Page 1

magazyn lifestylowy

bezpłatny

numer 26

grudzień 2017–styczeń 2018

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

JOLANTA FAJKOWSKA CHCIAŁABYM ZOBACZYĆ ŚWIAT OCZAMI KOTA

MARCIN GIENIECZKO CEL: BIEGUN POŁUDNIOWY NA 100-LECIE PKOL

MIROSŁAW HERMASZEWSKI NAD POLSKĄ PRZELECIAŁEM W 87 SEKUND

JAKUB

ŻULCZYK NIE TRACĘ AMUNICJI

12/01


MAGAZYN LIFESTYLE’OWY O WARMII I MAZURACH LIMITOWANY. BEZCENNY

Michał

Rafał DZIEŃ DOBRY

Jola

Beata

Tak się złożyło, że kiedy krystalizował się nam w głowach pomysł na stworzenie magazynu, który byłby wizytówką Warmii i Mazur, każdemu z nas przyszły na świat dzieci. Dzisiaj mają tyle lat, ile MADE IN WARMIA & MAZURY – cztery. Czterolatek to już mądre i głodne poznawania świata dziecko. Cóż my możemy powiedzieć o sobie po czterech latach od debiutu magazynu? Że wciąż zachowujemy dziecięcy entuzjazm towarzyszący poznawaniu Warmii i Mazur i że z równie dziecięcą frajdą pracujemy przy kolejnych numerach.

Kasia

Martyna

Arek

Kuba

Łukasz

Piotrek

Piotrek

Niunia

Te niewinne buźki ze zdjęć to my, twórcy MADE IN. Też mamy na nich po cztery, a może i nieco więcej lat. Dzisiaj jesteśmy w różnym wieku, mamy różne życiowe doświadczenia, różne temperamenty i ciągle różne pasje. Unikamy niepotrzebnej hierarchii w zespole, bo chcemy tworzyć magazyn oparty na wzajemnej sympatii i zaufaniu. No i wspólnej pasji do Warmii i Mazur. To rodzi chęć do działania. Podobną energię dostajemy w zamian od naszych czytelników, reklamodawców, partnerów, przyjaciół i bohaterów tekstów. Po czterech latach istnienia najcenniejszą rzeczą z pewnością jest to, że dane nam było poznać tylu wspaniałych i inspirujących ludzi. Ich pomysły, kulisy karier, sekrety sukcesów czy szaleńcze pasje. To oni stworzyli nam wizerunek regionu za jakim kiedyś tęskniliśmy: wolny od narzekań, a przepełniony motywacją do tworzenia i z kreacją na ambitnym poziomie. Wchodząc w piąty rok zafundowaliśmy magazynowi lekkie odświeżenie formy. Bez fałszywej skromności – wiemy, że graficznie magazyn podoba się. Wiemy też – to już nawet z dowodami – że jego layout został wyróżniony i znalazł się w prestiżowym katalogu „The Design and Design. Book of the Year” skupiającym najlepsze projekty graficzne świata. No i po trzecie, wiemy też doskonale chociażby z życia prywatnego, że nawet te najbardziej ulubione rzeczy trzeba czasem odświeżyć, by znów zafascynować się nimi jak za pierwszym razem.

Redaktor naczelny

Wydawca


㔀㌀㜀 㠀㌀㄀ 㔀    洀愀搀攀椀渀䀀氀漀欀愀琀礀稀椀攀洀猀欀椀攀⸀瀀氀


SPIS TREŚCI

TREŚĆ MADE IN 24

44 RAZ, DWA, TRZY...

Szybki numerek z MADE IN

SHORT

Przy porannej kawie

KULTURA

Polecamy Warmię i Mazury

RECENZJE

Kultura osobista

KULTURA

Muzyczne piętno krajobrazu

KULTURA

Kręćmy, zanim zniknie kompot z suszu

POZA GALERIĄ

Ceramiczne hygge

POSTAĆ

Jakub Żulczyk

PRODUKTY

Galeria handlowa

WARMIA & MAZURY

Wyprodukowane rękami warmińsko-mazurskimi

GODNE UWAGI

Dobre miejsca MADE IN

ROZRYWKA

50 tysięcy kreatywnych klocków

ROZRYWKA

Skok w drugi rok

DOBRE MIEJSCE

Usługa dla zmysłów

DOBRE MIEJSCE

Pięć pokoi relaksu

WEEKEND

Smak na trzy widelce

INWESTYCJE

Z całym szacunkiem do palm na Mauritiusie

FINANSE

Kredyty szyjemy na miarę

CZŁOWIEK BIZNESU Człowiek w centrum uwagi

BIZNES

Design pod nogami

FITNESS

Zdrowie w obwodzie

MODA I SPORT

#girlswibes, czyli wyznaczaj trendy

KOCHA(M)-POMAGA(M)

Częściej w wodzie, ale bliżej murawy

REPORTAŻ

Parcie na biegun

MOTORSPORT

Mistrzowie bezdroży

48

008 010 014 016 018 020 022 024 032 034 036 038 040 042 044 046 048 050 052 054 058 060 062 064 067

068 070 076 078 080 082 084 089 090 093 094 096 100 102 105 108 110 111 114 116 118 122 124 125 126

67

105

LUDZIE

Rozmowy na schodach

STYL WARMII I MAZUR Aura Mody

MODA

Kamienie z przesłaniem

BLOGERZY

#Naturalne kosmetyki, które warto znać

CIAŁO

Relaks i pielęgnacja w wiśniowym sadzie

ZDROWIE

Oszałamiająca jakość obrazu

ZDROWIE

Od techniki do kliniki

URODA

W zgodzie z czasem

STOMATOLOGIA Rozgryźć pacjenta

Wydawca Auris Media Group Michał Bartoszewicz biuro@auris-media.pl www.auris-media.pl Redakcja +48 733 408 350 10-801 Olsztyn, ul. Sielska 17 redakcja@madeinwm.pl www.madeinWM.pl Redaktor naczelny Rafał Radzymiński, rafal@madeinwm.pl Sekretarz redakcji Jolanta Bukowska, jola@madeinwm.pl Reklama +48 733 408 350, reklama@madeinwm.pl Prenumerata i dystrybucja +48 733 408 350, jola@madeinwm.pl

MĘŻCZYZNA I MASZYNA

Patronaty +48 608 641 421, redakcja@madeinwm.pl

SPOD IGŁY

Salon samochodowy MADE IN

Kultura Beata Waś, beata@madeinwm.pl

AUTO

Skład

AUTO

Studio Gravite, Olsztyn

Kariera pewnej Carrery

Samochód strzała Szwedzka intuicja

CAR DETAILING Diamenty są wieczne

AUTO

Francuska bogini

CAR 4 WOMAN

Wybrałam i odjechałam

WARSZTAT

Fani czterech kółek

AUTO

X – najmodniejsza litera u Opla

AUTO PREMIUM

Więcej prestiżu za mniej pieniędzy

FOTORELACJA Historie ze smakiem

W DOBRYM TOWARZYSTWIE Lista obecności MADE IN

KRĘCILI TU Nóż w wodzie

LISTA DYSTRYBUCJI DAWNO TEMU I kto to wi(e)dział

NAPISY KOŃCOWE Jolanta Fajkowska

Projekt graficzny Agnieszka Tańska Foto Jakub Chmielewski Piotr Dowejko Piotr Ratuszyński Arek Stankiewicz Łukasz Wajszczyk Druk Przedsiębiorstwo Poligraficzne HAKUS Maria i Andrzej Kuśmierczyk sp. j. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za terść reklam nie odpowiadamy. Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. All rights reseved!


RAZ, DWA, TRZY…

SZYBKI NUMEREK Z MADE IN LICZBY, O KTÓRYCH MOGLIŚCIE NIE WIEDZIEĆ

48 LAT TEMU

2080 KM DROGI

48 lat temu oddano do użytku pierwszą w Olsztynie saunę. Znajduje się w kompleksie basenowym przy ul. Głowackiego.

2080 km drogi przemierzył 28-metrowej wysokości świerk, który stanął na Placu św. Piotra w Watykanie. Pochodził z lasów państwowych spod Gołdapi i szacunkowo rósł 70 lat.

300 000 OSÓB 300 000 osób odwiedziło w mijającym sezonie „Wilczy szaniec” – kwaterę Hitlera w Gierłoży koło Kętrzyna. To jedna z najpopularniejszych atrakcji turystycznych regionu – w sezonie letnim sprzedawano tam nawet 70 tys. biletów miesięcznie.

200 METRÓW DŁUGOŚCI

200 metrów długości ma druga największa stajnia w Europie. Mieści się w Kętrzynie na terenie dawnej królewskiej stadniny koni trakeńskich, zbudowanej 140 lat temu.

4,3 KG FARBY 008

4,3 kg farby potrzeba do druku całego nakładu MADE IN. Warmia & Mazury. Maszyny drukarni Hakus potrzebują na wydruk całości 720 minut, a przy całej produkcji w drukarni potrzeba aż 19 par rąk.

2400 OPON 2400 opon zużyły gokarty po pięciu latach działalności Toru Kormoran. Zaliczyły na nich 32 tys. wyścigów, pokonując niemal 600 tys. km. To jakby 15 razy okrążyły ziemię.

3,3 KG OWOCÓW 3,3 kg owoców miesięcznie spożywa statystyczny mieszkaniec Warmii i Mazur. To o dwa kg mniej, niż nasi sąsiedzi z Obwodu Kaliningradzkiego.

10,8 MLN PORAD

11 MIEJSCOWOŚCI

10,8 mln porad ambulatoryjnych udzielanych jest rocznie wszystkim mieszkańcom regionu. Wynika, że statystycznie każdy skorzystał przynajmniej z siedmiu wizyt.

11 miejscowości o nazwie Zalesie znajduje się na terenie województwa warmińsko-mazurskiego. To trzecia najpopularniejsza nazwa miejscowości w Polsce – w sumie jest ich 122.


INFO

PRZY PORANNEJ KAWIE CO W TRAWIE PISZCZY (WARMIŃSKO-MAZURSKIEJ)

EWOLUCJA MADE IN

Zimą na szczycie K2 (8611 m) jeszcze nikt nie był. Pod koniec grudnia do Karakorum wyrusza Zimowa Narodowa Wyprawa na K2 pod hasłem „#K2dlaPolaków”. Wśród dziesięcioosobowej ekipy jest też nidziczanin Marcin Kaczkan (na zdjęciu). To największa od ostatnich dwóch dekad polska ekspedycja wysokogórska (Ministerstwo Sportu i Turystyki wsparło ją milionem zł). Ma zakończyć misję zdobycia przez Polaków wszystkich ośmiotysięczników zimą (dziewięć spośród 14 ośmiotysięczników jako pierwsi zimą zdobyli Polacy). Do kompletu został K2 o którym sami himalaiści mówią „góra gór” – najtrudniejsza technicznie, zimą z warunkami nie gwarantującymi przeżycia (wiatry na szczycie dochodzą do 180 km/h przy 55-stopniowych mrozach). Podczas wszystkich ataków na K2 zginęło w historii 80 wspinaczy. Zimą górę zdobyć można tylko przy s p r z y j a j ą c y m o k n i e p o g o d ow y m . Próbowano już trzykrotnie: w  198 8 i w 2003 roku (brał w niej udział Marcin Kaczkan – wraz z dwójką wspinaczy osiągnęli do dzisiaj rekordową wysokość 7650 m) oraz w 2012 roku. Z kolei w 2014 roku Kaczkan, jako dwunasty Polak, zdobył K2 latem.

Cykl czarno-białych fotografii do choreografii „over ground” Pracowni Tańca Pryzmat otrzymał Grand Prix Międzynarodowego Konkursu „1 strona, 1 spojrzenie, 180 sekund” organizowanego przez Polski Teatr Tańca w Poznaniu. Jego autorem jest olsztyński fotograf Jakub Obarek. W grudniu nagrodzone prace zostaną opublikowane na stronie teatru.

PIASZCZYSTA PLAŻA I LWOWSKIE ZAUŁKI

Obraz: Shutterstock.com

010

CZARNO-BIAŁE SPOJRZENIE

ATAK NA GÓRĘ GÓR

A może rzucić to wszystko i polecieć do Burgas w Bułgarii? Malownicze Wybrzeże Morza Czarnego z plażą pokrytą ciemnym, leczniczym ze względu na zawartość magnetytu piaskiem. A 15 km od centrum miasta znajdują się Burgaskie Łazienki Mineralne. To wszystko po trzech godzinach lotu z Portu Olsztyn-Mazury w Szymanach czarterową linią lotniczą Small Planet. Wylot w każdy wtorek od 19 czerwca 2018. A od marca 2018 pasażerowie podróżujący z Mazur mogą skorzystać z połączeń do Lwowa. Loty na pokładzie samolotu Polskich Linii Lotniczych LOT – we wtorki i soboty. A we Lwowie, wiadomo – piękne zabytki, magiczne zaułki i swojska kuchnia.

Obraz: fb/polskihimalaimzimowy

Obraz: Jakub Obarek

„Naszym paradoksem jest to, że jednocześnie kochamy zmiany i ich nienawidzimy. Tym, czego naprawdę chcemy jest sytuacja, gdy rzeczy pozostają niemal takie same, ale stają się lepsze” – to słowa Sydney’a J. Harris’a, które idealnie oddają nasze założenia przy realizacji redizajnu magazynu MADE IN WARMIA & MAZURY. Zajęło się tym studio Gravite Design z Olsztyna. – W przypadku tego magazynu mamy do czynienia z produktem, który przez cztery lata mocno zakorzenił się w świadomości odbiorców. W takim przypadku lifting musi mieć charakter ewolucyjny i być bardzo wyważony, aby nie przyniósł szkód wizerunkowych – uzasadnia Mateusz Obarek, właściciel Gravite Design. – Moim celem było dokonanie takiej zmiany, która zachowa dotychczasowy charakter i elementy rozpoznawalności magazynu. Jego projekt docenili twórcy prestiżowego katalogu „The Design and Design. Book of the Year” umieszczając magazyn wśród najlepszych projektów graficznych na świecie. Layout magazynu zaprojektowała cztery lata temu Agnieszka Tańska z 2kropek Studio. – Tworząc magazyn, założenie było proste: by czasopismo, które powstaje na Warmii i Mazurach można było bez ujmy położyć obok najlepszych europejskich magazynów lifestylowych – podkreśla. – Najważniejszym symbolem graficznym magazynu jest ukośna kreska, która przewija się w różnych elementach layoutu. Inspirowana jest spadzistością warmińskich i mazurskich dachów, które są charakterystycznym elementem regionu.


INFO

ALTERNATYWNE SUPLEMENTY

Obraz: Justyna Cieślikowska

Dr Anna Michalska z Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie została jedną ze stypendystek prestiżowego programu „L’Oréal Polska Dla Kobiet i Nauki”. Nagrodzono ją za badania nad technologią pozyskiwania proszków owocowych z zawartością biologicznie aktywnych związków korzystnych dla zdrowia. Otrzymywane z naturalnych owoców, mogą być alternatywą dla stosowanych powszechnie w przemyśle spożywczym sztucznych dodatków czy suplementów. To jedno z trzech stypendium o wartości 35 tys. zł jakie przyznano w tegorocznej, 17. edycji, konkursu. Partnerami programu są Polski Komitet ds. UNESCO, Polska Akademia Nauk oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Obraz: Eric Coleman

Obraz: MWiM

WRÓCI SILNIEJSZA

ZWERYFIKOWALI HISTORIĘ

PROJEKT PANNA MŁODA ZMIENIŁ STAN

Finałem miał być ślub. I był, 29 września. Ale to, co działo się przed nim przez pięć miesięcy, to sumienna praca sztabu specjalistów, którzy zbudowali pannie młodej ślub marzeń. Unikatowy na Warmii i Mazurach projekt „Panna Młoda” skierowany został do dziewczyn planujących ślub. Sama inicjatywa miała pokazać, jak przyjemne, a przede wszystkim z czarującym efektem, mogą być przygotowania do najważniejszej ceremonii w życiu. Jak przekonywała przy starcie projektu jego autorka Marzena Tarasiewicz (butik ślubny lalila.pl), wystarczy odpowiedni team i plan, a ślub będzie jak z bajki. Spośród kandydatek wybrano Karolinę Polakowską, z którą pracę rozpoczął sztab specjalistów. Kim byli i co wnieśli do projektu? Za sprawą programu Be Slim z trenerem personalnym Kacprem Grażulem wymodelowana została sylwetka. Wcześniej jednak biust Karoliny trafił w najlepsze ręce – do Atelier Braffitingu Joanny Margalskiej. Idealnie dobrane biustonosze (również te sportowe do ćwiczeń), miały podkreślać atuty sylwetki, a nie gubić ją. Pracownia Wizerunku (w jej skład wchodzą: Makeupownia Marzena Tarasiewicz, Gryko Hairstylist, Tarkowian Kosmetyka i Paznokcie) zapewniła zaplecze beauty: idealny makijaż, pielęgnację włosów i skóry. Nad choreografią pierwszego tańca para pracowała pod okiem profesjonalistów z Monstars Szkoła Tańca, zaś nad oprawą fotograficzną Piotr Dowejko. Dekorację koordynowało KolorLove ArtStudio, a bukiety kwiaciarnia „W te pędy”. – Ten projekt to – poza mężem – jedna z lepszych rzeczy, która mnie spotkała – przyznała na koniec Karolina Lichota (pod nowym nazwiskiem). – Dzięki tym osobom i ich zaangażowaniu nie zapomnę dnia ślubu do końca życia.

Obraz: Piotr Dowejko

Pozostałości cmentarzysk z początków epoki brązu (drugie t ysią clecie p. n .e.) odnalazła w  Kosyniu i  Praslitach Grupa Historyczna Guttstadt z Dobrego Miasta. Jedno z najbardziej przełomowych odkryć ostatnich lat ogłoszono w październiku. Wśród artefaktów są m.in. złote szpilki, koraliki, zausznice, a także groty i toporki z brązu. Badania odkryły też pozostałość zniszczonej komory grobowej, z której pozyskano kolejne zabytki – pierwsze znaleziska tego typu na ziemiach pruskich. Cenne przedmioty znalezione w grobach najprawdopodobniej są związane ze szlakiem bursztynowym i być może zweryfikują historię naszego regionu. – Do tej pory nie notowaliśmy stanowisk archeologicznych z tego okresu, a więc z drugiego tysiąclecia przed Chrystusem – wyjaśnia dr Jarosław Sobieraj, kustosz w Muzeum Warmii i Mazur. – Pisano, że nasze tereny nie były zamieszkane. A jednak mieszkali tu ludzie. Teraz znamy cechy ich porządku pogrzebowego.

Takiego wyniku pewnie nikt się nie spodziewał, ale taki jest sport. Olsztyńska zawodniczka MMA Joanna Jędrzejczyk była faworytką starcia na gali UFC 217 w Nowym Jorku, która odbyła się 5 listopada. Znokautowała ją w pierwszej rundzie Rose Namajunas, zawodniczka litewskiego pochodzenia. Joanna Jędrzejczyk straciła pas mistrzowski po pięciu walkach z rzędu. – To, że byłam mistrzynią świata, a dziś nią nie jestem, nic nie zmienia – zapewnia Joanna. – Jest to kolejny rozdział mojego życia. Przekładam stronę i dalej piszę swoją historię. Wrócę silniejsza.

011


INFO

FESTIWAL SMAKU

Przystawka, drugie danie, deser oraz drink w cenie 49 zł. Na Warmii i Mazurach zadebiutował w  październiku Festiwal Restaurant Week Polska. W wybranych miastach całej Polski, w tym samym terminie, wyselekcjonowane restauracje serwowały menu stworzone specjalnie dla tego wydarzenia. Do wyboru były dwie propozycje: mięsna i wegetariańska, każda dopieszczona smakowo i wizualnie. Festiwal zachęcał do spędzania czasu poza domem i rozmów przy stole w wyjątkowej atmosferze. I chętnych nie brakowało – restauracje, m.in. w Olsztynie w trakcie festiwalu pękały w szwach.

Obraz: archiwum prywatne

Po raz pierwszy w historii Polak został legendarnym Ironmanem. Marcin Konieczny z Kieźlin wygrał kategorię wiekową 45–49 lat podczas mistrzostw świata w triathlonie, które odbyły się w październiku na wyspie Kona na Hawajach. W temperaturze 40 stopni Celsjusza i przy wilgotności 80 proc. Marcin zaliczył zawody w czasie 9 godzin i 18 minut. Wyścigi Ironman organizowane są na dystansach: 3,86 km pływania, 180,2 km jazdy na rowerze i 42,195 km biegu. Ale znane w internecie hasło rozpoznawcze Marcina to #niemaniemoge. I wszystko jasne.

DO „LEWEGO” NA COŚ SMACZNEGO Gwiazdor polskiego futbolu Robert Lewandowski zbuduje w Giżycku restaurację na wodzie. Lokal o powierzchni 30x30 m będzie w całości usytuowany na palach na Jeziorze Niegocin. Za dzierżawę 40-metrowego pasa wzdłuż cypla miejskiego spółka Nowe Mazury Osiem, którego Robert jest jednym z trzech udziałowców, zapłaci 31 tys. złotych rocznie. Zakończenie inwestycji przewidziano na 2019 rok.

Obraz: gizycko.wm.pl

Obraz: Yoko Olsztyn

#NIEMANIEMOGE

Masz pomysł i wiesz, jak zdynamizować rozwój swojej firmy lub instytucji? Ruszają nowe nabory: • 1.2.3 Profesjonalizacja usług ośrodków innowacji – ogłoszenie 27 listopada • 11.2.1 Ułatwienie dostępu do usług zdrowotnych – ogłoszenie 27 listopada • 2.2.1 Podniesienie jakości oferty edukacyjnej ukierunkowanej na rozwój kompetencji kluczowych uczniów – ogłoszenie 29 listopada Szczegółowe informacje o naborach znajdziesz na: www.rpo.warmia.mazury.pl


KULTURA

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY NIE SZTUKA BYĆ WSZĘDZIE

Premiera 15 grudnia, godz. 19, Duża Scena Teatru im S. Jaracza

JAZZ NA DZIEDZIŃCU

Fot. Teatr Jaracza

Na Sycylię do domu Leonata przyjeżdża książę Claudio wraz ze świtą przyjaciół. Claudio zakochuje się w pięknej Hero, niemej córce gospodarza. „Wiele hałasu o nic” to komedia o miłości w klimacie gorącego południa, pełna dowcipu, lekkości, intryg i wielu żartów słownych. Należy do najczęściej inscenizowanych komedii Williama Szekspira.

Fot. fb.com/wojtekmazolewskiquintet

SZEKSPIR NA WESOŁO

Koncert 30 grudnia, godz. 21, dziedziniec Muzeum Warmii i Mazur, Olsztyn

CZYSTA RADOŚĆ Z MUZYKI

„Mumio taki miks” to jubileuszowy występ kabaretu Mumio. W programie najpopularniejsze fragmenty z legendarnego, pierwszego spektaklu pt. „Kabaret Mumio”, który dzięki improwizacji jest wciąż świeży i inspirujący. A do tego zaskakujący świat Macieja i Jędrzeja, braci z najnowszego spektaklu „Welcome Home Boys”.

Fot. Małgorzata Chomicz

Koncert 16 grudnia, godz. 21, Nowy Andergrant, Olsztyn, ul. Kołobrzeska 32

SZTUKA NA MEDAL

Fot. fb.com/mikromusic

Fot. fb.com/mumio.art

„Tak mi się nie chce” to szósty album zespołu Mikromusic. Nagrali nową płytę bez żadnych ograniczeń artystycznych i formalnych. A mając totalną wolność, jak sami mówią: nie spełniamy niczyich oczekiwań, nagrywamy nowe piosenki z ogromną radością i przyjemnością, co na płycie będzie jak najbardziej do usłyszenia.

WELCOME MUMIO

Auditorium Maximum w Olsztynie, 12 grudnia, godz. 19

Wybuchowe, eklektyczne koncerty to znak firmowy muzyki Mazolewskiego. Analogowe brzmienie kwintetu nawiązujące do mistrzów jazzu, łączy się z elektroniką i współczesnymi inspiracjami. W muzyce grupy Wojtek Mazolewski Quintet, słychać echo muzyki Davisa, Dolphiego, Led Zeppelin, Red Hot Chili Peppers, Nirvany i Aphex Twina.

Grafika, malarstwo, instalacja, rysunek, rzeźba. Olsztyńskie Biennale Sztuki – O Medal Prezydenta to przegląd prezentujący kondycję sztuki Warmii i Mazur. Różnorodność technik i wysoki poziom aktywizuje artystów, konfrontuje postawy twórcze. W tym roku odbywa się dziesiąta, jubileuszowa edycja. Wystawa czynna do 21 stycznia, sala główna BWA Galeria Sztuki w Olsztynie

MUZYCZNY TALIZMAN

Koncert 12 stycznia, godz. 21, Nowy Andergrant, Olsztyn, ul. Kołobrzeska 32

ŚWIĄTECZNY SOPRAN I PIANINO

Koncert Świąteczny w wykonaniu Joanny Woś, śpiewaczki operowej nazywanej królową włoskiego bel canta i Stanisława Sojki, wybitnego wokalisty, pianisty i kompozytora. W programie największe przeboje artystów w nowych aranżacjach oraz kolędy, pastorałki i piosenki bożonarodzeniowe. Koncert 22 grudnia, godz. 19, sala koncertowa Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej

Fot. fb.com/mikromusic

Fot. fb.com/maccabraa

014

Kamil Bednarek wyrusza z zespołem w premierową trasę koncertową, promującą album „Talizman”. Singiel pod tym samym tytułem został nagrany z gościnnym udziałem Matheo. Piosenkarz zdobył cztery nominacje do Eska Music Award 2017, ostatecznie wygrał statuetkę w kategorii Artysta Roku.


RECENZJE

KULTURA OSOBISTA MADE IN PISZĄ, WYDAJĄ I NAGRYWAJĄ. I POCHODZĄ Z WARMII I MAZUR.

NIE TYLKO Z SENTYMENTU

Na początku lat 90. płyta „Legenda” zespołu Armia była jedną z najbardziej pożądanych fonograficznych nowinek. Metafizyczne teksty, dźwięki waltorni, transowa punkrockowa symfonia – album do dzisiaj uznawany jest za jeden z najważniejszych muzycznych zjawisk tamtego okresu. Po latach sięgnął po niego Michał Jacaszek, kompozytor pochodzący z Olsztyna. Elektroakustyczna aranżacja zastępująca mocne gitary, kultowe teksty inspirowane poezją Eliota, Rimbauda, Becketta i charyzmatyczny głos Tomasza Budzyńskiego dobiegający jakby z przeszłości. Pulsująca elektronika wzmaga przejmujący i mroczny charakter symfonii po którą warto sięgnąć nie tylko z sentymentu. Tomasz Budzyński, Michał Jacaszek, „Legenda”, Narodowe Centrum Kultury

POP Z ALTERNATYWNĄ NUTĄ

Po trzech latach od mocnego debiutu na muzycznym rynku, pochodząca z Piecek Natalia Nykiel, kontynuuje elektropopowe zacięcie. Nowy album przygotowany we współpracy z twórcami, jak m.in. Podsiadło, Marcell, Durski, Peszek, zabarwiony jest alternatywną nutą. Artystka balansuje między muzyką komercyjną, a elektronicznymi, klubowymi brzmieniami. Pośród mocnych bitów, na płycie znalazło się trochę miejsca dla spokojnej, wrażliwej Natalii. A przy tym dojrzalszej i bardziej świadomej muzycznych możliwości i rynkowych oczekiwań. Natalia Nykiel, „Discordia”, Universal Music Polska

MUZYKA JAK WIELKIE MIASTO

Dynamiczne bity plus partie sekcji dętej – tak gra nu-jazzowa grupa Father Kong. Powstała w 2015 roku jako projekt solowy olsztyńskiego producenta, obecnie jest pełnowymiarowym zespołem. Na płycie wydanej w 2017 roku znajdziemy ciekawe aranże sekcji dętej – trąbka, saksofon, puzon w połączeniu z elektroniką, wokalami i sekcją rytmiczną. Na antenie radiowej Trójki album był płytą tygodnia w Programie Alternatywnym Agnieszki Szydłowskiej. Huczy też o nim internet. Bo jak napisał jeden z krytyków, „to muzyka, która jest jak wielkie miasto – pochłania i fascynuje pasją, rytmem, ryzykiem, mnożącą się liczbą niewiadomych i przekonaniem o niekończących się możliwościach”. Father Kong „The Sunny, Dirty Days”, Too Many People Records

ZA KULISAMI SIATKI

Najbarwniejszy polski siatkarz ostatnich lat, pochodzący z Dobrego Miasta Łukasz Kadziewicz, opowiada swoją historię. Autobiografia wicemistrza świata przełamuje tabu w tym środowisku, pozwala zajrzeć za kulisy i zrozumieć, dlaczego reprezentacja Polski po 30 latach posuchy zaczęła odnosić sukcesy. Kadziewicz odsłania sekrety, pokazuje, że opinie o nim jako krnąbrnym siatkarzu nie były przesadzone i opowiada, jak udawało mu się godzić życie siatkarza i rockendrollowca. Przeczytamy o szalonych imprezach siatkarzy, wodzie sodowej po zdobyciu srebrnego medalu mistrzostw świata, ale i tytanicznej pracy wykonanej pod okiem Raula Lozano. Łukasz Kadziewicz, Łukasz Olkowicz „Kadziu. Siatkówka & Rock’n Roll”, Wyd. Ringier Axel Springer Polska


MUZYCZNE PIĘTNO KRAJOBRAZU WYSTĘPOWAŁ NA NAJWIĘKSZYCH POLSKICH FESTIWALACH, SKOMPONOWAŁ MUZYKĘ DO „SALI SAMOBÓJCÓW”. JEDNAK ZROBIŁO SIĘ O NIM GŁOŚNO DOPIERO PO PŁYCIE „TRENY”, WYDANEJ ZA GRANICĄ. W MARCU OKAŻE SIĘ, CZY FILM „LISTOPAD”, DO KTÓREGO MICHAŁ JACASZEK STWORZYŁ ŚCIEŻKĘ DŹWIĘKOWĄ, OTRZYMA OSCARA. 

MADE IN: Nie znalazłam w twoich notkach biograficznych informacji o wykształceniu muzycznym. Michał Jacaszek: Bo jestem samoukiem. Od dzieciństwa byłem otoczony muzyką, babcia kochała Chopina i grała na pianinie, rodzice słuchali Beatlesów i polskiej muzyki rozrywkowej z lat 70. Na domowym magnetofonie szpulowym i kaseciaku zacząłem miksować muzykę dyskotekową. Efekty były komiczne, ale babci się podobały. A potem, w LO 1 w Olsztynie, założylismy zespół punkrockowy i tribute band grający hity grupy U2. Na studiach konserwatorskich w Toruniu trafiłem do radia gdzie pracowałem jako realizator dźwięku, producent słuchowisk, dżingli i reklam. Poznałem warsztat studyjny co ułatwia mi tworzenie muzyki na każdym etapie. 

018

„Katalog drzew”, „Kwiaty” – tytuły twoich płyt nawiązują do dzieciństwa na Warmii? Tak myślę. Wyprowadzając się z Olsztyna odkryłem, że tu czas płynie inaczej niż wszędzie, że jest ciszej, piękniej. Moja rodzina zawsze stymulowała miłość do przyrody, były spacery, wycieczki do lasów i nad jeziora. Tęskniłem za tym po wyjeździe i dawałem upust w kompozycjach, które stały się substytutem kontaktu z naturą, czerpały z jej dźwięków. Zdarza mi się nagrywać w terenie szum drzew, wody, ptaki. Do płyty „Katalog drzew” przez dwa lata zbierałem dźwięki m.in. na Polach Grunwaldzkich, Mazurach, Suwalszczyźnie i aranżowałem je w studio. Moja twórczość nosi piętno krajobrazu, komponuję czerpiąc m.in. z wrażeń jakie wywołuje. A z czego czerpałeś pisząc muzykę do filmowej koprodukcji „Listopad” – estońskiego kandydata do Oscara? Reżyser nie oczekiwał ode mnie odniesień do tamtejszej kultury, chciał abym inspirował się samym sobą. To film niezwykle klimatyczny, kręcony w czerni i bieli. Dzieje się w XIX-wiecznej estońskiej wsi pełnej zabobonów. Baśniowy obraz z pięknymi zdjęciami sadów, lasów sprawiły, że słyszałem tę muzykę w duszy. Film został świetnie przyjęty

na festiwalu w Gdyni, dostał nagrodę m.in. na festiwalu w Rydze, ale myśląc rozsądnie – pewnie nie podbije hollywoodzkich salonów. To muzyka do obsypanej nagrodami „Sali samobójców” otworzyła ci drogę do świata filmu? To nie był moment przełomowy w karierze, nie zasypano mnie propozycjami. Bardziej nagranie „Trenów” dla norweskiej wytwórni, inspirowanych muzyką barokową przyniosło mi rozgłos. Posługiwałem się tam samplami muzyki klasycznej, zaprosiłem „żywych” twórców. Album odbił się szerokim echem, zaczęły się zagraniczne wyjazdy, poczułem, że staję się rozpoznawalny na międzynarodowej scenie. Bardziej niż na lokalnej? Nie narzekam też na brak zaproszeń w Polsce. Na moje koncerty nie trafiają przypadkowi odbiorcy. To muzyka wymagająca skupienia, nie porywa do tańca, a zaprasza do kontemplacji. Żyjemy w czasach, w których coraz trudniej o taką umiejętność. Ale i tak nie spodziewałem się, że z niszowym materiałem będę miał publiczność i w dodatku stabilną sytuację zawodową. Ale jestem multimedialny i otwarty na różne działania artystyczne, pracuję też dla teatrów, tworzę w reklamie i animacji. A w międzyczasie mierzysz się z „Legendą” jak kultowa płyta zespołu Armii. To jedna z  najważniejszych płyt w  moim życiu, zawsze marzyłem aby się z nią zmierzyć. Już 15 lat temu próbowałem zrobić jej wersję klasycyzującą ale nie pociągnąłem tego. W międzyczasie stworzyliśmy z Tomaszem Budzyńskim, liderem Armii projekt muzyczny Rimbaud. Rzuciłem hasło stworzenia elektronicznej wersji „Legendy”, a on mi zaufał. Samopoczucie i recenzje, póki co, mamy dobre. Rozmawiała: Beata Waś Obraz: arch. prywatne


KULTURA

KRĘĆMY, ZANIM ZNIKNIE KOMPOT Z SUSZU FILMOWY DEBIUT ROKU – PO ZŁOTYCH LWACH W GDYNI, 24 LISTOPADA „CICHA NOC” WESZŁA DO KIN. W CZYM TKWI SIŁA JEGO PRZEKAZU? O SWOICH IMPRESJACH OPOWIADA REŻYSER FILMU PIOTR DOMALEWSKI. MADE IN: Na jakie pytanie ostatnio najczęściej odpowiadasz dziennikarzom i publiczności? Piotr Domalewski: Chyba: na ile „Cicha Noc” jest moją osobistą historią? To fabuła, która dzieje się w realistycznych okolicznościach polskiej prowincji. Fascynują mnie ludzie prości, z którymi się identyfikuję. Tacy, dla których np. złapanie gumy w samochodzie urasta do rangi problemu, który może zadecydować o przyszłości. Pechowiec z wysokiej klasy społecznej zadzwoniłby po taksówkę, zamówił pomoc. Ale 100 zł to dla wielu Polaków pokaźny wydatek, a dla reżysera ich historia jest ciekawsza dramaturgicznie. Nie kusiło cię żeby bardziej podkręcić tę historię, dołożyć adrenaliny? Wręcz przeciwnie, starałem się jak najbardziej ją złagodzić. Lubię swoich bohaterów i wierzę w ich dobre intencje. Najczęściej starają się czynić dobrze, tylko im nie wychodzi. 020

Typu: wyemigrować, by zmienić swoje życie i najbliższych na lepsze? Sam czuję się emigrantem, wyjechałem z rodzinnych stron na studia i już nie wróciłem. A mój brat pracuje w Edynburgu. Emigracja to w moim filmie metafora dojrzałości. Decydujemy się żyć w obcej kulturze, odcinamy od tradycji. Pytanie, na ile jesteśmy gotowi, aby się z tym zmierzyć, zapłacić koszty. Jest jeszcze aspekt tęsknoty, który staram się zgłębić od wielu lat. Nienazywalne, metafizyczne zjawisko, jakby wspomnienie książki z dzieciństwa. Tęsknota za tradycją? Pochodzę z wielodzietnej, katolickiej rodziny. W „Cichej Nocy” odsłoniłem się przed ludźmi, to obserwacja rzeczywistości z perspektywy moich 34 lat życia. Tego, jak polska, delikatna

i bezbronna tradycja broni się przed tirem Coca Coli, który pędzi w jej kierunku od 2 listopada. Kiedy byłem mały, na choince wieszało się poćwiartowane owoce, teraz są to postacie z kreskówek. Pomyślałem, że warto zrobić o tym film, zanim kompot z suszu zniknie z naszych stołów na zawsze. Ta historia mogła wydarzyć się w każdym miejscu w Polsce, dlaczego wybrałeś warmińskie tło? To osobista historia i starałem się przedstawić ją uczciwie, jak najbliżej realiów prowincji, którą znam. Sceneria jest zbliżona do moich rodzinnych stron w okolicach Łomży. Ekipa odpowiedzialna w filmie za obiekty zdjęciowe szukała Pęglit, w których realizowaliśmy plan, trzy miesiące. Spędziliśmy tam poza cywilizacją prawie półtora miesiąca. Mieliśmy przekonanie, że musimy stworzyć na planie prawdziwą rodzinę i staliśmy się sobie bardzo bliscy. To klucz do naszego filmu i jego sukcesu. Jakie będą twoje święta? Tradycyjnie obejrzę film „Kevin sam w domu” i pewnie, po raz chyba sześćdziesiąty, „Potop”. Mój dziadek uwielbia go, bo są tam „momenty”. Jest jedyną postacią w moim filmie, którą pokazałem „jeden do jednego”, cytuję jego powiedzonka. Mam nadzieję, że pojawi się na łomżyńskiej premierze filmu. Rozmawiała: Beata Waś, obraz: arch. Studio Munka

Akcja „Cichej nocy” rozgrywa się w Wigilię Bożego Narodzenia w wiejskim domu we wschodniej Polsce. Adam, młody emigrant zarobkowy niespodziewanie pojawia się na wigilijnej kolacji. Nikt z jego licznej rodziny nie spodziewa się, jaki jest prawdziwy powód jego nagłego powrotu do Polski. W filmie zagrali m.in. Dawid Ogrodnik, Tomasz Ziętek, Arkadiusz Jakubik, Paweł Nowisz, Agnieszka Suchora, Maria Dębska, Tomasz Schuchardt, Jowita Budnik . Film zrealizowało Studio Munka . C ałoś ć otrzymała dofi nansowanie z Warmińsko-Mazurskiego Funduszu Filmowego.


POZA GALERIĄ

POZA GALERIĄ MIĘDZY PRACOWNIĄ A WERNISAŻEM

Mecenas projektu:

Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie CDEF specjalizuje się we wspieraniu przedsiębiorstw i instytucji w procesie ubiegania się o zewnętrzne źródła finansowania inwestycji, a także świadczy pełny zakres usług fi nansowo-księgowych dla firm.

www.cdef.pl

CERAMICZNE HYGGE GDY KOŃCZYŁA STUDIA ARTYSTYCZNE MARZYŁA BY TWORZYĆ MONUMENTALNE RZEŹBY I STAWIAĆ POMNIKI. POTEM TRAFIŁA NA STAŻ DO PRACOWNI JUBILERSKIEJ. PROJEKTOWANIE MAŁYCH FORM NAUCZYŁO KAROLINĘ ROGÓZ-NAMIOTKO POKORY I DOKŁADNOŚCI. 022

Duńska filozofia hygge, która ją fascynuje, to poszukiwanie szczęścia w codziennych przyjemnościach. Otaczanie się ludźmi i przedmiotami, które poprawiają nam nastrój. I taka jest jej ceramika – piękna, a zarazem praktyczna. Naczynia z ażurowymi i koronkowymi elementami stały się jej znakiem rozpoznawczym. – Sztuka użytkowa łączy przeciwieństwa, które są cechą mojej natury: pragmatyzm i  marzycielstwo – tłumaczy Karolina. – Ciężki materiał łączę z subtelnym, lekkim wzornictwem. Pewnie w ten sposób szukam balansu w swoim życiu i twórczości. Na co dzień jestem chaotyczna, w pracy – perfekcjonistka. Po maturze miała dylemat: iść do lotniczej szkoły wojskowej czy zostać artystką. Trafiła na UWM do pracowni rzeźbiarskiej

Teresy Platy-Nowińskiej. I poszła na całość – duże formy rzeźbiarskie, ludzkie torsy, ruch zastygły w glinie – prace przekraczały rozmiarem jej drobną posturę. – Chciałam pewnie udowodnić sobie i innym, że kobieta też może tworzyć duże formy – przyznaje. – Po studiach w pracowni jubilerskiej dostałam lekcję pokory, nauczyłam się precyzji i skrupulatności, zaczęłam tworzyć własną biżuterię. Rozmiar przeszedł w jakość. Mimo że zdarza jej się chwycić za pędzel i stworzyć portret, woli skupić się na glinie. Na co dzień prowadzi pracownię ceramiczną, a na jej kursy przychodzą dzieci i dorośli. – Inspirujemy się nawzajem – tłumaczy artystka. – Moje kursantki skłoniły mnie do użycia koronki, którą odbijam w glinie. Kupuję je na bazarach od miejscowych gospodyń, a potem przenoszę na kolekcje naczyń. Jestem dotykowcem, lubię pracować gołymi rękami, a nie wyręczać się pędzlem czy innym narzędziem. Dotyk gliny, która poddaje się mojej wyobraźni to proces, który daje mi poczucie spełnienia. Choć czasem chciałabym tworzyć tak, jak dzieci na moich kursach: krzywe, niedopracowane formy, ale za to dające masę radości i samozadowolenia. Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum artysty

Karolina Rogóz-Namiotko – właścicielka pracowni Artystycznej Ceramic (ceramic.olsztyn.pl). Swoje prace prezentowała m.in. podczas Warmia Mazury Design Festiwal. Tworzy zastawy stołowe, statuetki, ceramiczne dekoracje i biżuterię.


POZA GALERIÄ„

023


JA KUB

K Y Z C L U Z NIE TRACĘ AMUNICJI

MIANO NAJWAŻNIEJSZEGO PISARZA MŁODEGO POKOLENIA KOMENTUJE: ALE CHOLESTEROL MAM JAK 60-LATEK! AUTOR ELEKTRYZUJĄCEJ PROZY I SCENARIUSZY, KTÓRE ODKURZYŁY POLSKI SERIAL. SKĄD BIERZE SIĘ MROK JEGO PISARSTWA, O CZYM PISZĄ DO NIEGO MIESZKAŃCY ORNETY I DLACZEGO ON NIE CHCE SIĘ OTRZĄSNĄĆ Z WARMII I MAZUR – OPOWIADA JAKUB ŻULCZYK. POCHYLCIE NISKO GŁOWY, BO STRZELAJĄC CELNE ODPOWIEDZI, NIE TRACI AMUNICJI.


POSTAĆ


POSTAĆ

026


POSTAĆ

MADE IN: Nie wymeldowujesz się z Nidzicy? Jakub Żulczyk: Dobre pytanie! Chodzi mi po głowie, żeby to zrobić – mieszkam w Warszawie od 10 lat i wypada, żebym tutaj płacił podatki, skoro korzystam z chodników i służby zdrowia… Mikołaj ze „Wzgórza psów” boi się powrotu do rodzinnej miejscowości na Mazurach. A jakie są twoje powroty? Na pewno nie przeżywam takich traum, jak mój bohater, nie wracam do opresyjnego świata, w którym nie chcę przebywać. Wprost przeciwnie. Na Mazurach odwiedzam rodziców, przyjaciół, znajomych i to są bardzo ciepłe wizyty. Jednak na kartach twoich powieści region Warmii i Mazur nie przypomina tego z turystycznych folderów. Padają pytania o realizm? No to nie jest idylliczny świat, ale ja chyba nie potrafię takiego stworzyć. Gdziekolwiek umiejscowiłbym moją książkę, działoby się coś mrocznego… A pytania o realizm zawsze się zdarzają, bo ludzie mają taką tendencję, że jak czytają fikcję literacką, to trochę bardziej ich podnieca, jeśli jest w niej jakiś element prawdy. To ich tak przyjemnie swędzi. Na przykład po wydaniu poprzedniej książki, „Ślepnąc od świateł”, w której pisałem o Warszawie, wszyscy pytali, czy ten celebryta to Wojewódzki. (uśmiech) Ale wracając do pytania – nie chciałem napisać książki demaskującej region, ani mówiącej jakąś prawdę, której nikt przedtem nie powiedział. Wytworzyłem w powieści swój własny literacki świat. I oczywiście, on jest połączony z Warmią i Mazurami. W tym sensie jest tam element realizmu, ale nie tylko to. Bo mnie bardziej interesuje wewnętrzna spójność świata przedstawionego niż jego zgodność z rzeczywistością. Inaczej to nie ma sensu. Natomiast dostaję dużo wiadomości od ludzi, którzy są z małych miejscowości na Warmii i Mazurach – z Ornety, Szczytna, Lidzbarka Warmińskiego, Dobrego Miasta czy Barczewa. I oni piszą, że się z tą książka bardzo identyfikują, odnajdują się w tym świecie. Nie dlatego, że w Barczewie czy Ornecie dzieją się rzeczy tego typu, co we „Wzgórzu psów”. Chodzi raczej o przedstawioną aurę. Powieściowy Zybork czy Warszawę ze „Ślepnąc od świateł” opisujesz jak niemal żywe twory. A jakie były Zabiele twojego dzieciństwa? Mieszkałem tam do szóstego roku życia, kiedy przeprowadziliśmy się do Nidzicy. I wiesz, pamiętam je tak, jak pamięta się dzieciństwo – które zawsze jest jakimś magicznym, zamglonym światem. Zwłaszcza gdy mieszka się we wiosce, która jest otoczona lasem i ma się dużo czasu, równie dużą wyobraźnię, a w telewizorze tylko dwa czarno-białe kanały. Z rok temu przejechałem się tam i byłem zdziwiony, że wszystko jest tak małe! W mojej pamięci było dużo większe. No ale sięgałem wtedy sobie dzisiejszemu do kolana. To miejsce wychowania miało na ciebie wpływ? Miejsce, w którym przyszło się na świat, nabrało pierwszych doświadczeń, zawsze jest na tyle głęboko wryte w głowę, że trudno się z niego otrząsnąć. Ja zresztą nigdy nie próbowałem, bo moje przeprowadzki to nie były ucieczki – do Krakowa, Warszawy po prostu mnie przywiało. Tak naprawdę trudno mi odpowiadać na tego typu pytania, bo nie robię jakiejś głębokiej autoanalizy. Chyba najbardziej przyglądam się sobie w momencie, gdy piszę swoje książki. Ale to nie jest

intelektualny proces. Nie dumam nad sobą w nieskończoność – o, to ukształtowało mnie, ukształtowało mnie tamto. Ja do dzisiaj się kształtuję i będzie tak do śmierci. Dopiero w grobie przestanę się kształtować, rozumiesz? Bo kształtuje nas każda rzecz, która codziennie nas spotyka. Dlatego nie myślę o sobie jako o osobie stuprocentowo uformowanej. Choć na pewno jestem bardziej okrzepły, w końcu jestem już po trzydziestce… i zaczynam być po prostu starym chłopem! No, nastolatkiem już na pewno nie jestem. Jakub Żulczyk na lekcji języka polskiego w olsztyńskim liceum był…? Nie uważałem na lekcjach… i nie czytałem lektur. Jedynie Kafkę, o! Chyba dlatego, że przeczytałem go jeszcze w podstawówce, niewiele rozumiejąc. Poza tym wolałem Philipa Dicka, Kosińskiego, Bukowskiego – jak wszystkie chłopaki, moda na niego była. Taki jakiś krnąbrny byłem, polonista chyba nieszczególnie za mną przepadał. I z perspektywy czasu go rozumiem. Jak mam być szczery, to średnio interesowała mnie wtedy edukacja. Przeturlałem się przez to liceum, ale z i z ustnej, i z pisemnej matury z polskiego dostałem piątki. Czyli jednak nie byłem zupełnym analfabetą. Co czytywało się w twoim domu? Wszystko i bardzo dużo. Mama całe życie zawodowe była nauczycielką języka polskiego i to w jakiś sposób było dla mnie ważne. Pamiętam, że czytywało się książki od Joanny Chmielewskiej do współczesnej prozy zachodniej. To się spinało, nie było podziału: to jest kultura wysoka, wartościowa, a to niska, gorsza. I może dlatego dzisiaj ja w tym moim pisaniu stoję jedną nogą w literaturze popularnej, a drugą w artystycznej… Widzisz, nie myślałem o tym wcześniej. Może tak rzeczywiście jest. Recenzenci nazywają cię Smarzowskim polskiej prozy, często poruszasz się na granicy gatunkowej kryminału, a jednocześnie wśród autorytetów wymieniasz Iwaszkiewicza… Gdzie na tym literackim parnasie umiejscawiasz swoją twórczość? W moim własnym, wygodnym miejscu. Na mojej kanapie. Nie interesuje mnie dostosowywanie się do kogokolwiek, myślenie, czy ja gdzieś pasuję. Nie zaprząta mi to głowy, po prostu robię swoje. Jestem na przykład zapraszany na imprezy dla autorów kryminałów, ale uważam, że nigdy nie napisałem książki, która spełniałaby te kryteria. Ludzie, którzy oczekują klasycznie, po szwedzku, poprowadzonej fabuły, denerwują się, gdy mają do czynienia ze „Ślepnąc do świateł” czy „Wzgórzem psów”. Debiutowałeś w wieku 23 lat. Wcześnie. Pamiętasz, co skłoniło cię do napisania tego pierwszego zdania? Studiowałem wtedy dziennikarstwo, miałem ambicje, żeby zostać dziennikarzem prasowym. I próbowałem coś tam pisać, ale byłem w tym dość nieśmiały. Ktoś mnie jednak zachęcił, żebym to gdzieś wysłał. Wysłałem opowiadanie do „Lampy”, odpisali po trzech miesiącach i od tamtej pory poszło jakoś piorunująco szybko. Tak naprawdę zostałem pisarzem – tzn. osobą, która wydała książkę, która ma ISBN, jest w empiku i tak dalej – zanim sobie uświadomiłem, że chcę nim być. Dopiero parę lat temu, po którejś już książce i iluś doświadczeniach, zrozumiałem, że to jest na serio. Że to jest moje życie.

027


POSTAĆ

028

Na jednym ze spotkań autorskich w Olsztynie powiedziałeś, że przestałeś pisać felietony do „Polityki”, bo wszystko, co miałeś do powiedzenia, napisałeś w nich przez dwa lata. Książki wciąż tworzysz. Felieton to jest niby taka forma, która jest krotochwilna. Dobry felieton ma to do siebie, że czytelnik ma wrażenie, że tekst został napisany w trzy minuty, od palca, że to poszło tak leciutko. A tak naprawdę wymaga mnóstwa pracy i wysiłku. I jak się jest felietonistą, a pisze się przy okazji inne rzeczy, to jest takie ryzyko, że się wyprztyka z najlepszych zdań, powiedzonek, bon motów. A każdy ma jakąś skończoną ilość amunicji. Ja wolę ją zachować do innych rzeczy, które będą żyć trochę dłużej niż tydzień. Choć oczywiście nie twierdzę, że już nigdy nie napiszę żadnego felietonu! (śmiech) Język twoich powieści jest wyjątkowo soczysty, ostry, „klepie po gębie” – jak wyczytałam w jednej z recenzji. Do tego te charakterystyczne, wyraziste metafory. Zawsze, gdy spotykam się z takim pisarstwem, zastanawia mnie, czy autor myśli w ten sposób na co dzień, stojąc np. w kolejce do kasy? Nie wydaje mi się, żebym tak myślał – pełnymi, złożonymi zdaniami, z okresem retorycznym. I nie wiem, czy kogokolwiek proces myślowy przebiega tak, żeby go zapisać. Ja chyba bym zwariował, gdybym myślał na co dzień takim gęstym, intensywnym językiem, nacechowanym emocjo-

nalnie, jaki mam w powieściach. On mi się po prostu włącza w momencie, kiedy zaczynam pisać książkę. A jak w kilka lat pisze się dwie grube powieści i scenariusze do seriali? Pracując codziennie? Chyba tak. Podobno krąży o mnie opinia, że jestem sumienny i systematyczny, więc to chyba o to chodzi. Dyscyplinę trzeba sobie narzucić i nie osiadać na laurach. Poza tym nie uważam, żeby były to jakieś super osiągnięcia – że ja tyle napisałem w tak krótkim czasie. Po pierwsze, to trochę trwało. A po drugie, wielu autorów pracuje nad kilkoma rzeczami naraz, ale się o tym nie wie. Biorą jakieś fuchy, żeby po prostu się utrzymać. Upodobałeś sobie zabieg retardacji, niespiesznie prowadzisz narrację, skupiając się przede wszystkim na psychice bohaterów. Tworzysz plan akcji, żeby się nie pogubić? Przy „Wzgórzu psów” miałem taki plan. W osobnym pliku rozrysowywałem sobie założenia akcji, bo ona jest dość mocno zamotana. I update’owałem to w trakcie pisania. Lęk białej kartki cię nie dotyczy? Nie. Oczywiście mam gorsze momenty, kiedy męczę się i strasznie źle mi idzie. Ale wtedy daję sobie dużo łagodniejsze normy, mówię sobie: „Dobra, napiszę chociaż kilka zdań”.


POSTAĆ

Chodzi o to, żeby codziennie ruszyć się do przodu. Dwa zdania napisać, a trzecie poprawić. Właściwie od pierwszej książki przepracowujesz temat dorastania czy dojrzałości. Czym ona dla ciebie jest? Sam nie wiem… Dojrzała osoba to jest osoba odpowiedzialna, czyli taka, która umie przewidzieć konsekwencje swoich działań. Być może interesuje mnie to, bo jakiś kawałek życia zajmowałem się tym w stosunku do mnie samego – czy ja jestem już dojrzały, czy jeszcze nie, i co to znaczy. I później przyszedł taki moment, że złapałem się na tym: „Acha, kurczę, ciekawe, że to wszystko, co do tej pory napisałem, mniej lub bardziej jest o tym samym” – jakiejś ucieczce przed odpowiedzialnością, dojrzałością, dopasowaniu bądź niedopasowaniu do społeczeństwa. Z jednej strony motyw niezależności, z drugiej – równie często u ciebie obecny – uzależnień. W „Ślepnąc od świateł” główny bohater jest dilerem kokainy, we „Wzgórzu psów” pije się przy każdej okazji i bez okazji. Miało na to wpływ twoje doświadczenie odwyku alkoholowego? Uważam, że nie ma to żadnego znaczenia w kontekście moich książek. Po prostu uzależnienia są bardzo twardo wpisane w świat, każdy jest trochę od czegoś uzależniony. Jak nie od alkoholu czy narkotyków, to od telefonu czy obgryzania paznokci… Piszę o tym, bo to jest fundamentalna część świata – tak jak przemoc, ale i miłość. To jest moja optyka, ktoś może się z nią nie zgadzać, ale ja uważam, że tak jest.

Są książki, które czyta się i wyświetlają się gotowe sceny filmowe. Są też pisarze, którzy piszą, widząc kolejne sceny? Ja rzeczywiście mam bardzo filmową wyobraźnię. Wyobrażam sobie obraz, gdy wymyślam książkę, którą akurat piszę. I to pomogło ci w zostaniu scenarzystą? Wydaje mi się, że tak. To się nie pojawiło w jakiś magiczny sposób, w momencie, gdy zacząłem pisać scenariusze. Pewnie więc pomogło, a na pewno nie zaszkodziło. Jak traktujesz połączenie tych zawodów? A może to dziedziny całkowicie rozłączne? I rozłączne, i nie. Pisząc książkę, tworzysz coś, co – nazwijmy to górnolotnie – będzie tym skończonym dziełem. Piszesz książkę dla książki. A scenariusz piszesz dla filmu czy serialu, to jest dzieło zależne. I jesteś zupełnie inaczej podporządkowana, bo tworzysz nie dzieło, ale jego komponent. A to ustala ci zupełnie inne granice mentalne. Zupełnie inaczej się nad tym pracuje. No i wiesz… niezrealizowanego scenariusza nikt nie będzie czytał. A na etapie scenariusza nigdy nie wiadomo, czy ktoś ten film zrobi. Taka praca wymaga więcej pokory. Podjąłeś się też adaptacji własnej powieści – „Ślepnąc od świateł”. Dla wielu twórców to droga przez mękę. Wielu nie chce nawet tego robić, ale z racji tego, że ja już miałem jakieś doświadczenie scenariuszowe, to zdecydowałem się w to pójść. I spoko. Nie chcę za dużo o tym opowiadać, bo jeszcze nikt nie widział efektu. To takie gadanie o czymś,

029


POSTAĆ

030


POSTAĆ

DLACZEGO PRZESTAŁEM PISAĆ FELIETONY? DOBRY FELIETON TAK NAPRAWDĘ WYMAGA MNÓSTWA PRACY I WYSIŁKU. I JAK SIĘ JEST FELIETONISTĄ, A PISZE SIĘ PRZY OKAZJI INNE RZECZY, TO JEST TAKIE RYZYKO, ŻE SIĘ WYPRZTYKA Z NAJLEPSZYCH ZDAŃ, POWIEDZONEK, BON MOTÓW. A KAŻDY MA JAKĄŚ SKOŃCZONĄ ILOŚĆ AMUNICJI. JA WOLĘ JĄ ZACHOWAĆ DO INNYCH RZECZY, KTÓRE BĘDĄ ŻYĆ TROCHĘ DŁUŻEJ NIŻ TYDZIEŃ.”

o czym ludzie wiedzą, ale nikt nie wie, jak to będzie wyglądać. Sam jeszcze nie wiem. Natomiast przeczucia mam bardzo dobre. Jestem zadowolony z naszej pracy, scenariusz pisaliśmy z reżyserem Krzyśkiem Skoniecznym i wydaje mi się, że… no nie jest źle. Nie mogę się przechwalać, że jest tak zajebiście, bo trochę nie wypada. (śmiech) To była po prostu bardzo ciężka, ale i owocna praca. Polonista śledzący dowody zbrodni – jak w serialu „Belfer” – nie jest typowym protagonistą historii kryminalnych. Chcieliśmy mieć oryginalnego bohatera, takiego, którego nie ma w innych kryminałach. I chcieliśmy też złożyć hołd nauczycielom, trochę ich – jak to mówi młodzież – spropsować. Z tej chęci oryginalności wyszło nam wyzwanie. Jak zaczęliśmy pisać pierwszy sezon „Belfra” – który jest mocno kryminalny, a ma bohatera, który nie jest policjantem ani prokuratorem i nie ma dostępu do procedur – to zaczęły się schody. Okazało się, że trudniej wymyślić fabułę.

olało, nie przemyślało się konsekwencji swoich działań. Na przykład wsiadło po pijaku do samochodu. To jest banalne, ale zło jest dużo bardziej powszechne i groźne niż takie zło sataniczne, które my lubimy sobie wyobrażać – jakiegoś Hannibala Lectera czy seryjnego mordercę. Tego typu postaci tak naprawdę usprawiedliwiają zło, nadają mu jakiś sens, narrację. A największy problem tkwi w tym, że zło jest bez sensu! I o tym piszę, bo to jest właśnie najstraszniejsze. Rozmawiała: Katarzyna Sosnowska-Rama, obraz: Zuza Krajewska

I jak poloniści oglądają „Belfra”? Mojej mamie się podobał, nie miałem też sygnałów od kogoś ze środowiska nauczycielskiego, że obejrzał i to się w ogóle nie trzyma kupy. Istnieje mit na temat marnych skutków oglądania filmów z literatami czy literaturoznawcami. Mam na myśli tzw. spoilery, wynikające z przewidywania narracji. Potwierdzasz? Nie każdy chyba to ma, mi zdarza się mieć. Rzeczywiście potrafię przewidzieć większość rzeczy, która zdarza się w scenariuszach, ale nie jest też tak, że nie potrafię być zaskoczony. Ostatnio na przykład totalnie zaskoczył mnie amerykański film „Miss Sloane” [polski tytuł „Sama przeciw wszystkim” – red.]. Ale coś w tym z jest. Z Marią Janion podobno nie dało się oglądać „Dynastii”, bo zawsze wiedziała, co się stanie. Mi w „Belfrze” nie wszystko udało się odgadnąć. Właśnie miałem pytać! To szanuję to, cieszę się. Unikając więc zdradzania zakończenia – czy to serialu, czy powieści – zapytam: intryguje cię, jak banalne w swej istocie okazuje się zło? Mnie to nie intryguje. Ja po prostu uważam, że zło najczęściej jest banalne. Wynika z ludzkiej głupoty, niedopatrzenia. W kościele katolickim jest taka modlitwa: nie grzesz myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. I według mnie bardzo wiele zła wynika właśnie z zaniedbania. Z tego, że coś się

031

Jakub Żulczyk – pisarz, publicysta i scenarzysta. Urodził się w Szczytnie, wychował w Zabielach i Nidzicy, w Olsztynie ukończył liceum. W  czasie studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Jagiellońskim debiutował powieścią „Zrób mi jakąś krzywdę… czyli wszystkie gry video są o miłości”. Był stałym felietonistą „Elle”, „Dziennika” i „Exklusiv”, pisze dla „Lampy”, „Machiny”, „Tygodnika Powszechnego”, „Playboya” czy „Polityki”. Jest autorem siedmiu powieści, akcja „Wzgórza psów” – wydanego wiosną 2017 roku – rozgrywa się na Warmii i Mazurach. Jako współautor scenariuszy dwóch sezonów serialu „Belfer” z Maciejem Stuhrem w roli głównej przyczynił się do gromadzenia przez ekranami prawdopodobnie większej ilości widzów niż niegdyś przyciągała „Dynastia”.


PRODUKTY

GALERIA HANDLOWA MADE IN STWORZONE NA WARMII I MAZURACH I FIRMOWANE PRZEZ LUDZI WARMII I MAZUR

W TRÓJWYMIAROWYM JEZIORZE Pocztówka i zabawka edukacyjna w jednym. Na czterech planszach ze sklejki – trójwymiarowa strefa wodna i jej mieszkańcy: ptaki, gady, płazy, ryby i rośliny. Wyjmowane klocki kryją nazwy mieszkańców regionalnych jezior. Zabawka autorstwa Anety Pankowskiej, artystki z Olsztyna, to laureat konkursu Pamiątka Warmii i Mazur. www.behance.net/anetapankowska

ZMYSŁOWOŚĆ I TECHNOLOGIA Synonim luksusu i piękna. Francuska marka Chantelle ma ponad 140-letnie doświadczenie w tworzeniu najwyższej jakości bielizny. Znana jest zarówno ze zmysłowej estetyki kreowanej, m.in. z pomocą słynnych koronek, jak i innowacyjnych technologii. W asortymencie m.in. biustonosze typu push up – jak na zdjęciu. www.bieliznachilli.pl

KOBIECOŚĆ I SZYK

PIĘKNY ŁABĘDŹ Z KORMORANA 032

Barlow Sorbus to piwo w stylu barley wine w interpretacji Browaru Kormoran. Nad walorami smakowymi piwa pracowały dwa istotne elementy: jarzębina i czas. Leżakowało aż 16 miesięcy, ale twórcy są przekonani, że każdy dzień zwrócił się z nawiązką, bo w tym czasie barley wine cudownie się zaokrąglił, wygładził, zharmonizował i wyszlachetniał. „Był jak brzydkie kaczątko, który przeobraził się w pięknego łabędzia” – czytamy. Z ekstraktu uzyskano 10,5 proc. alkoholu. Jest moc. www.browrkormoran.pl

Lekkie, przezroczyste tiule i subtelne koronki, przepełnione kobiecością i światłem – takie są suknie ślubne projektantki Sylwii Kopczyńskiej pochodzącej z Nidzicy. Jej nietuzinkowe projekty zostały docenione w Polsce i za granicą, wielokrotnie publikowane m.in. przez włoski Vogue. Od października 2017 dostępne w Olsztynie. www.showroomkopczynska.pl


PRODUKTY

ODWAŻNE I ROMANTYCZNE

CZYSTO, ZDROWO, PACHNĄCO

Minimalizm, precyzyjne cięcie, wysokiej jakości materiały i komfort użytkowania. Kolekcje projektantki Joanny Kędziorek z Łodzi łączą w sobie romantyzm z odważną formą. Jej wyszukane ubrania dla kobiet, które cenią jakość i nietuzinkowość, dostępne są w ponad 50 butikach na całym świecie, w tym w Olsztynie.

Sprzątasz dom i jednocześnie poprawiasz sobie nastrój. Wnętrza pachnące piernikiem, lawendą z pomarańczą albo grejpfrutem z miętą to efekt użycia ekologicznych kosmetyków do czyszczenia i prania z dobrodziejstwem aromaterapii. Manufaktura Klareko działająca na warmińskiej wsi tworzy Kosmetyki Dla Domu wyłącznie ze składników pochodzenia roślinnego i mineralnego oraz bezpiecznych i ekologicznych związków chemicznych.

www.adam.go3.pl

www.klareko.com

MUST HAVE DLA WODNIAKÓW Odrobina luksusu pod choinkę lub na Walentynki? Elegancki katamaran spacerowy Solemaran, to błogi relaks na tafli jezior. Cichy, napędzany silnikiem elektrycznym, pozwala na rejsy w strefach ciszy. Prosty w obsłudze i łatwy w transporcie na dachu samochodu osobowego. Model Siesta (widoczny na zdjęciu) to romantyczna przygoda dla dwóch osób, a model Coco mieści na komfortowym pokładzie 5 osób. Polski produkt ma na koncie m.in. Nagrodę MUST HAVE na Łódź Design Festival 2015, Certyfikat Produkt Warmia Mazury 2015, Najlepszy Wyrób Targów Wiatr i Woda 2014, Dobry Wzór 2014. www.solemaran.com

033

NAGI TORT Jego piękno tkwi w prostocie. Naked cake to lżejsza wersja klasycznego tortu, która robi furorę na przyjęciach. Nie pokrywa go żadna masa cukrowa ani krem, za to jest bogato zdobiony sezonowymi owocami i kwiatami. Jest mniej kaloryczny niż tradycyjny tort, lekki dla żołądka i miły dla oka. www.slodycztejkrainy.pl


WARMIA & MAZURY

PRODUKT WARMIA MAZURY www.warmia.mazury.pl/produkt/

WYPRODUKOWANE RĘKAMI WARMIŃSKO-MAZURSKIMI DZIAŁAJĄ W RÓŻNYCH BRANŻACH, ŁĄCZY ICH MIEJSCE, A OD NIEDAWNA TAKŻE „ZNACZEK” Z NIEBIESKIM ŻAGLEM. CERTYFIKATEM PRODUKT WARMIA MAZURY ODZNACZONO KOLEJNYCH PRZEDSIĘBIORCÓW Z REGIONU.

034

Ślimaki w rozmowach przedsiębiorców szukających nisz na regionalnym rynku, pojawiały się już w 2010 roku, ale dopiero po pięciu latach zdecydowali się wprowadzić swoje pomysły w życie. Dziś przyrządzają pierogi ze ślimakiem, ślimacze burgery, a z regenerującego śluzu – kremy. – Jeżeli ktoś robi ze śluzu naszych ślimaków kosmetyki, dlaczego my, rolnicy z Warmii i Mazur, nie możemy? – ta na pozór szalona myśl przyświecała Grzegorzowi Skalmowskiemu na początku jego drogi z firmą Eco Snails Garden. Pomysł okazał się trafny. Za działalność marszałek województwa wręczył Skalmowskim w lipcu certyfikat Produkt Warmia Mazury. Ampułki ze śluzem ślimaka znalazły się w gronie 18 wyróżnionych produktów, usług i wydarzeń w województwie. Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego certyfikaty Produkt Warmia Mazury przyznaje od czterech lat. – Certyfikat pozwala nam potwierdzić to, o czym mówimy od dawna: tak, ten produkt pochodzi od nas i został wyprodukowany tu, naszymi rękami. Warmińsko-mazurskimi – podkreśla Grzegorz Skalmowski. Bo właśnie o wspieranie warmińsko-mazurskiej gospodarki i identyfikację z regionem chodzi. Z tym drugim Grzegorz Skalmowski nie ma zresztą problemów. – Tu nie trzeba inwestować w wielkie hotele. Wystarczy pokazać łąkę – zapewnia. Z natury garściami czerpie też Ewa Nisiewicz. W Sąpach prowadzi Zielarską Chatę. Jej mąż – Garncarską Wiatę, najprościej znaleźć ich w sieci, wpisując „ziołowy dzbanek”. Ten funkcjonuje od trzech lat, a wyrósł z zamiłowania do zielarstwa, które, jak zapewnia Ewa, istniało od zawsze. Przy okazji pojawiła się ceramika – pasja Waldemara Nisiewicza. I chęć dzielenia się swoimi umiejętnościami. Małżeństwo otrzymało dwa certyfikaty: za zielarstwo i garncarstwo. – Dla osób, które nas odwiedzają, ma to znaczenie. Wiedzą, że mogą spodziewać

się warsztatów na wysokim poziomie – przyznaje Ewa. Do wsi Sąpy w gminie Młynary uczestnicy warsztatów przyjeżdżają z Polski i z Europy. – Ludzie na co dzień nie mają kontaktu z tym, co naturalne, ponieważ zapętlili się w świecie cyfrowym. Zioła i glina są bardzo blisko natury, a my chcieliśmy rozpropagować to, co naturalne – dodaje. I tak, znani są m.in. ze słowiańskich bab-zielarek „dobrych intencji”, wypełnionych ziołami i łuską gryki. Te motanki, podobnie jak ziołowe nalewki, to oferta dla dorosłych. Tymczasem w Ziołowym Dzbanku nie brakuje też dzieci: te przygotowują zielniki lub ceramikę artystyczną. Podczas ósmej gali Produkt Warmia Mazury doceniono także firmę Zortrax – jednego z najbardziej rozpoznawalnych producentów drukarek 3D na świecie. Globalność nie oznacza bynajmniej, że wymiar lokalny nie ma znaczenia. – Na pewno dzięki temu stajemy się bardziej rozpoznawalni w regionie. Bardzo sobie to cenimy ze względu na pracowników, a tych pozyskujemy również z regionu – tłumaczy Marcin Niedzielski z biura prasowego Zortrax. Zortrax to jednak działalność aż w 70 krajach na sześciu kontynentach! A zaczęło się niewinnie. Pasjonaci nowych technologii Marcin Olchanowski i Rafał Tomasiak druk 3D po raz pierwszy zobaczyli na targach w Hongkongu. Ich prace nad własną drukarką trwały blisko trzy lata. Jednak przeszkodą do uruchomienia produkcji okazały się pieniądze. I tu z pomocą przyszło finansowanie społecznościowe, tzw. crowdfounding. Marszałek wyróżnił młodych przedsiębiorców za drukarkę M200. Tekst: Hanna Łozowska

Warmia i Mazur y regionem , w  k tór ym warto żyć” – to hasło przewodnie strategii rozwoju społeczno-gospodarczego województwa warmińsko-mazurskiego do roku 2025 – podkreśla marszałek Gustaw Marek Brzezin. – I dodajemy: niezależnie od wieku, wykształcenia, stanu posiadania, pochodzenia, miejsca zamieszkania, płci. Bo w centrum wszystkich działań samorządu województwa jest człowiek. Naszym celem są działania skierowane przede wszystkim na wzrost gospodarczy, innowacyjność, na współpracę z inwestorami, lokalnymi samorządami, sferą nauki. Zrównoważony rozwój oparty o produkcję, przetwórstwo i usługi to obecnie azymut regionu.


NE ĘP ST ĘKI O D DR O

model G0

NE ĘP ST ĘKI O D DR O

model G1

NE ĘP ST ĘKI O D DR O

model G4

Drzwi z kolekcji VERTE G SUPER CENA 441,57 PLN (brutto)

CENTRUM PORTA Olsztyn ul. Towarowa 9c (na terenie Agroma Olsztyn) tel.: 89 533 08 77, www.centrumporta.pl


GODNE UWAGI

DOBRE MIEJSCA MADE IN ODWIEDZAMY, POZNAJEMY, POLECAMY

PRZYSMAKI KŁOBUKA I ŚW. JAKUBA Każda z nich zna swoje miejsce w szeregu. Potrafią się komunikować, przepędzić wroga inteligentnymi sztuczkami czy dla dobra reszty roju poświęcić swoje życie. Pszczoły – ich fascynujący świat wciągnął już trzy pokolenia rodziny Masiewiczów. Prowadzenie pasieki pod Rusią przerodziło się w ich dodatkową pracę, pasję i formę relaksu. A przydomowy sklepik „Skarby Warmii” na olsztyńskich Likusach to nie tylko miejsce gdzie można degustować i zakupić fantazyjne wersje miodów, ale też wziąć udział w warsztatach czy posłuchać fascynujących opowieści o owadach starszych od dinozaurów. – Pszczelarstwem zaraził mnie mąż, który odziedziczył po ojcu kilka uli – tłumaczy Katarzyna Masiewicz, bibliotekarka i współwłaścicielka sklepiku. – Spędzamy przy nich każdą wolną chwilę razem z naszym synkiem. Mimo że jest przy tym sporo fizycznej pracy, wracam z niej w pełni zrelaksowana. Te genialne owady wpływają kojąco, uczą cierpliwości i pokory. A także inspirują. Roje to świetnie zorganizowany system, gdzie panuje wzajemny szacunek i współpraca. W sklepiku można kupić „Przysmak Kłobuka” – miód lipowy ze specjalnego nalewaka, a także słoiczki z „Jakubowym rarytasem” – miodem gryczanym, wielokwiatowym „Sekretem baby pruskiej” czy smakowymi, jak Barstukowy dar” z dodatkiem rozgrzewającego cynamonu lub imbiru. A także uwielbiany przez dzieci, zdrowy substytut Nutelli – miód z czekoladą lub czekoladą i chili. Ich kolorowe etykiety nawiązują do historii Olsztyna i regionu, a w ofercie są też świąteczne zestawy. – Sami spożywamy ogromne ilości naszego miodu, do tego pyłek kwiatowy, który jest witaminową bombą, a w przypadku infekcji sięgamy po propolis pszczeli – tłumaczy Kasia. – Kiedyś byłam chorowitą osobą, w tej chwili jestem okazem zdrowia. Skarby Warmii, Olsztyn, ul. Wędkarska 63 www.skarbywarmii.com

KONOPIE DLA CIAŁA I DUSZY

036

Konopna Farmacja specjalizuje się w produktach na bazie konopi siewnej, rośliny zbawiennej dla zdrowia. Kannabidiol, który zawierają, to składnik odpowiedzialny za pobudzanie układu odpornoś ciowe g o. S p e cja lis t yc zny o l ej C B D, k tó r y g o z aw i e r a , d zi a ł a przeciwzapalnie i przeciwbólowo, uczestniczy w zwalczaniu wolnych rodników, chroni komórki nerwowe przed niedoborem tlenu, co jest ważne w przypadku nowotworów mózgu, choroby Parkinsona, Alzheimera, padaczki. Udowodniono naukowo, że CBD jest skuteczne m.in. w terapii cukrzycy, astmy, reumatyzmu, stwardnienia rozsianego, białaczki i depresji oraz pomaga zwalczyć nałogi. Dermokosmetyki bazujące m.in. na oleju konopnym bogatym w tłuszcze omega-3 i omega-6, jak mydło, kremy, maści, olejek do ciała, łagodzą dolegliwości skórne. W sklepie-kawiarni, przy filiżance naparu z konopi lub kawy z dodatkiem jego nasion, można porozmawiać z właścicielami o właściwościach tej rośliny. Konopna Farmacja Olsztyn, ul. Prosta 23 (przy moście św. Jana) tel. 691522696, 515 569 110 www.konopnafarmacjaolsztyn.pl

PASJA NA MIEJSCU I NA WYNOS Kieliszek musującego prosecco plus deska wybornych serów albo wędlin. Aperitif – tradycja krajów południowej Europy przyciąga do Provincji tych, którzy chcą celebrować chwilę, wzorem mieszkańców południowej Europy. W dizajnerskich wnętrzach lokalu można spróbować kilkuset win z całego świata, świetnej kawy i przekąsek. A jeśli potrzebna butelka na wynos – pracownicy służą fachową poradą i pełnymi pasji winiarskimi opowieściami. Na piętrze kamienicy czekają klimatyczne apartamenty i pokoje noclegowe z widokiem na zabytkowe serce Olsztyna. Najwyższe oceny internautów mówią same za siebie. Cytując jednego z nich – po prostu klasa. Provincja Winebar & Rooms, Olsztyn, ul. Lelewela 3 www.provincja.com


AchMazury-Prasa205x142_5-2.indd 1

20.11.2017 13:38


ROZRYWKA

50 TYSIĘCY KREATYWNYCH KLOCKÓW ROZWIJAJĄ KONCENTRACJĘ, PRECYZJĘ I TWÓRCZE MYŚLENIE. A DZIĘKI TEMU, ŻE JEST ICH TU PONAD 50 TYSIĘCY, DZIECIĘCA WYOBRAŹNIA NIE MUSI SIĘ OGRANICZAĆ.

038

Dwaj chłopcy w wieku wczesnoszkolnym budują coś, co ciężko ogarnąć umysłem dorosłego człowieka. Zapytane o to, co robią, odpowiadają zdziwieni: „Budujemy stację kosmiczną. Tu jest odlotownia, tu magazyn na towary, to jest parking. A tu lody sprzedają, bo piloci lubią lody.” I kto dorosły wymyśliłby, żeby na stacji kosmicznej będącej zapewne częścią międzygalaktycznej sieci handlu towarami, wybudować budkę z lodami? Przejawy takiej nieskrępowanej, dziecięcej kreatywności można co chwilę oglądać w Warmiolandii (Galeria Warmińska) w nowej strefie Mądre Klocki. Oferta dla najmłodszych (Strefa Mini Ludzików) pełna jest klocków wspomagających poznawanie pierwszych kształtów, kolorów, relacji przestrzennych. – Mają też działanie terapeutyczne. Jedne są duże i twarde, inne miękkie i magnetyczne. Wykorzystywane są w terapii sensorycznej. Wystarczy je do siebie zbliżyć, by się sczepiły – wyjaśnia Dagmara Dowgiałło, menadżerka Warmiolandii. Prowadzi nas do Strefy Rozmaitości w której znajduje się najwięcej rodzajów klocków, od znanych Lego czy Duplo, po skomplikowane klocki konstrukcyjne. – Te drobne wymagają skupienia i precyzji. Pozwalają zbudować zaawansowane mechanicznie konstrukcje. Przy większości stanowisk można znaleźć instrukcje, jak wykonać coś ciekawego, ale wiemy, że dzieci świetnie radzą sobie bez nich. Klocki takie jak mini wafle, pozwalają uwolnić artystyczną kreatywność. Dzieci, świetnie się bawiąc, tworzą z nich rzeczy, które dorosłym pewnie ciężko byłoby wymyślić. Strefa Małych Budowniczych to dwa tys. klocków w kształcie cegieł. Można tworzyć z nich ogromne konstrukcje, często przewyższające samych budowniczych. Strefa Rozrabiaków pozwala najmłodszym rozładować nadmiar energii. Znajdują się tu miękkie klocki wielkoformatowe w kształcie Tetris. Na początku dzieci muszą wykombinować jak je ułożyć, ale najlepsze jest tutaj to, że potem tę konstrukcję trzeba zbu-

rzyć. – Niemal wszystkie klocki przetestował mój trzyletni syn Franek, w tym jego ulubione magnetyczne firmy Jolly Heap. Ale największe wrażenie zrobiły na nim te wielkoformatowe, bo po pierwsze, na taki zestaw trzeba byłoby przeznaczyć w domu całkiem spory pokój, po drugie, zestaw takich klocków kosztuje kilkadziesiąt tys. złotych, a po trzecie, rozwalanie takiej dużej konstrukcji to dla maluchów prawdziwy odjazd – dodaje Dagmara Dowgiałło. Jeśli dzieciom zostanie jeszcze trochę energii, mogą spożytkować ją w Strefie Podłogi Interaktywnej. To wirtualna zabawa, która łączy ruch i myślenie strategiczne. – W najbliższym czasie planujemy jeszcze uruchomić strefę robotyki, w której dzieci nauczą się konstruować roboty, a potem zaprogramować je do działania – zapowiada menadżerka. – We wszystkich strefach z klockami ważne jest to, że pozwalają na wspólną zabawę rodziców z dziećmi. Do tego taka forma zabawy świetnie odrywa najmłodszych od ekranów tabletów i smarfonów. Jeszcze w tym roku w Warmiolandii ma pojawić się strefa wielkoformatowych klocków 3D i 4D. – To klocki, które doskonale rozwijają zdolności społeczne. Uczą komunikacji, współpracy i odpowiedzialności – wyjaśnia Dagmara Dowgiałło. – Zostały tak zaprojektowane, by można było tworzyć z nich przy udziale minimum dwóch osób. Ale oczywiście im więcej dzieci tym ciekawiej. Tekst i obraz: Michał Bartoszewicz

Mądre Klocki Galeria Warmińska Olsztyn, ul. Tuwima 26 2 piętro obok Multikina tel. 785 888 133


SALON OÅšWIETLENIA BC LAMP ATELIER UL. ALEJA WARSZAWSKA 105/3H OLSZTYN, TEL.(89) 532-02-92, BLASKI_CIENIE-1@TLEN.PL


ROZRYWKA

SKOK W DRUGI ROK OLSZTYŃSKI PARK TRAMPOLIN 7 JUMP STREET ŚWIĘTUJE PIERWSZE URODZINY. OLSZTYNIACY SKACZĄ Z RADOŚCI, BO POKOCHALI NOWY TYP ROZRYWKI. O tym, że w wielkiej hali przy ul. Leonharda mieści się nietypowa forma rozrywki, świadczy już intrygująca zewnętrzna grafika. Do środka zachęca i małych, i dużych, bo bez względu na wiek, olsztyniacy pokochali nową formę zabawy. Do Parku Trampolin 7 Jump Street przychodzą skakać indywidualnie, rodzinnie lub pod okiem instruktora. Zapisują się na zorganizowane przez park rozrywki zajęcia (np. akrobatykę, fitness) albo skrzykują w gronie znajomych i przychodzą całą gromadą na dobrą zabawę. Skakanie mocno wciąga – niektórzy spędzają tu i po kilka godzin. Otwarcie w Olsztynie parku trampolin sprawiło, że wiele szkół, również z regionu, decyduje się na organizowanie tu lekcji wuefu. Co można na nich robić? Podniebne akrobacje, grać w koszykówkę, siatkówkę czy zbijaka – to niebanalna forma ruchu znanych dyscyplin, dlatego chcą w niej uczestniczyć nawet ci, którzy na tradycyjnych lekcjach migają się od ćwiczeń. Szkoły mają możliwość wcześniejszej telefonicznej rezerwacji terminu lekcji, a w razie potrzeby park zapewnia transport autobusowy. Trampoliny pokochały też panie, które chcą być fit. Na zajęciach fitness w parku traci się bowiem dużo więcej kalorii, niż na zwykłym aerobiku czy w siłowni. No i jest to dużo przyjemniejsze. Wszak nie bez powodu potocznie mówimy o skakaniu z radości.

040

7 Jump Street szczególnie przypadł do gustu osobom wyprawiającym dzieciom urodziny. W parku są dedykowane kąciki urodzinowe. – Mamy też telebim, na którym możemy puszczać filmy czy zdjęcia z jubilatem w roli głównej. Takie pokazy to często salwy śmiechu, mnóstwo komentarzy i dobrej zabawy – zapewnia Maciej Karuc, manager parku. W przerwie między szaleństwem, można uzupełnić spalone kalorie w parkowej kawiarni. Parki trampolin są od lat znane w Stanach Zjednoczonych i na zachodzie Europy. Cieszą się ogromną popularnością, bo ich klienci szybko przekonali się, że beztroskie skakanie na batutach potrafi sprawić wiele radości. Stąd też popularność takich miejsc i u nas. Olsztyński park jest jednym z najmłodszych w kraju, ale już z wypracowaną świetną opinią.

Na powierzchni ponad 1200 mkw. rozmieszczonych jest około 100 trampolin. Skakanie jest możliwe tylko po założeniu antypoślizgowych skarpetek (można je kupić na miejscu). W parku trampolin są też dwa duże baseny z gąbkami, w których bezpiecznie ląduje się po powietrznych ewolucjach. Więc salta i inne gimnastyczne akrobacje ujdą na sucho nawet nowicjuszom. Tekst: Maciej Karuc, obraz: arch. 7 Jump Street, Shutterstock.com Park Trampolin 7 Jump Street Olsztyn, Leonharda 7 czynny codziennie w godz. 9–21 7jumpstreet.pl fb/7jumpstreet


DOBRE MIEJSCE

USŁUGA DLA ZMYSŁÓW GALERIA SZTUKI, KLUB MUZYCZNY, RESTAURACJA I KAWIARNIA POD JEDNYM DACHEM. GALERIA USŁUGA JAZZ BAR TO OAZA TWÓRCZOŚCI ARTYSTYCZNEJ I KULINARNEJ. I MIEJSCE DLA TYCH, KTÓRZY CHCĄ ZAPREZENTOWAĆ ŚWIATU SWÓJ DOROBEK.

042


DOBRE MIEJSCE

MIEJSC WYSTAWOWYCH W OLSZTYNIE NIE MA ZBYT WIELE, ZWŁASZCZA MŁODE POKOLENIE ARTYSTÓW NIE MA GDZIE Eda Yukov, akryl na płótnie

PREZENTOWAĆ PRAC. CHCEMY PROMOWAĆ TU RÓWNIEŻ TALENTY Z INNYCH MIAST, JESTEŚMY OTWARCI NA WSPÓŁPRACĘ Z TWÓRCAMI WSZYSTKICH DZIEDZIN”.

Ostre kolory obrazów olsztyńskiej malarki Joanny Milewicz działają jak przynęta. Zaglądając przez witrynę do dizajnerskich wnętrz galerii, trudno oprzeć się pokusie aby nie zobaczyć ich z bliska. Im głębiej wchodzi się do lokalu, tym więcej niespodzianek. Szafa pełna rękodzieła, nietuzinkowej biżuterii, ręcznie malowanych apaszek, kapeluszy, ceramiki i kamiennych rzeźb. Na ścianach rysunki i obrazy, m.in Jarosława Puczela, Agnieszki Ciszewskiej i Marty Wasilewskiej-Frągnowskiej. No i ogromny podświetlany bar z włoskim ekspresem i trunkami z różnych części świata. Można tu przysiąść w filcowym fotelu i kontemplować sztukę przy koktajlu „Picasso”, „Lautrec” czy „Van Gogh”. Z głośników sączą się subtelne dźwięki jazzu, soulu i bossa novy. A czasem brzmią na żywo z nastrojowej, kameralnej sali koncertowej na dolnej kondygnacji lokalu. To miejsce zrodziło się z muzycznej pasji jej właścicieli – Małgorzaty i jej nieżyjącego już męża Andrzeja Niczuka. – Choć zawodowo związani byliśmy z branżą budowlaną, muzyka zawsze zajmowała ważne miejsce w naszym życiu – tłumaczy Małgorzata, właścicielka Galerii Usługa. – Każdą wolną chwilę spędzaliśmy na koncertach, mąż sam był multiinstrumentalistą. Marzył mu się własny klub muzyczny, gdzie mogliby spotykać się artyści różnych pokoleń. Kiedy zmarł, postanowiłam razem z synem dokończyć jego marzenie. Rodzina Niczuków od trzech pokoleń związana jest z kamienicą. Przed wojną na jej paterze znajdowała się apteka. Pod sklepieniem ceglano-kamiennej wiekowej piwnicy zachowało się jeszcze pierwotne wejście. Zburzony budynek odbudowała w latach 60. Spółdzielnia Rzemieślnicza Usługa, w której czynny udział brał Roman Niczuk, ojciec Andrzeja. W latach 90. Małgorzata z mężem stali się właścicielami wystawionego na sprzedaż budynku i rozpoczęli jego remont. Projekt wnętrz powierzyli architektowi Jackowi Mierzejewskiemu. Proste, surowe wnętrza w kolorze grafitu, metalowe balustrady i elementy oświetlenia, meble od polskich projektantów, stolarka nawiązująca do pierwotnego charakteru kamienicy. Stonowane kolory i wystrój są tłem dla dzieł sztuki, które

wypełniły 200-metrowe wnętrze galerii. W ciepłe dni można też przysiąść przy stolikach pod arkadami od strony rynku, albo w patio na zapleczu. – Miejsc wystawowych w Olsztynie nie ma zbyt wiele, zwłaszcza młode pokolenie artystów nie ma gdzie prezentować prac – tłumaczy Justyna Korpacz, manager galerii. – Chcemy promować tu również talenty z innych miast, jesteśmy otwarci na współpracę z twórcami wszystkich dziedzin. Podobnie w przypadku naszej kameralnej sceny – mile widziani muzycy, ale też aktorzy, poeci i kabarety. Koncerty unplugged czy teatralne etiudy na 25-osobową widownię. Ale nie samą sztuką żyje człowiek. W barze m.in rzemieślnicze, regionalne piwa, świeżo wyciskane soki i świetna kawa z warszawskiej palarni. A w menu autorska kuchnia z przewagą potraw wegetariańskich. Codziennie świeże zupy, wyszukane dania z warzyw i ryb, a także wypiekany na zapleczu chleb i przetwory. – Sami jesteśmy miłośnikami zdrowej, roślinnej kuchni i taką chcemy tworzyć – dodaje Justyna. – Przy okazji wspieramy lokalnych producentów żywności, a dla licealistów i studentów będą zniżki – zachęca. – Bo chcemy aby dobrze poczuły się tu wszystkie pokolenia – dodaje Małgorzata. – Ale nie będziemy, wzorem innych miejsc, przyciągać głównie darmowym wi-fi. Wolimy aby nasi bywalcy rozmawiali, relaksowali się przy dobrej muzyce i w otoczeniu ciekawej sztuki, czytali ambitną prasę, którą gromadzimy. Szkoda czasu na wirtualny świat, skoro zgromadziliśmy tu tak wiele realnych inspiracji. Tekst: Beata Waś, obraz: arch. Galerii Usługa

Galeria Usługa - Jazz Bar Olsztyn ul.Stare Miasto 2, 10-027 Olsztyn tel.509611181 www.galeriausluga.pl facebook.com/galeriausluga/

043


DOBRE MIEJSCE

PIĘĆ POKOI RELAKSU

TO MIEJSCE DLA TYCH, KTÓRZY ŻYJĄ ZA SZYBKO. JEDZĄ SZYBKO, KOCHAJĄ SZYBKO. SZYBKO DOJEŻDŻAJĄ DO PRACY I SZYBKO WYBIERAJĄ MIEJSCA NA WAKACJE, A TAM SZYBKO SPRAWDZAJĄ CZY JEST... ZASIĘG. W MIEJSCU MARZEŃ W KOŃCU MOGĄ ZWOLNIĆ.

044

Wychodząc na taras Miejsca Marzeń wczesnym porankiem, można podziwiać spacerujące po łące żurawie, sarny i jelenie. W powietrzu czuć orzeźwiający zapach pobliskiego jeziora i mokrej trawy. W tle słychać subtelny dźwięk pukania dzięciołów i szum otaczającego lasu. Choć w tym mazurskim pensjonacie jest tylko pięć pokoi, od rana we wspólnym salonie, przy śniadaniu z lokalnych produktów, spotykają się ciekawi ludzie. W pokoju Rubinowa Beztroska mieszkają młodzi rodzice. Na co dzień obydwoje pracują w warszawskich korporacjach. Przyjechali tu by zwolnić, spędzić czas z dwójką kilkuletnich dzieci. W pokoju Diamentowy Spokój mieszka para emerytów. On, niegdyś uznany prawnik, ona – malarka. W ciągu dnia dużo spacerują, bo okoliczne lasy należą do najpiękniejszych na Mazurach. Wieczorami zasiadają przy kominku z lampką wina. Spotykają tam zakochaną parę z pokoju Szmaragdowa Noc. Przyjechali tu, by uczcić zaręczyny. W Szafirowym Relaksie mieszkają dwie przyjaciółki, które prowadzą wspólnie firmę. Chcą odpocząć blisko natury i zaplanować kolejny rok biznesu. A w Malachitowej Ciszy, jedynym pokoju na parterze, mieszka para trzydziestokilkulatków. Ona, kierowniczka działu kadr w dużej firmie, on – szef działu kreacji w agencji reklamowej. Porusza się na wózku. Wybrali to miejsce, bo czynnikiem, który wyróżnia Miejsce Marzeń na mapie innych mazurskich pensjonatów jest własny gabinet fizjoterapeutyczny. – Chcemy ułatwić naszym gościom powrót do zdrowia i naturalnego spokoju. Na pewno pomogą im w tym masaże relaksacyjne i zabiegi fizjoterapeutyczne – zapewnia Agata Berk-Chumowicz, współtwórczyni Miejsca Marzeń, na co dzień fizjoterapeutka. – Do tego zadbaliśmy, by bliskość natury podkreślała nasza kuchnia. Wszystkie posiłki tworzone są w idei slow food z lokalnych produktów – zaznacza Aleksandra Zawalniak, współtwórczyni Miejsca Marzeń. Miejsce Marze ń po łożone jest w  wiosce Szc z ycionek , około trzech kilometrów od Szczytna, 45 od Olsztyna i 170 od Warszawy. Do Portu Lotniczego Olsztyn-Mazury jest tylko 15 km. Jak mówią właściciele tego mazurskiego pensjonatu, pomysł jego stworzenia rodził się w ich głowach przez kilka lat, gdy wracali do Szczycionka z dalekich wyjazdów.

– Podróżowaliśmy po całym świecie, ale zawsze wracając do Szczycionka myśleliśmy sobie: widujemy tyle niesamowitych miejsc, ale to tu jest najpiękniej. Trzeba się tym podzielić z innymi – opowiadają. – Podczas naszych podróży najbardziej lubimy nocować w malutkich pensjonatach, hostelach, miejscach bez zbędnego nadęcia. Dlatego chcieliśmy stworzyć kameralny pensjonat, w którym można poczuć się swobodnie, w otoczeniu przyrody i ciekawych ludzi. Jak sami podkreślają, to też idealne miejsce na rodzinne lub biznesowe spotkanie. – Rezerwując cały pensjonat, tak niewielkie grupy mają do wyłącznej dyspozycji wspólny salon – dodaje Bartosz Chumowicz, współtwórca Miejsca Marzeń. – Oczywiście pomagamy też w zorganizowaniu czasu wolnego. W ciągu dnia dnia można wybrać się na przejażdżkę rowerem po ścieżce rowerowej wokół jeziora Domowego, popływać łódką lub spędzić czas spacerując po pięknym Szczytnie – wylicza Bartosz Chumowicz. – Można też wziąć udział w spływie kajakowym, podpowiemy gdzie żeglować. A wieczorami rozpalamy ognisko, grilla lub kominek. Tekst: Michał Bartoszewicz obraz: MDstudio Marcin Drzyzguła

Miejsce Marzeń Szczytno, Szczycionek 28 kontakt@miejscemarzen.pl Ola 506 721 282, Agata 665 551 701 www.miejscemarzen.pl www.facebook.com/miejscemarzen


Olsztyn, ul. Lelewela 3 www.provincja.com


WEEKEND

SMAK NA TRZY WIDELCE REWELACYJNA KUCHNIA - TO ZDANIE POWTARZA SIĘ NAJCZĘŚCIEJ WŚRÓD INTERNETOWYCH OPINII NA TEMAT HOTELU ANDERS. POTWIERDZAJĄ TO KOLEJNE NAGRODY OD KRYTYKÓW KULINARNYCH. DLATEGO W KAŻDE ŚWIĘTA JEST TU KOMPLET GOŚCI. TAKICH, KTÓRZY KOCHAJĄ TRADYCJĘ.

046

Fama o tutejszych gołąbkach z gęsiną i gulaszem z leśnych grzybów, od lat krąży wśród smakoszy. Do Restauracji Pałacowej Hotelu Anders w Starych Jabłonkach wielu z nich zajeżdża specjalnie na to danie. Swój fanklub ma także zupa rybna i pierogi z sandaczem albo dzikiem. Goście sugerują się często prestiżowym przewodnikiem „Poland 100 Best Restaurants 2017”. W październiku po raz piąty restauracja trafi ła do grona wyróżnionych przez niego nagrodą „Grand Award – Trzy Widelce”. – Siłą naszej kuchni jest autentyczność – tłumaczy Dariusz Struciński, od ponad 20 lat szef kuchni w  Restauracji Pałacowej. – Nie silimy się na modyfikacje, udziwnienia. Świeży, regionalny produkt i umiejętność wydobycia jego smaku – tyle wystarczy aby tworzyć uczciwą, dobrą kuchnię. Świadomość konsumencka rośnie, chcemy wiedzieć co jemy i skąd pochodzą składniki. A na liście dostawców, o których często dopytują goście, są głównie lokalni, drobni producenci. Sery przyjeżdżają z Wójtowa, ryby z wędzarni w Kabornie, mięso z Biskupca, ziemniaki z gospodarstwa w Kajkowie, miody od Bartnika Mazurskiego, Piwo z Browaru Kormoran, a jabłka, których goście mogą jeść pod dostatkiem – z sadów w Głotowie. – Opuszczając region, goście często zaopatrują się na zapas w te sprawdzone, lokalne produkty – twierdzi szef kuchni. – A podczas naszych warsztatów kulinarnych, uczą się jak je wykorzystywać. Podczas tych zajęć, pod okiem szefa kuchni dzieci i dorośli uczą się lepienia pierogów, pieczenia pierników czy – jak w tym roku – cudów z kakao w roli głównej. Akademię Czekolady poprowadzi autorytet w tej dziedzinie – Marcin Paździor, a w Sylwestra w świat przekąsek z całego świata wprowadzi Kurt Scheller. Zajęcia z mistrzami kulinarnymi to gwóźdź programu rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia i firmowych Wigilii. – To sprawdzona forma integracji. W kuchni dystans między ludźmi znika, dajemy ponieść się zmysłom i wyobraźni jak w każdej dziedzinie sztuki – twierdzi Dariusz Struciński.


WEEKEND

Coraz szybsze tempo życia w mieście sprawia, że święta chętnie wykorzystujemy na odpoczynek z dala od cywilizacji. W Andersie goście zamieniają przedświąteczny stres i bieganinę na aktywny wypoczynek w plenerze, relaks w SPA, no i tradycyjną kuchnię. Taką, która dzisiaj zanika wśród kulinarnych nowinek ze świata i w ferworze świątecznych zakupów. – Po fazie eksperymentów ze świątecznym menu, przerabianiem dań z różnych części świata, znowu mocno hołdujemy tradycji – tłumaczy szef kuchni. – Tradycyjnych produktów świątecznych jak karp czy sandacz nie zastąpi żaden łosoś czy tuńczyk. Wiemy, że to dla atmosfery i smaku potraw, które wielu z nas pamięta z dzieciństwa, goście do nas wracają. Ponad 70 procent z nich to stali bywalcy, którzy od kilku lat mają tu na czas świąt swój pokój i stolik w restauracji. Bo spędzanie świąt poza domem, paradoksalnie integruje rodziny. Odpadają przygotowania i wielogodzinne pichcenie, zostaje czas wyłącznie na relaks. Odkrywamy na nowo prawdziwy sens rodzinnych spotkań przy choince. Malownicze jezioro Szeląg Mały, nad którym położony jest Hotel Anders, pokrywa się lodem już po pierwszych przymrozkach. W ruch idą łyżwy, skutery śnieżne czy biegowe

narty. Mróz nie przeszkadza też korzystać ze szlaków spacerowych wokół jeziora, prezentujących historyczne i przyrodnicze ciekawostki. – A do tego kuligi, ognisko z muzyką na żywo i pieczeniem kiełbasek albo drożdżowych „jaszczurów” na patyku – wymienia Daniel Błaszkiewicz, dyrektor generalny Hotelu Anders w Starych Jabłonkach. – Na życzenie organizujemy kuligi czy przejażdżki psimi zaprzęgami. Jeśli pogoda nie dopisuje – czeka SPA, basen, kręgle, kasyno i parkiet czynny do białego rana. Uroczysta kolacja wigilijna, kolędy na żywo, rodzinne warsztaty, spotkanie z Mikołajem, spacery z przewodnikiem przyciągają na Mazury miłośników tradycji z różnych stron Polski, ale też sąsiednich krajów: Skandynawii, Niemiec czy Rosji. Bo nasza świąteczna tradycja nie ma sobie równej w świecie. Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum Hotelu Anders Hotel**** ANDERS w Starych Jabłonkach Stare Jabłonki, ul. Spacerowa 2 tel:. + 48 89 642 70 00 www.hotelanders.pl

047


INWESTYCJE

Z CAŁYM SZACUNKIEM DO PALM NA MAURITIUSIE KIEDY W LUTYM ROZMAWIAŁ Z NAMI PO RAZ PIERWSZY, PRZYZNAWAŁ, ŻE WARMIA I MAZURY SĄ RÓWNIE PIĘKNE I POZA SEZONEM. TERAZ, W GRUDNIU, MÓGŁBY TO POWTÓRZYĆ. ODKRYŁ TO JUŻ JAKO DZIECKO, KIEDY PRZYJEŻDŻAŁ Z RODZICAMI NAD KRUTYNIĘ. TERAZ W KRAINIE JEZIOR MA WŁASNĄ DZIAŁKĘ. 048

MADE IN: Nadal uważa pan, że na jeziorach najbardziej ekscytujące są… cisza i spokój? Maciej Orłoś: To jest bardzo aktualne. Zresztą przygotowaliśmy spot, który ilustruje tę ideę – moje pragnienie ciszy i spokoju. Bardzo lubię Warszawę. Naprawdę. To moje miasto. Urodziłem się tu, wychowałem i nie mógłbym żyć bez Warszawy, zwłaszcza w mojej branży, ale czasami naprawdę dobrze jest wyjechać i pobyć gdzieś, gdzie jest spokojnie. A Warmia i Mazury to idealny region na takie wyciszenie. Do tego są stosunkowo blisko Warszawy. I coraz łatwiej tam dojechać. Do użytku oddawane są kolejne odcinki słynnej „siódemki”, trasa Olsztynek – Olsztyn ma być ukończona do końca 2018 roku. Poza tym do stolicy województwa można

przecież dojechać wygodnym pociągiem w 2,5 godziny, a nawet przylecieć samolotem w 30 minut. No, ale pomijając sprawy komunikacyjne, Warmia i Mazury to dla mnie jednak przede wszystkim sentyment. Sentyment, czyli domek rodziców? Moi rodzice rzeczywiście mają domek w okolicach miejscowości Krutyń. Blisko do Rucianego Nidy, rzeki Krutyni, leśniczówki w Praniu. Kąpałem się w jeziorze Mokrym. Lasy w okolicy są kapitalne i miejmy nadzieję, że ich nikt nie wytnie. (śmiech) Ten domek jest częścią życia rodzinnego od prawie 40 lat. A zanim był domek, to też się na Mazury jeździło. Moi rodzice wynajmowali tzw. kwatery prywatne.


INWESTYCJE

Agnieszka Osiecka pisała „ Na cał ych jeziorach ty…”. Wielu artystów przyjeżdżało tu w poszukiwaniu odpoczynku i inspiracji. Pan też ma takie wspomnienia związane z Warmią i Mazurami? Na jeziorach głównie jednak łowiłem ryby, chyba że weźmiemy pod uwagę twórczość telewizyjną. Współrealizowałem tu kilka programów, na przykład z cyklu A to Polska właśnie, na początku lat dwutysięcznych. To był odcinek o Olsztynie. Wtedy dowiedziałem się, że na terenie tego miasta jest aż tyle jezior. Pamiętam, że restauracja nad samym jeziorem stanowiła dla mnie nową jakość. O tym pisałem zresztą w felietonie na stronie lokatyziemskie.pl. A teraz Maciej Orłoś ma własną działkę nad jeziorem i jest Ambasadorem firmy Lokaty Ziemskie Zgadza się. LZ zajmują się sprzedażą nieruchomości nad jeziorami pod kątem wypoczynkowym i inwestycyjnym. Ziemia ma dużą wartość, bo przecież jej nie przybędzie, nie da się jej doprodukować. Najważniejsza jest zawsze lokalizacja, bo działek na jeziorami w Polsce jest tylko ok jednego procenta. Od tej strony jest to więc ciekawa propozycja. Sam jeszcze nie wiem, jak to miejsce wykorzystam. Myślę o tym w obu tych kategoriach. A ziemię można wybrać z bezpośrednim lub pośrednim dostępem do jeziora, co oznacza, że każdy użytkownik działki ma dojście do jeziora z plażą i pomostem. Wszystko to ma jednak kameralny wymiar. Sam fakt bliskości jeziora jest super, a co dopiero fakt, że da się wsiąść w łódkę i sobie popływać. Zapracowany człowiek chce kupić ziemię nad jeziorem… I co dalej? Dla ludzi no właśnie takich jak ja, czyli tych, którzy mają mało czasu, a mnóstwo pracy i spraw na głowie, bardzo dobrą propozycją są osady objęte Programem Lokat Ziemskich. Zakłada pełną obsługę, przy dostarczeniu mediów, drogi, plaży, pomostu, altany grillowej, boiska sportowego czy uzyskaniu warunków zabudowy, ewentualnie też przy podziale gruntu. Po zakończeniu Programu możliwa też jest pomoc przy zabudowie, wynajmie a nawet przy odsprzedaży nieruchomości w zamian za prowizję od zysku. Co bardzo ważne na trzech Osadach (Blanki, Guty, Trękus) objętych Programem prace z nim związane są już na zaawansowanym etapie, co bardzo uwiarygadnia inwestycje w moich oczach. Bo kiedy mowa o działkach rolnych, trzeba pozyskać zgodę, żeby działkę kupiła osoba, formalnie niebędąca rolnikiem. W tym też pomaga firma Lokaty Ziemskie. Nie trzeba samemu jeździć po urzędach i załatwiać wszystkiego, co w przypadku niektórych było prawdopodobnie niemożliwe. Zgodnie z tzw „ustawą rolną”, nie będąc rolnikiem trzeba otrzymać zgodę prezesa Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (dawniej ANR – red.) na zakup działki rolnej, co wydłuża proces zakupu zaledwie o 30 dni. KOWR ma prawo pierwokupu, ale w praktyce korzysta z niego sporadycznie, tylko gdy wchodzą w grę duże areały żyznej ziemi. Ja, tak jak większość, dostałem zgodę na zakup. Pan ma działkę 13 kilometrów od Olsztyna w osadzie Trękus… Blisko miasta, ale jednocześnie na tyle daleko, żeby mieć spokój i ciszę. Ma to tę zaletę, że miasto jest na wyciągniecie ręki, gdybym np. chciał wyskoczyć ze znajomymi do baru nad jezioro Ukiel lub na Stare Miasto. Do tego linia brzegowa kame-

ralnego jeziora Linowskiego, obok Lasu Warmińskiego, blisko zjazdu z budowanej obwodnicy i drogi prowadzącej na międzynarodowe lotnisko Olsztyn – Mazury. To mnie przekonało. Jakie są inne tego typu osady? W aktualnej ofercie jest osiem osad różniących się lokalizacją, ceną i ukształtowaniem. Widziałem wszystkie. Każda ma swoje zalety i każdy znajdzie coś dla siebie. Dobrze zapamiętałem osadę Guty, która znajduje się na szlaku Wielkich Jezior, obok Giżycka. Wahałem się między tą osadą, a swoją. Jest kapitalna. Piękny teren i linia brzegowa jeziora Kisajno przy słynnym Zimnym Kącie. Znam ludzi, którzy kupili tam działki i tańczyli z radości. Cieszyli się, że ktoś pokazał im miejsce, o którym marzyli. Jak mieć działkę nad jeziorem, to właśnie taką! Jest też osada Blanki, o której kiedyś pisaliśmy, niedaleko Term Warmińskich, obok Lidzbarka. Zielarska wieś Blanki to taka mała Toskania z dużym pięknym jeziorem o tej samej nazwie. To jest tak, że jak ktoś lubi Warmię i Mazury, albo nawet nie wie, że lubi, bo jest tam pierwszy raz, natychmiast zostaje oczarowany. Chyba, że jest się nieczułym na piękno natury. Ja mam tak: kiedy widzę jeziora, a po drugiej stronie ścianę lasu, pagórki i mnóstwo zieleni, to nie wiem, gdzie może być lepiej. Z całym szacunkiem do palm na Mauritiusie i Seszelach – nie można powiedzieć, że są lepsze! Rozmawiała: Hanna Łozowska, obraz: Konrad Poświata

LOKATY ZIEMSKIE

Firma LOKATY ZIEMSKIE to eksperci rynku nieruchomości oraz inwestycji. Każda sprzedawana przez nich nieruchomość posiada dostęp do jeziora. Dzięki połączeniu doświadczenia oraz ciągłej edukacji doradzają skutecznie w zakresie zakupu gruntów pod kątem wypoczynkowym i zarobkowym. W ich ofercie znajdują się osady rozlokowane na całym terenie Warmii i Mazur.

Lokaty Ziemskie Sp. z o.o. Warszawa, Grójecka 194 lok. 2 tel. +48 537 831 500 e-mail: madein@lokatyziemskie.pl www.lokatyziemskie.pl

049


FINANSE

KREDYTY SZYJEMY NA MIARĘ

050

NAJLEPSZY PARTNER W BIZNESIE? TAKI, Z KTÓRYM WSPÓŁPRACA TRWA DŁUGO ORAZ OPIERA SIĘ NA ZAUFANIU I BLISKICH RELACJACH. BANK POLSKIEJ SPÓŁDZIELCZOŚCI ZBUDOWAŁ SWOJĄ OPINIĘ NA PIELĘGNOWANYCH OD 150 LAT WARTOŚCIACH TRADYCYJNEJ POLSKIEJ BANKOWOŚCI. ZA CO CENIĄ GO KLIENCI?


FINANSE

Pewien przedsiębiorca z założenia zmieniał bank co roku, bo w każdym kolejnym dostawał na zachętę lepsze warunki. Jednak z olsztyńskim Oddziałem Banku Polskiej Spółdzielczości pozostaje już od kilku lat, będąc pod wrażeniem indywidualnego podejścia i troski o jego biznes. – Jeszcze nam się nie zdarzyło, by szablonowo obsługiwać naszych klientów. W biznesie każda sytuacja jest inna, więc i nasze propozycje szyjemy na miarę potrzeb – rozpoczyna Emilia Mysiukiewicz (na zdjęciu w środku), dyrektor olsztyńskiego oddziału Banku Polskiej Spółdzielczości S.A. Bank Polskiej Spółdzielczości wraz z 351 Bankami Spółdzielczymi tworzy największą tego typu grupę bankową w Polsce. Bankowość spółdzielcza swoją działalność rozwija od ponad 150 lat. Bank BPS utrzymuje rodzimy kapitał i kultywuje polski charakter bankowości spółdzielczej, kładąc nacisk na budowanie długotrwałych i bliskich relacji z klientami. A sprzyjają im zakres prac operacyjnych oraz możliwości decyzyjne w poszczególnych oddziałach. To ważne, zwłaszcza w czasach konsolidacji banków z kapitałem zagranicznym – w konsekwencji wiele z nich bowiem, po pozyskaniu klienta występuje już z pozycji silniejszego partnera, a to nie sprzyja budowaniu zaufania i relacji biznesowych. – Nasz Bank to nie system, który wyrzuca dane z komputera i poddaje je jedynie sztywnym modelom obliczeniowym. Stawiamy na otwarty i szczery kontakt z klientem oraz na stałą i długofalową współpracę z nim. Stąd naszą najlepszą reklamą są właśnie nasi klienci. Dzięki ich opiniom jesteśmy stale dostrzegani i rekomendowani – obrazuje Emilia Mysiukiewicz. A rekomendacje nie powinny dziwić. Dyrektor olsztyńskiego BPS-u ma uprawnienia do udzielania kredytów w wysokości do trzech mln zł, co na rynku Warmii i Mazur stanowi wyjątek. W przyjętym modelu organizacyjnym BPS jest w stanie szybko otrzymać zgodę na kwotę kilkukrotnie wyższą, jeśli wymaga tego sytuacja. – Zdarzyło nam się ostatnio podjąć decyzję na szczeblu centrali banku do udzielenia kredytu inwestycyjnego w ciągu niespełna 10 dni. Bez finansowania przez nasz bank transakcja nie doszłaby do skutku, a klient straciłby okazję do zrobienia dobrego biznesu – podaje przykład dyrektorka. Bank BPS S.A. najchętniej udziela kredytów komercyjnych, ale specjalizuje się też w kredytach wspieranych przez instytucje państwowe, powiązane z dofinansowaniem kapitału lub innymi dopłatami. Bank stale jest też w czołówce rankingów kredytów hipotecznych. Dzięki programowi Mój Dom pomaga rodzinom spełnić marzenie o własnym mieszkaniu. Z kolei wybierając Uniwersalny Kredyt Hipoteczny, można sfinansować dowolny cel (bank promuje go hasłem: „Uwolnij zamrożony kapitał”) – choćby podróż dookoła świata czy studia dziecka. Znaczna część finansowania banku dotyczy obsługi przemysłu, handlu, rzemiosła, deweloperów, rolnictwa i samorządów. BPS wspiera rodzimy biznes poprzez działalność na rzecz regionalnych przedsiębiorców, a także firm rodzinnych. Te ostatnie mają zwykle ustanowionych sukcesorów, którzy posiadają przekazaną już wiedzę oraz prawne narzędzia do kontynuowania pokoleniowego biznesu, stąd szczególnie dbają o kondycję firmy. Są więc i dobrymi partnerami w biznesie. Dla Banku BPS partnerstwo to ważne słowo w relacji biznesowej. Każdy przedsiębiorca zapewne zna przypadki, gdy w razie niepowodzeń obsługujące go banki w bezduszny spo-

sób wycofują się z finansowania – efektem tego jest reakcja łańcuchowa, która często decyduje o kondycji firmy. Natomiast doradcy Banku BPS S.A. zachęcają swoich klientów do szybkiej konsultacji już przy pierwszych niepokojących sygnałach zwiastujących trudności z obsługą zobowiązań. Klienci mogą wówczas liczyć na doradztwo finansowe, nowe rozwiązania i wsparcie, bo – jak sami stwierdzają – taka rozmowa stanowi początek pozytywnych decyzji w ich firmie. Bo najgorsze dla przyszłości klientów jest szukanie koła ratunkowego u progu bankructwa. – Często przychodzą do nas klienci i mówią wprost: „jestem pod ścianą, kontrahent nie zapłacił, pomóżcie”. I staramy się pomagać. Kiedyś pojawił się u nas deweloper, który rozpoczął inwestycję z własnych środków, bo miał już decyzję o przyznaniu kredytu w swoim banku. Przy podpisywaniu umowy znalazły się jednak zapisy, których nie mógł spełnić. Więc ostatecznie kredytu nie dostał. Wtedy z pomocą przyszedł mu nasz bank, zachodziła bowiem groźba, że inwestycja zostanie zablokowana i deweloper prawdopodobnie straciłby zainwestowane środki własne – opowiada Emilia Mysiukiewicz. Umowa to sprawa kluczowa w budowaniu zaufania klienta.

JESZCZE NAM SIĘ NIE ZDARZYŁO, BY SZABLONOWO OBSŁUGIWAĆ NASZYCH KLIENTÓW. W BIZNESIE KAŻDA SYTUACJA JEST INNA, WIĘC I NASZE PROPOZYCJE SZYJEMY NA MIARĘ POTRZEB.”

Jak podkreśla dyrektorka, cały proces negocjacji poprzedzający podpisanie umowy jest tak prowadzony, aby partner miał pełną świadomość zawartych w niej zapisów. – Tu nie ma miejsca na niedomówienia i adnotacje przemycane małym drukiem. Pielęgnujemy współpracę relacyjną. Niedawno prezes dużej firmy, finalizując z nami umowę, skomplementował nas, że dokumenty może podpisywać bez zagłębiania się w ich treść, bo wie, że są zgodne z ustaleniami – i właśnie to stanowi dla niego ogromny komfort współpracy z naszym bankiem. Rzeczywiście, podpisanie umowy traktujemy jako zwieńczenie wcześniejszych wspólnych ustaleń. Co więcej, mamy świadomość, że od momentu jej podpisania stajemy się ważnym partnerem biznesowym dla naszych klientów. I z tej roli staramy się wywiązywać jak najlepiej – podsumowuje Emilia Mysiukiewicz. Tekst: Hanna Łozowska Obraz: Michał Bartoszewicz

Bank Polskiej Spółdzielczości S.A. Oddział w Olsztynie Olsztyn, al. Piłsudskiego 32 www.bankbps.pl

051


CZŁOWIEK BIZNESU

CZŁOWIEK W CENTRUM UWAGI HIRPOL TO DZISIAJ WIODĄCA W REGIONIE FIRMA PROWADZĄCA SZKOLENIA 052

Z OBSŁUGI MASZYN PRZEMYSŁOWYCH. 10 LAT TEMU OD PODSTAW ZBUDOWAŁ JĄ RADOSŁAW HIR. KOMU ZAWDZIĘCZA SUKCES, Z KIM DZISIAJ SIĘ NIM DZIELI I DLACZEGO KURSANCI WRĘCZAJĄ MU CZĘŚCI OD SYRENEK?

MADE IN: Podobno słuchacze na zakończenie kursów często przynoszą ci w podziękowaniu części do Syren? Radosław Hir: Tak . (śmiech) Aby op łacić studia poza Olsztynem musiałem sprzedawać kolejno Syreny, które odrestaurowałem w czasie szkoły średniej. Od małego uwielbiałem samochody i maszyny. W szczególności te stare, którym można przywrócić dawną świetność. Dziś wykształcenie procentuje z nadwyżką, dzięki czemu po latach odnajduję

moje Syreny i odkupuję je. Mam już cztery. Są w kiepskim stanie. Podczas kursów, gdzieś w przerwie, ludzie dowiadują się o mojej pasji i bardzo często zdarza się, że na zakończenie kursu dostaję w prezencie jakiś tłok, pompę hamulcową czy przednią szybę. To niezwykle miłe, że ludziom chce się robić coś takiego. Poza prowadzeniem firmy dużo czasu poświęcam rodzinie, ale chcę znaleźć chwilę, by zająć się renowacją tych samochodów.


CZŁOWIEK BIZNESU

To jak teraz będzie z tym czasem, skoro na 10-lecie firmy Hirpol otworzyliście nowy oddział w Gdańsku? Szybko zrozumiałem, że ta branża to nieustanny rozwój. Na studiach z mechaniki i budowy maszyn na Politechnice Gdańskiej, zrobiłem kurs na wózki podnośnikowe (pot. wózki widłowe – red.). Mój wykładowca namówił mnie do zdobycia uprawnień instruktorskich. Zaczęliśmy szkolić wspólnie. Bardzo mi wtedy pomógł. Niedługo później ukończyłem studia podyplomowe z BHP oraz studia drugiego stopnia z zarządzania. Z każdym rokiem rozwijałem swoje kompetencje, zdobywałem nowe uprawnienia i pozwolenia, by poszerzać ofertę szkoleń. To był trudny okres, bo jednocześnie pracowałem na etacie w biurze konstrukcyjnym, projektowałem opony. Więc kursy prowadziłem popołudniami. Gdy już ciężko było pogodzić obydwa zajęcia, bo zainteresowanie kursami było ogromne, zdecydowaliśmy z żoną, że całą energię poświęcimy firmie. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, bo trzeba było zainwestować w maszyny. Później udało się pozyskać środki unijne, więc rozwój firmy jeszcze przyspieszył. Na swojej drodze spotkałem też kilku przedsiębiorców, którzy mi zaufali i powierzyli szkolenia swoich ogromnych zespołów. Dziś mamy już grupę doskonałych instruktorów, którzy prowadzą jednocześnie kilka kursów i naturalną drogą rozwoju było wyjście poza region, w którym mamy już ugruntowaną pozycję. Gdańsk jest pierwszy. Ale chcę w najbliższych latach otworzyć oddziały w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. W tym czasie powiększyła ci się rodzina. Jak znajdujesz na to wszystko czas? Mamy dwójkę cudownych dzieci. I co ciekawe, tak gospodaruję czasem, że przynajmniej dwa, trzy dni w tygodniu zajmuję się dziećmi. To dni kiedy naprawdę odpoczywam. Atmosfera, którą tworzą wokół siebie dzieci, daje mi mnóstwo energii do pracy w pozostałe dni. Czytając w internecie opinie kursantów, najczęściej wspominają właśnie dobrą atmosferę w czasie kursów. Chciałem stworzyć firmę szkoleniową w jakiej sam chciałbym się kształcić. Gdzie na każdym etapie nauki czuć ogromne zaangażowanie, życzliwość i odpowiedzialność instruktorów. Bo dla wielu kursantów zdobycie uprawnień to przepustka do większych zarobków i lepszego życia. Pamiętamy o tym, dlatego budując biznes nie skupiamy się wyłącznie na wynikach finansowych, lecz na swojej misji. Dzięki temu, że szkolimy na własnych maszynach, które dodatkowo możemy wypożyczać, możemy ograniczyć ceny kursów, jednocześnie zachowując wysoką jakość usług. Chcemy, aby nasze kursy były dostępne dla wszystkich. Dlatego skuteczność nauczania od samego początku stała na pierwszym miejscu. Dziś możemy pochwalić się zdawalnością egzaminów UDT na poziomie 99 proc. Stale współpracujemy z niemal 200 firmami, szkoląc ich pracowników. Szkolicie też strażaków? Mój tata był pożarnikiem, dlatego mam ogromny sentyment do tej grupy zawodowej. Regularnie wspieramy olsztyńską straż pożarną i szkoły zawodowe. Stwarzamy uczniom szansę nabycia nowych kwalifikacji bez względu na ich status materialny. Jeżeli chodzi natomiast o straż pożarną, myślę, że jest to w naszym wspólnym interesie, by była jak najlepiej wyszkolona i działała jak najsprawniej.

CHCIAŁEM STWORZYĆ FIRMĘ SZKOLENIOWĄ W JAKIEJ SAM CHCIAŁBYM SIĘ KSZTAŁCIĆ.

Część uczestników tych kursów można było spotkać na organizowanej przez was imprezie motoryzacyjnej. Tak, co prawda nie było Syren, ale pojawiły się Ferrari, Lamborghini i KTM. Przez kilka miesięcy na koniec każdego kursu losowaliśmy wśród uczestników vouchery na przejazdy tymi samochodami na torze lotniska Olsztyn-Dajtki. To było nasze podziękowanie za ich udział. Atmosfera była rewelacyjna. Gdzie widzisz Hirpol za kolejne 10 lat? Tak jak wspomniałem, chcemy otworzyć kolejne oddziały firmy, by olsztyńska marka Hirpol była rozpoznawalna w całej Polsce. Cały czas rozwijamy pakiet szkoleń i kursów. Rozbudowujemy też wypożyczalnię maszyn, które na co dzień służą do zajęć praktycznych na kursach. Z jednej strony chciałbym dalej prowadzić zajęcia, bo uwielbiam kontakt z kursantami, z drugiej – zorganizować firmę tak, by spędzać jeszcze więcej czasu z rodziną. No i odrestaurowywać Syreny. Marzy mi się to. Rozmawiał: Michał Bartoszewicz Obraz: Łukasz Wajszczyk, archiwum Hirpol

HIRPOL prowadzi szkolenia z obsługi wózków podnośnikowych, dźwigów towarowych, podestów ruchomych, suwnic, wciągarek, żurawi i dźwigów. Realizują kursy przygotowujące do państwowych egzaminów Urzędu Dozoru Technicznego. Dysponują rówież parkiem maszyn do wynajęcia, takich marek jak: Haulotte, Jungheinrich, Nissan oraz Still. HIRPOL Olsztyn – Centrala Olsztyn, ul. Kajki 3/1 Oddział Gdańsk Gdańsk, Al. Grunwaldzka 411

e-mail: kontakt@hirpol.pl www.hirpol.pl

053


BIZNES

DESIGN POD NOGAMI RODZINNY BIZNES, KTÓRY POWSTAŁ RÓWNO 30 LAT TEMU, BY WYTWARZAĆ PRODUKTY TARTACZNE, DZIŚ PRODUKUJE ELEGANCKIE DREWNIANE PODŁOGI, PO KTÓRYCH LUDZIE CHCĄ CHODZIĆ NAWET W NAJDALSZYCH ZAKĄTKACH EUROPY. JAK SKROMNY ZAKŁAD OJCA I SYNA PRZERODZIŁ SIĘ W SILNĄ I LICZĄCĄ SIĘ MARKĘ KACZKAN?

054

„Zakład rzemieślniczy. Wyrób listew i parkietów. Henryk i Józef Kaczkan” – szyld o takiej treści pojawił się w 1987 roku na drzwiach niewielkiego warsztatu, w którym swoją działalność rozpoczęła mała rodzinna firma. Założyciele firmy Kaczkan rozpoczęli od wytwarzania wyrobów tartacznych. Dzisiaj, po 30 latach, marka Kaczkan jest jednym z kluczowych producentów podłóg drewnianych na arenie międzynarodowej. A zaczęło się klasycznie, tak jak to w przypadku wielu znanych marek na świecie bywa. Czytaj: skromnie. Mała szopa, stolikowa piła tarczowa i dwóch wspólników: ojciec i syn – tak u schyłku lat 80. wyglądały początki w Kiełkutach, wsi położonej między Morągiem, a Małdytami. Po niespełna dziesięciu latach do produkcji wyrobów tartacznych dołączyły wyroby gotowe: parkiety lite oraz deski podłogowe, eksportowane głównie na rynek niemiecki. Wkrótce firma rozrosła się do takich rozmiarów, że trzeba było otworzyć drugi zakład produkcyjny w Klonowym Dworze. Obecnie znajdują się tam fabryki

gotowych wyrobów, magazyny oraz główna siedziba firmy. W 2006 roku, dzięki dofinansowaniu ze środków unijnych, hale produkcyjne zostały wzbogacone o innowacyjne linie technologiczne do produkcji nowoczesnego parkietu dwuwarstwowego. W Kiełkutach zaś powstał najbardziej innowacyjny w Polsce tartak – jedyny całkowicie zamknięty w hali. Ostatnich pięć lat to rozwój zaawansowanych technologii. Wszystkie linie produkcyjne znajdujące się w hali zostały zaprojektowane specjalnie dla firmy Kaczkan, co nadało produktom niepowtarzalny charakter, stąd popyt na nie w europejskich krajach, ale także i w… Australii. W planach jest ekspansja na kolejne światowe rynki. Gdzie leży klucz, który otworzył przed firmą Kaczkan świat? Otóż dwie idee, które towarzyszyły firmie od czasów wspomnianego na wstępie szyldu, pielęgnowane są do dzisiaj: pasja i zaangażowanie. Dotyczyły i dotyczą zarówno właścicieli, jak i pracowników, których dzisiaj jest czterystu.


BIZNES

Ale za sukcesem firmy stoi też troska o pozyskanie jak najlepszych surowców. Drewno, z którego powstają produkty, pochodzą ze sprawdzonych i racjonalnie zarządzanych źródeł, głównie z Warmii i Mazur. Pozyskiwane jest ono zgodnie z zasadami świadomego zarządzania zasobami naturalnymi, natomiast wszystkie produkty Kaczkan posiadają certyfi kat FSC (to najbardziej wiarygodny z istniejących obecnie na świecie systemów certyfikujących zasoby leśne i jako jedyny popierany przez główne organizacje ekologiczne) oraz pełną dokumentację zgodną z wymogami Unii Europejskiej. Dzisiaj w asortymencie firmy znajdują się podłogi, które idealnie

dopełniają stylizacje utrzymane w różnorodnych konwencjach, a wśród nich tradycyjne parkiety lite i deski lite oraz innowacyjne parkiety dwuwarstwowe, dostępne zarówno w formatach klasycznej deski, jak i przeżywającej renesans jodełki francuskiej i węgierskiej. Deski z uznanych kolekcji Colours of the Nature oraz Colours of the World dostępne są w dużych, niestandardowych wymiarach, które nadają wnętrzu dostojeństwa, a także w rozmaitych wykończeniach. A jakość drewnianych podłóg zapewnia firmie jeden gatunek – dąb szypułkowy, który doceniany jest przede wszystkim za swoją wytrzymałość. Zarówno dzięki wysokojakościowym surowcom, jak i innowacyjnym liniom technologicznym, rodzinne przedsiębiorstwo tworzy kolekcje podłóg o światowym wzornictwie. Połączenie profesjonalnej obróbki, barwienia oraz zróżnicowanej oferty wykończeń, nadaje każdemu produktowi indywidualnego charakteru oraz prestiżowego wyglądu.

Mimo obecności na rynku od trzech dekad, zmieniających się mód, wprowadzanych technologii, ekspansji na europejskie rynki, jedno pozostaje tu niezmienne – tradycyjny i rodzinny charakter prowadzenia firmy. W jej życie zaangażowane jest dzisiaj trzecie pokolenie. Tradycyjnie już wartości i zasady rodzinnego przedsiębiorstwa wniesie w czwartą dekadę funkcjonowania. A to wzbudza szacunek i zaufanie klientów. Grunt, to wiedzieć, na czym się stoi. Tekst: Karolina Bergman, obraz: arch. firmy Kaczkan

KACZKAN Podłogi Drewniane Małdyty, Klonowy Dwór Sekretariat 89 758 19 00 Dział sprzedaży 89 758 19 03 www.kaczkan.pl

055


FITNESS

ZDROWIE W OBWODZIE JEDYNY W REGIONIE KLUB MRS. SPORTY – WSTĘP TYLKO DLA KOBIET. TAKICH, KTÓRE CHCĄ COŚ ZMIENIĆ: SYLWETKĘ, STYL ŻYCIA, TOWARZYSTWO, NASTRÓJ. NIEWAŻNE ILE MASZ LAT I JAKĄ KONDYCJĘ. 30 MINUT DZIENNIE WYSTARCZY ABYŚ POCZUŁA SIĘ MŁODSZA I ZDROWSZA.

058

Na pierwszym spotkaniu – pomiary i wywiad na temat diety, ilości wypijanej wody i dolegliwości zdrowotnych. A także celu jaki chcesz osiągnąć: schudnąć, uelastycznić i wymodelować ciało, albo pozbyć się bólu kręgosłupa. Bo sprzęt w klubie Mrs. Sporty służy nie tylko poprawie kondycji ale też rehabilitacji. – Nasza najstarsza klubowiczka ma 95 lat, najmłodsza 13 i przychodzi ćwiczyć z mamą – podkreśla Angelika Wiśniewska, dietetyczka i współwłaścicielka klubu Mrs. Sporty. – Wiek nie ma znaczenia, tylko chęć zmiany. Każda z pań ma swoją elektroniczną kartę, która śledzi częstotliwość wizyt. Monitorujemy na bieżąco postępy, zapisujemy zgubione kilogramy, a jak trzeba – dodatkowo motywujemy. Pomysł na otwarcie klubu powstał w gabinecie dietetycznym, który Angelika prowadzi w Szczytnie. – Panie narzekały, że brakuje miejsc, w których uzyskałyby pomoc w doborze aktywności, ćwiczeń – tłumaczy Angelika. – Zaletą naszego klubu jest to, że nikt tu nie jest anonimowy i zawsze może liczyć na fachowe wsparcie, również w zakresie diety. Tym różnimy się od tradycyjnych siłowni. A panie, w gronie wyłącznie damskim, czują się swobodnie i komfortowo. Mamy tu też zasadę, że wszyscy mówimy sobie po imieniu. Najlepsze wyniki dają wizyty w klubie trzy razy w tygodniu. Na 16 stanowiskach ustawionych w okręgu, każda klubowiczka robi trzy okrążenia w ciągu 33 minut. Dzięki metodzie interwału, czyli zmienności tętna z niższego (na stacjach spoczynkowych) na wyższe (podczas ćwiczeń na ośmiu głównych urządzeniach hydraulicznych), można uzyskać szybszy efekt. – Kombinacja treningu siłowego z wydolnościowym pozwala wszystkim partiom mięśni na optymalny wysiłek – tłumaczy Kornel Wiśniewski, trener i współwłaściciel klubu. – Dodatkowo rozciąganie i ćwiczenia na piłkach. Jeśli trzeba, klubowiczki otrzymują indywidualny plan ćwiczeń dopasowany do kondycji i wieku. Na bieżąco korygujemy jakość ich wykonywania. Przepukliny, dyskopatie i skoliozy nie są tu żadną przeszkodą. Siedzący tryb pracy i brak ruchu to podstawowe przyczyny ponurych statystyk. 70 proc. pań trafia tu z bólami w odcinku lędźwiowym.

– Tylko jedno z naszych urządzeń ma oparcie – podkreśla Kornel. – Dzięki czemu na reszcie maszyn wzmacniamy cały czas mięśnie pleców i kręgosłupa, a tym samym nawyk prostowania pleców. Niektóre panie łapią takiego bakcyla, że chcą przychodzić codziennie. I choć w karnecie nie ma limitu wizyt, tłumaczymy, że mięśnie potrzebują 48 godzin na regenerację. To sprawdzony system ćwiczeń wzmacniający nie tylko sprawność, ale też równowagę, siłę. Dajemy na niego 14-dniową gwarancję zadowolenia. Koncepcję treningów zapoczątkowanych w Niemczech współtworzyła m.in. Steffi Graf, światowej sławy tenisistka. W Polsce działa już ponad 40 klubów sieci Mrs. Sporty, które są nagradzane za innowacyjność urządzeń. A na całym świecie ponad 550. Na Osiedlu Grunwaldzkim w Olsztynie w listopadzie ruszył jedyny oddział w regionie. Oprócz codziennych treningów w planie są spotkania na temat diety, ćwiczeń i profilaktyki chorób. – O popularności tej sieci dowiedzieliśmy się od znajomych z innych polskich miast – dodaje Kornel. – I decyzja o założeniu klubu w Olsztynie okazała się strzałem w dziesiątkę. Uczęszczałem na wiele siłowni, ale takiego zadowolenia i motywacji ćwiczących nie widziałem nigdzie. „Daj każdemu dniu szansę, by stał się najlepszym w twoim życiu” – takie hasło wita przy wejściu do klubu. Co miesiąc pani, która najbardziej zaskoczy swoimi osiągnięciami, otrzymuje tytuł klubowiczki miesiąca. I otrzymuje szansę na udział w ogólnopolskim konkursie Mrs. Sporty Roku. – Mamy satysfakcję, widząc, jak w ciągu kilku tygodni panie przechodzą metamorfozę, uśmiechają się, a między klubowiczkami tworzą się przyjaźnie – dodaje Angelika. – Czasem niewiele trzeba, aby zmienić swoje życie. Wystarczy trochę ruchu i choćby drobnej zmiany diety. Produkcja endorfin rusza pełną parą. Pierwszy próbny trening jest bezpłatny. Zapraszamy. Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz, Shutterstock.com Klub Sportowy Mrs. Sporty Olszyn, ul. Grunwaldzka 21 Tel. 534 846 955 www.mrssporty.pl/club/olsztyn-osiedle-grunwaldzkie/


MODA I SPORT

#GIRLSWIBES, CZYLI

WYZNACZAJ TRENDY DRESY I ELEGANCKIE FUTRO? ŚWIETNE POŁĄCZENIE, POD WARUNKIEM, ŻE CZUJESZ SIĘ W NIM SOBĄ. DLA INFLUENCEREK KAŻDY CHWYT W MODZIE DOZWOLONY. A TO, CO DZISIAJ JEST OBCIACHEM, JUTRO BĘDZIE COOL.

060

Szykujcie sneakersy i długie skarpety naciągane do połowy łydki. Influencerki internetowe gołe kostki odesłały do lamusa. Czasem wystarczy jedna fotka na Instagramie aby trendy zmieniły kierunek. Ale czy nie lepiej poszukać swojego stylu, niż ślepo naśladować to, co na ulicy? Zawsze lubiłam wyróżniać się i podkreślać stylem swój indywidualizm – przyznaje 20-letnia Klaudia Jagodzińska, infl uencerka związana z siecią sklepów Wordbox. – Moda to demonstracja osobowości, przynależności do grupy, ale też patent na dobre samopoczucie, luz. Najbliższa mi jest kultura streetwearu. Nie boję się łączyć sportowych elementów z eleganckimi, eksperymentuję. Raz nawet wyszłam z domu w piżamie w alpaki, na którą narzuciłam kurtkę. Szarym polskim ulicom potrzeba więcej odwagi. Zarażam nią na swoim

profilu instagramowym (klaleesi), na którym kreuję własny styl i markę. I zachęcam innych aby sięgnęli do swojej wyobraźni. Klaudia jest jedną z ambasadorek projektu #GirlsWibes zachęcającego do kreatywności. Influencerki działają w mediach społecznościowych, gdzie ich nietuzinkowe pomysły śledzą setki followersów. Ale można je też spotkać w realu. W sieci sklepów Wordbox na co dzień udzielają porad, dzielą się pomysłami i pomagają stworzyć oryginalną kreację, dobrać sneakersy i odzież. Na co dzień i wyjątkowe okazje. – Nie da się uciec od mody masowej i sieciówek, ale warto wyjść przed szereg, poszukać oryginalnych zestawień czy choćby elementu, który nada nam niepowtarzalności – dodaje Klaudia, na co dzień studentka kierunku mediaworking.


MODA I SPORT

– Moda to sztuka. Odzwierciedla nastrój i potrafi go poprawić. Ostatnio pomagałam klientce ubrać się na studniówkę, chciała wyglądać inaczej niż wszyscy. Postawiłyśmy na sportowoszykowną kreację. Bo kto powiedział, że na bal nie można iść w sukience czy butach z logo znanej marki sportowej? Infl uencerki zachęcają aby przez hasztag #girlswibes dołączyć do grona kreatorek stylu. Bo nie trzeba być celebrytką aby zdobyć naśladowców. – Zaczęło się od zwykłej fotki sportowej kreacji, zrobionej telefonem i wrzuconej na Instagramie. Podchwycili ją moi znajomi posiadający firmę odzieżową. Kiedy zobaczyłam ilość lajków, nie wierzyłam własnym oczom – wspomina Klaudia. – Mogę godzinami opowiadać o streetwearze i dobrych kicksach – dodaje Małgorzata Kamińska (nick: kamienicaa) od kilku lat związana z olsztyńskim Worldboxem. – Akcję #girlswibes stworzyłyśmy my – dziewczyny zafascynowane modą i stylem. Kierujemy ją do kobiet wszystkich pokoleń. Bo dobry styl nie ma wieku. Liczy się fantazja i odwaga. A w globalnym świecie trendy może wyznaczać każda z nas.

Worldbox.plul. Stare miasto 8, Olsztyn facebook.com/worldbox.sneakerstore instagram.com/worldbox WorldBox to rozpoznawalny na europejskim rynku i największy polski sklep z unikatowymi kolekcjami światowych projektantów i butów z limitowanych serii Quickstrike. Tworzyły one historię i  towarzyszyły sportowcom w  czasie ich wielkich karier. Dlatego są nie tylko częścią garderoby ale również prywatnych kolekcji. WorldBox skupia ludzi pozytywnie zakręconych na punkcie sportu i mody.

Tekst: Beata Waś, obraz: arch. worldbox.pl

Partner projektu:

NIKE

Partnerem projektu jest firma Nike, czerpiąca w ostatnich sezonach ze stylu vintage, szalonych lat 80. i 90. – W tym sezonie króluje klasyczna czerń i biel, ale przełamują je elementy neonowe – wylicza Arkadiusz Cisak, pracownik marketingu sieci Wordbox. – Kolekcje stawiają na kobiecość i szyk. Bo stereotyp, że sportowy ciuch jest dobry na trening czy do sprzątania w domu, już dawno jest nieaktualny. Marki sportowe wkroczyły na salony, do biur i na parkiety. Są lustrem tego, czym żyje wielki świat – od sytuacji politycznej, przez ekologię, po tęsknoty za czasami młodości.

061


KOCHA(M) – POMAGA(M)

CZĘŚCIEJ W WODZIE , ALE BLI ŻEJ MU RAWY

062

MATEUSZ OSEŁKOWSKI, OBIECUJĄCY PŁYWAK I PIŁKARZ, TO WZÓR WALKI NIE TYLKO TEJ SPORTOWEJ. SIĘGA PO MEDALE MIMO ŻYCIOWYCH PRZECIWNOŚCI.


KOCHA(M) – POMAGA(M)

Mateusz to 12-letni uczeń, który całe swoje życie podporządkował sportowi. – Wybrane przez niego dyscypliny – piłka nożna i pływanie – są zupełnie inne, ale zaspokajają jego stałą potrzebę ruchu, którą wykazywał już od dziecka – mówi pani Kasia, mama Mateusza. Jego dzień zaczyna się jeszcze przed świtem, bo o piątej rano. O szóstej jest już na basenie i rozpoczyna swój codzienny poranny trening. Na pływalni spędza w sumie 22 godziny tygodniowo, bo treningi odbywają się również po południu, także w sobotę. Dodatkowo trzy razy w tygodniu trenuje piłkę nożną. A poza tym oczywiście szkoła, w której uczy się wzorowo. Taki tryb życia wymaga od niego dobrego zorganizowania, samodyscypliny i determinacji. – Z Mateuszem znamy się krótko, bo trenuję go dopiero od września, ale już wiem, że jest to bardzo obiecujący zawodnik – przekonuje Paweł Szostawicki, trener pływania. – Pracuje systematycznie i rozwija się w dobrym tempie. O   j e g o f o r m i e p r ze ko n a l i ś my s i ę n a l i s to p a d ow yc h Mistrzostwach Województwa Warmińsko-Mazurskiego Okręgowego Związku Pływackiego, na których zdobył pierwsze miejsce na 100 m stylem klasycznym, trzecie miejsce na 400 m stylem dowolnym oraz dwa drugie miejsca na dystansach 50 i 200 m stylem klasycznym. W wieku ośmiu lat Mateusz zaczął grać w piłkę nożną w klubie piłkarskim Naki. Pozycja: prawy pomocnik. Pływanie trenuje od czwartej klasy szkoły podstawowej, od dwóch lat w klubie pływackim MTP „Kormoran”, a od tego roku szkolnego także w klasie pływackiej w Szkole Mistrzostwa Sportowego im. M.G. Bublewicza w Olsztynie. W pływaniu zbiera już laury: brązowy medal podczas ostatnich Ogólnopolskich Zawodów Pływackich w  Gdyni i  srebro podczas Ogólnopolskich Zawodów Pływackich w Mławie – obydwa stylem klasycznym na dystansie 50 metrów w swojej kategorii wiekowej. Historia Mateusza jest przykładem tego, że przeciwności, które mogą nas spotkać w życiu, nie są nie do przeskoczenia. Od szóstego roku życia choruje bowiem na cukrzycę typu I. – Jest to cukrzyca insulinozależna – tłumaczy mama. – To dla nas trudny temat. Mateusz na co dzień musi przestrzegać restrykcyjnych wytycznych związanych z dietą, a każdy posiłek musi być odpowiednio wymierzony. Ważna jest tu systematyczność, samokontrola i dyscyplina, których z biegiem czasu Mateusz się nauczył – dodaje. – Spadki cukru w trakcie treningu powodują, że muszę wyjść do szatni wykonać badanie. Kiedy odczuwam złe samopoczucie, robię przerwę, ale lubię te momenty, bo to nieliczne chwile, gdy mogę zjeść słodycz, jak każde dziecko – z uśmiechem dopowiada Mateusz. Zapytany o swoje sportowe marzenie, odpowiada bez zastanowienia: – Być naprawdę dobrym, wszechstronnym sportowcem i dojść do wyznaczonego celu. Chciałbym dzielić swój czas między pływalnię i boisko… choć nie ukrywam, że bliżej mi do murawy. Inspiruje mnie życie Cristiano Ronaldo i to, jak mocno pracował na to, kim jest teraz. – Mateusz, jak każdy, ma chwile zwątpienia. Jest mu ciężko, ale razem z mężem staramy się go motywować – przyznaje pani Kasia. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak trudnym wyzwaniem jest praca rodziców dziecka, łączącego naukę ze sportem. Szczególnie, gdy to dziecko rozpiera energia, ma mnóstwo samozaparcia, a nadto musi uważać na swoje zdrowie. Tekst: Alicja Sławińska Obraz: Kuba Chmielewski

PROJEKT EVA ZDRÓJ KOCHA(M) – POMAGA(M)

W kolejnych wydaniach magazynu poznajecie dzieci i młodzież, które swoją postawą mogą inspirować rówieśników. To wolontariusze, młodzi liderzy małych społeczności, utalentowani sportowcy, artyści, twórcy, o których można z dumą pisać i opowiadać. A jednocześnie osoby skromne i pełne pozytywnych wartości. Chcemy inspirować również dorosłych, by spotykając młodych wartościowych ludzi, chcieli pomagać im się rozwijać. Taki przykład wysyła w świat olsztyńska marka EVA ZDRÓJ, która będzie nagradzać naszych bohaterów. MAG Dystrybucja (właściciel marki) przekazuje voucher na 1000 sztuk butelek 0,5l wody EVA ZDRÓJ dla Klubu Pływackiego MTP „Kormoran”, w którym trenuje 12-letni Mateusz Osełkowski. Mecenas projektu zapewni sprawną obsługę logistyczną. – Ten chłopiec to niezwykły przykład chartu ducha. Mimo choroby nieustannie trenuje, osiąga sukcesy i jednocześnie bardzo o siebie dba, bo cukrzyca wymaga ogromnej odpowiedzialności i systematyczności – mówi Piotr Kłopotowski z MAG Dystrybucja. – Woda EVA ZDRÓJ to woda alkaliczna, która wzmacnia system odpornościowy, zapewnia właściwe nawodnienie organizmu, buforuje kwas mlekowy powstający podczas wysiłku fizycznego opóźniając zmęczenie mięśni. Mamy nadzieję, że pomoże Mateuszowi i innym zawodnikowm „Kormorana” osiągać doskonałe wyniki. Mecenas projektu:

MAG DYSTRYBUCJA

Mecenasem projektu jest olsztyńska firma MAG Dystrybucja. Dzięki temu, że działa już 25 lat, doskonale zna potrzeby lokalnej społeczności i nieustannie wspiera miejscowe inicjatywy. Jednym z priorytetów jest pomoc dzieciom z naszego regionu. Doskonałym tego przykładem jest stworzona przez nich marka wody EVA ZDRÓJ 0,5 l. 5 groszy z każdej sprzedanej butelki trafia do potrzebujących dzieci na Warmii i Mazurach. Dzięki zgromadzonym środkom sfinansowano m.in. budowę placu zabaw na terenie Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie.

063


REPORTAŻ

PARCIE NA BIEGUN WYMARZYŁ SOBIE ZDOBYCIE BIEGUNA POŁUDNIOWEGO. ROZŁOŻYŁ PLAN NA DWA LATA I ETAPY PRZYGOTOWAWCZE. JEDEN JUŻ ZALICZONY: PODWÓJNY TRAWERS DZIKICH GÓR MACKENZIE. CO JESZCZE JEST GOTÓW ZROBIĆ MARCIN GIENIECZKO, ŻEBY OSIĄGNĄĆ SWÓJ CEL?

064

Uparty jest wyjątkowo. Przekonaliśmy się w redakcji, że jeśli czegoś chce, będzie zabiegał do skutku. Przekonywał, udowadniał, mailował w środku nocy. Potrafi przez to zniechęcić do siebie, ale za to jest skuteczny. Podobnie jest z jego wyprawami. Napierać – to jego ulubione hasło. Napierać bez względu na krytykę części środowiska, opór rodziny i brak środków. Marcin Gienieczko z Kętrzyna to nie tyle podróżnik, co wyczynowiec. Lubi jazdę po bandzie. Kręci go walka ze swoimi słabościami, ekstremalnymi warunkami i przeciwnościami losu. I podnoszenie sobie stale poprzeczki. – Nie interesują mnie wyprawy podróżnicze, a wyłącznie projekty o charakterze sportowym – tłumaczy Marcin. – To pasja, bez której nie mogę żyć, chociaż czasem ją przeklinam. A uparty jestem od zawsze. Kiedy miałem 10 lat, marzyłem by grać zawodowo w tenisa stołowego. W mieście nie było klubu, więc przez pół roku codziennie zachodziłem po szkole do dyrektora stadionu. Trułem, aż powstał klub. Ma na koncie m.in. samotne przejście Pirenejów od Morza Śródziemnego po Ocean Atlantycki. Dotarł konno do plemienia Tsataan, ostatnich Indian Mongolii. Wędrował pieszo po rzece Kołymie przy minus 53 stopniach. Syberię Przybajkalską przeszedł pieszo, 300 kilometrów przez rzeki, tajgę i góry. Bajkał przepłynął wzdłuż zardzewiałym kutrem, a kawał Australii przejechał na rowerze. Za przepłynięcie 5573 km odcinka Amazonki w canoe otrzymał Rekord Guinnessa. Ale jego ulubioną częścią świata jest głęboka Północ. Samotnie spłynął pontonem 3100 km największą rzeką Alaski – Yukonem, a na pięciometrowym canoe pokonał 4000 km kanadyjskiego systemu rzecznego Mackenzie. Dzikie tereny Ameryki Północnej to wyzwanie dla twardzieli. Pierwszy raz zetknął się z górami Mackenzie w 2007 roku. Z powodu kiepskiej logistyki, trudnych warunków i kontuzji partnera, przerwał projekt zimowego przejścia. Powrócił do tematu planując kolejną eskapadę – trawers Bieguna Południowego w 100-lecie Polskiego Komitetu Olimpijskiego. – Na taką wyprawę trzeba się przygotowywać jak do igrzysk olimpijskich – porównuje 39-letni Marcin. – Na Antarktydzie nie mam możliwości popełnienia błędu. Powiedziałem sobie, że jeśli uda mi się zaliczyć trawers gór Mackenzie, idę na Biegun. Jeśli nie dam rady – rezygnuję z projektu. Ale się udało. Dokonał podwójnego trawersu wymagających Gór Mackenzie jako pierwszy Polak i jeden z nielicznych na świecie. Przez 44 dni (27 lipca-8 września) przemierzył w  stylu sportowym 990  km, z  czego 610  km samotnie, a resztę z kumplem-eksploratorem Rupertem Dook. Wybrał najtrudniejszy wariant przejścia, przez legendarną górę Blue Mountain. Najdłuższy dystans w trakcie dnia zrobili z partnerem od osady Godlin River do przełęczy Caribu Pass – 38 km w 12 godzin. Sześciokrotnie „crossowali” rzekę Ekwi River. Zaliczyli też spotkanie z niedźwiedziem gryzzli koło rzeki Godlin River. Na szczęście zajętym łowieniem ryb.


REPORTAŻ

UWAŻAM ŻE WSPARCIE, KTÓRE DOSTAJEMY OD INNYCH, NALEŻY ZWRÓCIĆ. DLATEGO CHCĘ MOTYWOWAĆ PODOPIECZNYCH TAKICH PLACÓWEK, ABY NIE SZLI NA ŁATWIZNĘ, A KIEROWALI SIĘ MARZENIAMI. I POKAZAĆ, ŻE ABY DOKONAĆ WIELKICH RZECZY, WYSTARCZY CHĘĆ I JASNY CEL.”

– Jest takie powiedzenie: na morzu nie ma ateistów. Dotyczy to również moich projektów, gdzie czasem ocieram się o śmierć. Zaczynam się wtedy modlić, bo z Bogiem zawsze raźniej – przyznaje. Patentem na wędrówkę bez zrzutów żywności z helikoptera, był specjalny wózek, który służył do transportu ekwipunku na łatwiejszej części trasy. A tam gdzie trzeba było piąć się przez chaszcze, musiał wystarczyć 35-kilogramowy plecak. A w nim: dmuchana łódka i wiosła do przepraw przez górskie rzeki, telefon satelitarny, GPS-y, liny, namiot, zapas żywności i trzy nadajniki satelitarne, które relacjonowały wyprawę na bieżąco. – Po przejściu samotnie 610 km miałem tak dobite ramiona, że pielęgniarka w niewielkim ośrodku zdrowia w Norman Wells odradziła mi pokonanie drugiego trawersu – przyznaje podróżnik. – Wiedziałem, że nie mogę pękać z powodu bólu ramion. Chciałem sprawdzić jak moja psychika znosi fizyczne cierpienie, wysiłek, samotność i tęsknotę za rodziną. Przeanalizować kwestie techniczne pomocne w kolejnych etapach projektu. W trakcie tej wyprawy schudłem 14 kg, ale zyskałem motywację i siłę. Ulubiony cytat Marcina? Reinhold Messner, zdobywca korony Himalajów, powiedział kiedyś: „prawdziwa przygoda zaczyna się dopiero wtedy, gdy nikt nie wie, czy jeszcze żyjesz”. Tyle, że w domu na wieści czeka żona i dwóch synków.

065


REPORTAŻ

066

– Czasem żona mnie pyta: „i co z tego masz?”. Różnimy się pod każdym względem ale rodzina to mój skarb i motywacja. Może powinienem chodzić do pracy jak zwykły facet i zasiadać przed telewizorem z pilotem. Ale ja od dziecka mam w sobie misję. I chcę ją przekazać synom. Chcę żeby wiedzieli, że być mężczyzną to nie znaczy tylko zrobić prawo jazdy i przenieść z korporacji wypłatę. Ale mieć wartości, cel, marzenia i nauczyć się o nie walczyć. Przed wyprawami adrenalina udziela się wszystkim domownikom. A kiedy Marcin wraca, też bywa różnie. Jak po czterech miesiącach amazońskiego triathlonu. – Lot do Brazylii na zakończenie wyprawy Marcina miał być prezentem na moje 40-te urodziny – wspomina Alicja, żona podróżnika. – Ostatni etap, około 80 km Amazonki, która wpada do Atlantyku, chciał pokonać biegnąc z polską flagą na kiju. Wymyślił sobie, że kij przywiozę mu z Polski. Nie można było go za nic przekonać, że znajdziemy go na miejscu. Zdecydowaliśmy z towarzyszącym mi fotografem Marcinem

– Norwegowie są najlepsi w wyprawach polarnych, dlatego dołączę do nich aby uczyć się m.in. nawigacji – tłumaczy Marcin. – Będę testował specjalistyczny sprzęt, jak namiot Helsport, czy sześciokilogramowe sanie z wytrzymałego Kevlaru, w których mogę spać w sytuacji ekstremalnej. Norwegowie dedykują swoją ekspedycję Fjordowi Nansenowi, wybitnemu polarnikowi, który dokonał przejścia Grenlandii równo 100 lat temu. – Ja natomiast dedykuję wyprawę Żołnierzom Wyklętym, których historia mnie fascynuje. Sam czuję się „wyklęty” w środowisku za swoje wyraziste poglądy i niewyparzony język – przyznaje. Ekspedycja na Grenlandię to ostatni sprawdzian przed trawersem Antarktydy w 100 – lecie Polskiego Komitetu Olimpijskiego, które przypada w 2019 roku. Nie zamierza tylko dojść do stacji Scotta, jak polski polarnik Marek Kamiński, ale i wrócić do wybrzeży Antarktydy o własnych siłach (2300 km marszu).

Osmanem, że za kij może służyć regulowany uchwyt do statywu. Zadowoleni z naszego pomysłu, wylecieliśmy w ponad 11-godzinną podróż do Belem. Na miejscu, zamiast słodkiego powitania, czekała nas bura za brak kija… Oczywiście kupiliśmy go w najbliższym amazońskim sklepie. Alicja nie kryje, że to, co robi Marin, jest szalone, niebezpieczne, naznaczone egoizmem. Ale go napędza. Wiedziała na co się pisze. – Marcina poznałam, kiedy miał już na koncie sporo wypraw i sukcesów – wspomina. – Nie przyszłoby mi do głowy, żeby podcinać mu skrzydła, namawiać do zmiany pracy, bo jest rodzina, a ja przez parę miesięcy w roku muszę sama ogarniać dzieci, dom, pracę, remonty. Jest takim kolorowym ptakiem, który kiedy nie może latać, jest nieszczęśliwy. Czasem rozwrzeszczany, czasem przysiądzie na swojej gałęzi, ale musi mieć wolność i robić to, co kocha. A rozstanie na kilka tygodni, to czasem miła odmiana po nerwowym czasie przygotowań do wyprawy. Od 2011 roku Marcin pływa na statkach pod Banderą Holenderską. Aby dokumenty bosmana nie straciły ważności, zalicza dwa rejsy w roku. Tak zarabia na rodzinę i kosztowne wyprawy. W grudniu przeprowadzi 200-metrowy tankowiec z Dunkierki do Antwerpii. Po powrocie, w styczniu, wystartuje w Bieszczadach w zimowym maratonie. A potem rusza z trójką Norwegów na 600-kilometrowy trawers Grenlandii.

– Grenlandia jest bardzo podobna do Antarktydy, dlatego jej przejście poprzedzi najważniejszą część projektu – tłumaczy Marcin. – Dzięki temu będę lepiej wiedział, jak rozłożyć siły fizyczne i psychiczne. Nie spocznę dopóki tam nie dotrę o własnych siłach. Ale będzie to ostatnie tak duże wyzwanie w moim eksploracyjnym doświadczeniu. Między podróżami Marcin prowadzi wykłady dla firm, spotyka się z ludźmi i motywuje ich, by szukać w sobie siły i spełniać marzenia. Udziela się też jako wolontariusz Pomorskiego Hospicjum dla Dzieci. Ostatnio rozpoczął wspó łpracę z Powiatowym Domem Dziecka w rodzinnym Kętrzynie. – Uważam że wsparcie, które dostajemy od innych, należy zwrócić – tłumaczy podróżnik. – Dlatego chcę motywować podopiecznych takich placówek, aby nie szli na łatwiznę, a kierowali się marzeniami. I pokazać, że aby dokonać wielkich rzeczy, wystarczy chęć i jasny cel. Kiedyś, w momencie kryzysu, zapytałem kolegi, ks. Janusza Rosłana: jak mam żyć? Odpowiedział: „bądź wierny sobie”. Te słowa mam wyryte w sercu. Tekst: Beata Waś, obraz: arch. Marcina Gienieczki

Specjalne podziękowania dla Polskiego Komitetu Olimpijskiego z prezesem Andrzejem Kraśnickim i rzecznikiem Henrykiem Urbasiem na czele, za wsparcie i patronat nad projektem.


MOTORSPORT

MISTRZOWIE BEZDROŻY TO JEDYNA ZNANA NAM PARA NA ŚWIECIE, KTÓRA ZDOBYWA TAKIE LAURY W RAJDACH TERENOWYCH. MARCIN ŁUKASZEWSKI PILOTOWANY PRZEZ PARTNERKĘ ŻYCIOWĄ MAGDALENĘ DUHANIK PONOWNIE WYWALCZYLI TYTUŁ MISTRZÓW EUROPY I WRESZCIE UPRAGNIONY TYTUŁ MISTRZÓW POLSKI. JAK RAZEM WJECHALI NA SZCZYT?

Florczaki są dumne bardziej, niż oni sami. We wsi pod Morągiem Magda i Marcin mieszkają od 10 lat i fascynują lokalną społeczność. Kiedy wrócili ze zwycięskiego Baja Żagań, którym przypieczętowali wymarzony tytuł mistrza Polski, witano ich szampanem i klasykiem „We are the champions”. Już sezon 2015 zakończyli tytułem mistrzów Europy Centralnej, 2016 – „tylko” II wicemistrzów Polski. Na drodze po najwyższe krajowe trofeum drugi rok z rzędu stawały dziwne przypadki i wredne awarie sprzętu. Bo jak inaczej można opisać sytuację, kiedy na dobrze układającej się ostatniej rundzie sezonu pada silnik. Rok 2017 odczarowali i zgarnęli wszystko co było w puli. Zostali mistrzami Polski i Europy. – Jakie to emocje na mecie ostatniego oesu? – Magda powtarza zadane pytanie. – Mając w pamięci prześladujące nas pechy, profilaktycznie nie cieszyliśmy się. Zwyczajnie nie wierzyliśmy w to – zaskakuje. W tym sezonie Magda bezdyskusyjnie zdobyła też tytuł najlepszego pilota, zostawiając w tyle twardzieli płci męskiej. Poznali się dość przypadkowo. Ona, właścicielka firmy ze Szczecina, zorganizowała na Mazurach event dla pracowników. Miały być emocje na wysokim poziomie, bo sama od małego szuka adrenaliny, najlepiej w motoryzacji. Przyszła na świat jako trzecia córka w rodzinie, ojciec zaś spodziewał się wyczekiwanego syna, więc w niej ulokował pasję samochodową i nauczył jeździć kiedy tylko sięgała do pedałów Fiata. Event z kolei organizował Marcin Łukaszewski, fan wszystkiego co się ściga, zwłaszcza w terenie. Na imprezie Magda wsiadła za kierownicę wojskowego Uaza, od razu w trudnych warunkach. – Zaimponowała mi swoją zaciętością i charyzmą – wspomina Marcin. – Jej nic dwa razy nie trzeba było tłumaczyć. Padła więc propozycja wspólnego startu w rajdach przeprawowych: ona miała być kierowcą, więc Marcin z automatu

pilotem. – Ja nigdy nie miałem ciśnienia, by cokolwiek udowadniać za kierownicą, więc nie przeszkadzało mi ciągać liny – wyjaśnia. W rajdach przeprawowych pilot najczęściej brnie po pas w błocie, by szukać możliwości przejazdu. Magda: – Z Marcina był taki pilot, że jak kiedyś miał wejść do głębokiej wody, to zwątpił i skwitował, że nic tu po nas. Jak kazałam mu założyć wodery i włazić do wody, to okazało się, że z worka, który spakował do auta w garażu, wyjął… wiosła i ponton. I dodaje: – Po pierwszych kilku rajdach (w tym dwóch wygranych – red.) jednak zamieniliśmy się rolami, bo przez pół roku miałam trzy razy gips zakładany. W tych wertepach takie siły działają na kierownicę, że wyrywało mi nadgarstki – obrazuje Magda. Świat off roadu szybko dowiedział się o pilotce, która wprowadziła naśladowane zasady. Kiedy na pierwsze zawody przyjechała w korkotrampkach, starzy wyjadacze podśmiewali się: będzie w piłkę grać? Ale kiedy okazała się najszybsza w bieganiu po zabłoconych górkach, by wytyczać Marcinowi trasy, na kolejne imprezy „twardziele” też już stawiali się w korkotrampkach. – Do przeprawówki trzeba mieć jaja. I Magda je ma – mówi wprost o partnerce Marcin. On motorsportem fascynował się jeszcze kiedy jako mały chłopak chodził na zajęcia z modelarstwa, z których uciekał, by oglądać rozgrywane wokół Olsztyna rajdy. Kiedy w samochodówce kumple uczyli się trzymać pilniki, on w garażu remontował silniki Fiatów 125, by je usprawniać i w tajemnicy przed rodzicami startować w KJS-ach. Po latach, kiedy wsiadł za kierownicę wojskowego Uaza, krzyknął: „matko boska, jakie to ma możliwości terenowe!”. Odkupił takiego samego z policji. To było 12 lat temu. Jako para w życiu i rajdówce, w terenowych maratonach doszli na szczyt. Napędza ich podobna adrenalina. Na kilkanaście sekund przed startem do oesu obydwojgu serca walą tak samo mocno i zgodnie przyznają, że to znika w pierwszym zakręcie. Oes uznają za udany, kiedy drzewa mijali o centymetry. – Wiem, że wtedy trzymamy dobre tempo – kwituje Marcin. Coraz częściej pytających ich o start w najtrudniejszym Dakarze, Marcin szybko studzi: – Mnie interesuje walka o najwyższe cele, a nie wycieczka. Tam potrzeba i topowego auta, i topowego budżetu. Dlatego kiedy mamy wybór pojechać cykl ośmiu rajdów Pucharu Świata i Dakar, który można zakończyć na pierwszym oesie, wybieramy na razie ten pierwszy. Tekst: Rafał Radzymiński Obraz: Łukasz Pączkowski

067


LUDZIE

ROZMOWY NA SCHODACH CZYLI ZNANE POSTACIE O NIEZNANYCH HISTORIACH.

MADE IN: Proszę się nie obwiać, nie zadam panu pytania, które pewnie pan słyszał setki razy… Mirosław Hermaszewski: Może pan zadać każde. Najwyżej ucieknę. (śmiech) Choć faktycznie, pytania z cyklu: „jak tam jest w kosmosie?” i „czy pan się bał?”, rozkładają mnie na łopatki. Więc zapytam na wstępie o zdrowie. Czy organizm człowieka, który przez niemal całe życie był poddawany wysiłkom i takim przeciążeniom, doznał jakiś reperkusji? Większe konsekwencje dla organizmu niesie za sobą nieważkość. Ponieważ byłem w kosmosie tylko osiem dni, to ten wpływ nie zdążył się jeszcze u mnie zadomowić. Ale przy długotrwałych lotach problem jest. Następuje duże odwapnienie kości, które zwyczajnie robią się słabe. Jeśli się nie ćwiczy, mięśnie ulegają degradacji. Dlatego w długotrwałych lotach chłopaki po 2–3 godziny dziennie ćwiczą w pocie czoła. Muszą to czynić, by utrzymać kondycję swojego ciała. Druga rzecz, to układ sercowo-naczyniowy, który pracując w innych warunkach, zwyczajnie nie rozumie, że nie musi pokonywać ciśnienia hydrostatycznego od serca do mózgu i w nieważkości tłoczy tę krew mocniej. Dlatego odczuwa się przepełnienie górnych partii ciała krwią i to ciśnienie stwarza iluzję odwróconego położenia. Znosił pan przeciążenia o wartości 9 G. Spróbuje pan tę wartość opisać nam tu stojącym na ziemi? To nie do opisania.

GOŚCIMY MIROSŁAWA HERMASZEWSKIEGO *

NIE SZKODZI, ODKARMIMY PANA JEŚLI CZŁOWIEK, KTÓRY NA KOMISJI POBOROWEJ 068

DO WOJSKA DOSTAJE DYSKWALIFIKUJĄCĄ KATEGORIĘ C, A POTEM JAKO NAJLEPSZY LOTNIK PODBIJA KOSMOS, TO COŚ TU MUSI NIE GRAĆ W TEJ UKŁADANCE. WYJAŚNI TO SAM BOHATER – GENERAŁ MIROSŁAW HERMASZEWSKI*.

Rozmawiał: Rafał Radzymiński (na schodach przy ul. Dąbrowszczaków w Olsztynie, w piątek 29 września o godz. 12.30, przy temperaturze 18 st. C) Obraz: Michał Bartoszewicz

To trochę jak wsadzenie głowy w imadło? Myślę, że nie głowy, ale całego ciała. Wrażenie potwornego ciśnienia przy którym trzeba mięśniami walczyć, by nie pozwolić odpłynąć krwi do dolnych partii ciała. Grozi to niedotlenieniem mózgu, a zatem utratą przytomności. No i przy tym wszystkim trzeba oddychać, choć to są raczej rwane hausty, a nie oddychanie. Ponoć najlepiej rozwalał pan testy psychologiczne i pokonał 300 kandydatów do programu kosmicznego. Tak się złożyło. Niektóre testy badały osobowość, niektóre prawdomówność, a inne to, czy jesteś precyzyjny w działaniu. Pewnego dnia rozwiązaliśmy 998 testów, więc wieczorem miałem pustą głowę. Ale w każdym teście psychologowie zawsze coś ukrywają. Nie chodzi im o to, żeby stwierdzić czy kandydat jest odważny, bo od kosmonauty nie wymaga się odwagi, a rozważnego działania w deficycie czasu i w stresie. Pamiętam np., że jedno pytanie brzmiało: „czy lubisz patrzeć w ogień?”. Ja lubię. A kto nie lubi… I zastanawiałem się, co w tym pytaniu jest ukryte? I dowiedział się pan? Tak, ten kto lubi patrzeć w ogień, wedle tamtejszych teorii, ma skłonności padaczkowe. (sam się uśmiał) Dość zaskakujący wniosek. A jak to było z tymi predyspozycjami somatycznymi dla lotników i kosmonautów? Były ważne? Byłem bardzo szczupłym młodzieńcem. Lekarze nie chcieli mi dać zgody na latanie na szybowcach. Mówili, że nie mam


LUDZIE

postury lotnika. Dopiero za trzecim razem udało mi się tę komisję jakoś przekonać, że jestem godny zasiąść w kabinie szybowca. Po maturze złożyłem podanie o przyjęcie mnie do szkoły lotniczej do Dęblina. A w międzyczasie stanąłem przed komisją poborową w moim powiatowym miasteczku. A przed komisją stoi się sauté. No i komisja chichocze: „ale jesteś chudziutki”. Miałem 12 kg niedowagi. Powiedziałem, że chcę dostać się do szkoły lotniczej. Oni lekceważąco i wręcz upokarzająco zaczęli ze mnie drwić, a mnie łzy zaczęły lecieć. Dali mi kategorię C z ograniczeniem, czyli że do wojska się nie nadaję. Ale po tym upokorzeniu pojechałem na egzaminy do Dęblina. Teoretyczne zdałem na cztery plus. Z wuefu byłem bardzo dobry, ale ostatni bieg na 1500 metrów, bardzo ważny, pobiegłem boso. Nie stać mnie było na trampki, a butów zwykłych szkoda. Finał był taki, że drugiego na mecie wyprzedziłem o ponad sto metrów. No i stałem potem przed tą komisją. Strofowali mnie, że nie potrafię na baczność stanąć, choć chcę zostać żołnierzem. Po chwili spojrzeli na moje stopy, a po tym linoleum, na którym stałem, krew z nich leciała. Nawiasem mówiąc, żużel ze skóry wydłubywałem jeszcze przez dwa tygodnie. To zrobiło na nich wrażenie. Spojrzeli po sobie, a ja w tym momencie niepotrzebnie wypaliłem: „ale ja nie jestem za szczupły?”. A oni: „nie szkodzi, odkarmimy cię”. Słowa dotrzymali. Szkołę skończyłem jako prymus. To prawda, że na stacji orbitalnej hodowaliście rośliny? Tak. Wie pan, co na mnie największe wrażenie zrobiło? Były tam takie przezroczyste kontenery z posadzonymi grzybami. Patrzę na nie, a jedne rosną w bok, drugie w górę. Na ziemi roślina kieruje się fototropizmem, czyli dąży do światła i geotropizmem, czyli do pionu. A im się wszystko poprzestawiało. Dlatego grzyb rósł czapeczką do dołu. Rosjanie ponoć hodowali jeszcze cebulę? Tak. Ja wiem do czego pan zmierza (to aluzja do kilku kropel alkoholu, który symbolicznie posmakowali na stacji orbitalnej, kiedy Rosjanie zażartowali na widok cebuli: „no, to zakąska jest”). Eksperyment był bardzo poważny. Cebula jest nośnikiem wielu witamin, a przy długotrwałych lotach witaminy są bardzo potrzebne kosmonautom. A alkohol? Coś tam symbolicznego było… Jestem ciekaw, o czym rozmawiał pan z mamą, kiedy wrócił z kosmosu jako bohater narodowy. Pytam w kontekście rzezi na Wołyniu w marcu 1943 roku, kiedy to mama, z panem, wtedy 1,5-rocznym brzdącem zawiniętym w koc, uciekała przed banderowcami. Jeden z nich dogonił ją i strzelił. Trafił w skroń. Kiedy upadła, bandyta sądził, że zabił. Wypadł pan z rąk mamy i wleciał w zaspę. Po jakimś czasie mama odzyskała przytomność i zdołała dotrzeć do wsi, nie mając świadomości, że zgubiła dziecko w śniegu. Rano ojciec odnalazł pana. Po misji kosmicznej mama nie mówiła: „synku, mogłeś nie żyć, a zostałeś pierwszym Polakiem w kosmosie”? Rozwinę wątek o który pan pyta. Otóż kiedy przeszedłem te wszystkie badania i  wiedziałem, że jadę do Związku Radzieckiego do Gwiezdnego Miasteczka na szkolenie, wybraliśmy się z żoną do mamy, żeby jej to powiedzieć. Siedzieliśmy przy ciastkach i herbacie. Mama pochwaliła się nowym radioodbiornikiem. Mówiła: „bo ten stary, na którym słuchałeś jeszcze relacji z lotu Gagarina, zepsuł się”. Więc mówię, że to dobrze

się składa, bo będzie okazja usłyszeć mnie z kosmosu w tym nowym. Nie zwróciła uwagi na moją aluzję. Więc już konkretnie zakomunikowałem, że wylatujemy do miasteczka, będę się szkolił i wylecę sputnikiem w kosmos. I jak usłyszała te słowa, to widziałem jak postarzała się dosłownie w trzy sekundy. Ostatecznie zaakceptowała moją decyzję. Kiedy już komunikowałem się z nią z orbity, mówiła o moim bohaterstwie. A ja jej: „nie mamo, bohaterem to jesteś ty, bo wychowałaś mnie na takiego człowieka, w trudnych czasach bez ojca, wykarmiłaś z niczego i wykształciłaś”. Kiedy po misji przyleciałem na lotnisko do Warszawy i zobaczyłem w tłumie mamę, wtedy nic dla mnie nie było ważne, żadne oficjalne gesty. Poszedłem przywitać się z mamą. Zmieniając nastrój, zapytam czy nie wkurza już pana to ciągłe tytułowanie „pierwszym Polakiem w kosmosie”? Po pierwsze, to myślałem, że poleci jeszcze jakiś Polak… …ale pan i tak zawsze już będzie pierwszym. To fakt. Wie pan, kiedy młody człowiek idzie do szkoły aktorskiej, to zakłada, że będzie popularny, bo przecież aktor chce zdobyć uznanie publiczności. Ja jestem pilotem, zamknięty sam w kabinie. Mam przyrządy z którymi rozmawiam. I mając 37 lat, raptem spada na mnie zadanie: jak być popularnym? Powtarzałem sobie: „kurczę, Miruś, gdzieś ty się wpakował?! Nie dasz rady być osobą publiczną”. Zawsze byłem nieśmiały. Kiedy nastąpił przełom? Otóż będąc w kosmosie, ziemia pyta: „Mirek, gotowy jesteś?”. Ja też pytam: „do czego?”. A oni: „za 10 minut reportaż”. Myślę sobie: „nic się nie martw, jak palnę głupotę, to oni to wytną, zmontują i będzie jak trzeba”. Parę razy kiknąłem się, ale kiedy po locie puścili mi reportaż, to okazało się, że poszedł w całości, a te potknięcia dodały tylko autentyczności. I przekonały mnie, że jakoś z tymi kamerami i mikrofonami można żyć. Jest pan w stanie oszacować z dokładnością do stu, ilu udzielił pan wywiadów od lądowania na ziemi? To niepoliczalne. To tak jak ten kosmos bezkresny, który początku nie ma i chyba końca mieć nie będzie. A ja wczoraj wyliczyłem, że nad Polską przelatywał pan wtedy w ledwie półtorej minuty. Dokładnie w 87 sekund.

* Gen. Mirosław Hermaszewski we wrześniu skończył 76 lat. W wieku 23 lat jako prymus ukończył Szkołę Orląt w Dęblinie. Po 14 latach awansów wojskowych i podnoszeniu kwalifikacji jako pilot myśliwców (w sumie wykonał 3473 lotów), został zakwalifikowany do lotu kosmicznego na stację orbitalną wraz z Rosjaninem Piotrem Klimczukiem. Wystartowali 27 czerwca 1978 roku, okrążyli 126 razy ziemię w ciągu ośmiu dni. Jest honorowym obywatelem wielu miast, członkiem prestiżowych instytucji kosmicznych i naukowych.

29 września gen. Mirosław Hermaszewski był gościem podczas Europejskiej Nocy Naukowców w Olsztynie. W auli Olsztyńskiej Szkoły Wyższej im. J. Rusieckiego spotkał się z uczestnikami w ramach atrakcji Fusion2Night.

069


STYL WARMII I MAZUR

AURA MODY PRELUDIUM DO ŚWIĄT

Niedawno udało mi się samodzielnie przejść małą metamorfozę i schudnąć 12 kg. Czuję się świetnie w swojej nowej skórze, ale potrzebowałam wsparcia i rady fachowca, by sprawdzić, jak ubierać się i wyglądać modnie po tej zmianie – mówi Małgorzata Kośnik, laureatka ostatniej w 2017 r. edycji Aury Mody. Jak każda kobieta chcę czuć się piękna i podziwiana, szczególnie w tym wyjątkowym okresie w roku. Dlatego bardzo ucieszyła mnie możliwość udziału w sesji Aury Mody. Zaprosiłam do niej moją 16-letnią córkę, Klaudię. Uważam, że świetnie się uzupełniamy, choć fizycznie jesteśmy zupełnymi przeciwieństwami. Ja – brunetka, czasami zamknięta i niezbyt pewna swojej urody, a córka – wysoka, szczupła blondynka, pewna siebie i kochająca obiektyw – opowiada Małgorzata Kośnik. Świetnie bawiłyśmy się na planie sesji zdjęciowej. Wielkie ukłony dla stylistki, makijażystki, fryzjerki i profesjonalnego fotografa, dzięki którym potraktowałyśmy ją jak pierwszy gwiazdkowy prezent.

WSZYSTKIM POWOLI UDZIELA SIĘ ATMOSFERA ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA. DLA WIELU PAŃ TO PIĘKNY, A ZARAZEM STRESUJĄCY OKRES W ROKU. CZY BĘDZIEMY DOBRZE PREZENTOWAĆ SIĘ PODCZAS WIGILIJNEJ KOLACJI, RODZINNYCH SPOTKAŃ, NA TLE NASTROJOWYCH, ŚWIĄTECZNYCH DEKORACJI? TAKIE PYTANIA ZADAJE SOBIE WIELE KOBIET. OSTATNIĄ TEGOROCZNĄ SESJĄ ZDJĘCIOWĄ

Dla stylistki, Agaty Bałdygi, barwami przewodnimi świąt są niezmiennie głęboka zieleń, czerwień, złoto, srebro oraz biel i czerń. Przy wyborze stylizacji dla modelek postawiła właśnie na te kolory. Natomiast kroje, materiały i faktury – to już odzwierciedlenie obecnych trendów w modzie. Efekt to nowoczesne propozycje dla uroczej mamy i jej równie sympatycznej nastoletniej córki, które można podziwiać na zdjęciach. Całość dopełniła wyjątkowa scenografia świąteczna, przygotowana przez pracownię dekoratorską KolorLove ArtStudio z Olsztyna w klimatycznym wnętrzu restauracji Hotelu Anders w Starych Jabłonkach. Dzięki połączeniu tych wszystkich elementów możemy zaprezentować świąteczną sesję modową, która – mamy nadzieję – zainspiruje wszystkich do przygotowania własnych i wyjątkowych stylizacji na wigilijny wieczór.

Z CYKLU AURA MODY UDOWADNIAMY, ŻE DOBÓR CIEKAWYCH ŚWIĄTECZNYCH STYLIZACJI NIE JEST WCALE TRUDNY. W ROLI MODELKI NA BOŻONARODZENIOWYM PLANIE ZDJĘCIOWYM POJAWIŁA SIĘ TYM RAZEM MAŁGORZATA KOŚNIK 070

Z NASTOLETNIĄ CÓRKĄ KLAUDIĄ. Podczas przygotowań do grudniowej sesji zdjęciowej Aury Mody nasza ekipa myślała przede wszystkim o atmosferze, jaka towarzyszy przygotowaniom do świąt. Ten okres w roku najczęściej wywołuje w nas ciepłe odczucia: uśmiech, radość, chęć spędzania czasu z bliskimi. Mimo pozytywnych skojarzeń dla wielu pań to też czas niebywałego pośpiechu, przygotowań, stresu, czy wszystko będzie gotowe na czas. Zwykle na samym końcu listy zadań znajduje się znalezienie chwili dla siebie – na dopracowanie stroju i wyglądu. Na szczęście choć jednej z klientek Aury Centrum Olsztyna ten problem nie będzie w tym roku spędzał snu z powiek.

Obraz: Łukasz Wajszczyk, modelki: Małgorzata i Klaudia Kośnik Stylizacje: Agata Bałdyga, makijaż: Agata Sawicka, włosy: Iga Gapińska Podziękowania dla Hotelu Anders w Starych Jabłonkach za pomoc przy realizacji sesji zdjęciowej. Podziękowania dla pracowni KolorLove ArtStudio za przygotowanie dekoracji świątecznych.

AURA MODY

Serdecznie dziękujemy wszystkim klientkom Aury Centrum Olsztyna za nadsyłanie zgłoszeń do Aury Mody w 2017 r. Dostaliśmy ich łącznie blisko 90! To właśnie dzięki Wam tegoroczne sesje zdjęciowe odbywały się w wyjątkowej atmosferze, a ich rezultaty były tak inspirujące dla czytelników. Do zobaczenia w sklepach Aury Centrum Olsztyna w 2018 r.!


STYL WARMII I MAZUR

071

Ubrania i dodatki do nabycia w Aura Centrum Mama: Solar: sukienka (399,00), kolczyki (45,00), bransoletka (69,00) / Badura: buty (299,99): Cรณrka: Tally Weijl: spรณdnica (129,99), szorty (79,99), koszula (59,99), sweter (89,99) / Badura: buty (455,99)


STYL WARMII I MAZUR

072


STYL WARMII I MAZUR

073

Ubrania i dodatki do nabycia w Aura Centrum  Mama: Solar: bluzka (179,00), spodnie (229,00), torebka (129,00), naszyjnik (179,00), bransoletka (139,00) ƒ Córka: Tally Weijl: marynarka (99,99), golf (59,99), spódnica (149,99)


STYL WARMII I MAZUR

3.

CÓRKA:

2.

Świąteczny ubiór nastolatki wcale nie musi być nudny. Wystarczy, że do jednego klasycznego elementu, jak prosta spódnica czy biała koszula, dorzucimy coś zgodnego z trendami. Na przykład welurowe body czy spodnie o nietypowym fasonie.

7.

1. Torebka – Reserved (59,99 PLN) 2. Koszula – Tally Weijl (59,99 PLN) 3. Body – Tally Weijl (59,99 PLN) 4. Sukienka – Reserved (79,99 PLN) 5. Spodnie – Tally Weijl (79,99 PLN) 6. Spódnica – Tally Weijl (89,99 PLN) 7. Bluzka – Tally Weijl (129,99 PLN) 8. Buty – Sizeer (449,99 PLN) 9. Botki – Ryłko (399,99 PLN)

5.

6.

074

9.

8.

1. 4.


STYL WARMII I MAZUR

2. 8.

5.

1. 3.

1. Kopertówka – Solar (159,00 PLN) 2. Żakiet – Molton (799,00 PLN) 3. Spodnie – Molton (499,00 PLN) 4. Sukienka – Solar (499,00 PLN) 5. Sukienka – Reserved (139,99 PLN) 6. Szpilki – Badura (599,99 PLN) 7. Botki – Badura (519,99 PLN) 8. Bransoletka – Pretty One (65,00 PLN)

MAMA: Podczas Świąt Bożego Narodzenia mama śmiało może postawić na stylizację, w której czuje się kobieco. To czas, kiedy każda z nas może pozwolić sobie na szpilki i trochę błysku.

075

6. 4.

7.


MODA

KAMIENIE Z PRZESŁANIEM PODOBNO KAŻDY Z NICH MA JAKĄŚ MOC. WZMACNIAJĄ, POMAGAJĄ W RELACJACH Z INNYMI, DODAJĄ OPTYMIZMU, NO I PRZEDE WSZYSTKIM SZYKU. BIŻUTERIA Z KAMIENI PÓŁSZLACHETNYCH MARKI SOUL BEADS MA JESZCZE JEDNĄ CECHĘ – ŻADEN EGZEMPLARZ SIĘ NIE POWTARZA.

076

Można wybierać godzinami. Różowy kwarc na przypływ miłości albo błękitny lapis lazuli na inspirację. Zielony malachit hamuje zakażenia, a białe perły odpędzają negatywne moce. A może postawić na klasyczną czerń onyksu czy szarość hematytu? W końcu sięgam po kamień wulkaniczny – kojarzy mi się z wakacjami pod Wezuwiuszem. W dizajnerskim salonie Soul Beads czas płynie inaczej. Bo nie dość, że nie można oderwać oczu od bransoletek, wisiorków, kolczyków i pierścionków, to ich twórczyni potrafi godzinami opowiadać o mocy zaklętej w kamieniach. – Od wieków przypisywano kamieniom i minerałom wyjątkowe właściwości. Każdy z nich pochodzi z innego zakątka

świata, więc pewnie noszą w sobie energię tych miejsc – twierdzi Natalia Dąbkowska, właścicielka marki Soul Beads. – Zazwyczaj klientki intuicyjnie wybierają swój egzemplarz. I często przychodzą np. po czarny, a wychodzą z zielonym. I  może same nadają im moc, której potrzebują? – pyta retorycznie. Natalia tworzyła bransoletki już w dzieciństwie. Odwiedzając w USA babcię, brała tam udział w warsztatach dla dzieci z całego świata. Poznała finezyjne sploty i sposoby komponowania koralików. I na długie lata zapomniała o tych umiejętnościach. Skończyła psychologię i kilka biznesowych kierunków podyplomowych. Trafiła do korporacji i po jakimś czasie


MODA

zamarzyła o własnym biznesie, który pozwoli jej wykorzystać wiedzę i kreatywność. – Jeszcze na studiach zaczęłam od tworzenia bransoletek dla najbliższych – wspomina. – Kiedy zauważyli je znajomi, zaczęły się pierwsze zamówienia. Dostarczałam je do butików, markowych sklepów i na pokazy mody. Od podstaw stworzyłam swój brand. W sesjach zdjęciowych wzięły udział koleżanki ze studiów, a prototyp logo narysowałam… na chusteczce podczas lunchu. Dwa lata temu w rodzinnym Olsztynie otworzyła własny salon. Wystroju dizajnerskiego wnętrza nie powstydziłyby się luksusowe dzielnice światowych metropolii. Eleganckie, czarne gabloty i drewniane ekspozytory. Trawertynowa podłoga i nastrojowe oświetlenie. A do tego zapach amerykańskich świec z naturalnych olejków, które dołączyła do asortymentu. – Potrafię przewidzieć rynkowe trendy – przyznaje Natalia. – I choć rynek się ujednolica, jestem pewna, że coraz bardziej cenione będą wyroby wysokiej jakości, ponadczasowe i unikatowe. W małej manufakturze na zapleczu salonu gromadzi kamienie ze wszystkich kontynentów ale też m.in. mocne sznurki wykorzystywane zazwyczaj do szycia skór czy solidne jubilerskie żyłki. A także przewieszki w kształcie kwiatów lotosu czy medytującego Buddy. Chwosty wisiorków nawiązują do tybetańskich i indyjskich sznurów modlitewnych. Bo fascynuje ją duchowość Wschodu. – Tam liczy się człowiek i jego rozwój, a nie sprawy materialne. Moje wyroby niosą w sobie pewną ideę: warto być uczciwym, bo tzw. karma wraca do nas. Wszystko wykonuję ręcznie.

Nie idę na łatwiznę, wkładam w to kawał misternej pracy i swoje serce. Natalia daje dożywotnią gwarancję na swoją biżuterię. Mimo że sprawia ona wrażenie subtelnej i delikatnej, jest nie do zdarcia. Zdarza się, że klientki przynoszą jej do naprawy wyroby innych firm. – Podczas podróży zagranicznych obserwuję branżę jubilerską – dodaje. – Za podobną jakość trzeba zapłacić na Zachodzie kilka razy więcej. Dlatego mam klientki, które zabierają moje wyroby za granicę na prezenty. Bo jeśli ktoś raz kupi cacko sygnowane marką Soul Beads, na zawsze dołącza do „fanklubu”. Natalia wie, że nie wygra z wielkimi markami, ale fama o jej ozdobach rozchodzi się drogą pantoflową. Sprzedaje je także w internecie. Bransoletki z kamieni nosi m.in. modelka Kamila Szczawińska, prezentowały na swoich łamach kobiece pisma, m.in. „Viva”. – Dostaję fotki od klientek z różnych stron świata – zdradza. – Śpią, bawią się, kąpią, a nawet serfują z moim logo na nadgarstku. To dla mnie największa satysfakcja, że czują się w nich wyjątkowo. W końcu każda w nich ma jedyny taki egzemplarz na świecie. Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz

SOUL BEADS Concept Store Olsztyn, ul. Kościuszki 34 tel 606 974 497 www.soulbeads.pl www.facebook.com/sb.soulbeads

077


BLOGERZY

#AURABLOGERÓW POZNAJCIE BLOGERÓW Z WARMII I MAZUR

NATURALNE KOSMETYKI, KTÓRE WARTO ZNAĆ MÓWICIE WARMIA I MAZURY – MYŚLICIE AGROTURYSTYKA, SWOJSKIE JEDZENIE, SLOW LIFE, JEZIORA I LASY. ALE CZY WPADLIŚCIE NA TO, ŻE W NASZYM REGIONIE PRODUKOWANE SĄ NATURALNE KOSMETYKI? OTO PIĘĆ MAREK, KTÓRE CZERPIĄC Z NATURY, PIELĘGNUJĄ URODĘ.

078

Rynek kosmetyków w Polsce jest jedną z najprężniej rozwijających się gałęzi gospodarczych. Do sukcesu swoją cegiełkę dołożyły również marki działające na Warmii i Mazurach. W większości są to małe manufaktury produkujące kosmetyki naturalne, bądź bazujące na naturalnych surowcach. Znajdują się tu także ciekawe projekty, dzięki którym możemy nauczyć się samemu wytwarzać kosmetyki naturalne. Bioetiq – marka kosmetyków naturalnych, które właścicielka Marzena Kaszubska wraz z mężem najpierw produkowali dla siebie i rodziny, a widząc ich skuteczność, wprowadzili je na rynek. Oferują kremy, kosmetyki do mycia twarzy, serum, peeling, oleje czy kwas hialuronowy. W składach nie ma detergentów, pochodnych ropy naftowej czy silikonów. To produkty naturalne, powstałe z troski do bliskich. Etja to elbląska firma, czołowy dystrybutor olejków eterycznych w Polsce. Sprzedaje również tzw. oleje nośnikowe, czyli takie, w których rozcieńcza się olejki eteryczne, by nie powodowały podrażnień. Etja sprzedaje też balsamy do masażu, płyny do kąpieli oraz wanien z hydromasażem wytwarzane na bazie naturalnych olejków i wyciągów ziołowych. W marce najbardziej podoba mi się chęć dzielenia się wiedzą i zachęcanie do tworzenia własnych kosmetyków naturalnych. Na profilu i stronie marki znajdziemy przepisy na kremy do rąk, mieszanki do kąpieli, kremy do twarzy i ciała.

Kwaśne Drzewo Sauerbaum jest gospodarstwem mlecznym z okolic Jezioran. Jego właściciele określają to miejsce jako punkt na szlaku zmysłowych podróży. Chociaż specjalizują się w produkcji serów, jogurtów a nawet słodyczy, ich pasją są także kosmetyki wytwarzane ręcznie na bazie mleka koziego i owczego. Ten ostatni składnik ma najwięcej drogocennych właściwości ze wszystkich mlek, ponieważ zawiera wyższą zawartość tłuszczu maślanego, białka, witaminy A, B i E oraz minerały, takie jak wapń, fosfor, potas i magnez. Gospodarstwo agroturystyczne Lawendowe Pole spod Olsztyna to nie tylko uprawa lawendy. Jeśli jesteśmy fanami rękodzieła, kosmetyków i chcemy pobawić się w alchemików, tu możemy dać upust swoim pasjom. Latem gospodarstwo organizuje warsztaty z produkcji kremów na bazie lawendy. Do własnego wyrobu podchodzi się z większym szacunkiem, a przy okazji mamy pewność, że to, co nakładamy na twarz, jest bezpieczne i zdrowe. W gospodarstwie rolnym Snails Garden pod Pasłękiem hodowane są ślimaki śródziemnomorskie. Odmiana, którą zajmuje się Snails Garden Cosmetics, wytwarza śluz o właściwościach silnie regenerujących. Zawiera m.in. substancje, które w przypadku wielu innych kosmetyków są wytwarzane chemicznie. A tu czerpane prosto z natury. Ważny jest sposób pozyskiwania śluzu – w warunkach, które nie wywołują u mięczaków stresu, bo wówczas w śluzie pojawiają się toksyny. Tekst: Monika Bułakowska, obraz: Karolina Hrynek

Żurnalistka.pl – jeden z najpopularniejszych blogów urodowo-lifestylowych w swojej kategorii. Autorka Monika Bułakowska pisze przede wszystkim o pielęgnacji (np. kręconych włosów, cery problematycznej, zaleceniach kosmetycznych) i makijażu, ale też i marketingu w blogowaniu.

AURA BLOGERÓW

Poznajcie blogerów z Warmii i Mazur. To podróżnicy opisujący swoje wyprawy, fascynaci kuchni regionalnej prezentujący w sieci swoje przepisy, testerzy kosmetyków, promotorzy życia blisko natury, recenzenci nowych technologii, muzyki, książek, młode mamy opisujące na blogu swoje doświadczenia z pociechami. Te strony w kolejnych wydaniach magazynu będziemy oddawać właśnie im. Będziecie mogli też poznać ich osobiście – mecenasem projektu jest Aura Centrum Olsztyna, która zorganizuje z blogerami spotkania autorskie w nowo otwartej strefie restauracji. Najbliższe spotkanie z autorką bloga Żurnalistka.pl odbędzie się 20 stycznia o godz. 16 w Aura Centrum Olsztyna.


fotografia ślubna

Fotografujemy tych, którzy nie chcą: - sztucznych póz - wykreowanych uśmiechów - utartych schematów

NIE KREUJEMY RZECZYWISTOŚCI

Zamiast ingerować, obserwujemy. Zamiast aranżować, wolimy zrozumieć i poczuć. Jesteśmy uważni i wrażliwi na emocje, atmosferę miejsca, ludzi, chwile. Dzięki temu chwytamy przelotne momenty, nie będące sztuczną pozą, ale prawdziwą migawką z życia naszych bohaterów.

UNIKAMY SCHEMATÓW

W naszych zdjęciach nie ma narzuconych póz i ustawianych kadrów ‒ wolimy wydobywać naturalne spontaniczne emocje.

STARAMY SIĘ TWORZYĆ, A NIE ROBIĆ MARTA I MICHAŁ TOPA

Od 2000 r. razem czy oddzielnie niestrudzeni w swojej pracy. Laureaci wielu ogólnopolskich nagród fotograficznych, miłośnicy fotografii reportażowej.

>>>

Sesja fotograficzna to nie taśma w fabryce ‒ każda jest inna. Jej scenariusz piszą sami bohaterowie.

więcej na:

TOPA.COM.PL


080

RELAKS I PIELĘGNACJA W WIŚNIOWYM SADZIE TAM KAŻDA CZYNNOŚĆ ZMIENIA SIĘ W RYTUAŁ – OD PARZENIA HERBATY, PRZEZ PAKOWANIE PREZENTÓW, PO MYCIE TWARZY. GABINET YASUMI CZERPIE TO, CO NAJLEPSZE Z JAPOŃSKIEJ TRADYCJI. A ZWŁASZCZA UMIEJĘTNOŚĆ RELAKSACJI W CODZIENNYM STRESIE.


CIAŁO

Shido w języku japońskim oznacza ziarno ryżu. Jest on nie tylko podstawą diety zapewniającej mieszkańcom Azji zdrowie i długowieczność, ale służy też do pielęgnacji ciała. Rytuał na bazie ekstraktów z tego zboża rozpoczyna się subtelnym oczyszczeniem twarzy i rozluźniającym masażem z podgrzewanym olejem. Woda ryżowa i maseczka poprawiają koloryt skóry i odżywiają ją. Aplikacja ryżowego kremu zabezpiecza przed szkodliwym działaniem słońca, przegrzanych pomieszczeń i smogu. Sentaku, Osaji czy Bimajo – rytuały w gabinecie Yasumi wykorzystujące również aktywne składniki herbaty czy imbiru, to przede wszystkim okazja do zatrzymania się w codziennym biegu. W wyciszonych od miejskiego hałasu nastrojowych pomieszczeniach nowego, 200-metrowego gabinetu, przy blasku pachnących świec i subtelnej muzyce, zapomina się na chwilę o stresie i obowiązkach. – Szybkie tempo życia w mieście sprawia, że po pracy szukamy różnych form odreagowania, relaksacji – przyznaje Sylwia Jusiel, właścicielka działającego od siedmiu lat gabi-

odchudzającymi motywują do zmiany nawyków. Odpowiednio dobrane zabiegi wzmacniane są naturalnymi roślinnymi suplementami, które pomagają oczyścić organizm, zgubić zbędne kilogramy i niedoskonałości ciała. Symbolem Yasumi jest japońska gejsza i gałązki wiśniowego drzewka. W kąciku relaksacyjnym gabinetu na klientki czeka świeżo parzona herbata i ciasteczka z wróżbami. A siedem kosmetolożek ubranych w estetyczne czarne stroje dba nie tylko o oprawę wykonywanych z pietyzmem zabiegów, ale przygotowuje też paczuszki na wynos. Eleganckie pudełka, mnóstwo kokard i ozdobnego papieru – obdarowywanie siebie i innych to kolejna tradycja z Dalekiego Wschodu przeniesiona do olsztyńskiej oazy relaksu. Kosmetyki produkowane we francuskich i hiszpańskich laboratoriach, akcesoria do pielęgnacji i makijażu, suplementy diety, a także aromatyczne mieszanki japońskich herbat i bony podarunkowe w zalakowanych kopertach – można tu wpaść po świąteczny prezent albo poprawić sobie humor w zwykły, szary dzień.

netu Yasumi. – W naszym miejskim SPA, które otwieramy w grudniu, stworzyliśmy warunki, które pozwalają połączyć pielęgnację ciała z wyciszeniem. Po pracy wyskoczyć do sauny lub na masaż, wziąć aromaterapeutyczną kąpiel lub zatroszczyć się o ciało. Słowem, złapać równowagę bez inwestowania w wyjazdy do ośrodków SPA poza miastem. Instytut Zdrowia i Urody Yasumi to kilka instytucji w jednym. Oprócz szerokiej gamy zabiegów pielęgnacyjnych, masaży i rytuałów, czekają tu nowoczesne urządzenia do zabiegów medycyny estetycznej. Jednym z nich jest HIFU, którego technologia wykorzystuje wiązki fal dźwiękowych do bezinwazyjnego liftingu twarzy. Carbon Peell to laserowy peeling węglowy odmładzający i odbudowujący skórę, przy jednoczesnym oczyszczeniu porów. – Inwestujemy w najnowsze urządzenia medyczne, a jednoczenie rozwijamy własną ofertę kosmetyków do domowej pielęgnacji, suplementów diety – tłumaczy Sylwia. – Bo wzorem Japonek, o urodę należy dbać przez cała dobę. Zaczynając od nawodnienia organizmu, przez dietę, ruch, aż po zabiegi pielęgnacyjne. Program Fit&Diet, który przygotował gabinet Yasumi, to m.in. wsparcie dietetyczne, które w połączeniu z zabiegami

– Nic nie wpływa na nastrój tak, jak drobne podarunki cieszące oko i mające praktyczne zastosowanie – tłumaczy właścicielka gabinetu. – Yasumi w języku japońskim oznacza relaks, wakacje. Japończycy wiedzą, że stan ducha znajduje odbicie w naszym wyglądzie. Dlatego pieczołowicie dbają o drobiazgi w swoim otoczeniu, ciało i ukojenie zmysłów, a różnorodne techniki relaksacji są ich codziennym nawykiem. Ich tradycja jest dla nas, zaganianych i chaotycznych Europejczyków, niewyczerpanym źródłem inspiracji. Tekst: Beata Waś, obraz: arch. Yasumi, Shutterstock.com

YASUMI Instytut Zdrowia i Urody Olsztyn, Plac K. Pułaskiego 8 Wkrótce nowa lokalizacja Olsztyn ul. Sikorskiego 19 „Zielone Tarasy” tel. 533 11 33 77, 500 300 440 e-mail: olsztyn@yasumi.pl www.olsztyn.yasumi.pl

081


ZDROWIE

OSZAŁAMIAJĄCA JAKOŚĆ OBRAZU

JEDNI PO ZDROWIE, INNI PO URODĘ. DO CENTRUM MEDYCZNEGO VILL-MED W GIŻYCKU PRZYJEŻDŻAJĄ PACJENCI ZE WSZYSTKICH STRON POLSKI. W ELEGANCKICH WNĘTRZACH CZEKA SUPERNOWOCZESNY SPRZĘT I ŚWIETNI SPECJALIŚCI.

082

Wygląda jak jedno z urządzeń w siedzibie NASA. Panoramiczny monitor, dotykowy panel, podświetlane klawisze. Ale największe wrażenie robi obraz w technologii 4D i HD Life. Płód w łożysku widać wyraźnie. Supernowoczesny ultrasonograf Voluson E10, jeden z niewielu w Polsce, przyciąga do giżyckiej kliniki m.in. pacjentki z Warszawy. Oprócz doskonałego obrazu, sprzęt umożliwia też wykonywanie echa serca płodu. – Lubię te chwile, kiedy rodzice oglądają na monitorze swoje dziecko – przyznaje Jarosław Leśniczak, specjalista ginekologii i położnictwa. – Towarzyszy temu tyle wzruszeń i radości, że nawet po latach pracy w moim zawodzie, trudno nie podzielać emocji. Ale nie wszystkim jest do śmiechu podczas badania ultrasonografem. Kiedyś stał za mną przyszły ojciec i zerkał na monitor. Dopatrzyłem się bliźniaków, a on jęknął z przerażenia. Kiedy po chwili okazało się, że to trojaczki, stracił przytomność i upadł na ziemię. Gabinet ginekologiczno-położniczy w Centrum Medycznym Vill-Med skupia się głównie na kompleksowym prowadzeniu ciąż. Oprócz nowoczesnej diagnostyki ultrasonograficznej, przeprowadza badania dopplerowskie płodu, zajmuje się leczeniem niepłodności. A także prowadzi zabiegi z zakresu ginekologii estetycznej przy pomocy nowoczesnego frakcyjnego lasera endowaginalnego, m.in. wypełnienie czy

zmniejszenie warg sromowych. Rewitalizacja okolic intymnych zapobiega infekcjom, a tzw. augmentacja punktu G, poprawia komfort współżycia. – Zabiegi z zakresu ginekologii estetycznej polecamy kobietom, które nie do końca akceptują wygląd swoich stref intymnych lub cierpią na wysiłkowe nietrzymanie moczu – tłumaczy Jarosław Leśniczak, lekarz związany również z Oddziałem Patologii Ciąży Szpitala Wojewódzkiego w Olsztynie. – Może to wynikać ze zmian po porodzie lub zabiegu chirurgicznym, albo być wynikiem procesu starzenia w którym dochodzi do zanikania tkanki podskórnej. Przyczyn jest wiele, skutek jeden: dyskomfort. Zabiegi ginekologii estetycznej dodają pewności siebie i poprawiają samoocenę. Zabytkowa, stylowo i nowocześnie wyposażona kamienica w Giżycku od 2014 roku przyjmuje małych i dużych pacjentów. Znajduje się tu m.in. gabinet rehabilitacyjny, neurologiczny, radiologiczny, ortopedyczno-urazowy, kardiologii dziecięcej, dermatologii, chirurgii, laryngologii i urologii. – St wor z ył em centrum od zera – pr z y znaje Jarosław Leśniczak. – Pod jednym dachem skupiłem świetnych specjalistów, z których część na co dzień związana jest z dużymi ośrodkami medycznymi w regionie. Mieszkańcy wsi i małych miast regionu mają często utrudniony dostęp do profesjonalnej opieki, w dodatku w miłym, estetycznym otoczeniu. Razem z zespołem wybitnych specjalistów wprowadziliśmy nowoczesne standardy opieki medycznej, którą chcemy obejmować całe rodziny. Lekarze z Vill-Med wykorzystują swoje doświadczenie nie tylko w leczeniu, ale też poprawianiu urody. – Żyjemy w czasach, gdzie wpływ na samopoczucie ma w dużej mierze nasz wygląd – przyznaje lekarz. – Dlatego w ofercie mamy też bezpieczne zabiegi z użyciem m.in. osocza bogatopłytkowego, botoksu czy kwasu hialuronowego. Odpowiednia doza, poparta lekarskim doświadczeniem, daje subtelny efekt świeżej, wypoczętej skóry. Tekst: Beata Waś, obraz: Shutterstock.com, arch. Vill-Med

„VILL-MED” CENTRUM MEDYCZNE Giżycko, ul. Wilanowska 24 tel. 87 428 29 25 www.villmed.eu www.facebook.com/villmedcm


ZDROWIE

OD TECHNIKI DO KLINIKI JEŚLI KTOŚ MIAŁ OKAZJĘ BYĆ U NIEJ W CIĄGU 20 LAT ISTNIENIA GABINETU DENTYSTYCZNEGO CHOĆ NA JEDNEJ WIZYCIE, TO MUSI TEŻ POZNAĆ JEGO SZALONĄ HISTORIĘ. LIDZBARK WARMIŃSKI, GABINET EURODENT DOKTOR GRAŻYNY POWIDEŁ. TYM RAZEM BEZ ZNIECZULENIA.

084

Lekarzem chciała być od kiedy pamięta. A w liceum wiedziała to już na pewno. Zamiast lekarzem najpierw została jednak żoną i mamą. Grażyna Powideł – przykład determinacji i przekonania o słuszności spełniania marzeń. Lekarzem została dopiero mając 40 lat. Ale ze stomatologią od początku było jej po drodze. Najpierw skończyła w Gdańsku higienę stomatologiczną, techniki dentystyczne, uzyskała I stopień specjalizacji, a potem wróciła do rodzinnego Lidzbarka Warmińskiego. Tutaj jednak nikt nie witał jej z otwartymi ramionami. Ani przychodnie, ani gabi-

nety nie potrzebowały techników. – Miałam zapał do pracy i pełną głowę pomysłów. Marzyłam, by zajmować się precyzyjnymi pracami protetycznymi, ale w Lidzbarku nikt nie robił ani odlewanych mostów licowanych porcelaną, ani koron! Byłam załamana, zastanawiałam się dla kogo ja tu będę pracować? No i z kim? – wspomina. Nie chcąc więc pracować byle jak i  byle gdzie, wpadła na pomysł założenia własnej działalności. Dzisiaj z mężem świętują 20-lecie tamtej decyzji. Na strychu u teściów młodzi Powidłowie otworzyli pierwszą pracownię techniki dentystycznej, powoli przekonując


ZDROWIE

do siebie miejscowych lekarzy. – Nie mieliśmy nawet gdzie mieszkać, bo wszystko zainwestowaliśmy w pracę. Ludzie wokół nas, pukając się w głowy, pytali: „co wy robicie?” – Grażyna Powideł przytacza słowa „otuchy”. Do końca życia będą pamiętać swoją pierwszą wyprawę po sprzęt do pracy. Pojechali na targi medyczne do Łodzi. Maluchem, który bardzo wyróżniał się wśród samochodów lekarzy. Zaparkowali przed głównym wejściem hali targowej, bo tylko tam znaleźli

miejsce. Kiedy wyszli obładowani kartonami, nie dość, że maluch stał na kapciu, to okazało się jeszcze, że w kartonach mieli sporo rzeczy zupełnie nieprzydatnych. – Zanim kupiłam ten sprzęt, spotkałam się ze swoim asystentem z Gdańska, który wskazał, co warto mieć w pracowni. Nie mieliśmy o tym pojęcia, więc kupiliśmy wszystko, o czym mówił – szczerze wyznaje. Na przykład takie „skarby” jak grube woskowe kanały do odlewnictwa, których używa się stosunkowo rzadko. – Nadal je mamy – zaskakuje lekarka. – Szpule z kanałami do tej pory leżą w kartonie. Gabinet Dentystyczny Grażyna Powideł otworzyła sześć lat temu, tuż po ukończeniu studiów stomatologicznych. Dziś mówi otwarcie: „mogę w nim siedzieć od rana do wieczora!”. I opowiada o swoim mężu, techniku dentystycznym. Ten, choć niechętnie pozuje do zdjęć, jest kluczową postacią opowieści. Przyznaje, że bez niego nic by się nie udało, a dzięki jego wsparciu, mogła zrealizować marzenia o studiach i spełniać się zawodowo. – I nadal bardzo mnie wspiera. Kiedy długo jestem w pracy, potrafi przynieść mi obiad, pytając zarazem: „czy ty kiedyś sobie odpuścisz?”. A ja wzruszam ramionami, bo naprawdę nie wiem. W ślady rodziców poszedł też syn, obecnie student stomatologii na Uniwersytecie Lwowskim. – Przy okazji ostatniego pobytu w domu przepytał mnie z anestezji, środków znieczulających i technik podawania. Dociekał też jakich używam wytrawiaczy, a jakich bondów podczas zakładania wypełnień – wylicza ze śmiechem.

– Mam nadzieję, że to, co udało nam się wspólnie dotychczas stworzyć, po nas przejmie i rozwinie, choć sam mówi: „mamo, tak wysoko postawiłaś poprzeczkę, czy ja ją w ogóle przeskoczę?”. Ale trudno wyobrazić sobie energiczną panią doktor siedzącą bezczynnie. Tryska pomysłami i pisze kolejne projekty unijne. To dzięki nim udało jej się, jeszcze w czasie studiów, pozyskać środki na wyposażenie gabinetu w najlepszy sprzęt. Teraz w planach ma rozszerzenie działalności na inne miejscowości,

utworzenie Gabinetu Medycyny Estetycznej, a nawet wybudowanie centrum medycznego z pokojami noclegowymi. To ukłon w stronę pacjentów z zagranicy, którzy odwiedzają jej gabinet z prostego powodu: znakomitej jakości i dobrej ceny. – Bo ja zawsze mam plan na pięć lat do przodu. I to nie jest tak, że jak coś zrealizuję, to powiem sobie stop – stanowczo podkreśla. Tekst: Hanna Łozowska, obraz: Arek Stankiewicz

EURODENT Stomatologia Mikroskopowa, Implantologia i Medycyna Estetyczna Lidzbark Warmiński, ul. Konstytucji 3 Maja 3 Tel. 89 767 19 93, fb/eurodent.lidzbark

085


X41"OJBÂ’Z$[BTEMB3PE[JOZ

1PEBSVKDIXJMǗTQPLPKVJSFMBLTVTXPJNCMJTLJNXMVLTVTPXZN41"XǴSPELVKF[JPSB 4LPS[ZTUBK[QSPQP[ZDKJNBTBȈZPSJFOUBMOZDIXZLPOZXBOZDIQS[F[QSPGFTKPOBMOFNBTBȈZTULJ[XZTQZ#BMJ PSB[[BCJFHØXOBUXBS[JDJB’PEPTUǗQOZDIXNFOV.BSJOB41"JDJFT[TJǗNPȈMJXPǴDJnjE[JFOOFHPQPCZUV X4USFöF8FMMOFTTCF[PHSBOJD[FǩD[BTPXZDI

1PCZUSPE[JOZX4USFöF8FMMOFT(3"5*4 8TUǗQE[JFDJEP4USFGZ,JET$MVC[9CPYFN(3"5*4 8SBNBDIPGFSUZ[BQSBT[BNZEPTLPS[ZTUBOJB[EBǩSFTUBVSBDKJBMBDBSUF [SBCBUFNXHPE[JOBDIo 0GFSUBPCPXJnj[VKFXZ’njD[OJFPEOJFE[JFMJEPD[XBSULV

)PUFM.BSJOB$MVC 4JÂ’BL5PNBT[LPXB XSFDFQDKBTQB!NBSJOBDMVCQM XXXIPUFMNBSJOBDMVCQM


ASPAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA UNIKALNA OFERTA MASAŻY ORIENTALNYCH WYKONYWANYCH PRZEZ TERAPEUTKI Z WYSPY BALI Balijski Masaż Relaksacyjny

AAAAAAAAAAAAAAA AAAAA AAAAAAAAAAAAAA AAAAAAA AAAAA y AAAAAAAAAAAAAAAAAA AA AAAAAAAAAAAA A �AAAAAAA�AAAAA AAAAAA AAA�AAAAAAAAAAAA AAAAAA�AAAAAAAAAAA AAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA A�AA AAAAAAAAAAAAA A�AAAAAAAAAAAA AAA�AA A AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA� AAAA AAA AAAAAAAAAAA A AAA �AAAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA A AAAAAAAAAA

COŚ DLA NIEJ … Słodka Pokusa A AAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAA� AAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAA AAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA A�A AAAAAA AAAAAA AAAAA� AAAAA A�AAA�AAAAAAAAA AAAA AAAAAAAAA AAAAAAAAAA AAAA AAAAAAAAA A AAAAAAAAAAAAAAAA A A

COŚ DLA NIEGO … Naturalna Regeneracja

AAAAAAA AAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAA�A AAAAAAAAAAAAAAAA�A AAAAAAAA A AAAAAAAAAAAAA AAAAA AAAAA AAA�AAAA A AAA AAAA AAAAAA AAAAAAA AAAA AAAAAA AAAAAAAAAA A AAAAA� AAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA


Mamy Twoje idealne jeansy instagram.com/klimaty.pl facebook.com/klimatyolsztyn

KLIMATY Galeria Warminska

MADE IN G Galeria Warmińska

Konsultacja tel.: 887 878 987


URODA

W ZGODZIE Z CZASEM „CHCĘ SIĘ POZBYĆ TEJ ZMARSZCZKI…” – ZWYKLE MÓWIĄ PACJENTKI. A W INSTYTUCIE36 PRZEKONUJĄ, ŻE ATRAKCYJNY WYGLĄD NIE ZALEŻY OD KILKU ZMARSZCZEK, TYLKO OD KOMPLEKSOWEGO SPOJRZENIA NA KOBIECĄ URODĘ. MADE IN: Nie chcemy się starzeć? Katarzyna Bołądź: Nasze pacjentki i my wiemy, że to naturalny, nieunikniony proces zgodny z  naturą człowieka. Nie chcemy być wiecznie dwudziestoletnie, bo wiemy z jakimi cennymi wartościami wiąże się dojrzałość. Promujemy więc „healthy aging”, czyli zdrowe starzenie obejmujące holistyczne podejście do poprawy stanu zdrowia skóry. Dążymy do tego, by nasze pacjentki z przyjemnością, akceptacją i satysfakcją patrzyły codziennie w lustro. I to o każdej porze. Jak osiąga się taki efekt? K.B.: Podchodząc do klienta kompleksowo, zajmując się nie tylko skórą, ale i zachęcając do pielęgnacji holistycznej. To kuracje oparte na kompleksowym podejściu, obejmującym zabiegi z zakresu medycyny estetycznej, kosmetologii, indywidualną opiekę dietetyczną popartą wynikami badań pacjenta oraz testy nietolerancji i analizy funkcjonalno-żywieniowe. Uczymy tego pacjentów i dzielimy się wiedzą, co najbardziej motywuje do stosowania długofalowej kuracji przeciwstarzeniowej. W Instytucie36 zabiegi estetyczne wykonuje dr Małgorzata Domarecka, stomatolog i lekarz medycyny estetycznej. Jako duet świetnie uzupełniamy się – pani doktor zajmuje się tym, co jest w skórze i pod nią, a ja w obszarze kosmetologii „poleruję powierzchnię”, natleniam, odżywiam, czyli działam na zewnętrznych, widocznych obszarach skóry. Pacjentki przychodzące do Instytutu36 wiedzą, z jakich konkretnie zabiegów chciałyby skorzystać? Małgorzata Domarecka: Bywa różnie, często mówią: „nie chcę tej zmarszczki”, „chcę wyglądać na mniej zmęczoną”. Nie chodzi jednak o to, by likwidować zmarszczkę, ale by spowodować, że twarz będzie świeższa, zmniejszyć cienie pod oczami, rozprężyć napięcia mięśniowe, uzupełnić zaniki tkanki podskórnej wynikające z upływu czasu, złagodzić zbyt ostre rysy. Naszymi zabiegami jesteśmy w stanie spowodować, że pacjentki będą czuły się dobrze w swojej skórze i będą mały pewność, że są pod dobrą opieką. Najważniejsze to usłyszeć potrzeby pacjenta i dokonać zmian trwałych, bezpiecznych i zgodnych z jego estetyką. K .B.: Zaznaczamy, że młody wygląd twarzy nie zależy od dwóch zmarszczek, plamek czy małych ust, ale od bardzo wielu czynników. Dlatego zawsze stosujemy kompleks różnych zabiegów. M.D.: Posługuję się wieloma technikami w celu niwelowania cieni, które wraz ze zmianą układu kostnego i tkanki podskórnej inaczej się układają na skórze dojrzałej, a inaczej na młodej.

Tylko takie opracowanie skóry, w każdym obszarze, jest skuteczne. Do tego korzystne zmiany w stylu życia typu relaks, pielęgnacja, żywienie. Skuteczne, czyli? M.D.: Kwas hialuronowy podawany w skórę, nie dość, że nawilża, to jeszcze stymuluje tworzenie włókien kolagenowych, więc skóra jest już jędrniejsza. Stosowanie tzw. botoksu na zmarszczki mimiczne sprawia, że mięśnie wolniej pracują, skóra mniej się wygniata i odpoczywa. W tym miejscu zatrzymujemy czas. Twarz sprawia wrażenie młodszej, wypoczętej, gładszej. Instytut36 jest pani czwartym salonem medycyny estetycznej. Czym wyróżnia się na tle pozostałych? K.B.: Instytut36 to miejsce dla osób potrzebujących dyskrecji i indywidualnego podejścia. Dbamy o kameralny klimat, zwłaszcza po zabiegach, po których skóra jest podrażniona i dyskomfortem byłoby przebywanie w tłumie klientów w poczekalni. Obecnie, posiadając już duże doświadczenie, wiemy, że jedyną drogą do młodzieńczego i zdrowego wyglądu jest praca na wielu obszarach z uwzględnieniem medycyny estetycznej. W Instytucie36 prowadzimy pacjentów tylko w taki sposób. Rozmawiała: Hanna Łozowska, obraz: Michał Bartoszewicz

089

Katarzyna Bołądź – zajmuje się trendami w świecie kosmetologii i medycyny estetycznej oraz promocją zdrowia. Wykłada „Nowoczesne technologie w kosmetyce” w Collegium Cosmeticum w Toruniu.

Małgorzata Domarecka – lekarz medycyny estetycznej z wieloletnim doświadczeniem, a jednocześnie stomatolog. Specjalizuje się w zaawansowanych technikach odmładzania i rewitalizacji skóry. Instytut36 Olsztyn, ul. Kopernika 36/1 tel. 89 652 14 98 instytut36.plv


STOMATOLOGIA

ROZGRYŹĆ PACJENTA CHOĆ BYWA, ŻE GABINET I SPRZĘT STOMATOLOGICZNY WZBUDZAJĄ NIEPOKÓJ, NIEKTÓRZY  PACJENCI ZASYPIAJĄ NA FOTELACH. ATMOSFERA W ORTO-DENCIE SPRZYJA RELAKSOWI. NA RÓWNI Z PROFESJONALIZMEM, CENI SIĘ TU UŚMIECH I EMPATIĘ.

090

T-shirty z hasłem „Higienistka – bohater każdego stomatologa” to ulubiony uniform trzech higienistek gabinetu stomatologicznego Orto-Dent: Magdy, Anety i Agaty. Wiedzą, że odrobina humoru pomaga rozładować napięcie związane z wizytą u ortodonty i stomatologa. Dlatego już od pierwszej rozmowy telefonicznej z pacjentem starają się zbudować pozytywną atmosferę. – W tym zawodzie trzeba wykazać się umiejętnościami psychologicznymi – przyznaje Magdalena Bodnar, higienistka z 17-letnim stażem w Orto-Dencie. – Od pierwszego kontaktu staramy się zmniejszyć dystans między nami a pacjentem. Bierzemy „na klatę” ich nastrój, przygotowujemy do wizyty, rozwiewamy wątpliwości. Dajemy wsparcie i poczucie, że nie zostawimy nikogo z problemem. Dlatego pacjenci czasem zwracają się do nas z trudnościami zupełnie niezwiązanymi z leczeniem zębów. Na zaufanie pacjentów gabinet pracuje prawie 30 lat. Stworzyła go Maria Iwanowska, specjalista ortodoncji, która wyleczyła aparatami stałymi ponad 650 pacjentów. – Tych z wadami zgryzu przybywa dużo szybciej, niż nowych lekarzy o specjalizacji ortodontycznej – przyznaje. – Aby

sprostać zapotrzebowaniu, stworzyłyśmy silny zespół, który nieustannie się szkoli. Uzupełniając naszą wiedzę i umiejętności, zapewniamy kompleksową opiekę. I wspieramy się nawzajem. – Konsultujemy między sobą trudne przypadki leczenia, walczymy o każdy ząb – dodaje dentystka Elżbieta JedynastaTrocewicz. – Czasem zasięgamy opinii autorytetów. I nawet jeśli same nie jesteśmy w stanie podjąć wyzwania, choćby związanego z leczeniem chirurgicznym, odsyłamy pacjentów do sprawdzonych specjalistów. Trzy lekarki ortodontki, lekarka stomatolog i trzy higienistki – ich praca nie ogranicza się tylko do leczenia wad zgryzu czy zębów. W Polsce panuje epidemia próchnicy. Jesteśmy w europejskiej czołówce osób z największym jej odsetkiem – ma ją ponad 80 proc. dzieci i nastolatków. Dlatego profilaktyka i higiena jamy ustnej wciąż jest „na tapecie”. – Proces leczenia obejmuje często odrębne wizyty, podczas których wykonujemy czyszczenie zębów z kamienia i osadu, zabezpieczanie ich przed próchnicą i nadwrażliwością. Umawiamy się również z pacjentami na instruktaż higieny jamy ustnej – przyznaje Magda.


STOMATOLOGIA

– Świadomość w kwestii higieny pozostawia nadal dużo do życzenia, wielu rodziców lekceważy np. mycie zębów mlecznych swoich dzieci – dodaje dentystka Agnieszka Jurecka. – Wśród starszych dzieci nie jest lepiej, nastolatki nawet na wizytę u dentysty przychodzą z warstwą osadu na zębach. A chore dziąsła mają wpływ na ważne narządy. Renoma gabinetu rozeszła się po regionie, trafiają tu pacjenci z mniejszych miast. Aparaty stałe w Orto-Dencie zakładają też Polacy pracujący w Anglii, Norwegii czy Niemczech. A potem przylatują do kraju specjalnie na wizyty kontrolne. – Był też pacjent z Chin, który początkowo pojawiał się z tłumaczką. Po pewnym czasie on podszkolił polski, a my wspieraliśmy się gestami. Bywało bardzo wesoło – wspomina doktor Iwanowska. Wśród licznych szkoleń zespół gabinetu ma na koncie m.in. warsztaty z psychologii stomatologicznej. Ta wiedza (pomijana na studiach medycznych) uczy kontaktu z dziećmi i dorosłymi. Najstarszy pacjent ortodontyczny gabinetu ma ponad 60 lat. – Zrozumieć pacjenta i dać mu poczucie bezpieczeństwa – to najważniejsze w naszej pracy – przyznaje Elżbieta Jedynasta-Trocewicz. – Leczenie ortodontyczne to długi proces i wymaga przygotowania szczegółowego planu. Nie zakładamy aparatu na pierwszej wizycie. Każdy człowiek ma inną „instrukcję obsługi”, dlatego razem z higienistkami staramy się rozgryźć go i znaleźć sposób pracy i komunikacji. – A w niej najważniejszy jest prosty przekaz, opanowanie i uśmiech – dodaje lekarz stomatolog Karolina Deresiewicz. – I bywa, że pacjenci zasypiają na fotelach. Nie raz słyszałyśmy od nich, że leczenie u nas jest jak wizyta w SPA. Gabinet wprowadził niedawno terminal płatniczy, zaś od grudnia pacjenci mogą odbierać bezpłatne karty lojalnościowe, których operatorem jest platforma Cashback World – międzynarodowa i wielobranżowa społeczność zakupowa. Jej posiadacze uzyskują do pięciu proc. zwrotu gotówki przy każdej wizycie. Tekst: Beata Waś, obraz: Arek Stankiewicz Specjalistyczna Praktyka Stomatologiczna Maria Iwanowska ul. Kleeberga 6/2, Olsztyn tel. 89-541–88–92, 509–22–14–88 www.orto-dent.com.pl

STRACH PRZED WIZYTĄ U STOMATOLOGA? NIE RAZ SŁYSZAŁYŚMY OD PACJENTÓW, ŻE LECZENIE U NAS JEST JAK WIZYTA W SPA. ZDARZA SIĘ NAWET, ŻE... ZASYPIAJĄ NA FOTELACH.

091


MĘŻCZYZNA I MASZYNA

MĘŻCZYZNA I MASZYNA PRAWDZIWE HISTORIE O PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI DO SAMOCHODU

KARIERA PEWNEJ CARRERY Ojciec niespełna pięcioletniego Krzysztofa Hołowczyca jeździł Wartburgiem 1000. Jako inżynier po wydziale mechanicznym pokazywał mu pod maską obowiązkowe wyposażenie: prądnicę, kolektor, gaźnik, głowicę… Przyszły mistrz Europy powie kiedyś, że właśnie wtedy ojciec rozkochał go w autach i że w wieku pięciu lat rozumiał już zasadę działania samochodu. Któregoś dnia inż. Hołowczyc przyniósł synowi poster (najpewniej niemiecki) Porsche 911. – Jak zobaczyłem go na zdjęciach, od razu padło mocne postanowienie: że kiedyś takiego dotknę i usłyszę jakie wydaje dźwięki – wspomina dzisiaj „Hołek”. A w wychwytywaniu dźwięków samochodów, zwłaszcza przyspieszających, mistrzem był od małego. Wspomniany poster z 911-ką zawisł nad biurkiem, obok rajdowych Fiatów. Ale Porsche, które wyprzedzało wtedy epokę, najskuteczniej odciągało też od lekcji. A kiedy wkrótce świat ujrzał najbardziej pożądaną dzisiaj wersję 911-ki, Carrerę RS ze słynną kaczą płetwą na klapie, Hołowczyc zakochał się w nim na zawsze. Po długich latach, jeżdżąc już w rajdach terenowych, poznał się z miłośnikiem motorsportu Michałem Małuszyńskim, który budował rajdówki i namówił „Hołka” do startu w jednej z nich. Po 2,5-kilometrowej jeździe „na maksa”, silnik… wybuchł. Nie zniósł tempa „Hołka”. Pilot powiedział wtedy: „to moje najwspanialsze 2,5 kilometra w życiu”. Wkrótce okaże się, że Michał Małuszyński pomoże zrealizować Hołowczycowi samochodowe marzenie życia – zbudować własną Carrerę RS. Wszak ma za sobą zrekonstruowanie kilkudziesięciu klasycznych 911-ek. Ale tym razem chodziło nie o taką

prosto ze słynnego rocznika ’73. – Wsiadłem w takiego klasyka, ale to już inny świat. Mnie w zasadzie nigdy nie ciągnęło za kierownicę klasyka, bo zawsze chciałem ujeżdżać najdoskonalsze maszyny w swoim czasie. Dlatego postanowiliśmy zbudować Carrerę RS według naszej recepty: niech łączy piękno tamtych czasów z najnowocześniejszą techniką – wyjaśnia „Hołek”. Jak jeździ stara Carrera RS z techniką A.D. 2017? Na torze wyścigowym podczas Porsche Driving Experience, pod nogą „Hołka” trzymała tempo najnowszych 911-ek. – Budując to auto i konsultując się z fabryką, bazowaliśmy na moim sportowym doświadczeniu. Prowadzi się genialnie, a każdy znawca Porsche wie, że te stare „jedenastki” nie wybaczały błędów. W tym, ile razy wsiadam, tyle razy pojawia się banan na twarzy. Jest spełnieniem marzeń – dodaje niemal z dziecięcą fascynacją w głosie. Projekt RS w kolorze gulf blue trwał półtora roku. Zostanie u „Hołka” na zawsze, bo – jak podkreśla – chce zatrzymać sobie samochody, które kocha. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Artur Kusto Mecenas projektu:

BLING FACTORY

Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań. Bling Factory Olsztyn, ul. Lubelska 43i www.blingfactory.pl

093


SPOD IGŁY

SALON SAMOCHODOWY WŁAŚNIE DEBIUTUJĄ, UWODZĄ I KUSZĄ

MERCEDES WŚRÓD PIKAPÓW

KOREAŃSKI GIGANT

www.autoidea.mercedes-benz.pl

www.pzmolsztyn.pl

KONKURENCJA KONA?

NAJBARDZIEJ MŁODZIEŻOWY VW

www.daszuta.hyundai.pl

www.volkswagen-autowimar.pl

Jak w luksusowych warunkach przewieźć tonę ładunku? Mercedesem klasy X. Producent limuzyn, aut sportowych oraz pojazdów dostawczych wszedł w nowy dla siebie rynek pikapów. Jeśli więc prezes firmy kocha Mercedesy, to w trudny teren, na budowę, albo z 3,5-tonową przyczepą, wciąż będzie mógł jeździć Mercedesem. W świetnie wyciszonym wnętrzu będzie się czuł jak w tym swoim ulubionym – stylistyka, jakość wykończenia oraz zastosowana technologia nie pozostawiają bowiem złudzeń, że jedziemy Mercedesem. Można więc prowadzić tego pikapa i w roboczym ubraniu, i eleganckiej marynarce. Klasa X zadebiutowała z dwoma pakietami wyposażenia (progressive oraz power) oraz dwoma silnikami diesla: 220d (163 KM) i 250d (190 KM – dostępny z siedmiobiegowym automatem). W standardzie oczywiście napęd 4MATIC z blokadą tylnego mostu oraz reduktorem. Cena od 142 500 zł netto.

094

Jeśli Hyundai miał wyciągnąć rękę po młodych, dynamicznie żyjących, to chyba udało mu się to najnowszym modelem. Kona to dowód podążania marki w stronę emocji. Nie sposób nie odwrócić się za Koną, bo kilka zabiegów stylistycznych nadały autu off roadowego charakteru. Ktoś powie: no tak, czym może zaskoczyć w terenie fi kuśnie wyglądający miejski crossover? Otóż powstał on na nowatorskiej platformie, która posłuży za bazę dla przyszłych wszystkich SUV-ów Hyundaia. Kona ma 17 cm prześwitu, a jej bogatsza wersja napęd 4x4, 177-konny silnik turbo, dwusprzęgłową skrzynię i wielowahaczowe tylne zawieszenie. Dla tych, którzy wolą miejskie przygody, jest tańsza aż o 23 tys. zł podstawowa 120-konna wersja. No i smaczek dla estetów: możecie mieć pasy bezpieczeństwa w kolorze nadwozia. Cena od 73 990 zł.

Czwartej generacji Ssangyong Rexton G4 najpewniej przebojem wedrze się w świat luksusowych terenówek. Skąd ta śmiała teza? Bo przeszedł wręcz metamorfozę. Koreański producent zadał sobie sporo trudu, by całkiem nowa konstrukcja dogadzała szeroko pojętym komfortem, zaś cenowo auto wciąż było najatrakcyjniejsze na rynku. Rexton G4 jest o 15 cm dłuższy od poprzednika (oparty na nowoczesnej ramie), więc pasażerom dogadza przestrzenią nawet w wersji siedmiomiejscowej. W standardowym układzie foteli ma aż 750-litrowy bagażnik! Luksusowo skrojona kabina (w najlepszych wersjach Koreańczycy wkroczyli w klasę premium) kryje sporo nowoczesnej technologii, co ważne – z bardzo logiczną i przyjazną obsługą – zaś w dziedzinie bezpieczeństwa Rexton G4 w zasadzie ma komplet systemów. Do napędu można wybrać silnik benzynowy 2,0 turbo (225 KM) oraz diesla 2,2 (181 KM). Cena od 109 900 zł.

Volkswagen wszedł na rynek z zupełnie nowym modelem i to w segment, w którym jeszcze nie miał okazji kusić klientów – miejskim crossoverem. T-Roc przejął nazwę po odważnym studyjnym koncepcie, którym koncern zaskoczył trzy lata temu. Dynamiczna sylwetka wpisuje się w najmodniejszy ostatnio segment. T-Roc gabarytami przypomina Golfa (jest wyższy o 7 cm) i ma rekreacyjny charakter (prześwit ponad 16 cm). Auto można personalizować, nadając mu młodzieńczy styl (kolorowe dachy czy deski rozdzielcze, ciekawe wzory tapicerek, wirtualne wskaźniki). Bazowe wersje napędza temperamentny trzycylindrowiec 1,0 (115 KM, 10 s do setki), zaś najmocniejszą (dostępną też z 4x4) 2,0 TSI 190 KM. Już bazowe wersje są bogato wyposażone w systemy wspomagające bezpieczeństwo, zaś nowoczesnymi technologiami T-Roc może zawstydzić niejedno auto z wyższych segmentów. Cena od 76 490 zł


AUTO

SAMOCHÓD STRZAŁA 096

NIE TRZEBA BYĆ WRÓŻKĄ, BY PRZEWIDZIEĆ TRIUMF NAJNOWSZEJ SKODY KAROQ. PRZECIEŻ DEBIUT KAŻDEJ SKODY KOŃCZY SIĘ WYGRANĄ. PRZEPISU NA SUKCES SZUKALIŚMY… NA SYCYLII. Trudno nie przypomnieć sobie choćby tytułu słynnego dzieła Felliniego „Dolce Vita”, kiedy wyrywasz się z zimnego i deszczowego Olsztyna do ciepłego jeszcze Palermo, by spod lotniska odjechać w głąb wyspy pozbawionej już letniego zgiełku. Moje „słodkie życie” będzie teraz przypisane Skodzie Karoq, najnowszemu dziełu czeskiego producenta. Wtrącę od razu, że Karoq odbezpieczył długo chłodzone szampany, bo to właśnie on został 20-milionowym autem Skody, jakie wyprodukowano od… 1895 roku. Tak, tak, Skoda jest jedną z najstarszych marek na świecie. Z zazdrością podpatrywana, jak szalony postęp robi zwłaszcza od 26 lat, odkąd przejął ją Volkswagen. Swoją

drogą, to niedawno szefem stylistów Skody został dotychczasowy szef stylistów Volkswagena właśnie, zaś dotychczasowy dizajner Skody, Jozef Kaban, przeszedł do BMW. Nie dziwię się, że Bawarczycy chcieli tego utalentowanego stylistę, bo ostatnie Skody spod jego ręki wyglądają kapitalne. No właśnie, na czym polega fenomen Skody? Najprostsza odpowiedź: robi auta wzorcowe. Oto najnowsze wzorcowe dzieło – Karoq. Zastępuje lubiane za swą niepowtarzalną sylwetkę Yeti, choć Karoq jest od niego sporo większy, bo aż 16 cm. Z kolei linią łudząco przypomina też niedawno debiutującego SUV-a, większego o 31 cm Kodiaqa.


AUTO

Karoq, Kodiaq… – nie dość, że modele podobnie wyglądają, to jeszcze i nazwy można pomylić. Skąd one się w ogóle biorą? Otóż nazwa Karoq powstała z połączenia słów samochód – „KAA’RAQ” oraz strzała – „RUQ”, które zaczerpnięte zostały z języka autochtonów zamieszkujących wyspę… Kodiak położoną u wybrzeży Alaski. Z kolei Kodiaq to też gatunek niedźwiedzi mieszkających na Alasce. Uff… wracajmy z zimnej Alaski do ciepłej Sycylii. Tam Karoq woził nas i malowniczymi drogami, i tymi lokalnymi, które sprawiały wrażenie nieremontowanych od dziesięcioleci, i zwykłymi bezdrożami, którymi lokalni rolnicy wdrapują się traktorami do uprawianych oliwek. W dość grząskim i pochyłym miejscu postanowiliśmy sprawdzić, jak poradzi sobie napęd 4x4. Wyjedzie? Nie wyjedzie? Po drugiej próbie udało się, choć lewy bok auta zmieniliśmy z black magic metallic na piaskowo-błotnisty mat. Ale wiecie co nas zaskoczyło najbardziej? Że to była wersja z… przednim napędem. Po prostu tego dnia wiele razy zmienialiśmy różne modele Karoqa i zwyczajnie straciliśmy orientację. Szacunek więc dla dzielnego

przednionapędowca. Marne drogi potwierdziły dojrzałość układu jezdnego i konstrukcji Skody. Ze swoim hasłem przewodnim Simply Clever, Skoda nie mogła nie zaskoczyć kolejnymi pomysłami ułatwiającymi codzienne funkcjonowanie z samochodem: sprytny uchwyt na woreczki do śmieci w kieszeniach przednich drzwi, uchwyt na parasolkę pod siedzeniem, indukcyjna ładowarka smartfona, nawet miejsce na wetknięcie zapalniczki, by nie latała w zakrętach po schowkach, kiedy korzystamy z gniazda (a propos, jest i gniazdo 230 V np. do ładowania laptopa). Jest i dwustronna mata bagażnika z nieprzemakalną lewą stroną na brudne rzeczy czy wnęka na butelkę wody, która… blokuje jej obracanie, by móc odkręcić nakrętkę jedną ręką. Genialne w swojej prostocie! Kiedy zamówimy z tyłu trzy indywidualne fotele, to w razie potrzeby możemy ten środkowy wyjąć, zaś dwa pozostałe przysunąć do siebie i wówczas mamy wyśmienity komfort siedzenia z tyłu dla dwójki podróżujących. Kolejny praktyczny przykład – trzy spersonalizowane kluczyki. Otóż kiedy z auta korzystają np. trzy osoby w rodzinie, każda

097


AUTO

098

może mieć przypisane do kluczyka swoje ulubione ustawienia (profil jazdy, działanie klimatyzacji czy ustawienie elektrycznego fotela). Po otworzeniu auta wszystko dopasowuje się do naszych upodobań. A gdyby np. żona zostawiła auto zaparkowane w mieście, a mąż miałby je odebrać, to dzięki mobilnej aplikacji znajdzie dokładne miejsce jego zaparkowania, a nawet on line sprawdzi stan paliwa i włączy ogrzewanie postojowe (ta ostatnia opcja zupełnie nieprzydatna na Sycylii). Karoq jest pierwszym modelem Skody w którym zamiast analogowych zegarów można mieć 12,3-calowy wirtualny kokpit znany chociażby z najnowszych Audi. Są cztery różne układy grafiki, włącznie z samą mapą nawigacji wypełniającą cały wyświetlacz. Z kolei na centralnym ekranie dotykowym (może mieć nawet wymiar 9,2 cala) można mieć dostęp do aplikacji posiadanych w smartfonie, ponieważ obydwa urządzenia genialnie ze sobą współpracują. A kolei Skoda Connect zapewnia łączność ze światem on-line w samochodzie. Karoq można wyposażyć w niemal wszystkie zdobycze wspomagające bezpieczną jazdę: asystent pasa ruchu, adaptacyjny tempomat, wspomaganie parkowania, automatyczne światła drogowe, system samoczynnie wyhamowujący auto w razie wykrycia pieszego przed maską czy wreszcie funkcja samoczynnego hamowania przy cofaniu, gdyby pojawiło się realne zagrożenie kolizji.

Gamę silnikową otwiera zaskakująco dobrze radzący sobie z autem trzycylindrowy, litrowy silnik o  mocy 115 koni. Amatorzy dynamicznej jazdy mają do dyspozycji nowy 1,5-litrowy TSI o mocy 150 koni. Co ciekawe, ma on systemem odłączania dwóch cylindrów. Otóż jeśli nie ma potrzeby korzystania z mocy (np. jednostajna jazda w trasie do 130 km/h i z obrotami pomiędzy 1400–4000), drugi i trzeci cylinder nie pracują, oszczędzając pół litra paliwa na 100 km. Skoda wprowadziła na polski rynek Karoqa pomijając jej podstawową wersję wyposażenia Active. Doświadczenie sprzedażowe pokazuje bowiem, że klienci chcą lepszych wersji, więc Karoq startuje od bogato wyposażonej wersji Ambition. Ambitnie. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Skoda Auto Skoda Karoq – cena: 1,0 TSI 115 KM – od 87 900 zł, 1,5 TSI 150 KM – od 95 400 zł, 1,6 TDI 115 KM – od 99 900 zł, 2,0 TDI 150 KM 4x4 – od 116 400 zł

Polbis Auto Olsztyn, ul. Partyzantów 26 polbisauto.pl


AUTO

SZWEDZKA INTUICJA VOLVO WKROCZYŁO W NIEOBECNY DO TEJ PORY SEGMENT KOMPAKTOWYCH SUV-ÓW. KULISY POWSTANIA MODELU XC40 NIE POZOSTAWIAJĄ ZŁUDZEŃ: JEST W NIM JESZCZE WIĘCEJ „MADE BY SWEDEN”, NIŻ W JAKIMKOLWIEK INNYM VOLVO.

100

„Oglądanie filmów science fiction było jedną z inspiracji podczas projektowania XC40” – Ian Kettle, główny projektant sylwetki uchylił tymi słowami nieco kuchni, która serwuje potem takie oto kąski. Dla wszystkich rozbudzonych ciekawością maniaków s-f dodajemy, że wśród obowiązkowych lektur stylista XC40 wymienił „Elizjum” i „Niepamięć”. Z abstrakcyjnych filmów zaczerpnął słowo-klucz, którym się posługiwał w projekcie: solidny robot. A potem szukał jego inspiracji w modzie, architekturze, kulturze. – „Zaczynałem szkicować, by przełożyć te bodźce na pojazd” – dodaje. Choć wspomniał o robocie, to w Szwecji roboty nie projektują samochodów. Projektują je potrzeby tamtejszych mieszkańców. A postawa społeczna Szwedów, gdzie ceni się równość i otwartość, zachęca do tworzenia czegoś innego, odrębnego. Dlatego szwedzkie auto odzwierciedla szwedzkie podejście do idealnej przestrzeni pracy: na pewno będzie dobrze oświe-

tlona, z wygodnym miejscem do siedzenia oraz intuicyjną i pomocną technologią. Stąd każde Volvo staje się zestawem innowacji skupionych na człowieku i stworzonym, by życie było lepsze i mniej skomplikowane. Przy okazji olsztyńskiej premiery XC40, w ręce wpadł mi magazyn o szwedzkim dizajnie, innowacjach, ludziach, też i samochodach. O tym wszystkim co warto poznać, by uzmysłowić sobie specyfikę tamtejszego myślenia. Jeśli mówisz: szwedzkie projektowanie, od razu myślisz: autentyczność i uczciwe materiały, celowe unikanie zdobienia oraz nienarzucające podejście. Twórcy Note Design Studio, wyróżniającej się w tym skandynawskim stylu marce, podkreślają, że Szwedów cechuje odpowiedni poziom cierpliwości i pragnienie posiadania właściwej rzeczy zamiast byle czego. Podkreślił to dobitnie współwłaściciel studia, który jest… Włochem: „w Szwecji, jeśli nie możesz sobie pozwolić na cztery krzesła, kupujesz jedno i siadasz na ziemi,


AUTO

oszczędzając na resztę. We Włoszech kupuje się jakiekolwiek krzesła, by mieć na czym siedzieć”. (…) Wszyscy wiemy, że Szwecja to kraj znany z określonego typu dizajnu. Tym co naprawdę w  nim doceniam, jest wygląd, który z zewnątrz prezentuje się naprawdę prosto, jednak, gdy mu się bliżej przyjrzeć, skrywa niezwykle złożoną i przemyślaną koncepcję”. I oto stoję w salonie przed przemyślaną koncepcją o kryptonimie XC40, połyskującą premierowym odcieniem fusion red. Takich rozmiarów SUV-a marka jeszcze nie miała. Konkurenci pomyśleli o tym wcześniej, ale Volvo najpierw powiesiło poprzeczkę nowym XC90, dobiło wszystkich wiosenną premierą XC60, by po kilku miesiącach zmartwić konkurencję ostatecznie odsłoną XC40. Jest krótszy od XC60 o 26 cm, ale braterskie geny widać i z zewnątrz, i wewnątrz. Komu dedykowany jest pierwszy kompaktowy SUV Volvo? Znów sięgam do cytowanego już „XC magazyn”: „Ludzie chcą mieć SUV-a, który zgodnie ze swoją nazwą jest naprawdę uniwersalny” – Louiza Atcheba, kierowniczka projektu chwilę po tych słowach dodała, że zanim stworzyli XC40, musieli zrozumieć kim będą jego klienci, jaki tryb życia prowadzą i czego oczekują od takiego właśnie samochodu. Per Carlsson zaś, który ustawiał dynamikę prowadzenia (jest zapalonym narciarzem cross-country), jasno postawił sprawę: „Nikt nie chce jeździć po mieście i czuć najdrobniejszych wybojów na drodze. Dlatego zdecydowaliśmy się nie iść na żadne ustępstwa, jeśli chodzi o komfort”.

XC40 ma być funkcjonalny (ma banalny haczyk na torbę z jedzeniem na wynos – wpadł ktoś na to wcześniej?), inteligentny i nowoczesny. Stąd np. technologia z tzw. rodzinnym car sharingiem. Już wcześniej można było sterować wybranymi funkcjami samochodu przez telefon dzięki funkcji Volvo On Call. Ale teraz będzie można użyczyć auta zaufanej osobie. Wystarczy wysłać jej kod w aplikacji, dzięki któremu otworzy ona auto i swobodnie uruchomi. W magazynie doczytałem, że praktyczni Szwedzi opracowali tę technologię również po to, by np. kurier zapakował nam do bagażnika przesyłkę do zaparkowanego auta, nie musząc nas fatygować i wyrywać z pracy. Chcemy więcej filozofii Volvo w Polsce! Tym bardziej, że zza kierownicy XC40 będzie można też korzystać z usług konsjerża. Wystarczy przywołać go i poprosić np. o zarezerwowanie stolika w ulubionej restauracji. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Volvo Cars Volvo XC40 T3 (150 KM) – cena od 127 200 zł, T5 AWD (247 KM) – od 185 400 zł, D4 AWD (190 KM) – od 170 950 zł

Nord Auto Olsztyn, ul. Warszawska 117 D www.nordauto.dealervolvo.pl

101


CAR DETAILING

DIAMENTY SĄ WIECZNE OGLĄDALIŚCIE PEWNIE NIE RAZ KŁUJĄCE WRĘCZ POŁYSKIEM LAKIERU AUTA NA WYSTAWACH SAMOCHODOWYCH. ONI OGLĄDAJĄ JE KAŻDEGO DNIA W SWOJEJ PRACY. TO SPECJALIŚCI OD CAR DETAILINGU, KTÓRZY SAMI O SOBIE MÓWIĄ: KOCHAMY SPRAWIAĆ, ŻE SAMOCHODY ZNIEWALAJĄ SWOIM WYGLĄDEM.

102

Stan konkursowy to określenie, które w kręgach miłośników, posiadaczy i kolekcjonerów drogich oraz nietuzinkowych samochodów oznacza tylko jedną miarę – pedantyczną wręcz perfekcję. Jak się ją osiąga? Oczywiście przy pomocy pedantycznych ludzi i ich perfekcyjnej pracy. Ale czegoś jeszcze – kosmetyków i preparatów, które ostatnio dokonały olbrzymiego postępu. – Współpracujemy z najlepszymi firmami z branży auto detailing, bo też i sami nieustannie dążymy do perfekcji – podkreśla Mateusz Rozwadowski, właściciel studia Bling Factory, które zajmuje się profesjonalnym car detailingiem. Przywracają tu salonowy wygląd zarówno pięknym klasykom, jak i tym… z salonu? No właśnie, jak określić poprawianie wyglądu aut prosto z salonu? Bo te właśnie, paradoksalnie, ale to tutaj dopiero trafiają na prawdziwą kurację piękna (zanim odbierze je klient z salonu). Dlatego studio może się pochwalić stałą współpracą z najbardziej ekskluzywnymi salonami samochodowymi w Olsztynie: Mercedes-Benz, Volvo, Audi, BMW czy Volkswagen. Ktoś dopyta: co robi nowe auto w studiu od car detailingu? Otóż coraz więcej klientów decyduje się na powłokę ceramiczną, która zabezpiecza lakier przed szkodliwym działaniem czynników atmosferycznych oraz chemii, a także przed drobnymi uszkodzeniami. Powłoka sprawia też, że przez kolejne lata użytkowania po każdym myciu auto będzie wyglądać właśnie salonowo. Warstwa ceramiczna sprawia bowiem, że brud wręcz spływa po niej. – Jest to metoda zabezpieczenia lakieru numer jeden na świecie i stosujemy

do niej tylko najlepsze dostępne preparaty – podkreśla Mateusz Rozwadowski. A wśród nich numerem jeden jest Ceramic Pro Strong 9H. Studio Bling Factory jest jedynym na Warmii i Mazurach, które posiada licencję do jej aplikacji. Nowością w technologii zabezpieczeń są też folie ochronne XPEL kładzione na newralgiczne części nadwozia – przezroczyste, niewidoczne i samonaprawialne pod wpływem wysokiej temperatury (giną rysy i zadrapania). Ale car detailing to nie tylko lakier. To również dopieszczanie wnętrza, kół, komory silnika i dziesiątek trudno dostępnych zakamarków, które wymagają pędzelkowania specjalnymi preparatami. Bling Factory jako pierwsze studio w Polsce wprowadziło do użytku maszyny do czyszczenia w technologii suchego lodu. Komora silnika np. wygląda po nim jak w nowym aucie i w przeciwieństwie do mycia parowego, nie naraża wrażliwej elektroniki na działanie wilgoci. – Posiadamy doskonałe zaplecze techniczne, nowoczesne studio w którym pracujemy nad autami, ale przede wszystkim profesjonalistów, którzy z pasją oddają się kolejnym projektom – dodaje Rozwadowski. Kim są klienci jego studia? Przede wszystkim esteci, którzy chcą posiadać pięknie wyglądający samochód. Owszem, są też wśród nich właściciele drogich i bardzo drogich aut, ale z usług korzystają również pasjonaci, którzy mają swoje wymarzone modele, często już leciwe, tyle że po wizycie w studio, z tym samym błyskiem nowości, jak kiedyś w salonie. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Wojciech Lewandowski


CAR DETAILING

PIOTR DOROSZ MÓJ PORZĄDEK, MÓJ STYL ŻYCIA

We wnętrzu mojego auta musi być idealnie czysto, ponieważ więcej chyba czasu spędzam w nim, niż w domu. Mogę powiedzieć, że wręcz w nim mieszkam – przyznaje Piotr Dorosz, prezes Grupy Kapitałowej Wenglorz. W serwisie Ferrari już nie raz usłyszał, że to jedyny w Polsce model marki, który robi rocznie 70 tys. km. – Dlatego jego wnętrze, zwłaszcza skóry, muszą być zabezpieczone właściwym środkiem, by wyglądały perfekcyjnie – dodaje. – Dbam o auto, ale z racji długich tras i częstych wyjazdów służbowych, nie ma możliwości, by z zewnątrz zawsze wyglądało perfekcyjnie. Pomiędzy lakierem, a brudem zabezpieczone jest więc warstwą ceramiki, która sprawia, że po umyciu znów wygląda perfekcyjnie. Z kolei newralgiczne miejsca, jak przedni zderzak, mam oklejone folią ochronną. W Bling Factory cenię sobie dokładność, no i usługę door to door. Auto jest odbierane o umówionej porze i też o umówionej porze podstawiane pod firmę. Oszczędza mi to dużo czasu. A posprzątanie wnętrza zawsze zlecam przed dłuższym wyjazdem służbowym. Ten mój porządek, to też i mój styl życia. Muszę go mieć zarówno w halach produkcyjnych, w księgowości, w domu, jak i w samochodzie. Przekłada się to potem na porządne relacje z otaczającymi cię ludźmi.

DARIUSZ PINDUR TECHNOLOGIA NOWYCH MOŻLIWOŚCI

Już sam wygląd Porsche 911 GT3 sprawia, że auto jest często fotografowane przez zapaleńców, odróżniających je od zwykłej 911-tki. Zdjęcia szybko trafiają do sieci na carspotting, więc nie muszę pamiętać gdzie zaparkowałem wóz :) – żartuje Darek Pindur z Giżycka. I dodaje już na poważnie: – Jeśli ktoś lubi swój samochód, może zafundować mu zabieg, który działa niczym SPA dla ciała. Kto nie próbował, ten nie wie, jakie możliwości daje nowa technologia zabezpieczeń lakieru stosowana przez Bling Factory. Owszem, położenie warstwy ceramicznej na lakier może nie jest tanie, ale opłaca się. Auto wygląda jakby było przygotowane na wystawę i jest bardziej wygodne w użytkowaniu – wystarczy szybkie mycie w myjni, krótka przejażdżka, hamowanie… i już. Jest jak nowe. Krople wody po myciu łączą się w kulki i staczają po lakierze nie pozostawiając żadnych smug czy plam. Mnie najbardziej jednak cieszy poziom wypielęgnowania wnętrza. Zaimpregnowane specjalnymi preparatami czyni je wiecznie młodym. Zawsze mam wrażenie, że wsiadam do nowego samochodu, który wyjechał prosto z salonu.

RAFAŁ TOMASIAK PASJA MUSI BYĆ PIĘKNA

Pasja musi być piękna – dosłownymi wręcz słowami Rafał Tomasiak ujmuje swoje podejście do wyglądu aut. Prócz nowoczesnej technologii współtwórca marki Zortax pasjonuje się też youngtimerami i nie kryje słabości do aut dostarczających wrażeń. – Chcę, by wyglądały wręcz sterylnie, dlatego w tej kwestii nie idę na kompromisy i nie ulegam żadnym półśrodkom, tylko korzystam z najnowszej technologii. Widzę po wyglądzie moich samochodów, jak prezentują się po nałożeniu warstwy ceramicznej, a jak wyglądały przed. I to nie jest jakaś przereklamowana historia w stylu: wlej preparat do silnika, to będziesz miał ileś koni więcej. To, jak osadza się brud na lakierze z ceramiką i bez, to dwie różne bajki – porównuje. – Dbam o wygląd samochodów, bo on cieszy też i innych. Nawet kiedy nie mam czasu nimi jeździć, to sama świadomość, że czekają na mnie w garażu w stanie „jak nowy”, daje mi już to poczucie satysfakcji z posiadania ich. A przy youngtimerach jest to też jakieś spełnienie naszych młodzieńczych marzeń, że 20–25 lat temu podziwialiśmy te auta na plakatach, a dzisiaj, po tylu latach od zakończenia ich produkcji, możemy je mieć właśnie w stanie, który na każdej wystawie wzbudzałby zachwyt. Chyba też i o to chodzi w całej tej pasji do samochodów – przyznaje.

Bling Factory Olsztyn, ul. Lubelska 43i www.blingfactory.pl

103


AUTO

A K S U C N A FR

I N I G BO

105

DEBIUTUJĄCY W 1955 ROKU CITROEN DS WYPRZEDZIŁ SWOJĄ EPOKĘ O LATA ŚWIETLNE. HOŁDEM DLA TEJ IKONY MOTORYZACJI JEST WSPÓŁCZESNA LUKSUSOWA MARKA DS, KTÓRĄ STANOWI JUŻ NIE JEDEN, A CAŁA SERIA MODELI. POPISEM STYLISTYCZNYM WŚRÓD NIECH JEST DS5.


AUTO

Ostatni raz nawiążę do roku 1955, a dokładnie do 6 października, kiedy to podczas Salonu Samochodowego w Paryżu świat ujrzał jakby UFO. To ważne nawiązanie dla zrozumienia dwóch kluczowych liter: DS. Otóż sensacyjna premiera z tłumem dziennikarzy na czele obwieściła światu, że samochody mogą wyglądać również i tak, jak przybysz z przyszłości, czyli Citroen DS. Sama nazwa już wiele sugerowała. Fonetyczne „déesse” to z francuskiego bogini. Najnowszy Citroen stał

106

się nią z miejsca. Już w pierwszej godzinie premiery zebrano na niego 650 zamówień, a po całym dniu aż 12 tys. DS rozpieszczał podróżnych dzięki wyrafinowanemu hydropneumatycznemu zawieszeniu, co przekładało się na komfort jazdy do dzisiaj nieosiągalny dla wielu aut. Wracamy do naszych czasów. Z dziedzictwem, sławą i ikoną DS, Citroen zrobił coś wspanialszego, niż tylko próbę zdefiniowania na nowo jednego kultowego modelu. Otóż stworzył


AUTO

oddzielną markę przy Citroenie, dedykowaną klientom oczekującym wyrafinowanego stylu. Takiej bogini XXI wieku. Powstała więc cała seria DS-ów, od miejskiego 3, poprzez kompaktowego 4, aż po nasze DS5. Nie ma na nich znaczków Citroena, są piękne znaczki DS. Prezentowany przez nas DS5 jest popisem stylistycznym, gdziekolwiek by nie zawiesić oka. Wnętrze zaś dobitnie udowadnia, że duch awangardowego myślenia w Citroenie wciąż ma się świetnie. Równie dobrze tak mógłby wyglądać kokpit luksusowego odrzutowca (klawisze w konsoli pod sufitem, którymi m.in. zasłania się każde z trzech okien dachowych). Możesz przejechać się wszystkimi autami konkurencji, ale wnętrza nie będziesz nawet próbował porównywać z tym z  DS5. No i  ten pięknie wkomponowany retro zegarek – to puszczenie oka w stronę ducha czasu. Kto więc w poszukiwaniach auta kieruje się smakiem detali i wyrafinowaniem oraz ucieka od sztampy, DS5 jest jak uszyta dla niego marynarka na miarę. Oczywiście u krawca z właściwą historią. A co dopiero wyczyniają dwie DS-y? O ile na drodze nowa odwraca głowy osób z dobrym gustem, to stara DS-a nie przepuści obojętnym nikogo. Po przeszło sześciu dekadach jej awangardowa linia wprawia w zachwyt z równą siłą. Ideałem byłoby mieć w garażu obydwie, choć dzisiaj ceny tych starych są wyższe, niż tych nowych. A współczesne DS-y wcale tanie nie muszą być. Od popularnych aut jest Citroen. Od wyrafinowanych – DS. Wstęp do klubu DS5 wyceniono na 127 900 zł. My delektowaliśmy

się najmocniejszym, 180-konnym Dieslem współpracującym z sześciostopniowym automatem. Jest mocny i oszczędny (w trasie spali niewiele ponad cztery litry). Ale dla fanów oszczędnej jazdy jest też hybryda bazująca właśnie na silniku Diesla i z napędem 4x4. Sumaryczna moc całego układu to 200 koni, zaś deklarowane przez producenta spalanie w trasie – ledwie 3,2 litra. DS5 po ostatnim faceliftingu tak naprawdę wizualnie niewiele się zmienił. I na szczęście. Dodano za to wszystkie zdobycze w dziedzinie bezpieczeństwa oraz nowej technologii pokładowej, stąd niewielkie zmiany w kokpicie. Starą DS-ę też tylko raz poddano subtelnej modyfikacji, w 1967 roku. Bo ikony i bogini nikt nie śmie ruszyć nawet za życia. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Kuba Chmielewski Na zdjęciu DS5 blueHDi 180 aut. BeChic – cena 143 900 zł Podziękowania dla Wojciecha Kozłowskiego, miłośnika i kolekcjonera klasycznych aut za użyczenie do sesji czarnego Citroena DS21 z 1971 roku. W sesji gościnnie wystąpiła Karolina Spiel.

Resma Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 5 www.resma.pl

107


CAR 4 WOMAN

W YBRAŁAM I O D J E C

H

A

A GDYBYM TAK MOGŁA JEŹDZIĆ SAMOCHODEM I NIE MUSIAŁA GO KUPOWAĆ? MAJĄC AUTO W WYNAJMIE Z PAKIETEM SERWISOWYM WRESZCIE NIE MUSIAŁABYM MYŚLEĆ O TYCH WSZYSTKICH MĘSKICH CZYNNOŚCIACH,

KTÓRE MNIE KOMPLETNIE NIE INTERESUJĄ: PRZEGLĄDACH, OPONACH, OLEJACH, UBEZPIECZENIACH. NO I MOGŁABYM ZMIENIAĆ SAMOCHODY JAK TOREBKI.

108

Lato dawno zatarło po sobie ślady. Zmotoryzowani mężczyźni już przygotowali swoje samochody do zimowych wyzwań. A swoim małżonkom i partnerkom zapewne zaserwują listę pytań, które z kolei zmotoryzowanym paniom skutecznie podnoszą ciśnienie: – A czy opony zamierzasz zmienić? – A czy olej masz nowy? Tak? A jaki? – A czy dzwoniłaś już do mechanika? – A czy wiesz, że żona kolegi nie wymieniła filtra paliwa czy płynu do spryskiwacza (nieważne) i jej coś tam pękło, więc i Tobie pęknie… – A czy… (można wstawiać tutaj dowolne frazy z mało atrakcyjnego dla kobiet warsztatowego zaplecza). Dla pani, która zwyczajnie chce jeździć swoim wymarzonym autem, już sama myśl o corocznych serwisach (co trzeba wymienić pilnie, a co może poczekać?), przeglądach (znowu kolejki na stacji), wymianach oleju (może jeszcze poczekam do lata?), opon (a czy na tych starych jeszcze przejeżdżę jeden sezon?), ubezpieczeniach (a może znajdzie się jakaś tańsza polisa?), odkażaniu klimatyzacji (wiem, że to niezdrowe, ale nie mam czasu się zająć takimi sprawami) zakłóca

przyjemność posiadania samochodu. Nie wspominając o generowaniu kosztów, również tych nieprzewidzianych. A gdyby tak, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zmienić tę rzeczywistość? Mieć niewidzialnego elfa, który przypomni kilka dni wcześniej o zbliżającym się przeglądzie, umówi w dogodnym terminie wizytę w serwisie, skonsultuje zakres prac, a na koniec wynegocjuje jeszcze atrakcyjny rabat. Pofantazjujmy dalej: gdyby tak wszystko można było załatwić jednym kliknięciem w klawiaturę naszego pięknego smartfona, życie z samochodem wyglądałoby o wiele przyjemniej. Otóż są takie niewidzialne elfy. W końcu bycie szczęśliwą, to bycie niezależną. A jeśli tak, to przecież samochód ma służyć nam, a nigdy na odwrót. Na rynku są już usługi, których zakres idealnie spełnia oczekiwania opisywanych powyżej użytkowników aut. Niezależnie od tego czy posiadasz swój samochód, czy też użytkujesz nowe auto, możesz związać się z takim niewidzialnym elfem. Car4woman to formuła najmu umożliwiająca korzystanie z wybranego samochodu w wygodny sposób. Nowego, komfor towo wyposażonego, w  pe łni przygotowanego

Ł


CAR 4 WOMAN

A

M

.

.

do jazdy. Warunki najmu dostosowywane są indywidualnie. Każdego miesiąca płaci się z góry ustalony abonament, więc nie zaskoczą nas nieprzewidziane koszta. A cena miesięcznego najmu obejmuje już wszystko poza paliwem i… płynem do spryskiwacza, czyli: telefoniczną obsługę kierowcy, przeglądy i organizację serwisu, pełne ubezpieczenie wraz z koordynacją likwidacji szkód, komplet opon zimowych z ich sezonową wymianą oraz przechowywaniem, assistance 24h, samochód zastępczy oraz usługę „door-to-door” czy pakiet VIP na życzenie. Program skierowany jest do pań prowadzących działalność gospodarczą oraz małych i średnich firm. Na koniec jest oczywiście możliwość odkupu samochodu za cenę, którą poznajemy przed podpisaniem umowy (decyzję o ewentualnym wykupie trzeba podjąć do trzech miesięcy przed zakończeniem umowy). Jeśli zaś nie planujemy dalszej eksploatacji użytkowanego samochodu, bo zwyczajnie nam się znudził – zwracamy go razem z kluczykami w ostatnim dniu umowy. W odróżnieniu od leasingu, wynajem nie obciąża naszej zdolności kredytowej, nie wnosimy opłaty początkowej, zaś za

.

użytkowanie samochodu płacimy m.in. tylko tyle, ile traci on w tym czasie na wartości. Stąd też wynajem długoterminowy jest coraz częściej wybieraną formą korzystania z auta. Tekst: Artur Sudenis, obraz: Shutterstock.com

Mecenas projektu:

CAR4WOMAN

Car4Woman to program stworzony z myślą o kobietach. Oferuje nowoczesną i elastyczną formułę najmu umożliwiającą korzystanie z wybranego samochodu w wygodny sposób i w wybranym przez klientkę okresie. Program skierowany jest do pań prowadzących działalność gospodarczą oraz małych i średnich firm.

Car4Woman car4woman/facebook car4woman.pl

109


WARSZTAT

FANI CZTERECH KÓŁEK SKORO JEST MIEJSCE NA RYNKU NA USŁUGI MEDYCZNE, FRYZJERSKIE CZY KATERINGOWE NA WYSOKIM POZIOMIE, TO DLACZEGO NIE MOGŁYBY BYĆ TAKIE W WARSZTACIE SAMOCHODOWYM? W POŻĄDANY TREND WPISALI SIĘ TWÓRCY GLOBAL AUTO SERVICE OLSZTYN.

110

Kiedy klient przyprowadza nam swoje wyjątkowe auto, sami zaczynamy żyć jego pasją – rozpoczyna Jacek Radzicki, menedżer Global Auto Service Olsztyn. Jak podkreśla, tematem aut zespół żyje nie tylko w godzinach pracy. Od lat sami fascynują się ciekawą motoryzacją, przyciągają do siebie ludzi żyjących pasją do samochodów, zbierają klasyczne auta (w serwisie szczególnie mile widziane) i wspierają motorsport. To tutaj kondycji na klasyczne rajdowanie nabiera m.in. replika Poloneza grupy B Mariana Bublewicza. Oryginałem ścigał się 30 lat temu, a dzisiaj, zbudowaną na jego wzór, Adam Dowgird zalicza najciekawsze rajdy dedykowane historycznym rajdówkom (m.in. kultową Barbórkę). Z takich pasji zrodził się kompleksowy serwis naprawy samochodów. Jest poniekąd pochodną innych biznesów firmy, ale też skupionych przy motoryzacji. Powstał bowiem w miejscu, gdzie marka General Auto Parts (GAP Parts) rozwija na dużą skalę sprzedaż nowych części zamiennych renomowanych marek (eksport, sprzedaż internetowa oraz detaliczna na miejscu – stąd niższe ceny części niezbędnych do napraw). Weszli w branżę ze świetnie przygotowaną obsługą, bo akurat forma sprzedaży internetowej nie wybacza wpadek. Rozwinięcie biznesu o serwis samochodowy miało swój cel: wprowadzić na rynek usług warsztatowych jakość premium, ale w normalnej cenie. Tak na szybko, menedżer porównał to do znanej hiszpańskiej sieciówki odzieżowej ZARA. Kiedy wchodzi się do ich salonów, widać świetnie zaprojektowane kolekcje, które zaskakują przystępnymi cenami. – Największym naszym szczęściem jest doświadczona kadra mechaników, która świetnie się uzupełnia. Nie ma wśród

nich ani jednego, który jest wybitny we wszystkim, ale każdy jest fachowcem w swoich zagadnieniach – podkreśla Jacek Radzicki. Sam, jako menedżer, mechanikiem nie jest, choć posiada wiedzę mechaniczną. Pełni rolę konsultanta, będąc łącznikiem między klientem, a serwisem. Global Auto Service Olsztyn walczy też z problemem, którego doświadczył pewnie już każdy właściciel używanego auta: wolny termin w warsztacie. Czasem odległy jak do lekarza specjalisty. Dlatego klientom, którzy mają pilne przypadki, pracownicy serwisu odbierają auto spod domu w trybie priorytetowym, robią rzetelną diagnostykę, ustalają z klientem zakres prac, a gotowe auto odstawiają pod dom (umyte, a na życzenie klienta z wypielęgnowanym nadwoziem dobrej klasy kosmetykami). A fakturę przesyłają na maila. Serwis wprowadził też pakiety korporacyjne. Korzystają z nich firmy, wykupując karty na usługi ze zniżkami dla swoich pracowników. Któż by nie chciał takiego bonu, tym bardziej że Global Auto Service Olsztyn dość sugestywnie komunikuje na swojej stronie filozofię: ”Pomożemy ci utrzymać auto w idealnym stanie”. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz, Antoni Niemczynowicz Global Auto Service Olsztyn jest partnerem startu załogi A.Dowgird/ M.Klonowski repliką rajdowego Poloneza w Barbórce Warszawskiej.

Global Auto Service Olsztyn Olsztyn, ul. Hozjusza 1 (Osiedle Redykajny) global-auto.eu


AUTO

X – NAJMODNIEJSZA LITERA U OPLA OPEL DOSTARCZA KLIENTOM AUTA, JAKIE SOBIE WYMARZYLI – ŚWIETNIE WYGLĄDAJĄCE CROSSOVERY. DLATEGO MARKA WYWRÓCIŁA DO GÓRY NOGAMI DOTYCHCZASOWE NAZWY, MODELE I CHARAKTER AUT O WALORACH REKREACYJNYCH. ZASTĄPIŁA JE SERIA X. A OTO NAJNOWSZE I NAJWIĘKSZE Z DZIEŁ – GRANDLAND X.

Nad koncepcją nowego modelu czuwa cała armia specjalistów, ale jest jeszcze ktoś ważniejszy od nich. To klient. To on decyduje, nad czym ci bardzo utalentowani i wykształceni fachowcy będą pracować. Ponieważ zdecydowany odsetek klientów nie chce już jeździć samochodami w stylu vanów, minivanów czy klasycznych SUV-ów, wprowadzono kategorię aut, która nawet i przyjemniej w wymowie się prezentuje. To crossovery. Prawda, że zbitki liter van i SUV brzmią przy tym jak hasła z formularza deklaracji podatkowej w skarbówce? Po miejskim Crosslandzie X, Opel zaprezentował największego w obecnej gamie aut rekreacyjnych Grandlanda X,

z nową filozofią tworzenia przyjemnego w użytkowaniu i uwodzicielskiego wręcz stylistycznie. Nie będziemy się tu licytować na centymetry o ile jest większy od Astry, ale jest, i to w każdym parametrze. Sam sposób wsiadania, a potem siedzenia w crossoverze, jest nieporównywalnie wygodniejszy od klasycznego kompaktu (w Grandlandzie X o jakości siedzenia niech świadczy choćby certyfi kat AGR niemieckiego stowarzyszenia lekarzy i terapeutów, przyznawany w akcji na rzecz zdrowego kręgosłupa). Ostatnie premiery Opla dostarczają dobrych wrażeń stylistycznych. Po Insignii, Grandland X jest kolejnym przykładem,

111


AUTO

112


AUTO

że klientom trzeba serwować auta, które zwyczajnie świetnie wyglądają. I proszę: mamy sportowy sznyt, dobrą proporcję, charakter oraz rozpoznawalność DNA marki. Pozostając przy życzeniach klientów, to naprawdę już tylko niewielki odsetek kupujących nawet te wypasione SUV-y, zgłasza potrzebę wyjeżdżania nimi w teren. Producenci coraz częściej więc rezygnują ze skomplikowanych układów napędu 4x4 na rzecz rozwiązań takich, jakie właśnie znajdujemy w najnowszym Oplu. To system IntelliGrip, który w sprytny sposób zawiaduje trakcją każdego z przednich kół. Kierowca ma do dyspozycji pokrętło, które po ustawieniu w odpowiednią pozycję, rozprawia się z elektroniką czuwającą nad rozdziałem momentu obrotowego. Tak więc można wybrać jedno z pięciu ustawień pomagających wyjechać z zaśnieżonego, piaszczystego, błotnistego lub mokrego podłoża. Jeśli do tego dodamy wyższy prześwit crossoverów, to okaże się, że takie rozwiązanie pomaga nam w 99 proc. zdarzeń, które dane jest spotkać podczas całorocznego użytkowania samochodu. Grandlanda X można doposażyć w kompletny zestaw technologii, która umila podróż i czyni ją bezpieczną. W razie zagrożeń systemy samoczynnie wyhamują auto (kiedy np. pieszy wtargnie na jezdnię), kontrolują zmęczenie kierowcy, wspomagają parkowanie, można bezprzewodowo ładować

smartfon zwyczajnie kładąc go na odpowiedniej półce, zaś ruchem stopy pod tylnym zderzakiem sprawić, że bagażnik sam się otworzy. System OnStar, czyli osobisty opiekun kierowcy, samoczynnie też wzywa służby ratunkowe w razie zdarzenia na drodze. Jest to genialna usługa, ponieważ jednym pstryczkiem komunikujemy się z osobą, która może nam też pomóc w wielu aspektach podróży. A propos samej podróży, to sprawą naprawdę zaskakującą jest benzynowy silnik Grandlanda X. Otóż to doceniana w prestiżowych konkursach trzycylindrowa jednostka o pojemności 1,2 litra. Za mała do 4,5-metrowego auta? Polecam przejażdżkę, by rozwiać podejrzenia. Jak 130 koni wygląda na papierze, każdy wie, ale z jaką kulturą i temperamentem pracuje, warto sprawdzić. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz Na zdjęciu: Opel Grandland X 1,2 turbo 130 KM Elite – cena 111 300 zł (wersja podstawowa od 94 900 zł)

Mibo Olsztyn, ul. Jagiellończyka 41C www.opel.mibo.pl

113


AUTO PREMIUM

WIĘCEJ PRESTIŻU ZA MNIEJ PIENIĘDZY SĄ NIEMAL NOWE, PRAWIE POŁOWĘ TAŃSZE I NA PEWNO DOSTĘPNE OD RĘKI. I NIE MUSISZ ICH KUPOWAĆ, A MOŻESZ JEDYNIE UŻYTKOWAĆ. AUTO SALON MAZUREK, KTÓRY OFERUJE SAMOCHODY KLASY PREMIUM, PRZYBLIŻA NIEDOSTĘPNE NIEGDYŚ MARZENIA.

114

Przy odpowiedniej kulturze użytkowania roczne auto klasy premium w zasadzie nie różni się od stanu salonowego. W zasadzie, bo różnicę dostrzega się, kiedy chce się je kupić – może być tańsze nawet o połowę. Auto Salon Mazurek specjalizuje się w sprzedaży aut klasy premium (głównie marek Audi, BMW, Mercedes, Volvo, Lexus, Jaguar i Range Rover), mających za sobą dopiero kilkanaście miesięcy eksploatacji, ale takiej, która w zasadzie nie zmieniła ich stanu, odkąd opuściły fabrykę. Jakiś przykład? Audi A5 coupe z roku 2016, które przejechało ledwie 3500 km. Cena tak wyposażonej wersji w salonie to 252 000 zł. W Auto Salon Mazurek – 149 900 zł. – Dlatego mamy wszystkie argumenty ku temu, by promować się hasłem „roczne auta tak dobre, jak nowe” – podkreśla Mariusz Pawłowski, szef sprzedaży salonu. Skąd pozyskuje się niemal nowe auta, które są tańsze o 30, 40, a nawet i 50 proc.? Są to albo pojazdy demonstracyjne z kilkunastotysięcznymi przebiegami, albo po kadrze menedżerskiej wysokiego szczebla, która ma przywilej wymiany aut co pół roku. Często samochody te są użytkowane na zasadach długoterminowego wynajmu właśnie dla osób na eksponowanych stanowiskach i z chwilą zakończenia np. kontraktu, trafiają na wtórny

rynek. – Dzięki wypracowanym przez długie lata kontaktom z niemieckimi kontrahentami, mamy dostęp właśnie do takich ofert – dodaje Krzysztof Kawczyński, właściciel Auto Salonu Mazurek. Ale w jego ofercie trafiają się też auta fabryczne nowe, jak np. Audi A6 avant, który zamiast katalogowej ceny 251 000 zł, kosztuje tu 199 500. Klientami Auto Salonu Mazurek, multidilera marek premium pod jednym dachem (ofertę poszerzyły podemonstracyjne modele Toyoty), są osoby, które od razu chcą użytkować wymarzone auto, szanując przy tym swoje pieniądze. – My te marzenia realizujemy klientom o 30–50 proc. taniej niż salony z nowymi autami. I to bez czekania – podkreśla Krzysztof Kawczyński. Specyfika produkcji oraz portfel zamówień spersonalizowanych zwykle aut segmentu premium sprawiają bowiem, że okres oczekiwania na jego wyprodukowanie i dostarczenie do salonu może potrwać nawet do dziewięciu miesięcy. Wielu klientów taki okres wyczekiwania jest w stanie poświęcić jedynie… nadchodzącemu potomstwu. A zadbane roczne auto zazwyczaj i tak jest nie do odróżnienia od fabrycznie nowego. Samochody klasy premium cechuje starannie dobrana jakość materiałów użytych do tworzenia wnętrz. Po kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu tysiącach


AUTO PREMIUM

NAJBARDZIEJ CIESZY NAS TO, ŻE DOTYCHCZASOWI KLIENCI WRACAJĄ DO NAS PODPISAĆ UMOWĘ NA KOLEJNY SAMOCHÓD I ŻE ICH DO TAKICH OFERT JUŻ NIE MUSIMY PRZEKONYWAĆ”

użytkowanych kilometrów, bo tylko takie auta tu się oferuje, ich stopień zużycia można przyrównać do zakupionej niedawno marynarki, która po kilku wyjściach zdążyła się jedynie dobrze ułożyć na sylwetce. Auta te mają za sobą dopiero pierwszy serwis i jeszcze długą gwarancję dającą komfort użytkowania, a przede wszystkim poczucie bezpiecznej transakcji. Producenci tej klasy samochodów oferują pierwszym klientom wydłużone pakiety serwisowe, które przechodzą na kolejnego nabywcę (Auto Salon Mazurek dysponuje również na miejscu serwisem, który może obsługiwać zakupione auta). – Ale i tak roczne auta, które oferujemy, są najpierw rzetelnie przez nas zweryfikowane pod kątem stanu prawnego, technicznego, autentyczności, no i muszą posiadać kompletną dokumentację prowadzoną od nowości. Wystawiamy na to stosowny certyfikat. Pielęgnując opinię naszych klientów, ale też własną markę nad którą pracujemy 20 lat, pomijamy w naszej działalności auta z nieoryginalną powłoką lakierniczą, z niewiarygodnym, ale też i z wysokim przebiegiem oraz w stanie, który nie spełnia poczucia naszej estetyki – wyjaśnia właściciel. – Oferujemy auta będące technicznie i wizualnie na takim poziomie, że klient – po zaakceptowaniu znanej mu specyfikacji wyposażenia oraz wersji silnikowej i kolorystycznej modelu

– z pełnym zaufaniem może na nie zdecydować się nawet bez jego oglądania. Pozostaje jedynie wybór formy zakupu. Coraz częściej bowiem auta klasy premium nie są kupowane, a użytkowane na zasadzie długoterminowego wynajmu. Klienci podchodzą więc do tematu podobnie jak do zakupu komputera czy smartfona: na jaką ratę miesięczną mogę sobie pozwolić, takiej klasy sprzęt użytkuję. W wynajmie na pół roku, rok czy dwa lata, płaci się z góry ustalony miesięczny abonament, w który wliczona jest i obsługa serwisowa, i ubezpieczeniowa, więc nie ponosimy już nieplanowanych kosztów. No i najważniejsze – na koniec umowy znika problem z odsprzedażą i nerwowym liczeniem utraty wartości. – Najbardziej cieszy nas to, że dotychczasowi klienci wracają do nas podpisać umowę na kolejny samochód i że ich do takich ofert już nie musimy przekonywać – dodaje Mariusz Pawłowski. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Kuba Chmielewski

Auto Salon Mazurek Olsztyn, ul. Lubelska 29 mazurek.com.pl

115


FOTORELACJA

HISTORIE ZE SMAKIEM DrIrenaErisTastyStories.com

116

Tak właśnie powinno definiować się ucztę na miarę XXI wieku. Hotele SPA Dr Irena Eris zainicjowały unikatowy projekt kulinarny Tasty Stories – historie opowiedziane smakiem przez lokalnych producentów i przede wszystkim przez wybitnych szefów kuchni z Hoteli SPA Dr Irena Eris. Projekt zwieńczyły dwie wyjątkowe kolacje, w KrynicyZdroju (16 września) oraz na Wzgórzach Dylewskich (21 października). Szefowie kuchni, bazując na wyśmienitych lokalnych produktach dostarczanych przez zaufanych producentów, włożyli cały swój kunszt kulinarny, by pokazać, gdzie sięga ich wyobraźnia, fantazja i możliwości obróbki dostarczonych surowców. A przy tym wciąż trzymając się ulubionej zasady w kuchni: im prościej, tym lepiej. Jak przyznała Irena Eris podczas finału, którym była Kolacja Sielanka, projekt propaguje odpowiedniej jakości lokalne jedzenie. – Często bowiem nie wiemy, że w okolicy mamy producentów, niekiedy malutkie manufaktury rodzinne, które robią tak wspaniałe rzeczy – dodała. Na Wzgórzach Dylewskich gospodarzem mistrzów kuchni pracujących dla restauracji Hoteli SPA Dr Irena Eris był Łukasz Wojtas, szef tutejszej Restauracji Romantyczna, rekomendowanej przez Slow Food, jednej z najlepszych i najb a rdziej ut y tu ł owa nych w  P o ls ce . – Idea projektu ma też przybliżyć emocje i energię, jakie na co dzień panują w naszych kuchniach – wyznał. Sam przyznaje, że najwięcej inspiracji dostarczają mu… rozmowy z producentami, od których bierze składniki. Bo to oni są źródłem najlepszych smaków.

Faktycznie, każdy z producentów miał swoją wyjątkową historię do opowiedzenia, choć wszystkich cechował też wspólny mianownik: dążenie do najwyższej możliwej jakości. To m.in. Mieczysław Babalski pozytywnie zakręcony na tle produkcji ekologicznych makaronów, Paweł Błażewicz z Browaru Kormoran odpowiadający za kreowanie piwnych smaków, Jarosław Parol z Tradycyjnej Wędzarni Warmińskiej, który ryby z własnej hodowli wędzi tak samo jak jego ojciec i dziadek, Mariusz Białek, który dość przypadkowo zajął się hodowlą mięsnego bydła i dzisiaj jest dumny ze swojej najlepszej hodowli herefordów (puszcza im na polach muzykę poważną) czy Stèphane Lefevre, który z Francji sprowadził się na Warmię, by w bajkowej scenerii hodować owce (nazywa je dziewczynami), a z ich mleka robić sery takie, jakie jadał w swoim kraju. Dr Irena Eris Tasty Stories było więc ucztą i swego rodzaju popisem utalentowanych kucharzy, którzy na oczach gości serwowali dania jak najbliższe naturze, ale w dość zaskakujących interpretacjach. Zaś wina idealnie dobrane przez sommeliera Łukasza Bogumiła (barwne opowieści o historii poszczególnych szczepów win – bezcenne), pomogły wydobyć z potraw smaki nadające im nowe oblicza. Ktoś dopyta, a co na deser? Pomijając zaserwowane słodkości, jakich nigdzie się nie kupi, deserem były rozmowy z kucharzami, którzy z ujmującą pasją potrafili opowiedzieć drogę, jaką pokonują zawartości talerzy podanych do stołu, także tego w hotelowych restauracjach. Tekst: Rafał Radzymiński, Obraz: Szymon Łaszewski


FOTORELACJA

117

by www.intopassion.com


W DOBRYM TOWARZYSTWIE

LISTA OBECNOŚCI MADE IN

25 LAT BIEGIEM

NIE TYLKO O TOYOCIE

ZLOT Z WYKŁADEM

Z wizerunkiem stereotypowego księgowego pracownicy Kancelarii Doradcy Podatkowego Barbary Kułakow nie mają nic wspólnego. Są wśród nich biegacze i tak też uczcili urodziny firmy – Biegiem 25-lecia BRBK. Na trasę wzdłuż brzegu jeziora Ukiel przybyło ponad 150 olsztynian. Każdy z nich otrzymał pamiątkowy medal, a najlepsi nagrody pieniężne. Jedną z kategorii biegu był „Bieg z teczką” na dystansie 10 km, oczywiście z dokumentami księgowymi w środku.

W nieoczywistej scenerii, nieoczywiste opowieści. W hali… serwisowej olsztyńskiego salonu Toyoty Mir-Wit, diler zorganizował dzień dla przedsiębiorczości (zbiegło się to z 20-leciem hybryd na świecie). Gości porwał mówca Paweł Tkaczyk. A mówił o budowaniu silnej marki, co w murach najsilniejszej z marek motoryzacyjnych nabrało podwójnej mocy. Jego przypowieści inspirowały, co pokrywałoby się z tytułem wydarzenia: „Lepszy biznes zaczyna się od Toyoty”.

Mazurski Zlot Samochodów Zabytkowych przyciągnął pasjonatów pięknych aut. Ale i świetnego towarzyskiego klimatu. Zaserwowano rajd turystyczno-krajoznawczy dookoła Niegocina, konkurs elegancji, zbiórkę charytatywną (współorganizator: Rotary Klub Giżycko), spotkania entuzjastów zabytkowej motoryzacji, no i lekcję bezcenną – wykład o kulisach projektowania Jaguarów przeprowadzony przez giżycczanina Tadeusza Jelca, od 28 lat pracującego jako stylista w Jaguarze.

NOCNE EKSPERYMENTY

REKORDOWY SEZON

DOGONIĆ REDAKTORA

Ile jest witaminy C w sokach owocowych? Jak zaprogramować robota? Czy rośliny nadają się do tworzenia biżuterii i dlaczego niektóre stworzenia świecą? Europejska Noc Naukowców udziela odpowiedzi i na takie pytania. Olsztyn był jednym z dwóch miast w Polsce, które otrzymały dofinansowanie na organizację tej największej w Europie popularno-naukowej imprezy. Laboratoria udostępniło ponad 200 naukowców, a w eksperymentach uczestniczyło 10 tys. osób.

Wystawa kończąca szósty sezon Pięknych Klasyków na Warmii (Olsztyński Klub Motorowy im. Mariana Bublewicza) z trudnością pomieściła niemal 70 zabytkowych aut (najstarsze z 1928 roku) na olsztyńskim podzamczu (w tym wielkie Wołgi gości z Kaliningradu i „amerykańce” z Litwy). Imprezie towarzyszyła wystawa malarska Antoniego Letkiego i Krzysztofa Tanajewskiego poświęcona klasykom w sporcie oraz wystawa zdjęć, które członkowie klubu wykonali własnym zabytkom.

Piąte urodziny olsztyński Tor Kartingowy Kormoran uczcił zawodami dla dziennikarzy. Przed startem, prowadzący tor Maciej Marcinkiewicz, utytułowany olsztyński kierowca wyścigowy, udzielił porad: jak kraść zakręty, gdzie nie hamować, gdzie wciskać gaz do oporu. Najlepiej wskazówki wykorzystał podczas wyścigu Igor Gumiński, dyrektor TVP Olsztyn, który wyprzedził wydawcę MADE IN Michała Bartoszewicza i Piotra Sobieskiego, operatora TVP Olsztyn.

Giżycko, 16–17 września 2017

obraz: Artur Kusto

Obraz: Maciej Marcinkiewicz

Olsztyn, 15 września 2017

obraz: archiwum PAN

Olsztyn, 9 września 2017

118

Obraz: Rafał Radzymiński

Obraz: arch. Mir-Wit

Obraz: Kinga Syczyło

MOŻNA NIGDZIE NIE BYWAĆ, ALE JEŚLI BYWAĆ, TO TAM...

Olsztyn, 29 września 2017

Olsztyn, 14 października 2017

Olsztyn, 24 października 2017


fot. Przemysław Skrzydło, Paweł Arczewski

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

OTWARTOŚĆ PRZEZ PIĘĆ DNI Olsztyn, 10–14 października 2017

przyznano obrazowi „60 kilo niczego” Piotra Domalewskiego, zaś nagrodę publiczności, „Konstytucji” chorwackiego reżysera Rajko Grlica. Przedostatniego dnia zorganizowano debatę z udziałem publiczności, twórców i krytyków filmowych, do której wstępem i pretekstem była „Opera o Polsce” (reż. Piotr Stasik), 43-minutowy film w dokumentalnym ujęciu ukazujący różne przejawy polskości, od rytuałów patriotycznych i religijnych, po podwórkowe scenerie obnażające głęboką prowincję. Galę z rozdaniem nagród uświetnił recital Zbigniewa Zamachowskiego „Nie tylko o miłości” z interpretacjami piosenek wybitnych twórców.

obraz: Szymon Tarasiewicz

Misję WAMA Film Festival można określić jednym słowem: wielokulturowość. Ale nie można zrozumieć i przyjąć wielokulturowości bez otwartości na ludzi mających inne poglądy, kolor skóry czy wyznających inną religię. Czwarta edycja festiwalu przebiegła więc pod hasłem „otwartość”. Podczas pięciu dni w Multikinie zaprezentowano międzynarodowe koprodukcje ambitnego kina poruszające tematy tożsamości kulturowej, etnicznej czy społecznej. Uzupełnieniem dziewięciu filmów pełnometrażowych było 16 filmów krótkometrażowych. Jury pod przewodnictwem Janusza Zaorskiego Grand Prix przyznało jednogłośnie „Niemiłości” w reżyserii Andrieja Zwiagincewa. Nagrodę w konkursie filmów krótkich

PO DOBREJ STRONIE KULTURY Olsztyn, 14 września 2017

Po rocznej przerwie, zapoczątkowany dziewięć lat temu przez ówczesnego wojewodę, marszałek reaktywował forum kultury. – Potrzeba rozmawiania o kulturze, by nią inspirować, jest ogromna – uzasadnił decyzję Gustaw Marek Brzezin, marszałek województwa. Temat wiodący forum „Kultura w mediach. Media o kulturze” prowadziła publicystka Jolanta Fajkowska. Samo wydarzenie zaczerpnęło też hasło z filmu reżyserowanego przez obecnego na spotkaniu Janusza Majewskiego, „Po słonecznej stronie ulicy”, jakby pytając wszystkich, którzy mają wpływ na kulturę: po której stronie ulicy jesteś? To właśnie na forum kilka lat temu spotkali się Majewski i Włodzimierz Kowalewski, autor

książki „Excentrycy”, która zainspirowała reżysera do nakręcenia wspomnianego filmu. Forum w Hotelu Park ściągnęło postacie ważne dla rozwoju kultury na Warmii i Mazurach, za co marszałek wręczył honorowe odznaki kilkorgu z nich, m.in. Jerzemu Hoff manowi, Jerzemu Bończakowi, Januszowi Majewskiemu, Rafałowi Olbińskiemu, Izabeli Trojanowskiej, która dała tego wieczoru koncert. – Już Chaplin rozwiązał problem wielkiej i masowej sztuki, bo na jego filmach płakali i intelektualiści, i kelnerki. Każdy rodzaj kultury znajdzie dzisiaj swojego odbiorcę, pod warunkiem, że będzie miał stempel jakości. Tylko on obroni nas przez inwazją tandety – powiedział Jerzy Hoffman.

119


Obraz: Galeria Warmińska

Obraz: arch. Dekorian

TOLOMEO NA URODZINY

MODA I NY MUSIC

INTELIGENCJA I ZAWODY

Nietypowo, bo dopiero rok po otwarciu, olsztyński debiut świętował Dekorian. Ale znalazł ku temu świetny pretekst. Ta ogólnopolska sieć salonów z wyposażeniem wnętrz skupia renomowane marki, więc była okazja do uczczenia 30. urodzin słynnej lampy Tolomeo marki Artemide. Przy równym wiekiem porto, była okazja i do wysłuchania barwnej historii o tej ikonie włoskiego stylu, i do wylosowania jej biurkowej wersji. Jak mawiają pechowcy, może następnym razem.

Zjawiskowe stylizacje ponad dwudziestu marek – wnętrza Galerii Warmińskiej zamieniły się w wybieg dla modelek podczas Fashion Time Show vol. 2. Kolekcje pokazali: Patrizia Aryton, Deni Cler Milano, Entra, Monnari, Stefanel Official, Made in G – Galeria Warmińska, Solar, OCHNIK, Marilyn, Triumph, Esotiq, Coffret, Kubenz, Lancerto, Hexeline. Publiczność bawił nowojorski muzyk Nick Snickler. Imprezę poprowadziła modelka Katarzyna Sowińska.

Światowy Tydzień Przedsiębiorczości to największe wydarzenie wspierające ludzi biznesu (w Olsztynie zorganizował go Instytut Przedsiębiorczości i Nowych Technologii). Prócz 12 spotkań i konferencji była też debata w OPNT o nowych technologiach, sztucznej inteligencji i zawodach przyszłości. Wśród panelistów: Dariusz Racz (ITM software house), Bartosz Suchan (Akra Polska), Przemysław Górecki (Ermlab). Prowadzący – wydawca MADE IN Michał Bartoszewicz.

WIZERUNEK W NECIE

FILMOWA RODZINA

REJS NA BROWAR UKIEL

O bezpłatnych narzędziach do promocji firmy w internecie, monitorowaniu efektów i tworzeniu angażujących treści na profile społecznościowe opowiadały gwiazdy polskiego marketingu: Rahim Blak, Mikołaj Winkiel i Adam Pioch. Konferencję „Narzędzie budowania i kreowania wizerunku firm w branży spożywczej” zorganizował Urząd Marszałkowski dla przedsiębiorców z regionu. Frekwencja dwukrotnie przewyższyła oczekiwania.

Uniwersalny, świetnie napisany scenariusz, który pokazuje naturalne relacje w rodzinie – mówił Jerzy Kapuściński ze Studia Munka. To do niego trafił ze scenariuszem „Cichej nocy” aktor i reżyser Piotr Domalewski. Po niespełna roku film zdobywa nagrody, w tym Złote Lwy na festiwalu w Gdyni. Na premierę w olsztyńskim Heliosie przyjechali twórcy i aktorzy, którzy opowiadali o budowaniu relacji wśród kilkupokoleniowej ekipy podczas zdjęć w warmińskiej wsi Pęglity.

Trzeci browar w Olsztynie i 201. w Polsce. Domowi piwowarzy Maciej Uszpolewicz i Lech Gałaszewski, od trzech lat warzący piwo z pasji i zazdrości piwnych smaków zwożonych z podróży, stworzyli rzemieślniczy Browar Ukiel. I trochę też za sprawą kolegi. Otóż uwarzyli piwo… na rejs z przyjaciółmi. Za namową jednego z nich, cztery butelki wysłali na Konkurs Piw Rzemieślniczych. I dostali złoty medal. Dostępne w wybranych lokalach i na miejscu w Gutkowie.

Olsztyn, 13 listopada 2017

Obraz: fb/cichanoc/

Obraz: Rafał Radzymiński

Olsztyn, 11 listopada 2017

obraz: archiwum Urząd Marszałkowski WM

Olsztyn, 8 listopada 2017

120

Obraz: archiwum IPiNT Olsztyn

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

Olsztyn, 15 listopada 2017

Olsztyn, 15 listopada 2017

Olsztyn, 2 grudnia 2017


Obraz: Piotr Doweyko

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

KOSZULKA Z CHARYZMĄ Olsztyn, 2 grudnia 2017

Obraz: Mateusz Naumowicz

Obrazy, vouchery, rękawice bokserskie czy koszulka z podpisami olsztyńskich siatkarzy to fanty licytowane podczas aukcji będącej częścią wydarzenia Pracownia Wizerunku Inspiruje Olsztyn IV. Najwięcej emocji towarzyszyło licytacji koszulki dostarczonej przez Pawła Papke z Polskiego Związku Piłki Siatkowej i podpisami mistrzów świata. Zaciekle walczyło o nią dwóch dżentelmenów, więc gadżet zostanie zdublowany w wylicytowanej cenie 21 tys. zł za każdy. Rekordowa suma aukcji (78 tys. zł) trafi do podopiecznych fundacji Mam Marzenie. Licytację poprzedził pokaz mody najnowszej kolekcji Marlu, a na zakończenie wystąpiła Ania Karwan. Imprezę w Przystani Hotel & SPA zorganizowała olsztyńska Pracownia Wizerunku.

DAMY Z BRODĄ I ATLECI Olsztyn, 28 października 2017

Upiorny Cyrk – to temat IV Charytatywnego Balu Halloween Rotary Club Olsztyn Varmia. Jak zwykle goście nie zawiedli, i frekwencją, i kreacją. W magazynie Banku Żywności spotkać można było damy z brodą, atletów, upiorne klauny i baletnice. Na przywitanie wystąpiła grupa z Pracowni Tańca Pryzmat, potem pokaz magii, a ognia (na rockowo) dodał koncert zespołu PainKillers. Do rana gości bawił DJ Włodek. Podczas balu zlicytowano przedmioty przekazane przez darczyńców, dzięki czemu udało się zabrać 20 451 zł. Kwota ta zostanie przeznaczona na wyposażenie Kuchni Społecznej, dofinansowanie młodych artystów z Warmii i Mazur oraz dofinansowanie grantu rotariańskiego 2018 na wyposażenie Sali do Integracji Sensorycznej.

121


KRĘCILI TU

KRĘCILI TU: NÓŻ W WODZIE FILMY, KTÓRE POWSTAŁY NA WARMII I MAZURACH

KAMERA NA DNIE Produkcja filmu na wodzie została wstrzymana na kilka dni po tym, jak kamera wymknęła się z rąk operatora Jerzego Lipmana, który robił ujęcia z topu masztu. Wylądowała na dnie jeziora i najpewniej jest tam do dzisiaj. – Filmowcy musieli pożyczyć pieniądze na nową kamerę od zamożnego ojca Wojciecha Frykowskiego, który na planie występował w roli ratownika – wyjawia Bogumił Osiński, szef Warmińsko-Mazurskiego Funduszu Filmowego i znajomy Andrzeja Serdiukowa, producenta, który do dzisiaj przyjaźni się z Polańskim. – Konta bankowe i przelewy wówczas nie istniały, więc gotówkę przewieziono z południa Polski w pudełkach po butach.

POLAŃSKI NA MAZURACH Pełnometrażowy debiut 28-letniego Romana Polańskiego „Nóż w wodzie” miał oficjalną premierę 9 marca 1962 roku. Dla polskiej kinematografii to jedna z najważniejszych dat, chociaż ówczesne władze PRL nie przywitały filmu entuzjastycznie. Ich zdaniem dzieło absolwenta łódzkiej filmówki odbiegało od ustalonych norm społecznych i moralnych. Za to w Wenecji otrzymał nagrodę krytyków, a w 1963 roku jako pierwszy polski film został nominowany do Oscara, na finiszu przegrywając z arcydziełem Felliniego „8 i pół”.

122

SCENARIUSZ W TRZY NOCE Duży wpływ na scenariusz filmu miał Jerzy Skolimowski, reżyser mieszkający obecnie na Mazurach. Na początku lat 60. przyjechał na egzaminy wstępne do łódzkiej filmówki. – „W trakcie egzaminów Polański przyszedł do mnie i powiedział, że ma pomysł” – wspominał Skolimowski w jednym z wywiadów. – „Miał anegdotkę o trójkącie małżeńskim. U niego akcja filmu trwała tydzień, pojawiali się dodatkowi bohaterowie. A ja od razu: akcja dzieje się w jeden dzień, trzy osoby, mało słów, dużo dyscypliny. On na to: siadajmy pisać. Pisanie scenariusza zajęło nam zaledwie trzy lub cztery noce”.


KRĘCILI TU

MISTRZ KAMERY I STERU Oprócz scen początkowych i końcowych nakręconych w Mikołajkach, zdjęcia do „Noża w wodzie” powstawały w Giżycku. Z tamtejszej przystani nad Kisajnem wypływali bohaterowie filmu, żeglując również po dwóch innych mazurskich jeziorach: Jagodnym i Śniardwach. – Polański imponował nam swoimi umiejętnościami żeglarskimi – przyznaje Konarzewski. – Raz pożyczył sobie bez pytania naszą Omegę i skończyło się awanturą. Codziennie pojawialiśmy się nad jeziorem aby podglądać ekipę filmową, a zwłaszcza Jolantę Umecką, piękną amatorkę, która paradowała w bikini.

PIERWSZY PLAN Zygmunt Malanowicz, aktor pochodzący z Olsztyna, zadebiutował na ekranie rolą Chłopaka w dziele Polańskiego. – Znaliśmy się ze szkoły w Łodzi. Bardzo długo szukał postaci i w końcu zaproponował mi próbne zdjęcia. To była scena wybrana ze scenariusza. Zrobiliśmy dwa duble. I kiedy je nakręciliśmy, powiedział: do zobaczenia na planie – wspominał aktor w rozmowie z nami. Polański użyczył w filmie swojego głosu dla postaci granej przez Malanowicza. – Mój głos do tej postaci nie pasował – przyznaje. – Był o wiele niższy, niż Romana, a on chciał pokazać w filmie szczeniaka, takiego zawadiakę. Jolanta Umecka, grająca rolę Krystyny nie była zawodową aktorką, tylko atrakcyjną kobietą, na którą reżyser zwrócił uwagę na basenie Legii. Przytyła podczas tworzenia filmu, bo nie radziła sobie z rolą i po kryjomu zajadała stres. Głosu użyczyła jej na ekranie Anna Ciepielewska.

fot. Adrian Biema

JACHT „REKIN” BEZ LIFTINGU Przedwojenny, 10-metrowy jacht „Rekin” został na potrzeby filmu pomalowany na biało i przechrzczony na „Christine”. Do dzisiaj znajduje się w hangarze dawnego ośrodka żeglarskiego Almatur nad jeziorem Kisajno w Giżycku. Obecnie działa tu Międzynarodowe Centrum Żeglarstwa i Turystyki Wodnej. – Na gruntowny remont jachtu nie znaleziono do tej pory środków fi nansowych – mówi Mieczysław Konarzewski, żeglarz, który przygotowywał się do regat, kiedy w klubie gościła ekipa filmowa. – Jego mahoniowy kadłub po położeniu i zerwaniu farby, dobił niefachowo położony laminat.

Tekst: Beata Waś Konsultacje merytoryczne: Bogumił Osiński

Mecenas projektu:

Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy

Mecenasem cyklu jest Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy, który wspiera twórców realizujących w regionie filmy fabularne i seriale telewizyjne, dokumenty i animacje. Warunkiem udziału w konkursie ogłaszanym co roku przez WMFF jest powiązanie treści produkcji i realizacja ich w naszym regionie. W Polsce Regionalne Fundusze Filmowe zaczęły powstawać po 2005 roku (obecnie funkcjonuje 12). WMFF działa przy Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych, jednostce samorządu województwa warmińsko-mazurskiego. Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych Olsztyn, ul. Parkowa 1 www.funduszfilmowy.warmia.mazury.pl

123


LISTA DYSTRYBUCJI

ZNAJDŹ NAS JESTEŚMY TAM, GDZIE SĄ NASI CZYTELNICY

OLSZTYN

URODA, ZDROWIE, MODA:

RESTAURACJE, KAWIARNIE:

Restauracja Korner, ul. Dąbrowszczaków 8 •  Kawiarnia Moja, ul.  Dąbrowszczaków  10 • Drewno i Ogień, ul. Prosta 7/9 • Parowar, ul.  Skł odowskiej  24 •  Pizzeria Diavolino, u l .  O ko p ow a  1 8 •  M e z ze , u l . Ko ł ł ą t a j a  1 9 • U Artystów, ul. Kołłątaja 20 • Słodycz tej krainy, ul. Kołłątaja 23 • Handmade Cafe&Pub, ul. Kołłątaja 3 • Yoko Sushi, ul. Stare Miasto 17/21 •   H a m m u r a b i , u l .   P r o s t a   3 /4 •   N i e b o , ul. Prosta 18/22 • Caffee Station, ul. Prosta 18/22 • Restauracja Prosta, ul. Prosta 38 • Stary Zaułek, ul. Rodziewiczówny 8 • Malta Cafe, ul. Lelewela 6a • Restauracja Staromiejska, ul. Stare Miasto 4/6 • House Cafe, ul. Stare Miasto 11 • Pierogarnia, ul. Stare Miasto 26/27 • SiSi Coffee, ul. Stare Miasto 28/2 • Highlander, ul. Stare Miasto 29/32 • Via Napoli, ul. Okopowa 21 •  Herbaciarnia ZEN, ul.  Okopowa  23 •  Restauracja Casablanka, ul.  Zamkowa  5 •  B rowar Warmia, ul .  N owowiejskie go  15 • Kawiarnia Awangarda, ul. Staromiejska 13 • Ceska Hospoda, Targ Rybny 14 • Coctail Złoty Klucz, ul. 11 Listopada 5 • Pijana Czapla, ul. Górna 1 • Restauracja Łyna, ul. Górna 1 • Restauracja Rolki, ul. Mochnackiego 5/ 1 • Konopna Farmacja, ul. Prosta 23 • Steakownia, ul.  Warszawska  2 /2 •  Browarnia Stara Wa r s z aws ka, ul .  Wa r s zawska  2 9 •  G u s to Cucina Italiana, ul. Tuwima 26 • Frankie’s S o k i , u l .   Tu w i m a   2 6 •   N a r o g u c z a s u , ul. Wilczyńskiego 6c • Plankton, ul. Jeziorna 8 • Restauracja Przystań, ul. Żeglarska 3 • Tawerna Przystań, ul. Żeglarska 6 • Słoneczna Polana, ul. Sielska 38A • Zatoka Smaku, ul. Wodna 1c

HOTELE:

Hotel Kur, ul. Bałtycka 89 • Hotel Dyplomat, ul. Dąbrowszczaków 28 • Hotel Warmiński, ul. Kołobrzeska 1 • Hotel Wileński, ul. Knosały 5 • Hotel Park, ul. Warszawska 119 • Hotel Omega, ul. Sielska 4a • Hotel Przystań, ul. Żeglarska 3 • Hotel Pirat, ul. Bałtycka 60 • Hotel Manor, ul. Kanarkowa 47 • Hotel Villa Pallas, ul. Żołnierska 4, Tiffi Boutique Hotel, ul. Żeglarska 7

Pracownia Wizerunku, ul. Partyzantów 76 • Yasumi, pl. Pułaskiego 8 • EPI Centrum, ul. Samulowskiego 3B • Matraccy Fryzjerstwo, S t a r e M i a s t o  1 7/ 2 1 •  K l i n i k a L o o k M e d , ul. Lelewela 6a/3 • Koemi, ul. 11 Listopada 7 • Matraccy Fryzjerstwo, ul. 1 Maja 22 • Salon fryzjerski SALSA, ul. Mrongowiusza 4 • Arianne Salon Ślubny, ul. Pieniężnego 5 • Salon Jean Luis David, ul. Piłsudskiego 16 • Salon VIDO, Orkana 11 • Guru Bio. Fryzjerstwo, Stare Miasto 28 • La. Lila, ul. Kościuszki 84D • Olsztyńskie Centrum Medycyny i Sportu, ul. Poprzeczna 18 • Beloved, ul. Kotańskiego 4 • Salon urody E-xclusi-W, ul. Polna 1b • Stomatolog Kraina Uśmiechu, ul. Barczewskiego 1 • Salon Deręgowski Sport, ul. Tuwima 26 • Jean Luis David, ul. Tuwima 26 •  M o n e lly Stu dio U ro dy, ul .  B o e nig ka  7d • Fitness Club Sylwetka, ul. Wilczyńskiego 8 •  Fitn e s s Dyn a mic , ul .  Wilc z y ń skie g o  2 9 • Klinika Okólna, ul. Okólna 3 • Orto-Dent, ul. Kleeberga 6/2 • Salon Kosmetyczny Ewelina Kulawczyk, ul. Szostkiewicza 5 • Kinetic Fitness Club, ul. Piłsudskiego 44A • Body Perfect, ul. Kętrzyńskiego 5 • Atelier Fryzjerskie, ul. Armii Krajowej 3

SALONY SAMOCHODOWE:

Skoda Polbis Auto, ul. Partyzantów 26 • Audi Auto Wimar, ul. Rataja 15 • VW Auto Wimar, ul .  Rat aja  15 •  Fiat J e e p Citroe n R E S M A , ul. Obrońców Tobruku 5 • Toyota Mir-Wit, u l .  O b ro ń ców To b r u k u  1 1 •  B M W S e r v i ce Wyza, ul. Sikorskiego 4 • Honda Daszuta, ul.  Sikorskiego  33 •  Hyundai Daszuta, ul. Tuwima 23 • Motostrefa, ul. Piłsudskiego 93B • BMW Zdunek, ul. Warszawska 117 • Volvo NordAuto, ul. Warszawska 117c • Opel Mibo, ul. Jagiellończyka 41c • Peugeot PZM, ul. Sielska 5 • Mitsubishi Sikorski, ul. Sielska 43 • Nissan Max Usługa, ul. Leonharda 3 • Kia, ul. Lubelska 40 • Mercedes Auto Idea, ul. Towarowa 11 • Renault Alcar, ul. Lubelska 39A • Salon KTM Yamaha, ul. Lubelska 35D • Ford Olsztyn, ul. Budowlana 7 • Auto Salon Mazurek, ul. Lubelska 29

DOŁĄCZ DO KLUBU PRENUMERATORA MADE IN WARMIA & MAZURY

124

MAGAZYN OTRZYMASZ BEZPOŚREDNIO NA SWOJE BIURKO ZAPROSIMY CIĘ NA WYDARZENIA, WARSZTATY I IMPREZY WEŹMIESZ UDZIAŁ W KONKURSACH I LOTERIACH DLA PRENUMERATORÓW OTRZYMASZ PAKIETY RABATOWE DO WYBRANYCH OLSZTYŃSKICH MAREK

Roczna prenumerata: 100 zł (6 wydań magazynu) Półroczna prenumerata: 60 zł (3 wydania magazynu) Zamów / tel. 733 408 350 / prenumerata@madeinwm.pl

www.madeinwm.pl

INNE:

Miejski Ośrodek Kultury, ul. Dąbrowszczaków 3 • Księgarnia za rogiem, ul. Skłodowskiej 2/11 • Zoom Room, ul. Dąbrowszczaków 39 • Urząd Miasta Olsztyn, ul. Jana Pawła II 1 • Biblioteka Abecadło, ul. Piłsudskiego 16 • Kancelaria Prawna Wojarska Aleksiejuk Lechowicz, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Traveland Biuro Podróży, ul. Knosały 7 • Olsztyńskie Centrum Bowlingu, ul. Kromera 3 • Urząd Marszałkowski, ul. Emilii Plater 1 • Doradca Podatkowy BRBK, ul. Zientary Malewskiej 25 • CDEF, ul. Zientary Malewskiej 20B • Koszary Funka, ul. Kasprowicza 4 • TVP Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Radio Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Art School, ul. Barczewskiego 1 • Eranova, ul. Obrońców Tobruku 3 • Mądre Klocki ul. Tuwima 26 • Studio Form Architektonicznych PANTEL, ul. Rybaki 40 • Warmiolandia, ul. Lubelska 29g • M3, ul. Budowlana 2 • Tor Kormoran, ul. Sprzętowa 6 7 Street Jump, ul. Leonharda 7 • Warmińsko-Mazurska Specjalna Strefa Ekonomiczna, ul. Barczewskiego 1 • Global Auto Service, ul. Hozjusza 1 • Bling Factory, ul. Lubelska 43i • Janczar, ul. Lubelska 35D

WARSZAWA Steakownia, ul. Krucza 23/31 • La Tomatina, ul. Krucza 47 • Cafe Krucza 23, ul. Krucza 23 • Sushi Zushi, ul. Żurawia 6/12 • Zorza, ul. Żurawia 6 • Żurawina Best & Wine, ul. Żurawia 32/34 • Smaki Warszawy, ul. Żurawia 47/49 • Green Cafe Nero, ul. Marszałkowska 84/92 • Costa Coffee, pl. Trzech Krzyży 18 • Starbucks Coffee, pl. Trzech Krzyży 18/16 • Dyletanci, ul. Rozbrat 44a • Na Lato, ul. Rozbrat 44a • Kino Kultura, Krakowskie Przedmieście 21 • Crazy Butcher, Hala Koszyki, ul. Koszykowa 63

ELBLĄG Salon Urody Marzena Gross, Elbląg, ul. Nit schmana  20/2 2 •  Hotel Srebrny Dzwon, Kadyny • Hotel Elbląg, Elbląg, Stary Rynek 54-59 • Klinika Dental Clinic, Elbląg, ul. Grobla św. Jerzego 15 • Restauracja Studnia Smaków, Elbląg, ul. Studzienna 31a • Hotel Młyn, E;lbląg, ul. Kościuszki 132 • Salon Fryzjerski Point, Elbląg, pl. Dworcowy 3a • Młyn Klekotki Resort & SPA, Klekotki 1

POWIAT OLSZTYŃSKI Zalesie Mazury Active SPA, Zalesie 12, Barczewo • Hotel Azzun, Kromerowo 28 • Pensjonat słoneczny Brzeg, Rukławki 100 • Steakownia, Biskupiec, al. Wojska Polskiego 7 • Restauracja „Na rynku”, Biskupiec, pl. Wolności 5c • Hotelik Atelier, Biskupiec, ul. Mickiewicza 31 • ZM „Warmia”, Biskupiec, ul. Olsztyńska 3 • Hotel Jabłoński, Dorotowo 74b • Bajkowy Zakątek, Guzowy Piec 17 • Młodzi Duchem, Biesal, 80B • Karczma Warmińska, Gietrzwałd, ul. Kościelna 1 • Restauracja Sielanka, Gietrzwałd, ul. Olsztyńska 38 • Hotel Masuria, Worliny 33 • Restauracja Rukola, Dywity, ul. Spółdzielcza 1 • Mazury Golf&Country Club, Naterki, ul. Golfowa 20a • Hotel Marina Golf Club, Siła 100 • Ośrodek Copernicus/Restauracja Stella, Siła 85 • Karczma w Stodole, Tomaszkowo, ul. Wulpińska 63 • Karczma Stara Księgarnia, Olsztynek, ul. Warszawska 10 • Cukiernia i Kawiarnia Konfitura, Olsztynek, ul. Świerczewskiego 3/3 • Restauracja z Zielonym Piecem, Olsztynek, ul. Floriana 1 • Restauracja Alibi, Stawiguda, ul. Klonowa 1 • Salon

fryzjerski, Stawiguda, ul. Mazurska 2/1 • Restauracja Złoty Strug, Pluski, ul. Jeziorna 83 • Restauracja Wiktoria, Dobre Miasto, ul. Orła Białego 18 • Kwaśne Jabłko, Włodowo 27 • Fajne Miejsce, Tłokowo 72

POWIAT OSTRÓDZKI Hotel Anders, Stare Jabłonki, ul. Spacerowa 2 • Hotel Miłomłyn, Miłomłyn, ul. Ostródzka 2b • Restauracja Park, Morąg, u. 11 Listopada 12 • Hotel Platinum, Ostróda, ul. Wyszyńskiego 11a • Hotel Villa Port, Ostróda, ul. Mickiewicza 23 • Restauracja Lalo, Ostróda, ul. Mickiewicza 17c • Enjoy Fitness Club Ostróda, ul. Jana Pawła II 9 • Pałac Pacółtowo, Pacółtowo 2 • Stara Szkoła, Wysoka Wieś 27 • Hotel SPA Dr Irena Eris, Wysoka Wieś 22 • Zajazd Austeria, Rychnowo 6b • Agroturystyka Glendoria, Ględy 45

POWIAT NIDZICKI Restauracja Pod Zamkiem, Nidzica, ul. Słowackiego 7 • Zamek Nidzica Cafe & Restaurant, Nidzica, ul. Zamkowa 2 • Hotel u Komtura, Nidzica, ul. Zamkowa 2 • Best Drive Kunicki, Nidzica, ul. Warszawska 22 • Ośrodek rekreacyjny MON Omulew, Czarny Piec • Ostoja Sport Resort, Januszkowo 27

POWIAT MRĄGOWSKI Restauracja Bella Itala, Mikołajki, pl. Handlowy 11 • Hotel Mikołajki, Mikołajki, al. Spacerowa 11 • Kuchnie Świata, Mikołajki, pl. Wolności 11 • Kuźnia Czekolady, Mikołajki, pl. Wolności 9/16 • Hotel Robert’s Port, Stare Sady 4 • Restauracja City, pl. Wolności 11 • Restauracja Sielawa, pl.  Wolno ś ci  13 •  G rupa Amax, Miko łajki , pl. Wolności 9/61 • Tawerna pod Złamanym Pagajem, Mikołajki, ul. Kowalska 3 • Hotel Mrągowia, Mrągowo, ul. Giżycka 6 • Hotel Solar Palace, Mrągowo, Jaszczurza Góra 22 • Gościniec Molo, Mrągowo, ul;. Jeziorna 1b • Chata Mazurska, Mrągowo, ul. Roosvelta 1 • Bar Przecinek, u. Mały Rynek 6

POWIAT GIŻYCKI S t . B r u n o H o t e l , G i ż y c ko , u l . B r u n o n a  1 •  S t e a k o w n i a , G i ż y c k o , u l .  Ż e g l a r s k a  7 • Restauracja Porto, Giżycko, ul. Nadbrzeżna 5a • Folwark Łękuk, Łękuk Mały 8 • Zamek Ryn, Ryn, pl. Wolności 2 • Gościniec Ryński Młyn, Ryn, ul. Hanki Sawickiej 3 • Karczma pod Czarnym Łabędziem, Rydzewo, ul. Mazurska 98

POZOSTAŁE Hotel Bartis, Bartoszyce, pl. Konstytucji 3 Maja 5 • Stodoła, restauracja i hotel, Bartoszyce, ul. Bema 9 • Termy Warmińskie, Lidzbark Warmiński, ul. Kąpielowa 1 • Hotel Krasicki, Lidzbark Warmiński, pl. Zamkowy 1 • Hotel Restauracja Górecki, Lidzbark Warmiński, ul. Olsztyńska 4 • Restauracja-Kawiarnia Starówka, Lidzbark Warmiński, ul. Hoża 39 • Zajazd pod Zamkiem, Kętrzyn, ul. Struga 3a • Restauracja Mazuriana, Szczytno, ul. Sienkiewicz 2 • Natura Mazur Hotel & SPA, Warchały, ul. Brajnicka 1 • Pałac Mortęgi Hotel & SPA, Mortęgi 3


DAWNO TEMU

I KTO TO WI(E)DZIAŁ! HISTORIE Z WARMII I MAZUR, KTÓRE PRZESZŁY DO HISTORII

1766

XIV w.

CZŁOWIEK

MIEJSCE

Nie znosił swojego zamku, mimo że ten nazywany był Wawelem północy. Napisał tam jednak pierwszą polską powieść („Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki”) i słynne „Bajki”. Ignacy Krasicki – jak na „księcia poetów polskich” przystało – istotnie musiał mieć wygórowane oczekiwania. Gdy w 1766 roku objął biskupstwo w Lidzbarku Warmińskim, zamek urządził z prawdziwym rozmachem, co potwierdzali zarówno mu współcześni, jak i nam. Nie przeszkadzało to poecie w narzekaniu na znienawidzony gotyk, zimno i mrok ceglanych murów, wilgoć czy przeciągi… Uciekał więc z jednego najważniejszych ośrodków kulturalnych ówczesnej Rzeczypospolitej na warszawskie obiady czwartkowe do zaprzyjaźnionego króla Poniatowskiego lub do ukochanego pałacu biskupów warmińskich w Smolajnach (k. Dobrego Miasta). To tam założył wspaniałe ogrody i park, a do barokowych wnętrz siedziby zapraszał znakomitości swej epoki. Objęte stanowisko dawało mu wysokie miejsce w hierarchii społecznej, a dochody 24 tys. talarów rocznie nie tylko umożliwiały poświęcenie się literaturze, ale i niemal magnacki poziom życia. W 1795 roku został prymasem Polski i opuścił lidzbarski zamek. Ten – znów niedoceniony – cudem uniknął zburzenia przez Prusaków. Obronili go mieszkańcy miasta.

WYDARZENIE

W 1940 roku w nazistowskich Niemczech nie mogło być gazety bez nagłówka donoszącego o wydarzeniach, które rozegrały się w pobliżu ujścia Kanału Elbląskiego, zwanego wówczas Oberlandzkim. Z taboru litewskich Cyganów, brutalnie zatrzymanych przez oddział motocyklistów SS, zbiegł czterystukilogramowy niedźwiedź. Tresowany w słynnej akademii smorgońskiej, od trzech tygodni żył na wolności, gdy natrafił na obozowisko pary kajakarzy. Ona – Heidi Schreiner – była instrumentariuszką w gdańskiej klinice i kajakarką kadry narodowej Niemiec. On – absolwentem zideologizowanej Medizinische Akademie in Danzig, synem działacza NSDAP i ucieleśnieniem ideału aryjskiej rasy. Po powrocie miał wstąpić do Wermachtu. Nazywał się Kaspar Zimmer. Gdy potężna łapa zaczęła rozrywać ich namiot, dziewczynie udało się uciec i popłynąć po pomoc. Głównym bohaterem artykułów stał się więc Kaspar. Początkowo miał nawet zostać symbolem nadczłowieka, który stawił czoła dzikiemu zwierzowi z Mazur. Jednak krótko później słuch o nim zaginął – chłopak przeżył, ale ze względu na stan zdrowia był dla propagandy bezużyteczny… Dłużej przetrwała legenda o ostatnim (choć złapanym ostatecznie w sidła), wolnożyjącym niedźwiedziu z podostródzkich lasów.

Powstała pod koniec wieku XIV, przez kolejne 500 lat z wana była G órną i  ma ło brakowało, by nie zaistniała pod nową nazwą, bo w ogóle przestałaby istnieć. A mowa o bramie – Wysokiej Bramie – jedynej ze średniowiecznych murów obronnych Olsztyna, która przetrwała do dziś. Ten rozpoznawalny obiekt tur ys t yc zny wielokrotnie zmieniał swój kształt i funkcję. Zamykany ciężkimi wrotami i otoczony fosą punkt obserwacyjny, w 1788 roku przeszedł remont i  został zaadaptowany na zbrojownię szwadronu dragonów. Po 70 latach i pożarze miejskich obwarowań z wjazdu do miasta przeistoczony został w miejsce, które trudno opuścić – utworzono tu więzienie. Wówczas nie było jeszcze stylizowanej klatki schodowej, ani przejścia dla pieszych. I choć te powstały, a  sama Brama zyskała współcześnie znaną nazwę Wysokiej, nie uchroniło to jej przed zakwalifikowaniem do rozbiórki. Wszak więzienie zmieniło siedzibę, więc nieużytkowany obiekt dawnej architektury był – według dyrektywy rządu pruskiego z 1896 r. – budowlą hamującą rozwój miasta. Ratunek przyniosła decyzja burmistrza Oskara Beliana o umieszczeniu w Bramie siedziby straży pożarnej… w postaci dwóch strażaków.

RZECZ

Tr u d n o o r ze c , k i e d y p o ws ta łaby je dna z najbardziej znanych, historycznych map Warmii, gdyby Johann Friedrich Endersch postanowił rozwijać swe talenty w kierunku ważenia piwa lub rwania zębów i puszczania krwi. Może w ogóle by nie powstała? Szczę ście nam jednak sprzyjało i  pochodzący z Turyngii mieszkaniec Elbląga porzucił karierę piwowara oraz cyrulika, by oddać się kartografii. Z pewnością niejaką zachętę stanowiły dwa, wykonane przez niego globusy. Jako prezenty trafiły na dwór króla Augusta III, który w 1750 roku nagrodził zdolnego twórcę patentem oraz tytułem królewskiego matematyka. Pięć lat później pięćdziesięcioletni wówczas kartograf – na zamówienie biskupa Adama Stanisława G rabowskiego – w ykonał mapę geograficzną Warmii w skali 1:226 000. Tak zwana „Mapa Świętej Warmii” miała wymiary 570 × 505 mm, zawarła 821 nazwy miejscowe, symbol Opatrzności Bożej, herb biskupa Grabowskiego i panoramę Lidzbarka Warmińskiego. Wydana w  Elblągu pod nazwą „Tabula Geographica Episcopatum Warmiensem in Prussia Exhibens”, do dziś uznawana jest przez specjalistów za doskonałą i wyjątkowo czytelną. A kunsztem wykonania może rozpalać wyobraźnię nawet laików.

(Więcej: naszaostroda.pl)

1940

1755 Wyszperała w historii: Katarzyna Sosnowska-Rama, obraz: Internet

125


NAPISY KOŃCOWE

NAPISY KOŃCOWE imię i nazwisko wykonywany zawód

miejsce urodzenia

Kiedy mijam ulicznego grajka… wstydzę się, gdy nie mam drobnych, by coś mu wrzucić do kapelusza lub futerału. Gdy stoję w korku… rozmawiam przez telefon. Ostatnie 10 zł wydałabym… na książkę, na perfumy nie starczy. Jeszcze raz przeczytałabym… Biblię. Za kierownicą jestem… mężczyzną. Gdy zaczyna się weekend… przygotowuję się do niedzielnych nagrań w telewizji. Na Warmii i Mazurach znajomych zabrałabym do… Świętej Lipki. Najchętniej wystąpiłabym w reklamie… Warmii i Mazur. W portfelu mam… łuskę karpia z owstatniej Wigilii. Ulubione zdjęcie to… córki Marii z moimi Rodzicami.

PUBLICYSTKA TELEWIZYJNA I RADIOWA KĘTRZYN Moje kolejne urodziny… nie obchodzę urodzin, tylko imieniny (15 czerwca). Chciałabym zobaczyć świat oczami… kota. Lubię w sobie… lubię siebie. Komfortowo czuję się… w szlafroku. Cofając czas, chciałabym zostać… Nefretete. W kieszeni muszę mieć… kasztany. Rano w lustrze… to nie ja. W kolejce do kasy… przypominam sobie kod PIN do karty. Płakałam ostatnio… często się wzruszam, płaczę rzadko. Nie chciałabym stracić… komputera i jego zawartości.

Nigdy nie włożę na siebie… legginsów.

Zawstydzam się… gdy mam mówić publicznie o prywatnych sprawach, a zwłaszcza uczuciach.

Kiedy kupuję papier toaletowy… wybieram zawsze biały.

Zawsze podziwiałam… moją Mamę.

Obejrzę się na ulicy… nie oglądam się za nikim, chyba że ma super buty.

Mój ulubiony ciuch… buty.

Nie odbiorę telefonu od… zastrzeżonego numeru.

Ostatnio przeczytałam… Anny Kamińskiej „Wanda, opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz”.

27 złotych… to cena mojej książki „Muzyka z profilu i en face”. 126

JOLANTA FAJKOWSKA

W kuchni zawsze wyjdzie mi… jajecznica, sałatka warzywna, rosół, sernik i tatar. Ostatnio rowerem pojechałam… nie jeżdżę do, jeżdżę po – po lesie, po południu. Nigdy nie odmówię sobie… porannej kawy. Przez jeden dzień chciałabym być… nie mam takich marzeń, dobrze się czuję w swojej skórze. Nie cierpię zapachu… maggi.

Chciałabym mieć obraz… Witolda Wojtkiewicza, przez niektórych uznawanego za prekursora surrealizmu. Najdłuższy dystans, jaki przebiegłam to… nie biegam, najwyżej szybko chodzę. Na wyprzedaży kupiłam ostatnio… kolejne buty. Podgłaśniam radio gdy… śpiewa Leonard Cohen. Z menu nigdy nie wybiorę… sushi.


MADE IN Warmia & Mazury / 26 / grudzień 2017 - styczeń 2018  
MADE IN Warmia & Mazury / 26 / grudzień 2017 - styczeń 2018  

MADE IN Warmia & Mazury to 100-stronicowa wizytówka naszego regionu, która co dwa miesiące trafia do ludzi twórczych, ambitnych i poszukując...

Advertisement