Page 1

bezpłatny

WSZYSTKIE TWARZE PANASA

JANUSZ

PANASEWICZ

magazyn lifestylowy

numer 32

grudzień 2018 – styczeń 2019

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

RAFAŁ OLBIŃSKI

NIE MAM SOBIE NIC DO POWIEDZENIA

JOHN PORTER

BARDZO ODPOWIADAJĄ MI BROWARY Z WARMII

KRZYSZTOF HOŁOWCZYC DAKAR „Z DOMU” JEST PIEKIELNIE TRUDNO PRZEŻYĆ

12/01


MAGAZYN LIFESTYLE’OWY O WARMII I MAZURACH

Obraz: Kuba Chmielewski

LIMITOWANY. RĘCZNIE PISANY. BEZCENNY.

DZIEŃ DOBRY Od zawsze fascynuje nas ta niekończąca się lista z nazwiskami, która wieńczy film. Jedno dzieło, które jest efektem pracy armii ludzi, choć i tak splendory spływają zwykle na reżysera i głównego aktora. Dzisiaj, kiedy świętujemy piąte urodziny MADE IN Warmia & Mazury, nieskromnie przyznamy, że też zbieramy laury za cały zespół, który przykłada się do tworzenia kolejnych numerów magazynu. Stąd na nasze edytorialowe zdjęcie wpadliśmy niemal całą ekipą, wpisując się w plan filmowy. Nie byle jaki, bo kręcony również na Mazurach – „Faraon” z udającym afrykański Nil jeziorem Kirsajty. Czy pięć lat to dla naszego magazynu dużo? Trzygodzinnego „Faraona” Kawalerowicz kręcił trzy lata. Wniósł do kinematografii dzieło wytypowane do Oscara. Solidna praca przełożyła się na efekt. Sami nie wystawiamy sobie not, ale co jakiś czas robią to za nas inni. Właśnie odebraliśmy „Żagle Warmii i Mazur”, prestiżową nagrodę przyznawaną firmie odpowiedzialnej społecznie. Czyli wnoszącej do przestrzeni życiowej coś więcej niż tylko produkt czy usługę. Cieszymy się, że idea magazynu, która przyświecała jego założeniu, znajduje uznanie niczym ważny dla społeczeństwa film. Z okazji drobnego jubileuszu ufundowaliśmy sobie prezent – przenosimy naszą redakcję z kultowego garażu na Dajtkach, gdzie wszystko się zaczęło, w przestrzeń nowego wymiaru – do Kuźni Społecznej. To wykreowana przez Bank Żywności nowa tkanka na mapie Olsztyna. Wierzymy, że w tych pięknie odrestaurowanych pokoszarowych murach ta wielopłaszczyznowa w działaniu inicjatywa stanie się niebawem społeczno-kulturowo-biznesowym tyglem, który dołoży swoją cegiełkę do tworzenia nowej, twórczej dzielnicy miasta. A rękę do tego przyłożymy i my. Każdy ma przecież jakąś rolę w życiu do zagrania. Na zdjęciu od lewej: Paweł Borzymowski –  dystrybucja, Ewa Drozda – dziennikarka, Magda Brzezińska – dziennikarka, Aga Kacprzyk – dziennikarka, Arek Stankiewicz – fotograf, Beata Waś – dziennikarka, Jola Bukowska – sekretarz redakcji, Rafał Radzymiński – redaktor naczelny, Michał Bartoszewicz – wydawca, Jarek Poliwko – fotograf, Kuba Chmielewski – fotograf, Agnieszka Blonka – fotograf, Piotr Ratuszyński – fotograf oraz Niunia – asystentka wydawcy PS Na naszym planie filmowym „Faraona” brakuje jeszcze kilku naszych gwiazd – grają wiele świetnych ról w życiu zawodowym, więc nie mogą w tym samym czasie ogarniać dwóch planów zdjęciowych. Pozdrawiamy Radka, Mateusza, Łukasza, Patryka i Basię.


BOHATEROWIE OKŁADEK O MAGAZYNIE

MAGAZYN LIFESTYLE’OWY O WARMII I MAZURACH LIMITOWANY. RĘCZNIE PISANY. BEZCENNY.

004

JOANNA JĘDRZEJCZYK

IZABELA TROJANOWSKA

GRZECH PIOTROWSKI

MACIEJ ORŁOŚ

Bardzo się cieszę, że mamy na Warmii i Mazurach tak ekskluzywne i mocne czasopismo. Było mi miło być w jednym z pierwszych numerów na okładce, tuż po moim duż ym sukcesie jakim było zdobycie t y tułu mistrzowskiego. Pięknie reprezentujecie nasz region, opisujecie wspaniałe historie i ciekawych ludzi. Każdy z nas, o różnych zainteresowaniach, znajdzie w nim coś dla siebie. Życzę równie udanych kolejnych pięciu i 55 lat na rynku. Wasze wywiady poruszają, często wzruszają, motywują i zachęcają do tego, by jeszcze lepiej działać w naszym regionie. Ja je s te m „ ma d e in Wa rmia i Mazury”, jestem „made in Pola n d ” i  je s te m d um na , że mogę być z wami w tak bliskiej relacji. Wszystkiego dobrego i życzę jeszcze lepszej imprezy urodzinowej, niż w ubiegłym roku, choć tamta przeszła samą siebie.

Z Olsztynem jestem związana głównie poprzez to, że się w nim urodziłam. Ale n i e t y l ko , te ż s p ę d zi ł a m w nim dzieciństwo, chodziłam do szkół i mam w nim ciągle znajomych i przyjaciół. Wiem, że sympatia jest obopólną, gdyż jestem do Olsztyna zapraszana i nawet wyróżniana. To zobowiązuje do jeszcze większego zaangażowania w sprawy (jak to śpiewa cudnie Czerwony Tulipan) mojej „Małej Ameryki”. Regularny kontakt z Olsztynem i stałą dawkę informacji co się w nim dzieje, otrzymuję poprzez czytanie MADE IN Warmia & Mazury. Magazyn świętuje piąte urodziny i z tej okazji chciałabym podziękować za pamięć i też świetny wywiad. Zdjęcia z sesji są artystyczne i ponadczasowe. Sam magazyn jest dopieszczony i zachwyca swoją szatą graficzną. Życ zę magaz ynowi, żeby się nie zmieniał, a wszystkim jego redaktorom, żeby czerpali ze swojej pracy jak najwięcej satysfakcji!

Kochani! Idziemy łeb w łeb. Wa sz magaz yn ob ch o dzi pięć lat, a my przygotowujemy piątą edycję Festiwalu „Wschód Piękna”! To najważniejszy festiwal nad którym pracuję z World Orchestra, a ta edycja będzie specjalna. Mam nadzieję, że doczekamy kolejnych jubileuszy i uda nam się połączyć siły, aby jeszcze lepiej promować Warmię i Mazury. I przez naszą muzykę, i przez Waszą działalność pokazującą region z najlepszej strony.

Podziwiam MADE IN Warmia & Mazury, naprawdę. To pięknie wydawany i profesjonalnie redagowany magazyn, zapraszający na swoje łamy zn a n e o s o by – z wi ą z a n e z regionem, z którymi przeprowadza się nietuzinkowe rozmowy dotyczące Mazur (i Warmii), choć nie tylko. Profesjonalny wywiad, profesjonalna sesja okładkowa – sam tego doświadczyłem, z czego jestem dumny. Poza tym chwała magazynowi za to, że pokazuje region „od kulis”, czyli od strony mniej znanej. Miłośnicy Warmii i Mazur, np. z Warszawy, na pewno wiedzą o jeziorach, żeglowaniu, marinach. Bywają w Mikołajkach, Giżycku czy Mrągowie. A magazyn MADE IN pokazuje, że ten region to nie tylko wakacje, nie tylko lato, że jest tam pięknie o każdej porze roku i że nie brakuje wspaniałych miejsc, które warto odkryć.


BOHATEROWIE OKŁADEK O MAGAZYNIE

NATALIA NYKIEL

KRZYSZTOF DAUKSZEWICZ

WOJCIECH MALAJKAT

WANDA KWIETNIEWSKA

Ko c h a m Wa r m i ę i M a z u ry, a jeszcze bardziej ludzi mieszkających tu, którzy są pracowici, kreatywni i cały czas szukają nowych form rozwoju osobistego, jak i naszego regionu. Taki jest też magazyn MADE IN Warmia & Mazury: świeży, niezależny i łączący nasze działania. Składam redakcji najserdeczniejsze gratulacje w związku z całą wykonaną dotychczas pracą i proszę o więcej! :)

Czytam regularnie i uważam, że MADE IN Warmia & Mazury jest magazynem tak fascynującym i zachwycającym jak Warmia i Mazury, czego doświadczam od 70 lat. Wytrwałości i dalszych dobrych pomysłów.

Magazyn rodząc się pięć lat temu, dobrze widział kiedy to zrobić. Mikołajki, potem święta, kiedy wszyscy są w cudownych nastrojach i taki prezent dla czytelników Warmii i Mazur. Grudzień to dobry moment, aby nadrobić zaległe lektury i sięgnąć po ten znakomity magazyn. Życzę wam wielu lat w zdrowiu i świetnej kondycji. No i wciąż tego perfekcyjnego wyczucia czasu i miejsca.

Najlepsze życzenia urodzinowe dla całej redakcji. Jesteście na „piątkę”, ale życzę wam wielu kolejnych „piątek”. Wasze pismo jest fantastyczne. Jestem dumna, że mogłam w nim zagościć. Serdeczne pozdrowienia dla was i waszych czytelników!

005

LIMITOWANY. RĘCZNIE PISANY. BEZCENNY.


SPIS TREŚCI

TREŚĆ MADE IN 20

42

BOHATEROWIE OKŁADEK O MAGAZYNIE RAZ, DWA, TRZY...

Szybki numerek z MADE IN

SHORT

Przy porannej kawie

KULTURA

Polecamy Warmię i Mazury

KULTURA

Objawienie ze sztangą

RECENZJE

Kultura osobista

POZA GALERIĄ

Biuro wrażliwych dusz

POSTAĆ

Janusz Panasewicz

PRODUKTY

Galeria handlowa

GODNE UWAGI

Dobre miejsca MADE IN

DOBRE MIEJSCA

Z duchem cesarza

CITTASLOW

Przedświątecznie w miastach ze ślimakiem

KUCHNIA

Dolce vita na talerzu

BROWAR

Naturalnie pod kapslem

BIZNES

Rozkręcimy twój biznes

BIZNES

Oszczędności w nieruchomości

PRAWO I BIZNES

Wartości silnej rodziny

LUDZIE

Rozmowy na schodach

BIZNES I ROZWÓJ

Słowo bardzo pożądane: dotacja

BIZNES

A niech się dowiedzą

BIZNES

Wytyczanie planów rozwoju

ZDROWIE

Mercedes za jeden oddech

BIZNES I ZDROWIE

Pigułki po warmińsku

LUDZIE NON PROFIT

Twórczy nadmiar

URODA

Uroda spod piórka

64

004 008 010 012 014 016 018 020 028 030 034 037 040 042 044 046 048 050 052 054 056 058 060 062 064

066 068 070 072 074 076 078 080 082 084 086 088 091 096 098 101 104 106 107 108 110 116 118 120 122

91 ŚLUB

Nie opuści aż do ślubu

CIAŁO

Nowa generacja odmładzania

AURA KOBIET Lot na zmiany

CIAŁO

Technologia w złotej masce

URODA

Złoty środek dla urody

CIAŁO

Laser do naprawiania błędów

TRIATHLON

Szybko do Susza

FITNESS

Generator szczęścia

NIERUCHOMOŚCI

Życie z takimi widokami

98 Wydawca Auris Media Group Michał Bartoszewicz biuro@auris-media.pl www.auris-media.pl Redakcja +48 733 408 350 10-801 Olsztyn, ul. Sielska 17 redakcja@madeinwm.pl www.madeinWM.pl Redaktor naczelny Rafał Radzymiński, rafal@madeinwm.pl Sekretarz redakcji Jolanta Bukowska, jola@madeinwm.pl Reklama +48 733 408 350, reklama@madeinwm.pl Prenumerata i dystrybucja +48 733 408 350, jola@madeinwm.pl

WNĘTRZE

Patronaty +48 608 641 421, redakcja@madeinwm.pl

NIERUCHOMOŚCI

Biznes z duchem historii

Kultura Beata Waś, beata@madeinwm.pl

WNĘTRZA

Skład

REPORTAŻ

Studio Gravite, Olsztyn

Więcej złota i radości

Znajdź swoje wnętrze Dakarowcy

MĘŻCZYZNA I MASZYNA Henio sentymentalnie

AUTO

Ósmy cud świata

AUTO

Piękne rzeczy

JUST4DRIVE

Jakie jest najlepsze auto? Wynajęte

LISTA DYSTRYBUCJI DAWNO TEMU I kto to wi(e)dział

KRĘCILI TU Lincz

W DOBRYM TOWARZYSTWIE Lista obecności MADE IN

FOTORELACJA

Święto adwokatury z filmową nutą

FOTORELACJA Ugościć hotelarza

FOTORELACJA

Drift, stunt i biceps Burneiki

NAPISY KOŃCOWE Rafał Olbiński

Projekt graficzny Agnieszka Tańska Foto Agnieszka Blonka Jakub Chmielewski Piotr Dowejko Jarek Poliwko Piotr Ratuszyński Arek Stankiewicz Łukasz Wajszczyk Druk Przedsiębiorstwo Poligraficzne HAKUS Maria i Andrzej Kuśmierczyk sp. j. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za terść reklam nie odpowiadamy. Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. All rights reseved!


RAZ, DWA, TRZY…

SZYBKI NUMEREK Z MADE IN LICZBY, O KTÓRYCH MOGLIŚCIE NIE WIEDZIEĆ

430

8 TYS.

EKSPONATÓW 8 tys. eksponatów liczy Muzeum Sportu im. Mariana Rapackiego w Olsztynie. Najstarszym jest kula lekkoatletyczna o wadze 7,25 kg z 1929 roku, a największy to puchar Karola Chochłowicza – Mistrza Jazdy Kolarskiej województwa wileńskiego z 1932 roku.

700-LETNI DĄB 990 cm obwodu pnia ma około 700-letni „Dąb im. Jana Bażyńskiego” w Kadynach nad Zalewem Wiślanym. To najstarszy spośród 2,5 tys. pomników przyrody na Warmii i Mazurach.

4 OKRĄŻENIA RÓWNIKA

Blisko 150 tys. km miały już na liczniku z początkiem października Olsztyńskie Rowery Miejskie, odpowiada to prawie czterem okrążeniom kuli ziemskiej wzdłuż równika. Zarejestrowanych dzięki aplikacji ROOVEE umożliwiającej wypożyczanie, było prawie 8400 osób. 008

91,41% GŁOSÓW

91,41 proc. głosów – to najwyższy odsetek poparcia odnotowany w październikowych wyborach samorządowych na Warmii i Mazurach. Otrzymał je 36-letni wójt gminy Kętrzyn Paweł Krzysztof Bobrowski.

METRÓW TKANIN 430 m tkanin wykorzystano w pracowniach krawieckich na kostiumy do spektaklu „Anna Karenina” w Teatrze im. S. Jaracza w Olsztynie. Od wrześniowej premiery do końca roku obejrzy je 7088 osób, co da frekwencję na poziomie 99,15 proc. To rekord ostatnich lat.

41 ZŁ ZA KOREPETYCJE 41 zł to średnia cena za godzinę korepetycji w Olsztynie. Nauka matematyki zaawansowanej w stolicy regionu to koszt 43,57 zł – najniższy w Polsce, a języka hiszpańskiego 54,69 zł, czyli najwyższa stawka w Polsce.

300 NAGRÓD Około 300 medali, nagród i wyróżnień ma na koncie Andrzej Matracki z Olsztyna, najbardziej utytułowany polski fryzjer. Jako zawodnik zdobył około 100 medali, a jako trener samego złota przywiózł 13 z mistrzostw świata, 11 z mistrzostw Europy i 28 z mistrzostw Polski.

3072 ZŁ 3072 zł przypada na każdego mieszkańca Olsztyna z puli pozyskanych unijnych funduszy w latach 2014–2017. Olsztyn zajął pod tym kątem pierwsze miejsce w ogólnopolskim rankingu przygotowanym przez czasopismo „Wspólnota”. Za nim uplasował się Rzeszów (2165 zł na każdego mieszkańca) i Lublin (1758 zł).

9% ZATRUDNIONYCH 9 proc. zatrudnionych osób w regionie związanych jest z branżą wodną. To m.in. technicy inżynierii środowiska i melioracji, żeglugi śródlądowej, szkutnicy. Woda zajmuje ponad 20 proc. powierzchni Warmii i Mazur – największy odsetek spośród wszystkich województw w kraju.


Suma korzyści do 17 000 zł + ubezpieczenie 2,99%

Hyundai Tucson od 77 900zł

Hyundai i30 od 59 300 zł

Teraz nowoczesne modele Hyundai, które od zawsze dostępne były w atrakcyjnych cenach, objęte zostały jeszcze lepszą promocją w ramach wyprzedaży rocznika 2018. Dzięki wysokim upustom, premii za odkup i promocyjnemu wyposażeniu możesz zyskać aż do 17 000 zł. Skorzystaj też z promocyjnego ubezpieczenia w wysokości 2,99% ceny samochodu przez rok oraz 5-letniej gwarancji bez limitu kilometrów w standardzie. Promocja obowiązuje dla wybranych wersji i modeli do wyczerpania zapasów. Sprawdź szczegóły w salonie.

Maksymalna suma korzyści 17 000 zł dotyczy modelu Tucson Go! z silnikiem 1.6 GDi 6MT 2WD i składają się na nią upust 11 000 zł, premia za odkup używanego samochodu przez Autoryzowanego Dealera Hyundai w wysokości 2000 zł oraz dedykowane wyposażenie w promocyjnej wersji Go!, z korzyścią 4 000 zł względem wersji Comfort. Liczba samochodów objętych promocją jest ograniczona. Promocja obowiązuje od 01.10.2018 do odwołania lub wyczerpania zapasów i nie jest ofertą w rozumieniu kodeksu cywilnego oraz nie łączy się z ofertą dla firm oraz grup zawodowych. Promocja nie wyłącza innych promocji Autoryzowanego Dealera. Samochody prezentowane w reklamie mogą różnić się wizualnie od samochodów objętych promocją. Średni poziom spalania paliwa w cyklu mieszanym i emisji CO2 dla samochodów prezentowanych w reklamie wynosi: i20 MY19 1.0 T-GDI 7DCT PREMIUM – zużycie paliwa 4,8 l/100km i emisja CO2: 109 g/km, i30 Hatchback i Wagon MY19 1.4 T-GDI 7DCT PREMIUM – zużycie paliwa 5,4 l/100km i emisja 123 g/km, Tucson MY18 1.7 CRDI 2WD 7DCT PREMIUM – zużycie paliwa 4,9 l/100km i emisja 129 g/km, Tucson MY19 1.0 T-GDI 7DCT PREMIUM – zużycie paliwa 5,1 l/100km i emisja 134 g/km. 5-letnia Gwarancja Bez Limitu Kilometrów Hyundai dotyczy jedynie tych samochodów Hyundai, które były sprzedane Klientowi końcowemu przez Autoryzowanego Dealera Hyundai na warunkach opisanych w książce gwarancyjnej. Szczegóły promocji i programu gwarancyjnego, w tym wyłączeń gwarancji, dostępne są u Autoryzowanych Dealerów Hyundai.


INFO

PRZY PORANNEJ KAWIE

KUCHNIA NA TRZY WIDELCE

Cztery lokale z regionu są na liście VIII edycji ogólnopolskiego plebiscytu Poland 100 Best Restaurants 2018. Szczególne wyróżnienie trafiło do szefa kuchni Hotelu Anders w Starych Jabłonkach Dariusza Strucińskiego – został Osobowością Kulinarną 2018 roku. Grand Award 3 Widelce otrzymały: Restauracja Pałacowa Hotelu Anders w Starych Jabłonkach, Restauracja Refektarz Hotelu Zamek Ryn, Restauracja Romantyczna Hotelu SPA Dr Irena Eris na Wzgórzach Dylewskich, a 2 Widelce Gościniec Ryński Młyn w Rynie.

ROZWÓJ U BOKU MENTORA

WSPARCIE DLA PAŁACU

Bundestag przyznał pół mln euro dotacji na remont pałacu w Sztynorcie na Mazurach, którym opiekuje się Polsko-Niemiecka Fundacja Ochrony Zabytków. Pałac leżący na półwyspie oddzielającym jeziora Mamry, Kirsajty i Dargin, od XV wieku do 1945 roku był siedzibą szlacheckiego rodu Lehndorffów. Fundacja w 2009 roku przejęła budynek w kiepskim stanie od prywatnej firmy. Od tamtej pory m.in. wyremontowano dach i wzmocniono stropy. Fundacja planuje złożyć wniosek o kolejne środki z funduszy norweskich. Po remoncie będzie tu m.in. muzeum szlachty wschodniopruskiej (oryginalne wyposażenie z dawnego pałacu chce przekazać rodzina Lehndorffów) oraz hotel.

Obraz: ©GNT STUDIO/Shutterstock.com

Partnerska relacja między mistrzem a uczniem, wzajemne odkrywanie i rozwijanie potencjału – to najprostsza definicja mentoringu. Ten pierwszy inspiruje, stymuluje i doradza jak świadomie zarządzać czasem, projektować przyszłość. Program Mentoringowy Stowarzyszenia z Uśmiechem powstał, aby rozwijać i wspierać w różnych obszarach życia osobistego i zawodowego. Jest rozszerzeniem Festiwalu Rozwoju i Inspiracji BabaFest, podczas którego od ośmiu lat organizowane są warsztaty i wykłady rozwijające pasje i wspierające rozwój. Program Mentoringowy również będzie okazją do rozbudzania indywidualnego potencjału. – Chcemy stworzyć możliwość wsparcia dla osób, które stoją na rozdrożu, mają wątpliwości, chcą się rozwijać – tłumaczy Agnieszka Łobacz ze Stowarzyszenia Inicjatyw Kulturalno-Rozwojowych z Uśmiechem. – A tym, którzy mają wiedzę, kompetencje i umiejętności, damy szansę na podzielenie się z innymi, zmianę swojej perspektywy i poszerzenie sieci kontaktów. Poszukujemy do współpracy firm i instytucji, które kierują się zasadami rozwoju, partnerstwa i podzielają nasze wartości.Program Mentoringowy Festiwalu BabaFest, pierwsza tego typu inicjatywa w regionie, rusza w styczniu 2019. W inauguracyjnej półrocznej edycji weźmie udział około 20 mentorów (m.in. Elżbieta Lendo, Wioletta Śląska-Zyśk) oraz podobna ilość uczniów.

Obraz: dawnysplendor.blogspot.com

Magazyn MADE IN Warmia & Mazury otrzymał prestiżową nagrodę „Żagle Warmii i Mazur” przyznawaną wyróżniającym się firmom. Jako lifestylowe pismo zostaliśmy laureatem w kategorii Przedsiębiorstwo Odpowiedzialne Społecznie WaMaBOSS. – Magazyn z każdym numerem daje wiarę mieszkańcom regionu, że tutaj da się fantastycznie pracować i tworzyć biznes – uzasadniał prowadzący galę w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej. Uhonorowano też firmy w kategoriach Najlepszy Produkt i Usługa Warmii i Mazur oraz Warmińsko-Mazurska Nagroda Jakości. – Warto brać z nich przykład, pokazywać i nagradzać, bo dzięki nim region się rozwija, może konkurować z innymi. I taka jest idea konkursu „Żagle Warmii i Mazur”, którego celem jest wyłonienie najlepszych przedsiębiorstw, produktów, usług i projektów promocyjnych w regionie – podkreślił marszałek województwa warmińsko-mazurskiego Gustaw Marek Brzezin. – Żagle to symbol piękna, potęgi i prestiżu. Chcemy wyróżniać nim tych, którzy stanowią wzór do naśladowania.

Obraz: Michał Bartoszewicz

MAMY ŻAGLE, ŁAPIEMY WIATR

Obraz: arch. Hotel Anders

Obraz: arch. UM WM

CO W TRAWIE PISZCZY (WARMIŃSKO-MAZURSKIEJ)


Obraz: arch. Maciej Marcinkiewicz

INFO

JEDNOGŁOŚNIE OD MAZUR PO GÓRY

Elżbieta Lendo z ostródzkiego hotelu Willa Port Art & Business została członkiem zarządu prestiżowej organizacji hotelarskiej Harmony Polish Hotels. To grupa skupiająca wysokiej klasy hotele z całej Polski, których działalność wpisuje się w polskie i regionalne dziedzictwo kulturowe. Podczas wyborów uzupełniających do składu zarządu VI kadencji, Elżbieta Lendo została wybrana jednogłośnie. Od 25 lat jest związana z finansami, z sukcesem zarządza kilkoma spółkami, w tym Lendo Hotels Group, która jest operatorem obiektów hotelowych i rekreacyjnych: Hotel Willa Port Art & Business w Ostródzie, Termy Warmińskie w Lidzbarku Warmińskim oraz położone w Zakopanem Hotel Paryski Art & Business i Hotel Nosal. Obraz: UMW Olsztyn

AURA POD NAPIĘCIEM

Aura Centrum Olsztyna to pierwsze w regionie centrum handlowe, które udostępniło bezpłatne stacje ładowania samochodów elektrycznych. Zostały wykonane w ramach projektu Tesli, producenta aut elektrycznych, który zakłada ogólnodostępne stacje w dużych obiektach handlowych (mapę z punktami można znaleźć na tesla.com – widnieje na niej punkt w olsztyńskiej Aurze). Podwójne stanowiska do ładowania znajdują się na każdym z poziomów parkingowych. Jedno miejsce dedykowane jest wyłącznie pojazdom marki Tesla, drugie zaś dla innego auta elektrycznego. Ich właściciele mogą ładować swoje auta za darmo, a płacą jedynie – jak pozostali – za bilet parkingowy.

Zaczęło się od unikatowego odkrycia murów przy Wysokiej Bramie oraz rondeli umacniającej wjazd do miasta. Potem został ogłoszony konkurs architektoniczny na zagospodarowanie części fortyfikacji dawnego Olsztyna, który wygrała pracownia Dżus GK Architekci. Obecnie przygotowuje ona projekt budowlany, który nada terenowi przy ul. Nowowiejskiego nowe funkcje. Jednym z założeń projektu jest obniżenie terenu dawnej fosy o siedem metrów, co odsłoni pozostałości murów miejskich. Powstanie tu nakryty zielonym dachem parking na około 160 pojazdów. Odsłonięte relikty mają kończyć się punktem widokowym. Odkopana Rondela zostanie wyniesiona o około dwa metry ponad powierzchnię pl. Jedności Słowiańskiej i przystosowana do zwiedzania.

Obraz: Marek Falkowski

DNA OLSZYNA

SZYBKO NA PODIUM

Mijający sezon olsztynianin Maciej Marcinkiewicz przypieczętował tytułem mistrza w serii GT4 Central European Cup. Kropkę nad „i” postawił na holenderskim torze w Zandvoort, gdzie do godzinnego wyścigu zasiadł za kierownicą wyścigowego Maserati GranTurismo MC GT4 bez kontuzjowanego zmiennika Łukasza Kręskiego (wspólnie walczyli przez cały sezon w barwach eSky WP Racing Team). Wyścig w Holandii (6–7 października), zwłaszcza drugi dzień startów (pierwszy Marcinkiewicz wygrał startując z pole position), dostarczył pełnej dramaturgii: kolizje na torze pełnym ciasnych zakrętów i ciągłe zmiany w czołówce oraz zacięta walka o zwycięstwo na ostatnim okrążeniu. Drugi na mecie olsztynianin przyznał, że w całym sezonie nie miał tak zniszczonego auta jak w tym wyścigu. Maciej Marcinkiewicz to najbardziej utytułowany kierowca wyścigowy z naszego regionu. Zaliczył w swojej karierze wszystkie cykle wyścigowe (poza Formułą 1 i 2), zgarniając kilkanaście tytułów mistrzowskich. Od pięciu lat prowadzi tor gokartowy na którym szkolą się młodzi zawodnicy.

011

„Muzyczne talenty” to tytuł projektu filmowego, który zaprezentuje młodych, zdolnych uczniów Państwowej Szkoły Muzycznej w Olsztynie, pochodzących z małych miejscowości w regionie. Ich producentem jest Telewizja Kopernik, która od grudnia 2018 przez rok będzie emitowała w internecie fragmenty występów, rozmowy z młodymi twórcami i ich opiekunami. – Projekt ma pokazać, że nie tylko dzieci z dużych miast mogą rozwijać swoje talenty – podkreśla Elżbieta Lendo z Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie, które jest partnerem projektu. – Chcemy wspierać dostęp do dobrej edukacji bez względu na miejsce zamieszkania. Dzieci, które zostały wybrane, to początkujący wirtuozi, którzy w przyszłości mają szansę zostać artystycznymi ambasadorami regionu. Przy odpowiedniej motywacji ze strony nas, dorosłych.

Obraz: ©Warut Chinsai/Shutterstock.com

TALENT BEZ BARIER


KULTURA

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY NIE SZTUKA BYĆ WSZĘDZIE

Pierwsza płyta zespołu Lady Pank przeszła do historii polskiego rocka. To z niej pochodzą największe przeboje: „Kryzysowa narzeczona”, „Mniej niż zero”, „Zamki na piasku” czy „Fabryka małp”. Po 35 latach od premiery powstał jej remake. Koncert z gośćmi, którzy wzięli udział w nagraniach.

Koncert 9 grudnia, godz. 20, Olsztyn, Nowy AnderGrant

Obraz: fb.com/nosowskamusic

Koncert 14 grudnia, godz. 19, Olsztyn, Hala Urania

Obraz: BWA

„Auto-Niebyt” to premierowa, wielowymiarowa realizacja multimedialna Marcina Berdyszaka, związanego z Uniwersytetem Artystycznym w Poznaniu. Jego prace wymagają od odbiorcy nie tylko wiedzy, ale także odrzucenia konwencjonalnego sposobu myślenia o sztuce. Artysta zajmuje się instalacją, obiektem, rysunkiem i malarstwem. Wernisaż 13 grudnia, godz. 18, Olsztyn, BWA Galeria Sztuki

W NURCIE FOLKOWO-POETYCKIM

Czy po ponad 25 latach na scenie można zaskoczyć? Artystka wróciła z solowym materiałem, ale na próżno szukać wśród jedenastu utworów starej Kasi Nosowskiej. „Basta” jest mocna i bezpośrednia, a momentami brutalna. Artystka pozbyła się bezpiecznych melodii i wyszukanych metafor i zaczęła rapować o prozie życia, a towarzyszą temu tłuste bity wyprodukowane przez Michała „FOXA” Króla.

Kontynuatorzy folk-poetyckiego nurtu Krainy Łagodności, w ciągu 15 lat wydali 11 autorskich płyt i zagrali ponad 900 koncertów w całej Polsce. Zespół Cisza Jak Ta, słynący z interpretacji polskiej i zagranicznej poezji, na koncertach występuje w składzie: trzy gitary, perkusja, flet poprzeczny, skrzypce i sześć odmiennych wokali. Koncert 14 grudnia, godz. 18, Olsztyn, CEiIK Obraz: FWM

NOSOWSKA: BASTA

012

SZTUKA NIEKONWENCJONALNA

Koncert, 29 grudnia, dziedziniec olsztyńskiego zamku

THE BEATLES NA SKRZYPCE

Koncert Marszałkowski „50 lat The Beatles symfonicznie” zaprezentuje największe przeboje legendarnej grupy z Liverpoolu. Zagra Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej pod batutą Piotra Sułkowskiego. Towarzyszyć jej będzie Vadim Brodski, ukraiński wirtuoz skrzypiec z polskim paszportem. Koncert 4 stycznia, godz. 19, Olsztyn, Filharmonia Warmińsko-Mazurska

FARSA W SZPITALU Obraz: Teatr Jaracza

Obraz: fb/ciszatakajakta

REMAKE W URANII

Trasa koncertowa z okazji 20-lecia działalności zespołu Coma jest wyjątkowa. Grupa zdecydowała, że chce zagrać w salach, które wielkością pozwolą być blisko publiczności, aby podziękować jej za ostatnie dwie dekady na rynku muzycznym. Gościem koncertu będzie grupa The Pau.

Obraz: fb/coma

Obraz: fb/ladypank

BLISKO PUBLIKI

Akcja sztuki „Wszystko w rodzinie” w reżyserii Giovanny Castellanosa rozgrywa się w szpitalu św. Andrzeja w Londynie, w którym odbywa się kongres neurologów. Jednocześnie trwają tu próby do gwiazdkowego przedstawienia przygotowywanego przez personel dla pacjentów. Sztuka została okrzyknięta najzabawniejszą farsą Ray’a Cooney’a, angielskiego mistrza tego gatunku. Premiera 29 grudnia, godz.19, Olsztyn, Teatr im S. Jaracza


KULTURA

modyfikacji. Poza trzema ujęciami film składa się ze statycznych kadrów. Kiedy Dima dowiedział się, że pochodzę z rodziny artystów-malarzy, wpadł na pomysł, że zrobimy ten film jak obraz: statyczna rama, a w nim głęboka perspektywa, pełna szczegółów, które trudno dostrzec przy pierwszej projekcji.

OBJAWIENIE ZE SZTANGĄ W CIĄGU ROKU OKAŻE SIĘ CZY „SZTANGISTA” W REŻYSERII DIMY SUKHOLYTKIEGOSOBCZUKA BĘDZIE NOMINOWANY DO OSCARA 2020. O REALIZACJI FILMU, KTÓRY OTRZYMAŁ GRAND PRIX KONKURSU FILMÓW KRÓTKOMETRAŻOWYCH 34. WARSZAWSKIEGO FESTIWALU FILMOWEGO, OPOWIADA OPERATOR MICHAŁ RYTEL-PRZEŁOMIEC Z OLSZTYNA. MADE IN: Znaleźliście do filmu prawdziwego sztangistę? Michał Rytel-Przełomiec: Założenie było takie, aby w filmie wystąpili prawdziwi sportowcy, naturszczycy. A sztangiści są zbudowani w specyficzny sposób, inaczej niż zwykli ludzie czy nawet kulturyści, więc szukaliśmy bohatera w tym środowisku. W innym przypadku postać byłaby niewiarygodna. Odtwórca głównej roli reprezentował niegdyś Ukrainę w tym sporcie, teraz jest trenerem. Na castingu zadał jedno pytanie reżyserowi: „czy bohater filmu wygrywa?”. To obrazuje mentalność, sposób myślenia sportowców.

Jak znalazł cię reżyser? Poznaliśmy się na Berlinale Talent Campus w 2013 – warsztatach dla młodych filmowców. Wiedział, że mam doświadczenie w realizowaniu filmów na taśmie, co w tej chwili jest już rzadkością. Wymarzył sobie taką ekstrawagancję, ale zwyciężył głos rozsądku i zrezygnowaliśmy z tego kosztownego pomysłu. Głównym producentem filmu jest Studio Munka, drugim – Ukraiński Instytut Sztuki Filmowej. Na Ukrainie Dima został okrzyknięty objawieniem kina, media i krytycy zachwycili się „Sztangistą”, wygrywa tam kolejne nagrody, m.in. na International Film Festival Molodist w Kijowie czy Nagrodę Ukraińskich Krytyków. Dima nie omieszkał subtelnie zaznaczyć w nim swojej antyputinowskiej postawy. Ten film to dla niego ważny wstęp do długiego metrażu, który przygotowuje. W Polsce film został odrzucony w kilku konkursach, doceniono go dopiero na festiwalu w Warszawie. Międzynarodowy Warszawski Festiwal Filmowy posiada światową, elitarną klasę A. To oznacza, że jako jego zwycięzcy możemy pretendować do oscarowej selekcji w 2020 roku. Najważniejsza będzie promocja filmu przez najbliższy rok, czym zajmie się Studio Munka i Państwowy Instytut Sztuki Filmowej. Będziemy starać się dotrzeć na festiwale do USA, gdzie obejrzą go tamtejsi krytycy, członkowie Akademii Filmowej. Do nominacji do Oscara długa droga, ale jesteśmy dobrej myśli. Sukcesem jest też chyba fakt, że „Sztangista” trafił na tzw. short list festiwalu w Cannes, gdzie go wysłaliście. Jak na krótki metraż jest wyjątkowo długi, więc nie spełnił formalnych oczekiwań. Ale organizatorzy przysłali nam za to motywujący list z gratulacjami za pomysł i formę. Dostałem też maila od szwajcarskiego producenta z wyrazami uznania za zdjęcia. W świecie filmowym nie ma żadnych zasad, rządzi nim moda, która często zmienia bieg po jednej projekcji. Więc albo teraz pójdziemy jak burza i zaczniemy tournee po festiwalach w różnych częściach świata, albo film pozostanie głównie objawieniem w ukraińskiej kinematografii, która powstaje z popiołów.  Test: Beata Waś, obraz: Tetiana Oleksenko

014

I o tym jest film? To film o kosztach jakie trzeba zapłacić za zwycięstwo. O tym, że dla sportowca często nic innego się nie liczy oprócz wyniku. Ani rodzina, ani otoczenie, nie uznaje w życiu kompromisów. Przykład: wybiera wyjazd na zawody zamiast na pogrzeb ojca. Tematyka filmu jest bliska reżyserowi, który otarł się kiedyś o ten sport – pozornie prymitywny i prosty: podnosisz sztangę i wygrywasz, albo nie. Określacie ten film gatunkiem docufiction – które elementy są prawdziwe? To 30-minutowa fabuła, ale jego forma sugeruje dokument. Świeciłem naturalistycznie, albo używałem światła zastanego, a pomieszczenia to prawdziwe sale treningowe czy basen politechniki lwowskiej. Sceny w mieszkaniu sportowca kręciliśmy w blokowisku w Kijowie, nie dokonywaliśmy w nim zbytnio


RECENZJE

KULTURA OSOBISTA MADE IN PISZĄ, WYDAJĄ I NAGRYWAJĄ. I POCHODZĄ Z WARMII I MAZUR.

SEKRETNY ZAPACH KSIĄŻEK

Czy da się być jednocześnie roztargnioną perfekcjonistką i chaotyczną pedantką? Czy można nie cierpieć brudu, ale z radością wdychać zapach kurzu i starych książek? Anastazja Niebieska to zwariowana bibliotekarka i fanatyczka porządku. Z pozoru świetnie zorganizowana, nie potrafiąca jednak dojść do ładu z samą sobą. Najbezpieczniej czuje się wśród starych książek, za to trochę gorzej wśród ludzi, co z czasem spróbuje zmienić pewien uroczy miłośnik tajemnic i zagadek. Anastazja poznaje go po przeprowadzce do starej rodzinnej willi. To, co miało być tymczasowym rozwiązaniem, gmatwa jej życie jeszcze bardziej. Kiedy odkrywa pewien sekret, uświadamia sobie, że nie wszystko w jej życiu działo się przez przypadek… Renata Kosin, „Złodziejka dusz”, Wydawnictwo Filia

NIE TRACĄC CZŁOWIECZEŃSTWA

Początek wojny to dla Kresów Wschodnich czas wywózek w odległe rejony Związku Radzieckiego. Dobrze zapowiadająca się aktorka, zawadiacki lekkoduch grający na saksofonie, siostry bliźniaczki, których ojciec znika bez śladu, chłopiec opiekujący się niewidomym dziadkiem i młoda mężatka wychowująca córeczkę – tych wszystkich ludzi pewnego dnia połączyło jedno zdarzenie. Wywózka w nieznane, do świata, gdzie życie staje się już tylko walką o przetrwanie. Czy poradzą sobie na tej nieludzkiej ziemi nie tracąc człowieczeństwa? Historia o zwykłych ludziach, których życie zmienia się w ciągu kilkunastu minut. Pochodząca z Olsztyna Joanna Jax po raz kolejny funduje czytelnikom zestaw emocjonujących historii podanych w epickim stylu. Joanna Jax, „Zanim nadejdzie jutro” tom 1, Wydawnictwa Videograf S.A.

UROK GMIN BARCJI

Książka w pięknej szacie graficznej ma charakter naukowy, a zawarte w niej artykuły prezentują nowe, nieznane fakty z historii miasta. Treść urozmaicona jest skanami przedwojennych kartek pocztowych ze zbiorów Roberta Klimka i Jolanty Grzyb. Dodatkową gratką są mapy pozyskane z niemieckiego archiwum. Wśród autorów tekstów znaleźli się wybitni historycy i regionaliści, m.in. prof. Stanisław Achremczyk, prof. Andrzej Kopiczko, prof. Grzegorz Białuński. Do książki dołączona jest płyta, na której znajdują się filmy prezentujące wybrane wyjątkowe miejsca i ludzi gmin Barcji. „Reszel – 680 lat historii miasta”, Wyd. Towarzystwo Miłośników Reszla i Okolic

ŚWIADOME BEZPIECZEŃSTWO

Kompendium wiedzy na temat samoobrony połączone z teorią psychologii zachowania i neurodydaktyki. Olsztynianin opisał proste, dostępne i skuteczne techniki, które można opanować nawet w domu i bez poświęcania dużej ilości czasu. Poprzez proste ćwiczenia pomaga rozwijać zmysły, sposób myślenia, samomotywację i uważność. Są łatwe do przyswojenia i zostały opracowane w oparciu o wieloletnie doświadczenie autora, który prowadzi klub samoobrony Krav Maga. To również wydawnictwo o świadomości otoczenia i realizacji własnych pasji, sile woli i determinacji. Otwiera na nowe sposoby myślenia dotyczące ochrony osobistej, uczy świadomego bezpieczeństwa. Materiał, uzupełniony zdjęciami łączy w przystępny sposób naukowe pojęcia z neurobiologii, kinestetyki, fizjologii, anatomii, psychologii oraz inteligencji emocjonalnej. Krzysztof Lewicki, „Krav Maga klasy business”, Wyd. Littera


POZA GALERIĄ

POZA GALERIĄ MIĘDZY PRACOWNIĄ A WERNISAŻEM

Mecenas projektu:

Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie CDEF specjalizuje się we wspieraniu przedsiębiorstw i instytucji w procesie ubiegania się o zewnętrzne źródła finansowania inwestycji, a także świadczy pełny zakres usług finansowo-księgowych dla firm. www.cdef.pl

BIURO WRAŻLIWYCH DUSZ MALARSTWO, RYSUNEK, RZEŹBA, FOTOGRAFIA, BIŻUTERIA… PRZEZ TRZY LATA ZAPREZENTOWALIŚMY NA NASZYCH ŁAMACH PRAWIE DWUDZIESTU ARTYSTÓW ZWIĄZANYCH Z REGIONEM. CZAS NA PODSUMOWANIE CYKLU „POZA GALERIĄ” – 13 GRUDNIA WERNISAŻ.

018

Założenie było takie: młodzi, zdolni, działający na uboczu, poza głównym rynkiem sztuki. Nie do końca zrealizowaliśmy ten plan. Trudno aby ich talent artystyczny umknął uwadze krytyków, galerii, miłośników niepowtarzalnych dzieł. Dołożyliśmy cegiełkę do ich sławy, prezentując prace na łamach magazynu przez ostatnie trzy lata. A oni w międzyczasie prezentowali swój talent światu na wystawach, konkursach i w galeriach. Grzegorz Gwiazda, który otworzył nasz cykl w 2015 roku, ze swoimi rzeźbami zjeździły już pół Europy. Twórczość jubilerską Julii Tusz i Łukasza Baranowskiego z Iławy nagrodził marszałek województwa warmińsko-mazurskiego statuetką Najlepszy Produkt Warmii i Mazur. Malarka Marta Wasilewska-Frągnowska to jedna z laureatek X Olsztyńskiego Biennale Sztuki 2017. Vera Kobylińska, rysowniczka, ma na koncie ponad 40 wystaw prezentujących twórczość i jej, i słynnego dziadka Szymona Kobylińskiego. A Łukasz Zedlewski jest laureatem m.in. konkursu Najwybitniejszy Młody Malarz Pierwszej Dekady

XXI Wieku. Malarstwo, rysunki, rzeźbę, grafikę, ceramikę i biżuterię kilkunastu artystów, których prezentowaliśmy w magazynie, zaprezentuje wystawa otwarta 13 grudnia o godz. 17 w siedzibie Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie. Firma ta jest patronem cyklu „Poza Galerią” na naszych łamach, a od kilku lat w jego dizajnerskich wnętrzach odbywają się wernisaże promujące głównie regionalnych artystów i spotkania z aktorami. – Biznes i  sztuka mają więcej wspólnego niż mogłoby się wydawać – przyznaje Elżbieta Lendo, współwłaścicielka Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie, inicjatora cyklu „Poza galerią”. – Nasz świat to cyfry i podatki, ale mamy też wrażliwe dusze, lubimy otaczać się pięknymi przedmiotami. To inspiruje, pobudza kreatywność, ale przede wszystkim pozwala złapać dystans i wytchnienie od skomplikowanego świata biznesu.  Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum artystów


POZA GALERIÄ„

019


POSTAĆ

JANUSZ

PANASEWICZ WSZYSTKIE TWARZE PANASA W DZIECIŃSTWIE CHCIAŁ ZOSTAĆ MUZYKIEM, SPORTOWCEM, AKTOREM. PLAN MU SIĘ CZĘŚCIOWO UDAŁ, OD 36 LAT JEST NA SCENIE, A KAŻDY KONCERT Z JEGO UDZIAŁEM TO ROCKOWE SHOW. JANUSZ PANASEWICZ, WOKALISTA GRUPY LADY PANK NA CO DZIEŃ MIESZKA POD WARSZAWĄ, ALE JAK TYLKO MA GORSZY DZIEŃ RUSZA NA MAZURY DO OLECK A . JAK T WIERDZI – IM JEST STARSZ Y, T YM WIĘKSZY SENTYMENT CZUJE DO KRAINY DZIECIŃSTWA, TYLKO TAM POTRAFI ZŁAPAĆ PRAWDZIWĄ ODSKOCZNIĘ. 020


021


POSTAĆ

022

Wykorzystują cię jako ambasadora miasta? W lokalną politykę się nie angażuję, choć jestem na bieżąco co się tam dzieje, znam władze. Ławeczka z moją podobizną stała się atrakcją turystyczną. Ostatnio zamówiłem jedzenie na dowóz do mojego domu w Starej Miłosnej pod Warszawą, otwieram drzwi, a chłopak od razu: „o, wie pan, byłem w wakacje w Olecku, mam fotkę na ławeczce”. Znaczy, że zrobiła miastu robotę. Kocham Mazury i fajnie, że mogę dołożyć swoją cegiełkę do promocji mojego regionu. Widziałam twój pomnik w koszulce „Konstytucja”. To spontaniczna akcja, nikt mnie nie pytał czy może ją nałożyć, tak jak i nie zapytano króla Zygmunta III na Placu Zamkowym. (śmiech) Ale chyba wiem kto jest sprawcą, to pewnie moja pani profesor od plastyki ze szkoły, mamy wspólne spojrzenie

na sprawy polityczne i nie tylko. Nie miałem w każdym razie nic przeciwko tej akcji. W piosence z ostatniej płyty Lady Pank śpiewasz „Każda władza nam przeszkadza”. W każdej mierzi was to samo? Akurat w przypadku obecnej władzy – najbardziej kłamstwo. Wiem, że polityka rządzi się swoimi prawami, ciągłymi obietnicami bez pokrycia. Ale co innego niespełnione obietnice, które zawsze były i będą, a co innego bezczelne zakłamywanie historii. Żyję długo na tym świecie, nie trzeba mi opowiadać bajek patrząc w oczy. Brzydzę się tym i już. Wasze teksty zawsze były politycznie i społecznie zaangażowane. Andrzej Mogielnicki, nasz tekściarz, który mnie wyczaił i ukształtował, za którego sprawą znalazłem się w Lady Pank, jest specjalistą „od spraw społecznych”. Ma swoisty sposób patrzenia na świat, a ja się z nim zgadzam. Przygotowuje już zresztą utwory na naszą płytę, która ukaże się prawdopodobnie w 2020 roku. Dostałem już ich próbkę – zapowiada się ciekawie, bo i czasy takie są. Znowu coś wrze w narodzie. A twoja kariera wokalna zaczęła się od „Kroniki Olsztyńskiej” Gałczyńskiego. Jeszcze wcześniej, podczas pierwszego okresu młodzieńczego buntu był utwór „Zegarmistrz światła”, który śpiewałem z kolegami w salce PSS „Społem”. Pamiętam taki obrazek: ludzie idą nad jezioro, a my się drzemy przy otwartych oknach, żeby zwrócić uwagę na siebie. Potem zaczęła przenikać do nas muzyka z Zachodu: Pink Floyd, Emerson

Obraz: Mateusz Stankiewicz

MADE IN: Widziałeś na facebooku profil „Janusz Panasewicz rusza się lepiej niż Mick Jagger”? Janusz Panasewicz: (śmiech) Tak, ten profil żyje swoim życiem, jakiś fan go założył i wymyślił sobie, że będzie wrzucał tam ciekawe memy, niekoniecznie związane z moimi umiejętnościami. Sam rzadko zaglądam i udzielam się w mediach społecznościowych, chyba że coś mnie mocno poruszy. Wolę tradycyjne metody komunikacji. Kiedyś ludzie pisali do nas o ważnych sprawach: że urodziło im się dziecko, albo że zakochali się przy naszej muzyce. Było dużo wzruszeń. Dzisiaj już się nie rozpisują, dostajemy po koncertach emotikony lub nagrania ze smartfonów. Albo ludzie podsyłają fotki na moim pomniku-ławeczce, który ostatniego lata odsłonięto w rodzinnym Olecku.


023


URANIA TO KULTOWE MIEJSCE NIE TYLKO ZE WZGLĘDU NA KONCERTY, BO POWSTAŁY DUŻO CIEKAWSZE HALE. ALE JAK KIEDYŚ POWIEDZIAŁ ZBIGNIEW HOŁDYS, TO JEDYNA W POLSCE SPORTOWA HALA W KTÓREJ MOŻNA NAGRYWAĆ PŁYTĘ I BRZMIENIE BĘDZIE JAK W STUDIO.

024


POSTAĆ

Lake & Palmer, King Crimson. Grywaliśmy, tak jak oni, utwory instrumentalne, improwizacje, które trwały po 20 minut. No i wypadało znaleźć do nich jakiś długi poemat, przy którym będę miał swobodę, dużo czasu na interpretację. Tak trafiłem na Gałczyńskiego, było to dosyć nowatorskie jak na tamte czasy. Wzbudzaliśmy zdumienie podczas lokalnych występów, pamiętam koncert w Augustowie i zdziwione twarze na widowni: o czym on śpiewa? Trochę ekscentryczne to było zapewne. Kiedy nastąpił przeskok: od poezji do rocka? J e szc ze p o dro dze była kla s yka w  szkole m uz yc zn ej w Białymstoku. Przedłużałem szkołę, aby nie iść do wojska, ale i tak nie udało mi się go uniknąć. Uczyłem się śpiewu solowego, czytania nut, zgłębiałem muzykę poważną, ta wiedza na pewno gdzieś zaprocentowała. Ale mimo że mnie tam lubili, wiedzieliśmy wszyscy, że to nie moja bajka. Rozważałem wtedy czy nie zostać instruktorem w Regionalnym Domu Kultury w Olecku. Potem jednak trafiłem do wojska i zespołu Desant, znienacka pojawił się zespół Lady Pank i z dnia na dzień życie wskoczyło na inny tor. Kto zaraził cię miłością do muzyki? Rodzice, głównie tato. Choć moja 92-letnia mama jeszcze parę lat temu śpiewała w kościelnym chórze, głos i kondycja jej nie opuszczają. Ojciec za to był multiinstrumentalistą. Pracował na poczcie, był zastępcą naczelnika. A kiedy wracał z pracy, często sięgał po akordeon, skrzypce, grał na instrumentach klawiszowych. Dużo się u nas śpiewało i grało, zwłaszcza w czasie świąt, ja i bracia znaliśmy wszystkie kolędy. Zresztą w  innych mazurskich domach było podobnie. A  potem w latach 60. przyszła czystka gomułkowska i wielu moich kolegów z podstawówki powyjeżdżało do Niemiec. Pozostały puste domy, wioski. Do dzisiaj pamiętam ich nazwiska, czasem wpadali na koncerty kiedy graliśmy w Niemczech. Tamten wielokulturowy tygiel, pozbawiony agresji i tolerancyjny, wraca do mnie często we wspomnieniach. Zachłannie szukam w filmach, literaturze, spotkaniach z ludźmi tego mazurskiego świata, języka, który pamiętam z dzieciństwa. I jak mi jest źle, to wsiadam w samochód i jadę do Olecka. I co tam robisz? Wę dkuję na prz ykład . Mam parę miejsc na jeziorach , np.  w  Gąskach, gdzie bywam z  kolegami wędkarzami. Nie jestem jakoś wymagający, kręcą mnie nawet zwykłe płotki. Mazury to nie tylko krajobraz jedyny w swoim rodzaju. To forma spędzania czasu, obserwowanie, nasłuchiwanie, kontemplacja przyrody. Nawet w listopadzie mają swój nieodparty urok. Lubię zajrzeć do pubu „Prosto z mostu” nad rzeką Legą – dawnej kawiarni „Zamkowa”, gdzie usłyszałem po raz pierwszy Rolling Stonesów, chodziłem na koncerty i grałem. Nocujesz w rodzinnym domu? Nocuję najczęściej w starych hotelach gdzieś na Mazurach, kojarzą mi się z młodością, trasami Lady Pank. Na podwórku, gdzie się wychowałem w Olecku, powstał hotel „Wenus, Mars” – jak tytuł naszej piosenki. Na co dzień mieszkam w lesie, a jednocześnie mam 15 minut drogi do Pałacu Kultury. Zdawałoby się idealnie, wielkie miasto, a obok domu zieleń. Ale im jestem starszy, tym większy sentyment czuję do krainy dzieciństwa, tylko tam potrafię złapać prawdziwą odskocznię. Moja rodzina też kocha te wyjazdy na Mazury. Niestety,

nie udało mi się zarazić pasją wędkowania moich 11-letnich synów, za to mamy inne wspólne hobby – piłka nożna. Stomil Olsztyn lubicie? Oczywiście wolimy klub Czarni Olecko, bo sam grałem w tej drużynie. Wspieram ich, chociaż nie mogą wyjść z trzeciej ligi, to za małe miasto i fundusze. Nigdy nie byłem na meczu w Olsztynie, ale pamiętam finał Pucharu Polski na waszym stadionie w 1989 roku, grała Jagiellonia Białystok z Legią Warszawa, moim najbardziej ukochanym klubem. Wracaliśmy wtedy z koncertu, nie było komórek, nasłuchiwałem od taksówkarzy jaki jest wynik. Dzisiaj jestem zapraszany do mediów jako komentator, kiedy grają na przykład Ronaldo czy Messi. Moja pasja do piłki to takie kolejne wcielenie. Masz chyba jeszcze jedno – aktorstwo. W dzieciństwie chciałem być wszystkim – muzykiem, sportowcem, aktorem. Te tęsknoty nadal we mnie siedzą i żadnej nie uważam za gorszą czy lepszą. Zresztą gusta i potrzeby cały czas się zmieniają. Żeby wiedzieć co ci smakuje, trzeba chcieć tego życia próbować. W  szkole średniej marzyłem, żeby dostać się do łódzkiej filmówki. Wyszło inaczej i do filmu wszedłem innymi drzwiami. Moje największe wyzwanie to film „Nic” Doroty Kędzierzawskiej. Bardzo bałem się tej roli, tylu poważnych aktorów. Ale Dorota zobaczyła mnie i powiedziała: „to on”. Zagrałem też w kilku studenckich etiudach filmowych, serialach – ostatnio bezdomnego Arnolda w krótkometrażowej etiudzie „Kino”. Kiedy przesyłają mi scenariusze, a ja czuję, że dźwignę rolę, chętnie w to wchodzę. Poza tym jestem kinomanem, mam listę „co warto obejrzeć”, odhaczam sobie na niej wszystkie filmy, które robią jakiś szum. Widziałeś „Kler”? Jasne, kilka dni po premierze. Porządne, prawdziwe kino, spokojne wbrew powszechnej opinii. Najbardziej ujęła mnie niejednoznaczna, genialna rola Braciaka. Lubię taką twórczość, która daje do myślenia, pokazuje fragment rzeczywistości. Na czym polega fenomen muzyki z lat 80., 90.? Dlaczego dzisiaj tak trudno stworzyć hit, który przetrwa pokolenia? To wynika z przesycenia rynku. Ludzie mają możliwość ściągania wszystkiego ze świata i konfrontacji z tym, co dzieje się w Polsce. Ale szalone lata 80. i 90. w ogóle były najlepszym okresem w historii świata pod względem tworzenia muzyki. Miały na to wpływ zmiany polityczne i społeczne, ogólny, inspirujący do tworzenia klimat. Powstawały utwory ponadczasowe. Teraz młodzi ludzie chyba nie mają w sobie takiej przestrzeni, ładunku historycznego, aby stworzyć coś, co przetrwa pokolenia. Programy telewizyjne pokazały, że jest wielu ludzi świetnie śpiewających, natomiast bardzo niewielu robiących coś naprawdę wartościowego. Można ich policzyć na palcach jednej ręki. Na naszych koncertach pojawiają się ludzie, którzy nie załapali się na lata 80., a mimo tego nasza muzyka ich porusza. Tak jak mnie nadal porusza muzyka Ewy Demarczyk, Wojciecha Młynarskiego czy Grechuty. Bo niesie w sobie przesłanie, które się nie starzeje: sprawiedliwość, dobroć, szacunek. Zdarza ci się mieć tremę? Za każdym razem przed wyjściem na scenę, a zagraliśmy już grubo ponad 10 tysięcy koncertów. Wszystko zależy

025


od dnia, nastroju, energii publiki. Zapominam też czasem tekst, w końcu gramy utwory z ponad 20 płyt. Takich sytuacji zdarzyło się mnóstwo. Pamiętam na przykład koncert w Katowicach, który graliśmy w filharmonii. To był chyba 1986 rok. Mnóstwo ludzi na widowni, śpiewałem piosenkę „Tacy sami”. Byłem tak spięty, bo płyta dopiero wyszła i te teksty jeszcze nowe, że w pewnym momencie zaśpiewałem „samotna jak mysz” zamiast „samotna i zła”. W tym momencie Janek Borysewicz i pozostali muzycy spojrzeli na mnie z totalnym zaskoczeniem w oczach, które potem przerodziło się w śmiech. Nie wiedzieliśmy czy kontynuować utwór, ale koledzy tak się „ugotowali”, że musieliśmy zaczynać jeszcze raz. Publiczność na koncertach skanduje najczęściej, co chce usłyszeć.

026

I pewnie są to przeboje z waszej pierwszej płyty. Ta pierwsza pozostanie najważniejsza, to ona otworzyła nam drogę. Minęło 35 lat od jej wydania, więc nagraliśmy „LP1” – remake z udziałem innych muzyków. Rok 2018 upłynął pod znakiem wspomnień z początków naszej działalności. Nawet ciuchami podkreślamy styl sprzed 30 lat. Masz stylistę czy sam się ubierasz? Najczęściej coś sobie wymarzę i wyszukuję ciuchy w internecie, czasem kupuję coś w niszowych sklepach w Berlinie czy Londynie. Kombinuję jak przed laty, tylko teraz mam łatwiej. Kiedyś się przerabiało, szyło. Moja mama, kiedy przed laty przebywała w Stanach, na moją prośbę przysłała mi materiał w paski. Zaniosłem go do krawca razem ze starymi jeansami, aby uszył na ich wzór spodnie. Moda zatacza koło, lata 80. są na topie, więc fajnie zbiega się to wszystko z naszym jubileuszem.

Żałujecie czegoś? Na przykład, że nie zagraliście trasy z Madonną? Fakt, w latach 80. mieliśmy szansę odbyć wspólną trasę z Madonną, która wydała wtedy pierwszą płytę z singlem „Material Girl”. To był moment stanu wojennego w Polsce, musielibyśmy zostać w USA na dłużej, nie wiadomo było co się wydarzy. Kariera była niepewna, a Madonna jeszcze przed szczytem popularności. Nie byliśmy w każdym razie przygotowani mentalnie na taki ruch. Ale jakiś żal pewnie pozostał w każdym z nas. Macie jakieś koncertowe wspomnienia z Olsztyna? Kiedyś w latach 80. przyjechaliśmy tu na koncert i nocowaliśmy w Hotelu Kormoran. Napatoczyłem się w nim na aktora Jana Himilsbacha, który biesiadował ze znajomymi i swoim pieskiem. Zapytał czy gramy koncert, a ja wręczyłem mu specjalne zaproszenie. Liczyłem, że wpadnie, czekałem na niego przy wejściu do Uranii, ale niestety nie pojawił się. W Uranii graliśmy kilka razy, to kultowe miejsce nie tylko ze względu na koncerty, bo powstały dużo ciekawsze hale. Ale jak kiedyś powiedział Zbigniew Hołdys, to jedyna w Polsce sportowa hala w której można nagrywać płytę i brzmienie będzie jak w studio. Nie mogę się doczekać grudniowego koncertu u was. Z wiekiem jestem coraz bardziej sentymentalny, lubię wracać do miejsc z przeszłości. I nieustająco czuję podekscytowanie przed kolejnym spotkaniem z publicznością. O tym będzie książka „Panas”, którą tworzysz? Będzie trochę historii z mojego barwnego życia, będą historie zza kulis koncertowych i wspomnienia z ukochanych Mazur. Będą po prostu wszystkie twarze Panasa.  Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Jacek Poremba


IWONA PAVLOVIĆ tancerka DOROTA SIENIAWSKA urzędnik

DLA KAŻDEJ Z NAS Olsztyn, ul. Kopernika 14, tel. 89 535 92 42, www.chimera.olsztyn.pl


PRODUKTY

GALERIA HANDLOWA MADE IN STWORZONE NA WARMII I MAZURACH I FIRMOWANE PRZEZ LUDZI WARMII I MAZUR

PIANKI NIE TYLKO DO JEDZENIA Linia produktów do pielęgnacji ciała i dłoni marki PROSKIN Laboratory to m.in. żele do mycia ciała i pianki do rąk. Wyjątkowości produktom nadają zapachy wykreowane w oparciu o ponadczasowe trendy perfumeryjne. Zawartość składników pielęgnacyjnych działa dobroczynnie na skórę. Piękne, nowoczesne opakowania stanowią ozdobę łazienki. www.ekrem.pl

NOWY SEZON NA WYPOCZYNEK Ubiegłe lato zostało okrzyknięte na Warmii i Mazurach „sezonem solemaranowym”. Ekskluzywne, ciche, napędzane silnikiem elektrycznym katamarany Coco pojawiły się przy hotelach, prestiżowych kurortach, na przystaniach i podbiły serca urlopowiczów. O solemaranach zapewniających idealne warunki do wypoczynku na tafli wody warto pomyśleć już teraz, kiedy dostępne są w ofercie first minute na sezon 2019.

OLEJKI PEŁNE MOCY

www.solemaran.pl

Jedna kropla olejku miętowego zawiera ekstrakty, które mieszczą się w kilkunastu filiżankach miętowego naparu. Naturalne olejki eteryczne to nie tylko piękny zapach, ale też prozdrowotna moc roślin. Francuska lawenda, europejskie drzewa iglaste, cynamon z Madagaskaru i wiele innych są zamykane w buteleczkach przez niedużą olsztyńską manufakturę. Do użytku w kominkach zapachowych, jako dodatek olejku do masażu lub w domowych kosmetykach. www.pupus.pl/olejki

028

DLA PRAWDZIWYCH WIKINGÓW Uchwyty ceramicznych kubków i kufli z pracowni państwa Zawistowskich z Dywit zdobią wizerunki znane z mitologii skandynawskiej. Smok uosabiał w niej mądrość, dzikość i siłę, zaś wilk chaos oraz łamanie przyjętych reguł. Wykonane ręcznie naczynia wzorowane są na archeologicznych znaleziskach, zostały przystosowane do współczesnych celów i powleczone szkliwami. www.wszuwarach.pl


PRODUKTY

ROZŚWIEĆ SOBIE ZIMĘ Trendy w modzie i wzornictwie ciągle się zmieniają, ale święta Bożego Narodzenia zawsze związane są z kolorami, które przybliżą nas do prawdziwie świątecznego ducha. Rysowanie tych tradycyjnych lub nowoczesnych świątecznych kolorów w przestrzeni dzięki światłom kolorowych lamp, to sposób na uzyskanie idealnej dekoracji na zimowe dni. www.zoomroom.pl

CHOINKA NA LUDOWO Drewno, słoma, ceramika. Każdy z nich ręcznie wykonany i misternie wykończony. Zwierzaki i ptaszki, ozdoby na choinkę, podkreślające świąteczny klimat, można znaleźć w Manufakturze Sztuki. Każdy przedmiot w jedynym, niepowtarzalnym egzemplarzu, wykonany przez ludowego twórcę. fb/ManufakturaSztukiOlsztyn

RACHUNKI POD KONTROLĄ

Podobno są kamieniami o silnej energii, inspirują, pobudzają kreatywność, dodają odwagi i pewności siebie. Granaty były modne i wykorzystywane przez mistrzów jubilerskich na przełomie XIX i XX wieku. Ta oryginalna biżuteria przetrwała kilka pokoleń i trafiła do Antycznych Klimatów. Broszki, zawieszki, kolczyki i bransoletki z granatami to pomysł na oryginalny prezent gwiazdkowy, który podkreśli świąteczny klimat.

Jak kontrolować zużycie mediów i oszczędzić na rachunkach? GlobeOMS Mobile to aplikacja w której udostępniane są odczyty z urządzeń pomiarowych, np. wodomierzy, ciepłomierzy czy podzielników ciepła. Dane przedstawione w postaci wykresów dają przejrzysty podgląd zużycia mediów. Aplikacja powiadamia także o wyciekach czy awariach. Posiada przyjazny interfejs, gwarantuje stały dostęp do odczytów i pozwala szybko zareagować na nieprzewidziane problemy.

www.antyczneklimaty.pl

netland.com.pl

ŚWIĄTECZNY UROK GRANATÓW

029


GODNE UWAGI

DOBRE MIEJSCA MADE IN ODWIEDZAMY, POZNAJEMY, POLECAMY

Obraz: Studio ART3H

Jest ich trzech. Wrażliwi na piękno, artystyczne dusze z niebanalnym podejściem do fotografii. Dlatego ich zdjęcia to zapis rzeczywistości i wyjątkowych chwil różniący się od tradycyjnych kadrów. Arek Stankiewicz, Jarek Poliwko i Rafał Kotyrba połączyli swój potencjał i wieloletnie doświadczenie w przestronnym i klimatycznym Studio ART3H, mieszczącym się

AKADEMIA PRYMUSA

Wystarczy mieć ukończony roczek, aby rozpocząć tu przygodę i dać się ponieść kreatywności i wyobraźni. Żłobek i przedszkole Akademia Prymusa proponuje dzieciom zajęcia stymulujące rozwój emocjonalny, intelektualny i ruchowy. W nowoczesnych, świetnie wyposażonych salach odbywają się różnorodne zajęcia, np. robotyka, codziennie język angielski, logopedia, rytmika, gry i zabawy sportowe. Prowadzone są także warsztaty, które łączą zabawę z nauką. W bogatym rozkładzie dnia przedszkolaków – uroczystości i wycieczki. Do Akademii Prymusa zapraszani są goście, którzy opowiadają dzieciom o swojej pracy i pasjach. Atmosfera panująca w placówce jest pełna życzliwości i serdeczności, a to sprawia, że dzieci chcą przebywać w przedszkolu jak

Obraz: ©Billion Photos/Shutterstock.com

030

w historycznym budynku na terenie byłych koszar. W zależności od pory roku, zbliżających się świąt, jego wnętrze za sprawą zaprzyjaźnionych stylistów przechodzi metamorfozę: bajkowa choinka, kominek i renifery w grudniu, kwiecista dekoracja wiosną czy nietuzinkowa makieta na Dzień Mamy. Studio o powierzchni 100 mkw., jedno z największych w Olsztynie, wyposażone jest w nowoczesny sprzęt, profesjonalne lampy błyskowe i stałego światła oraz tzw. cykloramę – zakrzywione tło, płynnie łączące ścianę z podłogą. Właściciele specjalizują się m.in. w sesjach biznesowych, wizerunkowych, reportażach firmowych i eventach. Mają w swoim bogatym portfolio reportaże z własnych projektów artystycznych i podróżniczych. Tworzą także filmy komercyjne i z uroczystości prywatnych. ART3 H to także studio fotograficzne na wynajem. W pakiecie nie tylko profesjonalne wyposażenie, ale i ekspres z aromatyczną kawą. A że miejsce łączy pasję z zawodem trzech właścicieli – czynne w zasadzie 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Studio ART3H Olsztyn, ul. Artyleryjska 3h www.art3hstudio.pl

najdłużej. – Poczucie bezpieczeństwa jest potrzebne i dzieciom, i rodzicom – przyznaje Beata Błoniecka, dyrektorka Akademii Prymusa, pedagog z 28-letnim stażem w oświacie niepublicznej. – W Akademii ogromną wagę przywiązujemy do kadry, jestem dumna z kreatywnego, zaangażowanego zespołu, który udało nam się stworzyć. Budujemy tu rodzinną atmosferę w której dobrze czują się przede wszystkim dzieci, ale także dorośli. Akademia Prymusa zaprasza w lutym na dzień otwarty, podczas którego można będzie zapoznać się z placówką. Niepubliczny Żłobek i Przedszkole Akademia Prymusa Olsztyn, ul. Metalowa 6 tel. 607 090 099

Obraz: Beata Błoniecka

STUDIO NIEBANALNYCH KADRÓW


POCZUJ KLIMAT INDONEZJI

Rocky i Graziano przyjechali tu z Kalabrii, aby podzielić się kulinarną pasją i prawdziwym smakiem południa. Lekka, krucha pizza z napowietrzoną obwódką i jakościowymi składnikami w ich wykonaniu, jest dokładnie taka jak w prawdziwych, włoskich pizzeriach. W menu niewielkiego, klimatycznego lokalu także makarony i sałaty, a wśród składników prawdziwa mozarella di bufala, włoska mortadela czy wędzona słonina guanciale – składnik carbonary. Proste, autentyczne jedzenie, gdzie liczy się wyłącznie smak i jakość produktów.

Świece, aromatyczne olejki, odprężająca muzyka i masażystki prosto z wyspy Bali. Dotyk i rytm masażu balijskiego sprawia, że umysł i ciało doznają głębokiego odprężenia, harmonii i odzyskują siły witalne. Orientalny masaż wykwalifikowanych terapeutek to specjalnoś ć Marina SPA znajdującego się w hotelu na półwyspie jeziora Wulpińskiego. Strefa Wellness to idealne miejsce bez względu na pogodę, w której znajdują się basen rekreacyjny, dwa baseny wypoczynkowe, jacuzzi oraz kompleks saun i słoneczna łączka.

Da Alessandro Pizza e Cucina Italiana Olsztyn, ul. Bałtycka 47

Hotel Marina Club Siła 100 / k. Olsztyna

SMAKI POŁUDNIA

Szybki, dynamiczny, wymaga dużego sprytu i zwinności. Pozwala solidnie się zmęczyć, spalić kalorie i wymodelować sylwetkę, a przy tym daje mnóstwo radości z rywalizacji. Zasady gry w coraz bardziej popularnego squasha nie są skomplikowane, jednak doskonalenie elementów technicznych, takich jak zagrywka, odbijanie, poruszanie się po korcie – wymagają wprawy. W nowoczesnym obiekcie nad Ukielem znajdują się cztery komfortowe korty do gry w squasha, każdy o wymiarach 64 mkw. Na miejscu można wypożyczyć rakiety i piłeczki. Do dyspozycji rozbudowane zaplecze z szatnią, prysznicami i toaletami. Przed przyjazdem warto zarezerwować kort. Ośrodek Sportu i Rekreacji Olsztyn, ul. Olimpijska 1, Olsztyn www.osir.olsztyn.pl

Depilacja laserowa, zamykanie naczynek, redukcja blizn potrądzikowych, usuwanie włókniaków, kurzajek – to niektóre zabiegi wykonywane przez wykwalifikowaną kadrę lekarzy medycyny estetycznej i kosmetologów EpiCentrum. Oprócz szerokiej gamy bezpiecznych terapii z pomocą nowoczesnej technologii m.in. HIFU, Cooltech, lampy LED, karboksyterapia,w ofercie również szeroka oferta z zakresu kosmetologii i medycyny estetycznej m.in.z wykorzystaniem substancji wygładzających, kwasu hialuronowego, mezoterapii oraz osocza bogatopłytkowego. Specjaliści do wszystkich zabiegów wykorzystują innowacyjne, medyczne urządzenia. EpiCentrum Centrum Laseroterpaii i Medycyny Estetycznej ul. Samulowskiego 3b, Olsztyn www.epicentrum.olsztyn.pl

Obraz: Michał Bartoszewicz

Obraz: arch. Ośrodek Sportu i Rekreacji

EPICENTRUM PIĘKNA

DYNAMICZNA ZAGRYWKA 032

Obraz: arch. Hotel Marina Club

Obraz: Joanna Barchetto

GODNE UWAGI


DOBRE MIEJSCA

Z DUCHEM CESARZA

WARTO TU WPAŚĆ, ABY POCZUĆ JAK COFA SIĘ CZAS – OPISAŁ WRAŻENIA INTERNAUTA. INSPIRACJĄ PRZY ODBUDOWIE FOLWARKU KARCZEMKA BYŁA LITERATURA I STARE RYCINY. KTO CHĘTNY NA PODRÓŻ W XIX WIEK?

034

Żaden przedmiot nie jest tu przypadkowy. Wynajdywane na targach staroci i aukcjach obrazy oraz antyki, w folwarku dostają drugie życie. Posiłki bywają podawane na zaby tkowej zastawie Rosenthal, domowe nalewki w kryształowych kieliszkach, a meble przypominają o kunszcie stolarskim sprzed dekad. His­toryczne fotografie przenoszą w krainę Oberlandu, która stała się inspiracją dla właścicieli folwarku – Ewy i Jacka Oksińskich. Skrupulatnie odtworzone przez nich budynki, eleganckie wnętrza i otoczenie pełne wiekowych drzew i roślin ozdobnych, przenoszą w świat sprzed ponad 100 lat. – Nie zatrudnialiśmy tu stylistów, cały projekt folwarku i jego wyposażenie to nasza inwencja poparta materiałami historycznymi, starymi rycinami – tłumaczy Jacek Oksiński. A zaczęło się od wycieczki Kanałem Ostródzko-Elbląskim. Na odcinku Jeziora Piniewo wśród drzew wyłonił się stary młyn z czerwonej cegły z resztkami drewnianej werandy i skrzypiącym wiatrowskazem na dachu z datą 1837. Kilka tygodni później Ewa i Jacek byli już właścicielami XIX-wiecznego folwarku. – To był odruch serca – tłumaczy Jacek, z zawodu technik dentystyczny. – Nie mieliśmy w planach zakupu domu. Zdewastowany folwark przez 20 lat popadał w ruinę, a właścicielowi bardzo się spieszyło, aby go sprzedać. Los wepchnął nam go w ręce.

Przez pierwsze miesiące nowi właściciele zbierali dokumentację terenu należącego niegdyś do zamożnego majątku w Budwitach. Kupowali reprinty książek stolarskich z Prus, które miały pomóc w przeprowadzeniu remontu młyna, a także willi w stylu włoskim, rybaczówki, domku ogrodnika, wędzarni, szkutni, wozowni. Bo po wycięciu olbrzymich chaszczy na czterohektarowym cyplu okazało się, że budynków jest więcej, niż przewidywała umowa kupna. – Krok po kroku odkrywaliśmy bogatą historię tętniącego niegdyś życiem miejsca – opowiada właściciel. – Zbieraliśmy fragmenty stolarki i cegły rozrzucone po terenie, układaliśmy je w całość. Na polu znaleźliśmy tablicę znamionową z maszyny parowej, jednej z pierwszych w Prusach, napędzającej młyn, a później tartak. Maszyna napędzała tutejszy tartak przygotowujący drewno pod budowę cesarskiego pawilonu w pobliskich Prakwicach. Jego pracownicy jedli posiłki w młynie zamienionym na karczmę – stąd dzisiejsza nazwa folwarku. Prawdopodobnie posiłek spożywał tu sam cesarz Wilhelm II, który przyjechał na polowanie. Właściciele nawiązują do tego wydarzenia w swojej restauracji, słynącej z dań kuchni europejskiej bazujących na lokalnych produktach i grubej karty wyselekcjonowanych alkoholi. Z kieliszkiem domowej nalewki można przysiąść na tarasie z widokiem na je-

zioro, a winiarnię w podziemiach Willi Młynarza wypełniają szlachetne trunki z różnych stron świata. To jedno z wielu kameralnych miejsc rozległego folwarku, gdzie można zaszyć się, nie wchodząc w drogę innym gościom. Choćby nad jeziorem, gdzie czeka drewniana bania z gorącą wodą czy w artystycznej altanie. „Amazing”, „fantastico”, „wspaniale” – entuzjastyczne oceny gości z różnych stron świata plasują folwark w czołówce najlepszych regionalnych miejsc do wypoczynku. – Wyremontowanie folwarku to nasz mały wkład w historię tego niezwykłego regionu – dodaje Jacek. – To miejsce odpłaca taką energią, że goście wyjeżdżając rezerwują najczęściej kolejny pobyt.  Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz

Niezwykłych miejsc Warmii i Mazur szukamy z pokładu Skody. Tym razem towarzyszyła nam brązowa Octavia 1.0 TSI 115 KM w wersji wyposażeniowej Style (test auta na www.madeinwm.pl).


INTRYGUJĄCE?

ZOBACZ WIĘCEJ W NASZYM SALONIE OŚWIETLENIA BC LAMP ATELIER.

SALON OŚWIETLENIA BC LAMP ATELIER, OLSZTYN, ALEJA WARSZAWSKA 105/3H


CITTASLOW

PRZEDŚWIĄTECZNIE W MIASTACH ZE ŚLIMAKIEM JARMARKI I KIERMASZE ORGANIZOWANE PRZED BOŻYM NARODZENIEM NA STAŁE WPISAŁY SIĘ W KLIMAT PRZEDŚWIĄTECZNYCH PRZYGOTOWAŃ NA WARMII I MAZURACH. IMPREZY TE SZCZEGÓLNĄ OPRAWĘ ZYSKUJĄ W MIASTACH NALEŻĄCYCH DO SIECI CITTASLOW, PROMUJĄCYCH DOBRE ŻYCIE BEZ POŚPIECHU.

037


CITTASLOW

fot. arch. Urzędu Miejskiego w Biskupcu

038

Mieszkańcy miast spod znaku pomarańczowego ślimaka wielką wagę przykładają do celebrowania świąt i tworzenia wokół nich odpowiedniego klimatu. Daje się to co roku odczuć podczas tradycyjnych jarmarków. Można na nich nie tylko zaopatrzyć się w świąteczne wiktuały i ozdoby czy skorzystać z degustacji, ale również zaangażować się we wspólne akcje i podziwiać występy lokalnych artystów. Na Warmii i Mazurach pierwszy Jarmark Bożonarodzeniowy zaplanowano w Nidzicy. Odbędzie się już w czwartek 6 grudnia i będzie połączony z uroczystym odpaleniem lampek na choince miejskiej. Stoiska zaoferują ozdoby wykonane przez uczniów nidzickich placówek oświatowych. O to, aby nikt nie był głodny, zadba zaplecze gastronomiczne z grillem, zupami, ciastami i ciastkami. Na scenie świąteczne piosenki i kolędy zaśpiewają młodzi artyści z Nidzickiego Ośrodka Kultury, zespołu parafialnego Sursum Corda oraz lokalnych szkół. Podczas warsztatów będzie można nauczyć się wykonywania świątecznych ozdób. Cały dochód z imprezy zostanie przeznaczony na cel charytatywny. Dobre Miasto zaprosi na Jarmark Bożonarodzeniowy w niedzielę 9 grudnia do Stodoły Kultury (ul. Górna 22). Impreza rozpocznie się o godz. 11 i stanie się doskonałą okazją do spotkań, wspólnego kolędowania i przygotowywania ozdób choinkowych. Osoby uczestniczące w jarmarku będą mogły poznać dawne zwyczaje i tradycje oraz obejrzeć robiącą wielkie wrażenie wystawę szopek bożonarodzeniowych. Podczas imprezy świąteczne melodie zaprezentują zespoły:

Lelija, Pasja i Studio Piosenki. Oczywiście będą też liczne stoiska z regionalnymi kulinariami oraz wyrobami rękodzielników, twórców ludowych, rzemieślników, członków lokalnych stowarzyszeń i grup twórczych, a także uczniów dobromiejskich szkół. W Działdowie Jarmark Bożonarodzeniowy „Odpalamy choinkę” odbędzie się w sobotę 15 grudnia. Przedświąteczne spotkanie na pl. Mickiewicza rozpocznie się o godz. 14. Wtedy też zacznie działać kiermasz świątecznych specjałów oraz szopka z żywymi zwierzętami, która tradycyjnie cieszy się dużym zainteresowaniem wśród najmłodszych uczestników imprezy. Zapewne wiele emocji wśród milusińskich wzbudzi również przybycie Świętego Mikołaja, zaplanowane na godz. 15. Wtedy też rozpoczną się konkursy i zabawy przeznaczone dla dzieci oraz występy sceniczne lokalnych zespołów, chórów, uczniów i przedszkolaków. Odwiedzający jarmark mogą liczyć także na świąteczny poczęstunek. Ukoronowaniem imprezy będzie „Odpalenie choinki” o godz. 17. W niedzielę 16 grudnia na przedświąteczne zakupy i zabawę będzie można wybrać się do Nowego Miasta Lubawskiego. IX  Jarmark Bożonarodzeniow y odbędzie się na r ynku miejskim, przyciągając kolorami, dźwiękami i zapachami tworzącymi niepowtarzalną atmosferę. Na stoiskach – świąteczne ozdoby i stroiki, upominki oraz lokalne smakołyki. Będzie można posilić się ciepłym barszczem z pasztecikami, bigosem, kluskami czy pierogami. Dzieciom na pewno


www.mazury.travel

CITTASLOW

fot. arch. Urzędu Miasta Działdowo

fot. arch. Urzędu Miejskiego w Nowym Mieście Lubawskim

fot. arch. Urzędu Miejskiego w Biskupcu

fot. arch. Urzędu Miejskiego w Nidzicy

spodoba się zagroda z żywymi zwierzętami oraz możliwość zrobienia zdjęcia z Mikołajem. W Biskupcu mieszkańcy tradycyjnie organizują Warmiński Jarmark Świąteczny Cittaslow. Jego dziesiąta edycja odbędzie się 22 grudnia na pl. Wolności. Impreza rozpocznie się przekazaniem przez harcerzy mieszkańcom miasta i gminy Betlejemskiego Światła Pokoju. Zaplanowano żywą szopkę, spotkania ze Świętym Mikołajem i jego pomocnikami oraz sesje fotograficzne z  wykorzystaniem specjalnej ramki i sań Mikołaja. Ze sceny popłyną melodie świątecznych piosenek i kolęd. Zaśpiewają je chóry i soliści: uczniowie i przedszkolaki, seniorzy, lekarze, urzędnicy, artyści ludowi i morsy. Przewidziano również występy Teatru Tańca i Ognia „Transfuzja” oraz innych lokalnych artystów ognia. Podczas imprezy będzie można kupić domowe przysmaki na wigilijny stół, ręcznie wykonane dekoracje, niepowtarzalne upominki. Stoiska z wyrobami rękodzieła i smakowitościami przygotują

mieszkańcy poszczególnych wsi z terenu gminy, placówki oświatowe, stowarzyszenia, grupy wolontariuszy. Jarmarki odbędą się również w innych miastach należących do sieci Cittaslow. 6 grudnia przedświąteczna impreza zagości na pl. Bohaterów Westerplatte w Bartoszycach. 9 grudnia na Rynku Miejskim w Pasymiu zaplanowano Kiermasz Bożonarodzeniowy, oferujący wyroby świątecznego rękodzieła, w szczególności ceramiki, połączony z odwiedzinami Mikołaja oraz koncertem charytatywnym na rzecz osób poszkodowanych w pożarze. Tego samego dnia zaplanowano jarmark świąteczny połączony z mikołajkami w Lidzbarku. 16 grudnia w Bisztynku odbędzie się Wigilia Miejska oraz jarmark w kościele ewangelickim. 22 grudnia na Plenerowe Spotkanie Wigilijne na placu przed ratuszem zaprosi Reszel.  Obraz: ©FamVeld/Shutterstock.com

039


KUCHNIA

DOLCE VITA NA TALERZU NAZWA LOKALU TŁUMACZY WSZYSTKO: MOŻNA TU ZJEŚĆ I NAPIĆ SIĘ WINA U WŁOSKIEGO GOSPODARZA. RISTORANTE DA ANDREA CASA DEL PROSECCO W SERCU OLSZTYNA PRZYWOŁUJE KLIMAT ŚRÓDZIEMNOMORSKIEJ KULTURY. TEJ Z NAJWYŻSZEJ, NIE TYLKO KULINARNEJ PÓŁKI.

040


KUCHNIA

Słowo „casa”, czyli „dom”, nie jest przypadkowe w nazwie. Oznacza nie tylko przyjazną atmosferę typową dla lokali w południowej Europie, gdzie gospodarz wita z uśmiechem każdego gościa i opowiada o przyrządzanych daniach. „Casa” dla Włocha to przede wszystkim smak domowych potraw, receptury przekazywane z pokolenia na pokolenie. Andrea zarządzający restauracją i Michele, szef kuchni, tradycje kulinarne przywieźli do Olsztyna z rodzinnego regionu Veneto na północy Włoch. Większość produktów i przepisów wykorzystywanych przez nich pochodzi właśnie stamtąd. – Pojawiliśmy się na Warmii z pewną misją: chcemy zarażać kulinarną pasją i przybliżać mniej znaną część włoskiej kuchni. I wierzymy, że jakość produktów i serce, które wkładamy w każdą potrawę, obronią się z naszą niszową w tej części Europy propozycją – podkreśla Andrea Marsura, szef restauracji. – Kuchnia włoska kojarzy się na świecie głównie z pizzą i makaronem. Tymczasem każdy region we Włoszech ma potrawy ściśle związane z jego specyfiką klimatyczną, przyrodniczą. Veneto ze swym morzem, lagunami, równinami, jeziorami i górami, jest najbardziej zróżnicowanym pod względem środowiskowym regionem Włoch. To oznacza bogatą tradycję kulinarną, na którą składa się wiele lokalnych produktów. Dolna kondygnacja lokalu to dizajnerski bar pełen butelek sygnowanych włoskimi winnicami: od północy aż po obcas włoskiego „buta”. Przy długim barze można zaostrzyć apetyt przy typowym „aperitivo”. Aperol Spriz, Campari, musujące białe Prosecco czy kieliszek czerwonego wina najlepiej smakują z oryginalnymi przekąskami. Ręczna, tradycyjna maszyna do krojenia, dzieli na cieniutkie plastry wieprzową szynkę prosciutto crudo o rodowodzie z czasów rzymskich. W lodówkach czekają długodojrzewające sery: Grana Padano, owczy Pecorino, Parmigiano reggiano, ser z pieprzem lub skórkami winogron. Ale to tylko preludium do uczty, która czeka na piętrze lokalu. Na stołach – obowiązkowe w topowych włoskich restauracjach śnieżnobiałe obrusy, które kontrastują z bordowo-granatowym, eleganckim wnętrzem. A na dużym otwartym palenisku Andrea podpieka na ruszcie kawałki kurczaka, plastry wołowiny albo schab. – Niemal w każdym starym włoskim domu można znaleźć kominki-paleniska. Służą nie tylko do ogrzewania wnętrz, ale także pieczenia mięsa i ryb. To nasze słynne „grilliaty”, których smak trudno stworzyć w jakichkolwiek innych warunkach niż rozpalone drewno, nadające im chrupkości i aromatu – tłumaczy Andrea. Co kilka dni pod restaurację zajeżdża ciężarówka z produktami prosto z południa: oprócz wędlin, serów, marynat i win, sprowadzają peklowane mięso, makarony, biologiczny przecier pomidorowy, ryby, mąkę, a nawet „gnocchi”, czyli kluseczki podawane na wiele sposobów. To głównie przetwory z małych manufaktur specjalizujących się od pokoleń w tradycyjnej, ręcznej produkcji. – W naszym menu nie mogło zabraknąć m.in. „Broetto Caorollo” – tradycyjnej zupy z okolic miejscowości Caorle ze śródziemnomorskich ryb i świeżych pomidorów – tłumaczy Michele Maccari, szef kuchni. – A „Pasta e fagioli” to rustykalna zupa na bazie makaronu i fasoli ze skrawkami wędzonej wieprzowiny. Obie mają długą tradycję w naszym regionie. Ta pierwsza to zupa rybaków sporządzana z niesprzedanych w ciągu dnia złowionych ryb. Druga to wiejska „zupa ubogich”. Dziś stanowią najbardziej popularne potrawy naszej kuchni, wymieniane we wszystkich przewodnikach turystycznych.

Chcieliśmy podzielić się smakiem dań, które serwują lokale w Veneto, głównie te oddalone od szlaków turystycznych. Przed każdym posiłkiem szef kuchni serwuje „czekadełko dnia”: marynowane kawałki ryby-piły, pieczony na miejscu chleb, smażone ryżowe kulki z mięsem. W sezonowym menu zmieniającym się co kilka tygodni można znaleźć m.in. lasagne w wersji z nadzieniem z suszonego dorsza i ziemniaków. Filet z mało znanej aromatycznej ryby morskiej umbryny, podawany jest z pieczonymi ziemniakami. – Zanim otworzyliśmy restaurację, zrobiliśmy na lokalnym rynku kulinarnym reasearch – tłumaczy Andrea. – Trudno na Warmii znaleźć restaurację z dobrą morską rybą. Długo weryfikowaliśmy dostawców, aż trafiliśmy na wysokojakościowe produkty, które smakiem i jakością nie odbiegają od ryb z Adriatyku. Wśród mięsnych dań – wołowina duszona w winie Chianti czy kurczak z warzywami, gotowany w rondlu przez wiele godzin. Na życzenie, szef kuchni serwuje również tradycyjne włoskie dania, których nie ma w karcie, jak makaron aglio olio, carbonara czy spaghetti z krewetkami. – Specyfiką naszej kuchni jest wierność tradycji, przekazywanie sobie receptur z pokolenia na pokolenie – zapewnia Michele. – Ja stosuję patenty, których nauczyła mnie babcia – świetna kucharka, właścicielka nadmorskiego hotelu. Nasza kuchnia pozostaje w niezmienionej postaci od wieków, a każda najmniejsza miejscowość ma swoją specjalność, która napawa dumą jej mieszkańców. Restauratorzy godzinami mogą opowiadać o składnikach, recepturach i historiach z nimi związanych. Choćby takie tiramisu, którego nazwa w wolnym tłumaczeniu oznacza „popraw mi humor”. Deser według legendy powstał w latach 60. w Treviso. Wymyślił go właściciel baru znajdującego się w pobliżu domu publicznego. Zawartość kofeiny i ładunek kalorii miał służyć… zwiększeniu libido jego klientów. – Chętnie serwujemy gościom opowieści o każdej z potraw – przyznaje Andrea. – Włoskie restauracje to część przysłowiowego „dolce vita”: miejsce radosnych spotkań, gdzie celebruje się smak i można w nieskończoność opowiadać o każdym „piatto” (talerzu – red.). 

Tekst: Beata Waś Obraz: Joanna Barchetto

Ristorante Da Andrea Casa del Prosecco ul. Kołłątaja 15, Olsztyn tel. 507 800 333 fb. com/daandreaolsztyn


BROWAR

NATURALNIE POD KAPSLEM KOLEJKI, LISTY ZAKUPOWE, LOTERIE – CHOĆ W POLSKIEJ BRANŻY BROWARNICZEJ KONKURENCJA OGROMNA, PREMIERY ICH PIW WCIĄŻ BUDZĄ EMOCJE. FENOMEN OLSZTYŃSKIEGO BROWARU KORMORAN TRWA OD ĆWIERĆ WIEKU. JAK GO UWARZYLI?

042

Niekiedy w czasie urlopu można być tak zajętym, że dopiero ostatniego dnia zdajesz sobie sprawę, że obok hotelu jest morze – przytacza firmową anegdotę Andrzej Olkowski, członek zarządu Browaru Kormoran (na zdjęciu). Podróże to okazja do poznawania obcych kultur, smaków, ale także piwa. Takie pisane smakiem wędrówki są często bardziej ekscytujące od wczasów all inclusive. Kormoran z pomocą smaku i wyobraźni przenosi do innych krajów, malowniczych lokalnych gospodarstw czy w mroki historii. Czerpie garściami z natury, która wyznacza rytm i sposób produkcji oraz nieustająco inspiruje. – Wspomnienia, literatura, dalekie lub bliskie podróże, a nawet wypad do lasu czy lokalny bazar – inspiracje otaczają nas z każdej strony – tłumaczy Paweł Błażewicz z Browaru Kormoran. – Kolekcjonujemy pomysły i odkrycia, szukamy nieoczywistych połączeń, które wydobędą głębię lub pozwolą odkryć zapomniane smaki na nowo. I o ile to możliwe,

sięgamy do tego co najbliższe. Pierwszeństwo mają produkty z regionu: zboża spod Kętrzyna, miody wyłącznie z Mostkowa i Gnatowa, kawa z palarni w Morągu. Podobnie jest z polskim chmielem, jarzębiną, sokami owocowymi, czosnkiem. W kwestii jakości produktów Kormoran nie uznaje kompromisów. Na liście dostawców są głównie drobni producenci z Warmii i Mazur, którzy – tak jak oni – łączą pracę z pasją. – Tylko z ludźmi tak jak my kochającymi to co robią, czujemy „chemię”. Zarażają nas swoją wiedzą i entuzjazmem, którą my adoptujemy na potrzeby browaru. Często wielogodzinne rozmowy, choćby o różnicach w smaku miodów z koniczyny, malin czy nawłoci, budują i uzupełniają naszą wiedzę, która jest podstawą kreatywności – przyznaje Paweł. Regionalizm to część filozofii Kormorana, który stał się ambasadorem Warmii i Mazur w różnych zakątkach świata, m.in w Skandynawii, Belgii, Włoszech, Australii. – Bywając


BROWAR

na zagranicznych imprezach piwowarskich często musimy tłumaczyć gdzie leży Warmia – przyznaje Andrzej Olkowski. – Upraszczamy, mówiąc, że Olsztyn to miejsce, gdzie przecinają się linie proste prowadzone na północ od Warszawy i na wschód od Gdańska. Jednak bez względu na to gdzie jesteśmy, czujemy się ambasadorem Warmii i Mazur. Chcemy, by ich cząstka znajdowała się w każdej butelce naszego piwa. Kormoran szczyci się tym, że łączy tę tradycję z nowoczesnością. Na rynku powszechnie stosuje się techniki skracania produkcji piwa. My hołdujemy tradycyjnej technologii, a technika ma na celu jedynie odciążenie pracowników w pracach fizycznych. – Nie robimy piw „dla każdego”, czyli de facto dla „dla nikogo” – przyznaje Paweł. – Nie chcemy też oferować takich, które wyłącznie szokują składnikami, np. śledziami. Wszystkie pomysły nad którymi pracujemy trafiają do kolejnych tomów zapisków technologa i głównego piwowara browaru Macieja Mielęckiego, który od początku funkcjonowania firmy kształtuje jej ofertę. Na tych kartach zapisana jest najpiękniejsza historia naszego browaru. Gdyby przyszło nam zrealizować wszystkie pomysły, mielibyśmy zajęcie na 100 lat! Od blisko sześciu lat trwa w Polsce tzw. piwna rewolucja, każdego roku powstaje na krajowym rynku grubo ponad tysiąc nowych piw, a wypija około czterech mld litrów rocznie. Mimo olbrzymiej konkurencji Kormoran broni się jakością, o czym świadczą kolejne nagrody, statuetki i dyplomy. – Nie wabimy rynku niską ceną czy promocjami. Piwo nie jest dla nas wyłącznie formą zarobkowania – zapewnia Andrzej Olkowski. – Ważne są też relacje z naszymi współpracownikami, wsparcie lokalnego biznesu. Jesteśmy dumni z tego, że podczas konkursów kulinarnych często stoją obok nas, żaden nie jest anonimowy. Podczas tegorocznych Chmielaków „Warmińskie Rewolucje” wygrały prestiżowy konkurs na najbardziej sesyjne piwo z pol-

skimi odmianami chmielu. Także inne piwa zdobywają medale w konkursach konsumenckich i branżowych. Specjalne miejsce w ofercie zajmują portery bałtyckie. „Porter Warmiński” jest zarejestrowanym produktem tradycyjnym, posiada znak Jakość i Tradycja, wielokrotnie wygrywał Gwiazdkową Degustację Porterów w Rosji. Jako jedyny porter zdobył dwa medale na European Beer Star. Doczekał się także wersji z wiśniami. A imperialny porter z dodatkiem suski sechlońskiej „Imperium Prunum” znajduje się w top światowego portalu ocen piw RateBeer.com. Bussines Insider uznał je w 2016 za jedno z 20 najlepszych piw na świecie. Dlatego też premiera każdej nowej warki jest wydarzeniem, które chyba wykracza już poza branżę piwną. – Porter bałtycki to styl utożsamiany z naszym krajem, dlatego nazwany jest piwowarskim skarbem Polski – tłumaczy Paweł. – Nad każdym z nich pracujemy wyjątkowo długo. Fermentujemy w optymalnych warunkach, a potem leżakujemy co najmniej pół roku, a w przypadku piw najmocniejszych – grubo ponad rok. – Dając piwom czas, możemy w pełni cieszyć się ich smakiem i wszystkimi walorami – twierdzi Andrzej Olkowski. – Mamy jedną podstawową zasadę: tworzymy takie piwa, które sami chcielibyśmy pić. Takie, które czarują smakiem, a nie zawartością alkoholu. Rosnąca popularność naszych piw niskoalkoholowych potwierdza, że filozofia: jesteśmy tym, co jemy i pijemy, zatacza coraz szersze kręgi. Po sobie wiemy, że wybory kulinarne przekładają się na jakość życia.  Tekst: Beata Waś, obraz: arch. Browar Kormoran Browar Kormoran Sp. z o.o. Al. Gen. Wł. Sikorskiego 2 10-057 Olsztyn tel. 89 534 97 06 www.browarkormoran.pl

043


BIZNES

ROZKRĘCIMY TWÓJ BIZNES CHCIAŁBYŚ ZWIĘKSZYĆ SPRZEDAŻ W FIRMIE O KILKADZIESIĄT PROCENT W CIĄGU ROKU? POZNAJ LUDZI Z INSTYTUTU PRZEDSIĘBIORCZOŚCI 044

I NOWYCH TECHNOLOGII*, KTÓRZY POTRAFIĄ TO ZROBIĆ.

MADE IN: Skoro potraficie zwiększyć sprzedaż w firmach o kilkadziesiąt procent, powinniście mieć kolejki przed biurem. Maciej Helbrecht: I mamy (śmiech), choć wciąż nasz region dorasta mentalnie do nienamacalnych usług consultingowych i doradczych. Ale staramy się nieustannie edukować. Często spotykamy bowiem przedsiębiorców, którzy mówią: „Drogi panie, ja prowadzą tę firmę 40 lat. Raz lepiej, raz gorzej, ale jakoś idzie”. Nie dopuszczają myśli, że ktoś ze świeżym spojrzeniem, doświadczeniem doradczym, będący na bieżąco z nowymi trendami, może szybko zwiększyć jego zyski.

Jednym z klientów był właściciel piekarni, która działa na rynku od początku lat 90. Od tego czasu branża mocno ewoluowała. Część piekarni poszła w produkcję masową dla dyskontów i marketów. Część postawiła na mniej produktów, a większą jakość. Piekarnia naszego klienta nie mogła znaleźć swojego miejsca na rynku. Po jej audycie, zdiagnozowaniu problemów i potrzeb, od zera stworzyliśmy model biznesowy: do jakiego klienta ma kierować produkty i jakimi wartościami ten klient się kieruje. Wskazaliśmy odpowiednie kanały dystrybucji, sposoby promocji. Przeprowadziliśmy proces szkoleń i wdrożenia tej strategii. Po roku pracy zwiększyliśmy


BIZNES

sprzedaż o 30 procent w firmie z 30-letnim stażem i obrotami 1,5 mln zł rocznie. Anna Ciesielska: I taki wzrost jesteśmy w stanie zaoferować niemal każdej firmie – bez inwestycji i zwiększania zatrudnienia, a pracując jedynie na tym co w niej zastaliśmy. Niedawno zakończyliśmy proces doradczy dla firmy zajmującej się produkcją tłumików. W ciągu roku zwiększyliśmy ich sprzedaż o 150 procent. Jak dokonuje się takich cudów? Maciej Helbrecht: Gdy zrobiliśmy audyt firmy i zbadaliśmy branżę w której działają, okazało się, że jakością nie ustępują firmom działającym w Europie. Zatrudniliśmy więc do pracy z nimi specjalistę zajmującego się rozwojem eksportu, który otworzył im drogę na rynki zachodnie. Nauczył jak się tam poruszać i rozwijać sprzedaż. Takie przypadki nie pozostają bez echa, więc trafiają to nas kolejne firmy, które chcą się rozwijać. A my rozwijamy się dzięki rekomendacji zadowolonych klientów. Anna Ciesielska: Kiedy zgłosiła się do nas firma o bardzo wąskiej specjalizacji, która chciała usprawnić proces obsługi klienta, spodziewała się od nas kilkugodzinnego szkolenia, po którym sprzedawcy będą musieli radzić sobie sami. A my po szkoleniu jesteśmy dalej w tej firmie: wdrażamy, ćwiczymy w praktyce, aż wszyscy uznamy, że zdobyta wiedza przyniosła efekt. Istotne jest to, że w takich przypadkach do pracy z firmą zatrudniamy najlepszego eksperta w danej dziedzinie. Czasem potrzeba specjalisty od eksportu, innym razem eksperta od optymalizacji procesów zarządzania lub certyfikacji, komercjalizacji wyników badań naukowych, albo mistrza cukiernictwa. Gdy poznamy potrzeby klienta, dopasowujemy eksperta. Niestety, większość firm szkoleniowych i doradczych działających na rynku, żeby jak najwięcej zarobić, stara się zaspokoić wszystkie potrzeby własnym zespołem. Jedna osoba szkoli z marketingu, sprzedaży, skutecznej księgowości, usprawnia linie produkcyjne, robi warsztaty BHP, RODO i pierwszej pomocy. My współpracujemy z ekspertami-praktykami z różnych branż i dziedzin biznesu. Dzięki nim powstaje ta „cudowna strategia”? Maciej Helbrecht: Większość przedsiębiorstw pracuje bez jakiegokolwiek strategii. A nawet gdy mają jakiś dokument, to leży głęboko w szufladzie. A wystarczy przyjrzeć się firmie, stworzyć plan efektywnego jej zarządzania i wdrożyć go. I tak robimy te 30 procent. Brzmi łatwo. A trudno wykonać? Anna Ciesielska: Rozumiemy to, że komuś, kto prowadzi firmę kilka lat, ciężko jest obiektywnie na nią spojrzeć. Po to powstał Instytut Przedsiębiorczości i Nowych Technologii. Uwielbiamy patrzeć jak przy naszej pomocy firma się rozwija i finalnie zwiększa sprzedaż lub zmniejsza koszty poprzez efektywne wykorzystanie zasobów czy zespołu. Maciej Helbrecht: To prawda. Większość realizowanych przez nas usług doradczych odbywa się z 80-procentowym dofinansowaniem z Bazy Usług Rozwojowych. To unijne pieniądze skierowane do przedsiębiorców na szkolenia i doradztwo. Dlatego każda firma może się do nas zgłosić, opowiedzieć o swoich problemach i potrzebach, a my pomożemy uzyskać dofinansowanie. Gdy się to uda, zrealizujemy cały proces doradztwa i szkoleń.

PO ROKU PRACY ZWIĘKSZYLIŚMY SPRZEDAŻ O 30 PROCENT W FIRMIE Z 30-LETNIM STAŻEM I OBROTAMI 1,5 MLN ZŁ ROCZNIE. I TAKI WZROST JESTEŚMY W STANIE ZAOFEROWAĆ NIEMAL KAŻDEJ FIRMIE – BEZ INWESTYCJI I ZWIĘKSZANIA ZATRUDNIENIA, A PRACUJĄC JEDYNIE NA TYM CO W NIEJ ZASTALIŚMY.

A n n a C i e s i e l s k a : R oz w i j a n i e f i r m w r e g i o n i e s t a ł o się naszym hobby, dlatego robimy to również pro bono. J e s te ś my ko o r d y n a to r e m r e g i o n a l ny m Św i a towe g o Tygodnia Przedsiębiorczości, współfinansujemy Akademię Młodego Wędkarza z hasłem „Dajemy wędkę, a nie rybę”. Partycypujemy też w platformach start-upowych, gdzie inkubujemy świeżo powstałe firmy. Jak to się wszystko zaczęło? Anna Ciesielska: Zaczęliśmy od stworzenia przestrzeni coworkowej i inkubatora przedsiębiorczości, co zresztą robimy do dziś. W tej przestrzeni wynajmowaliśmy też sale do szkoleń i kiedy obserwowaliśmy za co ludzie płacą, byliśmy zaskoczeni – duże pieniądze za usługę, która nie ma szans zmienić w firmie niczego. Maciej posiadał już doświadczenie prowadzenia firmy szkoleniowej,więc stanowiło to dobry fundament. Rozbudowaliśmy więc działalność i stworzyliśmy firmę, która autentycznie angażuje się w rozwój podmiotów. Maciej Helbrecht: Nie udając przy tym, że znamy się na wszystkim. Na wszystkim znają się wynajmowani specjaliści z branż – praktycy z własnymi sukcesami na koncie. Tylko takie szkolenia mogą wprowadzić w firmach innowacyjne rozwiązania.  Rozmawiał: Michał Bartoszewicz, obraz: Kuba Chmielewski

* IPiNT Sp. z o.o. pomaga rozwijać się przedsiębiorstwom w północno-wschodniej Polsce. Tworzy systemy rozwojowe, prowadzi usługi doradcze, consultingowe i szkolenia dla zespołu. Wspiera rozwój lokalnej przedsiębiorczości poprzez nowoczesne rozwiązania szkoleniowe oparte na praktycznej wiedzy i doświadczeniu. Wśród wielu certyfikatów IPiNT jest ten najważniejszy w kraju dokument potwierdzający standard usług szkoleniowych – Polskiej Izby Firm Szkoleniowych SUS 2.0 wydany przez Dekra Certification oraz najnowszy VCC.

Instytut Przedsiębiorczości i Nowych Technologii Sp. z o.o. Olsztyn, ul. Kajki 3/1 tel.: 502 678 774 info@ipint.pl

045


BIZNES

OSZCZĘDNOŚCI W NIERUCHOMOŚCI SPADA ATRAKCYJNOŚĆ TRADYCYJNYCH FORM LOKOWANIA KAPITAŁU NA RZECZ INWESTOWANIA W NIERUCHOMOŚCI, M.IN. CONDOHOTELE I ZMODERNIZOWANE KAMIENICE ORAZ W GRUNTY O WYSOKIM POTENCJALE WZROSTU WARTOŚCI. O RYNKU INWESTYCYJNYM ROZMAWIAMY Z MICHAŁEM SZCZYRBĄ, DYREKTOREM OLSZTYŃSKIEGO ODDZIAŁU GERDA BROKER*.

046


BIZNES

MADE IN: Ostatnie wydarzenia nadszarpnęły zaufanie do branży finansowej. Coraz więcej osób zastanawia się jak ulokować oszczędności. Co można im doradzić? Michał Szczyrba: To z pozoru proste pytanie, ale nie mogę udzielić na nie odpowiedzi, dopóki nie poznam potrzeb i oczekiwań konkretnej osoby, która je zadaje. Celu jaki chce osiągnąć, ryzyka jakie jest gotowa zaakceptować, czasowego horyzontu inwestycji czy możliwości szybkiego uwolnienia kapitału. Dopiero po takiej wstępnej analizie można zastanawiać się co zaproponować i jak skonstruować portfel inwestycji. Pamiętajmy o tym korzystając ze wsparcia doradców w inwestowaniu. Doświadczony doradca jest oczywiście w stanie zdiagnozować wiele kwestii, zadając odpowiednie pytania i dopiero zaproponować najbardziej adekwatne rozwiązania. Natomiast cel inwestycji i preferencje to domena klienta, więc wpływ doradcy na te elementy powinien być ograniczony. Po to, by nie dochodziło do anegdotycznych sytuacji, kiedy to klient przychodzi do doradcy, by korzystnie ulokować swoje oszczędności, a wychodzi z kredytem. Najpopularniejszym pomysłem na oszczędności wciąż są lokaty bankowe? Lokaty bankowe są jednym z najprostszych i bezpieczniejszych sposobów oszczędzania, a przez to najbardziej popularnym. Ale też przynoszącym niewielkie zyski, a bardzo często nie chroniącym nawet przed inflacją, czyli przynoszącym straty w ujęciu realnym. Jedynie nieliczna grupa mniejszych banków co jakiś czas kusi wyższym, promocyjnym oprocentowaniem, ale dotyczy to jedynie lokat o bardzo krótkim terminie i na niewielkie kwoty, a do tego często wiąże się z dodatkowymi warunkami. Nie ulegnie to zmianie, dopóki stopy procentowe nie pójdą w górę, a na to się nie zanosi, przynajmniej przez półtora roku. Co w takim razie robić z oszczędnościami, by przynajmniej nie traciły na wartości? Polacy stronią od inwestycji wiążących się z większym ryzykiem, wskutek czego ich możliwości wyboru są dość ograniczone. Od kilkunastu miesięcy wyraźnie widoczne są dwie tendencje. Pierwsza to przepływ oszczędności z banków w kierunku funduszy dłużnych i pieniężnych oraz obligacji skarbowych. Obie te formy spełniają warunek względnego bezpieczeństwa lokowanych w nich pieniędzy, ale jednocześnie obie są tylko nieznacznie bardziej atrakcyjne niż lokaty bankowe. Druga tendencja to szybko rosnące zakupy nieruchomości, głównie mieszkań z przeznaczeniem na wynajem. Co sprawia, że inwestycje w mieszkania cieszą się tak dużym zainteresowaniem? Decyduje o tym kilka ważnych czynników. Przede wszystkim wyjątkowa cecha nieruchomości – postrzeganie jej jako inwestycji o wysokim poziomie bezpieczeństwa, a jednocześnie pozwalającej osiągać satysfakcjonujące zyski. Przy tym bezpieczeństwo kojarzone jest nie tylko z perspektywą zysku, ale z niekwestionowanym poczuciem własności i możliwościami dysponowania tym prawem oraz połączeniem cech inwestycji z walorami użytkowymi. Akcje, obligacje czy nawet lokaty, są pewną abstrakcją, w której nasz kapitał przynajmniej na jakiś czas „znika z oczu” przybierając formę niematerialną. W przypadku nieruchomości cały czas mamy nad nim prawo władztwa i pełnej kontroli. Akcji czy obligacji nie możemy „ugryźć”, ale w posiadanym apartamencie w górach czy nad morzem, zawsze możemy pomieszkać, gdy nie jest wynajmowany.

Jakiego rzędu zyski przynoszą nieruchomości? Na zyski z nieruchomości składają się wzrost wartości oraz dochody z najmu i te dwa czynniki trzeba brać pod uwagę. Pierwszy jest trudniej przewidywalny. Zazwyczaj w długim terminie wzrost wartości nieruchomości zdecydowanie zabezpiecza kapitał przed inflacją, a zdarzają się okresy, gdy może przynieść pokaźny zysk. Jego wysokość zależy od wielu czynników, zarówno związanych z sytuacją na rynku, jak i z indywidualnymi cechami danej nieruchomości, takimi jak lokalizacja, standard itp. Stopa zysku z wynajmu może wynosić od 4 do 6 proc. w skali rocznej, a nawet więcej, w zależności od specyficznych czynników. Najem wymaga jednak sporo zachodu, poświęcenia czasu i nie zawsze jest taki bezproblemowy, jak mogłoby się wydawać. Większości tego typu problemów można uniknąć, korzystając ze zorganizowanej formy inwestycji w nieruchomości, jaką jest rozwijający się system typu condo. Początkowo ograniczał się on do condohoteli, czyli obiektów typowo hotelowych, gdzie poszczególne pokoje czy apartamenty sprzedawano indywidualnym inwestorom, którzy czerpali z tego tytułu przychody, pomniejszone o opłaty związane z obsługą. Obecnie w systemie condo są oferowane także nieruchomości innego typu, których cechą wspólną jest organizacja i kompleksowe zarządzanie znajdującymi się w nich lokalami, np. mieszkaniami, apartamentami czy pokojami, których właścicielami są indywidualni inwestorzy. Tego typu obiekty w pierwszym okresie powstawały głównie w miejscowościach turystycznych. Obecnie coraz większą popularnością cieszą się nieruchomości w dużych miastach, w których popyt na wynajmowanie lokali nie jest tak bardzo uzależniony od wahań sezonowych i obejmuje szerszą grupę klientów, a więc zapewnia lepsze wykorzystanie lokalu, a co za tym idzie możliwość osiągania większych zysków. Profesjonalne przygotowanie nieruchomości, już na etapie projektowania, czyli lokalizacji i wyboru standardu, poprzez cały proces zarządzania nią powoduje, że z jednej strony zaangażowanie inwestora ogranicza się do minimum, a z drugiej może on osiągać zyski wyższe niż w przypadku inwestycji dokonywanej indywidualnie. Zwykle sięgają one 6–8 proc. w skali rocznej.  Tekst: Karolina Bergman Obraz: Arek Stankiewicz, ©PHOTOCREO Michal Bednarek/Shutterstock.com GERDA BROKER sp. z o.o. Olszyn, ul. Warmińska 21/1 www.gerdabroker.pl olsztyn@gerdabroker.pl

GERDA BROKER

Gerda Broker to ogólnopolska firma specjalizująca się w doradztwie ukierunkowanym na pozyskiwanie finansowania dla przedsiębiorców sektora MSP, zarówno na realizację celów rozwojowych i inwestycyjnych, ale także związanych z bieżącą działalnością. Michał Szczyrba pełni funkcję dyrektora olsztyńskiego oddziału Gerda Broker; z branżą finansową związany od 13 lat, absolwent Executive Master of Bussines Administration Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN.

047


PRAWO I BIZNES

WARTOŚCI SILNEJ RODZINY DO DRUGIEGO POKOLENIA UDAJE SIĘ PRZETRWAĆ NIESPEŁNA 30 PROCENTOM FIRM RODZINNYCH, A DO TRZECIEGO – JUŻ TYLKO 15. DLACZEGO PRZETRWANIE FIRMY RODZINNEJ JEST WYZWANIEM, A NIE REGUŁĄ? OTO WARTOŚCI, KTÓRE CHARAKTERYZUJĄ „SILNE I ZDROWE” RODZINY.

048

Mając wypracowane kluczowe elementy konstytucji rodzinnej, które były omawiane w poprzednich artykułach cyklu (patrz ramka obok), na koniec należy również przewidzieć to co nieuniknione, a mianowicie konflikty. Umiejętność radzenia sobie z rozwiązywaniem konfliktów, zarówno na linii pomiędzy członkami rodziny, jak i na linii członek rodziny – pracownik, jest kluczową cechą, która umożliwia firmie rodzinnej przekształcić konflikt destruktywny w konstruktywne rozwiązania, pomagające dalej się rozwijać. Zanim przejdziemy do kwestii radzenia sobie z rozwiązywaniem konfliktów w firmie rodzinnej, w pierwszej kolejności należy podjąć próbę maksymalnego ograniczenia zarzewi potencjalnych sporów, co można osiągnąć dzięki ustanowieniu tzw. otwartej komunikacji. Niestety, jak pokazuje doświadczenie, członkowie firm rodzinnych z niechęcią podchodzą do pomysłu omawiania na forum rodzinnym proble-

mów i trudności, z jakimi zmaga się firma lub rodzina. Skoro w większości przypadków trudności stanowią temat tabu, to nie ma większych szans na przeprowadzenie wspólnych analiz i weryfikacji co źle funkcjonuje i co należałoby zrobić, żeby problemy nie utrudniały działalności. Ciężar nierozwiązanych i nawarstwiających się konfliktów bywa tak przytłaczający, że wiele firm rodzinnych nie radzi sobie z nim i przestaje funkcjonować. Życzliwość, szacunek, umiejętność słuchania to drogowskazy poprawnej komunikacji, a dodając do tego polskie realia społeczne, warto mieć na uwadze następującą maksymę: istotne jest nie to co zostało powiedziane, ale to co odbiorca usłyszał. Wracając zatem do kwestii radzenia sobie z potencjalnymi konfliktami, za bezdyskusyjne należy przyjąć, że powinny być one natychmiast rozwiązywane. W zarodku powinien być eliminowany konflikt destruktywny, którego podłożem


PRAWO I BIZNES

nie są spory wynikające z materii stricte biznesowej, a różnice osobowościowe, relacyjne. Z konfliktem konstruktywnym mamy zaś do czynienia, kiedy wymiana zdań, pomimo emocji, prowadzi do kreatywnych rozwiązań dla firmy lub rodziny. Należy również wspomnieć o rozwiązywaniu konfliktów na linii członek rodziny a pracownik. W takiej sytuacji warto zastanowić się nad przeprowadzeniem mediacji za pośrednictwem mediatora, którym może być członek rodziny lub kluczowy pracownik cieszący się dużym zaufaniem i szacunkiem zarówno pracowników, jak i pracujących członków rodziny. Sposób rozwiązywania powyższych konfliktów jest kluczowy dla postrzegania firmy przez pracowników, bez których zaangażowania żadna firma nie mogłaby się rozwijać. Istotnym zagadnieniem, które powinna rozważyć każda firma rodzinna, a popularnym wśród zagranicznych firm rodzinnych, jest tzw. społeczna odpowiedzialność przedsiębiorstw CSR (z ang. „corporate social responsibility”). Dla większości firm CSR jest tylko dodatkiem ocieplającym wizerunek. Kluczowym jest jednak, żeby był to istotny, stały i konsekwentnie rozwijany element tożsamości przedsiębiorstwa. Strategia jest tutaj kluczowa. Tym, co w dużym stopniu odróżnia prawdziwy CSR od działań wizerunkowych (PR) udających CSR, jest skupienie się na długofalowych celach. Takimi celami są przede wszystkim działania na rzecz lokalnej społeczności w której funkcjonuje przedsiębiorstwo. Obok ekologii, równie popularnym obszarem działań CSR-owych jest edukacja i wspieranie dzieci oraz promocja zdrowia. Z punktu widzenia czynnego uczestnictwa członków rodziny w funkcjonowaniu firmy rodzinnej, działalność CSR może być skutecznym sposobem wspierania rodzinnej jedności, zapewniając różnym członkom rodziny okazję do podjęcia współpracy i tym samym przyczynienia się do rozwoju firmy rodzinnej. W ramach podsumowania cyklu artykułów poświęconych sukcesji firm rodzinnych, w oparciu o dorobek międzynarodowych badań na tą tematyką, przedstawimy właściwości, które charakteryzują silne i zdrowe rodziny:

ODDANIE, które przejawia się poprzez wagę, jaką członkowie rodziny przywiązują do rodzinnej jedności, dzielenia ze sobą wspólnych celów oraz troski o pomyślność krewnych.

UZNANIE I KOMUNIKACJA – to docenianie krewnych, otwartość na komunikację, akceptacja różnic, poszanowanie indywidualnych wyborów.

SPĘDZANIE WSPÓLNIE CZASU – poprzez czerpanie przyjemności zarówno z jakości, jak i częstotliwości kontaktów wewnątrz rodziny, przy czym relacjom towarzyszy bliskość, której nie towarzyszy żaden przymus. WARTOŚCI , dzięki którym członkowie rodziny mają poczucie silnej więzi, budowanej na fundamencie prawości, szczerości, lojalności oraz etycznych postaw.

RADZENIE SOBIE Z KRYZYSAMI

– umiejętność swobodnego porozumiewania się, szacunek wobec indywidualnych wyborów oraz świadomość łączącego członków rodziny wspólnego dziedzictwa to atuty, które pozwalają przezwyciężać kryzysy i rozwiązywać konflikty rodzinne. Tworzenie ładu rodzinnego i firmowego w polskich firmach rodzinnych jest nie lada wyzwaniem. Pełniąc rolę moderatora

i przewodnika w procesie tworzenia konstytucji poszczególnych firm rodzinnych, wielokrotnie obserwowaliśmy skrajne emocje członków rodzin, od euforii po traumę. Satysfakcja spełnionych członków rodzin w momencie złożenia podpisu pod konstytucją jest nieoceniona, zwłaszcza mając na uwadze fakt, że na początku każdego projektu regułą jest deficyt optymizmu sporej części członków rodziny co do idei i potrzeby tworzenia konstytucji rodzinnej. Mamy nadzieję, że w tym zbiorczym cyklu dotyczącym sukcesji i konstytucji rodzinnej, każdy z członków firmy rodzinnej znajdzie coś dla siebie, nad czym pochyli się, aby firma rodzinna, którą tworzy, przetrwała następne lata i była inspiracją dla kolejnych pokoleń.  Tekst: adw. Katarzyna Wojarska-Aleksiejuk, r. pr. Piotr Aleksiejuk Obraz: Arek Stankiewicz

Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych Sp. P. Ufficio Primo Warszawa, ul. Wspólna 62 Oddział Olsztyn, ul. Dąbrowszczaków 8/9

PRZEZ CAŁY 2018 ROK ZAPRASZALIŚMY TWÓRCÓW I WSPÓŁWŁAŚCICIELI FIRM RODZINNYCH NA CYKL ARTYKUŁÓW POŚWIĘCONY TEMATYCE TWORZENIA ŁADU RODZINNEGO I FIRMOWEGO. WYDANIE LUTY-MARZEC 2018: Istota i tworzenie konstytucji rodzinnych / Tworzenie ładu rodzinnego i firmowego / Istota konstytucji rodzinnej WYDANIE KWIECIEŃ–MAJ 2018: Proces tworzenia sukcesji / Zdefiniowanie projektu sukcesji / Wartości i misja / Strategia WYDANIE CZERWIEC–LIPIEC 2018: Struktura zarządzania i nadzoru w rodzinie i firmie rodzinnej WYDANIE SIERPIEŃ–WRZESIEŃ 2018: Członek rodziny a firma rodzinna (rozporządzanie udziałami, praca, kariera, rozwój) WYDANIE PAŹDZIERNIK–LISTOPAD 2018: Bezpieczeństwo finansowe pracujących i niepracujących członków rodziny WYDANIE GRUDZIEŃ 2018–STYCZEŃ 2019: Komunikacja i rozwiązywanie konfliktów, działalność społeczna i filantropijna

049


LUDZIE

ROZMOWY NA SCHODACH CZYLI ZNANE POSTACIE O NIEZNANYCH HISTORIACH.

MADE IN: (wystawiając na stół butelkę portera z Browaru Kormoran) Mam prezent i od razu zapytam Walijczyka: kiedy jest do wyboru whisky i porter, to na co się decydujesz? John Porter: (uśmiał się już po zerknięciu na etykietę). Wiek robi swoje i whisky jest już raz na jakiś czas. Ale alkohol przyjmuję w każdej formie, oprócz wódki. A porter to twoje ulubione piwo? Nie, ale Browar Kormoran robi bardzo dobre piwa. Widzę, że rozpoznanie rynku masz dobre. Lubię piwo, choć ze względu na dbanie o linię nie mogę go za dużo pić. A te z Warmii bardzo mi odpowiadają. Niedawno doszedł jeszcze browar Ukiel. Nie miałeś propozycji, by reklamować któreś piwo porter? O dziwo nie. (śmiech) Wracając do mocniejszych trunków – to w Polsce pierwszy raz napiłeś się spirytusu? O Boże, tak. Przecież na Zachodzie taki alkohol nie istniał. To chory pomysł pić coś, co ma 70 procent, choć wiem, że istnieją też takie po 90. To był początek pobytu w Polsce, kiedy zetknąłem się z filmowcami, a to zawsze ekstremalne, hermetyczne grupy. Kiedy byłem na jednej z prywatek, pamiętam, że stał sok pomarańczowy w puszce, jakiś grecki, i do tego nalali spirytus. Nigdy więcej. Straszne!

GOŚCIMY JOHNA PORTERA * (John poprosił o czarno-białe zdjęcie, uznając że jak będzie kolorowe, to ludzie z rozczarowaniem skomentują, że „Porter się skończył”)

OLSZTYN MNIE RELAKSUJE 050

KIEDY WSZYSCY CHCIELI EMIGROWAĆ NA ZACHÓD, ON JAKBY POD PRĄD PRZYJECHAŁ DO POLSKI W NAJBARDZIEJ SIERMIĘŻNYCH CZASACH. POD WIZERUNKIEM MROCZNEGO ROCKMANA JOHN PORTER* SKRYWA BARWNE, BŁYSKOTLIWE I WRAŻLIWE OBLICZE.

Rozmawiał: Rafał Radzymiński, na schodach przy ul. Dąbrowszczaków 14 w Olsztynie, 9 listopada o godz. 11:30 przy temperaturze 10°C Obraz: Arek Stankiewicz

Sam przyznałeś kiedyś, że z powodu odmowy „chlania do rana”, jak to określiłeś, trochę znajomości przepadło. Był okres, kiedy ludzie grali z przerwami na picie. Nadszedł taki moment, że miałem tego dość. Przełom lat 70. i 80. to była bardzo mocna kultura alkoholowa wśród muzyków. Szło się na próby, a tu otwierają flaszkę. Przyjechałeś do Polski w 1976 roku. Wtedy mało kto znał angielski. Jak komunikowałeś się w sklepie, knajpie? Miałem to szczęście, że od początku przebywałem z tzw. warszawską bohemą, postaciami takimi jak Henryk Waniek, Maciej Zembaty, Jacek Kleyff czy Małgorzata Braunek. Znakomite towarzystwo i wszyscy nieźle rozmawiali po angielsku, czyli problemów nie miałem, bo zawsze z nimi gdzieś byłem. A jak się uczyłeś języka? Od muzyków. Nigdy nie korzystałeś z kursów? Nie, jestem w tym kiepski. Ostatni kurs robiłem, kiedy mieszkałem i pracowałem w Berlinie Zachodnim w połowie lat 70. Dodajmy: pracowałeś w armii amerykańskiej. Co robiłeś? Warzyłem, pakowałem i rozdawałem warzywa. I tam zapisałem się na nocny kurs niemieckiego. Nieźle mi szło, bo to pokrewny język z angielskim. Z polskim było trudniej, ale po dwóch latach pobytu umiałem już przekazać co czuję.


LUDZIE

Piszesz? Słabo. Te wszystkie wasze końcówki… Kiedy graliśmy jeszcze z Anitą, był nacisk, by zaśpiewać „Bones of love” po polsku. Poszedłem do logopedy, męczyłem się przez tydzień i on wytłumaczył mi, że jest już za późno, bo mam taki, a nie inny układ mięśni w gardle i że nigdy w życiu nie będę mówił poprawnie. Daliśmy spokój. Skończyłeś politologię na University of Sussex. Dość zaskakujący kierunek jak na młodego rockmana i hipisa. Zawsze interesowałem się polityką. Mimo wszystko ruch hipisowski był takim politycznym odłamkiem. To nie tylko flower-power, branie kwasu i palenie haszyszu. Ten nurt to też odkrywanie nieprawidłowości tkwiących w społeczeństwie, w rządzie, podejście do całego estabilishmentu czy wojny w Vietnamie. Bardziej interesowałem się właśnie w tę stronę. A interesujesz się polską polityką? To bardzo dołujące. Są dni, kiedy już nie mogę i nie chcę się tym interesować. Żyjemy w skrajnej wersji Monty Pythona. W Komunie też były absurdy, ale człowiek jako tako wiedział na czym stoi. Był jakiś dziwny porządek. A dzisiaj każdy mówi co chce i każdy jest ekspertem od tego co głosi. Za to jak przyjechałeś tu w czasach siermiężnej komuny, można było być prawdziwym undergrandowym artystą. Tak, miałem bardzo ciekawe doświadczenie, kiedy Jacek Kleyff chciał, bym zagrał na gitarze piosenkę do tekstu Bruno Schultza. Kleyff był wtedy artystą bardzo śledzonym przez tajniaków, więc jeździłem do niego jak ukrywający się działacz opozycji, przesiadając się na dwa tramwaje, potem w jeden samochód, w drugi samochód, znów w tramwaj. Zajmowało mi to prawie pół dnia. Wracałem zresztą tak samo. Mogłeś zostać wydalony kiedyś za coś niepoprawnego? W stanie wojennym miałem jedynie drobne sugestie, że mogę mieć trudności. Kiedy artyści powracali na scenę, przyszedł do mnie pan w garniturze, wyciągnął Marlboro, zapalniczkę i pytał czemu nie biorę udziału w życiu muzycznym, bo przecież jest już normalnie. Chciał mi zaimponować tym swoim zachowaniem i stylem, na zasadzie, że teraz to już jesteśmy „my”. Poczuł swój moment bycia Jamesem Bondem. Kiedy w 1981 roku urodził się mój syn, nie czułem się bezpiecznie. Przeprowadziłem się wówczas do Krakowa, a meldunek miałem w Warszawie. Przepis nakazywał, by przebywać w miejscu zameldowania. Więc codziennie na spacer z dzieckiem w wózku pędziłem na cmentarz, aby unikać legitymowania. No widzisz, a pracując w Berlinie zaintrygował cię plakat reklamujący wczasy w Polsce. To prawda, Polska zachęcała wojskowych do odwiedzin, tylko nie w mundurach oczywiście. Przecież dolary były bardzo chętnie widziane, od wojaka czy nie wojaka. Kiedy byłeś pierwszy raz w Olsztynie? Parę razy tu grałem, ale to było bardzo dawno temu, nawet nie przypomnę sobie daty. Nie bez powodu pytam, bo w kraju od razu związałeś się z Markiem Jackowskim i Korą, kiedy powstawał Maanam (dołączył jako gitarzysta, zespół nazywał się Maanam

Elektryczny Prysznic – red.). Oni mieli związek z Olsztynem – Jackowski tu się urodził, Kora miała siostrę. Bywaliście tu? Marek przyjeżdżał tu. Ich życie wówczas było ciężkie w tym znaczeniu materialnym. Z dwójką dzieci nie bardzo mieli gdzie mieszkać, zajęli więc nielegalnie opuszczone mieszkanie w Warszawie. Pamiętam, że było już zimno i ten biedny Marek siekierą rąbał jakieś znalezione drzwi, żeby mieć czym napalić. Ale szanowałem ich za to, że nigdy nie narzekali na swoją sytuację. To była ich wspaniała cecha. Zawsze goście byli miło widziani u nich i odbywały się tam fajne imprezy. Potem dostali mieszkanie w Krakowie. A wracając do Olsztyna, dzisiaj jestem tu dość często. Bardzo dobrze czuję się w tym mieście, mam tu znakomitych znajomych, którzy zabierają mnie nad jeziora i do lasów. Faktycznie robi to wrażenie, jest przepięknie. Relaksuję się tu. Poruszyłeś na wstępie temat dbania o sylwetkę i faktycznie masz figurę młodzieńca. Co ty robisz? Na pewno mam w genach tę typowo brytyjską sylwetkę z chudymi nogami. Ale trzeba też pracować nad sobą. No widzisz, to jest dobre, że to są rozmowy na schodach, bo ja po prostu codziennie robię te schody. (śmiech) Mieszkam w bloku na ósmym piętrze, więc zasuwam do góry pieszo, a nie windą. Oprócz tego w domu ćwiczę dzięki personal trainers, zresztą olsztyniance Sandrine Boraczyńskiej. Nie cierpię klimatu siłowni, spoconych macho i okropnej głośnej muzyki. Już tego spróbowałem – sorry, nie! Więc trzymam się tego podstawowego planu ćwiczeń, bo jest taki wiek w życiu, że jak jesteś rockandrollowcem, a wciąż chcesz grać na scenie, to ta sprawność i kondycja są ważne. A propos wyglądu: miałeś w młodości ksywę „gumowe usta”, podkreślającą ich wyrazistość. Skąd to wiesz?! Musiałeś to znaleźć w jakimś starym wywiadzie. Tak, to prawda. Ale dodam, że było to w  czasach nastolatka i to porównanie było dosyć bolesne, bo używane w dość negatywny sposób. Ale jak już byłem starszy i słyszałem, że Mick Jagger też ma takie, to wtedy uuu… (teatralnym gestem podkreśla chlubę z ich posiadania). A byłeś porównywany kiedyś do Jaggera? Po pół roku grania Porter Band (przełom lat 70. i 80. – red.) ludzie mówili, że podobnie poruszam się po scenie. Jak znany jesteś dzisiaj w Wielkiej Brytanii? W ogóle nie jestem znany. Bo niby skąd. 051

JOHN PORTER

Walijczyk, rocznik 1950. Karierę muzyka, tekściarza i kompozytora zaczynał już na studiach w Anglii występując w klubach. Przyłączył się do ruchu hipisowskiego. Do Polski przyjechał w 1976 roku. Dołączył do składu późniejszej grupy Maanam. W 1979 roku założył Porter Band, grając klasycznego, nieco surowego rocka. Największą popularność zdobył po zawiązaniu muzycznych (a wkrótce prywatnych) relacji z Anitą Lipnicką, z którą przez ponad 10 lat nagrywali płyty. 8 listopada zagrał w Olsztynie koncert Porter Solo. Bilety wyprzedały się już na dwa tygodnie przed.


BIZNES I ROZWÓJ

052

SŁOWO BARDZO POŻĄDANE: DOTACJA DRUGIE ŻYCIE ZABYTKU, ALBO INNOWACYJNA INWESTYCJA. BUDOWA FIRMY OD ZERA, ALBO STRATEGIA ROZWOJU. TY MASZ POMYSŁ, A ONI WIEDZĘ JAK ZDOBYĆ ŚRODKI. ZESPÓŁ 40 NET PRZEZ KILKANAŚCIE LAT NAZBIERAŁ W SWOIM PORTFOLIO SETKI ZREALIZOWANYCH PROJEKTÓW. A KLIENCI WRACAJĄ PO WIĘCEJ.


BIZNES I ROZWÓJ

Czasem zaczyna się od jednej maszyny. Potem powstaje pomysł na projekty badawcze, budowę hali. Z małej firmy robi się duże przedsiębiorstwo, a z kilku pracowników – grupa kilkudziesięciu specjalistów. Tak było w przypadku firmy Kostrzewa z Giżycka, produkującej urządzenia grzewcze. Olsztyńska firma 40 Net towarzyszyła im przez kilka ostatnich lat, a uzyskane przez nich środki unijne pozwoliły na spektakularny rozwój mazurskiego przedsiębiorstwa. Dzisiaj, po 14 latach prowadzenia firmy doradczej, mają na koncie dziesiątki takich historii. – Po pierwszych uzyskanych w projektach 150 mln zł przestaliśmy już prowadzić statystyki – śmieje się Maciej Felski, prezes zarządu firmy 40 Net. – Dzięki wysokiej skuteczności zaostrzamy klientom apetyt na więcej. Dlatego wracają do nas z kolejnymi pomysłami, inspirują swoje otoczenie i polecają nas innym. Efekty ich pracy chyba najlepiej widać w przypadku zabytków. Koszary Artylerii przy ul. Artyleryjskiej w Olsztynie, dzięki uzyskanym środkom stały się biznesowym, dizajnerskim centrum. 300-letni Pałacyk Potockiego w Braniewie z ruiny zmienił się w Inkubator Przedsiębiorczości. A ceglane mury olsztyńskiego Zamku Kapituły Warmińskiej odzyskały dawny blask. Teraz „na warsztat” trafiły kolejne zabytki, m.in.: Kościół Serca Jezusowego, zamek krzyżacki i park im. Jana Pawła II w Działdowie czy zespół budynków byłych stajni oficerskich Koszar Dragonów w Olsztynie. – Czujemy satysfakcję mijając obiekty, którym pomogliśmy zyskać drugie życie, albo powstać od podstaw – mówi Dorota Łutowicz-Głowacka, współwłaścicielka firmy i prawnik. – Dzięki nim zgłębiamy historię regionu, poznajemy tajniki dawnego kunsztu architektonicznego. Zdarza nam się w kaskach chodzić po rusztowaniach na wiekowych murach, aby uzyskać dane do dokumentacji. Nasza działalność pozwala poznać wiele branż, uzyskać niszową wiedzę i codziennie uczyć się czegoś nowego. Dorota i  Maciej poznali się w  Starostwie Powiatow ym w  Olsztynie, gdzie zrealizowali swój pier wszy projek t edukacyjny dla szkół z całego regionu. Zakres projektu przerósł ich najśmielsze oczekiwania, segregatory z dokumentami wypełniły gabinet aż po sufit. Ale po miesiącach biurokratycznej gehenny zdobyli wiedzę, która przydaje się do dziś. Wykorzystywali ją przez kilka lat w Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, a potem założyli własną firmę. Dziś żaden projekt nie jest im straszny. 40 Net wyspecjalizował się w dotacjach z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego dla małych i średnich przedsiębiorstw, samorządów, NGO oraz służby zdrowia. – Na słowo „dotacja” przedsiębiorcom iskrzą się oczy – przyznaje Maciej. – O dofinansowanie, często 85 procent warto powalczyć. Ale ogłaszane konkursy pobudzają wyobraźnię, a pomysły często są kosmiczne i powstają z potrzeby chwili. Ponieważ specjalizacją regionu jest m.in. drewno i meblarstwo, ekonomia wody, co dodatkowo premiuje się na etapie oceny projektu, wciąż pojawiają się nowe pomysły na tego typu inwestycje. Wnioskodawców ogranicza fantazja i oczywiście wymogi konkursu. – A my staramy się trzymać ziemi – dodaje Dorota. – Zanim podejmiemy się napisania projektu, uczciwie oceniamy jego szanse. Jesteśmy na bieżąco ze zmianami w przepisach EFRR, znamy jego założenia. Nie interesuje nas „fakturowanie”, tylko możliwość doprowadzenia projektu do końca. Szanujemy swój

czas i pieniądze klientów. I dzięki takiemu podejściu zbudowaliśmy zaufanie na rynku. Dlatego mają na koncie opracowanie również dokumentów strategicznych nie tylko wspierających rozwój biznesu, ale też samorządów czy społeczności lokalnej. To plany rozwojowe, plany rewitalizacji, plany promocji czy – jak np. w przypadku powiatu olsztyńskiego – strategia rozwoju społeczno-gospodarczego. – Współpracujemy na co dzień z doradcami, trenerami i pasjonatami – wymienia Maciej. – Łączymy wiedzę z zakresu prawa, zarządzania, finansów i marketingu, co pozwala nam nie tylko na tworzenie i wdrażanie strategii, ale też szkolenie kadr. Realizują często skomplikowane projekty, których nie podejmują się inni. Jednego dnia zajmują się budową Olsztyńskiego Inkubatora Przedsiębiorczości, innego termomodernizacją budynków czy popularnymi ostatnio projektami na odnawialne źródła energii. Zdobywają środki na budowę od podstaw szkoły w Kurzętniku, albo walczą o infrastrukturę dla warmińskich obiektów turystycznych. Dzięki ich pracy Gmina Olsztyn zrealizuje projekt informatyczny pozwalający m.in. na załatwianie formalności przez internet o wartości blisko 30 mln zł, a podolsztyńskie gminy zbudują drogi za ponad 70 mln zł. Lista projektów wydłuża się z każdym dniem. – W najbliższym kwartale przedsiębiorcy uzyskają możliwość ubiegania się o środki na wdrożenie wzornictwa przemysłowego, realizację inwestycji przyczyniających się do ich rozwoju, a także możliwość sfinansowania badań służących stworzeniu nowych technologii, produktów. Nasi klienci optymalnie wykorzystują swoje szanse, np. Przedsiębiorstwo MK DESIGN otrzymało środki na internacjonalizację oraz odtworzenie zawodu tapicera i szwaczki, zaś Metalzbyt z Olsztyna uzbroił teren inwestycyjny i wybuduje fabrykę produkującą zbrojenia budowlane, a także opracowuje strategię wzorniczą umożliwiającą poprawę konkurencyjności przedsiębiorstwa – wymienia Dorota i dodaje: – Im większe wyzwanie, tym większa satysfakcja. Mamy klientów z całej Polski, ale najchętniej zajmujemy się realizacją projektów w naszym regionie. Nasza działalność to wkład w jego rozwój i potencjał. Efekt końcowy wart jest nawet najbardziej zawiłej, biurokratycznej procedury.  Tekst: Beata Waś, obraz: Jarek Poliwko

www.40.net.pl e-mail: biuro@40net.pl

053


BIZNES

A NIECH SIĘ DOWIEDZĄ mamy efektów, na których nam zależy”. Co wtedy? Wróćmy do pkt 1. Liczy się co i jak robimy, a nie sam fakt robienia. Być może treści nie są właściwie dobrane do grupy docelowej, albo stoisko na targach nieatrakcyjne. Jeden wywiad też nie spowoduje rewolucji, bo aby zostać zapamiętanym, trzeba o sobie regularnie przypominać. Informacje, które przekazujemy, muszą być ciekawe, odpowiadać na potrzeby i zwracać uwagę.

WSZYSCY O TYM MÓWIĄ, ALE NIE KAŻDY WIE JAK TO ZROBIĆ. CO TO TAKIEGO? KREOWANIE WIZERUNKU MARKI. Agencja Wordsmith PR, która doradza klientom jak dbać o reputację, postanowiła „odczarować” to hasło. W ramach olsztyńskich spotkań z cyklu „Nie taki #PR czarny” opowiada, co się składa na wizerunkowy sukces i jaki ma wpływ na rozwój firmy. Oto pięć fundamentalnych zasad, które sprawią, że firma będzie bardziej rozpoznawalna, a klienci chętniej sięgną po jej produkty. 1. ZACZNIJ OD „DLACZEGO” Klienci wybierają produkt z jakiegoś powodu. Twoja oferta powinna odpowiadać na pytanie, dlaczego z bogatej oferty produktów tej samej kategorii klient powinien wybrać właśnie twój. Opowiedz o wartościach, o tym jak dbasz o jakość i dlaczego to dla ciebie takie ważne. Musisz wzbudzić emocje, a klient musi ci uwierzyć – to podstawa wiarygodności. Pamiętaj, że media społecznościowe dają klientom możliwość sprawdzenia cię w każdym momencie, dlatego „nie kręć” – prowadź dialog i przekonuj dlaczego mają wybrać właśnie ciebie.

054

2. SPRAWDŹ, CZY DZIAŁA Prowadząc biznes zakładasz określone cele. Chcesz docierać do klientów, więc w początkowej fazie testujesz różne narzędzia i sposoby, które pozwolą ci lepiej sprzedawać. Budowanie wizerunku to także trafny dobór kanałów komunikacji. Planując działania promocyjne pamiętaj, żeby ustalić do kogo je kierujesz i jaki chcesz osiągnąć cel. Chodzi o to, aby twoja firma została zauważona. Może warto postawić na media społecznościowe, albo zaistnieć z radiu czy telewizji. Jeśli sprzedajesz w sklepie internetowym, trzeba ułatwić klientom odnalezienie go w sieci, a jeśli szukasz inwestorów, warto pojawić się w mediach biznesowych. To jedno z zadań agencji PR – dobranie skutecznych kanałów komunikacji i poprowadzenie działań w sposób, który pozwoli osiągnąć cel – najczęściej poprawę wyników. 3. IDŹ W JAKOŚĆ, NIE ILOŚĆ Często słyszymy w firmach: „my mamy fejsbuka, byliśmy na targach, zrobiliśmy kiedyś wywiad dla radia, ale wciąż nie

4. REAGUJ PR jest sztuką planowania i umiejętnością reagowania na potrzeby rynku. W komunikacji marki nie liczy się przekazywanie informacji, ale budowanie relacji. Internet sprawił, że klienci zmienili sposób robienia zakupów. 88 proc. z nich przyznaje, że ufa opiniom czytanym online i podejmuje decyzje pod ich wpływem. Pamiętaj więc, aby monitorować to, co mówi się o twojej marce. To pozwala na szybką reakcję, zanim mleko się rozleje lub wykorzystanie szansy, pod warunkiem, że będziesz pierwszy. 5. DAJ SIĘ ZAUWAŻYĆ Budowanie wizerunku to proces długotrwały. Efekty będą widoczne, jeśli komunikacja będzie dopasowana do profilu działalności i nie będzie incydentem, a zaplanowanym procesem. Powiesz, że PR jest dla korpo? My wychodzimy z założenia, że wszyscy jesteśmy PR-owcami. Jeśli jesteś przedsiębiorcą i rozwijasz swój biznes, to decydujesz o tym, jak wygląda twój produkt, jakie wartości reprezentuje, kontaktujesz się z klientami i sprzedajesz. Wszystkie te działania to nic innego jak budowanie wizerunku, czyli PR właśnie. Każdy kiedyś zaczynał i żadna duża marka nie była od razu znana. Dlatego jeśli chcesz zrobić swojej firmie dobry PR, ale nie wiesz od czego zacząć, znamy kogoś, kto może pomóc.  tekst: Karolina Kazuła, obraz: Agnieszka Blonka

Zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu: Nie taki #PR czarny cz. 3 „Supermoc słów – o skutecznej komunikacji dla marek” 16 stycznia 2019, godz. 9:00, Kuźnia Społeczna Adres: Olsztyn, ul. Marka Kotańskiego 1 Więcej na www.wordsmith.pl

Wordsmith PR Sp. z o.o. ul. Sikorskiego 19/117, Olsztyn www.wordsmith.pl


BIZNES

WYTYCZANIE PLANÓW ROZWOJU KTO ZAPEWNIAŁ GEODEZYJNĄ OBSŁUGĘ INWESTYCJI TAKICH JAK GALERIA WARMIŃSKA, AURA, CENTAURUS, CZY PRESTIŻOWY HOTEL MIKOŁAJKI NA PTASIEJ WYSPIE? WŁAŚNIE ONI.

056

Prowadzenie biznesu to codzienne skoki na głęboką wodę – te słowa Pawła Dąbrowskiego, twórcy olsztyńskiej firmy geodezyjnej DABRO, nabierają dosłownego znaczenia, kiedy zajrzy się w jej portfolio: prowadzenie pełnej obsługi geodezyjnej oraz nadzoru geodezyjnego takich wyzwań jak Galeria Warmińska, Centaurus, Aura Centrum, Hotel Mikołajki, hale Michelin czy linie tramwajowe i ulice w Olsztynie. A jakie plany rozwoju wytycza sobie jej twórca? MADE IN: To prawda, że firma DABRO czerpie z doświadczeń trzech pokoleń geodetów? Paweł Dąbrowski: Prawda. Choć marka istnieje od 2005 roku, to wszystko zaczęło się od mojego dziadka. Był planistą, wykładał planowanie przestrzenne na olsztyńskiej uczelni. Mój tata wybrał podobną drogę, jest geodetą, od początku działa w tzw. produkcji. Jako jeden z nielicznych w regionie posiadał uprawnienia niezbędne do obsługi dużych inwestycji. Dziś jest jednym z filarów firmy i służy ogromnym doświadczeniem, choć to on najbardziej zniechęcał mnie do studiów geodezyjnych. Stale powtarzał, że to ciężka i odpowiedzialna praca. Niezależnie od pogody musiał pracować w terenie, a po pracy do późnych godzin nocnych siedział nad mapami, projektami.

Pamiętam nieustanny dźwięk drukarki igłowej drukującej wyniki pracy, a następnego dnia, na podstawie tych obliczeń, musiał podejmować na budowie decyzje, które błędnie zrealizowane, mogły kosztować ogromne pieniądze. A jednak coś cię skłoniło do wyboru tej drogi? Bo mimo zniechęcających słów taty, zawsze intrygowało mnie to co robi. Już w liceum wybrałem profil ekonomiczno-matematyczny. Podglądając pracę taty wiedziałem, że każdy projekt to wyzwanie. Wykorzystując zdobywane doświadczenie, do każdego trzeba podejść w inny sposób, znaleźć optymalne rozwiązania, biorąc na siebie jednocześnie ogromną odpowiedzialność. Dziś, gdy przejeżdżam obok Galerii Warmińskiej, w której dużym wyzwaniem była chociażby budowa niecodziennego frontu budynku, albo wchodzę na plac budowy Centaurusa, gigantycznej inwestycji, która powstaje dzięki Inopa S.A. i widzę jak rośnie najwyższy budynek w mieście, naprawdę cieszę się, że wybrałem tę drogę. Jak zaczynałeś? Szybko chciałem się usamodzielnić, więc już na trzecim roku założyłem firmę i pojawiły się pierwsze małe zlecenia.


BIZNES

urządzeniami. Wszystkie te nowoczesne instrumenty obsługują jednak ludzie. To oni są najważniejsi w firmie. Ciężko jest w Polsce zbudować zespół posługując się jedynie argumentem wysokości pensji, ponieważ w sąsiednich Niemczech czy Norwegii geodeci zarabiają nieosiągalne w naszym kraju pieniądze. To bardzo chłonne rynki, które przyciągają świetnie wykształconych polskich geodetów. Dlatego tak bardzo przykładamy uwagę do codziennej atmosfery i komfortu pracy. Dzięki temu mamy bardzo zaangażowany zespół, który nie boi się szukać innowacyjnych rozwiązań. Bez nich ciężko byłoby zrobić krok do przodu. Poza tym nam naprawdę zależy, by firma się rozwijała, dając nam pewną przyszłość. To buduje ogromne zaufanie. Bez niego nie miałbym odwagi wysłać na plac budowy zespołu geodetów, którzy podejmują tam odpowiedzialne decyzje. Współpracujemy też z Wydziałem Geodezji na UWM, studenci rokrocznie odbywają u nas praktyki, poznając kulisy geodezji na skomplikowanych i ciekawych kontraktach, czego efektem było również wiele prac inżynierskich i magisterskich.

Na początku oczywiście biegałem po polu w gumiakach, wytyczając działki i stawiane na nich budynki. Chyba każdy geodeta zaczyna od zakopywania kamieni. (śmiech) I takie projekty miewamy do dziś. Kluczem naszej działalności jest to, że do każdego klienta podchodzimy z równie dużym zaangażowaniem. Ale od początku marzyłem o realizacji dużych inwestycji, więc nieustannie się uczyłem i zdobywałem kolejne doświadczenia, by przyjmować coraz poważniejsze zlecenia. Inwestowałem też w najnowszy sprzęt. Jako pierwsi w mieście mieliśmy instrumenty GPS, potem zaawansowane technologicznie instrumenty robotyczne. Dziś budujemy ogromne obiekty warte często dziesiątki, a nawet setki milionów złotych. Zatrudniamy ponad 20 osób i pracujemy nie tylko na Warmii i Mazurach, ale w całej Polsce, a nawet pracowaliśmy przy budowie np. linii metra w Oslo, zaś obecnie realizujemy projekty skanningu i modelowania 3D rafinerii oraz fabryki na Litwie.

Widzę po biurze przepełnionym pucharami, że innych geodetów wyprzedzasz też z rakietą tenisową. Wróciłem do tenisa ponad pięć lat temu, a przed trzema zadebiutowałem na mistrzostwach Polski geodetów. Udało się wtedy wywalczyć tytuł wicemistrza, a rok później wskoczyłem już na najwyższe podium, które obroniłem w kolejnym sezonie. To dla mnie najlepsza forma rozładowania emocji i ładowania energii. Gdy prowadzi się firmę, trzeba mieć alternatywę, by dać umysłowi trochę wolnego czasu. A dzięki temu pojawia się w głowie przestrzeń na nowe pomysły, które można potem wdrażać w pracy.  Rozmawiał: Michał Bartoszewicz, obraz: Robert Szaban, Michał Bartoszewicz Wszystkie zdjęcia pochodzą z placu budowy obiektu Centaurus (Inwestor Inopa S.A. – www.inopa.pl)

A propos sprzętu, to prawda, że wasza branża jest nieustannym wyścigiem zbrojeń? Najważniejsza jest wiedza i doświadczenie, ale rzeczywiście, dzisiaj geodezja to technologie, które jeszcze kilka lat temu uważane były za kosmiczne. Rozwija się to bardzo dynamicznie, ale chcemy być cały czas krok przed konkurencją. Także nowe rozwiązania wykorzystywane w geodezji, takie jak skanowanie laserowe 3D, fotogrametria, hydrografia już u nas znajdziesz. Czym dzisiaj na przykład wyróżniacie się? Działamy na coraz większą skalę w branży kolejowej. W Polsce jest ledwie kilkanaście firm, które mogą walczyć o duże kolejowe projekty. Jesteśmy wśród nich, ale w planach mamy już zakup pierwszego w kraju całego systemu do skanowania szlaków kolejowych. To ogromne wyzwanie finansowe i skok na głęboką wodę, ale posiadając je, możemy zrobić znacznie bardziej szczegółowe pomiary i to dużo szybciej niż starszymi

057

DABRO Olsztyn, ul. Kołobrzeska 50H geodezja@dabro.pl www.dabro.pl


ZDROWIE

058

MERCEDES ZA JEDEN ODDECH ŻYJESZ W PRZEKONANIU, ŻE TOBIE SIĘ TO NIE ZDARZY. A WEDŁUG STATYSTYK ZDARZY SIĘ CO NAJMNIEJ TRZYKROTNIE W CIĄGU ŻYCIA. I RUSZYSZ WTEDY Z POMOCĄ CZY DOŁĄCZYSZ DO GRONA GAPIÓW? DWÓCH RATOWNIKÓW MEDYCZNYCH STWORZYŁO FIRMĘ INSITU, KTÓRA ZMIENIA PODEJŚCIE DO SZKOLEŃ Z RATOWANIA KOMUŚ ŻYCIA. CO SPRAWIŁO, ŻE NA EVENTACH WOLĄ WŁAŚNIE ICH, NIŻ PAINBALLA?


ZDROWIE

Któż nie zna numeru alarmowego 112. Niestety, nawet najszybsza karetka nie dojedzie do pacjenta w pięć minut, a w ratowaniu życia najważniejsze są te pierwsze cztery. – Czas oraz umiejętności są kluczowe – podkreśla Tadeusz Miłowski, ratownik medyczny, wieloletni praktyk, wykładowca na UWM oraz trener podstaw ratownictwa. Wspólnie z Pawłem Tomaszewskim, również ratownikiem oraz pielęgniarzem z bloku operacyjnego olsztyńskiej Polikliniki założyli firmę InSitu, która wnosi nowe spojrzenie na kursy ratownictwa medycznego. – W  udzielaniu pomocy nie wystarczy teoretyczna wiedza, jak żelazna zasada 30 uciśnięć na dwa wdechy, bo w sytuacji stresu teorię można wyrzucić do kosza – obrazuje Paweł. Mózg wysyła nam komunikat: walcz albo uciekaj. Od umiejętności zależy decyzja jaką podejmiemy. Dlatego pomocy udzielają ci, którzy potrafią i działają z automatu. Reszta pozostaje w roli biernych obserwatorów, nie mając odwagi podjąć działania. Tymczasem jeśli nikt nie rozpocznie akcji ratowniczej, ambulans zwykle dociera za późno. Opowiada jeden z olsztyńskich przedsiębiorców: – Udzielanie pomocy kojarzy nam się z  ratowaniem przechodnia na ulicy czy anonimowego pasażera w autobusie. Natomiast 9 na 10 przypadków to sytuacje, kiedy to bliska osoba traci przytomność w naszej obecności. I nagle jego życie trafia w nasze ręce. Jeśli rozłożymy je bezradnie, albo ograniczymy się do wystukania numeru pogotowia, możemy stracić kogoś ważnego. Dlatego pod wpływem własnych przeżyć zdecydował się regularnie szkolić siebie oraz swoich pracowników. A zamiast teoretycznych wykładów w salce konferencyjnej, wybrał praktyczne szkolenie przy stanowiskach pracy. InSitu (z łaciny w  miejscu) szkoli właśnie w  miejscu, w  którym zwykle dochodzi do zdarzeń wymagających akcji ratowniczych. – Różnimy się od innych tym, że w stu procentach stawiamy na praktykę i ćwiczenia w naturalnym środowisku pracowników: w ich zakładzie pracy i na rzeczywistych stanowiskach – podkreśla Paweł. Ich nietuzinkowe umiejętności trenerskie i praktyczna wiedza sprawiają, że zanim skończą jedne szkolenie, już zapraszani są na… powtórkę. Przedsiębiorcy i szefowie firm coraz częściej zamiast fundować pracownikom wyjazdowy paintball, wybierają właśnie tak prowadzone kursy ratownictwa. Programy InSitu dostosowane są i do branży, i do oczekiwań klienta. Szkolenie na wyjeździe integracyjnym? Proszę bardzo, ale na pewno nie sztampowe – może już w drodze, z zaskoczenia, przy zasymulowanym wypadku. InSitu łamie konwencje, a przede wszystkim udowadnia, że nowoczesne treningi ratownictwa integrują i budują zespół. Podczas ćwiczeń uruchamia się wyobraźnia, która wyzwala empatię. A to zbliża. Uczestnicy uświadamiają sobie, że gdy w grę wchodzi życie, nie liczą się korytarzowe spory, zazdrość czy rywalizacja. Że w kwestii życia wszyscy są równi. Korzyści z takich programów odnoszą pracownicy – wiadomo. Ale przede wszystkim to przedsiębiorcy czerpią wielopłaszczyznowe benefity. Tak modna dziś odpowiedzialność społeczna przestaje być pustym frazesem, a redukcja ryzyka ewentualnych wypadków to must have każdej firmy. Nie bez powodu najnowszym hitem odpowiedzialnych instytucji jest automatyczny defibrylator, który wisi na ścianie i może być obsłużony przez każdego. Szczycą się tym lotniska, banki, urzędy i coraz więcej prywatnych przedsiębiorstw. Mają defi-

brylator, więc wyraźnie komunikują: „Tu czuj się bezpiecznie, tu o ciebie dbamy”. Ludzki mózg dużo lepiej przyswaja nowe umiejętności, kiedy na szkoleniu występują elementy gry i zabawy, dlatego propozycja InSitu zrywa z nudnymi szkoleniami pierwszej pomocy na rzecz praktycznych i dynamicznych warsztatów ratownictwa, które – mimo powagi tematu – prowadzone są w atmosferze luzu i swobody. – A to działa jak magnes – przyznaje Tadeusz. – Na naszych szkoleniach w ludziach budzi się autentyczne zainteresowanie tematem i satysfakcja, że mogą posiąść umiejętność, której nie zastąpi ani kurs zawijania sushi, ani nawet luksusowa licencja pilota. A Paweł dodaje: – Zamiast wałkować pozycję boczną ustaloną i koncentrować się na detalach, skupiamy się na tym, aby oswoić lęk i tyle razy przetrenować pewną sekwencję ruchów, aż stanie się ona czynnością w pełni automatyczną. Tylko wtedy, w realnej sytuacji, nie sparaliżuje nas strach i ruszymy z pomocą. Przeciętnie człowiek w ciągu życia jest świadkiem trzech sytuacji, w których ktoś ginie, bo nie udzielono mu pomocy. Rocznie w Europie dochodzi do niespodziewanego zatrzymania krążenia u ponad 700 tys. osób w każdym wieku. – Jeśli dojdzie do niego poza szpitalem, to tylko w jednym przypadku na osiem ktokolwiek ze świadków podejmie się działania – Tadeusz przybliża statystyki. Tak niskie kompetencje ludzi przekładają się na niepotrzebną śmierć. Dopiero w jej obliczu za jeden oddech oddalibyśmy najnowszego mercedesa i ekskluzywne wakacje. Zwykle jest na to za późno, gdyż większość żyje w przekonaniu: mnie to nie dotyczy. Na szczęście idzie nowe. Trenerzy-ratownicy z InSitu mają pełne ręce pracy, bo współcześni menedżerowie doskonale wiedzą, jakie umiejętności pracowników są na wagę życia.  Tekst: Aga Kacprzyk, Słowo Daję, obraz: Kuba Chmielewski InSitu spółka cywilna T. Miłowski P. Tomaszewski Dywity, ul. Spółdzielcza 101 e-mail: kontakt@inc2.pl tel.: 505 020 827, 606 131 386 www.inc2.pl fb.com/inc2situ/ SZKOLENIA NIE TYLKO MEDYCZNE

059


BIZNES I ZDROWIE

PIGUŁKI PO WARMIŃSKU 060

JEŚLI W APTECE WYBIERASZ TAŃSZE ZAMIENNIKI LEKÓW, WIELCE PRAWDOPODOBNE, ŻE WYBRAŁEŚ TE PRODUKOWANE W PODOLSZTYŃSKICH DYWITACH. OTO JAK W ZDROWYM REGIONIE SKRZYDŁA ROZWINĘŁA „ZDROWA” FIRMA. Firma Eubioco z Dywit co roku produkuje miliony opakowań tabletek przeciwbólowych, witamin, płynów i maści przeciwbakteryjnych, na oparzenia i odmrożenia. Część z nich można potem kupić pod markami aptecznymi. Bardzo możliwe więc, że ten tańszy lek jest wyprodukowany w nowoczesnym zakładzie Laboratorium Galenowym Olsztyn wchodzącym w skład grupy Eubioco. – Jesteśmy perełką farmaceutyczną

w północno-wschodniej Polsce. Nie ma w tej części kraju drugiego takiego zakładu wytwarzającego produkty lecznicze – podkreśla Małgorzata Sadzińska, prezes Eubioco S.A. Firmę ciągle rozwija. Mocno postawiła na produkcję kontraktową, by Eubioco mogło elastycznie reagować na potrzeby coraz bardziej wymagających klientów. Nie rozwija już medykamentów pod marką własną, ale produkuje


BIZNES I ZDROWIE

je na zlecenia innych, m.in. dla innych firm, aptek czy hurtowni farmaceutycznych. Leki z Dywit można kupić prawie w każdej aptece. Często to tzw. tańsze zamienniki, czyli leki i produkty prozdrowotne o dokładnie takim samym składzie, przyswajalności i działaniu, co reklamowane w telewizji, tyle że dostępne na każdą kieszeń. W ofercie Eubioco są różnego rodzaju tabletki, kapsułki, czopki, maści, żele, płyny, saszetki, tuby, kremy. Ich skład, forma i opakowanie zależą od wymagań zamawiającego. – Zawsze jesteśmy ciekawi z czym przychodzą do nas klienci. Dzięki ich czasem oryginalnym oczekiwaniom i my się rozwijamy – dodaje Małgorzata Sadzińska. – Jesteśmy otwarci na pomysły z potencjałem i pochylamy się nad każdym projektem. Jeśli klient zainteresuje nas recepturą, „kupi opowieścią”, a my widzimy realność biznesową przedsięwzięcia, to wchodzimy w nie. Nawet jeśli początkowo chodzi o niewielką liczbę opakowań. Bardziej niż na ilość, patrzymy na perspektywy rozwoju, działając zgodnie z naszą misją, którą jest poprawa jakości życia pacjentów, dzięki zapewnieniu im produktów w konkurencyjnej cenie i o bezkompromisowej jakości. Po stronie Eubioco leży cały proces produkcyjny – od sprawdzenia, a nawet przygotowania receptury, przez wdrożenie jej i produkcję medykamentu oraz zapakowanie – zgodnie z oczekiwaniami zleceniodawcy. W Dywitach znajdują się specjalistyczne laboratoria, gdzie w sterylnych warunkach i pod pełnym nadzorem prowadzone są testy i produkcja. Z zachowaniem poufności i gwarancją, że żadna informacja nie wyjdzie na jaw. – Dzięki temu nasz klient może ze spokojną głową skupić się na działaniach marketingowych i sprzedaży – dodaje prezes. Przedsiębiorstwo z  Dywit ma jeszcze jeden atut, który pozwala mu zyskać przewagę nad konkurencją: lokalizację na Warmii. – Gdy po audycie zakładu zabieramy klientów na kolację nad jezioro, większość jest po prostu zachwycona. Niektórzy mówią wprost, że wolą produkować u nas, bo chcą przyjeżdżać tu w odwiedziny. Zwłaszcza latem liczba odwiedzin w zakładzie rośnie – dodaje ze śmiechem Małgorzata Sadzińska. Sama jest zakochana w Warmii i spędza tu dużo czasu nie tylko pracując. – Właściwie mieszkam w Łodzi, chociaż moja rodzina twierdzi, że jednak w Dywitach – przytacza. Ta menadżerka z dużym doświadczeniem w branży farmaceutycznej kieruje firmą od 2013 roku. Wcześniej pracowała m.in. w Polfie Pabianice, pełniąc funkcję prezesa zarządu, a po włączeniu Polfy do grupy Adamed objęła stanowisko wiceprezesa

i dyrektora ds. operacyjnych. Jest typem szefa pracującego blisko ludzi, dzieląc się z nimi i wiedzą, i planami. – Uważam, że tylko tak można budować zaangażowanie zespołu – podkreśla. – Pracownicy wiedzą, że jeśli chodzę po zakładzie, to nie po to, aby wytykać im błędy. A jeśli już zdarzy się jakiś problem, to wspólnie szukamy rozwiązań. Rok 2018 był dla Eubioco przełomowym wyzwaniem – firma wystąpiła z wielkiej grupy farmaceutycznej i zaczęła działać całkowicie samodzielnie. Zakład wciąż zwiększa produkcję – rocznie w Dywitach można wytworzyć ponad 1,1 mld tabletek, prawie 13 mln tubek i łącznie 66 mln opakowań leków, suplementów i wyrobów medycznych. – Ludzie coraz bardziej dbają o siebie, wykształciła się wręcz kategoria produktów dla aktywnych osób, która jeszcze kilka lat temu nie była tak mocno obecna. Z drugiej strony społeczeństwo się starzeje i będzie się zwiększać zapotrzebowanie na wysokiej jakości leki w przystępnych cenach – zauważa prezes. – Chcielibyśmy nie tylko nadążać za tymi oczekiwaniami, ale nawet je wyprzedzać, dlatego słuchamy klientów, partnerów biznesowych, słuchamy też świata, naszych dostawców, którzy pokazują nam nowe substancje, uczestniczymy w konferencjach branżowych, wciąż się rozwijamy.  Tekst: Magdalena Spiczak-Brzezińska Obraz: archiwum Eubioco, Michał Bartoszewicz

061

Eubioco Sp. z o.o. Warszawa, zakład produkcyjny w grupie Eubioco: Laboratorium Galenowe w Olsztynie, siedziba Dywity ul. Spółdzielcza 25 A tel. 89 544 97 00


LUDZIE NON PROFIT

TWÓRCZY NADMIAR JASKRAWOŻÓŁTE ŚCIANY, PORCELANOWE LALKI I RĘKODZIEŁO, A NA STOLE WIELKA PATERA ZE SŁODYCZAMI. PODOPIECZNI WIEDZĄ, ŻE ZAWSZE MOGĄ TU WPAŚĆ I ZAGRYŹĆ CUKIERKIEM SWÓJ PROBLEM. BO GABINET DYREKTORSKI AGNIESZKI JABŁOŃSKIEJ JEST OTWARTY DLA KAŻDEGO. Dlatego co chwilę jakiś uczeń tu zagląda. A to zwierzyć się, a to przywitać. Rozbrajającą szczerość swoich podopiecznych Agnieszka przyjmuje z dystansem i uśmiechem. – „Pani to już żaden eliksir młodości nie pomoże” – wypalił do mnie uczeń z zespołem Aspergera – wspomina Agnieszka Jabłońska, dyrektorka Olsztyńskiego Zespołu Placówek Edukacyjnych. – „No tak, w końcu jestem już babcią” – odpowiedziałam mu ze spokojem po czym usłyszałam komplement: „to jak na babcię wygląda pani znakomicie!”. To z rodzinnego domu wyniosła pozytywną wizję świata, otwartość i umiejętność dostrzegania w ludziach przede wszystkim dobrych stron. Jedna babcia była aktywistką, druga zaraziła ją miMecenas projektu:

062

Partnerem cyklu „Ludzie non profit”, prezentującego osoby zaangażowane w działalność społeczną, jest firma Hirpol. Firma prowadzi szkolenia z obsługi maszyn, wpływa na zmianę kwalifikacji osób, a tym samym rozwój rynku pracy Warmii i Mazur. Realizuje kursy przygotowujące do państwowych egzaminów Urzędu Dozoru Technicznego z obsługi wózków widłowych, żurawi, dźwigów, suwnic, podestów, wciągarek i podnośników oraz szkolenia BHP. HIRPOL Olsztyn – Centrala Olsztyn, ul. Kajki 3/1 Oddział Gdańsk Gdańsk, Al. Grunwaldzka 411 e-mail: kontakt@hirpol.pl www.hirpol.pl

łością do literatury, a rodzice nauczyli bezwarunkowej, choć niebezkrytycznej miłości. – Od kiedy pamiętam chciałam pomagać innym, miałam w sobie nadmiar, którym chciałam się dzielić – przyznaje. – Na przykład nieproszona wypastowałam w domu podłogę… razem z dywanem. Potem nauczyłam się, że pomoc powinna działać na wezwanie. Nadgorliwość nikomu nie służy, warto poznać prawdziwe potrzeby innych, zamiast ich wyręczać. Była harcerką, wolontariuszką, potem nauczycielką z twórczym, niesztamp ow ym p o d ej ś cie m d o n a u c za nia . W 2002 roku utworzyła nowatorską szkołę specjalną – Zespół Placówek Edukacyjnych, dający kilkuset niepełnosprawnym dzieciom szansę na edukację, spełnianie marzeń i naukę samodzielnego życia. – Poczucie bezpieczeństwa i akceptacji jest drogą do rozwoju – tłumaczy Agnieszka, pedagog z 30-letnim stażem pracy. – A żeby akceptować i polubić, trzeba najpierw poznać. Niechęć do innych bierze się z niezrozumienia. Dlatego od lat zabiega o godne nauczanie i traktowanie osób z niepełnosprawnością. Organizuje szkolenia dla rodziców, terapeutów, wychowawców, inicjuje wydarzenia przełamujące stereotypy, jak ogólnopolska akcja „ Autyzm. Zaznacz swoją obecność” czy olsztyńskie obchody Światowego Dnia Świadomości Autyzmu, które od 2014 roku odbywają się pod miejskim ratuszem. Kolejny jej cel: stworzenie twórczego miejsca dla dorosłych niepełnosprawnych. – Przez ostatnie 20 lat dokonaliśmy w społeczeństwie olbrzymiej zmiany w postrzeganiu osób niepełnosprawnych – przyznaje. – Kiedyś spojrzeniom ludzkim towarzyszyła jedynie litość.

Dzisiaj zastąpiła ją ciekawość, sympatia, czasem podziw. Obecność niepełnosprawnych w przestrzeni publicznej i postawa godnościowa, a nie roszczeniowa, inicjuje zmiany, otwiera ludzkie serca. Zaczynamy dostrzegać np. bariery architektoniczne czy inne trudności, które mogą któregoś dnia dotknąć każdego z nas. Gabinet Agnieszki, oprócz zabawek i gadżetów, które przynoszą do szkoły mieszkańcy i przedsiębiorcy, zdobią statuetki i dyplomy. W 2015 roku wygrała konkurs na najlepszego dyrektora szkoły w Polsce – nadaniu tytułu SuperDyrektor patronowało Ministerstwo Edukacji. Została laureatką m.in. Statuetki Św. Jakuba, odznaki Zasłużony dla Warmii i Mazur, tytułu Najlepsi z Najlepszych, zdobyła drugie miejsce w plebiscycie na Olsztynianina 25-lecia Gazety Wyborczej. A podczas ostatnich wyborów samorządowych po raz kolejny otrzymała kredyt zaufania od mieszkańców Olsztyna. – Samorząd miejski to dla mnie kolejna forma społecznego zaangażowania – zapewnia. – Czasem los funduje mi trudne momenty. Wtedy zatrzymuję się, zaglądam wgłąb siebie i biorę odpowiedzialność za swoje działania. Każda złość, agresja jest wyrazem czyjejś niezaspokojonej potrzeby. Każdy konflikt to droga do rozwoju.  Tekst: Beata Waś, obraz: Kuba Obarek


URODA

064

URODA SPOD PIÓRKA


URODA

MOŻNA MALOWAĆ NA PŁÓTNIE ALBO NA JEDWABIU. ONA WYBRAŁA ZUPEŁNIE INNY MATERIAŁ, NA KTÓRYM TWORZY. JEJ RAMĄ JEST… KONTUR KOBIECEJ TWARZY. A ZAMIAST PĘDZLA, MA PIÓRO. TYLE, ŻE IGŁOWE. Ewelina Kulawczyk nie zamieniłaby swoich dzieł nawet na złotą oprawę eksponowaną w Tate Gallery. Zresztą jej Instytut Makijażu Permanentnego wygląda niczym kameralna galeria nowoczesnego dizajnu. Biletów wstępu nie ma – wchodzą kobiety, które chcą być piękne. #Jeśli chcesz być mistrzynią, nie przestawaj być uczennicą. Makijażem permanentnym zajmuje się ponad sześć lat, kosmetologią blisko dwadzieścia. Rozwój wpisany jest w jej temperament. Mimo że posiada certyfikat trenerki i wyszkoliła już ponad 150 osób, sama nieustannie podróżuje, aby podglądać mistrzów światowej klasy. Śmieje się, że milimetry ma już w oczach, a jej ulubione zdanie brzmi: profesjonalizm nie jest kwestią szczęścia lub przypadku, ale rodzi się z pasji i zaangażowania. #Wyjątkowe miejsce to takie, w którym nie patrzysz na zegarek. Na piękno makijażu składa się wiele czynników, ale jednym z nich jest precyzja. Ona zaś lubi spokój, relaks oraz przestrzeń. Dlatego w Instytucie, zamiast plotkami, częstują muzyką i dobrą kawą. To czas tylko dla ciebie – bez telefonu, bez pośpiechu. Totalny chillout zwieńczony metamorfozą. #Wnętrze z historią restauruje się jak dzieło sztuki. – Marzy mi się loft – powiedziała pewnego dnia do męża. Jechali krajową siódemką na kolejne szkolenie do Warszawy, a ona zaczęła przeglądać oferty. I znalazła. A może to on ją znalazł? Trzy dni później była zdecydowana. Restaurowanie tego miejsca zajęło jej rok. Wyczyściła każdą cegłę, nie wstawiła ani jednej nowej. Wszystkie meble, lampy, detale wyrysowała ołówkiem, a jej projektantka – otwarta na nowe pomysły – podążała za każdą nową kreską. Dziś, kiedy niesie do Instytutu świeży bukiet tulipanów kupiony od staromiejskich kwiaciarek, otwiera drzwi, włącza światło – jedyne 160 żarówek! – to wie, że stworzyła własne miejsce na ziemi. Bo poza piękną twarzą, liczy się również wnętrze, prawda?

#Marzenie każdej matki? Twórczy duet z własną córką. Nigdy nie sugerowała córce, jaką powinna wybrać drogę, choć od zawsze wzajemnie się inspirowały. To za namową Kai wiele lat temu pojechały wspólnie do najlepszej linergistki w Polsce, aby wykonała im pierwszy makijaż permanentny. Kiedy jednak Kaja rozpoczęła studia w Warszawie, ona dopingowała jej całym sercem. – Kaja pięknie pisze, ale ma też świetny gust, niepowtarzalny styl i talent manualny – mówi o córce. Widziała w niej potencjał, dlatego miejsce w Instytucie zawsze na nią czekało. Od dwóch lat pracują razem. – Oglądając zdjęcia, często trudno mi zgadnąć czy praca należy do mnie, czy do niej. Przekazywanie własnej wiedzy dziecku jest chyba najprzyjemniejszą sztafetą w życiu. #Rzęsy są dla oka niczym korona. Makijaż permanentny koryguje rysy twarzy, nadaje im wyrazistość oraz harmonię. Ale ukoronowaniem samego oka zawsze są rzęsy. Dlatego obok Instytutu Makijażu Permanentnego powstała siostrzana marka Gold Lashes, która oferuje stylizację rzęs. I tak jak wszystko co Ewelina Kulawczyk firmuje swoim nazwiskiem, również ta marka przyciąga coraz więcej klientek. Największy magnes Instytutu? Dotykając piękna, stajesz się piękniejsza.  Tekst: Aga Kacprzyk, Słowo Daję, obraz: Jarek Poliwko Instytut Makijażu Permanentnego – Ewelina Kulawczyk Olsztyn, ul. Jacka Kuronia 9/1 Olsztyn, ul. Adama Szostkiewicza 5 tel.: 509-218-946 ewelinakulawczyk.pl 065


NIE OPUŚCI AŻ DO ŚLUBU 066

OD DWUSTU DO TRZYSTU GODZIN – TYLE ZAJMUJE KOMPLEKSOWE PRZYGOTOWANIE ŚLUBU I WESELA, BY DOPIĄĆ WSZYSTKO NA OSTATNI GUZIK. WEDDING PLENNER TO OPCJA DLA TYCH, KTÓRZY CHCĄ W PEŁNI CIESZYĆ SIĘ WIELKIM DNIEM.


ŚLUB

Data, ilość gości, budżet – to bazowe dane, aby po zaręczynach ruszyć machinę w ruch. Ale od czego zacząć? Szukania sukni, lokalu, zespołu na wesele? No i jak pogodzić przygotowania z codziennymi obowiązkami i pracą? – Często parze młodej podczas dniu ślubu towarzyszy taki stres, że wiele szczegółów uroczystości im umyka, albo pamiętają wszystko jak przez mgłę – przyznaje Ilona Jabłońska, właścicielka firmy Magic Day Wedding & Event Plenner z Ostródy. – Konsultant ślubny usuwa młodej parze kłody spod nóg. Nie tylko bierze na siebie wszystkie przygotowania, ale też nieprzewidziane problemy związane z realizacją uroczystości. Choćby to, że zamówiony tort nie dojedzie na czas czy świadek zostawił obrączki w domu. Takie historie Ilona mogłaby opowiadać godzinami. Dzień ślubu to dla niej czasem 17 godzin na nogach, w pełnej gotowości do przeprowadzenia uroczystości zgodnie z przygotowanym scenariuszem oraz ewentualnego „gaszenia pożaru”. – Gość weselny niechcący porwał w tańcu tren od sukni panny młodej i wspólnie ze świadkową wzięłyśmy się do zszywania dziury – wspomina konsultantka. – Wtedy okazało się, że panna młoda bawi się cały dzień w sukni z widoczną przypiętą metką. Ale panowie młodzi nie są lepsi: jeden z nich zapomniał odpiąć od koszuli papierowy numer z pralni, który ukazał się oczom gości podczas jednej z zabaw zdjął marynarkę. Ilona zdecydowała się zostać wedding plannerem po własnym ślubie. Tydzień przed uroczystością rozłożyła ją choroba. Walczyła z wirusem i piętrzącymi się trudnościami. Mimo pomocy rodziny i świadków nie było łatwo dopilnować każdego szczegółu i ślub kosztował ją sporo stresu. – Wtedy marzyłam, aby mieć przy sobie kogoś, kto mógłby mnie wyręczyć – przyznaje. – W dużych miastach już żaden ślub nie odbywa się chyba bez wedding plennera, ale w naszym regionie to wciąż niszowa funkcja. Ukończyłam szkolenie w prestiżowej Akademii Wytwórni Ślubów i zaczęłam działać. I kiedy goście weselni po raz pierwszy zaśpiewali mi „sto lat”, obsypali kwiatami, a rodzice młodych nazywali „weselnym aniołem”, utwierdziłam się w przekonaniu, że ta praca to rodzaj misji. Od podpisania zlecenia jest w codziennym kontakcie z młodą parą. Jej klienci albo nie mają czasu na organizację ślubu, albo pomysłu. Lub potrzebują kogoś kto pokieruje nimi przez cały okres przygotowań. Wśród nich są mieszkańcy regionu, albo mieszkańcy innych części Polski, którym marzy się ślub na Warmii i Mazurach. Nie brakuje też polskich emigrantów, którzy decydują się na ślub w rodzinnym mieście, więc przygotowania odbywają się na odległość. Bez względu na zakres

roli (kompleksowe lub częściowe przygotowanie ślubu, albo jedynie koordynacja kulminacyjnego dnia) Ilona poznaje ich codzienność, gusta, upodobania, doradza i wspiera. M.in. w przygotowaniu zaproszeń, doborze menu, stylizacji, opiece nad wystrojem kościoła i oświetleniem sali, rozsadzeniu gości, przygotowaniu weselnych atrakcji, formy podziękowań dla gości. – Nie mogę dać się ponieść emocjom, których w tym dniu jest nadmiar, ale przyznam, że często czuję się jak członek rodziny – nie kryje. – Odbywam długie rozmowy nie tylko z młoda parą, ale też rodzicami, którzy są równie przejęci całym wydarzeniem. Zdarzyło mi się, że świadkowa, w obawie że odbiorę jej funkcję, namówiła pannę młodą do rezygnacji z moich usług. Często refleksja przychodzi po fakcie, kiedy w czasie wesela zaliczamy jakąś wpadkę. Rodziny dla których przygotowuję śluby, niezależnie od ilości zaproszonych osób, jak twierdzą, nie wyobrażają sobie samodzielnego organizowania. Tradycyjne huczne wesela zaczynają często przyjmować formę uroczystości bankietowej, plenerowej. Pary młode prześcigają się w pomysłach na akcje charytatywne i atrakcje dla gości, stylizacje i wystrój sali. – Zaznaczają w zaproszeniach, że zamiast bukietów wolą wino, kupony totolotka, zabawki dla podopiecznych z domu dziecka – wymienia pomysły. – Jedna z panien młodych zamiast kwiatów od gości zażyczyła sobie karmę dla ptaków. Ptactwo było lajtmotivem całej uroczystości. Hitem ślubnym są ozdoby z wykorzystaniem kolorystyki danej pory roku. Terminy ślubów ustalane są często na dwa, trzy lata do przodu. Znajomość rynku ślubnego i obleganej weselnej infrastruktury pozwala Ilonie znaleźć podwykonawców, którzy spełnią niemal każdą zachciankę. – Oferta jest tak bogata i atrakcyjna, że trudno zdecydować się czy bliższy nam jest styl glamour, czy rustykalny – przyznaje konsultantka. – A ślub jest wtedy udany, kiedy staje się zwierciadłem osobowości pary młodej. Ja jestem od tego, aby wydobyć ich największe atuty. I sprawić, że będzie to pozbawiony niepotrzebnego stresu, prawdziwy „magic day”.  Tekst: Beata Waś, obraz: Karol Kryger, ©Versta/Shutterstock.com

Magic Day Wedding & Event Planner Ilona Jabłońska tel. 513 054 641 magicday.ij@gmail.com www.magicdayij.pl

067


CIAŁO

NOWA GENERACJA ODMŁADZANIA ZWANY JEST ROLLS-ROYCEM MEDYCYNY LASEROWEJ. NIE TYLKO COFA CZAS, ALE TEŻ LECZY CHRAPANIE CZY DEFEKTY CZĘŚCI INTYMNYCH. MEDYCZNY LASER FOTONA TO CHLUBA OLSZTYŃSKIEGO CENTRUM OLIVSKIN. ALE MAJĄ TU WIĘCEJ „ASÓW” DLA ZDROWIA I URODY.

068

Ma w sobie tyle funkcji, że zastępuje kilka urządzeń medycznych. Dlatego Centrum Laseroterapii i Medycyny Estetycznej OlivSkin, jako jedyny salon w północno-wschodniej Polsce zdecydował się na tę niebagatelną inwestycję. Spectrum zabiegów, a przede wszystkim ich komfort i skuteczność sprawiają, że urządzenie Fotona Spectro SP stworzone przez słoweńskich naukowców robi furorę również za oceanem. I do tej pory żadna konkurencja nie przebiła go funkcjonalnością i innowacyjnością. – Lasery to przyszłość, w coraz szerszym zakresie zastępują skalpel, chirurgię plastyczną – przyznaje Edyta Badewicz, kosmetolog, właścicielka Olivskin. – Fotona umożliwia przeprowadzanie wielu nowoczesnych zabiegów w dziedzinie dermatologii i medycyny estetycznej, stomatologii, chirurgii i ginekologii. Zapewnia najszerszy zakres ablacyjnych i nieablacyjnych zabiegów jakie może zaoferować pojedynczy system laserowy: frakcjonowanie, lipoliza laserowa, czy fotoodmładzanie. Ekskluzywny zabieg na twarz endolifting 4D wykonywany tym urządzeniem składa się z czterech etapów. Zagęszcza skórę zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz jamy ustnej. Efekt? Silne ujędrnienie i produkcja kolagenu na całej grubości tkanek oraz wypełnienie zmarszczek i bruzd. – To odmładzanie nowej generacji dla pacjentów, ceniących nieinwazyjne metody o najwyższej skuteczności – zapewnia Edyta. – Nasz lekarz ginekolog przeprowadza z pomocą Fotona również zabiegi labioplastyki warg sromowych czy obkurczania pochwy.

– Można nim wyleczyć łysienie, chrapanie i bezdechy senne – dodaje Jakub Badewicz, fizjoterapeuta, współwłaściciel centrum. – Zabieg wykonujemy jako jedyni w regionie, a wieść o jego skuteczności roznosi się drogą pantoflową. Czasem słyszę od mężczyzn: proszę mi pomóc, bo już bolą mnie pośladki od ciągłego kopania mnie w łóżku… Gwarantujemy, że zabieg podnosi komfort życia pacjenta i jego najbliższych. Dwukondygnacyjne Centrum OlivSkin ze spektakularnym widokiem na Łynę i park, to nowoczesna klinika, gdzie można rozwiązać niemal każdy problem związany z urodą. Od siedmiu lat oferuje zabiegi z zakresu kosmetologii, medycyny estetycznej, laseroterapii. Należy do elitarnej grupy salonów, w którym wykonywana jest depilacja laserem diodowym Vectus, wyposażonym w  inteligentny czytnik melaniny w skórze. Urządzenie rozpoznaje jej właściwości i przez WI-FI wysyła je do systemu komputerowego w laserze, dobierając optymalne parametry. S k u te c zny i  n i e i nwaz yj ny e n d o m a s a ż tka n k i ł ą c zn e j i  mię śniowej, stosowany m .in . do modelowania ciała , ujędrniania skóry, zabiegów antycellulitowych i wyszczuplających, to specjalność wszechstronnego urządzenia Cellu M6 Endermolab. Innowacyjność tego aparatu LPG polega na możliwości indywidualnego dobrania programu do różnych problemów ciała w trakcie jednego zabiegu. Badania kliniczne potwierdzają, że jest to jedna z najskuteczniejszych metod walki z cellulitem oraz modelowania ciała. Zwiększa lipolizę tkanki tłuszczowej nawet do 70 proc., a produkcję kolagenu o 240 proc. – Trafiają do nas osoby po nieudanych zabiegach chirurgicznych, których efekty poprawiamy często laserem – przyznaje Edyta. – Są też tacy, którzy zjeździli wiele gabinetów w Polsce, a ich problem nie został odpowiednio rozwiązany. Ta praca jest naszą ogromną pasją, na bieżąco robimy reasarch w poszukiwaniu najlepszych metod i urządzeń na rynku, staramy się pomóc każdemu, kto zgłosi się do nas ze swoim problemem. Działalność na Warmii daje nam możliwość oferowania konkurencyjnych cen specjalistycznych zabiegów, dlatego mamy klientów również z całej Polski. Inwestujemy jedynie w sprzęt, który daje efekty, a nie ten, który jest reklamowany w mediach.  Tekst: Beata Waś, obraz: arch. Olivskin Centrum laseroterapii i medycyny estetycznej Olivskin Edyta Badewicz Olsztyn, ul. Górna 9 lok.1 Tel. 728 875 260, 889 080 289 www.olivskin.pl


AURA KOBIET

LOT NA ZMIANY WYSTARCZY JEDNO SPOTKANIE Z NIĄ, ABY ROZPOCZĄĆ PROCES ŻYCIOWYCH ZMIAN. ANNA HAJDUCZENIA, BIOENERGOTERAPEUTKA, INSTRUKTORKA CHIŃSKICH TECHNIK ZDROWOTNYCH QIGONG, PRZEBYŁA DŁUGĄ DROGĘ, ABY ODKRYĆ SWÓJ POTENCJAŁ. DZISIAJ POMAGA INNYM LECZYĆ CIAŁO I DUSZĘ.

070


AURA KOBIET

Zrobiło się o niej głośno dwa lata temu, kiedy media obiegła wiadomość, że olsztynianka wyjeżdża do klasztoru Shaolin – słynnej buddyjskiej świątyni w Chinach. Marzyła o tym od lat. I nagle podczas warsztatów medytacyjnych usłyszała słowa, które brzmiały dokładnie jak jej pragnienie: „Będzie kameralna grupa, ćwiczenia qigong (czyt. czikung) od rana do wieczora pod okiem shaolińskich mistrzów. Jedziesz?”. Nie była przygotowana finansowo, ale skoncentrowała się na celu. Opisała na internetowym blogu swój plan. Pieniądze zaczęły spływać z nieba: odszkodowanie za stłuczkę, wsparcie od rodziny, darowizny od ludzi. Pobyt w Shaolinie był taki jak w filmach o sztukach walki: ciężka praktyka ciała i umysłu w upale, od świtu do nocy, przez trzy tygodnie. Chwile zwątpień i momenty błogostanu. A na koniec pochwała od surowego mistrza: „ćwiczcie tak jak ona”. Ten wyjazd utwierdził mnie, że niemożliwe nie istnieje – przyznaje Anna. – I nawet jeśli wydaje nam się, że nie jesteśmy przygotowani na zmiany, czas pokazuje, że zawirowania i zwroty akcji, to najlepsze co mogło nam się wydarzyć. Wiedza tajemna interesowała ją od zawsze. W czasach, gdy nie było internetu, wyszukiwała w antykwariatach lektury o energii, medycynie naturalnej, duchowości. 20 lat temu z zajęć aikido trafiła do chińskiego mistrza Liu Zhongchun, który mieszkał i prowadził w Olsztynie zajęcia qigong w stylu „Lecący Żuraw”. To jak medytacja w ruchu, czyli płynne, spokojne ćwiczenia z energią krążącą w ciele człowieka, zwaną w medycynie chińskiej „qi”. Po pierwszych zajęciach poczuła błogi spokój i przypływ energii. Przy regularnych ćwiczeniach połączonych z dietą, problemy z silną alergią, z którymi borykała się od dzieciństwa, odpuściły. – Każdy organizm ma siłę samouzdrawiania – zapewnia Anna. – Ćwicząc qigong organizm się dotlenia, wraca do równowagi. Ruchy, oddech i koncentracja pobudzają energię zastaną w ciele, pomagają zregenerować się temu, co zaburzone, a człowiek wraca do zdrowia. Qigong był wiedzą tajemną i miał zapewnić długowieczność cesarzowi i arystokracji. Dziś jest dostępny dla osób w każdym wieku i stanie zdrowia. Kiedy urodziła syna, na kilka lat przerwała ćwiczenia. Wpadła w wir domowych obowiązków i pracy, zaniedbując swoje potrzeby. Aż w momencie kryzysu przypomniała sobie o spokoju, który czuła ćwicząc qigong. Odnalazła mistrza i znów złapała wiatr w żagle. Jeździła na warsztaty i rozwijała się. A z głębi serca dobiegał głos, aby zająć się tym, do czego od dawna czuła powołanie: uzdrawianie, pomoc innym. Trzy lata temu zapisała się do Studium Psychotroniki w Krakowie, zdała państwowy egzamin i zdobyła dyplom czeladnika bioenergoterapii. I żeby uzupełnić wiedzę z anatomii ciała, skończyła szkołę dla opiekunów medycznych. – Zawsze mówię swoim kursantom, którzy zaczynają ćwiczyć: przygotujcie się na zmiany – tłumaczy. – Energia działa nie tylko na poziomie fizycznym, ale też duchowym. Otwieramy serce. Dojrzewamy do decyzji na które wcześniej nie mieliśmy odwagi. Ostatnio niemal po każdych zajęciach lub sesjach słyszę o małych cudach: odpuściły długotrwałe bóle, zniknęły torbiele, ktoś zmienił pracę, zakończył toksyczną relację, zakochał się, albo po prostu czuje radość, przypływ sił lub rozwija się duchowo. Kiedy zaczynamy życiodajny ruch, zmienia się nasza energia, wibracje. Zaczynamy przyciągać to, czego pragniemy. Sama jestem najlepszym przykładem. Po powrocie z Shaolin czekały ją kolejne zmiany. Kończyła się umowa po 10 latach pracy w jednej firmie. Mimo lęków

o przyszłość, zdobyła się na odwagę, aby zakomunikować szefostwu: czas na zmiany. Jej zawodem stała się pasja: zajęcia qigong i uzdrawiające sesje. Bez rozgłosu i reklamy rozdzwoniły się telefony, również z zagranicy, bo sesje prowadzi też na odległość. Przede wszystkim są to ludzie gotowi odblokować swój potencjał duchowy i fizyczny. Anna prowadzi w Olsztynie zajęcia qigong – wśród nich „Lecący Żuraw” od którego zaczęła się jej transformacja. Ma w portfolio międzynarodowe certyfikaty instruktora qigong i technik uzdrawiania, m.in. tzw. Kronik Akaszy. To pole energii funkcjonujące od wieków w różnych religiach, „baza danych” o człowieku, która uzdrawia, pomaga odkryć naturalne predyspozycje i rozpracować blokady, które sprawiają, że stoimy w miejscu. Anna, jako jedyna osoba z tak niszowej branży w regionie, otrzymała właśnie dotację ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego na własną firmę – „Anahaj – Centrum Samoświadomości”. – Czasami słyszę, że jestem dobrą czarownicą, która pomaga innym uwierzyć w magię i wprowadzić ją w życie – mówi z uśmiechem. – Przebyłam długą drogę zanim uwierzyłam w swoje możliwości. I wiem, że szczęście możemy odnaleźć tylko w sobie, bo jesteśmy kompletną całością. Wystarczy zaufać swojemu sercu i otworzyć się na nowe. Wszechświat wspiera nasze pragnienia, jeśli tylko mu na to pozwolimy.  Tekst: Beata Waś, obraz: Renata Orlińska

Mecenas projektu:

KOBIETY Z DOBRĄ AURĄ

Mecenasem cyklu „Kobiety z dobrą aurą” jest Aura Centrum Olsztyna. Dzięki tej współpracy w kolejnych wydaniach magazynu poznacie panie o wyjątkowej charyzmie, inspirujące swoje otoczenie do zmian, rozwoju i działania. To kobiety, które swoimi barwnymi osobowościami wzbogacają damski wymiar Warmii i Mazur. Tak jak i Aura Centrum Olsztyna – ponad 100 punktów handlowych i gastronomicznych oraz nowoczesne Kino Helios. 071


CIAŁO

TECHNOLOGIA W ZŁOTEJ MASCE PODŚWIETLANA WANNA PEŁNA PŁATKÓW RÓŻY, ŚWIECE, SUBTELNA MUZYKA I AROMATYCZNA HERBATA. INSTYTUT ZDROWIA I URODY YASUMI TO OAZA RELAKSU W ŚRODKU MIASTA. A JEDNOCZEŚNIE CENTRUM NOWOCZESNYCH TECHNOLOGI.

072

Wreszcie jest. Na Hifu Med Lift, okrzyknięte unikatowym i nowatorskim urządzeniem na r ynku b eaut y, klientki Yasumi czekały od dawna. Za pomocą jego skoncentrowanych ultradźwięków można skutecznie walczyć z siłami grawitacji. Ich głębokie, zogniskowane działanie, nie uszkadza skóry, a koncentruje się w głębszych warstwach lub w tkance podskórnej. Dochodzi do ich podgrzania, co stymuluje produkcję nowego kolagenu. Zabiegi dają efekt bezoperacyjnego liftingu, m.in. skóry twarzy, szyi, dekoltu i brzucha. Słowem: piękno i ujędrnienie na skróty, bez bólu i rekonwalescencji. – To obecnie jedno z najbardziej topowych urządzeń w naszej branży, alternatywa dla chirurgii plastycznej – przyznaje Sylwia Jusiel, właścicielka działającego od ośmiu lat olsztyńskiego Instytutu Zdrowia i Urody Yasumi. – Zanim rozpoczęłyśmy zapisy na zabiegi, testowałyśmy je na sobie, robiłyśmy zdjęcia przed i po. Efekty bywają spektakularne i mamy na to dowody – podkreśla z uśmiechem. Zielone elementy, skandynawska prostota wnętrz, nastrojowe światło świec i przytulne zakamarki – otwarta rok temu siedziba Yasumi nie w ygląda

jak typow y insty tut nowoczesnych technologii. Zawsze czeka tu świeżo zaparzona zielona herbata z nagietkiem, a z głośników sączy się chilloutowa muzyka. Dziesięć gabinetów wyposażonych w  pr ysznice, wannę czy maszynę wibracyjną, wyciszonych jest od zgiełku ulicy. Oprócz nowoczesnych urządzeń do zabiegów medycyny estetycznej – szeroka gama zabiegów pielęgnacyjnych, masaży i rytuałów. Wśród hitów – Carbon Peell z użyciem aktywnego węgla, nowoczesny laser oczyszczający i liftingujący skórę, usuwający tatuaże i makijaż permanentny. LavaTRON 250 jest liderem wśród urządzeń do radiofrekwencji, która modeluje twarz, pomaga zwalczać cellulit czy daje efekt „push up” piersiom i pośladkom. Pora roku sprzyja też laserowej depilacji czy terapii lampą Led Bio Light o działaniu przeciwzapalnym i stymulującym procesy naprawcze w skórze. Wykorzystywana jest m.in w zabiegu „Sezon na śliwki” – odmładzającym masażu japońskim z użyciem olejku śliwkowego uzupełnionym ledowym światłem. – Inwestujemy w najnowsze urządzenia medyczne, a jednoczenie rozwijamy własną ofertę kosmetyków do domowej

pielęgnacji, suplementów diety – tłumaczy Sylwia. – Bo wzorem Japonek, o urodę należy dbać przez całą dobę. Zaczynając od nawodnienia organizmu, przez dietę, ruch, aż po pielęgnację. Nasze zabiegi, rytuały, kąpiele inspirowane w dużej mierze japońską tradycją kosmetologiczną, pozwalają nie tylko poprawić urodę, ale i zrzucić codzienny stres. A także przygotować się na wielkie wyjście. Wśród luksusowych, ekspresowych zabiegów poprawiających koloryt i wygląd skóry, od lat popularna jest maska z 24-karatowym złotem. Symbolem Yasumi jest japońska gejsza i gałązki wiśniowego drzewka. Siedem kosmetolożek dba nie tylko o oprawę wykonywanych z pietyzmem zabiegów, ale przygotowuje też paczuszki na wynos. Eleganckie pudełka, kokardy, ozdobny papier – obdarow y wanie siebie i innych to kolejna tradycja z Dalekiego Wschodu. Kosmetyki produkowane we francuskich i hiszpańskich laboratoriach, akcesoria do pielęgnacji i makijażu, suplementy diety, a także mieszanki japońskich herbat i  bony podarunkowe w zalakowanych kopertach – można tu wpaść po świąteczny prezent dla najbliższych. – Voucher na zabieg czy nasze produkty sprawdzą się w przypadku każdej kobiety i mężczyzny – zapewnia właścicielka instytutu. – Yasumi w języku japońskim oznacza relaks, wakacje. Ich tradycja jest dla nas, zestresowanych codziennym tempem Europejczyków, źródłem inspiracji. Japończycy wiedzą, że stan d u ch a zn ajd uje o d bicie w  n a sz ym wyglądzie. Dlatego dbają o ciało i ukojenie zmysłów, a techniki relaksacji są ich codziennym nawykiem.  Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum Yasumi

YASUMI Instytut Zdrowia i Urody Olsztyn, ul. Sikorskiego 19 www.olsztyn.yasumi.pl


URODA

ZŁOTY ŚRODEK DLA URODY PROMIENNA TWARZ W ŚRODKU ZIMY? BRAK SŁOŃCA TO DOBRY MOMENT NA ZABIEGI, KTÓRE PRZEBUDOWUJĄ SKÓRĘ. MIKRODERMABRAZJA 074

PRZY POMOCY NOWOCZESNEGO LASERA FRAKCYJNEGO ZŁUSZCZA JĄ I REWITALIZUJE, DAJĄC EFEKT ODŚWIEŻENIA. Naskórek jest jedną z trzech warstw skóry i pełni funkcję ochronną. Dochodzi w nim do cyklicznego powstawania nowych komórek, które przesuwając się ku górze, z czasem tworzą warstwę, która powoli ulega odwodnieniu, obumarciu i złuszczeniu. Proces ten nazywany rogowaceniem trwa przeciętnie 28 dni. W niektórych miejscach przebiega szybciej, co powoduje, że komórki nie ulegają złuszczeniu, ale kumulują się na skórze, sprawiając, że staje się ona gruba, szorstka, poszarzała. Taka kondycja skóry utrudnia również wchłanianie

kosmetyków. – Matowa i zmęczona skóra szczególnie wymaga systematycznego peelingu – przyznaje Dominika Światłowska, kosmetolog z olsztyńskiej kliniki Look Med, łączącej najnowsze trendy w dziedzinie medycyny estetycznej i chirurgii plastycznej. – Mikrodermabrazja przy pomocy lasera frakcyjnego CO2 złuszcza i rewitalizuje ją bez uszkadzania zdrowych komórek. Peeling laserowy stanowi nowocześniejszą alternatywę dla np. peelingów chemicznych. CO2 ULTRA Frax 800 to zaawansowany technologicznie frakcyjny system laserowy, służący do regeneracji skóry oraz intensywnej stymulacji syntezy nowego kolagenu. Pozwala dobrać intensywność zabiegu do kondycji skóry i jej wieku. Zabieg o delikatnych parametrach daje efekt peelingu – odświeżenia skóry. Silniejsze parametry mają na celu efekt przeciwstarzeniowy, pobudzają naturalne procesy odnowy skóry, co ma szczególne znaczenie w przypadku zmarszczek, znamion, blizn i przebarwień. – Lekarze uważają laser frakcyjny za złoty środek m.in. na blizny i rozstępy – zapewnia kosmetolożka. – Efektem działania lasera ULTRA Frax 800 jest likwidowanie blizn potrądzikowych, powypadkowych, pooperacyjnych i oparzeniowych. To jedno z urządzeń na rynku o największej skuteczności działania w tym kierunku. Im wyższych parametrów używamy, tym okres rekonwalescencji jest dłuższy, ale efekt bardziej spektakularny. Jak działa CO2? Wiązka lasera CO2 jest silnie absorbowana przez wodę, powoduje podgrzanie tkanki i jej odparowanie. Głowica skanująca fragment skóry podczas zabiegu dokonuje tysięcy mikroskopijnych uszkodzeń tkanki, otoczonych zdrową skórą. Obszary nienaruszonej strefy odbudowują odparowane miejsca, powodując poprawę gęstości skóry, jej wygładzenie i odmłodzenie. Komórki-fibroblasty zostają pobudzone do produkcji kolagenu i macierzy zewnątrzkomórkowej. W ten sposób następuje wzmocnienie struktury skóry, dzięki czemu staje się bardziej jędrna i elastyczna. Zabiegi mogą być wykonywane w zasadzie na wszystkich częściach ciała: twarzy, szyi, dekolcie, dłoniach oraz innym obszarze skóry wymagającym odświeżenia, dotkniętym zmarszczkami, bliznami lub rozstępami. Laser CO2 redukuje także plamy starcze i przebarwienia. O ilości i częstotliwości zabiegów decyduje lekarz lub kosmetolog, oceniając wygląd skóry pacjenta, ale w każdym przypadku, już po pierwszym zabiegu jest widoczny efekt. Przy bardziej intensywnej terapii stosowane jest miejscowe znieczulenie kremem. – Możliwość regeneracji tkanki jest bardzo efektywna, a okres gojenia skóry w przypadku mikrodermabrazji laserowej wynosi 3–7 dni. Jeśli wykonujemy zabiegi z silniejszymi parametrami, w niektórych przypadkach może się wydłużyć do 14 dni – tłumaczy Dominika. – Najlepsza skuteczność jest w przypadku leczenia np. świeżych blizn. Należy jednak pamiętać, że w jednym zabiegu laser działa tylko na 10–20 procent powierzchni wybranego obszaru skóry. Pełna regeneracja skóry i ostateczne efekty zostają osiągnięte po zrealizowaniu serii 2–4 zabiegów.  Tekst: Beata Waś, obraz: Piotr Dowejko Klinika LOOK MED Olsztyn, ul. Lelewela 6a/3 tel. +48 89 672 57 69 tel. kom. +48 723 80 80 80 e-mail: klinika@look-med.pl www.look-med.pl


CIAŁO

LASER DO NAPRAWIANIA BŁĘDÓW ILE RAZY PATRZĄC W LUSTRO MYŚLISZ, JAK DOBRZE BYŁOBY COFNĄĆ CZAS? I NIE CHODZI TU TYLKO O ZMARSZCZKI, PLAMY OD SŁOŃCA CZY BLIZNY.

076

Czasami czerwony pajączek potrafi zatruć życie. Zwłaszcza gdy usadowi się w widocznym miejscu, gdzie trudno go ukryć. I uparcie wychodzi wciąż na wierzch, mimo starannego pudrowania. Przebarwienia na dekolcie i dłoniach, zmarszczki, bruzdy, naczynka, rumień, blizny – z wiekiem pojawia się na ciele coraz więcej drobnych, ale bardzo kłopotliwych błędów. Codziennie patrząc w lustro widzisz je. Nigdy nie znikają, wręcz przeciwnie – przybywają. Szpecą, jednak strach przed bólem, ingerencją chirurgiczną, wysoką ceną, koniecznością szukania pomocy w stolicy czy długotrwałą rekonwalescencją sprawia, że nic z nimi nie robisz. Alternatywą dla skalpela jest technologiczna medycyna estetyczna, której pionierem na warmińsko-mazurskim rynku jest olsztyński salon kosmetyczny BELOVED BeautyPlace. – Ciągle rozszerzamy ofertę o nowe zabiegi, które rozwiązują problemy naszych klientów w sposób nieinwazyjny, przy pomocy nowoczesnych technologii – mówi Katarzyna Purchała, menedżerka salonu. – Urządzenia z  k tór ych korzystaliśmy dotychczas były super, ale teraz w ofercie mamy prawdziwą perłę. Dzięki platformie laserowej Harmony  XL  PRO weszliśmy na  zupe łnie inny poziom zaawansowania medycyny estetycznej. Z najnowszego nabytku można w Olsztynie korzystać od października. To właściwie pięć urządzeń z jedną bazą, które potrafią naprawić większość problemów związanych ze skórą, zmarszczkami i zmianami pigmentacyjnymi. W zależności od potrzeb, dobierana jest odpowiednia głowica i rodzaj lasera emitujący inną częstotliwość światła. Pozwala to na bardzo precyzyjne działanie. Np. laser iPixel Er:YAG redukuje blizny, także te po trądziku. W kontrolowany sposób uszkadza tkanki, dzięki czemu dochodzi do przebudowy skóry. W procesie gojenia stara

skóra zastępowana jest przez nową tkankę, przez co staje się zdrowsza i wygląda młodziej. Z kolei laser ClearLift działa na twarz i szyję mechanicznie, a nie, jak większość laserów, termicznie, co skraca czas rekonwalescencji. Efekt to piękniejsza skóra od razu po zabiegu. Do wszelkich zmian naczyniowych (np. pajączków), zmian rubinowych (na twarzy i nogach), stworzony jest laser Nd:YAG. Zaś ciemne plamki, które z wiekiem pod wpływem słońca powstają na odsłoniętych partiach ciała, likwiduje laser Dye-VL. Dzięki platformie Harmony XL PRO możliwe jest nawet leczenie aktywnego trądziku, bo wiązka światła lasera ACNE PRO wnika w najgłębsze warstwy skóry niszcząc zastane tam stany zapalne. Platforma laserowa Harmony XL pozwala uzyskać efekt, który wcześniej można było osiągnąć tylko przy użyciu skalpela. – Niekiedy wystarczy już jeden zabieg. Tak jest przy zmianach rubinowych czy pajączkach – kilka minut i całkowicie pozbywamy się problemu – podkreśla Katarzyna Purchała. Czasami potrzebna jest seria, jak w przypadku blizn czy przebarwień. – Mamy w ofercie zabiegi bankietowe, które natychmiast poprawiają wygląd skóry i takie, po których trzeba zarezerwować sobie czas na kilkudniową rekonwalescencję – dodaje. – Jednak nawet najbardziej intensywne zabiegi laserowe nie są tak agresywne jak ingerencja chirurgiczna, a efekty często dają nawet lepsze. I to bez bólu.  Tekst: Magdalena Spiczak-Brzezińska, obraz Piotr Ratuszyński

BELOVED BeautyPlace Olsztyn, ul. Marka Kotańskiego 4 lokal B1.11 tel. 664 464 404 kontakt@beloved.pl www.beloved.pl


TRIATHLON

SZYBKO DO SUSZA PODOBNO W SUSZU WYSTĘPUJE NAJWIĘKSZE W POLSCE ZAGĘSZCZENIE LUDZI W DRESACH. I TO PRZY CAŁKOWITYM BRAKU DRESIARZY. NAZYWAJĄ TO PARADOKSEM SUSZ TRIATHLON. WŁAŚNIE ROZPOCZĘTO ZAPISY NA EDYCJĘ 2019.

078

Jak to możliwe, że mała miejscowość, malownicza, ale położona na uboczu, stała się polską stolicą triathlonu? Że od 27 lat, rok w rok przyjeżdżają tu zawodnicy, celebryci i kibice tak tłumnie, że w promieniu 100 km nie sposób znaleźć miejsca noclegowego? A doświadczeni zawodnicy, którzy z niejednego źródła izotoniki pili, polecają Susz początkującym, bo właśnie tu najłatwiej złapać triathlonowego bakcyla? Susz Triathlon ma niepowtarzalny klimat, który urzeka nie tylko zawodników, ale każdego, kto kiedykolwiek trafił w tym czasie do miasteczka. – Robimy wszystko własnymi siłami, opierając się głównie na pracy wolontariuszy. To nasz prezent dla przyjezdnych – podkreśla Jarosław Piechotka, dyrektor miejscowego Centrum Sportu i Rekreacji, instytucji, która koordynuje organizację Susz Triathlon. – W Gdyni, Poznaniu czy Warszawie triathlon to jedna z wielu imprez, kibice często nawet nie orientują się co to za bieg znowu spa-

raliżował ruch w ich mieście. U nas ludzie wiedzą, bo przygotowują się do tego weekendu przez cały rok. Organizatorem mistrzostw triathlonowych jest gmina Susz, a nie firma komercyjna. Samorząd na sportowcach nie zarabia, dlatego goszczeni są szczodrze i z rozmachem. Można powiedzieć, „czym chata bogata”. W przygotowania angażują się mieszkańcy, którzy żyją tym wydarzeniem, chcą by wypadło jak najlepiej, by goście czuli się w ich mieście doskonale. Każdy suszanin od dziecka wie, że w czerwcowy weekend liczy się tylko triathlon i nie ma co planować na ten termin innych ważnych rzeczy, choćby własnego wesela. Zamiast narzekać na zamknięte ulice, kibicuje się sportowcom i dobrze się bawi. Tym razem Susz Triathlon rozpocznie się w piątek 21 czerwca i potrwa do niedzieli. Jednak ze względu na długi weekend bożociałowy, wiele osób zapowiedziało wcześniejszy przyjazd. Okolice Susza i samo miasteczko są bardzo atrak-


TRIATHLON

cyjne, pełne śladów historii, tras rowerowych i jezior. Zapisy na zawody trwają od listopada, a organizatorzy spodziewają się nawet 1500 zawodników. To graniczna liczba, żeby wszystko odbyło się komfortowo i bezpiecznie. Triathlon, jak sama nazwa mówi, to połączenie trzech dyscyplin sportu: biegania, pływania i jazdy na rowerze. W Suszu odbywają się zawody o randze mistrzostw Polski w sprincie (najpierw trzeba przepłynąć 750 metrów, potem 20 km na rowerze i 5 km przebiec). oraz morderczy wyścig w połówce Ironmana (1,9 km pływania, 90 km jazdy rowerem i 21,1 km biegu). Tradycyjnie jest też Aquathlon dla dzieci i młodzieży, czyli pływanie i bieganie na krótszych dystansach dostosowanych do wieku. Kibice cały czas towarzyszą sportowcom, bo dwie początkowe części zawodów odbywają się w granicach miasta. Etap kolarski jest bardziej rozciągnięty i przebiega przez tereny gminy, ale i tam sportowcy mogą liczyć na żarliwy doping. Mieszkańcy okolicznych wsi prześcigają się w pomysłach, bo za najlepsze kibicowanie też mogą zdobyć nagrodę. Sobotnie zmagania sprinterów i aquatlonistów kończy wieczorna fiesta makaronowa i koncerty gwiazd. – Wysiłek i dopingowanie brata ludzi. Nie ma już podziału na zawodników i kibiców, jest jedna ekipa, która się integruje. Nie bez powodu mówią o Suszu, że to miasto w którym jest najwięcej ludzi w dresach, a nie ma dresiarzy – opowiada z pasją i humorem Jarosław Piechotka. Nie wszyscy jednak biorą udział w zabawie, bo kilkaset osób czeka jeszcze wyścig następnego dnia. W niedzielę rano startują twardziele na połowie dystansu Ironmana, a po nich są jeszcze sprinterskie mistrzostwa Polski w sztafetach. Żeby wszystko wyszło idealnie, a sława polskiej stolicy triathlonu trwała, trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. I nie dotyczy to tylko zawodników. Chociaż aura zimowa,

to uczniowie suskich szkół trenują już udzielanie pierwszej pomocy, by w razie potrzeby, jako wolontariusze, poratować zawodników. Potem dojdą jeszcze zajęcia z innych umiejętności, choćby sztuki podawania kubka wody w biegu czy wskazywania drogi. Przygotowują się też miejscowe służby ratunkowe, strażacy, medycy, drogowcy, hotelarze, właściciele restauracji i sklepów. Jednak kluczowa odpowiedzialność spoczywa na pracownikach gminy. – Każdy Susz Triathlon to dla nas ogromne przedsięwzięcie organizacyjne, ale również wielka satysfakcja, że dzięki wysiłkowi wielu osób i instytucji gminnych udaje nam się tworzyć kolejne edycje tego kultowego już w skali kraju wydarzenia sportowego. Jestem przekonany, że podobnie jak w latach ubiegłych, również w 2019 roku każdy uczestnik naszych zawodów przeżyje w Suszu niezapomnianą przygodę, wiec zapraszam do stolicy polskigo triathlonu – zachęca Krzysztof Pietrzykowski, burmistrz Susza.  Tekst: Magdalena Spiczak-Brzezińska, obraz: arch. Urząd Miejski w Suszu Urząd Miejski w Suszu Susz, ul. Józefa Wybickiego 6 tel: 55 278 60 15, fax: 55 278 62 22 e-mail: susz@susz.pl, www.susz.pl

Gmina Susz Gmina Susz

Susz Triathlon tel. 507 019 086 e-mail: triathlon@susz.pl www.triathlon.susz.pl

079


FITNESS

GENERATOR SZCZĘŚCIA TO NIE TYLE WYSIŁEK, CO STYL ŻYCIA. O TYM, JAK BYCIE FIT MA WPŁYW NA CODZIENNOŚĆ, ROZMAWIAMY Z EMILIĄ KUPIEC, MENADŻERKĄ KINETIC FITNESS CLUB W OLSZTYNIE.

080

MADE IN: Nie przepadam za sportem, ale chcę zacząć jakąś aktywność fizyczną. Co mogłoby mnie przekonać do dołączenia do klubu fitness? Emilia Kupiec: Przede wszystkim ludzie! Ci, którzy w nim pracują i do niego przychodzą. To oni kształtują klimat tego miejsca. O atmosferze można opowiadać cuda, ale najzwyczajniej trzeba jej doświadczyć. Poza tym ludzie nie chcą słyszeć, że poprawianie kondycji czy chudnięcie oznaczają wyłącznie krew, pot i łzy, wysiłek i trud. Zazwyczaj nie szukamy okazji wyłącznie do wysiłku, ale czegoś przyjemnego co zniweluje codzienny stres. A gubienie kilogramów czy lepsza forma będzie efektem ubocznym. I tak jest właśnie w Kinetic. Obserwujemy branżę, znamy badania rynku i wiemy, że dzisiejsze czasy to przede wszystkim potrzeba relaksacji, produkcji endorfin, odreagowania, czasem zmiany środowiska. Przekroczenie progu Kinetica to już 50 procent sukcesu, decyzja zapadła. Nasza w tym głowa, aby pomóc podtrzymać tę decyzję, wytrwać przynajmniej trzy miesiące. Dlatego akurat tyle? Takiego czasu potrzebuje ciało, aby przestawić się na nowy, aktywny tryb życia i wyrobić w sobie nawyk. Zaczynając ćwi-

czyć, szczególnie po dłuższej przerwie, organizm reaguje na aktywność jak na „stan wojny”. Gdy przychodzi do nas klient z oczekiwaniem, że za miesiąc ma być lżejszy o kilka kilogramów, tłumaczymy, że to tak nie działa. Przyrównujemy to do ucieczki przed tygrysem szablozębnym przez gęstą dżunglę (śmiech) – nie wiadomo kiedy będziesz mógł odpocząć, napić się i normalnie zjeść. Zwiększając wysiłek fizyczny, a obcinając kalorie, organizm wchodzi w tryb „dzieje się coś niedobrego, na wszelki wypadek zatrzymam wodę, tłuszcz i będę w pogotowiu przed kolejnym atakiem”. Po miesiącu waga często ani drgnie, a nawet się zwiększa. W centymetrach bez zmian. Przez ten czas można generalnie rozruszać kości i mięśnie, a po treningu czuć endorfiny pędzące w krwioobiegu. Tyle. Bez takiej wiedzy i świadomości ludzie rezygnują po miesiącu, tłumacząc się, że przecież próbowali, ale efektów nie było. Trzeba przetrwać te 90 dni, gdy umysł się buntuje i krzyczy „nie idź tam, tam cię zmęczą”. Jak znaleźć motywację aby wytrwać? My przygotowujemy na to, co się będzie działo. Świadomość tego jak reaguje organizm, pomaga wytrwać. Staramy się, aby klient przychodząc do nas po raz pierwszy, nie czuł się zagubiony. Wejście do nowego miejsca, środowiska to już


FITNESS

jest stres. Towarzyszą mu lęki przed oceną, odrzuceniem, ośmieszeniem się, brakiem akceptacji. Dlatego każdy czuje się lepiej mając przewodnika, który zapozna z zespołem i innymi klubowiczami, otoczy opieką i wsparciem, przeprowadzi przez gąszcz specjalistycznych urządzeń. Naszym celem jest dowiedzieć się, po co klient do nas przyszedł. Bo często pod celami „nabrać masy”, „poprawić kondycję” czy „schudnąć”, ukryte są inne prawdy: poszukać nowych znajomych, przynależeć do społeczności ludzi podobnych do mnie, uciec od codziennych trosk, mieć chwilę dla siebie, rozerwać się, odreagować stres, albo znaleźć… miłość. My nie sprzedajemy plastikowych kart upoważniających do wejścia do klubu, tylko klucz do nowego życia, spełniania swoich marzeń i realizacji celów – jakie by one nie były. Rozumiemy mechanizmy i emocje jakie rządzą ludźmi i odpowiadamy na nie. Pomożemy znaleźć aktywności odpowiadające preferencjom z szerokiego wachlarza zajęć grupowych, podpowiemy jak prawidłowo wykonać ćwiczenie, z jakim obciążeniem, w ilu seriach, tak by doprowadzić do uśmiechu i satysfakcji, a nie przeciążenia i kontuzji. Aktywność fizyczna rządzi się modą? Od kilku lat obecny jest trend na bycie fit. Obserwujemy wysyp trenerów personalnych, vlogerów, influencerów, którzy jak Ewa Chodakowska czy Anna Lewandowska aktywizują i mobilizują rodaków. Najczęściej pod wpływem autorytetów zaliczamy zryw, kupujemy karnet, wypasione sportowe ciuchy i modne gadżety. A przecież nie o to w tym chodzi. Równie fajnie można wyglądać w legginsach z sieciówki za 29 zł i zwykłym t-shirt. Sport to endorfiny, radość, pasja, uśmiech! Aktywność fizyczna najlepiej redukuje poziom kortyzolu odpowiedzialnego za stres w organizmie, poprawia się samopoczucie. Żadne gadżety tego nie zastąpią. Mamy klientów, którzy przyjeżdżają tu o 6.30 rano, aby nastroić się, złapać „flow” na cały dzień. Dla innych siłownia, zajęcia zorganizowane, to taka śluza między pracą a domem, gdzie gubi się napięcie przed powrotem do rodziny. Kinetic nie jest miejscem gdzie wpada się na lans, tylko zrobić coś fajnego dla swojego samopoczucia, co będzie promieniowało na całe nasze życie, relacje z innymi.

W jaki sposób wpływa na relacje? Ostatnie badania IQS pokazały, że osoby ćwiczące mają wyższe poczucie własnej atrakcyjności, nawet jeśli nie ma jeszcze widocznych efektów treningowych. Pod wpływem ćwiczeń ciało prostuje się, stajemy się bardziej radośni, pewni siebie, otwarci, a tym samym pociągający. Nasze kluby, z przyjazną i domową atmosferą, inspirują do nawiązywania kontaktu. Mocno stawiamy na integrację. Organizujemy darmowe warsztaty, wykłady, spotkania z dietetykami, kosmetologami. Inicjujemy udział w akcjach charytatywnych typu „Szlachetna paczka” czy „Bieg na 6 łap”. Gramy turnieje w kręgle, oglądamy razem mecze i chodzimy do kina. Raz w roku świętujemy hucznie urodziny Kinetic. Podczas zajęć grupowych ludzie na tyle się zżywają, że wychodzą razem do miasta, umawiają na grilla, tworzą grupy w portalach społecznościowych. Czym się różnią wasze dwie siedziby? Kinetic przy al. Piłsudskiego to kameralne miejsce działające od 11 lat. Wszyscy się znają, wielu klientów jest z nami od początku. Stawiamy tam na tzw. formy mentalne typu joga, aerial yoga, zmysłowy pole dance czy kultowy Indoor Cycling. W Kinetic w Galerii Warmińskiej jest dużo więcej energii, mocy i przestrzeni. Stał się takim miejscem różnych kultur, sporo tu osób młodych, studentów i biznesmenów, również z zagranicy. Bardzo nas chwalą i odpowiada im zarówno nasza oferta, jak i najwyższej klasy sprzęt oraz jego ilość, dzięki czemu nawet w godzinach szczytu każdy znajdzie dla siebie miejsce.  Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Topa

Kinetic Fitness Club Olsztyn, ul. Piłsudskiego 44a (Sigma) poziom -1 Olsztyn, ul. Tuwima 26 (Galeria Warmińska) poziom +3 FB – przyjaciele.kinetic www.kinetic.com.pl

081

Obraz: Michał Zdanowicz


NIERUCHOMOŚCI

ŻYCIE Z TAKIMI WIDOKAMI UKIEL APARTAMENTY – TEN WYJĄTKOWY PROJEKT ZACHWYCI MIŁOŚNIKÓW NATURY, KTÓRZY MIMO WSZYSTKO ZDECYDOWALI, ŻE CHCĄ ZAMIESZKAĆ W MIEŚCIE.

082

W otulinie drzew oraz największego akwenu w Olsztynie, z dala od zgiełku miasta, powstanie miejsce wyjątkowe. Ukiel Apartamenty ma dostarczyć jego mieszkańcom prestiżu, kameralnej atmosfery i wszystkiego co czyni życie przyjemnym i wygodnym. Enklawę spokoju w tętniącej życiem stolicy Warmii i Mazur gwarantuje usytuowanie przy ulicy Bałtyckiej, w bezpośrednim sąsiedztwie jeziora Ukiel. To dzisiaj najbardziej pożądana lokalizacja w kontekście zabudowy mieszkaniowej, zwłaszcza w formie apartamentów. Do pełni harmonii w życiu niezbędna jest bliskość natury, warunki do spokojnego wypoczynku i relaksu. Do obcowania z przyrodą Ukiel Apartamenty wręcz wyciągają rękę: zieleń dookoła, promenada, świetnie zaprojektowane ścieżki – można się zauroczyć. Spacer lub przejażdżka rowerowa w takich okolicznościach, i to pod samym domem, to dzisiaj prawdziwy luksus dla mieszkańców miast.


NIERUCHOMOŚCI

Ukiel Apartamenty zaprojektowano tak, by umożliwić ich właścicielom bezpośredni dostęp do linii brzegowej jeziora. To jedyna inwestycja w Olsztynie oferująca w takiej lokalizacji mieszkania, a nie lokale użytkowe typu condo hotel. Przekłada się to na niższą niż w przypadku lokali stawkę podatku VAT oraz niższe koszty utrzymania nieruchomości i podatku od nieruchomości. Jak będą prezentować się Apartamenty Ukiel? To dwa nowoczesne i kameralne trzykondygnacyjne obiekty. W obydwu budynkach zaprojektowano przeszklone fasady, przez co wnętrza zachwycą nie tylko widokami, ale i naturalnym doświetleniem. Znajdą się w nich 42 przestronne, nowocześnie zaprojektowane i dopracowane w detalach klimatyczne apartamenty. Układy i metraże są zróżnicowane, można więc znaleźć tu mieszkanie spełniające cały wachlarz oczekiwań. Ale wszystkie, niezależnie od wielkości, gwarantują przemyślaną funkcjonalność i duże możliwości aranżacji. Ukiel Apartamenty stworzone zostały z myślą o osobach ceniących przede wszystkim kontakt z naturą. Stąd część apartamentów będzie posiadała przestronne tarasy, na parterze ogródki, a wyższe piętra balkony. Standardem podkreślającym wyjątkowość będą widoki z mieszkań roztaczające się na krajobraz jeziora, który zachwyca o każdej porze roku. Wszystkie mieszkania w pokojach z balkonami będą miały duże przeszklenia, eksponując otaczającą je naturę. W kuch-

niach mieszkań od strony jeziora będą zastosowane okna pasmowe, dzięki czemu pomieszczania pozostaną funkcjonalne, ale zyskają dodatkowy atut – miłośnicy kulinarnych eksperymentów będą mogli inspirować się pięknymi widokami podczas gotowania. Właściciele mieszkań skorzystają też z przestronnej siłowni usytuowanej w jednym z budynków oraz z zewnętrznej części rekreacyjnej z altaną, placem zabaw dla dzieci i ścieżką prowadzącą bezpośrednio do jeziora. Będzie to miejsce rodzinnych i sąsiedzkich spotkań wśród zieleni – idealna przestrzeń do wypoczynku i grillowania. Dla wszystkich mieszkańców dedykowane będą miejsca postojowe w parkingach podziemnych. Dzięki temu zewnętrzne miejsca parkingowe wokół budynków będą dostępne dla gości odwiedzających mieszkańców. To akcent dopełniający poczucie miejskiej wygody. A dla poczucia bezpieczeństwa – wpisujące się w estetykę apartamentów ogrodzenie, czyniące to miejsce bezpiecznym azylem rodzinnego życia.  Tekst: Karolina Bergman, obraz: archiwum IPB Iława Sprzedaż mieszkań: Biuro Dewelopera „IPB” Sp. z o.o. Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 15 lok. 5 Tel. 695 250 787, 89 526 13 00 ipbilawa.com.pl

083


WNĘTRZA

WIĘCEJ ZŁOTA I RADOŚCI

ZAPACH ŚWIEŻEJ KAWY SPRAWIA, ŻE OD WEJŚCIA MOŻNA TU POCZUĆ SIĘ JAK W DOMU LUB WE WŁOSKIEJ KAFEJCE. KAŻDY ZAUŁEK GALERII WNĘTRZ ACCERO WYPEŁNIONY JEST MISTRZOWSKIM DIZAJNEM. ROZPALA WYOBRAŹNIĘ I CZĘSTO PRZEWRACA DO GÓRY NOGAMI POMYSŁY NA WŁASNĄ PRZESTRZEŃ.

084

Szarość, biel i czerń – klasyka jest zawsze na topie. A gdyby tak zaszaleć i postawić na turkusową lub miedzianą zabudowę kuchni? A w łazience zamiast tradycyjnej umywalki odważyć się na styl glamour z ceramiką w kolorze złota? Srebrne baterie zastąpić elegancką czernią? Profesjonalnie zaaranżowane boksy na 800 -metrowej powierzchni Accero to gotowe pomysły na nowoczesną łazienkę i kuchnię. Czasem zdarza się, że inspirują klientów od pierwszego spojrzenia. Ale Sylwia Rybicka, właścicielka Accero, zazwyczaj nie odpuszcza tak łatwo. Oprowadza po Galerii, z pasją opowiadając o hiszpańskich manufakturach ceramiki, nowinkach z włoskich targów wnętrzarskich i roli dodatków w pomieszczeniach. Po 15 latach pracy w branży łazienkowej, dwa lata temu temu otworzyła swój salon i zaprosiła do współpracy grupę architektów. Daje tu upust swojej pasji i wiedzy, wprowadza nowe, często niszowe marki, pokazuje innowacyjne rozwiązania, stara się godzić modę z funkcjonalnością. – Zawsze marzyłam o swoim salonie – przyznaje właścicielka Accero, couch biznesu. – Takim z domową atmosferą, w którym klienci poczują się najważniejsi. Dlaczego Olsztyn? Bo to dziś moje miasto, tu zapragnęłam zbudować swój dom, założyć rodzinę, a skoro praca jest moją pasją – powstało Accero – aby inspirować, dzielić się pomysłami i tworzyć miejsce przyjazne. Remont łazienki czy kuchni to inwestycja na długie lata. Dlatego czasem nie warto sugerować się wyłącznie funkcjonalnością, ale sięgnąć do swojej wyobraźni i marzeń.

Accero nawiązujące nazwą do włoskiego słowa stal, to oaza piękna i topowego dizajnu w industrialnej dzielnicy Olsztyna. Łazienkę i kuchnię można tu wyposażyć od A do Z, łącznie z oświetleniem i dodatkami. Wśród bogatego asortymentu marek polskich i zagranicznych są płytki do złudzenia przypominające drewno, kamień, beton. Obok nich kolorowe mozaiki i patchworki. Szkoło, metal, faktury 3D i płytki o wygiętych powierzchniach – to hit ostatnich sezonów. Szarość, po którą najczęściej sięgaliśmy w ostatnich sezonach, zaczyna pomału odchodzić do lamusa – zapowiada Sylwia. – Wedle światowych trendów zastępować ją będą kolory ziemi, barwy naturalne: miedź, złoto, czerwień, zieleń. Może nie zdominują całych wnętrz, ale na pewno staną się wiodącym motywem. I choć nasz rynek cechuje zachowawczość w aranżacji wnętrz, potrafimy zainspirować klientów do odważnych wyborów. Stałe zmiany aranżacji, przebudowy boksów łazienkowych i wymiana mebli ekspozycyjnych stają się naszą codziennością. Podążamy za trendami – na przełomie 2018 i 2019 roku szykujemy przebudowę aranżacji. Pokażemy najnowsze kolekcje w większych formatach, pojawi się dużo złota, miedzi, gres imitujący naturalny onyks, który w połączeniu z czarnym marmurem stanowią duet idealny. Planujemy znaczne powiększenie oferty o kolor czarny, który wkradł się do naszych kuchni i łazienek. Czarna, matowa kuchnia w otoczeniu rustykalnej cegły, czarna wolnostojąca wanna w łazience lub komplet czarnych baterii – to swoisty must have dzisiejszych wnętrz. Nastrój galerii zachęca nie tylko do zakupów, ale po prostu relaksu. Włoska kawa i klimatyczne oświetlenie sprawiają, że klienci często na parę godzin dają się ponieść wyobraźni i wiedzy doradców. – Klienci sami sprowokowali nas do poszerzenia oferty, w której początkowo postawiliśmy głównie na łazienki – przyznaje Sylwia. – A dziś Accero to łazienka, kuchnia i oświetlenie. W dzisiejszym tempie życia chcemy kupować kompleksowo i przede wszystkim mieć przy sobie dobrego, doświadczonego doradcę. Atmosfera i przemyślane aranżacje są siłą naszego salonu, dlatego klienci wracają do nas, a my dzielmy się pasją i miłością do wnętrz.  Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum Galeria Wnętrz Accero Galeria Wnętrz Accero Olsztyn, ul. Towarowa 9E tel 517 745 030 pn – pt 9:00–18:00, sobota 9:00–14:00 www.accero.pl


NIERUCHOMOŚCI

BIZNES Z DUCHEM HISTORII CENTRUM MIASTA, ALE KAMERALNA, ZATOPIONA W ZIELENI PRZESTRZEŃ. HISTORYCZNA 086

ZABUDOWA, ALE NOWOCZESNE ROZWIĄZANIA. APARTAMENTY & LOFTY DRAGONÓW TO ADRES DLA TYCH, KTÓRZY CENIĄ WYSOKI STANDARD W WYJĄTKOWEJ LOKALIZACJI. Zdobione gzymsy, ceglane elewacje i typowe dla zabudowy warmińskiej elementy drewniane. We wnętrzach zachowane pozostałości oryginalnego wyposażenia, jak żeliwne słupy konstrukcyjne czy stalowe szyny. Aby podkreślić historyczny charakter kompleksu, nawierzchnia nawiąże do dawnego bruku, a aluminiowa stolarka okien i świetlików dachowych podkreśli dawny, industrialny charakter budynków. Kompleks zabudowań z końca XIX wieku, u zbiegu ulic Wojska Polskiego i Dąbrowskiego, to jedne z najstarszych budynków komunalnych w Olsztynie. W obiektach z czerwonej cegły,

które powstały w latach 1880–1881, mieściła się rzeźnia miejska i zabudowania gospodarcze. W ciągu najbliższych miesięcy zostaną odrestaurowane i przebudowane zgodnie z duchem i stylem epoki. 9 usługowych lokali użytkowych o powierzchniach od 40 do 250 mkw. i wysokości nawet do 6 metrów, ulokowanych w zabytkowych budynkach, to miejsce na biznes z klasą. – Dogodna lokalizacja inwestycji w pobliżu Koszar Dragonów oraz utworzenie wjazdu na kameralne osiedle z ulicy Dąbrowskiego, zapewni bezproblemową i świetną komunikację z pozostałą częścią miasta – tłumaczy


NIERUCHOMOŚCI

Paweł Lewandowski, członek zarządu spółki Komercja, inwestora Apartamenty & Lofty Dragonów. – Tuż przy inwestycji znajduje się przystanek autobusowy, w pobliżu sklepy, placówki oświatowe, medyczne, banki, urzędy czy instytucje kulturalne, a tuż obok przebiegają ścieżki rowerowe. Kompleks loftów usługowych stworzy spójną całość z pięciokondygnacyjnym budynkiem mieszkalnym. Jego nietuzinkowa, jedyna w tego typu obiekcie w Olsztynie elewacja wykonana będzie m.in. z blachy cor-ten o „postarzanym” dizajnie i podwyższonej odporności na warunki atmosferyczne. Przystosowany zostanie do użytku osób niepełnosprawnych, wyposażony w kontrolę dostępu i wysokiej klasy windy. 24 komfortowe apartamenty o powierzchniach od 30 do 65 mkw. to wysokie i ustawne pomieszczenia z możliwością przesunięcia ścian działowych umożliwiających elastyczną aranżację każdego wnętrza. Panoramiczne przeszklenia w każdym apartamencie doświetlą je i dodadzą przytulnego klimatu. W cenie każdego z nich komórka lokatorska o powierzchni około 4,5 mkw. W otoczeniu znajdzie się plac zabaw, a na parterze przewidziano miejsca postojowe w formie garaży zamkniętych. – W tej chwili na rynku nieruchomości możemy zauważyć trend na inwestycje w bardzo dobrych, unikatowych lokaliza-

cjach – przyznaje Paweł Lewandowski. – Jest ich coraz mniej z uwagi na małą dostępność gruntów pod zabudowę. Jednak to właśnie wartość nieruchomości w bardzo dobrych lokalizacjach, o wyjątkowych standardach, będzie w przyszłości stale rosnąć. Dlatego kupując lokal usługowy lub mieszkalny w naszej inwestycji, klient odpowiednio ulokuje swój kapitał na przyszłość. Budowa na terenie Apartamenty & Lofty Dragonów rusza w lutym 2019. Lofty i apartamenty zostaną oddane do użytku pod koniec 2020 roku.  Tekst: Beata Waś, obraz: arch. Komercja Sp. z o.o. Sp.K.

biuro sprzedaży Koszary Park ul. Marka Kotańskiego 6 Budynek A, wejście 3, lok. 14A (I piętro) 10-166 Olsztyn www.apartamentydragonow.pl

deweloper www.komercja.org

087


WNĘTRZA

ZNAJDŹ SWOJE WNĘTRZE POKAŻ MI SWOJE MIESZKANIE, A POWIEM CI, KIM JESTEŚ – ELBLĄSKI SALON WNĘTRZ HONESTO POZWALA WYRAZIĆ SIĘ ZARÓWNO TYM, KTÓRYCH OGRANICZA JEDYNIE WYOBRAŹNIA, JAK I TYM, KTÓRYCH CZASEM OGRANICZA PORTFEL.

088

Elewację ich siedziby zdobią drewniane, geometryczne kształty wyrywające budynek z szarej, otaczającej go rzeczywistości. A to dopiero wstęp. W środku elbląskiego salonu Honesto czeka światowy dizajn, najnowsze trendy wykończenia wnętrz i materiały budowlane, dzięki którym można zaprojektować niebanalne pomieszczenia i elewacje. – Przy dzisiejszych technologiach wnętrzarskich spokojnie nadążamy za wyobraźnią nawet najbardziej kreatywnych projektantów – mówi Jakub Bieg, właściciel salonu Honesto w Elblągu. – Realizujemy wnętrza w myśl zasady: wydając mnóstwo pieniędzy można zrobić wnętrze niegustowne, nudne i niespójne. A można też zrobić stylowe, niecodzienne, z charakterem i w niedrogi sposób. Wszystko zależy od kreatywności inwestora i doświadczenia realizatora. A tego drugiego firmie Honesto nie brakuje. Bazuje na wiedzy zdobytej w ciągu kilkunastu lat pracy w branży wnętrzarskiej przy domach, mieszkaniach czy przestrzeniach biznesowych (np. w Nicolas Business Center położyli prawie dwa tys. mkw tynków dekoracyjnych, a w poznańskiej galerii handlowej odpowiadali za realizację sufitów napinanych). – Nasza codzienna praca to śledzenie światowych trendów, by móc je proponować klientom – dodaje Jakub Bieg. – Przykładowo w modzie jest teraz mikrocement, z którego można wykonać choćby niecki prysznica czy kuchenne blaty. Coraz większą popularnością cieszą się ścienne panele 3D i sufity napinane. Można dzięki nim stworzyć niezwykłe wnętrze. Ale pracując z klientami zachęcamy, by nie podążali za modami. Oczywiście warto z nich czerpać, ale wnętrze powinno być spójne przede wszystkim z upodobaniami właścicieli. Dzięki temu będzie ponadczasowe. Do tego zwracamy ogromną uwagę na ergonomię i użyteczność. Bo piękne, ale trudne

w utrzymaniu, lub nieergonomiczne wnętrze, szybko zmęczy jego właścicieli. A ci często trafiają do elbląskiego salonu z inspiracjami znalezionymi w internecie. – Gdy okazuje się, że rzeczy, które wyszukali, są bardzo drogie, uspokajamy ich. Niemal zawsze udaje się znaleźć zamiennik innego producenta lub tańszą alternatywę – pociesza właściciel Honesto. – Czasem też omawiając całe wnętrze, udaje się zaoszczędzić na jednej rzeczy, dzięki czemu inną można kupić nie kierując się jedynie ceną. I często ten jeden element nadaje wnętrzu charakteru. W Honesto nie brakuje takich rzeczy: żywiczne podłogi, dekoracyjne tynki czy panele 3D, niebanalne tapety, sufity napinane, elementy sztukaterii, a nawet tak niecodziennie rzeczy jak mech, z którego możemy zrobić na ścianie wertykalny ogród. – W naszym salonie można zobaczyć setki różnych produktów, a w katalogach producentów, które mamy na półkach – tysiące. Ocean możliwości – podkreśla Jakub Bieg i jako przykład otwiera jeden z katalogów pełen sztukaterii. – Jeśli ktoś wymyśli sobie odlany z żywicy samochód podwieszony jako żyrandol pod sufitem, to wykonamy go. Uwielbiamy takie wyzwania. Posiadamy w swojej ofercie zróżnicowaną gamę produktów i usług, które pozwalają nam zaspokoić potrzeby nawet najbardziej wymagających klientów.  Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: Jakub Bieg

Honesto Sp. z o.o. Elbląg, ul. Ogólna 49a tel.: 509 324 160 www.honesto.elblag.pl


OLSZTYN, WERSAL, ul. Armii Krajowej 3/156

/Marina Maison Home&Living

www.marina-maison.pl

sklep@marina-maison.pl @MarinaMaison_HomeLiving


1

deweloper inwestycji

5

Inwestycja, która popularnością cieszy się zwłaszcza wśród ludzi młodych, m.in. ze względu na lokalizację. Dla wielu osób to jeszcze osiedle Jaroty, choć w praktyce Osiedle Bartąg zlokalizowane jest już w gminie Stawiguda, tuż przy granicy z Olsztynem – w bezpośrednim sąsiedztwie Łyny i warmińskich łąk, nieopodal lasu. Obecnie trwa drugi etap budowy, który zakłada powstanie dziewięciu budynków pięciokondygnacyjnych. Mieszkania w przystępnej cenie mają od 24 do 70 mkw.

Podmiejski spokój w sercu lasu, czyli osiedle tworzone z myślą o tych, którzy cenią sobie ciszę i możliwość częstego oraz bezpośredniego obcowania z przyrodą. Atutem są też starannie zaprojektowane budynki i przestrzenie między nimi, co przekłada się na komfort codziennego funkcjonowania. W ofercie inwestycji są funkcjonalne mieszkania jedno-, dwu- i trzypokojowe o powierzchni od 28 do 74 mkw. Osiedle zlokalizowane jest w gminie Dywity tuż przy granicy z Olsztynem.

Przemyślana zabudowa i architektura oraz wysoka jakość użytych materiałów i wykończenie części wspólnych pozwoliły stworzyć osiedle o niekwestionowanej renomie i prestiżu. Inwestycja zlokalizowana jest w centrum Olsztyna, w bezpośrednim sąsiedztwie Jeziora Długiego. W kwadrans można dojść na starówkę lub plażę miejską. W najnowszej ofercie będą dostępne mieszkania o powierzchni od 45 m do nawet 200 mkw. Do tego bardzo duże balkony i loggie oraz ogródki dla mieszkań w parterach.

Doskonałe miejsce zarówno na wymarzone mieszkanie, jak i świetną inwestycję. Cała nieruchomość składa się z dwóch budynków wielorodzinnych. Pierwszy będzie mieć od 5 do 9 kondygnacji, a drugi 10 kondygnacji. Łącznie powstanie 210 mieszkań o powierzchni od 35 do 60 mkw. Budynki połączy dwupoziomowa hala garażowa na 230 miejsc, a na jej dachu powstaną m.in. miejsca wypoczynku i rekreacji oraz plac zabaw dla najmłodszych mieszkańców. Zespół mieszkaniowy zlokalizowany jest w centrum Olsztyna, na terenie osiedla Kościuszki.

Nowy projekt w samym centrum osiedla Jaroty, realizowany w standardzie premium. Teren inwestycji będzie ogrodzony i monitorowany. Wejścia na posesję będą zarówno od ul. Wilczyńskiego, jak i od strony ul. Jaroszyka, gdzie zaplanowano również wjazd. W budynku przewidziano przestronne hole, duże balkony wykończone gresem oraz podziemne i naziemne miejsca postojowe. Luna House to tylko 77 mieszkań dwu- i trzypokojowych z dużymi balkonami lub, w przypadku mieszkań parterowych, z ogródkami. Powierzchnie mieszkań od 41 do 56 mkw.

Biuro Sprzedaży Mieszkań ARBET Investment Group ul. Barczewskiego 1/2 (Warmia Towers) mieszkania@arbet.olsztyn.pl 697 611 323

WWW.ARBET.OLSZTYN.PL


REPORTAŻ

DAKAROWCY

091

ZNÓW EMOCJE. Z CZYM JEŚĆ TEN PUSTYNNY PIACH I DLACZEGO TYLE ZOSTAJE GO POTEM W SERCACH UCZESTNIKÓW? CHOĆ RAJD DAKAR JEST JEDEN, TO KAŻDY JEST CAŁKIEM ODMIENNY. ICH Z KOLEI JEST CZTERECH, ALE WSZYSCY MAJĄ INNY DAK AR W OPOWIEŚCIACH: KRZYSZTOF HOŁOWCZYC (KIEROWCA, DZIESIĘĆ DAKARÓW), SEBASTIAN ROZWADOWSKI (PILOT, CZWARTY DAKAR), PAWEŁ PAŹ (MECHANIK, DZIEWIĄTY DAKAR), ROBERT SHARIF EL GENDY (DZIENNIKARZ, TRZY DAKARY). CZTERECH OLSZTYNIAKÓW W JEDNYM REPORTAŻU. START.


REPORTAŻ

modyfikuje się formuły czegoś, co za każdym razem jest inne. Ale na pewno to, co zmieniło się na korzyść, to termin startu. Że jest już po świętach, bo człowiek już przy stole wigilijnym był bojowo nastawiony i warczał na otoczenie – barwnie obrazuje wyrywającą się adrenalinę przed wyjazdem.

092

Spotkałem się z nimi właśnie w takiej kolejności i każdy na dzień dobry dostał to samo pytanie: który z nich ma najgorzej na Dakarze? Pilot (Sebastian Rozwadowski): „oczywiście, że pilot:) ”. Dziennikarz (Robert Sharif El Gendy): „dziennikarze, bo oni ginęli tam najczęściej”. Mechanik (Paweł Paź): „wszyscy mamy tak samo przechlapane”. Kierowca (Krzysztof Hołowczyc): „najgorzej ma żona faceta, który tam jedzie”. Więc spójrzmy na to szerzej. „Hołka” nie ma co pytać jak jest na Dakarze. Udzielił setki wywiadów, nakręcono o nim dziesiątki materiałów, sam napisał o tym książkę „Piekło Dakaru” (przed świętami będzie wydanie uzupełnione o najnowsze wątki), wie o nim zdecydowanie najwięcej, ma historyczne podium i już w nim nie jedzie. Dlatego warto zapytać raczej: jak to jest, kiedy nie ma cię na Dakarze, a oni się tam ścigają? – Na zewnątrz tego nie pokazujesz, ale w środku wyjesz jak kojot – „Hołek” nie boi się obnażyć z uczuć. I szybko dodaje, że kiedy „z domu” obserwuje Dakar (te przemieszczające się punkty na mapach GPS – znaczy jedzie, albo nie przemieszczające się – czyli coś się stało), zdał sobie sprawę, jakie przeżycia fundował żonie przez 10 lat. – Dopiero teraz zrozumiałem, że jeśli masz z kimś silny emocjonalny związek, to przeżyć ten Dakar z boku jest piekielnie trudno. Więc najgorzej ma oczywiście żona faceta, który tam jedzie, zwłaszcza tego faceta, który parę razy się połamał i może wrócić w takim stanie, że już nie do końca będzie sam umiał się poruszać – nawiązuje do 2013 roku. To wtedy Krzysztof Hołowczyc, jak sam podkreślił w swojej książce, pierwszy raz na lotnisku był niższy od reszty (zwyczajnie ma pod dwa metry wzrostu). Wrócił z Dakaru na wózku inwalidzkim po dość niepozornie wyglądającym upadku jego MINI z wydmy. Tyle że zapikował w twarde podłoże z prędkością 58 km/h. Połamany kręgosłup w dwóch miejscach i trzy żebra na dokładkę. Pokochał Dakar właśnie za jego dzikość i to, że za każdym razem jest inaczej trudny. – Dakar to żywy organizm, nie da się go ustawić. Nie ma więc łatwych Dakarów, są jedynie preferencje poszczególnych zawodników. Dlatego jeśli pytasz co chciałbym w nim zmienić, to odpowiedź jest chyba jedna: nie

PROPOZYCJA NA PIĘĆ SYLWESTRÓW Sebastian Rozwadowski Dakarem zafascynował się w czasach, kiedy Ari Vatanen wygrywał go w Peugeocie 205 T16 oklejonym w barwy producenta papierosów Camel. To druga połowa lat 80. – Kiedyś cały ten rajd był tak nieosiągalny jak gwiezdne wojny – przyrównuje. – To była jakaś bajka o nadludziach, którzy na końcu świata robią niesamowite rzeczy (na spotkaniu Sebastian ma na ręku opaskę „Dream. Dare. Live it” (w wolnym tłumaczeniu: „Marzysz. Odważ się. Zrób to”). Karierę pilota rajdowego zaczął w 2000 roku i tak ją rozwijał, że doszedł do tytułu mistrza Polski w 2014 roku. W Dakar „wsadził” go litewski as rajdowy Benediktas Vanagas. Wspólnie spróbowali startów na Litwie w „zwykłych” rajdówkach i „Ben” – jak nazywa go Sebastian – któregoś dnia zadzwonił z konkretnym telefonem: mam dla ciebie propozycję na kilka najbliższych Sylwestrów (wtedy Dakar starował jeszcze w Sylwestra). W środowisku rajdowym Rozwadowski znany jest jako perfekcjonista. Wręcz pedant jeśli chodzi o podejście do pracy pilota rajdowego. „Hołek”: – Pilot musi mieć świadomość, że jest mózgiem, a kierowca ma utrzymać auto na drodze. Ale największa prędkość kierowcy będzie niczym w porównaniu do pomyłki pilota, która kosztuje pół godziny czy godzinę straty. Na początku listopada Sebastian wrócił spod Monachium od mistrza Andiego Schulza, dwukrotnego zwycięzcy i aż 26-krotnego uczestnika Dakaru. Pojechał po wiedzę, stając się drugim zawodnikiem, któremu utytułowany Niemiec zdradził wskazówki ze swojego bezcennego warsztatu pracy. Mówił o przygotowywaniu roadbooka, czytaniu wydm, trikach nawigacyjnych, ale też sporo zagadnień organizacyjnych oraz z zakresu psychologii. – Na przykład o socjologicznych sztuczkach pozwalających opanowywać „nadambitnych” kierowców – zdradza Sebastian. Kierowcy rajdowi, a ci z Dakaru szczególnie, to trudne i mocne charaktery. – Dominujące osobowości, więc zapanowanie nad nimi nie jest łatwą sprawą. I to jest jedną z głównych ról pilota. „Ben” jest ambitny, szybki i chce wygrywać, ale na Dakarze prędkość nie jest najważniejsza, tylko strategia, chłodna głowa i kalkulacja – wylicza. A „Hołek” dorzuca: – W tym rajdzie jesteś zimnym zawodowcem, który ma jeden cel: dojechać. Czasem wbrew wypracowanym odruchom. Ja nauczyłem się być na Dakarze gościem, który patrzy nie na zakręt czy oes, tylko na metę. Naucz się daleko patrzeć i planować – to są na Dakarze wielkie rzeczy. JEZU, ŻEBYM JA BYŁ LEPSZY U olsztyńskiego pilota konstrukcja psychologiczna ma się nad wyraz świetnie. – Z celami, motywacją i samodyscypliną radzę sobie absolutnie sam. Vettel osiągnął szczyty w Formule 1, a też nigdy nie korzystał z pomocy psychologów. Może coś jest w tych Sebastianach… – dorzuca żartem. – Dakar dostarcza tylu przeżyć, doświadczeń, pełnego wachlarza trudnych sytuacji, czasem pozornie bez wyjścia, że jest najlepszą szkołą życia i testem charakteru: dasz


REPORTAŻ

radę w kolejnym wyzwaniu, bo dałeś radę w wielu innych. W 2016 roku, na trzecim oesie, kiedy pod rajdówkę wbiegła nam krowa i dachowaliśmy, dostałem solidną lekcję. Auto leżało na dachu, trzy koła przebite. Pomyślałem że to koniec, wszystko stracone! Tak byłoby w „zwykłych” rajdach. A na Dakarze, kiedy dopada cię rozczarowanie, że tyle przygotowań i budżetu miałoby teraz właśnie zakończyć zawody, po prostu nie odpuszczasz. Działasz! Postawiliśmy to jakoś przy pomocy lin na koła i ukończyliśmy odcinek, bez przedniej szyby, z wszechobecnym kurzem i całą masą wszelakich owadów między zębami. Podobnie było, kiedy przez 12 godzin naprawialiśmy we dwóch na pustyni skrzynię biegów, przekraczając limity spóźnień i nie śpiąc przez 23 godziny. Każde z tych doświadczeń wzmacnia cię. Dlatego nigdy nie narzekałem na trud Dakaru: „Jezu, żeby on był łatwiejszy”. Myślę raczej: „Jezu, żebym ja był lepszy”. Piękne jest właśnie to, że on jest taki nieprzewidywalny i zapewnia całe spektrum problemów. I  dalej opowiada: – Na Dakarze rozdysponowaną mam każdą minutę (ma nawet wyliczoną średnią dobową snu z ostatniego rajdu: 3 godz. i 56 min). Kiedy na biwaku, po odcinku, kierowca jest wolny, ja dostaję roadbook i muszę go przygotować, co zajmuje mi 3–6 godzin, ale wcześniej opowiadam krótko mechanikom co muszą zrobić w aucie (zapisuję uwagi „Bena” z jazdy), potem obowiązkowy briefing dla zawodników podczas którego informują nas o tym, co nas czeka na kolejnym odcinku, o zmianach w roadbooku itp. Więc pracy mam tyle, że czasem wpadam na kolację pod sam koniec, przed północą. Szybkie jedzenie i dalej wracam do roadbooka. Ale dodaje, że i przygotowania do tego rajdu to ciężki kawałek chleba. Trzeba pogodzić pracę, rodzinę, logistykę i pięć treningów w tygodniu przez cztery miesiące (od 1 września do  30 grudnia): wzmacniające mięśnie core niezbędne do ochrony kręgosłupa przed urazami kompresyjnymi oraz wydolnościowe (rower treningowy w saunie). No i słynny już namiot tlenowy. Sebastian wypożycza go co roku, by spać w nim w piwnicy, z dawką tlenu na poziomie 12,5 proc., co odpowiada przebywaniu na wysokości 4000 m. Bo właśnie w Boliwii takie i wyższe góry musieli zaliczać, więc jako jeden z nielicznych nie miał problemów z aklimatyzacją. – Ile potu zostawisz w Polsce, tyle zaprocentuje w Ameryce – powtarza. Od jakiegoś czasu w środowisku pojawia się pytanie czy jest szansa na olsztyński team na Dakarze: HołowczycRozwadowski. Obaj podkreślają, że piękne byłoby słyszeć na pokładzie język polski, ale to decyzja uzależniona od dziesiątek innych. – Gdybym wrócił na Dakar, to do ścigania się bez presji. O wynik, ale bez presji – podkreśla „Hołek”. – Jako prywatna załoga. Nigdy się tak nie ścigałem, ale to mogłaby być cudowna emerytura. Więc pytam o kwestię wieku: – Ile miał lat najstarszy zawodnik, kiedy osiągnął wynik, który by cię satysfakcjonował? – Metryczka to tylko cyferki (w czerwcu „Hołek” skończył 56 lat – red.). Ja teraz mogę przebiec to jezioro (rozmawiamy w restauracji Przystań z widokiem na jezioro Ukiel – red.), wrócę tu i będziemy dalej rozmawiać. Ciągle jest w moim życiu ten czas, by dodawać gazu. Owszem, gdybym zdecydował się na start, to musiałbym to wiedzieć na 7–8 miesięcy przed, bo nie ma człowieka, który bez przygotowania zrobi wynik na Dakarze. Na świeżości idziesz jak przeciąg, ale w dwa dni, a nie dwa tygodnie – przyrównuje sportowym żargonem. – Jakaś rada od mentora dla Sebastiana?

– Wszystko co przeżyłem na Dakarze, przekazałem już „Sebie”. Teraz życzę mu, by dostał się do grupy pilotów zarabiających więcej od kierowcy. A takich jest czterech-pięciu na świecie. Marzenie Sebastiana po powrocie z Dakaru? Ona sam: – Napalić w kominku, wyłączyć telefon, zaprosić rodzinę i przez dobę nic nie robić. JA TU MIESZKAM, 500 KM STĄD A dziennikarza? – Jak wracam z niego, to już mi smutno i kombinuję jak pojechać za rok – zaskakuje olsztynianin Robert Sharif El Gendy, prezenter i dziennikarz sportowy TVP. Mimo że wraca umordowany. – Na Dakarze pracujemy mózgiem, ale jak tu pracować, kiedy czasem śpimy po dwie godziny na dobę i nie ma kiedy tego mózgu zregenerować – pyta sam siebie. Zanim posmakował jego trudów, wraz z operatorem zrobili przetarcie na pucharze świata w rajdach Cross Country. Zaliczyli cały sezon. – To wtedy widziałem, jak jedna z ekip dziennikarzy dachowała, dwóch z nich zginęło na miejscu, trzeci w zasadzie konał. Przeraziło mnie to i pokazało, jak rajdy terenowe są niebezpieczne – przytacza wspomnienia. – Kiedyś na Dakarze samemu trzeba było nadążyć za załogami. I chyba dlatego w tego typu rajdach dziennikarze ginęli najczęściej. Chcieli poruszać się tempem konwoju, a jechali zupełnie cywilnymi samochodami. Każdy dziennikarz chce nakręcić najlepszy materiał. Ale czasem jest bezradny. – Któregoś roku też padł nam samochód, którym się przemieszczaliśmy. Zrobiła się panika, bo nie zdążymy zebrać materiału. Spotkał nas jakiś miejscowy kierowca i mówi: „spokojnie, damy radę, ja znam okolicę, mieszkam tu”. Pytamy go, gdzie, skoro piach dookoła. A on: „jakieś 500 km stąd, urodziłem się tu”. Zrobił nam herbatę i uspokajał, że na wszystko jest czas. Komfort pracy dziennikarza na Dakarze zależy od prestiżu stacji dla której nadaje (Robert wtrąca przewodnie hasło mediów, że na Dakarze internet jest droższy od wody). Można nawet zamówić materiał kręcony z helikoptera, podając numer zawodnika, którym się jest zainteresowany i potem go zmontować. – Nigdy nie chciałem przegapić momentu, kiedy po zdjęciu kasku zawodnicy pokazują swoje śmiertelne zmęczenie. Uważam, że takie ujęcia uwiarygadniają trud Dakaru – mówi Robert.


REPORTAŻ

– A czego nigdy nie pokazałem? Jak zginął motocyklista. W takich momentach kamerę po prostu się wyłącza. Dziennikarze z dużych stacji telewizyjnych mają do dyspozycji niemal tak profesjonalny sprzęt, jak w studiu, tyle że na Dakarze jest to w naczepach tirów. Ale i tak stres nie daje przerwy nikomu. – Masz zrobiony materiał, zmontowany, idzie wysyłka satelitą, a nagle coś się wydarzyło i wszystko się sypie. Co robić? Wysłać do Warszawy info z prośbą o jakiś komentarz ze studia czy wszystko zmieniać samemu? – opowiada. Mówi o stałym szukaniu nowych odsłon Dakaru, by nie powielać wytartych schematów. I nie odkładać okazji. – Pamiętam, że jeden z zawodników poprosił o przełożenie wywiadu na jutro. A jutro odpadł i już go na tej imprezie nie ma – podaje przykład. Dziennikarze, operatorzy i montażyści, którzy stale jeżdżą na Dakar, to też ekscentrycy w swojej branży i zarazem profesjonaliści ze ścisłej czołówki. Na pewno otrzaskani w największych imprezach sportowych świata. Robert, który zawodowo przerobił wiele wydarzeń i dyscyplin, o zawodnikach z Dakaru wypracował własną opinię: – Są najbardziej dostępni i otwarci dla mediów ze wszystkich sportowych środowisk.

094

SZANUJ MECHANIKA, BEZ NIEGO NIE ŻYJESZ Będąc pierwszy raz na Dakarze, mechanik Paweł Paź zarzekał się: nie przyjeżdżam tu więcej! Jak każdy mechanik, który tam trafia. Połowa z nich po pierwszym Dakarze nie wraca już tam. Nie wytrzymują. W styczniu „Korek” – bo tylko z tą ksywą Paweł funkcjonuje w środowisku rajdowym – zalicza Dakar po raz dziewiąty. Każdy z nich trudny na inny sposób. Ten nie będzie wyjątkiem. Rajdem zaraził go „Hołek”. – Wszystko zaczęło się w 2002 roku w Olsztynie. Zawsze interesował mnie motorsport i od zawsze byłem jego kibicem. Ale przyznaję, że przyszedłem do ekipy zupełnie zielony. Zaczynałem od pomocnika mechanika, ale miałem to szczęście, że „Hołek” jest świetnym nauczycielem i ma ogromną wiedzę techniczną, którą umie przekazać – wspomina. Pilny i zdolny uczeń szybko wyrósł na główną siłę w sztabie mechaników. Rajdowe Subaru Impreza czy Lancery nazywa prostymi samochodami. Buduje je do sportu od podstaw. W 2011 roku „Hołek” zagaił w zespole X-raid, w którym jeździł, że ma sprytnego chłopaka. Wzięli go na trzytygodniowe testy do warsztatu. Nieźle się spisał, wzięli go na Dakar. Dakarowe auto nie ma nic wspólnego z rajdówką. – Jak mechanik widzi je pierwszy raz, naprawdę szeroko otwiera oczy – obrazuje „Korek”. – Według mnie mechanik potrzebuje rok intensywnej pracy, by mniej więcej wiedział jak to auto działa i o co w tym wszystkim chodzi. Ono jest wynikiem dziesiątek lat doświadczeń i tysięcy godzin inżynierskiej roboty. Zwykła rajdówka ma przejechać 30–50 km oesu. Dakarówka – 500. I to jest skala skomplikowania. Dla wyobraźni dodaje np., że auta z Dakaru mają 13 różnych… chłodnic. – Dakar to sport drużynowy, każdy ma swój kawałek podwórka do obrobienia. I przerąbane mają tam wszyscy – obrazuje. – Ale cel mamy zawsze ten sam: auto ma znaleźć się na mecie. Hołowczyc o roli mechaników mówi z najwyższym uznaniem: – Bez nich nie żyjesz na Dakarze. To esencja tego, że pojadę dalej, dlatego bardzo ich szanujemy. A jak szanujesz mechanika, to masz też odpowiedni styl jazdy.

Jak rajdówka kończy etap w komplecie, mechanicy mają na jej zreanimowanie cztery godziny (jeśli jest ich trzech) lub do sześciu godzin (jeśli jest dwóch). Jeśli wraca po przygodach, najczęściej pracują do rana lub do momentu, kiedy auto musi już wyjechać na odcinek. Przez cały Dakar walczą z okrutnym zmęczeniem fizycznym. „Korka” recepta na przetrwanie jest teoretycznie dziecinnie prosta: – Musisz myśleć o śnie. Ja na Dakarze potrafię zasnąć wszędzie i nawet na kilka minut. Inaczej nie zregenerujesz organizmu. Niestety, pod koniec Dakaru, siada już psychika od tego ciągłego obciążenia. Niby padasz ze zmęczenia, a zasnąć nie możesz, bo myślisz czy wszystko jest zrobione jak należy. Kiedyś wysłałem „Hołkowi” sms-a, by sprawdził na dojazdówce śruby przy półosi, bo już sam nie byłem pewien czy dokręciłem. A  czasem trzeba też okazać zawodowej solidarności. Np. w Boliwii na 4000 metrach wysokości, 40 proc. mechaników dopadła choroba wysokościowa. Zawroty głowy, wymioty i stan „nie do życia” sprawiły, że trzeba było pomagać też innym. W 2012 roku „Korek” zostawił też trochę łez na pustyni, kiedy w MINI „Hołka” pękła nieszczęsna rurka od wspomagania i trzeba było wycofać się z rajdu. Bolało tym bardziej, że tamtego roku Hołowczyc nawet prowadził i mógł dowieźć historyczny wówczas wynik. Na podium przyszło im czekać jeszcze dwa sezony, po których „Hołek” zakończył starty w Dakarze. Więc „Korek” też tak rozważał. Tyle że o niego dopominał się szef X-raid Sven Quandt i zaprosił na kolejne lata. Jednego roku był mechanikiem Argentyńczyka Orlando Terranovy, potem dwa kolejne Fina Mikko Hirvonena (jednego rajdu osiem razy wymieniał mu ważącą 100 kg skrzynię biegów). Latem dostał telefon z propozycją, by w styczniu 2019 zostać jednym z dwóch mechaników człowiek na Dakarze nr 1–13-krotnego zwycięzcy, Francuza Stephane’a Peterhansela. – Wiem co mnie czeka, ale jak odstałem telefon z propozycją, to nawet się ucieszyłem, że jadę. Z pasji się tam wziąłem i to mnie napędza – dodaje. Mechanicy też mają na Dakarze swój survival, bo tam akurat niczego nie można wykluczyć. Kiedy w drodze z Boliwii do Argentyny zepsuł się wóz serwisowy, a do obozu trzeba jakoś wrócić, przesiadł się do campera pewnego Holendra. Przesiadła się też żona Hirvonena. Dotarli do wielkiego korka, bo po ulewie wylała rzeka i nie widać było mostu. Osiem godzin czekali aż woda opadnie do poziomu, by chociaż było widać paliki oznaczające brzegi mostu. Auta wjeżdżały powoli, choć targał nimi nurt rzeki. Do obozu dotarli nazajutrz o 9 rano. Żona Hirvonena na granicy wykończenia. Był dzień przerwy dla zawodników. Dla mechaników najgorszy czas, bo w zasadzie muszą wymienić większość rzeczy w aucie. Byli akurat w La Paz na wysokości 3700 m. Padał deszcz, a termometry pokazywały plus sześć stopni. – Przebieram się w kombinezon, kiedy przychodzi do mnie Hirvonen z zapłakaną ze zmęczenia żoną i ona pyta mnie: kładziesz się spać? Powiedziałem: nie, zabieram się do pracy, przed nami ciężki dzień. Fin, który zęby zjadł na startach w WRC, dodał: „tamci mechanicy mogliby od tych dakarowych uczyć się wytrwałości”. Na koniec proszę „Korka” o jego zdjęcia z Dakaru. – Wiesz, że z tego braku czasu i zmęczenia ja z każdego Dakaru przywożę w komórce może góra trzy zdjęcia? Będzie problem. 

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: holek.pl, arch. Paweł Paź, Robert Sharif El Gendy, Sebastian Rozwadowski


www.kuck.pl


MĘŻCZYZNA I MASZYNA

MĘŻCZYZNA I MASZYNA PRAWDZIWE HISTORIE O PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI DO SAMOCHODU

HENIO SENTYMENTALNIE

096

W kwietniu 2011 roku Dominik i Przemysław Krzemieniewscy dumnie przykręcali tablice zarejestrowanego właśnie Mercedesa 170 V z 1939 roku – N0 HENIO. Indywidualne rejestracje stały się hołdem dla zmarłego rok wcześniej Taty Henryka Krzemieniewskiego. Była to postać dość znana w środowisku kolekcjonerów zabytkowych Mercedesów. Pasję do niemieckiej marki pielęgnował od wczesnych lat 80., kiedy to na przetargu w OZOS kupił model W114 230 z 1975 roku. Potem przesiadał się na coraz lepsze: W123, W126, W140. Był mgr inż. rolnictwa z wykształcenia, ale mechanikiem z zamiłowania, dlatego własne auta poznał dość wnikliwie od strony technicznej w swoim przydomowym warsztacie. W 2000 roku, wraz ze starszym synem Dominikiem uznali, że posmakują klasycznych Mercedesów. Zadzwonili pod dość lakoniczny anons: „sprzedam Mercedesa ’66, Ciechanów”. Stary taksówkarz kupił go jeszcze w 1977 roku, ale ponieważ dostał talon na Fiata, w obawie przed utratą przydziału, „skrzydlaka” schował do garażu na… 24 lata. Sam nie wiedział, ile żądać za obrośniętego mchem Mercedesa. Po trzech miesiącach wydzwaniania Krzemieniewscy w końcu pojechali zabytkową lawetą (a jakże, Mercedesem) i po ośmiu godzinach (!) negocjacji wrócili ze „skrzydlakiem” na pace. Tak zaczął się u Henryka Krzemieniewskiego pasjonujący rozdział restaurowania starych Mercedesów na poziomie, który budził potem uznanie (podczas Ogólnopolskiego Zlotu Zabytkowych Mercedesów, odrestaurowany przez niego Mercedes 170S z 1953 roku zdobył III miejsce w konkursie elegancji). Przez warsztat w podolsztyńskim Bartągu przewinęło się ponad 20 klasycznych aut z gwiazdą na masce. Sam właściciel, a przede wszystkim jego kunszt i doświadczenie, gotowy był na podjęcie się renowacji przedwojennego modelu, który – prędzej czy później – jest marzeniem każdego kolekcjonera zabytkowych Mercedesów. – Na początku 2009 roku wygrałem na angielskim ebay’u aukcję na model 170 V z 1939 roku. Akurat brat Przemek mieszkał wtedy

w Anglii, więc pojechał odebrać auto. Pamiętam jak dzwonił do mnie przerażony czy na pewno ma zapłacić za „to coś”, co stoi po sam dach w krzakach – wspomina Dominik. Sprzedawcą okazał się emerytowany pilot RAF-u, który nosił się z zamiarem odrestaurowania go, ale budżet chłonęła mu restauracja zabytkowego… samolotu. Henryk Krzemieniewski przez rok skrupulatnie gromadził brakujące do renowacji części. Największym problemem okazało się zdobycie oryginalnego zegara, który wbudowany był w kokpit. Nagminnie je wymontowywano, ponieważ były nakręcane, więc działały niezależnie od auta. A że stylowo się prezentowały, zdobiły potem szafki w pokojach. Postępy prac nad rekonstrukcją przedwojennej 170-ki rosły w oczach, ale w końcowej fazie przerwało ją podstawowe ogniwo: dyrygent i reżyser w jednym. 15 kwietnia 2010 roku, po krótkiej walce z nowotworem Henryk Krzemieniewski zmarł. Synowie jeszcze długie miesiące dochodzili do siebie, po czym postanowili dokończyć dzieło Taty. Finalnie polakierowali Mercedesa na wybrane wcześniej przez Ojca barwy (czarno-kremowy) i zarejestrowali w przeddzień pierwszej rocznicy z numerami N0 HENIO. Każdego roku 15 kwietnia odbywają honorową rundę po Bartągu. Mercedesa zostawią w rodzinie dożywotnio jako sentymentalną pamiątkę.  Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Mecenas projektu:

BLING FACTORY

Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań. Bling Factory Olsztyn, ul. Lubelska 43i www.blingfactory.pl


AUTO

ÓSMY CUD ŚWIATA CYFRA 8 U BMW OZNACZAĆ MOŻE TYLKO JEDNO: WYCZYNOWE EMOCJE W LUKSUSOWYM WYDANIU. JAK TO MOŻLIWE? NAJBARDZIEJ EKSCYTUJĄCY MODEL BAWARSKIEGO PRODUCENTA ZAGOŚCIŁ JUŻ W OLSZTYNIE.

098

Stało się to podczas wrześniowego salonu samochodowego we Frankfurcie w roku 1989. Marki, które w BMW upatrywały swojego rywala, mogły tego dnia wywieszać białe flagi na znak kapitulacji. Bawarczycy pokazali model 850i – ociekające elegancją i wyprzedzające technologicznie całą resztę, potężne 12-cylindrowe coupé. Od tamtej chwili „ósemka” w świecie luksusowych pojazdów stała się szczególną cyfrą, zarezerwowaną dla wysoce emocjonalnych modeli. Przez 10 lat produkcji seria 8 była absolutnie najdroższą pozycją w cenniku BMW. Dzisiaj to kolekcjonerskie cacka, które w zasadzie nic nie utraciły ze swej czarującej sylwetki. Po dwóch generacjach „szóstki”, które były potem kontynuatorami sportowych coupé u BMW, koncern z mocnym akcentem powrócił z serią 8. W czerwcu, podczas słynnego 24-godzinnego wyścigu w LeMans, specjalnie przygotowany M8 GTE zwiastował to, co już mogą kupować zamożni i pragnący ekstremalnych doznań zza kierownicy. Jeden cytat wiele tu im zobrazuje: „siła BMW serii 8 coupé leży w nadzwyczaj dużej rozpiętości między dynamiką godną torów wyścigowych, a szczególnie wysokim komfortem jazdy”. Flagową odmianą jest BMW M850i xDrive. Jego podwójnie doładowana V-ósemka o pojemności 4,4 litra generuje 530  KM. Ale nie samą mocą żyje sportowe auto, a  siłą ciągu na kołach. Jej jest aż 750 Nm w zakresie od 1800 do 4600 obrotów. Nic dziwnego, że sprint do pierwszej setki trwa ledwie 3,7 s. Wersja 840d xDrive z kolei jest napędzana 320-konnym dieslem (4,9 s do setki). Obydwa współpracują z piekielnie szybką ośmiobiegową skrzynią Steptronic. Obydwa też mają w standardzie inteligentny napęd na cztery koła xDrive, który skonfigurowano z jeszcze większą preferencją tylnej osi. Rewolucję wprowadzono w zestawie wskaźników. Nie ma już tych klasycznych, okrągłych zegarowych. Zastąpił je zestaw BMW Live Cockpit Professional, który przed oczami kierowcy

stanowi 12,3-calowy, dowolnie konfigurowalny, cyfrowy zestaw wskaźników. Obsługę systemów pokładowych wspomaga na centralnej konsoli 10,2-calowy ekran dotykowy. Jakieś smaczki? Dla szukających ekskluzywności jest opcja rodem od jubilera – szklana aplikacja „Crafted Clarity” – to ręcznie wykonane ze szkła i zwieńczone szlifem diamentowym: dźwignia wybieraka biegów (z podświetlaną cyfrą 8), regulator głośności, kontroler iDrive oraz przycisk uruchamiający silnik. Z kolei za niespełna 15,5 tys. zł można zamówić superlekki, a superwytrzymały karbonowy dach. Z ciekawszych systemów wspomagających kierowcę jest asystent jazdy wstecz. Zapisuje on ruchy kierownicy na odcinku ostatnich 50 metrów przed zaparkowaniem pojazdu i potem na życzenie automatycznie cofa pojazd tą samą drogą. Kierowca musi jedynie kontrolować pedał gazu i hamulca. Opcjonalna jest też funkcja cyfrowego klucza. Otóż może być nim… wasz smartfon (póki co działają Samsungi z systemem Android). Jeśli smartfon potwierdzi tożsamość kierowcy, odblokowuje drzwi. Istnieje możliwość zdefiniowania nawet pięciu takich cyfrowych kluczyków, co znacząco ułatwi wspólne korzystanie z pojazdu, np. przez całą rodzinę. Pozostaje tylko rozwiązanie problemu kolejki do przejażdżki takim czymś jak M850i.  Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: BMW Zdunek Na zdjęciu: BMW M850i xDrive (w kolorze Niebieski Barcelona), cena od 589,5 tys. zł (wersja 840d xDrive od 476 tys. zł)

BMW Zdunek Olsztyn, al. Warszawska 117C zdunek.pl/olsztyn/


AUTO

PIĘKNE RZECZY CHWILĘ PO DEBIUCIE NASZEGO MAGAZYNU, VOLVO WKROCZYŁO W NOWY ROZDZIAŁ STYLISTYCZNY W SWOJEJ PRZESZŁO 90-LETNIEJ HISTORII, ODNOSZĄC NAJWIĘKSZE SUKCESY HANDLOWE. OTO NAJNOWSZA GAMA RODZINY SUV-ÓW XC, KTÓRA GOŚCIŁA NA ŁAMACH MADE IN WARMIA & MAZURY.

101


AUTO

102

Przy Volvo nie można się nie starać. Do sesji białego XC90 zaangażowaliśmy miss Elbląga. Na widok dwóch piękności nawet policja poddała się, kiedy w trakcie robienia kolejnych ujęć, nieco przyblokowaliśmy ruch na elbląskiej starówce. Duży SUV, który jako pierwszy w nowej stylizacji marki pojawił się na rynku, emanuje siłą elegancji każdego dnia tak samo. Jest dostojny i – wydaje się – mało podatny na mijające mody. Volvo mają styl, który wytrzymuje próbę czasu. Ikony dizajnu tak właśnie się starzeją – w ogóle. Rzuć dziecku hasło „Volvo”, a szybko odnajdzie je w skojarzeniach. A dorosłemu? Odpowie wam: budząca zaufanie sylwetka, praktyczny charakter, eleganckie detale i inteligentne pomysły. Jak opowidają pracujący nad modelami Volvo – trzeba nadstawiać uszu i starać się zrozumieć, co jest dla ludzi ważne: „Jesteśmy Szwedami. Skandynawscy projektanci, zanim przystąpią do konkretnej pracy, najpierw przyglądają się osobie, która będzie użytkownikiem danej rzeczy. Zadają sobie pytanie: co możemy zrobić, aby ułatwić tej osobie życie, poprawić jego jakość i zapewnić większy komfort? Projektując nasze samochody, zawsze kierujemy się tą filozofią”. W XC90 urzekł nas szczotkowany matowy orzech, którym wyłożone są wiodące elementy wnętrza. Ma wyczuwalną pod opuszkami palców fakturę naturalnego drewna. Bliżej natury

już się nie da. Tym bardziej, że obudowę dizajnerskiego klucza do auta, też można mieć w tym samym drewnie, albo w skórze jak na fotelach. Ot, dylemat. Jeśli o gadżetach mowa – Volvo słynie z eleganckich dodatków i lifestylowych akcesoriów niezbędnych w podróży. Do wzornictwa, jakości i materiałów stosowanych w Volvo Car Lifestyle Collection, przywiązuje się taką samą wagę jak w przypadku aut. A w autach widać jubilerską robotę. Słynne pokrętło do uruchomienia, bądź wyłączenia silnika to istny klejnot – przypomina oszlifowany diament, również w dotyku. Rzadko który samochód z taką przyjemnością pobudzamy do życia. Kiedy na rynku zadebiutowała druga odsłona bestsellerowego XC60, Volvo nie mogło sobie zrobić lepszego prezentu na 90. urodziny. To ukochane dziecko marki, którym z salonów wyjechało przeszło milion klientów. Sukces światowy. Nawet w ostatnim roku biło konkurencję w sprzedaży. Stylistycznie model czerpie z nad wyraz dobrze przyjętego większego XC90. I stał się przez samych speców od Volvo okrzyknięty najbezpieczniejszym modelem, jaki kiedykolwiek powstał z logo marki na przodzie. Potrafi sam zjechać na pobocze i wyhamować, gdyby wykrył, że kierowca… zasłabł czy zasnął. Samo zahamuje, gdyby ktoś wbiegł nam w mieście przed


AUTO

maskę. W zakresie prędkości 50‑100 km/h samo też ominie przeszkodę. Volvo niesie za sobą dużą porcję nieskazitelności i uznania, które wynika z przypisywanych marce wartości związanych z tradycją, troską, poczuciem bezpieczeństwa, ale też i nie wdawaniem się w przelotne zauroczenie modą. Już wychodząc poza motoryzację, co Szwedzkie, natychmiast kojarzy się, że jest: przemyślane, rozsądne, solidne, trwałe, skromne i racjonalne. Bo – jak w Volvo podkreślają – „samochód to nie tylko zbór skomplikowanych części, ale też doświadczenie i tradycje poprzednich pokoleń, dlatego samochody Volvo składają się z rzeczy naprawdę ważnych”. To piękna filozofia budowania rzeczy. Ich projektanci stale podkreślają, że architektura to doznanie wielozmysłowe, a nie tylko wizualne. No i kiedy wydawałoby się, że Volvo rozdaje karty, sensacyjnie wjechał na rynek zawodnik nokautujący rywali – XC40. Najmniejszy i najmłodszy z gamy XC dostał prestiżowy tytuł Car of The Year, o który w Europie od przeszło pół wieku walczą każdego roku producenci aut. Wygrało, bo jurorzy uznali, że jest tego wart. I mieli nosa. Kiedy XC40 pojawiło się w sprzedaży, fabryka kazała na nie czekać w kolejce, by zaspokoić pragnienia klientów.

Z tym modelem Volvo wprowadziło też szereg usług, które zwyczajnie zmieniają życie z samochodem. To też zostało docenione przez jurorów COTY. Pakiet usług Care by Volvo zakłada np. odbiór twojego auta na przegląd i dostarczenie go pod wskazany adres; konsjerża, którego za pomocą systemu On Call możesz poprosić np. o zarezerwowanie hotelu, stolika w restauracji, biletu lotniczego czy też aplikacja na smartfon za pomocą której możesz np. współdzielić się zdalnie swoim samochodem. Ale najpierw ktoś musiał na to wpaść. 

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Volvo Na zdjęciach: Volvo XC40, cena od 129 200 zł Volvo XC60, cena od 165 850 zł Volvo XC90, cena od 278 700 zł

Nord Auto Olsztyn, ul. Warszawska 117 D www.nordauto.dealervolvo.pl

103


JUST 4 DRIVE

JAKIE JEST NAJLEPSZE AUTO? WYNAJĘTE WEDŁUG BADACZY, MIERNIKIEM LUDZKIEGO SZCZĘŚCIA SĄ DWA ŹRÓDŁA: POZIOM POSIADANIA WZGLĘDEM TEGO, CO MAJĄ INNI ORAZ STOPIEŃ, W JAKIM CZUJEMY SIĘ SZCZĘŚLIWI SAMI ZE SOBĄ. MY, POLACY, NIE JESTEŚMY TU WYJĄTKIEM I CHĘĆ POSIADANA NA WŁASNOŚĆ JEST U NAS BARDZO SILNĄ POTRZEBĄ. TYLKO CZY SAMOCHÓD NA 104

WŁASNOŚĆ JEST DZISIAJ DOBRYM ROZWIĄZANIEM? Podejście do własności najlepiej obrazuje rynek nieruchomości. W Polsce nadal duży nacisk kładzie się na zakup mieszkania, podczas kiedy w wielu krajach Europy ludzie od wieków preferują wynajem. Oczywiście wiąże się to z naszą historią, kiedy przez dekady rodzimy rynek oferował niewiele i wszystko, co udało się zdobyć, było naszą własnością. Dlatego właśnie ta forma stanowi podstawę życia rodzinnego oraz naszej niezależności. Tylko czy tego typu komfort to wyłącznie same zalety? Trudno się nie zgodzić, że samochód dla wielu z nas stanowi namiastkę wolności. Kiedy tylko mamy ochotę, możemy poje-

chać nim w dowolnym kierunku. Życia bez czterech kółek nie wyobrażamy sobie nawet w tych najbardziej codziennych sytuacjach życiowych. Niewielu zaś dostrzega, że samochód to bardzo kosztowna pułapka. Brutalne zderzenie z rzeczywistością następuje dość szybko – już w momencie wykupu ubezpieczenia. Koszt polisy potrafi dać się we znaki nawet posiadaczom grubego portfela. Równie systematycznie co wykup ubezpieczenia, pojawia się na horyzoncie kupno nowych opon. O ile do zakupu dużej felgi nie trzeba nikogo namawiać (podobają nam się), to później, do zakupu do nich dodatkowych opon już tak entuzjastycznie


JUST 4 DRIVE

nie podchodzimy. Ich ceny podnoszą ciśnienie równie skutecznie, co potrójne espresso. A gdzie koszty przeglądów, napraw w razie awarii, zastępczych samochodów? Krótko mówiąc, bardzo droga jest ta niezależność. Ale na rynku zaszły spore zmiany i wszystkich tych przykrych obowiązków można się definitywnie pozbyć – to długoterminowy wynajem samochodu. Jest to obecnie najbardziej interesujący sposób na posiadanie i użytkowanie własnego samochodu. W ramach jednej stałej opłaty uiszczanej co miesiąc, można się cieszyć tym, co daje samochód, ale bez ponoszenia wszystkich przykrych konsekwencji. Comiesięczna opłata uwzględnia bowiem wszelkie koszty związane z ubezpieczeniem, serwisem, wymianą opon. W razie wypadku pokryte są również koszty assistance, a firma wynajmująca samochód przejmuje koordynację prac związanych z naprawą, gwarantując jednocześnie auto zastępcze, podczas kiedy tradycyjny leasing zmusza nas do samodzielnej walki z wszystkimi formalnościami. O zaletach takiego rozwiązania przekonuje się coraz więcej konsumentów, stąd wynajem długoterminowy w szybkim tempie wypiera klasyczny leasing, zakup na kredyt czy gotówkę. Czas trwania umowy wynajmu zależy od naszej decyzji – od 12 do 48 miesięcy. Po upływie ustalonego terminu możemy użytkowany samochód wykupić lub zwyczajnie go zwrócić i wybrać sobie kolejny wypatrzony, dowolnie skonfigurowany przez siebie model. Mamy więc możliwość przeżywania róż-

nych doznań związanych z prowadzeniem kolejnego, najnowszego modelu, który wpadł nam w oko. Nie musimy mierzyć się ze żmudnym procesem sprzedaży, ani też bolączkami jakie nękają kilkuletni samochód. Zaczynamy kolejny rok z kolejnym samochodem, a jedyne co nas interesuje, to wysokość comiesięcznej raty – na jaką jej wysokość nas stać, takie auto sobie wybieram. Bo życie trzeba sobie tylko i wyłącznie ułatwiać.  Tekst: Artur Sudenis, obraz: ©Rawpixel.com, ©S_Photo/Shutterstock.com

Mecenas projektu:

JUST4DRIVE

Just4drive to nowoczesna i elastyczna formuła wynajmu samochodu, umożliwiająca korzystanie z dowolnego modelu w wygodny sposób i w wybranych przez klienta okresie. Jedynym kosztem użytkowania jest z góry ustalona miesięczna opłata. Program dedykowany jest dla klientów indywidualnych prowadzących działalność gospodarczą oraz małych i średnich firm. just4drive.pl fb/just4drive info@just4drive.pl tel. 22 123 04 80

105


LISTA DYSTRYBUCJI

ZNAJDŹ NAS JESTEŚMY TAM, GDZIE SĄ NASI CZYTELNICY

OLSZTYN RESTAURACJE, KAWIARNIE:

Restauracja KORNER, ul. Dąbrowszczaków 8/9 •  Kawiarnia Moja, ul.  Dąbrowszczaków  10 • Drewno i Ogień, ul. Prosta 7/9 • Parowar, ul. Skłodowskiej 24 • Pizzeria Diavolino, ul. Okopowa 18 • Mezze, ul.Kołłątaja 19 • U Artystów, ul. Kołłątaja 20 • Słodycz Tej Krainy, ul. Kołłątaja 23 • Handmade Cafe&Pub, ul. Kołłątaja 3 • Yoko Sushi, ul. Stare Miasto 17/21 • Hammurabi, ul. Prosta 3/4 • Caffee Station, ul. Prosta 18/22 • Restauracja Prosta, ul. Prosta 38 • Stary Zaułek, ul. Rodziewiczówny 8 • Malta Cafe, ul. Lelewela 6a • Restauracja Staromiejska, ul. Stare Miasto 4/6 • House Cafe, ul. Stare Miasto 11 • Pierogarnia, ul. Stare Miasto 26/27 • SiSi Coffee, ul. Stare Miasto 28/2 • Highlander, ul. Stare Miasto 29/32 • Via Napoli, ul. Okopowa 21 • Herbaciarnia ZEN, ul. Okopowa 23 • Restauracja Casablanka, ul. Zamkowa 5 • Browar Warmia, ul. Nowowiejskiego 15 • Kawiarnia Awangarda, ul. Staromiejska 13 • Ceska Hospoda, Targ Rybny 14 • Coctail Złoty Klucz, ul. 11 Listopada 5 • Pijana Czapla, ul. Górna 1 • Restauracja Rolki, ul. Mochnackiego 5/1 • Konopna Farmacja, ul. Prosta 23 • Steakownia, ul. Warszawska 2/2 • Frankie’s Soki, ul. Tuwima 26 • Na Rogu Czasu, ul. Wilczyńskiego 6c • Plankton, ul. Jeziorna 8 • Restauracja Przystań, ul. Żeglarska 3 • Tawerna Przystań, ul. Żeglarska 6 • Słoneczna Polana, ul. Sielska 38A • Zatoka Smaku, ul. Wodna 1c • Cudne Manowce, ul. Bolesława Chrobrego 4 • Pizzeria Wiśniowy Piec, ul. Kołobrzeska 3 • Kawiarnia Kofikada, ul. Prosta 18a/22 • Ristorante Da Andrea Casa del Prosecco, ul. Kołłątaja 15

ny, ul. Pieniężnego 5 • Salon Jean Luis David, ul. Piłsudskiego 16 • Salon VIDO, ul. Orkana 11 • Guru Bio. Fryzjerstwo, Stare Miasto 28 • La. Lila, ul. Kościuszki 84D • Olsztyńskie Centrum Medycyny i Sportu, ul. Poprzeczna 18 • BELOVED BeautyPlace, ul. Kotańskiego 4 • Salon urody E-xclusi-W, ul. Polna 1b • Stomatolog Kraina Uśmiechu, ul. Barczewskiego 1 • Salon Deręgowski Sport, ul. Tuwima 26 • Jean Luis David, ul. Tuwima 26 • Monelly Studio Urody, ul. Boenigka 7d • Fitness Club Sylwetka, ul. Wilczyńskiego 8 • Fitness Dynamic, ul. Wilczyńskiego 29 • Klinika Okólna, ul. Okólna 3 • Orto-Dent, ul. Kleeberga 6/2 • Salon Kosmetyczny Ewelina Kulawczyk, ul. Szostkiewicza 5 • Kinetic Fitness Club, ul. Piłsudskiego 44A • Body Perfect, ul. Kętrzyńskiego 5 • Atelier Fryzjerskie, ul. Armii Krajowej 3 • Stomatologia Estetyczna Elżbieta & Karol Sujka, ul. Targ Rybny 14 • Akademia Urody Brigitte, ul. Żołnierska 4|Willa Pallas • SHOWROOM Sylwia Kopczyńska, ul. Kołłątaja 16 • I.V. Clinik Medycyna Regeneracyjna, ul. Leśna 14/6H • Wilk Studio Fryzur, ul. Wyzwolenia 6/11 • Avi Dental, ul. Barcza 48/6L • Clinik Medycyna Regeneracyjna, ul. Leśna 14/6H • Nails&Lashes by ViktoriaOlimpia, ul. Jagiellońska 55B/4B

MOTO:

Hotel Kur, ul. Bałtycka 89 • Hotel Dyplomat, ul. Dąbrowszczaków 28 • Hotel Warmiński, ul. Kołobrzeska 1 • Hotel Wileński, ul. Knosały 5 • Hotel Park, ul. Warszawska 119 • Hotel Omega, ul. Sielska 4a • Hotel Przystań & Spa, ul. Żeglarska 3 • Hotel Pirat, ul. Bałtycka 60 • Hotel Manor, ul. Kanarkowa 47 • Hotel Villa Pallas, ul. Żołnierska 4, Tiffi Boutique Hotel, ul. Żeglarska 7

Skoda Polbis Auto, ul. Partyzantów 26 • Audi Auto Wimar, ul.  Rataja  15 •  V W Auto Wimar, ul. Rataja 15 • Fiat Jeep Citroen RESMA, ul. Obrońców Tobruku 5 • Toyota Mir-Wit, ul. Obrońców Tobruku 11 • BMW Service Wyza, ul. Sikorskiego 4 • Honda Daszuta, ul. Sikorskiego 33 • Hyundai Daszuta, ul. Tuwima 23 • Motostrefa, ul. Piłsudskiego 93B • BMW Zdunek, ul. Warszawska 117 • Volvo NordAuto, ul. Warszawska 117c • Opel Mibo, ul. Jagiellończyka 41c • Peugeot PZM, ul. Sielska 5 • SsangYong Sikorski, ul. Sielska 43 • Nissan Max Usługa, ul. Leonharda 3 • Kia JD Kulej, ul. Lubelska 40 • Mercedes Auto Idea, ul. Towarowa 11 • Renault Alcar, ul. Lubelska 39A • Salon KTM Yamaha, ul. Lubelska 35D • Ford JD Kulej, ul. Budowlana 7 • Auto Salon Mazurek, ul. Lubelska 29 • Bling Factory, ul. Lubelska 43i • Janczar, ul. Lubelska 35D, • Marina Maison, ul. Armii Krajowej 3

URODA, ZDROWIE, MODA:

INNE:

HOTELE:

Studio Makijażu Permanentnego Ewelina Kulawczyk, ul. Kuronia 9/1, • Alfa Dental, ul. Iwaszkiewicza 1 • Pracownia Wizerunku, ul. Partyzantów 76 • Yasumi, ul. Sikorskiego 19 lok. 16 • EPI Centrum, ul. Samulowskiego 3B • Klinika Look Med, ul. Lelewela 6a/3 • Koemi, ul. 11 Listopada 7 • Matraccy Fryzjerstwo, ul. 1 Maja 22 • Salon fryzjerski SALSA, ul. Mrongowiusza 4 • Arianne Salon Ślub-

Miejski Ośrodek Kultury, ul. Dąbrowszczaków 3 • Księgarnia za rogiem, ul. Skłodowskiej 2/11 • Zoom Room, ul. Dąbrowszczaków 39 • Urząd Miasta Olsztyn, ul. Jana Pawła II 1 • Biblioteka Abecadło, ul. Piłsudskiego 16 • Kancelaria Prawna Wojarska Aleksiejuk Lechowicz, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Traveland Biuro Podróży, ul. Knosały 7 • Olsztyńskie Centrum

106

Bowlingu, ul. Kromera 3 • Urząd Marszałkowski, ul. Emilii Plater 1 • Doradca Podatkowy BRBK, ul. Zientary Malewskiej 25 • CDEF, ul. Zientary Malewskiej 20B • Koszary Funka, ul. Kasprowicza 4 • TVP Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Radio Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Art School, ul. Barczewskiego 1 • Eranova, ul. Obrońców Tobruku 3 • Mądre Klocki ul. Tuwima 26 • Studio Form Architektonicznych PANTEL, ul. Rybaki 40 • Warmiolandia, ul. Lubelska 29g • M3, ul. Budowlana 2 • Tor Kormoran, ul. Sprzętowa 6 • Park Trampolin 7 Jump Street, ul. Leonharda 7 • Warmińsko-Mazurska Specjalna Strefa Ekonomiczna, ul. Barczewskiego 1 • Oxford Academy, ul. Żurawskiego 1A/12 • Przedszkole Junior Academy, ul. Żurawskiego 1A/11 • Honesto Olsztyn, ul. Lipowa 15A • Centrum Sportu i Rehabilitacji Biernat, ul. Bydgoska 33 • Showroom Ceramoteka, ul. Sikorskiego 19 • New House, ul. Warmińska 7/4

WARSZAWA

Steakownia, ul. Krucza 23/31 • La Tomatina, ul. Krucza 47 • Cafe Krucza 23, ul. Krucza 23 • Sushi Zushi, ul. Żurawia 6/12 • Zorza, ul. Żurawia 6 • Smaki Warszawy, ul. Żurawia 47/49 • Green Cafe Nero, ul. Marszałkowska 84/92 • Costa Coffee, pl. Trzech Krzyży 18 • Starbucks Coffee, pl. Trzech Krzyży 18/16 • Dyletanci, ul. Rozbrat 44a • Na Lato, ul. Rozbrat 44a • Crazy Butcher, Hala Koszyki, ul. Koszykowa 63

ELBLĄG

Salon Urody Marzena Gross, Elbląg, ul. Nitschmana 20/22 • Hotel Srebrny Dzwon, Kadyny • Hotel Elbląg, Elbląg, Stary Rynek 54-59 • Klinika Dental Clinic, Elbląg, ul. Grobla św. Jerzego 15 • Restauracja Studnia Smaków, Elbląg, ul. Studzienna 31a • Hotel Młyn, Elbląg, ul. Kościuszki 132 • Salon Fryzjerski Point, Elbląg, pl. Dworcowy 3a • Młyn Klekotki Resort & SPA, Klekotki 1

POWIAT OLSZTYŃSKI

Zalesie Mazury Active SPA, Barczewo, Zalesie 12 • Hotel Azzun, Kromerowo 28 • Pensjonat Słoneczny Brzeg, Rukławki 100 • Steakownia, Biskupiec, al. Wojska Polskiego 7 • Restauracja na Rynku, Biskupiec, pl. Wolności 5c • Hotelik Atelier, Biskupiec, ul. Mickiewicza 31 • ZM „Warmia”, Biskupiec, ul. Olsztyńska 3 • Krystian Szeląg – Kancelaria Adwokacka, Biskupiec, ul. Mickiewicza 6b/lok.4 • Hotel Jabłoński, Dorotowo 74b • Bajkowy Zakątek, Guzowy Piec 17 • Młodzi Duchem, Biesal 80B • Karczma Warmińska, Gietrzwałd, ul. Kościelna 1 • Restauracja Sielanka, Gietrzwałd, ul. Olsztyńska 38 • Hotel Masuria, Worliny 33 • Restauracja Rukola, Dywity, ul. Spółdzielcza 1 • Mazury Golf&Country Club, Naterki, ul. Golfowa 20a • Hotel Marina Club, Siła 100 • Przystanek Zatoka, Siła 85 • Karczma w Stodole, Tomaszkowo, ul. Wulpińska 63 • Karczma Stara Księgarnia, Olsztynek, ul. Warszawska 10 • Cukiernia i Kawiarnia Konfitura, Olsztynek, ul. Świerczewskiego 3/3 • Restauracja z Zielonym Piecem, Olsztynek, ul. Floriana 1 • Restauracja Alibi, Stawiguda, ul. Klonowa 1 • Salon fryzjerski, Stawiguda, ul. Mazurska 2/1 • Restauracja Złoty Strug, Pluski, ul. Jeziorna 83 • Restauracja Wiktoria, Dobre Miasto, ul. Orła Białego 18 • Kwaśne Jabłko, Włodowo 27 • Fajne Miejsce, Tłokowo 72 • Pałac Warlity, Warlity Małe 8

POWIAT OSTRÓDZKI Najnowszy numer MADE IN dostarczyliśmy do wszystkich miejsc dystrybucji w 530-litrowym bagażniku 110-konnej Skody Fabii Combi w rasowej wersji Monte Carlo (test auta na www.madeinwm.pl)

Hotel Anders, Stare Jabłonki, ul. Spacerowa 2 • Hotel Miłomłyn, Miłomłyn, ul. Ostródzka 2b • Restauracja Park, Morąg, ul. 11 Listopada 12 • Hotel Platinum, Ostróda, ul. Wyszyńskiego 11a • Hotel Villa Port, Ostróda, ul. Mickiewicza 23 • Restauracja Lalo, Ostróda, ul. Mickiewicza 17c

• Enjoy Fitness Club, Ostróda, ul. Jana Pawła II 9 • Pałac Pacółtowo, Pacółtowo 2 • Stara Szkoła, Wysoka Wieś 27 • Hotel SPA Dr Irena Eris, Wysoka Wieś 22 • Zajazd Austeria, Rychnowo 6b • Agroturystyka Glendoria, Ględy 45 • Kawa na Ławę, Ostróda, ul Czarnieckiego 19 • Lecznica przy Młynie, Ostróda, ul. Adama Mickiewicza 21C • Gospoda Sajmino, Ostróda, ul. Olsztyńska 57 • Zabart.com, Ostróda, ul. Czarnieckiego 32 • Tawerna, Ostróda, ul. Mickiewicza 21 • Biuro Żeglugi Ostródzko – Elbląskiej Sp. z o.o. w Ostródzie, ul. Mickiewicza 9a • Centrum Informacji Turystycznej, Ostróda, Plac Tysiąclecia Państwa Polskiego 1A • Narie Resort&Spa, Wilnowo 34 • Kawiarnia u Smolejów, Łukta, ul. Mazurska 4

POWIAT NIDZICKI

Restauracja Pod Zamkiem, Nidzica, ul. Słowackiego 7 • Hotel u Komtura, Nidzica, ul. Zamkowa 2 • Best Drive Kunicki, Nidzica, ul. Warszawska 22 • Ośrodek rekreacyjny MON Omulew, Czarny Piec • Ostoja Sport Resort, Januszkowo 27 • Garncarska Wioska, Kamionka 5 • Kawiarnia Ewik Cafe, Nidzica, ul. Traugutta 20 • Karczma Pod Gołębiem, Nidzica, ul. Sienkiewicza 10 • Kamieniczka, Nidzica Pl. Wolności 4

POWIAT MRĄGOWSKI

Restauracja Bella Italia, Mikołajki, pl. Handlowy 11 • Hotel Mikołajki, Mikołajki, al. Spacerowa 11 • Kuchnie Świata, Mikołajki, pl. Wolności 11 • Kuźnia Czekolady, Mikołajki, pl. Wolności 9/16 • Hotel Robert’s Port, Stare Sady 4 • Restauracja City, pl. Wolności 11 • Restauracja Sielawa, pl. Wolności 13 • Grupa Amax, Mikołajki, pl. Wolności 9/61 • Tawerna pod Złamanym Pagajem, Mikołajki, ul. Kowalska 3 • Hotel Mrągowia, Mrągowo, ul. Giżycka 6 • Hotel Solar Palace, Mrągowo, Jaszczurza Góra 22 • Gościniec Molo, Mrągowo, ul. Jeziorna 1b • Chata Mazurska, Mrągowo, ul. Roosvelta 1 • Bar Przecinek, Mrągowo, ul. Mały Rynek 6 • Ach Mazury Stanica Mikołajki, Mikołajki, ul. Leśna 1 • Hotel Mazurski Dworek, Mikołajki, Stare Sady 1

POWIAT GIŻYCKI

St. Bruno Hotel, Giżycko, ul. Brunona 1 • Restauracja Porto, Giżycko, ul. Nadbrzeżna 5a • Folwark Łękuk, Łękuk Mały 8 • Zamek Ryn, Ryn, pl. Wolności 2 • Gościniec Ryński Młyn, Ryn, ul. Hanki Sawickiej 3 • Karczma pod Czarnym Łabędziem, Rydzewo, ul. Mazurska 98 • PodKładka RestoBar, Giżycko, ul. Kolejowa 12

POWIAT IŁAWSKI

• Instytut Kosmetologii Image, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 14 • Notus Finanse, Iława, ul. Sobieskiego 14 • Hotel Port 110, Iława, ul. Konstytucji 3 Maja 7 • Hotel Grand Tiffi, Iława, Jarosława Dąbrowskiego 9 • Restauracja u Czapy, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 2A • Yotto Sushi Bar, Iława, ul. Niepodległości 14 • Hotel Stary Tartak, Iława, ul. Biskupska 5 • Karczma Łabędź, Iława, ul. Marsa 2

POZOSTAŁE

Hotel Bartis, Bartoszyce, pl. Konstytucji 3 Maja 5 • Stodoła, restauracja i hotel, Bartoszyce, ul. Bema 9 • Termy Warmińskie, Lidzbark Warmiński, ul. Kąpielowa 1 • Hotel Krasicki, Lidzbark Warmiński, pl. Zamkowy 1 • Hotel Restauracja Górecki, Lidzbark Warmiński, ul. Olsztyńska 4 • Restauracja-Kawiarnia Starówka, Lidzbark Warmiński, ul. Hoża 39 • Zajazd pod Zamkiem, Kętrzyn, ul. Struga 3a • Restauracja Mazuriana, Szczytno, ul. Sienkiewicz 2 • Natura Mazur Hotel & SPA, Warchały, ul. Brajnicka 1 • Pałac Mortęgi Hotel & SPA, Mortęgi 3 • Miejsce Marzeń, Szczycionek 28 • Ośrodek Narciarski Kurza Góra, Kurzętnik, ul. Kurza 1


DAWNO TEMU

I KTO TO WI(E)DZIAŁ! HISTORIE Z WARMII I MAZUR, KTÓRE PRZESZŁY DO HISTORII

2018 r.

1953 r.

CZŁOWIEK

Prof. Anna Szyfer, wybitna polska etnografka, badaczka i znawczyni tradycyjnej kultury Warmii, wiele publikacji poświęciła społecznościom lokalnym Warmii, Podlasia i Kurpiowszczyzny. Skończyła polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim o specjalizacji dialektologia. Pierwsze badania terenowe odbyła na Warmii i Mazurach. W 1968 roku uzyskała stopień doktora nauk humanistycznych na podstawie pracy pt. „Tradycyjna astronomia i meteorologia na Mazurach, Warmii i Kurpiach i jej współczesne przeobrażenia”. Była już wtedy pracowniczką Ośrodka Badań Naukowych w Olsztynie, w którym w latach 1970–1980 pełniła funkcję zastępcy dyrektora ds. naukowych. W 1987 roku uzyskała tytuł profesora na podstawie książki „Społeczność i kultura małego miasta. Studium na przykładzie Rynu”. Zachęcała studentów, by podejmując samodzielne badania naukowe, wracali do miejsc swojego pochodzenia, uważnie przyglądali się codzienności. W 2016 roku uhonorowana została prestiżową nagrodą im. Oskara Kolberga w dziedzinie działalności naukowej, upowszechniania i animacji. Swojej ukochanej wsi Woryty poświęciła monografię „Jest taka wieś. Typowa czy inna?”, w której opisała historie życia jej mieszkańców i skomplikowane losy kształtowania się sąsiedzkich stosunków. Zmarła 24 lipca 2018 roku w Olsztynie.

MIEJSCE

WYDARZENIE

Przełomową datą w historii olsztyńskiego sportu był rok 1978, gdy w Olsztynie miały się odbyć ogólnopolskie dożynki – jedna ze sztandarowych imprez masowych w czasach PRL. To wtedy do użytku oddane zostały dwa reprezentacyjne obiekty sportowe w Olsztynie przy dawnej ul. Zwycięstwa, dziś al. Piłsudskiego. Pierwszy to stadion miejski, powstały przy Olsztyńskich Zakładach Opon Samochodowych, na którym odbyły się potem dożynki z udziałem m.in. I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka i premiera Piotra Jaroszewicza. Drugi to Hala Widowiskowo-Sportowa Urania. Autorami jej projektu byli architekci Wiesław Piątkowski i Henryk Gotz. Żeby zminimalizować koszty przedsięwzięcia, wzorowano się na skromniejszej niż wynikało z pierwotnej koncepcji – hali w Opolu, której bryła jest identyczna z olsztyńską. Prace wlokły się, a ich powodem był brak wykwalifikowanej kadry i materiałów. Tempo robót niepokoiło ówczesne władze, bo oddanie zarówno stadionu, jak i hali, miało być mocnym akcentem dożynek. Aby zdążyć, na plac budowy skierowano także mieszkańców, którzy pracowali w ramach tzw. czynu społecznego. Hala została oddana do użytku 1 września 1978 roku, czyli 10 dni przed dożynkami. 9 października Urania hucznie obchodziła 40-lecie.

Dziennikarze, działacze i art yś ci , a  wś ró d nich m . in . kompozy tor Włodzimierz Jarmołowicz i Mieczysław Czerwiński, kierownik literacki Teatru im. Stefana Jaracza, 13 listopada 1953 roku założyli w Olsztynie Stowarzyszenie Teatru Kukłowego Ziemi Warmińsko-Mazurskiej „Czerwony Kapturek”. Taki był początek Olsztyńskiego Teatru Lalek. Działający początkowo bez stałej siedziby w polowych warunkach, wystawił w ratuszu pierwszy spektakl „Piękna była to przygoda”. W 1954 roku teatr otrzymał budynek przy placu Bema, zwany Belwederkiem. Jedną z pierwszych aktorek była Krystyna Szels-Milczarek, która przepracowała w teatrze 55 lat. Od 1960 roku Teatr Lalek „Czerwony Kapturek” był obecny na ważniejszych festiwalach i przeglądach teatrów lalkowych. W 1961 roku jego dyrektorem został Jan Wroniszewski, który doprowadził do upaństwowienia instytucji i modernizacji budynku. W repertuarze znalazła się głównie polska literatura współczesna. 6 października 1986 roku teatr przybrał nazwę Olsztyńskiego Teatru Lalek, a trzy lata później otrzymał salę konferencyjną przy ul. Głowackiego 17, z przeznaczeniem na salę widowiskową, gdzie działa do dziś. Przez 65 lat odbyło się tu niemal 250 premier dla dzieci i dorosłych.

RZECZ

Mennica w Elblągu działała od czasów uzyskania praw miejskich przez miasto aż do śmierci przedostatniego króla Polski Augusta III Sasa w roku 1763. Wbrew Pacta Conventa, w 1749 roku wybił on monetę koronną bez zgody sejmu. Podjął taką decyzję, ponieważ na rynku brakowało polskiej monety i panowała kompletna anarchia pieniężna. Pierwszymi monetami wybitymi na polecenie Augusta III Sasa były miedziane szelągi i grosze. Szelągi były monetami o najniższej wartości równej 1/3 grosza. W elbląskiej mennicy bito też szóstaki, trojaki, złotówki oraz złote dwudukaty. Przykładową monetą bitą w mieście jest pochodzący z elbląskiej mennicy szeląg z 1763 roku. Na awersie monety znajduje się ukoronowany monogram królewski A3R, który rozdziela datę 1763. Na rewersie pod rozetką został umieszczony napis SOLID CIVITAT ELBING w trzech wersach, pod nim znajduje się herb miasta, który rozdziela napis I C S. Był to inicjał Justusa Karola Schrödera – zarządcy elbląskiej mennicy w latach 1762–1763. Monety zostały odnalezione podczas odgruzowywania piwnic przedwojennego muzeum w Elblągu, w spalonej kasie pancernej.

1763 r.

1978 r. Wyszperała w historii: Beata Waś, obraz: teatrlalek.olsztyn.pl, portel.pl, Marta Ankiersztejn, Muzeum Sportu w Olsztynie

107


KRĘCILI TU

KRĘCILI TU: LINCZ FILMY, KTÓRE POWSTAŁY NA WARMII I MAZURACH

TRYBY MACHINY

W mazurskiej wsi zamordowany zostaje 60-letni mężczyzna – tak rozpoczyna się film „Lincz” z 2010 roku. W morderstwo zamieszanych jest sześciu miejscowych. Denat to recydywista, który przez lata terroryzował okoliczne wsie i jej mieszkańców. Miejscowi, dotychczas niekarani, oskarżeni o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem, zostają wchłonięci w tryby bezwzględnej machiny śledczej i sądowniczej. Mieszkańcy wsi, na czele z rodzinami oskarżonych, stają do walki o ich uniewinnienie. Film rozwija równolegle dwa wątki: historię prześladowania mieszkańców oraz śledztwo i proces sprawców samosądu.

ŻYCZLIWOŚĆ MEDIÓW

UŁASKAWIENIE

108

Fabuła „Linczu” nawiązuje do prawdziwego zdarzenia. 1 lipca 2005 roku we Włodowie znaleziono ciało Józefa Ciechanowicza, który spędził 34 lata w zakładach karnych. Po dwóch dniach śledztwa aresztowano sześciu mężczyzn, w tym trzech braci Winek, i postawiono zarzuty m.in. zabójstwa. Po interwencji ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry 7 listopada 2005 roku oskarżeni zostali zwolnieni z aresztu, a w grudniu 2009 roku prezydent Lech Kaczyński podpisał akt łaski wobec braci skazanych za zabójstwo.

WSZYSTKO OPOWIEDZIANE

Pierwsza nieoficjalna projekcja filmu z udziałem reżysera i pierwowzorów postaci odbyła się w domu najstarszego z braci we Włodowie. Jego żona Marlena Winek była poruszona faktem, że jej męża gra przystojny aktor Leszek Lichota. Relacje oskarżonych miały duży wpływ na kształt scenariusza. Po projekcji reżyser usłyszał od nich słowa uznania: „nareszcie wszystko zostało powiedziane”.

Zdjęcia realizowano na przełomie maja i czerwca 2010 roku w sądzie w Olsztynie, więzieniu w Barczewie, Dźwierzutach i Bartołtach Wielkich. Statystami byli ich mieszkańcy. Ekipa filmowa mieszkała w Hotelu Gromada w Olsztynie. Twórcy podkreślali w wywiadach życzliwość lokalnych mediów i firm przy realizacji filmu. Policja natomiast, w obawie, że film przedstawi jej pasywność – jak twierdzi reżyser – nie ułatwiała pracy.


KRĘCILI TU

DEMONICZNY MANIPULATOR

Niebezpiecznego recydywistę gra Wiesław Komasa („Belcanto”, „Leszczu”, „Sala samobójców”). Jego bohater to ukształtowany przez 34 lata więzienia demoniczny manipulator. Grzeczny i miły, atakuje dopiero wtedy, gdy perswazja nie działa. Potrafi wykreować wokół siebie atmosferę strachu. Komasa za kreację w „Linczu” został wyróżniony nominacją do Złotej Kaczki. Film został nagrodzony Grand Prix „Wielkim Jantarem” Koszalińskiego Festiwalu Debiutów „Młodzi i Film” w 2010 roku, nagrodą za debiut aktorski w roli głównej dla Leszka Lichoty na tym samym festiwalu, a także Nagrodą Specjalną Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Filmowej „Prowincjonalia” we Wrześni (2011).

GRZECH ZANIECHANIA

„Lincz” to debiut Krzysztofa Łukaszewicza (reżyseria i scenariusz), dziennikarza i filmowca, który rozpoczął przygodę z filmem na planie „Ogniem i  mie c zem” J er zego H of f mana . Ze względu na podobną genezę powstania i cel, film był porównywany przez krytyków z „Długiem” i „Domem złym”. – To mocna historia z życia, z wyraźnie zaznaczonymi stronami konfliktu: sprawiedliwi przeciw recydywiście, obojętność organów państwowych. Temat z pierwszych stron gazet, który poruszył całą Polskę, w tym mnie – mówił reżyser w wywiadzie udzielonym Bogumiłowi Osińskiemu, szefowi WMFF. – Film traktuje o grzechu zaniechania obowiązku dbania miasta o wieś, co sprowadza się do pozostawienia prowincji samej sobie i przyzwolenia na patologie, jakie się na niej rodzą.

POSTAĆ Z PROWINCJI

Obecność Izabeli Kuny na planie w symboliczny sposób łączy film Łukaszewicza z „Długiem”, który utorował jej drogę do sławy. Aktorka wcieliła się w postać Jagody Słoty, jednej z ofiar recydywisty, która kontrastuje z jej wcześniejszymi wcieleniami choćby z filmu „Lejdis”. Sceniczną metamorfozę dopełnia język – aby uzyskać wiarygodność, aktorka mówi nie do końca czystą polszczyzna, łamiąc intonację, szyk zdania i dialogi, by w ten sposób zbliżyć się do postaci z prowincji. Wymowę i specyficzne akcentowanie dopełnił jej nerwowy sposób poruszania się. Słowem: aktorski kunszt.

109

 Tekst: Beata Waś, konsultacje merytoryczne: Bogumił Osiński Obraz: materiały prasowe Mecenas projektu:

Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy wspiera twórców realizujących w regionie filmy fabularne i seriale telewizyjne, dokumenty i animacje. Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych Olsztyn, ul. Parkowa 1 www.funduszfilmowy.warmia.mazury.pl


W DOBRYM TOWARZYSTWIE

LISTA OBECNOŚCI MADE IN

Obraz: Przemysław Skrzydło

MOŻNA NIGDZIE NIE BYWAĆ, ALE JEŚLI BYWAĆ, TO TAM…

GODNOŚĆ I REŻYSERSKA WIRTUOZERIA Olsztyn, 9–13 października 2018

Międzynarodowego Konkursu Koprodukcji Filmowych i nagroda finansowa Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego dla dystrybutora, przypadły filmowi „Fokstrot” w reżyserii Samuela Maoza. W opinii jury to wirtuozersko wyreżyserowany, błyskotliwie skonstruowany i eklektyczny gatunkowo film o miłości, śmierci, rodzicielstwie i wojnie. Nagrodę Publiczności otrzymał film „Jeszcze dzień życia”, w reżyserii Raúla de la Fuente, Damiana Nenowa. Grand Prix Konkursu Filmów Krótkich oraz Nagrodę Jury Warmii i Mazur otrzymał „Dziku” w reżyserii Kamili Chojnackej, a Nagrodę Specjalną za Najlepszy Debiut odebrał David Tejer, reżyser filmu „Ukołysz mnie”.

ELEKTROTECHNICZNE REGATY

GWIAZDY I TULIPANY

Do ostatniego wyścigu sprawa kolejności pierwszej trójki była nierozstrzygnięta. Spore emocje towarzyszyły finałom II Regat Branży Elektrotechnicznej ERKO Sailing Cup, które odbyły się na Jeziorze Ukiel. Piękna żeglarska pogoda pozwoliła rozegrać sześć wyścigów w klasie Omega Standard. Wśród 15 drużyn najlepiej wiatr w żagle łapała załoga firmy TIM S.A. Regaty ERKO Sailing Cup organizowane przez firmę ERKO z Jonkowa, powstały z myślą o pasjonatach żeglarstwa reprezentujących firmy produkcyjne i dystrybucyjne z branży elektrotechnicznej.

Bez wątpienia – nie ma w regionie obiektu, który byłby świadkiem tylu wzruszeń, emocji i łez radości. Kultowa hala widowiskowo-sportowa Urania świętowała 40-lecie w sportowo-artystycznym klimacie. Urodziny pod hasłem „Wspomnień czar” przyciągnęły dawne gwiazdy piłki ręcznej i siatkówki (zagrali dwa emocjonujące sety), bo to chyba za sprawą tych dwóch dyscyplin kopuła „Uranii” trzęsła się od dopingu kibiców najbardziej. Wydarzenie rozpoczął pokazowy mecz pierwszoligowych szczypiornistów Warmii Energa Olsztyn i Wybrzeża Gdańsk. Przecież to te zespoły zainaugurowały działalność hali 10 września 1978 roku. Oprawę muzyczną uświetnił młodszy od jubilatki o siedem lat zespół „Czerwony tulipan”.

110

Obraz: OSiR

Obraz: arch. Erko

Taka porcja dobrych filmów zdarza się w Olsztynie tylko raz w roku. Wyselekcjonowane koprodukcje pokazały współczesny świat w pigułce: wojny i wykluczenie, ale też wolność, przyjaźń i nadzieję. Prawie 30 filmów fabularnych, dokumentów i animacji zaprezentowała piąta edycja WAMA Film Festival odbywająca się w Multikinie. Łączył je temat wielokulturowości, doskonały warsztat i uznanie krytyków. Seanse, których hasłem przewodnim była godność, obejrzało około cztery tys. widzów. Ponad 150 osób wzięło udział w warsztatach filmowych podczas których powstało 12 reklam, obrazów społecznych, krótkich dokumentów i reportaży. Grand Prix

Olsztyn, 29 września 2018

Olsztyn, 9 października 2018


Obraz: Janusz Białas

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

BABSKI ROZWÓJ I MARZENIA Olsztyn, 12–14 października 2018

plebiscytu internautów i kapituły konkursu. Tytuł przypadł Angelice Stawisińskiej, choreografce, animatorce kultury i instruktorce. Kapituła składająca się z wszystkich dotychczasowych uczestniczek konkursu BabaFest (2015–2017) przyznała również wyróżnienie ex aequo Annie Mikicie oraz naszej redakcyjnej koleżance Adze Kacprzyk. Dochód z festiwalu przeznaczony jest na cele Fundacji Mam Marzenie. A organizuje go pięć spełnionych, aktywnych, szczęśliwych kobiet, świadomych, że życie to ciągły rozwój. Osiem lat temu połączyły potencjał i zaprosiły inne kobiety do działania, rozwijania pasji, aktywności, rozwoju osobistego.

BRZEZINA W ROCZNICĘ WAJDY

CZARY MARY CAMRY

Jeśli jest kino konesera, to był i wieczór konesera. Tomasz Śrutkowski, olsztyński wydawca, filmoznawca i dokumentalista, w drugą rocznicę śmierci Andrzeja Wajdy zorganizował w olsztyńskim CEiIK wystawę fotograficzną „Na planie filmu Brzezina” (48 lat temu był tam jako fotograf). Z tej okazji wydał też album „Za kamerą Andrzej Wajda”. Uroczystość poprzedziła projekcja „Brzeziny”, a potem uczta – spotkanie z głównymi aktorami dzieła Danielem Olbrychskim i Olgierdem Łukaszewiczem, a także drugim reżyserem Janem Budkiewiczem, który – opowiadając o pełnym zwrotów i zaskakujących zmian stylu pracy mistrza Wajdy – zacytował jego słowa: bo film powstaje w trakcie kręcenia filmu.

Nie wiemy czy każdego dnia w serwisie Toyoty jest tak imprezowo, ale tego wieczoru wiele się tu działo. Olsztyński diler Mir-Wit z huczną oprawą odsłonił najnowszy model – Toyotę Camry, która na europejski rynek powróciła po 14 latach nieobecności. Ale nim hybrydowy i luksusowy samochód odsłonił swoje oblicze, i piękne tancerki, i zespół Electric Trio wprowadziły atmosferę pożądania. Potem pojawił się iluzjonista Pan Li, który ze sztuczkami wszedł zwyczajnie w towarzystwo gości. Kiedy ciekawscy trzymali się za portfele, ginęły im… obrączki. Jak to możliwe? Pierwsi klienci odbiorą Camry w lutym. Cena 218-konnej hybrydy zaczyna się od 140 tys. zł.

Obraz: Mariusz Feliński

Obraz: JAQ Jakub Oleszek

Potężny zastrzyk energii. Ten kto wziął udział w Festiwalu Rozwoju i Inspiracji BabaFest, nie zatrzyma już procesu zmian w swoim życiu. Tegoroczna edycja wydarzenia to 50 spotkań i warsztatów, w których wzięło udział ponad 1500 uczestników. Odkryli tajniki dzikiej kuchni, sposoby na walkę z chorobą Hashimoto, poznali terapię stresu metodą TRE, rozciągnęli się na stretchingu czy nauczyli oddychać i stymulować ciało według chińskiej techniki quigong. Całość otworzyła inauguracyjna gala w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej z koncertem Alicji Majewskiej i Włodzimierza Korcza. Tradycyjnie wręczono tytuł BabaFest 2018 laureatce

Olsztyn, 9 października 2018

Olsztyn, 11 października 2018

111


Obraz: Szymon Łaszewski

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

ONE – „BOGINIE JEDZENIA”

Wzgórza Dylewskie, 19–21 października 2018 zaproszeni przez nich przyjaciele po fachu: Agnieszka Wilbrandt, szefowa kuchni restauracji Oranżeria w Hotelu SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie z Sylwią Stachyrą i Mariolą Monczak. Zinterpretowały zebrane receptury i przygotowały autorskie dania zaserwowane podczas wyjątkowej kolacji „ONE” (wiadomo, prym wiodły właśnie one – panie). Dopełnieniem wieczoru w urokliwej Sielance były wina dobrane przez sommeliera i towarzyszące im ciekawostki i anegdoty. Nastrój? Wpisał się w hasło tegorocznej edycji „Różnorodność w życiu, jedność w kuchni”. Bo od wieków wiadomo, a często umyka to w codzienności, że kuchnia łączy i integruje, niezależnie od płci, wieku, narodowości, zawodu i pochodzenia. Wydarzenie wsparła Gmina Ostróda.

KLASYKI PRZEZ 100 LAT

ODPOWIEDZIALNI I WZOROWI

Na zdjęciach, na płótnach i na żywo – klasyczną motoryzację można było podziwiać na wiele sposobów. Siódmy sezon działalności tradycyjną wystawą zwieńczyli pasjonaci zabytków skupieni wokół Olsztyńskiego Klubu Motorowego im. Mariana Bublewicza. Wśród przeszło 60 wystawionych pojazdów (najstarszy Packard z 1928 roku) były też gościnne załogi w klasykach z Warszawy (urokliwe Saaby 96), Kaliningradu i Litwy. W tym roku wystawa wpisała się w 100-lecie niepodległości, więc zaprezentowane obrazy klubowiczów Antoniego Letkiego i Krzysztofa Tanajewskiego, zafundowały szybką wycieczkę po historii motoryzacji i motorsportu. A wernisaż zdjęć „Klasyk na Warmii i Mazurach” – po regionie.

O ten zaszczytny tytuł przyznawany przez marszałka województwa ubiegało się w tym roku ponad 60 firm. A statuetką „Żagle Warmii i Mazur” nagradzane są te, które wyróżniają się najlepszymi produktami lub usługami oraz stosowaniem dobrych praktyk zarówno wobec pracowników, jak też kontrahentów. Jury oceniało kandydatury w trzech kategoriach: Najlepszy Produkt i Usługa Warmii i Mazur, Warmińsko-Mazurska Nagroda Jakości oraz Przedsiębiorstwo Odpowiedzialne Społecznie WaMaBoss, w której nagrodzony został magazyn MADE IN Warmia & Mazury. Ta kategoria promuje postawy w biznesie, które są przykładem dobrych praktyk oraz wzorem i modelem postępowania dla innych przedsiębiorstw.

112

Obraz: arch. UM WM

Obraz: Rafał Radzymiński

A gdyby tak wziąć udział w podróży po smakach Mazur? Cykliczny projekt kulinarny Dr Irena Eris Tasty Stories po raz drugi zafundował smakoszom taką właśnie wyprawę. To historie opowiedziane smakiem o lokalnych producentach, których produkty wytworzone z poświęceniem i pod wpływem emocji, trafiają do hotelowych restauracji (tym razem bohaterami były kobiety – lokalna hodowczyni kóz i właścicielka serowarni oraz producentka ekologicznych warzyw). To także historie o pracownikach i szefach kuchni Hoteli SPA Dr Irena Eris i ich pasji gotowania. Taki właśnie ma być projekt – poszukiwaniem smaków, które na talerzu przekażą Mazury w zaskakującej odsłonie. Całość wieńczą wybitni szefowie kuchni z Hoteli SPA Dr Irena Eris oraz

Olsztyn, 13 października 2018

Olsztyn, 15 października 2018


Obraz: arch. UM WM

Obraz: Mateusz Naumowicz

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

CICHOSZA PO CERTYFIKATACH

W SOMBRERO I Z GESTEM

Grzegorz Turnau z zespołem rozkręcili jubileuszową, X galę Produkt Warmia Mazury. Jego niepodrabialny styl muzyczny okraszony błyskotliwymi komentarzami był zwieńczeniem wieczoru podczas którego marszałek województwa Gustaw Marek Brzezin wręczył firmom certyfikaty. Otrzymują je podmioty funkcjonujące na Warmii i Mazurach i wyróżniające się wysokiej jakości świadczeniem usług, wytwarzanych produktów oraz organizacją wydarzeń. Mając certyfikat (od 2014 roku uzyskało je już około 300 firm), uzyskuje się tym samym prawo do promowania swoich produktów i usług trójkolorowym logotypem. On z kolei pomaga mieszkańcom regionu w promowaniu postaw konsumenckiego patriotyzmu.

„La noche de las muertas” – nie trzeba było znać hiszpańskiego, bo i goście, i sala dobitnie to wyjaśniły. Noc umarłych w meksykańskim klimacie był motywem przewodnim V Charytatywnego Balu Halloween zorganizowanego przez Rotary Club Olsztyn Varmia. Impreza dofinansowała tym razem grant rotariański 2018 Wyposażenie Kuchni Społecznej. Z licytacji fantów uzbierano 18 639 zł (z czego połowę z mrocznego w treści i wielkiego z formatu obrazu Roberta Listwana). Wydarzenie tradycyjnie było popisem fantazji w przebieraniu się pod motyw przewodni balu, więc niemal 200 gości w klimatycznych murach magazynu Banku Żywności miało gwarancję przedniej zabawy.

KONFERENCJA Z MEBLAMI

KRÓTKI FILM O KOSMITACH

Jesteśmy w tej dziedzinie potentatami, więc warto wiedzieć jak rozwiniemy się w niedalekiej przyszłości. Konferencja w Centrum Wdrażania i Promocji Innowacji „Przemysł drzewno-meblarski na Warmii i Mazurach – perspektywy inteligentnej specjalizacji” ściągnęła najważniejszych w branży. Przedstawiciele firm związanych z produkcją i przetwórstwem drewna, a przede wszystkim producenci mebli dyskutowali o ekspansji zagranicznej, grantach na transfer technologii, automatyzacji produkcji meblarskiej, prawach własności intelektualnej oraz marketingu targowym. Organizatorem wydarzenia był Samorząd Województwa Warmińsko-Mazurskiego, zaś partnerem Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli.

Twórca słynnego „Olsztyn kontratakuje” po raz kolejny zaskoczył fanów kosmitów. Po niespełna pięciu latach pracy (oczywiście po tzw. godzinach), zajmujący się zawodowo grafiką animacyjną olsztynianin Piotr Baluta zadebiutował na wielkim ekranie. Dzięki gościnności kina Helios pięciominutową premierową odsłonę „Kosmicznej roboty” obejrzała setka widzów (kolejne tysiące musiały czekać na premierę na kanale youtube). Pogadanka z twórcą tuż po seansie próbowała przybliżyć tajniki ożywiania na ekranie wymyślonych ludzików, ale ze względu na zbyt zaawansowany stopień materii, jak i samego przedstawienia jej, nie pozostało nic innego, jak puścić krótki film raz jeszcze.

Olsztyn, 27 października 2018

Obraz: arch. WM UM

Obraz: arch. Piotr Baluta

Olsztyn, 19 października 2018

Olsztyn, 29 października 2018

Olsztyn, 8 listopada 2018

113


Obraz: Portal Moto3m

Obraz: Rafał Radzymiński

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

CERTYFIKAT OD SYNA GENERAŁA

GWIAZDA X5 I ÓSMY CUD BMW

Taka lekcja historii dla młodzieży trafia się raz na 100 lat. Z okazji jubileuszu odzyskania niepodległości, Związek Piłsudczyków RP Oddział Olsztyn zaprosił na uroczystość w Auditorium Maximum WSIiE TWP Piotra Sosnkowskiego, ostatniego żyjącego syna gen. Kazimierza Sosnkowskiego (najbliższego współpracownika Józefa Piłsudskiego). Po świetnym wstępie o historii generała w wykonaniu prowadzącego uroczystość Andrzeja Kalitowicza, 84-letni dzisiaj Piotr Sosnkowski wręczył certyfikaty czterem szkołom z regionu promującym patriotyczne postawy. Docelowo otrzyma je 168 szkół w kraju – tyle żołnierzy liczyła bowiem Pierwsza Kompania Kadrowa stanowiąca zalążek Wojska Polskiego, którą w 1914 roku powołał Józef Piłsudski.

Przy jazzowo-folkowych nutach hostessy odsłaniały premierowe BMW X5, kiedy to okazało się, że grająca szóstka muzyków, właśnie z tejże nowości wysiada. W olsztyńskim salonie BMW Zdunek zaprezentowano dwie gorące nowości. Prócz najważniejszego w gamie mocarnego X5, jaśniej mogła świecić tylko jedna gwiazda – powracająca na rynek seria 8 coupe. Tego ważnego wieczoru prezes spółki Tadeusz Zdunek uchylił też rąbka tajemnicy o planach na salon kolejnej marki w Olsztynie. Wydarzenie poprowadził popularny komentator sportowy i zarazem ambasador marki BMW Zdunek, Mateusz Borek, którego w sprawach czysto samochodowych wspomagał dziennikarz motoryzacyjny, czyli naczelny MADE IN Warmia & Mazury.

PIĘKNY UŚMIECH Z FOTOBUDKI

O BIZNESIE NAD JEZIORAMI

Z taką oprawą przywykliśmy raczej do nowo otwieranych klubów rozrywkowych. Ale widać, że tu szczególnie wszystkim było do szczerego uśmiechu. Gabinet stomatologiczny Alfa Dental odsłonił po przeprowadzce nowe miejsce w którym przyjmuje pacjentów. I już nie tyle o poziom gabinetu chodzi (a robi wrażenie), co o najnowszą technologię, dzięki której można korygować uśmiechy, i to dosłownie. Tego dnia jednak nie skanery i tomografy szły w ruch, a robiąca zawsze furorę na towarzyskich wydarzeniach fotobudka. Właściciele, Anna Dudzińska-Filkiewicz i Zdzisław Filkiewicz, zebrali tego dnia niezłą księgę z wklejonymi pamiątkowymi zdjęciami przyjaciół i klientów.

Ta konferencja gromadzi czołowych ekspertów branży, którzy poruszą najważniejsze i najbardziej interesujące tematy związane z biznesem na terenie Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Od środowisk naukowych, przez praktyków biznesu, samorządy, po branżowe media. Cel wiadomy: wyznaczanie kierunków rozwoju dla regionu. Wśród panelistów i prelegentów także twórcy MADE IN Warmia & Mazury o sposobach budowania marki regionu. Inicjatorem cyklu trzech konferencji „Mazury to biznes” jest Stowarzyszenie Wielkie Jeziora Mazurskie 2020. Po wcześniejszych spotkaniach w Piszu, obecnym w Giżycku, finał w samym sercu krainy jezior – zaplanowana na czerwiec konferencja w Mikołajkach.

Olsztyn, 22 listopada 2018

114

Obraz: Michał Zdanowicz

Obraz: Andrzej Bugajski / Rebel Artistry

Olsztyn, 13 listopada 2018

Olsztyn, 23 listopada 2018

Giżycko, 27–28 listopada 2018


FOTORELACJA

ŚWIĘTO ADWOKATURY Z FILMOWĄ NUTĄ Izba Adwokacka w Olsztynie uczciła jubileusz 100-lecia Polskiej Adwokatury. Uroczystości 6 października rozpoczęły się od mszy koncelebrowanej w bazylice konkatedralnej św. Jakuba w Olsztynie przez Arcybiskupa Metropolitę Warmińskiego dra Józefa Górzyńskiego. Dalsza czę ść obchodów odbyła się w  f ilha rm onii . G al ę ot wor z ył a dw. Stefan Salamon, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Olsztynie, który w barwnym i ciekawym wystąpieniu wskazał na wielką rolę adwokatów polskich w budowaniu niepodległej Polski oraz w walce o praworządność i demokrację. Wymienił szereg powszechnie znanych z historii adwokatów. Do jubileuszu nawiązywali adw. Jacek Trela, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, Gustaw Marek Brzezin, marszałek województwa warmińsko-mazurskiego i Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna.

116


FOTORELACJA

Wśród gości byli przedstawiciele władz i zawodów prawniczych oraz adwokaci i aplikanci z izby olsztyńskiej oraz innych izb. Wydarzeniem gali był dedykowany adwokatom koncert filharmoników warmińsko-mazurskich pod batutą dyrektora Piotra Sułkowskiego, przypominający najwybitniejsze dzieła muzyki filmowej. Obchody 6 października nie były jedynym wydarzeniem zorganizowanym pr zez O krę gową Rad ę Adwokacką w Olsztynie z okazji okrągłego jubileuszu. Wcześniej rada zorganizowała Rejs Adwokacki po Jezioraku oraz turniej prawniczy Toga Golf na polu w podolsztyńskich Naterkach i przeprowadziła Mistrzostwa Polski w Brydżu Sportowym.  Tekst: adw. Jerzy Dobrzański, wicedziekan ORA w Olsztynie, obraz: Michał Zdanowicz

117


FOTORELACJA

UGOŚCIĆ HOTELARZA OSTRÓDA – PRZYSTANEK DLA BRANŻY TURYSTYCZNEJ

118

Poza dobrym standardem zakwaterowania w czasie podróży, turyści poszukują unikalnych doświadczeń, emocji i wzruszeń. Większego znaczenia nabiera już nie to co luksusowe, ale to co autentyczne, lokalne i wyjątkowe – podkreślił Krzysztof Jędrocha, prezes zarządu Harmony Polish Hotels (HPH) podczas posiedzenia Rady Hoteli, najwyższego organu statutowego Fundacji HPH. Spotkanie odbyło się w ostródzkim hotelu Willa Port Art & Business. Harmony Polish Hotels to największe w Polsce konsorcjum marketingowe, które wspiera polskie hotele niezależne w budowaniu i umacnianiu konkurencyjnej pozycji na rynku. Jest wynikiem połączenia 20-letniego doświadczenia Polish Prestige Hotels oraz dziedzictwa polskich hoteli historycznych Heritage Hotels Poland. Zrzesza obecnie ponad 40 niezależnych hoteli o zróżnicowanym charakterze i zlokalizowanych na terenie całej Polski. – To dla nas ogromne wyróżnienie, bo należymy do grupy zaledwie od roku – mówi Elżbieta Lendo, prezes Willa Port Art & Business. – I jednocześnie wyzwanie, by należycie ugościć wymagających właścicieli i dyrektorów hoteli z całej Polski. A ich opinie potwierdzają tylko, że ostródzki hotel trzyma poziom równy z najlepszymi w kraju. – Wiele podróżuję, a do tego będąc w hotelach zwracam uwagę na najdrobniejsze detale i jakość obsługi. Willa Port to miejsce dopracowane w najdrobniejszych detalach – przyznała Małgorzata Dobrowolska, dyrektorka hotelu Grand Sal w Wieliczce. – To szalenie imponujące i inspirujące dla mnie jako hotelarza. Prezes Krzysztof Jędrocha również nie krył się z pozytywną opinią: – Jesteśmy bardzo mile zaskoczeni nie tylko jakością obsługi hotelu, ale całą atmosferą. Do tego lokalizacja obiektu jest fantastyczna. Dwudniowe spotkanie grupy poświęcone było głównie strategii marketingowej HPH – konsorcjum niedawno zmieniło nazwę i logotyp. Przedstawiono też plany na kolejne sezony, zaś w prelekcjach i wykładach ekspertów branży wystąpili m.in. prof. Henryk Mruk, dr Jacek Pogorzelski czy Maciej Bielaczyk. Program poszerzono też o warsztaty dedykowane pracownikom sprzedaży i marketingu hoteli Harmony, m.in. z zakresu praktyk hotelowego marketingu czy optymalizacji sprzedaży.  Fotorelacja: Zbigniew Cybulski


FOTORELACJA

fot. Mariusz Zadroga

DRIFT, STUNT I BICEPS BURNEIKI

120

Napisać kilka zdań o tym wydarzeniu, to jakby opowiedzieć komuś jak leciało się rakietą. Można jedynie spróbować. Auto Land Expo to wydarzenie przesycenie emocjami, adrenaliną, pasją i wrażeniami na wielu motoryzacyjnych płaszczyznach. Lider dystrybucji części samochodowych na północno-wschodnim rynku – Auto Land, raz na dwa lata organizuje święto dla branży. Motorshow przed halami Expo Mazury to istny popis szaleńców, którzy udowadniają, że można przekroczyć prawa fizyki: stunt, drift, moto trial czy freestyle motocross (podczas salta w powietrzu puścić się od maszyny – kosmos!). Przez sobotni dzień 6 października Auto Land Expo odwiedziło 12 tys. osób. Halę wypełniły branżowe stoiska obrazujące istotę funkcjonowania podzespołów samochodu. Ale też nowości samochodowe, niespotykane auta zabytkowe, motoryzacyjne atrakcje dla dzieci. A do tego plejada znanych postaci: prowadzący Patryk Mikiciuk i Adam Kornacki, na stoiskach opowiadający z pasją Maciej Wisławski czy Adam Klimek, a za sterami kilkusetkonnych maszyn Karolina Pilarczyk i Tomasz Kuchar. A największa kolejka była do „hardcorowego koksa”, czyli kulturysty Roberta Burneiki – któż nie chciałby selfie z 60-centymetrowym bicepsem. Mocy było więc pod dostatkiem.  Fotorelacja: Dariusz Konieczka


NAPISY KOŃCOWE

NAPISY KOŃCOWE wykonywany zawód moje miejsce na Warmii

MIŁOSNY

(malarz i plakacista – red.)

JEZIORO WULPIŃSKIE

Kiedy mijam ulicznego grajka… w połowie przypadków daję kasę.

Nie cierpię zapachu… po fanatyczno-patriotycznych wzdęciach.

Gdy stoję w korku… myślę z kim i gdzie odkorkować butelkę szampana.

Moje kolejne urodziny… serdecznie zapraszam z prezentami.

Ostatnie 10 zł wydałbym… na los na loterii.

Chciałbym zobaczyć świat oczami… muchy plujki.

Jeszcze raz przeczytałbym… „Kandyda” Voltaire, najchętniej w oryginale, ale nie znam francuskiego.

Lubię w sobie… stan permanentnego zadziwienia.

Za kierownicą jestem… Mr. Hyde. Gdy zaczyna się weekend… nie dostrzegam różnicy między nim, a dniem powszednim. Na Warmii i Mazurach znajomych zabrałbym do… surprise! surprise! ul. Adama i Ewy 64, ale nie zdradzę miejscowości.

122

RAFAŁ OLBIŃSKI

Komfortowo czuję się… w ciepłym morzu w tropikach. Cofając czas, chciałbym zostać… sobą samym, tylko wcześniej. W kieszeni muszę mieć… gumę do żucia. Rano w lustrze… dziwię się, że ten stary pierdziel to ja.

Najchętniej wystąpiłbym w reklamie… filmu pornograficznego.

W kolejce do kasy… myślę o rocznicy chrztu Polski.

W portfelu mam… nie mam portfela, noszę luzem trochę banknotów.

Płakałem ostatnio… na filmie „Coco”.

Ulubione zdjęcie to… z krzyża autorstwa Rogiera van der Weydena.

Nie chciałbym stracić… ochoty na podejmowanie ryzyka.

Nigdy nie ubiorę… stringów (chyba).

Zawstydzam się… głupotą elit politycznych.

Kiedy kupuję papier toaletowy… myślę o suszonych śliwkach.

Zawsze podziwiałem… odwagę cywilną.

Obejrzę się na ulicy… za parą pięknych nóg. W starym piecu diabeł pali.

Mój ulubiony ciuch… kimono.

Nie odbiorę telefonu od… siebie samego, nie mam sobie nic do powiedzenia.

Ostatnio przeczytałem… „O tyrani” Timothy Snydera.

27 złotych… kojarzy mi się z teorią względności Einsteina.

Chciałbym mieć obraz… swój własny, ale mnie nie stać.

W kuchni zawsze wyjdzie mi… bokiem, znaczy jajecznica z boczkiem.

Najdłuższy dystans jaki przebiegłem to… 1 km i omal nie umarłem.

Ostatnio rowerem pojechałem… muszę się wreszcie nauczyć jeździć.

Na wyprzedaży kupiłem ostatnio… egzemplarz pierwszego wydania „Baśni” Andersena.

Nigdy nie odmówię sobie… pacierza.

Podgłaszam radio gdy… zaczynam rozmawiać sam ze sobą.

Przez jeden dzień chciałbym być… wenecką kurtyzaną.

Z menu nigdy nie wybiorę… najtańszego i najdroższego wina.

Obraz: Jacek Poremba

imię i nazwisko


MADE IN Warmia & Mazury / 32 / grudzień 2018 - styczeń 2019  

MADE IN Warmia & Mazury to 100-stronicowa wizytówka naszego regionu, która co dwa miesiące trafia do ludzi twórczych, ambitnych i poszukując...

MADE IN Warmia & Mazury / 32 / grudzień 2018 - styczeń 2019  

MADE IN Warmia & Mazury to 100-stronicowa wizytówka naszego regionu, która co dwa miesiące trafia do ludzi twórczych, ambitnych i poszukując...

Advertisement