Page 1

magazyn lifestylowy

bezpłatny

numer 23

maj-czerwiec 2017

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

KAROLINA

FERENSTEIN-KRAŚKO SZCZĘŚCIE NA KOŃSKIM GRZBIECIE

KACPER KOZŁOWSKI

PŁAKAŁEM OSTATNIO NA STOLE U FIZJOTERAPEUTY

HANNA ŚLESZYŃSKA ZA DŹWIĘKIEM HARLEYA ZAWSZE ODWRÓCĘ GŁOWĘ

ANDRZEJ WASZCZUK

DLA PRZYRODY NAJGORSZYM KATAKLIZMEM JEST CZŁOWIEK


DZIEŃ DOBRY Mocnymi słowami wspomaga się w naszym reportażu Andrzej „Szczurek” Waszczuk, twierdząc, że funkcjonowanie człowieka jest najgorszym z kataklizmów, jaki mógł przytrafić się przyrodzie. Dalej jest jeszcze boleśniej: im prędzej ludzkość się wykończy, tym szybciej odrodzi się życie przyrodnicze. Wszyscy tę przyrodę kochamy, a z pewnością wszyscy lubimy się nią podniecać i przynajmniej w słowach troszczyć. Pewnie, bo trudno być wobec niej obojętnym, kiedy zamieszkuje się krainę, której przyroda jest wizytówką. Warmia i Mazury mogłyby być jednym z beznamiętnych wycinków na mapie Polski i Europy, gdyby rosła tu trawa na płaskim niczym powierzchnie jezior bezkresiu. Natura obdarowała nas jednak czymś więcej. Odwdzięczanie się jej, to konieczny rachunek, by uregulować choć namiastkę tego, co nam daje. Bo inaczej – znów posilając się słowami z naszego reportażu – pozostanie po niej to, co uwiecznimy na zdjęciach i filmach. Tej wiosny polecamy podpatrywanie przyrody: ptaków, których już coraz mniej i dziewiczych brzegów, których też ubywa. Piszemy to zwłaszcza w przededniu lata, które zawsze wystawia nasze lasy i jeziora na ciężki egzamin. Nasz reportaż przybliża, gdzie mamy szczęście mieszkać i co mamy na wyciągnięcie ręki. Karolina FerensteinKraśko opowiada z kolei, co to znaczy życie w sielskiej krainie na końskim grzbiecie. A blogerka – że trzeba zapakować do piknikowego kosza lokalne specjały i zwyczajnie znaleźć swój kawałek miejsca do kontemplowania okoliczności przyrody.

Obraz: Arek Stankiewicz


018

RAZ, DWA, TRZY… Szybki numerek z MADE IN SHORT Przy porannej kawie KULTURA Polecamy Warmię i Mazury RECENZJE Kultura osobista KULTURA Ogień wyobraźni

032

POSTAĆ Karolina Ferenstein-Kraśko AKADEMIA BIZNESU Zawód szef PRODUKTY Galeria handlowa

SZCZYTNO Bezpieczne miasto przyszłości GODNE UWAGI Dobre miejsca MADE IN WEEKEND Stylowo i z historią w tle PARTY Impreza na wynos

044

WYPOCZYNEK Wodny świat dla najmłodszych INWESTYCJE Śniadanie nad jeziorem NIERUCHOMOŚCI Chillout z dala od betonu

NIERUCHOMOŚCI Nieziemski adres WNĘTRZE Żyj wygodnie RELAKS Tu liczy się tylko twoje dobre samopoczucie EVENTY Ile dizajnu na evencie? NIERUCHOMOŚCI Między teorią a sprawczością

Wydawca Auris Media Group Michał Bartoszewicz biuro@auris-media.pl www.auris-media.pl Redakcja +48 733 408 350 10-801 Olsztyn, ul. Sielska 17 redakcja@madeinwm.pl www.madeinWM.pl

008 010 012 014 016

054 055

056 058 060 018 062 028 030 064 066 032 072 034 074 036 075 038 078 039 080 040 042 082 086 044 088 046 090 049 092 050 096 052 098

SPOD IGŁY Salon samochodowy MADE IN AUTO Złamać system

AUTO COTY i lwy AUTO 60 na 90 AUTO Golf dla każdego AUTO Zakup kontrolowany

STYL WARMII I MAZUR Aura Mody CIAŁO Regeneracyjny koktajl dla skóry URODA Para młoda w pakiecie URODA Być na fali, czyli kosmetyka od podszewki AKTYWNIE Do późna na polu KOCHA(M)-POMAGA(M) Szable w dłoń

POZA GALERIĄ Moim mistrzem jest natura LUDZIE Rozmowy na schodach BLOGERZY #ZpiknikowymkoszykiemprzezWarmięiMazury W DOBRYM TOWARZYSTWIE Lista obecności MADE IN DAWNO TEMU I kto to wi(e)dział NAPISY KOŃCOWE Kacper Kozłowski

Druk

Sekretarz redakcji Jolanta Bukowska, jola@madeinwm.pl

Studio Gravite, Olsztyn

Przedsiębiorstwo Poligraficzne HAKUS Maria i Andrzej Kuśmierczyk sp. j.

Reklama +48 733 408 350, reklama@madeinwm.pl

Projekt graficzny Agnieszka Tańska

Kultura Beata Waś, beata@madeinwm.pl

Foto Agata Kurczak Jakub Chmielewski Piotr Dowejko Piotr Ratuszyński Arek Stankiewicz Łukasz Wajszczyk

082

REPORTAŻ W trybie alfa

Skład

Patronaty +48 608 641 421, redakcja@madeinwm.pl

064

MODA NA REKLAMĘ Metka z agrafką

Redaktor naczelny Rafał Radzymiński, rafal@madeinwm.pl

Prenumerata i dystrybucja +48 733 408 350, jola@madeinwm.pl

056

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za terść reklam nie odpowiadamy. Przedruk materiałów w  jakiejkolwiek formie i  w  jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. All rights reseved!


RAZ, DWA, TRZY...

21,5 MLN SADZONEK 21,5 MLN SADZONEK WYSADZĄ WIOSNĄ OLSZTYŃSCY LEŚNICY NA PRAWIE 400 HEKTARACH. NAJWIĘCEJ PRZYBĘDZIE SOSNY (8,8 MLN), DĘBU (7,2 MLN), BUKU (1,8 MLN) I ŚWIERKU (1,2 MLN).

4 149 911 OSÓB 4 149 911 OSÓB SKORZYSTAŁO Z OLSZTYŃSKIEJ AQUASFERY W PIERWSZYCH PIĘCIU LATACH DZIAŁALNOŚCI KOMPLEKSU.

39% MAŁŻEŃSTW 39 PROC. MAŁŻEŃSTW – W STOSUNKU DO NOWO ZAWARTYCH – ŚREDNIO ROZWODZI SIĘ ROCZNIE NA WARMII I MAZURACH (2750). O POŁOWĘ RZADZIEJ ROZSTAJĄ SIĘ PARY MIESZKAJĄCE NA WSIACH.

2,5 SEKUNDY 2214 RADNYCH 2214 RADNYCH ZASIADA WE WSZYSTKICH RADACH SAMORZĄDÓW (31 PROC. STANOWIĄ KOBIETY). NAJWIĘCEJ RADNYCH JEST W PRZEDZIALE WIEKOWYM 50–59 LAT.

008

2,5 SEKUNDY POTRZEBUJE NA ROZPĘDZENIE DO 100 KM/H NAJLEPIEJ PRZYSPIESZAJĄCY MOTOCYKL DOSTĘPNY W OLSZTYŃSKICH SALONACH. TO 200-KONNA YAMAHA YZF-R1M ZA 105 TYS. ZŁ.

1926 NAUCZYCIELI AKADEMICKICH 1926 NAUCZYCIELI AKADEMICKICH PRACUJE NA UNIWERSYTECIE WARMIŃSKO-MAZURSKIM W OLSZTYNIE. WSZYSTKICH PRACOWNIKÓW UWM ZATRUDNIA ŁĄCZNIE 3274.

3000

CIĘŻARÓWEK

3 PARY BLIŹNIĄT 3 PARY BLIŹNIĄT PRZYSZŁY NA ŚWIAT W CIĄGU 3,5 GODZINY W WOJEWÓDZKIM SZPITALU SPECJALISTYCZNYM W OLSZTYNIE. W 2016 ROKU ODEBRANO TAM 113 BLIŹNIACZYCH PORODÓW I JEDEN TROJACZKÓW.

689 POKOI 689 POKOI LICZY NAJWIĘKSZY HOTEL NA WARMII I MAZURACH – CZTEROGWIAZDKOWY HOTEL GOŁĘBIEWSKI W MIKOŁAJKACH. W REGIONIE JEST JESZCZE 19 OBIEKTÓW CZTEROGWIAZDKOWYCH.

3000 CIĘŻARÓWEK POTRZEBA, BY DOSTARCZYĆ KLIENTOM WSZYSTKIE OPONY DO AUT CIĘŻAROWYCH, WYPRODUKOWANE PRZEZ ROK W OLSZTYŃSKICH ZAKŁADACH MICHELIN.


KAWA NA MEDAL

Natalia Piotrowska z Olsztyna zdobyła w marcu tytuł Mistrza Polski Baristów 2017. Zw ycięstwo podczas ogólnopolskich kawow ych potyczek w Katowicach, to bilet na listopadowe Mistrzostwa Świata Baristów w Seulu. Pasjonatka i mistrzyni w przyrządzaniu kawy ma już na koncie dwukrotny tytuł Mistrzyni Baristów Irlandii i siódme miejsce na Mistrzostwach Świata Baristów 2016 w Dublinie.

ZDROWA TECHNOLOGIA

Drukarki 3D tworzone w olsztyńskiej firmie Zortrax, został y w ykorz ystane przez Zachodniopomorskie Centrum Onkologii w Szczecinie w leczeniu pacjentów z nowotworami skóry. Technologia druku 3D pozwala bezpośrednio dotrzeć do komórek nowotworowych, co zwiększa precyzję zabiegu radioterapii. Wykorzystuje się w niej tzw. bolusy, które pochłaniają oraz rozpraszają promieniowanie jonizujące. Wykonywano je dotąd z parafinowych plastrów, które układano bezpośrednio na skórze pacjenta. Teraz, przy użyciu drukarki 3D, można precyzyjnie odtworzyć kształt bolusa, a tym samym zwiększyć jakość leczenia, zmniejszyć ryzyko napromieniowania zdrowych tkanek.

RAJD Z HELIKOPTERA

ORLEN 74. Rajd Polski, ósma tegoroczna runda mistrzostw świata w rajdach samochodowych, ma w tym roku dwa nowe odcinki specjalne (Pozezdrze i Orzysz). Wszystkie z 23 oesów są tak rozplanowane, by od bazy rajdu w Mikołajkach nie jechać dalej niż 100 km. Gratka dla kibiców – blisko stref kibica (ponad 70 w najatrakcyjniejszych miejscach) będą lądowiska dla helikopterów, bo w tym roku po raz pierwszy będą mogli zabrać się na pokład śmigłowca (trzech maksymalnie), by z góry oglądać zmagania rajdowców. Uroczysty start na rynku w Mikołajkach w czwartek 29 czerwca o godz. 16. Zwycięzców poznamy w niedzielne popołudnie 2 lipca.

010

Obraz: Urząd Gminy Dywity

IMPREZA Z POLOTEM

PASJONACI NA DZIAŁCE NAD JEZIOREM Kucharze, lekarze, prawnicy, dziennikarze, biznesmeni – grupa mieszkających w Warszawie zapaleńców rozkochanych w Warmii i Mazurach, pasję zamieniła w blog dzialkanadjeziorem. pl. Jak mówią jego autorzy, poznali się na Mazurach, ale każde z nich patrzy na region przez pr yzmat swoich doświadczeń, ulubionych miejsc, wspomnień. – A gdy udało się znaleźć partnera finansowego, firmę Lokaty Ziemskie, wiedzieliśmy, że czas uruchomić bloga – mówią. Na blogu znaleźć można felietony Macieja Orłosia, który od dziecka spędza czas na Warmii i Mazurach. – Ten portal powstał po to, by pisać dobrze o  miejscach, które są dobre i ciekawe – mówi dziennikarz. – Dla mnie jest to oczywiste, że Mazury są tym pierwszym kierunkiem, jeśli chce się zmienić otoczenie. Wielu warszawiaków wybiera Mazury, bo są wyjątkowe i ja też do nich należę. Jeśli jeszcze jest tam jakaś stała lokalizacja, jak moja własna działka nad jeziorem, to jest to silny motywator.

Były sterowce, będą balony. A także ultralekki śmigłowiec i “Naukobus” z wystawami objazdowymi Centrum Nauki Kopernik z Warszawy. Tak zapowiada się 24 czerwca II Festiwal Balonowy w Dywitach. Impreza nawiązuje do historii gminy, gdzie kiedyś funkcjonowała baza sterowców wojskowych, a także do hasła promocyjnego „Gmina z polotem”. Na zmodernizowanym stadionie w Dywitach można będzie wznieść się na wysokość kilkudziesięciu metrów balonem na uwięzi, skorzystać z ludzkiej katapulty, wyrzucającej nawet 15 metrów do góry, sprawdzić siły ciążenia w żyroskopie czy obserwować słońce przez teleskop.

Obraz: shutterstock.com

Obraz: zortrax.pl

Obraz: Marcin Gilarski Photography

INFO


INFO

Obraz: Justyna Radzymińska

Otwarty, tolerancyjny i każdy, niezależnie od pochodzenia, znajdzie w nim swoje miejsce. Taki jest Wydział Humanistyczny UWM przedstawiony w teledysku przygotowanym przez studentów i wykładowców kierunku dziennikarstwa. Klip „Nienawiść nie jest dla mnie” otrzymał w marcu drugą nagrodę w międzynarodowym konkursie „Media Against Hate”. To ogólnoeuropejska kampania prowadzona przez Europejską Federację Dziennikarzy i koalicję organizacji obywatelskich z różnych krajów, która przeciwdziała mowie nienawiści i dyskryminacji w mediach, internecie i w życiu. W nagrodę przedstawiciele zwycięskiego zespołu z UWM pojadą na szkolenie „Media against hate” w Hamburgu i konferencję podsumowującą kampanię.

MADE IN. WAR… SZAWA

Numerem MADE IN z Maciejem Orłosiem na okładce, magazyn zadebiutował na warszawskim rynku. Z prostego powodu: Warmia i  Mazur y to ulubione wypadowe miejsce aktywnych mieszkańców stolicy. Na razie można nas znaleźć w  15 modnych restauracjach i kawiarniach zlokalizowanych w śródmieściu.

TA EKIPA NA TEN DZIEŃ

Takiej panny młodej na Warmii i Mazurach być może jeszc ze nie był o. A  na pewno takiego projek tu – „Panna Młoda”. Powstał on dzięki współpracy kreatywnych osób, któObraz: Piotr Dowejko re w swoich branżach świadczą usługi składające się na piękny wizerunek kobiety. Jak nazwa projektu sugeruje, skierowany jest on do dziewczyn, które planują w tym roku wziąć ślub. Do tego dnia nad wizerunkiem przyszłej panny młodej będą czuwać profesjonaliści z: Pracowni Wizerunku (w skład której wchodzą marki Makeupownia, Gryko Hairstylist, Tarkowian Kosmetyka i Paznokcie), butiku ślubnego LA.LILA, Chilli Atelier Brafittingu, trener personalny siłowni KG Gym, a także fotograf sesyjny Piotr Dowejko. – Chcemy pokazać przyszłym pannom młodym, że ze wsparciem profesjonalnych osób, ten wyjątkowy czas przygotowań nie musi być owiany paraliżującym strachem – przekonuje Marzena Tarasiewicz, pomysłodawczyni projektu. Zgłoszenia na www.lalila.pl

WILKASY, PEKIN I SMOG

Gimnazjaliści z Wilkas roz wiązali problem smogu w  Pekinie – może nie dosłownie, ale dzięki kreatywnemu podejściu do tego zagadnienia, wygrali finał Azjatyckiej Olimpiady Kreatywności w Pekinie. Młodzi zawodnicy brali udział w  międzynarodowym 24-godzinnym wyzwaniu „Extreme Challenge” podczas którego musieli zbudować maszynę, która rozwiąże problem zanieczyszczonego powietrza w stolicy Chin. Później mieli do wykonania „Wyzwanie Na Już”. Obie te konkurencje młodzież z Wilkas wygrała. – Do olimpiady przygotowywaliśmy się podczas zajęć „From imagination to innovation” – opowiada Joanna Biernacka, jedna z uczennic. – Uczyliśmy się pracy zespołowej, zarządzania projektami, kreatywnego rozwiązywania problemów i poszukiwania niekonwencjonalnych rozwiązań. Podczas olimpiady drużyny mogą spodziewać się zadań logicznych, konstrukcyjnych i teatralnych, dlatego trzeba mieć umysł wyćwiczony i otwarty. W yjazd do Pekinu dof inansował Urząd Marszałkowski Województ wa Warmińsko-Mazurskiego.

ROZWIŃ FIRMĘ Z GOOGLE

Obraz: archiwum Gimnazjum w Wilkasach

Obraz: uwm.edu.pl

STUDENCI PRZECIW NIENAWIŚCI

Aż 10 tys. firm, Google wspólnie ze Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców, chcą wciągnąć do projektu wspierającego firmy: „Internetowe rewolucje”. Adresowany jest on do mikro, mał ych i  średnich przedsiębiorstw, które chcą wprowadzić do swojej działalności nowe internetowe rozwiązania. – Technologia wciąż się rozwija, więc możliwości, jakie daje internet, jest coraz więcej, co często utrudnia przedsiębiorcom wybranie spośród nich tego, co dla nich najważniejsze. Dlatego nasz program skupi się na realnym i bezpośrednim wsparciu firm – mówi Agnieszka Hr yniewicz-Bieniek, dyrektor Google Polska. Żeby wziąć udział w  programie w ystarczy wypełnić formularz na stronie g.co/InternetoweRewolucjeDlaFirm. Z zarejestrowanymi przedsiębiorcami, w ich firmie spotka się olsztyński doradca Internetowych Rewolucji, który pomoże zdefiniować ich potrzeby oraz odpowiednio dobrać narzędzia do realizacji celów firmy.

011


KULTURA

CO ZNIESMACZA ARTYSTĘ

NATALIA NA DACHU

Nocne w ystaw y, warsztaty, gr y, przymierzalnia strojów historycznych. Europejska Noc Muzeów to okazja, aby zajrzeć w każdy ich zakamarek. Na olszt yńskim zamku będzie mowa m.in. o  tablicy astronomicznej, teatrze cieni, mapie Warmii. W  programie otwarcie w ystaw y „Chwała i  moc. Atrybuty elit wojowników”. Noc Muzeów, 20 maja, godz. 19–24, Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie.

Muzyczny Red Bull Tour Bus po raz kolejny wyrusza w trasę po Polsce. Na jego dachu wystąpi Natalia Nykiel, która specjalnie na tę trasę przygotowała nowe aranżacje swoich utworów i poszerzyła skład zespołu. Będzie to jedyna okazja, aby w tej zaskakującej odsłonie usłyszeć wokalistkę pochodzącą z Mazur. Koncert 21 czerwca, godz. 19.30, Olsztyn

Obraz: MWiM

HISTORIA POD GWIAZDAMI

WIĘCEJ NIŻ RZEŹBA

Obraz: FWP

WARSZTAT JAKOŚCI ŻYCIA

MUZYKA KOBIET

F es t i wal Roz woju C zł ow iek a to pier wsza edycja w ydarzenia poświęcona rozwojowi osobistemu, społecznemu i jakości życia. W pięciu przestrzeniach (wiedzy, doświadczania, sztuki, zdrowia i jakości życia oraz spotkań) odbędą się wykłady warsztaty, koncerty, spektakle, wystawy poświęcone m.in. rękodziełu, arteterapii, medycynie alternatywnej, technikom pracy ze stresem. Festiwal Rozwoju Człowieka, 21 maja-4 czerwca, Spichlerz MOK, Olsztyn, ul. Piastowska

Trzecia edycja festiwalu Wschód P i ę k n a , p o d h a s ł e m „W o m a n -&World&” połączy muzykę na styku słowiańskiej tradycji, dalekiego wschodu, mroźnej północy i gorącego południa. W programie koncert z  udziałem Anny Marii Jopek na scenie na wodzie przy Galery 69 w Dorotowie, w Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku i amfiteatrze w Olsztynie. Festiwal Wschód Piękna, 30 czerwca-2 lipca

Obraz: Teatr Jaracza

MIŁOŚĆ NA CAŁE ZŁO

Magdalena Abakanowicz, wybitna artystka zmarła w kwietniu, znana jest z dużych, figuralnych kompozycji przestrzennych tworzonych z tkaniny, drewna, kamienia, brązu. Miękkie formy rzeźbiarskie z których zasłynęła w latach 60., nazwano od jej nazwiska „abakanami”. Wernisaż 26 maja, godz. 18, sala główna BWA w Olsztynie

Obraz: fb.com/lakilan

012

Obraz: Karolina Wilczyńska

Piotr Bukartyk w kwietniu wydał płytę „O zgubnym wpływie wyższych uczuć” i rusza w trasę koncertową. Singiel promujący album to utwór „O przyjaźni”. Jak tłumaczy artysta: „to, co wokół nas, żenuje mnie ostatnio i zniesmacza, dlatego zdecydowałem się na płytę o tym, co w środku”. Koncert 3 czerwca, godz. 19, Galeria Sowa, Olsztyn, ul. Zamkowa 2

Obraz: Harmonium Studio

Obraz: fb.com/piotr.bukartyk

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY

W „Zbrodni i karze” Fiodora Dostojewskiego mieszają się porządki, upadają autorytety, zacierają granice dobra i zła. Ostatnią deską ratunku jest miłość. Tak gorąca i trwała, jak miłość Raskolnikowa do Soni. W adaptacji Janusza Kijowskiego, Sonią będą wszystkie panie, które zasiądą na widowni, a zagubionymi studentami – panowie. Premiera 20 maja, godz.19.15, Scena Kameralna Teatru im. S. Jaracza


RECENZJE

KULTURA OSOBISTA MADE IN

PISZĄ, WYDAJĄ I NAGRYWAJĄ. I POCHODZĄ Z WARMII I MAZUR.

MISJA KAPUCYNA Rok 2092. Świat jest już po dwóch wielkich wojnach religijnych. Brat Artur, kapucyn, wyrusza z Olsztyna, stolicy Polacji, do Krakowa, zburzonego rzekomo przez terrorystów. Wyrusza z misją ratowania ludzi, choć przyjdzie mu robić coś kompletnie odwrotnego. W czerwcu ukaże się futuro-katolicko-popowa powieść

olsz t yńskiego autora – ósma w jego dorobku. „Mniej rozpasania wyobrażonego, więcej dyscypliny narracyjnej” – pisze o niej sam autor, który ma na koncie nominacje do Nike i Paszportów Polityki. Mariusz Sieniewicz, „Plankton”, Wydawnictwo ZNAK

DUCHY EŁKU Szlak wodny wytyczony przez rzekę Ełk i najciekawsze zakątki w jej otoczeniu. W kolejnym albumie serii wydawnictwa QMK, unikatowe ilustracje, stare pocztówki uzupełniają cytaty z dzieła Maxa Topeppena „Historia Mazur”. Zestawienie jego komentarzy z kunsztem dawnych fotografów i drukarzy przywołuje ducha

dawnych czasów. Autor wykorzystał też m.in. wspomnienia związanego z Ełkiem Fritza Skowronnka i fragmenty „Ilustrowanego przewodnika po Mazurach Pruskich i Warmii” Mieczysława Orłowicza. Wojciech Kujawski, „Pojezierze Ełckie”, Wydawnictwo QMK

UKŁADY NA PROWINCJI Zimna, ciemna warmińsko-mazurska prowincja. Na jej tle mroczny thriller wciągający od pierwszej strony. Tajemnicze zaginięcia ludzi, makabryczne odkrycia związane z ich odnalezieniem, dramat rodzinny głównego bohatera to pretekst do portretu lokalnej społeczności i miejscowych „układów”. Pisarz z Mazur poka-

zuje, jak ojcowie niszczą swoich synów, mężowie – żony, przyjaciele – przyjaciół. Interesuje go pamięć o krzywdzie i jej wybiórczość.

Jakub Żulczyk, „Wzgórze psów”, Świat Książki

BEZDROŻA INDIE POP Trzecia płyta olsztyńskiej wokalistki, ale pierwsza autorska i tak osobista. Album utrzymany w klimacie Indie pop to 11 piosenek z  muzyką i  częściowo tekstami artystki, które tworzyła z Joanną Piwowar-Antosiewicz i Piotrem Banaszkiem. Emocje i  brzmienia – od energet ycznych i pogodnych, jak w utworze „I żeby

było tak”, przez mocniejsze w przekazie w „Fajna nieFajna”, po wyciszające „Rozdroża”. W nagraniach wzięło udział 15 muzyków, w składzie bogatego instrumentarium znalazł się m.in akordeon, wiolonczela, ukulele i tank drum. Aurelia Luśnia, „Po godzinach”, Wydawnictwo MTJ


KULTURA

OGIEŃ WYOBRAŹNI MIAŁA BYĆ IMPREZA URODZINOWA, BĘDZIE FESTIWAL. A WSZYSTKO PO WIZYCIE KATARZYNY STOCKIEJ, TANCERKI I CHOREOGRAFKI, NA AMERYKAŃSKIM BURNING MAN. NAMIASTKĘ TEGO WYDARZENIA CHCE STWORZYĆ W CZERWCU NAD OLSZTYŃSKIM JEZIOREM ŻBIK.

016

MADE IN: Czym ujął cię festiwal na pustyni w Nevadzie? Katarzyna Stocka: Atmosferą, którą tworzą uczestnicy. Popisy artystyczne, stroje, konstrukcje i pojazdy-mutanty rodem ze świata science fiction przyprawiają o  zawrót głowy. Jednak to otwartość i radość ludzi jest siłą wydarzenia, na którym miałam szczęście pojawić się w zeszłym roku. Ideą jest dzielenie się z innymi. Tysiące uczestników podzielonych jest na obozy, z których każdy ma inne zadanie: przygotować dla reszty orzeźwiające mohito, warsztaty, oryginalne pomysły na chillout. Poza tym wszyscy obdarowują się drobiazgami. Przywiozłam ich mnóstwo: rzemyki, piórka, kamyki. Co jakiś czas wyciągam je i się rozczulam, wspominając tamtą atmosferę. W  czer wcu obchodzę okrągłe urodziny i będąc wciąż pod wrażeniem pobytu w Nevadzie, postanowiłam wyprawić je w strojach a’la Burning Man. Info o imprezie, którą w kwietniu zapowiedziałam na facebooku, rozeszło się po Polsce błyskawicznie i mega zainteresowanie zachęciło mnie, aby zrobić z tego festiwal Burning Girl w rodzinnym Olsztynie w dniach 10–11 czerwca. W dwa miesiące i bez budżetu? To okazało się najmniejszym problemem, chociaż sponsorzy wciąż mile widziani. W kilka dni mieliśmy już tyle zgłoszeń artystów i wolontariuszy, że musieliśmy niektórym odmawiać. Okazało się, że w Polsce, ale też poza nią, jest mnóst wo ar t ystów, showmanów, konstruktorów, projektantów dla których hasło Burning Man wystarczyło, aby dołączyć do festiwalu, jakiego jeszcze u nas nie było. I w myśl pierwotnej idei, bezinteresownie dzielić się innymi.

Czym dzielić? Talentami, umiejętnościami, pasjami, w łasnoręcznie wykonanymi upominkami czy choćby dobrym słowem. Na naszej liście są tancerze, iluzjoniści, pirotechnicy, szczudlarze, plastycy, muzycy, performerzy. Nie chcemy tworzyć granic między twórcami, a publicznością. Budujemy dwie sceny dla didżejów: Fire Stage z muzyką house i Ice Stage z chilloutem, deep house, ale cały teren nad jeziorem Żbik zamieni się w jedną wielką estradę. Zamontujemy m.in. rury dla grupy szarfistek pole dance, ale spróbować swoich sił będzie mógł każdy. Nie trzeba wielkich umiejętności, aby stać się uczestnikiem, wystarczy, że ktoś lubi np. kręcić hula-hop i zaprosi do tej zabawy innych. Przygotowujemy też atrakcje na tafli jeziora. Kostiumy w konkretnym stylu? Będziemy kładli nacisk na kostiumy a’la Mad Max, własnoręcznie stworzone ze skóry, piór, metalu, szkła, łańcuchów. Takie, których nie można kupić, trzeba sięgnąć do swojej wyobraźni. Do tego ledowe elementy, które w nocy rozświetlą plener. Burning Girl to festiwal kreat y wności. Inspiracje można będzie znaleźć w prologu imprezy ReART – drugie życie śmieci, 3 i 4 czerwca w Olsztynie. Grupa art ystów stworzy konstrukcje z  przyniesionych przez innych, niepotrzebnych przedmiotów. Bo recykling też wpisuje się w założenie festiwalu: realizowanie twórczych marzeń i  dzielenie się nimi, eksplozja w yobraźni i dobrej energii. Rozmawiała: Beata Waś, obraz: archiwum Burning Girl


018


POSTAĆ

KAROLINA FERENSTEIN-KRAŚKO SZCZĘŚCIE NA KOŃSKIM GRZBIECIE WYZWANIA I SZYBKI RYTM STOLICY JEJ NIESTRASZNE, ALE ZACZYNA BYĆ SOBĄ DOPIERO PRZEKR ACZ AJĄC PRÓG STAJNI. K AROLINA FERENSTEIN-KRAŚKO WYCHOWUJE CZWARTE POKOLENIE JEŹDŹCÓW W RODZINIE. W GAŁKOWIE POD RUCIANEM-NIDĄ ST WORZYŁ A Z RODZICAMI MIEJSCE, GDZIE W SIODLE, NA OK LEP, W  NIE T UZINKOW Y M K A PELUSZU LUB W BUTACH BIEGOWYCH, ZAPOMINA SIĘ O  SMOGU I  WIELKOMIEJSKICH NAWYK ACH.

019


POSTAĆ

020

Made in: Gdybyś miała napisać swoją autobiografię, jakbyś ją zatytułowała? Karolina Ferenstein-Kraśko: Może „Galopem przez życie”? Rośnie już czwarte pokolenie w naszej rodzinie, które jeździ konno, barwnych wątków w jej dziejach nie brakuje. Mój dziadek, płk. Ludwik Ferenstein, kawalerzysta, poza wielkimi zasługami w czasie wojen, miał fotograficzną pamięć i spisywał swoje przeżycia. Do jego książki „Czarny naramiennik” sięga wielu historyków. Ja, póki co, mam roboczą wersję swoich wspomnień i historii rodzinnej stadniny w Gałkowie na Mazurach. Za jakiś czas może ujrzy światło dzienne.

sposób ciągnie nas do siebie. Wychowałam się w świecie bez słów, blisko natury, od najmłodszych lat konie były moimi przyjaciółmi. Spędzałam z nimi bardzo dużo czasu przygotowując się do jeździeckich mistrzostw Europy, mistrzostw Polski. Jak tylko kończyłam szkołę, pędziłam do stajni i do nocy tam siedziałam, trenowałam. To świat, który się tworzy na emocjach, intuicji. Żeby zrozumieć to wspaniałe zwierzę, stworzyć parę, która później będzie zwyciężać, trzeba sięgnąć głęboko do swojej duszy. Wydaje mi się, że posiadam intuicję i to jest chyba to coś. Pomaga mi ona również w macierzyństwie.

Jak znajdujesz czas na pisanie z trójką dzieci, setką koni, własną firmą produkcyjno-eventową? Twórczy szał, to moje drugie imię. Chociaż wydaje mi się, że to wszystko nie gra tak, jak powinno. Mam fantastyczny zespół, który mnie wspiera w firmie w Warszawie, rodziców którzy są w Gałkowie. Poza tym, że prowadzę stadninę, moja firma raz w miesiącu organizuje jakiś event: od wydarzeń sportowych na kilkadziesiąt tysięcy osób, po pokazy mody, akcje charytatywne. Działam na każdym szczeblu ich produkcji. Ale czasem organizacja nie wystarcza, musi być jeszcze to coś.

Rozgryzłaś o co chodzi dzieciom? Przez pierwsze lata jest u nich podobnie – świat małego dziecka oparty jest głównie na uczuciach i emocjach. Wydaje mi się, że mam z moimi dziećmi bardzo dobre relacje, intuicyjnie odczytuję ich potrzeby. Mimo że co innego potrzebuje roczna, słodka dziewczynka, co innego dziewięcioletni chłopiec czy młodzieniec. Tak mi się udaje ich wychowywać, że opiekują się sobą nawzajem. Poza tym, przy wszelkich działaniach promujących sport, niezależnie czy to jeździectwo, bieganie czy żeglarstwo, staram się, by towarzyszyła temu akcja charytatywna w którą angażują się też moi synowie. Pragnę pokazywać im prawdziwe, dorosłe życie. Jeżeli mają świadomość, co robi ich mama i ile czasu jej to zajmuje, a przede wszystkim, dla kogo to robi, nie mają do mnie żalu, że nie jestem tylko i wyłącznie dla nich. Mama siedzi przy komputerze, a oni są obok. Jeśli widzą później efekt, są jego częścią, jestem pewna, że to rozumieją.

Czyli co? Ryby zodiakalne, do których należysz, słyną ze słabej organizacji, przewrażliwienia, artystycznej duszy i dużej intuicji. Co ciebie dotyczy? Wszystko. (śmiech) Moje najbliższe przyjaciółki i przyjaciele to też ryby, każdy z nas jest inny, ale w niewytłumaczalny


POSTAĆ

Czym się różni twój dzień w Warszawie i Gałkowie? Wbrew pozorom jest dość podobny, chociaż w Gałkowie mam sto koni, a w Warszawie tylko jednego konia Armstronga. Świat dzięki internetowi się zmienił, są wideokonferencje, więc spotkania w interesach można odbywać tak naprawdę będąc w stajni. Moja córeczka skończyła niedawno rok, a ja 40 lat. Przestałam karmić piersią, mogłam pomyśleć o sobie, o prozaicznych rzeczach, o odchudzaniu, no i wrócić do sportu. Kiedyś to było dziesięć godzin dziennie na koniu, teraz trenuję tylko godzinę, ale to czas tylko dla mnie. Przy napiętym grafiku udało mi się nie zrezygnować ze sportu i jeździectwa, przygotowuję się do startu w ogólnopolskich, a jesienią międzynarodowych zawodach w skokach przez przeszkody. Armstrong to członek rodziny, jeździ z nami na weekendy do Gałkowa. Niemal w każdy piątek pakujemy się do samochodu, jego do przyczepy i suniemy na Mazury. A jak dzieci kończą w czerwcu szkołę, to już wiadomo, że przez dwa miesiące nikt mnie z Mazur nie wyciągnie. Gdzie jest po drodze granica, która oddziela dwa światy? Tam, gdzie zaczyna się Puszcza Piska, niesamowite lasy ze strzelistymi sosnami. Kocham ten moment, to moja brama do szczęścia. Potem jest droga z Karwicy do Zgonu, a stamtąd do Krutyni. Kilka kilometrów bez zakrętów, widać koniec świata. Uwielbiam tę trasę. Otwieram okno i zaczynam oddychać. Doceniłam to, kiedy musiałam przenieść się na dłużej do Warszawy. Moi goście warszawiacy, po przyjeździe do Gałkowa wysiadali z auta i zaciągali się, mówiąc:

tu można oddychać. Przez lata wydawało mi się, że to taka wielkomiejska maniera. Teraz sama czuję kolosalną różnicę w powietrzu. Choć wycinka, która teraz odbywa się w lasach na niewyobrażalną skalę, budzi mój wielki niepokój. Czuję jakiś rodzaj wspólnoty z tymi drzewami. Lepiej czujesz się na szpilkach czy w oficerkach? Czuję się wiejską babą z Mazur. W Warszawie obowiązują mnie pewne standardy, pełny make-up, szpilki, bieganie w outficie, który większą część życia spędził w szafie. I chociaż lubię się modnie ubrać, jak każda kobieta, całe lata spędziłam w bryczesach i oficerkach. Teraz tylko przez godzinę dziennie mogę pozwolić sobie na to, aby być rozczochrana i nieumalowana. Dlatego kiedy przyjeżdżam na Mazury i przekraczam próg stajni, dopiero zaczynam być sobą. Myślę wtedy: uff, jak dobrze być w domu. Twoje działania przy produkcji imprez to zakamuflowana misja promowania jeździectwa? Pewnie towarzyszy mi w  podświadomości. Produkując imprezy masowe, sportowe na kilkadziesiąt tysięcy ludzi, nie da się uciec od mediów. I  fak t ycznie, dzięki temu mogę zarażać jeździectwem, mówię o  nim przy każdej możliwej okazji. Bo na naukę jeździectwa nigdy nie jest za późno. Przy dzisiejszym tempie życia, to sport zbawienny, ważny dla naszego rozwoju, wewnętrznej równowagi. Nie wspominając o tym, jak działa na dzieci. Uczy obowiązkowości, spokoju, panowania nad sobą, hartu ducha. To wspaniała szkoła życia. Koń to nie rower, który można

021


022


POSTAĆ

porzucić w kącie, ani gra komputerowa, którą, kiedy nam nie wychodzi, możemy walnąć w klawiaturę i wyłączyć. Zwierzę wymaga szacunku, opanowania, konsekwencji, rozwija cechy, które trudno nam egzekwować w dzisiejszym młodym pokoleniu. Moi obydwaj synowie jeżdżą na koniu, ostatnio Alexander namówił Larcika, czyli moją córeczkę, aby wsiadła na kucyka. Jeździectwo w naszej rodzinie to wielki dar, dziedzictwo, które chcemy pielęgnować. Mało jest takich rodzinnych firm, które od kilku pokoleń mogą kontynuować pasję. Dzisiaj jeździectwo kojarzy się z luksusową rozrywką dla bogatych. Historia koni w Polsce jest długa, ich dorobek w wojnach czy w codziennym życiu Polaków – imponujący. To biały kruk w naszej historii. Dzisiaj świat patrzy na nasze konie i podziwia nas za nie, bo wie jakie to cenne i wyjątkowe dziedzictwo. Historia stadniny w Janowie Podlaskim otworzyła nam oczy na nie. A o polskie Araby pytał nawet Barack Obama. Staram się na różnych polach przybliżać ich historię, pokazywać na przykładzie mojej rodziny, że to wspaniały sposób na życie. Bo pasja w naszym przypadku to zbyt zawężone określenie. Znasz imię każdego waszego konia? Jasne, jak się je nadaje samemu, to pamięta się okoliczności i genezę. Część z nich to konie z naszej hodowli, mamy też konie naszych gości, przygotowywane do startów. Są też emeryci, którzy chodzą po łąkach i wąchają kwiatki. Jak mój koń Paradoks, z którym wywalczyłam około stu tytułów o randze międzynarodowej, ogólnopolskiej i okręgowej. No i jako pierwsza kobieta w historii zdobyłam brązowy medal w  Pucharze Polski. Jest starszym panem, któr y przewodzi stadem na naszych terenach w Gałkowie. I kiedy mnie widzi na pastwisku, pędzi aby go podrapać za uchem. A kiedy przeszedł na emeryturę i widział, że pakuję inne konie na zawody, to odprowadzał nas przy drodze galopem, rżąc najmocniej jak potrafi. Jest ewidentnie rozczarowany, że go nie zabieramy. Uzależnił się od adrenaliny? Są konie, które kochają być sportowcami, czuć adrenalinę i zwycięstwo. Kiedy zaszłam w ciążę z pierwszym synem Kons t ant y m, późno się o  t y m dowiedzia łam. B y łam w świetnej formie sportowej, miałam przed sobą zawody. Nie zrezygnowałam z nich, ale zdecydowałam się pojechać klasę niżej. Paradoks, choć zwykle pobudliwy i nerwowy, zanim usłyszał dzwonek oznaczający start na parkurze, t ym razem był najgrzeczniejsz ym koniem na świecie. Zwykle w finale poruszał się jak błyskawica, co pozwalało nam wygrywać, a tym razem nie rwał się, ani na sekundę nie zmienił tempa, galopował i skakał bezbłędnie, bardzo ostrożnie. Jakby wiedział, że nie zwycięstwo jest najważniejsze, że jesteśmy odpowiedzialni już nie tylko za siebie. Zajęliśmy drugie miejsce. To był świetny start, poczułam się spełniona, ale wiedziałam, że na jakiś czas muszę odpuścić sport. Jak to mówię, to mam łzy w oczach, z tym koniem przeżyliśmy razem niesamowite chwile. Dziadek zdążył zobaczyć cię w siodle? Zaczęłam jeździć sportowo w wieku pięciu lat i uczył mnie tato – Krzysztof Ferenstein, wielokrotny mistrz Polski

w ujeżdżaniu i skokach. Dziadka wspominam jako ciepłego, kochanego człowieka, snującego opowieści, trzymając mnie na kolanach. Uczył za to jeździć wiele osób ze świata kultury i był podobno bardzo surowy, wszyscy się go bali. Przygotowywał m.in. Daniela Olbrychskiego do jego wielkich ról w filmach, m.in „Potopie”. Z dużą estymą wspomina go też Maryla Rodowicz. Nie buntowałaś się, że nie masz takiego dzieciństwa jak rówieśnicy? Byłam z tego dumna, czułam, że mam cel. Nie miałam czasu na dyskoteki czy koncerty, jeśli już, to spotkania z przyjaciółmi na zawodach jeździeckich. Po zarwanej nocy trudno się było skupić, ale jak się ma młody organizm, to wiele z niego można wykrzesać. Nocne imprezy z alkoholem? Bez alkoholu, trener chyba urwałby nam głowę. Poza tym moi rodzice nigdy mi niczego nie zakazywali, dlatego nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Nie miałam stawianych barier, więc nie miałam czego przekraczać. Konie dawał y mi większą adrenalinę, niż sztuczne używki. Ale chociaż mój tata nie był surowym trenerem, potwornie się kłóciliśmy. To był istny armagedon. Awantury po sam horyzont Mazur. Ale równie szybko się godziliśmy, wstydziłam się wiele razy swojego zachowania. Dopiero mój mąż pokazał mi inną perspektywę naszych kłótni. Sam jest wyjątkowo opanowany. I mawiał: „skoro jest tyle emocji, to znaczy, że wam zależy i w ten sposób motywujecie się do zwycięstwa”. Coś w tym jest. A jakim trenerem byłaś dla swojego męża? Zaczynał ten sport późno, ale tak ma, że jak już się za coś bierze, to robi to porządnie. Na początku byłam bardzo surowa i strasznie go chciałam nauczyć jeździć. „Biodra do  przodu!” – krzyczałam ciągle. A  on: „ale mężczyźni nie mają bioder”. Zaimponował mi uporem i wytrwałością. Potrafi ł przyjechać z Warszawy na godzinę treningu, a zaraz po nim wracać. I okazało się, że ma talent. Nie mówię tego jako żona, ale trenerka. Osiągnęliśmy wspólny sukces – jeździ wyśmienicie. W którymś wywiadzie powiedział, że jesteś jego idolką. Myślę, że z grzeczności to powiedział. On też jest bardzo spor tow y, ciągle przekracza jakieś granice: maratony, triathlon czy skoki ze spadochronem. Każdy z nas realizuje się w swoich pasjach, które czasami się łączą, np. przy koniach, bieganiu, podróżowaniu i przy wychowywaniu dzieci. Nasz związek oparty jest na szacunku i akceptacji pasji, które dają każdemu z nas napęd do życia. Zdarzają wam się kilkupokoleniowe przejażdżki końskie po Mazurach? Ja z moją mamą zjeździłam konno Mazury wzdłuż i wszerz. Do końca życia będę pamiętać nasze przejażdżki brzegiem Jeziora Mokrego, o zachodzie słońca. Z moimi synami też tak robię. Mama opowiadała wtedy niesamowite historie o  Mazurach, kiedy w  latach 50., jako dziecko przyjeżdżała ze swoimi rodzicami do Zgonu. Dla niej był to raj lat dziecięcych. Mazury w mojej rodzinie wzięły się właśnie z jej marzeń i wspomnień. Zaraziła nimi tatę. Sprzedali mieszkanie w Warszawie, mama porzuciła pracę naukową

023


POSTAĆ

024

W WARSZAWIE TYLKO PRZEZ GODZINĘ DZIENNIE MOGĘ POZWOLIĆ SOBIE NA TO, ABY BYĆ ROZCZOCHRANA I NIEUMALOWANA. DLATEGO KIEDY PRZYJEŻDŻAM NA MAZURY I PRZEKRACZAM PRÓG STAJNI, DOPIERO ZACZYNAM BYĆ SOBĄ. MYŚLĘ WTEDY: UFF, JAK DOBRZE BYĆ W DOMU.


POSTAĆ

na uczelni i pod koniec lat 80. kupili tu małe gospodarstwo, a  potem je rozbudowali i  unowocześnili. Zamarzyło im się, aby dziecko wychowywać na wsi, z dala od miejskiego zgiełku. Taka trochę hipisowska historia. Jak zmieniło się wtedy twoje życie? Kiedyś był problem z pracownikami na wsi, więc musiałam pomagać np. przy sianokosach. Jak miałam 12 lat wsadzono mnie na ciągnik, pokazano gdzie gaz i hamulec. B y ł o bezpiecznie, nie by ł o co rozjeżdżać w  polu oprócz stogów siana. Ależ byłam z siebie dumna! Mimo że by łam jedynaczką, nigdy jednak nie by łam sama. Nasz otwarty dom pełen był dzieci, młodzieży. Przychodzili sąsiedzi, przyjeżdżali znajomi na naukę jazdy czy studenci podszkolić się w  prak t ycznej nauce zawodu związanego z  rolnictwem. Czasem urządzaliśmy nocne galopady po lesie na oklep, aby oszczędzać siodła. Pławiliśmy konie w  jeziorze i  zrzucaliśmy się z  ich grzbietów do  wody. Było bezpiecznie, bo ona amort yzowała upadek. Musiałam zawsze dotrzymać kroku chłopakom, więc brałam najszybszego konia, który nie pozwalał się tak łatwo dopaść i niełatwo było mnie zrzucić. Wspaniałe dzieciństwo. A dzisiaj jak spędzacie czas, kiedy przyjeżdżacie do raju? Dzisiaj zdecydowanie wolę jazdę w siodle niż na oklep. (śmiech) Kilka razy do roku obowiązkowo zaliczamy spływ Krutynią. Odwiedzamy Dwór Łowczego w Gałkowie czy Oberżę pod Psem w Kadzidłowie – oba miejsca z rewelacyjną kuchnią. Włóczymy się po Puszczy Piskiej, w okolicach jeziora Mokrego, gdzie jest rezerwat Czarcie Jeziorka, z lazurową tafl ą wody. Dziewicze miejsca na ziemi. Albo Klasztor Starowierców w  Wojnowie – dla moich gości zawsze mam prz ygotowaną listę niezbędnych miejsc do odwiedzenia. Podczas Gałkowo Masters, największej imprezy jeździeckiej w regionie, macie pełną chatę gości? Nie mamy dużej bazy noclegowej i wykorzystujemy ją dla sędziów, wolontariuszy, osób funkcyjnych. A na co dzień dla uczestników kursów jeździeckich. Goście zazwyczaj nocują w  pensjonatach dookoła. Kiedy rusza Gałkowo Masters (od 30 czerwca do 2 lipca – red.), pół Mazur jest zabukowanych. Żeby wejść na imprezę, muszę mieć kapelusz? Koniecznie! To nasza tradycja uwielbiana przez media i  fotorepor terów. Skąd pomysł? Mój dziadek pozostaw i ł piękne, s t are r yciny z  c zasów, kied y bra ł udzia ł w  zawodach jeździeckich w  warszawskich Łazienkach. Ich klimat, eleganckie towarzyst wo, panie z  w yszukanymi nakr yciami głow y pobudzał y moją w yobraźnię. Na co dzień chodzimy w Gałkowie w koszulach w kratę i  trampkach. Ta impreza to okazja, aby raz w  roku błysnąć fantazją, świętować na wesoło. Stworzyliśmy nasz wyjątkowy przekoloryzowany styl, inny niż na pozostałych imprezach jeździeckich. Zamiast garsonek i szpilek – wianki, zwiewne stroje, odlotowo, barwnie i  wesoło. Pojawiają się np. kolorowe pelikany na głowach, kapelusz w  formie kobiecego buta na obcasie, czy gniazdo z pawich piór, które wygrało nasz konkurs na najciekaw-

sze nakr ycie głow y. Nałożyła go nasza sąsiadka, która niedawno osiedliła się na Mazurach, miało więc wymiar symboliczny. Jakie jeszcze zwyczaje kultywujecie podczas imprezy? Uklepywanie ziemi pantofelkami? To są zw yczaje na imprezach polo. Nasze skoki przez przeszkody to zupełnie inne obciążenie i pantofelki nie wystarczą aby wyrównać podłoże. Służą do tego specjalne maszyny. Mamy w  programie mistrzostwa powożenia, próbę terenową – samochód kontra bryczka. Będą pokazy koni andaluzyjskich z hiszpańskiej szkoły jazdy, pokazy kaskaderskie, mistrzyni świata w  łucznictwie konnym, konkursy g wiazd, no i  ocz y wiście konkursy spor towe z udziałem najlepszych jeźdźców z Polski i Europy. Czeka też wspaniałe miasteczko dla dzieci. Naprawdę jest co oglądać i wszyscy są mile widziani. Będzie się działo. Cała rodzina angażuje się w przygotowania? Ja jestem dyrektorem imprezy i spinam całość, a rodzice są zaangażowani w  spor tową część, jako jeździeckie autorytety. Jestem od planowania, organizacji, koncepcji, pozyskiwania partnerów, każdy z  nas ma kontakt y z  zawodnikami. To mnóstwo drobiazgów do przypilnowania, choćby pasza dla koni, których jest 250 podczas imprezy. Mama wiedzie prym we fl orystyce, zajmuje się dekorowaniem parkuru czy namiotów dla publiczności. Wcześniej, 3 czerwca, czeka nas jeszcze najazd biegaczy – uczestników Maraton Mazury, który robimy od sześciu lat. Start i meta w Gałkowie. Przebiegniesz 42 km? Ja popr zestanę na 10 -kilometrow ym Biegu Szlakiem Krutyni, ale mój mąż tak. Przygotowuję się w Warszawie biegając codziennie, aby trzymać kondycję. To świetna biegowa impreza promująca region, która rozkręciła się na tyle, że zgłaszają swój udział biegacze ze Stanów Zjednoczonych, Australii i zza wschodniej granicy. Taka alternaty wa do wielkich biegów ulicznych dająca podwójne do ładowanie – ze  spor tu i natur y. Na naszej pięknej trasie jest sto procent witaminy „N”, której biegacze nie znajdą w miastach. I okazja, aby wspierać m.in. lokalny biznes, promować lokalne produkty podczas Mazurskiego Eko Targu, który towarzyszy imprezie. Potrzebujesz nowych wyzwań? Konie to za mało? Od 13. roku życia codziennie miałam stałe źródło adrenaliny. Zawody dla młodego człowieka to stres na najwyższym poziomie. Niebezpieczeństwo jest wpisane w ten sport, trzeba opanować żywioł i współgrać ze zwierzęciem. Perfekcyjnie dobrać wysokość, prędkość, odległości, moment odskoku, rytm. Parkur, który trwa minutę, wymaga niewiarygodnego skupienia, opanowania połączenia wielu cech. Dlatego pewnie szukam tej adrenaliny i spełnienia siebie na wielu polach, wyzwania weszły mi w nawyk. Ale i tak nic nie jest w stanie zastąpić mi poczucia szczęścia, jakie czuję siedząc na końskim grzbiecie.

Rozmawiała: Bata Waś, obraz: Piotr Ratuszyński Make up: Agata Sawicka

025


AKADEMIA BIZNESU

ZAWÓD SZEF

JEŚLI FIRMIE ZABIERZEMY PRZYWÓDCĘ I STRATEGIĘ DZIAŁANIA, A PRACOWNIKOM KOMPETENCJE, ZOSTANĄ TYLKO NIC NIE WARTE NA RYNKU NIP I  REGON. JAK UNIKNĄĆ ZAGROŻEŃ W  BIZNESIE? * SZEF – osoba przedsiębiorcza, stworzyła firmę i pełni w niej najwyższe stanowisko. A życie pokazuje, że szef to też zawód i  również wymaga ciągłego rozwoju w  procesie zarządzania personelem – podkreśla Małgorzata Selwon z Akademii Rozwoju Osobistego Kompas, która wspiera przywódców firm w zdobywaniu nowych kompetencji niezbędnych do rozwoju. MAŁGORZATA DUDEK (specjalista z  zakresu zarządzania zasobami ludzkimi oraz obszarów HR, kreatywna trenerka, coach, wykładowca)

028

Kompetencje w przywództwie Rynek potrzebuje nowego modelu kompetencji prz ywódczych. Rzeczywistość stale się zmienia, więc szefowie, którzy o tej zmianie myślą i umieją je do organizacji wprowadzić, będą odnosili sukcesy. Lider przyszłości musi obdarzać zaufaniem, pozwalać na samodzielność, ale i zapewniać rozwój. Odchodzi się od zarządzania poprzez cele, na rzecz zarządzania poprzez jakość (zaangażowanie każdego pracownika, optymalizacja procesów, ciągły rozwój) i wiarygodność (spójność z wizją firmy, wzajemne zaufanie szef-pracownik). Dlatego uczymy firmy pracowania na potencjale ludzi. Dzisiaj ważne jest rozwijanie kompetencji inteligencji emocjonalnej po to właśnie, by zauważyć potencjał tkwiący w  pracownikach, w ydobyć z nich największe wartości i wykorzystać to. Pamiętajmy też o podnoszeniu kompetencji z zakresu rekrutacji, bo od niej wszystko się zaczyna. Często niewłaściwie ją przeprowadzamy, a potem wymagamy, by pracownik był inny, niż ten, którego zatrudniliśmy. Podczas rekrutacji szef powinien pamiętać, że przyszłość zależy od ludzi, których zatrudnia i których pracą zarządza w organizacji. MAŁGORZATA SELWON

ścieżkę rozwoju. Dlatego bardzo ważną rzeczą powinno być skupienie na rozwoju wszystkich szczebli zarządzających w organizacji. Tylko wtedy kadra może dać właścicielowi firmy oddech do tego, aby skupić się na myśleniu strategicznym. Często jednak zdarza się, że szef mówi nam: proszę przeszkolić moich ludzi, bo nie są dostatecznie zaangażowani. Po jakimś czasie wracamy do niego i pokazujemy mu rzeczywistość: że nie zmienimy jej, kiedy i on się nie zaangażuje. War to więc poz wolić wejść do wnętr za f irmy doradcom. Firmom prz yglądamy się z  lotu ptaka. Nie są to ankiety i badania wskaźników robione w dzień czy dwa. R zec z y w is toś ć pokazują szkolenia z  pracow nikami. Przekazujemy potem ten obraz szefowi i dopiero kiedy sam go zrozumie, zaczyna widzieć zagrożenia. Nasze działania sprawiają, że pracownicy w firmie zaczynają czuć się lepiej. Są bardziej zmoty wowani, firma wewnątrz zaczyna się rozumieć, natomiast właściciel zaczyna patrzeć na zarządzanie z innej perspektywy. Tak zbudowany na dobrych emocjach zespół zaczyna tworzyć silną, trudną do zburzenia konstrukcję. Zmiana ta jest całym procesem, ale jest to inwestycja w firmę. ZIEMOWIT SOSIŃSKI (trener biznesu, wykładowca, twórca autorskich programów szkoleniowych z  dziedziny komunikacji, sprzedaży, zarządzania, budowania wizerunku w biznesie)

Strategia firmy Każda firma musi odpowiedzieć sobie na pytania: kim jest jej marka i jakie potrzeby społeczne zaspokaja? Czyli: po co jestem na rynku, jakie wartości są dla mnie ważne, czym się kieruję i dlaczego klient ma przyjść po mój produkt? To podstawowy klucz do stworzenia misji. O ile strategię, niekoniecznie spisaną, szef zwykle ma w głowie, to misję już niekoniecznie. A jak zamierzasz dojechać do celu, drogi przywódco, skoro nie wiesz, dokąd jedziesz? Sukces daje dopiero spójne komunikowanie t ych wartości. I  o  t ym wszystkim musi wiedzieć cały zespół, nie tylko menedżerowie i szef. Dlatego zawsze przekonujemy przywódców, że niezależnie od tego, czym kierują, kioskiem czy fabryką, ich firma musi mieć strategię komunikowania się z rynkiem. A szczytem komunikacji jest, kiedy np. pracownika montującego kanapy zapyta się, co produkuje, a on odpowie: produkuję meble, by rodzina mogła spędzić czas blisko siebie. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

SZKOLENIE BIZNESOWE „Akademia przywództwa z elementami coachingu – II edycja” Naucz się odnosić sukces bez wyrzeczeń w inspirującym środowisku – 2 zjazdy, 6 dni, 48 godzin Więcej na www.akademiakompas.pl

(twórca i realizator innowacyjnych projektów szkoleń biznesowych dla mikroi makroprzedsiębiorstw, ekspert z zakresu sprzedaży i zarządzania)

Zagrożenia w biznesie Jakie zagrożenia w zarządzaniu pokazuje nam praktyka? W dzisiejszych czasach nie wystarczy pracownikowi zorganizować pracę procesową, ale trzeba mu w yznaczyć

Akademia Rozwoju Osobistego Kompas Olsztyn, ul. Jagiellońska 91 A www.akademiakompas.pl


PRODUKTY

GALERIA HANDLOWA MADE IN SYLWETKA LAST MINUTE

DOSYĆ NUDNYCH WNĘTRZ Wybierz jeden z pięciu tys. oryginalnych wzorów obrazów drukowanych na płótnie i fototapet, a w subtelny sposób odmienisz wnętrze pokoju, kuchni, biura czy sklepu. Markę Decorami stworzyła pasjonatka fotografii, a przy tym miłośniczka piękna i dizajnu, więc prac nie należy mylić z modnymi niegdyś kiczowatymi fotoprodukcjami. Po artystycznie wydrukowane prace coraz odważniej sięgają dzisiaj projektanci wnętrz. Nic dziwnego, skoro perfekcją wykonania, niektóre obrazy odzwierciedlają wymarzone widoki z okien. www.decorami.pl

Jak w ek spresow y m tempie w yrzeźbić sylwetkę przed sezonem plażowym? Innowacyjny zabieg z  użyciem urządzenia CoolTech do kriolipoliz y, czyli modelowania ciała przez mrożenie komórek tłuszczowych, daje efekt po pierwszym zabiegu. Znika średnio czter y cent ymetr y, a  tł uszcz eliminowany jes t z  organizmu w  standardow ych procesach metabolicznych. Klinika Epi Centrum Laser Clinic Olsztyn, ul. Samulowskiego 3b

030

SCHOCK, CZYLI SZOK W KUCHNI

STANĄĆ NA HISTORII

38 lat temu świat poznał granitowe zlewozmywaki za sprawą niemieckiej rodziny Schock. Do dzisiaj stanowią synonim dizajnu dla najbardziej wymagających, najwyższej jakości materiałów oraz praktyczności dzięki oferowanym akcesoriom. A do tego kompletna gama kolorystyczna. Nic dziwnego, że do dzisiaj Schock jest niekwestionowanym liderem w produkcji zlewozmywaków granitowych. Max Kuchnie, Olsztyn, al. Sikorskiego 17 www.pluciennik.com.pla

Nie szata zdobi człowieka, ale podłoga zdobi wnętrze. Płytki Villeroy&Boch to ponadczasowy dizajn i niepodważalna jakość potwierdzona niemal 270-letnią tradycją. Kolekcje – inspirowane historycznymi wzorami, które spotkamy w wielu miejscach na Warmii i Mazurach – do obejrzenia tylko w CERAMOTECE, miejscu, gdzie w rodzinnej atmosferze można uzyskać fachowe doradztwo. CERAMOTEKA, Olsztyn, Wilczyńskiego 27a www.ceramoteka.pl


PRODUKTY

PIĘKNO Z NATURY

SMAKI LATA

Kozie i owcze mleko, zioła, polne kwiaty, miód, owoce – to składniki mydeł powstających w gospodarstwie Kwaśne Drzewo Sauerbaum pod Jezioranami. Wytwarzane ręcznie, bez dodatku chemii kosmetyki, to naturalna pielęgnacja nawet najbardziej wrażliwej skóry. Do tego piękny zapach i forma. fb.com/kwasnedrzewo

Na lato Browar Kormoran serwuje piwa leżakowane z naturalnymi sokami owocowymi. Smaki lata odnajdziemy i  w  Witbierze – belgijskiej odmianie piwa pszenicznego, w  której smak skórek pomarańczy zbalansowany jest ziołowym posmakiem kolendry. Ale wyjątkowym letnim piwem jest 1 na 100 Lite APA, gdzie uwodzicielski, cytrusowy smak chmielu Citra wiąże się z niskim ekstraktem i zawartością alkoholu na poziomie zaledwie 1 proc.. By dłużej cieszyć się letnimi spotkaniami z przyjaciółmi. www.browarkormoran.pl

031

PORTFEL Z RECYKLINGU

BAŚNIOWE DESERY

Powstają z sentymentu do starej skórzanej torby z technikum i zamiłowania do recyclingu. Wzory inspirowane literaturą fantasy czy nurtu steampunk, Jacek Wiśniewski opracowuje na komputerze i nanosi laserowo na skórę. Wytrzymały, szlachetny materiał, prosty przekaz graficzny – por tfel dla indy widualistów, niekoniecznie zamożnych. www.blacktoys.pl

Sekret udanych urodzin, komunii, wesela? Na pewno kuchnia i dekoracje. A  najlepiej dwa w jednym. Słodki stół to zestaw baśniowych deserów: ciastka i babeczki z wymarzonymi motywami czy dekoracyjny, oryginalny tort. Nic, tylko robić fotki. A potem z żalem spałaszować. Cukiernia Słodycz tej Krainy Olsztyn, ul. Kołłątaja 23 www.slodycztejkrainy.pl


SZCZYTNO

BEZPIECZNE MIASTO PRZYSZŁOŚCI INNOPOLICE TO NAZWA PIERWSZEGO W EUROPIE CENTRUM NAUKI O BEZPIECZEŃSTWIE. BĘDZIE EDUKOWAĆ JUŻ ZA TRZY LATA. W SZCZYTNIE.

032

Symulator gaszenia pożaru, w którym zwiedzający zamienią się w strażacki zastęp, fragment samolotu pasażerskiego z rękawem do ewakuacji, lotnicza strefa odpraw ze skanerem bagażowym, gogle 3D pozwalające na własne oczy zobaczyć moment tonięcia, policyjny robot do rozbrajania bomb, którym każdy będzie mógł posterować czy miasteczko ruchu drogowego z elektrycznymi samochodami… To ledwie garstka spośród blisko 200 wystaw i stanowisk w Centrum Nauki o Bezpieczeństwie InnoPolice, jedynym takim miejscu w Europie. – Dzięki zastosowaniu innowacyjnych technik wizualnych, rozszerzonej rzeczywistości 3D, multimediów oraz interaktywnych eksponatów, szczycieńskie centrum da zwiedzającym możliwość empir ycznego poznania zagrożeń w warunkach kontrolowanych – opowiada Danuta Górska, burmistrz Szczytna. – Dzięki temu odwiedzające nas osoby, świetnie się bawiąc, wykształcą w sobie właściwe zachowania. Przykładem może być ekspozycja z fragmentem samolotu pasażerskiego i ewakuacyjnym rękawem. Kto z nas kiedykolwiek z niego korzystał i kto wie jak to robić? A w InnoPolice będzie można tego spróbować. Z aprojek towany pr zez olsz t y ńską pracow nię archi tek toniczną „Pantel” atrakc yjny obiek t o  powierzchni siedmiu tys. mkw., powstanie w pobliżu Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Warty 70 mln zł projekt w 85 proc. dofinansowany jest z Regionalnego Programu Operacyjnego

Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Całość ma funkcjonować już w 2020 roku. Podobnie jak warszawskie Centrum Nauki Kopernik czy Centrum Wiedzy o Wodzie Hydropolis we Wrocławiu, oprócz ośrodka edukacji, ma stać się jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych regionu. – Choć InnoPolice będzie alternatywą dla tradycyjnych metod edukacji, to stanie się przede wszystkim produktem turystycznym, który niezależnie od warunków pogodowych zapewni napływ turystów do regionu przez cały rok. Program edukacyjny będzie ułożony na wzór podobnych centrów nauki, w których można spędzić od czterech do ośmiu godzin. W przypadku wielu zwiedzających, taka wizyta połączona będzie z przynajmniej kilkudniowym pobytem w regionie – mówi Danuta Górska. Grzegorz Augustyn z firmy Signum Projekt, która przygotowała koncepcję ekspozycji InnoPolice: – Wystawy zostały tak pomyślane, aby osoby w różnym wieku znalazły coś dla siebie, dużo się nauczyły i przy tym świetnie spędziły czas. Ekspozycje podzielone będą na pięć stref: miasteczko ruchu drogowego, bezpieczeństwo przeciwpożarowe, bezpieczeństwo terytorialne, bezpieczeństwo osobiste i ogólne. Miasteczko ruchu drogowego symulować będzie układ ulic ze znakami, drogowskazami i makietami budynków. A do tego: symulator dachowania, zderzenia, również w aucie bez zagłówków i zapiętych pasów, symulator jazdy pod wpływem alkoholu, a także wypożyczalnia elektrycznych


SZCZYTNO

samochodów, którymi będzie można jeździć po miasteczku. Na zewnątrz obiektu będzie można spróbować swoich sił w jeździe skidcarami – autami na platformach symulujących jazdę po śliskiej nawierzchni. W strefie bezpieczeństwa przeciwpożarowego zwiedzający nauczą się zachowań w sytuacjach ewakuacji pożarowej, np. we fragmencie budynku stylizowanym na szkołę z salą lekcyjną, korytarzem i klatką schodową. Dzięki nowoczesnej technologii mappingu wyświetlany na ścianach obraz będzie do złudzenia przypominał rzeczywistość. A gdy już dowiemy się, jak wydostać się z płonącego budynku, będzie można wejść w rolę gaszących go strażaków, sprawdzając przy okazji ciężar ich kompletnych strojów (promienniki ciepła dadzą poczucie uczestniczenia w autentycznej akcji). A przy pomocy aplikacji i monitorów, nauczymy się, jak dopasowywać środek gaśniczy do pożaru: instalacji elektrycznej, drewna, cieczy palnych, lakierów. Kolejna strefa przybliży narzędzia i procedury pracy służb czuwających nad bezpieczeństwem terytorialnym kraju. Imitacja wozu operacyjnego straży granicznej z pełnym wyposażeniem, w tym system nokto – i termowizyjny. Albo fragment samolotu pasażerskiego z wyjściem zakończonym rękawem ewakuacyjnym. Na jego pokład wejdziemy przez

skaner RTG znany z odpraw lotniskowych. Ale tutaj każdy będzie mógł legalnie włożyć do torby zakazane przedmioty, by potem samemu odnaleźć je na ekranie skanera. Strefa bezpieczeństwa osobistego to przede wszystkim służby ratunkowe. Na ekranie dotykowym wypatrzymy tonące osoby, a w sali Szpitalnego Oddziału Ratunkowego przeprowadzimy akcję przywracania czynności życiowych osoby poszkodowanej. Ku przestrodze, będą symulatory obrazujące zagrożenia, jakie niosą spiętrzenia wodne, wodorosty, zmienne nurty i temperatury. A dzięki goglom do rozszerzonej rzeczywistości 3D, będzie można wejść w rolę nurka przeszukującego dno akwenu. Albo stanąć na pękającym lodzie jeziora. Strefa bezpieczeńst wa ogólnego skupi się na kr yminalistyce, bezpieczeństwie publicznym oraz cyberbezpieczeństwie, czyli działaniom w  internecie, metodach wyłudzania danych, dostępie do kont i tożsamości. Fani kryminalistyki zostaną wprowadzeni w świat technik i procedur w  pozyskiwaniu dowodów oraz ich szczegółowej analizy. No i smaczek: laserowa strzelnica oraz – na dopełnienie wrażeń – sterowanie policyjnym robotem, którym transportuje się niebezpieczny pakunek. Bomba! Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: archiwum Gminy Miejskiej Szczytno

033

Gmina Miejska Szczytno Szczytno, ul. Sienkiewicza 1 www.miastoszczytno.pl


GODNE UWAGI

Obraz: archiwum Hotel Anders

INTEGRACJA NA ZIELONO Gry terenowe w lesie, budowanie karmników dla ptaków i lizawek dla jeleni, warsztaty garncarstwa etnicznego albo rzut szyszką do celu. Zielone konferencje w Hotelu Anders łączą spotkania biznesowe, aktywny wypoczynek i edukację ekologiczną w pigułce. W całorocznym namiocie konferencyjnym na plaży – niepowtarzalny widok na jezioro, między zajęciami – zdrowe przerwy kawowe i kuchnia w stylu slow food na bazie sezonowych, lokalnych produktów. Po wykładach spacery, wędkowanie, rowery, kajaki – słowem: odpoczynek na łonie natury. Hotel Anders dba o środowisko naturalne i zachęca do tego gości. Przykład? Samochody hybrydowe parkują tu gratis. Hotel z kompleksem SPA i atrakcjami w plenerze, położony wśród Taborskich Lasów i nad malowniczym jeziorem Szeląg Mały, inspiruje do poszukiwania harmonii między pracą, a  w ypoczynkiem. A  obsługa przypomina, że porzucona w lesie plastikowa butelka pozostanie tam przez 500 lat, więc lepiej posadzić w to miejsce drzewo. Hotel Anders, Stare Jabłonki, ul. Spacerowa 2 www.hotelanders.pl

034

PIZZA NA FALI Piękny widok na jezioro Ukiel, kuchnia polsko-włoska i rodzinny nastrój. W  dizajnerskich, eleganckich wnętrzach YachtClub Tiffi można zorganizować i konferencję, i rodzinną imprezę. Ponad 40 komfortowych pokoi i apartamentów z widokiem na malowniczą zatokę, kącik zabaw dla dzieci i familijne menu, zachęcają do spędzenia tu rodzinnego weekendu, albo wakacji. A miejscowi mogą wpaść na prawdziwą włoską pizzę i rozkoszować się widokiem na tarasie. Dania komponowane z naturalnych składników łączą wpływy kuchni świata z nurtem modern polish cuisine. Po rozbudowie obiektu, która zakończy się późną wiosną, przybędzie pokoi dla gości, trzy gabinety masażu i mini siłownia. YachtClubu Tiffi, Olsztyn, ul. Żeglarska 7 www.yachtclub.tiffi.com

Jak osiągnąć harmonię ciała i ducha? Poprawić komfort życia, wygląd i zapobiec problemom zdrowotnym? Healthy Aging w Instytut36, to terapie oparte na medycynie przeciwstarzeniowej, kosmetologii, mikroodżywianiu i dietetyce. Na podstawie szczegó łow ych badań powstaje program zaleceń dotyczących stylu życia i aktywności fizycznej, kuracji kosmetycznych i  estetycznych. Każdy organizm posiada optymalny stan równowagi. Stosując programy pomagamy w osiąganiu harmonii poprawiając w ygląd, komfort życia i  zapobiegając problemom zdrowotnym w przyszłości. Instytut36 Healthy Aging to profilaktyka starzenia i zdrowia dla klientów w różnym wieku i o różnych potrzebach. Instytut36, Olsztyn, ul. Kopernika 36/1 www.inst36.pl

Obraz: Michał Ciucias

Obraz: archiwum YachtClubu Tiffi

ZATRZYMAJ STARZENIE, ZACHOWAJ ZDROWIE


GODNE UWAGI

Obraz: archiwum SPA „Siła Spokoju”

REGENERACJA W BLASKU ŚWIEC Sycylijski masaż, balijska terapia kolorami, ajurwedyjska detoksykacja. Zabiegi pielęgnacyjne, odmładzające i wyszczuplające, inspirowane technikami z różnych stron świata, to specjalność SPA w Hotelu Dyplomat w centrum Olsztyna. „Siła Spokoju”, jak sama nazwa mówi, to miejsce gdzie można zregenerować siły fizyczne, ale również odnaleźć harmonię wewnętrzną. W  blasku świec, przy nastrojowej muzyce i kieliszku wina, można tu spędzić panieński wieczór z przyjaciółkami, korzystając z sauny i zabiegów. Specjalne pakiety przygotowano również dla zestresowanych biznesmenów i pracowników firm. A na miłośników czekolady czeka 2,5-godzinny relaks obejmujący peeling i ekskluzywny masaż z jej użyciem, manicure, seans w saunie i wypoczynek w kąciku relaksu przy herbacie. Zabiegi przeprowadzane są na bazie innowacyjnych produktów fi rmy Klapp Cosmetics, która stworzyła autorskie koncepcje zabiegów i opracowane we współpracy ze specjalistami z Dalekiego Wschodu linie masaży. SPA „Siła Spokoju”, „Best Western Plus Hotel Dyplomat” Olsztyn, ul. Dąbrowszczaków 28 www.hoteldyplomat.com

Obraz: archiwum Klub Mięta

Orzeźwia, rozluźnia i poprawia nastrój. I dlatego stała się lejtmotywem nowego klubu w sercu miasta. Mięta w nazwie, mięta za barem, w kolorystyce wygodnych siedzisk VIP-roomu, muralach i hasztagach w internecie. W każdy weekend pojawia się tu kilkuset miłośników klubowej muzyki i wyszukanych orzeźwiających drinków na bazie tego zioła. Oprócz rezydentów klubu – dj Bolo i dj Raw Mentala z Olsztyna, w soboty pod znakiem muzyki house goszczą tu wokaliści i instrumentaliści z całej Polski. Do tego piątkowe imprezy tematyczne, m.in. wieczory w jamajskich klimatach, przy urban music czy koncerty na klubowej scenie oraz wtorkowe spotkania z salsą i kulturą latynoską. Klub Mięta, Olsztyn, ul. Świętej Barbary 9 www.klubmieta.pl fb.com/klubmieta

Obraz: Jakub Obarek

POCZUJ KLUBOWĄ MIĘTĘ

RZEMIOSŁO Z HISTORIĄ

Mają tę przewagę nad muzeum, że tu można wszystkiego dotykać. Biżuteria, zegary, porcelana, srebra, platery, szkło, ikony, obrazy, grafiki, militaria, pocztówki i inne bibeloty. Misterne przedwojenne przedmioty, a każdy z niesamowitą historią, o której godzinami można słuchać w małej galerii Antyczne Klimaty. Czas cofa się tu do przełomu XIX-XX wieku i okresu międzywojennego. Niektóre egzemplarze stylizowane są na wzorce z wcześniejszych epok. To miejsce dla tych, którzy cenią przedmioty z duszą, prawdziwe rzemiosło, które przetrwało zagmatwane rodzinne losy i historyczne zawieruchy. Ale zachowało jakość i urok, które pobudzają wyobraźnię. Bo kupując unikatowy przedmiot, stajemy się właścicielami również kawałka przeszłości i energii dawnych twórców. Antyczne Klimaty, Olsztyn, ul. Kołłątaja 5 www.antyki.olsztyn.pl

035


WEEKEND

STYLOWO I Z HISTORIĄ W TLE

W XIV WIEKU MORTĘGI BYŁY SZLACHECKĄ WSIĄ. DZISIAJ, Z PIETYZMEM ODTWORZONY PAŁAC I FOLWARK, ZNÓW TĘTNIĄ ŻYCIEM. POMIJAJĄC LUKSUSOWY HOTEL, KUCHNIĘ WPISUJĄCĄ SIĘ W NURT SLOW FOOD I SPA, TO WŁAŚNIE KONIE, STAJNIE I PADOKI WCIĄŻ PRZYPOMINAJĄ 036

O ŚREDNIOWIECZNYCH KORZENIACH TEGO MIEJSCA. Był rok 1388, kiedy to rodowi Mortęskich nadano dobra ziemskie położone między Drwęcą a Welem – urokliwym zakątku Zachodnich Mazur z  piękną przyrodą. To wieś Mortęgi. 625 lat później posiadłość z XIX-wiecznym pałacem i zabudowaniami folwarcznymi z XIV wieku kupili Alina i Jan Szynaka. W trzy lata udało się z odtworzyć z pietyzmem wielowiekową historię miejsca i od lata ubiegłego roku Pałac Mortęgi znów wita gości. I tych pragnących obcować z pięknym otoczeniem, i tych szukających relaksu w pałacowym Santal SPA, i grupy konferencyjne, i spragnionych kuchni wpisującej się w nurt slow food, no i wreszcie pasjonatów jeździectwa. Konie, instruktorzy, kryta ujeżdżalnia i padoki przyciągają tu zarówno początkujących adeptów

sztuki jeździeckiej, jak i szlifujących już swój kunszt (uwaga: prawdopodobnie spotkasz tu poruszające się dorożki powożone przez stosownie odzianych woźniców). A gdyby konie wciąż pozostawiały niedosyt u najmłodszych gości, więcej zwierząt znajdą w mortęskim mini ZOO. Jeśli już przy dzieciach jesteśmy, to animatorki bawią się z nimi na zajęciach w Domu Magdalenki. Matka Magdalena Mortęska jest patronką Pałacu. Wychowana w tutejszej posiadłości służebnica boża jest prz ykładem niezw ykłych losów ludzi, którzy tworzyli historię tego miejsca. Otóż po śmierci matki, w  wieku już 12 lat Magdalena złożyła śluby czystości, myśląc o wstąpieniu do klasztoru Benedyktynek. Przeciwny temu ojciec odciął ją w majątku


WEEKEND

w Mortęgach od wszelkiej nauki, licząc, że nie umiejąca pisać i czytać Magdalena nie dostanie się do klasztoru. Jednak pobierała ona potajemne lekcje u dworskiego pisarza i w wieku 24 lat dopięła swego, reformując potem życie klasztorne na skalę kraju. Przenieśmy się o cztery wieki… Dzisiaj Pałac Mortęgi to kompleks wszechstronny (stajnie, oranżeria, obiekty rekreacyjne i sportowe czy luksusowa strefa doznań dla ciała i ducha w Santal SPA znajdującego się w historycznych wnętrzach), ale w rozmachu i pieczołowitości, z którą zostały urządzone poszczególne budynki kompleksu z łatwością dostrzega się wielki szacunek dla tradycji i  umiłowanie historii. Zabudowania odrestaurowano z pasją i dbałością o detale. W pałacowych wnętrzach dawne dzieje ożywają – można je zobaczyć w indywidualnych aranżacjach poszczególnych pokoi stylizowanych na szlacheckie komnaty. A pokoi i apartamentów, rozmieszczonych w różnych budynkach, jest tu w sumie 50, a każdy posiada indywidualny styl. Osiem kompleksowo wyposażonych sal konferencyjnych mieści od 30 w najmniejszej, do 300 osób w największej z nich. Sale też mają swoje historyczne nazwy, np. Sala Ludwika (rycerza i pierwszego tutejszego wojewody) i Sala Kostków (Stanisław Kostka był ojcem Elżbiety Mortęskiej, żony Melchiora Mortęskiego). Przyjęcie można tu urządzić

dla 100 osób, a na świeżym powietrzu – nawet dla 400. Przy ceremonii ślubnej można skorzystać z zabytkowej, odrestaurowanej kaplicy sąsiadującej z pałacem. Grupy zorganizowane i konferencyjne mają do dyspozycji 14 hektarów atrakcji idealnych na imprezy teambuildingowe, survivalowe czy wieczory tematyczne. No i rzecz najważniejsza – kuchnia. Ta mortęska czerpie inspirację z  bogatej tradycji kulinarnej regionu. Menu mieszczącej się w Dworku Restauracji Szlacheckiej wpisało się w nurt slow food. Posiłki przygotowuje się tu na bazie w ysokiej jakości ekologicznych, śwież ych produk tów, pozyskiwanych od lokalnych wytwórców. Ale i tak ponoć najlepszą tutejszą przyprawą jest widok z restauracyjnego tarasu. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: archiwum Pałacu Mortęgi

Pałac Mortęgi HOTEL & SPA**** Lubawa, Mortęgi 3 www.palacmortegi.pl

037


PARTY

IMPREZA NA WYNOS

IMPREZA NA LEŚNEJ POLANIE, ALBO WYSPIE NA ŚRODKU JEZIORA? ZAŁATWIONE. DLA CENTRUM OBSŁUGI MOBILNEJ NIESTRASZNA KIEPSKA AURA, ANI FANABERIE KLIENTÓW. PRZENOŚNE NAMIOTY STANĄ TAM, GDZIE CZASEM DOCIERA TYLKO WYOBRAŹNIA.

038

Okrągła rocznica ślubu na mazurskim campingu – tam, gdzie poznali się 40 lat temu. Ogromny namiot z parkietem, transparentna ściana z widokiem na jezioro, świetlne, ledowe efekty. Na kilka godzin powstaje baśniowy klimat i… znika niczym sen. – Kiedyś klient obudził się rano po imprezie, w yszedł z hotelu i rozglądał z niedowierzaniem – wspomina Tomasz Lewandowski, współwłaściciel Centrum Obsługi Mobilnej. – Hala, w której się tak dobrze bawił, zniknęła. Jedynym śladem, który pozostawiamy po sobie, jest wydeptana trawa. Jesteśmy w stanie w ciągu ośmiu godzin rozstawić się i przygotować imprezę na 150 osób. Zwijamy się w ciągu sześciu godzin i przemieszczamy w inne malownicze miejsce. No, chyba że klient zażyczy sobie poprawiny. Wielkość namiotów z niepalnej plandeki w kolorze ecru zależy od liczby gości. Komunie w przydomowych ogrodach, wesela na terenie hoteli i pensjonatów czy wymarzone przez klientów miejsca, do których wracają z sentymentem. Wystarczy od kilkunastu do kilkuset metrów kwadratowych powierzchni, aby od zera stworzyć imprezę z pełnym wyposażeniem: stołami, krzesłami, klimatyzatorami, zapleczem gastronomicznym, toaletami, świetlnymi reflektorami. No i sosnowym parkietem odpornym na taneczne szaleństwa. Jak w Guzowym Młynie pod Gietrzwałdem, gdzie pracownicy Centrum często rozstawiają swoje konstrukcje między malowniczym stawkiem, a rzeczką. Nocleg – w zabytkowym młynie, a w mobilnym namiocie imprezy, prezentacje, spotkania firmowe. – Uzupełniamy ofertę gospodarstw agroturystycznych, hoteli, pensjonatów – tłumaczy Kamil Petynka, współwłaściciel COM. – Współpracujemy z renomowanymi restauracjami, które przygotowują catering na bazie kuchni całego świata. Miejsca w popularnych restauracjach i gościńcach są rezerwowane na przyjęcia weselne z dwuletnim wyprze-

dzeniem. U nas dużo łatwiej o termin. No i docieramy do miejsc, które pozostają często w sferze marzeń. Od dwóch lat polskie prawo przewiduje ceremonie ślubne w plenerze. Imprezy z udziałem urzędnika czy księdza na kwiecistej łące czy brzegiem jeziora – to prawdziwy hit ostatnich sezonów. – Nasz namiot, w razie niepogody, może zastąpić kaplicę czy urząd stanu cywilnego – twierdzi Tomasz. – Konstrukcja namiotów pozwala na dogrzanie, ochłodzenie czy pozostawienie tylko dachu. Każda część może być transparentna, aby jak najlepiej podkreślić niepowtarzalne okoliczności przyrody. Huczne polskie wesela wcale nie odchodzą do lamusa. Tylko miejsca i pomysły stają się coraz bardziej oryginalne. Od dwóch sezonów Centrum Obsługi Mobilnej mierzy się z nietuzinkowymi wyzwaniami. Mobilne konstrukcje wypożyczają organizatorzy koncertów i targów. Namioty sprawdzają się nawet w  roli parkurów zawodów jeździeckich z trybunami dla publiczności. Dzięki pięciometrowym modułom można je rozbudowywać w zasadzie w nieskończoność. – Ostatnio dostaliśmy propozycję postawienia namiotu na wyspie Wielka Żuława na Jeziorze Jeziorak – zdradza Kamil. – Jedyne utrudnienie, to przetransportowanie sprzętu, ale wyzwania nam niestraszne – jak trzeba, dotrzemy amfibią. Największą zaletą naszej działalności jest elastyczność. Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum Centrum Obsługi Moblinej

Centrum Obsługi Mobilnej Biuro: Olsztyn, ul. Warmińska 24 e-mail: kontakt@com²4.com.pl tel.: +48 724–790–700 lub +48 601–343–241 www.com²4.com.pl


WYPOCZYNEK

WODNY ŚWIAT DLA NAJMŁODSZYCH

WSPOMINAJĄC WŁASNE DZIECIŃSTWO I WAKACJE, POMYŚLELIŚMY, ŻE DAMY DZIECIAKOM WSZYSTKO TO, CZEGO NAM BRAKOWAŁO: MNÓSTWO ATRAKCJI, PRZYGÓD I ZABAWY W POCZUCIU ABSOLUTNEGO BEZPIECZEŃSTWA – MÓWI WŁAŚCICIEL GRUPY WODNEJ Z ELBLĄGA, ORGANIZATOR KOLONII DLA DZIECI I MŁODZIEŻY WE WŁADYSŁAWOWIE. Oto 12 wakacyjnych dni podczas kolonii w nadmorskim Władysławowie: nauka pływania na windsurfingu, żeglarstwo, kajakarstwo, nurkowanie w aqualungu, snorkeling i sterowanie motorówką. Do tego tajniki pierwszej pomocy nad wodą i zajęcia z ratowniczych skoków desantowych z płynącej łodzi. Z kolei na lądzie program urozmaicają wspinaczka na ściance, strzelectwo sportowe, jazda na quadach, wyprawy rowerowe i piesze. – Często rodzice nie mają możliwości i czasu, by ich dziecko spróbowało tak dużej ilości sportów. Na naszych koloniach najmłodsi zdobywają solidne podstawy najpopularniejszych dyscyplin wodnych – mówi Marcin Trudnowski z Grupy Wodnej z Elbląga. – Po takim wyjeździe, jeśli zarażą się pasją do aktywnego spędzania czasu, mogą dalej rozwijać swoje umiejętności w klubach, szkółkach czy organizowanych przez nas kursach i obozach sportowych. Program realizowany jest pod okiem instruktorów, których lista uprawnień, certyfikatów, ukończonych kursów i tytułów ciągnie się w nieskończoność. – Projektowanie imprez zawsze zaczynamy od zapewnienia uczestnikom bezpieczeństwa. Myślimy o nim na wielu poziomach, od zapobiegania zagrożeniom, po rozwiązania w stylu: „a co jeśli…” – wyjaśnia Marcin Trudnowski, założyciel Grupy Wodnej i  w ylicza jej atuty: – Ośmioosobowe grupy pod opieką jednego, dwóch instruktorów, zawsze sprawny i porządnej jakości sprzęt, asekuracja i plany B, C i D. Własna baza wodna nad Zatoką Pucką, 15-letnie doświadczenie w organizacji wypoczynku dla najmłodszych. Sam mam dwójkę dzieci i niesłychanie ważne dla mnie jest, komu miałbym powierzyć swoje największe skarby, dlatego oprócz medali pływackich, zacząłem gromadzić uprawnienia i rozwijać umiejętności w pracy z dziemi i młodzieżą.

Zostałem pedagogiem, instruktorem ratownictwa wodnego, kapitanem jachtowym i motorowodnym, instruktorem windsurfingu, nurkowania, pływania – wylicza Marcin Trudnowski. Sam cały czas czynnie uprawia sport, co sprawia, że jest dla podopiecznych naturalnym wzorem. Tylko w tym roku ustanowił dwa rekordy Polski i został wicemistrzem świata w swojej kategorii wiekowej w ekstremalnym pływaniu lodowym. – Woda to moje życie i pasja. Staram się nią zarażać młodzież – podkreśla.

O CO PYTAĆ WYBIERAJĄC KOLONIE DLA DZIECKA? – radzi Marcin Trudnowski, zalozyciel Grupy Wodnej z Elbląga, od 15 lat organizujący wypoczynek dzieci na wodą

OPIEKA I BEZPIECZEŃSTWO

• Ile kadry przypada na cała grupę kolonijną? • Jak zorganizowana jest opieka poza zajęciami? • Jakie kwalifikacje mają osoby prowadzące zajęcia? • Na jakim terenie znajduje się baza noclegowa i zajęciowa? • Czy zajęcia odbywają się na terenie własnym czy w ogólnodostępnym miejscu publicznym?

ATRAKCYJNY PROGRAM

• Z jakiego sprzętu korzystają dzieci i ile jest go do dyspozycji całej grupy? • Kto prowadzi te zajęcia i jak są zorganizowane? • Ile w sumie jest rożnych aktywności w ciągu turnusu?

WIARYGODNOŚĆ ORGANIZATORA

• Czy posiada niezbędne pozwolenia i pozostaje pod nadzorem kuratorium? • Czym zajmuje się organizator poza sezonem letnim? • Jaką ma historię i czy może pokazać zezwolenia z kuratorium (oraz protokoły pokontrolne) z poprzednich lat? • Co rzeczywiscie będzie zapewnione na koloniach za kwotę, którą rodzic płaci? Czy są dodatkowe, ukryte koszty?

Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: archiwum Grupa Wodna

Niepubliczna Placówka Oświatowo – Wychowawcza Akademia Sportów Wodnych „Grupa” Marcin Trudnowski Elbląg, ul. 12-go Lutego 8a www.grupawodna.pl

039


INWESTYCJE

ŚNIADANIE NAD JEZIOREM JEST DOBREM OGRANICZONYM, JEJ ZASOBY CIĄGLE MALEJĄ. ODPORNA NA KRYZYS, WPROST DZIEDZICZONA. ZABEZPIECZA PRZED INFLACJĄ. NIE TRZEBA JEJ PRZECHOWYWAĆ, UBEZPIECZAĆ I NIE MOŻNA JEJ UKRAŚĆ. CHRONI JĄ RĘKOJMIA WIARY PUBLICZNEJ W POSTACI KSIĄG WIECZYSTYCH. A GDY ZNAJDUJE SIĘ NAD SAMĄ LINIĄ BRZEGOWĄ, JEST WYJĄTKOWO PEWNĄ INWESTYCJĄ. DZIAŁKA NAD JEZIOREM.

040

Firma Lokaty Ziemskie to jeden z najaktywniejszych promotorów Warmii i Mazur w biznesowych środowiskach Warszawy. Dwa razy w roku organizuje eventy, podczas których czołowym i wpływowym postaciom biznesu proponuje inwestowanie w działki turystyczne nad brzegami jezior. Jedną z tych propozycji jest Osada Trękus położona kilka kilometrów od granic Olsztyna. To kompleks 25 działek o powierzchni od 3000 mkw. Osada przylega do linii brzegowej jeziora Linowskiego. Z centrum Olsztyna dojeżdża się tam w 25 min, a w 2018 roku jeszcze szybciej – obwodnicą Olsztyna, konkretnie zjazdem w miejscowości Szczęsne na drogę 53 prowadzącą do międzynarodowego portu lotniczego Olsztyn-Mazury oddalonego o 55 km. Do tego w pobliskiej wsi Linowo zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego ma powstać park rozrywki. Osada znajduje się kilkaset metrów

od Rezerwatu Przyrody Las Warmiński, w którym dęby liczą sobie nawet 350 lat. Można tam spotkać i jelenia europejskiego, i orlika krzykliwego, i bociana czarnego. – Żyjąc na Warmii i Mazurach, mieszka się w miejscu do którego inni przyjeżdżają wypoczywać. Mieszkając na takim osiedlu można cały rok rozkoszować się widokiem jeziora, dzikich ptaków, czystym powietrzem i spokojem, a jednocześnie być niedaleko dużego miasta – podkreśla Cezary Centkowski, ekspert Lokat Ziemskich. Przygotowane przez firmę Lokaty Ziemskie wizualizacje osiedla uruchamiają wyobraźnię. – Będzie to kameralne osiedle z  pr y watną plażą, pomostem, wiatą grillową i  boiskiem do siatkówki plażowej – opowiada Miko łaj Adamski, ekspert LZ. – Dzięki temu każda działka będzie miała swobodny dostęp do jeziora. To atrakcyjne miejsce nie tylko na własny dom, ale też budowę domu do wynajmu.


INWESTYCJE

– W ostatnich latach obserwujemy ogromny wzrost liczby turystów na Warmii i Mazurach – dodaje Piotr Kaniewski, ekspert LZ. – Wynika to z doskonalącej się infrastruktury i dopisującej pogody, ale też problemów z emigrantami na zachodzie Europy i rosnących cen wyjazdów w miejsca uważane za bezpieczne. Ludzie lubią wypoczywać czując się bezpiecznie i komfortowo, a Polska jest tego oazą. – Dostrzegają to turyści z całej Europy, dlatego szybko rośnie zainteresowanie budową mał ych osiedli domków pod wynajem nad brzegami jezior. To również i dobry biznes. Praktycy twierdzą, że można spodziewać się 8–12 procent zysku rocznie – wtóruje Krzysztof Kentla, ekspert LZ. Jak wygląda proces zakupu działki z Lokatami Ziemskimi? – Na początku trzeba oczywiście wybrać działkę w jednej z siedmiu lokalizacji na Warmii i Mazurach. Po podpisaniu umowy przedwstępnej i wpłaceniu zadatku wnioskujemy o zgodę prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych na transakcję (w  przypadku gruntu rolnego) – w yjaśnia Mikołaj Kaszubski, ekspert LZ. – Później oczywiście akt notarialny, czyli przeniesienie własności oraz podpisanie umow y Programu Lokat Ziemskich. Po tym etapie przystępujemy do realizacji Programu: doprowadzamy media do działek, realizujemy zabudowę infrastruktury drogowej i części wspólnych osady, czyli plaży z pomostem, wiaty grillowej, boiska do siatkówki, co w sposób kontrolowany podnosi wartość nieruchomości – dodaje Mieszko Łabędziewski, ekspert LZ. Gdy wszystko jest gotowe, właściciel działki decyduje czy chce sprzedać z zyskiem uzbrojoną nieruchomość w kompleksie działek przygotowanych pod zabudowę domami

całorocznymi, czy samemu realizować inwestycję. Przy drugim wariancie pomagamy w procesie budowy, późniejszym wynajmie lub sprzedaży. – Nasze nieruchomości mają przewidywalny scenariusz przeznaczenia, są pozbawione wszelkich wad i ograniczeń prawnych oraz technicznych i co, bardzo ważne, mają ceny nie przekraczające średnich cen transakcyjnych w okolicy – wyjaśnia Mateusz Kotur, ekspert LZ. Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: archiwum Lokat Ziemskich

Lokaty Ziemskie Sp. z o.o. Warszawa, Grójecka 194 lok. 2 tel. +48 575 782 200 www.lokatyziemskie.pl

041


NIERUCHOMOŚCI

CHILLOUT

Z DALA OD BETONU O TYM, JAKI WPŁYW NA INWESTYCJE

MA INGERENCJA W KRAJOBRAZ, MÓWIĄ PAWEŁ BUCZYŁKO I SŁAWOMIR JABŁONOWSKI WŁAŚCICIELE OLSZTYŃSKIEGO ODDZIAŁU CENTRUM DORADZTWA FINANSOWEGO I NIERUCHOMOŚCI GRUPA CDF Made in: Jaki typ nieruchomości jest hitem na Warmii i Mazurach? Paweł Buczyłko: Działka nad brzegiem jeziora z możliwością zabudowy. Mamy mnóstwo zleceń tego typu. Kiedy pojawia się w naszej ofercie jakiś kawałek ziemi nad wodą, w rozsądnej cenie, to kwestia kilku dni, a czasem kilku godzin, kiedy znajdujemy nabywcę. Ziemia w naszym regionie jest nadal na niskim poziomie cenowym w porównaniu z innymi miejscami turystycznymi, jak tereny nadmorskie czy górskie. To szansa na spory zysk w perspektywie czasu dla właścicieli nieruchomości gruntowych. Kto ich szuka: „lokalsi” czy przyjezdni? I jedni, i drudzy. Ludzie spoza regionu, z wielkich ośrodków miejskich szukają w weekendy ucieczki przed smogiem i  zgiełkiem miasta. Inna grupa to emigranci, którzy po latach pobytu za granicą inwestują w nieruchomości w rodzinnym regionie. Mamy klientów ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Norwegii. Jednym z najważniejszych kr y teriów lokalizacyjnych przy w yborze odpowiedniej działki inwestycyjnej jest stosunkowo niewielka odległość od dużego miasta. W przypadku Warmii i Mazur, atrakcyjnymi gruntami są te położone w niewielkiej odległości od Olsztyna, np. w Stawigudzie, Pluskach, okolicach Gietrzwałdu, Jonkowa.

042

Wieś warmińska nadal jest modna? Sławomir Jabłonowski: Ostatnio wiele osób, które kilka lat temu wybrały wieś, wraca do miasta. Zwłaszcza ci, którzy mają dzieci w wieku szkolnym. Mamy w ofercie domy pod Olsztynem np. w Sząbruku, Giedajtach. Właściciele chcą wrócić do Olsztyna, bo kilka razy dziennie krążą, dowożąc dzieci na zajęcia dodatkowe w  mieście. Po paru latach sielskiego życia na wsi, chcą mieć znowu wszędzie blisko. Ale najchętniej zamieszkaliby na osiedlu w pobliżu jezior i lasów, jak Dajtki, Redykajny, Likuzy. Natura, a jednocześnie wielkie miasto? Oprócz oczywistych zalet miasta, do Olsztyna dodatkowo przyciąga kilkanaście jezior. Wartość nieruchomości wzrosła tu w perspektywie kilku ostatnich lat, m.in. dzięki infrastrukturze nad jeziorem Ukiel, która została doceniona w Europie, zebrała sporo nagród architektonicznych.

Ale sprawy chyba wymknęły się spod kontroli, zabrakło wizji na przyszłość. Jako pracownicy branży nieruchomości, ale przede wszystkim mieszkańcy Olsztyna, z żalem patrzymy jak Ukiel obrasta betonem. Naturalne brzegi, zastępują deptaki, jezdnie, a hotele i restauracje – architektoniczne kolosy, pojawiają się w błyskawicznym tempie. Nie wspominając o setkach drzew, które wycięto. Walory przyrodnicze są największą siłą regionu i jego stolicy. Jeśli nie zahamujemy procesu destrukcji krajobrazu, za jakiś czas chętnych aby inwestować tu, po prostu zabraknie. Macie jakiś wpływ na swoich klientów, uczulacie ich aby dbali o ten krajobraz? Paweł Buczyłko: To nie leży, niestety, w naszych kompetencjach. Jesteśmy jednak grupą lokalnych patriotów, nie ukrywamy, jak poruszyła nas nowelizacja ustawy o wycince drzew. Ujawniła ona plany inwestycyjne na nieruchomości, które dawniej uniemożliwiały przepisy o ochronie środowiska. Wiele hektarów działek, szczególnie tych najbardziej wartościowych, położonych nad wodą, stanowi własność prywatną. Chociażby 24-hektarowa działka położona nad Jeziorem Krzywym, na cyplu od strony Likus. W 2015 roku wyrokiem Sądu Okręgowego w Olsztynie powróciła do właściciela po wygranej batalii z Gminą Olsztyn. Teren, który wcześniej porośnięty był lasem, został całkowicie przetrzebiony. Wyrwani z letargu hukiem pił motorowych, nagle uświadomiliśmy sobie, że drzewa są jedynie przeszkodą do nieograniczonego korzystania z własnej nieruchomości i pomnażania zysków. To bardzo krótkowzroczne. Mamy świadomość, jaki wpływ w perspektywie czasu będzie to miało na otoczenie, a tym samym inwestycje w regionie. Siłą Warmii i Mazur jest chillout wśród zieleni, a nie wśród betonowych kolosów. Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Agata Kurczak i Arek Stankiewicz

Centrum Doradztwa Finansowego i Nieruchomości Grupa CDF Olsztyn, ul. Mazurska 12/18 Tel.: 89 527 78 13 www: grupacdf.pl  FB: facebook/grupacdf/


NIERUCHOMOŚCI

NIEZIEMSKI ADRES W HISTORII KAŻDEGO MIASTA RAZ NA JAKIŚ CZAS POJAWIA SIĘ GWIAZDA, KTÓRA SPRAWIA, ŻE WSZYSTKO ZACZYNA ŚWIECIĆ INNYM BLASKIEM. CENTAURUS – OTO GWIAZDA, KTÓRA ZMIENI OBLICZE OLSZTYNA.

044


NIERUCHOMOŚCI

Centraurus to łacińska nazwa jednego z gwiazdozbiorów ziemskiego nieba, którego konstelacje wyróżniają dwie wyjątkowe gwiazdy: najbliższa Słońcu Proxima Centauri oraz jedna z najjaśniejszych widzianych na niebie – Alfa Centauri A. Niełatwo znaleźć trafniejszą nazwę dla wyjątkowego kompleksu, który będzie górował nad miastem, dostarczając jego mieszkańcom wielu estet ycznych wrażeń, a  przyszłym lokatorom – cudownych widoków. Sfilmowane przy pomocy drona widoki z ostatnich kondygnacji 18-piętrowego obiektu pokazują piękną Warmię aż po widnokrąg. Nic w  zasięgu wzroku nie jest w  stanie prz ysłonić tej spektakularnej panoramy, a multimedialna wizualizacja obiektu, którą pracownicy dewelopera prezentują w biurze sprzedaży Centaurusa, dodatkowo rozbudza wyobraźnię. Ale zejdźmy na ziemię, a konkretnie o 55 metrów w dół. Niez agospodarowany dot ąd narożnik u  zbieg u ulic Głowackiego i Piłsudskiego, w kwadracie pomiędzy basenem OSiR a Planetarium, jeszcze przed wakacjami stanie się placem budowy. – Działka, na której stanie Centaurus, jest położona na granicy dwóch światów: starego Olsztyna – wypełnionego przez t ypowe kwartał y urbanist yczne – oraz młodego Olsztyna – od ul. Głowackiego zaczyna się zupełnie inny świat lat 60. i 70., który zrywa tradycję kwartału i przechodzi w tradycję pawilonu, czyli swobodnego osadzenia pojedynczych budynków w szerszym terenie – tak opisał ulokowanie swojego dzie ła Andrzej Kapuścik, t wórca Centaurusa, architekt o międzynarodowej sławie, w którego portfolio znajduje się nagradzana gdyńska inwestycja Sea Towers (140 m) stojąca nad brzegiem Zatoki Gdańskiej. – Centralna lokalizacja połączona z wielkością obiektu i jego programem użytkowym predestynuje Centaurusa do roli jednego z symboli Olsztyna – jako wyraźnie rozpoznawalnego budynku w mieście oraz miejsca częstych spotkań olsztynian. Zaprojektowany przez Andrzeja Kapuścika kolejny spektakularny budynek mieszkalny – Centaurus, będzie najwyższym tego typu obiektem na Warmii i Mazurach. – Wierzymy, że tak jak Sea Towers stał się ikoną współczesnej gdyńskiej architektury pokazywaną na widokówkach miasta, tak Centaurus stanie się jedną z ikon Olsztyna. Bo wielkość obiektu to jedno, a wyjątkowa architektura – drugie – podkreśla Grzegorz Mikołajczyk, prezes Warmia Investment sp. z o.o., spółki powołanej przez inwestora do realizacji Centaurusa. Czym będzie Centaurus? Obiektem wielow ymiarow ym składającym się z: komfortowego kompleksu mieszkalnego z dwiema wieżami (17 i 18 pięter), części biurowej oferującej najwyższej jakości powierzchnie klasy A (lokale nawet do 900 mkw), części hotelowej (105 pokoi Hampton by Hilton), części usługowo-handlowej i z umiejscowionego w centralnym punkcie inwestycji patio służącemu codziennym spotkaniom gości i mieszkańców. Na dwóch podziemnych kondygnacjach znajdą się hale parkingowe, z oddzielnymi wjazdami dla części hotelowej i mieszkalnej, w których przewidziano więcej miejsc, niż mieszkań. Oferta Centaurusa skierowana jest do osób szukających wysokiego standardu. Każdy ze 172 zaplanowanych lokali wyposażony będzie w system automatycznego sterowania ogrzewaniem i wysokiej klasy okna. Zlokalizowane na najwyższych kondygnacjach apartamenty posiadać będą

systemy alarmowe oraz możliwość instalacji klimatyzacji. Wejście do części mieszkalnej prowadzić będzie przez okazałe lobby recepcyjne. Do dyspozycji przyszłych mieszkańców będą lokale o powierzchniach od 40 do 156 mkw. Te największe – na ostatnich kondygnacjach – wykonane zostaną w formie wysokich na 3,6 metra apartamentów. – Mieszkania w  Centaurusie dedykowane są osobom ceniącym sobie życie w  centrum miasta ze wszystkimi jego zaletami: bliskością starówki, terenów zielonych, atrakcji kulturalnych, które są w zasięgu krótkiego spaceru, no i wygody, w tym życia bez korków – wylicza Grzegorz Mikołajczyk. – Obserwujemy w aglomeracjach tendencję do przeprowadzania się z domów na obrzeżach do apartamentów w centrach. Również same centra się zmieniają – są doinwestowane, place publiczne i parki są zadbane i zrewitalizowane. Często mówimy o sielance na peryferiach miasta, ale centrum Olsztyna oferuje to samo – dodaje. Centaurus zachw ycać będzie swą monumentalnością, zaś niektóre zabiegi architektoniczne wydają się przeczyć prawu grawitacji. Nowoczesna i metaliczna elewacja będzie wykonana z najwyższej klasy materiałów, a w części mieszkalnej bryłę urozmaicą panoramiczne loggie, które nie tylko powiększą przestrzeń do dyspozycji mieszkańców, ale też dostarczą kosmicznych widoków. Zwieńczeniem inwestycji będzie Aleja Zdobywców Kosmosu wiodąca od obiektu spod części usługowej pod stojące nieopodal Planetarium. Czyli zjeżdżając szybkobieżną windą, w kilka chwil można być w kosmosie aż dwa razy! Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: wizualizacje dewelopera

Warmia Investment sp. z o.o. Biuro Sprzedaży Olsztyn, al. Piłsudskiego 36 www.centaurus.pl

045


WNĘTRZE

ŻYJ WYGODNIE

FIRMOWEGO HASŁA PRODUCENT MEBLI TAPICEROWANYCH MP NIDZICA TRZYMA SIĘ WIERNIE OD PRZESZŁO 20 LAT. Z NOWYM LOGO, NOWĄ KOLEKCJĄ I NOWYM SKLEPEM PATRONACKIM MARKA WZMACNIA SWOJĄ POZYCJĘ NA RODZIMYM RYNKU. BO KRAJ I ZAGRANICA JUŻ ZDĄŻYLI POSMAKOWAĆ NIDZICKIEGO „ŻYJ WYGODNIE”.

046

Kiedy kilka lat temu właściciele firmy MP Nidzica pojechali do Kirgistanu na górski trekking, przy okazji planowali odwiedzić salon meblow y, k tór y f irmuje ich kolekcję. Ponieważ w graniczącej z Chinami republice polskie meble są traktowane tak, jak niegdyś włoskie buty w Polsce, miejscowi już na lotnisku podjęli gości z etykietą godną dyplomatów. Jaka jakość towaru, takie i przywitanie. Z kolei w Obwodzie Kaliningradzkim, czy choćby u naszych południowych sąsiadów, polskie produkty nie mają już takiej opinii, jak pożądane tam niemieckie marki. Ale ponieważ jakość ceni się wysoko, tamtejsze sklepy proszą nidzickiego producenta, by dostarczał swój produkt jako… niemiecki. Zmieniają się tylko metki, a jakość, dizajn i zastosowane rozwiązania koniecznie muszą zostać prosto z Nidzicy. Po ponad 20 -letniej obecności MP Nidzica na r ynku, nie t ylko zagraniczne sklepy pukają do niej po towar. Odrzucając skrajne marki produkujące kanapy dla niszo-

wego klienta (czytaj: wybitnie drogie lub bardzo tanie), MP Nidzica przebija się do czołówki najbardziej wziętych producentów mebli tapicerowanych w kraju. Kluczem do sukcesu jest stworzona i dopracowana technologia, która pozwala projektować i produkować dizajnerskie kanapy z funkcją spania. Fasonami nie odbiegają od mebli typowo wypoczynkowych, jakie promuje się na najważniejszych targach branżow ych. – Pogodzić to wsz ystko nie jest prosto, ale ten właśnie kompromis jest naszym wyzwaniem i codzienną pracą – obrazowo ujmuje temat Dariusz Popławski, właściciel MP Nidzica. Kolekcje nidzickiej marki dostępne są w 130 sklepach całego kraju. W kwietniu zaś otwarto w Olsztynie salon Meble PiK (przy ul. Dworcowej 7). Wraz z oddziałem w Płońsku rozpoczęły ekspansję sklepów firmujących największe portfolio MP Nidzica, choć w sieci Meble PiK znajdziemy również kompletny i szeroki asortyment mebli innych marek.


WNĘTRZE

Co dokładnie? Tu trzeba się zagłębić w kulisy współpracy producent-klient. – Doradcy klientów pracujący w sklepach najlepiej wiedzą, czego ci klienci szukają, więc przedstawicielom handlowym poszczególnych producentów tę wiedzę przekazujemy – mówi Marcin Kwinto, prezes zarządu firmy Meble PiK. I takie słuchanie rynku pomaga kreować późniejsze fasony, tkaniny, kolory. Praca zespołowa, obserwowanie wymagań klienta i uzupełnianie tego wspólnymi pomysłami są istotą funkcjonowania marek MP Nidzica i Meble PiK. Ale zdarzają się też przebojowe modele, jak narożnik Costa stworzony dwa lata temu w dziale projektowania

by wciąż wyglądała jak elegancki mebel wypoczynkowy, pomaga inna nidzicka firma – Stalmot, znany nie tylko w kraju producent okuć meblowych. – Gdy oni tworzą nowe rozwiązania techniczne, my równolegle myślimy nad wyglądem, a całość ostatecznie trafia do działu modelowania, gdzie powstają produkcyjne wersje konceptów – podsumowuje Dariusz Popławski. M.in. z tej współpracy dobrych kilka lat temu powstało innowacyjne rozwiązanie o  wdzięcznej nazwie „puma”, które w obecnej generacji nie ingeruje w pomysły wzornicze. Wcześniej bowiem roz wiązania funkcji spania mocno ograniczały komfort i dizajn sof oraz narożników.

MP Nidzica w  tak z wanym wolnym t wórcz ym czasie. Narożnik bez promocji i premiery na targach okazał się hitem otwierającym listę sprzedaży. Wraz z siecią Meble PiK, nidzicki producent wkracza też w kolejny etap działalności, z nowym logo, kolekcją, pomysłami oraz drugim pokoleniem w  rodzinnym biznesie. W zakresie grafiki nidzicka marka rozpoczęła współpracę z  pracownią Suszek Design, efektem której są choćby materiały promocyjne marki na bardzo wysokim poziomie estetycznym. – Wzornictwo dzisiejszych mebli MP Nidzica nie odbiega od wiodących polskich marek. Za to firma wciąż jest pionierem jeśli chodzi o rozwiązania stosowane w kanapach z funkcją spania. W tym temacie akurat to reszta bazuje na ich pomysłach – dodaje Marcin Kwinto. Jak po łącz yć sukces handlow y ze światową estet yką? W opracowaniu techniki kryjącej się w rozkładanej kanapie,

– W pewnych rozwiązaniach jesteśmy firmą innowacyjną, więc jeśli chodzi o meble wypoczynkowe z funkcją spania, to udało nam się osiągnąć wiele. Ale pomysłów i kierunków rozwoju przybywa z każdym kolejnym rokiem działalności – dodaje właściciel. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: archiwum MP Nidzica

MP Nidzica www.mpnidzica.pl fb/meblepoplawscy

Meble PiK Olsztyn, ul. Dworcowa 7 www.meblepik.com

047


RELAKS

TU LICZY SIĘ TYLKO

TWOJE DOBRE SAMOPOCZUCIE

MASAŻ: RELAKSUJE, UZDRAWIA, DODAJE SIŁ WITALNYCH I POBUDZA ENDORFINY. TYLKO KTO MA CZAS NA CODZIENNE SPOTKANIE Z FIZJOTERAPEUTĄ? CHYBA, ŻE JEST ZAWSZE W POBLIŻU I NA KAŻDE ZAWOŁANIE – PRZYCISK W PILOCIE. Ten „japończyk” zna ponad 40 technik masażu pleców i ramion, dopasowanych do sylwetki, potrzeb zdrowotnych i wytrzymałości. Stopy poddaje akupresurze. Delikatnie ogrzewa ciało i subtelnie je rozciąga, jak po przebudzeniu. Nie wspominając o wyglądzie – eleganckim i kunsztownym. Siadasz, a on zajmuje się twoim ciałem i duszą. Po kilkunastu minutach jesteś jak nowo narodzony. Fujiiryoki JP1000, to szczyt technologicznych osiągnięć. – Nazywany jest Rolls-Roycem wśród foteli masujących – tłumaczy Paweł Majer, współwłaściciel fi rmy Rest Lords. – Ruchy naśladujące ręce masażysty sprawiają, że człowiek się rozpływa. Czasami podczas targów, w których uczestniczymy, klienci zasypiają w naszych fotelach, mimo że warunki wokół, zdawałoby się, nie sprzyjają relaksowi. I potrafią się nagle wybudzić, kiedy tzw. ramiona masujące docierają do pośladków. Pierwszy fotel masujący stworzył w latach 50. ub. wieku Japończyk Nabuo Fujimoto. Po latach prób i testów wykonał pionierski model z drewna, który działa do dziś. Za sprawą tego wynalazku fotele masujące zaczęły masowo pojawiać się w krajach azjatyckich, a później Stanach Zjednoczonych i  Europie. W  Polsce od lat 90. można spotkać je m.in. w instytucjach i korporacjach, gdzie w „pokojach relaksu” pomagają pracownikom zregenerować się w trakcie przerw w pracy. A także odprężyć hotelowych gości, pacjentów w  poczekalniach czy klientów salonów w ystawow ych. Bo relaks, jak wiadomo, tworzy dobrą atmosferę. – Zazdrościmy Azjatom dobrego stanu zdrowia i długowieczności – przyznaje Paweł. – To zasługa zdrowego trybu życia i m.in. stosowania masażu, który wpisany jest w ich kulturę. Korzystają z niego kiedy tylko się da, opracowali tysiące technik, a fotele masujące są dla nich niezbędnym wyposażeniem domu. Właściciele olsztyńskiej firmy, istniejącej od 2009 roku, zachwycili się efektami takich masaży podczas pobytu na

Zachodzie. Eksperymentowali z różnymi modelami foteli, testowali oferty na międzynarodowym rynku, podglądali produkcję od podszewki w japońskich i chińskich fabrykach. I wyselekcjonowali trzy marki: Fujiiryoki, Massaggio i  Tokuyo. Na różne potrzeby zdrowotne, gusta i  zasób portfela. – Coraz więcej naszych foteli trafia do klientów indywidualnych – dodaje współwłaściciel firmy. – Często jednak słyszymy historie o nieuczciwych akwizytorach sprzedających towar wątpliwej jakości, który może być nawet niebezpieczny dla zdrowia. My zapewniamy serwis, udzielamy gwarancji i  przeprowadzamy kurs obsługi. Sięgamy po produkty wyłącznie najwyższej jakości, z odpowiednimi certyfikatami (np. japoński certyfikat sprzętu medycznego), dlatego klientów zdobywamy głównie z polecenia. Ogromne pudła z kokardami dostarczają pod wskazany adres. To często prezenty dla małżonków, rodziców w podeszłym wieku, osób aktywnych, zapracowanych czy sportowców. – Zdarzyło nam się montować fotel na houseboatach, w letniskowych domkach czy w pałacach, gdzie stanowiły wyposażenie każdego z salonów – zdradza Paweł Majer. – Ale też w studenckich kawalerkach – np. Massagio Piccolo, najmniejszy z modeli. Massaggio to nasza autorska marka, a produkcję każdego modelu zlecamy samodzielnie. Często naszymi klientami są też Azjaci mieszkający w Polsce. Ofertę foteli masujących można przetestować w olsztyńskim salonie Rest Lords w Koszarach Funka. Wizyta może się przedłużyć. Zdarzają się tu nieplanowane drzemki. Tekst Beata Waś, obraz: Tomasz Niewęgłowski

Rest Lords – fotele masujące Olsztyn, ul. Kasprowicza 4 lok. 30 tel. +48 89 721 33 44, fax +48 89 721 33 55 e-mail: biuro@restlords.com

049


EVENTY

ILE DIZAJNU NA EVENCIE?

050

Rozpoznawalne na całym świecie przezroczyste krzesło Elizabeth, znane ze stylizacji w najlepszych wnętrzarskich czasopismach, jest flagowym meblem, który można wypożyczyć w olsztyńskiej firmie ED Group. – To transparentne krzesło wykonane z przezroczystego poliwęglanu stylizowane na mebel z epoki Ludwika XVI – wyjaśnia Agnieszka Dąbrowska, właścicielka ED Group. – Zasłynęło nie tylko swoim niecodziennym dizajnem, ale i solidnością. Przed realizacją zamówienia naszych mebli otrzymaliśmy od producenta link do filmiku, w którym amerykański bejsbolista rozprawia się z krzesłem przy pomocy kija. Ale nie dał mu rady. Jedno krzesło robi wrażenie. A trzysta? Aż tyle Elizabeth jest w ofercie ED Group. Choć nazwa ED Group na rynku eventowym jest nowa, to jest to kontynuacja znanej od kilkunastu lat Agencji Afera. Ta olsztyńska firma zajmuje się organizacją wydarzeń firmowych, a w swoim portfolio ma takich klientów, jak: BASF, Costa, GSK, Jonhson&Jonhson, Michelin, Energa, Energizer (obecnie Edegwell), National Geographic czy Sephora. – Ponieważ pojawił się nowy dział firmy, zajmujący się w ynajmem mebli, postanowiliśmy zmienić nazwę: E oznacza eventy, D – design, czyli możliwość wynajmu dizajnerskich mebli – wyjaśnia Agnieszka Dąbrowska. – Realizując eventy dla tak wielkich marek, dziesiątki razy wynajmowaliśmy meble. W Polsce jest kilka

NIBY PRZEZROCZYSTE, AŻ LEDWIE JE WIDAĆ, A JEDNAK BEZ NICH JAKBY PUSTO. SŁYNNYCH KRZESEŁ ELIZABETH WYPOŻYCZALNI MEBLI EVENTOWYCH ED GROUP, NIE DA SIĘ NIE ZAUWAŻYĆ. JAK ZORGANIZOWAĆ UROCZYSTOŚĆ NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE ESTETYCZNYM? firm, które oferują naprawdę świetne produkty, ale gdy wydarzenie organizuje się na Warmii i Mazurach, koszty transportu stają się ogromne. Dlatego oferta ED Group kierowana jest przede wszystkim do klientów organizujących swoje wydarzenia w naszym regionie. Prócz wspomnianych słynnych krzeseł, w ofercie ED Group są też podświetlane bary, stoły, kanapy, półki ekspozyc yjne, stoliki kawowe, cock tailowe, eleganckie meble z palet na imprezy plenerowe oraz akcesoria, dzięki którym można uzyskać w yjątkową atmosferę w ydarzenia. – Stworzyliśmy własną kolekcję mebli z palet. Użyliśmy przy tym hartowanego szkła, najlepszych farb i poduszek pokrytych materiałem wysokiej jakości – wylicza właścicielka ED Group. – Dzięki naszym meblom można stworzyć strefę chilloutu pod gołym niebem, zachowując elegancki poziom wydarzenia. Na życzenie klienta, współpracujące z ED Group dekoratorki mogą również zaaranżować przestrzeń, w której mają stanąć wynajęte meble oraz wybrać i dostarczyć akcesoria. Podpowiemy też jak wykreować odpowiedni efekt, dzięki zastosowaniu oświetlenia oraz multimediów – zapewnia Agnieszka Dąbrowska. – Szczególnie przezroczyste meble, przy odpowiednim oświetleniu, dają niesamowity klimat. Wieczorami bardzo efek townie w yglądają też podświetlane bary.


EVENTY

Dzięki temu, że nowy dział firmy dopiero wystartował, jego klienci mogą mieć pewność, że wszystkie meble, które posiada ED Group są doskonałej jakości. – To ważny argument, ponieważ firmom wynajmującym meble ciężko rozstać się ze swoimi produktami, przez to klient często otrzymuje nie do końca atrakcyjny produkt – w yjaśnia Agnieszka Dąbrowska. – Dzięki temu, że sami dowozimy meble na miejsce, transportujemy je w specjalny sposób przy każdym wynajęciu mamy pewność, jakie produkty dostarczamy. Nie tylko takie kłopoty zdejmują z  głów organizatorów wydarzeń. – Kiedy ktoś zostaje organizatorem uroczystości, spotkania firmowego w większym gronie czy innego wydarzenia, ma przed sobą całą listę spraw, które mogą pójść nie tak – uświadamia Agnieszka Dąbrowska. – Chcemy, by stres związany z logistyką przyjęcia i wynajęciem mebli, nie odbierał całej przyjemność organizacji i  przebiegu wydarzenia.

Jeśli ktoś ma wątpliwości co do w yboru mebli, doradzi mu pracownik ED Group, który może przeprowadzić wizję lokalną pomieszczeń przed przyjęciem. – Coraz częściej firmy organizują eventy we własnych budynkach i halach. Przy odpowiednim wystroju, oświetleniu i meblach, miejsca te nabierają zupełnie innego charakteru – przekonuje właścicielka ED Group. – Minęły już czasy haftowanych obrusów, krzeseł w białych pokrowcach i kolorowej lampy nad parkietem. W atrakcyjnych cenach proponujemy najwyższej jakości stylowe meble na targi, spotkania biznesowe czy różnego rodzaju indywidualne imprezy okolicznościowe. Tekst: Michał Bartoszewicz Obraz: Archiwum ED Group

ED GROUP Olsztyn, ul. Bałtycka 136 www.ed-group.pl

051


NIERUCHOMOŚCI

MIĘDZY TEORIĄ A SPRAWCZOŚCIĄ ZAPISY MAŁYM DRUCZKIEM NIEJEDNEGO NABYWCĘ NIERUCHOMOŚCI PRZYPRAWIAJĄ O ZAWRÓT GŁOWY. A TU TRAKTUJE SIĘ JE JAK PASJONUJĄCY PROCES TWÓRCZY. O OLSZTYŃSKIEJ FIRMIE BROKER OPOWIADA WŁAŚCICIEL PIOTR KACZMARCZYK. MADE IN: Zawiły gąszcz przepisów i procedur dla większości osób nie jest raczej powodem do fascynacji. Piotr Kaczmarczyk: Dlatego właśnie usługa pomocy organizacyjno-prawnej rozwinęła się w Brokerze z potrzeb klientów. Współpracując z pośrednikami nieruchomości czy doradcami kredytowymi, zauważyliśmy, że wielu nie wnika należycie w kwestie formalne, a klienci, zamiast samodzielne zaznajamiać się przez kilka miesięcy ze skomplikowaną dziedziną, woleliby to powierzyć profesjonalistom i zająć się swoją działką. Działką metaforyczną. Tą rzeczywistą, jak i przepisami, zajmiecie się wy. (śmiech) Tak. Przejrzałem dziś komentarze na naszym profilu na Facebooku i 90 proc. z nich zawiera słowo „profesjonalnie” – to jest aspekt naszej pracy, który klienci akcentują. Bardzo mnie to cieszy. Muszę przyznać, że początkowo obawiałem się pracy na tak wrażliwej części rynku nieruchomości, jakim jest rynek deweloperski. Dla inwestora mieszkanie to produkt, dla klienta nieraz całe życie – i na tym styku powstają czasem nieporozumienia.

052

A w tym właśnie miejscu – pośredniczącym – znajduje się firma Broker. Obsługujemy kompleksowo zarówno inwestorów budowlanych, jak i klientów indywidualnych, głównie na rynku pierwotnym. Jeśli nieruchomość jest już wybrana, sprawdzamy jej stan prawny. Przy obsłudze osób prywatnych, po potwierdzeniu, że jest to bezpieczny wybór, możemy przejść do kwestii finansowania, zdolności kredytowej i wybrania oferty w banku. Przy obsłudze deweloperów przygotowujemy dokumentację inwestycji, współpracujemy przy projekcie i tworzeniu wizualizacji danego obiektu czy założeniu rachunku powierniczego. Wreszcie, przeprowadzamy pełny proces marketingowy i sprzedaży. Im dłużej zajmuję się tą branżą, tym coraz bardziej interesują mnie kwestie architektoniczno-urbanistyczne, dlatego oceniamy też grunty pod kątem ich atrakcyjności dla inwestorów, sprawdzamy, co można na nich wybudować. Słowem, wprowadzamy w arkana rynku nieruchomości – zarówno inwestorów indywidualnych, chcących kupić mieszkanie lub wybudować dom, jak i tych, którzy planują realizację wielorodzinnych, komercyjnych projektów deweloperskich. Pan jak je poznawał? Kiedy Studiowałem prawo na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, zaczęły mnie interesować przedmioty ekonomiczne, raczej poboczne na tym kierunku. Chciałem jednak pójść w stronę, gdzie zagadnienia prawnicze byłyby obecne, ale w kontekście ekonomii. To był w Polsce czas boomu w bankowości. Zacząłem pracę w banku, a od transakcji detalicznych przeszedłem do kredytów hipotecznych. Choć na rynku wtórnym cały czas mamy „pasjonujące zagadki’’, w naszym regionie związane nawet jeszcze z niewyjaśnio-

nymi kwestiami własnościowymi po II wojnie światowej, to mnie najbardziej zaciekawił rynek pierwotny. To tam są procesy inwestycyjne, w ramach których przygotowuje się koncepcję architektoniczną, proces budowlany, zapewnia temu finansowanie, a w efekcie powstają nowe lokale oraz budynki. I tak po etapie pracy w doradztwie kredytowym przyszedł czas na własną firmę i świadczenie kompleksowych usług z zakresu kredytów i nieruchomości. To poczucie sprawczości tak pociąga? Tak, bo przechodzimy od teorii do realnego życia, do człowieka. Moi współpracownicy podzielają te zainteresowania. To fascynujące, że np. w miejscu rudery, która zaniża standard całej okolicy, może powstać nowy budynek z potencjałem, pozytywnie oddziałujący na otoczenie. Jeśli pamiętamy przy tym, że nieruchomości żyją dłużej niż ludzie, więc nie powinny zagłuszać pozostałej zabudowy, ale płynnie się z nią komponować, nowy obiekt na dziesiątki, jeśli nie setki lat, stanie się elementem miastotwórczym. A nam zostaje ta satysfakcja, że współtworzyliśmy inwestycję, w której będą później funkcjonować ludzie: żyć, pracować, nawet dla przechodniów ta zmiana będzie mieć znaczenie. * Piotr Kaczmarczyk, założyciel firmy Broker, manager sprzedaży inwestycji deweloperskich. Z jego pasji do mieszkaniowego rynku pierwotnego zrodziła się misja profesjonalnej, kompleksowej obsługi branży deweloperskiej. Rozmawiała: Katarzyna Sosnowska-Rama Obraz: Arek Stankiewicz Na zdjęciu głównym od lewej: Piotr Kaczmarczyk, Paulina Chmielińska, Agnieszka Białas, Dorota Mientka, Anna Oleksa, Mateusz Purcha. BROKER nowe mieszkania i domy ul. Kopernika 17/3, 10-512 Olsztyn tel. +48 661 411 611 e-mail: biuro@broker-nmid.pl www.broker-nmid.pl


Wilczyńskiego 27A | Olsztyn (Jaroty)| www.ceramoteka.pl pn-pt: 10:00-18:00 | sb: 10:00-14:00

Butik z wyposażeniem łazienek

# produkty znanych marek # aurotyzowany dystrybutor

DLA NAS ROZMIAR* MA ZNACZENIE * spieki kwarcowe COVERLAM


SPOD IGŁY

SALON SAMOCHODOWY MADE IN

BRAKUJĄCE OGNIWO

POWIEW MŁODOŚCI

MISTRZOWSKA DRUŻYNA

MATERIAŁ NA PRZEBÓJ

Klientom na ten samochód do pełni szczęścia brakowało kilku detali: automatycznej skrzyni biegów sprzężonej z napędem na cztery koła i mocnym dieslem. Nic dziwnego, że zainteresowanie X-Trailem od razu wywindowało sprzedaż. Bezstopniowa przekładania Xtronic sprzyja relaksującej jeździe (zresztą jak i cały charakter auta), której silnik odpłaci się realnym spalaniem na poziomie sześciu litrów w trasie. A mamy przecież do czynienia z dużym autem, które opcjonalnie może przewieźć i siedem osób, i pociągnąć przyczepę o masie do dwóch ton. Dzięki regulowanej aż o 25 cm kanapie w drugim rzędzie, rośnie funkcjonalność i tak wielkiego bagażnika. Ale w funkcjonalności i tak nic nie przebije kamer 360 stopni. Przy wszelkich manewrach parkingowych mamy pełen obraz wokół auta. Cena od 100 400 zł. www.nissan.max-usluga.pl

054

WŁAŚNIE DEBIUTUJĄ, UWODZĄ I KUSZĄ

Debiutem tego modelu Renault skompletowa ł o w łaśnie gamę s amochodów z y skując ych coraz w ięk sz y rynek – po miejskim crossoverze Captur i kompaktowym SUV-ie Kadjar, na scenę wjechał duży SUV pod dobrze już znaną nazwą Koleos. Stylistyka powiela piękne linie zaprezentowane w  Talismanie i  najnowszym Megane. Rozpoznawalnym akcentem Koleosa są więc również te charak ter yst ycznie zaprojek towane światła przednie i tylne, które tworzą świecący pas niemal na całej szerokości auta. Atutem Koleosa jest bardzo bogate wyposażenie już w podstawowej odmianie Zen. Z kolei dla miłośników dizajnu na najw yższym poziomie czeka w ysmakowana wersja Initiale Paris z  unikalnym odcieniem fioletow y amethyste. Silniki mają moce od 130 do 175 KM, dostępne również z napędem na obydwie osie. Cena od 111 400 zł. www.alcar.renault.pl

Debiutująca w k wietniu na poznańskim Motor Show najnowsza Kia Picanto może nieźle narozrabiać wśród maluchów kupowanych do miasta. A to głównie za sprawą młodzieńczego dizajnu, ale i  świetnej opinii poprzedniej generacji. Właśnie analizując najchętniej kupowane dotychczas wersje, Kia zrezygnowała z ubogo wyposażonych Picanto i startuje już z bogato wyposażoną wersją M. Podążając za młodszymi odbiorcami, dodano też do oferty dynamicznie w yglądającą wersję GT Line, która wnosi sportową nutkę do segmentu A. Do napędu można wybrać jeden z dwóch silników benzynowych (67–84 KM). Wnętrze zdominował centralny siedmiocalowy wyświetlacz, którego funkcje współpracują z urządzeniami Apple oraz posiadającymi system Android. Cena od 39 990 zł. www.solix.olsztyn.pl

Kia Rio od zawsze chwalona była za atrakcyjny wygląd, funkcjonalność codziennego użytkowania oraz niskie koszty eksploatacji. Nic dziwnego, że do dzisiaj jest jednym z najlepiej sprzedawanych modeli koreańskiej marki na świecie. Jego czwarta generacja ma linię stylizowaną emocjami, więc kto kupuje auta oczami, może tu łatwo dać się uwieść. Widać tu rękę i wyczucie smaku Petera Schreyera, który od 10 lat nadzoruje stylistykę modeli Kia. Nowe Rio jest pierwszym autem segmentu B wyposażonym w układ automatycznego hamowania awaryjnego AEB z funkcją rozpoznawania pieszych (gdy radary zanalizują podbramkową sytuację – w przedziale 8–80 km/h same wyhamują auto). W gamie silnikowej mamy do wyboru dwa silniki benzynowe 84–100 KM oraz 90-konnego diesla. Nie ma póki co pikantnej odmiany GT, ale za to układ jezdny dostarcza usportowionych wrażeń już w podstawowych wersjach. Cena od 47 990 zł. www.solix.olsztyn.pl


AUTO

ZŁAMAĆ SYSTEM WYGLĄDA JAK BOLID ŻYWCEM SPROWADZONY Z TORU WYŚCIGOWEGO, ALE WCIĄŻ ZA CYWILNE PIENIĄDZE. TWÓRCY NOWEJ HONDY CIVIC DOBRZE WIEDZIELI, CZEGO OCZEKUJĄ ICH KLIENCI. Lakier rallye red, wersja sport plus, podwójny centralny wydech z tyłu, który wiele obiecuje, a pod maską… półtora litra. Żarty? Otóż drodzy fani Hondy, nie odkładajcie pochopnie lektury, bo to najlepszy Civic jaki kiedykolwiek powstał. Sam główny inżynier projektu, Mitsuru Kariya powiedział, że „stworzenie Civica dziesiątej generacji było najbardziej ambitnym zadaniem, jakiego podjął się zespół Hondy”. Wierzę, że stylistykę Civica ukształtował tor wyścigowy. Kipi mnóstwem zabiegów aerodynamicznych, więc od patrzenia lśniącego czer wienią detali można się już spocić. Ale każdego, kto przewertował wcześniej dane techniczne, aż korci przejażdżka cudem, które pod maską ma niewielki silnik 1,5 z turbodoładowaniem (182 KM). Nie wiem czy znalazłby się choć jeden fan starego Civica, którego lubił kręcić pod ósemkę na obrotomierzu, a nie przekonałby się do lekkiego i efektywnie działającego silnika z porządnym zastrzykiem mocy już od niespełna dwóch tysięcy obrotów. No to pójdźmy krok dalej – do bezstopniowej skrzyni biegów. Każdy kto miał okazję z takimi jeździć, w ciemno by się zamienił na choćby cztery biegi do przodu, byleby ręcznie przekładane. Tak irytująco to pracuje. Na pewno nie jeździłem wszystkimi bezstopniowymi skrzyniami dostępnymi w Europie, ale jedno jest pewne – tak doskonałą i przyjemnie pracującą skrzynią CVT nie jeździłem nigdy wcześniej. Oferuje naturalne reakcje klasycznego automatu, więc zamiast wycia kojarzącego się z wrzeszczącymi skuterami na włoskich ulicach, jest piękna praca z symulacją siedmiu przełożeń, zaś w trybie sportowym życie nabiera tego „rallye red”, które obiecuje nazwa lakieru. Inżynierowie Hondy poświęcili tej skrzyni dwa lata pracy. Jak już mamy sypać zaskakującymi faktami, to lecimy: podstawowy silnik Civica ma ledwie litr i trzy cylindry! Też jeź-

dziliśmy. I też dostarcza przyjemności (129 KM) – możecie się śmiać, ale ostatnia Honda Accord z popularną dwulitrówką nawet nie miała takiego momentu obrotowego, jak ten temperamentny silnik równo o połowę mniejszy! A komu starczy odwagi i punktów karnych, będzie mógł niebawem wsiąść we wściekłą 320-konną wersję Type R. Ale już niezależnie od atlety pracującego pod maską, przyjemności dostarcza przede wszystkim zawieszenie nowego Civica. Mistrzowsko tłumi defekty jezdni, zaś w prowadzeniu wciąż sygnalizuje sportowego ducha. Po w ycofaniu z  produkcji w  ub. roku większego brata Accorda, twórcy Civica musieli nieco zniwelować tę lukę chociażby gabarytami. Stąd mocno powiększono rozstaw osi (o 10 cm), który w pierwszej kolejności przekłada się na przestronność kabiny, jak i  samą długość nadwozia (o 14 cm). Auto wyposażono we wszystkie systemy, które dla tej klasy można sobie zażyczyć z dziedziny bezpieczeństwa, zaś wnętrze w najnowszą multitechnologię, włączenie z indukcyjną ładowarką do smartfona (ładujemy go kładąc zwyczajnie w schowku centralnej konsoli). Jeśli więc 11. generacja Civica będzie miała już tylko dwa cylindry, a będzie jeszcze lepiej jeździła od tej, to znaczy, że Honda złamała system.

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Honda Na zdjęciu: Honda Civic 1,5T i-VTEC Sport Plus, cena 106 tys. zł

Honda Daszuta Olsztyn, ul. Sikorskiego 33 www.honda.daszuta.pl

055


AUTO

COTY i lwy DO PRESTIŻOWEGO TYTUŁU CAR OF THE YEAR, KTÓRY W TYM ROKU SŁUSZNIE PRZYZNANO NOWEMU PEUGEOTOWI 3008, JA OD SIEBIE DORZUCIŁBYM JESZCZE MISTRZOSTWO ŚWIATA W ZAPROJEKTOWANIU WNĘTRZA.

056


AUTO

Tytułowe COTY to najbardziej pożądany skrót w branży motoryzacyjnej. Car of the Year przyznaje się w Europie od 1964 roku i – co tu dużo się rozpisywać – jest to najlepsze narzędzie marketingowe do promowania nowości klientom, skoro 57 najbardziej doświadczonych dziennikarzy motoryzacyjnych skupionych w jury, w mozolnym procesie wyłaniania najlepszego samochodu, wydaje taki oto werdykt. Co w tym przypadku oznacza „samochód roku”? Że wśród debiutującej w tym samym roku konkurencji, wybija się on stylistyką, jakością, rozwiązaniami technicznymi, prowadzeniem, wyposażeniem, ceną, bezpieczeństwem. Peugeot ma ostatnio nosa do robienia nieźle ocenianych aut, bo trzy lata wcześniej najnowsze wcielenie modelu 308 też ograło konkurencję (notabene poprzednik – model 307 – też sięgnął po ten tytuł w 2002 roku). By zamknąć już to wychwalanie Peugeota tytułami, dodam jedynie, że gama najmniejszych, trzycylindrowych silników benzynowych PureTech, które napędzają 3008, przed dwa lata z rzędu (2015 i 2016) zgarniała tytuły Engine of the Year. A więc silnik roku w aucie roku. Taką passę Francuzi mieli ostatnio, kiedy sięgali po mistrzostwo świata w 1998 i za dwa lata po mistrzostwo Europy w piłce nożnej. 3008 pozytywnie zaskakuje w wielu aspektach. Kto kupuje samochody oczami, kupił już i 3008. Kto jest wrażliwym estetą i miłośnikiem dobrego dizajnu, musi zajrzeć do wnętrza. Mistrzowska forma, smaczki, jakość, pomysł. No i te chromowane przyciski w stylu „Toggle Switch” na centralnej konsoli. Mimo iż nie ma akurat potrzeby przełączania czegokolwiek, to choć dla przyjemności warto się pobawić. Nastrój doprawia ambientowe oświetlenie w kilku kolorach do wyboru, jeden z pięciu rodzajów masażu i dyfuzor zapachów. Jak jeździć, to po parysku.

Znak rozpoznawczy ostatnich modeli Peugeota to oczywiście malutka i spłaszczona kierownica, a ponad nią dopiero zestaw wskaźników. Tutaj klasycznych zegarów już nie ma. Zastąpił je 12,3-calow y w yświetlacz (przepraszam, ma swoją nazwę: Peugeot i-Cocpit) bardzo wysokiej jakości, na którym możemy mieć pięć kompletnie różnych wizualizacji. I każda na swój sposób ciekawa. I teraz hit dla miłośników miejskiej ekologii. Od października będzie dostępne coś, na co jeszcze nikt do tej pory nie wpadał: wpinana w specjalny uchwyt ładujący w bagażniku… elektryczna hulajnoga (też ma swoją nazwę, a jakże: Peugeot Micro e-Kick). Korki…, jakie korki! Zaparkujcie 3008-kę gdziekolwiek i jedźcie dalej lekką, 8,5-kilogramową hulajnogą. W pełni naładowana (wystarczy jej godzina jazdy w bagażniku) wystarcza na 12 km i gna nawet do 25 km/h. A jak gna 3008? Wypróbowaliśmy go z tym niewielkim temperamentnym silnikiem PureTech 1,2. Trzy cylindry i 130 koni dostarczają miłych wrażeń akustycznych, miłych wrażeń również pod dystrybutorem, no i całkiem przyjemnych walorów dynamicznych (10,8 s do setki). W połączeniu z komfortowo zestrojonym zawieszeniem, całym tym pięknem, które cię otacza we wnętrzu oraz wspomnianym COTY 2017, szybko przypomnisz sobie tytuł słynnej bajki „Król lew”. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Kuba Chmielewski W sesji wzięły udział modelki Aleksandra Wojszkun i Ewa Ambrochowicz. Na zdjęciach: Peugeot 3008 1,2 PureTech 130 KM Allure – cena 99 600 zł

PZMOT Olsztyn ul. Sielska 5 www.pzmolsztyn.pl

057


AUTO

60 NA 90 UMARŁ KRÓL, NIECH ŻYJE KRÓL… ZE SCENY ZSZEDŁ WŁAŚNIE HIT SPRZEDAŻY VOLVO – MODEL XC60. TRON OBEJMUJE DRUGIE POKOLENIE. PRZEJMIE WŁADZĘ CAŁKOWICIE?

058

14 kwietnia 1927 roku z  fabr yki w  Geteborgu w yjechał pierwszy samochód marki Volvo, model ÖV4. Szampana z okazji 90. urodzin rozpijano przy odsłoniętej właśnie najnowszej generacji XC60. Prezent w sam raz, tym bardziej, że XC60 to ukochane dziecko marki. Kupiło go przeszło milion osób i  wciąż prezentował się nieźle… dopóki nie pokazano drugiej generacji. Umarł król, niech żyje król – słowa wygłaszane w średniowieczu po śmierci króla Francji miały zwiastować nowego monarchę i tym samym brak kłótni o sukcesję. Nowy model przejmuje wszelkie splendory poprzednika, ale gołym okiem widać, że wprowadza klientelę w nową epokę. Ona już została zapoczątkowana przez XC90, większego i starszego brata, który ujawnił myślenie stylistów Volvo. Chwycili nim za serca pasjonatów szwedzkiej marki. I nie t ylko szwedzkiej, bo wielomiesięczne kolejki po nowe modele Volvo tworzą też i dotychczasowi fani niemieckich marek klasy premium. Już schodzące ze sceny XC60 sprzedawało się najlepiej w swojej klasie, więc od 2017 roku konkurencja ma niemały problem. Szwedzi odważnie komunikują, że nowy XC60 jest jednym z  najbezpieczniejszych samochodów jaki kiedykolwiek wyprodukowano. Mają prawo tak twierdzić. Zresztą kto, jak nie oni wprowadzili kilka przełomowych rozwiązań w swojej bogatej historii. W 1959 roku zaskoczyli seryjnymi trzy-

punktowymi pasami bezpieczeństwa. W 2017 wprowadzili do XC60 system Steer Assist, który sam przejmuje stery we własne ręce, kiedy uzna sytuację za podbramkową. Volvo intensywnie pracuje nad autonomicznym samochodem, więc z każdą premierą będziemy poznawać coraz więcej systemów, które w  niedalekiej przyszłości wspomagać będą jazdę bez… kierowcy. Dużo przestronniejsze niż w poprzedniku wnętrze utrzymane jest w stylu XC90 i najnowszej limuzyny S90: też są piękne detale, dizajn dla estetów i poczucie spędzonego czasu w dobrym miejscu. Ale i jest coś dla fanów sportu i emocji. W czystym wydaniu. To wersja T8 z układem hybrydowym plug-in ładowanym z  gniazdka. Kiedy trzeba mocy, silniki spalinowy i  elektryczny rozpędzą auto w 5,3 s do setki, kiedy zaś trzeba ekologii, kilkadziesiąt kilometrów możemy pojechać na samym silniku elektrycznym. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Volvo Volvo XC60 – silniki 190–320 KM, cena od 184 500 zł, hybryda plug-in 407 KM, cena od 273 300 zł

Nord Auto Olsztyn, ul. Warszawska 117 D www.nordauto.dealervolvo.pl


AUTO

060

GOLF DLA KAŻDEGO WARTO BYĆ NA PREMIERZE

KOLEJNEJ ODSŁONY GOLFA, BY WIEDZIEĆ, GDZIE TYM RAZEM VOLKSWAGEN ZAWIESIŁ KONKURENCJI POPRZECZKĘ.


AUTO

Nowy Golf zawsze jest takim samochodem, po którym nie da się ocenić zasobności finansowej właściciela. Nie da się nie wkurzyć tym zdaniem paru panów, ale nie da się też ukryć tym twierdzeniem prawdy. Otóż jest na świecie kilka samochodów, które – niezależnie od statusu posiadania – wydają się być wyborem oczywistym. Argumenty w procesie decyzyjnym padają wówczas mniej więcej takie: bo technicznie doskonały, bo stylistycznie będący kwintesencją prostoty i elegancji, bo budzący dobre skojarzenia, bo wiecznie modny, ale nienachalny, bo jakość obsługi sprzedaży i serwisu przeszła na inny poziom. Całość? Jak z  klasycznym granatow ym garniturem uszy tym w  br yt yjskiej pracowni „Gieves & Hawkes”. Sensacji nim nie wywołamy, może nawet nikt nie zwróci na niego uwagi, ale choćby minęły jeszcze i cztery zaskakujące kadencje w Białym Domu, on ciągle będzie tak samo powściągliwie elegancki. Oczy wiście o  garniturze mowa. I  oczy wiście w kontekście najnowszego Golfa. Ponadczasowość – tak to się najczęściej określa? Golf siódmej generacji przeszedł najpoważniejszą kurację. Stylistycznie znów było to subtelne oszlifowanie diamentu, bo wielkich dzieł tworzonych dziesięcioleciami, nie traktuje się drastycznymi zabiegami. Stąd kolejne ewolucje Golfów największe zmiany mają… niewidoczne. Od debiutu w 1974 roku (jak dobrze mieć takiego rówieśnika!) ten samochód w zasadzie stworzył klasę „golfa”. Narzucał rytm niczym Usain Bolt na bieżni. Co miał Golf, musieli mieć i inni. Golf stał się niczym barometr, który potrząsa każdą pracownią stylistyczną, technologiczną i marketingową innych marek. A Golf ciągle w przodzie. Dzisiaj jest jedynym w swojej klasie autem, które oferuje wszystkie seryjnie dostępne rodzaje napędów: klasyczny benzynowy (TSI – wchodzą nowe silniki 1,5 i trzycylindrowy 1,0) i diesel (TDI), hybrydę typu plug-in (GTE o zasięgu na prądzie do 50 km), całkowicie elektryczny (e-Golf o zasięgu do 300 km) i zasilany gazem ziemnym (1,4 TGI). Oczywiście z napędem na jedną, jak i na dwie osie, no i we wszystkich wariantach nadwoziowych: hatchback trzy – i pięciodrzewiowy, pakowny Variant, uterenowiony Alltrack i jako rodzinny Sportsvan. Że o sportowych odmianach nie wspominając: GTI, GTD i zionąca ogniem wersja R. To najtańsze 4,6 sekundy do setki dostępne na r ynku (166 tys. zł). To niewiarygodne, że technologia kompaktowego auta uzbrojonego w 310 koni, napęd 4motion i procedurę startową launch control doszła do miejsca, do którego ledwie kilka sezonów temu dobiły auta z najwyższej sportowej ligi za nieporównywalnie większe pieniądze. A to ciągle Golf. Niejeden sąsiad nigdy w życiu nie posądziłby was o trzymanie w garażu bestii. Dla niego zawsze będziecie „tym spod siódemki, który ma Golfa”. No i doszliśmy to wstępnej tezy. Każdy może mieć Golfa uszytego na swoją miarę. Nic dziwnego, że od lat jest najlepiej sprzedającym się samochodem w Europie. Siódma generacja po gruntownym faceliftingu dysponuje kompletnym arsenałem technologii używanej przez koncern Volkswagen, jak choćby sterowanie gestami czy częściowo autonomiczna jazda do 60 km/h. A gdybyście np. jednym Golfem dzielili swoje życie we dwójkę, klucz każdego z was będzie miał zaprogramowanych szereg ustawień, więc już po otwarciu drzwi każde z was ma spersonalizowane preferencje multimediów, klimatyzacji, ustawienie lusterek i fotela, preferowane wartości adaptacyjnego tempomatu,

systemów wspomagających jazdę czy wreszcie zestawy wskaźników, których może być pięć różnych profili. Jeden Golf, a jakby dwa Golfy. Przeczytanie tego tekstu zajęło wam nieco ponad trzy minuty. W tym czasie sprzedano na świecie pięć nowych Golfów. Przez 42 lata – 33,3 mln sztuk, co oznacza, że statystycznie ktoś na świecie co 40 sekund kupuje nowego Golfa. To krócej, niż niejednej pani zajmuje przymierzenie golfa rano przed lustrem. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz Volkswagen Golf, silniki 85–310 KM – cena od 66 990 zł Na zdjęciu: Volkswagen Golf 1,4 TSI 150 KM Highline – cena 90 230 zł W sesji gościnnie wziął udział Marcin Józefowicz.

Auto Wimar Warmia Olsztyn, ul. Rataja 15 www.volkswagen-autowimar.pl

061


AUTO

ZAKUP KONTROLOWANY

PRAWIE NOWE, ALE NAWET O JEDNĄ TRZECIĄ TAŃSZE – O PROGRAMIE SPRZEDAŻY UŻYWANYCH SAMOCHODÓW BMW I MINI ROZMAWIAMY Z MARIUSZEM PAWŁOWSKIM, KIEROWNIKIEM SALONU SPRZEDAŻY ZDUNEK PREMIUM W OLSZTYNIE.

MADE IN: Stoją nowe samochody BMW w waszym salonie, ale kiedy doczyta się specyfikację każdego z nich, to okazuje się, że one są prawie nowe. Mariusz Pawłowski: Są z niewielkimi przebiegami, choć faktycznie prezentują się jak nowe. Pozyskujemy takie samochody dla naszych klientów z kilku źródeł. Część z nich stanowią samochody tzw. podemonstracyjne z salonów, w których jeździły od czterech do sześciu miesięcy jako testowe i zwykle nie mają więcej niż dziesięć tys. km przebiegu. Kolejne pochodzą od kadry menedżerskiej koncernu BMW, głównie z niemieckiej centrali BMW AG, która systematycznie wymienia służbowe pojazdy. Domyślam się, że również w bogatych specyfikacjach. Tak, to są zazwyczaj egzemplarze świetnie wyposażone, a przy tym mają nie więcej niż rok eksploatacji za sobą i przebiegi nie przekraczające 20 tys. km.

062

Ile można zaoszczędzić korzystając z takiej oferty, porównując z ofertą nowego pojazdu? Nawet do 30 procent. Mamy akurat w salonie kilka takich przykładów: model 525d z M-pakietem. Nowy, tak dobrze wyposażony, cennikowo kosztuje 298 tys. zł, ten egzemplarz – 219 tyś, ma dziewięć miesięcy i 13 tys. przebiegu. Taniej o 80 tys. zł. Inny przykład: topowy model 750i, również z M-pakietem, które z tak bogatym wyposażeniem kosztuje 720 tys. zł. Nasze – z przebiegiem 19 tys. km – 449 tys. Taniej o 270 tys. Obydwa pod każdym względem prezentują się niemal jak fabrycznie nowe. Ale macie też pojazdy i nieco starsze. Tak, one trafiają do nas z kolejnego źródła – pozyskane od naszych klientów, którzy wzięli je jako nowe w programie BMW Comfort Lease i  oddali po okresie finansowania. Umowy ograniczały tych użytkowników do przebiegów nie większych niż 50 tys. km rocznie. Samochody te trafiają do nas z powrotem po dwóch, trzech, a najdłużej po czterech latach użytkowania. Znacie przeszłość tych samochodów? Właśnie to jest ten podstawowy czynnik bezpieczeństwa zakupu dla kolejnego klienta. Każde z tych samochodów

musi przede wszystkim posiadać udokumentowaną historię serwisową, poza tym każde przechodzi program drobiazgowej kontroli przez autoryzowany serwis, podczas której sprawdzane są aż 72 punkty kontrolne, począwszy od blacharskich, przez mechaniczne, po diagnostykę komputerową. Jeśli przechodzi test pozytywnie, to taki samochód jest gotowy do udzielenia mu gwarancji na kolejne dwa lata, wraz z usługą assistance. W ogóle temat gwarancji potrafi miło zaskoczyć klientów na nasze używane modele, bo często te samochody jako nowe kupowane były już np. z pięcioletnimi pakietami gwarancyjnymi i serwisowymi, więc kiedy klient nabywa dzisiaj trzyletni egzemplarz, to jeszcze przez kolejne dwa lata ma gwarancję i bezpłatny serwis. I do tego oferujemy podobne formy finansowania przez BMW Financial Ser vices, jak w przypadku nowych pojazdów oraz atrakcyjne ubezpieczenie w tzw. pakiecie dilerskim, które jest o wiele bardziej bezpieczną i rozbudowaną polisą, m.in. gwarantuje naprawę na oryginalnych częściach BMW. Klientowi wymieniamy oleje i filtry w naszym autoryzowanym serwisie, myjemy auto, podczas gdy klient pije w tym czasie u nas dobrą kawę. I to jest ta obsługa premium, którą oferujemy w programie sprzedaży używanych aut. Grupa BMW Zdunek sprzedaje wiele marek w tym BMW i MINI. Czy nieznacznie używane modele nie osłabiają sprzedaży nowych samochodów? Jako firma mamy też cele sprzedażowe właśnie używanych samochodów, a te, które oferujemy, świetnie wpisują się w tę strategię. Przy tej usłudze ciągle oferujemy standard przyjęty dla marki, podnosząc tym samym kulturę motoryzacyjną wtórnego rynku. Klienci szukają dzisiaj rzetelnych samochodów, nawet kiedy są one minimalnie droższe od notowań rynkowych, ale przynajmniej przy zakupie takich pojazdów wszystko jest u  nas transparentne, a  klient dostaje całą wiedzę o modelu, który go interesuje. Rozmawiał: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz Zdunek Premium Olsztyn, Al. Warszawska 117 C tel. 536 281 101 www.bmw.zdunek.pl/olsztyn Autoryzowany serwis BMW i MINI


MODA NA REKLAMĘ

064


MODA NA REKLAMĘ

Kiepski t-shirt, podarowany w różnych okolicznościach, najczęściej zakładamy potem podczas remontu mieszkania, a co najwyżej do spania. Agraf tworzy klientom takie koszulki, by chętnie w nich chodzili nie tylko w pracy, ale i po pracy. T-shirt sam w sobie jest tylko elementem garderoby. Ale z odpowiednią grafiką jest już wysłaniem komunikatu przez osobę, która go założyła. – Nie chodzi tylko o to, by była na nim ciekawa grafika. Ale przede wszystkim grafika z przesłaniem i zrobiona z pomysłem – podkreśla Rafał Sadowski, właściciel firmy Agraf. Kiedy rozmawiamy, ma akurat na sobie t-shirt ze średniowiecznym Olsztynem do którego zajechała Warszawa. Ale o niej za chwilę. Koszulki i odzież promocyjną, którą tworzy jego kreatywny zespół, noszą już w sporej części Europy. I nie tylko – bo i paraolimpijczycy ze Stanów Zjednoczonych. Zamawiają je w Agrafie muzycy znanych kapel, organizatorzy wypraw w odległe zakątki świata, kitesurferzy z Wielkiej Brytanii, Muzeum Światowego Oceanu z Kaliningradu, firma telekomunikacyjna ze Szwajcarii czy organizator mistrzostw świata drwali na Białorusi. Czy w tych krajach nie mają takich lokalnych „Agrafów”? – Skoro spły wa do nas mnóstwo zamówień ze Szwecji, z Niemiec czy Francji, to chyba w czymś się na rynku wyróżniamy – sonduje Sadowski. Klucz do zagadki jest prosty, jak sukces popularnej restauracji w mieście: dobrej jakości składniki (czytaj: solidnej jakości produkt, którego nie zniszczy pralka), sprawna obsługa (maksymalnie tydzień od złożenia pomysłu do dostarczenia gotowej odzieży), niezłe jedzenie (kreacja pomysłu), no i dobra cena (wiadomo, podstawa handlu). I tak jak w restauracji, klientowi pozostaje złożenie zamówienia. Tylko na co się zdecydować? Agraf jest ofi cjalnym dystrybutorem odzieży reklamowej Promostars, z którą współpracuje od 17 lat. Promostars zaś, to jeden z liderów branży w Europie środkowo-wschodniej. Prócz t-shirtów: koszulki polo, bluzy, polary, koszule, swetr y, kur tki, torby, czapki. Wsz ystkie mogą zostać nadrukowane bądź wyhaftowane zgodnie z życzeniem. Pracownicy firmy potrafią doradzić klientowi, jaka odzież spełni jego wymagania, funkcjonalność, wybrać najlepsze techniki znakowania, zaprojektować nadruk, haft. Duże koncerny zlecają produkcję oficjalnej odzieży firmowej, która musi spełniać wszelkie w y tyczne dotyczące umiejscowienia logotypu i innych elementów identyfikacji wizualnej marki. Ale często odzież służy także do akcji promocyjnych, fi rmowych wyjazdów, jest prezentem dla klientów i wtedy zespół graficzny musi wykazać się kreatywnością. – Oczywiście kreatywność to nie wszystko, trzeba wziąć po uwagę ograniczenia i możliwości różnych technik znakowania – dodaje Rafał Sadowski. – W naszych grafikach często nawiązujemy do historii, sięgamy do legend, łączymy rysunek, malarstwo, fotografi ę z grafiką komputerową. Kiedy realizujemy jakiś projekt, np. związany z rajdem zabytkowych samochodów, motocykli, przynoszę do firmy stare książki z których czerpiemy inspiracje, projektując koszulkę na wyprawy, zapoznajemy się z historią i sztuką danego kraju. Tak rodzi się widziany potem na koszulce nadruk. Często z humorem. A ten towarzyszy Agrafowi od początku. Swoją firmę promowali kiedyś hasłem „Wyobraźnia bez granic”. W roli głównej: Warszawa rocznik '73 odkupiona

niegdyś od kultowego gdyńskiego taksówkarza. Z wymalowanym na bocznych drzwiach napisem „Przedsiębiorstwo Reklamowe Agraf” stała się jeżdżącą wizytówką firmy. Poza zimą Rafał użytkuje ją na co dzień. Kiedy więc pojechał nią np. do Szczecina na służbowe rozmowy, nikt nie miał złudzeń, że ma do czynienia z firmą, która łamie schematy i nie myśli banalnie. Stara motoryzacja pojawia się też w innym aspekcie. Agraf od wielu lat wspiera rajdy i wystawy zabytkowych pojazdów oraz akcje społeczne. Od ośmiu lat bierze czynny udział w  Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy organizując akcję „To jak, pomożecie?”. Ściąga na olsztyńską starówkę kultowe pojazdy, wożąc chętnych za symboliczną opłatą na rzecz WOŚP. W tym roku zebrali 26 tys. zł. Od maja kremowa Warszawa, nazywana Warszawką Agrafką, nie będzie już zdobić klimatycznej ulicy Skłodowskiej-Curie w Olsztynie. Firma ma nową siedzibę, która też nie wygląda standardowo – budynek nawiązuje do tradycyjnej architektury warmińskiej, ale jest ze wszech miar nowoczesny. Jego centralnym miejscem jest pięknie rozplanowana sala konferencyjna z wielkim dębowym stołem – miejscem gdzie kotłują się nowe pomysły. Zobaczymy je pewnie na t-shirtach kolejnych klientów, tylko jeszcze nie wiadomo w którą część kraju, albo świata, zostanie nadana przesyłka. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz, www.shutterstock.com

Agraf Reklama Odzież Nadruki ul. Sielska 14 B, 10-802 Olsztyn tel. 89 522 93 80, tel. kom. 609 803 066 e-mail: agraf@agraf.net.pl www: www.agraf.net.pl

065


STYL WARMII I MAZUR

AURA MODY

CÓRKA I MAMA: DWIE KOBIETY, JEDNA METAMORFOZA MAJ TO MIESIĄC DEDYKOWANY MAMOM. NIE TYLKO TYM BARDZO MŁODYM, POSIADAJĄCYM MAŁE DZIECI. W KOLEJNEJ ODSŁONIE CYKLU AURA MODY CHCIELIŚMY UDOWODNIĆ, ŻE RELACJA DOROSŁEJ CÓRKI I  DOJRZAŁEJ MAMY TEŻ MOŻE BYĆ W YJĄTKOWA. PRZED NASZYM OBIEK T Y WEM MONIK A KSIĄŻEK-BIALAS, KLIENTKA CENTRUM HANDLOWEGO AURA, WRAZ Z MAMĄ. Najnowsza sesja zdjęciowa Aury Mody to ukłon w stronę dojrzałej, pełnej ciepła i wzajemnej troski relacji dwóch kobiet – córki i mamy. Do udziału w niej zaprosiliśmy Monikę Książek-Bialas i jej mamę, Janinę, olsztynianki pełne wdzięku i odwagi, by spróbować czegoś nowego. – Dopadła mnie rutyna. Codziennie towarzyszy mi sportowy styl, adidasy, włosy związane w koński ogon – zestaw bardzo praktyczny, gdy ma się trójkę dzieci. Bardzo chciałam ponownie zobaczyć w lustrze fajną kobietę, znaleźć pomysł na nową fryzurę dla siebie – opowiada Monika Książek-Bialas. – Potrzebowałam spotkania ze stylistką, bo wierzę, że kobieta kobiecie może powiedzieć szczerze: „Weź się w garść, głowa do góry, pokaż wszystkim, jaka jesteś naprawdę”. Tak było zawsze w relacji z moją mamą, która mimo dojrzałego wieku jest wciąż młoda duchem, dba o siebie i kocham ją bardzo.

Na plener zdjęciowy wybraliśmy się do przystani „Między Deskami”. Jej sceneria świetnie podkreśliła naturalność relacji uczestniczek projektu. Budząca się do życia przyroda, wspólny spacer – to zawsze idealny sposób na podarowanie sobie wzajemnie czasu i  zapomnienie o  przyziemnych sprawach. Przydatne okazały się wygodne, ale jednocześnie nie za sportowe stylizacje. – Zależało mi, by przemycić w strojach trochę trendów i kolorów tak, by panie czuły się dobrze w tym, co mają na sobie. Starałam się przygotować stylizacje wiosenne i kobiece, ale nie w klasycznie elegancki sposób. Pani Monika jest szczupła i wysoka, więc mogłam sobie pozwolić na eksperymentowanie z luźniejszymi fasonami i niestandardowymi długościami. Pani Janina z kolei jest zadbaną kobietą o doskonałych proporcjach. Nieco niższy wzrost przekonał mnie do wyboru spodni dopasowanych, o długości 7/8, które świetnie wydłużają nogi. Całość dopełniłam swobodnymi T-shirtami i sportowymi kurtkami, osiągając efekt szykowny i młodzieńczy – wyjaśnia stylistka Agata Bałdyga. Zaproponowane zestawy sprawdzą się zarówno podczas weekendowych wypadów za miasto, jak i zwyczajnych obowiązków o nieoficjalnym charakterze, z którymi obie panie mierzą się na co dzień w mieście. Są to idealne propozycje dla zabieganych mam, córek, babć. – Bardzo spodobał mi się nowy wizerunek mamy i mój. Mam nadzieję, że dzięki naszej metamorfozie panie w każdym wieku przekonają się, że znalezienie dla siebie ciekawych, modnych ubrań i dodatków w centrum handlowym wcale nie jest trudne – podsumowuje Monika Książek-Bialas.

066 Obraz: Łukasz Wajszczyk Modelki: Monika Książek-Bialas, Janina Barbara Książek Stylistka: Doradca Stylu Agata Bałdyga Makijaż: Agata Sawicka Make Up Podziękowania dla Salonu Rowerowego Czesław Ciućkowski za wypożyczenie rowerów do sesji.

Czujesz, że ty też potrzebujesz wiosennej metamorfozy i porady stylistki? Zgłoś się do kolejnej sesji zdjęciowej Aury Centrum i magazynu MADE IN. Warmia & Mazury! Wypełnij formularz zgłoszeniowy dostępny od 15 maja do 5 czerwca na profilu Aury Centrum na Facebooku (www.facebook.com/AuraCentrumOlsztyna) lub bezpośrednio w centrum handlowym. Tam formularze zgłoszeniowe można wrzucać do urny stojącej na parterze przy strefie restauracyjnej. Regulamin akcji jest dostępny w biurze administracji Aury Centrum Olsztyna.


STYL WARMII I MAZUR

067

Ubrania i dodatki do nabycia w Aura Centrum Mama: Unisono: kurtka (199,00), bluzka (79,00), spodnie (149,00), szal (59,00), torba (199,00) / Badura: Buty (349,99). Cรณrka: Unisono: bluza (99,00), koszula (139,00), spรณdnica (89,00) / Badura: torba (349,99) / Adidas: buty (369,99).


STYL WARMII I MAZUR

068

Ubrania i dodatki do nabycia w Aura Centrum  Córka Monika: Solar: płaszcz (529,00), bluzka (199,00), spodnie (349,00), torebka (159,00) / Badura: buty (299,99).  Mama Janina: Solar: kurtka (369,00), spodnie (229,00), bluzka (149,00), szal (79,00), torebka (179,00) / Badura: Buty (349,99).


069


STYL WARMII I MAZUR

CÓRKA:

1.

Rowerowa wycieczka nie musi skazywać nas na szary dres. Możesz wybrać luźniejszy krój jeansów lub spódnicę za kolano. Nie będzie krępowała ruchów, a ty zaprezentujesz się wyjątkowo stylowo.

6.

3.

2. 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7.

Mohito – parka moro (269,99) Mohito – spodnie (149,99) Mohito – czapka (39,99) Solar – sweter biały (329,00) Solar – sukienka (499,00) Mohito – plecak (69,99) Nike – buty (329,99)

5.

4.

070

7.


STYL WARMII I MAZUR

5.

1.

4.

1. Mohito – kurtka puchowa (199,99) 2. Solar – spodnie (569,00) 3. Nike – bluza (159,00) 4. Solar – torba zielona (179,00) 5. Unisono – szal (39,00) 6. Mohito – okulary (59,99) 7. Adidas – buty (399,00)

2.

6.

MAMA:

3.

Bez względu na wiek, możesz 071

wybierać bardziej sportowe i miękkie ubrania. Wszystko zależy od okazji. Rowerowa przejażdżka z córką po parku lub w lesie, jest idealną sytuacją by założyć tenisówki czy bluzę z kapturem.

7.


CIAŁO

REGENERACYJNY KOKTAJL DLA SKÓRY MIMO IŻ STARZENIE SKÓRY JEST PROCESEM

POSTĘPUJĄCYM I NIEUCHRONNYM, MOŻNA GO ZNACZNIE OPÓŹNIĆ. MEZOTERAPIA WYCHODZI NAPRZECIW EFEKTOM STARZENIA SIĘ I SKUTECZNIE MOŻE JE ŁAGODZIĆ.

072

Skóra dorosłego człowieka zajmuje powierzchnię nawet dwóch metrów k wadratow ych i waż y razem z  tkanką podskórną około 20 kg. Dlatego starzenie się skóry, jako największego oraz najbardziej widocznego organu, dość trudno ukryć. Najnowszym trendem w  medycynie estetycznej, któr y spowalnia procesy starzenia jest biorewitalizacja skóry. Zabiegiem wpisującym się w nurt biorewitalizacji jest mezoterapia. – W praktyce lekarskiej zawsze powinno zwracać się uwagę na jakość skóry oraz jej odpowiednie nawilżenie. Mezoterapia to doskonały zabieg, który wykonywany regularnie, pozytywnie wpłynie na poprawę stanu skóry. Jest też idealnym rozwiązaniem stanowiącym uzupełnienie innych zabiegów, które możemy zaoferować naszym pacjentom – przekonuje Aleksandra Znajewska-Pander, lekarz dermatolog z kliniki Epi Centrum Laser Clinic w Olsztynie. Zabieg nawilża i napina skórę poprzez dobroczynne działanie podawanych substancji, ale też mobilizuje skórę do produkcji kolagenu odpowiedzialnego za jej elastyczność, poprzez działanie igły, która uruchamia procesy naprawcze. Mezoterapia pomaga też przy leczeniu blizn potrądzikowych, przerzedzenia włosów lub łysienia, w walce z cellulitem czy terapii rozstępów i blizn. – To prosty zabieg, który odżywia skórę nie zmieniając rysów twarzy, czego czasem pacjentki najbardziej się obawiają – dodaje Aleksandra Znajewska-Pander. Zabieg wykonuje się na różnych partiach ciała, najczęściej skupiając się na twarzy, szyi i dekolcie. Wszystko odbywa się za pomocą niewielkiej igły – procesy starzenia zatrzymy wane są serią mikronakłuć. W  głąb skóry wstrzykiwany jest kwas hialuronowy, osocze boga-

topłytkowe, komórki macierzyste albo preparaty kolagenowe. To lekarz dobiera odpowiednią mieszankę, która ma poprawić jakość skóry. Jej rodzaj zależy od wieku pacjenta, jego oczekiwań, potrzeb skóry, no i doświadczenia lekarza. Przed zabiegiem stosujemy znieczulenie skóry pacjenta. Ból? Nakłuwanie można porównać do ugryzienia komara. Po zabiegu przez kilka dni mogą być wyczuwalne grudki, może być widoczny rumień, obrzęk i wybroczyny. Mezoterapia jest zabiegiem całorocznym. W okresie zimowym nawilża wysuszoną cerę, w okresie letnim odżywia skórę zmęczoną słońcem. Wiosna jest więc idealnym momentem do takiej regeneracji, bo wysuszona po zimie skóra potrzebuje przygotowania do spotkania z pierwszymi promieniami słońca. Mezoterapię wykonuje się w seriach. To najczęściej trzy zabiegi, raz na miesiąc. Wówczas efekt jest najtrwalszy, zaś zmiany widoczne są już po dwóch tygodniach od zabiegu. A parę dni po wizycie można odczuć, że skóra jest bardziej napięta, a drobne zmarszczki się wygładziły. To jednak dopiero początek pozytywnych zmian, bo proces regeneracji postępuje przez kilka następnych miesięcy. Tekst: Martyna Siudak, obraz: Arek Stankiewicz

Epi Centrum Laser Clinic Olsztyn, ul. Samulowskiego 3b www.epi-olsztyn.pl

facebook.com/EpiCentrumOlsztyn instagram.com/epicentrum.olsztyn


Galeria Warmińska poziom +1. W kolekcji S/S 2017 Solar podkreśla to, co wywodzi się z natury, ale idealnie pasuje do urbanistycznej codzienności. W ubraniach można dostrzec inspiracje dalekimi podróżami i tropikalnymi krainami pełnymi egzotycznej fauny i flory. Naturalne materiały i proste wzory nadają oficjalnej, biurowej garderobie świeży, wakacyjny akcent.


URODA

PARA MŁODA W PAKIECIE W SALSIE ZAJMĄ SIĘ WSZYSTKIMI ZABIEGAMI PIELĘGNACYJNYMI, GDY TERMINARZ PRZYGOTOWAŃ ŚLUBNYCH – NIE TYLKO PANNY MŁODEJ – ZACZYNA PĘKAĆ W SZWACH.

074

Ona i on: z dala od urywających się telefonów, listy „to-do” i świadka nerwowo szukającego obrączek. Albo one – nierozłączne przyjaciółki – zawsze razem, to i dziś. Jeszcze inaczej? W gwarnym towarzystwie tłumku druhen lub mamy, przyszłej teściowej, babci, cioci czy szwagierki… Niezależnie od tego, z kim zaplanujesz ślubne przygotowania w salonie Salsa, wszyscy i tak zmieszczą się w grafiku. I w pakiecie. – Jego zawartość zależy od potrzeb klienta – mówi właścicielka Aneta Romanyk. – Pakiet podstawowy dla panny młodej obejmuje upięcie ślubne, makijaż oraz manicure hybr ydow y, w  rozszerzonej wersji jest również fr yzura próbna i pielęgnacja włosów, a w Pakiecie VIP pomyśleliśmy też o świadkowej. Pan młody nie pozostanie w zaniedbaniu – dla niego przygotowano ofer tę mieszczącą pielęgnację włosów oraz strzyżenie, które mogą być połączone ze stylizacją brody. Sztab fryzjerów i makijażystek pracuje nad szczegółami stylizacji, a wy, zanim padnie sakramentalne „tak”, macie jeszcze czas zrelaksować się nad filiżanką dobrej kawy. Nic dziwnego, że terminarz Salsy na 2018 rok już się zapełnia. Kilka miesięcy przed terminem ślubu planowane są rytuały pielęgnacyjne Aura Botanica, wykonywane kosmetykami francuskiej marki Kérastase, aż w 98 proc. pochodzenia naturalnego (w składzie – samoański olej kokosowy oraz marokański olej arganow y, k tóre gł ęboko odż y wiają

i rozświetlają włosy). Dzięki specjalnej kamerce wykonywana jest także diagnoza skóry głowy i włosów, pozwalająca na spersonalizowany dobór pielęgnacji. Omawiany jest styl ślubu i wesela, by makijaż, fryzura i detale były z nim spójne. – Przez ostatnie sezony królował kwiecisty folk, teraz wchodzi retro z lokami i kokardami. Jesteśmy na to przygotowani, regularnie szkolimy się w Polsce i za granicą, by nasz personel znał nowości, a salon był wyposażony nie tylko w wysokiej klasy sprzęt i kosmetyki, ale i typowo modowe dodatki – dodaje Aneta Romanyk. Chętnie powracające klientki potwierdzają, że w olsztyńskim salonie radzą sobie nawet z czynnikiem regionalnym: wilgotne powietrze Krainy Tysiąca Jezior jest sporym wyzwaniem dla misternie ułożonych fryzur. W Salsie udowadniają, że dobre uczesanie może się utrzymać i do ostatniego zdjęcia… z poprawin. Tekst: Katarzyna Sosnowska-Rama Obraz: Michał Bartoszewicz Podziękowania dla Butiku Ślubnego ARIANNE przy ul. Dąbrowszczaków 14 w Olsztynie za wypożyczenie sukni ślubnej do sesji. Salon Fryzur Salsa Olsztyn, ul. Mrongowiusza 4 tel. +48 695 840 803 e-mail: salsa@salsa.olsztyn.pl www.facebook.com/Salon.Fryzur.Salsa.Olsztyn


www.shutterstock.com

URODA

BYĆ NA FALI, CZYLI KOSMETYKA OD PODSZEWKI O MOŻLIWOŚCIACH ZABIEGÓW ESTETYCZNYCH I METODACH STOSOWANYCH W GABINETACH KOSMETYCZNYCH PISZE KATARZYNA BOŁĄDŹ*. Kosmetikos to po grecku strojny, zdobiący. Do niedawna kosmetyka była więc sztuką przyrządzania i stosowania środków do pielęgnacji ciała lub podkreślania urody. Dziś kosmetyka, nazywana już dostojnie kosmetologią, ot wiera nowe hor yzont y. Oprócz stosowania kremów i maseczek oferuje zabiegi z użyciem technologii zwanych modnie Hi-Tech. Pojęcie piękna zmieniało się od stuleci, podobnie jak trendy, obyczaje i poglądy. Aktualna moda na urodę opiera się na posiadaniu czystej, promiennej skóry, białych i równych zębów, smukłej figury, bujnych, zdrowych włosów i proporcjonalnej budowy ciała. Jednak uroda to nie tylko w ygląd zewnętrzny. Naturalny sposób bycia, pogodne usposobienie, lekkość bycia i urok osobisty. To właśnie ideał piękna. Zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Nowe technologie, na których można oprzeć kuracje anti-aging w  gabinecie kosmet ycznym pozwalają osiągnąć spektakularne rezultaty. Często podstawą ich działania jest wykorzystanie fali elektromagnetycznej. W zakresie światła widzialnego stosowane są terapeutyczne lampy LED o różnych długościach fali. Niskoenergetyczne światło czerwone działa regenerująco i stymulująco. Stosowane jest do odmładzania i rewitalizacji skóry. Światło niebieskie skutecznie redukuje zmiany trądzikowe i pomaga w gojeniu uszkodzeń i zmian zapalnych. Stosowane u mężczyzn będzie likwidować podrażnienia po goleniu. Żółte niweluje blizny i rozstępy. Ale to dopiero początek. Lasery przeżywają swój „złoty wiek”. Lasery na naczynka, do depilacji niechcianych włosów, do odmładzania skóry, usuwania tatuaży i regeneracji paznokci. Wskazań i możliwości jest wiele. Fala radiowa to kolejny krok technologiczny w  branży. Wnikając w tkanki prowadzi do tarcia cząsteczek, jednocześnie podnosząc temperaturę pod wpływem której stymulowane są włókna kolagenowe. To daje efekt powolnego

i rozłożonego w czasie odmładzania skóry. Hitem są urządzenia, które emitują falę radiową za pomocą głowic wyposażonych w mikroigiełki, które wnikając w skórę, uszkadzają ją stymulując w ten sposób czynniki wzrostu. Przyszedł również czas na falę dźwiękową. Dokładniej ultradźwiękową. Do oczyszczania, nawilżania, odżywiania, a nawet odchudzania. Liposukcja kawitacyjna czy zogniskowane ultradźwięki mają dotrzeć tam, gdzie sobie życzymy i pozwolić osiągnąć wymarzone efekty. Czy aby na pewno? Pięknie brzmią zapewnienia producentów i reklamy w mediach. Jednak czy to jest sposób na urodę? Zabiegi estetyczne stanowią ważny, choć ostatni etap w  budowaniu tak zwanej piramidy długowieczności. U jej podstaw leży nastawienie do życia, umiejętność relaksacji i radzenie sobie ze stresem. Kolejne elementy to codzienna, zbilansowana, świadoma dieta i umiarkowana aktywność fizyczna. Ukoronowaniem są zabiegi pielęgnacyjne i estetyczne. A modne zabiegi Hi-Tech? Tylko w rękach dobrych i doświadczonych specjalistów, którzy potrafi ą zdiagnozować problem, dostosować do niego technologie, parametry, czas i ilość zabiegów. W razie potrzeby skierują na badania lub dodatkowe konsultacje. Wiosna to przecież doskonały czas, by holistyczne zadbać o siebie. Nie tylko na zewnątrz, ale również „od podszewki”. * Katarzyna Bołądź – beauty expert, specjalista promocji zdrowia, kosmetolog, absolwentka Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, wykładowca LNE i Collegium Cosmeticum, studentka Żywienia Człowieka na UWM, właścicielka gabinetów kosmetyki i medycyny estetycznej Chimera derm, Klinika dermourody, Instytut36 w Olsztynie. Chimera derm Olsztyn, ul. Kopernika 14, tel. 89 535 92 42 Klinika dermourody Olsztyn, ul. Mochnackiego 1, tel 89 511 94 54 Instytut36 Olsztyn, ul. Kopernika 36/1, tel. 89 652 14 98

075


AKTYWNIE

DO PÓŹNA NA POLU

WIOSNĄ NA POLACH RODZI SIĘ ŻYCIE. A NA POLACH GOLFOWYCH? DLA NIEKTÓRYCH RODZI TU SIĘ NOWA PRZYGODA. MAZURY GOLF & COUNTRY

CLUB W NATERKACH ROZPOCZYNA KOLEJNY ROK BEZPŁATNEGO PROJEKTU SKIEROWANEGO DLA PRZYSZŁYCH AMATORÓW TEJ POPULARNEJ GRY.

078

Jedni mają osiem lat, a niektórzy i 88. Ale frajdę i zaangażowanie podobne. Golf to sport, w którym nie ma barier. – Golf dostarcza całej tej pozytywnej sfery socjalnej – grać w niego można z wnukami, z żoną, z dziećmi, całymi rodzinami, a nawet i samemu. Starszym osobom zaś pozwala na kontynuowanie ambicji i zażywanie relaksu bez barier, które zaczęły stawiać w pewnym wieku dotychczas uprawiane sporty – przekonuje Kazimierz Mitukiewicz, organizator Akademii Warmia-Mazury Golf Seniors Open 2017. To inicjatywa pola golfowego w Naterkach, którą wspiera samorząd województwa. Skierowana jest do seniorów 50+. Cel? Oczy wist y: wzrost akt y wności fizycznej tej grupy mieszkańców regionu. Tylko dlaczego akurat golf, któr y postrzegany jest jako zabawa dość elitarna? Otóż chociażby dlatego, żeby złamać ten błędnie zakodowany stereotyp. – Kosztowna dyscyplina? Między bajki należy to włożyć – kwituje Kazimierz Mitukiewicz. Na całym świecie gra w niego aż 300 milionów ludzi. W Skandynawii gra się w golfa w zasadzie aż do śmierci. 10-milionowe Czechy mają niemal ośmiokrotnie więcej pól golfowych niż Polska. Ktoś, kogo ciężko wyciągnąć na krótki spacer, na polu golfowym potrafi przejść kilka kilometrów. Ciągle w ruchu, z zaangażowaniem, skupieniem, no i poziomem rywalizacji, którego poziom sami możemy sobie dozować. – Za pomocą golfa chcemy właśnie

pokazać, że ten upływający kalendarz powinien wręcz podnosić naszą jakość życia – zauważa Mitukiewicz. – A jest jeszcze aspekt towarzyski i obyczajowy – dodaje. – Pole golfowe jest obszarem uprzejmości z bogatą w tradycję etykietą. Bez podziałów społecznych i hierarchii – na polu wszyscy zwracamy się do siebie po imieniu, szanujemy zasady co do stroju, więc jest też to element dopingujący do spędzenia czasu w miłej atmosferze z ciekawymi ludźmi. Dlatego Mazury Golf & Country Club, chcąc popularyzować golfa, prowadzi też cotygodniowe niedzielne darmowe kursy (z udostępnionym sprzętem, instruktorem i polem) na którym poznaje się ABC dyscypliny. I zazwyczaj łapie się bakcyla. Z kolei program Warmia-Mazury Golf Seniors Open 2017 obejmuje aż 13 półtoragodzinnych spotkań, które kończą się pozyskaniem zielonej karty – swoistego „prawa jazdy” poświadczającego uprawnienia i  wiedzę niezbędne do korzystania z pól golfowych na całym świecie. Ale za tym światow ym golfem wcale daleko nie trzeba jechać. Mazury Golf & Country Club w położonych o 12 km od Olsztyna Naterkach, to jeden z najlepszych obiektów w kraju. W ub. roku otwarto tu na europejskim poziomie dom klubowy, z pokojami hotelowymi i apartamentami, restauracją Hole in One serwującą nowoczesną kuchnię, salą konferencyjną – do dyspozycji pasjonatów, klubowiczów i zawodników. A to nie wszystko, bo już zapowiadana jest budowa twardych kortów tenisowych dla pasjonatów „białego sportu”. Dzięki unikalnemu położeniu w sąsiedztwie jezior Wulpińskiego i Naterskiego, wśród malowniczo pofałdowanego terenu, pole golfowe stało się nie tylko adresem do aktywnego wypoczynku, ale też i miejscem towarzyskich spotkań, rodzinnych obiadów, imprez integracyjnych czy biznesowych konferencji. Tekst: Rafał Radzymiński Obraz: www.shutterstock.com, Radosław Walaugo

Mazury Golf & Country Club Naterki, ul. Golfowa 20a www.mazurygolf.pl


KOCHA(M) – POMAGA(M)

SZABLE W DŁOŃ POD WZGLĘDEM MOŻLIWOŚCI KOMBINACJI I DEDUKCJI RUCHÓW PRZECIWNIKA SZERMIERKA PRZYPOMINA SZACHY. TYLKO, ŻE NA PODJĘCIE DECYZJI I KONTRATAK, ZAWODNICZKI MAJĄ 170 MILISEKUND. INACZEJ TO PRZECIWNICZKA ZDOBYWA PUNKT. JAK NA KRAJOWYCH PLANSZACH ROZPRAWIA SIĘ ZE STARSZYMI ZAWODNICZKAMI 12-LETNI ANIELA KOZŁOWSKA?

080


KOCHA(M) – POMAGA(M)

Jeden ruch powtarzany tysiące razy. Każde cięcie, zasłonę, wypad czy pracę nóg doprowadzamy do perfekcji. Treningi są codziennie, dlatego czasem jestem zmęczona. Po szkole i zajęciach przyjeżdżam do domu wieczorem, odrabiam lekcje i idę spać. Ale ja bardzo lubię walczyć. Na zawodach, jak pokonuję zawodniczkę ze starszej kategorii wiekowej, wyższą ode mnie o półtorej głowy, to zawsze skaczę ze szczęścia. I chciałabym tak kiedyś skakać na olimpiadzie – mówi 12-letnia Aniela Kozłowska, która od sześciu lat trenuje szermierkę w UKS Hajduczek Olsztyn. Mając w ręku szablę pokonuje zawodniczki ze starszych wiekowo kategorii. – Są sytuacje, gdy Anielka przyjeżdża na zawody, stoimy pod tablicą z rozpiską turniejową i słyszymy od dziewczyn ze starszej kategorii wiekowej: „o nie, mam Kozłowską w grupie” – opowiada Krzysztof Kozłowski, tata Anieli. Jak podkreśla, to sport wymagający od zawodników ogromnego zaangażowania. – W szermierce są trzy bronie: floret, szpada i szabla. Floret i szpada praktycznie są bez zasad. Chodzi o trafienie przeciwnika. Aniela walczy jednak szablą, najbardziej dynamiczną, widowiskową, ale i jednocześnie skomplikowaną bronią. W szabli jest mnóstwo zasad. Dzieciakom zajmuje przeciętnie dwa, trzy lata zanim wpoją sobie wszystkie na tyle, by podczas walki działać instynktownie – opowiada Krzysztof Kozłowski. – Jak dorosły, który od wielu lat prowadzi samochód. Nie myśli o sprzęgle, zmianie biegów – po prostu jedzie. A tu ma się na decyzje tylko milisekundy. Jak dodaje trener Anieli, Adam Sobczak, szermierka kształtuje w dzieciach mnóstwo cech, które przydadzą się im w dorosłym życiu. – Przy tak ogromnej liczbie zasad i tak niewielkim czasie na reakcję, wykształca się niebywała szybkość myślenia, analizy sytuacji, refleks, koncentracja i  odwaga – w ylicza. – Przykład? Podczas natarcia przeciwniczki i obrony, o tym, czy nastąpi prawo przekazania natarcia, decyduje kilka czynników: miejsce odbicia klingi, pł ynność w ykonania całej sek wencji ruchów, fakt czy zawodniczka nie wstrzymała dłoni. Przeciwniczki muszą nawzajem się obserwować i decydować. A  wszystko to odbywa się w ułamkach sekund. Mimo ledwie 12-lat Aniela opanowała te umiejętności na tyle, że regularnie pokonuje zawodniczki ze starszych wiekowo kategorii. – Największe sukcesy Anieli zaczęły się w ubiegłym roku. Podczas Ogólnopolskiego Turnieju Młodzików w szabli (Poznań) wywalczyła siódme miejsce. Wówczas, będąc jeszcze w kategorii wiekowej dziecko, wywalczyła miejsce w najlepszej ósemce turnieju, co zdarzyło się po raz pierwszy w historii rywalizacji szablistek. W walce o strefę medalową pokonała zwyciężczynię poprzedniego turnieju dla młodziczek, drugą zawodniczkę w tej kategorii w Polsce – wspomina tata Anieli. – Od czerwca 2016 roku Anielka weszła już w kategorię wiekową młodzik. Podczas turnieju w Koninie na planszach stanęło 70 najlepszych szablistek z Polski. Po stoczeniu 18 walk Anielka wygrała turniej. I znów po raz pierwszy w historii kraju zawodniczka z najmłodszego rocznika w kategorii wygrała turniej klasyfikacyjny swojej kategorii. W kolejnym turnieju była trzecia. Przy tym wszystkim ma w szkole średnią 6,0. Jaki ojciec nie byłby dumny z takiej córki? – kończy retorycznym pytaniem. Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: Łukasz Wajszczyk Podziękowania za pomoc w realizacji sesji zdjęciowej dla ERANOVA Miejsce Kreatywnej Aktywności, przy Al. Obrońców Tobruku 3

PROJEKT EVA ZDRÓJ KOCHA(M) – POMAGA(M) W sześciu kolejnych wydaniach magazynu poznacie dzieci i młodzież, które swoją postawą mogą inspirować rówieśników. To wolontariusze, młodzi liderzy małych społeczności, utalentowani sportowcy, ar t yści, t wórc y, o  któr ych można z  dumą pisać i opowiadać. A jednocześnie osoby skromne i pełne pozytywnych wartości. Chcemy inspirować również dorosłych, by spotykając młodych wartościowych ludzi, chcieli pomagać im się rozwijać. Taki przykład wysyła w świat olsztyńska marka EVA ZDRÓJ, która będzie nagradzać naszych bohaterów. MAG Dystrybucja (właściciel marki) przekazuje voucher na 1000 sztuk butelek 0,5l wody EVA ZDRÓJ dla Uczniowskiego Klubu Spor towego „Hajduczek ” działającego w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr  3 z  Oddziałami Integrac yjnymi w  Olszt ynie. Mecenas projek t u z apew ni spraw ną obsł ugę logistyczną. – Każdy trening tych utalentowanych zawodników wiąże się z  ogromnym w ysiłkiem. Woda EVA ZDRÓJ to woda alkaliczna, która wzmacnia system odpornościow y, zapewnia właściwe nawodnienie organizmu, buforuje kwas mlekowy powstający podczas wysiłku fizycznego opóźniając zmęczenie mięśni – wylicza Piotr Kłopotowski z MAG Dystrybucja. – Dlatego mamy nadzieję, że w ten sposób przyczynimy się do kolejnych sukcesów Anieli i jej kolegów z drużyny.

MECENAS PROJEKTU: Mecenasem projektu jest olsztyńska firma MAG Dystrybucja. Dzięki temu, że działa już 25 lat, doskonale zna potrzeby lokalnej społeczności i nieustannie wspiera miejscowe inicjatywy. Jednym z priorytetów jest pomoc dzieciom z naszego regionu. Doskonałym tego przykładem jest stworzona przez nich marka wody EVA ZDRÓJ 0,5 l. 5 groszy z każdej sprzedanej butelki trafia do potrzebujących dzieci na Warmii i Mazurach. Dzięki zgromadzonym środkom sfinansowano m.in. budowę placu zabaw na terenie Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie.

081


REPORTAŻ

W TRYBIE ALFA

TO NIE BĘDZIE ATLAS PTAKÓW WARMII I MAZUR.

TO BĘDZIE ZAPIS ŚWIATA JEDNYCH Z NAJBARDZIEJ W O L N YC H I S TOT Z I EM S K I C H , U C H W YCO N Y Z  PER SPEK T Y W Y SSAKÓW NIELOTÓW – T YCH Z APARATEM W RĘKU.

082

Ogromny, ciężki ptak podchodzi do lądowania. Przy takich gabarytach to spory wysiłek, dlatego stara się go ograniczyć. Rozczapierza stopy, wygląda nieporadnie i ma się wrażenie jakby spadał wprost na ciebie, tam, gdzie jesteś ukr y ty. To jest kontrolowana katastrofa! – tak Andrzej „Szczurek” Waszczuk opisuje lądowanie żurawi, o których większość z  nas myśli „majestatyczne”. Co ptaki mogą myśleć o nas – opowiadają leśni ludzie z Warmii i Mazur.

CO CIĄGNIE WILKA DO LASU Weekendy całe. Od poniedziałku do piątku – jak t ylko zaczyna wschodzić wcześniej słońce – to i przed pracą (pobudka o 4.00), i po, aż do zmierzchu. Razem nawet osiem godzin dziennie, jak na etacie. – A gdy jest rykowisko… prawie nie wychodzę z lasu – po namyśle puentuje z tubalnym śmiechem Krzysztof „Leśny” Mikunda. – Na szczęście jestem typową sową, więc sześć godzin snu mi wystarcza. Zagadką pozostaje, kiedy znajduje czas na obróbkę zdjęć, pisanie postów na blog „Leśne opowieści” czy nagranie

audiobooków edukac yjnych o temat yce ekologicznej. Absolwent olsztyńskiej zootechniki, choć mogło to być także leśnictwo lub ASP. – Na szczęście oprzytomniałem – żartuje, gdy siedzimy w biurze jego agencji reklamowej. Tu łączy swoje pasje. Która z nich jest najważniejsza, okazuje się, gdy rozmowę przerywa nam głos myszołowa, wydobywający się z Krzyśka telefonu. – Fotografia jest wartością dodaną. Nie szukam „efektu wow”, bliżej mi do reportera niż artysty – wytłumaczy, gdy skończy rozmowę telefoniczną o proteście w obronie Lasu Warmińskiego. – W lesie wchodzę w tryb alfa, absolutny błogostan, na skraju świadomości… – mówi tak, że już wiem, skąd na blogu przyrodniczym nawet 10 tys. odsłon miesięcznie. „Seks w wielkim lesie” – artykuł o ptasich godach – z pewnością miał również sporą poczytność. Jego autor, Stanisław Blonkowski, w lasach państwowych przepracował 45 lat. – Dziś mijają dokładnie cztery lata od mojego przejścia na emeryturę – zaskakuje. Mimo to nie spędza w lesie mniej czasu niż jako zastępca nadleśniczego w Suszu. Co stamtąd „wyniesie”, ubiera w słowa, obrazy malarskie, fotografie. Wydaje albumy, publikuje w „Kurierze Iławskim”. Gdy pytam, co go do przyrody ciągnie, przywołuje książkę Ernsta Wiecherta, piewcy Mazur z przełomu XIX i XX wieku: – W „Lasach i ludziach” pisarz zadaje pytanie, czy leśnicy to odrębny gatunek ludzi. Są przecież wynajęci przez państwo do opieki nad lasem, a identyfikują się z nim na całe życie. „Nie jesteśmy sami” – z  tą myślą zacz ynam rozmowę z  Andrzejem Waszczukiem, pochodząc ym z  Kwiecewa


REPORTAŻ

mieszkańcem Dobrego Miasta, z w ykształcenia elektr ykiem, nieraz stolarzem, przede wszystkim fotografikiem. Jego książka „Warmia. Ptasi raj” zajęła pierwsze miejsce w konkursie rektora Uniwersytetu WarmińskoMazurskiego na najlepsze wydawnictwo promujące region. – Myślimy: my jesteśmy inteligentni, my wszystko wiemy… Nic nie wiemy – wzdycha i sypie historiami z każdego kontynentu i wieku, obrazując, w jak bezmyślny sposób ludzkość niszczyła naturę. – Przyroda jest dla nas wciąż niepojęta. Naukowcy porównują dwie próbki ziemi oddalonej od siebie o metr i w laboratorium okazuje się, że różnica między nimi to jest cały kosmos… Ale mieliśmy przecież mówić o ptakach – reflektuje się. – Wybacz, ciągnie wilka do lasu!

– Warmia i Mazury są regionem o dużym zróżnicowaniu, lodowiec cudownie porzeźbił sobie w tym terenie. Są jakieś kotlinki, bagienka, rzeki i jeziora. Ziemia jest bogata i szczęśliwie poszatkowana na poletka, nie ma wielkich farm. To wszystko jest gwarantem zróżnicowania ekologicznego i dzięki temu mamy możliwość obserwowania unikalnych gatunków. „Leśny” jednym tchem wymienia ptaki o fantastycznych dla laika nazwach: nurogęsi, pluszcze, różańce, czernice, tracze i gągoły. – Błotniaki stawowe są znoszone wiatrem w tak chybotliwym locie, że sprawiają wrażenie, jakby nie do końca opanowały sztukę latania, a kaczki krzyżówki, podchodzące w  mieście do ręki, w  środowisku natu-

PIĘĆ MINUT OD ROGATEK, CZYLI CO TU LATA Bocianie gniazda na dachach ceglanych budynków, majestatycznie lecące żurawie – takie są ptasie Warmia i Mazury z widokówek i turystycznych folderów. – Bo rzeczywiście wyróżniamy się dużymi populacjami dużych gatunków – zauważa Marian Szymkiewicz, kierownik Muzeum Przyrody w Olsztynie. – Mamy chyba największą w Polsce populację czapli siwej i jedną z liczniejszych kormorana, który teraz się upowszechnił, ale kiedyś był przede wszystkim symbolem wielkich jezior naszego regionu. Obserwujemy ekspansję łabędzia krzykliwego – przyszedł ze Skandynawii i polubił okolice Olsztyna. Są czaple, gęś gęgawa, nawet dziewięć gatunków kaczek i dwa kań, większość polskiej populacji orlika krzykliwego. Wystarczy odjechać pięć minut od rogatek miasta i już kilka z tych ptaków możemy spotkać. Stanisław Blonkowski wylicza, że niektóre regionalne dyrekcje nie mają tylu gniazd, ile jest w samym Nadleśnictwie Susz. A bocian? Choć występuje w całej Polsce, to w takiej ilości jak tu – nigdzie w kraju i niewielu miejscach w Europie. Mamy nie tylko słynne Żywkowo, gdzie bocianich gniazd jest więcej niż mieszkańców wsi. – Takich miejsc jest więcej, zwłaszcza w części przylegającej do obwodu kaliningradzkiego. Tam są kolonie bocianów, kilkanaście-kilkadziesiąt gniazd. Tworzą niepowtarzalną scenerię i robią ogromne wrażenie na gościach spoza Europy. Dla nich to jest niewyobrażalne, że dziki ptak mieszka prawie jak udomowiony, ale pozostaje niezależny – przytacza Szymkiewicz. „Szczurek” pasjami fotografuje żurawie. Spędza z nimi tyle czasu, że rozpoznaje już poszczególne pary, wie, w jakie rewiry przylatują na nocleg i dlaczego śpią na jednej lub dwóch nogach – odpowiedź znaleźć można w jego zachwycająco malarskich albumach fotograficznych. – Wszystkie ptaki są piękne, to jedne z najbardziej wolnych stworzeń. Poza nimi wolne są może jeszcze bakterie, bo mogą lecieć z wiatrem, deszczem – rozkręca się. Krzysztof Mikunda podsumowuje ptasie życie regionu: – Żeby czy telnika nie zanudzać systemat yką, powiem tak: poza mnóstwem ptaków wodnych satysfakcją jest oglądanie kuraków, ptaków gniazdujących na ziemi, bo z nimi jest problem. Jestem miłośnikiem drapieżników, cieszy mnie stabilna populacja bielika, prawdopodobnie protoplasty naszego godła. Kiedyś zaliczanego do orłów, dziś do orłanów, dyskusje tr wają w  nieskończoność. To taki ptak, że kiedy uda mi się zaobserwować na padlinie samicę czy samca z dojrzałym, wybarwionym ogonem, to jest widok, który zapiera dech w piersiach – obrazuje.

ralnym są hister ycznie czujne – podrzuca ciekawostki. – Ornitofani na terenie miasta mogą podziwiać krogulce, kołujące nad Olsztynem bieliki – wielkie ptaki, a taką mają adaptatywność. On wczesną wiosną czeka na żurawie, później na mniejsze ptaki – gdy przystępują do fazy godowej, las odżywa po zimie. Jego ulubieńcy to rudziki. – Tacy towarzysze, przeskakują z gałązki na gałązkę i prowadzą przez kilkadziesiąt metrów. Przyglądają mi się z zaciekawieniem, kręcą główkami. To są fajne relacje.

COŚ OPTYMISTYCZNEGO O innych relacjach mówi Andrzej: – Średnia długość życia człowieka to 60–80 lat, a natura na Ziemi trwa od 3,5 miliardów lat. Nie mamy więc prawa do niszczenia tej planety, bo za chwilę znikniemy, a ona zostanie. Więcej – nawet jeśli staramy się przeciwdziałać tym katastrofalnym zmianom, robimy to bardzo nieudolnie. Właściwie przedłużamy tylko agonię przyrody. Wiele gatunków może przestać istnieć, nasze dzieci już ich nie zobaczą. Film i fotografia – tylko to się zachowa dla potomnych. Nierozważnie pytam, czy ma jakieś optymistyczne wiadomości. – Optymistyczna wiadomość jest taka, że im szybciej ludzkość sama się wykończy, tym szybciej życie samo się odrodzi. Nie raz już odradzało się po różnych kataklizmach, ale gorszego od człowieka chyba nie ma – pada odpowiedź.

083


REPORTAŻ

W MAKIJAŻU I Z BUTELKĄ Kiedy rozmawiam z  Marianem Sz ymkiewiczem, w  tle odzywa się wilk. Tak przynajmniej sądzę, bo dzwonkiem z telefonu okazuje się głos nura rdzawoszyjego, charakterystycznego ptaka ze Skandynawii. Taki dzwonek przystosowany do lasu. Z czym jeszcze się do niego wchodzi? Krzysztof Mikunda wymienia ciężkie ubrania, odzież termoakt y wną, aparat z  monopodem. – Łącznie ten mój r ynsztunek waży po r ycersku, kilkanaście kilogramów. To dość wysiłkowa pasja. Nie da się zrobić dobrej obserwacji bez pokonania minimum 10 km, ja zazwyczaj robię 12–16, a jak się zapędzę za jakimś jeleniem, to i 20. Poza tym trzeba iść pod wiatr, żeby zwierzyna cię nie wyczuła, i być bardzo cicho, nie zrolować się na jakiejś szyszce. Każdy, kto próbował fotografować żurawie, przekonał się, co to znaczy żurawi wzrok i słuch. Są czułe na każdy nienaturalny dźwięk, wychwycą go z dużej odległości. I same mają niepowtarzalny głos. Raz udało mi się sfotografować parę w akcie miłosnym. Fantastyczne przeżycia. Przypominam sobie zdjęcie zamaskowanego „Leśnego”, opublikowane kiedyś w „Made in”: nawet po kilku spojrzeniach trudno go zauważyć w leśnej gęstwinie. – Każda pasja obrasta takimi subpasjami, w moim przypadku to jest sztuka kamuflażu. Ależ to wciąga. W samochodzie wożę pasty maskujące na twarz, atraktory gubiące mój zapach, do tego ubrania maskujące, włącznie z kudłatym strojem

084

Ghillie, które powiewa na wietrze, więc człowiek wygląda jak krzew lub deformacja terenu. – Czyli makijaż do lasu? – upewniam się. – Tak, muszę się przyznać! – śmieje się Krzysiek. – Robię go oczy wiście w samochodzie, ale zdarza się, że gdy wyglądam już jak nieudolny wojownik indiański, przypominam sobie, że muszę coś kupić w sklepie. Robi się sensacja, czasem wzbudzam popłoch. Ale w mojej ulubionej Nowej Wsi patrzą już z przymrużeniem oka – wiadomo, że to ten świr z lasu. Stanisław Blonkowski, rocznik ‘47, ma kilka czatowni. Najlepszą na bagnach: – Doskona ł e miejsce, wiosną wszystko tonie w ogłuszającym koncercie żab, przez który przebija się godowy trel słowika, jesienią to noclegownia setek żurawi. Z początku miałem tam prowizoryczny szałas

z gałęzi, później rozpiąłem wojskową, maskującą siatkę, a obecnie jest to maleńka, umożliwiająca mi nocleg drewniana czatownia. Dzięki temu zarejestrowałem moment pojawienia się bielika nieopodal młodych żurawi. Żuraw poszedł do ataku, a bielik zrejterował! – Do lasu nie można wejść o drugiej w nocy, bo wszystko się w ypłoszy – konieczność nocowania tłumaczy także „Szczurek”. – Najlepsza godzina to koło południa, bo ptaki są już najedzone, odpoczywają. Wchodzę więc w trzciny, nakrywam się siatką, trawy naginam na budkę, żeby była prz ykr y ta, brzegi obiek t y wu też zakr y wam i  czekam, aż ptaki przylecą. W bezruchu, przerywanym jedynie delikatnymi zmianami ustawienia obiektywu, trwa od 14 do nawet 18 godzin. Często w wodzie po pas. Pytam o zimno: – Samo siedzenie w budce to przyjemność, na chłód można się przygotować, trochę przyzwyczaić. Najgorsze są komary, pijawki i kleszcze. Szczepię się na kleszczowe zapalenie mózgu, ale na boreliozę nie ma szczepionki. I nie pomagają żadne środki na komary! Nakrywam się dodatkową moskitierą, jednak ona przeszkadza mi w pracy. A, i trzeba zabierać ze sobą butelkę na mocz, nie można przecież wyjść. Skuteczność kamuflażu Andrzeja mogliby potwierdzić przechodzący obok niego ornitolodzy – gdyby tylko choć raz go zauważyli. Kiedy opowiada, ile zajmuje zrobienie każdego dobrego ujęcia, nie muszę już pytać o sen. Nie ma na to czasu. Fotografuje w nocy, więc by naświetlić zdjęcie w zupełnej ciemności, potrzeba 15 minut. Powoli odlicza. Nie ma możliwości ustawienia ostrości, więc delikatnie przekręca obiektyw i robi kolejne zdjęcie – aż do właściwego efektu. – Poza tym nie mogę zasnąć, bo jeśli się poruszę, kichnę, zachrapię, to spłoszę śpiące 100  metrów ode mnie żurawie. Sięgają aż po hor yzont – opisuje. Zbiera wyjątkowe ujęcia, np. bąka w locie – ptaka wydającego specyficzny dźwięk buczenia. Ma upierzenie w kolorze trzciny, trzyma się łapkami i razem z nią kołysze. W całej Polsce widziało go może 500 osób. – Lubię, jak na zdjęciu coś się dzieje, a do tego jest piękny krajobraz, niezniszczony przez człowieka. W tej mgle obudziła się około setka żurawi, wstaje słońce. Tu odbijają się w wodzie, ta poświata to Dobre Miasto. A tu chmury wysokie, bardzo rzadkie zjawisko – pokazuje kolejne fotografie. – Nieraz zapominam o robieniu zdjęć, zapatrzę się. Przyklejam się do dziurki w siatce, aparat idzie na bok i np. słyszę gruchanie żurawi, sygnał ostrzegawczy. Widzę, jak uciekają przed lisem, lecz nagle wracają i przepędzają go!

GDY LAS MILKNIE – Zawsze mówię, że dopóki idziemy lasem i on śpiewa, to  znaczy, że jesteśmy correct w  tej relacji – definiuje Krz ysztof Mikunda. – Niek tóre ptaki uciekają na sam dźwięk piły, quada czy motocykla. Wokół wyciętych drzew lub przejazdu Enduro pozostaje wielometrowy pas rażenia hałasem, spalinami. Ptaki nie są w stanie znieść tego stresu, porzucają lęgi. A trzy czwarte ich gatunków jest na czerwonej liście zagrożonych wyginięciem. „Leśny” sugeruje wytyczanie obszarów ekologicznie mniej istotnych i przeznaczanie ich na lasy typowo przemysłowe czy tory do ścigania. – Drewno jest oczywiście surowcem odnawialnym, ale w ymaga dziś większej świadomości.


REPORTAŻ

120-letnie drzewo jest łasym kąskiem o odpowiedniej wartości rynkowej, jednak powinno być traktowane jak dziedzictwo narodowe, bo nowa sadzonka go nie zastąpi. Las to skomplikowany organizm, ogromny ekosystem uzależnionych od siebie różnorodnych organizmów. Ta harmonia bakteriologiczna kształtuje się na przestrzeni lat. Po nagłej wycince wszystko jest dramatycznie zaburzone, zmienia się ilość światła, przesuszenie gleby, gospodarka wodna. Nie można mówić, że po ścięciu stuletnich drzew i posadzeniu nowych w zasadzie nic się nie stało. To są nic niewarte hektary w miejsce największego cudu w przyrodzie – dojrzałego lasu. Żeby go doczekać, potrzeba minimum 60 lat, wcześniej to taka zapałczarnia, bez żadnej wartości ekologicznej – tłumaczy. Więcej, starzy leśnicy mawiają, że martwe drzewo jest w lesie cenniejsze niż żywe. W nim powstaje nowa nisza środowiskowa, napędzająca cały system. Niektóre gatunki nie są w stanie wykuć dziupli, więc mogą gniazdować tylko w drzewach wyschniętych. I jeszcze mają w zasięgu całe zaplecze kulinarne rojących się tam żyjątek. – Tymczasem średnia wieku lasu w Polsce to 60 lat… Bardzo lubię powiedzenie, że świat pożyczamy od naszych dzieci. Jeśli nic się nie zmieni, nie wiem, co im zostawiamy – wskazuje Krzysztof. 0,53 proc. – tyle stanowią rezerwaty w kontekście całej powierzchni Polski. – A ja wciąż w samym centrum obszarów chronionych znajduję myśliwych! – piekli się Andrzej. – Kiedyś, jak myśliwy coś upolował, to przyniósł do domu i  cała rodzina się t ym ży wiła. Ale teraz lodówki mamy pełne. Stanisław Blonkowski zwraca uwagę na rolę ptac t wa w rolnictwie: – Przecież gdyby nie one, to robactwo czy gryzonie by nas zżarły! Ptaki są bezwzględnie pożyteczne. Owszem, czasem jakiś jastrząb podbierze komuś kur-

czaka, bielik czy rybołów wybierze trochę ryb ze stawu, ale to są incydentalne historie. Rozumiem, rolnik strzela do dzików, które wchodzą mu w pole. Ale w lesie ta zwierzyna szkody nie czyni. Wiele ptaków na niej żeruje i przeżywa dzięki temu zimę.

ILE PANI WAŻY A zimą by wa trudno, zwłaszcza w  mieście, gdzie dzik nie wykopie pożywienia spod warstwy śniegu, kosiarka wystrzyże równo trawę i znikną pożywne mszyce. – Dlatego skrzynki lęgowe i karmniki z niesoloną słoniną czy ziarnem to znakomity pomysł – ocenia pan Stanisław. – Taka sikorka padnie, jeśli nie zje nic przez cały dzień. W okresie karmienia piskląt musi zjeść równowartość jej wagi! Proszę sobie wyobrazić, jakby pani zjadała dziennie 55 kg pożywienia, bo po głosie czuję, że tyle pani waży. Chor ym pt akom możemy pomóc, w ybierając numer do ptasiej kliniki. I nie dając im jedzenia, które szkodzi. – Ludzie uważają, że fenomenalnie wychowują dzieci we wrażliwości w stosunku do przyrody, idąc do parku zimą i  karmiąc kaczki chlebem. A  to skazuje je na powolną śmierć! – wskazuje Krzysztof. – Chleb zakwasza organizm ptaków wodnych, one nie są gotowe na metabolizowanie tak przetworzonej żywności. Kończy się to deformacją stawów, skrzydeł, utratą zdolności lotu. W dodatku pieczywo chłonie wilgoć jak gąbka, zamarza, a głodne ptaki nie wiedzą, że w 80 proc. połykają lód. Jeśli je kochamy, zadajmy sobie odrobinę trudu i kupny ziarno – podkreśla i zauważa odejście od tematu: – Wyszliśmy co prawda z lasu, ale jest o czym mówić. O tej relacji człowiek-przyroda. Tekst: Katarzyna Sosnowska-Rama Obraz: Stanisław Blonkowski, Andrzej „Szczurek” Waszczuk

085


POZA GALERIĄ

ARTYSTÓW PREZENTUJE:

MOIM MISTRZEM JEST NATURA

086

Widok na jezioro Miodówko z okna s wojej pracowni namalował już w tysiącach wersji, a każda z prac sprawia wrażenie, jakby powstała w innym miejscu. Cienie, światło, kolory, ruch – patrząc na płótna i rysunki niemal czuć temperaturę powietrza i nasilenie wiatru. Wyspecjalizował się w przekazywaniu nastroju rodzinnej Warmii. Ale nie tylko. Z wakacji w Grecji, zamiast pamiątek, przywiózł walizkę wypełnioną swoimi pastelami – pejzażami Morza Jońskiego i ateńskich zabytków. – Malowanie jest jak nałóg, a pejzaż niewyczerpaną inspiracją – przyznaje Łukasz Zedlewski, malarz, rysownik i grafik z Miodówka. – Zaciera się granica między pasją, a zawodem. Zdaję sobie sprawę, że malowanie krajobrazów w plenerze to rzadkość we współczesnej młodej sztuce, pełnej eksperymentów i dziwactw. Moim mistrzem jest natura. Trzy dni w tygodniu spędza w Warszawie, gdzie prowadzi ze studentami zajęcia na Wydziale Konserwacji Restauracji Dzieł Sztuki ASP. Resztę czasu na Warmii. Jeśli nie pada deszcz, albo wiatr nie zrywa czapki z głowy, pakuje w samochód sz talugę, p ł ótno, farby i  rusza w  teren. Często można spotkać go nad jeziorem Wulpińskim. – Nie mam na celu tworzenia kopii „jeden do jednego” – tłumaczy malarz. – Łapię w plenerze klimat, a potem modyfikuję obrazy w swojej pracowni, filtruję je przez własny nastrój. Podobnie w grafice – punktem wyjścia jest olśnienie chwilą,

PLENER, SZTALUGA, AKWARELE. WARMIŃSKIE PEJZAŻE ŁUKASZA ZEDLEWSKIEGO POWSTAJĄ „NA ŻYWO”, BEZ WZGLĘDU NA PORĘ ROKU I DNIA. W MIEJSKICH WNĘTRZACH, ZASTĘPUJĄ OKNO NA MALOWNICZĄ OKOLICĘ. a to, co powstaje na matrycy, to moja wrażliwość i warsztat. Jednak wszystko, co tworzę, dedykuję rodzinnej krainie, którą uważam za najpiękniejsze miejsce na ziemi. Łukasz Zedlewski – ur. w 1989 r., mieszka i pracuje w Miodówku koło Olsztyna. Absolwent Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zdobył dyplom w pracowni malarstwa prof. Stanisława Baja, aneks z rysunku w pracowni prof. Marka Wyrzykowskiego, aneks z grafiki warsztatowej w pracowni prof. Rafała Strenta. Ma na koncie m.in. Nagrodę Fundacji Marka Marii Pieńkowskiego w 2009 r., Nagrodę w konkursie im. Barbary Ostaszewskiej w 2011 r. W tym samym roku został laureatem konkursu Najwybitniejszy Młody Malarz Pierwszej Dekady XXI Wieku. Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum artysty

Mecenas projektu: CENTRUM DORADZTWA EUROPEJSKIEGO I FINANSOWEGO W OLSZTYNIE. CDEF specjalizuje się we wspieraniu przedsiębiorst w i instytucji w procesie ubiegania się o zewnętrzne źródła finansowania inwestycji, a także świadczy pełny zakres usług finansowo-księgowych dla firm. www.cdef.pl


POZA GALERIÄ„

087


LUDZIE

GOŚCIMY HANNĘ ŚLESZYŃSKĄ*

HANKA, CZYLI RYCERZ W ZBROI JEŚLI DO TEGO NAZWISKA MOŻNA BY PRZYPISAĆ JAKIKOLWIEK MOTOCYKL ŚWIATA, TO MUSI TO BYĆ HARLEY. O PASJI DO DWÓCH KÓŁEK, ALE I STRACHU PRZED NIMI, ROZMAWIAMY Z HANNĄ ŚLESZYŃSKĄ*. MADE IN: Przyznam, że marzyła mi się rozmowa na tematy motocyklowe z temperamentną babką. Hanna Śleszyńska: (śmiech) Tylko szkoda, że w tym temacie właściwie nie sprawdziłam się jeszcze jako kierowca. Ale zapał był. A skąd on się wziął? Mój facet kupił sobie Harleya i uważał, że największym prezentem, jaki mi zrobi, to będzie wykupienie kursu na prawo jazdy na motocykl. Grzecznie zapisałam się i zdałam egzamin. Byłam napalona na jazdę. Ale jak się od razu nie kupi własnego motocykla, to tak to wychodzi. A Harley partnera? V-Rod Muscle – za ciężki dla mnie. Znajomi mi mówią, żebym na skuter wsiadła, a ja im, że nie po to robiłam prawo jazdy na motocykl, żeby jeździć na skuterze. Choć swoją drogą na miejskie jeżdżenie jest prostszy i łatwiejszy, ale jednak to by było trochę jak zdrada… 088

Za którym razem zdała pani egzamin? Za drugim. Na manewrach oblałam podjeżdżanie pod górę, mimo że miałam to wyćwiczone. Zgasł mi motocykl przy pierwszej próbie, potem druga i do widzenia. Bałam się ósemek na placu, ale wytrenowałam je i poszło dobrze. A z tym ruszaniem pod górkę? Tuż przed egzaminem ćwiczyłam na Hondzie 250, w której lekko dodawało się gazu i jechała, a na egzaminie, chyba ze strachu wybrałam Hondę 125 i jak jej się lekko dodawało gazu, to zwyczajnie gasła. W jakim stanie używalności jest pani prawo jazdy na motocykl? Myślę, że trochę sprawiam zawód jako samodzielny kierowca. Ale jak się zrobi uprawnienia i jakiś czas nie jeździ, to się

pojawia blokada. Ja z kolei jestem na tyle odpowiedzialna, że chyba musiałabym teraz dobrać jakieś doszkalanie. Słowo „odpowiedzialna” ucieszyło mnie, bo sama przyznaje pani, że jest chodzącym ADHD, a to nie jest dobra cecha, kiedy między nogami ma się motocykl. Do tematu motoc y kla tr zeba podchodzić poważnie, bo cena, jaką się płaci za błędy, jest ogromna. Tuż po tym, jak zdałam egzamin, poż yczyłam od kolegi Triumpha. Miałam na nim nieprzyjemną sy tuację, przez tramwaj, któr y mnie w ystraszył na skrzyżowaniu w  Warszawie. Wiedziałam, że na złym pasie się ustawiłam i  kiedy już zdecydowałam się ruszyć, motorniczy zaczął mi dzwonić za plecami. Wystraszyłam się, natychmiast zahamowałam, motocykl uciekł mi na bok, udało mi się złapać go nad ziemią, ale nadwyrężyłam sobie kręgosłup. Takie sytuacje hamują mój zapał, bo jednak ważna jest dla mnie moja kondycja na scenie. Więc z  rozsądku odstawiłam motocykl na bok. I mam teraz takie rozdwojenie, bo kręci mnie ten temat, oglądam się za każdym Harleyem. A jestem tak wyczulona na jego dźwięk, że jak mój Jacek przyjeżdża do mnie na działkę na wieś, to słyszę go już kilka kilometrów wcześniej. Ja nawet jak samochodem jadę, to rozglądam się, kto koło mnie jakim motocyklem stoi. Wiem jaka to frajda. Sezon się zaczął, więc już z nostalgią patrzę na te skóry. Ostatnio Jacek napomknął, że szykuje się wyprawa motocyklowa do Argentyny i na Kubę. Niektórzy się dziwią, uważają, że to zbyt niebezpieczne. Ale jak w ub. roku byliśmy na greckiej wyspie, to o drzwi w łazience złamałam sobie mały palec u nogi. Więc wcale nie trzeba jeździć na motocyklu, by zrobić sobie krzywdę. Pasuje mi ten styl i na pewno w przyszłości nie widzę siebie wypoczywającej w kurorcie na leżaku, ale w podróży z miej-


LUDZIE

sca na miejsce, oglądając co się da. Inne zwiedzane świata z tego siodełka, nawet za plecami faceta. Jak się jedzie przez Prowansję, to pachnie tymianek i lawenda, inaczej się odbiera świat. To jest poznawanie, nie to luksusowe, ale właśnie czysto turystyczne. Na pierwszą naszą wyprawę, bez większego przygotowania, sami pojechaliśmy na dwa tygodnie do Norwegii. Nie do końca jestem sobie w  stanie wyobrazić, jak kobieta pakuje się na dwa tygodnie do Norwegii, jadąc motocyklem? Oczy wiście nie było żadnej sukienki. Kiedy pod koniec wyprawy patrzyłam na kobiety chodzące w sukienkach, to jednak im tego zazdrościłam. Mówiłam sobie: Boże, ja już nie czuję się kobietą, tylko takim rycerzem w zbroi. Wszędzie, gdzie się człowiek nie ruszy, to z tą ciężką kurtką i kaskiem. I tak trafiliśmy na zaskakująco piękną pogodę, bo np. w Bergen pada przez trzy czwarte roku. Jest tam nawet takie powiedzenie, że jak koń widzi człowieka bez parasola, to się płoszy. Po Warmii i Mazurach już jeździliście? Piękne tereny na motocykl. No właśnie wiem! Tym bardziej, że mam w Olsztynie bliską rodzinę. Niestety, wpadam tu głównie jak gram, ostatnio w wakacje, gdy kręciliśmy sceny do serialu „Blondynka”. W „Blondynce” też jest pani motocyklowa rola, z WSK-ką. W pierwszej serii „Blondynki” wozili mnie na lawecie, udając, że jeżdżę naprawdę. W drugiej serii miałam trenera – kaskadera, który przywiózł specjalnie dla mnie Junaka i nawet sobie trochę nim pojeździłam. Potem motocykla w ogóle nie było, a w kolejnej serii pojawiła się WSK-a, która wiecznie miała humory, bo albo zapalała, albo nie zapalała. Chyba ze dwa razy nią przejechałam i udało mi się odpalić ją z kopniaka. W lecie znowu kręcimy kolejną serię, więc jeszcze mam szansę. Podsumowując, bardziej jestem partnerką motocyklisty i nie będę tu kitować, że jeżdżę na motocyklu. Niech pan napisze, że tęsknoty motocyklowe są rozbudzone, świadomie przystopowałam z obaw zawodowych, ale towarzysko we mnie to tkwi i będę kontynuować. Podamy to z lekkim przymróżeniem oka. No właśnie, żeby nie było, że się sadzę na jakąś doświadczoną „harleyówę”. Rozmawiał na schodach przy ul. Dąbrowszczaków 14 w Olsztynie (w niedzielę 23 kwietnia o godz. 14 przy temperaturze 10 stopni): Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

* Hanna Śleszyńska – aktorka teatralna i filmowa obdarzona wielką siłą głosu oraz talentem, z którym świetnie czuje się zarówno w  rolach dramatycznych, komediowych, jak i  musicalowych. Grane przez nią postaci wnoszą zwykle spory ładunek emocji i charakteru. Wielokrotnie nagradzana jako Najlepsza Aktorka Komediowa. Nagrodzona też za niezwykle ciepły, zabawny i  prawdziwy obraz współczesnej kobiety w  monodramie „Kobieta pierwotna”, z  którym 23 kwietnia wystąpiła w olsztyńskim Auditorium Maximum.


BLOGERZY

Obraz: Michał Bartoszewicz

#ZpiknikowymkoszykiemprzezWarmięiMazury

WARMIA I MAZURY SPRZYJAJĄ EKOTURYSTYCE; TAK SAMO, JAK OTOCZENIE LASÓW, JEZIOR I CZYSTE POWIETRZE SPRZYJAJĄ ROZWOJOWI PRODUKCJI ZDROWEJ ŻYWNOŚCI I PROEKOLOGICZNEMU STYLOWI ŻYCIA. WIĘC KIEDY, JAK NIE WIOSNĄ I LATEM, WYRUSZYĆ PO KULINARNE PEREŁKI REGIONU?

090

Zachęcam do piknikowania, koniecznie z pełnym koszem. Z rodziną lub przyjaciółmi, a na pewno z dobrym nastrojem. Ja lubię wracać w rodzinne strony do miejscowości Orłowo, gdzie się wychowałam. Pakuję do kosza ulubione przysmaki, wsiadam na rower i ruszam nad brzeg jeziora położonego w samym środku lasu. Śpiew ptaków, błękitna tafla wody i szum drzew to idealne miejsce na relaks z jedzeniem, które jest tak samo bliskie naturze, jak to otoczenie. Każdy zapewne ma swoje miejsca, w których czuje ten błogi stan. A co warto do takiego wiklinowego kosza zabrać? 1. Owoce i warzywa. Koneserów świeżych ekologicznych owoców i warzyw urzekną Praslity, gdzie według bosej ekologii działa Stowarzyszenie Chłopów Bosych. Certyfi kowana żywność ekologiczna to ich specjalność. Podobna jakość czeka w Folwarku Miłakowiec: ekologiczna chrupiąca marchewka, buraki, kapusta, jabłka, maliny, borówki, ale również fantastyczne pikle i przetwory z owoców i warzyw. Na Warmii i Mazurach takich miejsc jest wiele, warto ich poszukiwać, by stworzyć własną mapę dostawców, którzy często sami dowiozą nam swoje produkty pod drzwi domu. 2. Lokalne wypieki. Zawsze w yszukuję małych regionalnych wypieków – fafernuszek, korzennych ciasteczek z dodatkiem syropu buraczanego i marchewki. Rewelacyjne! Na olsztyńskiej starówce w  restauracji Skarbiec kupuję świeżo wypiekany chleb pszenny z ziarnami, a gdy najdzie mnie ochota na ponczówkę, ambasadora czy własnej produkcji lody i sorbety, wędruję w kierunku mostu św. Jana, gdzie od pokoleń serwuje się prawdziwą „Słodycz tej krainy…”. 3. Domowe wędliny. U  podnóż y Wzgórz Dylewskich w  gospodarstwie „Kalinówka” w ytwarzana jest dojrzewająca szynka dylewska, która smakuje niczym włoskie Prosciutto Crudo! Wyjątkow y smak i  aromat uzyskuje

poprzez dowędzanie zimnym dymem z drewna drzew owocowych. Prawdziwy rarytas mazurskiej wsi! 4. Regionalne trunki. Ugasić pragnienie w słoneczny dzień cydrem z gospodarstwa „Kwaśne jabłko” z Włodowa… bezcenne. Na miłośników piwa czeka przygoda pełna smaków z  szeroką gamą produktów oferowanych przez Browar Kormoran. Wiśnia w piwie, śliwka w piwie, bezglutenowe, pszeniczne, orkiszowe z  miodem, albo czosnkiem. Coś słodszego i mocniejszego? Pitne miody nasycone, takie jak półtorak, dwójniak, trójniak czy czwórniak z Mazurskich Miodów, rozgrzeją przy wieczornym ognisku. Kieliszek Niedźwiedziówki na bazie mazurskiego miodu i spirytusu to również pozycja obowiązkowa. Na Warmii i Mazurach znajdziecie dary lasu, które idealne nadają się na proste w przygotowaniu domowe nalewki: pigwowiec, dereń, czeremcha, morwa, pędy sosny. Ich smak zwykle z nawiązką wynagradza długi czas dojrzewania. 5. Mazurskie pasieki. Lipowy, wielokwiatowy, gryczany, wrzosowy, akacjowy… zamknięte w małym słoiczku miody znajdziecie m.in. w  gospodarstwie pasiecznym „Miody Wowka” w gminie Miłakowo oraz w Gradowie w pasiece „Bartnik Mazurski”. Ostatnio moim najsłodszym odkryciem, a jednocześnie wspaniałą inspiracją, stały się miody z pasieki „Skarby Warmii” w Rusi. Cynamonowy Barstukowy Dar, Przysmak Kłobuka, Sekret Baby Pruskiej – nazwa każdego z miodów wiąże się z legendą warmińską. 6. Sery zagrodowe. Smakują, jak żadne inne! Ekologiczne sery owcze oraz sery z mleka krów. Sery podpuszczkowe, dojrzewające, z  przerostem niebieskiej pleśni… prosto z rancza Frontiera w Warpunach. Z Farmy Koziej Złotnej czy Mazurskiego Eko-Raju do koszyka zapakujecie sery kozie z ziołami, czarnuszką i kolorowym pieprzem. Obowiązkowa pozycja w piknikowym koszu. Tekst: Natasza Rozmus-Król Sajkofankasmaku.pl to blog kulinarny prowadzony przez Nataszę Rozmus-Król, absolwentkę kierunku „Gastronomia – sztuka kulinarna” na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Blog stworzyła za namową znajomych, którzy ciągle prosili o  przepisy dań, przekąsek, ciast i  innych wypieków, które przynosiła na spotkania. Uwielbia podróżować, odwiedzać wydarzenia kulinarne i odkrywać nowe smaki. A później dzielić się swoimi wrażeniami właśnie na blogu. Przepisy, którymi częstuje czytelników, rodzą się spontanicznie. Uwielbia wykorzystywać w nich regionalne, tradycyjne produkty z Warmii i Mazur.

AURA BLOGERÓW Poznajcie blogerów z Warmii i Mazur. To podróżnicy opisujący swoje wyprawy, fascynaci kuchni regionalnej, testerzy kosmetyków, promotorzy życia blisko natury, recenzenci nowych technologii, mamy opisujące swoje doświadczenia z pociechami. Te strony w kolejnych wydaniach magazynu będziemy oddawać właśnie im. Będziecie też mogli poznać ich osobiście – mecenasem projektu jest Aura Centrum Olsztyna, która zorganizuje z blogerami spotkania autorskie w nowo otwartej strefie restauracyjnej. Najbliższe spotkanie z autorką bloga Sajkofankasmaku.pl odbędzie się 10 czerwca o godz. 16 w Aura Centrum Olsztyna.


W DOBRYM TOWARZYSTWIE

Obraz: Marcin Łobrów

Obraz: Marcin Łobrów

LISTA OBECNOŚCI MADE IN

MOŻNA NIGDZIE NIE BYWAĆ, ALE JEŚLI BYWAĆ, TO TAM...

WIELKA SZTUKA W ŁĘKUKU MAŁYM ŁĘKUK MAŁY, 11 MARCA 2017

niebanalnym słowem, więc szeroki przekrój malarstwa tasował barwnymi opowieściami z plenerowego życia prezentowanych artystów. A w nastrój sztuki wprowadził już zespół Czerwony Tulipan, który godzinnym koncertem udowodnił, że wyższa kultura zawsze obroni się nierozerwalnym duetem: inteligentny tekst plus kunszt muzyków. – No i jak to możliwe, że coś takiego tu się dzieje? – z nieskrywaną satysfakcją i wzruszeniem pytała 200-osobową widownię Izabela Przyłucka, która z mężem Krzysztofem powołała do życia folwark, jeszcze pięć-sześć sezonów temu będący popegeerowską ruiną.

Obraz: Kinga Berska

Obraz: Adrian Biema

Niektórzy pokonali tu setki kilometrów, z czego ostatnie setki metrów po kocich łbach i szutrowej wiejskiej ścieżynie. A potem byli już jak w raju – tym przyrodniczym i twórczym. Folwark Łękuk stał się bazą i natchnieniem artystów II Zimowego Pleneru Malarskiego. Jedenaście osobowości artystycznych (w tym roku do grona malarzy dołączył też rzeźbiarz) przez dwa tygodnie stworzyło tu jedenaście swoich mini pracowni. Efekt pleneru, kilkadziesiąt prac, można było oglądać podczas wernisażu 11 marca. Poprowadził go komisarz, którym po raz drugi był Jan Wołek, malarz, poeta, pieśniarz i tekściarz bawiący

092

SUKCESY PAŃ. I PANA

OLSZTYN, 7 MARCA 2017

Teresa Kocbach, prezeska Olsztyńskiego Stowarzyszenia Hospicyjnego „Palium” otrzymała statuetkę Kobiety Sukcesu podczas XIX Gali Kobiet Sukcesu Warmii i Mazur. Wyróżniono też pozostałą dziesiątkę laureatek – aktywistek i kobiet wyróżniających się w życiu społecznym. Tradycyjnie wręczono statuetkę mężczyźnie – „Dużą Buźkę” za promowanie zawodową i społeczną postawą pozytywnych wartości. W tym roku doceniono prof. Wojciecha Maksymowicza, neurochirurga i dziekana Wydziału Nauk Medycznych UWM. Z kolei za ponadregionalne osiągnięcia statuetkę Kobiety Sukcesu Warmii i Mazur otrzymała Katarzyna Dąbrowska, pochodząca z Nidzicy aktorka i piosenkarka.

NÓŻ W KINIE

OLSZTYN, 8 MARCA 2017

Jak powstawał pierwszy polski kandydat do Oscara? W 55. rocznicę debiutu „Noża w wodzie” Romana Polańskiego, dziennikarz TVP Olsztyn Bartosz Gołębiowski, zorganizował w Heliosie w ramach „Kina konesera”, spotkanie z montażystką filmu Haliną Prugar-Ketling, a także odtworzony wywiad z grającym Chłopka Zygmuntem Malanowiczem (w ostatniej chwili musiał odwołać przyjazd). Czy realizacja filmu, który promując „zachodni styl życia” i tak był poddawany naciskom władz, mogła być nieukończona? – Obawialiśmy się momentu, kiedy grająca w filmie Jolanta Umecka powie: mam dość – ujawniła montażystka. Powód? Ciągłe gnębienie jej przez reżysera z powodu błyskawicznego… przybierania kilogramów.


Obraz: Arek Stankiewicz

Obraz: Michał Bartoszewicz

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

PROJEKTY NA PIĘĆ GWIAZDEK OLSZTYN, 8 MARCA 2017

DZIEŃ ZE SKARPETĄ

OLSZTYN, 17 MARCA 2017

Tego dnia poza schemat wyłamali się i podopieczni świętujący tego dnia, i towarzyszący im goście. Stowarzyszenie Rodzin i Przyjaciół Osób z Zespołem Downa „Strzał w 10”, w ramach Światowego Dnia Zespołu Downa wciągnęło do zabawy (m.in. do wspólnego questu w zamku) wszystkich, jak siedzieli w sali muzeum Warmii i Mazur, od prezydenta Olsztyna zaczynając, który publicznie musiał zdjąć skarpetę, przybić ją do pamiątkowej deski, a włożyć tę w wesołych kolorach, symbolizującą poparcie obchodzonej po raz 12. akcji. Promował ją międzynarodowy spot pod hasłem „My voice, my community”, do którego olsztyńskie stowarzyszenie zaproszono jako jedyne z Polski.

SELFIE Z WRAKIEM

PRZYJAZNY PARK MASZYN

Kto się spodziewał barwnego języka Lecha Wałęsy, ten go usłyszał. W ramach cyklu „Porozmawiamy o Polsce” organizowanego przez Gazetę Wyborczą, były prezydent spotkał się z kilkusetosobową widownią. Pytany: o demokrację, dał na nią swój przepis (po jednej trzeciej: prawa, korzystania z prawa i grubości portfela); o system polityczny, porównał go do stołu (musi mieć trzy nogi, bo jak są cztery, to pod jedną trzeba papier podkładać); o solidarność, że to prosty mechanizm (jak nie możesz czegoś podnieść sam, poproś o pomoc); o „Ucho prezesa” (nie mam czasu oglądać, ale słyszę, że można się pośmiać). I na koniec zaproponował: – A teraz proszę, kto ma ochotę na zdjęcie z wrakiem Wałęsy.

Jak ekonomicznie i efek t y wnie zarządzać f lotą pojazdów w swojej firmie? Akademia Menadżera Floty, jedną ze swoich szkoleń poświęciła przedsiębiorcom z Warmii i Mazur, którzy w fi rmach użytkują fl oty aut służbowych. Prelegenci (wśród nich m.in. olsztynianie Beata Bublewicz i prezenter Mariusz Korpoliński) zaprezentowali nowe instrumenty finansowania parku samochodowego (np. atrakcyjny ekonomicznie wynajem długoterminowy), redukcji kosztów (np. analizując całkowite użytkowanie aut włącznie ze spalaniem paliwa i wartością rezydualną) czy poprawy efektywności pracy z autem służbowym (montaż nadajników GPS dla przedstawicieli handlowych).

Obraz: Arek Stankiewicz

Obraz: arch. Menadżer Floty

Architekci, zespoły projektowe i firmy budowlane z Warmii i Mazur spotykają się co dwa lata podczas Gali Architektury Prowincjonalnej *****S organizowanej przez Warmińsko-Mazurską Okręgową Izbę Architektów RP. Wręczane są wówczas statuetki (baby pruskie) za wyróżniające się projekty zrealizowane w ciągu ostatnich dwóch lat. Na drugiej gali aż trzykrotnie odbierał je na scenie filharmonii Tomasz Lella z pracowni architektonicznej Pantel, m.in. za projekt terminalu Portu Lotniczego Olsztyn-Mazury. – Słyszę od pasażerów, że czują się w nim przytulnie. To największa satysfakcja dla architekta, gdy projekt zmieniony w budynek, wzbudza pozytywne emocje – powiedział.

OLSZTYN, 21 MARCA 2017

OLSZTYN, 23 MARCA 2017

093


Obraz: Kasia Chmura

Obraz: Szymon Tarasewicz

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

EMOCJE W KULUARACH

OLSZTYN, 25 MARCA – 1 KWIETNIA 2017

LAUR, BROWAR I MISS

OLSZTYN, 30 MARCA 2017

Po raz 14. marszałek województwa uhonorował Laurem „Najlepszym z Najlepszych” osobowości odnoszące sukcesy w kraju i za granicą, promując tym samym region. Wyróżniono w sześciu kategoriach: sport, kultura, przełamywanie barier – społecznych, medycznych, naukowych, produkcja żywności i sztuka kulinarna, turystyka oraz innowacje i rozwój. Diamentowym Laurem za wybitne osiągnięcia na arenie międzynarodowej odznaczono Browar Kormoran, zaś za promowanie regionu olsztyniankę Izabelę Krzan, Miss Polonia. Galę uświetnili wokalistka jazzowa Grażyna Auguścik z Andrzej Jagodziński Trio. Plus wiersze z humorem, które między konferansjerką recytowała olsztyńska artystka Ewa Cichocka.

SZCZĘŚCIE W MAŁYCH RZECZACH. W AURZE

MALUCH WYPIŁ CZTERY LITRY

Slow life, slow food, slow fashion – o tym rozmawialiśmy z Dorotą Zalepą, autorką bloga Kameralna.com.pl, podczas drugiego spotkania z cyklu Aura Blogerów. Na łamach wydań magazynu prezentujemy sylwetki blogerów z Warmii i Mazur: podróżników, fascynatów kuchni regionalnej, testerów kosmetyków, promotorów życia blisko natury, recenzentów sztuki, młode mamy. Podczas spotkania w Aurze Centrum Dorota Zalepa motywowała do uważnego życia, odnajdywania szczęścia w małych rzeczach, pozbywania się ich nadmiaru, bycia tu i teraz. Wskazała także, jak zbudować spójną i harmonijną garderobę, gdzie nie ilość i że największe znacznie ma jakość.

Pokaż mi ile spalisz, a powiem ci jakim jesteś kierowcą – kto nie bał się wyzwania, stanął na starcie Rajdu o Kropelce zorganizowanego przez Olsztyński Klub Motorowy im. Mariana Bublewicza. By nie być z góry na przegranej w samochodzie z dużym silnikiem, kryterium było sprawiedliwe dla wszystkich – odnośnik to fabryczne dane spalania dla auta, którym startowała załoga (trasa 139,2 km w maks. 2:20 godz.). W autach współczesnych wygrał Jarosław Modzelewski (Chrysler Sebring, 6,67 wobec fabrycznych 7,9 l/100 km), a w klasykach Maciej Wojczulanis (Fiat 126p, 4,09 – fabr. 5,2). Wśród aut olsztyńskich dilerów najlepszy wynik miała załoga Kia Niro (3,83 – fabr. 3,9).

094

Obraz: Rafał Radzymiński

Obraz: Archiwum Aura Blogerów

Spektakl „Harper” w reż. Grzegorza Wiśniewskiego był jednym z najmocniejszych punktów festiwalu. Dla jednych „wow”, dla innych – rozczarowanie. Podobnie w przypadku pozostałych przedstawień XXV Olsztyńskich Spotkań Teatralnych. Emocje, skrajne opinie, dyskusje w kuluarach – Teatr Jaracza przez osiem dni żył aktorskimi kreacjami w wybitnych spektaklach. Janusz Gajos, Jerzy Stuhr, Mateusz Damięcki i inne gwiazdy były dostępne dla publiczności, która podsumowała też lokalne kreacje. Teatralna Kreacja Roku 2016 dla Mileny Gauer za rolę Hitlera w „On wrócił”, Katarzyna Kropidłowska najpopularniejszą aktorką, a aktorem – Dariusz Poleszak.

OLSZTYN, 22 KWIETNIA 2017

OLSZTYN, 22 KWIETNIA 2017


DAWNO TEMU

I KTO TO WI(E)DZIAŁ!

HISTORIE Z WARMII I MAZUR, KTÓRE PRZESZŁY DO HISTORII, CHOĆ NA LEKCJI HISTORII O NICH NIE USŁYSZYSZ.

1924

1867

096

CZŁOWIEK Dwukrotna Noblistka, która życie oddała nauce – to dla jednych. Ci niechętnie spoglądają na tych, którzy wolą odkrycia spoza laboratorium genialnej chemiczki i fizyczki: domowe pielesze, anegdotyczne historie, skandale i romanse… Podobno film z 2016 r. z Karoliną Gruszką w roli głównej miał te dwa oblicza połączyć. Pewne jest natomiast, jak postać Marii Skłodowskiej-Curie łączy się z naszym regionem: „Ponad wszelką wątpliwość pruski jest rodowód wybitnej polskiej uczonej […], czego dowodzą przede wszystkim wyniki badań genetycznych” – oznajmia w książce „Gdzie jesteście, Prūsai?” Lech Z. Niekrasz. Powołując się na zachowane archiwalia, wskazuje na pokrewieństwo nazwiska polskiej laureatki Nobla ze staropruskimi imionami Sklodoi oraz Ansklode i przypomina, że niektórzy z rodu Skłodowskich używali przydomku Windyki: „Windyk był synem pruskiego nobila Obizora, który dał początek rodowi Nienałtowskich. Wywodzący się z rycerstwa pruskiego Skłodowscy i Nienałtowscy dość wcześnie, bo już w połowie XIII wieku zrezygnowali z kurateli krzyżackiej, by […] po Grunwaldzie oraz uzyskaniu przywilejów od książąt mazowieckich założyć w Ziemi Nurskiej Skłody i Nienałty”. Przypadająca w tym roku 150. rocznica urodzin Marii to dość okrągły powód do powrotu do korzeni.

WYDARZENIE Znamienne, że gdy w graficznej wyszukiwarce internetowej wpisze się hasło „Maria Skłodowska-Curie”, w propozycjach – prócz albumu z memami o Noblistce – wyświetli się Kopernik, Chopin i Jan Paweł II. Kopernik na Warmii i Mazurach odkryciem nie jest, na Chopina coś jeszcze znajdziemy, tymczasem… o papieżu Polaku. Jak sam mawiał, na Łódź Piotrową przesiadł się z kajaka. Przed każdym sezonem planował nowe wyprawy w gronie przyjaciół i młodzieży, nazywających go „Wujkiem”. To właśnie podczas spływu Łyną w sierpniu 1958 roku zastał go telegram wzywający do Krakowa i Warszawy. Powodem była nominacja na biskupa sufragana archidiecezji krakowskiej. Mimo nowego tytułu, Karol Wojtyła już po kilku dniach był z powrotem na Mazurach. Zaniepokojeni towarzysze pytali go, co dalej ze spływami. „Nie ma powodu, by Wujek został zlikwidowany” – przywołuje odpowiedź Stanisław Stolarczyk w książce „Hobby Jana Pawła II”. Kajakarskie hobby kultywował jeszcze przez 20 lat, aż do 1978 roku, gdy z Watykanu na Mazury było już dość daleko.

1958

Wyszperała w historii: Katarzyna Sosnowska-Rama, obraz: Internet

MIEJSCE Nazywana polskim Stonehenge, owiana miejskimi legendami, w rzeczywistości nie była świętym kręgiem Druidów ani miejscem masońskich obrzędów, ale oryginalną nekropolią, znaną jako pseudomegalityczny cmentarz Dohnów. Powstał on na początku XX wieku w pobliżu miejscowości Markowo w gminie Morąg i należał do jednego z najważniejszych arystokratycznych rodów niemieckich w Prusach – zu Dohna-Lauck. Niegdyś połączony drogą z markowskim pałacem, dziś otoczony jest gęstym lasem, porośnięty mchem i paprocią. Podobno ze wzniesienia, na którym jest położony, hrabia Friedrich Ludwig obserwował wieczorami jelenie rykowisko. Na wieki spoczął tam w 1924 roku. To wtedy postawiono kamienny półokrąg, a wokół wysokiego krzyża posadzono krąg brzóz. Dziesięć lat później do okazałego grobowca z inskrypcją wypisaną szwabachą dołączył drugi – syna, Christopha Friedricha, który zginął w wypadku samochodowym. Na umiejscowionym obok kamieniu wykuto fragment Listu do Koryntian, swastykę i cytat z Adolfa Hitlera. To osobliwe połączenie nie wprawiało jeszcze w osłupienie – prawda o nazizmie miała dopiero wybrzmieć.

RZECZ „Moja rodzinna kraina leżała, jak by to powiedzieć, na tyłach historii; nie wydała żadnego sławnego fizyka, żadnego mistrza w jeździe na wrotkach ani też prezydenta; to, co można tu było raczej znaleźć, to niepozorne złoto ludzkiej społeczności: drwale i chłopi, rybacy i robotnicy deputatowi, drobni rzemieślnicy i miotlarze. Beznamiętnie i cierpliwie wiedli oni swój żywot; rozmowy, jakie się u nas prowadziło, dotyczyły odwiecznych tematów o strzyżeniu owiec, o kopaniu torfu, o pełni księżyca i jego wpływie na młode kartofle, o kornikach, albo też o miłości” – ten cytat-perełka literacka to zapis bezpowrotnie minionego świata sennej wioseczki w Prusach Wschodnich, tytułowych „Słodkich Sulejek”. Anegdotyczne opowiadania, wydane w 1955 roku w Niemczech, wyszyły spod pióra Siegfrieda Lenza, urodzonego i wychowanego w przedwojennym Ełku. Zanim został honorowym obywatelem miasta, laureatem Nagrody Goethego i jednym z najwybitniejszych pisarzy niemieckich, przyrównywanym do Hemingwaya czy Dostojewskiego, przez Europę przetoczyła się wojenna katastrofa. Jak wielokrotnie podkreślał i pokazywał w swej twórczości, to doświadczenie oraz wspomnienia o rodzinnych Mazurach ukształtowały jego pisarską wyobraźnię.

1955


IMIĘ I NAZWISKO WYKONYWANY ZAWÓD MIEJSCE URODZENIA

LEKKOATLETA OLSZTYN

Nigdy nie ubiorę… różowej koszuli.

Chciałbym zobaczyć świat oczami… małego dziecka.

Kiedy mijam ulicznego grajka… wszystkie ręce w górę!

Lubię w sobie… to podchodzi pod narcyzm.

Gdy stoję w korku… jestem oazą spokoju.

Komfortowo czuję się… w dresie.

Ostatnie 10 zł wydałbym… na zdrapki w Lotto.

Cofając czas, chciałbym zostać… nie zmieniłbym niczego.

Jeszcze raz przeczytałbym… „Jak wychować, by nie zwariować”, bo chyba gdzieś błąd popełniłem ;)

W kieszeni muszę mieć… nic nie muszę.

Gdy zaczyna się weekend… to nadchodzi tempo (najgorszy trening w tygodniu). Na Warmii i Mazurach znajomych zabrałbym do… do Nowej Kaletki.

098

KACPER KOZŁOWSKI

Rano w lustrze… dzień dobry panu, jak się spało? W kolejce do kasy… no szybciej! Nie chciałbym stracić… poczucia humoru.

Najchętniej wystąpiłbym w reklamie… męskich zegarków.

Zawstydzam się… jak palnę jakąś głupotę.

W portfelu mam… za mało pieniędzy.

Zawsze podziwiałem… moją żonę :)

Kiedy kupuję papier toaletowy… papier to papier, ważne żeby był miękki.

Mój ulubiony ciuch… T-shirt.

Obejrzę się na ulicy… przechodząc przez pasy.

Ostatnio przeczytałem… recenzję o Samsungu S8

Nie odbiorę telefonu od… nieznanego numeru.

Chciałbym mieć obraz… Damy z łasiczką.

27 złotych… mega box w KFC i jeszcze piątka zostaje.

Najdłuższy dystans jaki przebiegłem to… około 10 km.

W kuchni zawsze wyjdzie mi… kanapka z dżemem.

Na wyprzedaży kupiłem ostatnio… coś żonie, nie pamiętam.

Ostatnio rowerem pojechałem… nie mam roweru.

Podgłaszam radio gdy… dzieci płaczą.

Nigdy nie odmówię sobie… Pringelsów paprykowych.

Z menu nigdy nie wybiorę… baraniny.

Przez jeden dzień chciałbym być… prowadzącym Top Gear.

Za kierownicą jestem… rozważny.

Nie cierpię zapachu… cynamonu.

Ulubione zdjęcie to… zdjęcie rodziny.

Moje kolejne urodziny… może w końcu spędzę w domu.

Płakałem ostatnio… na stole u fizjoterapeuty.


Made in Warmia & Mazury / nr 23 / maj-czerwiec / 2017  
Made in Warmia & Mazury / nr 23 / maj-czerwiec / 2017  

MADE IN. Warmia & Mazury to 100-stronicowa wizytówka naszego regionu, która co dwa miesiące trafia do ludzi twórczych, ambitnych i poszukują...

Advertisement