz: Zalando Longe

WIELKIE LICZBY ZALANDO

Złote medale przy wiozło dwoje olsztyńskich sportowców z październikowych Mistrzostw Świata w Trójboju Siłowym federacji GPC na Słowacji. 55-letnia Krystyna Abramczyk-Puzio pobiła nie tylko swoje osobiste rekordy, ale też w ustanowiła w swojej kategorii rekord świata wynikiem 170 kg w tzw. martwym ciągu, a w wyciskaniu na ławeczce rekord Europy – 72,5 kg. Złoto przywiózł także jej trener, 66-letni Zbigniew Koper. Z listopadowych Mistrzostw Europy federacji WPA sportowcy przywieźli złote medale w nowej konkurencji „pusch&pull”. Mistrzowie związani są z klubem Zjednoczeni Olsztyn, który nie posiada własnego lokum.

17 października Zalando Lounge oficjalnie uruchomiło w Olsztynku swoje pierwsze poza rodzimym rynkiem, międzynarodowe centrum logistyczne. O wyborze miejsca zadecydował m.in. wysoki potencjał rekrutacyjny regionu oraz dogodne położenie z dostępem do sieci dróg ekspresowych. Centrum będzie obsługiwać zamówienia online klientów z trzynastu europejskich rynków, na jakich obecna jest firma. Obecnie klub zakupowy Zalando skupia około 15 mln członków, oferuje dostęp do 2,5 tys. marek premium ze stałymi rabatami nawet do 75 proc. Do odzieży i produktów lifestylowych dołącza też asortyment wystroju wnętrz. Centrum zatrudnia około 500 pracowników, choć plany rozwojowe zakładają przyjąć drugie tyle.

Obraz: Krystyna Abramczyk-Puzio

Iza Żukowska i Iza Rzodkiewicz z IV LO w Olsztynie zdobyły w październiku czwarte miejsce Szkolnych Mistrzostw Świata w piłce siatkowej plażowej we Włoszech. Podczas zawodów w San Vito Lo Capo na Sycylii, w swojej kategorii rywalizowały z 11 innymi zespołami z całego świata, m.in. z zespołem Stanów Zjednoczonych, który wygrał zawody. Na co dzień reprezentują barwy UKS Chemik Olsztyn.

Obraz: archiwum Kuźnia Społeczna

Obraz: olsztyn.eu

DWIE IZY CZWARTE

W LUDZIACH NIC NIE ZGASŁO

Obraz: Zbigniew Cybulski

Elżbieta Lendo z zarządu Lendo Hotels Group, od listopada pełni funkcję prezesa Fundacji Harmony Hotels. Zrzesza ona 35 prestiżowych obiektów hotelowych w całej Polsce, objętych programem marketingowym Harmony Polish Hotels. Plany rozwoju fundacji zakładają, by w ciągu dwóch lat skupiała około 300 hoteli. Wszystkie wyróżniają się wysokim standardem, najwyższą jakością usług oraz polską i regionalną tożsamością. – Podstawą działalności fundacji, otwartej na współpracę z kolejnymi hotelami, jest przede wszystkim rozwój grupy, wsparcie marketingowe hoteli członkowskich oraz rozwój projektów sprzedażowych. I na tych zadaniach będziemy się koncentrować – zapewnia Elżbieta Lendo.



INFO

PRZY PORANNEJ HERBACIE CO W TRAWIE PISZCZY (WARMIŃSKO-MAZURSKIEJ)

Olsztyński Michelin przechodzi na transport elektryczny. Wymianę wewnątrzzakładowej floty fabryka rozpoczęła w październiku od zakupu dwóch błękitnych Renault ZOE wyposażonych w specjalne opony do pojazdów elektrycznych – Michelin Energy E-V. Kolejne auta od olsztyńskiego dilera Alcar Renault dotrą jeszcze w 2019 roku, zaś do końca 2020 roku wszystkie auta poruszające się na potrzeby zakładu będą napędzane prądem i ładowane na terenie zakładu z tzw. szybkich stacji. Michelin w Olsztynie wprowadza podejście 4R: Reduce, Reuse, Recycle, Renew (ograniczać, używać ponownie, poddawać recyklingowi i odnawiać). Zmniejszono zużycie wody, trwa budowa ciepłowni gazowej, która całkowicie wyeliminuje z fabryki węglowe źródła ciepła, a odpady z jednych procesów są wykorzystywane jako surowce dla innych. Fabryka przestawia się na ekologiczniejszy transport kolejowy, którym w świat wyjeżdżać będą opony z Olsztyna. A dziennie ładuje się tu około 200 tirów.

Obraz: uwm.edu.pl

Prof. Dorota Grejner-Brzezińska będzie doradzać amerykańskiemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi w sprawach dotyczących technologii. Zanim 20 lat temu wyjechała do USA i rozpoczęła pracę na Uniwersytecie Stanowym w Ohio, związana była z Wydziałem Geodezji na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie (wówczas ART), z którym nadal współpracuje. Komunikat w sprawie mianowania Polki do prezydenckiej rady doradców, złożonej z przedstawicieli sektora prywatnego i środowisk naukowych, opublikował w listopadzie na swojej stronie internetowej Biały Dom.

010

Obraz: Jakub Obarek

Z OLSZTYNA DO BIAŁEGO DOMU

DROGA DO WOLNOŚCI

Cykl wielkoformatowych portretów żołnierzy Armii Krajowej pt. „Wierni” to obraz ludzi, którzy walczyli o polską niepodległość. Fotograficzne portrety autorstwa Jakuba Obarka z Olsztyna, laureata Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Młoda Polska”, powstały podczas spotkań z kombatantami Armii Krajowej z całej Polski. Wystawa w Muzeum Warmii i Mazur wprowadza w historię drogi do wolności i poświęcenia dla innych. Można oglądać ją do 24 lutego.

Obraz: Bernadetta Darska

Obraz: Rafał Radzymiński

MICHELIN NA ZIELONO

BLOG Z LAUREM

Bernadetta Darska z Olsztyna otrzymała prestiżowe wyróżnienie „Pikowy Laur” za styl prowadzonego bloga „Nowości książkowe”. To nagroda przyznawana przez Polską Izbę Książki dziennikarzom najciekawiej prezentującym literaturę i promującym czytelnictwo w mediach drukowanych, elektronicznych oraz w internecie. Literaturoznawczyni i krytyczka literacka związana zawodowo z Instytutem Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWM prowadzi cenionego w świecie literackim bloga od 10 lat – obecnie na serwisie Blogger.

Współczesny świat przesycony błyskotkami, niczym w operze, w której chowamy się za kunsztownymi gadżetami, strojami, sztucznością, gdzie zanika nasza uprzejmość do świata i ludzi. Coraz trudniej budować nam autentyczne, szczere relacje. A przecież bycie uprzejmym to coś więcej, niż bycie miłym. To wewnętrzna postawa, filozofia życia, a także dobra wola, uważność i gotowość wsparcia. O tym mówi spektakl „nie-Uprzejmość w Operze” w reżyserii Agnieszki Kołodyńskiej Iglesias i w choreografii Katarzyny Grabińskiej, który będzie miał premierę 14 grudnia, a dodatkowy pokaz 15 grudnia w CEiIK. Jest częścią projektu „Olsztyński Teatr Tańca. Prolog” realizowanego ze środków Olsztyńskiego Budżetu Obywatelskiego. Kolejne spektakle, które zostaną zaprezentowane w ramach projektu to: „Poruszony Las” i „Nienasycenie”. Realizatorem projektu jest Miejska Biblioteka Publiczna w Olsztynie oraz Fundacja Tańca i Sztuki ARToffNIA. Główny partner projektu “OTT.Prolog” to CEiIK w Olsztynie. Więcej na ott.olsztyn.pl

Projekt plakatu: www.gravite.pl

O RELACJACH W OPERZE



KULTURA

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY Obraz: fb/ZespolRazDwaTrzy/

NO TO CHE!

Zespół Lao Che po ponad 20 latach na scenie zawiesza działalność i rusza w pożegnalną trasę koncertową „No to Che!”. Jak zapowiadają muzycy, odświeżą stare kawałki i przypomną te najnowsze. Olsztyn otwiera trasę. Koncert 1 lutego, godz. 19, CEiIK, Olsztyn

Pełnowymiarowy spektakl operowy „Straszny Dwór” Stanisława Moniuszki wyreżyserował Laco Adamik z udziałem solistów, chóru i baletu Opery Krakowskiej. Będzie im towarzyszyć Orkiestra Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej pod batutą Piotra Sułkowskiego. Spektakl 20 i 21 grudnia godz.18, Filharmonia Warmińsko-Mazurska

TRZY DEKADY FINEZJI

30 lat temu w akademiku w Zielonej Górze zaczęła się historia zespołu Raz Dwa Trzy. Połączyła talent literacki Adama Nowaka z muzyczną finezją, tworząc charakterystyczny i rozpoznawalny muzyczno-literacki język.

Obraz: fb/laochepl

SYMFONICZNY DWÓR

Koncert 9 lutego, godz. 19, Filharmonia Warmińsko-Mazurska

GRAFIKA NA PODIUM

Obraz: Teatr im. S. Jaracza

Wydarzenie w środowisku artystów grafików, które umożliwia na forum ogólnopolskim konfrontację osiągnięć w dziedzinie druku wypukłego. Wystawa pokonkursowa XII Quadriennale Drzeworytu i Linorytu Polskiego zaprezentuje 60 prac 37 autorów. Grand Prix odbierze Jolanta Rejs.

DULSCY NA JUBILEUSZ

„Moralność Pani Dulskiej” ma ponad 110 lat i się nie starzeje. Sztuka cenionej dramatopisarki Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Wojciecha Malajkata rozpocznie obchody podwójnego jubileuszu Teatru Jaracza – 95 lat istnienia teatru w Olsztynie oraz 75 lat działalności sceny polskiej w mieście.

012

Premiera 31 grudnia, godz. 19, Teatr im. S. Jaracza

Obraz: fb/marcinwasilewskitrio.official

Wernisaż 12 grudnia, godz. 18, BWA Galeria Sztuki w Olsztynie

ĆWIERĆ WIEKU TRIO

Marcin Wasilewski Trio – najsłynniejsze na świecie polskie trio jazzowe świętuje swoje 25-lecie. Olsztyn znalazł się na jubileuszowej trasie koncertowej zdobywców największej liczby Fryderyków w kategorii jazz. Mogą się poszczycić współpracą z niemal wszystkimi czołowymi postaciami polskiego i światowego jazzu.

Obraz: materiały FPFF

PRAPREMIERA Z TWÓRCAMI

Debiut fabularny Małgorzaty Imielskiej pt. „Wszystko dla mojej matki” ma już na koncie nagrody filmowe m.in. podczas 44. FPFF w Gdyni czy nagrodę publiczności 35. Warszawskiego Festiwalu Filmowego. W prapremierze filmu dofinansowanego przez Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy wezmą udział aktorzy i twórcy. Prapremiera 11 grudnia, godz. 18, kino Helios, Olsztyn

Obraz: BWA

Obraz: Archiwum Opery Krakowskiej

NIE SZTUKA BYĆ WSZĘDZIE



WYDARZENIA

100 LAT INTEGRACJI ŚWIĄTECZNY KLIMAT W STYLU SLOW – Z TEGO OD KILKU LAT SŁYNIE DZIAŁDOWO. GRUDNIOWE WYDARZENIA WPROWADZĄ MIASTO W JUBILEUSZ, KTÓRY POTRWA CAŁY ROK 2020. A JEST CO ŚWIĘTOWAĆ – 100 LAT TEMU MIASTO ZOSTAŁO PRZYŁĄCZONE DO POLSKI. Chyba każdy z ponad 20 tys. mieszkańców Działdowa czeka na ten dzień. Bo rodzinnej atmosfery jaka towarzyszy wydarzeniu „Odpalamy choinkę” na placu przy ratuszu, nie sposób porównać z żadnym lokalnym wydarzeniem. Gwoździem programu, w sobotę 14 grudnia, będzie włączenie ozdób na świątecznym drzewku o godz. 17. A wcześniej, w mieście zabłyśnie iluminacja na rynku i wzdłuż ulicy Jagiełły. Aby każdemu udzielił się świąteczny nastrój, zaplanowano wizytę św. Mikołaja, występy sceniczne kilkunastu artystycznych reprezentacji, Jarmark Bożonarodzeniowy, degustacje świątecznych potraw i szopkę z żywymi zwierzętami. – Grudniowe spotkanie w sercu miasta to okazja, by kupić ostatnie prezenty, znaleźć oryginalne ozdoby choinkowe, wyjątkowe dekoracje do domu – wylicza Sławomir Rutkowski, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Działdowie. – Wśród straganów znajdą się również stoiska z regionalnymi świątecznymi przysmakami przygotowanymi przez Zespół

014

Szkół w Malinowie i Działdowskie Centrum Caritas. W tym dniu nie tylko mieszkańcom miasteczka udziela się świąteczny nastrój, ale i coraz liczniej odwiedzającym nas przyjezdnym. Doceniają atmosferę typową dla sieci Cittaslow – zabytkowe otoczenie w baśniowej odsłonie i międzypokoleniowa społeczność, która dzieli się swoim potencjałem artystycznym, kulinarnym, rękodzielniczym. I wzajemnie nastraja do świąt. Na scenie rynku wystąpią m.in. Szkoła Muzyki i Tańca Art Music, dzieci z lokalnych przedszkoli i szkół, Chór Concentus, Fresh Flow Dance Academy.

ROK POD ZNAKIEM INTEGRACJI Styczniowa 24. Gala Katarzynek, to okazja do wręczenia najważniejszych lokalnych nagród dla osób ze świata kultury, biznesu czy związanych z działalnością społeczną lub edukacyjną. Kapituła wyróżnia co roku osoby, które swoją pracą


WYDARZENIA

w sposób szczególny przysłużyły się lokalnej społeczności i miastu. Wydarzenie wpisze się w setną rocznicę przyłączenia Działdowa wraz z okolicznymi wsiami do II Rzeczpospolitej. Na podstawie traktatu wersalskiego, 17 stycznia 1920 roku nastąpiło formalne przekazanie go przez stronę niemiecką. W powiecie mieszkali wówczas Polacy, Mazurzy, Niemcy i Żydzi. Na pozyskanym terenie nie było polskich szkół, bibliotek, inteligencji, więc rozpoczęto pracę u podstaw. – Pilną potrzebą tamtego konglomeratu wyznań i narodowości stała się integracja. A także pozyskanie dla sprawy polskiej Mazurów, którzy nie czuli się ani Niemcami, ani Polakami – tłumaczy Grzegorz Mrowiński, burmistrz Działdowa, z wykształcenia historyk. – Obchody tej ważnej historycznej rocznicy rozkładamy na cały rok. W sobotę 13 czerwca odbędzie się tu XI Festiwal Cittaslow, w którym weźmie udział około 30 miast z całej Polski, należących do sieci. W programie rodzinny jarmark ze stoiskami promocyjnymi i prezentacją rzemieślników, konkursy, prezentacje artystyczne, animacje dla dzieci. Podczas Festiwalu chcemy pokazać naszym zaprzyjaźnionym miastom z sieci Cittaslow Działdowo jako miejsce bogatej, wyjątkowej historii, kultury i tożsamości – tłumaczy burmistrz. Dzień później, 14 czerwca, uroczysty przemarsz i inscenizacja nawiążą do wkroczenia wojsk polskich do Działdowa w styczniu 1920 roku, jak i walk o Działdowo w wojnie polsko – bolszewickiej. A w pochodzie wezmą udział nie tylko stowarzyszenia historyczne i zabytkowe pojazdy, a także lokalne szkoły, przedszkola, instytucje, stowarzyszenia, kluby sportowe. W przestrzeni miasta pojawią się także stanowiska historyczne i dioramy nawiązujące do jego dziejów.

OSOBISTE HISTORIE Muzeum Pogranicza w Działdowie – jedna z najlepiej ocenianych przez internautów atrakcji miasta, przygotowuje jubileuszową wystawę poświęconą dziejom Działdowszczyzny w okresie 1920–2020. – Tematyka otwartej w maju ekspozycji będzie dotyczyć zagadnień politycznych, gospodarczych, kulturalnych, społecznych, a więc wszystkich aspektów życia na przestrzeni ostatniego stulecia w naszym mieście – tłumaczy Patryk Kozłowski, dyrektor Muzeum Pogranicza. – Wystawa będzie składać się zarówno z plansz, jak i oryginalnych eksponatów. W naszych zbiorach mamy dokumenty z okresu okupacji czy przedmioty życia codziennego, ale liczymy także na inicjatywę mieszkańców. Chcemy, aby współtworzyli wystawę razem z nami, a ich fotografie, pamiątki rodzinne, uzupełniły ją o osobiste historie. Do wystawy nawiąże także październikowa konferencja naukowa z udziałem historyków, pasjonatów regionu. – Pragniemy, aby ten jubileusz oraz wszystkie organizowane w ramach niego wydarzenia, pomogły wypromować ogromny potencjał turystyczny Działdowa i przybliżyć jego wyjątkowe, skomplikowane dzieje – dodaje burmistrz miasta. Tekst: Beata Waś, obraz: Karol Wrombel

Urząd Miasta Działdowa Działdowo, ul. Zamkowa 12 tel. 23 697 04 00, fax 23 697 04 02 e-mail: umdzialdowo@netbiz.com.pl www.dzialdowo.pl

015


RECENZJE

KULTURA OSOBISTA MADE IN PISZĄ, WYDAJĄ I NAGRYWAJĄ. I POCHODZĄ Z WARMII I MAZUR.

UWIĘZIENI W GŁOWACH

Album powstał w Berlinie. Rejestrując piosenki, producent muzyczny Michael Haves i Julia nagrywali każdy syntezator, który wpadł im w ręce i godzinami budowali chóry z setek warstw nakładanych na siebie wokali. Potem dołączył perkusista Thomas Fietz i basista Thomsen Slowey Merkel, dodając iskrę ciepła żywych instrumentów do kosmicznych przestrzeni dźwiękowych. Na płytę składa się 11 utworów, które, przynoszą muzyczną zmianę – elektroniczne instrumentarium, rozbudowane melodie,a w tekstach kosmos, absolut i potrzeba bliskości. – Skull Echo to opowieść o czasie, percepcji i samotności. O głowach, w których jesteśmy uwięzieni, budując poprzez zmysły swój obraz świata – pełen niepewnych informacji, wybiórczo pamiętanych i dowolnie przekształcanych – tłumaczy Julia pochodząca z Olsztyna. Tematy podjęte na płycie zainspirowały ją do stworzenia scenariusza pełnometrażowego debiutanckiego filmu pod tym samym tytułem Julia Marcell, „Skull Echo”, Wyd. Mystic

NA CZARNĄ GODZINĘ

Dobrobyt w którym żyjemy uśpił naszą czujność, ale być może pewnego dnia w gniazdkach zabraknie prądu, zbiorniki na stacjach benzynowych opustoszeją, a z kranu nie poleci woda. Co wtedy zrobimy? Ta książka poprowadzi nas krok po kroku od błogiej nieświadomości, aż do poczucia bezpieczeństwa opartego na pewności siebie. Pomoże nam przekuć lęk w siłę, podpowie, jak chronić siebie i swoich bliskich. Dowiemy się z niej co nam grozi, jak się przygotować i jakie zgromadzić zapasy. Nauczymy się poruszania po lesie i poznamy podstawowe umiejętności niezbędne do przetrwania. Prepping to tylko etykietka. Prepperem jest każdy, kto robi przetwory na zimę, tankuje benzynę do kanistrów, a na dnie szuflady trzyma zaskórniaki na czarną godzinę. Dzięki poradnikowi olsztynianina zrobimy kolejny krok. Piotr Czuryłło, „Vademecum przetrwania”, Nasza Księgarnia

NIESZABLONOWE DŹWIĘKI

Mini-album na który składa się sześć kompozycji to niepokojąca mieszanka dark trip-hopu, industrialu i muzyki elektronicznej. To krążek, który wciąga zwłaszcza słuchaczy poszukujących nieszablonowych dźwięków. Za całość produkcji odpowiadają olsztynianie – Rafał Litwin i Ewelina Lewandowska, a w pracach nad EP-ką udział wzięli zaproszeni goście. Na wokalu m.in. Karol Gawerski, na gitarze pojawia się Andrzej Choromański (Atrocious Filth). Wydawnictwo ukazało się na rynku za pośrednictwem MOANS Music, nowej olsztyńskiej wytwórni skupiającej się na muzyce alternatywnej, jak noise, industrial, trip-hop, progressive. Slaid, „NIMB”, Wyd. MOANS Music

DUCH KAMIENICY

Dla Tadka to lato nie zaczęło się dobrze. Przeprowadzka z rodzicami do małego mazurskiego miasteczka, pomoc w odziedziczonej po stryjku księgarni, brak znajomych – oprócz wyjątkowo rozgadanej Lilki. Ale w pozornie nudnym miejscu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Książki same się przestawiają, wypadają z nich tajemnicze wiadomości, a z opuszczonego budynku dochodzą niewyjaśnione postukiwania… Czy to możliwe, że mieszka w nim duch? Powieść z elementami paranormalnymi to kolejna książka autorki z Warmii dedykowana dzieciom. W swoich książkach wykorzystuje m.in. motywy gry miejskiej, historie miasta oraz zabytków, łącząc je w detektywistyczną zagadkę, którą bohaterowie, wspólnie z czytelnikiem, rozwiązują. Beata Sarnowska, „Nawiedzona kamienica”, Wydawnictwo Skrzat



KULTURA

SZTUKA CELEBRACJI GRAFIKA, MALARSTWO, BIŻUTERIA CZY AUTORSKIE TECHNIKI ŁĄCZĄCE KILKA DZIEDZIN SZTUKI. W CIĄGU OSTATNIEGO ROKU, W CYKLU „POZA GALERIĄ” POKAZALIŚMY NA NASZYCH ŁAMACH NIETUZINKOWĄ TWÓRCZOŚĆ WYMYKAJĄCĄ SIĘ SCHEMATOM. STYCZNIOWY WERNISAŻ ZAPREZENTUJE JE NA ŻYWO.

Podczas wernisaży jego grafik i płaskorzeźb, temat schodzi najczęściej na muzykę. Marcin Piotrowicz w swojej twórczości plastycznej odkrywa tajemnice dźwięku. Natalia Tejs spełniła swoje marzenie i zamieszkała w 100-letnim wiejskim domu. Od tamtej pory na kawałkach starego drewna dokumentuje otoczenie – zanikające elementy warmińskiego krajobrazu. Ita Haręza, tworząca na granicy grafiki, rysunku i malarstwa, przenosi na płótno i papier fragmenty ukochanych Mazur Garbatych. Na przekór modzie i nowym mediom w sztuce Filip Popławski stawia głównie na malarstwo. Jego twórczość

łączy trzy dziedziny: twórczość plastyczną, muzykę i poezję. Wśród wyrobów jubilerskich sygnowanych marką Nisha DS, na próżno szukać dwóch podobnych egzemplarzy. Jej właścicielka Dorota Skrzeczyńska przetwarza na dzieła sztuki kamienie, minerały i kawałki srebra. – Wszystkich artystów łączy doskonały warsztat i ogromny talent – przyznaje Elżbieta Lendo, współwłaścicielka Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego, a przede wszystkim inicjatorka cyklu „Poza galerią”. – Jednak twórcy nie są zazwyczaj dobrymi promotorami własnej twórczości. Dlatego to do nas, ludzi biznesu, należy rola mecenasów. Sztuka pozwala nam oderwać się od twardych zasad ekonomii i przypomina, że życie powinno być celebracją każdej chwili. Najlepiej w otoczeniu dzieł stworzonych i przez człowieka, i przez naturę. Wernisaż 16 stycznia o godz. 17 w siedzibie Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie przy ul. Marii Zientary Malewskiej 20. Tekst: Beata Waś, obraz: Łukasz Wajszczyk, arch. artystów

018



POZA GALERIĄ

POZA GALERIĄ MIĘDZY PRACOWNIĄ A WERNISAŻEM

Artystów prezentuje:

Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie CDEF specjalizuje się we wspieraniu przedsiębiorstw i instytucji w procesie ubiegania się o zewnętrzne źródła finansowania inwestycji, a także świadczy pełny zakres usług finansowo-księgowych dla firm. www.cdef.pl

SZABLON Z IDOLEM JEGO PRACOWNIA JEST PEŁNA LUDZI: MONOCHROMATYCZNE PORTRETY, POSTACIE Z KLASYCZNYCH RZEŹB I MITOLOGII, STARYCH FILMÓW I POPKULTURY. CZĘSTO ZNAJDUJĄ NABYWCĘ ZANIM ZDĄŻĄ WYSCHNĄĆ. BO KUPCY ODNAJDUJĄ W PRACACH ROBERTA LISTWANA WŁASNE ODBICIE.

020

Na wystawę olsztyńskiego malarza w galerii w centrum Warszawy trafił przypadkiem Wojciech Szczęsny, bramkarz narodowej reprezentacji piłki nożnej. W oko wpadł mu obraz przedstawiający młodego Paula Newmana, amerykańskiego aktora. Nie zastanawiając się długo, nabył swoje pierwsze dzieło sztuki. – Dostrzegł swoje podobieństwo w tym obrazie – wspomina Robert Listwan, olszyński malarz i rysownik. – A ja nie protestowałem, zostawiam odbiorcom dowolność w interpretacji mojej sztuki. Sami dopowiadają do nich historie, utożsamiają się z obrazami. To dla mnie inspiracja i często impuls do stworzenia kolejnej pracy. W twórczości Roberta pojawiały się już różne fazy: stylistyka zaczerpnięta z komiksu, kolorowe prace inspirowane twórczością południowoamerykańską, seria obrazów nawiązujących do literatury Michaiła Bułhakowa. Od kilku lat stawia głównie na czarno-białe kompozycje, „szablony” bez wyraźnych rysy twarzy, a w inspiracjach czepie nie tylko z popkultury ale wraca do klasyki sztuki.

– Zatoczyłem koło w swojej twórczości i zaczynam przerabiać dzieła starych mistrzów o których uczyłem się na studiach. Może po prostu dojrzałem do tego, aby dostrzec geniusz choćby „Dawida” – rzeźby Michała Anioła. Fascynują mnie także postaci w socrealistycznych monumentalnych rzeźbach, albo po prostu ludzie, których spotykam na co dzień. Proporcje ludzkiego ciała i przekazywane przez nie emocje to nieskończona inspiracja. Podczas tworzenia pierwotny pomysł ewoluuje pod wpływem nastroju. Nigdy nie wiem jaka postać ostatecznie wyłoni się na płótnie. W 2019 roku do artysty zwróciła się marka odzieżowa BYTOM – z tradycją w zakresie męskiego krawiectwa od 1945 roku – która nawiązuje do szeroko pojętej sztuki i kultury, podejmując współpracę z polskimi artystami, aktorami, fotografami oraz muzykami. Na kolekcji oryginalnych t-shirtów pojawiły się obrazy Roberta z cyklu „All my idols are dead” czy autorska interpretacja godła Polski w stylu graffiti (dostępne na www.bytom.com.pl). Tekst: Beata Waś, obraz: Piotr Ratuszynski, Robert Listwan

Robert Listwan (ur. 1974) – malarz, ilustrator, grafik, autor scenografii teatralnych, animacji video, absolwent malarstwa i grafiki na ASP w Gdańsku. Ma ka koncie kilkadziesiąt wystaw indywidualnych i zbiorowych m.in w Norwegii, Szwecji, Danii, Francji, Hiszpanii, Niemczech. Otrzymał nagrody m.in. na Olsztyńskim Biennale Sztuki i stypendium Ministra Kultury. W 2010 roku odebrał Laur „Najlepszy z Najlepszych” za promocję regionu w kraju i za granicą w dziedzinie sztuki. Jego obrazy znajdują się m.in w kolekcjach prywatnych i Warmińsko-Mazurskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.


POZA GALERIÄ„


022

JERZY

BOŃCZAK


POSTAĆ

WSZYSTKO PRZEZ PRZYPADEK PONOĆ LAWIRUJE W WYWIADACH. ALE JAK SIĘ JEST TAKIM AKTOREM, TO MOŻNA TEŻ PRZECIEŻ W NICH TROCHĘ GRAĆ. STOLICA WARMII NIE DAJE MU O SOBIE ZAPOMNIEĆ, WIĘC RÓŻNE PRZYPADKI SPRAWIAJĄ, ŻE JEST TROCHĘ OLSZTYNIAKIEM. BAWI KOLEJNE POKOLENIA, CHOĆ W WIKIPEDII MA NIESPEŁNA TRZY LINIJKI O SOBIE. DLATEGO SPRÓBUJEMY ODKOPAĆ NIECO HISTORII. SPAMIĘTAŁBY KTOŚ, ILE W 1971 ROKU KOSZTOWAŁA TAKSÓWKA DO ULUBIONEJ KNAJPY W OLSZTYNIE? JERZY BOŃCZAK PAMIĘTA DOSKONALE.

MADE IN: Klimat wywiadu: farsa, dramat, obyczajowy? Jerzy Bończak: Co pan chce, we wszystkich dziedzinach jestem obeznany i we wszystkich klimatach rozmawiałem. No to zacznijmy, panie Gagatek z Olsztyna… Chce pan sięgnąć do prehistorii sprzed prawie pół wieku? Jak na start zawodowy to chyba dobrze się panu ten Olsztyn kojarzy? Nieźle. Pan wspomniał o Gagatku, a potem poszła cała seria, bo za chwilę w Warszawie zagrałem Hultaja, a potem Dyla Sowizdrzała. Wizerunek sceniczny budował pan dość jednoznaczny. Spójny z charakterem? Myślę, że tak. Jak pamiętam propozycje, które wpływały z filmów, to raczej były to czarne charaktery, więc być może taką barwę mam zauważaną przez innych. Choć ja siebie uważam za anioła. Jerzy Hoffman powiedział o panu, że gdyby szukał do roli zbrodniarza o gołębim sercu, wybrałby pana właśnie. Tu akurat bardziej się postrzegam jako gołębie serce. Z Jurkiem Hoffmanem łączą nas szczególne relacje i on kiedyś dziwił się, jak to możliwe, że przez tyle lat nie spotkaliśmy się razem na planie. Ja mówię mu żartem: bo mnie nie chcesz w swoich filmach. A kim ja jestem? Przecież aktorem. Ja mam zagrać postać! Ja mogę ci, Jurku, zagrać Zagłobę, który waży 150 kilo, tylko powiedz mi to pół roku wcześniej, to będę ważył te 150 kilo. Albo i Longinusa Podbipiętę co ma metr dziewięćdziesiąt osiem wzrostu. Tylko też muszę wiedzieć o tym pół roku wcześniej. Wróćmy do Olsztyna czterdzieści siedem i pół roku wcześniej. Po skończeniu szkoły teatralnej profesorowie podpuszczali pana, by czekać na angaż z teatru w Warszawie. Ale się pan nie doczekał, bo dostał kilka propozycji z tzw. prowincji. Dlaczego wybrał pan Olsztyn? Bardzo lubię wodę, ale nie lubię morza, więc co mi zostało jak nie Warmia i Mazury. Olsztyna nie znałem, ale jeździłem tu na wakacje pod namiot nad jeziora. Propozycje dostawałem z różnych regionów Polski, ale jak przyszła i z Olsztyna, który jest relatywnie blisko Warszawy, no i te jeziora, plus moja ówczesna pasja wędkarska, to zgodziłem się.

Dobrze pan pamięta to ówczesne życie pozateatralne w Olsztynie? Bardzo dobrze, proszę pana. W zasadzie to głównie to pozateatralne pamiętam. Wyrwałem się wtedy spod skrzydeł rodziców, niespełna 22 lata. I nagle mam własne lokum, bo nie chciałem mieszkać przy teatrze. Dostałem mieszkanie teatralne w tzw. „samotniaku” przy ul. Niepodległości. Głównie rządziło się w DŚT, czyli naszym prawdziwym domu pracy twórczej. Nie kojarzę nazwy ulicy, ale ten dom stoi do dzisiaj i trafię tam z zamkniętymi oczami. Więc robiłem tam spacery albo jechałem taksówką. Pamiętam, że złamanie licznika w taksówce kosztowało cztery złote, a cały przejazd z „samotniaka” – pięć pięćdziesiąt. Więc dokładnie tyle co porcja pierogów w barze po prawej stronie ratusza. Wstępowałem tam, idąc do teatru właśnie na porcję pierogów z jagodami. Cóż za pamięć! Jak u aktora, nie? Jak już panu wspominałem przed wywiadem, skażony byłem kiedyś skłonnościami hazardowymi. Któregoś razu przegrałem w pokera całą swoją pensję. Rano budzę się bez grosza. A były to czasy, że nie oszczędzało się, tylko miało się to, co w kieszeni. I tak leżę sobie w tym moim malutkim pokoiku i nagle patrzę, a pod komodą, na której miałem wystawę butelek po winie, coś błyszczy. Zwlokłem się z łóżka, sięgam ręką w ten kurz i wyciągam… pięć złotych! Musiało mi wypaść kiedyś ze spodni, a teraz były jedynymi moimi pieniędzmi. I idąc do teatru, wszedłem z tą piątką do baru. Pytam barmankę, ile jest pierogów w jednej porcji. Nie pamiętam już, ile ich było, ale poprosiłem o jednego mniej. A ona zdziwiona: dlaczego? Bo mam tylko pięć złotych. Uśmiała się i dała mi jednak całą porcję. Tak miło w Olsztynie, a zagrzał pan tam niecały sezon. W czerwcu zaczęliśmy pracę nad spektaklem, w którym grałem Gagatka, premiera była na początku sezonu, a jesienią pojechaliśmy ze spektaklem do Katowic na Ogólnopolski Festiwal Dramaturgii Krajów Socjalistycznych. I dostałem nagrodę dla młodego aktora właśnie za rolę Gagatka. Spotkałem tam też dyrektora Studenckiego Teatru Satyry z Warszawy, który poinformował mnie, że byłby zainteresowany moją obecnością w jego zespole, który to właśnie tworzy się

023


POSTAĆ

już w zawodowym teatrze. Bo STS dostał tzw. dużą scenę, czyli znany dzisiaj Teatr Rozmaitości. Oczywiście zastanawiałem się i poprosiłem o radę prof. Bardiniego, do którego miałem niezwykłe zaufanie, bo zawsze uważałem go za swojego mentora. A on: i co panu proponują? Więc dowiedziałem się, co miałbym zagrać i bardzo mnie rozśmieszyło, kiedy dowiedziałem się, że mam rolę Hultaja. Czyli awansował pan nie tyle z Olsztyna do Warszawy, co z Gagatka na Hultaja. Co na to Bardini? Powiedział: proszę pana, trzeba być w tym teatrze, w którym pana chcą i ważne jest, jakie jest pańskie miejsce w tym teatrze. 024

Wrócił pan pod Olsztyn po niespełna 20 latach, bo kupił pan sobie stary warmiński dom. Kontakt z Olsztynem miałem w tej przerwie rzadki, więc ten dom pojawił się u mnie, jak zresztą wszystko w życiu, przypadkiem. Na wyjazd w ferie pojechaliśmy z moim małym synem pod Poznań. I tam poznałem ciekawych ludzi z Olsztyna. Po turnusie uznaliśmy, że wszyscy pojedziemy sobie jeszcze do Poznania. A w Poznaniu oni zapytali, czy nam się gdzieś spieszy, bo jak nie, to może wszyscy pojedziemy do nich do Olszyna. I pojechaliśmy, pamiętam na Dajtki. Po wieczornej biesiadzie rano nie czułem się jakoś najlepiej, chyba od tego nadmiaru świeżego powietrza, więc znajomi zaproponowali, byśmy pojechali do nich na działkę nad jeziorem za miasto. Właśnie ją kupili i planowali stawiać dom.

I jadąc już przez wieś, pokazują mi stary warmiński dom: a ten jest na sprzedaż. Ja mówię: to zatrzymaj się. Oni pojechali, a ja oglądam ten dom. Trochę zaniedbany, ale taki klasyk z czerwonej cegły, z 1923 roku. Zresztą zaraz panu pokażę, bo mam kamery online. Jak tęsknie za Warmią, to sobie włączam podgląd na komórce i się rozmarzę: o, tak bym sobie teraz posiedział na tarasie. Od sąsiadki dowiedziałem się, gdzie mieszka właściciel, pojechałem, nie zastałem go, ale jakoś po trzech godzinach udało się już ten dom oglądać. Ponoć był już chętny na niego, ktoś z Wrocławia. A ja do sprzedawcy: kroki jakieś poczynił? Nie? To ja właśnie czynię i jutro przynoszę pieniądze jako zadatek. Pieniędzy nie miałem kompletnie. Na zadatek pożyczyłem od tych znajomych z Olsztyna, przyjechałem na drugi dzień do sprzedawcy, kładę je na stół, a on zdziwiony: a co to? Mówię, że obiecany zadatek. A on zaczyna tłumaczyć, że tutaj na Warmii jest takie powiedzenie: „ein Mann, ein Wort”, co ma oznaczać: jeden mężczyzna, to i jedno słowo. Położył mi klucze i kazał się już gospodarować. Nie pytałem go nigdy potem, dlaczego mi zaufał, tym bardziej, że za dom zapłaciłem mu po pół roku, nim spółdzielnia mieszkaniowa odkupiła ode mnie zapłacone już mieszkanie, które budowało się dla mnie w Warszawie. I tak zamieniłem czteropokojowe mieszkanie w stolicy na niewielki domek na Warmii. Ale stoi w takim miejscu i z takimi widokami, że jak były dyrektor Teatru Jaracza Janusz Kijowski przyjechał do nas pierwszy raz w odwiedziny, to siedliśmy sobie na tarasie, a on rzucił: taki dom nad jeziorem i to jeszcze z fototapetą!


POSTAĆ

Będąc na warmińskiej wsi często wpada pan do olsztyńskiego teatru. Zawodowo, z sentymentu czy na dobrą sztukę? Na wszystko razem. Do tego teatru przywiązał mnie Janusz Kijowski. Za jego dyrekcji reżyserowałem tam trzy sztuki, a poza tym ja bardzo lubię teatr. Idę tam nie za karę, a dla przyjemności. W szkole przyteatralnej w Jaraczu byłem też w komisji rekrutacyjnej, która przyjmowała młodzież. Więc różne nitki powiązały mnie z tym teatrem. No i ten sentyment. Przecież to było moje pierwsze miejsce pracy. A to jest jak pierwsza kobieta – zawsze się ją pamięta. Wchodzi pan tam z dreszczykiem? Dreszczyki to ja miałem jak pierwszy raz siedziałem w garderobie i włączono głośnik, przez który słyszałem już gwar gromadzonej publiczności. Pamiętam, że ręce mi się spociły, a nogi trzęsły. Zajrzałem z ciekawości do Wikipedii pod pańskie nazwisko. Treści niespełna trzy linijki, a samych ról telewizyjnych grubo ponad 100. U współczesnych celebrytów-aktorów te proporcje prezentują się zgoła odwrotnie. Kiedyś zaproszono mnie do Australii z moim spektaklem, więc organizatorka prosiła, bym dosłał coś o sobie do wydrukowania na materiałach promocyjnych. Więc mówię: co mam pisać własny życiorys, zajrzy pani do mediów w internecie. Oddzwania i narzeka: wie pan co, we wszystkich wywiadach tak pan pływa, a jak już coś opowiada, to o wszystkich, tylko nie o sobie. I taka jest prawda, jak pan sam widzi, też trochę pływam i niespecjalnie o sobie coś mówię. A pan ma dużo pamięci w dyktafonie?

Traktuję ten dom jak letni, choć z czasem myślałem, czy w ogóle nie przeprowadzić się na stałe, jednak zimowe koszty ogrzewania tych starych murów są zbyt wysokie. Gdzieś doczytałem, że emeryturę pan tam planuje. Emerytura to dla mnie oznacza jedynie tyle, że od trzech lat co miesiąc odzyskuję jakieś grosze z ZUS-u, bo tak naprawdę pracuję tak, jak pracowałem kiedyś. Pan w tym domu miał zawał. Ale nie dlatego, że byłem w tym właśnie domu. Zawał dopadł mnie z przepracowania i stresu. To było 35-lecie mojej pracy. Przygotowywałem spektakl – reżyserowałem i grałem w nim główną rolę. A w zasadzie cztery role, bo przedstawienie było o czterech braciach z czterema różnymi charakterami, co wymagało ogromnego wysiłku. A wszystko to zbiegło się ze zwolnieniem, z przyczyn ogólnie zmyślonych, dyrektora teatru. A ponieważ byliśmy bardzo związani, przeżywałem to i za namową zespołu oraz kolegów wystartowałem na stanowisko dyrektora, by kontynuować wizję teatru. Konkursu nie wygrałem, ale całość kosztowała mnie dużo emocji i stresu. Przyjechałem na warmińską wieś i dopadł mnie zawał. Zmieniło to coś w zawodowym podejściu? Nic. Nie dlatego, że taki bohaterski jestem, tylko dlatego, że tak głupi. Robił pan już bilans życiowy 70-latka? Nie, wszystkim mówię, że za wcześnie.

Całej i tak nie przegadamy. A wie pan, że jak wczoraj szukałem czegoś u doktora Google, to wpadło mi nazwisko Kasperska, a to była koleżanka, która grała moją dziewczynę w przedstawieniu „Hultaj”. Zaczynam szukać i widzę plakat sztuki z 1972 roku przy jej dossier… Kurczę, wszyscy się zmieniamy, chyba nie poznałbym jej na ulicy. Faktycznie pan pływa w tych wywiadach. Mam tu pańskie słowa zasłyszane gdzieś w telewizji: „kiedy wspinasz się w karierze zawodowej po drabinie do góry, to nie lekceważ ludzi, których mijasz, bo kiedy będziesz spadać, znowu się z nimi spotkasz”. Piękne motto. Taki powinno się mieć stosunek do ludzi i do życia. Nie ma powodu stwarzania innym niekomfortowych sytuacji. Po co? Pan starał się szukać swojego miejsca w repertuarze lekkim i nie kryje zapatrzenia na ikony farsy: Kobielę, Pokorę, Kobuszewskiego. Owszem. Ale z Kobielą się nie spotkałem, z Kobuszewskim tak, a z Pokorą nawet bardzo tak, bo naprawdę w wielu spektaklach graliśmy wspólnie. Mieliśmy nie tylko obfite relacje zawodowe, ale i przyjacielskie. Czemu pan typował w ten repertuar lekki? To znowu przypadek. Otóż dostałem propozycję gościnnego zagrania w Teatrze Kwadrat w przedstawieniu „Mayday”, które jest klasycznym przedstawicielem farsy angielskiej. Z Wojciechem Pokorą zresztą. I tak oto po dziewięciu latach przeszedłem z bardzo poważnego repertuaru Teatru Nowego do bardzo niepoważnego, ale jakże trudnego repertuaru, jakim jest farsa i komedia.

025


POSTAĆ

Powiedział pan, że komedia jest najtrudniejsza, bo to taka precyzyjna matematyka. O co tu chodzi z tą matematyką? W matematyce są równania. Jak się popełni błąd, to nie uzyska się poprawnego wyniku. Podobnie jest z farsą. Jeżeli reżyser pomyli się w prowadzeniu aktorów, w sytuacjach, które stwarza, kiedy ucina puentę, robi za długą albo za krótką pauzę, no to nie ma przedstawienia. Równanie nie wychodzi.

Wracając do koła miłośników sceny, to odgrzebałem gdzieś nawet jedną z pańskich ról w „Ślubach panieńskich”. Tak, dostałem rolę Radosta, który w sztuce jest najstarszym bohaterem, a ja byłem o cztery, pięć lat młodszy od wszystkich. Ale trzeba przyznać, że ta zabawa w teatr była bardzo profesjonalnie prowadzona przez Kłosowską. Ktoś, kto spotkał się z nią, a miał predyspozycje aktorskie, to dostawał się do szkoły teatralnej, jak np. Staśka Celińska.

Umknęła panu rola, której pan nie zagrał, a bardzo żałuje? Ma pan taką lukę w portfolio? Zdając do szkoły teatralnej myślałem, że jakbym miał wybrać kierunek swojej bytności w teatrze, to raczej chciałbym dać radość publiczności, która wychodziłaby ze spektaklu z takim zrzuceniem bagażu dnia powszedniego. I przyznam, że w teatrze chyba udało mi się to. Choć jedna rzecz ciągnie się za mną jeszcze od szkoły teatralnej. Otóż robiliśmy kiedyś studencki spektakl „Romeo i Julia”, z którym jeździliśmy po wsiach taką przyczepą PKS-ową podczepioną do traktora. Zawsze marzyłem o roli Mercutia, a dostawałem rolę Romea. I nigdy potem nie zagrałem już Mercutia. I nigdy nie zagrałem też Papkina.

Byliście sąsiadami w Alternatywy 4. Nawet nie wiem czy nie przez ścianę. A nawiązując jeszcze do pani Kłosowskiej, to ona nawet zaaranżowała mi spotkanie z jej mężem, by zdecydował: namawiać mnie do zdawania do szkoły teatralnej, czy nie namawiać.

Pan nie ma genów artystycznych, ale ojciec, ogrodnik z zawodu, zaszczepił w panu poezję. I ponoć uchowały się wiersze małego Jureczka. Tak, mam je. Może pan je wyda? Mój syn przeczytał je kiedyś i mówi: słuchaj tato, to są fantastyczne wiersze, dlaczego ich nie wydasz? A ja mu na to: to będzie twoje zadanie, jak już odejdę. A tak na poważnie, to one nie są na poziomie, który by je predestynował do wydania. Takie miałem wtedy zapały do poezji. Ojciec był wrażliwym człowiekiem. Pamiętam, że kiedyś na ławeczce przed domem na Marymoncie zagadnął mnie, bym odnalazł w sobie jakieś zainteresowania. I jako jedną z inspiracji podsunął niebo, gwiazdy, księżyc. Ja byłem wtedy gówniarzem, miałem 11 lat. Ale tak tę rozmowę wziąłem sobie do serca, że już tego samego wieczoru zacząłem pisać te swoje rymowanki dwu – czy czterowersowe. Zachowało się tych wierszy trzy stustronicowe zeszyty.

026

Pozostając przy czasach szkolnych – pana namówiła do udziału w akademiach żona Romana Kłosowskiego, instruktorka teatralna. Popchnęła mnie w tym kierunku i przyznam, że całkiem wsiąkłem w koło miłośników sceny. Oczywiście szkoły nie odsunąłem totalnie na bok, bo jednak, żeby coś dalej w życiu robić, trzeba mieć maturę. Zrobiłem ją, choć kulawo, bo nigdy nie byłem dobrym uczniem, dlatego zostałem aktorem, a nie np. naukowcem. No, naukowcem pan był w Alternatywy 4. Aaa… no właśnie! A propos, kto był przebrany za manekina, którego skonstruował grany przez pana wynalazca Manc? W scenach kiedy chodził, czyli ożywiał się, za manekina przebrany był mim, o ile dobrze pamiętam Marek Gołębiowski. Wówczas był znanym mimem.

I jak pana ocenił? Powiedział: moim zdaniem powinieneś się dostać. Kiedyś była jeszcze możliwość skorzystania z konsultacji, gdzie – normalnie jak na egzaminie – siedzieli profesorowie i oceniali kandydata na podstawie materiału pamięciowego, który przygotował, czyli wiersza, prozy i piosenki. I albo przerywali po drugim zdaniu, mówiąc komuś, że np. strasznie sepleni, albo – tak jak mi – powiedzieli: nie wiemy jaka będzie konkurencja, ale może pan zdawać. I okazało się, że konkurencja pozwoliła mi się dostać do szkoły teatralnej za pierwszym razem. Talent. Widziałem przynajmniej kilka pana występów w kompletnie damskim przebraniu. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że stanę się prekursorem programu „Twoja twarz brzmi znajomo”. Byłem pięcioma czy sześcioma kobietami, ale w jednym programie sylwestrowym – „Jerzy Bończak i…”. I to „i” to były zaproszone przeze mnie kobiety, jako gospodarza wieczoru sylwestrowego, rok 1983. Bawiliśmy się. W pewnym momencie mówię do publiczności, że jedną z gwiazd będzie Marilyn Monroe, a po chwili, że jednak dostaliśmy wiadomość, że nie będzie jej, ale znajdziemy rozwiązanie. I oto wszedłem na scenę ja, niczym Marilyn, i zaśpiewałem. Widziałem, niezła laska była z pana. Prawda? To był taki niemal monodramatyczny występ, bo wszystko robiłem sam, choć czasem dopuszczałem też do występu polskie piosenkarki: Geppert, Majewską, Sośnicką. Ale co pan tak pyta o to przebranie? Wyczuwa pan jakiś seksualny podtekst? Nie, choć zgrabnie przejdę do pańskiej fryzury. Z natury ma pan długie i proste włosy, ale i był okres mocno lokowanych. Co się stało? No i klocuszki z tymi podtekstami damskimi zaczynają się układać. Pan mi tu się nie wymkniesz. Otóż robiliśmy w Teatrze Kwadrat przedstawienie. I z Markiem Siudymem byliśmy duetem śpiewających konferansjerów, obaj orientacji innej niż w rzeczywistości. No i charakteryzatorka podsunęła taki pomysł, żeby może zrobić nam te loczki „byśmy tacy ładni byli” (przedrzeźnia sam siebie). A ponieważ


POSTAĆ

Z SIUDYMEM GRALIŚMY KIEDYŚ DUET ŚPIEWAJĄCYCH KONFERANSJERÓW, OBAJ ORIENTACJI INNEJ NIŻ W RZECZYWISTOŚCI. CHARAKTERYZATORKA PODSUNĘŁA WIĘC TAKI POMYSŁ, ŻEBY ZROBIĆ NAM LOCZKI „BYŚMY TACY ŁADNI BYLI”. NO I KRĘCILI MI WŁOSY TYM ŻELAZKIEM. PRZESTRASZYŁEM SIĘ, ŻE JAK PRZED KAŻDĄ PRÓBĄ BĘDĄ MI NA GORĄCO KRĘCIĆ TE LOKI, TO JE W CHOLERĘ W KOŃCU SPALĄ. WIĘC WPADŁEM NA GENIALNY POMYSŁ I ZROBIŁEM SOBIE TRWAŁĄ.


POSTAĆ

028


POSTAĆ

Marek miał zawsze krótkie włosy, to mnie kręcili włosy tym żelazkiem. No i przestraszyłem się, że jak przed każdą próbą będą mi na gorąco kręcić te loki, to je w cholerę w końcu spalą. Więc wpadłem na genialny pomysł i zrobiłem sobie trwałą. Ciągle pan lubi szybko jeździć samochodem? W jakich pan gustuje autach? W szybkich. No to wymieńmy. Zaczynałem chyba od pięciu maluchów… …faktycznie szybkie. Wtedy szybszy mógł być duży Fiat, ale nie było człowieka stać. Ale potem faktycznie zaliczyłem dużo szybszych samochodów. Dzisiaj po Warszawie jeżdżę Smartem, bo wszędzie go można zaparkować, jak hulajnogę, a w trasy i na Warmię mam wygodnego SUV-a, który ma 240 koni. Ładnie odchodzi. Ciągle ma pan ciężką nogę? Z wiekiem przystopowałem. A częściej ujmuję gazu, by nie spotkać się na drodze z szaleńcem. Miałem kiedyś nawet sportowy samochód, ale niedługo się nim cieszyłem, bo kierowca, nomen omen z Olsztyna, zajechał mi drogę i żebym w niego nie uderzył, musiałem się ratować ucieczką w rów. A potem uderzyłem w słup. Auto przecięło na pół chyba ze 20 cm za moimi plecami. Pamiętam, że jak już stanąłem na nogi i popatrzyłem na resztki auta, to pierwsza reakcja była taka: k…wa! Przecież ja mam jutro próbę w Kielcach i czym tam dojadę?!

No, chyba mamy coś z tego wywiadu. Jeszcze tytuł i w zasadzie gotowe. Przypadek. Jaki przypadek? Tytuł: przypadek. Wszystko co się dzieje w moim życiu to przypadek. Przez przypadek spotkałem Kłosowską, która mnie pokierowała do teatru, przez przypadek spotkałem swoją przyszłą żonę, przez przypadek dom kupiłem pod Olsztynem. Całe życie kierują mną przypadki.

Rozmawiał: Rafał Radzymiński Obraz: Justyna Radzymińska, Camera Work Studio Makijaż: Liliana Krupska

029


PRODUKTY

GALERIA HANDLOWA MADE IN STWORZONE NA WARMII I MAZURACH I FIRMOWANE PRZEZ LUDZI WARMII I MAZUR

CZAS RĘKODZIEŁA „Czas na Warmię i Mazury” to seria zegarów autorstwa Eleonory Toś z Kaflarni Warmińskiej. Regionalne motywy, naturalne materiały, ciekawy dizajn – ręcznie tworzone dzieła znalazły się wśród laureatów konkursu „Pamiątka regionu Warmii i Mazur” 2019. Kunsztowne elementy wyposażenia wnętrz przypominają, że sezon trwa tu cały rok. kaflarniawarminska.blogspot.com

PIĘKNO Z POLANKI Prezent dla tych, którzy cenią naturalną pielęgnację. Zestaw marki kosmetyków BIOETIQ zawiera potrójny kwas hialuronowy oraz krem do twarzy „Polanka”. To nagradzany innowacyjny produkt, który łączy w sobie tradycyjnie pozyskiwane ekstrakty z ziół m.in. len, kasztanowiec, arnika, bratek z nowoczesną technologią wytwarzania koenzymu Q10, olejowej formy witaminy C czy potrójnego kwasu hialuronowego. bioetiq.com

KAWA NA ŁAWĘ Blat z litego drewna egzotycznego, szkło hartowane i podstawa ze stali polerowanej. Stoły kawowe Marina Bay to funkcjonalna ozdoba salonów, korytarzy czy tarasów. Naturalne materiały podkreślą niemal każdy styl wnętrza, m.in. rustykalny czy loftowy. A na bliźniaczych stolikach o dwóch rożnych wymiarach, zmieści się nie tylko kawa. marina-maison.pl 030

PACHNĄCA CZY SMAKOWITA? Paczka z Szuwarów to gotowy zestaw prezentowy z produktami twórców Warmii i Mazur. Do wyboru: „Pachnąca” z woskową tabliczką zapachową i „Smakowita” z tradycyjnymi przetworami regionalnymi. Do tego filiżanka ręcznie malowana w polne kwiaty i ceramiczna podkładka z repliką wzoru pochodzącą z zabytkowego kafla mazurskiego. Zestaw uzupełnia ekologiczna herbata z konopi siewnych. wszuwarach.pl


PRODUKTY

BETONOWE ARANŻACJE Lampa betonowa z kolekcji BE-light o minimalistycznej formie to połączenie elegancji, rzemiosła i awangardy. Ciepłe odcienie szarości i pęcherzyki powietrza nadające lekkości sprawiają, że beton jest coraz chętniej wykorzystywanym materiałem do aranżacji wnętrz. Pracownia betonu light&concrete projektuje i tworzy z tego materiału meble, oświetlenie i dekoracje jak biokominki, doniczki. light-concrete.com

WŁÓCZKA PLUS FANTAZJA Bombki, fantazyjne maskotki, baśniowe postacie, torebki i biżuteria. Agnieszka Voss z Lidzbarka Warmińskiego od kilku lat „po godzinach” tworzy z włóczki nietuzinkowe rękodzieło. Każdy z niepowtarzalnych wyrobów posiada tytuł Marki Lokalnej, co potwierdza ich jakość, oryginalność i wyjątkowość. fb/agavoss

LATO NA GWIAZDKĘ Gwiazdkowe prezenty co roku przysparzają dylematów. A może tak oddać się marzeniom o jeziornej bryzie i blasku słońca, a przy okazji uszczęśliwić najbliższych? Komfortowy Solemaran tworzony z dbałością o detale, ucieszył już niejednego miłośnika relaksu na tafli wody. Więc może w te święta, urodziny czy Walentynki pójść na całość? solemaran.com

Z GALERII NA KOSZULKĘ Współczesna grafika artystyczna na bawełnianej koszulce. Katarzyna Łyszkowska swoje prace pokazuje nie tylko w galeriach, ale przeniosła je też na t-shirty. Artystka pochodzi z Olsztyna, ukończyła Wydział Sztuk Plastycznych n a U n iwe r s y te cie To r u ń sk im , g d z i e w y k ł a d a . W 2 0 1 3 ro k u otrzymała Grand Prix Olsztyńskiego Biennale Sztuki. wszuwarach.pl

031


PRODUKT

A TY JESZ ŚWIADOMIE? WIERNY SWOIM WARTOŚCIOM OCTIM PRZETRWAŁ CZASY FASCYNACJI KONSUMENTÓW „ZACHODNIM TOWAREM”, BY DZISIAJ, NA MĄDREJ JUŻ FALI ŚWIADOMEGO JEDZENIA, PODBIJAĆ RYNEK SWOIMI TRADYCYJNYMI PRODUKTAMI.

032

Czas zrobił swoje. I tacy ludzie jak Katarzyna Bosacka, autorka programu „Wiem, co jem”, zwana Matką Teresą polskiego spożywczaka. Po trzech dekadach zachłyśnięcia się produktami z zagranicy, Polacy coraz częściej wybierają to, co rodzime i są nawet gotowi zapłacić więcej. To napawa optymizmem. – Historia Octimu sięga połowy lat 60. Naszym fundamentem były naturalne tradycyjne receptury, opakowania ze szkła i metalu, aż tu nagle w latach 90. rynek zalały zachodnie marki i żeby przetrwać, musieliśmy stanąć do rywalizacji – mówi Alicja Adamiec-Ślipy, wiceprezes zarządu i dyrektor handlowy Octim. Czym kusiły Polaków zagraniczne marki? Przede wszystkim wyglądem: kolorowe etykiety, plastikowe opakowania, wreszcie sam produkt naszpikowany konserwantami, wzmacniaczami smaku, regulatorami konsystencji. Zachodnia musztarda nie miała prawa się rozwarstwić (co tak naprawdę świadczy o jej jakości), a ocet posiadać osadu (co też jest jego atutem). Do tego duże kampanie marketingowe, oparta na prowizjach strategia lokowania produktu w sklepie i polski biznes mógł albo się sprzedać, albo zwijać manatki. A Octim wytrwał. I dziś można powiedzieć, że doczekał się „eureki” – został odkryty na nowo, aby wreszcie zebrać zasłużone żniwo. – Ostatnio co roku notujemy aż 300 procent wzrostu sprzedaży jabłkowego octu ekologicznego, którego łyżka dziennie (dodana do sałatki lub wody) ma dobroczynny wpływ na krążenie, układ limfatyczny, kostny, serce, żołądek, jelita i wszelkie stany zapalne oraz redukcję tkanki tłuszczowej – wymienia Alicja Adamiec-Slipy. – A jednocześnie nasz ocet spirytusowy święci trumfy w łazienkach, bo jest tani, skuteczny i przede wszystkim zdrowszy od chemikaliów do czyszczenia osadu oraz kamienia. Konsumenci wracają do wiedzy naszych babek, na powrót jedzą kiszonki, szukają produktów powstałych z naturalnej fermentacji biologicznej zawierających tzw. dobre bakterie. Produkty ekologiczne Octimu obwarowane są całą ścieżką wymagającą licznych certyfikatów, od surowca, przez

sposób produkcji, aż po finał. Ocet produkowany w zabytkowych drewnianych kadziach to czysta natura przetwarzana w sposób tradycyjny, z zachowaniem najwyższych norm. W obliczu alarmów ekologicznych i klimatycznych, prozdrowotny trend bezpośrednio oddziałuje na branżę spożywczą. Z roku na rok spada spożycie mięsa, zaś wegetarianizm i weganizm przestaje być ekstrawagancją. Zmiana filozofii jedzenia sprzyja branżom opartym na plonach ziemi, które zarówno z octem, jak i musztardami świetnie się komponują. Ale zmiany nie dzieją się z dnia na dzień, dlatego w sklepach wciąż półki uginają się od plastiku, chemii i krzykliwych etykiet z całą listą dodatków na literę „E”. Jak zatem rozpoznać te produkty, po które warto sięgnąć? Etykiety wszystkich produktów Octimu są proste i przejrzyste, dedykowane klientom oczekującym rzetelnej informacji. Nic nie kryją, bo w przypadku etykiety: „mniej znaczy lepiej”. Warto jednak dodać, że prawo regulujące wygląd etykiet produktów ekologicznych wymaga użycia rozmaitych symboli i certyfikatów, lecz one wszystkie są niczym rodowe herby – stanowią dowód na szlachetne pochodzenie produktu. Powrót do źródeł nie oznacza jednak skąpej palety smaków. Kombinacji naturalnych surowców jest tyle, ile pomieści fantazja technologów. Octim kocha nowe smaki, dlatego nieustająco tworzy kolejne i testuje je na konsumentach. Od pewnego czasu można skosztować trzech typów musztard na occie jabłkowym – z pietruszką i bazylią, z suszonymi pomidorami, z zielonym pieprzem oraz czosnkiem.. Ta pietruszkowa smakuje niczym pesto. Tekst: Aga Kacprzyk, Słowo Daję, obraz: archiwum Octim OCTIM Wytwórnia Octu i Musztardy Sp. z o.o. Olsztynek, ul. Zielona 2 tel. 89 519 21 01 do 03 e-mail: octim@octim.com.pl www.octim.com.pl



GODNE UWAGI

DOBRE MIEJSCA MADE IN ODWIEDZAMY, POZNAJEMY, POLECAMY

Aksamitny sernik portugalski na kruchym maślanym spodzie z musem malinowym to chluba restauracji Hotelu Kopernik, podobnie jak dania kuchni polskiej i włoskiej czy wykwintne śniadania w formie bufetów. Pożywny posiłek to podstawa przed konferencją, szkoleniem biznesowym, koncertem czy meczem siatkówki. Do Hotelu Kopernik w sercu Olsztyna regularnie przyjeżdżają drużyny z całej Polski na rozgrywki w Hali Urania. A także artyści występujący podczas Olsztyńskiego Lata Artystycznego organizowanego przez MOK. Lokalizacja, warunki i tutejsza kuchnia pozwalają im nie tylko solidnie wypocząć i nabrać sił, ale i skorzystać z uroków pobliskich staromiejskich atrakcji. Hotel Kopernik dysponujący 83 komfortowymi pokojami i apartamentami, jako jedyny w regionie należy do grupy Polskiego Holdingu Hotelowego. Podziemny parking, lokalizacja w sercu miasta w pobliżu drogi wylotowej na Warszawę to atuty cenione przez organizatorów konferencji i szkoleń. Jedna z sal bankietowo-konferencynych wyposażonych w mobilne ściany i parkiet mieści nawet 450 osób. Łącznie w hotelu jednocześnie może się odbywać nawet osiem różnych imprez i spotkań. Organizowane są tu nie tylko biznesowe eventy, firmowe wigilie czy rodzinne uroczystości, ale także wybory Miss Warmii i Mazur, gale nagród Radia Olsztyn, Andrzejki czy bale sylwestrowe. Na najbliższy – przy suto zastawionych stołach i muzyce didżeja – większość ze 150 miejsc jest już zarezerwowana.

Obraz: Michalina Jakubowska

Hotel Kopernik Olsztyn, ul. Warszawska 37

TRENING UMYSŁU Z LUIZĄ

Jak działa ludzka pamięć, jak wykorzystać łańcuchową metodę skojarzeń, czym są mapy myśli i poziomy przetwarzanie informacji? To jedne z elementów szkolenia, które przeszli lektorzy olsztyńskich szkół językowych Oxford Academy, Kreatywnej Szkoły Językowej oraz Przedszkola Junior Academy. Specjalistyczny „Trening Efektywności Nauczycielskiej” poprowadziła z nimi Luiza Wójtowicz-Waga, topowa trenerka języka angielskiego w środowiskach biznesowych i szefowa firmy szkoleniowej Edunation. – Poznaliśmy innowacyjne metody uczenia się i zapamiętywania. Pozwolą one jeszcze łatwiej i skuteczniej przyswajać język angielski podopiecznym naszych placówek – tłumaczy Aleksandra Szarek, anglistka i prawniczka, właścicielka szkół i przedszkola. Lektorzy Oxford Academy od 2011 roku, w atrakcyjny i bezstresowy sposób nauczają wszystkich sprawności językowych, a nie tylko mówienia czy pisania. Starają się rozbudzić dociekliwość i zaangażowanie uczniów podczas kursów języka angielskiego dla przedszkolaków, uczniów szkoły podstawowej, nastolatków i dorosłych. Kameralne grupy słuchaczy składają się z maksymalnie 10 osób. Klimatyczna i komfortowa szkoła urządzona w barwach angielskiej flagi wyposażona m.in. w interaktywne tablice, przygotowuje do egzaminów IELTS, Cambridge FCE i CAE, matury czy egzaminu ósmoklasisty.

Oxford Academy Olsztyn, ul. Żurawskiego 1A/12

Obraz: arch. Hotelu Kopernik

KOPERNIK I GWIAZDY


GODNE UWAGI

Obraz: Agnieszka Blonka

SHOWROOM MAREK PREMIUM

Która z kobiet nie marzy o kultowej torebce Luis Vuitton? Albo wdzianku od Chanel czy choćby pasku Gucci. Choć ich ceny na rynku bywają zawrotne, w The Chic One można znaleźć prawdziwą perełkę z odzieżowej półki premium w okazyjnej cenie. Wieszaki pełne ubrań, buty i torebki światowych, ale także polskich projektantów czekają w dizajnerskim showroomie na miłośniczki ponadczasowych krojów i pierwszorzędnej jakości. Panie przyjeżdżają tu z całego regionu, aby znaleźć niepowtarzalną kreację, zainwestować w modele, które przez wiele lat bronią się klasyką i przede wszystkim materiałem na który nie działa czas. – Wyszukuję ubrania i dodatki, które bronią się fasonem i jakością – tłumaczy Ania Ściana, właścicielka showroomu. – To często prawdziwe dzieła sztuki znanych marek, które nie tracą na wartości. To pierwszy w regionie Showroom działający na zasadach komisu prowadzący również sprzedaż wysyłkową. – Czyścimy swoje szafy i robimy miejsce na nowe, a nasze ubrania dostają drugie życie i splendor – tłumaczy Ania. – Coraz więcej kobiet stawia na jakość, a nie ilość. I inwestują w takie kreacje, które posłużą wiele sezonów. Nie wspominając o gwarancji, że na uroczystościach, imprezach, nie powielą kreacji, co pozwala poczuć się wyjątkowo. The Chic One to nie tylko oaza dobrego stylu, ale i klimatyczne miejsce na wytchnienie od codzienności. Przy filiżance kawy można tu w kameralnej, swobodnej atmosferze przymierzać do woli kreacje. Anna, pasjonatka dobrego dizajnu, ma w zanadrzu niejedną ciekawostkę ze świata mody. Showroom The Chic One Olsztyn, ul. Kuronia 9/u7

„Karolina robi z włosami cuda” – pisze w internecie jedna z klientek. Zresztą potwierdzają to zdjęcia i inne entuzjastyczne opinie w mediach społecznościowych. Klimatyczny Salon Fryzur Karolina Leleniewska w sercu olsztyńskiej starówki, to miejsce spektakularnych metamorfoz. Włosy dostają tu drugie życie bez względu na stan, długość czy kolor. Profesjonalne kosmetyki i farby firmy L’Oréal Paris, odżywiają włosy i nadają im wygląd jak z reklamy. Karolina, stylistka fryzur z ośmioletnim stażem przygotowuje swoje klientki na specjalne uroczystości, na pokazy mody, a przede wszystkim poprawia ich samopoczucie na co dzień. W ofercie, oprócz upięć, strzyżenia, pielęgnacja, także prostowanie keratynowe. Salon Fryzur Karolina Leleniewska Olsztyn, ul. Okopowa 13

Klasyczna elegancja, królewski przepych, albo artystyczna nonszalancja – najważniejsze w dniu ślubu to pozostać sobą. Firma Arianne Moda Ślubna działająca w dwóch lokalizacjach w Olsztynie, od prawie 30 lat dobiera suknie do osobowości. W salonie przy ul. Pieniężnego 5 kreacje ślubne znajdą wyłącznie panny młode – również w rozmiarze plus size. W butiku przy ul. Dąbrowszczaków 14 kolekcję damską uzupełniają eleganckie fraki i smokingi dla panów. Suknie, stroje i dodatki trafiają tu z polskich sprawdzonych i renomowanych pracowni projektowych, ale też z Holandii, Włoch czy Wielkiej Brytanii. To misternie wybrane, unikatowe i wysoko gatunkowe modele: od prostych, delikatnych sukni, po ponadczasowe bogato zdobione „księżniczki”. Arianne Moda Ślubna Olsztyn, ul. Pieniężnego 5 ul. Dąbrowszczaków 14

arianne.pl Obraz: Michał Ciucias

Obraz: Aleksandra Ciemięga

Obraz: Aleksandra Zienkiewicz

DRUGIE ŻYCIE WŁOSA

OSOBOWOŚĆ SUKNI

035


DOBRE MIEJSCE

TAKI MAŁY RAJ

MOŻNA TU PRZYJECHAĆ O KAŻDEJ PORZE ROKU, ABY PODLECZYĆ DUSZĘ, ODPOCZĄĆ OD MIEJSKIEGO STRESU. DOM NA WZGÓRZU, APARTAMENTY WŚRÓD WINOROŚLI Z WIDOKIEM NA BEZKRESNY HORYZONT I JEZIORO, LOKALNE PRZYSMAKI. PO PROSTU FAJNE MIEJSCE.

036

Mimo że pojawił się tu 10 lat temu, wygląda jak „swój” w wiejskim krajobrazie Warmii. Bryła z przeszklonym gankiem nawiązująca do tradycyjnego regionalnego budownictwa, drewniany płotek, podłogi z cegły. Gospodarze skroili Fajne Miejsce na swoją miarę. Stało się azylem po wyczerpującej, wieloletniej pracy w branży mody i nowym pomysłem na życie. Wieść o nim szybko rozeszła się wśród miłośników miejsc z duszą, dlatego w sezonie trudno tu o wolny pokój. – Przez lata podróżowaliśmy po Europie, wybierając pobyty w nietuzinkowych „bed & breakfast” – tłumaczy Tomek Kawszyn, współwłaściciel gospodarstwa agroturystycznego Fajne Miejsce w Tłokowie pod Jezioranami. – Potem zamarzyliśmy o swoim siedlisku na Warmii, gdzie spędzaliśmy często wakacje. Zauroczył nas malowniczy kawałek ziemi na wzgórzu z widokiem na jezioro Pierścień. Sami wymyśliliśmy nasz dom, a jego wnętrze połączyło lokalną historię z naszymi pasjami do sztuki, dobrego dizajnu, kulinariów i podróży. Zarówno Tomek jak i drugi współwłaściciel Fajnego Miejsca, Artur Zyskowski, to absolwenci Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi oraz Sandberg Institute w Amsterdamie. Szybko wniknęli w prężną społeczność z okolic Jezioran – twórców, hodowców, producentów naturalnej żywności, którzy na Warmii zaczęli swoje życie od nowa. I poszerzyli działalność agroturystyczną o własne wyroby – domowy chleb, sery pod-

puszczkowe czy naturalne mydło z oliwy i ziół. Każdego ranka koszyk lokalnych przysmaków dostarczają gościom pod drzwi czterech niezależnych apartamentów z tarasami zatopionymi w zieleni. Wnętrza wyposażone w niebanalne przedmioty z pchlich targów i pamiątki z podróży podkreślają charakter miejsca stworzonego przez artystyczne dusze. – Nasi goście to miłośnicy agroturystyki w nowoczesnym wydaniu – tłumaczy Tomek. – To często zapracowani ludzie z korporacji, którym do wypoczynku wystarczy komfortowy, wydzielony apartament, hamak i malowniczy krajobraz. Szukają miejsc, w których mogą poczuć się wyróżnieni, zadbani przez gospodarzy, a jednocześnie mieć własną, intymną przestrzeń. Doceniają też historyczne i lokalne atrakcje w okolicy, które polecamy, wyposażając ich w przewodniki i mapy przygotowane przez lokalną Fundację Revita Warmia. Z urlopu w Fajnym Miejscu można przywieźć własnoręcznie wykonane w technice sitodruku dzieło sztuki czy nauczyć się tkać. W pracowni na poddaszu czeka zabytkowe krosno, sprzęt

drukarski, a także olbrzymi stół i wieszak z kostiumami teatralnymi. Artur i Tomek swoją pasję do tkanin, mody, sztuki wykorzystują, przygotowując scenografie i stroje do spektakli lokalnego Teatru Niezbyt Zwyczajnego. Założyła go grupa pasjonatów na czele z Stephane Lefevre, francuskim hodowcą owiec spod Jezioran. – Ta współpraca i entuzjazm nowych osadników na Warmii inspiruje „lokalsów” do otwarcia się, współpracy – tłumaczy Artur. – My dzielimy się swoimi pasjami, oni uczą nas nowych umiejętności – choćby robienia przetworów, uprawy roślin. Gościmy tu także Ewę Pe – warmińską blogerkę, pasjonatkę wegańskiej kuchni, która podczas live cookingu uczy m.in. jak wykorzystać w potrawach potencjał polnych kwiatów i ziół. Wśród entuzjastycznych internetowych opinii gości z różnych stron świata powtarzają się komplementy o gościnności, pysznym jedzeniu i malowniczym otoczeniu, które pozwalają naładować akumulatory. Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz

Niezwykłych miejsc Warmii i Mazur szukamy z pokładu Skody. Tym razem towarzyszyła nam nowość – Skoda Scala w 115-konnej wersji Style (test na madeinwm.pl).



DOBRE MIEJSCE

JAPONIA NA WARMII TRADYCYJNA KUCHNIA JAPONII, ZWANA WASHOKU, WIDNIEJE NA LIŚCIE NIEMATERIALNEGO ŚWIATOWEGO DZIEDZICTWA UNESCO. A RESTAURACJA KINGYO W SERCU OLSZTYNA TO JEJ AMBASADA.

038

Kaiseki ryori to japońska uczta składająca się z wielu dań podawanych w małych porcjach. Nie tylko smak, ale i zapach, konsystencja składników oraz sposób podania są przemyślane tak, by całość oddawała charakter panującej pory roku. Mistrzem tego stylu przygotowywania potraw jest Naoki Ikeda, pochodzący z Tokio szef kuchni z 22-letnim stażem. Jego kunszt wyróżnia olsztyńską restaurację Kingyo od innych japońskich lokali. Można tu poznać u źródeł zasady kuchni zwanej Washoku, która od 2013 roku widnieje na liście niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Tradycyjne japońskie metody przygotowywania jedzenia i uwzględnienie piątego smaku „umami” (po słodkim, słonym, kwaśnym i gorzkim), sprawiają, że ma ono niepowtarzalny smak. Cieszą się coraz większym uznaniem na świecie również ze względu na walory zdrowotne dzięki świeżym jarzynom, rybom, wodorostom. – Kuchnia japońska opiera się na zachowaniu naturalnego smaku dań, ale kładzie również duży nacisk na atmosferę

podczas przyrządzania i spożywania posiłków, tradycję i styl życia zgodny z naturą. I słynie z perfekcjonizmu – każdy najmniejszy szczegół ma tu znaczenie – tłumaczy Naoki, szef kuchni restauracji Kingyo. – Choć kojarzy się wciąż głównie z sushi, ma do zaoferowania o wiele więcej zdrowych i niezwykłych w smaku potraw, które stopniowo wprowadzamy do menu. Staramy się jak najwierniej oddać japońskie dania, choć idziemy na drobne kompromisy, dopasowując je do lokalnych sezonowych składników i polskich upodobań do intensywnego smaku. Wśród tych składników m.in. wagyu – wysokiej jakości japońska wołowina sprowadzana od prestiżowego dostawcy Crazy Butcher. Steki czy Wagyu Beef Nigiri przypalane ogniem tuż przed posiłkiem, przyciągają tu koneserów z różnych stron Polski. Wyjątkowym celebracjom czasem towarzyszy Hibiki Suntory – luksusowa whisky wytwarzana w wiekowych japońskich manufakturach.


DOBRE MIEJSCE

– To nie są tanie produkty, dlatego też w Japonii nie spożywamy ich na co dzień – tłumaczy Naoki Ikeda. – Chcieliśmy, aby menu było przekrojem tego, co trafia na nasze stoły podczas codziennych śniadań, lunchów, ale też wyjątkowych uroczystości. A japońskie śniadanie, podobnie jak inne posiłki, to połączenie wyważonych smaków, na które składa się kilka dań. Zupa miso z algami i tofu, zestaw pożywnych donburi z ryżem, kurczakiem i rybami czy marynowane warzywa. Zamiast kawy – pobudzająca zielona herbata. – Posiłek ma być syty i pozwala zebrać siły na resztę dnia. Warto spróbować jak rano jadają Japończycy, żeby poczuć przypływ energii – zachęca szef kuchni. – Trudno spotkać otyłego Japończyka, a niektórzy z mieszkańców naszego kraju żyją ponad sto lat. W menu także wieloskładnikowe zupy ramen, gyoza – japońskie wieprzowe pierożki z dodatkiem bulionu i warzyw czy tempura, czyli owoce morza i warzywa w cieście. Menu dziecięce z kurczakiem czy nigiri to zestaw japońskich przysmaków na delikatne podniebienia. Część produktów restauracja sprowadza od zaufanych rodzimych producentów. – Dla nas, Japończyków, sposób produkcji żywności jest kluczowy – zapewnia szef kuchni. – Każdy jej etap ma na celu szacunek dla przyrody, zrównoważone wykorzystanie sezonowych zasobów naturalnych. Ale oprócz jedzenia chcemy także dzielić się w Olsztynie elementami naszej kultury, dziedzictwa, zwyczajów.

Przed posiłkiem, na stole pojawia się spodek z Oshibori – miniaturową chusteczką do wytarcia rąk przed celebracją. Posiłki w Kingyo podawane są na kunsztownej japońskiej ceramice, a herbatę parzy się w żeliwnych imbryczkach. Nietuzinkowe naczynia są także elementem wystroju kameralnej eleganckiej restauracji. Stonowane barwy, prosty dizajn, świeże kwiaty i motyw przewodni – złota rybka czyli po japońsku kingyo. Przynosi szczęście – na prawdziwe japońskie dania chętnych nie brakuje. A w internecie przybywa entuzjastycznych recenzji. – Wielu z nas żyje już Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi, które odbędą się w Tokio w 2020 roku. I myślę, że wizyta w naszej restauracji może być ciekawą lekcją kultury japońskiej przed tym wydarzeniem – zachęca Naoki Ikeda. – W planach mamy także warsztaty dla mieszkańców, nie tylko związane z japońską kuchnią. Nasza wielowiekowa kultura i autentyczność z którą przyjmujemy naszych gości, sprawia, że sami dopytują, jak mogą lepiej poznać Japonię bez opuszczania Warmii. Tekst: Beata Waś, obraz: Jakub Obarek

Restauracja Kingyo Olsztyn, ul. Chrobrego 5 tel. 531 559 110 facebook.com/kingyoolsztyn/ www.kingyo.pl

039


FELIETON

CO ZA KWAS! ZE SMAKÓW DZIECIŃSTWA NAJLEPIEJ PAMIĘTAM TE NAJBARDZIEJ WYRAŹNE, PRZY KTÓRYCH WRĘCZ DOSTAWAŁAM GĘSIEJ SKÓRKI. ALE CHYBA NIE TYLKO JA Z ROZRZEWNIENIEM WSPOMINAM OGÓRKI I KAPUSTĘ KISZONĄ JAKO NIEODŁĄCZNY ELEMENT WAKACJI U DZIADKÓW.

ZAKWAS BURACZANY Składniki: 2 kg buraków, 4 l przegotowanej, ostudzonej wody, 8 ząbków czosnku, 4–5 liści laurowych, kilka ziarenek ziela angielskiego, 4 łyżki soli, kawałek imbiru, 1 marchew, kawałek selera.

040

Mój syn aż trzęsie się na widok domowych kiszonek. Skąd to pragnienie tak wyraźnych smaków? Może dzieci instynktownie wybierają to co najzdrowsze? Kiszonki mają w sobie coś ekstremalnie pociągającego. A to nic innego jak zepsuta pod kontrolą żywność, która staje się naszym sprzymierzeńcem w drodze po zdrowie i urodę. Towarzysz „Wiesław”, czyli panujący w PRL-u pierwszy sekretarz partii, podobno pokrzykiwał: „Po co nam cytryny, skoro mamy kapustę kiszoną!”. Kiszone warzywa i owoce to prawdziwe bomby witaminowe pomagające usprawnić nasz organizm i zwiększyć odporność. Kiszenie to w założeniu sposób na przedłużenie trwałości niektórych warzyw, które świetnie się sprawdzają jako bogate źródło probiotyków. Podczas fermentacji bakterie przetwarzają cukry z warzyw w kwas mlekowy. Przy okazji spada kaloryczność, wydłuża się trwałość warzywa, zwiększa się działanie prozdrowotne i pojawia się ekscytujący, kwaśny smak. Kwas mlekowy ma dobroczynny wpływ na przewód pokarmowy: wzmaga perystaltykę jelit i przywraca prawidłową mikroflorę jelitową po antybiotykoterapii. A o mikroflorę jelit trzeba dbać szczególnie, bo odpowiada ona za przyswajanie składników pokarmowych, steruje układem odpornościowym i finalnie naszą wagą. Skoro już tyle wiemy o kiszeniu, pora przyjrzeć się burakom. To samo zdrowie, jednak dopiero spożywanie buraka w odpowiedniej formie pozwala w pełni wydobyć jego właściwości. Zawiera dobroczynne minerały, witaminy z grupy B czy rzadko występujące mikroelementy (lit, cez, rubid, kobalt), które wraz z silnym przeciwutleniaczem – betaniną, pomagają w profilaktyce antynowotworowej. Brzmi co najmniej genialnie, prawda? Sok ze świeżych buraków zawiera cenne składniki, ale wszystko co najlepsze znajdziemy dopiero w jego zakwasie. Zwiększa on przyswajanie żelaza, wzmacnia system immunologiczny

Buraki, marchew, seler umyć, obrać ze skórki i pokroić na grube plastry, aby po zalaniu ich wodą nie wypłynęły na powierzchnię. Warzywa ułożyć ciasno w wyparzonym naczyniu kamiennym, szklanym lub ceramicznym. Imbir obrać, pokroić w plastry. Czosnek obrać i wraz z zielem angielskim, imbirem i liśćmi laurowymi powciskać między buraki. Wodę wymieszać z solą i sokiem z ogórków (lub kapusty). Taką zalewą zalać warzywa. Woda musi w całości przykryć warzywa! Naczynie przykrywamy pieluchą tetrową przytrzymując ją gumką lub sznurkiem. Odstawiamy w ciepłe miejsce na 5–7 dni pamiętając, że im cieplej, tym czas kiszenia jest krótszy. Najlepiej zaglądać codziennie do naczynia. Jeśli na powierzchni utworzy się piana, należy ją zebrać czystą łyżką, a całość zamieszać. Zakwas jest gotowy, gdy będzie miał ciemną barwę i przyjemny zapach. Gotowy należy przelać przez sitko wyłożone gazą do wyparzonej butelki, szczelnie zamknąć i wstawić do lodówki.

i wspomaga procesy detoksykacji. Kiszone buraki i zakwas jeszcze skuteczniej poprawiają trawienie, odkwaszają organizm, obniżają ciśnienie krwi i regulują cholesterol. A sam zakwas jest o wiele lepszym energetykiem niż wszystkie wynalazki w puszkach. Buraczany kwas smakuje według mnie jeszcze lepiej, gdy do solanki dodamy chrzanu, selera i czosnku, a nawet imbiru. Tak przygotowany zakwas to eliksir zdrowia i młodości. Dla uzyskania spektakularnych efektów wystarczy pić pół szklanki dziennie, codziennie! Tekst: Małgorzata Tandyrak-Bunalska Obraz: Jarek Poliwko

Restauracja Malta Cafe Olsztyn, ul. Lelewela 6a Tel. 85 257 11 00 olsztyn@maltacafe.pl fb.com/Malta-Cafe-Olsztyn www.maltaodkuchni.pl



DOBRE MIEJSCE

PARTIA Z KRÓLOWĄ MOŻNA NAUCZYĆ SIĘ REGUŁ TEJ GRY, ALE NIKT NIE JEST W STANIE ZGŁĘBIĆ JEJ DO KOŃCA. DLATEGO SZACHY TO ŚWIETNY TRENING UMYSŁU I WSZECHSTRONNY ROZWÓJ. NA ZAJĘCIACH W FUNDACJI „GRAM W SZACHY” GWARANTUJĄ TO MISTRZOWIE.

042

Dwie minuty i szach mat. Szybka rozgrywka między dwoma zawodnikami nadaje prawdziwe znaczenie określeniu „refleks szachisty”. Bo choć niektóre partie mogą trwać godzinami, to w szachach błyskawicznych zawodnicy mają ułamek sekundy na wybór jednego z tysięcy wariantów gry. Potrzeba do tego opanowania techniki, szybkiego liczenia, codziennych treningów i analiz nieskończonych szachowych kombinacji. Przynajmniej w przypadku utytułowanych mistrzów tej międzypokoleniowej dyscypliny. A takich skupia olsztyńska Fundacja „Gram w Szachy” zarażająca tym sportem dzieci i dorosłych. – Szachy to najlepsza szkoła życia – zapewnia 19-letni Igor Janik z Elbląga, wicemistrz świata w szachach do lat 18, reprezentant kadry narodowej do lat 20. – Rozwija zdolności analityczne, ćwiczy pamięć, uczy logicznego myślenia, planowania. To także nauka przegrywania i pokory. Igor pierwszą partię przegrał w wieku trzech lat. Ale potem było już tylko lepiej. Od 10 roku życia grał zawodowo i zdobywał kolejne tytuły w Polsce, Europie i na świecie. – Prawie 200 pucharów nie mieści już się w jednym mieszkaniu. Ale nie gram wyłącznie dla zwycięstw – zapewnia. – Szachy to moja fascynacja, a zgłębianiu

wariantów poświęcam nawet 10 godzin dziennie. Koncentracja i intuicja którą wzmacniają, przydaje się w każdej dziedzinie życia. Od tego roku mistrz dzieli się swoimi umiejętnościami w Koszarach Funka – siedzibie Fundacji „Gram w Szachy”. Jej założyciele, Agnieszka Morysińska i Grzegorz Dietrich, wpadli na pomysł propagowania tej gry obserwując postępy swoich 10-letnich synów. Szkolne zajęcia szachowe, prowadzone przez mistrza Krzysztofa Budrewicza, pokazały im jaki potencjał gra wyzwala w dzieciach. – Prowadząc z dziećmi zajęcia w przedszkolach i szkołach obserwuję, że szachy działają nie tylko rozwojowo, ale i terapeutycznie – przyznaje Krzysztof, mistrz szachowy i trener. – Uczą, że każdy sukces wymaga cierpliwości. Wyciszają nadpobudliwych, motywują opornych, pomagają opanować stres i myśleć niesztampowo. Agnieszka przekonała się o tym podczas rodzinnej wycieczki w austriackie góry. – Po długiej wędrówce w upale wysiadł nam GPS, skończyła się woda – wspomina Agnieszka, współzałożycielka fundacji. – Zrezygnowani usiedliśmy na skale bez pomysłu co dalej. A mój syn Franek: „będziecie tak siedzieć? Ruszamy dalej – tędy!”. Przejął pełne dowodzenie w grupie. Szachy nauczyły go

decyzyjności, obmyślania strategii. Kiedyś nie mógł usiedzieć na miejscu pięciu minut, a dzisiaj rozgrywa na turniejach kilkugodzinne mecze nawet z przeciwnikami starszymi o kilka pokoleń. – Mój syn dzięki szachom poznał wielu kolegów z Polski i zagranicy. Szybciej się uczy, zapamiętanie i zrozumienie obszernego materiału nie sprawia mu trudności – dodaje Grzegorz, współzałożyciel fundacji. Celem partii jest osaczenie i pojmanie monarchy przeciwnika na jednym z 64 pół szachownicy. Gracze wykorzystują do tego armię figur o różnych predyspozycjach i sile. Szachy powstały w Indiach, a w VI wieku przywędrowały do Persji. W Europie zadomowiły się dobre na przełomie XVI i XVII wieku, kiedy zaczęto rozgrywać pierwsze mecze i turnieje. Dzisiaj, aby rozegrać partyjkę i poćwiczyć umysł, wystarczy telefon lub komputer. Nie trzeba posiadać specjalnych umiejętności, w badaniach dowiedziono, że każdy może sięgnąć po szachy. A regularna gra sprawia, że mózg starzeje się wolniej. Dlatego na zajęcia do Koszar Funka przychodzą i dzieci od piątego roku życia i seniorzy. – Jest takie powiedzenie: jeśli nauczymy dzieci grać w szachy, o ich przyszłość możemy być spokojni – zapewnia Radek Malczyk, kandydat na mistrza i trener fundacji. – Partia przegrana jest porażką tylko wtedy, kiedy nie wyciągniemy z niej wniosków na przyszłość. Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz, © Africa Studio / Shutterstock.com

Fundacja Gram w Szachy Olsztyn, ul. Kasprowicza 4, tel.: 89 722 12 42 www.gramwszachy.pl KOSZARY FUNKA Olsztyn, ul. Kasprowicza 4, tel.: 89 722 12 40 mail: kontakt@koszaryfunka.pl www.koszaryfunka.pl

Gram w Szachy G R A M W S Z A C H Y.P L


EDUKACJA

TU KSZTAŁCĄ PRYMUSÓW NAUKA PRZEZ ZABAWĘ, KREATYWNOŚĆ I ROZBUDZANIE PASJI – TO METODY PRACY W OLSZTYŃSKIEJ AKADEMII PRYMUSA I W SZKOLE JĘZYKOWEJ ENGLISH CLUB. OCENY RODZICÓW W INTERNECIE SĄ ZGODNE: TO PLACÓWKI NA PIĄTKĘ. myślenie, dociekliwość i umiejętność szybkiego podejmowania decyzji, a także otwiera na świat oraz na inne kultury. Dlatego język angielski to codzienność w żłobku i przedszkolu Akademia Prymusa. Wszystkie z pięciu grup przedszkolnych mają zajęcia, podczas których przez pół godziny dziennie poznają język angielski poprzez zabawę. – To jeden ze stymulujących bloków zabaw w codziennym grafiku, dlatego dzieci nawet nie zauważają przejścia na tryb obcojęzyczny – zapewnia dyrektor.

BOGATY ROZKŁAD DNIA

Zamiast ławek – wygodne, kolorowe pufy, a także gry, klocki, maty Takadu, nowoczesny sprzęt audiowizualny. Swobodna, domowa atmosfera English Club w którym lektorzy wykorzystują innowacyjną metodę bezpośrednią (Direct Method), sprzyja szybkiej nauce słówek i gramatyki. Poprzez zabawę, luźną konwersację, wymianę opinii, wyrażanie emocji w języku angielskim, słuchacze mogą w atrakcyjny i przyjemny sposób opanować duży zasób słownictwa oraz nauczyć się tego, co w nauce języka jest najważniejsze: skutecznie komunikować się.

WTRĄCANIE PO ANGIELSKU – Coraz częściej słyszymy od rodziców, że dzieci, które uczęszczają do naszego English Club, zaczynają w domu spontanicznie wtrącać angielskie słówka, zdania – przyznaje Beata Błoniecka, dyrektor English Club i Akademii Prymusa. – Zarażamy ich pasją do języka poprzez naukę, kreatywną zabawę, spotkania tematyczne i okolicznościowe. Metoda „direct” sprawdza się wśród młodzieży i dorosłych, których często ogranicza bariera językowa, obawa przed oceną innych. Klubowa atmosfera sprzyja przełamywaniu tej bariery. Nasi lektorzy dopasowują materiał do poziomu znajomości języka i potrzeb słuchaczy związanych z różnymi wyzwaniami jak biznes, turystyka. Otwarcie w komunikacji ułatwiają także kameralne grupy – maksymalnie do dziewięciu osób, jak też zajęcia indywidualne. Spotkania dla różnych grup wiekowych odbywają się sześć dni w tygodniu w dwóch lokalizacjach (siedziba English Club na Zatorzu, Pasaż Wawel, ul. Szewczenki 7 oraz w Akademii Prymusa przy ul. Metalowej 6). Zaledwie kilka miesięcy na rynku wystarczyło, aby szkoła zebrała na portalu społecznościowym entuzjastyczne opinie. – Do stworzenia English Club zainspirowali nas rodzice dzieci z Akademii Prymusa, którą prowadzimy od dziewięciu lat – mówi dyrektorka. – Dodatkowe zajęcia z angielskiego poszerzają wiedzę dzieci zdobytą w przedszkolu. Badania potwierdzają, że dwujęzyczność wpływa na kreatywność, niestandardowe

Ale w nowoczesnych, świetnie wyposażonych salach żłobka i przedszkola Akademii Prymusa, odbywają się również zajęcia z dziećmi stymulujące ich rozwój emocjonalny, intelektualny i ruchowy jak: robotyka, logopedia, rytmika, gry i zabawy ruchowe z elementami gimnastyki korekcyjnej. W bogatym rozkładzie dnia przedszkolaków są również uroczystości i wycieczki, spotkania z gośćmi, którzy opowiadają dzieciom o swojej pracy i pasjach. Atmosfera panująca w Akademii jest na tyle przyjazna i wciągająca, że dzieci niechętnie opuszczają placówkę każdego dnia. Potwierdzają to internetowe opinie rodziców, z których każdy daje Akademii „piątkę”. – Rodzinna atmosfera, która daje poczucie bezpieczeństwa, jest potrzebna zarówno dzieciom, jak i rodzicom – przyznaje Beata Błoniecka, pedagog z prawie 30-letnim stażem w niepublicznej oświacie. – W Akademii ogromną wagę przywiązujemy do kadry, jestem dumna z kreatywnego, zaangażowanego zespołu, który udało nam się tu stworzyć. Nabór do żłobka i przedszkola rozpocznie się w lutym, ale dołączyć można przez cały rok. Mile widziane są maluchy po ukończeniu pierwszego roku życia. Tekst: Beata Waś Obraz: © Morrowind / Shutterstock.com, Marcin Drzyzguła MD Studio

043

NIEPUBLICZNE PRZEDSZKOLE I ŻŁOBEK AKADEMIA PRYMUSA Olsztyn, ul. Metalowa 6 tel.: 607 090 099 www.akdemiaprymusa.pl facebook: akademia.prymusa ENGLISH CLUB Olsztyn, ul. Szewczenki 7/6 tel.: 734 214 954 www.englishclubolsztyn.com facebook: @englishclubolsztyn


DOBRE MIEJSCE

ZDOBYWCY PRZYGÓD I SAVOIR-VIVRE BEZ WZGLĘDU NA PROGRAM, EFEKT JEST TEN SAM: ZACHWYCONE DZIECKO. WYSTARCZY PRZEJRZEĆ OPINIE NA PROFILU FACEBOOKOWYM CAMP MAZURY – NIEMAL WSZYSCY RODZICE DEKLARUJĄ POWRÓT TU SWOICH POCIECH. DLATEGO REZERWACJE NA KOLONIE CAMP MAZURY 2020 RUSZYŁY JUŻ JESIENIĄ. Wybór pierwszego samodzielnego wypoczynku dziecka to jeden z rodzicielskich dylematów. Czy będzie bezpiecznie? Czy program jest atrakcyjny? Czy znajdzie się w menu coś dla niejadka? Po przekroczeniu bramy ośrodka, w którym odbywają się kolonie dla dzieci Camp Mazury, wszelkie niepewności znikają: to raj dla maluchów. Przyjazną atmosferę można poczuć już w recepcji. A po pierwszym posiłku wiadomo, że nawet najbardziej wybredny kolonista doceni wysiłek ekipy kuchennej. – Zapewniamy bezpieczną adaptację dzieci wyjeżdżających na kolonię po raz pierwszy i doświadczonych w samodzielnych wyjazdach – tłumaczy Paweł Byliński, organizator kolonii w Lidzbarku Welskim. – Każdego roku zaskakujemy nowymi atrakcjami. Zmieniają się czasy i potrzeby najmłodszych, więc szukamy nowych inspiracji, szkolimy się, aby rozwijać trzy filary naszej działalności: aktywność, kreatywność i bezpieczeństwo. Kryty basen, siedem boisk, quady, paintball, strzelnica, minigolf, ścianka wspinaczkowa, park linowy, łucznictwo. Najbogatsza na

044

Mazurach infrastruktura sportowo-rekreacyjna skumulowana jest na 3,5 hektarach ośrodka. Obok niego – Jezioro Lidzbarskie z nowoczesną plażą miejską i zjeżdżalnią, a także prężnie działające Nadleśnictwo i Park Krajobrazowy pełne edukacyjnych ścieżek czy nowoczesny stadion lekkoatletyczny. Sześć pakietów pobytowych dla Zdobywców Przygód, Talentów, Lasu, Sprawności, Sportu – Active i miłośników piłki nożnej, pozwala dopasować wakacyjny dziesięciodniowy program do zainteresowań i temperamentu. – Nasza oferta wakacyjna skierowana jest do dzieci do lat 12, co zapewnia ich komfort i bezpieczeństwo – tłumaczy Kamila Bylińska, współwłaścicielka ośrodka. – Jesteśmy małą rodzinną firmą, mamy własne dzieci, więc znamy i czujemy potrzeby maluchów, oraz ich opiekunów. Poza sezonem pracujemy nad udoskonalaniem oferty kolonii i Zielonych Szkół. Zatrudniamy sprawdzoną kadrę pedagogiczną, która rozwija swoje kompetencje pracując na co dzień w oświacie i szkoląc się z nami przed każdym letnim sezonem. A wiedzę


DOBRE MIEJSCE

na temat pracy z dziećmi i tworzenia przyjaznych im miejsc zdobywamy na całym świecie. Pewnie dlatego ośrodek prowadzony od 15 lat ma tak dobre opinie wśród rodziców. To one są najlepszą reklamą tutejszego wypoczynku. Trafiają tu dzieci z całej Polski, a nawet mieszkające w ciągu roku szkolnego za granicą. Niektórzy z letnich wakacjuszy wracają jesienią lub wiosną na Zielone Szkoły rekomendowane pedagogom przez rodziców, którzy poznali ośrodek. – Dajemy dzieciom odpocząć w naturalnej atmosferze, z dala od niezdrowej rywalizacji, gonitwy za sukcesami – tłumaczy Paweł. – Wspieramy je, ale nie oceniamy i nie krytykujemy. Skupiamy się na indywidualnych potrzebach, dajemy przestrzeń do wyrażania własnych opinii, dzielenia się emocjami. Traktujemy wakacje jako okazję do przekazania podczas zabaw dodatkowych umiejętności, zwracamy uwagę na kulturę osobistą, słownictwo, szacunek dla innych, savoir-vivre przy stole. Zachęcamy do współpracy i wsparcia słabszych kolegów. – Zespół Camp Mazury – opiekunowie grup, doświadczeni instruktorzy obsługujący sprzęt, to jedyne osoby dorosłe, które mają wstęp na ogrodzony teren ośrodka. Zatem – maksimum bezpieczeństwa. Barwne oznakowanie usprawnia poruszanie się po kompleksie i wskazuje drogę do obiektów. Wśród nich m.in. komfortowe pokoje z łazienkami w czterech budynkach hotelowych, świetlice, sale warsztatowe, multimedialne, kawiarnia. – Każdy dzień jest wypełniony atrakcjami bez pozostawienia czasu na nudę czy tęsknotę za domem – zapewnia Kamila.

– Mamy ich tyle, że multimedia, które odgrywają dużą rolę w młodym pokoleniu, u nas są tylko jedną z opcji, traktowaną jako alternatywa w przypadku niepogody. A jedna rozmowa telefoniczna z rodzicami w ciągu dnia zazwyczaj wystarcza, aby zdać emocjonującą relację z pobytu. Wśród ocen internautów – „radość dziecka gwarantowana” czy „pyszna kuchnia”. Posiłki w formie bufetu przyrządzane są ze składników pochodzących głównie od lokalnych producentów i gospodarstw. Sprawdzona ekipa w kuchni dba, aby nawet alergik czy niejadek znalazł tu dla siebie menu. Ale przed podjęciem decyzji rodzice z dziećmi mogą osobiście sprawdzić warunki w ośrodku i poznać kadrę. – A jak ktoś raz tu zawita, pozostaje naszym gościem przez kilka sezonów – zapewnia Paweł, który jest drugim pokoleniem w rodzinie organizującej dziecięcy wypoczynek. – Wtedy często trafia do nas młodsze rodzeństwo, które łapie bakcyla przygody na kolejne lata. Wąska działalność dedykowana wyłącznie dzieciom i pasja odziedziczona w genach, pozwalają nam na tworzenie oferty najwyższej jakości. Wkładamy w nią nie tylko cały nasz czas, ale i nasze serca. Tekst: Beata Waś, obraz: Jakub Obarek

Camp Mazury ul. Lipowa 51 A, 13‑230 Lidzbark (Welski) powiat działdowski tel. 23 696 12 49 campmazury.pl

045


NAUKA

JEDZENIE PLUS MYŚLENIE CZY NALEŻY WYSTRZEGAĆ SIĘ GLUTENU? GDZIE JEST NAJWIĘCEJ ANTYOKSYDANTÓW? CZY WSZYSTKIE E-SKŁADNIKI SĄ ZŁE? JEŚLI ZABŁĄDZIŁEŚ W LABIRYNCIE PYTAŃ O ZDROWE ODŻYWIANIE, POSTAW NA WIEDZĘ SERWOWANĄ PRZEZ NAUKOWCÓW, A NIE INFLUENCERÓW Z SOCIAL MEDIÓW. 046

To była poniekąd odpowiedź na szum informacyjny dotyczący zdrowego stylu życia, a także kryzys zaufania konsumentów do całego sektora żywności i żywienia w Europie. Instytut Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności Polskiej Akademii Nauk w Olsztynie bierze udział w projekcie #AnnualFoodAgenda, finansowanym przez EIT Food – Europejską Wspólnotę Wiedzy i Innowacji w obszarze Żywności. Partnerem biznesowym Instytutu w projekcie jest koncern spożywczy Maspex. Poza Polską projekt realizowany jest jednocześnie w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Przez cały rok prowadzone są akcje podnoszące świadomość społeczeństwa na temat zdrowego odżywiania, bezpieczeństwa żywności, innowacji związanych z jej produkcją oraz umiejętnego gospodarowania odpadami żywnościowymi.

Dotąd odbyły się cztery odsłony projektu. W marcu uczniowie olsztyńskich szkół wzięli udział w warsztatach poświęconych bezpieczeństwu żywności „Jem, bo ufam”. W laboratoriach Instytutu uczyli się rozszyfrowywać etykiety, odróżniać szkodliwe E-składniki od tych bezpiecznych, a także, używając najnowocześniejszej aparatury, badać skład chemiczny produktów. Kolejnym wydarzeniem był letni Piknik Naukowy, zorganizowany na olsztyńskiej starówce pod hasłem „To już jutro – trendy w żywności i konsumenci nowej generacji”. Uczestnicy warsztatów mogli poznać właściwości żywności probiotycznej, w tym kiszonek, i dowiedzieć się, jak wytwarzana jest żywność liofilizowana, pierwotnie dedykowana himalaistom,


NAUKA

żeglarzom i kosmonautom. Była też okazja, by spróbować swoich sił w gotowaniu zero waste, polubić ideę „foodsharing’u” i nauczyć się robić odpowiedzialne zakupy. „Jesteś tym, co jesz – Noc Naukowców z EIT Food” to tytuł warsztatów i pokazów, które odbyły się we wrześniu w Galerii Warmińskiej. Uczestnicy testowali antyoksydanty, eksperymentowali z bakteriami, poznali produkty okrzyknięte mianem „superfoods” i realizowali się kulinarnie w myśl zasady „gotuję – nie marnuję”. – Nasze lokalne akcje odbiły się tak szerokim echem również poza regionem, że warszawskie Centrum Nauki Kopernik zaprosiło nas do udziału w ich październikowym Festiwalu Przemiany, na którym prowadziliśmy popularno-naukowe warsztaty „Żywność otwarta na świat” – tłumaczy Iwona Kieda, kierownik projektu #AnnualFoodAgenda. W „Koperniku” poszły w ruch m.in. drukarki 3D do żywności i mobilne testy do badania zawartości polifenoli w owocach. Uczestnicy poznali innowacyjne metody konserwacji żywności i drugie życie odpadów z jej produkcji. Zamknięcie całorocznego projektu odbędzie się w grudniu w Wadowicach, gdzie Instytut wraz z ekspertami z firmy MASPEX zorganizuje warsztaty poświęcone idei slow food i zrównoważonej produkcji żywności. – Do naszych odbiorców docieramy z konkretną, fachową wiedzą poprzez warsztaty, pokazy i eksperymenty. Chcemy przykuć uwagę konsumenta, któremu często brakuje krytycznego oglądu wszystkich bombardujących go rewelacji na temat zdrowego odżywiania – wyjaśnia Dominika Hornik, realizatorka projektu. – W ramach warsztatów #AnnualFoodAgenda podejmujemy tematy wokół których krąży wiele mitów i kontrowersji. Rozmawiamy m.in. o glutenie, zwracając uwagę na niebezpieczne skutki jego eliminacji w diecie osób, które nie chorują na celiakię lub nadwrażliwość na to białko. Projekt uzmysłowił też wielu osobom, że w zdrowym żywieniu liczy się zdrowy rozsądek. – Po co sięgać po egzotyczne „superfoods”, które pokonują tysiące kilometrów, by trafić

do naszych sklepów, gdy na to miano zasługują w dwójnasób nasze lokalne produkty – choćby kasza gryczana, miód czy aronia? – pyta Iwona Kieda. O potrzebie takich projektów świadczy nie tylko liczba uczestników dotychczasowych warsztatów (ponad pięć tys.), ale także dość alarmujące statystyki. W Polsce aż 65 proc. badanych wyraża niepewność co do spożywanego na co dzień jedzenia. Pora zwiększyć społeczną świadomość i odzyskać zaufanie konsumentów. Tekst: Sylwia Płaszczyńska-Capłap Obraz: Kuba Chmielewski, Arek Stankiewicz

047


NAUKA

DRÓB – MĄDRZE KUP I ZRÓB POLACY KOCHAJĄ DRÓB. JEST ŁATWY W PRZYGOTOWANIU, SMACZNY I STWARZA TYSIĄCE KULINARNYCH MOŻLIWOŚCI. JEDNAK REPUTACJA MIĘSA DROBIOWEGO ZOSTAŁA W OSTATNICH LATACH MOCNO NADSZARPNIĘTA. CO ROBIĄ NAUKOWCY, BY PODNIEŚĆ JAKOŚĆ DROBIU I ZWIĘKSZYĆ BEZPIECZEŃSTWO JEGO SPOŻYCIA? 048

Campylobacter to wróg publiczny numer 1 dla konsumentów i producentów drobiu na całym świecie, który znalazł się ostatnio na celowniku naukowców z Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności Polskiej Akademii Nauk w Olsztynie. W ramach międzynarodowego projektu EIT Food C-Sniper, olsztyńscy naukowcy prowadzą badania nad bakterią, która nie jest groźna dla zwierząt, ale dla człowieka w pewnych okolicznościach już tak. Zakażenie nią może spowodować nieżyt żołądkowo-jelitowy z wymiotami, temperaturą podwyższoną do 38 stopni i ostrą biegunką. Często objawy te występują nawet kilka dni po spożyciu zakażonego mięsa. Bywa, że kojarzymy je z rotawirusem lub zwykłą niedyspozycją żołądkową, tymczasem mogą być one wynikiem właśnie kampylobakteriozy. Objawy zwykle mijają samoistnie, ale gdy bakteria trafi na podatny grunt, zwłaszcza u małych

dzieci i osób z obniżoną odpornością, może nawet doprowadzić do zakażenia krwi. Przy odpowiedniej obróbce termicznej mięsa drobiowego, Campylobacter ginie całkowicie. Problem pojawia się wtedy, gdy spożyjemy zakażony drób w formie niedogotowanej. Coraz częściej też mówi się o tym, że nie bez znaczenia pozostaje odpowiednia higiena przyrządzania dań z drobiu. Stąd apel naukowców, by używać oddzielnej deski do krojenia mięsa i zachować szczególną ostrożność przy myciu mięsa lub nawet, w przypadku drobiu zapakowanego hermetycznie przez producenta, w ogóle mycia unikać. Jednak główną ambicją naukowców z Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN oraz ich partnerów z Hiszpanii, Włoch i Niemiec jest ograniczenie występowania Campylobacter w mięsie drobiowym w całej Europie. To cel postawiony


NAUKA

przez Europejską Wspólnotę Wiedzy i Innowacji w dziedzinie Żywności (EIT Food), której olsztyński instytut PAN jest członkiem od 2016 roku. – Kluczowym było dla nas opracowanie bezantybiotykowej strategii zwalczania tej bakterii – tłumaczy dr Lidia Markiewicz, która koordynuje badania dotyczące izolacji, identyfikacji i różnicowania szczepów Campylobacter. – Nie chcemy przecież wzmagać coraz powszechniejszego problemu antybiotykooporności, który w znacznym stopniu zagraża zdrowiu publicznemu i ogranicza pole działania lekarzy. Każdy z partnerów projektu EIT Food C-Sniper otrzymał inne zadania do wykonania. Pracownikom olsztyńskiego instytutu powierzono wyizolowanie szczepów Campylobacter z różnych stad kurcząt, ubojni, mięsa w obrocie detalicznym w tej części Europy. – Dane z naszego rynku są bardzo istotne, Polska jest bowiem czołowym producentem drobiu w Unii Europejskiej. Udało się nam pozyskać 40 oryginalnych szczepów, w pełni zidentyfikowanych o potwierdzonej przynależności do rodzaju i gatunku – wyjaśnia dr inż. Anna Majkowska, kierownik projektu. – Teraz pora poddać je działaniu bakteriofagów, hodowanych przez naszych hiszpańskich partnerów – dodaje. Bakteriofagi (w skrócie fagi) to wirusy, które atakują bakterie. Są stosowane jako środek przeciwdrobnoustrojowy w gospodarstwach, ubojniach i zakładach przetwórczych. Istnieją już komercyjne produkty wykorzystujące fagi przeciwko bakteriom Salmonella, Listeria i E. coli, ale koktajl fagowy zwalczający

patogen Campylobacter to zupełna nowość. Będzie to innowacyjna „cudowna broń” skutecznie ograniczająca bakterię, ale całkowicie nieszkodliwa dla roślin, zwierząt i ludzi, niezmieniająca też właściwości odżywczych mięsa drobiowego. W przyszłym roku naukowcy wchodzą z preparatem bakteriofagowym do kurników, by zbadać jego działanie. Następnie włoski partner projektu będzie go testował w ujęciu przemysłowym. – Europejska Wspólnota Wiedzy i Innowacji od zawsze bazuje na trzech filarach – poza badaniami naukowymi i edukacją obejmuje przemysł, który wszystkie te odkrycia i innowacje absorbuje i wciela w życie – podsumowuje dr inż. Tomasz Jeliński, główny specjalista w Instytucie Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie. – Miejmy nadzieję, że rozwiązanie opracowywane w ramach projektu EIT Food C-Sniper pozwoli nie tylko zmniejszyć ryzyko kampylobakteriozy, ale także ograniczyć stosowanie antybiotyków w produkcji drobiu. A to dla wszystkich wielbicieli kurczaka bardzo dobra wiadomość. Tekst: Sylwia Płaszczyńska-Capłap Obraz: Kuba Chmielewski

049


BIZNES

DANE URATOWANE ICH SKUTECZNOŚĆ PRZETESTOWALIŚMY NA WŁASNEJ SKÓRZE, DOSTARCZAJĄC Z POGORZELISKA W KUŹNI SPOŁECZNEJ JESZCZE CIEPŁE DYSKI ZE SPALONYCH REDAKCYJNYCH KOMPUTERÓW. TEORETYCZNIE SPISANE NA STRATY. OLSZTYŃSKIE LABORATORIUM URATUJEMY TWOJE DANE TAK NAPRAWDĘ RATUJE NIE TYLKO ZAWARTOŚCI DYSKÓW, ALE CZĘSTO PRZYSZŁOŚĆ FIRM. 050

Są jak ratownik informatyczny: przyjmują wezwania 24h na dobę, gdy trzeba, wsiadają w swój ambulans i jadą do zdesperowanego klienta na miejsce zdarzenia. Ale przede wszystkim walczą do końca, nawet wbrew nadziei. Jak ratownicy medyczni. Są przedstawicielami nowego zawodu i czteroosobowy zespół firmy Uratujemy Twoje Dane tworzą w składzie: Sebastian Lech, Artur Chendoszko, Ilia Solodov i Bartłomiej Wiśniewski. Sebastian Lech, od zawsze zakorzeniony w branży IT, wiele lat temu pomógł odzyskać utracone dane koledze. Wtedy uzmysłowił sobie, że na olsztyńskim rynku brakuje profesjonalistów, do których można by się zgłosić w podobnych sytuacjach. W 2015 roku założył firmę, która wypełniła tę

rynkową lukę. Dziś ich zasięg wykracza daleko poza Olsztyn i okolice. Przyjmują uszkodzone dyski z całego kraju, a nierzadko też z Rosji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Potem ci zdumieni klienci zostawiają na ich Facebooku komentarze typu – „Dla nich nie ma przypadków beznadziejnych”. Jako redakcja podpisujemy się pod tym w 100 procentach. Dane ze wszystkich ośmiu redakcyjnych dysków, które najpierw uległy spaleniu, potem zalaniu wodą i chemikaliami podczas akcji gaśniczej oraz rozmaitym wstrząsom z powodu walących się ścian i sprzętów, zostały w całości uratowane. Choć Sebastian i Ilia po wstępnych oględzinach zgodnie pomyśleli: „Porzućcie nadzieję, którzy tu wchodzicie”, udało się. Wiele godzin żmudnej pracy laboratoryjnej, w oparach przypominających


BIZNES

zapach pieczonych na ognisku kiełbasek przyniósł efekt. Tak jak w dwóch tysiącach innych udokumentowanych przypadków ich działalności. W ich pogotowiu ratunkowym prawie wszystkie przypadki są trudne. I to jest właśnie arcyciekawe, bo każdy z nich to cenne doświadczenie, okazja do nauki. Aby pomóc jak największej ilości osób, Sebastian, Artur, Bartek i Ilia kolekcjonują wszystkie dyski, jakie wpadną im w ręce. – Po pierwsze to narzędzie do zdobywania wiedzy, po drugie skarbnica części zamiennych – podkreślają. Wymiana poszczególnych uszkodzonych elementów dysku jest najbardziej skuteczną metodą odzyskiwania danych. Operacja ta może się jednak odbywać jedynie w specjalnym pomieszczeniu wyposażonym w systemy oczyszczające powietrze z większych zanieczyszczeń. – Nasza kolekcja dysków powiększa się w zastraszającym tempie, obecnie to 4000 egzemplarzy. Gdy przekroczy możliwości lokalowe laboratorium, pewnie trzeba będzie wynająć specjalny magazyn – mówi Sebastian. Zespół Uratujemy Twoje Dane zdobywa też wiedzę poza laboratorium, na krajowych i zagranicznych szkoleniach

i konferencjach, a także spotkaniach organizowanych przez producentów sprzętu i oprogramowania. – Rynek wyposażenia służącego do odzyskiwania danych rozwija się bardzo dynamicznie. Musimy non stop podążać za tymi zmianami – twierdzi Sebastian. – Ale sam sprzęt niczego nie załatwia. To tak, jakby mieć sportową furę, a nie mieć prawa jazdy. Dlatego właśnie musimy się ciągle uczyć – dodaje. W swoim laboratorium nie tylko ratują dane klientów, ale prowadzą także swoje badania. Zajmują się fizyką i logiką dysków, badają, jak zachowują się dane wystawione na różne czynniki, w tym wirusy. Wnioskami badań dzielą się z innymi w artykułach branżowych. Oczkiem w głowie Ilii Solodova, pochodzącego z Rosji doktora prawa, jest informatyka śledcza. Jego artykuły dostępne są w miesięczniku „Prokuratura i Prawo”, publikowanym przez Prokuraturę Generalną oraz w „Przeglądzie Policyjnym”, który wydaje Wyższa Szkoła Policji w Szczytnie. Członkiem zespołu jest też Bartłomiej Wiśniewski, człowiek od zadań specjalnych, ekspert technologii IT, który „rozgryzł” wiele zawiłych przypadków. Z kolei Artur Chendoszko jest specem od odzyskiwania danych z telefonów komórkowych, tabletów i nośników pamięci flash. Liczba klientów tego obszaru działalności firmy stale rośnie. – Dla nas każdy klient jest ważny, bo przychodzi z ważną dla siebie sprawą, bez względu na to, czy utracił fotki z wakacji na pendrivie, czy całą księgowość dużej firmy – podkreśla Sebastian. – Ale mamy też poczucie, że w wielu przypadkach uratowaliśmy nie tyle dane, co całą działalność zawodową wielu osób, dla których te dane to być albo nie być – dodaje. Co decyduje o ogromnej skuteczności fachowców z Uratujemy Twoje Dane? Sebastian i Ilia na przemian wymieniają kilka czynników: profesjonalne wyposażenie laboratorium, wiedza, doświadczenie, umiejętności mechaniczne… i szczęście. Tego ostatniego zwłaszcza nie brakuje klientom, którzy na nich trafili. Tekst: Sylwia Płaszczyńska-Capłap, obraz: Jarek Poliwko UratujemyTwojeDane Sp. z o.o. Olsztyn, ul. Janowicza 2 lok. 45 tel.: 509 350 150, biuro@uratujemytwojedane.pl www.UratujemyTwojeDane.pl

051


BIZNES

PATENT NA PRZYSZŁOŚĆ


BIZNES

W ICH HALI PRODUKCYJNEJ SPOKOJNIE MOŻNA BY KRĘCIĆ SCENY FILMÓW SCIENCE FICTION. NA RAZIE JEDNAK OLSZTYŃSKA FIRMA GREEN MILES POMAGA SWOIM KLIENTOM TWORZYĆ INTELIGENTNE FABRYKI I WPROWADZA ICH W ERĘ CZWARTEJ REWOLUCJI PRZEMYSŁOWEJ. We connect technology – to przewodnie hasło ich działalności. Idealnie oddaje ich pomysł na biznes – kompleksową realizację projektów dla przemysłu, dzięki połączeniu kompetencji w dziedzinie automatyki, robotyki, budowy maszyn, IT, elektroniki i elektryki. Green Miles, z siedzibą w Parku Naukowo-Technologicznym, swoją historią sięga 2011 roku. Wtedy automatyk Stanisław Kamiński założył swoją firmę. Dziś wraz z żoną Justyną Kamińską, która odpowiada za zarządzanie i marketing, kieruje kilkunastoosobowym zespołem, dzieląc uwagę pomiędzy biuro projektowe i halę produkcyjną. Od kilku lat obsługują klientów z całej Polski, w tym polskie przedstawicielstwa międzynarodowych koncernów, ale z największą satysfakcją tworzą maszyny, roboty, testery i linie produkcyjne dla firm z regionu. – Cieszy nas rozwój Warmii i Mazur. Sami mamy słabość do Olsztyna i wróciliśmy tu po latach pracy w innych częściach kraju – przyznaje Stanisław Kamiński. Specjalizują się głównie w branży automotive, ich maszyny produkują części dla Fiata, Nissana, Volvo czy Renault, a ostatnio także elementy oświetlenia kabiny luksusowej marki Jaguar. Niemal wszystkie ich produkty to prototypy, tworzone pod konkretne zamówienie i mające spełniać precyzyjnie określone potrzeby klienta. Dopiero jeden z ostatnich projektów Green Miles – zrobotyzowane stanowisko do lutowania – to produkt powtarzalny, który ma szansę znaleźć zastosowanie w wielu zakładach produkcyjnych. Jego wzór użytkowy został już złożony w polskim Urzędzie Patentowym. Zrobotyzowane ramię do lutowania zapewne rozwiąże problem deficytu pracowników zajmujących się tym monotonnym, ale i precyzyjnym procesem w wielu przedsiębiorstwach. Natomiast inne pomysły, które rodzą się w biurze projektowym Green Miles, mogą być odpowiedzią na zmartwienie wszystkich pracodawców, jakim jest obecnie brak ludzi do pracy. – Nie chodzi o to, by przez automatyzację procesu produkcji zastąpić człowieka, ale by przedefiniować jego rolę w przedsiębiorstwie produkcyjnym, zapewnić mu większe bezpieczeństwo, zwiększyć wydajność pracy przy jednoczesnym zmniejszeniu jej kosztów – tłumaczy Stanisław Kamiński.

Nowinki techniczne i możliwość kreowania przyszłości w myśl koncepcji Industry 4.0, czyli integracji maszyn, systemów oraz IT, przyciągają do zespołu Green Miles młodych, pełnych pasji inżynierów i specjalistów od pracy warsztatowej. – Każdy z nich ma swój wkład w sukces firmy – wyjaśnia szef. – Czasem jeden świetny pomysł pomaga zaoszczędzić tydzień pracy całej ekipy. Jesteśmy tak silni, jak silny jest nasz zespół – dodaje. Justyna Kamińska, jedyna kobieta w Green Miles, dba o dobrą atmosferę pracy, komunikację zarówno z klientami, dostawcami, jak i pracownikami w firmie. Odpowiada za finanse, negocjacje cenowe, marketing. Ma silny charakter, ale jednocześnie mnóstwo empatii. – Dajemy naszym pracownikom dużo swobody i samodzielności, a także poczucie, że są ważni, potrzebni. Godziny pracy są elastyczne, nie chcemy tu ram i procedur, które zabijają kreatywność, bo to na niej najbardziej nam zależy – mówi. Poza tym szefowa wnosi w pracę zespołu coś, z czym faceci nie zawsze dobrze sobie radzą – poczucie estetyki. To ona walczy o design ich produktów. Mają być nowoczesne, kompaktowe, ale nieprzerysowane. – W męskiej branży zero-jedynkowych inżynierów to może się wydawać kwestią drugoplanową, ale ja, jako kobieta, choć nie mam wykształcenia technicznego, widzę pewne rzeczy szerzej i wiem, że aby osiągnąć sukces, trzeba się wyróżnić. Na jednym z wykładów na studiach menedżerskich MBA w Polskiej Akademii Nauk dowiedziała się ostatnio, czym jest model zarządzania turkusowego. – I nagle mnie olśniło! – mówi. – Właśnie taki model, zupełnie nieświadomie, wprowadziliśmy w naszej firmie. Chcemy dawać pracownikom poczucie sensu, szansę na rozwój, tworzyć im przestrzeń na kreatywność i innowacyjność. Oczywiście, zdarzają się błędy, ale, gdyby nie one, nie byłoby rozwoju. Najważniejsze jest to, że każdy w ramach swojej przestrzeni umie te błędy niwelować i naprawiać, a nie zamiatać pod dywan – dodaje. Niewątpliwie w kreatywnej pracy pomaga także piękna przestrzeń za oknem. – Chcemy łączyć potencjał przemysłu z najnowocześniejszymi technologiami, ale tylko w zgodzie z naturą – deklaruje Justyna Kamińska. – Nazwa naszej firmy, Green Miles, nawiązuje do zieleni, która nas otacza, do Olsztyna, który kochamy i do niezwykłej atmosfery Parku Naukowo-Technologicznego, w którym robimy milowe kroki w technologii. Tekst: Karolina Bergman, obraz: Agnieszka Blonka

Green Miles Sp. z o.o. Olsztyn, ul. Władysława Trylińskiego 14 www.greenmiles.pl

053


PRAWO I BIZNES

SUKCEJSA I CO DALEJ? CZĘSTO SPRAWY PRZYSZŁOŚCI FIRMY RODZINNEJ ZOSTAWIA SIĘ NA PÓŹNIEJ, BO NIE MA CZASU O TYM POROZMAWIAĆ. KRĄŻY NAWET KULUAROWY ŻART, ŻE O TYM „POROZMAWIAMY PO MOJEJ ŚMIERCI…”. A IM WCZEŚNIEJ ROZPOCZĘTY ZOSTANIE PROCES SUKCESJI ZWIĄZANEJ ZE SKUTECZNYM TRANSFEREM WŁADZY, TYM WIĘKSZE PRAWDOPODOBIEŃSTWO, ŻE FIRMA POZOSTANIE W ŚWIETNEJ KONDYCJI. 054

Ogromna większość przedsiębiorców, bo ponad 70 proc., planuje pozostawienie biznesu w rodzinie i przekazanie go dzieciom. Powszechna opinia wskazuje, że sukcesję można przygotować i przeprowadzić w ciągu jednego roku. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że trzeba na to aż siedmiu lat. Niezależnie jednak od wybranego kierunku zmian, koniecznym jest spojrzenie na całe przedsięwzięcie gospodarcze przez aspekt wielowymiarowego organizmu i zapewnienie dalszego rozwoju firmy wdrażając konieczne zmiany. Poparta doświadczeniem praktyka pokazuje, że okres wdrożenia sukcesji (uporządkowanie prawne, reorganizacja struktur wewnętrznych, ewentualne pozyskanie inwestora) to idealny czas na zwiększenie efektywności przedsiębiorstwa. Często

jest bowiem tak, że formalno-prawny proces sukcesji (wdrożenie odpowiedniej formy prawnej, przygotowanie precyzyjnych dyspozycji podziału majątku firmowego i rodzinnego na wypadek śmierci) powoduje, że z punktu widzenia zachowania ciągłości i trwałości prawnej, firma rodzinna jest zabezpieczona. Ale trzeba odpowiedzieć sobie jeszcze na pytanie czy do nowych wyzwań przed jakimi stoi przedsiębiorstwo rodzinne zarządzane już przez nowe pokolenie, przygotowana jest struktura wewnętrzna firmy? Nowa rola rodzi jednocześnie większą odpowiedzialność za sprawy firmy i oczekiwania zatrudnianego personelu. Prędzej czy później postawimy sobie pytanie: i co dalej?


PRAWO I BIZNES

Na pewno niejeden przedsiębiorca zastanawiał się, kiedy i jak efektywnie wdrożyć do biznesu sukcesorów. Pomiędzy właścicielami firm, a ich dziećmi jest przeciętnie 20–30, a czasami 40 i więcej lat różnicy. Naturalną sytuacją jest, że przekazanie biznesu osobie z doświadczeniem – zwykle o wiele mniejszym – nie jest w praktyce możliwe. Z drugiej strony, jeżeli sukcesor nawet chce przejąć odpowiedzialność, to nie jest gotowy, a dopóki jej nie przejmie, to ta różnica w doświadczeniu tylko się powiększa. Pożądanym rozwiązaniem jest wprowadzenie tzw. pomostu (jakim może być manager czy doradca zewnętrzny) pomiędzy nestorem a sukcesorem. Dzięki takiemu rozwiązaniu, które zyskuje na popularności w polskich firmach rodzinnych, z jednej strony umożliwione zostaje „odciążenie nestorów” od zaangażowania w mniej kluczowej dla funkcjonowania przedsiębiorstwa sprawy, a z drugiej strony sukcesorzy mają wsparcie ze strony doświadczonego specjalisty, który poprzez swój warsztat, brak emocji o charakterze rodzinnym, umożliwia rozwój dla kolejnego pokolenia właścicieli firmy rodzinnej. Kolejnym z elementów, który warto brać pod uwagę w analizie „co dalej?”, jest konkurencja, czyli coraz dynamiczniej zmieniający się rynek. Z różnych względów, w tym i w sytuacji gdy wykreowanie naturalnego sukcesora jest trudne lub wręcz niemożliwe, należy rozważyć sprzedaż biznesu lub wpuszczenie inwestora. W przypadku gdy intencją jest sprzedaż, najlepsze efekty daje stworzenie quasi korporacji, ponieważ nabywca zazwyczaj jest bardziej zinstytucjonalizowany. Korporacje lubią korporacje. Chodzi tutaj o wdrożenie zmian, które dają możliwość wprowadzenia nowej jakości zarządzania, a także przejrzystości w obszarze sprawozdawczym. Potencjalni inwestorzy widzą wówczas porządek i sytuację, którą znają ze swojego podwórka. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest stworzenie hybrydy gospodarczej, jaką będzie połączenie zalet firmy rodzinnej z dobrymi elementami i zasadami funkcjonowania firm korporacyjnych. Uzyskamy sprawny, efektywny i atrakcyjny podmiot gospodarczy. Zmiany, które z natury budzą naturalny opór zarówno nestorów jak i pracowników, zyskują wówczas silne uzasadnienie i mogą być wprowadzane w sposób naturalny i efektywny. Przy okazji firma rodzinna zyskuje wówczas dodatkowe korzyści, m.in. maksymalizację wartości przedsiębiorstwa, zwiększenie efektywności kosztowej oraz bardziej efektywny proces sprzedaży. Każdy z potencjalnych inwestorów – a takimi są także sukcesorzy rodzinni – powinien otrzymać gotową i dobrze działającą firmę, która w ten sposób nabiera dodatkowej wartości. Zatem nabyte w trakcie tego procesu doświadczenia i odkrycie swoich firm na nowo, zmuszają do bieżącej analizy. Okazuje się, że konieczne jest: wprowadzenie zmian organizacyjnych, uporządkowanie procesów, kontrola kosztów, ocena pracowników, analiza systemów wynagrodzeń, programy motywacyjne, rewizja polityki zarządzania firmą, w tym administracją i finansami. Czas formalno-prawnego przekształcenia prowadzonej przez przedsiębiorcę działalności jest idealnym okresem na podjęcie takiej inicjatywy. Proces sukcesji to ponadczasowe przedsięwzięcie, które polega na tworzeniu, zabezpieczeniu i rozwijaniu firmy w perspektywie wielopokoleniowej. W działaniach WAccounting koncentrujemy się na wsparciu klientów w analizie istotnych aspektów funkcjonowania firmy i wdrażaniu zmian. Projektujemy indywidualne rozwiązania z zakresu zmian organizacyjnych i procesowych wewnątrz przedsiębiorstw, wraz z planem

WSPÓŁPRACA Z FIRMAMI RODZINNYMI POZWALA NAM ZIDENTYFIKOWAĆ OBSZARY PRZEDSIĘBIORSTWA, KTÓRE MAJĄ DESTRUKCYJNY WPŁYW NA JEGO FUNKCJONOWANIE. CO WIĘCEJ, SĄ ŹRÓDŁEM GENEROWANIA BEZZASADNYCH KOSZTÓW.

budowy kompleksowego systemu zarządzania oraz jego wdrożeniem w życie. W rezultacie przedsiębiorstwo staje się dynamiczną i sprawnie działającą organizacją, dodatkowo zwiększając swoją wartość rynkową. W każdym wariancie dalszego rozwoju firmy służymy doświadczeniem i merytorycznym wsparciem.

WSPIERAMY FIRMY RODZINNE W OBSZARACH: ¡ SPRAWOZDAWCZOŚĆ FINANSOWA; ¡ RACHUNKOWOŚĆ WŁAŚCICIELSKA; ¡ AUDYT CONTROLING; ¡ INNOWACYJNA KSIĘGOWOŚĆ; ¡ ZARZĄDZANIE ZMIANĄ.

Oprac. Rafał Radzymiński, obraz: Justyna Radzymińska

WAccounting Sp. z o.o. www.waccounting.pl Ufficio Primo, Warszawa, ul. Wspólna 62 Olsztyn, ul. Dąbrowszczaków 8/9

055


BIZNES

056

TRZY LITERY NA PIERWSZYM MIEJSCU GRUPA DBK STAŁA SIĘ W KRAJU GŁÓWNYM ROZGRYWAJĄCYM W BRANŻY TRANSPORTOWEJ. GEN PRZEDSIĘBIORCZOŚCI ORAZ ZESPOŁOWĄ GRĘ ODNAJDUJEMY TU W KORZENIACH SPORTOWYCH. CZY PREZES ZARZĄDU GRUPY IRENEUSZ SOBIESKI ODSŁONI TAKTYKĘ, KTÓRA SPRAWDZA MU SIĘ W BIZNESIE?


BIZNES

MADE IN: Stworzyliście najpotężniejszą markę na polskim rynku z sektora transport-spedycja-logistyka, a kiedy zaczynaliście przeszło 20 lat temu, odważnie pan przyznaje, że nie miał wtedy większego pojęcia o branży. Tym bardziej musimy o tym porozmawiać. Ireneusz Sobieski: O transporcie drogowym faktycznie nie miałem wiedzy, ale w drugiej połowie lat 90. żyliśmy w kraju aspirującym do wejścia do Unii, więc należało logicznie przypuszczać, że skoro czekają nas wielkie inwestycje, to musi się przy tym rozwinąć branża transportowa. To przecież silnik napędowy dla wielu sektorów. I wystartowaliście w wynajmowanym pomieszczeniu oraz komputerem wziętym w leasing… Dodajmy jeszcze, dla pełnego obrazu, że w tym czasie na drogach dominowały wysłużone Stary, Jelcze i Żuki, bo to one stanowiły podstawę transportu. My mieliśmy plan, by sprzedawać polskim przewoźnikom samochody dziesięciokrotnie droższe od tych, którymi jeździli. Towarzyszyło nam wówczas jedno pytanie: jak tego dokonać? Więc jak? Postanowiliśmy zacząć od sprzedaży dobrej jakości używanych pojazdów, które importowaliśmy. I w ten sposób branża transportowa powoli przesiadła się z wysłużonych Starów na DAF-y czy Volvo. To był krok pośredni i okazał się strzałem w dziesiątkę. Przyzwyczailiśmy ludzi do wyższego komfortu jazdy, a tym samym pracy, gromadząc jednocześnie kontakty, co zaowocowało w przyszłości. Firmy się rozwijały i inwestowały w coraz lepszy i nowszy sprzęt. Ta strategia się sprawdziła, zadowoleni klienci zostali z nami, by w kolejnych latach zakupić nowe pojazdy. Niemalże w tym samym roku w którym powstaliśmy, nawiązaliśmy relacje z Holendrami, liczącym się graczem na rynku europejskim, grupą LenGo. Ich poparcie otworzyło nam drogę do ubiegania się o autoryzację marki DAF. A to był milowy krok na przód. Nasza działalność dilerska w kolejnych latach poszerzyła się o nowe marki: Iveco, MAN, użytkowe VW, naczepy Koegel.

W pewnym sensie jesteśmy ewenementem na skalę Europy – oto prywatny kapitał pokazuje wielkim koncernom jak prowadzić biznes w branży. Więc z kim konkurujecie dzisiaj? Jedynie z fabrycznymi koncernami, które mają własne sieci sprzedażowe. Miał pan kiedyś taki sen, że rozwinęliście firmę do poziomu, który nie wymaga już więcej wysiłku ani ekspansji? Odpowiem słynnymi słowami Goethego, które – wydaje się – zawsze będą aktualne: „kto nie idzie do przodu, ten się cofa”. Trzeba rozwijać biznes i to na wielu płaszczyznach, bo tylko wtedy mamy szansę osiągnąć sukces, im mniej jesteśmy uzależnieni od jednego źródła. Uważnie przyglądamy się trendom i zmianom na polskim rynku, które jednocześnie napędzają nasz rozwój. Kilka lat temu wprowadziłem filozofię Total Care, w myśl której każdy klient z sektora TSL może być w sposób kompleksowy obsłużony w jednym miejscu. Szanujemy cenny czas właścicieli firm transportowych. Dzisiaj Total Care to nasza wizytówka i wyróżnik. Oczywiście musi stać za tym odpowiednie zaplecze. Mamy na terenie całej Polski 24 własne punkty sprzedażowo-serwisowe i kilkanaście punktów franczyzowych, co przekłada się na wspomniane już wskaźniki w sprzedaży ciągników, naczep, obsłudze serwisowej i wynajmie.

W czym Holendrzy upatrywali korzyść ze współpracy z tak niewielkim polskim podmiotem? I w ogóle jak doszło do kontaktu z nimi w dziwnych czasach połowy lat 90.? Nie nawet było internetu. W dużej mierze była to zasługa przypadku. Niestety, w tamtym czasie wielu zagranicznych przedsiębiorców traktowało polski rynek jako przysłowiowy „Dziki Wschód”. Z kolei Holendrzy mieli zupełnie inne podejście do biznesu. To oni dostrzegli tkwiący tu potencjał i zaproponowali nam współpracę. Myślę, że było to spotkanie właściwych osób we właściwym miejscu i czasie. Przysłowiowy strzał w dziesiątkę.

Wynajem długoterminowy to chyba kolejny przełom w branży? Uważam, że to jeden z kierunków, który zdominuje branżę. Wprowadziliśmy ofertę wynajmu ciężarówek, podobnie jak to funkcjonuje w branży samochodów osobowych. Dla przewoźnika jest to wygodne rozwiązanie. Nie ryzykuje kosztów, nieprzewidzianych awarii i postojów. Z góry określona rata najmu pozwala mu lepiej kontrolować koszty swojego transportu. Interesuje go wyłącznie zatrudnienie kierowcy oraz tankowanie paliwa. Resztą zajmuje się Grupa DBK. Rynek zaakceptował taki wariant i obecnie, w skali kraju, mamy już wynajętych około trzech tys. ciężarówek. Realizujemy różne pomysły, aby nasze hasło „cokolwiek przewozisz, dokądkolwiek zmierzasz, po prostu jedź, my zajmiemy się resztą”, miało odzwierciedlenie w rzeczywistości. Chcemy rozwijać firmę zwiększając przy tym nie tylko udziały rynkowe, ale przede wszystkim zadowolenie klientów z obsługi. Cały czas pracujemy nad poprawą efektowności zarządzania i organizacji pracy. Na tych polach zawsze można być jeszcze lepszym. Rozwój niesie ze sobą również nowe wyzwania. Jeśli chcemy być numerem jeden w wynajmie ciężarówek, to bez ciągłego usprawniania całego tego skomplikowanego mechanizmu, ciężko byłoby sprostać temu wyzwaniu.

W którym momencie zaczęliście, kolokwialnie mówiąc, odjeżdżać całej reszcie? Zbudowaliśmy przewagę nad innymi, ponieważ mieliśmy odważne pomysły, dynamicznie podejmowaliśmy decyzje, bez korporacyjnych procedur oraz mieliśmy bardzo kreatywny i pracowity zespół ludzi. Zresztą to akurat nie zmieniło się od tego czasu. Dlatego z wielką satysfakcją przyjmujemy informacje, że na szkoleniach konkurentów, nasze wskaźniki pokazuje się jako wzór do naśladowania, a firmy z zagranicy, głównie ze Wschodu, czerpią z naszej wiedzy i doświadczenia.

Prowadząc biznes na taką skalę, ile razy krążyły wam myśli czy nie przenieść głównej siedziby np. do Warszawy? Pomysły były różne, ale w biznesie trzeba się też kierować patriotyzmem gospodarczym. Pochodzimy stąd, w Olsztynie zaczynaliśmy, czujemy się emocjonalnie związani z tym miastem i obszarem. Tak samo zależy nam na rozwoju firmy, jak i regionu. Dlatego chcemy funkcjonować właśnie tutaj. Mało tego, nawet jak realizujemy inwestycje w kraju, to w pierwszej kolejności staramy się współpracować z podwykonawcami z naszego regionu. Chcemy, żeby w takim modelu to działało.

057


BIZNES

IRENEUSZ SOBIESKI

j e s t p re ze s e m z a r z ą d u G r u py DBK, największego w Polsce dostawcy produktów i usług dla firm z sektora TSL (transport-spedycja-logistyka). Firma powstała w Olsztynie w 1996 roku. Dzisiaj posiada 24 oddziały i kilkanaście punktów partnerskich na mapie Polski, zatrudniając przy tym prawie 1500 osób. W myśl autorskiej filozofii Total Care, Grupa DBK oferuje kompleksowe portfolio usług, co w praktyce oznacza, że w każdym z jej oddziałów przedsiębiorca może zrealizować wszystkie potrzeby niezbędne do realizowania działalności transportowej. Jest to unikalny model biznesowy w branży w skali europejskiej. Grupa DBK Olsztyn, ul. Lubelska 43a grupadbk.com

W jakim wymiarze biznesowym odnajduje pan w sobie dzisiaj dawnego sportowca? Sportowcy często realizują się jako bardzo dobrzy przedsiębiorcy, bo w obydwu światach sprawdzają się podobne cechy charakteru jak wytrwałość w dochodzeniu do celu czy wyciąganie lekcji z porażek, po których nie wolno się poddawać. To zahartowani i zdeterminowani ludzie. Z ambicjami. W profesjonalnym sporcie każdy zawodnik staje się poniekąd rzetelnym pracownikiem, z określonym planem działania, którego rozlicza się z wyników. I w sporcie, i w biznesie trzeba mieć tę świadomość, że na wyniki trzeba rzetelnie pracować. Sam talent i smykała to zbyt mało. Panu karierę przerwała kontuzja. Po dwóch latach grania w Niemczech, w wieku już 22 lat musiałem zakończyć przygodę z piłką nożną jako zawodnik. Ale przeszedłem dobrą szkołę, bo podpatrywałem proces szkolenia i planowania pracy zespołu, poznałem mentalność niemieckiego rzemiosła piłkarskiego. Tam właśnie kształtowane są wartości, które sprawiają, że Niemcy zostają mistrzami świata. To na pewno przydało mi się w biznesie. Dzięki piłce nożnej otworzyły się przede mną nowe możliwości, wyjechałem z małej rodzinnej miejscowości pod Miłomłynem. Pamiętam, że po wygranym meczu z Warmią Olsztyn w Pucharze Polski na szczeblu wojewódzkim, w którym strzeliłem dwie bramki, zainteresowali się mną trenerzy z Olsztyna. Jako 15-latek przeszedłem do Warmii, potem do Stomilu Olsztyn, a stamtąd do klubu w Niemczech. Tam nauczyłem się języka, który – jak się potem okazało – przydał się podczas

kontaktów ze wspomnianymi Holendrami, kiedy firma DBK stawiała pierwsze kroki w biznesie. Wasza grupa zatrudnia dzisiaj około półtora tysiąca ludzi. Dotykają was problemy pracownicze? Pracujemy w jednym zespole i bardzo doceniamy wkład każdego z pracowników. Oczywiście menadżerowie czy prezesi muszą mieć cechy lidera, by przekonać zespół do wizji, którą chce się przekazać. Ale dbamy o swobodę działania, bo dzięki niej jesteśmy skuteczni w pracy. Dzielimy się wiedzą, inspirujemy też innych, bo z kolei dzięki temu, każdy z nas może rozwijać się. W relacjach pracowniczych stawiamy na zaufanie, granie fair i odpowiedzialność. Jeśli chcemy mieć zespół ludzi, z którym będzie się realizować śmiałe wizje, to trzeba ten zespół pracowicie budować. To on jest potem motorem napędowym w biznesie. Firma to właśnie ludzie. Bez nich nie ma nic. Dlatego naszym priorytetem jest być dla naszych ludzi najlepszym miejscem do pracy. Ma pan tzw. nosa do ludzi? Kiedy w procesie rekrutacji przyjmujemy do pracy kolejnych kandydatów, a w CV widzę przeszłość sportową i osiągnięte wyniki, to podświadomie czuję, że to będzie wartościowy pracownik, bo znam charakter sportowca i wiem, że dysponuje on pożądanymi w biznesie cechami osobowościowymi. I szczerze przyznam, że moja intuicja, póki co, mnie nie zawiodła, a takich ludzi w całej Grupie DBK mamy całkiem sporo. Są zdeterminowani i dążą do celu. Rozmawiał: Rafał Radzymiński, obraz: Łukasz Wajszczyk


Apartamenty premium w Ostródzie

2 BUDYNKI 48 MIESZKAŃ sąsiedztwo zabytkowego Parku Collisa unikatowa lokalizacja nad Jeziorem Drwęckim tuż obok kameralne osiedle domów jednorodzinnych wysoki standard wykończenia tarasów doprowadzenie instalacji klimatyzacyjnej do mieszkań

BIURO SPRZEDAŻY ul. Jana III Sobieskiego 4 14-104 Ostróda Zapraszamy w godzinach 8:00 – 16:00

+48 669 675 402


BIZNES

RYCERZE Z PORĘCZENIEM WSPIERAJĄ FINANSOWO, EDUKUJĄ, MOTYWUJĄ, INTEGRUJĄ. W PAŹDZIERNIKU DZIAŁDOWSKA AGENCJA ROZWOJU S.A. ŚWIĘTOWAŁA SWOJE ĆWIERĆWIECZE. W JUBILEUSZU WZIĘLI UDZIAŁ M.IN. PRZEDSIĘBIORCY, KTÓRZY DZIĘKI NIM ROZWINĘLI SKRZYDŁA. SAMA AGENCJA TEŻ RUSZYŁA W TEREN, ROZSZERZAJĄC SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ O NOWE LOKALIZACJE W OLSZTYNIE, SZCZYTNIE I EŁKU.

060

Działają tam , gdzie mała i średnia przedsiębiorczość potrzebuje wsparcia. Ale udzielają się też w kulturze, edukacji i działaniach prospołecznych. Mają na koncie tysiące udzielonych pożyczek, poręczeń, gwarancji. Zbudowali powiązania między biznesem i ekonomią społeczną, stworzyli bazę edukacyjną dla młodzieży i dorosłych, a w międzyczasie współorganizowali wernisaże, kiermasze, akcje char ytatywne czy wydawali publikacje na temat lokalnej historii. Misja Działdowskiej Agencji Rozwoju S.A., działającej od 25 lat to rozwój lokalny. Taki, który łączy branże, środowiska, pokolenia i pasje. Podkręca do działania i łączenia potencjału w obrębie gminy Działdowo, a także poza nią. – Działamy tak, aby realnie wpływać na poprawę jakości życia – tłumaczy Roman Dawidowski – prezes DAR S.A. – Projekty, które realizujemy, łączą lokalny potencjał ze światowymi trendami w biznesie, edukacji, zagadnieniach społecznych. Mamy odwagę, aby podejmować działania, które są nowinkami na rynku, jak było choćby w przypadku innowacyjnych form poręczeń dla Działdowska Agencja Rozwoju S.A. Działdowo, ul. Wł. Jagiełły 15 tel. 23 697 06 66 darsa@darsa.pl

przedsiębiorców. Czas pokazał, że pomysły, z którymi przychodzili do nas, były trafione nie tylko na papierze. Niektóre z nich zostały wyróżnione podczas uroczystości 25-lecia DAR nagrodą „Rycerz Przedsiębiorczości”. To forma podziękowania dla przedsiębiorców, którzy na przestrzeni tych lat wielokrotnie korzystali z usług agencji, stając się motorem jej działań. W kategorii mikroprzedsiębiorstwa otrzymał ją Jacek Berestowski – właściciel „Siłowni u Jacka”. Spółka Agronaft Jana Brzóski i Tomasza Krajewskiego została „rycerzem” w kategorii małe przedsiębiorstwa, a Jarosław Kozłowski i jego Ciechbud Sp. z o.o. wyróżniła się wśród średnich przedsiębiorstw. Nagroda

specjalna przypadła Gabrielowi Chojakowi i firmie Dekorglass Działdowo S.A. za współpracę z DAR S.A. na początku jej działalności, w tym udzielenie pierwszego poręczenia. W uroczystej konferencji wzięli udział m.in. przedstawiciele świata biznesu, polityki, oświaty i samorządu. Była mowa o nowoczesnych trendach w zarządzaniu, perspek tywach rozwoju lokalnych agencji rozwoju na przykładzie DAR S.A., a także o tym jak zainteresować naszą firmą lokalne media, influencerów i społeczność, o czym mówił wydawca magazynu „Made in Warmia & Mazury”. Ale o to Działdowska Agencja Rozwoju S.A martwić się nie musi – markę ma silną i rozpoznawalną. A najlepiej świadczą o tym liczby. Kompleksowa obsługa małych i średnich przedsiębiorstw, głównie w zakresie udzielania pożyczek oraz poręczeń to jeden z filarów ich działania. Tylko w ubiegłym roku pozyskali na to około 30 mln zł. Korzystne warunki i popularność takich form wsparcia zachęciły spółkę, aby objąć zasięgiem większy teren. Otworzyli więc placówki pożyczkowe pod swoim szyldem także w Szczytnie, Ełku i Olsztynie. Zatem, jeśli potrzebujesz środków na rozwój firmy, to wiesz gdzie masz się zgłosić. Tekst: Beata Waś, obraz: arch. DAR S.A.

Centrum Kształcenia Ustawicznego DAR Działdowo, ul. Polna 11a tel. 23 697 06 90 www.edukacja.darsa.pl



BIZNES

WIZUALIZACJA MARZEŃ FRAME STUDIO DAJE LUDZIOM SZANSĘ NA WYOBRAŻENIE SOBIE TEGO, CO JESZCZE REALNIE NIE ISTNIEJE. PO WIZUALIZACJE ARCHITEKTONICZNE OLSZTYŃSKIEGO STUDIA PUKAJĄ FIRMY M.IN. Z DUBAJU. A TAM WSZYSTKO BUDUJE SIĘ NAJ. TYLKO JAK KILKUOSOBOWY ZESPÓŁ PODBIJA ŚWIAT?

Ta historia zaczyna się w momencie, gdy uzdolniony plastycznie humanista, szalejący na punkcie historii, na studiach technicznych spotyka się z nowymi technologiami. Zakochuje się w komputerach, grafice i projektowaniu. Oto w pigułce właściciel Frame Studio – Dariusz Wierzbowski. Młody człowiek z szerokim spektrum zainteresowań, jednak karierę zawodową zdecydował się związać z tym, co dawało mu największą frajdę. Grafiką komputerową zafascynował się w latach 90., oglądając filmy z efektami specjalnymi. Jako student trafił do pracowni architektów, dla których przygoto-

Wnętrza Dubaj ZEA, wizualizacja: FRAME Studio

062

wywał pionierskie wówczas w Olsztynie komputerowe wizualizacje budynków. Potem z dwójką kolegów sięgnęli po więcej – pierwsze samodzielne zlecenia w Olsztynie, z czasem innych miastach regionu. – Punktem przełomowym był ogólnopolski konkurs organizowany przez dystrybutora oprogramowania, w którym my, debiutanci z Olsztyna, zajęliśmy ku zdumieniu wszystkich drugie miejsce. Dzięki zdobytej wtedy nagrodzie – profesjonalnemu oprogramowaniu do sporządzania wizualizacji – sporo się nauczyliśmy i w kolejnym roku w tym samym konkursie zgarnęliśmy już zwycięstwo – wspomina Dariusz. Po latach odkrywa, że poświęcając się swojej pasji, może spełniać marzenia klientów. Dziś, „żelazny skład” Frame Studio, poza Dariuszem tworzą jego żona Katarzyna Wierzbowska, z wykształcenia architekt, Marcin Wierzbowski, młodszy brat Dariusza, Paweł Piankowski i kilku współpracowników. Zajmują się wizualizacjami

Drapacz chmur w Katarze, wizualizacja: FRAME Studio


BIZNES

architektonicznymi i tworzą animowane filmy komputerowe budynków i wnętrz, których jeszcze nie ma w realu. Współpracują z pracowniami architektonicznymi, deweloperami i agencjami reklamowymi. Spacerując po Olsztynie, można z łatwością natknąć się na tablicę lub baner przedstawiający ich wizualizacje inwestycji deweloperskich czy znanych lokalnych obiektów (np. Galeria Warmińska lub kompleks rekreacyjno-sportowy na jeziorem Ukiel). Ale z kameralnej pracowni Frame Studio wychodzą też przełomowe projekty graficzne, które trafiają do klientów z wielu krajów europejskich, USA czy Bliskiego Wschodu. – Internet to nasze okno na świat. Dostępne w sieci wizualizacje Frame Studio wpadły w oko francuskim inwestorom budującym drapacz chmur w Katarze – tłumaczy Dariusz. Marcin dodaje: – Przed nami wiele firm nie udźwignęło tego zlecenia, a efektem naszych starań byli zachwyceni. Bezpośrednio po tym przyszła kolejna ciekawa propozycja od Polki pracującej w Dubaju, dzięki której nawiązali stałą współpracę z tamtejszą największą pracownią architektoniczną. Większość klientów zgłasza się do nich z polecenia. – Nie boimy się też wyzwań ani krótkich terminów. Zrobiło mi się miło, kiedy jedna z klientek stwierdziła: „Jak na artystów, jesteście bardzo punktualni” – przytacza Marcin.

niezbędna jest wiedza techniczna do czytania planów i całej dokumentacji dostarczanej przez klienta oraz wiedza z zakresu IT do opanowania niezbędnego oprogramowania. – Branża rozwija się bardzo dynamicznie, aby nadążać, musimy stale się uczyć. Grafik 3D na co dzień operuje około 10 tysiącami pojęć, większość z nich to nowości, bez odpowiedników w języku polskim – wyjaśnia Dariusz. Zgodnie przyznają, że w tej pracy najważniejsza jest kreatywność i wyobraźnia. Ich wizualizacje to dla klientów czasem pierwszy raz oko w oko ze swoim marzeniem. Poczuciu spełnienia nierzadko towarzyszy też poczucie sprawczości. Czasem pomysły przemycone w wizualizacji są tak dobre, że projektant lub inwestor pod ich wpływem koryguje projekt, by w realu wyglądał właśnie tak, jak wyobrazili go sobie graficy z Frame Studio.

Galerii Warmińskiej w Olsztynie, wizualizacja: FRAME Studio, projekt: Kuryłowicz & Associates

Kamienice w Elblągu, wizualizacja: FRAME Studio, projekt: AH Atelier Hoffmann

Często nie mamy bezpośredniego kontaktu z klientami, tak jak w przypadku zlecenia z Kataru czy Dubaju. Jednak po ukończeniu inwestycji, obiecane mamy zaproszenie na otwarcie obiektów. Na olsztyńskim rynku nie mają dużej konkurencji. Nie brakuje zleceń, które pokrywają się z historyczną pasją Dariusza – wizualizacji zabytkowych koszarów i historycznych obiektów, jak np. Hotel Zamek Ryn. W codziennej pracy przydają się też artystyczne pasje grafików Frame Studio i do fotografii. Do wizualizacji wykorzystujemy również zdjęcia i filmy z drona, a Kasia, jako architekt, wpomaga nas projektami wnętrz. – To, co robimy, można śmiało nazwać formą sztuki. Wizualizacja to przecież współczesny obraz – podkreśla Marcin. Grafika komputerowa wymaga od twórców Frame Studio interdyscyplinarnego podejścia, połączenia wiedzy z wielu dziedzin. Poza zmysłem i doświadczeniem artystycznym,

Tekst: Karolina Bergman Obraz: arch. FRAME Studio, Kuba Chmielewski

FRAME Studio Wizualizacji Komputerowych Dariusz Wierzbowski tel.: 691 362 160 | e-mail: frame@fst.pl | www.fst.pl

063


DESIGN

Z CYKLU: DESIGN AND MORE O TRUDNEJ SZTUCE GODZENIA DIZAJNU Z ŻYCIEM CODZIENNYM

Saba Italia

MINIMALIZM W DIZAJNIE GDY TYLKO PODEJMUJEMY WYZWANIE WYPOSAŻENIA NASZYCH WNĘTRZ, ZACZYNAJĄ 064

MNOŻYĆ SIĘ DYLEMATY. CHCEMY CZUĆ SIĘ W NICH KOMFORTOWO, A NAWET SWOJSKO. JEDNOCZEŚNIE PRAGNIEMY, BY BYŁY DIZAJNERSKIE I BUDZIŁY ZACHWYT. NO I DOBRZE BYŁOBY NIE WYDAĆ PRZY TYM FORTUNY… Czy musimy walczyć o to, aby nasz dom epatował dizajnem przez wielkie D? Absolutnie nie. By stworzyć klimat, nie musimy wydawać majątku na oświetlenie, meble, armaturę lub masę nowych dodatków. Targi Salone Del Mobile w Mediolanie, które są światową ucztą dla koneserów dizajnu, architektów wnętrz, trendsetterów lub po prostu tych, którzy potrafią

docenić artyzm, co roku opuszczam z podobną refleksją, że wszystko… już było. Historia wzornictwa zatacza koło, a na ekspozycjach pysznią się projekty z lat 50., 70. i 80., choć w zdecydowanie świeżym wydaniu. Projektanci sięgają do sprawdzonych rozwiązań, nadając im nowe życie zabawą kolorem, kształtami, fakturą, materiałami, wzorami tkanin. Elementy, które okazują się być ponadczasowe, zawsze będą dopełniać dobre wnętrze. W dobie internetu – nieograniczonego wyboru i łatwego dostępu – wpadamy na pomysł, a już po chwili klikamy w internetowym sklepie. Przeglądamy oferty, a sklepy targetują nas później na reklamy. Jesteśmy bombardowani mnogością różnorodnych produktów i opcji, które jednak nie zawsze sprawdzą się w naszym wnętrzu i życiu. Nie każdego stać na profesjonalnego architekta lub projektanta wnętrz, który doradzi lub po prostu zaprojektuje razem z nami wymarzone metry kwadratowe, ale takie doradztwo bywa nieocenione. Często zastanawiam się jaka stylizacja będzie pasowała do danej osoby, rodziny lub miejsca. Skradnie serce i ukoi po długim tygodniu. O gustach się nie dyskutuje, lecz bez dyskusji na temat gustów nie byłoby ani filozofii, ani konwencji estetycznych, ani krytyki sztuki. Dla jednego styl glamour to


DESIGN

kicz, a ktoś inny powie, że to jego druga natura. Boho zestawia ze sobą pozornie przypadkowe rzeczy, które idealnie do siebie pasują, ale ktoś z boku powie „co za graciarnia…”. Dzisiaj skupię się na stylu minimalistycznym, którego kolebką jest Japonia. Minimalizm oparty jest na założeniach filozofii zen oraz – modnej obecnie – filozofii wabi-sabi. Jest to pogląd dotyczący estetyki, skupiający się na znajdowaniu piękna w niedoskonałościach życia i akceptacji każdego etapu jego cyklu, od wzrostu po rozpad. Według Japończyków wyznających ten koncept, każdy przedmiot – jeśli spełnia rolę, do której został stworzony – jest piękny sam w sobie i nadawanie mu sztucznych ozdobników wcale nie działa na jego korzyść. Nie staje się on lepszy w wyniku naszej ingerencji. Doceniają oni więc przedmioty harmonijne i funkcjonalne, ale jeśli nie mają one zastosowania i nie są praktyczne, to nie mogą być piękne. Styl minimalistyczny nie miał na początku zbyt wielu zwolenników. Uważano, że jest to trend kierowany pobudkami czysto ekonomicznymi. Współcześnie, w dobie rozbuchanego konsumpcjonizmu, minimalizm nagle jest i trendy, i… sexy. Hołduje zasadzie: mniej znaczy więcej. Urządzając wnętrza, minimaliści kierują się zasadami: pozbądźmy się rzeczy zbędnych, wszystko czym się otaczamy musi być istotne, dawać nam szczęście i radość. Ważne jest przy tym założenie, że osiągnięty stan nie jest dany raz na zawsze, należy ciągle nad sobą pracować i dążyć do tego, aby końcowy efekt był idealny. By mieć tylko to, czego nam naprawdę potrzeba. Minimalizm pokochają osoby uporządkowane, zdyscyplinowane, pragmatycy, którzy nie rozrzucają rzeczy po domu, gdyż każda z nich ma swoje miejsce. Jakimi wskazówkami kierować się urządzając minimalistyczne wnętrze? Ponad wszystko – oszczędność formy. Pierwsze skrzypce niech odgrywa geometria. W minimalistycznych projektach nie znajdziemy bowiem przesadnych łuków czy wypukłości, a jedynie podstawowe formy. Kolory mają wyznaczoną rolę – nie mogą przytłaczać, a dążyć do poczucia harmonii i spokoju. W większości niech będą to monochromy, biele i szarości. Dopuszczalne są pastele, jeśli mają za zadanie wyróżnić konkretne pomieszczenie (np. sypialnię lub pokój dziecka). Istotna jest też liczba przedmiotów, którymi się otoczymy. Wyeliminujmy wszystko co zbędne: bibeloty, wątpliwe ozdoby i pamiątki otrzymywane przy różnych okazjach. Wszystko, co sam określam pieszczotliwym mianem „kurzołapów”. Dodatki

Louis Paulsen

do wnętrza powinny być przemyślane i zalecana jest szczególna powściągliwość – jakość, nie ilość. Urządzając minimalistyczne wnętrze, skupiamy się na wybraniu doskonałej jakości przedmiotów codziennego użytku. Dobre wzornictwo samo się obroni. Bardzo istotną rolę w tego typu wnętrzach ma gra świateł uzyskiwana nie tylko pieczołowicie dobranym oświetleniem, ale także zastosowanymi fakturami. Meble minimalistyczne, bardzo proste w formie, pozwalają na zabawę zestawieniem elementów od wysokiego połysku do głębokiego matu. Prostota formy nie musi przekładać się na ich banalność. Detal to element szaleństwa, który powinien znaleźć się w każdej takiej realizacji. Może to być kontrastowy fotel, dizajnerska lampa o ciekawym kształcie, szalony obraz czy rzeźba. Nietuzinkowy sznyt, który doda wnętrzu indywidualnego charakteru. Minimalizm to dbałość o szczegół, a ergonomia i ład to jego wyznaczniki. Pragniesz takiego wnętrza? Wszystko przemyśl dwa razy. Ale jeżeli masz spokojne usposobienie, lubisz prostotę i gdy wszystko jest „pod linijkę”, ten styl jest idealny dla ciebie. Na pewno przyniesie ukojenie i relaks.

065

Jakub Kowalski

inspiracje: Cattelan Italia


WNĘTRZA

WYEKSPONUJ RAK CERAMICS W ŁAZIENCE OLSZTYŃSKA GALERIA WNĘTRZ ACCERO JAKO JEDYNA W REGIONIE ZOSTAŁA DYSTRYBUTOREM SŁYNNEJ CERAMIKI RAK. KOMU LUKSUS W DOSTĘPNEJ CENIE? marki w Polsce, poznaliśmy ich procesy dystrybucji, produkcji i sprzedaży, ale – co najważniejsze – obejrzeliśmy kilkadziesiąt produktów. W ACCERO nie boimy się nowych marek, świetnie radzimy sobie i z ich reklamą, promocją i sprzedażą. Bo nasi klienci nie chcą mieć tego co sąsiedzi, nie są zainteresowani masówką, sieciowymi produktami. Taka ideologia prowadzi nas od trzech lat, odkąd powstało ACCERO – jako galeria z innowacyjnymi produktami, dobrej jakości i w przystępnej ceny. I oto cała odpowiedź. Co wyróżnia ceramikę sanitarną RAK Ceramics? Przede wszystkim powstaje ona z wykorzystaniem najnowszych technologii. Dzięki temu produkty cechują się najwyższą jakością weryfikowaną podczas szczegółowego procesu w którym każdy produkt sprawdzany jest pod kątem szczelności, jakości powierzchni oraz powłok ze szkliwa. Nie bez znaczenia jest też atrakcyjny design produktów. MADE IN: Jak najszybciej wprowadzić naszą wyobraźnię w świat marki RAK Ceramics? Sylwia Rybicka: Opowiadanie o historii marki należy rozpocząć od powstania infrastruktury hotelarskiej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Abu Dabi czy Dubaju. Emiratczycy, zamiast kupować do swoich hoteli ceramikę, a potrzebowali jej w ilości dla nas niewyobrażalnej, postanowili wybudować pod własne potrzeby fabrykę pod Dubajem. Dlaczego? Bo żaden z rozpatrywanych i weryfikowanych potencjalnych dostawców nie dawał wystarczającej gwarancji sprostania stawianym wymogom jakościowym i ilościowym.Dlatego też pierwsze miliony metrów kwadratowych płytek oraz sztuk ceramiki sanitarnej wyprodukowane przez RAK Ceramics poddawane jest „ciągłym testom” podczas codziennego użytkowania w renomowanych hotelach i innych obiektach komercyjnych czy użyteczności publicznej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. 066

Dlaczego akurat olsztyńskie ACCERO stało się partnerem marki RAK? Osoby odpowiedzialne za rozwój biznesu ceramiki sanitarnej RAK Ceramics w Polsce zainteresowali się naszym salonem, ponieważ szukamy produktów innowacyjnych, najwyższej jakości, ale bardzo ważna jest dla nas również przystępna cena. Nie sztuką jest eksponować drogie markowe produkty na półkach, bo w naszym podejściu liczy się przede wszystkim miks wspomnianych cech i to w stu procentach daje nam RAK Ceramics. Nie jesteśmy sieciówką i prowadzimy bardzo otwartą politykę handlową. Zanim umówiliśmy się na ekspozycję produktów marki RAK Ceramics, zapoznaliśmy się zarówno z ludźmi, którzy są reprezentantami firmy i odpowiadają za rozwój

Apetyty rosną, a czy ceny go nie wystudzą? Właśnie o to chodzi, że produkty łazienkowe RAK są najwyższej jakości, wychodzą spod ręki najwybitniejszych światowych dizajnerów, choćby wspomnieć tu Giuseppe Maurizio Scutellà, Daniela Debiasi i Federico Sandri, ale przy tym wszystkim są dostępne cenowo. Sami byliśmy pozytywnie zaskoczeni, bo są na poziomie porównywalnym lub niższym od znanych w Polsce markowych sanitariatów, np. umywalki nablatowe oscylują w przedziale 500–900 zł. Jeśli chodzi o asortyment marki RAK, to wybraliśmy na ekspozycję kilka linii, np. Sensation, Resort, Moon i One. Każda ma to coś, co stanowi jej wyróżnik. Moon to harmonia, lekkość i piękne szlify. Sensation – 100 proc. elegancji. Resort – kompaktowa forma do mniejszych wnętrz. Zaś One to oferta na każdą kieszeń, taki miks dizajnu, funkcjonalności i ceny. Czy modny trend eco też wkracza w waszą branżę? W temacie ekologii ceramika RAK ma chyba najwięcej do powiedzenia. Otóż cała produkcja ceramiki sfokusowana jest na oszczędność wody. W tym aspekcie marka RAK uzyskała wyniki przewyższające konkurencję o 33 proc. Wszystkie jej produkty są w 100 proc. biodegradowalne. Zaś za redukcję spalin przy procesie produkcji i obniżenie zużycia energii marka od 2015 roku uzyskuje światowe wyróżnienie EcoFriendly Company. Rozmawiał: Michał Bartoszewicz, obraz: archiwum Galeria Wnętrz Accero Galeria Wnętrz Accero Olsztyn, ul. Towarowa 9E tel 517 745 030 pn – pt 9:00–18:00, sobota 9:00–14:00 www.accero.pl



NIERUCHOMOŚCI

Rezydencja Vintage

TAK BUDUJE SIĘ PRESTIŻ IŁAWSKIE PRZEDSIĘBIORSTWO BUDOWLANE OD PRZESZŁO PÓŁ WIEKU TWORZY SWOJĄ MARKĘ NA RYNKU BUDOWNICTWA. OD DWÓCH DEKAD TO RÓWNIEŻ CENIONY DEWELOPER NA RYNKU, KTÓRY WYRÓŻNIA SIĘ SWOIMI NIETUZINKOWYMI REALIZACJAMI. CO DZISIAJ OFERUJE KLIENTOM?

068

Od ponad pół wieku Iławskie Przedsiębiorstwo Budowlane realizuje obiekty handlowe, usługowe i przemysłowe, hale i sale sportowe, szkoły, budynki szpitali i zakładów opieki zdrowotnej, budynki mieszkalne, a także obiekty turystyczne jak baseny, hotele czy SPA. W 1996 roku IPB rozpoczęło działalność deweloperską i od tego czasu zrealizowało około trzech tys. mieszkań w różnych lokalizacjach, m.in. w Olsztynie, Iławie i Bartoszycach. Dzisiaj spółka rozwija działalność deweloperską na nowych rynkach. Niedawno rozpoczę ła inwestycje w Malborku i Kwidzynie. Firma stale pozyskuje nowe grunty w atrakcyjnych lokalizacjach pod inwestycje mieszkaniowe, przede wszystkim w Olsztynie. W swoim portfolio zawsze ma oferty zarówno w sektorze popularnym, jak i o podwyższonym standardzie. – Już na etapie zakupu gruntu dobieramy lokalizacje gwarantujące realizację inwestycji w przyjaznym otoczeniu i z pełną infrastrukturą. A tam gdzie tej infrastruktury nie ma, budujemy ją lub modernizujemy na własny koszt – podkreśla Anna

Olimpijskie Ogrody


NIERUCHOMOŚCI

Rezydencja Vintage

Ukiel Apartamenty

Ukiel Apartamenty

Szymczak, prezes zarządu IPB. – Dlatego nasze osiedla cechują dogodne położenie i funkcjonalność mieszkań. Staramy się, aby klienci żyli w nich komfortowo, a ich potrzeby i zmieniające się trendy inspirują nas do realizacji jeszcze atrakcyjniejszych i bardziej zaawansowanych technologicznie projektów. IPB, jako firma z regionu Warmii i Mazur z ponad 50-letnim doświadczeniem w branży budowlanej i ponad 20-letnim w branży deweloperskiej, wypracowała sobie markę rzetelnej i stabilnej spółki. – W prowadzeniu działalności deweloperskiej od zawsze stawiamy przede wszystkim na jakość, nowoczesność, profesjonalizm i terminowość realizacji inwestycji – podkreśla Anna Szymczak. W marcu 2019 roku IPB został członkiem Polskiego Związku Firm Deweloperskich, największej w Polsce branżowej organizacji zrzeszającej firmy deweloperskie. A może nim zostać tylko rzetelna, wiarygodna firma, która stawia na dynamiczny rozwój i dostosowuje się do zmieniających się realiów branżowych. IPB jako spółka wiodąca wchodzi w skład Grupy Holdingowej Spółek IPB liczącej ogółem pięć spółek branżowych, w tym m.in. biuro projektowe, firmę oferującą usługi sprzętowe i ślusarskie czy spółkę realizującą usługi związane z budową dróg i urządzeniem terenu. – To bardzo istotne, ponieważ duże branżowe i kompleksowe doświadczenie biznesowe w połączeniu z dużym kapitałem gwarantują jeszcze większą stabilność oraz perspektywy rozwoju. Wszystko po to, żeby wspierać naszych klientów w realizacji marzeń o własnym mieszkaniu. Być z nimi nie tylko w okresie sprzedaży mieszkań, ale też i w okresie gwarancyjnym. Ich spełnienie

i poczucie bezpieczeństwa są dla nas kluczowymi wartościami i dają najwięcej satysfakcji – dodaje Anna Szymczak. Dlatego też tworząc przestrzenie do życia, firma przywiązuje uwagę do detali oraz jakości wykonania. Zawsze unikatowy jest wygląd części wspólnych budynków, np. dizajnerskie klatki schodowe, które dają mieszkańcom poczucie elegancji i prestiżu.

Tekst: Karolina Bergman, obraz: arch. IPB Iława

IPB buduje obecnie mieszkania w dziewięciu różnych lokalizacjach na terenie Olsztyna, Iławy, Malborka i Kwidzyna oraz posiada w ofercie około 600 lokali (mieszkania, garaże i lokale usługowe). Aktualnie w Olsztynie realizowane są: „ Rezydencja Vintage” przy ul. Kasprzaka, „Olimpijskie Ogrody” przy ul. Bydgoskiej, „Calamo Park” przy ul. Tuwima, „Osiedle Przylesie” przy ul. Borowej (lokale usługowe) oraz nowość – „Ukiel Apartamenty” przy ul. Bałtyckiej nad jez. Ukiel. Sprzedaż mieszkań Biuro Dewelopera „IPB” Sp. z o.o. Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 15 lok. 5 Tel. 695 250 787, 89 526 13 00 ipbilawa.com.pl Na zdjęciu w ramce: Anna Szymczak – Prezes Zarządu IPB Sp. z o.o.

069


WNĘTRZE

CUDNE GLAZURY

KIEDY ODWIEDZIŁAM WIOSNĄ SALON CERAMIKI KWADRAT, CZUŁAM SIĘ JAK W GALERII SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ. TERAZ, DOWIEDZIAWSZY SIĘ, ŻE MARSZANDZI KWADRATU WRÓCILI WŁAŚNIE Z NAJWIĘKSZYCH EUROPEJSKICH TARGÓW W BOLONII, POPĘDZIŁAM DO NICH PONOWNIE. OCZYWIŚCIE PO TRENDY Z PIERWSZEJ RĘKI.

070

Targi Cersaie w Bolonii to największa impreza ceramiczna w Europie. Jest na niej blisko 900 wystawców, którzy swoje produkty eksponują w 46 halach, a samych dziennikarzy zjeżdżających z całego świata, w tym roku zliczono 1000. – Każdego dnia wstawałam o świcie, żeby nacieszyć oko bolońskimi pejzażami, ponieważ był to jedyny moment, aby je podziwiać – opowiada Maja Burilova, dyrektor ds. importu w Salonie Ceramiki Kwadrat. – Od dziewiątej do osiemnastej, co godzinę spotykaliśmy się z przedstawicielami różnych fabryk poznając oferty oraz trendy panujące na rynku. – Praktycznie każdego wieczoru braliśmy udział w dodatkowych pokazach producentów, w których oferta handlowa przeplatała się z częścią artystyczną, co pozwało nam odkryć inspiracje, które towarzyszyły projektantom w ich pracy nad finalnym wzorem płytki – dodaje Robert Koprowski, kierownik salonu Kwadrat.

Z tych bolońskich zachwytów można by skomponować kilkadziesiąt niepowtarzalnych wnętrz. Odwiedźmy targi z Mają i Robertem raz jeszcze. Opowiedzą nam o 10 najgorętszych światowych trendach prosto z Bolonii.

1. DUŻY FORMAT W pewnych kwestiach rozmiar nie ma znaczenia, ale w ceramice owszem. Jednym z elementów budowy prestiżu fabryki są właśnie duże formaty, jakimi może pochwalić się producent. Wielkopowierzchniowe płytki królują w łazienkach, na ścianach i na elewacjach. Im większa i cieńsza zarazem, tym lepiej.

2. RDZA I NIEDOSKONAŁOŚCI Korodująca blacha – imitacja stali cortenowskiej, przybrudzone elementy i imitacja ręcznej, niedoskonałej roboty to motywy, które były promowane przez niemal każdą


WNĘTRZE

liczącą się fabrykę płytek – tym trendzie sterylna nowa podłoga musi ustąpić imitacji podstarzałej i lekko zniszczonej w formie vintage.

Nośnikiem może być wielkoformatowa płyta lub maleńka mozaika z której układa się obraz.

3. CERAMICZNE BLATY

Ceramika zawłaszcza również meble – ceramiczne donice, wazony, wanny, umywalki czy stoliki to już światowy standard. Z ceramiki buduje się także meble, które można tak ukryć we wnęce, że zlewają się ze ścianą i zupełnie przestają być widoczne.

Ceramiczna ekspansja trwa – podłogi i ściany to za mało, teraz ceramika podbija również kuchenne blaty. Ceramiczne wielkoformatowe płyty świetnie sprawdzają się w kuchni, a niewiele osób wie, że nowe technologie pozwalają na montaż kuchenki indukcyjnej w płycie tak, że wszystko jest jedną i tą samą powierzchnią.

4. ELEMENTY FLORYSTYCZNE Monstery, filodendrony i papużki to ostatni krzyk mody w wielkomiejskich środowiskach. Powrót elementów florystycznych dotyczy także branży płytek ceramicznych – fauna i flora prosto z dżungli wchodzi do łazienek i w nich czuje się świetnie.

5. WIELKI POWRÓT LASTRYKO Powracającemu po latach lastryko nikt nie wróżył sukcesu. Mogli się nim zainteresować co najwyżej młodzi projektanci niepamiętający lastrykowych tarasów PRL-u. Ale nie, moda na lastryko przetrwała już kilka sezonów, a producenci prześcigają się w szukaniu jak najciekawszego uziarnienia lub pomysłów na dodatkowe akcenty – np. lastryko muśnięte odcieniem szałwii, lub pudrowym różem.

6. SZLACHETNE NIUANSE Modne od jakiegoś czasu struktury betonu coraz częściej zostają wzbogacone dodatkiem szlachetnych minerałów, które nadają płytkom połysku i odbijają refleksy światła, płytka staje się co raz bardziej trójwymiarowa.

7. CERAMICZNE PRÊT-À-PORTER Świat ceramiki i mody wzajemnie się przenikają – trendy z sukienek przechodzą na płytki, na których znajdziemy topowe tkaniny, wzory i kolory. Projektowaniem płytek coraz częściej interesują się ikony mody – swój dizajn proponuje już Cavalli, Versace, Maciej Zień.

8. REPRODUKCJE OBRAZÓW Reprodukcje arcydzieł malarskich, ale również fotografii, to motyw, który coraz częściej pojawia się na ceramice.

9. MEBLE Z CERAMIKI

10. ZAMIAST CZAJNIKA Nowinki z Bolonii nie kończą się na ceramice. W samych bateriach można przebierać niczym w ulęgałkach. Nowoczesne powłoki PVD pozwalają aktualnie na produkcje w rozmaitych kolorach takich jak: szczotkowany grafit, różowe złoto, nikiel czy brąz. Dizajn to nie wszystko – nowoczesne baterie kuchenne pozwalają aby zalać sobie herbatę wrzątkiem albo napełnić szklankę przefiltrowaną wodą gazowaną. Takie cuda panie… w kranie. – W ceramice, tak jak w modzie, wszystko już było – podsumowuje Robert, kierownik salonu Kwadrat. – Dlatego teraz szuka się niepowtarzalnych i świeżych kombinacji. Nawet jeśli odzwierciedlamy naturę, to jeździmy po całym świecie, aby znaleźć tę jedną niepowtarzalną strukturę kamienia na przykład. Bywa, że natura jest tylko pewną matrycą do której dodajemy szczyptę kreacji. Na przykład skóra węża, ale z miętowym połyskiem. – Świat ceramiki jest niebywale bogaty i różnorodny, warto to wykorzystać i wyczarować sobie wnętrze marzeń – zachęca Maja. – Łazienki nigdy nie urządza się dożywotnio, bo to pomieszczenie, które co dekadę domaga się remontu. Dlatego w tym przypadku, jak radzi Maja, nie warto być zachowawczym. Lepiej puścić wodze wyobraźni i zaszaleć. Tekst: Aga Kacprzyk, Słowo daję Obraz: arch. KWADRAT Salon Ceramiki, Arek Stankiewicz

KWADRAT Salon Ceramiki Olsztyn, ul. Stalowa 8 tel: +48 510 064 470 e-mail: kwadrat@kwadrat.olsztyn.pl www.kwadrat.olsztyn.pl


ARCHITEKTURA

HARMONIA PRZESTRZENI PROSTA BRYŁA, NATURALNE MATERIAŁY, PRZETWARZANIE STARYCH MATERIAŁÓW. O TYM, DLACZEGO WARTO KONTYNUOWAĆ ARCHITEKTURĘ REGIONALNĄ, OPOWIADA ARCHITEKT TOMASZ LELLA, WŁAŚCICIEL PRACOWNI STUDIO FORM ARCHITEKTONICZNYCH PANTEL, AUTOR WYDANEGO JESIENIĄ „KATALOGU PROJEKTÓW DOMÓW WARMII I MAZUR”. Ale budując bez szacunku dla tożsamości miejsca, robimy to ze szkodą dla wszystkich innych mieszkańców regionu. Jestem zwolennikiem budowania pierzei domów w podobnym stylu, zespołu urbanistycznego. Takie powstały np. w Pluskach czy pod Giżyckiem i stały się wizytówką gminy. Wartość krajobrazu i jego elementów przy takim kompleksowym projektowaniu automatycznie rośnie. A przyjezdni robią zdjęcia, nie mogąc się nadziwić jaki efekt daje dobrze zaprojektowana, spójna przestrzeń. Nie grodzona wysokim zabudowanym murem, tylko podkreślającym całość ogrodzeniem i zielenią ogrodową. Wtedy mamy efekt ładu i harmonii.

MADE IN: Jaki powinny wyglądać domy, które powstają na Warmii i Mazurach? Tomasz Lella: Przede wszystkim powinny nawiązywać do architektury regionu i unikatowego otoczenia. Jeśli chcemy, aby ten region zachował swoją wyjątkowość, powinnyśmy kontynuować tradycje w budownictwie sprawdzone tu w poprzednich wiekach. Publikowanych jest mnóstwo katalogów, które proponują gotowe projekty, tyle że nie ma czegoś takiego jak dom uniwersalny, który można postawić wszędzie. Kiedy 30 lat temu przyjechałem na Mazury, chłonąłem i dokumentowałem tutejszą architekturę. I przez te lata namawiam, aby uwzględniać historię miejsca, w którym żyjemy. Takie projekty konsekwentnie tworzę. W „Katalogu projektów domów Warmii i Mazur” zebrałem i wybrałem 27 z nich. To kwintesencja mojej pracy.

072

Co łączy twoje projekty? Prosta, funkcjonalna bryła. Materiały, które przetwarzam to czerwona cegła, dachówka ceramiczna, drewno, kamień. Każdy projekt, chociaż podobny na pierwszy rzut oka, jest inny, dopasowany do potrzeb mieszkańców. Wprowadzam czasami np. duże przeszklenia, aby domownicy mogli czerpać radość z widoku na ogród, las czy wodę. W niektórych elementem dominującym są tzw. katedry – przeszklenie salonu aż do kalenicy. Stąd efekt nawy katedry. Używam też starych materiałów i namawiam inwestorów, aby dawali drugie życie dachówkom, cegłom czy deskom. Skoro przetrwały sto lat, często w świetnej formie, przetrwają następny wiek. Uczulam też na sposób myślenia – fakt, że jesteśmy właścicielami działki, nie znaczy, że dom, który wybudujemy i jego otoczenie, należy tylko do nas. Masz na myśli wspólny krajobraz? Teoretycznie na naszej ziemi możemy postawić dom, który określa plan miejscowy, albo decyzja o warunkach zabudowy.

Twoi klienci są świadomi tego? Zazwyczaj tak. To ludzie, którzy podobnie jak ja, chcą, aby architektura regionalna była kontynuowana. Ta świadomość następuje powoli. Przez ostatnie 30 lat chcieliśmy nasycić się wolnością, również w budownictwie, więc region został zeszpecony budynkami kompletnie oderwanymi od historycznej zabudowy. Staram się pokazywać dobre wzorce, chcę aby ludzie „integrowali” się z architekturą regionu kontynuującą specyfikę domów warmińskich i mazurskich. Natomiast kiedy trafiają mi się klienci spoza regionu, zagłębiam się w tamtejsze historyczne wzorce. „Katalog projektów domów Warmii i Mazur” jest ogólnie dostępny na rynku? Można go zamówić w mojej pracowni, w takim przypadku katalog jest z podpisem architekta. Projekt to koszt zaledwie 2–3 procent całej inwestycji budowlanej. Warto więc znaleźć ten właściwy, aby pozostawić po sobie dom, którego nie będziemy żałować i się wstydzić. Mam jednak wrażenie, że w swoich działaniach propagowania architektury regionu jestem takim Don Kichotem. W budowanie dziedzictwa architektonicznego i tożsamości regionu powinny włączyć się instytucje odpowiedzialne za kreowanie przestrzeni, urzędy, jak i my sami. Jeśli będziemy działać razem, zyska na tym wizerunek Warmii i Mazur i jego mieszkańcy. Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz, arch. Studia Form Architektonicznych „Pantel”

Studio Form Architektonicznych PANTEL architekt Tomasz Lella Olsztyn ul. Rybaki 40 www.pantel.olsztyn.pl



BIZNES

GENERALNIE DOM WPISUJĄC W GOOGLE FRAZĘ „BUDOWA DOMU…” WYSZUKIWARKA PODPOWIADA MI CIĄG DALSZY: „…NIGDY WIĘCEJ”. TRUDNO ZLICZYĆ, ILE PAR ROZWIODŁO SIĘ PRZED BUDOWĘ DOMU, ILE GŁÓW OSIWIAŁO, ILE RAZY ZAŁOŻONY BUDŻET OKAZAŁ SIĘ ZBYT KRÓTKI. DLATEGO CORAZ WIĘCEJ KLIENTÓW WOLI OMINĄĆ RYZYKO I ZLECA BUDOWĘ GENERALNYM WYKONAWCOM LUB KUPUJE… ICH GOTOWE DZIEŁA.

074

Dobra lokalizacja to połowa sukcesu – rozpoczyna opowiadać Paweł Podhorodecki, współwłaściciel GP Fortis. – Dlatego szukamy miejsc najlepiej położonych względem miasta, z dobrym dojazdem, które łączą w sobie pozorne przeciwieństwa – dostęp do cywilizacji oraz sielski klimat. I rzeczywiście, kiedy pędzę arterią prowadzącą do obwodnicy Olsztyna, mijając markety, tramwaje i inne typowo miejskie dobrodziejstwa, trudno mi uwierzyć, że trzy minuty stąd, zanurzony w ciszy i zieleni dom, z widokiem na jezioro, czeka na swojego właściciela. – Domy są tak posadowione, że ich tarasy i ogrody wchodzą na południową stronę – dodaje Karol Giedryś, drugi ze współwłaścicieli GP Fortis. – A widok na oddalone o dwie minuty piechotą jezioro Bartąg nie ulegnie zmianie, ponieważ w planie zagospodarowania przestrzennego nie przewidziane są żadne zabudowania, które mogłyby cokolwiek zasłonić. W przyszłym roku do samej posesji będzie prowadził asfalt wraz z chodnikiem, ścieżką rowerową i oświetleniem.

ZATRZYMAJ ENERGIĘ Ale położenie to nie jedyne atuty, którymi może pochwalić się inżynierski duet GP Fortis, generalnego wykonawcy robót budowlanych. Jako młodzi wizjonerzy czerpiący wiedzę i inspirację z całego świata, od samego początku chcieli budować energooszczędne domy. Polski rynek kilka lat temu nie dojrzał jeszcze do takich rozwiązań, ale klienci coraz częściej zwracają uwagę na parametry energetyczne nowo powstałych budynków. Dlatego domy na ul. Akacjowej wybudowane są w nowoczesnej technologii pozwalającej na maksymalną oszczędność ciepła. Gwarantują to m.in. posadowienie budynku na grzewczej płycie fundamentowej (wielkopowierzchniowe grzanie jest bardziej stabilne i oszczędne), poddasze ocieplone ekologiczną celulozą, która dzięki temu, że jest wdmuchiwana do wewnątrz, dokładnie wypełnia przestrzeń, nie pozostawiając żadnych przerw czy spoin. Ważne: okna osadzane technologią tzw. ciepłego montażu, gwarantując pełną szczelność, zaś kontrolowanym oddychaniem domu


BIZNES

zajmuje się wentylacja oraz zamontowane w ramach okiennych nawiewniki. W efekcie cała bryła domu jest dokładnie otulona po to, aby zredukować straty ciepła do minimum.

LICZY SIĘ WNĘTRZE Położenie – kluczowe, energooszczędność – ważna, ale czy to wystarczy, aby związać się na lata kredytem i powiedzieć domu sakramentalne „tak”? Raczej nie. Przyszły dom trzeba poczuć wyobraźnią, zadać sobie pytanie: czy ja siebie tam widzę? Kiedy zobaczyłam domy na ul. Akacjowej, fantazja od razu krzyknęła „tak!”. Idealny metraż, bo 107 metrów to złoty środek między mieszkaniem w bloku, a willą, która wraz z wyprowadzką dzieci straszy pustą przestrzenią. I wszystko się tu mieści: cztery pokoje na piętrze oraz kuchnia, jadalnia i salon na dole. Przeszklony od południa salon od wiosny do jesieni podwaja swoją powierzchnię o przestronny słoneczny taras. Do tego przedpokój, dwie łazienki – każde pomieszczenie w idealnych proporcjach i funkcjonalnym układzie. Jeśli miałabym szukać domu, w którym klocki dobrze do siebie pasują, a logika z estetyką idzie w parze, Akacjowa właśnie to ma.

SIŁA PIERWSZEGO WRAŻENIA Psychobiolodzy twierdzą, że wciąż nie doceniamy siły pierwszego wrażenia. Wprawne oko dostrzeże ważne detale. Na elewacji znajduje się tynk o drobnoziarnistej szlachetnej strukturze. Zewnętrzne elementy drewniane i pergola nad tarasem tworzą harmonijną kompozycję, na dachu ceramiczna

dachówka. – Przyszli domownicy otrzymają od nas dom wraz z ogrodzeniem, podjazdem z kostki brukowej z dwoma miejscami parkingowymi, na których można wybudować wiatę oraz pasem zieleni oddzielającym sąsiadów, ponieważ dom na Akacjowej to trzy budynki dwulokalowe – dodaje Karol Giedryś.

TO SIĘ OPŁACA Na pytanie czy lepiej stawiać dom samemu, czy jednak zlecić generalnemu wykonawcy, właściciele GP Fortis uśmiechają się, uznając pytanie za czysto retoryczne. – Liczba detali, o których nie mamy pojęcia przystępując do budowy domu, lawinowo rośnie z każdym miesiącem, potęgując założone wcześniej koszty – zaznacza Paweł Podhorodecki. – A zatrudnianie małych ekip – budowlanej, hydraulicznej, dekarskiej – wymaga wielkich pokładów cierpliwości, długiego urlopu i gotowości do bycia na każde wezwanie. Dlatego, jakby nie liczyć, generalne wykonawstwo, które oferujemy, to nie tylko bezpieczniejsze, ale również bardziej ekonomiczne rozwiązanie. Tekst: Aga Kacprzyk, Słowo Daję, obraz: GP Fortis

GP FORTIS Karol Giedryś, Paweł Podhorodecki S.C. Olsztyn, ul. Trylińskiego 16/120 biuro@gpfortis.pl www.gpfortis.pl


NIERUCHOMOŚCI

INWESTYCJA W MARZENIA A GDYBY TAK ZAMIENIĆ MIESZKANIE W BLOKU NA DOMEK POD LASEM? NEW HOUSE NIERUCHOMOŚCI ZACHĘCA KLIENTÓW, ABY NIE CZEKAĆ Z MARZENIAMI. TYM BARDZIEJ, ŻE LOKALE, DOMY I DZIAŁKI TO NAJLEPSZA INWESTYCJA POD SŁOŃCEM. Doradcy New House działający na rynku od 2007 roku znają Warmię i Mazury jak własną kieszeń. Tworzą ośmioosobowy, stabilny zespół, którego mocną stroną są udane negocjacje. – Na rynku daje się odczuć przypływ gotówki, a z drugiej strony kryzys zaufania do banków. Więc ci, którzy chcą zainwestować oszczędności, najczęściej decydują się na nieruchomości, głównie pod wynajem. Kupno mieszkania np. w stolicy regionu, gdzie działa kilka uczelni wyższych, to dobra lokata kapitału. A krótkoterminowy wynajem apartamentów czy wiejskich domów dla turystów, też jest coraz bardziej popularny w regionie – tłumaczy założyciel New House.

076

Opowieści o mazurskich siedliskach, bogatym rynku mieszkań, działkach z widokiem na jezioro pobudzają wyobraźnię. Dlatego nasz wywiad o branż y nieruchomości w klimat yc znym biurze New House szybko schodzi na rozmowę o marzeniach. Mimochodem zaczynam snuć wizję – domek na wsi zatopiony w zieleni, własny ogródek, kawa na tarasie. Ale to wszystko kiedy wygram w „totka”, a tymczasem zadowolę się M-3 w bloku. Łukasz Wróbel, właściciel New House Nieruchomości odwraca w moją stronę ekran laptopa. Jedna z ofert agencji skrojona dla mnie: domek pod lasem, osiem km od centrum miasta, malowniczy widok na Łynę. W cenie mojego mieszkania! Dwa dni później otwieramy już bramę do jego ogrodu. Niemal od razu czuję, że to może być moje miejsce na ziemi, ale żeby podjąć decyzję, rzucam propozycję: wynajmę domek na jedną noc. – Nietypowa prośba, co nie znaczy, że niemożliwa do spełnienia – przyznaje Łukasz. – Często klienci już po pierwszej wizycie wiedzą czy nieruchomość spełnia ich oczekiwania, ale w przypadku dylematu robimy wszystko, aby pomóc w podjęciu właściwej decyzji. Właściciel przyjął propozycję. Wróciłam do domku pod lasem wyposażona

w metrówkę, rozrysowałam projekt ustawienia mebli, wypiłam kawę na tarasie. I utwierdziłam się w przekonaniu, że spełnienie moich marzeń jest w zasięgu ręki. W Olsztynie, Giżycku, Mikołajkach czy innych miastach leżących na Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, ceny mieszkań i apartamentów, mimo bogatej oferty deweloperskiej, od kilku lat trzymają wysoki poziom cenowy. Im bliżej jeziora, malowniczej rzeki czy terenów zielonych – tym wyższa stawka. – Dlatego to bardzo dobr y czas na sprzedaż mieszkań i np. kupno domu poza miastem, spełnienie marzeń o własnym siedlisku, agroturystyce – tłumaczy Łukasz. – Mimo że coraz rzadziej, wciąż można znaleźć na Warmii i Mazurach wiekowe gospodarstwa idealne na taką działalność. Na prośbę klienta – szukamy ich do skutku.

Od kawalerek po luksusowe rezydencje z basenem – ich oferta zawiera około pół tys. nieruchomości, również spoza regionu. Klienci trafiają do nich głównie z polecenia, a punktem spotkań bywa Port Lotniczy Olsztyn-Mazury. – Osoby pracujące za granicą coraz częściej inwestują oszczędności właśnie w naszym regionie – tłumaczy Łukasz. – Doceniają walory przyrodnicze i szybko rozwijającą się infrastrukturę. Dzięki uczciwości i zaufaniu, które budujemy, wracają do nas realizować kolejne transakcje. A my często jesteśmy świadkami jak rozwijają skrzydła i tryskają energią pod nowym, wymarzonym dachem. Tekst: Beata Waś, obraz: Kuba Chmielewski, archiwum New House New House Nieruchomości Olsztyn, ul. Warmińska 7/4 tel. 664031061 www.newhouse.co


SHOWROOM

TO NASZA SPECJALNOŚĆ

Tylko u nas personalizowana armatura łazienkowa idealna do Twojej kąpiołki dystrybucja CERAMOTEKA ul. Sikorskiego 19, 10-088 Olsztyn pn-pt: 10:00-18:00 sb: 10:00-14:00 www.ceramoteka.pl

płytki ceramiczne | armatura | ceramika sanitarna| grzejniki dekoracyjne |tapety | oświetlenie | domowe SPA


BIZNES

FIRMA TO LUDZIE, LUDZIE TO MARKA 30 LAT TEMU, GDY ZACZYNALI BIZNES, PRODUKOWANE ŁÓŻKA ROZWOZILI PRZYCZEPKĄ CIĄGNIĘTĄ ZA STARYM, ZDEZELOWANYM FIATEM. DZIŚ NORD MEBEL EKSPORTUJE SWOJE MEBLE DO WIELU KRAJÓW W CAŁEJ EUROPIE. WSZYSTKO DZIĘKI PONADPRZECIĘTNIE ZAANGAŻOWANYM PRACOWNIKOM, KTÓRZY TWORZĄ TĘ FIRMĘ.

078

Nord Mebel to producent mebli tapicerowanych, zatrudniający dziś około 150 osób, ale o wejściu firmy na rynek meblarski zadecydował przypadek. 30 lat temu Zbigniew Wiśniewski trafił na rozmowę kwalifikacyjną do dużego producenta mebli, który jak myślał poszukiwał informatyka. Na rozmowie okazało się, że to pomyłka. Wolny etat czekał na technologa drewna. Mimo tego zatrudnił się w firmie. Tam zdobył wiedzę i załapał meblarskiego bakcyla. Potem zapragnął czegoś swojego. Miał pomysł na nieznany dotąd w Polsce koncept sypialni, która stała się namiastką luksusu. 18-letnim, zdezelowanym dużym Fiatem, do którego za kierownicę wchodziło się drzwiami od strony pasażera, jeździł na początku tygodnia po materiały do Oławy i Łodzi. Następnie produkował trzy, cztery sypialnie, które pakował na przyczepkę i jeszcze w tym samym tygodniu rozwoził do sklepów. A potem cykl zaczynał się na nowo. Od początku zatrudniał ludzi, którzy mogli do firmy coś wnieść – czasem wiedzę, czasem odważne pomysły, czasem charyzmatyczną osobowość, a czasem wszystko naraz. Tak jak w przypadku Reginy Wesołowskiej, która dołączyła do zespołu po 20 latach kariery w bankowości, wnosząc swoją wiedzę i doświadczenie głównie w zakresie zarządzania i pracy z ludźmi. Wiedziała, że jeśli chcą być konkurencyjni na rynku, to poza godziwymi zarobkami muszą dać pracowni-

kom możliwość tworzenia firmy wspólnie z nami. – Często to od nich pochodzą pomysły na nowe wzornictwo oraz ciekawe rozwiązania konstrukcyjne – wyjaśnia Regina Wesołowska. – Ludzie są niesłychanie kreatywni i odpowiedzialni, jeśli w firmie mogą się rozwijać. A rozwijać się trzeba non stop. Nowe technologie i automatyzacja procesu produkcyjnego oznaczają dla pracowników mnóstwo szkoleń i wyzwań. To samo dotyczy działań proekologicznych. – Chcemy iść w kierunku wykorzystania odpadów i tworzyć z nich półprodukty. Z trocin może przecież powstać brykiet, a włóknina stanowi doskonały materiał do produkcji kołder. – podaje przykład Zbigniew Wiśniewski. – Ale żeby to wypaliło musimy wypracować w ludziach świadomość, że jest to ważne i potrzebne. Zależy nam by działania proekologiczne stały się dla nas wspólnym celem. To istotne także dla uczniów, którzy odbywają tu praktyki. Młodzi wiedzą, że, aby zaliczyć praktykę w Nord Mebel muszą mieć przyzwoite oceny i 80 proc. frekwencji. Te zasady, choć początkowo wydają im się surowe, są potrzebne, by zrozumieli, że gra toczy się o wyższe wartości. Przecież uczą się tu nie tylko zawodu, ale też rzetelności i odpowiedzialności. Poza wynagrodzeniem mogą liczyć na różnego rodzaju bonusy i wycieczki z atrakcjami. Najlepsi na stałe dołączają do ekipy. A tę ekipę buduje się tu poprzez otwartość kontaktów, dbałość o dobrą atmosferę i częste spotkania integracyjne. – Ci ludzie nie przestają mnie zadziwiać. Niedawno przenosiliśmy szwalnię do nowej lokalizacji. Cel był trudny – w piątek o 15 kończymy pracę, a w poniedziałek o 6 rozpoczynamy produkcję na nowo – wyjaśnia Zbigniew Wiśniewski. – Dzięki ogromnemu zaangażowaniu pracowników cel został osiągnięty. W poniedziałek rano produkcja ruszyła na nowo – dodaje ze wzruszeniem. Meble produkowane w Nord Mebel są eksportowane do krajów europejskich, a tam najczęściej sprzedawane pod obcą marką. Ale właściciele nabierają powoli ochoty, by wylansować własną. Regina Wesołowska: – Jest to ogromne wyzwanie marketingowe, ale wiem, że z takimi ludźmi i ich pomysłami możemy po to sięgnąć. Tekst: Karolina Bergman Obraz: Arek Stankiewicz NORD MEBEL Sp. z o.o. Nidzica, ul. Sportowa 11 mail: nordmebel@wp.pl www.nordmebel.eu



URODA

MAKIJAŻ W SŁUSZNEJ SPRAWIE

WIĘKSZOŚĆ Z NAS MYŚLI, ŻE MAKIJAŻ PERMANENTNY ZACZYNA SIĘ I KOŃCZY NA WYEKSPONOWANYCH USTACH I PRZYCIEMNIONYCH BRWIACH. TYMCZASEM MIKROPIGMENTACJA TO TAKŻE ODPOWIEDŹ NA PROBLEMY KOBIET PO MASTEKTOMII ORAZ MĘŻCZYZN BORYKAJĄCYCH SIĘ Z ŁYSIENIEM.

080

O nowych obliczach makijażu permanentnego wie wszystko Małgorzata Muzińska, właścicielka Centrum Estetycznego w Olsztynie. Absolwentka odnowy biologicznej i kosmetologii, wizażystka, z zamiłowania malarka, przez wiele lat szukała własnego miejsca na bardzo zróżnicowanym rynku kosmetycznym. – Kiedy przyszedł do Polski szał na makijaż permanentny, ja byłam w kontrze. Tamte trendy były całkowicie poza moją stylistyką, kłóciły się z moim poczuciem estetyki – wspomina Małgorzata Muzińska. – Co prawda sama idea bardzo mnie pociągała swoją malarskością i artyzmem, ale czekałam, aż w makijażu permanentnym przyjdzie moda na naturalność. Zdaniem Małgorzaty Muzińskiej nowoczesny makijaż permanentny to taki, który jest dopełnieniem natury i ma jedynie w niewielkim stopniu podrasować urodę. Dopiero w takiej postaci go „kupiła” i zajęła się nim na poważnie. Zaczęła robić kolejne kursy, na których dowiedziała się od prowadzących, że ma do tego dryg i talent. Okazało się, że wyćwiczone trzynastoletnim doświadczeniem makijażystki ruchy pędzlem, wychodzące z nadgarstka a nie z łokcia, przydają się do operowania precyzyjnym sprzętem do wykonywania tego rodzaju make-up’u. Jednak dopiero kursy mikropigmentacji medycznej przyniosły poczucie, że wreszcie znalazła swoją ukochaną „działkę” w tej dziedzinie. Stąd od niedawna Centrum Estetyczne oferuje zabieg mikropigmentacji brodawki piersiowej. Oferta jest skierowania do pań po mastektomii, które po decyzji o rekonstrukcji piersi nie są w pełni zadowolone z jej efektów. Zabieg polega na „namalowaniu” brodawki za pomocą igły poprzez wprowadzenie barwnika w głąb naskórka. Pigmentacja pozwala wiernie odtworzyć kolor brodawki, jej kształt i naturalną porowatość – wszystko to, czego tradycyjna rekonstrukcja nie gwarantuje. Małgorzata Muzińska z rozrzewnieniem wspomina swoją pierwszą klientkę, która poddała się temu zabiegowi. Na widok odzyskanej brodawki, miała od razu ochotę włożyć po latach koronkową bieliznę. – Radości i wzruszenia tej kobiety nie zapomnę nigdy – komentuje. – Chciałabym zainspirować

inne panie po podobnych przejściach, by odważyły się na taki zabieg. Po ciężkich doświadczeniach należy im się taka radość i takie wzruszenia. W swoim gabinecie Małgorzata Muzińska spieszy z pomocą także mężczyznom. Tym, którzy tracą pewność siebie, a czasem nawet grunt pod nogami z powodu łysienia. Zabieg mikropigmentacji skóry głowy polega na odtworzeniu 3D mieszka włosowego. Jest to idealna alternatywa dla mężczyzn, którzy zaczynają łysieć, chcą ukryć pojawiające się zakola lub chorują na androgenowe wypadanie włosów. Panom, którzy lubią krótkie strzyżenia, wprowadza się pigment płytko pod całą skórę głowy i zaleca się jej golenie co trzy dni nakładką trzymilimetrową, aby zachować naturalny efekt. Zabiegu nie można więc porównać do tatuażu, przy którym pigment wprowadzany jest głęboko pod skórę. Tym zaś, którzy borykają się z przerzedzaniem włosów, można wizualnie zagęścić tylko wybrane partie głowy. W obydwu przypadkach efekt jest spektakularny. – Wreszcie czuję, że to, co robię, ma sens. Chcę pomagać ludziom, bo od zawsze miałam zapędy filantropijne – podsumowuje Małgorzata Muzińska. Pewnie też dlatego raz w miesiącu jedna jej klientka może poddać się zabiegowi mikropigmentacji brodawki całkowicie bezpłatnie. Tekst: Karolina Bergman, obraz: Michał Bartoszewicz, arch. Centrum Estetyczne MM, © KDdesignphoto / Shutterstock.com

Centrum Estetyczne Małgorzata Muzińska Olsztyn, ul. Popiełuszki 24 lok. H06 tel.: 660 593 786 e-mail: centrum.estetyczne.mm@gmail.com www.centrumestetyczne.com.pl



ZDROWIE

KOBIECY PIERWIASTEK W CHIRURGII CHIRURG SZCZĘKOWO-TWARZOWY… JUŻ SAMA NAZWA ZAWODU BRZMI BARDZO MĘSKO. A CZY MA SWOJĄ ŻEŃSKĄ ODMIANĘ? POROZMAWIAJMY NA TEN TEMAT Z DR N. MED. ANNĄ DUDZIŃSKĄ-FILKIEWICZ. NA CO DZIEŃ PRACUJE Z PACJENTAMI (I PACJENTKAMI – A JAKŻE) W KLINICE ALFA DENTAL ORAZ NA ODDZIALE CHIRURGII SZCZĘKOWO-TWARZOWEJ UNIWERSYTECKIEGO SZPITALA KLINICZNEGO W OLSZTYNIE.

082

MADE IN: Jak to się stało, że została pani chirurgiem? Dr. Anna Dudzińska-Filkiewicz: Można powiedzieć, że to taka rodzinna tradycja. (śmiech) Pasję do stomatologii odziedziczyłam po rodzicach – mama Iwona Dudzińska – stomatolog ogólny, tata – Leszek Dudziński – chirurg szczękowy. Tradycja rodzinna oraz zainteresowania sprawiły, że poszłam w stronę chirurgii. Już jako studentka stomatologii chodziłam na oddział przypatrywać się pracy, wszystkie praktyki na studiach oraz prawie cały staż podyplomowy spędziłam na oddziale. Po ukończeniu studiów, kierowana pasjami, zdecydowałam się rozpocząć pracę na Oddziale Chirurgii Szczękowo-Twarzowej Miejskiego Szpitala Zespolonego w Olsztynie. Obecnie, oprócz pracy w klinice Alfa Dental, pracuję na Oddziale Chirurgii Szczękowo-Twarzowej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie jako zastępca ordynatora oraz uczę przyszłe pokolenia lekarzy.


ZDROWIE

Chirurg szczękowo-twarzowy to dość nietypowy zawód dla kobiety. To prawda, jednak coraz więcej, nas kobiet, wchodzi w świat męskich zawodów. Nawet kobieta strażak już nikogo nie dziwi. I bardzo mnie to cieszy. W końcu my, kobiety, możemy wszystko. Na czym polega praca chirurga twarzowo-szczękowego? Jeszcze kilka lat temu specjalizacja ta kojarzyła się z leczeniem dolegliwości jamy ustnej i w sumie wiele osób nadal myli chirurgię twarzowo-szczękową z chirurgią stomatologiczną, natomiast jej zakres jest znacznie szerszy. Chirurg szczękowo-twarzowy łączy pracę lekarza pracującego na oddziale szpitalnym z pracą lekarza dentysty. W szpitalu pracuję z najcięższymi przypadkami – od pacjentów z zapaleniem zatok, wskazaniem do chirurgicznego leczenia chorób stawowo-skroniowo-żuchwowych, szczękowo-twarzowych, leczenia torbieli wewnątrzkostnych, guzów łagodnych i złośliwych w obrębie twarzoczaszki, wad rozwojowych. Czy praca w klinice stomatologicznej, różni się od tej w szpitalu? I to bardzo. W szpitalu spotykamy się z najcięższymi przypadkami, często powypadkowymi, dlatego praca w klinice

ma trochę inny charakter, jest bardziej uporządkowana i przewidywalna. W Alfa Dental współpracuję z dwoma znakomitymi chirurgami. Wykonujemy skomplikowane zabiegi typu sinus lift, przebudowy kostne, przeszczepy tkanek własnych, złożone prace implantologiczne, odbudowy pełnołukowe, które wykonują wykwalifikowani specjaliści protetyki. Ze względu na dzisiejszy styl życia coraz częściej trafiają do nas pacjenci z chorobami stawów skroniowo-żuchwowych, których często objawami są nawracające migreny czy trzaski, przeskoki. Leczymy kompleksowo, zaczynając od przebudowy łuków, poprzez fizjoterapię i ewentualne płukanie stawów z wypełnianiem ich powierzchni komórkami macierzystymi pozyskanymi z PRF oraz kwasem hialuronowym.

Jest wzorzec idealnego chirurga? Człowiek z delikatną i precyzyjną ręką, wrodzoną pracowitością i opanowaniem. A konkretniej, to na pewno mówimy o kimś, kto nieustannie się uczy, musi być na bieżąco z wiedzą i nowinkami technologicznymi. Chirurgia to nie zawód – to bardzo wymagający wybór drogi życiowej. Nie znosi ustępstw, tym bardziej chirurgia twarzowo-szczękowa. Obszar twarzy jest niezwykle delikatny, a tym samym bardzo złożonym polem zabiegowym. Twarz człowieka składa się z około 70 mięśni, które nadają jej kształtu i umożliwiają wyrażanie emocji. Wystarczy niewprawiona ręka lub brak znajomości i można wyrządzić komuś krzywdę. Zainteresowanie chirurgią twarzowo-szczękową rośnie? Tak, jest to związane z bardzo dużym zainteresowaniem pacjentów medycyną estetyczną, która właśnie teraz przeżywa swój złoty wiek. W końcu wszyscy chcemy wyglądać młodo i atrakcyjnie, czuć się dobrze we własnym ciele. Dzięki ogromnemu postępowi wiedzy i technologii medycznych, spektrum zabiegów jakie wykonuje dzisiaj chirurg twarzowo-szczękowy, obejmuje cały obszar twarzy, najważniejszej jednostki estetycznej naszego ciała. Jednak leczenie nie ogranicza się tylko do poprawy estetyki, wiąże się z uzy-

skaniem harmonii szkieletu, tkanek miękkich i wynikających z nich warunków zgryzowych. Dzisiejsi pacjenci są coraz bardziej świadomi, nie zależy im już tylko na pięknych efektach, ale na zapewnieniu czy przywróceniu równowagi, która przekłada się na codzienny komfort życia. Rozmawiała: Aleksandra Pyza, Rebel Artistry Obraz: arch. Andrzej Bugajski Rebel Artistry

Alfa Dental S.C Olsztyn, ul. Iwaszkiewicza 22a/01 tel: 508 424 525 www.alfadental.pro

083


ZDROWIE

PORZUĆ OGRANICZENIA I… OKULARY ILEŻ TO RAZY CZUJEMY SIĘ WIĘŹNIEM WŁASNYCH OKULARÓW LUB SOCZEWEK KONTAKTOWYCH. MOŻE JUŻ CZAS PRZYWRÓCIĆ SOBIE CAŁKOWITĄ WOLNOŚĆ I KOMFORT.

084

W naszej szerokości geograficznej, przy niewystarczającym od października do marca dostępie do światła słonecznego, krótkowzroczność uznaje się powoli za normę. Stwarzamy sobie coraz mniej okazji do patrzenia daleko w horyzont, za to mnóstwo do patrzenia w ekran komputera. Dzieci, u których dotąd nie zdiagnozowano krótkowzroczności, prawdopodobnie będą musiały się z nią zmierzyć w ciągu kilku najbliższych lat. – Z jednej strony są to dane zatrważające, z drugiej zaś pociesza świadomość, że dziś wzrok można skutecznie naprawić i skorygować. I to w każdym wieku – podkreśla dr n. med. Joanna Zalewska, specjalista chorób oczu z Centrum Diagnostyki i Mikrochirurgii Oka Lens w Olsztynie. Leczy się tu krótkowzroczność i nadwzroczność, zaćmę, stożek rogówki, tzw. „suche oko”, choroby siatkówki oraz wiele innych chorób i przypadłości okulistycznych. Przeprowadza się wszystkie możliwe badania diagnostyczne i operacje wzroku. Na sukces zabiegów i zadowolenie pacjentów pracują najnowocześniejszy sprzęt i świetnie wyszkoleni lekarze specjaliści. – Nasz zespół to osoby uwielbiające nowinki technologiczne z dziedziny okulistyki. Tę ciekawość nowych rozwiązań podsycają częste sympozja naukowe w kraju i za granicą – mówi dr n. med. Joanna Zalewska.

Ciekawi nowych możliwości w okulistyce są też pacjenci. Zwłaszcza młodzi, którzy nie lubią narzekać na ograniczenia i brak komfortu widzenia. Ale zgłasza się też coraz więcej osób, które chcą naprawić wzrok ze względów zawodowych. Lista profesji, gdzie wymagany jest idealny wzrok, stale rośnie: służby mundurowe, kierowcy, pracownicy budowlani


ZDROWIE

na wysokościach, piloci, pracownicy obsługi lotu, motorniczy, maszyniści, a także konduktorzy. W wielu miejscach pracy wykluczone są okulary i soczewki kontaktowe. Zresztą jedne i drugie stanowią ograniczenia nie tylko w kwestii wyboru przyszłego zawodu, ale także uprawiania sportu. Warto też wiedzieć, że soczewek nie da się nosić przez całe życie. Po kilkudziesięciu latach użytkowania dochodzi w końcu do przesuszenia oka i dyskomfortu graniczącego z bólem. Zmęczonym użytkownikom okularów i soczewek klinika Lens proponuje laserową korekcję wzroku najnowocześniejszymi na świecie technikami Relex Smile oraz FemtoLasik. Są jednak przypadki, gdy laserowa korekcja jest niemożliwa ze względu na cienką rogówkę czy zbyt dużą wadę wzroku (powyżej minus 9 dioptrii). Wtedy okuliści z centrum Lens zalecają zabieg wszczepienia soczewki fakijnej, która na zasadzie soczewki kontaktowej wchodzi pomiędzy tęczówkę a soczewkę własną i gwarantuje spektakularne efekty, nawet przy bardzo dużej (do minus 20 lub plus 10 dioptrii) wadzie wzroku. Ta forma korekcji wzroku jest całkowicie odwracalna, a przy okazji można pozbyć się prezbiopii, oznaczającej konieczność noszenia dodatkowej pary okularów do czytania. Lens oferuje również zabiegi dedykowane osobom starszym, które muszą zmierzyć się z pogarszającą się wraz z wiekiem ostrością widzenia i problemem zaćmy. Na zabieg usunięcia zaćmy w ramach świadczeń NFZ czeka się tu jedynie miesiąc. Refundowana jest najprostsza soczewka przywracająca widzenie i usuwająca uciążliwe skutki choroby. – Warto jednak przy takim zabiegu dać się namówić na nierefundowane soczewki grupy premium, dzięki którym seniorzy, wciąż jeszcze aktywni fizycznie, a często też zawodowo, odzyskują

ostrość i komfort widzenia w każdej życiowej sytuacji – przy czytaniu, patrzeniu w dal, pracy przy komputerze, uprawianiu sportu – wymienia dr n. med. Joanna Zalewska. – To cudowne, że osoby starsze też chcą od życia więcej i nie godzą się na ograniczenia czy brak komfortu. Klinika stawia też na profilaktykę. 23 listopada bezpłatnie wykonano tu pacjentom przesiewowe badanie wzroku w kierunku zapobiegania chorobie zwanej stożkiem rogówki. – Dysponujemy najlepszym sprzętem do diagnostyki rogówki, bez niego szanse na prawidłową diagnozę maleją. Czerwona lampka powinna zapalić się młodym osobom, które często pocierają oczy, cierpią na alergię i atopię, u których występuje swędzenie i zaczerwienienie oczu, a także narastający astygmatyzm – ostrzega dr Zalewska. Coraz większą popularność w klinice Lens zyskuje zabieg nawilżający tzw. „suche oko” oraz plastyka powiek, niwelująca odwinięcie i opadanie powiek, starczą wiotkość oraz obejmująca usuwanie wszelkich narośli. – Są to zabiegi lecznicze, poprawiające funkcjonalność oka i jakość widzenia, ale najciekawsze są ich efekty uboczne: wyeksponowanie oka i upiększenie rysów twarzy, jak po wizycie w gabinecie medycyny estetycznej – dodaje z uśmiechem okulistka. Tekst: Sylwia Płaszczyńska-Capłap Obraz: Konrad Poświata, © Sorbis / Shutterstock.com Centrum Diagnostyki i Mikrochirurgii Oka Lens Olsztyn, ul. Budowlana 3A tel.: 89 532 00 00, kom. 722 08 10 10 Laserowa korekcja wad wzroku, tel.: 722 000 011 Chirurgia zaćmy- rejestracja, tel.: 722 000 045

085


ZDROWIE

DIAGNOSTYKA BEZ STRESU NOX PO ŁACINIE ZNACZY CIEŃ. TUTAJ – UCHWYCONY SUPERNOWOCZESNYM ULTRASONOGRAFEM, TOMOGRAFEM CZY KLASYCZNYM URZĄDZENIEM RADIOLOGICZNYM. CENTRUM DIAGNOSTYKI OBRAZOWEJ POSIADA PIERWSZĄ KOMPLEKSOWĄ OFERTĘ TAKICH BADAŃ W REGIONIE.

086

Przekraczając próg centrum NOX na olsztyńskim Pieczewie trudno uwierzyć, że to placówka medyczna. Wysmakowane wnętrza z nowoczesnym dizajnem, świetni specjaliści, bezpieczne, innowacyjne urządzenia, miła atmosfera, Słowem: najwyższy standard pod każdym względem. To pierwsza prywatna placówka oferująca tak kompleksową ofertę badań obrazowych na Warmii i Mazurach. – Żeby zadbać o najlepszy standard usług, wyposażyliśmy centrum w najnowsze urządzenia diagnostyczne, dające najwyższą jakość obrazowania. Nasza kadra to znani w regionie specjaliści w zakresie radiologii i diagnostyki obrazowej. Posiadają duże doświadczenie zarówno w ocenie badań u dorosłych, jak i najmłodszych pacjentów – zapewnia dr n. med. Anna Szalcunas-Olsztyn, dyrektor medyczna NOX. Centrum prowadzi badania w zakresie obrazowej diagnostyki stomatologicznej, jak pantomografia i cefalostat, wykonywane na wysokiej klasy japońskich urządzeniach firmy Morita. Można tu zrobić także RTG wewnątrzustne czy tomografię stożkową – CBCT wykorzystywane w stomatologii, chirurgii szczękowej, ortodoncji oraz laryngologii. – CBCT, czyli tomografia komputerowa z możliwością rekonstrukcji trójwymiarowych 3D, jest obecnie najnowocześniejszą metodą wizualizacji struktur twarzoczaszki, wnoszącą zupełnie nową jakość do diagnostyki – tłumaczy Marzena Zielińska, kierownik centrum. – Jej głównymi zaletami są bardzo niska dawka promieniowania, szybkość i wysoka jakość zdjęcia 3D. W efekcie ułatwia stawianie diagnozy i monitorowanie leczenia. Centrum NOX zaopatrzone jest w urządzenia radiologiczne wykorzystujące najnowocześniejsze technologie obrazowania w medycynie. Badania rentgenowskie wykonywane są na nowoczesnym i bezpiecznym, w pełni cyfrowym systemie RTG Multix Fusion Max marki Siemens.

– Zastosowana w nim technologia pozwala znacznie skrócić czas ekspozycji pacjenta na promieniowanie rentgenowskie, który otrzymuje najniższą z możliwych jego dawek, dobieraną automatycznie do jego wagi. Jest to szczególnie ważne w przypadku diagnostyki dzieci i młodzieży, a także gdy należy wykonać więcej, niż jedno badanie – tłumaczy dyrektor placówki ds. medycznych. Najnowocześniejszy system ultrasonograficzny ACUSON Sequoia firmy Siemens, posiada pięć szerokopasmowych głowic. Każdy pojedynczy komponent, począwszy od zasilaczy, przez układy formowania wiązki, złącza głowic po układy procesorów graficznych, jest montowany w taki sposób, by dokładnie odwzorować biologię człowieka. Badanie USG jest nie tylko komfortowe i bezpieczne dla małych i dużych pacjentów, w tym kobiet w ciąży, ale daje obraz o niespotykanej dotąd jakości. NOX skupia grono specjalistów z dużym doświadczeniem klinicznym, którzy współpracują z wiodącymi ośrodkami diagnostycznymi w regionie. Pacjenci mają tu możliwość konsultacji z zakresu radiologii, w tym radiologii zabiegowej i diagnostyki chrób piersi – tłumaczy dyrektor ds medycznych. – Chcemy zapewnić nową jakość na rynku medycznym nastawioną nie tylko na profesjonalne usługi diagnostyczne, ale i komfort psychiczny pacjenta, dla którego leczenie wiąże się często z silnym stresem. Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum NOX NOX. Centrum Diagnostyki Obrazowej Olsztyn, ul. Franciszka Barcza 58 Tel: 89 721 12 52 e-mail: kontakt@nox.olsztyn.pl nox.olsztyn.pl Godziny otwarcia: pon-pt: 8-20 sob: 9-15


CIAŁO

EFEKT PIKOSEKUNDY CHCESZ POZBYĆ SIĘ UPORCZYWYCH ROZSTĘPÓW I PRZEBARWIEŃ, USUNĄĆ TATUAŻ LUB NIEUDANY MAKIJAŻ PERMANENTNY, ALBO PO PROSTU ODMŁODZIĆ SKÓRĘ? Efektywność zabiegów laserowych w kosmetologii i medycynie estetycznej jest od wielu lat niezaprzeczalna. Ale właśnie nadeszła nowa epoka w laseroterapii i olsztyński salon BELOVED BeautyPlace od razu postanowił w nią wejść. Razem z nowo zakupionym laserem pikosekundowym Discovery Pico. Pikosekunda to jednostka czasu równa jednej bilionowej sekundy. Dopiero taka wiedza daje wyobrażenie, jaką moc impulsu wykorzystuje to urządzenie. Nowoczesna laseroterapia to przede wszystkim odpowiedź na niedoskonałości skóry, takie jak blizny czy rozstępy. Wiązka laserowa w postaci ultrakrótkich impulsów o mocy dużo większej niż dotychczas stosowana w zabiegach kosmetycznych dociera do głębokich warstw skóry w sposób maksymalnie precyzyjny i pobudza jej naturalne procesy naprawcze. Discovery Pico jest skuteczny zarówno w przypadku „świeżych” blizn i rozstępów, jak i tych, które towarzyszą nam od lat. Wystarczy wymienić soczewkę lasera pikosekundowego, by w podobny sposób mógł on rozprawić się z niechcianymi tatuażami. Według badań aż 71 proc. osób posiadających tatuaż rozważa jego usunięcie. Tych zdecydowanych na ten krok z pewnością ucieszy informacja, że Discovery Pico maksymalnie skuteczne rozbija pigment barwnika na drobniutki pył, który znacznie szybciej niż dotychczas może być usunięty z organizmu. Na tej samej zasadzie można też uwolnić się od makijażu permanentnego. Laser pikosekundowy to również rewolucja w odmładzaniu. Ultrakrótkie impulsy intensywnie pobudzają skórę do wzmożonej produkcji kolagenu i elastyny. Efekt to wygładzenie, wzrost napięcia i elastyczności skóry. Jednak młody wygląd skóry to nie tylko brak zmarszczek – to także odpowiedni koloryt i świetlistość. Na wszelkie przebarwienia, zarówno te spowodowane nadmiernym opalaniem, jak i naturalnym pro-

cesem starzenia się skóry, Discovery Piko ma swoje sposoby. Rozkrusza nierównomiernie nagromadzoną melaninę, dzięki czemu już przy niewielkiej ilości zabiegów barwnikowy pył zostaje całkowicie usunięty z organizmu przy pomocy naturalnych procesów. – To jedyne takie urządzenie w województwie warmińsko-mazurskim – podkreśla Hanna Jońca, menedżer w BELOVED BeautyPlace. – Nasze klientki przyjeżdżają czasem z daleka, by przetestować tę nowość, albo by znaleźć ostatnią deskę ratunku, gdy inne metody zawiodły – dodaje. Tak było w przypadku klientki z Giżycka, którą o możliwościach Discovery Pico poinformowała jej lekarz dermatolog. Kobieta zmagająca się z rozstępami pociążowymi od siedmiu lat, już po pierwszym zabiegu dostrzegła efekty. – Teraz, po piątym zabiegu nie widać ich wcale, co zdziwiło nie tylko mnie, ale i lekarkę wykonującą zabieg – dodaje. Wszystkie zabiegi przy użyciu Discovery Pico charakteryzuje wysoki poziom bezpieczeństwa. Większość z nich nie wymaga znieczulenia, ale w niektórych przypadkach można zastosować specjalną maść, minimalizującą odczuwalność zabiegu. Dzięki wykorzystaniu efektu fotomechanicznego DISCOVERY PICO zapewnia minimalny okres rekonwalescencji z maksymalnie spektakularnym rezultatem. Tekst: Karolina Bergman Obraz: arch. BELOVED BeautyPlace BELOVED BeautyPlace Olsztyn, ul. Marka Kotańskiego 4 lokal B1.11 tel. 664 464 404 kontakt@beloved.pl www.beloved.pl

087


ZDROWIE

O ZĘBACH HOLISTYCZNIE CZY W TWOIM NAPIĘTYM GRAFIKU ZNALAZŁO SIĘ OSTATNIO MIEJSCE NA PROFILAKTYCZNĄ WIZYTĘ U DENTYSTY? OD ZDROWYCH I ŁADNYCH ZĘBÓW ZALEŻY WIĘCEJ, NIŻ MYŚLISZ.

088

Czy szkicował wam kiedyś dentysta ząb na kartce papieru? Zanim pacjent AVIdental Kot siądzie na fotel, najpierw… intensywne szkolenie. Wielu z nich ceni sobie tę chwilę odroczenia wyroku, bo wciąż pokutuje przekonanie, że wizyta u stomatologa musi być bolesna i nieprzyjemna. Tymczasem dr Grzegorz Kot, który wraz z żoną dr Zofią Annusewicz-Kot od 12 lat prowadzi gabinet, przekonuje, że dziś leczenie zębów naprawdę wygląda inaczej. Decyduje o tym przede wszystkim nowoczesny sprzęt i techniki znieczulania. Ale żeby gabinet dentystyczny mógł kojarzyć się pozytywnie, niezbędna jest właśnie edukacja pacjenta. Każdemu z nich doktor szkicuje na kartce przekrój zęba, na czerwono zaznacza ukrwioną część tkanki, pokazuje, jak namnażają się bakterie powodujące próchnicę oraz w jakich okolicznościach pojawia się ból. – Niestety, wciąż jeszcze większość pacjentów odwiedza dentystę dopiero, gdy ząb zaczyna boleć – zauważa Grzegorz Kot. – To bardzo późno, bo bakterie wydzielające toksyny zaczęły już siać spustoszenie w unerwionej tkance zęba. Próchnica jest chorobą zakaźną, więc proces będzie postępował. Jeśli skupimy się tylko na usunięciu bólu i na tym jednym konkretnym zębie, zamaskujemy problem, który pozostanie i szybko znowu da o sobie znać.

Strategia leczenia powinna zatem opierać się o kompleksowe podejście do zębów i jamy ustnej. Pacjentowi trafiającemu do gabinetu z dolegliwościami bólowymi trzeba, przede wszystkim ulżyć w bólu, ale również przedstawić pełny plan działania, który doprowadzi go do wyleczenia wszystkich zębów. Taki plan musi być wdrożony również wtedy, gdy zęba nie uda się już uratować. Przecież jego utrata, to w dalszej perspektywie utrata kości, skurczenie dziąsła, zagrożenie dla stabilności pozostałych zębów, a nawet zmiana rysów twarzy. Niezbędna jest zatem rekonstrukcja, nie tylko ze względów estetycznych. Przy dzisiejszych możliwościach stomatologicznych, a także coraz wyższych oczekiwaniach względem komfortu naszego życia, rozwiązanie typu proteza należy uznać za kalectwo. – Chcemy i możemy cieszyć się własnymi zębami przez całe życie – zapewnia dr Kot. Na wszelkie oczekiwania pacjentów Avidental Kot przygotowało się dzięki nowoczesnej technologii oraz zespołowi, który stawia tak samo na własny rozwój, jak i na komfort pacjenta. Grzegorz Kot jest implantologiem i specjalistą leczenia kanałowego, do którego, jak twierdzi, trzeba mieć dar – precyzji i cierpliwości. Szkolił się m.in. w USA i wciąż regularnie uczestniczy w zagranicznych kursach i konferencjach,


ZDROWIE

WYKŁADY U DENTYSTY Czteroodcinkowym cyklem edukacyjnym „Wykłady u dentysty” zgłębiamy tajniki współczesnej stomatologii oraz profilaktyki pod okiem lekarza dentysty Grzegorza Kota z AVIdental Stomatologia Kot. •  wydanie grudzień 2019–styczeń 2020 WSPÓŁCZESNE STRATEGIE LECZENIA •  wydanie luty–marzec 2020 UTRATA ZĘBA I MOŻLIWOŚCI REKONSTRUKCJI •  wydanie kwiecień–maj 2020 REWOLUCJA TECHNOLOGICZNA W GABINECIE •  wydanie czerwiec–lipiec 2020 PORADNIK, JAK DBAĆ O ZDROWIE ZĘBÓW madeinwm.pl AVIdental Stomatologia Kot tworzy zespół specjalistów realizujących pełen zakres leczenia stomatologicznego według światowych standardów (protetyka, ortodoncja, implantologia, stomatologia dziecięca, leczenie kanałowe, próchnica). Dzięki rozbudowanej diagnostyce i korzystaniu z najnowocześniejszej technologii leczenie jest maksymalnie precyzyjne i minimalnie inwazyjne. Swoich pacjentów centrum edukuje również odnośnie codziennej profilaktyki.

z których przywozi do swojego gabinetu pomysły na innowacje i usprawnienia. W maju w Baden-Baden zdał międzynarodowy egzamin na stopień eksperta ds. implantologii Diplomate ICOI i tym dyplomem legitymuje się jako jedyny w województwie. Zofia Annusewicz-Kot ma specjalizację z protetyki i zajmuje się odbudową estetyczną zębów oraz projektowaniem uśmiechu. Ma to szczęście obserwować, jak w ślad za nowym uśmiechem idzie często nowe życie, swoboda w wyrażaniu emocji i początek nowego patrzenia na samego siebie. W Avidental Kot pracują lekarze dentyści o rozmaitych specjalizacjach oraz asystentki stomatologiczne i higienistki, które uczą pacjentów, jak dbać o zęby w domu. – Stomatologia jest dziś tak rozbudowaną dziedziną, że jednemu z nas trudno byłoby wykonywać wszystkie zabiegi na najwyższym możliwym poziomie – tłumaczy Grzegorz Kot. Stąd pacjent, diagnozowany z reguły przez niego lub jego żonę, trafia potem w ręce kilku innych specjalistów Avidental Kot, w zależności od problemu, z jakim przychodzi. Efekty ich wspólnej pracy bywają zdumiewające. Dr Kot robi pacjentom nie tylko zdjęcia rtg. W jego komputerze jest mnóstwo fotografii przedstawiających uśmiech pacjentów przed i po leczeniu. Metamorfozy są na tyle spektakularne, że aż trudno uwierzyć, iż zdjęcia nie przeszły obróbki w Photoshopie. – Gdy pacjent ma motywację, a do tego nie brakuje mu cierpliwości, dzieją się cuda, tak jak w sporcie – twierdzi dr Kot. A sportowe porównanie wziął z własnego życia – jest zapalonym biegaczem. Wie, jak trudno jest wytrwać w postanowieniu, ale wie też, że warto. Przede wszystkim jednak warto zapobiegać. Regularne wizyty w gabinecie dentystycznym umożliwiają wyłapanie próchnicy

na etapie, kiedy jest jeszcze łatwa do usunięcia. Potem czas gra już na niekorzyść pacjenta. Leczenie staje się bardziej inwazyjne, trudniejsze, niesie ryzyko powikłań i robi się coraz kosztowniejsze. – Dziś, kiedy udało się w naszym społeczeństwie zaszczepić ducha fit, zmienić naszą mentalność odnośnie zdrowego odżywiania i potrzeby ruchu w codziennym życiu, warto też uzmysłowić sobie, że zdrowe zęby to warunek zdrowego życia i dobrego samopoczucia – podsumowuje dr Grzegorz Kot. Tekst: Sylwia Płaszczyńska-Capłap, obraz: Kuba Chmielewski AVIdental Stomatologia Kot Olsztyn, ul. Barcza 48/6L www.avidental.pl

089


URODA

PIĘKNO BEZ BÓLU WŁOSI SŁYNĄ Z DOBREGO GUSTU, DIZAJNU I DBAŁOŚCI O WYGLĄD. SĄ TEŻ PIONIERAMI WIELU PRZEŁOMOWYCH METOD I URZĄDZEŃ W BRANŻY MEDYCYNY ESTETYCZNEJ. MIA BELLA KLINIKA CZERPIE STAMTĄD NAJLEPSZE WZORCE.

090

Branża medycyny estetycznej przeżywa prawdziwy boom, urządzenia i preparaty przywracające młody wygląd są coraz bardziej dostępne. Trudno w bogactwie ofert i promocji znaleźć najlepszą opcję dla siebie. I choć często kusi nas cena i bliskość gabinetów czy salonów, skutki bywają opłakane, dlatego warto korzystać z oferty ekspertów. Nowa klinika medycyny estetycznej i specjalistycznej Mia Bella Klinika skupiła pięciu doświadczonych lekarzy specjalistów. Służą poradą i szeroką ofertą zabiegów z zakresu medycyny estetycznej, jak również okulistyki, chirurgii, laryngologii, reumatologii, ginekologii oraz endokrynologii. Dzięki doświadczeniu w zawodzie lekarzy zabiegowych i najnowocześniejszym urządzeniom kliniki, mogą wspólnie z pacjentem wybrać najlepszy plan działania.

– Stworzyliśmy miejsce, gdzie kwestia urody i zdrowia traktowana jest kompleksowo – tłumaczy Magdalena Bryk-Siniarska, współwłaścicielka i dyrektor medyczna kliniki. – To miejsce w którym można uzyskać specjalistyczną poradę, przejść odpowiednie badania i wspólnie z lekarzem ustalić jaki zabieg będzie bezpieczny i skuteczny. Poczucie atrakcyjności pacjenta i naturalność efektów w oparciu o zdrowie pacjenta to dewiza naszych działań w zakresie medycyny estetycznej. Defekty urody często mają źródło w dolegliwościach, od których należy zacząć leczenie, jak choćby zaburzenia hormonalne. Dlatego podczas pierwszej konsultacji medycznej bierzemy pod uwagę nie tylko stan zdrowotny pacjenta, ale i styl życia. Elegancki, ale przytulny dizajn wnętrz kliniki, pozwala poczuć się komfortowo i swobodnie. Wszystko po to, aby zniwelować stres, który często towarzyszy wizytom u lekarza i stworzyć domową atmosferę. W czterech gabinetach lekarze mają do dyspozycji sprzęt z najwyższej półki. Jeden z nich – platforma laserowa Fotona, ma w sobie tyle funkcji, że zastępuje kilka urządzeń do ponad 40 procedur medycznych laseroterapii. Spectrum zabiegów, a przede wszystkim ich komfort, skuteczność i bezpieczeństwo sprawiają, że póki co nie ma konkurencji na rynku w kwestii funkcjonalności i innowacyjności. – Lasery w coraz szerszym zakresie zastępują skalpel, chirurgię plastyczną – przyznaje Magdalena Bryk-Siniarska, współwłaścicielka kliniki. – Fotona umożliwia przeprowadzanie wielu nowoczesnych zabiegów w dziedzinie dermatologii i medycyny estetycznej, chirurgii i ginekologii. Zapewnia najszerszy zakres ablacyjnych i nieablacyjnych zabiegów jakie może zaoferować pojedynczy system laserowy: frakcjonowanie, lipoliza laserowa czy fotoodmładzanie. Jeden z nich to ekskluzywny zabieg na twarz Fotona 4D. Zagęszcza skórę zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz jamy ustnej.

Efektem jest silne ujędrnienie i produkcja kolagenu na całej grubości tkanek. Lekarz ginekolog przeprowadza z pomocą Fotony m.in. zabiegi nietrzymania moczu, zabiegi wpływające na jakość współżycia seksualnego czy wybielania części intymnych. W klinice dodatkowo można pozbyć się zbędnego owłosienia dzięki najnowocześniejszemu laserowi diodowemu Linskan, którego system chłodzenia całkowicie niweluje ból, skanując duże powierzchnie skóry. Podobnie komfortowo i bezboleśnie działa laser Exilis. Ten innowacyjny sprzęt bazuje na rewolucyjnej technologii RID przeznaczonej do zmniejszenia obwodu oraz zmiany kształtów problematycznych partii ciała. W Mia Bella Klinika certyfikowani lekarze medycyny estetycznej oferują również zabiegi chirurgii plastycznej w obszarze twarzy oraz wiele innych związanych z medycyną regeneracyjną i anty-aging. Tekst: Beata Waś, obraz: Kuba Chmielewski

Mia Bella Klinika Medycyny Estetycznej i Specjalistycznej Olsztyn, ul. Leśna 16 /4h www.miabellaklinika.pl


CIAŁO

ŚLUBNE ALL-IN-ONE TO POPULARNE MIEJSCE NA FITNESSOWEJ MAPIE OLSZTYNA NIE BOI SIĘ ŻADNYCH WYZWAŃ. W CIĄGU 15-LETNIEJ AKTYWNOŚCI ZARAZILI PASJĄ DO SPORTU I ZDROWEGO STYLU ŻYCIA SETKI OLSZTYNIAKÓW. TERAZ PRZED KLUBEM BODY PERFECT NOWY CHALLENGE – PROJEKT TWÓJ ŚLUB. O NIM W ROZMOWIE Z MENEDŻERKĄ KLUBU JOANNĄ NIEMOTKO. funkcjonalnych oraz spinningu. Gwarantuję, że narzeczonych czeka przed ślubem prawdziwy wycisk, ale w przyjaznej atmosferze i z dużą dawką pozytywnej energii. Pary, które zgłaszają się do Body Perfect, mogą ćwiczyć razem na wspólnych treningach lub umawiać się z trenerką indywidualnie. Na co, poza idealną sylwetką, mogą liczyć uczestnicy projektu Twój Ślub? Smukła sylwetka jest ważna, ale przyszli nowożeńcy muszą też zadbać o doskonałą kondycję i dobre samopoczucie. To jest gwarancja wspaniałego ślubu. Dlatego Body Perfect proponuje parom kompleksowe przygotowanie do ich wielkiego dnia. Udało nam się zebrać w jednym miejscu cały sztab specjalistów. Chętne pary mogą skorzystać z usług dietetyka, kosmetologa, wizażystki, stylistki ślubnej oraz instruktorki tańca i fotografa.

MADE IN: Ślub za pasem, a na wadze kilka lub kilkanaście nadprogramowych kilogramów. Zaczyna się walka z czasem. To typowy scenariusz? Joanna Niemotko: Tak, od wielu lat obserwujemy właśnie takie „zrywy” przyszłych panien i panów młodych. Wiadomo, w ten wielki dzień wszystko musi być idealne. Sylwetka też. Projekt Twój Ślub powstał z myślą o ułatwieniu, ale i uprzyjemnieniu nowożeńcom tych przygotowań. Czy silna motywacja, by wyglądać i czuć się dobrze na własnym ślubie, wystarcza? Deadline taki jak ślub to ogromna motywacja, ale i presja. Jeśli pary zgłoszą się do nas odpowiednio wcześnie, naprawdę jesteśmy w stanie spełnić ich marzenia o wspaniałej sylwetce. I to bez nadmiernej „nerwówki”. Nie warto zwlekać z tą decyzją. Kto jest bardziej zmotywowany do zmiany – panie czy panowie? Zwykle to przyszłe panny młode są motorem napędowym. One zapisują się na treningi z pewnymi oczekiwaniami, wynikającymi często z kroju sukni ślubnej, która odsłania plecy, podkreśla brzuch, uwydatnia ramiona lub ma podkreślić piękne nogi. Przychodzą od razu z gotową wizją. Panowie chcą po prostu pracować nad sylwetką, ale też coraz częściej motywuje ich chęć, by w ślubnym garniturze czy fraku wyglądać obłędnie. Jak wyglądają treningi dla przyszłych nowożeńców? Są dobierane indywidualnie. Prowadzi je Elżbieta Zienus, trenerka do zadań specjalnych, która jest z nami od początku istnienia klubu. Specjalizuje się w ćwiczeniach siłowych,

Kogo konkretnie spotkamy w waszym sztabie? Zacznijmy od Piotra Żechowicza, dietetyka klinicznego, który dobiera indywidualną dietę i podpowiada, jak na zawsze zmienić nieodpowiednie nawyki żywieniowe. O cerę przyszłych panien i panów młodych zadba kosmetolog Malwina Radzikowska. Jej gabinet oferuje najnowsze technologie kosmetyczne i szeroką gamę zabiegów. Ślubnym makijażem zajmie się Joanna Magreta, wizażystka oraz trenerka wizażu – na bieżąco z makeup’owymi trendami. Z stylizację ślubną odpowiada Marzena Tarasiewicz, założycielka salonu sukien ślubnych La.Lila, którą charakteryzuje doskonałe wyczucie modowych trendów oraz wyjątkowa wrażliwość artystyczna. A gdy już wizerunek młodej pary będzie opracowany w najdrobniejszym szczególe? Wtedy czas pomyśleć o pierwszym tańcu. Nim zajmuje się dyplomowana instruktorka tańca Katarzyna Dembowska. A o najpiękniejsze wspomnienia ślubne zatroszczy się fotograf Piotr Dowejko. Data ślubu to jednocześnie data końca projektu. Co dalej? Dzień ślubu to z pewnością moment kulminacyjny, który wymaga odpowiedniej oprawy wizerunkowej, ale w całym projekcie chodzi też o to, by zdrowe nawyki i dbałość o dobre samopoczucie zagościły na stałe na nowej drodze życia. Rozmawiała: Karolina Bergman, obraz: Piotr Dowejko

Klub Body Perfect Olsztyn, ul. Kętrzyńskiego 5 www.bodyperfect.com.pl Facebook/instagram: klubbodyperfect

091


SENIORZY

NAJDŁUŻSZE WCZASY SENIORA PODOBNO STARYCH DRZEW SIĘ NIE PRZESADZA. JEŚLI JEDNAK W DOTYCHCZASOWYM MIEJSCU USYCHAJĄ? A W INNYM MOGŁYBY ODZYSKAĆ WITALNOŚĆ? STARE DRZEWA POTRAFIĄ NAPRAWDĘ PIĘKNIE ROZKWITNĄĆ.

092

W holu naszego domu spotkałem syna jednego z mieszkańców. Siedział na kanapie – zaczyna opowiadać Dariusz Nieścior, współtwórca Domu Seniora „Młodzi Duchem”. – Na przeciwko, w niewielkiej odległości siedział jego ojciec. Zapytałem dlaczego do niego nie podejdzie? Odpowiedział: „Chcę chwilę popatrzeć na ojca. Dawno nie widziałem go tak uśmiechniętego i szczęśliwego. Poza tym ojciec jest tak zajęty rozmową z koleżanką, że od kwadransa mnie nie dostrzega”. Syn Mieszkańca w rozmowie wyjaśnił, że zanim jego ojciec tu trafił, spędzał całe dnie samotnie, rzadko wychodząc z domu. Był smutny i apatyczny. Gdy zaaklimatyzował się w domu seniora, w otoczeniu rówieśników, odzyskał radość życia. A rodzinne spotkania stały się przyjemnością, a nie obowiązkiem. Takich historii w tym miejscu wydarzyło się wiele. Świadczy o tym choćby księga pamiątkowa pełna wzruszających wpisów z podziękowaniami od rodzin. Te historie często są bardzo podobne. Rodzic w podeszłym wieku, który wymaga

troskliwej opieki i jego dorosłe dzieci, które próbują godzić codzienne obowiązki z opieką nas seniorem. Często, gdy jego stan zdrowia pogarsza się, biorą go pod swój dach. I wtedy bywa jeszcze trudniej. – Według polskiej kultury, miłość do rodziców powinniśmy wyrażać tym, że będziemy opiekować się nimi we własnym domu do ostatniej chwili. Czasem jednak te ostatnie lata to bardzo trudny okres, a miłość staje się toksyczna – mówi Karolina Nieścior, współtwórczyni Domu Seniora „Młodzi Duchem”. – Często trafiają do nas rodziny kompletnie wyczerpane fizycznie i psychicznie. Dorosłe dzieci mają swoje rodziny, codzienne obowiązki, a senior z każdym miesiącem wymaga większej uwagi. Trzeba podać wszystkie posiłki i leki o odpowiednich porach, posprzątać, zadbać o higienę, jeśli to możliwe zabrać na spacer, często wstawać w nocy, gdy pojawia się demencja i bolesne choroby. Już nie wspomnę o tym, by po prostu z seniorem spędzić trochę czasu, porozmawiać. Cudownie, że dzieci chcą brać na barki te obowiązki, ale po kilku latach często są kompletnie


SENIORZY

zmęczeni. A seniorzy samotni, bo codzienne relacje ograniczają się do opisanych czynności. – W „Młodych Duchem” zwracamy dużą uwagę na dobór odpowiedniego personelu. Wartości i misja, którymi się kierujemy, naturalnie przeszły na nasz zespół – dodaje Karolina Nieścior. – Nie jesteśmy zwyczajną firmą, opiekujemy się seniorami, troszczymy się o nich, by spędzili ostatnie lata w jak największym komforcie i poczuciu bezpieczeństwa. Dlatego szukamy pracowników dobrych z natury, którzy mają w sobie pozytywną energię i empatię. Życzliwość i zrozumienie widać obserwując relacje mieszkańców i opiekunów. – Seniorzy, nawet mieszkając w domu swoich dzieci, często większość czasu spędzają w samotności, ponieważ codzienne obowiązki dzieci i wnuków utrudniają opiekę nad swoimi bliskimi. My to rozumiemy, bo ich światy bardzo się różnią. W naszym domu seniorzy cały czas są w otoczeniu rówieśników. Są tu troskliwie zaopiekowani. Niemal przez cały dzień mają jakieś aktywności, spotkania, warsztaty, animacje, koncerty, zajęcia rehabilitacyjne, opiekę lekarską oraz pielęgniarską. I pięć posiłków dziennie. Często komponowanych indywidualnie, by spełniać drobne zachcianki seniorów. Nie ma czasu na nudę – opowiada Karolina Nieścior. – W takich okolicznościach często seniorzy odnajdują życiową witalność. Ich dzieci, po odzyskaniu swojego życia, też stają się radośniejsze. Wtedy do ich relacji powraca prawdziwa miłość. Dariusz Nieścior dodaje: – Za oceanem grupy seniorów umawiają się na wspólny pobyt w domu opieki, by w towarzystwie znajomych i przyjaciół spędzić emeryturę. W naszym kraju jeszcze funkcjonuje stary stereotyp takich miejsc. Uważamy, że nasz dom nie odbiega jakością świadczonych usług i standardem lokalowym od domów opieki na wysokim poziomie na zachodzie. Tekst: Michał Bartoszewicz Obraz: arch. „Młodzi Duchem”, arch. Urząd Marszałkowski Warmii i Mazur

NAGRODA DLA „MŁODYCH DUCHEM”

Jakość opieki w Młodzi Duchem Dom Seniora Mazury potwierdza nagroda „Żagle Warmii i Mazur”, którą otrzymali w kategorii: Przedsiębiorstwo Odpowiedzialne Społecznie WaMaBOSS. Jak mówią właściciele, zawdzięczają to w ogromnej mierze zaangażowanemu personelowi. – To miejsce tworzą ludzie, którzy z prawdziwą troską opiekują się naszymi mieszkańcami – mówi Dariusz Nieścior. – Dzięki temu ich dorosłe dzieci mogą ze spokojnym sercem żyć swoim życiem i odwiedzać rodziców, kiedy tylko mają na to ochotę. Dla nas najważniejsze jest aby nasi mieszkańcy mogli poczuć się Młodzi Duchem i Bezpieczni, Szczęśliwi i Aktywni.

„Młodzi Duchem” Dom Seniora Mazury Gietrzwałd, Biesal 80B tel.:880 803 802 e-mail: biuro@mlodziduchem.com www.mlodziduchem.com

093


LUDZIE

ROZMOWY NA SCHODACH CZYLI ZNANE POSTACIE O NIEZNANYCH HISTORIACH.

MADE IN: Ile razy analizował pan już swoją potencjalną śmierć? Krzysztof Wielicki: Tę cienką czerwoną linię…? Bo ja wierzę, że ta cienka czerwona linia istnieje, każdy ją ma i wie, że ona nad nim wisi. Cała rzecz polega na tym, by nie myśleć o śmierci, ale być blisko tej czerwonej linii, bo tam jest najciekawiej. Niektórzy ludzie po prostu mają potrzebę sięgania do swojego limitu, a inni wręcz unikają go. A ja, szczególnie w młodości, po tym limicie szedłem. Wynika to z zapotrzebowania na emocje. A tam jest ich najwięcej. Niektórzy kupują te emocje, np. wraz z biletem na mecz na stadionie. 30 tys. ludzi na trybunach właśnie kupiło emocje, a tylko 22 ludzi na boisku ma prawdziwe emocje. Taka jest różnica. Ja zawsze byłem i jestem człowiekiem, który nie kupuje emocji, a chce je po prostu mieć. A wracając do sedna pytania, to ze wszystkich podbramkowych sytuacji, które miałem życiu, głęboko wierzyłem, że wyjdę. Innej opcji nie brałem pod uwagę. Ale statystyka nieubłaganie zagląda wam do trumny. Dlatego do tej statystyki trzeba dołożyć jeszcze element szczęścia. Sam pan powiedział, że na tyle lat, ile spędził w wysokich górach (sumując wyprawy – dziewięć lat), powinien już nie żyć. Wszyscy popełniamy błędy, tam w górach również, dlatego w wielu sytuacjach decyduje właśnie szczęście. Jurek Kukuczka zginął, bo miał kompletnego pecha (pękła mu lina około 200 m przed szczytem Lhotse – red.). Jedyne przemyślenia jakie mnie dopadają, to takie, że nie jesteśmy wieczni. Ale i tak nie uważam, by to był powód o myśleniu o emeryturze.

GOŚCIMY KRZYSZTOFA WIELICKIEGO*

NIE KUPUJĘ EMOCJI ZNAM TYLKO JEDNĄ OSOBĘ, KTÓRA 094

ZREZYGNOWAŁA ZE WSPINANIA Z POWODU TRAUMATYCZNYCH PRZEŻYĆ – ŚMIERCI INNEGO WSPINACZA – MÓWI KRZYSZTOF WIELICKI, JEDEN Z NAJWYBITNIEJSZYCH HIMALAISTÓW ŚWIATA. NO WŁAŚNIE, JAK MYŚLI SIĘ O ŻYCIU NA OŚMIOTYSIĘCZNIKU?

Rozmawiał: Rafał Radzymiński (24 listopada o godz. 9 na schodach przy ul. Dąbrowszczaków 14 w Olsztynie) Obraz: Arek Stankiewicz

Pan, słyszałem, nawet nie lubi tego słowa. Dla mnie nie ma emerytury. Dziwię się, że są ludzie, którzy mówią z nadzieją w głosie: czekam na emeryturę. Nie rozumiem tego. Gdybym nawet pracował na etacie, to bym się bronił rękami i nogami, by tylko nie wysłali mnie na emeryturę. Człowiek wręcz powinien obawiać się, że ktoś próbuje przerwać mu zawodową aktywność. Ale z tej tęsknoty za emeryturą pewnie muszą się tłumaczyć ci, którzy robią coś bez pasji. Pan pracował w zawodzie, jako inżynier elektronik? 11 lat, etatowo. Kierowałem działem w fabryce samochodów w Tychach. Odpowiadaliśmy za automatyzację procesu produkcyjnego i obsługę ośrodka obliczeniowego. Ogólnie mówiąc, utrzymywaliśmy w ruchu produkcję. Po latach przerwy miałem propozycję powrotu, ale w mojej branży postęp był taki, że to była jednak zbyt duża przepaść czasowa. A dwa – koszula zawsze bliższa ciału, więc zostałem przy górach. Patrząc z dystansu – kiedy pan naprawdę przegiął w tych górach? Przy samotnym wejście na Lhotse w gorsecie z uszkodzonym kręgosłupem. Ale mogę to ocenić właśnie z perspektywy


LUDZIE

czasu i doświadczenia, które potem zgromadziłem. Po prostu mam skalę porównawczą i dzisiaj wiem, że wtedy naprawdę przesadziłem. Jak się wspinasz, to boli, ale ten szczyt jakoś przyciąga człowieka. Natomiast przy zejściu, każde uderzenie raka o lód, wywoływało taki ból w plecach, że żałowałem swojej decyzji. Ale powtarzam, łatwo to ocenić z dystansu, a na miejscu myśli się inaczej. To była czerwona linia? Czerwona linia pojawiła się na Nanga Parbat. Też atakowałem samotnie. Byłem przekonany, że zwyczajnie zostanę na ścianie – była tak skomplikowana. Człowiek ginie w jej olbrzymim masywie, ciągle odbijałem gdzieś w prawo, w prawo, szukając miejsca, które mnie „puści” wyżej. Jedno pośliźnięcie i koniec, bo szedłem sam, bez liny. Takie doświadczenia dopiero uczą, iż wiara, że sobie poradzisz, jest nieoceniona. Opowiadając o bliskich, którzy zginęli w górach, mówi pan z wielką swobodą, bez emocji. Czy to tylko pozory? Gdybym odszedł ja, to i Jurek, i Wanda (Rutkiewicz, zginęła w 1992 roku niespełna 300 m przed szczytem Kanczendzongi – red.) też by się dalej wspinali. To jest pasja niedefiniowalna. Uzależnienie bezwzględne. Jak w narkomanii – czy ktoś, kto bierze narkotyki, uwzględnia to, że iluś zeszło już z powodu właśnie narkotyków? Znam tylko jedną osobę, która zrezygnowała ze wspinania z powodu traumatycznych przeżyć – śmierci innego wspinacza. Wasze wyprawy śledzi już kawał Polski, a zdecydowana większość, nie rozumiejąc himalaistów… … tak, w internecie jest 30 mln komentatorów. (śmiech) …pyta: po co pchają się po śmierć? Drażnią pana już te pytania? Mówię, że to co robimy, to jest taka zachłanność na życie. Musimy coś osiągnąć, zrealizować jakieś wyzwanie, co przekłada się potem i na życie prywatne, i na zawodowe. Krótko mówiąc: lubicie mieć pod górkę. Właśnie tak można powiedzieć. Ale do tego potrzebna jest ta sztuka cierpienia. Ten rodzaj cierpienia, który jest wartością. Takie cierpienie uszlachetnia, bo jeśli w cierpieniach osiąga się sukces, to ma on inny smak. Całe to wspinanie jest w głowie. Nie w mięśniach i sprawności. Dla człowieka wspinającego się, cierpieniem nie jest zimno, spadający lód i kamienie. Mam tu taki cytat pana: „Ten dodatkowy szczyt nie jest wart tego, by nie żyć np. z dorastającym synem”. Zrozumiałem to dopiero później. To związane jest fizjologicznie z wiekiem. Powtarza pan to na wyprawach tym młodszym? Nie, bo do tego trzeba dojrzeć samemu. To przychodzi też, jak się jest w pewnym stopniu spełnionym. Bo jak człowiek jest w drodze, nie myśli o tym, bo pędzi. Chce zdobywać. Jak już wiele zdobyłeś, to zaczynasz rozumieć, że są inne wielkie wartości. U mnie pojawiło się to wraz z urodzeniem ostatniego syna. Wtedy dostrzegłem wagę sprawy. Ale i widzę u paru kolegów, którzy kiedyś byli harpaganami, że jak pojawiły

im się dzieci, to wielkiego ryzyka już nie podejmowali. Bo wiedzieli, ile mogą stracić. Z drugiej strony mam też taki pański cytat: „W trakcie wyprawy potrafiłem zupełnie odsunąć od siebie tęsknotę za rodziną. Nigdy też nie myślałem, że muszę uważać, bo mam dzieci. Jeśli alpinista ma być skuteczny, nie może kalkulować w ten sposób”. I nadal tak twierdzę. Kiedyś potrafiłem wyłączyć w górach wszystkie sfery życia rodzinnego. Byłem bezwzględny w realizacji celu. Ale teraz, wielką wartością było dla mnie, kiedy jeszcze do ósmego roku życia syn przed snem wołał: tata, potrzymaj za rączkę. Pół minuty wystarczyło. Jemu to było potrzebne, ale szybko dostrzegłem, że i mi było potrzebne. W pewnym momencie życia stało się dla mnie cenniejsze położyć mu rękę na głowie, niż na Evereście. Koledzy, którzy też w późniejszym wieku mają dzieci, opowiadali mi o podobnych odczuciach – obawa o dziecko. Być może jest w tym element połączenia ojcostwa i bycia dziadkiem. W ogóle to śmieszne są czasem sytuacje, bo mam wnuka, który jest półtora roku młodszy od syna i jak w trójkę kopiemy w piłkę, to jeden woła do mnie dziadek, a drugi tato. Oni nie mają z tym problemu, ale ja już tak. Na jak wysoki szczyt zdołałby się pan wspiąć w obecnym wieku? Pewnie mógłbym jeszcze spróbować zaatakować ośmiotysięcznik. Tak się złożyło, że moja żona też się wspina i motywuje mnie, byśmy pojechali razem na siedmio-, ośmiotysięcznik. Chce je zdobywać. A tak naprawdę to ja sam się motywuję, by z nią pojechać, bo wydaje mi się, że wtedy będzie bezpieczniej. Więc może w przyszłym roku będziemy musieli podjąć to wyzwanie. A czy będę szedł do szczytu? Nie wiem, walczyłem trochę filozoficznie na ten temat z żoną, bo nie chcę dopuścić do sytuacji, że zabraknie nas obu i osierocimy dziecko. A wspinamy się już dla przyjemności, czasem w miejscach, gdzie jeszcze nikogo nie było. To jest dla nas taka forma eksploracji. Ponoć w tych trudnych sytuacjach w górach śnią się wam niestworzone rzeczy? Mi np. przyśnił się pogrzeb Bieruta, który pamiętałem jako sześciolatek, a nigdy potem nie wracał mi w pamięci. Mamy zakodowane w głowie różne rzeczy i w takich sytuacjach wychodzą z zakamarków. Czyż nie piękny jest ten nasz mózg? Przecież jego nie da się zastąpić sztuczną inteligencją.

KRZYSZTOF WIELICKI

5 stycznia kończy 70 lat, ale nie wielką pasję do gór. Ma już swoje miejsce w historii himalaizmu jako jeden z najwybitniejszych wspinaczy. Jako piąty człowiek na ziemi zdobył Koronę Himalajów i Karakorum, a za swoje osiągnięcia otrzymał w 2019 roku najbardziej prestiżowe wyróżnienie na świecie – Złoty Czekan. 23 listopada był gościem specjalnym jubileuszu 50-lecia Klubu Turystyki Górskiej Grań. W niespełna godzinę opowiedział i pokazał na zdjęciach swój niemal półwieczny podbój gór. Robi wrażenie.

095


MĘŻCZYZNA I MASZYNA

MĘŻCZYZNA I MASZYNA PRAWDZIWE HISTORIE O PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI DO SAMOCHODU

PRAKTYKI NIEMIECKIE, AUTO FRANCUSKIE

096

W 1977 roku o Zbigniewa Ostrowskiego upomniała się Wojskowa Komenda Uzupełnień. Krótko mówiąc, miał „pójść w kamasze”. Stało się tak, ponieważ Zbyszka wyrzucili właśnie z ogólniaka za młodzieńcze wybryki, a konkretnie za niekontrolowane eksperymenty z chemikaliami. I to wcale nie w pracowni chemicznej, a w szkolnej łazience. A dla młodego człowieka były to czasy albo nauki, albo obowiązkowej służby wojskowej. – Pamiętam, że kiedy szedłem na wezwanie do WKU, przeczytałem w gazecie ogłoszenie olsztyńskiego Spomaszu, który robił nabór na pracowników do przemysłu spożywczego – wspomina Zbigniew Ostrowski. Spomasz wysyłał młode kadry na praktyki przyuczające do NRD. To było coś. Zbyszek poprosił pułkownika WKU, by dali mu odroczenie. Wyjaśnił, że ma szansę na ciekawy wyjazd. W wojsku postawili sprawę konkretnie: zgoda, o ile przyniesie im kwity z nowego zakładu pracy. W ten sposób nie tylko uciekł przed wojskiem, ale i faktycznie znalazł się na praktykach w NRD. Do Polski wrócił po dwóch latach. Miał już prawo jazdy. Do kompletu brakowało jedynie auta. – Znajomy polecił mi dużego Fiata. Pojechaliśmy po niego do Kętrzyna, ale nowym nabytkiem do Olsztyna już nie dojechaliśmy. Zawiodłem się na tym aucie – mówi. – Zaraz potem kolega przyprowadził z Niemiec Peugeota 504, rocznik 1972. Biały z czerwoną tapicerką i lekko zarysowanym błotnikiem. Z miejsca zakochałem się w tym samochodzie, a ponieważ miałem akurat pieniądze, auto wkrótce było moje. Szokowało mnie komfortem jazdy i przyspieszeniem. Pamiętam, że szybko poznałem właścicieli innych Peugeotów 504, które wtedy jeździły po Olsztynie – uzbierało się nas sześciu. To był rok 1979. Wkrótce Zbyszek trafił jednak do służby, tym razem w straży pożarnej. Potem ślub i przeprowadzka do mieszkania po babci, które trzeba było na nowo urządzić. Sprzedał więc Peugeota. Wystarczyło i na meble, i na tańszy samochód. – Ale 504-ka ciągle siedziała mi w głowie i wiedziałem, że kiedyś jeszcze taką kupię, bo to był pierwszy samochód, jaki użytkowałem – podkreśla.

W 2018 roku, przeglądając ogłoszenia w internecie, znalazł podobny model Peugeota, tyle że bordowy. I nie z silnikiem 1.8, a z dwulitrowym. – Pokazałem żonie, pytając: „Pamiętasz?”, a ona: „Tak, ale jakie to dzisiaj stare!” – przytacza rozmowę Zbyszek. Znaleziony pod Krakowem Peugeot miał ciekawą historię. Został zamówiony przez mieszkającego w Stanach Francuza. Auto wyróżniało się bogatym, jak na tamte czasy, wyposażeniem. Kiedy Francuz po latach postanowił wrócić do rodzinnego kraju, ściągnął również i auto. Do samochodu dołączona jest kompletna historia wszystkich napraw od nowości, czyli od 1978 roku (we Francji Peugeot 504 miał rejestrację: 504 AVL 92). Po rozmowie telefonicznej ze sprzedawcą Zbigniew Ostrowski wysłał zaliczkę i jeszcze tej samej nocy pojechał z lawetą pod Kraków. Jak podkreśla, Peugeot zostanie z nim już dożywotnio. – Teraz służy nam z żoną do sentymentalnych wycieczek po okolicy. Zza okien 504-ki oglądamy, jak to wszystko się zmieniło – kwituje Zbyszek. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Kuba Chmielewski

Mecenas projektu:

BLING FACTORY

Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań. Bling Factory Olsztyn, ul. Lubelska 43i www.blingfactory.pl



AUTO

SIEMANKO, PRZYJACIELU KOREAŃSKA MARKA SSANGYONG Z DUŻĄ ENERGIĄ WKRACZA W NOWY ETAP SWOJEJ 65-LETNIEJ HISTORII W MOTORYZACJI. I JEŚLI NAJNOWSZYM MODELEM KORANDO MA KOGOŚ WKURZYĆ, TO KONKURENCJĘ Z POPULARNEGO RYNKU KOMPAKTOWYCH SUV-ÓW.

098

O SsangYong wszyscy pewnie słyszeli, ale głębszej identyfikacji, rozpoznawalności i świadomości marki – brak. A szkoda. Wielka szkoda. SsangYong to trzeci najmocniejszy gracz motoryzacyjny w Korei (auta do dzisiaj produkuje wyłącznie w Korei) i zarazem pierwszy producent aut w tym kraju. Od powstania w 1954 roku marka nastawiła się na typowe samochody użytkowe i terenowe. Od początku lat 60. produkowała auta na licencji Toyoty. Wypracowała też taką pozycję w branży, że dokładnie po dziesięciu latach od powstania, budowała w swoich fabrykach… Jeepy na zlecenie Amerykanów (pierwsze modele Korando z lat 80. powstaną na bazie Jeepa CJ-7 i staną się niezłym towarem eksportowym m.in. do Japonii). Kilka kolejnych przełomów sprawiło, że marka zaczęła przebijać się w stronę luksusowych SUV-ów. Pierwszym krokiem była współpraca z Mercedesem w 1991 roku. Alians dotyczył wspólnego opracowywania technologii, ale też korzystania z podzespołów niemieckiego producenta, konkretnie z modeli ML. Stąd opinia o solidnych terenówkach Musso i Rexton. Ale też przyszła era aut z niezbyt rozumianym przez Europejczyków językiem stylistycznym. Technologicznie i jakościowo auta wciąż nie odstawały od wysokiej średniej. Ale żeby tak się jeszcze podobały… Tamte czasy, na szczęście, sam SsangYong oddzielił grubą krechą. Do prac projektowych zaangażowano renomowane studia stylistyczne (m.in. Giugiaro). Ciągle priorytetem jest jakość produktu. Doszła zaawansowana technologia, no i nie zapomniano o jednym ważnym aspekcie – o cenie. Atrakcyjnej cenie. Najnowszy Korando, który w olsztyńskim salonie SsangYong świętował premierę ostatniego dnia listopada, przyciągnie wzrok estetów, którzy niekoniecznie mogą pozwolić sobie na najdroższe modele w klasie. Stylistyka auta budzi skojarzenia z najlepszymi europejskimi projektami. A zwłaszcza wnętrze. Stonowana elegancja w harmonii

z najnowszą technologią pokładową. 10,25-calowy ekran odstawił do lamusa tradycyjny zestaw wskaźników. Konfiguruje się je na kilka sposobów, a jeśli nie macie nic przeciwko, można sobie nawet zaprogramować powitanie przed odpaleniem Korando: „siemanko, przyjacielu”. Kiedy pierwszy raz przeczytałem to na kokpicie przed kierownicą, pomyślałem sobie: wreszcie ktoś pokazał jaja! No bo dosyć nudnych aut. Jeśli hasłem, które ma rozkręcić markę SsangYong w Polsce jest „lepszy niż myślisz”, to chyba trudno o trafniejsze słowa. Te auta zyskują po bliższym poznaniu. Marce brak bowiem rozpoznawalnej opinii. Ale jej produktom niczego już nie brak. Korando, którym jeździłem, w niczym nie różni się od renomowanych graczy z segmentu kompaktowych SUV-ów. Ma inteligentny napęd 4x4 i zintegrowany pakiet dwunastu zaawansowanych systemów bezpieczeństwa DeepControl. Jakość czuć już w odgłosie otwieranych drzwi, dotyku pokręteł od klimatyzacji, komforcie foteli, a nawet w panelach podświetlanych w kabinie, które sprawiają wrażenie trójwymiarowych i można je ustawiać w jednym z 34 kolorów! Dalej? Nie znajdziecie konkurenta wielkości Korando (mierzy 4,45 m długości), który ma więcej miejsca na tylnej kanapie. Jeśli z przodu siedzi wygodnie kierowca o wzroście 185 cm, to z tyłu bardzo wygodnie przewiezie dwumetrowca. Serio. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: SsangYong

SsangYong Korando silnik benzynowy 1,5 GDI-T 163 KM, cena od 79 990 zł silnik Diesla 1,6 e-Xdi 136 KM, cena od 92 490 zł

Auto Serwis Sikorski Olsztyn, ul. Sielska 43 C ssangyong-olsztyn.pl



BIZNES

BYCIE PRZYWÓDCĄ NIE JEST TAKIE PROSTE BĘDZIEMY ŚWIADKAMI POWSTAWANIA NAJWIĘKSZEJ RODZINNEJ GRUPY DILERSKIEJ NA WARMII I MAZURACH. O EKSPANSJI W BRANŻY MOTORYZACYJNEJ ROZMAWIAMY Z KAZIMIERZEM I ADAMEM FIEDOROWICZAMI*, SZEFAMI POLBIS AUTO, DILERA SKODY ORAZ NOWO POZYSKANYCH MAREK: VOLKSWAGEN I AUDI. CO SZYKUJE SIĘ DLA KLIENTÓW? Trzy lata temu olsztyński Polbis Auto poszerzył swoją działalność, kupując w Toruniu drugie dilerstwo Skody. Za wyniki w obydwu miastach w 2018 roku firma wywalczyła tytuł dilera roku Skody w Polsce. Ale karty na rynku motoryzacyjnym zostały przetasowane: Toruń przeszedł pod skrzydła trójmiejskiego dilera, zaś marka Polbis Auto skupiła się na ekspansji na rodzimym rynku, przejmując olsztyńską spółkę Auto Wimar Warmia, dotychczasowego dilera marek Audi i Volkswagen. 100

MADE IN: Każdy region ma swoją specyfikę rynku. Czego was, olsztyńskich dilerów, nauczył rynek toruński? Adam Fiedorowicz: W regionie z większym niż u nas potencjałem gospodarczym, mieliśmy do czynienia z inną dynamiką sprzedaży, a przede wszystkim wewnętrzną markową konkurencją, bo w obrębie 40 km były cztery salony Skody. Trzeba więc być tam szybszym, dynamiczniejszym i prezentować wyższą jakość obsługi niż reszta. Jak w starym porzekadle: najbardziej rozwija nas silna konkurencja. AF: Bez dwóch zdań. Ważna była też kolejna lekcja – rynek pracownika. Przy takiej konkurencji, utrzymanie pracownika rządzi się innymi prawami niż np. na rynku olsztyńskim. U nas

ludzie i bardziej szanują pracę, i bardziej są w nią zaangażowani. Tam mają alternatywę, ale dzięki temu szybciej znaleźliśmy odpowiedzi na pytanie: co oferować, by to właśnie twoja praca była najbardziej atrakcyjna. W półtora roku zwiększyliśmy obroty salonu o 100 proc. Trzy lata temu przejęliśmy nierentowną firmę, a wprowadziliśmy rentowność powyżej średniej krajowej w sieci Skody. Jak będzie wyglądać wasza nowa przyszłość? Kazimierz Fiedorowicz: Polityka importera Volkswagen Group Polska zakłada pozycję jednego silnego partnera na rynku lokalnym, który będzie reprezentował wszystkie volumenowe marki koncernu. Stworzymy swego rodzaju osiedle samochodowe, gdzie klient z szerokiej oferty wybierze produkt czy usługę dla siebie. Przed nami wielkie wyzwanie inwestycyjne, ale myślę, że uda nam się stworzyć największą rodzinną grupę dilerską na Warmii i Mazurach. AF: Zamierzamy zbudować wspólny serwis dla wszystkich naszych marek, by optymalizować procesy i koszta. Zaś jeśli chodzi o salon, to każda marka będzie miała odrębny, ale we wspólnym kompleksie. Plan zakłada, że w pierwszym kwartale 2022 roku inwestycja będzie już gotowa. W pierwszej


BIZNES

kolejności zależy nam na szybkim zbudowaniu ekskluzywności marki Audi w regionie. Segment premium cechuje się pewnymi wartościami i chcemy je pokazać w nowym salonie. Na koniec, mamy nadzieję, przyjdzie czas Seata. Gdzie takie centrum powstanie? KF: To jeszcze nie jest przesądzone, ale jedno jest pewne – szykuje się dogodne miejsce dla mieszkańców z wszystkich lokalizacji Olsztyna. A cztery marki siłą rzeczy przyciągną o wiele więcej klientów i w salonach, i w serwisie. Rocznie moglibyśmy sprzedawać tam około trzech tys. samochodów, wliczając w to dynamicznie rozwijający się przy salonach rynek aut używanych. Nad branżę nadciąga okres niepewności. To dobry moment na wielkie inwestowanie? KF: Odpowiedzią jest hasło: optymalizacja. Trwa mocna dyskusja na temat przyszłości rynku dilerskiego. Ale sami importerzy, a nawet fabryki, nie wyobrażają sobie funkcjonowania ich sieci sprzedaży bez salonów i dilerów. Mimo wszystko klient lubi obejrzeć samochód, a nie tylko kliknąć go w internecie. Chce mieć porządną obsługę posprzedażną, kontakt z pracownikami. Tego wszystkiego internet nie zastąpi. Poza tym nie można pominąć działań marketingowych jakie diler robi na rynku lokalnym, co powoduje, że produkt jest bliżej klienta. Stąd hasło optymalizacja, bo obiekty trzeba budować na miarę nadchodzących czasów i przyszłych nawyków konsumenckich. AF: Byłem na spotkaniu z prezesem firmy spółki ASE Global, która z pozycji Anglii zajmuje się analizą światowego rynku motoryzacyjnego. 80 proc. klientów chce fizycznie dotknąć samochód przed kupnem. Zmieni się może sposób dystrybucji aut, ale potencjalny nabywca przyjdzie do salonu, obejrzy auto, przejedzie się nim, porozmawia ze sprzedawcą, ale nie jest wykluczone, że finalnie kupi je przez internet. Praca dilerów będzie więc polegała na uatrakcyjnieniu oferty około sprzedażowej: programów lojalnościowych, rozwiązań serwisowych czy akcesoryjnych – one przetrwają i pozwolą trzymać kontakt z klientem. Podkreślacie dynamicznie rozwijający się rynek aut używanych. Upodabnia się on do tego z nowymi samochodami? AF: Mocno zmieniają się oczekiwania klienta wobec kupna auta używanego. Chce mieć pojazd z gwarancją i rzetelnie sprawdzony. My, oferując jakość autoryzowanego dilerstwa, musimy być transparentni przed klientem. Sam sektor aut używanych przy salonach staje się czwartą nogą biznesu, obok sprzedaży nowych aut, części oraz serwisu, dlatego sporo w niego inwestujemy. Mamy w ofercie około 150 modeli, głównie rocznych, dwu – i trzyletnich. Zmienia się też samo podejście do formy użytkowania auta. Coraz młodsi klienci przychodzą już z takim dylematem: chcę wydać 1000 zł miesięcznie na auto, co oferujecie? I mówimy: proszę, oto osiem modeli do wyboru. Klientów już mniej interesuje kupno auta za np. 100 tys. zł, tylko wynajem za, powiedzmy, 1000 zł miesięcznie. Ten sam model finansowania występuje też w autach używanych. W tej formule sprzedajemy już co trzeci samochód, a plany przewidują przyszłoroczny wzrost o 50 proc. Więc kto nie chce wydać 1000 zł raty za użytkowanie miesięczne nowego dobrego auta, wybierze nieznacznie używane, np. za połowę tej sumy. Również z gwarancją i w rzetelnym stanie.

Łatwiej zarządza się uznanym brandem? KF: Tak się składa, że auta grupy Volkswagen są bardzo popularne: Skoda od lat jest numerem jeden w Polsce, a VW numerem trzy. Marki te podbiły rynek w oparciu o coś – produkt, ale też i standardy. Dlatego od tych marek zwyczajnie wymaga się więcej. Audi ma aspiracje zawładnąć klasą premium, a Volkswagen – być liderem. Najwyższy poziom musimy zatem trzymać na wszystkich płaszczyznach, stąd bycie przywódcą wcale takie proste nie jest. Ze Skodą wywalczyliście tytuł dilera w Polsce nr 1. Wygrywać już potraficie. AF: Przez kilka lat z rzędu byliśmy w gronie laureatów. W tym roku, w raporcie magazynu „Auto Świat”, gdzie oceniają sami klienci, za obsługę otrzymaliśmy 100 punktów na 100. To dowodzi, że zespół mamy przygotowany, a procedury sprawdzone. KF: Otrzymaliśmy wiele nagród jakościowych: najlepszy diler Skody, trzykrotnie na podium, tytuł dilera roku Związku Dilerów Samochodowych w Polsce. To spowodowało, że zostaliśmy postrzegani przez pryzmat pracy na wysokim poziomie. Kiedy rozmawialiśmy z importerem na temat przejęcia w Olsztynie Volkswagena, a tym bardziej marki premium Audi, to te nasze jakościowe osiągnięcia w Skodzie były jednym z argumentów przemawiających za powierzeniem nam zaufania. Udowodniliśmy przez ten czas, że możemy być najlepszym ambasadorem grupy Volkswagen w regionie. Rozmawiał: Rafał Radzymiński, obraz: Agnieszka Blonka

KAZIMIERZ FIEDOROWICZ

jest właścicielem i prezesem zarządu Polbis Auto, zaś syn Adam członkiem zarządu Polbis Auto (Skoda) i prezesem Polbis Auto Group (dawniej Auto Wimar Warmia – marki VW i Audi). Polbis jest typowo rodzinną firmą, ale zatrudniającą około 150 osób. Wewnątrz panuje opinia, że to mała korporacja, ale z rodzinnym aspektem, gdzie wzajemnie dba się o przyjazne relacje. Polbis Auto Olsztyn, ul. Partyzantów 26 (Skoda) Olsztyn, ul. Rataja 15 (VW Audi) polbisauto.pl  fb/polbisauto

101


AUTO PREMIUM

Z MIŁOŚCI DO JAKOŚCI POŁĄCZENIE PRACY Z PASJĄ JEST NAJPROSTSZĄ DROGĄ DO SUKCESU W BIZNESIE. OD PRAWIE ĆWIERĆ WIEKU WDRAŻA JĄ W ŻYCIE KRZYSZTOF KAWCZYŃSKI, WŁAŚCICIEL MAZUREK PREMIUM CARS, 102

NAJWIĘKSZEGO NIEZALEŻNEGO MULTIDILERA AUT KLASY PREMIUM W REGIONIE. MIEJSCA ZAPEWNE ZNANEGO KAŻDEMU FANOWI TEJ BARDZIEJ EKSCYTUJĄCEJ MOTORYZACJI. Ulica Lubelska w Olsztynie słynie głównie z firm działających w branży budowlanej. Pod numerem 29 jest rodzynek – motoryzacyjny kompleks. To piętrowy ekskluzywny salon aut klasy premium oraz rozbudowany serwis samochodowy. Salon od samego wejścia buduje atmosferę wejścia w wyższą klasę, bo nie ma w regionie drugiego takiego miejsca, gdzie obok siebie stoją ekskluzywne Jaguary, Range Rovery, BMW, Porsche, Audi czy samochody tak egzotyczne u nas jak Bentley. „Najlepsze marki pod jednym dachem” – to hasło wyznaczało kierunek działania firmie Mazurek już od dawna. – Kiedy

inni stawiali na specjalizację jednej marki, ja konsekwentnie powtarzałem, że nie mamy zamiaru ograniczać wyboru naszym klientom – podkreśla Krzysztof Kawczyński, właściciel Mazurek Premium Cars. Dlatego też w salonie proces sprzedaży rozpoczyna się od szczegółowej analizy potrzeb klienta. Salon dzieli się na dwa działy. Pierwszy to Mazurek Premium Selection, który zajmuje się sprzedażą aut na specjalne zamówienia. Króluje głównie niemiecka żelazna trójka: Audi, BMW i Mercedes, ale ostatnio bardzo wielu klientów zainteresowa-


AUTO PREMIUM

nych jest Volvo. Zamówić można tu auta fabrycznie nowe, ale klienci częściej wybierają auta w wieku od roku do trzech lat, ale z niewielkim przebiegiem, które są tańsze od cen katalogowych nawet o 40–50 proc. Znalezienie auta o jasno określonych parametrach w bardzo dobrej cenie jest zajęciem dość trudnym, ale doświadczenie oraz efekty pracujących tu osób pokazują, że „da się”. Drugi dział to Mazurek British Cars i już sama nazwa podpowiada, że pracują w nim eksperci od motoryzacji z wysp. To jedyne miejsce w regionie, gdzie kupić można kompletną gamę nowych samochodów marek Jaguar i Land Rover. W całym procesie zakupowym istotną rolę odgrywa czas. Bywa, że klienci decydują się na samochody dostępne w salonie „od ręki”. Ale nawet gdy jest to auto na zamówienie, to często zdarza się tak, że nim klient zdąży załatwić formalności związane z leasingiem, sprowadzone dla niego auto czeka już w salonie. Pracownicy salonu pomagają też klientom w wyborze finansowania. Ubezpieczenie nowego auta wykupuje się na miejscu. Coraz większą popularnością cieszy się najem długoterminowy. Dotyczy on nowych aut na gwarancji, które klienci po

prostu wynajmują, a po zakończonym okresie umowy decydują czy auto odkupić, wziąć je w leasing, czy po prostu oddać i wynająć kolejne. Zapleczem oraz gwarancją spokojnego użytkowania zakupionych aut jest działający tu Mazurek Premium Service działający w ramach grupy Bosch Service. Jego specjalizacją są głównie marki Volvo, Jaguar i Land Rover, ale obsługuje też samochody klientów innych marek premium. Na ulicach Olsztyna, regionu, ale też i całego kraju (zamawiają tu auta klienci z różnych stron Polski), można spotkać już tysiące jeżdżących wizytówek, które opuściły salon Mazurek Premium Cars. Samochody wyróżniają się podkładkami pod rejestracjami „mazurek.com.pl” i są dowodem na to, że ich właściciele spełnili tu swoje motoryzacyjne marzenia. Tekst: Marek Dornowski, obraz: Kuba Chmielewski

Mazurek Premium Cars Olsztyn, ul. Lubelska 29 mazurek.com.pl

103


AUTO PREMIUM

104

SERWIS DLA WYMAGAJĄCYCH SERWIS I NAPRAWA SAMOCHODU BEZ KONIECZNOŚCI WYCHODZENIA Z DOMU? FILM POKAZUJĄCY ZAKRES KONIECZNYCH NAPRAW WRAZ Z KOSZTORYSEM PRZYCHODZĄCY NA MAILA? NIE SĄ TO HASŁA Z „SERWISU PRZYSZŁOŚCI”, A CODZIENNOŚĆ USŁUG DOSTĘPNYCH W MAZUREK PREMIUM SERVICE. Wraz z rozwojem marki Mazurek Premium Cars (większa sprzedaż aut, wprowadzenie na region oferty nowych marek Jaguar i Land Rover), przed firmą stanęło wyzwanie: stworzyć i rozwijać specjalistyczny serwis poświęcony autom premium. – Długo szukaliśmy właściwego człowieka, który wniósłby do naszego serwisu nie tylko wiedzę merytoryczną, ale także najwyższą kulturę pracy – opowiada Krzysztof Kawczyński,

właściciel marki Mazurek Premium Cars. – Wszystko to wprowadził obecny kierownik Mazurek Premium Service Paweł Stefański, który swoje doświadczenie budował m.in. pracując przez wiele lat w serwisach Volvo i właśnie Jaguara oraz Land Rovera w Wielkiej Brytanii. Zmiany przyszły szybko, a zaczęło się od wprowadzenia nowatorskiej usługi Service View. Otóż cały etap diagnozy


AUTO PREMIUM

jest nagrywany, a klient otrzymuje na maila filmik z omówieniem krytycznych usterek oraz rekomendowanych napraw. Do raportu dołączony jest też kosztorys. Dzięki temu klient ma świadomość co powinno być w samochodzie zrobione i nie spotka się z przykrymi niespodziankami na koniec wizyty. Zlecenie naprawy klient potwierdza telefonicznie lub mailowo. To zresztą wpisuje się w trend mobilności, bo dzięki usłudze „door to door” klient wcale nie musi do warsztatu przyjeżdżać. – Nasi klienci to często zabiegani i zapracowani ludzie, dlatego dajemy im opcję, że to my po auto przyjedziemy i po usłudze odstawimy we wskazane miejsce – tłumaczy Paweł Stefański. – Ten pomysł przypadł do gustu zwłaszcza paniom. Ponadto na czas naprawy klient może wynająć u nas auto zastępcze, również klasy premium. Zmienił się także sam charakter wykonywanych usług. W Mazurek Premium Service coraz więcej wykonuje się przeglądów i serwisów. To wynik rosnącej świadomości klientów. – Dawniej warsztat odwiedzało się wyłącznie wtedy, gdy coś już nie działało. Dzisiaj często klienci przyjeżdżają do

warsztatu właśnie po to, aby uniknąć poważniejszych napraw i wydatków – dodaje Paweł Stefański. – Spore znaczenie ma też fakt, że zgodnie z wytycznymi unijnymi, przeglądy gwarancyjne nie muszą być wykonywane wyłącznie w autoryzowanych serwisach. A to spora oszczędność. Serwis specjalizuje się w autach Jaguar, Land Rover i Volvo. – Z tymi samochodami pracowałem przez lata, a więc w naturalny sposób znam się na nich najlepiej i najłatwiej jest mi przekazać moją wiedzę innym mechanikom – wyjaśnia kierownik serwisu. – Poza tym tak się składa, że nasz salon całkiem sporo ich sprzedaje, a dobry serwis to nic innego jak uzupełnienie oferty salonu. Tekst: Marek Dornowski, obraz: Kuba Chmielewski

Mazurek Premium Service Olsztyn, ul. Lubelska 29 mazurek.com.pl

105


REPORTAŻ

ZANIM ZABRZMIĄ NUTY SŁUCH ABSOLUTNY NIE WYSTARCZY. CHOĆ MUZYKA JEST POKARMEM DLA DUSZY, WYMAGA TWARDYCH UMIEJĘTNOŚCI. JAKICH TALENTÓW TRZEBA, ABY POWSTAŁY DŹWIĘKI CHWYTAJĄCE ZA SERCE? KONCERTY I NAGRANIA POPRZEDZA ŻMUDNY PROCES TWÓRCZY LUTNIKÓW, STROICIELI, TWÓRCÓW INSTRUMENTÓW, KOMPOZYTORÓW. BLIŻEJ IM DO ARTYSTÓW CZY GENIUSZY NAUK ŚCISŁYCH?

106


REPORTAŻ

Strojenie specjalnym kluczem i kamertonem, czyli m.in. regulacja mechanizmu młoteczkowego, korekta intonacji, trwa zazwyczaj około dwóch godzin. – Do tego fachu trzeba słuchu, cierpliwości, precyzji, ale i zmysłu technicznego – tłumaczy fortepianmistrz. – Sprawność manualną ćwiczę choćby malując w wolnym czasie obrazy. A krzepę – ładując fortepiany, które ważą nawet pół tony.

WIOSŁA Z HISTORIĄ

UCZTA DLA ZMYSŁÓW Wyjątkowy fortepian Steinway model D, na zlecenie Leszka Możdżera został dostrojony do częstotliwości 432 Hz. Pianista sugerował się nauką Pitagorasa, wybitnego greckiego matematyka, który stworzył podstawy wyznaczania wysokości dźwięków. Wybrał pitagorejską częstotliwość dla swojego instrumentu, aby brzmienie zgrywało się z naturą – śpiewem ptaków, szumem wody i drzew. Jego fortepian pokonuje rocznie dziesiątki tys. kilometrów klimatyzowanym samochodem dostawczym firmy Pianoforte Concert Management z Jerzwałdu. Jej współpraca z Leszkiem Możdżerem trwa już prawie 20 lat. – To brzmienie jest cichsze od tradycyjnego stroju fortepianów – 440 Hz, ale także bardziej klarowne, łagodniejsze i przyjemniejsze dla ucha – tłumaczy Mirosław Mastalerz, stroiciel i fortepianmistrz z firmy Pianoforte Concert Management. – Zmiany w obrębie 2–3 Hz można zrealizować na każdym fortepianie, ale do modelu Leszka trzeba było wykonać specjalny projekt, zamontować inne struny. Brzmienie tego instrumentu to uczta dla zmysłów. Branżę muzyczną Mirosław poznał podczas służby wojskowej w latach 80., gdzie udzielał się w orkiestrze. Po powrocie do „cywila” dwa lata uczył muzyki, a w 1989 roku założył firmę stroicielską. Doświadczenie zdobywał u fortepianmistrzów starszego pokolenia w kraju i za granicą. – Zaczynałem skromnie, od jednego fortepianu marki Yamaha, na który wydałem 10 tys. zł. Wypożyczałem go początkowo średnio raz w miesiącu i co zarobiłem, to inwestowałem – wspomina. Dzisiaj ma kilkanaście fortepianów, w tym Steinway „z duszą” wart ponad 100 tys euro, i obsługuje ponad 300 koncertów rocznie. Ma na koncie współpracę m.in. z Waldemarem Malickim, Januszem Olejniczakiem, Adamem Makowiczem, Stanisławem Soyką, Grzegorzem Turnauem. Z jego usług podczas koncertów w Polsce korzystała Diana Krall, Lauryn Hill, Tom Waits czy Nick Cave. Fortepiany pojawiają się na prestiżowych wydarzeniach i w nietypowych salach – kościołach, ratuszach, luksusowych hotelach. A nawet na pokładzie Łódki Bols, która cumowała w gdańskiej marinie. Wciągnęli na nią instrument za pomocą bomu, a nóżki włożyli w wydrążone kostki z gumy, aby zapewnić mu stabilność na fali. – Moim głównym atutem są kontakty z pianistami. Muzycy przyzwyczajają się do mnie i do fortepianów, które stroję. W każdym elemencie ich konstrukcji zostawiam kawałek swojego serca i talentu – tłumaczy.

Bywa, że siedziba firmy „Ivan Guitars” otwarta jest w nocy. Bo akurat zespół odbywający w Olsztynie tournée potrzebuje pilnego serwisu gitary. I choć mają na stanie kilkadziesiąt instrumentów czekających w kolejce na naprawę, nie odmawiają pilnych zleceń. Marka sięgająca historią lat 60. ub. wieku, to jedyne w regionie kompleksowe miejsce z serwisem, wypożyczalnią oraz manufakturą gitar elektrycznych i przetworników gitarowych. Posiadają też własne studio nagraniowe. – Mój tato, zawodowy muzyk, poznał w latach 60. Karla Erika Hagströma, szwedzkiego producenta gitar m.in. dla Elvisa Presleya – wspomina Maciej Iwan, muzyk i lutnik, właściciel Ivan Guitars. – Po wizycie w jego fabryce zaczął konstruować „wiosła” na własny użytek. W latach 80. otworzył zakład lutniczy produkujący gitary i osprzęt. A ja, bawiąc się w jego pracowni, chłonąłem rzemiosło. W wieku 16 lat grałem już na pierwszej własnoręcznie zrobionej gitarze. W latach 90. przyszedł kryzys i zakład zawiesił działalność. Zanim Maciej reaktywował rodzinną schedę, minęło wiele lat. Zaliczył praktykę u jubilera, żył z grafiki i aranżacji wnętrz, grał w olszyńskich grupach muzycznych. 10 lat temu wrócił do korzeni i zaprosił do współpracy szwagra i siostrzeńca. Z ich usług i produktów korzystają muzycy z różnych stron Polski i zagranicy. – Serwisujemy około 300 instrumentów rocznie, trafiają się lutnie, harfy, instrumenty ludowe. Robiliśmy nawet renowację średniowiecznego dwugryfowego teorbana. Z naszych usług korzysta zespół Hunter, Insidius, Enej, Babsztyl, Krzta, Gorycz i kolekcjonerzy gitar, jak Piotr Bałtroczyk – wylicza Maciej. W międzyczasie tworzą dizajnerskie, często spersonalizowane elektryczne gitary, np. z grafiką z motywem czaszki lub własną sygnaturą klienta. Na zamówienie twórców muzyki heavymetalowej, instrumenty przeważnie powstają z drzewa lipowego lub mahoniu, a dla reszty przedstawicieli muzycznego świata – głównie z olchy i jesionu. Wyposażają je we własnej roboty mostki oraz cenione na rynku przetworniki gitarowe odpowiedzialne za odbieranie dźwięków strun. –


REPORTAŻ

Nasze gitary i osprzęt to tak zwana customowa produkcja łącząca wiedzę z chemii, obróbki drewna i metalu, sztuk wizualnych, no i muzyki – wymienia Maciej. – Dbamy o ponad 30-letnią rodzinną markę, więc każdy produkt testujemy w naszym studio i wypuszczamy na rynek tylko te, których dźwiękiem sami jesteśmy zachwyceni. Gitary wypożyczają od nas zespoły na sesje nagraniowe w najlepszych studiach. Słychać je na płytach Łydki Grubasa, Huntera, deathmetalowego Insidiusa czy Hate. A że ilość klientów przerasta naszą przestrzeń, przenosimy się w nowym roku do własnej pracowni połączonej ze studio nagraniowym na Likusach. I tam dopiero w pełni rozwiniemy skrzydła. A raczej „wiosła”.

INTYMNE BITY

108

Ich przepustką do muzycznego świata była maszyna perkusyjna Perc – pierwszy produkt sygnowany marką Polyend. Piotr opracował jego koncepcję bazując na wiedzy wyniesionej ze studiów informatycznych, zainteresowaniach muzycznych i doświadczeniu w rodzinnej fabryce maszyn do produkcji… sera. Cyfrowa maszyna perkusyjna trafiła w rynkową niszę. Po pierwszej prezentacji na targach muzycznych we Frankfurcie w 2015 roku, o małej firmie z Olsztyna zrobiło się głośno na forach i w branżowej prasie. Posypały się zamówienia od muzyków i producenckich sław ze wszystkich stron świata. – Kiedy dostałem maila z zamówieniem od Richarda Jamesa (Aphex Twin), ulubionego twórcy muzyki elektronicznej, myślałem, że koledzy zrobili mi żart – wspomina Piotr Raczyński, założyciel firmy Polyend. – Potem przyszło zamówienie od Trenta Reznora z amerykańskiego zespołu Nine Inch Nails, zdobywcy Oscara za muzykę do filmu „The social network”. W wywiadach podkreślał, że Perc pozwala mu na intymne warunki pracy w studio, gdzie programuje bity na perkusję. Słuchając ich nowej płyty poczułem, że mamy realny wpływ na rozwój twórczości profesjonalistów. Perc trafił także do zespołu Chemical Brothers, Radiohead, Coldplay, a potem do Hildur Guðnadóttir, islandzkiej kompozytorki muzyki filmowej, m.in. do serialu „Czarnobyl”. Bity uzyskane z pomocą olsztyńskiego urządzenia słychać w kinowym hicie „Joker”, do którego skomponowała ścieżkę dźwiękową. – Popularność Perca pozwoliła nam rozwinąć skrzydła, w ciągu czterech lat wyprodukowaliśmy kolejne nowatorskie urządzenia – tłumaczy Piotr. Uniwersalny konwerter Poly, sekwencer do komponowana utworów Seq czy Medusa – syntetyzator analogowo-cyfrowy,

który stał się sprzedażowym hitem. 14-osobowy zespół firmy złożony m.in. z programistów, elektroników, specjalistów od dizajnu, ma na warsztacie kolejny produkt. Tracker, który pojawi się w 2020 roku, to urządzenie na którym będzie można stworzyć cały album. Choć nad podobną koncepcją pracuje wiele firm, pasjonatom z Polyend udało się znaleźć przełomowe rozwiązania. – Jego nazwa pochodzi od typu programu komputerowego, na którym zaczynałem w młodości swoją przygodę z komponowaniem muzyki – tłumaczy szef Polyend. – Nasza firma działa globalnie, ale nie zależy nam na sławie, celujemy w konkretną niszę, do której chcemy dostarczać najlepsze produkty na świecie. Tworzymy dwa-trzy instrumenty w roku, które trafiają do producentów muzyki, znanych youtuberów czy takich grup jak Sigur Rós z Islandii. Jej muzycy, którzy tworzą z pomocą naszych urządzeń Perc i Seq, zaprosili nas na spotkanie przy okazji koncertu na Open’er Festival. Uznanie takich twórców to dla mnie największa motywacja. Nie zastąpi go żadna statuetka czy zaproszenie na biznesową galę, na które po prostu szkoda nam czasu.

PAMIĘĆ STRUN I DREWNA Maciej pracował w drewnie od wczesnej młodości. Gdy jego ojciec kupił starą warmińską chałupę, wciągnął się w wir prac: naprawy stolarki, przeróbki mebli, budowa bram i płotów. Będąc studentem klasy kontrabasu bydgoskiej Akademii Muzycznej, otrzymał od znajomego zdezelowany kontrabas. Zaniósł go do lutnika, a świat instrumentów, który zastał w pracowni, oczarował go. Za zgodą mistrza Zenobiusza terminował w niej przez dwa lata. Kolejne dwa u mistrza Andrzeja. Tak poznał rzadki fach. Po powrocie do Olsztyna podjął pracę muzyka w olsztyńskiej filharmonii, pedagoga w Państwowej Szkole Muzycznej, a także założył firmę naprawy i konserwacji instrumentów. Dzisiaj jego olsztyńska pracownia to prawdziwe królestwo instrumentów smyczkowych: skrzypce różnych rozmiarów – nawet wielkości ołówka, wiolonczele, kontrabasy. Zwoje strun, pęki końskiego włosia do smyczków, zestaw strugów, ostrych jak brzytwa noży i dłut. We wrześniu, kiedy rozpoczyna się sezon artystyczny i szkolny, w korytarzu domowej pracowni stoi kolejka klientów. Chcą wypożyczyć instrument, albo potrzebują pilnej naprawy.


REPORTAŻ

– Moją pierwszą większą pracą było wskrzeszenie wiolonczeli koncertmistrza olsztyńskiej orkiestry, która rozpadła się na kawałki w wypadku samochodowym – wspomina Maciej Niedźwiedź, kontrabasista, pedagog, lutnik. – Po dwóch miesiącach ich mozolnego scalania, odzyskała swój głos. Na jego warsztat najczęściej trafiają instrumenty uczniów i muzyków z regionu, czasem koncertujących w filharmonii solistów. Jednym z nich był przywieziony z Singapuru 150-letni kontrabas wart 100 tys. dolarów. Na skutek skrajnej zmiany wilgotności, struny dosłownie „położyły się” na gryfie. W ciągu nocy zrobił im nowy, wyższy podstawek, aby rano dało się grać bez trzasków. – Najstarszy instrument jaki trzymałem w rękach to niemal 400-letnie skrzypce Magginiego – podkreśla. – Ich wiek czuć w dłoniach – są niezwykle lekkie, niemal jak wydmuszka. Muzyka – instrumentalistę najbardziej cieszy kontakt z mistrzowskim, starym instrumentem. To namacalna postać więzi z kulturą, historią człowieka. Drewno z której robi duszę, czyli mały kołeczek w środku skrzypiec, ma również niemal 200 lat. Maciej pozyskuje je z klawiszy starych fortepianów od zaprzyjaźnionego olsztyńskiego stroiciela. Precyzyjnie umiejscowiona dusza decyduje o łatwości wydobywanego z instrumentu dźwięku oraz jego barwie. Podstawek pod struny, wykonany z dobrego drewna, również wpływa na koloryt dźwięku i decyduje o ergonomii gry. – Naprawa instrumentów wymaga precyzji. Każdy źle przylegający milimetr drewna przełoży się na dźwięk, który wyłapie wrażliwe ucho muzyka. Ważna jest także znajomość technologii drewna – do produkcji skrzypiec używa się gęsto usłojonego świerku na wierzchnią płytę i jaworu na pozostałe części instrumentu – tłumaczy lutnik. Maciej w swoim warsztacie ma nie tylko wiekowe drewno, ale także m.in. struny wykonane z owczych jelit. Używano ich jeszcze w latach 60. ub. stulecia. Wciąż są wykorzystywane przez pasjonatów muzyki barokowej, przeżywającej dziś swój renesans. Do sklejana instrumentów używa naturalnego kleju z kości i skór zwierząt. To stosowany od wieków, jedyny klej odwracalny. Po kontakcie z wodą rozpuszcza się, co pozwala rozłożyć stary instrument na części. – Lubię stare instrumenty, ale pamiętajmy, że nie każdy staroć jest antykiem – tłumaczy Maciej. – To przede wszystkim „know how” mistrza lutnika decyduje o jakości instrumentu. Codziennie wiele godzin gram i uczę na kontrabasie. Zmęczenie fizyczne i psychiczne znika, gdy smyczek zamieniam na dłuto.

MUZYCZNE OKO Słuchając muzyki, oczami wyobraźni widzi jej zapis graficzny: dźwięki rozpisane na głosy, instrumenty, pauzy, rytm. Wiedza teoretyczna, którą Marcin poznał w szkole i na studiach muzycznych, otworzyła mu drogę nie tylko do kariery scenicznej. Ma na koncie prawie 30 publikacji i podręczników literatury muzycznej z której korzystają pedagodzy i artyści w całej Europie. Wśród nich choćby „Bolero na kwintet perkusyjny”, „Zbiór etiud na werbel”, „Przeboje na flet prosty” czy utwór na 18-osobową orkiestrę kameralną. Teraz pracuje nad „Szkołą gry na boom wackers” – niszowy w Polsce instrument. – Talent muzyczny to złożone zagadnienie – tłumaczy Marcin Lemiszewski, pochodzący z Dywit perkusista, ksylofonista, pedagog, autor literatury muzycznej. – Dobry głos czy poczucie rytmu nie są potrzebne, aby zostać na przykład pianistą. Tu przydają się za to zdolności matematyczne, granie rękoma dwóch różnych dźwięków wymaga koordynacji półkul mózgo-

wych. Jedno jest pewne: muzyka wpływa na lepszą koncentrację, podnosi efektywność nauki w każdej dziedzinie. Rozpisanie partytury przypomina układankę z puzzli. Dźwięki, które przychodzą nieoczekiwanie np. podczas jazdy samochodem, Marcin zapisuje w notatnikach, telefonie, a potem skleja w całość. – Aranżując dzieła mistrzów, dodaję własne elementy – tłumaczy muzyk związany m.in. z Filharmonią Narodową w Warszawie, polsko-niemiecką Szkołą Spotkań i Dialogu WBS. – A że nastrój się zmienia – partytura ewoluuje wraz z nim. Ale w historii muzyki tylko geniusz Mozart nie robił poprawek na swoich partyturach. Aby połączyć elementy, trzeba mieć nie tylko sprawne ucho, ale i matematyczną wyobraźnię. Zapis muzyki to głównie nuty, które odzwierciadlają pojedyncze dźwięki, ich wartość rytmiczną, a po umieszczeniu ich na pięciolinii, wysokość i czas trwania. Dużą rolę w „widzeniu” muzyki odgrywa również notacja muzyczna – system dodatkowych znaków graficznych odzwierciadlających konstrukcję dzieła. – Historia graficznego zapisu muzyki zaczęła się od liter, cyfr, symboli – tłumaczy Marcin. – Współcześni kompozytorzy używają własnych kodów graficznych. Wykorzystują przeróżne diagramy, schematy, sieci, a nawet graficzne obrazy, które stają się dziełami sztuki wizualnej prezentowanymi na wystawach. Tekst: Beata Waś Obraz: Piotr Dowejko, Marek Kępiński, Mirosław Duda

109


DAWNO TEMU

I KTO TO WI(E)DZIAŁ! HISTORIE Z WARMII I MAZUR, KTÓRE PRZESZŁY DO HISTORII

110

1995 r.

XIX w.

CZŁOWIEK

MIEJSCE

Zdzisław Najmrodzki (ur. 1954 r.) – przestępca, zwany „królem złodziei i ucieczek” – zasłynął tym, że wymykał się milicji… 29 razy. Na początku lat 80. zorganizował gang złodziei samochodów, ukradł ponad 100 Polonezów. Wyspecjalizował się także w okradaniu (ponad 70 razy) sklepów Pewex. Luksusowe i deficytowe produkty trafiały potem na bazary. Wymykał się pościgom, uciekał m.in. z pociągu, wykorzystując pijaństwo konwojujących go milicjantów, z pomieszczenia sądu w Gliwicach, w którym jego kompani przepiłowali kraty. W 1989 r. spektakularnie uciekł z gliwickiego aresztu – ze spacerniaka zniknął w podkopie. W celi pozostawił list do naczelnika aresztu, w którym podziękował za gościnę. Motyw ten wykorzystał Juliusz Machulski w filmie „V.I.P.”. W 1989 r. został skazany na 20 lat pozbawienia wolności za kradzieże i na siedem lat za ucieczki. W 1994 r. prezydent RP Lech Wałęsa ułaskawił go. Zginął 31 sierpnia 1995 r. w wypadku w okolicy Pepłówka pod Nidzicą. Prowadzone brawurowo BMW serii 3 wpadło w poślizg i uderzyło w ciężarówkę. Jak się okazało, samochód, którym jechał Najmrodzki, był kradziony, tablice rejestracyjne fałszywe, a on miał przy sobie dowód osobisty na inne nazwisko. Jesienią 2020 r. planowana jest premiera filmu fabularnego pt. „Najmro”, inspirowanego jego historią.

WYDARZENIE

Podolszt yńskie pr y watne Muzeum Maszyn Rolniczych, założone przez Alicję i Janusza Dramińskich w 2019 r., trafiło do Księgi Rekordów Guinnessa pod hasłem „Największy na świecie zbiór żeliwnych kieratów konnych – 277 eksponatów”. Muzeum, oprócz kolekcji kieratów konnych – tradycyjnych urządzeń wykorzystujących siłę zwierząt pociągowych do napędu stacjonarnych maszyn rolniczych, może pochwalić się setkami innych zabytkowych eksponatów. Wśród nich są drewniane młocarnie, sieczkarnie, zgrabiarki do siana, kopaczki do ziemniaków, lokomobile, sprzęty gospodarstwa domowego, sanie, wozy strażackie, a także najsłynniejszy traktor świata na żelaznych kołach – Lanz Buldog. Wartość historyczna tego olbrzymiego zbioru jest bezcenna. – Wyrażam w ten sposób uznanie dla pracy rolnika – tłumaczy Janusz Dramiński, właściciel kolekcji. – Zebrane maszyny i sprzęty, stanowiące dzieło pokoleń, znikają niepostrzeżenie z naszego otoczenia, rozpadają się, rdzewieją za niszczejącymi stodołami i stajniami lub po prostu wędrują do składnic złomu. Są przodkami współczesnych skomputeryzowanych maszyn, a za każdą z nich kryją się historie ludzi, którzy kiedyś w pocie czoła pracowali na bochenek chleba.

2019 r.

Budynek, w którym obecnie mieści się siedziba Kurii Metropolitalnej przy ul. Pieniężnego 22 w Olsztynie, wiążę się z inicjatywą Feliksa Schreibera, działacza kulturalnego i społecznika, blisko związanego ze środowiskiem robotniczym. Jego zamysłem było stworzenie miejsca, które integrowałoby rzemieślników oraz osoby zatrudnione w rolnictwie. W latach 1888– 89, dzięki pracy Towarzystwa Czeladzi Katolickiej, związku skupiającego olsztyńskich robotników, udało się postawić neogotycki gmach, do którego przylgnęła nazwa „Kopernik”. Schreiber nie ujrzał swojego dzieła, bo praca przy budowie okazała się ponad jego siły i doprowadziła go do przedwczesnej śmierci. W okresie międzywojennym nieruchomość, przejętą przez parafię św. Jakuba, dzierżawiono przedsiębiorcom z branży hotelarskiej. W sierpniu 1914 r. oficerowie armii carskiej na krótko zajęli gmach, urządzając w nim swoją kwaterę. Ostatnia wojna nie przyniosła obiektowi szkody, dlatego w 1945 r. szybko stał się własnością Skarbu Państwa. Wkrótce otwarto tu jedną z wykwintniejszych olsztyńskich restauracji lat 60. – „Pod Żaglami”. W lokalu stołował się m.in. Józef Cyrankiewicz, Prezes Rady Ministrów PRL. W latach 90. stał się ponownie własnością Kościoła.

RZECZ

B i b li ote ka M uze u m Wa rmii i Mazur posiada bogaty i unikatowy zbiór druków staro-cerkiewno-słowiańskich. W 2019 r. przypada 40. rocznica pierwszego zakupu jedenastu wolumenów z tej kolekcji. Są to głównie księgi liturgiczne pochodzące z nieistniejącego już klasztoru Staroobrzędowców w Wojnowie. Najstarsze wydawnictwo pochodzi z 1638 r., a najmłodsze z początku XX w. Większość wydana jest na papierze czerpanym. Oprawione są w różnego rodzaju skóry, z tłoczeniami głównie o motywach roślinnych. Szczególnie wyróżnia się Ewangelia ołtarzowa, której oprawa wykonana jest z fioletowego aksamitu. Interesujące są również umieszczone w wydawnictwach znaki proweniencyjne. Znajdziemy tu odręczny podpis Wasilija Timofiejewicza Timofiejewa – skarbnika klasztoru przy Cmentarzu Przemienienia Pańskiego w Moskwie czy pieczątkę i znak własności biskupa Ignacego Jana Wysoczańskiego ( 1901–1975) – zwierzchnika Polskiego Kościoła Starokatolickiego. Bezcennym elementem kolekcji są zapiski rękopiśmienne oraz pieczątki i podpisy Heleny Dikopolskiej – przeoryszy klasztoru w Wojnowie. Staroobrzędowcy to wywodząca się z Rosji grupa społeczno-wyznaniowa. Jej powstanie związane jest z wprowadzeniem reform w Cerkwi prawosławnej w połowie XVII w.

XVII w.

Wyszperała w historii: Beata Waś, obraz: Obraz: Zbigniew Grabowski, archiwum MWiM, Janusz Dramiński, Wikipedia


EDUKACJA

MŁODZI I TRUDNA HISTORIA O ODRĘBNOŚCI WARMII I MAZUR W KONTEKŚCIE PRZYRODY, KULTURY CZY BIZNESOWEGO POTENCJAŁU MOŻNA MÓWIĆ BEZ KOŃCA. PORA NA TEMAT CIĘŻSZEGO KALIBRU. CENTRUM POLSKO-FRANCUSKIE W OLSZTYNIE PRZEKONUJE, ŻE W POSZUKIWANIU TOŻSAMOŚCI REGIONU WARTO RÓWNIEŻ ODSŁANIAĆ ZAPOMNIANE KARTY JEGO HISTORII.

Dlaczego instytucja zajmująca się popularyzacją kultury, sztuki i języka francuskiego podjęła się badania trudnej wojennej historii Warmii i Mazur? – Zainspirowała nas rodzinna historia Jeana Jacques’a Philipa, przewodniczącego Stowarzyszenia Côtes d’Armor Warmia-Mazury w Bretanii, z którym Centrum Polsko-Francuskie współpracuje od 1993 roku. Jean Jacques opowiedział nam poruszające losy swojego ojca, jeńca wojennego, więzionego przez hitlerowców w stalagu nieopodal Olsztynka – wspomina Małgorzata Czaplarska, dyrektor Centrum. – Od niego dowiedzieliśmy się, że 20 km stąd istniał w latach wojennych jeden z największych w Europie Środkowej obozów jenieckich. Stalag I B Hohenstein składał się z 120 baraków, w których więziono Polaków, Francuzów, Rosjan, Włochów, Belgów i Serbów – łącznie około 250 tys. jeńców. Zapisał się w historii jako najokrutniejszy obóz jeniecki – zginęło tu ponad 50 tys. jeńców, w przytłaczającej większości rosyjskich. Dziś po stalagu nie ma śladu, ale pamięć o nim pielęgnuje powstałe w 2015 roku Multimedialne Muzeum Obozu Jenieckiego Stalag IB i Historii Olsztynka. – Zaintrygowani tą historią, napisaliśmy projekt pt. „Stalag – życie i śmierć w niemieckim obozie jenieckim w czasie II wojny światowej”, zostaliśmy beneficjentami programu Erasmus+ i zaprosiliśmy do udziału łącznie 60 uczniów: z Zespołu Szkół Licealnych w Morągu oraz szkół średnich z Francji i Niemiec – tłumaczy Monika Być, koordynatorka projektu. Istotą projektu było zgromadzenie młodzieży z krajów, w których ludzie doświadczyli tych samych trudnych realiów historii, i opracowanie innowacyjnych metod pracy na lekcjach poświęconych II wojnie światowej, przy jak największym zaangażowaniu

uczniów. Padło więc na atrakcyjną dla młodych sztukę filmową, której tajniki mogli zgłębiać pod okiem francuskiego reżysera i dokumentalisty Oliviera Caillebota. To on podpowiadał uczniom nie tylko, jak merytorycznie „ugryźć” temat stalagu, ale też jak go przedstawić w ciekawej artystycznej formie, z dobrym światłem, dźwiękiem i montażem. Sam zaś podpatrywał młodzież w pracy i towarzyszył z kamerą innym uczestnikom i partnerom projektu we wszystkich spotkaniach w Polsce, Francji i w Niemczech. Z tych scen powstał reportaż „Sekretne horyzonty”, który jest ukoronowaniem całej inicjatywy. Dla młodzieży projekt był okazją do poznania rówieśników z innych krajów i wypróbowania w praktyce umiejętności językowych. – Bez tej młodzieńczej otwartości i entuzjazmu nie udałoby nam się zmierzyć się z tematem tak trudnym dla wszystkich – Polaków, Francuzów i Niemców. W trakcie realizacji projektu młodzież wykazała się chęcią współpracy, taktem i należytą powagą. Co nie znaczy, że w międzynarodowym towarzystwie zabrakło dobrej zabawy i spotkań czysto towarzyskich. Trwający dwa lata projekt zakończył się we wrześniu. Udowodnił, że młodzi są niezwykli w swoim patrzeniu na historię, nawet tę bolesną. Akceptują przeszłość, ale chcą na niej budować przyszłość, łączyć, a nie dzielić. Wspólną lekcję wojennej historii odrobili celująco. Teraz pora upowszechnić wiedzę, jaką zdobyli. Jest dostępna w postaci kilkunastu nakręconych przez nich filmów (www.youtube.com/user/CPFOlsztyn) oraz reportażu Olivera Caillebota, który już wkrótce będzie miał premierę. – To są gotowe scenariusze lekcji dla nauczycieli historii, ale także prawdziwa skarbnica informacji dla tych ludzi, którym nie jest wszystko jedno, jakie elementy składowe tworzą historyczną tożsamość tego regionu – podsumowuje dyrektorka Centrum. Tekst: Sylwia Płaszczyńska-Capłap obraz: arch. Muzeum obozu jenieckiego Stalag IB, arch. Centrum Polsko-Francuskiego www.cpf.olsztyn.pl | info@cpf.olsztyn.pl | FB: CentrumPolskoFrancuskie

Projekt „Stalag – życie i śmierć w niemieckim obozie jenieckim w czasie II wojny światowej” zrealizowany w ramach programu Erasmus+

111


KRĘCILI TU

KRĘCILI TU: ESSENTIAL KILLING FILMY, KTÓRE POWSTAŁY NA WARMII I MAZURACH

OCALIĆ WOLNOŚĆ

Afganistan, czasy współczesne. Trzech amerykańskich żołnierzy podczas wypadu na pustynię przypadkowo trafia na jednego z tubylców, Mohammeda. Przerażony muzułmanin zabija Amerykanów, strzelając ze znalezionej broni. Dysponujące przewagą liczebną i techniczną wojska USA osaczają go i biorą do niewoli. Mohammed zostaje wraz z grupą innych więźniów przetransportowany do tajnej bazy w Europie Środkowej. Podczas konwoju dochodzi do wypadku furgonetki, którą jest przewożony. Muzułmanin ucieka – zagubiony pośród lasów, biegnie boso, na oślep przez zalegający dookoła śnieg. Będąc ściganym, staje się też łowcą, który nie cofnie się przed niczym, by zachować wolność i ocalić życie. To akcja polsko-norwesko-węgiersko-irlandzkiej koprodukcji „Essential killing” w reżyserii Jerzego Skolimowskiego z 2010 roku.

DZIK I TAJNA BAZA

Inspiracją do stworzenia filmu było zdarzenie na mazurskiej leśnej drodze – przed maskę Jeepa Skolimowskiego, który wracał nocą do domu, wyskoczył dzik, przez co auto prawie stoczyło się z nasypu. W tamtym czasie pojawiły się również w mediach informacje na temat tajnego więzienia CIA na Mazurach, do którego transportowano więźniów lądujących w porcie w Szymanach. – Myśl, że wojskowe samoloty USA rzeczywiście lądowały mniej niż 20 km od mojego domu i że ta historia naprawdę mogła się wydarzyć, była niezwykle intrygująca – mówił reżyser o genezie powstania „Essential Killing”. Scenariusz napisał wspólnie ze swoją partnerką Ewą Piaskowską.

PUCHAR OD TARANTINO 112

Reżyser był przekonany, że film nie otrzyma nagrody w Wenecji z powodu Vincenta Gallo, amerykańskiego odtwórcy głównej roli. Jury festiwalu przewodniczył bowiem Quentin Tarantino, który wcześniej zaproponował aktorowi rolę w jednym z filmów. Gallo odrzucił tę propozycję i powiedział wprost, że nie lubi filmów Tarantino. Prawdopodobnie sam aktor też nie spodziewał się nagrody, gdyż nie było go na gali zakończenia festiwalu w Wenecji. Otrzymał Puchar Volpi za najlepszą rolę męską, który odebrał reżyser. „Uwielbiam, kiedy w filmie jest bohater, za którym nie przepadam. Nie lubimy Gallo, granego przez niego bohatera, ale chcemy by przetrwał. W prawdziwym życiu, gdybyśmy go spotkali w tym śniegu, to by nas zabił. Ale w kinie, za co kino kocham, dzieje się tak, że podążamy jego śladem z zaciekawieniem, może współczuciem” – mówił Tarantino w jednym z wywiadów.


KRĘCILI TU

PO ŚNIEG NA POŁUDNIE

Reżyser mieszkający na Mazurach, w okolicach Jedwabna, w powiecie szczycieńskim chciał realizować zimowe sceny w bliskich mu okolicach. Ekipa filmowa nie doczekała się jednak niezbędnego dla realizacji scenariusza intensywnego śniegu, więc plan przeniesiono do Szczawnicy i Krościenka w Małopolsce. Sceny z aktorką Emmanuelle Seigner realizowano nie, jak zakładano, w mazurskiej leśniczówce reżysera, a w Kampinoskim Parku Narodowym. Na Mazurach udało się zrealizować tylko sceny ze zwierzętami. Trwające 40 dni zdjęcia kręcono także w Izraelu i Norwegii.

DESZCZ NAGRÓD

Wartość i oryginalność „Essential Killing” dostrzegła nie tylko międzynarodowa krytyka, lecz także jury licznych festiwali. Podczas prestiżowego 67. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji w 2010 roku reżysera uhonorowano Nagrodą Cinema Avvenire i Nagrodą Specjalną Jury. Łącznie film zdobył 12 nagród i 14 nominacji, m.in. cztery Orły, Złote Lwy dla Najlepszego Filmu 36.FPFF w Gdyni oraz cztery Nagrody: za zdjęcia (Adam Sikora), montaż (Reka Lemhenyi i Maciej Pawliński) i wspomnianą muzykę.

MALARSTWO NA FORUM

Jerzy Skolimowski zajmuje się nie tylko sztuką filmową, ale też malarstwem. W świecie filmowym krąży anegdota jak zaskoczył Andrzeja Wajdę, gdy zaprosił go do garażu, nie po to, by pokazać mu samochód lecz obrazy. Swoje prace zaprezentował w 2008 roku w Berlinie przy okazji festiwalu filmowego. Na wernisażu, w którym wziął udział m.in. Roman Polański i Andrzej Wajda, nie zabrakło także Bogumiła Osińskiego, obecnego szefa Warmińsko-Mazurskiego Funduszu Filmowego. – Zaproponowałem Skolimowskiemu, aby pokazał prace malarskie przy okazji Forum Kultury Warmii i Mazur w Olsztynie. Zgodził się, a wernisaż, na którym zjawiły się tłumy, odbył się w Galerii Sztuki BWA w 2009 roku – wspomina szef WMFF.

CISZA WZMACNIA KOSZMAR

W filmie prawie nie ma dialogów, główny bohater nie wypowiada żadnego słowa. Film odkrywa na nowo esencję kina, którego podstawową siłą jest magia ruchomego obrazu, niezdominowana przez dźwięk czy widowiskowe efekty specjalne. Film, charakteryzujący się minimalizmem w zakresie środków audiowizualnych, jest przejawem niebywałej reżyserskiej umiejętności budowania dramaturgii. Cisza wzmacnia koszmar walki o życie. Podczas napisów końcowych wymieniane są imiona niektórych postaci, jednak żadne imię nie zostaje wypowiedziane w samym filmie. Muzykę skomponował Paweł Mykietyn, za co otrzymał Orły 2011 – nagrodę Polskiej Akademii Filmowej i Nagrodę 36. FPFF w Gdyni.

Tekst: Beata Waś, konsultacje merytoryczne: Bogumił Osiński Obraz: Internet Movie Database Mecenas projektu:

Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy wspiera twórców realizujących w regionie filmy fabularne i seriale telewizyjne, dokumenty i animacje. Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych Olsztyn, ul. Parkowa 1 www.funduszfilmowy.warmia.mazury.pl

113


LISTA DYSTRYBUCJI

ZNAJDŹ NAS JESTEŚMY TAM, GDZIE SĄ NASI CZYTELNICY

OLSZTYN RESTAURACJE, KAWIARNIE:

Restauracja KORNER, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Kawiarnia Moja, ul. Dąbrowszczaków 10 • Drewno i Ogień, ul. Prosta 7/9 • Parowar, ul. Skłodowskiej 24 • Pizzeria Diavolino, ul. Okopowa 18 • Mezze, ul.Kołłątaja 19 • U Artystów, ul. Kołłątaja 20 • Słodycz Tej Krainy, ul. Kołłątaja 23 • Handmade Cafe&Pub, ul. Kołłątaja 3 • Yoko Sushi, ul. Stare Miasto 17/21 • Hammurabi, ul. Prosta 3/4 • Caffee Station, ul. Prosta 18/22 • Restauracja Prosta, ul. Prosta 38 • Stary Zaułek, ul. Rodziewiczówny 8 • Malta Cafe, ul. Lelewela 6a • Restauracja Staromiejska, ul. Stare Miasto 4/6 • House Cafe, ul. Stare Miasto 11 • Pierogarnia, ul. Stare Miasto 26/27 • SiSi Coffee, ul. Stare Miasto 28/2 • Highlander, ul. Stare Miasto 29/32 • Via Napoli, ul. Okopowa 21 • Herbaciarnia ZEN, ul. Okopowa 23 • Restauracja Casablanka, ul. Zamkowa 5 • Browar Warmia, ul. Nowowiejskiego 15 • Kawiarnia Awangarda, ul. Staromiejska 13 • Ceska Hospoda, Targ Rybny 14 • Coctail Złoty Klucz, ul. 11 Listopada 5 • Pijana Czapla, ul. Górna 1 • Restauracja Rolki, ul. Mochnackiego 5/1 • Konopna Farmacja, ul. Prosta 23 • Steakownia, ul. Warszawska 2/2 • Na Rogu Czasu, ul. Wilczyńskiego 6c • Plankton, ul. Jeziorna 8 • Restauracja Przystań, ul. Żeglarska 3 • Tawerna Przystań, ul. Żeglarska 6 • Słoneczna Polana, ul. Sielska 38A • Zatoka Smaku, ul. Wodna 1c • Cudne Manowce, ul. Bolesława Chrobrego 4 • Pizzeria Wiśniowy Piec, ul. Kołobrzeska 3 • Kawiarnia Kofikada, ul. Prosta 18a/22 • Ristorante Da Andrea Casa del Prosecco, ul. Kołłątaja 15 • Restauracja Kawa i Trawa, ul. Kotańskiego 4 • Nowowiejski Cafe, ul. Głowackiego 1 • Krova grill & pub, ul. Księdza Jana Hanowskiego 9/61 • Mała Italia, ul. Księdza Jana Hanowskiego 9 • Entliczek Pentliczek, ul. Prosta 12/14 • Restauracja KINGYO, ul. Bolesława Chrobrego 5 • Restauracja Pesto, ul. Hozjusza 11 • Provincja, ul. Lelewela 3

HOTELE:

Hotel Kur, ul. Bałtycka 89 • Hotel Dyplomat, ul. Dąbrowszczaków 28 • Hotel Warmiński, ul. Kołobrzeska 1 • Hotel Wileński, ul. Knosały 5 • Hotel Park, ul. Warszawska 119 • Hotel Omega, ul. Sielska 4a • Hotel Przystań & Spa, ul. Żeglarska 3 • Hotel & SPA Pirat, ul. Bałtycka 95 • Hotel Manor, ul. Kanarkowa 47 • Hotel Villa Pallas, ul. Żołnierska 4, Tiffi Boutique Hotel, ul. Żeglarska 7 • Hotel Kopernik, Aleja Warszawka 37

URODA, ZDROWIE, MODA: 114

St u d i o M a k i j a ż u P e r m a n e n t n e g o Ewe l i na Kulawczyk, ul. Kuronia 9/1, • Alfa Dental, ul. Iwaszkiewicza 1 • Pracownia Wizerunku, ul. Partyzantów 76 • Yasumi, ul. Sikorskiego 19 lok. 16

Najnowszy numer MADE IN dostarczyliśmy do wszystkich miejsc dystrybucji 150-konną Skodą Scala w wersji Style (test auta na www.madeinwm.pl)

• EPI Centrum, ul. Samulowskiego 3B • Klinika Look Med, ul. Lelewela 6a/3 • Koemi, ul. 11 Listopada 7 • Matraccy Fryzjerstwo, ul. 1 Maja 22 • Salon fryzjerski SALSA, ul. Mrongowiusza 4 • Arianne Salon Ślubny, ul. Pieniężnego 5 • Salon Jean Luis David, ul. Piłsudskiego 16 • Salon VIDO, ul. Orkana 11 • Guru Bio. Fryzjerstwo, Stare Miasto 28 • La.Lila, ul. Kościuszki 84D • Olsztyńskie Centrum Medycyny i Sportu, ul. Poprzeczna 18 • BELOVED BeautyPlace, ul. Kotańskiego 4 • Salon urody E-xclusi-W, ul. Polna 1b • Stomatolog Kraina Uśmiechu, ul. Barczewskiego 1 • Salon Deręgowski Sport, ul. Tuwima 26 • Jean Luis David, ul. Tuwima 26 • Monelly Studio Urody, ul. Marii Curie Skłodowskiej 18/20 • Fitness Club Sylwetka, ul. Wilczyńskiego 8 • Fitness Dynamic, ul. Wilczyńskiego 29 • Klinika Okólna, ul. Okólna 3 • Orto-Dent, ul. Kleeberga 6/2 • Kinetic Fitness Club, ul. Piłsudskiego 44A • Body Perfect, ul. Kętrzyńskiego 5 • Atelier Fryzjerskie, ul. Armii Krajowej 3 • Stomatologia Estetyczna Elżbieta & Karol Sujka, ul. Targ Rybny 14 • Akademia Urody Brigitte, ul. Żołnierska 4|Willa Pallas • SHOW­ROOM Sylwia Kopczyńska, ul. Andrzeja Samulowskiego 2C • I.V. Clinik Medycyna Regeneracyjna, ul. Leśna 14/6H • Avi Dental, ul. Barcza 48/6L • Nails&Lashes by ViktoriaOlimpia, ul. Jagiellońska 55B/4B • Kinetic Fitness Club, ul. Tuwima 26 (Galeria Warmińska) • Joga Centrum, ul. Mickiewicza 31/1 • Gabinet Stomatologiczny Alfa Dental, ul. Iwaszkiewicza 22A/1 • Fryzjer Krzysztof Hrecki, ul. Grunwaldzka 23

MOTO:

Skoda Polbis Auto, ul. Partyzantów 26 • Audi Auto Wimar, ul. Rataja 15 • V W Auto Wimar, ul. Rataja 15 • Fiat Jeep Citroen RESMA, ul. Obrońców Tobruku 5 • Toyota Mir-Wit, ul. Obrońców Tobruku 11 • BMW Service Wyza, ul. Sikorskiego 4 • Honda Daszuta, ul. Sikorskiego 33 • Hyundai Daszuta, ul. Tuwima 23 • Motostrefa, ul. Piłsudskiego 93B • BMW Zdunek, ul. Warszawska 117 • Volvo NordAuto, ul. Warszawska 117c • Opel Mibo, ul. Jagiellończyka 41c • Peugeot PZM, ul. Sielska 5 • SsangYong Sikorski, ul. Sielska 43 • Nissan Suzuki Subaru Max Usługa, ul. Leonharda 3 • Kia JD Kulej, ul. Lubelska 40 • Mercedes Mazda Auto Idea, ul. Towarowa 11 • Renault Alcar, ul. Lubelska 39A • Salon KTM Yamaha, ul. Lubelska 35D • Ford JD Kulej, ul. Budowlana 7 • Auto Salon Mazurek, ul. Lubelska 29 • Bling Factory, ul. Lubelska 43i • Janczar, ul. Lubelska 35D

INNE:

Miejski Ośrodek Kultury, ul. Dąbrowszczaków 3 • Zoom Room, ul. Dąbrowszczaków 39 • Urząd Miasta Olsztyn, ul. Jana Pawła II 1 • Biblioteka Abecadło, ul. Piłsudskiego 16 • Kancelaria Prawna Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Traveland Biuro Podróży, ul. Knosały 7 • Olsztyńskie Centrum Bowlingu, ul. Kromera 3 • Urząd Marszałkowski, ul. Emilii Plater 1 • Doradca Podatkowy BRBK, ul. Zientary Malewskiej 25 • CDEF, ul. Zientary Malewskiej 20B • Koszary Funka, ul. Kasprowicza 4 • TVP Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Radio Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Art School, ul. Barczewskiego 1 • Eranova, ul. Obrońców Tobruku 3 • Mądre Klocki ul. Tuwima 26 • Studio Form Architektonicznych PANTEL, ul. Rybaki 40 • Warmiolandia, ul. Warszawska 117 • M3, ul. Budowlana 2 • Tor Kormoran, ul. Sprzętowa 6 • Park Trampolin 7 Jump Street, ul. Leonharda 7 • Warmińsko-Mazurska Specjalna Strefa Ekonomiczna, ul. Barczewskiego 1 • Oxford Academy, ul. Żurawskiego 1A/12 • Przedszkole Junior Academy, ul. Żurawskiego 1A/11 • Honesto Olsztyn, ul. Lipowa 15A • Centrum Sportu

i Rehabilitacji Biernat, ul. Bydgoska 33 • Showroom Ceramoteka, ul. Sikorskiego 19 • New House, ul. Warmińska 7/4 • Citi Handlowy Bank, ul. Pstrowskiego 16 • Kino Studyjne Awangarda 2, Plac Jana Pawła II 2/3 • Bel-Pol Olsztyn, ul. Tuwima 25 • Akademia.Efektywna-nauka.pl, ul. Ratuszowa 3/1 • Kuźnia Społeczna, ul. Marka Kotańskiego 1 • Marina Maison, ul. Armii Krajowej 3 • Studio Tatuażu Silent Ink, ul. Mochnackiego 1 • Soul Beads, ul. Kościuszki 3

WARSZAWA

Steakownia, ul. Krucza 23/31 • La Tomatina, ul. Krucza 47 • Cafe Krucza 23, ul. Krucza 23 • Green Cafe Nero, ul. Marszałkowska 84/92 • Costa Coffee, pl. Trzech Krzyży 18 • Starbucks Coffee, pl. Trzech Krzyży 18/16 • Dyletanci, ul. Rozbrat 4 4a • Na Lato, ul. Rozbrat 4 4a • Crazy Butcher, Hala Koszyki, ul. Koszykowa 63 • Camera Work Studio, ul. Schillera 6 lok. 54 • The Farm, ul. Mokotowska 8

ELBLĄG

Salon Urody Marzena Gross, Elbląg, ul. Nitschmana 20/22 • Hotel Srebrny Dzwon, Kadyny • Hotel Elbląg, Elbląg, Stary Rynek 54-59 • Klinika Dental Clinic, Elbląg, ul. Grobla św. Jerzego 15 • Restauracja Studnia Smaków, Elbląg, ul. Studzienna 31a • Hotel Młyn, Elbląg, ul. Kościuszki 132 • Salon Fryzjerski Point, Elbląg, pl. Dworcowy 3a • Młyn Klekotki Resort & SPA, Klekotki 1

POWIAT OLSZTYŃSKI

Zalesie Mazury Active SPA, Barczewo, Zalesie 12 • Hotel Azzun, Kromerowo 28 • Pensjonat Słoneczny Brzeg, Rukławki 100 • Steakownia, Biskupiec, ul. Warmińska 2 • Restauracja na Rynku, Biskupiec, pl. Wolności 5c • Hotelik Atelier, Biskupiec, ul. Mickiewicza 31 • ZM „Warmia”, Biskupiec, ul. Olsztyńska 3 • Krystian Szeląg – Kancelaria Adwokacka, Biskupiec, ul. Mickiewicza 6b/lok.4 • Hotel Jabłoński, Dorotowo 74b • Galery69, Dorotowo 38 • Bajkowy Zakątek, Guzowy Piec 17 • Młodzi Duchem, Biesal 80B • Karczma Warmińska, Gietrzwałd, ul. Kościelna 1 • Restauracja Sielanka, Gietrzwałd, ul. Olsztyńska 38 • Hotel Masuria, Worliny 33 • Restauracja Rukola, Dywity, ul. Spółdzielcza 1 • Mazury Golf&Country Club, Naterki, ul. Golfowa 20a • Hotel Marina Club, Siła 100 • Przystanek Zatoka, Siła 85 • Karczma w Stodole, Tomaszkowo, ul. Wulpińska 63 • Między Deskami, Tomaszkowo, ul. Wodnika 3 • Karczma Stara Księgarnia, Olsztynek, ul. Warszawska 10 • Cukiernia i Kawiarnia Konfitura, Olsztynek, ul. Świerczewskiego 3/3 • Restauracja z Zielonym Piecem, Olsztynek, ul. Floriana 1 • Restauracja Alibi, Stawiguda, ul. Klonowa 1 • Salon fryzjerski, Stawiguda, ul. Mazurska 2/1 • Restauracja Złoty Strug, Pluski, ul. Jeziorna 83 • Restauracja Wiktoria, Dobre Miasto, ul. Orła Białego 18 • Kwaśne Jabłko, Włodowo 27 • Fajne Miejsce, Tłokowo 72 • Pałac Warlity, Warlity Małe 8 • Gospoda Warmińska, Burtyny 26A

POWIAT OSTRÓDZKI

Hotel Anders, Stare Jabłonki, ul. Spacerowa 2 • Hotel Miłomłyn, Miłomłyn, ul. Ostródzka 2b • Restauracja Park, Morąg, ul. 11 Listopada 12 • Hotel Platinum, Ostróda, ul. Wyszyńskiego 11a • Hotel Villa Port, Ostróda, ul. Mickiewicza 23 • Restauracja Lalo, Ostróda, ul. Mickiewicza 17c • Enjoy Fitness Club, Ostróda, ul. Jana Pawła II 9 • Pałac Pacółtowo, Pacółtowo 2 • Stara Szkoła, Wysoka Wieś 27 • Hotel SPA Dr Irena Eris, Wysoka Wieś 22 • Zajazd Austeria, Rychnowo 6b • Agroturystyka Glendoria, Ględy 45 • Kawa na Ławę, Ostróda, ul Czarnieckiego 19 • Lecznica przy Młynie, Ostróda, ul. Adama Mickiewicza 21C

• Gospoda Sajmino, Ostróda, ul. Olsztyńska 57 • Zabart.com, Ostróda, ul. Czarnieckiego 32 • Narie Resort&Spa, Wilnowo 34 • Kawiarnia u Smolejów, Łukta, ul. Mazurska 4

POWIAT NIDZICKI

Restauracja Pod Zamkiem, Nidzica, ul. Słowackiego 7 • Hotel u Komtura, Nidzica, ul. Zamkowa 2 • Best Drive Kunicki, Nidzica, ul. Warszawska 22 • Ośrodek rekreacyjny MON Omulew, Czarny Piec • Ostoja Sport Resort, Januszkowo 27 • Garncarska Wioska, Kamionka 5 • Kawiarnia Ewik Cafe, Nidzica, ul. Traugutta 20 • Karczma Pod Gołębiem, Nidzica, ul. Sienkiewicza 10 • Kamieniczka, Nidzica Pl. Wolności 4

POWIAT MRĄGOWSKI

Restauracja Bella Italia, Mikołajki, pl. Handlowy 11 • Hotel Mikołajki, Mikołajki, al. Spacerowa 11 • Kuchnie Świata, Mikołajki, pl. Wolności 11 • Kuźnia Czekolady, Mikołajki, pl. Wolności 9/16 • Hotel Robert’s Port, Stare Sady 4 • Restauracja City, pl. Wolności 11 • Restauracja Sielawa, pl. Wolności 13 • Grupa Amax, Mikołajki, pl. Wolności 9/61 • Tawerna pod Złamanym Pagajem, Mikołajki, ul. Kowalska 3 • Hotel Mrągowia, Mrągowo, ul. Giżycka 6 • Hotel Solar Palace, Mrągowo, Jaszczurza Góra 22 • Gościniec Molo, Mrągowo, ul. Jeziorna 1b • Chata Mazurska, Mrągowo, ul. Roosvelta 1 • Ach Mazury Stanica Mikołajki, Mikołajki, ul. Leśna 1 • Hotel Mazurski Dworek, Mikołajki, Stare Sady 1 • Stara Chata, Mrągowo, ul. Warszawska 9 • Małgosia Cafe, Mrągowo, ul. Ratuszowa 10 • Restau­r acja Spiżarnia, Mikołajki, Plac Handlowy 14 • Sunport Ekomarina, Mikołajki, ul. Stare Sady 4 BK

POWIAT GIŻYCKI

St. Bruno Hotel, Giżycko, ul. Brunona 1 • Restauracja Porto, Giżycko, ul. Nadbrzeżna 5a • Folwark Łękuk, Łękuk Mały 8 • Zamek Ryn, Ryn, pl. Wolności 2 • Gościniec Ryński Młyn, Ryn, ul. Hanki Sawickiej 3 • Karczma pod Czarnym Łabędziem, Rydzewo, ul. Mazurska 98 • PodKładka RestoBar, Giżycko, ul. Pasaż Portowy 21 • Vill-Med, Giżycko, ul. Wilanowska 24 • Steakownia, Giżycko, ul. Żeglarska 7/lok. U-9

POWIAT IŁAWSKI

• Instytut Kosmetologii Image, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 14 • Notus Finanse, Iława, ul. Sobieskiego 14 • Hotel Port 110, Iława, ul. Konstytucji 3 Maja 7 • Hotel Grand Tiffi, Iława, Jarosława Dąbrowskiego 9 • Restauracja u Czapy, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 2A • Yotto Sushi Bar, Iława, ul. Niepodległości 14 • Hotel Stary Tartak, Iława, ul. Biskupska 5 • Karczma Łabędź, Iława, ul. Marsa 2 • Wilk Studio Fryzur, Iława, ul. Sobieskiego 20B

POZOSTAŁE

Hotel Bartis, Bartoszyce, pl. Konstytucji 3 Maja 5 • Stodoła, restauracja i hotel, Bartoszyce, ul. Bema 9 • Termy Warmińskie, Lidzbark Warmiński, ul. Kąpielowa 1 • Hotel Krasicki, Lidzbark Warmiński, pl. Zamkowy 1 • Hotel Restauracja Górecki, Lidzbark Warmiński, ul. Olsztyńska 4 • Restauracja-Kawiarnia Starówka, Lidzbark Warmiński, ul. Hoża 39 • Zajazd pod Zamkiem, Kętrzyn, ul. Struga 3a • Restauracja Mazuriana, Szczytno, ul. Sienkiewicz 2 • Natura Mazur Hotel & SPA, Warchały, ul. Brajnicka 1 • Pałac Mortęgi Hotel & SPA, Mortęgi 3 • Miejsce Marzeń, Szczycionek 28 • Ośrodek Narciarski Kurza Góra, Kurzętnik, ul. Kurza 1 • Działdowska Agencja Rozwoju, Działdowo, ul. Władysława Jagiełły 15 • Hotel Przedzamcze, Działdowo, ul. Zamkowa 9 • Restauracja i Hotel WKRA, Działdowo, ul. Zamkowa 2 • Restauracja Baba Pruska, Sztynort 11 • Restauracja Słowiczówka, Ruciane Nida, ul. Ukta 32



W DOBRYM TOWARZYSTWIE

LISTA OBECNOŚCI MADE IN

Obraz: arch. organizatora

Obraz: Rafał Radzymiński

MOŻNA NIGDZIE NIE BYWAĆ, ALE JEŚLI BYWAĆ, TO TAM…

PROMOCYJNY POTENCJAŁ REGIONU

ÓSEMKA I USA

Olsztyn, 12 października 2019

To wydarzenie jest świetną przestrzenią do budowy relacji, wymiany doświadczeń i poglądów między specjalistami zajmującymi się promocją gmin, miast, powiatów i regionu, a przedstawicielami otoczenia biznesu – mówił marszałek województwa Gustaw Marek Brzezin na IX Festiwalu Promocji Gospodarczej Warmii i Mazur. Wręczono też na nim nagrody w konkursie PRO Warmia i Mazury 2019 za najlepsze projekty promocyjne. Główną otrzymała gmina Kurzętnik za projekt „Osiedle Dębno – zamieszkaj z nami w Kurzętniku”. W kategorii promocja ogólna – Fundacja Rozwoju Regionu Gołdap za projekt „Gołdap – Mazurski Zdrój. Regeneracja przyrodą”. Olsztyn wyróżniono za „Olsztyn Green Festival – VI edycja”.

W klasycznej amerykańskiej motoryzacji jest coś niepokornego, szalonego i świadczącego o tym, że te samochody powstawały w kraju nieograniczonej wolności. Olsztyński Klub Motorowy im. Mariana Bublewicza, skupiający Piękne klasyki na Warmii, zakończenie swojego ósmego sezonu działalności poświęcił właśnie klasykom made in USA. Wszak ósemka to jedyna słuszna cyfra pod maską „amerykana”. Towarzysząca imprezie wystawa fotografii i malarstwa była swoistą lekcją historii motoryzacji zza oceanu. Gratką dla amatorów sportowych wozów była pełna kolekcja słynnej Corvetty na płótnach Krzysztofa Tanajewskiego, a dla równowagi – słynne krążowniki ze skrzydłami na akwarelach Antoniego Letkiego.

OPOWIEŚCI O SMAKACH

POMOC Z KARAIBÓW

Projekt Dr Irena Eris Tasty Stories odsłania potencjał kulinarny regionu, którego to na co dzień często nie dostrzegamy. Po raz trzeci ta wyjątkowo smakowita opowieść o lokalnej kuchni, produktach i ich producentach ściągnęła smakoszy na Wzgórza Dylewskie. Można było przekonać się, na czym polega prawdziwe jedzenie. Finałem wydarzenia było wspólne spotkanie (np. z hodowczynią gęsi owsianej czy rolnikami-ekologami uprawiający orkisz, samopszę), targ lokalnych produktów w Rybakówce, degustacje oraz uroczysta kolacja w Gospodzie Sielanka, gdzie gospodarzami byli szefowie kuchni dwóch restauracji w Hotelu SPA Dr Irena Eris: Agnieszka Wilbrandt (Oranżeria) i Grzegorz Gręda (Romantyczna).

Dosłownie można powiedzieć, że to była strasznie udana impreza. Motyw przewodni „Piraci z Karaibów” zdominował bowiem VI Charytatywny Bal Halloween współorganizowanego przez Rotary Club Olsztyn Varmia oraz Bank Żywności w Olsztynie. W mrocznie udekorowanym budynku, który na co dzień służy jako magazyn BŻ, zawitali groźni piraci i tajemnicze piratki, szkielety zaginionych żeglarzy oraz inne mroczne zjawy. A do tego muzyka na żywo (Avarias Brigade oraz DJ Włodek), piracki pokaz Custom Service i wdzięczne, choćby nawet do oglądania, warsztaty Lilla Salsa Academy. Słowem: szósta edycja, a wciąż zaskakuje. Środki pozyskane z balu zasilą m.in. projekty realizowane przez kluby Rotary na świecie.

116

Obraz: Jakub Zdanowicz

Obraz: Szymon Łaszewski

Mrągowo, 3–4 października 2019

Wzgórza Dylewskie, 18–20 października 2019

Olsztyn, 26 października 2019


Obraz: Beata Waś

Obraz: Jakub Klepański

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

ŻAGLE PRZY MUZYCE

WYOBRAŹNIA I WARSZTAT NA MEDAL

Blisko 100 przedsiębiorstw ubiegało się o tegoroczną statuetkę ”Żagle Warmii i Mazur”, najbardziej prestiżowe wyróżnienie samorządu województwa. – To konkurs, w którym nagradzamy firmy wyróżniające się najlepszymi produktami i usługami, a także stosowaniem dobrych praktyk zarówno wobec pracowników, jak i kontrahentów – mówił marszałek Gustaw Marek Brzezin. Statuetki i wyróżnienia wręczono w kategoriach: „Przedsiębiorstwo Odpowiedzialne Społecznie WaMaBoss” i „Najlepszy Produkt i Usługa Warmii i Mazur” oraz „Warmińsko-Mazurska Nagroda Jakości”. Ponieważ gala tradycyjnie odbyła się w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej, można więc uznać, że nagrodę jakości dostali wszyscy – muzyczną.

Trzy rysunki z cyklu „Nie” Zaglądaj autorstwa Violetty Kulikowskiej-Parkasiewicz z Olsztyna otrzymały Grand Prix XI Olsztyńskiego Biennale Sztuki – O Medal Prezydenta. Pierwsza nagroda przypadła Joannie Kaczmarczyk za instalację „Słodka zabawa”, druga Małgorzacie Chomicz za linoryty z cyklu „Silence” i trzecia Sebastianowi Bauanowi za pracę w technice druku cyfrowego „Jazz is woman and woman is jazz”. Na najważniejszy konkurs i przegląd twórczości regionalnego środowiska artystycznego wpłynęły prace 62 autorów. Po ocenie i przeprowadzonej selekcji jury wybrało na wystawę pokonkursową 99 prac 52 autorów. To m.in. obrazy, instalacje, grafika, rzeźba.

ZAJEZDNIA MODY

PERYPETIE NA KULTOWEJ DZIELNI

Od prostych, ponadczasowych krojów marki Kulta, po inspirowane sztuką fantazyjne kreacje z metką Colorat. BabaFest Slow Fashion Show zaprezentował kolekcje polskich renomowanych firm odzieżowych – i niszowych, i tych dostępnych w galeriach handlowych. Wśród nich Patrizia Aryton, Solar Company S.A., Pretty One & Podwika. Surowa, świetnie zaaranżowana przestrzeń dawnej zajezdni trolejbusowej w Parku Centralnym, przejęła rolę wybiegu dla modelek i tła towarzyskiego spotkania. Nad całością profesjonalnego pokazu czuwała Agata Bałdyga – doradca stylu. Wydarzenie było epilogiem IX edycji Festiwalu Rozwoju i Inspiracji BabaFest. Epilogiem z klasą.

Takich tłumów w kinie Hellios nie było od dawna. Największa sala nie pomieściła wszystkich chętnych na pokaz filmu „Chłopcy z Zatorza” w reż. Józefa Burniewicza. Dofinansowany przez Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy dokument opowiada historię znanych postaci życia społecznego i kulturalnego Olsztyna. Wojtek Borkowski, Tadeusz Burniewicz, Władysław Katarzyński, Wiesław Pancer, Mirosław Siedler, Tomasz Śrutkowski i Mieczysław Wieliczko wychowywali się w dzielnicy słynącej niegdyś z biedy i chuligaństwa. I takie historie wspominają: bójki, pierwszy alkohol, zabawy i kultowe miejsca. Sprawny montaż, piękne zdjęcia i zabawne perypetie – film będzie powtarzany w styczniu.

Olsztyn, 7 listopada 2019

Obraz: CEIK

Obraz: archiwum organizatora

Olsztyn, 11 października 2019

Olsztyn, 8 listopada 2019

Olsztyn, 14 listopada 2019

117


Obraz: Beata Waś

Obraz: Dariusz Wierzbowski

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

Z GESTEM, OBRAZEM I MUZYKĄ

SZCZĘŚLIWA KOBIETA I PLANETA

Koncert Jesienny imienia Marka Grechuty stał się głównym motywem charytatywnego wydarzenia zorganizowanego przez Lions Club Olsztyn. Kilkanaście utworów w wykonaniu uczniów Państwowej Szkoły Muzycznej w Olsztynie udowodniło ponadczasowość muzyki polskiego klasyka. Cegiełki ze sprzedaży biletów (komplet na widowni) były tylko przepustką do hojniejszego gestu. W przerwie bowiem licytowano obrazy uczniów olsztyńskiego Liceum Plastycznego, pozyskując 15 tys. zł. Rękę przyłożył tu z humorem prowadzący aukcję duet: Tomasz Lella i Paweł Założyński. Zebrane pieniądze Lions Club przeznacza na stypendia dla zdolnych uczniów szkoły muzycznej oraz liceum plastycznego, a także dzieci z domów dziecka.

Czym jest sztuka szczęścia zwana hygge, jak pielęgnować dobre myśli i pasje, bardziej osadzić się w „tu i teraz”. A także dlaczego filozofia zero waste może uratować planetę i jakie korzyści daje wspieranie lokalnych marek. „Dbaj o siebie i o planetę” to hasło konferencji i targów organizowanych przez grupę Szpilka w Biznesie. Sześć przedsiębiorczych kobiet inspirowało w Browarze Warmia do lepszego, pełniejszego życia, etycznego biznesu i korzystania z dóbr natury. A targi pokazały potencjał m.in. lokalnych marek odzieżowych, kosmetycznych i firm usługowych. Słowem: duża dawka motywacji, aby wziąć życie w swoje ręce i odciążyć planetę.

ZA GŁOSEM SERCA

CORAZ WYŻEJ OD 50 LAT

A gdyby tak rzucić to wszystko? Wyjść ze strefy komfortu, odpuścić codzienną rutynę i wyjechać na koniec świata? O tym jak to zrobić, była mowa podczas spotkań Era Nowych Kobiet Warmia i Mazury. Zaproszone podróżniczki: Agnieszka Nowowiejska, która odwiedziła 46 krajów, Mana Manowska, fotografka i obieżyświat, a także Małgorzata Kardzis, która porzuciła Polskę dla Meksyku, inspirowały panie, aby nie czekać z marzeniami i pójść za głosem serca. Dominika Świątecka-Majewska, coach rozwoju osobistego i kariery, pokazała konkretne metody jak odkryć w sobie moc i rozwinąć skrzydła. Bo ograniczenia tkwią tylko w naszych głowach.

Pół wieku aktywności Klubu Turystyki Górskiej „Grań” – poważny jubileusz zrodził piękny jubileuszowy album, ale przede wszystkim okazję do świętowania w gronie klubowiczów i przyjaciół „Grani”. W natłoku przemówień, odznaczeń, statuetek i prelekcji znalazło się też i miejsce na klimatyczny koncert poezji śpiewanej Apolinarego Polka z nutą nawiązania do górskiej pasji. Wiadomości z samej góry nieco przemeblowały harmonogram wieczoru – opóźnienia samolotu nie pozwoliły przyjechać na czas z Okęcia gościowi specjalnemu Krzysztofowi Wielickiemu, jednemu z najwybitniejszych Himalaistów w historii (wywiad w „Rozmowach na schodach”). Dotarł, a prelekcją zabrał wszystkich na godzinę w najwyższe partie.

Olsztyn, 27 listopada 2019

Obraz: Beata Waś

Obraz: Krzysztof Wiśniewski

Olsztyn, 22 listopada 2019

118

Olsztyn, 23 listopada 2019

Olsztyn, 23 listopada 2019



FOTORELACJA

TU CEPUJĄ NA TRZY TAKTY CZESKA BIESIADA TRWA JUŻ PIĘĆ LAT

120

Wystarczyło niecałe pięć sekund, aby pobić rekord w opróżnianiu litrowego kufla piwa. I pięć lat, aby Česká Hospoda w Olsztynie otrzymała setki entuzjastycznych opinii klientów z różnych stron świata, także z Czech. Jakościowa, sezonowa kuchnia ze słynną golonką czy knedliczkami, prawie 40 gatunków piwa, 18 odmian śliwowicy i oryginalny napój Kofola. W tle muzyka Jaromira Nohavicy, a w telewizji animowany „Krecik”. Trudno tu o wolny stolik, bo swojska, radosna atmosfera sprawia, że każdy czuje się swobodnie. Bez względu na to czy przychodzi z towarzystwem, czy sam. – Jesteśmy lokalem dnia codziennego, a nie tylko od święta. I wkładamy dużo wysiłku, aby utrzymać stały smak naszego bogatego menu i sielską atmosferę. Fenomenem jest przekrój wiekowy naszych klientów. Gościmy kilkupokoleniowe rodziny, singli i grupy przyjaciół. Odpuszczamy tu klasyczny savoir vivre, a zostawiamy radość z dobrego jedzenia, piwa i spotkania – tłumaczy Adam Jachwak, właściciel Českiej Hospody, która w październiku hucznie obchodziła swoje piąte urodziny. Wzięło w nich udział 120 gości na czele z dziennikarzem Jozefem Jurišinem ze Słowacji, pomysłodawcą powstania Českich Hospod w Olsztynie i Rzeszowie. Rocznicowe obchody zaszczycił również

Andrzej Hajnosz, właściciel tego zaprzyjaźnionego, bliźniaczego lokalu. Zespół Czerwony Tulipan, Łukasz Jędrys i goście odśpiewali czeskie hity jak „Jožin z bažin”, a wśród gości przechadzali się mundurowi z Przemyskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka. Do tego konkursy i biesiada do białego rana. – Przez te lata udało nam się zaszczepić tradycję picia piwa „cepowanego na trzy takty” – zapewnia Adam. – Goście wiedzą, że potrzeba nieco cierpliwości, aby efekt był tego wart – na sztywnej pianie można nawet… postawić czeską koronę. Wśród piw sprowadzanych z Czech i Słowacji, m.in Staropramen czy Bernard klasy premium – numer jeden w świecie gastronomii. O tutejszej golonce, peklowanej przez trzy dni, wędzonej na drewnie, gotowanej w zalewie warzywno-piwnej, a na końcu pieczonej – krążą legendy. Nieskromne porcje sezonowych dań przygotowywanych na bieżąco, trunki na każdy gust, a przede wszystkim autentyczność i luz, które sprzyjają integracji gości. Nawet przyjezdni zza południowej granicy przyznają na forach, że trudno znaleźć taki lokal w Czechach. A międzynarodowy portal podróżniczy TripAdvisor przypieczętował te opinie prestiżowym certyfikatem jakości 2017 i 2019.


Fotorelacja: Piotr Dowejko

FOTORELACJA

121


FOTORELACJA

SIŁA INTUICJI I SIŁA INSPIRACJI WIR kręci się coraz energiczniej. Druga edycja zainicjowanego przez magazyn MADE IN Warmia & Mazury cyklu bezpłatnych szkoleń BIZNES WIR Wiedza-Inspiracje-Relacje na pełnych już żaglach przemierza meandry przedsiębiorczości. By być sprawniejszym w biznesie, trzeba sięgać po najlepsze wzorce i sprawdzone mechanizmy. 18 października w sali konferencyjnej Przystań Hotel & SPA gośćmi specjalnymi, którzy stworzyli imperium o skali światowej, a zaczynali od dosłownego, a nie przysłowiowego zera, byli dr Irena Eris z mężem Henrykiem Orfingerem. Burzliwa i barwna dyskusja małżeńska odsłoniła kulisy początków marki: bezkompromisowej jakości produktu i usług oraz wiary we własną intuicję. Całość z poczuciem humoru. – Czy jestem zazdrosny o nazwę naszej firmy? – zastanawiał się zapytany mąż dr Ireny Eris. – Otóż nie, bo nie wyobrażam sobie kosmetyków marki „mgr Henryk”. BIZNES WIR dostarcza też praktycznej wiedzy. Głównym mecenasem wydarzenia była olsztyńska marka Saska Studio zajmująca się gadżetami reklamowymi, zaś Tomasz Przewoźnik, wykładowca oraz dyrektor grupy „Pozytywnie Promocyjni”, zdradził sekrety gadżetów właśnie: jak te słabe i nietrafione niszczą wizerunek marki. I odwrotnie. No i dwie nieocenione lekcje z życia – przedsiębiorcy młodej generacji, którzy w nietuzinkowym stylu kierują firmami, a świat może podpatrywać ich z zazdrością. Filozofię tworzenia biznesu oraz inspiracje w jego rozwoju zaprezentowali Rafał Wiejak oraz Oskar Wojciechowicz. Pierwszy jest prezesem nidzickiej rodzinnej firmy Wiejak – dostawcy na światowe rynki wyposażeń dla przemysłu spożywczego oraz branży medycznej. Drugi – byłym, utytułowanym motocrossowcem, który dzisiaj bije rekordy, ale już zarządzając markami motocyklowymi. Patronat honorowy cyklu BIZNES WIR objął marszałek województwa Gustaw Marek Brzezin. – Cieszy mnie, że audytorium stanowi młode grono przedsiębiorców, bo to ono będzie za chwilę stanowić siłę naszej gospodarki w regionie. A na takim spotkaniu ma możliwość wysłuchania bezcennych lekcji, które inspirują do działania – przyznał. Partnerzy: Volvo Maszyny Budowlane (przedstawiciele marki przybliżyli, jak efektywnie i z poszanowaniem środowiska pracuje nowoczesny sprzęt) i Centaurus (powstający w Olsztynie największy kompleks mieszkaniowo-usługowy w tej części kraju).

PATRONAT HONOROWY

Marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego Gustaw Marek Brzezin

Główny mecenas wydarzenia: Partnerzy wydarzenia:

Fotorelacja: Kuba Chmielewski



FOTORELACJA

DEBIUT W TERMACH, SHOW W DUBAJU Może za krótko stąpamy po ziemi, ale takiego wydarzenia jeszcze nie widzieliśmy. Lendo Fashion Night był kolejnym łamiącym szablon projektem, jaki można wymyślić na basenach w Termach Warmińskich. A w zasadzie tuż przy basenach, bo woda tworząca idealne lustro robiła za nastrojową scenerię. Do niej za chwilę wrócimy. Wszystko co poza wodą – wypełnione transparentnymi krzesłami dla sześciuset gości. Z jednym wyjątkiem – wybiegu dla modelek pomiędzy dwoma taflami basenów i sceny dla gwiazdy wieczoru Haliny Frąckowiak. Ta ikona polskiej estrady lat 70. i 80. wprowadziła w nastrój do pokazu mody. Na wybiegu zaprezentowano zmysłową kolekcję Barbary Cały, projektantki specjalizującej się w sukniach wykonywanych ręcznie na szydełku. 7 grudnia, na przedpremierowym pokazie w Lidzbarku Warmińskim, mieliśmy okazję obejrzeć kolekcję stworzoną dla marki Lendo Hotels, która zostanie zaprezentowana podczas kwietniowego International Fashion Week Dubai. Marka Lendo Hotels promuje tym samym turystyczny aspekt regionu oraz kraju. Prócz prowadzenia Term, jest też bowiem właścicielem hoteli w Ostródzie i w Zakopanem, które zasłynęły mariażem wypoczynku, sztuki i mody właśnie. Pokaz w Termach ściągnął też wiele postaci artystycznych, m.in. duet projektantów Paprocki&Brzozowski, prezenterkę Dorotę Gardias, aktorów Piotra Zelta, Krzysztofa Wieszczka czy braci Mroczek. Wracając nad wodę – wspomniane idealne lustro basenu sprawiało, że chodzące tuż nad brzegiem modelki wręcz dwoiły się w oczach sześciuset gości. Co ciekawe, w trzeciej odsłonie kolekcji – białych zmysłowych sukien, w roli modelek wystąpiła piękniejsza część kadry pracującej w grupie Lendo Hotels, z jej twórczynią i pomysłodawczynią projektu Elżbietą Lendo. – Nasza marka, nasze hotele to ludzie, którzy je tworzą – odniosła się do zaangażowanego zespołu. Wieczór nad wodą zwieńczyły przeboje Haliny Frąckowiak. Potem życie kuluarowe przeniosło do holu term – wywiady z gwiazdami i selfie na ściance, choć tłumy gości i tak oglądały się za modelkami w pobudzających zmysły sukniach. Fotorelacja: Michał Misztal

124


ale więcej radości poczujesz za kierownicą.

NOWY OPEL CORSA


NAPISY KOŃCOWE

NAPISY KOŃCOWE wykonywany zawód miasto rodzinne

MUZYK OLSZTYN

Kiedy mijam ulicznego grajka… słucham go, jeśli jest dobry, dorzucam do kapelusza.

Nigdy nie odmówię sobie… czegoś do jedzenia, na co w danej chwili mam ochotę.

Gdy stoję w korku… przeważnie włącza mi się stres czy zdążę. A jeśli nigdzie się nie spieszę, to się nudzę. Korek to najnudniejsze miejsce na ziemi.

Nie cierpię zapachu… siarkowodoru. Klasyk.

Ostatnie 10 zł wydałabym… na jedzenie, bez dwóch zdań.

Chciałabym zobaczyć świat oczami… Byłam ostatnio na pokazie VR, gdzie można było oglądać świat oczami różnych zwierząt i owadów. Była to animacja, ale ciekawi mnie jak widzą naprawdę.

Jeszcze raz przeczytałabym… „Nieznośną lekkość bytu” Kundery. Za kierownicą jestem… rzadko, raczej bywam. Gdy zaczyna się weekend… ja pracuję. Weekend oznacza koncerty. Na Warmii i Mazurach znajomych zabrałabym do… Parku Etnograficznego w Olsztynku. Najchętniej wystąpiłabym w reklamie… nie jestem przekonana do pomysłu występowania w reklamie. W portfelu mam… 20 złotych, 3 euro, kartę i pieczątki z kawiarni.

126

JULIA MARCELL

Przez jeden dzień chciałabym być… chłopakiem. Moje kolejne urodziny… zamierzam zorganizować z pompą.

Lubię w sobie… wytrwałość. Znajdę rozwiązanie, nawet jak wszyscy powiedzieli już, że się nie da. Ostatnio miałam kilka takich sytuacji i jestem dumna z siebie, że docisnęłam. Komfortowo czuję się… w domu. Cofając czas, chciałabym zostać… Gdybym mogła się cofnąć w czasie, robiłabym to samo co dziś, tylko zaczęłabym wcześniej i robiłabym tego więcej. W kieszeni muszę mieć… telefon. Niestety.

Ulubione zdjęcie to… okładka mojej nowej płyty „Skull Echo” autorstwa Jacka Poremby.

Rano w lustrze… ledwo widzę, więc na razie nie patrzę, tylko wracam po kawie.

Nigdy nie włożę na siebie… panterki. I mokrych ciuchów, okropność.

W kolejce do kasy… piszę sms-y.

Kiedy kupuję papier toaletowy… nie wiem co odpowiedzieć, nie są to momenty, z którymi wiążą się dla mnie jakieś wspomnienia lub rytuały.

Zawstydzam się… nie pamiętam kiedy się ostatni raz zawstydziłam.

Obejrzę się na ulicy… za kimś, kto przypomina mi znajomego.

Mój ulubiony ciuch… to biało-srebrne lakierki.

Nie odbiorę telefonu od… banku, ciągle próbują mi coś wcisnąć. 27 złotych… taksówka z Centralnego, danie główne z dowozem, bilet do kina? W kuchni zawsze wyjdzie mi… spaghetti z cukinią i pomidorami. Ostatnio rowerem pojechałam… we wrześniu. Jak było jeszcze w miarę ciepło, jeździłam codziennie do studia.

Płakałam ostatnio… często. Taki emocjonalny czas.

Zawsze podziwiałam… osoby, które potrafią się nie martwić. Ostatnio przeczytałam… „Kot niebieski” Martyny Bundy – wspaniała książka! Chciałabym mieć obraz… Ilya Chashnika. Najdłuższy dystans jaki przebiegłam to… nie mam zielonego pojęcia. Na wyprzedaży kupiłam ostatnio… biurko. Chyba. To się jeszcze okaże czy udało się je kupić. Ale próbę podjęłam. Podgłaśniam radio gdy… mówią ciekawe rzeczy. Z menu nigdy nie wybiorę… owoców morza.

Obraz: Jacek Poremba

imię i nazwisko