Page 1

magazyn lifestylowy

bezpłatny

numer 25

wrzesień-październik 2017

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

ANNA MUCHA

WAMA FILM FESTIWAL UCZY JĘZYKA KULTUR

ZYGMUNT MALANOWICZ

OD „NOŻA W WODZIE” JESTEM W GIŻYCKU PIERWSZY RAZ

MARIUSZ SIENIEWICZ

NAJCHĘTNIEJ WYSTĄPIŁBYM W REKLAMIE TRUMIEN

MARIA

PAKULNIS DONICZKI PEŁNE MAZUR


Wyprodukowane prawie 20 lat temu egzemplarze pierwszej generacji Priusa zachowują 90 proc. fabrycznej sprawności baterii. Zapewniają to przede wszystkim optymalnemu ładowaniu baterii (w przedziale 20–80 proc. pojemności), co sprzyja ich długowieczności. Znane są przypadki hybrydowych taksówek Prius, które przejechały ponad milion kilometrów na oryginalnych bateriach.

Dziennie wszystkie taksówki w Polsce pokonują przeciętnie 3,75 mln kilometrów. Gdyby każda z nich była hybrydą, każdego dnia nad polskie niebo traałoby o 900 ton dwutlenku węgla mniej.

Co drugi sprzedawany w Europie Auris jest wyposażony w napęd hybrydowy. W Polsce najpopularniejszą hybrydą również jest Auris i kupuje go co trzeci klient zdecydowany na kompaktową Toyotę.

Właściciele hybryd do tego stopnia uwielbiają swoje samochody, że niemal wszyscy wybierają ten napęd ponownie przy zmianie auta.

Hybrydowa Toyota C-HR jest pierwszym samochodem w Polsce, który od rozpoczętej przedsprzedaży 1 września 2016 roku można kupić przez internet.

Kiedy Prius drugiej generacji został Samochodem Roku 2004 Ameryki Północnej, popyt na auto był tak duży, że na odbiór nowego w salonie trzeba było czekać aż osiem miesięcy. Na portalu e-Bay sprzedawano nawet za 500 dolarów miejsca na listach oczekujących osobom, które chciały szybciej odebrać auto.

W 2014 roku w wyścigach FIA World Endurance Championship wystartował 1000-konny hybrydowy bolid Toyoty TS040 (miał moc 1000 KM). Fabryczny zespół Toyoty ukończył sezon z tytułem mistrza świata FIA.

Toyota ma dzisiaj w gamie 33 hybrydowe modele (w Europie 13, w Polsce 6). Hybrydy Toyoty dostępne są w 90 krajach. Łącznie sprzedała ich już 10 mln, z czego ostatni milion w niespełna 10 miesięcy.

Coraz więcej miast wprowadza przywilej darmowego parkowania oraz możliwość wjazdu pojazdami hybrydowymi na ulice wyłączone z ruchu dla tradycyjnych samochodów, np. starówki. Powszechniejszy staje się też przywilej korzystania przez hybrydy z buspasów.

Najnowsza limuzyna Lexus LS 500h z hybrydowym silnikiem przyspiesza do setki w 5,4 s i potra rozpędzać się do prędkości 140 km/h wyłącznie na prądzie.

KRÓTKICH O HYBRYD TOYOT

20 lat temu Toyota wprowadziła na rynek pierwszy masowo produkowany samochód hybrydowy, model Prius. Dzisiaj mamy na rynku jego czwartą generację i cztery miliony klientów, którzy je kupili. W 1997 roku konkurencja twierdziła, że hybryda to objaw chwilowej mody. Dzisiaj jest to najszybciej rozwijająca się technologia w branży motoryzacyjnej.

Al. Obrońców Tobruku 11, Olsztyn tel. +48 89 521 49 90, www.toyota-olsztyn.pl


Toyota Prius drugiej generacji zdobyła najbardziej prestiżowy tytuł przyznawany samochodowi – Car of the Year 2005. Kupiło ją potem w salonach 1,7 mln klientów.

W 1997 roku naukowcy sklonowali owcę Dolly, superkomputer Deep Blue po raz pierwszy wygrał z rosyjskim arcymistrzem szachowym Garrim Kasparowem, a na Marsie wylądowała amerykańska sonda Pathnder. Toyota zaś wprowadziła do sprzedaży hybrydowego Prius.

Toyota Prius trzeciej generacji to pierwszy w historii samochód, który nie posiadał pasków klinowych przy osprzęcie silnika.

W Warszawie, Wrocławiu i Trójmieście wiodąca w branży taksówkarskiej korporacja do końca roku w 100 procentach wymieni otę swoich taksówek na hybrydowe Toyoty.

Znany z zamiłowania do ekologii i manifestowania swoich „zielonych przekonań” amerykański aktor Leonardo DiCaprio, przyczynił się do mody na hybrydowe auta, kiedy zamówił sobie Toyotę Prius. Gdy zachwycił się jej koncepcją, dokupił jeszcze trzy egzemplarze: dla ojca, matki i… babci.

HISTORII DOWYCH TACH

Hybrydową Toyotą Prius typu Plug-in, której baterie doładowuje się ze zwykłego gniazdka lub w czasie jazdy, można przejechać na silniku elektrycznym do 50 km. Nie spalając ani grama paliwa, rozwija prędkość 135 km/h.

Kiedy japońscy inżynierowie zabrali się do konstruowania pierwszego hybrydowego pojazdu w 1994 roku (na czele zespołu stanął 47-letni inżynier zyki stosowanej Takeshi Uchiyamada), koncept oznaczony był kryptonimem GXXI, co miało oznaczać „Globalny samochód XXI wieku”.

Dzięki 10 mln użytkowanym hybrydom Toyoty, do atmosfery nie wyemitowano aż 77 mln ton dwutlenku węgla. To różnica wynikająca z niższego spalania w stosunku do konwencjonalnego napędu. Jednocześnie pozwoliło to zaoszczędzić 29 mld litrów benzyny. To ilość paliwa wystarczająca na 1,5 miliona podróży z Ziemi na Księżyc.

Hybrydy wygrywają niemal wszystkie rankingi awaryjności (TUV, GTU, Consumer Reports). Wynika to z ich wyjątkowej konstrukcji – klasyczny, długowieczny silnik benzynowy o niewysilonej mocy połączony z mocnym i bezobsługowym silnikiem elektrycznym. W układzie hybrydowym nie ma też wielu awaryjnych komponentów: rozrusznika, alternatora, sprzęgła, turbiny czy paska klinowego, a system odzyskiwania energii z hamowania oszczędza tarcze i klocki hamulcowe, wydłużając ich żywotność nawet dwukrotnie.


DZIEŃ DOBRY Mógłby to być piękny film przygodowy, albo serial konsumowany w odcinkach. A na pewno turystyczna atrakcja. Otóż marzy nam się wyprawa szlakiem filmowym po Warmii i Mazurach. Przecież ilość miejsc w których kręcono tu sceny do filmów i seriali, wypełniłaby solidny przewodnik. Ściągalibyśmy fanów kina podobnie jak żeglarzy Szlak Wielkich Jezior Mazurskich, a pasjonatów historii Szlak Zamków Gotyckich. Rzucamy taki trop „nakręceni” pielęgnowaniem rocznic kultowych dzieł, które tu powstawały: 50-lecia „Stawki większej niż życie” czy o pięć lat starszego „Noża w wodzie” Polańskiego. Udało nam się przy okazji zaliczyć sentymentalną podróż z Zygmuntem Malanowiczem do hangaru w Giżycku, gdzie stoi mocno już nadszarpnięty czasem filmowy „Christine”, czyli 12-metrowy jacht na którym Polański kręcił swój pierwszy długi metraż. A Malanowicz pierwszy raz zagrał. To nie są historie z Wikipedii czy miejskich przewodników. A takimi należałoby wzbogacić i świadomość mieszkańców, i zaspokoić ciekawość turystów. A przede wszystkim spisać je, póki są jeszcze ludzie, którzy mogą je opowiedzieć. W wakacje odwiedziliśmy Lubomierz, urokliwe miasteczko na Dolnym Śląsku, które swego czasu upodobali sobie reżyserzy. Kręcono tam w sumie sześć filmów, w tym słynną sagę o Kargulach i Pawlakach. Dzisiaj przyciąga tam i muzeum filmowe, i ciekawostki miejskie z planów zdjęciowych, i cieszący się popularnością Festiwal Filmów Komediowych. Mamy nadzieję, że zapoczątkowany w tym roku przez Filharmonię Warmińsko-Mazurską Arena Festival Film & Music, z każdym sezonem będzie tylko coraz głośniej zachęcał przy okazji do odwiedzania miejsc, gdzie pięć, 15 czy 50 lat temu kręciły wielkie ekipy filmowe. A do wspomnianej „Stawki…” i „Noża…” wystarczy tylko sypnąć jak z rękawa: ”Kochajmy Syrenki”, „Króla Olch”, „Zaduszki”, „Siedlisko”, „Cztery noce z Anną”, „Różę”, „Wenecję”, „Taxi A”, „Kameleona”, „W imię…” czy „Dom nad rozlewiskiem”, do którego dołącza „Pensjonat nad rozlewiskiem”, gdzie na planie filmowym spotkaliśmy się na rozmowę z Marią Pakulnis. Jeden z filmowców powiedział kiedyś w wywiadzie po zrealizowaniu w naszym regionie zdjęć, że „jest tu tak pięknie, że nie trzeba się przejmować scenografią”. Czekamy zatem na więcej dobrego kina i na najbliższą edycję WAMA Film Festival, bo łamie granice i bariery, a poszerza horyzonty. A jak pamiętacie cytat z „American Beauty”, „trudno być złym, kiedy świat ma do zaoferowania tyle piękna”. Obraz: Arek Stankiewicz Podziękowania dla olsztyńskiej kawiarni filmowej Awangarda Bis za pomoc w realizacji sesji. I za to, że jest. Po prostu.


眀眀眀⸀氀漀欀愀琀礀稀椀攀洀猀欀椀攀⸀瀀氀


RAZ, DWA, TRZY... Szybki numerek z MADE IN SHORT Przy porannej kawie KULTURA Polecamy Warmię i Mazury

024

RECENZJE Kultura osobista KULTURA Człowiek i jego historia POZA GALERIĄ Człowiek w formie

POSTAĆ Maria Pakulnis PRODUKTY Galeria handlowa

039

GODNE UWAGI Dobre miejsca MADE IN PRODUKTY Biznes ze smakiem

REPORTAŻ Historia z korkiem DOBRE MIEJSCE Kur i pstrąg w tataraku REPORTAŻ Dzień dobry, smacznego INWESTYCJE Pieniądze w ziemi DOM Zainwestuj w spokój WEEKEND Poczuj się wSPAniale na Warmii i Mazurach

054

ZDROWIE Konopie na zdrowie URODA W męskim stylu

Wydawca Auris Media Group Michał Bartoszewicz biuro@auris-media.pl www.auris-media.pl Redakcja +48 733 408 350 10-801 Olsztyn, ul. Sielska 17 redakcja@madeinwm.pl www.madeinWM.pl

008 010 014 016 018 020

056 057 058 060

CIAŁO Niechciane pamiątki z wakacji

062 068 070

STYL WARMII I MAZUR Aura Mody

024 032 072 034 074 036 076 078 039 080 042 044 083 048 086 050 089 052 092 093 054 094 055 098

URODA Okiem mistrzyni URODA Kłopotliwa sprawa, czyli kosmetyka od podszewki MODA Moda, która łączy pokolenia

KOCHA(M)-POMAGA(M) Energia w genach, sukces w gemach LUDZIE Rozmowy na schodach

BIZNES Siła drużyny BIZNES BOGWAY – droga na szczyt NA POLU Kubota na warmińsko-mazurskich polach SPOD IGŁY Salon samochodowy MADE IN

AUTO Symbol wolności AUTO Niech moc będzie z nami AUTO Król Szwecji DAWNO TEMU I kto to wi(e)dział BLOGERZY #Chilloutpodgwiazdami W DOBRYM TOWARZYSTWIE Lista obecności MADE IN NAPISY KOŃCOWE Mariusz Sieniewicz

Skład

Druk

Sekretarz redakcji Jolanta Bukowska, jola@madeinwm.pl

Studio Gravite, Olsztyn

Przedsiębiorstwo Poligraficzne HAKUS Maria i Andrzej Kuśmierczyk sp. j.

Reklama +48 733 408 350, reklama@madeinwm.pl

Projekt graficzny Agnieszka Tańska

Patronaty +48 608 641 421, redakcja@madeinwm.pl Kultura Beata Waś, beata@madeinwm.pl

Foto Agata Kurczak Jakub Chmielewski Piotr Dowejko Piotr Ratuszyński Arek Stankiewicz Łukasz Wajszczyk

072

PRAWO I BIZNES Biznes drugiego pokolenia

Redaktor naczelny Rafał Radzymiński, rafal@madeinwm.pl

Prenumerata i dystrybucja +48 733 408 350, jola@madeinwm.pl

062

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za terść reklam nie odpowiadamy. Przedruk materiałów w  jakiejkolwiek formie i  w  jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. All rights reseved!

083


RAZ, DWA, TRZY...

642 KM 642 KM TRZEBA POKONAĆ, BY ZALICZYĆ W CAŁOŚCI SZLAK ZAMKÓW GOTYCKICH. SKŁADA SIĘ NA NIEGO 12 ZAMKÓW ULOKOWANYCH NA WARMII I MAZURACH.

5% BEZROBOCIA 5 PROC. BEZROBOCIA MA NAJLEPIEJ PREZENTUJĄCY SIĘ W STATYSTYKACH POWIAT W WOJEWÓDZTWIE – IŁAWSKI. AŻ 4,5-KROTNIE GORZEJ WYPADA POD TYM KĄTEM POWIAT BRANIEWSKI.

2517 MIESZKAŃ ODDALI DO UŻYTKU DEWELOPERZY NA WARMII I MAZURACH W PIERWSZYM PÓŁROCZU 2017 ROKU.

008

2 038 000 LITRÓW WODY ZNAJDUJE SIĘ WE WSZYSTKICH ATRAKCJACH WODNYCH W TERMACH WARMIŃSKICH W LIDZBARKU WARMIŃSKIM. ROCZNIE ODWIEDZA JE PRAWIE 400 TYS. OSÓB.

97 KM

0,96 PROC. GRUNTÓW W POLSCE MA DOSTĘP DO JEZIORA. TRZY CZWARTE Z NICH ZNAJDUJE SIĘ NA WARMII I MAZURACH.

28 GODZIN

2517 MIESZKAŃ

2 038 000 LITRÓW

0,96% GRUNTÓW

28 GODZIN POTRZEBOWAŁ POCHODZĄCY Z ELBLĄGA SEBASTIAN KARAŚ NA PRZEPŁYNIĘCIE BAŁTYKU Z KOŁOBRZEGU DO BORNHOLMU (100,8 KM). PŁYNĄŁ ZE ŚREDNIĄ PRĘDKOŚCIĄ 3,6 KM/H, CZYLI NIESPEŁNA DWÓCH WĘZŁÓW.

0,21% LUDNOŚCI 0,21 PROC. LUDNOŚCI WARMII I MAZUR ODDAJE KREW. NAJCZĘŚCIEJ WYSTĘPUJĄCĄ GRUPĄ JEST A+, AŻ 32-KROTNIE RZADZIEJ WYSTĘPUJE GRUPA AB-.

131 BANKOMATÓW 131 BANKOMATÓW ZNAJDUJE SIĘ NA TERENIE OLSZTYNA. GDYBYŚMY MOGLI Z KAŻDEGO WYPŁACIĆ PO 7630 ZŁ, TO OZNACZAŁOBY, ŻE ZOSTALIŚMY… MILIONEREM. 97 KM MA LINIA BRZEGOWA NAJWIĘKSZEGO NA WARMII I MAZURACH ORAZ W POLSCE JEZIORA ŚNIARDWY. TO DOKŁADNIE TYLE, BY DO NIEGO DOJECHAĆ Z OLSZTYNA.


Pochodząca z Mikołajek Magdalena Bieńkowska będzie reprezentować Polskę na wyborach Miss World 2017, które odbędą się 18 listopada w chińskim mieście Sanya. To 67. edycja konkursu, w której udział wezmą kandydatki z ponad 100 państw z całego świata. Magda, oprócz wygranej w polskiej edycji konkursu Miss Polski, ma na swoim koncie sukces w wyborach Miss International 2016, podczas którego znalazła się wśród piętnastu najpiękniejszych kobiet.

MISTRZYNI PO 50-TCE

PRZYJEDŹ KLASYKIEM I POMÓŻ

Giżycko po raz drugi ściąga fanów klasycznej motoryzacji na Mazurski Zlot Pojazdów Zaby tkow ych (16–17 września). Po ubiegłorocznym sukcesie, kiedy to z trudem upchano w Twierdzy Boyen przeszło 70 aut z  różnych zakątków kraju, tegoroczna impreza bazę będzie miała na terenie Eko Mariny. Pierwszego dnia załogi będą rywalizować w rajdzie krajoznawczo-histor ycznym wokół jeziora Niegocin. Drugi dzień zarezerwowany jest na konkurs elegancji oraz paradę ulicami Giżycka. Pierwsza edycja zlotu pokazała już, że jego sukces to nie tylko dobrze zaplanowany i dopięty program, ale przede wszystkim stworzenie wokół niego odpowiedniego klimatu i atmosfery wśród uczestników. Giżycki zlot ściąga bowiem cał y przekrój środowiska pasjonującego się szeroko pojętą tematyką zabytkowej motoryzacji, no i smaczkiem jest obecność Tadeusza Jelca, pochodzącego z  Giżycka stylisty samochodowego, który od 27 lat pracuje w Jaguarze. Zlot organizowany jest przez Rotary Club Giżycko, Warmińsko-Mazurski Moto Club oraz Giż yckie Centrum Kultury. Jak i w ub. roku, impreza ma charakter non-profitowy. Środki ze zbiórki charytatywnej zostaną przekazane za zakup protezy dla Ignacego Jurewicza, który w wypadku stracił nogę.

TRAWERS MACKENZIE ZALICZONY

Marcin Gienieczko, podróżnik z Kętrzyna, 8 września zakończył podwójny trawers Gór Mackenzie na dystansie 1000 km. Wyprawę ekstremalnym szlakiem Canol rozpoczął 27 lipca, przebył 610 km samotnie, 380 km z partnerem Rupertem Dook. Wraz z przeprawą przez rzeki, całkowity dystans wyniósł ok. 1000 km. Przez część trasy podróżnik ciągnął specjalnie skonstruowany wózek, resztę pokonał z plecakiem. Jest to pierwszy podwójny trawers Gór Mackenzie (najdzikszych gór Kanady) przez Polaka w stylu sportowym i jeden z nielicznych na świecie. – Przejście Canol to dla mnie zdobycie „wewnętrznego Bieguna Północnego” – tłumaczy Marcin. – To przygotowanie mentalne do dalszej części projektu „Droga na Biegun Południowy”. Test kondycyjny, psychiczny przed jego kulminacją w 2019 roku.

ZDROWY EKSPERYMENT

Terapia komórkami macierzystymi pacjentów z zaawansowaną postacią stwardnienia rozsianego, to projekt badawczy naukowców z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Eksperyment sprawdzi czy uda się spowolnić przebieg choroby i poprawić jakość życia chorych. Komórki macierzyste podawane są do kanału kręgowego przez nakłucie lędźwiowe. Program dla 30 pacjentów zaczął się w lipcu i zakończy jeszcze w tym roku. Jest finansowany ze środków UWM, a dla pacjentów bezpłatny.

Obraz: www.shutterstock.com

Obraz: Marcin Gienieczko

Jest jedyną kobietą w Olsztynie, która uprawia siłowe dyscypliny sportu. Krystyna Abramcz yk-Puzio, as ys tentka s tomatologiczna, zaczęła trenować po 50-tce. W podnoszeniu ciężarów jest dwukrotną mistrzynią Polski, a w trójboju siłowym mistrzynią Polski, mistrzynią Europy i mistrzynią świata. 20 września weźmie udział w mistrzostwach świata w trójboju siłowym w Czechach. W planach ma 150 kg w  tz w. mar t w ym ciągu i  w yciśnięcie 65 kg. Można ją wesprzeć na stronie: patronite.pl/krystynaciezarowka

010

Grafika: Tadeusz Jelec

MISS DO CHIN

Obraz: Arek Stankiewicz

Obraz: Robert Kobylinski Photography

INFO


INFO

Obraz: www.shutterstock.com

O SZTUCZNEJ INTELIGENCJI W OPN-T

ARTYŚCI NA FORUM

Ludzie teatru, filmu, literatury, muzyki związani z regionem, przejdą 14 września po czerwonym dywanie w Hotelu Park. Odbędzie się tu kolejne Forum Kultury Warmii i Mazur „…po słonecznej stronie ulicy”. W spotkaniu i dyskusji na temat „Kultura w  mediach, media o kulturze” wezmą udział m.in. Jerzy Hoffman, Izabela Trojanowska, Janusz Majewski, Jerzy Skolimowski, Jerzy Bończak, Jerzy Satanowski, Rafał Olbiński, Adam Myjak. Pojawią się też twórcy debiutu fabularnego „Cicha Noc” w reżyserii Piotra Domalewskiego, który będzie się ubiegać o Złote Lwy na 42.FPFF w Gdyni. Organizatorem wydarzenia, które pozwala na wymianę doświadczeń i pomysłów wybitnych artystycznych osobowości, jest Gustaw Marek Brzezin, marszałek województwa warmińsko-mazurskiego.

Film „Ptaki śpiewają w Kigali” w reż yserii Joanny Kos- Krazue, po chodzącej z Olsztyna i zmarłego Krzysztofa Krauze, otrzymał w lipcu statuetki Kryształowych Globów podczas 52. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Karlowych Warach. Jowita Budnik i  Eliane Umuhire z Rwandy, odtwórczynie głównych ról, odebrały nagrody za najlepsze kobiece kreacje aktorskie. Dzieło prezentuje historię polskiej ornitolog, która prowadzi badania nad spadkiem populacji sępów w Rwandzie w przeddzień ludobójstwa. Film powalczy również o statuetkę podczas 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie wystartuje w konkursie głównym.

ZE SMARTFONEM W SZUWARACH Obraz: zegluj.mobi, www.shutterstock.com

Obraz: UMWWM

PODWÓJNE GLOBY

Obraz: kviff.com

Niemal codziennie, włączając komputer, smartfona czy tablet, korzystamy z pomocy sztucznej inteligencji. Często nawet o tym nie wiedząc. Rozmawiać o tym będą uczestnicy spotkania „Technologie przyszłości i ich kierunki rozwoju”, rozpoczynającego w naszym regionie obchody Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości pod patronatem Ministerstwa Rozwoju. Organizatorem wydarzenia jest Instytut Przedsiębiorczości i Nowych Technologii. Spotkanie odbędzie się 13 listopada (godz. 16.30) w Olsztyńskim Parku Naukowo-Technologicznym, który jest współorganizatorem przedsięwzięcia. Wśród gości panelu dyskusyjnego zobaczymy m.in. Rafała Tomasiaka, twórcę marki Zortrax, Dariusza Racza, prezesa zarządu ITM Software House oraz Bartosza Suchana, prezesa krakowskiej firmy Akra Polska.

Stworzona w Olsztynie aplikacja „Żegluj” powstała dla ułatwienia nawigacji po wodach śródlądowych. Pozwala sprawdzić położenie na mapie jezior, aktualizuje informacje o pogodzie, obszarach niebezpiecznych, znakach wodnych, szlakach żeglugowych, linii brzegowej i trzcinach, a także o innych użytkownikach na jeziorze. Doprowadza też do popularnych marin, portów i punktów gastronomicznych, gdzie można spotkać się z innymi wodniakami. Jedyne czego brakuje, to teksty szant. Info: www.zegluj.mobi

011

Największym wyzwaniem było stworzenie koncepcji zagospodarowania odkrytych kilka lat temu przed Wysoką Bramą pozostałości dawnych fortyfikacji miejskich. Obecnie skryta w dziurze zabytkowa rondela, ma zostać podniesiona o jedną kondygnację ponad poziom placu. Tak zakłada projekt zespołu Dżus GK architekci, który wygrał w lipcu konkurs na wyeksponowanie staromiejskich fortyfikacji w centrum Olsztyna. Dotyczył fragmentu od Wysokiej Bramy do rejonów Parku Podzamcze. W przyszłości ma tędy przebiegać trasa spacerowa, przewidziano też parking na minimum 80 samochodów.

Obraz: Dżus GK Architekci

FORTYFIKACJE NA PIERWSZYM PLANIE


Obraz: Arek Stankiewicz

INFO

W POGONI ZA LISEM

Niemal 400 osób pojawiło się 4 sierpnia na castingu do polsko-włoskiej produkcji „Io vengo a riprenderti” (Przybędę aby cię odebrać). Restauracja i cukiernia włoska Tyszkiewicz na olsztyńskiej starówce, którą prowadzą związani z branżą filmową Luca Baldi i Beata Tyszkiewicz, przeżyła oblężenie i nastolatków, i osób starszych, którym marzy się kariera na ekranie. Film opowiadający o perypetiach polsko-włoskiego małżeństwa, będzie realizowany m.in. w Gdańsku, na Warmii i w Toskanii. Zdjęcia mają ruszyć jeszcze w tym roku.

Obraz: Pałac Pacółtowo

PO KARIERĘ DO WŁOCH

Hubertus to święto myśliwych, miłośników jeździectwa i obcowania z lasem. Jego tradycja sięga XVIII wieku. Organizowane jesienią jest symbolicznym zamknięciem sezonu, a wśród zabaw najbardziej widowiskowa jest gonitwa za „lisem”. Pałac Pacółtowo pod Ostródą należy do nielicznego grona organizującego obchody Hubertusa w naszym regionie. To pretekst do spotkania się, biesiadowania, rozmów o pasji, a przede wszystkim do podziwiania koni i ich gracji. Info: palacpacoltowo.pl

90 MINUT DLA PODNIEBIENIA

UCZTA NA WZGÓRZACH DYLEWSKICH 012

Być może takiej uczty jeszcze tu nie było. Unikatowy projekt kulinarny zainicjowały Hotele SPA Dr Irena Eris – Tasty Stories, czyli historie opowiedziane smakiem. Projekt skierowany jest do miłośników dobrej kuchni, którzy oczekują niekonwencjonalnych doświadczeń smakowych. Całość zwieńczy ekskluzywna Kolacja Sielanka dla 60 osób 21 października na Wzgórzach Dylewskich. Chętni, którzy zdecydują się na udział w projekcie, pod okiem szefów kuchni hoteli SPA Dr Irena Eris, którzy po raz pierwszy połączą siły, towarzyszyć będą przy tworzeniu autorskich dań. – Idea projektu ma przybliżyć uczestnikom kolacji emocje i energię jaka panuje w naszej kuchni – zapowiada Łukasz Wojtas, szef kuchni Restauracji Romantycznej w Hotelu Dr Irena Eris na Dylewskich Wzgórzach (to jedna z najbardziej utytułowanych restauracji w kraju). – Gotować będziemy na oczach gości z produktów od naszych lokalnych dostawców. Szykuje się więc nie tylko podniebna uczta, ale i okazja do spotkania przy pięknie nakrytym stole, posłuchania historii ludzi, którzy są pasjonatami dobrego jedzenia i twórcami ekologicznych, lokalnych produktów. Więcej na www.drirenaeristastystories.pl

Obraz: Hotel SPA Dr Irena Eris

Na Warmii i Mazurach zadebiutuje Restaurant Week. – Chcemy, by restauratorzy z tego regionu odsłonili swój kulinarny charakter – mówi Przemysław Pasikowski, manager Restaurant Week. Wydarzenie zaczerpnięte z krajów z wysoko rozwiniętą kulturą kulinarną cieszy się w Polsce coraz większą popularnością – będzie to już jego dziesiąta edycja (z ostatniej skorzystało 90 tys. osób). Na czym polega jego idea? W wybranych miastach Polski, w tym samym terminie (20–31 października), wyselekcjonowane do festiwalu restauracje będą serwować dedykowane tylko dla tego wydarzenia menu. Żeby skorzystać z oferty Restaurat Week, trzeba będzie zarezerwować przez stronę www.RestauratnWeek.pl (zapisy od 26 września) swoje przybycie do jednej z podanych restauracji (m.in. w Olsztynie, Ostródzie, Iławie, Mikołajkach). Do wyboru będą dwie propozycje menu: mięsna i wegetariańska, każda z przystawką, daniem głównym, deserem oraz drinkiem. Zasadą festiwalu jest stała cena we wszystkich 500 restauracjach w Polsce, które zostały zakwalifikowane do projektu – 49 zł. – Chcemy tym festiwalem budować kulturę chodzenia do restauracji, by nie kojarzyła się ona wyłącznie z zaspokajaniem głodu, ale też miłym spędzeniem czasu i poszerzaniem swoich kulinarnych horyzontów – dodaje Przemysław Pasikowski. A czasu na delektowanie się w gronie przyjaciół będzie sporo – z założenia trzydaniowy set będzie serwowany przez 90 minut.


KULTURA

Obraz: Katarzyna Kukiełka photography

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY JAZZ Z GOTYKIEM Dwudniowe święto jazzu w nastrojowych gotyckich wnętrzach Centrum Sztuki Galerii EL. Wystąpią: Maciej Obara Quartet, Zbigniew Namysłowski Quintet, Piotr Baron/Kazimierz Jonkisz Quartet oraz Młynarski plays Młynarski, z którym gościnnie wystąpi Gaba Kulka. Jazzbląg Festiwal, 22–23 września, Elbląg

014

DRUGA PŁYTA KORTEZA

SZTUKA UWODZENIA

Koncert zapowiadający drugą płytę Kor teza, którą poprzedził singiel „To mój dom”. W  jego twórczości miesza się folk, blues, pop, a  debiut ancki album dwa lat a temu zdobył czter y nominacje do Fr yder yków. W  Olszt ynie będzie mu towarzyszył kilkuosobowy zespół. Koncert 12 października, godz. 20, CEiIK, Olsztyn

Per ypetie nieśmiałego Leonarda i jego determinacja w  uwodzeniu pięknej, niezależnej Harriet. Spektakl „Nikt nie jest doskonał y ” na podstawie sztuki Simona Williamsa w  reżyserii Piotra Dąbrowskiego, miał premierę w Teatrze Studio Buffo w Warszawie. Spektakl 23 września, godz. 17 i 20, Auditorium Maximum, Olsztyn

Obraz: teatrcapitol.pl

ANGIELSKI HUMOR Kot pojawi się w najmniej oczekiwanym momencie. A wtedy bieg wydarzeń w tej brytyjskiej komedii sytuacyjnej może nabrać zawrotnego tempa. Spektakl w reżyserii Andrzeja Rozhina opowiada o podróży dwóch angielskich małżeństw z 20-letnim stażem. Podobno ponad dwie godziny śmiechu do łez. Spektakl „Kiedy kota nie ma…”, 13 października, godz. 17, Auditorium Maximum w Olsztynie

Obraz: BWA

SZTUKA PO GODZINACH Przekrój technik, inspiracji i tematów. Wystawa „Dziesięć” prezentuje t wórczość ar t ystów-pedagogów związanych z Uniwersytetem Artystycznym w Poznaniu. W małej sali prace p.t. „Po godzinach” pokaże Anna Drońska z Olsztyna zajmująca się malarstwem i tkaniną eksperymentalną, m.in. o tematyce ekologicznej. Wernisaż 5 października, godz. 18, BWA Galeria Sztuki w Olsztynie

Obraz: Watch Docs

Obraz: fb.com/Kotrez

Obraz: studiobuffo.com.pl

„Gra o taniec” to widowisko olsztyńskiej Pracowni Tańca Pryzmat, która w tym roku obchodzi 10-lecie. Wykonawcy – profesjonaliści i  amatorzy, artyści, instruktorzy, choreografowie działający w zespole i Fundacji Tańca i Sztuki ARToff NIA, zabierają widzów do świata wielkich i szalonych gier. Spektakularna choreografia, kostiumy i muzyka. Spektakl 17 września, godz. 17.30, Filharmonia Warmińsko-Mazurska

Obraz: Agata Kurczak

ŚWIAT SZALONYCH GIER

CZŁOWIEK I JEGO PRAWA 15. edycja objazdowego festiwalu f ilmowego Watch Docs – Prawa Człowieka w Filmie. Film prezentuje dokumenty, w  któr ych zaangażowanie na rzecz praw jednostki łączy się ze sztuką filmową. W  programie również spotkania i  dyskusje panelowe z  udziałem ekspertów, obrońców praw człowieka, publicystów i polityków. Festiwal, 18–22 października, sala pod amfiteatrem im. Niemena, Olsztyn


RECENZJE

KULTURA OSOBISTA MADE IN

PISZĄ, WYDAJĄ I NAGRYWAJĄ. I POCHODZĄ Z WARMII I MAZUR.

KLOSS WIECZNIE ŻYWY Latem 1967 roku ekipa filmowa realizowała w  Olszt ynie zdjęcia do pięciu odcinków telewizyjnego serialu „Stawka większa niż życie”. Na filmow ym planie p r ze by wa ł w te d y To mas z Śr u tkow ski, obser wowa ł, notowa ł, robi ł zdjęcia. Z tych relacji powstało po latach kilka ar t ykuł ów prasow ych, rozdział w książce, odbyły się spotkania z twór-

cami filmu i wydarzenia. To im poświęcony jest album z  ponad setką zdjęć z  lat 60. Ukazuje genezę scenariusza serialu, kulisy jego realizacji, akcje związane z kultowym fi lmem i wiele innych ciekawych informacji o historii Klossa i jego fanach. Tomasz Śrutkowski, „Stawka większa niż życie – spotkania po latach”, Wyd. Wers

OGRÓD DŹWIĘKÓW I HISTORII Kolekcjonerskie wydanie płyty Projektu Arboretum, to ukłon w stronę dawnych mieszkańców północnej Polski. 18 utworów i  kompoz ycji plus rec y tatorskie wprowadzenie do albumu dope ł nia ilustrowana star ymi zdjęciami Mazurów i Warmiaków książeczka, opisująca utwor y w kontekście etnograficznym, histor ycznym i  baśniow ym. To pierw-

szy album z repertuaru Projektu Arboretum i  jego letnich koncer tów nad jez. Czos, na który składają się kompozycje i hybrydowe aranżacje ludowych pieśni tradycyjnych Warmii, Mazur, Kurpiów, Suwalszczyzny i Podola. Płyta „Mazurÿ, Warnijoki, Jadźwięgi, Prūsai”, Wyd. Fundacja Dziedzictwa Rzeczypospolitej

WARMIA PO JAMAJSKU Winylowa 7-calowa płyta z nietuzinkową wersją hymnu „O  Warmio moja miła”. Dubowy, instrumentalny aranż utworu F. Nowowiejskiego z  udziałem puzo nistki Małgorzaty Górskiej – Dubowik. Na odwrocie krążka – utwór „Ewa chce DUB”, cover piosenki otwierającej stary, polski fi lm „Ewa chce spać”. Na wokalu nasz zaprzyjaźniony fotograf Arek Stan-

kiewicz, w sekcji dętej Przemek „Mrozo” Mrozowski (klarnet) i Krzysztof Włodarski (trąbka). Nagrywaniem gitar, basu, klawiszy, programowaniem, mixowaniem i masteringiem zajął się Skank Ranger, producent DUB z Olsztyna czerpiący z muzyki jamajskiej. Skank Ranger, „O Warmio moja miła”, Wyd. Jam Lab Studio

GLOBTROTERSKA UCZTA Pierwsza polskojęzyczna książka o Malezji – efek t dw umiesięc znej podróż y Joanny i Jarka Podolaków, pary podróżników związanych z Warmią. Przez ten czas odwiedzili jej część kontynentalną i  w yspę Borneo. Poznali zamieszkując ych ją Malajów, Chińczyków i  Hindusów. Tę współistniejącą trójcę, jak nazywa ją para, widać w każdej sferze

życia: polityce, obyczajach, ale przede wsz ystkim w religii i  kuchni. Malezja ich oczami to prawdziwa globtroterska uczta. I wyczerpująca informacja, czego i kogo można spodziewać się w tym nieobrosłym jeszcze stereotypami kawałku świata. „Zakochani w świecie. Malezja” Joanna Grzymkowska-Podolak, Wyd. Edipresse


Gonitwa św. Huberta

30 września w Pałacu Pacółtowo Hubertus to szczególnie ważny dzień i święto wszystkich jeźdźców, miłośników natury, mająca swoje korzenie w XVIII wieku. W programie imprezy:

Wielka konna gonitwa / Jeździeckie pokazy kaskaderskie / Pokazy sokolnictwa / Strzelanie z łuku / Liczne zabawy z nagrodami dla uczestników / W ramach imprezy wykwintna biesiada

Więcej informacji na naszej stronie WWW i kanałach social media. Zapraszamy!

�b.com/PalacPacoltowo

@PalacPacoltowo

Imprezę poprowadzi Paweł Kleszcz aktor i doskonały jeździeć.

PalacPacoltowo.pl


KULTURA

CZŁOWIEK I JEGO HISTORIA CHCEMY INTEGROWAĆ LUDZI, KTÓRZY MAJĄ W SOBIE ISKRĘ, TALENT, CHCĄ SIĘ UCZYĆ MIĘDZYNARODOWEGO JĘZYKA KULTUR – MÓWI ANNA MUCHA, AKTORKA ZWIĄZANA Z INSTYTUTEM KOSMOPOLIS, ORGANIZATOREM WAMA FILM FESTIVAL. SEANSE, WARSZTATY I SPOTKANIA CZWARTEJ EDYCJI ODBĘDĄ SIĘ W OLSZTYNIE 9–15 PAŹDZIERNIKA. MADE IN: Temat wielokulturowości do którego nawiązuje idea festiwalu, jest w Polsce coraz bardziej sporny, choćby w kwestii uchodźców. Jak kultura, branża filmowa reaguje na to? Anna Mucha: Nastroje związane z uchodźcami są w każdym środowisku skrajne, ale to nie moja działka i nie chcę się w to zagłębiać. Z mojego doświadczenia wiem natomiast, że tam, gdzie ludzie z różnych kultur łączą się i rozmawiają, z  poszanowaniem swoich praw i  odmienności, zawsze powstaje coś dobrego. Przez ponad rok żyłam w USA, uczyłam się w międzynarodowej szkole filmowej. I konkluzja po tym doświadczeniu jest taka, że potęga amerykańskiego przemysłu fi lmowego, jego pozycja lidera wynika z tego, że jest zlepkiem geniuszy z różnych części świata. Nikt nie zagląda sobie w paszporty. Uczą się od siebie, kują rzeczywistość codzienną ciężką pracą, determinacją. I tak naprawdę to jest jedyną istotną definicją człowieka i twórcy – co sobą reprezentuje, a nie skąd pochodzi. Wama Film Festival ma za zadanie pokazać ten potencjał w filmie, podczas spotkań, warsztatów.

018

Podczas festiwalu kładziecie duży nacisk na polsko-ukraińskie relacje, będą m.in. organizowane warsztaty filmowe dla młodzieży obu narodowości. To wynika ze specyfiki Warmii i Mazur, ale język ukraiński słyszę też wokół siebie na co dzień w Warszawie. Wydaje mi się, że Ukraińcy mają u  nas dzisiaj wizerunek ludzi ciężko pracujących. Są tu potrzebni, więc są doceniani. Może to utopijna wizja świata, ale ja w nią wierzę. Poznaję ludzi w ykształconych na Ukrainie, pracujących często poniżej swoich kompetencji. Na Warmii mam nadzieję spotkać jednak takich, którzy nie będą musieli iść na kompromisy, t ylko spełnią się w  swoich działkach. Bo  kultura, film są przestrzenią, gdzie ważna jest wrażliwość, oko, ekspresja. Zaprosiliśmy też twórców z innych części Europy, m.in. z Francji i Litwy, którzy będą wymieniać się doświadczeniami.

Takie są idee Instytutu Kosmopolis, który organizuje festiwal? Chcemy integrować ludzi, którzy mają w sobie iskrę, talent, chcą się uczyć języka kultur. Do tej pory byłam bardziej związana z innym naszym festiwalem filmowym – Kameralne Lato w Radomiu, który ma profil społeczno-profilaktyczny. I choć na początku nie zakładaliśmy tego, stał się festiwalem międzynarodowym. Bo nie ma znaczenia, jakie przyjmiemy hasło: profilaktyka, dialog czy wielokulturowość. Liczy się człowiek i jego historia. W tym roku zasiądę w jury Wama Film Festival, poprowadzę warsztaty. Do tej pory bywałam na Warmii i Mazurach głównie po to, aby naładować akumulatory. Ma tu pani swoją bazę? Mam tu swoje miejsce na ziemi, azyl, w którym bywam od  lat. Cudne miejsce nad jeziorem, gdzie są świetne nalewki, domowy chleb. Region ma jedną wadę – odciąga mi przyjaciół z Warszawy. Część osób z mojego otoczenia zdecydowało się porzucić stolicę i rozpocząć sielskie życie na warmińsko-mazurskiej wsi, w bliskości z naturą. To miejsce, gdzie w każdej chwili można rozpocząć wszystko od nowa, przewartościować, poznać inspirujących ludzi, którzy przybyli tu z różnych stron. Dlatego właśnie serce regionu jest odpowiednim miejscem na festiwal, który ma inspirować do zmian. Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Instytut Kosmopolis

Do 18 września można zgłaszać się do udziału w międzynarodowych warsztatach filmowych, które odbędą się 8–14 października w Olsztynie. Wiek uczestników: 16–19 lat. Głównym tematem warsztatów będą zagadnienia społeczne związane ze wspólnym funkcjonowaniem różnych grup etnicznych i narodowych, ze szczególnym uwzględnieniem Polski i Ukrainy. Metody pracy, to nowatorska technika video-eseju i video-recenzji. W programie WAMA FF również pokaz specjalny filmu dokumentalnego „Opera o Polsce” w reż. Piotra Stasika. Info: wamafestival.pl


NE ĘP ST ĘKI O D DR O

model G0

NE ĘP ST ĘKI O D DR O

model G1

NE ĘP ST ĘKI O D DR O

model G4

Drzwi z kolekcji VERTE G SUPER CENA 441,57 PLN (brutto)

CENTRUM PORTA Olsztyn ul. Towarowa 9c (na terenie Agroma Olsztyn) tel.: 89 533 08 77, www.centrumporta.pl


POZA GALERIĄ

ARTYSTÓW PREZENTUJE:

CZŁOWIEK W FORMIE

JEGO PRACOWNIA JEST PEŁNA LUDZI. ZASTYGŁE W PIASKOWCU I BETONIE EMOCJE, POZY, RUCH. KAMIL SZCZUDŁO POPRZEZ SWOJĄ TWÓRCZOŚĆ BADA, CO ŁĄCZY NAS Z PRZODKAMI SPRZED WIEKÓW.

020

Pierwsze dzieła powstały z gumek do ścierania, w których wycinał żyletką twarze. Ołówki przerabiał na totemy pełne mistycznych wzorów, a  mydło na płaskorzeźby. Zanim trafi ł do liceum plastycznego w Olsztynie, gdzie dał upust swojemu talentowi, spędził rok w „elektroniku”. Jednak fascynacja dziełami Michała Anioła i  innych rzeźbiarzy figuratywnych, utwierdziła go w przekonaniu, że chce iść drogą artystyczną. Na studiach w gdańskiej ASP pod wpływem mistrzów-profesorów i włoskiego rzeźbiarza-impresjonisty Medardo Rosso, wypracował własny, niezależny styl. W  centrum jego twórczości jest człowiek. Czasem abstrakcyjny, czasem przerysowany, a czasem „jak żywy”. Antropologiczne zacięcie pcha go do zgłębiania kultur antycznych cywilizacji. Dlatego w rzeźbach można znaleźć inspiracje mitologią grecką, starożytnym Egiptem czy kulturą bałkańską Vinca, która stworzyła najstarsze pismo świata. Jego znaki umieszcza czasem na swoich dziełach. – Sztuka jest po prostu bardzo ludzka i definiuje naszą tożsamość – tłumaczy Kamil. – Szperam w genach, obserwuję proces migracji Indoeuropejczyka, łączę współczesnego człowieka z pierwotnym przodkiem i szukam ich wspólnych cech. „Dionizy ”, „Kr ysia”, „Dziecko” i  dziesiątki innych dzieł, powstały podczas pracy z modelem, na bazie fotografii albo własnej wyobraźni. Torsy, popiersia, ponadnaturalnej wielkości postaci ludzkie, artysta tworzy z odlewów ze sztucznych piaskowców i betonu. Tej techniki uczył się pracując przy konserwacji zabytków w Polsce i za granicą. Część prac znajduje

się w ogrodzie rodzinnego domu w Dywitach pod Olsztynem. Jego rzeźby można także spotkać na placach zabaw, w siedzibach firm i prywatnych kolekcjach. Tworzy również rysunki, medale, uczy dzieci w Gdańskiej Szkole Artystycznej. Kamil Szczudło ur. 1989 r.w Olsztynie, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku na wydziale rzeźby. Dyplom obronił w pracowni prof. Sławoja Ostrowskiego, ze specjalizacją w pracowni Medalierstwa i Małych Form Rzeźbiarskich prowadzonej przez prof. Ludmiłę Ostrogórską. Ma na koncie udział w wystawach m.in. „Made in Asia” na Uniwersytecie Gdańskim 2012 r., „Freedom” International Medalic Project 2013  r., „Łaźnia” Projek tornia, Gdańsk 2014  r., „Bonds” International Medalic Project 2014 r., „Wszystko za 16”, Sopot 2014  r., ”Re-akcje” ASP  Gdańsk 2014, ”Rzeźba w  procesie” Galeria Debiut, Gdynia 2016 Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum artysty

Mecenas projektu: CENTRUM DORADZTWA EUROPEJSKIEGO I FINANSOWEGO W OLSZTYNIE. CDEF specjalizuje się we wspieraniu przedsiębiorst w i instytucji w procesie ubiegania się o zewnętrzne źródła finansowania inwestycji, a także świadczy pełny zakres usług finansowo-księgowych dla firm. www.cdef.pl


POZA GALERIÄ„

021


nocnaukowcow.pan.olsztyn.pl

NAUKA

180

022

Kiedy?

29 IX 2017 [PiÄ…tek]

Gdzie?


NAUKA

WYBRANE ATRAKCJE Fusion2Night ul. Bydgoska

(Instytut PAN i Olsztyńska Szkoła Wyższa im. J. Rusieckiego) 1. Busem przez świat – spotkanie z blogerami – tanie podróżowanie w praktyce 2. Ja, Robot – zbuduj i zaprogramuj własnego robota 3. Tableszyt dla dzieci – warsztaty z Joanną Okuniewską Superbelfrem RP 4. Escape the LAB! – ucieknij z pokoju pełnego naukowych zagadek 5. Spotkanie z gen. Mirosławem Hermaszewskim – pierwszym i jedynym Polakiem w kosmosie 6. Ogarnij inżynierię – warsztaty druku 3D 7. Występ Kabaretu Młodych Panów – recepta na dobry humor 8. Glutologia – warsztaty z cieczami nienewtonowskimi 9. CYANObacteria – interaktywne spotkanie z sinicami 10. Las w szkatułce – warsztaty w mobilnym punkcie edukacji przyrodniczej 11. Natura dla pięknej skóry – warsztaty komponowania kremów, peelingów i pomadek 12. Hipnotyzująca chemia – pokaz widowiskowych eksperymentów 13. Czy twardo stąpam po ziemi? – badanie sprawności i równowagi 14. Ptasia Straż – budowanie karmników i budek lęgowych dla ptaków 15. Słoneczna Noc Naukowców – Słońce „okiem” Kopernika 16. Dziwowisko – mikroświat, który nosisz na sobie 17. Herosi Średniowiecza – pokazy rycerskie i zabawy plebejskie 18. Znikające pismo – magiczne sztuczki chemików 19. Mistrzowie kodowania – poznaj fascynujący świat programowania 20. Mydła i zmydlona – laboratorium tworzenia naturalnych mydełek

Kortowo

(Biblioteka i Wydziały Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego) 1. Tajemnica Moli Książkowych z Uniwersyteckiej Biblioteki – znajdź wszystkie mole – gra terenowa 2. Magiczne właściwości gazów – sprawdź, czy gaz jest lekki czy superciężki 3. Graj i bądź smart! – skoncentruj się i zagraj z MENSA 4. Akademia młodego chemika – wywołaj dżina z butelki! 5. Kino 9D – jedyny taki w Europie pokaz filmowy! 6. Pies na receptę, recepta na psa – prezentacja i warsztaty z udziałem psów 7. Pokazy Robotyki LEGO – warsztaty budowania robotów z klocków LEGO

KABARET MŁODYCH PANÓW

BUSEM PRZEZ ŚWIAT

SPOTKANIE Z KOSMONAUTĄ

8. Wiedźmy i czarownice w laboratorium – Wiedźmy w Kortowie – występ grupy artystycznej 9. Triki fizyki czyli czarowanie eksperymentami – pokaz doświadczeń 10. Kreatywna zabawa z filcem – warsztaty filcowania czesanki wełnianej 11. Mobilny Park Nauki – eksponaty do samodzielnego eksperymentowania 12. Jak wytrenować swój umysł? – warsztaty trenujące koncentrację, pamięć i logiczne myślenie 13. Jak zobaczyć ciepło? – warsztaty z wykorzystaniem kamery termowizyjnej 14. Życie roślin w skali mikro i makro – zobacz komórki i tkanki roślin 15. Kolorowa podróż robotów oraz warsztaty programowania – warsztaty edukacyjne z OZOBOTEM 16. Cyfrowe Stare Miasto – tworzenie kolaży z elementów olsztyńskiej starówki + konkurs 17. Gramy na własnych zasadach – wystawa prac konkursowych 18. Majster w kosmosie – warsztaty w przestrzeni kosmicznej 19. Naukowy Explorapark gości w Olsztynie! – eksploruj naukę własnoręcznie 20. Pokazy szalonego naukowca – pokazy: mini tornado, ogień na dłoni, ognista różdżka

Centrum Miasta 1. Na tropie tajemnicy dzieła Kopernika (Biblioteka w Starym Ratuszu WBP) – ucieczka z pokoju zagadek (25–29 września) 2. Teatr od kulis (Teatr im. Stefana Jaracza) – spacer po Teatrze im. Stefana Jaracza (25 września) 3. Ebru – warsztaty tureckiej techniki malowania na wodzie (Wojewódzka Biblioteka Publiczna) 4. Eksperymentalna Biblioteka (Biblioteka „Abecadło”) – baw się powietrzem i eksperymentuj z balonami 5. Rosetta – misja do komety (Olsztyńskie Planetarium) – kosmiczny seans o sondzie Europejskiej Agencji Kosmicznej 6. Wieczorne spotkanie z Księżycem (Obserwatorium Astronomiczne) – historia powstania Księżyca i jego rola w rozwoju cywilizacji 7. Muzeum Nowoczesności (Tartak Raphaelsohnów) – szlakiem stacji eżektorowych 8. O rety tablety! (Biblioteka Planeta 11) – warsztaty tworzenia animacji 9. Rally Viewer (Olsztyński Park Naukowo-Technologiczny) – symulator jazdy samochodem rajdowym 10. Slavic Monsters (Olsztyński Park Naukowo-Technologiczny) – gra geolokalizacyjna z mitologią słowiańską w tle

023


POSTAĆ

MARIA PAKULNIS DONICZKI PEŁNE MAZUR SPOT YK AMY SIĘ NA PL ANIE SERIALU T E L E W I Z Y J N E G O „ P E N S J O N AT N A D ROZLEWISKIEM” W NASTAJK ACH POD OSTRÓDĄ. GRA TU EGZALTOWANĄ, NIECO HISTERYCZNĄ AKTORKĘ EWĘ STERN. 024

TO JEDN A Z JEJ W Y R A ZIS T YCH DRU GOPLANOWYCH RÓL, NIJAK NIE PRZYSTAJĄCYCH DO JEJ ŁAGODNEJ, CIEPŁEJ OSOBOWOŚCI I NIEPRZECIĘTNEJ SKROMNOŚCI. MARIA PAKULNIS MÓWI O SOBIE: DZIEWCZYNA Z JEZIOR. A MY BYŚMY JESZCZE DODALI: OD ZAWRACANIA CHMUR.


POSTAĆ

025


POSTAĆ

026


POSTAĆ

MADE IN: Lubi pani grać przerysowane postaci? Maria Pakulnis: Nikt mi już nie proponuje banalnych ról. Twórcy wiedzą, że lubię grać postaci charakterystyczne, które rozpalają moją wyobraźnię. I nie kieruję się prywatą, nie analizuję czy jakiś wizerunek mi się opłaci, czy nie. Choć wiem, że widzowie postrzegają aktorów często „jeden do jednego”, jakbyśmy na scenie czy w fi lmie grali siebie samych. Dostało się pani za którąś z ról? O tak, choćby po serialu „Ekstradycja”, w którym grałam kontrowersyjną Nadieżdę Tumską, kobietę rosyjskiej mafi i. Kiedyś sprzedawczyni na rynku spojrzała na mnie z nienawiścią, splunęła mi pod nogi, mrucząc pod nosem jakieś obelgi pod moim adresem. To była recenzja po odcinku, w którym porywam dziecko. Ale za to miałam w kręgach półświatka „szacun” za tę rolę. Odprowadzałam kiedyś na dworzec Warszawa Stadion moją panią profesor. Przebijałyśmy się przez tłum, niosłam jej walizkę. Wtem jakiś dziwny typ w yry wa mi ją i  głosem nie znoszącym sprzeciwu mówi „ja pomogę”. Wystraszyłam się, a on na to: „odprowadzimy panią Nadieżdę”. Grupa jego kumpli torowała nam drogę, dostałyśmy ochronę. Po takich reakcjach mam pewność, że stworzyłam kultową postać. W książce kulinarnej „Sceny kuchenne” opisała pani swoją pierwszą nieoficjalną, ale nie mniej wiarygodną rolę. To była spontaniczna akcja na wzbudzenie litości. W dzieciństwie często rodzice wysyłali mnie do sklepu, godzinami stałam w kolejkach. Któregoś razu, w ogonku do sklepu mięsnego, dłużyło mi się i przyszło mi do głowy, jak skrócić sobie męczarnie. Padłam na ziemię, udając omdlenie. Tłum zaczął mnie cucić, sprzedawczynie napakowały siatkę mięsem i kiełbasą, i jeszcze odprowadzono mnie do domu. Zagrałam to świetnie, ale nie miałam odwagi powtórzyć występu. Aktorstwa nie odziedziczyła pani w genach. Raczej nie. Rodzice przyjechali do Giżycka z Litwy, wysiedleni jak więk szość Polaków. Tato, by ł y żo ł nier z AK , za swoją polityczną przeszłość został zesłany do ciężkiego obozu do Workuty. Po przyjeździe do Giżycka szukali zaginionej w zawierusze wojennej rodziny. Tato zatrudnił się w Ośrodku Transportu Leśnego, a potem w miejscowym zakładzie mleczarskim. Mama zajmowała się domem. W  tamtych czasach liczył się konkretny zawód, szybka samodzielność, stąd wybór dla mnie liceum pielęgniarskiego, które dawało dyplom zawodowy i maturę. Umie pani zrobić zastrzyk? Jasne, pięć lat nauki nie poszło na marne. Żałuję, że nigdy nie dostałam roli pielęgniarki albo lekarza, mogłabym się publicznie wykazać umiejętnościami. Czasem zdarzało się to poza sceną. Krzysztof Kolberger, przez lata walczący z ciężką chorobą, grał ze mną w spektaklu „Sceny z życia małżeńskiego” Bergmana. Mimo ciężkiego stanu decydował się wchodzić na scenę, ale zanim to się działo, przygotowywał mi zestaw ratunkowy, abym mogła w razie czego szybko zrobić mu zastrzyk. Modliłam się w duszy, abyśmy dotrwali do końca spektaklu. Myślę, że byłabym dobrą pielęgniarką albo lekarzem, sprawdzałam się podczas praktyk zawodowych w szpitalu. Ale staram się nie żałować niczego w życiu.

027


POSTAĆ

028

Zawód aktora to chyba nie do końca pani świadoma decyzja. Pomogła mi w niej polonistka z mojego liceum. Wciągnęła mnie do szkolnego teatru poezji. Nie byłam jednak jego liderką i nie zabiegałam, aby występować przed ludźmi, byłam w ycofana. Ale fascynowała mnie poezja, to był świat, który instynktownie czułam, choć nie bardzo wiedziałam, czego chcę w życiu. Uwielbiałam słuchać przy zgaszonym świetle słuchowisk radiowych. Nie śmiałabym wówczas nawet marzyć o aktorstwie czy pracy w radio. Nauczycielka przyglądała mi się z boku, na spokojnie, nie przymuszała do niczego. Po dyplomie i maturze zaproponowała znienacka, żebym pojechała do Warszawy na egzaminy do szkoły teatralnej. Byłam w szoku. Bardziej mia łam w  g ł owie nowo pows t a ł y w ydzia ł med yc zny w Lublinie. Ale za jej namową pojechałam, zinterpretowałam przed komisją „Bal w  operze” Tuwima. Zdałam, dostałam stypendium i akademik. Pozwalało to na bardzo skromne życie. Rodzice nie uważali, że to fanaberia? Nigdy nie rozmawialiśmy ze sobą o wyborze mojej drogi życiowej, nie śledzili też później mojej kariery, w domu był tzw. zimny wychów. Bardziej się martwili, jak się utrzymam w Warszawie, bo w domu się nie przelewało. Czasem podsyłali paczki z jedzeniem, pomagał mi trochę wujek

z Wrocławia. Koledzy i koleżanki z roku też otoczyli mnie opieką. W szkole teatralnej spędzało się cały dzień, żyliśmy jak rodzina. Mówili do mnie „Pakulnia”. Dostałam tam przyspieszony kurs życia, miałam straszne zaległości przyjeżdżając do stolicy. Jak się ubrać, uczesać, jakie filmy oglądać, co czytać. Koleżanki z roku zapraszały mnie do swoich domów, gdzie widziałam inny świat, daleki od tego z mazurskiej prowincji. Wkręciłam się w stolicę, choć miewałam na początku momenty załamania, płakałam w poduszkę, chciałam wracać do domu. Jednak każda drobna pochwała w akademii dodawała mi skrzydeł i nadziei, a porażki hartowały. O wszystko musiałam walczyć, ale to mnie rozwinęło i wzmocniło. Często pani wraca do Giżycka? Przez wiele lat omijałam je, a dzisiaj wracam coraz chętniej, ale nie do miejsca, gdzie stał mój dom w okolicach szpitala. Zresztą nie ma tam już moich przestrzeni: lip, łąk, piaskowej góry. Ani drogi, którą chodziliśmy na plażę nad Niegocin z  kanapkami i  kompotem rabarbarow ym w siatce. Dzisiaj zatrzymuję się w Hotelu St. Bruno przepięknie odbudowanym z ruin, które jeszcze pamiętam. Grałam w nim parę razy spektakle, na które przyszli znajomi z dzieciństwa. Kiedyś wszyscy się znali w miasteczku. To było coś niesamowitego zobaczyć po 40, 50 latach znajomych z podwórka, szkoły. Mnóstwo wzruszeń czekało


POSTAĆ

mnie też na promocji mojej książki „Sceny kuchenne”, pr z y by ł tł um ludzi, koleż ank i pielęgniark i z liceum. I kolega „Kostek” z podstawówki, z którym słuchaliśmy z magnetofonu szpulowego Rolling Stonesów, kiedy inni chodzili na dyskoteki. K sią ż kę poś wię ci ła pani s wojej pasji kulinarnej. Narodziła się na Mazurach? Raczej już na studiach, gdzie sztuką było ugotować coś z niczego, kombinowało się i dzieliło ciężko zdobytym towarem. W rodzinnym domu nauczyłam się robić np. kołduny litewskie. Pamiętam, że ojciec zamykał się czasami w kuchni i na półmisku wyjeżdżały aromatyczne zeppeliny. Dobrze też przyrządzał ryby, które ja mogę jeść codziennie i umiem z nimi robić cuda. Kiedyś jadło się prosto, sezonowo, to, co się wyhodowało w przydomowym ogródku. Na słomie w piwnicy zimowały jabłka, robiło się dwie beczki kapuchy kiszonej, przetwory. Dzisiaj kuchnia jest dla mnie centrum wszechświata. Nie widać po pani posturze. Po każdym spektaklu tracę chyba pół kilo wagi. Uwielbiam ten moment kiedy wracam do domu z  teatru, biorę prysznic i w szlafroku otwieram lodówkę. Dom powinien żyć, a domowe ognisko rozpala się w kuchni. Dzisiaj często idziemy na skróty, jemy w mieście, spotykamy ze znajomymi poza domem. Robimy sobie wypasione apartamenty z kuchniami pełnymi gadżetów, a potem nie korzystamy z tego. Zawsze chciałam mieć dom pełen ludzi, dlatego czę-

sto gotuję, urządzam sama święta i zapraszam przyjaciół. Bo to są chwile, dla których warto żyć i które dają nam siłę. Nie tylko sukces zawodowy, ale świadomość, że nie jest się samemu. Sąsiadka wpadnie z ciastem, ja przywiozę z Mazur rybę i zapas pysznego masła z Giżycka, ktoś upiecze chleb, przyniesie dobre wino. W  młodości nie przy wiązujemy do tego wagi, ale z wiekiem pewne wartości zyskują na znaczeniu. Ważna jest dla mnie nie tylko kuchnia, ale i bliskość natury. To efekt dorastania na Mazurach, w bliskości Puszczy Piskiej. Nie brakuje pani tego w Warszawie? Mieszkam tu od 19. roku życia. Na Kabatach zrobiłam sobie małą enklawę, ogródek drzewno-kwiatow y. Nie ma nic wspanialszego, jak posadzić drzewo i patrzeć, jak rośnie i mówi do ciebie. W donicach sadzę zioła, w tym roku wyhodowałam nawet poziomki, które dodaję do porannego jogurtu. Pachną jak w mazurskim lesie. Kupiłam małą działkę nad jeziorem pod Mrągowem, na której rosną piękne sosny, bywam tam w  każdym wolnym czasie. Uwielbiam po prostu siedzieć i  oddychać. Póki co, zatrzymuję się u przyjaciół obok, ale mam nadzieję, że postawię tu kiedyś domek. To nasze wspólne marzenie z synem. Zaraził się Mazurami? Tak, miłość i szacunek do natury i aktywności w plenerze wynosi się z domu. W młodości pływałam po jeziorach z przyjaciółmi Omegą, potem mój syn zaliczył wszystkie

029


POSTAĆ

A na łyżwach kiedy ostatnio pani jeździła? Oj, dawno. A  byłam w  t ym dobra. Z  grupą ł yżwiarską „Czarne pantery” zdobyłam w podstawówce wicemistrzostwo Polski, o ile dobrze pamiętam. W dzieciństwie rozpędzaliśmy się na Niegocinie, rozpinaliśmy kurtki, łapaliśmy wiatr w żagle i sunęliśmy na łyżwach aż do Wilkas. A za nami

A dzisiaj nie czuje się pani wolna? Dzisiaj przede wszystkim trudno o role dla kobiet w moim wieku. Na Zachodzie pomału się to zmienia, zaczyna się doceniać aktorów z  doświadczeniem. Każdy aktor ma przestoje, ale ważne jest aby umieć odpuścić, nie grać wszystkiego i we wszystkim. Też się stresuję moją perspektywą zawodową, bo zostałam sama i muszę się utrzymać. To już nie te czasy, gdzie grało się film za filmem za małe pieniądze, które wystarczały na skromne życie, ale to nie miało wówczas znaczenia. Czasem żałuję, że nie mam paru lat mniej i nie dostaję propozycji reklam. Ale nauczyłam się czekać. Wykorzystuję wolny czas na lektury, spotkania, podróże, np. do Włoch. Zakochałam się w tym kraju w latach 90., kiedy pojechałam na festiwal filmowy do Sorrento. Od tamtej pory kuchnia włoska to moja wielka fascynacja.

trzeszczał lód. To cud, że nikt nie skończył pod lodem, w przeręblu r ybaków. Na plecach mieliśmy zarzucone trzewiki i często wracaliśmy do domu brzegiem jeziora, mieliśmy pietra po zmroku. Nikt nas w dzieciństwie nie kontrolował, robiliśmy różne szalone rzeczy. Skakaliśmy z góry piaskowej w gigantyczne zaspy, pływaliśmy dziurawą Omegą, z której przy każdym przechyle wylewałam wiadrem wodę. Zabawy na granicy śmierci.

We Włoszech kochają natomiast filmy Kieślowskiego. Każda szkoła filmowa na świecie uczy studentów na jego kultowych filmach. Gra u niego, to była czysta metafizyka. Człowiek uczył się bez słów, pouczania, mieliśmy pełną wiedzę od reżysera, jak budować postaci w „Dekalogu”, przez co obywało się bez wycinek i zbędnych scen. Każdy z nas dawał z siebie wszystko, magiczna praca pełna wspaniałych spotkań.

Może dlatego lubi pani sceniczną adrenalinę. Lubię wyzwania, a z adrenaliną nauczyłam się żyć. Miałam też dużo szczęścia. Na ekranie debiutowałam w „Dolinie Issy” w reżyserii Tadeusza Konwickiego, co otworzyło mi drzwi do świata filmu. Kiedy po studiach dostałam angaż do Teatru Współczesnego Macieja Englerta, znalazłam się na jednej scenie z mistrzami, których znałam ze szkoły teatralnej. Zaczęła się prawdziwa nauka u ich boku. Wybuchł stan wojenny, a teatr stał się moim domem. To najpiękniejszy okres zawodowy w moim życiu. Byłam pełna entuzjazmu, obcowałam ze wspaniałymi ludźmi. Poza teatrem było piekło, ale tam czuliśmy się wolni.

Na pani profi lu na facebooku jedna z fanek napisała, że jest pani polską Catrine Denevue. Mam ogromny dystans do siebie. Nie miałam łatwego życia, ale to mnie nauczyło zaradności i wdzięczności. Bo choć nie da się pozbyć demonów przeszłości, można nauczyć się z nimi żyć. Żyć chwilą i czerpać przyjemności z małych rzeczy. Zrobić sobie pyszne śniadanie i wypić kawę w ulubionej filiżance. Posiedzieć w ciszy na pomoście i pogapić się na jezioro. Czuję się dziewczyną z jezior, a nie gwiazdą. Potwierdzą to wszyscy, którzy mnie znają.

nasze szlaki, jeździł na obozy żeglarskie. W wieku 40 lat nauczyłam się jeździć na nartach, aby go zmoty wować do nauki. Kiedyś przykładało się w szkole ogromną wagę do sportu, uprawiałam lekkoatletykę przez wiele lat, non stop trzeba było jeździć na zawody sportowe. Dlatego w szkole teatralnej na egzaminach ruchow ych zdałam wszystko śpiewająco. Byłam mała, chuda, ale zwinna. Dzisiaj sportu coraz bardziej brakuje w życiu dzieci.

030

Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Łukasz Wajszczyk


POSTAĆ

W WAR SZ AWIE ZROBIŁ AM SOBIE MAŁ Ą ENKL AWĘ – O G RÓ D EK D R ZE W N O - K W I ATOW Y. NIE M A NI C WSPANIALSZEGO, JAK POSADZIĆ DRZEWO I PATRZEĆ, JAK ROŚNIE I  MÓWI DO CIEBIE. W  DONICACH SADZĘ Z I O Ł A , W   T Y M R O K U W Y H O D O WA Ł A M N AW E T POZIOMKI, KTÓRE DODAJĘ DO PORANNEGO JOGURTU. PACHNĄ JAK W MAZURSKIM LESIE.

031


PRODUKTY

GALERIA HANDLOWA MADE IN BEZPIECZNY DOM W SMARTFONIE S a m e w y ł ą c z ą s i ę w s z y s tkie lampy, uzbroi się alarm, opuszczą rolety, obniży temperatura. Grenton to system Smart Home, któr y w ykonuje za domowników wiele codziennych zadań. A gdy chcą sprawdzić, co się dzieje w domu, mają do niego dostęp za pomocą smartfona czy tabletu z  każdego miejsca na ś wie cie. Bezpieczeństwo, komfort i oszczędności w jednym urządzeniu. W dobrej cenie. Strefa Ciszy Olsztyn, ul. Pstrowskiego 28b www.strefaciszy.net

032

KONOPNA REWOLUCJA Bluzy, sukienki, koszulki, buty, czapki z tkanin i dzianin przędzonych ze stuprocentowego włókna konopi przemysłowych. Kolorową i pastelową odzież oraz dodatki z wysokiej jakości, przyjaznego skórze materiału, tworzy olsztyńska rodzinna firma Hemplution (Konopna rewolucja). Do kupienia w sklepie Konopna Farmacja przy ul. Prostej 23 w Olsztynie. www.hemplution.pl

W DROGĘ Z ŻURAWIAMI Płócienna torba-tobołek z malowanymi ręcznie żurawiami, to misterne rękodzieło autorst wa Marleny Czajkowskiej. Praca zdobyła trzecie miejsce w tegorocznym konkursie „ Pamią t k a re g ionu War mii i  Mazur ”. „Tobo ł ek w  żura wie” dostępny w  kilku kolorach, praktyczny na zakupy i… wędrówkę po regionie. www.fb.com/ galeriamarlenaczajkowska

OGNISKO DOMOWE Hipnotyzujące płomienie widziane ze wszystkich stron pomieszczenia. W nowoczesnych kominkach narożnych, oprócz frontowej szyby, wkład kominkowy posiada dodatkowo boczne szkło. Nadaje wnętrzu ciepła i wyjątkowej atmosfery. Narożne wkłady kominkowe dostępne są w różnych wymiarach. Kominki Helena, Olsztyn, ul. Szarych Szeregów 5 www.kominkihelena.pl


PRODUKTY

ŚLIMAK W BUŁCE

ZDROWIE NA TŁUSTO

Na Snailburger y, jed y ne t ak ie da nie w regionie, przyjeżdżają do Krasina w ycieczki tur ystów. W  składzie 80  proc. ekologicznego mięsa ze ślimaka i 20 proc. wołowiny, plus świeże warzy wa i  przypraw y. Jedno z  wielu oryginalnych dań z mięczaka, oferowanych w bistro działającym na farmie ślimaków Snails Garden pod Pasłękiem. Bistro Ślimaka, Krasin 16 A www.bistroslimaka.pl

Olej rzepakowy, nazywany oliwą północy, to bogate źródło witamin i niskonasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT). Z łękuckich pól położonych przy Puszczy Boreckiej, trafia do tłoczni Folwarku Łękuk pod Wydminami. Tłoczony na zimno i nierafinowany ma wiele zalet zdrowotnych, m.in. reguluje przemianę materii i przeciwdziała miażdżycy. Folwark Łękuk, Wydminy, Łękuk Mały 8 www.folwarklekuk.pl

BABKA Z PRZESŁANIEM Są takie, jak okazja i osobowość świętujących. Tysiące kształtów, motywów, haseł, logo. Pracownia wypieka i dekoruje dizajnerskie babeczki i  ciastka, przygotowuje tzw. słodkie stoły na wesela i inne uroczystości. Każdy z wyrobów to misterne, cukiernicze dzieło sztuki. Babka i ciacho, Olsztyn, ul. Kuronia 7 www.babkaiciacho.pl 033

BAJECZNY SMAK Tort ze Shrekiem, Batmanem lub Myszką Miki? W kawiarni Słodycz tej Krainy zrealizują każdą fantazję i dziecięce marzenie. Jeśli urodzinowy tort ma być gwoździem programu każdego kinder balu, to i będzie. A jego lukrowy, kolorowy motyw, ogranicza jedynie wyobraźnia. Cukiernia Słodycz tej Krainy, Olsztyn, ul. Kołłątaja 23 www.slodycztejkrainy.pl


Obraz: Michał Bartoszewicz

GODNE UWAGI

JĘZYK Z PASJĄ Kreatywność, niestandardowe myślenie i umiejętność szybkiego podejmowania decyzji – to cechy dzieci dwujęzycznych. Temat ten fascynuje Aleksandrę Szarek, anglistkę i prawniczkę z Olsztyna. Swoje dzieci wychowuje w języku polskim i angielskim. I zachęca do tego innych rodziców. – Im człowiek młodszy, tym lepiej przyswaja język. Dwujęzyczne dzieci są bardziej elastyczne, pomysłowe, łatwiej odnajdują się w nowych sytuacjach. Nie wspominając o tym, że mają dodatkową umiejętność od najmłodszych lat – twierdzi Aleksandra. I takie jest założenie placówek edukacyjnych, których jest właścicielką: przedszkola językowego Junior Academy działającego od pięciu lat i dwóch szkół językowych. Kolorowe wnętrza Kreatywnej Szkoły Językowej, którą prowadzi od tego roku, na pierwszy rzut oka przypominają bawialnię. Miękkie siedziska, palma na środku sekretariatu, interaktywne tablice, nietuzinkowy wystrój i luźna atmosfera – w takich warunkach dzieci uczą się nie tylko podczas tradycyjnych lekcji, ale też przez gry ruchowe, warsztaty tematyczne, zabawę w sklep czy turnieje gier planszowych. Uczymy w atrakcyjny dla dzieci, bezstresowy sposób wszystkich sprawności językowych – tłumaczy Aleksandra. – Staramy się rozbudzić dociekliwość i zaangażowanie uczniów, motywujemy do przejęcia inicjatywy, inspirujemy i dodajemy im pewności siebie. Choćby poprzez wspólne wyjście do pobliskiego lokalu i zamówienie dania w języku angielskim. Współpracujemy z lektorami, dla których, tak jak w moim przypadku, nauczanie jest prawdziwą pasją. Co natomiast motywuje młodzież do nauki języka? Na pewno muzyczni, anglojęzyczni idole. Nauka piosenek to częsty sposób na przyswajanie słówek i zwrotów oraz motywacja do zgłębienia gramatyki. Dlatego w Oxford Academy działającej od 2011 roku, urządzonej w barwach angielskiej flagi, tablica interaktywna i dobre nagłośnienie to podstawowe sprzęty. Co nie znaczy, że śpiewając najnowszy hit Eda Sheeran’a, słabiej przygotują tu do egzaminów. Lista laureatów olimpiad związanych z tą szkołą świadczy o tym, że nie tylko wypełnianie ćwiczeń i wkuwanie słówek czyni z młodych ludzi poliglotów. Kreatywna Szkoła Językowa, Olsztyn Jaroty, ul. Stawigudzka 7K Oxford Academy, Olsztyn, ul. Żurawskiego 1A/12 www.kreatywnaszkolajezykowa.pl www.oxfordacademy.pl

WŁOSKI SPONTAN Obraz: Michał Bartoszewicz

Sery, sosy pomidorowe i makarony, prosecco, aperol i campari. Produkty trafiają tu prosto z Półwyspu Apenińskiego, a w kuchni rządzą Włosi. Restauracja i cukiernia Tyszkiewicz na olsztyńskiej starówce, to miejsce dla miłośników południowego temperamentu i kulinariów. Do lokalu przyciąga witryna pełna słodkości o rodowodzie włoskim: rurki z ricottą zwane cannoli siciliani, torcik cytrynowy albo tiramisu. Ale nie tylko słodycze są specjalnością tego miejsca. Pizza na cienkim cieście, deska serów i wędlin z Toskanii, albo pasta – sztandarowy posiłek Włochów, to okazja aby poczuć się przez chwilę jak w Italii. A przy okazji poduczyć języka włoskiego, którym właściciel wita i stara porozumieć z klientami. Więc albo od razu wkręcicie się w tutejszą gorącą i spontaniczną atmosferę, albo poczujecie nieco w innym świecie.

034

Restauracja i cukiernia Tyszkiewicz Olsztyn, Kołłątaja 15 fb/Cukiernia-Restauracja-Włoska-Tyszkiewicz

Jest ich trzy: Justyna, Sylwia i Emilia. Jeden rzut oka, nożyczki w ruch i metamorfoza gwarantowana. Kreatywność to ich dewiza. Stylistki fryzur, w dizajnerskim salonie doradzają, strzygą, koloryzują, pielęgnują, układają. Z pomocą kosmetyków Welli i Keune wyczarowują na głowie blask niczym z reklamy. O ich profesjonalizmie najlepiej świadczą oceny na facebooku – same piątki. Salon „Wyczesane”, Olsztyn, ul. Leśna 16 lok. 6H fb/WyczesaneOlsztyn

Obraz: Luca Baldi

WYCZESANE NA PIĄTKĘ


PRODUKTY

BIZNES

ZE SMAKIEM NAJNOWSZE TECHNOLOGIE ŁĄCZĄ SIĘ TU Z TRADYCYJNYMI WARMIŃSKO-MAZURSKIMI RECEPTURAMI. W EFEKCIE TEGO POWSTAJĄ OCTY, MUSZTARDY, SOSY MUSZTARDOWE, GLAZURY BALSAMICZNE I KETCHUPY, KTÓRE ZDOBYWAJĄ LICZNE NAGRODY BRANŻOWE. ZAGLĄDAMY ZA KULISY TWÓRCY TYCH SMAKÓW – OLSZTYNECKIEJ FIRMY OCTIM.

036

Jesteśmy na r yku ponad 50 lat i od zawsze w yznajemy zasadę, że w biznesie, zamiast naśladować innych, lepiej samemu kreować branżę, w ymyślając nowe produkt y i technologie – mówi Kazimierz Frąckiewicz, prezes zarządu firmy OCTIM. Na potwierdzenie swoich słów pokazuje katalog nowości produktowych: smakowe octy, musztardy, glazury balsamiczne na bazie octu jabłkowego i sosy musztardowe. Kilka tygodni temu do oferty dołączył koncentrat pomidorowy. A już wkrótce na sklepowe półki trafi Ketchup Mazurski. Produkt długo w  firmie w yczekiwany, gdyż prace nad recepturą i procesem produkcyjnym trwały niemal rok. Wielokrotnie weryfikowany przez dział jakości firmy oraz zewnętrzne, niezależne laboratoria badawcze, miał spełniać oczekiwania wymagających klientów. – Choć od lat produkujemy ketchup, to jednak zależało nam, by ten produkt prezentował zupełnie nową jakość. Dopracowaliśmy skład i konsystencję, postawiliśmy też na nowy dizajn. W żadnym z etapów produkcji, od surowców, przez produkcję, po opakowanie, nie poszliśmy na kompromisy – zaznacza prezes. Nowy ketchup zawiera 148 g pomidorów w 100 g produktu, dostępny będzie w dwóch wersjach smakowych: łagodnej i pikantnej. – Mamy nadzieję, że klienci przyjmą go równie dobrze, jak choćby serię smakowych musztard: o smaku wędzonej papryki, suszonej żurawiny, śliwki i smażonej cebuli – dodaje prezes. Ubiegły rok był dla firmy OCTIM rokiem przełamywania utartych schematów w branży spożywczej. Dział Badań i Rozwoju stworzył autorską recepturę glazury balsamicznej, opartej na occie jabłkowym. Gęsty słodko-kwaśny sos idealnie nadaje się zarówno do mięs, sałatek, jak i deserów. Zaraz potem na sklepowych półkach pojawiły się sosy musztardowe, bazujące wyłącznie na musztardzie. Firma z Olsztynka była pierwszym producentem octu jabłkowego w Polsce. Dziś ofertę tej gałęzi produkcji stanowi także oryginalny ocet słodowy powstający z piwa, winny i balsamiczny oraz najwyższej jakości – ekologiczne octy: jabłkowy i cydrowy. – Przykładamy najwyższą wagę do jakości naszych produktów. Dbamy o  receptur y i  audy tujemy dostawców. To oczywiście komplikuje proces produkcji, zwiększa też jego koszty, ale, jak widać na przestrzeni lat, to się opłaca – puentuje prezes OCTIM. – Zachęcamy też konsumentów,


PRODUKTY

by czytali etykiety, porównywali produkty i wybierali te najbardziej wartościowe, najlepiej polskie i regionalne, bo to nakręca gospodarkę, pozwala tworzyć miejsca pracy i zwiększa wpływy z podatków do budżetu. I dodaje: – Nie idziemy na półśrodki. Od lat np. produkujemy ocet, zarówno jabłkowy jak i spirytusowy, w procesie naturalnej fermentacji. Wciąż większość produkcji powstaje nawet w  tradycyjnych kadziach modrzewiow ych, bo to gwarantuje niepowtarzalny smak i aromat octu. Podczas, gdy inne firmy modyfikują receptury poszukując zamienników, my wiernie stosujemy ocet. Co najwyżej spirytusowy zamieniamy na ocet jabłkowy, bo ma inne walory smakowe i liczne prozdrowotne właściwości. Z tego samego powodu sos musztardow y produkujemy z  musztardy, bo jest niskokaloryczna i zdrowa, a do nowych, smakowych musztard, dodajemy suszone śliwki czy żurawinę. Potwierdzeniem jakości jest długa lista nagród, które zdobyły produkty OCTIM. Wśród nich m.in. Superior Taste Award, nagroda Międzynarodowego Inst y tutu Smaku i Jakości ITQI. To unikalne międzynarodowe wyróżnienie przyznawane jest na podstawie ślepego testu przeprowadzonego przez szefów i sommelierów, którzy są opiniotwórczymi liderami w  dziedzinie smaku. Najw yższe nagrody w tym prestiżowym konkursie zdobyły: musztarda sarepska OCTIM i ocet jabłkowy OCTIM. – Ciekawostką jest, że w pomieszczeniu, w którym ocenia się produkty, jest przygaszone światło, by komisja nie kierowała się kolorem produktu – dodaje Alicja Adamiec-Ślipy, dyrektor handlowy OCTIM. – Bardzo prestiżowym wyróżnieniem jest też wicemistrzostwo Polski w konkursie AgroLigi 2016 w kategorii „Firmy ”. Konkurowaliśmy w  nim z  ponad 2500 firmami i rolnikami. Od kilku lat dostajemy też Diamenty Forbesa, nagrodę przyznawaną przez redakcję magazynu Forbes dla najdynamiczniej rozwijających się firm. Liczne w yróżnienia oraz pot wierdzone cer t y f ikatami standardy sprawiły, że OCTIM dostrzegły firmy z branży spożywczej, które zamawiają w Olsztynku półprodukty, produkując z nich następnie m.in. majonezy, ketchupy,

przetwory warzywne i rybne. Produkty z Olsztynka trafiają nie tylko do innych krajów europejskich, ale także na Półwysep Arabski, do USA, a nawet Japonii. – Nasz ocet i  musztarda trafiają też do firm z  branży cateringowej i restauracji – zapewnia Kazimierz Frąckiewicz. – Choć tu, na naszym terenie, jest jeszcze sporo do zrobienia – dodaje dyrektor handlowy Alicja Adamiec-Ślipy. – Marzy nam się koalicja lokalnych producentów żywności oraz prężna współpraca z obiektami turystycznymi na Warmii i Mazurach. Wszystkim nam przyświeca wspólny cel: promocja tego, co w regionie najlepsze, także kuchni i lokalnych specjałów. Jesteśmy pewni, że turyści by to docenili. Po ostatnich modernizacjach roczne zdolności produkcyjne przedsiębiorstwa zwiększyły się do ponad 24 mln litrów octu i 10 mln kg musztardy. Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: archiwum OCTIM

W olsztyneckim zakładzie wszystko zaczyna się od surowca. Ich dostawcy są regularnie audytowani i każdy z nich musi posiadać najważniejsze europejskie certyfikaty. Na etapie produkcji króluje już technologia i ludzie. Spółka pracuje na renomowanych urządzeniach liderów w branży octu i musztardy. Podstawą najlepszych przedsiębiorstw są przede wszystkim samodzielni ludzie mający silną moty wację wewnętrzną. Blisko 20 proc. kadry pracuje w  OCTIM ponad 10 lat. Część z tych pracowników stanowi kadra zarządzająca oraz specjaliści produkcji. To są najważniejsze składniki sukcesu.

OCTIM Wytwórnia Octu i Musztardy Sp. z o.o. Olsztynek, ul. Zielona 2 tel. 89 519 21 01 do 03 e-mail: octim@octim.com.pl www.octim.com.pl

037


Olsztyn, ul. Lelewela 3 www.provincja.com


REPORTAŻ

HISTORIA Z KORKIEM POWSTAŁY NA PRZEKÓR WARUNKOM KLIMATYCZNYM REGIONU. WINA Z WARMII I MAZUR SĄ POŁĄCZENIEM EKSPERYMENTÓW, CIĘŻKIEJ PRACY, PASJI I HISTORII. JAK SMAKUJE TRUNEK Z TAK ZWANEGO COOL CLIMATE?

039


REPORTAŻ

Podobno pierwsi byli Krzyżacy. W kronikach historycznych można trafić na opisy średniowiecznych pruskich winnic, które porastały tereny przy gotyckich zamkach i kościołach. Jak i kiedyś, tak i dzisiaj, klimat nie sprzyja. Są jednak odmiany winorośli, którym północ, jej mroźne zimy, zmienne temperatury, krótki okres wegetacji roślin i deszczowe lata – niestraszne. Dlatego na Warmii i Mazurach jesienią rusza winobranie. I choć nie na taką skalę jak we Francji, Włoszech czy choćby w regionie podkarpackim i lubuskim – polskich zagłębiach wina, ale na kilkaset butelek rocznie wystarcza. MARKA Z PRUSKIM WODZEM – Po kupnie gospodarstwa nad jeziorem Bogdańskim, zastanawialiśmy się, jak wykorzystać południowe, nasłonecznione zbocze – wspomina Krzysztof Lenkiewicz, właściciel Warmińskiej Winnicy w Skajbotach. – Zainspirował nas Edward Cyfus, historyk i regionalista, który wspomniał o produkcji tutejszego wina przed wiekami. Opowiedział nam też historię o Herkusie Monte, XIII-wiecznym pruskim wodzu, który stanął na czele powstania przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu. Pomyśleliśmy, że mógłby też stanąć na czele naszej marki. Po przeszkoleniu u plantatorów na południu Polski, zainwestowali w sadzonki typu Rondo, Aurora, Jutrzenka, Bianca. W 2009 roku wypili swoje pierwsze wino. I gdyby ta próba winiarska spaliła na panewce, pewnie odpuściliby sobie na zawsze. Ale bogaty bukiet smakowo-zapachowy rozpalił entuzjazm i zachęcił do dalszych wysiłków. Bo winorośl domaga się uwagi i ciągłej ochrony przed chorobami, mszy-

040

cami i zimnem. Nie służą mu zwłaszcza wiosenne przymrozki, kiedy rośliny zaczynają pączkować. – Prz ymrozki majowe potraf ią zniszcz yć to, co udało się ochronić zimą – tłumaczy Jerzy Gąsowski, wspólnik w Warmińskiej Winnicy. – Dlatego wzorem innych winnic stosujemy nadymianie z rozpalonych pomiędzy rzędami roślin ognisk. By wają jednak sezony, tak jak obecny, że  trzeba sobie odpuścić wino i  dać odpocząć winnicy, zafundować jej „lifting”. A w międzyczasie skupić się na nalewkach, między innymi z owoców pigwowca, w których – przy okazji produkcji wina – wyspecjalizowaliśmy się. Jeden rok przestoju – żadna strata. Piwniczka Warmińskiej Winnicy pod Dywitami pęka w szwach. Na leżakujące tu białe i czerwone wino marki Herkus Monte z poprzednich, urodzajnych lat, znajdują się amatorzy z różnych części świata, przyjeżdżający odpocząć na Warmię. – Nie ma czegoś takiego, jak dobre i złe wino, bo każdy z nas ma inne podniebienie – tłumaczy Krzysztof. – Liczy się też atmosfera. Jeden z naszych gości podał przykład: butelka pita z żona na plaży miała zupełnie inny smak, niż ta sama pita potem w samotności. Dzielenie się doznaniami to jeden z elementów winiarskiej kultury. Ale w Polsce mamy jeszcze dużo do nadrobienia w tej kwestii. NIEBIAŃSKA CIERPLIWOŚĆ „Wino zrodzone z  pasji i  g wiazd pod niebem Mikołaja Kopernika ” nied ł ugo będzie można skosz tować w Truszczynach pod Działdowem. Właściciel tutejszego obser watorium astronomicznego zaraził się winiarską pasją podczas podróży po świecie. A że terenu ma pod dostatkiem, część najbardziej nasłonecznioną obsadził 700 krzewami winorośli.


REPORTAŻ

gospodar s t wo pochodz ąc y z E ł ku Leszek i  Bożenna Chocian. Pierwsze nasadzenia różnych odmian winorośli w ykonali w  2008  roku, a  po trzech latach powstało i zostało zabutelkowane pierwsze wino z odmian Seyval Blanc & Bianca. – Specyfika polodowcowego krajobrazu Mazur Garbatych sprawia, że co kilkaset metrów może w ystępować inny mikroklimat – tłumaczy Leszek. – I mimo jego surowości, udaje nam się wyhodować nie tylko winogrona, ale też np. szparagi. Dodatkowo przez te wszystkie lata testujemy na terenie winnicy różne pojedyncze sadzonki winorośli, które dystrybutorzy podrzucają nam w prezencie. Liczą na nasze opinie dotyczące możliwości ich uprawy w tzw. cool climate. Staliśmy się małym ośrodkiem doświadczalnym. Pierwsze wina i miody pitne okazały się na tyle smaczne, że trafiły na konkursy winiarskie. Sukcesy zdopingowały właścicieli, więc opatentowali markę Steinberg. W winnicy znajduje się obecnie 450 krzewów, a Leszek spędza przy nich każdą wolną chwilę. Uprawa winorośli stała się dla mnie antidotum na stres zawodowy – tłumaczy właściciel. – Na co dzień, prowadząc swoją firmę, podejmuję często trudne decyzje, a przy winoroślach odpoczywam, wyciszam się. I nie ważne czy uda się zrobić 100, czy 200 litrów wina. Nie potrzebujemy dużej ilości, ale pracujemy nad jakością. To produkcja na potrzeby rodziny i przyjaciół. Odkąd prowadzę winnicę skończyły się dylematy, co kupić innym w prezencie. W każdej butelce jest kawał mojego serca i pasji. – Przetestowałem ponad 20 odmian i kilkanaście z nich sprawdziło się w tutejszym klimacie – mówi Robert Szaj, właściciel obserwatorium astronomicznego. – Mrozoodporną odmianę Swenson Red, podobnie jak wiele innych, stworzył Amerykanin Elmer Swenson, który o dziwo nie opatentował swojego wynalazku. Można z nich robić naprawdę świetne wina. Patronem winnicy, tak jak prowadzonej przez Roberta fundacji, został Mikołaj Kopernik. Na etykiecie białych, czerwonych win i nalewek – układ heliocentryczny plus portret słynnego astronoma i lekarza. A dizajnerskie tłoczone butelki, m.in. z Jowiszówką, Merkurówką czy Saturnówką, wyprodukowała prestiżowa firma Dekorglass z Działdowa. – W dzieciństwie przyglądałem się, jak ojciec robi napoje winopodobne z owoców – wspomina pochodzący z Pasłęka Rober t. – Kiedy po latach ot worz yłem swój pier wsz y galon, satysfakcja z efektu była ogromna. Postanowiłem jednak zainwestować w wiedzę i zapisałem się do Studium Prakt ycznego Winiarstwa w  Jaśle. Podstawą produkcji jest higiena, poza tym do efektu końcowego dochodzi się metodą prób i błędów, więc trzeba niebiańskiej cierpliwości. Raz na przykład, dodałem za dużo siarki. Po otwarciu butelki wino uderzyło po nozdrzach ostrym zapachem. Ale  po paru godzinach w y wietrzało, a  smak okazał się świetny. Moje wino powstaje na potrzeby fundacji rozpowszechniającej wszechstronne dziedzictwo Kopernika, jest jej kulinarną wizytówką. SERCE I PASJA Nazwa Winnicy Steinberg w Szczecinowie na Pojezierzu Ełckim nawiązuje do pruskiej wsi założonej prawie 500 lat temu nad jeziorem Szóstak Duży. 20 lat temu kupili tu

Tekst: Beata Waś, obraz: Arek Stankiewicz, www.shutterstock.com

041


KUR I PSTRĄG W TATARAKU

NAZWĘ „TATARAK” WYMYŚLIŁ JEDEN Z INTERNAUTÓW. NAWIĄZUJE DO SZUWAROWEGO OTOCZENIA RESTAURACJI I KOJARZY SIĘ ZE ZDROWIEM I WITALNOŚCIĄ. TAK JAK TUTEJSZA KUCHNIA PEŁNA LOKALNYCH SEZONOWYCH PRODUKTÓW.

042


DOBRE MIEJSCE

Świeża ryba na talerzu, sielskie zielone otoczenie i urokliwa plaża z małym pomostem. W stolicy Warmii i Mazur wbrew pozorom niewiele takich miejsc. Hotel Kur na granicy Likus i  Gutkowa, położony nad jeziorem Ukiel, przyciąga nie tylko przyjezdnych. Można tu dotrzeć z centrum Olsztyna w 10 minut. A warunki jak na prawdziwych wakacjach. Nad  jeziorem czekają kajaki i  deski windsur fingowe. Jest miejsce na ognisko i  rodzinny piknik. A  restauracja z  widokiem na Zatokę Kopernik, odciętą przesmykiem od reszty jeziora, stała się wizytówką regionalnej kuchni. Tatarak w donicach, tatarak na zdjęciach i  w  menu. Cz ym ta niezw ykła roślina zasłuż yła sobie na takie wyróżnienie? – Tatarak był używany już przez starożytne cywilizacje – tłumaczy Justyna Tkocz, specjalistka ds. marketingu Hotelu Kur. – W  kulturze Orientu i  starożytnym Egipcie kłącze uważano za silny afrodyzjak, wykorzystywano go do walki z wieloma chorobami czy po prostu trzymano w domu na szczęście. Na jego liściach pieczono chleb lub żuto surowe

alkohole z lokalnego browaru Kormoran i  Mazurskich Miodów – wymienia Justyna Tkocz. – Regionalna kuchnia nie potrzebuje udziwnień, jedynie świeżych sezonowych produktów. Dania proste i sprawdzone, które odróżniają naszą kuchnię w świecie, podajemy w atrakcyjnej formie. Dlatego placki ziemniaczane z  dodatkiem wędzonego pstrąga i chrzanowego sosu, zupełnie nie przypominają dania, które znamy z dzieciństwa. Smak policzków wołow ych wzmacnia puree ziemniaczano-czosnkowe  z  glazurowaną kalarepą. A  na weget arian c zekają sa łat y z  grillowanym kozim serem cz y aromat yczne papardelle z borowikami. Dla zaspokojenia pierwszego głodu goście delektują się czekadełkiem – świeżo wypieczony chleb z pastą, np. z suszonych pomidorów. – Restauracje funkcjonujące przy hotelach nie mają łatwo w zdobyciu miejscowego gościa – przyznaje Justyna Tkocz. – Chcieliśmy odczarować ten stereotyp związany z ograniczeniami w dostępie do nas czy obowiązującym strojem. W naszych wnętrzach czy na tarasie, często przebywają

kłącza. Dzisiaj przeżywa swój renesans, nazywany polskim imbirem ze względu na bakteriobójcze właściwości i nietuzinkowy smak. Kucharze restauracji Tatarak w ykorzystują liście tataraku do pieczenia chleba. Własne w ypieki bazujące na starych recepturach, jak choćby chleb z konfiturą z dyni czy ogórkiem kiszonym, to jedna z tutejszych specjalności. Pracują też nad autorskimi ciasteczkami do herbaty z tatarakiem. Ale nie tylko ta niezwykła roślina przyciąga tu smakoszy i poszukiwaczy starych, zapomnianych smaków. Restauracja ma coraz większe grono miłośników ryb z warmińskich jezior, sprowadzanych tu z lokalnej wędzarni. Na przystawkę – tatar z wędzonego pstrąga rozpływającego się w ustach, na pierwsze danie bulion z sandacza z trawą cytrynową, a na drugie – na przykład filety z okonka w tempurze. Bywa, że niektórzy zabierają wędzonego pstrąga na wynos. Bo jak wiadomo, czasy dobrze zaopatrzonych centrali rybnych dawno za nami. – Współpracujemy z lokalną wędzarnią ryb z Kaborna, miejscowymi ubojniami zwierząt, małym producentem ekologicznych warzyw, sery bierzemy z Farmy Koziej w Złotnej,

goście, którzy przepływali akurat obok kajakiem czy łódką. Chcemy aby każdy czuł się tu swobodnie i korzystał nie tylko ze specjałów kuchni, ale też otoczenia i wodnego sprzętu. Wizytę w Tataraku najlepiej bowiem połączyć z relaksem nad wodą, w rozległej zielonej przestrzeni za hotelem, z placem zabaw dla dzieci. To jedna z niewielu plaż nad jeziorem Ukiel z  tak rozległą pł ycizną. Kameralny akwen Zatoki Kopernik jest bezpiecznym miejscem wodnych szaleństw dla najmłodszych i stwarza idealne warunki do windsurfingu (na miejscu działa szkółka i wypożyczalnia) czy żeglowania. Bez tłumów, w błogiej ciszy i bliskości doskonałej kuchni. Bo jak wiadomo, aktywność na świeżym powietrzu zaostrza apetyt. Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz

RESTAURACJA

Hotel Kur Restauracja Tatarak Olsztyn, ul. Bałtycka 89 www.hotelkur.pl

043


REPORTAŻ

044

NIKUL PRZEZ PIERWSZE PÓŁTORA ROKU W POLSCE ŻYWIŁ SIĘ WYŁĄCZNIE ZUPKAMI BŁYSKAWICZNYMI. TUTEJSZA KUCHNIA WYDAWAŁA MU SIĘ BEZ SMAKU. RUIFANG JADŁA TYLKO CHLEB, MASŁO I CUKIER. Z KOLEI ŻYJĄCA W HONGKONGU LAI BYŁA PRZYGOTOWANA NA WSZYSTKO. O TYM, ŻE ZOSTANĄ W POLSCE, DECYDOWAŁ PRZYPADEK, A CZASEM MIŁOŚĆ. NIEPRZYPADKOWO JEDNAK CAŁA TRÓJKA OTWORZYŁA NA WARMII I MAZURACH WŁASNE RESTAURACJE. CHODZIŁO TEŻ PRZECIEŻ O MIŁOŚĆ DO DOBREGO JEDZENIA.


REPORTAŻ

INNA NIŻ WSZYSCY LAI CHONG HO / GOLDEN DRAGON Choć mieszka w Olsztynie od 20 lat, Lai Chong Ho nie mówi po polsku. Polskie wyrazy wylicza na palcach jednej ręki: „dziękuję”, „dzień dobry”, „smacznego”. Do prowadzenia restauracji wystarczy. – Do Olsztyna przyjechałam odwiedzić przyjaciółkę, która poślubiła Polaka. Ona wróciła do Hongkongu, ja zostałam – najkrócej ujmuje historię. W Olsztynie nie działała wtedy żadna chińska restauracja. I zapewnia, że to, co w Europie traktuje się jak kuchnię chińską, przeważnie jest wyrobem wietnamskim. Z kolei w chińskich restauracjach na zachodzie Europy przeraziły ją ceny. – Przyjaciele pytali mnie czy chińskie jedzenie musi być drogie. Odpowiadałam: nie! To była moja szansa – wspomina. – W Olsztynie byłam kimś innym niż wszyscy. Hongkong, w którym dorastała, należał do Wielkiej Brytanii. Do Chin wrócił w 1997 roku, ale Lai wciąż podkreśla, że Hongkong i Chiny to dwa zupełnie inne kręgi kulturowe. Polska kuchnia specjalnie jej więc nie zaskoczyła. Swoją restaurację początkowo prowadziła koło Tesco. Po kilkunastu latach przeniosła ją na Targ Rybny na olsztyńskiej Starówce. Ściany pomalowała wtedy na czerwono. – To nasz szczęśliwy kolor. Podobnie jak złoty – śmieje się, bo w końcu mowa o „Złotym Smoku”. Lai pracuje codziennie 12, a niekiedy 14 godzin. Wakacje? Owszem, w Boże Narodzenie i Wielkanoc. – W Chinach po prostu musieliśmy ciężko pracować. To prawda, że doro-

słe dzieci pomagają rodzicom, choć często mają już swoje rodziny. Zakładając, że każde z małżonków ma dwoje rodziców i jedno dziecko, dwie osoby muszą zapewnić byt dodatkowym pięciu! Tutaj za to często słyszę: „powoli”, „za moment”. W Hongkongu nie możesz być powolny, bo jutro na twoje miejsce będzie kilku innych chętnych. O powrocie do ojczyzny nie myśli. Lai ma tylko jeden plan na przyszłość: ulepszać swoją restaurację. I uczyć się jak najwięcej. Bo przecież nie odpoczywać! Nie prosi o pomoc, jeśli to nie jest konieczne. Ze wszystkim stara się radzić sobie sama. – Jeśli nie masz męża, nikt cię nie ochroni – musisz być silna. Więc sama chronię siebie i swój biznes. Po prostu życie pcha mnie do przodu – opowiada i nie przestaje się uśmiechać. Jest spokojna. Zupełnie jakby wiedziała coś, czego nie wiedzą inni. – Mam w życiu wiele szczęścia. Po prostu jestem szczęściarą – zapewnia. CHLEBEM I CUKREM RUIFANG DONG / GONG JI Na początku nie smakowało jej nic. Za dużo mięsa, za mało warzy w. Ży wiła się więc przeważnie chlebem, masłem i…  cukrem. Pingpongistka Fang do Polski przyjechała w 1997 roku za namową pierwszego męża. O Polsce wiedziała tylko, że jest taki kraj. To była jej pierwsza podróż do Europy. – Na początku ten kraj wydawał mi się taki sobie. Mało ludzi. W tamtym czasie w Polsce nie było wielu obcokrajowców, w Ostródzie wszyscy się na nas gapili – wspomina.

045


REPORTAŻ

Z INDII JAK NIC NIKUL I URSZULA SHARMA / TANDOOR

046

Przez ten czas mieszkała też w Piasecznie, Warszawie i Olsztynie. – W Ostródzie żyje się jednak najlepiej. No i latem jest pięknie! – podkreśla. O Fang zrobiło się głośno, gdy jej restaurację odwiedziła Magda Gessler z  Kuchennymi Rewolucjami. To miejsce Chinka otworzyła z myślą o drugim mężu, który wkrótce potem zmarł. Do udziału w programie namówili ją przyjaciele. Ostatecznie Fang stała się w restauracji sterem, żeglarzem i okrętem. Rano biegnie na trening, a zaraz potem do restauracji. Weekendy? Różnią się tylko tym, że nie ma treningów. To Magda Gessler zaproponowała nazwę Gong Ji – kogut, od trwającego właśnie w Chinach roku koguta. Zmienił się też wystrój miejsca, ale zostały chińskie pierożki. Te Fang przygotowuje według przepisu swojego 90-letniego dziadka. – Dawniej, kiedy chińskie wesela odbywały się w domach, to właśnie tam zapraszano kucharza. Dziadek też tak gotował nowożeńcom – opowiada. W restauracji Gong Ji pierożki są od początku do końca dziełem Fang. – Nie pozwalam tego robić kucharzom. Sama przygotowuję farsz i ciasto – zaznacza. W Polsce Fang wychowuje 13-letnią córkę i siedmioletniego syna. – Moje dzieci po miesiącu w Chinach chcą być z powrotem w Polsce – opowiada. – Ja na pewno kiedyś wrócę. Tam jest mój dom. Ale zanim to nastąpi, Fang zamierza jeszcze otworzyć w Ostródzie chińską pierogarnię. – Polacy bardzo lubią pierogi – nie ma wątpliwości. W Chinach Fang częściej jadła te z farszem warzywnym. Tu eksperymentuje z mięsami. W Gong Ji można więc zjeść pierożki z wołowiną, wieprzowiną i krewetkami. Pytana, co sprawia jej większą satysfakcję, sport czy kuchnia, odpowiada: – Praca. Bo nie wyobraża sobie życia bez ulubionych zajęć. – Niby jestem zmęczona, ale nie narzekam. Mama i córka uważają, że jestem pracoholiczką. Niektórzy mówią też: „stara jesteś i jeszcze grasz”. Ale bez tego nie wyobrażam sobie życia. Kiedy widzę, że zawodnik, którego trenuję od małego, odnosi sukces, czuję się dobrze. W kuchni też czuję się dobrze, choć nie sposób porównać tych dwóch uczuć.

Jak zaimponować kobiecie? Na przykład czekając trzy godziny w deszczu z kwiatami. Potem trzeba jeszcze przylecieć do obcego kraju i już zostać. – Bilet kupiłem w dwie strony, ale już wiedziałem, że nie chcę wracać – tłumaczy Nikul Sharma, Hindus, którego Urszula poznała w  Londynie. Ona chciała w ykorzystać wakacje na dodatkową pracę, on w Wielkiej Brytanii pracował i studiował. Walizkę z rzeczami dosłała mu ciocia. Jeszcze przed ślubem przyszli teściowie wysłali wybrance syna siedmiometrowe sari. Założyła je na wesele, zaraz po tym, jak zdjęła białą suknię ślubną. – Przyjazd tutaj na pewno był dla teściów szokiem kulturowym. Chrześcijanka, i do tego spoza Indii – wspomina Urszula. – Bo na przykład siostra Nikula swojego przyszłego męża pierwszy raz zobaczyła na trzy dni przed ślubem. Wcześniej znali się wyłącznie internetowo – małżeństwo zaaranżowali rodzice. Choć zgodnie z tamtejszym prawem młodzi nie muszą się na to zgadzać. Urszula i Nikul restaurację otworzyli kilka miesięcy temu. O dobrą pracę dla obcokrajowca, choć wykształconego, nie było w Olsztynie łatwo. Nikul pracował w kebabie. Kiedy zdecydował o odejściu, alternatywą okazało się otworzenie własnego biznesu. Miejsce nazwali Tandoor – od indyjskiego pieca do wypiekania pieczywa. Jedynego zresztą w województwie. Goście narzekają, że pięć stolików to za mało. – Przychodzą wszyscy – ci, którzy znają tę kuchnię i byli w Indiach, ale też ci, których przyciągnął zapach na ulicy. Naszą rozmowę przerywa powiadomienie, które przychodzi na smartfona. – O, mamy nową opinię! – woła Nikul. „Pyszna kuchnia, przemiła obsługa” – pisze ktoś. Urszuli i Nikulowi bardzo zależało, żeby serwować gościom oryginalne dania indyjskie, nie spolszczone. Nie każde podniebienie jest w stanie to wytrzymać, całe szczęście można wybrać, czy danie ma być łagodne, czy pikantne. Choć w 100 procentach nie da się odtworzyć wszystkiego. Przyprawy sprowadzane są z Indii, nie można jednak kupić niektórych warzyw, np. okry, niełatwo jest też o dobrą kolendrę. Szukając jej, Nikul jeździ niekiedy po cał ym Olsztynie. – Nawet kiedy akurat dostępna jest w hurtowni, nie mogę kupić na raz pięciu kilogramów! Codziennie muszę przywieźć świeżą – zaznacza. – No i woda jest tu inna. W Indiach ta w kranie ma słodszy smak – wtrąca. Ale Nikul zdążył się już przyzwyczaić do nowych smaków i odwyknąć od gwaru rodzimych ulic. Choć początkowo Urszula zbyt często słyszała: „to jedzenie nie ma smaku”, a zamiast tradycyjnych polskich potraw na stole pojawiały się zupki błyskawiczne. Poza Polską żadne z nich nie wyobraża już sobie przyszłości. Inaczej być może spojrzy na to kiedyś ich córka Maja. Rodzice zapewniają, że w 3,5-latce więcej genów indyjskich. – Wszędzie jej pełno. Uwielbia świecidełka, muzykę, kolorowe stroje, suknie. Zupełnie inaczej niż ja – śmieje się Urszula. – Jest z Indii jak nic! Tekst: Hanna Łozowska Obraz: Hanna Łozowska, Michał Bartoszewicz, www.shutterstock.com


INWESTYCJE

PIENIĄDZE W ZIEMI DLACZEGO WARTO INWESTOWAĆ W ZIEMIĘ? MÓWI SIĘ, ŻE JEST NAJBEZPIECZNIEJSZĄ LOKATĄ KAPITAŁU, KTÓRA SKUTECZNIE CHRONI NASZ MAJĄTEK PRZED SPADKIEM WARTOŚCI. DLACZEGO TAK SIĘ DZIEJE? POZNAJMY WACHLARZ ARGUMENTÓW PRZYŚWIECAJĄCY INWESTOROM ZIEMSKIM.

048

Mikołaj Adamski, Ekspert Lokat Ziemskich: – Dlaczego warto inwestować w ziemię? Rozwinę dwanaście podsatwowych argumentów, które kompleksowo odpowiedzą na to pytanie. Ziemia jest dobrem ograniczonym i jej zasób ciągle maleje. Argument często powtarzany i brzmiący dosyć idealistycznie. To Mark Twain przecież powiedział „kupujcie ziemię, już jej nie produkują…“. Nabiera on bardziej namacalnego znaczenia, jeśli przyjrzymy się, jaki przyrost ma populacja ludzka na Ziemi. W 1965 roku było nas 3,2 mld, w 2016 już 7,4 mld. Przy tym tempie przyrostu naturalnego zasób ziemi zdolnej do wykorzystania przez człowieka, spada coraz drastyczniej. Ziemia jest najbardziej odporna na kryzysy finansowe. Wzrost wartości ziemi w Polsce nie był zakłócony nawet w 2008 roku, kiedy obserwowaliśmy mocną korektę cen

nieruchomości zabudowanych. Najlepiej prezentują to statystyki wzrostu wartości ziemi wg GUS. Patrząc na wykresy, widać, że średnia cena gruntów od 2002 roku regularnie rośnie. Ziemia jest odporna na inflację. Przede wszystkim dlatego, że jest dobrem materialnym, a nie pieniądzem. W czasach hiperinflacji ceny towarów i usług rosły w drastycznym tempie…, tak samo jak cena ziemi. Ziemię chroni rękojmia wiary publicznej ksiąg wieczystych. Cz ym jest rękojmia wiar y publicznej? Podstawow ym dokumentem wskazującym na ochronę własności jest Konst y tucja Rzeczpospolitej Polskiej. Czy tamy w  niej: „Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedzicze-


INWESTYCJE

nia” (Art. 21.1). Prawo własności stanowi jedną z najmocniej zakorzenionych w świadomości społecznej instytucji prawa, a także jedną z centralnych instytucji całego systemu prawnego Rzeczypospolitej Polskiej. Oznacza to między innymi, że jeśli nieruchomość w naszym posiadaniu ma księgę wieczystą i jesteśmy wpisani w niej jako właściciele – mamy swobodne i pełne prawo do dokonywania czynności rozporządzających i nasze właścicielstwo jest niepodważalne“. Ziemi nie trzeba transportować ani przechowywać. Oszczędzamy więc na kosztach takiej inwestycji. Ziemia nabiera wartości już ze względu na sam upływający czas, co pokazuje tabela średnich cen gruntów wg GUS, którą z łatwością można znaleźć w internecie. Ziemi nie można ukraść. Kiedy nasze właścicielstwo jest potwierdzone w Księdze Wieczystej, możemy być spokojni – nikomu nie uda się ukraść naszej własności. Ziemi nie trzeba ubezpieczać. Ubezpieczenie jest umową, dzięki której otrzymujemy odszkodowanie za pogorszenie wartości dobra ubezpieczonego lub jego utratę. Ziemi nie da się ukraść, a pogorszenie jej wartości wiąże się z katastrofami naturalnymi lub skażeniem, więc czasem jest wręcz niemożliwe znalezienie takiego ubezpieczenia. Ziemia stanowi dobre zabezpieczenie kredytu. Udzielając kredy tów w ysokowolumenow ych pow y żej 80 tys. zł, banki najchętniej zabezpieczają się na lokacie pieniężnej lub na nieruchomości, w tym na nieruchomości gruntowej, wiedząc, że jest to jedna z najlepszych form ograniczania ryzyka straty dla banku. Skoro dla banków ziemia stanowi jedno z najpszych zabezpieczeń pieniędzy, warto wyciągnąć z tego wnioski. Ziemia może być źródłem uzyskiwania korzyści podatkowej. Inwestowanie w ziemię to inwestowanie na lata. Po pięciu latach kalendarzowych od momentu zakupu nieruchomości, nasza sprzedaż nie jest już obarczona 19-proc. podatkiem od zysków. To dobitny przykład, że cierpliwość bywa dobrze wynagradzana.

Firma LOKATY ZIEMSKIE to eksperci rynku nieruchomości oraz inwestycji. Każda sprzedawana przez nich nieruchomość posiada dostęp do jeziora. Dzięki połączeniu doświadczenia oraz ciągłej edukacji doradzają skutecznie w zakresie zakupu gruntów pod kątem wypoczynkowym i zarobkowym. W ich ofercie znajdują się osady rozlokowane na całym terenie Warmii i Mazur.

Lokaty Ziemskie Sp. z o.o. Warszawa, Grójecka 194 lok. 2 tel. +48 575 782 200 www.lokatyziemskie.pl

Ziemia historycznie była obiektem ludzkiego pożądania. Od zarania dziejów, prz y budowie pier wsz ych spo łeczeństw, człowiek potrzebował nowych, większych terytoriów do własnego rozwoju czy też dla celów politycznych. Jesteśmy gatunkowo związani z ziemią i chęć jej posiadania jest wpisana w nasze istnienie na tej planecie. Ziemia jest wprost dziedziczona. Oznacza to, że nie trzeba robić specjalnych zapisów testamentow ych. Cał y zasób nieruchomości przechodzi na spadkobierców, dając im lepszy start w  przyszłość bez zagrożenia utraty wartości. Ziemia ma wiele scenariuszy zagospodarowania i przeznaczenia. Nie t ylko sprzedaż ziemi pozwoli nam na niej zarobić. Możemy kupić ziemię i  realizować wszystkie zyskowne pomysły inwestycyjne przy jej wykorzystaniu. Jeśli kupiliśmy ziemię w  odpowiedniej lokalizacji, możemy zarabiać na przeznaczeniu tur yst ycznym, przemysłow ym lub rolniczym. Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: archiwum Lokat Ziemskich

049


DOM

ZAINWESTUJ W SPOKÓJ

KRISPOL, UZNANY PRODUCENT ENERGOOSZCZĘDNEJ STOLARKI DLA DOMÓW I OBIEKTÓW PRZEMYSŁOWYCH, OTWIERA W OLSZTYNIE SALON FIRMOWY. ADRES DEDYKOWANY WSZYSTKIM TYM, KTÓRZY POSZUKUJĄ ROZWIĄZAŃ DOPASOWANYCH DO ICH KONKRETNYCH POTRZEB. W KOŃCU HASŁO FIRMY „GWARANCJA SPOKOJU” OBLIGUJE.

050

„Życie jest podróżą, która zawsze prowadzi do domu” – zaczytując się w słowach amerykańskiego powieściopisarza Hermana Melville’a, można dom potraktować jako piękną życiową metaforę, jednak dla wielu z nas i tak jest to najważniejsza inwestycja w życiu. Niestety, często wyobrażamy sobie budowę domu jako skomplikowany i stresujący proces. Firma KRISPOL powstała właśnie po to, by dać gwarancję spokoju inwestorom. Ten uznany producent okien, drzwi, bram, a także rolet okiennych, działa na polskim r ynku od ponad 20 lat. Od początku za cel obrał tworzenie rozwiązań dopasowanych do konkretnych potrzeb klientów, łącząc doskonałą jakość i bezpieczeństwo. Wszystko po to, by być bliżej wizji idealnego domu, o którym przecież marzą klienci. A jak podkreślają w firmie, „chcemy konstruować rozwiązania spełniające najbardziej ambitne wizje klientów”. 1 października w Olsztynie firma STILO otwiera pierwszy salon pokazowy KRISPOL. STILO od dwóch lat współpracuje już jako partner KRISPOL, teraz jednak, jako salon firmowy będzie dysponował kompletnym asortymentem produktów, z pełną kolorystyką, własnymi doradcami, serwisantami i monterami oraz – co istotne – z korzystniejszymi formami zakupu oraz rabatowania.

Co tak naprawdę można z yskać zamawiając komplet stolarki KRISPOL? Przede wszystkim stolarkę energooszczędną ze znakiem jakości QI 2017 – dla osób myślących o przyszłych oszczędnościach. Decydując się na jej zakup, inwestor otrzyma produkty w pełni spójne kolorystycznie i  st ylist ycznie, możliwość montażu w  jednym terminie (całość przyjeżdża jednym transportem i montuje jedna ekipa) oraz jednolitą opiekę ser wisową (z  pięcioletnią gwarancją). W nowym salonie będzie można przetestować wszystkie rozwiązania, uzyskać profesjonalne wsparcie doradców oraz… napić się świetnej kaw y. Kawa jest tu ważnym akcentem, ponieważ spotkanie z ekspertem, testowanie produktu czy choćby w ybranie spośród kilkudziesięciu rodzajów oklein i dwustu kolorów produktu, mogą się przeciągnąć w czasie. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: archiwum Stilo STILO Olsztyn, ul. Lubelska 36A (budynek Klink, I piętro) tel. 503 962 942 www.krispol.olsztyn.pl Otwarcie 1 października.

KRISPOL i STILO. Gwarancja spokoju.


WEEKEND

052

Poczuj siÄ™ wSPAniale na Warmii i Mazurach


www.mazury.travel

WEEKEND

KOJARZYMY SIĘ GŁÓWNIE Z LETNIM WYPOCZYNKIEM NAD JEZIORAMI, BO POZA LATEM NAJCZĘŚCIEJ WYBIERAMY GÓRY, ALBO CIEPŁE KRAJE. A JEŚLI MAMY DO DYSPOZYCJI JEDYNIE WEEKEND I ROZPACZLIWE POTRZEBUJEMY CHWILI WYTCHNIENIA? ZAPLANUJCIE POBYT W SPA NA WARMII I MAZURACH. Wcale daleko nie trzeba jechać samochodem, by przenieść się w zupełnie inny świat. A relaksuje on jak dobre wczasy. W rozbudowanej bazie obiektów oferujących na Warmii i Mazurach różnorodne zabiegi SPA, każdy znajdzie coś dla siebie. Nie trzeba więc lecieć kilkanaście godzin samolotem, aby doświadczyć orientalnych zabiegów wykonywanych przez terapeutów z Indii, Bali czy Tybetu. W kilku obiektach na Warmii i Mazurach są dostępne oferty masaży ajurwedyjskich czy masaży balijskich, słynących z towarzyszących im aromatów, a także masaży tajskich, wyróżniających się połączeniem akupresury ważniejszych punktów na ciele z elementami pasywnej jogi, rozciągania i refleksologii. Terapeuci z dalekich krajów zabierają w świat głębokiego relaksu i  w yjątkow ych doznań. Oprócz masaży, oferta obejmuje zazwyczaj także zabiegi na twarz i ciało, a jej dopełnieniem są indywidualne sesje jogi czy medytacji. Po takiej dawce relaksu, może okazać się, że wrócimy z dwudniowego wyjazdu bardziej wypoczęci, niż po tygodniowym pobycie w obleganym zagranicznym kurorcie. Malownicze otoczenie, dostojne i pełne aromatów lasy oraz krystalicznie czyste wody jezior, sprzyjają odnowie ciała i ducha. Niezwykłe bogactwo okolicznej fauny i flory, aż prosi się o wykorzystanie w pielęgnacji SPA. Dlatego też w regionie spotkamy kosmetyki oparte o tradycyjne receptury, tworzone na bazie lokalnych ziół i ekologicznych produktów, które pobudzają zmysły i  dają oczekiwane efekty, czerpiąc pełnymi garściami z dobrodziejstw natury. Znajdziemy tu też banie i sauny zlokalizowane na pomostach, w sadach lub na leśnych polankach. Skorzystamy z  masaż y „pod chmurką” i  zrelak sujemy obser wując nocne, rozgwieżdżone niebo. Albo siedząc w gorącej bani,

kiedy na dworze mrok czy mroźne już powietrze. Kontakt z naturą to jeden z najlepszych leków na zmęczenie, a na Warmii i Mazurach to wręcz obowiązkowy element pobytu. Zastrzyk pozytywnej energii gwarantowany. W regionie działa kilka obiektów historycznych, w ofercie których nie brakuje zabiegów SPA. Warmia i Mazury to przecież burzliwa historia, bogactwo zamków, podziemne komnaty, a przy tym pradawne receptury. Tak zlokalizowanym SPA przyświeca filozofia opierająca się na holistycznym podejściu do człowieka i wykorzystaniu czterech żywiołów: ziemi, powietrza, ognia i wody. Nowoczesna wiedza kosmetologiczna łączona jest z tradycją, dzięki której dawne receptury przetrwały do dziś. Zioła, glinki czy oleje od zawsze stanowiły podstawę medycyny ludowej. Przygotowane w ten sposób kosmetyki używane do zabiegów i pielęgnacji, czerpią więc z naturalnego bogactwa regionu. W ten sposób wykorzystuje się np. miód wytwarzany przez lokalnych pszczelarzy, który w połączeniu z olejem używany jest do masaży. Spotkamy także zabiegi z wykorzystaniem wysłodzin winnych czy ekstraktu piwnego. Warmia i Mazury odnowią więc i ciało, i ducha. Zaletą większości ośrodków SPA, prócz bogatej oferty zabiegów, jest idylliczne położenie – z dala od zgiełku, w otoczeniu lasów, jezior i łąk. Utrudnione dojazdy do niektórych z nich, dzisiaj stały się atutem dla przybywających gości. Wiele obiektów jest też tak rozplanowanych, że nawet przy pełnym obłożeniu gości sprawiają wrażenie kameralności i kojącej ciszy. Szc zegó ł owa ofer t a naj w ięk s z ych obiek tów SPA na Warmii i Mazurach dostępna jest na portalu turystycznym www.mazury.travel. Tekst: Kamila Górecka-Kirwiel, obraz: archiwum Urzędu Marszałkowskiego

053


ZDROWIE

KONOPIE NA ZDROWIE PR ZEZ L ATA OKRY TE ZŁ Ą S Ł AWĄ , OS TATNIO WRACAJĄ DO ŁASK. BO LISTA CHORÓB I DOLEGLIWOŚCI, KTÓRE SĄ W STANIE ZŁAGODZIĆ KONOPIE, WCIĄŻ ROŚNIE. FAL A MIŁOŚNIKÓW TEJ NIEZWYKŁEJ ROŚLINY DOTARŁA DO OLSZTYNA.

054

To nie jest zwykły sklepik z suplementami diety. Konopna Farmacja na olsztyńskiej starówce powstała na miejscu apteki. Jej sterylny wygląd zastąpiło dizajnerskie wnętrze z wygodnymi siedziskami, a tradycyjne leki – maści, kremy, olejki, syropy, mydła, nasiona z konopii. Do tego minibar i wózek z lodami. Można tu przy filiżance naparu z konopii lub kawy z dodatkiem jego nasion, porozmawiać z właścicielami i klientami sklepu o cudownych właściwościach tej rośliny. Dlaczego Monika i Andrzej, przez lata związani z branżą farmaceutyczną, postawili na naturę? – Naukowcy doliczyli się ponad stu schorzeń, na które konopie ma lecznicze działanie – tłumaczy Andrzej Piotrowski, współwłaściciel sklepu. – Wypróbowaliśmy je na własnych dolegliwościach, zauważyliśmy poprawę i stwierdziliśmy, że to dobra alternatywa dla leczenia farmakologicznego. Tym bardziej, że nie ma skutków ubocznych, a zakres działania jest szeroki: od depresji po nowotwory. Kannabidiol (CBD) to składnik konopii przemysłow ych odpowiedzialny za pobudzanie układu odpornościowego. Nie mają one właściwości psychoaktywnych, z którymi wciąż wielu osobom kojarzą się, a na ich hodowlę zezwala unijne prawo. Działanie lecznicze, przeciwbólowe i relaksacyjne zdobywa coraz więcej zwolenników na całym świecie. – Konopie wykorzystywane były w medycynie ludowej już cztery tys. lat temu, ale przez ostatnie dekady jego uprawy blokowane były na rynku przez różnorakie grupy lobbystyczne – twierdzi Monika Piotrowska, współwłaścicielka sklepu, farmaceutka z wykształcenia. – To roślina, którą można wykorzystać w branży budowlanej, odzieżowej, robić z niej biodegradowalne butelki PET. Nie wspominając o działaniu na organizm. Kiedy kilka stanów USA zalegalizowało konopie, spadła w nich sprzedaż leków przeciwbólowych. Firma Konopna Farmacja, to polski pionier produktów z gatunku botanicznego Cannabis sativa, czeskiego producenta Carun. Dermokosmetyki bazujące m.in. na oleju konopnym bogatym w tłuszcze omega-3 i omega-6, jak mydło, kremy, maści, olejek do ciała, łagodzą dolegliwości

skórne. Są antyalergiczne i bezpieczne, można je stosować również u dzieci i kobiet w ciąży. Konopne nasiona łuskane to „superfood”, bogate w białko, witaminy i minerały, a syropy wzmacniają organizm uzupełniając go o kwasy tłuszczowe, węglowodany, błonnik, białko i sól. Specjalistyczny olej CBD działa przeciwzapalnie i przeciwbólowo, uczestniczy w zwalczaniu wolnych rodników, chroni komórki nerwowe przed niedoborem tlenu, co jest ważne w  prz ypadku nowotworów mózgu, choroby Parkinsona, Alzheimera, padaczki. Udowodniono naukowo, że CBD jest skuteczne m.in. w terapii cukrzycy, astmy, reumatyzmu, stwardnienia rozsianego, białaczki i depresji, pomaga zwalczyć nałogi. Do Konopnej Farmacji trafiają klienci, dla których konopie to często ostatnia nadzieja. – Niedawno klient kupił olejek CBD dla żony chorej na raka kości – podaje przykład Andrzej. – Po kilku tygodniach wrócił po kolejną buteleczkę, bo żona po raz pierwszy od długiego leczenia, odczuła wyraźną ulgę. Czasem potrzeba kilku tygodni aby zobaczyć efekt działania, czasem widać go natychmiast. Nikogo nie namawiamy na zakupy, po prostu opowiadamy o naszych doświadczeniach z tymi produktami. Najlepszą reklamą jest opinia tych, którzy spróbowali. W  Konopnej Farmacji można kupić również ubrania z włókna konopii olsztyńskiej marki Hemplution. A także luksusowe suplement y diet y firmy DuoLife i  rosyjskie kosmetyki naturalne Babuszka Agafia. – Przez lata prac y w  branż y farmaceut ycznej nauczyliśmy się w ybierać naturalne produkty, które są łatwo przyswajalne i mają faktyczny wpływ na organizm – przyznaje Monika. – Bo jak mawiał Hipokrates – lekarz czuwa, a natura leczy. Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz

Konopna Farmacja Olsztyn, ul. Prosta 23 www.konopnafarmacjaolsztyn.pl


URODA

W MĘSKIM STYLU BARBEROWIE DZIELĄ BRODY WYŁĄCZNIE NA DWIE KATEGORIE: ZADBANE I ZANIEDBANE. STYLIŚCI ZAŚ FRYZURY NA DOBRANE I ŹLE DOBRANE. JAK Z TYCH DRUGICH UCZYNIĆ TE PIERWSZE? ODDAĆ SIĘ W PROFESJONALNE RĘCE. Wchodzący do salonu Salsa klienci, choć świadomi trendów, to powinni spodziewać się, że ich wizerunek jest już pod bacznym okiem pracujących tu stylistów. A wszystko po to, by za chwilę mogli zaproponować nie tylko idealnie pasującą fryzurę, ale też zarost. Dzisiaj wielu mężczyzn chce bowiem nosić brody, ale nie każda pasuje każdemu mężczyźnie, a w zasadzie jego stylowi, który można ocenić właśnie na pierwszy rzut oka. Pod warunkiem, że to fachowe oko. A nierzadko kobiece oko. – Kobiety najlepiej wiedzą, jakiego chciałyby wyglądu mężczyzny, by im się podobał – konkretnie rzuca Katarzyna Broszczyk, stylistka salonu Salsa. Salsa od dawna „przygląda się” męskim zarostom. Salon zajmuje się modą i wizerunkiem klientów, choć skupionym właśnie na włosach i zaroście, który przecież stanowi jeden z elementów stylu i prezencji. – Kiedy wchodzą do nas klienci, to – patrząc na ich look – proponujemy im adekwatny styl fryzury czy zarostu. Więc nie muszą mówić nam standardowych słów: „proszę ostrzyc tak samo”, bo to my mamy wiedzieć i umieć doradzić, jak będzie im najlepiej. Jako styliści i pasjonaci stale szkolimy się, szukamy inspiracji i obserwujemy największych kreatorów mody światowej, by wykorzystać tę wiedzę w naszej pracy – podkreśla Aneta Romanyk, właścicielka salonu Salsa. To ważne, kiedy przychodzą np. pary przykładające uwagę do spójnego wizerunku, np. podczas wyjścia na uroczystość czy bal. – Dwie świetne stylizacje muszą przede wszystkim do siebie pasować, więc tutaj, w salonie, wymagamy od nas samych czegoś więcej, niż tylko świetnego fryzjerstwa – dodaje właścicielka.

Barbering to wręcz męski rytuał wnoszący do wizyty nieco dżentelmeńskiego klimatu znanego raczej z klasowego pubu. Panów dbających o brody i doceniających efekt pracy barbera, wciąż przybywa. Michał, który regularnie korzysta z usług barbera (co zresztą od razu widać po pięknie uformowanej brodzie), przyznaje, że każdy brodacz jest na barbera wręcz skazany. – Trafniej potrafi ocenić tę naszą brodę, niż my sami w lustrze – kwituje. – Kiedyś sam próbowałem ją formować przyrządami i w zasadzie skończyło się na tym, że ściąłem ją do końca i zapuściłem na nowo. Ludziom się wydaje, że brodę się zapuszcza i nic więcej się z nią nie robi. A gdzie cała pielęgnacja, stylizacja? Naturalnie rosnąca, robi się szeroka i nieforemna. Doświadczony barber już po drugiej wizycie dostrzeże, w jakich kierunkach rośnie szybciej i jak ją ukształtować. Artur Bartkowski, stylista, również zajmujący się w Salsie bar ber ingiem: – Obser w ując ulicę, w idzimy zmiany w dobrym kierunku. Młodzi mężczyźni coraz częściej dbają o zarost. A mało jest takich, którzy mają idealny naturalny zarost, więc niemal każdy nadaje się do korekty i wyprofilowania. Nawet ten kilkudniowy. Naszą więc rolą jest umieć nadać taki kształt brodzie czy zarostowi, by świetnie komponował się z kształtem twarzy. Przecież nie chodzi o to, by przyjść do nas ze zdjęciem mężczyzny z ciekawą brodą i zażyczyć sobie identycznej, bo nie wszystkim pasuje np. słynna już broda drwala. Katarzyna szybko dodaje, że brodę barber musi też umiejętnie dopasować do stylu ubioru i typu urody. – Oczywiście są też tak zwane trudne zarosty, ale po to się szkolimy, by znaleźć metody i triki, by i temu podołać – dodaje. Barberowie, stosując zestaw kosmetyków do higieny i pielęgnacji brody, zbudowali świadomość klientów, którzy coraz śmielej zaopatrują się w  zestaw y do domowego użytku: pasty, woski, pomady, szampony. To najcenniejsza lekcja po wizycie w salonie. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Łukasz Wajszczyk

Salon Fryzur Salsa Olsztyn, ul. Mrongowiusza 4 tel. +48 695 840 803 e-mail: salsa@salsa.olsztyn.pl www.facebook.com/Salon.Fryzur.Salsa.Olsztyn

055


CIAŁO

NIECHCIANE PAMIĄTKI Z WAKACJI PO LETNICH KĄPIELACH SŁONECZNYCH POZOSTAJĄ NIE TYLKO WSPOMNIENIA, ALE RÓWNIEŻ LICZNE PLAMY NA SKÓRZE. PRZEBARWIENIA, BO O NICH MOWA, STANOWIĄ ISTOTNY DEFEKT ESTETYCZNY, PRZEWAŻNIE SĄ TRUDNE DO WYLECZENIA, UCIĄŻLIWE, MOGĄ NAWRACAĆ ORAZ SKUTECZNIE OBNIŻAJĄ NASZĄ… SAMOOCENĘ.

056

Przebarwienia to plamy położone w poziomie skóry, różniące się od otoczenia zabarwieniem. Powstają w wyniku gromadzenia się barwnika, melaniny, na ograniczonym lub rozległym obszarze skóry. Mogą dotyczyć powierzchownych i głębokich warstw skóry. Pojawiają się najczęściej na odsłoniętych częściach ciała (na twarzy, dekolcie, dłoniach) i to dlatego tak często chcemy się ich pozbyć. Wpływ na powstawanie przebarwień ma ekspozycja na promieniowanie słoneczne, czynniki hormonalne, ciąża, zmiany zapalne skóry, niektóre leki czy kosmetyki. – Walka z nimi nie jest łatwa, dlatego za ich usuwanie należy zabrać się od razu jesienią – podpowiada Aleksandra Znajewska-Pander, dermatolog z  działającej od 10 lat olsztyńskiej kliniki laserowej Epi Centrum. – Przebarwienia mogą manifestować różne choroby ogólnoustrojowe, stąd każdy pacjent, przed rozpoczęciem leczenia, wymaga przeprowadzenia dokładnego wywiadu lekarskiego. Najczęstsze przebarwienia spotykane w codziennej praktyce, to piegi, melasma, plamy soczewicowate oraz przebarwienia pozapalne. Jak tłumaczy dermatolog, dobór odpowiedniej metody leczenia i powodzenie stosowanej terapii, zależą przede wszystkim od przyczyny powstania przebarwienia, jego rozległości oraz głębokości zalegania barwnika w skórze. – W Epi Centrum proponujemy pacjentkom szeroki wachlarz metod usuwających przebarwienia. Najczęściej zaczynamy leczenie od peelingu chemicznego – dodaje Joanna Zyra, technik kosmetologii. Wśród zabiegów efektywnie walczących z przebarwieniami jest też skuteczny laser frakcyjny CO2, urządzenie IPL Solari oraz nowość: mezoterapia preparatami Dermaheal SB, która blokuje syntezę melaniny i Aquashine BR, preparat

rozjaśniający i wyrównujący koloryt skóry, a przy okazji wygładzający drobne zmarszczki. – Najlepsze wyniki uzyskujemy stosując naprzemiennie różne metody rozjaśniające przebarwienia, pamiętając o wnikliwej diagnostyce i usunięciu przyczyny powstawania przebarwienia – wyjaśnia Aleksandra Znajewska-Pander. – Należy jednak pamiętać, że leczenie wymaga ścisłej współpracy z pacjentem, niestety nie kończy się na jednorazowej wizycie w gabinecie i bywa, że nie zawsze jest skuteczne. Zabiegi wykonywane są w seriach, najczęściej co 3–4 tygodnie. W przerwach między zabiegami, niekiedy zaleca się stosowanie kremów wybielających. Dodatkowo niezwykle ważna jest profilaktyka przebarwień, czyli ochrona przeciwsłoneczna. Zwiększa ona skuteczność wykonywanych zabiegów, zapobiegając pojawianiu się nowych zmian oraz nasilaniu już istniejących. W zasadzie osoby, których dotyczy problem, powinny stosować kremy z filtrem UV przez cały rok. – W Epi Centrum można nabyć kosmetyki renomowanych fi rm, które, odpowiednio dobrane do rodzaju skóry, stanowią idealne uzupełnienie zalecanych terapii – dodaje Joanna Zyra. Tekst: Karolina Bergman, obraz: Arek Stankiewicz

Epi Centrum Laser Clinic Olsztyn, ul. Samulowskiego 3b www.epi-olsztyn.pl

facebook.com/EpiCentrumOlsztyn instagram.com/epicentrum.olsztyn


URODA

OKIEM MISTRZYNI OCZY SĄ ZWIERCIADŁEM DUSZY, A PODKREŚLONE

SZTUCZNYMI RZĘSAMI, POTRAFIĄ ZAHIPNOTYZOWAĆ WDZIĘKIEM. POD PEWNYM WARUNKIEM. ZANIM ZDECYDUJECIE SIĘ NA TEN ELEMENT STYLIZACJI, ZAPOZNAJCIE SIĘ Z PORADAMI MISTRZYNI.

Japoński makijażysta Shu Uemura, na sztucznych rzęsach zbił majątek. W 2003  roku na Madonnie przetestował metodę 1:1, czyli przyklejanie do każdej naturalnej rzęsy jej sztucznego przedłużenia. Od tej pory branża zaczęła rozwijać się błyskawicznie. Rzęsy w kolorach tęczy, narodowych barwach, zdobione piórami, brokatem, kryształkami Swarovskiego lub, jak kto woli, prawdziwymi brylantami. Jak wszystkie elementy stylizacji, podlegają modzie dyktowanej przez celebrytów. Czy zatem istnieje kanon idealnych rzęs? – Jest określony kanon, ale niestety, niewiele stylistek go zna i stosuje – przyznaje Monika Mroczka z Olsztyna, kosmetolog, utytułowana stylistka rzęs i instruktorka. – Rzęsy mają podkreślać oczy, a nie przysłaniać je i obciążać. Potrzebny jest do tego umiar i wyczucie estetyki. I nawet jeśli nie od razu udaje mi się przekonać klientki, że długie „wachlarze” bardziej szpecą, niż zdobią, po jakimś czasie wracają zadowolone. Bo reakcje, zwłaszcza mężczyzn, są potwierdzeniem, że naturalność jest w cenie. St yl prac y Moniki doceniło już niejedno gremium. Jej gabinet na olsztyńskich Jarotach zdobią dyplomy, medale i statuetki przywiezione z mistrzostw stylizacji rzęs. Wśród nich m.in. „Kolibri” w kategorii Expert z mistrzostw Europy 2016 czy tegoroczne puchary zdobyte podczas mistrzostw w  Bergamo i  Zagrzebiu. Podczas t ych ostatnich otrzymała dodatkowo cztery nagrody specjalne Total Winner. I z uczestniczki konkursów stała się ich jurorem. W przyszł ym roku zasiądzie w  składzie sędziowskim podczas mistrzostw świata w stylizacji rzęs w Kalifornii. – Polki mają szczęście, kształtu i koloru oczu zazdroszczą nam kobiety w innych częściach świata – podkreśla Monika. – Nietrudno wydobyć ich urok odpowiednim kolorem, subtelnym zagęszczeniem i wydłużeniem. Co paradoksalne – urodę chcą poprawiać głównie kobiety piękne. Często

Studio Stylizacji Rzęs i Brwi Olsztyn, ul. Jeziołowicza 7D tel. 790 788 444

słyszę od klientek: proszę mi zrobić „kocie oko”, albo stylizację a’la Kim Kardashian. Wtedy wiem, że czeka mnie trudna rozmowa. Pytam zazwyczaj klientki o środowisko, w jakim się obracają na co dzień, bo łatwiej mi wówczas zrozumieć oczekiwania. Kobiety rywalizują między sobą odważniejszymi stylizacjami, a jeśli w pracy otaczają się mężczyznami, wystarczy efekt świeżości. Monika wykorzystuje wysokiej jakości rzęsy syntetyczne, używa sprawdzonych preparatów. Ceną za to jest trzytygodniowa trwałość. No i uzależnienie. Bo trudno zrezygnować z wygody oszczędzającej czas na codzienny makijaż. – Oprócz pracy z klientkami, szkolę stylistki, które chcą nauczyć się aplikacji wydobywających piękno oczu kobiet i mężczyzn – zdradza Monika i szybko dodaje. – Bo sztuczne rzęsy dodają charyzmy i wyrazistości również płci męskiej. Dlatego na organizowanych przeze mnie w październiku międzynarodowych mistrzostwach Lashmania Challenge w Krakowie, pojawi się konkurencja: męska stylizacja rzęs. A  do branży przekonałam nawet swojego męża. Kiedy zobaczył podczas mistrzostw, jakie towarzyszą im emocje, zajął się zawodowo dystrybucją topowych produktów do stylizacji rzęs. Choć temat w ydaje się niszow y, pole do popisu jes t ogromne. Jak podczas tegorocznych zawodów we Włoszech, gdzie Monika triumfowała łamiąc wszelkie zasady stylizacji kolorystyką przechodzącą od rudego do czarnego. Podczas innego konkursu, inspirowała się zimną kolorystyką Krainy Lodu, w której żyje Elsa, ulubiona bajkowa bohaterka jej córeczki. Co potwierdziło, że pod dobrą opieką, każda z pań może stać się księżniczką. I zanucić jak słynna Elsa: „mam tę moc”. Tekst: Beata Waś, obraz: Arek Stankiewicz

LashSelling – dystrybucja artykułów do przedłużania rzęs. tel. 504 223 774 lashselling@gmail.com

www.fb.com/Monika Mroczka- Przedłużanie rzęs/ szkolenia/ instruktor

057


www.shutterstock.com

URODA

KŁOPOTLIWA SPRAWA, CZYLI KOSMETYKA OD PODSZEWSKI JUŻ SAMA MYŚL O TYM, ŻE MOŻEMY ZA CHWILĘ ZNALEŹĆ SIĘ W  KŁOPOTLIWEJ LUB STRESUJĄCEJ SYTUACJI, POWODUJE, ŻE NASZA FIZJOLOGIA OBLEWA NAS „SIÓDMYMI POTAMI”. MOKRE CZOŁO, CZUBEK NOSA CZY KARK, TO JESZCZE NIC TAKIEGO. JEDNAK KONTAKT Z MOKRĄ DŁONIĄ NA POWITANIE LUB SPOCONA KOSZULA W WYKWINTNY WIECZÓR, STWARZAJĄ JUŻ MOCNY DYSKOMFORT.

058

Pocenie się to stan fizjologiczny zupełnie zgodny z ludzką naturą. W y wo łane ak t y wnością f iz yc zną, jes t wręc z wskazane. To detoks, oczyszczanie i termoregulacja. Gdy pocenie przestaje być umiarkowane i przechodzi w nadpotliwość, zaczynamy szukać pomocy. Nadpotliwość można potwierdzić testem z zastosowaniem jodyny i skrobi. Czystą suchą skórę pokrywamy jodyną, a  nas tępnie pos ypujemy skrobią. Gdy powier zchnia zabarwi się na czarno, mamy do czynienia z hiperhydrozą. W wielu przypadkach jednak nie trzeba aż testu, by stwierdzić nadpotliwość. Wystarczy częste, uporczywe i obfite pocenie, by zacząć szukać pomocy. Medycyna estetyczna i kosmetyka oferuje kilka zabiegów w gabinecie oraz preparaty do stosowania w domu. Te domowe, to dezodoranty i mydła przeciwbakteryjne i grzybobójcze. Antyperspiranty ograniczają aktywność gruczołów potowych, neutralizują nieprzyjemny zapach. Zamykają ujścia gruczołów potow ych poprzez w y tworzenie żelowej substancji z elektrolitów potu i zawartych w  nich związkach glinu. Stosowanie ant yperspirantów nie powinno być częstsze niż co 24 godziny. Skórę w tych miejscach należ y szczególnie dokładnie i  regularnie myć, by nie doprowadzić do stanu zapalnego w wyniku całkowitego zatkania gruczołów potow ych i  łojow ych. Warto pamiętać, że zastosowanie go raz dziennie daje optymalny efekt na całą dobę, zaś dodatkowe aplikacje mogą zaszkodzić. Silniejszą formą ant yperspirantu są tzw. blokery. Tworzą one „korek” (głębiej, w kanale ujścia

gruczołu), który nie dopuszcza do wydzielania potu na zewnątrz. Takie preparaty można stosować maksymalnie 1–2 razy w tygodniu. Najbardziej komfortową i skuteczną metodą jest zastosowanie toksyny botulinowej. Zabieg wykonywany w gabinecie, jest – wbrew pozorom – najmniej inwazyjny. Stosowany jest na okolice pach, dłoni, stóp, twarzy i karku. Po oczyszczeniu i  dezynfekcji skór y, lekarz wstrzykuje do skór y rozcieńczoną toksynę botulinową w kilku lub kilkunastu miejscach. Bezpośrednio po zabiegu można wrócić do codziennych zajęć. Efekt odczuwalny już po kilku dniach, jednak optymalne działanie zaczyna się po dwóch tygodniach i trwa od kilku do kilkunastu miesięcy. To jedna z najskuteczniejszych i najlepiej tolerowanych zabiegów na nadpotliwość. (chimera.olsztyn.pl) Zabiegiem dającym komfort na owłosionej skórze jest depilacja laserowa. Z  zabiegów kor z y s t ają zarówno kobiety, jak i mężczyźni (klinikadermourody.pl). Oprócz nadmiernej potliwości, metoda ta likwiduje wiele problemów skóry owłosionej, takich jak zapalenie mieszków włosowych, drobne krostki i stany zapalne. Depilacja laserowa trwale obkurcza gruczoły potowe, co oprócz efektów redukcji owłosienia, działa również hamująco na gruczoły potowe.

* Katarzyna Bołądź – specjalista promocji zdrowia, kosmetolog, absolwentka Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, wykładowca LNE i Collegium Cosmeticum, właścicielka Zdrowe Nogi Olsztyn oraz gabinetów kosmetyki i medycyny estetycznej Chimera derm, Klinika dermourody, Instytut36 w Olsztynie.

Chimera derm Olsztyn, ul. Kopernika 14, tel. 89 535 92 42 Klinika dermourody Olsztyn, ul. Mochnackiego 1, tel 89 511 94 54 Instytut36 Olsztyn, ul. Kopernika 36/1, tel. 89 652 14 98


Olsztyn; Galeria Warmińska; p.+1


MODA

MODA, KTÓRA ŁĄCZY POKOLENIA ADAM? A DLACZEGO NIE ADAM I EWA, SKORO SĄ TU UBRANIA RÓWNIEŻ DLA KOBIET? – PYTAJĄ CZĘSTO NOWE KLIENTKI. TO NAZWA HISTORYCZNA. ALE BEZ WZGLĘDU NA SENTYMENTY, WYSTARCZY JEDNA WIZYTA, ABY ZOSTAĆ STAŁĄ BYWALCZYNIĄ LUB BYWALCEM SKLEPU W CENTRUM OLSZTYNA.

060

Przy kasie zawsze leżą przygotowane nożyczki. Zdarza się, że klientki odcinają w przymierzalni metkę i wychodzą na ulicę w nowej kreacji. Wiedzą, że ubrania od „Adama” zostaną z nimi na długie lata, więc dlaczego nie cieszyć się nimi od razu? – Czasem trafiają do nas panie w ubraniach, które kupiły tu 15–20 lat temu – twierdzi Dorota Butryn, właścicielka damsko-męskiego Salonu Mody „Adam”. – Klasyczny, precyzyjny krój, a przede wszystkim wysokogatunkowe materiały, to sekret ich nieprzemijalności. Zamawiamy kreacje, w których same chciałybyśmy chodzić. Ubrania to nasza druga skóra, więc ważne, aby oddychały, a do tego podkreślały figurę i styl. A w tym specjalizują się renomowane marki z różnych stron Europy. Włoskie, francuskie, niemieckie, belgijskie, ale i polskie, jak kultowy Jedwab z Milanówka, Vito Vergelis, Vistula czy Wólczanka. Albo niepowtarzalne kreacje od Joanny Kędziorek, projektantki z Łodzi. – Krótkie serie modeli wyróżniają nasz asortyment na rynku zdominowanym przez odzieżowe sieciówki. A szeroka


MODA

rozmiarówka pozwala ubrać się każdej pani, bez względu na figurę i wiek. Dla mężczyzn zamawiamy niestandardowe rozmiary, które trudno znaleźć na rynku – dodaje właścicielka. Dorota ze sklepem „Adam” związana jest od dzieciństwa. Jej mama pracowała tu jako ekspedientka w czasach państwowego domu mody. Na początku lat 90. podjęła odważną decyzję – wydzierżawiła sklep, a potem po latach przekazała go córce. – Opowiadała mi, jak w  czasach, kiedy półki sklepowe świeciły pustkami, po przyjęciu towaru, zgromadzony tłum wtargnął do sklepu razem z futryną – wspomina Dorota. – Potem, już jako właścicielka, jeździła nocnymi pociągami po towar do Łodzi, o który jeszcze w latach 90. nie było w Polsce łatwo. Czasy się zmieniają, ale pewne rzeczy są stałe. Polki uwielbiają dobrze się ubrać, choć trzeba je przekonać, aby zdecydowały się zmienić przyzwyczajenia i zapomniały na chwilę o kompleksach. Bo każda figura może wyglądać pięknie. I jak nam się uda namówić na kolor lub krój inny od pozostałej garderoby naszych pań – wracają zachwycone. U  „Adama” żaden klient nie jest anonimow y. Damskie i  męskie klasyczne kolekcje z  jedwabiu, lnu, bawełny, wiskozy, alpaki, szlachetnej wełny, często zamawiane są z  myślą o  konkretnych osobach. Podobnie or yginalne nakrycia głowy i torebki z różnych stron Europy. – Asortyment kierujemy do osób powyżej 30. roku życia – tłumaczy Anna Poczopko-Kulas, sprzedawca z wieloletnim stażem. – Wtajemniczamy klientki w kolekcje na kolejny sezon na podstawie roboczych katalogów. Dlatego część ubrań sprzedaje się, zanim dotrze na wieszak. Czasem na zakupy do „Adama” przychodzą dwa, a nawet trzy pokolenia. – Przez lata zdobyłyśmy zaufanie klientów – podkreśla Dorota. – Jeżdżąc na kontraktacje, bierzemy udział w spotkaniach z  projek tantami. Kierując się upodobaniami naszych klientów, sugerujemy dobór materiałów i krojów przy tworzeniu klasycznych, a jednocześnie nowoczesnych kolekcji. I choć ich ceny są wyższe, niż w popularnych sieciówkach, klientki wiedzą, że jakość się opłaca. Nie wspominając, że jest mała szansa, aby na jednym przyjęciu spotkały się panie w podobnych kreacjach. U „Adama” bowiem jest specjalny zeszyt, a w nim spisane zestawy ubrań wraz z datą i miejscem, na których się pojawią. – Klientki informują nas, że te same ubrania w Gdańsku czy Warszawie kosztują znacznie więcej – zapewnia Anna. – Podczas urlopu na włoskiej wyspie Capri wypatrzyłam na wystawie sukienkę francuskiej firmy, którą zamówiłyśmy do naszego sklepu. W cenie podwójnej! Na dowód zrobiłam zdjęcie. Czasem stajemy na głowie, aby usatysfakcjonować klientki. Jak nie mamy odpowiedniego rozmiaru, wydzwaniamy po Polsce i szukamy do skutku u dostawców. Bo spełnianie marzeń klientek to u „Adama” tradycja od kilku pokoleń. Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum Salonu Mody ADAM Salon Mody ADAM Olsztyn, ul. Dąbrowszczaków 35 tel. 89 527 25 96, kom. 509 752 725 e-mail: adam@adam.go3.pl www.adam.go3.pl

061


STYL WARMII I MAZUR

AURA MODY

W RYTMIE JESIENNYCH POWROTÓW JESIEŃ, ZARÓWNO DLA RODZICA, JAK I UCZNIA, JEST ZWYKLE OKRESEM STRESUJĄCYM I UPŁYWAJĄCYM W SZALONYM TEMPIE, ALE WCALE NIE MUSI TAK BYĆ! W NAJNOWSZEJ EDYCJI AURY MODY ODCZAROWUJEMY WRZESIEŃ KLIENTKI AURA CENTRUM, BEATY SARNOWSKIEJ ORAZ JEJ SYNA DOMINIKA. Wrzesień to czas powrotów: do szkoły, do pracy, do codziennych obowiązków. Najmocniej odczuwają tę zmianę uczniowie i ich rodzice, których nie brakuje wśród klientów Aura Centrum Olsztyna. Szkolna rutyna co roku wkradała się także w życie Beaty Sarnowskiej, która zgłosiła się do udziału w konkursie Aura Mody wspólnie z 11-letnim synem Dominikiem. Dla obojga wygrana metamorfoza była miłą odskocznią od codzienności i niezapomnianą przygodą, którą chętnie chwalą się rodzinie i przyjaciołom.

062

– Jako autorka książek dla dzieci zazwyczaj, to ja wymyślam postaci – ich cechy, w ygląd zewnętrzny, ubiór, fr yzur y. Chciałam choć raz zamienić się rolami z profesjonalistką, zobaczyć, co ciekawego wymyśli dla mnie i jakich dokona zmian. Dlatego zgłosiłam się do konkursu z  nadzieją na w ygranie metamor foz y – mówi Beata Sarnowska, mieszkanka Barczewa, pisarka i  pełnoetatowa mama. Wiadomość o sesji zdjęciowej ucieszyła zarówno ją, jak i syna. Podobnie jak przy wcześniejszych metamorfozach,

także i tym razem nasi modele debiutowali w swoich rolach, byli więc bardzo zaskoczeni tym, jak wyglądają przygotowania do profesjonalnej sesji zdjęciowej. – Obecność na planie była dla nas ogromną niespodzianką. Zespół zawodowców zadbał o każdy, najdrobniejszy szczegół. Oboje z synem nie wiedzieliśmy wcześniej, że organizacja sesji wymaga tak wielu starań ekipy i tylu godzin pracy. Zachowamy z tego dnia same miłe wspomnienia, a wspólne zdjęcia będą dla nas pamiątką na długie lata. Niewątpliwie była to przygoda naszego życia. Dziękujemy wszystkim, którzy do tego się przyczynili. Powroty do pracy i szkoły zainspirowały Agatę Bałdygę do stworzenia stylizacji dla pięknej mamy i jej pełnego uroku syna. – Tym razem postawiłam na miejski klimat i skojarzenia z życiem w biegu, ruchem ulicznym, centrum miasta, codziennym chaosem. Moje propozycje dla tego duetu są zapowiedzią trendów na nowy sezon – wyjaśnia stylistka. Na wspólnym zdjęciu widzimy wygodną elegancję. Pani Beata założyła spodnie, koszulę i marynarkę – czyli klasyki, które nigdy nie wychodzą z mody. Połączyłam je jednak z wygodnymi i będącymi bardzo na czasie lakierowanymi półbutami, a do całości dopasowałam listonoszkę i kolorową apaszkę. Dominik założył marynarkę, koszulę i materiałowe spodnie. W takim zestawie spokojnie może iść na rozpoczęcie roku. Na pojedynczych zdjęciach widzimy natomiast nieco mniej formalne zestawy. Dla ucznia coś wygodnego i kolorowego, w czym będzie czuł się swobodnie przez cały dzień w szkole. Dla mamy zestaw kobiecy, z modnymi botkami w kolorze bordowym i kultową już ramoneską. Całość utrzymana w kolorach stonowanych, jak przystało na jesień, ale zgranych z urodą naszej modelki.

Obraz: Łukasz Wajszczyk Modele: Beata Sarnowska i Dominik Adamkowski Stylizacje: Agata Bałdyga Makijaż: Agata Sawicka Włosy: Salon Jean Louis David w Aura Centrum

Przed Wami ostatnia szansa na wygranie metamorfozy pod okiem Agaty Bałdygi! Zapraszamy do wypełniania formularza zgłoszeniowego dostępnego od 25 września na stronie www.auracentrum.pl. Regulamin akcji jest dostępny w biurze administracji Aury Centrum Olsztyna.


STYL WARMII I MAZUR

063

Ubrania i dodatki do nabycia w Aura Centrum Beata: Pretty One: koszula (289,00), marynarka (559,00), spodnie (309,00) / Badura: buty (399,99), torebka (299,99) Dominik: Reserved Kids: marynarka (119,99), koszula (69,99), spodnie (49,99) / Sizeer: buty (319,99), plecak (129,99), czapka (159,99)


STYL WARMII I MAZUR

064

Ubrania i dodatki do nabycia w Aura Centrum  Dominik: Reserved Kids: marynarka (119,99), koszula (69,99), spodnie (49,99) / Sizeer: buty (319,99), plecak (129,99), czapka (159,99) „ Beata: Molton: kurtka (699,00), sukienka (599,00), torba (499,00), bransoletka (79,00) / Badura: buty (489,99)


065


STYL WARMII I MAZUR

DO PRACY

4.

6.

(MAMA):

Jesień i powrót do pracy to wystarczająco mocne argumenty, by kupić sobie coś ładnego z nowych kolekcji w miejsko-biznesowym klimacie. Oto nasze propozycje.

3.

1.

2.

5.

066

8.

7. 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8.

Molton – bluzka (349,00 zł) Solar – płaszcz (469,00 zł) Solar – spodnie (389,00 zł) Solar – spódnica (269,00 zł) Solar – bluzka (279,00 zł) Solar – spodnie (479,00 zł) Ryłko – buty (399,99 zł) Ryłko – torba (299,99 zł)


STYL WARMII I MAZUR

5.

2.

8.

1. SMYK – spodnie (59,99 zł) 2. SMYK – czapka (29,99 zł) 3. SMYK – szelki (24,99 zł) 4. Reserved – marynarka (139,99 zł) 5. Reserved – bluza (39,99 zł) 6. Sizeer – skarpety (24,99 zł) 7. Sizeer – buty (249,99 zł) 8. Sizeer – plecak (119,99 zł)

4.

6.

3.

DO SZKOŁY (SYN):

Początek roku szkolnego to dobry pretekst, by nasz syn założył miękką i stylową marynarkę, spodnie chino i … kolorowe sportowe buty – tak dla przełamania oficjalnego charakteru stylizacji. 1.

7.

067


KOCHA(M) – POMAGA(M)

A I G R E N E W GENACH, 068

SUKCES W GEMACH

OD KIEDY AGNIESZKA RADWAŃSKA ZACZĘŁA ODNOSIĆ SUKCESY SPORTOWE, LICZBA MŁODYCH MIŁOŚNIKÓW TENISA GWAŁTOWNIE WZROSŁA. BO KTO NIE CHCIAŁBY BYĆ JAK ISIA? 10-LETNIA ANASTAZJA KUŚ MA WIĘC Z KIM RYWALIZOWAĆ. I WCALE SIĘ TEGO NIE BOI.


KOCHA(M) – POMAGA(M)

W tenisie dziewięćdziesiąt procent to głowa, dziewięć – nogi, czyli sprawność. A odbijania rakietą można nauczyć każdego – przekonuje Mirosław Umbras, prezes WarmińskoMazurskiego Związku Tenisowego. Anastazja Kuś miała siedem lat, gdy zaczęła trenować w  klubie sportow ym „Budowlani”. Dziś ma 10 i już odnosi sukcesy w województwie. Trenerzy mówią o niej: ambitna, pracowita, rokująca. Pier wszy raz zetknę ła się ze spor tem mając 3,5  roku. Rodzice zapisali ją na gimnastykę artystyczną, bo ruch wydawał się w jej przypadku czymś naturalnym. Mieszkali wtedy w Turcji. Marcin Kuś, tata Anastazji, grał wówczas w klubie piłkarskim Istanbul BB, mama Alicja była tancerką. Kiedy wrócili do Polski, zamieszkali nieopodal kortów tenisowych i zapisali córkę na zajęcia. – Nastka od zawsze była zainteresowana sportem, zmuszanie jej do czegokolwiek nie miałoby sensu – zapewniają rodzice. 10-letnia tenisistka dzień zaczyna o  7  rano. Do 15 jest w szkole. – Potem mama wiezie mnie na zajęcia dodatkowe: gimnastykę, tenis, a w weekendy na jazdę konną – wylicza. Ale gra też w piłkę nożną i pływa. Latem jeździ na rolkach i  rowerem, zimą – na nartach. Determinacją zaskakuje nawet najbardziej pracowitych: – Ja to nawet lubię nie odpoczywać! – wyznaje. – Dlatego w weekendy też chcę mieć zajęcia, albo chociaż pograć w tenisa z rodzicami. Energia nie idzie na marne, o czym świadczą wyniki. Pod koniec sezonu zagrała w „Mastersach” – reprezentantach najzdolniejszej tenisowej dziesiątki w województwie. Zajęła czwarte miejsce. Potem w „Talentiadzie”, którą w warmińsko-mazurskim wygrała drużyna „Budowlanych”. Anastazja weszła do półfinału w Radomiu. Zdobyła trzecie miejsce. Regularnie startuje w zawodach „Tenis 10”. – Ale to nie jest też tak, że jeździmy z nią na turnieje po całej Polsce. Nie  napinamy się – w trąca Marcin Kuś. – Nastka jest aktywna, bo to lubi. I wierzę, że to zaprocentuje. Perspektywy widzi przed młodą zawodniczką także trener Paweł Umbras: – Na tle rówieśników wyróżnia się potencjałem sprawnościowym. Dobrze wytrzymuje trudy spotkań tenisowych, na przykład zmęczenie, ale też wyrównaną walkę w  końcow ym etapie meczu. Potrafi w ykorzystać piłkę, która nieraz decyduje o losach spotkania – opowiada. U tego samego trenera ćwiczy też czteroletni brat Nastki. Mirosław Umbras przekonuje, że aby zaistnieć w sporcie, treningi warto zacząć jak najwcześniej. – Po to, by mieć koordynację, sprawność i ukształtowaną psychikę – tłumaczy. Na podium Nastka staje często, choć początkowo, gdy nie wszystko szło po jej myśli, pojawiały się łzy. Teraz jest zahartowana, bo wie, że wiele zależy od nastawienia, skupienia i dobrego dnia. P y t a n a o  ce c h y te n isis t k i , w y m i e n ia b e z w a h a n ia: – Wytrwałość, bo nie zawsze da się wygrywać, a nie wolno się przecież załamać. Dynamika, bo nie można po prostu odbić piłki. No i pracowitość. Na sportowych rywali ma swój sposób: – Gdy widzę kogoś lepszego ode mnie, z kim na przykład kiedyś przegrałam, nadal chcę wygrać. Po prostu myślę, że jednak jest ode mnie słabszy. W szkole jest jedną z najlepszych uczennic. Gdy nie ma dodatkowych zajęć, lekcje odrabia w domu. Przeważnie robi to jednak między zajęciami. Inaczej zabrakłoby jej dnia na grę na… fortepianie. Tekst: Hanna Łozowska, obraz: Michał Bartoszewicz

PROJEKT EVA ZDRÓJ KOCHA(M) – POMAGA(M) W kolejnych wydaniach magazynu poznacie dzieci i młodzież, które swoją postawą mogą inspirować rówieśników. To wolontariusze, młodzi liderz y mał ych społeczności, utalentowani spor towc y, ar t yści, t wórc y, o  któr ych można z  dumą pisać i opowiadać. A jednocześnie osoby skromne i pełne pozytywnych wartości. Chcemy inspirować również dorosł ych, by spot ykając młodych war tościow ych ludzi, chcieli pomagać im się rozwijać. Taki przykład w ysyła w  świat olszt yńska marka EVA ZDRÓJ, która będzie nagradzać naszych bohaterów. MAG Dystrybucja (właściciel marki) przekazuje voucher na 1000 sztuk butelek 0,5l wody EVA ZDRÓJ do dyspozycji Anastazji Kuś, zawodniczki olszt yńskiego Klubu Spor towego „Budowlani ”. Dziewczynka, wspólnie z rodzinami, zdecydowała że wodę przekaże wszystkim zawodnikom trenującym w klubie. Mecenas projektu zapewni sprawną obsługę logistyczną. – Treningi małych tenisistów są bardzo wymagające fizycznie. Woda EVA ZDRÓJ to woda alkaliczna, która wzmacnia system odpornościowy, zapewnia właściwe nawodnienie organizmu, buforuje kwas mlekowy powstający podczas wysiłku fizycznego opóźniając zmęczenie mięśni – wylicza Piotr Kłopotowski z MAG Dystrybucja.

MECENAS PROJEKTU: Mecenasem projek tu jest olsz t yńska f irma MAG Dystrybucja. Dzięki temu, że działa już 25 lat, doskonale zna potrzeby lokalnej społeczności i nieustannie wspiera miejscowe inicjatywy. Jednym z priorytetów jest pomoc dzieciom z naszego regionu. Doskonałym tego przykładem jest stworzona przez nich marka wody EVA ZDRÓJ 0,5 l. 5 groszy z każdej sprzedanej butelki trafia do potrzebujących dzieci na Warmii i Mazurach. Dzięki zgromadzonym środkom sfinansowano m.in. budowę placu zabaw na terenie Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie.

069


LUDZIE

GOŚCIMY ZYGMUNTA MALANOWICZA*

ŻADNE CIARY, O KTÓRE PAN PEWNIE PYTA ZADEBIUTOWAŁ W FILMIE POLAŃSKIEGO, W DODATKU PIERWSZYM POLSKIM KANDYDACIE DO OSCARA, A MIMO TO DZIEŁO BUDZI W NIM MIESZANE UCZUCIA. W WYCHOWANYM W OLSZTYNIE AKTOREM ZYGMUNTEM MALANOWICZEM* WRACAMY DO GIŻYCKA POWSPOMINAĆ „NÓŻ W WODZIE”.

070

MADE IN: Był pan w Giżycku po 1961 roku, kiedy kręciliście tam z Polańskim „Nóż w wodzie”? Zygmunt Malanowicz: Nie… Ponad pół wieku.

Potem nigdy nie myślałem o tej roli, nawet gdy już film został skończony, po premierze… Zresztą na której nawet nie byłem.

Po tak długiej przerwie obejrzał pan w hangarze filmowy jacht Christine, na którym zadebiutował pan w filmie. Opisze pan to uczucie? Nie potrafi ę tego określić, co czułem oglądając ten jacht w takim stanie, w jakim on jest (mocno zniszczony – red.)… Trudno się rozdrabniać na jakieś uczucia i silić na cokolwiek, bo ja po prostu tego nie mam. Miałem tylko to wrażenie, że potwornie dużo czasu minęło. Jak się na niego patrzy, to się wierzyć nie chce, że się na nim pływało, że cała ekipa chodziła po pokładzie, jak po pokoju, bo tak się do tego kołysania przyzwyczailiśmy. Jednym palcem się o wantę przytrzymywało i przepuszczało kolegę, który szedł z naprzeciwka. Jak na chodniku w mieście. Więc żadne tam ciarki, o które pan pewnie pyta. Jedyne co czułem, to miniony czas.

Dlaczego? Nie mogłem, bo musiałem zacząć ostatni rok studiów, czyli dyplom.

Ale w dalszej karierze aktorskiej siedziała w panu jakoś mocniej ta rola? W końcu to był pana start w karierę, a film nominowano do Oscara. Nie wiem czy ja mam aż taki sentyment do tej roli. Raczej mam sentyment do tamtego okresu, do tamtego sposobu pracy, spotkań z ludźmi, którzy dla mnie byli nowymi, bo przecież ja wtedy kończyłem szkołę filmową. To było pierwsze zetknięcie z profesjonalistami. Oczywiście spotykałem się z nimi w szkole, bo w zasadzie wszyscy się znaliśmy, ale kiedy doszło do realizacji, to całkiem inaczej się to przyjmowało, bo to przecież zupełnie nowy proces. Mam więc takie raczej wspomnienie.

Miał pan kiedykolwiek żal do reżysera Romana Polańskiego, że zdecydował się podmienić w filmie pański głos własnym? Żadnego. I w zasadzie niewiele mnie to obchodziło. Przede wszystkim mój głos w ogóle do tej postaci nie pasował. Zawsze miałem głos niski. Mój tembr głosu był o wiele niższy, niż Romana, a on chciał pokazać w filmie szczeniaka, trochę takiego zawadiakę, więc starał się to zrobić swoim głosem. To coś normalnego w filmie. Z reżyserem trzymaliście później kontakt? Świeżo po filmie tak. Później, z biegiem lat, kontakt urwał się. Ostatnio widziałem się z Romanem na rozdaniu Europejskich Nagród Filmowych, siedem czy osiem lat temu. Wręczała je Europejska Akademia Filmowa, której zresztą jestem członkiem. Kiedy grywałem w Paryżu, a zdarzało się, że nawet co roku, Roman nie był zainteresowany kontaktem. Zresztą on ma do teatru inne podejście. Raczej film jest jego życiem i pasją. W jego filmach wychodzi cały mroczny Polański. Trudno powiedzieć czy to styl, czy po prostu osobliwy rodzaj myślenia o filmie. On inaczej postrzega film, niż wielu innych reżyserów.


LUDZIE

Określeń: „co to jest film?”, mamy setki i wszystkie są różne. Gdybym sam miał dokładnie określić, co to jest film, to nie wiem, czym ten film jest. To trudne do nazwania. Mi się wydaje, że najtrafniej film pojmują ludzie tacy jak Polański, Fellini, Bunuel, Wiedzieli o czym chcą mówić. A film to jest zwykle opowieść o człowieku, dlatego tak dobrzy reżyserzy wiedzą, że próbne zdjęcia na których wybiera się aktorów, to kompletna bzdura, bo nic nie mówią czy aktor potrafi zagrać, czy nie potrafi. Tu nie o to chodzi. Tu chodzi o twarz człowieka. Pan jak trafi ł do filmu Polańskiego? Myśmy się znali ze szkoły w Łodzi. Bardzo długo szukał postaci i w końcu zaproponował mi próbne zdjęcia, ale one nie wyglądały tak, jak dzisiejsze castingi. To była próba sceny wybranej ze scenariusza. Zrobiliśmy dwa duble, zresztą ja poprosiłem o dubla, bo po pierwszej próbie Romek pytał, co ja o tym myślę, a ja mu powiedziałem, że może jeszcze jeden dubel zrobimy. I kiedy go nakręciliśmy, powiedział: „do zobaczenia na planie”. Nie żadne „zadzwonimy do pana”. Bo jak reżyser nie wie czego chce, to wtedy słyszy się od niego: „zadzwonimy do pana”. Ale do grającej w  filmie Jolanty Umeckiej już chyba takiej ręki nie miał. Krążą legendy o tym, że ta rola doprowadziła ją do kresu wytrzymałości psychicznej i że podobno wymazała ten epizod z życia. Ona była amatorką, którą Roman pozyskał do filmu, spotykając na basenie Legii. Tak wyobrażał sobie postać do jego filmu. Ale ona zetknęła się z zupełnie innym rodzajem pracy i wymaganiami reżysera, więc może mieć po tym jakiś niesmak. Mi się wydaje, że Roman popełnił błąd, bo z taką zupełnie czystą amatorką, mającą trudności z koncentracją, która jest najważniejsza w aktorstwie, należało inaczej rozmawiać. A tam się zaczęła nie reżyseria, a tresura. Nikt tego nie wytrzymuje i ona nie była tego w stanie wytrzymać. I nie ma się czemu dziwić, że w końcu przestała cokolwiek rozumieć, bo to była mordercza presja nad psychiką facetki, która znalazła się raptem w środowisku, takim kotle przedziwnej pracy, z którym się nigdy wcześniej nie zetknęła.

Mówimy o roku 1957. Dzisiaj to inny Olsztyn. Dla mnie zawsze było to bardzo ładne miasto. Mam ogromny sentyment do niego, bo spędziłem tu całe dzieciństwo i bardzo wczesną młodość. Rozumiem, że pływać nauczył się pan na jeziorze? Oczywiście. Ale Bóg jeden wie, na którym… Choć wydaje mi się, że to raczej był staw. Miałem dziesięć, może jedenaście lat. Pamiętam, że na wagary jeździło się na Wadąg, na ryby. Z polskiego był pan niezły? Tak, z polskiego niezły, za to z matematyki i chemii fatalny. Z fizyki zresztą również. Skąd impuls do szkoły filmowej? Byłem w amatorskim zespole w domu kultury, gdzie czasami reżyserią z amatorskimi aktorami, tak to nazwijmy, zajmowali się aktorzy Teatru Jaracza. Kiedyś wystawiano „Niemców” Kruczkowskiego i wyłowiono mnie stamtąd. Ile ja mogłem mieć lat? Może 16? W dziewiątej klasie chyba byłem. Zagrałem w teatrze zawodowym żydowskiego dwunastolatka Chaimka. Bardzo mi się to podobało. Teatr sam w sobie mi się spodobał, że można coś ludziom powiedzieć od siebie. Ale nie miałem jeszcze takiej wiedzy, by móc to wszystko analizować. Raczej przyjmowałem teatr poprzez wrażenia tego, co widziałem, a nie poprzez zgłębianie wiedzy o nim. Przed „Nożem w wodzie” i po „Nożu…”, w którym film zaczyna pan jako autostopowicz, miał pan okazję jeździć na stopa? Przed filmem nie, ale po, owszem, zdarzało się. I mówił pan, kim pan jest i jakiego ważnego autostopowicza wiezie szofer? Nigdy. Nie rozpoznawali pana? Wie pan, ci, którzy zatrzymywali się na stopa, to albo filmu nie widzieli, albo się tym nie interesowali.

Mogło być ryzyko, że nie wytrzyma tego i zrezygnuje? Musiałaby być wyjątkowo skandaliczna historia, by doszło do tego. Tak zerwać filmu nie da się, trzeba ciągnąć tę golgotę do końca.

Rozmawiał: (na schodach przy ul. Dąbrowszczaków 14 w Olsztynie,

Pan też chyba całkiem dobrze potem filmu nie wspominał, bo mimo jego sukcesu, atmosfera polityczna wokół niego była zła. Za zagranie w nim, panu też podcinano skrzydła. Było ostro i nieprzyjemnie. Z perspektywy czasu film raczej nie pomógł mi, bo reżyserzy nie chcieli mnie angażować, skoro sam Gomułka publicznie wypowiadał się o tym filmie krytycznie.

* Zygmunt Malanowicz, aktor teatralny i filmowy, urodzony na Wileńszczyźnie 79 lat temu. Po wojnie, wraz z  falą repatriantów, przyjechał z  rodziną do Iławy, a  następnie do Olsztyna, w  którym mieszkał do matury. Ukończył łódzką filmówkę. W  wieku 23 lat zadebiutował w  „Nożu w  wodzie” Romana Polańskiego. Film odniósł za granicą duże sukcesy (był pierwszym polskim kandydatem do Oscara), ale w Polsce odtrącony przez władze, ponieważ promował zachodni styl życia. Stąd Malanowicz przez kilka kolejnych lat nie dostawał znaczących ról i skupił się na teatrze. Do dużej roli w filmie ściągnął go Andrzej Wajda w „Polowaniu na muchy”. Na początku lipca aktor po raz pierwszy od kręcenia „Noża w wodzie” odwiedził Giżycko, stojący w  hangarze filmowy jacht oraz zaliczył rejs po miejscach, w  których robiono zdjęcia do kultowego dzieła.

Kiedy był pan ostatnio w Olsztynie? Pięć, sześć lat temu. Mam tu siostrę. Do kiedy pan tu mieszkał? Od razu po maturze, zrobionej zresztą w drugim LO, wyjechałem do Łodzi na studia aktorskie.

w poniedziałek 3 lipca o godz. 13.20, przy temperaturze 16°C) Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

071


PRAWO I BIZNES

BIZNES DRUGIEGO POKOLENIA NAJCENNIEJSZĄ WARTOŚCIĄ FIRM RODZINNYCH JEST ZABEZPIECZENIE ICH PRZYSZŁOŚCI. W OLSZTYNIE POWSTAŁO STOWARZYSZENIE SUKCESJA FIRM RODZINNYCH, KTÓRE BĘDZIE POMAGAĆ W SZTAFECIE POKOLEŃ. DUŻE ZAINTERESOWANIE TUTEJSZYCH FIRM TĄ TEMATYKĄ, ZAINSPIROWAŁO WARSZAWSKĄ KANCELARIĘ PRAWNĄ SPECJALIZUJĄCĄ SIĘ W SUKCESJI DO OTWORZENIA ODDZIAŁU W OLSZTYNIE – CO Z DUMĄ PODKREŚLAJĄ WŁAŚCICIELE – W SWOIM RODZINNYM MIEŚCIE. 072

Dzień rozpoczęcia roku szkolnego zbiegający się z otwarciem oddziału kancelarii specjalizującej się w sukcesji firm rodzinnych, nabrał nieco symbolicznego wymiaru. Otóż kształcące się pokolenie to największa inwestycja każdej rodziny. A w wielu przypadkach, być może następca rodzinnego biznesu. Rodzinne firmy, które nierzadko już w pierwszym pokoleniu wyrosły na potężne biznesy, też i nierzadko stają przed dylematem: co z  tym zbudowanym potencjałem i majątkiem zrobić, kiedy zabraknie kiedyś jego twórcy i przywódcy? Niestety, w polskiej rzeczywistości gospodarczej często obserwuje się dramatyczne konsekwencje zaniechania wdrożenia procesu sukcesji, czyli prawnego aspektu zabezpieczającego interes rodzinnego biznesu. Nagła śmierć

właścicieli, konflikty rodzinne, albo ze wspólnikami, złożone procesy podziału majątków czy nieuregulowane postępowania spadkowe powodują, że firma rodzinna chyli się ku upadkowi, zaczyna generować długi, których w wielu przypadkach nie jest w stanie pokryć majątek firmowy. Zapobiec temu wsz ystkiemu ma właśnie prawidłowo przeprowadzona sukcesja, która jest wieloaspektowym procesem, głównie polegającym na przekazaniu wiedzy, władzy i majątku przez właściciela, czyli nestora, na rzecz osoby przejmującej, czyli sukcesora, którym najczęściej jest członek rodziny. Celem sukcesji jest natomiast przede wszystkim zabezpieczenie firm przed zagrożeniami natury biznesowej i prawa spadkowego. – W  ubiegł ym roku jako kancelaria specjalizująca się w tematyce sukcesji polskich firm rodzinnych, zorganizowa-


PRAWO I BIZNES

liśmy w Olsztynie konferencję poświęconą temu zagadnieniu – wspomina adwokat Katarzyna Wojarska-Aleksiejuk, partner i zarządzająca olsztyńskim oddziałem warszawskiej Kancelarii Prawnej Wojarska Aleksiejuk Lechowicz. – Spotkaliśmy się z wielkim zainteresowaniem tą tematyką przez tutejszych przedsiębiorców, którzy często stawali przed dylematami, co dalej zrobić ze swoją firmą: przekazać, sprzedać, a może podzielić? A są to już prężne firmy prowadzone przez pierwsze pokolenie, które je stworzyło, ale które nie zawsze odpowiednio planuje i zabezpiecza przyszłość rozwiniętego biznesu. – Wielu przedsiębiorców jest świadoma, że prawidłowo przeprowadzona sukcesja zabezpiecz y ich f irmy, ale też wielu z  nich potrzebowało takich właśnie prelekcji, by przekonać się do startu w działaniu. Potrzebowali też kooperanta doświadczonego w projektach sukcesji, bo często są to zamożne firmy o skomplikowanych strukturach prawno-organizacyjnych, nierzadko międzynarodowych – podkreśla radca prawny Piotr Aleksiejuk, partner kancelarii. – A ponieważ konferencja zaowocowała współpracą z firmami rodzinnymi z Warmii i Mazur, dla komfortu współpracy otworzyliśmy oddział w Olsztynie. Choć swoją cegiełkę dołożył też aspekt rodzinny małżonków. – Obydwoje pochodzimy z Olsztyna i po kilkunastu latach życia zawodowego w Warszawie zadecydowaliśmy, że wychowamy nasze małe córki tu, gdzie i my się wychowaliśmy, na Warmii – dodaje Katarzyna Wojarska-Aleksiejuk. – Doświadczenie współpracy w projektach sukcesji z największymi firmami rodzinnymi w Polsce spowodowało, że jako kancelaria również i my się rozwijamy, i proponujemy naszym klientom rozwiązania szyte na miarę potrzeb ich rodzin oraz biznesów rodzinnych. Od kilku lat zauważyliśmy, że spora część właścicieli firm rodzinnych funkcjonuje w obrocie międzynarodowym, dlatego też w ramach sukcesji proponujemy rozwiązania o zasięgu globalnym, m.in. trusty, fundacje prywatne – dodaje radca prawny Łukasz Lechowicz, partner kancelarii. Klientami są firmy rodzinne, które aktualnie funkcjonują w dużych, skomplikowanych formach organizacyjno-prawnych, dlatego mocny nacisk kładziony jest tu na aspekty podatkowe. W tym celu kancelaria rozbudowała dział doradztwa podatkowego, by każdy projekt dawał nie tylko walor bezpieczeństwa i ciągłości, ale też wdrażał oszczędności podatkowe. – Bo rozwiązanie prawne powinno iść w parze z rozwiązaniem podatkowym – podkreśla Mateusz Majewski, partner kancelarii, który przez wiele lat działał jako członek kadry zarządzającej w największych firmach doradczych w Polsce. – Dzięki temu wielokrotnie projekty sukcesji powodują oszczędności, a nawet i sam zwrot kosztów sukcesji. Dodatkowo przeprowadzany jest cały audyt firmy. Zainteresowanie przedsiębiorców tematyką sukcesji często też wykracza poza aspekty prawne, w związku z czym z inicjatywy partnerów kancelarii powstało w Olsztynie Stowarzyszenie Sukcesja Firm Rodzinnych. Jego symbolem jest widniejące na witrynach kancelarii drzewo. – Często nasi klienci, po przeprowadzeniu projektu sukcesji w ich firmie, chcą dalej coś robić w tym temacie, jeszcze bardziej angażować rodzinę w swoje firmy. Stowarzyszenie będzie więc platformą międzypokoleniową, miejscem cyklicznych warsztatów i spotkań członków firm rodzinnych, by mogli wymieniać się swoimi spostrzeżeniami, problemami i radami – wyjaśnia Katarzyna Wojarska-Aleksiejuk.

STOWARZYSZENIE SUKCESJA FIRM RODZINNYCH BĘDZIE PROMOWAĆ WŚRÓD FIRM RODZINNYCH TWORZENIE TZW. KONSTYTUCJI RODZINNYCH – DOKUMENTÓW KSZTAŁTUJĄCYCH PRZYSZŁOŚĆ FIRMY, CO MA ZAPEWNIĆ JEJ PRZETRWANIE W KOLEJNYCH POKOLENIACH. TAKICH KONSTYTUCJI CORAZ CZĘŚCIEJ WYMAGAJĄ INSTYTUCJE FINANSOWE CZY KONTRAHENCI ZAWIERAJĄCY Z FIRMAMI RODZINNYMI KONTRAKTY I UMOWY BIZNESOWE.

– Chcielibyśmy też, by stowarzyszenie nauczało przyszłych sukcesorów, czy to w formie praktyk, czy staży w innych firmach rodzinnych, tak, by mogli poznać zasady funkcjonowania innych firm rodzinnych, odkryć wartości jakimi się kierują i wybrać z nich to, co najlepsze, a następnie przenieść do swojej rodzimej firmy, co będzie wielką wartością dla jej przyszłości. Od dawna taki model praktykują firmy rodzinne w USA, z którymi zresztą kooperujemy w tym zakresie – przytacza Piotr Aleksiejuk. Jego zdaniem to ważny czynnik psychologiczny, by łączyć sukcesorów i nestorów z różnych firm rodzinnych, nawet o  skrajnie odmiennych branżach, bo odcięcie się emocjonalne od firmy własnej rodziny ułatwia potem znieść bariery w jej rozwoju i pomaga spojrzeć na jej problemy z innego aspektu. Stowarzyszenie ma też promować wśród firm rodzinnych t worzenie tzw. konst y tucji rodzinnych – dokumentów kształtujących przyszłość firmy, co ma zapewnić jej przetrwanie w kolejnych pokoleniach. Takich konstytucji rodzinnych coraz częściej wymagają instytucje finansowe czy kontrahenci zawierający z fi rmami rodzinnymi kontrakty i umowy biznesowe. Plany stowarzyszenia zakładają też stworzenie koncepcji family office. Piotr Aleksiejuk: – Rozmawiamy z partnerem finansowym, by wspólnie stworzyć szyte na miarę produkty ukierunkowane na sukcesorów, zwyczajnie szkoląc ich z  ekonomicznych aspektów funkcjonowania firmy: zarządzania finansami, inwestowania nadwyżek finansowych czy samodzielnego podejmowania decyzji, by stale nie polegali na rodzicach. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Arek Stankiewicz Na zdjęciu: Łukasz Lechowicz, Katarzyna Wojarska-Aleksiejuk, Piotr Aleksiejuk, Mateusz Majewski

Kancelaria Prawna Wojarska Aleksiejuk Lechowicz Oddział Olsztyn Stowarzyszenie Sukcesja Firm Rodzinnych Olsztyn, ul. Dąbrowszczaków 8/9 www.wakancelaria.pl

073


BIZNES

SIŁA DRUŻYNY DORADCA PODATKOWY BARBARA KUŁAKOW OBCHODZI 25-LECIE FUNKCJONOWANIA SWOJEJ FIRMY. KSIĘGOWI I DORADCY PODATKOWI, KTÓRZY TWORZĄ FIRMĘ, W DOŚĆ NIEKONWENCJONALNY SPOSÓB ŚWIĘTOWALI ROCZNICĘ. ALE NIC DZIWNEGO, SKORO TAK BUDUJE SIĘ JEJ ZAPLECZE KADROWE. MADE IN: To był bieg jubileuszowy? Barbara Kułakow: Zaproponowałam pracownikom, by wybrali formę uczczenia 25-lecia działalności biura rachunkowego. Nie chcieli ani imprezy w restauracji, ani wyjazdu do SPA, tylko zorganizowali „Bieg 25-lecia”. Mam tu drużynę biegaczy, która świetnie wpisuje się w sportowy klimat regionu, ale nie sądziłam, że to ich bieganie przyciągnie do firmy tylu młodych, ciekawych ludzi. Praca księgowych raczej nie kojarzy się z pośpiechem. „Ślamazary” w tym zawodzie nie mają szans. To co my robimy, to nie jest już tylko księgowość, bo sam zawód księgowego, ze względu na komputeryzację, jest na wymarciu, a w Anglii jest wręcz na liście zawodów ginących. My wykonujemy czynności doradztwa podatkowego, pilnując interesu podatnika. Efektem naszej pracy nie jest jedynie ustalenie kwoty zobowiązania podatkowego, ale przede wszystkim wspieranie przedsiębiorców poprzez dostarczanie wiedzy o kondycji firmy. Oferujemy im analizy finansowe nie tylko na potrzeby instytucji finansujących, ale także do celów zarządczych.

074

Co sport wniósł do pani firmy? Świeżość. Jesteśmy nowoczesną firmą, w której pracownicy realizują też swoje hobby. A mają przeróżne, od sportu zaczynając, na literaturze kończąc. Poza tym sportowe zasady od zawsze tu były. Doradztwo podatkowe to gra zespołowa, więc nie ma u nas wewnętrznej rywalizacji. Gramy z klientem w tej samej drużynie, a jeśli obsługujemy go zespołowo, to zwiększa to szanse na wygraną. Jak pracowała pani 25 lat temu? Długopisem i ołówkiem w papierowej księdze podatkowej. Potem w komputerze. Zaczęłam jako młoda dziewczyna w dziale księgowości w „Warfamie” w Dobrym Mieście. A trafi łam tam przez przypadek. Przyjechałam z białostocczyzny, skąd pochodzę, w odwiedziny do brata do Dobrego Miasta. Opowiedział mi, jak świetnie grają w szachy w klubie działającym przy dobromiejskiej „Warfamie”. Ja też wcześniej grałam w szachy, jeszcze jako mała dziewczynka, w klubie. Ale nie w klubie sportowym, a w pierwszej na białostocczyźnie wiejskiej klubokawiarni, którą w naszym domu prowadziła moja mama, jako agent „Ruchu”. Ja i moje rodzeństwo snuliśmy się między stolikami i podpatrywali-

śmy grających w szachy rolników, wśród których brylował mój ojciec. Czasem ktoś ze mną zagrał, czasem rodzice się nade mną ulitowali i pokazali parę szachowych „myków”. Dobromiejska „Warfama” grała w lidze, ale brakowało im w składzie kobiety i nagminnie tracili przez to punkty. Brat zaproponował im: „to z Baśką zagrajcie”. Jeden z zawodników wziął mnie na próbę do szachownicy i oczywiście „dostał bęcki”. Następnego dnia kapitan sekcji ściągnął mnie do klubu, a kierownik klubu szachowego – główny księgowy w Warfamie – wetknął mnie do… księgowości. No tak, analityczny umysł. Zaczęłam się dokształcać i szybko poczułam ten zawód. Ale to były czasy komuny, kiedy w zakładach raczej wynik i efektywność nie liczyły się, więc zwolniłam się stamtąd i  zatrudniłam w  najmniejszej z  możliw ych księgowości – w  spółdzielni Plastyka zrzeszającej artystów. To tam główny księgowy, zresztą do dzisiaj mój autorytet, pan Karol Dawidziak, pokazał mi nową jakość w zawodzie i inne, zupełnie niekomunistyczne myślenie. Nauczył mnie, że aby praca miała sens, musi być rezultat, a przychodzenie do pracy jeszcze rezultatu nie oznacza. Prawdę tę uzmysławiam dzisiaj swoim pracownikom. Zasady szachowe przenosi pani na grunt zawodowy? Jestem doradcą podatkowym, więc od tego, jak sprawna jestem w kojarzeniu przebiegu sprawy podatkowej, zależy często jej rezultat. Szachista musi pewne rzeczy przewidzieć. Doradca podatkowy także. To, że grałam na poziomie ligow ym, bardzo mi dzisiaj pomaga w  pracy, bo muszę przewidzieć, jaki skutek wywoła mój ruch. A w doradztwie podatkowym nie mogę zrobić żadnego fałszywego ruchu. Co panią motywuje w pracy? Zawsze najbardziej bałam się zawieść swoich klientów. A dzisiaj dodatkowo motywuje mnie to, by dać jak najlepsze możliwości rozwoju moim pracownikom. Lider w firmie jest konieczny i często jest nie do zastąpienia. Ale naprawdę dobry lider to ten z powiedzenia: „kto chce rządzić ludźmi, nie powinien ich gnać przed sobą, lecz sprawić, by podążali za nim”. Staram się tak działać, aby moi pracownicy przejmowali moją wizję, funkcje, kompetencje i poprowadzili firmę jak najbardziej samodzielnie. To jest moje marzenie na następne 25 lat. Co chce pani zobaczyć w młodym człowieku, którym miałby u pani pracować? Zaciekawienie życiem, oczywiście życiem zawodowym też oraz firmą, do której przychodzi. A ponadto świadomość zawodu, który wybiera i głód sukcesu. I jeszcze jeden szczegół – musi mieć w sobie tyle empatii i życzliwości aby był w stanie pracować w zespole. I tu wracamy do sportów zespołowych. Oczywiście, siła tkwi w zespole! Ja nigdy nie byłam pierwszoplanową gwiazdą w stosunku do moich pracowników. Zresztą, co ja bym tu sama w tej firmie znaczyła? Rozmawiał: Rafał Radzymiński, obraz: Arek Stankiewicz

* Barbara Kułakow założyła w 1992 roku Biuro Rachunkowe Barbara Kułakow, które dzisiaj jest największą firmą doradztwa podatkowego w regionie, obsługując blisko 300 firm.


BIZNES

BOGWAY DROGA NA SZCZYT OL SZ T YŃSK A FIRMA AB SAD ŁOWSC Y S TAŁ A SIĘ JEDYNYM W POLSCE DYSTRYBUTOREM NAJW YŻSZEJ KL ASY NARZĘDZI PNEUMATYCZNYCH BOGWAY. A MAŁO KTO WIE, ŻE NARZĘDZIA P N E U M A T Y C Z N E , T O   P O D S TA W A F U N K C J O N O W A N I A W  NIEMAL K A ŻDEJ DZIEDZINIE, OD  SZPITALI PO STOCZNIE.

076


BIZNES

W gabinecie właściciela szybko można zliczyć kilkanaście wiekowych zegarów. Mogłoby tu być ich więcej, ale zwyczajnie brakuje miejsca, bo ściany są wypełnione jak nie starymi mapami czy serwantkami, to innymi pamiątkami dokumentującymi historię. – To wszystko zostało stworzone kiedyś na wieki – Bogdan Sadłowski podkreśla, czym jest jakość. – Stąd moje motto w życiu: jakość i zadowolenie klienta poza wszelką dyskusją. Od ponad 20 lat rodzinna firma AB Sadłowscy (dzisiaj firmą zarządza już syn Bogdana Sadłowskiego, Mateusz – na zdjęciu) działa w branży narzędzi pneumatycznych. Przeciętnemu czytelnikowi asortyment kojarzy się z kluczem, jaki widzi w rękach mechanika samochodowego odkręcającego śruby w zmienianych na zimę kołach. Ale dzisiaj mało jest już fabryk i zakładów, które nie pracują narzędziami pneumatycznymi. Są używane i w branży meblarskiej, i elektronicznej, motoryzacyjnej, kolejowej, stoczniowej, warsztatowej, sanitarnej, jachtowej… i tak można by wymieniać. Wsz ys tkie liczące się pr zedsiębiors t wa i  montownie w kraju, wzorują się na doświadczeniu światowych liderów, gdzie stosowanie narzędzi pneumatycznych jest standardem. Posiadają wiele zalet, od bezpieczeństwa, poprzez żywotność, po niską cenę. A stale rosnące efektywność i komfort pracy w fabrykach i zakładach, wymuszają zapotrzebowanie na sprzęt coraz lżejszy, trwalszy i cichszy. Światowym potentatem w branży narzędzi pneumatycznych stał się Tajwan. Od zawsze był zapleczem technologicznym Stanów Zjednoczonych, więc temat jakości jest wpisany w  kulturę tajwańskiego przemysłu. Tamtejsze fabryki produkują dzisiaj najwyższej jakości narzędzia dla wielu znanych marek. – Na polskim rynku jest bardzo dużo produktów wyglądających podobnie, a nawet tak samo, ale niestety, to tylko złudzenie, bo – jak zwykle – diabeł tkwi w szczegółach. Pracujemy dwie dekady na zadowolenie klientów i nie możemy pozwolić sobie na wprowadzanie

na rynek narzędzi, które nie spełniają naszych oczekiwań jakościowych – podkreśla Bogdan Sadłowski. Bazując na znajomościach tajwańskiego rynku, doświadczeniu i oczekiwaniach odbiorców, najlepsi producenci narzędzi pneumatycznych stworzyli markę Bogway, która dedykowana jest dla r ynków środkowoeuropejskich. – Znamy specyfikę tego rynku, więc trzeba było dostosować towar do jego potrzeb – dodaje Mateusz Sadłowski, współwłaściciel AB Sadłowscy. – Przez te wszystkie lata poznaliśmy wielu producentów z całego świata i zdobyte doświadczenie dajemy dzisiaj naszym klientom w marce Bogway. Posiadamy siatkę odbiorców liczącą przeszło 350 podmiotów w kraju, ponadto współpracujemy z partnerami na Białorusi, Litwie, Słowacji i Rosji – wylicza. Firma AB Sadłowscy została tym samym wyłącznym dystrybutorem marki Bogway, która wchodzi w skład globalnej kampanii produkującej najwyższej jakości narzędzia pneumatyczne. Partnerzy handlowi olsztyńskiej firmy już dostają nowe narzędzia, które przewyższają parametrami dotychczas oferowane na rynku. Przykład? Choćby wkrętarki, które emitują hałas o natężeniu 32 dB. Poprzednie 81. AB Sadłowscy jest też wyłącznym dystrybutorem marki Action, największego na Tajwanie producenta nasadek (1200 produktów w ofercie – nasadki od 4 do 115 mm) czy węży pneumatycznych. Nowością w tym roku jest rozszerzenie oferty o narzędzia ręczne firmy TSTOP. Na miejscu funkcjonuje autoryzowany serwis z doświadczoną kadrą. A jakość narzędzi sprawia, że użytkowane z należytą kulturą i regularnie serwisowane, są jak zegary w gabinecie – na wieki. Tekst: Rafał Radzymiński Obraz: Arek Stankiewicz, archiwum firmy AB Sadłowscy AB Sadłowscy Olsztyn, I Dywizji Wojska Polskiego 64 www.ablak.com.pl

077


NA POLU

NA WARMIŃSKO-MAZURSKICH POLACH ŚWIETNĄ OPINIĘ O JAPOŃSKICH SAMOCHODACH MAMY JUŻ WYROBIONĄ. TERAZ CZAS NA JAPOŃSKIE CIĄGNIKI. W EŁKU OTWARTO PIERWSZY W REGIONIE SALON SPRZEDAŻY MARKI KUBOTA.

078

Japońska myśl technologiczna cieszy się uznaniem na całym świecie. Nie od dziś kraj kwitnącej wiśni kojarzony jest z najnowszymi technologiami, które znajdują szerokie zastosowanie – od codziennej elektroniki użytkowej po zaawansowane rozwiązania dla przemysłu. Japońscy inżynierowie z koncernu Kubota postawili na high-tech dla rolnictwa. Ich pomarańczowe maszyny i ciągniki wspierają rozwój gospodarstw od Europy, przez Azję, obydwie Ameryki, na Afryce kończąc. Japońska marka wpisała się też w rolniczy krajobraz Warmii i Mazur. Najnowszy w Polce salon sprzedaży maszyn Kubota otwarto właśnie w Ełku. Od kilkunastu lat koncern rozwija sieć sprzedaży w całym kraju, więc coraz większy odsetek gospodarstw poznał już zalety japońskiego sprzętu. – Nowoczesne rolnictwo Warmii i Mazur potrzebuje profesjonalnych rozwiązań oraz obsługi serwisowej. Oferta maszyn marki Kubota oraz sprawny serwis to odpowiedź na oczekiwania rozwijających się gospodarstw. Bo dzisiaj trudno sobie wyobrazić efektywne zarządzanie gospodarstwem bez nowoczesnego sprzętu umożliwiającego zmniejszenie kosztów i  optymalizację czasu pracy – zaznacza Leszek Długołęcki, współwłaściciel firmy ALDO.

ALDO to jeden z wiodących w kraju dystrybutorów japońskich maszyn. W kwietniu oddał do użytku w Ełku imponujący obiekt z salonem sprzedaży i zapleczem serwisowym marki Kubota. Czym wyróżniają się maszyny Kubota? Dotychczasowi użytkownicy najczęściej wymieniają dwie cechy: uniwersalność i prostotę konstrukcji. Dla rolnictwa dedykowane są ciągniki o mocach od 50 do 170 KM oraz pełna gama maszyn zielonkowych i uprawowych. Drugi segment produktowy to mniejsze ciągniki i profesjonalne kosiarki do prac komunalnych czy sadownictwa. W warmińsko-mazurskich gospodarstwach pracują już m.in. najmocniejsze modele ciągników. – Wśród naszych klientów są gospodarstwa z Warmii i Mazur całkowicie opierające się na dostarczanych przez nas japońskich ciągnikach. Rolnicy mają do dyspozycji pełną rozpiętość mocy i wyposażenia, no i przede wszystkim doradztwo techniczne oraz obsługę serwisową zapewnioną przez nasz zespół – mówi Piotr Chorąży, kierownik salonu sprzedaży Kubota w Ełku. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: archiwum firmy ALDO

ALDO – punkty sprzedaży: Ełk, ul. Srebrna 12, tel. 87 520 00 38 tel. 600 261 376 Myszyniec, ul. Prosta 1, tel. 29 77 21 980 Mrągowo, ul. Olsztyńska 13a, tel. 89 74 10 098 www.aldo.agro.pl | fb.com/aldoagro


Nowy salon Hyundaia w Olsztynie Tak właśnie prezentować się będą wszystkie salony marki Hyundai w Europie. Miło nam zakomunikować, że nowy olsztyński salon Hyundai Daszuta stał się trzecim z kolei w Polsce, który powstał według najnowszych standardów marki. Do końca 2018 roku sieć salonów Hyundaia będzie prezentować się podobnie już w całej Europie. Od ponad 10 lat rzetelnie pracujemy na opinię o naszym salonie. Zaczynaliśmy w skromnych pomieszczeniach w nieco ukrytej uliczce Jarot – przy Boenigka. Sam rozwój marki Hyundai i wprowadzenie świetnie przyjętych przez użytkowników aut sprawiły, że po czterech latach wybudowaliśmy w sąsiedztwie pierwszego salonu nowoczesny obiekt. Dzisiaj salon Hyundai Daszuta wkracza w kolejny etap rozwoju – z pięknie zaprojektowanym, nowoczesnym salonemw zupełnie nowej lokalizacji, przyul. Tuwima.

Mamy na Warmii i Mazurach coraz większe grono klientów i miłośników marki Hyundai, którzy doceniają już nie tylko jakość i solidność aut, ale wraz z ostatnimi modelami, również stylistykę Hyundaia. Teraz możemy przyjmować Państwa w komfortowych warunkach, w pięknym salonie, w świetnie skomunikowanej lokalizacji i na eleganckich kanapach. Z poprzedniego salonu zabraliśmy tylko jedną, za to bardzo ważną dla Was rzecz – dotychczasowe numery telefonów. Przy nowym salonie, do dyspozycji oddaliśmy dwukrotnie większy od dotychczasowego serwis, by sprawność obsługi była na jak najwyższym poziomie. Swoimi opiniami przekonujecie nas o uznaniu naszych standardów obsługi, co i tak nie zwalnia nas z ich doskonalenia. Do zobaczenia przy kawie oraz podczas zbliżającej się już jesienią gorącej premiery.

Hyundai Daszuta

Tuwima 23, Olsztyn

Wszystko, na czym Ci zależy. Nowy Hyundai i30 Wagon.

Hyundai Daszuta Tuwima 23, Olsztyn 89 541-84-66

Znajdź nas:

Facebook

Youtube

Instagram

Pełna oferta: www.daszuta.hyundai.pl

5-letnia Gwarancja Bez Limitu Kilometrów Hyundai dotyczy jedynie tych samochodów Hyundai, które były sprzedane Klientowi końcowemu przez Autoryzowanego Dealera Hyundai na warunkach opisanych w książce gwarancyjnej. Szczegóły oferty i programu gwarancyjnego, w tym wyłączeń gwarancji, dostępne są u Autoryzowanych Dealerów Hyundai. Średni poziom spalania paliwa w cyklu mieszanym dla zaprezentowanego modelu Hyundai i30 Wagon wynosi od 3,8 do 5,8 l / 100 km, średnia emisja CO2 wynosi od 99 do 136 g/km.


SPOD IGŁY

SALON SAMOCHODOWY MADE IN

080

WŁAŚNIE DEBIUTUJĄ, UWODZĄ I KUSZĄ

ART WEDŁUG VOLKSWAGENA Oto definicja sportowej limuzyny według Volkswagena. Arteon wkroczył na scenę dla tych klientów, dla których Passat jest zbyt dostojny. Nowość z Wolfsburga kontynuuje modną sylwetkę czterodrzwiowego coupe, z rasow ymi bezramkow ymi drzwiami, k tórą zapoczątkował Passat CC. Arteon ma większe nadwozie w stosunku do CC, więc zapewnia w yśmienit y komfort na t ylnej kanapie. Największe wrażenie robi jednak swoją atletyczną linią, która dodatkowo podkreślona stylizacją R-Line, 280-konnym silnikiem i napędem 4Motion, słusznie awansowała Arteona do fl agowej limuzyny VW. Ponieważ w Arteonie jest niezwykle cicho, ważną pozycją na liście wyposażenia jest Emergency Assist. Otóż gdyby kierowca, np. zasnął (lub zasłabł) i przestał kontrolować pojazd, Arteon sam zacznie hamować i  zjedzie na skrajny praw y pas, o  ile czujniki uznają, że jest on wolny. Cena od 127 690 zł. www.volkswagen-autowimar.pl

CZY JEDZIE Z NAMI PILOT? Kiedykolwiek Mercedes debiutował w tej klasie z odmianą coupe, to zawsze był to model uosabiając y spor tową elegancję. Najnowsze E Coupe świetnie łączy styl z dozą mocnej sylwetki. Osoby zamiłowane w detalach odnajdą we wnętr zu s wój w ymar zony ś wiat. Nawiew y, k tóre wiernie naśladują turbiny silnikowe, są tak w ykonane, że trudno od nich oderwać wzrok. Ale to będzie dopuszczalne w E Coupe nawet w czasie jazdy. Mercedes pokazał tym modelem kolejny krok do autonomicznej jazdy. System Drive Pilot w zasadzie sam kieruje do prędkości 210  km/h, a  jedynie kierunkowskazami sygnalizujemy mu nasze zamiar y. A  gdyby ście nie wiedzieli, dokąd w  ogóle chcecie pojechać np. na  lunch, skorz ystajcie z serwisu konsjerża – wywoływanego online asystenta. Na pewno doradzi coś na miarę kierowc y Mercedesa. Cena od 203 400 zł. www.autoidea.mercedes-benz.pl

SPOTKANIE INTELIGENCJI Z RZEMIOSŁEM Piąta generacja limuzyny LS łamie schematy przyjęte dla limuzyn. O ile z zewnątrz manifestuje swoją moc i inteligencję układu jezdnego, to wewnątrz rozgościła się sztuka inspirowana najlepszym japońskim wzornictwem. Mozolne i zawiłe w obróbce technologicznej elementy naturalnego drewna oraz szlachetnego metalu tworzą wzory z których stworzono fragmenty tapicerki. Takiego czegoś nikt nigdy nie zaserwował w samochodzie. A i pewnie nigdzie indziej. O  war tości materialnej owego rzemiosła niech świadczy cena, jaką trzeba zapłacić za wykończenie boczków drzwiowych Origami oraz elementami ozdobnymi Kiriko – 81 200 zł. Klasa siedzenia na tylnych fotelach – bezcenna. Innowacyjna przekładnia perfekcyjnie symuluje 10-stopniowy automat, zaś wersja hybrydowa na samym silniku elektrycznym rozpędza LS500h do 140 km/h, przy czym do pierwszej setki w 5,4 s. Cena od 490 000 zł. www.toyota-olsztyn.pl

PIĘKNIE W MIEŚCIE I ZA MIASTEM Po świetnym przyjęciu na rynku awangardowo wyglądającego modelu C3, Citroen wprowadza kompaktowego SUV-a C3 Aircross, który jest dłuższy i wyższy o 15 cm. Dzięki przesuwanej i rozkładanej do pozycji półleżącej tylnej kanapie, udało się wygospodarować dużo przestrzeni i rekordowy jak na tę klasę bagażnik – do 520 litrów. Wnętrze, jak to u Citroena, jest syntezą awangardy, dizajnu i funkcjonalności. Poza utwardzonymi drogami kierowca ma do dyspoz ycji system Grip Control, k tór ym może w ybrać tr yb jazdy: Sand, All-Road, Snow lub ESP OFF (plus Hill Assist kontrolujący prędkość na stromych zjazdach). Do tego 90 kombinacji stylistycznych oraz pakiet najnowocześniejszych, intuicyjnych usług towarzyszących, od bezprzewodowej indukcyjnej ładowarki na smartfon, aż po informacje o wolnych miejscach na parkingu do którego zmierzamy. Cena od 52 900 zł. www.resma.pl


AUTO

083

WESTERN BEZ KONIA JEST JAK AMERYKA BEZ JEEPA. DWIE LEGENDY SPOTYKAJĄ SIĘ W MRONGOVILLE. W SAMO POŁUDNIE.


AUTO

084

Jeśli potocznie na sportowe buty mówi się adidasy, to na samochód terenowy – Jeep. Jeep jest rozpoznawalny jak butelka coca-coli. Jego siedem pionowych żeber na atrapie są jednym z symboli Ameryki i czynią Jeepa autem nie do pomylenia z żadnym innym. Dawniej, dzisiaj i najpewniej w przyszłości. Więcej, mogą przemijać różne mody, ale ten grill będzie symbolizować amerykańską markę dopóty, dopóki w ogóle po naszej planecie będą jeździć samochody. Jeep jest synonimem niezniszczalnego auta, którego protoplasta pomógł w wygraniu II wojny światowej. Na wyprawach offroadowych, do dzisiaj wśród cywilnych aut bez przeróbek, królem jest tylko on – poczciwy Grand Cherokee. Najnowszy Compass, którego sylwetce bardzo blisko teraz do kultowego Granda, szybko przyciągnął wzrok Jessiego. Akurat słonecznego przedpołudnia wjechaliśmy na główny plac Mrongoville, idealnie odtworzonego westernowego miasteczka położonego na skraju Mrągowa, które żywcem przenosi w świat filmów o dzikim zachodzie. Saloon, hotel, sheriff office, a nawet szubienica na środku placu, robią klimat. Wspomniany Jessie czekał w cieniu niczym filmowy Gary Cooper na bandytów w ikonie westernowego kina – „W samo południe”.

Jessie to pseudonim zawodowy Radima, który od piątego roku życia jeździ na koniu. Jest mistrzem jazdy kaskaderskiej, a mimo to szybko zeszliśmy w rozmowie na temat Jeepów, bo pochwalił się, że sam od dawna jeździ 28-letnim już Grand Cherokee. – Ciągam nim konie, a jak trzeba, to i drewno z lasu. Ma już przejechane 620 tys. i ciągle mi dzielnie służy – zaskakuje, jednocześnie wnikliwie przyglądając się wnętrzu Compassa. Zrecenzował je dość szybko i pozytywnie. Ale kiedy usłyszał pojemność silnika, o mało kapelusz nie spadł mu z głowy. – Mój ma solidne cztery litry, tutaj 1,4… – z wyraźnym zawodem podrapał się gdzieś za tyłem owego kapelusza. Czasy w  motor yzacji zmieniają się i  od tego nie uciekniemy. Dla pragnących wrażeń Jeep ma i ponad sześciolitrowe monstrum (Grand Cherokee SRT), ale kompaktowy Compass ma rywalizować z samochodami, które służą do codziennego użytku. Choć jeśli chodzi o walory terenowe, to bije wszystko, co w ystawiłaby do boju konkurencja. W topowej odmianie Trailhawk (większy prześwit, płyty ochronne napędu i terenowego zawieszenia) jest znany już z Jeepów system jazdy po… skałach. Więcej komentarza nie trzeba.


AUTO

Poza tym klienci chcą aut nacechowanych legendą, ale przystępnych cenowo i przyjaznych na co dzień. Stąd wielka popularność niewielkiego Jeepa Renegade – nikt nie pomyli go z inną marką. No i wracając do silnika naszego westernowego bohatera. Jest to 170-konna jednostka 1,4 turbo. Wystarczy, by czteronapędowego Compassa rozpędzić do 200 km/h, zaś do pierwszej setki w 9,3 s. Ciekawostką jest, że układ napędowy sprzężony jest z dziewięciobiegowym automatem. Nasza wersja Opening Edition, jak nazwa sugeruje, ma promować nowość, kusząc jej wyposażeniem, choć już bazowa wersja Sport ma świetnie dobraną specyfikację, włącznie z asystentem pilnującym pasa ruchu oraz ostrzegającym o niebezpiecznym zbliżaniu się do innego pojazdu. Nowa odsłona Compassa była potrzebna marce, bo w szalenie popularnym segmencie kompaktow ych SUV-ów, liczy się też przyciągająca wzrok stylistyka. Poprzednia odmiana modelu nie do końca chyba przekonywała tym klientów. Teraz to Jeep najczystszej kr wi, któr y swoim świetnym układem 4x4 w jednej chwili potrafi zmienić się z mieszczucha w podróżnika – kiedy zechcesz, wciąż mało przetartymi szlakami. Auto dla tych, którzy mają swój

wewnętrzny kompas, by podążać własną drogą. Jeśli więc by dzisiaj kręcono westerny, zamiast konia, pod sheriff office parkowałby Jeep. Tekst: Rafał Radzymiński Obraz: Michał Bartoszewicz

Jeep Compass 1,4 Tmair 4x4 170 KM Opening Edition – 156 000 zł Cena wersji podstawowej – 99 800 zł

RESMA Autoryzowany dieler Fiata i Jeepa Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 5 www.resma.pl Podziękowania dla miasteczka westernowego Mronoville w Mrągowie za pomoc w realizacji sesji. Jeep czuł się jak u siebie w domu.

085


AUTO

NIECH MOC BĘDZIE Z NAMI OD NICH NIE MA UCIECZKI. JEST WIĘC TYLKO KWESTIĄ CZASU, KIEDY I TY PRZESIĄDZIESZ SIĘ DO SAMOCHODU ELEKTRYCZNEGO. MY POSMAKOWALIŚMY PRZEZ TRZY DNI RENAULT ZOE, AUTA OD PODSTAW ZAPROJEKTOWANEGO JAKO POJAZD ELEKTRYCZNY, WCIĄŻ NAJPOPULARNIEJSZEGO EUROPEJSKIEGO „ELEKTRYKA”. NAŁADOWANI? RUSZAMY! Wielkie łopaty wiatraka rytmicznie kręcą się na lekkim nawet wietrze. Dopiero kiedy stanie się pod wysokim na niemal 100 metrów słupem, widać potęgę wiatrowej mocy. Niech się kręci jak najdłużej! W końcu to od dzisiaj rafineria do mojego samochodu. Naprawdę trudno wyzbyć się szoferskiego nawyku, kiedy mija się stację benzynową i wzrok podświadomie szuka aktualnego cennika paliw. A chyba niczyja wyobraźnia nie sięga aż tak daleko, że jest w stanie zobaczyć świat bez stacji benzynowych. Chyba że potrafi przenieść się w filmowy plener „Mad Maksa”.

086

Przez trzy dni jazdy elektr ycznym Renault Zoe w jakże wymownym kolorze niebieski fudre (z fr. piorun), próbowałem zapomnieć o istnieniu stacji benzynowych, ale jeszcze was tym zaskoczę kilka akapitów później. Testuję auto, które w każdym aspekcie można porównać do Clio i wedle mojej subiektywnej opinii jest najatrakcyjniejszym wizualnie autem elektrycznym na rynku. Nasze Zoe jest w najlepszym wydaniu Q90 Z.E. 40 – z najmocniejszymi akumulatorami, na których wedle norm, jakimi mierzy się zasięg, powinienem przejechać 400 kilometrów. Ale normy, jak i w spalinowych silnikach, są tak ustalone, że w zwykłym


AUTO

ruchu trudno je uzyskać. Więc producent sam uczciwie podaje w swoich materiałach, że realny zasięg moją wersją Renault Zoe, to 300 kilometrów. Oczywiście jeśli będę jeździł autem w mroźne dni i dynamicznie przyspieszał, okroję ten wynik nawet o połowę. Ale póki co jeździłem w sierpniowe upały i starałem się oszczędnie gospodarować prądem, bo… nie miałem gdzie ładować Zoe. W  Olsztynie istnieje jeden terminal do ładowania elektrycznych samochodów, na terenie Olsztyńskiego Parku Naukowo-Technologicznego. Z  takiego terminala Zoe można naładować w stu procentach w około trzy godziny, a już po godzinie 80 proc. baterii, bo im końca ładowania się zbliżamy, tym wolniej ten proces przebiega. Niestety, terminal chwilowo był nieczynny, a z końcem września ma pojawić się nowy, bo – jak się dowiedzieliśmy – na Warmię i Mazury przyjeżdża sporo turystów elektrycznymi pojazdami, którzy w internecie namierzyli olsztyński terminal. Cóż więc robić w takim przypadku? W bagażniku Zoe znalazłem alternatywny przewód, który można wpiąć do najzwyklejszego gniazdka domowego. Tyle że pod to gniazdko trzeba gdzieś móc podjechać i zostawić tam Zoe na dłuższy czas. Na jak długi? I tu wracamy do zapowiadanej stacji benzynowej.

syjnym autem czy bycie kimś, kto wyprzedza trendy, manifestuje swoją troskę o środowisko i podejście do komfortu życia ( jeżdżąc Zoe pomyślałem sobie, by choć w jednej części miasta zrobić taki eksperyment, że poruszają się tam tylko elektryczne pojazdy – ależ byłby miło dla ucha i przyjemnie dla nosa) oraz rozpływa się w komforcie jazdy samochodem absolutnie cichym (a jakie przyspieszenia w mieście!), trzeba porozmawiać o kosztach. Renault Zoe można kupić na dwa sposoby: nabywam całe auto lub auto bez akumulatorów. Oczywiście one fizycznie w aucie są, ale należą do firmy Renault i płacimy miesięcznie abonament za ich korzystanie. Z  prostej kalkulacji wynika, że jeśli chcemy Zoe użytkować przez wiele lat, bardziej opłacalny jest zakup kompletu. Jeśli natomiast planujemy jeździć nim np. trzy lata, to bez akumulatorów kupimy auto taniej o 32 tys. zł, a miesięcznie będziemy płacić od 309 do 549 zł za korzystanie z nich (cena zależy od rocznych przebiegów). I teraz atut najciekawszy, z którego już korzystają pierwsi klienci na Renault Zoe w  Olszt ynie. Otóż Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej realizuje program EWA plus, dofinansowując zadania z zakresu ochrony środowiska, w tym zakup elektrycznych samochodów o wartości do 150 tys. zł. Wpłacamy 10 proc. ceny auta,

Dziwnie bowiem wyglądałoby moje życie z elektrycznym samochodem, który co kilka dni przez wiele godzin muszę ładować pod oknem bloku, ze zwisającym z trzeciego piętra dłuuugim przedłużaczem kończącym się przed klapką do ładowania (sprytnie ukrytą za logo Renault w przedniej atrapie). W domku jednorodzinnym nie byłoby problemu. Nie owijając w  bawe łnę: skorz ystałem z  uprzejmości najbliższej mi stacji benzynowej, gdzie podpiąłem się do gniazdka z prądem. Po całonocnym ładowaniu przybyło mi prądu w akumulatorach o 50 procent., co zwiększyło zasięg o 150 kilometrów. Z odpowiednią mocą pod maską, a konkretnie pod podłogą (tam umieszczono ważące 305 kg akumulatory), postanowiłem odwiedzić wujka na wsi, 35 km od Olsztyna. Dojazd kosztował mnie pięć zużytych kilowatogodzin prądu (średni pobór to 14–15 kWh/100 km). Wedle taryfy za prąd, które płaci na wsi wujek, szybko wyliczyłem mu, że za podróż do Olsztyna płaciłby takim samochodem dwa złote w jedną stronę. Jego benzynową Dacią wychodzi przynajmniej 10 zł. Oto skala oszczędności. I w tym momencie zwykle pojawiają się pytania właśnie o koszta. Odkładając na bok samą ideę jeżdżenia bezemi-

a reszta rozkładana jest w postaci preferencyjnej pożyczki na okres do pięciu lat, oprocentowanej dwa proc. w skali roku, ale – uwaga – z możliwością umorzenia ostatnich 10 proc. pozostałych do spłaty. Jeśli do takich warunków zakupu przyszłyby sprzyjające przepisy (np. darmowe parkowanie w centrum, wjazd na starówkę) i zwolnienia podatkowe, jak w wielu europejskich krajach, jeśli pojawią się stacje szybkiego ładowania w miejskiej przestrzeni (w dużych miastach są w każdym większym centrum handlow ym), to przesiądziemy się w  elektr yczne samochody szybciej, niż nam się dzisiaj wydaje. Bo sama jazda „elektrykiem”, to czysta przyjemność. Dosłownie i w przenośni. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Kuba Chmielewski

Na zdjeciu: Renault Zoe Q90 Z.E. 40 Intens – cena 142 900 (bez akumulatorów 110 900 zł), wersja podstawowa Renault Zoe 121 900 zł (bez akumulatorów 89 900 zł)

087


mechanika samochodowa w pełnym zakresie sprzedaż i dobór części diagnostyka komputerowa wulkanizacja i serwis opon naprawy okresowe, naprawy główne przygotowanie do przeglądu kompleksowa myjnia ręczna serwis klimatyzacji

• zniżki korporacyjne • obsługa flot • karty flotowe Olsztyn, ul. Hozjusza 1, tel.796 99 11 99, www.global-auto.eu, e-mail: info@gap-parts.pl


AUTO

KRÓL SZWECJI WYDAWAŁOBY SIĘ, ŻE MISTRZA TRUDNO JEST ZASTĄPIĆ. A I OTO JEST NOWY MISTRZ. FACHOWCY Z VOLVO PROBLEM BĘDĄ MIELI DOPIERO ZA KILKA LAT, KIEDY BĘDĄ MUSIELI WPROWADZIĆ JESZCZE LEPSZY MODEL, NIŻ DEBIUTUJĄCY XC60.

089


AUTO

090

Każdy porządny człowiek i tak kiedyś wyląduje w Volvo – usł yszałem to radykalne stwierdzenie od człowieka, który jeździł już chyba wszystkimi wartymi grzechu samochodami. Zaliczył przy tym też i kilka poczciwych maszyn rodem ze Szwecji. Coś więc w tej tezie musi tkwić. Głębszej analizy tematu pewnie podjęliby się socjologowie, bo to wcale nie najdroższe samochody są gwarantem naszego wzorcowego wizerunku. Volvo niesie za sobą dużą porcję nieskazitelności i  uznania, k tóre w ynika z  przypisy wanych marce war tości związanych z  trad ycją, troską, solidnością, ale też i  nie wdawa niem się w  przelotne zauroczenia modą. Przecież nie trzeba się za nią uganiać, a  można w ypracować swój s t yl i  potem jedynie pielęgnować go, idąc z  duchem czasu. Skandynawowie opanowali to w wielu branżach, od wzornictwa zaczynając, na ich słynnych domach kończąc. Trudno byłoby więc Szweda przekonać do domku z  w ystawną kolumnadą, skoro tradycja oraz krajobraz architektoniczny nakazują pielęgnowanie, a  nie burzenie ładu estetycznego. Gdybyśmy zagrali w skojarzenia, to na hasło „szwedzkie” większość szukałaby odpowiedzi w  słowach: przemyślany i  rozsądny, solidny i  tr wał y, skromny i racjonalny. A jakie jest najnowsze XC60? Poprzednik pozostawił po sobie w ysoko zawieszoną poprzeczkę. Ale rozkochani w  nim klienci sz ybko przelali swoje uczucia w  stronę nowego obiektu westchnień. To widać było podczas premiery, która zgromadziła użytkowników schodzącego ze sceny modelu (co ciekawe, wciąż najlepiej sprzedającego się SUV-a klasy premium). Wydaje się więc, że poprzeczka już jest pokonana.


AUTO

Najnowsza odsłona nie pozostawiła złudzeń – stylistyczne jest kopią świetnie przyjętego na rynku większego XC90, modelu nowożytnej ery Volvo. Ale jak przyznał Thomas Ingenlath, główny stylista marki, nikt w Volvo nie chciał zbudować kolejnego niemieckiego auta. XC60 czerpie więc pełnymi garściami ze starszego brata: ta sama architektura podwozia, ten sam układ zawieszenia, te same silniki, wreszcie przestronna kabina, no i ten sam pomysł na wnętrze. To ostatnie jest ascetyczne do bólu. Ilość przycisków jest absolutnie minimalna, zaś pełne dowództwo przejął 12,3-calowy dotykowy ekran w centralnym miejscu. Styliści zostawili też ten sam smaczek, co w serii 90 – pięknie wymodelowane pokrętło służące do włączania i wyłączania silnika. Wyglądem przypomina rodow y sygnet, zaś po bokach – oszlifowany diament. To nim pobudzamy do życia czterocylindrowy silnik. Akurat niezależnie od wersji, bo jak zapewne fani marki doskonale już wiedzą, tylko takie jednostki Volvo zaserwowało wszystkim swoim nowościom. 190-konny diesel, którym jechaliśmy z pilotem rajdowym Sebastianem Rozwadowskim* w plenery iście dakarowe, zrelaksował nas w podróży. Tym bardziej, że podczas korków na remontowanych trasach, aktywny tempomat wyhamowywał auto do zera, po czym ruszał, kiedy tylko i auto przed nami ruszało. Zwalniało nas to całkowicie z operowania pedałami. W trasie auto samo też pilnuje linii, więc pozycja kierowcy w siadzie tureckim i z założonymi rękoma, choć niewskazana, to możliwa jest w czasie jazdy. Na szczęście motorsport rządzi się swoimi „systemami” i mamy nadzieje, że nieoceniona rola pilota rajdowego na pokładzie jest niezagrożona. XC60 czuwa też nad pilnowaniem linii, gdybyśmy np. przysnęli za kierownicą i auto zaczęłoby zjeżdżać z drogi

(oczywiście w ytyczonej pasami). Auto samo w yhamuje wówczas na poboczu. Zacznie też hamować, gdybyśmy zbyt szybko dojechali do auta przed nami (przetestowaliśmy kilkukrotnie), a także gdyby ktoś wyskoczył nam przed maskę (do 60 km/h). A w zakresie prędkości 50–100 km/h Volvo samo nawet ominie przeszkodę. W dziedzinie bezpieczeństwa czynnego XC60 osiągnęło maksa. Ale pamiętajmy, że Volvo odważyło się niedawno na obietnicę, że od 2020 roku ani kierowca, ani pasażerowie nie zginą w ich nowym samochodzie. Trzeba być szaleńcem, albo mieć pełne zaufanie do opracowywanych systemów, by publicznie składać takie deklaracje. Jeśli jednak przeanalizuje się ostatnich 90 lat istnienia Volvo, w ciemno obstawiam wariant drugi. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz Na zdjęciu Volvo XC60 D4 AWD Inscription – cena 213 200 zł Wersja podstawowa – 184 500 zł * W  sesji gościnnie wystąpił pilot rajdowy Sebastian Rozwadowski. Od  września rozpoczął cykl przygotowań do swojego trzeciego startu w  Rajdzie Dakar, w  którym znów będzie pilotował litewskiego kierowcę Benediktisa Vanagasa; w obecnym sezonie pilotuje Zbigniewa Staniszewskiego w Fordzie Fiesta R5 w pucharze szutrowym; zdobył mistrza Polski w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski 2014. Sesja zrealizowana w nieczynnej kopalni żwiru pod Nidzicą.

Nord Auto Olsztyn, ul. Warszawska 117 D www.nordauto.dealervolvo.pl

091


DAWNO TEMU

I KTO TO WI(E)DZIAŁ!

HISTORIE Z WARMII I MAZUR, KTÓRE PRZESZŁY DO HISTORII, CHOĆ NA LEKCJI HISTORII O NICH NIE USŁYSZYSZ.

1822 1945 MIEJSCE

092

CZŁOWIEK

WYDARZENIE

Środkiem na migrenę był garnek z wodą i kawałkiem stali, stawiany na głowie. Sposobem na czarownicę – miotła rzucona przed drzwi domu. Na złodzieja koni działało trzykrotne zabicie w dzwony kościelne, mające moc unieruchamiania rabusia. „Przełazi przez złe miejsce” – mówiono, kiedy ktoś zachorował. Gdy z kolei był obmawiany, ogień trzeszczał na kominie. Wystarczyło posypać palenisko solą, by na języku plotkarza pojawiły się pryszcze… Kto nie daje dziś temu wiary, uwierzyć może choć w autentyczność tych ludowych prawd. To zasługa Maxa Polluxa Toeppena. Urodzony w 1822 roku w Królewcu, 21 lat później uzyskał stopień doktora filozofii. Był wykładowcą m.in. w Elblągu i Olsztynku. Habilitował się z pruskiej historiografii. Rok po jego śmierci wyszło polskie wydanie sławnych „Wierzeń Mazurskich z dodatkiem zawierającym klechdy i baśnie Mazurów” (Warszawa 1894). Zacytujmy fragment: Jeżeli ktoś był tak zagniewany na jakąś osobę, że pragnął jej śmierci, mógł to osiągnąć, śpiewając nabożną pieśń przez cały rok rano i wieczorem. Znienawidzona osoba umierała potem z pewnością. W powiecie oleckim środek ten podobno bywał stosowany często i z dobrym skutkiem. Na Toeppena nie sposób się gniewać.

Zamiast spłonąć, mogła… utonąć. Trudno powiedzieć, który z tych dwóch okrutnych losów byłby dla Ostródy lepszy. Może z potopu ocalałby ratusz, XIV-wieczny zamek, Starówka wraz z piękną zabudową rynku albo choć zabytkowe budynki na obrzeżach? Po przejściu przez miasto armii sowieckiej jedynie 40 proc. zabudowy uniknęło spalenia. Tymczasem w styczniu 1945 roku ewakuowano ludność cywilną i utworzono sześcioosobową grupę rowerowo-minerską. Jej zadaniem było zatopienie miasta tuż przed nadejściem czerwonoarmistów. Na czele stanął młody ostródzianin Robert Hoch. Miał dowodzić zamknięciem jazu (zapory) w Samborowie na rzece Drwęcy i wysadzeniem śluz w Małej Rusi, Ostródzie, Miłomłynie i Zielonej, co skutkowałoby spłynięciem do jeziora Drwęckiego wód z Szeląga Wielkiego i Jezioraka. Dlaczego Ostróda nie została Atlantydą? Robert Hoch zdezerterował, wraz z dziećmi i żoną w zaawansowanej ciąży uciekł do Starogardu Gdańskiego i do rodzinnego miasta powrócił kilka miesięcy później, gdy dawną Perłę Mazur trudno było już rozpoznać.

Robert Hoch mógł powrócić lub – tak jak wielu mieszkańców Prus – wybrać ewakuację do Niemiec. 30 stycznia 1945 roku od 8 do 9 tysięcy uciekinierów wypłynęło z Gdyni okrętem „Wilhelm Gustloff ” – do niedawna dumą nazistowskiej organizacji „Kraft Durch Freude” (niem. „Siła przez Radość”), oferującej rejsy wycieczkowe dla przodowników pracy. Luksusowe kabiny dla Hitlera […] zajęli z rodzinami dygnitarze hitlerowscy z Prus Wschodnich – opisuje Magdalena Grzebałkowska w książce „1945. Wojna i pokój”. – Pozostałe wolne pomieszczenia zapełnili uchodźcy z Elbląga, Olsztyna, Malborka czy Kwidzyna i setki gdańszczan. Głównie cywile, z czego ponad połowa dzieci. Łącznie dziewięć szczelnie zapełnionych pokładów statku. Jest śnieżyca, minus 18 stopni Celsjusza i sztorm, gdy przeciążonemu „Gustloffowi” udaje się wyjść w morze. Ma dotrzeć do Kilonii, ale o godz. 21:16 zostaje trafiony trzema torpedami, wystrzelonymi przez radziecki okręt podwodny. Z wszystkich pasażerów tylko około 1200 osobom udaje się uniknąć utonięcia, zamarznięcia lub stratowania przez oszalały ze strachu tłum. Katastrofa uznawana jest za największą morską tragedię w zapisanej historii ludzkości.

(Więcej: naszaostroda.pl)

1945

Wyszperała w historii: Katarzyna Sosnowska-Rama, obraz: Internet, muzeumwostrodzie.pl

RZECZ Tysiąc czy dwa tysiące lat temu południowy brzeg drugiego morza śródlądowego Europy był praktycznie terra incognita. Jeżeli w ogóle wiedziano o istnieniu tych ziem, kojarzono je z „bursztynowym wybrzeżem” – snuje baśniową opowieść autor „Zaginionych królestw”. Mieszkające w mrocznych nadbałtyckich lasach tubylcze plemiona (…) określały siebie jako Prusai lub Pruzzi – nazwa ta pochodzi od indoeuropejskiego rdzenia oznaczającego wodę. Ponieważ grupy te identyfikowały się przede wszystkim ze swoim otoczeniem naturalnym, są podstawy, by myśleć o nich jako o „plemionach wodnych” lub „ludach pojezierza”, albo też – ze względu na uderzający kształt tamtejszej linii brzegowej – jako o „ludziach lagun”. Autora wydanego w 2011 roku bestselleru nie trzeba przedstawiać, napiszmy jednak dla porządku: najpoczytniejszy i najbardziej medialny historyk współczesności, Brytyjczyk z polskim obywatelstwem, mistrz tematów trudnych i pozornie zapomnianych. Norman Davies. Wśród odnalezionych światów „Zaginionych królestw” jest ten „ludzi lagun”, dawnych mieszkańców Warmii i Mazur. Tak odległych, a jednak – jak wynika ze słów Daviesa – tak nam bliskich.

I-II w. n.e.


BLOGERZY

#Chilloutpodgwiazdami CHYBA NIKOGO NIE TRZEBA PRZEKONYWAĆ, ŻE TO NA WARMII BIJE ASTRONOMICZNE SERCE POLSKI. PRZECIEŻ TO TUTAJ, JUŻ W 1543 ROKU, ZOSTAŁO WYDANE DZIEŁO ŻYCIA MIKOŁAJA KOPERNIKA – „O  OBROTACH SFER NIEBIESKICH”. A  DZISIAJ MAMY W REGIONIE DWA PLANETARIA PLUS JEDNO MOBILNE ORAZ PIĘĆ OBSERWATORIÓW PLUS JEDNO DZIAŁAJĄCE OKRESOWO.

Jesteśmy stąd, z Warmii. Właśnie tutaj nasze serce bije najmocniej. A jakże. Ale nawet gdybyśmy nie byli stąd, to atrakcje związane z  obserwacją nieba byłyby kolejnym powodem, żeby jechać również tu, a nie na krańce świata. To najmniej zaludniony region w Polsce, w związku z tym najmniej oświetlony, a dla obserwacji nieba to tylko zaleta. Poza tym na Warmii jest po prostu pięknie. Chociaż na promocję regionu poszły grube miliony i wydaje nam się, że wszystko wiemy, to Warmia jest wciąż mało odkryta. Zacznijmy od Fromborka, gdzie ż ył i  t worz ył kanonik warmiński Mikołaj Kopernik. Znajduje się tu jeden z największych w Polsce teleskopów astronomicznych, a ponad 100 lat temu powstało muzeum sł ynnego astronoma. Największą jego atrakcją jest Planetarium i oddany kilka lat temu Park Astronomiczny. Krótszą historię ma olsztyńskie obserwatorium ulokowane w dawnej wieży ciśnień, przy ul. Żołnierskiej. Niedaleko, przy alei Piłsudskiego, znajduje się Planetarium wyposażone – o czym mało kto wie – w najnowocześniejszą aparaturę projekcyjną. Absolutnym hitem są placówki naukowe. Pod Olsztynem, w  B a ł dach , na terenie należ ąc y m do Uni wer s y tet u Warmińsko-Mazurskiego, w  2015  roku powstała stacja LOFAR PL- 612, pier wsza z  tr zech planowanych stacji w Polsce. LOFAR to gigantyczny radioteleskop rozlokowany w całej Europie, oparty na ponad 100 tys. dipoli, czyli punków odbierających sygnały radiowe z kosmosu. Pozwala on oglądać gwiazdy odległe od Ziemi nawet o siedem miliardów lat świetlnych.

UWM ma jeszcze jedną placówkę badawczą: Obserwatorium Satelitarne w Lamkówku, które praktycznie w całości jest nadzorowane przez naukowców z  Wydziału Geodezji, Inżynierii Przestrzennej i Budownictwa. A wracając na ziemię, obowiązkowo trzeba wspomnieć o największym, społecznym Obserwatorium Astronomicznym w Truszczynach. Jest malowniczo położone wśród pól pod Lubawą, a niełatwy dojazd do niego, rekompensuje niesamowitymi przeżyciami związanymi z prowadzonymi tu sesjami i pokazami. Obser watorium to jedna z  form działalności Fundacji Nicolaus Copernicus. Przede wszystkim zajmuje się popularyzacją wiedzy o astronomie i jest dumna m.in. z wydania jedynego polskiego tłumaczenia książki „Narratio Prima”, która była streszczeniem słynnego dzieła Kopernika „De revolutionibus orbium coelestium”. W 1539 roku Kopernik zdecydował o jego wydaniu, jednak przyjaciel Jerzy Joachim Retyk, matematyk z  Wittembergi, podjął się napisania streszczenia, które było niejako formą promocji dzieła. Fundację prowadzi Robert Szaj, znawca i pasjonat astronomii, którego miłością do gwiazd zaraziła mama, prezentując mu w młodości książkę „1001 pytań o Koperniku”. Truszc z y ny s ą w y jątkowe jeszc ze z  innego powodu, jak choćby powstającej obok Obser watorium winnic y Copernicus, która już rodzi wspaniałe grona szczepu regent, dające wyjątkowe, jak na tę część Polski, wina. Tekst: Dorota i Jarek Kowalscy, obraz: archiwum www.szalonewalizki.pl

Szalone Walizki to blog prowadzony przez Dorotę i Jarka Kowalskich. Ona organizuje podróże, nieustannie szukając nowych kierunków. Zawsze ma w zanadrzu przynajmniej dwa-trzy bilety na kolejne wyprawy. On pisze, nurkuje, fotografuje nad i pod wodą, filmuje – taki kombajn wielozadaniowy, który kocha to, co robi. Szalone Walizki to ich sposób na życie i najlepsza szkoła życia. To rodzaj poradnika i pamiętnika, z którego może korzystać każdy. Więcej historii podróżniczych na www.szalonewalizki.pl

AURA BLOGERÓW Poznajcie blogerów z Warmii i Mazur. To podróżnicy opisujący swoje wyprawy, fascynaci kuchni regionalnej prezentujący w sieci swoje przepisy, testerzy kosmetyków, promotorzy życia blisko natury, recenzenci nowych technologii, muzyki, książek, młode mamy opisujące na blogu swoje doświadczenia z pociechami. Te strony w kolejnych wydaniach magazynu będziemy oddawać właśnie im. Będziecie mogli też poznać ich osobiście – mecenasem projektu jest Aura Centrum Olsztyna, która zorganizuje z blogerami spotkania autorskie w nowo otwartej strefie restauracji. Najbliższe spotkanie z autorami bloga Szalone Walizki odbędzie się 30 września o godz. 16 w Aura Centrum Olsztyna.

093


W DOBRYM TOWARZYSTWIE

Obraz: Arek Stankiewicz

LISTA OBECNOŚCI MADE IN

MOŻNA NIGDZIE NIE BYWAĆ, ALE JEŚLI BYWAĆ, TO TAM...

FESTIWAL MUZYCZNYCH ODKRYĆ OLSZTYN, 12–13 SIERPNIA 2017

zestawie swojego fawor yta. Ale nawet jeśli ktoś odczuwał muzyczny niedosyt, można było nadrobić w innych sferach. Joga, gry planszowe, ekologiczne nowinki i zabawy, food trucki z kuchnią z różnych stron świata, fashion trucki z ciuchami polskich projektantów, kino z projekcjami muzycznych filmów. Albo po prostu leżak z  widokiem na jezioro. Powiększona o parking Centrum Ukiel przestrzeń imprezy, gdzie stanęła scena Red Bull Container, rozwiązała ubiegłoroczny problem nagłośnienia. Jedyne czego zabrakło podczas dwóch dni, to… miejsc noclegowych w Olsztynie. Znaczy – fama o festiwalu rozchodzi się po świecie.

AMERYKAŃSKIE GWIAZDY I NIETOPERZE

SIATKARSKA ELITA NAD UKIELEM

Annika Chambers, wulkan energii i charyzmatyczny głos z Teksasu, była jedną z gwiazd XXVI Międzynarodowego Festiwalu Olsztyńskie Noce Bluesowe. Na scenie w amfi teatrze pojawił się też legendarny Slim Homans, amerykański gitarzysta, wokalista, harmonijkarz i historyk, który zadeklarował ze sceny, że jest socjalistą i zna działalność Piłsudskiego. Może dlatego ściągnął pod scenę publiczność? Koncerty na scenie głównej w amfiteatrze prowadził od lat związany z festiwalem Sławomir Wierzcholski. Muzyką tętniła też scena staromiejska i kluby festiwalowe: Sarp i Sowa. A po zmroku, nad głowami latały nietoperze – rozpoznawalny w świecie bluesa symbol festiwalu.

Beach volley na najwyższym poziomie i wielkie emocje – po raz kolejny światowa siatkówka plażowa zagościła nad jeziorem Ukiel w Olsztynie. Podczas Warmia Mazury World Tour rywalizowało ponad 100 czołowych par z 40 krajów całego świata. Nie zabrakło polskich zespołów, jednak w większości ich występy pozostawiły niedosyt. Wśród pań najlepsze okazały się Brazylijki Larissa/Talita. Turniej mężczyzn wygrali niemieccy siatkarze Markus Bockermann/Lars Fluggen. W tym roku pogoda dopisywała sportowcom aż do niedzielnych finałów, które rozgrywane były w strugach deszczu. Turniej był ostatnim tegorocznym sprawdzianem przed mistrzostwami świata w siatkówce plażowej.

Obraz: MOK

Obraz: fb.com/grandslampoland

Tu jest jakiś raj! – przywitała widownię Katarzyna Nosowska z zespołu Hey. Przekrojowy koncert legendarnej grupy był jednym z najmocniejszych punktów tegorocznego Olsztyn Green Festival. Czwarta edycja imprezy zorganizowanej przez Agorę i miasto Olsztyn, bardziej dopracowana organizacyjnie od poprzednich, przyciągnęła ponad 25 tys. osób. Trzy sceny, ponad 20 koncertów czołowych polskich zespołów, od alternatywnego popu, przez hip hop, po elektronikę. A wśród nich hipnotyzująca Mar y Komasa, brawurow y Łąki Łan, świeże dźwięki grupy Bovska, BeMy czy The Dumplings. Festiwal był okazją do muzycznych odkryć. I trudno było nie znaleźć w tym

094

OLSZTYN, 14–15 LIPCA

OLSZTYN, 19–23 LIPCA


Obraz: Klub Miłośników Stawki

Obraz: fb.com/marta.wasilewskafragnowska

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

MALARSKI ŚWIAT TĘSKNOT

PACÓŁTOWO, 30 LIPCA-1 PAŹDZIERNIKA 2017

STAWKA WCIĄŻ WYSOKA

OLSZTYN, 5 SIERPNIA 2017

Nietuzinkowe wyzwania i rodzinna atmosfera – tak zapamiętali pracę przy filmie „Stawka większa niż życie” jego twórcy. Czworo z nich pojawiło się na spotkaniu przy ul. Kołłątaja, zorganizowanego przez Klub Miłośników Stawki w 50. rocznicę realizacji filmu: asystentka reżyserów Helena Białecka-Rutkowska, Irena Karel (grała kelnerkę Lutzi w odcinku „Hotel Excelsior”), Zygmunt Malanowicz (Johann Streit w odcinku „Bez instrukcji”) oraz scenograf Bogdan Sölle. W klubie „U Artystów” otwarto wystawę fotografii Zofii i Andrzeja Barankiewiczów z planu filmowego. Autor ka mówiła m.in. o pomysłowości, którą musiała się wykazać, aby utrwalić zdarzenia na planie ochranianym przez milicjantów.

SEÑOR, KTÓRĘDY DO WYJŚCIA?

KOBIETY W MERCEDESACH

Obraz: Olek Leydo

Obraz: Archiwum Bartbo

Surowe, klimatyczne wnętrze starego spichlerza na terenie Pałacu Pacółtowo – Luxury Resort, a w nim płótna pełne pejzaży, fascynacji, snów, tęsknot i lęków. To tematy artystycznych poszukiwań Marty Wasilewskiej-Frągnowskiej z Olsztyna, która w lipcu otworzyła tu wystawę malarstwa. – Inspiruję się tym co emocjonalne, co „szaro-mgliście” ujawnia świat moich tęsknot – tłumaczy. – Maluję obrazy istotnych dla mnie przestrzeni, a swoją ogromną malarską pasję oswajam z tym, czego nie nazwę nigdy słowami. Artystka jest absolwentką UWM, w 2013 roku otrzymała tytuł doktora sztuki na Uniwersytecie w Kielcach. W galerii Spichlerz prezentuje prace, m.in. z cyklu „Śnienie”.

BUTRYNY, 18 SIERPNIA 2017

Teraz już inaczej spoglądamy na pozornie dziecinne zabawy, które potrafi ą emocjonować i dorosłych. A to za sprawą mistrzostw dziennikarzy w wychodzeniu z labiryntu, które zaserwował olsztyńskim redakcjom Park Rozrywki Aktywnej Bartbo w Butrynach. No i cóż to za labirynt? Gąszcz korytarzy na hektarowym polu z… kukurydzy. Ze szkicem mapy w ręku musieliśmy rywalizować na czas i odnaleźć we wspomnianym labiryncie zadania, które posłużyły do odgadnięcia finałowej łamigłówki. O ile z czasem poradziliśmy sobie wyśmienicie, to jedna potyczka z hasłem zrujnowała nam ostateczne zwycięstwo, spychając nas na trzecie miejsce podium.

SIŁA-OLSZTYN, 18–20 SIERPNIA 2017

Wiadomo, że Mercedes jest kobietą. Miłośniczki klasycznych Mercedesów wzięły więc sprawy w swoje ręce. Większość pań uczestnicząca w II Zlocie Kobiet w Zabytkowych Mercedesach, skupiona jest przy działającym od 16 lat Klubie Zabytkowych Mercedesów Polska, ale jak przyznała nam komandor rajdu Małgorzata Przebindowska, wymyśliły własną formułę spotkań z cyklu „She’s Mercedes”, by przy tych tradycyjnych, zdominowanych męskimi rozmowami o gaźnikach, nie być jedynie tym pięknym kwiatkiem. W nienagannie odrestaurowanych Mercedesach, panie zwiedziły urokliwe zakątki Warmii, a szerszej widowni dały się poznać podczas postoju (na kawie i ploteczkach) przy plaży miejskiej.

095


Obraz: Artur Kusto

Obraz: Arek Stankiewicz

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

KLASYKI NA WYŻSZYCH OBROTACH

OLSZTYN-BARCZEWO-PURDA, 26 SIERPNIA 2017

Na to otwarcie czekało wiele rodzinnych firm prowadzących swoją działalność na Warmii i Mazurach. Kancelaria Prawna Wojarska Aleksiejuk Lechowicz, która specjalizuje się w procesie sukcesji majątkowych, otworzyła w Olsztynie swój oddział. Pod tym samym adresem funkcjonuje też Stowarzyszenie Sukcesja Firm Rodzinnych, które poprzez cykliczne spotkania oraz warsztaty z członkami firm rodzinnych będzie angażować zainteresowanych w projekt przekazywania firm kolejnym pokoleniom. Docelowo stowarzyszenie ma prężnie działać w Europie środkowo-wschodniej, a powstało w Olsztynie ze względu na lokalny patriotyzm założycieli.

096

Obraz: arch. organizatora

Obraz: Urząd Gminy Dywity

Przy okazji 67. urodzin nieodżałowanego mistrza Mariana Bublewicza, Olsztyński Klub Motorowy noszący Jego imię, zorganizował po raz pierwszy rajd Replica & Classic. Jak nazwa podpowiada, impreza dedykowana była klasycznym autom cywilnym oraz wiernie odtworzonym rajdówkom z epoki. Na niespełna 58-kilometrowej trasie rajdu były cztery odcinki sportowe rozegrane na terenach gmin Barczewo i Purda. Pod nieobecność naszego naczelnego, który zwykle nie omija takich wydarzeń, za kierownicę swojego sportowego Mitsubishi zasiadł wydawca magazynu, pilotowany zresztą przez żonę. I to się nazywa debiut – drugie miejsce w klasyfikacji generalnej.

SUKCES SUKCESJI

OLSZTYN, 1 WRZEŚNIA 2017

W KUFLACH I W STODOLE DYWITY, 5 SIERPNIA 2017

Ponad 60 piw z całego kraju rywalizowało w V Warmińskim Konkursie Piw Domowych organizowanym podczas Święta Warmińskiego Piwowara w dywickiej stodole. W kategorii warmińskiego Rosanke najlepszy trunek uwarzył lokalny, domowy piwowar Paweł Morawski z Olsztyna. W kranach z piwem ustawionych wokół stodoły pojawiło się sporo ciekawostek, jak Kormoran Ciemny z dodatkiem kosodrzewiny czy trunki ze Starej Szkoły: Pokrzywowe i Mniszkowe. Lały się też swojskie nalewki, wódki, cydry, miody, m.in. z Zielarskiej Wioski w Blankach. Nic dziwnego więc, że Damian Syjonfam i Witkek Muzyk Ulicy już po pierwszych rytmach rozbujali tłum pod sceną.

600 OSÓB ORIENTUJE SIĘ

BUTRYNY, 1–3 WRZEŚNIA 2017

Uroczyska, jeziora, bagna, gęste lasy, grodziska, cmentarze i bunkry – a między nie wplecione jedne wymagające trasy IV edycji warmińsko-mazurskiego rajdu na orientację Abentojra. Miłośnicy brodzenia w wodzie i przedzierania się z przez ściany zarośli, spotkali się w bazie rajdu w Butrynach w parku rozrywki Bartbo. W tegorocznej edycji wzięło udział blisko 600 uczestników. Ścigali się na trasach: pieszej, rowerowej, rodzinnej, bo Abentojra to też edukacja i obcowanie najmłodszych z przyrodą. Ale zdecydowana większość rywalizowała o punkty do klasyfikacji. A wówczas liczą się nie tylko silne nogi, ale też i zamiłowanie do łamigłówki oraz taktyki.


IMIĘ I NAZWISKO WYKONYWANY ZAWÓD MIEJSCE URODZENIA Gdy stoję w korku… zastanawiam się, ile ważą łącznie tyłki kierowców i pasażerów w zakorkowanych samochodach. Jeszcze raz przeczytałbym… Biblię. Gdy zaczyna się weekend… myślę: o Boże, znowu?! Nie!… Na Warmii i Mazurach znajomych zabrałbym do… Żywkowa, stolicy bocianów, rodem z Hitchcocka. Najchętniej wystąpiłbym w reklamie… trumien. W portfelu mam… od kilku lat świadomie nie noszę portfela. Ulubione zdjęcie to… palacz na tle dymiących kominów elektrociepłowni. Nigdy nie założę na siebie… wizytowych butów z długimi noskami. Kiedy kupuję papier toaletowy… myślę o drzewach, a jak o drzewach to o lesie, a jak o lesie to o ministrze Szyszce, a jak o ministrze Szyszce to o polityce, a jak o polityce to o papierze toaletowym. Papier toaletowy dowodzi potęgi logiki, przyczyn i konsekwencji. Za kierownicą jestem… duszą targaną przez dwa sprzeczne żywioły: działkowca-emeryta i Roberta Kubicy. Obejrzę się na ulicy… za parą staruszków trzymającą się za ręce. Nie odbiorę telefonu od… księdza z czasów dzieciństwa, który odmówił mojej matce darów z Zachodu, ponieważ była po rozwodzie.

098

27 złotych… to bilet autobusowy z Gutkowa do centrum plus powrotna, nocna taksówka. W kuchni zawsze wyjdzie mi… W kuchni nic nie jest pewne. Nie wolno szarżować z optymizmem. Niejeden Gessler okazał się Szwedzkim Kucharzem. Ostatnio rowerem pojechałem… do Łupstychu, choć wolę, niczym chomik w kołowrotku, kręcić kółka wokół Długiego. Nigdy nie odmówię sobie… piwa w gronie przyjaciół. Z menu nigdy nie wybiorę… owoców morza.

MARIUSZ SIENIEWICZ PISARZ OLSZTYN

Przez jeden dzień chciałbym być… kobietą, która żyje ze mną na co dzień. Nie cierpię zapachu… piżmowych perfum i tira z indyczymi klatkami. Moje kolejne urodziny… to monolog wewnętrzny: naprawdę, dajcie spokój, już nie trzeba, bo i korek z szampana wyskakuje ociężale, z jakimś trudno uchwytnym zażenowaniem. Chciałbym zobaczyć świat oczami… pszczoły. Komfortowo czuję się… gdy jestem zmęczony. Cofając czas, chciałbym zostać… operatorem karuzeli. Rano w lustrze… widzę to, czego nie chciałem zrobić dzień wcześniej. W kolejce do kasy… konstatuję ze smutkiem, że z wiekiem trzeba płacić za coraz więcej rzeczy. Płakałem ostatnio… płaczę wewnętrznie, choć nie jestem twardzielem. Nie chciałbym stracić… wiary, że przyszłość ma sens. Zawstydzam się… gdy ktoś prawi mi nieszczere komplementy. Mój ulubiony ciuch… hmm… pidżama, chyba jednak pidżama, ona jest widzialną przepustką do innych światów. Ostatnio przeczytałem… „Kolej podziemną” Whiteheada. Chciałbym mieć obraz… Edwarda Hoppera. „Ćmy barowe” lub „Pokój w Nowym Jorku”. Najdłuższy dystans jaki przebiegłem to… nie pamiętam. Musiałbym przeliczyć powierzchnię boiska piłkarskiego razy 90 minut razy wydolność nastolatka. W młodości byłem piłkarzem Warmii Olsztyn i Stomilu. Na wyprzedaży kupiłem ostatnio… żenujące w oczach najbliższych dzinsy-rurki ze ściągaczem. Podgłaśniam radio gdy… lecą Depesze lub coś z grunge’u. Lubię w sobie… musiałbym dłużej się zastanowić, a wy zaraz puszczacie materiał do druku.


MADE IN Warmia & Mazury / 25 / wrzesień-październik 2017  
MADE IN Warmia & Mazury / 25 / wrzesień-październik 2017  

MADE IN. Warmia & Mazury to 100-stronicowa wizytówka naszego regionu, która co dwa miesiące trafia do ludzi twórczych, ambitnych i poszukują...

Advertisement