Page 1

magazyn lifestylowy   bezpłatny   numer 21   styczeń-luty 2017

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

GRZECH

PIOTROWSKI WSCHÓD PIĘKNA

EWA BŁASZCZYK

KAMIL DURCZOK

IZABELLA KRZAN

WIERZĘ, ŻE TO WSZYSTKO MUSI BYĆ PO COŚ

SPALONA BENZYNA RAJDOWA TO NAJPIĘKNIEJSZE PERFUMY ŚWIATA

MISS POLONIA NIE STAJE SIĘ NAGLE NADCZŁOWIEKIEM


DZIEŃ DOBRY

Młodość to piękna sprawa. Świat zdaje się wtedy nie mieć ograniczeń, bo i w głowach nie ma ograniczeń. Wydaje się wręcz, że on porusza się zbyt wolno. Zaletą nie do przecenienia pokolenia, które jedną nogą stoi już w dorosłym życiu, jest myślenie poza utartymi schematami i odważne podejmowanie nowych wyzwań. Podbijają rynek bez barier mentalnych i językowych. I bez uprzedzeń, bo multikulturowe środowisko jest dzisiaj podstawą poszerzania horyzontów. Może więc warto odciąć się od powszechnego narzekania na wkraczające na rynek pracy pokolenie Y, które przyjmuje postawę roszczeniową i dla którego podstawową lojalnością jest bycie w zgodzie z samorealizacją. Zwłaszcza że bilansują to zdolnościami i otwartością umysłów. Może to też wskazówka dla tych starszych, że za zmieniającym się światem, którym zawładnęła technologia, gonić już trzeba z innym myśleniem i innymi, opanowanymi instrumentami. Środkiem wyrazu jest dzisiaj sieć. Dla wielu młodych to jak kroplówka. W sukcesie pomagają im technologia i multimedia. To dla nich takie samo źródło życia jak dla dawnego pokolenia biblioteka i zaadresowany list. I nie ma co się na tę zmianę obrażać. Justin Bieber (nie mamy z nim wywiadu w tym numerze), który dzisiaj jest najbardziej wpływowym artystą młodego pokolenia Ameryki, w lokalnym konkursie wyśpiewał sobie drugie miejsce, po czym matka wrzuciła do sieci jego nagranie, by zwyczajnie pochwalić się znajomym. Podchwycił to szef wytwórni płytowej. Dzisiaj co któraś nastolatka na świecie ma Justina na tapecie smartfona. Siłą w kreowaniu młodego konsumenta stali się młodzi blogerzy i youtuberzy. Nie potrzebują szefów, łatwo przebijają się do popkultury. A dzisiaj popkultura rządzi. Szybko wyniesie cię na piedestał, ale jeszcze szybciej może uśmiercić falą hejtu. Młodzi zbudowali swoją siłę i – co cieszy – potrafią przekuć to na sukces. W tym numerze MADE IN dajemy wam kilka przykładów, że te buńczuczne czasem – ale i odważnie wystawiające się na konfrontację z rywalami łokcie, zwyczajnie imponują. Bo najgorsze, co mogliby zrobić młodzi, to nie zrobić nic. A tak, utorowali innym drogę, a ambitnym zawiesili poprzeczkę. Kto przeoczył, ten gapa. PS. Ponieważ nasza pierwsza młodość właśnie odcięła nam się od metryczek, a tęsknota za młodością zawsze zostaje, nie mogliśmy sobie odmówić selfie.


SHORT Przy porannej kawie KULTURA Polecamy Warmię i Mazury

016

RECENZJE Kultura osobista KULTURA Osobowość obrazów

POSTAĆ Grzech Piotrowski PRODUKTY Galeria handlowa

026 KUCHNIA Mozart na talerzu GODNE UWAGI Dobre miejsca MADE IN ZE SCENY Moja trójpolówka KOCHA(M)-POMAGA(M) Moc drobnych gestów STYL WARMII I MAZUR Aura mody MODA Garderoba bez stereotypów MODA Szukam kobiety

048

CIAŁO Demony seksu, a sprawy „na dole” STOMATOLOGIA Zamiast strachu, ciocie i resoraki

SUKCES Z trampoliny

Wydawca Auris Media Group Michał Bartoszewicz biuro@auris-media.pl www.auris-media.pl Redakcja +48 733 408 350 10-801 Olsztyn, ul. Sielska 17 redakcja@madeinwm.pl www.madeinWM.pl

008 053 012 014 015 056 058 059 062 016 064 024 067 068 026 028 030 032 034 040 042 044 047 048

069 072 074 076 077 078 080 082

AUTO Luksus by Sweden

AUTO Teraz rządzi niedźwiedź SPOD IGŁY Salon samochodowy MADE IN AUTO C3 – trafiony i polubiony LUDZIE Rozmowy na schodach BIZNES W najlepszym porządku BLOGERZY #Olsztyn moja baza

REPORTAŻ Historie z dymkiem POZA GALERIĄ Ślad na płótnie PARTY Robienie komuś scen to nasza specjalność W DOBRYM TOWARZYSTWIE Lista obecności MADE IN PARTY & FOTO W termach świętują wszyscy PARTY & FOTO Moda na spełnianie marzeń PARTY & FOTO Trzy lata. Poważnie

NAPISY KOŃCOWE Izabella Krzan

Skład

Druk

Sekretarz redakcji Jolanta Bukowska, jola@madeinwm.pl

Studio Gravite, Olsztyn

Przedsiębiorstwo Poligraficzne HAKUS Maria i Andrzej Kuśmierczyk sp. j.

Reklama +48 733 408 350, reklama@madeinwm.pl

Projekt graficzny Agnieszka Tańska

Patronaty +48 608 641 421, redakcja@madeinwm.pl Kultura Beata Waś, beata@madeinwm.pl

Foto Agata Kurczak, Jakub Chmielewski, Piotr Dowejko, Piotr Ratuszyński, Arek Stankiewicz, Łukasz Wajszczyk

069

DAWNO TEMU I kto to wi(e)dział

Redaktor naczelny Rafał Radzymiński, rafal@madeinwm.pl

Prenumerata i dystrybucja +48 733 408 350, jola@madeinwm.pl

053

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za terść reklam nie odpowiadamy. Przedruk materiałów w  jakiejkolwiek formie i  w  jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. All rights reseved!

082


WORLDMASTER 1888 LUSSO LIMITED EDITION Ręcznie nakręcany mechanizm „OPEN HEART” Wy p u k ł e s z a a ro w e s z k ł o z p o w ł o k ą a n t y re e e k s o w ą o r a z rę c z n i e n a k ład a n e i n d e k s y. Przeszklony dekiel eksponując y wyjątkowy mechanizm. Limitowana ilość 888 numerowanych egzemplarzy.


RAZ, DWA, TRZY...

41 LAT I SZEŚĆ MIESIĘCY 41 LAT I SZEŚĆ MIESIĘCY – TO ŚREDNIA WIEKU STATYSTYCZNEGO MIESZKAŃCA OLSZTYNA. JEST PORÓWNYWALNA ZE ŚREDNIA KRAJOWĄ.

83 DNI

83 DNI ŚREDNIO PRZYKRYTA JEST ŚNIEGIEM STOLICA WARMII I MAZUR.

31 883 SAMOCHODY

47 146 PASAŻERÓW

31 883 SAMOCHODY UŻYWANE SPROWADZONO W 2016 ROKU NA WARMIĘ I MAZURY. NA TLE KRAJU TO TRZECI WYNIK OD KOŃCA.

47 146 PASAŻERÓW SKORZYSTAŁO W 2016 ROKU Z LOTNISKA OLSZTYN MAZURY W SZYMANACH. AMBITNY PLAN ZAKŁADAŁ 30 TYS.

68 OSÓB

68 OSÓB OFICJALNIE TRENUJE HOKEJ NA LODZIE. HOKEIŚCI NA WARMII I MAZURACH ZRZESZENI SĄ W TRZECH SEKCJACH.

140 LAT TEMU 140 LAT TEMU (7 LUTEGO) URODZIŁ SIĘ W BARCZEWIE KOMPOZYTOR FELIKS NOWOWIEJSKI. OD 55 LAT JEST PATRONEM OLSZTYŃSKICH FILHARMONIKÓW.

11 JAJEK

230 KM WYSOKOŚCI

006

230 KM WYSOKOŚCI MIAŁYBY WSZYSTKIE WYPRODUKOWANE PRZEZ ROK W OLSZTYŃSKIM MICHELIN OPONY CIĘŻAROWE UŁOŻONE JEDNA NA DRUGIEJ. TO TYLE CO 640 MASZTÓW RADIOWOTELEWIZYJNYCH W OLSZTYNIE.

11 JAJEK SPOŻYWA ŚREDNIO MIESIĘCZNIE PRZECIĘTNY MIESZKANIEC WARMII I MAZUR. DZIENNIE ZJADAMY WIĘC ICH W REGIONIE PÓŁ MILIONA.

50 LAT TEMU

50 LAT TEMU (1 STYCZNIA) POŁĄCZONO WSIE RUCIANE ORAZ NIDA, NADAJĄC TYM SAMYM PRAWA MIEJSKIE NOWEJ MIEJSCOWOŚCI RUCIANE-NIDA. PRZEZ PÓŁ WIEKU LICZBA MIESZKAŃCÓW ZWIĘKSZYŁA SIĘ O 1700 OSÓB.


008

Obraz: wikimapia.org

ŻNIWA DAKARU

ŚREDNIOWIECZNE TAJEMNICE KRYPTY Szczątki ludzkie nawet sprzed sześciu wieków odkryto podczas remontu XIV-wiecznego kościoła w Leszczu pod Dąbrównem. W jego krypcie pochowano kilkanaście osób, wśród któr ych, według histor yków, może spoczywać szlachcic Piotr Bażyński. Jak podają źródła, osobiście znał on wielkiego mistrza krzyżackiego Ulricha von Jungingena. Legenda głosi, że w świątyni modlił się król Władysław Jagiełło przed bitwą pod Grunwaldem. Kościół pw. Świętej Trójcy był wielokrotnie przebudowywany, w partii cokołowej zachował się jednak średniowieczny kawałek murów.

Obraz: Arek Stankiewicz

Pechowo zakończył się drugi w życiu Dakar dla olsztyńskiego pilota Sebastiana Rozwadowskiego ( jechał z  litewskim kierowcą Benediktisem Vanagasem). Po dobrych dwóch pierwszych dniach, 30 km od star tu trzeciego etapu w  ich Toyocie padło sprzęgło. Załodze pomagał początkowo wóz techniczny innej ekipy, ale przerwali naprawę, kiedy pilnie zostali wezwani do awarii auta ze swojego zespołu. – I zostaliśmy na pustyni z tym tysiącem śrubek, do tego po upale przyszła burza piaskowa, a potem ulewa, grad i pioruny – opisuje sytuację Sebastian Rozwadowski. O godz. 22 auto udało się usprawnić, ale było to już zbyt późno, by ukończyć etap zgodnie z regulaminem, co oznacza wycofanie się z rajdu. – Dakar zebrał swoje żniwo. Tym razem padło na nas – dodaje Rozwadowski.

MRUCZEK DO KAWY

Pijesz kawę, czytasz książkę i głaszczesz bezpańskiego kota. A  nuż się zaprz yjaźnicie? W  grudniu rusz yła pier wsza w  regionie kawiarnia dla prz yjaciół zwierząt, w  odremontowanym zaby tkow ym budynku ko szarowym przy ul. Bohaterów Monte Cassino. To jednocześnie mini-punkt adopcyjny, któr y będą zasilać podopieczni olsztyńskiego Schroniska dla Zwierząt. Można wpaść na pogaduszki ze znajomymi, podarować zwierzakom karmę, albo zabrać któregoś do domu. Przyjemne z bardzo pożytecznym.

Obraz: Euro Styl

Obraz: Wikipedia

Obraz: arch. zespołu

INFO

18 PIĘTER LUKSUSU

Odważna architektura, 18 pięter, olbrzymie powierzchnie biurowe, hotel i apartamenty. Centaurus, który zostanie oddany do użytku za dwa lata, będzie najw yższym budynkiem w  regionie. Obiekt w  centrum Olszt yna, przy skrzyżowaniu al. Piłsudskiego i Głowackiego, zaprojektował Andrzej Kapuścik, twórca m.in. Sea Towers w Gdyni. Poza częścią mieszkaniową i usługową powstanie tu 8,5 tys. mkw. powierzchni biurowej klasy A oraz hotel marki Hampton by Hilton.


INFO

Obraz: Szymon Nitkiewicz

ZABYTKI SAKRALNE, NOWOŚCI KULTURALNE

CZUJNY ODDECH

Maseczka w ydrukowana na drukarce 3D, którą zakłada się na nos, ma zamontowane czujniki termoanemometryczne, powszechnie stosowane w górnictwie. Analizator przeznosowego i przezustnego przepływu powietrza, stworzony m.in. przez prof. Andrzeja Kuk wę z  Uniwersy teckiego Szpitala Klinicznego w  Olsztynie i  Sz ymona Nitkiewicza z  W ydział u Nauk Medycznych UWM, uczy prawidłowego oddychania, pomaga zdiagnozować przyczyny wielu schorzeń, jest pomocny w badaniu wydolności sportowców. Urządzenie zostało nagrodzone złotym medalem na Targach Innova w Brukseli.

CYBERPOTWORY UFUNDOWAŁY KONCENTRATORY

Obraz: www.przewodnikrpo.warmia.mazury.pl

Rotary Club Olsztyn Varmia ufundował i przekazał Olsztyńskiemu Stowarzyszeniu Hospicyjnemu „Palium” cztery koncentratory tlenu warte 11 tys. zł. Było to możliwe dzięki pieniądzom zebranym podczas licytacji na III Charytatywnym Balu Halloween, imprezie, która raz w roku wprowadza w Olsztynie niemałe zamieszanie – jak nie zlot wampirów, to – ostatnio – cyberpotworów. Ale jak widać, wszyscy potrafią bawić się w szczytnym celu.

KLIKNIJ PO UNIJNE PIENIĄDZE

Interesujesz się pozyskiwaniem pieniędzy unijnych, ale gubisz się w gąszczu trudnych zwrotów? – tak zachęca do odwiedzin strona internetowa, która w bardzo przystępny sposób instruuje, jak odnaleźć się Regionalnym Programie Operacyjnym Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Internetowy przewodnik po RPO (www.przewodnikrpo.warmia.mazury.pl) stworzył Urząd Marszałkowski. Do tej pory osoby, które szukały informacji na temat RPO, mogły skorzystać z pomocy konsultantów punktów informacyjnych w Olsztynie, Elblągu i Ełku, albo zapoznać się z dokumentami na stronie internetowej, jednak specyficzny język unijnych zwrotów bywa czasami i skomplikowany, i zniechęcający do zgłębiania tematu. Stąd pomysł na prosty i klarowny Przewodnik RPO, który w zasadzie sam prowadzi zainteresowanego, pokazując możliwości z jakich może skorzystać. W ramach programu RPO na lata 2014–2020 można realizować cele skupione wokół 12 osi priorytetowych, m.in. inteligentna gospodarka, cyfryzacja regionu, ochrona środowiska czy rewitalizacja.

Obraz: Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych „Nasze Prostki”

Obraz: arch. RCOV

Sale ekspozycyjne, pracownia konserwatorska i kawiarnia w której organizowane będą spotkania z ludźmi kultury. Muzeum Archidiecezji Warmińskiej, które zostanie otwarte w przyszłym roku przy olsztyńskiej katedrze, zgromadzi sztukę sakralną i religijną, nawet z XIII-wiecznym rodowodem. Na 1,3 tys. metrów kwadratowych znajdzie się ok. 250 eksponatów, które do tej pory były ukryte w magazynach. Archidiecezja Warmińska otrzymała 8,5 mln dofinansowania na powstające muzeum ze środków RPO.

ŻYWA ARCHITEKTURA

Przyszły wygląd tego projektu architektonicznego jest trudny do przewidzenia, bo jego wykonawcą będzie… sama natura. W Prostkach, nieopodal plaży nad rzeką Ełk, powstała żywa altana – spleciona z wierzbowej wikliny całkowicie ekologiczna konstrukcja o wysokości pięciu i średnicy siedmiu metrów. Przy niej wije się już najdłuższa w regionie, stumetrowa ścieżka sensor yczna do bosego obcowania z różnorodnym podłożem. Ona także zostanie otoczona plecionym płotem – za kilka lat rozrośnie się i stworzy fantastyczne tunele. A to wszystko za sprawą akcji obywatelskiej „Wpleć się w projekt”.

009


Obraz: Elżbieta Stawska

Obraz: Pedro Martinez/Sailing Energy

INFO

ZŁOTO PŁYNIE DO GIŻYCKA

Ze złotem wyjechały w grudniu z żeglarskich mistrzostw świata juniorów ISAF w Auckland w Nowej Zelandii Julia Szmit z Giżycka i Hanna Dzik z Gdyni. Duet obronił ubiegłoroczny mistrzowski tytuł w klasie 420 dziewcząt, który zdobył w Malezji. Podwójne mistrzostwo przybliżyło młode żeglarki do klasy olimpijskiej.

NASZYJNIK SAPERA

150 m żyłki wędkarskiej, 21 drucianych obręczy, 1600 spinaczy i tyleż kart katalogowych – z tego budulca w yhodować można ś wiąteczne drzewko, pierwsze i jedyne takie na świecie! Nawiązująca do czytelnictwa choinka to już tradycja Biblioteki Uniwersyteckiej Uniwersy tetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Po instalacji z bibliotecznych szuflad czy książek przyszedł czas na wykorzystanie historycznych już, pisanych ręcznie lub na maszynie, kart katalogow ych Bibliotek Głównych Akademii Rolniczo-Technicznej oraz Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie. Cała konstrukcja unosi się nad ziemią, a odpowiednie podświetlenie dodaje mu elegancji i magii. Autorami i wykonawcami projektu są pracownicy biblioteki. Proces powstawania choinki podejrzeć można na kanale You Tube: BU UWM, w realu drzewko zobaczyć można do końca stycznia.

PIERWSZA W OKTAGONIE

Pierwsze miejsce wśród kobiet i siódme wśród wszystkich (bez podziału na kategorie wagowe) pod względem ilości wygranych walk w oktagonie – to kolejny rekord Joanny Jędrzejczyk w największej organizacji MMA na świecie. Olsztynianka po raz siódmy obroniła mistrzowski pas, pokonując Karolinę Kowalkiewicz z Łodzi w czasie gali UFC 205 w Nowym Jorku. Oprócz wygranej w tej długo wyczekiwanej, zaciekłej walce, prowadzi też w ilości zadanych niskich kopnięć (70 podczas jednego spotkania) i ciosów znaczących – 117. Czekamy, kiedy znów zabrzmi „And the winner is… Joanna Dżejdżejczyk!”.

Obraz: archiwum UFC

010

Saper myli się t ylko raz – mówi przysłowie. Saperzy, którzy przeczesywali tereny powojskowe naszego województwa w poszukiwaniu niew ybuchów, nie mylili się, sądząc, że w nadleśnictwie Wipsowo trafili na prawdziwe perełki archeologiczne. Wykonany z brązu, świetnie zachowany naszyjnik datowany jest na wczesną epokę żelaza (VI-V wiek p.n.e.), a cztery topory – bojowe lub ciesielskie – pochodzą ze średniowiecza. Po przeprowadzeniu prac konserwatorskich zabytki trafi ły do Muzeum Ziemi Piskiej w Piszu, gdzie eksponowane są od 16 stycznia.

CHOINKA JAK Z KATALOGU

Pierwsza warka wywołała takie zainteresowanie, że po piwo tworzyły się nawet zapisy w kolejki. Znawcy bez zawahania zaliczyli je do dwudziestki najlepszych piw świata. Nawet o jego opakowaniu pisano, że „wyrywa z butów”. Mowa o Imperium Prunum z  Browaru Kormoran, imperialnym porterze bałtyckim z Suską Sechlońską (śliwka węgierka pochodząca z okolic wsi Sechna, posiadająca unijny certyfikat Chronionego Oznaczenia Geograficznego). Pier wsza warka tego limitowanego, drogiego i  ek sk luz y w nie z apakowanego piwa debiutowała 16 stycznia ub. roku. Premiera drugiej warki już 21 stycznia w Pijanej Czapli. Fot. Browar Kormoran

Obraz: Muzeum Ziemi Piskiej

IMPERIUM POWRACA


KULTURA

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY Obraz: Wojtek Rojek

Łączą gitarę akustyczną z nowym elektronicznym brzmieniem, przemycając skandynawskie inspiracje. Twórczość grupy Jóga z Katowic niesie tajemniczość, ale też niezwykłą, jak na młody wiek artystów, dojrzałość. Koncert w ramach Slow Life Music Festival. 27 stycznia, godz. 19, Sala pod Amfiteatrem im. Cz. Niemena, Olsztyn.

BEATLESI W BWA „Słynne płyty, słynne okładki” to wystawa winyli ze zbiorów olsztyńskiego kolekcjonera Jerzego Kurowskiego. Pokaże ponad 450 okładek , m.in. 6 0 zaprojek towanych pr zez A nd y Warhola, „Stick y Fingers ” zespo ł u Rolling Stones czy „rzeźniczą” okładkę amerykańskiej składanki Beatlesów. Osobna część wystawy poświęcona jest polskim autorom. W sali głównej wystawa „Bionty” Adama Cieślaka. Wernisaż 26 stycznia, sala kameralna Galerii BWA, Olsztyn.

Obraz: fb.com/tomorganek

PUNK I COUNTRY „Czarna Madonna” to drugi album kwartetu Organek. Nowy krążek kontynuuje platynowy debiut pt. „Głupi”. Grupa po raz kolejny cy tuje gatunki, konwencje, które zbudowały muzykę XX w., ale też całą zachodnią popkulturę. Wszystko brzmi nowocześniej dzięki bardziej złożonej produkcji i odniesieniom do punka i country. Koncert 20 stycznia, godz. 20, Nowy Andergrant, Olsztyn.

Obraz: BWA

JÓGA U NIEMENA

ZŁOŚLIWOŚĆ MARIONETKI

POETYCKI ŚNIEG

SPIĘTY DZIECIOM

Marek Dyjak wraca do ukochanych poetów i wierszy. Na płycie „Pierwszy śnieg” pojawiają się teksty Mirosława Czyżykiewicza, Jana Kondraka, Jacka Musiatowicza i Roberta Kasprzyckiego. Do tego bogata oprawa muzyczna: akordeon – Marek Tarnowski, trąbki – Jerzy Małek, kontrabas – Michał Jaros, piana – Grzegorz Jabłoński, perkusja – Mateusz Modrzejewski. Koncert 19 lutego, godz. 18, Nowy Andergrant, Olsztyn

Muzyka Lao Che to połączenie rocka, elektroniki, funku i hip hopu. Teksty Huberta Dobaczewskiego znalazły się w podręcznikach do języka polskiego dla szkół średnich. Najnowsza płyta „Dzieciom” nawiązuje do twórczości Brzechwy, ale to płyta dla dorosłych. „Spięty” bierze na warsztat problematykę codzienności. Produkcją zajął się Piotr „Emade” Waglewski. Koncert 10 lutego, godz. 21, Nowy Andergrant, Olsztyn

Obraz: fb.com/dyjakpl

012

Obraz: Dawid Stube

Obraz: OTL

Tajna Kapituła Wyzwolenia Artystycznego ujawnia sekrety zawodu aktora-lalkarza, zdradza anegdoty z prób i garderoby. Jak złośliwa bywa marionetka, gdy poplączą się jej sznurki i dlaczego idealną rolą jest czterdziesty rozbójnik? Spektakl „Kabaret Lalecznych Halabardników” dla widzów dorosłych, to humorystyczna forma i lekkość kabaretu. Spektakl do obejrzenia w styczniu w Olsztyńskim Teatrze Lalek.

Obraz: Paweł Deska

MUZYCZNE HITY Z EKRANU Ogromna scena, multimedia, tancerze. Koncert Muzyki Filmowej to największe światowe hity w wykonaniu Justyny Steczkowskiej, Andrzeja Piasecznego, Krzysztofa Cugowskiego, Janusza Radka, Mietka Szcześniaka i Krzysztofa Kiljańskiego. Do tego ponad 50-osobowa orkiestra pod batutą Tomasza Szymusia. Całość poprowadzi Grażyna Torbicka i Tomasz Raczek. Koncert 24 lutego, godz. 19, Hala Urania, Olsztyn


RECENZJE

KULTURA OSOBISTA MADE IN

PISZĄ, WYDAJĄ I NAGRYWAJĄ. I POCHODZĄ Z WARMII I MAZUR.

INTRYGA GENERAŁA Kraj jest na skraju kolejnej wojny i bankructwa. Władczyni Andumênii decyduje się wybudzić po 120 latach skrzydlatych generałów armii, uśpionych mocą niezwykłego zaklęcia. Dwór wrze od plotek, wewnętrznych zdrad i walk o władzę. May Verteri, najpotężniejsza z przebudzonych generałów knuje intr ygę, potajemnie gromadząc księgi ze starożytną magią

i rozwijając moc. Losy Andumênii spoczywają w niepewnych rękach. Powieść fantastyczna, debiut literacki olsztynianki, laureatki I  edycji konkursu „Czwar ta Strona Fantastyki”, została doceniona za kompozycję, przemyślane intrygi i język rodem ze światowych bestsellerów. Monika Glibowska „Andumênia: Przebudzenie”, Wyd. Czwarta Strona

TRADYCJA I CYMBAŁY Ballady, pieśni miłosne, tańce pasterskie i weselne, dynamiczne biwaty, kołysanki, kolędy, pieśni dziadowskie. Najnowsza płyta olsztyńskiej artystki dedykowana jest muzyce tradycyjnej Warmii i Mazur, w tym rzadkim hymnom warmińskim. – Zafascynowały mnie melodie, energia tej muzyki, jej szlachetność, dojrzałość, głębia – tłu-

maczy artystka. To utwory pełne rytmów łamanych, nietypowych fraz i śladów dawnej obrzędowości regionu. Oprócz cymbałów wileńskich słychać klarnet, saksofon, duduk, skrzypce, lutnię, basy i bęben. Ania Broda, „Thousand lakes”, Wyd. Ania Broda Production i Polskie Radio SA Agencja Muzyczna

CHRONIĆ MAGIĘ ZATORZA Pierwszy przewodnik po zachowanych w y jątkow ych miejscach i zaby tkach olszt yńskiego Zatorza, prz ybliżając y historię, architekturę i klimat dzielnicy. Monografia pięciu autorów – architektek krajobrazu, his tor yka sz tuki, zaby tkoznawc y i  histor yka, z  fotograf iami Łukasza Pepola, powstała z inicjatywy

Stowarz yszenia „Nasze Jakubowo”. – Mowa w niej o  sk werach, drzewach, budynkach, miejscach, które powinny być chronione przed nieprzemyślanymi modernizacjami i deformacją. Opracowanie graficzne Michał Knercer. „Zatorze – magiczna dzielnica Olsztyna”, Wyd. Stow. Nasze Jakubowo

LADY ROCK W latach 80. była objawieniem na polskiej scenie rockowej. Jej ostatnia płyta to powrót do tradycyjnego rockowego g r a n ia o d ja k i e go z a c z y n a ł a s w o j ą karierę. Wszystkie 10 utworów skomponował Jan Borysewicz, lider i gitarzysta grupy Lady Pank. W nagraniach słychać więc br zmienie znane z  pier w sz ych krążków jego zespołu czy płyty „Układy”,

k tórą skomponował w 1982  roku dla pochodzącej z Olsztyna aktorki i wokalistki. Jej ostatni krążek to sentymentalna wycieczka do złotych lat polskiego rocka, ale brzmi świeżo, energetycznie i na nowo odkrywa charyzmatyczny głos artystki. Izabela Trojanowska, „Na skos”, Wyd. Universal Music Polska


KULTURA

OSOBOWOŚĆ OBRAZÓW

BEZ DOTACJI I BILETÓW WSTĘPU, ZA TO Z PASJĄ. OLSZTYŃSKA GALERIA SZTUKI TO SPEŁNIENIE MARZEŃ DWOJGA KOLEKCJONERÓW. I MIEJSCE, W KTÓRYM MOŻNA SIĘ PRZEKONAĆ, ŻE SZTUKA TO ŻYWY TWÓR I ŚWIETNA INWESTYCJA. MADE IN: 11 lutego otwieracie wystawę prac zmarłego niedawno prof. Władysława Jackiewicza, ale żadnego z obrazów nie można kupić. Niekomercyjna wystawa w prywatnej galerii? Marcin Bienenda: Znaliśmy profesora od lat, uwielbiamy jego sztukę, mamy jego prace w prywatnej kolekcji. Jeszcze przed śmiercią obiecał nam, że kiedy otworzymy galerię (maj 2016 – red.) wspólnie zrobimy wernisaż. Pamiętała o  tym jego córka i  zgodziła się udostępnić nam obrazy będące własnością rodziny. To dla nas zaszczyt. Galerię otworzyliśmy z pasji, więc nie wszystko robimy w niej dla pieniędzy. Za to mamy komfort, że nikt nam nie narzuca swoich wizji. A wy jaką macie wizję? Pokazujemy to, co się nam podoba, jest doskonałe warsztatowo, autentyczne, uczciwe i ma potencjał inwestycyjny. To dzieła uznanych artystów, ale też młoda sztuka absolwentów ASP. Nasza pasja zrodziła się kilkanaście lat temu. Kiedy dzieci podrosły, zaczęliśmy wspólnie częściej chodzić na wystawy, odwiedzać muzea, poznawać artystów. A że nigdy nie lubiliśmy pustych ścian w domu, prac przybywało. Skończyłem w  międzyczasie dodatkowe studia „Rynek sztuki i antyków”, dzięki którym nasze zakupy stały się bardziej świadome. Kiedy zabrakło miejsca w domu, zamarzyła nam się galeria. Miejsce, w którym będziemy zarażać innych odkrywaniem potencjału jaki drzemie w oryginalnych pracach. Bo skoro można zapłacić kilkaset złotych za kiepskiej jakości reprodukcję z marketu, dlaczego nie kupić niepowtarzalnego dzieła i wesprzeć przy okazji czyjegoś talentu? I udaje się w Olsztynie znaleźć odbiorców? Przez trzy tygodnie ekspozycję prac profesora Stanisława Baja obejrzało u nas prawie 400 osób, co uważam za sukces w przypadku początkującej galerii na uboczu starówki. Katalogi, które wydaliśmy, rozeszły się na pniu. Poznaliśmy ludzi z  Olszt yna, którzy mają w  domach niesamowite

zbiory i wciąż je uzupełniają. Wbrew pozorom nie jesteśmy zaściankiem. Osób kolekcjonujących dzieła i śledzących rynek sztuki jest tu naprawdę sporo. Są świadomi, że to świetna inwestycja, nie podlegająca spekulacjom, a jednocześnie sztuka, z którą obcują na co dzień pozytywnie wpływa na jakość ich życia. Obalacie stereotyp, że sztuka jest dla bogatych? Oboje jesteśmy nauczycielami, a zatem przykładem, że średniozamożne środowisko może sobie pozwolić na dzieło sztuki. Nie mówię o tych, które osiągają zawrotne ceny na aukcjach, a raczej o średniej, ale dobrej półce. Grafiki, akwarele, pastele, rzeźby, czy nawet prace olejne młodych artystów wcale nie muszą być drogie. U nas można nabyć je już od kilkuset złotych. Mamy w galerii świetne prace Łukasza Zedlewskiego, doktoranta ASP w Warszawie, czy tempery Łukasza Huculaka, jedne z najlepszych na rynku. Dzisiaj są dla nas osiągalne, a za parę lat pewnie już nie. A co z lokalną sztuką? Jesteśmy w kontakcie z lokalnymi artystami, których prosimy o cierpliwość. Nie chcemy robić wystaw na ilość, a dobrze je przygotować. Już pod koniec wystawy profesora Władysława Jackiewicza odsłonimy nowe rzeźby Tomasza Wawryczuka. Są w naszej galerii od początku, towarzyszą naszym wystawom i  bardzo się podobają. Mamy pomysł, aby jedno z pomieszczeń w naszej 64-metrowej galerii zadedykować właśnie sztuce z Warmii i Mazur. Chcemy uzupełniać ofertę pozostałych lokalnych galerii. Czekamy na odwiedzających codziennie, oprócz niedziel i poniedziałków. Sam uwielbiam tu przesiadywać. Obrazy to czysta energia, osobowość twórców, która emanuje, nastraja i sprawia, że codzienność staje się mniej banalna. Dlatego mamy misję, aby przekonywać innych, że warto otaczać się żywą sztuką, a nie przedmiotami produkowanymi w tysiącach egzemplarzy. Rozmawiała: Beata Waś, obraz Michał Bartoszewicz

015


POSTAĆ

GRZECH PIOTROWSKI WSCHÓD PIĘKNA OSIEM LAT TEMU RZUCIŁ SHOW BIZNES, INTRATNE ZLECENIA I ZACZĄŁ SPEŁNIAĆ MARZENIA. ŻYCIE ZAMIENIŁ W PODRÓŻ W POSZUKIWANIU TRADYCJI, KULTUROWYCH KORZENI I  ZEBRAŁ JE NA JEDNEJ SCENIE. JAK GRZECH PIOTROWSKI, SAKSOFONISTA, KOMPOZYTOR I  ARANŻER NAKŁONIŁ ARTYSTÓW ZE WSZYSTKICH KONT YNENTÓW DO ZGŁĘBIANIA SŁOWIAŃSKICH KORZENI? I JAK UDAJE MU SIĘ JEDNEGO DNIA GRAĆ W WYGASŁYM WULKANIE NA ATLANTYKU, A NASTĘPNEGO NA SAKSOFONIE RZEŹBIONYM Z  LODU OBOK KOŁA PODBIEGUNOWEGO?

016


017


POSTAĆ

PENTAGRAM BIAŁY, KTÓRY NOSZĘ, ZWRÓCONY JEDNYM WIERZCHOŁKIEM DO GÓRY, JEST ODZWIERCIEDLENIEM SACRUM – SIŁY BOSKIEJ. DLA PIERWSZYCH CHRZEŚCIJAN PENTAGR AM ODZWIERCIEDL AŁ PIĘĆ R AN JEZUSA ZE WZGLĘDU NA PIĘĆ WIERZCHOŁKÓW. BYŁ SYMBOLEM ZNANYM JUŻ W CZ A SACH NEOLITU, MIST YC Y PITAGOREJSCY WIDZIELI W  NIM SYMBOL DOSKONAŁOŚCI, KOJARZYLI GO Z ŻYCIEM I ZDROWIEM. W STAROŻYTNOŚCI PRZEKONANIE O JEGO WŁAŚCIWOŚCIACH OCHRONNYCH BYŁO TAK SILNE, ŻE BABILOŃCZYCY CZĘSTO RYSOWALI G O N A P O J EM N I K AC H Z  Ż Y W N O Ś C I Ą , CO M I A ŁO ZAPOBIEGAĆ JEJ ZEPSUCIU.

018


POSTAĆ

MADE IN: Skróciłeś swoje imię aby było łatwiej je wymawiać w różnych stronach świata? Grzech Piotrowski: Od dawna nik t nie mówi do mnie Grzegorz. Odciąłem się od pełnego imienia, bo kojarzyło mi się z oficerem SB, zabójcą księdza Popiełuszki. Znajomi i muzycy mojej World Orchestra mówią Grzech i za każdym razem to imię brzmi nieco inaczej. Na szczęście Piotrowski, to nie Brzęczyszczykiewicz. Macie jakiś międzykontynentalny język w zespole? Mówimy głównie po angielsku, ale nie wszyscy go znają. Muz yka jest jedynym uniwersalnym jęz ykiem świata. Podczas naszych prób funkcjonuje często zwrot „ciut ciut”, który oznacza bardzo wiele. Ciut mocniej, ciut więcej, ciut szybciej. Czasem przydaje się rosyjski, którego trochę pamiętam ze szkoły. Jak podczas rozmowy telefonicznej z Azatem Bikchurinem z Bashkirii, którego parę lat temu namawiałem telefonicznie na wspólne granie. Nie szło nam po angielsku więc rzuciłem: igrajem? A on: igrajem! I tak igrajem do dziś. Swój projekt nazwałeś World Orchestra, a córkę Gaia, co z greckiego znaczy Ziemia. Wpisuje się to w twoją życiową filozofię? Idea World Orchestra narodziła się jeszcze w liceum, tylko wtedy wydawała mi się nierealna. Snułem wizje, aby zgromadzić na jednej scenie wirtuozów, alchemików dźwięku, reprezentujących odległe kultur y, grających na rzadko spot ykanych instrumentach. Ale dopiero w  2009  roku rzuciłem komercyjne przedsięwzięcia i zacząłem spełniać marzenia. Imię mojej rocznej córeczki (która już na tym etapie ma doskonałe wyczucie rytmu) zaproponowała moja żona Paulina. Ma wiele znaczeń, Gaia-Matka Ziemia, ale to również nazwa powstającej miejscowości na Cabo Verde, gdzie byliśmy podczas jednej z wypraw. Faktycznie łączy się z koncepcją World Orchestry. Ziemia-tradycja-korzenie. Podróżując w poszukiwaniu muzycznych dźwięków odkrywam to co najlepszego tworzono od pokoleń w różnych zakątkach świata. To nie t ylko muzyka i  instrument y, ale też natura, rękodzieło, kulinaria, sztuka, obyczaje. Zamieniłem swoje życie w jedną wielką podróż i przygodę. To życie-marzenie. Dużo masz pieczątek w paszporcie? Pewnie kilkadziesiąt, ze wszystkich kontynentów oprócz Australii. Po latach podróży stałem się minimalistą, nauczyłem się oszczędzać energię. Zwłaszcza po tym jak kilka razy zagubiono mój bagaż. Kiedyś wylądowałem we Włoszech w krótkich spodenkach i z saksofonem, reszta zaginęła. Były jakieś święta, sklepy zamknięte i przez cztery dni nie mogłem uzupełnić garderoby. Od tamtej por y kursuję tak, aby mieć wszystko przy sobie: tylko bagaż podręczny, optymalny zestaw ciuchów, mini kosmetyki. I staram się nie zabierać już wszędzie saksofonu, tylko pożyczam na miejscu od kumpli saksofonistów. Kiedy dostałeś swój pierwszy saksofon? To było w liceum, miałem ze sobą naukę w szkole muzycznej na skrz ypcach i  oboju. Któregoś dnia w  telewizji zobaczyłem jak jakiś artysta gra na saksofonie. Poraziło mnie, to był początek mojej metamorfozy. Następnego dnia w olsztyńskim sklepie muzycznym Ewelina rodzice

kupili mi pierwszy saksofon Weltklang. Kupiłem kilkanaście kaset z nagraniami Jana Garbarka i godzinami sam uczyłem się grać ze słuchu. Podstawy gry pokazał mi tata, któr y grą na saksofonie i  akordeonie zarabiał na życie w młodości. Masz jeszcze te kasety? O tak, cały zestaw moich muzycznych fascynacji mam na kasetach pirackich, bo o inne wtedy było trudno. Garbarek, Steps Ahead, Pat Metheny, Miles Davis, Keith Jarret t, Branford Marsalis. Mam też swoje pierwsze koncerty na video, ale nie lubię do nich wracać. Nie podoba mi się co wtedy tworzyłem, jestem na zupełnie innym etapie. Gdzie zostały nagrane? Pierwsze koncerty zaliczyłem w małej kawiarni na dziedzińcu olsztyńskiego zamku. Pamiętam tylko, że wszyscy palili fajki, było strasznie najarane, omal nie zemdlałem. Potem Baszta, Okop, wreszcie nieodżałowany Bohema Jazz Club, który przejął muzyczne stery w mieście. Dzisiaj w Olsztynie bywam już tylko w Restauracji Przystań nad jeziorem Ukiel, no i w moim ulubionym Dorotowie i tamtejszym Hotelu Galery 69. Kiedy opuściłeś gniazdo? Po maturze w yjechałem do dwuletniej szkoły jazzowej w  War szawie pr z y ul. Bednar skiej, potem dos t a ł em się na prestiżow y Wydział Jazzu i  Muzyki Rozr y wkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. W tamtych czasach zdanie egzaminów graniczyło z  cudem. Jedno miejsce na cały rocznik, nie było jeszcze płatnych studiów. Tam poznałem i  wciągnąłem do grania w  zespole Alchemik braci Golców. W Warszawie mieszkałem kątem u starszej siostry Agnieszki. Śpiewała wtedy w Teatrze Buffo, współpracowała z  Józefowiczem, Kayah, Anną Marią Jopek. To ona wkręciła mnie w artystyczny świat stolicy. Grałem w klubach. Kiedyś po koncercie w Harendzie podeszła do mnie Elżbieta Skrętkowska z pytaniem czy umiem robić duże produkcje jak gala „Szansy na sukces” ze stuosobową orkiestrą. Odparłem buńczucznie, że umiem i się nie boję. Ale wróciłem do domu i byłem przerażony tym wyzwaniem. Aranżowałem małe składy w liceum, ale tu musiałem sięgnąć do literatury. Okazało się to jednak prostsze niż myślałem, wystarczyło napisać dobre aranżacje. Tak rozpocząłem komercyjną drogę muzyczną, życie wciągnęło mnie w wir produkcji, od popu do jazzu. I co sprawiło, że ją przerwałeś? Nagrałem setki p ł y t, setki reklam, w yprodukowałem kilkadziesiąt ogromnych koncertów, a  zagrałem około dwóch t ysięc y. St wor z y ł em w łasne s tudio w  k tór ym powstało mnóst wo ciekaw ych p ł y t. A ż k tóregoś dnia 2009  roku zasnąłem podczas nagrania kolejnej wokalistki walczącej po raz setny o wyśpiewanie frazy życia. Mój mózg powiedział „stop”. To był absolutny koniec pracy na zlecenie. Zbiegło się to z  poznaniem Pauliny, mojej żony, która namawiała mnie, aby iść własną drogą. Postanowiłem w ykorz ystać całe moje doświadczenie do stworzenia World Orchestr y, dzieła życia. Dwa lata później oświadczyłem się Paulinie na scenie po trzygodzinnym koncercie w Gdańsku na Festiwalu Solidarity of Arts, gdzie World Orchestra wystąpiła w 86-osobowym

019


POSTAĆ

020


POSTAĆ

składzie. Na bankiecie po koncercie ar t yści z cał ego świata śpiewali nam ludowe przyśpiewki weselne przez wiele godzin. Było cudnie. Jak się udaje połączyć na jednej scenie tak wiele światów, tradycji, wyznań? Najbardziej niewykonalnym wydawało mi się namówienie światowych gwiazd do grania moich autorskich kompozycji symfonicznych z elementami improwizacji. Ich brzmienie, harmonia i rytmika są dalekie od amerykańskich czy brytyjskich modnych wzorców. Słychać w nich Polskę i Słowian. To wszystko poprzedziło klasyczne wykształcenie i badania

nad polskim folklorem. Ku mojemu zaskoczeniu nasi soliści ze świata, ciekawi nowego brzmienia, realizują się w mojej muzyce. I to jest chyba największy sukces. Mamy nuty, ale każdy koncert to w połowie improwizacja. Po siedmiu latach grania coraz mniej czasu przeznaczamy na próby, a więcej na żywioł. Ten dreszczyk towarzyszący improwizacji gwarantuje, że to będzie coś fantastycznego. Na co dzień każdy z nich jest solistą, tutaj są elementem całości. Tylko raz zdarzyło się, że muzyk pochodzący z Iranu odpadł. Zapytał: to nie będę jedynym solistą? Tłumaczył potem, że jego aura nie współgra z aurą orkiestry. Okej. Kontaktów z muzykami szukasz przez internet? Współpracuję z agencjami muzycznymi na całym świecie, ale wolę pojechać i usłyszeć dźwięk, poczuć zapach miejsca, zjeść lokalne danie. I to mnie uczy pokory, bo muszę dopasować się do miejscowych warunków. Uwzględnić, że na południu Europy obowiązuje popołudniowa sjesta i trzeba przerwać próbę. Albo że na Cabo Verde na Atlantyku czas nie gra roli. I że jak ktoś się spóźnia cztery godziny na spotkanie to przecież nie problem, bo mógł przyjść jutro albo wcale.

To jak udało się zorganizować tam festiwal? W dodatku w wygasłym wulkanie? To jedno z najbardziej szalonych spośród ponad dwudziestu przedsięwzięć World Orchestry, która wystąpiła m.in. w Niemczech, Słowenii, Rosji, Bułgarii i innych miejscach. Pracujemy, aby powtórzyć je również w tym roku. Krater miał średnicę kilometra, strasznie wiało. Dzień wcześniej graliśmy na brzegu oceanu, na zbudowanej na wodzie scenie. Fale przepływały pod sceną i obmywały stopy słuchaczom na piasku. Magiczne chwile. World Orchestra na Cabo Verde to był mały koncert, tylko dwudziestu muzyków. Zdarza się, że gra nas ponad setka.

A potem jedna wielka impreza? Każde nasze spotkanie to święto. Czekamy w hotelu na kolejnych muzyków. Wejściu każdego z nich towarzyszy aplauz. Kiedyś od momentu zameldowania się w recepcji minęło osiem godzin zanim dotarłem do pokoju, bo ciągle ktoś dojeżdżał, nie mogliśmy się sobą nacieszyć. Każdy oczywiście przywozi narodowe napitki, więc jest wesoło. Trzy lata temu mówiłeś na naszych łamach o festiwalu, który chciałbyś zorganizować w rodzinnym mieście, ale nikt nie chciał uwierzyć w twoją wizję. Skoro „Wschód Piękna” odbył się już dwa razy, to chyba coś drgnęło. Trochę drgnęło. Ale ja patrzę na cały region. Wschód Piękna to przede wszystkim Skansen w Olsztynku, pomoc tamtejszego burmistrza i Miejskiego Domu Kultury. Do tego Hotel Galer y 69 w  Dorotowie, gdzie graliśmy magiczny „Koncert na Wodzie” w 2015 roku oraz festiwal w Lidzbarku Warmińskim, z którym współpracujemy. Wspiera nas również Urząd Marszałkowski z Olsztyna, w ubiegłym roku jeden z koncertów zorganizowaliśmy z MOK-iem, przyjął nas też z otwartymi wrotami Pałac w Pacółtowie. W tym roku podczas trzeciej edycji festiwalu (w lipcu) planujemy

021


POSTAĆ

wrócić do Galery 69 w Dorotowie, gdzie zagramy ponownie „Koncert na wodzie”, no i oczywiście zaprosimy słuchaczy tradycyjnie do skansenu w Olsztynku. Mam też pomysł, aby zrobić jeden koncert gdzieś na środku jeziora. Zagrać bez nagłośnienia, w blasku świec na platformie otoczonej łódkami i jachtami. Festiwal się rozwija, fama idzie w świat. Dowodem na to jest propozycja Domu Kultury w Iławie, abym został od tego roku dyrek torem sierpniowego Festiwalu Jazzu Tradycyjnego „Złota Tarka”.

022

Festiwal-legenda. Chcesz odświeżyć, zmienić jego profil? Wiedziałem, że ta zmiana nie obędzie się bez kontrowersji w środowisku muzycznym, bo jestem kojarzony z innymi odmianami jazzu. Jednak krytyka tego co robię, średnio mnie obchodzi. Na pewno w repertuarze pozostanie jazz tradycyjny, świetnych muzyków tego nurtu jest na świecie wielu. Chciałbym zainteresować Warmią i Mazurami Polskie Stowarzyszenie Jazzowe, połączyć działania z innymi miastami. Wspieram wydarzenia w Lidzbarku Warmińskim, ciekawe koncerty odbywają się w Elblągu. Latem imprezy w regionie pokrywają się, zimą niewiele się dzieje. Myślę o tym, aby pokazać moim gościom ze świata, że muzyka nad lodową taflą jest równie fascynująca jak w otoczeniu zieleni. Chcemy grać z najlepszymi artystami z całego globu, solistami ze świata jazzu, etno, folk, otwartej improwizacji. A tym artystom chcemy pokazać piękną Polskę. Ważną ideą World Orchestry jest propagowanie słowiańskich korzeni. Jak je odkrywasz? Sięgasz do legend? Folkloru? Słowiańskie, lechickie, polskie korzenie są podstawą mojego dorosłego wykształcenia muzycznego. Klasyczne

nabyłem w szkole, jak wszyscy, jazzowe w  Katowicach i na scenach, natomiast na folklor i naszą tradycję przyszedł czas później. Razem ze świadomością jak ważne jest zgłębianie i przekazanie dalej tej wiedzy w postaci now ych kompoz ycji. Zatem moje wsz y s tkie więk sze utwory mają tytuły zaczerpnięte z naszych mitów, legend. Napisałem kilka poematów symfonicznych, jeden z nich nosi tytuł „Legenda o Popielu i Piaście Kołodzieju” (2011). W ubiegłym roku odbyła się w sali NOSPR w Katowicach premiera mojej Symfonii „Lech, Czech i Rus”, którą dzień później powtórzyliśmy w krakowskiej filharmonii. Mam nadzieję, że uda nam się w ydać pł y tę z  tego koncer tu i że doczekamy się premiery w Operze Narodowej, może Narodowym Forum Muzyki. Jak ogarniasz te pomysły? Artyści rzadko są mocni w logistyce, zarządzaniu. Przez lata pracy na zlecenie nauczyłem się dysponować budżetem i kierować wielką grupą ludzi. Każdy koncert zaczynamy z Pauliną w domu, potem realizuje go z nami jeden z kilku teamów produkcyjnych. Szukam do współpracy osób, które wierzą w to co robią i nie piętrzą problemów. Oczywiście nie każdy pomysł udaje się zrealizować, niektóre tworzy się latami. Ale nie mam granic w myśleniu o muzyce, bo każda wizja jest realna, czy to koncert na pustyni, czy w siedzibie NASA. Po latach podróży mam mnóstwo kontaktów i staram się je pielęgnować. Na przykład nasza płyta poprzez znajome podróżniczki trafi ła na dwór królewski Buthanu, wiemy, że się podobała. Myślimy aby zaproponować jakąś wymianę kulturalną z tym niezwykłym krajem.


POSTAĆ

POSTAĆ

Jak zapowiada się dla was rok 2017? Niezwykle emocjonująco, zarówno dla World Orchestry i jej alter ego – One World. To biegun przeciwny wieloosobowego projektu, moja, często samotna podróż po świecie w poszukiwaniu źródeł. Będę na czterech kontynentach: Kanada, USA , Brazylia, Cabo Verde, Por tugalia, Baku, może Egipt, Maputo, Suazi, Mozambik, Słowenia, Słowacja, Albania. Kilka tras planuję po Norwegii, w lutym na przykład będę podczas Ice Music Festival obok koła podbiegunowego grał na saksofonie wyrzeźbionym z lodu. Zaliczę Szwecję, Niemcy, Danię, Rosję, Ukrainę, Bashkirię, Australię, Dubaj, Kuwejt, Chiny. A w dniach 1–7 maja organizujemy pierwszy World Orchestra Festival w Toskanii. Kilka dni wypełnionych wieczornymi koncertami przy świecach, w  gajach oliwnych, z dobrym winem i pogodą. Pracujemy nad festiwalem we francuskiej Prowansji, nad jesiennym koncertem w świątyni ognia Ateshgah w Baku w Azerbejdżanie. Mam w planach jesienny projekt „Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” podczas którego zagramy koncerty w ogrodach na dachach budynków włoskiej stolicy. Odwiedzimy festiwale w Sofii, Moskwie, Pradze, Koszycach. Generalnie z każdym krajem jestem na innym etapie przygotowań, ale dla mnie punktem centralnym są festiwale w Polsce, ze wskazaniem na Warmię i Wschód Piękna Festiwal. Miałeś zajawki na lidera we wczesnej młodości? Czy ja wiem? Nieszczególnie, ale nigdy nie bałem się odezwać, podejmować odważnych decyzji. Szybko biegałem, uprawiałem tenis, tańczyłem przez sześć lat. Rodzice dbali o to, abym rozwijał talenty, miał kreatywnie wypełniony wolny czas. Kiedy urodziła się moja córka w grudniu 2015 roku, przez wiele miesięcy była w centrum uwagi. Nie wyjeżdżałem za granicę, aby być blisko, obsesyjnie wręcz usuwałem w domu wszelkie przeszkody, mogące być dla niej zagrożeniem. Trochę już nabrałem dystansu i znowu ruszam w drogę. Doceniam moich rodziców za wsparcie i możliwość realizacji marzeń. Pozwolić dzieciom aby poszły artystyczną drogą, to pewnie nie raz był rodzicielski dylemat. Ale widzą, że jesteśmy spełnieni. Ja robię to co kocham, moja siostra zajmuje się w tej chwili produkcją muzyczną przy filmach Disneya. Jak rozmawiasz ze sponsorami, przedstawiasz World Orchestra? To pewnie nieodzowny element każdego projektu. Organizacja takich projektów to nie jest życie usłane różami, ale ciężka praca moja, mojej żony i naszych współpracowników. Setki spotkań, wyjazdy, rozmowy telefoniczne i wszystkimi innymi kanałami: na skypie, przez fb, vibera. Sponsorzy to nasza najsłabsza strona. Aby realizować World Orchestrę musiałem się dostosować do wszystkich artystów, ich sposobów komunikacji i czasu. Nauczyć, zrozumieć i zaakceptować różnice kulturowe, religijne, obyczajowe, inne tempo i sposób pracy. Na szczęście rozwija się team produkcyjny, sięgający czasem nawet 30 osób. Pojawiają się osoby kręcące dokumenty o World Orchestrze. Magia muzyki przenika dalej, inspirując innych artystów do tworzenia sztuki. Chyba nie masz co żałować rozstania z show biznesem? Muzyka komercyjna nie jest dla mnie w yzwaniem, nie chcę już wracać na tą ścieżkę, rozdrabniać się. Chyba że dostaję jakieś arcyciekawe zlecenie, Philowi Collinsowi pewnie bym nie odmówił. Kreowanie własnego muzycz-

nego świata to dobra droga. Mimo zmęczenia podróżami, ilość endorfin, która wytwarza się podczas naszych prób, koncertów rekompensuje wszystko. Żyję od wydarzenia do wydarzenia. A w międzyczasie smakuję życie, odkrywam zapachy, kuchnie, historię, różnice religijne, wyznaniowe, inne systemy społeczne. Poznaję ludzi na całym świecie, bo muzyka jest wszędzie. Otwiera umysł, wyzwala wyobraźnię, pozytywnie nakręca, przez co daje odpowiedzi na ważne pytania. Ludzie po koncertach opowiadają nam, że mają trudne momenty, ale coś w nich się zmienia. Przez dźwięki odkrywają na nowo, że życie jest piękne. Muzyka komercyjna nie ma aż takich prorefleksyjnych aspektów. Kiedyś w Norwegii, za kołem podbiegunowym, kobieta podeszła do mnie i oznajmiła: przeszłam 25 kilometrów w śniegu, żeby posłuchać człowieka, który gra na duduku. Nie mogłem jej zawieść. Strasznie mnie nakręca, że mogę dzielić się z ludźmi swoimi fascynacjami. Energia, która tkwi w tradycji i naturze, z której czerpiemy pełnymi garściami, ma w sobie mądrość i magię, która zmienia świat. Jestem najlepszym przykładem, że życie może być takie, jak sobie wymarzymy. Skoro World Orchestra to projekt życia – musi ewoluować. Jak chcesz zachować świeże brzmienie? Przez ciągłą naukę tradycji i słuchanie młodych muzyków zderzających się z nią po raz pierwszy. Ten moment kiedy młody umysł otwiera się na muzykę i improwizację, daje zawsze możliwość odkrywania nowych muzycznych ścieżek. To niepowtarzalna chwila, która jest esencją kreacji muzyki. Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Arek Stankiewicz, stylizacja: Beata Salata Podziękowania dla dyrekcji Muzeum Warmii i Mazur za pomoc w realizacji sesji.

SZEŚĆ PÓR ROKU PIOTROWSKIEGO „ Si x S ea son s ” to c z ternas t a p ł y t a Grzecha Piotrowskiego. Pory roku, których jest w Polsce sześć, stały się dla niego inspira cj ą d o n a p i s a nia miniatur na oktet: „Przedwiośnie”, „Wiosna”, „Lato”, „Jesień”, „Przedzimie” i „Zima”. – Ubieram je w poematy instrumentalne z udziałem kwartetu jazzowego i smyczkowego – wyjaśnia Grzech. Płyta powstawała latami. Na prz ykład „Lato” pojawił o się w  2001  roku na płycie „Alchemik – Sfera Szeptów” pod tytułem „Kochanek”. Wiele lat później w  Toskanii powstał utwór „Lucciole in Vinci”  – teraz „Przedwiośnie” wykonany po raz pierwszy z  World Orchestra podczas Solidarit y of Ar ts w  2011. Muz ycznie ar t ysta zagląda do końca XIX wieku i twórczości Erika Satie. Więcej informacji na stronach: www.worldorchestra.com www.grzech.org

023


PRODUKTY

GALERIA HANDLOWA MADE IN WODA Z MISJĄ

PIEROŻKI O SMAKU AZJI Parowar to miejsce, gdzie można spróbować tradycyjnych, oryginalnych, chińskich pierożków Dim Sum. Do wyboru: z mięsem, owocami morza, wegetariańskie lub bezglutenowe. Pierogi są przyrządzane na parze, bez tłuszczu, dzięki czemu zachowują wartości odżywcze, wyrazisty smak składników i egzotycznych przypraw. Serwowane w oryginalnych, bambusowych koszyczkach zwanych „parnikami”. Smaczne, tanie i zdrowe. W zestawie sos sojowy łagodny lub pikantny oraz bambusowe pałeczki. Olsztyn, ul. Curie Skłodowskiej 24 www.parowar.olsztyn.pl

Eva Zdrój to ultraczysta woda o zbilansowanym składzie minerałów do codziennego spożycia i przygotowania posił ków. Poddana procesowi napowietrzania i filtracji, odpowiednia dla diety ubogiej w  sód. Zawartość rozpuszczonych składników mineralnych: 236 mg/l. N i najważniejszy składnik – każde pięć groszy z zakupu półlitrowej butelki trafia na potrzeby Wojewódzkiego Specjalist ycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie. www.magdystrybucja.pl

024

FOLKLOR W KUCHNI

URODA Z NATURY

Fartuch z warmińskimi wzorami ludowymi to niezbędny gadżet każdego miłośnika regionalnej kuchni. Wykonany jest z grubego poliestru, w dolnej części posiada trzy kieszenie na łyżki i  ł opatki do naleśników. Nadruk w ykonany jest tr wałą farbą, która nie ulega spieraniu. Do kompletu można dokupić koszulkę, kubek albo torbę lnianą z podobnym wzorem czepca warmińskiego. www.pamiatki.warminskie.eu

Olej z opuncji figowej plus kwas hialuronowy – efekt tego połączenia to najnowsze odkrycie marki Bioetiq. Żelowe serum jest jednym z produktów tworzonych w olsztyńskim laboratorium biotechnologicznym. Powstają tu naturalne kosmetyki bez chemicznych składników, jak parabeny i silikony, za to z aktywnymi składnikami roślinnymi. Olej z róży japońskiej, fi tokolagen akacjowy czy bursztyn bałtycki to pielęgnacja z łagodnym i bezpiecznym oddziaływaniem na każdy rodzaj skóry. www.bioetiq.com


PRODUKTY

KRÓL TORTÓW

CZAS MISTRZA

Mus z belgijskiej czekolady przełożony ciemnym biszkoptem i prażynkami. Tort Royal czekoladowy tworzony przez olsztyńską markę Słodycz tej Krainy to gwóźdź programu każdej imprezy. Dostępny również w wersji z musem z karmelowej i białej czekolady, jasnym biszkoptem i prażynkami. Tradycyjna receptura, najwyższej jakości składniki pochodzące głównie od lokalnych producentów i królewski design. Pracownia Cukiernicza Słodycz Tej Krainy Olsztyn, ul. Kołłątaja 23 www.slodycztejkrainy.pl

Zaufanie, które zbudował czas – to motto marki Atlantic idealnie komponuje się z przypadającą 10. rocznicą współprac y z  jej ambasadorem Krzysztofem Hołowczycem. Mistrz kierownicy po raz pierwszy udzielił swojej twarzy marce Atlantic w 2007 roku i od tamtej pory nawzajem towarzyszą sobie w rozwoju – m.in. „Hołek” testował wiele modeli Atlantica chociażby w  trudnych warunkach rajdów Dakar. To jedna z  najdłuższych współprac wizerunkowych w Polsce, która opiera się na partnerskich, wręcz przyjacielskich relacjach. Efektem jej jest chociażby kilkanaście kampaniami reklamowanych do których sesje zdjęciowe wykonywane były m.in. w rodzinnym mieście ambasadora – Olsztynie. www.atlantic-watch.pl

025

DWANAŚCIE CUDÓW WARMII

PLEDY GODNE ZAUFANIA

Żurawie to jego znak rozpoznawczy. Ale fotografie Andrzeja Waszczuka z Dobrego Miasta przemierzającego z aparatem warmińskie lasy i rozlewiska, rejestrują wiele innych cudów natury. Nocne życie ptaków i  zwierząt, rzadkie rośliny, niepowtarzalne światło wschodów słońca. Kalendarz planszowy na 2017 rok, wydany przez PHU „Wenecja”, a wydrukowany w „Tinta” w Działdowie, zabiera w magiczny świat regionalnej przyrody. Takiej, którą dostrzec można tylko wstając przed świtem lub zarywając nockę… Zamówienia: phuwenecja@wp.pl

W kratę, paski, prążki. Pastelowe, wysokiej jakości bawełniano-akrylowe pledy, przyjechały na Warmię z hiszpańskiej Walencji. I podbiły serca oraz portfele klientów sklepu Weranda z oryginalnymi naczyniami i dekoracjami. Tekstylia firmy Mora mają 70-letnią tradycję i międzynarodowy certyfikat Oeko-Tex Standard 100 (Tekstylia godne zaufania) gwarantujący, że są wolne od szkodliwych substancji. Sklep Weranda, Olsztyn, ul. Dąbrowszczaków 4


KUCHNIA

MOZART NA TALERZU CZY WOŁOWINA STAŁA SIĘ MODNA? RÓWNIE BEZZASADNIE MOŻNA ZAPYTAĆ CZY WHISKY STAŁO SIĘ MODNE? OTÓŻ NIE. PO PROSTU KULTURA KULINARNA WDRAPAŁA NAM SIĘ NA WYŻSZY POZIOM I CHCEMY WRESZCIE DELEKTOWAĆ SIĘ TĄ CZERWONĄ POEZJĄ NA WIDELCU. WITAJCIE W STEAKOWNI. SMACZNEGO!

026

Stek, czy też z angielskiego steak – któż by przypuszczał, że musi pokonać taką drogę, by finalnie ten niepozorny kawał wołowiny rzucony na ruszt sprawił rozkosz podniebienia. – I co ważne, nie ma na tym łańcuszku elementów mniej czy bardziej ważnych, bo jeśli choćby jedno ogniwo będzie słabsze, nie ma co liczyć na doskonały efekt końcowy – obrazuje Bartosz Jankowiak, kierownik marketingu Zakładów Mięsnych Warmia w Biskupcu. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych producentów mięsa i wędlin w regionie zrobił ważny krok, by Warmia i Mazury s t a ł y się kolebką dojr zewającej wo ł owiny. Najpier w w rodzimym Biskupcu, a od niedawna również w Olsztynie i Warszawie otworzył Steakownie. To połączenie sklepów z restauracją, gdzie sprzedaje się najwyżej jakości woło-

winę dojrzewającą, a także przyrządzone na miejscu steki, którymi można rozkoszować się właśnie jak w restauracji. Z tą jednak różnicą, że o ile w restauracjach serwują trzy, góra cztery rodzaje steków, tutaj dostaniemy wołowinę aż z kilkunastu różnych rodzajów mięsa, jakie pozyskuje się z woła. T-bone, rostbef, picania, pajączek, świeca, gruszka, czy rib eye – to tylko część nazw, które smakoszom pobudzają apetyty. Jednak droga do wyśmienitego menu ma swoje wymagania. Jak zatem wygląda Steakownia od kuchni? – Wyszliśmy z założenia, że aby zrobić wyśmienity stek, trzeba znać bydło od urodzenia, rozumieć je i hodować z sercem, bez stresu, znać jakość pastwisk na których się w ypasa, mądrze karmić, ale też i  potrafić przygotować


KUCHNIA

do uboju, no i zapewnić warunki, by mięso odpowiednio dojrzało – Bartosz Jankowiak jakby w pigułce zawarł odpowiedź na pytanie, dlaczego ma znaczenie czy bydło z którego pochodzi stek, miało dobre życie. Zakłady Mięsne Warmia mają ten komfort, że posiadają własne hodowle z warunkami i nadzorem, które przekładają się na finalną jakość mięsa. Odpowiadają za wszystko od A do Z. Nic dziwnego, że po tutejszą wołowinę kolejka restauratorów z  województwa, i  nie t ylko, ustawia się dłuższa, niż możliwości hodowli. Dlatego śledząc trendy kulinarne, upodobania klientów, ale i ciągły niedostatek wysokiej jakości dojrzewającej wołowiny, Zakłady Mięsne Warmia stworzyły sklepo-restauracje Stekownia. – Już pierwszy nasz punkt w Biskupcu pokazał jak wielkie jest zainteresowanie klientów nie tylko samym zakupem wysokiej klasy wołowiny, ale też i chęć zgłębiania wiedzy o przyrządzaniu steków, którą dzielą się nasi stekmistrze – dodaje Jankowiak. Bo stekmistrze to nie tylko sprzedawcy wołowiny, ale też i doradcy – co wybrać i jak przyrządzać.

Sezonowanie to podstawa, dlatego zdarzyć się czasem może i tak, że w Steakowni chwilowo nie będzie któregoś rodzaju wołowiny. – Nie chcemy skracać czasu jej dojrzewania o tydzień czy dwa tylko dlatego, by ją szybciej sprzedać. My chcemy ją sprzedawać dopiero wtedy, kiedy osiąga swoją idealną dojrzałość, bo wtedy oddaje swoje największe walory smakowe – wyjaśnia Bartosz Jankowiak. – A chcemy dawać możliwość posmakowania produktów premium. Wołowina, z punktu widzenia dietetycznego, sama w sobie jest już produktem klasy premium. Bydło wymaga od 18 do 24 miesięcy chowu, co w porównaniu z dwoma miesiącami drobiu czy czterema wieprzowiny, nie jest bez znaczenia dla właściwości mięsa. Bydło hoduje się w maksymalnie bezstresowych warunkach. Niektóre rasy nawet z mitycznymi już historiami, jak to w czasie jego wypasania puszcza się… muzykę Mozarta. Wypracowany styl żywienia oraz warunki chowu sprzyjają bowiem odkładaniu się cienkiej warstwy tłuszczu i powstającej tym samym marmurkowatości (faktycznie mięso przy-

– Widzimy po naszych stałych klientach, że wciągnęli się już w temat wołowiny – zauważa Mateusz Kisiel, stekmistrz w biskupieckiej Steakowni. – Wracają nie tylko po steki, ale i po wiedzę, która służy do samodzielnego przyrządzania. Cieszy nas więc i to, że spełniamy rolę edukacyjną w tym kulinarnym zagadnieniu. Bo każdy z kilkunastu rodzajów wołowiny ma swoje walory smakowe, każdy w różnym stopniu wysmażenia inaczej smakuje, więc robi nam się cały wachlarz doznań smakowych – mówi. Temat steków to więc jak poruszanie się po pełnym nieodkrytych smaków świecie whisky. Im dłużej się nią pasjonujemy, tym bardziej uświadamiamy sobie, ile jeszcze o niej nie wiemy. Steakownia złamała też stereotyp, że wyjście na steka do restauracji nie musi kojarzyć się z przynajmniej półkilogramową porcją za przesadnie duże pieniądze. Otóż można tu kupić i zamówić przyrządzoną na miejscu porcję dowolnej gramatury w całym wachlarzu cen. – Ta forma połączenia sklepu i restauracji zdała egzamin, dlatego po Biskupcu otworzyliśmy już Steakownię w stolicy Warmii, a następnie dwie w stolicy Polski – dodaje szef marketingu. Każda wołowina trafia do Steakowni po uprzednim procesie dojrzewania w specjalnych komorach dojrzewalniczych.

pomina strukturę marmuru – Amerykanie klasyfikują pięć klas marmurkowatości wołowiny – im więcej „marmurka”, tym wyższa klasa. No i cena). Ta drobna ilość tłuszczu przy rozpuszczaniu podczas smażenia nadaje mięsu soczystość, kruchość i wyzwala bogactwo smaków. No i nie można tu zapomnieć o walorach zdrowotnych – wołowina ma więcej przyswajalnego żelaza niż mięso innych zwierząt hodowlanych. Zawarte w niej białko jest pełnowartościowe, ponieważ zawiera wszystkie niezbędne aminokwasy, których organizm człowieka nie wytwarza samodzielnie. Poza tym wołowina dostarcza kolagenu, cynku, selenu i  witamin z grupy B, a z drugiej strony nie wpływa na poziom cholesterolu we krwi, stąd dietetycy zachęcają, by cieszyć się jej wartością odżywczą. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Marcin Zalech/ODM Studio

Biskupiec, pl. Wolności Olsztyn, ul. Warszawska 2/2 Warszawa, ul. Piękna 15, ul. Krucza 23 www.steakownia.pl

027


GODNE UWAGI

BAL JAK W BAJCE

KUCHNIA W PIGUŁCE

NIETRZEŹWE PTACTWO NAD ŁYNĄ

Obraz: Edyta Derecka

Dwadzieścia kranów, a z każdego leje się inne piwo. I to nie byle jakie. Lokalny, nagradzany Browar Kormoran, rzemieślnicze „krafty” z całej Polski, piwa belgijskie i amerykańskie. Pijana Czapla to pierwszy regionalny multitap. Piękne położenie nad brzegiem Łyny, industrialne, intrygujące wnętrze i bogata oferta dla miłośników złotego trunku z różnych stron świata. Dla oczu, podniebienia i paru innych zmysłów. Pijana Czapla, Olsztyn, ul. Górna 1

Chcesz być fit? Świeże soki z warzyw i owoców. Masz o c h o t ę n a co ś s ł o d k i e go? Cukiernie z pysznymi deserami. Potr zebujesz konkretnego posiłku? Samoobsł ugow y bar z  da niami kuchni europejskiej. Lubisz egzotykę? Oryginalne receptury z najdalszych z a k ą t kó w ś w i a t a . F o o d Cour w  centrum handlow ym Aura to ś wiat kulinarny w pigułce. Na każdą kieszeń i zachciankę. I każdy etap diety. Food Court, Aura Centrum Olsztyna, ul. Piłsudskiego 16

Obraz: Michał Bartoszewicz

Obraz: arch. Eranova

Warunek udanego balu to nie tylko dobre towarzystwo, ale też wystrój, oświetlenie, klimatyzacja, muzyka, nagłośnienie, parkiet, obsługa i potrawy. Dlatego jeśli ma być jak w bajce – warto postawić na mistrzów. Sale w Miejscu Kreatywnej Aktywności Eranova prowadzonej przez Karolinę Felską i Krzysztofa Wasilewskiego, to połączenie elegancji z funkcjonalnością. Włoski design plus najnowocześniejsze rozwiązania techniczne – standard porównywalny do najlepszych sal balowych świata. Rzuć hasło imprezy, a zespół Eranova zajmie się wszystkim od A do Z. Łącznie z marzeniem, abyś został królem lub królową parkietu. Eranova, Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 3

Solianka, żur, pierogi, gulasz z sarny czy golonka z kapustą. Mazurska kuchnia w najlepszym wydaniu, ale też ciekawostki z różnych zakątków świata, jak czeskie piwo z beczki czy sałatka z krewetkami. Restauracja Mazuriana w centrum miasta z widokiem na jezioro Szczytno Małe to punkt obowiązkowy smakoszy. Ma na koncie nagrodę portalu TripAdvisor, certyfikat Dziedzictwo Kulinarne Warmia Mazury Powiśle i Top Warmii i Mazur. Ciekawy design z historycznymi fotografiami przedwojennego Ortelsburga. Restauracja Mazuriana, Szczytno, ul. Sienkiewicza 2

Obraz: arch. Hotel Robert’s Port

028

TRENING NA FALI Spalasz kalorie i napawasz się mazurskim krajobrazem w najlepszym wydaniu. Stare Sady pod Mikołajkami to mekka nie tylko dla miłośników żeglarstwa, ale też aktywnego odpoczynku i zdrowego stylu życia. W listopadzie ruszył tu Fitness PORT, nowoczesny klub przy Hotelu Robert’s Port Lake Resort & Spa. Zajęcia grupowe w salach treningowych albo indywidualne ćwiczenia siłowe na sprzęcie firmy TechnoGym, przez siedem dni w tygodniu. A kiedy dajecie sobie w kość, dzieci zostają pod opieką animatorek z Klubu Malucha. Klub Fitness PORT, Stare Sady 4, Mikołajki

Obraz: Łukasz Wajszczyk

KULINARNY TRIP


Osiedle Leśna

Osiedle Bartąg


ZE SCENY

MOJA TRÓJPOLÓWKA O REGULACJI JEZIOR, POCZĄTKACH AKTORSTWA NA MAZURSKIEJ ŻAGLÓWCE, SZANTACH NA EGZAMINIE TEATRALNYM, A PRZEDE WSZYSTKIM „BUDZIKU” OPOWIADA EWA BŁASZCZYK* KILKA GODZIN PRZED RECITALEM W TEATRZE JARACZA.

MADE IN: Gdyby nie wakacje na Mazurach, może nie byłoby aktorki Ewy Błaszczyk? Ewa Błaszczyk: W pewnym sensie tak. Oczywiście znaczenie miało też to, że interesowałam się psychiką człowieka, emocjami. I myślała pani o studiowaniu psychologii. Zawsze interesowało mnie, jak to działa, że ktoś zakłada maskę, jest nieśmiały albo się jąka, a wszystko ma podłoże tutaj. (wskazuje na głowę) Sama byłam nieśmiałą osobą, ale odnalazłam ludzi, wśród których zobaczyłam, że jest możliwość poradzenia sobie z tym, co mnie męczy. Że poprzez aktorstwo mogę zająć się analizą tego, co w głowie, rozbieraniem postaci, ale nie wracać z tym do domu, tylko robić to w iluzji, w fikcji. A na Mazurach, w wakacje przed klasą maturalną, spotkałam chłopaka, który kończył już Akademię Teatralną w Warszawie. Pływaliśmy razem na łódkach. Po powrocie zaczęłam być zapraszana na przedstawienia dyplomowe i  zobacz y łam, że to nie jes t taki odległ y ś wiat , t ylko w zasięgu ręki. Postanowiłam spróbować – raz. Jeśli by się nie udało, poszłabym w psychologię. Jednak zdałam z drugą lokatą. A i tak życie wykonało taki zakręt, że siedzę jednak w mózgu. 030

W portretującej panią książce „Wejść tam nie można” mówi pani: „ Aktorstwo jest wciąż obecne w  moim życiu, ale zainteresowanie człowiekiem wykorzystuję także do zupełnie odmiennych działań”. To np. Fundacja „Akogo?”? To jest właśnie mózg! To, co proponuje nauka, co robi się w eksperymentalnych grupach już teraz jest bardzo obiecujące. I niesamowicie mnie ciekawi. Pani aktorstwo na tym nie cierpi? Ja swój zawód cał y czas pielęgnuję. Mam taki system naczyń połączonych, jak jeziora, które mają lustra wody i trzeba pilnować, żeby był równy poziom. I ja pilnuję, by zachować u siebie harmonię. Nakarmię się jedną energią i przesadzam ją na inny grunt. To taka trójpolówka.

Roz maw iamy k ilka go dz in p r ze d p ani re cit al e m w olsztyńskim Teatrze Jaracza. Tymczasem na egzaminie do szkoły aktorskiej zaśpiewała pani… żeglarską piosenkę. (śmiech) Tak! „Żył raz marynarz, który żywił się wyłącznie pieprzem”! Zaśpiewałam va banque, jak umiałam i tyle. Wcześniej śpiewałam tylko w domu. Ale gdy zaczęłam już występować w Kabarecie pod Egidą u Pietrzaka, co rok musiałam mieć now y repertuar. To mobilizowało mnie do kontaktów z  poetami, tekściarzami. Miałam wielkie szczęście, bo kiedy znalazłam się w grupie Osiecka-KoftaJanczarski [ Jacek Janczarski, mąż Ew y Błaszczyk, zmarł w 2000 roku – red.], to mogłam po prostu z nimi pogadać i zaraz miałam dobry tekst. Momentalnie. Mieli nieprawdopodobnie sprawny warsztat. Poza tym przyjaźniliśmy się. Bywało, że Jonasz Kofta odwiedzał nas ze słowami „Dzisiaj mam imieniny ”, biegłam więc po k wiat y, jakiś alkohol. I choć oczywiście nie było żadnych imienin, to było kompletnie nieważne. Jonasz pomieszkał u nas trzy dni i napisał z Jackiem na przykład „Nerwicę w granicach normy ”! Ten bezpośredni kontakt to był nieprawdopodobny luksus. Teraz mam taki car t blanche z  Jackiem Kleyff em: mogę zmienić muzykę, porozmawiać o zmianie tekstu. To tekst jest w piosence najważniejszy? Staram się zawsze, by to, co śpiewam, było o czymś, miało jakiś przebieg emocjonalny, swoje napięcia. Piosenka jest taką małą formą dramaturgiczną, w której w trzech-czterech minutach musi się coś rozegrać. To jest najbliżej mnie. Role mam różne, ale to śpiewanie zazwyczaj zgadza się z tym, co mam w środku, bo szukam takich tekstów, których potrzebuję w danym momencie. Tak jak dzisiejszy recital. Poprzedni był „I poczucie szczęścia nawet, gdy wichura” Jacka Kleyffa. To był okres wzmożonej walki – by iść za światłem i nie dać się ściągnąć w dół. A teraz jest „Pozwól mi spróbować jeszcze raz”, bo dużo już zrobiliśmy i mogę to zaśpiewać we własnym imieniu, w imieniu mojej córki Oli, w imieniu wszystkich ludzi, którzy są zanurzeni w śpiączce – że jeszcze raz!


ZE SCENY

Śpiewanie piosenek osób, które już odeszły, to swego rodzaju rozmowa? Tak, to jest też podtrzymywanie kontaktu. Ja sobie dalej z nimi żyję. Ale do piosenek, które nie są już dla pani tak ważne, jak kiedyś, nie chce pani wracać. Bo się odklejają od tego, co czuję. Choć czasem śpiewam piosenki, których nie zaśpiewałabym osobno: jeśli służą czemuś, a są w pakiecie i w nich mieści się pewien nastrój, kolor, który jest potrzebny. Ale na przykład „Cicho, cichuteńko” śpiewa już teraz Mania [córka Marianna Janczarska – red.], bo może przeżywać to, co jest w tej piosence. Ja już z tego wyrosłam. O zapadnięciu w śpiączkę córki Oli mówi pani: „Wierzę, że to wszystko musi być po coś. Inaczej pozostaje tylko rozpacz i chaos”. Tym czymś jest „Budzik”, warszawska Klinika Neurorehabilitacyjna dla dzieci po ciężkich urazach mózgu? Tak, bo myślę, że Ola trwa i walczy, a „Budzik” robi poprzez nas, nasz ymi rękami. To się przeradza w  materialne, fizyczne dobro, ratuje inne dzieci. Temu, co się stało, został nadany jakiś sens. Oczywiście walczę o nią cały czas, modlę się – chociażby tym recitalem. Śledzę też bardzo mocno programy eksperymentalne i światową naukę, by sprowadzić ją tutaj i przeprowadzać eksperymenty z polskimi lekarzami.

widziałam filmy z osobami po udarach, którym podano macierzystą komórkę nerwową – w eksperymentalnej grupie w Glasgow. I tam mocno starszy pan, pięć lat od udaru, jest w super formie. Dlatego szykujemy się do dużej, międzynarodowej konferencji w listopadzie 2017 roku, właśnie na temat komórki macierzystej i jej zastosowania w procesie regeneracji systemu nerwowego. Zaczynamy również starania o to, by wszczepy stymulatorów weszły jako procedura do programu śpiączkowego. Jeśli dostaniemy kontrakt z NFZ, zabiegi będą dużo tańsze – będzie więc szansa dla większej ilości osób. Do „Budzika” dziecięcego nie ma kolejki, te 15 miejsc wystarcza przy odpowiedniej rotacji. A dorosłych w śpiączce jest 3–4 razy więcej i na pewno będzie potrzebny kolejny „Budzik”. Te nowatorskie operacje do tej pory były wykonywane wyłącznie w Japonii. Skąd wziął się Olsztyn? No a dlaczego Religa na Śląsk wyjechał? Tu też jest taka energia! Jest grupa otwartych osób, prof. Maksymowicz i jego ludzie – ludzie, którym się chce – Łukasz Grabowski czy Monika Barczewska. Jest laboratorium komórki macierzystej i dr Joanna Wojtkiewicz, tu buduje się Centrum Serca i Mózgu. I dlatego chcę, żeby Owsiakowie do nas przyjechali: by pokazać, jakie tu są cuda, jakie zaplecze diagnostyczne, jak tu wszystko hula. Żeby ludzie zrozumieli, czemu w ogóle to się zaczyna w Olsztynie. Rozmawiała: Katarzyna Sosnowska-Rama Obraz: Kamila Myrcik-Kruczkowska, Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

W 2005 roku – kiedy powstała książka – „Budzik” był jeszcze w sferze trudno osiągalnych marzeń. Dziś działa trzy i pół roku… … i wybudziło się od tego czasu 31 dzieci! A  pani się nie zatrzymuje. Wraz z  profesorem Wojciechem Maksymowiczem otwiera pani „Budzik” dla dorosłych przy Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Olsztynie. Tak, bo system jest okrutny – ktoś ma 18 lat i po pół roku już nie może być w klinice dla dzieci. I co, traci szansę? Ja chcę, by był ogarnięty cały temat, nie wyimek. (rozmowę przerywa telefon – dzwoni Lidia Niedźwiedzka-Owsiak) À propos, 21 grudnia będziemy otwierać w Olsztynie budynek dorosłego „Budzika”. Przyjadą Owsiakowie – kupili nam bardzo drogą stację diagnostyczną, dzięki której można ocenić, czy ktoś jest w stanie wegetatywnym, czy posiada minimalną świadomość. Rezultat y wszczepów st ymulatorów centralnego układu nerwowego wzbudziły ogromne poruszenie. Dla pani były zaskoczeniem? Nie, bo byłam świadoma, że Japończ yc y mieli prawie 70 proc. sukcesu na 300 operacji. To jest gigantyczny wynik. Dlatego z niecierpliwością czekałam na takie rzeczy, jak 35-letni Tomek, który zaczął mówić, żartuje, jest bystry. Albo dziennikarz Mariusz, który jeszcze nie mówi, ale świetnie sobie radzi na komputerze, proces myślowy został uruchomiony, świadomość jest. Wszystkim pacjentom trochę się poprawiło – w zależności od uszkodzeń. Trzeba czekać, obserwować. Ola oczy wiście była najcięższą pacjentką w tej grupie, mija przecież 16 lat od urazu. Ale niedawno

* Ewa Błaszczyk – aktorka, pieśniarka, założycielka Fundacji „Akogo?” oraz warszawskiej Kliniki „Budzik”, działających na rzecz dzieci wymagających rehabilitacji po ciężkich urazach neurologicznych. Dzięki jej działaniom w 2016 roku w Olsztynie przeprowadzono 15 nowator skich operacji wszc zepów stymulatorów centralnego układu nerwowego, wspomagających wybudzanie ze śpiączki. Projekt zrealizowała wraz z  Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim, Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym w Olsztynie i we współpracy z japońskimi profesorami z Fujita Health University. 28 listopada 2016 roku Ewa Błaszczyk wykonała w Teatrze im. Stefana Jaracza recital „Pozwól mi spróbować jeszcze raz”, którego całkowity dochód został przeznaczony na sfinansowanie operacji wszczepów stymulatorów, a 21 grudnia 2016 roku otworzyła olsztyńską Klinikę „Budzik” dla dorosłych pacjentów przebywających w śpiączce.

031


KOCHA(M) – POMAGA(M)

MOC DROBNYCH GESTÓW UCZEŃ: JESTEM ZNIECHĘCONY, APATYCZNY I NIC MI SIĘ NIE CHCE, JAK TO ZMIENIĆ? MISTRZ: MOTYWUJ INNYCH. POZNAJCIE TĘ PRZYPOWIEŚĆ NA PRZYKŁADZIE NIDZICZANKI JULII MACULEWICZ, MŁODZIEŻOWEGO WOLONTARIUSZA ROKU. JEJ HISTORIĄ ROZPOCZYNAMY PROJEKT EVA ZDRÓJ KOCHA(M) – POMAGA(M).

032

Podczas warsztatów Młodzieżowej Rady Miasta w Nidzicy, m ł odym kandydatom do w ładz y zrobiono mini-tes t. Musieli wymienić swoje cztery ulubione czynności. Niemal u  wszystkich pow tarzała się ta sama odpowiedź: rozmawianie na messengerze ze znajomymi. Jedynie Julia Maculewicz, uczennica trzeciej klasy nidzickiego gimnazjum, wyłamała się. – Mocno stoi na ziemi – mówi o  Julii Paweł Przybyłek, przewodniczący Rady Miasta i  Gminy Nidzica, opiekun Młodzieżowej Rady Gminnej. – Nie odpływa w wirtualny świat tak jak wielu jej rówieśników, ale jest tam, gdzie trzeba działać, inicjować, organizować. Ma wpływ na integrację środowiska młodzieży, którą inspiruje do działań kulturalnych i naukowych. To kreatywność i empatia rzadka w dzisiejszym „realu”, zwłaszcza wśród nastolatków. Julia przyznaje, że wirtualny świat sieje spustoszenie w jej pokoleniu. – Z przerażeniem patrzę jak w czasie szkolnych przerw wszyscy uczniowie wpatrzeni są w swoje telefony – przyznaje 15-letnia Julia. – Nie ma między nami kontaktu, siedzimy na jednym korytarzu, a zamiast zwykłego uśmiechu, wymiany zdań, klikamy „lajka”. Myślę, że to jest największy

problem naszego pokolenia. Nie umiemy budować zwykłych relacji, no i stawiać sobie granic w korzystaniu z internetu. Życie nam ucieka przez… klawiaturę. W  pier wszej klasie gimnazjum kuzynka Julii wciągnęła ją do pier wszych działań wolontarackich. Pojawił y się w Garncarskiej Wiosce w Kamionce, gdzie organizowane są wydarzenia społeczno-kulturalne, odtwarzane ginące zawody, kultywowane dawne tradycje. Energia tej wspólnoty dała jej „kopa”. – Po raz pierwszy poczułam frajdę z  tego, że robię coś dla innych, nie otrzymując niczego w zamian – przyznaje. – Poczułam jak wraca energia, którą wysyłam do ludzi. Nawet nie wiem kiedy zapełniłam sobie grafi k społecznymi akcjami, wolontariatem. Odkr yłam, że pomagając innym, tak naprawdę pomagam sobie. Wcześniej byłam nieco zgorzkniała, uważałam, że świat jest zł y, rządzi nim pieniądz, a wokół pełno niesprawiedliwości. Ale wystarczy nieco więcej dać siebie innym i otwierają się oczy, widzimy wszystko w innych barwach. Przykład? Pytam starszą panią czy mogę jej pomóc nieść zakupy. Patrzy na mnie nieufnie, a potem się rozpromienia. Takie drobne gesty zmieniają świat.


KOCHA(M) – POMAGA(M)

Julię, przewodniczącą Szkolnego Samorządu Uczniowskiego, znają w Zespole Szkół nr 1 w Nidzicy chyba wszyscy. Wszędzie jej pełno. Organizuje pomoc słabszym uczniom, zaraża uśmiechem, wciąga innych do pozalekcyjnych działań, jak choćby w szkolonym kole PCK. Nie tylko reprezentuje gimnazjum w konkursach, ale tworzy razem z innymi akcje prozdrowotne. Światowy Dzień Walki z Głodem co roku przeradza się w szkole we wspólną integracyjną ucztę poprzedzoną zbiórką żywności. Podczas Światowego Dnia Honorowych Dawców Krwi razem z innymi zachęca mieszkańców, aby dołączyli do grona krwiodawców. – Zawsze można na nią liczyć – przyznaje Dorota Taratycka, nauczycielka biologi i geografii, opiekunka szkolnego PCK. – Znajduje czas na wszystko, a kiedy pojawiają się trudności, mówi „damy radę”. I nie pyta co dostanie w zamian, czy może np. liczyć na dobrą ocenę w dzienniku. Jest skromna i spokojna do momentu kiedy pada hasło, że trzeba coś zorganizować. Momentalnie zaczyna rozkwitać, pojawia się błysk w oku. Kiedyś sama zgłaszała się do wszystkich akcji. Po jakimś czasie koledzy zaczęli pytać: dlaczego zawsze Julka? Przybyło chętnych do pomocy. Julia uczy się w klasie sportowej, ale kariera w tej dziedzinie jej się nie marzy. Dobra kondycja przydaje się za to podczas biegów charytatywnych, jak Pomoc Mierzona Kilometrami czy Bieg Niezapominajki organizowany przez Nidzicki Fundusz Lokalny. W  grudniu zaangażowała się w zbiórkę żywności, zabawek i ubrań dla ubogich w ramach „Szlachetnej Paczki”, a w styczniu będzie można ją spotkać z puszką podczas Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. A w międzyczasie zbiera karmę dla czworonożnych podopiecznych Stowarzyszenia 4 Łapy. – Julia to urodzony lider – przyznaje Barbara Margol, prezeska Nidzickiego Funduszu Lokalnego, który zajmuje się programami na rzecz młodzieży. – Ma wiele pasji, ale największa to chyba pomoc ludziom i  zwierzętom. Kiedy szkoła zgłosiła ją do organizowanego przez nas konkursu o  t y tuł Młodzieżowego Wolontariusza Roku – Jastrząb 2016, nie miałam wątpliwości, że to najlepsza kandydatura. W  grudniu, zanim wręczyłam jej statuetkę, kilkanaście minut odczytywano listę jej zasług. Julia nie wie jeszcze kim chce być w przyszłości. Fascynuje ją fotograf ia i  czasem podkrada tacie profesjonalną lustrzankę. Pociąga ją medycyna, pasjonuje dziennikarstwo, uwielbia kontakt ze zwierzętami, pięknie rysuje. Wie na pewno, że ciągnie ją do wielkiego miasta, gdzie miałaby pole do popisu. – Marzy mi się podróż do Nowego Jorku gdzie życie jest intensywne, ma wiele kolorów – planuje. – Lubię kiedy dużo się dzieje, mam w ype łniony czas. Widzę siebie w jakiejś dużej fundacji, która np. wspiera nieuleczalnie chore dzieci. W  swojej pracy wolontariusza przekonałam się, że to osoby starsze najbardziej potrafi ą docenić pomoc. Jednak młode pokolenie też potrzebuje wsparcia, nie tylko w kwestii zdrowia i nauki. Jesteśmy pogubioną generacją, która nie ma zbyt wielu wartości. Media wmawiają nam, że w życiu liczy się uroda i pieniądze. A ja myślę że najważniejsze jest nastawienie na „tak”. Nawet jeśli żyjemy na peryferiach Europy, los nie obdarzył nas talentami czy bogactwem, jeśli mamy w sobie wiarę – możemy przenosić góry. Tekst: Beata Waś, obraz: Paweł Koziński

PROJEKT EVA ZDRÓJ KOCHA(M) – POMAGA(M) W sześciu kolejnych wydaniach magazynu poznacie dzieci i młodzież, które swoją postawą mogą inspirować rówieśników. To wolontariusze, młodzi liderzy małych społeczności, utalentowani sportowcy, artyści, twórcy o których można z dumą pisać i opowiadać. A jednocześnie skromne i pełne pozytywnych wartości. Chcemy inspirować również dorosłych, by spotykając młodych wartościowych ludzi, chcieli pomagać im się rozwijać. Taki przykład w ysyła w świat olsztyńska marka EVA ZDRÓJ, która będzie nagradzać naszych bohaterów. MAG Dystrybucja (właściciel marki) przekazuje voucher na 1000 sztuk butelek 0,5l wody EVA ZDRÓJ przeznaczonych na cele charytatywne. Julia zdecyduje komu z potrzebujących je przekaże. Mecenas projektu zapewni sprawną obsługę logistyczną. – Wierzymy, że dzięki tej inicjatywie Julia zyska jeszcze większą satysfakcję z pomocy innym ludziom – mówi Piotr Kłopotowski z MAG Dystrybucja. – Ale jest też coś dla niej. Julia otrzyma wysokiej klasy smartphona z aparatem pozwalającym robić zdjęcia doskonałej jakości.

MECENAS PROJEKTU: Mecenasem projektu jest olsztyńska firma MAG Dystrybucja. Dzięki temu, że działa już 25 lat, doskonale zna potrzeby lokalnej społeczności i nieustannie wspiera miejscowe inicjatywy. Jednym z priorytetów jest pomoc dzieciom z naszego regionu. Doskonałym tego przykładem jest stworzona przez nich marka wody EVA ZDRÓJ 0,5 l. 5 groszy z każdej sprzedanej butelki trafia do potrzebujących dzieci na Warmii i Mazurach. Dzięki zgromadzonym środkom sfinansowano m.in. budowę placu zabaw na terenie Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie.

033


STYL WARMII I MAZUR

AURA MODY NA ZDJĘCIACH PROJEKTU AURA MODY NIE ZOBACZYCIE MODELEK. TO MIESZKANKI WARMII I MAZUR. KOBIETY PRAWDZIWE Z ROZMAITYMI ŻYCIORYSAMI I DOŚWIADCZENIAMI, NA CO DZIEŃ ZNAJDUJĄCE SIĘ W NAJRÓŻNIEJSZYCH SYTUACJACH I RELACJACH. WRAZ ZE STYLISTKĄ AGATĄ BAŁDYGĄ BĘDZIEMY POMAGAĆ IM W ZNALEZIENIU ICH WŁASNEGO STYLU I WYDOBYWAĆ GO ZA POMOCĄ UBRAŃ, MAKIJAŻU CZY FRYZUR PRZYGOTOWANYCH WE WSPÓŁPRACY Z SALONAMI AURY CENTRUM. Przyjaciółka, dziewczyna, narzeczona, żona, matka, córka, bizneswoman – takie twarze mają prawdziwe kobiety. Takie też są mieszkanki Warmii i Mazur. Każda z nich chce czuć się atrakcyjnie, mieć czas dla siebie, poznać styl, który najbardziej do niej pasuje. Nadmiar obowiązków zawodow ych i  rodzinnych nie sprzyja jednak myśleniu o tym, czego naprawdę potrzebują, w czym czują się sobą. I tu z pomocą przychodzi tegoroczny cykl sesji Aura Mody.

034

Bohaterką pier wszej sesji c yklu jest Ewa Boć wińska, m e n a d że r k a ko n c e r n u p r o d u k u j ą c e go u r z ą d ze n i a kuchenne. W zdjęciach wzięła udział wspólnie z synem Oliwierem, uczniem gimnazjum. Nastolatek pasjonuje się now ymi technologiami, ale sprzed ekranu komputera z  chęcią odchodzi, gdy tylko słyszy hasło: lodowisko. Prz yjaźń pomiędz y mamą, a  nastoletnim synem – niezwykła więź, o której zbyt rzadko czyta się czy słyszy. Tymczasem wspólna pasja może być receptą na trudny wiek dojrzewania i  pomóc w  budowaniu trwałej relacji na lata. W naszej historii miejscem, w którym powstaje międzypokoleniowa nić porozumienia, jest właśnie lodowisko. – Stworzone przeze mnie stylizacje miały być z założenia ciepłe, wygodne i kolorowe. Nie chciałam, by krępowały ruchy, ale zależało mi na uniknięciu zby t oczy wist ych i mało eleganckich spodni dresowych. Modeli ubrałam „na cebulkę”. Postawiłam na kolory takie jak: granat, bordo, odcienie ciemnej zieleni, pomarańcz, karmel czy w końcu czerń i biel w wydaniu graficznym – opowiada o swoich inspiracjach Agata Bałdyga. Zdjęcia prezentują stonowane, a zarazem miękkie i elastyczne propozycje strojów dla kobiety i wielokolorowe zestawy dodające energii jej synowi, które idealnie pasują do najchłodniejszej pory roku. – Jestem pewna, że zima nie musi być nudna i przygnębiająca. Czasami w ystarczy jeden kolorow y akcent w szafi e, by nasz codzienny strój zaczął prezentować się bardziej pogodnie. To dobra wiadomość dla zabieganych pań i mam – nie trzeba wymieniać całej garderoby, można zacząć małymi krokami, na przykład od dodatków – dodaje Agata Bałdyga. Obraz: Łukasz Wajszczyk Modele: Ewa Boćwińska, Oliwier Boćwiński Stylistka: Doradca Stylu Agata Bałdyga Makijaż modelki: Beata Miszkiewicz-Grabowska Włosy modelki: Atelier Fryzjerskie Dariusz Chodnicki Podziękowania dla Centrum Rekreacyjno-Sportowego „Ukiel” za pomoc przy realizacji sesji.

Chcesz zostać bohaterką kolejnej sesji zdjęciowej Aury Mody? A może znasz kobietę, której historię warto opowiedzieć czytelnikom? Napisz do  nas! Zgłoszenia zaczniemy zbierać już w  lutym poprzez profil Aury Centrum na Facebooku (www.facebook.com/AuraCentrumOlsztyna). Formularze zgłoszeniowe będzie można także wrzucać do specjalnej urny, która stanie na parterze przy strefie restauracyjnej. Pełny regulamin programu już niebawem pojawi się na stronie Aury Centrum Olsztyna. Czekamy na Wasze zgłoszenia!


STYL WARMII I MAZUR

035

Ubrani w Aura Centrum Mama: Diverse: kamizelka (79,99), szal (69,99), czapka (19,99), rękawiczki (39,99) / Lara Fabio: sukienka (189,90), pasek (39,90) / Puma: buty (169,99). Syn: Diverse: bluza (99,99), spodnie (189,99), rękawiczki (39,99) / Vistula: kurtka (699,99), koszula (99,99), czapka (99,99), skarpety (24,00) / Nike: buty (599,99).


036


STYL WARMII I MAZUR

037

Ubrani w Aura Centrum  Mama: Diverse: bluza (119,99), szal (69,99), rękawiczki (39,99) / Lara Fabio: płaszcz (299,90) /spodnie (109,90). ƒ Syn: Nike: kurtka (449,99), czapka (89,99), bluza (169,99), spodnie (299,99) / Vistula: komin (99,99), skarpety (24,00).


STYL WARMII I MAZUR

DLA MAMY Na lodowisku przede wszystkim powinno być ciepło i wygodnie. Wybierając strój pamiętaj

2.

o swoim komforcie, a kobiecość podkreśl detalami: dzianinową sukienką lub obcisłymi spodniami 1.

z elastycznego materiału.

6. 7.

4.

038

5.

1. 2. 3. 4. 5. 6. 7.

Pretty One – golf (123,90) Pretty One – czapka (48,30) Diverse – buty (229,99) Diverse – spodnie (159,99) Grey Wolf – sukienka (117,90) Grey Wolf – rękawiczki (17,99) Badura – choker czarny (89,99)

3.


STYL WARMII I MAZUR

1. 2. 3. 4. 5. 6. 7.

Puma – buty (229,99) Big Star – plecak (57,00) Vistula – kurtka (299,99) Vistula – komin (99,99) Vistula – czapka (79,99) Diverse – spodnie (99,99) Adidas – bluza (199,99)

6.

5.

3.

4.

7.

DLA SYNA

2.

Przy wyborze ubrań dla nastolatka

039

ważne jest to co jest trendy. Nie ma co z tym walczyć. Warto jednak przekonać młodego człowieka do wyboru modnych, a jednocześnie ciepłych i wygodnych modeli.

1.


GARDEROBA BEZ STEREOTYPÓW NIE TYLKO TOWAR Z WYSOKIEJ PÓŁKI, ALE I DOMOWA ATMOSFERA. BUTIK SZATE TO OAZA NA HANDLOWEJ MAPIE OLSZTYNA. I NAWET JEŚLI NIE LUBISZ WYRÓŻNIAĆ SIĘ W TŁUMIE, PO WIZYCIE NABIERZESZ ODWAGI.

040

Klimatyczna ulica w centrum miasta, secesyjna kamienica i świetlisty szyld – trudno oprzeć się wizycie. W środku dizajnerskie jesionowe półki i lada, angielskie żyrandole i  przedwojenna surowa cegła. Jest też stolik kawow y i fotele. Bo choć Szate to butik z markowymi damskimi ubraniami, nie zawsze one są głównym celem wiz y t y klientek. – W sieciowych sklepach klienci są anonimowi, u mnie – w centrum uwagi – tłumaczy Teresa Szaban, właścicielka sklepu. – Szate to miejsce, gdzie można nie tylko sprawić sobie przyjemność zakupami, ale też wypić kawę, porozmawiać o czymś więcej niż tylko o modzie i odpocząć od zgiełku codzienności. Żeby prowadzić swój butik, trzeba lubić ludzi. No i oczywiście ciuchy. A te Teresa lubiła odkąd pamięta. Kiedy przed laty sklepy świeciły pustkami – siadała za maszyną do szycia i tworzyła kreacje dla siebie i rodziny. Kiedy rynek się otworzył na zachodni asortyment, zatrudniła się w sklepie odzieżowym. A 11 lat temu otworzyła swój pierwszy sklep z markową odzieżą na Jarotach – Chate Boutique. Grono stałych klientek szybko rosło, bo właścicielka potrafi dobrze ubrać nie tylko siebie, ale i innych. – Kiedy jadę na kontraktację nowych kolekcji odzieżowych, m.in. do Düsseldorfu, mam przed oczami swoje klientki – przyznaje. – Wiele ubrań zamawiam z myślą o konkretnych osobach. I najczęściej okazują się strzałem w dziesiątkę. Olsztyn to jednak trochę zachowawcze miasto pod względem mody. Ale wystarczy odpowiednio zainspirować panie, aby nabrały pewności siebie i dały się ponieść wyobraźni. Pastelowe kreacje od Włoszki Elisy Cavaletti, wyjątowe ubrania Beate Heymann i Betty Barclay z Niemiec, kultowe okrycia wierzchnie Baumont z Amsterdamu, szale Codello i czapki z włoską metką Cont of Florence, limitowane kolekcje polskiej fi rmy Afunguard czy włoskie stylowe Deha. Od luźnych ubrań sportowych po eleganckie, wizytowe. Pierwszorzędna jakość i  egzemplarze, które trudno znaleźć w innym miejscu w Olsztynie. – Lokalny r ynek odzieżow y ma tendencję do powtarzalności, nie lubimy wyróżniać się w tłumie – zauważa Teresa. – Ubrania, które sprowadzam, często wyprzedzają trendy. Wybieram modele proste, ale jednocześnie lekko intrygujące. I kiedy klientki nie są gotowe na nowe połączenia kolorystyczne czy przełamanie kreacji odważnymi, kontrastowymi elementami, które proponujemy, to już w następnym sezonie pytają o nie.

W Szate ubierają się przynajmniej dwa pokolenia kobiet, na zakupy często przychodzą mamy z córkami. Docierają tu z  różnych stron regionu – Giżycka, Nidzicy, Ostródy czy Mrągowa. – W tej chwili granica tego co wypada nosić 30-latce i 60-latce zaciera się w modzie – tłumaczy właścicielka. – Trampki, luźne codzienne kreacje doceniają kobiety dojrzałe. Sama dzielę garderobę z córką. I czasem sugeruję klientkom, aby odeszły od stereotypów związanych z wiekiem. Z entuzjazmem mówią później o pozytywnych reakcjach na ich nowy look. Choć Szate to odzieżowy raj dla kobiet, trafiają tu także mężczyźni. I albo zatapiają się w fotelu czekając na partnerki, albo są wyrocznią. Janusz Szaban, mąż właścicielki, choć związany z branżą drzewną, uczestniczy we wszystkich kontraktacjach nowych kolekcji. Sam też lubi ubrania wyróżniające się w szarzyźnie ulic. – Kolorowe spodnie czy koszule to rzadkość wśród dojrzałego pokolenia mężczyzn – przyznaje. – Podczas podróży z przyjemnością oglądamy na włoskich czy niemieckich ulicach barwnie ubranych ludzi wszystkich pokoleń. Kolor poprawia nastrój – sprawdzamy to na sobie od lat. I zarażamy nim znajomych i klientki. Tekst: Beata Waś, obraz: Robert Szaban

Sklep SZATE Olsztyn, ul. Dąbrowszczaków 13/2 tel. 609 559 216 facebook SZATE


CIAŁO

PIĘKNA PRZYSZŁOŚĆ SIEDEM DNI – TYLE TRZEBA, BY 75 PROC. NOWOROCZNYCH POSTANOWIEŃ ODESZŁO W NIEPAMIĘĆ. PODOBNO POZOSTAŁE 25 PROC. SPEŁNIA SIĘ W BELOVED BEAUTYPLACE. KTO POSTANOWI TO SPRAWDZIĆ? „Nowy rok – nowa ja” bije w pierwszych dniach stycznia z nagłówków gazet i portali internetowych. Bije i boli już w połowie miesiąca, gdy okazuje się, że z nowymi postanowieniami noworocznymi będzie dokładnie tak, jak w poprzednich latach… Prokrastynacja – znacie to? Na chroniczne odkładanie na później wyznaczonych sobie zadań mają sposób w BELOVED BeautyPlace. Nazywa się „Piękno z innowacji”. – Mamy największe zagęszczenie innowacyjnych technologii na Warmii i Mazurach, stąd nasze motto – wyjaśnia z uśmiechem Katarzyna Purchała, menedżer ds. marki olsztyńskiego salonu kosmetyki i medycyny estetycznej. – Jest ich aż siedem i działają na wszystkie obszary ciała w sposób całkowicie bezpieczny, bezbolesny, zaskakująco szybki, a przede wszystkim skuteczny – dodaje. Odhaczmy więc cele na naszej liście. „Od jutra się odchudzam!” – według ekspertów od noworocznych postanowień co roku około 40 proc. z nas chce schudnąć. Nie trzeba być ekspertem, by wywnioskować, że wielu tego nie osiąga. Tymczasem firma LPG wynalazła Endermologie – naturalny sposób na stymulację komórek poprzez podciśnienie. Przyspieszony metabolizm oraz eliminacja toksyn pomagają w wymodelowaniu twarzy oraz sylwetki, pozbyciu się cellulitu, blizn, a nawet uporczywego bólu. Podobne rezultaty daje Maximus i Storz. Pierwszy to jedyne urządzenie estetyczne na rynku, które działa na trzech poziomach ludzkiej tkanki i łączy w sobie dwie opatentowane metody – TriLipo™ RF oraz TriLipo™ DMA. Skraca włókna kolagenowe, powoduje produkcję nowych i  w ykonuje drenaż limfatyczny, który pobudza mięśnie oraz krążenie. – Zredukowanie nadkolan, podwójnego podbródka czy pociążowego brzuszka jedynie za pomocą ćwiczeń jest niemal niemożliwe, a odsysanie tłuszczu jest wysoce inwazyjne – obrazuje pani Katarzyna. – Maximus rzeźbi ciało za pomocą ciepłych prądów (których intensywność jest dostosowywana indywidualnie), a Storz poprzez

emisję fal akustycznych, redukujących objętość komórek tłuszczowych i uelastyczniających skórę. Jest najskuteczniejszy w redukcji cellulitu, a efekt utrzymuje się nawet dwa lata. „Zadbam o cerę” – problemy z trądzikiem i przebarwieniami lubią się powtarzać niezależnie od wieku, a wraz z jego przybywaniem, przybywa zmarszczek. Odpowiedzią niech będą Geneo, Emerge i Zaffiro. To urządzenia, które wykorzystują naturalne zdolności organizmu do samoregeneracji. Pierwsze odżywia, rozjaśnia i odmładza twarz, pozostałe dwa ujędrniają całe ciało. Zniszczone komórki zastępują nowymi, stymulują fibroblasty, odpowiedzialne za wytwarzanie kolagenu, a tym samym przywracają skórze sprężystość. Usuwają tzw. kurze łapki, zmiany pigmentowe, ślady po trądziku, blizny i rozstępy. „Będę się częściej depilować” – tak, tak, okazuje się, że to jedno z najpopularniejszych postanowień noworocznych. A wystarczy kilka razy umówić się z Soprano, by umawianie się na randkę czy basen nie wywoływało panicznego poszukiwania golarki. Na zawsze. – Soprano to najnowocześniejsze urządzenie do depilacji laserowej na rynku, jedyne w Olsztynie – podkreśla Katarzyna Purchała. – W bezbolesny sposób usuwa każdego rodzaju owłosienie, niezależnie od typu karnacji. W dodatku wyposażone jest w końcówkę Facial Tip, która umożliwia dotarcie do najtrudniej dostępnych partii ciała, jak uszy czy nozdrza. To szczególnie ważne dla panów. Bo ich również nie omijają noworoczne postanowienia i walka z prokrastynacją. Tekst: Katarzyna Sosnowska-Rama Obraz: archiwum BELOVED BeautyPlace BELOVED BeautyPlace Olsztyn, ul. Marka Kotańskiego 4 lokal B1.11 tel. 664 464 404 kontakt@beloved.pl www.beloved.pl

041


MODA

SZUKAM KOBIETY

BILBORDY, O KTÓRYCH HUCZAŁ CAŁY OLSZTYN, TO ICH SPRAWKA. I NIE CHODZIŁO ANI O SEKSOWNĄ BIELIZNĘ, ANI O TATUAŻE NOWEJ MODELKI CHILLI ATELIER BRAFITTINGU, ALE O POKAZANIE TEGO, CO W SALONACH PROMUJĄ JUŻ OD DEKADY: KOBIECOŚĆ UBRANĄ W SAMOŚWIADOMOŚĆ, AKCEPTACJĘ I… DOBRZE DOBRANY BIUSTONOSZ.

042

Czasem klientka mówi, że przeszła całe miasto i wszystkie sukienki źle na niej leżą. Prosta sprawa: nawet jak założy Armaniego, to ze źle dobranym stanikiem i  tak będzie beznadziejnie. Dobieramy biustonosz i  zaraz pokazuje się talia, brzuch znika, ona do kasy idzie wyprostowana, bo ma cycek E, a jeszcze przed chwilą miała B i w ogóle to dziewczyny w pracy nie uwierzą! A następnego dnia przychodzi do nas jej cała firma: one też tak chcą, bo wszystko rozumieją, ale żeby w jeden dzień 20 kilo zgubić?! – żywo gestykulując, przytacza Joanna Margalska, właścicielka salonów Chilli Atelier Brafittingu. Mówi w takim tempie, że boję się, czy nadąża za nią dyktafon. Ale chyba dzięki temu Asia nadąża za tym, co robi. Bierzcie głęboki wdech – zaglądamy za parawan. Sama o sobie mówi, że jest swego rodzaju patchworkiem: mławianką urodzoną w Nidzicy i studiującą w Olsztynie, k tóra mi ł ość znalazła w  Os tródzie. St ąd tr z y salony

Chilli: w Ostródzie (świętujący 10. urodziny w listopadzie 2016), trzy lata młodszy w Mławie i trzyletni w Olsztynie. Ten  ostatni niedawno z  30 mkw. przeniósł się na 100. – Sto metrów kwadratowych biustonoszy, rozumiesz? – precyzuje Asia. – Trzy brafi tterki i dział ślubny, ciążowy, karmiący, sportowy, swim… Sam brafi tting i bielizna erotyczna, bo nie chcę tracić czasu na dobieranie piżamy, podczas gdy w przymierzalni jest klientka, która naprawdę mnie potrzebuje. Oczywiście dotłukłoby się jeszcze kilka złotych do rachunku za jakieś rajstopki, ale nie tędy droga. Ja tak nie chcę. Czego chce, wie akurat bardzo dobrze. O prawie marzyła od ósmej klasy podstawówki, ale gdy miała już dyplom na piątkę w ręce, przekonała się, że w tym zawodzie jej niespokojny duch nie usiedzi. A że – jak mówi – urodziła się niemal za ladą (rodzice od zawsze prowadzili sklep) i bieliznę kochała już jako nastolatka, to wybór był prosty.


MODA

Dziś zamiast prowadzić rozprawy, prowadzi trzy salony brafi ttingowe (te w Ostródzie i Mławie są jedyne w mieście), ich marketing, spedycję, stronę internetową i profil na Facebooku, spotkania z kontrahentami, pokazy oraz eventy dla klientek, szkolenia dla pracownic i  wreszcie bar wne życie rodzinne: od domow ych przetworów po podróże w  namiocie z  sześciot ygodniow ymi dziećmi. –  Nie  py taj, kiedy to robię, bo nie wiem – śmieje się. – Nie usiedzę na miejscu, na szczęście mój mąż ma podobnie, a dzieci to już totalna kumulacja nas: chyba jeszcze nigdy nie siedziały, dobrze, że w nocy leżą! Poza niezależnością ceni też pokorę. Choć jest jedną z najdłużej działających w brafi ttingu osób w Polsce, a wśród kontrahentów krążą legendy o tym, jak bardzo jest wymagająca, to sama nie przestaje się uczyć. – To jest mój konik. Do tego stopnia, że przez pierwsze dni urlopu nie mogę odpocząć, bo wciąż wyłapuję wśród kobiet przykłady źle dobranej bielizny! Z podróży, spotkań branżowych przywożę inspiracje i przewracam cały salon do góry nogami: wizualnie i marketingowo. Wracam odmieniona i staram się to przekazać moim dziewczynom – obrazowo opisuje. – Rzadko zmieniam kadrę i nigdy nie wybieram za młodych pracownic, bo do tej pracy jest potrzebne życiowe doświadczenie. Żartuje, że zajrzy się do lodówki, a tam brafitting – tak o tej problematyce głośno. I mimo to nowe klientki chcą nieraz same dobrać sobie biustonosz. Tłumaczy wówczas: – A w mięsnym też sama sobie kawałek świnki wybieram? No nie! To jak sama? My się tego już od 10 lat uczymy i nie ma końca.

że go nie czuła – tłumaczy. – To bardzo ważne: cokolwiek robimy, nie mamy prawa go czuć, nie możemy być ściśnięte, jak i za luźno ubrane. Po dobraniu biustonosza idealnego brafitterki pokazują, jak go zakładać, nosić, pielęgnować, czym i jak masować piersi. „Dzięki, od wczoraj żyję” – to jedna z krótszych recenzji Chilli, które przychodzą do nich w smsach czy wiadomościach na Facebooku. Problemów, którym trzeba zaradzić, jest nieskończenie długa lista – każdy przypadek jest przecież inny. Asymetria piersi może być nawet czterorozmiarowa, więzadła uszkodzone przez noszenie zbyt luźnego stanika, w ciąży i podczas karmienia stanik musi się zmieniać wraz z ciałem właścicielki, a przy wymagającej kreacji wieczorowej czy ślubnej być atrakcyjny i konstrukcyjnie, i wizualnie. – Dla klientki to jest po prostu biustonosz. Dla mnie historia. Idąc do półki, muszę przyjść z tym właściwym, bo nie mogę przecież zamęczać nikogo przymierzaniem – wyjaśnia Asia. A wybór miseczek jest od A do KK (rozmiarówka brytyjska), obwody od 60 do 115, do tego różne fasony ściśle w ybranych wiodących marek polskich i  zagranicznych. Wcześniej brafitterki musiały mieć je wszystkie w pamięci. Dziś w Chilli pomaga system, w którym zapisana jest każda klientka. Pomóc może również panu, który chce sprawić swojej partnerce dobrze dopasowany prezent – wystarczy, że poda jej nazwisko. – Czasem słyszę, że nietypowe rozmiary są nierentowne. To nie jest ważne! – oburza się Asia. – Każda klientka musi być obsłużona, niezależnie od tego, jaką ma figurę. Nie zgadzamy się na promowanie poglądu, że piękny jest jedynie rozmiar XS.

Ale triumfy są. Gdy za pierwszym podejściem dopasuje biustonosz o rozmiarze 75M, oczy błyszczą i jej, i klientce. – Albo jak wchodzę do mojego salonu, słyszę rozmowę, która toczy się w przymierzalni i mam wrażenie, że to ja rozmawiam z klientką, bo brafi tterka mówi moim językiem – obrazuje Asia. – Brafitting to praca zespołowa – ocenia. I nie ma tu tylko na myśli swoich pracownic, na temat których dostaje wiadomości typu „Dziękuję Pani, dziewczyny są niesamowite” lub „Dawno nie spotkałam ludzi z taką pasją”. Przede wszystkim ma na myśli klientki. – W przymierzalni dużo rozmawiamy. Klientka musi nam zaufać, a my posłuchać, jak wygląda jej dzień, jak pracuje, co robi. Przecież matce małych dzieci nie dam koronkowego, balkonikowego biustonosza, bo zanim podniesie dziecko, będzie zbierać biust z podłogi! Uświadamiam więc jej, że w domu ma zapomnieć, że ma na sobie stanik i dopiero wieczorem, zdejmując go, zauważyć,

Tę myśl potwierdziła kampania reklamowa Chilli. Na billboardach pojawiła się Kasia: z szerokim uśmiechem, odważną fryzurą, tatuażem. I w rozmiarze 42, biust – 75E. – Od początku podkreślałam, że nie szukamy modelki, t ylko kobiet y. By pokazać, że kobiecość to akceptacja siebie. To było to – wspomina Asia Margalska. – W całym Olsztynie kampania zrobiła furorę, dostałyśmy setki telefonów, a klientki mówiły tylko o Kasi: „To jest nasza dziewczyna!”. Tekst: Katarzyna Sosnowska-Rama Obraz: Piotr Ratuszyński

Chilli Atelier Brafittingu Olsztyn, ul. Kościuszki 92/8u, tel. 511 455 405 Ostróda ,ul. Jana III Sobieskiego 3C/52, tel. 505 587 166 Mława, ul. Wigury 4d, tel. 511 227 077 www.facebook.com/bieliznachilli/ www.bieliznachilli.pl

043


CIAŁO

DEMONY SEKSU A SPRAWY „NA DOLE” POMAGA POZBYĆ SIĘ I ŁÓŻKOWYCH KOMPLEKSÓW, I DEFEKTÓW ZDROWOTNYCH.

CZYM JEST I KOMU SŁUŻY LABIOPLASTYKA, TŁUMACZY DR ANNA CHORZEWSKA, SPECJALISTA POŁOŻNICTWA I GINEKOLOGII Z OLSZTYŃSKIEJ KLINIKI LOOK MED.

044


CIAŁO

MADE IN: Są jakieś kryteria określające urodę kobiecych narządów płciowych? Anna Chorzewska: Można powiedzieć, że im bardziej są podobne do zewnętrznych narządów rodnych młodej dziewczyny, tym bardzie podobają się i kobietom, i mężczyznom. Wargi sromowe są pełne, jędrne, stykają się, nie są przebarwione, te mniejsze nie wychodzą spod większych. To kanon piękna tej części ciała przyjęty w naszej europejsko-zachodniej kulturze.

wdzięków przed partnerem, to zabieg bardzo popularny. Podobnie jak powiększenie, ujędrnienie warg sromowych kwasem hialuronowym czy powiększenie punktu G.

Możliwy do osiągnięcia dla dojrzałej kobiety? Erotyczne zdjęcia i filmy udowadniają, że tak. Często jest to co prawda efekt photoshopa, ale udaje się go również uzyskać dzięki zabiegom ginekologii estetycznej, coraz bardziej rozwijającej się dziedziny.

Kto zgłasza się do was na zabiegi poprawy narządów płciowych? Najczęściej świadome swego ciała kobiety, które mają już za sobą zabiegi odmładzające twarz, piersi czy inne widoczne części ciała. Chcą spowolnić czas kompleksowo, sprawić że „dół” będzie równie atrakcyjny jak góra. Bo tak właśnie określają pochwę. Niestety, język polski jest bardzo ubogi w określenia tej części ciała, a może to my jesteśmy zbyt zachowawczy i wstydliwi?

Skąd jej popularność? Ze wzrostu świadomości i coraz większych w ymogów wobec własnego ciała. Efekt kultu idealnej urody, narzuconego nam przez media. Czasem pacjentki mówią: po obejrzeniu metamorfozy w programie telewizyjnym uświadomiłam sobie, że mam „tam na dole” problem. Ale chodzi też o walory zdrowotne. Tak jak golenie owłosienia, którym nie przejmowano się 20 lat temu. Przekonaliśmy się, że depilacja pach, bikini – obecnie najczęściej całkowita, pomaga dbać o higienę, zapobiegać nadmiernej potliwości. Zabiegi ginekologii estetycznej to czasem wskazanie lekarza.

Robiliście komuś taki zabieg? Tak. Jedna z pacjentek, dla której był to już kolejny taki zabieg, opowiadała o swoich doświadczeniach. Twierdziła, że pomógł jej stać się „demonem seksu”. Ale myślę jednak, że głównie działa on na psychikę.

Zapobiegają chorobom? Przerośnięte wargi sromowe przeszkadzają często przy siedzącym trybie pracy, uprawianiu niektórych sportów jak jazda konna czy kolarstwo, powodują obtarcia i infekcje, problemy z higieną. Nie wspominając o kompleksach. Są powodem dyskomfortu psychicznego kobiet, nie mniej, niż widoczne części ciała. Kompleksy w łóżku? Bardzo często to partnerzy pacjentek motywują je, aby zgłosić się na zabieg labioplastyki, czyli zmniejszenia warg sromowych. Jesteśmy jedynym gabinetem w regionie, który go przeprowadza. Często zgłaszają się rozbite psychicznie dziewczyny, które zostały odrzucone przez partnerów nie akceptujących tego defektu. Po zabiegu odzyskują pewność siebie. Bywają też nastolatki, jeszcze dziewice, u których problem jest wrodzony. Czekają do 18. roku życia na zabieg (warunek jego wykonania) i wstrzymują się ze współżyciem do „naprawy”. Czyli niekoniecznie wiek powoduje ten problem? Zazwyczaj wiek. Nasze narządy rodne wykonują ogromną pracę: rozciągają się kilkanaście centymetrów podczas porodów, często pękają, bywają nieumiejętnie zszywane. No i działa grawitacja. Z wiekiem wargi sromowe tracą jędrność, rozprostowują się, czasem niesymetr ycznie. Spada też poziom estrogenów, więc pojawiają się kłopoty z nawilżeniem pochwy, a co za tym idzie bolesny seks. Częstotliwość seksu ma wpływ na stan narządów rodnych? Raczej nie. Ale u pań pewnych swojej wartości i  swego ciała, które nie wstydzą się odważnie eksponować swych

A selfie sobie robią po zabiegu? To ja robię im zdjęcia przed i po zabiegu. Większość kobiet nie ogląda siebie w lustrze, chyba że zaczyna się dziać coś niepokojącego. Ale te, które trafiają do mnie, dokładnie wiedzą czego chcą, znają każdy milimetr swojego ciała. A że labioplastyka to prosty i bezpieczny zabieg nie wymagający hospitalizacji i rzadko dający powikłania, często pytają czy mogą go powtórzyć za jakiś czas. Otóż nie ma takiej potrzeby. W tym przypadku nic nie odrasta. Trwała satysfakcja. Rozmawiała: Beata Waś Obraz: Arek Stankiewicz, www.shutterstock.com Makijaż: Małgorzata Muzińska

Klinika Medycyny Estetycznej Look Med Olsztyn, ul. Lelewela 6a/3 www.look-med.pl

045


STOMATOLOGIA

ZAMIAST STRACHU CIOCIE I RESORAKI DLA JEDNYCH CIOCIA, DLA INNYCH PANI DOKTOR. JAKĄ ROLĘ PEŁNI HIGIENISTKA STOMATOLOGICZNA? I DLACZEGO JEJ BRAK W GABINECIE DAJE SIĘ WE ZNAKI I LEKARZOWI, I PACJENTOM? Przychodzisz na leczenie zęba, a tu higienistka zagaduje na temat pogody i wakacji. Ręce ci się pocą ze strachu, a ona wręcza ci gumową świnkę do ściskania. Przekupuje małych pacjentów nagrodami, a  dużych komplementami. A  na odchodne robi wykład jak należy myć zęby. Każda higienistka stomatologiczna ma swoje sposoby na rozładowanie atmosfery. Bo stres u dentysty dopada bez względu na wiek i masę mięśniową. – Czasem dorośli mężczyźni są bardziej przerażeni od dzieci, słabną ze strachu jeszcze zanim zaczniemy zabieg – przyznaje Monika Orłowska, która od 18 lat pracuje w gabinecie dr Elżbiety i  Karola  Sujki. – To praca, która w ymaga dużych umiejętności psychologicznych, bo każdy inaczej przeży wa stres, a my musimy wyczuć, jak go zredukować. Niedawno jedna z pacjentek po skończonym leczeniu rzuciła mi się w ramiona. Zeszło z niej napięcie, chciała odreagować, a może też potrzebowała bliskości? Ale nie t ylko dodawanie otuchy jest rolą higienistek. Do obowiązków należy m.in. przygotowanie gabinetów, sterylizacja narzędzi, asystowanie przy zabiegach, wykonywanie zabiegów higienizacyjnych, wybielanie i nauka utrzymania prawidłowej higieny jamy ustnej. A ta przydaje się wszystkim generacjom pacjentów. – Niedawno uczyłam ponad 40-letniego mężczyznę prawidłowo myć zęby – przyznaje Anna Prusinowska, higienistka z siedmioletnim stażem w gabinecie. – Niestety, w Polsce z  higieną jamy ustnej jesteśmy na bakier. Próchnica to zmora i dzieci, i dorosłych. Inwestujemy w perfumy i ubrania, a zapominamy, że to uśmiech jest naszą najlepszą wizytówką. Staramy się uświadamiać i zarażać nim pacjentów. Przy okazji piaskowania czy wybielania zębów, które higienistki wykonują pod nadzorem lekarza, pacjent dostaje też informacje o stanie swojego uzębienia. Regularne szkolenia w których bierze udział zespół higienistek Elżbiety i Karola Sujki, m.in. z zakresu profilaktyki, implantologii, stomatologii estetycznej, pozwalają poznać najnowsze techniki leczenia i dotrzymać kroku ustawicznie kształcącym się lekarzom.

– Stale podnosimy kompetencje, aby podczas zabiegów porozumiewać się z lekarzem bez słów – tłumaczy Ewa  d’  Obyrn, od siedmiu lat pracująca w  gabinecie. – Czasem mylnie pacjenci zwracają się do nas „pani doktor”. To miłe, że doceniają profesjonalizm, ale nie to jest dla nas największym komplementem. Pacjenci przywiązują się nas, obdarzają zaufaniem, każda z nas ma swoich „wielbicieli”. Leczą się w naszym gabinecie nawet trzy pokolenia jednej rodziny. I dla niektórych dzieci od lat jesteśmy „ciociami”. Bywa, że w przypadku wyjątkowo zestresowanych małych pacjentów, w zabiegu asystują aż cztery ciocie. – Czasem stres u dziecka jest tak duży, że wymaga od nas zbiorowej współpracy, korzystania ze wszystkich sprawdzonych sposobów – dodaje Marta Kwiatkowska, higienistka, najmłodsza stażem w zespole. – Dlatego w naszym gabinecie eliminujemy to, co kojarzy się z dentystą: plakaty straszące próchnicą czy medyczny zapach. Budujemy domową atmosferę. Ale i tak najlepiej sprawdzają się resoraki, naklejki i kolorowe pierścionki, których zapas zawsze mamy pod ręką. Rolę higienistki pracującej w cieniu stomatologa, najlepiej docenia się, kiedy ma dzień wolny od pracy. – Co jakiś czas wysyłamy zespół na szkolenie i zostajemy w gabinecie sami – zdradza dr Elżbieta Sujka. – I za każdym razem przychodzi refleksja: dobry wyszkolony zespół to podstawa profesjonalnej opieki, ciągłego rozwoju i atmosfery, która buduje zaufanie pacjentów. Tekst: Beata Waś, obraz: Arek Stankiewicz

Klinika Stomatologii Estetycznej Elżbieta i Karol Sujka Olsztyn, ul. Targ Rybny 14 tel: 89 675 50 11, kom. 504 081 286 elzbieta@sujka.com.pl

047


SUKCES

Z TRAMPOLINY

PRZYPADEK LUB DŁUGOFALOWY PLAN – TO PRZYGNAŁO ICH PRZED KONKURSOWE KAMERY. OD KONFRONTACJI Z WŁASNYMI SŁABOŚCIAMI, PUBLIKĄ, JURY ORAZ INNYMI UCZESTNIKAMI PROGRAMU ODBILI SIĘ JAK OD PRZYSŁOWIOWEJ TRAMPOLINY. GDZIE I PO CO LECĄ? OPOWIADAJĄ POCHODZĄCY Z WARMII I MAZUR ZWYCIĘZCY TELEWIZYJNYCH EKRANÓW – IZABELLA KRZAN, MISS POLONIA 2016, PATRYK GRUDOWICZ, ZWYCIĘZCA PROGRAMU „TOP MODEL” ORAZ MATEUSZ GRĘDZIŃSKI, NAJLEPSZY W SIÓDMEJ EDYCJI „THE VOICE OF POLAND”.

W JEDNEJ NOGAWCE NA WYBIEG Za idącym przez Ostródę chłopakiem oglądają się wszystkie nastolatki. Po westchnięciu jedna komentuje: „A tak właściwie, to co on tu teraz robi?”. Patryka Grudowicza, zwycięzcę programu „Top Model”, łapiemy w rodzinnym mieście tuż przed wylotem do Stanów. MADE IN: Dzisiejsze kilkanaście stopni mrozu to dobra aura na sesję zdjęciową? Patryk Grudowicz: Jak każda inna. Zawód modela wymaga dos tosowania się. Sesje w yglądają na łat we, ale t ak naprawdę są w ykańczające. Kto np. przez kilkanaście godzin patrzy wprost w światło o jasności słońca? 048

Zdawałeś sobie z tego sprawę, gdy szedłeś do programu „Top Model”? Edycja z moim udziałem była pierwszą, którą obejrzałem. Wcześniej nie wiedziałem nawet, że taki program istnieje. Znajomi zaczęli mnie namawiać, zdecydowałem się, bo tego dnia, kiedy miał się odbyć pre-casting, kolega jechał do Gdańska na uczelnię. Zabrał mnie ze sobą. Następny by ł cas ting w  Warszawie, emitowany już w  telewizji. Wyjechałem o 1.40 z Ostródy, bo rozpoczęcie było o 9.00. Wszedłem jako ostatni, po 23.00. O czym myślałeś przez te 14 godzin? Starałem się skupić na tym, jak się przedstawię. Nie chciałem nikogo udawać, więc powiedziałem, co myślę. Gdy usłyszałem: „Zapozuj jakoś”, po prostu złożyłem ręce. (śmiech)


SUKCES

To dzięki tej naturalności wzbudzałeś największe emocje spośród uczestników – zarówno jeśli chodzi o jury, jak i o widzów? W XXI wieku ludzie kochają pokorę. Ja jej nie udawałem. Cały czas starałem się być sobą, nie nastawiałem się na wygraną. Pochodzę z dużej rodziny, mam pięcioro rodzeństwa, mama wychowywała nas sama. Nie zawsze na wszystko starczało, ale wiedziałem, że przed programem żyłem i po też jakoś przecież będę. Młodszy brat jest teraz postrzegany w szkole jako brat chłopaka, który wygrał w „Top Model”. Tak nie powinno być. Jestem zwykłym człowiekiem, któremu trafiła się akurat taka twarz, fotogeniczność i szansa od życia, żeby robić to, co lubi. (odbiera wiadomość w telefonie) O, wysłano już walizkę. Zamówiłem wczoraj nową. Za kilka dni jadę do Warszawy na trzymiesięczny kurs angielskiego, a później lecę już do Stanów. Pewnie na stałe. Ale na starość marzy mi się założenie gdzieś tu firmy meblowej. Takiej, w której pracowałem jeszcze do niedawna w Ostródzie, tu za rogiem. Pisano o tobie często „skromny chłopak z Ostródy”. Możesz jeszcze spokojnie przejść ulicami rodzinnego miasta? Akurat w Ostródzie mam spokój! To mój dom, tu jest Reggae Festival, który wszystkim polecam. Poza tym czuję się tu oswobodzony od tego wszystkiego, co jest w Warszawie. Ludzie wiedzą, że jestem stąd, cieszą się, mówią, że są dumni. I nie muszą mi robić zdjęć z ukrycia, żeby wrzucić do sieci. W większych miastach to jest uciążliwsze, bo wiesz – masz w ciągu dnia jedyną chwilę dla siebie, żeby np. coś zjeść, a tu ciągle ktoś podchodzi. Czas przelatuje, a ty dalej głodny. (śmiech)

Nie uprawiasz kamuflażu? Nie, rozpoznają mnie po czapce. Najkrótszy czas na zmienienie stroju? Zderzenie ze sprawnością fizyczną miałem w samym programie. Raz na przebranie się miałem około 10 sekund, więc założyłem jeden ciuch na drugi. Z garderoby biegłem w jednej nogawce. (śmiech) Ale wyszedłem już kompletnie ubrany. Trudno było też podczas Fashion Week w Madrycie. Byłem strasznie chor y, miałem rozkojarzony błędnik, a otwierałem pokaz, w którym były podnoszące się zapadnie. Odlot. Na szczęście moja platforma się nie unosiła. W Madrycie miałem sesję z Moniką Cruz, siostrą Penelopy. Robimy piąte czy dziesiąte zdjęcie, ekipa mówi: „Mamy to!”, a ona: „Nie, nie, stój dalej, bo mi się bardzo podobasz!”. Mieli później problem z wybraniem ujęć, bo w ich opinii wszystkie były dobre. Program telewizyjny jest konfrontacją z publiką, ale i własnymi lękami? Psychicznie nieraz było ciężko. Uczestnicy „Top Model” mieli bardzo ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym. Nie był o Internetu, telewizji, dwa raz y w  ciągu miesiąca można było zadzwonić do rodziców – z ograniczonym czasem, przed kamerą i mikrofonem. Największą ko n f ro n t a c ją z  p ub lic zn o ś c ią b y ł f ina ł. Mas z ś w ia domość, że  jesteś na ż y wo, że ogląda cię prawie pó ł Polski, czeka na  to, co  powiesz. Na widowni byli moi bliscy, co miało bardzo duże znaczenie, ale nie mogłem na nich nawet spojrzeć ani zobaczyć na telebimie, kto wygrał. Po wszystkim chciałem odetchnąć od emocji, ale nawet nie zabalowałem, bo rano miałem już rozmowę w „Dzień dobry TVN”. A w tym zawodzie nie można mieć podpuchniętych oczu.

SZPILKI MI NIESTRASZNE Gdy rozmawiamy, jest w trakcie domykania walizek spakowanych na Miss Universe 2017 – najbardziej prestiżowy, międzynarodowy konkurs piękności. Co, prócz strojów, zabierze na Filipiny olsztynianka Izabella Krzan, Miss Polonia 2016? MADE IN: Zaczynasz dzień od nałożenia korony? Izabella Krzan: Zaczynam dzień jak wszyscy ci, którzy nie są Miss Polonia. (śmiech) Teraz każdą chwilę poświęcam na przygotowania do wyjazdu na konkurs Miss Universe, ale nie mogę zapominać, że zbliża się sesja zimowa. Jestem studentką, więc wszystkie egzaminy muszę zdać przed wylotem – w ciągu najbliższych dwóch dni będę mieć ich sześć. Studiujesz ekonomię w  Warszawie, twoją pasją są podróże, podobno myślisz o dziennikarstwie – modeling to jakoś łączy? Poniekąd tak. Pierwsze profesjonalne sesje zdjęciowe miałam w wieku 15 lat, ale z czasem modeling stawał się dla mnie coraz mniej atrakcyjny. Szukałam czegoś innego. Tę szansę dał mi właśnie konkurs Miss Polonia. I on – bardziej niż podróże – łączy się z dziennikarstwem, bo nie myślę o niebezpiecznych wyjazdach na misje, tylko o zawodzie prezenterki telewizyjnej.

049


SUKCES

Starasz się przełamywać stereotypy na temat miss, modelek? Od nazwy „konkurs piękności” wolę Miss Polonia, bo nie nakreśla dziewczyny, która jest piękna i nic poza t ym. Gdyby zajrzeć za kulisy konkursu, można by się dowiedzieć, że brało w nim udział wiele świetnie wykształconych, inteligentnych kobiet, mówiących w obcych językach, mających ciekawe zajęcia. Staram się często o tym mówić. Choć zdaję sobie sprawę, że walka ze stereotypami jest nieskończenie długa. Jakie są pozakulisowe relacje między uczestniczkami? Nie było żadnego podcinania szpilek. Zaprzyjaźniłyśmy się, rywalizację czułyśmy dopiero podczas gali finałowej. Tempo, stres przebierania się, dużo ludzi dookoła – to wszystko podbijało adrenalinę. Co decyduje o wygranej? Przede wszystkim trzeba mieć dobrze poukładane w głowie. Bo pomijając aspekty zewnętrzne, miss musi być inteligenta. Po wygranej dojrzałam szybciej niż przez trzy lata studiów. Wchodzi się w zupełnie inny świat, ma się mnóstwo nowych obowiązków. Poza tym zaraz po wygranym konkursie wylewa się fala krytyki. Po pierwszych wywiadach czytałam komentarze i zdziwiłam się, ilu ludzi traci czas na wbijanie komuś szpileczek. À propos szpilek, choć nieco innych – Paulina Krupińska, która do niedawna nosiła koronę Miss Polonia, wspomniała o 18-godzinnym chodzeniu w szpilkach: codziennie, przez trzy tygodnie przygotowań do Miss Universe. Taak, zostałam już uprzedzona, ale ja się nie boję. Przez osiem lat w olsztyńskiej szkole Pavlović tańczyłam taniec towarzyski. To doświadczenie nie raz mi pomogło. Moje stopy są tak wyćwiczone, że szpilki nie są mi straszne. W tym momencie kompletuję właśnie stroje na wyjazd, łącznie jest ich… około 60. Wiadomo, że wchodzę w paszczę lwa, bo Kolumbijki od maleńkości robią wszystko, by w przyszłości

050

wystartować. W Polsce aż takich tradycji nie ma, w ciągu 65 lat organizacji Miss Universe nie mieliśmy zbyt wielu sukcesów, ale wejdziemy tam z impetem i myślę, że zostanie to docenione na arenie międzynarodowej. Konkurs Miss Universe ma transmisję niemal w każdym kraju, miliard widzów. To nie paraliżuje? Moja mama śmieje się, że jestem stworzeniem scenicznym. Na Miss Polonia miałam lekkie drgawki, ale do pierwszego przejścia – kiedy zauważam uśmiechniętych ludzi na dole, można powiedzieć, że już płynę, a nie idę. Gdy wpadasz do rodzinnego Olsztyna, możesz jeszcze bez makijażu wyskoczyć do sklepu? Przecież nie stałam się nagle nadczłowiekiem. (śmiech) Przyjeżdżam tu kiedy tylko mam taką możliwość i przez te dwa miesiące od wygranej właściwie tylko parę razy zdarzyło mi się, że ktoś rozpoznał mnie na ulicy. Może dlatego, że zimą wolę zaszyć się gdzieś z rodziną niż wychodzić. Natomiast latem okolice jeziora zawsze mnie kuszą.

WRACAM Z NOWYM GŁOSEM O tym, jak odkrył, że śpiewa – nawet w duecie sam ze sobą, w czasie joggingu w lesie i awarii mikrofonu na scenie – opowiada w trasie z rodzinnej Ornety Mateusz Grędziński, zwycięzca 7. edycji „The Voice of Poland”. MADE IN: Jedziesz teraz samochodem – nucisz coś pod nosem w trasie? Mateusz Grędziński: Zawsze mam jakieś płyty lub podśpiewuję sobie sam. Ostatnio dużo czasu spędzam w podróży, więc samochód staje się małą salką prób. Śpiewać zacząłeś jeszcze w Ornecie? Tam były moje pierwsze podrygi, pierwsza gitara i zderzenie z muzyką. Mama zawsze śpiewała, tata grał, ale bardziej


SUKCES

profesjonalnie zacząłem śpiewać w Olsztynie. Dołączyłem do zespołu folklor ystycznego Sukces. Koncertowałem, poznałem scenę, pracę w zespole. Myślę, że to było podstawą do tego, co wydarzyło się później.

mi się, jakim Andrzej jest człowiekiem i jak prowadzi swoją karierę. Mamy dobr y kontakt. Napisał dla mnie singiel „Obietnice”, który zaśpiewałem w finale. Teraz dogadujemy z wytwórnią ostatnie szczegóły.

Zanim zwyciężyłeś w 7. edycji „The Voice of Poland”, podejmowałeś już próby wokalne w telewizji. To były ś wiadome dec y zje, k tóre mia ł y doprowadzić cię do sukcesu? Pierwsza była „Bitwa na głosy”. Totalny spontan – do tego stopnia, że szedłem starówką, zobaczyłem, że jest casting i tam okazało się, że umiem śpiewać. Gdy pojawiła się druga edycja „The Voice of Poland”, dopiero odkrywałem tajniki wokalne.

Natalia Kukulska powiedziała o tobie, że pierwszy raz widzi kogoś, kto śpiewa sam ze sobą w duecie. (śmiech) Tak, mam spec y f iczny głos, potraf ię przejść w górne rejestry, nie zmieniając barwy głosu – tak jakby śpiewały dwie osoby. Dla mnie to komplement.

Najdziwniejsze miejsca do ćwiczeń? Bardzo dużo biegam, uwielbiam to, zwłaszcza u nas w regionie. Biegnę więc przez las i ze słuchawkami w uszach drę się na całą okolicę. Mam nadzieję, że nikt mnie wtedy nie widzi!

Podczas jednego występu na żywo okazało się, że nie działa twój mikrofon. Jury było pod wrażeniem twojego profesjonalizmu. Nie miał em ani odsł uchu, ani mikrofonu, w dodatku tym razem to nie był tylko śpiew, ale też układ taneczny. Bardzo długo trwały przygotowania. Nie wiem, czy udało mi się włączyć myślenie, czy stres zadziałał motywująco, ale się udało.

Po trzech latach, podczas tzw. przesłuchań w ciemno siódmej edycji programu, mogłeś wybrać trenera spośród wszystkich jurorów. To rzadkość. Przez ten czas dużo się we mnie zmieniło: wokalnie, technicznie, ale i psychicznie. Pracowałem nad tym i program to był dla mnie taki sprawdzian. Postawiłem wszystko na jedną kartę i całą energię włożyłem w to, żeby być gotowy na scenę. Gdy pojawiły się nazwiska trenerów siódmej edycji, zaczęło mi świtać w głowie, gdzie chciałbym być po programie. (Mateusz traci zasięg i po chwili nawiązujemy nowe połączenie) Ha, wracam z nowym głosem!

Co było najtrudniejsze w programie? Każdy odcinek live. Chciałem dojść choć do pierwszego, żeby pokazać się od strony artystycznej – że jestem gotowy do bycia na scenie i  robienia swojego materiału. Takie programy są bardzo dobrą trampoliną do pójścia dalej i znalezienia ludzi, z którymi chciałoby się współpracować: producentów, kompozytorów, aranżerów czy tekściarzy. I tak w piątek gram koncert w mojej Ornecie, ostatni tego typu. Później zamykam się w studio i chcę powrócić już nie jako Mateusz Grędziński, zwycięzca programu, ale artysta, który ma swój własny materiał.

Andrzej Piaseczny, którego wybrałeś, odwrócił się jako ostatni. [w ten sposób jurorzy wybierają osoby do swoich drużyn – red.] Czekałem, aż się odwróci – już przed programem wiedziałem, że chcę do niego trafić. To był świetny wybór, bo podoba

Rozmawiała: Katarzyna Sosnowska-Rama Obraz: Zuza Krajewska LAF AM dla Glamour, Malwina Sulima / IGO-ART, TVP

051


AUTO

LUKSUS BY SWEDEN KUPUJĄC VOLVO, KUPUJESZ BEZTROSKĘ. Z JEDNYM ZASTRZEŻENIEM – ZDEFINIOWANA NA NOWO SZWEDZKA FILOZOFIA DIZAJNU UWODZI I UZALEŻNIA JUŻ W PIERWSZYM KONTAKCIE. S90 – OTO SZWED, KTÓRY ZAMIESZAŁ WSZYSTKIM W GŁOWACH.

053


AUTO

054

Po udanych zakupach w ychodzimy zw ykle od jubilera ze stosownym etui, które w elegancki sposób podkreśla jego zawartość – naszyjnika czy pierścionka. W salonie Volvo podobne etui kryje dwa klucze, choć słowo „klucze” jest tu jedynie symbolem. Mają subtelny kształt nasuwający skojarzenia z kultową zapalniczką Zippo, z tą różnicą, że ten jubilerski gadżet od Volvo może zdobić albo skóra z której skrojona jest tapicerka w twoim modelu, albo orzechowe drewno z którego ozdobiono elementy wnętrza. Matowe, z wyczuwalną fakturą pod opuszkami palców. Oto wstęp do świata Volvo. Jakość i styl to dwa zasadnicze atrybuty ponadczasowości. Trudno bez nich budować tradycję, wartość marki, a w efekcie jej pożądanie. Volvo czerpie z tego pełnymi garściami. Czerpią z tego Szwedzi jako naród, bo czas pokazał, że nie opłaca się robić rzeczy użytkowych na chwilę. W Szwecji ceni się indywidualizm (jeśli pomylicie jakikolwiek model Volvo z jakimkolwiek innym modelem jakiejkolwiek innej marki – Szwedzi opuszczą fl agi do połowy masztów), ale jest on wynikiem wyjątkowego spojrzenia na świat, troską o użytkownika, jego komfort i nade wszystko bezpieczeństwo. W tej dziedzinie akurat Volvo nie musi nic udowadniać. Wystarczą słowa, że strategia rozwoju nowych modeli zakłada, iż od 2020 roku nikt, kto podróżuje nowym Volvo, nie ma prawa zginąć, ani ponieść poważnych uszczerbków na zdrowiu.

Oto kwintesensja „Made by Sweden” – Volvo S90. Jego forma i proporcje powinny jeszcze przez wiele lat być omawianym wzorcem na zajęciach ze studentami architektury. Linia perfekcyjna, ale co ważne – podyktowana tożsamością i filozofią marki. Czuć w niej wypracowywany dekadami styl. Jeśli jutro miałby zakończyć się świat, w wizytówce po Volvo powinno pojawić się właśnie S90. Cieszyć wzrok nowym S90 będą mogli wszyscy, którzy spotkają się z nim na ulicy. Ale tylko właściciel będzie rozkoszował się wnętrzem. Projektując je Brytyjczyk Robin Page nie krył, że intencje miał te same, które towarzyszyły mu przez ostatnich 12 lat pracy – zabranie marki na wyższy poziom luksusu. Właśnie po 12 latach przeszedł do Volvo z marki Bentley. A wnętrza Bentleya są tam, gdzie kończy się skala. W S90 możemy mieć połączenie szczotkowanego aluminium, bądź naturalnego drewna czy włókna karbonowego. Jakość materiałów to dopiero przepustka do klubu – ich umiejętne wykorzystanie oraz forma dają dopiero ostateczny efekt. Chce się dotykać klamek, dźwigienek, przycisków (silnik uruchamia się i wyłącza pokrętłem, które kształtem i w dotyku przypomina diament), czy nawet elegancko obudowanych głośników systemu Bower & Wilkins, bo i trudno się powstrzymać, kiedy otoczenie dyktuje taki poziom estetyki. Ale dopiero jazda jest t ym co ostatecznie dowodzi, że nigdy żadne osobowe Volvo tak komfortowo nie obcho-


AUTO

dziło się z pasażerami. Jest w tym przy okazji nieco zagadkowości, że potężne auto wyposażone w 20-calowe koła o profilu opony niewiele wychodzącym poza obrys dominującej obręczy, w dodatku bez pneumatycznego zawieszenia, dostarcza tak wyśmienitej izolacji od drogi. Można się tylko domyślać jaką drogę pokonali inżynierowie Volvo, by na nowo zdefiniować pojęcie luksusowej limuzyny, ale podziękowaniem dla nich będzie satysfakcja każdego z nowych właścicieli S90.

Run-off Road Mitigation, który w razie zagrożenia potrafi samoczynnie zjechać autem na pobocze i  zahamować. To w razie zaśnięcia, podczas którego systemy wykryłyby całkowity brak kontroli nad sterowaniem auta. Świadectwem zmieniającej się technologii są z kolei zastosowane silniki w S90. Wzorem SUV-a XC90, który był zwiastunem nowego rozdziału dla Volvo, wszystkie doładowane jednostki mają po cztery cylindry. Już widzę te niewyraźnie miny fanów V-ósemek. Dajcie sobie szansę i przejedźcie się.

Mimo obecności najnowszych technologii multimedialnych, za sprawą zgrupowania obsługi na dziewięciocalow ym wyświetlaczu, udało zachować się elegancki i ascetyczny w formie kokpit. Logiczna zasada działania tabletu ułatwia życie kierowcy, a usługami wyręcza z wielu czynności – np. dzięki Connected Service Booking jednym naciśnięciem możesz zarezerwować termin przeglądu w serwisie. Z kolei pod pojęciem IntelliSafe zgrupowano w Volvo inteligentne i intuicyjne rozwiązania gwarantujące bezpieczeństwo. Systemy potrafią rozpoznać i w porę przejąć kontrolę nad autem kiedy na drodze pojazdu pojawi się nie tylko pieszy, rowerzysta czy inny samochód, ale też zwierzęta, które wtargną na jezdnię (sam zahamuje też gdybyśmy chcieli skręcić przed innym samochodem nadjeżdżającym z przeciwka). Pionierskim rozwiązaniem jest z pewnością system

Dla żądnych wrażeń jest furtka w postaci hybrydy, która dostarcza sportowych osiągów. Dla wszystkich pozostałych silniki nie pozostawiają niedosytu w każdej spędzonej za kierownicą sekundzie, tym bardziej, że w obłędnie wyciszonej kabinie S90 celebruje się przyjemność z jazdy. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Kuba Chmielewski Na zdjęciu: Volvo S90 D4 Inscription Geartronic – 229 400 zł

Nord Auto Olsztyn, ul. Warszawska 117 D www.nordauto.dealervolvo.pl

055


AUTO

TERAZ RZĄDZI NIEDŹWIEDŹ KODIAQ TO SILNY NIEDŹWIEDŹ Z ALASKI. KODIAQ TO RÓWNIEŻ SILNY ZAWODNIK, KTÓREGO WYPUŚCIŁA NA RYNEK SKODA. JEŚLI DO TEJ PORY DETRONIZOWAŁA RYWALI, TO Z NOWYM DUŻYM SUV-EM W PORTFOLIO NA CZESKĄ MARKĘ NIE MA DZISIAJ MOCNYCH. 056

Skoda znalazła odpowiedź na pytanie o samochód idealny. Może samo słowo „znalazła” jest tu zbytnim uproszczeniem sugerującym na łut szczęścia, a wcale tak nie jest. Tu raczej jest jak w ewolucji – konsekwencja, która doprowadza do doskonałości. Fabia i Octavia rządzą wśród swoich bezpośrednich rywali od lat. Ktoś zdziwiony dopytałby: nie rozumiem dlaczego? Przecież to sylwetki, które nie szokują. Wnętrza? Skrojone niemal z perfekcyjną geometrią daleką od szalonych wizji. Emocje? Właściwie brak. Kluczem do zagadki jest ponadczasowa elegancja i jakość. One obronią się zawsze i przed wszystkim. Jak krawiectwo na miarę i buty od Kielmana.

Ale do pełni szczęścia Skodzie brakowało w portfolio ostatniego ogniwa – dużego SUV-a. To ważny gatunek aut, wciąż dynamicznie rozwijający się, więc samo kompaktowe Yeti to jednak za mało na podbój świata. I tak oto zrodził się Kodiaq. Wejście tego auta na rynek jest mocne jak dawca tej sympatycznej nazwy – kodiaq to gatunek potężnego niedźwiedzia zamieszkującego Alaskę. Nowy duży SUV Skody budzi respekt, zwłaszcza jeśli spojrzy się na niego oczami konkurencji. Co tu dużo się rozpisywać – ten niedźwiedź będzie rządził. Skody ogrywają rywali, bo w relacji szeroko pojętych kosztów do ogólnej jakości produktu oraz potem popularności modeli na rynku wtórnym, mają miażdżące wręcz wskaźniki.


AUTO

oparcia można wysunąć podpórki, które przy błogim śnie ograniczą ruchy głowy na boki. Przesuwana o 18 cm tylna kanapa pomaga wsiadać na trzeci rząd siedzeń, w które można doposażyć Skodę. Osoby do 175 cm wzrostu zniosą tam długą podróż. Wyżsi – raczej krótką. Krokiem w  przyszłość jest zastosowana tu technologia multimedialna. System Skoda Connect cały czas pracuje on-line, dzięki czemu np. nawigacja dysponuje danymi dotyczącymi ruchu na trasie, którą wybraliśmy i pozwala tym samym ominąć zator y. Albo pokaże ilość wolnych miejsc na parkingu do którego się zbliżasz. Za pomocą aplikacji na smartfona z autem można trzymać sztamę nawet kiedy pożyczymy je innemu kierowcy, np. temperamentnemu młodzieńcowi – dostaniesz powiadomienie w komórce, kiedy nasze auto będzie przekraczać ustaloną prędkość, albo wyjedzie poza ustalony wcześniej obszar (w razie zdarzenia drogowego Emergency Call automatycznie wzywa na miejsce pomoc). W ogóle przez aplikację SKODA Connect przenosimy świat mobilnych usług na własny komputer i np. w domu możemy sobie zaplanować podróż, skonfigurować ją i  przesłać do nawigacji w samochodzie. Siła Kodiaqa to nie tylko ta aluzja do niedźwiedzia z Alaski. Nową Skodą można cią gnąć 2, 5 -tonową pr z yc zepę. A parkowanie z nią to fraszka nawet dla niedoświadczonego kierowcy – system wspomaga samoczynne i perfekcyjne wprowadzenie tyłem w lukę podpiętej łodzi czy przyczepy. B e z d o t y k a n i a k i e r o w n i c y r ę ko m a . To t y l ko j e d e n z 24 systemów wspomagających przyszłych kierowców Kodiaqa. A  pier wsi będą mieli okazję sprawdzić je już w lutym, kiedy odbiorą zamówione auta. Tekst: Rafał Radzymiński Obraz: Skoda Auto

Właśnie ten bezkonkurencyjny stosunek ceny do jakości oraz wszechstronność w codziennej eksploatacji zachwyciły jurorów brytyjskiego magazynu Top Gear, który przyznał Kodiaqowi najwyższe wyróżnienie i tytuł najlepszego auta dla rodziny. Kodiaqa testowaliśmy razem z pierwszymi dziennikarzami podczas premierow ych jazd na malowniczej Majorce. O ile kiedyś wręczano nam kluczyki do wybranej wersji auta, teraz podszedł do nas młody człowiek z tabletem i kilkoma kliknięciami zademonstrował wszystko co już aktywowane jest w samochodzie gotowym do podróży (wraz z Kodiaqiem debiutuje w Skodzie zdalny dostęp do samochodu Care Connect). Nawet pokazał na ile kilometrów mamy paliwa, co akurat najmniej nas interesowało, bo gdzież tu wypalić cały bak oszczędnego dwulitrowego diesla na w yspie, gdzie do najdalszego końca jest jak z Olsztyna do Giżycka. Wielki Kodiaq manifestuje swoje kompetencje we wszystkim czego oczekuje się od auta, którym planujemy zjeździć z rodziną Europę. Ma ponadprzeciętną przestrzeń, genialnie wyciszoną kabinę, superkomfortowe zawieszenie i pomysłowe rozwiązania umilające podróżowanie. Choćby stolik w tylnych oparciach, który można sprytnie składać jako podpórkę do tabletu czy laptopa, zaś z boku wysunąć uchwyty na kubki. Z kolei z tylnych zagłówków pochylanego

057

Skoda Kodiaq – silniki benzynowe 1,4 TSI 125–150 KM, 2,0 180 KM i diesle 2,0 TDI 150–190 KM; DSG i napęd 4x4 (prócz 1,4 TSI 125 KM) – cena od 89 900 zł

Polbis Auto Olsztyn, ul. Partyzantów 26 www.polbisauto.pl


SPOD IGŁY

SALON SAMOCHODOWY MADE IN

ŻYJ KOLOROWO

MAŁE, MODNE I PROWOKUJĄCE

NOKAUT W LICZBACH

PO PIERWSZE: PRZECZYTAJ

Stworzona od podstaw linia nowego Scenika oraz jego wydłużonej o 23 cm wersji Grand Scenic to majstersztyk stylistyki. Renault zresztą słynie z przebojowych linii, które potem zyskują status aut kultow ych. Wystarczy wspomnieć choćby filigranową „piątkę”, pierwsze Clio, nowatorskie Twingo i Espace. Nowy Scenic stał się teraz spójny z odmłodzoną gamą (Weekend Nowości w salonie Renault 14–15 stycznia) i jest ogniwem pośrednim między przebojowym Capturem, a podróżnikiem Espace. Optycznie auto świetnie prezentuje się już w bazowej wersji – w standardzie ma aż… 20-calowe koła (o bardzo niskich oporach toczenia). Renault przyzwyczaiło nas w ostatnich modelach, że przy pomocy tabletu można zagłębiać się w możliwości personalizacji auta (od rodzaju masażu, poprzez barwy oświetlenia kabiny, aż po dźwięk silnika). I ciekawostka na koniec – Scenic sam zatrzyma się gdyby przed maskę wtargnął mu pieszy. Silniki od 95 do 160 koni. Ceny od 75 tys. zł. www.alcar-renault.pl

058

WŁAŚNIE DEBIUTUJĄ, UWODZĄ I KUSZĄ

Kiedy zdobywał tytuł Car of the Year 1989, marzyła o nim większość Polaków. Styl Tipo A.D. 2017 oraz stojące za nim, wręcz nokautujące liczby sugerują, że i nowe wcielenie hatchbacka Fiata rozkocha zmotoryzowanych. Branżowe media już rozpisały się o nim, że to kompakt w cenie auta z segmentu niżej. Kiedy wczesną jesienią debiutował Tipo w wersji sedan, szturm na salony przewyższył podaż modelu. Ale gamą Tipo (do sedana dołącza właśnie hatchback i Station Wagon) Fiat wprowadził rodzinne auta, które mają dostarczać wiele za tak niewiele – jak głosi hasło promocyjne. Atutem nowego kompakta jest z pewnością przedział pasażerski, który bez ścisku przewiezie pięć osób o wzroście przynajmniej 185 cm każda. Do tego wygospodarowano 440-litrowy bagażnik. Wśród silników benzynowych można wybrać wersję z fabryczną instalacją LPG. Ale szczytem oszczędności są diesle z serii Multijet, które według producenta mają spalać w trasie 3,3 litra na setkę. Cena od 49 900 zł. www.resma.pl

Skoro rynek crossoverów jest najdynamiczniej rozwijającym się, Audi nie mogło pozwolić sobie nie zagospodarować tej luki w swoim portfolio. Linię Q7, Q5 i Q3 uzupełnia najmniejszy w gamie Q2. Cechy wspólne? Bezkompromisowa jakość (wnętrze nawiązujące do A3). Mierzące 419 cm Q2 o  świeżym i  prowokującym w yglądzie, dostarcza tego samego poczucia prestiżu, co więksi bracia, ma do dyspozycji te same zdobycze najnowocześniejszej technologii (np. wirtualny 12,3-calowy kokpit czy nawigacja przekazująca na bieżąco informacje o korkach), całą armię luksusowego wyposażenia do wyboru i gwarancję, że drugiego identycznego Q2 nie spotkacie – Audi mocno postawiło na jego personalizację. Jazda Q2 to jak precyzyjne prowadzenie chirurgicznego skalpela – perfekcja zadanych poleceń sprawia wrażenie, że jako kierowca staliście się ze swoim samochodem jednością. Dla fanów Audi quattro przewidziano napęd 4x4 w najmocniejszych wariantach. Cena od 96 900 zł. www.autowimar.audi.pl

Najnowsza siedmiomiejscowa Zafira otwiera nowe możliwości wszystkim uwielbiającym podróże. Bo jak tu nie chcieć gdzieś wyjechać, skoro po pierwsze: adaptacyjne reflektory zmieniają strumień światła zależnie od stylu jazdy, pogody czy miejsca, przez które przejeżdżamy. Po drugie: wygodne i przyjazne kręgosłupom fotele Zafiry posiadają certyfikat niemieckiego stowarzyszenia lekarzy i terapeutów. Po trzecie: wszechstronny system multimedialny IntelliLink przejmuje funkcję twojego smartfona, więc możesz go teraz obsługiwać przyciskami na kierownicy. Po czwarte: wezwany jednym przyciskiem osobisty opiekun kierowcy OnStar pomoże załatwić wszystkie sprawy związane z podróżą i wezwie do ciebie automatycznie pomoc, gdy tylko wydarzy się coś niepokojącego. Po piąte: kamera OpelEye monitoruje drogę i w razie potrzeby angażuje systemy bezpieczeństwa. Po szóste: wygląda teraz jak sportowy minivan. Po siódme: już w sprzedaży. Cena od 76 950 zł. www.mibo.com.pl


AUTO

C3

– TRAFIONY I POLUBIONY PODCZAS PREMIERY NAJNOWSZEGO CITROENA C3 DZIENNIKARKA ZAPYTAŁA SZEFA MARKI, CZY TEN SAMOCHÓD STWORZYŁA KOBIETA. „PRZECIEŻ ŻADEN FACET NIE ZAPROJEKTOWAŁBY TAKICH SMACZKÓW” – UZASADNIŁA PYTANIE NIM PADŁA ODPOWIEDŹ.

059


AUTO

060

Stworzył go na pewno ktoś, kto kocha samochody, kocha życie i kocha spędzać życie w samochodzie. A na spocie promocyjnym C3 widać było nawet, że i kochać się w nim lubi. Przez kilkadziesiąt lat Citroen już nie raz udowodnił, że i w jego samochodach można się zakochać. Pełne sympatii, ekstrawagancji, seksapilu wciąż wzbudzają zachwyt w kadrach klasyki francuskiego kina. Co prawda dzisiaj trudniej jest stylistom wyrwać się z szaleńczą wizją ze szponów dyktującej bryłę aerodynamiki, norm bezpieczeństwa, ekonomiki produkcji czy unifikacji komponentów, ale że Citroen wciąż stara się podążać własną ścieżką, widać na szerokość całej gamy modelowej. Najnowszy C3 ujął pomysłem na miejskie auto. Bez kompleksów można zaparkować nim przy dwukrotnie droższym Mini. Żadna z poprowadzonych linii ani przez centymetr nie gubi wdzięku. Zapożyczone ze starszego Cactusa panele drzwiowe Airbump dodają młodzieńczego sznytu, a przy okazji pełnią funkcję ochronną. Z każdej strony mają po siedem wypełnionych powietrzem komór. Dzisiaj styl życia szalenie się zmienił, więc i samochody zmieniają się pod kątem użytkowania. Typowo miejskie

auto ma być jak ulubiony ciuch: czujesz się w nim dobrze i komfortowo. A komfort to nie tylko zawieszenie. Komfort to możliwości, które dostarcza twoje cacko. Choć jeśli już padło słowo komfort w kontekście zawieszenia, to owacje na stojąco dla konstruktorów, że zostawili w C3 tyle czerpanej przyjemności z jego pracy. No i wracamy do tych kobiet, które pojawiły się już we wstępie. O co tu poszło? Ano zajrzyjmy do wnętrza, a znajdziecie tam inspirację światem architektury, wnętrzarstwa czy podróży. Pierwszy smaczek masz już w ręku przy zamykaniu drzwi – właśnie trzymasz coś a’la uchwyt jak w retro walizce. Nie jakiś kawał wymodelowanego plastiku, które w mniej czy bardziej udanej formie znajdujemy w każdym innym aucie. Panel na desce rozdzielczej może być obity t ym samym materiałem, z  którego skrojono w ygodne fotele. Zresztą nawet z tym samym szwem. Tablica z analogowymi zegarami trafnie naśladuje retro styl ze starych „francuzów”, ale centralna konsola to już skok w nowoczesność – duży dotykowy tablet. Sam w sobie ma mnóstwo funkcji, ale po sparowaniu z twoim smartfonem, ma już wszystko co w nim uzbierałeś.


AUTO

A tego bajeru nie zaserwował jeszcze nikt – ConnectCAM Citroen. To kamera wmontowana w przedniej szybie, która rejestruje wszystko przed nią (kąt widzenia 120 stopni, obraz full HD). Usługa może być niezwykle przydatna np. w czasie kolizji czy wypadku, bo wówczas nagrany na pół minuty przed zdarzeniem i minutę po obraz, automatycznie przechowany zostanie w wewnętrznej pamięci (16 GB). A więc mamy czarną skrzynkę na pokładzie – dla ustalenia winowajcy – bezcenne. Kamerką ConnectCAM można też robić zdjęcia – wystarczy dotknąć przycisk obok lusterka, albo nagrać fi lmik, kiedy widzimy coś zaskakującego, np. zebrę idącą po pasach. I nie martwcie się, że coś przegapiliście – wciśnięcie przycisku już zachowuje w pamięci obraz sprzed ostatnich dziesięciu sekund. Nagrane obrazy i zdjęcia można przesyłać drogą elektroniczną na pocztę e-mail czy portale społecznościowe. Np. kumplom: „zobaczcie, jakie fajne dziewczyny wracają z zakupów”. Chyba że dziewczyny z zakupów właśnie wracają Citroenem, a chodnikiem idą inne dziewczyny – nie daj Boże – w identycznych sukienkach. W sieci może się zagotować. Wolne żarty. Ale C3 wyzwala ten luz, nawet kiedy się o nim pisze.

A kiedy za kierownicą jest nadmiar luzu i rozkojarzenia, to pomocną ciekawostką jest funkcja tempomatu z ogranicznikiem prędkości. Otóż akty wując go dwukrotnym przyciśnięciem, wpisujemy do jego pamięci prędkość, którą kamera odczytała ze znaku ograniczenia prędkości. Przyda się zwłaszcza w wersji 1,2 z turbodoładowanym silnikiem o mocy 110 koni. Ten mały niepozorny drań to nie tylko łamacz serc, ale i wszystkich dozwolonych prędkości. I na to musicie uważać, by tym razem to wam ktoś nie zrobił zdjęcia. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Arek Stankiewicz Na zdjęciu: Citroen C3 Shine 1,2 110 KM – cena 58 900 zł W sesji wystąpiły tancerki grupy estradowej Flame – Karolina Spiel i Julia Dolińska.

Resma Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 5 www.resma.pl

061


LUDZIE

GOŚCIMY KAMILA DURCZOKA*

SZUKAM MOCY SPALONA BENZYNA RAJDOWA TO,

JEGO ZDANIEM, NAJPIĘKNIEJSZE PERFUMY ŚWIATA. CZY KAMIL DURCZOK* MÓGŁBY BYĆ DZISIAJ RÓWNIE ZNANYM KIEROWCĄ RAJDOWYM CO DZIENNIKARZEM TELEWIZYJNYM?

062

MADE IN: Podobno kiedyś w drodze z  Warszawy na Śląsk ukradli ci Subaru Imprezę, zostawiając cię na drodze w koszuli? Kamil Durczok: To było w Jankach na nieistniejącej już stacji Shell. Po zatankowaniu włączałem się do ruchu i na pas, którym jechałem, wyszedł człowiek. Patrzył się jakby za mnie, zastanawiając się czy zdąży przebiec przed samochodem, który jedzie za mną. Więc jak tak stał i stał, to i ja się zatrzymałem, by go przepuścić. I bach! Stłuczka z tyłu. Spojrzałem w lusterko – Saab, więc kompletnie niezłodziejskie auto. Wysiadłem spokojnie, a pan z Saaba wyskakuje, jakiś dziwny był, miał strasznie grube oprawki, szalik po sam nos, ale uznałem, że skoro jest 20 lutego i mróz, to jest to uzasadnione. No i krzyczy do mnie: co pan zrobił? Więc ja mu: „jak to co ja zrobiłem?! To pan mi raczej zrobił!”. A on dalej: „no ale niech pan podejdzie i zobaczy co pan zrobił”. Więc patrzę na tę zachlapaną tablicę rejestracyjną i wtedy poczułem, że ktoś mi wytrąca z ręki kluczyki i błyskawicznie odjeżdża moim autem. Tamten z Saaba równie błyskawicznie odjechał, o mało mnie nie potrącając. No i zostałem tak przy minus dziesięciu w koszuli. Na szczęście nawyk mam taki, że telefon komórkowy chowam zawsze do kieszeni, więc od razu zadzwoniłem do szefa policji.

To był y jeszcze czasy kiedy mieszkałem w hotelach – rok 1999 – więc i cały dobytek woziłem w aucie. Ze złodziejem pojechało wszystko, łącznie z ciuchami i notatnikiem z ważnymi kontaktami. Najśmieszniejsze było to, że jak wszedłem do tej stacji, przyprószony śniegiem i  zziębnięty, to facet zza lady – o nic nie pytając – podał mi kartkę mówiąc: „tu ma pan wszystkie numer y: na policję, do zastrzeżenia kart…”. Wtrąciłem: „skąd pan to wie?”. A on: „panie, tu dziesięć razy dziennie to się dzieje”. Czasy gangsterki samochodowej i klasyczna robota na tzw. stłuczkę. Samochód odnaleziono kilka t ygodni później, niestet y zanim zdążyli mi wypłacić odszkodowanie z ubezpieczenia. Zadzwonił z triumfującym głosem w słuchawce komendant obwieszczając, że mają moje auto. Wcale nie byłem pocieszony, bo odnaleźli je dzień przed zamknięciem postępowania odszkodowawczego. Pewnie w dodatku zamęczone Subaru? Tak, pour y wane spoiler y, w ymontowane halogeny, ale m.in. po to by mniej rzucało się w oczy. Bo jak się potem okazało, auto miało posłużyć do napadu na Bank Spółdzielczy


LUDZIE

gdzieś pod Warszawą i potr zebowali coś sz ybkiego. A zostało zlokalizowane na terenie centrum towarowego w Warszawie. Prze trzy dni antyterroryści obserwowali auto, aż ktoś je odbierze. Ale nikt nie odebrał. Potem okazało się, że w komendzie stołecznej działał gang policjantów współpracujący z przestępcami i po prostu dostali cynk. Potem tych policjantów zgarnęły służby z Katowic, zresztą z domów o szóstej rano. Pamiętam, bo zrobiliśmy z tego należytą oprawę w telewizyjnych Wiadomościach. Wróćmy do samego auta, bo mocna Impreza sugerowała wówczas sporo o tobie jako właścicielu – że lubi czerpać frajdę z jazdy pełnymi garściami. Ja mam trochę benzyny zamiast krwi. To po ojcu, który był absolutnym miłośnikiem motoryzacji. Ponieważ jego babcia była zamożną kobietą – posiadała przedsiębiorstwo kominiarskie – więc miała z czego finansować ojca rajdy. Jeździł i w wyścigach górskich, i w rajdach, najpierw Zastawą 750, potem Steyr Puchem, do którego zresztą układ wydechowy kupił od Sobiesława Zasady w Krakowie. Ojciec zabierał mnie na rozmaite imprezy już kiedy miałem cztery czy pięć lat, np. na oes Rajdu Wisły, w nocy na torze testowym FSM w Tychach. Do dzisiaj pamiętam jak nasz fabryczny team tłukł się z NRD-owcami, którzy przyjechali wtedy na znakomicie przygotowanych Trabantach. Chyba tylko znajomość toru przez naszych kierowców sprawiła, że ostatecznie zlali Niemców. To już wszystko jasne, dlaczego ty też potem zacząłeś startować w rajdach. Nie dało się inaczej. Ojciec nauczył mnie jeździć jak jeszcze siedziałem na jego kolanach mając może z osiem lat. Jak miałem 12 to już sam jeździłem, z fotelem podsuniętym i poduszką pod tyłkiem. Żółtą Zastawą 1100p, rodzinnym autem, które po miesiącu nie miało przede mną większych tajemnic. Do jakiego etapu bawiłeś się w rajdowanie? To były rajdy okręgowe. Jeździłem w nich dopóki nie rozwaliłem i już nie miałem pieniędzy żeby naprawić n-tego Malucha, którym startowaliśmy. Mieliśmy jechać jako zerówka w Rajdzie Wisły. To była końcówka lat 80., trenowaliśmy w lasach między Rudą Śląską, a Katowicami Ligotą. Był tam odcinek specjalny, wąziutki asfalt, strasznie kręty, ale też z szybkimi partiami. Na jednym piątkowym zakręcie wypakowaliśmy na ręcznym i skończyła się jazda. Nie miałem kasy na odbudowanie auta, potem zaczęło się radio i tak też zakończyło rajdowanie. Ale później gościnnie też się ścigałeś, bo dzięki przygotowaniom do rajdów przypadkiem odkryto u ciebie nowotwór. Odkr yłem guza kiedy przygotow y wałem się do Rajdu Par yż-Dakar. Chodziłem w tedy na siłownię, biegałem, miałem naprawdę dobrą formę. I pamiętam, byłem wtedy w mieszkaniu w Warszawie, stałem przed lustrem i jak każdy facet, który trenuje już cztery miesiące – co może robić? Oczywiście oglądać muskuły przed lustrem. Zobaczyłem coś niepokojącego i tak oto zaczęły się badania. Ale zaraz po tym pożyczyłem od Zbyszka Steca fantastycznego 450-konnego A-grupowego Lancera, którym z dziennikarzem Wojtkiem Majewskim pojechaliśmy w Rajdzie

Żubrów. Mieliśmy mnóstwo frajdy. Spalona rajdowa benzyna to najpiękniejsze perfumy świata. Wspomniałeś o niedoszłym Rajdzie Paryż-Dakar. To był wspólny projekt z Maćkiem Majchrzakiem, nieżyjącym już dilerem Jeepa w Łodzi. Otóż w grudniu przed naszym wspólnym startem los zrobił mi przykrą niespodziankę, a  ja jemu, bo okazało się, że mam nowotwór. Mieliśmy jechać Jeepem, którego Maciek przygotowywał od roku. Kilka lat temu zginął na motocyklu, samochód zajechał mu drogę. Odważnie piszesz w swojej nowej książce, że szybką jazdą na motocyklu odreagowujesz stres. W  t ym roku mało jeździłem po torach, ale ubiegł y był bardzo dobry. Jeździmy na Slovakiaring, typowo motocyklowym torze. To jest nieprawdopodobna adrenalina. Ale jest też kilka tras na których slidery można zjechać do końca. Na Słowacji, jak się przejedzie nieczynne przejście graniczne w Węgierskiej Górce i dojedzie do Czadcy, to tam jest droga powiatowa nr 42, która prowadzi do jakiejś dziury, której nazwy nie pamiętam. Dobre 20 kilometrów zakrętów z których zdecydowaną większość widać, bo są otwarte, mimo iż to górski teren. No i tam naprawdę można przygrzać. Byłeś już blisko tej cienkiej granicy po przekroczeniu której trafia się do piachu? W głowie nie ma takiej granicy. Ona oczywiście jest fizyczną granicą przyczepności motocykla i twoich umiejętności, ale w głowie nie ma nigdy. Na Slovakiaringu jest zakręt, drugi po prostej startowej, który pierwszy raz, jak tam byłem, przejechałem z prędkością 160 km/h i wydawało mi się, że to jest szczyt absolutny wszystkich możliwości. Po dwóch dniach treningu przejeżdżałem go 210 i ciągle chłopaki mnie wyprzedzali, więc znaczy, że można jeszcze szybciej. Przesuwanie tej granicy w głowie jest bardzo kręcące, oczywiście przy zachowaniu zdrowego rozsądku, bo jeśli jest się szaleńcem, to prędzej czy później człowiek się zabije. Czego szukasz w  samochodzie na co dzień? Stylu? Komfortu? Mocy? Mocy i trakcji. Wygody i komfortu najmniej. Jak miałem psy to musiały się obydwa mieścić i mieć niekiedy wygodniej niż pasażerowie, ale podstawa to moc oraz to trzymanie się drogi. 063 Rozmawiał na schodach przy ul. Dąbrowszczaków 14 w Olsztynie (19 grudnia o godz. 10.50 przy temperaturze 2 stopnie Celsjusza) Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

* Kamil Durczok był gościem specjalnym trzecich urodzin MADE IN Warmia & Mazury, z  którym rozmawialiśmy o  roli lokalnych mediów. Kilka tygodni wcześniej uruchomił regionalny portal o Śląsku Silesion.pl i wydał książkę „Przerwa w emisji” w której odsłonił kulisy rozstania z TVN po nagonce medialnej, jaką wywołał tygodnik „Wprost” zarzucając mu mobbing oraz molestowanie seksualne. Za pomówienia wytoczył redakcji dwa procesy, z których jeden już wygrał.


BIZNES

W NAJLEPSZYM PORZĄDKU

BEZ TEJ FIRMY PANOWAŁBY WIELKI NIEPORZĄDEK CHYBA W KAŻDYM WIĘKSZYM PRZEDSIĘBIORSTWIE. I NIE SĄ TO SPRZĄTACZKI. O KIM MOWA?

064

O czym myślisz biorąc w restauracji kieliszek wina do ręki? O jego smaku. A kładąc się do hotelowego łóżka? O jego wygodzie. W salonie fryzjerskim? Zapewne, jak będziesz się prezentować w odświeżonej fryzurze. Na zapleczu niemal każdego biznesu kryją się pozornie przyziemne sprawy, a mimo to szalenie ważne dla komfortu, wygody, zdrowia i wizerunku firmy. Ktoś te naczynia musi fachowo umyć, pościel wyprać, narzędzia do zabiegów odkazić, podłoga musi lśnić. Zaglądając za kulisy dbania o porządki w firmach odnaleźliśmy rodzinne przedsiębiorstwo Optima Olsztyn, które od 1993 roku dostarcza maszyny i chemię do utrzymania czystości oraz nowoczesne systemy higieniczne. Jej założycielami są góral-inżynier, który po studiach miał konstruować silniki samolotów odrzutowych oraz absolwentka slawistyki. Po studiach przyjechali w jej rodzinne strony, do Olsztyna. Do domu dziadków i  zapewnionej pracy. Ale szybko zrozumieli, że chcą stworzyć coś własnego. Skąd więc wybór tej nietypowej branży? – Któregoś dnia do rodziców zadzwonił znajomy, szukając kogoś, kto otworzyłby w Olszynie firmę bliźniaczą do jego działalności – wspomina Katarzyna Krzyżak, córka właścicieli i jednocześnie pełnomocnik zarządu Optima Olsztyn, wraz z bratem Michałem zaangażowana w rodzinne przedsiębiorstwo. – To był czas, gdy w branży utrzymania czystości panował dziki zachód. Nie było świadomości jakich narzędzi i produktów należy używać, nie było przepisów dotyczących zaleceń sanitarnych i higienicznych. Wprowadzając na rynek profesjonalną chemię i maszyny musieliśmy uświadamiać klientów, że do zachowania sterylności w restauracji, szpitalu czy hotelu nie wystarczy wiadro z wodą, płyn i mop. Dziś musimy jedynie uświadamiać, że przy niskiej cenie nie można zagwarantować w ysokiej jakości, zaś o ekologii produktów trzeba wówczas zapomnieć. Dlatego dystrybuujemy w yłącznie produkty najwyższej jakości, które łączą ekologię i właśnie doskonałą jakość. I przytacza dwa przykłady marek spośród wielu, których produkty rozprowadzają: Diversey-TASKI, czołowego na świecie producenta maszyn sprzątających i profesjonalnej chemii do czyszczenia powierzchni czy SCA-Tork, światowego lidera produkującego celulozę, czyli papierowe ręczniki i papier toaletowy. – Nadal serwisujemy maszyny TASKI, które sprzedaliśmy 20 lat temu. Z  zewnątrz nie wyglądają świeżo, ale nadal doskonale działają. To świadczy o jakości tej marki – podkreśla. Mocną stroną rodzinnej firmy jest wielozadaniowość. – Ludziom zwyczajnie nie chce się dzwonić do kilkunastu

różnych firm, żeby załatwić jedną listą zamówień. Dlatego jeśli naszym klientem jest restauracja, to poza tym, że kupi od nas maszynę do utrzymania czystości podłóg i chemię, która jest niezbędna przy jej eksploatacji, to zrealizuje też i inne zmówienia. Jeśli zapyta czy nie dostarczylibyśmy kilku tysięcy parasolek do drinków i kartonowych talerzyków na event plenerowy, to my to zrobimy – Katarzyna Krzyżak posiłkuje się przykładem. – Nie zarabiamy na tym, ale chcemy być pomocni naszym klientom. Dlatego wybierają relacje z nami, a nie korporacjami, które działają wedle schematów i nie zrobią niczego co wykracza poza ich plan działania. My naszym zaprzyjaźnionym firmom pomagamy załatwiać różne sprawy. Zdarza się, że dowozimy hotelom z regionu zamówioną przez nie w Olsztynie porcelanę czy pościel z pralni, bo akurat w tamtym kierunku jedzie nasz transport. Bezpłatną pomoc Optima Olsztyn oferuje też przy szkoleniu personelu. Profesjonalna chemia hotelarska czy gastronomiczna to najczęściej koncentraty, dlatego potrzebna jest fachowa wiedza do prawidłowego korzystania z nich, a często nowo zatrudnione osoby sprzątające w fi rmach zw yczajnie jej nie mają. Przeszkolonemu personelowi wystawiają odpowiednie certyfi katy. Do wszystkich produktów dołączają też MSDS – karty charakterystyki produktu, które zawierają parametry techniczne, zapłonu, skład oraz zalecenia gdy środek dostanie się np. do oczu. Firma promuje wśród swoich klientów ekologiczne i ekonomiczne podejście do tematu czystości. Katarzyna Krzyżak podaje jeden z przykładów: – Wielu klientów wybiera szare albo zielone ręczniki papierowe. Aby dokładnie wytrzeć nimi ręce trzeba wyciągnąć przynajmniej kilkanaście listków. A bywa też, że po wytarciu nimi dłonie mają nieprzyjemny zapach. Nie ma tego problemu kiedy wycieramy ręce ręcznikiem celulozowym, który jest odrobinę droższy, a wystarczą jeden, góra dwa listki, aby dłonie były suche. Okazuje się więc, że wybierając droższe produkty, zwyczajnie oszczędzamy i pieniądze, i pozytywnie wpływamy na środowisko. Tekst: Michał Bartoszewicz Obraz: archiwum Optima Olsztyn

Optima Olsztyn sp. z o.o. Olsztyn, ul Metalowa 4 tel. 89 534 45 45, 89 533 98 98 www.optima.olsztyn.pl


TWOJE NOWE MIESZKANIE W CITY PARK

City Park w�Olsztynie odzwierciedla charakterystyczną dla stolicy Warmii symbiozę wygody życia w�mieście z�bliskością natury.

Z�jednej strony, osiedle City Park zlokalizowane jest przy skrzyżowaniu ulicy Krasickiego z�ulicą Barcza. Z�drugiej, sąsiaduje z�terenami zielonymi, wśród których już dziś skorzystasz z�alejki spacerowej i�Ogrodu Jordanowskiego, przez las po drugiej stronie ulicy Krasickiego udasz się spacerem nad jezioro�Skanda, a�w�przyszłości odpoczniesz w�okazałym parku miejskim.

WWW.CITYPARKOLSZTYN.PL


DOŁĄCZ DO KLUBU PRENUMERATORA MADE IN WARMIA & MAZURY

ZAPROSIMY CIĘ NA WYDARZENIA, WARSZTATY I IMPREZY ORGANIZOWANE WYŁĄCZNIE DLA CZŁONKÓW KLUBU

MAGAZYN OTRZYMASZ BEZPOŚREDNIO NA SWOJE BIURKO

WEŹMIESZ UDZIAŁ W KONKURSACH I LOTERIACH DLA PRENUMERATORÓW

OTRZYMASZ PAKIETY RABATOWE DO WYBRANYCH OLSZTYŃSKICH MAREK

Roczna prenumerata: 100 zł (6 wydań magazynu) Półroczna prenumerata: 60 zł (3 wydania magazynu) magazyn lifestylowy

bezpĄatny

numer 18

lipiec-sierpieĆ 2016

ISSN ISS IS SSN SS S SN S N 2353 2353-2408 2353-2408 2408 www.madeinWM.pl ww ww.madeinWM.pl w ww w

GRAĽYNA GR RAĽYN NA A

SZAPOăOWSKA ăOW WSK KA

TO GRZECH, ĽE E PANI NIE NIE Ĝ ĜPIEWA PIEWA EW E W WA A

ANDRZEJ PONIEDZIELSKI ANDRUS MÓWI NA MNIE „LOGO LISTOPADA”

JOANNA YK JÚDRZEJCZYK CHCIAăABYM AT ZOBACZYÈ ĜWIAT OCZAMI BOGA

PAWEă P PAWE ă JA ASZCZUK ZUK K JASZCZUK

POWIEĜÈ P OWIEĜÈ È ZAC ZACZYNAM CZY CZY YNA YN NA AM M O OSTA OD TA AT ATNIEJ ATNIE TNIEJ TN T TNI TNIE NIE EJ OSTATNIEJ SCENY SC CENY ENY E EN NY

Zamów tel. 733 408 350 prenumerata@madeinwm.pl www.madeinwm.pl


BLOGERZY

#OlsztynMojaBaza 215 KM DO WARSZ AW Y. 166 DO TRÓJMIASTA. DO WROCŁAWIA AŻ 508, DO KRAKOWA TROCHĘ MNIEJ – 506. OLSZTYN – MIASTO, Z KTÓREGO ROZObraz: Jakub Jankowski

POŚCIERAJĄ SIĘ NIEZŁE PERSPEKTYWY NA ŻYCIE. PO CO TE KILOMETRY? DOBRZE JEST WIEDZIEĆ, JAK DALEKO SĄ NOWE INSPIRACJE, IMPULSY I WRAŻENIA Z KTÓRYMI MOŻNA WRÓCIĆ DO SWOJEGO MIASTA, BY TĘ ENERGIĘ WYKORZYSTAĆ. Były momenty. W stolicy, Wrocławiu, Trójmieście. W Anglii. Ale to „Olsztyn kocham”, bo Olsztyn to nie jest miasto na przeczekanie. To miasto z którego się startuje, albo też w którym tworzy się miejsce dla siebie. Jest elastyczne, dynamiczne, może nie robi dobrego pierwszego wrażenia, ale jest mistrzem drugiego, trzeciego, czwartego… Masz talent i cierpliwość? Działaj. Nawet nie wiecie, ilu freelancerów mieszka w Olsztynie. Mnóstwo młodych, utalentowanych ludzi, którzy właśnie w  tym mieście stworzyli swoją bazę. Na tyle bystr ych, by zauważyć, że… 1. Olsztyn to świetna baza wypadowa. Spotkanie w stolicy? Nie ma problemu! Sesja nad morzem – powiedz kiedy? W jeden dzień zorganizujesz spotkanie biznesowe lub nawet kilka – po 2,5 godzinach dość komfortowej jazdy w pociągu z internetem, gdzie sprawy załatwisz zdalnie, jesteś u celu. 2. Olsztyn jest kompaktowy. Łączy cechy dużego i małego miasta. Te sklepy, kawiarnie, poranne i  popołudniowe korki – urok metropolii na dzień dobry! Potrzebujesz szumu lasu, spaceru nad jeziorem, by odreagować małe i duże freelancerskie stresy? Dla każdego coś miłego – inspirujący kawiarniany gwar lub wyciszenie. 3. W regionie, gdzie jest spora podaż, a mniejszy popyt, trzeba się bardziej wysilić, by dotrzeć do klienta i go utrzymać. Nie ma łatwych rozwiązań, tu trzeba zasuwać, rozwijać się, opierać się stagnacji. Ale to motywuje. Dobrze jest być freelancerem w Olsztynie, bo dzięki temu wciąż mamy oczy szeroko otwarte. Szukamy, chcemy więcej. 4. Kameralne miasta sprzyjają spokojnym współpracom i przyjacielskim kooperacjom, gdzie bardziej liczy się jakość relacji biznesowej niż szybkość, wydajność, pęd. Z innymi freelancerami uzupełniamy się, wspieramy, polecamy nawzajem. Nasze projekty mają rozmach dużego miasta, a że tworzymy w mniejszym regionie, świeżość i innowacje są bardziej zauważalne. 5. Olsztyn jest tańszy niż Warszawa, Gdańsk, Wrocław. I do życia, i prowadzenia biznesu. Dlatego można sobie na więcej pozwolić. Mieć więcej prób, popełnić więcej błędów. No i kawa na mieście jest odrobinę tańsza, a umówmy się, freelancerom to robi różnicę. :P 6. Warmia kojarzy się z lasami, jeziorami, wodą, żaglami. Idealne skojarzenia, by zacząć niezobowiązującą, jeszcze nie biznesową rozmowę, z której wynikną nieoczekiwane projekty. Z Olsztyna można być dumnym. Wpadnij i zobacz, co robimy!

7. #slowlife – jeden z naszych ulubionych hashtagów. Olsztyn to dobry punkt wyjścia dla każdego, kto chce się z  t ym nurtem kojarzyć, od blogera, po przedsiębiorcę czy coacha. Tu rzadziej boli głowa, życie płynie wolniej, łatwiej się zregenerować. Cenimy to bardzo. 8. Spokojny region pozwala na spokojne wdrożenie się w życie freelancera, by w swoim tempie nabrać apetytu na więcej. Lubimy metodę małych kroków, czas na to, by się zastanowić i wybrać najlepszą dla siebie opcję. To lepsze tło, by się wyróżnić i pokazać swoje mocne strony. 9. Jeśli myślisz globalnie, ale chcesz działać lokalnie, wygrasz. Olsztyn to region dla kreatywnych, którzy zasadę „think outside the box” potrafią wyrecytować w środku nocy. W mieście, gdzie sukces nie jest czymś oczywistym, a na uznanie pracujesz, liczy się wytrwałość i pomysł. 10. Warmia i Mazury to region z potencjałem. Zadbane miasta, lepsza infrastruktura, lotnisko, turystyka. Można mieć nadzieję na więcej. To prognozy i dla freelancera. Tworzymy miejską rzeczy wistość, jesteśmy jej częścią. Zmieniamy się razem z miastem. A lubimy zmiany! Gdy jesteśmy zestresowane, liczymy do 10. Pomaga. A jeśli stresuje cię to, że jesteś freelancerem w małym mieście, przeczytaj nasze 10 punktów. Już? Pomogło? :) Do zobaczenia w akcji! Tekst: Monika i Emilka Pryśko, które „love 2 work’’! Love 2 Work to nasz wspólny projekt, o byciu freelancerem, o samorozwoju, o  stawianiu sobie wysoko poprzeczki, o  energii. Inspirowanie innych to podwójna inspiracja dla nas. A jeśli o to chodzi, to „buy one, get one free” – taką oto promocję na starcie otrzymują nasi czytelnicy :)

AURA BLOGERÓW Poznajcie blogerów z Warmii i Mazur. To podróżnicy opisujący swoje wyprawy, fascynaci kuchni regionalnej, testerzy kosmetyków, promotorzy życia blisko natury, recenzenci nowych technologii, mamy opisujące swoje doświadczenia z pociechami. Te strony w kolejnych wydaniach magazynu będziemy oddawać właśnie im. Będziecie też mogli poznać ich osobiście – mecenasem projektu jest Aura Centrum Olsztyna, która zorganizuje z blogerami spotkania autorskie w nowo otwartej strefie restauracyjnej. Najbliższe spotkanie z autorkami bloga Love2Work odbędzie się 25 lutego o godz. 16 w Aura Centrum Olsztyna.

067


DAWNO TEMU

I KTO TO WI(E)DZIAŁ!

HISTORIE Z WARMII I MAZUR, KTÓRE PRZESZŁY DO HISTORII, CHOĆ NA LEKCJI HISTORII O NICH NIE USŁYSZYSZ.

1950

068

CZŁOWIEK Urodził się pod koniec XIX w., na terenie dzisiejszej Białorusi. Zmarł w 1950 r. w Giżycku. Pomiędzy tymi dwoma granicznymi momentami zyskał miano „ojca polskiej fotografii”. Jan Bułhak był z wykształcenia filozofem. Fotografią zajął się, kiedy w 1905 roku otrzymał od żony aparat. Z amatora stał się przedstawicielem piktorializmu (artystycznego nurtu fotografii) i twórcą „szkoły bułhakowskiej”. Autor słynnych fotogramów oraz zdjęć znanych z wykorzystywania gry światła, z widocznymi wpływami grafiki i malarstwa. 158 albumów poświęconych miastom i regionom II Rzeczypospolitej – to jego przedwojenne portfolio. 50 000 skatalogowanych negatywów z wileńskiej pracowni spłonęło podczas walk w 1944 roku. Przetrwały natomiast te z Mazur. Bo to właśnie tu Jan Bułhak wielokrotnie przyjeżdżał na fotograficzne wędrówki. Zatrzymywał się w Giżycku u swego wileńskiego przyjaciela prof. Bronisława Zapaśnika i tam też zmarł. W 2008 roku na ścianie giżyckiej kamienicy umieszczono tablicę upamiętniającą nestora fotografii polskiej. Jego mazurskie ujęcia zobaczyć można w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie czy na www.wspolnotamazurska.org.

XIX w.

WYDARZENIE To wydarzenie powszechne, ale nie wszędzie tak obchodzone. Mowa o zimie. W Ostródzie, mekce miłośników letnich sportów wodnych, równie tłoczno bywało niegdyś zimową porą. Na pagórkach Kajkowa trenowali początkujący narciarze, natomiast ostródzianie, którzy zdobywali nawet mistrzostwa Niemiec, szusowali na Dylewskiej Górze. W weekendy dowoziła ich tam specjalnie podstawiana kolejka. Turyści i mieszkańcy chętnie korzystali z saneczkarstwa, urządzanego głównymi ulicami miasta, przy eleganckich sklepach i willach. Rozpędzeni saneczkarze musieli szczególnie uważać po przejechaniu przejazdu kolejowego – brak ostrożności w zatoczce groził kąpielą w miejskich ściekach, bo jezioro w tym miejscu nie zamarzało. Jednak zimy były tu srogie. Rekord padł w 1928 roku – kilka tygodni utrzymywał się 35-stopniowy mróz. Nie zdarzało się więc, by na Jeziorze Drwęckim nie było lodowiska, wyznaczanego przez choinki wstawiane w taflę lodu i przyozdabiane girlandami lampionów. W pogodne dni grywała tu orkiestra. Zamknięcie sezonu następowało w lutym i nazywane było „nocą włoską”. Ciekawostką były też „zimowe żniwa” – wycinanie grubych bloków lodu, transportowanych do piwnic browaru przy ul. Olsztyńskiej. Lód wożono latem taczkami do właścicieli ówczesnych lodówek: skrzynek obitych cynkową blachą. (Więcej: „Spacer po dawnej Ostródzie” Janusza B. Kozłowskiego)

1928

MIEJSCE Ta historia mogła mieć finał, jakich wiele. Fundamenty budowli wkopano w wieku, w którym nawet fabryki miały swoją wartość estetyczną. Wraz z upływem lat i zmianą ustrojów ceglany, XIX-wieczny budynek obrastał kolejnymi warstwami tynku, stając się architektonicznym potworkiem lub ruiną błagającą o zburzenie. Co gorsze – trudno orzec. Ważne, że tym razem było inaczej. Mowa o olsztyńskiej kotłowni, która obsługiwała znajdujący się w Kortowie szpital psychiatryczny, a po wojnie uczelnie wyższe. Kilkukrotnie przebudowywana, traciła – tak obecnie modny – industrialny charakter, lecz nie straciła pierwotnej funkcji. W 2013 roku Uniwersytet Warmińsko-Mazurski i pracownia Dżus GK Architekci przeprowadzili jej modernizację: tak udaną, że została ujęta w „Księdze zachwytów” Filipa Springera, bestsellerowym przewodniku po olśnieniach polskiej architektury po 1945 roku. Dziś Centrum Edukacji Technologicznej „Stara Kotłownia” zachwyca odzyskaną spod tynków XIX-wieczną cegłą, elementami ze szkła, stali i blachy cortenowej. Zadbano o odrestaurowanie historycznych detali i wyeksponowanie starej infrastruktury technicznej, np. zabytkowych pieców La Monta. Nowoczesne urządzenia grzewcze zeszły do pogłębionego podziemia, by dać miejsce biurom, salom dydaktycznym czy ekspozycyjnym. A przez przeszklony dach można zobaczyć oryginalny, 40-metrowy komin kotłowni.

Wyszperała w historii: Katarzyna Sosnowska-Rama, obraz: Internet, Dżus GK Architekci, Nadleśnictwo Miłomłyn

RZECZ Przerasta 15-piętrowe budynki, pamięta Napoleona Bonaparte i gdyby nie ona, być może nie byłoby wielkich odkryć geograficznych czy mola w Sopocie. Przed państwem Sosna Taborska. Nie kłania się, bo jest drzewem idealnie prostym. Jej Wysokość Strzelistość spotkać można w Rezerwacie Sosny Taborskiej w Taborzu niedaleko Miłomłyna. Nazywana skarbem Prus, miała niegdyś wartość właściwą obecnie ropie naftowej. Dzięki niespotykanej wytrzymałości (jest niemal pozbawiona sęków) była wyjątkowo cenna. Pływała na większości XVI-wiecznych żaglowców, którymi odkrywano nowe lądy. Jeden sosnowy maszt kosztował półtora kilograma złota. Nic dziwnego, że sosną interesowały się obce służby wywiadowcze, a w 1807 roku przechodzący przez Prusy Napoleon polecił zasiać jej nasiona we Francji. Nic jednak z nich nie wyrosło. „Bois de Tabore” (franc. drewno z Taborza) wystawione zostało na światowej wystawie w Paryżu w 1900 roku i było reklamowane jako najlepszy surowiec sosnowy świata. To z niego po II wojnie światowej wybudowano Teatr Narodowy w Warszawie czy molo w Sopocie. Sosna stanowi aż 60 proc. wszystkich drzew w Nadleśnictwie Miłomłyn, a w rezerwacie znajdują się nawet 260-letnie okazy. Przed nowymi sadzonkami jest około 120 lat życia, czyli okres pracy czterech pokoleń leśników.

XVI w.


REPORTAŻ

HISTORIE Z DYMKIEM

SŁOWO PLUS OBRAZ, WYOBRAŹNIA PLUS FAKTY. TO POŁĄCZENIE NAJPIERW POJAWIAŁO SIĘ W ICH SZKOLNYCH ZESZYTACH, ABY PO LATACH DOJRZEĆ I TRAFIĆ NA RYNEK CZYTELNICZY. SKĄD CZERPIĄ INSPIRACJE DO SWOICH HISTORII REGIONALNI TWÓRCY KOMIKSÓW?

PORACHUNKI LEŚNYCH STWORÓW KAROL KALINOWSKI Czy tać i pisać nauczył się z  komiksów. Przer ysow y wał drukowane literki ze znalezionej w domowej biblioteczce serii w ydawnictw o  Domanie, opartej na staropolskich legendach i podaniach. Poznawał historie wawelskiego smoka, Popiela i królewny Wandy. Do dzisiaj szybciej pisze drukowanymi literami, które nie raz przysparzały mu problemów w szkole. Podobnie jak rysunki z „chmurkami”, które pojawiały się w zeszytach. W Bractwie Jaćwieskim w Suwałkach, gdzie z kumplami trafił w czasach liceum, terenowe zabawy z mieczami przeplatano opowieściami o  pradawnych mieszkańcach tych ziem. I  choć zamiast wymarzonej historii skończył projektowanie graficzne na UWM w Olsztynie, skłonności do grzebania w polskich dziejach nie poszły na marne. – W pierwszych komiksach, jak „Liga Obrońców Planety Ziemia”, brałem na warsztat temat ykę science-fiction, fantasy – tłumaczy Karol. – Im byłem starszy, tym bardziej inspirowała mnie historia, którą miałem pod nosem, w której wyrosłem i miałem możliwość odkrywać na żywo. Mitologia ziem polskich, litewskich czy bałtyjska, choć różni

się szczegółami, ma jeden wspólny rdzeń – silny związek człowieka z naturą i rozbudowany świat nadprzyrodzony. Taki jak w  obs ypanym nagrodami komik sie „Ł auma” z 2009 roku, który doczekał się już trzeciego dodruku. Opowieść o Dorotce, która odkrywa, że jej zmarła babcia była wiedźmą i zostaje wplątana w porachunki leśnych stworów, zainspirowała warszawski Teatr Studio. Po spektaklu, który przez dwa lata utrzymywał się na afi szu, powstaje też koprodukcja filmowa. Komiks bazujący na wierzeniach Jaćwingów trafi ł nawet na listę lektur w Szkole Kanadyjskiej w  Warszawie. – Przed stworzeniem „Łaumy ” kilka razy przeczytałem książkę „Jaćwięgi są wśród nas” Wojciecha Giełżyńskiego – przyznaje. – Mam swoich ulubionych bohaterów tej opowieści, jak duet skrzata Awatara z bezimiennym rogatym bogiem. Powstała z nich para przepełniona humorem niczym Flip i Flap. Legendy, oprócz dawki dydaktyzmu, mają w sobie dużo groteski, myślę, że na trzeźwo nie dałoby się ich wymyśleć. Może przodkowie wspomagali się halucynogennym sporyszem – grzybem pasożytującym na zbożach? Do napisania „Kościska” zainspirował go „Bestiariusz Słowiański” z którego korzystali też twórcy „Wiedźmina”. Stworzył w nim dziecięcych bohaterów, urocze miejsca położone

069


REPORTAŻ

z dala od cywilizacji, stwory i duchy ze słowiańskiej mitologii. W komiksie przemycił też autobiograficzne wątki – jeden z bohaterów, tak jak on, jest bibliotekarzem. W bibliotece multimedialnej w Olsztynie Karol prowadzi na co dzień zajęcia z dziećmi. Uczy ich rysować komiksy i sięgać do własnej wyobraźni i talentu. – Czasem słyszę, że moje komiksy są zbyt brutalne dla dzieci, dużo w  nich zł ych st worów, walki – przyznaje. – Myślę, że nie więcej niż we współczesnych grach i kreskówkach. Ale nie ma co walczyć z technologią, tylko czasem dać dzieciom kartkę, ołówek i rzucić hasło. Żadna gra nie da takiej satysfakcji, jak walka z papierem i wyobraźnią. Sam daje upust swojej w legendarnym piśmie „Świerszczyk” dla dzieci, gdzie tworzy komiksy, gr y i  ilustracje, współpracuje też z czasopismami dla dorosłych ilustrując m.in. artykuły historyczne. A muzeum w Gnieźnie chce powierzyć mu stworzenie serii komiksów o pradziejach Polski. – Warmia i  Mazur y są białą plamą na komiksowej mapie Polski – twierdzi Karol. – A przecież inspiracji przyrodniczych i historycznych mnóstwo tu na każdym kroku. Kiedy w ymyśliłem sobie, że będę r ysownikiem, myślałem że będzie to typowo stacjonarna praca. Nikt mnie nie uprzedził, jak wiele czasu spędzę w pociągach i  autobusach, zmierzając na spotkania autorskie, konwenty itp. A ja zdecydowanie wolę podróże w czasie, niż w przestrzeni.

SPACER Z KAPITANEM ŻBIKIEM KRZYSZTOF TANAJEWSKI

070

Nowoczesne, napędzane prądem elektrycznym tramwaje pojawiły się w Olsztynie w 1907 roku. Alojzy Śliwa w książce „Spacerki po Olsztynie” pisze, że jak każda nowość, budziły podziw, nieufność, a czasami lęk. Jego opowieści o życiu miasta w ubiegłym wieku wyjątkowo działają na wyobraźnię Krzysztofa. Sztuka, motoryzacja, lotnictwo to dziedziny, w których czuje się najlepiej. Kiedy je połączył i uzupełnił tekstami z  tej kultowej lektur y, powstał cykl r ysunków i komiksów dedykowany rodzinnemu miastu. – Jedno z moich najodleglejszych wspomnień z dzieciństwa: wchodzę z mamą po wysokich stopniach do wielkiej maszyny napędzanej elektrycznością, jest upał, jedziemy przez centrum na plażę w  Kor towie – wspomina. – To było ostatnie lato, kiedy kursowały olsztyńskie trolejbusy. Odtworzyłem te wspomnienia w cyklu ”Opowieści z Warmii”, pełnym taksówek, tramwajów, samolotów, zabytków i innych perełek związanych z regionem. Nowych rozdziałów wciąż przybywa. Na co dzień zajmuje się projek towaniem graf icznym, maluje, tworzy modele z kartonu, po godzinach grzebie przy starych autach. Jest współtwórcą ruchu „Piękne Klasyki na Warmii” skupiającego właścicieli i miłośników klasycznej motoryzacji. I mimo że kocha najbardziej francuskie „gabloty”, w jego twórczości nie brakuje polskich zabytków. Jak sportowy prototyp Syreny z fabryki FSO, którym w jego komiksie śmiga po Olsztynie Kapitan Żbik. Przygody dzielnego milicjanta, który fascynował go w dzieciństwie, wziął na warsztat kilka dekad później. – Zaczęło się od rysunkowego żartu, a potem moja wyobraźnia zagalopowała się – twierdzi rysownik. – Żbik zaczął ścigać przestępców pod olsztyńskim zamkiem, w Barczewie, w Parku nad Łyną. Oczywiście tak jak w wielu moich rysun-

kach i obrazach, dałem upust fascynacji historią polskiej motoryzacji. Ulice pełne są Syrenek, Warszaw, Fiatów 126 p. Może Olsztyn to nie „Sin City” z mojego ulubionego komiksu Franka Millera, ale lokalna historia też pełna jest zwrotów akcji, która tworzy w głowie gotowe obrazy. Doświadczenia żeglarskie znalazły ujście w  komiksach nawiązujących do lektury Zbigniewa Nienackiego. Historię „Pan Samochodzik i Kapitan Nemo” o skarbach Hitlerowców, które zaginęły na Pojezierzu Iławskim, artysta uzupełnił o własne wątki. – Bazując na starych zdjęciach i pocztówkach, odtworzyłem prom pływający po Jezioraku – wyjaśnia. – Jest to jeden z  wątków książkow ych o  niemieckiej ciężarówce, która jechała po zamarzniętej tafli i zatonęła. W swoich scenariuszach i rysunkach wykorzystuję często miejsca i zdarzenia, które zostały udokumentowane, ale mają w sobie pewne nieodkryte tajemnice. Osobny cykl prac poświęcił sterowcom z  Dy wit. O  ich fasc ynując ych zagadkach usł ysza ł podczas prelekcji w olsztyńskim Muzeum Nowoczesności. Największy sterowiec świata Hindenburg, który spłonął podczas cumowania w Stanach Zjednoczonych czy Graf Zeppelin, zgodnie z prawdą historyczną, pojawiają się w jego rysunkach na warmińskim niebie. – Na dole tramwaje, na górze sterowce. Rysunki czekają jeszcze na teksty. W moich komiksach krzyżują się nie tylko fascynacje, ale i geny – wujek był lotnikiem, dziadek jednym z pierwszych powojennych taksówkarzy w Olsztynie – tłu-


REPORTAŻ

maczy Krzysztof. – Komiksy to ciekawa forma odkrywania lokalnej historii, a że żyjemy w kulturze obrazkowej, wraca do łask. Mojemu pokoleniu pozwala wrócić do beztroskiej krainy dzieciństwa i lektur, często czytanych pod kołdrą przy latarce. Dzisiaj zastępują je świecące ekrany tabletów i smartfonów.

GWARA SUPERBOHATERÓW JAROSŁAW GACH Jego dziecięcym idolem był Thorgal, chłopiec z gwiazd znaleziony przez Wikingów. Bohater komiksowej sagi Grzegorza Rosińskiego, polskiego rysownika mieszkającego w Szwajcarii, odcisnął piętno na jego talencie. W zeszytach do znienawidzonej matematyki, ramki z rysunkami przygodowymi sąsiadowały z równaniami. Starsza siostra dopilnowała, aby złożył podanie do olsztyńskiego liceum plastycznego. Do komiksów wrócił na poważnie dopiero po skończeniu szkoły. Zamieszkał na wsi, urodziła mu się córka i trafił do działu graficznego Gazety Olsztyńskiej. Któryś z redaktorów, widząc co tworzy od niechcenia w wolnych chwilach, zaproponował mu wykonanie ilustracji artykułu. I tak odkryto dla świata jego rysowniczy talent. – W liceum komiks nie znalazł uznania, w ogóle w Polsce do niedawna nie zaliczano go do dziedzin sztuki – przyznaje. Zaraz po liceum został laureatem międzynarodowego konwentu komiksowego w Łodzi, dzięki erotycznemu żar-

cikowi pt. „Ślimak”. Przez lata rysował jednak do szuflady opowieści inspirowane m.in. indiańską trylogią Alfreda Szklarskiego. W 1995 roku na Zlocie Przyjaciół Indian w Prostynii poznał nieżyjącego już Stanisława Supłatowicza – Sat-Okha. Autora książek dla młodzieży, które pochłaniał w dzieciństwie. Zadał mu nurtujące od dawna pytanie: jak Indianie, nie mając sprzętu, robili otwory w długich cybuchach fajek? Sat-Okh odpowiedział, że robiło się mały otwór na jednym końcu cybucha i  umieszczało tam kornika. Potem zawieszało nad ogniskiem kornikiem do dołu i robota szła migiem. Z tej znajomości narodził się komiks „Biały Orzeł” i kilka książek Sat-Okha z jego ilustracjami. – Tego typu historie były pożywką dla mojej wyobraźni – przyznaje. – Pochłaniałem atlasy, encyklopedie, reportaże podróżnicze i dzieła antropologiczne. Nasiąkałem mistyką z różnych stron świata, aż historia zatoczyła koło i odkryłem prastare podania z terenów Warmii i Mazur. Cykl „Legend Warmińskich” – pierwszych w Polsce komiksów w gwarze warmińskiej, stworzył wraz z historykiem Marcinem Wakarem. On wyszukiwał opowiadania, Jarek „uruchamiał” obrazy. „Jak chłop łabędzia za żonę wziął”, „O królu i chłopcu w czepku urodzonym” i „Jak powstała wyspa Lalka na jeziorze Łańskim” – nakłady komiksowych zeszytów migiem rozeszły się wśród czytelników i bibliotek. – Od dawna marzy nam się zbiorczy album tych wydawnictw urozmaicony o kolejną legendę – tłumaczy rysownik. – To historie czasem sięgające korzeniami głębiej niż mity greckie – uzdrawiające, działające podprogowo opowieści. Pokazują proste ponadczasowe zasady życia w społeczności, szacunek dla Ziemi. Późniejsze baśnie, oparte jedynie na wyobraźni ich autorów, pomimo swego piękna skażone są już często smutkiem ludzkiego losu w oderwaniu od natury i swych korzeni. W swojej wiejskiej pracowni ma ilustracje i zdjęcia regionalnej architektur y z  różnych okresów histor ycznych, dawnego w yglądu mieszkańców. Przydały się np. przy tworzeniu ilustracji do wydawnictwa „Prusowie i Krzyżacy w mrokach dziejów”. Dzięki Marcinowi Wakarowi odkrył historię Herkusa Monte, XIII-wiecznego wodza pruskiego plemienia Natangów. Odebrany rodzicom przez Krzyżaków i wywieziony na nauki na zachód. Po powrocie, zobaczywszy jak wygląda los jego ludu pod panowaniem krzyżackim, zbuntował się i stanął na czele powstania pruskiego, zwyciężając z Zakonem np. w bitwie pod Lubawą. Genialna, mało znana historia, zasługująca na film, a już na pewno komiks – twierdzi rysownik. – Zachwycamy się amerykańskimi superbohaterami, a mamy na Warmii i Mazurach zatrzęsienie inspirujących, w dodatku prawdziwych życiorysów. Niezłomne charaktery, przyzwoitość, szacunek dla innych – jest w nich duża dawka zdrowego, inspirującego dydaktyzmu. W pracy w zasadzie żadna tematyka nie jest mi straszna, nie podejmuję się jedynie tematów bezrefleksyjnie ukazujących okrucieństwo, wyzysk, nierówności. W niewidoczny sposób zatruwających młode umysły. To wbrew temu, czego uczą nas opowieści naszych przodków.

Tekst: Beata Waś Oraz: archiwum bohaterów

071


POZA GALERIĄ

ARTYSTÓW PREZENTUJE:

ŚLAD NA PŁÓTNIE

MALARZ-SAMOUK. TWORZY WIZJE PRZEMIJANIA I ŚMIERCI INSPIROWANE TWÓRCZOŚCIĄ BOHATERA FILMU „OSTATNIA RODZINA”. ZNAJOMI MÓWIĄ O NIM: BEKSIŃSKI Z BARTOSZYC.

072

Malował od dziecka: na skrawkach papieru, piasku, chodniku, szkolnych zeszytach. Tworzył komiksy i szkicowniki. Kiedy poznał sztukę Hansa Gigera, zaprojektował własne tatuaże na bazie jego wizji. Do twórczości Zdzisława Beksińskiego dojrzewał latami. Akrylowe obrazy, które tworzy w wolnych chwilach, inspirowane są tematyką przemijania i śmierci – tak jak w przypadku tego malarskiego guru. – Tak jak Beksiński nie mam wykształcenia artystycznego, jestem w pełni samoukiem – przyznaje Rafał Masiulaniec. – Tworzę metodą prób i błędów, z każdym nowym obrazem, staram się poprawiać i doskonalić kreskę. Nie ma na koncie wielu wystaw i wywiadów, a jego jedynymi recenzentami są znajomi i internauci. – Moim pracom nie nadaję ty tułów, żeby nie narzucać interpretacji – tłumaczy. – Tworzę w domowym zaciszu, nie zabiegałem nigdy, aby zaprezentować się szerszej publiczności. Odkąd pamiętam, towarzyszyła mi potrzeba tworzenia i zostawienia po sobie jakiegoś śladu.

Rafał Masiulaniec – ur. 1979, pochodzi z Bartoszyc, mieszka w Łodzi. Z wykształcenia technik samochodowy, pracuje w firmie zajmującej się nowoczesnymi technologiami. Samouk również w dziedzinie muzyki – grał na gitarze w kilku zespołach. Ma na koncie wystawę prac w Bartoszycach, niebawem otworzy drugą ekspozycję w Łodzi. Tekst: Beata Waś Obraz: archiwum artysty

Mecenas projektu: CENTRUM DORADZTWA EUROPEJSKIEGO I FINANSOWEGO W OLSZTYNIE. CDEF specjalizuje się we wspieraniu przedsiębiorst w i instytucji w procesie ubiegania się o zewnętrzne źródła finansowania inwestycji, a także świadczy pełny zakres usług finansowo-księgowych dla firm. www.cdef.pl


POZA GALERIÄ„

073


PARTY

ROBIENIE KOMUŚ SCEN TO NASZA SPECJALNOŚĆ SPOTK ANIE FIRMOWE, KONCERT, K AMER ALNE PRZYJĘCIE CZY NAWET WESELE… – RÓŻNA SKALA IMPREZY I GAŻE WYKONAWCÓW. O  ILE MOŻESZ ZREZYGNOWAĆ Z GWIAZDY, POSZUKAĆ TAŃSZEGO KONFERANSJERA LUB ZASTĄPIĆ ZESPÓŁ DJ-EM, TO NA PEWNO NIE OBEJDZIESZ SIĘ BEZ TECHNIKI. NAG ŁOŚNIENIE, OŚ WIE TLENIE, S YS TEMY WIZYJNE, SCENA ORAZ ORGANIZACJA WYDARZEŃ TO  DOMENA FIRMY PART YMANIA I  CEZAREGO K ASZYŃSKIEGO. JAK TO W YGL ĄDA OD KULIS?

074

– Dzień dobry, chciałbym zorganizować koncert gwiazdy. – A z jakiej okazji gwiazda ma wystąpić? Kiedy i gdzie? I dla ilu osób? Jaki jest orientacyjny budżet imprezy? – słyszysz armię pytań zamiast odpowiedzi. Po chwili dostajesz listę dostępnych wykonawców wraz z ich wymaganiami. Przy okazji dowiadujesz się, że zarezerwowana przez ciebie sala w modnym hotelu jest zbyt niska lub nie posiada odpowiedniego zabezpieczenia prądowego. No i po wstawieniu stołów scena się nie zmieści, bo po bokach pomieszczenia znajdują się filary. W dodatku tuż przed twoją rezerwacją odbędzie się tam inna impreza i  zw yczajnie zabraknie czasu na rozstawienie sprzętu. Więc zmieniasz salę i przechodzisz do wyboru nagłośnienia, oświetlenia, ekranów do prezentacji, rozmiaru sceny. Musisz też zadbać o zaplecze, uwzględnić czas montażu sprzętu i zapewnić zespołowi garderobę. I zaczynasz… się gubić! Właśnie dlatego powstały firmy, które czuwają nad prawidłowym przebiegiem imprezy, od wstępnego projektu, po jego wykonanie i wyjście ostatnich gości. – Wymienione k westie to jedynie wstęp do kolejnych działań – zaznacza Cezary Kaszyński z firmy Partymania. – Mamy kilkunastoletnie doświadczenie w branży eventowej, więc komponując budżet dla klienta, wiele przewidujemy. Znamy w ymagania większości gwiazd polskiej estrady, szybko szacujemy koszty dodatkowe związane na przykład z akomodacją artystów i zapewnienia wymaganej techniki. Posiadamy wysokiej klasy własny sprzęt, stąd współpracującym z nami klientom gwarantujemy kompleksowość przy zachowaniu atrakcyjnych cen. Największym kapitałem Partymanii jest zespół doświadczonych realizatorów. To pasjonaci swojej branży. Używają

programów do wizualizacji przestrzennej, znają większość prestiżowych obiektów w kraju, biorą udział w dziesiątkach imprez, a każda wciąż uczy czegoś nowego. – Dzięki temu mamy pewność, że można powierzyć nam organizację niemal każdej imprezy – dodaje Cezary Kaszyński. Jednym z przykładów może być uroczysta gala w ujeżdżalni koni w Janowie Podlaskim, gdzie ekipa Partymanii zorganizowała 900 metrów podłogi, zapewniła kompleksową technikę i dostarczyła całościowy program artystyczny. Ujeżdżalnia zamieniła się w piękną salę bankietową, a konie (na widok zmian) zatańczyły kadryla pod przewodnictwem Karoliny Wajdy. – Używamy nowoczesnego i markowego sprzętu. Ostatnie nasze zakupy to m.in. nowej generacji projektory laserowe, które przywieźliśmy z targów ISE w Amsterdamie. Umożliwiają emisję obrazu panoramicznego w jakości HD, co jest kluczowe dla jakości prezentacji podczas konferencji. Posiadamy także najwyższej klasy nagłośnienie – zestaw kolumn serii Y i V marki d&b audiotechnik, który kupiliśmy na targach Prolight&Sound we Frankfurcie. Nagłośnienie spełnia nie tylko wyśrubowane oczekiwania polskich gwiazd estrady, ale również zapewnia innowacyjne rozwiązania. Jednym z nich jest program NoizCalc, dzięki któremu można na przykład przygotować symulację wpływu hałasu emitowanego przez dany zestaw kolumn na pobliskie otoczenie. Dla restauracji w  Łazienkach Królewskich w Warszawie, która zamówiła od Partymanii nagłośnienie, priorytetem było wyeliminowanie ryzyka zakłócenia ciszy nocnej w  pobliskich zabudowaniach. – Dzięki takiej symulacji byliśmy w stanie uniknąć niepożądanych problemów i spełnić oczekiwania klienta – dodaje Cezary Kaszyński. Partymania to firma rodzinna, którą założył Włodzimierz Klepacki, czynny VideoDJ, któr y czasem pojawia się za konsoletą, by osobiście zadbać o gości. Jego brat czuwa nad procesami technicznymi, Cezar y Kaszyński spina wszystko w całość. Każde zlecenie traktują jako wyjątkowe, szczególnie przyjęcia weselne, których przecież nie można powtórzyć. Tak jak dla młodych par ważny jest ich dzień, tak dla Patymanii ważna każda realizacja. Tyle tylko, że ich wesele trwa cały rok, z przerwą na miesiąc miodowy podczas postu. Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: archiwum Partymania Partymania Włodzimierz Klepacki Olsztyn, ul. Gronowa 21 tel. 668 66 00 33 www.partymania.pl


W DOBRYM TOWARZYSTWIE

Obraz: Jakub Żołędowski

Obraz: arch. Akademii Rozwoju Osobistego Kompas

LISTA OBECNOŚCI MADE IN

MOŻNA NIGDZIE NIE BYWAĆ, ALE JEŚLI BYWAĆ, TO TAM...

JAK JUTRO RZĄDZIĆ BIZNESEM

Adam Dowgird pilotowany przez Marcina Klonowskiego to załoga rajdowa kultowego FSO Polonez 2000 Rally – repliki rajdówki Mariana Bublewicza. Olsztynianie zmagali się i z trasą, i z wiekową maszyną (30 lat) na oesach Rajdu Barbórka Legend, który kończy sezon motorsportu w Polsce. Po serii technicznych „fochów” Poloneza, dowieźli do mety 9. miejsce w swojej klasie, 14. w generalce oraz 1. wśród polskich rajdówek, za co dostali zaproszenie na przejazd słynną Karową – Kryterium Asów, które jest marzeniem rajdowców. Cóż z tego, skoro Polonez nie miał już ochoty na ściganie.

Pomysł na tę konferencję zrodziło życie, a ściślej zmiany jakie dokonują się w biznesowej komunikacji czy stylu zrządzania kadrą. – Postanowiliśmy połączyć badania międzynarodowe z naszymi obserwacjami i zbudować program, który wskaże obecnym pracodawcom w jakim kierunku rozwija się dzisiejszy obszar zarządzania zasobami ludzkimi oraz sprzedaży – mówi Małgorzata Dudek, współwłaścicielka Akademii Rozwoju Osobistego Kompas, która wraz z Bankiem Zachodnim WBK zorganizowała konferencję „Rozwiń skrzydła w zarządzaniu”. Wszystko w konwencji biznesowego luzu, więc dzielono się spostrzeżeniami na temat zmian w kierowaniu firmą.

CZTERY HEKTARY NA POKÓJ

076

OLSZTYN, 8 LISTOPADA 2016

WILNOWO, 18 LISTOPADA 2016

W zacisznych stu hektarach nad brzegiem cichego i czystego jeziora Narie, powstał luksusowy obiekt Narie Resort & S PA * * * * * . P i l n i e s t r ze ż o n y m a d a ć gościom absolutną dyskrecję. Standard wyznaczają multimedia Bang&Olufsen w   p o ko j a c h ( p l u s a u d i o f i l s k a s a l a kinowa), kriokomora i zabiegi na kosmetykach Babor w  strefie SPA&Welness, rekreację zaś pełnow ymiarow y kr y t y kort czy basen z którego można oglądać dowolny film. No i ten niedościgniony przelicznik – na każdy z 24 pokoi przypada tu cztery hektary przestrzeni.

Obraz: Edyta Derecka

Obraz: arch. Aura Centrum

Obraz: arch. Hotel & SPA Narie

SZYBKO I OLDSKULOWO

PALCE LIZAĆ NA ZAKUPACH

OLSZTYN, 26 LISTOPADA 2016

Ostatnie w ub. roku warsztaty z cyklu Aura Kobiet były najsmaczniejsze. Kuchnie Świata – bo pod takich hasłem się odbyły – zorganizowano po raz pierwszy w atrium, samym sercu Aury, zaś temat yka wcale nie była przypadkowa, bo ta część centrum handlowego przeszła metamorfozę właśnie jako przestrzeń restauracyjno-kawiarniana. Klienci Aury mogli więc podziwiać podczas zakupów 16 pań w trakcie poczynań kulinarnych, nad którymi czuwała dietetyk i wykładowczyni Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, Katarzyna Janiszewska.

PIJANA CZAPLA OD PIWA

OLSZTYN, 7 STYCZNIA 2017

200 osób (plus cztery jako skład Anette Music, któr y umilał wieczór) przyszło zobaczyć, jak wygląda Pijana Czapla. Pod tą intrygującą nazwą otwarto w Olsztynie nowe miejsce dla ceniących kulturę piwowarską. I oczywiście dobry browar. W Pijanej Czapli z każdego z 20 kranów leje się inne złoto. Ale z żadnego tzw. marketowe piwo. Położony niemal pod mostem Jana lokal, latem będzie gościć też na prawie 100-metrow ym tarasie u nabrzeża Łyny. Szykowane są miejsca dla kajaków, więc już wiadomo gdzie niektórzy zakończą spływ.


PARTY & FOTO

W TERMACH ŚWIĘTUJĄ WSZYSCY O SUKCESIE TEGO MIEJSCA ŚWIADCZĄ CHOĆBY LICZBY – 350 TYS. OSÓB, KTÓRE PRZEZ ROK ODWIEDZIŁY TERMY WARMIŃSKIE – ŚREDNIO TYSIĄC DZIENNIE, CHOĆ REKORDOWEGO DNIA GOŚCI PRZYBYŁO TU PONAD DWA TYSIĄCE! 7 STYCZNIA, DOKŁADNIE 365 DNI OD OTWARCIA, OBIEKT HUCZNIE ŚWIĘTOWAŁ PIERWSZĄ ROCZNICĘ. PONIEWAŻ TERMY WARMIŃSKIE PRZYZWYCZAIŁY NAS JUŻ, ŻE TO NIE TYLKO ATRAKCJE ZWIĄZANE Z WODĄ, ALE TEŻ I WSZECHSTRONNA ROZRYWKA (NP. POOL PARTY I DYSKOTEKI JAKICH NIE MA W TEJ CZĘŚCI REGIONU), ŚWIĘTOWANIE ROCZNICY UMILAŁY GOŚCIOM KULTOWE RYTMY VOX, ANDRZEJA KRZYWEGO, LIDERKI GRUPY BANDA I WANDA CZY MAJKI JEŻOWSKIEJ. KIEDY PREZES TERM WARMIŃSKICH ELŻBIETA LENDO PODKREŚLAŁA SUKCES OBIEKTU ŚWIETNĄ K ADRĄ, KTÓRA PRACUJE TU KAŻDEGO DNIA... - A KTÓREJ DZISIAJ JEST TYLKO MAŁA CZĘŚĆ – DODAŁA, KADRA WŁAŚNIE ZROBIŁA JEJ NIESPODZIANKĘ. KILKADZIESIĄT PRACUJĄCYCH TU OSÓB ZMÓWIŁO SIĘ WŁAŚNIE, ŻE POTAJEMNIE STAWIĄ SIĘ TEGO WIECZORU W KOMPLECIE I WYJDĄ PRZED SCENĘ, WŁAŚNIE JAKO SWOJE PODZIĘKOWANIE. WYSZLI OCZYWIŚCIE W SWOICH ROBOCZYCH STROJACH: KUCHARZE W CZAPACH, POKOJÓWKI W FARTUCHACH, A RATOWNICY W KĄPIELÓWKACH. WIĘC JEŚLI KTOŚ JESZCZE PYTA O SKŁADOWE SUKCESU TERM WARMIŃSKICH, TO ATRAKCYJNOŚĆ OBIEKTU PLUS PRACUJĄCY NAD NIM LUDZIE SĄ NAJTRAFNIEJSZĄ ODPOWIEDZIĄ.

Obraz: Michała Misztal

077


PARTY & FOTO

MODA NA SPEŁNIANIE MARZEŃ PR ACOWNIA WIZERUNKU INSPIRUJE OLSZT YN – TO OFICJALNA NAZWA WYDARZENIA, ALE TEŻ I SŁOWA, KTÓRE BRZMIĄ DOSŁOWNIE. 3 GRUDNIA PO RAZ TRZECI W  OLSZTYNIE PRACOWNIA WIZERUNKU MARZENY TAR A SIEWICZ, EDY T Y GRYKO I  ANET Y TARKOWIAN POŁĄCZYŁA PRZYJEMNE Z  POŻYTECZNYM – POK AZY MODOWE PRZY OKAZJI KTÓRYCH WSPIERA PODOPIECZNYCH FUNDACJI „MAM MARZENIE”. TYM RAZEM WIELKOMIEJSKI STYL WPISAŁ SIĘ W ELEGANCKĄ PRZESTRZEŃ SALONU BMW ZDUNEK (W YEKSPONOWANO JEDEN, ALE ZA TO JAKI MODEL – FUTURYSTYCZNE HYBRYDOWE BMW I8). MODELKI ZAPREZENTOWAŁY NA W YBIEGU KOLEKCJĘ MARKI BIZUU (DOSTĘPNĄ W BUTIKU LA LILA). WSZ YSTKICH ROZMAR ZONYCH W  JESIENNO -ZIMO W YCH KREACJACH ROZBUDZIŁY LIC Y TACJE RZECZY, Z  KTÓRYCH DOCHÓD (PONAD 20 T YS. ZŁ) POZWOLI SPEŁNIĆ MARZENIA TRÓJKI PODOPIECZNYCH FUNDACJI „MAM MARZENIE”. POKAZ MODY, JAK I CAŁE WYDARZENIE, UŚWIETNIŁA SWOJĄ OBECNOŚCIĄ OLSZTYNIANKA IZABELLA KRZAN, MISS POLONIA 2016. JEŚLI DO TEGO DODAMY, ŻE W YDARZENIE POPROWADZIŁA AK TORK A GRAŻYNA WOLSZCZAK, TO W  ZASADZIE CAŁOŚĆ MOŻNA OPISAĆ DWOMA SŁOWAMI: PIĘKNA IMPREZA.

Fotorelacja: Piotr Dowejko

078


PARTY & FOTO

TRZY LATA. POWAŻNIE PO HUCZNYCH PIERWSZYCH I DRUGICH URODZINACH, TRZECIE BYŁY JUŻ NAJWYŻSZYM CZASEM, BY PRZYJACIÓŁ MAGAZYNU MADE IN. WARMIA & MAZURY ZAPROSIĆ NA WSPÓLNE ŚWIĘTOWANIE W  ELEGANCKIE PROGI. 18 GRUDNIA NA SCENIE FILHARMONII WARMIŃSKOM A ZUR SK IEJ PODZIĘKOWA LIŚM Y Z A ŚCIS Ł Ą WSPÓŁPRACĘ NASZYM NAJBLIŻSZYM PARTNEROM  – FOTOGR AFIAMI UROKLIWEJ WARMIŃSKIEJ NATURY AUTORST WA GENIALNEGO ANDRZEJA „SZCZURK A” WA S ZC ZUK A , OK R A S ZONE N A S Z Y M SK ROMN Y M SŁOWEM. S ŁOWEM ODWA ŻNYM BAWIŁ Z  KOLEI GOŚĆ SPECJALNY WIECZORU KAMIL DURCZOK. TYM RAZEM ODS TAWILIŚMY JEGO TELE WIZ YJNĄ OSOBOWOŚĆ NA BOK, BY WDAĆ SIĘ W  DYSKUSJĘ O  ROLI MEDIÓW ZAKOCHANYCH W  SWOJEJ MAŁEJ OJCZYŹNIE. KILK A T YGODNI WC ZE ŚNIEJ DZIENNIK A R Z URUCHOMIŁ BOWIEM PORTAL O ŚLĄSKU SILESION.PL. PONIEWAŻ W  ROLĘ PROWADZĄCYCH GALĘ WCIELILI SIĘ WYDAWCA I REDAKTOR NACZELNY MADE IN, NIE CHCĄC NADMIERNIE TESTOWAĆ CIERPLIWOŚCI GOŚCI ZASIADAJĄCYCH NA WIDOWNI, SCENĘ DOŚĆ CZĘSTO UMILAŁY COVERY ZNANYCH POPOWO-ROCKOWYCH NUMERÓW W  INTERPRETACJI SMYCZKOWEGO TRIO CLASSIC SISTERS, KTÓRYCH LIDERKA JEST RODOWITĄ OLSZTYNIANKĄ. ALE ŻEBY NIE SAMĄ MUZYKĄ CIESZYĆ ZMYSŁY, TOWARZYSZYŁY JEJ POKAZY MODY Z KOLEKCJI M A R EK D O S T Ę PN YC H W  G A L ER I I WA R M I Ń SK I EJ , GŁÓWNEGO PARTNERA WYDARZENIA.

080


Fotorelacja: Agata Kurczak, Arek Stankiewicz, Piotr Dowejko

PARTY & FOTO

081


IMIĘ I NAZWISKO WYKONYWANY ZAWÓD MOJE MIASTO

MISS POLONIA 2016 / MODELKA OLSZTYN

Gdy stoję w korku… włączam radio i śpiewam.

Komfortowo czuję się… w swoim łóżku.

Ostatnie 10 zł wydałabym… na słodycze.

Cofając czas, chciałabym zostać… nadal sobą.

Za kierownicą jestem… nadpobudliwa.

W kieszeni muszę mieć… telefon.

Gdy zaczyna się weekend… odsypiam dni robocze.

Rano w lustrze… zastanawiam się czemu codziennie tak późno kładę się spać.

Na Warmii i Mazurach znajomych zabrałabym… na plażę miejską w Olsztynie. Najchętniej wystąpiłabym w reklamie… perfum. W portfelu mam… zasuszone czterolistne koniczynki. Nigdy nie ubiorę… różowych spodni. Kiedy kupuję papier toaletowy… patrzę na wzorki. Obejrzę się na ulicy… za każdym psem. 27 złotych… to jakieś siedem paczek moich ulubionych żelków. W kuchni zawsze wyjdą mi… naleśniki. Ostatnio rowerem pojechałam… na lody na starówkę w Olsztynie. 082

IZABELLA KRZAN

Nigdy nie odmówię sobie… lodów. Przez jeden dzień chciałabym być… mężczyzną. Nie cierpię zapachu… starej szafy. Moje kolejne urodziny… będą najlepsze. Chciałabym zobaczyć świat oczami… psa. Lubię w sobie… uśmiech.

W kolejce do kasy… szperam bezużytecznie w telefonie. Płakałam ostatnio… bez powodu. Zawstydzam się… gdy ktoś mnie chwali. Zawsze podziwiałam… moją Mamę. Mój ulubiony ciuch… szara bluza dresowa. Ostatnio przeczytałam… „Krucyfiks” – Chris Carter. Chciałabym mieć obraz… przedstawiający mojego psa. Najdłuższy dystans jaki przebiegłam to… 3 km. Nienawidzę biegać. Na wyprzedaży kupiłam ostatnio… płaszcz. Podgłaszam radio gdy… słyszę piosenki, których tekst znam. Z menu nigdy nie wybiorę… ryby. Nie odbiorę telefonu od… numeru zastrzeżonego. Jeszcze raz przeczytałabym… Dextera. Nie chciałabym stracić… najbliższych. Kiedy mijam ulicznego grajka… wrzucam pieniądze, o ile podoba mi się jego granie.


MADE IN Warmia & Mazury / nr 21 / styczeń-luty / 2017  
MADE IN Warmia & Mazury / nr 21 / styczeń-luty / 2017  

Bezpłatny magazyn lifestylowy o Warmii i Mazurach. O ciekawych ludziach, ich inicjatywach i ich ulubionych miejscach. O modzie, kulturze, di...

Advertisement