Page 1

Miesięcznik Kulturalny Studentów Politechniki Warszawskiej

#54

listopad ISSN 1732-9302 www.ipewu.pw.edu.pl


kalendarium listopad Dorena Lora Lie

Lenny Kravitz

Nneka

Nosowska

Hydrozagadka 20zł

Torwar 154-726zł

Palladium 99-110zł

Stodoła 55-65zł

Olivia Anna Livki

09.11

Hydrozagadka 15zł

13.11

19.11

25.11

Stodoła 42-49zł

T.Love

Kazik Staszews ki

L.Stadt

Stodoła 42-49zł

18.11

f Death Cool Kids o

Kaiser Chiefs Tribes

NAO

Proxima 35-39zł

Stodoła 120-130zł

20.11

26.11

Antimatter ctrl-alt-del

13.11

18.11

Stodoła 35-42zł

Progresja 45-55zł

Stodoła 40-47zł

Proxima 45-55zł

17.11

Riverside Disperse

Progresja 25-35zł

12.11

My Riot Obscure Sp hinx

Modestep

Torwar 60-90zł

11.11

Kapela ze Wsi Warszawa

Maypole

Tuff Enuff

40-45zł

Vavamuffin

Hands Resist

None, Flapjack

Licorea

Radio Luxemburg

CF98

Lady Pank

New Century Classics

Heroes Get Reme mbered

11.11

10.11

Tides From Nebula

We Are The Ocean

Progresja 75-90zł

Illusion

10.11

The Blackout

Trivium Frontside

M25 49-59zł

09.11

24.11

23.11

Ocean Forma Chwila 15-20zł

26.11

O.S.T.R.

m Afront, Mediu

ŁDZ Orkiestra Stodola 40-47zł

29.11

Jelonek Pampeluna Stodoła 38-45zł

30.11


Spis Treści

Wstępniak

I.PEWU wraca do gry! W tym numerze, pierwszym w nowym semestrze, mamy dla Was artykuły związane z blogosferą: wywiad z Maćkiem Budzichem, a także podsumowanie blogów poświęconych modzie. Znajdziecie także jeden z nowych działów - sondę, w której pytaliśmy Was, czy czytacie blogi i jakie są Waszymi ulubionymi. Warto też zwrócić uwagę na Kącik Kulinarny, w którym znajdziecie przepisy na tanie i łatwe w przygotowaniu dania. My przypominamy Wam w fotoreportażu, jak było na tegorocznym Koniku oraz zachęcamy Was do udziału w Święcie PW, w ramach którego odbywać się będą najróżniejsze imprezy aż do 19 listopada. Na koniec zajrzyjcie na ostatnią stronę - jeśli jeszcze nie trafiliście do żadnej organizacji studenckiej (a warto!), to zapraszamy! Trzymajcie się ciepło! Maciek Pietrukiewicz

Ranking filmów niemych strona 4 i 5 Warszawski stajl strona 6 i 7

Kierunek Moda

strona 8 i 9

Wywiad z Maćkiem Budzichem strona 10, 11 i 12

Sonda o blogach

strona 13

Czasy Despotów i Szaleńców strona 14, 15 i 16

Student na talerzu

strona 17

Fotoreportaż z Konika strona 19

Redaktor Naczelny:  Maciej Pietrukiewicz Zastępca Redaktora Naczelnego:  Damian Drewulski Redaktorzy prowadzący nr:  Maciej Pietrukiewicz, Damian Drewulski

Redaktorzy:  Marta Sabala, Marta Patyk, Maciej Pietrukiewicz, Damian Drewulski, Joanna Motyka, Aleksandra Danilecka, Dominika Sawicka, Adam Gaafar, Jacek Kułak, Marcin Bąkowicz

Dział graficzny:  Michał Tryniecki Fotografia:  Michał Cichowski, Damian Drewulski, Marta Patyk

Polecamy w numerze: Warszawski stajl - zjawisko zaobserwowane i rozpowszechnione na szeroką skalę.

strona

Korekta:  Katarzyna Nowak

6

Administrator strony www:  Michał Tryniecki Wydawca:  Samorząd Studentów Politechniki Warszawskiej Okładka:  Damian Drewulski

Adres korespondencyjny: Centrum Ruchu Studenckiego ul. Waryńskiego 12, 00-631 Warszawa, z dopiskiem „i.pewu” tel/fax: (022) 234 91 05

e-mail: redakcja@ipewu.pw.edu.pl www.ipewu.pw.edu.pl

Wywiad z Maćkiem Budzichem strona

10


studenci

RANKING FILMÓW NIEMYCH JACEK KUŁAK

Ile razy podczas oglądania filmu zdarzyło Ci się pomyśleć, że jest on przegadany? Bohaterowie mówiący bez ładu i składu, aby wypełnić bezsensownymi słowami ekranową pustkę, to w dzisiejszej kinematografii, niestety, chleb powszedni. Na parę chwil możemy jednak zapomnieć o wszechobecnym bełkocie i powrócić do czasów, kiedy to obraz grał pierwsze skrzypce. Przed Wami ranking filmów niemych.

8

Człowiek z kamerą [1928, reż. Buster Keaton, Edward Sedgwick]

Każdy powinien mieć jakąś pasję. Choć wielu z nas zapomina o tym w biegu codziennego życia, z pewnością do tych osób nie można zaliczyć Luke’a Shannona, który cały wolny czas poświęca na utrwalenie rzeczywistości - najpierw za pomocą aparatu, następnie przy użyciu wysłużonej kamery. By zdobyć serce ukochanej postanawia nakręcić interesujący materiał, co dałoby mu prestiżową posadę w wytwórni MGM i pomogłoby wywrzeć wrażenie na kobiecie. Choć po drodze Luke napotyka liczne problemy, to w końcu udaje mu się spełnić swoje marzenia.

4

10

Chciwość [1924, reż. Erich von Stroheim]

„Nie wiem czy mówiąc przez trzy tygodnie bez przerwy, byłbym w stanie opisać choć w małym stopniu, jak bardzo boli mnie serce z powodu okaleczenia mojej pracy” – powiedział Erich von Stroheim po tym, jak pierwotna, trwająca około 10 godzin wersja filmu, z przyczyn oczywistych, przed wprowadzeniem na ekrany kin musiała zostać skrócona. Również z tego powodu Chciwość nazywana jest przez wielu Świętym Grallem światowej kinematografii. Reżyser doskonale uchwycił ludzką naturę i zdemaskował mechanizmy kierujące człowiekiem, który chce się wzbogacić za wszelką cenę.

9

Nosferatu [1922, reż. F.W.Murnau]

Jeżeli jesteś fanem kinowej wersji Zmierzchu, prawdopodobnie powinieneś sobie odpuścić obejrzenie tego filmu. Nie ma tu miejsca na tanie efekciarstwo, marną fabułę, a już na pewno nie uświadczysz tu idola nastolatek - Roberta Pattinsona. Co zatem sprawia, że Nosferatu jest wart uwagi? Film jest utrzymany w idealnej dla niego stylistyce niemieckiego ekspresjonizmu, ma doskonale zrealizowaną atmosferę grozy i akcję nieustannie trzymającą w napięciu. Chcesz zobaczyć prawdziwego wampira, a nie marną imitację z dorysowanymi mięśniami? Dobrze trafiłeś.

7

Światła wielkiego miasta [1931, reż. Charles Chaplin]

To jeden z tych filmów, który potrafi poprawić mi humor w każdej sytuacji. Obraz powszechnie uznany za arcydzieło niekwestionowanego mistrza niemego kina, to przezabawna historia włóczęgi (posiadająca oczywiście, jak to w wypadku Chaplina bywa, głębsze, symboliczne znaczenie), do którego uśmiechnął się los. Główny bohater stara się pomóc zarówno milionerowi, który utracił sens życia, jak i niewidomej kobiecie, a wszystko to okraszone jest (nie)banalnym dowcipem. Ukazanie różnic w zachowaniu człowieka przed i po spożyciu alkoholu wypadło genialnie.

6

Metropolis [1927, reż. Frizl Lang]

W rankingu jest również miejsce dla przedstawiciela futurystycznych klimatów. Mało kto wie, że gdyby nie Metropolis, nie dane byłoby nam zobaczyć takich perełek jak Łowca Androidów czy Matrix. Sam wygląd miasta w dziele Langa posłużył też jako inspiracja dla twórców Piątego Elementu. Gdy dodać do tego zawarty w filmie podział na świat bogatych ludzi “na górze” i biedoty żyjącej w podziemiach miasta - motyw tak chętnie wykorzystywany przez kolejnych twórców, to nie sposob nie docenić innowacyjności Metropolis i jego wpływu na kolejne pokolenia autorów kina.


studenci

Męczeństwo Joanny d’Arc 3 reż. C.T. Dreyer]

[1928,

Niezwykle przejmujący obraz, w którym Dreyer doskonale uchwycił dylemat tytułowej bohaterki postawionej przed wyborem między własnym życiem, a wiarą w Boga. Szczególne wrażenie wywołują przede wszystkim niespotykane wcześniej (w takim natężeniu) zbliżenia twarzy Joanny (odgrywającej jej postać Marii Falconetti niewątpliwie należą się brawa). Dzięki takiemu zabiegowi widz może niemal namacalnie poczuć cierpienie kobiety. Sztuka przez duże S.

2 5

Portier z hotelu Atlantic [1924, reż. F.W. Murnau]

Idealna symbioza pracy kamery z przedstawionymi na ekranie wydarzeniami i uczuciami protagonisty jest często kluczem do sukcesu przy tworzeniu dzieła audiowizualnego. Z podobnego założenia wyszedł F.W.Murnau, dzięki czemu silnie identyfikujemy się z głównym bohaterem. Historia przedstawiona w tym filmie nie jest optymistyczna, a szczęśliwe zakończenie jest dodane jakby na siłę (zresztą poprzedza je odpowiednia notka odautorska - w prawdziwym życiu byłoby inaczej). Obraz przedstawia historię mężczyzny, ktory po utracie swojej pozycji społecznej (zostaje zdegradowany ze stanowiska portiera do pilnowania toalety) czuje, że został wyrzucony poza główny nurt życia. Ogarnia go wstyd przed innymi ludźmi, szczególnie przed rodziną. Z dumnego człowieka staje się nikim. A wszystko przez to, że był za stary...

Czasem by docenić w pełni coś, co posiadamy, musimy to najpierw stracić. W podobnej sytuacji znajduje się główny bohater filmu, którego ukochana cudem uchodzi z życiem. W dziele ukazane są wzloty i upadki miłości, a także dychotomia miasto-wieś, jednak scenariusz nie jest tu najważniejszy. To, co wysuwa się na pierwszy plan, to poetyckość Wschodu Słońca i innowacyjna, jak na tamte czasy, praca kamery (szczególnie widać to w momentach dynamicznej akcji, np. kiedy kamera obraca się wkoło, dzięki czemu widz, podobnie jak bohater filmu, czuje zawroty głowy). Istotnym elementem jest również zaburzenie chronologii, co w tym przypadku prowadzi do większej spójności wydarzeń, bez potrzeby “męczenia” odbiorcy tekstem wyświetlającym się na ekranie.

5

4

Pancernik Potemkin [1925, reż. S.Eisenstein]

Arcydzieło montażu, arcydzieło kina propagandy i zarazem najbardziej znany film wyreżyserowany przez S. Eisensteina - twórcę Aleksandra Nevskiego i obu części Ivana Groznego. Pancernik może się niektórym wydać obrazem ciężkim w odbiorze, jednak sceny takie jak masakra na schodach Odessy w pełni to wynagradzają. Choć, prawdę mówiąc, film ten bardziej docenią koneserzy kina rozmiłowani w analizowaniu środków filmowego przekazu.

Wschód Słońca [1927, reż. F.W. Murnau]

1

Gorączka Złota [1925, reż. Charles Chaplin]

Jedną z rzeczy, którą sugeruję się przy ocenianiu wyższości jednego filmu nad drugim, jest to, jak mocno obejrzane dzieło utkwiło w mojej pamięci. Przypominam sobie w myślach sceny, które widziałem dawno temu i zastanawiam się, czy nadal oddziałują na mnie z taką samą siłą, co podczas pierwszego pokazu. Gorączka Złota kojarzy mi się z urokliwymi obrazami jedzenia przez bohatera własnych sznurówek (wziętych omyłkowo za sphagetti), odgrywaniem przez niego tańca przy pomocy nabitych na widelce bułek i balansującą na krawędzi przepaści chatką. Choć film ten ma przede wszystkim rozbawić widza, podejmuje również poważniejsze tematy, takie jak samotność i walka z przeciwnościami losu. Najwybitniejszy niemy film w historii kina? Moja pamięć nie może się mylić.


studenci

Warszawski stajl

6

JOANNA MOTYKA Niełatwo jednoznacznie określić, czym jest styl. Sposób ubierania, jedzenia, spędzania czasu. Pojęcie to doczepiamy do pojedynczych osób, większych grup, a w konsekwencji subkultur. A czy miasto może mieć swój własny, specyficzny styl? Odpowiem szybko i pewnie: TAK, i pospieszę zbadać warszawską stylówę! Nie szata zdobi człowieka. Nie, nie, nie, no i jeszcze raz nie. Patrząc na warszawskie ulice stwierdza się dość szybko i jednoznacznie, że w tym wypadku szata ma wielkie znaczenie. Oj gonimy, gonimy europejskie stolice mody. Szybciej uczą się kobiety, jednak panowie też robią postępy. Jak zatem ubiera się Warszawa i co sprawia, że wygląda inaczej niż inne polskie miasta? Z pewnością nie powiemy o jednym, głównym nurcie. Nie ma, tak jak w Paryżu, nadmiernej elegancji, nie ma również londyńskiej ekstrawagancji. Warszawa łączy style, kolory, prądy, najważniejsze jednak, że stara się robić to z głową.

Jedna rzecz w tym pięknym obrazku może przeszkadzać… bardzo często ludzie w stolicy (i chyba nie tylko tutaj) w pogoni za trendami gubią gdzieś swój własny styl, stając się niemalże identyczną masą. Chcą być oryginalni, często jednak tracą tę oryginalność. Luźne spodnie, kalosze, duże i kolorowe okulary… nie, to już nie jest pomysł na siebie.

W pogoni za... Przypomina mi się od razu mój pierwszy dzień studiów. Godziny poranne, stoję w podziemiach metra Centrum i próbuję złapać kogoś, kto powie mi, jak dotrzeć na Krakowskie Przedmieście. Nikt nie jest w stanie się zatrzymać, spokojnie wytłumaczyć. Spotyka mnie albo brak reakcji z krótkim rzuceniem: „Nie mam czasu” albo puszczone na szybko urywki zdań, miniwskazówki, które w niczym nie mogą mi pomóc. Pozostaje radzić sobie samemu i liczyć, że uda się osiągnąć cel. Ciągły pośpiech, to element obowiązkowy warszawskiego życia. Nie to, że w innych miastach tego nie ma, owszem jest, bo w końcu takie czasy, ale warszawska prędkość jest jednak zabójcza. By się o tym przekonać, wystarczy pojawić się w okolicach godziny 9 na stacji metra (najlepiej Centrum) i zobaczyć ten szaleńczy pęd. Każdy biegnie, w wielkim pośpiechu podąża przed siebie. Nie ma czasu na przystanek,

wyścig się rozpoczął i trzeba zmierzać w obranym kierunku. Takie tempo życia nie sprzyja dobremu samopoczuciu. Ludzie stają się nerwowi, zestresowani, a często swoją złość wyładowują na innych (czyt. współpasażerach podróży w miejskich środkach transportu). Codzienne wypełnianie jakichś zadań, realizacja celów, praca po godzinach,dom, rodzina… łatwo się zagubić, łatwo zapomnieć o tym, co najważniejsze, łatwo stracić kontrolę nad swoim życiem. Czy da się trochę zwolnić? Chyba nie, takie są prawa dużego miasta i chcąc się w to bawić, wypada tych praw przestrzegać.

Ambitny, offowy, oryginalny.. Oglądam TYLKO ambitne filmy. Uczęszczam TYLKO na offowe sztuki. Chcę się bawić TYLKO w oryginalnych miejscach i z oryginalnymi ludźmi. Tak, to właśnie kolejne trzy słowa, które znienawidziłam: ambitny, offowy, oryginalny. Nie wiem, czy to tylko warszawska przypadłość, ale ja spotkałam się z tym zjawiskiem i to na taką skalę tylko w „stolycy”. Oryginalny styl ubierania już nie wystarczy, trzeba zrobić otoczkę nietuzinkowości i wyjątkowości. Produkcje amerykańskiej fabryki snów są be i fuj, więc szanujący się człowiek, mający choć trochę smaku i gustu, koncentruje się na niekomercyjnych, niskobudżetowych dziełach produkcji europejskiej.


studenci

Teatr też staje się fajny, gdy wybiera się tylko sztuki, które w bardzo zawiły, niezrozumiały, a nawet wręcz psychodeliczny sposób ukazują prawdy, których zwykły odbiorca nie jest w stanie pojąć (najlepiej, jak będzie jeszcze dużo golizny na scenie i wulgarny język). Zabawa może być dobra tylko wtedy, gdy ma się wkoło ludzi wyglądających i zachowujących się jakby byli z innej bajki,

a cała oprawa i klimat ociekają offowością. Warszawa daje dużo możliwości, życie kulturalne stoi na wysokim poziomie, więc może właśnie dlatego wykształcił się tak specyficzny klimat. Ludzie mogą wybierać, mają możliwość poznawania tego, co nowe, a to, co zwykłe już nie cieszy. Środowiska się poznają, mieszają, przenikają, ciężko już czymś zaskoczyć, ciężko się wyróżnić, machina się nakręca, a człowiek wraz

z nią. Chwała za to, że wybór jest, cudownie, że można mieć możliwość poznawania ciekawych ludzi, odkrywania fajnych miejsc, spędzania czasu w nieco inny sposób, warto jednak koncentrować się na tym co naprawdę sprawia nam radość, co ciekawi nas w autentyczny sposób. Zagubienie się w undergroundowych i mocno ambitnych klimatach to już chyba trochę warszawska choroba.

Warszawski styl - zjawisko zaobserwowane i rozpowszechnione na szeroką skalę. Specyficzny klimat, ludzie i sposób życia. Zjawisko pozytywne? Nie wiem, chyba nie da się tego ocenić. Warszawę trzeba poczuć, Warszawę trzeba zrozumieć, Warszawę można pokochać.

7


studenci

lk JOANNA MOTYKA, MARTA SABALA Ciuszki, szmatki, fatałaszki - tak, prawdziwe kobiety kochają modę. Pomysłu na wygląd dostarczają nam nasza własna wyobraźnia, katalogowe stylizacje, a coraz częściej źródłem inspiracji stają się także modowe blogi.

8

Moda, podróże, konkursy…

Jednym z najlepszych (czyt. najciekawszych) polskich blogów modowych jest, naszym skromnym zdaniem, Fashionelka. Blog prowadzony przez młodą, bardzo kreatywną i oryginalną dziewczynę. Dzieli się ona z czytelnikami swoimi modowymi pomysłami. Pokazuje własne stylizacje. Jednak moda to nie jedyny temat, który poruszany jest na blogu. Podróże to kolejna pasja blogerki. Opisy z wojaży przeplatane są modowymi inspiracjami, a wszystko utrzymane w klimacie danego miejsca. Co jeszcze ciekawego znajdziemy na blogu? Przede wszystkim relacje z modowych imprez, na których Fashionelka bywa (widać, że w świecie mody jest już mocno zakorzeniona i na salonach się pojawia) oraz informacje o konkursach. Ciekawą i cieszącą się wielkim powodzeniem akcją jest Wyprzedaż szafy. Autorka bloga wystawia na sprzedaż swoją garderobę. Dziewczyn zainteresowanych zakupem jest naprawdę wiele. Fashionelka - ciekawy blog, który jest prowadzony naprawdę z pomysłem. W skali od 1 do 10 oceniamy na 9, a to dlatego, że zawsze może być lepiej.

Profesjonalny styl. Charlize – mystery. To blog o modzie przez duże M. Jego założycielka, 21-letnia Karolina, studentka psychologii, na ciuchach zna się doskonale. Jej blog to profesjonalne i piękne zdjęcia, opisy poszczególnych elementów garderoby i stylizacji oraz modowe nowości. Widać, że mamy do czynienia z profesjonalistką - młodą stylistką, która prawdopodobnie w świecie mody znajdzie swoje miejsce. Jej stylizacje mogą inspirować i ukazywać kierunek modowych poszukiwań. Widać, że łączenie stylów i odnajdywanie się w danej stylizacji, nie stanowi dla niej problemu. Modowo - rewelacja, jednak blog ten nie zadowolił nas całkowicie, trochę brakuje w nim duszy i wyjścia poza ciuchowe ograniczenia. Mocna 7.


studenci W blasku fleszy.

Dużo zdjęć, sławni ludzie, najnowsze trendy - taki właśnie jest Effy’s World. Autorka pokazuje swoje modowe inspiracje. Zamieszcza zdjęcia celebrytów w ich gwiazdorskich stylizacjach. Pokazuje jak nosić i co nosić. Zdjęcia, zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia… w tym wypadku to właśnie klucz do sukcesu. A jaki może być przepis na stylizacyjny strzał w dziesiątkę? Prostota to właśnie to co cenię w modzie najbardziej - podkreśla blogerka. Nas Świat Effy zainspirował. To chyba magia zdjęć sprawiła, że blog ten chce się odwiedzać. Duża 8.

A mężczyźni też potrafią.

Żeby nie było - nie tylko kobiety interesują się modą i chcą się nią bawić. Panowie również mogą szukać inspiracji na blogach. My polecamy Mr Vintage. Widać, że autor zna się na rzeczy, a moda to jego prawdziwa pasja. Dużo zdjęć, ciekawych opisów, modowych nowości i pomysłów. Elementy garderoby, zestawiane ze sobą, są dokładnie opisane i pokazane na fotografii. Blog zawiera nie tylko wskazówki, co powinno się nosić, lecz także porady - jak nosić i jak o odzienie dbać. Dużo cennych informacji. Blog naprawdę na wysokim poziomie, aż dziw bierze, że mężczyźnie chce się wykonywać taką robotę. Wielki plus i ładna 9.

Zagraniczny N°1.

Zagraniczny mistrz nad mistrzami to The Sartorialist - modowy fotoblog na najwyższym poziomie, dziecko Scotta Shumana, mężczyzny, który po 15 latach pracy w świecie mody, odnalazł szczęście i spełnienie biegając z aparatem i robiąc zdjęcia stylowo ubranym przechodniom. Początkowo na jego blogu można było podziwiać tylko mężczyzn w ciekawych kreacjach, po jakimś czasie Schuman zaczął fotografować również kobiece stylizacje. The Sartorialist zaczął wyznaczać trendy, stał się inspiracją dla najwyższych w świecie mody. Niewątpliwie blog ten pochłania i wciąga bez reszty. Gdy raz się wejdzie, chce się wracać. Przyciągają zdjęcia ciekawych ludzi, indywidualności, które potrafią ubierać się z klasą i stylem. Właśnie klasa jest tu pojęciem kluczowym. Autor bloga nie szuka postaci ubranych ekstrawagancko, nie skupia się na zbyt oryginalnych i nietypowych stylizacjach. Szyk, prostota i smak to składniki, które dają tak wyśmienity efekt. Każde zdjęcie ma charakter - to nie tylko zwykła fotka fajnie ubranej osoby, to całokształt, w którym widać duszę. The Sartolialist nie podlega ocenie. To prawdziwy bóg mody w rzeczywistości blogowej.

Blogi dotyczące mody to przestrzeń bardzo rozległa. Modowe newsy, zdjęcia stylizacji i pomysły na ubiór - autorzy mogą czuć się jak prawdziwi styliści. Ostatnimi czasy do grona modowych blogerek dołączyła Kasia Tusk… wygląda więc na to, że w internetowej rzeczywistości modowej każdy może znaleźć miejsce dla siebie.

fot. wikimedia.org

9


Wywiad

studenci

z Maćkiem

Budzichem

10

Jaka jest tematyka Twojego bloga i jak długo już go prowadzisz? Założyłem go w 2006 roku, to był taki czas, kiedy był duży boom na blogi, rozwijały się również platformy blogowe. Miałem wrażenie, że na polskim rynku brakuje bloga, który dotyczy reklamy, marketingu i nowych mediów. Mnóstwo się działo na świecie, w Polsce temat reklamy wirusowej, ambientu i niestandardowych form dopiero raczkował i gdzieś mi brakowało bloga, który by to opisywał. Kolejnym powodem był fakt, że powoli przymierzałem się do zmiany pracy i zastanawiałem się, czy blog może mi pomóc znaleźć następną oraz czy mógłbym swoją blogową działalność dopisać do CV. A kim jesteś z wykształcenia? Mam wykształcenie średnie, nie skończyłem studiów. Dwa razy wywalali mnie z zarządzania i marketingu (niedawno miałem wykład na swojej starej uczelni :-). Ale nie jest to absolutnie powód do chwalenia się, czy dopisywania się do listy ludzi sukcesu, którzy nie ukończyli studiów. Owszem, są geniusze i sławni ludzie bez wyższego wykształcenia, ale jest cała masa ludzi którzy studia rzucili i nic nie osiągnęli - nie każdy, kto miał kłopoty z matmą jak Einstein lub rzuci studia, zostaje człowiekiem sukcesu... o porażkach po prostu jest cicho. Co jeszcze zainspirowało Cię do stworzenia tego bloga, jaka była motywacja i myśl przewodnia, żeby go tworzyć wtedy i żeby go tworzyć teraz? Generalnie było tak mnóstwo rzeczy, które się działy w mediach, w reklamie, w marketingu… te rzeczy dzieją się cały czas. Temat bloga Mediafun jest bardzo pojemny, czasem w nazwie bloga „media” było ważniejsze od „funu”, czasem „fun” był ważniejszy od „mediów”. To się bardzo fajnie rozwinęło. Po jakimś czasie zauważyłem, że ten blog jest jednocześnie moją pasją i czymś, co chętnie wykonuję bez zmęczenia 24 godziny na dobę. Tak naprawdę swoje CV zamieniłem na jedną linijkę tekstu - www. blog.Mediafun.pl. No i rozwijam go zawodowo, co też procentuje ilością kontaktów, różnego rodzaju zleceń czy możliwości współpracy. Generalnie to jest bardzo fajny zawód. Jako bloger, jako właściciel jednoosobowego koncernu multimedialnego mam wiele możliwości rozwoju, kontaktów, dostępu do wiedzy. Nie zamieniłbym tego chyba na żadną pracę.

Maciek Pietrukiewicz Był jakiś breaking point, jakieś wydarzenie, które wyniosło Twojego bloga jeszcze wyżej? Było kilka takich rzeczy, które też wynikały z rozwoju bloga. Całkiem fajnie sprawdziły się wydarzenia - konferencje, które organizowałem jako bloger. Tych konferencji pod różnymi nazwami było chyba z sześć albo osiem. To były darmowe konferencje dla czytelników, dla ludzi związanych z marketingiem, z branżą, o internecie, o mediach. To były fajne rzeczy, które i budowały taką więź, kontakty, i przenosiły tę aktywność z sieci do realu. Miałem kilka tzw. „wykop-efektów” – jakieś tam sprawy, które były interesujące dla internautów, ale to są tylko momenty „lansu”. Ta fala wykopowiczów wpada na bloga, przelatuje i potem blog wraca do poprzedniego stanu. Takim sporym plusem dla działalności jako blogera jest też funkcjonowanie w realu: uczestnictwo w konferencjach i w formie widza, i w formie prelegenta jak i w formie organizatora… To także jest ważne dla działalności takiego bloga jak mój i gdzieś tam stał się on blogiem branżowym, a ja postacią w polskiej branży marketingowej czy mediowej. Nie chcę gdzieś tam używać słów, ale… no, mam dobre kontakty z branżą. Ciężko mi mówić, czy takim dużym kopem był pomysł zorganizowania debaty z premierem (zapytajpremiera.pl) – oprócz potrzeby zorganizowania takiej debaty to na pewno był to mocny medialny strzał. Gdzieś tam w mediach i prasie się przewinąłem jako organizator, ale głowy nie dam, czy mi to przysporzyło specjalnie czytelników, których by interesowała tematyka mojego bloga. Raczej więcej haterów, politycznych krzykaczy i ludzi płaczących, dlaczego nie zostali zaproszeni na debatę. To było takie chwilowe zainteresowanie mediów, co oczywiście też pomaga w promocji bloga czy rozpoznawalności marki bloga. Ja traktuję Mediafun jako markę, nie jako bloga i udowadniam, że zwykły szary człowiek z dostępem do komputera i do sieci sporo może. To jest temat, który się często przewija: czy na blogu da się zarobić? Trochę boję się o tym mówić, bo wywołuje to jakieś niezdrowe emocje, uruchamia polską zazdrość i nie do końca zarabianie na blogu jest rozumiane tak, jak ja to pojmuję. Na blogu można zarobić i... nie można. Ja zarabiam ze swojej działalności: jako blogera, jako specjalisty od marketingu, doradcy, konsultanta i jako redaktora naczelnego Mediafun Magazynu, a blog jest dla mnie olbrzymim narzędziem do promocji tego rodzaju działalności. Bezpośrednio nie koncentruję się na zarabianiu z bloga. I chyba w Polsce dosyć trudno zarobić jest sensowne pieniądze na samej działalności jako bloger, tak jak jest to rozumiane zazwyczaj typowo, czyli pieniądze z reklam i kampanii reklamowych. To jest ciężka robota i trzeba mieć ich naprawdę dużo, nielicznym się to udaje. Ale jeśli ktoś czytałby ten wywiad, usłyszał, że można zarobić na blogu i pomyślał „okej, to założę bloga…”, to wymaga to tyle wysiłku, że więcej można zarobić na innym zajęciu. Natomiast jeśli się jest specjalistą w jakiejś dziedzinie albo chce się rozwijać w danej branży, to blog jest fantastycznym zajęciem do rozwijania, do zdobywania kontaktów, klientów, zleceń itd.


studenci I wtedy można mówić o zarabianiu na blogu. W takim rozumieniu zarobienie na blogu ma sens i rzeczywiście jest całkiem przyjemne. Śmieszą mnie wszelkiego rodzaju poradniki pseudoguru od blogowania czy mediów społecznościowych... warto zapytać się znanych i popularnych blogerów czy stosują metody „7 cudownych rad na najlepszego bloga” czy „zostań milionerem w weekend”. A jak wygląda ta współpraca z potencjalnymi sponsorami? Czy oni już traktują blogerów poważnie czy nadal się zdarzają jakieś fuck-upy, wpadki i próby wykorzystania? Oczywiście zdarzają się, najczęściej wynikają one z niewiedzy albo z traktowania blogerów jako miejsca, gdzie można powiesić banner. Blogerzy, w tym i ja, się często wkurzamy, oburzamy, opisujemy takie przypadki, ale najczęściej wynikają one z niewiedzy albo takiego hurtowego traktowania blogerów. W momencie, kiedy teraz rozmawiamy, godzinę temu, na jednym z blogów też pojawił się jakiś fuck-up… Jakiś bloger dostał słabego maila, słabą propozycję. To też działa w dwie strony: to jest fajny temat dla blogera. Każdy pewnie chciałby zostać tak sławny jak Kominek… tzn. może nie każdy (śmiech). Część blogerów chciałaby mieć taki case czy wpadkę jak Kominek z dr Oetkerem i w ogóle się na tym wylansować, więc jeśli jest jakaś wpadka, to bloger często z tego korzysta, żeby na swoim blogu zje**ć firmę. Natomiast firmy po tej sprawie z Kominkiem i po kolejnych opisywanych wpadkach boją się trochę kontaktu z blogerami, nie za bardzo wiedzą, jak je ugryźć. No i rozwiązania są dwa: albo jakieś indywidualne podejście do blogera, poważne traktowanie, nawet spotkanie, rozmowa itd., wtedy można uniknąć wielu nieprzyjemnych sytuacji, albo ignorancja i wysyłanie hurtowych maili. No i wtedy mamy gotowy temat na bloga. Teraz pojawiają się także agencje jak Kalicińscy, którzy starają się pomagać w kontaktach firma – bloger… To jest od dłuższego czasu, ja też od czasu do czasu doradzam różnym agencjom, czasem pomagam znajomym, którzy pracują w takich miejscach. Tym agencje zajmują się od dawna: dostają zlecenia od klienta, klient często, jeśli jest świadomy blogosfery, mówi „okej, uderzamy w blogosferę” albo dostaję taką sugestię od agencji, która później dopasowuje klientowi blogerów do kampanii, do targetu. Tak to funkcjonuje od 2-3 lat. Są agencje, które kumają blogosferę, są fajne przypadki wykorzystania blogerów w kampanii reklamowej. Dla kontrastu do wpadki z udziałem Reeboka, ostatnio ze Szczecina wróciła trójka blogerów, których miasto zaprosiło na wycieczkę, na poznanie miasta. Czytałem relację jednej blogerki, która była zachwycona Szczecinem. Nie musiała nic robić za wpisy. Miasto postanowiło pokazać blogerce z Poznania, jak piękny jest Szczecin. I to taka jest kampania – bardzo fajna, naturalna. Dochodzą do tego emocje blogera, nie ma żadnego sprzedawania wpisów i takich rzeczy, które są nie lubiane przez blogerów, nie lubiane przez czytelników i sztuczne dla klienta. Takich dobrych kampanii zdarza się coraz więcej. A jak oceniasz jakość tej polskiej blogosfery? Kiedyś blogi były postrzegane jako miejsce, gdzie piszą o swoich problemach nastolatki, później weszli w to ludzie z faktyczną wiedzą i ciekawymi rzeczami do opowiedzenia. Ale dzisiaj jakby jakaś firma chciała wyłożyć pieniądze na kampanię reklamową, to nie ma aż tak wielu blogerów o globalnym zasięgu. Jesteś Ty, Gadzinowski, Marczak, Kurasiński, Pająk, Kominek i gdzieś to się kończy… Na pewno żaden z tych blogerów, których wymieniłeś, nie jest jakiś tam specjalnie najbardziej popularny na tle polskiej blogosfery. Antyweb właściwie dla mnie przestaje być blogiem, staje się serwisem technologicznym, bardzo fajnym, z blogerskim zacięciem. Spider’s Web nie mówi o sobie „blog”, tylko „serwis o technologiach”. To też jest taki dziwny syndrom, że pozostali blogerzy, których wymieniłeś, to są ci, którzy często zabierają głos na temat blogosfery, pokazując swoją twarz, występując

na konferencjach, jawnie mówiąc o tym. Trochę szkoda, że tak niewielu blogerów ma odwagę i chęć mówić o blogosferze w ten sposób. Zazwyczaj jest to tam gdzieś w komentarzach albo narzekanie na swoim „blogasku”, albo gdzieś tam piep***nie w anonimowych „komciach”. To to jest trochę szkoda. Spotkałem się z paradoksem, że słyszymy „o Jezu, znowu ci sami blogerzy, ten Budzich, ten Kurasiński, ten Gadzinowski…”, ale potem mam wrażenie, że ci sami ludzie analizują polską blogosferę właśnie też na podstawie tych kilku blogów. A dzieją się całkiem fajne rzeczy, i gdzieś tam w tych niszowych blogach, skoncentrowanych na jakimś tam temacie, nie wiem, motoryzacji, sportu, książek, sztuki. Te blogi nie będą pewnie nigdy popularne, nie przebiją się do jakiegoś mainstreamu, nie będą, wiesz, miały milionowej czy wielotysięcznej oglądalności, ale to będą nadal bardzo fajne blogi. Czy bloger powinien mieć w takim razie jakieś parcie na szkło? Nie… chociaż każdy bloger, który zaczyna pisać, ma jakiś cel, żeby podzielić się ze światem swoją opinią. Więc to jest jakaś forma parcia na szkło. Powstaje pytanie, czy każdy bloger musi się tam jakoś lansować czy pojawiać się w mediach.. Nie wiem, mogę mówić za siebie. Wiem, jak działają media, wiem, że w przypadku mojego bloga mówienie o mediach, zajmowanie się tym, pojawianie się na konferencjach to jest element działalności pasujący do treści Mediafun, więc ja nie mam z tym problemu. Fakt, że udaje mi się mówić na konferencjach branżowych o tym, jak wygląda blogosfera, szkolić, jak mogą wyglądać kontakty z blogerami, czasem mówić o tym w telewizji czy w stacjach radiowych – jestem przekonany, że wyjdzie na plus blogosferze. Tak sobie to wymyśliłem i tak to czasem działa. Nie wiem, jakie są tego efekty, ale mam wrażenie, że trochę zmieniło się postrzeganie blogów. Nie jest to już tylko pamiętnik nastolatki, ale także medium, gdzie można spełniać się w swojej pasji i każdy sobie jakąś dróżkę wycina po swojemu. Wspomniałeś o mediach – we własnym środowisku, w blogosferze tacy ludzie jak Ty mają należną renomę, a jak to jest z blogerami w realnym świecie? Wiesz, są ludzie, dla których jestem fajnym gościem, a są i tacy, dla których jestem dupkiem. Jest jeszcze mnóstwo ludzi, którzy jeszcze nigdy nie słyszeli o Maćku Budzichu i Mediafunie. Norma. Ja lubię ludzi, lubię się z nimi spotykać w realu, na blogu niczego nie udaję – chyba nikt nie miał żadnego dysonansu poznawczego między mediafunem blogerem z internetu a Maćkiem Budzichem w rzeczywistym świecie. A tradycyjne media sięgają po opinie blogerów? Jak często się to im zdarza? Najczęściej w wakacje (śmiech). Cały czas traktują jako taką ciekawostkę, czyli najczęściej pytania od mainstreamowych mediów czy dziennikarzy to są „czy blogi to nadal pamiętniki?”, „czy można na nich zarobić?”. Raczej jest to jakaś ciekawostka, chociaż to, co się dzieje z vlogami w Internecie… Tak naprawdę powstaje taka druga telewizja. Ja też często się łapię na tym, że nie oglądam telewizji, ale mam telewizor, który jest podłączony do internetu, i można tam oglądać youtube. I tam oglądam swoje zasubskrybowane kanały, playlisty. I to jest dla mnie telewizja. Zazwyczaj też, kiedy mainstreamowe media zajmują się vlogami, nie zadadzą takich pytań, jakie ty teraz zadajesz, zazwyczaj muszą to być lajtowe pytania dopasowane do poziomu czytelnika, oglądających czy słuchaczy. Więc to jest takie trochę, wiesz… Ja też dostaję czasem komentarze, jak pojawiam się w telewizji czy audycji radiowej i odpowiadam na pytania, że „ojej, ale słabe pytania” albo „dziennikarz się nie przygotował”. A to zrozumiałe, że on mówi do swojej grupy docelowej i są to jakieś podstawowe pytania. Ja ostatnio się złapałem na tym, że miałem wykład w Nowym Sączu dla studentów kierunków nie-informatycznych i zacząłem gadać o możliwościach, jakie daje Internet, to patrzyli na mnie

11


studenci jak na kosmitę. I potem tam dostałem od kogoś maila, że „panie Maćku, niech się pan nie obrazi, jestem od pana tylko pięć lat młodszy, ale pokazał mi pan, że jeśli chodzi o internet to jestem pięć lat do tyłu”. Wydaje mi się, że ci coraz młodsi będą jednak coraz bardziej ogarniać internet. Wracając do blogów, wielu specjalistów mówi dzisiaj, jak pisać bloga, żeby na nim zarobić… …no, to jest pier***enie (śmiech). Tzn., to jest inna blogosfera, też bardzo ciekawa.

12

A jakie są wartości dodane związane z prowadzeniem bardziej zauważalnego bloga w Polsce? Na pewno można sobie wyrobić grubą skórę, wyrobić sobie pewność siebie. Kiedy się łączy swojego bloga z pisaniem, można podreperować swój warsztat pisarski, uodpornić się na krytykę. Kiedy prowadzi się videobloga, można obyć się trochę z kamerą, pozbyć się lęku, wstydu przed wypowiedziami publicznymi, nauczyć się dzielić emocjami. W przypadku jeśli jest się nastawionym na zawód związany z kreatywnością, z pasją, z jakimś wolnym zawodem, blog jak najbardziej może pomóc w znalezieniu pracy czy zleceń lub wręcz zastąpić CV, może być też kołem ratunkowym. Myślę, że wielu blogerom, jeśli będą chcieli znaleźć pracę, wystarczy jeden wpis na własnym blogu „ok, szukam pracy, jestem chętny, jestem do wzięcia” i jestem pewien, że wielu z nich bez problemu znalazłoby od razu pracę. Więc tutaj korzyści są całkiem fajne. A jeśli prowadzi się bloga związanego ze swoją pasją czy zawodem, to siłą rzeczy rozwijasz się w tej dziedzinie i tutaj rozwój zawodowy też jest plusem. Inna sprawa, że są jeszcze czytelnicy i znajomości. Jest mitem, że blogerzy siedzą non-stop przy klawiaturze, teraz coraz więcej jest spotkań w realu, przestaje gdzieś funkcjonować podział na świat realny i internetowy, te granice się mocno zacierają. Wiadomo, że pula internetowych znajomych jest o wiele większa niż tych w realu, ale ja często spotykam się z czytelnikami czy z ludźmi poznanymi przez bloga i to jest moje największe grono znajomych, jeśli chodzi o świat rzeczywisty. No właśnie, skoro już jesteśmy przy temacie świata realnego, to jak wygląda praca takiego blogera jak Ty? Jak wygląda Twój dzień? Ja jestem strasznym leniwcem. Wstaję, jak się obudzę… więc już słońce jest wysoko (śmiech). Gdzieś tam pewnie mam spotkania z ludźmi związanymi z blogiem, z magazynem, czytam sporo blogów… Jak mi się chce, to robię wpis na bloga, ale ostatnio koncentruję się na przygotowaniu Mediafun Magazynu. Czasem pojadę na jakieś spotkanie branżowe, na konferencję, na której występuję albo jestem słuchaczem. No i tyle. Tak to chyba wygląda. Spisane wygląda wyjątkowo nudno, ale tak naprawdę w tym trybie dni uciekają bardzo szybko, są tak fajne spotkania i tak interesujące rozmowy, że ostatecznie brakuje czasu na prowadzenie bloga, tak jak bym chciał. Szukam teraz sposobów, jak to zrobić, żeby moją aktywność, ciekawe osoby, to wszystko wrzucać na bloga w trochę szybszym tempie i w bardziej naturalnej i emocjonalnej formie, niż to się dzieje na podstawie wpisów, które robi się wieczorem na chłodno. Coraz bardziej się zbliżam do formy videobloga – jest mi bliższy, bardziej naturalny i mam wrażenie, że jeszcze bliższy świata realnego. Videoblogi to przyszłość? Nie wiem, czy przyszłość… Rozwija się technologia, jest mnóstwo serwisów, gdzie bardzo łatwo wrzucić video, rozwija się hardware – kamery w telefonach coraz lepsze, większy zasięg internetu, kamery, które kupisz, od razu przygotowują ci film do youtube’a... Więc jest bardzo łatwo zostać twórcą videobloga. I jest ich faktycznie coraz więcej. Jest jednak tez olbrzymia przestrzeń między amerykańskimi a polskimi vlogerami, jeśli chodzi o jakość czy luz. Polacy wydają się jacyś tacy bardziej smutni. Kiedy oglądałem relacje amerykańskich blogerów z YouStars Live,

to chciałbym być organizatorem takiej imprezy, która zostałaby w ten sposób zrecenzowana. Polscy vlogerzy zaraz w komentarzach zaczęli od „ktoś tam na nas zarobił” i takie polskie pier***enie. To jest słabe. No i wiesz, serwisy też ułatwiają embedowanie, wrzucanie, dzielenie się plikami video, nie ma problemu, żeby wrzucić świetnej jakości 1-gigowy plik na serwery. No i przede wszystkim, można je oglądać na wielu urządzeniach. Nie tylko na komputerze, ale i na telefonie, na iPadzie, w telewizorze itd. itd. Vlogosfera raczej blogosfery nie zje, ani też jedna drugiej nie przegoni, natomiast vlogi mogą być na pewno sporą konkurencją dla telewizji. Jest to też forma bardziej naturalna – vlogera, w odróżnieniu od programu telewizyjnego, ja mogę skomentować i wiem, że on to przeczyta, odpowie, może nawiąże do mojego komentarza w swoim następnym materiale itd. Jest to jakaś relacja. Wręcz vlogerzy często komunikują się ze sobą za pomocą vlogów, co jest bardzo fajną sprawą. Robi się z tego taka tematyczna telewizja. Jakbyś zebrał sobie te wszystkie vlogi o modzie, kosmetyczne czy kulinarne, to uzbierałby ci się kanał tematyczny z kontentem większym niż w TVN Style. To jeszcze pytanie o przyszłość blogosfery. Obecnie życie wirtualne w całości przenosi się do mediów społecznościowych, agregujących treści, jak facebook czy google plus. One też często generują główny ruch na blogu. Czy nie ma obaw, że social media wkrótce wchłoną to całe zaangażowanie blogosfery i blogi będą głównie tam obecne? Ja nie mam z tym wielkiego problemu. To też widać na przykładzie facebooka, który wyssał aktywność z blogów, i to też widzę na swoim przykładzie. Łatwiej coś skomentować na facebooku niż na blogu. Jeżeli czytelnicy wolą komentować w innych miejscach, nie ma problemu. Czy wchłoną te aktywności? Nie jestem pewien, gdzieś tam zawsze znajdzie się spora grupa ludzi, która będzie wolała mieć swoje miejsce, swoje medium, swoje treści. I blog, adres, marka, domena dają tutaj takie możliwości. Wiesz, kaprys facebooka, kasujemy konto i cześć. Nie wiem, jakie będą kaprysy google’a, jak to będzie wyglądało… Na swoim blogu mogę robić wszystko. Ze swoim blogiem mogę robić wszystko, nawet zmienić go w sklep – to jest moje, przynajmniej w większym znaczeniu niż na facebooku czy google plus. Szczerze mówiąc, nie wiem, jaka będzie przyszłość blogosfery. Ludzie internetu, blogerzy, to są ludzie bardzo elastyczni, bardzo szybko dostosowują się do nowych technologii, zmieniających się warunków… Nie wiem, czy widziałeś taką listę najpopularniejszych ludzi na google plus w Polsce jakiś czas temu… I to byli w większości blogerzy (śmiech). Więc jaka będzie przyszłość blogosfery, nie wiem, ale ci ludzie doskonale się odnajdują w nowych mediach. To oni najczęściej testują nowe ciuchy albo nowe aparaty, kamery… Maciek Budzich to dziś osoba, bloger czy marka? No właśnie, Maciek Budzich to osoba, Mediafun to marka. I teraz staram się wdrożyć proces zmiany tej marki, że Mediafun to nie jest Maciek Budzich, tylko Mediafun to jest magazyn i ekipa fajnych ludzi współpracujących z tą marką. Gdzieś tam te rzeczy staram się promować i realizować, zwłaszcza że realizujemy coraz fajniejsze projekty, do których jeden człowiek to za mało. Więc to będzie wieloosobowy kombajn multimedialny działający i testujący możliwości i różne miejsca, gdzie pojawiają się słowa: media, internet, serwisy społecznościowe.


studenci “Sama piszę bloga o moim najbardziej prywatnym życiu. Czytanie blogów należny niejako do moich obowiązków zawodowych - współpracuję z blogerkami prowadzącymi blogi kosmetyczne. Całkiem je lubię, uważam, że są dużo bardziej opiniotwórcze niż wszystkie gazety razem wzięte.” Ola “Nie czytam. Prawdę mówiąc ignoruję je w pełni świadomie. Nie interesują mnie przemyślenia innych ludzi którzy mają potrzebę dzielenia się nimi ze światem. Poza tym to co się wrzuci do internetu - już tam zostaje. Człowiek zmienia z czasem zdanie, a to, co kiedyś napisał, będzie dalej dostępne. Żeby porozmawiać swobodnie wolę się z kimś spotkać. Mam wrażenie, że poznawanie drugiej osoby, jej przemyśleń i komentarzy poprzez stronę internetową jest sztuczne i nie prawdziwe.” Helena

“Nie czytam ze względu na brak czasu. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach to Facebook jest swego rodzaju blogiem - z niego korzystam na co dzień.” Iwona

“Generalnie jestem mało blogerski, ale czasem zaglądam na Runblog, gość pisze tam o bieganiu. Zaglądam też na jakieś reklamowo-mediowo-branżowe, bo to wiąże się z moją pracą i zainteresowaniami. Kiedyś prowadziłem fotobloga koncertowego, ale niestety nie mam już na niego czasu.” Piotrek

Napotkanych na Politechnice studentów pytamy o... MARTA PATYK, MACIEJ PIETRUKIEWICZ, MICHAŁ CICHOWSKI

Czy czytacie blogi? A jeśli tak, to jakie? Może nawet sami je piszecie?

“Systematycznie zaglądam na dwa blogi. Jeden zawiera recenzje filmów, książek, gier, ale tylko te pierwsze mnie interesują. Drugi blog to tematyka modowo - kulinarna. Czy piszę bloga? Kiedyś prowadziłam dwa, ale obecnie nie. Na starość człowiek się rozleniwia”

BLOGi

“Kabrioletta.soup.io ale nie wiem, czy to się liczy…” Patryk

Emilia “Regularnie przeglądam blogi, głównie techniczne i jeden kulinarny. Czasem dla zdjęć zaglądam na blogi na temat mody. Lubię blogi z darmową garażową muzyką. Mimo wszystko przeglądam głównie nagłówki. Wolę zaglądać na blogi, które są ładne.”

“Piszę bloga wraz ze znajomymi z udostępnianą muzyką. Wrzucamy mp3 kapel, które nas interesują, nie ma tam felietonów, wpisów, tylko posty z muzyką. Poza tym nic nie czytuję.” Marcin

Agata “Kiedyś pisałam, ale przestałam. Teraz, jeżeli przeglądam blogi, to zwykle są one związane z fotografią lub modą. Namiętnie przeglądam soup.io, gdzie ludzie repostują zdjęcia, obrazki, muzykę bądź cytaty. Jest to coś jak tworzenie personalnej bazy rzeczy, które im się podobają w sieci (np. Beinthe.soup.io, Tomash.soup.io).” Hania

“Zazwyczaj muzyczne z mp3. Z niemuzycznych to chyba tylko blogi na Weszło.com i Supergigant” Piotrek

“Nie czytam blogów regularnie - tylko nieraz zdarza mi się wejść na polecone przez znajomych wpisy na różnych stronach. Jak już, to najchętniej przeglądam blogi poświęcone tematyce ogólnych prawd życiowych - które dotyczą także mnie. Kiedyś nawet dodałam sobie taki jeden przypadkowo odwiedzony blog do zakładek: Jakzyc.wordpress.com. Ale przyznam szczerze, że odwiedziłam go z 3 razy” Agnieszka “Od czasu do czasu czytam blog Mediafun i Kominka. Bardzo nieregularnie jakieś losowe blogi, które akurat znalazłem w internecie. Głównie to staram się pisać i czytać swojego bloga Złoty Podział.” Wojtek

13


studenci

CZASY DESPOTÓW I SZALEŃCÓW? Czyli o skandalicznym życiu pierwszych cesarzy rzymskich

14

Pierwsi cesarze z tak zwanej „dynastii” julijsko- klaudyjskiej ( 14- 68 n.e.) pozostawili dosyć mieszane uczucia przyszłym pokoleniom. Chociaż byli w ich szeregach ludzie wybitni, to byli też i tacy, którzy przeszli do historii jako szaleńcy i bestialscy tyrani. Dość wspomnieć iż z tej właśnie dynastii pochodzili słynny „podpalacz” Neron i krwawy Kaligula.

ADAM GAAFAR W starożytnym Rzymie- imperium dumnym i wspaniałym, pamiętając czasy królestwa jako krwawe i despotyczne, nikt ani myślał o tym, że monarchia może jeszcze kiedykolwiek powrócić. Republika miała się na tyle dobrze , że przyszłe Cesarstwo można by uznać niejako za dzieło przypadku. Chociaż zabójcy Juliusza Cezara łudzili się jeszcze, iż lud okrzyknie ich obrońcami wolności, to było już wtedy pewne, że będzie zupełnie inaczej. Elity społeczne i polityczne domagały się monarchy. Oktawian August- twórca tak zwanego pryncypatu, przez długi czas starał się jeszcze zachować pozory systemu republikańskiego. Po śmierci swego dziada wujecznego ( czyli Cezara) nastał w Rzymie tak zwany triumwirat, czyli rządy trzech. Całe imperium zostało wtedy podzielone między Oktawiana, Marka Antoniusza i Lepidusa. Zbieg różnych wypadków i intryg ( których od zawsze było zresztą w Rzymie sporo) sprawił jednak, iż z czasem jedynym i niekwestionowanym władcą został właśnie Oktawian. Chociaż było już wtedy wiadomo, że to jego słowa stanowią odtąd prawo, unikał on oficjalnego nazwania siebie cesarzem. Stopniowo definiował swoją władzę. W

27 p.n.e. nadano mu tytuł Augusta (łac. wspaniały ) oraz Princepsa ( łac. pierwszy), zaś w 12 p.n.e. został wybrany na pontifex maximus (łac. najwyższy kapłan). Lud zapamiętał go jako człowieka, który dał Rzymowi gwarancję spokoju i bezpieczeństwa.

PAŁACOWE INTRYGI I WYSPA CIELESNYCH UCIECH Następcą Oktawiana został jego pasierb i adoptowany syn Tyberiusz ( lata panowania: 14- 37 n.e.) . Zaczął jednak swój „urząd” od małej „wpadki” – zamordował wnuka Augusta, Agryppę Postumusa. Zanim został cesarzem, mógł cieszyć się uznaniem dzięki swym niebywałym sukcesom militarnym. Miał jednak konkurenta- wybitnego wodza Germanika, który był jego adoptowanym synem i wnukiem jego matki Liwii zarazem. Jego talent wojskowy wzbudzał w Tyberiuszu zazdrość, stąd gdy zmarł z powodu nagłej choroby, wielu ludzi w Rzymie uznało to za upozorowanie jego śmierci przez cesarza, który miał go otruć. Kolejna intryga Tyberiusza polegała na uśmierceniu swej żony Julii, której nienawidził z całego serca. Trzymał ją w areszcie domowym, a po jakimś czasie zmarła z niedożywienia. Pojawiły się wtedy podejrzenia, że mąż nakazał strażom zaprzestać jej karmienia,

aż po długich męczarniach zmarła ona z głodu. Przytłoczony wieloma obowiązkami Tyberiusz znalazł za czasów piastowania swego urzędu sposób, który pozwalał mu całkowicie się odprężyć. W świecie odległym od Rzymu- wyspie Capri, wybudował wspaniałą willę, która stała się miejscem bezgranicznej rozpusty. Ściany willi pokrywały pornograficzne malowidła, a wewnątrz znajdowała się biblioteka wypełniona erotyczną literaturą, aby gościom nie zabrakło „inspiracji”. Po Rzymie krążyły plotki, że Tyberiusz trzymał na Capri niedokarmione niemowlęta, które instynktownie ssały jego przyrodzenie, jakby był to kobiecy sutek. Za rządów Tyberiusza przemieniono rzymski system „sprawiedliwości” w prawdziwą maszynę do zabijania. Cesarz skazywał na śmierć całe rodziny ( odpowiedzialność zbiorowa) nie bacząc na święta i uroczystości. Kary śmierci były tak okrutne, iż wielu oskarżonych uprzedzało strażników, zażywając przed ich przybyciem truciznę, lub podcinając sobie żyły. Tyberiusz zmarł w wieku 77 lat. Wieści o jego śmierci wywołały radość w Rzymie, na ulicach wznoszono okrzyki: „Do Tybru z Tyberiuszem!”


studenci ŚNIADANIA Z KONIEM I TEATR JEDNEGO AKTORA Sukcesję po Tyberiuszu objął człowiek którego imię miało stać się wkrótce synonimem prawdziwego okrucieństwaKaligula( 37- 41 n.e.). Kiedy był dzieckiem, nikt nie przypuszczał, że wyrośnie na pozbawionego uczuć oprawcę. Jako mały chłopiec i syn wybitnego wodza Germanika był ulubieńcem ludu. Za czasów Tyberiusza odgrywał wspaniałą rolę człowieka niezwykle łagodnego, wręcz pozbawionego wad. Czy jednak przebywając za młodu na wyspie Capri nie mógł budzić obaw ówczesnych? Jako cesarz, Kaligula odkrył swe prawdziwe oblicze. Sam Tyberiusz, zaskoczony jego sadystycznymi upodobaniami, stwierdził że hoduje „żmiję”, która kiedyś doprowadzi Rzym do upadku. Lud radośnie przyjął objęcie rządów przez Kaligulę. Nowy cesarz obiecywał naprawę tego, co zniszczyły ostatnie lata rządów jego poprzednika. Na początku panowania wyprawił wiele wspaniałych igrzysk i imprez. W nieoczekiwanym momencie cesarz zapadł na chorobę, która zmusiła go do wycofania się na jakiś czas z życia publicznego. Kiedy wrócił, był już zupełnie innym człowiekiem. Jeden z przedstawicieli rzymskiego patrycjatu w wyniku współczucia dla cesarza, oświadczył że chętnie będzie walczyć jako gladiator, jeżeli jego władca zostanie oszczędzony. Ktoś inny zaoferował swe życie w zamian za życie Kaliguli. Odmieniony cesarz, zmusił ich wówczas do spełnienia swych zobowiązań. To był jednak początek cesarskiej paranoi. W głowie Kaliguli zaczęły rodzić się teorie spiskowe, co zapoczątkowało serię eliminacji potencjalnych rywali. Ponadto nie afiszował się on ze swoimi kazirodczymi związkami. Potrafił kochać się z siostrami na oczach wszystkich. Najgorszym z możliwych doświadczeń dla patrycjuszowskich rodów były zaproszenia na przyjęcia wydawane przez Kaligulę. Niestawienie się mogło skutkować straszliwymi konsekwencjami ze strony nieobliczalnego cesarza. Same przyjęcia przypominały targowisko. Kaligula dokładnie doglądał patrycjuszowskie żony, po czym wybierał którąś i znikał z nią w sąsiednim pokoju. Kaligula nakazywał też aby egzekucje były wykonywane nie jednym pchnięciem, lecz serią ciosów, aby skazaniec czuł że umiera. Ponadto w swym szaleństwie posunął się do zbudowania swemu oddanemu wierzchowcowi Incitatusowi, stajni obłożonej marmurem i hebanem. Wewnątrz znajdowały się drogocenne meble, a sam koń miał w planach cesarza zostać przyszłym konsulem. Mając do

niego większy szacunek niż do większości swych urzędników, jadał też z nim podobno śniadania. Kaligula jako cesarz, po raz kolejny ujawnił swe aktorskie umiejętności. W przeciwieństwie do swoich poprzedników, nie miał na koncie żadnych sukcesów wojskowych. Aby zatem nie wyjść na nieudacznika przed ludem imperium, które od samego początku było nakierunkowanie militarnie, wymyślił sprytną mistyfikację: przygotował wspaniały pochód triumfalny, napełniając wozy z rzekomymi łupami zrabowanymi na barbarzyńskich ludach, oraz kazał przebrać grupę Galów za niewolników germańskich. Nauczono ich nawet kilku słów po germańsku, aby nadać iluzji znamiona prawdziwości. Czara niezadowolenia, którą wypełniały okrutne swawole Kaliguli, musiała wkrótce wylać. W 41 roku , podczas otwarcia igrzysk na Palatynie, grupa spiskowców zasztyletowała cesarza. Równolegle z nimi działali inni zamachowcy, którzy oprócz Kaliguli, chcieli zabić pozostałych członków dynastii julijsko- klaudyjskiej, przywracając republikę. Ich plany nie zostały jednak zrealizowane.

KIEDY OFIARA STAJE SIĘ OPRAWCĄ… Śmierci z rąk okrutnego Kaliguli zdołał uniknąć jego stryj Klaudiusz ( 41- 54 n.e.). Był on człowiekiem upośledzonym- trząsł się i ślinił w najmniej oczekiwanym momencie, lecz to właśnie upośledzenie uratowało mu życie. Kaligula lubiący drwić z jego umysłowej choroby, ani myślał że ktoś taki może stanowić dla niego zagrożenie. Ppierwsze lata rządów przyniosły mu wielki sukcesdokonał bowiem tego co nie udało się samemu Juliuszowi Cezarowi- zdobył całą Brytanię ( jedyną częścią wyspy, której ani jemu ani żadnemu z jego poprzedników

nie udało się nigdy zdobyć, były tereny dzisiejszej Szkocji). Przez lata pogardzany i poniżany, jako cesarz stał się człowiekiem podłym i bezwzględnym. Igrzyska, które były przez innych organizowane ku zadowoleniu ludu, jemu przynosiły prawdziwą satysfakcję. Uwielbiał sceny rzezi i jęki umierających na arenach ludzi. Tak jak Kaligula wszędzie widział też spiski. Obawy o własne życie przyjmowały niekiedy przekomiczne rozmiarynie jadał na przykład na przyjęciach bez obecności uzbrojonej straży. Tak jak poprzednik, eliminował potencjalnych zamachowców. Nieszczęściem Klaudiusza były jego związki małżeńskie. Po zamordowaniu swej rozwiązłej żony Messaliny, postanowił już nigdy się nie wiązać z żadną kobietą, a na wypadek zmiany tej decyzji, nakazał swym strażnikom go udusić. Nie mógł jednak przeciwstawiać się własnej naturze, toteż poślubił własną bratanicę, Agrypinę Młodszą, w której był zadurzony od jakiegoś czasu. Małżeństwo to stało się przyczyną jego zguby. Żona co krok inicjowała zamachy na jego życie. Kiedy stan chorującego Klaudiusza zaczął się poprawiać, Agrypina w akcie desperacji poprosiła o pomoc cesarskiego lekarza. Medyk, spiskujący z cesarzową, wetknął mu do gardła długie pióro, tłumacząc się, że skoro wcześniejsze wymioty przyniosły poprawę, to należy dalej je wzmagać. W rzeczywistości koniec pióra był zakończony silną trucizną, która od razu uśmierciła Klaudiusza. Na tron wyniesiono wtedy Nerona.

15


studenci

Droga jaką utorowano Neronowi przejęcie władzy, uświęcona była licznymi mordami, intrygami i wygnaniami. W pamięci potomnych ostał się jako człowiek pozbawiony rozwagi i nacechowany ogromnym samouwielbieniem. Do grzechów tego miłośnika sztuki, należały między innymi: zamordowanie swej matki Agrypiny, która de facto wyniosła go na tron, czy jego dziwne dewiacje seksualne( wykastrował na przykład pewnego młodzieńca, czyniąc z niego swą żonę, czy też przebierał się podczas stosunków w futro dzikiego zwierza, „atakując” przywiązanych do pali kochanków). Tak jak Kaligula nie miał on ambicji zdobywczych. Punktem zapalnym końca Nerona był wielki pożar Rzymu, który wybuchł w 64 roku. Chociaż nieprzychylne mu stronnictwa,

zaczęły rozpuszczać przypuszczenia o tym, że to sam cesarz rozkazał podpalić Rzym, to prawdopodobnie był to pożar naturalny ( w starożytnym Rzymie były one zjawiskiem wcale nierzadkim). Tym co zgubiło jednak Nerona, był wielki kompleks pałacowy, który w jego megalomańskiej wizji, miał przewyższać wszystko to co świat dotąd widział. Cesarz wykorzystał okazję, gdyż wskutek pożaru zwolniła się spora część Miasta. Ta budowla zaczęła jednak rodzić wyżej wspomniane podejrzenia. Stąd Neron, szukając kozłów ofiarnych, oskarżył o podpalenie grupę świeżą i wciąż jeszcze mało znaną Rzymianom, dzięki czemu można było jej przypisać

Święto PW

SŁYNNY PODPALCZ CZY OFIARA WŁASNEJ MEGALOMANII?

wrogie nastawienie do ludu. Mowa oczywiście o chrześcijanach( dlatego w „prześladowaniach” Nerona nie należy doszukiwać się raczej tła religijnego). Zrzucenie na nich winy pozwoliło Neronowi odwieść opinię publiczną od podejrzewania o ten czyn samego cesarza. W 66 roku Neron udał się do Grecji, gdzie przez półtora roku występował na igrzyskach w roli woźnicy i artysty. Kiedy wrócił był już opuszczony przez wszystkich, a na nowego cesarza wybrano Galbę. Odosobniony Neron popełnił samobójstwo, dając kres pierwszej dynastii rzymskich cesarzy.

7 listopada rozpoczęło się wielkie świętowanie na Politechnice Warszawskiej. Dni PW to mnóstwo wydarzeń, których celem jest przypomnienie historii powstania i kształtowania się struktur Uczelni oraz pokazanie różnorodności, jaka cechuje Politechnikę. Zaplanowane imprezy są przygotowywane myślą o tych, którzy wraz z naukowcami i studentami Politechniki chcą wspólnie odkrywać praktyczne i zabawne oblicza nauki. Na okoliczność Święta przygotowano wystawy, sympozja i pokazy naukowe. Duża dawka wiedzy oraz pozytywnej energii - gwarantowane!

16

Literatura, z której korzystałem przy pisaniu tego artykułu: 1. Kerrigan M., Mroczne strony historii. Cesarze rzymscy. Od Juliusza Cezara do upadku Rzymu., Bremen 2009 2. Ziółkowski A., Historia powszechna. Starożytność, Warszawa 2009


studenci

STUDENT NA TALERZU DOMINIKA SAWICKA W dzisiejszym odcinku znajdziecie nowe propozycje dań łatwych i szybkich w przygotowaniu. Tym razem nieco mniej sztampowo – do sałatki dorzucimy chrupiące grzanki, a na modłę orientalną zamiast kurczaka przyrządzimy schab. Na koniec bardzo prosty przepis na doskonałe słone przekąski imprezowe – przygotowanie zajmuje około pół godziny, a zachwyt gości wieczornego spotkania gwarantowany. Sałatka chrupiąca z grzankami

Potrzebujesz: 1/3 sałaty lodowej pół puszki tuńczyka w sosie własnym kilka oliwek 1 bułkę lub 2 kromki chleba pół małego jogurtu naturalnego sól, pieprz, zioła prowansalskie, ew. czosnek Przygotowanie: deska do krojenia, nóż, miska, folia aluminiowa Liście sałaty rwiemy na niewielkie kawałki, wkładamy do miski. Tuńczyka odsączamy, układamy na sałacie. Oliwki kroimy na połówki i wrzucamy do miski. Przygotowujemy sos: jogurt mieszamy z solą, pieprzem, ziołami i wyciśniętym lub drobno pokrojonym czosnkiem, odstawiamy na kilka minut. W tym czasie przygotowujemy grzanki: bułkę lub chleb kroimy w kostkę i wstawiamy na wyłożonej folią aluminiową blasze do nagrzanego piekarnika (można też użyć patelni i niewielkiej ilości oleju). UWAGA! Grzanki lubią się przypalać – trzeba ich pilnować. Kiedy są gotowe, posypujemy nimi sałatkę, polewamy sosem i jemy, póki grzanki są gorące!

Schab curry z warzywami

Potrzebujesz: schab (jak na 1-2 kotlety schabowe) 1/2 mrożonki warzywnej – mieszanka chińska oliwę/olej do smażenia sos sojowy, curry, sól, pieprz Przygotowanie: deska do krojenia, nóż, patelnia, mały garnek Schab kroimy w paseczki szerokości około 1 cm, wrzucamy do pojemnika (miski) razem z 2 łyżkami sosu sojowego, szczyptą pieprzu i łyżeczką curry, mieszamy i odstawiamy na co najmniej 20 minut. Do małego garnka wlewamy trochę wody, doprowadzamy do wrzenia, odrobinę solimy i wsypujemy mrożonkę. Kiedy warzywa zmiękną, dodajemy łyżeczkę curry i kilka kropel sosu sojowego. Rozgrzewamy olej na patelni, wrzucamy mięso i smażymy kilka minut na średnim ogniu. Podajemy z warzywami. UWAGA: Jeśli podczas sprawdzania, czy mięso już jest OK okaże się, że przesoliliśmy, warto na ostatnie chwile smażenia zalać mięso połową filiżanki wody.

Imprezowe zawijasy

GAPA 2011

Potrzebujesz: Grudniowy Akademicki Przegląd Artystyczny to jedno z największych porcję mrożonego ciasta francuskiego tego typu wydarzeń kulturalnych w Warszawie organizowany przez Samorząd małą cebulę Studentów Politechniki Warszawskiej oraz Niezależne Zrzeszenie Studentów 2 łyżki koncentratu pomidorowego Politechniki Warszawskiej. W tym roku studenci mierzyć się będą w takich kilka oliwek kategoriach jak: Teatr, Film, Rock, Poezja oraz Fotografia! Wszystkie szczegóły olej do smażenia znajdziecie na www.nzspw.pl/gapa! ok. 20 dag sera żółtego (może być w plasterkach) sól, pieprz, oregano, bazylia Przygotowanie: deska do krojenia, nóż, patelnia, blacha, piekarnik, papier do pieczenia Ciasto rozmrażamy. Cebulę kroimy w drobną kostkę, podsmażamy na patelni aż się „zeszkli” (robi się wtedy półprzezroczysta) i dodajemy koncentrat pomidorowy. Mieszamy, dodając pół szklanki wody. Oliwki kroimy na cienkie plasterki, wrzucamy do sosu. Doprawiamy solą i pieprzem, gdy zacznie wrzeć dodajemy zioła, mieszamy i zdejmujemy z ognia. Ser ścieramy na tarce (chyba, że mamy w plasterkach). Włączamy piekarnik na ok. 180-200 stopni. Blachę wykładamy papierem do pieczenia. Ciasto francuskie układamy na blacie, jeśli jest grube – trochę rozwałkowujemy. Smarujemy ciasto równomiernie sosem i układamy żółty ser, zostawiając około 2 cm marginesu wzdłuż jednego z brzegów. Następnie zwijamy całość jak naleśnik, nie ściskając, by sos nie wypłynął. „Naleśnik” kroimy w talarki i układamy na blasze. Pieczemy około 10 minut, aż się zarumienią. Najlepiej smakują ciepłe!

17


studenci

fotoreportaĹź

KONIK

KONIK

fot.: Damian Drewulski

19


a

TY

jak zapełniłbyś tę stronę?

napisz do nas rekrutacja@ipewu.pw.edu.pl

I.PEWU nr 55  

55 numer Miesięcznika Kulturalnego Studentów Politechniki Warszawskiej

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you