Page 1

H ist o r ia N a st o le t n ie g o


Wszytkie osoby,imiona miejsca i wydarzenia Zamieszczone w niniejszej książce są zmyślone. Jakiekolwiek podobieństwo z rzeczywistością jest przypadkowe.

Nie wypieraj się chwil, które były powodem Twojej radości.

2


Rozdzia ł pierwszy. Ode mnie, który cię zostawi ł, który sta ł się niczym.

Poniedzia łek Rozległ się donośny głos matki w zagraconym ch łopi ęcym pokoju. - Wstawaj ! Zaśpisz na zako ńczenie roku szkolnego. Raz z łóżka ! - Milcz, już wstaję. Która godzina ? - Po piątej. - Odczepnym głosem odpar ła mama. - To po co zganiasz mnie z łóżka jak mam na 08:30 ? - Zanim wstaniesz, doprowadzisz się do stanu u żywalno ści, oraz ubierzesz to akurat będzie w sam raz do wyj ścia. - Odrzek ł a wiedz ąc z jak ą niech ęci ą rano się poruszam. Dwie godziny później - [Dzy ń ! Dzy ń ! Dzy ń !] - O ! Franek, proszę wejd ź. - Dzie ń dobry ! Wstał ju ż Micha ł ? - Tak wsta ł, za moment wyjdzie z łazienki; ubiera się jak wó ł. - [skrzyp] zaskrzypia ł y drzwi. - Jestem już gotowt do wyj ścia ! - Hej Misiu ! Ślicznie wygl ądasz. - Dziękuję, Ty równie ż. - Chodź idziemy. - Dowidzenia pani ! - Dowidzenia, dowidzenia. Dochodząc pod szkołę doszły do nas przyjació łki, były ubrane w najrozmaitsze,kreacje. Pierwsze dwie godziny apelu niczym się praktycznie nie ró żni ły od smętów na pogrzebowej. W końcu u bocznych drzwi pojawi ł się Bartosz. Jak zawsze dopi ęty na ostatni guzik. Ubrany w garnitur koloru kremowego. Wyglądał jak biały król ustawiony pomi ędzy czarnymi pionkami na szachownicy.Sta łem w szeregu. Wpatrywaniu si ę nie by ło ko ńca. Był moim kolegą do którego nigdy nic nie czu łem, wr ęcz przeciwnie.

Wtorek Mieszkam na dziesiątym piętrze w wysokim wie żowcu. Z mojego balkonu rozci ąga się widok na ca ły burdel zwany osiedlem. W naszej kuchni wisia ł bardzo stary zegar. Wybi ła godzina 16:25. - Mamo , wychodzę. Wychodząc z domu minęłem się z Bartkiem praktycznie tu ż przy drzwiach od klatki. - Hej ! Gdzie pędzisz ? - Zapyta ł w ruchliwym kroku. - Cześć ! Przed blok. Odrzek łem. 3


- Ho ! Pogramy w siatk ę, bynajmniej kolejny raz nie będę musia ł prosi ć brata o to. Graliśmy i graliśmy. Przygl ąda łem mu się z przyjemno ści ą. Nie mogłem wyjść ze zdziwienia, że ktoś taki jak on mógł się do mnie odezwa ć. Pod koniec umówili śmy się na następny dzie ń.

Środa - Puk, puk, puk ! - Już idę ! Krzykn ął em. - Puk, puk, puk. - Hej ! A ty co ? Spać nie możesz, że tak przychodzisz z samego rana ? - Yyy... Mogę , ale jakoś śpieszyło mi się by Ci ę wyci ągn ąć na dwór. - Mi ło; moment założę buty. Idąc po centrum napotkali śmy Patryka, okazało się, że wszyscy lubimy gra ć w karty. Poszliśmy w dość dziwne miejsce; graliśmy do samego wieczora z ma łą przerw ą o 14:00 na obiad. Gdy nasze oczy skupia ły się na sobie, czu ło się, że coś z tego będzie.

Czwartek oraz Piątek Jestem sam w domu. Rodzice wyszli a mnie zostawili m łodszym bratem. To prawie tak, jakbym by ł sam. Siedzę w pokoju i oglądam film. Za oknem zupe łnie ciemno. Stoję na krześle. Czuję drapi ący nacisk kabla telefonicznego na szyi. Serce mi wali... Brzydki i brudnt ... Skaczę. - Halo, halo. Zapraszamy w szeregi czarnego pana. - Powiedzia ł.

Sobota Tym razem ja poszed łem po Bartka. Otworzy ł a jego mama; by ł u niego Patryk; wyszli. Poszliśmy na schody. Mia ł wiele pomys łów na zabicie nudy; ciekawych, oraz tych mniej. W trakcie z której ś rozmowy coś się Bartkowi nie spodoba ło. - Jak Ci coś Pat nie pasuje to sobie stąd id ź. - Wykrzykn ął do niego. - Pójdę, już idę. - Ale o co chodzi ? - Zapyta łem, niewidz ąc za bardzo o co chodzi w danej sytuacji. - Weź, wkurwia mnie swoją pieprzon ą durn ą gadk ą. 4


- ... - Nie no weź zostań . - Namawia łem. - Pa, Michaś. I poszedł, mijaj ąc budynek, powymienia ł kilka zda ń z nami; po czym ruszy ł przed siebie. Zostaliśmy sami. Sam na sam. Rozwin ął jaki ś temat który nawet dobrze się sprzedawa ł; rozmowy nie było końca. Wypalili śmy po kolejnym papierosie następnie nastała głęboka cisza. Patrzyli śmy sobie w oczy; zrobi ło się dość kr ępuj ąco. Zabra ł mi zapalniczke... Zadziorny, próbowa łem ją odebra ć, lecz coś z tego nie wysz ło. Wsadził sobie zapalniczk ę w kiesze ń. Mia ł em w danym momencie ochotę mu przyjeba ć. No cóż jakim ś sposobem moje ręce wyci ągnęły ten ogie ń. W ciemności me palce natrafi ły na wypr ężon ą m ęskość. Kurcz ę, kto by pomy śla ł, że moje dotykanie mogło aż tak się mu spodoba ć. Zauwa ży ł, że prze ży łem SZOK !, ale nie speszył się, wr ęcz przeciwnie. Złapał mnie za rękę, przesuwaj ąc ją do swego krocza; spyta ł... - Jeśli chcesz, masz ochotę, to możesz w ło żyć tam r ęk ę. - Yyy... Byłem onieśmielony i nie mog łam wydoby ć z siebie żadnego zdania. Nie czekał na odpowied ź, wsun ął mą rękę pod swe spodnie. Pieściłem jego penisa. Najwidoczniej spodoba ło mu się to, by ł zadowolony , dostawa ł pięknych rumie ńców wypowiadaj ąc zdrobniale moje imi ę ... - Micha ś ! Mhm... Czułem jak się rozp ływa siedząc na schodach. Nie zapomnę do końca życia tego dnia. Serio. - Czy mógł bym coś zaproponowa ć ? Zapyta ł mru żąc zielone oczka; wyci ągn ął z lewej kieszeni chusteczki higieniczne. Podsunął pode mnie i znów mrukn ął. - Proszę, wytrzyj rękę narazie, a później sobie j ą umyjesz. - Yhym... odpar łem. - Po za tym to dziękuj ę ! Przytuli ł się do mnie i poca łowa ł w policzek. Tym razem to mi zrobi ło si ę ciep ło. Czułem jego niebia ński zapach przy którym nie jedna osoba by si ę roztopi ła. - Idziemy ? - Tak, możemy iść, chyba na dziś dość wydarze ń. - Jeszcze raz dziękuję. Do ko ńca dnia by łem zamy ślony. Chyba się zakocha łem ! Przyjaciel opowiedzia ł mi pewn ą histori ę. Teraz już prawie nic nie pami ętam... chocia ż, niech sobie przypomn ę... Nie ! Oczywi ście, że nic nikomu nie powiem. W ko ńcu taki przyjaciel jak ty to skarb.

5


Kolejny dzień w Jego otoczeniu, czu ło się rozkwitaj ąc ą pi ękn ą mi ło ść, która rosła pomiędzy nami. Nie, to nie była fantasmagoria. Gdy spoglądaliśmy na siebie to natychmiast dostawali śmy "buraka", było nam dobrze w ka żdej minucie bycia razem (bynajmniej mi) . Byliśmy jak tak zwane "papuszki" albo nikogo z Nas nie by ło wida ć; tudzie ż wida ć Nas było razem. Zakocha łem się ?

Poniedzia łek Przyszedł i poszliśmy tam gdzie zawsze spogl ądali śmy w migocz ący blask gwiazd. Zachowywa ł się bardzo starannie. Dostał słodkiego tonu głosu przez który wydobywa ły się czu łe słówka. - Zdejmę koszulkę jeśli Ci to nie będzie przeszkadza ć. Okej ? - Tak, dobrze; jak uwa żasz. Rozmawiali śmy o wszystkim i o niczym. W sumie to buzie si ę nam nie zamyka ły. - Może chciałbyś się do mnie przytuli ć ? Co ? Podejd ź bli żej mnie. - Tak, jeśli Ci to w niczym nie będzie przeszkadza ć. (powtórzy łem po raz drugi) To mogę się przytuli ć. Wtulony w Jego tors odczuwa łem ciep ło bij ącego serduszka; (Ukochanego?) każdy oddech . . . - Mia ł byś ochotę ? - Na co ? - Odrzek łem. - Chcia ł byś ? Hm... Wziąć. - Tak mogę zabra ć moją głowę z Ciebie. - Nie o to chodzi. - Zrobi ł byś .. mi . Zsunął z siebie spodnie oraz bielizn ę. - Szczerze ? - Nom . - Nigdy nic takiego nie robi łem ; tym bardziej ... . - Proszę ? Nie mogłem się zdecydowa ć. Ch łopak siedzia ł dwie godziny w środku nocy nago. Na szczęście było Lato. Czeka ł na odpowied ź. W końcu stwierdzi łem iż tak, zrobi ę to. Wtuli ł em się bardziej w jego nastoletni ą klat ę i poprzez wypr ężone mi ęśnie pełzłem głową coraz ni żej. I niżej ... Moje wargi dotkn ęły jego fiuta i objęły go w posiadanie, rozko ł ysając go na wszystkie strony rozkoszy. 6


Noc z Środy na Czwartek Dziwny sen. Śpię. „Noc była gorąca i parna, mgła unosi ła się nad ulicami starego miasta.” Dziwne miejsce w którym nigdy nie by łem; chyba jaka ś szatnia. - Posuń się, czy zawsze musisz się wszędzie pchac ? - Pchac ? Weź spierdalaj i daj mi spokój idioto. - Wal się ! - Haha. Zaśmia ł się z paskudnym wyrazem twarzy. - Ale jesteś zjebany człowieku, zaraz Ci ę pierdoln ę czubie! - Buhaha – Co najwy żej... Weź co możesz zrobic ? No w ła śnie. Żartujesz; laskę ? Chyba ty mi. Usiad ł obok mnie i zaczęliśmy się przepychac, tr ącac, uderzac. Wylądowa ł na mnie. - Dupek! Kretyn ! Zejd ź ze mnie. Chcąc go odepchnąc jego usta dotkn ęły moich. Trwa ł o to dośc dlugo. - Ha ha ha ! - Wykrzykn ął. A mówi łeś, że mam Ci co najwy żej zrobic loda. A tu proszę. Odsuwając się od Niego. - Tak, sorry. Zupełnie nas ponios ło. - Co robisz ? Doprowadzi łeś mnie do takiego stanu a teraz chcesz mnie zostawic ? Powiedzia ł spoglądając na przyrodzenie.

Pią tek Trzeciego dnia w tygodniu, gdy wszyscy znów zaj ęci nauk ą jasne słońce przebija ło się przez czarn ą farb ę w oknach. Odebra łem telefon od Bartka aby o 16 przyj śc do parku. Wziąłem ze sobą aparat. - Postaraj się miec bardziej zadowolon ą min ę, skarbie ! - Wybacz, ale nie znoszę zdjęc! – rzuci ł gniewnie.

Sobota Opowiedzia łem Bartkowi o mojej rozmowie z Monik ą i nazajutrz poszli śmy razem z wizyt ą do niej. Mieszka ł a z rodzicami. Pani Kowalska przyj ęła nas kolacj ą i przyczynia ła si ę do nieustannego zachwycania się Moni ą. Po kilkunastu minutach rozmowa przesta ła się kleic. Siedzia łem zamy ślony i milczacy. Bartka pojedy ńcze słowa brzmia ły fa łszywie. Posze ł z Monik ą razem do łazienki. Niewiem co 7


on sobie myślał; że będę zazdrosny o niego ? Przecie ż oficjalnie nie jeste śmy razem. Kurwa gotuj ę si ę normalnie w środku, lecz nie mogę z tym wyjśc na świat ło dzienne. Zabawiali się z godzin ę. Co oni mogli tam tak d ługo robic ? Przecież nie mogli się pierdolic. On przecież ma mnie. Dopiero podczas po żegnania wydoby łem z siebie par ę s łów. - Jak mogłeś się tak zachowac ? Spojrza ł em na niego z pogardliwym zdziwieniem. Zdradzi ł eś mnie ? ! Słucham , kurwa słucham. Po tylu więzach które nas łączyły zachowa łe ś się jak totalny burak. Zostałem mocno skrzywdzony, czuję się fatalnie. Nie potrafi ę mu wybaczyc. Na samą myśl, że zrobi ł to z ni ą chce mi się rzygac.

Po trzech latach ulewa nieco ustaje. Już tylko pojedy ńcze krople spadaj ą z li ści drzew pod wp ływem podmuchu wiatru.

Rozdzia ł drugi. Wakacje w stolicy. Cdn...

8

Historia nastoletniego HOMO  

Wszytkie osoby,imiona miejsca i wydarzenia Zamieszczone w niniejszej książce są zmyślone. Jakiekolwiek podobieństwo z rzeczywistością jest p...