Page 1

magazyn lifestylowy

bezpłatny

numer 29

czerwiec–lipiec 2018

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

IWONA PAVLOVIĆ

OBEJRZĘ SIĘ NA ULICY ZA ŁADNĄ KOBIETĄ

SYLWESTER CZERESZEWSKI

MECZ OGLĄDANY NA ŻYWO JEST BRZYDSZY

ELŻBIETA LENDO

MARCIN

SZTUKA PRZYWRACA NAM RÓWNOWAGĘ W ŻYCIU

WASZKIELIS CZŁOWIEK Z ŻELAZA

06/07


MAGAZYN LIFESTYLE’OWY O WARMII I MAZURACH LIMITOWANY. RĘCZNIE PISANY. BEZCENNY.

DZIEŃ DOBRY Czy męstwo ma też damską odmianę? Jeśli tak, to jak zatem określić waleczność kobiety? Kobiecość mamy już przecież zarezerwowaną dla atrakcyjności, ponętności i wdzięku. Czy kobiety silne to siłaczki? Synonim siłaczki to sportsmenka. A sportsmenka uwielbia rywalizację. Czyli jest bojowa i ma nieustraszone serce. Nie doczekacie się odpowiedzi na pierwsze postawione pytanie. Odnosząc się do męstwa jako śmiałego postępowania, nie będziemy identyfikować płci. Niezłomność, zimna krew, pewność siebie, bojowość, brawura i przebojowość, które ją cechują, są przecież dla każdego. Dwa duże wywiady z naszego wydania rozdzieliliśmy pomiędzy dwie waleczne postacie. Jakże różne, a jednocześnie z iloma wspólnymi cechami. Rycerstwo i męstwo można wymienić pewnie jednym tchem. Co roku fascynujemy się odtwarzanymi z rozmachem inscenizacjami Bitwy pod Grunwaldem, ale dopiero zaglądając za kulisy prawdziwych walk rycerskich, uświadomiliśmy sobie, że to nie jest jakieś okładanie się dla zabawy pod publikę. Cios młotem w hełm Marcin Waszkielis porównał do nagłego zgaszenia światła. Szacunku dla tej wycieńczającej pasji nabraliśmy tym większego, im dłużej tkwiliśmy w zbroi, pozując do edytorialowego zdjęcia. To, że było gorąco w blachach, to nic. Gracja i sprawność poruszania się w tym żelastwie porównywalna jest dla nas jedynie z zepsutym i niesprawnym robotem odstawionym gdzieś na zapleczu magazynu z gadżetami do filmów science fiction. Tylko od zaledwie półgodzinnego siedzenia w zbroi byliśmy wyczerpani. Oni w tym walczą do upadłego. Portret niepoddającego się sportowca próbowaliśmy też naszkicować podczas wywiadu z kobietą biznesu Elżbietą Lendo. Z jaką dyscypliną olimpijską porównać jej dynamizm? Od lat wiemy, że na pewno jest fighterem, mimo iż jej dziewczęcy wizerunek pilnie tego strzeże. Wierzymy, że rozmowa z nią to niezły drogowskaz i trening dla innych ambitnych i przedsiębiorczych osób. Wierzymy też, że cała siła, ale i słabość tkwią w głowie. Co zresztą potwierdziła też nasza ikona piłki kopanej. Sylwester Czereszewski przypomniał przy okazji mundialu wielką rolę psychiki na polu walki. Jak sobie z nią radzą wielcy piłkarze? Może czymś was zaskoczy. I na koniec – jeśli obok siebie macie jakiegoś preppersa, to trzymajcie się blisko. To rycerze na czarną godzinę. Też szykują się na wielkie starcie, choć wszyscy byśmy chcieli, by swoich przygotowań nigdy nie musieli konfrontować z rzeczywistością. Ale warto nauczyć się od nich paru nawyków. Podziękowania dla Pawła Bukowskiego z Bractwa Rycerskiego Komturii Nidzickiej za pomoc w zrealizowaniu sesji na dziedzińcu nidzickiego zamku, który od 6 do 7 lipca stanie się areną zmagań rycerzy.

Redaktor naczelny

Wydawca


SPIS TREŚCI

TREŚĆ MADE IN 20

36

52

RAZ, DWA, TRZY…

006 057

REPORTAŻ

SHORT

008 060

LUDZIE NON PROFIT

KULTURA

010 062

NIERUCHOMOŚCI

NIDZICA

012 064

BIZNES

KULTURA

014 066

WNĘTRZE

RECENZJE

016 068

NIERUCHOMOŚCI

POZA GALERIĄ

018 070

PRAWO I BIZNES

POSTAĆ

020 072

UBEZPIECZENIA

PRODUKTY

028 074

MĘŻCZYZNA I MASZYNA

030 076

AUTO

GODNE UWAGI

032 078

SPOD IGŁY

OSTRÓDA

034 079

AUTO

BIZNES

036 082

CAR 4 WOMAN

DOBRE MIEJSCE

040 084

AUTO

KUCHNIA

042 086

LUDZIE

DOBRE MIEJSCE

044 088

DAWNO TEMU

DOBRE MIEJSCE

046 090

KRĘCILI TU

KUCHNIA

048 092

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

MODA

050 093

FOTORELACJA

URODA

052 096

ROZWÓJ OSOBISTY

054 098

Szybki numerek z MADE IN

Przy porannej kawie Polecamy Warmię i Mazury Ogniem i mieczem Co komikowi w duszy gra Kultura osobista

Dusza miejskiego muru

Marcin Waszkielis Galeria handlowa

PODRÓŻE

Do Lwowa po medal przodownika pracy Dobre miejsca MADE IN Opowiadaj mi o zielonym mieście Ja tylko pracuję

Nurt zmysłów

Wielki świat w jednej Misie Czapy z głów

Kamieniczka z klimatem

Włoska część Mazur Kofeinowy szyk Wilk w sercu miasta

Połączenie w czasie i przestrzeni

57

Zanim przyjdzie zło Ośrodek wysokich lotów

Za miastem zamiast bloku Koszary Funka, czyli kreatywny wir Studio celebracji design’u Oliwkowa wizytówka

Jak rządzić rodzinną firmą Główkujemy jak z kostka Rubika Jedna miłość w trzech kolorach Awans do ligi mistrzów Salon samochodowy MADE IN Nie ograniczając wyobraźni Dobry zwyczaj – wypożyczaj 90 minus 50 Rozmowy na schodach I kto to wi(e)dział Cicha noc

Lista obecności MADE IN Sztuka celebracji życia

LISTA DYSTRYBUCJI NAPISY KOŃCOWE Iwona Pavlović

76 Wydawca Auris Media Group Michał Bartoszewicz biuro@auris-media.pl www.auris-media.pl Redakcja +48 733 408 350 10-801 Olsztyn, ul. Sielska 17 redakcja@madeinwm.pl www.madeinWM.pl Redaktor naczelny Rafał Radzymiński, rafal@madeinwm.pl Sekretarz redakcji Jolanta Bukowska, jola@madeinwm.pl Reklama +48 733 408 350, reklama@madeinwm.pl Prenumerata i dystrybucja +48 733 408 350, jola@madeinwm.pl Patronaty +48 608 641 421, redakcja@madeinwm.pl Kultura Beata Waś, beata@madeinwm.pl Skład Studio Gravite, Olsztyn Projekt graficzny Agnieszka Tańska Foto Agnieszka Blonka Jakub Chmielewski Piotr Dowejko Piotr Ratuszyński Arek Stankiewicz Łukasz Wajszczyk Druk Przedsiębiorstwo Poligraficzne HAKUS Maria i Andrzej Kuśmierczyk sp. j. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za terść reklam nie odpowiadamy. Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. All rights reseved!


RAZ, DWA, TRZY…

SZYBKI NUMEREK Z MADE IN LICZBY, O KTÓRYCH MOGLIŚCIE NIE WIEDZIEĆ

129 KM

57 ZŁ/MIESIĄC 57 zł miesięcznie wydaje na kulturę i rekreację statystyczny mieszkaniec Warmii i Mazur. To niewiele więcej niż dwa bilety do sieciowego kina.

129 km jest do najbliższego stadionu na którym rozgrywany jest tegoroczny mundial. To ukończony w marcu 35-tysięczny obiekt w Kaliningradzie.

936 OSÓB 936 osób może jednocześnie wypożyczyć latem sprzęt w Centrum Rekreacyjno-Sportowym Ukiel. Największym zainteresowaniem cieszą się rowery wodne, kajaki dwuosobowe i rowery turystyczne.

128 726

ABSOLWENTÓW 128 726 absolwentów ukończyło Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie od powstania w 1999 roku. Rekordowym był rok akademicki 2008/09, kiedy dyplom UWM otrzymało 9 900 osób.

113 NAZW ULIC 113 nazw ulic w regionie zakwalifikował do wymiany Instytut Pamięci Narodowej. Rady miast i gmin zmieniły 106 nazw, w tym sześć w Olsztynie.

OK. 350 OSOBNIKÓW 006

Warmińsko-Mazurskie to północna granica zasięgu populacji żółwia błotnego w Polsce. Szacuje się, że występuje tu ok. 350 osobników. Najliczniejsze populacje znajdują się m.in. w okolicach Nadrowa, Baranowa, Orłowa i Dobrego Miasta.

1200 KM 1200 km ma sieć linii kolejowych w regionie. Łączy go z głównymi miastami w Polsce, a z Braniewa i Elbląga można dojechać pociągiem do Obwodu Kaliningradzkiego.

54% P  OWIERZCHNI REGIONU 54 proc. powierzchni regionu stanowią użytki rolne. Zaplecze naukowo-badawcze sprzyja rozwojowi przetwórstwa spożywczego – Warmia i Mazury są polskim liderem produkcji mięsa drobiowego, wołowego i wieprzowego, wędlin, masła i piwa.

3 412,37 ZŁ BRUTTO Warmia i Mazury należą do regionów o najniższych kosztach pracy w kraju – przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw to 3 412,37 zł brutto, o 17 proc. niższe niż średnio w Polsce.


INFO

PRZY PORANNEJ KAWIE Cztery nagrody międzynarodowe zdobyła w ciągu kilku tygodni prof. Małgorzata Chomicz, grafik i wykładowca UWM. W marcu jurorzy prestiżowego konkursu graficznego we włoskim Diso p r z y zn a li j e j n a g ro d ę z a grafikę „Cisza IV”. Nagrodzona praca wykonana jest w żmudnej technice linorytu punktowego. Podczas Międzynarodowego Biennale Małej Formy Graficznej w Macedonii artystka odebrała wyróżnienie za miniaturę graficzną w technice druku wklęsłego. O nagrodę ubiegało się 124 artystów grafików z całego świata. W kwietniu we włoskiej miejscowości Vigonzie otrzymała pierwszą nagrodę podczas międzynarodowego konkursu graficznego, a w maju podczas Międzynarodowego Triennale Sztuki Graficznej w macedońskiej Bitoli, olsztyńskiej profesor przyznano nagrodę honorową za niezwykły wkład w grafikę na świecie.

008

Pochodzący z Nidzicy pisarz Jakub Żulczyk, bohater okładkowy grudniowo-styczniowego wydania naszego magazynu, został laureatem 14. Literackiej Nagrody Warmii i Mazur – Wawrzyn 2017 za książkę „Wzgórza psów”. 15 maja w Starym Ratuszu Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie przyznano mu także Literacką Nagrodę Czytelników Warmii i Mazur. Wyróżnienie honorowe za szczególne walory edytorskie i poznawcze otrzymała książka „Słynne płyty, słynne okładki” Jerzego Kurowskiego.

Wielki Jarmark Dawnych Zawodów, Bal Oficerski ku czci Henryka Dąbrowskiego, pokaz musztry i pokaz XIX-wiecznej mody. Takie atrakcje czekają podczas największej napoleońskiej rekonstrukcji historycznej w Polsce. Obchody 211. rocznicy Bitwy pod Heilsbergiem odbędą się 15–17 czerwca w Lidzbarku Warmińskim. Wojska rosyjsko-pruskie i napoleońskie rozpoczną starcie 16 czerwca o  godz. 16 na polu przy Termach Warmińskich. Bitwa pod Heilsbergiem 10 czerwca 1807 roku, pod względem liczby walczących oraz ofiar po obu stronach, była największą bitwą Napoleona na terytorium obecnej Polski. W walce brało udział około 140 tys. żołnierzy.

Z LICEUM W SZEROKI ŚWIAT

Obraz: fb/lo1olsztyn

Obraz: madeinwm.pl

WZGÓRZE PSÓW Z WAWRZYNEM

BAL Z NAPOLEONEM

Dla młodzieży, która chce uczyć się w języku angielskim lub planuje studia za granicą, Liceum Ogólnokształcące nr 1 w Olsztynie tworzy klasę Pre-IB, przygotowującą do matury międzynarodowej. W maju szkoła przyjęła pierwsze wnioski i zorganizowała test z języka angielskiego. Program Matury Międzynarodowej IB Diploma Programme jest dwuletnim przeduniwersyteckim cyklem kształcenia przeznaczonym dla młodzieży w wieku 16–19 lat i realizowanym przez dwa ostatnie lata szkoły ponadgimnazjalnej. Nauka kończy się sesją egzaminacyjną przygotowującą uczniów do podjęcia studiów na uczelniach na całym świecie.

Obraz: Klaudia Danilewicz

GŁOŚNO O CISZY

Obraz: PAN Olsztyn

Obraz: Małgorzata Chomicz

CO W TRAWIE PISZCZY (WARMIŃSKO-MAZURSKIEJ)


INFO

NAUKOWCY LECZĄ RANY

MAXUS Z REKORDEM

Obraz: northman.pl

Rekord świata zdobyty. Polski żeglarz Szymon Kuczyński zakończył 17 maja samotny okołoziemski rejs bez zawijania do portu na najmniejszym jachcie w  his torii ś wiatowego żeglars t wa . To Maxus 22 o długości 6,36 m zbudowany w mazurskiej stoczni Northman. Szymon opłynął kulę ziemską dookoła trzech przylądków w czasie 270 dni, 10 godzin i 29 minut. Na mecie na falochronie w Plymouth czekali na Szymona rodzina, przyjaciele, kibice i przedstawiciele rodzimej stoczni Northman. Powitanie w kraju, w Marinie Kamień Pomorski, 9 czerwca.

Obraz: Urząd Marszałkowski WWM

NIE TYLKO DWA MIECZE

Tradycyjnie w lipcu czas na Polach Grunwaldzkich cofnie się do epoki średniowiecza. Ponad dwa tys. rycerzy z Polski, Niemiec, Włoch, Francji, Finlandii, Czech, Słowacji, Węgier, Rosji, Białorusi, Ukrainy i USA, 14 lipca o godz. 15 weźmie udział w inscenizacji upamiętniającej starcie z 1410 roku. W programie Dni Grunwaldu (11–15 lipca) m.in. Mistrzostwa Polski w Walkach Rycerskich, turnieje, koncerty, warsztaty. Info: grunwald1410.pl

Widowiskowe zawody, konkursy jeździeckie, ale też legendarny już konkurs kapeluszy czy show „samochód terenowy kontra bryczka”. Gałkowo Masters czyli najbardziej prestiżowa impreza jeździecka w regionie (29 czerwca-2 lipca) przyciąga co roku nie tylko miłośników koni, ale też celebrytów z pierwszych stron gazet. Wstęp na imprezę organizowaną przez rodzinę Ferenstein otwarty, więc warto zabrać ze sobą kapelusz, aparat i długopis do autografów.

Obraz: galkowomaster.com

KONIE I KAPELUSZE

Obraz: fb.com/bkkwiecien

Pionierskie badania prowadzone przez naukowców z Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie, pozwoliły wskazać gen odpowiedzialny za tworzenie skórnych blizn pourazowych – tzw. Foxn1. Wyniki badań olsztyńskiej grupy naukowców kierowanej przez prof. Barbarę GawrońskąKozak mogą pomóc opracować terapie, które umożliwią przekierowanie gojenia bliznowego na bezbliznowe (regenerację), leczenie niegojących się ran, np. u diabetyków. I ogólnie wspomóc leczenie pacjentów u których rany pozostawiają rozległe, ograniczające sprawność, albo szpecące blizny.

CHAPEAU BAX, BARTEK!

Wykwintne menu degustacyjne, a w nim oprócz przystawek polędwica z sarny z sosem malinowym, tuńczyk z puree z wężymordu z sezamem, polędwiczka wieprzowa z sosem szafranowo-kurkowym i lody czekoladowe z ciekłego azotu z espumą wiśniową i sosem karmelowym. Taki mistrzowski zestaw przygotował Bartek Kwiecień, uczeń VI klasy olsztyńskiej SP nr 34 na majowy finał trzeciej edycji programu kulinarnego MasterChef Junior w TVN. Zwyciężył podbijając serca i podniebienia jury, w skład którego wchodzi m.in. wybitny kucharz i restaurator Mateusz Gessler. — Ale m i a ł p o my s ł ! C h a p e a u b a x ! — skomentował.

009


KULTURA

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY NIE SZTUKA BYĆ WSZĘDZIE

Czołowa polska impreza celebrująca muzykę i kulturę wywodzącą się z Jamajki. Podczas 18. edycji legendarnego Ostróda Reggae Festival na trzech scenach na terenie byłej jednostki wojskowej wystąpią m.in. Gentleman, Jesse Royal, Earthry, Christopher Martin & Jamdonz Band z Jamajki, Dub Inc z Francji i wielu artystów polskich, jak Sidney Polak, Vavamuffin czy Tabu.

Noce (nie tylko) Bluesowe, 13–14 lipca, Amfiteatr w Olsztynie

Ostróda Reggae Festival, 5–8 lipca, Ostróda www.ostrodareggae.com

Obraz: BWA

Wystawa „Lekcja dizajnu” to subiektywny przegląd polskich marek mebli, elementów wyposażenia wnętrz, dekoracji, zabawek i ubrań dla dzieci. Okazja do spotkania i konfrontacji świata najmłodszych, gdzie króluje nieograniczona wyobraźnia ze światem projektantów kierujących się przede wszystkim logiką. Wernisaż 21 czerwca, godz. 18, BWA Galeria Sztuki, Olsztyn

PRZYJAŹŃ PONAD GRANICAMI

Obraz: fb/OSZ

„Bretania w obiektywie Amitié – przyjaźń ponad granicami” to wystawa fotografii Olsztyńskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Bretanii i Francji Amitié. Kontakty z mieszkańcami Côtes d’Armor trwają od lat 80., gdy Francuzi nieśli pomoc humanitarną dla regionu. Podczas wernisażu wystąpi bretońska harfistka Hoëli Barbette.

Wernisaż 20 lipca, godz. 15.30, Galeria Stary Ratusz WBP w Olsztynie

„Wojciech Młynarski. Awers-rewers”, recital Basi Raduszkiewicz i jubileuszowy wieczór „Ocalić od zapomnienia” w reż. Jerzego Satanowskiego – to program 45. Ogólnopolskich Spotkań Zamkowych „Śpiewajmy Poezję”. Wystąpi m.in. zespół Kameleon, Elżbieta Adamiak, Beata Lerach, Dorota Osińska, Magdalena Piotrowska, Jacek Bończyk, Wojciech Brzeziński, Mirosław Czyżykiewicz, Czerwony Tulipan. OSZ „Śpiewajmy Poezję”, 21–23 czerwca, dziedziniec Muzeum Warmii i Mazur, Olsztyn

Obraz: fb/aff

OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA

010

WYOBRAŹNIA I LOGIKA

MUZYKA DOOKOŁA FILMU

Koncert „Filmowe piosenki” zainauguruje drugą edycję Arena Festival Film&Music. W programie m.in. przeboje kina familijnego i finałowy koncert p.t. Światowa Muzyka Filmowa. Każde z wykonań oprawione fragmentami filmów wyświetlanych na gigantycznym ekranie. Gościem honorowym festiwalu będzie Agnieszka Holland. 29 czerwca-1 lipca, Expo Mazury, Ostróda

PRZYSTAŃ GORĄCYCH DŹWIĘKÓW Obraz: fb/WorldOrchestra

Obraz: Marcin Wodecki

JAMAJSKIE RYTMY W OSTRÓDZIE

Legendarny festiwal bluesowy zmienia formułę – sięga także po swing, jazz, a nawet etno. Pierwszy dzień będzie miał formę rootsowej potańcówki na Starym Mieście. Drugiego dnia wystąpią: Hubert Szczęsny & The Dharma Bums, Makar & Children of Corn, Freeborn Brothers, Jazz Band Młynarski & Masecki.

Obraz: HPG Promotion Group

Obraz: Dawid Szczygielski

NIE TYLKO BLUES

Wschód Piękna Festiwal zmienia kierunek. Po dziewięciu latach eksplorowania przez World Orchestrę zakamarków mroźnej północy, zmierza w stronę południa. Podczas czwartej edycji na Warmii zagrają artyści z Madagaskaru, Kamerunu, Wysp Zielonego Przylądka, Gwinei, Niemiec, Francji, Rosji, Brazylii, USA i Polski. Wschód Piękna Festiwal IV, 27–29 lipca Przystań Hotel&Spa w Olsztynie i Skansen w Olsztynku


AGATA BIAŁKOWSKA podolog

ANGELIKA JABŁONOWSKA podolog

IWONA PAVLOVIĆ tancerka

DLA KAŻDEJ Z NAS Olsztyn, ul. Kopernika 14, tel. 89 535 92 42, www.chimera.olsztyn.pl


NIDZICA

OGNIEM I MIECZEM NA TYDZIEŃ PRZED WIELKĄ INSCENIZACJĄ BITWY POD GRUNWALDEM BRACTWA RYCERSKIE BĘDĄ WALCZYĆ NA DZIEDZIŃCU NIDZICKIEGO ZAMKU. TAK JAK W 1414 ROKU SPALONY ZOSTANIE GRÓD, A RYNEK ZAMIENI SIĘ W ŚREDNIOWIECZNY JARMARK. OKAZJĄ DO PODRÓŻY W CZASIE SĄ DNI NIDZICY.

012

Krzyżacki zamek królujący nad Nidzicą ściągał rycerzy sześć wieków temu, ściąga i dzisiaj. Od lat jest bowiem areną słynnych turniejów, które w wyjątkowej oprawie odbywają się przy okazji Dni Nidzicy. Od 6 do 8 lipca mieszkańcy, goście i turyści przeniosą się w czasie, bo miasto zdominuje klimat średniowiecza. Pierwszego dnia w piątek (6 lipca) na dziedzińcu zamkowym przy pochodniach rozpoczną się nocne, profesjonalne walki rycerskie (od godz. 23). Tam nikt niczego nie symuluje – od wymiany ciosów lecą iskry. Wcześniej na scenie w rynku coś dla miłośników disco polo (godz. 19 Looks, godz. 20 – Skaner i o 21 Defis). Ubiegłoroczny występ Zenka Martyniuka udowodnił, że nidzicki rynek jest w stanie pomieścić i 10-tysięczną publikę. Również muzycznie, ale już w rockowej tonacji, przebiegać będzie sobotni dzień. Od godz. 18.30 na dużej scenie pojawiać się będą lokalne zespoły z obiecującym potencjałem, m.in. Peace Maker, Albert i Solid Rock. Ten ostatni to cover band słynnej kapeli Dire Straits i oczarowuje publikę niemal

jak pierwowzór. A na zakończenie dwie muzyczne gwiazdy Dni Nidzicy – Mrozu i Feel. Początek o godz. 22. Sobotnie turnieje rycerskie będą rozgrywane od godz. 10 na dziedzińcu zamkowym. Wieczorem zaś po zachodzie słońca (od godz. 21.30) widownia będzie świadkiem inscenizacji palenia grodu. Będzie to rekonstrukcja wydarzeń z 1414 roku, kiedy to Krzyżacy odzyskali nidzicki zamek po pokonaniu polskich wojsk. A w niedzielę kiermasz kultury średniowiecznej z poczęstunkiem dawnych potraw przyrządzanych tradycyjnymi metodami. Oczywiście na ogniu. W poniedziałek Nidzica znów wróci do 2018 roku.  Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Paweł Koziński

www.nidzica.pl fb/nidzicagmina www.historia.nidzica.pl


KULTURA

CO KOMIKOWI W DUSZY GRA ŻADNYCH KOSTIUMÓW CZY DEKORACJI. TYLKO SCENA I CZŁOWIEK. I CODZIENNOŚĆ PRZEFILTROWANA PRZEZ POCZUCIE HUMORU I DYSTANS. O FENOMENIE SCENY STAND-UP COMEDY W POLSCE ROZMAWIAMY Z ARKADIUSZEM JAKSZEWICZEM, JEDNYM Z LIDERÓW SCENY STAND-UP WARMIA.

MADE IN: Ćwiczysz swój program przed wyjściem na scenę? Arkadiusz Jakszewicz: Ćwiczę podczas występów zwanych „testowanie materiału” lub na tzw. open mic, kiedy wychodzimy na pięć minut przed gwiazdą wieczoru i sprawdzamy nowe żarty. Uczenie się na blachę bez publiczności nic nie daje. A tekst z reguły się pamięta, bo sami je tworzymy. Czasami mam ściągę z nazwami kolejnych segmentów żartów, ale na ogół wychodzi to naturalnie, bo na scenie jestem sobą, nie muszę nikogo udawać. To różni stand-up od innych form komediowych. A jeśli nikt się nie śmieje, masz przygotowany plan B? Jeśli nikt się nie śmieje, to coś jest nie tak. Źle podaję żarty, może publiczność coś rozprasza, a może akurat dla tych ludzi nie jestem zabawny. Próbuję więc lekko zmienić program, badam czy sprawdzone żarty też nie śmieszą. Albo znajduję jakiegoś kozła ofiarnego na widowni, który lubi wtrącić swoje trzy grosze, a ja muszę mu odpowiedzieć, żeby było śmiesznie. Jeśli to nie skutkuje, to należy szybko zapomnieć o tym występie.

014

Skąd taka popularność sceny stand up? Może stąd, że publiczność może się utożsamić z opowieściami występujących. Są one blisko życia, codzienności, bazują na pozornie zwykłych doświadczeniach. Jest alternatywą dla klasycznego kabaretu, świeżą, prostą i bezpośrednią formą. W Polsce scena stand-up rozwija się od około 8 lat. I każdy może spróbować swoich sił jeśli czuje się gotowy. Nie trzeba kończyć akademii teatralnych. Wystarczy nieco odwagi, no i talentu do filtrowania rzeczywistości w zabawny sposób i dialogu z publicznością. Publiczność jest otwarta na dialog? Nie zawsze, trzeba wyczuć widownię. Zakładamy, że ci, którzy przychodzą na nasze występy wiedzą czym jest ta forma komediowa. Ale trafiają się osoby przypadkowe, no i zdarza się, że czują się nieswojo. Bo pada za dużo mięsa, albo prowadzący snuje aluzje do grubych czy łysych. Kiedyś w kawiarni na wieczór stand-up zaplątała się grupka starszych pań. Zacząłem program na temat relacji z dziewczyną. Mówiłem, że obserwuję jej kalendarzyk menstruacyjny, bo to dla mnie wyznacznik jej humoru. No i że po jej jednej z podróży cykl się przestawił, nie trafiłem w dobry dzień i skończyło się kłótnią. Mówiłem to po swojemu, nie przebierając w słowach. Panie wyszły obu-

rzone. Więc dokończyłem program podsumowując, że u tych pań też nie trafiłem w dobry dzień, bo niby skąd mam znać ich kalendarzyk, który z pewnością nie jest już aktualny… Życie ci pisze scenariusze czy trochę je prowokujesz? Najczęściej życie, ale kiedy dłuższy czas nic się nie dzieje, zaczynam szukać okazji. Np. zaczepiłem Cygankę, dałem jej 2 zł i poprosiłem o wróżbę. Czułem, że może być dobry materiał na scenę. Cyganka: niech da jeszcze 10 zł. I opowiada mi o tym, że będę żył długo i całe życie z ta samą kobietą, wygram w totka itp. Na informację na temat numerów w totka nie miałem już kasy, więc poprosiła chociaż o papierosa. Ja na to, że nie palę. A ona: no przecież wiem. Dlaczego tak niewiele kobiet na scenie stand-up? Są w zdecydowanej mniejszości wśród kilkudziesięciu stand-uperów w Polsce. Faceci bardziej lubią się popisywać, mają parcie na szkło. Poza tym myślę, że kobiety są bardziej emocjonalne, ciężko znoszą krytykę, scena je stresuje. Po facecie wszystko spływa szybciej w przypadku niepowodzenia. Da się żyć ze stand-upu? W  zeszłym roku zrezygnowałem z  etatu. Gram, ale też prowadzę wieczory stand-up i średnio 20 dni w miesiącu jestem na scenie. W regionie nieustannie zgłaszają się chętni do organizacji wieczorów stand-up. Dobrze działa scena w Olsztynie, Elblągu czy Ełku, ale chyba najlepiej w Mrągowie, gdzie na comiesięczne spotkania przychodzi ponad 200 osób. Myślę, że średnia wieku to około 30 lat, ale zdarzają się osoby w podeszłym wieku. Niepełnoletnich nie wpuszczamy. Jaką tematykę publiczność szczególnie „kupuje”? Chyba tematy dotyczące spraw partnerskich, seksu itp., ale każdemu komikowi co innego w duszy gra. Np. Julek Sipika z Łodzi porusza temat niepełnosprawnych, bliski jemu samemu. Ja często mówię o rudych. Przez lata szkolne przeżyłem gehennę z powodu koloru włosów. Sięgam w programach do społecznych stereotypów, uwielbiam tematy historyczne. Zdarza się, że widzowie po występie dziękują za ciekawostki historyczne podane w zabawny sposób. Fajnie byłoby gdyby przedmioty w szkole były wykładane z humorem. fb.com/standupwarmia  Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Bogusław Zdanowski


SHOWROOM

TO NASZA SPECJALNOŚĆ

ul. Sikorskiego 19 | 10-088 Olsztyn (Nagórki) | pn-pt: 10:00-18:00 sb: 10:00-14:00 | www.ceramoteka.pl


RECENZJE

KULTURA OSOBISTA MADE IN PISZĄ, WYDAJĄ I NAGRYWAJĄ. I POCHODZĄ Z WARMII I MAZUR.

POZA TURYSTYCZNYM SZLAKIEM

Przewodnik prezentuje 133 zapomniane miejsca i ginące zabytki zachodniej części regionu. Zrujnowane pałace, zamki i dwory, budynki fabryczne, opuszczone kościoły, cmentarze ewangelickie, fortyfikacje, bunkry Armii Radzieckiej, ciekawe pomniki, zabytki techniki, które trudno znaleźć w przewodnikach i programach wycieczek. Znajdują się na Wysoczyźnie Elbląskiej, Żuławach i terenie Oberlandu – Prus Górnych. Do zbioru dodano również przerobione świątynie, młyny, wiatraki i inne zabytki techniczne, pozostałości zamków czy ślady wymarłych wsi na Ziemi Lubawskiej oraz okolicach Nidzicy i Działdowa. Gros pokazanych obiektów to dawne siedziby lokalnej arystokracji. „Zapomniane miejsca warmińsko-mazurskie. Część zachodnia”, Wydawca: CM

NIEBO PEŁNE MIŁOŚCI

Debiutancki album artysty związanego z Warmią, to 11 utworów utrzymanych w popowej stylistyce o wielu barwach i inspiracjach. Połączenie subtelnej, wyszukanej elektroniki z tradycyjnym instrumentarium daje poczucie przestrzeni. W tekstach mnóstwo odniesień do związku z naturą, tęsknot i miłości. Antek – wokalista i multiinstrumentalista jest autorem większości kompozycji i poetyckich, osobistych tekstów. Towarzyszą mu również m.in. Jan Malecha – gitara, Marcin Jadach – bas, Marcin Sojka – instrumenty perkusyjne, Kuba Sojka – perkusja, Antoni Ziut Gralak – trąbka. Antek Sojka „Po niebie”, Wydawnictwo Agora

WIEJSKIE CUDA

Przewodnik w formie osobistych refleksji z wyprawy po ponad 40 warmińskich wsiach położonych m.in. w gminie Purda. Ukazuje ich potencjał historyczny, kulturowy i turystyczny, masę ciekawostek zaczerpniętych m.in. z rozmów z ich mieszkańcami, a także z naukowych opracowań. Przeznaczony nie tylko dla turystów, ale i mieszkańców regionu, którzy szukają pomysłu na weekendowy lub wakacyjny wyjazd. Gospodarstwa z sielskim krajobrazem, resztki warmińskiej przeszłości, a także rodzący się współczesny regionalizm – publikacja inspiruje do odkrywania niedocenionych cudów, które mamy w zasięgu ręki. Izabela Lewandowska i Edward Cyfus, „Magiczne wsie południowej Warmii. Przewodnik historyczno-kulturowy”, Wyd. Agencja WIT

NAMIĘTNOŚCI I INTRYGI

Lata 70. XIV wieku. Gród nad Alną rozrasta się i prężnie rozwija, przybywają kolejni przybysze w nadziei na lepszą przyszłość. To właśnie tu, w średniowiecznym Allenstein, autorka rozpoczyna swą opowieść – kontynuację losów bohaterów poprzedniej książki „Nawrócenie wiedźmy”. Kreśli historie pełnokrwistych postaci, którymi rządzą ludzkie, uniwersalne namiętności: miłość, przyjaźń, oddanie, ale także nienawiść, zazdrość, chęć zemsty. Na tle losów bohaterów rozgrywa się bezwzględna walka biskupstwa warmińskiego z państwem zakonnym. Krzyżackie intrygi przestały mieć wymiar dyplomatyczny, a stały się niebezpieczną grą, która bezceremonialnie wkracza w życie bohaterów i burzy ich spokój. Joanna Żemejć, „Perkunowe wyroki”, Pracownia Wydawnicza Elset


POZA GALERIĄ

POZA GALERIĄ MIĘDZY PRACOWNIĄ A WERNISAŻEM

Mecenas projektu:

Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie CDEF specjalizuje się we wspieraniu przedsiębiorstw i instytucji w procesie ubiegania się o zewnętrzne źródła finansowania inwestycji, a także świadczy pełny zakres usług finansowo-księgowych dla firm. www.cdef.pl

DUSZA MIEJSKIEGO MURU MOŻNA GO SPOTKAĆ NA ULICY Z APARATEM LUB SZKICOWNIKIEM. OGLĄDA DZIURY W MURACH, PODZIWIA ZABYTKOWĄ STOLARKĘ, UWIECZNIA KONSTRUKCJĘ BUDYNKÓW. WOJTEK DZIESZKIEWICZ SWOJĄ MIŁOŚĆ DO ARCHITEKTURY WYRAŻA W GRAFICE.

018

Secesyjne kamienice i blokowiska z wielkiej płyty. Wyszukane szczegóły zabytkowych murów i prosta geometria wieżowców. Potrafi dostrzec piękno w każdym budynku. I mimo że na studia architektoniczne się nie dostał, znalazł sposób na zgłębianie tej dziedziny. Matryca graficzna to lustro jego fascynacji i narzędzie pracy twórczej. – Wklęsłodruk, akwatinta, akwaforta – nie lubię łatwych zadań, każda grafika i jej żmudy proces twórczy to dla mnie pasjonujące wyzwanie – tłumaczy Wojtek. – Najpierw szkicuję lub fotografuję budynek, potem przenoszę go na metalową matrycę, wytrawiam w kwasie, pokrywam farbą drukarską itd. Grafika ma to do siebie, że efekt końcowy jest zawsze niespodzianką dla samego twórcy. Mimo że studia na wydziale artystycznym UWM skończył kilka lat temu, wciąż jest stałym bywalcem uczelni. Korzysta z profesjonalnej prasy do tworzenia grafiki, konsultuje swoje dzieła z dawnymi wykładowcami.

– To rodzice zachęcali mnie do zgłębiania mojej pasji. Mama artystka-amatorka była pierwszym krytykiem mojej twórczości, potem role się odwróciły – zdradza. – Czasem wykładowcy na studiach próbowali mnie odwieść od architektonicznego hiperrealizmu, nakłaniali do sięgnięcia po inne narzędzia, próby tworzenia abstrakcji. Ale dopiero narodziny mojej córki sprawiły, że zainteresowałem się inną tematyką. Przygotowuję pierwszy cykl prac poświęconych Antosi – małemu człowiekowi, który zmienił moje życie. Na co dzień Wojtek przygotowuje infografiki i spoty dla redakcji TVP3 Olsztyn, gdzie od ponad dwóch lat pracuje jako grafik komputerowy. Ale kiedy tylko ma chwilę przerwy, bierze kawałek blachy i skrobie kolejne dzieło. Cykl jego prac zdobi studio telewizyjnego programu „Wstaje dzień”. – Wszyscy znajomi wiedzą, że jestem zafiksowany na punkcie grafiki i architektury – przyznaje. – I kiedy koledzy z pracy wyjeżdżają w teren, robią fotki ciekawych budynków, które zobaczyli czy nietuzinkowych drzwi. Trafiają one do mojego archiwum i czekają aż wydobędę z nich na graficznej matrycy duszę.  Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz, archiwum artysty

Wojciech Dzieszkiewicz (ur. 1985) absolwent Wychowania Artystycznego na UWM, obronił dyplom w pracowni druku wklęsłego, aneks w pracowni rysunku. Laureat I nagrody Olsztyńskiego Biennale Sztuki 2015 za pracę „Moje miasto XXI”, autor wystaw indywidualnych, m.in. w olsztyńskiej Galerii Rynek. Stypendysta m.in. Ministerstwa Nauki w 2012 roku, Rektora UWM 2009–2013, Marszałka WWM 2016, Prezydenta Olsztyna 2017.


POZA GALERIÄ„

019


POSTAĆ

MARCIN WASZKIELIS

020


CZŁOWIEK Z ŻELAZA NA PRZEKÓR MITOM O SAMOTNYCH RYCERZACH PODBIJAJĄCYCH ZAMKI, ON DLA ODMIANY ZDOBYŁ W ZBROI… GIEWONT. NA POLU WALKI ZAŚ ZWYCIĘŻA W WARUNKACH, GDZIE INNI TRACĄ PRZYTOMNOŚĆ Z WYCIEŃCZENIA I OD CIOSÓW TOPOREM W GŁOWĘ. A W MIĘDZYCZASIE UPRAWIA OGRÓDEK, DORADZA INNYM DIETY I MARZY O WYPRAWACH NA YUKON. 33-LETNI MARCIN WASZKIELIS Z KĘTRZYNA, NAJBARDZIEJ UTYTUŁOWANY POLSKI RYCERZ, MOCARNY I CHARYZMATYCZNY W SWOIM FACHU, A PRYWATNIE – SKROMNY I NIEŚMIAŁY. JAK TO MOŻLIWE?

021


POSTAĆ

MADE IN: Masz jakąś ksywę? Zawisza Czarny czy coś w tym stylu? Marcin Waszkielis: (śmiech). Nic mi o tym nie wiadomo, moje nazwisko zawsze trudno było na coś przerobić. Nauczyciele na jego dźwięk często zagadywali na temat Kresów. Mój ojciec pochodził z Haranimowa na Litwie, z ziemiańskiej rodziny, która po wojnie utraciła tam majątki. W latach 40. dziadkowie osiedli na wsi pod Kętrzynem i tu poznali się moi rodzice.

liśmy w szmateksach. A sam obóz uczestników przypominał Woodstock. Czekało się wtedy cały rok na to wydarzenie. Cieszyliśmy się po prostu siedzeniem przy ognisku i jedzeniem konserw z dala od domu. Nikt nie myślał wówczas żeby mieć namiot wzorowany na tym średniowiecznym, spać na sianie czy gotować w kociołkach i jeść drewnianą łyżką. Myśleliśmy praktycznie, a teraz w Grunwaldzie wszyscy starają się jak najwierniej zbliżyć do pierwotnej atmosfery wokół bitwy.

Kto z nich zaraził cię historyczną pasją? Opowieści o rodzinnych losach dziadka, który służył w partyzantce, na pewno działały na moją wyobraźnię. Tato z  kolei, który pracował jako mechanik, interesował się wszystkim po trochu, był bardzo uzdolniony manualnie. To on pomógł mi skonstruować pierwszą zbroję rycerską z kawałków rynny i obudowy starej pralki. Pierwsza kolczuga też była domowej roboty. Najpierw trzeba było nakręcić drut na pręt, potem wyciąć kółka i połączyć. Nie za bardzo chroniło to ciało, ale wielu z nas, pasjonatów rycerstwa, przed laty tak kombinowała. Nie wspominając o wadze takiego żelastwa. Ale dzisiejsza zbroja, choć bardziej profesjonalna, waży w moim przypadku około 23 kg. Są też oczywiście cięższe, wykorzystywane przy grupowych walkach – wtedy ważą około 30 kg.

Nie kręci cię ta otoczka? Po tylu latach pewnie trochę spowszedniała. Skupiłem się na sportowym aspekcie rycerstwa. Źródeł stylu walk i strojów szukaliśmy przed laty w filmach. Dopiero na studiach w Toruniu rozpoczął się dla mnie prawdziwy trening z mieczem. Wówczas byli tam najlepsi wojownicy, miałem się od kogo uczyć. Teraz w internecie jest już wszystko: filmiki instruktorskie, sklepy ze strojami historycznymi, no i wiedza teoretyczna. Obycie w średniowiecznym klimacie wykorzystuję w Stowarzyszeniu „Masuria”, które założyliśmy z kolegami w Kętrzynie trzy lata temu. Dzięki niemu pozyskujemy granty na wyjazdy i udział w turniejach, m.in. ze starostwa powiatowego w Kętrzynie.

Trudno się w tym pewnie ruszać, a co dopiero walczyć i zwyciężać. Kwestia przyzwyczajenia. Niedawno weszliśmy z kolegą w zbrojach na Giewont w Zakopanem. Ot, takie wyzwanie i przy okazji trening z obciążeniem. Zajęło nam to trzy godziny – tyle co innym. Wzbudziliśmy sensację wśród turystów, nasze fotki obiegły internet. Schodziliśmy też w zbrojach, choć to było trudniejsze. Hełm ciągnął do dołu głowę i bolała szyja. Sama zbroja waży tyle co niejeden plecak, ale rozłożenie ciężaru nie nadaje się na wspinaczkę.

022

Co było najpierw: sport czy historia? Zdecydowanie sport – koszykówka, którą trenowałem od czwartej klasy podstawówki i gram do tej pory. Przyznam, że w młodości nie byłem fanem literatury, wolałem aktywność na łonie natury niż siedzenie w książkach. Bardziej kręciły mnie filmy historyczne typu „Ivanhoe” czy przygodowe, np. z Jean-Claude Van Dammem. No i jak wielu moich rówieśników chciałem być jak Robin Hood, którego oglądaliśmy w wypiekami na twarzy w wersji filmowej z lat 70. A potem brykaliśmy po lasach z własnoręcznie robionymi łukami. Po  liceum poszedłem na studia historyczne w  Toruniu. Zrobiłem magisterkę z archiwistyki, choć wiele osób uważa, że w ogóle to do mnie nie pasuje. Trudno wyobrazić sobie wojownika układającego fiszki w archiwum. Dlatego nigdy nie pracowałem w zawodzie. Kiedy miałem 16 lat dołączyłem do grupki pasjonatów średniowiecza. Spotykaliśmy się na zamku w Kętrzynie, trenowaliśmy trochę walki, ale więcej było w tym zabawy niż sportu. No i zaczęły się wyjazdy do innych miast na spotkania z podobnymi grupami na zamku w Ostródzie, Nidzicy czy na Bitwę pod Grunwaldem. Uczestniczę w niej od 16 lat. Początki rekonstrukcji były bardzo teatralne, nikt nie posiadał wówczas prawdziwych umiejętności walecznych ani odpowiednich strojów, które w tamtych czasach robiliśmy sami, albo wyszukiwa-

Czytałam na waszej stronie, że porywacie też panny młode z wesel. Mamy to w  ofercie, ale jeszcze żadna panna młoda nie zdecydowała się na uprowadzenie. (śmiech) Od sześciu lat organizujemy Kętrzyński Turniej Rycerski, staramy się zarażać „smartfonowe pokolenie” pasją do historii. Na imprezach prywatnych i firmowych organizujemy najczęściej zabawy historyczne, warsztaty posługiwania się bronią, mamy pneumatyczne repliki broni palnej. Ostatnio na dużym evencie podczas konkurencji „bieg z mieczem”, jeden z uczestników omal nie wpadł do olbrzymiego grilla. Musimy być czujni. Jak bardzo boli uderzenie mieczem, toporem? Podczas konkurencji „jeden na jednego” za każde trafienie mieczem otrzymuje się punkt, więc są nie do uniknięcia. W walkach grupowych ważne jest aby powalić przeciwników na ziemię. Ale zanim to nastąpi, wzbudzić postrach okrzykami, osłabić ich psychicznie. A potem padają ciosy konkretne i bardzo na serio. Nie da się ukryć, że to sport kontuzjogenny, można oberwać z każdej strony. Uderzenie w hełm, to efekt porównywalny do gaszenia światła. Przez kilka sekund traci się kontakt z rzeczywistością, następuje ciemność i przeniesienie w czasie. Sztuką jest nie paść wówczas na ziemię, utrzymać równowagę. Wstrząsy mózgu, złamania, urazy, rozcięcia, przeciążenia są na porządku dziennym, dlatego zawsze podczas turniejów jest w pobliżu ambulans. Jak żartujemy przed turniejami – wyposażony w szlifierkę do cięcia metalu. Oberwałeś? Prawdziwe kontuzje podczas walk póki co mnie omijają. Mam jedynie bliznę na rogówce bo w czasie inscenizacji dostałem ostrzem w okolice oka, miałem dużo szczęścia, że go nie straciłem. A operacja zwichniętego obrąbka stawowego barku, która mi się przydarzyła jakiś czas temu, była wynikiem poślizgnięcia na macie. Banalne, prawda? W maju z mistrzostw świata pod Rzymem i w Szkocji przywiozłeś srebrne medale. Po pięciu złotych latach zdetronizował cię Rosjanin i Ukrainiec.


POSTAĆ

023


POSTAĆ

024


POSTAĆ

Jest nas kilku na świecie na porównywalnym poziomie, stale spotykamy się na turniejach. Polacy, Rosjanie i Ukraińcy od lat reprezentują najwyższy poziom w walkach, ostatnio dołączyli też Amerykanie. Dobra szkoła, dobrze dobrani ludzie. No i pewnie duch walki odpowiedni. W tym roku wykonałem tzw. plan minimum. Podczas pojedynku zaliczyłem nokaut techniczny – odpadł mi kawałek osłony na barku. Będę musiał popracować nad zbroją. Sam czy zlecisz to płatnerzowi? Zlecę specjaliście. W Polsce jest kilku dobrych producentów-płatnerzy. Cały komplet uzbrojenia mam polski, tylko rękawice z USA. Co jeszcze znajduje się w szafie rycerza? Kilka hełmów i mieczy, które zużywają się najszybciej, łamią. Ale zbroję mam tylko jedną, zrobioną na zamówienie przez Adriana Frankowskiego (Gutfran) i bardzo o nią dbam – czyszczę płynem WD40. Bo to wydatek rzędu od 7 do nawet 70 tys zł. Do tego stalowe ochraniacze. A pod spodem? Stawiam na nowoczesną technologię, noszę bieliznę termoaktywną. Zbroja latem nagrzewa się do temperatury 50–60 stopni i zaczyna parzyć, a schładzanie ciała pochłania dużo energii. Niektórzy z wysiłku i gorąca wymiotują do środka zbroi. Ja przyzwyczajam się do skrajnych temperatur chodząc regularnie do sauny czy morsując w jeziorze zimą.

No i widać, że jesteś stałym rezydentem siłowni. Ile masz w bicepsie? Jakieś 42–43 cm. Ale nie zależy mi na wyglądzie kulturysty, tylko sprawności, motoryce. Więc staram się za bardzo nie rozrastać, bo to niepotrzebne kilogramy. Na co dzień pracuję jako trener personalny, to moje główne źródło zarobku. Pomagam rzeźbić ciało i dobrać dietę. Ludzie są zagubieni w natłoku prozdrowotnych informacji i porad. Tysiące diet, które można znaleźć w każdej gazecie mieszają w głowach. Niektóre z nich cofają się nawet do paleolitu, tylko po co, skoro świat i żywność tak się zmieniły. Ja po prostu unikam żywności przetworzonej, a nie tłuszczy czy węglowodanów. W miarę możliwości sięgam po produkty eko, zaopatruję się w mięso u zaufanych dostawców, jajka biorę od cioci ze wsi, warzywa z własnego ogródka. Kuchnia powinna być prosta, ale wysokiej jakości. I z doświadczenia wiem, że łatwiej schudnąć na diecie tłuszczowej. Nasz klimat nie sprzyja jedzeniu wyłączenie surowych owoców i warzyw. Każdy dzień zaczynam od jajecznicy na boczku. Inspirujesz się treningami z epoki średniowiecza? Niewiele jest źróde ł na ten temat. Biorąc pod uwagę, że życie i status materialny ówczesnych rycerzy zależały od ich kondycji, na pewno musieli dużo ćwiczyć, zwłaszcza zawodowi najemcy. Jest w starych kronikach sporo opisów perskiego treningu z maczugami czy greckich treningów siłowych nastawionych na motorykę. W garażu mam worek treningowy, ćwiczę z  mieczem w  sali ośrodka kultur y, a na siłowni spędzam więcej czasu niż w domu. Po powrocie

025


POSTAĆ

WSTRZĄSY MÓZGU, ZŁAMANIA, URAZY, ROZCIĘCIA, PRZECIĄŻENIA SĄ NA PORZĄDKU DZIENNYM, DLATEGO ZAWSZE PODCZAS TURNIEJÓW JEST W POBLIŻU AMBULANS. JAK ŻARTUJEMY PRZED TURNIEJAMI – WYPOSAŻONY W SZLIFIERKĘ DO CIĘCIA METALU.

jeszcze wiosłuję na sucho w ogródku na symulatorze wiosła, no i poruszam się na rowerze. 026

Dużo w tym samodyscypliny. Nie żyję tak jak mój ulubiony sportowiec Michael Jordan, który przychodził na mecze prosto z kasyna czy pola golfowego. Ci, którzy walczą w pierwszym szeregu, świętują zazwyczaj najmniej. Na luz i alkohol mogą pozwolić sobie ci, którzy są pasjonatami średniowiecznego stylu życia, a walką zajmują się jedynie dodatkowo. Ja skupiam się na sportowym wyzwaniu. Dobre wyniki podczas turniejów to przepustka do kolejnych, a przy okazji zwiedzania świata. Dużo bardziej kręcą mnie nowe miejsca niż spotkania co roku na tej samej inscenizacji. Co przywozisz ze świata? Zdarzają się nagrody pieniężne, ale najczęściej puchary, medale, elementy uzbrojenia. W RPA, gdzie prowadziłem treningi, dostałem w prezencie opaskę ze skóry żyrafy, ale

że to zwierzę chronione, nie zabrałem do Polski. Wziąłem tylko zuluską tarczę z kozy. Zaliczyłem przez ostatnie kilka lat kilkadziesiąt krajów. Choć walki średniowieczne to domena kultury europejskiej, ma fascynatów również na Czarnym Lądzie, w Japonii, Chinach, Meksyku. Tak jak rugby rozeszło się po świecie wraz z kolonializmem, tak kultura rycerska znajduje coraz więcej pasjonatów w różnych zakątkach świata. Czy na sportowych walkach rycerskich da się zarobić?  Zbroja, dieta, treningi kosztują. Dzięki środkom pozyskiwanym z projektów realizowanych z budżetu miasta Kętrzyn, nie muszę wydawać wiele na sprzęt. Jeśli chodzi o treningi to też dysponuje bazą, która pozwala przeprowadzać je bezkosztowo. Dieta i suplementy to najważniejszy dla zdrowia element więc nawet nie trenując nie warto na tym oszczędzać. Wyjazdy na turnieje kosztują, jednak czasami uzyskuje się pozyskać na nie sponsorów, czy też zwracają się w nagrodach. No i robimy ze stowarzyszeniem pokazy, które przynoszą pewne dochody.


POSTAĆ

Nie kusi cię żeby osiąść gdzieś w świecie? Miałem propozycję np. żeby pracować w USA jako instruktor walk. Ale nie lubię dużych miast, fajnie jest wyjechać co kilka tygodni, złapać dystans, ale potem wrócić do domu. Mazury są inspirujące, wciąż odkrywam je na nowo. No i są dobrą baza wypadową. Wolę miejsca dzikie, dziewicze, przypominające świat w którym się wychowałem – poniemiecki dom z ogrodem po którym biega mój kot Koteusz, bliskość lasu, rzeki, jezior. Może dlatego podoba mi się Kanada, dzikość Yukonu. Czytałem o nim najpierw w powieściach Jacka Londona, potem na turnieju poznałem chłopaka, który mieszka w Seattle. Zaprosił mnie na treningi i zapoznał z kolegą, który na Yukonie organizuje wypady survivalowe. Złapałem bakcyla, wróciłem po roku. To miejsce, w którym przez kilka dni wędrówki łatwiej spotkać niedźwiedzia niż drugiego człowieka. Albo trafić do chaty, w  której nie było nikogo przez kilkadziesiąt lat. Ciągnie mnie bardzo do takiego świata.

A co na to twoja białogłowa? Towarzyszy ci czy zostaje w domu jak wyruszasz na podbój świata? Jesteśmy ze sobą od czasów studiów w  Toruniu, więc zdążyła już zaakceptować mój styl życia. Czasem jeździ ze mną na turnieje pokibicować, ale średniowieczne klimaty nieszczególnie ją pociągają. Łączy nas za to pasja do sportu. To tzw. baba z jajami. Zaliczyła ekstremalny Maraton Komandosa w  Lublińcu. Byliśmy razem na eskapadzie rowerowej w Islandii, pokonaliśmy też na dwóch kółkach odcinek 2850 km z norweskiego North Cape do Kętrzyna. A kiedy wspinaliśmy się na kaukaski Kazbek (5047 m n.p.m.), ja walczyłem o  każdy oddech, a  ona maszerowała jak po Krupówkach. Silna kobieta u boku działa motywująco. Po prostu wstyd być gorszym, więc sama rozumiesz po co te wszystkie poświęcenia.  Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Andrzej Frankowski, Przemysław Koch

027


PRODUKTY

GALERIA HANDLOWA MADE IN STWORZONE NA WARMII I MAZURACH I FIRMOWANE PRZEZ LUDZI WARMII I MAZUR

SKARBY W STYLU VINTAGE Wisiory z początku XX wieku wykonane ze srebra, z kamieniami naturalnymi lub szkłem barwionym uzupełniają zarówno stylizacje współczesne, jak i w stylu vintage. W asortymencie olsztyńskiej galerii Antyczne Klimaty wiele niepowtarzalnych egzemplarzy przedwojennej biżuterii. Prawdopodobieństwo spotkania identycznego – znikome. www.antyczneklimaty.pl

LATO Z KOEMI Kwiatowe motywy, oryginalne sploty, intensywne kolory. W salonie Koemi, który od 20 lat dba o potrzeby kobiet – rządzi lato. Ogromny wybór biustonoszy i kostiumów kąpielowych na każdą figurę i oczekiwania renomowanych polskich i światowych producentów. Dostępne w sklepie stacjonarnym i na www.koemi.pl

KAWA Z NUTKĄ CYNAMONU Pomysł na Kanelboller – drożdżowe, rolowane bułeczki cynamonowe właściciele Kawiarni Kofikada przywieźli z Norwegii. Popularne są również w innych krajach skandynawskich i w Ameryce Północnej. Aromatyczna, słodka przekąska wypiekana w piecu olsztyńskiej kawiarni, idealnie komponuje się z tutejszą kawą gatunku speciality. fb.com/Kawiarnia-Kofikada

028

SERIA RELAKSU Już jego nazwa sugeruje, że ma być towarzyszem relaksujących spotkań w gronie przyjaciół. Chill Beer Vermont Pale Ale to nowa propozycja Browaru Kormoran i pierwsza z tzw. lekkiej serii. Charakteryzuje się wyjątkową rześkością i owocowością, mimo iż nie ma owocowych dodatków. To wrażenie zapewniają mu amerykańskie chmiele i aksamitność płatków zbóż. www.browarkormoran.pl


PRODUKTY

DIZAJN NA WYNAJEM Dizajnerskie meble, które można wynająć od ED Group (Event Design Group) z Olsztyna sprawdzają się podczas prywatnych wydarzeń oraz eventów firmowych. Transparentne krzesła, letnie strefy chillout wypełnione przez eco meble goszczą w namiotach i na tarasach, a podświetlane moduły barowe uzupełniają imprezową przestrzeń i tworzą oryginalne recepcje. www.ed-group.pl

WIELOWYMIAROWY MASAŻ

fb/EDeventdesigngroup

Rewolucyjna technologia urządzenia medycznego ICOONE pozwala na precyzyjną pracę na tkance łącznej skóry. Likwiduje m.in. cellulit, zlokalizowany tłuszcz, luźną skórę, obrzęki limfatyczne, blizny, sztywność mięśni, zapalenia ścięgien. Opatentowana technologia Roboderm polega na pracy zmechanizowanych głowic masujących z rolkami posiadającymi liczne mikrootwory. Działa precyzyjnie na każdy milimetr skóry bez rozciągania jej. Polecane dla każdego rodzaju skóry oraz wieku. www.chimera.olsztyn.pl

KURORT Z COCO Prywatna plaża na środku jeziora? Składany daszek, materac z tkaniny wodoodpornej z odwracanym oparciem zapewniają komfortowy wypoczynek dla czterech osób. Powierzchnia leżakowania po rozłożeniu to prawie 3,5 mkw. Cichy, napędzany silnikiem elektrycznym, zapewnia idealne warunki do wypoczynku, kameralnego spotkania towarzyskiego, czytania czy popołudniowej drzemki. Solemaran Coco podbija kurorty nad jeziorami. www.solemaran.pl

029

OWCE NA LODZIE Słony karmel z rozmarynem czy kozi twaróg — to lodowe smaki z mleka owiec i kóz z gospodarstwa Kwaśne Drzewo Sauerbaum w Zerbuniu. Dla miłośników kuchni fit – orzeźwiające wersje jogurtowe z owocami, np. czerwoną porzeczką. Podczas tzw. Niedzielnych Wypasów w Kwaśnym Drzewie można też skosztować karmelków i serów bazujących na tutejszym świeżym mleku. fb/kwasnedrzewo


PODRÓŻE

DO LWOWA PO MEDAL PRZODOWNIKA PRACY LEDWO WYSIEDLIŚMY PO GODZINIE PODRÓŻY Z PORTU LOTNICZEGO OLSZTYN-MAZURY I OD RAZU PIERWSZY AKCENT POLSKI. PRZY PIANINIE NA TERMINALU MŁODA TURYSTKA GRA CHOPINA. MOŻNA SOBIE WYOBRAZIĆ BARDZIEJ DOSTOJNE POWITANIE? NA KAŻDYM KROKU LWÓW PRZYPOMINAŁ NAM, ŻE MOŻEMY SIĘ TU CZUĆ JAK W DOMU.

Stare Miasto

Park Iwa na

030

łem

Franki

No to w trolejbus i do centrum. Wiekowy kasownik z rączką dziurkuje, a raczej rozszarpuje bilety. Chłoniemy z okien zatłoczonego pojazdu lwowską architekturę. Urocze secesyjne kamienice i wille z drewnianymi werandami na przemian z szarymi klocami rodem z ZSRR. Pod Uniwersytetem Lwowskim, gdzie trolejbus kończy bieg, rozpościera się Park Iwana Franki. A w nim od wczesnych godzin biesiada: wszechobecni szachiści rozgrywający partyjki na ławkach, amatorzy napojów wyskokowych (picie alkoholu w miejscach publicznych jest tu dozwolone), a nawet panie w bikini. Ponieważ to majówka, wszędzie tłumy. I na każdym kroku słuchać język polski. Burczy nam w brzuchach więc kierunek: „Puzata hata” – bar szybkiej obsługi polecany przez miejscowych. Obowiązkowo trzeba zaliczyć ukraiński barszcze ze śmietaną i czosnkowymi plińcami, pierogi o kilku nadzieniach i domowy kompot. Cena wypasionego zestawu to niecałe 10 zł na głowę. Czasu mamy niewiele, zaledwie kilka godzin do lotu powrotnego Lwów-Szymany. Koncentrujemy się więc na sercu Lwowa wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Do budynku opery, jednego z najbardziej charakterystycznych punktów miasta, prowadzi alejka ze straganami. Pieczona kiełbasa i kiszona kapusta, wyszywane ręcznie szarawary, lwowskie pamiątki i niekwestionowany hit niemal każdego straganu – papier toaletowy z wizerunkiem Putina. – O, pani z Polski, no to możemy sobie pogadać o Galicji – zagaduje jeden ze sprze-

rękodzie z lokalnym um tr en c w Bazar

dawców postsowieckich pamiątek. Kiedy mówię, że jestem tu bardziej służbowo, niż turystycznie, zachęca do zakupu nadszarpniętego zębem czasu medalu przodownika pracy za 10 hrywien (ok. 1,30 zł). Biorę nie tyle dla podbudowania zawodowego ego, co dla zwiększenia słabego ruchu w interesie. Błogosławieństwo od sprzedawcy – gratis. Opera słynąca z niezwykłych wnętrz zamknięta, więc próbujemy szczęścia w filharmonii. I przy okazji bierzemy ostatnie bilety na koncert „Jazz Day” – dawkę standardów jazzowych w wykonaniu artystów Akademii Muzycznej. Do koncertu jeszcze czas – więc runda po labiryncie uliczek starówki. Klimatyczne, często zaniedbane kamienice i podwórka noszą ślady przedwojennej świetności. I na każdym kroku zabytkowa perła. Jeden z tzw. must see to katedra ormiańska, symbol dawnej wielokulturowości miasta. Mroczne wnętrze z malowidłami Jana Henryka Rosena i nastrojowym światłem przebijającym się przez witraże zatrzymuje nas na chwilę wyciszenia. A potem znowu ruszamy wraz z tłumem. Cel: wieża widokowa na ratuszu. Witryny lokali i sklepów kuszą ze wszystkich stron oryginalnym dizajnem i zapachem. Pod jednym z nich tłum ludzi pije bordowy trunek w kryształowych kielichach. Lokal „Pyana Vishnya” to genialny pomysł na biznes. Wiśniowa nalewka domowej roboty to jedyna sprzedawana tu specjalność. Barman nalewa po sam brzeg kielicha. Wyjadamy na koniec wisienki nasączone dobrym humorem i tracimy siły


PODRÓŻE

W drodze do Opery Lwowskiej

Teatr Piwa ”Prawda”

Kawa po lwowsku

Katedra Ormia

Lwowska Filharmonia Obwodowa

na wspinanie się, by podziwiać panoramę miasta. Pyszny acz zdradliwy trunek uderza do głowy. Eh, trzeba było najpierw wdrapać się na wieżę. Może kawa pomoże wziąć się w garść? „Kopalnia kawy” w ścisłym centrum Starego Miasta to kultowe miejsce dla jej smakoszy. Tyle że kawa po lwowsku, parzona w specjalnych imbryczkach na rozgrzanym piasku, podawana z cytryną, cynamonem i nalewką kawową, rozleniwia jeszcze bardziej. Jak oni tu funkcjonują? Wnętrze Lwowskiej Filharmonii Obwodowej przypomina kościół. XIX-wieczne organy podświetlane kolorowymi reflektorami, a muzyczny klimat rodem z Nowego Orleanu. Chłoniemy nastrój, choć w dziurawych jeansach i z plecakami czujemy się trochę nieswojo wśród eleganckich melomanów. I po wyjściu dochodzimy do wniosku, że nie trzeba iść do filharmonii, aby posłuchać tu dobrych dźwięków. Muzyka rozbrzmiewa we Lwowie na każdym kroku. Uliczni grajkowie to często profesjonaliści z dyplomami akademii. Energetyczne dźwięki wciągają nas do trzypoziomowego lokalu „Prawda”. W dizajnerskim wnętrzu leje się strumieniami kraftowe piwo, np. o wdzięcznej nazwie „Czerwone oczy”. To nie tyle lokal, co instytucja – pub, browar, restauracja i sklep w jednym. Orkiestra dęta wygrywająca covery rockowe, porywa do tańca nawet wśród gęsto ustawionych stolików. Oprócz piwa można kupić masę gadżetów o antyimperialistycznej tematyce. Klimat sprawia, że nie chce się

ńska Stare Miasto

stąd wychodzić. Ale niebawem odjeżdża ostatni trolejbus na lotnisko. Na lot do Portu Lotniczego Olsztyn-Mazury czekamy na terminalu z polską wycieczką. Uczestnicy z ekscytacją wymieniają się wrażeniami, które zaoferował Lwów: piękny i przyjazny Polakom, no i te ceny w lokalach i sklepach! Niemal trzykrotnie niższe niż w Polsce. A my w milczeniu przeglądamy fotki, które zrobiliśmy. Co tu gadać – po tak krótkiej wizycie czujemy niedosyt miasta i sielskiej atmosfery, której bliżej do południa, niż wschodu Europy. I pomyśleć, że 300 km stąd toczy się wojna. W kameralnym, komfortowym samolocie linii LOT zjadamy po wafelku Prince Polo i odpływamy. A niespełna po godzinie drzemki budzi nas nocne, pachnące lasem powietrze Portu Lotniczego Olsztyn-Mazury. Kolejka do kontroli paszportów idzie sprawnie, a pod lotniskiem już czeka na nas szynobus. Na selfie przy słynnej rzeźbie żurawi na tutejszym terminalu nie mamy już siły. Będzie okazja, bo jak nas uprzedzano we Lwowie – tu na jednej wizycie nigdy się nie kończy.  Tekst: Beata Waś, obraz: Jarek Poliwko

WARMIA I MAZURY Sp. z o.o. Port Lotniczy Olsztyn-Mazury www.mazuryairport.pl

031


GODNE UWAGI

DOBRE MIEJSCA MADE IN KRÓL TEŻ PRZYSZEDŁBY TU PIECHOTĄ

Nawet jeśli nie planujesz zafundować metamorfozy swojej łazience, to warto tu zajrzeć, by przekonać się w którym miejscu stoi dzisiaj światowy dizajn. W inne wyobrażenie o łazienkach i wyposażeniu wnętrz przenosi nas olsztyński Showroom Ceramoteka. Salon, często na wyłączność, skupia marki za którymi stoi historia i tradycja (jak np. obchodząca w tym roku 270-lecie znana i ceniona niemiecka marka Villeroy & Boch produkująca ceramikę i armaturę sanitarną oraz płytki ceramiczne), a przede wszystkim jakość. Jak podkreślają właściciele Ceramoteki Karolina i Adam Mioduszewscy, zgromadzili tu produkty marek niekoniecznie za duże pieniądze, bo tu nie przychodzi się po drogie rzeczy, ale zawsze po wyjątkowe i dobrze zaprojektowane. No i coś, czego w Olsztynie jeszcze nie oferowano: klient może obejrzeć zaprojektowaną tu dla siebie łazienkę w wirtualnej rzeczywistości, nakładając specjalne okulary. Jeśli projekt zaakceptuje do realizacji, ma go w prezencie od firmy. Showroom Ceramoteka Olsztyn, al. Sikorskiego 19, lok. U5 www.ceramoteka.pl

Obraz: Michał Bartoszewicz

Obraz: Michał Bartoszewicz

ODWIEDZAMY, POZNAJEMY, POLECAMY

URODA WŚRÓD ŚWIEŻYCH KWIATÓW

„Jako nastolatka zostałam ich klientką. Pierwsze oczyszczanie, makijaż na studniówkę, zabiegi mezoterapii po 30-tce. Czuję się tam jak w rodzinie. Dzięki Chimerze, choć mam już dwa razy więcej lat, utrzymuje młodą i świeżą skórę”. To jedna z kilkudziesięciu internetowych recenzji klientek działającego od 25 lat olszyńskiego gabinetu Chimera-derm. W ofercie pełen przekrój najnowocześniejszych technologi do zabiegów na twarz i ciało, medycyna estetyczna i kosmetyka męska. Jak podkreślają klientki, pracuje tu zespół pasjonatek, które nie tylko służą profesjonalną wiedzą, ale też zarażają uśmiechem. A do tego piękne wnętrza i zawsze świeże kwiaty. Słowem: ocena na 5.

Obraz: Maciej Janicki

Gabinet Kosmetyki Estetycznej Chimera-derm Olsztyn, ul. Kopernika 14 www.chimera.olsztyn.pl

RODZINNY RELAKS BEZ MELDUNKU

032

Kreatywność, pasja, wszechstronny rozwój bez nacisków i przymusu. Niepubliczna Korczakowska Szkoła Marzeń łamie tradycyjne schematy nauczania. Przyjemny, innowacyjny sposób pracy z dziećmi, opiera się na podstawie programowej, a nie podręcznikach. Maksymalnie 16-osobowe klasy tworzone są według etapu edukacyjnego dzieci. Współpraca w mieszanych, różnowiekowych grupach wzmacniana jest ze względu na różne kompetencje, wiedzę i umiejętności jej członków. Praca kreatywnych nauczycieli, nastawiona jest na rozbudzenie naturalnej ciekawości dziecka, potrzebę poznania otaczającego świata, odkrycie jego talentów i zdolności. Każdy może rozwijać się we własnym tempie, z uwzględnieniem zainteresowań i ukierunkowaniem na odkrywanie pasji. Do tego przestronne kolorowe wnętrza, nowoczesne wyposażenie i wiele zajęć pozalekcyjnych. Rekrutacja trwa. Korczakowska Szkoła Marzeń al. Sikorskiego 23, Olsztyn www.olsztyn.sp.wspkorczak.eu

Hotel Anders Stare Jabłonki, ul. Spacerowa 2 www.hotelanders.pl

Obraz: arch. Hotel Anders

NAUKA POZA SCHEMATEM

Jednodniowe wakacje? To może plaża, kręgielnia, basen, restauracja, SPA, rower lub kajak… Hotel Anders w Starych Jabłonkach zaprasza na wypoczynek bez noclegu. „Family Pack” to propozycja dla całej rodziny na wolny, weekendowy lub powszedni dzień. W cenie wystawny obiad w Restauracji Pałacowej oraz liczne atrakcje obiektu położonego nad malowniczym jeziorem Szeląg Mały. Można przetestować, czy warto spędzić tu wakacje. A internetowe opinie pokazują, że goście wracają zachwyceni – Hotel Anders trafił w 2018 roku do Galerii Sław serwisu TripAdvisor.


OSTRÓDA

OPOWIADAJ MI O ZIELONYM MIEŚCIE Wybrała dobry termin – wiosną wszystko rozkwita. Idziemy niespiesznie od strony miejskiej plaży. Tutaj jest jak było – teren trochę dziki, lubiany przez kaczki, łyski i perkozy. Często je tu spotykam. Podarowano im niedawno budki lęgowe. A! Jednak jest coś nowego w tej części nabrzeża – drewniane leżaki. Akurat w miejscu, gdzie rozciąga się najpiękniejszy widok na Jezioro Drwęckie. Część z nich jest zawieszona nad wodą. Mijamy wypożyczalnię wodnego sprzętu, most i po lewej pierwszy kolorowy dywan z kwiatów. Gdy zbliżamy się do amfiteatru zmieniają się ich wielkości, kolory, pojawiają się wysokie trawy i drzewka. Na wodach jeziora pierwsi w tym sezonie chętni próbują sił na torze do wakeboardingu. – Latem, jak co roku, znów będą tu międzynarodowe zawody – tłumaczę.

MAGDA PIERWSZY RAZ PRZYJECHAŁA DO OSTRÓDY DWA LATA TEMU NA OSTRÓDA REGGAE FESTIVAL. TO BYŁ KRÓTKI, AKTYWNY CZAS, WYPEŁNIONY PO BRZEGI. TROCHĘ WIDZIAŁA, SPORO ZAPAMIĘTAŁA, ALE POSTANOWIŁA TU WRÓCIĆ WŁAŚNIE TERAZ. – JAK WYGLĄDA OSTRÓDA? CO SIĘ ZMIENIŁO, CO SIĘ DZIEJE CIEKAWEGO W TWOIM MIEŚCIE? – PYTA. NIE OPOWIADAM ZA WIELE. PRZYJEŻDŻA I ZABIERAM JĄ NA WYCIECZKĘ.

034

Po drugiej stronie amfiteatru Magda od razu zauważa zieloną ścianę, która pojawiła się na gołej dotąd betonowej elewacji. – Chyba pszczoły i ptaki ją polubią – stwierdza. Od tego miejsca zaczynamy zanurzać się w pełną zieloność. Przechodzimy pod wierzbowym zadaszeniem, mijamy plac zabaw dla dzieci. I kolejny pomysł: do wierzbowej alejki nawiązują nowe elementy placu: wierzbowy tunel, altanki z lampami w których można odpocząć i wierzbinowe kryjówki przypominające nieco wigwamy, gdzie dzieciaki mogą mieć swoją „bazę”. Żywa architektura zamiast kolejnych nowych zjeżdżalni. Super! Oto sposób na obcowanie z przyrodą.


OSTRÓDA

Na nabrzeżu wyrosły ławki i leżanki, których dotąd nie było. I kolejna altanka. Idealne miejsca do wypoczynku, choć teraz akurat wszystko zajęte – jak widać, przypadły do gustu turystom i mieszkańcom. Są też dwie wiaty rowerowe z zielonymi dachami. Jeden z rowerzystów zauważa, że zrobione są w ten sposób z myślą o owadach. Mijamy Urząd Miasta. Odnowiona fasada zabytkowego budynku dumnie zwraca się w stronę jeziora. Miło popatrzeć. Za kolejnym mostem zieleń i niezliczone kolory roślin atakują nas już ze wszech stron. Kwiaty układają się w ciągnące niemal w nieskończoność dywany – już wiem, co powie Magda: że musi tu przyjechać jesienią i sprawdzić czy zmieniły się kolory. Dostrzega zwiastujące wiosnę krokusy i hiacynty. I nieprawdopodobnie błękitne kwiatki – cebulice syberyjskie, które my, mieszkańcy, zawsze podziwialiśmy na cmentarzu przy ulicy Czarnieckiego, zamieniającym się wiosną w kwitnącą łąkę. Uwagę przykuwają magnolie. Roślinność rozwija się i horyzontalnie, i wertykalnie. Nic, tylko rozłożyć koc i poczuć się jak na łące, chociaż to centrum miasta. Mijamy sporo spacerowiczów – miejscowych i turystów. Są i biegacze, i rowerzyści. Dla nich co chwilę powstają nowe ścieżki. Tylko jesienią powstało ich ponad 200 km (jedna np. do Starych Jabłonek). Na facebookowym profilu miasta widzę, że przybywają kolejne. Wiele z tych zmian zachodzi dzięki pozyskaniu i wykorzystaniu unijnych funduszy, o czym świadczą tablice informacyjne, a modernizacja zieleni nabrzeża Jeziora Drwęckiego to jedna ze strategicznych inwestycji. Jej projektowaniem zajęła się Beata Gajewska z ostródzkiej firmy ArtLand. W założeniach całego projektu wymienia bioróżnorodność roślin. – Pomyślałam, że skoro już jest zielono, to trzeba pójść w przestrzenne formy do góry, podnieść te powierzchnie biologicznie czynne. Wymyśliłam zielone dachy na wiatach rowerowych, ekrany z lip na kracie, parasolowe platany, elementy z wierzbiny, zieloną ścianę na betonowych elementach elewacji ostródzkiego amfiteatru. A ciągnący się wzdłuż brzegu teren podzieliłam na parki tematyczne, których podstawą kompozycyjną są funkcje danej części nabrzeża, a co za tym idzie, tematyczne zastosowanie roślinności – opowiada. Kiedy tak snujemy z Magdą naszą spacerową opowieść, wreszcie docieka, co tu się będzie działo w najbliższym czasie. – Wiem, że Ostróda Reggae Festival, tym razem w lipcu, ale co jeszcze? – dopytuje. Ponieważ zbliża się lato, a to jest zawsze aktywny rozrywkowo i kulturalnie czas, jest też coś dla wielbicieli disco polo i tanecznych rytmów – Ogólnopolski Festiwal Muzyki Tanecznej. I widowiskowy Festiwal Ognia – podobno największy fire show w Polsce. Magda przeszukuje ostródzkiego facebooka. Podrzucam jej jeszcze założony niedawno profil miasta na Instagramie. Znajduje na nim zdjęcie nadbrzeżnych kolorowych tulipanów z unoszącymi się nad nimi bańkami mydlanymi i torem wakeboardowym w tle. I to jest kwintesencja Ostródy właśnie. Piękne, przyjazne otoczenie, relaks, beztroska i aktywność.  Tekst: Ewa Siuda-Szymanowska Obraz: Łukasz Wajszyk, archiwum UM Ostróda

Gmina Miejska Ostróda Ostróda, ul. Mickiewicza 24 www.ostroda.pl

Miasto Ostróda

www.ostroda.pl

miasto_ostroda

035


BIZNES

JA TYLKO PRACUJĘ

036

TĘ ENERGETYCZNĄ I FILIGRANOWĄ BLONDYNKĘ Z MŁODZIEŃCZĄ FRYZURĄ POZNALIŚMY KILKA LAT TEMU PRZY OKAZJI WERNISAŻY. ZAPOCZĄTKOWAŁA JE W SIEDZIBIE FIRMY CDEF ZAJMUJĄCEJ SIĘ TWARDYMI LICZBAMI I POZYSKIWANIEM DLA PRZEDSIĘBIORCÓW NIEMAŁYCH DOTACJI, DLATEGO URZEKŁO NAS TO ŚMIAŁE ZBICIE ŚWIATA SZTUKI W BIUROWCU, KTÓREGO PRACOWNICY ZANURZENI SĄ W TABELKACH. TRZY LATA TEMU ELA WYSTRZELIŁA JAK Z PROCY. CO SIĘ WYDARZYŁO? RESTRUKTURYZOWAŁA FINANSE BĘDĄCYCH W DOŚĆ MARNEJ KONDYCJI DWÓCH HOTELI W OSTRÓDZIE. I USŁYSZAŁA PYTANIE: A MOŻE PANI JE POPROWADZI? NIGDY NIE PROWADZIŁA HOTELU, ALE PO PIĘCIU MINUTACH ZGODZIŁA SIĘ POPROWADZIĆ DWA. DZISIAJ TO DWIE PEREŁKI I TURYSTYCZNE, I BIZNESOWE. ALE GUMY W PROCY JAKBY SIĘ TYLKO BARDZIEJ NAPRĘŻYŁY DO BOJU. NIE MÓWIĄC NIKOMU, ELA ZGŁOSIŁA OFERTĘ ZARZĄDZANIA TERMAMI WARMIŃSKIMI, KTÓRE MEDIA OBŚMIAŁY JESZCZE PRZED KOŃCEM BUDOWY. WYGRAŁA I ZROBIŁA Z NICH NAJBARDZIEJ KREATYWNE MIEJSCE DO REKREACJI W TEJ CZĘŚCI KRAJU. A CO Z PROCĄ? WŁAŚNIE WYSŁAŁA ELĘ DO ZAKOPANEGO, GDZIE OTWORZYŁA HOTEL Z UROCZĄ HISTORIĄ W TLE. GÓRALE ZAAKCEPTOWALI, BO TO „SWOJSKIE DZIEWCYŃCISKO”. CHCEMY ODKRYĆ JEJ DAR DO LUDZI, POZNAĆ JEJ ŹRÓDŁO ENERGII, KTÓRĄ USKRZYDLA INNYCH I ZWYCZAJNIE ZARAZIĆ SIĘ ELĄ LENDO.


BIZNES

MADE IN: Skradniemy cenną godzinę. Co jest w stanie zrobić zawodowo w godzinę Ela Lendo? Elżbieta Lendo: Godzina to sporo czasu. Tyle potrzebuję aby pojawić się na spotkaniach w hotelu Willa Port w Ostródzie i Termach w Lidzbarku Warmińskim. Był taki dzień, kiedy o  6. 30 miałam spotkanie w  CDEF (Centrum Doradztwa Europejskiego i  Finansowego w  Olsztynie, którego jest współwłaścicielem – red.), o 9.30 byłam już w Termach Warmińskich, a na godzinę 13 dotarłam na spotkanie w hotelu w Ostródzie i tego samego dnia o 20 byłam już w Zakopanem. Kładłam się spać z poczuciem satysfakcji i spokoju, że udało mi się być w każdym z tych miejsc. Wiele takich dni z rzędu raczej nie można sobie zaserwować. Chyba że zaraz wyprowadzisz nas z błędu. Staram się nie narzekać na brak czasu, jednak kilka dodatkow ych godzin w  ciągu dnia w  ogóle by mi nie przeszkadza ło. (śmiech) Ale nie bez powodu f unkcjonuje powiedzenie: „wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani godziny”. A mimo to ciekawi nas jak wygląda twój kalendarz: zarządzasz dwoma hotelami w Ostródzie, termami w Lidzbarku Warmiń skim , do tego firma w  Olszt ynie, teraz hotel w Zakopanem, no i najważniejszy azyl – jak podkreślasz – dom, synowie i mąż. Nie krzyczysz czasem bezradnie: dobo, czemuś ty taka krótka?! Teoretycznie, im człowiek ma więcej zajęć, tym jest bardziej zorganizowany. Nie używam budzika, a dzień zaczynam bieganiem o godz. 5.30, czasem i w piżamie. Wtedy ludzie patrzą na mnie jak na UFO. Wracając z porannego biegu działam już pełnych obrotach. Plan dnia ułożony mam w głowie, więc wchodząc do firmy dokładnie wiem z kim się spotkam i o czym będę rozmawiać. Zdradzę też, że przy łóżku mam zawsze swój notesik, więc kiedy budzę się w nocy… … od nadmiaru obowiązków? Skądże! Ja nie potrzebuje dużo snu, to aktywność fizyczna daje mi tego energetycznego kopa. Zazwyczaj o czwartej rano już się budzę. W notesie spisuję pomysły, by nie umknęły mi. Zdarza się, że w będąc w drodze do pracy muszę się zatrzymać, aby też pilnie dopisać coś do notesu. Na przykład? Zazwyczaj są to pomysły „od czapy”. Zdradzę wam najnowszy (rozmawiamy 18 maja – red.). W Termach Warmińskich planujemy zrobić coś na skalę ogólnokrajową, coś bardzo wyjątkowego: 12 lipca odbędzie się koncert na wodzie naszej orkiestry filharmonii warmińsko-mazurskiej, najlepszej i z najlepszym dyrygentem Piotrem Sułkowskim wraz z gościem specjalnym Placido Domingo. Zewnętrzne baseny, biel, gra świateł, lampiony pływające na wodzie – taka sceneria. Mistrz zgodził się i przyjedzie specjalnie do nas. Zgodziła się też filharmonia, bo pomysł jest tak szalony, że należy koniecznie zobaczyć to na własne oczy. Termy już dziś są charakterystycznym miejscem na mapie regionu, bo oprócz samej wody zahaczają także o kulturę i rozrywkę, ale w dalszym ciągu chcemy podnosić poprzeczkę i przede wszystkim – na czym mi najbardziej zależy – zmieniać postrzeganie tego miejsca.

Ciebie bardziej kręci kreowanie takich pomysłów czy ich realizowanie? Kiedy w mojej głowie zrodzi się pomysł, to z założenia wiem, że go zrealizuję. Po prostu muszę. Ponadto lubię działać szybko i staram się nie zwlekać z decyzjami. Taki styl pracy się sprawdza. Im bardziej szalony projekt, tym więcej adrenaliny podczas realizacji i to mnie chyba kręci najbardziej. Podobnie było z Pool Party, które jako pierwsi w Polsce zapoczątkowaliśmy w Termach Warmińskich. Pokazaliśmy, że wodą możną się bawić na wiele sposobów. Termy mogłyby być przecież zwykłym kąpieliskiem, ale sama od początku walczyłam, by nie nazywać ich kompleksem basenów, bo w tym miejscu drzemie ogromny potencjał, gdzie woda jest tylko dodatkiem. Koncerty na basenie, podwieszana tuż nad taflą wody scena, pokazy tańca…To dlatego na nasze koncerty, w tydzień sprzedajemy nawet 800 biletów. Stale staramy się zaskakiwać gości pomysłami, bo mi raczej ze standardowym prowadzeniem biznesu w ogóle jakoś nie jest po drodze. Trzeba mieć odwagę łamać schematy. Czasem otoczenie z niedowierzaniem patrzy na nasze przedsięwzięcia. Ale kreatywności i pomysłów nam nie brakuje i jestem przekonana, że nie raz będziemy zaskakiwać różnorodnością oferty. W jednym z wywiadów powiedziałaś, że ten biznes to niełatwa branża, ale o klienta trzeba umieć zawalczyć fair. Jaki to zbiór zasad? Kuś, zwab i nie daj o sobie zapomnieć. Tylko pamiętaj, że wszystko czym zwabiłeś, musisz podać. Musisz być fair wobec gości, być też konsekwentnym. Ale i być w porządku na samym rynku, wobec innych obiektów. Współpracować, a nie dumpingować ceny tylko po to, by zdobyć klienta. Jeśli ostródzki hotel Willa Port Art & Business w swój profil działalności wpisaną ma sztukę i zaplanowane są w nim pewne wydarzenia kulturalne, to choćby na nie miała przyjść tylko jedna osoba, to i tak musi się ono odbyć. Bo bardzo prawdopodobne, że ten gość przyjechał do obiektu specjalnie na nie. Ta konsekwencja była ważna kiedy wprowadzaliśmy do tego hotelu ideę art. W pierwszych organizowanych wydarzenia artystycznych brało udział po kilka osób, dziś gościmy ich po kilkadziesiąt. Wystawy, wernisaże, koncerty… naszym celem było stworzenie możliwie oryginalnego produktu hotelowego. I chyba udało się, bo jak wytłumaczyć pełną salę gości podczas wieczoru ze wspólnie czytaną poezją? Dzisiaj?! W dobie niewypuszczanych z rąk smartfonów w których lubimy czytać o plotkach i sensacjach, przeglądając portale społecznościowe obserwując co na kolację ma nasz sąsiad? A jednak! Przecież gdyby nie było poezji, proza zdominowałaby życie. Dlatego takie wydarzenia są potrzebne. Jednakże musiało minąć naprawdę sporo czasu, by przełamać opór gości i nakłonić ich na przyjście do czterogwiazdkowego hotelu na wernisaż czy spotkanie z artystą. Dzisiaj sami dopytują kiedy odbędzie się następna wystawa, kiedy na ścianach pojawią się nowe obrazy. Sama je nawet zawieszam lub przewieszam aby odświeżyć wnętrza. Ty przewieszasz? Tak, sama w hotelu wieszam obrazy. Mam swój młoteczek, swoje gwoździe, zazwyczaj noszę taki zestaw w torebce. Nikomu nie pozwalam wbijać gwoździ pod obrazy. Zwyczajnie uwielbiam to robić. Nawet do hotelu Paryski w Zakopanem pojechałam ze swoim młotkiem i czerwonym śrubokrętem.

037


BIZNES

Pamiętam zabawną sytuację, która miała miejsce w hotelu w Ostródzie. Zanosiło się na aferę, kiedy po wystawie podczas pakowania obrazów pracownicy zorientowali się, że nie ma jednego dzieła. Ktoś wtedy rzucił: pewnie ukradli. A ja dodałam: sprawdźcie drugie piętro na holu głównym, tam wisi. I wisiał. Wszystkie twoje obiekty mają wspólny mianownik – otacza je właśnie sporo sztuki: rzeźba, malarstwo, koncerty. Dlaczego ona powinna towarzyszyć nam w życiu nawet w tych mniej oczywistych miejscach? Co tobie sztuka wnosi do codzienności? Po pierwsze przywraca nam równowagę, po drugie zbliża ludzi i wycisza, po trzecie… i tu jest coś, czego nie da się jednoznacznie określić, ponieważ każdy odbiera ją indywidualnie. Mnie osobiście sztuka inspiruje i pozwala odkrywać siebie na nowo. Artyści mają w sobie tyle piękna, bo nie pozwalają stłumić w sobie wolności do samostanowienia. Należy zatem czerpać od nich dużo pozytywnej energii, która pomaga i w życiu, i w tym twardym świecie biznesu. A nawet jak trzeba podejmować trudne wyzwania czy decyzje, to chyba przyjemniej jest to robić w ładnym otoczeniu, prawda? A propos otoczenia, ile wydajecie na kwiaty? One są u was dosłownie wszędzie. To niemały koszt, ale kupujemy je głównie zimą, z kolei wiosną i latem staramy się hodować je sami. To największa frajda i satysfakcja, kiedy pracownicy sami przynoszą gałązki sosny, bzy czy konwalie, aby udekorować wnętrza. Przyznam, że sama uwielbiam świeże kwiaty. To jeden z tych elementów, którego nie odpuścimy i myślę, że nasi goście też to doceniają. Wracając jeszcze do czytania: co przeważa w twojej domowej biblioteczce? Uwielbiam biografie wybitnych kobiet, a kiedy widzę kolejną ciekawą nowość, nie potrafię się oprzeć. Interesują mnie historie w każdym wymiarze, czy to świat polityki, mody, czy na przykład himalaizmu. Po którąś z postaci sięgnęłaś kolejny raz? Margaret Thatcher. Czytasz też o poranku? Czytam zazwyczaj do snu. Rano tylko biegam i myję okna.

038

(śmiech) Tak, tak, często rano o świcie myję okna i jestem wtedy w swoim żywiole. Może nawet mżyć, bo nie chodzi mi o sam efekt, ale o czynność. Proszę, brnijmy dalej: ulubione formy relaksu Eli Lendo to… Koszenie trawy. W sobotę, kiedy jest chwila wolnego, obowiązkowo koszę trawę i przycinam drzewka. Mam na ich punkcie bzika. Każdy z domowników wie, że jest to moje zajęcie. Wspomniałaś, że działasz szybko i nie zwlekasz z decyzjami. Opisz emocje z dnia, w którym w pięć minut postanowiłaś prowadzić dwa hotele, choć nigdy wcześniej tego nie robiłaś. Pamiętam te myśli dokładnie: albo podejmę się tego i przepadnę z kretesem, albo spróbuję je podnieść. Jak powiedziałam „tak”, to już nie chciałam się wycofać. To był piątek. Na drugi dzień przystąpiłam do działania. Jeszcze nikt w hotelu

mnie nie znał, a ja spędziłam tam cały weekend jako gość, by podpatrywać jego funkcjonowanie. Od poniedziałku była już ciężka praca. Nigdy potem nie zastanawiałam się: po co mi to było? Zawsze powtarzam, że nieświadomość jest błogosławiona. Zresztą z termami było podobnie. To też nie była decyzja do której dojrzewałam. Mój mąż nie wiedział, że stanęłam do przetargu jako operator term. Dowiedział się o tym z gazet. Jak to z gazet? Złożyłam aplikację na przetarg i chciałam mu o tym powiedzieć, ale zwyczajnie nie zdążyłam, bo uprzedziły mnie media. Mało tego, od razu pojawiła się w nich informacja, że pierwszych gości przyjmiemy 25 grudnia. Czyli za 20 dni! Pomyślałam: skoro media już to zakomunikowały, to teraz muszę zrobić wszystko, by tak się stało, mimo że wstępne plany nie zakładały takiego tempa. Rzuciłam sobie wyzwanie: jak to, ja w 20 dni nie otworzę obiektu?! A dodam, że w tamtym momencie w obiekcie nie było ani jednego pracownika. Co na to mąż? Na pewno wtedy miał ciężej niż ja, bo spadła na niego większość obowiązków, dom, dzieci, zakupy, firma, no i cały ten hejt w mediach przed którym mnie chronił, a sam miał do niego dostęp. Dzisiaj myślę, że mocno mi kibicuje. Czasami jest tak, że partner partnera przed pewnymi pomysłami nie zatrzyma, więc nie ma sensu przeszkadzać. Budujesz tożsamości miejsc, których obłożenia tylko pozazdrościć, mimo iż nie jesteś z branży. Czy bycie niezłym finansistą to jest właśnie ten klucz, którym z powodzeniem otwierasz kolejne obiekty? Kluczem jest przemyślana strategia, ale przede wszystkim my wszyscy: i menadżerowie, i kadra, która pracuje tu po to, by pokazywać unikatowość tych miejsc. Dbamy o detale, a wszystko robimy tak, jakby wypoczywały w tych miejscach nasze najbliższe rodziny. Dlatego jest fajna atmosfera, nietuzinkowe wydarzenia, dobry serwis, otwartość i wyjątkowe podejście do gości. A to, że patrzę na wszystko przez pryzmat finansów, na pewno ułatwia mi kalkulacje, co się bardziej opłaca, a co trochę mniej. Sama powiedziałaś kiedyś, że cyfry to poukładany świat. Dokładnie. Często jak wracam z hoteli to zajeżdżam jeszcze do biura CDEF, by przy tych cyfrach odpocząć.


BIZNES

Poprosimy o krótką lekcję organizacji i zarządzania dla wszystkich tych, którym wydaje się, że mają za dużo na głowie. To kwestia umiejętnego zorganizowania sobie wszystkiego. Kiedy miałam hotele w Ostródzie i Termy to wydawało mi się, że już nie mam czasu na nic, ale kiedy pojawiły się kolejne obiekty w Zakopanem, to zdałam sobie sprawę, że wcześniej miałam naprawdę bardzo dużo czasu. Podstawa to dobrze rozdzielone zadania, wtedy ludzie wiedzą co mają robić i za co odpowiadają. Ważne jest aby chwalić ich, bo tylko człowiek dowartościowany ma motywację, by się rozwijać i angażować w pracę. Mam w swoich szeregach dobrych ludzi, którzy uwierzyli w naszą wizję. Jak się buduje taki zespół? Praca z ludźmi nie jest łatwa, ale za to najfajniejsza i dająca dużo satysfakcji. Zasuwam tak samo jak oni. Nie mam problemu z tym, by pójść pomóc na zmywaku kuchennym czy posprzątać pokój hotelowy. Moi pracownicy wiedzą, że nie jestem wielką panią prezes zamkniętą w hermetycznym gabinecie, ale taką samą jak oni – dziewczyną z sąsiedztwa. Zresztą ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nie przepadam za tytułem „prezes”. Dla bliższych pracowników jestem Elą, dla dalszych panią Elą. Drzwi do gabinetu mam zawsze otwarte, każdy może wejść i porozmawiać. Nie buduję wokół siebie muru niedostępności. Zawsze stanę po stronie swoich ludzi. Mamy zasadę, że nie zamiatamy problemów pod dywan, a jak pojawiają się kłopoty, to nie wyciągamy od razu konsekwencji, tylko szukamy rozwiązań. Dbam o to, by pracujący przy mnie menadżerowie uczyli się podobnego myślenia, dzięki temu szybciej będą niezależni. Bo ludzie nie potrzebują, aby stać im nad głową, wystarczy dać im swobodę działania i w nich uwierzyć. Sami przekonują się wtedy o tym, że nie warto bać się własnych pomysłów i konsekwencji podejmowanych decyzji. A moi współpracownicy zdecydowanie mają głowy pełne dobrych pomysłów. Lubię ich obserwować jak się zmieniają i rozwijają. Wiem wtedy, że to co tworzę ma sens. Z pokładu auta umiesz zarządzać ludźmi z czterech obiektów naraz? Samochód to twoje mobilne biuro? Tak, auto to moja mobilna sekretarka. Jakie przebiegi robisz? Auto mam półtora roku i około 200 tys. na liczniku. Jeżdżę dużo, ale nauczyłam się ten czas wykorzystywać maksymalnie.

Czego słuchasz w podróży? Nie słucham radia. W ciszy lubię swoje myśli i zawsze obserwuję przyrodę, którą mijam. Czy trochę nie mierzysz się sama ze sobą? Może zrobiłaś z tego życia zawodowego własną dyscyplinę do uprawiania: otwieranie kolejnych obiektów turystycznych. Jestem po prostu odważna, a tworzenie czegoś, co wydaje się niemożliwe daje mi poczucie ogromnej satysfakcji. Nie robię też niczego nadzwyczajnego – ja po prostu pracuję, a w pracy zawsze daję z siebie 100 procent. Jedźmy wreszcie do tego Zakopanego. Do Paryskiego. Paryski w Zakopanem? – dziwią się. Ale dzięki tej nazwie 30 proc. gości mamy z zagranicy. Nie ma „góralszczyzny” w środku. Jest za to legenda zasłużonego dla Tatr małżeństwa Zofii i Witolda Paryskich z Zakopanego. Ona była pierwszą kobietą, która została ratowniczką TOPR, pisała książki i działała społecznie. Jej mąż był wybitnym taternikiem. Hotel położony jest przy ul. Paryskich, którą nazwano dla ich upamiętnienia. My pielęgnujemy ich legendę, dbamy o ich grób, więc zdobywamy zaufanie górali. A górale, jak to górale – albo cię zaakceptują, albo nie. W antykwariatach w Krakowie wyszukałam książki Paryskich, które zawiozłam do hotelu. Są stare i poniszczone, ale to jest kawałek tamtejszej historii. A propos historii, to mam jeszcze taką ciekawostkę. Otóż jakieś 10 lat temu w Paryżu na pchlim targu kupiłam starą książkę z nutami na pianino. Nie jesteśmy muzykami, ale było u nas w domu wiekowe pianino, więc te pięknie oprawione nuty były jego idealną dekoracją. W Hotelu Paryski mamy z kolei starty fortepian ściągnięty ze szkoły francuskiej. Wyjeżdżając z domu na otwarcie hotelu uznałam, że zabiorę te nuty, gdyż będą pasowały do holu z fortepianem. Nigdy wcześniej tej książki właściwie nie przeglądałam, aż do dnia wyjazdu. Wtedy oniemiałam, bo w środku znalazłam taką oto dedykację: „ukochanej Elżbiecie, za mile spędzone dni w Zakopanem, czerwiec 1930 rok”. Śmieję się, że wszyscy zawsze do czegoś dorabiają legendę, a tu ona już jest. Mąż zrobił później w moim imieniu wpis na facebooku: „A ja nazywam się Elżbieta Lendo, do Zakopanego przyjechałam w 2018 i pochodzę z Warmii”.  Rozmawiali: Rafał Radzymiński i Michał Bartoszewicz Obraz: Łukasz Wajszczyk

039


DOBRE MIEJSCA

NURT ZMYSŁÓW NIE PROWADZĄ TU DROGOWSKAZY I NIE REKLAMUJĄ PORTALE TURYSTYCZNE. A MIMO TO NIEŁATWO O WOLNY POKÓJ W MŁYNIE PATRYKI. TO JEDNO Z NIETUZINKOWYCH MIEJSC, DO KTÓRYCH NIE DOTARLIBYŚMY BEZ NAPĘDU NA CZTERY KOŁA. fenomenalnie w tej przestrzeni. Zabraliśmy się do pracy – uporządkowania dzikiego otoczenia młyna. Przyjęliśmy go z całym dobrodziejstwem: gniazdami jaskółek, rodziną tchórzy, która mieszkała pod młyńskim kołem i duchem, którego nazwaliśmy Kacperek. Właściciele, którzy traktują swoich gości jak rodzinę, chętnie dzielą się historią miejsca, wieloletniego remontu i… ducha, o którym słyszeli od ludzi we wsi. I właśnie podczas jednej z takich opowieści deska w salonie z trzaskiem odczepiła się od sufitu. Ale to był jedyny znak od Kacperka. Młyn przyciąga nie tyle miłośników historii z dreszczykiem co tych, którzy potrzebują resetu. W niezwykłym otoczeniu dzikiej przyrody, przy subtelnym szumie rzeki i śpiewie ptaków. W pięciu dizajnerskich pokojach młyna (autorem rewelacyjnego projektu budynku jest architekt Piotr Majewski) nie ma telewizorów, za to masa książek. Słabo odbiera internet, ale na tarasie nad rzeką czy w malowniczych zaułkach, można odciąć się od świata i kontemplować chwilę. A zapach, który dochodzi z kuchni, dopełnia ucztę dla zmysłów. Andrzej, pasjonat gotowania, raczy gości potrawami o których długo nie mogą zapomnieć. Dlatego piszą, dzwonią, wracają. Bez względu na porę roku, pobyt tu działa kojąco. A w komentarzach internetowych najczęściej powtarza się słowo „magia”. I obowiązkowe fotki przy młyńskim kole – prawdopodobnie największym w tej części Europy. Wciąż czeka na moment, kiedy ponownie ruszy. Tak jak wiele elementów młyna, zachowało się w niezłym stanie, ale wymaga konserwacji. Czas dla wszystkich jest tu łaskawy. Płynie jakby w inny tempie niż u reszty świata. 

040

Kapliczka, stara szkoła, a potem skręt w pole. Każdy mieszkaniec wsi Patryki zna drogę do starego młyna. Choć Bożena i Andrzej Szymanowscy są jego właścicielami od 20 lat, dopiero od dwóch sezonów przyjmują gości. Nie planowali prowadzenia tu działalności turystycznej, ale młyn sam zaczął przyciągać ludzi. Bo wystarczy jedno zdjęcie czy kilka słów rekomendacji, aby poczuć, że po prostu trzeba tu być. – W 1998 roku znaleźliśmy ogłoszenie o sprzedaży młyna w gazecie – wspomina pochodząca z Warszawy Bożena. – Mąż sam pojechał go obejrzeć i zadzwonił do mnie „na gorąco”. Po kilku jego zdaniach wiedziałam, że to będzie nasze miejsce na ziemi. Opuszczony przez lata młyn o XIX-wiecznym rodowodzie, stojący częściowo w rzece Kośnie, okazał się nie lada wyzwaniem. Właścicieli nie zraziło jednak stado mieszkających tu nietoperzy ani brak mediów i wygód, ani długi remont ze zmianą przeznaczenia zabytku, a zatem masa biurokracji i piętrzących się problemów. – Zanim podpisaliśmy umowę kupna, postanowiliśmy spędzić tu wakacje – tłumaczy Andrzej. – Rozłożyliśmy na podłodze materace, włączyliśmy sprzęt grający. Jazz zabrzmiał

Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz

Niezwykłych miejsc Warmii i Mazur szukamy z pokładu Skody. Tym razem towarzyszył nam model Karoq 2,0 TDI, na szczęście z napędem 4x4 (test auta na www.madeinwm.pl).


OD 1 KWIETNIA PROMOCYJNE CENY DLA SZKÓŁ

PN-PT

12


KUCHNIA

WIELKI ŚWIAT W JEDNEJ MISIE

Z DALEKIEGO WSCHODU PRZEZ NOWY JORK DO OLSZTYNA – DŁUGĄ DROGĘ MUSIAŁ POKONAĆ KONCEPT, KTÓRY SERWUJE KAMERALNA RESTAURACJA MISA.

042

Kultowy Ramen to jedno z najczęściej spotykanych dań typu fast food na japońskich ulicach, a w świecie kojarzony jest z nowym trendem w gastronomii – lekkim wegetariańskim daniem. – Dziś w każdym dużym mieście na świecie można zjeść miskę dobrego Ramenu – przyznaje Izabela Gajdamowicz, właścicielka olsztyńskiej restauracji Misa. – Kiedyś w Polsce myśleliśmy, że fast food to jedynie niezdrowe jedzenie. W Tokio można przekonać się, że jest inaczej. I chcemy przenieść to do Olsztyna. Przez ostatnie 17 lat Iza mieszkała w Nowym Jorku, gdzie marzyła jej się mała knajpa w  klimacie asian fusion na Brooklynie. Ale ze względów rodzinnych wróciła do Olsztyna. – Chciałam tu wychować dzieci, dlatego przeniosłam to marzenie. I jestem z tego bardzo zadowolona, bo udało się stworzyć dokładnie to co widziałam w Stanach – małe restauracje wokół których tworzy się wyjątkowa dla tego miejsca społeczność – opowiada. Koncept niewielkiej klimatycznej knajpki życzliwie komentują w sieci: „bezpretensjonalnie, swojsko, z wyobraźnią i z piękną muzyką w tle”, „powiew świeżości w mieście”, „moja wrodzona żarłoczność sprawia, że mogę tam jeść bez końca, bo jedzenie jest po prostu pyszne!”. Jest pyszne, bo… – Zanim doprowadziliśmy np. wspomniany Ramen do poziomu jaki dziś proponujemy, przed otwarciem restauracji robiliśmy w kuchni wiele prób, bo przepis to jedno, ale efekt trzeba doprowadzić do momentu idealnej powtarzalności, kiedy za każdym razem danie udaje się dokładnie tak samo – zdradza właścicielka. Podobnie dzieje się w przypadku każdego nowego dania z menu Misy. Ostatnio zasiliły je m.in. Zupa Armii Koreańskiej z szynką Spam, kiełbaskami, grzybami, kluskami ryżowymi, kimchi, korańską papryką, wędzonym cheddarem i makaronem pszennym. W gorące dni serwują Chłodnik Misa z awokado, ogórkiem, kolendrą, limonką, chilli, rzodkiewką, mlekiem kokosowym i marynowanym jajkiem. Tak naprawdę każde danie z karty to przygoda i kulinarna podróż. Choćby słynne bułeczki bao. Ich historia ma prawie

dwa tysiące lat. Pszenne, spulchniane przez drożdże i przygotowywane na parze są niezwykle popularną potrawą nie tylko w rodzimych Chinach, ale na całym Dalekim Wschodzie. Występują w nieskończonej liczbie połączeń smakowych. Kilka z nich do spróbowania w Misie, np. z boczniakiem, kurczakiem czy boczkiem. Klienci sprawiają wrażenie jakby znali się już całkiem nieźle z obsługą i kucharzami. Gwarno tu nawet w środku tygodnia. A najbardziej lokal cieszy tych, którzy chcą zjeść o późnej godzinie, kiedy niemal wszystko jest zamknięte (Misa czynna pn-czw 12–23, pt-sb 12–24, ndz 12–22). – Mamy tak szeroki przekrój gości, że sami jesteśmy w szoku. W południe przychodzą osoby w podeszłym wieku, a w życiu nie pomyślałabym, że takie osoby będą wpadać na kuchnię asian fusion. Miksują się z uczniami z pobliskich szkół. Popołudniami i wieczorami mamy artystów, ludzi wolnych zawodów. Taki nowojorski miks społeczności – porównuje Iza. – Ale atmosfera to jedno, bo najważniejsze jest dobre jedzenie. Większość składników sprowadzamy z Japonii, Korei, Chin, Wietnamu i współpracujemy z lokalnymi producentami od których kupujemy świeże składniki dań. Całą resztę można zobaczyć u nas na żywo.  Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: Jarek Poliwko

Misa Olsztyn, ul. Lelewela 7 tel. 503 465 400 www.fb.com/misaolsztyn


DOBRE MIEJSCE

CZAPY Z GŁÓW KUCHNIA Z RÓŻNYCH STRON ŚWIATA I MUZYKA REGGAE – TE DWIE PASJE GRAJĄ W SERCU WŁAŚCICIELA IŁAWSKIEJ RESTAURACJI. DLA PRZYJACIÓŁ – CZAPY.

044

Dredy i nieustający uśmiech – to jego znaki rozpoznawcze. A skąd się wziął „Czapa”? – To jeszcze z czasów licealnych. Byłem kolekcjonerem full capów, miałem inną czapkę prawie na każdy dzień. Kumpel mnie tak nazwał, zapisał w telefonie, inni podejrzeli i tak już zostało – śmieje się Damian Majewski. Opowiadając o swojej przygodzie z gastronomią, zaczyna od czasów dzieciństwa: podróżowania, poznawania z rodzicami nowych smaków w restauracjach, wdrapywania się na hokery przy barach i obserwowania oczami kilkulatka tego, co dzieje się w niedostępnych dla ogółu kuchniach restauracji. W czasach studenckich spędzonych w Sopocie Damian zdobywał doświadczenia barmańskie i w pracy na kuchni. Pomagał siostrze otwierać sopocki pub, nieistniejącą już Czarną Wołgę. A potem wrócił do rodzinnej Iławy i zapadła decyzja o otwarciu restauracji. To była inna bajka niż bar czy pub. I budziła niepewność: czy goście zaakceptują nowe miejsce, czy będą chcieli do niego wrócić? Ale wracali zadowoleni. – Goście chwalą jedzenie, chwalą i muzykę, którą też poznają dzięki temu miejscu. Czują się tu dobrze – zapewnia Damian Majewski. Charakter tego miejsca dookreśla rozbrzmiewające tu nieustannie rytmy rodem

z Jamajki. 
”Czapa” raz w miesiącu zaprasza też młodych artystów tworząc w restauracji alternatywną scenę muzyczną. A w niedzielne południa dzieci ze szkoły muzycznej grają tu na skrzypcach i na pianinie, otwierając się na kontakt z publicznością. – Powoli zarażam je też reggae – śmieje się. W razie potrzeb lokal dysponuje też multimedialną salą konferencyjną. Drzwi Restauracji U Czapy otworzył w czerwcu 2016 roku. Ale zanim to nastąpiło, wspólnie gotowali i opracowywali menu z szefem kuchnia Tomaszem Lorkowskim. Ten czas wspominają miło sąsiedzi Damiana z bloku, którzy testowali wszystko to, czego oni dwaj nie byli w stanie zmieścić. – Mieliśmy opinie i oceny jedzenia na bieżąco, a ja dodatkowo – skoro sąsiedzi byli dobrze nakarmieni – mogłem długo i głośno słuchać muzyki – śmieje się „Czapa”. Wnętrze restauracji zaprojektował architekt Kamil Domachowski. Dominuje tu klasyczna biel, zieleń roślin i drewno, a z okien rozciąga się widok na Mały Jeziorak. Słońce rozświetla restaurację przez cały dzień, wpadając przez przeszkloną ścianę. – Nasza kuchnia miała być dostępna dla szerokiego grona odbiorców. Nie poszliśmy w stronę menu dla wegetarian,


DOBRE MIEJSCE

kuchni włoskiej, japońskiej czy meksykańskiej, ale z wielu z nich czerpaliśmy inspiracje, korzystaliśmy ze smaków, które sami z Tomaszem poznaliśmy, lubiliśmy — tłumaczy właściciel – Ale szef kuchni zawsze znajdzie pomysł na danie, by przyjąć miłośników jedzenia wegetariańskiego i wegańskiego. Wśród popisowych dań wymienia tatar ze strusia (którym zastąpili klasyczny z wołowiny), rumsztyk wołowy z cebulką, sadzonym jajkiem i sosem grzybowym oraz zupę rybną z szafranem. Albo fenomenalne danie z krewetek, które powstaje w oparciu o trzy składniki i doskonałą technikę kucharzy. To są te pozycje z menu, które budzą największe uznanie i po które odwiedzający często sięgają. Wśród deserów dominuje klasyka, jak szarlotka własnego wypieku na ciepło, podawana z lodami, ale i nieoczywiste w smaku serniki – zwłaszcza bazyliowy. Gdy potrzebny jest tort na urodziny, upieką go. Nie sposób nie zauważyć w restauracji świetnie zaprojektowanych półek z alkoholami. Goście chętnie sięgają po piwa z lokalnych browarów. Damian chwali się, że można też napić się u niego dobrej whisky. A w międzyczasie podejrzeć pracę kucharzy dzięki kuchni otwartej na salę. To, co się w niej

dzieje, najbardziej lubią obserwować dzieci, ale i klienci siedzący przy barze. – Mówią, że jest jak w filmie, że tam jest drugie życie – stwierdza właściciel. – Kucharze czasem bawią się z ogniem, flambirując warzywa czy podpalając brandy na patelni ze stekiem. Jest widowiskowo. Restauracja została niedawno nagrodzona Laurem Konsumenta i nazwana Odkryciem Roku 2017. To spore wyróżnienie, jednak dla właściciela największe laury to opinie dobrze najedzonych gości. Co „Czapa” zapowiada na lato 2018? Orzeźwiający sernik bazyliowy, nowe deserowe eksperymenty i kolejne wrażenia muzyczne. A przez okrągły rok panoramę Małego Jezioraka – z tarasu i z okien restauracji.  Tekst: Ewa Siuda-Szymanowska, obraz: Łukasz Wajszczyk Restauracja U Czapy Iława, ul. Jana III Sobieskiego 2a / 4a tel. 724 999 903 facebook.com/uczapy instagram.com/smaczki_czapki www.uczapy.pl

045


DOBRE MIEJSCE

KAMIENICZKA Z KLIMATEM W HISTORYCZNEJ CZĘŚCI NIDZICKIEGO RYNKU POWSTAŁO MIEJSCE, KTÓRE PRZYPOMINA O PRZEDWOJENNYM KLIMACIE TUTEJSZYCH KAWIARENEK I TOWARZYSKICH SPOTKAŃ. CZYM JESZCZE KUSI DZISIAJ „KAMIENICZKA”?

046

Eduardo, młody grafik z Brazylii, który projektował szyld „Kamieniczki”, nie dowierzał, kiedy słuchał o historii miasta: „gdy w Nidzicy stał już zamek, nie było jeszcze nawet mojego kraju!”. Szyld nawiązuje do zdobiących w rynku przedwojennej Nidzicy witryn kamienic, z estetyką i ładem, które dzisiaj można jedynie powspominać ze starych zdjęć. One zresztą też wniosły swój wkład do stworzenia klimatu „Kamieniczki” – przypominają na każdej ze ścian o urokliwym miasteczku będącym bramą na Mazury. – Nazwy dla naszego obiektu szukaliśmy wertując te przedwojenne zdjęcia i historię naszego miasta. Tożsamością nidzickiego rynku zawsze były kamienice, więc wybraliśmy jej językowe zdrobnienie, by podkreślić kameralny klimat tego miejsca – przytacza Ewa Bublijewska, właścicielka „Kamieniczki”. Wykuty przez lokalnego kowala artystycznego szyld zdradza przy okazji charakter miejsca: kawiarnia – noclegi – restauracja. Widok z każdego z trzynastu pokoi rozdziela się w połowie właśnie na rynek i z drugiej strony na urokliwą panoramę wzniesionego na wzgórzu zamku krzyżackiego oraz odtworzonej z poszanowaniem historii XIX-wiecznej winiarni. Nidzica wzbogaciła tym samym dość ubogą dotąd ofertę hotelarską, ale przede wszystkim dostarcza mieszkańcom miejsca do spotkań towarzyskich przy przysłowiowej kawie. A  jednym z  pierwszych gości był tu piosenkarz Janusz Laskowski, który zatrzymał się w „Kamieniczce” wraz z zespołem przy okazji koncertu w Nidzicy. Klimat wnętrza, prócz wspomnianych reprodukcji zdjęć przedwojennej Nidzicy, tworzy elegancki wystrój ze stołami z kutego żelaza, retro lampami i pikowanymi fotelami. Całość w jednej tonacji. Architektka wnętrz, która czuwała nad wystrojem, zachwycona miejscem szybko bowiem ustaliła: tylko eleganckie odcienie szarości. Bardziej kolorowo wygląda za to wszystko co tu się serwuje. Podstawą wysoko aspirującej kawiarni jest…? Oczywiście, że kawa. W „Kamieniczce” podaje się sygnowaną pożądanym certyfikatem Dziedzictwa Kulinarnego Warmia Mazury Powiśle prosto spod morąskiej Palarni Kawy Lani Coffee. Urzeka koneserów, którzy przywiązują się do serwujących ją kawiarni. A do kawy w „Kamieniczce” – wypiekane na miejscu i wpisujące się w kanon fit ciasta i ciastka. Kolejne dziedzictwo kulinarne trafia tu prosto do wafelków – lody naturalne Kroczek. Ich walorów reklamować nie trzeba, bo już każdy miłośnik zna te zaskakujące smaki od kilku sezonów. Ich asortyment zaczyna się od kultowej śmietanki z lat 50. poprzez bijący rekordy popularności słony karmel aż po zaskakujące… pietruszkowe.

Restauracja sprofilowała się na pierogi i naleśniki. Ma być tradycyjnie, ale lekko. Większość receptur wprowadziła pracująca tu kucharka, która pielęgnuje kunszt już jako trzecie pokolenie. Coś na słodko? Naleśniki z mascarpone, karmelem z cukru trzcinowego i pomarańczowym likierem. A nie na słodko? Pierogi z kaczką gotowaną w warzywach, przyprawione papryką i podawane z żurawiną. – Dania bazują wyłącznie na naturalnych przyprawach i ziołach, bo w mojej kuchni nie ma nic sproszkowanego – dodaje pani Ula, szefowa kuchni. – Wydaje mi się, że nawet jestem trochę upierdliwa przy robieniu zakupów, bo skrupulatnie czytam etykiety i kiedy tylko widzę składnik oznaczony słynnym „E”, nie ma u mnie szans na wykorzystanie go. Salę kawiarni oraz drugą podobną w podziemiu chętni już wykorzystują na imprezy okolicznościowe. Terminy komunijne na przyszły rok zarezerwowano z marszu. Czyżby skusiło jedno trafne hasło ze strony „Kamieniczki”?: „Pasja i zamiłowanie do wszystkiego co piękne, zamknięte w jednym uroczym miejscu w samym sercu Nidzicy”.  Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Paweł Koziński

Kamieniczka Nidzica, pl. Wolności 4 www.kamieniczka.com fb /kamieniczka


KUCHNIA

048

WŁOSKA CZĘŚĆ MAZUR


KUCHNIA

WEDŁUG UŻYTKOWNIKÓW SERWISU TRIPADVISOR, BELLA ITALIA TO NR 1 WŚRÓD RESTAURACJI W MIKOŁAJKACH. ZAJMUJE TEŻ DRUGIE MIEJSCE POŚRÓD WSZYSTKICH RESTAURACJI NA WARMII I MAZURACH. NAJLEPSZĄ RECENZJĄ JEST JEDNAK OPINIA WŁOCHA, KTÓRY PO WEJŚCIU DO RESTAURACJI Z RADOŚCIĄ WOŁA DO PRZYJACIÓŁ: „SIAMO A CASA!”, ZNACZY – JESTEŚMY W DOMU. Taglioline al nero di seppia con gamberetti, czyli czarny makaron barwiony atramentem z mątwy, podany z krewetkami, cukinią, papryczką pepperoncini i parmezanem – to kultowe danie, na które pasjonaci włoskiej kuchni przyjeżdżają do Bella Italia Ristorante & Pizzeria czasem i z drugiego końca Polski. My mieliśmy bliżej – restauracja mieści się w Mikołajkach. Czarny makaron z krewetkami zabiera w kulinarną podróż na włoskie wybrzeże. Oddaje też styl kuchni Bella Italia. – Kuchnia włoska to przede wszystkim prostota. Nawet ekskluzywne dania, jak kosztujący tysiąc złotych homar, podawany jest z kilkoma składnikami – zaznacza Karol Szczepaniak, właściciel Bella Italia Ristorante & Pizzeria. – Pięć lat temu otworzyłem restaurację z taką kuchnią, jaką sam uwielbiam: lekką, ale treściwą, zdrową i bazującą na produktach, które dojrzały w południowym słońcu. Dlatego to co się da, sprowadzają z Italii: makarony, sosy pomidorowe, oliwę, szynkę parmeńską i cotto, sery, a przede wszystkim mąkę. A dokładniej trzy rodzaje, które po zmieszaniu stanowią bazę ciasta do pizzy. Jego receptura? Wiadomo, ściśle tajna. – Jeden rodzaj mąki daje elastyczność ciasta, drugi, leżakujący pięć lat – kruchość, a co wnosi trzeci, to tajemnica – nie do końca wyjaśnia właściciel. – To w tej prostocie tkwi siła włoskiej kuchni. Niewiele składników, za to świeżych i wysokiej jakości plus sprawdzone, tradycyjne przepisy. I dodaje: – Nieskromnie mówiąc, dzisiaj możemy powiedzieć, że odnieśliśmy sukces: w letnie weekendy ciężko o wolny stolik, wychodząc najedzeni klienci bardzo często nas chwalą, robią to też na portalach kulinarnych i podróżniczych, a w karcie mamy dania, które wśród nich stały się kultowe. Do tego mnóstwo zleceń na usługi cateringowe. Marzenie każdego właściciela restauracji. Jak zauważa Karol, Polacy kojarzą włoską kuchnię przede wszystkim z pizzą i makaronami. – Dlatego chcemy odkrywać przed gośćmi inne strony Włoch: owoce morza podawane w formie carpaccio czy grillowane, świeże ryby, w tym niesamowity tatar z tuńczyka czy pikana zupa rybna z owocami morza, dania mięsne, królik w śmietanie czy policzki wołowe marynowane w grappie z włoskimi kopytkami, a do tego lekkie sałatki, takie jak Bella z liści młodego szpinaku z owocem sezonowym, serem Pecorino Romano i prażonym słonecznikiem – wylicza. Menu restauracji zmienia się co pół roku. Do każdego dania dedykowane jest włoskie wino, piwo lub inny tradycyjny trunek. Dobiera je sommelier. – By dopełnić włoskich doznań mamy też wino frizzante z beczki – dodaje właściciel Bella Italia. – Przygotowując kolejne menu regularnie szkolimy się u najlepszych włoskich kucharzy, więc goście mogą mieć pewność, że mimo braku rodowitego Włocha w kuchni, kulinarnie im nie ustępujemy. Potwierdzają to szczególnie klienci z dużych miast, gdzie są najsłynniejsze włoskie restauracje. Mówią, że dotrzymujemy kroku, a niektóre dania robimy znacznie lepiej.

Gdyby włoska kuchnia i wino rozleniwiły, można odpocząć w jednym z szesnastu pokoi oferowanych przez właściciela restauracji. Budynki w których się mieszczą, nazywają się: Villa Bella Italia oraz Villa Bella Marina. O dobrej relacji jakości do ceny świadczą oceny na serwisie booking.com: odpowiednio 8,9 i 9,3. – Do tworzenia apartamentów mamy podobne podejście jak do kuchni: ma być prosto, jednocześnie na najwyższym poziomie i w rozsądnej cenie. Jak się okazuje, można to połączyć – podkreśla Karol. – Z racji tego, że restauracja nie leży na głównych deptakach Mikołajek, część nowych klientów dociera do nas, ponieważ każda osoba wynajmująca nasze pokoje ma 10 proc. rabatu w restauracji. Ale później działa to w drugą stronę: gdy w kolejnym sezonie nie uda im się wynająć naszego pokoju, spotykamy się w restauracji. Tak było w przypadku grupy gości ze Skandynawii. – Od kilku lat mamy tu dużo turystów z Izraela, Skandynawii, Wielkiej Brytanii, ostatnio nawet z Singapuru. Są zachwyceni naszym regionem: ilością jezior, zieleni, atrakcji, które urozmaicają czas – opowiada. – Brytyjskie Biuro Spraw Zagranicznych przygotowało dla swoich obywateli raport i mapę najbezpieczniejszych miejsc na wakacje w Europie. W grupie najlepiej ocenionych kierunków jest Polska. Przez to ogromne obłożenie dużo szybciej zapełnia się system rezerwacyjny. Walory przyrodnicze mieliśmy tu od zawsze, ale teraz powstaje tu mnóstwo klimatycznych miejsc, które sprawiają, że Mazury stają się coraz piękniejsze i bardziej atrakcyjne dla turystów.  Tekst: Michał Bartoszewicz Obraz: Dari Ya / www.shutterstock.com

049

BELLA ITALIA RISTORANTE & PIZZERIA Mikołajki, Plac Handlowy 11 tel.: +48 887 44 54 64, +48 602 559 587 Bella Italia Villa & Apartamenty ul. Jana Pawła II 2J tel.: +48 537 510 793 www.bellamikolajki.pl


MODA

KOFEINOWY SZYK

(dawniej Dąbrowszczaków) w Olsztynie. Szykowne damskie ubrania wizytowe i codzienne, torby, zegarki, parasole – na niewielkiej powierzchni cały przekrój najmodniejszych dizajnerskich dodatków i ubrań. Wiele z nich tworzonych jest w krótkich seriach. Torby szyte z przemysłowych plandek, koszulki folkowo-patriotyczne, eleganckie kreacje z wysokojakościowej bawełny czy połączenie zegarków i biżuterii kultowej firmy S.T.A.M.P.S. Mechanizm w formie pocztowego znaczka plus pasek lub bransoletka do własnej aranżacji. – Mamy fasony ubrań czy dodatków na które robimy zapisy w specjalnym zeszycie – przyznaje właścicielka. – Albo panie zaznaczają w katalogach wymarzone kreacje, a my staramy się znaleźć je u producenta, choć czasem graniczy to z cudem. Polscy projektanci – artystyczne, niespokojne dusze, najczęściej sprzedają ubrania na europejskich targach będąc w nieustającej podróży. Stan ich magazynu nie zawsze można przewidzieć. Ale za to są elastyczni – szyją często na zamówienia i pod konkretną sylwetkę. Te kontakty często zamieniają się w wieloletnie przyjaźnie. To niezwykłe, inspirujące osobowości, które sprawiają, że nie grozi nam rutyna mimo wieloletniej pracy w tej branży.

TO SKLEP ODZIEŻOWY CZY KAWIARNIA? – KLIENCI NĘCENI AROMATEM KAWY ZAGLĄDAJĄ DO ŚRODKA. MODA Z NAJWYŻSZEJ PÓŁKI BRONI SIĘ SAMA. ALE DLACZEGO NIE ODSTRESOWAĆ SIĘ PRZY OKAZJI ZAKUPÓW FILIŻANKĄ POBUDZAJĄCEGO NAPARU?

050

Modę lubili od zawsze. Ale nie tę z sieciowych sklepów i  wszechobecnych reklam. Wieloletnie doświadczenie w branży dystrybucji odzieży plus artystyczny zmysł zawsze wyróżniało ich w tłumie. Dziś Beata i Dariusz Potasznik sięgają po ubrania głównie polskich, niszowych projektantów. Bo dlaczego sprzedawać to co jest w każdym innym sklepie? – Jakość i niesztampowy fason – to główne kryteria którymi się kierujemy dobierając asortyment – tłumaczy Beata Potasznik, właścicielka sklepów Moda przy Kawie. – I nie musimy go szukać daleko w świecie. Polscy projektanci to prawdziwe perły w świecie mody. Sześć lat temu otworzyli sklep Moda przy Kawie w centrum Lidzbarka Warmińskiego. I choć wielu znajomych uważało, że z takim asortymentem będzie trudno im podbić lokalny rynek, szybko zmienili zdanie. Klientki przyjeżdżały z większych miast, a turystki nie mogły nadziwić się jakości, fasonom i cenom. Wiele z nich łączy pobyt w Hotelu Krasicki z shoppingiem. Bo wiedzą, że tu zawsze znajdzie się coś, w czym trudno będzie spotkać inną osobę na ulicy. – Specyfika małych miast powoduje, że nie lubimy wyróżniać się w tłumie – tłumaczy Beata. – Ale wystarczy rzucić jakiś pomysł, pokazać się w czymś oryginalnym, aby szybko zainspirować do nowych trendów. Tak było w przypadku choćby skarpetek polskiej firmy Many Mornings. To skarpetki „z przekazem”. Jedna różni się od drugiej, mają niepowtarzalne wzory, intensywne kolory. I poprawiają humor. Ostatnio firma wypuściła np. wzór nawiązujący do wpadki politycznej z „San Escobar”. Niby szczegół w naszej stylizacji, a pokazuje, że mamy dystans do rzeczywistości. Klientek z Olsztyna przybywało w klimatycznym lidzbarskim sklepie, więc w maju otworzyli drugi butik – przy ul. Kruka

Trudno o rutynę w sklepach, które przyciągają nie tylko ze względu na oryginalny asortyment. W obu butikach Moda przy Kawie znajduje się kącik relaksacyjny: stolik z ekspresem do kawy i słodkościami, wygodne fotele i prasa. A na ścianach nastrojowe obrazy Darka, który od 16 lat zajmuje się dystrybucją odzieży, ale w wolnej chwili chwyta za pędzel. Właściciele wiedzą, że kontakt z klientem nie polega tylko na dobieraniu rozmiaru, co jest specyfiką sklepów sieciowych. Tutaj nikt nie jest anonimowy. Klienci wpadają czasem tylko po to, aby zatrzymać się w biegu, porozmawiać, pooglądać najnowsze katalogi i wypić filiżankę pobudzającego naparu. – Sami jesteśmy miłośnikami slow life, życia w otoczeniu pięknych oryginalnych przedmiotów, celebracji małych elementów codzienności – przyznaje właścicielka. – W dzisiejszym tempie życia ważne jest aby znaleźć czas na chwilę dla siebie, nawet bez konieczności załatwienia czegoś przy okazji. Chcemy inspirować innych, aby stawiali na jakość. Nie tylko ubrań i dodatków, ale też relacji międzyludzkich.  Tekst: Beata Waś, obraz: Agnieszka Blonka

Moda przy Kawie Lidzbark Warmiński, ul. Powstańców Warszawy 16 Olsztyn, ul. Kruka 7 (dawna Dąbrowszczaków) fb/modaprzykawie


Piękno z innowacji


URODA

WILK W SERCU MIASTA – TY MYJESZ MI WŁOSY, A JA W TYM CZASIE OBSERWUJĘ CHMURY? – NIEDOWIERZAM. – ALBO PATRZYSZ W GWIAZDY – ODPOWIADA DAWID I JA JUŻ ROZUMIEM, ŻE W JEGO PRZYPADKU NAZWISKO MA ZNACZENIE. DAWID WILK TO FRYZJER, KTÓREGO PRZEWODNICZKĄ PO ŻYCIU I ZAWODZIE JEST NATURA.

052

Natury nie oszukasz – tak można zacząć opowieść o Dawidzie Wilku, 26-letnim fryzjerze, który przeniósł swój salon z Iławy do Olsztyna. Moda, fryzjerstwo, dizajn to były jego światy od zawsze. Gdy kumple w podstawówce na meczu ryczeli: gol!, on wśród nich wertował modowe pismo. Dlatego po gimnazjum opuścił rodzinne miasto, aby w Olsztynie skończyć szkołę fryzjerską. Ale własny salon otworzył jednak w Iławie. Klientek nie brakowało, zapisywały się na pół roku w przód. Lecz do Olsztyna ciągnęło go jak wilka do lasu. I jest. Wreszcie na swoim miejscu. 
 – Spełniasz wszystkie życzenia klientek? 
 – Niestety nie – śmieje się. – Ale zwykle umiem tak przekonać, aby mój pomysł stał się życzeniem klientki. – Natury nie oszukasz. Dlatego cięcie i kolor muszą za naturą podążać: współgrać z urodą klientki i jej temperamentem. Lubi cięcia proste, klasyczne, okraszone niebanalnym kolorem. Kiedy mówi o koloryzacji, słyszę w nim impresjonistę. Aby dobrać odcień do osoby miesza trzy, cztery, czasem i pięć barw, uzyskując odcienie wciąż naturalne, a jednak z domieszką ekstrawagancji. Róż, czerwień czy platyna bywa nutą, refleksem, delikatnym akcentem, który robi efekt. – A mi co byś zaproponował? – pytam. – Cieplejsze tony brązów. Delikatne sombre od nasady, aby się mieniły w świetle, zaś końce bardziej czekoladowe – szybko poradził.
 Malarska wyobraźnia Dawida na każdym kroku daje o sobie znać. Wraz z nim witają jego tatuaże, które w miarę upływu czasu rozlewają się po ciele jak barwna rzeka. Pozornie niepowiązane ze sobą obrazy to mapa jego życia. Najważniejsze momenty, bliskie osoby. W kolażu miłości, pamięci i pasji jest też miejsce na fryzjerskie nożyce i suszarkę. Wyrazem jego plastycznej wrażliwości jest też pracownia – jeszcze surowa

ale piękna. – Na całej jednej ścianie będzie rósł mech – opowiada Dawid. – A tu stanie monstera, znasz? Znowu natura. Bo Wilk kocha zieleń i psy. Portret swojego ukochanego pupila wytatuował na dłoni. Pokazuje mi, gdzie zawisną fotografie jego jesiennej kolekcji fryzur, a gdzie portret geometrycznego wilka. Lada moment rusza z projektem Metamorfozy do którego zaprosi matki i córki, aby zafundować im przemianę. Również w zgodzie z naturą. 
– Zależy mi, aby to była metamorfoza totalna, ale zarazem prawdziwa. Fryzjer, kosmetyczka, trener personalny, dietetyczka, dentysta – a wszystko pro publico bono. 
Jak on łączy tę wrażliwość z twardością wojownika, nie wiem. Niby marzyciel, a twardo stąpa po ziemi, planuje przyszłość, wie dokąd zmierza. 
– Dziś Olsztyn, a za jakiś czas na pewno otworzę salony w Warszawie i Trójmieście – zdradza. 
Podgląda mistrzów fryzjerstwa z całego świata, jeździ na kursy i warsztaty. Niespokojny, twórczy duch ciągle jest w ruchu. A jednocześnie za drzwiami jego pracowni świat zwalnia. Tu nie ma taśmy produkcyjnej, tempa, rwetesu. Slow motion. Klientkom poświęca czas i uwagę. Chcesz mówić, chętnie posłucha, chcesz milczeć, pomilczy z tobą. A na mycie włosów zaprowadzi na piętro, gdzie przez luksfery możesz się gapić w niebo. Masaż głowy z gwiazdami w gratisie.
 Po dwóch godzinach w salonie Dawida Wilka czuję jego fenomen: ten gość, poza ekskluzywnym fryzjerstwem, daje klientom coś więcej – luksus nie-pośpiechu.  Tekst: Aga Kacprzyk / Słowo Daję Obraz: Arek Stankiewicz Wilk Studio Fryzur Olsztyn, ul. Marka Kotańskiego 4 lok.9 tel. 603578827 studiofryzur.Wilk@wp.pl


POŁĄCZENI W CZASIE I PRZESTRZENI 054

DO UROCZEJ OSADY W MICHAŁKACH POD PASYMIEM PRZYJEŻDŻAJĄ LUDZIE ZE WSZYSTKICH STRON POLSKI I Z ZAGRANICY. ALE NIE TYLKO PO TO, ŻEBY ODPOCZĄĆ W SIELSKIM KRAJOBRAZIE NAD BRZEGIEM KALWY. EWA DYBOWSKA, DYPLOMOWANY TERAPEUTA METODY USTAWIEŃ HELLINGERA, POMAGA IM ODNALEŹĆ RÓWNOWAGĘ I PRZEJŚĆ WEWNĘTRZNĄ METAMORFOZĘ.


ROZWÓJ OSOBISTY

MADE IN: Jakie zadajesz pytanie osobie, która przyjeżdża do ciebie po pomoc? Ewa Dybowska: Nad czym chce pracować. Ale nie wypytuję o szczegóły, sytuację życiową, dzieciństwo. Słowa zabierają energię. Im mniej się powie, tym więcej się pokaże. Ludzie przychodzą do mnie z lękami, chorobami, relacjami w rodzinie, partnerstwie, czasem brakiem umiejętności zarabiania pieniędzy. Życie się toczy, a my stoimy w miejscu, bo często utykamy emocjonalnie w przeszłości niosąc ze sobą smutek, frustrację, złość. I czekamy ciągle na lepsze czasy. Jak można poznać przyczynę tego skoro terapia ustawień nie przewiduje analiz, roztrząsania problemu? Rola terapeuty w przypadku ustawień Hellingera nie jest wiodąca jak przy innych metodach terapii. Tutaj terapeuta jest wycofany na drugi plan, a pole wszechwiedzące – jak nazwał je Bert Hellinger – pokazuje rozwiązanie. To nie jest terapia w fotelu, najchętniej pracuję w przestrzeni robiąc warsztaty. Przypomina to trochę psychodramę. Trudno to dokładnie nazwać i wyjaśnić, ale ta metoda w praktyce pokazuje jak bardzo jesteśmy wszyscy połączeni w czasie i przestrzeni. I jak bardzo wydarzenia z przeszłości, nawet kilka pokoleń wstecz, mogą mieć wpływ na to kim jesteśmy dzisiaj. Często niesiemy w sobie emocje mamy, babci lub innego przodka. Często też podczas pracy wracają wydarzenia wojenne, które odcisnęły piętno na naszych rodzicach i dziadkach. Na przykład? Trafiła do mnie niedawno dziewczyna z Warszawy. Pragnęła mieć dziecko, ale wcześniej poroniła i miała dwie ciąże pozamaciczne. Podczas pracy wydobyłyśmy historię jej dziadków pochodzenia żydowskiego, którzy w czasie wojny ukrywali się w kanałach. Podczas ucieczki jej babcia, która była w zaawansowanej ciąży, utknęła w zbyt wąskim przejściu i została zastrzelona, dziadek i pozostałe dzieci przeżyli. Po wojnie unikano w rodzinie rozmów o tragedii, ale ta trauma wróciła w następnym pokoleniu: utknięcie dziecka w innym kanale – jajowodzie. Zadanie dla mojej klientki: uszanować śmieć babci i dziecka, jednocześnie nie robiąc z tego rodzinnej tajemnicy. Dziewczyna po kilku miesiącach od terapii zaszła w ciążę, urodziła. Płakałyśmy obie ze wzruszenia. Ustawienia Hellingera w wielu środowiskach mają opinię metody kontrowersyjnej. Jest kontrowersyjna, ale z mojego doświadczenia wiem, że również bardzo skuteczna. Jej twórca, Bert Hellinger, spędził 25 lat w zakonie, w tym 16 lat na misji u Zulusów. Rozwinął metodę porządkowania splątanych i zerwanych więzów rodzinnych. W plemionach, które obserwował, nie wyklucza się nikogo, choćby był mordercą. Wierzą oni bowiem, że będzie to miało wpływ na całą społeczność, wróci w innej formie, czyimś nieszczęściu. Rodzina to źródło rozwiązań, a nie kłopotów. Kiedy wykluczamy kogoś z naszego kręgu czy otoczenia, burzy to pewien porządek. Wydarzenie, które miało miejsce w przeszłości wraca do nas, albo do kolejnych pokoleń już w innej formie. Dlatego tak ważna jest akceptacja tego co się wydarzyło, choćby to było największe „zło”. Potępienie to droga donikąd.

że żadna sytuacja nie jest dobra, ani zła. Rodzice, z którymi najczęściej mamy skomplikowane relacje nie są lepsi lub gorsi. Są zawsze właściwi, choćbyśmy uważali, że nie otrzymaliśmy od nich tego, co powinniśmy. Dali nam jednak życie – największy dar jaki mamy. Wzmacnianie takiej postawy i naprawa relacji nawet po ich śmierci – bo tu chodzi o naszą zmianę – sprawia, że sięgamy po siłę i moc. Nigdy nie jest za późno na szczęśliwe dzieciństwo. Otwieramy się na życie takie jakie jest, a nie tkwimy w oczekiwaniach czy potępieniu przeszłości. Jak trafiłaś na tę metodę? Życie bardzo długo na mnie czekało. Przez wiele lat nie umiałam się niczym cieszyć, poukładać go w żadnej sferze. Tkwiłam w rodzinnych traumach, związanych m.in. z brakiem ojca, obwiniałam go, że nie było go w moim dzieciństwie. Jeśli jeden z rodziców jest dla nas niedostępny, funkcjonujemy w życiu tak jakbyśmy poruszali się tylko na jednej nodze. Jesteśmy zmęczeni, bezsilni i bezradni. Kiedy oboje zawodzą – żyjemy jakby bez dwu kończyn. Rozwiązaniem jest praca nad relacjami, a w jej efekcie przyjęcie rodziców z miłością do serca. 18 lat temu weszłam na ścieżkę rozwoju osobistego przez psychoterapię, pracę z ciałem, emocjami oraz różnego rodzaju warsztaty i szkoły. Spotkanie z Ustawianiami Hellingera okazało się przełomowe w moim życiu. W gabinecie w Michałkach pracujesz też innymi metodami. Podchodzę do każdego klienta indywidualnie. Pracuję też poprzez hipnozę, tzw. dwupunkt, metodę odpinania oraz prowadzę sesje oddechowe. W moim gospodarstwie nad brzegiem jeziora Kalwa można zatrzymać się na kilka dni, dysponuję przytulną bazą noclegową. Oprócz pobytów nastawionych na terapię ludzie przyjeżdżają tu po prostu odpocząć. A ja z perspektywy czasu widzę, że wszystkie „złe” sytuacje w moim życiu były po to, aby powstało z nich coś dobrego. Dzisiaj czuję się kobietą sukcesu. Mieszkam w miejscu o jakim zawsze marzyłam i mam pracę, która jest moją pasją. To moje doświadczenia życiowe doprowadziły mnie do miejsca w którym jestem i dzięki nim, z odwagą mogę stanąć do pracy z każdym tematem.  Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz

Jak można zaakceptować zło? W metodzie Hellingera chodzi o wyeliminowanie wszelkich osądów wobec innych i siebie samych. O uświadomienie,

Osada pod Wierzbami – Ewa Dybowska Michałki 22, tel. 884 884 762 fb.com/metamorfozyduszy

055


Dni otwarte

Mieszkańcy Warmii i Mazur wyciągnęli pomysły ze swoich szuflad i wcielili je w życie dzięki dofinansowaniu z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Ich realizacje można było zobaczyć podczas Dni Otwartych Funduszy Europejskich. – Fundusze Europejskie zmieniają nie tylko region, mają także wpływ na życie ludzi, którzy w nim mieszkają, uczą się i pracują. Na co dzień często nie dostrzegamy niektórych zmian, jednak dzięki takim akcjom jak Dni Otwartych Funduszy Europejskich możemy je nie tylko zauważyć, ale i poznać – mówi marszałek województwa Gustaw Marek Brzezin.

Podczas ogólnopolskiej akcji promującej projekty dofinansowane z Funduszy Europejskich mieszkańcy regionu mogli uczestniczyć w wielu wydarzeniach i w ciekawy sposób spędzić drugi majowy weekend. Beneficjenci programu, chcąc pochwalić się zrealizowanymi inwestycjami, otworzyli drzwi do swoich firm, zakładów produkcyjnych i instytucji.

Atrakcje

DNI OTWARTE FUNDUSZY EUROPEJSKICH

(11-13.05.2018) odbyły się już po raz piąty.

Ciekawi, jak pracują i funkcjonują wielkie zakłady, mogli odwiedzić takie miejsca jak zajezdnia autobusowa, ekomarina, wieża ciśnień, oczyszczalnia ścieków czy stacja uzdatniania wody. Zainteresowani zdobywaniem wiedzy mogli zobaczyć nowoczesne laboratoria, sprawdzić jak działa aparat RTG i wziąć udział w warsztatach organizowanych przez centra nauki. W nowo wyremontowanej Miejskiej Bibliotece Publicznej w Działdowie najmłodsi mogli nauczyć się malować na szkle, poznać lepiej kraje należące do Unii i wygrać atrakcyjne nagrody w „Familiadzie Europejskiej”.

Projekty zawodowe

Dzięki dofinansowaniu, na lepsze warunki dla rozwoju zawodowego mogą liczyć nie tylko przedsiębiorcy czy naukowcy, ale także uczniowie szkół ponadgimnazjalnych. Podczas Dni Otwartych uczniowie Zespołu Szkół w Pasłęku pokazywali mieszkańcom, na czym polegają zajęcia w hotelu. Obiekt został zmodernizowany i wyposażony ze środków europejskich. Uczniowie Zespołu Szkół Zawodowych im. ks. Edmunda Domańskiego w Iłowie-Osadzie opowiadali o nowym kierunku Technik mechanik – operator obrabiarek skrawających, utworzonym na potrzeby prężnie rozwijającej się inteligentnej specjalizacji „Drewno i meblarstwo”.


REPORTAŻ

ZANIM PRZYJDZIE ZŁO SĄ PRZYGOTOWANI NA NAJGORSZE: KONFLIKT MILITARNY, KLĘSKĘ ŻYWIOŁOWĄ, EPIDEMIĘ. ZAPASY ŻYWNOŚCI I UMIEJĘTNOŚĆ ŻYCIA NA ŁONIE NATURY POMOGĄ IM PRZETRWAĆ DŁUŻEJ NIŻ PRZECIĘTNEMU MIESZCZUCHOWI. KIM SĄ PREPPERSI I CZEGO MOŻEMY SIĘ OD NICH UCZYĆ?

Zbiórka w garażu. Wśród zgromadzonych tu paramilitarnych i turystycznych sprzętów i gadżetów rzuca mi się w oczy podłużne pudło z napisem „Głodny nie przetrwasz”. Strzelba? Wędka? Zestaw do grilla? – próbuję zgadnąć. – Coś lepszego – uśmiecha się Piotr. Wyciąga z pudła dwie duże puszki z napisem „Samopodgrzewające się danie: gulasz wołowy z kaszą”. – Sprawdzone, pychota. Bierzcie na czarną godzinę – wręcza nam survivalove potrawy. Do domu Claudii i Piotra Czuryłło w podolsztyńskiej wsi Naglady regularnie przyjeżdżają dziennikarze z różnych stron świata. Występowali już w BBC, telewizji amerykańskiej, francuskiej, niemieckiej. Nie wspominając o dziesiątkach wywiadów w światowej prasie. W czerwcu przyjedzie tu na kilkudniowe szkolenie grupa astronautów z NASA, aby pod okiem psychologa zbadać swoje umiejętności przetrwania w ekstremalnych warunkach. Piotr – założyciel fundacji Polish Preppers Network i jeden z pierwszych preppersów w Europie, z entuzjazmem dzieli się swoją wiedzą i umiejętnościami. A najchętniej zaprasza do pobliskiego lasu. To tam

można najszybciej zweryfikować jak naprawdę jesteśmy przygotowani do życia. Nie tego wygodnickiego w mieście, gdzie z kranów leci ciepła woda, a pod domem czeka zatankowane auto. Ale do funkcjonowania poza strefą komfortu, w momencie zagrożenia. Pomyślcie, że w mediach pada wiadomość o wkroczeniu zielonych ludzików lub epidemii groźnej choroby. Jaki będzie wasz pierwszy ruch? – Badania pokazują, że 90 proc. ludzi poddaje się od razu i biernie czeka na rychły koniec – tłumaczy Piotr. – Rezygnacja to najczęstszy powód śmierci w sytuacjach kryzysowych. A strach? Nie jest niczym złym, wszyscy się czegoś boimy. Pozwala się zmobilizować, szukać rozwiązań. Ale nie chodzi nam o to, aby siać panikę i żyć w oczekiwaniu na nieszczęście, tylko być świadomym zagrożeń. Wyznajemy zasadę: bądź lepiej przygotowany, a poczujesz się bezpieczniej. Wykop studnię, zanim poczujesz pragnienie. Ale żeby zrozumieć lepiej o co chodzi w prepperingu (od ang. to prepare – przygotowywać się), idziemy do lasu. Spryskani „kleszczochronem” w płynie, własnej roboty. Po drodze

057


REPORTAŻ

058

pierwsza lekcja: Piotr zatrzymuje się przy świeżych śladach łap na piasku. – Wiecie jak odróżnić ślady wilka od śladów psa? – rysuje patykiem linie między odciskami pazurów. – Jeśli uda się je poprowadzić symetrycznie – znaczy pies – tłumaczy. – Edukacja przyrodnicza jest dzisiaj na zerowym poziomie. Ludzie nie odróżniają sarny od klępy, odeszli od korzystania z dobrodziejstwa ziół, boją się lasu. A przecież to on przez wieki dawał ludziom pożywienie i schronienie. Dlatego sam od lat zgłębia tajemnice przyrody. W literaturze, podróżach po świecie, podczas spotkań z ludźmi, których tak jak jego fascynuje tzw. ludowa mądrość różnych kultur. – Większość roślin w lesie ma niezwykłe właściwości – opowiada. – Wiosną upuszczamy sok z brzozy, skarbiec mikroelementów, który przechowujemy w baniakach. Robimy syrop z pędów sosny – lekarstwo na wiele chorób i zbieramy tatarak, który rośnie na bagnach. Albo taka leszczyna (chwyta gałązkę przy leśnej drodze). Orzechy można jeść nawet niedojrzałe. Albo je rozgnieść, obgotować i wycisnąć olej. Utarte z miodem są domowym sposobem na kaszel. Proste i sprężyste pędy były od zawsze najlepsze do robienia wędek. Można z nich wykonać stelaż do namiotu i z brezentowej płachty zrobić igloo – wymienia. Dochodzimy do wzniesienia z szałasem i miejscem na ognisko. Dookoła rozciąga się wąwóz w którym łączą się strumyki z czterech stron świata. Widok zapiera dech. – Umiesz rozpalić ognisko? – Piotr rzuca w moją stronę. Sięgam po notatnik żeby wyrwać parę kartek na rozpałkę. – Nie ma takiej potrzeby. Wystarczy kawałek brzozowej kory – podnosi z ziemi cienki pergamin. Nie tylko świetnie się pali, ale zawiera też betulinę o właściwościach bakteriobójczych. Wyciąga z plecaka „ucieczkowego” długi nóż i krzesiwo magnezowe – po kilku sekundach ognisko gotowe.

– Myślę, że z umiejętnościami i wiedzą, które posiadam byłbym w stanie przeżyć w lesie wszystkie cztery pory roku – rokuje. – Zakopałem też w kilku miejscach zapasy i sprzęt, który pomoże przeżyć mojej rodzinie. Kiedyś nasze babki robiły zapasy na zimę, teraz przetwory stają się luksusem, bo nikt nie ma na nie czasu. Przecież jest sklep w pobliżu. Tylko co będzie jeśli któregoś dnia zastaniemy drzwi zamknięte? Dom Czuryłłów to prawdziwa twierdza. Zapasy wystarczą aby nie wychodzić stąd przynajmniej przez trzy miesiące. Żywność liofilizowana, worki ze zbożami, baniaki z wodą, a w chłodziarkach zapasy mięsa zwierząt leśnych upolowanych przez Piotra. – Jeśli zabraknie prądu, rozdam je sąsiadom – uprzedza pytanie. – Wspieramy się na osiedlu, tworzymy zgraną społeczność, zaraziłem sąsiadów preppersowską filozofią. Marnotrastwo, nadprodukcja żywności i innych towarów to zmora naszych czasów. W naszym domu nie ma mowy o wyrzucaniu czegokolwiek. Jeśli kończy się okres przydatności do spożycia np. zbóż, karmimy nimi ptaki, zwierzęta. A jak dzieci nie chcą jeść owsianki, straszę je filmami o głodującej Afryce. Piotr kupił niedawno przyczepę chłodniczą. Wkopie ją w ziemię obok domu i na co dzień będzie służyła jako spiżarnia, a w razie czego – schron. W garażu pełnym specjalistycznego survivalowego sprzętu czekają cztery spakowane plecaki dla wszystkich członków rodziny. A w nich m.in. sprzęt do rozpalania ognia, nieprzemakalne ubrania, noże, baterie, koce termiczne, plandeka, skan dokumentów. W plecaku Claudii, żony Piotra, dodatkowo zestaw do… makijażu. – Ot, taka drobna, kobieca fanaberia – uśmiecha się Claudia. – Oprócz meczety musi być szminka. Nie jesteśmy dziwakami wyczekującymi apokalipsy, tylko normalną rodziną, która stara się żyć jak najbliżej natury i być jak najmniej zależna od świata


REPORTAŻ

zewnętrznego. Nasza 12-letnia Natasza świetnie posługuje się łukiem i kompasem, sama dałaby sobie radę w lesie. Synek też nauczył się strzelać z łuku zanim zaczął porządnie chodzić. Piotr na co dzień prowadzi w różnych częściach świata warsztaty „Przetrwanie” z symulacjami sytuacji awaryjnych. A w międzyczasie przygotowuje projekt „Arka” – rodzaj skansenu w Nagladach, w których całe rodziny będą mogły zasmakować survivalowego klimatu i zbliżyć do natury. Będzie tu m.in. pijalnia ziół, warsztaty kuchni roślinnej. – Pozostając sam na sam z przyrodą można lepiej poznać siebie, zdobyć wiedzę i umiejętności niezbędne by przetrwać. Ale przede wszystkim dostrzec jej potencjał. Bo w razie jakiegokolwiek kataklizmu i tak się do niej zwrócimy – zapewnia. Ruch preppersów zaczął rozwijać się w USA podczas zimnej wojny. W tej chwili jest w nim ponad 80 tys. osób na świecie. – Kiedy rozpoczą ł się konflik t na Ukrainie, stat yst yki na naszej stronie w internecie gwałtownie poszły w górę. Konflikt militarny to nasza największa obawa w dzisiejszym świecie – tłumaczy Piotr. – Co możemy zrobić? Nie mamy wpływu na sytuację geopolityczną, ale zacznijmy zmieniać świat od siebie, drobnych, codziennych wyborów. Kierując się szacunkiem dla środowiska i drugiego człowieka. A może uda nam się przetrwać jeszcze jakiś czas na jedynej planecie jaką mamy. www.preppersi.pl  Tekst: Beata Waś, obraz: Kuba Chmielewski

059


LUDZIE NON PROFIT

OŚRODEK WYSOKICH LOTÓW DWÓCH STRAŻNIKÓW MIEJSKICH Z BARCZEWA PRZYWOZI W PUDEŁKU OD BUTÓW POGRYZIONEGO PRZEZ KOTA WRÓBELKA. JEST GODZ. 10 RANO, A TO JUŻ CZWARTA INTERWENCJA Z RANNYM PTAKIEM. EWA NIE ZDĄŻYŁA JESZCZE ZJEŚĆ ŚNIADANIA. BIERZE TALERZ Z KANAPKĄ I IDZIEMY OPATRZYĆ NOWYCH PACJENTÓW.

060

W Ptasiej Klinice mieszczącej się w budynku stodoły – niezły harmider. Pisklęta drą się wniebogłosy, albo otwierają dzióbki gotowe do posiłku. Miseczka pełna świeżych larw rozwiązuje chwilowo problem. Ewa najpierw opatruje wróbelka, potem ogląda nóżkę małego gągoła, a następna w kolejce czeka już sroka. Wypuszczona z kontenerka dziobie co popadnie, a wokół niej sypią się kleszcze. Dostaje lek na pasożyty i wraca do klatki. – Kiedy zaczyna się sezon lęgowy, liczba chorych i rannych ptaków, które tu trafiają, gwałtownie wzrasta – tłumaczy Ewa Rumińska, weterynarz, założycielka Ośrodka Rehabilitacji Ptaków Dzikich i koordynator Fundacji Albatros, która działa od 2006 roku w Bukwałdzie. – Wypadają z gniazd, stają się ofiarami kotów czy miejskich niebezpieczeństw. Kruczycę Baśkę kochają wszyscy. I chociaż adopcje ptaków zdarzają się rzadko, o nią pyta co druga osoba, która odwiedza ośrodek. Kiedy ptak słyszy kroki zbliżających się ludzi, podchodzi do siatki i nadstawia główkę do głaskania. Ale potrafi też bardziej zaskoczyć. – Kiedyś poszłam przygotować jej posiłek – wspomina Ewa. – Wtem słyszę grobowy, niski głos jak z horroru: „Basiuuuu”. Przeszły mnie dreszcze, rozejrzałam się dookoła. Dopiero

kiedy kruk powtórzył słowo zrozumiałam, że ktoś nauczył ją wypowiadać własne imię. Jak ma dobry humor, popisuje się swoimi umiejętnościami przez odwiedzającymi naszą siedzibę. Powtarza pojedyncze słowa jak papuga. Basia, która dzieli wolierę z krukiem Arturem, to jeden z około 200 ptaków – dorosłych i piskląt, które ma pod opieką ośrodek. Jest tu woliera pełna sów, dwa gawrony bez ogonów nazywane przez pracowników „Głupi i Głupszy”, bielik, myszołowy, trzmielojad, krogulec, żuraw, stado gołębi, łabędzi i wiele innych. Ale najwięcej jest bocianów – nielotów, po wypadkach. – Walczymy tu o każdego ptaka, to praca przy której nie sposób popaść w rutynę – tłumaczy Ewa. – Najprzyjemniejszym momentem jest wypuszczanie ich na wolność po zakończonym leczeniu. W  P tasiej Akademii, w  k tórej pozostają ptaki skazane na opiekę człowieka, prowadzone są zajęcia edukacyjne. A na terenie powiatu olsztyńskiego, dzięki wsparciu, działa Ptasia Straż, grupa wolontariuszy, którzy angażują się w interwencje związane z pomocą rannym ptakom. Ośrodek posiada opiekę lekarzy specjalistów, współpracuje z centrami rehabilitacji i placówkami naukowymi w kraju i zagranicą. – Kiedy rejestrowałam ośrodek w 2004 roku, prawodawstwo na temat opieki nad dzikimi zwierzętami to był czeski film – przyznaje Ewa. – I nadal niewiele się zmieniło, ptaki gatunków chronionych według prawa nie są niczyją własnością, więc nikt nie jest odpowiedzialny finansowo za ich leczenie. A prowadzenie ośrodka wymaga płynnego finansowania i ogromnego nakładu pracy. Choćby sam pokarm – zużywamy około 1,5 tony pożywienia miesięcznie. Jeden bocian zjada dziennie pół kilo mięsa. Fundacja Albatros zrealizowała dziesiątki projektów związanych z ochroną przyrody, od lat realizuje projekt SYMBIOSIS wspierający również działalność innych ośrodków, obecnie dzięki środkom unijnym. – Pracuję 24 godziny na dobę – przyznaje Ewa. – Ludzie przyjeżdżają do nas o każdej porze, a ja przecież ich nie odprawię z kwitkiem, choć właśnie np. odrabiam ze swoimi dziećmi lekcje. Prowadzenie ośrodka, który stworzyłam przy własnym domu, to pewna misja. Choć brakuje tu rąk do pracy, a problemy biurokratyczne potrafią zmęczyć, wystarczy, że rano usłyszę zza okna znajome „kle, kle, kle” i od razu dostaję motywacji, aby wyjść z domu i działać.  Tekst: Beata Waś, obraz: Tomasz Grabowski

Mecenas projektu:

Partnerem cyklu „Ludzie non profit”, prezentującego osoby zaangażowane w działalność społeczną, jest firma Hirpol. Firma prowadzi szkolenia z obsługi maszyn, wpływa na zmianę kwalifikacji osób, a tym samym rozwój rynku pracy Warmii i Mazur. Realizuje kursy przygotowujące do państwowych egzaminów Urzędu Dozoru Technicznego z obsługi wózków widłowych, żurawi, dźwigów, suwnic, podestów, wciągarek i podnośników oraz szkolenia BHP. HIRPOL Olsztyn – Centrala Olsztyn, ul. Kajki 3/1 Oddział Gdańsk Gdańsk, Al. Grunwaldzka 411

e-mail: kontakt@hirpol.pl www.hirpol.pl


Kartell Shop in Shop Salon Oświetlenia - BC Lamp Atelier Olsztyn Ul. Aleja Warszawska 105/3H


NIERUCHOMOŚCI

ZA MIASTEM ZAMIAST BLOKU PORANNA KAWA Z WIDOKIEM NA ZIELEŃ, WIECZORNY RELAKS PRZY KOMINKU LUB W PODGRZEWANEJ BANI. ZAMIENILIBYŚCIE SWOJĄ KAWALERKĘ W MIEŚCIE NA TAKIE DOZNANIA? JEST TO REALNE.

062

Zaczęło się od powiększenia rodziny. Adriana i Arek potrzebowali teraz przestrzeni i dla siebie, i dla dzieci. Niewielkie mieszkanie w centrum Olsztyna sprzedali na pniu i na kawałku zakupionej ziemi w Barczewku rozpoczęli budowę. Wieloletnie doświadczenie Arka w branży budowlanej pozwoliło sprawnie wybudować wymarzony dom. Projekt połączył nowoczesny, wyszukany dizajn i nowatorskie technologie. A potem pojawiła się idea, aby stworzyć ofertę, która pozwoli innym rodzinom cieszyć się własną przestrzenią. W niezależnym budynku wśród zieleni i z dala od miejskiego gwaru. – Inspiracją do stworzenia projektu i pierwszego pokazowego domku było szkieletowe budownictwo kanadyjskie i skandynawskie – tłumaczy Arkadiusz Pasymowski, własciciel firmy AP Inwest. – Szkielet z suszonego drewna iglastego wysokiej jakości, duże przeszklenie, dizajnerskie surowe wnętrze. Początkowo myśleliśmy o domkach letniskowych, ale technologia sprawdziła się również zimą. Pokazowy, parterowy domek o powierzchni 35 mkw. można oglądać na terenie ich posiadłości w Barczewku. Zatopiony wśród sosen luksusowy, kameralny budynek wyzwala marzenia o własnej przestrzeni. Ogromna podgrzewana bania ogrodowa sprawdza się u miłośników relaksu hartującego ciało. A drewniany taras to idealna przestrzeń na grilla czy poranną kawę. – Wypróbowaliśmy domek podczas rodzinnych imprez – przyznaje Adriana Pasymowska, współrealizatorka projektu. – Nasi goście byli zachwyceni porannym widokiem z ogromnego okna i nastrojem tworzonym przez nowoczesny biokominek. Dobrze rozplanowana przestrzeń ma wielkość mieszkania w bloku. Z tym że zza ścian dobiega tylko śpiew ptaków, a z okna widać las. Posadzkami, wyposażeniem łazienki i salonu z aneksem kuchennym zajęło się Studio Nero z Olsztyna i firma Vox, znane z wyszukanej oferty dla wnętrz. A ogromne trzyszybowe okno z efektem antyrefleksyjnym powstało w firmie JDG. Projekt wsparła również firma Storex i Franspol dostarczając wysokiej jakości materiały budowlane. Na życzenie klienta

AP Inwest instaluje klimatyzację lub dobudowuje saunę. Całość za cenę porównywalną do kawalerki w mieście. – O zaletach domów szkieletowych świadczy fakt, że w krajach skandynawskich znanych z surowego klimatu niemal wszystkie domy są wykonane w tej technologii – tłumaczy Arek. – Przestrzeń między słupami stanowi materiał izolacyjny, który znakomicie wygłusza i izoluje termicznie budynek. Na jego ogrzanie potrzeba znaczne mniej energii. Dom dodatkowo wyizolowany jest wełną mineralną, dlatego spełnia warunki budynku całorocznego. I co ważne, na jego budowę nie jest potrzebne pozwolenie, zaś domy szkieletowe można sprawnie stawiać o każdej porze roku. Dla tych, którzy marzą o większej wersji własnego domku, jest opcja z antresolą o powierzchni około 50 mkw. Budynki przeznaczone są nie tylko do postawienia na działce rekreacyjnej, budowlanej, ale też do ośrodków wypoczynkowych. Jak ten, który Pasymowscy stworzą na kawałku ziemi pod Barczewkiem, w malowniczych okolicach jeziora Wadąg. Powstanie tu kameralne osiedle dla turystów z domkami szkieletowymi i bazą sprzętu sportowo-rekreacyjnego. – Adresatami naszych domków są miłośnicy kontaktu z przyrodą z dala od ulicznych korków i centrów handlowych – podkreśla Adriana. – Wiele młodych osób kupuje swoje pierwsze niewielkie powierzchnie w blokach, mimo że w tej cenie można mieć już mały domek. Po wielu latach mieszkania w mieście widzimy różnicę. Codziennie od nowa zachwycamy się otoczeniem, zapachem powietrza i możliwością relaksu po pracy. Wyjazdy do miasta ograniczyliśmy do minimum. A droga do niego nie zajmuje nam więcej czasu niż wcześniejszy przejazd z pracy do domu w godzinach szczytu.  Tekst: Beata Waś, obraz: Arek Stankiewicz, arch. AP INWEST AP INWEST Sp. z o.o. Barczewko 251 tel. 502 845 058 www.apinwest.com


BIZNES

KOSZARY FUNKA, CZYLI KREATYWNY WIR KILKA LAT TEMU ZARYZYKOWALI I WŁOŻYLI SWOJE ZASOBY W ODRESTAUROWANIE HISTORYCZNEGO BUDYNKU NA OLSZTYŃSKIM ZATORZU. OPŁACIŁO SIĘ. STWORZONE Z POMYSŁEM KOSZARY FUNKA TO DZIŚ PRZESTRZEŃ, W KTÓREJ TWORZY SIĘ BIZNES. A BIZNES TO LUDZIE.

064

Kiedy spotykam się z Agnieszką i Tadeuszem Morysińskimi w ich odrestaurowanym budynku, który wedle pozyskanych informacji miał pełnić funkcję biurowca, nie mogę powstrzymać się od pytania: „Czy państwo są artystami? ”. A to z powodu niezwykle wysmakowanego dizajnu wnętrz podkręconego przez oryginalne dzieła sztuki. Agnieszka jest psychologiem społecznym, w budynku prowadzi swoją firmę zajmującą się badaniem opinii publicznej. Tadeusz zaś historykiem i archeologiem, specjalistą w dziedzinie restauracji budynków. Dzięki tej parze XIX-wieczny budynek zamiast straszyć zyskał drugie życie. Dziś to 700 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, w niczym nieprzypominającej licznie powstających przeszklonych, klimatyzowanych wieżowców klasy A. Ten ma po prostu klasę. W miejscu, gdzie zabytkowe okna w drewnianej ramie można otworzyć na przestrzał, nie potrzeba klimatyzacji. A o klimacie, w tym drugim


BIZNES

sensie, mogą wypowiedzieć się ludzie, którzy zdecydowali, że Koszary Funka będą ich miejscem pracy. Sylwia Dębowska-Lenart, współwłaścicielka agencji kreatywnej Lenart Interactive, jest w Koszarach od początku. – To miejsce jest nowoczesne, ładne, pozytywnie nastraja. Jest dokładnie tak, jak wyobrażałam sobie mój mały biznes – zachwala. Jej firma od czerwca liczy dziewięć osób. Podobną ilość pracowników zatrudniają inni najemcy. To tworzy rodzinną atmosferę. – Loftowy dizajn sprzyja też współpracy, bo inni pracujący tam, to nie tylko najemcy, ale grupa ludzi, z którymi współpracujemy – dodaje. Podobnego zdania jest Monika Tarnowska właścicielka Lupa Marketing. – Dla mnie miejsca mają energię, jak ludzie. Czuję ją, choć może to brzmi jak wyznanie bohaterki niskobudżetowego filmu. W swojej agencji właśnie na tej podstawie buduję relacje biznesowe. Jeśli między ludźmi jest dobra aura, mam to świdrujące uczucie i już wiem, że powstanie kolejny dobry projekt – obrazuje. W Koszarach Funka firma Moniki jest zaledwie od dwóch miesięcy, ale wybór tego miejsca nie był przypadkowy. – Znam je od dłuższego czasu. Prowadziłam tam szkolenie i już wtedy wiedziałam, że muszę tu wrócić. Następnie przystąpiłam do Olsztyńskiej Grupy Biznesu i znowu trafiłam do „moich” Koszar, bo okazało się, że co środę spotykamy się właśnie tutaj. Na pytanie, co tak naprawdę przyciągnęło ją do „jej Koszar”, uśmiecha się: – Tutaj wystarczą dwa zdania, uśmiech pod nosem, wymiana jednej historii okraszonej dużą dozą ironii i już zostajesz… No i oczywiście wnętrze. Surowe, naturalne, nieprzegadane. I rzeźby, pasujące do ludzi – niebanalnych, unikatowych, z pasją – opowiada.

To właśnie ludzie sprawili, że nową siedzibą firmy PrintUp.pl są Koszary Funka. PrintUp.pl to marka Drukarni Interak, europejskiego lidera w branży web2print – drukarni online. Jak to działa? Klient zamawia wydruki w internecie, a drukarnia dostarcza mu gotowy produkt pod same drzwi. PrintUp.pl to jedyna na polskim rynku drukarnia online świadcząca usługi wyłącznie partnerom profesjonalnym z branży poligraficzno-reklamowej. Łukasz Kalczuk, manager olsztyńskiego oddziału firmy mówi wprost: – Ktoś nam polecił to miejsce. Dwoje z najemców to nasi klienci. Słyszeliśmy pochlebne opinie, była wolna przestrzeń do wynajęcia, przyszliśmy i nastąpiła tak zwana miłość od pierwszego wejrzenia – przytacza. Print Up to jedna z tych firm, która stawia na relacje z klientami i partnerami. Wspólna kuchnia, która jest miejscem spotkań ludzi z różnych branż, nienadęta atmosfera, to przyciągnęło ich do Koszar. – Zdecydowaliśmy się, bo tu jest klimat – dodaje krótko. Od lipca dziewięcioosobowy team zacznie pracę w miejscu, które ewidentnie wytwarza kreatywny ferment. Nie tylko branża kreatywna ma się dobrze w Koszarach. Swoją siedzibę ma tu też Olsztyńskie Centrum Nieruchomości. Pod tą poważnie brzmiącą nazwą kryje się 13 nietuzinkowych ludzi. Pewnego dnia jednocześnie odeszli z jednej z dużych firm, by razem stworzyć własną: mniejszą i działającą na nieco innych zasadach. Agnieszka Kobs z OCN przyznaje: – Atmosfera Koszar jest naprawdę urocza. Chcieliśmy robić biznes zupełnie inaczej niż korporacje i tutaj to się udaje. – A co z lokalizacją, nieco na uboczu? – podpuszczam. – To prawda, większość firm z branży nieruchomości mieści się w centrum miast. Ale dobrą firmę klienci zawsze znajdą. Niektórzy ludzie nadal boją się Zatorza, a to zupełna bzdura – wyjaśnia. Rewitalizacja Koszar Funka daje całej dzielnicy impuls do zmian. Niektórzy twierdzą, że Zatorze staje się kolejną modną dzielnicą, odpowiednikiem warszawskiej Pragi. Na razie pewne jest to, że w Olsztynie dzięki takim pasjonatom jak Morysińscy, nareszcie widzimy zabytki odrestaurowane tak, jak na to zasługują. Mówi się, że budynki mają duszę. Patrząc na ten przy ulicy Kasprowicza, można w to uwierzyć, bo dobrze potraktowane XIX-wieczne mury oddają pozytywną energię ludziom, którzy w nich pracują.  Tekst: Sylwia Gutowska, obraz: Michał Bartoszewicz, arch. Koszary Funka

Koszary Funka Olsztyn, Jana Kasprowicza 4 Tel. 89 722 12 40 www.koszaryfunka.pl

065


WNĘTRZE

Studio Nero Olsztyn, ul. Lubelska 39 tel. 534 075 100 e-mail: kontakt@studionero.pl fb.com/studioneroolsztyn/ www.studionero.pl

STUDIO CELEBRACJI DESIGN’U ŚCIANA OBROŚNIĘTA BLUSZCZEM WYGLĄDA JAK ŻYWA. KLIENCI Z NIEDOWIERZANIEM DOTYKAJĄ CHŁODNEJ, GŁADKIEJ POWIERZCHNI. CZY TO NA PEWNO PŁYTKA? – W STUDIO NERO TO NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANE PYTANIE.

066

Mistrzowie wielu dziedzin: kuchni, mody, sztuki, dizajnu. Nietrudno zarazić się od nich miłością do pięknej architektury czy wnętrz, docenić wyczucie w kreowaniu otoczenia, zafascynować wiekowymi tradycjami rodzinnych manufaktur. Płytki ceramiczne i elementy wyposażenia to jedna z tych dziedzin, w których Włosi wyznaczają światowe trendy. Dlatego Studio Nero, które ponad rok temu założyła w Olsztynie trójka przyjaciół z branży, postawiło na współpracę głównie z producentami z Półwyspu Apenińskiego. Namiastkę jego klimatu stworzyli w salonie na uboczu ul. Lubelskiej. Zapach słynnej już wśród klientów świeżej kawy z profesjonalnego ekspresu, domowa atmosfera, no i nietuzinkowy asortyment pobudzają wyobraźnię od przekroczenia progu. – Stworzyliśmy ofertę, która jest niszą na lokalnym rynku płytek ceramicznych – tłumaczy Sylwia Kucko, współwłaścicielka

Studia Nero. – Zakładając własną firmę wyselekcjonowaliśmy najbardziej prestiżowych producentów oferujących tylko oryginalne, najwyższej jakości płytki. Większość z nich współpracuje z nami na wyłączność. Dzięki temu nie powielamy oferty konkurencji i mamy dobre ceny. Każdego klienta traktujemy indywidualnie, doradzamy i pomagamy w arcyważnych wyborach, dokonywanych przecież na lata. Chcemy żeby klienci czuli się u nas komfortowo, więc stworzyliśmy kameralne i przytulne warunki, w absolutnej kontrze do marketów budowlanych czy salonów wielkopowierzchniowych. Właściciele przyznają, że spotkania z producentami podczas licznych podróży do fabryk marek Ascot, Refin, 41zero42, ABK, Flaviker w okolicach włoskiej Modeny – swoistego zagłębia ceramicznego – to masa inspiracji i radości. – Rozmowy biznesowe często zamieniają się w biesiadę z degustacją lokalnych


WNĘTRZE

Aranzacje producentow: Ceramica Imola Apavisa WOW Ceramica

Mazury Golf & Country Club Naterki Projekt: ARC Studio Architektury mgr inż. architekt Adam Dąbrowski

przysmaków – przyznaje Katarzyna Rutkowska, współwłaścicielka. – Kiedyś nie rozróżniałam glazury od terakoty, dzisiaj mogę o tej branży i o „le piastrelle” (płytki – red.) rozmawiać godzinami. Włosi zarazili nas pasją, nauczyli doceniać tradycję, delektować się drobiazgami. I pokazali, że warto szukać własnej drogi i wyróżniać się na rynku, zamiast powielać schematy. Nero po włosku znaczy „czarny”. Kojarzy się z elegancją, szykiem ciemnego marmuru zwanego Nero Marquinia. Ale marmur w bogatej kolorystyce, który imitują płytki to tylko część asortymentu sprowadzanego na Warmię. Na klientów czekają setki wzorów płytek ceramicznych oraz grube katalogi, a w nich dosłownie każdy wymarzony kolor i motyw od kilkudziesięciu producentów. Gresowe płyty wielkoformatowe (w wymiarach 100 x 300 cm i 160 x 320 cm) i drobna mozaika. Płyty na tarasy, do ogrodów i każdego wnętrza. Motywy florystyczne, szkocka krata, imitacja drewna lub kamienia, surowego betonu czy metalu oraz pop’artowskie wzory dla fanów Andy’ego Warhola. Albo popularne dekory 3D załamujące przestrzeń i dodające jej dynamiki. – Niestraszne nam żadne zamówienie, Włosi czy Hiszpanie (m.in. firma WOW, Apavisa, Coverlam, Keraben), z którymi współpracujemy przyzwyczajeni są do bardzo wymagających klientów – zapewnia Mirosław Kościński, trzeci z właścicieli. – Ściana w łazience z ulubionym zdjęciem albo grafika na szklanej kabinie prysznica czy wannie – coraz częściej Polacy chcą mieć wnętrza podkreślające indywidualizm i nie do podrobienia. Wielu przedstawicieli włoskich firm namawiało trójkę przyjaciół pracujących niegdyś w jednej firmie, aby poszli własną drogą. W ciągu kilku miesięcy stworzyli salon z ofertą, do której docierają z odległych stron Polski nie tylko klienci indywidualni, ale też architekci, projektanci wnętrz i biura projektowe, inwestorzy i wykonawcy. Hasło firmy Caesar Ceramiche, o której mówią „ojciec chrzestny naszego biznesu” to „La cultura della materia” (kultura materii). Zaprosili ją nie tylko do prywatnych domów na Warmii i Mazurach, ale też hoteli, restauracji i firm. Ich produkty można podziwiać we wnętrzach, m.in. w restauracji Porto w Giżycku, Hotelu Albizja w Lemanach k. Szczytna, Mazury Golf & Country Club Naterki, biurowcach firmy Kaczkan w Klonowym Dworze, a poza regionem, np. w Dworku Karwacz koło Przasnysza. Tworzą w nich nastrój do celebracji życia, wypoczynku, jedzenia w południowym wyszukanym stylu i jakości. – Co roku bywamy na targach branżowych w Bolonii, spotykamy tam pasjonatów takich jak my – tłumaczy Sylwia. – I często rozmowy schodzą na ten sam temat: wnętrza mają ogromny wpływ na nastrój, emocje. Nawet drobny element potrafi nadać mu charakteru i „pazura”, rozweselić czy podkreślić klasę. Dlatego ofertę płytek uzupełnili o dizajnerską ceramikę sanitarną, a także lampy i stoliki. – Nie możemy oprzeć się niektórym elementom wyposażenia, chcemy pokazywać nowinki ze świata, kreować trendy i być krok przed konkurencją. Pokazujemy przy tym, że można połączyć najwyższej klasy dizajn z funkcjonalnością, jakością i dobrą ceną – dodaje Mirek. – Na bazie naszej oferty klienci są w stanie urządzić ze smakiem zarówno kawalerkę w bloku, jak i wymarzony dom, willę, hotel, restaurację i inne mniejsze czy większe obiekty użyteczności publicznej. Powierzchnia wnętrza to żadne ograniczenie, jedyne – to wyobraźnia.  Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz, archiwum NERO

067


NIERUCHOMOŚCI

OLIWKOWA WIZYTÓWKA

ONI ZREALIZUJĄ INWESTYCJĘ, A TY NA TYM ZARABIASZ. INNOWACYJNA OLSZTYŃSKA FIRMA GP FORTIS ZAJMUJĄCA SIĘ GENERALNYM WYKONAWSTWEM ZACHĘCA DO ZOSTANIA… DEWELOPEREM. ICH POKAZOWY PROJEKT WŁAŚNIE TRAFIA NA SPRZEDAŻ. Najpierw tablica informacyjna. Jak na budowie. Wykonawca: GP FORTIS. Obiekty: rezydencje/siedliska, budownictwo wielorodzinne, hale przemysłowe, biurowce, obiekty użyteczności publicznej. Data zakończenia robót: ustalona i nieprzekraczalna. Technologia: optymalna. Jakość: bez kompromisów. Inwestor: zadowolony. 068

Firmę GP FORTIS stworzyło w 2015 roku dwóch inżynierów budownictwa posiadających uprawnienia budowlane: Karol Giedryś i Paweł Podhorodecki. Przez 10 wcześniejszych lat organizowali i nadzorowali inwestycje budowlane u wiodącego dewelopera w regionie. Realizowali duże inwestycje jak hotele i cenione dzisiaj na rynku olsztyńskim osiedla mieszkaniowe. – Naszą firmę sprofilowaliśmy pod kątem generalnego wykonawstwa z klarowną ideą: realizowania budownictwa wysokiej jakości – podkreśla Paweł Podhorodecki. – Jako generalny wykonawca zdejmujemy z inwestora ciężar rozmów z ekipami podwykonawców oraz gwarantujemy kontrolę i koordynację prac przez cały okres inwestycji. Jest to dla niego wygodna forma, bo ma tylko jeden podmiot, który odpowiada za całość prac.

Siedziba ich firmy została włączona do innowacyjnych podmiotów skupionych w Olsztyńskim Parku NaukowoTechnologicznym. Ich usługa też bowiem wyłamuje się z panującego na rynku schematu: obaj widzą przyszłość w budownictwie energooszczędnym i wysokojakościowym, w którym niezbędna jest wysoka kultura pracy oraz świadome posługiwanie się systemowymi rozwiązaniami materiałowymi. Uważamy że przy prowadzeniu inwestycji budowlanych, nie ważne czy będzie to budynek przemysłowy czy mieszkalny powinniśmy wybierać innowacyjne, bezpieczne i energooszczędne rozwiązania, które sprawią że nasz budynek nie przeterminuje się w ciągu kilkunastu najbliższych lat.– mówi Karl Giedryś. O jakości i energooszczędnej technologii mogliby opowiadać wiele. Ale po co. Postanowili zbudować pokazow y dom: piękny, estet yczny, dobrze zlokalizowany, skrojony pod oczekiwania nowocześnie funkcjonującej rodziny. To budynek z dwoma apartamentami przy ul. Oliwkowej na olsztyńskich Dajtkach. Niby na skraju miasta, a ze świetnie skomunikowanym centrum i bliskością jeziora Ukiel i otaczającej go zieleni. To pierwszy własny koncept stworzony według ich filozofii: z dobrej klasy materiałów, z rzetelnie udokumentowanym pro-


cesem budowy i pięknie zagospodarowaną działką na koniec. Do nabycia już we wrześniu (wizualizacja na zdjęciu), ale kontaktować można się już teraz. Wcześniejsze inwestycje różniły się tym, że realizowali je dla konkretnych inwestorów. Ale zawsze ze wspólnym mianownikiem: wysoką kulturą pracy i pedantycznym wręcz nadzorem budowlanym. Wykorzystując swój potencjał oraz doświadczenie w branży poszerzyli działalność GP FORTIS o usługę inwestycji deweloperskiej. Ich firma zachęca: „Zostań deweloperem”. Proponują zainwestowanie kapitału w  przedsięwzięcie deweloperskie, w  k tór ym weźmie się udział w  formie inwestora pasywnego. Minimalną stopę zwrotu skalkulowali na 25 proc. w rocznej skali (dla porównania wynajem mieszkania daje około sześć proc. w skali roku). Do celowej spółki pasywny inwestor wnosi kapitał finansowy, lub grunt na którym zostanie zrealizowana inwestycja. – Wszystko oczywiście opiera się o biznesplan uwzględniający kosztorys, harmonogram zabezpieczony karami umownymi oraz realizację i określenie podziału zysków. Taki inwestor nie musi znać się na budownictwie i angażować się w proces budowy, bo całą fachową stronę bierzemy na siebie – podkreśla Paweł Podhorodecki. Odnosząc się do olsztyńskiego rynku nieruchomości, mieszkańcy Olsztyna często wymieniają osiedla na których chętnie by zamieszkali gdyby mogli, mimo kilkunastoletniego okresu eksploatacji. Wynika to z wielu czynników począwszy od koncepcji inwestycyjnej i projektu architektonicznego po realizację zadania. Były to bardzo udane projekty inwestycyjne w które niejednokrotnie byliśmy zaangażowani. – dodaje

Nazwa firmy, poza inicjałami właścicieli, kryje też łacińskie znaczenie słowa silny. Jak podkreślają właściciele, si ł ą G P FO RTIS je s t sp rawn oś ć i  sz yb koś ć dzia ła nia . – Funkcjonujemy w podobnym stylu jak znane marki, które realizują wielkie inwestycje. Tak samo mamy profesjonalnych i sprawdzonych podwykonawców z poszczególnych branż, my zaś jesteśmy głową, która koordynuje proces, wszystkiego pilnuje i za wszystko odpowiada – obrazuje Karol Giedryś.  Tekst: Rafał Radzymiński Obraz: Kuba Chmielewski, archiwum GP FORTIS GP FORTIS Karol Giedryś, Paweł Podhorodecki S.C. Olsztyn, ul. Trylińskiego 16/120 www.gpfortis.pl

069


PRAWO I BIZNES

JAK RZĄDZIĆ RODZINNĄ FIRMĄ CZY PRIORYTETEM JEST FIRMA, CZY RODZINA? NAJLEPSZE ROZWIĄZANIA LEŻĄ POŚRODKU, A „STRAŻNIKIEM”, KTÓRY ZAPOBIEGA WAHANIOM W JEDNĄ BĄDŹ DRUGĄ STRONĘ JEST ŁAD RODZINNY.

070

„Aby firmy rodzinne przetrwały trzy pokolenia, jest to szalenie trudne zadanie i radzą sobie z tym tylko nieliczne z nich. Mianowicie relacje łączące poszczególne generacje krewnych potrafią być zniechęcające, a im większa staje się rodzina, tym bardziej skomplikowane okazują się problemy, rośnie też prawdopodobieństwo kumulowania potencjalnych nacisków na kierownictwo, struktury przedsiębiorstw, co może prowadzić do jego rozpadu. Pojawianie się kolejnych pokoleń powoduje, że świat staje się bardziej złożony, ukazuje coraz to inne oblicza i jest bardziej wymagający” – twierdzi Victoria B. Mars stojąca na czele słynnej rodzinnej marki produkującej słodycze już od 107 lat. Podstawową różnicą w funkcjonowaniu przedsiębiorstw rodzinnych w stosunku do pozostałych firm, jest nakładanie się na siebie dwóch systemów zarządzania, tj. systemu zarządzania rodziną i systemu zarządzania firmą. Dbałość

o brak konfliktów i właściwą komunikację w rodzinie stanowi podstawę systemu zarządzania rodziną. Zaś profesjonalizacja struktur zarządzania firmą, wraz z pojawieniem się wśród kadry zarządzającej fachowców niepowiązanych z rodziną, obejmuje system zarządzania firmą. Jednym z kluczowych wyzwań z jakim będą musiały zmierzyć się firmy rodzinne jest stworzenie tzw. ładu firmy rodzinnej, dzięki któremu powyżej przedstawione systemy będą mogły współzależnie ze sobą funkcjonować. Na początku istnienia firmy rodzinnej, gdy jej cele są tożsame z interesami rodziny, nakładanie się wspomnianych systemów nie generuje wielu problemów. Łatwość i szybkość podejmowania decyzji i brak sformalizowanych procedur niewątpliwie stanowią duży atut w porównaniu z firmami nierodzinnymi. Jednak wraz z rozwojem firmy rodzinnej i zaangażowaniu się w jej funkcjonowanie kolejnych pokoleń, zdecydowanie


PRAWO I BIZNES

wzrasta poziom złożoności procesów zarządzania relacjami pomiędzy rodziną, a firmą rodzinną. Na poziomie firmowym pojawiają się przede wszystkim zagrożenia związane z relacjami pomiędzy sukcesorami, nestorami a pracownikami, w szczególności menadżerami wyższego szczebla, którzy częstokroć obawiają się przyszłej współpracy z członkami kolejnego pokolenia właścicieli. Natomiast na poziomie rodzinnym tworzą się grupy o zróżnicowanych oczekiwaniach wobec firmy rodzinnej. Mianowicie następuje podział na dzieci, krewnych zaangażowanych w funkcjonowanie rodzinnego przedsięwzięcia oraz zstępnych, którzy wybrali inną drogę i realizują wyzwania zawodowe poza strukturami firmy rodzinnej. Mając na uwadze wspomniane źródła potencjalnych konfliktów, pojawia się konieczność stworzenia jasnych, precyzyjnych i skutecznych zasad ładu rodzinnego, który zapewni równowagę pomiędzy dobrem firmy, a pomyślnością rodziny. W pierwszej kolejności pojawia się potrzeba stworzenia systemu zarządzania rodziną. Do jego podstawowych elementów należą: zgromadzenie rodziny, rada rodziny, fundusz rodzinny/ family office. W drugiej zaś pojawia się potrzeba stworzenia systemu zarządzania firmą rodzinną poprzez m.in. radę dyrektorów oraz rzecznika praw pracowników.

ŁAD RODZINNY SYSTEM ZARZĄDZANIA RODZINĄ

SYSTEM ZARZĄDZANIA FIRMĄ RODZINNĄ

ZGROMADZENIE RODZINY

RADA DYREKTORÓW

RADA RODZINY

RZECZNIK PRAW PRACOWNIKÓW

FUNDUSZ RODZINY/ FAMILY OFFICE

Zgromadzenie rodziny jest kluczow ym i zasadniczym organem w ramach tworzenia struktur ładu rodzinnego i  f ir m owe g o. Ro l ą zg ro m a dz a n ia ro dziny je s t z a r z ą dzanie rodziną i pośrednie zarządzanie firmą rodzinną. Zgromadzenie rodziny pełni również funkcję formalnego forum rodziny, umożliwiającego każdemu członkowi rodziny dyskusję zarówno we wszystkich aspektach odnoszących się do rodziny, jak i firmy rodzinnej. Zasadniczym celem tego organu jest konsolidacja rodziny zarówno w kontekście zacieś­niania więzów rodzinnych, identyfikowania i rozwiązywania potencjalnych konfliktów pomiędzy członkami rodziny, jak i angażowania wszystkich członków rodziny w bieżące funkcjonowanie firmy. Rada rodziny jest organem wykonawczym zgromadzenia rodziny, który ma za zadanie być pomostem pomiędzy rodziną a osobami bezpośrednio zarządzającymi firmą rodzinną, tj. radą dyrektorów. Członkowie niniejszego forum podejmują strategiczne decyzje mające na celu uzyskanie konsensusu pomiędzy interesem rodziny a interesem firmy rodzinnej. Istotną rolą tego gremium jest także komunikowanie radzie

dyrektorów strategicznych z punktu widzenia rodziny kwestii, m.in. w postaci misji i wartości jakimi ma się kierować firma rodzinna, poziomu akceptowalnego ryzyka biznesowego, oczekiwanego poziomu zysku. Dzięki radzie rodziny członkowie rodziny mogą przekazywać osobom zarządzającym firmą czytelne i jasne komunikaty. Fundusz rodzinny to miejsce, do którego trafiają aktywa transferowane z firmy rodzinnej w ramach tzw. podatku rodzinnego i zarządzany jest przez family office – wyodrębniony podmiot funkcjonujący w formie fundacji lub stowarzyszenia, na czele którego, wspólnie z dedykowanym członkiem rodziny, częstokroć zasiada uznany specjalista. Celem funduszu rodzinnego jest z jednej strony pomnażanie majątku rodziny poprzez inwestycje w przedsięwzięcia niezwiązane z profilem jej działalności, a z drugiej strony tworzenie rezerw finansowych mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa finansowego dla członków rodziny. Rada dyrektorów jest organem, który zarządza firmą rodzinną. Jest pomostem pomiędzy wizją i oczekiwaniami rodziny co do rozwoju ich firmy, a założeniami i planami biznesowymi przedstawianymi przez tę firmę rodzinną. W skład członków rady dyrektorów wchodzą poszczególni członkowie rady rodziny jak i specjaliści będący menadżerami spoza rodziny. Rzecznik praw pracowników to osoba reprezentująca pracowników na Zgromadzeniu rodziny. Celem nadrzędnym firmy powinno być stworzenie warunków pracy, atmosfery i misji, która zachęcać będzie pracowników, a także ich rodziny, do funkcjonowania w ramach organizacji rodzinnej. Osoba pełniąca funkcję rzecznika praw pracowników powinna cieszyć się wysokim poziomem uznania i reputacji wśród pracowników. Rodziny, które zdecydują się na stworzenie ładu rodzinnego muszą przede wszystkim zmierzyć się z tematami, które dotychczas w większości traktowane były jako tabu, a w szczególności z narastającym wyzwaniem związanym z rywalizacją pomiędzy krewnymi. Należy spodziewać się wielu emocjonalnych spotkań, na których nastąpią burzliwe wymiany poglądów. Jednakże historia wielopokoleniowych firm rodzinnych ukazuje, że rodziny, którym udało się przebrnąć przez ten kluczowy dla jedności rodziny i firmy okres, osiągnęły niebywały sukces. Sukces, którego wymiar na płaszczyźnie rodzinnej otworzył nowy start w budowaniu relacji rodzinnych, a na płaszczyźnie firmowej dał jasny komunikat na rynku, że firma poprzez profesjonalizację struktur jest gotowa odnosić kolejne sukcesy i że bez problemów przejdzie w ręce kolejnych pokoleń.  Tekst: adw. Katarzyna Wojarska-Aleksiejuk, r. pr. Piotr Aleksiejuk Obraz: Arkadiusz Stankiewicz

Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych Sp. P. Ufficio Primo Warszawa, ul. Wspólna 62 Oddział Olsztyn, ul. Dąbrowszczaków 8/9

071


UBEZPIECZENIA

GŁÓWKUJEMY JAK Z KOSTKĄ RUBIKA UBEZPIECZENIA TO DLA NICH WYZWANIA. ALE MÓWIĄ, ŻE NIE MA WYZWAŃ NIEMOŻLIWYCH DO REALIZACJI.

072

Największe firmy ubezpieczeniowe z którymi współpracują, mają do nich na tyle duże zaufanie, że pozwalają im tworzyć własne produkty ubezpieczeniowe. – Jakiś czas temu trafiła do nas duża firma zajmująca się organizacją wydarzeń sportowych. W żadnej z firm ubezpieczeniowych nie mogliśmy znaleźć oferty, która spełniałaby jej potrzeby – zaczyna opowiadać Paweł Werner, multiagent ubezpieczeniowy z Centrum Ubezpieczeń Maxima. – Nie pracujemy jak większość agentów z porównywarkami, ale oferty opracowujemy z kierownictwem firm ubezpieczeniowych, dlatego możemy zaproponować zupełnie nowe rozwiązania. I po rozmowie z dyrektorem jednej z firm, dostaliśmy zielone światło na przygotowanie indywidualnego produktu ubezpieczeniowego. To wyraz ogromnego zaufania za strony firmy, bo takie przedsięwzięcie wymaga i zaawansowanych analiz, i ogromnego doświadczenia agenta. Nad każdą taką ofertą w Maximie pracuje zespół specjalistów. – Ubezpieczenia to branża, która nieustannie ewoluuje, nie ma chwili stabilizacji. Dlatego jeden człowiek nie jest w stanie być na bieżąco z najdrobniejszymi niuansami, które pojawiają się w ofertach wszystkich firm. A przecież trzeba to wiedzieć, by przygotować rozwiązanie najkorzystniejsze – wyjaśnia Piotr Szczepkowski, multiagent ubezpieczeniowy z Centrum Ubezpieczeń Maxima. – Chcemy mieć rozpracowany każdy najdrobniejszy detal, dlatego rozdzielamy zadania, a na koniec cały zespół pracuje przy stole nad końcową ofertą. Czasem to jak układanie kostki Rubika – jesteśmy pewni, że się da, ale trzeba spróbować wielu rozwiązań, by stworzyć dla klienta maksymalnie korzystną ofertę. Dzięki temu Maxima pomaga oszczędzić firmom, które mają ogromne floty, równie ogromne pieniądze. – Niedawno przygotowywaliśmy ofertę dla klienta, który pracował z tym samym agentem ubezpieczeniowym ponad 10 lat – przytacza Piotr Szczepkowski. – Z naszych doświadczeń wynika, że większość takich „zasiedzianych” relacji wykorzystywana jest do przedłużania niekorzystnych umów, by uzyskać większą prowizję. A są rozwiązania, dzięki którym pozwalamy zaoszczędzić dużym klientom kilkadziesiąt, czasem nawet kilkaset tysięcy złotych rocznie. Przedsiębiorcy są w szoku. Dzięki temu, że jesteśmy dla wielu firm ubezpieczeniowych jednym z kluczowych partnerów, otrzymujemy ogromne rabaty już na samym starcie. Paweł Werner dodaje: – Gdyby choć połowa branży ubezpieczeniowej miała podejście podobne do naszego, nie byłoby… tej drugiej połowy. Współpracujemy z ogromną korporacją ubezpieczeniową, która ma miliardowe obroty, dzięki takiemu zapleczu dostajemy czasem niewiarygodnie wręcz korzystne oferty. I z nimi idziemy do klienta. No właśnie, mimo iż Centrum Ubezpieczeń Maxima ma dla indywidualnych klientów dwa oddziały w Olsztynie, to i tak z klientami biznesowymi pracuje nad ofertami w siedzibach ich firm. By zaoszczędzić im nie tylko pieniędzy, ale i cennego czasu. – Obsługujemy klientów od ogromnych hurtowników branży spożywczej, przez branżę budowlaną, sieci autoryzowanych serwisów samochodów, aż po ogromne gospodarstwa rolnicze i stocznie – wylicza Piotr Szczepkowski i dodaje „smaczek” na koniec: Jeśli widzicie w Olsztynie jakieś egzotyczne i bardzo drogie auto, można mieć niemal całkowitą pewność, że jest ubezpieczone u nas. Znajdujemy bowiem ich właścicielom lepsze oferty, niż ich dotychczasowe, które – jak sami twierdzą – były wynegocjowane na specjalnych warunkach. Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: Agnieszka Blonka

Piotr Szczepkowski: ubezpieczenia korporacyjne, ubezpieczenia firm tel. 511 980 000, szczepkowski@maximacu.pl Paweł Werner: ubezpieczenia samochodów marki premium, flot samochodowych tel. 509 325 151, werner@maximacu.pl Nasze biura: C.H. Viktor Olsztyn, Al. Piłsudkiego 50 tel. 784 321 758 Stokrotka Olsztyn, ul. Laszki 11 tel. 530 782 536 Dajtki, ul. Żytnia 70H (zapraszamy od 1 lipca) tel. 575 902 601 www.maximacu.pl biuro@maximacu.pl


MĘŻCZYZNA I MASZYNA

MĘŻCZYZNA I MASZYNA PRAWDZIWE HISTORIE O PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI DO SAMOCHODU

JEDNA MIŁOŚĆ W TRZECH KOLORACH

074

W 1972 roku 11-letni Edward Klink pojechał z ojcem Maksem, właścicielem warsztatu samochodowego przy Grunwaldzkiej 33 w  Olsztynie, po odbiór nowego Fiata 125p do FSO w Warszawie. Do ceny 1350 dolarów pan Maks dorzucił 100 „zielonych” extra za to, że wyjedzie najmodniejszym wówczas kolorem yellow bahama. Na placu stały takie trzy. Już w drodze powrotnej zepsuł się docisk sprzęgła, ale któż by zwracał maszynę w takim kolorze? Fiat spędził w rodzinie kolejnych 26 lat i 300 tys. km. Edwarda i starszego brata Waldemara wychował nie tylko motoryzacyjnie, ale i biznesowo. Fiat służył bowiem też do robienia interesów w raczkującej branży budowlanej. Pod koniec lat 80. część warsztatu samochodowego służyła też jako mały skład z płytkami ceramicznymi ściąganymi z Niemiec. Edward, świeżo upieczony czeladnik mechaniki samochodowej, szybko jednak podłapał dryg do handlu, co spodobało się odwiedzającym klientom. – W zasadzie to oni wyciągnęli mnie z kanału – wspomina. Biznes budowlany rozkwitł. W czasach transformacji gospodarczej Edward woził płytki w żółtym Fiacie i potrafił dobić targu nawet na skrzyżowaniu. Z biznesu musiało jednak wypaść podupadające i mechanicznie, i blacharsko auto. Pocztą pantoflową trafił się kupiec z Lidzbarka Warmińskiego. Dał 500 zł. Temat Fiata wrócił po latach za sprawą dorastającego syna Michała. Edward: – Widziałem tę jego fascynację autem, które oglądał na zdjęciach, więc pomyślałem sobie: no to działajmy. Śledztwo w Lidzbarku miało naprowadzić ich na „yellow bahamę”. Bez skutku. Edward wysondował, że skończyła na złomie. Za to w 2006 roku syn Michał znalazł podobne auto w internecie, też rocznik ’72, tyle że czerwony. I z Rzeszowa. Bez oglądania przelali należne 4,5 tys. zł i wysłali lawetę. Ale po dwóch latach syn wypatrzył w Olsztynie na Kolonii Mazurskiej białego Fiata 125p z początku produkcji, rocznik ’68. Czerwonym zainteresowała się osiedlowa listonoszka, więc

nie pozostało nic innego, jak przekonać starszego już pana na sprzedaż białego kruka. Trwało to miesiąc. Sprzedawca podkreślał: „czy pan wie ile ten pojazd jest wart?”. A Edward: „wiem, zapłacę panu tyle, ile kosztował jak był nowy, czyli równowartość 1350 dolarów”. Sprzedawcę zamurowało, więc po 13 latach postoju Fiat miał opuścić ciepły garaż. – A jak pan wyjedzie? – dociekał, patrząc na cztery „kapcie”. – „Jak to jak? Daj pan pompkę”. Dał, też historyczną. Edward do gaźnika zalał świeżego paliwa i… – Symbolicznie wypiliśmy ze sprzedawcą po pięćdziesiątce czystej wódki, więc trzecią pięćdziesiątkę wlaliśmy też do gaźnika, na zdrowie – dodaje. I wyjechał, choć w drodze do domu na Likusy jedna opona pękła ze starości, a z reszty uciekło powietrze. Po miesiącu dopieszczania Fiat dostał drugie życie i Edward jeździł nim do pracy. Woził też płytki do prezentacji. – On przypomina mi moją młodość – kwituje. Dzisiaj jest też hołdem dla jego tragicznie zmarłego syna Michała, za wszczepienie ojcu pasji do klasycznej motoryzacji. – Syn napędzał mi silnik, którego do dzisiaj nie mogę zgasić. Dlatego ten Fiat zostanie tu już na zawsze. Jak idę spać to czasem zejdę na dół do garażu i powiem mu „dobranoc”.  Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz, arch. Edwarda Klinka Mecenas projektu:

BLING FACTORY

Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań. Bling Factory Olsztyn, ul. Lubelska 43i www.blingfactory.pl


AUTO

AWANS DO LIGI MISTRZÓW

OLSZTYŃSKA FIRMA AS CARS WPROWADZIŁA NA RYNEK CAŁKIEM ODMIENNE MYŚLENIE O LUKSUSOWYCH SAMOCHODACH. DOGOŃMY TO MYŚLENIE, BY MÓC Z NICH Z PRZYJEMNOŚCIĄ KORZYSTAĆ.

076

Dostarczono na biurko sygnowane złotym logotypem dwa etui. Czyżby biżuteria? Nie tym razem. Wnętrza skrywają klucze do twojego nowego samochodu. Dwa etui, bo i klucze są dwa. Jest i dowód rejestracyjny. Już na zawsze opakowany elegancko jakby był co najmniej certyfikatem sześciokaratowego diamentu. Jeszcze dwa tygodnie temu rozmawiałeś przy tym samym biurku o specyfikacji auta, konfiguracji lakieru i wnętrza, by zwyczajnie podzielić się swoim gustem. Teraz wyglądasz przez okno gabinetu i za chwilę zejdziesz na dół zaliczyć pierwszą przejażdżkę. Auto lśni lepiej niż te w salonie. Nic dziwnego, ma nałożoną ceramiczną warstwę ochronną, dzięki której wzorowym lakierem będziemy cieszyć oko każdego dnia. Dzisiaj to najlepsza technologia zabezpieczenia lakieru. Szczerze mówiąc to nawet przez te dwa tygodnie zapomniałeś o kupnie auta. Pamiętałeś jedynie, że sfinalizowane zostanie 27 proc. taniej. Nie było jednak formalności, umów, aneksów i załączników, bo wszystko dopięte zostało z księ-

gową. I nawet nie odwdzięczysz się jej dzisiaj pierwszą fakturą za tankowanie, bo wskaźnik paliwa za chwilę pokaże wymarzoną pozycję full. Pięknie się to wszystko zaczęło. Choć brzmi to jak bajka, to firma AS Cars takim właśnie standardem obsługi współpracuje z klientami pragnącymi jeździć samochodami klasy premium, ale i być obsługiwani na poziomie premium. Dzisiaj klienci ci doskonale wiedzą, że takie auta mają bezpłatne pakiety serwisowe i że ktoś pewnie w porę upomni się o stawienie się z nim na przegląd. AS Cars zrobi to niczym subtelny konsjerż, który oddaje do pralni koszule niezbędne do wieczornego wyjścia. Może nawet i bez niepotrzebnego wtajemniczania właściciela auta. – Nasze zawodowe doświadczenie nauczyło nas nie tyle samej obsługi klientów aut premium, ale też przeprowadzenia procesu wyboru odpowiedniego auta pod gusta i potrzeby oraz kompleksowej obsługi finansowania samochodu. A atu-


AUTO

tem, który tych klientów cieszy najbardziej jest to, że taki samochód dostarczamy w dwa-trzy tygodnie i najczęściej 20–27 proc. taniej niż w salonie – podkreśla Michał Aleksiejuk, współwłaściciel firmy AS Cars. I podaje dwa przykłady. Sprzedane właśnie najnowsze Audi A6 Avant z wyposażeniem, które cennik oficjalny podawał na 297 tys. zł, oferowali za 220. Bogato wyposażony Mercedes E coupe z ceną katalogową 350 tys. zł (ma 7 tys. km przebiegu) kosztuje 260 tys. Dostępny od ręki. Jak to możliwe? Otóż niemieccy czy holenderscy przedstawiciele marek premium, przy ilościach zamówień idących często w setki aut, mają z producentami ustalone dużo niższe ceny zakupu. Niestety, polskie salony, których zamówienia oscylują wokół kilku-kilkunastu sztuk, są ofiarami żelaznej zasady rynku: im mniej kupujesz, tym drożej. A dostęp oferowanych przez AS Cars aut z rynków Zachodnich to efekt wypracowanych relacji handlowych jej przedstawicieli, a ściślej dwójki założycieli: Adriana Siodlarza i przytoczonego już Michała Aleksiejuka. Obaj od lat w branży finansowo-motoryzacyjnej z bogatym doświadczeniem finansowania transakcji. Poznali się w czasach, kiedy funkcjonowali zawodowo w firmach leasingowych. Michał pobieżnie zliczył, że w karierze zawodowej sfinalizował około 700 umów zakupu, zdecydowaną większość właśnie z segmentu premium. – Dlatego też nasza usługa obejmuje przede wszystkim doradztwo, a potem zrealizowanie całego procesu finansowania samochodu, ponieważ doskonale to rozumiemy – dodaje Aleksiejuk. Jakie formy zakupu dzisiaj dominują? Wciąż jeszcze klasyczny leasing, ale już dogania go długoterminowy wynajem. AS Cars oferuje też i krótkoterminowy wynajem, np. dla przedsiębiorców, którzy muszą przez pewien czas poruszać się reprezentacyjnym autem. Doradztwo wynikające z ogromnego doświadczenia zwyczajnie umila potem klientowi użytkowanie auta. Czasem dochodzi bowiem do paradoksów i droższe, wyższej klasy auto może kosztować nas w miesięcznym rozrachunku tyle samo co o klasę niższe. – To są właśnie te niuanse, których nie wyczyta się w klasycznych ofertach. Wiemy też z doświadczenia z klientami, że podstawą zadowolenia z auta jest jego właściwe skonfigurowanie. Znamy przypadki, kiedy ktoś zamówił auto pozbawione wartościowych i dających autentyczne poczucie prestiżu opcji. Kiedy był na etapie przedzakupowej euforii,

widział sylwetkę auta i kolor. A po dwóch miesiącach użytkowania już odczuwał brak pewnych rzeczy. Czasem klienci nieświadomie brną z wyborami w ślepy narożnik, gdzie trudno znaleźć logikę. Dlatego my poniekąd edukujemy klienta proponując mu wybranie auta, które będzie cieszyć przez cały okres użytkowania. Tym bardziej, że przy długoterminowych wynajmach doposażenie auta o kolejnych 20–30 tys. zł podnosi miesięczną ratę o około 200 zł. Dla klientów klasy premium nie ma to już znaczenia. Ale dla użytkowania już tak – podkreśla. Z ofert długoterminowego wynajmu najchętniej korzystają młodsi klienci. Starsza generacja wciąż mocno ma zakorzenione prawo własności. Obserwując zachodnie trendy w użytkowaniu aut właściciele AS Cars zgodnie rokują, że dość szybko ta mentalna bariera zostanie przełamana. – Doradcy podatkowi tłumaczą, że własność tylko generuje koszty, a niestety przy samochodach zawsze są one duże. Na Zachodzie wynajmuje się auto wedle aktualnych potrzeb i to takie, na jaką ratę miesięczną jesteśmy sobie w stanie pozwolić. Za 2–3 lata może się bowiem okazać, że te potrzeby się zmieniły: pracujemy gdzie indziej, mamy dzieci, albo właśnie już dorosły i prowadzą samodzielne życie. Wiec wynajmujemy inne auto. Forma jest o tyle wygodna, że nie interesują nas ani przeglądy, ani ubezpieczenia. Tylko tankowanie paliwa – wyjaśnia Aleksiejuk. Ten trend obowiązuje jest w dużych firmach, które dotychczas miały wyleasingowane pokaźne floty aut. Do ich obsługi zatrudniano celowe osoby. Dzisiaj odpadają te koszta. A oferty wynajmu są czasem tak zaskakujące, że można pozwolić sobie na auto lepsze, niż wcześniej kalkulowaliśmy. Dlatego AS Cars obsługuje coraz więcej klientów z polecenia tych stałych. Dobierają kolejne auta, albo je wymieniają. Niektórym wyszukują unikatowe wersje. Jeden z nich wymieniał Porsche Panamera na Bentleya Bentaygę. W Polsce miałby czekać na jego odbiór sześć miesięcy. AS Cars dostarczył mu pod dom po dwóch tygodniach i o 16 proc. taniej.  Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: archiwum AS Cars

AS Cars www.ascars.com.pl

077


SPOD IGŁY

SALON SAMOCHODOWY WŁAŚNIE DEBIUTUJĄ, UWODZĄ I KUSZĄ

CHCESZ PORAJDOWAĆ?

JEST REKREACJA, JEST I MOC

daszuta.hyundai.pl

www.mibo.pl

PIERWSZA PIĄTKA Z PARKIETU

DIZAJN NA SZÓSTKĘ

www.resma.pl

www.autoidea.mazda-dealer.pl

Mamy w 10 zdaniach zakomunikować wam emocje jakich dostarcza pierwszy hot hatch ze stajni Hyundai. Będzie trudno. Odjazd! Od kilku sezonów marka z sukcesami walczy na rajdowych trasach. Cywilom dostarczyła wreszcie pikantną wersję kompaktowego i30 z subtelnym dopiskiem N, którą finalnie ustawiał wicemistrz świata Thierry Neuville. Do krętej drogi za miastem jechaliśmy jeszcze na najgrzeczniejszym ustawieniu, więc podróż była jak na zakupy. Ale wystarczyło wejść w rozbudowany system, by wybudzić z letargu 275 koni. Akustyczne wrażenia piorunem przeniosły nas do rajdówki Neuville’a. Te strzały w międzygazie znamy z oesów. Najbardziej zachwyca układ jezdny. Z drogą rozprawia się ostro niczym brzytwa, ale zakręty bierze już z precyzją skalpela. Dla niektórych to będzie szok, że Hyundai wszedł z przytupem w tak wymagający segment. Sami naczytaliśmy się wcześniej w branżowych mediach, że i30 N dostarczył poważnych kłopotów ognistym kompaktom. Dopisujemy się pod tym. Cena od 119 900 zł.

078

Jeśli w życiu kierujesz się rozsądkiem, a na drodze chcesz kierować kompaktowym kombi, wybór w zasadzie nasuwa się sam. Po dziewięcioletniej przerwie w oferowaniu kompaktowego Fiata w wersji kombi, Włosi wrócili na rynek i od razu go podbili. Tipo Station Wagon z miejsca „chwyciło” klientów, bo jest prostym, funkcjonalnym, eleganckim i uczciwie wycenionym autem. Fiat podkreśla, że spośród konkurencji tutaj znajdziemy najwięcej miejsca na nogi dla pasażerów siedzących z tyłu. Nawet w haśle promocyjnym pojawiło się intrygujące: „koszykarze mile widziani”. A za wielkimi koszykarzami – wielki bagażnik. Solidne 550 litrów foremnie ukształtowanej przestrzeni łatwo trzykrotnie powiększyć, kiedy złoży się oparcia w płaską podłogę. Gama silnikowa i diesla, i benzynowego rozciąga się od 95 do 120 koni. Jest też seryjna odmiana zasilana LPG dla tych, których ostatnie szaleństwa cenowe na stacjach paliw nadmiernie stresują. Cena od 56 900 zł.

Pociągnie dwutonową przyczepę, spali niespełna pięć litrów i przyspiesza do setki w 9 s – dla kierowców oczekujących od auta ponadprzeciętnych walorów Opel przygotował w modelu Grandland X mocnego diesla. Dwulitrowa jednostka o mocy 177 KM współpracuje z niezauważalnie wręcz zmieniającą biegi ośmioprzekładniową, automatyczną skrzynią. Potencjał na pozaasfaltowych drogach kompaktowy crossover podkreśla systemem IntelliGrip, który w sprytny sposób zarządza trakcją przednich kół na różnych nawierzchniach. Jeśli dodamy inteligentnie sterowane światła AFL LED, super wygodne, certyfikowane przez ortopedów fotele, kamery monitorujące sytuację wokół auta, jakość dźwięku sygnowaną audiofilską marką Denon, nowoczesne systemy informacyjno-rozrywkowe czy wreszcie osobistego opiekuna jazdy Opel OnStar, to szybko uświadomimy sobie jak zmieniła się jakość podróżowania. A dla najbardziej wymagających stworzono ekskluzywną wersję wyposażeniową Ultimate. Cena od 91 900 zł.

Modele Mazdy debiutujące ostatnio na rynku przyspieszają nieco bicie tętna. Są zwyczajnie piękne. Japońska marka inspiruje się koncepcją KODO szukając natchnienia do tworzenia linii w witalności i emocjach. Sylwetka nowej Mazdy 6 kipi wręcz tym pozytywnym ładunkiem już na postoju. A kiedy do kompletu pokryta jest trójwarstwowym lakierem Soul Red Crystal (zawiera aluminiowe mikropłytki) potęgującym wrażenie głębi, efekt jest piorunujący. Całkowicie przebudowano koncept wnętrza z seryjną teraz nawigacją. Czysty w formie kokpit wyróżnia dbałość o detale, zaś dla podkreślenia wyjątkowości wkomponowano drewno sen, które w japońskiej tradycji wykorzystywane jest m.in. do budowy instrumentów. Ten model puka już do drzwi klasy premium. „Szóstka” dostała pakiet inteligentnych technologii i-Activesense czuwających nad bezpieczeństwem. Ciekawostką jest, że cennik wersji sedan i kombi wygląda identycznie. Cena od 98 900 zł.


AUTO

NIE OGRANICZAJĄC WYOBRAŹNI WRZUĆCIE W DOWOLNĄ WYSZUKIWARKĘ HASŁO „FRANCUSKA AWANGARDA”, A POJAWIĄ SIĘ ZDJĘCIA Z PRZEŁOMOWYCH DZIEŁ TAMTEJSZEJ KINEMATOGRAFII ORAZ CHARAKTERYSTYCZNE CITROENY. Film można uznać za doskonałą syntezę wielu sztuk, od architektury i malarstwa poczynając, na muzyce i tańcu kończąc. Nie byłoby pionierskiego francuskiego kina, gdyby brakowało inspiracji z tych właśnie źródeł. Tak też powstała szeroko określana francuska awangarda, która jest twórczym aktem o nieograniczonej wyobraźni. W kreatorach francuskich tkwi gen odrzucania dotychczasowych stylów i szukania odrębnego języka wyrazu. Zostając zatem przy kinie, a wciąż pamiętając, że piszę tekst o samochodzie, łatwo przejść do wspólnego mianownika – drugoplanowych aktorów jakimi nieświadomie uczyniono nieodżałowane sylwetki francuskich aut grających w kinie lat 60. i 70. Takiego przecież amanta jak Citroen DS można by wymieniać jednym tchem z gwiazdami formatu Jean Paul Belmondo, Brigitte Bardot czy Catherine Deneuve. Ujęcia z dawnych francuskich ulic są świadectwem tego, że w motoryzacji Francuzi łamali wszelkie szablony, a czas udowodnił, że miało to swój sexapil.

A najodważniejszy zawsze był Citroen. Jego urokliwych, pełnych awangardy sylwetek nie można było pomylić z żadną inną marką, więc jeśli na paryskich pocztówkach któreś auto ma dodać klimatu, to musi to być klasyczna „Cytryna”. C4 Cactus wstrząsnął światem dizajnu motoryzacyjnego już przy swojej pierwszej odsłonie w 2014 roku. Mało która firma odważyłaby się na przednią część auta z taką identyfikacją świetlną – wąskim pasem LED jakby rozcinającym maskę. Dla Citroena to tylko powrót do korzeni. Mało to razy szokował odważną stylistyką, która potem okazała się kanonem obowiązującym w następnych sezonach? Najnowsza odsłona C4 Cactusa kontynuuje dzieło, ale wprowadza też zmiany, które mają przyciągnąć nie tylko dotychczasowych młodych nabywców zafascynowanych awangardą, ale też i bardziej konserwatywną klientelę. Po wycofanym ze sprzedaży kompakcie C4, Cactus ma przejąć bowiem i jego rolę. Dlatego zbyt wyraziste panele ochronne na drzwiach

079


AUTO

080


AUTO

airbump, w nowym modelu zastąpiono nieco stonowanymi w dolnej partii nadwozia. Podobnie tył, który ma nieco bardziej tradycyjny dizajn. Citroen przeprowadził zresztą badania wśród swoich klientów, którzy zdecydowanie uznali, że nowy Cactus wciąż jest wyjątkowo oryginalny. Za to auto uzbrojono w coś co pozwala marce reklamować ten model jako najbardziej komfortowy w swojej klasie. Chodzi rzecz jasna o kolejne innowacje w układzie jezdnym. Kto jak kto, ale komfort jazdy Citroen ma wpisany w swoje DNA. W C4 Cactus wprowadzono innowacyjne, ale proste zawieszenie z tzw. progresywnymi hydraulicznymi poduszkami amortyzatorów. Nie ma już w nich mechanicznych ograniczników, więc przy znacznych skokach zawieszenia (czytaj: dziurawa droga), spowalniają one jego reakcję. Pasażerowie odczuwają to, że nawierzchnia wcale taka wyboista nie jest. Z kolei przy łagodnych nierównościach poduszki wywołują efekt latającego dywanu. Odczucia te potęgują też nowej konstrukcji fotele – wygodne, miękko wyściełane i z pięknym fasonem. Tapicerka budzi skojarzenia raczej z meblami wypoczynkowymi niż wnętrzem auta. Multimediami można teraz sterować również przy pomocy poleceń głosowych (nawigacją, telefonem, systemem audio), a z ekranu dotykowego korzystać z ulubionych aplikacji, które mamy na swoim smartfonie.

Cactus ze zdjęć, w modnym kolorze emeraude blue, cieszył nas podwójnie, bo komfortowy i awangardowo wyglądający pojazd napędzała jednostka, która trzy lata z rzędu dostaje tytuł silnika roku. To trzycylindrowiec 1,2 występujący w kilku wariantach mocy. Nasza była najmocniejszą, 130-konną odmianą. Ma temperament wczesnego Belmondo (przyspiesza w 9,1 s do setki) i przyjemny ochrypły tembr, kiedy podkręca mu się obroty. Wówczas nie spali obiecanych 4,1 litra w trasie, ale bądźmy szczerzy – takich aut jak C4 Cactus nie kupuje się z kalkulatorem w dłoni, ale pod wpływem buzujących zmysłów. Vive la France!  Tekst: Rafał Radzymiński Obraz: Michał Bartoszewicz, Aneta Rzędkowska (dron) Na zdjęciu: Citroen C4 Cactus 1,2 PureTech 130 Shine – cena 73 590 zł Cena wersji podstawowej od 52 990 zł

Resma Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 5 www.resma.pl

081


CAR 4 WOMAN

DOBRY ZW YCZAJ – W YPOŻYCZAJ „ZBYT CZĘSTO LUDZIE PRACUJĄ NAD NIEWŁAŚCIWĄ RZECZĄ. PRACOWAĆ NAD WŁAŚCIWĄ RZECZĄ JEST PRAWDOPODOBNIE WAŻNIEJSZE, NIŻ PRACOWAĆ CIĘŻKO” – BYĆ MOŻE SŁOWA 082

WYBITNEJ AMERYKAŃSKIEJ BIZNESWOMAN CATERINY FAKE ZMUSZĄ NAS DO PRZEMEBLOWANIA OBOWIĄZKÓW. A GDYBY TAK ZACZĄĆ OD POZBYCIA SIĘ KŁOPOTÓW Z AUTEM?

Trudno się nie zgodzić, że świat motoryzacji ma większą siłę przyciągania niż Ziemia. Jesteśmy w stanie zrezygnować z wielu rzeczy, ale mało kto wyobraża sobie życie bez samochodu. Niezależnie od tego czy stoisz za sterami własnej firmy, czy poświęcasz się wychowywaniu dzieci, własne cztery koła ułatwiają codzienność. Statystyki raz za razem głośniej biją na alarm: coraz więcej czasu poświęcamy na pracę, a coraz mniej mamy go dla bliskich i rodziny. A do tego wszystkiego jeszcze on – wymaga-

jący troski rozkapryszony samochód. Jak potrafi być męczący, zapewne każdy już doświadczył. Jest w stanie pochłonąć równie dużo czasu i nerwów, co nastolatek w okresie buntu. I oczywiście pieniędzy na utrzymanie. Piętą achillesową stało się bardzo kosztowne ubezpieczenie auta. Z tego powodu wiele osób rezygnuje z części polisy Auto Casco, którą warto jednak mieć (szkody parkingowe wyrządzone pod naszą nieobecność, wymiana wgniecionej klapy czy drzwi do tanich nie należą). Do tego dochodzą koszty przeglądów, nieprzewidzia-


CAR 4 WOMAN

nych awarii, kolizji, zakupu i przechowywania opon. No i czas, który trzeba poświęcić samochodowi. Im starszy, tym więcej. Kolejna usterka, to kolejne umawianie się z mechanikiem i cierpliwe czekanie na wolne terminy w warsztacie. A potem to okropne wyczekiwanie na diagnozę i wysokość faktury za naprawę. Gdyby tak mieć nowy samochód? Odpadają koszty i kłopoty, a tym samym zostaje nam więcej czasu. Coraz popularniejszym sposobem na posiadanie i użytkowanie nowego auta jest długoterminowy wynajem. W ramach jednej stałej opłaty uiszczanej co miesiąc można się cieszyć tym co daje samochód, ale bez ponoszenia przykrych konsekwencji. Comiesięczna opłata uwzględnia bowiem wszelkie koszty związane z ubezpieczeniem, serwisem, wymianą opon. W razie wypadku pokryte są również koszty assistance, a firma wynajmująca samochód przejmuje koordynację prac związanych z naprawą, gwarantując jednocześnie auto zastępcze, podczas kiedy tradycyjny leasing zmusza nas do samodzielnej walki z wszystkimi formalnościami. Długoterminowy wynajem to nie tylko oszczędność nerwów, ale przede wszystkim czasu. Sam decydujesz o czasie trwania umowy, a pole manewru jest spore: od 12 aż do 48 miesięcy. Po upływie ustalonego terminu można samochód wykupić lub zwyczajnie go zwrócić i wybrać kolejny upatrzony, dowolnie skonfigurowany przez siebie model. Mamy wówczas możliwość rozsmakowania się w motoryzacji, przeżywania kolej-

nych przygód związanych z posiadaniem nowego modelu bez żadnych konsekwencji. Nie musimy mierzyć się ze żmudnym procesem sprzedaży i okazywaniem auta niezliczonym potencjalnym kupcom. Zaczynamy kolejny rok z kolejnym samochodem, a jedyne co nas interesuje to wysokość comiesięcznej raty. Tak może wyglądać proste i nie zabierające czasu życie z autem.  Tekst: Artur Sudenis Obraz: GLF Media, MilanMarkovic78/Shutterstock.com

Mecenas projektu:

CAR4WOMAN

Car4Woman to program stworzony z myślą o kobietach. Oferuje nowoczesną i elastyczną formułę najmu umożliwiającą korzystanie z wybranego samochodu w wygodny sposób i w wybranym przez klientkę okresie. Program skierowany jest do pań prowadzących działalność gospodarczą oraz małych i średnich firm.

Car4Woman car4woman/facebook car4woman.pl

083


AUTO

90 MINUS 50 RODZINA NAJBARDZIEJ POŻĄDANEJ I PRZEŁOMOWEJ SERII VOLVO JEST TERAZ DOSTĘPNA BARDZIEJ NIŻ KIEDYKOLWIEK PRZEDTEM. SKĄD TA KUSZĄCA TEZA?

084

Ile trzeba mieć pieniędzy, by jeździć Volvo? Odpowiedzi na takie pytanie tracą już na aktualności. Dzisiaj w salonie szwedzkiej marki prędzej usłyszy się pytanie: na jaką miesięczną ratę wynajmu możesz sobie pozwolić? I wtedy dopasujesz sobie adekwatny model Volvo. Coraz częściej bowiem decydujemy się na formę długoterminowego najmu, którego miesięczną ratę otrzymujemy wraz z pełnym pakietem serwisowym i ubezpieczeniowym. – Dzisiaj „kupuje się” ratę, a nie samochód – obrazowo przedstawia sprawę Dobiesław Sosnowski z olsztyńskiego salonu Volvo Nord Auto. – Dla wygody jazdy klient może też posługiwać się kartą paliwową, zaś fakturę za tankowanie opłaci po miesiącu użytkowania lub nawet co kwartał. Największym udogodnieniem jest jednak to, że po zakończeniu umowy auto zwyczajnie zwraca się i odpada tym samym kłopot z jego sprzedażą na rynku wtórnym. Umowy długoterminowego najmu można dobrać pod własne potrzeby: okres trwania od dwóch do czterech lat, z wpłatą startową od zera do 45 proc. wartości auta i planowanymi przebiegami od 15 tys. rocznie aż do 250 tys. km w ciągu czterech lat. Choć oferty wynajmu dotyczą całej gamy modelowej marki, to teraz najkorzystniej wypada na jej tle rodzina 90: sedan S90, kombi V90 i SUV XC90. Ta seria dostała bowiem wsparcie importera marki i np. SUV-a można kupić nawet o 50 tys. zł taniej. Wstęp do świata „90” wyceniono teraz na 149 900 zł – to startowa cena sedana S90. Jeszcze do niedawna było to niemal 190 tys. zł. Rodzina Volvo 90 to synonim nowego rozdziału marki jeśli wziąć pod uwagę dizajn. Trudno nie rozpoznać ich stylu jako typowo „volvowskiego”, jednak zdefiniowanego na nowo. Pierwszy na scenie zagościł SUV XC90 i z miejsca podbił serca klientów, również tych zapatrzonych dotychczas w niemiecką konkurencję. Potem kropkę nad „i” postawiły sedan

(S90) i ikona szwedzkiego rodzinnego auta – kombi (V90). Rewolucję przeszły wnętrza tych luksusowych aut: z powściągliwą elegancją, pozornie ascetycznym, ale kryjącym bogactwo wygód sterowanych za pomocą dużego centralnego tabletu i przestrzennym dźwiękiem audio oddającym nastrój filharmonii w Göteborgu. Zaś samo auto uruchamiane jest czymś, co budzi skojarzenia z pięknie oszlifowanym diamentem. Szwedzi po raz kolejny ujęli odbiorców swym przemyślanym podejściem do codziennych czynności, w których smak prostoty łączy się z jakością. By dać okazję podelektować się tym „made by Sweden” szerszemu odbiorcy, marka prowadzi też program Volvo Selekt. To dział używanych aut, ale pozyskanych z rynku tylko tych w najlepszym stanie. Żeby auto zostało zakwalifikowane do programu Volvo Selekt musi przejść skrupulatną, obejmującą 100 punktów kontrolę zgodnie ze standardami marki. Wszystko po to, by upewnić się, że proponowane klientowi Volvo, z maksymalną metryczką wieku pięć lat, wciąż jest niemal jak nowe. Mało tego, ma wgrane najnowsze oprogramowania do systemów, co sprawia, że staje się zwyczajnie lepszym samochodem. Takim egzemplarzom udzielana jest roczna gwarancja (wraz z Assistance) na terenie Unii Europejskiej i można nabyć je za pomocą dogodnych form finansowania, podobnie jak nowe auta. I teraz najciekawsze: jeśli z jakiś powodów będziemy chcieli wymienić wybrany model na inny, możemy to zrobić bez konsekwencji w ciągu 30 dni lub przed przejechaniem 1500 km.  Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: archiwum Nord Auto

Nord Auto Olsztyn, ul. Warszawska 117 D www.nordauto.dealervolvo.pl


Al. Obroล„cรณw Tobruku 11, Olsztyn tel. +48 89 521 49 90, www.toyota-olsztyn.pl


LUDZIE

ROZMOWY NA SCHODACH CZYLI ZNANE POSTACIE O NIEZNANYCH HISTORIACH.

MADE IN: Kibice żyją mundialem, ale nas ciekawi czym żyją reprezentanci w szatni i autokarze podczas dużych turniejów. Kiedy dopada ich to apogeum stresu i ciśnienia? Sylwester Czereszewski: U mnie i chyba u większości zawodników jest to dzień albo noc przed meczem. Przeżywa się, bo spoczywa na nas wielkie oczekiwanie społeczne – za chwilę media przecież pokażą mecz całemu narodowi. W nocy spać nie można. Ale już w szatni przed meczem, kiedy wiążesz buty i wychodzisz na rozgrzewkę, stres mija. Dlatego trener już niewiele musi mówić, bo w głowach dawno jest poukładane. Ty jaki miałeś sposób na odstresowanie? Zawsze brałem ze sobą dużo gazet: „Politykę”, „Wprost”, jakieś motoryzacyjne tytuły, „Przegląd Sportowy” i „Przegląd Wędkarski”. No właśnie, ty zapalony wędkarz jesteś. Od małego. Zaraz pokażę ci złowionego tydzień temu szczupaka – 7,5 kg (pokazuje w smartfonie okaz wysokości dziecka). Łowię nad Marózem. Mam tam od dawna domek. Jeszcze za czasów Legii chłopaki śmieli się, że jak tylko trafiło mi się pół dnia wolnego od treningów, to jechałem nad Maróz połowić ryby. A koledzy z reprezentacji jakie mieli patenty na stres? Dużo grało się w karty. W autokarze jadąc dzień wcześniej na mecz, grali nawet po 6–7 godzin, co uważam za niedobre, bo jednak przy kartach też są emocje.

GOŚCIMY SYLWESTRA CZERESZEWSKIEGO *

PRZEGLĄD WĘDKARSKI NA MECZ 086

PŁASZCZ HANSA KLOSSA, WALECZNE KIEŁBASY I ZESZYT DO POKERA – KULISY TURNIEJÓW PIŁKARSKICH KRYJĄ WIELE ZASKAKUJĄCYCH TEMATÓW. ROZMAWIAMY O NICH Z IKONĄ PIŁKI NOŻNEJ LAT 90. SYLWESTREM CZERESZEWSKIM.

Rozmawiał: Rafał Radzymiński, na schodach przy ul. Dąbrowszczaków 14 w Olsztynie, 22 maja o godz. 11 przy temperaturze 22°C Obraz: Arek Stankiewicz

W co grali? W pokera. Na poważnie? Znaczy na pieniądze? Oczywiście. Ale żeby pieniądze nie fruwały po autobusie, to wszystko się w zeszycie pisało, kto komu i ile winien. Kwoty były wariackie, dlatego niektórzy potem głowy do meczu nie mieli. Też raz załapałem się na zeszyt. Znalazłem się na minusie, bo trafiłem nie na tę grupę. (śmiech) A kończyło się różnie, niektórzy nawet na minus 7, 10, a nawet i 15 tys. złotych. Trenerzy reagowali na to dość ostro, bo niektórzy ledwie zeszli po przegranym meczu i już w szatni grali w pokera i byli w innym świecie. Więc absolutnie nie jest to godne polecenia. Co poza kartami dzieje się w autokarze jadącym na ważny mecz? Ogólnie jest luz. Słucha się swojej muzyki, albo czyta. Ja zawsze miałem kasety Depeche Mode, bo do dzisiaj jestem ich fanem. Wtedy słuchało się oczywiście na walkmanie. Przenieśmy się do szatni. Jest przerwa, przegrywa się mecz i wchodzi trener… Jeśli wszyscy zawodnicy są w formie, a mimo to mecz nie wypada dobrze, to wiadomo, że leciały te przysłowiowe k…wy.


LUDZIE

Każdy trener ma swój wypracowany sposób motywowania zawodników. Śp. Janusz Wójcik, osoba dość kontrowersyjna, był niezłym mobilizatorem. Czasem wchodził w psychikę zawodnika aż przesadnie ostro. Ale jego słynne powiedzenie, jakobyśmy na wojnę mieli iść, znane jest do dzisiaj: „chłopaki, kiełbasy do góry i jedziemy z nimi”. Znaczy penisy. Niektórzy zawodnicy potrzebują spokoju, a inni krzyku. I trener musi wiedzieć co na kogo działa. Musi być i ojcem, i psychologiem, i właśnie takim Wójcikiem, by to wszystko nie było masłem maślanym. Pozostając w szatni, słyszałem, że raz do jednej drużyny wpadli niezadowoleni z ich gry kibice i zabrali piłkarzom koszulki. Tak, to było na Śląsku. My jak kiedyś podpadliśmy w Legii swoim kibicom, to wiem, że potem polowali na niektórych kolegów na dyskotekach. Właśnie wczoraj czytałem wywiad z trenerem niemieckiej reprezentacji i w pierwszym pytaniu padło: jaką postawę musi mieć drużyna, która chce sięgnąć po mistrzostwo świata? Odparł od razu: takiej drużynie trzeba przede wszystkim ogromnej siły psychicznej. Dokładnie tak jest. Niektórzy kibice widzą 22 kolesi ganiających za piłką. A tak naprawdę mecz rozgrywa się w ich głowach. Żeby ich pobić? Oczywiście. Takie były czasy. Pamiętam np. spotkanie z niezadowolonymi kibicami Legii w niewielkiej salce w klubie. Przyszli sami mięśniacy, którzy bardziej interesowali się zadymą, a nie meczem. Wiedzieliśmy co to za ludzie, więc staraliśmy się ich tylko wysłuchać i im przytakiwać. Ale drugi trener postanowił przeciwstawiać się im, w dodatku ich żargonem. Musieliśmy gasić przysłowiowy pożar, bo myślałem, że go zlinczują. Dzisiaj hasło „dyskoteka” chyba już nie funkcjonuje. Dzisiaj jest pełen profesjonalizm, i organizacyjny, i samych z a w o d n i k ó w. W   n a s z e j r e p r e z e n t a c j i L e w a n d o w s k i z Krychowiakiem zapewne trzymają towarzystwo, a to dwaj wielcy profesjonaliści, można wręcz powiedzieć: piłkarscy pedanci. Kiedyś było większe przyzwolenie na imprezowanie. I inne podejście samych piłkarzy. Pamiętam, że na obozach niektórzy już pierwszego dnia wyrywali się na dyskotekę. Pytałem ich czy jak są w domu to żony trzymają ich na sznurku. Ja uważam, że jak po meczu w sobotę poszło się na dyskotekę, a następny mecz był kolejnej soboty, to nie było w tym przeszkód. Też chodziliśmy, za czasów Stomilu jeszcze do słynnej Andromedy koło olsztyńskiego planetarium. To była jedna z najlepszych dyskotek jakie kiedykolwiek były w naszym mieście. Ale gorzej jak ktoś z drużyny w tygodniu poszedł, bo to jest nie fair w stosunku do kolegów z drużyny. Gramy przecież do jednej bramki, a któryś z podstawowych zawodników nie przespał nocy, bo zabalował i potem nie pomógł w meczu. A już najgorzej jak się sam chwalił jak to się wczoraj napił. Rozmawiało się potem z takim prywatnie. W Legii, w szatni podszedł kiedyś jeden z zawodników i powiedział jednemu ostro: jeszcze tylko raz! Rozwiązywało się takie tematy prosto, jak między kibicami. W ogóle to jakbyś zrobił wywiad z zawodnikiem, który grał na przełomie lat 70. i 80., miałbyś ciekawy materiał. Tam to

i wóda się lała, i bili się, i sprzedawali mecze za przysłowiowe skrzynki alkoholu, bo pieniędzy za granie nie było – za kontrakt dawali lodówkę czy pół mieszkania. Nasłuchaliśmy się takich opowieści. Ale w szatni bywa też i wesoło. Zawsze w drużynie znajdą się tacy od zawracania chmur. Ale oni też budują atmosferę zespołu. Kiedyś taki jeden zawodnik cały czas przychodził na treningi w skórzanym płaszczu. Ja się śmiałem, że taki sam jak Hansa Klossa. I jeden z kolegów, bramkarz, któregoś dnia obciął mu rękawy i powiedział: żeby ci za gorąco nie było. Mieliśmy też zawodnika ze Śląska, który nosił jeansy, zresztą jak każdy z nas, ale jego były już tak zmęczone, że na udach wyglądały gorzej od spodni spawacza. Któryś z kolegów stwierdził, że już nie może na te spodnie patrzeć, więc wysmarował mu je od środka maścią bengay (rozgrzewająca o bardzo charakterystycznym i nieprzyjemnym zapachu – red.). Ale okazało się, że skurkowaniec jeszcze w tych spodniach potem chodził. Grałeś z jakimiś talizmanami na szczęście? Śmieszy mnie to kompletnie, bo od tego nie zależy mecz. A czy różne gesty, które okazują piłkarze, to trochę pod publikę? Nie, jak ktoś się przeżegna, to nie jest pod publikę, ale uważam, że np. nadmiar tatuaży już tak. Oglądam teraz ekstraklasę i widzę samych pomalowanych. Nie wiem o co chodzi. Co na to ich żony, dzieci, teściowe… (śmiech) Słyszałem, że twoja teściowa źle zareagowała, kiedy Super Express opisał kiedyś twoje wesele. Tak, bo napisali, że bigos był. A przecież go nie było. (śmiech) Wybierasz się na któryś mecz mundialu? Nie, bo uważam, zresztą moi koledzy z boiska także, że mecz oglądany na żywo jest… brzydszy. Oglądałem niejeden raz ten sam mecz na żywo, a potem powtarzany w telewizji i uznałem, że byłem chyba jednak na innym meczu. W telewizji zawsze wygląda to lepiej. Operatorzy potrafią wychwycić istotę meczu. A na żywo? Siedzisz na trybunie i jak jest akcja na bramkę, to wszyscy wstają, więc jak się spóźnisz, to już nic nie zobaczyłeś, a na telebimie powtórek nie ma. Byłem kiedyś na Euro w Gdańsku na meczu Niemcy-Grecja. Padło dużo bramek, bo zakończył się wynikiem 4:2. Znajomy zadzwonił do mnie i mówił z zazdrością: „ale ci się mecz trafił”. Owszem, bramki były, ale cały mecz był wręcz na chodzonego. * Sylwester Czereszewski – jeden z czołowych piłkarzy Polski lat 90. Urodził się 47 lat temu w Gołdapi, a karierę rozpoczął w Koronie Klewki, skąd przeszedł do Stomilu Olsztyn. W 1994 roku, kiedy z drużyną awansował do ekstraklasy, w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna” uznany został Odkryciem Roku. Pozyskali go zachwyceni działacze Legii Warszawa, z którą zdobył Mistrza Polski, Puchar Polski, Puchar Ligi, Superpuchar Polski i koronę króla strzelców w sezonie 1997/98. Przez pięć lat był członkiem kadry narodowej (rozegrał 23 mecze). Po zakończeniu kariery z pasji został grającym trenerem Fortuny Gągławki i Startu Nidzica. Od 10 lat prowadzi szkółkę piłkarską dla dzieci i młodzieży Czereś Sport Olsztyn („Czereś” to jego boiskowa ksywa).

087


DAWNO TEMU

I KTO TO WI(E)DZIAŁ! HISTORIE Z WARMII I MAZUR, KTÓRE PRZESZŁY DO HISTORII

088

XIX wiek

2018 r.

CZŁOWIEK

MIEJSCE

Urodzony w Tracku Oskar Belian (1832–1918) to najdłużej urzędujący burmistrz w historii Olsztyna. Słynął z antykatolickich i antypolskich przekonań. Podczas 31-letnich rządów w Olsztynie dokonał jednak gigantycznego skoku cywilizacyjnego miasta. Stał się drugim po Królewcu ośrodkiem miejskim w Prusach Wschodnich. Populacja Olsztyna wzrosła z 7 do 31 tys., trzykrotnie powiększył się obszar. A to za prawą inwestycji w gospodarkę i sprowadzenia wojska: kawalerii, artylerii i piechoty. Olsztyn na początku XX wieku zaczęto nazywać Kasernopolis – 17 proc. ludności stanowili wojskowi. Powołany został Sąd Ziemski dla czterech powiatów, wzniesiono więzienie. Dzięki wybudowanemu wielkiemu węzłowi kolejowemu Olsztyn stał się atrakcyjny dla poszukujących pracy z okolic. Powstały nowe szkoły i dzielnice przemysłowe. W 1888 roku zorganizowano wystawę przemysłową przedstawiającą Olsztyn jako miasto przyjazne inwestycjom. W 1903 roku Olsztyn przekroczył 25 tys. mieszkańców, a Belian przyjął tytuł nadburmistrza. W 1905 roku obok Królewca i Gąbina stał się siedzibą rejencji. Rozwój Olsztyna przyniósł zmniejszenie odsetku ludności polskiej z 50 proc. do 10 proc. populacji miasta. Grób Beliana został zlikwidowany wraz z cmentarzem ewangelickim w latach 60.

WYDARZENIE

Od odkrycia ogromnego depozytu rodziny von Finckenstein rodu hrabiowskiego z Prus Wschodnich minął już prawie rok. Jednak dopiero w maju, z uwagi na ilość przedmiotów, wartość, konieczność ich konserwacji i  przeprowadzenia badań w  miejscu odkrycia, mógł ujrzeć światło dzienne. Wszystko zaczęło się wiosną 2017  roku. 14-letni Patryk w trakcie zabawy w lesie trafił na dwie zakopane kanki na mleko – obie znajdowały się tuż pod powierzchnią ziemi. Pierwsza kanka była rozszczelniona, a jej zawartość nie zachowała się w całości. Ukryto w niej umundurowanie i ekwipunek oficera Wehrmachtu, w tym płaszcz wojskowy, buty, ostrogi i lunetę myśliwską. Druga kanka zawierała m.in. plik banknotów z kolejnymi numerami i bankową banderolą, zegarek kieszonkowy, srebrną łyżkę i pieczołowicie opakowany notes z listami, zdjęciami i notatkami. Zalakowana koperta z herbem okazała się testamentem. Na kopercie znajdował się napis: „Mein letzter Wille”, czyli „moja ostatnia wola”. Według badań, skarb został ukryty zimą 1945 roku. Część przedmiotów pozostanie w Polsce pod opieką muzealników, a reszta trafi do mieszkających w Niemczech córek Hansa Joachima von Finckensteina.

2017 r.

Od maja w Muzeum II Wojny Światowej w Mamerkach można oglądać replikę Bursztynowej Komnaty. Nie jest co prawda wykonana z bursztynu, tylko z żywicy z elementami gipsowymi (60 mkw.). Replikę płaskorzeźb stworzyła pracownia artystyczna specjalizująca się w odtwarzaniu zaginionych dzieł sztuki światowej. Najważniejsza różnica polega na tym, że kopie nie mają złotych ram. Nie brakuje im za to wielu innych ozdób. Wykonywanie ich zajęło blisko rok. Bursztynowa sala o wymiarach 10x11 m powstała na początku XVIII wieku z inicjatywy Fryderyka I Hohenzollerna. Miała zdobić jego gabinet w podberlińskim pałacu w Charlottenburgu. Potem trafiła do Petersburga, następnie do Carskiego Sioła. Tam została rozbudowana i wzbogacona. W 1941 roku pałac został zrabowany przez Niemców i Bursztynowa Komnata trafiła do zamku w Królewcu. 9 kwietnia 1945 roku Armia Czerwona zdobyła królewiecką twierdzę, jednak skarbu nigdy nie odnaleziono. Los Bursztynowej Komnaty mógł znać ostatni nadprez yd e nt P r u s Ws ch o dnich Erich Koch, który do śmierci w 1986 roku był więziony przez Polaków w Barczewie. Najprawdopodobniej nie zdradził jednak nikomu miejsca jej przechowywania.

RZECZ

W trakcie prac wykopaliskowych w osadzie Truso u ujścia Wisły odkryto trzy zawieszki z wyobrażeniem kobiet w długich sukniach. Były to niewielkie (około 3 cm), jednostronne plakietki zaopatrzone w uszko do zawieszania. Dwie srebrne przedstawiają postać z profilu, a ołowiana prezentuje kobiecą postać en face. Tego typu zawieszki obrazowały w społecznościach nordyckich wizerunki kobiet z wyższych sfer i były atrybutem tożsamości społecznej, znakiem przynależności do określonej grupy. Analogiczne zawieszki odkryto na cmentarzysku w Birce, zaś fragment ceramicznej formy odlewniczej takiej zawieszki znaleziono w Starej Ładodze. Na wszystkich tych przedmiotach wyraźnie zaznaczone są szarfy oraz długie przedmioty oparte na ramieniu i trzymany w zgiętej w łokciu ręce. Wskazuje to na nieprzypadkową obecność tych atr ybutów na figurkach kobiet i może świadczyć, że wszystkie zawieszki oraz forma odlewnicza wyobrażają konkretną, znaną wytwórcy postać. Czy była to najsławniejsza z bogiń Freja, czy kobieta pełniąca w społeczności nordyjskiej funkcję kapłanki – to pytanie czeka jeszcze na ostateczne rozstrzygnięcie. Zawieszkę można zobaczyć na wystawie Truso w elbląskim muzeum.

VIII-X wiek Wyszperała w historii: Beata Waś, obraz: wikipedia.org, infoilawa.pl, mamerki.com, portel.pl


Masz pomysł, ale nie masz środków na jego realizację? Nie chowaj go w szufladzie! Skorzystaj z Funduszy Europejskich w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Warmińsko-Mazurskiego! Znajdź dofinansowanie dla siebie i śledź na bieżąco informacje o terminach naborów wniosków. Wszystkie potrzebne informacje znajdziesz na stronie

www.rpo.warmia.mazury.pl


KRĘCILI TU

KRĘCILI TU: CICHA NOC FILMY, KTÓRE POWSTAŁY NA WARMII I MAZURACH

RODZINA PRZY STOLE

Pełnometrażowy debiut Piotra Domalewskiego „Cicha noc” jest kameralną opowieścią o prowincji, która zmaga się problemami związanymi między innymi z emigracją. Reżyser w towarzystwie wielopokoleniowej, małomiasteczkowej rodziny z Polski B pokazał jak trudne jest nawiązywanie relacji z najbliższymi nawet przy wigilijnym stole, do którego każdy zasiada z własnymi słabościami, ambicjami i uprzedzeniami. Film pozbawiony jest hollywoodzkiego sznytu, stroniący od eksperymentów, odarty z efekciarstwa i nachalnej emocjonalności. Za to pełny ekranowej szczerości, autentyczności bohaterów i dojrzałej analizy polskiego społeczeństwa. W ciągu kilku miesięcy obejrzało go w kinach ponad 400 tys widzów.

BŁOTO I PIEROGI

Ekipa filmowa zamieszkała w Hotelu Omega w Olsztynie. Wracali ze zdjęć nad ranem w ubłoconych butach, która trzeba było odkazić w holu. A dzień zaczynał się dla nich po południu. Każdy z nich dostał pokój z sielskim widokiem na jezioro, a obsługa dbała o komfort. Nic dziwnego, że kiedy wrócili na olsztyńską premierę filmu 15 listopada 2017, koniecznie chcieli przenocować w  Omedze. Ulubionym daniem ekipy były pierogi z kaczką i konfitowane udko kacze – jak zdradzono nam w hotelu.

AKCJA Z PRĄDEM

ZAŻYŁOŚĆ W REALU

090

Jak to w życiu bywa, rodzinę integrują trudne warunki. Tak też stało się na planie filmowym realizowanym nocą, w  zimnie i  wszechobecnym b łocie. Twórcy wielokrotnie podkreślali w wywiadach, że mimo to udało im się stworzyć wspaniałą atmosferę przy pracy i zbudować przyjacielskie relacje, które trwają do dziś. Domalewski – reżyser i aktor w jednym – rozumiał i ekipę filmową, i potrzeby oczekiwania aktorów. – Reżyser dobrał obsadę, która nie znała się wcześniej – przyznaje Agnieszka Suchora, odtwórczyni roli matki Adama. – Od pierwszego dnia staliśmy się sobie bliscy, wspieraliśmy się, stworzyliśmy więź. Może dlatego efekt filmu jest tak świetny – zażyłość którą widać na ekranie, jest po prostu szczera.

Zdjęcia do filmu powstały na Warmii: gównie we wsi Pęglity niedaleko Gietrzwałdu. Tutaj ekipa filmowa spędziła 27 dni na przełomie lutego i marca 2017 roku. – Przez trzy miesiące zjeździliśmy ponad 4 tys. km Polski północno-wschodniej, aby znaleźć Pęglity – tłumaczy Sylwia Rajdaszka, odpowiedzialna za kierownictwo produkcji w filmie. – W scenariuszu występuje jedność miejsca akcji, więc plener musiał składać się z dwóch pobliskich domów, drogi, garażu. W domu w Pęglitach mieszkała rodzina z problemami finansowymi, odłączono im elektryczność. Twórcy wynajęli obiekt, opłacili rachunki i podłączyli prąd, lekko zmodyfikowali też otoczenie dobudowując szklarnię i naprawiając nieprzejezdną drogę.


KRĘCILI TU

WYŚCIG Z CZASEM

Film wyprodukowało Studio Munka, które od 10 lat wspiera zdolnych, młodych twórców z kamerą. – Piotr przyszedł do mnie z dwoma tekstami, z którego jeden odrzuciłem – wspomina Jerzy Kapuściński, dyrektor artystyczny Studia Munka. – Nad drugim pracowaliśmy kilka miesięcy, ale bardzo intensywnie. Powstało kilkanaście wersji scenariusza. Ta ostatnia została zrealizowana w 100 procentach. Podjęliśmy decyzję, aby film wyprodukować zimą 2017. Ścigaliśmy się z czasem, bo zależało nam, żeby film był jak najbardziej naturalny, akcja rozgrywała się w autentycznym pejzażu, warunkach zgodnych z rzeczywistością. Aby złożyć scenariusz do PISF-u w 2017 roku, musieliśmy pokryć koszty dokumentacji, scenografii, castingu, prac literackich. Więc wiązało się to wszystko z pewnym ryzykiem. Jak wiadomo, wynagrodzonym hojnie przez publiczność i krytyków.

NA GDYNI SIĘ NIE SKOŃCZY

– Na Gdyni się nie skończy – skomentował Bogumił Osiński, szef nowopowstałęgo W-MFF, kiedy zobaczył pierwszą kopię filmu. Komisja Funduszu w trzecim etapie konkursowym jednogłośnie uznała, że otrzyma dofinansowanie. Taki był start najmłodszego w Polsce Regionalnego Funduszu Filmowego. – Wszystko nam się zgadzało: opieka nad filmem doświadczonego Studia Munka, tematyka związana z regionem oraz fakt, że w całości był realizowany na jego obszarze, więc środki były wydatkowane u nas – tłumaczy Bogumił Osiński. – Tak udanego startu, mogły pozazdrościć nam inne polskie fundusze filmowe.

ILE SŁONECZNYCH DNI?

„Cicha noc” zdobyła siedem nagród podczas Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni 2017 w tym Złotego Lwa dla najlepszego filmu i nagrodę dla najlepszego aktora – Dawida Ogrodnika. A potem reżyser został zaproszony na targi filmowe podczas 68. Berlinale, jako dobrze zapowiadający się młody twórca. Towarzyszył mu m.in marszałek województwa warmińsko-mazurskiego Gustaw Marek Brzezin. – Wszyscy pytali jak udało nam się postawić na dobrego konia – przyznaje marszałek Brzezin. – Szczerze opowiadałem o swoich początkowych obawach, że film pokazuje zbyt ponury obraz regionu. Ale wywołał zainteresowanie zwłaszcza wśród zagranicznych producentów filmowych. Wśród pytań pojawiały się m.in te o pogodę, liczbę dni słonecznych i deszczowych, które pozwalają trafnie zainwestować w produkcje.

DOOKOŁA ŚWIATA I NA WARMII

ORŁY Z REKORDEM

10 statuetek, w tym w najważniejszych kategoriach: dla najlepszego filmu, za scenariusz i reżyserię. Film rozbił bank podczas rozdania Orłów 2018 – nagród Polskiej Akademii Filmowej i pobił dotychczasowy rekord, który należał do filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”. Członkowie PAF docenili też aktorów – nagrodzili Dawida Ogrodnika za pierwszoplanową rolę męską, Arkadiusza Jakubika za drugoplanową rolę męską i Agnieszkę Suchorę za drugoplanową rolę żeńską. Reżyser zdradził, że specjalnie na galę kupił nowy garnitur. – W poprzednim czułem się jak kelner, w tym – też jak kelner, ale w drogiej restauracji. Opłaciło się – żartował.

Agentem sprzedaży filmu za granicę jest włoska firma INTRAMOVIES, która miała swoje stoisko na 68.Berlinale. W maju na Międzynarodowym Festiwalu Kina Niezależnego Off Camera w Krakowie „Cicha Noc” otrzymała Nagrodę Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyki FIPRESCI i Nagrodę Publiczności. Film zaprezentowano już na festiwalach zagranicznych w Bułgarii, Austrii, na Litwie, w Kijowie. A tymczasem Domalewski przygotowuje kolejny film w naszym regionie – również o tematyce emigracyjnej. Jak wiadomo nieoficjalnie – zapowiada się kolejny hit.

 Tekst: Beata Waś, konsultacje merytoryczne: Bogumił Osiński Mecenas projektu:

Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy wspiera twórców realizujących w regionie filmy fabularne i seriale telewizyjne, dokumenty i animacje. Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych Olsztyn, ul. Parkowa 1 www.funduszfilmowy.warmia.mazury.pl

091


W DOBRYM TOWARZYSTWIE

LISTA OBECNOŚCI MADE IN

Obraz: BWA

Obraz: Bartek Cudnoch

MOŻNA NIGDZIE NIE BYWAĆ, ALE JEŚLI BYWAĆ, TO TAM...

RAZ W ROKU Z LAUREM

MISTRZ I NAŚLADOWCY

Na tej gali warto być chociażby dlatego, by poznać najlepszych spośród najlepszych. Marszałek województwa Gustaw Marek Brzezin raz w roku wyróżnia laurem osoby i instytucje, które sięgają po ponadregionalne, a nierzadko i światowe sukcesy. Wiele z nich odbierało laury po raz kolejny, co dowodzi, że wciąż są przed wszystkimi. Gwiazdą XV gali Laur Najlepszym z Najlepszych w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej była piosenkarka Anita Lipnicka. Debiut poza sceną zaliczył też kwietniowo-majowy numer naszego magazynu w którym zaprezentowaliśmy sylwetki wszystkich laureatów. I jak widzieliśmy we foyer, towarzyszył przy kilku selfie.

Wystawa w dużej sali Galerii BWA prezentuje fragment sakralnej twórczości Jerzego Nowosielskiego, jednego z największych twórców polskiej sztuki współczesnej XX wieku. To rzadko prezentowane prace mistrza, pochodzące z kolekcji kościelnych i prywatnych. Na wystawie znalazły się też prace jego uczniów, ale także artystów, którzy go nigdy nie spotkali, a podążają jego śladami. Wystawie towarzyszy film zrealizowany na tę ekspozycję przez Jana Lubicza Przyłuskiego dotyczący realizacji Nowosielskiego w cerkwi w Górowie Iławeckim. Można oglądać do 29 lipca.

WSPOMNIENIA Z OESÓW

DUŻY BIZNES I DUŻO SPOKOJU

Kto nie był w latach 70. w okolicach Dąbrówna, kiedy rozgrywano tu Międzynarodowy Rajd Warszawski w randze mistrzostw Europy, miał właśnie powtórkę z rozrywki. Na tych samych malowniczych terenach Automobilklub Rzemieślnik odtwarza już trzeci rok z rzędu „Rajd Wspomnienie Warszawskiego” dedykowany historycznym rajdówkom. Jest to impreza na tzw. regularność, gdzie odcinki trzeba przejechać w wyznaczonym czasie, niektóre nawet i szybko. Inicjatorem i dyrektorem imprezy jest dawny pilot rajdowy i wielokrotny mistrz Polski Krzysztof Gęborys. Rajd wygrała załoga Zastavy 101 Special Stanisław i Anna Postawka (w styczniu zajęli sensacyjne III miejsce w Rallye Monte Carlo Historique).

Olsztyn i region były promowane w Warszawie przedsiębiorcom poszukującym atrakcyjnych miejsc pod inwestycje na konferencji „Czas na Warmię i Mazury. Czas na Olsztyn”. O swoich biznesowych doświadczeniach związanych z Warmią i Mazurami opowiadali przedstawiciele stacjonujących tu wielkich firm: o niższych kosztach pracy, spokojniejszym i wygodniejszym życiu, dostępie do specjalistów, biurowcach klasy A pod korporacyjne wymogi i otoczeniu sprzyjającym wypoczynkowi. Prezydent zaś opowiadał o mieście zrównoważonego rozwoju z dużym potencjałem. – Nasze przedsiębiorstwa eksportują swoje produkty na cały świat i jesteśmy z tego dumni – podkreślił Piotr Grzymowicz.

Olsztyn, 25 maja 2018

092

Obraz: Kreatyw Media

Obraz: Rafał Radzymiński

Olsztyn, 5 kwietnia 2018

Dąbrówno, 21–22 kwietnia 2018

Warszawa, 17 kwietnia 2018


Obraz: Magdalena Konik Photography

Obraz: Yoko Olsztyn

Obraz: archiwum artystki

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

KONIE KOBYLIŃSKIEJ

FANTAZJA NA TALERZU

ZŁOTY STRZAŁ

Warmia i Mazury, 18–30 kwietnia 2018

Grunwald, 3–6 maja 2018

Zwierzęta przede wszystkim, a konie ponad wszystko – wystawą „Vera i kropka” swoje spojrzenie na zwierzęta zaprezentowała Vera Kobylińska, przedstawicielka siódmego już pokolenia artystycznie uzdolnionej rodziny. Absolwentka ASP, wnuczka słynnego rysownika i gawędziarza Szymona Kobylińskiego, zaszyła się od jakiegoś czasu we wsi Zerbuń koło Jezioran, gdzie tworzy, a własne konie może mieć na własnym podwórku. W klubie „U Artystów” pokazała prace, które powstały tej wiosny: konie, koty, koguty.

Przystawka, danie główne i deser w festiwalowej cenie 49 zł. Po raz kolejny Restaurant Week Polska przyciągnął do warmińskich lokali tłumy smakoszy. Każda z ośmiu biorących w nim udział restauracji przygotowała fantazyjny mięsny i wegetariański zestaw bazujący na lokalnych specjałach. Trudno było o wolny stolik, ale zawiedzionych informujemy, że kolejna edycja festiwalu w październiku.

Prawie 50 łuc zników konnych z 19 państw pojawiło się na Polach Grunwaldu podczas Międzynarodow ych Zawodów Historycznego Łucznictwa Konnego. To okazja, by zobaczyć światową elitę tego emocjonującego sportu. Podczas siódmej edycji widowiskowej majówki uczestnicy walczyli w trzech konkurencjach: Tor Polski, Węgierska i Koreańska. Złoto otrzymał Wojciech Osiecki i jego koń Mr Jummer Bar.

Obraz: WBP

Obraz: Beata Waś

Obraz: Rafał Radzymiński

Olsztyn, 10 kwietnia 2018

OKNO NA ŚWIAT

RĘCZNA NA PIASKU

Olsztyn, 22 maja 2018

Stare Jabłonki, 31 maja-3 czerwca 2018

Wystawa fotografii z podróży do Kamerunu i program artystyczny z udziałem dzieci poświęcony kulturom świata. W otwarciu wystawy „Z Afryki do Europy – różnorodność kulturowa oknem na świat” w Galerii Stary Ratusz WBP wziął udział m.in. Simon Ntombela, ambasador Republiki Południowej Afryki. Patronat nad wydarzeniem zorganizowanym m.in. przez Przedszkole Artystyczno-Teatralne Dorotka objął Polski Komitet ds. UNESCO.

Podczas EBT Finals Poland 2018 – Klubowych Mistrzostw Europy w plażowej piłce ręcznej rozegranych na plaży Hotelu Anders w Starych Jabłonkach, rywalizowało po 12 najlepszych klubowych drużyn kobiecych i męskich. Tytuł klubowego mistrza Europy wśród mężczyzn zdobyła hiszpańska Pinturas Andalucia BM Playa Sewilla, wśród kobiet triumfowała drużyna Multichem-Szentendrei z Węgier. Stare Jabłonki były po raz pierwszy gospodarzem imprezy tej rangi w plażowym szczypiorniaku.

W KORONNYM STYLU Sułowo-Lidzbark Warmiński, 31 maja – 3 czerwca 2018

Od początku były to auta wyjątkowej urody, z wypracowanym własnym stylem. Ale mimo to nie wszyscy widzieli pewnie rzadkie okazy jakie wypuściła utytułowana niegdyś w motorsporcie marka Saab. Jej miłośnicy zorganizowali w atrakcyjnej części Warmii II Rajd Trzech Koron „Szwedzi i przyjaciele”. Bazą wypadową wydarzenia był Dworek „Romanowski” w Sułowie, a szerszej publice Saaby zaprezentowały się na konkursie elegancji w Lidzbarku Warmińskim.

093


FOTORELACJA

SZTUKA CELEBRACJI ŻYCIA MODĄ I URODĄ, ZDROWIEM, TEATREM, MUZYKĄ, SZTUKĄ I FILANTROPIĄ – TYM ŻYŁ PRZEZ CAŁY MAJ HOTEL WILLA PORT ART & BUSINESS NAD JEZIOREM DRWĘCKIM W OSTRÓDZIE. KALENDARZ WYPCHANY PO BRZEGI SPOTKANIAMI, WARSZTATAMI, KONCERTAMI I WYSTAWAMI PRZYCIĄGAŁ NIE TYLKO HOTELOWYCH GOŚCI ALE TEŻ MIESZKAŃCÓW REGIONU.

AKADEMIA MODY I URODY

Krwista czerwień, klasyczna czerń i biel. Zwiewne, kwieciste suknie w stylu boho i eleganckie kroje w etniczne wzory. Kreacje tworzone przez olsztyńską projektantkę Magdalenę Pietrzak, twórcz ynię marki MOUSE prz yciągn ę ł y 1 maja nie tylko panie. Profesjonalny pokaz przygotowany wspólnie z Brygidą Dermo, właścicielką Akademii Urody Brigitte, był prawdziwą ucztą dla miłośników mody i mistrzowskiego makijażu. Całość dopełniły warsztaty biżuterii olsztyńskiej marki Soul Beads.

FORMA W KUCHNI

Jak unikać w kuchni glutenu i alergenów? Katarzyna Jankowska, autorka książek oraz bloga „Mama alergika gotuje” 12 maja zdradzała gościom autorskie przepisy na zdrową i smaczną kuchnię dla osób z nietolerancją pokarmową. A następnego dnia Krzysztof Rodkiewicz, trener personalny, mistrz Polski i Europy w kulturystyce obchodził tu Światowy Dzień Wellness i dzielił się patentami na świetną formę.

SZTUKA BYCIA MAMĄ

Tekst: Beata Waś Obraz: arch. Willa Port

094

„W hołdzie mamom” to artystyczne wydarzenie dedykowane adresatkom święta obchodzonego 26 maja. Wernisaż rzeźby, malarstwa i  fotografii połączono z czytaniem poezji Gałczyńskiego. Spotkanie poprowadziła Anna Zapaśnik-Baron, laureatka nagrody Kobieta Sukcesu Warmii i Mazur. A do poczęstunku zagrał na fortepianie Roberto Rugieri, jeden z włoskich, muzycznych rezydentów hotelu.


LISTA DYSTRYBUCJI

ZNAJDŹ NAS JESTEŚMY TAM, GDZIE SĄ NASI CZYTELNICY

OLSZTYN RESTAURACJE, KAWIARNIE:

Restauracja KORNER, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Kawiarnia Moja, ul. Dąbrowszczaków 10 • Drewno i Ogień, ul. Prosta 7/9 • Parowar, ul. Skłodowskiej 24 • Pizzeria Diavolino, ul. Okopowa 18 • Mezze, ul.Kołłątaja 19 • U Artystów, ul. Kołłątaja 20 • Słodycz Tej Krainy, ul. Kołłątaja 23 • Handmade Cafe&Pub, ul. Kołłątaja 3 • Yoko Sushi, ul. Stare Miasto 17/21 • Hammurabi, ul. Prosta 3/4 • Caffee Station, ul. Prosta 18/22 • Restauracja Prosta, ul. Prosta 38 • Stary Zaułek, ul. Rodziewiczówny 8 • Malta Cafe, ul. Lelewela 6a • Restauracja Staromiejska, ul. Stare Miasto 4/6 • House Cafe, ul. Stare Miasto 11 • Pierogarnia, ul. Stare Miasto 26/27 • SiSi Coffee, ul. Stare Miasto 28/2 • Highlander, ul. Stare Miasto 29/32 • Via Napoli, ul. Okopowa 21 • Herbaciarnia ZEN, ul. Okopowa 23 • Restauracja Casablanka, ul. Zamkowa 5 • Browar Warmia, ul. Nowowiejskiego 15 • Kawiarnia Awangarda, ul. Staromiejska 13 • Ceska Hospoda, Targ Rybny 14 • Coctail Złoty Klucz, ul. 11 Listopada 5 • Pijana Czapla, ul. Górna 1 • Restauracja Rolki, ul. Mochnackiego 5/1 • Konopna Farmacja, ul. Prosta 23 • Steakownia, ul. Warszawska 2/2 • Browarnia Stara Warszawska, ul. Warszawska 29 • Gusto Cucina Italiana, ul. Tuwima 26 • Frankie’s Soki, ul. Tuwima 26 • Na Rogu Czasu, ul. Wilczyńskiego 6c • Plankton, ul. Jeziorna 8 • Restauracja Przystań, ul. Żeglarska 3 • Tawerna Przystań, ul. Żeglarska 6 • Słoneczna Polana, ul. Sielska 38A • Zatoka Smaku, ul. Wodna 1c • Cudne Manowce, ul. Bolesława Chrobrego 4 • Napoleon i Marysieńka, ul. Kołłątaja 11 • Pizzeria Wiśniowy Piec, ul. Kołobrzeska 3 • Kawiarnia Kofikada, ul. Prosta 18a/22

HOTELE:

Hotel Kur, ul. Bałtycka 89 • Hotel Dyplomat, ul. Dąbrowszczaków 28 • Hotel Warmiński, ul. Kołobrzeska 1 • Hotel Wileński, ul. Knosały 5 • Hotel Park, ul. Warszawska 119 • Hotel Omega, ul. Sielska 4a • Hotel Przystań & Spa, ul. Żeglarska 3 • Hotel Pirat, ul. Bałtycka 60 • Hotel Manor, ul. Kanarkowa 47 • Hotel Villa Pallas, ul. Żołnierska 4, Tiffi Boutique Hotel, ul. Żeglarska 7

URODA, ZDROWIE, MODA:

Pracownia Wizerunku, ul. Partyzantów 76 • Yasumi, ul. Sikorskiego 19 lok. 16 • EPI Centrum, ul. Samulowskiego 3B • Klinika Look Med, ul. Lelewela 6a/3 • Koemi, ul. 11 Listopada 7 • Matraccy Fryzjerstwo, ul. 1 Maja 22 • Salon fryzjerski SALSA, ul. Mrongowiusza 4 • Arianne Salon Ślubny, ul. Pieniężnego 5 • Salon Jean

Luis David, ul. Piłsudskiego 16 • Salon VIDO, ul. Orkana 11 • Guru Bio. Fryzjerstwo, Stare Miasto 28 • La.Lila, ul. Kościuszki 84D • Olsztyńskie Centrum Medycyny i Sportu, ul. Poprzeczna 18 • BELOVED BeautyPlace, ul. Kotańskiego 4 • Salon urody E-xclusi-W, ul. Polna 1b • Stomatolog Kraina Uśmiechu, ul. Barczewskiego 1 • Salon Deręgowski Sport, ul. Tuwima 26 • Jean Luis David, ul. Tuwima 26 • Monelly Studio Urody, ul. Boenigka 7d • Fitness Club Sylwetka, ul. Wilczyńskiego 8 • Fitness Dynamic, ul. Wilczyńskiego 29 • Klinika Okólna, ul. Okólna 3 • Orto-Dent, ul. Kleeberga 6/2 • Salon Kosmetyczny Ewelina Kulawczyk, ul. Szostkiewicza 5 • Kinetic Fitness Club, ul. Piłsudskiego 44A • Body Perfect, ul. Kętrzyńskiego 5 • Atelier Fryzjerskie, ul. Armii Krajowej 3 • Stomatologia Estetyczna Elżbieta & Karol Sujka, ul. Targ Rybny 14 • Akademia Urody Brigitte, ul. Żołnierska 4|Willa Pallas • SHOWROOM Sylwia Kopczyńska, ul. Kołłątaja 16 • I.V. Clinik Medycyna Regeneracyjna, ul. Leśna 14/6H • Wilk Studio Fryzur, ul. M. Kotańskiego 4 lok. 9 • Avi Dental, ul. Barcza 48/6L • Clinik Medycyna Regeneracyjna, ul. Leśna 14/6H

MOTO:

Skoda Polbis Auto, ul. Partyzantów 26 • Audi Auto Wimar, ul.  Rataja  15 •  V W Auto Wimar, ul. Rataja 15 • Fiat Jeep Citroen RESMA, ul. Obrońców Tobruku 5 • Toyota Mir-Wit, ul. Obrońców Tobruku 11 • BMW Service Wyza, ul. Sikorskiego 4 • Honda Daszuta, ul. Sikorskiego 33 • Hyundai Daszuta, ul. Tuwima 23 • Motostrefa, ul. Piłsudskiego 93B • BMW Zdunek, ul. Warszawska 117 • Volvo NordAuto, ul. Warszawska 117c • Opel Mibo, ul. Jagiellończyka 41c • Peugeot PZM, ul. Sielska 5 • SsangYong Sikorski, ul. Sielska 43 • Nissan Max Usługa, ul. Leonharda 3 • Kia JD Kulej, ul. Lubelska 40 • Mercedes Auto Idea, ul. Towarowa 11 • Renault Alcar, ul. Lubelska 39A • Salon KTM Yamaha, ul. Lubelska 35D • Ford JD Kulej, ul. Budowlana 7 • Auto Salon Mazurek, ul. Lubelska 29 • Bling Factory, ul. Lubelska 43i • Janczar, ul. Lubelska 35D

INNE:

Miejski Ośrodek Kultury, ul. Dąbrowszczaków 3 • Księgarnia za rogiem, ul. Skłodowskiej 2/11 • Zoom Room, ul. Dąbrowszczaków 39 • Urząd Miasta Olsztyn, ul. Jana Pawła II 1 • Biblioteka Abecadło, ul. Piłsudskiego 16 • Kancelaria Prawna Wojarska Aleksiejuk Lechowicz, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Traveland Biuro Podróży, ul. Knosały 7 • Olsztyńskie Centrum Bowlingu, ul. Kromera 3 • Urząd Marszałkowski, ul. Emilii Plater 1 • Doradca Podatkowy BRBK,

096

ul. Zientary Malewskiej 25 • CDEF, ul. Zientary Malewskiej 20B • Koszary Funka, ul. Kasprowicza 4 • TVP Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Radio Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Art School, ul. Barczewskiego 1 • Eranova, ul. Obrońców Tobruku 3 • Mądre Klocki ul. Tuwima 26 • Studio Form Architektonicznych PANTEL, ul. Rybaki 40 • Warmiolandia, ul. Lubelska 29g • M3, ul. Budowlana 2 • Tor Kormoran, ul. Sprzętowa 6 • Park Trampolin 7 Jump Street, ul. Leonharda 7 • Warmińsko-Mazurska Specjalna Strefa Ekonomiczna, ul. Barczewskiego 1 • Oxford Academy, ul. Żurawskiego 1A/12 • Przedszkole Junior Academy, ul. Żurawskiego 1A/11 • Honesto Olsztyn, ul. Lipowa 15A • Centrum Sportu i Rehabilitacji Biernat, ul. Bydgoska 33 • Showroom Ceramoteka, ul. Sikorskiego 19

WARSZAWA

Steakownia, ul. Krucza 23/31 • La Tomatina, ul. Krucza 47 • Cafe Krucza 23, ul. Krucza 23 • Sushi Zushi, ul. Żurawia 6/12 • Zorza, ul. Żurawia 6 • Smaki Warszawy, ul. Żurawia 47/49 • Green Cafe Nero, ul. Marszałkowska 84/92 • Costa Coffee, pl. Trzech Krzyży 18 • Starbucks Coffee, pl. Trzech Krzyży 18/16 • Dyletanci, ul. Rozbrat 44a • Na Lato, ul. Rozbrat 44a • Kino Kultura, Krakowskie Przedmieście 21 • Crazy Butcher, Hala Koszyki, ul. Koszykowa 63

ELBLĄG

Salon Urody Marzena Gross, Elbląg, ul. Nitschmana 20/22 • Hotel Srebrny Dzwon, Kadyny • Hotel Elbląg, Elbląg, Stary Rynek 54-59 • Klinika Dental Clinic, Elbląg, ul. Grobla św. Jerzego 15 • Restauracja Studnia Smaków, Elbląg, ul. Studzienna 31a • Hotel Młyn, Elbląg, ul. Kościuszki 132 • Salon Fryzjerski Point, Elbląg, pl. Dworcowy 3a • Młyn Klekotki Resort & SPA, Klekotki 1

POWIAT OLSZTYŃSKI

Zalesie Mazury Active SPA, Barczewo, Zalesie 12 • Hotel Azzun, Kromerowo 28 • Pensjonat Słoneczny Brzeg, Rukławki 100 • Steakownia, Biskupiec, al. Wojska Polskiego 7 • Restauracja na Rynku, Biskupiec, pl. Wolności 5c • Hotelik Atelier, Biskupiec, ul. Mickiewicza 31 • ZM „Warmia”, Biskupiec, ul. Olsztyńska 3 • Krystian Szeląg – Kancelaria Adwokacka, Biskupiec, ul. Mickiewicza 6b/lok.4 • Hotel Jabłoński, Dorotowo 74b • Bajkowy Zakątek, Guzowy Piec 17 • Młodzi Duchem, Biesal 80B • Karczma Warmińska, Gietrzwałd, ul. Kościelna 1 • Restauracja Sielanka, Gietrzwałd, ul. Olsztyńska 38 • Hotel Masuria, Worliny 33 • Restauracja Rukola, Dywity, ul. Spółdzielcza 1 • Mazury Golf&Country Club, Naterki, ul. Golfowa 20a • Hotel Marina Golf Club, Siła 100 • Przystanek Zatoka, Siła 85 • Karczma w Stodole, Tomaszkowo, ul. Wulpińska 63 • Karczma Stara Księgarnia, Olsztynek, ul. Warszawska 10 • Cukiernia i Kawiarnia Konfitura, Olsztynek, ul. Świerczewskiego 3/3 • Restauracja z Zielonym Piecem, Olsztynek, ul. Floriana 1 • Restauracja Alibi, Stawiguda, ul. Klonowa 1 • Salon fryzjerski, Stawiguda, ul. Mazurska 2/1 • Restauracja Złoty Strug, Pluski, ul. Jeziorna 83 • Restauracja Wiktoria, Dobre Miasto, ul. Orła Białego 18 • Kwaśne Jabłko, Włodowo 27 • Fajne Miejsce, Tłokowo 72

POWIAT OSTRÓDZKI

Najnowszy numer MADE IN dostarczyliśmy do wszystkich naszych miejsc dystrybucji w bagażniku 110-konnej Skody Rapid Spaceback Ambition 1,0 TSI (test auta na www.madeinwm.pl)

Hotel Anders, Stare Jabłonki, ul. Spacerowa 2 • Hotel Miłomłyn, Miłomłyn, ul. Ostródzka 2b • Restauracja Park, Morąg, ul. 11 Listopada 12 • Hotel Platinum, Ostróda, ul. Wyszyńskiego 11a • Hotel Villa Port, Ostróda, ul. Mickiewicza 23 • Restauracja Lalo, Ostróda, ul. Mickiewicza 17c • Enjoy Fitness Club, Ostróda, ul. Jana Pawła II 9 • Pałac Pacółtowo, Pacółtowo 2 • Stara Szkoła,

Wysoka Wieś 27 • Hotel SPA Dr Irena Eris, Wysoka Wieś 22 • Zajazd Austeria, Rychnowo 6b • Agroturystyka Glendoria, Ględy 45 • Kawa na Ławę, Ostróda, ul Czarnieckiego 19 • Lecznica przy Młynie, Ostróda, ul. Adama Mickiewicza 21C • Gospoda Sajmino, Ostróda, ul. Olsztyńska 57 • Zabart.com, Ostróda, ul. Czarnieckiego 32 • Tawerna, Ostróda, ul. Mickiewicza 21 • Biuro Żeglugi Ostródzko – Elbląskiej Sp. z o.o. w Ostródzie, ul. Mickiewicza 9a • Centrum Informacji Turystycznej, Ostróda, Plac Tysiąclecia Państwa Polskiego 1A • Narie Resort&Spa, Wilnowo 34 • Kawiarnia u Smolejów, Łukta, ul. Mazurska 4

POWIAT NIDZICKI

Restauracja Pod Zamkiem, Nidzica, ul. Słowackiego 7 • Zamek Nidzica Cafe & Restaurant, Nidzica, ul. Zamkowa 2 • Hotel u Komtura, Nidzica, ul. Zamkowa 2 • Best Drive Kunicki, Nidzica, ul. Warszawska 22 • Ośrodek rekreacyjny MON Omulew, Czarny Piec • Ostoja Sport Resort, Januszkowo 27 • Garncarska Wioska, Kamionka 5 • Kawiarnia Ewik Cafe, Nidzica, ul. Traugutta 20 • Karczma Pod Gołębiem, Nidzica, ul. Sienkiewicza 10 • Kamieniczka, Nidzica Pl. Wolności 4

POWIAT MRĄGOWSKI

Restauracja Bella Italia, Mikołajki, pl. Handlowy 11 • Hotel Mikołajki, Mikołajki, al. Spacerowa 11 • Kuchnie Świata, Mikołajki, pl. Wolności 11 • Kuźnia Czekolady, Mikołajki, pl. Wolności 9/16 • Hotel Robert’s Port, Stare Sady 4 • Restauracja City, pl. Wolności 11 • Restauracja Sielawa, pl. Wolności 13 • Grupa Amax, Mikołajki, pl. Wolności 9/61 • Tawerna pod Złamanym Pagajem, Mikołajki, ul. Kowalska 3 • Hotel Mrągowia, Mrągowo, ul. Giżycka 6 • Hotel Solar Palace, Mrągowo, Jaszczurza Góra 22 • Gościniec Molo, Mrągowo, ul. Jeziorna 1b • Chata Mazurska, Mrągowo, ul. Roosvelta 1 • Bar Przecinek, Mrągowo, ul. Mały Rynek 6 • Ach Mazury Stanica Mikołajki, Mikołajki, ul. Leśna 1 • Hotel Mazurski Dworek, Mikołajki, Stare Sady 1

POWIAT GIŻYCKI

St. Bruno Hotel, Giżycko, ul. Brunona 1 • Restauracja Porto, Giżycko, ul. Nadbrzeżna 5a • Folwark Łękuk, Łękuk Mały 8 • Zamek Ryn, Ryn, pl. Wolności 2 • Gościniec Ryński Młyn, Ryn, ul. Hanki Sawickiej 3 • Karczma pod Czarnym Łabędziem, Rydzewo, ul. Mazurska 98 • PodKładka RestoBar, Giżycko, ul. Kolejowa 12

POWIAT IŁAWSKI

• Instytut Kosmetologii Image, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 14 • Notus Finanse, Iława, ul. Sobieskiego 14 • Hotel Port 110, Iława, ul. Konstytucji 3 Maja 7 • Hotel Grand Tiffi, Iława, Jarosława Dąbrowskiego 9 • Restauracja u Czapy, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 2A • Yotto Sushi Bar, Iława, ul. Niepodległości 14 • Hotel Stary Tartak, Iława, ul. Biskupska 5 • Karczma Łabędź, Iława, ul. Marsa 2

POZOSTAŁE

Hotel Bartis, Bartoszyce, pl. Konstytucji 3 Maja 5 • Stodoła, restauracja i hotel, Bartoszyce, ul. Bema 9 • Termy Warmińskie, Lidzbark Warmiński, ul. Kąpielowa 1 • Hotel Krasicki, Lidzbark Warmiński, pl. Zamkowy 1 • Hotel Restauracja Górecki, Lidzbark Warmiński, ul. Olsztyńska 4 • Restauracja-Kawiarnia Starówka, Lidzbark Warmiński, ul. Hoża 39 • Zajazd pod Zamkiem, Kętrzyn, ul. Struga 3a • Restauracja Mazuriana, Szczytno, ul. Sienkiewicz 2 • Natura Mazur Hotel & SPA, Warchały, ul. Brajnicka 1 • Pałac Mortęgi Hotel & SPA, Mortęgi 3 • Miejsce Marzeń, Szczycionek 28 • Ośrodek Narciarski Kurza Góra, Kurzętnik, ul. Kurza 1


NAPISY KOŃCOWE

NAPISY KOŃCOWE imię i nazwisko wykonywany zawód miejsce urodzenia

NAUCZYCIEL TAŃCA OLSZTYN

Kiedy mijam ulicznego grajka… najczęściej wrzucam pieniążek, słucham, idę dalej.

Nie cierpię zapachu… zgniłych jajek.

Gdy stoję w korku… śpiewam, prawie identycznie, najczęściej Korteza.

Moje kolejne urodziny… będą cudowne, radosne i w gronie najbliższych.

Ostatnie 10 zł wydałabym… na lody.

Chciałabym zobaczyć świat oczami… dziecka, bo nie pamiętam jak to było gdy miałam trzy lata.

Jeszcze raz przeczytałabym… „Płeć mózgu”.

Lubię w sobie… zdecydowanie, konsekwencję i pracowitość.

Za kierownicą jestem… królową szos, ostatnio coraz spokojniejszą i rozważną.

Komfortowo czuję się… zawsze.

Gdy zaczyna się weekend… bosko!!! praca, praca, praca, którą kocham. Na Warmii i Mazurach znajomych zabrałabym do… swojego domu w Olsztynie, położonego pięć minut od lasu, jeziora i centrum miasta jednocześnie. A potem spacerkiem na starówkę. Czy jakiekolwiek inne miejsce na Ziemi ma taki potencjał? Najchętniej wystąpiłabym w reklamie… zmysłowej bielizny. W portfelu mam… zdjęcia najbliższych. Ulubione zdjęcie to… moi zakochani rodzice w młodości, na majówce. Nigdy nie włożę na siebie… lnianych spodni. Kiedy kupuję papier toaletowy… kupuję papier toaletowy, luz! Obejrzę się na ulicy… za ładną kobietą. 098

IWONA PAVLOVIĆ

Nie odbiorę telefonu od… numeru nieznanego. 27 złotych… to kilogram pysznych czereśni, już na nie czekam! W kuchni zawsze wyjdzie mi… jajecznica na tysiąc sposobów. Ostatnio rowerem pojechałam… wszystko przede mną – muszę go kupić. Nigdy nie odmówię sobie… tortu bezowego. Przez jeden dzień chciałabym być… facetem o wyglądzie Georga Clooney’a.

Cofając czas, chciałabym zostać… sobą. W kieszeni muszę mieć… małą fiolkę perfum i gumę miętową. Rano w lustrze… widzę uśmiech szczęśliwej i spełnionej kobiety. W kolejce do kasy… myślę o niebieskich migdałach. Płakałam ostatnio… przy obieraniu cebuli. Nie chciałabym stracić… zdrowia. Zawstydzam się… coraz rzadziej, ale przy komplementach. Zawsze podziwiałam… mamę, mam nadzieję, że mam po niej wszystkie pozytywne cechy charakteru. Mój ulubiony ciuch… każdy, byle czarny. Ostatnio przeczytałam… „Niewierną” Hiszpanki Reyes Monforte. Chciałabym mieć obraz… nie chciałabym mieć… Najdłuższy dystans jaki przebiegłam to… 10 km, a potem duma i łzy wzruszenia. Na wyprzedaży kupiłam ostatnio… kolejną czarną bluzkę. Podgłaśniam radio gdy… słyszę Michaela Jacksona. Z menu nigdy nie wybiorę… ośmiornic, małż, muli, ostryg, kalmarów (ale krewetki to i owszem).


15 EKSKLUZYWNYCH APARTAMENTÓW Z TARASAMI I WIDOKIEM NA JEZIORO Tomaszkowo – 10 min do Olsztyna / Piękny widok na jezioro / Obszerne tarasy o pow. 16m2 / Mieszkania 48 m2 i 74 m2 / Ceny od 5.290 zł/m2 netto / Możliwość całkowitego odliczenia VAT / Miejsce parkingowe w cenie / Termin realizacji III kw 2018

502 067 997 / sprzedaz@ama-bud.pl / 22 302 06 01 / www.ama-bud.pl


MADE IN Warmia & Mazury / 29 / czerwiec-lipiec 2018  

MADE IN Warmia & Mazury to 100-stronicowa wizytówka naszego regionu, która co dwa miesiące trafia do ludzi twórczych, ambitnych i poszukując...

MADE IN Warmia & Mazury / 29 / czerwiec-lipiec 2018  

MADE IN Warmia & Mazury to 100-stronicowa wizytówka naszego regionu, która co dwa miesiące trafia do ludzi twórczych, ambitnych i poszukując...

Advertisement