Page 1

„Lubuszanin.org.pl”

nr 7(7) wrzesieñ 2008

1


„Lubuszanin.org.pl”

nr 7(7) wrzesieñ 2008

SPIS TREŒCI „Lubuszanin” nr 7(7) wrzesieñ 2008

Ireneusz Wojewódzki Zapomniany wizjoner .................... 3 Marcin Florkowski Koktajl narodowy .......................... 6 Agnieszka D³uba³a Liga dla najlepszych ...................... 9 Micha³ Iwanowski Oœ Berlin-Pary¿-Bruksela ............. 11

JESIEÑ III SEKTORA Stowarzyszenie Verte zaprasza we wrzeœniu i paŸdzierniku do udzia³u w realizacji projektów Lubuszanin.org.pl oraz Inkubator Lubuskich Inicjatyw Obywatelskich. Przedstawicielom organizacji pozarz¹dowych, urzêdnikom, samorz¹dowcom i mieszkañcom naszego regionu proponujemy udzia³ w nastêpuj¹cych dzia³aniach:

WRZESIEÑ 16.09.2008: S£UBICE – DEBATA OBYWATELSKA „Przysz³oœæ S³ubic”, Collegium Polonicum, godzina 15:00 Dzia³anie wspólne Stowarzyszenia Verte i Fundacji na rzecz Collegium Polonicum.

Anna Mier¿wiñska Era konsumeryzmu ..................... 14

25.09.2008: GORZÓW WIELKOPOLSKI – SZKOLENIE Marketing w organizacji pozarz¹dowej 25.09.2008: ZIELONA GÓRA – SZKOLENIE „Procedura dostêpu do informacji publicznej”, Centrum Integracji Spo³ecznej, ul. Staszica 4, od 10:00 do 16:00

Sergiusz Wolski My, Europejczycy ......................... 17

28.09.2008: LUBUSKIE – Dzieñ Prawa do Informacji

Waldemar Gruszczyñski Obrazki z podró¿y ......................... 18

TYDZIEÑ DOSTÊPU DO INFORMACJI PUBLICZNEJ www.informacjapubliczna.org.pl

` PAZDZIERNIK 1.10.2008: STRZELCE KRAJEÑSKIE – DEBATA OBYWATELSKA „Przysz³oœæ lokalnej turystyki w Strzelcach Krajeñskich”, Strzelecki Dom Kultury, godzina 15:00 8.10.2008: SULÊCIN – DEBATA OBYWATELSKA „Przysz³oœæ powiatu sulêciñskiego – turystyka”, I Liceum Ogólnokszta³c¹ce im. Adama Mickiewicza w Sulêcinie, godzina 15:00 21.10.2008: GORZÓW WIELKOPOLSKI – DEBATA OBYWATELSKA

Wydawca: Lubuskie Centrum Aktywizacji i Wsparcia „Verte” Adres wydawnictwa i redakcji: ul. Ciesielska 1, 65-059 Zielona Góra, tel.: 068 453 24 77, fax: 068 459 33 36, www.verte.org.pl, www.lubuszanin.org.pl, e-mail: biuro@verte.org.pl, lubuszanin@verte.org.pl

28.10.2008: LUBUSKIE FORUM ORGANIZACJI POZARZ¥DOWYCH – konferencja pod Patronatem Honorowym Marsza³ka Województwa Lubuskiego, Hotel Ruben, godzina 10:00 – 14:00

Redaktor naczelny: Jakub Sakrajda Sekretarz redakcji: Anna Sydor

Szczegó³y:

Sk³ad: Mamert Janion

Sekretariat redakcji Lubuszanina ul. Ciesielska 1 65-059 Zielona Góra tel. 068 457 13 33 e-mail: lubuszanin@verte.org.pl

Drukarnia: DEM-DRUK, ul. Reymonta 2, 68-300 Lubsko

2


„Lubuszanin.org.pl”

R I C H A R D

nr 7(7) wrzesieñ 2008

C O U D E N H O V E - K A L E R G I

I

P R O J E K T

P A N E U R O P Y

„Zapomniany wizjoner” – Ireneusz Wojewódzki

Zapomniany wizjoner Ireneusz W ojewódzki Wojewódzki

A

spiracje do jednoœci stanowi³y sta³y element kultury europejskiej, zaœ idea zjednoczenia kontynentu nie jest wynalazkiem XX wieku – od wielu stuleci g³oszona by³a przez wybitnych przedstawicieli œwiata kultury i nauki (rzadziej polityki), jak Dante, Monteskiusz, I. Kant, J. W. Goethe, G. Mazzini, V. Hugo. Wœród twórców owych mniej lub bardziej utopijnych koncepcji nie zabrak³o Polaków: od Stanis³awa Leszczyñskiego (po³owa XVIII w.) poprzez Kajetana Skrzetuskiego (1775), Adama Jerzego Czartoryskiego (1804), Wojciecha Jastrzêbowskiego (1831), Adama Mickiewicza (1849), a¿ po Stefana Buszczyñskiego (1867). Jednak dopiero po pierwszej wojnie œwiatowej, która przynios³a Europie milionowe ofiary oraz polityczne i gospodarcze rozbicie, mglista idea jednoœci przekszta³ci³a siê w rozwiniêt¹ doktrynê i mog³a wejœæ w fazê praktycznej realizacji. Sta³o siê to za spraw¹ b³ysku geniuszu i determinacji jednego cz³owieka: austriackiego arystokraty hr. Richarda N. Coudenhove-Kalergiego. Warto przypomnieæ jego postaæ i dzie³o, albowiem dziœ wydaj¹ siê byæ zapomniane, znane jedynie w¹skiemu krêgowi specjalistów.

Korzenie kosmopolity Richard przyszed³ na œwiat w Tokio w 1894 roku. Pochodzi³ z rodziny o korzeniach holenderskich osiad³ej od wieków w Czechach. Jego ojciec – Heinrich – by³ austriackim dyplomat¹, matka zaœ Japonk¹. W ¿y³ach Richarda p³ynê³a tak-

Ireneusz Wojewódzki Historyk, doktor, pracownik Instytutu Historii Uniwersytetu Zielonogórskiego, zajmuje siê histori¹ najnowsz¹.

¿e krew grecka, rosyjska, w³oska i polska (po prababce Marii Kalergis, w której ongiœ kocha³ siê Norwid). Kosmopolityzm arystokratycznej elity w wieku XIX nie by³ czymœ nadzwyczajnym – parafrazuj¹c Marksa mo¿na by rzec: „arystokraci wszystkich krajów ³¹czcie siê”. Mikrokosmos rodzinnego otoczenia, atmosfera wielonarodowej monarchii habsburskiej i zderzenie kultury azjatyckiej i europejskiej wywar³y ogromny wp³yw na jego póŸniejszy œwiatopogl¹d. Swoje piêtno odcisn¹³ równie¿ ojciec, w³adaj¹cy 16 jêzykami, który przekaza³ mu przekonanie, ¿e w ka¿dym narodzie proporcje jednostek uczciwych i nieuczciwych, inteligentnych i g³upich, s¹ podobne. Pod wp³ywem ojca i zwi¹zku z Id¹ Roland – aktork¹ ¿ydowskiego po-

3

chodzenia znan¹ w krêgu wiedeñskiej bohemy – zbli¿y³ siê do filosemityzmu. W póŸniejszym czasie by³ bezkompromisowy wobec nacjonalizmu i komunizmu, trafnie oceniaj¹c, ¿e „sowietyzm jest faszyzmem wy¿szego szczebla”.

...œwiat podzieli³ na piêæ „ognisk potêgi”: amerykañskie (Panameryka z USA na czele), brytyjskie (Wielka Brytania i zwi¹zane z ni¹ terytoria zamorskie), rosyjskie (ZSRR wraz z terytoriami azjatyckimi), wschodnioazjatyckie (Chiny i Japonia) i europejskie (pañstwa europejskie wraz z posiad³oœciami w Azji i Afryce, jednak bez ZSRR i Wielkiej Brytanii).

Ksi¹¿ka Po rozpadzie Austro-Wêgier w 1918 r. Coudenhove sta³ siê obywatelem nowo powsta³ej Czechos³owacji. Szybko jednak dostrzeg³ s³aboœci ustanowionego w Wersalu powojennego ³adu i p³yn¹ce z niego zagro¿enia dla stabilnoœci kontynentu. Porzuciwszy swoje filozoficzne zainteresowania poœwiêci³ siê refleksjom nad kondycj¹ ówczesnej Europy i jej przysz³oœci¹. Zaowocowa³o to prze³omow¹ ksi¹¿k¹ pt. „Pan-Europa”, wydan¹ w Wiedniu w paŸdzierniku 1923 r. (mia³ wówczas 29 lat!). Polskie wydanie ukaza³o siê dopiero w roku 2005, niestety dalekie jest od doskona³oœci. Jerzy £ukaszewski nazwa³ „Pan-Europê” „jedn¹ z naj-


„Lubuszanin.org.pl”

R I C H A R D

nr 7(7) wrzesieñ 2008

C O U D E N H O V E - K A L E R G I

I

P R O J E K T

P A N E U R O P Y

„Zapomniany wizjoner” – Ireneusz Wojewódzki

czêœci œwiata, zagro¿onej przez rosyjsk¹ dooryginalniejszych i najwa¿niejszych ksi¹¿ek minacjê. Wskazywa³, ¿e uczciwe pojednanie politycznych XX wieku”, „arcydzie³em intuz Rosj¹ ³atwiej bêdzie osi¹gn¹æ, kiedy partneicji i kultury”. Ksi¹¿ka by³a rodzajem publiczrem bêdzie ca³a Europa, a nie poszczególne nego apelu do europejskiej opinii publicznej kraje realizuj¹ce swoje partykularne interesy. – wezwaniem do porzucenia z³ej przesz³oœci Obok defensywnego przymierza politycznoi zapewnienia Europie miejsca w œwiecie odmilitarnego przeciw Rosji jako drugi cel Papowiadaj¹cego jej kulturalnemu i polityczneneuropy widzia³ defensywne przymierze ekomu potencja³owi. Zdoby³a olbrzymi rozg³os, nomiczne przeciw Ameryce. „Europa politycza jej autor sta³ siê jedn¹ z najpopularniejszych postaci europejskich salonów lat dwudziestych. Zapewne du¿y wp³yw na to mia³o arystokratyczne pochodzenie Kalergiego, jak te¿ jego zwi¹zki z wiedeñsk¹ lo¿¹ masoñsk¹. Konstrukcja ksi¹¿ki by³a prosta i przejrzysta. „Pan-Europa” stanowi³a syntetyczny rzut oka na œwiat i historiê, rozbudza³a myœlenie, stanowi³a powiew œwie¿ego powietrza w li¿¹cej wojenne rany Europie. Problemy Starego Œwiata Coudenhove przedstawi³ na tle procesów ogarniaj¹cych ca³¹ ludzkoœæ, odwo³u- Symbol Paneuropy - czerwony krzy¿ równoramienny w ¿ó³tym kole j¹c siê przy tym do nie rozcz³onkowana – pisa³ – by³aby si³¹ rzewielu analogii historycznych. Niektóre z jego czy wystawiona na inwazjê rosyjsk¹, Europa analiz jeszcze dziœ zaskakuj¹ sw¹ aktualnoposzatkowana przez bariery celne sta³aby siê œci¹. Nie oznacza to oczywiœcie, ¿e ta napiniezdolna do stawienia czo³a konkurencji wielsana w trzy tygodnie ksi¹¿ka (licz¹ca w pierkiego rynku gospodarki amerykañskiej”. wodruku niewiele ponad 150 stron) pozbawiona by³a uproszczeñ i niezrêcznoœci. W swym dziele Coudenhove dowodzi³, ¿e Europa utraci³a na zawsze hegemoniê œwiatow¹, a jednoœæ jest dla niej koniecznoœci¹ Ca³y œwiat podzieli³ na piêæ „ognisk dziejow¹. Zjednoczenie mia³o byæ przede potêgi” (Kraftfelder): amerykañskie (Panwszystkim przes³ank¹ trwa³ego pokoju w tej ameryka z USA na czele), brytyjskie (Wiel-

Piêæ potêg

4

ka Brytania i zwi¹zane z ni¹ terytoria zamorskie), rosyjskie (ZSRR wraz z terytoriami azjatyckimi), wschodnioazjatyckie (Chiny i Japonia) i europejskie (pañstwa europejskie wraz ze swymi posiad³oœciami w Azji i Afryce, jednak bez ZSRR i Wielkiej Brytanii). Trzy pierwsze oœrodki posiadaj¹ ju¿ okrzep³e struktury i liderów, dwa ostatnie uzna³ za „ogniska” potencjalne, które jednak wci¹¿ s¹ rozdzierane wewnêtrznymi sprzecznoœciami. Coudenhove twierdzi³, ¿e w tej sytuacji jedyny ratunek dla Europy stanowi Paneuropa: polityczne i gospodarcze z³¹czenie siê wszystkich pañstw, od Polski po Portugaliê. Nie okreœli³ jednoznacznie jej przysz³ej organizacji. Kluczow¹ instytucj¹ mia³ byæ dwuizbowy parlament sk³adaj¹cy siê z Izby Narodów (jeden deputowany na milion mieszkañców) i Izby Pañstw (jeden przedstawiciel ka¿dego rz¹du pañstwa cz³onkowskiego). Droga do zjednoczenia mia³a wieœæ poprzez uniê celn¹, a jej ukoronowanie widzia³ w utworzeniu Stanów Zjednoczonych Europy – œcis³ego zwi¹zku politycznego na wzór Stanów Zjednoczonych Ameryki. Bêd¹c entuzjast¹ europejskiej jednoœci nie odrzuca³ jednak „idei narodowej”, rozumiej¹c, ¿e ka¿da kultura w Europie jest narodowa. Gdy pisa³ o „narodzie europejskim”, mia³ nadziejê, ¿e wspólne chrzeœcijañsko-helleñskie korzenie pozwol¹ przezwyciê¿yæ nacjonalizmy i wykszta³ciæ poczucie europejskiej solidarnoœci i wspólnoty.


„Lubuszanin.org.pl”

R I C H A R D

nr 7(7) wrzesieñ 2008

C O U D E N H O V E - K A L E R G I

I

P R O J E K T

P A N E U R O P Y

„Zapomniany wizjoner” – Ireneusz Wojewódzki

Ruch paneuropejski W póŸniejszych pracach Coudenhove-Kalergi wysuwa³ nowe argumenty i doprecyzowa³ ogóln¹ koncepcjê. Nie wniós³ ju¿ nowej jakoœci, nie przekracza³ nowych horyzontów, ale rzucone przez niego idee sta³y siê przedmiotem debaty w najwy¿szych gremiach politycznych. Rok po wydaniu „Pan-Europy” powsta³ ruch na rzecz zjednoczenia pod nazw¹ Unii Paneuropejskiej (z Kalergim jako przewodnicz¹cym), a w poszczególnych krajach zak³adano komitety Unii. W Polsce na jego czele stan¹³ Aleksander Lednicki. W 1926 r. odby³ siê w Wiedniu pierwszy kongres paneuropejski, który zgromadzi³ ponad dwa tysi¹ce uczestników z 24 krajów.

P r o c e s

Kolejne kongresy (Berlin 1930, Bazylea 1932, Wiedeñ 1935) odbywa³y siê ju¿ w znacznie mniej sprzyjaj¹cych warunkach. W maju 1927 r. Aristide Briand – wielokrotny premier Francji i jeden z najwa¿niejszych polityków ówczesnej Europy – przyj¹³ honorowe przewodnictwo Unii. Dwa lata póŸniej, 5 wrzeœnia 1929 r. Briand wyst¹pi³ na posiedzeniu Zgromadzenia Ligi Narodów z projektem Stanów Zjednoczonych Europy. Nowa organizacja Europy stawa³a siê spraw¹ rz¹dów, a nie w¹skiej grupy ideologów. Jednak¿e prace nad realizacj¹ unii przebiega³y z du¿ymi trudnoœciami. Komisja badawcza dla unii europejskiej, która powsta³a we wrzeœniu 1930 r. nie posz³a w kierunku wysuwania spraw politycznych, aby podporz¹dko-

i n t e g r a c j i

Dzisiejszy kszta³t Unii Europejskiej jest wynikiem d³ugiego procesu historycznego. U jego Ÿróde³ le¿y poczucie przynale¿noœci do tej samej kultury, opartej na dziedzictwie antyku i chrzeœcijañstwa. Zanim Europa sta³a siê wspólnot¹ polityczn¹, od d³ugiego czasu stanowi³a „wspólnotê duchow¹”. W staro¿ytnoœci czynnikiem integruj¹cym kontynent by³o Imperium Rzymskie. Z jego tradycji czerpa³ œredniowieczny uniwersalizm, bêd¹cy inspiracj¹ dla zjednoczeniowych d¹¿eñ Karola Wielkiego i Ottona III. Jednak¿e przez d³ugie stulecia, pomimo rozkwitu kultury i ci¹g³ego postêpu cywilizacyjnego, historia Europy by³a histori¹ wojen i rywalizacji. Pojawiaj¹ce siê próby zjednoczenia kontynentu mia³y raczej charakter d¹¿enia do hegemonii i politycznej dominacji jednego z mocarstw, jak np. Francji w okresie napoleoñskim czy III Rzeszy zmierzaj¹cej pod rz¹dami Adolfa Hitlera do stworzenia „Nowej Europy”. Dopiero tragedia obu wojen œwiatowych, które spustoszy³y Europê i pozbawi³y j¹ œwiatowego przywództwa, unaoczni³a koniecznoœæ integracji. Katalizatorami integracji by³y czynniki gospodarcze i postêpuj¹ca demokratyzacja kontynentu. Now¹ jakoœæ

e u r o p e j s k i e j

stanowi³a idea Paneuropy (o czym obok), która wykracza³a poza wysuwane dot¹d koncepcje. Projekt ten wyprzedza³ jednak swoj¹ epokê, a próba jego urzeczywistnienia w atmosferze miêdzywojennego dwudziestolecia nie powiod³a siê. W drugiej po³owie lat 40. nast¹pi³ powrót do idei zjednoczenia, i to zarówno na p³aszczyŸnie gospodarczej, politycznej, jak i wojskowej. Istotny wp³yw na sytuacjê powojennej Europy mia³y Stany Zjednoczone, które w 1947 r. przekaza³y œrodki na odbudowê demokratycznej czêœci kontynentu (Plan Marshalla) i zapewni³y Europie Zachodniej pomoc militarn¹ (Pakt Pó³nocnoatlantycki z 1949 r.). Z pocz¹tkiem lat 50. rozpocz¹³ siê proces budowania struktur stanowi¹cych podstawê dzisiejszej Unii Europejskiej. 9 maja 1950 r. francuski minister spraw zagranicznych Robert Schuman przedstawi³ pomys³ utworzenia Europejskiej Wspólnoty Wêgla i Stali. Dzieñ ten jest obecnie obchodzony uroczyœcie jako Dzieñ Europy. Do EWWS pr zyst¹pi³o szeœæ pañstw: Francja, RFN, kraje Beneluksu i W³ochy. W 1957 r. „szóstka” pr zyjê³a tzw. traktaty rzymskie powo³uj¹ce do ¿ycia Europejska Wspólnotê Gospodarcz¹

(EWG) i Europejsk¹ Wspólnotê Atomow¹ (Euratom). Powsta³y w ten sposób trzy odrêbne wspólnoty europejskie, które w 1967 r. po³¹czono w jeden system – Wspólnoty Europejskie. Przesz³y one istotn¹ ewolucjê, pog³êbiaj¹c zakres wspó³pracy ekonomicznej i przyjmuj¹c nowych cz³onków. Pierwsze rozszerzenie nast¹pi³o w 1973 r. (do³¹czy³y: Dania, Irlandia i Wielka Brytania), drugie w 1981 (Grecja), trzecie w 1986 (Hiszpania i Portugalia). W 1986 r. podpisano równie¿ Jednolity Akt Europejski, pr zewiduj¹cy powstanie jednolitego r ynku wewnêtrznego ze swobodnym pr zep³ywem towarów, us³ug, kapita³u i ludnoœci. Jednolity rynek wewnêtrzny powsta³ ostatecznie na mocy Traktatu o Unii Europejskiej, przyjêtego w 1991 r. w Maastricht. Kolejne fale rozszerzenia to rok 1995 (Austria, Finlandia i Szwecja) oraz 1 maja 2004 r. (Cypr, Czechy, Estonia, Litwa £otwa, Malta, Polska, S³owacja, S³owenia, Wêgry). Od 1 stycznia 2007 r., po ostatnim rozszerzeniu, liczba cz³onków UE wzros³a do 27 – do wspólnoty do³¹czy³y Rumunia i Bu³garia. Oczywiœcie nie oznacza to koñca rozszerzania Unii czy te¿ jej dalszej integracji wewnêtrznej.

5

waæ im sprawy gospodarcze (jak chcia³ Briand). Niestety, ju¿ w 1932 r. ten francuski m¹¿ stanu zmar³. Zasadniczej zmianie uleg³ tak¿e klimat polityczny. W paŸdzierniku 1929 r. „czarny czwartek” na gie³dzie nowojorskiej rozpocz¹³ najwiêkszy kryzys gospodarczy w historii œwiata kapitalistycznego. W Niemczech, na fali powszechnego niezadowolenia, do w³adzy doszed³ Hitler. Zamiast marzeñ o jednoœci rozpocz¹³ siê w Europie wyœcig zbrojeñ, w którym nazistowskie Niemcy, zdecydowane zburzyæ istniej¹cy porz¹dek polityczny, nie da³y szans swoim konkurentom. W raz z kryzysem Europy w depresji pogr¹¿y³ siê ruch paneuropejski. Ju¿ upr zednio znacznej czêœci sympatii ruch zosta³ pozbawiony przez swój elitarny i raczej laicki charakter. Równie¿ arystokratyczny sposób bycia Codenhove-Kalergiego, jego nasilaj¹ca siê z czasem pró¿noœæ i wybuja³a mi³oœæ w³asna dzia³a³y odpychaj¹co na wielu ludzi.

Kres Paneuropy - pocz¹tek UE W czasie II wojny œwiatowej Coudenhove-Kalergi przebywa³ w Stanach Zjednoczonych, gdzie wyk³ada³ historiê na uniwersytecie w Nowym Jorku i popularyzowa³ sw¹ idée fixe. Po zakoñczeniu wojny próbowa³ czynnie dzia³aæ na rzecz zjednoczenia – powo³a³ do ¿ycia Europejsk¹ Uniê Parlamentarn¹. Jednak jego historyczna rola by³a ju¿ skoñczona. Inicjatywê przejêli nowi ludzie, sprawni i niepozbawieni pragmatyzmu politycy, jak Robert Schuman, Alcide De Gasperi, Konrad Adenauer czy PaulHenri Spaak. Austriackiemu arystokracie pozosta³a rola honorowa i dekoracyjna. Jako pierwszy otrzyma³ Miêdzynarodow¹ Nagrodê Karola (1950), odznaczony zosta³ tak¿e m.in. francusk¹ Legi¹ Honorow¹. Dzisiejszy kszta³t Unii Europejskiej jest znacz¹co odmienny od wizji autora „Pan-Europy”. Jednak¿e zawdziêczamy mu prze³om w myœleniu politycznym o przysz³oœci kontynentu. Wszystkie kolejne inicjatywy powojenne, choæ odleg³e od pierwotnego projektu paneuropejskiego, nosz¹ znamiona jego myœli. Trzeba tak¿e pamiêtaæ, ¿e historia to proces ci¹g³y – zjednoczenie Europy wci¹¿ dokonuje siê na naszych oczach. Nie mo¿na dziœ wykluczyæ, ¿e na koñcu tego procesu dotrzemy do Stanów Zjednoczonych Europy.


„Lubuszanin.org.pl”

nr 7(7) wrzesieñ 2008

FA K T Y I S T E R E O T Y P Y N A T E M AT E U R O P E J C Z Y K Ó W „Koktajl narodowy” – Marcin Florkowski

Koktajl

narodowy Marcin Florkowski

K

a¿dy naród ma swój stereotyp, który stanowi zwykle zniekszta³cenie faktycznie istniej¹cych ró¿nic miêdzy narodami. Jakie s¹ rzeczywiste ró¿nice miêdzy nacjami zamieszkuj¹cymi Europê?

Chyba ka¿dy turysta zaobserwowa³ jakieœ cechy wyró¿niaj¹ce dan¹ nacjê od innych. Niekiedy cechy te s¹ zupe³nie zaskakuj¹ce i nieoczekiwane. Jako m³ody cz³owiek przejeŸdzi³em z przyjació³mi Europê autostopem. Na pó³wyspie Iberyjskim œmialiœmy siê, ¿e Hiszpanie tak ¿ywio³owo mówi¹, wplataj¹c prawie zawsze w swoj¹ wypowiedŸ œmieszny dŸwiêk – „a ki”. Gdy znalaz³em siê w Szwecji, po pewnym czasie poczu³em, ¿e dzieje siê coœ dziwnego. Na pocz¹tku nie wiedzia³em, na czym to polega – po prostu pojawi³o siê niepokoj¹ce wra¿enie, ¿e ludzie s¹ jacyœ inni. Dopiero po kilku dniach uœwiadomi³em sobie, ¿e zaskakuj¹co wiele osób niesprawnie siê porusza³o, trochê jak w „Ministerstwie G³upich Kroków” Monty Pythona. Do dzisiaj nie wiem, czy w Szwecji jest szczególnie wysoki odsetek ludzi niepe³nosprawnych pod wzglêdem ruchowym – nie znam na ten temat ¿adnych badañ. Prawdopodob-

Poczucie odrêbnoœci narodowej zale¿y przede wszystkim od œwiadomoœci „bycia cz³onkiem narodu”, której sprzyja posiadanie wspólnego jêzyka, wspólnoty dziejów, kultury i tradycji, wspólnej religii, symboli narodowych oraz zamieszkiwanie okreœlonego terytorium

nie by³a to tylko moja przypadkowa obserwacja. Jednak miêdzy innymi z takich w³aœnie obserwacji bior¹ siê stereotypy.

Stereotypy Europejczyków

Stereotypowe wyobra¿enie o typowym przedstawicielu danego narodu jest z definicji nieprawdziwe. Statystyka pokazuje, ¿e prawie wszystkie cechy osobowoœci rozk³adaj¹ siê wœród populacji (niezale¿nie od narodowoœci) wed³ug tak zwanego rozk³adu normalnego (rozk³adu Gaussa). Oznacza to, ¿e niezale¿nie od miejsca zamieszkania najwiêcej ludzi posiada przeciêtny poziom typowych cech osobowoœci (np. inteligencji, agresji, towarzyskoœci, pracowitoœci itp.). Statystyka podpowiada tak¿e, ¿e wraz ze wzrostem (lub spadkiem) natê¿enia danej cechy spada te¿ iloœæ osób, które j¹ posiadaj¹. Np. wybitna inteligencja (lub upoœledzenie

6

umys³owe) jest tak samo rzadka wœród Portugalczyków, jak i Norwegów, Rosjan czy Greków. Mimo to wszyscy ludzie przechowuj¹ stereotypowy obraz innych narodów, zw³aszcza tych, z którymi siê kontaktuj¹ i przekazuj¹ go w subtelny sposób nastêpnym pokoleniom. Jeden z wehiku³ów, przy pomocy którego stereotypowym wyobra¿eniem „zara¿ane” s¹ m³ode pokolenia jest jêzyk. WeŸmy polskie przyk³ady: oszwabiæ, ocyganiæ, szwajcarski bank (lub zegarek), francuska mi³oœæ, angielski d¿entelmen, czeski film itp.

Najwredniejsze narody Gdyby stworzyæ hierarchiê atrakcyjnoœci g³ównych narodów Europy na podstawie wyobra¿eñ, jakie maj¹ o nich inni Europejczycy, to na samym dnie sympatii spo³ecznej znaleŸliby siê Niemcy – toporni, pozbawieni finezji i poczucia humoru, o perwersyjnych fantazjach seksualnych rodem z bawarskich filmów pornograficznych, w których wystêpuj¹ brzydkie kobiety i t³uœci, podobni do knurów piwo-

Marcin Florkowski Ukoñczy³ studia psychologiczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz piêcioletni¹ szko³ê psychoterapii psychodynamicznej w Krakowie. Od 2003 r. doktor psychologii. Pracuje jako wyk³adowca na Uniwersytecie Zielonogórskim oraz diagnosta – terapeuta

w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. Pisze artyku³y popularno-naukowe z zakresu psychologii.


„Lubuszanin.org.pl”

nr 7(7) wrzesieñ 2008

FA K T Y I S T E R E O T Y P Y N A T E M AT E U R O P E J C Z Y K Ó W „Koktajl narodowy” – Marcin Florkowski

sze. Niemcy potrafi¹ byæ mo¿e skrêciæ dobry samochód i karnie wykonuj¹ polecenia, ale dlatego, ¿e w gruncie rzeczy ich intelekt jest przyciê¿ki. Brak sympatii do Niemców bierze siê w znacznym stopniu z tego, ¿e naród ten rozpêta³ dwie wojny œwiatowe. Oto kilka innych stereotypów narodowych. Francuz to bawidamek, znaj¹cy siê na seksie: dzier¿y w d³oni bagietkê, a œmierdz¹ce sery zagryza ¿abami i popija winem. Francuzi s¹ bufonami z rozdêtym wyobra¿eniem na swój temat, dlatego nie ucz¹ siê jêzyków obcych, oczekuj¹c, ¿e to œwiat nauczy siê francuskiego. W gruncie rzeczy to jednak tchórze, a Linia Maginota nie sprawi³a Niemcom ¿adnych problemów, poniewa¿ we francuskich czo³gach montuje siê tylko jeden bieg – wsteczny.

pubach Europy Wschodniej na tanich, pijackich burdach. Przyk³ady mo¿na by mno¿yæ i ka¿demu narodowi Europejczycy przypiêli jak¹œ ³atkê. Poniewa¿ jednak stereotypy s¹ iluzjami, to o wiele ³atwiej jest znaleŸæ nietypowego Francuza ni¿ takiego, który pasowa³by idealnie do stereotypu. W dodatku stereotypowe wyobra¿enia s¹ stosunkowo trwa³e. Choæ rzeczywistoœæ siê zmienia, stereotyp pozostaje.

noœci i choæ mo¿e siê to zmieniæ w przysz³oœci, to na razie nacjonalizm ma siê bardzo dobrze. Badania na m³odych Polakach pokazuj¹, ¿e wiêzi narodowe s¹ jednymi z najsilniejszych, jakie pojawiaj¹ siê w ¿yciu spo³ecznym. Gdyby poprosiæ ludzi, aby opisali swoj¹ osobist¹ to¿samoœæ, to wiêcej osób wymieni na pierwszym miejscu „bycie Polakiem” ni¿ „bycie kobiet¹” lub „bycie mê¿czyzn¹”.

Rosjanie to barbarzyñcy cuchn¹cy alkoholem („po pierwszym nie zagryzam”), ubrani w onuce i uszanki, czerpi¹ przyjemnoœæ z rosyjskiej ruletki. W ich kraju rz¹dzi bezwzglêdna mafia i ³apówkarstwo. Niezdolni do rzetelnej pracy, bezkonkurencyjni w piciu (warto dodaæ, ¿e rzeczywistoœæ jest zupe³nie inna – przeciêtne spo¿ycie alkoholu np. w Czechach jest o po³owê wy¿sze ni¿ w Rosji! Tak pokazuj¹ dane z 2001 r.). Rosjanie pe³ni¹ w Europie trochê rolê zagra¿aj¹cego cywilizacji Hannibala: „Hannibal u bram” = „ruskie id¹”. W³osi to ba³aganiarze i dzieciuchy. Kochaj¹ swoje t³uste, w¹sate matki i dlatego mieszkaj¹ z nimi do emerytury. Lekkoduchy i leniuchy, nie doœæ, ¿e wymyœlili sjestê, by d³u¿ej siê obijaæ, to w dodatku zamykaj¹ fabryki na ca³e wakacje i id¹ do domów, aby s³uchaæ swoich rozwrzeszczanych ¿on i pielêgnowaæ jedyne, co siê dla nich liczy – zalatuj¹ce mafi¹ wiêzi rodzinne i podbarwione krwi¹ wendetty. Hiszpanom malowany jest stosunkowo przyjazny obraz w Europie. Pe³ni gor¹cego temperamentu mêscy torreadorzy, uwodz¹cy nocami namiêtne kobiety przy dŸwiêkach flamenco. Pró¿ni i zarozumiali, stawiaj¹ honor ponad wszystkim. Trochê dzicy i nieokie³znani, ale umiej¹ ceniæ ¿ycie i pierwszorzêdni z nich artyœci (Picasso, Dali, Cervantes, Goya, El Greco, Bunuel, Unamuno, Lope de Vega, Saura, Almodovar itp.)

Czy ró¿nice w charakterach narodowych faktyczne istniej¹?

Stereotyp statecznego, utytu³owanego angielskiego d¿entelmena w meloniku, który o pi¹tej po po³udniu oddaje siê „wyrafinowanym rozkoszom” picia herbaty i posiada blad¹ ¿onê opancerzon¹ w sztywne koronki, której pêpka nie ujrzy przez ca³e ¿ycie, wypierany jest powoli przez wytatuowanego, ³ysego opoja, fana futbolu, wywijaj¹cego szalikiem i wymiotuj¹cego w

Wraz z globalizacj¹ i uniformizacj¹ œwiata pojawi³y siê obawy o to, ¿e ró¿norodnoœæ miêdzy narodami bêdzie zanikaæ, a na plan pierwszy wysunie siê identyfikacja oparta na byciu obywatelem wspólnoty (np. Unii Europejskiej). Tymczasem te przewidywania socjologów okaza³y siê zupe³nie nietrafione. Narody nadal maj¹ silne poczucie odrêb-

Czy ró¿nice zanikaj¹?

7

Poczucie odrêbnoœci narodowej zale¿y przede wszystkim od œwiadomoœci „bycia cz³onkiem narodu”, której sprzyja posiadanie wspólnego jêzyka (choæ np. Szwajcarzy, maj¹cy bardzo silne poczucie odrêbnoœci narodowej, mówi¹ czterema jêzykami), wspólnoty dziejów, kultury i tradycji, wspólnej religii, symboli narodowych oraz zamieszkiwanie okreœlonego terytorium (choæ wiele narodów nie posiada swojego miejsca – np. Baskowie, czy bardzo d³ugo ¯ydzi).


„Lubuszanin.org.pl”

nr 7(7) wrzesieñ 2008

FA K T Y I S T E R E O T Y P Y N A T E M AT E U R O P E J C Z Y K Ó W „Koktajl narodowy” – Marcin Florkowski

Te wspólne warunki historyczne i naturalne ukszta³towa³y inaczej ludzi, mieszkaj¹cych w ró¿nych miejscach Europy. I choæ w stereotypach narody przegl¹daj¹ siê jak w krzywym zwierciadle, to jednak – jak w ka¿dej bajce – jest w nich ziarno prawdy.

Zachowania spo³eczne i kolor oczu Jednym z ciekawszych odkryæ jest to, ¿e miêdzy narodami istniej¹ ró¿nice sposobie tworzenia relacji spo³ecznych. Na czym one polegaj¹?

zale¿nie od tematu rozmowy i celów, które chc¹ osi¹gn¹æ w czasie spotkania Szwed i W³och, obaj po kilku chwilach bêd¹ mieli nieprzyjemne wra¿enie, ¿e „coœ jest nie tak”. W koñcu W³och dojdzie do wniosku, ¿e Szwed siê odsuwa, bo go nie lubi, Ÿle siê czuje w towarzystwie W³ocha, jest wycofany, zdystansowany i pragnie szybko zakoñczyæ rozmowê. Szwed, widz¹c jak W³och przybli¿a siê („naciera”), pomyœli, ¿e ma do czynienia z nachalnym, Ÿle wychowanym, a mo¿e agresywnym cz³owiekiem, który jest na bakier z dobrymi manierami. Warto dodaæ, ¿e ca³y ten „taniec”, który wykonaj¹ wokó³ siebie W³och i Szwed podczas rozmowy dzieje siê szybko i obaj rozmówcy mog¹ zupe³nie go nie zauwa¿yæ. Rzecz dzieje siê bowiem poza kontrol¹ œwiadomoœci, a nieprzyjemne uczucie niedostosowania wydaje siê nie mieæ racjonalnej przyczyny. St¹d ju¿ tylko krok do tworzenia stereotypowych wyobra¿eñ na temat „niewychowanych, rozwr zeszczanych W³ochów” czy „zimnych i wycofanych Szwedów”, nawarstwiania siê nieporozumieñ i barier. W biznesie, polityce, negocjacjach itp. mo¿e staæ siê to istotnym problemem. Sk¹d wziê³y siê te ró¿nice w sposobie tworzenia relacji spo³ecznych? Jedna z hipotez mówi, ¿e g³ówn¹ rolê gra tu kolor oczu i wyrazistoœæ odruchu Ÿrenicznego. Zmiana wielkoœci Ÿrenic (odruch Ÿreniczny) jest jedn¹ z najwa¿niejszych informacji niewerbalnych, jakie nadaje ludzkie cia³o. Wielkoœæ Ÿrenic mówi o aktualnym stanie emocjonalnym drugiego cz³owieka, a zmiana wielkoœci Ÿrenicy o jego stosunku do rozmówcy. Przez tysi¹ce lat narody, które maj¹ jasne oczy, nauczy³y siê zwracaæ uwagê na ten odruch Ÿreniczny (choæ dzieje siê to na poziomie nieœwiadomym), czego skutkiem jest bardziej uboga gestykulacja – oczy mówi¹ wystarczaj¹co wiele, nie trzeba dodatkowo machaæ rêkoma. Kultury po³udniowe maj¹ ciemne oczy, w zwi¹zku z czym w relacjach spo³ecznych pojawia siê deficyt informacji niewerbalnych, które nadaje rozmówca. Po prostu oczy nie pokazuj¹, co druga osoba czuje.

...cz³onkowie niektórych narodów byli z natury bardziej apatyczni, spokojniejsi, podczas gdy inni s¹ pe³ni wigoru i energii.

W psychologii opisuje siê tak zwane dystanse personalne. Ka¿dy cz³owiek posiada wokó³ siebie przestrzeñ, któr¹ traktuje jako w³asnoœæ prywatn¹ i nie wpuszcza w jej obrêb obcych osób (jest to tak zwany dystans indywidualny). Ta przestrzeñ u Polaków rozci¹ga siê na ok. 120 cm wokó³ cia³a, czyli na odleg³oœæ wyci¹gniêtej rêki. W bli¿szej odleg³oœci rozmawia siê tylko z przyjació³mi i ludŸmi, których siê bardzo lubi. Okaza³o siê jednak, ¿e dystans ów bardzo zmienia siê u ró¿nych nacji i to – o dziwo – zmiany te koresponduj¹ w jakiœ sposób z karnacj¹ skóry typow¹ dla danego narodu! Typowi cz³onkowie niektórych narodów maj¹ bardzo krótki dystans indywidualny, podczas gdy u innych jest on bardzo wyd³u¿ony. Regu³a jest taka, ¿e im bardziej na pó³noc, tym bardziej wyd³u¿a siê dystans indywidualny. Anglicy, Szwedzi, Duñczycy, Norwegowie, Finowie rozmawiaj¹ ze sob¹, zachowuj¹c zdecydowanie wiêksz¹ odleg³oœæ ni¿ to ma miejsce na po³udniu – u Hiszpanów, Greków, Portugalczyków czy W³ochów. Te po³udniowe kultury nazwano „kontaktowymi” w odró¿nieniu od pó³nocnych, które „trzymaj¹ dystans”. Utrzymywanie okreœlonej odleg³oœci podczas rozmowy ma bardzo wa¿ne znaczenie dla mniemania, jakie tworz¹ na swój temat rozmówcy. WyobraŸmy sobie na przyk³ad, ¿e W³och rozmawia ze Szwedem. Dla pierwszego dystans, w jakim „powinno siê rozmawiaæ” jest o wiele krótszy ni¿ dla drugiego. Powoduje to, ¿e podczas rozmowy W³och nieœwiadomie przybli¿a siê do Szweda, Szwed zaœ odruchowo siê odsuwa. Nie-

St¹d w narodach ¿yj¹cych na po³udniu wykszta³ci³ siê bardziej wyrazisty i ekspresyjny styl gestykulacji, mimiki, operowania g³osem itp. Ma to na celu skompensowanie niedostatku danych, zwi¹zanych z tym,

8

¿e w ciemnych oczach nie widaæ dobrze Ÿrenic. Byæ mo¿e dlatego te¿ dystanse indywidualne u W³ochów czy Hiszpanów s¹ krótsze ni¿ u Szwedów czy Duñczyków – z bli¿szej odleg³oœci lepiej widaæ oczy.

Temperament narodowy Powy¿sza hipoteza jest oczywiœcie tylko jednym z kilku mo¿liwych wyjaœnieñ ró¿nic w zachowaniach cz³onków ró¿nych narodów. Wiadomo bowiem tak¿e, ¿e narody ró¿ni¹ siê temperamentem. Psychologowie odkryli, ¿e w niektórych obszarach Europy pojawiaj¹ siê choroby, zupe³nie nieznane w innych rejonach. Dotyczy to na przyk³ad tak zwanej „sezonowej depresji”, która panoszy siê w zimowych miesi¹cach na Pó³wyspie Skandynawskim i Wyspach Brytyjskich, a jest zupe³nie nieznana na Pó³wyspie Iberyjskim, Apeniñskim czy na Peloponezie. Wygl¹da to tak, jakby cz³onkowie niektórych narodów byli z natury bardziej apatyczni, spokojniejsi, podczas gdy inni s¹ pe³ni wigoru i energii. Podzia³ znowu przebiega tu na linii pó³noc – po³udnie. Psychologowie ewolucyjni t³umacz¹ to przystosowaniem siê ludzi do klimatu na danym obszarze. Gdy przychodz¹ miesi¹ce zimowe, to ludziom ¿yj¹cym na pó³nocy Europy przez dziesi¹tki i setki tysiêcy lat nie op³aca³o siê wychodziæ z domów, bardziej op³aca³o siê siedzieæ w chatach. W zwi¹zku z czym wykszta³ci³o siê u nic coœ na kszta³t „snu zimowego” – zwiêkszonej apatycznoœci i os³abienia zim¹, co by³o przystosowawcze. Na po³udniu, gdzie prawie zawsze temperatury s¹ dodatnie, nie by³o koniecznoœci takiego przystosowywania, tote¿ ludzie tam ¿yj¹cy rzadziej doœwiadczaj¹ apatii i – wydawa³oby siê – maj¹ wiêcej energii ¿yciowej. Znowu nie jest to regu³a, która sprawdza siê odnoœnie ka¿dego cz³owieka, „temperament narodowy” mo¿e byæ jednak pochodn¹ klimatu, w którym ten naród ¿yje. Te ró¿nice temperamentalne objawiaj¹ siê w o wiele bardziej ekspresyjnym zachowaniu ludzi zamieszkuj¹cych pó³noc Europy w porównaniu z nacjami po³udniowymi, innym trybem ¿ycia (np. zwiêkszon¹ aktywnoœci¹ w nocy), czego pochodn¹ mog¹ byæ z kolei bardzo ró¿norodne zachowania: pocz¹wszy od seksualnoœci, poprzez agresjê, twórczoœæ, towarzyskoœæ itp. Warto jednak pamiêtaæ, ¿e choæ niektóre ró¿nice miêdzy narodowoœciami daj¹ siê opisaæ, to jednak „charakter narodowy” jest tylko uogólnieniem przypadkowych przewa¿nie obserwacji. „Typowy” przedstawiciel narodu jest tworem abstrakcyjnym.


„Lubuszanin.org.pl”

L I G A

nr 7(7) wrzesieñ 2008

I N I C J A T Y W

O B Y W A T E L S K I C H

„Liga dla najlepszych” – Agnieszka D³uba³a

Liga

dla najlepszych Agnieszka D³uba³a

S

towarzyszenie Verte og³asza Ligê Inicjatyw Obywatelskich – konkurs, którego ide¹ jest promowanie najlepszych inicjatyw obywatelskich 2008 roku. Rozstrzygniêcie nast¹pi podczas Forum Inicjatyw Pozarz¹dowych, a wyniki zostan¹ opublikowane na portalu www.lubuszanin.org.pl i w mediach regionalnych.

• • • •

Zwyciêzcy otrzymaj¹ statuetki Lidera Inicjatyw Obywatelskich w nastêpuj¹cych kategoriach:

dzia³añ na rzecz lubuskiej spo³ecznoœci, a tak¿e zachêc¹ do prezentacji dzia³añ i ich efektów.

1. Inicjatywa obywatelska/inicjatywa organizacji pozarz¹dowych oraz ich reprezentacji.

Inicjatywy mog¹ dotyczyæ wielorakich sfer spo³ecznego ¿ycia spo³ecznoœci lokalnych w ramach nastêpuj¹cych obszarów:

2. Inicjatywa publiczna w tym dzia³ania samorz¹du w zakresie wspó³pracy z III sektorem. 3. Inicjatywa sektora prywatnego. Zale¿y nam, aby nagradzaæ najciekawsze inicjatywy, które bêd¹ inspiracj¹ i przyk³adem dla innych. Zg³aszane mog¹ byæ du¿e przedsiêwziêcia oraz ma³e inicjatywy, które bêd¹ promowaæ idee obywatelskie oraz kreowaæ pozytywny wizerunek trzech sektorów dzia³aj¹cych w województwie. Zg³aszane przez Pañstwa inicjatywy bêd¹ inspiracj¹ do podejmowania kolejnych innowacyjnych

• • • • • • • • • • •

administracja, organizacja, zarz¹dzanie kultura i sztuka edukacja ochrona zdrowia pomoc niepe³nosprawnym integracja spo³eczna rekreacja i turystyka pomoc spo³eczna bezrobocie bezpieczeñstwo i porz¹dek publiczny komunikacja spo³eczna

9

ochrona œrodowiska infrastruktura wspieranie i inicjowanie inicjatyw spo³ecznych realizacja partnerskich przedsiêwziêæ wspó³praca miêdzysektorowa.

KWALIFIKACJA PROJEKTÓW Podstawowym kryterium kwalifikuj¹cym przedsiêwziêcie do udzia³u w konkursie jest prowadzenie dzia³añ na terenie województwa lubuskiego. Dzia³ania zg³aszane w konkursie powinny zakoñczyæ siê do 15 paŸdziernika 2008 r., czyli do zakoñczenia naboru zg³oszeñ (decyduje data wp³yniêcia do biura Stowarzyszenia Verte). Przedstawiane projekty powinny: -

zapewniaæ mo¿liwoœæ ich twórczego wykorzystania w innych spo³ecznoœciach regionu, a tak¿e kraju;

-

prezentowaæ nowatorskie podejœcie do zaspokajania zbiorowych potrzeb spo³ecznych i s³u¿yæ rozwojowi spo³eczeñstwa obywatelskiego.


„Lubuszanin.org.pl”

L I G A

I N I C J A T Y W

nr 7(7) wrzesieñ 2008

O B Y W A T E L S K I C H

„Liga dla najlepszych” – Agnieszka D³uba³a

Mo¿na zg³aszaæ dowoln¹ liczbê propozycji. Konkursem objête s¹ inicjatywy, które odzwierciedlaj¹ konkretne projekty, a nie ca³¹ dzia³alnoœæ statutow¹ organizacji czy te¿ firmy i samorz¹du. W ramach Ligi Inicjatyw Obywatelskich nie bêd¹ rozpatrywane zg³oszenia dotycz¹ce bie¿¹cej dzia³alnoœci instytucji. Nagrodzone zostan¹ programy wymagaj¹ce twórczej i aktywnej postawy od realizuj¹cych je ludzi, prze³amuj¹ce biernoœæ i integruj¹ce spo³ecznoœci lokalne, usprawniaj¹ce i wspomagaj¹ce dzia³ania zmierzaj¹ce do pobudzania postaw obywatelskich. Proponuj¹ce nowe i efektywne sposoby finansowania tej dzia³alnoœci. Zg³oszenia mog¹ byæ dokonywane przez organizacje oraz osoby fizyczne, osoby prawne, organy administracji publicznej, koœcio³y i zwi¹zki wyznaniowe. Zg³o-

wtór zony w innych spo³ecznoœciach),

szenia mog¹ byæ wysy³ane równie¿ przez samych kandydatów.

KRYTERIA OCENY Kapitu³a Konkursu dokona oceny projektów wed³ug nastêpuj¹cych kryteriów: •

innowacyjnoϾ projektu,

skutecznoϾ projektu,

akceptacja spo³eczna (wartoœæ, jak¹ projekt przynosi odbiorcom i innym obywatelom),

wspó³praca z innymi organizacjami i grupami spo³ecznymi oraz wolontariuszami (stopieñ ich zaanga¿owania w projekt),

mo¿liwoœæ upowszechnienia (stopieñ, w jakim projekt potencjalnie mo¿e byæ efektywnie i twórczo po-

10

efektywnoœæ przyjêtego sposobu finansowania projektu, stopieñ przygotowania i gotowoœci do wdro¿enia,

nagrodzona inicjatywa powinna inspirowaæ inne spo³ecznoœci, a tak¿e stanowiæ wzorzec ³atwy do powtórzenia w innym obszarze regionu,

prezentacja wniosku na formularzu zg³oszeniowym (formularz na www.lubuszanin.org.pl).

Og³oszenie wyników konkursu nast¹pi na Forum Inicjatyw Pozarz¹dowych województwa Lubuskiego 28 paŸdziernika 2008. Osoba do kontaktu: Agnieszka D³uba³a a.dlubala@verte.org.pl tel. 068 453 24 77


„Lubuszanin.org.pl”

J A K

S I Ê

nr 7(7) wrzesieñ 2008

J E D N O C Z Y Æ ,

A

J A K

N I E ?

„Oœ Berlin - Pary¿ - Bruksela” – Micha³ Iwanowski

Oœ Berlin -

Pary¿ - Bruksela Micha³ Iwanowski

S

ojusz niemiecko-francuski determinuje Europê. Irlandczycy mog¹ sobie odrzucaæ Traktat z Lizbony, Duñczycy i Anglicy mog¹ odrzucaæ unijn¹ walutê, Bu³garzy przez korupcjê i defraudacje mog¹ traciæ unijn¹ pomoc, ale dopóki na torach Berlin - Pary¿ via Bruksela nie ma zgrzytów ani szlabanów - Unia trzyma siê mocno. Zacznê od truizmu: jednoczenie Europy to najwiêkszy od 200 lat proces polityczny i spo³eczny na œwiecie. I tak jak 200 lat temu jednoczy³o siê 13 angielskich kolonii w Ameryce Pó³nocnej wzd³u¿ osi Boston - Filadelfia ze stolic¹ w Waszyngtonie, tak w Europie trwa integracja 27 krajów wzd³u¿ osi Berlin - Pary¿ ze stolic¹ w Brukseli. Ale na tym lepiej podobieñstwa zakoñczyæ. Bo gdybyœmy szukali kolejnych analogii, to po drodze mielibyœmy niewolnictwo, krwaw¹ wojnê secesyjn¹, a na zbudowanie zjednoczonej potêgi czekalibyœmy jeszcze przynajmniej 150 lat. Przyjmijmy wiêc, ¿e Europejczycy potrafi¹ wyci¹gaæ wnioski z doœwiadczeñ swoich pobratymców z drugiej strony Atlantyku i zjednocz¹ siê bez straty czasu i pieniêdzy. I bez ofiar. Tylko jak to zrobiæ?

BERLIN czyli sojusz urbanisty z histor ykiem historykiem To w³aœnie niemiecka stolica ma najlepsze w Europie doœwiadczenia w zjednoczeniu. Dlaczego? Bo sama siê skutecznie zjednoczy³a. Pierwszy raz by³em w Berlinie Zachodnim w 1988 r. Przeprawa przez granicê polsko-niemieck¹ trwa³a pó³ dnia, a drugie pó³ dnia - przeprawa przez granicê wewn¹trz-berliñsk¹ w podziemiach Friedrichstrasse. Metro kursuj¹ce pod Berlinem Zachodnim musia³o momentami wje¿d¿aæ

pod obszar Berlina Wschodniego. A tam kolejka z pe³n¹ prêdkoœci¹ mija³a zamkniête i zabite deskami stacje, niesprz¹tane od czasu bombardowañ alianckich i wyludnione 30 lat wczeœniej, kiedy Honecker z Chruszczowem wymyœlili mur. Po zachodniej stronie Berlina nad upstrzonym sprayami betonowym murem, górowa³y jeszcze wie¿yczki stra¿nicze z ¿o³nierzami DDR. Brama Brandenburska sta³a na zaminowanym „pasie œmierci”, którego rzeczywist¹ grozê potwierdza³y tabliczki z nazwiskami ofiar ucieczek z Berlina do Berlina, nieopodal Reichstagu. Wiele z napisem: Unbekant. A obok widnia³y daty ich œmierci od kul stra¿ników muru. Ot, taka ¿elazna kurtyna w miniaturce. Trzy lata póŸniej mur run¹³. A przez kolejne 20 lat Berlin da³ nam przyk³ad, jak siê mamy jednoczyæ. Na wschód pop³yn¹³ strumieñ zachodnich pieniêdzy: na inwestycje infrastrukturalne, na kapita³ ludzki, wyrównywanie szans, itp. Pierwszym wielkim gestem bogatszych „Wesi” wobec ubo¿szych „Osi” by³a bezpreceden-

Micha³ Iwanowski Autor jest dziennikarzem „Gazety Lubuskiej”.

sowa wymiana marek wschodnich na zachodnie w stosunku jeden do jeden, choæ ich wartoœæ szacowano wówczas jak 1 do 10. Tym sposobem Osi, którzy oszczêdzili trochê gotówki w czasach Honeckera, stali siê nagle paniskami w kraju kanclerza Kohla. Kolejnym przejawem by³a siatka autostrad, która b³yskawicznie pokry³a wschodni Berlin, a tak¿e powolne, ale przemyœlane zagospodarowywanie pasa œmierci - tej zaoranej blizny przecinaj¹cej miasto, wskutek dawnego podzia³u. Urbaniœci mieli nad czym myœleæ. Ale przemyœleli to dobrze. Wespó³ z historykami. Bo oto ostatnim akcentem zabudowania pasa œmierci by³o zlokalizowanie Muzeum Holocaustu nieopodal Bramy Brandenburskiej. Dok³adnie w miejscu bunkrów, w których Hitler pope³ni³ samobójstwo. Muzeum Holocaustu

Od paŸdziernika do listopada wœciekli m³odzi ludzie z kolorowych przedmieœæ puœcili z dymem tysi¹ce samochodów, urz¹dzali nocami regularne bitwy z policj¹.

11


„Lubuszanin.org.pl”

J A K

S I Ê

nr 7(7) wrzesieñ 2008

J E D N O C Z Y Æ ,

A

J A K

N I E ?

„Oœ Berlin - Pary¿ - Bruksela” – Micha³ Iwanowski

robi piorunuj¹ce wra¿enie. Zejœcie do podziemi z fotografiami z obozów zag³ady, miejsc egzekucji kobiet i dzieci czy zdjêæ esesmanów przy komorach gazowych, wype³nionych stosami cia³ - polecam tylko ludziom o mocnych nerwach. Berliñczycy mieli jednak odwagê pokazaæ swych niedawnych przodków w roli zwyrodnia³ych oprawców. Pokazali nie tylko, ¿e potrafi¹ zjednoczyæ dwie czêœci swego miasta. Ale tak¿e, ¿e próbuj¹ zjednoczyæ potomków katów i ofiar. Tak siê w³aœnie trzeba jednoczyæ. Na wszystkich p³aszczyznach. Nie tylko urbanistycznej, ale i historycznej.

PAR Y¯ ARY¯ czyli zaniedbana asymilacja Tutaj zrodzi³o siê has³o „wolnoœæ, równoœæ, braterstwo”. Rewolucyjne, ale w czasach rewolucji francuskiej. Dziœ uchodz¹ce za oczywistoœæ, któr¹ mami siê statecznych obywateli. Co z niego zosta³o? Wolnoœæ - tak. Braterstwo - byæ mo¿e te¿. Ale o równoœci zapomnijmy. Pary¿anie zamienili j¹ na tryumf. Maj¹ ³uk tryumfalny, s³awi¹cy minion¹ chwa³ê Napoleona. Maj¹ wie¿ê Eiffla, symbol gospodarczego try-

12

umfu miasta sprzed ponad 100 lat. Maj¹ op³ywaj¹ce królewskim przepychem skanseny w postaci Wersalu i Luwru. Ale co z tego? Pary¿anie, dla których Napoleon, Ludwik XVI czy Eiffel to dumne postacie wyniesione ze szkolnej ³awy, musz¹ ustêpowaæ pola tym mieszkañcom miasta, którzy bardziej ceni¹ Ice'a T i Body Counta radykalnych czarnych raperów, œpiewaj¹cych o strzelaniu do rasistowskiej bia³ej policji. By³em w Pary¿u akurat w grudniu 2005 r., czyli tu¿ po tzw. buncie przedmieœæ. Znajomi mówili, ¿e to by³ horror. Dzieñ zaczyna³ siê od sprawdzenia przez


„Lubuszanin.org.pl”

J A K

S I Ê

nr 7(7) wrzesieñ 2008

J E D N O C Z Y Æ ,

A

J A K

N I E ?

„Oœ Berlin - Pary¿ - Bruksela” – Micha³ Iwanowski

okno, czy z zaparkowanego wczoraj samochodu nie zosta³ spalony wrak. O ile wczeœniej nie dowiedzieli siê tego z serwisu informacyjnego. Od paŸdziernika do listopada wœciekli m³odzi ludzie z kolorowych przedmieœæ puœcili z dymem tysi¹ce samochodów, urz¹dzali nocami regularne bitwy z policj¹. Powodem by³a œmieræ dwóch ciemnoskórych ch³opców, uciekaj¹cych przed policj¹, którzy lekkomyœlnie schronili siê w transformatorze, gdzie porazi³ ich pr¹d. Powód wiêc nieproporcjonalny do skali odwetu. Ale jak zawsze w takich sytuacjach bywa - by³ on tylko iskr¹, która pad³a na beczkê prochu. Tê beczkê prochu usypali przez lata sami pary¿anie, zaniedbuj¹c programy asymilacji imigrantów. By³y momenty, ¿e woleli s³uchaæ populisty Le Pena, który serwowa³ ³atwe recepty w postaci powstrzymania imigracji, zapominaj¹c, ¿e jeœli ma siê kolonie w Afryce, Ameryce i Oceanii, to obywatelem Pary¿a mo¿e byæ tak samo urodzony w Pary¿u, co w Gujanie, na wyspie Reunion czy w Nowej Kaledonii. Szkopu³ w tym, by umo¿liwiaæ im awans spo³eczny, wyrywaæ z przedmieœæ i gett. Bo tam o rewolucjê coraz ³atwiej. Ale nie tê spod has³a „wolnoœæ, równoœæ, braterstwo”, lecz tê spod rapuj¹cych hase³ Body Counta w stylu „fuck the police”. Rz¹d francuski obudzi³ siê z rêk¹ w nocniku, ale od razu zacz¹³ nadrabiaæ zaleg³oœci. W Pary¿u powsta³o piêæ tysiêcy nowych etatów pedagogicznych, z bud¿etu pañstwa posz³o 100 mln euro na programy spo³eczne, których celem ma byæ wyrównywanie szans w zaniedbanych dzielnicach. To jednak nie zmieni mentalnoœci, która w paryskiej praktyce wygl¹da tak: jeœli pracodawca ma jeden etat, a do pracy zg³asza siê Wietnamczyk i Algierczyk, to bez wzglêdu na kwalifikacje, przyjmie Wietnamczyka. Bo ten bez zmru¿enia oka i narzekania bêdzie tyra³ po 12 godzin na

dobê, a Arab nie doœæ, ¿e uchodzi za leniwego, to jeszcze bêdzie sobie robi³ przerwy na mod³y do Allacha. Jednoczyæ siê trzeba poprzez przystosowanie mentalnoœci. I myœlê tu nie tylko o mentalnoœci pracodawcy, ale tak¿e Wietnamczyka i Araba.

BRUKSELA czyli schematy i harmonogramy Czy ktoœ jeszcze pamiêta, ¿e Bruksela jest stolic¹ Belgii? Bruksela to miasto na tyle „europejsko zunifikowane”, ¿e stanowi ju¿ markê sam¹ w sobie. S³owo Belgia wymieniane jest w codziennej œwiatowej prasie najwy¿ej kilka razy w tygodniu, a s³owo Bruksela - kilka tysiêcy razy. Codziennie. I bynajmniej nie jako stolica Belgii. Bruksela to miasto na si³ê wielokulturowe. Afryka, Azja, Australia - wszystkie kontynenty mia³y swoje okresy wystaw w przepastnych korytarzach Parlamentu i Komisji Europejskiej. Ta wielokulturowoœæ jest jednak sztuczna, bo ka¿da z wielu kultur obecnych na brukselskich ulicach, korytarzach i gabinetach, skrojona jest na europejsk¹ mod³ê, wciœniêta w taki czy inny garnitur. Ale to zawsze garnitur. By³em w Brukseli dwukrotnie. Raz na zaproszenie Klubu Dziennikarzy Europejskich, drugi raz na zaproszenie Komisji Europejskiej. Rzec wiêc mo¿na, ¿e to wizyty wypaczaj¹ce obraz miasta, bo skoncentrowane na wyk³adach i szkoleniach w unijnych instytucjach. Ale sporo czasu - przyznajê z pokor¹ spêdzi³em te¿ w restauracjach starówki i knajpach oddalonych nieco od tej starówki oraz na poszukiwaniach pami¹tki dla siedmioletniej córki. I wszêdzie ten sam unijny styl. Przyjazny, grzeczny i sympatyczny, ale taki,

13

który nie ma prawa niczym zaskoczyæ. Bo wszystko jest zaplanowane i wciœniête w harmonogramy. Knajpy i restauracje krêc¹ siê wokó³ rezerwacji na urzêdowe lancze i kolacje, piwo ma smak soku cytrynowego z domieszk¹ dro¿d¿y, a córce na pami¹tkê musia³em kupiæ zestaw zabawkowych banknotów i monet euro. Zastanawia³em siê jeszcze nad parasolk¹ z unijnymi gwiazdkami. Zdawaæ by siê mog³o, ¿e przejawem wielokulturowoœci Brukseli s¹ jêzyki. Oprócz dominuj¹cych francuskiego i angielskiego, na ulicach czasem przebija jeszcze flamandzki, ale raczej w ustach starszych ludzi. A im bli¿ej Placu Szumana, tym czêœciej s³ychaæ niemiecki, hiszpañski, polski, itd. W brukselskich instytucjach pracuje kilka tysiêcy t³umaczy. Ka¿demu posiedzeniu towarzyszy gest œci¹gania i zak³adania s³uchawek. A ka¿de symultaniczne t³umaczenie to - rzecz jasna - pewne uproszczenie przekazywanej treœci, z u¿yciem idiomu, z pominiêciem zawik³anej frazy. Uproszczenie tym wiêksze, im mniej finezyjnie radzi sobie t³umacz. Co wiêcej - unijnych jêzyków przyby³o i niektóre t³umaczenia, np. z estoñskiego, bu³garskiego czy ³otewskiego na hiszpañski czy francuski odbywaj¹ siê za poœrednictwem „transferowego” angielskiego. A wtedy mamy podwójne uproszczenia. W ten sposób brukselska Wie¿a Babel si³¹ rzeczy siê unifikuje. Tak¿e na gruncie przekazywanych treœci. Przyjaznych, grzecznych i sympatycznych, ale wciœniêtych w schematy i harmonogramy. Nie maj¹cych prawa niczym zaskoczyæ. To te¿ jest przejaw jednoczenia siê. Mo¿e za kilka pokoleñ, w sposób, w jaki unifikuje siê Bruksela - zjednoczy siê ca³a Europa. Pod warunkiem, ¿e nic jej nie zaskoczy.


„Lubuszanin.org.pl”

nr 7(7) wrzesieñ 2008

W KRAJACH EUROPEJSKICH ŒWIADOMOŒÆ PRAW KONSUMENTA STALE ROŒNIE „Era konsumeryzmu” – Anna Mier¿wiñska

Era

konsumeryzmu Anna Mier¿wiñska

K

upowaæ ka¿dy mo¿e? Jak siê jednak okazuje, lepiej lub gorzej. Nabywaj¹c najdrobniejsz¹ rzecz, nie zdajemy sobie czêsto sprawy z konsekwencji, jakie niesie za sob¹ ten czyn dla lokalnej spo³ecznoœci, kraju, a nawet œwiata. A warto wiedzieæ, co ma na nas wp³yw przy decyzjach konsumenckich i jaki wp³yw sami mo¿emy wywieraæ na producentów i sprzedawców, a co za tym idzie, kreowaæ codzienn¹ rzeczywistoœæ. Mia³am tzw. „z³y dzieñ”. Wkrótce moje imieniny, a wiadomo, ¿e nikt inny nie zrobi mi tak dobrego prezentu jak ja sama sobie. Zacz¹³ siê sezon wyprzeda¿y...

Uwiêzieni w œwi¹tyni Oto niektóre powody, za spraw¹ których kierujê swe kroki do „œwi¹tyni”. Drogê do niej znam dok³adnie, gdy¿ w miejscu, w którym siê ona znajduje, by³a kiedyœ ³¹ka, miejsce spacerów z psem, pikników, wyœcigów dzieci na rowerach. Widzê j¹ z daleka - jest niczym latarnia, która œwiat³em swego neonu prowadzi mnie szybko na dobrze znane l¹dy. Jeszcze tylko pokonam po³acie placu dla zmotoryzowanych i ju¿ jestem u drzwi. Moj¹ twarz dosiêga powiew klimatyzacji, czujê siê zaproszona do wejœcia i dynamicznym krokiem wchodzê do „przybytku wszystkiego”. Po zostawieniu za plecami burej ulicy, roztacza siê przede mn¹ widok na schludne amerykañskie miasteczko z lat 50. Gdyby nie ruchome schody i kilka innych urz¹dzeñ, bêd¹cych wytworem nowoczesnych technologii, mog³abym uwierzyæ, ¿e jestem na planie filmowm. Szybko napotykam jednak na plan „œwi¹tyni”, który przypomina plan miasta. „Uliczki” s¹ wy³o¿one p³ytami lub kamieniem, gdzieniedzie mo¿na odpocz¹æ siadaj¹c na ³aweczkach przy których „roœnie” bujna roœlinnoœæ. Przemierzaj¹c alejki mo¿na natkn¹æ siê na urocze kawiarnie, jest te¿ kino i krêgielnia, ¿eby m³odzie¿ mog³a mi³o spêdziæ

wolny czas. Nie myœlê o tym, ¿e muszê wróciæ do domu na obiad – jest przecie¿ kilka restauracji z ró¿n¹ kuchni¹ do wyboru. Otacza mnie rozleg³a przestrzeñ, wszêdzie s³ychaæ mi³¹ muzykê i zapachy. Czujê siê wprowadzona w nastrój i ruszam w rytualn¹ podróz, gdy¿ tradycji musi staæ siê zadoœæ. Po kilku godzinach... Opuszczam miejsce kultu z kilkoma pe³nymi torbami i poczuciem dobrze wype³nionej misji. Niosê swe ³upy do domu, gdzie trafi¹ do wielkiej szafy – tam, gdzie ich poprzednicy. A ja jutro rano, stoj¹c przed piramid¹ z pude³ek i rzêdami „pe³nych” wieszaków, znów pomyœlê, ¿e nie mam siê w co ubraæ i zaplanujê kolejn¹ wyprawê do magicznej „œwi¹tyni”. Z cyklu one more time... Có¿ siê takiego sta³o, ¿e nie czujê siê spe³niona ani zadowolona? Mam poczucie, ¿e by³o mi³o, ale ani nie odpoczê³am, boli mnie g³owa, piek¹ oczy, mam poczucie Ÿle wydanych pieniêdzy, a niektóre rzeczy, które kupi³am s¹ z³ej jakoœci i do tego wszystkiego spotykam osoby, które dokona³y takich samych zakupów jak ja. Nie wspominajac ju¿ o zmarnowanym czasie. Mogê co prawda z³o¿yæ reklamacjê, jeœli zachodzi taka potrzeba; mogê postanowiæ, ¿e nie bêdê odwiedza³a „œwi¹tyni”, choæ to bêdzie trudne; mogê spróbowaæ inaczej poprawiaæ sobie nastrój i spêdzaæ wolny czas. Zastanawiam siê, co jeszcze mogê, a mo¿e powinnam zmieniæ jako konsumentka i czy to ma sens?

14

My My,, konsumenci Konsumentem jest dziœ ka¿dy – od ma³ego do starszego, bez wzglêdu na miejsce zamieszkania, pochodzenie, wysokoœæ dochodów, czy inne cechy spo³eczno-demograficzne. Konsumenci to zatem najwiêksza grupa ekonomiczna, ktorej dotycz¹ wszystkie publiczne i prywatne decyzje ekonomiczne. Jak dowodzi George Ritzer w „Magicznym œwiecie konsumpcji”, „w najszerszym sensie hiperkonsumpcja to wysoce demokratyczna forma konsumpcji anga¿uj¹ca zdecydowan¹ wiêkszoœæ spo³eczeñstwa. Iloœæ pieniêdzy, jak¹ poszczególne jednostki mog¹ przeznaczyæ na konsumpcjê, jest bardzo ró¿na, ale dziœ konsumentem jest w pewnym stopniu w³aœciwie ka¿dy". Kupiæ mo¿na dziœ prawie wszystko, bo jak w piosence zespo³u „De Mono” „wszystko jest na sprzeda¿”. A sprzeda¿ oznacza walkê – o konsumenta i jak siê okazuje z konsumentem. W tej batalii wiele chwytów jest dozwolonych. Nale¿y byæ jednak czujnym i œwiadomym nie tylko swoich praw, ale tak¿e stosowanych strategii marketingowych i sprzeda¿y, a przede wszystkim mo¿liwoœci wywierania wp³ywu na rynek. Zjawiskiem, które przybiera ostatnimi czasy coraz to nowe formy, jest konsumeryzm, stanowi¹cy ró¿nego rodzaju dzia³alnoœæ, która ma na celu ochronê konsumen-

Anna Mier¿wiñska Pracuje w Stowarzyszeniu Verte, jest doradc¹ w projekcie „Lubuskie partnerstwa na rzecz ekonomii spo³ecznej”.


„Lubuszanin.org.pl”

nr 7(7) wrzesieñ 2008

W KRAJACH EUROPEJSKICH ŒWIADOMOŒÆ PRAW KONSUMENTA STALE ROŒNIE „Era konsumeryzmu” – Anna Mier¿wiñska

tów, reprezentowanie ich interesów, potrzeb wobec producentów i sprzedawców dóbr oraz us³ug. Dzia³alnoœæ tego typu realizuj¹ agendy rz¹dowe, organizacje pozarz¹dowe, a czasem ruchy spo³eczne. Ich celem jest miêdzy innymi zapewnienie ochrony (nierzadko ¿ycia i zdrowia, a nie tylko interesu o pod³o¿u finansowym) konsumentom poprzez dzia³ania antymonopolowe, ustalanie norm bezpieczeñstwa produków dla ludzi i œrodowiska, testy ich jakoœci, ochronê przed manipulacj¹ wykorzystuj¹c¹ œrodki oddzia³ywuj¹ce na œwiadomoœæ. Celem nadrzêdnym staje siê w wielu krajach europejskich, a miejmy nadziejê, ¿e wkrótce i w Polsce „wychowanie” coraz wiêkszej liczby œwiadomych, odpowiedzialnych konsumentów, którzy poprzez swoje coraz bardziej racjonalne wybory konsumenckie bêda podejmowali poœrednio wa¿ne decyzje gospodarcze. Konsumenci takowi bêd¹ bardziej krytyczni i niejako wybredni. Posi¹d¹ umiejêtnoœæ czytania ze zrozumieniem i „miêdzy wierszami” - w ofertach handlowych i og³oszeniach reklamowych oraz porównywania ofert i produków pod ró¿nymi wzglêdami (nie bêda zwracali uwagê jedynie na cenê i markê, ale tak¿e na dok³adny sk³ad produktu, jego pochodzenie, warunki, w jakich zosta³ wykonany i przez kogo itp.). Konsumenci tacy nie bêd¹ rezygnowali z dochodzenia swoich praw w razie potrzeby, nie bêd¹ niedbali, niedoinformowani i zrezygnowani. Zrozumiej¹, ¿e maj¹ si³ê, ich opinie s¹ wa¿ne i musz¹ zostaæ uwzglêdnione. Odejd¹ te¿ w jakimœ stopiniu od zaspokajania swych potrzeb poprzez nabywanie dóbr produkowanych masowo. Byæ mo¿e bêdzie to wyrazem podkreœlania indywidualnoœci, ukszta³towanego i wysublimowanego gustu, a mo¿e sprzeciwu przeciw korporacjom, które wypieraj¹ drobn¹ przedsiêbiorczoœæ, z regu³y produkuj¹ dobra ni¿szej jakoœci, nie wspieraj¹ znacz¹co lokalnych spo³ecznoœci, a czasem znacz¹co ³ami¹ normy dotycz¹ce ochrony œrodowiska naturalnego oraz bezprawnie d¹¿¹ do monopolizacji danej dzia³alnoœci. Nie wszystkie oczywiœcie. A te, które reprezen-

tuj¹ odpowiedzialny biznes, przetrwaj¹ i umocni¹ swoj¹ pozycjê w danej spo³ecznoœci, gdy¿ wypracuj¹ standardy wspó³¿ycia w partnerstwie z otaczaj¹cymi je konsumentami, co mo¿e zaowocowaæ wspó³prac¹ na rzecz rozwoju. W takiej sytuacji wszystkie strony zyskaj¹, a jak wynika z teorii negocjacyjnych, „gry” o sumie niezerowej s¹ najbardziej porz¹dane, bo ka¿dy coœ osi¹ga. Odpowiedzialny biznes to dzia³anie dobrowalne i d³ugotrwa³e, które polega na dzia³alnoœci, w której bierze siê pod uwagê interesy spo³eczne i ochronê œrodowiska. Nalezy siê liczyæ z tym, ¿e dla wielu przedstawicieli drugiego sektora œwiadomi konsumeci stan¹ siê niewygodni, a nawet niebezpieczni, tworz¹c œwiadom¹ swojej si³y grup¹ oddzia³ywania. Stawiaj¹c wymagania bêd¹ oczekiwaæ zmian – produkcji nie tylko na miarê potrzeb i mody, która czêsto je kszta³tuje, ale tak¿e takiej, która uwzglêdnia potrzeby œrodowiska stosuj¹c np. recykling.

Wybory konsumenckie s¹ czêsto podyktowane udzia³em w reklamie eksperta, który jest postrzegany jako autorytet w danej dziedzinie, niekoniecznie zwi¹zanej z treœci¹ przekazu reklamowego

Nie wiemy i nie pytamy W wielu krajach europejskich œwiadomoœæ praw konsumenta oraz konkretnych metod i technik wywierania wp³ywu na wolny rynek jest znaczna i stale roœnie. W Polsce nie wygl¹da to najlepiej pomimo finkcjonowania instytucji Rzecznika Praw Konsumenta. Polacy, nawet gdy znaj¹ swoje prawa i mo¿liwoœci, jakie stwarza im prawo, czêsto z nich nie korzystaj¹. Dzieje siê tak nawet w przypadku podstawowego zjawiska w tej materii, jakim jest reklamowanie wadliwych produktów. Wstydzimy sie albo nie wiemy, jak sprawnie poradziæ sobie z takim zdarzeniem i nie wiemy, do kogo mo¿na zwróciæ siê o pomoc. Wiele osób uwa¿a te¿, ¿e sytuacja taka jest beznadziejna i nawet, jeœli podejmiemy jakieœ zadanie, nie uzyskamy satysfakcjonuj¹cego nas rozwi¹zania, bo producent jest „panem sytuacji” i prawo stoi po jego stronie. Czêsto „odpuszczamy” s¹dz¹c, ¿e zakupiony przez nas towar nie ma du¿ej wartoœci i nie ma sensu „k³óciæ” siê o

15

parê z³otych. Pokutuje te¿ poczucie, ¿e sprawiamy komuœ k³opot i wstydzimy siê dochodzenia swoich praw. Wielu konsumentów nadal nie czyta podpisywanych przez siebie dokumentów. A jesli zdobywa siê na to, to nie pyta o wyjaœnienie kwestii niezrozumia³ych w umowie, nie chc¹c byæ uznanym za cz³owieka ograniczonego i ma³o inteligentnego. Niewielka czêœæ spo³eczeñstwa zwraca uwagê na informacje umieszczone na etykietach i opakowaniach produktów, które zakupuje. Nadal czesto ³apiemy siê na chwyty reklamowe, które maj¹ na celu nie tylko informowanie - o us³udze, cenie, ró¿nego rodzaju „nowoœciach”, ale przede wszystkim przekonywanie do danej marki i budowanie poczucia lojalnoœci wobec niej oraz przypominanie, które wspomaga ten w³aœnie proces w celu utrzymania pozycji na rynku. Wybory konsumenckie s¹ czêsto podyktowane udzia³em w reklamie eksperta, który jest postrzegany jako autorytet w danej dziedzinie, niekoniecznie zwi¹zanej z treœci¹ przekazu reklamowego - szczególnie wtedy, gdy odniós³ on sukces finansowy i cieszy siê powa¿aniem spo³ecznym. Wielu konsumentów dokonuje zakupu, bazuj¹c na emocjach i np. podczas wyprzeda¿y nie zwraca uwagi na pierwotn¹ cenê produktu, aby oceniæ, czy zakup jest korzystny lub na powód, z jakiego cena zosta³a obni¿ona. Nalezy pamiêtaæ, ¿e reklama jest dŸwigni¹ handlu i stanowi narzêdzie konkurowania na rynku. Treœci w niej zawarte nie mog¹ jednak byæ obraŸliwe lub dyskryminowaæ jakieœ grupy spo³eczne. Konsumenci wci¹¿ tak¿e w niewielkim stopniu zdaj¹ sobie sprawê, ¿e poszukuj¹c tañszego towaru, trac¹ czêsto na jego jakoœci np. ¿ywnoœæ danego typu zawiera czêsto mniej sk³adników od¿ywczych, ni¿ jej dro¿szy odpowiednik. Ponadto bardzo tanie produkty s¹ importowane z ró¿nych stron œwiata, co wspiera, ale nie nasz¹ rodzim¹ gospodarkê. To tylko wybrane przyk³ady, na które warto zwróciæ uwagê.

Œwiadome zakupy Obserwuj¹c profil konsumpcji w innych krajach, mo¿na zaobserwowaæ ciekawe zjawiska, które jak najbardziej mo¿na zakwalifikowaæ do konsumeryzmu. Jednym z nich jest rosn¹ca œwiadomoœæ spo³eczna w kwestii wyzysku, niewspó³mniernej zap³aty za wykonan¹ pracê w krajach rozwijaj¹cych siê, co przek³ada siê na biedê, ubóstwo (zbyt ma³a czêœæ zysku ze sprzeda¿y danego produktu trafia do jego wytwórcy), brak poszanowania praw cz³owieka (nieludzkie warunki pracy, nieprzestrzeganie jakichkolwiek wymogów bezpieczeñstwa i higieny pracy, zatrudnianie dzieci do niewolniczej pracy). Skutkuje to zmian¹ wyborów podejmowanych w


„Lubuszanin.org.pl”

nr 7(7) wrzesieñ 2008

W KRAJACH EUROPEJSKICH ŒWIADOMOŒÆ PRAW KONSUMENTA STALE ROŒNIE „Era konsumeryzmu” – Anna Mier¿wiñska

¿one przez przemys³ lub zwyk³y b³¹d cz³owieka tereny. Straty bêd¹ o wiele wiêksze ni¿ obiecywane zyski. Spo³ecznoœci te czuj¹, ¿e maj¹ prawo g³osu, ¿e walcz¹ o swoje, maj¹c na poparcie swoich racji silne, rzeczowe argumenty, nierzako poparte analizami eksperckimi lub podbnymi przyk³adami z innych regionów kraju.

Konsumpcjonizm kontra konsumer yzm konsumeryzm

sklepach. Œwiadomi konsumenci zadaj¹ sobie trud sprawdzenia, sk¹d pochodz¹ i przez kogo zosta³y wyprodukowane produkty (szcególnie te „egzotyczne”, choæ nie tylko), które wk³ada do koszyka, czy s¹ one „etycznie czyste”, o czym œwiadczy certyfikat i emblemat. W Europie popularne staj¹ siê sieci sklepów, które posiadaj¹ tego typu produkty, gdy¿ klienci sami ich poszukuj¹ i zg³aszaj¹ zapotrzebowanie na nie, co jest dla sprzedawców jasnym sygna³em w jakim kierunku powinni iœæ. Koszt takich produktów jest o kilka do kilkudziesiêciu procent wy¿szy, ale odznaczaj¹ siê one wysok¹ jakoœci¹ i ekologiczn¹ czystoœci¹. Konsumenci staj¹ siê coraz bardziej œwiadomi ekologicznie. W wielu krajach segregacja odpadów jest norm¹, gdy¿ produkujemy niebywa³e iloœci œmieci. W sklepach czeœciej kupowane s¹ produkty znajduj¹ce siê w biodegradowalnych opakowaniach i w których nastêpuje dystrybucja przyjaznych dla œrodowiska toreb. Obywatele wielu krajów rozumiej¹ te¿, ¿e wyzysk i niesprawiedliwoœæ w gospodarce wp³ywaj¹ na ¿ycie poszczególnego obywatela, chocia¿by za spraw¹ tego, ¿e ca³e zak³ady pracy s¹ przenoszone do innych krajów w celu oparcia produkcji o tani¹ si³ê robocz¹ wy³¹cznie w celu maksymalizacji zysków pracodawcy. Nawet staj¹c przed co-

dziennymi wyborami konsumenci europejscy czeœciej wybieraj¹ produkty rodzime, ni¿ produkowane przez korporacje, kupuj¹ owoce i warzywa na targowiskach lub bezpoœrednio od rolnika. Zdarzaj¹ siê te¿ akcje zwane bojkotem konsumenckim, który polega na: masowym niekupowaniu i niekorzystaniu z us³ug firmy lub przedsiêbiorstwa, które ³amie zasady etyczne i prawo, do czasu jego wycofania siê z dzia³alnoœci lub bankructwa; apelowaniu do w³adz o niebudownie fabryki lub hipermarketu za pomoc¹ petycji podpisanych przez znacz¹ czeœæ danej spo³ecznoœci. L¿ejsz¹ form¹ wp³ywa s¹ preferowane przez ró¿ne organizacje konsumenckie dzia³ania rzeczniczne. W Polsce mo¿na juz natomiast wyró¿niæ pewne inicjatywny, które s¹ norm¹ w krajach wysokorozwiniêtych. Lokalne spo³ecznoœci doceniaj¹ kapita³ przyrodniczy, który znajduje siê w ich najbli¿szej okolicy. Wiedz¹ one, ze przy wyst¹pieniu ska¿enia œrodowiska, ich dobro zostanie bezpowrotnie utracone, a wtedy nikt nic nie zyska. Daltego zabieraj¹ g³os w konsultacjach spo³ecznych, a czasem w innych formach demonstruj¹ swój sprzeciw. Stworzenie kilku miejsc pracy w rejonach, gdzie wystêpuje wysoki odsetek osób bezrobotnych, niczego tak napradê nie zmieni, a turyœci przestan¹ odwiedzaæ ska-

16

Wzrost konsumpcji jest jedn¹ z normalnych cech spo³eczeñstw, które przechodz¹ kolejn¹ fazê demokratyzacji i w których umacniane s¹ zasady funkcjonownia wolnego rynku i swobodnej, co nie oznacza niezgodnej z prawem i zasadami moralnymi konkurencji. Nadkonsumpcja natomiast jest problemem wielu krajów europejskich, a staje siê problemem tak¿e w Polsce. Nie bez powodu zakupoholizm jest taktowany jak ka¿de inne uzale¿nienie i jako choroba. Nadal wielu ludzi nie stawia sobie w biegu ¿ycia, które opiera siê na gromadzeniu ró¿nych dóbr konsumpcyjnych, pytania - Mieæ czy byæ? A mo¿e pada to pytanie i jednoczeœnie odpowiedŸ na nie - Byæ to mieæ?! Wzrastaj¹cy dobrobyt w spo³eczeñstwie sprzyja upowszechnianiu siê takowej postawy. Konsumerym w ró¿nych wydaniach – od politycznego po ekologiczny mo¿e staæ siê powa¿nym czynnikiem wp³ywaj¹cym na kszta³t i formy konsumpcjonizmu. Powinniœmy pamiêtaæ, ¿e g³os w ka¿dej sprawie ma w demokracji ka¿dy z nas – obywatel-konsument, a g³os wiêkszoœci musi zostaæ wys³uchany. Byle wiêkszoœæ, robi¹c zakupy, nie zwa¿a³a tylko na wysokoœæ rachunku do zap³acenia. Kluczow¹ rolê powinna odgrywaæ tu edukacja œwiadomych – przysz³ych konsumentów. Nie mo¿na przy tym zapominaæ, ¿e znacz¹c¹ ich grupê stanowi¹ dzieci i to od najm³odszych lat. Wywieraj¹ one spory wp³yw na profil zakupów rodziców. To je nale¿y najbardziej chroniæ. Artyku³ 76 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej brzmi: „W³adze publiczne chroni¹ konsumentów, u¿ytkowników i najemców przed dzia³aniami zagra¿aj¹cymi ich zdrowiu, prywatnoœci i bezpieczeñstwu oraz przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi”. Jednak przepisy bywaj¹ respektowane z ró¿nym natê¿eniem i ró¿norako interpretowane. To konsumenci musz¹ aktywnie i bezkompromisowo broniæ swoich praw i zdawaæ sobie sprawê z tego, ¿e sami s¹ niejako towarem, na który w „œwi¹tyniach konsumpcji” jest spory popyt. Oby wybór by³ naprawdê naszym œwiadomym wyborem, a konsumpcja nie wynika³a z „wydumanych” potrzeb i nie by³a regulatorem nastroju czy form¹ spêdzania czasu wolnego z bliskimi.


„Lubuszanin.org.pl”

P R Z E Z

E D U K A C J Ê

nr 7(7) wrzesieñ 2008

D O

Z J E D N O C Z E N I A

„My, Europejczycy” – Sergiusz Wolski

My,

Europejczycy Sergiusz W olski Wolski

E

dukacja, szczególnie na poziomie studiów wy¿szych, jest jednym z istotnych aspektów dla przysz³oœci Europy. Najczêœciej mówi siê o niej w kontekœcie ekonomicznym: wspó³czesna gospodarka coraz bardziej opiera siê na wiedzy i potrzebuje wykwalifikowanych fachowców. Edukacja pe³ni jednak i inn¹ rolê, dla procesu integracji europejskiej bardzo istotn¹: pozwala na spotkanie i poznanie siê ludzi ró¿nych narodowoœci. Dlaczego jest to tak wa¿ne?

Integracja europejska to proces, który przebiega na wielu szczeblach. Najwy¿szy z nich to ten zarezerwowany dla rz¹dów i szefów pañstw, których decyzje nadaj¹ ogólny kierunek procesom integracji. Szczebel ten nie jest, mimo szczególnego znaczenia, jakie siê mu nadaje, szczeblem jedynym. Proces jednoczenia odbywa siê tak¿e na poziomie regionów, miast i organizacji. Schodz¹c na sam dó³ tej drabiny dojdziemy do wymiaru indywidualnego, gdzie zjednoczenie dokonuje siê poprzez nieformalne kontakty zwyk³ych ludzi. Ten wymiar integracji jest czêsto niedostrzegany. Nic dziwnego: opieraj¹c siê na relacjach nieformalnych jest trudny do zbadania, a nawet zdefiniowania. Tymczasem jego rola w jednoczeniu Europy jest, moim zdaniem, niezwykle istotna. Prawdziwe, pe³ne zjednoczenie mo¿e siê dokonaæ bowiem tylko przez zmiany w indywidualnej œwiadomoœci. Nawet najdalej id¹ce deklaracje polityczne i prointegracyjne dzia³ania na szczeblu pañstwowym nie wp³yn¹ w sposób znacz¹cy na kszta³towanie siê to¿samoœci europejskiej, nie uwolni¹ nas od patrzenia na œwiat wy³¹cznie przez pryzmat w³asnego pañstwa i narodu, przez pryzmat ich partykularnych interesów. Nie uwolni¹ nas od niszczycielskich stereotypów. Zmiany w tej kwestii mog¹ nast¹piæ przede wszystkim dziêki, tak to ogólnie nazwijmy, Spotkaniom. Spotkaniom ludzi z ró¿nych krajów, prowadz¹cym do refleksji, ¿e wiêcej nas ³¹czy, ni¿ dzieli. Jednocz¹ca siê Europa powinna wspieraæ te Spotkania.

I robi to: szczególnie na p³aszczyŸnie edukacji.

Spotkanie I: Erasmus Dziêki stypendium w ramach unijnego programu Socrates-Erasmus mog³em odbyæ rok studiów we Francji, na Uniwersytecie w Wersalu. By³o tam kilkunastu innych stypendystów. Tr zymaliœmy siê razem, co by³o tym prostsze, ¿e mieszkaliœmy w jednym akademiku. ZnaleŸli siê wœród nas Hiszpanie, W³osi, Anglicy, Czesi, Niemcy, Polacy. By³y te¿ osoby, które - jest to coraz czêstsze w Europie - nie mog³y siê jednoznacznie, w sensie narodowoœci, okreœliæ. ¯yliœmy razem, trochê jak w filmie „L’Auberge Espagnol”, który opowiada o losach francuskiego studenta Erasmusa w Barcelonie. Czêsto chodziliœmy na te same zajêcia, urz¹dzaliœmy wspólne imprezy, przygotowywaliœmy razem posi³ki, razem zwiedza-

Sergiusz Wolski Psycholog spo³eczny, publicysta, podró¿nik. Absolwent Uniwersytetu Victora Segalen w Bordeaux i Wydzia³u Nauk Spo³ecznych UAM w Poznaniu.

liœmy. W miarê up³ywu czasu zaczê³a powstawaæ miêdzy nami wiêŸ, mimo ró¿nic, które przecie¿ musia³y siê ujawniæ. Rodzi³y siê przyjaŸnie. To, co najwa¿niejsze: nie pokrywa³y siê one z lini¹ narodowoœci, ale ze sposobem patrzenia na ¿ycie, rozumienia œwiata. Towarzyszy³o nam przy tym poczucie, ¿e nasze spotkanie nie dosz³oby nigdy do skutku, gdyby nie jednocz¹ca siê Europa. Zjednoczona Europa przesta³a byæ dla nas abstrakcj¹, nabra³a innego, konkretnego wymiaru. £apiê siê czasem na tym, ¿e w rozmowie z obcokrajowcem z innego kontynentu mówiê „my, Europejczycy”. Myœlê, ¿e nie u¿ywa³bym tej formu³y w sposób naturalny, gdyby nie doœwiadczenie uczestnictwa w programie SocratesErasmus.

„¯adna w³adza polityczna nigdy nie pozostaje poza kontrol¹ i jak d³ugo ludzie bêd¹ ludŸmi, nie mo¿e istnieæ ¿adna absolutna i bezwzglêdna w³adza polityczna”.

17


„Lubuszanin.org.pl”

P R Z E Z

E D U K A C J Ê

nr 7(7) wrzesieñ 2008

D O

Z J E D N O C Z E N I A

„My, Europejczycy” – Sergiusz Wolski

Spotkanie II: Andrea Nieco póŸniej, równie¿ na studiach we Francji, ale odbywanych w innym mieœcie, pozna³em Andreê, Greczynkê z Cypru. Andrea nienawidzi Turków. Postawa ta staje siê czêœciowo zrozumia³a, gdy przeœledzi siê trudn¹ historiê wyspy: w 1974 r. w wyniku militarnej interwencji Turcji Cypr zosta³ podzielony i w takim stanie znajduje siê do dziœ. Andrea czêsto podkreœla³a swoj¹ nienawiœæ i pewnego dnia poprosi³em, by wyobrazi³a sobie nastêpuj¹c¹ sytuacjê: poznaje pewn¹ osob¹, któr¹ zaczyna bardzo lubiæ, ale po pewnym czasie dowiaduje siê, ¿e pochodzi ona z Turcji. Co

wtedy? Zerwa³abym znajomoœæ - odpowiedzia³a Andrea. W zapalnych punktach Europy, takich jak Cypr czy Ba³kany, osób myœl¹cych w sposób podobny do Andrei jest wiêcej. Czy ponadnarodowe inicjatywy edukacyjne, mog³yby siê przyczyniæ do zwalczania wzajemnej nienawiœci, czy choæby niechêci ró¿nych narodów do siebie? Byæ mo¿e w przypadku Cypru jest zbyt wczeœnie, rany s¹ jeszcze œwie¿e. Natomiast przyk³ad Uniwersytetu „Viadrina” pokazuje, jak wa¿ne s¹ takie przedsiêwziêcia.

Spotkanie III: Viadrina

tet polsko-¿ydowski, np. w Krakowie. ¯ydów w Polsce ju¿ praktycznie nie ma, a przecie¿ przez setki lat mieli oni swój istotny udzia³ w tworzeniu polskiej i europejskiej kultury, tu by³ tak¿e ich dom. Powstanie takiego uniwersytetu bardziej ni¿ ka¿da inna inicjatywa mog³oby siê przyczyniæ do pojednania i spojrzenia w przysz³oœæ. Relacje obu narodów przesta³yby siê opieraæ wy³¹cznie na trudnej historii.

W takim kontekœcie powsta³ w 1991 r. Uniwersytet Viadrina i przyczyni³ siê do budowy polsko-niemieckiego pojednania. Sprawi³, ¿e w jednej uczelni mogli siê spotkaæ, na równych prawach, studenci z Polski i Niemiec. Pocz¹tkowo problemem by³o

Uniwersytet Viadrina czy program Socrates-Erasmus to dwa przyk³ady w morzu podobnych inicjatyw. Dobrze, ¿e jest ich tak du¿o i pozostaje mieæ nadziejê, ¿e bêdzie na nie przeznaczanych coraz wiêcej œrodków. Idea³em by³oby, gdyby ka¿-

izolowanie siê jednych od drugich, zamykanie w krêgu osób swojej narodowoœci, ale z czasem uda³o siê to nastawienie zmieniæ. Stereotypy zosta³y prze³amane, nawi¹zano znajomoœci, przyjaŸnie. Viadrina to nie tylko praktyczna mo¿liwoœæ spotkania siê Polaków i Niemców (a tak¿e osób z innych krajów Europy i œwiata), ale tak¿e wa¿ny symbol. Czy kilka lat po wojnie ktoœ móg³by przypuszczaæ, ¿e kiedyœ powstanie podobna instytucja? Puszczaj¹c wodzê fantazji mo¿emy wyobraziæ sobie funkcjonuj¹cy na podobnej zasadzie uniwersy-

dy student móg³ w czasie swoich studiów przynajmniej jeden semestr studiowaæ na zagranicznej uczelni. Rzecz jasna, prowokowanie kontaktów miêdzy ludŸmi z ró¿nych krajów Europy to nie jedyny cel europejskich przedsiêwziêæ w dziedzinie edukacji. Niemniej wa¿ne s¹ aspekty formalne, takie jak uczynienie szkolnictwa europejskiego bardziej konkurencyjnym i nowoczesnym. Jednak, z punktu widzenia kszta³towania siê to¿samoœci europejskiej, integracyjna funkcja tych projektów wydaje siê szczególnie istotna.

Trudno porównywaæ stosunki polskoniemieckie do tych panuj¹cych np. na Ba³kanach. Nie ma jednak w¹tpliwoœci, i¿ nieustannie ci¹¿¹ na nich silne zasz³oœci historyczne, stereotypy i wzajemne niezrozumienie.

18


„Lubuszanin.org.pl”

J E S T E ΠM Y

W

E U R O P I E .

nr 7(7) wrzesieñ 2008

I

C O

W

T Y M

D Z I W N E G O ?

„Obrazki z podró¿y” – Waldemar Gruszczyñski

Obrazki

z podró¿y Waldemar Gruszczyñski

E

uropa to dla mnie nie ksi¹¿kowa definicja, odleg³a abstrakcja. To miejsca, ludzie, smaki. I mo¿liwoœci.

Dla naszych rodziców sformu³owanie, i¿ ¿yj¹ w Europie musia³o siê jawiæ jako spory paradoks. Bowiem tyle z tego mieli, ile dziecko z ogl¹dania s³odyczy przez szybê. Nie mogli t¹ Europ¹ oddychaæ, ¿yæ ni¹, smakowaæ. Jeœli ktoœ nawet wyje¿d¿a³, to zwykle w podobne Polsce Ludowej op³otki. Pary¿ by³ jedynie wielk¹ metafor¹, a szczytem wakacyjnej egzotyki bu³garskie Z³ote Piaski. Europa by³a równie realna, co Œwiety Miko³aj. W sumie przypomina³o to ¿ycie Indian w rezerwacie. Jako dziecko w owym rezerwacie spogl¹da³em na Europê przez judasza, którym by³a witryna w Peweksie, a na niej kolorowe opakowania, klocki lego, cuda… Ech, czy pamiêtacie jak pachnia³o w Peweksach? To wyj¹tkowe po³¹czenie zapachu s³odyczy, aromatu tytoniu i zachodnich kosmetyków? Dla mnie wtedy by³ to zapach nieba. Z perspektywy czasu wszysko siê kurczy, blednie, ubo¿eje. Dziœ takim Peweksem jest co drugi sklep osiedlowy. Jak¿e smutne z tak du¿ego dystansu wydaj¹ siê mi dzieciêce fascynacje metalowymi puszkami po piwie. Zbieraliœmy œmieci, ot co. Có¿, w g³owie nam siê nie mieœci³o, ¿e coœ do jednorazowego u¿ytku mo¿e byæ tak piêkne i kolorowe. Ale co dziwiæ siê dzieciom. Pamiêtam jeszcze domy zaprzyjaŸnionych rodzin, gdzie na s³awetnych s³omiankach wisia³y puste pude³ka po papierosach. Pewien dziœ jestem, ¿e kiedy bêdê opowiada³ to synowi za 10 lat, pomyœli, i¿ k³amiê, albo piszê ksi¹¿kê s-f. Tak wiêc, moje poznawanie rozpoczê³o siê niejako archeologicznie, bo od œmietnika. Potem przysz³a kolej na resoraki od kolegów, s³odycze w paczkach koœcielnych, kolorowe piórniki i zeszyty przysy³ane przez dalek¹ rodzinê. Wszystko to by³o fascynuj¹ce niczym œlady obcej cywilizacji, zaawansowanej technologicznie, u¿ywaj¹cej nie-

zrozumia³ego jêzyka, a przede wszystkim, na co mia³em niezbite dowody, pe³nej dobrobytu. Wraz z latami przysz³a nauka, i¿ nie wszystko, co niesie zachodni wiatr, jest dobrem wcielonym. Europa pokaza³a nam siê ca³a w swej okaza³oœci i ro¿norodnoœci. Przesta³a byæ zakazanym owocem, rajem niedostêpnym, choæ dla wielu wci¹¿ jest ziemi¹ obiecan¹. Ale dziœ w wielu aspektach nasze ¿ycie sta³o siê europejskie, w dobrym i z³ym znaczeniu tego s³owa. Nieraz by³o to mocno przewrotne: oto rower z synonimu zacofania sta³ siê symbolem nowoczesnoœci, a jedzenie brukwi i innych p³odów ziemi – szczytem ekologicznego wyrafinowania. Wiêc jak siê okaza³o, z pustymi w PRL hakami w miêsnym byliœmy w czo³ówce ludzi œwiadomych tego, co jedz¹. Te ciekawe paradoksy mo¿na by jeszcze d³ugo wyliczaæ. Niektóre s¹ œmieszne, inne smutne. Droga do Europy wiod³a pod wiele górek, a przecie¿ wci¹¿ jesteœmy w tej podró¿y. Ale jak mówi¹ najnowsze sonda¿e, cztery lata po wejœciu Polski do Unii 80 proc. Polaków uwa¿a, ¿e cz³onkostwo w UE daje nam korzyœci. To oznacza, ¿e nie tylko optymistyczna z natury m³odzie¿ dostrzega plusy. ¯e równie¿ starsze pokolenie, ostro¿niejsze doœwiadczeniem, dostrzega jasn¹ stronê bycia w Europie. Wiem, ¿e s¹ ortodoksi, którzy powiedz¹, ¿e nas nigdy z Europy nikt nie wyrzuca³. ¯e nam Polski rzutem naleœnika nie przeniesiono w inne miejsce. Ale nie ma co siê upieraæ: druga po³owa XX wieku to czas, kiedy nie z w³asnej winy jechaliœmy poci¹giem na stacjê inn¹, ni¿ planowaliœmy. Dziœ na szczêœcie przestawiono dziejow¹ zwrotnicê i gnamy, nadrabiaj¹c zmarnowany czas. Ja sam, dziecko epoki Gierka, z optymizmem zerkam przez okno. Zerkam i wiem, ¿e Europa to dla mnie nie ksi¹¿kowa definicja. To miejsca, ludzie, smaki. I mo¿liwoœci. Po europejskich woja¿ach mam g³owê pe³n¹ piêknych miejsc w Europie. Ale tym

19

bardziej zdajê sobie sprawê, jak s³abo znam ten rodzinny kraj. I jak wiele z niego warto pokazaæ swoim dzieciom. Wci¹¿ mi³oœci¹ pierwsz¹ kocham bigos i ¿urek, lecz z grzeszn¹ przyjemnoœci¹ zdradzam je czasem dla paelli, mozarelli, presunto. Podró¿e podwa¿y³y we mnie te¿ wpojone g³êboko przekonanie o naszej wyj¹tkowoœci i goœcinnoœci. Kierowca autobusu w Brukseli, w³aœciciel winnicy w Portugalii, facet w informacji turystycznej w chorwackim Cavtacie mogliby prowadziæ zajêcia z bezinteresownej uprzejmoœci w dowolnej polskiej szkole. Ka¿da podró¿ otworzy³a mi w g³owie inn¹ klapkê, pokaza³a coœ nowego. Ka¿da zadziwi³a. Zazdroszczê dziœ swemu piêcioletniemu synowi, ¿e kiedy bêdzie wybiera³ uczelniê, mo¿e zatrzymaæ siê na literze L. I siêgaæ od Lublina po Lizbonê. Bo wszystko bêdzie zale¿a³o od niego. I to chyba najbardziej fantastyczne: nieskoñczona paleta mo¿liwoœci, a klucz do ka¿dej w naszym rêku. To jak wybór miedzy ¿yciem w równoleg³ych œwiatach. Kiedy konczy³em ten tekst, natkn¹³em siê na tak¹ wypowiedŸ: „szybko ewoluuj¹ca Polska b³yskawicznie staje siê najbardziej interesuj¹cym krajem Europy”. Tak¹ ocenê wystawi³ nam Robin Oakley, jeden z najwa¿niejszych politycznych dziennikarzy stacji CNN. Nie by³o tam dopisku „wœród krajów Europy Wschodniej”, „za dawn¹ ¿elazn¹ kurtyn¹” czy „spoœród pañstw dawnego Uk³adu Warszawskiego”. Po prostu Polska – czêœæ Europy. Dziœ mo¿na powiedzieæ: i co w tym dziwnego?

Waldemar Gruszczyñski Przedsiêbiorca, publicysta. Przez wiele lat dziennikarz „Gazety Wyborczej”, obecnie prowadzi agencjê reklamow¹ Fabryka Reklamy IBI.


„Lubuszanin.org.pl”

20

nr 7(7) wrzesieñ 2008

Lubuszanin nr 7  

Lubuszanin nr 7

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you