MADE IN Warmia & Mazury / 30 / sierpień-wrzesień 2018

Page 1

magazyn lifestylowy

bezpłatny

numer 30

sierpień–wrzesień 2018

ISSN 2353-2408 www.madeinwm.pl

ANITA LIPNICKA

A MOŻE NAGRAĆ COŚ POD NOWYM NAZWISKIEM?

MARIUSZ KORPOLIŃSKI

MÓJ ULUBIONY CIUCH TO KALOSZE NA RYBY

MARCIN

MELLER

JANUSZ ANDRZEJEWSKI POPŁYNĄŁEM Z AUTO LANDEM Z PRĄDEM RZEKI

Z BUTA PO GRUNWALD 08/09


15 EKSKLUZYWNYCH APARTAMENTÓW Z TARASAMI I WIDOKIEM NA JEZIORO Tomaszkowo – 10 min do Olsztyna / Piękny widok na jezioro / Obszerne tarasy o pow. 16m2 / Mieszkania 48 m2 i 74 m2 / Ceny od 5.290 zł/m2 netto / Możliwość całkowitego odliczenia VAT / Miejsce parkingowe w cenie / Termin realizacji III kw 2018

502 067 997 / sprzedaz@ama-bud.pl / 22 302 06 01 / www.ama-bud.pl


MAGAZYN LIFESTYLE’OWY O WARMII I MAZURACH LIMITOWANY. RĘCZNIE PISANY. BEZCENNY.

DZIEŃ DOBRY „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań, złap w żagle pomyślne wiatry i podróżuj, śnij, odkrywaj”. Pewnie czytaliście już kiedyś te słowa Marka Twaina, ale co jakiś czas warto przypomnieć sobie coś dopingującego, by właśnie nie zasiedzieć się w swojej bezpiecznej przystani. Postacie, którymi tak bardzo lubimy się w życiu inspirować, dowodziły, że geniusz i potęga tkwią w śmiałości. A przeciwieństwem śmiałości jest bezczynność. Jak zatem odnaleźć w sobie grunt podatny na te wartościowe bodźce? Sądząc po pęczniejących w księgarniach półkach z pozycjami dotyczącymi rozwoju osobistego i duchowego, odczuwamy dzisiaj większą niż kiedyś potrzebę odnajdowania wartości. Może dlatego, że – jak zauważył Dalajlama – nauczyliśmy się już zarabiać na życie, ale nie umiemy żyć. Mamy mnóstwo sieciowych znajomości, a czujemy się samotni. Otaczamy się coraz wygodniejszym światem, a mimo to brak nam czasu. Ścigamy się sami ze sobą, by więcej zarobić na niepotrzebne nowe rzeczy. Końca nie widać. Na Warmii i Mazurach powstają ośrodki rozwoju duchowego. Rytm tutejszego życia, zwłaszcza gdzieś za rogatkami, zapewne sprzyja szukaniu wewnętrznego spokoju. Gościmy w nich przyjezdnych, często z daleka. Jeśli wraca się z nich lepszym, mądrzejszym i więcej rozumiejącym, to może o krainie jezior i lasów będą kiedyś mówić jak o „dolinie krzemowej duszy”. Tu odnajdziemy siebie, własne wartości i akceptację dla innych. W tym numerze wiele rozmów i tekstów, również tych o biznesie, próbuje zahaczyć o ważną sferę naszego życia, jaką jest złapanie zdrowego balansu, by zwyczajnie lepiej układać sobie relacje z otoczeniem, współpracownikami, bliskimi. By być fair, kierować się rozsądkiem i umieć zdrowo oceniać sytuacje.

Obraz: Agnieszka Blonka

Wydawca

Redaktor naczelny


SPIS TREŚCI

TREŚĆ MADE IN 18

32

42

54

RAZ, DWA, TRZY...

006 058

WNĘTRZA

SHORT

008 060

NIERUCHOMOŚCI

KULTURA

010 062

WNĘTRZA

KOBIETA

012 064

RECENZJE

014 066

POZA GALERIĄ

016 068

POSTAĆ

018 070

W turkusie nam do twarzy

PRODUKTY

026 074

Komu biznes po rodzicach?

TURYSTYKA

028 076

Popłynąłem z prądem rzeki

PODRÓŻE

030 078

I na wozie, i podwozie

MUZEA

032 080

DOBRE MIEJSCA

034 081

GODNE UWAGI

Szybki numerek z MADE IN

Przy porannej kawie Polecamy Warmię i Mazury

Zastrzyk babskiej energii Kultura osobista

Talent w srebrnej oprawie Marcin Meller Galeria handlowa

Z fotela tego nie widać Ogień na wodzie, piwo na ulicy Boski zapach historii

Z butami w spaghetti

Boskie M

W tej stacji liczy się wnętrze

BIZNES

Wie jak biznes ze stali

84 Wydawca Auris Media Group Michał Bartoszewicz biuro@auris-media.pl www.auris-media.pl Redakcja +48 733 408 350 10-801 Olsztyn, ul. Sielska 17 redakcja@madeinwm.pl www.madeinWM.pl

BIZNES

Redaktor naczelny Rafał Radzymiński, rafal@madeinwm.pl

PRAWO

Sekretarz redakcji Jolanta Bukowska, jola@madeinwm.pl

Dobra energia zawsze wraca Jubileusz polskiej adwokatury

FINANSE

Reklama +48 733 408 350, reklama@madeinwm.pl

PRAWO I BIZNES

Prenumerata i dystrybucja +48 733 408 350, jola@madeinwm.pl

BIZNES

Patronaty +48 608 641 421, redakcja@madeinwm.pl

BIZNES

MĘŻCZYZNA I MASZYNA Profesor w piasku Sahary

AUTO

Kultura Beata Waś, beata@madeinwm.pl Skład

Strażnik filozofii jakości

Studio Gravite, Olsztyn

036 082

AUTO

Projekt graficzny Agnieszka Tańska

DOBRE MIEJSCE

038 084

AUTO

A po pracy piknik

ROZRYWKA

041 087

Salon samochodowy MADE IN

Foto Agnieszka Blonka Jakub Chmielewski Piotr Dowejko Piotr Ratuszyński Arek Stankiewicz Łukasz Wajszczyk

ROZRYWKA

042 088

AUTO

Druk

Emocje pełną gamą

CIAŁO

044 090

CAR 4 WOMAN Długoterminowy wynajem, długoterminowa satysfakcja

Przedsiębiorstwo Poligraficzne HAKUS Maria i Andrzej Kuśmierczyk sp. j.

ROZRYWKA

046 092

LISTA DYSTRYBUCJI

LUDZIE NON PROFIT

048 093

DAWNO TEMU

URODA

049 094

KRĘCILI TU

LUDZIE

050 096

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

Lista obecności MADE IN

MODA

052 100

Koncert na dwa żywioły

REPORTAŻ

054 102

Pobyć z Picasso

Dobre miejsca MADE IN

Sekrety japońskich smaków Wybryki na siódmej ulicy

W rytmie endorfin Ciało i dusza - perfect

Przyprawić życie salsą PSYjaciółka

Medycyna jakości życia

Rozmowy na schodach Męski punkt widzenia Dusza na zakręcie

Piękne widoki

SPOD IGŁY

I kto to wi(e)dział

Faraon

FOTORELACJA

NAPISY KOŃCOWE Mariusz Korpoliński

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skrótu i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za terść reklam nie odpowiadamy. Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. All rights reseved!



RAZ, DWA, TRZY…

SZYBKI NUMEREK Z MADE IN LICZBY, KTÓRYCH MOGLIŚCIE NIE ZNAĆ O... CENTAURUSIE

8527

5 600 000

8527 mkw. powierzchni będą miały biura na wynajem w inwestycji Centaurus (pierwszy biurowiec klasy A w Olsztynie) – to więcej niż wynosi powierzchnia boiska piłkarskiego, na którym rozgrywane były mundialowe mecze.

5 600 000 kg stali potrzeba będzie do wybudowania Centaurusa. Gdyby przeliczyć to na najbardziej standardową średnicę pręta zbrojeniowego o średnicy 12 mm, otrzymalibyśmy długość 6300 km. To tyle, ile wynośi odległość z Olsztyna do Montrealu w Kanadzie.

MKW. POWIERZCHNI

KG STALI

23 KM WIDOCZNOŚCI

90 000 MIESZKAŃCÓW

23 km – tak daleko będzie widać horyzont z najwyższego 18 piętra Centaurusa, które będzie 60 metrów nad ziemią. Przy idealnej pogodzie zobaczymy więc Amerykę, tę pod Olsztynkiem.

90 000 mieszkańców żyje dzisiaj w promieniu trzech kilometrów od Centaurusa. W tym obszarze znajdują się wszystkie najważniejsze instytucje oraz atrakcje Olsztyna.

9 500

37 000 M3 BETONU

WYWROTEK 9 500 wywrotek ziemi trzeba było wywieźć z miejsca, w którym usadowiono budynek wraz z podziemnymi kondygnacjami – ustawione jedna za drugą zajęłyby drogę o długości 55 km. Powstał wykop głęboki na 17 m (tyle mierzy sześciokondygnacyjny blok). 006

105 POKOI 105 pokoi będzie liczył hotel światowej sieci Hampton by Hilton, który będzie zlokalizowany w zachodniej części kompleksu Centaurus.

50 MLN EURO 50 mln euro (około 217 mln zł) będzie kosztować budowa całej inwestycji Centaurus. Znajdzie się w niej 177 mieszkań i apartamentów, hotel, biurowiec, centrum handlowo usługowe i parkingi.

Źródło: Mirosław Jaroszewicz, Dyrektor Techniczny, Inopa S.A. – deweloper inwestycji Centaurus

37 000 m3 betonu przewidziano na wykonanie konstrukcji kompleksu Centaurus. Gdybyśmy ustawili betonowozy z taką ilością betonu jeden za drugim, zajęłyby odcinek drogi o długości 26,5 km, czyli spod placu budowy do Olsztynka.

424 KM PRZEWODÓW 424 kilometry przewodów elektrycznych i teletechnicznych będzie położonych w budynku Centaurus. Można byłoby połączyć się z niemiecką granicą. Kolejnych 59 kilometrów stanowią rury sanitarne.


SHOWROOM

TO NASZA SPECJALNOŚĆ ale SALON też urządzimy

Nowość od Villeroy&Boch gresowe płyty wielkoformatowe! ul. Sikorskiego 19 |10-088 Olsztyn (Nagórki) pn-pt: 10:00-18:00 sb: 10:00-14:00 www.ceramoteka.pl


INFO

PRZY PORANNEJ KAWIE fb/filmkamerdyner

CO W TRAWIE PISZCZY (WARMIŃSKO-MAZURSKIEJ)

WYCISNĘŁA REKORD ŚWIATA

Dwa złote medale i dwa rekordy świata. Krystyna Puzio, 53-letnia sztangistka z Olsztyna z czer wcow ych Mistrzostw Europy Federacji WUAP w Pabianicach przywiozła zestaw medali. Ustanowiła rekordy w konkurencji tzw. martwy ciąg i wyciskanie na ławeczce. W maju na Mistrzostwach Świata WPA na Ukrainie również zdobyła dwa złota. Mistrzyni zaczęła trenować podnoszenie ciężarów i trójbój siłowy tuż po 50-tce.

Obraz: Łukasz Pączkowski

Obraz: fb/krystynaciezarowka/

Z pędów warmińskich sosen i miodu mazurskich pasiek, wspólnie z lodziarnią Kroczek Lody Naturalne stworzyliśmy na lato smak, o których można powiedzieć, że jest w 100 proc. regionalny. Do końca lata możecie spróbować go w lodziarniach Kroczek Lody Naturalne na olsztyńskiej starówce.

PRZEJAŻDŻKA ZA 5 GROSZY

Pobierasz aplikację, zasilasz konto, skanujesz QR kod i jedziesz. Nowoczesny system Olsztyńskiego Roweru Miejskiego ruszył 28 lipca. Do dyspozycji jest 110 rowerów w 10 punktach miasta. Pierwsze pół godziny jeździmy za darmo, za każdą kolejną minutę opłata wynosi 5 groszy. Sami decydujemy jak długo korzystamy z roweru i gdzie kończymy trasę. Prosta i nowoczesna technologia firmy Roovee, a do tego w dobrej cenie. Idealna alternatywa dla nagrzanego auta.

MISTRZOWIE W MIKOŁAJKACH

Rozgrywany w Mikołajkach od 2005 roku Rajd Polski w tym sezonie będzie przedostatnią rundą Rajdowych Mistrzostw Europy i jednocześnie ostatnią w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. Rozegrana w dniach 21–23 września 75. edycja imprezy (po Rajdzie Monte Carlo to najstarszy, istniejący od 1921 roku cykl rajdowy na świecie) będzie liczyła 15 odcinków specjalnych o łącznej długości 216 km. Wśród nowości jest liczący 9 km oes o oryginalnej nazwie Mikołajki Max. Rozpocznie się on w okolicach wsi Zełwągi, a końcówka odcinka będzie na widowiskowym Torze Mikołajki. Tak skonfigurowany odcinek nigdy wcześniej nie pojawił się na Rajdzie Polski. Zwycięzcę całej imprezy oraz mistrza Polski na sezon 2018 poznamy na uroczystej mecie na rynku w Mikołajkach o godz. 18.20 w niedzielę.

Obraz: olsztyn.eu

Obraz: www.shutterstock.com

WARMIŃSKO-MAZURSKIE, BO SOSNOWO-MIODOWE


KAMERDYNER W GDYNI

Obraz: Body Perfect

Nowy film Filipa Bajona „Kamerdyner” – zrealizowana z ogromnym rozmachem epicka saga ukazująca losy Polaków, Kaszubów i Niemców, wchodzi do kin 21 września. Na tle wydarzeń pierwszej połowy ub. wieku rozgrywa się historia zakazanej miłości. Na ekranie doborowa obsada: Janusz Gajos, Anna Radwan, Adam Woronowicz, Sebastian Fabijański. Zdjęcia do filmu trwały blisko trzy lata i realizowane były m.in w Galinach i w Pałacu w Łężanach pod Olsztynem. Film weźmie udział w Konkursie Głównym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, który rozpocznie się 17 września.

Z PODNIESIONĄ GŁOWĄ I NOWYM CIAŁEM

M i a ł e m b a rdzo s ł a b ą s a m o o ce n ę , chciałem to zmienić, ale nie wiedziałem jak. I wtedy pojawiłem się w Body Perfect. Korzystałem z porad trenera. Ciężka praca pozwoliła mi uwierzyć, że znów mogę chodzić z podniesiona głową – przyznaje Łukasz Kozoń, jeden ze zwycięzców akcji Odchudzamy Olsztyniaków 7. Do akcji zapisało się ponad 9 0 osób. B ra ł y udzia ł m .in . w warsztatach na temat zdrowego tr ybu życia, konsultacji z trenerem oraz dietetykiem, a podczas każdego treningu na siłowni Body Perfect towarzyszył im instruktor.

Obraz: Szymon Łaszewicz

INFO

KLASYCZNIE NA MAZURACH

III Mazurski Zlot Pojazdów Zabytkowych w Giżycku poszerza formułę i do samochodów z historią dołączą inne wehikuły czasu: motocykle, ciężarówki i autobusy. A wszystko w dniach 22–23 września w słynnej Twierdzy Boyen. Poprzednie edycje zachwyciły świetną towarzysko-chilloutową atmosferą. W program zlotu wpisane są stałe atrakcje: rajd turystyczny po urokliwych okolicach, konkurs elegancji, parada po mieście i spotkanie z najsłynniejszym „motoryzacyjnym” giżycczanin – Tadeuszem Jelcem, stylisty w Jaguarze. Podczas prelekcji odsłania nieco kulis tworzenia tych prestiżowych aut. Organizatorem zlotu jest Rotary Club Giżycko, więc będzie też wątek charytatywny – uzbierane fundusze zasilą miejscowy Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy.

Obraz: WAMA Film Festival

FESTIWAL Z DZIEDZICTWEM

UCZTA NR 2, WEEKEND ONE

Projekt Dr Irena Eris Tasty Stories uznany został w ub. sezonie za jedno z najciekawszych wydarzeń, które odmieniło polską gas tronomię. D ruga odsł ona op owie ś ci o sma ka ch , p ro d u k t a c h i l u d zi a c h , k tó r z y j e t wo r z ą , z a p l a n owa n a jest podczas Weekendu ONE 1 9 –2 0 p a ździe r n ika w H ote lu SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie. Tematem tegorocznej edycji jest „różnorodność w ż yciu , je d n o ś ć w k u ch ni ”. Projekt przybliża historie o lokalnych producentach, których praca przekłada się na efek t w p o s t a ci u c zciw yc h i s m a kow i t yc h p r o d u k tów w y ko r z y s t y wa nyc h p r ze z s ze fów kuchni Hoteli SPA . Spotkanie ma charak ter ot war t y, a c a ł o ś ć z w i e ń c z y e k s k l uz y w n a Kolacja ONE, którą w sobotni wieczór wydadzą trzy niezwykłe szefowe kuchni. Więcej na: DrIrenaErisTastyStories.com

Projekcje filmowe, warsztaty, spotkania promujące wartości związane ze wspólnym funkcjonowaniem różnych grup etnicznych, społecznych czy religijnych – takie jest założenie WAMA Film Festival, którego piąta edycja odbędzie się 9–13 października. – Festiwal nabiera charakteru kuźni młodych talentów wiążących swoją przyszłość z filmem oraz działalnością w szeroko rozumianej kulturze – mówi Maciej Dominiak, producent festiwalu. – Tym razem na tydzień otworzymy w Olsztynie średniej wielkości szkołę filmową, w której podczas trzech cykli warsztatów weźmie udział aż 110 uczestników. Festiwal doceniły europejskie instytucje przyznając mu patronat Europejskiego Roku Dziedzictwa Kulturowego.

009


KULTURA

POLECAMY WARMIĘ I MAZURY NIE SZTUKA BYĆ WSZĘDZIE

SZTUKA POD LASEM

Tegoroczna edycja Sztuki w Obejściu prezentującej potencjał warmińskich gospodarstw odbędzie się we wrześniu. Oprócz specjałów i rękodzieła zaplanowano spektakle, wystawy, warsztaty, dyskusje i wiele innych wydarzeń na terenie wsi w gminie Jonkowo. Info: sztukawobejsciu.eu

Obraz: Obraz: fb/harlem

Podczas piątej edycji Olsztyn Green Festival tradycyjnie pojawią się gwiazdy polskiej sceny muzycznej, m.in. Brodka, Dawid Podsiadło, Coma, Grubson, Varius Manx i Kasia Stankiewicz, Natalia Nykiel, Kortez, L.U.C. Oprócz koncertów czekają wydarzenia promujące ekologię i zdrowy tryb życia.

ĆWIERĆ WIEKU NA SCENIE

Olsztyn Green Festival, 17–18 sierpnia, CRS Ukiel

Obraz: fb/olsztyngreenfest

Obraz: Jarek Poliwko

MUZYKA I EKOLOGIA

Sztuka w Obejściu, 21–23 września, gmina Jonkowo

Harlem to zespół od lat wierny esencjonalnemu rockowi. Podczas koncertu z okazji 25-lecia wezmą udział wyjątkowi goście Harlemu: Maciej Balcar (Dżem), Michał Jelonek (Hunter), Marek Piekarczyk (ex-TSA) i Adam Wolski (Golden Life). Na scenie pojawią się również byli członkowie zespołu. Koncert 8 sierpnia, Olsztyn, Amfiteatr im. Cz. Niemena

Obraz: Teatr Jaracza

Twórczość Natalii Bażowskiej wyrosła z bliskiego związku z naturą, z dzieciństwa spędzonego wśród przyrody, w dzikim i pięknym pejzażu. Artystka wybiera różne formy wypowiedzi twórczej, realizuje swoje wizje w malarstwie, tworzy rzeźby, instalacje, wideo, wypowiada się w rysunku i fotografii.

KARENINA Z ROZMACHEM

010

Wernisaż 9 sierpnia, godz. 18, BWA Galeria Sztuki w Olsztynie Obraz: fb/Zalef.Krzysztof

Nowy sezon artystyczny w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie otworzy premiera spektaklu muzycznego „Anna Karenina” w reż. Janusza Kijowskiego. Będzie to inscenizacja z bogatą scenografią, imponującymi kostiumami i wyjątkową muzyką. Powieść Lwa Nikołajewicza Tołstoja to klasyka literatury światowej, bezsprzeczny kanon i przebój literacki od przeszło stu lat. Premiera 29 września, godz.19, Scena Duża, Teatr im. S. Jaracza

DZIWNY JEST TEN ŚWIAT

Projekt „Zalewski śpiewa Niemena” to okazja, by usłyszeć kultowe utwory znane i mniej znane w nowej odsłonie. Na scenie Krzysztof Zalewski, Natalia i Paulina Przybysz oraz czołówka instrumentalistów. Podczas koncertu pojawią się zarówno znane („Dziwny jest ten świat” i „Jednego serca”), jak i mniej znane („Doloniedola” czy „Pielgrzym”). Koncert 10 sierpnia, godz. 20, Amfiteatr im. Czesława Niemena

Obraz: glosujobo.olsztyn.eu

SCENA NA ULICY

Teatry uliczne wracają do Olsztyna i na trzy dni zamienią miasto w wielką plenerową scenę na której zobaczycie wszystko to, co najlepsze w sztuce ulicznej: od kameralnych intymnych przedstawień pełnych zadumy, po wielkie rozpasane widowiska teatralne. W programie intrygujące formy i najciekawsze trendy artystycznych poszukiwań powstających na styku performance’u, tańca, muzyki, sztuki cyrkowej i teatru. 24–26 sierpnia, Stare Miasto w Olsztynie

Obraz: BWA

WIZJA Z NATURY



KOBIETA

ZASTRZYK BABSKIEJ ENERGII JEST ICH PIĘĆ: SPEŁNIONE, AKTYWNE, SZCZĘŚLIWE, ATRAKCYJNE. I ŚWIADOME, ŻE ŻYCIE TO CIĄGŁY ROZWÓJ. OSIEM LAT TEMU POŁĄCZYŁY POTENCJAŁ I ZAPROSIŁY INNE KOBIETY DO DZIAŁANIA. FESTIWAL BABAFEST TO KONGLOMERAT POMYSŁÓW NA ROZWINIĘCIE PASJI, AKTYWNOŚĆ, ZDROWIE, ROZWÓJ OSOBISTY.

012

Żeby wam się chciało chcieć – taką dedykację dla kobiet napisała Magda Umer po wizycie na Olsztyńskim Festiwalu Rozwoju i Inspiracji BabaFest. Ale nikogo nie trzeba specjalnie zachęcać: ani uczestniczek, ani organizatorek. Wejściówki na warsztaty festiwalowe rozchodzą się na pniu. Bo w programie jest wszystko to, czego potrzebuje współczesna kobieta: umiejętności redukcji stresu, rozwoju pasji i talentów, wiedzy na temat zdrowia, urody, aktywności. Słowem: kompendium wiedzy jak żyć pełnią życia. – Oferta związana z rozwojem osobistym jest w tej chwili bardzo szeroka w Polsce – przyznaje Sylwia Suchecka, współorganizatorka festiwalu odbywającego się od ośmiu lat. – Wyprzedzamy trendy, obserwujemy rynek, wyłapujemy perełki, nie unikamy trudnych tematów. Inspirujemy do zmian z pomocą wybitnych autorytetów. A wśród nich choćby coach Maciej Bennewicz, Grzegorz Kordek od relacji damsko-męskich czy seksuolożka Alicja Długołęcka. Wśród warsztatowych hitów np. własnoręczna produkcja kosmetyków, rękodzieło, praca nad komunikacją i asertywnością, tajniki stylizacji, wizażu. W tegorocznej edycji (12–14 października) czeka około 40 zajęć, m.in. warsztaty dzikiej kuchni, wykłady nt. choroby Hashimoto, terapia stresu metodą TRE, trening mentalny w sporcie albo warsztaty motywujące w nurcie analizy transakcyjnej. – Festiwal to międzypokoleniowa wymiana energii. Oprócz rozwojowych kursów i warsztatów, uczestniczki otrzymują zastrzyk energii i optymizmu od niezwykłych kobiet – gości festiwalowej Gali Inauguracyjnej – przyznaje Małgorzata Wiśniewska, druga z organizatorek. Opowieściami ze swojego życia dzieliły się w Olsztynie m.in. Krystyna Janda, Ewa Błaszczyk, Irena Eris czy nieżyjąca już Maria Czubaszek. W tym roku pojawi się piosenkarka Alicja Majewska. – Życie zaczyna się po pięćdziesiątce – stwierdziła podczas naszej gali Urszula Dudziak, tryskająca energią i entuzjazmem, świeżo po zaręczynach – wspomina Magdalena Faszcza, trzecia liderka festiwalu. – Spotkania z naszymi gośćmi to zastrzyk

motywacji do działania, tworzenia i rozwijania się bez względu na wiek i sytuację życiową. A konkurs BabaFest wyłaniający kobiety zaangażowane społecznie pokazuje, że prawdziwe bohaterki są wśród nas, na wyciągniecie ręki. Swoją działalnością na rzecz ludzi i zwierząt, motywują do działania. Bo jak zgodnie twierdzą – dobro, które dajemy innym, wraca. – Festiwal zmienia nie tylko jego uczestniczki, ale również nas, organizatorki – przyznaje kolejna z organizatorek Agnieszka Łobacz. – Uczy odwagi w rozwoju i realizacji marzeń. Dostajemy wiele informacji zwrotnych, że dałyśmy innym iskrę do zmian. Niektóre z kobiet założyły własną działalność, odnalazły pasje, zaangażowały się w pracę na rzecz innych lub po prostu uwierzyły w swój potencjał i wyszły z domu. W poprzednich edycjach festiwalowych i niemal 300 warsztatach wzięło udział kilka tys. uczestników. Dochód z festiwalu przeznaczony jest na cele Fundacji Mam Marzenie. Jak pięć silnych kobiecych osobowości radzi sobie z organizacją dużego przedsięwzięcia nie oczekując niczego w zamian? – Działamy według zasad tzw. turkusowej organizacji – dzielimy zadania wg. różnorodnych kompetencji i zainteresowań każdej z nas – tłumaczy Aleksandra Śladowska. – I choć czasem pracujemy nad festiwalem po nocach kosztem naszej rodziny, dobra energia i satysfakcja promieniują potem na całe nasze otoczenie. Jesteśmy najlepszym przykładem na to, że działanie non profit, nie nastawione na biznes, wraca w postaci społecznego zaufania, kontaktów ze wspaniałymi ludźmi i satysfakcji. Żeby podtrzymać ten efekt, raz w miesiącu pięć liderek organizuje pokazy filmowe BabaMovie – okazję do spotkań, rozmów, wymiany wrażeń. „Razem idzie szybciej” – napisała o rozwoju dziennikarka Grażyna Dobroń po wizycie na festiwalu. Ścieżek rozwoju jest tyle, ile kobiet. Ale grupa daje większą motywację i wsparcie w dążeniu do zmiany i realizacji swoich celów. Tekst: Beata Waś, obraz: Jarek Poliwko www.babafest.pl



RECENZJE

KULTURA OSOBISTA MADE IN PISZĄ, WYDAJĄ I NAGRYWAJĄ. I POCHODZĄ Z WARMII I MAZUR.

ZBRODNIA W KLIMACIE RETRO

Zimą 1934 roku w elbląskim domu modlitwy zostają znalezione okaleczone zwłoki Wima Oxelrode, starszego gminy mennonickiej na Mierzei Wiślanej. Wkrótce, w równie makabrycznych okolicznościach ginie kolejny członek wspólnoty. Radca kryminalny Christian Abell staje przed podwójnie trudnym zadaniem. Musi nie tylko odnaleźć nieuchwytnych zabójców, ale także przełamać zmowę milczenia panującą w tej hermetycznej społeczności żyjącej na obrzeżach cywilizacji. Kryminał retro w klimacie lat 30. w Prusach Wschodnich. Marszruta zbrodni wiedzie przez niemiecki Elbląg, katedrę we Fromborku i mennonickie wioski na Mierzei Wiślanej. Krzysztof Bochus, „Szkarłatna głębia”, Wyd. Muza SA

PYTANIA O MIŁOŚĆ

Trzeci album duetu Damiana Lange i Adama Millera z Olsztyna. Po niemal pięciu latach przerwy od ich ostatniego wydawnictwa „Kosmos Dla Mas”, powracają w wielkim stylu. Ich najnowszy album pełen jest alternatywnych i akustycznych klimatów, nie brakuje także lirycznych metafor. Potężny ładunek emocjonalny, poetycki tekst i subtelne, alternatywne brzmienie. Na płycie znajduje się 12 wielobarwnych kompozycji w których muzycy oddalają się od sielankowego stylu, stawiając pytania o miłość i sens istnienia. Wspierają ich goście, m.in. Łukasz Przyborowski (Enej) i Grabaż, lider zespołów Strachy na Lachy i Pidżama Porno. Romantycy Lekkich Obyczajów „Neoromantyzm”, Wyd. SP Records

CO W PUSZCZY PISZCZY

Prawie wszyscy z 20 autorów tego dzieła mieszkają w piskich lasach na co dzień. Każdy z nich napisał o tym, co jest dla niego w puszczy ważne. A że są wśród nich ludzie wielu zawodów i zainteresowań, powstała księga jakiej do tej pory nie było, barwna opowieść o wielkim lesie i jego mieszkańcach, miejscach i wydarzeniach, przyrodzie i architekturze, dziejach narodów. Piękna szata graficzna opracowana przez Tomasza Cicińskiego. Wśród autorów około 200 zdjęć m.in. Mieczysław Wieliczko i Krzysztof Stasiaczek. „Księga Puszczy Piskiej”, która ukazała się pod redakcją Waldemara Mierzwy jest trzydziestym tomem serii „Moja Biblioteka Mazurska” „Księga Puszczy Piskiej”, Oficyna Wydawnicza „Retman”

WOLNOŚĆ I TERAPIA

Pierwszy na polskim rynku poradnik dla tych wszystkich, którzy chcieliby rozpocząć swoją przygodę z jeździectwem. W jakim wieku można nauczyć się jeździć konno? Jak wybrać dobrego trenera? Ile czasu potrzeba, by nauczyć się dobrze jeździć? I czy warto? Odpowiedź na ostatnie pytanie jest prosta: warto, bo jazda konna buduje kondycję fizyczną, wpływa na zdrowy styl życia, kształtuje charakter, a nawet zdolności przywódcze. To fitness, medytacja i terapia w jednym. Ta książka jest też historią rodziny mieszkającej w Gałkowie, która od czterech pokoleń nie wyobraża sobie życia bez namiętności i wolności, którą dają konie i jeździectwo. Autorka szczerze opisuje rodzinne dziedzictwo, chwile chwały, jak i cenę, jaką czasami trzeba za nie zapłacić. Karolina Ferenstein-Kraśko, „Konie. Pasja od pokoleń”, Wydawnictwo Pascal


DOROTA RAK policjantka IWONA PAVLOVIĆ tancerka

DLA KAŻDEJ Z NAS Olsztyn, ul. Kopernika 14, tel. 89 535 92 42, www.chimera.olsztyn.pl


POZA GALERIĄ

POZA GALERIĄ MIĘDZY PRACOWNIĄ A WERNISAŻEM

Mecenas projektu:

Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie CDEF specjalizuje się we wspieraniu przedsiębiorstw i instytucji w procesie ubiegania się o zewnętrzne źródła finansowania inwestycji, a także świadczy pełny zakres usług finansowo-księgowych dla firm. www.cdef.pl

TALENT W SREBRNEJ OPRAWIE CHOĆ SĄ DUSZAMI ARTYSTYCZNYMI OD ZAWSZE, SWOJE TALENTY ODKRYLI KILKANAŚCIE LAT TEMU. BIŻUTERIA JULII I ŁUKASZA MA TAKICH ODBIORCÓW JAK JEJ TWÓRCY – NIETUZINKOWE, WRAŻLIWE I ODWAŻNE OSOBOWOŚCI.

016

Jedna ze stałych klientek, z zestawem świeżo zakupionej biżuterii w iławskiej pracowni, udała się na lotnisko. I zaczęły się kłopoty podczas kontroli. Powód: przewożenie dzieł sztuki jest nielegalne. – Na szczęście udało jej się udowodnić, że to nasz skromny wyrób, a nie drogocenny zabytek. Ale nie ukrywamy, że całe zdarzenie to miły komplement dla naszej twórczości – twierdzi Julia Tusz z Iławy, prowadząca ze swoim partnerem Łukaszem Baranowskim domową pracownię biżuterii. To on zafascynował się tą twórczością jako pier wszy. W 2003 roku dostał propozycję praktyki u iławskiego jubilera Michała Błaszkowskiego. Po dwóch tygodniach zgłębiania warsztatu stworzył swoją pierwszą kolię ze srebra i bursztynu. Sprzedała się na pniu, a on dostał etat. – Rozwijałem warsztat, poznawałem kamienie szlachetne, a w głowie roiło się od pomysłów – wspomina Łukasz. – Dałem ujście swoim niewykorzystanym wcześniej zdolnościom manualnym i wpadłem w szał twórczy.

Potem dołączyła Julia, miłośniczka piękna w każdej postaci. Przyglądała się pracy Łukasza, aż któregoś dnia dosiadła do szlifierki, walcarki, polerki. Bo wbrew pozorom, tworzenie subtelnej biżuterii oznacza użycie ciężkiego sprzętu. – Zajęłam się tworzeniem i sprzedażą prac Łukasza. Jak poznaliśmy rynek i nabraliśmy pewności, byliśmy gotowi otworzyć własną pracownię – wspomina Julia. Na warsztat trafiły wyszukane kawałki kamieni szlachetnych i półszlachetnych: bursztynów, szafirów, szmaragdów, rubinów, turmalinów, akwamarynów, najczęściej połączonych ze srebrem lub miedzią. Trudno zazwyczaj odróżnić, które z nich jest autorem kolii, pierścionków, bransoletek, kolczyków. Choć Julię inspiruje świat roślin, a Łukasz woli proste, geometryczne wzory, mają wspólny mianownik: wyobraźnia i doskonały warsztat. Poprzez targi i sprzedaż w galeriach, ich biżuteria trafiła do Australii, Kanady, Chin i wielu innych zakątków świata. Wiele egzemplarzy tworzą też na zamówienie. – A naszymi klientkami są często artystki, kobiety które cenią przedmioty niepowtarzalne. Bo każdy nasz wyrób, jak kawałek użytego w nim kamienia, jest jedyny na świecie – zapewnia Łukasz. Tekst: Beata Waś, obraz: Forest Grandfader Studio, Mateusz Kowalski, Łukasz Malinowski, archiwum artysty, modelka: BLOUS Natalia Michalewska

Twórczość Julii i Łukasza nagrodził marszałek województwa warmińsko-mazurskiego statuetką Najlepszy Produkt Warmii i Mazur w 2013 roku. Biżuterię można kupić m.in. w Galerii Usługa Jazz Bar w Olsztynie, Nieformalnej Galerii Studio w Warszawie i w domowej pracowni w Iławie nad brzegiem Jezioraka.


POZA GALERIÄ„

017


MARCIN MELLER Z BUTA PO GRUNWALD 018

BEZ WZGLĘDU CZY MÓWI O WOJNIE, SWOICH DZIECIACH, CZY GRUZIŃSKICH BALANGACH, POTRAFI ZACZAROWAĆ TŁUMY, KTÓRE PRZYCHODZĄ NA SPOTKANIA. A BOGATY ŻYCIORYS SPRAWIA, ŻE KAŻDE Z NICH JEST INNE. KIEDYŚ SZUKAŁ PRZYGÓD NA WOJNIE, DZISIAJ RESETU NA MAZURSKIEJ WSI. MARCIN MELLER, HISTORYK, DZIENNIKARZ, PREZENTER TELEWIZYJNY MÓWI O TYM, DLACZEGO MIMO INTERNETOWEGO HEJTU ŻYCIE JEST CUDNE I SKĄD W JEGO MEDIALNYM WIZERUNKU WZIĄŁ SIĘ MOTYW ARBUZA.


POSTAĆ

019


POSTAĆ

MADE IN: Pojawiłeś się ostatnio w Olsztynie żeby promować książkę „Gaumardżos! Opowieści z Gruzji”. Pojedziesz kiedyś do Gruzji promować książkę o Warmii i Mazurach? Marcin Meller: Namawiał mnie na taką książkę przyjaciel wydawca, którego obwiozłem po tutejszych stronach. Pomysł się tli, tyle że nie znam niemieckiego i miałbym problem ze źródłami w archiwach. Nawet żeby to napisać reportersko, trzeba by korzystać z literatury przedwojennej, która jest głównie w tym języku. Przekonałem się już o tym, kiedy próbowałem rozkminić czy dom, który kupiłem w gminie Reszel, jest na Warmii czy Mazurach. W końcu pojechałem do Lidzbarka Warmińskiego i tam skorzystałem z XVII-wiecznej mapy. I na niej wyraźnie widać, że ziemia na której stoi mój dom, znajduje się kilkaset metrów od granicy krain, po stronie mazurskiej. No, ale jak połączę w felietonie lub internecie Reszel z Mazurami, zaraz dostaję bęcki, że warszawiak nie kuma bazy. Stosuję więc łamańce słowne żeby już nie narażać się. Co opisałbyś w tej książce? Wybrałbym kilka tematów wokół których rozwijałbym wątki. Koniecznie zanurzone w historii. W końcu jestem historykiem z wykształcenia, dzieckiem historyków. I dlatego o czymkolwiek piszę lub czytam, wiem, że trzeba grzebać w przeszłości. Mazury w moim życiu pojawiły się już w dzieciństwie. Kolonie, wypady z kolegami do Krzyży pod Rucianem Nida. Jak zdałem do drugiej klasy liceum, dostałem zgodę na pierwszy samodzielny wyjazd, pod warunkiem, że rozbijemy namiot u przyjaciół rodziców. Pamiętam z tamtych czasów piwo Grunwald po które trzeba było nieraz zasuwać z buta do Rucianego.

020

A gmina Reszel? Skąd się tu wzięliście? Ponad 10 lat temu zaczęliśmy bywać u rodziny mieszkającej w domu pod Reszlem, a cztery lata temu odkupiliśmy go od nich. Zachwyciliśmy się tutejszymi okolicami. A że jesteśmy towarzyscy, nawiązywaliśmy znajomości, a to w wypożyczalni kajaków w Sorkwitach, a to z właścicielami knajpek, a to z sąsiadami w tutejszym rozumieniu tego słowa, czyli do kilkunastu kilometrów. Dostawałem maile od ludzi na temat fajnych miejsc i inicjatyw, m.in. rockowego zespołu Ukryta Strona Miasta, którego muzycy są z Reszla i Kętrzyna. Zorganizowali koncert w Restauracji Rycerska w Reszlu, zagrali z moją żoną, byłą wokalistką zespołu Andy, mnie wyciągnęli na mecz Orląt Reszel, razem w Rycerskiej oglądaliśmy mecze Polaków. Za sprawą kolegi smakosza trafiliśmy z kolei na Ranczo Frontiera w Warpunach gdzie właściciele, obecnie nasi przyjaciele, robią świetne sery. Te sery budują naszą pozycję balangową w Warszawie – gdziekolwiek je przynosimy, jest efekt „wow”. Wysyłałem je nawet za granicę do znajomych. Potem ktoś polecił Zajazd Staropolski w Szestnie pod Mrągowem. Zajeżdżam na podwórko, wchodzę do chałupy, widzę wnętrze jak ze stołówki PRL i zaczynam się wycofywać. Z zaplecza wyskakuje kobieta i mówi: „a co pan tak ucieka, mamy najlepsze jedzenie w Polsce”. Faktycznie było genialne, rosół z kołdunami baranimi pani Zosi i inne dania opisałem w kilku felietonach. Wspieramy się na święta jej pulpetami ze szczupaka. Już wcześniej zakochaliśmy się w restauracji We Młynie w Warpunach, gdzie robią np. genialne placki ziemniaczane z grzybami. Kiedyś wokalistka Natalia Nykiel była gwiazdą programu Dzień Dobry TVN i za kulisami wypaliła: „a ja panu kiedyś pierogi We Młynie podawałam”. Zanim zrobiła karierę, dorabiała jako kelnerka w rodzinnych stronach u swoich

przyjaciół. Strzeliliśmy „selfiaka” na okoliczność ponownego splotu losów. Widziałam na instagramie, że polecałeś rybę w olsztyńskiej Casablance. To nasz numer jeden w Olsztynie, gdzie oprócz dobrego żarcia jest super kącik dla dzieci, co w przypadku rodziców dwóch dynamicznych maluchów jest nieocenione. Polecił mi ją pisarz Zygmunt Miłoszewski, którego żona pochodzi z Olsztyna. Dała mojej Ance klucze do mieszkania i tu powstała jej książka „Damy, dziewuchy, dziewczyny. Podróże w spódnicy”. Kiedyś wyrwaliśmy się w czasie świąt ze wsi do restauracji Przystań, którą znałem sprzed lat. Poszedłem po coś do samochodu, wracam i oniemiałem na widok pięknej kobiety w drzwiach. Nie poznałem własnej żony, przyzwyczajony przez kilka dni do jej wiejskiego wizerunku: gumiaki, sweter i kamizelka. Tak się odstawiła na wyjazd do Olsztyna! Macie tu na wsi życie równoległe do warszawskiego? Przyjeżdżamy na reset kiedy się da. Dzieciaki mają tu pełną wolność, pilnujemy tylko żeby nie zjadały petów z ziemi, a poza tym nie interweniujemy. Kiedyś na wsi popsuł się prysznic. Hydraulików w okolicy zero, więc trafiłem do sklepu hydraulicznego w Mrągowie, którego właściciel firmy okazał się fanem „Drugiego śniadania mistrzów” (program Marcina Mellera – red.). Wytrzasnął mi człowieka spod ziemi. Zajechał do nas na podwórko rozgląda się i mówi: „ale panie redaktorze, tu bida widzę”. Nasze obejście jest raczej skromne, ale żona mówi, że mogłaby już nigdzie się stąd nie ruszać. Trudno się tu do was nawet dodzwonić. Zasadniczo nie ma zasięgu, ale czasem mignie przy dobrej pogodzie. Trzeba iść na górkę żeby wykonać telefon. A jak trzeba odpalić internet to jedziemy do Młyna w Warpunach, czasami do Mrągowa albo Reszla, jesteśmy bywalcami kawiarni, świetlic, bibliotek. Moglibyśmy postawić maszt przy domu, ale nie po to tu przyjeżdżamy. Robotę staramy się zostawiać do Warszawy. Tu za to czytamy dla przyjemności, oglądamy zaległe filmy. Chyba że deadline w redakcji goni. Niestety, zawsze zostawiam na ostatni moment cotygodniowy felieton do „Newsweeka”. Wtedy pojawia się stały syndrom – nigdy nie mam takiego zapału do sprzątania czy drobnych napraw, jak przed deadlinem. Dobrze mi się pisze w pociągach, a dużo ostatnio jeżdżę po Polsce promując swoje książki. Kiedyś wsiadłem do bezprzedziałowego wagonu, wyjąłem laptopa, westchnąłem, czując zbliżającą się cotygodniową mękę, zakasałem rękawy i zacząłem pisać. I słyszę kobiecy głos: „przepraszam pana, lubię te felietony, ale przeżywam rozczarowanie, bo wyobrażałam sobie, że powstają przy szklance whisky, dymie papierosowym, a pan tak po prostu pisze na kolanie”. Mam totalną zdolność wyłączenia się i pisania w miejscach publicznych, w taksówce czy w autobusie, który wiezie mnie po gruzińskich górach. Wiem coś o męczarni przy pisaniu tekstów. Nie ma na to recepty, a doświadczenie nic nie zmienia. W tym tygodniu miło mi się pisało, bo mogłem się wyżyć na temat mundialu, a jestem maniakiem piłki nożnej. Ale zdecydowana większość tekstów to tortura. Staram się aby były oparte na aktualnej rzeczywistości, anegdotach, ale nie zawsze jest


POSTAĆ

POJECHAŁEM KIEDYŚ DO LIDZBARKA WARMIŃSKIEGO I SKORZYSTAŁEM Z XVII-WIECZNEJ MAPY, BY SPRAWDZIĆ CZY MÓJ DOM JEST NA WARMII CZY MAZURACH. I NA NIEJ WYRAŹNIE WIDAĆ, ŻE ZIEMIA NA KTÓREJ STOI, ZNAJDUJE SIĘ KILKASET METRÓW OD GRANICY KRAIN, PO STRONIE MAZURSKIEJ. NO, ALE JAK POŁĄCZĘ W FELIETONIE LUB INTERNECIE RESZEL Z MAZURAMI, ZARAZ DOSTAJĘ BĘCKI, ŻE WARSZAWIAK NIE KUMA BAZY. STOSUJĘ WIĘC ŁAMAŃCE SŁOWNE ŻEBY JUŻ NIE NARAŻAĆ SIĘ.

punkt zaczepienia. A po około 400 felietonach, które stworzyłem, tzw. tematy zapasowe wyczerpały się. Twoje bezkompromisowe często teksty w internecie potrafią rozpętać burzę. Który z felietonów wywołał największe poruszenie? Dobrze przyjmują się historie obyczajowe, rodzinne. Numer jeden wśród tekstów najlepiej przyjętych to chyba „Kąpiąc Gucia” o emocjach związanych z rodzicielstwem. Czasem tekst powstaje godzinę przed deadlinem z niczego. Jak ten o wędrującym przez warmińsko-mazurskie pola sygnałku telewizyjnym NC+, który wbrew zapewnieniom sprzedawców zbłądził i nie dotarł do chałupy przed transmisją ważnego meczu. Czy parodia przemówienia Jaruzelskiego na temat stanu wojennego. Hejt też cię nie omija. W jednym z felietonów parę lat temu stworzyłem ranking rzeczy, które mnie denerwują. Punkt numer trzy: kolesie którzy latem jeżdżą metrem w koszulkach na ramiączka co już samo w sobie jest obleśne, a spod tych odsłoniętych pacholców capi im jak z kibli w dawnej bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Pojechałem zaraz po tym do Gruzji, spotykam tam Polaków, a oni: „no panie Marcinie, z tym felietonem to grubo wyszło”. Pędzę do komputera, odpalam internet, a tam nagłówki na portalach: „Meller: Polacy śmierdzą”. A pod nimi tysiące strasznych komentarzy, w tym antysemickie

teksty, żebym spadał do Izraela, bo śmierdzę czosnkiem itp. To skutek uboczny funkcjonowania w życiu publicznym. Na żywo rzadko spotykam się z negatywnymi reakcjami, ale internet wyzwala w ludziach demony, czują się zupełnie bezkarni i mówią to, czego nigdy nie powiedzieliby w realu. Złą opinię można znieść, ale jak czytasz kłamstwa na swój temat to cię trafia szlag. Ale wiem, że w informacyjnym natłoku to wszystko żyje jeden dzień, jutro ktoś inny będzie celem ataku. Gafy to podobno twoja specjalność. Są niewątpliwie problemem, staram się być zasadniczo kulturalny i przestrzegać ogólnie przyjętych form, ale piekło jest wybrukowane dobrymi intencjami i często kończy się katastrofą. Jestem trochę jak nietaktowny Larry David z serialu „Pohamuj entuzjazm”. Lub bohater anegdoty o sprzedawcy arbuzów od którego powstał twój nick w interencie? Wydawca zaproponował żeby moja książka ze zbiorem felietonów miała taki tytuł nawiązujący do jednego z nich pt: „Być jak sprzedawca arbuzów”. Bo charakterystyczny, zapada w ucho. No i przylgnął do mnie ten arbuz, zostałem zasypany przez znajomych i czytelników owocami i gadżetami z wiadomym motywem. A historia w skrócie jest taka: przychodzi klient przed zamknięciem sklepu i prosi o połówkę arbuza. Sprzedawca tłumaczy, że jak przekroi owoc, druga połówka

021


POSTAĆ

do rana się zmarnuje. Sprzedawca idzie do kierownika i mówi: szefie zaraz zamykamy, a jakiś palant prosi żeby mu kroić arbuza. Kątem oka widzi, że klient stoi tuż za nim. I dodaje: na szczęście zjawił się ten dżentelmen i chce kupić drugą połówkę. OK, sytuacja uratowana. Klient wychodzi, a szef zwraca się do podwładnego i mówi pełen podziwu: „Fantastyczne! Co za refleks! Gdzie pan się tego nauczył?”. „W Kanadzie” – odpowiada ekspedient. – „Mieszkałem tam kilka lat. Same kurwy i hokeiści.” „Proszę pana! – wykrzykuje kierownik. – „Moja żona jest Kanadyjką!”. „Tak? A w której drużynie grała?”. No więc chciałbym mieć taki refleks jak autor tej gafy, ale u mnie raczej kończy się na gafach. 022

Powtarzasz w wywiadach, że wyczerpałeś już w życiu limit szczęścia. Był jakiś konkretny moment? Raczej proces. Im byłem starszy, tym wyobraźnia mocniej pracowała. Historia kiedy w czasie wojny w Abchazji płynąłem na statku z uchodźcami na Morzu Czarnym i podczas sztormu zaczął tonąć, jest najbardziej efektowna. Życie przeleciało mi przed oczyma, flesze z przeszłości, rodzice, balangi. Ale najgorsze było to jak podczas wypraw do krajów pogrążonych w konflikcie, pozornie nic się nie działo. W Ugandzie jeździłem razem z pomocą humanitarną po terenach kontrolowanych przez rebeliantów. W dżungli, gdzie jest ograniczona widoczność, za każdym drzewem czaiła się śmierć, to był stan przeciągającego się, dławiącego stresu. Spaliśmy w wiosce, gdzie krótko po nas zamordowano misjonarzy. Albo w Karabachu podczas konfliktu między Azerbejdżanem i Armenią, kiedy

uciekałem przez pole minowe i miałem świadomość, że z każdym krokiem mogę wylecieć w powietrze. Z offu dobiegał głos: „Meller, ty idioto!”. Wojny lat 90. to był koszmar i chaos. W Jugosławii ONZ jakoś to jeszcze ogarniało, ale np. na Kaukazie nie było żadnych reguł. Ale z bakcylem wojennym walczyłeś kilka lat. Kiedyś miałem potrzebę opowiadania o tym światu, chciałem być w miejscach gdzie dzieje się historia. Mimo że pisanie o tych wojnach do polskich mediów nie miało żadnego wpływu na to, co się tam działo. W połowie lat 90. trafiłem do południowego Sudanu, który walczył o uniezależnienie się od islamskiej północy. Mieszkałem w obozie uchodźców, gdzie pracowali ludzie z misji, mieszanina ludzka z różnych stron. W porze sjesty, kiedy bujałem się w hamaku, nadleciały bombowce. W obozie były wykopane rowy głębokości metra do których zaczęliśmy wskakiwać. A z jednego z bungalowów wyskoczył Norweg, który na golasa, w stanie erekcji, biegł w naszą stronę. Dookoła eksplozje, a tu goły facet. Wieczorem pod baobabem wyciągnęliśmy whisky żeby odreagować. Norweg nie dołączył, a my dostaliśmy totalnej głupawki, tarzaliśmy się ze śmiechu. Życie jest cudne i absurdalne. Ale łatwo się uzależnić od adrenaliny, sytuacje okołowojenne przyciągają często świrów, cyników, straceńców, którzy uciekają od czegoś, pełno też idealistów, wiecznych tułaczy. Miałem w życiu naprawdę dużo szczęścia, ale w pewnym momencie trzeba było odpuścić.


POSTAĆ

023


POSTAĆ

Może to szczęście wynika z nastawienia, tego że zawsze widzisz szklankę do połowy pełną. Wyniosłem to z domu, moi rodzice dali mi zastrzyk siły, optymizmu. Chociaż jak obserwuję w swoim otoczeniu, rodzeństwo potrafi być czasem zupełnie inne, więc to chyba nie tylko kwestia wychowania. Pytanie od kolegów z redakcji: miałeś jakiś sposób na przekonanie kobiet do rozbieranych sesji w czasach kierowania „Playboyem”? Których nie udało się namówić? Nie udało się namówić Magdy Mołek przez dziewięć lat. Próbowałem ją przekonać, oczywiście półżartem i na luzie, jeszcze zanim zaczęliśmy pracować razem w TVN. Pozostałe panie z k tór ych wię k szoś ć odmawia ła , też próbowałem rozbroić żartem. Kiedyś byłem w programie u Kuby Wojewódzkiego i na pytanie, którą z kobiet czytelnicy chcieliby zobaczyć na rozkładówce, wypaliłem: Jolantę Kwaśniewską, ówczesną pierwszą damę. Myślałem, że się znowu zapędziłem, ale potem spotkałem jej córkę Olę. Opowiadała, że oglądała z mamą ten program, a prezydentowa na mój tekst, z zadowoleniem: ohoho!

024

Wciąż nosisz łatkę faceta od „Playboya”? Tak, to wraca podczas spotkań z ludźmi, ale raczej w kontekście humorystycznym. Jedyny obciążający kontekst pojawia się jak ktoś z PiS-u albo od Palikota chce mi przysrać. Na zasadzie: to ten gościu od Playboya, nie można go poważnie traktować, bo zna się tylko na gołych tyłkach. Ale zupełnie mnie to nie rusza, mam fajne wspomnienia z tego okresu pracy.

w 2011 roku. Miała dwa wydania, kilka dodruków. W zeszłym roku dyrektor sprzedaży wydawnictwa WAB, w którym pracuję na co dzień, chciał ją kupić i okazało się, że nigdzie jej nie ma, a na Allegro osiąga jakieś niebotyczne ceny. I zapytał czy nie wydalibyśmy jej jeszcze raz. Dopisałem nowe historie i okazało się, że zyskuje nowych czytelników. Coś pięknego. „Gaumardżos! Opowieści z Gruzji” powstały bez napinki i ambicji popełnienia wybitnego dzieła, pisana w sposób jakbyśmy opowiadali o Gruzji znajomym siedząc w kuchni. I może dlatego tylu ludzi ją tak polubiło. Chcieliśmy zawrzeć trochę opowieści o kraju, o ludziach, z humorem, o nienachalnym stosunku Gruzinów do punktualności. Przykład? Na naszym zaproszeniu ślubnym była podana godzina 15. Nie pojawił się ani jeden z gruzińskich gości. Po uroczystości schodzimy do ogrodu na przyjęcie, a o 17 otwiera się brama i wpada tłum. Gruzini nie mogli zrozumieć: jak to, zaczęło się o 15, skoro na zaproszeniu było podane, że zacznie się o 15? Niektórzy myślą, że podkręcamy te opowieści, dopóki nie pojadą tam i nie przekonają się sami. Polecamy wyjazdy jesienią, kiedy zaczyna się winobranie. Trzeba pamiętać jednak, że wino w Gruzji nie jest traktowane jak alkohol. Tam będziesz obchodził swoją 50 -tkę, k tóra w ypada w październiku? Na Mazurach. Mam wstępną propozycję imprezowego outfitu dla gości: gumofilce i waciaki.

No i tam poznałeś swoją żonę. Przyszła z propozycją publikacji wywiadu. Moja współpracowniczka, która spotkała ją na korytarzu, pyta mnie później: „a kto to ta modelka?”. A ja: „a nieee… to dziennikarka”. Opowiadałem jej to później, nie była zadowolona z mojej odpowiedzi. Wzięliście ślub w Gruzji, a potem napisaliście o niej książkę, która utrzymuje się na listach bestsellerów, doczekała się dodruku. Skąd ten fenomen Gruzji? To zadziwiające, bo książki żyją na rynku średnio trzy miesiące. Pierwsza jej wersja ukazała się cztery lata po naszym ślubie,

Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Kuba Chmielewski



PRODUKTY

GALERIA HANDLOWA MADE IN STWORZONE NA WARMII I MAZURACH I FIRMOWANE PRZEZ LUDZI WARMII I MAZUR

PASJA Z SYGNATURĄ Kawa lub herbata w przedwojennej, ręcznie malowanej filiżance z miśnieńskiej manufaktury to odrobina luksusu o poranku. Porcelanowe, zabytkowe egzemplarze z Antycznych Klimatów, mogą być nie tylko oryginalnym elementem wyposażenia, ale też początkiem kolekcjonerskiej pasji. Sygnatury zdradzają nie tylko pochodzenie porcelany, jej wiek, ale czasem też autora projektu czy zdobień. www.antyczneklimaty.pl

KISZ ME NOW! Warzywa, przyprawy, owoce, zioła plus kultury bakterii. Kiszonki rodem z Olsztyna to porcja zdrowia zakręcona w słoiku. Po kilku dniach fermentacji nietuzinkowe połączenia sezonowych, świeżych produktów z pól i ogrodów dają zaskakujący smakowy efekt. Gratka dla poszukiwaczy kulinarnych nowinek. Albo starych i zapomnianych tradycji. fb/kiszmenow

RELAKS DLA OCZU Eyepillow to aromaterapeutyczne poduszki na oczy stworzone przez ANKI Craft Studio (projekt dwóch przyjaciółek z Olsztyna) wykonane z naturalnych tkanin z wkładem organicznym – łuski zbóż, zioła i płatki kwiatów. 15 minut relaksu z poduszką na oczach zapewnia im odpoczynek, redukuje stres, pozwala się wyciszyć i ułatwia zasypianie. Wyrób jest w 100 proc. naturalny i wpisuje się w nurt filozofii slowlife. fb,com/ Anki-Craft-Studio-2248213962073449/

026

SYNONIM ORZEŹWIENIA Łączy cechy trzech najbardziej modnych trendów w piwowarstwie: piw niskoalkoholowych, kwaśnych i radlerów. Jego smak to zasługa tylko naturalnych surowców, w tym miodu od pszczelarza z Warmii i Mazur oraz soku z pigwowca od plantatora spod Kazimierza Dolnego. Pierwsze z serii piw 1 na 100 Lite APA ma obniżoną kaloryczność i wysoki stopień izotoniczności, ale zachowuje wszystkie cechy charakternego piwa z chmielową goryczką. Synonimem piwa 1 na 100 Pigwowiec i Miód jest orzeźwienie. www.browarkormoran.pl


PRODUKTY

KĄPIEL W KOLORZE Nie tylko kąpiel, ale też miejsce relaksu. Wanny wolnostojące stanowią dekorację, którą coraz częściej spotkać można w sypialniach czy salonach kąpielowych. Zaopatrzona w szereg udogodnień, może przekształcić przestrzeń w domowe SPA. Wanny mogą być wyposażone w system chromoterapii – relaksu przy pomocy kolorowego oświetlenia. www.ceramoteka.pl

BABY Z OGNIEM Dają nastrojowe światło i nawiązują do historii regionu. Ręcznie wykonywane świeczki w kształcie bab pruskich z tasakiem, mieczem i rogiem, dostępne są w kolorze granitu i naturalnym brązie. Produkt autorstwa Ewy Kosmy ze Szczytna, wygrał konkurs na pamiątkę turystyczną ze stolicy Warmii i Mazur zorganizowanym przez Urząd Miasta Olsztyn. www.armina.pl

POD WŁASNYM DASZKIEM „ Ale frajda z pływania! Taki Mercedes wodny. Śliczny, wygodny i elegancki w każdym szczególe” – to jedna z opinii internautek na profilu firmy Solemaran, producenta katamaranu Coco. Składany daszek i materac z odwracanym oparciem zapewniają komfortowy wypoczynek dla czterech osób. Powierzchnia leżakowania po rozłożeniu to prawie 3,5 mkw. Cichy, napędzany silnikiem elektrycznym, zapewnia idealne warunki do wypoczynku na tafli wody. Można go wypożyczyć w prestiżowych kurortach nad jeziorami. www.solemaran.pl

027

W KOSZULCE SIŁA Z projektów plakatów zapowiadających mecze AZS UWM Olsztyn Lakers i afiszy do mediów społecznościowych powstał projekt nietuzinkowych koszulek. Inspirowane są dynamiką, siłą i energią futbolu amerykańskiego i zawodników olsztyńskiej drużyny. Ich sponsorem jest sportowysklep.pl, którego grafik Jacek Wiśniewski tworzy projekty dla Lakersów. www.blacktoys.pl


TURYSTYKA

Z FOTELA TEGO NIE WIDAĆ JEŚLI WYDAJE CI SIĘ, ŻE ZNASZ SWOJE MIASTO, ZAMIEŃ FOTEL SAMOCHODOWY NA SIODEŁKO ROWERU. DOPIERO WTEDY ZOBACZYSZ BOGACTWO DETALI, KTÓRE NA CO DZIEŃ MIJASZ W ŚLEPYM PĘDZIE. JEŚLI WYDAJE CI SIĘ, ŻE ZNASZ REGION, BO SPŁYWAŁEŚ KAJAKIEM PO KRUTYNI, ZWIEDZIŁEŚ ŚWIĘTĄ LIPKĘ, A W GIŻYCKU ŚPIEWAŁEŚ SZANTY – WYBIERZ JEDNĄ Z KILKUDZIESIĘCIU TRAS ROWEROWYCH WARMII I MAZUR, I PRZEKONAJ SIĘ, ŻE CUDZE ŁATWO CHWALIĆ, NIE ZNAJĄC WŁASNEGO.

Niewielu wie, kto skonstruował pierwszy rower. A przecież to najbardziej zmysłowy środek lokomocji, dzięki któremu wdychasz zapachy, chwytasz dźwięki, sycisz wzrok i łapiesz wiatr we włosy. I nie jest to metafora. Wszyscy cyklomaniacy są tego samego zdania: rower to pojazd wszech czasów.

ŁAŃCUCH ROZMAITOŚCI

– Rowerem dostanę się tam, gdzie nie wjadę samochodem i gdzie ciężko mi będzie dojść pieszo – uzasadnia swoją pasję Michał Jurkowski, który poza rowerowymi wyprawami krajoznawczymi uwielbia jazdę bardziej hardcorową, techniczną.

028

– Kiedy Michał gapi się na korzenie, ja z roweru tropię zwierzęta – śmieje się Gosia Wiśniewska. Dla tych, którzy tak jak Michał i Gosia lubią spędzać czas na rowerach, nasz region jest niekończącą się opowieścią – łańcuchy szlaków plączą się i krzyżują, tworząc przyrodniczo-kulturowy labirynt. Dzięki temu na Warmii i Mazurach znajdą frajdę ludzie o różnych zamiłowaniach. Przyroda – wiadomo. Mamy piękne lasy, urokliwe jeziora, malownicze trasy wzdłuż rzek, namiastkę gór, dzikiej puszczy, bagna i torfowiska niczym z baśni. Jeśli jest flora, musi być i fauna. Uważni rowerzyści


TURYSTYKA

www.mazury.travel

spotkają na swojej drodze zwierzęta z rodziny jeleniowatych, wypatrzą żurawie, bociany czy polujące ptaki drapieżne. Pośród dzieł natury równie pięknie prezentują się wznoszone przez stulecia dzieła człowieka. Poza powszechnie znanymi zabytkami, znajdziemy również te mniej skomercjalizowane: świątynie z różnych okresów, ziemiańskie dworki, kameralne muzea czy fortyfikacje z czasów II wojny światowej. I wreszcie kąsek dla hedonistów – jeśli do waszego serca najłatwiej trafić przez żołądek, warto wybrać trasę, która wiedzie przez miejsca należące do sieci „Dziedzictwo Kulinarne Warmia Mazury Powiśle”. Nie dość że każdy przystanek może być wtedy pretekstem do ucztowania, to jeszcze wrócimy z plecakiem pełnym domowych przetworów, wędzonych ryb i wędlin, podpuszczkowych serów i piwa z regionalnego browaru. Na taki wypad już chyba nikogo namawiać nie trzeba.

URLOP OD PIERWSZEJ MINUTY

GREEN VELO I WIĘCEJ

ROWEREM NA NOWEJ DRODZE

Namówieni? Jeśli tak, to polecamy przewodnik „Warmia i Mazury rowerem” (dostępny do pobrania na stronie www. mazury.travel), aby wybrać trasę dostosowaną do zainteresowań, możliwości czasowych i stopnia zaawansowania. Od samego kartkowania rośnie apetyt, aby przesiąść się na dwa kółka i ruszyć przed siebie. Szczególnie kuszący wydaje się Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo. Obecnie to najdłuższa tego rodzaju trasa w Polsce, bo liczy aż 1885 kilometrów i przebiega przez pięć województw podzielonych na 12 „królestw rowerowych”. Trzy z nich wyznaczono na terenach województwa warmińsko-mazurskiego, a cała trasa ma blisko 400 kilometrów! Poza wytyczeniem szlaków, zadbano również o rowerową infrastrukturę. Na trasie znajdziemy MOR-y, czyli Miejsca Obsługi Rowerzystów, oraz MPR-y – Miejsca Przyjazne Rowerzystom – rekomendacje kulinarne i wypoczynkowe.

– Raz: daje poczucie wolności, dwa: integruje z przyjaciółmi i rodziną, trzy: pozwala na kontakt z naturą, cztery: nie wymaga dużych nakładów finansowych, mam wymieniać dalej? – wylicza zalety jednośladów Piotr Tutka, miłośnik roweru. Radek Maderski dodaje, że to aktywność, która nie wymaga przygotowania sportowego. – Na początek można wybrać trasy krótsze, a dalszy wypad podzielić na odcinki przemierzane rowerem i koleją – sugeruje. – Warto też zdecydować się na kilkudniową wycieczkę rowerową, zapakować namiot i pokazać młodszym, jak się kiedyś biwakowało. Ostatnio pięknymi trasami dotarł nad morze, omijając korki przed Trójmiastem. O wyższości szlaków rowerowych nad krajową siódemką chyba wspominać nie trzeba, bo tylko na jednośladzie urlop zaczyna się wraz z pierwszym kilometrem.

Radek poleca wycieczkę do źródeł Łyny, Michał wypad nad Jezioro Kielarskie, zaś Gosia poszukiwania magicznego jeziorka Karaśnik. Zamykam oczy i celuję palcem w mapę. Żywkowo – bociania wieś. Zabawa polega na tym, że zawsze gdzieś trafię, bo Warmia i Mazury nie mają białych plam dla fanów dwóch kółek. We wrześniu Michał i Gosia pojadą rowerami do kościoła garnizonowego. W ten jeden ważny dzień porzucą ukochane „górale” na rzecz stylowych klasyków. Kilka lat temu poznali się na warmińskim szlaku. Nawet nie pytam, czym i gdzie wybiorą się w podróż poślubną. Tekst: Aga Kacprzyk, Słowo Daję, obraz: archiwum UMWWM

029


PODRÓŻE

OGIEŃ NA WODZIE, PIWO NA ULICY PORT LOTNICZY OLSZTYN-MAZURY DAJE MOŻLIWOŚĆ SZYBKIEGO URLOPU W KLIMACIE „CITY BREAK”. POSTANOWILIŚMY Z NIEJ SKORZYSTAĆ I POLECIEĆ DO DORTMUNDU.

030

Piątek rano, szynobus z Olsztyna do Szyman, niecałe dwie godziny lotu i jesteśmy… w podobno najnudniejszym mieście Niemiec, Dortmundzie. Ale spokojnie, jedziemy pociągiem do Kolonii i trafiamy do multikulturowego, kolorowego, szalonego, wyzwolonego miasta, które nie śpi. Dortmund – czy to naprawdę takie nudne miasto? Takie opinie można znaleźć na wielu blogach podróżniczych. Podzieliliśmy trzydniowy wyjazd między dwa miasta, by w razie potwierdzenia internetowych opinii mieć jeszcze szansę przeżyć coś ciekawego. Obok wspomnianego Dortmundu rozważaliśmy jeszcze dwie lokalizacje: urocze Münster (oddalone pół godziny pociągiem), które regularnie wygrywa ranking „Najlepsze miasto do życia w Niemczech” oraz Kolonię (półtorej godziny pociągiem). W internecie wyczytaliśmy, że to zdecydowanie najbardziej wyluzowane i szalone miasto tego uporządkowanego kraju. A do tego w weekend, w który zaplanowaliśmy wylot z Szyman, w Kolonii miał odbyć się jeden z największych w Europie pokazów sztucznych ogni Kölner Lichter. Zatem zapowiada się ciekawy pojedynek Dortmund vs. Kolonia. Kupując bilet odpowiednio wcześniej można polecieć do Dortmundu z Szyman za 89 zł. Z kartą WIZZ Discount Club nawet za 44 zł. Po wylądowaniu, po 20 minutach transportem miejskim jesteśmy w centrum miasta. Jest tu kilka obowiązkowych punktów do zaliczenia. Trzeba spróbować słynnego bajgla z masłem i szczypiorkiem oraz napić się lokalnego piwa

Dortmunder Actien-Brauerei. W przeciwieństwie do południowych landów niemieckich, tutaj piwo pija się z malutkich szklanek nazywanych stössen. Ponoć przyjęły się dzięki temu, że górnicy i hutnicy dojeżdżający do domu koleją, nie mogli ryzykować spóźnienia na pociąg, więc zamawiali małe ilości. Choć sam Dortmund ma historię tysiącletnią, to próżno tu szukać zabytków. Miasto w czasie II wojny światowej kompletnie zniszczono. Mimo swojego przemysłowego charakteru, pełno tu zieleni, która powstaje m.in. na dawnych pogórniczych hałdach. Warto wybrać się do Westfalenpark, czyli jednego z największych parków miejskich w Europie i zobaczyć ponad 3000 odmian róż, a później wjechać na stojącą tam 200-metrową wieżę widokową Florianturm. Obowiązkowo trzeba odwiedzić największy stadion piłkarski w Niemczech, czyli Signal Iduna Park, gdzie swoje mecze rozgrywa Borussia Dortmund. Jest tu muzeum oraz fanshop BVB. Po jednym dniu przekonujemy się, że Dortmund, choć rzeczywiście nie jest turystyczną mekką, ma jednak coś do zaoferowania. A do tego jest dobrym punktem przesiadkowym do dalszej podróży. Ruszamy zatem do Kolonii słynącej z organizacji jednego z najbardziej szalonych europejskich karnawałów. Pamiętajcie, pociągi w Niemczech są bardzo drogie, taniej podróżować BlaBlaCarem – za kilka euro można dojechać z Dortmundu do Kolonii. Docieramy tam wieczorem, gdy miasto zamienia się w jedną wielką, multikulturową imprezę.


PODRÓŻE

To miasto studenckie, z jednym z najstarszych uniwersytetów w Europie. Również pozostałe tutejsze uczelnie przyciągają z najróżniejszych stron świata. Poczuliśmy to na plenerowej imprezie w parku na Brüsseler Platz. O tym miejscu opowiedział nam menadżer najlepszej restauracji chińskiej w jakiej kiedykolwiek byliśmy, Chin Burger. Może nazwa nie zachęca, ale jakość dań i ich bezkompromisowość zachwyca. Wspomniany park to miejska legenda. Nikt nie wie dlaczego, ale w pewnym momencie stał się ulubionym miejscem spotkań studentów, którzy nie chcą wydawać pieniędzy na przesiadywanie w knajpach. Panująca tam atmosfera pokazuje dojrzałą kulturę ich społeczeństwa: wszyscy piją, bawią się, śmieją, towarzystwo multikulturowe, a przez cały wieczór nie widzieliśmy choćby jednego przejawu agresji. Następnego dnia ruszamy na poszukiwania słynnej kawiarni „Bar Schmitz”. Podobno serwują tam najlepsze lody w regionie, a kolejka do lokalu na ulicy utrzymuje się do późnych godzin nocnych. Po zamówieniu kilku gałek wszystko rozumiemy – haiti vanillia, yogurt, czekolada czy pavot to kulinarne szczyty góry lodowej. Schłodzeni, chcemy poobcować ze sztuką. Kolonia słynie z ogromnej ilości komercyjnych galerii. Dzięki temu, udając inwestora, można zupełnie za darmo podziwiać sztukę na najwyższym poziomie. Zamykają je wieczorem, gdy jesteśmy już w drodze nad Ren. O północy odbędzie się tu Kölner Lichter, jeden z największych w Europie pokazów sztucznych ogni. Co roku ogląda go kilkaset tys.

osób. Zanim jednak zajmiemy miejsce na brzegu, trzeba zaopatrzyć się w sklepie w kilka butelek lokalnego piwa nazywanego kölsch. Wciąż sporządza się je wedle XV-wiecznej receptury. Zgodnie z zapisami prawa, browary mogą wytwarzać kölsch tylko, jeśli znajdują się nie dalej niż 30 km od Kölner Dom, największej w Europie gotyckiej katedry stojącej w samym środku miasta. Cudowne jest to, że w Niemczech można pić piwo na ulicy, w metrze, w parku… wszędzie. To kolejny dowód ich dojrzałej kultury, bo nigdzie na ulicach nie widać pijaństwa. Podzielony na dwie części, trwający ponad godzinę pokaz sztucznych ogni, przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania (fragment obejrzycie na redakcyjnym profilu FB) – fajerwerki przypominające meteoryty, ogniste, kilkudziesięciometrowe bicze, wirujące gwiazdy, rozświetlające niebo ogromne wybuchy i fajerwerki pływające po rzecze. Do tego poruszająca muzyka. Jeśli Dortmund wyciszył, to Kolonia rozbudziła spektakularne przeżycia. Tekst: Michał Bartoszewicz Obraz: Michał Bartoszewicz, Shutterstock.com

WARMIA I MAZURY Sp. z o.o. Port Lotniczy Olsztyn-Mazury www.mazuryairport.pl

031


MUZEA

BOSKI ZAPACH HISTORII 
MARMUROWA GŁOWA KOPERNIKA LEŻAŁA W KOMINIE, A ZAKURZONA BLACHA Z ZAPLECZA KOŚCIOŁA W DOBRYM MIEŚCIE OKAZAŁA SIĘ XVIII-WIECZNĄ MATRYCĄ DRUKARSKĄ MAPY ŚWIĘTEJ WARMII. ZBIORY MUZEUM ARCHIDIECEZJI W OLSZTYNIE TO MATERIAŁ NA KSIĄŻKĘ PRZYGODOWĄ. ZE ZWROTAMI AKCJI.

032

Gdyby Polacy podczas mundialu przeszli do finału, założyłbym im szaliki kibiców – żartuje ksiądz Zbigniew Czernik wskazując na XVIII-wieczną drużynę drewnianych apostołów. Ściągnął ich tu ze strychu kościoła w Nowym Kawkowie gdzie spędzali emeryturę, odkąd po wojnie usunięto ich z ołtarza. Zbierając eksponaty do otwartego w czerwcu Muzeum Archidiecezji Warmińskiej im. bpa Jana Obłąka, ksiądz Czernik, jeden z jego inicjatorów i dyrektor, w ostatnich latach przejechał Warmię i Mazury wzdłuż i wszerz. Zaglądał na zakrystie i strychy, do domów parafialnych i piwnic, a nawet do chlewików i kurników.
 – Zaraz po wojnie część kościołów regionu traktowano jako niemieckie, a więc nie szanowano. Wiele cennych zabytków nie postrzegano w kategoriach sztuki i przechowywano gdzie popadnie – tłumaczy. – Inna kwestia to moda, która dotyczy też wystroju kościołów. II Sobór Watykański zmienił w latach 60. wiele przepisów, wymusił przebudowę kościelnych wnętrz. Część elementów, zwłaszcza z kościołów ewangelickich, usuwano i trafiały w parafialne zakamarki.
Pokryte kurzem czekały


MUZEA

sadzą, ukryta była w kominie biskupiego pałacu.
Eksponaty pochodzą też ze zbiorów własnych archidiecezji warmińskiej i jego archiwów, zostały wypożyczone z biblioteki seminarium Hosianum w Olsztynie i zbiorów prywatnych.
 – Każda archidiecezja ma obowiązek stworzyć takie muzeum, by eksponować przedmioty o wartościach historycznych i artystycznych wycofane już z kultu i liturgii – tłumaczy ks. Czernik. – Tu, w sterowanych elektronicznie temperaturze i wilgotności, chronione są przed destrukcją. Idea tego muzeum zrodziła się już w latach 60., była marzeniem ówczesnego biskupa Obłąka. I choć to najmłodsze tego typu w Polsce, ma już opinię najlepszego – przyznaje z dumą jego dyrektor.
Bo niespełna 1000 mkw. powierzchni w pomysłowy sposób łączy średniowiecze ze współczesnością. W szklanym patio – dizajnerskie, nowoczesne oświetlenie i meble. Pod barem wyeksponowano za szkłem mechanizm starej windy i jej zabytkową obudowę. Można tu przysiąść przy kawie i ciastkach sygnowanych lokalną marką cukierniczą „Słodycz tej krainy”. W pomieszczeniach piwnicznych powstała też galeria sztuki gdzie w tej chwili trwa wystawa prac warmińskiego artysty Andrzeja Samulowskiego.
A w Galerii Jednego Obrazu, z osobnym wejściem na uliczkę, można kontemplować dzieło „Nawiedzenie” Marii Przełomiec, nieżyjącej malarki i konserwatorki sztuki, której rodzinna kolekcja dzieł sztuki (i jej męża Jana, malarza) trafiła w depozyt do muzeum.
Projekt wnętrz muzeum opracowano przy współpracy z olsztyńskim Biurem Architektonicznym Gadomscy, a pracami zajęło się Przedsiębiorstwo Budowlane Skorłutowski. – Jestem dumny, że mogliśmy współpracować z firmami lokalnymi, a udało się osiągnąć światowy efekt – chwali ks. Zbigniew,

kilkadziesiąt lat na swoje pięć minut. W muzeum na starówce ponad pół tys. eksponatów stworzyło niezwykłą kolekcję. Zajmują cztery kondygnacje w pieczołowicie wyremontowanej kamienicy przy ul. Św. Barbary. A wśród nich m.in. ołtarz-tryptyk z XV-wieczną figurą Maryi, pierścień ze złota i diamentów biskupa Krasickiego i oryginalny rękopis jego „Monachomachii”. XV-wieczny brewiarz opatrzony zapiskami Kopernika czy XVII-wieczny relikwiarz św. Andrzeja. Wysadzane kamieniami szlachetnymi złote monstrancje to mistrzostwo sztuki złotniczej, częściowo uratowanej przed zawieruchą wojenną przez wiernych z Polesia. XVII-wieczny bicz pokutny pochodzący ze zbiorów Sióstr Katarzynek trafił tu w stanie nienaruszonym. Bogato zdobiony XVIII-wieczny konfesjonał, pierwotnie ustawiony w kościele w Tylży (obecnie Obwód Kaliningradzki) przyjechał z Bartoszyckiej fary skąd również trafił wielki, średniowieczny dzwon – bez serca. – Przy okazji remontu znaleźliśmy w kamienicy przedwojenne przedmioty użytku codziennego: butelkę po piwie szczycieńskim, pastę do butów, cygara i deskę do kiełbasy – wymienia ksiądz. – Potraktowaliśmy je jako część dziedzictwa. W budynku działała przed wojną drukarnia, a pozostała część była zamieszkała. Nie czyściliśmy dokładnie otworów kominowych do których można wejść. Jeszcze do dziś unosi się w nich zapach sadzy. Zapach historii miasta Allenstein.
Najstarszy z muzealnych przedmiotów to złoty kielich biskupa warmińskiego Henryka Sorboma, misterna złotnicza robota datowana na 1379 rok. Opisywany w literaturze, przez lata figurował jako zaginiony. A odnalazł się w końcu XX wieku – jak głosi legenda – w ulu. Głowa Kopernika z marmuru stworzona w czasie II wojny św. dla Izby Pamięci we Fromborku, umorusana

k t ó r e m u m u z e u m z a w d z i ę c z a s w o j ą k l a s ę . 
P r o j e k t w 82,9 proc. otrzymał dofinansowanie ze środków unijnych (Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Warmińsko – Mazurskiego na lata 2014–2020), a koordynowało go Centrum Doradztwa Europejskiego i Finansowego w Olsztynie. – Cztery lata temu zaczęliśmy pracę nad tym projektem i stał się on jedną z naszych wizytówek, którą dzisiaj się szczycimy – tłumaczy Dorota Łosko, współwłaścicielka CDEF. – To była praca ze wspaniałymi ludźmi i ideą, która robiła wrażenie już na papierze. Efekt na żywo przeszedł jednak najśmielsze oczekiwania. Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz Muzeum Archidiecezji Warmińskiej im. bp. Jana Obłąka Olsztyn, ul. Świętej Barbary 2 tel. 89 716 26 29 e-mail: maw.olsztyn@archwarmia.pl

033


DOBRE MIEJSCA

POBYĆ Z PICASSO CI, KTÓRZY NIE SĄ OBYCI ZE SZTUKĄ, NADRABIAJĄ TU BRAKI. NIE TYLKO WIEDZĘ ARTYSTYCZNĄ, ALE TEŻ KULINARNĄ, DUCHOWĄ, SPORTOWĄ. MALOWNICZE SIEDLISKO BLANKI INSPIRUJE DO ZGŁĘBIENIA SZTUKI DOBREGO, UWAŻNEGO ŻYCIA.

034

Nawet szyld kierujący z szosy w polną drogę do siedliska jest nietuzinkowy. Gustowne, ceramiczne kafle zwiastują, że zbliżamy się do gospodarstwa, gdzie nie ma miejsca na bylejakość. Z wiekowej stodoły otwartej na oścież sączy się jazz i zapach włoskiej kawy. Gdyby nie bocian w gnieździe, można by pomyśleć, że dopracowane w każdym szczególe otoczenie, dizajnerskie i pełne sztuki wnętrze domu to południowoeuropejska posiadłość jakiegoś artysty. – Lubimy otaczać się pięknem, sztuką, dobrym stylem – przyznaje Zbyszek Nadrasik, od 20 lat współwłaściciel gospodarstwa w Blankach. – I choć nie wszyscy nasi goście mają ze sztuką po drodze, sielska atmosfera i wolny czas sprzyjają rozmowom o niej i lekturze. Inspirujemy innych, aby zmienić swoje otoczenie i podnieść jakość życia. Nawet okoliczne gospodarstwa w ostatnich latach wypiękniały, właściciele zadbali o otoczenie. Zbyszek, z wykształcenia architekt, uczył przez wiele lat gry w tenisa, prowadził galerię sztuki, podróżował. I odkąd pamięta fascynowała go kuchnia. Kasia jest międzynarodowym nauczycielem Mindfulness Based Stress Redaction, coachem w duchu Zen i nauczycielem rozwoju duchowego. Połączyli pasje i stworzyli w Blankach oazę spokoju i relaksu,

miejsce rozwoju osobistego i duchowego. Jasne, wystylizowane apartamenty w stuletnim domu z widokiem na ogród i jezioro Blanki inspirowane są twórczością i osobowościami Picassa, Chagalle’a, Matisse’a, Toulouse-Lautrec’a. A w nich nowoczesne meble i antyki, sztuka polska i zagraniczna, kolekcja inspirujących albumów o sztuce, biografie artystów. Można tu nie tylko wypocząć z książką w hamaku, na pomoście, ale też zaliczyć poranny jogging po leśnych ścieżkach, zagrać na korcie przy oddalonych o 15 km Termach Warmińskich, albo wziąć udział w odosobnieniach medytacyjnych i warsztatach. – Żyjąc w mieście doświadczamy presji czasu i oczekiwań – zauważa Kasia Jaguszewska-Nadrasik. – Warsztaty i odosobnienia sprzyjają pracy nad sobą, skłaniają aby zatrzymać się w miejscu, nawiązać kontakt z samym sobą, przyjrzeć emocjom. Warmińska cisza i przyroda potęguje proces zmian. Zajęcia Kasi, jak choćby zaplanowany na wrzesień Mindfulness Communication dla par czy odosobnienie Vipassana, odbywają się na łące, pomoście, albo w przestronnej stodole zwanej Bistro 46. To miejsce na relaks przy prasie i muzyce, międzynarodową integrację przy kawie i winie, degustację kuchni inspirowanej podróżami po świecie. Specjalność właścicieli siedliska: francuska tarta flambée, ziemniaki gratin czy kaczka konfitowana. – Trafiają do nas goście nawet z Japonii – przyznaje Zbyszek. – Tacy, którzy widzieli już wszystko, zaliczyli najlepsze hotele i turystyczne atrakcje. Na pytanie co przyciągnęło ich na Warmię zazwyczaj odpowiadają: kontakt z autentyczną, nieskażoną naturą. Sami jesteśmy przykładem, że można tu w każdej chwili zacząć życie od nowa. Z dala od stresu i zgiełku miasta, ale nie rezygnując z dorobku wielkiego świata. Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz

Niezwykłych miejsc Warmii i Mazur szukamy z pokładu Skody. Tym razem towarzyszył nam model Rapid Spaceback 1,0 TSI (test auta na www.madeinwm.pl).



GODNE UWAGI

DOBRE MIEJSCA MADE IN ODWIEDZAMY, POZNAJEMY, POLECAMY

Obraz: Michał Bartoszewicz

NIEBO W GĘBIE

Z jednej strony amfiteatr, park i zamek, od zaplecza piaszczysta plaża, a od góry gwiaździste niebo. Przed wiekami przechadzał się tu Kopernik, a dziś można zrelaksować się na leżaku, zjeść pyszny posiłek i zasięgnąć astronomicznej wiedzy. Restauracja (G)astronomia w samym sercu Olsztyna łączy potencjał historyczny i kulinarny Warmii. Dania lokalnej kuchni bazujące na świeżych, sezonowych składnikach można wypróbować już od rana. Rodzinne weekendowe śniadania z animacjami dla najmłodszych, obiady z bogatą ofertą dań rybnych, mięsnych i wegetariańskich czy romantyczne kolacje – w zależności od pogody do dyspozycji patio lub sala w nowej kosmicznej odsłonie. Dizajn w kolorach nieba, nastrojowe lampiony i lustra, a także kącik zabaw dla najmłodszych – to tło astronomicznej edukacji. Bo już nawet jedząc czekadełko w postaci chleba z masłem można dowiedzieć się na czym polegał geniusz Kopernika związany z tym prostym posiłkiem. W ciepłe dni i wieczory wzorem astronoma można zbliżyć się do nieba. Zaplecze restauracji od strony parku zamieniło się w piaszczystą plażę. Kanapy, leżaki i prawdziwe lunety pozwalają sięgnąć gwiazd. Z pomocą kilku zmysłów.

Obraz: Justyna Baczewska

Restauracja (G)astronomia (Polsko-Niemieckie Centrum Młodzieży), Olsztyn, ul. Okopowa 25

CIAŁO NA FALI

Tak zwana pomarańczowa skórka, czyli znajdująca się tuż pod skórą zbita tkanka tłuszczowa może uprzykrzyć życie. Zaawansowane stadia cellulitu to nie tylko problem estetyczny, ale też zdrowotny. Często sam ruch czy odpowiednia dieta nie wystarczają, dlatego nowoczesna kosmetologia wychodzi kobietom naprzeciw, choćby wykorzystując fale akustyczne. Storz Medical dostępny w salonie BELOVED BeautyPlace to nowoczesna i skuteczna metoda polegająca na rozbijaniu tkanki tłuszczowej i stymulacji odnowy komórkowej falami dźwiękowymi. Zmniejsza obwód ciała, działa antycellulitowo i drenuje. Doskonałe rozwiązanie do ujędrniania i modelowania, a także do niwelowania niedoskonałości strukturalnych skóry. I co ważne: jedna sesja trwa zaledwie pół godziny i jest zupełnie bezbolesna.

036

Jest takie miejsce w Olsztynie gdzie dzieci w kwadrans uczą się 20 słówek w języku obcym lub zapamiętują nazwy wszystkich dopływów Wisły. Czytają przynajmniej od dwóch do pięciu razy szybciej i z większym zrozumieniem. No i co ważne, w ogóle chętnie sięgają po książki. Zajęcia dla dzieci w Akademii Nauki wykorzystują m.in. testy, zagadki i łamigłówki przygotowane przez Mensa – stowarzyszenie ludzi o wysokim ilorazie inteligencji. Ale oprócz ćwiczenia pamięci i koncentracji uczestnicy zajęć Akademii przeprowadzają eksperymenty naukowe: wytwarzają sztuczną krew, lewitują przedmioty, obserwują świat oczami owadów, budują i programują działające roboty z klocków Lego. Absolwenci kursów należą do najlepszych uczniów w klasie, dobrze czytają, szybko i łatwo uczą się i koncentrują na zadaniach. Bezpłatne lekcje pokazowe dla dzieci i rodziców odbędą się we wrześniu. Warto przyjść i przekonać się osobiście. Akademia Nauki Olsztyn, ul. Ratuszowa 3/1, Olsztyn www.efektywna-nauka.pl

Obraz: arch. Beloved

AKADEMIA DLA DZIECI

BELOVED BeautyPlace Olsztyn, ul. Marka Kotańskiego 4 lokal B1.11 www.beloved.pl



DOBRE MIEJSCE

SEKRETY JAPOŃSKICH SMAKÓW PIERWSZE CO UDERZA W CHIRARI TO UŚMIECH OBSŁUGI. A PO NIM KUCHNIA ŚWIEŻA, ESTETYCZNA I ZASKAKUJĄCA SMAKIEM. BO TAKIE WŁAŚNIE JEST ZNACZENIE NAZWY JAPOŃSKIEJ RESTAURACJI: ULOTNA RZECZYWISTOŚĆ ODBIERANA ZA POMOCĄ WIELU ZMYSŁÓW. 038

Było o nich głośno jeszcze zanim otworzyli restaurację. Z pojemnikami pełnymi japońskich przysmaków krążyli po olsztyńskich firmach, redakcjach, gabinetach i lokalach. Poznawali ludzi, zbierali opinie, notowali uwagi degustujących. Otwartość, uprzejmość i kreatywność to część kultury japońskiej. Nic dziwnego, że w dniu otwarcia restauracji w lipcu, zjawiły się tu tłumy. – Przyjechaliśmy z Japonii aby podzielić się prawdziwą kuchnią z naszego kraju, jaką sami jemy na co dzień – tłumaczy Natsumi Kobayashi z Tokio, menadżer i szefowa kuchni w Chirari. – Europejczykom kojarzy się ona gównie z sushi, którego nie brakuje w tutejszej gastronomii, ale Japończycy wcale nie jedzą go na co dzień. Nasza kuchnia ma więcej do zaoferowania. Jest lekka i zdrowa, ale jej smak jest nie-

oczywisty, pozwala zanurzyć się w zmysłach, które rozbudzają świeże, jakościowe produkty. Rice cooker, specjalny garnek do ryżu, ledwo nadąża za zamówieniami. Sakiewki z wodorostów nori wypełnione ryżem i rybą lub kurczakiem, zwane onigiri, w Japonii zastępują kanapki. To w nich można poczuć specyficzny smak ryżu przygotowywanego według sekretnej japońskiej receptury. W menu także rice burgery z mięsem, warzywami i skompresowanym ryżem, którym zastąpiono bułki. Donburi to miska ryżu z dodatkiem warzywnej tempury lub kurczaka teriyaki, a Sushi roll – wypełnione rybą i warzywami rolki owinięte wodorostem. Pożywna zupa ramen ze świeżymi warzywami i makaronem dostępna w wersji dla wegetarian lub z wieprzowiną, syci na wiele godzin. Zaraz po otwarciu dania restauracji


DOBRE MIEJSCE

zdobyły najwyższe oceny wśród internautów. Powtarzają się nie tylko komplementy na temat kuchni, ale też atmosfery w lokalu i przemiłej obsługi. – Sami dzień zaczynamy od miso – lekkiej i poż ywnej zupy z tofu i wakame – tłumaczy Yoko Iriyama, druga szefowa kuchni. – Wiemy, że trudno przekonać Europejczyka do takiego śniadania, ale może warto spróbować zmodyfikować nieco dietę. Świeże warzywa i owoce, ryż i ryby znajdują się na szczycie piramidy żywieniowej. Może dlatego trudno spotkać otyłego Japończyka. W Europie ludzie myślą, że japońskie jedzenie jest drogie. Ale u nas w Japonii można znaleźć bardzo dobre jedzenie w niskich cenach. I takie oferuje nasza restauracja w Olsztynie. Staramy się używać jak najwięcej składników od lokalnych producentów lub sprowadzamy renomowane oryginalne z Japonii jak choćby sos sojowy czy sake – wino z ryżu – wyjaśnia. Niewielkie wnętrze Chirari w zabytkowej kamieniczce na starym mieście, w której niegdyś mieściła się pracownia malarza Andrzeja Samulowskiego, ujmuje prostotą. Białe ściany, a w nich wybite w średniowiecznym murze okno na zielony stary ogród, które zastępuje płótno z pejzażem. – Zakochaliśmy się w tym budynku od pierwszego wejrzenia, jego klimat nas zainspirował, poczuliśmy tu dobrego ducha artysty – wspomina Natsumi. – I stwierdziliśmy, że wnętrze nie potrzebuje udziwnień, przepychu czy ozdób jakie często można oglądać w japońskich restauracjach. Sztuką jest smak i jakość naszej kuchni. Ale na ścianach pozostawiliśmy miejsce na prace lokalnych artystów. Myślę że Polacy i Japończycy mają podobną mentalność i zamiłowanie do piękna, dlatego tak dobrze się tu odnaleźliśmy. Spotkaliśmy się z życzliwością na każdym kroku.

Przez to, że lokal jest zabytkiem, restauratorzy musieli przed otwarciem załatwić wiele formalności. – Był to dla nas długi i żmudny proces – przyznaje menadżer restauracji. – Ale zawsze mogliśmy liczyć na sąsiadów i pobliskie lokale – „Cudne Manowce”, „Stary Zaułek”. Gdyby nie oni, nasza restauracja by nie powstała. Cieszymy się, że dookoła nas są tacy ludzie. Chcemy promować z nimi olsztyńską starówkę. I wspierać szkoły, sportowców, artystów z naszego regionu, współpracować z kreatywnymi ludźmi, którzy starają się, aby miasto się rozwijało – opowiada. Oprócz prowadzenia restauracji i cateringu, właściciele mają w planach organizowanie warsztatów związanych z Japonią. Jak tłumaczy Yoko, nazwa restauracji „Chirari” nie ma odpowiednika w polskim języku. – Używamy go, gdy coś pięknego pokazuje się w mgnieniu oka. Na przykład idziemy ulicą, nagle wieje wiatr, pojawia się malutki kwiatek pomiędzy liśćmi i znów się chowa. Japończycy uważają, że piękno nie powinno być widoczne. Jest ukryte w codzienności, drobiazgach, smaku potraw czy pojawia się podczas spotkań z przypadkowymi ludźmi. Ale zostawia w człowieku trwały ślad i przypomina, że świat jest różnorodny, niezwykły i pełen niespodzianek. Tekst: Beata Waś, obraz: Arek Stankiewicz Na zdjęciu załogi trzech współpracujących ze sobą lokali: Chirari, Stary Zaułek i Cudne Manowce Chirari – Restauracja Japońska Olsztyn, ul.Bolesława Chrobrego 5 tel: 531 559 110 info@chirari.pl www.chirari.pl fb: chiraristylemagizne instagram: chiraristyle

039


rezultaty, podkreślając zarazem, że jest jeszcze trochę wspólnej pracy do wykonania. Pozytywnie odebrali fakt, że województwo, jako pierwsze w Polsce, zakończyło proces renegocjacyjny RPO. Dzięki temu program jest lepiej dostosowany do obecnych warunków społeczno-gospodarczych regionu. Regionalny Program Operacyjny na ostatniej prostej w osiągnięciu celów Już prawie 3,4 mld zł – tyle w połowie czerwca wynosiło dofinansowanie umów podpisanych w Regionalnym Programie Operacyjnym Województwa Warmińsko-Mazurskiego na lata 20142020. To 45 proc. całej kwoty, jaka jest zarezerwowana dla naszego regionu w tym rozdaniu unijnym. Beneficjentom wypłacono już blisko 715 mln zł. Wyraźnie widać znaczne postępy w realizacji RPO WiM 2014-2020. – Jest to efekt wyjścia samorządu województwa naprzeciw oczekiwaniom beneficjentów i wprowadzenia szeregu uproszczeń proceduralnych w ubieganiu się o fundusze europejskie – mówi marszałek województwa Gustaw Marek Brzezin. Ożywienie w wykorzystaniu pieniędzy unijnych dostrzega również Komisja Europejska. Jej przedstawiciele podczas posiedzeń Komitetu Monitorującego RPO WiM 2014-2020 wyrazili uznanie za dotychczas osiągnięte

Ułatwienia dla beneficjentów RPO WiM – kluczem do sukcesu!

Rok 2018 jest pierwszym, w którym konieczne jest osiągnięcie założonych celów. Wynikają one z tzw. „zasady n+3”, nakładającej obowiązek wykorzystania środków przyznanych na lata 20142015, w trzech kolejnych latach. Województwo warmińsko-mazurskie wywiązało się z tego zobowiązania już w 66%. Po analizie inwestycji realizowanych obecnie, w szczególności płatności jakie w tym roku będą dokonywane na rzecz beneficjentów widać, że pełne jego osiągnięcie nie przysporzy problemu. Kolejną kwestią, z którą zmierzą się w tym roku wszystkie programy operacyjne, jest utrzymanie tzw. rezerwy wykonania, czyli wyodrębnionej w każdej osi priorytetowej części funduszy. Jej pozostanie w programie uzależnione jest od osiągnięcia określonych wcześniej wartości wskaźników rzeczowych i finansowych. Tutaj także Regionalny Program Operacyjny Województwa Warmińsko-Mazurskiego na lata 2014-2020 może się pochwalić wysokimi osiągnięciami. Na 42 takie wskaźniki, aż 39 z nich (tj. 93%) już wykonało założony cel lub osiągnie go z chwilą zakończenia aktualnie realizowanych inwestycji. Do wykonania pozostała tylko praca nad projektami z zakresu środowiska przyrodniczego. RPO WiM 2014-2020 zmierza do osiągnięcia wszystkich celów założonych na ten rok. Jest to efekt mądrego zaplanowania i efektywnego zarządzania procesem naboru wniosków o dofinansowanie.


ROZRYWKA

WYBRYKI NA SIÓDMEJ ULICY Z PARKU TRAMPOLIN NIE MOŻNA WYJŚĆ W KIEPSKIM NASTROJU. ALTERNATYWNĄ NAZWĄ MOGŁABY BYĆ FABRYKA ENDORFIN, BO NIC TAK SZYBKO NIE WYZWALA HORMONU SZCZĘŚCIA JAK SKAKANIE. MOŻNA BY TEŻ JĄ PRZEMIANOWAĆ NA PALARNIĘ KALORII, PONIEWAŻ TRENING NA TRAMPOLINIE SPALA KALORIE AŻ 4 RAZY SZYBCIEJ NIŻ BIEGANIE.

A to dopiero dwa powody, dla których warto tu wskoczyć. A raczej skoczyć. Pamiętam jak Urszula Dudziak, pierwsza dama polskiego jazzu, tuż po siedemdziesiątce wyznała, że trzyma w sypialni trampolinę, aby każdego ranka wykonać na niej tysiąc podskoków. I czuje się potem lepiej niż gdyby wypiła duszkiem najmocniejszy energetyk. Wtedy wydawało się to ekstrawagancją, a dziś stanowi styl życia, pomysł na aktywność, formę spotkań towarzyskich czy rodzinnej rozrywki.

DZIECI WIEDZĄ LEPIEJ

Kojarzycie taki obrazek? Dzieci wbiegają do ogrodu i wszystkie bez wyjątku wpychają się na trampolinę. Huśtawki, domki na drzewie, zjeżdżalnie muszą poczekać – trampolina rządzi. Nie przypadkiem skaczący na ogonie Tygrys jest najbardziej sympatycznym i wybrykanym mieszkańcem Stumilowego Lasu. Gdyby dorośli częściej słuchali dzieci, zrozumieliby, że w tym pędzie do skakania tkwi intuicyjna potrzeba odczuwania radości, którą trampolina serwuje już w pierwszych minutach. Dlatego do Parku Trampolin dzieci lecą jak na skrzydłach, a wyjście na skoki to obowiązkowy punkt programu półkolonii czy lekcji wuefu. Z ostatnich, tygodniowych półkolonii mój syn zapamiętał dwie rzeczy: ogromnego schabowego i trampoliny.

PRZEPIS NA FRAJDĘ I WIĘCEJ

Jeśli więc jesteś rodzicem, nauczycielem, wychowawcą kolonijnym czy trenerem to mogę ci zdradzić przepis na frajdę dla dzieci. Nie ma lepszego sposobu, aby wkupić się w łaski nieletnich niż zafundować im wyjście do Parku Trampolin. Tam już to wiedzą, dlatego do zorganizowanych grup zaadresowali specjalne pakiety. Zarówno urodziny, jak i lekcje wuefu czy grupowe zajęcia z trenerami mają dynamiczny przebieg – ćwiczenia, gry, wyścigi i konkursy, które nie tylko służą dobrej zabawie, ale również mogą być częścią programu takiego jak pierwsza pomoc czy budowanie zespołu opartego na współpracy. Co ważne – wszystkie zajęcia odbywają się tu pod okiem instruktorów oraz ratownika.

SKOK NA KALORIE

Trampoliny pokochał też fitness, bo nigdzie indziej tak błyskawicznie nie redukuje się tłuszczu. Niewinne skakanie to doskonały trening kardio, praca wszystkich mięśni, a przy tym o 40 proc. mniejsze obciążenie stawów niż podczas biegania. Nawet niewielkie skoki nasze ciało interpretuje jako bunt przeciw grawitacji, dlatego mięśnie bardziej się napinają, co zwiększa efektywność ćwiczeń. W olsztyńskim 7 Jump Street możemy zapisać się na fitness albo – jeśli mamy ochotę spróbować spektakularnych ewolucji – na akrobatykę. Zarówno indywidualnie, jak w grupie, niezależnie czy mamy lat siedem czy 70.

SKOCZMY GDZIEŚ

7 Jump Street to coraz popularniejsze miejsce spotkań towarzyskich. Wystarczy raz skrzyknąć znajomych na mecz siatkówki, koszykówki czy zbijaka, żeby stało się to obowiązkowym rytuałem, a grupowy bilet został wymieniony na 11-godzinny karnet. Skakanie z piłką po trampolinach poziomych i ukośnych ma w sobie coś z latania. Tradycyjna wersja tych sportów nie daje tyle fanu. Dla tych, którzy wolą freestyle, wspólne skakanie na trampolinach to dobry i rozluźniający wstęp po którym pójdą jeszcze do JumpStreetowej kawiarni na kawę i ciasto. I nagle okazuje się, że hasło „skoczmy gdzieś wieczorem” nabiera nowego znaczenia. Nie mówiąc już o „wybryku”. Tekst: Aga Kacprzyk Słowo Daję, obraz: © Eugene Onischenko / Shutterstock.com Park Trampolin 7 Jump Street Olsztyn, Leonharda 7 www.7jumpstreet.pl fb/7jumpstreet

041


ROZRYWKA

W RYTMIE ENDORFIN

042

PASJA TO ZA MAŁO ABY STWORZYĆ TAKIE MIEJSCE. POTRZEBNE BYŁO TEŻ SOLIDNE WYKSZTAŁCENIE, DOŚWIADCZENIE W ŚWIECIE I UMIEJĘTNOŚĆ PRACY Z LUDŹMI. PROWADZONA PRZEZ MISTRZÓW TAŃCA ERANOVA DZIAŁA NICZYM DOM KULTURY: KAŻDY, BEZ WZGLĘDU NA TALENT, ROZWINIE TU SKRZYDŁA.


ROZRYWKA

Zalecany w każdym wieku. Nie wymaga predyspozycji, inwestycji i przygotowań. Pomaga poznać możliwości własnego ciała, rozluźnia mięśnie, wzmacnia kręgosłup i stawy, oraz rzeźbi sylwetkę. Nie wspominając o wpływie na emocje. Badania udowadniają, że w organizmie tancerzy wyzwalają się endorfiny. Słowem – taniec to uczta dla ciała i zmysłów. Dlaczego więc tak wielu z nas ma opór przed wyjściem na parkiet? – „Wcale nie jest pani taka ostra jak się wydaje” – od lat słyszę to samo od ludzi, których spotykam na moich kursach tańca – śmieje się Iwona Pavlović, mistrzyni w tańcach latynoamerykańskich, jurorka telewizyjnego show, a od pięciu lat związana z Centrum Tańca Wasilewski-Felska mieszczącym się w Eranovie. – Bo w nauczaniu tańca nie ma miejsca na ocenę. Jest życzliwość i pasja, które płyną z serca. Często moi podopieczni wzdychają: szkoda, że tak długo zwlekałem żeby ruszyć się z kanapy. Nie ma wątpliwości: telewizyjne show spopularyzowały taniec w Polsce. Dlatego w ostatniej dekadzie przybywa szkół oferujących kursy: od hip hopu, przez latynoamerykańskie, po eleganckie formy tańca towarzyskiego. – Niestety, nie ma w Polsce profesjonalnego systemu kształcenia, studiów przygotowujących do prowadzenia takiej działalności – przyznaje Krzysztof Wasilewski, założyciel Centrum Tańca Wasilewski-Felska działającego od 1994 roku. – Otworzyć szkołę tańca może dziś każdy, kto ledwo „liznął” parkietu. Wielu robi to na wyczucie, bez znajomości metodyki. A przez brak przygotowania, improwizację, łatwo zniechęcić do tej formy aktywności. Karolina Felska i Krzysztof Wasilewski, zanim pięć lat temu stworzyli Miejsce Kreatywnej Aktywności Eranova gdzie ma siedzibę m.in. legendarne centrum firmowane ich nazwiskami, przejechali świat wzdłuż i wszerz. Studiowali u prof. Mariana Wieczystego, który rozpowszechnił taniec towarzyski w Polsce, a potem przez kilka lat w Niemczech. Tańczyli na najlepszych parkietach, zgarnęli kilkadziesiąt mistrzowskich tytułów i zakończyli karierę. I mimo że czasem tęsknią za salonami Wiednia, Blackpool czy Sankt Petersburga, stawiają na Olsztyn. Dlatego przenieśli tu kawałek wielkiego świata. I zaprosili do współpracy Iwonę Pavlović, z którą znają się od 40 lat. – Eranova to ukoronowanie naszych działań popularyzujących taniec – przyznaje Karolina Felska. – I choć pracuje tu profesjonalna kadra, a wyposażenie jest z najwyższej półki, nie jest to miejsce dla wyczynowców. Wyszliśmy z założenia, że każdemu należy się odrobina luksusu. U nas tańczy się lub ćwiczy dla przyjemności i towarzystwa. A oferta jest skierowana do małych i dużych mieszkańców, bez względu na stopień zaangażowania na parkiecie i zasobność portfela. To taki dom kultury, gdzie każdy znajdzie dla siebie formę aktywności i rozwoju. Dlatego przez większość dni w tygodniu ogromna przestrzeń Eranovy tętni muzyką. Oprócz kursów dla dzieci i dorosłych, zajęć fitness, można przetestować umiejętności na wieczorkach tanecznych. Dancingi na dębowym parkiecie i w blasku kryształowych żyrandoli integrują generacje i miłośników niemal każdego rodzaju muzyki. – Na parkiecie zaciera się granica wieku i statusu społecznego – przyznaje Iwona. – Następuje międzypokoleniowa wymiana energii, nikt nie zadziera nosa, nie struga mistrza. Taniec wyzwala potencjał, którego młodzi ludzie często mogą pozazdrościć 60–70-latkom.

– Metamorfozy bywają spektakularne – dodaje Karolina. – Ćwicząc kroki i figury nie tylko prostuje się sylwetka, ale też wzrasta pewność siebie. Mężczyźni umiejętnie prowadząc partnerkę otrzymują zastrzyk charyzmy. Pary odkrywają siebie na nowo. Ale nie tylko pary. Kursy dla singli bazujące na żywiołowych latynoskich rytmach jak salsa czy tzw. Lady Dance, to okazja, aby wydobyć swoje fizyczne atuty i wzmocnić się psychicznie. – Kiedy pracuje całe ciało, a endorfiny zaczynają szaleć, odkrywamy, że taniec to czysta radość – zapewnia Iwona. – I zaczynamy z podziwem patrzeć w lustro. Radością i zmysłowością pulsuje także tango argentyńskie czy rytmy karaibskie, jak kizomba, bachata. Kursy tańca towarzyskiego bazują na Światowym Programie Tanecznym opracowanym przez międzynarodowe gremia nauczycieli. Tańce i figury walców, tang, salsy, cha cha czy jive są ujednolicone dla wszystkich krajów Europy, a ich nauka – prosta i przyjemna. – Otwieramy się na świat, podróżujemy, a wieczorki taneczne to nieodłączna część oferty turystycznej – przyznaje Krzysztof Wasilewski. – Kroki, np. salsy, spopularyzowane przez latynoskie gwiazdy pop, są w tej chwili powtarzane pod każdą szerokością geograficzną. Niektórych tańców po prostu nie wypada nie znać. Wesele czy impreza rodzinna nie mogą obyć się bez walca angielskiego, wiedeńskiego czy tanga. Ro dzin na atm os fe ra w Era n ovie to nie t ylko za sł uga kilku pokoleń kursantów. Energia i pasja, którą wyzwala taniec, łączy ludzi na lata, obala stereotypy i budzi podziw przyjezdnych. – Kiedyś mieliśmy gości z USA, którzy nie mogli się nadziwić, że Olsztyn ma szkołę tańca jakiej nie powstydziłby się Broadway – przyznaje Karolina. – I choć czasem tęskno nam do wielkiego świata, naszą misją jest zarażać pasją tutaj, w rodzinnym mieście, gdzie drzemie wiele nieodkrytych talentów. Tekst: Beata Waś, obraz: Łukasz Wajszczyk Eranova Miejsce Kreatywnej Aktywności Olsztyn, Al. Obrońców Tobruku 3 tel: 885 81 81 85 www.eranova.pl

043


CIAŁO

CIAŁO I DUSZA – PERFECT! UCIECZKA NA BALI TO NIE PROPOZYCJA BIURA PODRÓŻY, A OFERTA ZABIEGU RELAKSACYJNEGO W GABINECIE MASAŻU. ABY OSIĄGNĄĆ KSZTAŁT „BRAZYLIJSKICH 044

POŚLADKÓW” NIE TRZEBA CZEKAĆ DO LATA. BODY PERFECT ROZPOCZYNA KOLEJNY SEZON PRACY NAD KONDYCJĄ I DOBRYM SAMOPOCZUCIEM.

Pierwsi klubowicze pojawiają się tu już o 7 rano. Dla tych, którzy nie zdążyli zjeść w domu śniadania czekają: kawa, owoce i zdrowe przekąski. A w wolny dzień można zaplanować czas do późnego wieczora pod hasłem: kondycja i uroda od A do Z. Do dyspozycji klubowiczów – 1500 mkw. powierzchni przez siedem dni w tygodniu. Kompleksowy obiekt Body Perfect działający od 15 lat słynie z rodzinnej atmosfery i ogromnego wyboru aktywności, zabiegów poprawiających wygląd i podnoszących poziom endorfin. A cykliczny event Odchudzamy Olsztyniaków dowodzi o skuteczności i profesjonalizmie kadry trenerskiej.

DRUGI DOM

Pierwszy raz na siłowni? Chyba każdy na początku czuje się zagubiony wśród takiej ilości sprzętu. Dlatego trening konsultacyjny z trenerem i jego stała opieka pomagają poznać tajniki ćwiczeń. Każda praca nad ciałem zaczyna się od dokładnych pomiarów i analizy jego składu. Kontrola parametrów i obserwacja efektów ćwiczeń dodają motywacji, albo sygnalizują potrzebę zmiany treningu. Strefa Kobiet z urządzeniami do masażu, rolletic i rowerkami pozwala trenować w intymnym miejscu, z daleka od obserwatorów. Z kolei dietetyk współpra-


CIAŁO

cujący z klubem pomoże dobrać jadłospis potęgujący efekt ćwiczeń. Jesteśmy entuzjastami zdrowego stylu życia i treningów, dlatego każdego potrafimy zmotywować do pracy. – Dzięki wiedzy i doświadczeniu mamy klientów, którzy są z nami od początku działalności, rozwijają się z nami i motywują do ciągłego ulepszania oferty – mówi trenerka Elżbieta Zienius. Niemal 300 entuzjastycznych komentarzy klientów na profilu Body Perfect potwierdza, że nie tylko chwalony jest tu profesjonalizm, ale i atmosfera. Przykłady? „Mój drugi dom. Wystarczy zakomunikować, że coś jest potrzebne, a klub stara się sprostać oczekiwaniom” – pisze Barbara, jedna z internautek. „Mam do nich daleko, ale tylko tam jest taki super klimat, więc tylko Body Perfect. Ocena personelu: 10/10” – dodaje Irek. „Dzięki Body Perfect i jego trenerom schudłam 22 kg. I to nie koniec!” – zapewnia Magda.

ENERGIA I WYCISZENIE

Żywiołowa zumba zainspirowana latynoskimi rytmami to fuzja tańca i aerobiku. Salsation rozwija świadomości ciała i muzykalność, a spinning – jazda na rowerze stacjonarnym w rytm muzyki poprawia wydolność. Joga harmonizuje ciało i umysł, fat killer modeluje ciało przy pomocy ciężarów, a szkoła pleców likwiduje bóle kręgosłupa. Ponad 70 godzin tygodniowo instruktorzy Body Perfect dedykują zajęciom grupowym dopasowanym do temperamentu i potrzeb. Ćwiczenia odbywają się w kilku salach treningowych o różnych porach dnia. Energetyzują z rana, relaksują i modelują sylwetkę po dniu pracy, pomagają pozbyć się stresu przed snem. Zajęcia grupowe dają motywację i wsparcie. Korzysta z nich ponad 200 osób dziennie, a pierwsze ruszają już o 9 rano – poranna joga pozytywnie nastrajająca na cały dzień. Zajęcia

dla seniorów nie tylko poprawiają kondycję ciała ale są formą integracji i nawiązania nowych relacji. W bogatym grafiku każdy znajdzie odpowiednią formę aktywności.

DOTYK ORIENTU

Rytuały to jeden z odprężających i relaksacyjnych zabiegów na ciało w gabinecie masażu. A wśród nich m.in. jedyna w Olsztynie ceremonia hammam czerpiąca z tradycji Dalekiego Wschodu. Na podgrzewanym marmurowym łożu, przy mistycznych dźwiękach muzyki ciało poddawane jest peelingowi, kąpieli i masażowi. To taka namiastka egzotycznych wakacji. Podobnie inne masaże jak Ucieczka na Bali, Kokosowa Wyspa czy Marokańskie Złoto – każdy z nich to 90 minut uczty dla zmysłów. Oprócz zabiegów poprawiających urodę, można tu poprawić też nastrój w saunie ze światłem wykorzystywanym w koloroterapii, jacuzzi czy łaźni parowej. Dodatkowo Body Perfect współpracuje z Kliniką Medycyny Estetycznej i kosmetologii Malwina Radzikowska oferującą nowoczesne zabiegi poprawiające wygląd skóry twarzy i ciała. W obiekcie znajduje się także gabinet stylizacji paznokci. Jedno miejsce, wiele możliwości – metamorfozy, odpoczynek, relaks. Wszystko podparte rzetelną wiedzą na temat rzeźbienia ciała i poprawy kondycji. Dzięki takiemu doświadczeniu droga do sukcesu skraca się i – co ważne – z trwałym efektem. Tekst: Beata Waś, obraz: Shutterstock.com, archiwum Body Perfect BODY PERFECT Olsztyn, ul.Kętrzyńskiego 5 tel: 89 612 97 97 bodyperfect@onet.eu www.bodyperfect.com.pl

045


ROZRYWKA

PRZYPRAWIĆ ŻYCIE SALSĄ ZMYSŁOWA, NAMIĘTNA I PEŁNA RADOŚCI. WYZWALA ENDORFINY I POZWALA ZAPOMNIEĆ O TROSKACH. POPULARNOŚĆ TEGO TAŃCA ZATACZA CORAZ SZERSZE KRĘGI. PO PIERWSZEJ LEKCJI W OLSZTYŃSKIEJ LILLA SALSA ACADEMY NIE MA JUŻ ODWROTU – SALSA STAJE SIĘ CZĘŚCIĄ ŻYCIA.

046


ROZRYWKA

Kubańska flaga i bongosy znajdujące się w sali akademii to przedsmak atmosfery, która pojawia się z pierwszym dźwiękiem muzyki. Ciało automatycznie podchwytuje karaibski rytm. Ale Kamila nie odpuszcza, dopóki grupa nie zacznie tańczyć synchronicznie, da z siebie wszystko. Do ostatniej kropli potu. To pewnie dlatego zaawansowani kursanci nazywają żartobliwie jej szkołę „Lilla Terror Team”. – Salsa jest przyjemna, ale wymaga wysiłku. A ja jestem wymagająca, za to szybko widać efekty. Kursanci nabierają pewności siebie na parkiecie w ciągu kilu zajęć – przyznaje Kamila Grygorowicz, właścicielka LSA, tancerka, choreografka i teoretyk tańca. – A po kilku miesiącach są gotowi aby ruszyć w świat: na warsztaty, pokazy i festiwale salsy, które organizowane są w dużych miastach. Bo salsa to nie tylko taniec, ale i styl życia. Jej miłośnicy tworzą coraz większą, międzynarodową społeczność. Kobiet i mężczyzn, którzy bez względu na warunki, klimat i wiek w jej rytmie rozładowują stres, poprawiają nastrój, zawierają przyjaźnie. I regularnie spotykają się na parkiecie, aby podkręcać endorfiny. Choćby w olsztyńskim klubie Mięta na Starym Mieście, gdzie każdy wtorkowy wieczór upływa w karaibskim klimacie. Przy drinkach z rumem Cuba Libre króluje Salsa, Bachata, Merengue, Cha Cha. A goście z zaprzyjaźnionych szkół Salsy z całej Polski przyjeżdżają dzielić się swoim warsztatem. – Nigdy nie jest za późno, aby zacząć tańczyć Salsę, nieważne czy w parze, czy solo – twierdzi Kamila. – Dobrze działa na koncentrację i koordynację, konieczność powtarzania sekwencji poprawia pamięć. Ludzie zamknięci w sobie nabierają pewności, dostają życiowego „kopa”. Nie przypadkiem na Kubie, gdzie tańczy ją dosłownie każdy i byle gdzie, mimo różnego poziomu życia, ludzie są radośni, zdystansowani. Kamila od dzieciństwa była związana z parkietem. Studiowała choreografię i teorię tańca na Akademii Muzycznej w Łodzi i Uniwersytecie Muzycznym w Warszawie, zdobyła międzynarodową klasę taneczną S w Tańcu Towarzyskim. A potem pojechała do Londynu i spotkała Supermario – znanego instruktora Salsy, który zaraził ją swoją pasją. – Oczarowała mnie naturalność tego stylu, który sprawia wrażenie zabawy, spontanicznego ruchu. Mimo że wymaga nauki

kroków, elementów stylingu i tzw. footworków – przyznaje Kamila, zeszłoroczna Mistrzyni Polski w Salsie Solo. Głównych odmian tego tańca jest przynajmniej kilka. Styl którego uczy w olsztyńskiej szkole zwany Salsa on2 (Mambo), pochodzi z Nowego Jorku i charakteryzuje się figurami opartymi na liniowej geometrii, elegancją i płynnością ruchu. W Lilla Salsa Academy swoich miłośników ma również Bachata – zmysłowy styl pochodzący z Dominikany. Podczas pierwszego roku działalności zaraziła miłością do tych tańców prawie 100 osób w różnym wieku. – W tej chwili każde duże miasto posiada specjalistyczną szkołę Salsy – przyznaje Kamila, która pochodzi ze Szczecina. – Postawiłam na Olsztyn i w ciągu kilku miesięcy stworzyło się wokół naszej szkoły nowe środowisko miłośników tańców karaibskich. Kursanci LSA pokazali się na kilku lokalnych imprezach, zrobili furorę na festiwalu So! Salsa Summer Jam 2018 w Gdańsku. – Rozwijamy się, podróżujemy, przygotowujemy do kolejnych festiwali. Bo ten taniec i jego bajeczna, kojarząca się z wakacjami otoczka, daje życiowy napęd i formę przez cały rok. Sama jestem najlepszym przykładem – po dwóch porodach błyskawicznie wróciłam do formy – przyznaje instruktorka. Lilla Salsa Academy 16 września będzie obchodziła pierwsze urodziny. W godz. 12–17 w jej siedzibie można wziąć udział w próbnych zajęciach. A wieczorem od godz. 20 w klubie Mięta – wielkie święto salsy z pokazami, konkursami, niespodziankami. Zaproszeni są wszyscy, którzy chcą dowiedzieć się na czym polega fenomen tego tańca. I postawić pierwszy, choćby nieśmiały krok. – Słowo salsa wywodzi się z języka hiszpańskiego, oznacza dosłownie sos – tłumaczy Kamila. – Sugeruje, że taniec dostarcza intensywnych, wyrazistych, pikantnych doznań. Słowem: przyprawia smak naszego życia. Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum Lilla Salsa Academy

Lilla Salsa Academy Kamila Grygorowicz Olsztyn, ul. 5 Wileńskiej Brygady AK 26 www.lillasalsa.pl

047


LUDZIE NON PROFIT

PSYJACIÓŁKA PSIE NIESZCZĘŚCIE POTRAFI ZAMIENIĆ W HISTORIĘ Z HAPPY ENDEM. MA ICH NA KONCIE TYLE, ŻE NIE STARCZYŁOBY ŁAP W OLSZTYŃSKIM SCHRONISKU, ABY JE ZLICZYĆ. MONIKA DĄBROWSKA SWOJĄ EMPATIĄ DO BEZDOMNYCH ZWIERZĄT ZARAZIŁA PÓŁ POLSKI. I CIĄGLE JEJ MAŁO.

048

Po latach mieszkania w akademiku UWM trafiła na stancję – wykończona fizycznie przez studencką dietę i brak ruchu. Ukochane zwierzaki w rodzinnym domu pod Kwidzynem odwiedzała tylko w święta. Zaczepiała za to wszystkie czworonogi z sąsiedztwa. – W końcu sąsiedzi, widząc mnie z daleka podczas spacerów z psami, zaczęli zmieniać trasę – śmieje się Monika Dąbrowska, wolontariuszka. – Stwierdziłam, że muszę poszukać psów, którym będę potrzebna. Tak pięć lat temu trafiła do olsztyńskiego schroniska dla zwierząt z gotowym biznesplanem. Pomysł na wspólny jogging z psami spodobał się dyrektorce, ale najważniejsza była reakcja zwierząt. – Dostałam na próbę psa Rudego i po powrocie z leśnego truchtu komisja miała ocenić jego nastrój. Miał tyle energii, że nie nadążałam za nim! Szalał z radości, a ja dostałam zielone światło na akcję „Bieg na sześć łap” – wspomina. Na pierwszą edycję w 2013 roku przyszło kilka osób. Monika docierała do mediów, instytucji, działała w internecie, zaczepiała biegaczy i zapraszała na trening do schroniska. Grono wolontariuszy rosło. Na piąte urodziny, które obyły się w mroźną lutową niedzielę, przyszło ponad 250 osób. Takiej imprezy schronisko jeszcze nie widziało. Kilka tortów, samochody pełne karmy i gadżetów. No i chyba żaden z kilkuset zwierzaków nie mógł narzekać na brak czułości lub choćby próbę kontaktu. Akcję podchwyciło do dzisiaj ponad 40 schronisk w Polsce. – Jednak psy w klatkach potrzebują zainteresowania przez siedem dni w tygodniu, a nie tylko od święta – przyznaje Monika. – Trzeba było wymyślić coś, co pozwoli im zażyć ruchu i kontaktu z człowiekiem częściej. Postanowiliśmy połączyć tzw. środowiska wykluczone – ludzi i zwierzęta. O tym jak podziałał na więźniów aresztu kontakt z bezdomnymi psami opowiedział film dokumentalny „6 łap zza krat”, który zdobył nagrodę na festiwalu Prison Movie. A mali pacjenci Szpitala Zdrowia Psychiatrycznego, którym Monika i wolontariusze z różnych środowisk zorganizowali animacje w towarzystwie psów, ze łzami w oczach rozstawali się po imprezie. Podobnie podopieczni Domu Opieki Społecznej w Olsztynie. Podczas klubow ych Muzycznych Biegów na 6 Łap udaje się zebrać za każdym razem kilkaset kg karmy. Dwa razy w tygodniu Monikę z ekipą można spotkać nad jeziorem Długim, a w sobotę w Parku Centralnym. Integrują psy ze schroniska i polikliniki dla zwierząt w Kortowie. Tutaj również grupa psów czeka na adopcję. Ale zanim to nastąpi wolontariusze budują ich (i swoją) formę, uczą kontaktu

z człowiekiem, zaufania. No i prezentują spacerowiczom zachęcając do adopcji. – Ludzie traktują mnie trochę jak pogotowie dla zwierząt i ptaków – tłumaczy Monika, laureatka Konkursu Babafest. – Choć nie starcza mi czasem doby, mam ogromną radość widząc jak przez te pięć lat wolontariat się rozwinął, a schronisko ożyło. I po tym jak najmniej urodziwy pies ze schroniska trafił na okładki gazet z nową panią. Nie tylko zwierzęta przechodzą metamorfozę. Zbuntowane nastolatki stają się odpowiedzialne i opiekuńcze, osoby na wózkach inwalidzkich czują się potrzebne innym. Bo pies nie ocenia. Jeśli damy mu kawałek serca, on pokocha nas całym sobą. Z dożywotnią gwarancją lojalności – zapewnia Monika. Tekst: Beata Waś, obraz: Przemysław Frej Mecenas projektu:

Partnerem cyklu „Ludzie non profit”, prezentującego osoby zaangażowane w działalność społeczną, jest firma Hirpol. Firma prowadzi szkolenia z obsługi maszyn, wpływa na zmianę kwalifikacji osób, a tym samym rozwój rynku pracy Warmii i Mazur. Realizuje kursy przygotowujące do państwowych egzaminów Urzędu Dozoru Technicznego z obsługi wózków widłowych, żurawi, dźwigów, suwnic, podestów, wciągarek i podnośników oraz szkolenia BHP. HIRPOL Olsztyn – Centrala Olsztyn, ul. Kajki 3/1 Oddział Gdańsk Gdańsk, Al. Grunwaldzka 411

e-mail: kontakt@hirpol.pl www.hirpol.pl


CIAŁO

MEDYCYNA JAKOŚCI ŻYCIA PIĘKNO TO ZASŁUGA WIELU CZYNNIKÓW: DIETY, STYLU ŻYCIA, AKTYWNOŚCI FIZYCZNEJ I ZABIEGÓW, KTÓRE SUBTELNIE JE PODKREŚLAJĄ. MEDYCYNA ESTETYCZNA NIE JEST DZISIAJ FANABERIĄ CELEBRYTÓW, A INWESTYCJĄ W ZDROWIE I POCZĄTKIEM POLEPSZENIA JAKOŚCI ŻYCIA.

Skóra to największy narząd człowieka, a jednocześnie lustro stanu zdrowia. Na nie, według definicji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) składa się dobrostan psychiczny, fizyczny i społeczny, a nie tylko brak choroby. – Zadowolenie z naszego wyglądu przekłada się na dobre samopoczucie – przyznaje dr Małgorzata Braczkowska, lekarz specjalista w zakresie anestezjologii i intensywnej terapii, właścicielka gabinetu medycyny estetycznej w Olsztynie. – Dlatego jeśli dostrzegamy problem upływu czasu, widoczny zwłaszcza na skórze, należy przyjrzeć się swoim codziennym nawykom. Dr Braczkowska podchodzi do tematu piękna i zdrowia holistycznie. Jej terapię można określić medycyną jakości życia. Stan zdrowia, tryb życia, dieta, używki, aktywność fizyczna – to punkt wyjścia do rozmów o zabiegach medycyny estetycznej. – Każda niedoskonałość naszego ciała to okazja do szerszego spojrzenia na swoje życie i zdrowie. Efekty zabiegów medycyny estetycznej podkreślających naturalne piękno, będą znacząco lepsze i bardziej długotrwałe, jeśli utrzymamy zdrowy tryb życia. Co w konsekwencji zmniejsza ryzyko chorób takich jak np. nadciśnienie tętnicze, zawał serca czy udar mózgu. Pomaga to również zapobiec konieczności wykonywania zabiegów chirurgicznych w przyszłości – zapewnia dr Braczkowska. Upływ czasu na każdego z nas działa inaczej. Na pewne czynniki, takie jak geny czy środowisko, nie mamy wpływu. Jednak wiele z nich możemy modyfikować dokonując codziennych wyborów, np. wybierając zabiegi podkreślające naturalne piękno oraz dopasowane do wieku i urody. – Pacjenci często wstydzą się poruszać z lekarzem problem niezadowolenia ze swojego wyglądu – przyznaje właścicielka gabinetu. – Pokutuje opinia, że wygląd jest mniej ważny niż zdrowie. Nie rozumiemy, że te dwa czynniki są spójne. Rodzina czy partner często bagatelizują nasze fizyczne defekty jak rozstępy, zmarszczki czy fałdki tłuszczu, a my czujemy się

z nimi po prostu źle. W gabinecie przełamujemy tematy tabu. Mówimy o tym jak medycyna może pomóc, by poczuć się dobrze we własnej skórze. A do tego potrzebny jest plan terapeutyczny, który można porównać do budowy domu: fundamenty, ściany i dach, a na końcu wyposażenie. Najpierw więc trzeba przygotować skórę, pobudzić w niej procesy, które z powodu upływu czasu są mniej wydajne, stymulować i potęgować produkcję kolagenu i elastyny zasobami naszego organizmu. Dopiero w dalszym etapie planowane są zabiegi wykończeniowe, jak np. wypełnienie zmarszczek. – Dobieramy do kondycji skóry i wieku pacjenta to, co najlepiej na niego zadziała i da najlepszy efekt estetyczny – wyjaśnia dr Braczkowska. – Naczelna wartość dla mnie jako lekarza anestezjologa to bezpieczeństwo, wybór odpowiedniego preparatu czy techniki minimalizujące potencjalne działania niepożądane. Doświadczenie medyczne to również gwarancja skuteczności zabiegów. Do każdego pacjenta podchodzę indywidualnie, tworzę jego całościowy obraz, poznaję jego motywację i oczekiwania. Dzięki temu mamy większe szanse uzyskać naturalny efekt, bez przerysowań. Medycyna estetyczna przestała być elitarną dziedziną i dzisiaj zabiegi dostępne są dla wszystkich. – Prędzej czy później każdy kto będzie miał problem z akceptacją swojego wyglądu, będzie szukał pomocy lekarza medycyny estetycznej – mówi dr Braczkowska. – Korzystanie z naszych usług świadczy o tym, że człowiek dba o siebie. Nie tylko o swój wygląd, lecz także o zdrowie i jednocześni podnosi jakość swojego życia. Tekst: Beata Waś, obraz: Grzegorz Czykwin

Braczkowska Medycyna Estetyczna Polkard, Olsztyn, ul. ul. Jaroszyka 3 Tel: 663 838 311, 731 206 904, 89 543 06 86 www.braczkowska.pl

049


LUDZIE

ROZMOWY NA SCHODACH CZYLI ZNANE POSTACIE O NIEZNANYCH HISTORIACH.

MADE IN: Jakie masz nazwisko w dowodzie? Anita Lipnicka: Gray. Jestem tą, która usidliła pana Greya… choć on pisze się przez „e” – Grey. (żartuje sobie z „50 twarzy Greya”) W związku z tym należy się spodziewać plakatów z twoimi koncertami: Anita Gray? Moje nazwisko panieńskie stało się teraz pseudonimem artystycznym, bo jakby się nagle pojawiła Anita Gray… to kto to? Za dużo zamieszania byłoby. Ale w dowodzie jestem Anitą Gray, więc jak się melduję w hotelu pod nowym nazwiskiem… … to pewnie mówią: jest pani podobna do Anity Lipnickiej. Często tak mam. Poza tym ludzie mylą nazwiska z twarzami gwiazd. Byłam już i Edytą Bartosiewicz, i Edytą Górniak, a nawet Anetą Kręglicką. Jak ktoś mnie rozpozna, ale mówi „pani Edytko”, to ja w to brnę i podpisuję się jako Edytka, by kogoś nie rozczarować.

GOŚCIMY ANITĘ LIPNICKĄ *

KOMU HERBATA STYGNIE 050

PO KONCERCIE W OLSZTYNIE ANITA LIPNICKA ODSŁONIŁA NAM CAŁY WACHLARZ EMOCJI, KTÓRE ZAKORZENIŁY SIĘ W NIEJ DZIĘKI PRZEŻYCIOM ZWIĄZANYMI Z WARMIĄ I MAZURAMI. NO WŁAŚNIE, TYLKO CZY TO WCIĄŻ JEST ANITA LIPNICKA?

Rozmawiał: Rafał Radzymiński, na schodach przy ul. Dąbrowszczaków 14 w Olsztynie, 23 lipca o godz. 10:40 przy temperaturze 25°C Obraz: Kuba Chmielewski

Więc może jednak pojawisz się kiedyś na plakacie z nowym nazwiskiem po mężu? (w 2016 roku wyszła za maż za brytyjskiego grafika Marka Graya) Nie wykluczam tego. Teraz, z uwagi na barwną przeszłość artystyczną, jestem trochę w pułapce. Zaczynałam jako wokalistka popowa i to był okres mojej największej popularności. Ja tej sytuacji nie planowałam i nie zdążyłam się nawet zastanowić, jaki gatunek muzyki chcę uprawić. Po prostu – spotkałam Varius Manx i z nimi odniosłam największy komercyjny sukces. Nie miałam szansy poszukać w sobie innych dróg, bo dojrzewałam na oczach ludzi. Tamten okres zdefiniował moją postać i tak mnie ludzie dzisiaj odbierają, mimo iż wiele lat spędziłam w duecie z Johnem (John Porter, wieloletni partner muzyczny i życiowy – red.), grzebałam w alternatywie, w folku, który jest mi tak naprawdę najbliższy. Po prostu mam tę przeszłość, więc teraz jest taka sytuacja, że mimo iż moja najnowsza płyta „Miód i dym” ma recenzje najlepszej płyty w moim życiu, to alternatywne duże festiwale mnie nie biorą, bo kojarzona jestem – cytuję ich – z dawną epoką, a na komercyjnych z kolei też mnie nie widać, bo jestem zbyt… alternatywna. Więc sama już nie wiem gdzie ja dzisiaj się znajduję. I dlatego myślałam, by się odciąć i nagrać coś pod nowym nazwiskiem. Może kiedyś… kto wie? Ma to dla ciebie znaczenie w jakim mieście dajesz koncert? Tyle lat śpiewam i nie wiem dlaczego w niektórych miastach widownia w odbiorze muzyki jest bardziej powściągliwa, a innych mniej. Skąd się to bierze? Ale wczoraj w Olsztynie było super. Na koncerty na Warmię i Mazury jedziesz z jakimiś szczególnymi emocjami? Z jednej strony ten region jest mi bardzo bliski, bo całe dzieciństwo, odkąd pamiętam, przyjeżdżałam z rodzicami pod Olsztyn pod namiot. Potem dorobiliśmy się przyczepy


LUDZIE

kempingowej. Pierwsze nasze wypady zawsze były nocą, bo wyjeżdżaliśmy jak tabun, z innymi rodzinami, z mnóstwem przystanków. Zawsze słuchaliśmy w radiu listy przebojów w „Trójce”, więc musiał to być piątek. Potem wyjeżdżaliśmy pod Ełk i Augustów. Ale smutne zdarzenie jakie miało miejsce w moim życiu – nagła śmierć mojego taty przez nieszczęśliwy wypadek właśnie nad jeziorem podczas wakacji – sprawił, że to miejsce budzi dużo skrajnych emocji. Dla mnie mój tata został tutaj i na zawsze tu zamieszkał, ja już go nie odnajduję na cmentarzu. Był wielkim fanem przyrody. Nauczył mnie tu łowić ryby, pływać, pamiętam jak na początku pływałam na jego plecach. To on zaszczepił we mnie miłość do natury, więc jak raz na jakiś czas nie wyjadę nad jezioro, rzekę czy do lasu, to umieram. Bo ten kontakt z przyrodą zawsze pomaga mi powrócić do siebie. Mój tata taki był. Męża poznałaś już z Warmią i Mazurami? Razem nas tu jeszcze nie było, ale jedzie ze mną za tydzień na koncert do Ełku. Trzeba to nadrobić, bo jest tu pięknie, a zapach wody tak dobrze mi się kojarzy. Jezioro to oczywiście mój ulubiony zbiornik wody. Stworzyła się tu jakaś piosenka? Dla taty powstała „Down by the lake”, którą bardzo kocham. Jest o nim i o tym miejscu. Wykorzystałam do piosenki obraz jak przesiadywał na pomoście. Kiedy wstałam z przyczepy, on już był na rybach, odwrócił się i machał do mnie. Nagraliśmy ją na płycie z Johnem. Furorę robi „Ptasiek” z najnowszej płyty „Miód i dym”. Jak się tworzy takie cudo? „Ptasiek” jest magiczny, bo stoi za nim cała historia. To jest muzyka cudnego artysty, który przez lata mnie inspirował – Nicka Talbota. Miałam okazję go poznać, bo jestem typem psychofanki, czyli jak czymś się zauroczę, to potrafię kupić bilet i lecieć na koncert na drugi koniec Europy. I tak było z płytami Nicka, które nagrywał pod pseudonimem Gravenhurst. Pojechałam na jego koncert do Londynu i zwyczajnie podeszłam do niego mówiąc: „słuchaj Nick, nie wiem co ty robisz ze mną, ale moje serce krwawi słuchając rzeczy, które tworzysz”. Zaproponowałam, byśmy razem coś zrobili i tak nawiązaliśmy muzyczną przyjaźń. Po jakimś czasie, podczas jednej z sesji, Nick wspomniał mi o jednej piosence, którą nagrał na swojej pierwszej płycie i bardzo chciałby abym ją zaśpiewała, bo nie był do końca usatysfakcjonowany z jej brzmienia. Wziął gitarę i zaśpiewaliśmy. Po latach, kiedy dowiedziałam się o jego nagłej śmierci w trakcie trasy koncertowej, odgrzebałam to nasze nagranie uznając, że muszę coś dla niego zrobić, upamiętnić jego postać i dokończyć tę piosenkę. Napisałam do niej polski tekst. „Ptasiek” jest metaforą dla wszystkich postaci, które są nadwrażliwe, nie przystają do rzeczywistości, ale to oni tworzą coś, to nas odmienia i powoduje, że stajemy się lepsi, więcej czujemy. I ta prawda z piosenek wygrywa. Autentyczne emocje zawsze zostaną odebrane. Dlatego nie ma co matematycznie podchodzić do tematu i wymyślać hitów, bo to nie działa. A na jakimś etapie procesu tworzenia utworu umiesz przeczuć jego popularność? Nie i do tej pory zaskakuje mnie to. Jak graliśmy z Johnem w duecie i nagrywaliśmy na pierwszą płytę piosenkę „Bones

of love”, chcieliśmy wręcz wyrzucić ją, bo wydawało nam się, że nie pasuje. A okazało się, że to nasz największy hit, który dał nam życie jako duetowi muzycznemu. Dlatego nie wiesz co się sprawdzi, a co nie. Im dłużej to robię, tym bardziej jestem przekonana, że należy robić swoje, a czy świat się na to załapie czy nie, to już nie masz wpływu. Kończymy bo… herbata stygnie (wcale jej nie pijemy, tylko to aluzja do nazwy jej pierwszego zespołu założonego jeszcze w szkole). (śmieje się) Z kolegą w ogólniaku założyliśmy duet „Herbata stygnie”, ale czyj to był pomysł na tę nazwę…? Próbowaliśmy układać swoją muzykę do istniejących tekstów Adama Ziemianina czy Edwarda Stachury, ale też i pisaliśmy pierwsze swoje teksty. Pojawiliśmy się na paru przeglądach piosenki autorskiej i poezji śpiewanej, nie wygraliśmy ani razu, ale robiliśmy swoje. W liceum dużo się działo, to był mega intensywny czas. A żaden trener w szkole nie przechwycił cię do sportu? Jesteś bardzo wysoka, pewnie wtedy też wyróżniałaś się wzrostem. Chodziłam do sportowej szkoły w podstawówce. W Piotrkowie Trybunalskim piłka ręczna stała bardzo mocno, Piotrcovia była nawet mistrzem Polski, więc za sprawą taty, który był fanem sportu, znalazłam się w tej piłce ręcznej. Trochę było to sprzeczne z moją sylwetką, bo nie dość, że byłam bardzo wysoka, to też i chuda. Trener mówił na mnie „Oświęcim”. To była tragedia. (śmieje się) Mieliśmy też dużo zajęć w basenie, więc jego: „Oświęcim, wychodzić z wody!” pamiętam cały czas. Ale po podstawówce, w której mieliśmy po 12 godzin zajęć w tygodniu, miałam już dosyć sportu. W ósmej klasie nastąpił przełom w mojej głowie, w odczuwaniu i postrzeganiu świata. Do siódmej klasy miałam zawsze odrobione lekcje, wszystko podkreślone odpowiednim kolorem, świadectwo z czerwonym paskiem, a potem zaczęłam odkrywać świat i intensywnie go odczuwać. Zmieniłam się w typ dziewczyny w powyciąganych swetrach i z poezją pod pachą. Zaczęłam wagarować, przesiadywać w parkach kontemplując życie i patrząc na krople deszczu na liściach, które podświetlało słońce. Nie umiałam się z tego transu wyzwolić. Sport przestał mnie wtedy zupełnie obchodzić. Z gitarą zaszyłam się w swoim świecie.

ANITA LIPNICKA

Weszła do popkultury za sprawą Varius Manx, z którym odniosła gigantyczny sukces, stając się jednym z najważniejszych głosów swojego pokolenia. Mimo to już po drugiej wspólnej płycie zdecydowała się na karierę solową, sięgając po sukcesy. Od 2002 roku tworzyła w duecie z Johnem Por terem , z k tór ym zostali parą również prywatnie (mają córkę). Dwa lata temu wyszła za mąż za brytyjskiego grafika i artystę Marka Graya. W ub. roku wydała najlepiej oceniany z dotychczasowych albumów „Miód i dym” nagrany jako Anita Lipnicka & The Hats. 22 lipca zagrali koncert w Olsztynie.

051


MODA

MĘSKI PUNKT WIDZENIA JEDNEGO MOŻEMY BYĆ PEWNI – DO MODY NIGDY NIE WRÓCI ŹLE DOBRANY GARNITUR. OLSZTYŃSKA MARKA VIDO OD 15 LAT KREUJE GUSTA MĘŻCZYZN, WYRYWAJĄC ICH Z SZARYCH I NUDNYCH STEREOTYPÓW. BO I ŻYCIE WTEDY NABIERA KOLORÓW.

052

Po odbiór garnituru klient z Gdańska przyjechał do VIDO z kwiatami. Szczęśliwy wręczył je obsłudze olsztyńskiego sklepu, bo pierwszy raz w życiu ktoś umiał tak gustownie doradzić i fachowo dopasować ubiór do jego nietypowej sylwetki. VIDO zmienia mężczyzn. Ale to nie jest sieciowy sklep w którym wisi pełna rozmiarówka garniturów i z paniami pomagającymi przymierzyć kolejne fasony niezdecydowanym klientom. Marka VIDO sama tworzy kolekcje. Szyte są w tych samych szwalniach, z których korzystają prestiżowe marki w kraju. Niegdyś marka VIDO sprzedawała swoje garnitury w przeszło 50 sklepach w kraju. Dzisiaj ograniczyło się do trzech własnych firmowych (Olsztyn, Ostróda, Lubawa), bo w VIDO nie tyle chodzi o sprzedaż, co zbudowanie odpowiednich relacji z klientem, by efekt końcowy wywoływał emocje przytoczone ze wstępu. A jak pokazał czas, trzy punkty wciąż potrafią przyciągać klientów nawet z miast tak odległych jak np. Lublin. Co takiego się kryje za drzwiami VIDO?

Ten świat dla mężczyzn stworzyło kilka kobiet, choć 15 lat temu właścicielka Anna Jastrzębska pierwszy sklep otwierała jeszcze wspólnie z mężem. Początkowo sprzedawali dostarczany im towar innych producentów. Szybko uznali, że mogą robić lepszy: ze szlachetniejszych materiałów, staranniej wykończony, z trafionymi wzorami tkanin, no i eleganckim fasonem. Można przyjąć więc, że dzisiejsza marka VIDO jest autorskim stylem właścicielki, który z głowy przenosi do szwalni (tu powstały modne później marynarki zapinane na jeden guzik). – Nie jeżdżę na światowe pokazy – zaznacza. – Czym więc się inspiruję? Ja to po prostu mam w swoich zmysłach. Sama od dawna przerabiam i modyfikuję prawie każdą kupioną rzecz detalem, który zawsze zmienia jej charakter. Mam to coś, co sprawia, że jak spojrzę na osobę, to już widzę dla niej stylizację na odpowiednią okazję – mówi. – To prawda – szybko potwierdza córka Aleksandra Szałkowska. Jest kierownikiem olsztyńskiego salonu VIDO, choć


MODA

doświadczenie w branży budowała nie tylko w rodzinnym biznesie, ale też w znanych polskich markach. – Mama, podając zwykłą białą koszulę, zaproponuje np. przeszycie guzików innym kolorem nici, bądź całkowicie zmieniając guzik na inny, by wydobyć jeszcze lepszy efekt. Mężczyźni są w szoku. Kluczem do zadowolenia klientów jest kunszt pracującej na zapleczu doświadczonej krawcowej, która nanosi poprawki, by ubiór idealnie leżał na sylwetce. Właścicielka mówi o niej: praktyka uczyniła ją mistrzem. Co ciekawe, kupione w VIDO garnitury przez kolejne dwa lata można tu bezpłatnie przerabiać. Ponieważ każdy ma inną budowę, sylwetkę i kształt twarzy, która „lubi” te, a nie inne fasony i kolory, wybór eleganckiej garderoby dla mężczyzny wymaga doświadczenia, zmysłu, ale też i rozszyfrowania osobowości do której można dopasować nieco odważniejsze stylizacje. Panowie, a teraz o nas: jak się dzisiaj nosimy? Ocenia właścicielka: – Wyraźnie wzrasta świadomość dobierania ubioru. Mężczyźni otworzyli się na kolory, wreszcie noszą szczuplejsze rozmiary, krótkie marynarki. Mają w szafach coraz więcej casualowych rzeczy. Czują, że strój jest ważny, bo mężczyzna odpowiednio ubrany zyskuje już po pierwszym spojrzeniu. – Doradzałam niedawno klientowi różową koszulę, bo świetnie mu pasowała – przytacza Aleksandra. – Róż?! – prawie wykrzyczał przerażony. Więc przekonuję go: „tak proszę pana, właśnie róż. Róż to męski kolor, kolor surowego mięsa” – przyrównałam. I kupił ją. Doradzamy klientom jak komponować garderobę. Zwykle panowie przekonują się do odważniejszej stylizacji, kiedy pokaże im się cały zestaw. Bo często przychodzą i mówią, że chcą taki i taki kolor garnituru, a wychodzą

od nas w czymś zupełne innym. Jak to możliwe? Próbujemy, doradzamy i przekonujemy: „tak pan wygląda w tym, co pan chciał kupić, a tak w tym, jak my pana widzimy”. I wtedy jest reakcja: „ojej! Ale super”. Doświadczenie załogi VIDO pokazuje, że Panowie finalnie zawsze przyprowadzają osobę decyzyjną w postaci kobiety (żonę, mamę lub siostrę) w celu podjęcia ostatecznej decyzji i akceptacji wcześniej wybranej wspólnie z nami stylizacji. – Często klienci przychodzą już źli, bo mierzyli marynarki i garnitury w sieciówkach i nic nie wybrali. Ciężko im trafić idealny rozmiar, bo każdy jest innej budowy, a nikt im nie poradził. I słyszymy od nich: „ma pani rację, bo obszedłem pół miasta i nic na mnie nie pasuje”. Moda zatacza koło, ale nigdy nie wróci garnitur niedopasowany – opowiada Aleksandra. – Dlatego poświęcamy klientowi godzinę czy dwie przy okazji pracując z nim jak psycholog. Chcemy ich traktować jakby byli gośćmi w naszych domach. Więc z tego złego nastawienia na początku, finalnie pojawia się zadowolenie i podziękowania. Bo sprzedajemy im nie tylko garnitury czy dodatki, ale też i pozytywne emocje z nimi związane. Tekst: Rafał Radzymiński Obraz: Piotr Dowejko

VIDO – Moda Męska Olsztyn, ul. Orkana 11 tel. 89 523 75 57 kom. +48 513 100 311 e-mail: vido@vido.pl www.vido.pl

Ostróda, ul. Drwęcka 1B kom. +48 509 603 271 Lubawa, ul. Rynek 2 kom. +48 513 011 498

053


REPORTAŻ

DUSZA NA ZAKRĘCIE CZUJESZ POTRZEBĘ ZMIANY. ZATRZYMAĆ SIĘ W BIEGU, PRZYJRZEĆ SOBIE, UWOLNIĆ OD BLOKAD, LEPIEJ ZARZĄDZAĆ WŁASNYM POTENCJAŁEM. W OŚRODKACH ROZWOJU OSOBISTEGO NA WARMII I MAZURACH METOD PRACY JEST WIELE, ALE CEL JEDEN: NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA.

054

Godzinę przed twoim przyjazdem nawiązałam z tobą kontakt myślowy i wynotowałam na jakich obszarach potrzebujesz pracy – wita mnie Anna Dąbrowska, jedna z czterech właścicielek malowniczego Ośrodka Naturoterapii Istnienie w Ruszajnach pod Barczewem. Jestem pod wrażeniem – trafia w dziesiątkę, choć nic o mnie nie wie.

PO PIERWSZE: ODDECH

Przytulną salę warsztatową w starej stodole otacza ogromny piękny ogród pełen drzew i kwiatów. Już sam pobyt wśród zieleni i śpiewu ptaków napawa spokojem. Autorska Tęczowa Terapia stworzona przez Annę wykorzystuje barwy i dźwięki w harmonizowaniu wnętrza. – Każda emocja i reakcja osadza się w konkretnym narządzie z którego trzeba wyprowadzić napięcie – tłumaczy Anna, która od 20 lat pracuje z emocjami, zgłębia motywacje zachowań człowieka. W sesjach wykorzystuje metody tzw. Totalnej Biologii, Konstelacji Rodzinnych, Regresu, Harmonizacji z celem.

Jestem sceptyczna, ale zamykam oczy i próbuję się skupić na sugestiach, które słyszę. Wreszcie zaczynam widzieć intensywne kolory w głowie, tułowiu. Każdy z nich odpowiada za konkretną emocję z którą mam się symbolicznie rozstać. Dla utrwalenia efektu Anna rozładowuje tzw. napięcia reaktywne na mojej głowie i twarzy. Uciska, masuje, rozgrzewa dłońmi splot słoneczny. Wstaję rozczochrana, uszy mnie pieką, ale czuję się lekko i spokojnie. – Oprócz zmysłów, które powszechnie znamy, jest jeszcze jeden: zmysł równowagi. Zagłuszony we współczesnym świecie pełnym nieustannej walki na każdym polu. Można go w sobie odnaleźć. Jak? – Oddech to punkt wyjściowy zmian – tłumaczy Anna. Głęboki wdech: brzuch do przodu, wydech: brzuch do tyłu. I tak przynajmniej kilka razy dziennie. O tym, że oddech pomaga w chwilach napięcia, słyszał chyba każdy. Ale kto stosuje? – Proces zmian rozpoczynamy od świadomego oddechu, rozluźnienia ciała, wyciszenia myśli a następnie przechodzimy


REPORTAŻ

do pracy z emocjami, uwalniania blokad pochodzących dzieciństwa, rozpoznawania przekonań rodowych – mówi Ewa Biel, trenerka medytacji i relaksacji, hipnoterapeutka, bioenergoterapeutka, która prowadzi w Istnieniu sesje uzdrawiania przeszłości i warsztaty „Cud obecności”. – Większość z nas utożsamia się z myślami i emocjami, co sprawia, że cierpimy i żyjemy w ciągłym stresie. Na sesjach i warsztatach docieramy do ciszy w sobie, uczymy się być świadomie obecnym, a to daje możliwość wyjścia z kręgu utożsamień i doświadczania siebie jako nieuwarunkowanego istnienia. Leśniczówki, gospodarstwa, siedliska na Warmii i Mazurach wykorzystują potencjał przyrody, który sprzyja wyciszeniu, medytacji, pracy nad sobą. – Niektórzy przyznają tu, że po raz pierwszy słyszą śpiew ptaków, dostrzegają drzewa – zaskakuje Kasia Niemczak, bioenergoterapeutka, której specjalizacją jest pomoc w przywracaniu aktywności osób starszych, będących w okresie rehabilitacji i łagodzenie skutków przeciążenia, stresu i wypalenia zawodowego. – Uwalniając emocje przestajemy za nimi podążać, przyjmujemy do serca przeszłość i osiadamy w teraźniejszości, widzimy jej różnorodność i urok. – Skojarzone działanie kilku metod pracy plus niepowtarzalne miejsce, dopełniają efekty terapeutyczne – podkreśla Grażyna Wolna, zielarka i specjalistka od leczniczych masaży miodem i hawajskiego lomi-lomi. – Same uciekłyśmy z dużych miast, teraz przyjmujemy tu tych, którzy szukają wyciszenia od metropolii, jej tempa i problemów. Pomagamy znaleźć ludziom rozwiązanie w nich samych.

ENERGIA I CISZA

XIX-wieczna Leśniczówki Gaja w Kabornie pod Purdą tętni muzyką, relaksacyjnymi dźwiękami. W zabytkowej stodole zaadaptowanej na salę warsztatową – radosne pląsy, na tarasie wśród kwiatów łóżko do masażu, w starym sadzie rozłożone maty do jogi. Po czterech latach spędzonych w Peru Małgorzata kupiła w zeszłym roku siedlisko i zrobiła z niego przytulny ośrodek warsztatowy. W ciągu kilku miesięcy przewinęło się tu kilkaset osób spragnionych zieleni, ciszy i gotowych do pracy nad sobą. – Po pierwszych warsztatach jogi posypały się propozycje kolejnych – tłumaczy Małgorzata Olejnik z Olsztyna, właścicielka Gai. – W codziennym miejskim życiu brakuje nam chwili

na spotkanie z sobą. Siła warmińskiego, nie zadeptanego przez turystów otoczenia, jak twierdzą moi goście i bywający tu nauczyciele jogi, sprzyja wyciszeniu. – Wybierając miejsca na warsztaty kierujemy się potencjałem, energią otoczenia – przyznaje Monika Szeliga z Warszawy, psychoterapeutka, organizująca w Gai zajęcia „Energia i cisza”. – Tu na Warmii odnalazłyśmy bezpieczne miejsce dla mieszczuchów do rozwijania świadomości ciała, ekspresji, usłyszenia siebie poprzez pracę z głosem. – W otoczeniu łąk i lasu możemy odkryć dźwięki stłumione na co dzień przez kakofonię miasta, dać upust spiętym mięśniom, pokrzyczeć, potańczyć, pobyć z naturą. Po prostu pozwolić sobie na pełną swobodę zagłuszoną na co dzień konwenansami i stresem – dodaje psychoterapeutka Małgorzata Różycka.

PUŚCIĆ ŻYCIE PRZODEM

W malowniczej Osadzie pod Wierzbami w Michałkach pod Pasymiem, po raz pierwszy stykam się z metodą Ustawień Systemowych Berta Hellingera. Do gabinetu z sielskim widokiem na jezioro Kalwa trafiam jako obserwator grupowej terapii. Ale emocje są tak silne, że trudno pozostać z boku. Dotykamy problemu relacji z rodzicami, pracujemy nad żalem wobec nich, a potem symbolicznie wracamy w ich ramiona. – Życie się toczy, a my stoimy w miejscu, bo często utykamy emocjonalnie w przeszłości, niosąc ze sobą smutek, frustrację, złość – tłumaczy Ewa Dybowska, dyplomowany terapeuta metody Ustawień Hellingera, metody dwupunktowej. – W tej metodzie chodzi o wyeliminowanie wszelkich osądów wobec innych i siebie samych. O uświadomienie, że żadna sytuacja nie jest dobra ani zła. Otwieramy się na życie takie jakie jest, a nie tkwimy w oczekiwaniach czy potępieniu przeszłości. Puszczamy życie przodem. – Kiedy ktoś mówi, że ma za daleko do lasu, na wieś, to radzę mu: idź do parku, znajdź drzewo i usiądź przy nim – tłumaczy Izabela Makowska-Trzeciak, psychoterapeutka, właścicielka Prywatnego Ośrodka Terapii i Rozwoju PORT w Olsztynie i Worlinach pod Łuktą. – Nie trzeba wiele mieć, aby dobrze żyć. Zatraciliśmy jednak zdolność cieszenia się małymi rzeczami, kontaktem z naturą i tworzenia więzi. Zdobywamy awanse, a łatwiej nam kontaktować się przez internet, niż być ze sobą obok.

055


REPORTAŻ

W domku pod lasem nad jeziorem Łoby Iza prowadzi m.in. grupowe i indywidualne medytacje mindfulness, terapię Soul Body Fusion, która zestraja częstotliwość duszy i ciała, psychoterapię integratywną, ustawienia systemowe metodą Berta Hellingera. – Kryzys, porażka, niepowodzenie – to dzięki nim możemy się rozwijać, zmieniać coś w swoim życiu – tłumaczy. – Uczę aby na kolejną trudną sytuację spojrzeć jak na szansę. Zmiana to nie jest czekanie na cud. Można jej dokonać tylko samemu i na poziomie serca, a nie rozumu. Przed każdą sesją, warsztatem i po zakończeniu zachęcam do spaceru w pobliskim lesie. To rodzaj filtru, który pozwala na „wyłączenie głowy”. Na Warmii i Mazurach jesteśmy uprzywilejowani żyjąc w takim otoczeniu. Kontakt z przyrodą traktujemy jednak jak luksus, zamiast codzienny nawyk czyszczący z niepotrzebnych emocji i gonitwy myśli.

GRUPA DAJE SIŁĘ

056

Jednym z najstarszych narzędzi, które pomaga opanować wewnętrzne napięcie i gonitwę myśli, jest medytacja. W budynku na rozległym leśnym terenie za lotniskiem na olsztyńskich Dajtkach, w każdy wtorek grupa medytacyjna osób z różnych środowisk wycisza codzienny stres i emocje. – Stres wynika z lęku, a praktyka medytacji sprawia, że pogłębiamy świadomość, otwieramy serce i umysł na poznanie swojej prawdziwej natury – tłumaczy Tomasz Bylczyński, przedsiębiorca od lat praktykujący medytację, inicjator budowy na Dajtkach Centrum Rozwoju Świadomości łączącego pracę nad ciałem, duszą i umysłem. – A przez to mamy coraz większy wpływ na naszą rzeczywistość. Kreujemy ją sięgając do naszej intuicji, a nie poddajemy się chwilowym emocjom, wpływom z zewnątrz. Ma to m.in. przełożenie na trafność podejmowanych decyzji choćby w życiu zawodowym. – Nie ma jednej uniwersalnej metody pracy nad sobą, bo każdy z nas jest inny, ale na pewno poprzez medytację, praktykę uważności i pracę z oddechem nawiązujemy większy kontakt z własnymi odczuciami, myślami i emocjami. Te praktyki są dla nas drogowskazem, dają informacje nad czym możemy

dalej pracować i w którą stronę podążać we własnym rozwoju – twierdzi Marek Ruczko, właściciel Harmonium Studio Rozwoju i Kreatywnej Edukacji w Olsztynie, który w swojej praktyce poszukuje metod i technik prowadzących do integralnego i harmonijnego rozwoju. – W życiu działamy najczęściej automatycznie, kieruje nami podświadomość. Myślami jesteśmy w przeszłości lub przyszłości, rzadko udaje się nam być całkowicie obecnym w tu i teraz. Aby dokonać zmiany, najpierw potrzebujemy mieć świadomość tego, co chcemy zmienić, a więc dojrzeć mechanizmy w nas działające, które determinują nasze zachowania, reakcje czy postawy. W tym celu możemy praktykować uważność, czyli bezstronną obserwację tego, co dzieje się w nas samych na różnych poziomach – obserwować z pełną akceptacją, bez oceniania czy identyfikowania się z tym co widzimy. Według moich doświadczeń to jeden z niezbędnych elementów na drodze świadomego rozwoju. Często droga rozwoju czy potrzeba prawdziwej zmiany zaczynają się od jakiegoś tąpnięcia – przeciążenia, kryzysu w życiu osobistym, w pracy czy problemach zdrowotnych. – W mojej pracy nad sobą, która zaczęła się ponad 20 lat temu od praktyk parateatralnych, obok cennych doświadczeń płynących z uczenia się od różnych nauczycieli, jednym z punktów zwrotnych była choroba – przyznaje Marek, instruktor jogi i relaksacji, animator ekspresji poprzez ruch i taniec. Z dzisiejszej perspektywy mogę za nią podziękować, ponieważ przyczyniła się do zmian w moim życiu i praktyce. W pracy nad sobą jest jeszcze jeden kluczowy, a dla większości niezbędny warunek – warto znaleźć mistrza czy spotykać doświadczonych nauczycieli oraz budować sobie krąg wsparcia społecznego. Bez doświadczonego przewodnika oraz osób wspierających, najczęściej podobnie poszukujących jak my, trudno samemu wydobyć z siebie energię, aby zacząć, a potem utrzymać proces zmian. Przewodnictwo mistrza, wspólne trudzenie się z innymi, daje nam moc i wspiera w jakości i konsekwencji naszego działania. To trudna, ale bardzo ciekawa droga. Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz



WNĘTRZA

Z BUTAMI W SPAGHETTI PATRZ POD NOGI! – TO ZWYKLE UWAGA, ALBO KIEROWANIE DO KOGOŚ OSTRZEŻENIA. TYM RAZEM SKUPIMY SIĘ NA PRZYJEMNOŚCI Z PATRZENIA POD NOGI.

058

Wejście na galę Oscarową bez c zer wonego dy wanu? Wybaczcie, ale nie w tej bajce – jak ma być elegancko, to musi być czerwony dywan. – Ten energetyczny kolor zawsze dobrze wpływa na samopoczucie idącej po nim osoby – zauważa Grażyna Brzezińska, właścicielka sklepu QualityMat. W punkt trafiła z porównaniem, bo budowanie nastroju można zacząć już w przysłowiowym progu. I to nie tylko na największych ceremoniach świata, ale też i w domu, biurze, sklepie czy zwyczajnie w gościach. „Mądre” wycieraczki i maty wejściowe to dzisiaj nie tylko dizajn, ale też praktyczność i… zdrowie, o czym za chwilę. Skąd je wziąć? Przed takim wyzwaniem stanęła niegdyś pani Grażyna wraz z mężem, szukając solidnych i skutecznie oczyszczających z brudu mat dla swoich psów. Nie znaleźli w żadnym sklepie w regionie, namierzyli za to czołowego gracza na świecie w temacie mat i wycieraczek, holenderską firmę Hamat, która od dwóch dekad cieszy użytkowników już w 50 krajach. Ponieważ Hamat jest liderem w tworzeniu wyspecjalizowanych kolekcji o wyszukanym stylu, uznali, że warto ich towar sprzedawać na Warmii i Mazurach. I tak oto powstał w Olsztynie pierwszy i jedyny w regionie sklep z wyjątkowymi matami i wycieraczkami marki Hamat – QualityMat. Jak z takimi matami może wyglądać codzienne życie? A dopytam: masz firmę? Wejście do niej może prowadzić po trakcie technologicznym zwieńczonym logotypem twojej marki. Trakt to mata o zróżnicowanych funkcjach, zastosowanych materiałach i fakturach: jej początek ma za zadanie oczyścić podeszwy z najcięższego brudu, potem wysuszyć je, a następnie pozbawić z drobnych zanieczyszczeń, by stanąć wreszcie w progu firmy na jej czystym i odwzorowanym w wysokiej jakości logotypie. Miło? Miło.

80 proc. zanieczyszczeń dostaje się do budynku właśnie przez wejście. A ponieważ to ono jest wizytówką firmy, więc któż nie chciałby jej idealnego wyglądu. – Dlatego takimi matami i wycieraczkami interesują się nie tylko sklepy czy restauracje, ale też prywatne firmy, salony kosmetyczne czy fryzjerskie, bo ich właściciele zwyczajnie chcą witać klientów w czystych warunkach – zaznacza współwłaścicielka sklepu QualityMat. Maty i wycieraczki firmy Hamat to popis technologiczny. Np. maty Spaghetii – nie do zniszczenia w każdych warunkach atmosferycznych i skutecznie czyszczące buty oraz wygodne w użytkowaniu. Tysiące drobnych i splątanych niczym spaghetti na talerzu niteczek z elastycznego tworzywa idealnie spisują się na powierzchniach przemysłowych, ale też i na domowych tarasach. Wycieraczki ze specjalnych tworzyw o bardzo dużej chłonności to raj dla osób ceniących porządek. Nie tylko w domu czy biurze. Można dowolnie docinać je do podłogi w samochodzie czy w bagażniku – potrafią wchłonąć nawet pięć litrów wody na metrze kwadratowym i wciąż być suche od spodu. Zimą w aucie, a zwłaszcza z pupilem – bezcenne. A słyszeliście o matach antyzmęczeniowych? Ich specjalna konstrukcja i materiał z którego są zrobione dedykowane są osobom, które pracują w pozycji stojącej. Na takiej macie wyraźnie mniejsze jest odczuwanie nieprzyjemnego bólu w krzyżu, poprawia się krążenie i odciążone są mięśnie. Hamat to kilkadziesiąt rodzajów mat i wycieraczek o zróżnicowanych przeznaczeniach i funkcjach (niektóre z nich holenderski producent reklamuje jako skuteczne narzędzie do wyjeżdżania z… zaspy po uprzednim podłożeniu pod koło). Inwencja twórcza przy zamawianiu indywidualnych pomysłów – bez ograniczeń. Matę na której wypoczywa po spacerze nasz pies, można zamówić z jego zdjęciem. Polubią się. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Shutterstock.com

QualityMat Olsztyn, u. 5 Wileńskiej Brygady AK 16 (dawniej ul. Pstrowskiego) tel. +48 607 074 048 quality.mat@wp.pl www.qualitymat.pl



NIERUCHOMOŚCI

BOSKIE M MITOLOGICZNA PATRONKA ZORZY PORANNEJ I ŚWITU, WYBRAŁA NA SWOJĄ SIEDZIBĘ OLSZTYŃSKIE NAGÓRKI. BO STANDARD I NASŁONECZNIENIE MIESZKAŃ ORAZ APARTAMENTÓW OSIEDLA AURORA GODNE SĄ BOGINI. ZA WYSOKIE PROGI? NIE MA OBAW.

060

Słoneczny zegar wkomponowany między budynkami Jowisz i Junona będzie wyznaczał rytm dnia. Rano śpiew ptaków z sąsiadującego parku jordanowskiego, ćwiczenia na siłowni pod chmurką lub kawa na własnym rozległym tarasie. Przestrzeń mieszkań i apartamentów maksymalnie wykorzystująca nasłonecznienie Nagórek i zieloną panoramę przyciąga na Osiedle Aurora rodziny, singli i osoby starsze. – Bliskość centrum, jego wygód i infrastruktury w sąsiedztwie rozległych zielonych terenów to opcja dla osób w każdym wieku – przyznaje Milena Łebkowska, menadżer biura sprzedaży Osiedla Aurora. – Widok i lokalizacja to zazwyczaj najistotniejsze elementy oceny projektu deweloperskiego. A my proponujemy jeszcze więcej: standard premium w przystępnej cenie. Bo jak decydować się na pierwotny rynek nieruchomości, to stawiać na jakość. Wykończenie 139 mieszkań i apartamentów, klatek schodowych, garaży podziemnych, a także patio i otoczenia Aurory to najwyższa deweloperska półka. Wystarczą wizualizacje, aby docenić nowoczesny dizajn i poczuć komfort świetnie zaprojektowanej przestrzeni. Luksusowe apartamenty z rozległymi tarasami niemal w całości rozeszły się w pierwszych dniach sprzedaży. Siedmiokondygnacyjne Jowisz i Junona, które pną się do góry w bezpośrednim sąsiedztwie 22-hektarowego parku oczekującego na rewitalizację, oferują jeszcze sporo mieszkań o wysokim standardzie (cena od 5150 zł brutto za mkw.). Z tarasami, balkonami, albo z własnym ogródkiem. W budynkach zaprojektowano wyższe niż standardowe, trzyszybowe okna i przeszklenia na całą wysokość ścian. Mieszkania (wys. 2,70 m) i apartamenty

(wys. 3 m), nie dość że maksymalnie doświetlone, rozkładowe, dają poczucie przestrzeni nawet w niewielkich wnętrzach. – Latem przyszłego roku pierwsi mieszkańcy odbiorą klucze do swoich mieszkań – zapewnia Milena Łebkowska. – Wielu z nich regularnie zagląda na plac budowy, przesyła nam fotki, dzieli się wrażeniami. Wizyta na osiedlu to również okazja, aby zaliczyć spacer w pobliskim parku. Skoro park to i rowery. Rowerownie na osiedlu Aurora będą wyposażone w stacje naprawy jednośladów. Na miłośników bardziej statycznej aktywności czeka siłownia w patio między budynkami, wyposażona w nowoczesne urządzenia do cyklu treningowego. Wśród zielonego otoczenia, nowoczesnych nasadzeń roślinnych, najmłodsi będą mieli do dyspozycji edukacyjny plac zabaw i stół do tenisa stołowego. – Kilka minut spacerem od osiedla znajduje się także Ogródek Jordanowski dla dzieci i psia polanka. Jeden z projektów budżetu obywatelskiego zakłada nawet budowę na terenie parku tężni solankowych – wymienia menadżerka. Mitologiczne nawiązania na osiedlu łączącego nowoczesność z przestrzennością zabytkowej architektury, odnaleźć można na klatkach schodowych wyposażonych w 13-osobowe windy. Kolory szarości, eleganckie posadzki, fototapety przedstawiające elementy antycznych budowli, kanapy przy wejściach – można tu poczuć się jak w domu jeszcze przed progiem własnego mieszkania. Dizajnerskie i antywłamaniowe drzwi wejściowe do mieszkań zaprojektowane przez architektów wnętrz zapewniają maksymalne wyciszenie. – Osiedle Aurora wydzielone od pozostałej części Nagórek, zostanie wyposażone w system kamer zewnętrznych – tłumaczy Milena Łebkowska. – Wygoda, bezpieczeństwo i komfort sprawiają, że mieszkańcy wybierają nasz projekt. Aurora będzie luksusową enklawą na Nagórkach i jedyną inwestycją w bezpośredniej bliskości parku. Osiedle oddalone o około kilometr od Galerii Warmińskiej i jeziora Skanda, kilkadziesiąt metrów od hipermarketów, szkoły, przedszkola, przychodni zapewnia pełny pakiet miejskich wygód. Otaczająca zieleń i warunki do aktywności i rekreacji sprawiają, że można poczuć się we własnym domu… jak na wakacjach. Tekst: Beata Waś, obraz: archiwum AURORA, Shutterstock.com OSIEDLE AURORA OLSZTYN Biuro sprzedaży: Olsztyn, ul. Barcza 50 (przy placu budowy) kom: 724 22 23 23 mieszkania@aurora.olsztyn.pl www.aurora.olsztyn.pl



WNĘTRZE

W TEJ STACJI LICZY SIĘ WNĘTRZE STACJA OLSZTYN ZACHODNI, A TUŻ OBOK NIEJ DWIE KOLEJNE. JUŻ NIE KOLEJOWE, ALE… MEBLOWE, CZYLI MEBLOSTACJA. PEŁNE WNĘTRZARSKICH INSPIRACJI MIEJSCE W KOSZAROWYM KOMPLEKSIE ŚWIĘTUJE PIĄTE URODZINY.

062

Meblostacja eksponuje ponad 50 renomowanych polskich producentów mebli na przestrzeni wielkości połowy boiska piłkarskiego. Tyle że wszystko w dwóch przestronnych budynkach Stacji A i Stacji B podzielonych na wyraziste i racjonalnie utworzone strefy. A między nimi wielki i komfortowy parking. Imponujące centrum wyposażenia wnętrz powstało… trochę przypadkiem. Na początku miał być po prostu showroom rodzinnej marki meblowej, a wyszedł największy salon meblowy w regionie. – Moja rodzina od lat produkuje meble marki Taranko – opowiada Anna Taranko, która kieruje Meblostacją. – Produkujemy je w Morągu, ale zawsze brakowało nam showroomu w większym mieście. Tak zrodził się pomysł na zagospodarowanie nieruchomości w kompleksie starych koszar, więc wyszło chyba z rozmachem. Kompleks robi wrażenie i na zewnątrz, i wewnątrz gdzie jest miejsce do wypicia kawy, strefa zabaw dla dzieci i alejki spacerowe jak w starannie zaprojektowanym parku. – Wszyscy zajmujemy się tym, co jest naszą pasją. To oczywiście nasza praca, ale zawsze staramy się ją wykonywać z uśmiechem – tłumaczy Anna. Połączenie pracy z pasją sprawia, że Meblostacja nie jest zwykłą przestrzenią z wystawionymi meblami. Poza zaaranżowanymi sypialniami, pokojami czy salonami, roi się tu od modnych dodatków.

– Meble w domu zmienia się zwykle raz na kilka lat, ale dzięki sporej ofercie dodatków mamy klientów, którzy odwiedzają nas regularnie właśnie po to, by znaleźć drobnostkę, która w jakimś stopniu odmieni ich wnętrze – opowiada Anna. Do domu można zabrać niemal wszystko co widać na starannie przygotowanych ekspozycjach: wazony, lampy, lustra, dywany, a nawet poduszki i pościele. – Dzięki tej wielkiej powierzchni efektowne ekspozycje są niewątpliwie naszym wielkim atutem – uważa Anna. – Wiele mebli można zobaczyć w ciekawych aranżacjach oraz w zestawieniu z innymi elementami. Ekspozycje regularnie zmieniamy, dlatego zawsze można znaleźć u nas nowe inspiracje. A inspiracja to słowo-klucz w Meblostacji, bo to właśnie tutaj upodobali sobie miejsce do spotkań projektanci wnętrz ze swoimi klientami. 28 września Meblostacja będzie świętować piąte urodziny. Firma już zapowiada atrakcje i promocje. Tekst: renton media, obraz: archiwum Meblostacja

Meblostacja Olsztyn, ul. Artyleryjska 3W meblostacja.olsztyn.pl


GDYNIA, TRANSATLANTYK, Plac Kaszubski 17 OLSZTYN, WERSAL, ul. Armii Krajowej 3/156 /Marina Maison Home&Living

www.marina-maison.pl

sklep@marina-maison.pl

@MarinaMaison_HomeLiving


BIZNES

WIE JAK BIZNES ZE STALI RODZINNA FIRMA WIEJAK Z NIDZICY ROZWINĘŁA BIZNES NA SKALĘ, KTÓRA DZISIAJ SIĘGA OD AUSTRALII PO KANADĘ, CO ZRESZTĄ WIDAĆ PO MAPIE ŚWIATA Z REALIZACJAMI, KTÓRA ZDOBI GŁÓWNY HOL SIEDZIBY. CZYM PRZYCIĄGA KLIENTÓW FIRMA WIEJAK?

064

Pukam w drzwi gabinetu prezesa Rafała Wiejaka, ale nie słyszę „proszę”. Za to w tle słyszę rozmowę z pracownikiem, więc czekam. Czekam i czekam, ale okazuje się, że pukanie do drzwi jest tutaj bardzo rzadkim dźwiękiem. – Wszyscy pracownicy wiedzą, że do mnie wchodzi się bez pukania – podkreśla konkretnie, o czym kilkukrotnie się jeszcze przekonuję w trakcie spotkania. 40-letni Rafał Wiejak zarządza rodzinną firmą, która wraz z ponad 120-osobową kadrą podbija w swojej branży świat. Ich biznes specjalizuje się w produkcji modułowych sal operacyjnych ze stali lub paneli medycznych ze szkła dla klinik i szpitali oraz, już pod innym brandem, w produkcji specjalistycznej stolarki drzwiowej. W kraju są jednym z liderów, ale i świat już dość dobrze rozpoznaje markę z Nidzicy.

Z ich drzwi do chłodni korzystają dostawcy mięsa, warzyw i owoców do restauracji McDonald’s czy sieci dyskontów spożywczych Tesco, Lidl, Biedronka. Natomiast komory chłodnicze firmy Wiejak posiada np. firma produkująca… opłatki wigilijne. Rodzinny biznes rozpoczął nieżyjący już Czesław Wiejak, który w 1981 roku założył zakład produkcji maszyn rolniczych. Po niektóre ustawiały się kolejki (wypuszczał takie hity jak np. samozbierająca przyczepa do siana), ale biznes podcięły słaba koniunktura w rolnictwie u schyłku dekady oraz galopujące ceny stali. Ponieważ jego ojciec był masarzem, zaś żona z wykształceniem gastronomicznym, rodzina spróbowała sił w przetwórstwie mięsnym – założyli masarnię, którą prowadzili razem ze starszym synem Piotrem i synową Katarzyną.


BIZNES

Wiedza techniczna nestora rodu, a także zaplecze mechaniczne i doświadczenie w obróbce metalu były kluczem do wyprodukowania pierwszych drzwi chłodniczych i innych urządzeń, najpierw na własne potrzeby, potem na sprzedaż. Ponieważ na rynku nie było takich usług, w 2000 roku stworzył spółkę Wiejak specjalizującą się w wyrobach ze stali kwasoodpornej dla branży masarniczej. Dzisiaj Piotr Wiejak jest członkiem zarządu spółki i wraz z żoną zarządzają księgowością oraz finansami (prowadzą też niezależną działalność w tym zakresie), zaś młodszy syn założyciela, Rafał, jest prezesem… – A nasza mama bezcennym okiem starszego i właścicielskiego pokolenia, sprawuje nadzór nad administracją – podkreśla. Rafał zasilił firmę po studiach na Akademii Morskiej w Gdyni. Kształcił się pod kątem wsparcia rodzinnego biznesu. – W 2002 roku wróciłem jako młody i głodny sukcesów, więc mówiłem tacie: „mamy dobry produkt, technologię, inżynierów i kadrę produkcyjną, więc jesteśmy w stanie wypłynąć na szerszy rynek” – wspomina. – Mocno wtedy postawiłem na marketing firmy oraz wprowadzenie szerszej gamy produktów i poprawę jakości. Po okresie lawinowej wręcz wymiany wyposażenia w zakładach przetwórstwa spożywczego po wejściu do Unii (narzuciła nowe wymogi), znów powiało zastojem. – Zacząłem odwiedzać targi za granicą i powoli sami zaczęliśmy się na nich wystawiać – dodaje.

Dzisiaj firma Wiejak to stały i rozpoznawalny wystawca na najważniejszych wydarzeniach branżowych świata. A tam są potencjalni klienci, którzy potem zasilają logotypami „W” mapę z realizacjami, która wisi w głównym holu firmy. Kiedy pytam prezesa ile dni w roku spędza biznesowo poza domem, z marszu odpowiada, że ponad połowę. Światowy rynek marka podbija urządzeniami dostarczanymi do placówek medycznych, zwłaszcza na bloki operacyjne, które wymagają sterylnych warunków oraz specjalistycznymi drzwiami i bramami dla zakładów spożywczych. Ponieważ specyfika produkcji urządzeń pod konkretny wymiar sprawia, że w magazynach firmy nie ma nic pokazowego (wszystko trafia do konkretnego klienta), przy siedzibie zbudowano 200-metrowy showroom wraz z salami szkoleniowymi. Odwiedzają go przyszli kontrahenci i pośrednicy, również ci zza oceanu (w odległych państwach firma ma swoich przedstawicieli). Showroom prezentuje wszystko czym może poszczycić się marka Wiejak. Łącznie z prawdziwym blokiem operacyjnym jak w szpitalu: obudowany specjalistycznymi panelami ściennymi, powlekanymi farbami antybakteryjnymi z dodatkiem srebra (można na nich wydrukować dowolny motyw ze zdjęć), sufity laminarne z oprawami oświetleniowymi, drzwi medyczne, śluza podawcza czy umywalka chirurgiczna. Z kolei wraz z firmą informatyczną opracowała przełomowe rozwiązanie – zintegrowany system do zarządzania salą operacyjną. Dzięki technologii światłowodowej lekarz będzie mógł łączyć się z zewnętrzną bazą szpitala za pomocą dotykowych monitorów wbudowanych w ścianę sali operacyjnej, jeśli np. podczas zabiegu potrzebowałby szczegółowych danych pacjenta (wyników, zdjęć, historii choroby, itp.). Za pomocą kamer operacyjnych lekarz będzie mógł też prowadzić telekonferencję w trakcie wykonywania zabiegu, np. by szkolić specjalistów w dowolnym miejscu na świecie. – Jeśli chodzi o technologię i jakość, to osiągnęliśmy światowy poziom, stąd nasze zamówienia w zasadzie ze wszystkich kontynentów. Teraz naszym wyzwaniem jest wprowadzenie nowoczesnych technik zarządzania produkcją, szukanie i monitorowanie efektywności w każdym aspekcie działania firmy. Bo tylko bardzo sprawna organizacja pracy jest kluczem do naszej przyszłości. Tę wiedzę z kolei my musimy czerpać z zewnątrz, bo na pewnym poziomie prowadzenia biznesu i nasze talenty się kończą – szczerze przyznaje. To ciągłe dążenie do doskonałości – jak powołuje się na japońską filozofię pracy „kaizen” – nie ma końca, bo wedle niej doskonałość nie istnieje. – Tak samo jak nigdy nie powiem, że są źli pracownicy. Bo źli są tylko szefowie, ponieważ to oni zatrudniają i zapewniają szkolenie, więc sami odpowiadają za ich poziom – mówi bez krygowania się. – Na szczęście trzon załogi w 80 proc. pracuje z nami od wielu lat. Znaczna jej część w zdobywaniu doświadczenia zjeździła nie tylko kraj i Europę, ale i świat. Myślę więc, że wspólnie tworzymy rzeczy niebywałe w skali globalnej. Na pewno pracujemy nad polepszeniem standardów polskich i zagranicznych szpitali oraz zakładów spożywczych. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: arch. Wiejak

Wiejak Sp. z o.o. Nidzica, Litwinki 16 www.wiejak.pl

065


BIZNES

DOBRA ENERGIA ZAWSZE WRACA 066

PAWEŁ ZABIELSKI I MATEUSZ KOSTRUBAŁA – ZAŁOŻYCIELE FIRMY OZE PROJEKT FOTOWOLTAIKA TO DUET ZNANY BYWALCOM TARGÓW POŚWIĘCONYCH ENERGII, EKOLOGII I BUDOWIE DOMÓW. CHOĆ RÓŻNIĄ SIĘ OD SIEBIE POD KAŻDYM WZGLĘDEM (PAWEŁ – SZCZUPŁY BLONDYN Z SZEROKIM UŚMIECHEM, KTÓRY POTRAFI ZAGADAĆ KAŻDEGO; MATEUSZ – WYSOKI I POSTAWNY NICZYM WIKING, CZYM ZRESZTĄ ZAPRACOWAŁ SOBIE U WSPÓŁPRACOWNIKÓW NA TAKĄ WŁAŚNIE KSYWĘ), TO OBAJ Z TAKIM SAMYM ZAPAŁEM NAWRACAJĄ LUDZI NA ZIELONĄ ENERGIĘ.


BIZNES

MADE IN: Czym się zajmujecie? Paweł Zabielski: Pomagamy ludziom. (śmiech) Otwieramy im oczy na kwestię naturalnej i darmowej energii. Chodzi o energię pozyskiwaną ze słońca za pośrednictwem instalacji fotowoltaicznej. Tani prąd, który w prosty sposób można wytwarzać samemu, bez monopolu zakładu energetycznego. Tworzymy bezpłatne kalkulacje, projektujemy instalacje, pomagamy w zdobyciu finansowania, montujemy, załatwiamy formalności… Podsumowując, robimy wszystko, aby pokazać ludziom, że nie zawsze trzeba iść utartymi ścieżkami. Darmowy prąd… brzmi niewiarygodnie. To nie jest tak, że wszyscy musimy płacić za energię? Mateusz Kostrubała: Darmowy prąd otrzymywany dzięki instalacji fotowoltaicznej to po prostu fakt. Niemcy czy Francja od lat rozwijają odnawialne źródła energii. Podam zresztą inny przykład. Teraz ma pani kalkulator w smartfonie, ale w domu, gdzieś głęboko w szufladzie na pewno leży kalkulator jeszcze z czasów podstawówki. Proszę go odnaleźć. Najpewniej jest zasilany baterią słoneczną i idę o zakład, że wciąż działa. Za darmo. Jak wyglądały wasze początki? PZ: Zanim założyliśmy własną firmę, obydwaj utknęliśmy na tym samym etapie życia. Pracując na etacie czuliśmy niedosyt. Uznaliśmy, że skoro pasjonujemy się zieloną energią to warto zaryzykować i zbudować firmę, w której nareszcie poczujemy się dobrze. Przeliczyliśmy nasze niewielkie oszczędności i mogę śmiało powiedzieć, że nasze pierwsze poczynania finansowaliśmy swoim… zapałem. Dostawcy z Olsztyna uwierzyli w nasz pomysł odraczając nam spłaty. Od początku postawiliśmy sobie dwa cele: traktować klientów indywidualnie, a o zielonej energii mówić prosto i zrozumiale. Zadziałało. MK: Marzyła nam się praca w przyjaznej atmosferze. Nasz zespół tworzą ludzie, których spotkaliśmy na swojej życiowej drodze i zapamiętaliśmy jako fachowców oddanych pracy, ludzi pełnych energii i zarażających tą energią innych. Ściągnęliśmy

ich do siebie oferując pracę w firmie, którą będą wspólnie z nami budować. Głos każdego z nas jest tak samo ważny. Jaką pozycję wypracowaliście sobie w branży Odnawialnych Źródeł Energii? MK: Na rynku jest olbrzymia konkurencja. Przedsiębiorstwa z zagranicznym kapitałem wydają ogromne sumy na marketing, mają rzesze świetnie wyszkolonych handlowców i… na tym koniec. Według danych Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie OZE Projekt Fotowoltaika jest obecnie liderem programu „EWA plus” pod względem pozyskiwania środków na mikroinstalacje w naszym województwie. To oznacza, że nasza firma robi wszystko, żeby klienci mieli dostęp do najkorzystniejszych warunków finansowania instalacji fotowoltaicznych. PZ: Dla nas zielona energia jest nie tylko synonimem „rachunków za prąd niższych do 90 proc.”. My w fotowoltaice widzimy coś jeszcze – szansę na zdrowe życie dla rodzin, na niezależność energetyczną. Nasz klient, właściciel dużego gospodarstwa rolnego, po zamontowaniu instalacji oszczędza miesięcznie 2,5 tys. zł. Tę kwotę może wydać na remonty, zakup urządzeń, inwestycje – dzięki nim może budować swoją przewagę nad innymi gospodarzami. Zielona energia napędza jego biznes! I jesteśmy tym faktem podekscytowani niemniej niż on. Macie swoją receptę na prowadzenie satysfakcjonującego biznesu? PZ: Budzimy się o świcie, chodzimy spać o godzinie, o której nasi znajomi dopiero zaczynają wieczorne życie. Jeździmy na różne wydarzenia branżowe i tak jak na początku, dużo rozmawiamy z ludźmi. Codziennie monitorujemy parametry produkcji i zużycia prądu naszych klientów. Zresztą tym bzikiem są zarażeni wszyscy nasi pracownicy. Niedawno koleżanka wróciła z wakacji, oznajmiając: „pogoda fajna, widoki OK, ale jakie mają dachy! Idealne pod panele”. Energia, którą wkładamy w pracę wraca do nas ze zdwojoną siłą. A chyba o to w tym wszystkim chodzi. Rozmawiała: Karolina Gudecka obraz: Agnieszka Blonka, arch. OZE Projekt Fotowoltaika

OZE Projekt Fotowoltaika Paweł Zabielski Olsztyn, ul. Władysława Trylińskiego 14, bud. B1, lok. 102 tel. 89 672 40 30, kom. 604 555 624 e-mail: kontakt@ozeprojekt.pl

067


PRAWO

JUBILEUSZ POLSKIEJ ADWOKATURY O 100-LECIU POLSKIEJ ADWOKATURY, JEJ HISTORII NA WARMII I MAZURACH ORAZ DLACZEGO NA SALI SĄDOWEJ ADWOKACI WYSTĘPUJĄ W CZARNYCH TOGACH Z ZIELONYM ŻABOTEM, PISZE ADW. STEFAN SALAMON, DZIEKAN OKRĘGOWEJ RADY ADWOKACKIEJ W OLSZTYNIE.

fot. Radosław Niemczynowicz

068


PRAWO

W tym roku Polska świętuje stulecie odzyskania niepodległości. Wraz z państwem polskim jubileusz ten świętuje także Polska Adwokatura, która została powołana przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego dekretem z dnia 24 grudnia 1918 r. w przedmiocie statutu tymczasowego Palestry Państwa Polskiego. Stanowił on, iż adwokatura jest samorządem zawodowym, ma swoje organy samorządowe i sądownictwo dyscyplinarne, a zawód adwokata mogą wykonywać jedynie osoby, które ukończyły wyższe studia prawnicze na polskich uniwersytetach, są nienagannego charakteru oraz odbyły aplikację adwokacką i zdały egzamin zawodowy. Określony w tym dekrecie ustrój adwokatury i zasady wykonywania zawodu adwokata z niewielkimi zmianami przetrwały do dziś. Losy polskiej adwokatury zawsze były związane z polską państwowością. Adwokaci byli premierami rządu polskiego w okresie II Rzeczypospolitej (Jan Kanty Steczkowski i Jan Kucharzewski), jak również w okresie III Rzeczypospolitej (Jan Olszewski). Adwokat Władysław Raczkiewicz w okresie II wojny św. był prezydentem RP na uchodźstwie. Adwokaci polscy, zarówno w okresie międzywojennym, jak i powojennym, pełnili najważniejsze funkcje państwowe i samorządowe: byli marszałkami Sejmu i Senatu, ministrami sprawiedliwości, wojewodami, prezydentami miast, parlamentarzystami (obecnie w parlamencie jest 14 adwokatów) i radnymi. Z okręgu olsztyńskiego posłami na Sejm byli adwokaci: Józef Zmitrowicz, Wojciech Gryczewski, Józef Lubieniecki i Edward Ośko. Adwokaci byli także pierwszymi prezesami Sądu Najwyższego i współtwórcami najlepszych polskich kodyfikacji prawnych. Czynnie angażowali się nie tylko w tworzenie polskiej państwowości, ale również dzielnie jej bronili, nawet kosztem własnego życia lub zdrowia. Tak było np. w roku 1920 w czasie wojny polsko-bolszewickiej, jak również w okresie II wojny św. podczas której zginęło około 60 proc. adwokatów i 95 proc. aplikantów adwokackich. Po II wojnie św. władze komunistyczne represjonowały adwokatów zaangażowanych w obronę osób występujących przeciwko tej władzy. Obecnie ustrój adwokatury i zasady wykonywania zawodu adwokata określa ustawa z 26 maja 1982 roku Prawo o adwokaturze. Według tej ustawy adwokaci mogą wykonywać swój zawód w kancelariach indywidualnych, spółkach lub w zespołach adwokackich. Mają prawo obsługiwania nie tylko osób fizycznych, ale również podmiotów prowadzących działalność gospodarczą, a także różnych instytucji publicznych. Każda osoba fizyczna lub przedsiębiorca potrzebujący pomocy prawnej, może uzyskać kompleksową i profesjonalną poradę prawną, zastępstwo procesowe lub obronę, którą wykonują adwokaci zrzeszeni w Izbie Adwokackiej w Olsztynie (pełna lista adwokatów wraz z adresami i numerami telefonów na stronie internetowej Okręgowej Rady Adwokackiej w Olsztynie www.olsztyn.adwokatura.pl). Adwokaci ubezpieczeni są od odpowiedzialności cywilnej (OC), co oznacza że w przypadku powstania szkody w wyniku niewłaściwego prowadzenia sprawy, klient ma szansę na odszkodowanie od ubezpieczyciela – w przeciwieństwie do klientów korzystających z usług różnych kancelarii odszkodowawczych, które nie zawsze posiadają takie ubezpieczenie. Słowo adwokat pochodzi z języka łacińskiego od słowa „advoco” (wezwać do pomocy). W sądach adwokaci występują w czarnych togach z charakterystycznym żabotem w zielonym kolorze, który uważany jest za kolor nadziei,

Na zdjęciu dziekan ORA w Olsztynie adw. Stefan Salamon

bowiem korzystając z pomocy adwokata klient zawsze ma nadzieję na poprawę jego sytuacji prawnej. Adwokaci nie ograniczają swojej aktywności tylko do działalności zawodowej czy samorządowej. Prowadzą także zajęcia edukacyjne w szkołach, ucząc młodzież prawa i wskazując zagrożenia współczesnego świata. Przy ORA w Olsztynie działa Centrum Arbitrażu i Mediacji z którego korzystają zwaśnione strony. Adwokaci organizują i uczestniczą w różnych imprezach integracyjnych. Od wielu lat Rada Adwokacka w Olsztynie organizuje imprezy, które mają zasięg nie tylko lokalny, ale tak że ogólnopolski, np. Ogólnopolski Rejs Żeglarski po Jezioraku, Mistrzostwa Adwokatów w golfie „Toga Golf”, Mistrzostwa Polski Adwokatów w brydżu sportowym” oraz imprezy lokalne (turnieje koszykówki, siatkówki, piłki nożnej) i spotkania towarzyskie (pikniki, „Choinka u adwokatów”), których celem jest integracja środowiska. Tekst: Adw. Stefan Salamon Obraz: Michał Bartoszewicz

Izba Adwokacka w Olsztynie Olsztyn, ul. Linki 3/4 tel. 89 527 34 45 www.olsztyn.adwokatura.pl 069

OBCHODY 100-LECIA ADWOKATURY POLSKIEJ

6 października 2018 roku w Filharmonii WarmińskoMazurskiej w Olsztynie odbędą się lokalne obchody 100-lecia Polskiej Adwokatury. Organizuje je Okręgowa Rada Adwokacka w Olsztynie wspólnie z Samorządem Województwa Warmińsko-Mazurskiego i Naczelną Radą Adwokacką. Głównym wydarzeniem wieczoru będzie koncert w wykonaniu orkiestry filharmonicznej oraz krótka prezentacja 100-lecia Polskiej Adwokatury.


FINANSE

W TURKUSIE NAM DO TWARZY BIURO RACHUNKOWE BARBARY KUŁAKOW PRZESZŁO DŁUGĄ DROGĘ BY WEJŚĆ NA NOWY POZIOM ZARZĄDZANIA.

070

MADE IN: Jesteście jako firma w fazie bardzo odważnej i nowatorskiej reorganizacji. Barbara Kułakow: Rzeczywiście, jednoosobowa działalność gospodarcza firmowana moim nazwiskiem w ciągu 26 lat ewoluowała w kierunku spółki i obecnie pracujemy jako BRBK Barbara Kułakow i Wspólnicy Podatkowo-Księgowa spółka komandytowa. Wybrana forma prawna nie świadczy ani o odwadze, ani o nowatorstwie. Ma pan pewnie na myśli specyficzne relacje personalne jakie ukształtowały się w naszej spółce. Otóż moimi wspólnikami zostali moi wcześniejsi pracownicy – menadżerowie, sprawdzeni i merytoryczni, żywotnie zainteresowani realizacją celów i misji firmy. Jesteśmy umówieni, że przez rok będziemy pracowali w obecnym dziewięcioosobowym składzie, a po roku do naszej spółki zaprosimy kolejnych partnerów, oczywiście spośród pracowników.

To pani odpowiedź na tak zwany „rynek pracownika”? Nawet jeśli tak to wygląda, to jest to tylko zbieg okoliczności. Ta reorganizacja przygotowywana była przez ostatnie pięć lat. Pracowaliśmy z coachem i trenerami, intensywnie szkoliliśmy się i dyskutowaliśmy o przyszłym kształcie naszej firmy. Mieliśmy na względzie przede wszystkim nasze relacje z klientami, które muszą pozostać na tym samym poziomie. Dla wolnych zawodów dedykowana jest raczej spółka partnerska. W takiej spółce partnerzy pracują pod własną firmą. To nie dla nas. My stanowimy zespół – wspólnie szkolimy się, wspólnie pracujemy na wynik, ale też wszyscy troszczymy się o relacje między nami samymi i naszymi klientami. Brzmi to może trochę utopijnie, ale to nasza rzeczywistość, trudna, to prawda,


FINANSE

ale w naszej ocenie posiada potencjał, który bardzo nas inspiruje. Nasz zespół jest bardzo młody, średnia wieku to niewiele ponad 30 lat, a i tak to ja tą średnią zawyżam. (śmiech) Młodzi ludzie, których wprowadzamy do zawodu wymagają naszej uwagi i troski; w zamian odwdzięczają się pomocą w prostszych czynnościach księgowych i uczą się, uczą… A potem to już szybki awans, główny księgowy, manager, a może partner. Jak szybko awansują? Młodych szczególnie interesuje ścieżka rozwoju. To zależy wyłącznie od postawy samego zainteresowanego. Osoby zmotywowane naprawdę szybko obejmują odpowiedzialne funkcje. Starsi koledzy czuwają wtedy, żeby taki „adept sztuki” nie popadł w panikę. Pokoleniem Y chyba nie daje się łatwo zarządzać? Nie mogę przyłączyć się do narzekania na najmłodsze pokolenie. Do naszej firmy trafiają coraz młodsi, coraz zdolniejsi i coraz ambitniejsi młodzi ludzie. To co przeszkadza temu pokoleniu w budowaniu kariery zawodowej to rozedrganie i brak lojalności. I to nie chodzi o lojalność względem pracodawcy i kolegów w pracy. Tu chodzi wręcz o niedotrzymywanie umowy z samym sobą, o wybieranie pozornie lepszej ścieżki kariery przy każdej nadarzającej się okazji. Tych młodych ludzi może zatrzymać jedynie silna, nowoczesna organizacja, o wysokim stopniu kultury. Właśnie taką organizacją chcemy być. Brzmi to jak turkusowy model prowadzenia firmy, o którym słyszeliśmy od prof. Bliklego ze słynnej rodzinnej marki. O turkusowej organizacji dowiedziałam się stosunkowo niedawno. Marta Malinowska, trenerka współpracująca z nami od kilku lat, zwróciła mi na to uwagę kiedy dowiedziała się, że budujemy nową strukturę organizacyjną firmy. Nie zgłębiałam dotychczas zagadnienia ani nie studiowałam zarządzania, żeby móc ocenić, że to już ten moment, że już jesteśmy turkusową organizacją. Z pewnością jednak pracujemy według istotnych cech turkusowej organizacji, takich jak samoorganizacja, szacunek do siebie i innych, praca zespołowa i wzajemne wspieranie się w samorealizacji. Dotyczy to zarówno relacji wewnętrznych, jak i relacji z naszymi klientami. Sama idea bardzo się nam podoba, jest niezwykle inspirująca. Co ostatecznie zadecydowało o reorganizacji pani firmy? Moi pracownicy, którzy stali się zbyt dobrzy abym utrzymywała z nimi relacje pracodawca-pracownik. Ich poziom merytoryczny, zaangażowanie i odpowiedzialność są o wiele bardziej właściwe przedsiębiorcom niż pracownikom. Oni sami od dawna wyznaczają sobie kolejne zadania, zarówno zawodowe jak i ogólnorozwojowe, ale co najistotniejsze, swoją postawą kształtują całą organizację. Wychodzą z założenia, że praca na rzecz klientów musi być jak najbardziej profesjonalna, ale trud powinien być zrównoważony celami ogólnorozwojowymi, satysfakcją osobistą, a nawet rozrywką. Z ich inicjatywy powstała Akademia BRBK wprowadzająca młodych ludzi do zawodu, w której szkolą oni sami, ale tylko wtedy, kiedy zbierze się grupa ciekawych zdolnych ludzi, takich z którymi w przyszłości chcieliby pracować w naszej kancelarii.

Od sześciu lat pozostaje z nami we współpracy trener i coach Roman Iwasieczko. Wspólnie z nim managerowie wymyślają sposoby na efektywne i miękkie zarządzanie. Zamiast zwracać uwagę i pouczać młodszych kolegów, kręcą filmiki i prezentują je na imprezach firmow ych. „Kronika przypadków firmowych” to krzywe zwierciadło nieprofesjonalnych zachowań i nawyków, a przy tym niezły ubaw, jak mówią młodzi. Tak zorganizowana firma nie powinna więc chyba mieć żadnych kłopotów z kadrą. Niestety, aż tak dobrze nie jest. Z nami będzie pracował tylko ktoś, kto wyznaje wartości, które są dla nas istotne. Jesteśmy organizacją dla ludzi autentycznych w dążeniu do sukcesu. Nie będą pracowali indywidualiści, którzy sami muszą być najlepsi, nie przetrwają w grupie dla której szczera i otwarta atmosfera pracy jest najważniejsza. Świetnie funkcjonują natomiast wszyscy ci, którzy są empatyczni i wychodzą w kontaktach z otoczeniem poza własny interes. O wiedzę i kompetencje takich osób troszczy się cała organizacja. Gdzie za kilka lat będzie Barbara Kułakow, gdzie Spółka BRBK? Długofalowy plan został jasno sprecyzowany zanim przystąpiliśmy do tworzenia nowej marki. Chciałabym i wierzę w to głęboko, że moi obecni i przyszli wspólnicy wypracują swoje bezpieczeństwo ekonomiczne i pozycję współmierną do ich talentu i zaangażowania. Że nie będą musieli wyczekiwać emerytury, ani żadnych benefitów, bo swój dobrobyt będą mieli we własnych rękach. To natomiast, co czeka nas za kilka lat, będzie wymagało sporej elastyczności. Księgowi są na liście zawodów ginących i tego nikt nie zmieni. Proste czynności księgowe zostaną zastąpione przez systemy informatyczne, a księgowi – w mojej ocenie – będą musieli stać się doradcami podatkowymi i biznesowymi. Jesteśmy przygotowani do takich wyzwań. Już dzisiaj obsługujemy z sukcesem coraz większe firmy ze wszystkich branż. Struktura właścicielska firmy będzie naszym wsparciem, bo kiedy pracownik nie chce lub nie może, właściciel związany umową z klientem, po prostu musi. Dzisiejszych kadrowców czeka jeszcze większe wyzwanie. Listy płac „zrobią się same” o ile systemy informatyczne zostaną uzupełnione prawidłowymi danymi. Za to opanowanie problemów pracowniczych to już dzisiaj nie lada wyzwanie dla personalnych. Tak zwany „rynek pracownika” wywołał potężną fluktuację kadr, która pociąga za sobą rozliczne czynności związane ze zwalnianiem i zatrudnianiem pracowników, w skali, jakiej dotychczas nie doświadczyliśmy. Do tego dochodzą roszczenia pracowników, które wymagają szybkiej reakcji ze strony pracodawcy. W sposób naturalny więc dotychczasowa obsługa kadrowo-płacowa przeistoczy się w doradztwo personalne. A może się mylę i będzie lekko, łatwo i przyjemnie… W to ostatnie akurat nie wierzę. O wiele bardziej rzeczywista wydaje się wasza pasja biegania. Zostawiam to Arturowi. Wszystko mogłabym wymyślić, wymarzyć, ale nie to, że przy mojej kancelarii utworzy się drużyna biegowa. Rozmawiał: Rafał Radzymiński, obraz: Łukasz Wajszczyk

071


FINANSE

WŁAŚCICIELSKI ZESPÓŁ BRBK ARTUR ŻUK

– dyrektor, główny księgowy, w kancelarii od 13 lat. Pięć lat temu pani Barbara zakomunikowała mi: „Artur, jesteś dyrektorem”. Spytałem o zakres kompetencji i usłyszałem: „jesteś dyrektorem, ustal to”. Udałem się do coacha, żeby porozmawiać o mojej roli w firmie. Okazało się, że moje wyobrażenie o tej funkcji sprowadza się do wymiany tonera w drukarce. Do dziś przeżywam to doświadczenie. W tym momencie nieważna była moja wiedza merytoryczna, doświadczenie zawodowe ani posiadane dyplomy z zakresu polskiego i europejskiego prawa podatkowego. Kiedy ochłonąłem i przemyślałem wszystko, doszedłem do wniosku, że znam doskonale naszą firmę, potrzeby klientów i pracowników, bo przecież zaczynałem tu jako stażysta i że skutecznie zarządzać mogę tylko w zgodzie ze swoimi wartościami. A dla mnie najważniejsza jest równowaga i rezultat działania. Siedzącą pracę równoważymy aktywnością sportową, a w efekcie stanowimy coraz liczniejszą drużynę biegaczy i coraz lepiej pracujący zespół BRBK. Sukces firmy powinien przekładać się na szansę samorealizacji każdego pracownika, co przejawia się ustawicznym podnoszeniem naszych kwalifikacji. Wysiłek w pracy równoważony jest wspólną integracją po pracy, co pozwala nam zwyczajnie się lubić.

MARTA MALINOWSKA

– menadżer, główna księgowa wyspecjalizowana w księgowo-podatkowych aspektach związanych z budownictwem, w kancelarii od 11 lat. W tej pracy najbardziej odpowiada mi, że wszystko jest takie na serio i z założenia kończy się rezultatem. W stworzonym klika lat temu kodeksie honorowym zapisaliśmy „do pracy przychodzimy realizować się, a nie poświęcać”. Napisaliśmy to wspólnie i tego się trzymamy. Mamy to szczęście, że możemy pracować dla klientów od których uczymy się życia gospodarczego. Ci najbardziej wymagający, prowadzący często zaawansowane biznesy, wręcz kreują nasze kariery zawodowe. Być dobrym w podatkach to jeszcze nic, zostać przedsiębiorcą i odnosić sukcesy to nie lada wyczyn. Jestem zadaniowa, więc zdam pozostałe egzaminy i zostanę biegłym rewidentem oraz dopilnuję żebyśmy wspólnie zrealizowali biznesowe założenia. 072

KAMILA MAŁACHOWSKA

– główna księgowa, menadżer w dziale ksiąg handlowych, w kancelarii od 13 lat. Przeprowadzając się do Olsztyna wyszukałam najbardziej renomowane biuro rachunkowe i od tej pory zaczęła się moja przygoda z księgowością i współpraca z najbardziej inspirującą, ale i wymagającą szefową. Cenię sobie otoczenie ambitnych ludzi oraz łączenie sił w celu realizacji jasno sprecyzowanego przedsięwzięcia. Największą próbą dla całej mojej grupy było zadanie „podniesienia” dużej księgi rachunkowej w nieznanym nam informatycznym systemie finansowo-księgowym. Łatwo nie było, ale ta próba zdecydowała o obecnym zaawansowaniu informatycznym naszej firmy. Teraz, kiedy sama przydzielam zadania, kieruję się zasadą: każdemu według jego możliwości.

TOMASZ LEMAŃSKI

– menadżer, główny księgowy wyspecjalizowany w obsłudze spółek komandytowych, w kancelarii od 6 lat. Z zawodem zetknąłem się w domu – moja mama była główną księgową w „budżetówce”. Idąc na studia wiedziałem, że chcę pracować dla biznesu i że interesuje mnie analiza finansowa i księgowość zarządcza. Aplikując na staż, tuż po licencjacie, poddałem się rekrutacji wyposażony w dobrze napisane CV i sztywny garnitur. Udało się, szybko przeniosłem dokumenty na studia zaoczne i rozpocząłem naukę „w realu”. Otrzymałem propozycję księgowania niewielkiej spółki komandytowej. OK, dam radę – pomyślałem i rzuciłem się do komputera – w ustawach jest przecież wszystko. Spółka rosła, a wraz z nią rosła moja wiedza. Kiedy padło hasło, że klient potrzebuje analizy, wszedłem we współpracę z analitykiem finansowym. Super lekcja i zadowolenie klienta. Stanowisko głównego księgowego i objęcie grupy to odrębne doświadczenie menadżerskie – kończy się opieka przełożonego, bo teraz sam dzielę się z młodszymi kolegami zdobytą wiedzą i zarażam ich pasją.

MARTA CZUSZEL

– główna księgowa, menadżer w dziale podatków, w kancelarii od 10 lat. Do firmy trafiłam w trudnym momencie życiowym – zlikwidowane stanowisko, brak pracy i perspektyw, a co najgorsze pomysłu na siebie. Pomysł na mnie miała natomiast główna księgowa w biurze rachunkowym pani Teresa Gadomska, z którą spotykałam się w sprawach mojego byłego pracodawcy. Zaprosiła mnie na rozmowę w sprawie pracy z panią Barbarą, a ja oświadczyłam, że owszem chciałabym, ale się nie nadaję. Stanęło na tym, że spróbuję popracować przez miesiąc w dziale ksiąg rachunkowych. Zn ów z a j m owa ł a m si ę d o k u m e nt a m i m oj e g o był e g o pracodawcy. Odebrałam pierwszą lekcję: jeżeli nie możesz uwierzyć w siebie, uwierz innym, którzy w ciebie wierzą. Kolejne wyzwanie było o wiele trudniejsze. Otrzymałam propozycję objęcia funkcji kierownika w dziale ksiąg podatkowych na wakującym stanowisku. Musiałam nauczyć się innego rodzaju księgowości oraz zdobyć zaufanie blisko 20-osobowego zespołu. Dzięki wsparciu kolegów i koleżanek zadanie zostało wykonane. Do dzisiaj pełnię funkcję menadżera w dziale podatkowym i jestem gotowa pracować na każdym stanowisku, nawet gdybym musiała w naszej firmie zaczynać wszystko od początku. To była druga lekcja: twoja wartość dla firmy jest taka, jaka jest twoja przydatność. Objęcie udziału w spółce BRBK to lekcja trzecia: z dobrym zespołem zajdziesz o wiele dalej, niż mógłbyś dojść sam.

KATARZYNA KURDZIEL

– prawnik, menadżer w dziale personalnym. Pracując w biurze rachunkowym ukończyłam studia prawnicze, ale nie miałam możliwości wykorzystywania mojej wiedzy. Na poszukiwanie kancelarii podatkowej wybrałam się więc do Olsztyna i trafiłam na idealne dla mnie warunki pracy


FINANSE

– wyodrębniony dział personalny, ogrom zagadnień pracowniczych do obsłużenia i możliwość konsultowania trudnych tematów z dwoma radcami prawnymi. Aplikacja radcowska stała się wreszcie realna.

JOANNA KOZŁOWSKA-URBAN

– główna księgowa, menadżer w dziale ksiąg handlowych, w kancelarii od 14 lat. Cienie i blaski zawodu księgowego znałam dokładnie, zanim zdecydowałam się na jego wybór. Moja mama była główną księgową, więc wiedziałam, że to żmudna i monotonna praca, ale stabilna i uporządkowana. Receptą przed „zaszufladkowaniem” na jedną branżę okazało się zatrudnienie w kancelarii podatkowej. Tu znalazłam pracę dynamiczną, rozwijającą, w motywującym zespole. A do tego kulturalny sposób komunikowania się zarówno wśród pracowników, jak i z klientami. Wzajemny szacunek jest dla mnie wartością z której nie mogłabym zrezygnować. Tytuł głównego księgowego, funkcja managera czy obecna pozycja właścicielska znakomicie dopełniają trafność mojego wyboru.

DANUTA SIEHEŃ

– główna księgowa, menadżer w dziale ksiąg handlowych, wyspecjalizowana w zagadnieniach księgowo-podatkowych firm produkcyjnych, w kancelarii od 18 lat. Pracuję w biurze najdłużej, ale czuję się coraz młodsza, coraz więcej mi się chce. Tu mam pod dostatkiem trudnych zagadnień księgowych na które inni nie mają cierpliwości. Jeszcze w szkole średniej namiętnie rysowałam znienawidzone przez wszystkich „szubieniczki” i pasjonowałam się rozwiązywaniem zadań z rachunkowości. Nawet dzisiaj, kiedy mam wątpliwość jak powinna być zaksięgowana operacja w systemie finansowo – księgowym, najpierw sięgam po kartkę papieru i długopis. W poprzedniej firmie byłam samodzielną księgową, ale kiedy poustawiałam już wszystkie procesy w systemie komputerowym i dogłębnie poznałam branżę, czas pracy zaczął mi się dłużyć. Tutaj dzień jest za krótki, a ja ciągle mam coś nowego do zrobienia i spotykam się z nowymi zagadnieniami. Mam możliwość pracy na wielu płaszczyznach i kształcenia się aż do uzyskania uprawnień biegłego rewidenta, a wraz ze mną forsują przeszkody moi młodsi koledzy. I to jest fajne, bo ma sens.

073

BRBK Barbara Kułakow i Wspólnicy Podatkowo-Księgowa Spółka Komandytowa Olsztyn, ul. M. Zientary Malewskiej 25 www.brbk.pl


PRAWO I BIZNES

KOMU BIZNES PO RODZICACH? WEDŁUG NAJNOWSZYCH DANYCH ORGANIZACJI ANALIZUJĄCYCH POLSKIE FIRMY RODZINNE, NIESPEŁNA 10 PROC. SUKCESORÓW DEKLARUJE CHĘĆ PRZEJĘCIA FIRMY PO RODZICACH. BIORĄC POD UWAGĘ FAKT, ŻE TO FIRMY RODZINNE SĄ SIŁĄ NAPĘDOWĄ POLSKIEJ GOSPODARKI, A TAKŻE WIZYTÓWKĄ POLSKIEJ JAKOŚCI I PROFESJONALIZMU ŚWIADCZONYCH USŁUG ZA GRANICĄ, POWYŻSZE DANE SĄ TRAUMATYCZNE. JAK JE ZMIENIĆ? 074

Deficyt sukcesorów jest równoznaczny z kresem rozwoju firm rodzinnych, a wówczas realny staje się scenariusz agresywnej konsolidacji podmiotów rodzinnych przez duże koncerny międzynarodowe. Jak odwrócić ten niepokojący i niekorzystny dla polskiej rodzinnej przedsiębiorczości trend? Co zrobić, aby zapewnić ciągłość i trwałość firmie rodzinnej? Przykłady wielopokoleniowych firm japońskich oraz europejskich nie pozostawiają złudzeń – jedyne i słuszne remedium to „hodowanie sukcesora”. „Receptą na długowieczność jest wychowanie następców, którzy utożsamiają się z firmą, ciężko pracują i są kompetentni w tym co robią” – to motto najstarszego prywatnego banku

w Wielkiej Brytanii. C. Hoare & Co. Bank został założony w 1672 roku, jako czwarty na świecie i aktualnie zarządzany przez 11 pokolenie. Tworzenie, rozwijanie i utrzymywanie na agresywnym rynku firmy rodzinnej jest nie lada wyzwaniem, z którym perfekcyjnie poradziło sobie wielu właścicieli polskich firm rodzinnych, którzy ponad ćwierć wieku temu rozpoczęli swoje przygody w nieznane. Tytaniczna praca, mnóstwo wyrzeczeń, niepohamowany głód sukcesu, wywindowały początkowo małe biznesowe przedsięwzięcia do czołówek firm w kraju, Europie, a nawet i świecie. Na co jednak to wszystko, gdy namaszczeni następcy, którzy w wizjach właścicieli mieli kontynuować ich


PRAWO I BIZNES

spuściznę i gwarantować kolejnym pokoleniom biznesowy prestiż oraz życiowy dostatek, deklarują inną drogę, niezwiązaną z firmą rodzinną. Powodów takiego postępowania sukcesorów, którzy chcą pójść własną drogą, jest wiele, a ich źródłem jest przede wszystkim brak planu sukcesji w firmie rodzinnej. Plan taki powinien być bowiem wdrażany w życie już na etapie, kiedy sukcesor jest jeszcze młody. Aby dziecko utożsamiało się z firmą rodzinną, chciało ją współtworzyć, musi zostać zainspirowane przez rodziców, poznać czym jest firma rodzinna i jakimi wartościami się ona kieruje. Pokazywanie codziennych obowiązków związanych z prowadzeniem firmy rodzinnej, a następnie przyuczanie do pracy poprzez praktykowanie na poszczególnych szczeblach czy stanowiskach w firmie, pozwala sukcesorom zrozumieć firmę, rodziców oraz przede wszystkim nauczyć się, że każdy pracownik jest ważnym elementem firmy, bez którego reszta mechanizmu nie będzie sprawnie funkcjonować. Rodzice muszą więc przyjąć rolę mentorów, którzy nauczą następców, że firma to rodzina, więzy i odpowiedzialność czasami za tysiące istnień. Rolą nestorów jest też inspirowanie sukcesorów do tego, by chcieli współtworzyć firmę rodzinną, by dążyli do jej dalszego rozwoju, doceniając przy tym wypracowany dotychczas potencjał oraz pozycję firmy. Niemniej jednak często się zdarza, że nawet odpowiednie przygotowanie, przyuczenie i inspirowanie przez nestorów nie zapewnia pozostania sukcesora w firmie rodzinnej. Dzieje się tak wtedy, gdy w firmie rodzinnej nie ma przygotowanego i sprecyzowanego planu sukcesji, bądź spisanej konstytucji rodzinnej. Sukcesorzy chcą bowiem znać jasne i przejrzyste reguły, na podstawie których staną się pełnoprawnymi współwłaścicielami lub właścicielami tych firm. Określenie przez nestorów warunków jakie muszą spełnić sukcesorzy, by przykładowo mogli podejmować samodzielne decyzje co do zarządzania danym działem czy całością firmy, bądź by otrzymać część firmy, jest istotne już od samego początku, tj. od momentu kiedy sukcesor rozpoczyna pracę w firmie rodzinnej. Sprecyzowanie jasnych reguł pozwala bowiem obu stronom przygotować się, jednym na wyjście, a drugim na wejście do firmy. Przy czym istnieją różne modele transferu firmy rodzinnej, w tym jest również wiele form zakładających kooperację nestorów z sukcesorami w firmie rodzinnej. Dojrzałe firmy rodzinne często ponadto namawiają sukcesorów do tego, by swoje pierwsze poważniejsze doświadczenia zdobywali poza firmą rodzinną. Szczególnie popularną inicjatywą, zwłaszcza w USA, są różnego rodzaju organizacje zrzeszające firmy rodzinne, które stanowią swoistą platformę do wymiany informacji oraz doświadczeń pomiędzy biznesowymi rodzinami. Właściciele firm rodzinnych, przede wszystkim za pośrednictwem niniejszych organizacji, wysyłają swoje dzieci do innych firm rodzinnych na praktyki, gdzie sukcesorzy mogą poznać jak funkcjonują te firmy, jakimi wartościami się one kierują oraz zdobyć cenne doświadczenie, którego często są pozbawieni w swojej rodzimej firmie. Z obserwacji i doświadczenia wielu firm rodzinnych wynika, że jest to pożądane zjawisko zarówno dla samej firmy rodzinnej, jak i sukcesora. Zderzenie się ze światem biznesowym bez roztoczonego parasola ochronnego rodziny, pozwala młodym następcom poznać przede wszystkim własne mocne i słabe strony oraz sprawdzić się poza strukturami biznesu rodzinnego, dzięki czemu firma rodzinna zyskuje przyszłego

lidera, który będzie dawał rękojmie godnego prowadzenia firmy przez kolejne lata. Bycie rodzicem i zarazem mentorem, inspirowanie z jednej strony działalnością firmy rodzinnej, a z drugiej pozwalanie na zdobywanie doświadczeń zawodowych przez sukcesora poza strukturami rodzinnymi, wspieranie w podejmowaniu decyzji, ale pozwalanie na popełnianie błędów – powyższe ukazuje, że godzenie roli rodzica z rolą wymagającego szefa jest dużym wyzwaniem, natomiast tylko w ten sposób można kreować odpowiedzialnego, pewnego siebie i przygotowanego na rozwój firmy rodzinnej sukcesora. Tekst: adw. Katarzyna Wojarska-Aleksiejuk, r. pr. Piotr Aleksiejuk Obraz: Arkadiusz Stankiewicz

Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych Sp. P. Ufficio Primo Warszawa, ul. Wspólna 62 Oddział Olsztyn, ul. Dąbrowszczaków 8/9

PRZEZ CAŁY 2018 ROK ZAPRASZAMY TWÓRCÓW I WSPÓŁWŁAŚCICIELI FIRM RODZINNYCH NA CYKL ARTYKUŁÓW POŚWIĘCONY TEMATYCE TWORZENIA ŁADU RODZINNEGO I FIRMOWEGO. WYDANIE LUTY-MARZEC 2018: Istota i tworzenie konstytucji rodzinnych / Tworzenie ładu rodzinnego i firmowego / Istota konstytucji rodzinnej WYDANIE KWIECIEŃ–MAJ 2018: Proces tworzenia sukcesji / Zdefiniowanie projektu sukcesji / Wartości i misja / Strategia WYDANIE CZERWIEC–LIPIEC 2018: Struktura zarządzania i nadzoru w rodzinie i firmie rodzinnej WYDANIE SIERPIEŃ–WRZESIEŃ 2018: Członek rodziny a firma rodzinna (rozporządzanie udziałami, praca, kariera, rozwój) WYDANIE PAŹDZIERNIK–LISTOPAD 2018: Bezpieczeństwo finansowe pracujących i niepracujących członków rodziny WYDANIE GRUDZIEŃ 2018–STYCZEŃ 2019: Komunikacja i rozwiązywanie konfliktów, działalność społeczna i filantropijna

075


BIZNES

POPŁYNĄŁEM Z PRĄDEM RZEKI AUTO LAND, KTÓRY ZA CHWILĘ DOSTARCZY MOTORYZACYJNYCH EMOCJI SWOIM MOTORSHOW, POZYCJĘ LIDERA W DYSTRYBUCJI CZĘŚCI SAMOCHODOWYCH W REGIONIE BUDUJE JUŻ 27 ROK. O BIZNESIE WIDZIANYM OD PRZYSŁOWIOWEGO WARSZTATU ROZMAWIAMY Z JANUSZEM ANDRZEJEWSKIM, PREZESEM ZARZĄDU FIRMY.

MADE IN: Pan akurat chyba nie wyobraża sobie życia bez motoryzacji? Janusz Andrzejewski: Nie wyobrażam sobie życia bez Auto Landu.

076

A Auto Land z kolei bez motoryzacji. Oczywiście, jest to nasz rynek i nasza praca. Pewnie większość z nas nie wyobraża sobie życia bez samochodu. Możliwość przemieszczania i podróżowania daje poczucie wolności. Właśnie samochód nam ją zapewnia. Natomiast jeśli pan pyta o klasyczne auta spalinowe, to obecnie następuje zmiana technologiczna, która przyniesie sporo wyzwań, jednak nie sądzę, by w ciągu najbliższych 20 lat samochody spalinowe zakończyły swój żywot. A pan jakiej przyszłości motoryzacji kibicuje? Przede wszystkim takiej, która dobrze będzie oddziaływać na środowisko. Samochody elektryczne to po części przeniesienie produkcji spalin z miast do elektrowni, w których powstaje prąd. W skali globalnej rachunek produkcji zanieczyszczeń będzie podobny, tyle że nasze społeczeństwo do końca nie ma tej świadomości. Jest jeszcze jeden ekonomiczny aspekt, który na razie pomijamy, a mianowicie skąd państwo weźmie pieniądze z podatków, które dzisiaj gigantycznym strumieniem płyną ze sprzedaży paliw?

Pewnie z każdej zużytej kilowatogodziny. No właśnie! I cała ekonomia przejechanego kilometra legnie w gruzach. Wróćmy do statystyk związanych z marką Auto Land. W połowie czerwca otrzymaliście prestiżowy „Diament Forbesa” dla najdynamiczniej rozwijającego się przedsiębiorstwa z przychodami powyżej 250 mln zł. Czym jest dzisiaj w branży motoryzacyjnej Auto Land? Od naszej ostatniej rozmowy minęły cztery lata i od tamtego czasu Auto Land jest dwa razy większą firmą, licząc przychody i zakres działania. Jesteśmy w 87 miastach, w kolejnych trzech będą otwarte oddziały do końca roku. Plan to obecność w całym kraju? Docelowo tak. Dużo jest jeszcze czarnych plam na mapie? Jest, jest… Mamy więcej niż 90 miast, (śmiech) więc jest nad czym pracować. Chciałbym aby u progu jesieni wbić symboliczną łopatę pod naszą nową inwestycję – nowy centralny magazyn w Stawigudzie, który zabezpieczy nam możliwość rozwoju na kilka kolejnych lat. Jeśli chodzi o północno-wschodni rynek, to mamy na niego największe oddziaływanie i oczywiście będziemy starali się utrzymać pozycję lidera. To efekt 27 lat pracy.


BIZNES

Co jest waszym paliwem napędowym? Do takich sukcesów firmę napędzają ludzie oraz dobra organizacja. Załoga musi stanowić jeden zespół. Trzeba dotrzymywać kontrahentom obiecanego słowa i je realizować zgodnie z ustaleniami. Wtedy ludzie wierzą w to co mówimy i w to co robimy. Ufają nam i wspólnie z nami osiągną swój sukces. A pana osobiście co nakręca w biznesie? Najpierw nakręcała mnie konieczność zarabiania pieniędzy, bo nie było kapitału. Po towar jeździłem pięć razy w tygodniu: przywiozłem go rano, a po południu był już sprzedany. Dzisiaj całym moim kapitałem jest firma, a nakręca mnie – i uwielbiam to – współpraca z ludźmi. Jestem pełen podziwu dla osób, które podobnie jak ja, traktują pracę u nas jak misję i czerpią satysfakcję zawodową z sukcesów Auto Landu. Ponoć dla znaczącej części z nich, nawet tych 40-letnich, to pierwsza praca. Dzisiaj, przy takiej fluktuacji kadr, to fenomen. Byłoby to niemożliwe gdyby nie dobre i uczciwe relacje z pracownikami, którzy darzą zarząd zaufaniem. Dobra atmosfera w pracy pozwala spokojnie patrzeć spółce w przyszłość. Nie chciałbym nigdy usłyszeć, że ktoś przychodzi do kogoś pracować. Chcę, by każdy czuł się w tej firmie jak w drugim domu. Czasem rozmyśla pan jak potoczyłoby się życie, gdyby 27 lat temu nie wszedł pan w rynek części samochodowych? Nie wyobrażam sobie tego, ponieważ jest to moja pierwsza praca po studiach. Czego absolwent bioinżynierii szukał w branży części samochodowych? Dyplom zdobyłem w 1992 roku, a wtedy Polska była w fazie transformacji ustrojowej. Rok wcześniej założyłem firmę, która startowała na nowym wschodzącym rynku sprzedaży części do samochodów zachodnich. Podczas studiów widziałem w społeczeństwie wielką chęć przesiadki z samochodów z bloku wschodniego na auta zachodnie czy japońskie. Każdy marzył o VW Golfie, Oplu Kadecie czy Fordzie Sierra. Liczyłem i czułem, że społeczeństwo będzie realizowało swoje marzenia. A jak już ludzie zaczną nimi jeździć, to będą musieli je też naprawiać, bo wszystko się kiedyś zużywa. Więc pomysł na dostarczanie części na ten wschodzący rynek motoryzacyjny początku lat 90. okazał się strzałem w przysłowiową dziesiątkę i popłynąłem z prądem rzeki. Kto wymyślił nazwę Auto Land? Powstała w wyniku zmiany pierwszej nazwy Auto World, czyli auto świat. Niestety, wiele osób w tamtym okresie nie umiało jej poprawnie wypowiedzieć i dla uproszczenia, z języka angielskiego zaczerpnąłem słowo land, czyli ziemię, krainę. Czynny udział w powstaniu obecnej nazwy miała moja żona, która wspólnie ze mną prowadzi firmę. Kilkanaście lat temu Auto Land wprowadził formułę targów branżowych organizowanych raz na dwa lata. Dzisiaj to już raczej wielkie motorshow, które dostarcza wszechstronnej rozrywki pasjonatom motoryzacji. W tym roku nasze motorshow będzie największe z dotychczasowych (6 października w halach Expo Mazury w Ostródzie – red.). Poprzez sport i pasję chcemy pokazywać czym jest motoryzacja, więc formuła skupiona będzie na dostarczaniu

emocji. Każda osoba, która ma w swoich żyłach choć kropelkę benzyny powinna być usatysfakcjonowana. Jeśli spotkamy się za kolejne cztery lata to Auto Land będzie… …wierzę, że jeszcze większą firmą, bo na najbliższych 20 lat nie widzę problemów i zagrożeń w rynku, na którym działamy. Zasobność ludzi, infrastruktura drogowa, dostępność i wybór aut jest na światowym poziomie, a nasz współczynnik posiadania aut na rodzinę osiąga powoli europejski poziom. Ma pan swoje inspiracje przy prowadzeniu biznesu? Na pewno ujmująca jest postać Steva Jobsa, wielkiego wizjonera zdeterminowanego do osiągnięcia sukcesu. Wierzył w ludzi zaangażowanych, pracujących z pasją. Te inspiracje w naszym życiu są potrzebne. Teraz czytałem o jednym z największych miliarderów Chin, twórcy serwisu internetowego Alibaba, który trafnie wytypował cechy człowieka pracującego na sukces, gorąco polecam. Korzysta pan ze wskazówek? Wydaje mi się, że większość z nich realizuję sam z siebie, cieszę się że podobne poglądy mają tak wielcy ludzie jak chociażby wspomniany Jack Ma, prezes AliExpress. A gdyby anonimowo zapytać kadrę Auto Land o pana wiodącą cechę, to o czym by opowiadali? Dzisiaj usłyszałem od jednego z moich wieloletnich pracowników – że ceni we mnie szybkość podejmowanych decyzji, bo nie musi stać w miejscu i dreptać. A jak jest decyzja, to jest i realizacja. Do szybkich decyzji trzeba mieć tzw. nosa, albo umieć ryzykować. Trzeba mieć pewne wyczucie, a to wyczucie zdobywa się poprzez pracę i doświadczenie. Drugim elementem jest brak obawy o poniesione ryzyko, a moje zawodowe życie pokazuje, że zdecydowana większość decyzji była trafna. A gdyby przepytać kadrę o moją dominującą cechę? Może łatwość nawiązywania kontaktów i umiejętne budowanie dobrych relacji z ludźmi, którzy chętnie ze mną rozmawiają, otwierają się i dyskutują o problemach. To cenię, bo gdybym był zamknięty w gabinecie, a pracownicy krążyliby po firmowych korytarzach nie mając do mnie dojścia, to firma straciłaby swój impet, a ludzie chęć kreatywnego rozwoju. Dlatego stale powtarzam swoim dyrektorom, że nie wolno budować barier między pracownikami różnych szczebli, wręcz starać je likwidować. Mój mail i telefon od ponad 20 lat jest taki sam, sądzę że chyba wszyscy pracownicy go znają i w razie pytań mogą swobodnie z niego korzystać. To ja poproszę o tego maila do autoryzacji rozmowy. Ten sam co cztery lata temu: Janusz kropka… Rozmawiał: Rafał Radzymiński Obraz: Michał Bartoszewicz

Auto Land Olsztyn, Leonharda 5A www.auto-land.pl

077


BIZNES

I NA WOZIE, I PODWOZIE HISTORIE WIELKICH FIRM ZWYKLE ZACZYNAŁY SIĘ W GARAŻU. TYLKO CO DECYDUJE O TYM, ŻE KTOŚ UMIAŁ JE Z TEGO GARAŻU WYPROWADZIĆ? MIMO ŻE ZABUDOWY AUT CIĘŻAROWYCH I DOSTAWCZYCH ORAZ „SZYCIE” IM PLANDEK NA MIARĘ JAK NAJBARDZIEJ KOJARZĄ SIĘ Z GARAŻEM, TO HISTORIA FIRMY MP GROUP WPISUJE SIĘ W KANON PIONIERSKIEJ PRZEDSIĘBIORCZOŚCI, KTÓRA BUDUJE KAPITAŁ BIZNESOWY WARMII I MAZUR.

078

To było nietypowe zlecenie jak na firmę, która obsługuje branżę transportową i przemysłową w plandeki i zabudowy samochodowe. Zamówienie przyszło z Gdańska i miało uświetnić 25-lecie Solidarności ogromnym banerem zakrywającym słynny „zieleniak” – wieżowiec w centrum miasta. Zgrzewany specjalną technologią miał 1750 mkw. powierzchni, ważył tonę, a na ścianie budynku montowała go ekipa alpinistów. – Jeśli klient precyzyjnie określi nam czego potrzebuje, na 99 procent zrealizujemy to – ze stanowczością przekonuje Piotr Dzierzgowski, właściciel MP Group. Po chwili przyznaje, że lubi nietypowe wyzwania, choć nie kryje, że dostarczają mu one też i stresu. – Ale chcemy realizo-

wać takie pomysły, bo wzbogacamy dzięki nim naszą wiedzę i budujemy potencjał firmy na przyszłość – podkreśla. Ten potencjał zbudował od przysłowiowego zera. Dzisiaj jest największą tego typu firmą w północno-wschodniej Polsce i liczącym się graczem na scenie krajowej. Specjalizacja: zabudowy nadwozi do samochodów ciężarowych i dostawczych, produkcja przyczep i naczep oraz plandek jako produkcja plandek z pasją. Te ostatnie posłużyły jako wstęp do biznesu z samym początkiem lat 90. Piotr Dzierzgowski świadczył wówczas usługi transportowe starym Fordem Transitem z przerobionym silnikiem Mercedesa. Wkrótce nabył pierwszą ciężarówkę, z kiepską plandeką. U progu


BIZNES

transformacji ustrojowej ciężko było z oponami do ciężarówki, a co dopiero z plandeką. Może samemu spróbować ją naprawić? – to pytanie okaże się kluczem do przyszłego biznesu. Odnalazł w Łodzi hurtownię handlującą materiałami do plandek i sprzętem do ich budowania. I co pan by chciał? – usłyszał na początku wizyty w hurtowni. Odpowiedź: naprawić własną plandekę, ale i dla przyszłych klientów. Budżet wystarczył na pięć rolek materiału i kilka podstawowych narzędzi. Biznes rozpoczął w wynajętym po Polmozbycie przy ul. Piłsudskiego w Olsztynie starym garażu. Można

było do niego wjechać np. Żukiem, bo ciężarówka chowała się już tylko do połowy. Żuk jest autentycznym przykładem, bo przyjechał nim pierwszy klient. Produkcja pierwszej plandeki szybko obnażyła nieestetyczne zmarszczki plandeki (klient machnął ręką, a wpłacone 50 zł zaliczki kazał przeznaczyć na… rozwój firmy). Z pomocą przyszedł doświadczony w warsztatach PKS kolega (po sześciu latach dał się w końcu przekonać i przeszedł do Mazurskich Plandek zostając szóstym pracownikiem w firmie Dzierzgowskiego, a dzisiaj jest kierownikiem). Do Mazurskich Plandek klienci przyjeżdżali prosto z ulicy. Często tiry, bo pocięte przez złodziei plandeki były prawdziwą plagą.

Przełom w branży nastąpił wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Nowe przepisy wymusiły bowiem na krajowych przewoźnikach wyższe standardy taboru. Dzisiaj firma MP Group ma swoją siedzibę w rozbudowanych zakładach w Barczewie. W biurze właściciela kilka piłek od rugby z podpisami zawodników świadczy o sentymencie do dyscypliny. Grał 10 lat, dzisiaj wspiera drużynę. – Rywalizacja w biznesie i sporcie jest porównywalna, choć na innej płaszczyźnie. Też trzeba umieć zbudować zespół i o wszystko zawalczyć – przyrównuje. MP Group zatrudnia 60 osób. MP w nazwie pozostało po Mazurskich Plandekach, a rozbudowane sektory, którymi zajęła się firma, stworzyły dużą grupę producencką. Obsługuje kompleksowo branżę transportową w takim zakresie, by klienci nie musieli tracić czasu na przewożenie sprzętu po kolejnych firmach montujących inne podzespoły. Proces projektowania zabudów i przyczep jest skoordynowany z producentami podwozi, więc konstruktorzy MP Group pracują już na wytycznych fabryk. Gotowy asortyment (zabudowy pod każde potrzeby, konstrukcje nadwozi, kontenery, windy, autolawety, aż po oplandekowanie z gotowymi reklamami – wszystko z akredytacją Przemysłowego Instytutu Motoryzacji oraz Instytutu Transportu Samochodowego) praktycznie wyczerpuje potrzeby każdej branży. Reklamy na plandekach to dzisiaj podstawa promocji firm (MP Group do dzisiaj współpracuje ze wspomnianą hurtownią z Łodzi). Ma jedyną w regionie wielkoformatową drukarkę pozwalającą robić na plandekach nadruki szerokie na 3,2 m (to ona drukowała gigantyczny baner Solidarności). Istotą tego biznesu jest – jak podkreśla właściciel – technologia i jakość wykonania. Sam ma obsesję na punkcie perfekcji. – Miałem okres w biznesie, że chciałem być przy produkcji dosłownie wszędzie, przy każdej realizacji. Dzisiaj nie ma już takiej potrzeby, bo nasza kadra jest nauczona rzetelnego podejścia do pracy: że lepiej czegoś nie zrobić jeśli ma wyjść kiepsko – zaznacza. – Dlatego przy logotypie naszej firmy figuruje hasło przewodnie „tworzymy przyszłość”, które oznacza dokładnie to, że klient będzie zadowolony z naszej produkcji na lata, a nie tylko w okresie gwarancji. Stale podkreślam, że nie można oszczędzać pieniędzy na czymś, co nas potem nie satysfakcjonuje. Wierzę, że na końcu i tak obroni się jakość towaru – dodaje. Dlatego zamówienia składają tu wielkie firmy nawet z głębi kraju, jak choćby znany browar, który pod kampanię piwowarską zamontował tu plandeki z reklamami na 140 samochodach. Ale trafiają się też i tragikomiczne przypadki. Otóż po 15 latach od zamontowania pierwszej plandeki klient wrócił tu nie dlatego, że była już zniszczona, tylko że zwyczajnie zamarzyła mu się już inna. I kiedy wracał tą swoją ciężarówką podekscytowany, rozdarł ją o konary drzewa. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Jakub Chmielewski, archiwum MP Group

W kolejnym numerze przedstawimy drugi filar rodzinnego biznesu – produkcję i wynajem modnych w ostatnich latach hal namiotowych (halenamiotowe.net).

MP Group Barczewo, ul. Prosta 6 www.mpgol.pl

079


MĘŻCZYZNA I MASZYNA

MĘŻCZYZNA I MASZYNA PRAWDZIWE HISTORIE O PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI DO SAMOCHODU

PROFESOR W PIASKU SAHARY

080

33-letni Robert Rowiński, pracownik Zakładu Aerodynamiki Instytutu Lotnictwa, został zaproszony przez prof. J.O. Hinze, w tym czasie światowej sławy eksperta w zakresie turbulencji, na stanowisko jego asystenta w holenderskiej politechnice TU Delft. Po ponad rocznej pracy i niezłej pensji naukowca, w zasadzie za jej trzymiesięczną równowartość, zamówił 25 czerwca 1969 roku u lokalnego dilera Saaba debiutujący ledwie rok wcześniej model 99 w kolorze piasku Sahary. Wpłacił na niego 8400 guldenów, czyli około 2000 dolarów. Rowińskiemu, naukowo pracującemu w branży lotniczej, imponowała marka Saab właśnie z korzeniami lotniczymi, ale też i parametrami auta, przestrzenią bagażową (zwłaszcza składanymi tylnymi oparciami) i zagłówkami w fotelach, a nade wszystko przekonała go jakość produkcji i ergonomia kabiny. – Cztery położenia fotela, które miał, nikomu się wtedy nie marzyły – przytacza 83-letni dzisiaj profesor lotnictwa. 16 sierpnia jasnokremowy Saab 99 dostał warszawskie numery 3360 WO i od tej pory przez dziewięć lat parkował pod chmurką przy ul. Batorego. „Sabikiem”, jak go pieszczotliwie nazywała rodzina, zjeździli wiele krajów, zaś właściciel chętnie zaliczał nim kolejne konferencje i naukowe sympozja za granicą. „Sabik” często woził też młode pary do ślubu. Bywał też i w Olsztynie.

Po dziewięciu latach i około 150 tys. przejechanych kilometrach, Saab trafił na giełdę. Nowy właściciel, szklarniowy potentat (dostarczał kwiaty m.in. na potrzeby tow. Gierka) ucieszył się, kiedy zobaczył ile przestrzeni powstaje po złożeniu tylnych siedzeń, radośnie wołając: ja nim będę mógł wozić kwiaty”. – W tych dziwnych czasach, po tylu latach eksploatacji auto sprzedałem za więcej dolarów, niż kosztowało nowe – stwierdza profesor. Historia tego Saaba kończy się, ale pojawiają się nowe wątki. Otóż w Instytucie Lotnictwa w Warszawie, w którym pracował doc. Robert Rowiński, zaczęto rozmyślać o poważnym traktowaniu zabiegów agrolotniczych. Z tego powodu w 1978 roku powołano w AR-T w Olsztynie międzywydziałowy Instytut Agrolotnictwa, w celu prowadzenia badań oraz kształcenia i szkolenia pilotów agrolotniczych (Gierek w tym roku był na centralnych obchodach dożynek w Olsztynie). Na dyrektora ściągnięto doc. Rowińskiego. Razem z żoną i dwójką dzieci zamieszkali w wieżowcu przy ul. Osińskiego (w Olsztynie pracował i mieszkał do 2005 roku). Wstąpił też do Aeroklubu Olsztyńskiego, w którym przez 16 lat, pełnił funkcję wiceprezesa i został jego Honorowym Członkiem. Po powrocie do rodzinnej Warszawy i 37 latach od kupna Saaba 99, jego syn Wojciech (miłośnik i pracownik marki Saab-Scania), 12 sierpnia 2006 roku zaprosił rodziców na obiad do restauracji. Przed wejściem czekała pod pokrowcem niespodzianka – Saab 99, rocznik ’69 w kolorze piasku Sahary. Syn zrobił prezent rodzicom, wyszukując w Szwecji identyczny model, który i on pamiętał z bardzo młodych lat. Jeden komplet kluczy wręczył ojcu, drugi mamie (pan Robert do dzisiaj przyznaje, że żona lepiej od niego prowadziła Saaba). – Widząc ten prezent, czułem wielką radość i równie wielkie zdumienie – stwierdza. Auto trafiło na renowację do serwisu Toyoty w Olsztynie. Do tapicera też w Olsztynie. Doprowadzony jest do stanu fabrycznego. Z prof. Robertem Rowińskim, obecnie wykładowcą w Szkole Orląt w Dęblinie, spotkaliśmy się podczas Saabów na Warmii. Wcześniej był nim w Szwecji. Nie wyobrażali sobie z żoną, by nie pojechać na zlot do miasta Saaba – Trollhattan. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Dariusz Konieczka Mecenas projektu:

BLING FACTORY

Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań. Bling Factory Olsztyn, ul. Lubelska 43i www.blingfactory.pl


AUTO

STRAŻNIK FILOZOFII JAKOŚCI

TWÓRCA LINII TEGO LEXUSA OKREŚLIŁ JĄ JAKO „PROWOKACYJNĄ ELEGANCJĘ”. NAJNOWSZY MODEL MARKI – ES TO AUTO DLA LUBIĄCYCH OTACZAĆ SIĘ PRZEDMIOTAMI STWORZONYMI DZIĘKI WARTOŚCIOWEJ FILOZOFII. Zaskoczymy już na początku: najchętniej kupowany na świecie Lexus ES w Europie był dotychczas nieznany, ponieważ mieliśmy tu w tej klasie model GS. Ale wraz z siódmą generacją, ES (w USA jest od trzech dekad) wkroczył na Stary Kontynent na podbój sportowych i luksusowych limuzyn klasy średniej wyższej, zastępując właśnie GS. Do kogo trafi, zdradza już swoją sylwetką wzbudzającą emocje tym agresywnie stylizowanym przodem. Yasuo Kajino, główny dizajner modelu ES, określił wygląd samochodu jako „prowokacyjną elegancję”. W stosunku do wycofanego GS ten model nabrał dynamicznych proporcji: jest dłuższy, szerszy, niższy i ma większy rozstaw osi. Wygląd przodu ES jest zróżnicowany w zależności od wersji. Standardowe mają eleganckie, pionowe listwy, rozchodzące się w kształcie klepsydry, zaś wersje F Sport czarną, ukośną siatkę. Który ciekawszy? To jak wybierać między eleganckim zegarkiem z paskiem, albo bransoletą. Obydwa świetne, choć do różnych stylizacji. Lexus przyzwyczaił ostatnimi premierami do odważnego, pełnego emocji stylu. Tak jak i od początku istnienia przyzwyczaił do jakości, która w latach 90. zdetronizowała niemieckich producentów na wymagającym amerykańskim rynku. Lexus nigdy nie wystawił na szwank swojego honoru i marka jest dzisiaj synonimem jakości. Jak to wygląda zza kulis? Lexus to oczywiście technologia. Ale Lexus to też właściwie urządzone wnętrze, któremu sama technologia nie wystarczy. Potrzeba ludzkich rąk. Ale takich: mistrzów Takumi. W fabryce Lexusa pracuje starannie wyselekcjonowana kadra (na 7700 pracowników fabryki Takumi jest… 19), która ma legendarną

już wrażliwość zmysłu dotyku (prócz stażu i szeregu właściwych cech, kandydat na Takumi musi też np. złożyć z papieru prostą figurkę kota, tyle że jedną i to niedominującą ręką w czasie poniżej 90 sekund). Takumi są strażnikami filozofii jakości, którzy dodają subtelny pierwiastek ludzki do tworzenia Lexusów. Najnowszą odsłonę, która zadebiutowała właśnie w europejskich salonach (w olsztyńskim prezentowane były 9–10 lipca) ES 300h napędza układ hybrydowy czwartej generacji. Sumaryczna moc wynosi 218 KM, zaś sam 2,5-litrowy silnik spalinowy potrzebuje średnio 4,7 l paliwa na 100 km. Dla wymagających klientów Lexus przygotował indywidualną wersję wyposażeniową Omotenashi. I tu znów trzeba odwołać się do japońskiej filozofii, bo omotenashi to gościnność i przyjmowanie osób z pełną kulturą, szacunkiem i uczynnością. Stąd wyposażenie i wykończenie tych wersji to wyszukane materiały (np. drewno shimamoku), w dodatku ręcznie składane. Dlatego też po pierwszych jazdach testowych dla branżowych mediów nowy Lexus ES szybko wypracował sobie opinię, że w pierwszej kolejności jest samochodem bardzo wygodnym i starannie wykonanym. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Lexus Na zdjęciach: Lexus ES 300h, cena od 199 900 zł

Toyota Mir-Wit Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 11 www.toyota-olsztyn.pl

081


AUTO

PIĘKNE WIDOKI JEŚLI ZNAJOMI NIE ROZPOZNAJĄ TWOJEJ NOWEJ MAZDY 6, ZAPROŚ ICH DO ŚRODKA. JAPOŃCZYCY SZLIFUJĄ SWOJĄ IKONĘ TAK, BY NIE ZROBIĆ KRZYWDY TEJ PIĘKNEJ LINII.

082

Kiedy Mazda szykowała się do wyprodukowania pierwszego w swojej historii auta, w oddalonych o ponad 8000 km podolsztyńskich Dajtkach właśnie oddawano do użytku lotnisko z lotami do Gdańska. Po przeszło dziewięciu dekadach nieco skracamy dystans dzielący Mazdę z lotniskiem i to nieprzypadkowo. Otóż najnowsza Mazda 6, którą dostaliśmy do testu, w najlepszej wersji wyposażeniowej nazywa się SkyDream. A na Dajtkach właśnie, w Aeroklubie WarmińskoMazurskim, realizuje się podniebne marzenia. Więc jedźmy, lećmy… Hasło „sky” znaczy dla Mazdy o wiele więcej. Marka od kilku lat dąży za technologią Skyactive, która skłania ją do poszukiwania osiągów i większej wydajności przy projektowaniu każdego kluczowego podzespołu samochodu: silników, precyzyjnych skrzyń biegów, lekkich i wytrzymałych konstrukcji nadwozia czy komfortowego zawieszenia. Efektem tej technologii jest np. przeciwstawienie się downsizigowi, czyli trendowi pomniejszania pojemności silników, a rekompensowania ich mocy turbosprężarkami. Mazda udowadnia, że oszczędne i dynamiczne mogą być też mądrze zaprojektowane więk-

sze silniki wolnossące. Ku zaskoczeniu wyczytaliśmy, że aż 30 proc. nabywców Mazdy 6 decyduje się na największy dostępny silnik benzynowy o pojemności 2,5 litra i mocy 194 KM. Taki właśnie mamy w naszej wersji z najbardziej pożądanym lakierem Soul Red Crystal. Znacie ten kolor z plakatów i reklam promujących Mazdę, bo faktycznie robi najlepsze wrażenie nie tylko odcieniem, ale przede wszystkim efektem głębi, który uzyskano dzięki dodatkowej warstwie płatków aluminium. Nie, nie zapomnieliśmy o silniku. Wracamy do niego, bo przywodzi on na myśl czasy, kiedy moc czerpano z czystej pojemności. Nie ma więc chwilowych zrywów koni, a jednostajnie rozwijana siła ciągu. Tej wersji wystarczy nieco ponad osiem sekund, by jechać już 100 km/h. Dla komfortu jazdy ten silnik współgra wyłącznie z sześciobiegowym automatem, również z trybem zmiany biegów łopatkami przy kierownicy. A gdybyśmy mieli jeszcze coś dorzucić do komfortu, to byłaby to praca zawieszenia. Zaskakuje pozytywnie mimo 19-calowych kół. Ale pretekstem do zaprezentowania „szóstki” jest przede wszystkim jej najnowsza odsłona. Zmiany zewnętrzne są


AUTO

na szczęście subtelne, bo jeśli chodzi o język projektowania, to styliści Mazdy zbierają chyba najlepsze recenzje, jakie trafiają się marce od początku istnienia. Emocje bijące z sylwetki Mazdy 6 to inspiracja ruchem biegnącego geparda. Ten najszybszy sprinter wśród zwierząt robi to z niedoścignioną sprawnością i gracją. Udało się to utrwalić w linii, więc nawet kiedy oglądacie zaparkowaną „szóstkę”, to emanuje z niej witalność. Ale najważniejszą zmianą jaką wnosi zmodyfikowana Mazda 6 to jej wnętrze. Całkowicie nowe. A jego ukoronowaniem jest właśnie odmiana SkyDream. Jeśli chodzi o poprzedniczkę, to jeśli pojawiły się już głosy krytyki, dotyczyły właśnie stylistyki wnętrza, które zostało w tyle za pięknym nadwoziem. I oto mamy wreszcie spójny komplet. Powściągliwą elegancję widać gdzie wzrokiem sięgnąć. Czysty w formie kokpit zawiera nowe instrumenty pokładowe, które steruje się bardzo intuicyjnie. Nienachalnie daje o sobie znać drewno sen, które pojawia się w kilku miejscach. To gatunek wykorzystywany w japońskiej tradycji np. do budowy instrumentów.

Nowe są też siedzenia, w naszej wersji SkyDream z porządnej jakości skóry Nappa w odcieniu brązu. Ponieważ modelka prosto z sesji została porwana na lot nad Olsztynem, czekając połączyliśmy Mazdę ze smartfonem, by posłuchać ulubionej muzyki przez przestrzenny 11-głośnikowy system nagłośnieniowy BOSE. Mówię wam, odlot. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz na zdjęciach: Mazda 6 2,5 194 KM SkyDream, cena 160 900 zł (wersja podstawowa od 98 900 zł) W sesji wystąpiła Karolina Dąbrowska Podziękowania dla Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie za pomoc w zrealizowaniu sesji i wspólne podziwianie widoków nad miastem

Auto Idea Olsztyn ul. Towarowa 11 autoidea.mazda-dealer.pl

083


AUTO

084

A PO PRACY PIKNIK


AUTO

FIAT PROFESSIONAL PROJEKTUJE I KONSTRUUJE POJAZDY UŻYTKOWE, KTÓRE UMOŻLIWIAJĄ ROZWIJANIE SWOICH ZAWODOWYCH I REKREACYJNYCH AMBICJI. A PONIEWAŻ LATO TRWA, NAJBARDZIEJ INTERESUJĄ NAS CAMPERY. JEDZIEMY NA WCZASY! Fiata Ducato można zamówić aż w dwóch tys. skonfigurowanych wersji. Można by wręcz stwierdzić, że istnieje konkretne Ducato dla konkretnego klienta. Nic dziwnego, że przydają się na każdej budowie, do przewozu przeróżnych rzeczy, jako pojazdy do zadań specjalnych, no i rekreacji. Z tym ostatnim przeznaczeniem radzi sobie tak dobrze, że na ciężkim konkurencyjnie rynku niemieckim, Ducato zostało po raz kolejny uznane „najlepszym samochodem bazowym pod zabudowy kamperowe 2018 roku”. I zostało liderem rynku w tej branży. A dominacja Ducato w Europie jest nadal zdecydowana – aż trzy na cztery sprzedane kampery bazują właśnie na Ducato.

Kiedy marka Fiat Professional świętowała wyprodukowanie trzymilionowego Ducato, była nim właśnie baza pod zabudowę kamperową. Sprzedaż tego typu aut w Europie rośnie w 10-procentowym tempie rok po roku, co dowodzi popularności trendu życia zgodnie z naturą i poszukiwania własnych relacji ze środowiskiem. Samochody kempingowe pomagają uprawiać rekreacyjny styl życia, przestały być zwykłymi pojazdami na wakacje, ale narzędziem do zdobywania wolności, podróżowania gdzie i kiedy się chce. Kierowca kampera jest postrzegany jako prawdziwy podróżnik, a nie jako zwykły turysta.

085


AUTO

086

Dla swoich klientów w kamperach Fiat Professional ma całodobową infolinię (działa w 51 krajach Europy) dzięki której mogą oni uzyskać pomoc w wielu tematach i problemach, które przytrafiają się w podróży czy urlopu – od informacji turystycznej po pomoc drogową. Ponadto dostępna jest cała gama usług, m.in. innowacyjna aplikacja „Fiat Ducato Camper Mobile”, dostarczająca informacje turystyczne. Do tej pory pobrano ją ponad 110 tys. razy. Zaś zbudowana społeczność na profilu na Facebooku „Fiat Ducato Camper”, liczy już 57 tys. fanów. Wspomniane trzy mln egzemplarzy Ducato wyjechało do klientów w przeszło 80 krajach od 1981 roku, w którym to zadebiutował dostawczy model Fiata. Do dzisiaj jest wizytówką włoskiej marki jeśli chodzi o samochody przeznaczone do pracy. W Polsce Ducato od 11 lat jest najchętniej kupowanym dostawczym autem (jest też najczęściej wyszukiwanym autem dostawczym na najpopularniejszym serwisie ogłoszeniowym w kraju). Słynie z solidnego podwozia na którym można stworzyć niekończące się wręcz rodzaje zabudów. Różnorodność zastosowań plus dobrze rozwinięta sieć serwisowa oraz najniższe całkowite koszty utrzymania w swojej

kategorii (koszty zakupu oraz eksploatacji, serwisowania i zużycia paliwa w całym cyklu użytkowania) doprowadziły Ducato do niekwestionowanego króla zmotoryzowanej przedsiębiorczości. Od 11 lat wszystkie dostawcze i użytkowe modele Fiata funkcjonują pod własną marką Fiat Professional. Marka ta tworzy nie tylko modele, ale i nowoczesne instrumenty ułatwiające korzystanie z jej produktów. Teraz wprowadziła program finansowania samochodów dostawczych w formie stałego 24-miesięcznego abonamentu bez potrzeby angażowania jakiekolwiek kapitału na wpłatę początkową. Abonament pokrywa wszystkie wydatki związane z użytkowanie auta (serwis, opony, ubezpieczenia) z wyłączeniem paliwa i płynu do spryskiwacza szyb. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Fiat Professional

RESMA Autoryzowany dealer Fiat Professional Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 5 www.resma.pl


SPOD IGŁY

SALON SAMOCHODOWY WŁAŚNIE DEBIUTUJĄ, UWODZĄ I KUSZĄ

JEEP Z POLSKIM SERCEM

OBUDŹ DEMONA

www.resma.pl

www.alcar-renault.pl

INTELIGENCJA SANTA FE

NOWE SZATY KRÓLA

Tych aut nigdy nie myli się z żadnymi innymi. Jeep, niczym samotny wędrowiec, podąża swoją drogą od dziesięcioleci. I choć z miejskim modelem Renegade marka weszła w nieobecne dotychczas rejony, auto jest szalenie popularne. Model właśnie przeszedł kurację odmładzającą. Sylwetki zasadniczo nie zmieniano, a jedynie poprawiono. We wnętrzu pojawiły się nowe multimedia, które wyposażono w funkcje Apple Car i Android Auto, umożliwiające używanie zainstalowanych aplikacji na smartfona. Ale najistotniejsze zmiany zaszły pod maską – są nowe silniki benzynowe. To produkowane w… Bielsku-Białej turbodoładowane jednostki 1,0 (120 KM) i 1,3 (150 i 180 KM). Diesle przeszły jedynie lekką modyfikację. Najmniejszy Jeep największe wrażenia robi dopiero podczas jazdy, a jeśli dosiądziecie uzbrojoną w atrybuty ciężkiego terenu wersję Trailhawk, krzykniecie: małe jest wielkie! Cena od 899 zł w miesięcznym abonamencie.

Najnowszy Hyundai Santa Fe – czyli jeśli nie musisz mieć SUV-a klasy premium, ale chcesz jeździć jak SUV-em klasy premium. Postęp kolejnej generacji jest zaskakujący w każdym wymiarze: od stylistyki, poprzez komfort, aż po technologię. Słowem: dużo przyjemności z jazdy. Hyundai zebrał systemy czuwające nad komfortem i bezpieczeństwem jazdy pod wspólną nazwą Calm Tech. Jest tu wszystko co oferują najnowsze auta, ale i coś extra. Np. inteligentna funkcja, która chroni pasażerów siedzących z tyłu. Otóż kiedy chcą wyjść z auta, ale czujniki wykryją nadjeżdżający z tyłu pojazd, samoczynnie blokują tylne drzwi, by ktoś nieuważnie nie wtargnął pod jego koła. Albo parkując tyłem w hali postojowej czujniki poinformują nad gdzie zatrzymać się, by bez uszkodzenia o ścianę otworzyła się klapa bagażnika. Takich smaczków Santa Fe ma mnóstwo. Do wyboru są trzy silniki diesla (150–200 KM). Jedynie podstawowa odmiana nie ma napędu na cztery koła i automatycznej skrzyni. Cena od 149 900 zł. www.daszuta.hyundai.pl

Spójrz na niego. A teraz zmierz tętno. Rośnie, prawda? Jeśli marka Renault robi coś pod szyldem R.S., to muszą być emocje. Oto najpikantniejsza odmiana Megane z dwoma wściekłymi lakierami: żółty sirius i orange tonic. Gustownie dopieszczone nadwozie (szersze o 60 mm nadkola, dyfuzory, wloty) twórcy definiują konkretnie: stylistyka w służbie osiągom. Przeprojektowane aluminiowe zawieszenie (za dopłatą 6,5 tys. zł wyczynowe Cup) zyskało na sztywności, zaś układ czterech skrętnych kół, który poprawia trakcję w szybkich partiach, jest nowością w tej klasie aut. 280-konny silnik 1,8 turbo współpracuje z klasyczną skrzynią lub po raz pierwszy z szybkim dwusprzęgłowym automatem EDC (dopłata 7 tys. zł), który ma funkcję procedury startowej oraz system multi change down – przy przytrzymaniu lewej łopatki redukuje o maksymalną możliwą liczbę biegów. Jeśli komuś 5,8 s do setki wciąż nie wystarcza, pod koniec roku będzie 300-konna wersja Trophy. Cena od 124 900 zł.

Hyundai Tucson okazał się strzałem w dziesiątkę – i w Europie, i w Polsce jest najchętniej kupowanym modelem koreańskiej marki od chwili debiutu w 2015 roku. Hyundai w ogóle notuje u nas rekordy sprzedaży, a teraz będzie miał okazję podbić wynik, bo oto debiutuje zmodernizowana i udoskonalona wersja Tucsona. Wizualnie zmienił się przód i tył. Sporo nowości we wnętrzu – na centralnej konsoli jest duży wyświetlacz obsługujący nowoczesne multitechnologie (np. nawigację z mapami 3D i bezpłatną subskrypcją usług LIVE z aktualizacją informacji w czasie rzeczywistym) oraz nowe panele obsługujące instrumenty pokładowe. Rozbudowano wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa i komfortu (jest np. indukcyjna ładowarka do smartfona czy genialne kamery 360 stopni). Zmodyfikowano benzynowe silniki, z kolei najmocniejszy diesel (184 KM) może współpracować z nową ośmiobiegową skrzynią. W olsztyńskim salonie nowość będzie pod koniec wakacji. Cena od 86 900 zł. www.daszuta.hyundai.pl

087


AUTO

EMOCJE PEŁNĄ GAMĄ OLSZTYŃSKI SALON BMW ZDUNEK PRZESZEDŁ METAMORFOZĘ, POTWIERDZAJĄC TYM SAMYM NAJWYŻSZY STANDARD DEDYKOWANY MARCE. A W NOWYCH WNĘTRZACH OD RAZU ZADEBIUTOWAŁA GORĄCA NOWOŚĆ – BMW X4.

088

Marki BMW i MINI mają w sobie pierwiastek emocji, którym kibicują wierni fani rozkochani w ich samochodach. Te emocje stały się już na wyciągnięcie ręki, kiedy Grupa Zdunek (posiada w Trójmieście sieć salonów: Renault, Dacia, Nissan, BMW, MINI) otworzyła w Olsztynie salon i serwis niemieckiego przedstawiciela. Serwis BMW i MINI od początku otrzymały autoryzację marki, a od lipca również zmodyfikowany salon sprzedaży BMW w Olsztynie ma wszelkie autoryzacje, potwierdzając tym samym spełnienie najwyższych norm jakie koncern wytycza swoim dilerom. W salonie można zamawiać pełną gamę modelową BMW i MINI. Wraz z odsłoną zmodernizowanego obiektu premierę zaliczył w nim najnowszy model z Bawarii – sportowy SUV X4. Po wielkim sukcesie modelu X6 (który bazował na X5), który dekadę temu wprowadził do świata motoryzacyjnego nową odmianę nadwoziową (SUV o sylwetce coupe), marka poszła za ciosem i zrobiła podobną odmianę bazującą na modelu X3. Analogicznie nazywano go X4. Po czterech latach obecności na rynku auto już doczekało się zupełnie nowej odsłony, na najnowocześniejszej platformie. Obecny model jest przede wszystkim większy w każdym wymiarze i ma o wiele przestronniejszą kabinę i przestrzeń bagażową, czego klienci oczekiwali właśnie po poprzedniej odmianie. Auto urzeka rasową sylwetką tylnej partii nadwozia, a w całości lepiej ujętymi proporcjami. Nowe wnętrze bliskie jest temu z najnowszego X3. W centralnym miejscu kokpitu znalazł się ponad 10-calowy wyświetlacz systemu informacyjno-rozrywkowego, którym można sterować gestami.

Każde BMW X4 ma inteligentny napęd na cztery koła xDrive i ośmiostopniową automatyczną skrzynię biegów. No i to, co właściciele BMW lubią najbardziej – dynamiczne silniki. Do wyboru jest aż sześć jednostek, po trzy benzynowe oraz diesle. W najmocniejszej odmianie X4 M40i dostaniemy aż 360-konnego mocarza, który zapewnia sprint do setki w 4,8 s. Żeby nie było, że to sportowy SUV tylko z wyglądu. Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: BMW Zdunek

BMW Zdunek Olsztyn, al. Warszawska 117C zdunek.pl/olsztyn/

CZAS NA SPOTKANIE

Salon BMW Zdunek zaprezentuje swoje nowe oblicze przed gośćmi podczas dni otwartych 8 września. Kolejne podobne wydarzenie będzie miało miejsce 24 listopada (dwa dni wcześniej będzie zaplanowany wieczór VIP dla klientów marki). Wtedy zaprezentowane zostaną dwie nowości BMW: SUV X5 oraz premiera budząca wielkie emocje – seria 8. Zastąpi obecną „szóstkę” coupe i nawiąże tym samym do tradycji wspaniałej „ósemki” z lat 90., która była absolutnym królem ówczesnej technologii.



CAR 4 WOMAN

DŁUGOTERMINOWY WYNAJEM,

DŁUGOTERMINOWA SATYSFAKCJA NAWET KILKA DNI SŁODKIEGO LENISTWA SKUTECZNIE STAWIA NA NOGI PO CIĘŻKICH MIESIĄCACH PRACY. ALE NIC TAK NIE UPRZYKRZY WYJAZDU NA URLOP JAK KŁOPOTY Z TWOIM WYSŁUŻONYM JUŻ AUTEM, KTÓRY TEŻ DOPOMINA SIĘ O POSTAWIENIE GO NA NOGI. OTO PROSTY SPOSÓB NA POZBYCIE SIĘ KOMUNIKACYJNYCH PROBLEMÓW. 090

Krótka ucieczka od obowiązków jest niezbędna, co do tego nie ma wątpliwości. Przerwa od życiowego galopu to bezcenny moment w którym rozgrzany umysł i zmęczone ciało wracają do równowagi. Na urlopie regenerują się skołatane nerwy, a głowa przestaje pracować na najwyższych obrotach. Ale wszystko co dobre, szybko się kończy. Kilka dni błogiego nieróbstwa ucieka jakby przez palce i nieuchronnie nadchodzi czas twardego lądowania do tego, co było przed wyjazdem. O ile zatem połowę dnia spędzasz w pracy, o tyle drugą musisz poświęcić na dzieci, zakupy, sprzątanie i psa. Nie można zapomnieć też o samochodzie. Ten potrafi wymagać więcej uwagi niż niejeden brzdąc.

Bo podobnie jak one, samochód z wiekiem dostarcza coraz większych problemów. Zjawisko to przybiera na sile zwłaszcza w okresie wakacji. Bo wszelkie ubytki techniczne dadzą o sobie znać zawsze tuż przed wyjazdem. Ot, taka zośliwość. Zestawienie 10 najchętniej odwiedzanych miejsc w Europie wciąż otwierają kraje, do których lubimy udać się samochodem. Wśród nich niezmiennie królują Włochy, Hiszpania oraz Chorwacja. Tysiące kilometrów w upale to dla auta prawdziwa szkoła przetrwania. Wiadomo, że im świeższy, tym lepiej sobie poradzi w podróży. Ale na nowy samochód nie wszystkich jest stać.


CAR 4 WOMAN

Na szczęście rynek wciąż stoi frontem do klienta. Najlepszym tego dowodem jest wynajem długoterminowy. To formuła, która już na dobre zadomowiła się na polskim rynku. Co więcej, jej popularność rośnie niczym ciasto na drożdżach. Klientów przybywa, bo życie należy sobie ułatwiać. A takie nadrzędne zadanie ma właśnie wynajem. To przede wszystkim sposób pozwalający na użytkowanie fabrycznie nowych samochodów. Teraz niemal każdy może cieszyć się pachnącym egzemplarzem prosto z salonu, ponieważ rata pokrywa jedynie utratę wartości a nie całkowitą cenę zakupu. Comiesięczne koszty są zatem niższe, niż w przypadku leasingu. To jednak dopiero początek. Rata uwzględnia bowiem dodatkowo koszty związane z ubezpieczeniem, serwisem, przeglądami, zakupem oraz przechowaniem opon. W razie wypadku pokryte są również koszty assistance, a firma wynajmująca samochód przejmuje koordynację prac związanych z naprawą, gwarantując jednocześnie auto zastępcze, podczas kiedy tradycyjny leasing zmusza nas do samodzielnej walki z wszystkimi formalnościami. Takie rozwiązanie to nie tylko oszczędność nerwów, ale przede wszystkim czasu, który możesz przeznaczyć na istotniejsze sprawy. Czas trwania umowy długoterminowego wynajmu? To już twoja decyzja. Pole manewru jest spore, od 12 aż do 48 miesięcy. Po upływie tego czasu możesz samochód wykupić lub też po prostu go zwrócić i wybrać sobie kolejny, dowolnie skonfigurowany przez siebie model. Teoretycznie więc każdego roku możesz spędzać wakacje za kierownicą innego, dowolnie wybranego modelu. Nie musisz sobie zaprzątać głowy nieprzewidzianymi usterkami, awariami, korozją,

wymianą oleju i opon, serwisem klimatyzacji, itp. Posiadając nowy samochód z pełnym pakietem usług serwisowych bierzesz tylko to, co w samochodzie jest najlepsze. Twoim dodatkowym wydatkiem pozostaje jedynie koszt paliwa i uzupełnianie płynu do spryskiwacza. Życie to suma doświadczeń, a nie ilość odłożonych przedmiotów. Egzotyczne wakacje nakarmią Twoją głowę pozytywną energią i wspomnieniami na znacznie dłużej, niż samochód, który po kilku latach potrafi być prawdziwą udręką. Pozbywajmy się więc problemów, a szukamy w życiu komfortowych rozwiązań. Tekst: Artur Sudenis, obraz: archiwum Car4Woman

Mecenas projektu:

CAR4WOMAN

Car4Woman to program stworzony z myślą o kobietach. Oferuje nowoczesną i elastyczną formułę najmu umożliwiającą korzystanie z wybranego samochodu w wygodny sposób i w wybranym przez klientkę okresie. Program skierowany jest do pań prowadzących działalność gospodarczą oraz małych i średnich firm.

Car4Woman car4woman/facebook car4woman.pl

091


LISTA DYSTRYBUCJI

ZNAJDŹ NAS JESTEŚMY TAM, GDZIE SĄ NASI CZYTELNICY

OLSZTYN RESTAURACJE, KAWIARNIE:

Restauracja KORNER, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Kawiarnia Moja, ul. Dąbrowszczaków 10 • Drewno i Ogień, ul. Prosta 7/9 • Parowar, ul. Skłodowskiej 24 • Pizzeria Diavolino, ul. Okopowa 18 • Mezze, ul.Kołłątaja 19 • U Artystów, ul. Kołłątaja 20 • Słodycz Tej Krainy, ul. Kołłątaja 23 • Handmade Cafe&Pub, ul. Kołłątaja 3 • Yoko Sushi, ul. Stare Miasto 17/21 • Hammurabi, ul. Prosta 3/4 • Caffee Station, ul. Prosta 18/22 • Restauracja Prosta, ul. Prosta 38 • Stary Zaułek, ul. Rodziewiczówny 8 • Malta Cafe, ul. Lelewela 6a • Restauracja Staromiejska, ul. Stare Miasto 4/6 • House Cafe, ul. Stare Miasto 11 • Pierogarnia, ul. Stare Miasto 26/27 • SiSi Coffee, ul. Stare Miasto 28/2 • Highlander, ul. Stare Miasto 29/32 • Via Napoli, ul. Okopowa 21 • Herbaciarnia ZEN, ul. Okopowa 23 • Restauracja Casablanka, ul. Zamkowa 5 • Browar Warmia, ul. Nowowiejskiego 15 • Kawiarnia Awangarda, ul. Staromiejska 13 • Ceska Hospoda, Targ Rybny 14 • Coctail Złoty Klucz, ul. 11 Listopada 5 • Pijana Czapla, ul. Górna 1 • Restauracja Rolki, ul. Mochnackiego 5/1 • Konopna Farmacja, ul. Prosta 23 • Steakownia, ul. Warszawska 2/2 • Browarnia Stara Warszawska, ul. Warszawska 29 • Gusto Cucina Italiana, ul. Tuwima 26 • Frankie’s Soki, ul. Tuwima 26 • Na Rogu Czasu, ul. Wilczyńskiego 6c • Plankton, ul. Jeziorna 8 • Restauracja Przystań, ul. Żeglarska 3 • Tawerna Przystań, ul. Żeglarska 6 • Słoneczna Polana, ul. Sielska 38A • Zatoka Smaku, ul. Wodna 1c • Cudne Manowce, ul. Bolesława Chrobrego 4 • Napoleon i Marysieńka, ul. Kołłątaja 11 • Pizzeria Wiśniowy Piec, ul. Kołobrzeska 3 • Kawiarnia Kofikada, ul. Prosta 18a/22

HOTELE:

Hotel Kur, ul. Bałtycka 89 • Hotel Dyplomat, ul. Dąbrowszczaków 28 • Hotel Warmiński, ul. Kołobrzeska 1 • Hotel Wileński, ul. Knosały 5 • Hotel Park, ul. Warszawska 119 • Hotel Omega, ul. Sielska 4a • Hotel Przystań & Spa, ul. Żeglarska 3 • Hotel Pirat, ul. Bałtycka 60 • Hotel Manor, ul. Kanarkowa 47 • Hotel Villa Pallas, ul. Żołnierska 4, Tiffi Boutique Hotel, ul. Żeglarska 7

URODA, ZDROWIE, MODA:

Pracownia Wizerunku, ul. Partyzantów 76 • Yasumi, ul. Sikorskiego 19 lok. 16 • EPI Centrum, ul. Samulowskiego 3B • Klinika Look Med, ul. Lelewela 6a/3 • Koemi, ul. 11 Listopada 7 • Matraccy Fryzjerstwo, ul. 1 Maja 22 • Salon fryzjerski SALSA, ul. Mrongowiusza 4 • Arianne Salon Ślubny, ul. Pieniężnego 5 • Salon Jean

Luis David, ul. Piłsudskiego 16 • Salon VIDO, ul. Orkana 11 • Guru Bio. Fryzjerstwo, Stare Miasto 28 • La.Lila, ul. Kościuszki 84D • Olsztyńskie Centrum Medycyny i Sportu, ul. Poprzeczna 18 • BELOVED BeautyPlace, ul. Kotańskiego 4 • Salon urody E-xclusi-W, ul. Polna 1b • Stomatolog Kraina Uśmiechu, ul. Barczewskiego 1 • Salon Deręgowski Sport, ul. Tuwima 26 • Jean Luis David, ul. Tuwima 26 • Monelly Studio Urody, ul. Boenigka 7d • Fitness Club Sylwetka, ul. Wilczyńskiego 8 • Fitness Dynamic, ul. Wilczyńskiego 29 • Klinika Okólna, ul. Okólna 3 • Orto-Dent, ul. Kleeberga 6/2 • Salon Kosmetyczny Ewelina Kulawczyk, ul. Szostkiewicza 5 • Kinetic Fitness Club, ul. Piłsudskiego 44A • Body Perfect, ul. Kętrzyńskiego 5 • Atelier Fryzjerskie, ul. Armii Krajowej 3 • Stomatologia Estetyczna Elżbieta & Karol Sujka, ul. Targ Rybny 14 • Akademia Urody Brigitte, ul. Żołnierska 4|Willa Pallas • SHOWROOM Sylwia Kopczyńska, ul. Kołłątaja 16 • I.V. Clinik Medycyna Regeneracyjna, ul. Leśna 14/6H • Wilk Studio Fryzur, ul. M. Kotańskiego 4 lok. 9 • Avi Dental, ul. Barcza 48/6L • Clinik Medycyna Regeneracyjna, ul. Leśna 14/6H

MOTO:

Skoda Polbis Auto, ul. Partyzantów 26 • Audi Auto Wimar, ul. Rataja 15 • V W Auto Wimar, ul. Rataja 15 • Fiat Jeep Citroen RESMA, ul. Obrońców Tobruku 5 • Toyota Mir-Wit, ul. Obrońców Tobruku 11 • BMW Service Wyza, ul. Sikorskiego 4 • Honda Daszuta, ul. Sikorskiego 33 • Hyundai Daszuta, ul. Tuwima 23 • Motostrefa, ul. Piłsudskiego 93B • BMW Zdunek, ul. Warszawska 117 • Volvo NordAuto, ul. Warszawska 117c • Opel Mibo, ul. Jagiellończyka 41c • Peugeot PZM, ul. Sielska 5 • SsangYong Sikorski, ul. Sielska 43 • Nissan Max Usługa, ul. Leonharda 3 • Kia JD Kulej, ul. Lubelska 40 • Mercedes Auto Idea, ul. Towarowa 11 • Renault Alcar, ul. Lubelska 39A • Salon KTM Yamaha, ul. Lubelska 35D • Ford JD Kulej, ul. Budowlana 7 • Auto Salon Mazurek, ul. Lubelska 29 • Bling Factory, ul. Lubelska 43i • Janczar, ul. Lubelska 35D

INNE:

Miejski Ośrodek Kultury, ul. Dąbrowszczaków 3 • Księgarnia za rogiem, ul. Skłodowskiej 2/11 • Zoom Room, ul. Dąbrowszczaków 39 • Urząd Miasta Olsztyn, ul. Jana Pawła II 1 • Biblioteka Abecadło, ul. Piłsudskiego 16 • Kancelaria Prawna Wojarska Aleksiejuk Lechowicz, ul. Dąbrowszczaków 8/9 • Traveland Biuro Podróży, ul. Knosały 7 • Olsztyńskie Centrum Bowlingu, ul. Kromera 3 • Urząd Marszałkowski, ul. Emilii Plater 1 • Doradca Podatkowy BRBK,

092

ul. Zientary Malewskiej 25 • CDEF, ul. Zientary Malewskiej 20B • Koszary Funka, ul. Kasprowicza 4 • TVP Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Radio Olsztyn, ul. Radiowa 24 • Art School, ul. Barczewskiego 1 • Eranova, ul. Obrońców Tobruku 3 • Mądre Klocki ul. Tuwima 26 • Studio Form Architektonicznych PANTEL, ul. Rybaki 40 • Warmiolandia, ul. Lubelska 29g • M3, ul. Budowlana 2 • Tor Kormoran, ul. Sprzętowa 6 • Park Trampolin 7 Jump Street, ul. Leonharda 7 • Warmińsko-Mazurska Specjalna Strefa Ekonomiczna, ul. Barczewskiego 1 • Oxford Academy, ul. Żurawskiego 1A/12 • Przedszkole Junior Academy, ul. Żurawskiego 1A/11 • Honesto Olsztyn, ul. Lipowa 15A • Centrum Sportu i Rehabilitacji Biernat, ul. Bydgoska 33 • Showroom Ceramoteka, ul. Sikorskiego 19

WARSZAWA

Steakownia, ul. Krucza 23/31 • La Tomatina, ul. Krucza 47 • Cafe Krucza 23, ul. Krucza 23 • Sushi Zushi, ul. Żurawia 6/12 • Zorza, ul. Żurawia 6 • Smaki Warszawy, ul. Żurawia 47/49 • Green Cafe Nero, ul. Marszałkowska 84/92 • Costa Coffee, pl. Trzech Krzyży 18 • Starbucks Coffee, pl. Trzech Krzyży 18/16 • Dyletanci, ul. Rozbrat 44a • Na Lato, ul. Rozbrat 44a • Kino Kultura, Krakowskie Przedmieście 21 • Crazy Butcher, Hala Koszyki, ul. Koszykowa 63

ELBLĄG

Salon Urody Marzena Gross, Elbląg, ul. Nitschmana 20/22 • Hotel Srebrny Dzwon, Kadyny • Hotel Elbląg, Elbląg, Stary Rynek 54-59 • Klinika Dental Clinic, Elbląg, ul. Grobla św. Jerzego 15 • Restauracja Studnia Smaków, Elbląg, ul. Studzienna 31a • Hotel Młyn, Elbląg, ul. Kościuszki 132 • Salon Fryzjerski Point, Elbląg, pl. Dworcowy 3a • Młyn Klekotki Resort & SPA, Klekotki 1

POWIAT OLSZTYŃSKI

Zalesie Mazury Active SPA, Barczewo, Zalesie 12 • Hotel Azzun, Kromerowo 28 • Pensjonat Słoneczny Brzeg, Rukławki 100 • Steakownia, Biskupiec, al. Wojska Polskiego 7 • Restauracja na Rynku, Biskupiec, pl. Wolności 5c • Hotelik Atelier, Biskupiec, ul. Mickiewicza 31 • ZM „Warmia”, Biskupiec, ul. Olsztyńska 3 • Krystian Szeląg – Kancelaria Adwokacka, Biskupiec, ul. Mickiewicza 6b/lok.4 • Hotel Jabłoński, Dorotowo 74b • Bajkowy Zakątek, Guzowy Piec 17 • Młodzi Duchem, Biesal 80B • Karczma Warmińska, Gietrzwałd, ul. Kościelna 1 • Restauracja Sielanka, Gietrzwałd, ul. Olsztyńska 38 • Hotel Masuria, Worliny 33 • Restauracja Rukola, Dywity, ul. Spółdzielcza 1 • Mazury Golf&Country Club, Naterki, ul. Golfowa 20a • Hotel Marina Golf Club, Siła 100 • Przystanek Zatoka, Siła 85 • Karczma w Stodole, Tomaszkowo, ul. Wulpińska 63 • Karczma Stara Księgarnia, Olsztynek, ul. Warszawska 10 • Cukiernia i Kawiarnia Konfitura, Olsztynek, ul. Świerczewskiego 3/3 • Restauracja z Zielonym Piecem, Olsztynek, ul. Floriana 1 • Restauracja Alibi, Stawiguda, ul. Klonowa 1 • Salon fryzjerski, Stawiguda, ul. Mazurska 2/1 • Restauracja Złoty Strug, Pluski, ul. Jeziorna 83 • Restauracja Wiktoria, Dobre Miasto, ul. Orła Białego 18 • Kwaśne Jabłko, Włodowo 27 • Fajne Miejsce, Tłokowo 72 • Pałac Warlity, Warlity Małe 8

POWIAT OSTRÓDZKI

Najnowszy numer MADE IN dostarczyliśmy do wszystkich naszych miejsc dystrybucji w bagażniku 190-konnej Skody Superb 2.0 TDI 4x4 w prestiżowej wersji Laurin&Klement (test auta na www.madeinwm.pl)

Hotel Anders, Stare Jabłonki, ul. Spacerowa 2 • Hotel Miłomłyn, Miłomłyn, ul. Ostródzka 2b • Restauracja Park, Morąg, ul. 11 Listopada 12 • Hotel Platinum, Ostróda, ul. Wyszyńskiego 11a • Hotel Villa Port, Ostróda, ul. Mickiewicza 23 • Restauracja Lalo, Ostróda, ul. Mickiewicza 17c • Enjoy Fitness Club, Ostróda, ul. Jana Pawła II 9 • Pałac Pacółtowo, Pacółtowo 2 • Stara Szkoła,

Wysoka Wieś 27 • Hotel SPA Dr Irena Eris, Wysoka Wieś 22 • Zajazd Austeria, Rychnowo 6b • Agroturystyka Glendoria, Ględy 45 • Kawa na Ławę, Ostróda, ul Czarnieckiego 19 • Lecznica przy Młynie, Ostróda, ul. Adama Mickiewicza 21C • Gospoda Sajmino, Ostróda, ul. Olsztyńska 57 • Zabart.com, Ostróda, ul. Czarnieckiego 32 • Tawerna, Ostróda, ul. Mickiewicza 21 • Biuro Żeglugi Ostródzko – Elbląskiej Sp. z o.o. w Ostródzie, ul. Mickiewicza 9a • Centrum Informacji Turystycznej, Ostróda, Plac Tysiąclecia Państwa Polskiego 1A • Narie Resort&Spa, Wilnowo 34 • Kawiarnia u Smolejów, Łukta, ul. Mazurska 4

POWIAT NIDZICKI

Restauracja Pod Zamkiem, Nidzica, ul. Słowackiego 7 • Zamek Nidzica Cafe & Restaurant, Nidzica, ul. Zamkowa 2 • Hotel u Komtura, Nidzica, ul. Zamkowa 2 • Best Drive Kunicki, Nidzica, ul. Warszawska 22 • Ośrodek rekreacyjny MON Omulew, Czarny Piec • Ostoja Sport Resort, Januszkowo 27 • Garncarska Wioska, Kamionka 5 • Kawiarnia Ewik Cafe, Nidzica, ul. Traugutta 20 • Karczma Pod Gołębiem, Nidzica, ul. Sienkiewicza 10 • Kamieniczka, Nidzica Pl. Wolności 4

POWIAT MRĄGOWSKI

Restauracja Bella Italia, Mikołajki, pl. Handlowy 11 • Hotel Mikołajki, Mikołajki, al. Spacerowa 11 • Kuchnie Świata, Mikołajki, pl. Wolności 11 • Kuźnia Czekolady, Mikołajki, pl. Wolności 9/16 • Hotel Robert’s Port, Stare Sady 4 • Restauracja City, pl. Wolności 11 • Restauracja Sielawa, pl. Wolności 13 • Grupa Amax, Mikołajki, pl. Wolności 9/61 • Tawerna pod Złamanym Pagajem, Mikołajki, ul. Kowalska 3 • Hotel Mrągowia, Mrągowo, ul. Giżycka 6 • Hotel Solar Palace, Mrągowo, Jaszczurza Góra 22 • Gościniec Molo, Mrągowo, ul. Jeziorna 1b • Chata Mazurska, Mrągowo, ul. Roosvelta 1 • Bar Przecinek, Mrągowo, ul. Mały Rynek 6 • Ach Mazury Stanica Mikołajki, Mikołajki, ul. Leśna 1 • Hotel Mazurski Dworek, Mikołajki, Stare Sady 1

POWIAT GIŻYCKI

St. Bruno Hotel, Giżycko, ul. Brunona 1 • Restauracja Porto, Giżycko, ul. Nadbrzeżna 5a • Folwark Łękuk, Łękuk Mały 8 • Zamek Ryn, Ryn, pl. Wolności 2 • Gościniec Ryński Młyn, Ryn, ul. Hanki Sawickiej 3 • Karczma pod Czarnym Łabędziem, Rydzewo, ul. Mazurska 98 • PodKładka RestoBar, Giżycko, ul. Kolejowa 12

POWIAT IŁAWSKI

• Instytut Kosmetologii Image, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 14 • Notus Finanse, Iława, ul. Sobieskiego 14 • Hotel Port 110, Iława, ul. Konstytucji 3 Maja 7 • Hotel Grand Tiffi, Iława, Jarosława Dąbrowskiego 9 • Restauracja u Czapy, Iława, ul. Jana III Sobieskiego 2A • Yotto Sushi Bar, Iława, ul. Niepodległości 14 • Hotel Stary Tartak, Iława, ul. Biskupska 5 • Karczma Łabędź, Iława, ul. Marsa 2

POZOSTAŁE

Hotel Bartis, Bartoszyce, pl. Konstytucji 3 Maja 5 • Stodoła, restauracja i hotel, Bartoszyce, ul. Bema 9 • Termy Warmińskie, Lidzbark Warmiński, ul. Kąpielowa 1 • Hotel Krasicki, Lidzbark Warmiński, pl. Zamkowy 1 • Hotel Restauracja Górecki, Lidzbark Warmiński, ul. Olsztyńska 4 • Restauracja-Kawiarnia Starówka, Lidzbark Warmiński, ul. Hoża 39 • Zajazd pod Zamkiem, Kętrzyn, ul. Struga 3a • Restauracja Mazuriana, Szczytno, ul. Sienkiewicz 2 • Natura Mazur Hotel & SPA, Warchały, ul. Brajnicka 1 • Pałac Mortęgi Hotel & SPA, Mortęgi 3 • Miejsce Marzeń, Szczycionek 28 • Ośrodek Narciarski Kurza Góra, Kurzętnik, ul. Kurza 1


DAWNO TEMU

I KTO TO WI(E)DZIAŁ! HISTORIE Z WARMII I MAZUR, KTÓRE PRZESZŁY DO HISTORII

XIX–XX wiek

2018 r.

CZŁOWIEK

MIEJSCE

W majątku D ohlau /Dyle wo w Prusach Wschodnich, na przełomie XIX i XX wieku Franz Rose zgromadził kolekcję sztuki młodych artystów, którzy kopiowali na jego zamówienie dzieła wielkich mistrzów i realizowali autorskie projekty. W kolekcji spore miejsce zajmował zbiór rzeźb Adolfo Wildta z czasów zanim stał się wybitnym przedstawicielem włoskiego modernizmu i symbolizmu. Franz Rose pozna ł t wórc zoś ć Wildta w 1894 roku i zaproponował artyście kontrakt, w myśl którego za sumę 4000 lirów rocznie zapewniał sobie prawo do pierwszego egzemplarza każdej rzeźby, natomiast szkice i pozostałe kopie należały do autora. Przez 18 lat artysta wykonał dla Franza Rose ponad 30 rzeźb, z czego większość stanowiły kopie mistrzów antyku i renesansu, a część była oryginalnymi projektami artysty. Z kolekcji dylewskiej w stanie nienaruszonym zachowały się dwie rzeźby będące od lat w zbiorach Muzeum Warmii i Mazur. Pozostałe stanowią depozyt wojewódzkiego konserwatora zabytków. Grupa archeologów, prowadząc wykopaliska na terenie dawnego dworu dylewskiego, wydobyła szczątki przepalonych rzeźb. Poddane żmudnemu procesowi konserwacji stanowią teraz niezwykły zespół będący przykładem wczesnej twórczości artysty słabo reprezentowanej nawet we włoskich zbiorach publicznych.

WYDARZENIE

Prawie 40 p łet wonurków sprawdzało w czerwcu czy na dnie jeziora Plusznego pod Olsztynem wciąż spoczywają pozostałości po niemieckim bombowcu z czasów II wojny światowej. W akcji „Stukas 2” wzięli udział miłośnicy nurkowania z olsztyńskiego akademickiego klubu Skorpena. Towarzyszyli im pasjonaci historii ze stowarzyszenia „Reduta” z Ornety. Pierwsze elementy junkersa Ju-87, samolotu znanego chociażby z bombardowania Warszawy we wrześniu 1939 roku, wydobyto stąd już w 1958 roku. To była jedna z najbardziej śmiałych i barwnych akcji poszukiwawczych w Polsce – pionierska operacja wydobywcza przeprowadzona m.in przez płetwonurków z Naukowego Koła Badań Podwodnych w Rybackiej Wyż szej Szkole Rolniczej w Olsztynie. Czerwcowa akcja miała związek z 50. jubileuszem Akademickiego Klubu Płetwonurków Skorpena, który był spadkobiercą w „linii prostej” poczynań legendarnego koła, a także z rocznicą pierwszej akcji poszukiwawczej. Co prawda bombowca nie znaleziono, ale uczestnikom udało się uchwycić aparatami w głębinach sporo pozostałości po drugiej wojnie światowej, m.in. betonowych atrapach bomb.

2018 r.

We wrześniu zakończy się remont gotyckiej części krzyżackiego zamku w Działdowie. Prace są prowadzone w środku i na zewnątrz budynku: w gotyckich salach, na murach i dziedzińcu. W starym skrzydle znajdzie się miejsce na ekspozycje muzealne, pracownię artystyczną, informację turystyczną i galerię widokową. Budowa działdowskiego zamku rozpoczęła się na początku XIV wieku, kiedy okoliczne ziemie nabył Zakon Krzyżacki. Najstarszą częścią był tzw. Dom Duży, następnie wzniesiono jeszcze bramę wjazdową z wieżami i kolejne dwa skrzydła mieszkalne. Mimo tego, że krzyżacka warownia była dobrze ufortyfikowana, wielokrotnie przechodziła z rąk do rąk. Walczyli o nią Krzyżacy, Polacy, Szwedzi i Litwini. Po likwidacji Zakonu Krzyżackiego i powstaniu Prus Książęcych, zamek w Działdowie pełnił już wyłącznie funkcje administracyjne. W tym czasie zatracił nie tylko militarny, ale i gotycki charakter. Podczas remontu (XVI w.) nadano mu wiele cech wyróżniających budynki renesansowe. W połowie XIX wieku został częściowo rozebrany, popadał w ruinę. Zniszczony gmach zabezpieczono po 1945 roku, a w latach 70. miasto rozpoczęło odbudowę zachodniego skrzydła. W wyglądającej bardzo nowocześnie nadbudówce siedzibę ma urząd miasta i burmistrz.

RZECZ

Wosk niegdyś był bardzo kosztowny, więc do początków XIX w. świece wykonywane były często ze zwierzęcego łoju. Kopciły i kapały tym mocniej, im dłuższy był ich knot, który nie spalał się równo ze świecą, więc konieczne było regularne przycinanie go. Z pomocą przychodził wówczas przyrząd zwany objaśniaczem do świec. Miał kształt mosiężnych nożyczek o ostrzach nierównej długości. Jedno z ostrzy zaopatrzone jest w pojemniczek z wieczkiem zdobionym żłobieniami, zaś na drugim znajduje się klapka, która wpychała przycięty knot do wnętrza pojemnika. Na dworach, gdzie paliły się setki świec, przycinanie ich knotów było zajęciem na cały etat, stąd obecność osobnego służącego oddelegowanego do tego zadania. „Gasiciel świec” był jednak przede wszystkim niezbędny w dawnych teatrach, w których na rampach umieszczany był rząd świec. Nie było zatem rady – musiał wkraczać na scenę w trakcie przedstawienia, by przyciąć knoty. Starano się nieraz „wkomponować” go w akcję sztuki lub zaopatrzyć w pasujący do treści spektaklu kostium. Objaśniacze do świec zaczęły wychodzić z użycia w XIX w., kiedy to pojawiły się świece stearynowe (lata 20–30. XIX w.) oraz – nieco później – parafinowe. Do lepszego spalania świec przyczyniło się także wprowadzenie plecionych knotów.

XIX wiek

Wyszperała w historii: Beata Waś, obraz: Muzeum WiM, Skorpena, archwarmia.pl, wikimedia.org

093


KRĘCILI TU

KRĘCILI TU: FARAON FILMY, KTÓRE POWSTAŁY NA WARMII I MAZURACH

FARAON BEZ OSCARA

Starożytny Egipt, XI w. p.n.e. Ramzes, następca tronu, zmaga się z nieprzychylnymi mu, lecz mającymi wielkie wpływy w państwie kapłanami. To fabuła filmu fabularnego „Faraon” z roku 1966 w reżyserii Jerzego Kawalerowicza, opartego na powieści historycznej Bolesława Prusa pod tym samym tytułem. Film będący wnikliwą analizą systemu władzy, w 1967 roku został nominowany do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny (Oscara otrzymał wówczas film „Kobieta i mężczyzna” Claude’a Leloucha). Wielu krytyków uznało za skandal fakt, że nie otrzymał zasłużonej nagrody.

ARCYKAPŁAN Z OLSZTYŃSKIEJ SCENY NIL NA MAZURACH

Film realizowany był przez trzy lata w kilku krajach. Pod Bucharą w Uzbekistanie gdzie realizowano sceny pustynne, wybudowano miasteczko filmowe, a w nim gipsowe makiety. Jako statyści wystąpili żołnierze Armii Radzieckiej. Film kręcono także w Luksorze, Kairze i Gizie (Egipt) oraz na terenie Pustyni Błędowskiej i jeziora Kirsajty niedaleko Sztynortu na Mazurach. Tu realizowano latem 1964 roku sceny rozgrywające się na Nilu.

094

PANORAMA NA BOGATO

W obsadzie filmu, oprócz Jerzego Zelnika, który wcielił się w tytułową postać, Sary, którą zagrała Krystyna Mikołajewska, Wiesławy Mazurkiewicz – królowej Nikotris, pojawił się Józef Czerniawski, aktor pochodzący z Wilna. W latach 1966–1980, aż do przejścia na emeryturę, związany był ze sceną Teatru im. Jaracza w Olsztynie. W „Faraonie” wcielił się w rolę arcykapłana Mentezufisa (po lewej na zdjęciu).

Ekipa filmowa, którą ściągnął na Mazury Witold Sobociński, wówczas asystent operatorów kamery (Jerzego Wójcika i Wiesława Zdorta), a z zamiłowania żeglarz, znający dzikie miejsca na mazurskich jeziorach, zatrzymała się w Giżycku m.in. w dzisiejszym hotelu Wodnik. Sobociński był szwenkierem, osobą odpowiedzialną za prowadzenie kamery, ale przy tej realizacji dał się poznać jako specjalista długich panoram i jazd kamery. Niestety zdjęcia zaplanowane na trzy dni z powodu deszczowej aury trwały dwa tygodnie. A że w tamtych latach na realizację filmów nie szczędzono środków, „Faraon” zaś był priorytetową produkcją, więc ekipa mogła pracować tak długo, by osiągnąć zamierzony efekt.


KRĘCILI TU

KRÓLEWSKA BARKA

Królewski statek Nikotris, który sunie przesmykiem na jeziorze Kirsajty udającym afrykański Nil, „zagrała” barka wynajęta w Giżycku, którą ucharakteryzował scenograf Jerzy Skrzepiński. Łódka z której Ramzes XIII w towarzystwie Sary polował na wielkie, białe łabędzie to zwykła „pychówka”, przy pomocy trzciny dostosowana wyglądem do łódki z tamtej epoki.

PALMY NA KACU

Anegdota z planu filmowego głosi, że w nocy na jednej z wysepek będącej tłem dla statku gdzie dzieje się akcja, scenograf ustawił palmy udające afrykańską roślinność. Wczasowicze, którzy spędzali tam wakacje, a wieczorne ogniska suto zakrapiali alkoholem, ze zdumieniem przecierali rano oczy widząc wysokie „nietutejsze” drzewa.

GENIALNA PRODUKCJA

Film został uznany przez amerykańskiego reżysera Martina Scorsese za jedno z arcydzieł polskiej kinematografii i w 2014 roku został wytypowany przez niego do prezentacji w USA i Kanadzie podczas festiwalu polskich filmów. – Przy okazji premiery filmu Scorsese o grupie Rolling Stones („W blasku świateł”) podczas Berlinale 2008, zapytałem mistrza o polskie kino – wspomina Bogumił Osiński, dziennikarz i szef WMFF. – Stwierdził, że jego ulubionym dziełem polskiej kinematografii jest właśnie „Faraon”. Argumentował to uniwersalnością tematyki i genialną na tamte czasy produkcją.

TRZY OPERATORSKIE POKOLENIA

Witold Sobociński, operator „Faraona”, w listopadzie na 26. Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych otrzyma nagrodę za osiągnięcia życia. Marzył, aby jego syn Piotr, a później wnuk Piotr junior, poszli w jego ślady. Syna zabrał po raz pierwszy na plan filmowy „Dancing w kwaterze Hitlera” Jana Batorego (1968). Szybko połknął operatorskiego bakcyla. Za zdjęcia do „Trzy kolory – czerwony” Kieślowskiego otrzymał Oscara. Po jego nagłej śmierci dziadek Witold sprawił, że wnuk przejął pałeczkę. Piotr Sobociński jr. jest autorem m.in. znakomitych zdjęć do nagradzanej „Cichej Nocy” Piotra Domalewskiego.

Tekst: Beata Waś, konsultacje merytoryczne: Bogumił Osiński Mecenas projektu:

Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy wspiera twórców realizujących w regionie filmy fabularne i seriale telewizyjne, dokumenty i animacje. Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych Olsztyn, ul. Parkowa 1 www.funduszfilmowy.warmia.mazury.pl

095


W DOBRYM TOWARZYSTWIE

LISTA OBECNOŚCI MADE IN

Obraz: Arkadiusz Korczin

MOŻNA NIGDZIE NIE BYWAĆ, ALE JEŚLI BYWAĆ, TO TAM…

KAMERA, AKCJA I… DŹWIĘK Ostróda, 29 czerwca-1 lipca 2018

Każdy z festiwalowych dni II edycji był inny: w piątek filmowe piosenki, w sobotę przeboje kina familijnego i na niedzielny deser światowe kino. Festiwal gości też twórców, którzy dzielą się kulisami pracy nad tworzeniem ścieżek dźwiękowych. W tym roku byli m.in. Jerzy Satanowski, Antoni Komasa Łazarkiewicz, Jerzy Kapuściński czy Wacław Zimpel, który stworzył muzykę do kręconej na Warmii „Cichej nocy”. – „Nie sposób przebić tej kolędy, to naprawdę znakomita melodia” – dodał żartem. Prócz mistrzowskich wykonań muzycznych wartością festiwalu są też ich ciekawe historie. Po raz kolejny szeroką wiedzą podzieliła się konferansjerka i prezenterka RMF Classic Magdalena Miśka Jackowska.

100 LAT NA 40 LAT

CENTAURUS I KAPSUŁA CZASU

Grupa Zdunek hucznie świętowała 40-lecie istnienia na motoryzacyjnej mapie Trójmiasta (od dwóch lat również i na olsztyńskim rynku jako diler BMW i MINI). Twórcą dilerskiej potęgi jest Tadeusz Zdunek, którego start w biznes rozpoczął się klasycznie – od warsztatu w garażu w 1978 roku. Dzisiaj to 16. największa grupa dilerska w kraju z siecią salonów i 400-osobową kadrą. Twórca marki przyjął tego wieczoru wiele prestiżowych odznaczeń za wkład w rozwój przedsiębiorczości i działania sponsorskie. Jubileusz w klimatycznym Starym Meneżu prowadził ambasador Grupy Zdunek i popularny komentator sportowy Mateusz Borek, a gości rozbawił Marcin Daniec.

Kamień węgielny to pierwsze ważne święto powstającej inwestycji. Ponieważ tym razem mamy do czynienia z obiektem jakiego Olsztyn jeszcze nie widział, oprawa stanęła na wysokości zadania. I to dosłownie, bo królujący w przyszłości nad miastem Centaurus, który architektonicznie jakby łamał zasady grawitacji, stąd wydarzenie uświetniło znane z telewizyjnego show trio akrobatyczne „Alter trio”. Do wmurowanej kapsuły czasu trafiły pamiątki: m.in. pendrive z filmem o budowie Centaurusa i jego projektem, film o Olsztynie i regionie czy numer magazynu MADE IN z teksem o inwestycji. Kompleks ma być gotowy wiosną 2020 roku. O skali obiektu poczytacie na stronie „Szybki numerek”.

096

Obraz: Łukasz Pepol

Obraz: arch. Grupa Zdunek

Najmłodszy festiwal muzyki filmowej w Polsce – Arena Festival film & music już od pierwszej edycji spotkał się ze znakomitym odbiorem. Przeniesiona na ogromną halę wystawienniczą ostródzkiej Expo Mazury orkiestra Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej (wraz z współorganizacją Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych w Olsztynie) robi wrażenie rozmachem i jakością nagłośnienia. Autorski pomysł dyrektora filharmonii Piotra Sułkowskiego staje się jedną ze sztandarowych wizytówek regionu z dziedziny kultury i – jak podkreśla – „wakacyjnym preludium” dla turystów kierujących się na Warmię i Mazury. Co resztą widać po różnorodności tablic rejestracyjnych na parkingu.

Gdańsk, 14 czerwca 2018

Olsztyn, 14 czerwca 2018


Obraz: Piotr Ratuszyński

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

W KAPELUSZU U FERENSTEINÓW Gałkowo, 29 czerwca-1 lipca 2018

-Kraśko (w tym roku promowana była jej książka „Konie. Pasja od pokoleń” – więcej w dziale recenzji). Prestiżowe wydarzenie w Gałkowie, uroczej wsi między Piszem, a Rucianem-Nida, przyciągnęło ponad 100 zawodników z wielu europejskich krajów, ale też i plejadę gwiazd ekranu. Zwłaszcza panie dumnie noszą tu nakrycia głowy, których fantazja nie ma granic. Stąd wielkim zainteresowaniem cieszy się wpisany już w tradycję konkurs kapeluszy. Stałym punktem Gałkowo Masters są też zawody w powożeniu bryczek rywalizujących z samochodem – kto szybszy. Choć terenowe Porsche w parkurze to widok niecodzienny, jednak z fasonem i werwą prowadzone bryczki wzbudzają więcej emocji.

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

CHILLOUT NA JAZZOWO

Lokalne szmateksy miały sporo klientów, bo obowiązującym kanonem był tu oldskul z PRL-u. Nidzickie stowarzyszenia PomysLOVE Podwórko zorganizowało wydarzenie „Pociąg do PRL-u” na nidzickim dworcu PKP. Jego obskurny wygląd akurat nie wymagał scenografii, bo obiekt przeznaczony jest do kompleksowej przebudowy. Była więc to ostatnia szansa, by zintegrować na nim społeczność i powspominać dawne czasy. Zadbano o bar z klasycznym zaopatrzeniem, kiełbasę na kartki, wodę sodową i przeboje z gramofonu do potańcówki. Dzieci grały w gumę, panie w perukach jadły bigos, a pan w berecie i rasowo wypielęgnowanych „pekaesach” przeciskał się na peron z telewizorem Unitra pod pachą.

Strefa chilloutu z wygodnymi eventowymi meblami, nastrojowe oświetlenie, trawiaste dywany – tak działdowski rynek przyjął gości pierwszej edycji Chillout RYNEK Festiwal. Kino plenerowe zaprezentowało filmowe hity ostatnich lat. A w muzycznej jazzowej uczcie pamięci Janusza Piątka wzięła udział Monika Urlik, znana z programu The Voice of Poland, muzycy zespołów 5/6 i Multicolor. I nawet deszcz pierwszego dnia festiwalu nie zmył błogiej atmosfery relaksu. Bo już samo otoczenie urokliwego ratusza i kamienic miasteczka należącego do sieci Cittaslow wyhamowuje pośpiech i inspiruje do spotkań i rozmów.

Obraz: Karol Wrombel

Obraz: Anna Łukiewicz-Kucińska

Choć wszyscy spotykają się tu za sprawą koni i zawodów jeździeckich, to impreza ma przede wszystkim głośny wydźwięk towarzyski. Wspaniałe pokazy, nienaganna elegancja, towarzyszące atrakcje i 24 turnieje – wszystko w oprawie najwyższych standardów. Zorganizowane po raz 17. Mazury Equsetrian Show – Gałkowo Masters miało wyjątkowy powód do ucztowania, bo przypadł w 30. rocznicę założenia Staniny Koni Ferensteinów, która od pokoleń związana jest z jeździectwem. Stąd kulminacyjny punkt wydarzenia to Grand Prix im. Ludwika Ferensteina, jednego z najsłynniejszych jeźdźców w historii polskiej kawalerii. Nad całością wydarzenia czuwa wnuczka Karolina Ferenstein-

Nidzica, 16 czerwca 2018

Działdowo, 13–14 lipca 2018

097


Obraz: Arek Stankiewicz

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

REGGAE, DREDY I WYMIANA ENERGII Ostróda, 5–8 lipca 2018

warsztatowych i straganów. Po tegorocznej edycji w pamięci na pewno pozostaną koncerty pojawiającego się w Ostródzie po raz kolejny Gentlemana czy scenicznej symbiozy Twinkle Brothers z Trebuniami Tutkami, Dub Inc, albo pozostający w nieustającej formie Macka B. Nową energię wnieśli też pojawiający się po raz pierwszy Christopher Martin i Marla Brown. Organizatorzy wyszli poza formułę samych koncertów przyciągając wielu chętnych na spotkania i projekcje filmowe Uniwersytetu Reggae czy warsztaty dancehall, bębniarskie, capoeiry, czy… robienia dreadów. Reggae to więcej niż muzyka. To styl życia stawiający na radość, otwartość, życzliwość i międzypokoleniową wymianę energii.

098

Obraz: Beata Waś

Obraz: Jarosław Skórski

Co łączy Ostródę z miastem Ocho Rios na północnym wybrzeżu Jamajki? Czołowe, współpracujące ze sobą festiwale muzyki reggae przyciągające jej fanów ze wszystkich stron świata. 6 lipca przedstawiciele obu miast podpisali w ostródzkim zamku umowę o współpracy partnerskiej. Ale zanim to nastąpiło delegacja z Jamajki wpadła z wizytą do Czerwonych Koszar, gdzie trwała 18. edycja Ostróda Reggae Festiwal. I chyba ostatecznie Jamajczycy przekonali się, że atmosfera imprezy niczym nie odstaje od tej na wyspie słońca, a potencjał do zacieśniania współpracy jest ogromny. Energia i radość na scenach, pod scenami i w każdym zakamarku terenu imprezy pełnej chilloutowo-biesiadnych punktów gastronomicznych,

ŻYWIOŁ NIE TYLKO BLUESOWY

BRAWO NASI!

Olsztyn, 13–14 lipca 2018

Grunwald, 11–15 lipca 2018

Przedwojenne szlagiery swingowe w aranżacjach Jazz Band Młynarski-Malecki były jednym z pozytywnych zaskoczeń Nocy (nie tylko) Bluesowych na olsztyńskim Starym Mieście. Legendarna ortodoksyjna w kwestii gatunku muzycznego impreza wykonała zwrot w stronę swinga, jazzu, a nawet etno – jak formuła żywiołowej bałkańskiej orkiestry Tsigunz Fanfara Avantura. W amfiteatrze i na scenie staromiejskiej w ciągu dwóch dni pojawili się laureaci ubiegłorocznej edycji imprezy, a także The Freeborn Brothers, Mirosław Łoszewski & Edward Bierdziewski „Blues po polsku”, Kraków Street Band. Impreza spod znaku nietoperza jest inna, co nie znaczy gorsza.

Niby wszyscy wiedza jak było i się skończyło, ale inscenizacja Bitwy pod Grunwaldem i tak co roku pozwala odkryć coś nowego w historii. Nie wspominając o emocjach. Pola Grunwaldzie po raz kolejny przeżyły oblężenie gapiów wyposażonych w lornetki, wędkarskie stołki i litry wody. Kiedy Krzyżacy zaczęli podpalać wioski, podniosły się nawet okrzyki oburzenia. A po skończonej bitwie setki rekonstruktorów z różnych stron świata nagrodzono brawami. Podczas pięciodniowych Dni Grunwaldu odbyły się także turnieje, koncerty, msze, no i prawdziwe rycerskie biesiady przy ognisku, suto zakrapiane miodem pitnym.



FOTORELACJA

KONCERT NA DWA ŻYWIOŁY MUZYCZNO-WODNE WYDARZENIE ROKU

100

Utwór „Besame mucho” w strugach deszczu, wśród kwiatów i nastrojowych świateł – chyba trudno o bardziej romantyczną scenerię. Główne role w niezwykłym lipcowym koncercie należały do hiszpańskiego tenora Placido Domingo Jr i pięknej polskiej sopranistki Katarzyny Mackiewicz. W Ogrodach Wodnych Term Warmińskich specjalnie na to wydarzenie stanęła scena odbijająca się w lustrze wody. Otoczona bukietami świeżych kwiatów, pływającymi po termalnych basenach lampionach i na eleganckim białym tle – w takiej przestrzeni otworzyła koncert, towarzysząca śpiewakom Orkiestra Symfoniczna pod dyrekcją Piotra Sułkowskiego. W repertuarze koncertu pojawiły się przeboje filmowe i musicalowe, m.in. z „My fair lady”, utwory Henry’ego Mancini czy Nino Roty. Największe wrażenie robiły hity wykonywane w duecie światowej sławy artystów. Choć otwarte parasole utrudniały publiczności owacje, nadrabiała ona okrzykami zachwytu. A na deser czekał spektakularny pokaz sztucznych ogni odbijający się w tafli wody. Słowem: dwa żywioły na scenie i w przestrzeni. Pomysłodawczynią i organizatorem tego wyjątkowego wydarzenia była Elżbieta Lendo Termy Warmińskie. Tekst: Beata Waś Obraz: Michał Misztal



NAPISY KOŃCOWE

NAPISY KOŃCOWE wykonywany zawód miejsce zamieszkania

KONFERANSJER, AKTOR, DZIENNIKARZ OLSZTYN

Kiedy mijam ulicznego grajka… chciałbym do niego dołączyć, ale brak mi śmiałości.

Nie cierpię zapachu… zagrzybionej klimatyzacji w samochodzie.

Gdy stoję w korku… to nadal uważam, że to lepsze niż stanie w wojsku na baczność.

Moje kolejne urodziny… pozwolą mi wyprzedzić inżyniera Karwowskiego…

Ostatnie 10 zł wydałbym… na pałeczki do perkusji lub nowy spławik. Jeszcze raz przeczytałbym… biografię Franka Zappy i zobaczyłbym wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego. Za kierownicą jestem… zaskakująco odpowiedzialniejszą wersją siebie. Gdy zaczyna się weekend… przeważnie zaczyna się praca. Na Warmii i Mazurach znajomych zabrałbym… do przyjaciół na wieś, gdzie na horyzoncie zlewa się zieleń drzew i błękit nieba. Najchętniej wystąpiłbym w reklamie… salonu fryzjerskiego mistrzów Matrackich, wciąż jednak nie chcą się zgodzić. W portfelu mam… przypadkowe wizytówki i mandaty za nieopłacone parkowanie. Ulubione zdjęcie to… zdjęcie garnituru po pracy. Nigdy nie ubiorę… garnituru po pracy. Kiedy kupuję papier toaletowy… staram się unikać różowego. Obejrzę się na ulicy… za czerwonym Trabantem. Z sentymentu i tęsknotą za swoim pierwszym samochodem. Nie odbiorę telefonu od… Chucka Norrisa. Jemu nic nie można odebrać. 102

MARIUSZ KORPOLIŃSKI

27 złotych… to mniej więcej połowa ceny kolejnej płyty winylowej, którą chciałbym mieć w swojej kolekcji.

Chciałbym zobaczyć świat oczami… bociana na Warmii i Mazurach. Lubię w sobie… swoje wady. Mimo wszystko. Komfortowo czuję się… nie zawsze wtedy, kiedy chciałbym. Cofając czas, chciałbym zostać… wynalazcą tego zjawiska: cofania czasu. W kieszeni muszę mieć… zaszyte dziury. Rano w lustrze… najchętniej ani rano, ani w lustrze! W kolejce do kasy… przypominam sobie, czego zapomniałem kupić. Płakałem ostatnio… nigdy się nie przyznam. Nie chciałbym stracić… zdrowia, rodziny i przyjaciół. Zawstydzam się… niestety bardzo często. Zawsze podziwiałem… Jurka Owsiaka. Nie rozumiem ludzi, którzy próbują podważać jego osiągnięcia. Mój ulubiony ciuch… okulary przeciwsłoneczne i kalosze na ryby. Ostatnio przeczytałem… wezwania do zapłaty za zaległe rachunki. Chciałbym mieć obraz… całego świata, tylko gdzie ja go powieszę?

W kuchni zawsze wyjdzie mi… podkradanie ogórków małosolnych.

Najdłuższy dystans jaki przebiegłem to… na siódme piętro. W tę i z powrotem.

Ostatnio rowerem pojechałem… na wycieczkę z córką. Nie ważne gdzie, ważne z kim!

Na wyprzedaży kupiłem ostatnio… taśmę klejącą typu gaffer.

Nigdy nie odmówię sobie… rzeczy, które już czas najwyższy, żebym zaczął sobie odmawiać.

Podgłaszam radio gdy… słyszę „Magiel Wagli” w Trójce.

Przez jeden dzień chciałbym być… swoim synem Gustawem.

Z menu nigdy nie wybiorę… zupy mlecznej.

Obraz: Dariusz Sobieski

imię i nazwisko