Page 1

magazyn lifestylowy

bezpłatny

numer 22

marzec-kwiecień 2017

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

MACIEJ

ORŁOŚ

MOJA DZIAŁKA NAD JEZIOREM

MAREK DYJAK

RADOSŁAW BIELECKI

MARIA SEMOTIUK

W TYM SAMYM CHODZĘ, GRAM I ŁOWIĘ RYBY – W MARYNARCE

NAJCHĘTNIEJ WYSTĄPIŁBYM W REKLAMIE LIDZBARKA WARMIŃSKIEGO

MISTRZ WAJDA ZAPROSIŁ MNIE NA ROZMOWĘ O „POWIDOKACH”


DZIEŃ DOBRY

O modzie wolno pisać każdemu, bo jest wyrazem własnego spojrzenia. Korzystamy więc z tego przywileju i my. Uganiać się jednak za nią nie lubimy, bo łatwo stracić czujność i zostać w tyle. I cóż wtedy? Wtedy sięgamy do podtekstu mody, bo zawsze z szerokiego wachlarza, który serwuje, można przecież wybrać dobrze i źle, rozsądnie i pochopnie, mądrze i dać się omamić. Może więc bardziej jak nad kolorem, lepiej pochylić się nad jakością? Tę z mody najtrudniej wypchnąć. Komuś wyrwą się nawet myśli, że moda jest ulotna, a jakość ponadczasowa. Nam właśnie marzy się moda ponadczasowa. Budowanie jakości Warmii i Mazur z pięknych czerwonych cegieł, a nie styropianu. To nasza przenośnia i jednocześnie aluzja w kontrze do tandety, ale też i dosłowność w kontekście marcowej Gali Architektury Prowincjonalnej*****S, która raz na dwa lata nagradza twórców przestrzeni spójnej z naszą regionalną kulturą i tradycją, również w jej współczesnej interpretacji. Nazwana jest nieco przekornie, ale i intrygująco, udowadniając, że prowincja to jedynie resztki zbutwiałej mentalności, którą – mamy nadzieję – zagłuszy właśnie jakość. Bo oto w końcówce zimy dowiadujemy się, że kameralne perełki turystyczne Warmii i Mazur, o których czasem nawet miejscowi nie słyszeli, mają komplet amatorów aż do jesieni. Gonimy więc może nie tyle za modą, co w poszukiwaniu jakości, osobliwości, pasji w tym wszystkim, spójności z nami samymi, no i za szczerze zdefiniowanym pojęciem słowa „wypoczynek”. Historia pokaże czy moda na Warmię i Mazury przeżyje nas wszystkich, ale dzisiaj nikt nie podważy, że ona właśnie trwa w najlepsze. Historia z Maciejem Orłosiem i jego słynne już zafascynowanie Mazurami (i Warmią) – ten nawias rozszyfrujemy w wywiadzie – zaczęła się od niewinnego posta na naszym fejsbukowym profilu. Sam Orłoś mody na swoje Mazury nie musiałby kreować, bo skoro moda przychodzi i odchodzi, to przez jego półwiecze bycia na Mazurach, mógłby kochać je i rzucać wielokrotnie. A zakochał się w nich tylko raz, bez odkochiwania. Więc kiedy spotkał tak samo zakochanych jak on, założyli portal promujący tę ich wymarzoną część Polski. By pisząc o modzie nie zawieść pasjonatów tej tekstylnej, zajrzeliśmy do twórczego zaplecza projektantów z Warmii i Mazur, którzy jadą trochę bocznym torem przy wielkich wybiegach, ale z taką samą szybkością. Obraz: Piotr Dowejko Stylizacja: Doradca Stylu Agata Bałdyga Ubrania: Vistula, NIKE / Aura Centrum Olsztyna PS. Niunia schowała się za kanapą, bo z kolekcji Vistuli nic na nią nie pasowało :) Podziękowania dla YachtClub Tiffi w Olsztynie za pomoc w realizacji sesji


SHORT Przy porannej kawie KULTURA Polecamy Warmię i Mazury

018

KULTURA Diabelski zawód RECENZJE Kultura osobista

POSTAĆ Maciej Orłoś PRODUKTY Galeria handlowa INWESTYCJE Działka nad jeziorem GODNE UWAGI Dobre miejsca MADE IN

038

DOBRE MIEJSCE Miejsce wymiany dobra DOBRE MIEJSCA Dobre stare miasto DOBRE MIEJSCA Biegiem na starówkę KUCHNIA Rolki na zdrowie KUCHNIA Klekotki: gotujemy ziarna

WEEKEND ACH! MAZURY Cudne miejsce w Mikołajkach

044

APARTAMENTY Kochanie, gram w golfa na dachu WNĘTRZE Otwórz coś dobrego WNĘTRZE Kuchenne rewolucje

NIERUCHOMOŚCI Zamieszkaj w stylu vintage

Wydawca Auris Media Group Michał Bartoszewicz biuro@auris-media.pl www.auris-media.pl Redakcja +48 733 408 350 10-801 Olsztyn, ul. Sielska 17 redakcja@madeinwm.pl www.madeinWM.pl

010 046 014 015 050 016 056 059 060 062 018 064 026 065 028 030 068 031 070 032 072 033 034 075 036 076 078 038 080 040 081 042 082 043 083 084 044 086

MODA Na miarę duszy

STYL WARMII I MAZUR Aura Mody URODA Nie dzielimy włosa na czworo URODA Kosmetyka od podszewki CIAŁO Sylwetka rzeźbiona mrozem LUDZIE Rozmowy na schodach SPOD IGŁY Salon samochodowy MADE IN AUTO Prezent na urodziny André

AUTO Tak, to jest seryjne auto

REPORTAŻ Teatru szukam

AKADEMIA NAUKI Przygoda do przeżycia KOCHA(M)-POMAGA(M) Śnią mi się nutki POZA GALERIĄ Intryga cyfrowego dmuchawca DAWNO TEMU I kto to wi(e)dział BLOGERZY #SlowLifenaWarmii PARTY & FOTO 3, 2, 1, start… prenumeraty PARTY & FOTO Piątka z certyfikatem W DOBRYM TOWARZYSTWIE Lista obecności MADE IN NAPISY KOŃCOWE Radosław Bielecki

Skład

Druk

Sekretarz redakcji Jolanta Bukowska, jola@madeinwm.pl

Studio Gravite, Olsztyn

Przedsiębiorstwo Poligraficzne HAKUS Maria i Andrzej Kuśmierczyk sp. j.

Reklama +48 733 408 350, reklama@madeinwm.pl

Projekt graficzny Agnieszka Tańska

Patronaty +48 608 641 421, redakcja@madeinwm.pl Kultura Beata Waś, beata@madeinwm.pl

Foto Agata Kurczak, Jakub Chmielewski, Piotr Dowejko, Piotr Ratuszyński, Arek Stankiewicz, Łukasz Wajszczyk

065

PARTY & FOTO Rodzina w komplecie

Redaktor naczelny Rafał Radzymiński, rafal@madeinwm.pl

Prenumerata i dystrybucja +48 733 408 350, jola@madeinwm.pl

046

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za terść reklam nie odpowiadamy. Przedruk materiałów w  jakiejkolwiek formie i  w  jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. All rights reseved!

072


GWARANCJI

BEZ LIMITU KILOMETRÓW

LAT


RAZ, DWA, TRZY...

210 KG ODPADÓW 210 KG ODPADÓW KOMUNALNYCH PRODUKUJE ROCZNIE PRZECIĘTNY MIESZKANIEC WARMII I MAZUR. TYLKO 38 KG STANOWIĄ ODPADY SELEKTYWNE.

216 RESTAURACJI 216 RESTAURACJI FUNKCJONUJE NA WARMII I MAZURACH. NAJBARDZIEJ UTYTUŁOWANĄ Z NICH JEST ROMANTYCZNA W HOTELU SPA DR IRENA ERIS NA DYLEWSKICH WZGÓRZACH.

130 LAT TEMU 130 LAT TEMU (21 MARCA) URODZIŁ SIĘ W OLSZTYNIE ARCHITEKT ERICH MENDELSOHN. W WIEKU 26 LAT ZAPROJEKTOWAŁ W OLSZTYNIE, PRAWDOPODOBNIE JAKO PRACĘ DYPLOMOWĄ, DOM PRZEDPOGRZEBOWY ZWANY DZISIAJ DOMEM MENDELSOHNA.

978 KILOMETRÓW 978 KM TRZEBA BYŁOBY PRZEMIERZYĆ, GDYBY CHCIEĆ OKRĄŻYĆ WOJEWÓDZTWO WARMIŃSKO-MAZURSKIE PO JEGO GRANICACH. NAJWIĘKSZY ODCINEK (225 KM) GRANICZY Z PODLASKIM.

3905 OSADZONYCH 630 KM MA NAJMOCNIEJSZE AUTO 630 KM MA NAJMOCNIEJSZE AUTO, KTÓRE MOŻNA KUPIĆ W SALONIE SAMOCHODOWYM NA WARMII I MAZURACH. TO MERCEDES AMG S65. KOSZTUJE PRZYNAJMNIEJ 1 094 000 ZŁ. 008

569 KOŚCIOŁÓW 569 KOŚCIOŁÓW RZYMSKOKATOLICKICH JEST NA WARMII I MAZURACH, PRZEZ OSTATNICH 10 LAT PRZYBYŁY CZTERY. 2,14 KM KW. POWIERZCHNI MA BISZTYNEK. TO NAJMNIEJSZE MIASTO NA WARMII I MAZURACH – 40 RAZY MNIEJSZE OD OLSZTYNA.

3905 OSADZONYCH ODBYWA KARY W ZAKŁADACH KARNYCH I ARESZTACH ŚLEDCZYCH ZLOKALIZOWANYCH W OKRĘGU OLSZTYŃSKIM. 23 OSOBY ODSIADUJĄ KARY DOŻYWOCIA.

124 HANNY 124 HANNY PRZYSZŁY NA ŚWIAT W OLSZTYNIE W UB. ROKU – TO NAJPOPULARNIEJSZE IMIĘ NADAWANE DZIEWCZYNKOM. WŚRÓD CHŁOPCÓW KRÓLOWAŁ ANTONI – 113.

2,14 KM2 POWIERZCHNI


Z OLSZYNA NA HARVARD

Genewski dwuletni program nauczania, międzynarodowa matura i otwarte drzwi na studia w Oxford, Cambridge czy Harvardzie – takie możliwości mają uczniowie trzech i pół tysiąca szkół z ponad 120 krajów. Do nich – jako pierwsza szkoła w województwie – dołączy Liceum Ogólnokształcące nr 1 w Olsztynie. Przyszli zdobywcy tzw. dyplomu IB (International Baccalaureate), który honorowany jest w najbardziej prestiżowych uczelniach świata, nauczani będą w języku angielskim, w niewielkich grupach i przy współpracy z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim. Międzynarodowy oddział Jedynki ma liczyć 35 uczniów i być może ruszy już w przyszłym roku szkolnym.

Obraz: Estadão

W „FORBES” PRZED TRZYDZIESTKĄ

Wśród rzeczy, które warto zrobić przed trzydziestką jest z pewnością znalezienie się na liście „30 Under 30” amerykańskiego dwutygodnika biznesowego „Forbes”. W 2017 roku jednym z 30 młodych przedsiębiorców, wynalazców i twórców innowacji, którym udało się wyjść z własnym pomysłem poza granice ojczystego kraju, został absolwent Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. 29-letni Paweł Malicki pozyskał 250 tys. dolarów na rozkręcenie start-upu, dzięki któremu stworzył aplikację Flapper. To platforma łącząca właścicieli prywatnych samolotów i osoby, które chcą nimi podróżować. Obecnie podbija Brazylię.

PIĘĆ GWIAZDEK I BABY PRUSKIE

Obraz: arch. Pantel

010

GRANT NA BOWIEGO

Detektyw Nathan Adler zostaje wynajęty przez Departament Sztuki i Zbrodni, aby przeprowadzić śledztwo w sprawie zabójstwa 13-letniej dziewczyny. To motyw legendarnego albumu „Outside” Davida Bowiego. Mroczną historię opowiedzą w post-industrialnym musicalu science-fiction „Deranged”, reżyserka Agnieszka Smoczyńska i Robert Bolesto, scenarzysta z Kętrzyna. Na projekt otrzymali prestiżowy grant od Sundance Institute, organizującego jeden z  najważniejszych amerykańskich festiwali filmowych. To nie tylko wielkie wyróżnienie, ale i duże wsparcie dla budżetu i  dystr ybucji filmu. Duet ma na koncie pracę nad nagradzanym filmem „Córki dancingu”.

Najciekawsze projekty architektoniczne zrealizowane na Warmii i Mazurach promuje i nagradza Gala Architektury Prowincjonalnej *****S. Ta przekorna nazwa świadomie podkreśla, że i na prowincji tworzy się pięciogwiazdkowej klasy architekturę, która wyznaczając europejskie standardy, zachowuje przy tym tożsamość architektoniczną regionu. Podczas drugiej edycji gali (8 marca w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej w Olsztynie) nagrodzone zostaną pracownie architektoniczne za wyróżniające się projekty zrealizowane na Warmii i Mazurach w latach 2015–16 (gala odbywa się co dwa lata). Nagrody – złote, srebrne i brązowe baby pruskie – przypisano dziesięciu kategoriom: budownictwo mieszkaniowe jednorodzinne i wielorodzinne; budynki użyteczności publicznej, kultury, obiekty kultu religijnego, turystyczno-rekreacyjno-sportowe, zabytkowe, przemysłowe, inżynierskie, wnętrza oraz przestrzenie publiczne. Organizatorem gali jest Warmińsko-Mazurska Okręgowa Izba Architektów RP.

Obraz: archiwum prywatne

Obraz: www.shutterstock.com

INFO


INFO

Obraz: archiwum prywatne

30 godzin, 250 km, psi zaprzęg i ekstremalne warunki norweskich gór – tak pędził Biegnący Wilk, czyli Dariusz Morsztyn, maszer z Republiki Ściborskiej, zaszytej na dzikich Mazurach Garbatych. Podczas piekielnie trudnego wyścigu Bergebylopet po raz kolejny dotarł tam, gdzie nie był jeszcze żaden Polak (i jego zaprzęg). Jednak 400 km przed metą zdecydował, że to koniec. „Gdyby chodziło tylko o mnie, to pewnie bym „darł te tundrowe szklaki” ile wlezie, ale muszę też być odpowiedzialnym wodzem całego stada” – napisał na swoim profilu na Facebooku, opisując konieczność zatrzymania się ze względu na zdrowie psów. Wrócił więc z tarczą, pełnym stadem i planami na kolejne wyścigi.

PO PROSTU NIEZWYCIĘŻONY

W styczniu po raz 11. w karierze zdobył w USA tytuł bojerowego mistrza świata, w  lutym w ywalczył złoto na Międzynarodow ych Mistrzost wach Polski w klasie DN i poprawił sukces na Mistrzostwach Europy na jeziorze Balaton. Mimo upływu 40 lat od pierwsz ych zawodów, w yścigi na lodzie nadal są pasją Karola Jabłońskiego z Olsztyńskiego Klubu Żeglarskiego. – Nigdy nie stresowałem się tym, że muszę w ygrać – prz y znaje żeglarz w jednym z wywiadów. – Byłem zawsze skoncentrowany na tym, aby żeglować jak najlepiej, a że to daje mi miejsca na podium, radość jest tym większa.

PRACOWNIA FAŁSZERSTW ZA CZTERY LATA

Symulator jazdy, wypadków i urazów, laserowe stanowisko strzeleckie, symulator interwencji policyjnych czy pracownia fałszerstw – to atrakcje innowacyjnego Centrum Nauki InnoPolice, które powstanie w Szczytnie. W lutym ogłoszono zwycięzcę konkursu na najlepszy projekt koncepcji architektonic zno - urbanis t yc znej budynku, który powstanie przy Wyższej Szkoły Policji – to olsztyńskie Studio Form Architektonicznych Pantel. Pierwsz ych gości InnoPolice pr z y jmie w 2021 roku. Będzie to jedyne tak kompleksowo wyposażone centrum nauki o  bezpieczeństwie nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Przybliżony koszt przedsięwzięcia to 70 mln zł, z czego 85 proc. to środki unijne.

Obraz: Michał Bartoszewicz

Obraz: fb/Centrum-Nauki-InnoPolice-w-Szczytnie

WRÓBEL, MISS I RE.TV

Nowa regionalna telewizja na Warmii i Mazurach zadebiutowała 17 lutego. Re.T V dostępna jest w  internecie (retv.pl, a  także na kanale zebrra. tv), a za pośrednictwem Vectry oraz sieci Nowa TV, również w blisko milionie domów w 300 miastach całej Polski. Ale mimo ogólnokrajowego zasięgu, Re.T V zostanie telewizją, która zajmować się będzie sprawami Warmii i Mazur. Jej pomysłodawcą i założycielem jest Maciej Wróbel, jeszcze do jesieni dziennikarz i szef redakcji informacji olsztyńskiego oddziału TVP. Nowy zespół oraz koncepcję regionalnej telewizji internetowej zbudował w zaledwie trzy miesiące. Na razie Re.TV ma codzienny serwis informacyjny „Fakty Warmii i Mazur” oraz programy publicystyczne „Dzień dobry Maciej Wróbel” oraz „Po prostu Polska”. W każdą sobotę debiutuje kolejny odcinek programu rozrywkowego – talk-show prowadzony przez olsztyńskiego aktora, konferansjera i dziennikarz Mariusza Korpolińskiego – „Pora Korpola”, do którego autor zaprasza znane w regionie postacie. No i najpiękniejsza część Re.TV – serwis pogodowy. Nawet jeśli ta nad Warmią i Mazurami czasem nie będzie rozpieszczać, to Miss Polski 2015 w roli pogodynki z pewnością to zrekompensuje. Pochodzącej z Mikołajek Magdalenie Bieńkowskiej, bo o niej mowa, spełniło się tym samym – jak przyznała podczas debiutu Re.TV – dawne marzenie. Telewizję Re.TV można też oglądać za pomocą aplikacji mobilnej na systemy Android i iOS. Swoją siedzibę Re.TV ma w biurowej części kompleksu Warmia Towers.

Obraz: Piotr Dowejko

Obraz: Paweł Bagiński, Piotr Bagiński

KIEDY BIEGNĄCY WILK MÓWI STOP

LEPSZE ŻYCIE W CITTASLOW

Rewitalizacja zamku krz yżackiego, stworzenie parku, zagospodarowanie plaży, budowa centrum akty wizacji ruchowej czy centrum kulturalno-bibliotecznego. Na to zostaną wydane pieniądze w pięciu miastach sieci CittaSlow. W lutym samorządowcy Barczewa, Biskupca, Górowa Iławeckiego, Nidzicy i Olsztynka podpisali w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Warmińsko-Mazurskiego umowy na ich rewitalizację. Wartość projektów to 73 mln zł, z  czego unijne dotacje wyniosą 62 mln zł. Zapoczątkowany we Włoszech ruch CittaSlow propaguje koncepcję dobrego i spokojnego życia codziennego w miasteczkach do 50 tys. mieszkańców. Największe skupisko tych miast w Polsce znajduje się na Warmii i Mazurach – 20.

011


INFO

AKADEMIA KSIĘGOWOŚCI I BIZNESU

Obraz: Arek Stankiewicz

Arystoteles Onassis, grecki magnat transportu morskiego mawiał: sekretem biznesu jest wiedzieć o czymś, o czym nikt inny nie wie. I takich właśnie rzeczy w dziedzinie księgowości i rachunkowości dowiedzą się uczestnicy Akademii BRBK organizowanej przez Doradcę Podatkowego Barbarę Kułakow. To firma z 25-letnim doświadczeniem, obsługująca wiodące przedsiębiorstwa z Warmii i Mazur. – To nie jest zwykły kurs dla przyszłych referentów księgowości. Uczestnicy nauczą się pracować w zespole, z klientem, poznają praktyczną stronę biznesu oraz najbardziej aktualne problemy podatkowe. Nasze zajęcia prowadzą wyłącznie praktycy – zapewnia Artur Żuk, dyrektor ekonomiczny BRBK. – Kurs obejmuje również zajęcia z komunikacji, etyki w biznesie czy efektywności zawodowej. Zajęcia prowadzone są przez certyfikowanego trenera, a kończy go tygodniowa praktyka w jednym z zespołów BRBK. Osoby z najwyższymi wynikami egzaminu mają szansę zatrudnienia w Biurze Rachunkowym Barbary Kułakow. – Chcemy być pomostem pomiędzy wiedzą akademicką, a realiami biznesu, ponieważ doskonale wiemy czego biznes potrzebuje – dodaje dyrektor BRBK. Więcej o naborze: www.brbk.pl.

CICHA NOC, GŁOŚNY DZIEŃ

TANIE RAJDOWANIE

Obraz: Maciej Wachowski – Spręcograf

012

Krzysztof Hołowczyc został ambasadorem cyklu Dacia Duster Cup, nowej klasyfikacji stworzonej z marką Renault w ramach Rajdowego Pucharu Polski Samochodów Terenowych. Projekt kierowany jest do osób zaczynających przygodę z rywalizacją i nie posiadających licencji rajdowej, no i wielkich budżetów, z którymi kojarzymy motorsport. Chętni już od kwietnia zaliczą w tym sezonie pięć eliminacji, korzystając z takich samych Dusterów przygotowanych przez Hołowczyc Racing – profesjonalny zespół z ogromnym doświadczeniem w budowaniu terenowych rajdówek. Fabryczne Dustery 4x4 rozebrane zostały do gołego nadwozia, pozbawione zbędnych rzeczy, wyposażone w profesjonalne klatki, zabezpieczone podwozie, rajdowe wyposażenie… – i przede wszystkim profesjonalne zawieszenie, bo decydując się na budowę tych rajdówek, zastrzegłem, że zawieszenie musi być pierwszej klasy – dodaje Krzysztof Hołowczyc. – A swoją droga przyznam, że od zawsze moim marzeniem było budowanie rajdówek przystępnych cenowo dla każdego, kto czuje potrzebę ścigania się. Rajdowy Duster kosztuje 99 tys. zł i budowany jest na bazie cywilów kupowanych w olsztyńskim salonie Renault. Efekt mieliśmy okazję poznać z Hołkiem w fazie testów pod Dobrym Miastem. Stosunek wrażeń do ceny – bezkonkurencyjny. Na zwycięzcę cyklu czeka cywilny Duster 4x4.

Obraz: arch. dystrybutora filmu

Obraz: www.shutterstock.com

Kilka lat temu „Róża” Wojciecha Smarzowskiego, teraz „Cicha noc” w reżyserii Piotra Domalewskiego – Piotr Sobociński powraca ze zdjęciami filmowymi do Gietrzwałdu. Za obiektywem autor ujęć do tak cenionych obrazów jak „Drogówka”, „Bogowie” czy „Wołyń”, przed kamerami Arkadiusz Jakubik, Dawid Ogrodnik czy Tomasz Ziętek, a jako plan filmowy – gietrzwałdzka szosa. „Cicha noc” będzie pełnometrażowym debiutem fabularnym Piotra Sobocińskiego, dramatem portretującym życie polskiej wsi.

NÓŻ DLA KONESERÓW

Był pierwszym w historii polskiej kinematograf ii kandydatem do Oskara. Nagrod y nie zdobył, ale ot worz ył Romanowi Polańskiemu dr z wi do karier y. Film „Nóż w  wo dzie”, w  całości zrealizowany na Mazurach, miał premierę 55 lat temu. Jubileuszowy seans i  spotkanie z  montażystką filmu Haliną Prugar-Ketling i Zygmuntem Malanowiczem, odtwórcą roli chłopaka, któremu głos podłożył sam Polański, wpisuje się w cykl Kino Konesera w  olszt yńskim Heliosie (pokaz 8 marca o godz. 18).


Wilczyńskiego 27A | Olsztyn (Jaroty)| www.ceramoteka.pl pn-pt: 10:00-18:00 | sb: 10:00-15:00

* przyjdź z kuponem - szczegóły w salonie

Butik z wyposażeniem łazienek

# zakochani w płytkach # produkty znanych marek # aurotyzowany dystrybutor


KULTURA

Obraz: Vera Kobylińska

Obraz: teatrpolonia.pl

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY ĆWIERĆ WIEKU TEATROMANII

AFRYKA I KONIE

Janusz Gajos, Jerzy Stuhr, Mateusz Damięcki i wiele innych gwiazd polskiej sceny, trzynaście spektakli ostatnich sezonów, docenionych przez polską publiczność i krytyków. Tak zapowiada się jubileuszowa 25. edycja Olsztyńskich Spotkań Teatralnych z udziałem m.in. Teatru Polonia, Teatru Narodowego z Warszawy, Teatru Nowego z Krakowa czy zespołu Machina del Tango. OST, 25 marca – 1 kwietnia, Teatr im. S. Jaracza

Konrad przyby wa z zaświatów na deski krakowskiego teatru. Zachęcony przez Muzę tworzy spektakl na temat Polski, który ukazuje rozpaczliwą sytuację narodu, społeczeństwo rozdarte na skłócone warstwy, klasy, stronnictwa, ideologie, które zwalczają się nawzajem. Spektakl „Wyzwolenie” Stanisława Wyspiańskiego wyreżyseruje Krzysztof Jasiński, założyciel i dyrektor Teatru Stu. Premiera 11 marca, godz. 19, Scena Duża Teatru im. S. Jaracza.

Obraz: Teatr Jaracza

ROZDARTA POLSKA

Za ilustracje do książki „W pustyni i w puszczy” w klimacie XIX-wiecznych grafik, otrzymał doktora honoris causa Afrykanistyki. Słynne prace r ysownika Szymona Kobylińskiego i jego wnuczki Very Kobylińskiej, która kontynuuje tradycje artystyczne rodziny, będzie można obejrzeć w budynku dawnego kościo ła ewangelickiego. A r t ys tka pokaże obrazy i  r ysunki, któr ych głównym motywem są konie. Wernisaż 1 maja, godz. 17, Galeria Miejska w Bisztynku

Obraz: archiwum zespołu

014

POTĘGA PRZYRODY

ABBA SYMFONICZNIE

Dzika natura i jej potęga. Kolekcja zdjęć Tomasza Gudzowatego p.t. „Closer”, to obszerny przegląd jego fotografii przyrody. Składa się z kilkuset zdjęć, m.in. z Falkland i Południowej Georgii, które pokazują pingwiny królewskie, słonie morskie i albatrosy. Tydzień później fotografie z Izraela pokaże Paweł Figurski. Wernisaż 6 kwietnia, godz. 18, Galeria BWA Olsztyn

Największe przeboje zespołu Abba ze szczyptą klasyki. Energetyczne evergreeny jak „Mamma Mia”, „Gimme Gimme”, „Super Trouper” czy „Dancing Queen” wykonają soliści Studia Accantus i Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej pod batutą Tadeusza Wicherka. Koncert 9 marca, godz. 19, Filharmonia Warmińsko-Mazurska w Olsztynie

Słyną z energetycznych koncertów, a ich kostiumy i performance sceniczny tworzą niezapomniane widowisko. Wypracowali sobie swoje niepowtarzalne, słowiańsko-międzygalakt yczne brzmienie, które ewoluuje i zaskakuje. Teksty wymagają od słuchacza odszyfrowania zawartych w nich treści. W listopadzie 2016 ukazała się najnowsza płyta grupy Łąki Łan p.t. „Syntonia”. Koncert 17 marca, godz. 21, Nowy Andergrant, Olsztyn.

Obraz: fb.com/lakilan

Obraz: BWA

Obraz: FWM

MUZYCZNY PERFORMANCE

INTYMNA SFERA ROCKA W roli głównej rock, ale można się tu doszukać brzmień popowych z elektronicznym klimatem. Na czwartej płycie pt. „Surreal” olsztyńska grupa Transsexdisco bierze na warsztat relacje międzyludzkie, intymne sfery damsko-męskie. Melodyjne gitary i energetyczne syntezatory tworzą pop-rockowy klimat, a całość spina wokal, czasem z rockową nutą, a czasem liryczny i spokojny. Koncert 22 kwietnia, godz. 20, Nowy Andergrant, Olsztyn


KULTURA

DIABELSKI ZAWÓD GRAŁA NA STOŁECZNYCH SCENACH, WSPÓŁPRACOWAŁA Z WIELKIMI REŻYSERAMI, POJAWIŁA SIĘ W „POWIDOKACH”, OSTATNIM FILMIE ANDRZEJA WAJDY. AKTORKA MARIA SEMOTIUK MÓWI O TYM, JAK TRAFIŁA DO ELBLĄSKIEGO TEATRU I DLACZEGO RODZICE ODRADZALI JEJ TEN ZAWÓD. MADE IN: Nie masz konta na żadnym portalu społecznościowym. To z braku czasu czy zainteresowania wirtualnym światem? Maria Semotiuk: Owszem, nigdy nie interesował mnie świat wirtualny. Nie mam nawet konta internetowego w banku, wolę kolejkę do okienka. Przylgnęła do mnie opinia, że żyję w odrealnionym, swoim świecie, z głową w chmurach. Być może wiele rzeczy mnie omija, ale rezygnuję z nich świadomie, bo dla mnie nie przedstawiają istotnej wartości. Uważam, że mimo pozornie ułatwionego kontaktu, oddalamy się od siebie. Poza tym jestem dość sentymentalna i cenię tradycję – listy w kopercie, odręczne pismo, pocztówkę wysłaną z wakacji… Wychowywana byłam w domu, gdzie bezpośredni kontakt i rozmowa są bardzo ważne, więc czuję potrzebę budowania relacji patrząc człowiekowi w oczy. Kontakt z widzem w teatrze pewnie wzmocnił tę potrzebę. W ogóle praca aktora czy to w filmie, czy teatrze, to sięganie do swoich najgłębszych emocji i przekładanie ich na rolę. Podczas pracy z Agnieszką Holland na planie „W ciemności”, nauczyłam się, że we wchodzeniu w rolę nie trzeba sobie stawiać żadnych limitów, można się w niej zatracić. Lekcja chyba zaprocentowała, skoro za drugoplanową rolę w „Letnim przesileniu” Michała Rogalskiego, dostałaś nagrodę na festiwalu w Gdyni. Wiadomość o nagrodzie zszokowała mnie. Kiedy opadły emocje, pomyślałam jednak, że to potwierdzenie, że moje poszukiwania, solidna praca i  wsparcie moich bliskich i mentorów nie poszły na marne. Nie miałam jednak oczekiwań, że ta nagroda będzie zwrotem w karierze. To w Gdyni wypatrzył cię Andrzej Wajda? Nie, rozmowy na temat „Powidoków” odbyły się dużo wcześniej, niż festiwal w Gdyni 2015. Zapadłam w pamięci Jolanty Dylewskiej, autorki zdjęć filmu „W ciemności”. Zaprosiła mnie na zdjęcia ich wspólnego projektu z mistrzem Wajdą „I była miłość w getcie”. Zapamiętał mnie tam i zaprosił jakiś czas później na rozmowę o „Powidokach”. Jak go zapamiętałaś? Był otwarty na moje propozycje interpretacji roli Róży Saltzman. Miał niespożytą energię, był wspaniałym szefem planu, wyłapywał drobiazgi. Sam dbał o każdy szczegół. Tak długo dobierał mi osobiście nakrycie głowy, aż znalazł to, co pokrywało się z jego wizją. W ubiegłym roku na pokazie „Powidoków” w Gdyni, połączonym z jego 90. urodzinami,

podeszłam do niego z życzeniami. Nie byłam pewna, czy w  ogóle mnie pamięta. A  on zaskoczył mnie. Uśmiech w jego oczach i to, co powiedział gdy mnie zobaczył, wskazywało jednoznacznie, że dokładnie wie kim jestem. Miał fenomenalną pamięć. Pochodzisz z Łodzi, pracujesz na planach filmowych w Warszawie, co cię przygnało do Elbląga? Po studiach na Akademii Teatralnej i paru latach pracy w Warszawie, kończyły mi się umowy ze scenami stołecznymi. Dowiedziałam się, że dyrektor teatru w Elblągu szuka odtwórczyni tytułowej roli „Dziewczynki z zapałkami”. Wiele osób podkreślało, że nie wyglądam na swój wiek, ale dużo młodziej. Poza tym mam wykształcenie muzyczne w klasie skrzypiec, co było wskazane do tej roli. Zgłosiłam się do teatru. Przed „Dziewczynką…” zagrałam tu jeszcze Julię Kapulet w „Romeo i Julia”. Dzielę swoje życie między trzy miasta. W Elblągu jetem od ponad trzech lat w zespole aktorskim, zagrałam tu kilkanaście ról. Nie ma dla mnie znaczenia czy scena jest w Warszawie, czy w Pcimiu Dolnym, czy gdziekolwiek indziej, gram najlepiej jak umiem. Nierzadko bywam też w Olsztynie, skąd pochodzi moja przyjaciółka ze studiów aktorskich. A mój tata, Bogusław Semotiuk, reżyserował w tutejszym teatrze dyplom studencki „Sceny z nowego świata”. Czyli teatr masz we krwi. Rodzice starali się rozwijać we mnie pasje, więc śpiewałam, tańczyłam, malowałam. Tata uczył mnie jazdy konnej i gry w tenisa. Rozmawialiśmy o aktorstwie, rodzice starali się uświadomić mi, jak bardzo okrutny i bezwzględny jest to zawód. Że oprócz całego piękna, ma swą drugą bezlitosną stronę, jest w nim wiele nieuczciwości, podłości, fałszu itd. I że poza ponadprzeciętną wrażliwością, trzeba być w stanie nieustannie to wszystko znosić i jeszcze zabiegać ciągle o uwagę, czego ja nie potrafię. Nie lubię się narzucać, chciałabym aby mówiła za mnie moja praca. Poza tym to złośliwy zawód – tata podsunął mi zresztą książkę na ten temat – „Diabelski zawód”. Trudno cokolwiek zaplanować. Albo telefon milczy miesiącami, albo dzwoni kilka propozycji na raz i jest dylemat. Ale co innego zdawać sobie sprawę, co innego doświadczać. Może dzięki temu, nie zaskakują mnie rozczarowania czy trudne momenty. Nie wyobrażam sobie, abym mogła robić w życiu co innego. Kocham teatr i kocham grać, co jest niezbędne aby podejmować próbę wytrwania w tym zawodzie. Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Anna Pińkowska

015


RECENZJE

KULTURA OSOBISTA MADE IN

PISZĄ, WYDAJĄ I NAGRYWAJĄ. I POCHODZĄ Z WARMII I MAZUR.

LEKTURA Z MAMEDEM Zapis rozmowy Szczepana Twardocha, autora powieści, m.in. „Król”, „Morfina” i  „ D rach ” z  Mame dem K halidovem , mieszkającym i trenującym w Olsztynie zawodnikiem MMA pochodzenia czeczeńskiego. W książce wydanej w marcu, spor towiec przy wołuje wspomnienia z dzieciństwa, rodzinnego kraju, Rosji.

Otwarcie mówi o islamie, chrześcijańst wie, kobietach, broni, wojnie i  nietolerancji. A  także o  najtrudniejszych walkach, przyjaźni i sensie życia. Lektura nie tylko dla fanów MMA. „Lepiej byś tam umarł”, Szczepan Twardoch, Wydawnictwo WAB

QUO VADIS NA URODZINY Monumentalne, trudne i wymaga olbrzymich umiejętności technicznych od solistów. Oratorium „Quo vadis” Feliksa Nowowiejskiego na dwupłytowym albumie CD to pier wsza studyjna wersja tego dzie ła. W  nagraniu p ł y t y z  okazji 140. urodzin kompoz y tora, udział wzięli: Aleksandra Kurzak – sopran, Artur Ruciński – baryton, Rafał Siwek – bas,

Sebastian Szumski – baryton, Arkadiusz Bialic – organy, Górecki Chamber Choir przygotowany przez Włodzimierza Siedlika i Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej pod batutą Piotra Sułkowskiego. Feliks Nowowiejski, „Quo vadis”, Polskie Wydawnictwo Muzyczne

ŚWIAT LUDOWYCH RYTUAŁÓW Urokliwe mazurskie zakątki i bohaterka obdarzona intuicją, która pozwala jej widzieć i słyszeć więcej, niż zwykli ludzie. Znajdując się na zakręcie życia, wyrusza na spotkanie z charyzmatyczną szeptuchą do podlaskiej wsi. Poznaje magiczny świat ludowych rytuałów, które przynoszą jej ukojenie i pozwalają zmierzyć się

z demonami przeszłości. Na jej drodze pojawia się leśniczy Bojan, któr y pod maską oziębłości skrywa przejmującą historię. Opowieść autorki pochodzącej ze Szczytna przekazuje, że na szczęście nigdy nie jest za późno. Adrianna Trzepiota, „Sekretna zima Jaśminy”, Wydawnictwo Kobiece

KIM JEST MUZA? Powieść przygodowa o poszukiwaniu skarbów, która jest pretekstem do przybliżenia historii lidzbarskiego zamku oraz okolic warmińskiego miasteczka. Kim jest tytułowa Muza? Czy jest nią św. Katarzyna, której pomnik stoi na przedzamczu? Autor, doktor historii, pracownik Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, ma na koncie m.in. książkę „Tajemnice

zamku w Rynie” i 28 tytułów z serii „Pan Samochodzik i…” pisanych pod pseudonimem Sebastian Miernicki. Wykorz ystując wiedzę histor yczną i  pasję podróżnic z ą, pokazuje c z y telnikom uroki Warmii i Mazur, ich skomplikowaną i intrygującą historię. Sebastian Mierzyński, „Muza Krasickiego”, Wydawnictwo Elset


MACIEJ ORŁOŚ MOJA DZIAŁKA NAD JEZIOREM

018


POSTAĆ

W OLSZTYNIE BYLIŚMY NA SPOTK ANIU AUTORSKIM, KIEDY PROMOWAŁ SWOJĄ KOLEJNĄ KSIĄŻKĘ NAPISANĄ DLA DZIECI. MINĘŁO OD TAMTEJ PORY 10 LAT, KIEDY NIESPODZIEWANIE NAPISAŁ FELIETON O  SWOJEJ FASCYNACJI MAZUR AMI. OK AZUJE SIĘ, ŻE  MA TU SWOJE MIEJSCE JUŻ OD  PÓŁ  WIEKU, CHOĆ DL A  MILIONÓW WIDZÓW WCIĄ Ż JES T MŁODZIEŃCEM Z  TĄ IDE ALNĄ DOZ Ą HUMORU. Z  MACIEJEM  ORŁOSIEM CHCIELIŚMY PR ZELECIEĆ PR ZEZ TE MA ZURY NIC Z YM TELEE XPRESS, ALE SKORO PO DRODZE ZNIENACKA Z NIEGO WYSIADŁ, TROCHĘ SIĘ ROZGADALIŚMY.

MADE IN: No to co, zaliczamy wyjazd na Mazury numer 251. Maciej Orłoś: (śmiech) To a propos felietonu, który napisałem o  w yjazdach tutaj? Otóż zrobiłem takie obliczenie: mam lat tyle ile mam, załóżmy, że zacząłem jeździć na Mazur y jako kilkulatek, jeździłem średnio pięć razy w roku, więc mnożąc to przez 50 lat – wychodzi 250 wyjazdów. Ale dowodów na wszystkie nie mam. Może być 237 na przykład. Łatwiej pewnie byłoby zliczyć swoje wyjazdy moim rodzicom, k tórz y od ponad 30 lat mają domek w Krutyńskim Piecku i jeżdżą tam regularnie. Mnie trochę brakowało tej regularności. Ale było tego dużo z różnych powodów: najpier w jeździłem pr y watnie, a  potem też zawodowo, realizując programy czy choćby na spotkania autorskie, albo do Muzeum Gałczyńskiego do leśniczówki w Praniu…

Ale zanim kupili domek, to jeździliśmy do Krut yni, do zaprzyjaźnionych gospodarzy. Pamiętam wakacje, kiedy pojechałem do nich sam, jako chłopak bodajże 16-letni, spędziłem dwa tygodnie w wynajętym pokoju i szlajałem się po okolicy.

To nasze spotkanie jest efektem twojej miłości do Warmii i Mazur, z której to w piękny sposób obnażyłeś się właśnie w felietonie (www.dzialkanadjeziorem.pl). Nie wiem czy cię zaskoczę, ale na Warmii i Mazurach wywołał on nie mniejsze zainteresowanie Orłosiem, niż kiedy opuszczałeś Teleexpress. Haha! No proszę bardzo. Dla mnie jest to oczywiste, że Mazury są tym pierwszym kierunkiem, jeśli chce się zmienić otoczenie. Wielu warszawiaków wybiera Mazury, bo są wyjątkowe i ja też do nich należę. Jeśli jeszcze jest tam jakaś stała lokalizacja, jak np. dom moich rodziców, to jest to związanie od dziesięcioleci dość mocne.

Podtekst polityczny już chwytałeś? Tak, już był. Ale i „W Polskę idziemy” kabaretu Dudek ze słowami Młynarskiego. Zaczynałem wtedy być fanem teatru, a takie rzeczy jak kabaret Dudek, to były kultowe sprawy. Można było kupić płytę, ja już miałem adapter, słuchałem i uczyłem się na pamięć. Dzisiaj wystarczy kliknąć i masz wszystkie tekst y, w tedy swoje trzeba było w ysłuchać i wynotować.

Jak daleko sięgasz pamięcią do swoich Mazur? Pierwsze przebitki, myślę, to jest końcówka lat 60., wakacje. Pojechałem z ojcem i jego kolegą, albo nawet i kolegami (po chwili namysłu)… pamiętam, że był z nami pisarz Marek Nowakowski; miejscowość Krutyń, jakaś wynajęta kwatera, w ysiadaliśmy z  autobusu i  było bardzo gorąco. To mój pierwszy obrazek z Mazur. A  jak budował się ten twój ranking tutejszych top miejscówek? Powstały z sentymentu czy eksplorując Warmię i Mazury zrobił się zbiór miejsc bardziej i mniej magicznych? Serce moich Mazur to właśnie miejscowość Krutyń. Obok, jak już wspomniałem, w Krutyńskim Piecku rodzice mają domek, który nabyli od rolników na przełomie lat 70. i 80.

Co wtedy znaczyło szlajanie się? Na pewno łowiłem tam pierwsze ryby bambusowymi wędkami, na żywe robaki. Łyknąłem bakcyla, co mi do dzisiaj zostało. Widok spławika stojącego nieruchomo w szklanej tafli jeziora i to oczekiwanie czy drgnie, czy nie drgnie, zostało mi do dzisiaj. Pomarszczona od wiatru woda, to już nie ten efekt. Więc to wszystko jest stamtąd. Pamiętam jak po Krutyni chodziłem i uczyłem się na pamięć piosenek Młynarskiego, np. „Przyjdzie walec i wyrówna”.

A w ogóle, to dlaczego w felietonie kilka razy piszesz Mazury (i Warmia), dodając ją w nawiasie? Coś się za tym kryje? To ciekawy wątek. Ze znajomymi, z którymi założyliśmy portal o Mazurach – dzialkanadjeziorem.pl, była dyskusja o tym. No bo jest województwo warmińsko-mazurskie, a oni ciągle mówią: jedziemy na Mazury. I ja też ciągle mam w głowie: jadę na Mazury. Więc ustaliliśmy, że te Mazury traktujemy hasłowo, w domyśle też Warmię. Trochę to niesprawiedliwe, więc w nawiasie nieśmiało zaznaczałem, że o Warmii nie zapomniałem. Mam sentyment do Warmii, bo dyrektor Teatru Ateneum w Warszawie, w którym zacząłem pracę tuż po studiach, miał na nazwisko Warmiński. Janusz Warmiński. A jego żoną była Aleksandra Śląska, słynna aktorka. I mówiło się, że to jest teatr śląsko-warmiński. (śmiech) Kiedyś sam miałem problem z rozgraniczeniem Warmii od Mazur. Ale poczucie tych mazurskich lasów daje już Nidzica, kiedy od Warszawy jedzie się tą kultową siódemką.

019


POSTAĆ

Te 50 lat wnikliwej obserwacji Warmii i Mazur klarują ci obraz tej krainy w najbliższej przyszłości? Mam w tym temacie mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem, że wszystko się zmienia i  że są inwest ycje. A z drugiej żal mi tego, że to wszystko już nie będzie takie, jak kiedyś. Ta restauracja Krutynianka nie jest już taka, jak kiedyś, choć oczywiście teraz jest lepsza, niż była za PRL-u. Że ten sklepik już nie ma tego zapachu i lokalnych specjałów, których nie można było dostać w Warszawie. No i że zobaczę sklepik sieciowy taki, jak w każdym dużym mieście. Że jak jadę przez las boczną drogą, która była szutrowa i poharatana, to widzę nowiusieńki asfalt. Z jednej strony fajnie, a z drugiej to już nie to, stąd miewam właśnie ambiwalentne odczucia. My nie chcielibyśmy, żeby w miasteczkach powielić tu kicz Krupówek i deptaka w Krynicy Morskiej. Też bym tego nie chciał. Kiedy rodzice wprowadzili się do Krutyńskiego Piecka, rzeka Krutynia, którą pływałem latem, była pusta. Teraz ulica Marszałkowska przy Krutyni to jest mały pikuś. Korki się robią. Fajnie, a z drugiej strony nie jest fajnie. I pewnie nic z tym nie zrobimy. Pocieszające w tym wszystkim jest to, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ci, którzy lubią gwar i ruch, pojadą do Mikołajek, ci, którzy szukają ciszy na Mazurach, też ją znajdą. A jest jeszcze jedna bardzo ekscytującą rzeczą, której wiele razy doznałem, ale ostatnio, niestety, mam na to coraz mniej czasu – to Mazury poza sezonem. Tak jak niektórzy lubią jeździć nad morze poza sezonem, tak ja, gdybym tylko mógł jeździć często na Mazury poza sezonem, to bym jeździł. I napawał się. Nawet zimą, te zamarznięte jeziora… No i  raczej w tedy wszędzie jest cisza i  spokój, nawet w Mikołajkach.

020

Ja wiem, że to zabrzmi tandetnie, a może i podejrzanie, ale to jest prawda: lato, bezwietrzna pogoda, zachodzące słońce, szklana tafla, wędka… takie historie. Mam swoje lata, więc kiedy mam zacząć myśleć o realizacji takich wizji, jak nie teraz? Opisałeś swój top miejsc na Mazurach (i Warmii) – tak pozostawię tę nazwę, by zachować wasz styl. A masz top wspomnień? Spokojnie mógłbym to ułożyć. (chwila namysłu) Krutyński Piecek, miałem 18 lat, rodzice gdzieś podróżowali, a  ja byłem tam sam z psem. Ta głucha cisza trochę mnie przerosła. Miałem wtedy przygodę z duchami. W nocy na strychu zaczęło coś chodzić. Pies zamarł. Potem dowiedziałem się, że to jakieś kuny chodziły, ale wtedy włosy na głowie mi stanęły. Kolejne: w Praniu, nawet kilka lat temu to było. Wojciech i  Jagienka Kass zaprosili mnie bym recytował Gałczyńskiego. Po latach wróciłem do czytania wierszy. Niezwykła atmosfera, skupiona widownia, ptaki śpiewają, jezioro w dole, a ty jedziesz Gałczyńskim…

Brałeś udział w utworzeniu portalu o Warmii i Mazurach o dość sugerującej nazwie dziłkanadjeziorem.pl. Chcesz promować modę na Warmię i Mazury? Zdecydowanie tak.

Zapytam zupełnie poważnie: dziwię się, że nie wziąłeś się za pisanie o Mazurach. Nie masz czasem żalu do siebie, że nie wykorzystujesz swojego potencjału? Napisałeś kilka książek dla dzieci, a w kontekście twojego ojca, uznanego pisarza (Kazimierz Orłoś – red.), a może wręcz całej rodziny dobrze osadzonej literacko, mógłbyś ciągnąć twórczość. Nie, nie mam żalu, ale będę mógł w yży wać się w  t ych moich felietonach. Na prawdziwe pisanie trzeba mieć czas i się temu poświęcić. Sporo twórczości ojca dotyczy Mazur, z książką „Dom pod lutnią” na czele, której cała akcja dzieje się na Mazurach po wojnie. Opowiada o mężczyźnie w dojrzałym wieku, byłym ofi cerze Armii Krajowej, który z różnych względów postanowił po wojnie pojechać właśnie tam. Powieść opisuje to mieszanie się kultur w tamtym czasie. W bardzo wielu opowiadaniach ojca są motywy mazurskie.

Wszyscy tam piszecie o swoich wielkich fascynacjach tą krainą. Ten portal powstał po to, by pisać dobrze o miejscach, które są dobre i ciekawe. A od siebie mogę dodać, że takie wyobrażenie posiadania działki nad jeziorem kręci mnie od wielu, wielu lat. I mówię to całkiem serio.

Od kiedy poczułeś, że literacko jesteś mocny? (długo się zastanawia) Nie wiem, czy kiedykolwiek. Ale OK, w ydaje mi się, że mogłem tak się poczuć w roku mniej więcej siedemdziesiątym trzecim, kiedy napisałem opowiadanie na konkurs do Płomyka czy może Płomyczka, już nie pamiętam.

Pomijając dom rodziców, słyszałem, że masz własną działkę nad jeziorem. Czemu zdecydowałeś się wejść w jej posiadanie? Pomijając moje zamiłowanie do regionu i walory wypoczynkowe, spojrzałem na to pod kątem inwestycyjnym. Najważniejsza jest lokalizacja. Moja działka znajduje się 15 min od Olsztyna i planowanej obwodnicy. Do tego ma dostęp poprzez plażę z  pomostem do linii brzegowej jeziora. Przy wyborze pomogli mi koledzy z firmy Lokaty Ziemskie (lokatyziemskie.pl). Takie rzeczy siedzą w człowieku i zostają w głowie jako marzenia do zrealizowania.

A pamiętasz o czym? Ni cholery.

Z jakich pobudek się to rodzi? To się wiąże z doświadczeniami. W moim przypadku całe lata pracowały nad tym, by mieć taką wizję. Byłem w tym czasie ileś razy w miejscach, które łączyły się z jeziorem.

Ale z pewnością pamiętasz, jak w wieku 11 czy 12 lat dostałeś fuchę przy dubbingu filmów. Co to za filmy? Od piątej klasy podstawówki. To były filmy dla młodzieży, produkcji radzieckiej, bułgarskiej, rumuńskiej, NRD-owskiej, może też czechosłowackiej, choć nie jestem pewien. Jak tam trafi łeś? Przyszli goście do szkoły, bo moja szkoła była na Mokotowie, niedaleko Studia Opracowań Filmów przy alei Niepodległości, więc była pewnie na liście najbliższych szkół. Powiedzieli jaka jest sprawa, z gronem kolegów zostaliśmy zaproszeni na próbne nagrania z kultową reżyser Zofią Dybowską-Aleksandrowicz. Wybrali nieliczną grupę i bez przerwy


021


POSTAĆ

się tam chodziło. Miałem wygodnie, bo z domu szedłem do Studia pieszo. Przesiadywałem tam, lekcje odrabiałem i jeszcze do tego kasę zarabiałem. A czasem były to duże role, więc podłożenie głosu pod pełnometrażow y film, który potem leci w kinach, to nie było takie hop-siup. Domyślam się, że podkładałeś głos równolatków? Oczywiście. Choć zagrałem w jednym serialu dla widowni dorosłej – „Rodzina Straussów”, który potem leciał w telewizji. Pamiętam, że bardzo mnie to wtedy kręciło, że mogłem w telewizji usłyszeć siebie w serialu dla dorosłych. Mówimy o latach… O pierwszej połowie lat 70. Jaki wtedy fun miał z tego 12-latek? Dzisiaj wszyscy trąbiliby o tym na swoich profilach na facebooku. Jaka to była wtedy skala radości? To była taka skala, że przesiadywaliśmy tam całymi dniami, odrabialiśmy tam lekcje, zjeżdżaliśmy na poręczach i była atmosfera podniesionej adrenaliny, bo jednak mało kto robił takie rzeczy jak my: w profesjonalnym studio, w słuchawkach, interpretacja tekstu, w kółko puszczają ci taśmę ze sceną z filmu, tak zwana „sklejkę”, profesjonalne uwagi dorosł ych i  wiele pow tórek, nim to t woje podłożenie głosu kupią. Byłeś wtedy oczytany? Czytało się w miarę dużo, bo innych opcji nie było. Ja do 16. roku życia nawet nie miałem telewizora. A mimo wszystko jak 15-latek trafi łeś na plan filmowy i zagrałeś młodego króla, który musiał się całować. Dla ciebie zresztą po raz pierwszy. Zagrałem młodego Kazimierza Wielkiego, który akurat brał ślub z księżniczką litewską Aldoną. Bardzo przeżywałem ten swój pierwszy pocałunek. Więcej – nawet podkochiwałem się w tej dziewczynie, która grała Aldonę.

022

Jak jako 15-latek trafi łeś na plan? Przypadkiem. I nie było to związane z pracą przy dubbingu. Otóż zanosiłem dokumenty, albo scenariusz ojca, który mnie o to poprosił, do Zespołów Filmowych przy Puławskiej. Mam to do dzisiaj przed oczami: idę schodami, przechodzi jakiś facet i zaczepia mnie, bo jego zdaniem jestem podobny do Krzysztofa Chamca. A Krzysztof Chamiec grał rolę dorosłego Kazimierza Wielkiego. Człowiek, który mnie zaczepił dowiedział się, jak się nazywam i co robię. Zapytali rodziców o zgodę, a potem wysłali na naukę jazdy konnej, bo miałem na planie jeździć, a później okazało się, że w filmie na konia nie wsiadłem ani razu, ale dzięki tym lekcjom łyknąłem końskiego bakcyla. No i tak wystąpiłem w filmie. Potem się okazało, że ten facet, który mnie zaczepił, to był producent. Chyba Rutowicz. (Rozmawiamy w warszawskim Camera Work Studio, przysłuchująca się rozmowie fotografka Justyna Radzymińska wtrąca: pan Jerzy Rutowicz przychodzi tu na spotkania z artystami). Poważnie!? On musi być już wiekowy? Just yna Radzymińska: Ma 89 lat, ale jak widać, ciągle z dobrą energią. Mało tego, zrobił 99 filmów i ciągle powtarza, że musi zrobić ten setny.

Maciej Orłoś: Dobre! Coś niebywałego! Ten film kręciliśmy 40 lat temu… MADE IN: A więc mamy dubbing, pierwsze role, pocałunki, a czytałem gdzieś, że szkołę aktorską potraktowa ł e ś jako sp osób na pr ze łamanie wrodzonej nieśmiałości. Ambitna terapia, zwłaszcza w kontekście tych pocałunków. (śmiech). Jeśli się tak wyraziłem kiedyś, to jednak przesadziłem, bo nie myślałem w ten sposób, ale faktycznie od dziecka byłem w yjątkowo nieśmiały i  niepewny siebie. Więc to, że poszedłem w aktorstwo i potem w prowadzenie programów w telewizji, to jest jakiś nonsens. (śmiech) Jako dziecko kompletnie nie spełniałem tych cech, których poszukuje się w  tym zawodzie, będąc cały czas w ystawionym na widok publiczny. Więc w gruncie rzeczy dla mnie jest to ciągle jakieś prze łamy wanie. Ocz y wiście działa doświadczenie, ale to nigdy nie było dla mnie, o tak (wymownie pstryka palcami). Aktorstwo w pewnym sensie jest łatwiejsze, bo można schować się za rolą, mówi się nie swoim tekstem, wciela się w postać, ma się kostium, charakteryzację, a kiedy prowadzi się różne programy czy inne wydarzenia, to nie ma się za czym schować. Żałujesz, że na stałe nie związałeś się z aktorstwem? Nie. Tylko czasami, kiedy widzę bardzo dobry polski film, myślę sobie: kurczę, szkoda, że już nie mam szansy, by w ystąpić w  takiej świetnej produkcji. Bo jestem gdzie indziej. Więc tylko wtedy. A o jakim Orłosiu byśmy dzisiaj rozmawiali gdyby to aktorstwo jednak poszło dalej? Do jakich ról miałbyś dzisiaj przypiętą łatkę? Nie mówiąc o skali rozpoznawalności i sukcesu, ale wydaje mi się, że mi najbliżej było do – porównując aktorów, których możemy pamiętać – Andrzej Łapickiego, którego zresztą w szkole teatralnej parodiowałem. Był taki wątek, że parodiowaliśmy różnych profesorów. Dla mnie było to naturalne, ponieważ jego parodiowałem trochę nawet na co dzień. Lekko zdystansowany, niespecjalnie emocjonalny, z pewną ironią – myślę, że to byłby ten kierunek. No, raczej Szyca z ciebie nie byłoby. (śmiech). No właśnie. Z  którymi znanymi dzisiaj aktorami wystartowałeś po szkole? Z Grażyną Wolszczak, Sławkiem Orzechowskim, bardzo dobr ym aktorem Teatru Współczesnego. Przez pewien czas była z nami Małgorzata Pieczyńska, ona jednak skończyła rok później, bo w trakcie studiów zagrała główną rolę w „Wiernej rzece” z Olgierdem Łukaszewiczem. To chyba niestety wszystkie nazwiska, które możecie kojarzyć. Rok 1983, w którym kończyliśmy studia, to nie były za dobre czasy na start w zawodzie: tuż po stanie wojennym, bojkot aktorski, niezbyt dużo robiło się filmów. Chronologia sugeruje, że karierze aktorskiej w paradę wszedł Teleexpress. Tak, ale nie mam pretensji do Teleexpressu, bo nie było żadnej gwarancji, że to aktorstwo poszłoby dalej. Właściwie się zatrzymało i Teleexpress pojawił się we właściwym


POSTAĆ

JEST JEDNA BARDZO EKSCYTUJĄCA RZECZ, KTÓREJ WIELE RAZY DOZNAŁEM – TO MAZURY POZA SEZONEM. TAK JAK NIEKTÓRZY LUBIĄ JEŹDZIĆ NAD MORZE POZA SEZONEM, TAK JA, GDYBYM TYLKO MÓGŁ JEŹDZIĆ CZĘSTO NA MAZURY POZA SEZONEM, TO BYM JEŹDZIŁ. I NAPAWAŁ SIĘ. NAWET ZIMĄ, TE ZAMARZNIĘTE JEZIORA… WSZĘDZIE JEST CISZA I SPOKÓJ, NAWET W MIKOŁAJKACH.

momencie. Trochę zacząłem się miotać, nie miałem etatu, byłam freelancerem, sprzedawałem kredki… No właśnie, ten mały ciekawy epizod byśmy rozwinęli. To zdarzyło mi się na przełomie roku 1991. Nie miałem etatu w teatrze, bo sam z niego zrezygnowałem, ponieważ nic tam nie robiłem. W tym śląsko-warmińskim (śmiech). Owszem, zagrałem główną rolę w filmie „Głuchy telefon” Piotra Mikuckiego w 1989 roku, ale światło ujrzał dopiero dwa lata po produkcji. Niespecjalnie się coś działo, a trzeba było jakoś zarabiać na życie. Znajomi sprowadzali wtedy kredki z zagranicy… …A wtedy wszystko z zagranicy się sprzedawało. Tak. I zostałem takim komiwojażerem. Miałem setki kredek w pudełkach porozkładanych w domu i posegregowanych na kolory. Nie wszyscy wiedzą: mówimy o kredach kosmetycznych, a nie zwykłych do rysowania dla dzieci.

Tak, kredki do br wi, konturów ust i do czegoś jeszcze. Dobre, angielskie. Jeździłem po perfumeriach w Warszawie i proponowałem, miałem procent od sprzedaży. Zajmowałem się tym dobrych kilka miesięcy, więc jak przyszła konkretna propozycja z telewizji, to się zdecydowałem. Z bólem, ale się zdecydowałem. Choć te kredki poszły jeszcze na zakładkę. Stałem się już panem znanym z telewizji, a jeszcze kończyłem biznes. No, ze znaną twarzą można było interes tylko rozwinąć. A jednak nie pociągnąłem tego, bo mi było głupio (śmiech). A  to były już takie czasy, że obowiązywały cię kontrakty, zakazy? Nie, to była wolna amerykanka. Dostałem etat, a stawki były kompletnie nie gwiazdorskie. Sorry, na gwiazdę dopiero zacząłeś pracować. No tak. (śmiech). Był etat, pensja, stabilność, choć gryzło mnie, że film, teatr i aktorstwo już za bardzo nie wrócą.

023


POSTAĆ

Ale do Teleexpressu wprowadziłeś sporo z aktorstwa: interpretacja, humor, mowa ciała. To była twoja zasługa, czy taki koncept serwisu? Koncept był taki, że Teleexpress miał być inny, niż normalny program informacyjny, pewnie dlatego o mnie pomyśleli. Na początku nawet za bardzo grałem, a za mało „byłem”. Ale nie potrafi łem inaczej. Traktowałem to jako kolejne zadanie aktorskie, że oto występuję teraz przed kamerą i wcielam się w rolę prezentera programu informacyjnego. Jak po latach wracałem do tych starych programów, to dostrzegałem to: zbyt teatralnie mówione. A wracając do konceptu, to Sławek Kozłowski, który najwięcej nauczył mnie w Teleexpressie, ma korzenie kabaretowe, pracował przez wiele lat z Jonaszem Koftą, zaś ówczesny szef Teleexpressu, Piotr Radziszewski, był po wydziale wiedzy o teatrze w warszawskiej PWST. Ten program zawsze charakteryzował się tym, że był czymś więcej niż tylko informacją.

024

Przechodziłeś casting? To było tak, że kilka miesięc y wcześniej był program informacyjny „Obserwator” do którego szukali prezentera. Przeszedłem próby i kiedy miałem wchodzić na antenę, „Obser watora” z  tej anteny zdjęli. Więc wróciłem do sprzedaż y kredek i  zapomniałem o  epizodzie telewizyjnym. I kiedy po kilku miesiącach, w tym samym budynku, w tym samym studiu, ci sami ludzie potrzebowali człowieka do Teleexpressu, przypomnieli sobie: ej, przecież był ten Maciek, on może się nadać. I spróbowali mnie, ale takiego pojęcia jak casting, nie było. Miałem próbę kamerową do Teleexpressu. Stwierdzili: ok, jakoś okiełznamy. A propos kontraktów, to prawda, że miałeś zapis, że nie możesz zmieniać swojego wizerunku? No tak, absolutnie. Specjalnie mnie to nie szokuje, że mój pracodawca, z którym umawiam się na prowadzenie programu, chce mieć coś do powiedzenia w sprawach, które dotyczą mojego wizerunku: jaką mam fryzurę, czy mam zarost, czy nie, jak się ubieram. Ubierali mnie styliści, strzygli i czesali fryzjerzy zakontraktowani w telewizji, a o okularach… to nie pamiętam.

No właśnie, a ty od ćwierć wieku, poza zmianami oprawek okularów, to jesteś taki sam Maciej Orłoś. No, przesadziłeś. Młodzieniec, żartowniś, miły chłopak z  humorem i grzeczną fryzurą. Poza zmieniającymi się oprawkami okularów, jesteś taki sam. Staram się zachować dziecko w sobie, nie stetryczeć, nie gorzknieć. Mniej istotne są zmarszczki, niż to, co w środku i  w  oczach. Poza tym, kiedy czasami jestem zmęczony, zaczynam myśleć kategoriami Micke’a Jaggera, Woody’ego Allena i  Clinta East wooda. Jeśli ci goście potraf ią tak wymiatać, to ja przy nim jestem młodzieniaszkiem, więc o co chodzi? Czy ty w ogóle nie masz zadatków na celebrytę? Przekopałem o tobie internet i nie dałeś pożywki plotkom. Często słyszę, że do wora z napisem celebryta wrzuca się wszystkie znane osoby. Niektórym się to myli, że jak znany z show biznesu, to już celebryta. Mnie się to słowo nie podoba i nie chcę być celebrytą. Nie kojarzy się dobrze, ale w niektórych kręgach jest wyznacznikiem popularności. Zdarzało się, że komentarzyk na koniec Teleexpressu w ostatniej chwili wydał ci się niestosowny i zwyczajnie nie powiedziałeś go? Te końcówki na zakończenie zawsze były wcześniej przygotowane. A jeśli chodzi o żarty spontaniczne, które czasem się zdarzały, to w którymś momencie przyjąłem zasadę, że kiedy nie byłem pewien na 100 proc., że dany komentarzyk, taki ad hoc, nie będzie w punkt, udany, to nie wchodziłem w to ryzyko. Potem to już była kwestia wyczucia i stylu Teleexpressu. Ale lepiej nie powiedzieć, niż nie trafić, bo nie ma nic gorszego, niż nietrafiony żart. Żenująca sytuacja. Jesteś kolejnym mocnym nazwiskiem z branży dziennikarsko-informacyjnej, które przeszło do internetu. Patrząc przez pryzmat pierwszych miesięcy w Wirtualnej Polsce, dobrze się zbilansowała ta zmiana u ciebie? Sieć daje bardzo szerokie horyzonty. Wszyscy uczymy się tej współpracy internetu z telewizją: co jedno drugiemu


POSTAĆ

daje, jak można się wzajemnie wzmacniać. Telewizja WP korzysta z ogromnego portalu i daje zasięg globalny, więc czuje się siłę tego wszystkiego. Kiedy telewizja internetowa prześcignie tę klasyczną? Myślę, że to proces pokoleniowy. Są jeszcze starsze osoby, które kupują program telewizyjny i na jego podstawie oglądają tę telewizję. Ale coraz więcej ludzi ogląda kanały tematyczne, to, co ich interesuje. A jeszcze więcej ludzi siedzi w internecie i tam chce oglądać telewizję. Jak wystartowała telewizja Wirtualna Polska, a program, który prowadzę #dziejesię, był emitowany po raz pierwszy, pamiętam, że jak już wracałem do domu, zadzwonili do mnie znajomi i powiedzieli: „słuchaj spóźniliśmy się do domu na twój debiut, bo staliśmy w korku, ale obejrzeliśmy, super, podobało nam się”. A ja pytam: „więc jak obejrzeliście”? A oni: „po prostu, w smartfonie”. Więc moim zdaniem telewizja przetrwa, ale nie wiadomo gdzie będzie oglądana. Ja sam prawie w ogóle nie oglądam telewizji. Jeśli coś oglądam, to tylko w internecie, coraz częściej w smartfonie. Zostając jeszcze w telewizji, ale sięgając ze dwie dekady wstecz. Nie żałujesz, że nie wstrzeliłeś się z  jakimś porządnym talk show? Nawiązuję do twoich wywiadów z cyklu „Oko w oko”, z których powstała potem książka. Młodszym czytelnikom przypomnę tylko niektórych twoich rozmówców: Bill Gates, Celine Dion, Anthony Hopkins, Joe Cocker, Nicole Kidman, Tina Turner, Pamela Anderson, Maryl Streep czy John Malkovich. Nie dodałeś jeszcze Spice Girls (śmiech). Jak i kilkudziesięciu innych gwiazd. Były takie myśli, ale się nie udało, więc może w nowym miejscu uda się znaleźć i nową formułę. Myślę o realizacji projektów, które chodzą mi po głowie od lat i spróbować czegoś więcej, z całym szacunkiem dla 15-minowych programów informacyjnych o lekkim charakterze. No właśnie, lekki charakter, młodzieżowy wizerunek, dowcipny, wyluzowany Orłoś, ale pewnie nie każdy

zna ciebie jako społecznika mocno zaangażowanego w pomoc innym, zwłaszcza starszym. Bodajże Janina Ochojska powiedziała to kiedyś, że prawdziwa pomoc nie potrzebuje rozgłosu. Od siebie mogę dodać zaś, że osoby, które mają znaną twarz, mogą zrobić dużo dobrego, niekoniecznie zakładając fundację, bo nie każdy ma na to czas, ale wspierając rożne aukcje, wydarzenia na rzecz kogoś. Zdaję sobie z tego sprawę i ja to wykorzystuję. Gdyby miał taki komfort, że jestem zabezpieczony finansowo i mam dużo czasu, to z przyjemnością poświęciłbym się takim działaniom intensywniej, bo to daje satysfakcję i sprawia wielką przyjemność. To, że można komuś pomóc, że są tego wymierne rezultaty, zobaczyć w czyichś oczach radość. To jest to super. A  dlaczego seniorzy? Uświadomiłem sobie, że dla nich niewiele się robi. Mówię w sensie poświęcanej uwagi. Brak serca w tym wszystkim. Bo to nie chodzi o to, by seniorom zapewnić jedynie wikt i opierunek. A kto przyjdzie do nich i coś poopowiada? Do twoich statuetek dołączyła ostatnio „Gwiazda dobroczynności”. Nominowało mnie super Stowarzyszenie Otwarte Drzwi, które pośredniczy między osobami z niepełnosprawnością, a pracodawcami. Robią „Giełdę mocy”. A propos statuetek, wystawiłeś swoją telekamerę na licytację na WOŚP. Za ile poszła? Dwa z hakiem. Chyba dwa dwieście. Ale daliśmy też na licytację współprowadzenie programu #dziejesię w Wirtualnej Polsce. Właśnie dzisiaj to realizowaliśmy (rozmawiamy 6 lutego – red.). Za prawie trzy tys. zł wylicytowała to dawna koleżanka z TVP Karolina Dobrowolska. Dokąd będzie wyjazd na Mazury nr 252? Przede wszystkim bardzo chciałbym, żeby był jak najszybciej. Może uda się stworzyć program podróżniczy. To by mi się naprawdę podobało i byłoby genialne – jeździć po Mazurach z kamerą. Rozmawiał: Rafał Radzymiński, Obraz: Justyna Radzymińska / Camera Work Studio

025


PRODUKTY

GALERIA HANDLOWA MADE IN KORMORAN OD CHŁOPA

DESKI, KTÓRE MÓWIĄ Są jakieś słowa, które chcielibyście uwiecznić? A może s ymbol, znak , k tór y pr z ynosi wam szczęście? W  pracowni Jacka Wiśniewskiego, grafika i rękodzielnika z Olsztyna, nie zmarnuje się żaden kawałek drewna, ani sklejki. „Mówiące deski” wycinane laserowo i ręcznie malowane, dobrze czują się i w nowoczesnym, i rustykalnym wnętrzu. Czcionka, wzór i rozmiar – do ustalenia. www.blacktoys.pl

Oto Rosanke na sezon 2017, czyli piwo uwarzone w Browarze Kormoran wedle receptury Mariusza Sekulskiego, Warmińskiego Chłopa Bosego. Piwo to, bazujące na składnikach pól, łąk i  lasu, otrzymało najw yższą ocenę podczas ubiegłorocznego Warmińskiego Konkur su Piw Domow ych. Chcąc popularyzować ideę piwowarstwa domowego, w nagrodę Browar Kormoran od trzech sezonów warzy na kolejny sezon Rosanke (to historyczne piwo pruskie), właśnie najlepiej ocenione domowe piwo, które będzie skierowane do sklepów. www.browarkormoran.pl

026

JAJKO W KORONCE

BILET DO ŚWIATA MUZYKI

Koronka nazywana frywolitką należy do najtrudniejszych i najbardziej efektownych. Wykonuje się ją z cienkich, ale mocnych bawełnianych nici przy użyciu specjalnych czółenek. Pisanki w frywolitkowych ozdobach autorstwa Laury Bziukiewicz, artystki ludowej, powstają z naturalnych wydmuszek jajek kurzych, gęsich i strusich. Każda koronka robiona jest na wymiar, a motywy nawiązują do świata przyrody. Manufaktura Sztuki, Olsztyn, ul. Staromiejska 1

Niezwykła barwa dźwięku zbliżona do rzeczywistej, zjawiska przestrzenne, dynamika utworu – to dla audiofilów korzystających z klasowego sprzętu doświadczenia ważniejsze od koncertu na żywo. Zamiast przepłacać za popularne, wszechobecne marki sprzętu audio-stereo, warto zdać się na specjalistów, którzy skompletują zestaw do odtwarzania muzyki z wyspecjalizowanych, niszowych firm. Uwzględnią przy tym muzyczne i przestrzenne upodobania klienta. www.luxuryaudio.pl


PRODUKTY

KWIECISTY SMAK SERA

CUKIERNICZE RZEMIOSŁO

Kozie i owcze mleko plus polne kwiaty i zioła. W gospodarstwie Kwaśne Drzewo w Zerbuniu pod Jezioranami, sery wytwarzane są ręcznie przez właścicieli – Olenę i Kamila Dudała. Każdy z nich to kulinarne dzieło: domowe jogurty na mleku owczym i kozim, solony karmel owczy, sery pleśniowe czy „smażyciel” – swojskie halloumi z kilku rodzajów mleka. Ale prym wiodą tu kozie sery dekorowane kwiatami i ziołami, m.in. kozieradką. W połączeniu z konfiturami i kwiatowymi syropami – uczta dla podniebienia. fb.com/kwasnedrzewosauerbaum

Tort i babeczki w wiosenno-wielkanocnej stylizacji, to propozycja olsztyńskiej cukierni z ponad 40-letnią historią. Tutejsze wypieki to prawdziwe dzieła sztuki – połączenie tradycyjnego rzemiosła i najnowszych cukierniczych trendów. Naturalne składniki od lokalnych producentów plus wykończenie, jakie tylko sobie w wymarzycie. Na wesela, urodziny, święta i na co dzień. Słodycz tej Krainy, Olsztyn, ul Kołłątaja 23

027

WŁOSKA MODA PRZY KAWIE

RZEMIEŚLNICZA POCZTA

Włoska kreatywność, wysoka jakość materiałów i świetne wykończenie. Marka Elisa Cavaletti to ubrania dedykowane kilku pokoleniom kobiet. Ekskluzywną odzież włoskiej projektantki i innych europejskich marek z wysokiej półki, można kupić w klimatycznym butiku Szate. A przy okazji napić się kawy i porozmawiać o najnowszych trendach w modzie. Tu znają się na rzeczy. Szate, ul. Dąbrowszczaków 13/2, Olsztyn

Zespawane ze wspomnień, rodzinnej pasji, serii niefortunnych zdarzeń i grubej, ocynkowanej blachy. Tak powstają Skrzyneczki z  Warmii – skrzynki na listy, do których podobno dochodzą tylko dobre wiadomości. Mają kształt dawnych teczek szkolnych, ciepłe, dopasowywane indywidualnie kolory i z małej manufaktury rodziny Smyków na olsztyńskich Dajtkach trafiają przed domy na całym świecie. skrzyneczka.olsztyn.pl


INWESTYCJE

DZIAŁKA NAD JEZIOREM TYLKO JEDEN PROCENT NIERUCHOMOŚCI W POLSCE MA DOSTĘP DO JEZIORA. TRZY CZWARTE TYCH GRUNTÓW LEŻY NA WARMII I MAZURACH. NIC DZIWNEGO, ŻE TU WŁAŚNIE PRZYCIĄGAJĄ INWESTORÓW.

028

W badaniu Polskiej Organizacji Tur ystycznej, mającym wyłonić atrakcję turystyczną, która powinna zostać znakiem rozpoznawczym Polski za granicą, mazurskie jeziora ustąpiły jedynie krakowskim zabytkom. W tyle zostawiliśmy Zakopane i Tatry, nadbałtyckie kurorty i wielkie miasta w kraju. – W ostatnich latach obserwujemy ogromny wzrost liczby turystów na Warmii i Mazurach. Wynika to z doskonalącej się infrastruktury i dopisującej pogody, ale też problemów z  emigrantami na południu i  zachodzie Europy – wylicza Piotr Kaniewski, ekspert Lokat Ziemskich. Ludzie lubią wypoczywać czując się bezpiecznie i komfortowo, a Polska jest tego oazą. Dostrzegają to turyści z całej Europy, dlatego szybko rośnie zainteresowanie budową małych osiedli domków pod wynajem nad brzegami jezior. Okazuje się, że to może być dobry biznes. Praktycy twierdzą, że można spodziewać się 8–12 proc. zysku rocznie. W  zakupie działki nad jeziorem pomaga firma Lokat y Ziemskie. W  swojej ofercie ma siedem osad w  ciągłym obrocie. – Wszystkie nasze nieruchomości charakteryzują się unikatową lokalizacją i mają własny dostęp do jeziora –

wyjaśnia Cezary Centkowski, Ekspert LZ. – Co istotne, nasze ziemie są sprawdzone i zdolne do zabudowy, co nie jest zawsze tak oczywiste. Sprzedajemy przynajmniej dziesięć procent poniżej wartości rynkowej, czyli wyceny licencjonowanych rzeczoznawców, co zapewnia kupującemu atrakcyjną cenę. Ekspert LZ Mikołaj Adamski dodaje: – Na wybranych osadach realizujemy Program Lokat Ziemskich, czyli umowę koordynacji prac: dos t arc zenia mediów, s t wor zenia infrastruktury drogowej, zabudowy części wspólnych, np. piaszczystej plaży z pomostem, co w sposób kontrolowany podnosi wartość nieruchomości. Pomagamy również w formalnościach związanych z zabudową oraz późniejszym wynajmem. Na życzenie aktywnie uczestniczymy również w późniejszej odsprzedaży. Klientów firmy Lokaty Ziemskie można podzielić na dwie grupy. Jedni traktują zakup działki na Warmii i Mazurach czysto inwestycyjne. Wiadomo, że dobrze zlokalizowana ziemia z czasem drożeje. Dla drugiej grupy kupiona działka ma być wymarzonym miejscem do wypoczynku.


INWESTYCJE

– Odbiorcami są głównie osoby zmęczone rynkiem finansowym, mieszkańcy większych miast – wylicza Krzysztof Kentla, Ekspert LZ. – Dzięki szerokiej ofercie działek kupujący może dopasować do siebie miejscowość, wielkość działki, ukształtowania terenu i oczywiście ceny. Każdy z naszych klientów ma zagwarantowaną opiekę dedykowanego eksperta, któr y prowadzi za rękę przy wszystkich formalnościach, czyniąc nasz „produkt” w zasadzie bezobsługowym. Wielu zapewne nasuwa się pytanie: większość gruntów na jeziorami to ziemie rolne, więc czy po nowelizacji UKUR (ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego) można nabyć ziemię nie będąc rolnikiem? – Oczywiście. Zgodnie z przepisami, otrzymując zgodę prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych po spełnieniu formalności, nabywcą może być osoba nie będąca rolnikiem – wyjaśnia Mikołaj Kaszubski, Ekspert LZ – W naszej opinii to dobra nowelizacja, ponieważ uniemożliwia spekulację i realizuje ważne cele, takie jak ochrona polskiej ziemi, wzmacnianie gospodarstw rolnych, wyrównanie szans w odniesieniu do innych krajów Unii Europejskiej. To ważne, bo w Polsce większość powierzchni kraju to ziemie rolne. Ustawa odnosi się też do 10-letniego zakazu sprzedaży ziemi rolnej. – Trzymając się litery prawa, ten zakaz dotyczy wyłącznie gospodarstw rolnych, które mają powyżej jednego hektara, czyli dziesięć tysięcy metrów kwadratowych i są zorganizowane w ramach całości gospodarczej – wyjaśnia Mieszko Łabędziewski Ekspert LZ. – W praktyce nie dotyka on osób nabywających „klasyczne” działki budowlane o powierzchni tysiąc metrów kwadratowych i rolne trzy tys. metrów kwadratowych. Mateusz Kotur Ekspert LZ dodaje, że nowelizacja UKUR nie dotyczy nieruchomości Skarbu Państwa, jak też działek poniżej trzech tys. metrów, dróg wewnętrznych oraz nabywania w nich udziałów. – Nie dotyczy też gruntów, które zostały wyłączone z produkcji rolnej po uzyskaniu warunków zabudowy. Po więcej informacji zapraszam do zakładki „Edukacja” na naszej stronie (lokatyziemskie.pl) oraz na stronę Agencji Nieruchomości Rolnych (gospodarstwopolska.pl) – puentuje Mateusz Kotur. Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: archiwum Lokat Ziemskich

osada  przytuły osada  julianowo osada  goleń osada  guty

osada  trękus 029

osada  blanki Lokaty Ziemskie Sp. z o.o. Warszawa, Grójecka 194 lok. 2 tel. +48 575 782 200 www.lokatyziemskie.pl

osada  dobrąg


GODNE UWAGI

Obraz: arch. Hotel Dyplomat

SIŁA SPOKOJU PRZY LOKALNYM PIWIE Można tu przenocować w przestronnym apartamencie z widokiem na gwiazdy, albo wpaść na biznesowy lunch. Można posiedzieć przy kawie, albo zregenerować się w blasku świec i przy nastrojowej muzyce w SPA „Siła Spokoju”. Czterogwiazdkowy Hotel Dyplomat w przedwojennej kamienicy w centrum miasta, gości nie tylko przejezdnych, ale też „lokalsów” poszukujących zacisznego miejsca na spotkanie i relaks. „Restauracja Olsztyńska” serwuje potrawy łączące tradycję regionu z międzynarodowymi trendami kulinarnymi. W menu m.in. ryby i mięsa, regionalne destylaty z warmińskich miodów i piwa z Browaru Kormoran. Kiedy robi się cieplej, posiłki serwowane są w zacisznym ogrodzie letnim w hotelowym patio. Butikowy hotel, oprócz 51 miejsc noclegowych, posiada dwie sale konferencyjne. Secesyjna elegancja i świetna kuchnia przyciąga tu lokalnych biznesmenów i przejezdnych celebrytów. No i kolekcjonerów autografów. Hotel Dyplomat, Olsztyn, ul. Dąbrowszczaków 28 www.hoteldyplomat.com

Obraz: arch. Hotel Dyplomat

PIĘKNO Z INNOWACJI

O TRENDACH PRZY KAWIE Czasem wystarczy designerski fotel, lampa, dywan czy tapeta, aby dać początek metamorfozie wnętrza. Nietuzinkowe wyposażenie od ponad stu producentów z różnych stron świata, zgromadził olsztyński ZoomRoom – studio projektowe i showroom w jednym. Przy kawie i w otoczeniu niezwykłych mebli i surowców do liftingu mieszkań i biur, można tu porozmawiać o najnowszych wnętrzarskich trendach, zamówić wizualizacje, obejrzeć katalogi i publikacje, otrzymać wycenę i złożyć zamówienie na markowe meble, oświetlenie i dodatki. Albo po prostu pomarzyć o własnym kącie wyposażonym w unikalne, misternie wykonane przedmioty. Design i jakość dla wymagających, również z dostawą do domu. ZoomRoom, Olsztyn, ul. Dąbrowszczaków 39 www.zooroom.pl

Obraz: arch. BELOVED BeautyPlace

030

Bardziej przypomina pracownię NASA niż gabinet piękna. Ale nowoczesne urządzenia wykorzystujące innowacyjne technologie służą właśnie urodzie – od twarzy po stopy. Nieinwazyjny lifting, ujędrnienie, depilacja, niwelowanie przebarwień i blizn, modelowanie sylwetki, redukcja cellulitu – to tylko niektóre z zabiegów kosmetyki i medycyny estetycznej dla kobiet i mężczyzn, wykonywanych w dizajnerskiej przestrzeni BELOVED BeautyPlace. To jedyny gabinet w regionie skupiający tak wiele urządzeń wykorzystujących technologie, które są niezwykle skuteczne, a przy tym nieinwazyjne. Znaczy – piękno bez strachu, bólu i powikłań. BELOVED BeautyPlace, Olsztyn, ul. Kotańskiego 4 www.beloved.pl


DOBRE MIEJSCE

MIEJSCE WYMIANY DOBRA OD PROGU WITA CIĘ ZAPACH CZEKOLADY. BIEL I BŁĘKIT NA ŚCIANACH SPRAWIAJĄ, ŻE CZUJESZ SIĘ JAKOŚ TAK NIEBIAŃSKO. I DO TEGO TWOJA OBECNOŚĆ TU NIE ZNIKNIE Z WYJŚCIEM, A POZOSTAWI ŚLAD. NAMACALNY ŚLAD.

Bo posłuchajcie i zważcie u siebie / Że według bożego rozkazu / Kto nie doznał goryczy ni razu / Ten nie dozna słodyczy w niebie – tak pisał Adam Mickiewicz w drugiej części „Dziadów”. W słynnym dramacie słowa te zostały wypowiedziane jako przestroga, przez duchy dzieci, które całe swoje życie spędziły na zabawie i doznawaniu przyjemności. Nie wiedziały co to jest cierpienie, głód czy troska o innych. Tak się składa, że w Olsztynie powstało niedawno miejsce, gdzie ta troska o innych jest motywem przewodnim i siłą napędową do działania. Fundacja „ Skr z ydła Anio ła” pows t a ła dwa lat a temu i pomaga osobom dotkniętym chorobami nowotworowymi i ich bliskim. Do realizowania większych projektów Fundacji potrzebne jest wsparcie finansowe. Pojawił się więc pomysł otworzenia działalności gospodarczej. I tak, od początku stycznia, przy ul. Prostej 18/22 działa księgarnio-kawiarnia „Niebo w mieście”. Idąc od mostu Jana to trzeci lokal po prawej stronie. Specjalnością jest tu gorąca czekolada z malinami oraz słodkości, jakie robiły nasze babcie, wśród nich przede wszystkim blok czekoladowy. Przyjemność znajdą tu również kawosze czy miłośnicy dobrej herbaty. „Biała fantazja” czy „Wiśnie w rumie” to tylko niektóre z propozycji w menu. Do tego cytrynowy sernik, albo gofry bez mąki z wiórkami kokosowymi i można rzec: niebo w gębie. Latem będą naturalne lody i prawdziwa lemoniada. Ale prócz przyjemności dla ciała, jest też coś dla ducha. Książki, gry planszowe, ale też i Pismo Święte. To miejsce wymiany dobra i trzeba przyznać, że wiara miała spory udział w jego tworzeniu. Odcienie błękitu zaznaczone w wystroju lokalu, śnieżnobiałe ściany, koce, świeczki i kolorowe poduszki czynią

kawiarnię niezw ykle przy tulną. Ale najważniejsza jest świadomość, że każda zostawiona tu złotówka jest przeznaczana na cele statutowe fundacji Skrzydła Anioła, czyli na pomoc osobom, które zmagają się z chorobą nowotworową. A mimo zaledwie dwóch lat działalności, przeprowadzonych akcji na swoim koncie Fundacja ma sporo. Wystarczy wspomnieć o  przedsięwzięciach takich jak „Malowany rak idzie wspak”, kiedy wolontariusze zaopiekowali się kobietami, które dotknęła choroba oraz matkami dzieci z oddziału onkologii czy akcji „Prosta (ta) sprawa”, zorganizowana wspólnie ze Szpitalem Miejskim, która miała zachęcić mężczyzn do badań profilaktycznych. Do tego liczne koncerty czy warsztaty kulinarne dla dzieci i rodziców w  Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym w  Olszt ynie. Najnowszy pomysł twórców Fundacji to organizowanie urodzin dzieciakom z oddziału onkologii i hematologii, takich z tortem i prezentami. – Wiele naszych działań opartych jest na zasadzie wsparcia duchowego. Dajemy chorym i ich bliskim odskocznię od szpitalnej rzeczywistości – dodaje Małgorzata Giżyńska, założycielka i szefowa fundacji. Ma nadzieję, że kawiarnia stanie się miejscem spotkań ludzi, którzy będą się chcieli podzielić swoimi doświadczeniami, albo odwrotnie – będą potrzebować pomocy. Przyjść tu mogą i  potrzebujący wsparcia i ci, którzy go mogą udzielić. Czasami może być nim opowieść o swoich pasjach, pokazanie innym swoich zainteresowań czy zwykły, codzienny uśmiech. Taka wymiana dobra właśnie. Tekst: Martyna Siudak Obraz: Arek Stankiewicz

Księgarnio-Kawiarnia Niebo w mieście, Olsztyn, ul. Prosta 18/22

031


DOBRE MIEJSCA

DOBRE STARE MIASTO

STARÓWKA – WSZYSTKICH MIEJSC NARAZ NIE ODWIEDZISZ. ALE MOŻESZ DELEKTOWAĆ SIĘ KAŻDYM Z OSOBNA. PRZYPOMINAMY, Z CZEGO SŁYNĄ KULTOWE LOKALE I SKLEPY.

FESTIWAL WARMIŃSKICH PRZYSMAKÓW

Obraz: archiwum restauracji

Jak sezon na zimnolubnego miętusa – w menu pojawia się rybny rosół, filety, grillowane wątróbki. Jak ruszają połow y st ynki – na stół trafiają chrupiące smażone przysmaki o  charakter ystycznym zapachu świeżego ogórka. Świeże ryby z warmińskich jezior i hodowli, to ich specjalność. A także lokalne, sezonowe warzywa i owoce. Z nich mistrzowie kuchni w restauracji Malta Cafe wyczarowują finezyjne dania inspirowane tradycją regionu i innych stron świata. Więc można tu rozpocząć dzień przy energetycznej „szakszuce” – jajach sadzonych w uduszonych do miękkości warzywach cenionych w Egipcie czy Maroko, na obiad zamówić tagliatelle z krewetkami rodem z południa Europy, a lekką kolację zjeść w stylu Bliskiego Wchodu – hummus z czosnkiem i sałatą z falafelem. Światowo ale swojsko. Restauracja Malta Cafe, ul. Lelewela 6 A  www.maltacafe.pl

032

Cytrynowa zupa z łososia z czarnym sezamem, mulami i krewetką, tak jak wiele tutejszych dań, inspirowana jest kuchnią południa Europy. Z Półwyspu Apenińskiego trafiają tu oryginalne, wysokojakościowe produkty, jak mozarella, gorgonzola, parmezan, mąka czy oliwa. To z nich kucharze tworzą kulinarne dzieła sztuki: aromatyczne antipasto czyli przystawki na bazie przygotowywanej w restauracji pieczywa focaccia, albo królującą we Włoszech pastę – znaczy makaron. Na tych, którzy nie wyobrażają sobie obiadu bez sztuki mięsa, czeka stek Don Corleone – grillowana polędwica wołowa z włoską peperonatą. Oryginalne dania zaskakują nie tylko smakiem, ale i wyglądem. A wszystko w przestronnych, klasycznych wnętrzach z widokiem na Łynę. Do tego profesjonalna obsługa w strojach stylizowanych na epokę lat 20. i muzyka, która przywodzi na myśl złote czasy jazzu i „grubych ryb”. Restauracja Prohibicja, ul. Górna 1 www.restauracjaprohibicja.pl

www.starowkarazem.pl

PROHIBICJA A’LA ITALIA

Menu dos tosow ują do pór rok u: w iosną zupa z pokrzywy, latem chłodnik z ziołami, jesienią krem z dyni, zimą rosół z gęsi z zacierkami lub krem z topinambura. Korzystają wyłącznie ze świeżych, sezonowych produktów od lokalnych producentów. Dlatego potrawy w ich wydaniu to festiwal smaków Warmii i Mazur: sery z koziej Farmy Złotnej, wędliny z tradycyjnej wędzarni z Małdyt, mąka z młyna w Reszlu, a warzywa i zioła z warmińskich upraw Chłopów Bosych bez chemii. Wiele receptur to ich autorskie wariacje na temat lokalnych dobrodziejstw natury, m.in. zapomnianych warzyw jak pasternak, schorzonera, jarmuż, głóg. Docenili je m.in. inspektorzy przewodnika Gault&Millau 2017, w którym restauracja została wyróżniona czapką. W jej sielankowo-rustykalnym wnętrzu na uboczu starówki można nie tylko spróbować tradycyjnych smaków, ale zaopatrzyć się w miejscowe rękodzieło i przetwory. Cudne Manowce, ul. Chrobrego 4 www.cudnemanowce.pl

Obraz: archiwum restauracji

ZE SMAKIEM DOOKOŁA ŚWIATA

Dużo drewna, dużo dobrej kawy i jedzenia. Wszystko wykonane ręcznie w stolarni, kuchni i barze. Klubokawiarnia Handmade połączyła pasje jej właścicieli: naturalne przytulne wnętrza, rękodzieło, wysokiej jakości trunki i dobra kuchnia. Dlatego bułki do panini wypiekane są na miejscu, świeże sosy tworzone na bieżąco, a mięso do burgerów stanowi autorską mieszankę przypraw ze 100-procentową wołowiną od lokalnego, sprawdzonego dostawcy. Pizza jak w Neapolu – cienka i chrupiąca, piwa za to lokalne i  kraftowe. Nic tylko zapaść się w  fotelu z drewnianą tacą pełną smakołyków i słuchać kameralnych koncertów. Granych oczywiście na żywo i… ręcznie. Handmade, ul. Kołłątaja 3 www.facebook.com/handmadeolsztyn

Obraz: archiwum restauracji

Obraz: archiwum restauracji

STO PROCENT RĘCZNEJ ROBOTY


DOBRE MIEJSCA

BIEGIEM NA STARÓWKĘ

JAK W KAŻDYM MIEŚCIE BAWI, ŻYWI, EDUKUJE I PRZYCIĄGA TURYSTÓW. ALE OLSZTYŃSKA STARÓWKA TEŻ UBIERA SPORTOWCÓW I AKTYWNIE SPĘDZAJĄCYCH CZAS.

Obraz: archiwum sklepu

TURYSTYKA NA BOGATO

Obraz: www.shutterstock.com

Lubisz podróżować? Więc odwiedź sklep dla prawdziw ych tur y s tów. Bez w zględu na ak t y wność , którą uprawiasz: góry, rower, trening, znajdziesz tu produkty, które spełnią wymagania w najmniejszym detalu, od kur tek przeciwdeszczow ych, bielizny termoaktywnej, po namioty i wiele innych produktów związanych z turystyką. Profesjonalna obsługa pomoże dobrze przygotować się na każdą wyprawę. Sklep dla Turysty, ul. Stare Miasto 8 www.sklepdlaturysty.pl

SPORTOWY LOOK To miejsce znają wszyscy, którzy żyją aktywnie. Ale też ci, którzy nie mają zacięcia sportowego, za to kochają wygodę i  dizajn firm Nike, Puma, Adidas czy Reebok. Znajdą tu wysokiej klasy obuwie, odzież i akcesoria tych i innych renomowanych producentów. Bogata kolekcja ubrań i obuwia powstaje z myślą o miłośnikach crossfitu, a sprzęt przeznaczony jest dla entuzjastów lżejszego rodzaju aktywności fizycznej. Łączą innowacyjne technologie wspomagające ćwiczenia i nowoczesny dizajn. Dlatego nawet jeśli nie zdecydujesz się na jogging czy fi tness, zrobisz wrażenie kolorowym lookiem „na czasie”. W sklepie na hasło „MADE IN” dostaniecie 10 proc. rabatu na wiosenną kolekcję. Sportowy Sklep, ul. Prosta 38 www.sportowysklep.pl

Jest takie miejsce w Olsztynie, gdzie tempo nie zwalnia. To, co je wyróżnia, to miłość do biegania. Przyjdź, a najpewniej też wybiegniesz zadowolony. W każdy czwartek o godzinie 18.30 sklep organizuje wspólne bieganie – chętni spotykają się na Starym Mieście, by wspólnie dobiec do mety. Darmowy trening pod okiem profesjonalistów. Czwartkobiegi tworzą ludzie z  pasją do spor tu. Obsługa SKLEPBIEGOW Y.com, która sama często oddaje się pasji biegania, regularnie startując w maratonach i na krótszych dystansach, służy radą w kwestii doboru odpowiedniego obuwia czy akcesoriów. SKLEPBIEGOWY.com, ul. Stare Miasto 8 www.sklepbiegowy.com

Dla kolekcjonerów są jak dzie ła sz tuki odz wierciedlające trendy i zjawiska popkultur y. Niektóre z nich produkowane są w kilkuset egzemplarzach, dlatego każdej premier ze towar z yszą ogromne emocje i  kolejki. Sportowe obuwie łączące modę i pasję, to specjalność sklepu Worldbox. Znajdziecie tu unikatowe kolekcje znanych, światowych projektantów i niespotykanych butów z limitowanych serii Quickstrike. To sportowe retro i moda w najlepszym wydaniu – połączenie szyku i wygody. W gablotach można obejrzeć najbardziej limitowane i  rzadkie egzemplarze ze zbiorów olsztyńskich kolekcjonerów butów. Sklep skupia ludzi pozytywnie zakręconych na punkcie sportu i mody. Worldbox, ul. Stare Miasto 8 www.worldbox.pl

033

Obraz: archiwum sklepu

RAZEM NA MECIE

www.starowkarazem.pl

Obraz: archiwum sklepu

SPORTOWY SZYK W GABLOCIE


KUCHNIA

ROLKI NA ZDROWIE

MAŁY LOKAL, KRÓTKIE MENU, ZA TO

PIERWSZORZĘDNA JAKOŚĆ. TAKIE MIEJSCA INSPIRUJĄ ICH, TAKIE ODWIEDZAJĄ PODCZAS SWOICH PODRÓŻY PO ŚWIECIE I TAKIE STWORZYLI W OLSZTYNIE. ROLKI – SZYBKO, SMACZNIE I ZDROWO.

034

Drogę wskazuje im aplikacja Trip Advisor. Zwiedzili z nią m.in. Por tugalię, Francję, Włochy i  Amsterdam. Szlak wyznaczany przez podróżników z całego świata, prowadzi ich nie tylko do najciekawszych zabytków i punktów widokowych, ale przede wszystkim lokali. Podróżują chłonąc ich smaki, zapachy, nietuzinkowy design i atmosferę. – Tam, gdzie docieramy, zwykle stoją kolejki – mówi Agata Jancewicz, właścicielka baru Rolki. – Bo oferta jest wąska, wyspecjalizowana w jednej lub kilku potrawach. Do dziś wspominamy genialną cukiernię w Amsterdamie, w której były trzy miejsca siedzące, a do toalety trzeba było się przecisnąć. Urocze miejsce z rewelacyjnymi ciastkami. Taki właśnie był nasz zamysł – stworzenie małego, sympatycznego lokalu, do którego chętnie się wraca. Połączyli w nim swoje pasje: zdrowe, smaczne jedzenie, ciekawy dizajn. A że należą do pokolenia, które żyje szybko, jada w  biegu, z  widelcem w  jednej ręce, a  smartfonem w drugiej… – Handrolle, czyli sushi podawane w formie niepokrojonej to szybka, pełnowartościowa przekąska – tłumaczy Grzegorz. – Sami uwielbiamy sushi i stwierdziliśmy, że Olsztyn pełen studentów, ludzi biznesu, będzie gotowy na taką formę. Dzięki temu, że miejsce jest nieduże, menu skupione na futomakach podawanych w całości i my, niezatrudniający kelnerów, możemy zapewnić klientom dobre ceny przy składnikach najwyższej jakości. Tuńczyka dziko żyjącego w wodach Sri Lanki i Malediwów oraz norweskiego łososia, zamawiają kilka razy w tygodniu od zaufanego dostawcy. Kurczak trafia tu z zagrody, a świeże warzywa, jak tylko zacznie się sezon, będą dostarczane z warmińskiego gospodarstwa ekologicznego. Napój z pigwowca japońskiego sprowadzają z rodzinnej wytwórni

na Podlasiu, a butelkowane lemoniady na bazie herbaty matcha, to zdrowy substytut kawy. – To, na czym nam zależy najbardziej, to kuchnia pozbawiona konserwantów, glutaminianu i innej chemii – dodaje Agata. – Lubimy jeść zdrowo i razem z naszymi kucharzami tworzymy dania, które sami chętnie jemy. Jeśli na koniec dnia cokolwiek nam zostaje, rozdajemy rodzinie i znajomym. Stworzyliśmy miejsce, do którego sami wracalibyśmy jako klienci. Krewetka w tempurze z sosem majo chilli, rolki wypełnione kurczakiem, warzywami czy surowym łososiem i tuńczykiem – podstawą menu są sushi-rolki, ale można tu zjeść także wegańską zupę i sałatki. – Po naszych podróżach i kulinarnych doświadczeniach wiemy jedno: jakość i świeżość produktu obroni się w każdym daniu – tłumaczy Grzegorz. Rolki można zjeść na miejscu, albo np. w pobliskim parku. Estetyczne papierowe opakowania i drewniane sztućce podkreślają ideę lokalu. – Jako konsumenci jesteśmy coraz bardziej świadomi, szukamy jedzenia wysokiej jakości, a jednocześnie mamy mało czasu – wylicza Agata. – To powoduje, że knajpek ze zdrowym jedzeniem, dostępnym od ręki, jest w Polsce coraz więcej. Olsztyn zaskoczył nas pozytywnie i naszymi klientami są ludzie ze wszystkich grup wiekowych. Ale przewaga, to młodzi, kreatywni, którzy funkcjonując wiele godzin poza domem, starają się jeść zdrowo i smacznie. A fakt, że wracają do nas, świadczy o tym, że sushi szybko się nie nudzi. Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum ROLKI Rolki Olsztyn, ul. Mochnackiego 5/1 fb/rolki.ol


KUCHNIA

KLEKOTKI: GOTUJEMY ZIARNA

ENERGIĘ I POMYSŁY CZERPIĄ Z PRZESTRZENI. A ICH KUCHENNE INSPIRACJE POCHODZĄ Z PÓL. OSTATNIO LANSUJĄ ŁUBIN, KTÓRY STAŁ SIĘ WIZYTÓWKĄ MIEJSCA.

Łubin hodują sami. Tutejsi kucharze chwalą go, bo jest świetnym źródłem kwasu foliowego, bogat y w białko, cukr y złożone i  błonnik. Ma bardzo niski indeks glikemiczny, wpływa na obniżanie złego cholesterolu i pracę jelit. No i nie zawiera glutenu. Nic dziwnego, że nieco zapomniany wraca na talerze.

036

Res t auracja Hotelu Mł yn K lekotki sięgnę ła po ł ubin i od razu zaiskrzyło w podniebieniach gości. Jego ziarna można spoż y wać jako pr z ys tawkę, dodawać do zup, przygotow y wać puree. Łubin doskonale nadaje się do potraw duszonych z mięsem lub warzywami i – nawiązując do polskich tradycji kulinarnych – można go kisić podobnie jak ogórki. W Portugalii na przykład jest popularną przekąską do piwa. We Francji i Niemczech ziarna są mielone i dodawane do mąki, z której wypieka się chleby, ciasta, naleśniki i omlety. W wielu hiszpańskich i włoskich restauracjach łubin stanowi doskonały zamiennik sosu sojowego. W  Amer yce Północnej zaś łubin dodają do niektór ych rodzajów ketchupów, sosów i jogurtów. A na Warmii i Mazurach? Łubin można tu hodować bez żadnych kłopotów. Do restauracji Hotelu Młyn Klekotki amatorzy nowych smaków potrafią przyjechać specjalnie na hit tutejszej kuchni – babkę łubinową z ziemniakami.

Hotel Młyn Klekotki Godkowo, Klekotki 1 Tel.: 55 249 00 00 email: recepcja@hotelmlynklekotki.pl www.hotelmlynklekotki.pl

PRZEPIS:

ŁUBINOWA BABKA Z ZIEMNIAKAMI SKŁAD:

• 1 kg obranych ziemniaków, • 500 gr grubo zmielonego łubinu, • 4 jajka, • 1 średnia cebula (podsmażona na maśle), • sól, pieprz, majeranek, tymianek, • łyżka mąki pszennej PRZYGOTOWANIE: Łubin namaczamy w ciepłej wodzie na min. 12 godzin. Gotujemy oko ło godziny (w  sz ybkowarze 20 –25 min). Ziemniaki obieramy i ścieramy na tarce. Łubin mielimy, najlepiej na grubym sitku. Utarte ziemniaki i  zmielony łubin wkładamy do miski i dokładnie mieszamy, dodajemy jajka i pokrojoną w kosteczkę cebulę oraz przyprawy: sól, pieprz, majeranek, tymianek. Na koniec dodajemy mąkę i dokładnie mieszamy na jednolitą masę. Przygotowujemy blachę (przepis jest na blachę tortownicę 26 cm) smarując olejem i posypując bułką tartą, by masa nam nie przywarła do ścianek formy. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnia na 45 minut (170°C). PROPOZYCJA PODANIA: Kiszona dynia / majonez szczypiorkowy / puder z orzechów laskowych / puder z prażonych pestek dyni


WEEKEND

„ACH! MAZURY” CUDNE MIEJSCE W MIKOŁAJKACH MÓWISZ: MAZURY – MYŚLISZ: NIEZAPOMNIANE CHWILE. MIŁOŚNICY MAZUR, CHYBA JAK NIGDY DOTĄD, SZUKAJĄ DZIŚ KOMFORTU I ATRAKCJI TYPOWYCH DLA TEJ KRAINY. DO MIANA PERŁY 038

CUDOWNEGO REGIONU ASPIRUJE STANICA „ACH! MAZURY” W MIKOŁAJKACH. Największy atut tego w yjątkowego miejsca? Położenie z pocztówkowymi widokami. Niby w samym sercu Mikołajek, tuż nad brzegiem malowniczego jeziora Mikołajskiego, a  mimo to daleko od zgiełku w  centrum mazurskiego kurortu, choć to tylko pięć minut pieszo. Przestąp próg stanicy, a słowo „Mazury” w nazwie stanicy, w stu procentach uzasadnieni swoje najlepsze skojarzenia. Nie jest to klasyczne miejsce pobytowe, jakich na Mazurach wiele. Stanica przy nich to jak „Mazury w pigułce”. Czerp tu z wszystkiego: z widoków, jedzenia, atmosfery, którą po powrocie z sentymentem się wspomina. Więcej – grzechem byłoby nie zasmakować tego wszystkiego, co zachwyca i rozmiłowuje

w mazurskich klimatach tysiące turystów z całego świata. Zwłaszcza dziś, gdy moda na regionalizm i lokalność przeżywa wręcz globalny renesans. – Komfort turystów i jakość ich obsługi na Mazurach ma dziś kluczowe znaczenie – podkreśla Jerzy Banat, właściciel stanicy. – My staramy się wyróżniać i kusić gości bogactwem oferty, rodzinnym klimatem obiektu, ale także napotykaną przez naszych gości na każdym kroku regionalnością, czyli najbardziej wartościowymi aspektami mazurskości, wszak stanica znajduje się w samym sercu Mazur. Na wysoką jakość, kompleksową i daleko wykraczającą poza standardy ofertę wypoczynku, właściciele z konse-


WEEKEND

kwencją postawili od samego początku. Tak najtrwalej buduje się markę. Tak na mapie Mazur powstało miejsce, które dziś jest swoistym synonimem mazurskiej jakości i różnorodności. Nie tylko o kontakt z naturą chodzi, ale o coś jeszcze. O inspirację i zachętę do odkrywania gościnności, tajemniczości i częstokroć wręcz mistycznych sekretów regionu. Goście stanicy „ACH! MAZURY” zachwycający widok otrzymują w standardzie. Wrażenia potęguje taras widokowy na dachu, wyposażony w meble wypoczynkowe i lunetę. Dzięki niej można obserwować migoczącą, niczym droga mleczna, biel setek żagli taflę jeziora Mikołajskiego. Jeśli szukasz wieczornego relak su po ca ł odziennych wędrówki, znajdziesz go w  czy telni. Przy lampce wina ulubiona literatura sprawi jeszcze większą frajdę. Z kolei „Strefa małego giganta”, czyli kolorowe i tętniące pozytywną energią piętro rodzinne, wypełnione jest atrakcjami dla maluchów i ich rodziców. Dla wielu gości nie ma nic wspanialszego na Mazurach, niż dostęp do kameralnego pomostu, gdzie w nieskrępowany sposób można plażować i delektować się słońcem. Prócz plażowiczów, chętnie korzystają z niego miłośnicy wędkowania, którzy rozstawiając o świcie sprzęt, liczą na dorodne leszcze, okonie czy szczupaki. Dla aktywnych, do dyspozycji jest sprzęt rekreacyjny: kajaki, łodzie, motorówka i rowery z przyczepkami dla maluchów. Dużą atrakcją stanicy są

spły w y kajakowe, zarówno dla grup zorganizowanych, jak i dla turystów indywidualnych, organizowane na najbardziej malowniczych, okolicznych szlakach. Kolejny poranek zwiastuje czas na regionalne śniadanie w stylizowanej messie. Goście stołują się na tarasie nad taflą jeziora. Smakowanie rarytasów lokalnej kuchni plus poranna bryza to wymarzony początek każdego dnia. Turyści, którzy zdecydują się skorzystać z nowego lotniska w Szymanach, mogą liczyć na transfer stanicy w obie strony. Do dyspozycji zmotoryzowanych jest przestronny parking. Jakość pobytu, różnorodność oferty, rodzinna atmosfera i skumulowane w jednym miejscu piękno Mazur sprawiają, że „ACH! MAZURY” stały się popularnym miejscem organizowania uroczystości wymagających magicznej oprawy.

Tekst: Maciej Rytczak Obraz: Jakub Obarek, Ewa Sawicka

ACH! MAZURY STANICA MIKOŁAJKI ul. Leśna 1, 11-730 Mikołajki tel./fax: +48 87 421 60 22 e-mail: recepcja@achmazury.pl www.achmazury.pl

039


APARTAMENTY

KOCHANIE, GRAM W GOLFA NA DACHU LUK SUSOWA NIERUCHOMOŚĆ – NIEK TÓR Z Y

KUPUJĄ JĄ, BO CHCĄ MIESZKAĆ W NAJWYŻSZYM S TA NDA RDZIE, A  INNI JESZC ZE PR Z Y OK A ZJI DOBR ZE Z AINWESTOWAĆ PIENIĄDZE. ROŚNIE ZAINTERESOWANIE PRESTIŻOW YMI ADRESAMI, A  W  STOLICY WARMII WCIĄŻ NIKT NIE PRZEBIŁ TEGO – GRUNWALDZKA 14A.

040

Apartamentowiec Łyna Park nie musi się porówny wać z żadną inną inwestycją mieszkaniową w tej części regionu. Jego ponadczasowa architektura wkomponowana została w skarpę zakola Łyny okalającego olsztyńską starówkę. Połacie okien – w niektórych apartamentach po niewiarygodne 24 metry kwadratowe powierzchni! – wpuszczają widoki, które nie mają ceny: starówka z jej setkami klimatycznych dachów, w tle siedem wież najwyższych obiektów w okolicy, u podnóża park nad Łyną. I zamek. Pierwszym pytaniem malkontenta będzie to o hałas letniej starówki bawiącej się nocą. I to jest pretekst, by wejść w tajniki technologiczne tego apartamentowca. Łyna Park to pierwszy pasywny wielorodzinny apartamentowiec w Polsce. Technologia użyta do jego wykonania oraz systemy zrządzające energią cieplną i elektryczną pozwoliły uzyskać współczynniki oszczędności nieosiągalne w klasycznym budownictwie. Stąd m.in. te wielkie pasywne okna (mają nawet sześć metrów wysokości w apartamentach dwupoziomow ych) z  najw yższymi parametrami dźwiękoszczelności i niskim współczynnikiem utraty ciepła. Pierwszorzędną sprawą dla jakości mieszkania w  Łyna Park jest filtrowane powietrze, co – przy coraz częściej komentowanym problemie smogu w miastach – jest bezcenne. Centrala steruje mikroklimatem i w zależności od panujących na zewnątrz warunków, albo powietrze osusza, albo nawilża, dążąc zawsze do warunków jak najbardziej komfortow ych. Budynek dogrzewany jest powietrzem, a do całego systemu wykorzystano energię odnawialną – pompę ciepła oraz dwie ściany kolektorów słonecznych.

Oszczędności w ynikające z zastosowanej technologii pozwoliły na stworzenie stanowiska konsjerża w recepcji budynku. Pozostaje on do dyspozycji mieszkańców. Obok każdych drzwi wejściowych do apartamentów są elegancko wkomponowane szafy, w których konsjerż zostawia lokatorowi zlecone zakupy, przesyłkę kurierską czy odebrane z pralni koszule. Na korytarzach króluje marmur z dyskretnym ledowym oświetleniem oraz w ykończone czeczotą topoli drzwi. A przez wszystkie piętra ciągną się wertykalne ogrody ze specjalnym systemem nawadniania. Projektowały je osoby naukowo zajmujące się hortiterpią. Są więc nie tylko estetycznym smaczkiem, ale też i pełnią zdrowotną rolę. Więc nie tylko lokalizacja, dizajn i wykonanie, ale przede wszystkim technologia i jakość życia sprawiły, że ten obiekt znalazł się w awangardzie budownictwa. – Stworzyliśmy go po to, by mogli tu mieszkać ludzie szukający najwyższego standardu życia – wyjaśnia inwestor. Ultraluksusowe apartamentowce, które wyrastają w najbardziej prestiżowych lokalizacjach, traktowane są przez zamożnych nabywców jako lokata kapitału, z której dodatkowo można się cieszyć, przebywając w nim. Wielu właścicieli traktuje je jako rezydencje. Nietrudno ulec pokusie – jeden z apartamentów, wraz z przylegającym na dachu tarasem, którego zaaranżowanie ograniczyć może jedynie wyobraźnia (basen, jacuzzi, mini kort, własna plaża), to pięć arów z najlepszymi widokami w mieście. To akurat topowy apartament w Łyna Park i – niestety – już tylko jeden z pięciu jakie pozostały wolne. No i smaczek dla wszystkich – na dachu jest ponad 300-metrowy taras. Tu mieszkańcy mogą przyjść na towarzyskie spotkanie z nieziemskimi widokami w tle, albo na partyjkę… mini golfa na podgrzewanej murawie. Tekst: Rafał Radzymiński, Obraz: Piotr Ratuszyński ŁYNA PARK Olsztyn, ul. Grunwaldzka 14a tel. +48 500 102 330 e-mail: kontakt@lynapark.pl www.lynapark.pl


#Spełnionemarzenia

ARBET Investment Group sp. z o.o.

Biuro Sprzedaży Mieszkań:

Zarządzanie Nieruchomościami:

ul. Budowlana 3 10-424 Olsztyn

ul. Barczewskiego 1/2 10-691 Olsztyn

ul. Budowlana 3 10-424 Olsztyn

tel. 89 535 37 50 biuro@arbet.olsztyn.pl

tel. +48 697 611 323 mieszkania@arbet.olsztyn.pl

tel. 89 521 80 60 zarzadca@arbet.olsztyn.pl

www.lesna2.olsztyn.pl


WNĘTRZE

OTWÓRZ COŚ DOBREGO KAŻDY DOM ZACZYNA SIĘ OD DRZWI. OTWIERAJĄ I ZAMYKAJĄ INTYMNY ŚWIAT, W KTÓRYM CHCEMY CZUĆ SIĘ SZCZĘŚLIWI I BEZPIECZNI. GDZIE KUPIĆ TAKIE DRZWI?

042

Salony sprzedające drzwi, same decydują, jakie modele eksponować. Często pokazują te najpopularniejsze, by mieć pewność, że je sprzedadzą. W Centrum Porta Olsztyn można obejrzeć wszystkie, nawet te nietypowe i najbardziej ekskluzywne modele największego producenta drzwi w kraju – zapewnia Tomasz Paczkowski, twórca Centrum Porta Olsztyn. – Choć fabryki tej marki są kilkaset kilometrów stąd, to będąc w naszym centrum, można niemal zajrzeć na ich linię produkcyjną. W Centrum Porta Olsztyn można zrealizować nawet najbardziej indy widualne i  rozbudowane zamówienia od inwest ycji, jak hotele, szpitale, budynki wielorodzinne czy biurowce, po zamówienia klientów indywidualnych. – Salony ekspozycyjne nie produkują sprzedawanych drzwi, dlatego każde indywidualne zamówienie muszą konsultować i kalkulować z producentem. Nasze Centrum jest częścią fabryki, dlatego na miejscu klient może spotkać się jednocześnie z architektem, projektantem wnętrz, naszym ekspertem czy kierownikiem nadzoru inwestycji – wylicza Tomasz Paczkowski. To pierwsze tego typu Centrum marki Porta w kraju. Dzięki temu można tu zobaczyć rozwiązania, które Porta prezentuje wyłącznie na targach branżowych jako nowatorskie, np. drzwi przeciwpożarowe, drzwi akust yczne, drzwi z ukrytym systemem zamykania, akcesoria drzwiowe sterowane za pomocą smartfona czy linii papilarnych. Oferta Centrum stale jest aktualizowana. – Zanim w standardowych salonach pojawią się nowości, mija sporo czasu. W naszym przypadku, z linii produkcyjnej drzwi od razu trafiają na ekspozycję – dodaje Tomasz Paczkowski. – A gdy wspólnie z klientem przygotujemy dedykowane dla niego

Centrum PORTA Olsz t yn to innowac yjny projek t w ramach programu „Drzwi Otwarte” pozwalający na bezpośrednie poznanie klientów z Warmii i Mazur z najnowszymi produktami fabryk drzwi PORTA. Ekspozycja Centrum stworzona jest nie tylko dla klientów indywidualnych, ale również projektantów, architektów czy deweloperów. Dbając o poziom usług Centrum oferuje kompleksowe doradzt wo i  c ykliczne szkolenia dla architektów i projektantów wnętrz. indywidualne rozwiązanie, możemy przygotować prototyp drzwi i zamontować je w docelowym budynku. Po takiej prezentacji nanosimy wymagane poprawki i dopiero wtedy dostarczamy zamówiony towar. Drzwi Centrum Porta Olsztyn otwarto 1 marca, ale firma zamierza regularnie organizować dni otwarte i  szkolenia dla inwestorów, architektów i projektantów wnętrz. – Stale będziemy prezentować technologiczne nowości fabryki i pokazywać ich zastosowania – zapewnia Tomasz Paczkowski. Tekst: Michał Bartoszewicz Obraz: Archiwum Centrum Porta Olsztyn

CENTRUM PORTA OLSZTYN (na terenie Agroma Grupa Sznajder) Olsztyn, ul. Towarowa 9c, tel. +48 89 533 08 77 e-mail: biuro@centrumporta.pl www.centrumporta.pl


WNĘTRZE

KUCHENNE REWOLUCJE NAJWAŻNIEJSZE MEBLE? WIADOMO – KUCHENNE. OTO JAK RODZINNEJ FIRMIE Z OLSZTYNA UDAŁO SIĘ POŁĄCZYĆ NIEMIECKĄ JAKOŚĆ, WŁOSKIE WZORNICTWO I POSZANOWANIE NATURY.

20 lat temu powstała firma Płuciennik. Właściciel z wykształcenia meblarz, więc stworzenie małego rodzinnego zakładu usługowego wydawało się naturalne. Jak większość podobnych f irm, podglądali produk t y konkurencji w  innych salonach w  kraju i  tworzyli ich własne wersje. Po kilku latach produkcji mebli na wymiar rozpoczęli współpracę z  Niemcami i  w  2011  roku zostali jedynymi na Warmii i  Mazurach przedstawicielami światowej marki Häcker. Od tamtej pory nie podglądają już konkurencji. To ona musi nadążyć za nimi. Współpraca ze znaną marką to efekt inspiracji naturą. Bo fi lozofi ą fi rmy Häcker jest współodpowiedzialność za ochronę naturalnych podstaw życia. Klienci zw ykle nie zwracają na to uwagi, ale płyty meblowe używane w produkcji masowej mają w sobie dużą ilość formaldehydu, inaczej aldehydu mrówkowego, a  prościej: substancji chemicznej mającej właściwości bak teriobójcze. Prz y niemieckich meblach jest to niedopuszczalne. Wszystkie materiały stosowane w produkcji mebli kuchennych są proekologiczne, posiadają odpowiednie certyfikaty lub spełniają odpowiednie wymogi prawne. Do ich łączenia używa się ekologicznych klejów, co ma pozytywny wpływ na zdrowie późniejszych użytkowników. Precyzja i dokładność zachodnich sąsiadów nie w ymagają w yjaśniania. Gotowy produkt spełnia oczywiście wszelkiego rodzaju normy bezpieczeństwa. Häcker to marka ze 120 -letnią tradycją. Niewiele jest w tej branży fi rm, których korzenie sięgają tak głęboko. Oferuje meble kuchenne zarówno w wybitnym stopniu ergonomiczne i funkcjonalne, jak i o świetnym zestawieniu kolorystycznym i materiałowym, idącym wraz z trendami architektury światowej. Odbywające się co dwa lata targi w Mediolanie to obowiązkowa impreza dla branży meblarskiej, m.in. marki Häcker. Tam poznaje się najnowsze trendy w świecie dizajnu kuchennego oraz nowinki technologiczne dot yczące sprzętu – niestandardowe szafki wijące się jak fala, bezuchwytowe drzwiczki, automatyczne żaluzjowe systemy otwierania, albo najbardziej imponujące masy wne blaty robocze, które przesuwają się po delikatnym dotknięciu. Sztab technologów firmy Häcker ma jasno określony cel: zadowolenie użytkowników. A jak można zadowolić klientów? – Dając im meble wykonane rzetelnie, supertrwałe, wyposażone w zaskakująco sprytne rozwiązania, dzięki którym przygotowywanie posiłków staje się czystą przyjemnością – mówi Janusz

Płuciennik. – Do pełni szczęścia potrzebna jest jeszcze rozsądna cena. I to udało się osiągnąć dzięki prostej i  cenionej przez Niemców metodzie: przedkładać jakość nad marketing, inwestować w dobre materiały, rezygnując z kosztownych zabiegów PR-owych. Jeśli chodzi o kolorystykę, to świat zachwyca się odcieniami szarości. A w Polsce od kilku lat dominuje biały połysk, którego nie można się wręcz wyzbyć. Firma oferuje kuchnie klasyczne, poprzez kuchnie wykonane w stylu rezydencji pozamiejskich, poprzez nowoczesne, aż po kuchnie o wysokich aspiracjach dizajnerskich. Swojego stylu można szukać spośród dwóch proponowanych linii: classic i systemat. Kolekcja mebli na zamówienie oparta jest na przemyślanej siatce rastrowej, a jednocześnie oferuje olbrzymi wybór wysokości, głębokości i wysokości szafek, pozwalający na niezwykłą swobodę aranżacyjną. Dzięki niej można wykreować funkcjonalną zabudowę kuchenną o  niezw ykłych kształtach, np. z zaokrąglonymi krańcami czy obłymi półwyspami. Ostatnio wprowadzono kolejnych 60 rodzajów frontów, m.in. czarny laminat „memo”, na którym można zapisywać informacje lub rysować zabawne grafiki, a także nadającą się na fronty i blaty powierzchnię przypominającą finezyjny tynk szpachlowy oraz grafitowy fornir kamienny. Oczywiście dostępne są modne wyspy kuchenne z pojemnymi, wytrzymałymi szufladami, a także eleganckie regały z odkrytymi i zamkniętymi półkami, czyli idealne rozwiązanie do dużych lub wielofunkcyjnych przestrzeni łączących kuchnię z jadalnią czy salonem. Z  fabr yki, k tóra produkuje ponad pó ł t ys. zestawów kuchennych na jednej zmianie, każdy jest inny, bo przeznaczony dla indywidualnego klienta. Kuchnie Häckera są znane na całym świecie: od Indii po Stany Zjednoczone, a  po drodze znalazł y też swoich odbiorców na Warmii i Mazurach. – Szybkość i elastyczność to maksyma marki w dziedzinach organizacji procesów produkcyjnych, jakości i terminów dostaw: cztery tygodnie od podpisania umowy – podkreśla Janusz Płuciennik. Tekst: Martyna Siudak Obraz: archiwum firmy

Płuciennik Meble Olsztyn, ul. Sikorskiego 17/U1 www.kuchnie-niemieckie.olsztyn.pl

043


ZAMIESZKAJ W STYLU VINTAGE DO TEGO BUDYNKU BĘDZIE SIĘ WCHODZIĆ JAK DO NOWOJORSKIEGO APARTAMENTOWCA 044

PRZY PIĄTEJ ALEI, CHOĆ CENY MIESZKAŃ NIE ODBIEGAJĄ OD ŚREDNIEJ NA OLSZTYŃSKIM RYNKU DEWELOPERSKIM. JAK TO MOŻLIWE? Tworząc koncepcję Rezydencji Vintage, projektanci mieli na względzie oczywistą z pozoru prawdę: każdy mieszkaniec przynajmniej dwa razy dziennie do budynku przechodzi przez wejście. – Dlatego warto, by części wspólne były czymś więcej, niż tylko drogą prowadzącą do wymarzonego mieszkania – podkreśla Anna Szymczak, prezes zarządu Iławskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego. – Zaprojektowano je w taki sposób, by już od wejścia nadawały budynkowi wielkomiejskiej, ekskluzywnej tożsamości i wpra-

wiały w dobry nastrój intrygującym dizajnem, łączącym nowoczesność z elementami w stylu retro. Rezydencja Vintage to połączenie tradycji i nowoczesności. Minimalizm, elegancki dizajn i  nowoczesne rozwiązania czynią to miejsce prestiżowym i komfortowym. Wszystko po to, by nasi klienci mogli zamieszkać w nietuzinkowym obiekcie, w przystępnej cenie. Hol wejściowy będzie prezentował się jak w prestiżow ym hotelu. Jasno i  przestronnie, m.in. dzięki dużym przeszklonym powierzchniom,


REZYDENCJA VINTAGE

antresolom oraz lustrom. Do tego detale w stylu vintage: żyrandole, kanapy, ściany z białej cegły. – W dzisiejszym projektowaniu najważniejsze są pomysłowość architektów i świadomość potrzeb przyszłych nabywców – dodaje Anna Szymczak. – Dzięki temu można tworzyć budynki wyróżniające się oryginalnym dizajnem, w których znajdą się mieszkania w przystępnych cenach. Doskonała relacja ceny do jakości możliwa jest w inwestycjach IPB przede wszystkim dzięki ścisłej współpracy działów zajmujących się m.in.: działalnością deweloperską, robotami budowlano-montażowymi, czy handlem materiałami budowlanymi. Spółka w swoich strukturach posiada również dział wykonawstwa, a projekty realizuje własnymi siłami przy wsparciu doświadczonej kadry. IPB w ub. roku obchodziło 50-lecie działalności. – W tym biznesie osiąganie sukcesów wiąże się z bardzo trudną,

REZYDENCJA VINTAGE R e z y d e n c j a V i n t a g e t o ko m pleks składający się z siedmioko n d y g n a c y j n y c h b u d y n kó w wielorodzinnych z garażami podziemnymi oraz dwukondygnacyjnym budynkiem parkingow ym. Oprócz mieszkań, w budynkach znajdą się również lokale usługowe pod gabinet y lekar skie, aptekę, drogerię, salon fryzjerski itp. Osiedle Vintage realizowane będzie etapowo. Pierwszy obejmuje budowę br ył y z  garażem podziemnym, w  której znajdzie się 56 mieszkań o  powierzchni od 37 do 72 mkw.

złożoną, dającą wiele satysfakcji pracą. Od pół wieku dbamy o nasze priorytetowe wartości, takie jak: pewność, bezpieczeństwo, wiarygodność, terminowość. To był i wciąż jest nasz sprawdzony sposób na sukces – podkreśla Anna Szymczak. – A na rynku jest coraz więcej firm deweloperskich, które dziś są, a jutro ich nie ma. Rezydencja Vintage powstaje w kwadracie olsztyńskich ulic: Kasprzaka, Pstrowskiego, Sikorskiego oraz al. Obrońców Tobruku. Wcześniej na tym terenie mieściła się baza byłego PGM. – Myśląc o gruntach pod realizacje kolejnych inwestycji, wciąż poszukujemy nowych atrakcyjnych lokalizacji. Bywa, że decydujemy się na wybór takich, w których na pierwszy rzut oka inni nie dostrzegają potencjału. Gdy taki teren zagospodaruje się budynkami mieszkalnymi, zielenią, a do tego stworzy wygodne parkingi i place zabaw, okazuje się, że odzyskujemy dla miasta zdewastowane, poprzemysłowe przestrzenie i tworzymy nowoczesną zabudowę mieszkaniową – wyjaśnia prezes IPB. Każde ze swoich osiedli IPB stara się dedykować konkretnym grupom nabywców. Np. Calamo Park czy Przylesie cenić będą osoby szukające spokoju i bliskości z naturą.

Rezydencja Vintage będzie dobrą lokalizacją dla osób, które cenią swój czas. Położenie w centrum umożliwia sprawne dotarcie w  dowolnie w ybrane miejsce Olszt yna. Kilka minut pieszo do Parku Centralnego, czy na Stare Miasto, ścieżką rowerową szybko dojedziemy na plażę miejską i do Kortowa. W planach rozwoju miasta jest budowa w pobliżu trasy dla pieszych i ścieżek dla rowerzystów „Łynostrada”. W sąsiedztwie galeria handlowa, sklepy, gabinety lekarskie i szkoły, zaś drogami okalającymi osiedle przebiegają kluczowe linie autobusowe i tramwajowe. Na terenie osiedla, poza podziemnymi halami garażowymi, powstanie dwukondygnacyjny budynek parkingowy, choć przy takiej lokalizacji osiedla, samochód będzie można zostawić w domu. Tekst: Michał Bartoszewicz, Foto: IPB

Biuro Dewelopera „IPB” Sp. z o.o. Olsztyn, Al. Obrońców Tobruku 15, lok. nr 5 tel. 89 526 13 00, tel. kom. 695 250 787 e-mail: deweloper.olsztyn@ipbilawa.com.pl www.ipbilawa.com.pl

045


MODA

NA MIARĘ DUSZY HISTORIA MODY JEST JAK HISTORIA ŚWIATA – ZATACZA KOŁO I CZERPIE Z DOROBKU POPRZEDNICH POKOLEŃ. NIE TYLKO NASTROJÓW SPOŁECZNYCH I WYDARZEŃ POLITYCZNYCH, ALE TEŻ MUZYKI, SZTUKI, TEATRU. A PRZEDE WSZYSTKIM EMOCJI JEJ TWÓRCÓW. O SWOICH INSPIRACJACH I POSZUKIWANIACH MÓWIĄ LUDZIE Z WARMII I MAZUR ZWIĄZANI Z MODOWĄ BRANŻĄ.

MUZYKA W IGLE / MAGDA KIEJNO

046

Swój debiut w świecie mody zaliczyła w  podstawówce. Ostrzygła młodszą siostrę i ręcznie uszyła jej strój królewny na przedszkolny bal. Szwy co prawda puściły, ale szybko nadrobiła braki, eksperymentując ukradkiem na domowej maszynie do szycia. Przerabiała, obcinała, farbowała. Nie odpuszczała nawet chińskim tenisówkom. Po obcięciu podeszwy przyszywała własną cholewkę i ozdabiała ją farbkami. O jej kreację, biżuterię i torby z odzyskanych materiałów, zabiegały koleżanki ze szkoły. – Najpierw siadałam za maszyną do szycia pod nieobecność mamy. To był najważniejszy sprzęt w domu, więc nieraz dostało mi się za to, że ją rozregulowałam – wspomina Magda, projektantka i stylistka, właścicielka marki „Kiejno”. – Do dzisiaj mam starego „Singera”, którego dostałam w spadku po babci. Zjeździł ze mną pół świata. Po szkole wyjechała do Warszawy. Na jednej z imprez klubowych, na której pojawiła się we własnoręcznie uszytej limonkowej sukience, podeszła do niej Katarzyna Mochacka, stylistka pisma „Twój Styl”. Nie mogła uwierzyć, że to dzieło domowej roboty. Tak Magda zaistniała medialnie. Jej projekty trafiły do „Elle”, „Pani”, „Boutique”, a nawet „Playboya”. – W 2005 roku na ulicy w Londynie znalazłam metalową wpinkę do klapy z brytyjskim myśliwcem „Spitfire”, zrobioną z okazji 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej – wspomina. – Tak potocznie mówi się tam na inspirujące, wygadane, temperamentne kobiety. Stwierdziłam, że „Spitfire Woman” odpowiednio podkreśli moją osobowość i twórczość w logo firmy z przerobionym graficznie myśliwcem.

Pracowała m.in. w branży informatycznej, szyła po godzinach. Ubrania i torebki trafi ły do pierwszego w Polsce sklepu z metkami polskich projektantów, m.in. Zienia, Paprockiego i Brzozowskiego – w Warszawie przy ul. Chmielnej. – Kiedyś moją torebkę wybrała niewidoma klientka – wspomina. – Przekonała ją miękkość ekskluzywnego jedwabiu wyhaftowanego koralowcami. Podstawą w projektowaniu jest dla mnie jakość materiałów. To, jakie są w  dotyku, jak zostały wyprodukowane. Jeśli wybieramy prawdziwe rzemiosło, zawsze zyskujemy podwójnie. I nie chodzi tylko o długowieczność takich wyrobów. Podczas sesji zdjęciowych, połysku jedwabiu czy faktury kaszmiru nie zastąpi żaden sztuczny materiał. Źródło wysokojakościowych materiałów odkryła w Argentynie, gdzie mieszkała ponad dwa lata. Całe dnie spędzała w odzieżowych, obuwniczych i kaletniczych rodzinnych manufakturach w  Buenos Aires. Do dzisiaj sprowadza stamtąd skór y cielęce, kozie, materiały i  dodatki. Tam również zaistniała jako stylistka podczas sesji zdjęciowych. Po powrocie do Polski ubierała gwiazdy, m.in. podczas pokazów charytatywnych Fundacji Anny Dymnej. – Urodziłam się z igłą w ręku, inspiracje przychodzą do mnie z wielu źródeł, ale najwięcej z muzyki, która towarzyszy mi dosłownie wszędzie – tłumaczy. Jej eklektyczne projekty, łączące epoki i style, często noszą nazwę konkretnych utworów. Przy „Wild Is The Wind” Davida Bowiego powstała bransoletka z kolorowych kawałków skór y, przy „Death or Glor y ” zespołu Iron Maiden jedwabna sakiewka, a „It’s My Aeroplane” Red Hot Chili Peppers, to torba miejska z charakterystycznym logo marki. Po podróżach po świecie Magda wróciła do Olsztyna, gdzie zaczęła się jej pasja. Tu stworzyła swój warsztat na który trafiają tkaniny, skóry i dodatki z różnych stron świata.


MODA

Razem z wizażystką Aleksandrą Arabasz i  fotografem Marcinem Zalechem, tworzy sesje zdjęciowe inspirowane m.in. światem baśni. – Klienci znajdują mnie przez internet, lotnisko mamy pod nosem, w ciągu kilku godzin można znaleźć się w Londynie czy Mediolanie – przyznaje. – Nie marzy mi się masowa produkcja, ale mam satysfakcję, kiedy moje logo noszą nieprzeciętne osobowości świata estrady czy showbiznesu. Myślę, że ubrania gromadzą energię ich twórcy. Moje tworzone są z pasją i radością, a nie w warunkach urągających ludzkiej godności, jak w przypadku ubrań z sieciówek. Marka „Kiejno” to zlepek fascynacji sztuką, muzyką, filmem różnych czasów i przestrzeni. www.kiejno.com, obraz: Marcin Zalech, modelka: Żaneta Dąbkowska, makijaż: Aleksandra Arabasz, fryzura: Małgorzata Pawulska

SZYJĘ EMOCJAMI / WOJCIECH WYZA

Kiedy w gimnazjum schudł 30 kilo i zamieścił na facebooku swoje zdjęcie, posypały się „lajki”. Ktoś skomentował, że z taką prezencją mógłby zgłosić się do agencji modeli. I tak też zrobił. Mimo że w wieku 16 lat świetnie sprawdzał się na wybiegach, bardziej od pozowania interesowało go zaplecze mody. Jak powstają kolekcje, z jakich materiałów i jak wywołać spektakularny efekt. Podstawy fachu znał, bo szyć uczyła go w dzieciństwie mama. Pierwszą marynarkę uszył pluszowemu misiowi, a potem poszło lawinowo. Ubierał siebie i eksperymentował z kreacjami dla przyjaciół. W 2011 roku, podczas sesji fotograficznej do książki, ,Demonica” Andrzeja Kiliszewskiego, otrzymał propozycję stworzenia kolekcji inspirowanej tą mroczną lekturą. Swoje dzieła, pod hasłem „Black and white”, zaprezentował rok później w Warszawie, podczas premiery książki. – Szycie zawsze sprawiało mi przyjemność, a potem dodatkowo stało się sposobem na w yrażenie emocji – mówi pochodzący z Olsztyna Wojtek. – Tak jak w każdej sztuce, tworzysz na maszynie, co ci w duszy gra. Bez oglądania się na tendencje, pod wpływem impulsu, wyrażasz własny nastrój. Tak jak w kolekcji „Be still” w której przewijały się wymalowane na ubraniach słowa „Moje myśli są niczym”. To mój manifest: realizować to, o  czym marzymy. Nie poprzestawać na samych wizjach, wziąć życie w swoje ręce. Po trzech latach w modelingu zerwał kontrakt z agencją, zapuścił brodę i skupił się wyłącznie na projektowaniu. W Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie, gdzie skończył te dwa kierunki, jest jednym w niewielu facetów. Jego odważne, awangardowe peleryny, bluzy, spodnie wypożyczają styliści, noszą muzycy i  aktorzy, m.in. Tomasz Ciachorowski, Dünayev, Adam Niedźwiedź – Top Model TVN, Sarsa czy Jagoda Kret z The Voice of Poland. Jedna z jego sukienek wykonana z folii trafiła do Europejskiej Galerii Sztuki w Rzeszowie. Dla warszawskiego Teatru XL przygotował kostiumy do spektaklu „Korpostory”. – Tworzę jednocześnie w dwóch nurtach: kolekcje artystyczne i ubrania do noszenia na co dzień – tłumaczy. – Z jednej strony pociąga mnie teatr, możliwość kreowania świata we współpracy z innymi twórcami, literaturą, dlatego zamierzam studiować dodatkowo scenografię. Przy projektach „dla ulicy”, wykorzystuję m.in. obrazy zaprzyjaźnionej

malarki Katarzyny Lubińskiej, które drukuję na koszulkach. W ten sposób wprowadzam do codziennego życia nieco prawdziwej sztuki, inspiracji, aby żyć bardziej kolorowo. Zdecydowanie brakuje tego na polskiej ulicy. Każda odważniejsza kreacja wywołuje niezdrową reakcję. Kiedyś się tym przejmowałem, teraz już mnie to nie rusza – przyznaje. W ubiegłym roku odebrał nagrodę za najlepszą kolekcję w kategorii prêt-à-porter w konkursie Gryf Fashion Show 2016. Statuetkę wręczono mu podczas Weekendu Mody w Szczecinie. – W nowej kolekcji, którą przygotowuję na konkurs Amber Look w Gdańsku i na mój dyplom z kostiumografii, pojawia się bursztyn, elementy militarne jak łuski do nabojów, sporo sztucznej skóry. To moja reakcja na to, co dzieje się na świecie: przemoc, konflikty, wyzysk. Każdy projekt ciucha przechodzi przez filtr mojej duszy. Dlatego czasem są kolorowe, czasem po prostu czarne, pełne zadrapań, szwów, asymetrii… www.wyza.eu, obraz: Grzegorz Mikrut, Paweł Lewandowski

047


MODA

GWÓŹDŹ W KORONIE / PAULINA NOWAK

048

Zaczęło się od sceny. Na ognisko teatralne prowadzone w olsztyńskim Teatrze Jaracza trafiła w liceum. Fascynacja kostiumami, charakteryzacją, kreowaniem ról zdominowała codzienność. Oryginalne makijaże, kolczyki ze świeżych plastrów pomarańczy i stroje dalekie od szkolnego dress code – lubiła szokować. Ale że była zdolna, nauczyciele przymykali oko. Nawet na to, że podczas przerw sprzedawała wykonaną przez siebie biżuterię. Na studiach filologii nowogreckiej wytrzymała rok. Przeniosła się do szkoły wizażu i charakteryzacji w Warszawie, gdzie jej talent odkryli styliści. A potem kontynuowała fascynację światem mody w Międzynarodowej Szkoła Kostiumografii i Projektowania Ubioru. Wtedy już miała na koncie pierwsze projekty. Nie tyle ubrań, co koron. Zrobione z gwoździ i pleksiglasu, trafi ły na sesje zdjęciowe Maryli Rodowicz, Dody, Zofii Ślotały, sióstr Grycanek. – Nie chciałam robić biznesu, tylko sztukę – tłumaczy pochodząca z Bartoszyc Paulina. – Te korony wyraziły wszystkie moje fascynacje i doświadczenia: dzieciństwo na prowincji, teatr, taniec, modę, a przede wszystkim odkrytą w sobie kobiecą siłę do stawienia czoła porażkom i sukcesom. Na te drugie nie musiała długo czekać. Zadzwoniła do niej stylistka włoskiego pisma „Vogue” i łamaną angielszczyzną poprosiła, aby natychmiast wysłała zestaw koron do Mediolanu na sesję zdjęciową do pisma. Paulina zarwała kilka nocek tworząc korony. Po podróży dotarły w kawałkach. Ale że Włosi byli pod wrażeniem nawet zniszczonych dzieł, fotograf „Vogue” posklejał je w fotoshopie. A ślady zniszczeń, obwiesił łańcuszkami z wizerunkiem Matki Boskiej… – Podbudowana tym sukcesem, w wakacje przyjechałam do rodzinnego domu i na strychu stworzyłam z krawcową

pierwszą kolekcję ubrań „Homeopathy ” – wspomina. – Znowu dały o sobie znać fascynacje ze świata filmu i sceny. Niemal całą kolekcję kupiła mieszkanka Londynu z myślą o kreacjach na wyjście do klubu. Tam nawet ubiór pełen gwoździ nikogo nie szokuje. Skąd gwoździe? Może stąd, że mój tato z zawodu jest stolarzem? W kolejnych kolekcjach pojawiły się m.in. wstawki z PCV. A teraz Paulina przymierza się do użycia lateksu, brokatu i… elastycznego materiału w płynie. Drag Queen, to świat który obecnie ją inspiruje. – Na komunię zamiast zegarka dostałam sztalugę i farby. Rodzice dostrzegli we mnie artystyczny potencjał i pozwolili mi iść w tym kierunku. Mam 25 lat i jeszcze mogę pozwolić sobie na eksperymentowanie. Nie myślę biznesowo, mam w nosie sezony i trendy oraz to, że w tej branży trzeba myśleć na rok do przodu. Tworzę pod wpływem impulsu, idę własną drogą. Na swoje projekty artystyczne zarabia kolekcjami mody użytkowej. Tworzone w kilku egzemplarzach zmysłowe damskie ubrania i bieliznę sprzedaje w internecie (paulinanowak.com). Nawiązała też współpracę z holenderską firmą tworzącą biżuterię na drukarkach 3D. Wezmą na warsztat jej nowy projekt korony. Projekt „Queen”, którym wyraża miłość do siebie i świata, inspiruje coraz więcej kobiet… www.paulinanowak.com, obraz: archiwum prywatne


MODA

MODA OD PODSZEWKI / KATARZYNA ŻECHOWICZ

Jej babcia, szykowna i zawsze świetnie ubrana, nawet do śniadania zasiadała z pomalowanymi ustami. Przekazała kolejnym pokoleniom rodziny, że schludny wygląd obowiązuje bez względu na porę dnia i okoliczności. Kasia wyrosła w przekonaniu, że warto inwestować w jakość, nie tylko ubrań, ale i przedmiotów codziennego użytku. Stypendium na Uniwersytecie w Bolonii, na które wyjechała jako studentka dziennikarstwa i italianistyki w Warszawie, pozwoliło jej odkryć południowy zmysł do mody i życia w dobrym stylu. – Wybrałam Wydział Mody na Uniwersytecie Bolońskim, który połączył moje pasje: język włoski, dziennikarstwo i modę. To specjalizacja nieznana w Polsce, która przygotowuje nie tyle do projektowania strojów, co zawodu krytyka, dziennikarza związanego z tą branżą – tłumaczy pochodząca z Olsztyna Kasia. Podczas studiów odwiedziła targi rzemieślnicze w Mediolanie, prezentujące wyroby rękodzielników z różnych części świata. Nawiązała kontakty i ruszyła w podróż po małych manufakturach i fabrykach, gdzie zawód szewca, kaletnika, krawca, przekazuje się z pokolenia na pokolenie.

– W Kalabrii trafi łam do najstarszej fabryki tekstylnej na południu Włoch, gdzie pracuje się na XIX-wiecznym sprzęcie. Poznałam 150-letnie firmy z Neapolu czy toskańskich kaletników na co dzień pracując ych dla prestiżow ych marek, a po godzinach tworzących własne dzieła – wymienia. – Włochy okazały się zagłębiem skromnych wytwórców, oferujących wyroby najwyższej jakości. Tam nawet na najgłębszej prowincji ludzie pielęgnują swój styl, wspierają lokalne firmy, są dumni z rzemiosła przodków. Nawiązałam też kontakty z  rodzinną marką odzieżową z Teneryfy czy Lisbony. I zapragnęłam podzielić się ze światem swoimi odkryciami. Po studiach wróciła do Warszawy i otworzyła butik z ubraniami i galanterią z manufaktur południa Europy. Ale szybko zderzyła się z polską rzeczywistością rynkową. Przeniosła swoją działalność do internetu. Jej portal (shopmymood.com) jest połączeniem bloga o trendach i sklepu internetowego z wyszukanymi wyrobami rzemieślników kilku branż. – Od razu dostałam maile z Chin, oferujące towar wzorowany na europejskich modelach – przyznaje. – Ale nie o to przecież chodzi. Chcę sprzedawać wyroby z tożsamością i historią. Pisząc pracę magisterską dwa lata temu, skontaktowała się z Francesco Morace, socjologiem i założycielem Future Concept Lab. To organizacja przewidująca rynkowe trendy, z którą współpracują największe światowe marki. – Przyznał w wywiadzie, że świat odchodzi od kupowania wyrobów z logo wielkich marek – tłumaczy. – Ludzie coraz bardziej będą doceniać drobne rzemiosło „no name”, tworzone w małych warsztatach. Prawdziwym luksusem będzie świadomość, że mamy wartościową rzecz, w którą producent włożył swoją pasję i serce. Ale w Polsce trzeba na to jeszcze czasu. Na co dzień Kasia jest redaktorką w serwisie internetowym Avanti i wykłada historię mody w prywatnej szkole. Planuje stworzenie własnej kolekcji torebek, której wykonanie zleci zaprzyjaźnionym włoskim rzemieślnikom. – Chcę łączyć wiedzę z praktyką – przyznaje. – Moda to fascynująca dziedzina, w której odbijają się nastroje społeczne, ekonomia, kultura. Przykład? Wrócił wyluzowany styl hippie i boho. Tak jak w latach 60. i 70., hippie jest reakcją na nadmierny konsumpcjonizm, nastroje prawicowo-konserwatywne, światowe konflikty, zbyt duże przywiązanie do technologii – stąd chęć powrotu do natury. Dzisiaj potrzebujemy wytchnienia od komputerów, natłoku informacyjnego, szukamy sposobu na odreagowanie, czerpiąc inspiracje z dalekich krajów i innych kultur. Dlatego ten rok będzie należał do koloru groszkowej zieleni, który jest symbolem nowego początku, dającym nadzieję, niosącym pokojowe przesłanie. Tak przynajmniej przewiduje Instytut Pantone zajmujący się wyznaczaniem kolorystycznych trendów dla projektantów. – Odkąd poznałam modę „od podszewki”, kupuję mniej, ale świadomie – przyznaje Kasia. – To, jak się ubieramy, jest dla innych i nas samych ważnym komunikatem. Nasze wybory powinny być odpowiedzialne, ponieważ odzwierciedlają naszą osobowość i wiele mówią na temat emocji. Warto też zwrócić uwagę na przesłanie marki i historię ludzi, którzy za nią stoją. Czasem to fascynujące losy wielopokoleniowych rodzin. Wbrew przysłowiu – szata zdobi człowieka. A przede wszystkim, mówi wiele o naszych uczuciach i filozofii życia. www.shopmymood.com, obraz: archiwum prywatne Tekst: Beata Waś

049


STYL WARMII I MAZUR

AURA MODY

WYBIERAMY STRÓJ NA BIZNESOWY LUNCH EWA REUT TO PIERWSZA KLIENTKA AURY CENTUM, KTÓRA PODDAŁA SIĘ METAMORFOZIE W RAMACH CYKLU AURA MODY. DLA NIEJ I  JEJ PRZYJACIÓŁKI NASZA STYLISTK A WYBRAŁA KILK A ZESTAWÓW UBRAŃ I DODATKÓW, KTÓRE PODCZAS SŁUŻBOWEGO SPOTKANIA DODADZĄ IM PEWNOŚCI SIEBIE, A JEDNOCZEŚNIE SWOJĄ KOLORYSTYKĄ WNIOSĄ POWIEW WIOSNY DO ICH SZAF. Do udziału w pierwszej sesji zdjęciowej Aury Mody zgłosiło się wiele kobiet z różnymi, poruszającymi historiami. Wspólnie z przedstawicielami Aury Centrum na bohaterkę zdjęć w tym numerze wybraliśmy olsztyniankę Ewę Reut. – Niedawno dojrzała we mnie decyzja o zmianie pracy, więc zależy mi, aby bardzo dobrze przygotować się do prezentacji przed nowym pracodawcą. Często pierwsze wrażenie decyduje o  tym, czy dostaniemy wymarzoną posadę – według zmodyfikowanej zasady Pareto w budowaniu relacji pierwsze wrażenie to 1 proc. dający 99 proc. efektu! Do metamorfozy zgłosiłam się z koleżanką, Magdaleną Najko, bo bardzo mi zależało na jej uśmiechu… i udało się – opowiada Ewa Reut. I dodaje: – Sesja to niesamowite przeżycie, które zapewnia wspaniały zespół ludzi. To doświadczenie dodało mi pewności siebie. Jestem pewna, że mój przyszły pracodawca, zanim pozna moje kompetencje, będzie wiedział, że ma do czynienia z profesjonalistką. Dostałyśmy piękny prezent na Dzień Kobiet – dziękujemy!

050

Stylistka Agata Bałdyga wybrała ubrania i dodatki nie tylko pasujące do sylwetek Ewy i Magdy, lecz także dodające im pewności siebie w sytuacji zawodowej, np. podczas lunchu z partnerem biznesowym. Dodatkowo przygotowane stylizacje musiały być komfortowe dla naszych bohaterek, które debiutowały w roli modelek. Postawiliśmy więc na wygodne fasony oraz wybraliśmy przewiewne tkaniny i skórzane

obuwie pozwalające na optymalne funkcjonowanie w biurze przez kilka godzin. – To mit, że soczyste barwy nie idą w parze ze strojem na biznesowe spotkanie i właśnie takie było moje główne założenie przy doborze stylizacji dla Ewy i Magdy. Wiosna to dobry czas dla intensywnych kolorów, nie powinniśmy się ich bać nawet w biurze. Kobiecy dress code nie jest tak surowy, jak męski i często można sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa właśnie poprzez zastosowanie różnych barw i odcieni, jednocześnie pozostając przy klasycznych długościach i fasonach – wyjaśnia Agata Bałdyga. Do wspólnej stylizacji nasza ekspertka wybrała kobaltowy garnitur, który rozdzieliła między modelki. Ewa ma na sobie marynarkę połączoną z prostą szarą sukienką. Siłą tej stylizacji są dodatki w kolorze fuksji, czyli najmodniejszego koloru sezonu. U Magdy pojawiają się spodnie od garnituru połączone z  koszulową bluzką i  klasycznym płaszczem w gołębim kolorze. Całość dopełniają, podobnie jak u Ewy, dodatki w intensywnych kolorach. Mimo mocnych akcentów kolorystycznych, całość prezentuje się elegancko i stylowo. W indywidualnej stylizacji Ewy postawiono na sorbetowy miks kolorów, przemycając tym samym wiosenne trendy do biznesowego stroju. Znalazły się tu topowe barwy sezonu – fuksja i limonka oraz nadruki. – Postawienie na odcienie inne niż szary, granatowy i czarny sprawia, że wyglądamy świeżo i promiennie – dodaje Agata Bałdyga. Do indywidualnej stylizacji Magdy, jako bazę wybrano turkus, pięknie podkreślający kolor tęczówki oka modelki, do którego dodano multikolorowy żakardowy płaszcz, dopełniający stylizację. – W takim zestawie można śmiało pójść na biznesowy lunch, pozostając profesjonalną, a jednocześnie zapamiętaną w morzu stonowanych i bezpiecznych barw – podsumowuje stylistka. Obraz: Piotr Doweyko Modelki: Ewa Reut, Magdalena Najko Stylistka: Doradca Stylu Agata Bałdyga Makijaż: Agata Sawicka Make Up Włosy: Atelier Fryzjerskie Dariusz Chodnicki Podziękowania dla YachtClub Tiffi (Olsztyn, ul. Żeglarska 7) za pomoc przy realizacji sesji.

Jeśli chcesz zostać bohaterką kolejnej sesji zdjęciowej Aury Centrum i magazynu MADE IN. Warmia & Mazury, wypełnij formularz zgłoszeniowy dostępny od 13 marca do 3 kwietnia na profilu Aury Centrum na Facebooku (www.facebook.com/AuraCentrumOlsztyna) lub bezpośrednio w centrum handlowym. Tam formularze zgłoszeniowe można wrzucać do urny stojącej na parterze przy strefie restauracyjnej. Regulamin akcji dostępny jest w biurze administracji Aury Centrum Olsztyna.


STYL WARMII I MAZUR

051

Ubrania i dodatki do nabycia w Aura Centrum Ewa: Pretty One: sukienka (639,00), marynarka (549,00), torba (192,00), apaszka (74,00) / Badura: buty (369,99). Magda: Pretty One: koszula (279,00), spodnie (309,00), płaszcz (859,00), torba (192,00) / Badura: buty (329,99).


052


STYL WARMII I MAZUR

053

Ubrania i dodatki do nabycia w Aura Centrum  Ewa: Grey Wolf: sukienka (149,90) / Solar: kurtka (469,00), bransoletki (49,00; 75,00) / Quiosque: naszyjnik (24,90) / Badura: buty (359,99), torba (519,99). ƒ Magda: Grey Wolf: sukienka (149,90) / Solar: płaszcz (799,00), szal (149,00), wisior (79,00) / Badura: buty (299,99), torba (519,99).


STYL WARMII I MAZUR

BARWNA ELEGANCJA

2.

Ubiór w biurze czy na lunchu biznesowym wcale nie musi być szary i smutny. Jeśli lubisz elegancję i dobrze czujesz się w klasycznych krojach, nie rezygnuj z tego, ale tej wiosny postaw na ubrania w kolorowym wydaniu.

7.

Intensywne barwy dodadzą Ci energii i pewności siebie, co może przełożyć się na skuteczną realizację 1.

celów zawodowych.

1. 2. 3. 4. 5. 6. 7.

Pretty One – sukienka (639,00) Pretty One – apaszka (74,00) Ryłko – torba (439,99) Wólczanka – koszula (199,90) Ryłko – czółenka (299,99) Ryłko – baleriny (249,99) Solar – naszyjnik (169,00)

4.

3.

054

6.

5.


STYL WARMII I MAZUR

6.

5.

2.

7.

1.

1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8.

Pretty One – płaszcz (859,00) Solar – bluzka i spódnica (249,00; 229,00) Badura – buty (369,99) Trend – torba (719,00) Lee – spodnie (319,00) Lee – koszula (209,00) Solar – szal (99,00) Wólczanka – długa koszula (349,99)

4.

8.

STONOWANY LUZ

055

Nie każda z nas musi przestrzegać w pracy ścisłego dress code’u i może sobie pozwolić na bardziej swobodny look. Jeżeli w biurze możesz nosić się wygodnie, postaw na proste i luźne kroje. Wybierając modele w pastelowych odcieniach dodasz sobie szyku i elegancji.

3.


URODA

NIE DZIELIMY WŁOSA NA CZWORO JEŚLI SALSA JEST TAŃCEM NAMIĘTNOŚCI, TO JAK NAZWAĆ ZMYSŁOWY TANIEC GĘSTYCH, WYPIELĘGNOWANYCH WŁOSÓW, UZNAWANYCH ZA NAJWIĘKSZĄ OZDOBĘ CZŁOWIEKA? W SALSIE, OLSZTYŃSKIM SALONIE FRYZUR, ZOBACZYĆ MOŻNA, JAK WYGLĄDA ODPOWIEDŹ. Tu interesująca, odważna koloryzacja, tam naturalne fale fatalne cięcie – takimi obserwacjami urozmaica sobie drogę do pracy. Jeszcze kilka fryzur zauważonych przed Teatrem Jaracza i czas skręcać w ulicę Mrongowiusza. Wchodzimy do kamienic y pod numerem 4 . Z a dr z w iami praw ie 200 metrów kwadratowych poświęconych urodzie: salon fryzjerski, kosmetyczny, strefa SPA do pielęgnacji włosów. Największy, tak kompleksowy, salon na Warmii i Mazurach. W skrócie: Salsa. Osobą, za k tórą tu weszliście, jes t A net a Romany k . W 2000 roku stworzyła designerskie miejsce z misją wprowadzenia innowacji na olsztyńskim rynku fryzjerskim. Plan, jak to bywa z prawdziwą pasją, nie ma końca: jego kolejne etapy dyktują trendy każdego sezonu. – Nie odpuszczam ani sobie, ani mojemu zespołowi – tłumaczy właścicielka Salsy i na jednym wdechu wymienia nazwy stolic europejskiego fryzjerstwa oraz stylistów, u których regularnie się szkolą. – By się inspirować, poznawać nowe kolekcje, aktualne kie-

056

runki w koloryzacji, cięciach i upięciach. Nie jest łatwo łączyć życie rodzinne z tak czasochłonną pracą, ale mi się to udaje już od kilkunastu lat – mówi, przyjmując mnie w krótkiej przerwie między wizytami klientek. Mamy dwadzieścia parę minut, więc bez dzielenia włosa na czworo – cięcie! Bycie nastolatką we wczesnych latach 90. stanowił o wyzwanie. – Była Rubina z Rosji do koloryzacji włosów, Clear z Pewexu do robienia pasemek i… właściwie nic więcej! – wspomina ze śmiechem. – A mimo to moja mama zawsze miała piękne, modnie ostrzyżone włosy, dobrą koloryzację. Mówiła: „Zadbana głowa i buty to podstawa”. Wychowano mnie w poczuciu, że to ważne. W pierwszym salonie fryzjerskim trafi ła na trenerkę, której pasja i energia dotąd są dla niej wzorem podczas szkolenia adeptów sztuki fryzjerskiej. Z takim bagażem doświadczeń, za miłością życia, przyjechała do Olsztyna. Zaczęła pracę w renomowanym salonem Aleksandra Stankiewicza, wieloletniego instruktora polskiej kadry narodowej fryzjerów.


URODA

zdradza, co najczęściej przekonuje klientki do zmiany uczesania: nowość na głowie stylisty. – Panie mogą się naocznie przekonać, że możliwy jest tzw. strobing czy modne rozjaśnienie włosów o dwa-trzy tony bez ich uwrażliwienia albo jak odświeżająca jest odważna zmiana fryzury. Prócz trendowych cięć salon oferuje zagęszczanie i przedłużanie włosów dwiema metodami: Racoon i laserem, najbezpieczniejszymi sposobami na rynku. – Bardzo popularne jest też prostowanie keratynowe, które jest odpowiedzią na obecną sezonowość trendów oraz potrzebę ruchu we fr yzurach – opisuje Aneta Romanyk, tak obrazowo, jakby mówiła o dziele sztuki. – No bo co może nas bardziej zdobić niż piękne włosy? – dopowiada.

– Ujęła mnie olsztyńska Starówka i wszechobecna zieleń. To, w połączeniu z zagranicznymi szkoleniami, konkursami, a także przyjaciółmi, którzy są mistrzami świata w różnych dziedzinach fryzjerstwa, zainspirowało mnie do stworzenia własnej przestrzeni – wspomina. – Eleganckiego miejsca, w  k tór ym można w ypocząć prz y aromat ycznej kawie i zadbać o siebie w kompleksowy sposób, zgodnie z najnowszymi trendami. Stąd pod jednym adresem gabinet kosmetyczny, współpraca z wizażystką, dyskretnie oddzielone SPA i wreszcie – salon fryzur. A w nim najbardziej luksusowe marki do pielęgnacji włosów – L’Oréal, Kerastase i Alterna – które umożliwiają indy widualne dobranie kuracji. Od marca także nowość na rynku kosmetycznym: najnowsza gama produktów Kerastase „Aura botanica”, aż w 98 proc. pochodzenia naturalnego. W składzie samoański olej kokosowy oraz marokański olej arganowy, pozwalające na głębokie odżywienie i rozświetlenie włosów. – Nasi klienci wyróżniają się dobrą koloryzacją i strzyżeniem, a przede wszystkim zdrowymi, lśniącymi włosami. Dużo czasu poświęcamy na diagnozę włosów i skóry głowy. Pracujemy jako styliści trycholodzy i dopiero po dobraniu odpowiednich produktów przystępujemy do realizacji – opowiada pani Aneta. – Mamy szeroki zakres zabiegów przeciw wypadaniu włosów, zabiegi odżywcze. Sporą grupę klientów stanowią panowie. Zwracają uwagę na dobre cięcie czy tuszowanie siwizny, strzyżenie brody. Gdy rozmawiamy o tym, jak często sama zmienia fryzurę (tak często, jak tylko mogą nadążyć za trendami jej włosy),

057

Tekst: Katarzyna Sosnowska-Rama Obraz: archiwum Salonu Fryzur Salsa

Salon Fryzur Salsa Olsztyn, ul. Mrongowiusza 4 tel. +48 695 840 803 e-mail: salsa@salsa.olsztyn.pl www.facebook.com/Salon.Fryzur.Salsa.Olsztyn


URODA

KOSMETYKA OD PODSZEWKI

www.shutterstock.com

JAK WYGLĄDAĆ I CZUĆ SIĘ DOBRZE?

O TYM, JAK ZACHOWAĆ ROZSĄDEK I NIE ZEPSUĆ TEGO, CO DAŁA NAM NAJLEPSZEGO NATURA, PISZE KATARZYNA BOŁĄDŹ*. Jak to dobrze, że świat się zmienia. Wraz z  nim nasze w ymagania i  oczekiwania wobec samych siebie. Coraz większa świadomość ludzkiego organizmu skłania nas do zarządzania samym sobą, wpływania na własny wygląd i  samopoczucie. Media huczą o  zdrow ym st ylu ż ycia, młodym wyglądzie i cudownych zabiegach estetycznych. No i oczywiście o długowieczności, wzorując się na koreańskich kobietach żyjących średnio 90 lat. Naturalne składniki co chwila ścigają się w modowej przepychance – moda na czosnek, ostropest, odkwaszanie, topinambur; na imbir, błonnik, kurkumę i placki orkiszowe. Super, tylko pozostaje pytanie: jak w jednej dobie dostarczyć sobie wszystkiego, by wystarczająco nasycać tkanki odpowiednimi mikroelementami? Jak, czym i ile, by wyglądać młodo bez względu na wiek? Jakie zabiegi wykonać, by usunąć trądzik czy plamy na skórze na długo, nie tylko na miesiąc i jak ją stymulować, by pobudzić do autoregeneracji, autonawilżania czy choćby świeżego wyglądu? Warto mieć plan. W lawinie informacji działamy chaotycznie, sugerując się aktualnymi postami w portalach i mediach społecznościowych. Wybieramy odmładzające zabiegi aktualnie reklamowane przez producentów sprzętu, lub – co gorsza – te z promocji. No i oczywiście te, z których właśnie korzysta nasza ulubiona celebrytka, o czym starannie donoszą i eleganckie pisma, i portale. Opracowanie planu działania w kierunku zdrowego stylu życia, dobrego samopoczucia i  w yglądu – to podstawa sukcesu. Zanim podejdziemy do tematu zabiegów, czeka nas długa konsultacja, czyli w y wiad. Pamiętajmy, że w  gabinecie kosmetologicznym mówimy prawdę. Odpowiadamy szczerze na pytania o stosowane leki (te na depresję również ujawniamy), o  przeby te zabiegi inwaz yjne (zwłaszcza z  zastosowaniem biostymulatorów tkankow ych), o  styl życia (w tym dbałość o siły witalne), o nawyki, nałogi i odżywianie. Tylko w takiej sytuacji możemy oczekiwać holistycznego podejścia do pielęgnacji skóry. A skóra to nie tylko widoczna powłoka, którą masujemy, kremujemy, opalamy i pilingujemy. To tylko wierzchołek góry lodowej. Tam, gdzie nasz wzrok nie sięga, znajduje się nasz mały mikrokosmos, który funkcjonuje tak, jak go potraktujemy. Duże i drobne naczynia krwionośne, które czasami tak zwalczamy, dostarczają nam ogromnych ilości substancji odżywczych. Oddech, który – jak czasem nam

się wydaje – mamy „z urzędu”, dotlenia wszystkie komórki naszego organizmu. Te w skórze również. A przecież żyjąc w permanentnym stresie, trwamy w ciągłym „przyduszeniu”, oddychając płytko i nieregularnie. Od nas więc zależy, czego nasza skóra dostanie „od poszewki”. Tak więc od wywiadu rozpoczynamy układanie planu rewitalizacji i „odmładzania”. Koncept 3P, czyli Przyjmij, Posmaruj, Pomaluj to dobry kierunek. To recepta, na którą składają się szczegółowo dobrane suplement y, profesjonalne zabiegi z  użyciem technologii, kosmetyki regulujące nasycenie skóry witaminami czy kwasy tłuszczowe redukujące nadmierną oksydację i wzmacniające odporność. Medycyna estetyczna? Oczy wiście jest dla ludzi, ale t ylko u  doświadczonych i najlepszych lekarzy szkolących się nieustannie. Potem działania wspomagające mechanizmy regeneracji i nawilżania skóry. I na koniec makijaż. Wystarczy dyskretny, bo po takim postępowaniu skóra sama w sobie promienieje witalnością i zdrowiem. Czas realizacji planu jest regularny i długi. W zasadzie trwa i trwa. Bo tak jak z odżywianiem – obiad jemy nie tylko w niedzielę. Organizujemy warsztat y z  c yklu „Kosmet yka od podszewki”, pod tytułem „Jedz i Lecz” w Instytut36 w Olsztynie, na którym poruszamy tematy dotyczące medycyny zdrowia. Poszerzanie naszej wiedzy i świadomości, a potem wdrażanie jej w codzienne nawyki żywieniowe i pielęgnacyjne, to w każdym wieku dobry kierunek i dobry plan. To recepta na młodą i zdrową skórę. * Katarzyna Bołądź – beauty expert, specjalista promocji zdrowia, kosmetolog, absolwentka Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, wykładowca LNE i Collegium Cosmeticum, właścicielka gabinetów kosmetyki i medycyny estetycznej Chimera derm, Klinika dermourody, Instytut36 w Olsztynie. Chimera derm Olsztyn, ul. Kopernika 14, tel. 89 535 92 42 Klinika dermourody Olsztyn, ul. Mochnackiego 1, tel 89 511 94 54 Instytut36 Olsztyn, ul. Kopernika 36/1, tel. 89 652 14 98

059


CIAŁO

SYLWETKA RZEŹBIONA MROZEM W WALCE Z TKANKĄ TŁUSZCZOWĄ MOŻNA

PRÓBOWAĆ DIET I ĆWICZEŃ, ALBO PÓJŚĆ NA SKRÓTY – ZA SPRAWĄ URZĄDZENIA COOLTECH. BEZINWAZYJNIE I BEZ BÓLU. TYLKO LEKKO POWIEJE CHŁODEM.

060

Temperatura minus osiem stopni Celsjusza, niewyczuwalna dla ciała, prowadzi do uszkodzenia komórek tłuszczowych. A potem eliminowane są z organizmu w procesach metabolicznych. Tak działa CoolTech – innowacyjne urządzenie do tzw. kriolizy, czyli mrożenia tkanki tłuszczowej. Zanim wskoczycie w bikini, bez bólu i wysiłku pozbędziecie się kilku centymetrów w obwodzie. – Choć zabieg może być stosowany przez cały rok, to najbardziej popularny jest wiosną. Innowacyjna metoda pozwala szybko i bez zbytnich wyrzeczeń zmniejszyć niechciane fałdki – zapewnia Joanna Zyra, kosmet yczka z  kliniki Epi Centrum Laser Clinic w Olsztynie. – Wyprofilowane przyssawki urządzenia najczęściej nakładamy na brzuchu, udach, biodrach czy ramionach. Efekty widoczne są już po pierwszym zabiegu – znika średnio cztery centymetry. A trzykrotne powtórzenie w odstępie pięciu tygodni pozwala pozbyć się nawet 10 cm w obwodzie ud czy bioder. Mrożenie odbywa się w bezpieczny sposób, skóra pokryta jest specjalną membraną chroniącą ją przez odmrożeniem. Lekka opuchlizna, która zostaje po 70-minutowym zabiegu, znika po upływie kilkunastu dni. A efekt, pod warunkiem dbania o  stabilną wagę ciała, utrzymuje się na  trwałe. – Panie, widząc natychmiastowe efekty, zazwyczaj otrzymują mot y wację do zmiany sposobu życia – zapewnia kosmetyczka. – To zabieg, który daje ekspresowe osiągnięcia w modelowaniu sylwetki, ale utrzymanie go zależy w dużej mierze od naszej diety i ruchu. Tkanka tłuszczowa znika, a co ze skórą? Zabieg CoolTech daje najlepsze efekty w połączeniu z tzw. karboksyterapią, która dodatkowo poprawia jej wygląd. Ta metoda polega

na podskórnym podaniu dwutlenku węgla poprzez mikronakłucia. Efektem jest rozszerzenie naczyń krwionośnych i zwiększenie przepływu krwi, dotlenienie mięśni. Cellulit i zmarszczki ulegają redukcji, dwutlenek węgla stymuluje proces gojenia i produkcję nowego kolagenu. Skóra staje się jędrniejsza, bardziej sprężysta i elastyczna. Karboksyterapia, która od kilku lat robi furorę w kosmetologii i medycynie estetycznej, może być stosowana na każdej części ciała. – Przed każdym zabiegiem i po nim, robię pacjentkom zdjęcia – mówi Joanna Zyra. – Nawet najbardziej wymagające i niecierpliwe panie mogą dzięki temu dostrzec różnicę w wyglądzie skóry. Obie metody są bezpiecznie, przeciwwskazań jest niewiele, za to efekty szybkie i bez dyskomfortu. Relaks dla duszy, moc innowacyjnej technologii dla ciała. Klinika Epi Centrum, działająca w  Olszt ynie od 10 lat, korzysta z oryginalnych urządzeń do przeprowadzania obu zabiegów i jest jednym z niewielu gabinetów w regionie, który je posiada. Tekst: Beata Waś Obraz: archiwum Epi Centrum Laser Clinic

Epi Centrum Laser Clinic Olsztyn, ul. Samulowskiego 3b www.epi-olsztyn.pl

facebook.com/EpiCentrumOlsztyn instagram.com/epicentrum.olsztyn


LUDZIE

GOŚCIMY MARKA DYJAKA*

MOIM PODSTAWOWYM KOLOREM JEST CZARNY MAREK DYJAK*, SKĄPY W WYPOWIEDZI, SZCZERY W ŚPIEWANIU. POSIADACZ NAJPRAWDZIWSZEGO G ŁOSU N A POL SK IEJ SCENIE MUZ YC ZNEJ , PO  CHWILE W Y TCHNIENIA WPADA Z  WĘDK Ą NA UKOCHANE WARMIĘ I MAZURY.

MADE IN: Wyczytałem w którymś z wywiadów, że w dniu koncertu to dziennikarz sobie z tobą nie pogada. Koncert masz za 4 godziny. Marek Dyjak: Rzeczywiście ciężko jest ze mną rozmawiać przed koncertem i w dniu koncertu. Ale rozmawiamy, czego się nie robi dla Olsztyna i ludzi tutaj. A ciężko jest mi rozmawiać z emocji, każdy koncert to ich silna kumulacja. Jestem w swoim świecie i zaczynam w nim być już od rana w dniu, w którym gram.

062

Dlaczego Olsztyn tak podkreśliłeś? Bardzo lubię to miasto. Bardzo, naprawdę bardzo, bardzo, bardzo. Wręcz kocham. A Warmia i Mazury są dla mnie wytchnieniem. W wakacje spędzam tu dużo czasu, w Tomaszkowie u  moich przyjaciół. Ale mam też przyjaciół i w Stawigudzie, i w Tomaszkowie, i w Świątkach… Właśnie dzisiaj u tych ze Świątek jedliśmy obiad. Więc od razu zapytam o twoje ukochane wędkowanie nad naszymi jeziorami. Oczywiście wpadam tu z wędkami. Pochwał się, co największego złowiłeś? Zdaje się, że około metrowego szczupaka. Ujęło mnie zdanie, którym obnażyłeś się ze skrajnie niematerialnej postawy: jedyne co w życiu posiadam

to parę wędek i kilka marynarek. Od zawsze w tym minimalizmie? Można by tak rzec, choć ostatnio wziąłem sobie jeszcze kredyt na mieszkanie. Ale rzeczywiście mam niewiele rzeczy, a wędki wśród nich. Przedmioty nie stanowią dla mnie większej wartości. A propos marynarek, to najczęściej masz pod nią białą koszulę, co bardzo kontrastuje z twoim mrocznym wizerunkiem. To jest coś między pijanym kelnerem, a śpiewakiem. Tak to ma wyglądać i tak chyba wygląda. Ale dzisiaj dla odmiany będę śpiewał cały na czarno, bo czarny jest jednak moim pierwszym kolorem. Czy ktoś kiedyś próbował coś ci narzucić w kontekście twojego wizerunku na scenie? Nie. Kompletnie nie. Nawet jak była kiedyś próba przy Męskim Graniu, proponowali mi jakieś ubranie i oczywiście nie zgodziłem się. Ja w tym samym chodzę, w tym samym gram i w tym samym łowię ryby – w marynarce. Sięgnął em do twojego w ystępu z  festiwalu FAMA w 1995 roku od którego w zasadzie wystartowało twoje śpiewanie na poważnie. Byłeś młodzieńcem z piękną fryzurą, a dzisiaj chodzisz łysy, choć łysy z natury nie jesteś. To z czystej wygody.


LUDZIE

Wracając do minimalizmu twojego otoczenia – ty ponoć w ogóle nie masz i nie używasz komputera. Bo ja w  ogóle nie umiem obsługiwać komputera. Gdy zachodzi taka potrzeba, to robi to menedżer, albo któryś przyjaciel. A jaką masz komórkę? No taką zwyczajną, nie ma żadnych internetów itd. Zwykła, włączam i wyłączam. Czyli medialnie tkwisz na posterunku klasyki: książka, poezja… Tak, dużo czytam, bo lubię czytać. Nawet gdzieś wyszperałem twoje piękne słowa: „poezja jest najszybszym transportem, szybszym od światła; przeniesie cię natychmiast, gdzie chcesz”. Bo to jest prawda. Ale też zaczytujesz się w książkach poświęconych losom Żydów w czasie wojny. To jakiś osobisty powód? Ogólnie interesuje mnie los skrzywdzonych ludzi. Nie tylko Żydów. Mieszkam teraz w Chełmie, niedaleko Sobiboru, a w zasadzie między Sobiborem, a Majdankiem, w których były obozy koncentracyjne. Interesuje mnie historia mordu, zacieranie śladów i sprawy z tym związane. Z kolei kultura żydowska interesuje mnie w pełnej rozciągłości, stąd w mojej muzyce dużo jest żydowskiego sposobu grania. Bardzo dużo śpiewasz czyichś tekstów… … w zasadzie większość, choć sam trochę komponuję. Więc dopytam czy masz artystów po których chciałbyś sięgnąć, ale czujesz, że jeszcze nie pora? Nie. Wydaje mi się, że idę oddzielną drogą, trochę w samopas. A to, kogo widzisz na widowni, wpływa na poziom twojej ekspresji w śpiewaniu? Tak, kiedy widzę zaangażowaną publiczność, to jest naprawdę fajnie. Wiek publiczności w zasadzie nie ma znaczenia, choć czasem do tych moich piosenek przychodzą ludzie z dziećmi i to jest trochę bolesne. Zapytałem o tę publikę, bo sumując teksty, sposób interpretacji, twój szczery przekaz i dobór instrumentów – to wszystko potrafi wycisnąć łzę z oka i dorosłemu mężczyźnie. Doskonale wiem o tym, że te piosenki są autentyczne, że nic w nich nie dzieje się przypadkowo. Dobieram piosenki takie, które przeżyłem, albo teraz przeżywam. Sam masz takie niezrealizowane marzenie, by posłuchać jakiegoś koncertu? Na pewno posłuchałbym tego słynnego koncertu Komedy z Jazz Jamboree z 1964 roku. Jest genialny. A z żyjących artystów? (długo myśli) Chyba nie poszedłbym na żaden. Nie chodzę na koncerty. Na Dyjaka? Z przymusu (śmiech).

Rozmawiał Rafał Radzymiński (na schodach przy ul. Dąbrowszczaków 14 w  Olsztynie, w  niedzielę 19 lutego o  godz. 14.10 przy temperaturze 1 stopień Celsjusza), obraz: Michał Bartoszewicz

* Marek Dyjak – na etapie zawodówki (kształcił się w kierunku hydraulika) zafascynował się muzyką do której wciągnęli go miejscowi bardowie (pochodzi ze Świdnika). Przez kolejnych kilkanaście lat żył i  przy muzyce, i  przy alkoholu. Jak mówią o nim przyjaciele: żył po bandzie, aż dojechał do końca drogi – dziewięć lat temu podjął próbę samobójczą. Pogotowie stwierdziło zgon, kiedy po śpiączce obudził się. Dzisiaj, swym głosem na granicy krzyku i  rozpaczy, przyciąga koneserów szczerej autentycznej muzyki w  której, jak określili fani, są krew, żółć i łzy. 19 lutego zagrał w olsztyńskim Andergrandzie promując najnowszą płytę „Pierwszy śnieg”.

063


SPOD IGŁY

SALON SAMOCHODOWY MADE IN

PRZEBÓJ NR 3

DLA KOCHAJĄCYCH MIASTO

TEGO JESZCZE NIE WIDZIAŁEŚ

OCTAVIA W SMARTFONIE

Boję się go wszyscy konkurenci. Wdarł się zuchwale w segment kompaktów z pierwszą generacją, wywołał zamieszanie i zabrał armię klientów rywalom. I wciąż nie odpuszcza. Do salonów wjechała trzecia generacja Hyundaia i30. Jego mistrzowską linię zaprojektowano w Europie, pod gusta właśnie europejczyków, więc wraz z kilkoma innymi ikonami kompaktów, i30 stanowi wręcz wzorzec auta w tej klasie. Jeśli chodzi o wyposażenie, to można w nim mieć absolutnie wszystko, co technologia przewidziała dla kompaktów. Atutem i30 jest bardzo przyjemnie pracujące zawieszenie i nieźle wyciszona kabina. W gamie jednostek pojawiły się nowe, niewielkie doładowane jednostki benzynowe (1,0 i 1,4), które cechuje ponadprzeciętna dynamika. Cena od 65 700 zł. www.daszuta.hyundai.pl

064

WŁAŚNIE DEBIUTUJĄ, UWODZĄ I KUSZĄ

Kontemplację tego auta powinno się zacząć od wnętrza. Jest urzekające, zaś za inspirowane lotnict wem chromowane przyciski typu „Toggle Switch” należy się każda nagroda. I wszystko to trzeba posmakować siedząc za kierownicą, bo tu Peugeot kontynuuje rozpoczęty trend umieszczania zestawu wskaźników ponad wieńcem niewielkiej kierownicy. To dziwne, że przez dziesięciolecia nikt wcześniej nie wpadł, że tak jest po prostu wygodniej. Modelem 3008, który stał się teraz rasowym crossoverem, Peugeot pozwala spojrzeć na markę świeżym okiem. I koniec z narzekaniem na korki! Otóż Peugeot, jako marka myśląca o mobilności jutra, może wyposażać model 3008 w elektryczną… hulajnogę. Ergonomiczna (waży 8,5 kg), pozwala przejechać 12 km (nawet do 25 km/h). Ładuje się w godzinę w specjalnym uchwycie w bagażniku kiedy włączony jest silnik. Cena od 89 900 zł. www.pzmolsztyn.pl

Citroen wreszcie zdecydował się wprowadzić na polski r ynek f ikuśnie w yglądającego brzdąca C1. Niespe łna 3,5 metrowe auto (dostępne wyłącznie w pięciodrzwiowej odmianie) przyciąga wzrok przede wszystkim dizajnem przodu i  t yłu. Wnętrze zaś – młodzieżowo zaprojektowaną konsolą środkową. Jak na nowoczesnego miejskiego brzdąca przystało, C1 może być wyposażone w Active City Brake, czyli system, który samoczynnie zatrzyma auto przy prędkościach do 30 km/h, jeśliby nagle pojawiła się przed nim przeszkoda (pieszy, rowerzysta, inne auto). Dzięki funkcji Mirror Screen, na siedmiocalowym ekranie możesz korzystać z muzyki i aplikacji zgromadzonych w twoim smartfonie. W gamie silnikowej są dwie jednostki 1,0 68 KM i 1,2 z nowy PureTech 82 KM (z gamy nagrodzonej tytułem Engine of the Year 2016). Cena od 36 200 zł. www.resma.pl

Wizytówką odmłodzonej Skody Octavii jest przód, który jeszcze nigdy tak rasowo nie w yglądał. A to za sprawą podwójnych ref lek torów z  LED - ow ym oś wietleniem. Wnętrze subtelnie odświeżono (m.in. nowe wskaźniki, podgr zewana kierownica, multimedia i  ambientowe oświetlenie w dziesięciu kolorach). Ciekawostką jest m.in. kluczyk z pamięcią ustawień dla kilku użytkowników. Krokiem milowym jest z kolei technologia pokładowa Skoda Connect. Kontrolujesz wybrane funkcje auta zdalnie przez smartfon (np. ilości paliwa, lokalizację auta), masz informacje o rzeczywistych korkach na twojej drodze, ceny paliw z pobliskich stacji czy ilość wolnych miejsc parkingowych w okolicy. System sam nawiąże łączność z centrum w sprawie zaistniałych zdarzeń, a każdego dnia, na centralnym wyświetlaczu będziesz korzystał ze wszystkiego, czym dysponuje twój smartfon. Cena od 66 670 zł. www.polbisauto.pl


PREZENT NA URODZINY

ANDRÉ W NIEMAL STULETNIEJ HISTORII CITROEN JUŻ NIE RAZ ZATRZĄSNĄŁ ŚWIATEM SAMOCHODÓW. TAK PRZEŁOMOWYMI ROZWIĄZANIAMI TECHNICZNYMI, JAK I AWANGARDOWĄ STYLISTYKĄ, KTÓRA ŁAMAŁA OBOWIĄZUJĄCE KANONY. WIĘC KTÓŻ, JAK NIE CITROEN, ODWAŻYŁBY SIĘ WPROWADZIĆ SZALONEGO CACTUSA?

065


AUTO

066

Citroen to nie tylko ikona francuskiej motoryzacji, ale też całego tamtejszego przemysłu, mody i kulturotwórczej kreacji. Z dumą i nieskrywaną satysfakcją podkreślamy, że początki Citroena można ulokować 200  kilometrów od Olsztyna, w Warszawie. Tam właśnie pod koniec XIX wieku przybył francuski przemysłowiec Levie Citroen w poszukiwaniu nowych kierunków rozwoju rodzinnego biznesu. I zakochał się w Polce o wyjątkowych imionach Masza Amelia. Młoda para wróciła do Paryża. Ich piąte dziecko, André, już jako świetne wykształcony inżynier konstruk tor i  doświadczony przemysłowiec, st worzył markę samochodową Citroen. I znów wracamy do Polski, tym razem już z André (przyjeżdżał tu kilkakrotnie). Otóż w Łodzi w zakładach tekstylnych poznał technologię kół zębatych o daszkowym uzębieniu, które napędzały duże maszyny. Był pod wrażeniem ich trwałości, więc we Francji rozpoczął produkcję, tyle że nie drewnianych, jak w Łodzi, a metalowych. Tak oto doszliśmy do logo Citroena – dwóch charakterystycznych daszków. Te szewrony z kół zębatych, oczywiście w kolejnych swoich ewolucjach, zdobią do dzisiaj maskę każdego Citroena. Błyskotliwy André Citroen dostarczał światu wielu nowinek – swoje patenty lokował i do kultowego Titanica, i do RollsRoyce’ów. W motoryzacji zresztą marka zaskakiwała świat wielokrotnie. W 1934 roku wypuściła model z przednim

napędem, co po francusku oznacza Traction Avant. Tak też nazwała słynny do dzisiaj model. W 1955 roku zaś podczas premiery modelu DS (deese z francuskiego to bogini), który hydrauliką miał sterowane dosłownie wszystko, a stylistyką bardziej przypominał spodek kosmiczny, świat na jego punkcie oszalał. Jeszcze słowo nie padło o Cactusie, ale to tło historyczne pozwala wyjaśnić, że jego stworzenie było kolejnym krokiem pozaszablonowego myślenia Citroena. Zresztą debiut Cactusa Francuzi zaplanowali dokładnie w 136. rocznicę urodzin André Citroena. Stylistyka auta szybko została doceniona – Cactus otrzymał tytuł World Car Design of the Year 2015. Z kolei panele drzwiowe airbump stały się chyba najczęściej komentowanym detalem motoryzacyjnym ostatnich lat. Otóż ten sprytny zabieg stylistyczny jest też i praktyczny, bo owe panele to termoplastyczny poliuretan z komorami wypełnionymi powietrzem, które amortyzują uderzenia do 4 km/h. Można więc bez obaw zostawić Cactusa na ciasnym parkingu, bo już nikt więcej go nam zwyczajnie nie poobija. Cactus to synonim swobody i awangardy. Jeśli nie lubisz, kiedy zwraca się na ciebie uwagę, nawet o nim nie myśl. Wnętrze zaprojektowano w nieco minimalistycznym stylu (np. uchwyty w drzwiach naśladują rączki wiekowych walizek, a tylne szyby nie opuszczają się, a jedynie uchylają),


AUTO

ale nie mylić tego ze spartańskim wykończeniem. Stylista miał pomysł i na nadwozie, i  na wnętrze. Te wszystkie spr ytne zabiegi pozwoliły zaoszczędzić na masie auta, z którą walczy dzisiaj każdy producent, że o ekologach nie wspominając. Bo wówczas można mieć słabszy silnik, który nie męczy się przy rozpędzaniu nadmiaru kilogramów, no i odwdzięcza się przy tankowaniu. A podstawowy Cactus waży nieosiągalne dla tego gabarytu aut 965 kg! Nic dziwnego, że udaje mu się spalić i cztery litry na każde 100 km spokojnej podróży. Sama jazda trochę przypomina starą citroenowską szkołę – jest miękko i  przyjemnie. Miękko w  zasadzie jest już na postoju, rozsiadając się w  samych fotelach, wręcz kanapowych.

Styl auta aż prosi się o skonfigurowanie go z żywymi i szalonymi kolorami. Jak choćby nasz z sesji w odcieniu Hello Yellow. Bawić się możemy czterema kolorami airbumpów i  całą paletą kolorów felg, więc tylko od odwagi zależy ostateczny jego fason. Ale jest też w portfolio C4 Cactus w iście monochromatycznej odmianie „W” – jego wyjątkowy styl mają podkreślać białe koła, biały lakier i jasne panele. Całość wygląda jak Alpy w sezonie. Tekst się kończy, muzyka się już skończyła. Świadomie leciała w tle francuska klasyka. Kiedy Dalida śpiewa w duecie z Alainem Delonem, masz już pewność, że żadna piosenka nigdy przedtem, ani nigdy potem, nie zostawi takiego klimatu. Wiadomo: Francja-elegancja. A może, zerkając na Cactusa, ekstrawagancja. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Kuba Chmielewski Na zdjęciu – Citroen C4 Cactus More Life 1,2 PureTech 82 – cena 58 590 zł Sesja została zrealizowana w olsztyńskim salonie Citroena, pierwszym w Polsce z nową stylizacją wnętrza. W sesji wzięli udział modele: Anna Kowalik i Zbigniew Terlikowski.

Resma Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 5 www.resma.pl

067


TAK, TO JEST SERYJNE AUTO

JEŚLI KTOŚ ZASTANAWIAŁ SIĘ, JAK BĘDĄ WYGLĄDAĆ NAJMODNIEJSZE SAMOCHODY W NIEDALEKIEJ PRZYSZŁOŚCI, TO TOYOTA DAŁA WŁAŚNIE ODPOWIEDŹ. MODEL C-HR ZAKNEBLOWAŁ USTA WSZYSTKIM TYM, KTÓRZY O TOYOCIE WCIĄŻ MYŚLELI PRZEZ PRYZMAT MAŁO PORYWAJĄCEJ STYLISTYKI.

068

Co jakiś czas motoryzacja dostarcza nam zjawiska porównywalnego z fascynującym widokiem przelatującej komety i warkocza, który za sobą ciągnie. Na najsłynniejszą kometę Halleya widzianą z ziemi musimy poczekać jednak do lipca 2061 roku. Ale świat samochodów już pod koniec 2016 rok zaserwował nam coś kosmicznego – model, który sprawia wrażenie potajemnie ściągniętego z działu rozwoju konceptów przyszłości. Prawie, bo C-HR zaprezentowany

w formie śmiałej wizji, z kosmetycznymi ledwie zmianami trafi ł do produkcji. Jak przyznał projektant dzieła, Kazuhiko Isawa, „model został zaprojek towany, aby zainspirować nowy trend w tej grupie aut. Dlatego zależało nam, by nadać mu unikalną osobowość”. A dokładnie w jakiej grupie aut? Nazwa tej Toyoty wiele w yjaśnia: C-HR należy rozwinąć jako Comapact Hybrid Revolution. Jest crossoverem czyli kompaktowym autem


AUTO

Toyota Mir-Wit Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 11 www.toyota-olsztyn.pl Na zdjęciu: Toyota C-HR 1,8 Hybrid Dynamic. Cena modelu CHR 1,2T Active od 81.900 zł Toyotę C-HR można kupić jako pierwsze auto w Polsce przez internet za pomocą strony: http://toyota.pl/c-hr Podziękowania dla Galerii Warmińskiej za pomoc w realizacji sesji. Modelka: Dominika Jarząbska, make up: Beata Salata

z cechami usportowionego miejskiego SUV-a. Z wyglądu bardzo usportowionego. Projektanci nie kryją – Toyota C-HR powstała, aby wyróżniać się. Potwierdzi to każdy, kogo kręcą samochody. Przemykające po olsztyńskich ulicach pierwsze egzemplarze C-HR wybijają się nietuzinkową stylistyką na kilometr. Tym bardziej, że paleta dostępnych kolorów tylko podkreśla atuty sylwetki. W zasadzie poza niesamowitym niebieskim, który łudząco przypomina szlachetny szafir, reszta kolorów to jak różne odcienie ciekłego metalu. A on zawsze dodaje dynamiki. Choć od niej całe auto aż kipi. Nie rozczarują się również i ci, którzy tej dynamiki szukają w charakterze prowadzenia. Ponieważ Toyota nie kryje, że modelem C-HR chce utorować sobie drogę do młodszego pokolenia, konfigurację podwozia dostrajano równie intensywnie na górskich drogach, jak i na wymagającym torze Nürburgring. Zbalansowanie podwozia opartego na nowej architekturze dostarcza precyzji kierowania tym autem na poziomie, o którym, skądinąd zadowoleni właściciel Aurisów, Corolli czy Avensisów, mogli tylko śnić. Ciekaw y ek sper yment można by ł oby pr zeprowadzić w  samym wnętr zu aut a. O tóż gdyby zasł onić w  nim logo Toyot y i  zaprosić za kierownicę stał ych klientów marki, pewnie mało który trafnie rozszyfrowałby nowość. Od dotychczasowego stylu, tym razem projektanci odcięli się grubą kreską. Cały kokpit jest podporządkowany kierowcy, ale też dużo troski przyłożono do atmosfery, a tę budują tak stylistyka, jak i materiały użyte do stworzenia wnętrza. To chyba pierwsza Toyota, która zza kierownicy

tak emocjonuje. Daję wiarę człowiekowi, któr y czuwał nad jego jakością i mówi, że „to najlepszy projekt wnętrza w historii marki”. A teraz mały przerywnik na coś smacznego – kiedy wieczorem będziecie zbliżać się do niej, na ziemi wyświetli wam się napis „Toyota C-HR”. Jest rzucony wprost spod lusterka, więc kiedy otworzycie drzwi, świecący napis przesuwa się po asfalcie. To naprawdę tylko gadżet, ale suma takich smaczków buduje postrzeganie tego auta. Że można wyjść poza szablon. Toyota dała klientom wybór dwóch źródeł napędu, choć dla ośmiu na dziesięciu klientów, którzy zdecydowali się na C-HR, w ybór w  zasadzie jest jeden – w  swoim aucie przyszłości chcą napędu przyszłości. Oczywiście hybrydowego. Wówczas jest to dopełnienie całości. Układ przejęty z najnowszego Priusa ma zagwarantować średnie spalanie na poziomie czterech litrów, o ile złapiemy pewne nawyki obchodzenia się z tym rodzajem napędu. Dla fanów klasyki jest silnik 1,2 turbo w wersji przednionapędowej oraz 4x4. Zapewnia podobną dynamikę, ale za 3–4 litry paliwa więcej na każde 100 km. C-HR to pierwsza Toyota i pierwsze auto w Polsce, które można kupić przez internet. Czyżby wprowadzając tę usługę, Japończycy przewidzieli, że trzeba odciążyć sprzedawców w salonach, którzy mogą nie nadążać z obsłużeniem chętnych? Tekst: Rafał Radzymiński Obraz: Michał Bartoszewicz

069


PARTY & FOTO

RODZINA W KOMPLECIE TEN SAMOCHÓD MA SWOICH WIERNYCH FANÓW O D  R ÓW N O 20 L AT. W  O L S Z T Y Ń SK I M S A LO N I E VOLVO POK AZ PREMIEROW Y MIAŁ MODEL, K TÓRY J E S T K W I N T E S E N C J Ą S Z W E DZ K I EJ M A R K I – V 9 0 C R O S S C O U N T R Y. A M AT O R Z Y L U K S U S O W Y C H KOMB I O  WA LOR ACH AU TA U T ER ENOW I ONEGO OD  ZAWSZE JAKO WZORZEC TRAKTOWALI WŁAŚNIE VOLVO, POCZĄWSZY OD V70 XC, KTÓRY DEBIUTOWAŁ W  19 9 7 TO K U. J A K  TO  N A  P R E M I E R AC H B Y WA , AT M O S F E R Ę B U D U J E TA C H W I L A O D S ŁO N I Ę C I A NOWOŚCI PRZEZ MODELKI, GDZIE PRZY EFEK TACH W I Z UA L N O - M U Z YC Z N YC H FA K T YC Z N I E M OŻ N A DAĆ S I Ę P O N I E Ś Ć F A N TA Z J O M O  P R Z Y J E M N Y M PODRÓŻOWANIU. VOLVO, TRADYCYJNIE JUŻ DLA MARKI, PREFERUJE SUBTELNĄ ELEGANCJĘ NIE T YLKO PRZY BUDOWANIU AUT, ALE TEŻ PRZY UROCZYSTOŚCIACH Z WIĄ Z ANYCH Z  PREMIER AMI MODELI. NOWOŚCI TOWA R Z YSZ Y Ł A TEGO DNI A KOMPLE TN A G A M A SERII 90 (S, V ORAZ XC), KTÓRA WYWOŁAŁA SPORE ZAMIESZANIE NA RYNKU W  KL ASIE AUT PREMIUM.

070


AUTO

SZWEDZKA SZKOŁA REKREACJI DLA TYCH WSZYSTKICH, KTÓRZY CHCIELIBY ZABRAĆ SWOJE VOLVO W MIEJSCA WCZEŚNIEJ NIEDOSTĘPNE, MARKA STWORZYŁA MODELE CROSS COUNTRY. JEŚLI KAŻDE VOLVO KOMBI ZASKAKUJE FUNKCJONALNOŚCIĄ, TO CROSS COUNTRY DORZUCA WRĘCZ NIEOGRANICZONĄ WSZECHSTRONNOŚĆ.

Już 20 lat temu Volvo przetarło szlak luksusowych kombi, które łączyły atuty aut uterenowionych. Miłośnicy aktywnego stylu życia, wypadów poza miasto oraz wszyscy ci, którzy przede wszystkim cenią klasykę, elegancję i solidność, decydowali się na kolejne odsłony Cross Country. Najnowsze wcielenie zastępuje XC70 i bazuje na debiutującym niedawno modelu V90, który w dziedzinie dizajnu może być wizytówką „made by Sweden”. W stosunku do klasycznego V90, nadwozie Cross Country stoi wyżej o dodatkowych sześć cm nad ziemią. Przejście w tryb Off-road zmienia charakterystykę pracy szeregu podzespołów, by jak najefektywniej poruszać się w trudnym terenie. Pod pojęciem IntelliSafe skupiono cały pakiet systemów bezpieczeńst wa, które w yręczają kierowcę (np. nocą wykrywają i ostrzegają przed zwierzętami, które próbują wtargnąć na drogę). Wśród systemów jest pionierski Run-off Road Mitigation, który w razie zagrożenia sam przejmuje kontrolę nad autem, bezpiecznie sprowadza go na pobocze i wyhamowuje. Z kolei dzięki usługom Sensus Connect twoje V90 zawsze jest połączone ze światem. Jedź więc dokąd zechcesz. O ile z gamy silnikowej łatwo

dopasować coś dla siebie (cztery silniki od 190 do 320 KM), spośród 13 kolorów nadwozia już może trudniej, to lista wyposażenia, które uczynią Cross Country twoim drugim domem, wymaga już dłuższej lektury. A wśród nich ciekawostka – czerwony kluczyk. Otóż gdybyśmy chcieli powierzyć nasze Volvo mniej doświadczonemu kierowcy, Red Key nie pozwala przekroczyć 120 km/h, ogranicza głośność systemu audio, zaś adaptacyjny tempomat zawsze trzyma maksymalny odstęp od innych pojazdów. To kolejny krok przybliżający Volvo do wytyczonego celu, który zakłada, że w 2020 roku nikt nie będzie miał prawa zginąć, ani odnieść poważnych obrażeń jadąc nowym Volvo. Wstęp do świata V90 Cross Country zaczyna się od 230 tys. zł. Tekst: Rafał Radzymiński, fotorelacja: Łukasz Wajszczyk

Nord Auto Olsztyn, ul. Warszawska 117 D www.nordauto.dealervolvo.pl

071


TEATRU SZUKAM

REPORTAŻ

ŁĄCZY ICH WŁAŚCIWIE TYLKO JEDNO SŁOWO: TEATR. AMATORSKI, AWANGARDOWY, MŁODZIEŻOWY, WIEJSKI, POSZUKUJĄCY, RESOCJALIZUJĄCY… NA PEWNO NA WARMII I MAZURACH. NIEZALEŻNIE OD TEGO, JAK DŁUGO SĄ NA SCENIE, SKĄD SIĘ NA NIEJ WZIĘLI I CO NA NIEJ ROBIĄ, NADAL ZADAJĄ SOBIE PODSTAWOWE PYTANIE: DLACZEGO? ODPOWIEDZI PADNĄ W EPILOGU I TO Z ZAKOŃCZENIEM OTWARTYM.

WYSTĘPUJĄ:

072

Marek Gardzielewski jako Wspaniały Teatr Bez Nazwy w Gietrzwałdzie Martyna Brink i Kacper Nadolski jako Grupa Teatralna Ło/Men w Lubawie Monika Kazimierczyk i Dariusz Wychudzki jako Teatr Przebudzeni w Ostródzie Erdmute Sobaszek jako Teatr „Węgajty” Anna Puszcz jako Teatr Jak Marzenie w Lidzbarku Warmińskim Dominika Radaszewska jako Stowarzyszenie Teatr Prawie Dorosły w Bartągu

PROLOG Statystycznie rzecz biorąc, nie ma złego powodu do powstania teatru. W Gietrzwałdzie powstał „z szaleństwa”, jako owoc deklaracji złożonych o drugiej w nocy, w czasie gminnego balu kostiumowego. Trwa 24. rok i wszystko wskazuje

na to, że nie poprzestanie na dwóch Nagrodach Ministra Kultury RP. W Ło/Men – działającej od pięciu lat młodzieżowej grupie z Lubawy – mówi się, że bez niego jest się na głodzie. U Przebudzonych, że życie to teatr: malowanie farbami i własnym ciałem gigantycznego obrazu na płótnie na ostródzkim molo stało się impulsem do stworzenia grupy udowadniającej, że sztuka osób z niepełnosprawnościami nie jest infantylna. Ostatnio świetne recenzje zbierali po wystawieniu spektaklu w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie. Nowatorska myśl o performansie Teatru „Węgajty” kiełkowała już w Olsztynie lat 70. W poszukiwaniu kultury alternatywnej i korzeni regionalnych nieuwikłanych w cepeliadę przeniosła się do warmińskiej stodoły, która regularnie wypełnia się warsztatowiczami z różnych zakątków Europy. Na wołanie o głęboko skrywaną potrzebę kreatywności w Lidzbarku Warmińskim odpowiedziało Stowarzyszenie Kobiet Miej Marzenia. Od ośmiu lat rozbudza tę potrzebę w innych. Podobnie w Bartągu – mówią, że ich teatr to pytanie rzucone w codzienność: „Hej, nie chcesz czegoś więcej?!”. Amatorzy? Tak, ale nie ci od amatorszczyzny, tylko od znaczenia amator-miłośnik.


REPORTAŻ

BYLE SIĘ NIE PRZETEATRALNIĆ Opaczne rozumienie określenia „teatr amatorski” dla gietrzwałdzkich aktorów niemal zakończyłoby się w sądzie. – Po premierze „Pułkownika-Ptaka” otrzymaliśmy życzenia, w których pewna pani zapytywała, jak do naszej sztuki ma się ZAiKS. Nie minął tydzień i przyszło pismo, z którego wynikało, że mamy zapłacić ciężkie pieniądze, bo nie dostaliśmy zgody na wystąpienie. Korespondowałem z nią pół roku. Nie mogła zrozumieć, jak amatorzy, bez pieniędzy, mogą tak grać, wydawać programy, plakaty – śmieje się Marek Gardzielewski, w Teatrze Wspaniałym Bez Nazwy na stanowisku „samozwańczego dyrektora, w pełni zaakceptowanego przez zespół”. Choć nigdy nie okopali się podręcznikami z teatrologii, to trzy premiery gminne to za każdym razem za mało. Reprezentują różne zawody, ze sztuką związany jest tu tylko reżyser Andrzej Fabisiak, były zastępca dyrektora Teatru Jaracza. Jego znajomi reżyserzy, po którymś spektaklu granym przez gietrzwałdzian na olsztyńskich deskach, dopytywali: „To twoi absolwenci ze studium, tak?”. Inaczej w Węgajtach. – Właściwie nie określamy się jako teatr amatorski, raczej alternat y wny czy poszukujący, bo nie postrzegamy się w kontekście teatrów instytucjonalnych, tylko szukamy swojej, niezależnej drogi – mówi Erdmute Sobaszek i opowiada o inspiracjach Laboratorium Grotowskiego. Od 1986 roku ideę kultury czynnej i eksperyment artystyczny, silnie inspirowany tradycją ludową, wraz z  mężem Wacławem wcielają na warmińskiej wsi. Działają w dwóch nurtach. Podczas warsztatów – często prowadzonych w kilku językach – zebrane na obrzeżach regionu pieśni, mot y w y i  tańce łączą się z  literaturą Gombrowicza czy Schulza oraz paląc ymi problemami współczesności. – Drugi nurt to spektakle mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w  Jonkowie – wskazuje pani Erdmute. – To długa, intensywna współpraca. W pewnym momencie uznaliśmy, że nie możemy tylko u nich wystawiać, ale musimy im samym oddać głos. 13 lat temu pełnym głosem przemówili też Przebudzeni. – Nasi aktorzy to uczestnicy warsztatów terapii zajęciowej oraz pracownic y Zakładu Ak t y wności Zawodowej w Ostródzie. Dwa razy w tygodniu spotykamy się na zajęcia, przed spektaklami częściej, byle się nie przeteatralnić – zarzuca scenicznym żargonem Dariusz Wychudzki, a Monika Kazimierczyk, która wraz z nim prowadzi grupę, wspomina, jak kiedyś wyglądały przedstawienia osób niepełnosprawnych: – Aktorzy byli tak przykrywani kostiumem i scenografią, że było to ośmieszające. Mieszały się we mnie gniew i niezgoda na taką infantylizację. Dlatego w naszej pierwszej sztuce nastąpiło symboliczne zdjęcie masek, pokazujące, że niepełnosprawność może być atutem. To wyznaczyło nam drogę. Drogę młodych aktorów z Lubawy również wyznacza Monika, instruktora teatralna w tamtejszym GOK-u. Uczniowie, studenci, trochę absolwentów – mówią, że po tylu iskrzących od emocji próbach porozumiewają się już bez słów. – Po każdym festiwalu noc jest do połowy nieprzespana, bo cały czas rozmawiamy, ważymy wszystkie opinie – opowiada Kacper Nadolski, tegoroczny maturzysta. To właśnie dzięki temu rozważa pójście w aktorstwo: – Chciałbym skończyć akademię, ale niekoniecznie po to, by zarabiać, robić to zawodowo, ale żeby po prostu mieć styczność z teatrem. Ta potrzeba już z człowieka nie wychodzi.

Mar t yna Brink , k tóra w os t atnim spek t aklu Ło/Men „Multiwitamina” zagrała postać Oranż, na scenę wróciła po kilkuletniej przerwie na studia: – Teatr we mnie siedział, można powiedzieć, że adrenalina wyjścia na scenę uzależnia. Czuję, że powróciłam do czegoś, co kiedyś było dla mnie bardzo ważne i choć teraz jestem już dorosłą kobietą, a nie dziewczyną przed maturą, to nadal jest tak samo pociągające. Powrót do dziecięcej potrzeby kreatywności – tak o swoich teatrach mówią grupy z Lidzbarka Warmińskiego i Bartąga. – Jeśli teatr w małym miasteczku, to tylko dzieci i młodzież – przywołuje Anna Puszcz. – Otóż nie. Chcemy pokazać, że działania amatorskiego, lokalnego teatru mają wartość artystyczną i są, ze względu na nieodpłatny wstęp, bardziej dostępne. Piękne, szczegółowo dopracowane afisze i zaproszenia to ich znak rozpoznawczy. – W naszych głowach nie ma myśli, że robimy teatrz yk, choć rzecz y wiście zaczę ło się od zabaw y, nawet nazwa jest od czapy – śmieje się Dominika Radaszewska, aktorka i reżyserka Teatru Prawie Dorosłego. – Widać jednak, że dojrzeliśmy przez te 12 lat. Tylko my wiemy, ile potrzeba wysiłku, by wyrwać tę godzinę z codzienności, by próbować się z własnym ciałem, wstydem, emocjami. I jeszcze tymi, co powiedzą: „Teatr?! W głowie ci się poprzewracało?!”.

PRZED OPERACJĄ, ŚNIADANIEM I NA ROWERZE Role ćwiczą gdzie i kiedy się tylko da. Martyna jest pielęgniarką na bloku operacyjnym, więc gdy czeka na pacjenta, w yciąga z  torby scenariusz. Kwestie temperamentnej Oranż, mówiącej z  amer ykańskim akcentem, ćwiczyła pod prysznicem. Anna Dąbek-Lebiedzińska z Jak Marzenie próbuje tylko rano, podczas robienia śniadania, kiedy ma najchłonniejszy umysł. Inni rozwieszają karteczki z tekstem w całym mieszkaniu, powtarzać więc mogą i myjąc zęby przed lustrem, i otwierając lodówkę. – Nie jesteśmy na bieżąco w danym serialu, w maglu też nie, bo teatr to nie tylko regularne próby. Kiedyś dużo jeździłem samochodem. Nagrywałem więc swoje kwestie na kasety – wspomina pan Marek. – A kiedy zacząłem ćwiczyć na rowerku stacjonarnym, zrobiłem sobie pulpit i tam umocowałem scenariusz. – Ludzie piszą sobie ściągawki, rozbijają tekst. Najgorzej, wydaje mi się, zachowuję się ja, bo robię wszystko, żeby nie ćwiczyć – tak bardzo wstydzę się ludzi! – zaskakuje Dominika, która teatrem zajmuje się niemal 20 lat. Role do spektaklu „Szatnia” Przebudzonych pisało samo życie. – To bardzo osobiste historie, bo każda postać budowana była na podstawie własnych doświadczeń aktorów – wyjawia Darek. – Wiedzieliśmy, że ten spektakl trzeba zrobić, ale tak ciężkiego materiału bez formy nie dałoby się udźwignąć. – A ż nadarz ył się Kantor – Monika się rozpromienia. – Ta groteska i humor nadały lekkości etiudom, które razem tworzyliśmy podczas zajęć. W Węgajtach uczestnicy warsztatów również pracują w niekonwencjonalny sposób. W ramach założonej w latach 90. Innej Szkoły Teatralnej jeżdżą na wyprawy terenowe po pograniczu Polski, by poznawać i wskrzeszać dawne zwyczaje ludowe. Materiał zbierają też na przykład, prowadząc rozmow y z  bezdomnymi na dworcach. I  są zachęcani,

073


REPORTAŻ

by przywozić fragmenty tekstów, pomysły, obrazy. – My im asystujemy. To rodzaj terapii grupowej, która ma wyzwolić pewien potencjał – wyjaśnia Erdmute Sobaszek. Opowiada też o próbach w DPS w Jonkowie: – Wydawało się najpierw, że nic z tego nie będzie. Ale po pierwszym spektaklu okazało się, że udało nam się stworzyć coś, co było uzdrawiające. Przekroczyliśmy granicę, która oddziela ludzi spisanych nieraz na straty. Wiele od nich dostaliśmy, np. lekcję życia w bardzo trudnych warunkach, także psychicznie. Wskrzesiliśmy ten rodzaj aktorstwa, który ma silną moc przekazu. To teatr egzystencjalny. Ci aktorzy mówią na scenie o sobie i choć robią to z dużym poczuciem humoru, to jednak pokazują taki wymiar istnienia, o którym wiele osób woli zapomnieć.

NASZE LUSTRA

074

– Publiczność to nasi znajomi, sąsiedzi. Nigdy nie powiedzieli, że oni by się wstydzili. Raczej są pełni podziwu, że się nam chce – przytacza Marek Gardzielewski. – Dla nich te spektakle mają wartości dodane, bo np. sutanny mamy z pobliskiego sanktuarium, a jak grałem wójta w „Szopce Gietrzwałdzkiej”, to on pożyczył mi swoją, bardzo charakterystyczną, teczkę i marynarkę – takie rzeczy tylko nasza widownia może wychwycić. Niektórzy na jedną sztukę przychodzą wielokrotnie albo zobaczą w ykonanie innego, nawet zawodowego teatru i zaraz donoszą: „Wasze było lepsza!”. Wcześniej być może nie poświęciliby czasu na żaden spektakl. – Jesteśmy swoi – definiuje Dominika. – Przez te 12 lat sąsiadowi zza płotu przestało przeszkadzać, że jest głośno, a mężom czy żonom, że znów ta próba. Na organizowanym przez nas Festiwalu Teatrów Amatorskich „Pod Brzozą” choćby wystąpiły nie wiadomo jakie sławy, to jak nas nie będzie, to festiwal będzie do bani – tak nas wspierają! – śmiej się. Anna Puszcz zwraca uwagę na aspekt integracyjny – na spektakle przychodzą całe rodziny, po przedstawieniu jest czas na porozmawianie z aktorami w teatralnej kawiarence. – Widzowie to tacy drudzy my, tylko po drugiej stronie. Nasze lustra – przyrównuje Jasia Tomaszewska, reżyser Jak Marzenie. Czasem można włoż yć kij w  mrowisko: – Wzbudzamy reakcje od zachwytu po oburzenie i całkowitą negację, bo łamiemy tradycyjną konwencję teatru – zdradza Kacper. Dla Erdmute Sobaszek teatr ma przede wszystkim funkcję terapeutyczną: – Przecież teatr z definicji jest katharsis. Nasze spektakle pokazywane są często w sytuacji terenowej, dzikiej. Dla lokalnej społeczności, jak i na wielu festiwalach. Tam są inne reakcje niż w tradycyjnych teatrach. Etiudy maskowe gramy w miejscach wykluczenia społecznego: schronisku dla bezdomnych, szpitalu psychiatrycznym, więzieniu. Bardzo ważne jest dla nas pytanie o wspólnotę, jaką teatr może stwarzać. Taką moc miały dawne obrzędy. Nie chcemy ich odt warzać, by robić wiejską sielankę, ale przenieść tę moc spajania na współczesne realia. Monika podkreśla, że teatr powinno się przede wszystkim dzielić na dobry i zły, bez względu na to, kto go robi. – Zawsze stawiamy poprzeczkę tak, by widz ze spektaklu wyszedł bogatszy. To cel główny, a przełamanie stereotypu czy lęku, stworzenie nowego obrazu osoby niepełnosprawnej, jako otwar tej i  utalentowanej, to efekt poboczny. Publiczność mówi, że czuje, jakby przeglądała się w krzywym zwierciadle, a ja się wówczas zastanawiam, kto w tych relacjach jest bardziej niepełnosprawny.

DO KAPELUSZA O finansach mówią krótko. Czasem po spektaklach krąży kapelusz – wrzucone do niego datki idą np. na kawę kupioną w trasie na kolejne przedstawienie. Na Warmii i Mazurach gospodarze sceny goszczą ich słynnymi jagodziankami czy kartaczami, na Litwie dadzą na drogę sękacz, butelkę gorzałki i  kwiat y zer wane z  ogródka. W  Gietrzwałdzie wesprze Rada Gminy, w Węgajtach żyją z projektu na projekt. Przy organizacji „Wioski Teatralnej”, od lat wysoko cenionego festiwalu, nie nadążają za potrzebami, liczą więc na 1 procent z podatków. – W czasie prób w nieogrzewanej salce z zimna cieknie z nosa, ale ważniejsza jest radość tworzenia – podsumowuje Dominika.

EPILOG W Jak Marzenie mówią, że teatr poprzez swoją magię uwalnia nieprzeczuwane, nienazwane pokłady. – To duża przyjemność obserwować, jak człowiek szlachetnieje dzięki sztuce i świetnie się przy tym bawi – stwierdza ich reżyser. Dla Przebudzonych to teatroterapia, możliwość prawdziwej integracji, dla Ło/Men odskocznia, reset i  poczucie spełnienia. W Bartągu – wyzwanie rzucone codzienności, w Węgajtach wciągnięcie na scenę ludzi, którzy nigdy by na niej nie stanęli. Monika jest pewna, że od swoich uczniów dostaje mnóstwo zwrotnej energii, ale czym jest dla niej teatr? – Po 15 latach pracy to nadal za wcześnie, by na to pytanie odpowiedzieć – zaskakuje. W Gietrzwałdzie pamiętają, jak po pierwszej premierze zdecydowali: chcemy grać dalej. – Dlaczego? Bo chcemy, żadnej racjonalności, sporo obowiązków – wspomina pan Marek. – Ale jak jest publiczność, to jest i teatr. Dla niej można i żebro złamać podczas finalnej sceny łóżkowej. Po spektaklu odbiera się wówczas od reżysera specjalne podziękowania wypisane na programie: „Tak dzieje się prawdziwy teatr”. Tekst: Katarzyna Sosnowska-Rama Obraz: Eugenia Wasylczenko (Wioska teatralna Teatr Węgajty)


AKADEMIA NAUKI

PRZYGODA DO PRZEŻYCIA NA WAKACYJNYM PROGRAMIE ZAJĘĆ WIDNIEJE PIECZĄTKA „OBÓZ Z GWARANCJĄ PRZEŻYCIA”. TO INFORMACJA DLA RODZICÓW. DLA DZIECI JEST INNA, UKRYTA MIĘDZY WIERSZAMI PLANU KOLONII – O PRZYGODZIE, KTÓRA CZEKA NA PRZEŻYCIE. W gabinecie stoją rzędy podróżnych walizek. Na przywieszonych do nich etykietach, zamiast lotniskowych danych, wypisano rodzaje bagażu: „POWIETRZE”, „DŹWIĘK”, „ŚWIATŁO” czy „PRĄD”. – Mamy tu mikrofon kierunkowy, lewitujący globus, pręt aluminiowy, który płacze tak przeraźliwie, jak Mandragora z Harrego Pottera czy klocki Lego do robotyki – wymienia Ireneusz Górski, dyrektor Akademii Nauki w Olsztynie. Tego miejsca nie trzeba chyba przedstawiać: umieszczane na liście 123 instytucji mających największy wpływ na

życie olsztynian, jako niepubliczna placówka oświatowa od 15 lat organizuje kursy technik pamięci i szybkiego czytania oraz wyjazdy, za którymi przepadają i dzieci, i ich rodzice. Wróćmy więc do walizek. Co roku podróżują do około 10 tysięcy młodych naukowców ze 100 szkół z całego kraju, by dostarczyć pomoce dydaktyczne do pokazów naukowych „Fizyka dla Smyka”, a gdy kończy się rok szkolny – jadą na wakacje. Tego lata na przykład do podolsztyńskiego Gospodarstwa Agroturystycznego Janczary nad Jeziorem Wadąg na „Obóz detekt y wist yczny Sherlock Holmes”. To tam dzieciaki wraz z genialnym detektywem będą tropić tajemnicę zaginionych kryształów… Logiczne zagadki, leśne podchody z mapą i zdobywanie sprawności połączą się z jazdą konną w szkółce jeździeckiej i sąsiadowaniem ze zwierzakami z mini zoo. – Dzieci mają czas wypełniony szczegółowo dopracowanym programem, ale nie są przemęczone, bo uczą się jakby mimochodem, poprzez zabawę, fabularyzowane gry terenowe, techniki pamięciowe – tłumaczy kierownik obozów Dorota Trzcińska. – Mamy swoje rytuały, np. codzienne czytanie dzieciom do poduchy, które rozwija słownictwo, wycisza przed snem i chroni przed wyjałowieniem z wiedzy przez czas wolny od szkoły. Są cztery zdrowe, domowe posiłki i dużo przytulania, bo to często pierwsze samodzielne wyjazdy naszych podopiecznych. Jest jak na wakacjach u babci na wsi, tyle że z certyfikatem Kuratorium Oświaty. Do tego blisko Olsztyna, aby rodzice

w każdej chwili mogli przyjechać z niespodziewaną wizytą! Mogą też na bieżąco śledzić przebieg obozu, oglądając zdjęcia i filmiki umieszczane na naszym profilu na Facebooku. W ofercie dla dzieci w wieku 7–10 lat są również kolonie „Czarodziejska Akademia”. Święto Kolorów z pudrem Holi, magiczny bal, cyrkowe sztuczki podparte naukowymi eksperymentami i wyprawa do Tajemniczego Drzewa Elfów – to wszystko w ydarzy się w  tym roku podczas kolonii w ośrodku nad Jeziorem Maróz. Odkr ycie własnych moc y magicznych nie powinno sprawiać trudności – myślę, gdy przechodzimy przez sale Akademii Nauki. W ferie zimowe jest tu równie gwarno, jak w  roku szkolnym. Grupa 9 –12 latków leci właśnie w kosmos: programuje i tworzy gry komputerowe. Młodsze dzieci zbierają się na podwórkowy mecz własnoręcznie zrobionymi piłeczkami z pończoch, balonów i kaszy jęczmiennej. Ubieraniu się towarzyszy żonglowanie pani Janki, trenerki. – To świetne ćwiczenie na koncentrację – komentuje pan Ireneusz. – Poza tym nikt nie widział smutnego żonglera! W naszej kadrze żonglują wszyscy. To pedagodzy z pasją, certyfikatami z efektywnej nauki czy PSPiA KLANZA. W  latach poprzednich ostatnie miejsca na wakac yjne wyjazdy rezerwowane były już w kwietniu. W wakacyjnym katalogu Akademii szczególnie rzuca się w oczy czerwona pieczęć „Obóz z  g warancją przeż ycia”. To zapowiedź „Obozu survivalowego w warmińskiej głuszy” dla dziewcząt i chłopców w wieku 10–12 lat. Bazą warmińskich skautów będzie urokliw y ośrodek „Star y Folwark” nad jeziorem w Tumianach. Celem: budowanie szałasów, wyprawy do lasu z mapą i kompasem, łowienie ryb własnoręcznie zrobionymi wędkami, rozpoznawanie śladów zwierząt i jadalnych roślin, mini spływ kajakowy, a na koniec dnia opowieści „z dreszczykiem” przy ognisku. Do tego basen na miejscu, tyrolka oraz warsztaty wędzenia mięs i ryb. Problem pozostaje tylko jeden: z takich wakacji nie chce się wracać. Tekst: Katarzyna Sosnowska-Rama, obraz: archiwum Akademii Nauki Akademia Nauki Olsztyn, ul. Ratuszowa 3/1 tel. 89 521 87 45 e-mail: akademia@efektywna-nauka.pl www.efektywna-nauka.pl facebook.com/efektywnanaukaolsztyn

075


KOCHA(M) – POMAGA(M)

ŚNIĄ MI SIĘ NUTKI OPASŁE SEGREGATORY DYPLOMÓW, GODZINY CODZIENNYCH ĆWICZEŃ I SETKI PRZEJECHANYCH KILOMETRÓW NA PRÓBY, KONCERTY, WARSZTATY. W MARCU I KWIETNIU TERMINÓW WOLNYCH: BRAK. DLA MUZYKÓW – NAWET TYCH DZIESIĘCIOLETNICH – WIOSNA UPŁYWA POD ZNAKIEM KONKURSÓW. I MÓWIĄC O DZIESIĘCIU LATACH, MAMY NA MYŚLI WIEK, NIE DOŚWIADCZENIE. CHOĆ W WYPADKU MARCELINY RUCIŃSKIEJ DATĘ URODZIN NIEWIELE DZIELI OD DATY PIERWSZEGO KONCERTU.

076

Nim jednak pomyślicie, że to współczesna historia Mozarta, zamęczanego w dziecińst wie rodzinnymi tournée po Europie, zacznijmy tę opowieść od jej naturalnego początku. – Ciąża bliźniacza, żywiołowe ruchy w brzuchu, a gdy mąż włączał płytę z muzyką klasyczną lub grał na pianinie, zapadała błoga cisza – wspomina Anna Rucińska, wyjaśniając, że muzyka właściwie towarzyszyła dzieciom od zawsze. Zamiast kołysanek był więc Bach, Haendel, Vivaldi. Goście zat ykali uszy przy włączonym do kolacji Brahmsie czy Prokofiewie, tymczasem Marcelinie i o minutę młodszemu Marcelowi usypianie nie było już potrzebne… – Kiedy mieli niecałe trzy lata, usłyszeliśmy, że córka jednego z braci Golców gra na skrzypcach metodą Suzuki. Zaczęliśmy szperać w Internecie – opowiada Arkadiusz Ruciński i tłumaczy: – W tej metodzie dziecko słucha najpierw wielu prostych utworów, a następnie, pod opieką nauczyciela i przy pomocy rodzica, próbuje te melodie grać, bez znajomości nut. Ten system edukacji muzycznej kilkulatków został stworzony przez japońskiego skrzypka Shinichi Suzuki, który zauważył, że dzieci otoczone troską i  miłością chętnie naśladują dorosłych, dzięki czemu odnoszą błyskawiczne postępy w nauce. Więcej, udowodniono, że tak wczesne zainteresowanie muzyką wzmacnia nie tylko wrażliwość na

piękno, ale też pewność siebie, rozwija pamięć, umiejętności językowe i matematyczne. Tyle z teorii. Gdy państwo Rucińscy opowiadają o trzy-czterolatkach, grających z pamięci kilkanaście utworów, mam pewnie podobną minę, jak oni jeszcze siedem lat temu, kiedy z rodzinnej Prątnicy pod Lubawą pojechali do Olsztyńskiej Szkoły Muzycznej na koncert noworoczny klas Doroty Obijalskiej, nauczającej metodą Suzuki. Zobaczyli na scenie około 70 dzieci – włącznie z brzdącami, którym co chwilę spadały skrzypce. Ku ich zdziwieniu, bez żadnego rygoru dały świetny koncert. – Wówczas to była dla nas cała wyprawa: z dwójką trzylatków, sto kilometrów w jedną stronę. Dziś właściwie ciągle jesteśmy w drodze – porównuje pani Ania. A  zaczęło się od nauki trzymania malutkich skrzypiec z gąbki. – Były zrobione przez wujka, w moim ulubionym kolorze, fi oletowe – przypomina Marcelina i z niezmąconym uśmiechem opowiada o tym, jak codziennie rozgrywa się na gamach i  etiudach, a  później śnią się jej nutki. Obecnie gra już na szóstym instrumencie w karierze – wraz z dzieckiem muszą przecież rosnąć skrzypce. Marcel w tym roku zamienił je na gitarę. Gdy pytam dziewczynkę, czy i ona miała kiedyś wątpliwości, odpowiada zdziwionym: – Nie, nigdy.


KOCHA(M) – POMAGA(M)

A terminarz obowiązków aż skrzypi od ich ilości. Codzienne domowe treningi z tatą, lekcje w Olsztynie dwa razy w tygodniu, nauka w Powiatowej Szkole Muzycznej w Dywitach (pier wszej wiejskiej szkole muz ycznej w  Polsce!), raz w miesiącu konsultacje w Warszawie u prof. Magdaleny S zc ze p a n o w s k i e j i  o c z y w i ś c i e s z ko ł a p o d s t a w o w a w Prątnicy. W wolnym czasie – bo okazuje się, że dziewczynka naprawdę taki ma – basen i książki, najchętniej Nela Mała Reporterka i Martyna Wojciechowska. Jako idol, zamiast Justina Biebera, Henryk Wieniawski, XIX-wieczny skrzypek i kompozytor. Cudowne dziecko? – Talenty od czasu do czasu się trafiają, ale Marcelina jest wyjątkowa. Uczę już 35 lat i to moja pierwsza uczennica, która tak szybko się rozwija – ocenia Dorota Obijalska. – Choć zapowiadała się przeciętnie, to gdy trafi ła do pierwszej klasy, nastąpił skokowy rozwój. Dosłownie połykała każdą trudność, jaką ryzykowałam jej dać. Zamiast dwóch-trzech miesięcy, na utwór potrzebowała dwie-trzy lekcje! Wielu rzeczy nie trzeba jej mówić, czuje to sama z siebie, spontanicznie. Ma autentyczny, muzyczny temperament, w dodatku jest pracowita, a gdy wychodzi na scenę, gra lepiej, niż na próbach. Lista wygranych konkursów solowych jest imponująca, w  duetach i  k war tetach podobnie – głównie pier wsze lokaty. Jednak, jak podkreślają rodzice, na razie nie o rywalizację tu chodzi: – W życiu tak małego dziecka musi być jeszcze czas na odpoczynek, beztroskę. Bardzo dbamy o równowagę. Bierzemy udział w około 20 konkursach rocznie, nasz rekord to trzy w ciągu jednego dnia, ale w ferie czy wakacje staramy się to dzieciom wynagrodzić, więc dom jest pełen ich koleżanek i kolegów. Staramy się zapisywać Marcelinkę na warsztaty z  profesorami z  prestiżow ych uczelni. To kilkudniowe, bardzo wymagające zajęcia, ale widzimy, jak wiele córka z  nich w ynosi, jak się rozwija. Właściwie jedyną przeszkodą są finanse. Choć Marcelina wygrała już dwie pary skrzypiec, to nie może na nich grać – na jej poziomie potrzebne są lepsze. – Niestety mało kto bierze w Polsce pod uwagę, że dokładnie w tak młodym wieku trzeba zacząć inwestować w talenty, by później byli z nich wielcy artyści – zauważa Dorota Obijalska. – Dobry instrument kosztuje kilkanaście tysięcy złotych, do tego smyczek, często zmieniane struny. Na razie udaje się nam to wypożyczać. Ale nawet sam udział w warsztatach, konkursach jest szalenie kosztowny. Wraz z dyrektorem Powiatowej Szkoły Muzycznej w Dywitach Januszem Cieplińskim wskazują, że dziesięciolatka znajduje się w czołówce najlepszych skrzypków dziecięcych w Europie: – To kwestia szczęśliwego zbiegu okoliczności. Po pierwsze – utalentowane dziecko, które ma nie tylko predyspozycje muzyczne, ale i psychiczne: jest odporne na stres i gotowe na systematyczną pracę w dużym skupieniu, która nie jest dla niego ciężarem, a przyjemnością. Po drugie, bardzo mądrzy, świadomi, kochający rodzice, którzy z poświęceniem towarzyszą córce w procesie edukacji. Trzeci warunek to fenomenalny nauczyciel – pani Dorota. Dzięki temu, jak prowadzi uczniów, Marcelina ma solidne podstawy do rozpoczęcia światowej kariery solistki. Kiedy pytam samą Marcelinę, czy takie plany są trudne do zrealizowania, odpowiada z rozbrajającą szczerością: – Tak sobie. Tekst: Katarzyna Sosnowska-Rama, obraz: Piotr Dowejko

PROJEKT EVA ZDRÓJ KOCHA(M) – POMAGA(M) W sześciu kolejnych wydaniach magazynu poznacie dzieci i młodzież, które swoją postawą mogą inspirować rówieśników. To wolontariusze, młodzi liderzy małych społeczności, utalentowani sportowcy, ar t yści, t wórc y, o  któr ych można z  dumą pisać i opowiadać. A jednocześnie osoby skromne i pełne pozytywnych wartości. Chcemy inspirować również dorosłych, by spotykając młodych wartościowych ludzi, chcieli pomagać im się rozwijać. Taki przykład wysyła w świat olsztyńska marka EVA ZDRÓJ, która będzie nagradzać naszych bohaterów. Dzięki jej wsparciu finansowym Marcelina Rucińska weźmie udzia ł w  Kur sie M ł od ych Smyc zków pod czas Międzynarodowych Kursów Muzycznych im. Zenona Brzewskiego w  Łańcucie. – Marcelina to ponadpr zeciętnie utalentowana dziewcz ynka. Bardzo nas cieszy, że dzięki wsparciu marki EVA ZDRÓJ będzie mogła rozwinąć swój talent – mówi Piotr Kłopotowski z MAG Dystrybucja.

MECENAS PROJEKTU: Mecenasem projektu jest olsztyńska firma MAG Dystrybucja. Dzięki temu, że działa już 25 lat, doskonale zna potrzeby lokalnej społeczności i nieustannie wspiera miejscowe inicjatywy. Jednym z priorytetów jest pomoc dzieciom z naszego regionu. Doskonałym tego przykładem jest stworzona przez nich marka wody EVA ZDRÓJ 0,5 l. 5 groszy z każdej sprzedanej butelki trafia do potrzebujących dzieci na Warmii i Mazurach. Dzięki zgromadzonym środkom sfinansowano m.in. budowę placu zabaw na terenie Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie.

077


POZA GALERIĄ

ARTYSTÓW PREZENTUJE:

INTRYGA CYFROWEGO DMUCHAWCA PSEUDONIM „SIGUNI” PRZYLGNĄŁ DO NIEJ JESZCZE NA STUDIACH. WIĄŻE SIĘ Z FASCYNACJĄ KULTURĄ JAPOŃSKĄ. RYSOWNICZKA AGNIESZKA CISZEWSKA CZERPIE Z NIEJ MINIMALNĄ FORMĘ I POMYSŁ NA INTRYGUJĄCE POŁĄCZENIE TRADYCJI Z NOWOCZESNOŚCIĄ.

078

Odkąd zaczęła pracować jako grafik, tradycyjną technikę rysunku wzbogaciła o nowe media. Kartkę papieru i ołówek, które towarzyszyły jej od dzieciństwa, zastąpił komputer i piórko elektroniczne. Tak powstają poetyckie portrety ludzkie, baśniowe postaci zwierząt, świat roślin czy malownicza interpretacja planet Układu Słonecznego. – Odkąd pamiętam, tematem moich rysunkowych poszukiwań był człowiek – tłumaczy artystka. – Ale od pewnego czasu czuję silną potrzebę przebywania w świecie zwierząt i roślin. Przyglądam się swoim uczuciom i myślom przez pryzmat istot, które stwarzam. Nie potrafię żyć bez ciągłego rysowania, to dla mnie wyższa potrzeba życiowa. Rzeczy prozaiczne i wielkie wzruszenia znajdują ujście w kresce. Japońscy artyści znani są z doskonałego łączenia tradycji z nowoczesnością, szacunku do formy, będącej nośnikiem znaczeń i wrażliwości. Yayoi Kusama, Takashi Murakami, czy Mariko Mori, którzy fascynują Agnieszkę, kreują nową jakość i kuszącą estetykę bazując na wielowiekowych tradycjach. – Umiejętność pokazania w nowej formie tego, co znane, wyrażenie prostym symbolem skomplikowanego przekazu – to w kulturze japońskiej podoba mi się najbardziej – tłumaczy. – Takie połączenie tworzy kontrast, w którym leży siła i intryga. Podkreśla go czerń i biel, którymi głównie posługuję się w swoich pracach. Prostota i minimalizm to kierunek moich poszukiwań. Jej prace trafiają na aukcje i portale sztuki na całym świecie. Australijska projektantka Catarina Pavlovski stworzyła limitowaną serię koszulek z jej pracami, a Słowacka Galeria Narodowa w Bratysławie wykorzystała m.in pracę „Czarny dmuchawiec” i „Kogut” w serii swoich wydawnictw.

– Póki co, z samej sztuki ciężko byłoby mi się utrzymać, ale dzięki internetowi znajduję coraz więcej odbiorców – przyznaje. – Domy aukcyjne doceniają młodą sztukę i dają jej szansę zaistnieć wśród kolekcjonerów. Prace drukuję na dobrym papierze, opatruję odręcznym podpisem, a przy edycjach limitowanych – certyfikatem z numerem kolejnego wydruku, nakładem, datą. Punktem wyjścia jest jednak zapis chwili, emocji, rzeczy wyrwanych z pamięci, ludzi, których znam lub których istnienie podpowiada mi wyobraźnia. Agnieszka Ciszewska, absolwentka Wydziału Sztuki UWM, mieszka i pracuje w Olsztynie. Laureatka nagród i wyróżnień, m.in. prezentacja cyfrowa w Galerii Saatchi, Londyn (2013); nagrody portalu ArtSlant w kategorii rysunek oraz nowe media (2013–2015). Uczestniczka wystaw indywidualnych i zbiorowych, m.in. Galeria Scena X, Olsztyn (2016, 2015), IX Olsztyńskie Biennale Sztuki (2015), prezentacja Kolekcji Sztuki Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej (2011). Info: www.behance.net/siguni Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum artysty

Mecenas projektu: CENTRUM DORADZTWA EUROPEJSKIEGO I FINANSOWEGO W OLSZTYNIE. CDEF specjalizuje się we wspieraniu przedsiębiorst w i instytucji w procesie ubiegania się o zewnętrzne źródła finansowania inwestycji, a także świadczy pełny zakres usług finansowo-księgowych dla firm. www.cdef.pl


POZA GALERIÄ„

079


DAWNO TEMU

I KTO TO WI(E)DZIAŁ!

HISTORIE Z WARMII I MAZUR, KTÓRE PRZESZŁY DO HISTORII, CHOĆ NA LEKCJI HISTORII O NICH NIE USŁYSZYSZ.

XVI w.

1914

080

CZŁOWIEK Kontrowersje związane z najbardziej krwawą ideologią ostatnich wieków i jedno z najlepszych piór XX-wiecznych Niemiec – jeśli do tej wybuchowej mieszanki dodamy młodość spędzoną na Mazurach, otrzymamy szybko skreślony scenariusz do biografii Hansa Helmuta Kirsta. Urodził się 5 grudnia 1914 roku w ówczesnym Osterode. Częste przeprowadzki zawdzięczał ojcu, policjantowi Prus Wschodnich. Pomieszkiwał w Nidzicy i Morągu, w Ostródzie ukończył Kaiser-Wilhelm-Gymnasium i Wyższą Szkołę Handlową, a w okolicach Gietrzwałdu organizował obozy dla… Hitlerjugend. W 1933 roku wstąpił do Reichswery i walczył w kampanii wrześniowej. Pod koniec wojny, jako szef pododdziału w Szkole Wojennej, trafił na późniejszego premiera Bawarii, Franza Josefa Straußa. To on – jak wykazano, bezpodstawnie – oskarżył Kirsta o nazizm. Spór trwał latami i mógłby posłużyć jako inspiracja do napisania niejednej książki. W tym czasie Hans został wziętym krytykiem filmowym i autorem 59 powieści – wielokrotnie tłumaczonych, ekranizowanych i wyróżnianych prestiżowymi nagrodami literackimi. Obnażał amoralność i bezsens wojny, często powracał do krainy dzieciństwa, np. w powieści „Pan Bóg śpi na Mazurach”, a tantiemy przekazywał m.in. na pomoc polskim sierotom wojennym.

WYDARZENIE Zanim wybuchła tzw. „wojna o wieżowiec”, musiała zakończyć się ta światowa. Dwa procenty historycznej zabudowy – tyle zostało ze Starego Miasta w Elblągu. Na zrównanie jej z ziemią wojsko radzieckie potrzebowało dwa tygodnie lutego 1945 roku, władze miasta na zapoczątkowanie odbudowy – kolejne dziewięć lat. Zgodnie z powstającymi planami i obowiązującą doktryną socrealizmu w miejscu zabytkowych kamieniczek miało powstać modernistyczne blokowisko, wieżowiec i trasa szybkiego ruchu. Wybuch afery z 1974 r., zwanej „wojną o wieżowiec”, okazał się ocalający. Środowisko tutejszych archeologów, historyków i konserwatorów zabytków przeforsowało rewaloryzację elbląskiej Starówki i doprowadziło do wyjątkowego na skalę europejską programu badawczego. Dzięki temu na dawnych fundamentach stanęły budynki zaprojektowane w duchu tzw. retrowersji – z nawiązaniem do historycznego charakteru zabudowy, lecz bez tworzenia jej atrapy. Te bezprecedensowe działania trwały do 2006 roku. Odtworzono 200 z 600 kamienic, układających się w drobiazgowo opracowaną ścieżkę turystyczną, która zachwyca, ale i pozostawia z poczuciem niedosytu. (Więcej: „Księga zachwytów” Filipa Springera), obraz: Michał Skroboszewski/ Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl

1974

Wyszperała w historii: Katarzyna Sosnowska-Rama, obraz: Internet

MIEJSCE Jeszcze w XVIII wieku przejście ulicą polskiego miasta bywało niebezpieczne. Gdzieniegdzie usiłowano ten problem przezwyciężyć poprzez urzędowe wyznaczanie określonych godzin, w których czyniono by porządki. Wówczas przezorni przechodnie musieli oznajmiać swą obecność, krzycząc „Idzie się!”. W przeciwnym razie istniało duże ryzyko, że nie uchronią się przed wylewanymi przez okna nieczystościami… z nocników. Na tym tle zamki krzyżackie odznaczały się wysoką kulturą higieny osobistej. Przypuszcza się, że Mikołaj Kopernik, administrator olsztyńskiego zamku w latach 1516–1521, korzystał w Olsztynie z tzw. gdaniska. Tak nazywano (jak twierdzą językoznawcy, nie bez powiązań z Gdańskiem, oznaczającym coś mokrego, wilgotnego) specjalne wykusze lub wieże ustępowe. Konstruowane były w taki sposób, by nieczystości wpadały bezpośrednio do znajdującej się pod nimi fosy. Gdanisko zwane toaletą Kopernika do dziś przylega do muru zamku i jest dostępne dla zwiedzających w godzinach otwarcia Muzeum Warmii i Mazur. Podczas wizyty należy jednak pamiętać, że eksponatów się nie dotyka! Obraz: Grzegorz Kumorowicz

RZECZ Ta historia łączy Olsztyn z mistrzem włoskiego malarstwa epoki Renesansu, polską Noblistką i tajemniczym odbiorcą pewnego listu. Około 1546 roku Tiziano Vecelli, znany współczesnym bardziej jako Tycjan, namalował obraz „Wenus i Amor”, który przyniósł mu sławę najznakomitszego twórcy aktów. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można orzec, że nie spodziewał się, gdzie jego dzieło trafi za kilkaset lat. Otóż z XVI-wiecznych Włoch przenosimy się do XX-wiecznej Polski, prawdopodobnie jeszcze tej szaro-burej, PRL-owskiej. Na podłodze krakowskiego mieszkania, zasłanej wycinkami z czasopism i książek, siedzi poetka. W jej dłoni nożyczki, a między nożyczkami reprodukcja „Wenus i Amora”. Powstaje tzw. wyklejanka – jeden z tysięcy kolaży tworzonych przez Wisławę Szymborską. Wysyłane do przyjaciół i znajomych, miały być alternatywą do siermiężnych estetycznie pocztówek Polski Ludowej. Poprzez zaskakujące zderzenie słów i obrazów pochodzących z różnych porządków, stały się dziełami sztuki obdarzonymi niepowtarzalną ironią Noblistki. I tak Amor szepce na ucho Wenus „DOBRE WIEŚCI Z OLSZTYNA”. Komu te wieści zostały przesłane – nie wiadomo. Dobrze, że dobre. („Rymowanki dla dużych dzieci” Wisławy Szymborskiej)

1546


BLOGERZY

Obraz: Piotr Zalepa

#SlowLifenaWarmii

WARMIA TO MIEJSCE, W KTÓRYM ŁATWIEJ ZWOLNIĆ, ZATRZYMAĆ SIĘ, POCZUĆ RADOŚĆ I PEŁNIĘ ŻYCIA, ODNALEŹĆ UPR AGNIONY SPOKÓJ I  SZCZĘŚCIE. BYĆ TU I TERAZ. TO MIEJSCE, W KTÓRYM SLOW LIFE NABIERA SZCZEGÓLNEGO ZNACZENIA. Czym jest slow life? To życie w zgodzie ze sobą, we własnym tempie i na własnych warunkach. To znajdowanie czasu na rzeczy naprawdę ważne. Pojęcie możemy różnie interpretować, jednak jest kilka punktów, które dla mnie są kwintesencją życia w rytmie slow. 1. Celebrowanie chwil i trening uważności. Staram się nie tkwić w przeszłości, ani w przyszłości, ale doceniać chwilę, która trwa. Tak wiele momentów przechodzi niezauważonych: pierwsze kroki dziecka, wspólny posiłek, spacer w otoczeniu zieleni, zachód słońca… Dostrzegam je i odnajduję w nich szczęście. Nie za rok, dwa, albo gdy przejdę na emeryturę, tylko dziś! 2. Slow food. Coraz trudniej o zdrowe produkty. Dlatego ważna jest świadomość tego, co kupujemy. Na Warmii mam dostęp do gospodarstw rolnych i do lokalnych producentów, którzy wytwarzają żywność w sposób etyczny. Korzystam z darów natury zaopatrując się w sezonowe owoce i warzywa. Mam też niewielki ogródek, gdzie pielęgnuję własne uprawy. 3. Slow travel. Dzięki podróżom łapię dystans do codziennych spraw. Lubię odkrywać ciekawe miejsca w okolicy, jak chociażby Lawendowe Pole, Źródła Rzeki Łyny czy Arboretum. Na Warmii nie sposób się nudzić, szczególnie latem. To także idealne miejsce na biwak z prawdziwego zdarzenia. 4. Kontakt z  naturą. Na Warmii bogactwo natur y jest na wyciągnięcie ręki. Uwielbiam wsłuchiwać się w odgłosy przyrody. Łatwiej wtedy wyciszyć gonitwę myśli. Kontakt z przyrodą jest korzystny także dla zdrowia – dotleniamy organizm, redukujemy zmęczenie, stajemy się odporniejsi na choroby i czujemy się szczęśliwsi. 5. Rozwój. Ważny jest także rozwój osobisty. Możemy go osiągnąć na przykład zapisując się na dodatkowe szkolenia i kursy. Chętnie biorę udział w wydarzeniach kulturalno-naukow ych (Europejska Noc Naukowców, Olszt yńskie

Lato Artystyczne) i realizuję projekty DIY, by pobudzić swoją kreatywność. 6. Slow work. Długi okres wzmożonej pracy nierekompensowanej odpoczynkiem skutkuje przemęczeniem i wypaleniem zawodow ym. Zawalczmy o  chwile w y tchnienia i oderwanie się od pracy. Zorganizujmy wieczór gier planszowych, rozładujmy emocje na siłowni, pobiegajmy lub wyskoczmy do kina. Bądźmy offline i nauczmy się doceniać ciszę. 7. Pasja. Pasja sprawia, że oprócz obowiązków, mamy także przestrzeń tylko dla siebie. To nie musi być nic spektakularnego i na całe życie. Pasjonować mogą nas drobne zajęcia: pisanie opowiadań, malowanie, taniec. Dla mnie pasją jest fotografia. Lubię fotografować, szczególnie wiosną i jesienią, gdy Warmia zaczyna mienić się milionem kolorów. 8. Pozytywny stosunek do świata. To, jak odbieramy różne rzeczy, wpływa nie tylko na nasze samopoczucie, ale  także na nasze zdrowie. Udowodniono, że szybciej zdrowieją pacjenci, którzy są pozytywnie nastawieni do świata. Jesteśmy w stanie wytworzyć w sobie taki nawyk. Wystarczy codziennie prawić sobie (i innym) komplementy i szukać pozytywnych stron w każdym wydarzeniu. 9. Dobre relacje z bliskimi. Slow life to też przebywanie wśród ludzi, których kochamy. Dzięki nim mamy poczucie przynależności i  bezpieczeństwa. Miłość jest motorem napędow ym nasz ych działań, dlatego war to spędzać z bliskimi jak najwięcej czasu. Zadbajmy o relacje oparte na życzliwości, szczerości i zaufaniu. 10. Doświadczenia, nie rzeczy. To doświadczenia sprawiają, że podczas rodzinnego spotkania opowiadaniom nie ma końca. Każdy gdzieś był, coś zobaczył, czegoś ciekawego doświadczył. Te emocje zostają z nami na zawsze. Rzeczy przemijają, doświadczenia kształtują naszą osobowość i wpływają na nasze życie. A to na Warmii, świetnie wpisuje się w ideę slow life. Warmia i Mazury dołączyły do projektu CittaSlow, który wspiera rozwój małych, ślimakowych miast, stawiając na poprawę jakości życia mieszkańców i wspieranie lokalnych inicjatyw. Tutaj jest mój dom, tutaj udaje mi się odpocząć i nabrać dystansu do wielu spraw. Tekst: Dorota Zalepa Kameralna.com.pl to blog o  slow life i  slow fashion, na którym inspiruję i motywuję do uważnego życia, odnajdywania szczęścia w małych rzeczach, pozbywania się nadmiaru, bycia tu i  teraz. Pokazuję także, jak zbudować spójną i  harmonijną garderobę, gdzie nie ilość, ale jakość ma największe znacznie. To blog, który narodził się z poszukiwania pasji i sam się nią stał.

AURA BLOGERÓW Poznajcie blogerów z Warmii i Mazur. To podróżnicy opisujący swoje wyprawy, fascynaci kuchni regionalnej, testerzy kosmetyków, promotorzy życia blisko natury, recenzenci nowych technologii, mamy opisujące swoje doświadczenia z pociechami. Te strony w kolejnych wydaniach magazynu będziemy oddawać właśnie im. Będziecie też mogli poznać ich osobiście – mecenasem projektu jest Aura Centrum Olsztyna, która zorganizuje z blogerami spotkania autorskie w nowo otwartej strefie restauracyjnej. Najbliższe spotkanie z autorką bloga Kameralna.com.pl odbędzie się 22 kwietnia o godz. 16 w Aura Centrum Olsztyna.

081


PARTY & FOTO

3, 2, 1, START... PRENUMERATY 27,392 S – TAKI CZAS OKRĄŻENIA WYSTARCZYŁ MAT EUS ZOW I ROZ WA D OW SK IEMU, BY W Y WA LC Z YĆ P OL E P OSI T ION D O W Y Ś CIGU, K TÓRY R EDA KC J A ZORG A NIZOWA Ł A N A TOR ZE KOR MOR A N DL A K LU B U PR ENUMER ATO R A M AG A Z Y NU M A D E IN . WA RMI A & M A ZURY. POZ YCJĘ S TA RTOWĄ UDA ŁO MU SIĘ DOWIEŹĆ DO MET Y, A PODIUM UZUPEŁNILI JESZCZE K AMIL ROMANIEWICZ I  MICHAŁ TOMCZYK. URUCHOMIONY PRZEZ REDAKCJĘ KLUB PRENUMERATORA TO NIE TYLKO BEZPŁATNA USŁUGA DOSTARCZENIA KOLEJNEGO NUMERU MAGA ZYNU POD WSK A Z ANY ADRES, ALE TEŻ KORZYSTANIE PRZEZ JEGO CZŁONKÓW Z WYDARZEŃ I EVENTÓW KREOWANYCH PRZEZ REDAKFotorelacja: Arek Stankiewicz

CJĘ MADE IN, KTÓRE TO WŁAŚNIE ZAPOCZĄTKOWAŁY ZAWODY NA TORZE KORMORAN. A EMOCJE NA TWARZACH OSÓB PO ZDJĘCIU KASKÓW, PO RAZ KOLEJNY UDOWODNIŁY, ŻE NIE TRZEBA MIEĆ 140 KONI POD NOGĄ ( JAK NP. W  NOW YM HYUNDAIU I30, K TÓRY WDARŁ SIĘ NA TOR), A LEDWIE SZEŚĆ W GOKARCIE, BY POSMAKOWAĆ NAMIASTKĘ WYŚCIGOWEGO ŚWIATA.

DOŁĄCZ DO KLUBU PRENUMERATORA MADE IN WARMIA & MAZURY 082

MAGAZYN OTRZYMASZ BEZPOŚREDNIO NA SWOJE BIURKO

WEŹMIESZ UDZIAŁ W KONKURSACH I LOTERIACH DLA PRENUMERATORÓW

ZAPROSIMY CIĘ NA WYDARZENIA, WARSZTATY I IMPREZY

OTRZYMASZ PAKIETY RABATOWE DO WYBRANYCH OLSZTYŃSKICH MAREK

Roczna prenumerata: 100 zł (6 wydań magazynu) / Półroczna prenumerata: 60 zł (3 wydania magazynu) Zamów / tel. 733 408 350 / prenumerata@madeinwm.pl / www.madeinwm.pl


PARTY & FOTO

PIĄTKA Z CERTYFIKATEM FANI I PR Z Y J ACIELE MARKI BMW OR A Z MINI ŚWIĘTOWALI W OLSZTYŃSKIM SALONIE ZDUNEK PREMIUM PRZYNAJMNIEJ Z DWÓCH POWODÓW. 17 LUTEGO, PR ZED Z APROSZONYMI GOŚĆMI, PREZES GRUPY ZDUNEK (SIEĆ SALONÓW BMW, M I N I , R E N A U LT, D A C I A , N I S S A N ) TA D E U S Z ZDUNEK OFICJ A LNIE MÓG Ł POCH WA LIĆ SIĘ OT WARCIEM W  OLSZ T YNIE CERT YFIKOWANEJ B L AC H A R N I - L A K I E R N I D L A S A M O C H O D Ó W B M W I   M I N I . Z R E S Z TĄ P I E R W S Z E J TA K I E J W  REGIONIE. TEGO WIECZORU GOŚCIE MOGLI TEŻ Z APOZNAĆ SIĘ Z  DEBIUTUJĄC Ą WŁ A ŚNIE NA RYNKU NAJNOWSZ Ą ODSŁONĄ LIMUZ YNY BMW SERII 5, K TÓR A UWODZIŁ A KUNSZ TEM TECHNOLOGICZNYM PRZY BIEGNĄCYCH ZE SCENY RYTMACH GEORGINY. Z  SENTYMENTEM GOŚCIE ZERK ALI TEŻ NA  PERFEKC YJNIE Z ACHOWANĄ SERIĘ 5 DRUGIEJ GENERACJI, KTÓRA WYSYŁAŁA PASJONATOM MARKI PRZYPOMNIENIE, ŻE KAŻDE PIĘKNIE UTRZYMANE BMW WZBUDZA ZACHWYT, BEZ WZGLĘDU NA WIEK. A MIAŁA RÓWNO 30 LAT.

Fotorelacja: Marcin Pławiński/mp.fotografia

083

Dealer BMW Zdunek


W DOBRYM TOWARZYSTWIE

Obraz: arch. Business Centre Club

Obraz: Bogusława Masłowiecka-Miotk

LISTA OBECNOŚCI MADE IN

MOŻNA NIGDZIE NIE BYWAĆ, ALE JEŚLI BYWAĆ, TO TAM...

MISTRZOWIE KIEROWNICY

OLSZTYN, 20 GRUDNIA 2016

BEZ KOSY, A ZWYCIĘŻAJĄ

OLSZTYN, 10 LUTEGO 2017

Za biznesowe wspieranie regionu, które cechuje patriotyzm lokalny, olsztyńska loża Business Centre Club po raz piąty przyznała statuetki „Kosynierzy Przedsiębiorczości Polskiej”. Podczas gali w olsztyńskim zamku tytułem Naczelnika Przedsiębiorczości Polskiej uhonorowano założyciela BCC Marka Goliszewskiego. Wśród laureatów jubileuszowej edycji znaleźli się przedsiębiorcy osiągający swoją działalnością sukces ponadregionalny: Adam Krynicki (Krynicki Recykling), Piotr Dorosz (Grupa Kapitałowa Wenglorz), Katarzyna Wojarska-Aleksiejuk i Piotr Aleksiejuk (kancelaria specjalizująca się w projektach sukcesji majątkowej), Grzegorz Olszewski (GO-leasing), Grzegorz Skalmowski (Eko Snails Garden), Marcin Burza (Res Energy).

PAMIĘCI MISTRZA

EVA NA CELE CHARYTATYWNE

Tej daty fani motorsportu nie wymarzą ze swojej pamięci. 20 lutego przypadła 24. rocznica tragicznej śmierci Mariana Bublewicza, wybitnego rajdowca (wicemistrza Europy i 14-krotnego mistrza Polski), który zginął w wyniku wypadku podczas odcinka specjalnego Zimowego Rajdu Dolnośląskiego. Pamięć o ikonie motorsportu pielęgnuje Olsztyński Klub Motorowy im. Mariana Bublewicza – tego dnia na starówce gromadzą się Jego fani już nie tylko z Olsztyna, ale i z wielu miejsc Polski. W przejeździe pod grób Mistrza, w długiej kolumnie aut nie zabrakło historycznych rajdówek, którymi ścigał się popularny „Bubel”: wiernych replik Poloneza i Forda Sierry w którym przedwcześnie zakończył karierę.

Tysiąc butelek wody EVA ZDRÓJ przeznaczonych na cele charytatywne otrzymała Julia Maculewicz, zwyciężczyni plebiscytu Młodzieżowy Wolontariusz Roku. Pisaliśmy o niej w poprzednim numerze rozpoczynając cykl „Kocham – Pomagam”, którego mecenasem jest olsztyńska marka wody EVA ZDRÓJ. Dzięki jej wsparciu opisujemy i nagradzamy młodzież, która swoją postawą inspiruje rówieśników – to wolontariusze, młodzi liderzy, utalentowani sportowcy i artyści. Pełne pozytywnych wartości, a przy tym skromne. Ponieważ Julia interesuje się fotografią, otrzymała również wysokiej klasy smartfona pozwalającego robić zdjęcia wysokiej jakości (kolejny tekst z cyklu „Kocham – Pomagam” na str. 76).

084

Obraz: Arek Stankiewicz

Obraz: Rafał Radzymiński

168 statuetek wręczono na gali zorganizowanej przez Zarząd Okręgowy PZM w Olsztynie, podczas której podsumowano sezon motorsportowy na Warmii i Mazurach. W 2016 roku odbyły się tu aż 84 imprezy motocyklowe i samochodowe, jednak wielu zawodników z regionu triumfuje na zawodach rangi krajowej i światowej. Najwięcej, aż cztery statuetki, wręczono Magdalenie Duhanik, pilotce rajdowej partnera Marcina Łukaszewskiego (wicemistrzowie Europy w rajdach Cross Country). Za swój ubiegłoroczny, życiowy wynik statuetkę odebrał rajdowiec Marcin Kurp – zdobył tytuł mistrza Polski w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski w klasie HR4 (auta do 1600 ccm) i na dokładkę Mistrza Warmii i Mazur w Rally Sprincie w klasie gość.

OLSZTYN, 20 LUTEGO 2016

OLSZTYN, 20 LUTEGO 2016


Obraz: Rafał Radzymiński

Obraz: arch. Nidzickiego Funduszu Lokalnego

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

NA ZAMKU I NA STYPENDIA

PO 114 LATACH PRZYJECHAŁ DO EXPO

34 560 zł zebrano od darczyńców podczas XVI Balu Charytatywnego na rzecz programów stypendialnych Nidzickiego Funduszu Lokalnego. Stypendia trafią do uczniów szkół średnich oraz studentów z powiatu nidzickiego. Bal na zamku uświetnił włoskimi przebojami lat 80. Luigi Pagano. Niemal setka uczestników balu licytowała dzieła lokalnych twórców, ale też i smaczki: koszulkę z autografem Roberta Lewandowskiego, własnoręcznie wykonaną przez artystkę Agnieszkę Madaj torebkę damską, audiobook „Awantura o Basię” z autografem Krystyny Jandy, książkę Władysława Bartoszewskiego z dedykacją dla darczyńcy Funduszu czy wydanie MADE IN. Warmia & Mazury z autografem Stanisława Sojki na okładce z nim samym.

Targi motoryzacyjne Auto Moto Arena po raz pierwszy rozbudowano w oddzielnej hali o klasyczną motoryzację Auto Moto Classic – od nastrojowej muzyki i obrazów z zabytkowymi pojazdami, przez stoiska odtworzone w klimacie epoki, po dyskusje na scenie. I oczywiście ciekawy przekrój motocykli i samochodów, sięgających aż 1903 roku (najstarsze zarejestrowane auto w Polsce – Rambler E Ranabut). Za sprawą kultowego kolekcjonera Tomasza Skrzelińskiego, odwiedzający strefę Classic obejrzeli nie tylko ponad 100-letnie auta, ale i słuchali anegdot ze świata zabytkowej motoryzacji, również zahaczających o Ostródę sprzed pół wieku. Najpiękniejszym pojazdem wystawy uznano Jaguara Mark IV 1,5 Litre z 1947 roku.

AURA BLOGERÓW

CZWARTKI Z SOCIAL MEDIA

Jak założyć bloga, który zyska popularność? Gdzie warto go promować? I jak na nim zarabiać? To tylko nieliczne z pytań, na które odpowiedziały Monika i Emilia Pryśko, autorki bloga „Love 2 Work”. Było to pierwsze spotkanie z cyklu Aura Blogerów. Mecenasem projektu jest Aura Centrum Olsztyna. Dzięki tej współpracy, na stronach kolejnych wydań magazynu „MADE IN. Warmia & Mazury” poznacie najbardziej opiniotwórczych i znanych blogerów mieszkających w naszym regionie. Gościem kolejnego spotkania będzie Dorota Zalepa, autorka bloga „Kameralna”. To blog lifestylowy o slow life, slow fashion i zdrowym stylu życia (więcej o nim na stronie 81).

W Hotel Młyn Klekotki spotykali się organizatorzy Czwartków Social Media, największych w Polsce cyklicznych spotkań branż y marketingu w  mediach spo łecznościow ych. Czwartki Social Media to spotkania, które odbywają się od ponad pięciu lat w  16 miastach Polski. Przychodzą na nie pasjonaci mediów społecznościow ych, pracownicy agencji reklamowych i PR-owych, marketerzy, niezależni specjaliści oraz blogerzy. Na  kongresie w  Hotelu Klekotki uczestnicy dyskutowali m.in. o planach na kolejny rok i możliwych kierunkach rozwoju spotkań.

OSTRÓDA, 25–26 LUTEGO 2016

Obraz: Marta Niedźwiedź

Obraz: arch. Hotel Młyn Klekotki

NIDZICA, 25 LUTEGO 2016

OLSZTYN, 26 LUTEGO 2017

KLEKOTKI, 27 LUTEGO 2016

085


IMIĘ I NAZWISKO

RADOSŁAW BIELECKI

WYKONYWANY ZAWÓD

ARTYSTA KABARETOWY

MIEJSCE URODZENIA Kiedy mijam ulicznego grajka… szukam drobnych, pod warunkiem, że nie gra „Whisky” Dżemu. Gdy zaczyna się weekend… ja wtedy jadę do pracy. Na Warmii i Mazurach znajomych zabrałbym do… Lidzbarka Warmińskiego. Najchętniej wystąpiłbym w reklamie… Lidzbarka Warmińskiego.

Nie cierpię zapachu… przypalonego mleka. Moje kolejne urodziny… spędzę na korcie tenisowym. Chciałbym zobaczyć świat oczami… dziecka. Lubię w sobie… wątrobę, bo się regeneruje. Komfortowo czuję się… w domu.

W portfelu mam… burdel.

Cofając czas, chciałbym zostać… sportowcem.

Ulubione zdjęcie to… zdjęcie spodni.

W kieszeni muszę mieć… zapalniczkę.

Nigdy nie ubiorę… zmarłego.

Rano w lustrze… to niestety ja, tak tak – ten saaaaam.

Kiedy kupuję papier toaletowy… mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą.

W kolejce do kasy… tracę czas.

Obejrzę się na ulicy… gdy ktoś krzyknie „ej ty!”. Nie odbiorę telefonu od… prezesa TVP. 27 złotych… mogę być dłużny. Gdy stoję w korku… odbywam zaległe rozmowy telefoniczne. Ostatnie 10 zł wydałbym… na kupon totolotka.

086

LIDZBARK WARMIŃSKI

Jeszcze raz przeczytałbym… „Paragraf 22” Josepha Hellera. Za kierownicą jestem… ostrożny. W kuchni zawsze wyjdzie mi… obiad ugotowany przez żonę. Ostatnio rowerem pojechałem… tam i z powrotem. Nigdy nie odmówię sobie… dobrego rzemieślniczego piwa. Przez jeden dzień chciałbym być… ulicznym grajkiem.

Płakałem ostatnio… tak. Nie chciałbym stracić… dzieci. Zawstydzam się… w publicznej toalecie kiedy jest ktoś obok. Mój ulubiony ciuch… trampki. Ostatnio przeczytałem… „Beksińscy. Portret podwójny”. Chciałbym mieć obraz… idealnego świata. Najdłuższy dystans jaki przebiegłem to… 12 km. Na wyprzedaży kupiłem ostatnio… 24 pary skarpetek. Podgłaszam radio gdy… dzieci na tylnych siedzeniach wrzeszczą. Z menu nigdy nie wybiorę… zupy mlecznej. Zawsze podziwiałem… ulicznego grajka, pod warunkiem, że nie gra „Whisky” Dżemu.


STUDIO FORM ARCHITEKTONICZNYCH PANTEL

PROJEKTUJEMY: SIEDZIBY FIRM, OBIEKTY HANDLOWO-USŁUGOWE, BUDYNKI UŻYTECZNOŚCI PUBLICZNEJ, BUDYNKI OŚWIATY, BUDYNKI ZABYTKOWE, BUDYNKI WIELORODZINNE, HOTELE, REZYDENCJE I DOMY JEDNORODZINNE, WNĘTRZA

STUDIO FORM ARCHITEKTONICZNYCH PANTEL ARCHITEKT TOMASZ LELLA OLSZTYN, UL. RYBAKI 40, TEL. 89 527 56 60, SEKRETARIAT@PANTEL.OLSZTYN.PL, WWW.PANTEL.OLSZTYN.PL

Made in Warmia & Mazury / nr 22 / marzec-kwiecień / 2017  

Bezpłatny magazyn lifestylowy o Warmii i Mazurach. O ciekawych ludziach, ich inicjatywach i ich ulubionych miejscach. O modzie, kulturze, di...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you