Page 1

32 bezcenny

podróże

kultura

muzyka

wydarzenia

film

uroda

moda

podróże

kraków

www.loungemagazyn.pl

czerwiec'11 ISSN 1899-1262


Redakcja:

Joanna Jawor asystent redakcji michalina@loungemagazyn.pl

Szymek -

Chochlik Redakcyjny

Współpraca: Olimpia Ajakaiye, Joanna Belowska, Monika Błażewicz, Wirginia Bryll, Andrzej Ciochoń, Arkadiusz Czekaj, Adam Grzanka, Jagoda Gawle, Anna Jachimczak, Marek Kaczmar, Joanna Kiereś, Wojtek Klęczar, Krzysztof Koczorowski, Dominika Kustosz, Magda - Merta Mączyńska, Asia Oparcik, Małgorzata Pawłowska, Maggie Piu, Gosia Salamon, Irinka Shevchenko, Adrian Suszczyński, Szymon Wróbel Wydawca: MEDIA LOUNGE S.C. Redakcja Lounge Magazyn ul. Starowiślna 37 / 5b, 31-038 Kraków info@loungemagazyn.pl | tel. (012) 633 77 33

www.loungemagazyn.pl facebook.com/loungemagazyn

(12) 633 77 33 Okładka i zdjęcie po lewej zdjęcia: Paweł Kamński | pawelkaminski.pl postprodukcja/retusz: M. Niechoda, P. Nuckowski peachperfect.com stylizacja: Monika Harłacz | mhshowroom.com.pl asystentka stylisty: Paulina Ślaska | mhshowroom.com.pl make-up: Marcin Szczepaniak | marcinszczepaniak.com fryzury: Jakub Ziemirski modelka: Paulina Szczepkowska Poglądy zawarte w artykułach i felietonach są osobistymi przekonaniami ich autorów i nie zawsze pokrywają się z przekonaniami redakcji Lounge. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów i zdjęć bez zgody redakcji jest niezgodne z prawem. Jeśli nadal wytrzeszczasz oczy na ten malutki tekst to znaczy ze potrzebujesz odrobiny relaksu i musisz szybko przejść do działu kafeteria lub po prostu weź zimny prysznic. p.s. niektórzy są naprawdę na tyle uparci, że nie odpuszczą nawet tak drobniutkiego tekstu. Ale gratulujemy wzroku!

2

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

zdjęcie po lewej: sukienka: Barbara Bui, All Seasons Boutique, CH Bonarka biżuteria: Patrizia Pepe, CH Bonarka skarpety: Gatta, CH Bonarka buty: Kazar, CH Bonarka pierścionek: własność stylisty


zdjęcia: Marta Szczepanik / lounge

filtr miejski

imprezy i otwarcia_

Pożegnalno - powitalne koktajl party w Sheratonie zaproszeni krakowscy dziennikarze, najbliżsi współpracownicy, znajomi i przyjaciele. Nie obyło się bez wzruszających przemówień (tu pani dyrektor popisała się nienaganną polszczyzną), ciepłych słów, prezentów i miłych gestów.

w hotelu The Park Lane w Londynie. Stijn Oyen jest Belgiem, posługuje się płynnie językiem francuskim, hiszpańskim, holenderskim i angielskim. Gratulujemy i życzymy Dagmare i Stijnowi wielu zawodowych sukcesów.

Po pożegnaniu przyszedł czas na powitanie. Nowym dyrektorem został Stijn Oyen (czyt. Stein), który karierę zawodową rozpoczynał

zdjęcia: Marta Szczepanik / lounge

11 maja z wielkim smutkiem pożegnaliśmy dotychczasową dyrektor hotelu Sheraton, panią Dagmare Zechmann. Po prawie czterech latach spędzonych w naszym pięknym mieście, Dagmare postanowiła podjąć kolejny krok w jej życiu zawodowym, obejmując stanowisko dyrektora generalnego w jednym z hoteli należących do marki Starwood - hotelu Le Meridien w Monachium. Z tej okazji odbył się oficjalny koktajl, na który zostali

Skandaliczne 6. Urodziny Do niedawna wydawało nam się, że w Krakowie nic już nas nie może zaskoczyć... A jednak. Scandale Garden oraz Scandale Classic w zeszłym miesiącu obchodziły 6. Urodziny i trzeba przyznać, że były to wyjątkowo skandaliczne obchody. Ci, którzy byli, mieli okazję zobaczyć wyjątkowe show. A wszystko to za sprawą osobliwych postaci, zaproszonych na ten wieczór (i nie mówimy tu o VIP-ach, oni zawsze wyglądają dość dziwacznie). 4

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Zza białych kurtyn otaczających lokal, oczom zgromadzonych ukazały się nieruchome postacie - karły, murzyni, kulturyści, manekiny, baletnica z brodą i grubaska. Istna cyrkowa obsada, żywcem wyjęta ze snu, mocno wpłynęła na wyobraźnię widzów oglądających to niecodzienne przedstawienie.

To podczas ich występu tajemnicze postacie zaczęły się poruszać i powoli wyszły do ludzi. Parkiet natychmiast ożył.

Całości towarzyszyła ciekawa oprawa muzyczna w wykonaniu Nicka Sinclera i DJ’a Quarrela.

Cyrkowe szaleństwo trwało do białego rana. Sto lat!!!

Oczywiście gospodarze jak zwykle nie zapomnieli o doskonałych drinkach i wyśmienitych przekąskach.


LOZA

. Nowe oblicze LOZY. Nowy design Koktajli.

Rynek Główny 41, Open from 9.00 a.m - 1.00 am

Zapraszamy na letnie promocje ispritz 65 PLN / 19 € btl. 13 PLN / 4.5 € lampka

Koktajle Hennessy 27 PLN / 8 €

. LOZA Klub Aktora Restauracja tel. 012 429 29 62 www.loza.pl


zdjęcia: Joanna Roman / lounge

filtr miejski

imprezy i otwarcia_

ICE ICEBERG Luxury Nights kolekcji Ice Iceberg oraz obuwia firmy Conhpol, o nietuzinkową stylizację do pokazu zadbał krakowski fryzjer i mistrz młodego pokolenia - Daniel Piwowar. We wspaniały klimat imprezy modowej goście zostali wprowadzeni przez Jana Rostworowskiego - krakowskiego dziennikarza radiowego

i prekursowa ambitnej muzyki elektronicznej. Naszym podniebieniom równie wyrafinowane atrakcje zapewniła restauracja Miyako Sushi Bar. Kolejna impreza w salonie Ice Iceberg odbędzie się z okazji drugich urodzin.

zdjęcia: Joanna Roman / lounge

13 Maja 2011 w Krakowskim butiku Ice Iceberg odbyła się impreza ICE ICEBERG Luxury Nights. Impreza była bardzo niekonwencjonalna, ponieważ nawiązywała do Mediolańskich standing parties organizowanych w show roomach największych projektantów. Oczywiście nie zabrakło atrakcji, takich jak pokaz mody najnowszej

Otwarcie Klubu Zabierzów Squash zaszczycili również uznani zawodnicy z Wrocławia i Warszawy - m.in. Anna Jurkun, Mistrzyni Polski w Squash’u z 2008 i 2009 r. W wieczornej części otwarcia przygotowano poczęstunek oraz lampkę szampana dla wszystkich gości. Zawodnicy licznie uczestniczyli i w

tej części wydarzenia, pozostając w klubie do późnych godzin wieczornych. Jako amatorzy squasha śmiało możemy zaryzykować stwierdzenie, że Zabierzów Squash będzie jednym z najlepszych klubów w Krakowie. Korty ASB, świetna lokalizacja, atrakcyjne ceny. Warto sprawdzić. My polecamy!

przymierzenia cudownych sukienek z kolekcji Deni Cler. Można było posłuchać ciekawego wykładu pani doktor z Medestetis na temat zwalczania cellulitu i otyłości. Największym powodzeniem jednak cieszyła się obsługa Yasumi, która proponowała zabiegi i masażę, wszystkie wykonywane na doskonałych kosmetykach Or-

ganique i RVB. Do gabinetu masażu ustawiła się długa kolejka. Czas minął nam szybko, a umilały go słodkości Mount Blanc i egzotyczny bufet Edo Fusion. Nie brakowało wina i dobrej muzyki.

zdjęcia: Joanna Roman / lounge

7 maja odbyło się oficjalne otwarcie Klubu Zabierzów Squash. Jedną z atrakcji był Turniej Otwarcia PRINCE ASB Zabierzów Squash kat. B. Oficjalne otwarcie Klubu było jednocześnie wspaniałą imprezą sportową, jaką okazał się turniej squash’owy. W turnieju uczestniczyli zawodnicy głównie lokalni, ale swoim udziałem

Podróż na Daleki Wschód W sobotę, 21 maja, w ramach programu Porozmawiajmy o Zdrowiu odbyło kolejne spotkanie. Zostaliśmy zaproszeni do Instututu Zdrowia i Urody Yasumi z ulicy Głowackiego 24 w Krakowie. Podczas spotkania odbył się pokaz makijażu, każda z zaproszonych pań miała możliwość 6

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Słuszna inicjatywa w atrakcyjnej formie. Połączyliśmy przyjemnie z pożytecznym.


foto: Agnieszka Szczepańska / My Nihgt 8

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


foto: ナ「kasz Patecki ...because quality matters lounge magazyn

9


Twarze Przy Barze

SCANDALE 6 Urodziny

foto: Marta Szczepanik

27 maja 2011

Dżojn our Fan page na Facebooku. Wygrywaj wejściówki na najciekawsze imprezy w mieście, zdobywaj płyty z ulubioną muzyką, poznawaj nowych ludzi. Zostań częścią Lounge Magazyn na www.facebook.com/loungemagazyn


Ciąg Dalszy Następuje...

(…) Kiedy dojechaliśmy do stacji „Kraków Główny” Pan Stefan dostrzegł, że podczas jego nieobecności nawet tramwaje nabrały barwy, a i trawa wydaje się być jakoś bardziej zielona. A przecież nikt jej nie malował, bo niby, po co? Że niby, dlaczego dla niego? Narzekał, że głowa go boli, a wyskokowy eliksir na wszystkie boleści, który dostał od przyjaciół z Konga, przestał działać. Jako leśny farmaceuta pochodzący ze wsi, w kilku zdaniach wyjaśniałem Panu Stefanowi, że wszystkie niepokojącego go objawy są wynikiem szoku termicznego, który dokonał się po wymieszaniu warszawskiego powietrza z krakowskim. Swoje pseudo farmaceutyczne wywody przeniosłem dalej na język zrozumiały przez licealistów z klas o profilu humanistyczny. Oznajmiłem, że ponoć już Mickiewicz miał pisać o złym wpływie warszawskiego powietrza na ludzi, którzy urodzili się, bądź nie kryją swojej sympatii do Krakowa. Jako przykład podawał tych, którzy z Krakowa przenieśli się do Warszawy na ul. Wiejską 4/6/8. Pan Stefan po chwilowej analizie moich argumentów dwa razy pokazał mi dłoń z podniesionym do góry środkowym... i małym palcem, co w języku jednego z plemion, które odwiedził podczas swojej podróży, znaczy: „Zgadzam się”. Poszliśmy na Rynek: kawa, gazety, alkohol, kilka innych przyjemności dla ciała i ducha zakończyły nasz powrót do Krakowa. Wracałem ul. Stolarską, która przechodzi przez mały rynek w ul. Szpitalną, potem w ul. Lubicz. Pan Stefan też wracał, ale jak się okazało, podczas naszego kolejnego spotkania ulic nie pamiętał (a ja nie chciałem wnikać, dlaczego). Następnym razem spotkałem Szanownego Pana Stefana na ZMMM (Zlot miłośników małych motorków). Byłem służbowo, ktoś wysłał mnie, żebym zrobił relację dla jednej z gazet, dla których piszę. Pan Stefan jak się okazało został zaproszony, jako najstarszy honorowy (dawno niewidziany) członek KMMM (Klub miłośników miniaturowych motorków). Ok. godz. 12 postanowiłem spytać, dlaczego nigdy nie mówił o tej nietypowej funkcji i skąd takie zamiłowanie? Tłumaczył, że pasją do jazdy na miniaturowych motorkach zaraził się od dziadka, a potem jakoś już tak zostało. O godz. 21 w zupełnie innych okolicznościach, wyznał, że sprawa wyglądała inaczej. Zaczęły się miłosne wspomnienia. Bo jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o kobiety. Pan Stefan stwierdził, że zawsze kręciły go małe, zgrabne motorki, ale facet i miniaturki? Jego zdanie zmieniło się zupełnie, kiedy uwiódł jedną z koleżanek znanego w latach 70. sekretarza. Owa koleżanka wówczas wyznała mu, że w niektórych sferach facet i miniaturka często idą w parze, więc nie ma się, czego wstydzić. Tak oto Pan Stefan został członkiem KMMM. CDN. Szymon J. Wróbel szymon.wrobel@dziennik.krakow.pl

Najmniejsze miasto świata W tym miesiącu o wszystkim, co może kojarzyć się z podróżami, wakacjami, wypoczynkiem. Wiecie zatem jakie jest najmniejsze miasto świata? Kielmuch twierdzi, że jego apartament, bo wywalczył statut autonomii i chce stworzyć państwo, ale zanim to osiągnie, najmniejszym miastem na świecie jest miejscowość o nazwie Hum. Liczy ono zaledwie 21 mieszkańców (choć najnowsze dane wskazują, że jest to już tylko 14 mieszkańców) i jest położone całkiem niedaleko Polski, bo w Chorwacji. Pomimo, że leży z dala od uczęszczanych szlaków, to dotarcie do niego nie sprawia problemów, bo mieszkańcy pokusili się o stosowne drogowskazy.

się do zachorowań na cukrzycę typu drugiego. Przynajmniej wiemy, gdzie wybrać się w podróż. Na plażę! Koniecznie z ładnym partnerem.

kafeteria

Stefan Kopytko

mniej lub bardziej poważnie_

Ach ci turyści Komu się wydawało, że turysta, to taki zadowolony człowiek, wypoczywający w ciepłych krajach, ten srogo się pomylił. Oto przykładowe skargi Polaków na biura podróży: - Pewna Polka zażądała odszkodowania z powodu otwartego okna w samolocie. Ktoś zrobił to złośliwie – jak twierdziła i przez to się przeziębiła. Cały urlop zepsuty. Współczujemy otwartego okna w samolocie. - Problemy są także z jedzeniem. W Turcji

Jak żyć to tylko na Pomorzu... w jednym z hoteli nie serwowano kotleta schabowego, co zauważył bystry albo na wsi... Nie wiecie gdzie zamieszkać? Na Pomorzu! Jak wynika z obliczeń Głównego Urzędu Statystycznego, w Pomorskiem średnia wieku mieszkańców jest jedną z najwyższych. Wskaźnik żywotności mężczyzn wynosi tam 71,3 roku i jest wyższy o 1 rok od wyników z 2007 roku. Kobiety natomiast żyją średnio 80 lat, o pół roku dłużej niż w 2007 roku. Pomimo świetnych wyników nadal jest to jednak mało, w porównaniu do czołówki Europy. W przypadku mężczyzn, jest to około 8 lat mniej, w przypadku kobiet - 5 lat. Jeżeli nie przekonuje was Pomorze, to zawsze pozostaje wieś. Tam jest jeszcze weselej i żyje się... dłużej! O tym, że słońce, świeże powietrze, a przede wszystkim cisza i spokój dobrze wpływają na zdrowie - wiadomo od dawna. To właśnie dlatego, jak twierdzi Kielmuch, mieszkańcy Ruczaju dożywają później starości. Daily Mail donosi dodatkowo, że mieszkańcy wsi żyją dłużej od ludzi z miasta, nawet tych wyjątkowo dbających o siebie. Jest to średnio kilka lat dłużej. W przypadku kobiet, średnia wieku oscyluje w granicach 82-83 lat, natomiast u mężczyzn 78-79. Przy okazji wychodzi prawda... bardziej opłaca się być kobietą.

Opalanie przedłuża życie Miało być z serii „amerykańscy naukowcy”, ale tym razem będzie o szwedzkich. To oni stwierdzili właśnie, że opalanie pozytywnie wpływa na długość naszego życia. Onkolodzy twierdzą, że pozytywne efekty prażenia się na słońcu są większe niż ryzyko raka skóry, o którym decyduje więcej składników niż tylko zbyt długie kąpiele słoneczne. Natomiast opalanie może skutecznie zablokować rozwój innych groźnych schorzeń. Ma zapobiegać tworzeniu się skrzepów krwi, a także dostarczać witaminy D, której niedobór przyczynia

wczasowicz. Postanowił się poskarżyć, a że nieszczęścia chodzą parami, to wspomniał jeszcze o wytartych przyciskach na pilocie do telewizora. Turcja w ogóle jest jakaś wybrakowana, bo turyści mają w zwyczaju skarżyć się, że tamtejszy piasek na plaży nie pozwala na lepienie babek. - W Tunezji wcale nie jest lepiej. Jedna z turystek była oburzona, że w basenie hotelowym pływają Arabowie. Przecież tubylcy nie powinni korzystać z tego samego basenu co wypoczywający – stwierdziła. - Pecha miała też pewna dziewczyna, która wróciła w ciąży z wczasów. Jej matka wytoczyła proces biurowi podróży, twierdząc, że dziewczyna zaszła w ciąże z powodu plemników pływających w basenie. A my myśleliśmy, że takie rzeczy to tylko w kebabach...

Nie masz czasu na wakacje? Nic straconego! Wyślij maskotkę! Czesi są jednak głupsi od Amerykanów. Wpadli na tak durny pomysł, że aż sami żałujemy, że my go nie wymyśliliśmy. Jeżeli nie macie czasu na wypoczynek, za dużo pracujecie, a chcecie zwiedzić Pragę, to nic straconego! W stolicy Czech powstało biuro podróży o nazwie Toy Traveling. Zapewnia ono niezapomniane wrażenia z podróży po Pradze dla Twojej ulubionej pluszowej maskotki. W planie m.in. zwiedzanie zamku w centrum miasta czy Mostu Karola. Biuro zapewnia oczywiście wspaniałe pamiątkowe zdjęcia z podróży do rodzinnego albumu. I to wszystko za jedyne 90 euro. Jeśli naprawdę kochasz swojego pluszaka, możesz wykupić dla niego pakiet extra za 150 euro, który zapewnia oprócz podstawowych atrakcji także masaż, aromaterapię oraz piknik w parku. I kto tu powie, że to nie okazja życia?

...because quality matters lounge magazyn

11


mniej lub bardziej poważnie_

kafeteria

Okiem Kielmucha

S

przedałem się. I to tak ostatecznie, komercyjnie; tak, że ciężko się z tego wykaraskać, ale może jest jeszcze nadzieja. Bo istotnie się sprzedałem. Kiedyś mój mentor Kazik powiedział: pierwszą oznaką alkoholizmu jest zauważenie problemu. Kiedy go zauważysz, albo zauważą go twoi bliscy – jesteś alkoholikiem. Z tym problemu nigdy nie miałem. Moi bliscy piją więcej niż ja, a ja sam nigdy, przenigdy, nie zauważę mojego problemu. No więc go nie ma. Alkoholikiem nie jestem. Postanowiłem jednak tę zasadę przekonwertować (kolejne trudne słowo, uczcie się malutcy) i dopasować do mojej twórczości. I wyszło na to, że się sprzedałem. Sprzedałem się sztuce, potem sprzedałem się dziennikarstwu, potem Internetowi, a na końcu samemu sobie. I czuję się trochę jak taka pani lekkich obyczajów, która skacze w ramiona tego, kto da więcej. I tak, sprzedałem się również Longerowi. Powiedział mi o tym mój kolega z redakcji, Wojtek, którego serdecznie pozdrawiam. Powiedział, że kiedyś byłem inny, że lepszy, a, że Okiem Kielmucha jest słabe i on już tego nawet nie czyta, bo nie ma co. Rozumiem. Ja też swoich tekstów nie czytam. Jego tym bardziej. Ale podsumowując: sprzedałem się magazynowi, którym nie mogę się nawet podetrzeć, bo ma śliski, błyszczący papier. O kant dupy rozbić całą tą imprezę. Tym optymistycznym akcentem zrywam z moją niechlubną teraźniejszością, stawiając na przeszłość. Bo żeby odnaleźć siebie, trzeba wrócić do korzeni. A tych w maju było aż nadto. Właściwie cały maj upłynął mi pod znakiem picia. Trochę to takie sportowe było, ale zgodnie z numerem. Podobnie zresztą jak tematycznie pod nowy – bo o podróżach. Tak, podróżowałem sporo. Aż dwa razy. Raz do monopolowego i drugi raz do Frantica. Resztę maja spędziłem na graniu na Rynku. Wróciłem do tego, co kocham, a do tego co porzuciłem dla sławy i chwały, która nie nadeszła. Poszedłem na Rynek, przebrany za siebie, bo tak najłatwiej i aż oniemiałem. Jakiś kretyn i pacan stał tam z turbanem na głowie i udawał, że lewituje. Jako, że mam przewagę i mogę pisać, a głos mój dociera do milionów – pamiętajcie, on ma tam taki pałąk, który łączy się z jego laską i tworzy siedzenie. Brzmi absurdalnie, ale tak jest. No dobra, stary, kończ, wstydu oszczędź i zjeżdżaj, robiąc miejsce dla prawdziwych artystów. O podróżach bym Wam napisał, tych małych i dużych, szczególnie jak zwiedziłem Nową Hutę, uciekając przed jej autochtonami i innymi rdzennymi mieszkańcami, ale darujemy sobie te tematy, bo większość mieszkańców Krakowa, nawet nie wie gdzie leży owa Huta. Powiem

tak: dalej niż Borek Fałęcki, bliżej niż Ruczaj. Coś pomiędzy końcem świata, a Zakrzówkiem. Ciężko jednoznacznie określić. W każdym razie w Hucie mieszkał Kazik. Mieszkałby tam dalej, gdyby nie umarł. Bo Kazik umarł… smutne, ale takie są koleje rzeczy. Maj upłynął znośnie, zanim rozpoczęła się na dobre impreza 3-lecia, w której miałem spory udział, postanowiłem napić się z redakcją. Jako, że Naczelny pije już tylko burżujskie wino za 12 zł od butelki, ja zwróciłem się ku mojej ostatniej nadziei. Do artystycznego. Artystyczny zawsze wypije dobrze przygotowany bimber, a że policja nie zabrała nam wszystkich zapasów, mieliśmy jeszcze w odwodzie kilka butelek. Skutek jest jeden – opóźnienie numeru majowego. Tłumaczyliśmy to majówką, ale sami dobrze wiecie i rozumiecie... bimber nie może się zepsuć. Przy okazji ochrzaniłem chłopaków, że nie zamontowali jeszcze konsoli i plazmy 50-calowej. Bo stara się zniszczyła po ostatnim spotkaniu redakcyjnym. Zebranie po prostu zeszło na złe tory. Odbywało się podczas walki Pudziana i Techniczny chciał pokazać jak Pudzian powinien uderzać. Niefortunnie trafił krzesłem w plazmę. Na szczęście nikt z redakcji nie ucierpiał. Jedynie naczelny mówił coś, że wolałby, aby to któryś z redaktorów oberwał, a nie jego ukochany telewizor, ale możliwe, że się przesłyszałem. I takim sposobem bimber się skończył. A skoro się skończył, to skończyła się i moja miesięczna praca – postanowiłem więc iść, poszukać nowych atrakcji. Trafiłem do monopolowego, gdzie niby wszystko jest po 5 zł. Jedynie cukier za 4.60 i podobno jest najtańszy. Nie wiem, nie słodzę. Nie pijam herbaty. W tym kolorze wolę inne alkohole. Np.: whisky. Wymyśliłem nawet piosenkę o whisky. Ale potem się okazało, że nagrał już ją ktoś inny. Prawdziwi artyści mają zawsze pod górkę. W sklepie za 5 zł znalazłem zgrzewkę za 5 zł, piwa marki piwo. I butelkę wina za 5 zł marki Super Wino z dodatkową butelką gratis. Przy sobie miałem 100 zł, które znalazłem na biurku redakcyjnym. Napisane na karteczce było, że zaliczka, więc wziąłem. Dziwi mnie tylko ten dopisek: „Dla Ani”, ale możliwe, że się pomylili. Całą zaliczkę wydałem na alkohol. Coś mi się od życia należy. Po wypiciu wszystkich, a było to już dziewiętnaste, postanowiłem, że nie piję. Na 20 maja muszę być trzeźwy. Postanowione! Przy okazji zrozumiałem, jak bardzo się sprzedałem. Na szczęście jakoś mnie to nie obchodziło, bo mój stan wskazywał na upojenie. W postanowieniu niepicia wytrwałem do 12:30, kiedy do mojego apartamentu na Podgórzu zapukał Jędrzej i powiedział, że jest niesamowita okazja. Spytałem jaka, a on powiedział, że dostał 5 zł, jak

maj 2011 grał na Rynku papugę. Powiedziałem, że mu gratuluję, bo musicie wiedzieć, że to wielki sukces Jędrzeja. Jeszcze nigdy nic nie zarobił, grając. Zazwyczaj musiał płacić innym, bo podchodziły dzieciaki tańczące brejka i mówiły, że zbierają na mleko i zabawki. Jędrzej, idiota, dawał się na to nabrać i wrzucał im zaskórniaki. Dopóki mu nie wytłumaczyłem, że w ulicznym slangu mleko to alkohol, a zabawki – papierosy. Zdziwił się, jakie to dzieciaki są pomysłowe. W każdym razie miał 5 zł, które cudownym sposobem pomnożył do 50! Zrobił to w prosty sposób. Obstawił, że Cracovia wygra mecz. Jędrzej się na piłce nożnej nie zna i myślał, że Cracovia jest mistrzem świata. Postawił i wygrał. Bo i Cracovia bo 100 latach niemocy wygrała. Gratulujemy. Tak zdobył 25 zł. Potem założył się z jakąś babcią, że na Ruczaj nic nie dojedzie, bo zepsuje się autobus. Wygrał. Ruczaj był odcięty od reszty świata, a Jędrzej dostał 5 dych. Tym sposobem od 13:00 do 3 w nocy piliśmy na Rynku w Prowincji. Wróciłem ledwo żywy, gubiąc się po drodze, i będąc praktycznie o 18 w domu. Po drodze po prostu trafiłem na fanów z piwem, na Plantach. Tak więc wróciłem i już musiałem się ubierać na imprezę. Postawiłem na klasykę – żółta koszula, zielone spodnie, czerwona marynarka. Wszyscy mnie poznali. We Franticu się prawie o mnie zabijali, ale rzadko mnie widzieli, bo częściej byłem w Shakersie. Pisać o wystąpieniu Naczelnego w roli konferansjera nie będę, bo czytać „kropkę”, jako „kropka” jest poniżej mojej godności. Pamiętajcie, kropka na końcu zdania, to znak, że koniec, a nie, że macie ten znak przeczytać. Tak gwoli ścisłości. Potem już było tylko lepiej, mój ukochany Adaś, redakcyjny kolega numer dwa, stwierdził, że jest super. Normalnie Warszawa, tyle, że taniej. Zgodzę się, zapachniało mi w pewnym momencie stolycą. Szczególnie jak podeszła do mnie jedna z fanek i powiedziała: Kielmuch, napisz taki tekst jak dawniej, bez pseudo-filozofii, bez owijania w bawełnę, koniecznie wspomnij o bimbrze i o mnie. Spytałem jak mam ją nazywać, powiedziała, że Adelajda7. Nie wiem czemu wszystkie dziewczyny mają takie dziwne pseudonimy. Aż strach pomyśleć jaki to może być e-mail: adelajda7@buziaczek.pl. Amorki.pl? Wolę nie myśleć. W każdym razie macie, macie tekst jakiego chcieliście, o piciu, o bimbrze, o wiecznie uśmiechniętym naczelnym i o wszędobylskiej komercji. A pośrodku tego wszystkiego jestem ja, pijący teraz wino domowej roboty, które zacznę sprzedawać za 3 zł i będę milionerem. Zamiast sprzedawać siebie, zacznę sprzedawać innych! A wszystko opiszę w Pamiętniku. O!

www.krakowski-artysta.pl 12

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


lounge

COOLTURKA //


kalendarium_

coolturka

ArtBoom Festiwal 10 do 24 czerwca - przestrzeń miasta Już po raz trzeci artyści opanują ulice i place Krakowa. Przez dwa czerwcowe tygodnie będą zaskakiwać przechodniów w różnych częściach miasta. Hasła przewodnie tegorocznej edycji Festiwalu Sztuk Wizualnych ArtBoom to: Nowe Technologie w Sztuce, Utopie oraz Gra. ArtBoom Festival to interwencja sztuki w przestrzeni publicznej; sztuki, która prowokuje, zastanawia, wchodzi w interakcję z widzem. W tym roku zmienia się formuła wydarzenia: artyści odchodzą od jednorazowej ingerencji w miejską tkankę na rzecz procesu. Podczas Festiwalu szczególnie oczekiwana jest wizyta wybitnej amerykańskiej artystki Jenny Holzer, która słowa, często autorstwa poetów i pisarzy, eksponuje w przestrzeni światowych metropolii, ostatnio w formie wielkich świetlnych napisów na budynkach. W Krakowie na murach Wawelu zaprezentuje fragment wiersza Czesława Miłosza.

25 czerwca - Bulwary Wiślane Wyclef Jean, Marika, Pablopavo, The Poise Rite, Sofa Już 25 czerwca nadarzy się kolejna okazja do posłuchania dobrej muzyki. Nadciągają Wianki, czyli tradycyjna impreza plenerowa, nawiązująca do pradawnych obrzędów nocy świętojańskiej. Tej nocy porywać w rytm muzyki będzie tegoroczna gwiazda – Wyclef Jean – amerykański muzyk, autor tekstów, wokalista i kompozytor.

W różnych punktach Krakowa odbywać się będą plenerowe projekcje filmowe: zobaczymy interaktywne instalacje wideo Elodie Pong czy „garażowe wideo” post-punkowego artysty z Armenii Tigarana Tachatryana. Łączący performance z muzyką projekt Konrada Smoleńskiego BNNT w anarchistycznym geście zburzy rutynę ulicy – dniem i nocą atakujący dźwiękiem artyści pojawiać się będą niespodziewanie wśród przechodniów. Delikatnym głosem przemówi za to most Grunwaldzki, zamieniony za sprawą instalacji Lary Favaretto w rodzaj instrumentu generującego dźwięki kamieniarskiej pracowni. Szczegółowy program: www.artboomfestival.pl

Podróż muzyczna Wyclefa zaczęła się na Haiti, gdzie już w wieku trzech lat śpiewał w kościele, w którym pastorem był jego ojciec. Gdy skończył 10 lat, przeniósł się do USA. Jako wokalista i gitarzysta przez wiele lat był liderem grupy The Fugees. Zespół światowy rozgłos zdobył m.in. dzięki coverom No Woman, No Cry oraz Killing Me Softly (With His Song), a płyta The Score z tymi przebojami stała się najlepiej sprzedającym się na świecie albumem hiphopowym wszech czasów (19 milionów kopii, wciąż w sprzedaży). W 1997 roku Wyclef Jean rozpoczął karierę solową. Za album Presents The Carnival Featuring The Refugee All-Stars artysta otrzymał nominację do nagrody Grammy. Jego najbardziej radykalne przesłania artystyczne i muzyczne zawarte są na autobiograficznej płycie The Preacher’s Son (2003) oraz Welcome To Haiti: Creole 101(2004). To właśnie w tym czasie Wyclef wrócił do ojczyzny po raz pierwszy od czasów dzieciństwa. Swoje zaangażowanie polityczne i społeczne wyraża nie tylko za pomocą muzyki. W sierpniu 2010 roku artysta zarejestrował nawet swoją kandydaturę w wyborach na prezydenta Haiti (odrzucona ze względów formalnych). Jean jest także założycielem fundacji charytatywnych Clef Kids i Yéle Haiti, które wspomagają edukację, ochronę zdrowia i rozwój młodzieży na Haiti. Suportem tego niezwykłego artysty tego wieczoru będą: Sofa, The Poise Rite, Pablopavo oraz Marika. Wstęp wolny. Więcej na: wianki.eu

14

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

21. Festiwal kultury żydowskiej 24 czerwca do 3 lipca - Kazimierz 24 czerwca rusza kolejna, 21. już edycja Festiwalu kultury żydowskiej – wydarzenia, mającego rangę światową. W tych dniach na Kazimierzu rozbrzmiewa śpiew synagogalny, muzyka klezmerska, żydowska muzyka ludowa, chasydzka, klasyczna, można tu obejrzeć filmy, przedstawienia i wystawy, wziąć udział w warsztatach, posłuchać opowieści Żydów o ich kulturze. Pierwszy Festiwal odbył się w 1988 roku, jego program skupiony był wokół sesji naukowej poświęconej spotkaniu kultur - polskiej i żydowskiej. Była to skromna impreza, której symboliczne znaczenie okazało się ogromne, gdyż rozpoczęła ona trwający do dziś proces. Z czasem Festiwal, tworzony przez najwybitniejszych przedstawicieli różnych dziedzin kultury i sztuki żydowskiej, stał się miejscem spotkania Żydów i nie-Żydów z całego świata. W przestrzeni Festiwalu - Kazimierza - Krakowa odnajdują oni łączące ich, wspólne wartości. Największą popularnością cieszą się jednak koncerty, które zawsze gromadzą ogromną publikę. Program festiwalu można znaleźć na stronie: www.jewishfestival.pl


kalendarium_

Krakowska Noc Teatrów 18 czerwca To czwarta już edycja cieszącej się niezwykłą popularnością akcji pod tytułem: Krakowska Noc Teatrów. Na tę jedną noc największe place Krakowa, ogródki, piwnice i skwery zamieniają się w teatralne sceny. Spektakle baletowe, teatry ognia i tańca, niezliczone warsztaty i spotkania z aktorami. Podczas nocy teatrów zobaczyć można również najlepsze spektakle sezonu. Wiele z nich opartych jest na pozawerbalnym przekazie, łatwym do odczytania przez zagranicznych turystów. Dlatego też Noc Teatrów cieszy się ogromnym powodzeniem nie tylko wśród lokalnej publiczności, ale przyciąga wielbicieli tej dziedziny z całej Europy. W tym roku dla zainteresowanych widzów przewidywane są również liczne atrakcje – m.in. Krakowski Teatr Scena STU przygotuje retransmisję spektaklu pt. Król Lear W. Szekspira, w reż. Krzysztofa Jasińskiego, na ekranie multimedialnym na fasadzie budynku Teatru. Opera Krakowska zaprosi widzów i słuchaczy do Ogrodu Botanicznego, gdzie soliści Opery wezmą udział w prowadzonej przez Waldemara Domańskiego i Franciszka Makucha Lekcji śpiewania, organizowanej z Biblioteką Piosenki Polskiej, kabaretem Loch Camelot i Ogrodem Botanicznym UJ. Część teatrów zaprosi nas na swoje repertuarowe spektakle – i tak na Dużej Scenie Bagateli Andrzej Majczak wystawi Między nami dobrze jest Doroty Masłowskiej (dzień wcześniej odbędzie się gala premierowa sztuki), na Scenie na Sarego zobaczymy Małe zbrodnie małżeńskie E.-E. Schmitta, w reżyserii Ewy Marcinkówny. Na scenie Teatru Zależnego wystawione zostaną dwa spektakle: Droga do ósmego kwadratu Wiesława Hołdysa (Teatr Mumerus), na motywach Through the Looking-Glass Lewisa Carrolla oraz Teatralny Hyde Park (Teatr Proscenium). W Łaźni Nowej wieczór spędzimy w mrożkowskim klimacie. W programie najnowsza inscenizacja nowohuckiego teatru – słynni Emigranci w reżyserii Wiktora Rubina, rozgrywający się na pograniczu rzeczywistości i halucynacji Upadek orlego gniazda, w inscenizacji Krzysztofa Jaworskiego oraz Rura, czyli tzw. multiprojekt performatywny Jarosława Tochowicza. Teatr KTO na tę wyjątkową noc zaplanował spotkanie z widzami nie tylko w swojej siedzibie (Atrament dla leworęcznych, Święci tego tygodnia i projekt Lucyny Sosnowskiej - Noc tuż przed lasami Koltèsa), ale także na samym Rynku Głównym (widowisko Ślepcy, inspirowane powieścią portugalskiego noblisty José Saramago - Miasto ślepców).

Emigranci, Łaźnia Nowa / fot. Sebastian Strama


muzyka | nowości_

coolturka

Recenzje nowości ze świata, kraju i Krakowa słowa: Andrzej Ciochoń

Adele 21

Pati Yang Wires and Sparks

UpRiders Demo

Podlondyńska BRIT School przypomina fabrykę produkującą nowej generacji mercedesy (Amy Winehouse, Leona Lewis, czy właśnie Adele), których produkcja bazuje na starych, legendarnych modelach (Ella Fitzgerald, Roberta Flack, Eva Cassidy).

Czwartą płytę Pati Yang wyprodukował Joe Cross, odpowiedzialny za brzmienie rewelacji ostatnich miesięcy - Hurts, co od razu rzuca się w ucho.

Zespół UpRiders powstał w Krakowie w 2011 roku i już zdążył nagrać swoje pierwsze, udane demo. Czterech chłopaków prezentuje chwytliwe, bujające, eklektyczne, nie dające się przypisać jednemu stylowi numery. Wszystko podane w ciepłym woalu melodii, okraszone prostymi riffami gitary akustycznej, mocnymi solówkami gitary elektrycznej, idealnie wtrącanym basem i instrumentami perkusyjnymi (tak, tak- dobre brzmienie można dziś osiągnąć także bez perkusji!), które dopełnia oryginalny wokal.

Columbia

EMI Music

Dzisiejsze podróbki nawet w połowie nie są tak oryginalne i ładne. Więc jeśli ktoś kupił drugą płytę wokalistki po usłyszeniu rewelacyjnego singla Rolling In The Deep, to całe 21 może go zawieść albo przynajmniej zdziwić. Bowiem stylizowanej na 40-letnią ciotkę Adele Adkins daje się do śpiewania smęcące ballady aranżowane na fortepian i skrzypce. Niektórych wręcz nie da rady słuchać (Don’t You Remember, Take It All, I Found A Boy); inne, głównie dzięki motywom fortepianowym, są całkiem niezłe (Turning Tables, Set Fire To The Rain). Poza tym szkoda, że często wałkuje się udany motyw przez cały numer (He Won’t Go). Stąd nie dziwi, że gdy dobrniemy do, przerobionego na - a jakże - koszmarną balladę klasyka The Cure (Lovesong), to mamy ochotę wyrzucić krążek przez okno. Ale radzę się wstrzymać, bo (przed)ostatnie Someone Like You jest wreszcie po prostu piękne.

Nasze oceny:

- szkoda czasu

www.myspace/upriders

W porównaniu z Faith Hope and Fury, to Wires and Sparks brzmi jak prawdziwie międzynarodowy materiał, pełen świetnych, chwytliwych numerów. Poważnie, płyta nie ma słabych momentów! Ponadto, co niezwykłe, trzon albumu powstał w wielkim starym mieszkaniu, na warszawskim Śródmieściu. Od czasu legendarnej Jaszczurki ponownie nagrywała w Polsce. Taneczny i natchniony singiel Near To God to idealna reklama albumu, który od pierwszych dźwięków (epickie Let it Go) wciąga i zachwyca. Mocne, surowe, ale wypasione bity doskonale współgrają z delikatnym głosem samej wokalistki (duszne Kiss it Better). Słychać, że Pati czerpie inspiracje od najlepszych - Annie Lennox, Roisin Murphy. W lirycznym, zaaranżowanym na smyki Breaking Waves słychać z kolei Kate Bush. Mniejsza o inspiracje, liczą się tutaj dobre piosenki! A zimnofalowe, podburzające krew Darling i piękne, przejmujące Take a While przekonują, że mamy już artystkę światowego formatu.

- cienki bolek - ukryty smok

16

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

UpRiders podają nam na tacy przynajmniej dwa hity: To nie Jamaica - dobre, żywiołowe, świeżo brzmiące reggae i Ze mną - optymistyczny przekaz z iście bluesową solówką gitary elektrycznej i pulsującą basową końcówką. Teksty pisane są tak po polsku, jak i po angielsku, choć proste, to właściwie niczego im nie brakuje. Demo brzmi jakby cicho i czysto, bez „zbędności”, dobrze, ale... na żywo UpRiders brzmią świetnie! Energia, pulsacja, żywioł, rytm - wszystko to można znaleźć na koncertach, a tych grają coraz więcej. Chłopaki śmiało mogliby zacząć nagrywanie, bo materiał jest melodyjny, oryginalny, prosty acz chwytliwy. Płyta do nabycia poprzez www.myspace.com/ upriders, facebook i na koncertach.

- średnio na jeża - killer

- przyczajony tygrys


muzyka_

Artystyczno - życiowe ścieżki Lokiego Piotr Rogucki, Loki – Wizja Dźwięku To, że Piotr Rogucki nagra solową płytę było nietrudne do przewidzenia. Jednak album Wizja dźwięku zaskoczył nie tylko największych fanów artysty, ale również osoby nastawione sceptycznie do dotychczasowych dokonań wokalisty zespołu Coma. Znając solowe dokonania artysty, kupując płytę można spodziewać się zbioru lirycznych aranżacji. Zaskoczenie jest spore, gdy zamiast głęboko poetyckich utworów dostajemy concept album, pełen gatunkowo-merytorycznych niespodzianek. Płyty tej nie można opisać wyłącznie pod względem muzycznym. Najważniejsza jest zawarta w niej historia, którą utwory opowiadają lepiej niż nie jeden film. Loki? Na ile postać autentyczna na ile aktorska kreacja? Rozpoczynając swą drogę (Wizja dźwięku), poznajemy go jako buntownika, który podąża drogą w zrozumieniu swojego niedosytu. Muzycznie? Wokal w znakomitej formie aktorskich niuansów. Zdecydowanie wzbudza ciekawość i zachłanność. W Nie Bielsko mamy nie tylko obraz polskiej, prowincjonalnej codzienności, ale przede wszystkim metamorfozę Lokiego, który „odchodząc”, postanawia zbuntować się przeciw dotychczasowemu życiu. - Muszę wyjechać gdziekolwiek się da - śpiewa, zdając sobie sprawę, iż życie, które go usatysfakcjonuje może być bardzo daleko stąd. Artysta stawia na dosadność treści w oprawie rockowej, nieco popowej, ale przede wszystkim alternatywnej. Nie włożymy jednak tego albumu w ramy jednego gatunku. Rozbieżność stylistyczna (początkowo nieco denerwująca), w zderzeniu z historią Lokiego, po powtórnym przesłuchaniu - zaczyna być wartością samą w sobie. Argonauci zadziwiają swoją stylizacją folklorystyczną, która o dziwo nie drażni, a znacznie wyróżnia tę kompozycję. To utwór zabawny! I wydaje się, że ten etap Loki przechodzi skocznie, z uśmiechem i wiarą w jutro! Zahacza nawet o Sopot, ale sukces go rozczarowuje. Genialna, odważna piosenka, pełna ironii i prawdy o showbiznesie. Jednocześnie bardzo pozytywna i mocno gitarowa. W Szatanach gwałtownie mknie w paradoksy życia. Utwór z mocno rytmicznym refrenem znakomicie spisuje się jako singiel promujący płytę. Energicznie pokręcone Witaminki w sam raz na męsko-damską imprezę. Bo Loki, poza poczuciem inności i poznawaniem siebie, lubi się dobrze zabawić. Znakomite Wielkie K mocno uderza gitarowym brzmieniem i jeszcze bardziej ożywia słuchacza. Loki wykazuje się bardzo wyczulonym zmysłem obserwacji. Piotr Rogucki opatrzył tę obserwację prostymi, dosadnymi (nie pomijając wulgaryzmów) słowami. Świadome pominięcie patosu i wzniosłości nie odarło treści utworów z ich wartości. Do lirycznej części albumu należy utwór Mała. Loki w poczuciu swej skłonności do nieokiełznanej wolności, jest idealistą, potrafiącym kochać. Bardzo emocjonalne, nieco niedbałe wykonanie artysty, wzrusza swą szczerością. Loki odczuwa ból własnej egzystencji. Dalszą drogę pokonuje już nie tylko z uczuciem zwątpienia w otaczający go świat, ale też w siebie samego. Piegi w locie i Szwajcarski nóż są tego najlepszym wyrazem. Ten drugi wyróżnia się muzycznie - z gitarą akustyczną w tle, harmonijką w ustach i klimatyczną manierą, z jaką Rogucki śpiewa tekst. Ruda wstążka - złowieszcza historia i nerwowy klimat utworu, przygotowuje nas do zbliżającego się końca. Interesujące są również dzielące na trzy części album, muzyczne przerywniki - Plastry miodu. Muzycy potęgują napięcie nastrojowo - psychodelicznymi dźwiękami gitar. Trzecia odsłona to recytacja wiersza Rafała Wojaczka - Ptak, o którym trochę wiem. Ostatnim utworem jest pełen humoru: I’m Not Afraid of Your Soul, złożony z dwuczłonowej fabuły. Loki odchodzi do nieba i nie martwi się o swoją duszę. Zakończenie historii, dzięki inspiracji muzyką gospel jest przezabawne i przypomina nam, by nie traktować bohatera albumu zbyt poważnie. Bo artysta umiejętnie bawi się formą, słowem, a w końcu samą postacią Lokiego. Co zresztą pokazuje na swych koncertach, gdzie na naszych oczach wciela się w rozchwianą, zabawną ale i złożoną postać, jaką jest Loki. Wizja dźwięku jest lekka, fantazyjna i pobudzająca myślenie. Oś fabularna, jaką jest droga Lokiego, na tyle wciągająca, by pogodzić różnorodne gusta muzyczne. Udało się Piotrowi Roguckiego pokazać nam z nowej, artystycznej strony, odciąć od dotychczasowych osiągnięć, a przede wszystkim, wzbudzić w słuchaczach chęć na kolejne muzyczne niespodzianki. Loki nie jest dla mnie postacią! Jest prostotą głębokich myśli w uporządkowanym szeregu, zaszczepiającą skłonność do własnych wizji dźwięku.

Wirginia Bryll

K u c h n i a

M i s t r zów

Zapraszamy na nowe jeszcze smaczniejsze menu

ul. Szpitalna 20-22 tel.: +48 12 429 68 50 www.leonardo.com.pl


fot. Jacek Poremba

coolturka

lifestyle | wywiad_

to najbardziej śmierdzący owoc, jaki istnieje (zapach przypomina mieszankę rozkładającego się mięsa i zgniłych jaj – dop. red.). W niektórych lokalach wisi nawet tabliczka, na której jest napisane: zakaz wnoszenie owocu Durian (śmiech). Z ciekawostek dodam, że zaprosili nas kiedyś Polacy z Chicago, do restauracji prowadzonej przez Japończyków, czy Chińczyków. Były tam stoły, przy których się siedzi, a zaraz obok był stół, gdzie przygotowuje się potrawy na gorąco. I wpada do nas kucharz z ogromnym homarem, przepysznie wyglądającym. I na naszych oczach zaczął go siekać i mielić, tak, że została taka papka. Oczywiście z uprzejmości musieliśmy to zjeść. Po posiłku przeszłam do historii lokalu, bo po prostu nie zdążyłam dobiec do toalety (śmiech). Coś nie z tej ziemi! Do dzisiaj mamy z Kamilem (Kamil Sipowicz, partner Kory – red.) powiedzenie: Yellow Stuff (śmiech).

KORA

Z Korą udało nam się spotkać w Number 7, restauracji i barze, na Krakowskim Rynku. Opowiedziała nam o wakacjach, podróżach, ulubionych potrawach i tym co kocha w Warszawie oraz Krakowie.

U

lubione Pani miejsce wypoczynku? - Swoje własne, nad Jeziorem, na Warmii. Spędzam tam wakacje od kilkudziesięciu lat. Właśnie tam zbieram siły i wypoczywam. A jakieś zagraniczne miejsca? - Za granicą to oczywiście Meksyk. Może jeszcze Brazylia, ale jest bardzo daleko i strasznie tam gorąco. Ma może Pani jakieś wspomnienia z egzotycznego kraju? W którym była Pani na przykład tylko raz, ale zostało w pamięci? - Dla mnie takim egzotycznym miejscem, może nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale jednak, jest Australia. To jest bardzo dziwny kawałek świata, niezwykły w swoich proporcjach. Niezwykle daleki, a jednocześnie jego kultura jest bardzo podobna do naszej. Znajduje się tam wszystko, co pozwala takim cywilizowanym ludziom żyć swobodnie, a jednocześnie oferuje coś, czego nie ma nigdzie indziej na świecie. Czyli wielkość pejzażu, ta geologiczna wielkość 18

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

wszystkiego: mórz, oceanów, gigantycznych drzew i maleńkich, maleńkich zwierząt. Nawet kangur w tym pejzażu wygląda jak mysz. Poza tym kultura życia osobistego Australijczyków jest niesamowicie wysoka. To ogromna przyjemność tam być. Ulubiona kuchnia? - Jeżeli chodzi o kuchnię, to jestem bardzo mało wymagająca. Najważniejsze, żeby jedzenie było świeże i nie tłuste. Najbardziej lubię makarony, pasty - najlepiej zrobione własnoręcznie [śmiech], ponieważ ta ilość tłuszczu w sosach czy pizzach włoskich jest po prostu trująca. Ale także kuchnia meksykańska, tyle że w kontrolowanym wydaniu amerykańsko - meksykańskim. Coś wspaniałego. Najbardziej egzotyczna potrawa? - Najbardziej egzotyczną potrawą, z którą miałam styczność, ale której nie jadłam, bo nie byłam w stanie, był owoc Durian (rodzaj roślin należący do ślazowatych Malvaceae – red.). Jest

Teraz trochę przewrotnie: co kocha Pani w Krakowie, a co w Warszawie? Czym różnią się te miejsca? - Kocham Kraków, bo to moje rodzinne miejsce, ale ubolewam, że nie jest wystarczająco czyste, chociaż oczywiście tak piękne. Byłam niedawno na spacerze z Ramoną (piesek - red.) na Błoniach - które ubóstwiam, uważam, że są magiczne i wróciła biedna jak dziecko z powieści Dickensa, cała brudna i umorusana. Natomiast Warszawę kocham za to, że podała mi pomocną dłoń, kiedy jej najbardziej potrzebowałam. W Krakowie, tym katolickim mieście, na hasło: „młode małżeństwo z dzieckiem”, wszystkie drzwi zamykały się przed nami. Dopiero w Warszawie znaleźliśmy swoje miejsce, najpierw u przyjaciółki, potem własne. Kocham to miasto, chociaż jest tak diametralnie różne od Krakowa. Często jeżdżę ulicami miasta i zastanawiam się, czemu nie napiszę piosenki o Warszawie? Ale brzmiałaby ona mniej więcej tak: Kocham Warszawę, kocham Warszawę, lubię Warszawę, popatrz jakie czyste to miasto, a jakie piękne. Kocham Warszawę [śmiech]. Jakieś wspomnienia z koncertów? - Tyle tych koncertów było, że wspomnienie jednego to będzie za mało. Ale mogę powiedzieć, że zespoły takie jak my, uwielbiamy koncerty klubowe. Z jednej strony są kameralne, a z drugiej bardzo żywiołowe. Podobnie jak te ostatnie w Częstochowie w klubie Rura i w Zakopanem w Dworcu Tatrzańskim. Siedzimy sobie teraz w ogródku Number 7. Co Pani sądzi o tym miejscu? - Lubię to miejsce, bo jest stworzone przez moich przyjaciół. Jest tutaj bardzo dobra kawa, a ja jestem kawoszką. Jest tak jak lubię: ogródek, restauracja, Lounge bar. Poza tym kocha się człowieka, który z ruin podnosi miejsca do takiego obrazu jak to. To taka druga, jasna strona człowieka. Najważniejszy jest zawsze czynnik ludzki. Bez człowieka nie ma miejsca. Rozmawiał Mateusz Dykier


RZESZĂ“W

Bilety w cenie 100 PLN do nabycia na: www.ticketpro.pl www.ebilet.pl www.eventim.pl Wojewoda Podkarpacki


kreatywni_

coolturka

Dariusz Pala Artysta malarz urodzony w Częstochowie. Swoją edukację artystyczną rozpoczął w liceum plastycznym im J. Malczewskiego w Częstochowie. Ukończył Wydział Grafiki w na ASP w Krakowie – pracownia prof. Romana Zygulskiego. Przez ostatnie10 lat mieszkał i tworzył w Miami na Florydzie. Kontynuując swoją artystyczną drogę na bazie krakowskiego koloryzmu, stworzył tam również bardzo odrębne tematycznie i formalnie prace na drewnie. Od niedawna znów mieszka i tworzy w Warszawie. Jego prace pokazywane były na indywidualnych i zbiorowych wystawach w Europie i USA, a wiele z obrazów znajduje się w licznych kolekcjach prywatnych w kraju i zagranicą. Zajrzyjcie na: www.darekpala.com

foto: Darek Rider

Dziecinność jest siłą kreacji Z artystą malarzem Darkiem Palą - ikoną malarstwa polskiego lat 90. rozmawiają: Olimpia Ajakaiye i Monika Błażewicz M.B.: W swoim manifeście napisałeś: Jedyne co jest niezmienne, to czasami trudna, ale najczystsza dziecinność, która jest siłą kreacji. W jaki sposób odczuwasz w sobie dziecinność, czy ją pielęgnujesz? Co w niej jest najbardziej porywające? - Dziecinnosć to takie słowo klucz, a dotyczy naszej pierwotnej wrażliwosći, tej która z wiekiem ulega deformacji intelektualnej i moralnym wzorcom. Nasza świadomość i dojrzałość zaciera instynkty i kontakt ze źródłem, jakim jest nasze czyste „ja”. Myślę, że ciągle piję wodę z tego źródła i to jest ta bezkompromisowa interpretacja wrażeń, rodzaj odwagi, która nie podlega ocenie - ekscytujacy instynkt. O.A.: Czy dobrze rozumiem, że filtrujesz świat przez własne odczucia, wrażliwość i w ten sposób, tworząc obrazy, opowiadasz własną historię? - Chyba nie ma innej drogi, która byłaby właściwa dla artysty. Będąc emocjonalnym sitem, można potem bronić swojej pracy i decyzji - jak własnych uczuć, które są częścią ciebie, a więc prawdą, w którą wierzysz. M.B.: Początkowo, w latach 90. w swoim malarstwie opisywałeś życie codzienne Warszawy – później skupiasz się na martwej naturze, motywach roślinnych. Co teraz stanowi dla Ciebie inspirację? - Kiedyś bardzo żywy i dosłowny komentarz otaczającej mnie Warszawy był inspiracją, ale po wyjeździe do Miami okazało się, że men-

talnie jestem w stanie opisać tylko relacje polskie. Tam już pojawiały się tematy, powiedziałbym, mniej ludzkie. [śmiech] Bardziej skupiłem się na rozwijaniu techniki malarskiej w oparciu o przedmioty lub przyrodę. Malowałem akwaria, wazony - martwe natury. Czasami jednak wracałem do relacji ludzkich, ale bardziej jako komentarz socjologiczny, gdzie sceną była plaża i zachowania miedzyludzkie. To co odkryłem w Miami to temat: ocean i własną technikę interpretacji - obrazy na drewnie, gdzie konstrukcja obrazu jest już rzeźbą. Na niej maluję pejzaż morski. Dopełnieniem bardziej tradycyjnym są muszle morskie malowane „tradycyjnie“ na papierze. Dzisiaj inspiracją jest moje doświadczenie i zachwyty jego fazami. M.B.: Jest to technika bardzo świeża i interesująca. Co w niej tak bardzo Cię ekscytuje? - To jest może też odpowiedź na to pytanie o dziecinność. Po paru latach, będąc nieustannie narażonym na atak przyrody florydyjskiej, postanowiłem połączyć rzeźbę i malarstwo jako przestrzenną formę do interpretacji moich wrażeń. Nie mogłem przybić energii oceanu na płaskie płótno. Ocean jest dla mnie zbyt dziki, nieposkromiony i niepoznany - wciąż nas zaskakuje. To jak huragany, co roku niespodzianka: ile i jakie. Po powrocie do polski drewno jest mi ciągle bliskie, ale zupełnie w innej formie.

O.A.: Na ile to, że studiowałeś grafikę, przenika do Twoich obrazów? - Chyba właśnie grafika pomogła mi tematycznie połączyć malarstwo i drewniane skrzynki po owocach. Jest to ostatnie moje odkrycie na rodzaj bezkompromisowego sięgania po materiał, który emocjonalnie jest adekwatny do tematu. Namalowałem cykl obrazów, przedstawiajacy moją nową, polską rzeczywistość, jaką zastałem po powrocie. To było takie zderzenie bycia tu, niebycia i znowu bycia - a rodzaj graficznego pop-artu uznałem za najwłasciwszą formę komentarza. O.A.: Jakie dalsze plany i inspiracje? - Miałem ostatnio kilka wystaw i teraz planuję analizować bałtyk, a jesienią namalować go i pewnie znaleźć dobre miejsce na wystawę o polskim morzu.

Olimpia Ajakaiye - architekt wnętrz, ukończyła ASP w Krakowie, dziennikarka telewizyjna (TVP2), trener biznesu. www.olimpiadesign.com Monika Błażewicz - architekt wnętrz, ukończyła ASP w Krakowie. www.designstudio.info.pl

od góry: Life Around The Pier, 2007, 72 cm x 61 cm, akryl na drewnie Portret Słabości, 2010, 37 cm x 57 cm, akryl na drewnie ...because quality matters lounge magazyn

21


coolturka

Widok z Google Street View na Paris Casino w Las Vegas / © Google

Palcem po... ekranie! Zwiedzaj świat nie ruszając się z domu. Nadchodzi sezon urlopów, więc większość z nas myśli o tym, że już niedługo będzie leżeć na plaży lub zwiedzać dzikie zakątki świata. Postęp i technologie umożliwiły nam przekazywanie informacji w ułamkach sekundy, dzięki kamerom internetowym nie trzeba płacić dużych pieniędzy za bilet, żeby porozmawiać twarzą w twarz z wujkiem z Ameryki. To przekazywanie informacji, interaktywna obecność idzie coraz dalej, a teraz dzięki narzędziom Google Earth możemy wybrać się na Bali nie wychodząc z domu, przejść się wirtualnym spacerkiem po Champs-Elysees Avenue, a to wszystko bez tłumu wrzeszczących turystów, plączących się pod nogami dzieci i niezbyt subtelnie zachęcających do kupna pamiątek ulicznych sprzedawców. I co równie ważne - całkowicie za darmo. Może wymienione wyżej rzeczy są w pewnym sensie urokiem zwiedzania, wchodzą w skład wycieczki i są elementem, bez którego nie możemy sobie wyobrazić podróży. Ale spróbujmy - zwiedzać siedząc w fotelu, palcem po mapie, z tym że zamiast palcem - myszką. Zamiast mapy - trójwymiarowe, wirtualne obrazy i widoki poszczególnych miejsc, udostępnione dzięki nagraniom satelitarnym Google Earth oraz zdjęciom Street View. Wielu z nas marzy o tym, żeby zobaczyć najdziksze zakątki, natomiast pozwolić sobie na przykład na lot do Kolumbii czy na Madagaskar może stosunkowo niewielu. I tutaj przychodzi z pomocą interaktywne zwiedza22 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

nie. W odróżnieniu od spacerowania „palcem po mapie”, ta mapa w niczym nie przypomina płaskiej kartki papieru. Możemy oglądać każdy obiekt z wszystkich stron, zbliżać oddalać, obracać dzięki opcji Street View i leżąc na kanapie zwiedzić z bliska najbardziej znane miejsca i zabytki, jak choćby Statuę Wolności, poruszać się ulicami Rzymu czy Nowego Jorku, lub „przejść” się wzdłuż plaży w Honolulu. Ciekawym zajęciem, którym grzeszy społeczność Google Earth Community, jest wynajdywanie jak najdziwniejszych widoków, jak na przykład widok australijskiej plaży z lotu ptaka, czy owoc współpracy z magazynem National Geographic - zdjęcia afrykańskich robotników na pustyni podczas przerwy. Możesz zwiedzić dosłownie wszystko i wszędzie, warunek jest jeden: miejsce musi być sfotografowane i udokumentowane w Google. Odkąd mamy taki komfort podróży „myszką po mapie”, wielu internautów nieustannie przeszukuje naszą planetę w poszukiwaniu coraz ciekawszych miejsc. Fani teorii o życiu pozaziemskim przetrząsają mapy od bieguna do bieguna pod kątem czegoś niezwykłego, niewyjaśnionego - wraków, kręgów zbożowych. Jednym słowem wszystkiego co zaciekawi i czego być może nie dostrzeglibyśmy zwiedzając w tradycyjny sposób. Zwiedzając z Google Maps i Google Street View warto, poza powszechnie znanymi miejscami i zabytkami, odwiedzić także kilka

mniej znanych a równie ciekawych zakątków, jak np.: 1. Balmy Alley w San Francisko, ulubiona okolica ulicznych artystów, tętniąca życiem kulturalno-artystycznym. Na malowidłach można zobaczyć praktycznie wszystko, od dziwacznych stworów po meksykańskich imigrantów. 2. Tribal Art w Taiwanie. Zanim wyspa została skolonializowana, zamieszkiwali ją tubylcy tajwańscy aborygeni, genetycznie podobne do rdzennych mieszkańców Malezji i Polinezji. Ich wrogość do obcych ograniczyła bezpośredni kontakt z cywilizacją aż do XVI wieku. Aborygeni, którzy przetrwali w tym momencie liczą około pół miliona, żyją głównie na wsiach w Tajwanie, gdzie kontynuują bogatą historię pięknych dekoracji plemiennych. 3. Pingwiny i widok horyzontu z wyspy na Antarktydzie. Takich przykładów jest masa, wystarczy pobrać darmowe oprogramowanie Google na swój komputer, zainstalować i zobaczyć jak wygląda Nowy Orlean pięć lat bo huraganie Katrina czy ulice Hong Kongu. Jasne, że to nie zastąpi prawdziwych wycieczek i każdy prawdziwy podróżnik pokiwa głową z politowaniem, ale jednak to jest duży krok naprzód, być wstanie oglądać milion miejsc na ziemi nawet w kiepskiej rozdzielczości, ale jednak z własnego fotela. Asia Belowska


coolturka

podróże_

Kijów P

oczątki są zawsze najtrudniejsze. Nie inaczej jest i tym razem… Od czego by rozpocząć…? Może od tego, że jestem Ukrainką mieszkającą w Polsce,w pięknym mieście - Krakowie – mieście moich marzeń. Mieszkam już tu dość długi czas, mam dużo znajomych i przyjaciół, a kiedy zaczynam z nimi rozmawiać o terenach wschodnich (czyli o byłym Związku Radzieckim) najczęściej napotykam z ich strony niewiedzę lub opór.

i nowoczesnej myśli budowniczej niepodległej Ukrainy. Podobno Kijów jest jednym z najładniejszych miast Europy. Cały urok jego tkwi w malowniczym położeniu nad brzegiem rzeki Dniepr, która dzieli miasto na dwie części. Centrum historycznej Rusi Kijowskiej leży na zielonych wzgórzach, wśród przepięknych parków, a widok niezliczonych złotych kopuł cerkwi, rozświetla miasto. Podobno dzięki tym kopułom Kijów zyskał miano „Drugiego Jeruzalem”.

Polacy raczej kierują swoją uwagę na Zachód – dość popularne tereny Hiszpanii, Włoch, Francji, a nawet Egiptu i Maroko. Wschodu boją się, a trochę też nie dowierzają, że może być atrakcyjny turystycznie. I tutaj, moi kochani Polacy, chcę Was wyprowadzić z błędu – swoim artykułem chciałabym zachęcić Was do odwiedzania tych pięknych miejsc, które są tak zbliżone w swojej kulturze i tradycji do Polski.

Najlepiej do Kijowa wybrać się w maju, kiedy całe miasto kwitnie kasztanami, które są „niepisanym” symbolem ukraińskiej stolicy. Jest to bez wątpienia najpiękniejszy miesiąc dla Kijowa. Podróż nie sprawia najmniejszego problemu. Mamy do wyboru: bezpośredni samolot z Krakowa, pociągi i autobusy (co prawda podróż tymi ostatnimi jest dość długa).

Zacznę od stolicy Ukrainy – Kijowa. Miasto to wyróżnia się na tle innych miast Ukrainy swoją niecodzienną architekturą. Mamy tu mieszankę rożnych, na pozór nie pasujących do siebie stylów – Kijowskiej Rusi, wpływu bliskości dworków polskiej szlachty, panowania caratu, władzy komunistycznej

Kijów jest jednym z najstarszych i największych ośrodków wschodniej Słowiańszczyzny, położonym na skrzyżowaniu ważnych szlaków lądowych i wodnych. W średniowiecznym Kijowie koncentrował się handel między krajami wschodu, a zachodnią Europą. Po śmierci Włodzimierza Wielkie-

24 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

go (1015 r.), za panowania którego na Ruś Kijowską wkroczyło chrześcijaństwo, nastał czas walk o tron książęcy. Kijów przejściowo był zajmowany przez Tatarów oraz Polskę (XV w. - wtedy Kijów był największym bastionem prawosławia w Rzeczypospolitej). W II poł. XVII w. Kijów został stolicą pierwszego państwa ukraińskiego – Hetmańszczyzny, jednak stopniowo został podporządkowany Moskwie. Niestety wpływy moskiewskie przetrwały w Kijowie aż do końca lat 90-tych XX wieku. Oderwijmy się od krótkiej wzmianki historycznej i powróćmy do pięknych miejsc, które warto zwiedzić w Kijowie. Oczywiście każdy turysta, który przybywa do tego miasta zaczyna swoje zwiedzanie od najsłynniejszej alei Kijowa (która jest wyłożona czerwonym! asfaltem) – Chreszczatyk (Хрещатик). Jest to najważniejsze miejsce nie tylko na mapie Kijowa, ale i największym skupiskiem restauracji, urzędów i drogich sklepów. Tutaj, na deptaku miejskim, miejscowi i turyści spędzają swój czas, robiąc zakupy, spacerując. Przechodząc się Chreszczatykiem, widzimy potężne gmachy (unikatowe w skali Europy) z czasów komunistycznych i wielkich rozmiarów medale z II wojny światowej, które są porozwieszane po całej alei.


podróże_

coolturka

fot. shutterstock.com

Obcokrajowcy często pytają, czemu symbole panowania komunistycznego są tak widoczne, na co mieszkańcy Kijowa z dumą odpowiadają: - Przecież Kijów – to „miasto-bohater” walki z faszyzmem. Tu walczyli nasi przodkowie! Każdy Ukrainiec stara się szanować różne miłe i niemiłe części historii tego kraju. Powróćmy jednak do kolejnych uliczek... Aleja Chreszczatyk biegnie od słynnego Rynku „Biessarabki” do niemniej słynnego Majdanu Niepodległości, na którym odbywała się nie tak dawno, wszystkim nam znana, „pomarańczowa rewolucja”. Od Majdanu w górę prowadzi kilka rożnych, małych uliczek, którymi można dojść do Andrijewskiego Uzwizu (Андріївський Узвіз) – na którym znajdują się największe stragany suwenirów, przepiękna stara cerkiew w stylu późnobarokowym – Andrijiwska Cerkiew i słynny dom-muzeum, w którym mieszkał Michaił Bułhakow. O każdej z uliczek Kijowa i ich zabytkach historycznych można opowiadać w nieskończoność – tak tego dużo! Ale chciałabym przede wszystkim wspomnieć o duszy tego miasta – czyli cerkwiach. W Kijowie znajduje się jedna z głównych świątyń prawosławia Kijewo - Peczerska Ławra (Києво-Печерська

Лавра). Jest to nie tylko jedna z największych atrakcji miasta, ale również jeden z najważniejszych punktów na kulturalnej i historycznej mapie Europy Wschodniej. Ławra to najstarszy klasztor prawosławnej Rusi (XI w.) i zarazem swoisty panteon jej świętych z okresu średniowiecza. W podziemnych korytarzach spoczywa 118 wyniesionych na ołtarze. Klasztor ten nazywany jest „miejscem, gdzie zaczęła się ruska ziemia”. Pomimo dziesięcioleci ateizacji i panowania komunistycznego, ranga klasztoru nie uległa obniżeniu, o czym najlepiej świadczą nieustające tłumy pielgrzymów i turystów. Ławra zajmuje 27ha, na których stoi ponad 80 budynków. Aby wejść do środka – trzeba zakupić (dość drogi jak na warunki ukraińskie) bilet i najlepiej zaopatrzyć się w mapę (ze względu na rozmiary tego miejsca). Kolejne cerkwie, które są rozmieszczone po całym Kijowie i które warto zobaczyć to m.in.: „Sofia Kijowska”, która znajduje się na placu Sofijewskim. Wartym polecania jest również przepiękny sobór św. Włodzimierza – wnętrze tego soboru zachwyca barwami złota, odrobiną czerni i czerwieni. Za czasów prezydentury Juszczenki – wszystkie najważniejsze obchody odbywały się właśnie w tym soborze. Historia tych miejsc jest również

bogata i ciekawa, ale już o tym, moi kochani, dowiecie się kiedy wybierzecie się do Kijowa. No i oczywiście nie można nie wspomnieć o kuchni ukraińskiej. Spacerując uliczkami Kijowa, czując zapach „pirożkow”, które babcie sprzedają na ulicy lub zapach dobrej kawy, który unosi się z niezliczonej ilości restauracji i ogródków, na pewno zgłodniejecie i będziecie chcieli coś zjeść. Oczywiście kuchnia ukraińska jest tak samo tłusta jak polska, niemniej jednak smaki ukraińskie różnią się od znanych Wam w Krakowie. Polecam obowiązkowo zjeść słynny „kotlet po kijowsku”, który przypomina kotlet de volaille, ale jest przygotowywany ze szczególną ukraińską serdecznością. Obowiązkowo w waszym menu musi się znaleźć słynny barszcz ukraiński lub zupa „solanka”; na główne danie zaś polecam „warenykiw”. Do całego zestawu koniecznie zamówcie małą (albo i dużą, jak kto woli!) karafeczkę dobrej ukraińskiej wódki (aby zwiększyć apetyt!). Wtedy już na pewno Kijów będzie zdobyty! Irinka Shevchenko

...because quality matters lounge magazyn

25


coolturka

podróże_

Nieznane perły Europy Dzisiaj udajemy się w podróż z daleka od utartych turystycznych szlaków, śladem małych, nieodkrytych perełek Europy. Plecak, przewodnik, dobre nastawienie. Zaczynamy wycieczkę – czas start! Jak, Węgry Najpiękniej jest tam w letnie, pachnące popołudnia. Kiedy stoimy wśród starych lip, patrząc na przepiękny portal kościoła św. Jerzego z 1265 r., w czystym, romańskim stylu, ze wspaniale zachowanym portalem, po prawej stronie u góry można zauważyć wyraźny cień stojącej nieopodal nowej, barokowej świątyni. Wnętrze kościoła i jego główna nawa z ołtarzem, obok której stoi ambona z brązowego marmuru, zachwyca swą prostotą. Przez małe okienka sączy się światło, które potęguje nastrój refleksji i nostalgii. Nic tylko się zakochać.

Miśnia, Niemcy Miśnia to wyjątkowa, urocza ślicznotka. Kiedy wjeżdżamy do Miśni od wschodniego brzegu Łaby, od razu zauważamy ogromne wzgórze zamkowe z katedrą i zamkiem Albrechta. Wchodzimy na wzgórze po krętych schodkach i wychodzimy najstarszą część katedry. Jej budowę zaczęto w X w. Idąc wzdłuż katedry zauważymy, jak zmieniały się style w trakcie jej budowy przez wieki. Nawa główna, choć neogotycka, wspaniale komponuje się z pozostałą częścią katedry. Stojący obok zamek księcia Albrechta w jasnych, niebiesko-szarych barwach, kontrastuje z jej czernią. Kiedy schodzimy w dół ze wzgórza od południowej strony, uderza nas prędko urok uliczek starówki, starych domów pokrytych czerwoną dachówką, wijącej się leniwie obok Elby i gwaru tętniącego życiem zabytkowego centrum.

Perast, Czarnogóra Jeżeli nie skusi nas wygodna, krótka droga z Kamenari do Baru i nie popłyniemy promem przez Bokę Kotorską, to jadąc do Kotoru, zatrzymamy się w Peraście. Z przydrożnego parkingu zobaczymy dwie przepiękne wyspy: jedną, naturalną, z kościołem św. Jerzego, który jest otoczony gajem sosen piniowych i drzewami figowymi oraz drugą, sztuczną wysepkę bez żadnej zieleni, z równie pięknym kościołem Matki Boskiej na Skale. Kiedy przejdziemy sto metrów dalej, znajdziemy się w pięknym i urokliwym centrum miasteczka Perast ze śródziemnomorską architekturą.

Auvers-sur-Oise, Francja Kilkadziesiąt kilometrów od Paryża, leży małe senne miasteczko Auvers-sur-Oise. Ostatnie kilka miesięcy życia spędził tam Vincent van Gogh. Kiedy wysiądziemy z kolejki na małej stacyjce, od razu po lewej stronie zauważymy siedzibę merostwa. Budynek nie jest ciekawy, ale są dwa powody, dla których trzeba stanąć obok niego: po pierwsze, naszkicował go kiedyś van Gogh, a po drugie, vis-a-vis znajduje się słynna Auberge Ravoux, na pięterku której wynajmował pokój wynajmował słynny malarz. Kilkaset metrów od oberży jest kościół, który także uwiecznił Vincent na jednym ze swoich obrazów. Polną drogą do góry za kościołem dotrzemy do łanów pszenicy, które nie zmieniły się od czasów, kiedy malował je artysta. Na końcu tej drogi po prawej stronie, znajduje się mały wiejski cmentarz, gdzie tuż przy wejściu, w prostych grobach są pochowani obok siebie obaj bracia – Vincent i Theo.

Litochoro, Grecja W poniedziałek rano wybieramy się do małej, urokliwej miejscowości położonej u stóp Olimpu. Ale naszym celem nie jest zatłoczona [i w gruncie rzeczy nieciekawa] od turystów góra Olimp. My zostajemy na targu w Litochoro. Od razu udziela nam się gwarna i radosna atmosfera. Ogromny wybór lokalnych serów, słodkich i pachnących słońcem owoców, warzyw i ziół jest wręcz niewyobrażalny. Kiedy podchodzimy do sprzedawcy oliwek, bardzo szybko zaczynamy naśladować Greków – próbujemy wielu z ponad kilkudziesięciu gatunków oliwek, bez jakiegokolwiek sprzeciwu właściciela straganów. Zaopatrzywszy się w oliwki, udajemy się na poszukiwania cudownie słodkich winogron. Potem dokupujemy podłużne, soczyste pomidory, a na koniec, zmęczeni i zarazem zachwyceni atmosferą bazaru, odkrywamy małą, ukrytą w bocznej uliczce piekarnię, gdzie kupujemy gorące jeszcze placki z fetą, czarnymi oliwkami i szpinakiem.

Povlja, Chorwacja Jest takie miejsce na Ziemi, które łączy w sobie wszelkie cechy piękna: śródziemnomorskiego krajobrazu, śpiewu cykad, szumu morza traganego ciepłym, pachnącym wiatrem, zapachu piniowych sosen i lawendy oraz głośnego, ale niezwykle przyjemnego gwaru portowych knajpek. To miejsce, gdzie właściwie nie ma turystów. Gdzie życie ma inne znaczenie i wymiar, gdzie owoce morza smakują wybornie i gdzie kąpiel w morzu koi wszelkie smutki i tęsknoty. Tam poranne espresso, czarne jak noc, smakuje wybornie. Małgorzata Pawłowska

26 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


coolturka

podróże_

Jawa

Świątynia Borobudur

tekst i zdjęcia: Dominika Kustosz

Jawa to jedna z Wielkich Wysp Sundajskich należąca do Indonezji. Leży dokładnie pomiędzy Sumatrą i Bali. Mimo iż jest to najbardziej zaludniona wyspa świata, to nadal można tu znaleźć piękne dzikie rejony, a dzięki długiej historii zachowało się także wiele interesujących zabytków. Sunda Kelapa i Batavia Dżakarta to największe miasto Jawy, a jednocześnie stolica Indonezji, rozlewa się po wyspie jak ameba. Jest to gigantyczna, nowoczesna metropolia, której historia sięga IV wieku, czyli momentu wybudowania tutaj pierwszego portu morskiego. Usytuowany w północnej części Jakarty w estuarium rzeki Ciliwung stary port jest obecnie jednym z najciekawszych miejsc w stolicy. Sunda Kelapa oznacza dosłownie Kokosy Sundy, czyli Jawy, bo tak dawniej była nazywana ta wyspa. W porcie zacumowane są drewniane statki nazywane Phinisi (Pinisi). Łodzie te powstają od setek lat w Sulawesi z pni drzew żelaznych (Eusideroxylon zwageri). Warto przysiąść tu na chwilkę i wyobrazić sobie jak przed wiekami wyglądało portowe życie, gdy na statki nie ładowano cementu i skuterów tylko ogromne ilości kawy, herbaty, cynamonu, wanilii, kokosów

28 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

i wielu innych przypraw i owoców. Gdy w powietrzu unosiła się mieszanka ich zapachów, tak różna od cuchnących oparów obecnej stolicy. Po spacerze w starym porcie najlepiej udać się do równie starej dzielnicy nazywanej Kotą. Jest to kulturalne centrum stolicy. Wokół małego placu (1,3km2) znajduje się muzeum historyczne, muzeum teatru, muzeum sztuki i ceramiki oraz muzeum numizmatyczne. Plac ten historycznie nazywa się Batavia. W XVI wieku było to jedno z najważniejszych miejsc w Azji. Jego strategiczne położenie gwarantowało mu rozwój i ekonomiczny sukces. To właśnie dlatego Batavia, przemianowana na Jakartę, została stolicą Indonezji. Atmosfera tego miejsca czyni je wyjątkowym. Na otoczonym kolonialnymi budynkami placu tłoczy się międzynarodowa młodzież, a słońce rozświetla plac i podgrzewa betonowe płyty. Pomiędzy ludźmi „tańczą” sprzedawcy z tacami pełnymi kolorowych napoi, widoczne w nich

kostki lodu przyciągają wzrok spragnionych ochłody. Dookoła placu ustawione są rowery. Na ich kierownicach przymocowano kapelusze w pastelowych barwach. Indonezyjki wyglądają w nich wyjątkowo atrakcyjnie, jasne kolory kapeluszy podkreślają blask ich włosów i smagłość cer. Pod nielicznymi drzewami batikowi tatuażyści mają swoje stoiska. Jest to tatuaż idealny, bo bezbolesny i zmywalny, a wykonuje się go oczywiście czarną henną. Gdzieniegdzie porozkładani są także miejscowi hazardziści proponujący sprawdzenie się w grach zręcznościowych. Za jedyny tysiąc rupii można sprawdzić swoje opanowanie, a w zamian wygrać telefon komórkowy. Po odpoczynku na placu i filiżance kawy w jednej z najstarszych kawiarni – oczywiście o nazwie Cafe Betavia, dobrze jest pospacerować po okolicznych uliczkach.


podróże_

coolturka

Borobudur zagrożone jest ze względu na możliwość wybuchu wulkanu Merapi. Bywa tak, że z powodu pokrycia świątyni wulkanicznym pyłem zostaje ona zamknięta na czas porządków. Natomiast druga z najbardziej znanych jawajskich świątyń - czyli Prambanan, cierpi z powodu trzęsień ziemi. 27 maja 2006 roku trzęsienie ziemi w okolicy Yogyakarty spowodowało zniszczenie kompleksu świątynnego. Rok później rozpoczęto prace rekonstrukcyjne, jednak nie wszystko udało się naprawić i odbudować. Prambanan jest największym kompleksem hinduistycznym na Jawie. W jego skład wchodzi aż 244 świątyń wybudowanych między VIII a X w. Turyści zwiedzają zazwyczaj tylko centralne świątynie, składające się z 8 budowli - co i tak zajmuje przynajmniej pół dnia. Trimurti („trzy postacie”) to nazwa centralnego i zarazem najświętszego z zespołów świątynnych. Największa (47m) i najbardziej ozdobiona świątynia poświęcona jest głównemu bogu hinduizmu - Shivie (Niszczycielowi). Nazywana jest Candi Shiva Mahadeva i obecnie nie można jej zwiedzać, a jedynie oglądać zza metalowego ogrodzenia. Obok znajduje się budowla dedykowana Brahmie (Stwórcy) oraz Wisznu (Strażnikowi). W najbliższej okolicy wznosi się także 8 mniejszych sanktuariów, 4 Candi Kelir ustawione na cztery strony świata i 4 Candi Patok w narożach. Niestety nawet ten główny kompleks jest nadal rekonstruowany i cała świątynia Brahmy przysłonięta jest bambusowym rusztowaniem. Świątynia Prambanan

Warto jednak znaleźć spokojne miejsce z ładnym widokiem na świątynię, usiąść i wsłuchać się w odgłosy cymbałków i dzwonków. Jest to idealny sposób na wyciszenie myśli i chwilę zadumy nad pięknem i potęgą tego miejsca. Oba kompleksy świątynne w roku 1991 zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Dzikie piękno natury

jezioro Kawah Ijien

Dwie najważniejsze świątynie Borobudur i Prambanan Borobudur to największa buddyjska świątynia na świecie i co roku przyciąga rzesze turystów z całego świata. Świątynia ta została wybudowana pomiędzy 750 a 850 r. n.e. na porośniętej dżunglą równinie Kedu, u podnóża jednego

z najbardziej aktywnych wulkanów Indonezji, a jej piramidalna konstrukcja odzwierciedla buddyjską wizję świata. Borobudur charakteryzuje się brakiem wewnętrznych pomieszczeń - odbywające się tu pielgrzymki prowadzą poprzez kolejne tarasy pomiędzy dagobami (stupami), w których znajdują się posągi Buddy.

Pośród pachnących plantacji kawy dociera się na wysokość 2148 metrów n.p.m., gdzie znajduje się zachwycające turkusowe jezioro Kawah Ijien. Jest to największe (1km średnicy) na świecie jezioro siarki. Otoczone przez ściany krateru tworzy księżycowy krajobraz. Woda jeziora ma stałą temperaturę 34oC, a na jego powierzchni unoszą się bąbelki siarki, przez co wszędzie snuje się dławiący i drażniący dym. Trudno się oddycha, a po chwili przebywania w chmurze siarki czuć ból gardła i zaczyna się mocno kaszleć. Oczy pieką i łzawią tak mocno, że czasami trzeba iść z zamkniętymi powiekami. Jednak te niewygody całkowicie nikną w obliczu piękna tego miejsca, którego turkusowy blask otoczony żółtymi skałami zapiera dech. Turyści nie mają wstępu do krateru od 1996 roku, kiedy to jedna osoba poślizgnąwszy się ...because quality matters lounge magazyn

29


coolturka

podróże_

wpadła do jeziora i zginęła. Jak podają źródła, jezioro zawiera: 600 000 ton chlorowodoru, 550 000 ton kwasu siarkowego, 200 000 ton siarczanu glinu i 170 tysięcy ton siarczanu żelaza. W tych piekielnych warunkach codziennie ręcznie wydobywana jest siarka. Mężczyźni w wieku od 20 do 65 lat noszą na swych barkach ogromne ładunki, ważące od 60 do 100 kg, złożone z dwóch palmowych koszach, połączonych bambusową listwą. Na ich ramionach widać piętno morderczej pracy: odgniecenia, rany, sińce i zrogowaciałe narośla. Jest to niewiarygodny wysiłek fizyczny. Kosze najpierw trzeba nieść 200m do góry, a następnie 3km w dół. Idzie się po śliskich kamieniach lub po drobnym żwirku, często pokrytych siarkowym pyłem. Przy każdym kroku trzeba uważać i być skoncentrowanym na tym jak stawia się stopy. Sporą część drogi pokonuje się w gęstych oparach siarki. Jeden mężczyzna jest w stanie przejść tą trasę dwa razy dziennie. Dlatego też dzienna produkcja nie przekracza 4 ton. Tragarze mają płacone od kilograma ładunku (0,19zł za kg, czyli ok. 30zł dziennie). Często, aby dorobić, sprzedają po drodze turystom kawałki siarki na pamiątkę.

Batik i teatr cieni Jednak Jawa to nie tylko zabytki i przyroda to także niezwykle bogata wielowiekowa kultura. Zwiedzając wyspę, nie można ominąć przedstawienia w teatrze cieni oraz wizyty w jednej ze szkół batiku. Teatr cieni (wayang) na Jawie po raz pierwszy opisany został w 930 r. n.e., a jego wagę doceniono w 2003 r., kiedy to UNESCO uznało Indonezyjski Teatr cieni za arcydzieło ustnego i niematerialnego dziedzictwa ludzkości. Lalki wyrabiane są ze sztywnej bawolej skóry (kulit). Wycina się w nich postacie, a następnie misterne wzory ich ubrań. Tradycyjnie malowane lalki mają ciemne barwy, a nowoczesne są jaskrawe i wielobarwne.

30 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Na drewnianej ramie rozpięty jest biały materiał służący jako ekran. Za nim jest źródło światła, którym powinna być lampa oliwna, obecnie przeważnie zastępowana żarówką. Co ciekawe, taki sposób oświetlenia umożliwia ukazanie na cieniu kolorów. Narrator – Tok Dalang, ukryty jest poniżej ekranu i steruje lalkami za pomocą drewnianych patyczków. Te, które nie są mu w danym momencie potrzebne, wiszą na pobliskim bananowym wieszaku. Podczas przedstawienia narrator opowieści musi nie tylko operować lalkami, ale także śpiewać, odgrywać role kilkudziesięciu, a czasami kilkuset postaci, zmieniając charakter głosu i jego intonację. Aby podkreślić atmosferę i nadać przedstawieniu dodatkowej głębi, towarzyszy mu muzyk grający na gamelanie oraz pieśniarka. Opowieści które są odgrywane podczas przedstawień cieni pochodzą przeważnie ze starych ksiąg: Ramayany, Mahabharaty, Pustaka Raja Purwy i Purwakandy.

Batik Pesisiran. Batik wytwarzany ręcznie łatwo odróżnić od wytwarzanego fabrycznie, gdyż jest dwustronny. Niektóre dzieła zapierają dech swoją precyzją i fantazją. Można je podziwiać godzinami. Mając trochę wolnego czasu warto wybrać się na tygodniowy kurs, na którym pod okiem specjalisty nauczeni zostaniemy podstaw tworzenia batiku. Aby tworzyć takie arcydzieła jak rodowici Indonezyjczycy trzeba będzie wiele miesięcy a może nawet lat treningu. Jawa to egzotyczna wyspa, którą choć raz w życiu trzeba odwiedzić. Aby odkryć jej tajemnice warto spędzić tu co najmniej dwa tygodnie. A gdy zaznajomimy się z kulturowym dziedzictwem Indonezji najlepiej udać się na jedną z rajskich plaż, gdzie pośród palm i szumu morskich fal najlepiej się zrelaksujemy i odpoczniemy.

Batik Równie bogatą i długą historię ma batik. Jest to nazwa techniki farbowania tkanin, która polega na nanoszeniu wosku na tkaninę, a następnie jej farbowaniu. Wzory przeważnie są skomplikowane i wielobarwne co wymaga kilkukrotnego powtarzania procesu woskowania, farbowania, suszenia i usuwania wosku. Wosk nakłada się prostym narzędziem. Na końcu drewnianej rączki zamocowany jest miedziany pojemniczek na wosk, z którego wychodzi cienka rureczka. Od jej średnicy zależy grubość wzoru. Cały ten proces określany jest jako batik tulis. Tradycyjne batiki farbowane są naturalnymi barwnikami pochodzenia roślinnego (wyciągi z liści i owoców) oraz mineralnego (skały wulkaniczne). Batik wytwarzany na ubrania odświętne często dekorowany jest dodatkowo złotem. Współcześnie częściej stosuje się sztuczne barwniki, które pozwalają na otrzymanie większej i intensywniejszej palety barw. Złoto zostało zastąpione złotą farbą, a wzorem może być dosłownie wszystko. Artystę ogranicza jedynie jego fantazja. Nowoczesny styl nazywany jest

Dominika Kustosz – z wykształcenia biolog, z zamiłowania podróżnik, fotograf i dziennikarka. Organizuje wyjazdy dla tych, którzy nie mają na to czasu. Zafascynowana Azją i Afryką często odwiedza te rejony świata. Podczas wypraw zwraca szczególną uwagę na lokalny folklor, kulturę i przyrodę. Śpi w jurtach, je robaki, jeździ na słoniach, pływa z delfinami... uwielbia być w drodze. www.dkustosz.com


SALA RYCERSKA

SALA KOMINKOWA

SALA GOLFOWA

Do dyspozycji Paƒstwa oddajemy trzy wytworne, klimatyzowane sale: • Sal´ Rycerskà mieszczàcà do 80 osób • Sal´ Kominkowà na przyj´cia do 150 osób • Sal´ Golfowà, w której organizowane sà wesela nawet do 250 osób

Naszymi wielkimi atutami sà:

• wyÊmienita kuchnia serwujàca staropolskie i mi´dzynarodowe specjały • hotel z promocyjnymi cenami dla goÊci weselnych • mo˝liwoÊç zorganizowania niezwykle oryginalnej sesji zdj´ciowej na polu golfowym • zabytkowy XIV-wieczny drewniany koÊciółek poło˝ony 100 m od naszego kompleksu • wiele dodatkowych atrakcji weselnych: Êlub w plenerze, kuligi, przeja˝d˝ki bryczkami i meleksami golfowymi, pokazy sztucznych ogni.

Krakow Valley Golf & Country Club • Paczółtowice, tel. 12 258 85 00 • www.golf.krakow.pl


recenzje kontrolowane_

coolturka

GRZANKA WRÓBLEM Wróbel: Oj, letnią porą dzieje się w tym naszym show, a raczej showaj biznesie. Ciągle przybywa nowych gwiazd, a ja zastanawiam się co dzieje się z artystami? Może ty Adaś coś zauważyłeś? Grzanka: Mam wrażenie, że słowo „artyści” powinno stać się synonimem słowa „kret”, ze względu na swoją podziemność. A może nie jest tak źle? Tylko lepiej być może.

Juwenaliowo

Wróbel: Kolejne juwenalia, o kolejny rok starsze zespoły, managerowie, dziennikarze, studenci. Tylko panowie w niebieskich czapeczkach, jakby w te dni coraz młodsi, biegają częstując wkoło studentów mandatami. W końcu są dni, w których można się wykazać i podreperować mandatowe statystyki. Z perspektywy osoby, którą okradziono w centrum miasta, i która biegała po 3 komisariatach, żeby zgłosić sprawę, wygląda to karykaturalnie... Ale od karykatur i kabaretów jest Adaś, więc tutaj postawię juwenaliową kropkę. Grzanka: Masz rację, ale o tym napiszę dalej, bo wystarczy niebieskie czapeczki dać gdzie indziej i będzie dobrze – panowie, jest tyle fajnych przestępstw, co komu jedno piwo winne?

OFF Camera Wróbel: Coraz bardziej filmowo w Krakowie, coraz ciekawsze produkcje i aktorzy odwiedzają gród Kraka. Tym razem gościem mojego ulubionego festiwalu był król Bollywood - Amitabh Bachchan. Niestety nie obyło się podobno bez królewskich problemów: m.in. ciężko było znaleźć apartament, który odpowiadałby gościowi, a wszystkie bursztyny w sukiennicach, które podobały się jego córce były za małe. Cóż, może trzeba było zaproponować królewską noc w polskim akademiku - takie przeżycie na pewno byłoby inspirujące... Grzanka: Ja bym zrobił inaczej: nie dać się gościowi wysikać pół dnia, to potem by Toy-Toya wychwalał do swoich 36 Bóstw...

Film o Paktofonice Wróbel: Powstaje film o Paktofonice, pt. Jesteś Bogiem. W filmie jedną z głównych ról gra, znany z filmu Chrzest, Tomasz Schuchardt. Ten młody sympatyczny aktor wyznał, że do roli Fokusa musiał schudnąć 10kg! To się nazywa poświęcenie! A czy poświęceniem będzie pójście na ten film? Okaże się niebawem. Brak gwiazd, ciekawy temat i dobra muzyka mogą być kluczem do serc i wątroby wielu odbiorców. Grzanka: Myślę, że sam proces kręcenia powinien doczekać się osobnego dokumentu, bo jak rozumiem, pewnych stanów nie da się zagrać. Ja uwielbiam filmy biograficzne - na przykład taki upadek o Adolfie. (ha, znalazłem jedną wtopę w nim - w jednej scenie strzelają z MP-40, a dźwięk jest z czegoś innego, może nawet coś z MG...) Adam Grzanka – Wulkan energii z Nowej Huty! Aktor kabaretowy, członek krakowskiej Formacji Chatelet. Prowadził Maraton Uśmiechu w TVN oraz reality game show Hole in the Wall w TV4. Konferansjer i satyryk, wielokrotny laureat festiwali kabaretowych i artystycznych. Muzyk (jako DJ Mazut), twórca projektu Nowa Huta Gangsta, ostatnio możecie go usłyszeć na falach AntyRadia. Multiinstrumentalista i kompozytor, a także twórca instalacji multimedialnych. Felietonista i współtwórca kabaretonów i koncertów multimedialnych. Prywatnie fan mocnych brzmień i wojennych rekonstrukcji.

Szymon J. Wróbel – Góral spod Żywca. Dziennikarz, na co dzień związany z Dziennikiem Polskim, w czwartki prowadzi dwie swoje rubryki. Dla platformy Orange współtworzy program Czego słuchają gwiazdy?. W TVP3 pracował przy takich programach jak Pokolenie UE i Kraków dla pocztujących. Twórca charytatywnych imprez Przyjaciele Clubbingu. Ostatnio zdobywał szlify przy programie Mam Talent. Można usłyszeć go na MieścieMuzyki RMF, jak również zobaczyć na malopolskatv.pl, gdzie prowadzi swój program Płyta na gramofon.

Post mortem!

Grzanka: Czasem czas miniony tylko zyskuje, a z czasem staje się ponadczasowy. Plazmatyczne miejsce, Klub Fabryka, przestało istnieć! Nie wiem co tam teraz i co tam potem, ale wiem co mogło istnieć. Jakoś udało mi się tam być na kilku imprezach w ciągu krótkiego czasu i zakochałem się w przestrzeni i ludziach. Klub Fabryka to miejsce o gigantycznym potencjale imprezowym i artystycznym. Kiedy byłem tam na jednej z imprez genialnych, 2 sceny, wizualizacje i ludzie będący na przeciwległym biegunie mentalnym do turboprosiaków, przypomniałem sobie festiwale artystyczne, na które jeździłem. Podobny klimat i przeżycia cudowne. I co, zamknęli? Zburzą i postawią drogie domy dla tych, co dla Babilonu pracują. Trochę mi się to kojarzy z wycinaniem drzew, zalewaniem betonem puszczy. Post mortem, jak tak dalej pójdzie, to naprawdę symbolem Krakowa będą solaria i pijani angole, którzy być może nie wiedząc o tym, są naszymi genetycznymi rodakami. Przecież nasi dzielni piloci coś musieli robić, kiedy tankowano ich myśliwce. Niech zatem angol pijany przynajmniej wie co to Dywizjon 303, czy gen. Maczek :) Wróbel: Chciałby się krzyczeć do panów w garniturach na wysokich stołkach: „Trochę kultury Panowie!!!”. Ale oni tych krzyków nigdy nie słyszą, być może nawet takiego języka nie rozumieją, bo o ileż prostszy jest język, na którym znajduje się Władysław II Jagiełło czy Zygmunt I Stary.

Pomoc przez zabawę

Grzanka: Są w życiu sytuacje, kiedy łączy się przyjemne z dobrym (definiuję te stany dość subiektywnie, ale taka już natura tych pojęć). Kiedy możemy komuś bardzo pomóc, a jednocześnie wspaniale się przy tym bawić, wtedy nawet syndrom dnia następnego SDN smakuje jakoś bardziej wzniośle. Taką okazją będzie koncert charytatywny, który odbędzie się 15 czerwca w klubie Lizard King. Nie chce się pochopnie zabawiać czasem, ale jestem pewien, że będzie wspaniale, a i cel zabawy szczytny, bo pomoc poważnie chorej Sandrze. Mam nadzieję, że się tam widzimy i bawimy. Ja początkowo ostrożnie, bo będę tam konferansjerem. Hedonizm – tak, i to w pięknym celu. Wróbel: Obiecuję i przyrzekam, że dokąd sił mi starczy, wspierać takie akcje będę. Pisałem o tym nie raz, nie dwa. Ciągle za mało jest dobrze zorganizowanych impreza charytatywnych w Krakowie, więc jeśli już się jakaś pojawia, to musimy pisać dużymi literami do ludzi: PRZYBYWAJCIE I POMAGAJACIE!.

CYBERPOZYTYW i działanie świata

Grzanka: Właściwie już na poziomie filozoficznym upływ czasu jest raczej źle postrzegany, a jednak ja uważam inaczej. Jak kiedyś powiedział Maciek Stuhr: Nawet z największej kiszki da się coś pozytywnego wyciągnąć - co ciekawe powiedział to odnośnie filmu, w którym zamiast z Górniak zagrał z nie Górniak. Ja się z Maćkiem zgadzam, wystarczy tylko trochę inaczej popatrzeć i już. Właściwie gdyby świat posunąć byłby on idealny Wyjaśniam: Czas mija, ale dzięki temu nauka się rozwija. Dowód: zamiast dziesiątek kilogramów samplerów i syntezatorów, wystarczy mi teraz komputer i kilka zabawek. Rozwój komputerów jest piękny i budujący, doceńcie. Ha, ha! Żal mi samochodziarzy. Komuś gorąco? Zachęcam do przypomnienia sobie zimy i tego uczucia kiedy centrum męskości wydawało mi się ciałem obcym. Deszczyk pada? A może gdzieś ktoś miałby orgazm na sam widok chmury deszczowej. Wszystko to sprawa przesunięcia. Jak naprawić świat? To proste, wystarczy go posunąć. Czego i wszystkim życzę. Wróbel: Chętnie strzeliłbym jakiś mały wywodzik, może nawet powstałby dorosły wywód na temat poruszony przez Adasia. Ale jak wspomniał o kiszce, a raczej o kaszance, to lekko zgłodniałem i muszę pobiec zaspokoić tą podstawową potrzebę. Tzn. jedną z podstawowych.


felieton_

Słowem pisane

C

Dookoła świata

zasem chciałbym spędzać czas w pociągach różnych relacji. Niekoniecznie w samochodzie, który prowadzić lubię, ale po 3 godzinach spędzonych za kółkiem mam już dosyć, co najmniej na kilka dni. Pociągi wydają się ciekawszą alternatywą, która pozwala nie marnować czasu na zmianę biegów, omijanie dziur i wszechwładnych od kilku tygodni rowerzystów. Jadąc samochodem, zawsze mam dręczące poczucie straconego czasu. Tymczasem ponad połowę życia spędzam przy biurku, gdzie poza hektolitrami słów, nazw i sloganów, produkuję garb na własnej skórze, a właściwie to tuż pod nią. Zaczynam dostrzegać go w odbiciu mojej postury w witrynach monopolowych, całodobowych. Przeglądam katalogi biur podróży, które dwa razy do roku zapychają moją skrzynkę na listy. Każda strona to kolejne, opakowane w celofan wrażeń gówno dla nowobogackich, albo tych, którzy cały rok oszczędzają na opcję all inclusive. Przewodnik oprowadza nas po ulicach rozdeptanych przez turystów, nabrzmiałych od ilości kroków, które każdego dnia gwałcą historyczne miejsca. Ewentualnie możemy zdecydować się na leniwą opcję wylegiwania się na słońcu, pochłaniając krewetki utopione w drogim winie, póki się nam odwłokiem nie odbiją. Po tygodniu wrócimy do Polski opaleni, a Facebook pęknie nie z dumy, a od nadmiaru kolorowych, sklonowanych zdjęć z drinkiem, pod palmą, w szortach i okularach z bazaru, które udają Ray Ban’y. Ludzie z natury lubią przepych, pięciogwiazdkowe hotele z setką takich samych, bezkształtnych pokoi, klimatyzacją, PlayStation podłączonym do telewizora i pornosami na zamówienie. To przykre, że społeczeństwo jest tak pazerne na luksus. Większość ludzi, mieszkających na co dzień na 30 metrach kwadratowych ma taki głód szeroko pojętego luksusu, że chociaż przez tydzień chce korzystać z chlorowanego jacuzzi, by po powrocie zdrapywać paznokciem czarną jak smoła pleśń z własnej wanny. Tymczasem wielkimi krokami zbliża się lato – czas największego zadłużania się krajan. Karty kredytowe, pożyczki chwilowe i te do końca życia. Wszystko po to, by pokazać znajomym, że się powodzi, żeby udowodnić sobie i innym, że należymy do lepszego świata, gdzie ludzie spijają nektar z kofeiny w Starbucksie, jadają tylko organiczne potrawy i pierdzą Chanel czy innym Hugo Bossem, metanem o szumnej nazwie. Polskie może jest passe, naleśniki z jagodami, połyskująca w słońcu salmonella, niczym bryza powiewa na plaży. W tym roku mój garb będzie miał okazję stać się jeszcze bardziej widoczny. Na wakacje się nie wybieram. Mógłbym powiedzieć, że to przez brak czasu, jak wszyscy zdają się mówić – taka moda. Czuję się jednak trochę niedostosowany do panujących trendów w modzie wyjazdowej. Najlepiej bowiem wybrać miejsce, które znana gwiazda polskiej telenoweli pokazywała w zeszłym miesiącu w magazynie podróżniczym. Nie pojadę do Kairu z Kasią Cichopek ani do Marrakeszu ze Skrzynecką Kasią. Pojadę do mamy malować płot, kosić trawę – w szortach, okularach z bazaru, które niczego nie muszą udawać. Będę zajadał się zupami ugotowanymi przez babcię i delektował wolniej płynącym czasem. Znów poczuję się jakbym miał kilkanaście lat. Będę nazywał się po imieniu i nazwisku, a nie nazwie prowadzonej firmy, skończonych studiach i zrealizowanych projektach. Krzysztof Koczorowski


felieton_

coolturka

Jednym zdaniem:

W

brew billboardowi na Saskiej Koniec Świata jednak nie nadszedł, a skoro nie nadszedł, to ze spokojem można snuć plany, gdzie by tu pojechać na wakacje (pod warunkiem oczywiście, że środki, które ewentualnie były na ten cel przeznaczone nie zostały przebalowane w piątek 20 maja, w przekonaniu, że Dzień Sądu będzie szybszy od kaca-giganta); załóżmy jednak, że nie daliśmy się zwieść opcji sobotniego Armageddonu i po kilku drinkach na najlepszej tego wieczoru w Mieście Królów imprezie z okazji 3. urodzin Longera (Wszystkiego Najlepszego!), kulturalnie i zachowując pozory godności udaliśmy się w kierunku do domu (taka jest moja wersja i jej będę się trzymał); zamiast do domu można też ewentualnie na Koniec Świata się wybrać - w myśl zasady, że skoro Koniec Świata nie przyszedł, to zawsze można się do Niego udać - czy jakoś tak; a na naszym kontynencie „najznańszym” mi Końcem Świata jest Finis Terre, co i dosłownie, i w przenośni znaczy Koniec Ziemi – wynika to z faktu, że dawno temu w cywilizowanym świecie uważano, że Ziemia jest płaską jak Świat Dysku, spoczywający na grzbietach czterech Słoni, które stoją na skorupie Wielkiego Żółwia płynącego przez bezkres Wszechświata (albo coś koło tego, a z tymi słoniami i żółwiem odsyłam do wesołej twórczości Terry’ego Pratcheta); w każdym razie skoro Ziemia jest płaska to musi mieć jakiś koniec, no i ten koniec wycyrklowali sobie w najbardziej na Zachód wysuniętym przylądku Hiszpanii - niestety cyrkle mieli kiepskie i się pomylili, bo dokładnie 16,5 km dalej, w kierunku zachodnim sięga znajdujący się w Portugalii Cabo da Roca, ale Hiszpanie byli sprytniejsi i pierwsi, więc Koniec Świata jest w Hiszpanii, a dokładnie w Galicji, gdyż Fisterra (po galicyjsku), Finisterra (po hiszpańsku) leży właśnie w regionie o tej swojsko brzmiącej nazwie; gdybyś się tam Drogi Czytelniku wybierał, to pierwszą rzeczą, jaką należy niezwłocznie po wjechaniu do Galicji uczynić, to zatrzymać się na pierwszej stacji benzynowej i zakupić mapę „galicyjską”, a to z tego powodu, że autonomia tego regionu jest na tyle duża, że tablice z nazwami miejscowości napisy mają po galicyjsku, a nie po hiszpańsku, w związku z czym hiszpańska mapa „słabo działa”; wracając do tematu, czyli wyjazdu na wakacje, nieważne czy na koniec świata, czy gdziekolwiek indziej, niechybnie pociąga to za sobą koniecz34 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Koniec Świata ność przemieszczania się, bo nawet jeżeli mamy ochotę spędzić je w miejskim parku, tudzież okolicznej wiosze, trzeba się do niego/niej jakoś dostać, korzystając z własnego, bądź też, za przeproszeniem, publicznego transportu, który, na przykład w Krakowie jest prawdopodobnie najdroższą komunikacją miejską w Kraju; na dobitkę Jaśnie Nam Panujący Pan Prezydent Jacek M jak Miłość do Portfeli Naszych (któremu udało się wykombinować, że po 9 latach zadłużania się miasta pod Jego rządami, najlepsza opcja to podnieść wszystkie podatki i opłaty jakie się tylko da w celu ratowania miejskich finansów), ma zamiar podnieść jeszcze bardziej ceny za bileciki w MPK; no, ale to i tak „pikuś” w porównaniu z PKP, które to skasowały kilka strategicznych połączeń między Stolicą a Kulturą, czyli pociągi relacji Warszawa-Kraków, które nadal są objęte całkowitą rezerwacją miejsc, niestety w związku z cięciami podróżnych nie ubyło, ale za to sprytne Panie Kasjerki sprzedają bilety na nieistniejące miejscówki (i tak na przykład możemy sobie do woli szukać naszego miejsca w wagonie, dajmy na to, numer osiem, w którym to miejsc jest powiedzmy 104, a my mamy miejscówkę na wagon: 8, miejsce: 105; śmieszne(?!), no nie bardzo, jak trzeba te 3 godziny, przestępując z nogi na nogę, odstać, chyba, że akurat gdzieś w szczerym polu ktoś zwinie trakcję, albo gdy w zimie pociąg po prostu zamarznie, z trzech godzin robi się 4, 5, 6 – rekord ma chyba moja koleżanka z pracy, która trasę z Warszawy do Krakowa pokonała (dzięki uprzejmości PKP) w 12 godzin; a propos „znikającej trakcji” to inna koleżanka, ale z tej samej pracy przeżyła sobie taką wesołą historię, że z okazji kradzieży trakcji na odcinku 10 kilometrów Panowie Kolejarze „rozbujali” skład do prędkości „ile fabryka dała”, po czym odcinek bez trakcji pokonany został siłą rozpędu na zasadzie „pociąg widmo” – ponieważ pociągi mają to do siebie, że bez prądu nic w nich nie działa (na przykład taki gadżet jak hamulce); co do tych miejscówek co ich nie ma, to można jeszcze ratunkowo spróbować skorzystać z opcji WARS-u, ale w związku z cięciami w ilości pociągów albo w ogóle nie da się do niego wejść, bo: a). nie ma go wcale, gdyż nie został doczepiony do składu, lub: b). dlatego, że zebrali się tam wszyscy Poszukiwacze Zaginionych Miejsc przez Panie Kasjerki beztrosko sprzedanych, no a przecież Konduktor (tudzież Kanar) nie odpowiada za to, że Pani Kasjerka sprzedała miejscówkę na miejsce, którego nie ma (można pewnie reklamować usługę, ale odzyskanie 20 zł vs. wizja pisania pism, włóczenia się po sądach itp., skutecznie leczy z takich pomysłów); a więc wiemy już, że ani MPK ani PKP to nie jest dobry pomysł, jest jeszcze PKS (i kilka innych

trzyliterowych skrótów wywołujących u podróżnych, pacjentów, podatników, pracodawców i petentów grozę, strach i przerażenie); no dobrze, w takim razie zostaje już tylko samochód i samolot; jeżeli chodzi o samochód, to o naszych pięknych, wspaniałych i w ogóle doskonałych autostradach, drogach ekspresowych, lokalnych i krajowych pisałem już coś niecoś w poprzednich numerach, więc tym razem odpuszczę, co niechybnie prowadzi do rozważenia ostatniej opcji podróżowania, która to jest statystycznie najbezpieczniejszą formą przemieszczania się, ale jak powiedział kiedyś Benjamin Disraeli: Istnieją trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, okropne kłamstwa, statystyki - z jednej strony nie mogę się z nim nie zgodzić, bo sam uważam, że statystyka to nauka bez której mógłbym żyć, ale miało być o lataniu - no więc osobiście uwielbiam samoloty (możliwe, że wynika to z faktu, że jak byłem małym chłopcem obejrzałem film Top Gun i bardzo chciałem być pilotem, niestety potem okazało się, że do bycia pilotem trzeba wkuć masę matematyki i jeszcze więcej fizyki, no i jakoś mi przeszło) i bardzo lubię ten sposób podróżowania; niestety z samolotami jest kilka zasadniczych problemów: 1. na lotnisku trzeba się pojawić, a ponieważ teleportacja działa tylko w Star Treku, to zostaje nam: a). transport, za przeproszeniem, publiczny; b). taksówka – nie rozwijam tego wątku, ponieważ ten temat zasługuje na monografię, a może nawet pracę doktorską; c). własny samochód, który zostawiamy na parkingu długoterminowym – nie jest to tanie, a po powrocie z wakacji zaczynamy od zgłoszenia na policję faktu, że w naszym aucie ktoś mieszka (kuna, jeż albo Pan Mietek spod monopolowego w Kryspinowie); 2. jak już na to lotnisko jakoś się dostaniemy, to trzeba przejść przez odprawę, ściągać buty, oddać pilniczki, zapalniczki, pamiątkowy miecz samurajski i wszystko co wyjąca z byle powodu bramka wykryje wespół z czujnym okiem maszyny Roentgenowskiej; 3. w przypadku latania tanimi liniami, nie można mieć więcej niż metr wzrostu, ponieważ odległość między rzędami foteli wynosi jakieś 20cm… mógłbym tak jeszcze tych punktów bardziej lub mniej sensownych kilka wymyślić, ale strona się kończy, więc bez zbędnych wstępów od razu przejdę do błyskotliwej pointy: statystycznie Koniec Świata już był. Adrian Suszczyński Skargi i wnioski jak zawsze: bonga@wp.pl


Twarze Przy Barze

Royal Palm Beach Party Klub Plaża 7 maja 2011

Czekamy na każdego, kto chce przeżyć niezapomnianą przygodę, zdobyć nowe doświadczenia, zagrać w reklamie, filmie fabularnym, lub wystąpić w telewizji. Zapraszamy do nas, nawet jeśli jesteś przekonany, że nie masz zdolności aktorskich na pewno znajdziemy dla Ciebie odpowiednią rolę. Jeżeli masz tylko chwilę wolnego czasu, wpadnij do nas na rozmowę. To nic nie kosztuje. Zapraszamy wszystkich bez względu na płeć, wiek, wykształcenie i wygląd. Pamiętaj: I Ty możesz być gwiazdą!

www.stars-impresariat.pl

• terminy castingów • Kraków - poniedziałki, środy i piątki od godziny 12:00 do 18:00 Warszawa - od wtorku do piątku od godziny 12:00 do 18:00

foto: Asia Roman / lounge

Kraków, ul. Karmelicka 14/7, tel.: 12 290 69 40, Warszawa, Aleje Ujazdowskie 24/12, tel.: 22 314 69 20


lounge

BARY I RESTAURACJE //


bary i restauracje

ciekawostki kulinarne_

Nowe miejsca

oprac. Asia Belowska

Egipski eliksir życia

Kilkanaście tysięcy lat temu Egipcjanie odkryli cudowne, lecznicze właściwości miodu i nazwali go „eliksirem życia”. W starożytnym Egipcie mógł go spożywać jedynie faraon i jego najwyżsi dostojnicy. Wśród antycznych Greków i Rzymian był używany nie tylko do spożycia, ale też jako środek płatniczy, bo posiadanie miodu było metaforą i symbolem bogactwa, sytości oraz tego co najsłodsze i najmilsze w życiu. Tak jak dzisiaj ;-)

Wódka w tubce

Być może słyszeliście już o tym genialnym wynalazku, a jeśli nie, to przedstawiam jeden z najpraktyczniejszych produktów jakie wynaleziono. Firma Austrian Wenger Corporation postanowiła zamknąć ten jakże popularny trunek w tubce, czyniąc go tym samym poręcznym i lekkim, idealnym do kieszeni lub torebki. Dodatkowo żadna kontrola na dyskotece mu nie straszna. Ciekawe, czy na szerszą skalę taka tubka mogłaby zastąpić popularną piersiówkę. Pakowana jest po 190 i 50 ml, w różnych smakach m.in. Lemon, Energy i Cranberry. Już jest wielkim przebojem austriackich dyskotek i pubów, a eksportowany jest do 15 krajów na całym świecie. Czas poszukać na polskich półkach!

Kulinarne podróże wakacyjne

W związku z sezonem urlopów, biura podróży prześcigają się w coraz to ciekawszych propozycjach, by przyciągnąć nowych klientów. Organizowane są m.in. wycieczki reklamowane hasłem: Niezapomniane doznania kulinarne w egzotycznych miejscach. Więc, jeśli chcecie poznać tajniki produkcji serów pleśniowych, nauczyć się robić najlepszą pizzę we włoskim Neapolu albo poznać tradycyjną recepture tłoczenia oliwy z oliwek w Jerozolimie - zapytaj lokalnych agentów turystycznych - na pewno mają podobne oferty, które wszystkim miłośnikom kulinariów gwarantują niezapomniane wakacje.

fot. lounge

Fuji Sushi - czyli małe co nieco na wynos

Dla wszystkich zakupoholików i miłośników sushi mamy doskonałą wiadomość. Już od maja w Galerii Krakowskiej na poziomie - 1, można zamówić gotowe sushi na wynos. Fuji Sushi oprócz świeżych ryb (dostarczanych codziennie) oferuje również napoje aloesowe. Gotowe zestawy tej popularnej japońskiej przekąski można tam nabyć w bardzo atrakcyjnych cenach (zestaw już od 15 zł). Taki zestaw zawiera różnorodne rodzaje sushi skomponowane tak, aby każdy mógł znaleźć dla siebie to, co najlepsze. Przygotowywane zawsze ze świeżych produktów, są idealnym rozwiązaniem na zdrowy lunch , kolację w domu lub przekąskę w dowolnym miejscu i czasie. Dla niecierpliwych, właściciele przewidzieli wygodne hokery, które umożliwią nam konsumpcje na miejscu. Dlatego pamiętajcie, że po udanych zakupach, warto wpaść do Fuji sushi po pudełeczko doskonałych i świeżych kawałków tego wyśmienitego jedzenia. /red/

Marry Pleśniarka

To jest hasło, na którego dźwięk polskie Google milknie, a nie zdarza się to często. Wiąże się to z historią o Mouldy Marry, zwanej Marry Pleśniarką, która w 1943 roku była asystentką Fleminga, wynalazcy penicyliny. Powiedział do niej - Marry, idź na bazar i kup wszystkie najbardziej zapleśniałe owoce jakie znajdziesz. Badania trwały długo, bo w żadnej pleśni nie było wystarczającej ilości penicyliny, żeby ją wydzielić. W końcu kupiła zapleśniałego melona, którego pleśń okazała się istnym bogactwem penicyliny, zawierała jej ponad 200 razy więcej niż zwykle. Z tego melona Fleming „wyciągnął” lek używany dziś do zwalczania bakterii. Spleśniały melon ocalił więcej ludzi na świecie niż można sobie wyobrazić, Fleming dostał za to Nobla, a o Marry Pleśniarce nawet Google milczy.

Dlaczego najlepsze na świecie sery są francuskie?

Przede wszystkim dlatego, że mają wielowiekową tradycję i recepturę wytwarzania. Francja jako pierwszy kraj na świecie, w 1925 roku, wprowadziła certyfikaty oznaczania jakości serów, które dowodzą, że pochodzi on z określonego regionu Francji i został wyprodukowany według tradycyjnej receptury. Jest też kilka legend związanych z francuskimi serami, a jedna z nich dotyczy popularnego Camemberta. Mianowicie, w XVIII wieku pewien zakonnik, uciekając przed rewolucjonistami, schronił się w wiosce o nazwie Camembert. Przyjęła go do domu i zapewniła opiekę niejaka Marie Harel, której mnich w dowód wdzięczności na odchodne zostawił przepis na miękki i aromatyczny ser o naturalnej skórce z białej pleśni, który wszyscy dobrze znamy ;-) 38 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

fot. lounge

Oryginalne piwa na Mostowej

Budowa Kładki Biernatki przyczyniła się nie tylko do rozwoju Podgórza - co było zamierzeniem miasta i twórców, ale również do ożywienia tych ulic Kazimierza, które dotąd były dość senne. Oto na ulicy Mostowej powstały dwa nowe lokale przytulone do siebie niczym bliźniaki dwujajowe. Pierwszy to Po drodze. Kawiarnia przy kładce, a drugi to po prostu Mostowa Cafe. Co jest ciekawego w Mostowej Cafe? To nie tylko ładnie urządzony, nowoczesny i bezpretensjonalny lokal, ale przede wszystkim organizacja non-profit i galeria. Na ścianach lokalu możemy podziwiać liczne prace młodych artystów. Nikt się nie będzie też bronił jeśli najdzie nas ochota na sprawienie sobie jakiegoś interesującego obrazu. Po drugie – to istna skarbnica, jeśli chodzi o ciekawe i niespotykane nigdzie indziej napoje alkoholowe. Jakiś czas temu można było tam dostać polskie wino owocowe, a na co dzień mamy do wyboru ponad 30 rodzajów piw z całego świata. Właściciele również cały czas na bieżąco wprowadzają nowości – ostatnio było to piwo orkiszowe (zwykłe i z miodem) czy Slow lime – czyli jasne, niepasteryzowane piwo o smaku cytrynowym. /Asia Oparcik/


vinoteka_

bary i restauracje

ciekawostki kulinarne_

Naira. Odpocznij wśród Indian

Argentyna kojarzy nam się głównie z Maradoną i filmem Evita. Mentalną podróż w te rejony świata warto odbyć przy lampce wina z tego też kraju. Jeśli nie chcemy nigdzie się udawać to... i tak warto się napić. O Argentynie mówi się, że jest winnym Tybetem - winorośla rosną tu tak blisko dachu świata jak nigdzie indziej. Argentyńskie Bordeaux to region Mendoza, skąd pochodzą wina Naira - co znaczy: kobieta o dużych oczach. Oko widnieje zresztą na wytłaczanej etykiecie. Czerwonym bohaterem jest Malbec. Ten z Mendozy warto porównać z francuskim Cahors: pełna życia śliwka i wiśnia złamana smakiem kawy, zdaje się być mocniej wyczuwalna w wersji argentyńskiej, a mineralna głębia we francuskiej. W Naira Syrah dominują cytryny i figi, połączone z nutą pieprzu i wanilii, która nachalnie drażni nozdrza. Merlot zdaje się być bardziej elegancki, ale i frywolny, za sprawą charakterystycznej nuty malin i truskawek. W kraju, w którym uwielbienie steków jest najsilniejsze na globie, poza Torrontes, białe wina są mniej popularne, aczkolwiek spore wysiłki poczyniono jeśli chodzi o Chardonnay. Naira Torrontes to wino powalające smakiem brzoskwini, owoców cytrusowych i tropikalnych, w tle zaś pobrzmiewa nutka jaśminu. Bardzo orzeźwiające, wspaniałe na letnie upały. Chardonnay to słodkawy trunek, w którym przebija aromat gruszki, melona, ananasa, z nutą miodu. Miękkie w smaku, mniej rześkie niż torrontes. Witajcie w owocowym królestwie smaków Naira! Alkohole Winoteka, ul. Starowiślna 10/7

Kulinarne podróże - ROSJA Kuchnia rosyjska to przede wszystkim dziczyzna - cyranki, jarząbki, łabędzie, bażanty, cietrzewie, kaczki, kuropatwy. Wegetarianie mogą przebierać w wielu rodzajach pielmieniów, czyli pierogów, które w postaci kołdunów, uszek, pierożków lub pulpetów przyrządzane są słodko z serem i polewane śmietaną. Bardzo popularne są również bliny przyrządzane z mąki gryczanej, które mogą być podawane na słono lub słodko. Rosjanie lubują się w kiszonych warzywach. Wśród kiszonek króluje kapusta i ogórki. Srogie zimy miały ogromny wpływ na kuchnię rosyjską. Na przeciw wielkim mrozom, do stołu podawano wysokokaloryczne syberyjskie pielmieni, przypominające polskie pierogi z mięsem. Na Syberii i Uralu przygotowanie pielmieni przekształciło się w swoisty rytuał. Biorą w nim udział wszyscy członkowie rodziny. Kolejnym najlepszym lekarstwem na zimowe niedomaganie były esencjonalne i ciężkie zupy. Najbardziej znane to: barszcze, solanki na wywarze mięsnym lub rybnym z kawałkami nerek cielęcych, plastrami parówek i marynowanymi oliwkami, zupa Szczi czyli kapuśniak, ogórkowy Rosolnik i rybna Ucha. Wbrew ogólnej opinii Rosjanie piją nie tylko wódkę. Lubią również piwo, miody pitne oraz różnorodne kwasy owocowe i chlebowe wyrabiane w każdym domu. Bardzo charakterystycznym napojem jest SBITIEN, napój sporządzany z wody lub słabego wina z miodem, cukrem, melasą, sokami i przyprawami, często podprawiany wódką dla wzmocnienia działania. Rosjanie podobnie jak Japończycy celebrują rytuał zaparzania herbaty. Używają samowaru podgrzewanego węglem drzewnym, piją herbatę ze szklanek, nie słodzą i piją wrzącą. Rosyjski deser to przede wszystkim kisiele, pierniki, chrust, jabłka nadziewana orzechami. Na Wielkanoc gospodynie pieką paschę i kulicz - odpowiednik naszej babki drożdżowej. Dziś rosyjska kuchnia kojarzy nam się głównie z pierożkami Pielmieni, barszczem, kulebiakiem i boeufem stroganovem. /as/

Wiśniowy

Sad

ul. Grodzka 33 Kraków tel. 12 430 - 21 - 11

www.kuchniarosyjska.com

...because quality matters lounge magazyn

39


Veneto

bary i restauracje

podróże kulinarne_

Zasmakuj słonecznych regionów Italii

V

eneto to jeden z wielu pięknych regionów Włoch, szczycący się wspaniałą kulturą, historią, produktami i stolicą, czyli Wenecją. Rozciąga się od Wenecji, przez Padwę, po Weronę i od Rovigo, przez Treviso, Conegliano, pagórkowe partie Valdobiadene, aż po górskie Belluno. Czy trzeba jeszcze innych powodów, żeby wybrać się właśnie tam? Jeśli dla kogoś to za mało, to jest jeszcze wiele rzeczy, dla których trzeba to zrobić. Choćby dlatego, że to jeden z najbogatszych regionów Włoch, gdzie na ulicach można zobaczyć Ferrari i Maserati? A może dlatego, że produkuje się tam Prosecco, wędzoną na zimno szynkę prosciutto crudo San Daniele, a na deser podaje się świetne tiramisu? Może dlatego, że piękne Dolomity dzieli od ciepłego morza zaledwie 50 km i w zależności od ochoty i pogody, można wybierać nie tracąc czasu na długa jazdę samochodem? Może wreszcie dlatego, że widoki znad jeziora Garda, laguna Wenecka, winnice Valdobiadene i droga do Belluno zapierają dech w piersiach? A może po prostu dla tych wszystkich cech na raz? Veneto jest piękne o każdej porze roku, a jego perłą jest bez wątpienia Wenecja, gdzie warto zobaczyć zachód słońca, siedząc na przystani gondoli przy placu świętego Marka; Padva, gdzie przechadzka po starym mieście przeniesie nas w otchłań historii i kultury Włoch. Kolejna perła to Werona, gdzie Romeo wzdychał do Julii i gdzie można popróbować swoich sił pod osławionym balkonem. Całe okolice jeziora Garda, ze szczególnym uwzględnieniem Castelnuovo del Garda, gdzie dzieci i dorośli mogą bawić się w jednym z najlepszych parków rozrywki Europy Gardalandzie. Trzeba tez wspomnieć o wspaniałych winnicach Conegliano i Valdobiadene, gdzie można spędzić kilka dni upijając się doskonałym winem i smakując lokalnej kuchni. Szerokie plaże Lignano i Lido di Jessolo Az rozrywa energia, zabawa i śmiech podczas letnich dni i wieczorów, pełnych turystów i zatłoczonych restauracji i klubów. 40 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

W Veneto nie da się nudzić także zima, kiedy to Dolomity oferują piękne widoki, doskonałe stoki narciarskie i tłumy turystów, podczas gdy na wybrzeżu można przejść się nad morzem w ciszy i spokoju, bo tłumów nie ma już tam od października i miejsce jest, a jednocześnie zrelaksować szumem fal. Ciężko opisać Veneto w jednym, krótkim artykule, ale można za to spróbować polecić kilka miejsc, atrakcji i rozrywek. Skupmy się trochę na lecie, bo właśnie nadchodzi, a poza tym będzie okazja o jesieni i zimie napisać, przed ich nadejściem i tym samym zapoczątkować cykl artykułów o Włoskich regionach. Do rzeczy wiec. Załóżmy, że mamy tydzień na zasmakowanie Veneto i z racji niewielkich odległości, możemy udać się w rożne jego zakątki, ale jednocześnie jesteśmy na wakacjach i chcielibyśmy trochę poszaleć i poleniuchować. Proponujemy zatem osiedlić się nad morzem, skąd będzie doskonała baza wypadowa na niezbyt długie i męczące wycieczki. Nasza rekomendacja to Lido di Jessolo. Miejscowość ta dzieli się na kilka dzielnic i rozciąga się wzdłuż morza kilometrami. Najlepiej ulokować się jak najbliżej centrum, bo jest tam zdecydowanie najwięcej restauracji i klubów, tak wiec i dniem i nocą łatwo o świetną zabawę i towarzystwo. Właściwie w każdym barze w Lido di Jessolo, znajdziecie przewodnik wydawany lokalnie, w którym mowa o wszystkich atrakcjach na dzień i na noc. Polecamy szczególnie aperitivo, czyli aperitif w plażowych klubach, gdzie od godziny 18-19 grają świetni DJ-e i można się rozkoszować zachodem słońca popijając Spritz Aperol… I tu warto zatrzymać się na chwile. Nie każdy wie co to Spritz Aperol. Otóż jest to Prosecco zmieszane z likierem Aperol, dużą ilością lodu, kawałkiem pomarańczy i dodatkiem wody gazowanej. Niesamowity drink o wspaniałym pomarańczowym kolorze i mocno orzeźwiającym smaku, podawany zazwyczaj w dużych kieliszkach do wina, co jeszcze bardziej uprzyjemnia jego picie. To jedna ze specjalności Vene-

to, a ostatnio i całych Włoch. Po takim aperitifie należy się udać na doskonałą kolacje. Nie trzeba rekomendować włoskiego jedzenia. Świetne są owoce morza, pizze, makarony i mięsa. Polecamy spaghetti allo scoglio, pizze z mozzarella di buffala i prosciutto crudo, Risotto czy tagliatele con porciki (z prawdziwkami), czy też niesamowita tagliate, czyli polędwica wołowa pieczona w dużym kawałku i wysokiej temperaturze, pocięta na plastry tuż przed podaniem, podana ze świeżym pieprzem i morską solą, w towarzystwie oliwy, rukoli i pomidorków koktajlowych. Po całym i udanym dniu nad morzem, polecamy udać się na pierwszą z wycieczek - oczywiście powinna być to Wenecja. Najlepiej dostać się tam jadąc do Mestrte, z którego warto wziąć pociąg i po dziesięciu minutach jazdy wysiąść w centrum Wenecji, tuż nad głównym kanałem. Świetnym pomysłem jest pokonanie drogi z dworca na Plac Świętego Marka autobusem wodnym, który zatrzymuje się na co ważniejszych stacjach, jak choćby Rialto, po to by z Placu Świętego Marka wrócić do dworca pieszo, zagłębiając się w gąszcz Weneckich uliczek i przechadzając się, poczuć klimat Wenecji i jej zakątków. Po drodze można zatrzymywać się w licznych sklepikach, straganach i knajpkach. Po całym dniu w Wenecji i powrocie do Lido, fantastycznie będzie znów zaliczyc Spritz Aperol na plaży i zjeść dobrą kolację. Tak można nasze wakacje kontynuować i według upodobań odwiedzając kolejne miejsca. Jak wspominaliśmy wcześniej, warto na pewno zobaczyć Padwę, jezioro Garda i jego okolice, winnice Conegliano i Valdobiadene a może nawet wybrać się na wycieczkę w dolomity. Ważne, aby wieczorami wracać do Lido i ładować akumulatory na kolejny dzień, plażując co drugi dzień i relaksując się na maksa. W drodze powrotnej nie zapomnijcie kupić Parmezanu, szynki San Daniele, Prosecco i Aperola. To pozwoli Wam długo pamiętać Veneto i świetne wakacje. Marcin Imielski


bary i restauracje

rozmowy kulinarne_

©Lagostina / edelman.pl

Giancarlo Russo - Sycylijczyk nad Wisłą

Giancarlo Russo to jeden z najbardziej znanych kucharzy w Polsce. Należy do elitarnej Fundacji Klubu Szefów Kuchni, zrzeszającej najwybitniejszych kucharzy w Polsce. Prezes Stowarzyszenia Włoskich Kucharzy w Polsce. Jedyny w Polsce oficjalny kucharz Episkopatu przygotowujący dania dla dwóch Papieży - Jana Pawła II i Benedykta XVI oraz delegacji watykańskich, a także dla najbardziej znanych polityków, biznesmenów, aktorów, piosenkarzy i sportowców zarówno w Polsce jaki i we Włoszech. W rozmowie z nami opowiada o swoim życiu w Polsce, włoskiej kuchni oraz biznesie restauratorskim. Giancarlo, mija już 13 lat, odkąd przyjechałeś do Polski. Bardzo mnie ciekawi, czy jest coś, do czego, jako Włoch, nadal nie możesz się tutaj przyzwyczaić? - Ja kocham Polskę oczywiście, mam polską rodzinę - żonę i syna, ale jest to totalnie inna kultura. Dla nas - Włochów, bardzo ważna jest moda, dobre jedzenie, chcemy mieć ładne samochody i dziewczyny, a Polacy, wydaje mi się, nieco mniej uwagi zwacają na takie sprawy. Ale generalnie wszystko jest w porządku. Tak naprawdę najbardziej mi tutaj brakuje mojego regionu, czyli Sycylii. A poza tym jestem bardzo zadowolony, bo Polacy są równie sympatyczni i gościnni jak Włosi. A klimat? - Teraz w Polsce klimat jest nieco inny, przynajmniej przez ostatnie parę lat. Ale pamiętam 13

42 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

lat temu - 27 stopni poniżej zera, ja kurczę nie mam włosów, czekam na taksówkę pod moim pierwszym mieszkaniem w Warszawie, a moje uszy łamią się na wpół <śmiech>. Pomyślałem: Giancarlo, co ty tutaj robisz? To nie jest miejsce dla ciebie!. Ale później przyszła miłość i było już cieplej <śmiech>. No właśnie, a dlaczego wybrałeś akurat Polskę, a nie jakiś inny, cieplejszy kraj? - No wiesz, w tamtych czasach przechodziłem mały kryzys emocjonalny w życiu osobistym, związany z rozwodem i potrzebowałem zmiany. Mój brat akurat pracował w Polsce, co prawda nie w gastronomii, ale któregoś dnia zadzwonił do mnie i powiedział, że jego znajomy poszukuje dobrego kucharza do prowadzenia szkoleń. I tak tu przyjechałem. Pamiętam, to był sierpień 1998 roku, piękne

fot. Łukasz Radzięta Giancarlo Russo przygodę z kuchnią włoską rozpoczął w wieku 7 lat. Zamiłowanie do kuchni przejął po ojcu, który prowadził własną restauracje na Sycylii. Wykształcenie kucharskie zdobył w znanej szkole gastronomicznej Villa Santa Maria we Włoszech. Obecnie prowadzi własną restaurację Trattoria Giancarlo w Warszawie. Aktywnie uczestniczy w najważniejszych wydarzeniach kulinarnych w Polsce. Organizator dziewięciu edycji Konkursu Włoskiej Sztuki Kulinarnej Arte Culinaria Italiana, organizator imprez charytatywnych dla domów dziecka, juror w wielu konkursach kulinarnych i zdobywca rekordu Guinnessa za największą włoską potrawę z grzybów. Ekspert i doradca kulinarny oraz ambasador znanych włoskich marek w Polsce. Autorytet kulinarny. Udziela konsultacji przy otwieraniu restauracji i hoteli, tworzy receptury dla gastronomii i przemysłu spożywczego, przeprowadza pokazy kulinarne i szkolenia z zakresu kuchni włoskiej. Prowadził cykliczny program kulinarny Buon Appetito w telewizji TELE 5, znany m. in. także z programów: Kawa czy herbata, Biznes z gwarancją, czy Europa da się lubić. Nominowany w trzech kategoriach do prestiżowej nagrody kulinarnej pt. Oskar kulinarny. Autor ksiązki kulinarnej - Kuchnia włoska bez granic. Pasjonat kuchni włoskiej, trufli i starej kuchni polskiej. Jego hobby to piłka nożna, wędkarstwo, motoryzacja oraz wyścigi Formuły 1. Wolny czas uwielbia spędzać w gronie rodzinnym ze swoją żona i synkiem.


polskie słońce, wszystko super. Ale parę miesięcy później - listopad - godzina 14:30 i ciemno wszędzie; po prostu noc! Pomyślałem: Kurczę, gdzie ja jestem?! To nie dla mnie... <śmiech>. Ale później poznałem piękną kobietę, poczułem się tutaj lepiej, więc stanąłem przed bardzo trudną decyzją: wracam do Włoch, czy zostaję w Polsce? Po skończeniu szkoleń, przez 5 lat pracowałem jako szef kuchni w pewnej włoskiej restauracji i powoli zaczynałem mieć inne spojrzenie na ten kraj, na Polskę. Okazaliście się być bardzo miłymi i otwartymi ludźmi, poczułem się trochę jak u siebie. Na dzień dzisiejszy jestem bardzo zadowolony, że mieszkam tutaj. A czy przed przyjazdem do Polski znałeś choć trochę polską kuchnię? - Nie, niestety we Włoszech nikt nie zna polskiej kuchni <śmiech>. No tak <śmiech>. A co pomyślałeś, próbując po raz pierwszy polskich potraw? - Pierwsze, czego spróbowałem po przyjeździe do Polski, to był bigos. Bardzo dobry, pyszny. Ale dzisiaj nikt nie robi już dobrego bigosu… Dlaczego? - Wiesz, bigos to sztuka kulinarna. Dzisiaj mamy mnóstwo młodych kucharzy po szkołach gastronomicznych, ale wszyscy się interesują kuchnią włoską, francuską itp. Nikogo niestety nie interesuje już prawdziwa kuchnia staropolska. I w tym miejscu mam bardzo ważną uwagę dla Was: kuchnia polska się kończy, odchodzi w zapomnienie. To smutne… Ty wydajesz się lubić polską kuchnię… - Stara, tradycyjna kuchnia polska jest naprawdę bardzo, bardzo dobra. Baza tej kuchni (np. smalec) jest identyczna jak starej tradycji włoskiej. To trochę ciężka kuchnia, ale bardzo dobra. Ale na dzień dzisiejszy nie mogę znaleźć choć jednej restauracji serwującej prawdziwą kuchnię staropolską. I to nie tylko w samej Warszawie, ale i w innych miastach Polski. Wiesz, kiedyś zobaczyłem tablicę na zewnątrz restauracji, z napisem: “Stara kuchnia polska”. Siadam więc przy stoliku, otwieram menu i czytam: Caprese, Vitello Tonnato, Carpaccio… Przepraszam, gdzie jest ta stara kuchnia polska? Później rozmawiam z szefem kuchni, a on mówi, że po prostu Polacy lubią takie potrawy, a niestety niemożliwa była zmiana nazwy restauracji… <śmiech>. I to jest dla mnie trochę trudne do zrozumienia. A czy Ty masz jakąś ulubioną polską potrawę? - Bigos oczywiście. Ale także golonko z ryżem, karkówka smażona, boczek, no i sos pomidorowy - tylko bez śmietany poproszę! Pomidory są same w sobie wystarczająco smaczne <śmiech>. Jesteś dobrze znany z tego, że promujesz włoską kuchnię w Polsce. A czy zdarza Ci się promować polską tracycję kulinarną w Italii?

- We Włoszech jest to ciężkie, bo trudno jest znaleźć restaurację z kuchnią międzynarodową. My gotujemy po naszemu, prawie wszystkie restauracje są włoskie; ewentualnie w dużych miastach, jak np. Mediolan, można znaleźć “obcą” kuchnię, ale to są raryrasy. To jak szukać diamentu nad Bałtykiem <śmiech>. Pozostając przy kuchni włoskiej: mówi się, że nikt nie potrafi przyrządzić makaronu, tak jak prawdziwy Włoch. Czy to prawda? Czy uważasz, że mamy w Polsce zdolnych kucharzy, którzy jednak potrafią przygotowywać pyszne dania kuchni włoskiej? - To jest trochę trudny temat. Wielu kucharzy gotuje makaron rano, zalewa zimną wodą, a póżniej odgrzewa przed podaniem. To jest tragedia kulinarna! A czytając opis na opakowaniu wiemy, że wystarczy 8 minut na jego przygotowanie. Po 7 minutach odcedzamy i wrzucamy na minutę na patelnię. Potem można zmieszać z sosem, ale uwaga: makaron dodajemy do sosu, a nie odwrotnie. W taki sposób mamy piękny makaron al dente. A co według Ciebie jest tajemnicą włoskiej kuchni? - Przede wszystkim wysokiej jakości i świeże produkty - oto cała tajemnica. Widzisz, weź sto polski wędlin i wszystkie będą miały identyczny smak - wszystkie wędzone, a nie powinno tak być. We Włoszech mamy np. prosciutto di Parma (słona szynka), czy prosciutto San Daniele (słodka szynka). I co robimy? Prosciutto di Parma podajemy np. z melonem, w efekcie czego otrzymujemy słodko-słoną szynkę, natomiast prosciutto San Daniele łączymy np. z kiwi. Itd. Dzięki temu te wędliny otrzymują całkiem nowe i bogatsze smaki. Podobnie jest z serami polskimi - wszystkie dla mnie smakują identycznie. We Włoszech mamy mnóstwo rodzajów serów (ok. 400 - dop. red.), np. Parmigiano Reggiano, Grana Padano, Pecorino itp., i każdy w smaku jest wyjątkowy. Wy macie w Polsce kilka smacznych serów - np. oscypki - ale ciężko znaleźć zrobione z oryginalnych składników, bo przeważnie są to podróbki. Jesteś m. in. oficjalnym kucharzem Episkopatu, gotowałeś dla papieża, prezydentów i innych oficjeli państwowych. Jakie to uczucie? Jest duży stres? - Przy gotowaniu stresu nie ma, ale pamiętam, że pojawił się kiedy podawałem rękę naszemu papieżowi - bo Jan Paweł II Santo Subito (wł. „święty natychmiast” - red.) był także naszym, włoskim papieżem. Poza tym dla mnie były to normalne sytuacje, bo gotowanie jest dla nas pasją. Wszyscy ludzie są w gruncie rzeczy są tacy sami, więc dla mnie nie ma znaczenia czy gotuję dla rodziny, znajomych czy prezydenta. Na pewno jednak gotowanie dla papieża sprawiło mi najwięcej satysfakcji. Wiele radości sprawiła mi również możliwość gotowania dla wielu drużyn piłkarskich i takich gwiazd jak Maradona, Van Basten, Ruud Gullit czy Gaetano Scirea.

bary i restauracje

rozmowy kulinarne_

A pamiętasz, czy Jan Paweł II miał jakieś ulubione dania lub nietypowe wymagania? - To była delegacja watykańska, nie było żadnych specjalnych wymagań, czy specjalnego menu gotowałem wyłącznie moje autorskie potrawy. Była m.in. Polędwica z octem balsamicznym, Kotlety cielęce z kiwi, Penne arrabiata - same świeże, naturalne potrawy. Jaki wg Ciebie jest przepis na udaną restaurację? - Przede wszystkim dobre jedzenie i dbałość o gości, z którymi należy rozmawiać i dopieszczać. Prowadziłeś kiedyś ekskluzywną restaurację dla najbogatszych ludzi, a teraz prowadzisz restaurację typowo rodzinną, dostępną prawie dla każdej kieszeni. Skąd ta zmiana? Czy był to zabieg podyktowany czynnikami ekonomicznymi, czy może innymi? - To prawda, prowadziłem ekskluzywną restaurację dla biznesmenów, ale pomyślałem sobie, dlaczego by nie otworzyć restauracji dostępnej dla wszystkich - taniej, ale z dobrym i jakościowym jedzeniem. W obecnej restauracji mam oczywiście salę dla VIPów, z osobnym ekskluzywnym menu, gdzie potrawa może kosztować nawet 300 zł, ale na dzień dzisiejszy moja restauracja jest tak naprawdę dla wszystkich. Generalnie jedzenie u mnie ma być pyszne, ale dostępne dla każdej kieszeni. No właśnie, czy można przygotowywać potrawy ze świeżych, najlepszych jakościowo produktów i jednocześnie sprzedawać je niedrogo? Czy to się opłaca? - Oczywiście, że jest to realne, ale w biznesie restauratorskim największym problemem przeważnie jest czynsz. Jeśli chcesz mieć restaurację np. na Nowym Świecie (dzielnica Warszawy - red.), to zapłacisz minimalnie 50 euro za m2 i niemożliwym będzie utrzymanie niskich cen. Natomiast lokale trochę dalej od centrum mogą kosztować już np. 5 euro/m2. Ja nie potrzebuję ekskluzywnej lokalizacji. We Włoszech potrafimy jeździć nawet 100 km do dobrej restauracji; to jest normalne, jakby wpisane w naszą kulturę <śmiech>. Jakie są Twoje najbliższe plany? - Mocno stawiam na kuchnię sezonową, dlatego głównym planem jest ukończenie własnego ogrodu, który właśnie buduję, gdzie będę hodował własne warzywa i przyprawy. Masz jakieś marzenia? - Mam… Marzy mi się prawdziwe polskie przedsiębiorstwo agroturystyczne, w którym także produkowałbym własny chleb, własne mięsa, sery i wiele innych produktów. Polska to piękny kraj, klimat się znacznie poprawił, więc teraz jest tu wszystko możliwe. Rozmawiał Filip Łyszczek

...because quality matters lounge magazyn

43


bary i restauracje

No.7 Restaurant

- kulinarna podróż do podziemi Krakowa

P

restiż, elegancja, jakość - przeczytałam na stronie internetowej No7 Restaurant. A ponieważ adres: Rynek 7 jest mi już dobrze znany, postanowiłam wybrać się tam na kolację. Długo kazano nam czekać na otwarcie siódemkowej restauracji. Doczekaliśmy się, zebraliśmy stałą ekipę i z rozkoszą zanurzyliśmy się w przyjemnie chłodne podziemia Krakowa. Mało kto wie bowiem, że No7 Restaurant mieści się w Kamienicy Montelupich, czyli w XIII - wiecznych murach. Kiedyś do tych komnat można było wejść prosto z placu miasta, teraz schodzimy po stromych schodach głęboko w dół. Tak bardzo podniósł się poziom Rynku Głównego, że za kolejne 700 lat pewnie będzie trzeba z Rynku wchodzić prosto na pierwsze piętra kamienic. Tymczasem my już zasiedliśmy przy stoliku, a nasz kelner pośpieszył w naszym kierunku z miłym, acz nieśmiałym, uśmiechem. Wręczył nam menu, zamówiliśmy standardowo butelkę czerwonego wina. Naszej uwadze nie umknął fakt, że przynajmniej połowa dań z karty, to potrawy wegetariańskie i już wielki plus za to! Zazwyczaj w restauracjach jedynymi “zielonymi” daniami są sałatki i zupy, które przecież są gotowane na kości i daleko im do wegetariańskich! Pozostając w jarskim klimacie zamówiłam Bruschettę - wiadomo: pomidory, czosnek, bazylia i oliwa z oliwek. Delikatna, słona, mała, ale sycąca porcyjka (12 zł). Godny polecenia tu jest Tatar, czy jak kto woli: befsztyk tatarski. Mniejsza o nazwę, tatar był przedni i jest to zdanie

44 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

naszych redakcyjnych koneserów surowego mięsa. Można im wierzyć. Rozejrzeliśmy się czekając na drugie dania. Restauracja pozostawia do dyspozycji dwie klimatyzowane sale, w których mieści się ok. 100 osób. Jest przestrzennie, elegancko i nieco tajemniczo. Stare XIII-wieczne mury w połączeniu z nowoczesnym barem i szklanymi drzwiami dają bardzo ciekawy efekt. Wróciliśmy do przeglądania menu. Restauracja proponuje głównie dania kuchni włoskiej i polskiej, a menu zmienia się co kwartał. Cztery pory roku i cztery propozycje menu. My skorzystaliśmy z wiosennych propozycji i nasz kelner podał nam zamówione dania główne. Nie oparliśmy się stekowi, tu podawanemu w sosie z borowikowym, z ziemniakami pieczonymi z rozmarynem i czosnkiem i grillowanymi warzywami (63 zł). Musiał być naprawdę dobry, bo moi towarzysze pomrukiwali z uznaniem, a stek to druga potrawa, po tatarze, do której mają poważną słabość. Mięso przyrządzone było dokładnie tak jak chcieli, sos zrobiony ze świeżych grzybów, doskonałe ziemniaki. Śmiało możemy rekomendować steka w No7 Restaurant. W rankingu najlepszych krakowskich steków, byłby na pewno wysoko. Postanowiliśmy sprawdzić jak szef kuchni radzi sobie z przygotowaniem ryby i zamówiliśmy również sandacza w tokaju, smażonego, jak Bóg przykazał, na maśle, podawanego ze smażonymi warzywami i bagietką czosnkową (34 zł). Prawdziwa fuzja smaków i nic do zarzucenia.

Ja postanowiłam powalczyć z papryczką chilli i poprosiłam o penne all’arrabbiata z czosnkiem, boczkiem, pomidorami, cebulą i wspomnianą papryczką (18 zł). Oj było ostro! Nasz kelner szybko dolewał mi wody, ale dałam radę i warto było, bo makaron wyborny. Polecam, ale tylko odważnym i wytrwałym. Wieczór zwieńczyliśmy deserami. Na pierwszy strzał, poszły oczywiście lody, by ochłodzić gardło po daniu głównym. Truskawkowy sen, czyli lody waniliowo- owocowe z truskawkami, bitą śmietaną i sosem truskawkowym (21 zł)- to był mój wybór. Już na prawdę ledwo dałam radę, ale nie żałuję żadnego kęsa. Koledzy skusili się na tartę czekoladową z lodami i bitą śmietaną (14 zł) i też się nie zawiedli. Nasza dzielna obsługa, dolewała nam na przemian wina i wody i służyła cierpliwie wszystkimi informacjami. Tak dowiedzieliśmy się, że w No7 Restaurant można zorganizować sobie wesele, a obsługa zajmuje się dosłownie wszystkim, od dekoracji po opiekę nad dziećmi podczas przyjęcia. Ponadto miejsce to idealnie nadaje się na biznesowe kolacje i bankiety. Wyszliśmy z restauracji późnym wieczorem, zadowoleni i lekko upojeni winem. Warto było czekać na otwarcie tej restauracji. Jak widać podziemia Rynku Głównego w Krakowie kryją w sobie nie tylko nowoczesne muzeum, ale i kulinarne skarby. Ania Strugalska


bary i restauracje

lounge poleca | lounge recommends

Lunch Time! LUNCH MENU: od 12.00 do 16.00 poniedziałek, środa: CLUB SANDWICH: KURCZAK, FRYTKI, SAŁATKA+deser wtorek, czwartek: KURCZAK “MAIN SQUARE”, FRYTKI+zupa dnia piątek: DUUUŻA SALATKA + deser

Main Square Rynek Główny 27 tel.: 787 655 596, www.mainsquare.pl

Od jakiegoś czasu zaobserwować można rosnącą popularność lunch’y. Samo słówko LUNCH pochodzi z krajów anglojęzycznych i oznacza krótki i lekki posiłek spożywany w trakcie szybkiej przerwy obiadowej. Moda na lunch’e trafiła i do Krakowa. Żyjemy w biegu, jemy w pośpiechu, często na lunch zapraszamy naszych klientów i przy posiłku załatwiamy interesy.

}

19 zł

Zapraszamy na specjalne wiosenne LUNCH & FINESS MENU

Znaleźliśmy dla Was kilka miejsc idealnych na biznes lunch, spotkanie z przyjaciółmi, czy krótki odpoczynek od pracy. Miejsc, gdzie możesz zjeść lunch - smaczny i niedrogi.

Od poniedziałku do piatku 12:00 – 16:00 From Monday do Friday 12:00 –16:00

LUNCH MENU: 13:00 - 15:00 Zamówienia z dostawą od 11:00 - 12:30

Zupa + danie główne + woda mineralna / soup + main course + mineral water - 23,00 zł Danie fitness + woda mineralna / Fitness course + mineral water - 15,00 zł

Japońska restauracja to doskonałe miejsce na lekki lunch, spotkanie biznesowe, odrobinę relaksu w ciągu dnia. W ofercie oshi-sushi i nie tylko. Ceny już od 7 zł do 30 zł. Dstawa-Kazimierz, Rynek Główny-gratis. Po za tym obrębem zamówienia powyżej 100 zł.

BAROQUE Restaurant & Cocktail Bar ul. św. Jana 16

Restauracja KURA ul. Estery 5

tel.: 12 422 01 06 www.baroque.com.pl

tel.: 502 377 180 www.restauracjakura.pl

Lub / Or

zapraszamy na letnie menu Restauracje Japońskie EDO zapraszają na lunch od poniedziałku do piątku w godzinach 12-16. Edo Fusion lunch menu - trzy rodzaje zup do wyboru oraz pięć rodzajów makaronów japońskich i tajskich. Cena lunchu 29 zł.

Restauracja DELECTA zaprasza od czw-niedz na wyśmienite mule serwowane w sosie winnym i w sosie śmietanowym z parmezanem oraz na lunch z 20% rabatem na wszystkie dania oraz napoje z karty od godz.12.00-15.00 (pon-czw)

Restauracje Japońskie EDO

Restauracja Pizzeria DELECTA ul. Limanowskiego 11 tel.: 12 656 55 41, 12 423 50 01 www.restauracja-delecta.pl

ul. Bożego Ciała 3 / Miodowa 8 tel.: 12 426 24 24

...because quality matters lounge magazyn

45


fot. Robert Bednarczyk / lounge

bary i restauracje

gotuj z najlepszymi_

Breasola wołowa

z paczuszką sera gorgonzola w dressingu z pesto Idealna na lunch w upalne popołudnia! PRZYGOTOWANIE: Ser Gorgonzola wymieszaj dokładnie z ziemniakami. Ciasto filo natrzyj rozpuszczonym masłem i ułóż na środku wymieszany ser z ziemniakami. Zawiń ciasto z farszem w kształt koperty. Natrzyj masłem i wstaw do piekarnika nagrzanego do 170 C na 15 minut. Ułóż plastry breasoli na środku talerza. Na środku breasoli połóż przygotowaną paczuszkę z serem gorgonzola i ziemniakami. Dokoła ukłóż listki rukoli. Serwuj z dressingiem z pesto.

PRZYGOTOWANIE DRESSINGU Z PESTO: Wymieszaj wszystkie składniki z wyjątkiem oliwy z oliwek w blenderze. Przelej do kontenera dodaj oliwą z oliwek i delikatnie wymieszaj. Dressing z pesto ułóż na listkach rukoli. Skrop całość oliwą.

Stanisław Bobowski składniki: - 5 cienko pokrojonych plastrów breasoli - 20g sera Gorgonzola - 20g puree z ziemniaków - 1 ciasto filo - masło - rukola

składniki do przygotowania dressingu: - 2 szklanki świeżych liści bazylii - 3 obrane ząbki czosnku - 1/2 szklanki orzeszków pistacjowych - 1/2 łyżeczki soli - 1/2 szklanki oliwy z oliwek - 1/2 szklanki świeżo startego parmezanu - oliwa z oliwek do skropienia dania.

Smacznego! Przepis zdradził nam Stanisław Bobowski - nowy Executive Chef w hotelu Radisson Blu w Krakowie. Jest jedynym Polakiem, który pracował jako Executive Chef w hotelach Marriott w Anglii. Współzałożyciel i honorowy Wice-Prezes Stowarzyszenia Polskich Kucharzy i Cukierników na Wyspach Brytyjskich. 46 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Radisson Blu Kraków ul. Straszewskiego 17 Telefon: 12 618 88 88


bary i restauracje

gotuj z najlepszymi_

sałatka energetyczna

Marek Schechtel

fot. Filip Łyszczek / lounge

Wiosenna

składniki: PRZYGOTOWANIE: Pierś z kurczaka należy wcześniej zamarynować. Makaron fusilli gotujemy al dente, po czym należy go ostudzić. Sałatkę układamy warstwami, zaczynając od rucoli, sałaty rzymskiej, makaronu fusilli, a na wierzchu kładziemy grillowaną pierś kurczaka i pomidorki. Sos podajemy osobno.

PRZYGOTOWANIE SOSU:

- rucola - sałata rzymska - pomidorki koktajlowe - kolorowy makaron fusilli - filet z kurczaka - czarny sezam - sos teriyaki - jogurt naturalny

Sos przygotowujemy łącząc sos teriyaki z jogurtem i dodajemy solidną porcję prażonego czarnego sezamu. Do tego dania polecamy lampkę chłodnego białego wina. Smacznego!

Mięta Resto Bar ul. Krupnicza 19a tel. 12 380 96 75

...because quality matters lounge magazyn

47


bary i restauracje

na widelcu | recenzje kulinarne_

Krakowski tatar z bułą czyli wyznania kulinarnego krytyka

Ahoj tam w dole – na pokład marsz! Jest taka niepisana tradycja w Krakowie – i bynajmniej nie chodzi tu „zapij” imprezy przyjezdnych Anglików – że w niedzielę idzie się „do miasta”. Dlatego letnia niedziela na Starym Mieście to upał, skwar, trening siły łokci (tudzież innych kończyn) i ogólnie darmowa, bardzo oblegana sauna.

M

ając zatem do wyboru potencjalne i bardzo prawdopodobne uszkodzenia ciała albo oddalenie się od głównego szlaku turystycznego – nie wahałam się. Tym bardziej, że nasze piękne miasto ma coś, czego wiele miast może nam pozazdrościć. Otóż gród nasz zasobny jest w rzekę. A co za tym idzie – w liczne barki, które kuszą – fałszywą często – namiastką letniego popołudnia w stylu śródziemnomorskim. Jest jednak jedno miejsce, które już swoim wystrojem sygnalizuje, że nie po drodze jej z tymi smutnymi jadłodajniami. Zamiast duszącego zapachu smażonej starej panierki – subtelny zapach świeżo pieczonej ryby. Mowa o Restauracji Alrina, umiejscowionej na starej holenderskiej barce, odnowionej ponad dwa lata temu. Wiele osób trafia do Alriny przypadkowo – przychodzą się napić (dość drogiego) piwa lub któregoś z oryginalnych, przeważnie bezalkoholowych, drinków. Kusi ich nowoczesny, ale wciąż morski wystrój barki – te wszystkie marynarskie pasy, stylizowane łazienki. Delikatna i nie rażąca nikogo muzyka. Co innego posiłek na barce – ten rzadko jest przypadkowym wyborem. Menu wystawione przed wejściem to skuteczna selekcja potencjalnych gości. Ceny tutaj nie są niskie. Z drugiej strony mamy do czynienia z kuchnią autorską, z małym, ale spójnym i dobrze ułożonym, sezonowym menu. W związku z menu jest jedna rzecz, która nie daje mi spokoju – muszę się jej czepić. Otóż mamy na Barce menu dziecięce. Duże, rozbuchane jak NRDowski maluch na modyfikowanym mleku. Po co to, się pytam? Czy naprawdę musimy traktować naszych mniejszych rodaków jak ułomne masy z niedorozwiniętymi kubkami smakowymi? Mamusia zajada się doradą, a maluch obok wpycha w siebie nieśmiertelne, nuklearnie pomarańczowe kurczakowe nuggetsy. Nie tędy droga Alrino, nie tędy. Jeśli chcecie mieć klientów przywiązanych i stałych, to może warto sobie ich wręcz wychować? Tak czy inaczej nadeszła niedziela. Parna, słoneczna, burzowa. I w ten oto dzień wpadłam na pokład, nie czekając na resztę towarzystwa – słuszne to było, bowiem w weekendowy dzień trudno tam o wolny stolik.

48 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Na początek poszły zupy – u mnie gęste, mocno czosnkowe, ale wciąż orzeźwiające gazpacho (19 zł.) z trzema nadziewanymi pomidorkami, podanymi na osobnym talerzyku. Te pomidorki to taka trochę płachta na byka – niby korespondują z zupą, ale jednocześnie są całkowicie bezsensowne. Wielkości naparstka, w zasadzie bezsmakowe, niewiele wnoszą. Ale sama zupa dobra – było w Alrinie kiedyś inne gazpacho, podawane z łososiem i cukinią. Inne było, wodniste, przelatywało przez gardło jak woda. Zmiana zatem nastąpiła wyraźnie pozytywna.

Te pomidorki to taka trochę płachta na byka – niby korespondują z zupą, ale jednocześnie są całkowicie bezsensowne. Wielkości naparstka, w zasadzie bezsmakowe, niewiele wnoszą. Ale sama zupa dobra

Z tym gazpacho to w ogóle śmieszna sprawa. Po złożeniu zamówienia kelner uprzejmie mnie ostrzegł, że moja zupa będzie – uwaga, uwaga – chłodna. Szok. Już miałam obśmiać kelnera, kiedy niedługo później usłyszałam pytanie klientki – czym jest gazpacho. Zatem widocznie nie jest to dla wszystkich klientów oczywiste. Zwracam honor obsłudze. Drugą zupą była szparagowa (24 zł.) – sezon w pełni, więc wybór uzasadniony. W Alrinie podają ją ze świetnymi, chrupiącymi grzankami z łososiem. Ryzykowne, bo przy tak łagodnej w smaku zupie, mogły skupić na sobie całą uwagę. Na szczęście porcja gałki muszkatołowej w kremie uratowała sytuację. W ramach dania głównego zamówiłam najdroższą z przystawek (które swoją drogą są i tak nieproporcjonalnie drogie w stosunku do dań głównych) – Małże świętego Jakuba, czyli przegrzebki, podane na kalafiorowym puree, z niteczkami chrupiącego boczku (39 zł.). O dziwo karta nie wspomina o interesującym dodatku, czyli sadzonym, przepiórczym jajku. Co tu dużo mówić – danie doskonałe, całkowicie kompletne. Wszystkie smaki idealnie połączone. Delikatne, smażone mięso przegrzebków w połączeniu z aromatycznym kalafiorem i słonym, wyrazistym boczkiem. Do tego ta rozlewająca

się po talerzu kremowość żółtka. Orgazmiczne wręcz doświadczenie, które skutecznie odwróciło moją uwagę od drugiego kelnera, dumnie paradującego w niezbyt świeżym polo i obsługującego gości w ciemnych okularach. Gorzej było z daniem głównym, z menu makaronów – gnocchi z bobem i zielonym groszkiem (28 zł.). Według karty podawane z sosem z koziego serka. Kozi serek, co prawda, pojawił się na talerzu, ale w formie artystycznego kleksa. Sosu nie było (chyba, że kucharz miał na myśli oliwę). Największym jednak problemem były same gnocchi. Jadałam oczywiście gorsze, ale również i lepsze. Te były kształtne, jędrne i gładkie, ale jednak trochę gumowate. Jakby ciut za dużo mąki. Nawet doskonale ugotowany bób i piękny, zielony groszek nie mogły uratować tego dania. Pomyślałam, że może kuchnia dostała informację, że to danie zamówiło któreś z dzieci, znudzonych już „małotenim” menu – danie było niedoprawione, brakowało mu wyrazu. Gładkie i do natychmiastowego zapomnienia. Jeśli chodzi o wybór dań głównych to jest skromny – ledwie pięć pozycji i tylko dwie z nich mięsne. Sąsiedzi zamówili pieczonego dorsza (49 zł.). Informacje zwrotne były zachęcające. Jeśli nie na obiad to warto przetestować ciekawe menu deserowe. Kiedyś Alrina miała doskonałe ciasto czekoladowe, które nie raz ratowało życie mojej przyjaciółce. Teraz go brak, a w zamian zawitały nieco lżejsze desery, często w towarzystwie sezonowych owoców (wszystkie, prócz zestawu dla zakochanych, 18 zł.). Mam problem z Alriną – jest trochę jak ukochane i piękne, lecz niezbyt wygodne buty. Chcę ją kochać, ale za każdym razem znajduję coś co potwierdza, że czasem zapomina się tutaj o smaku na rzecz atrakcyjnego wyglądu. Piękne podane, ale gdy treści brak – nie bardzo chce się wracać. Asia Oparcik Restauracja Alrina

(zacumowana przy Kładce Biernatce) czynne 12-24

jedzenie obsługa wystrój ceny


DRUGIE ŻYCIE KAZIMIERZA

P

rzechadzając się dzisiaj tętniącymi życiem ulicami Kazimierza, już prawie nie pamiętam jak zupełnie inne kiedyś było to miejsce. Odstraszały mnie odrapane kamienice, a ulice świecące pustkami omijałam szerokim łukiem. Smutno tu było i szaro, wszystko stare, zakurzone, zaniedbane. Miałam wrażenie, że brakuje temu miejscu dosłownie wszystkiego, że trzeba tu ludzi odważnych i z pomysłami. Żal mi było wtedy bardzo poczciwego Kazimierza, bo przecież to miejsce szczególne i niepowtarzalne, które od zawsze zachwycało urokiem unikalnych synagog, placami: Nowym i Wolnica, ulicą Szeroką, Miodową i wieloma innymi miejcami, które nierozerwalnie łączą się z burzliwą historią tego miejsca. Powoli jednak i zupełnie niespodziewanie, te puste kiedyś ulice zapełniały się ludzmi kłębiącymi się najpierw wokół straganów Placu Nowego, a później rozsiadających się w skromnych i nielicznych kawiarniach i restauracjach. Chodziłam wtedy na Kazimierz czasem i na chwilę, żeby odetchnąć, zajrzeć do małej galerii, posiedzieć przy kawie, wódce; pogadać.

Z czasem poczciwy Kazimierz zaczynał oferować więcej, dlatego zaglądałam tam coraz częściej, z byle okazji. Trafiałam w różne miejsca, nierzadko zupełnie przypadkowe, do których nigdy więcej nie wracałam, lub takie, które po krótkim czasie znikały, bezpowrotnie zastępowane następnymi. A wygląd tych miejsc zmieniał się wraz z Kazimierzem. Powtarzający się anturaż odrapanych stołów i krzeseł, ciemne wnetrza, zapiekanki, piwo i banalne koktajle powoli zaczynały nudzić. Przyszedł smak na solidne makarony, owoce morza, innym razem lekką sałatkę, słodki deser. Powstawało coraz więcej restauracji, pojawili się turyści oraz ludzie spragnieni odmienności od klimatu, jaki dawał im hałaśliwy Rynek, dla którego Kazimierz stawał się najsilniejszą alternatywą. Zmieniły się wymagania, więc pozostawało czekać, aż pojawią się miejsca mogące tym wymaganiom sprostać. I tak na miejscu wielkiego socjalistycznego budynku na rogu Estery i Izaaka powstała Nova Resto Bar, która pewnego letniego, deszczowego popłudnia zaprosiła mnie do środka ciepłym, bijącym z daleka

pomarańczowym światłem. A w środku przestronnie, zamiast krzeseł długie, miękkie kanapy, na ścianach Modigliani. W wystroju wiele się dzieje, ale wszystko spójne i dopracowane, widać stworzone z pomysłem i rozwagą, nie byle jakie. Całemu wnętrzu ogromnego uroku dodają ozdobne lampy i wyraziste wzory. Olbrzymia to przestrzeń a jednak przytulna, dodatkowo miła odmiana po zadymionych ciasnych wnętrzach. Zaglądam do karty i są! Makarony, sałatki, lekkie dania oraz takie, które każdy z nas zna i na które często miewa ochotę. Zasiadam wygodnie i zamawiam. Urocza pani poleciła krewetki, więc po niedługiej chwili moje oko cieszy słusznych rozmiarów porcja, którą przegryzłam chrupiącą i ciepłą bagietką. Krewetkom towarzyszyła lampka doskonałego Sauvingon Blanc z australijskim rodowodem. Dałam się jeszcze skusić na deser zaintrygowana połączeniem serka mascarpone, kiwi i świeżej bazylii... Bez zbędnych słów - po prostu musicie spróbować sami! Wróciłam tam po niedługim czasie z grupą znajomych, żeby sprawidzić Novą o innej porze dnia. I tak spędziliśmy uroczy


sobotni poranek przy śniadaniu na niewspomnianym jeszcze przeze mnie tarasie, który jest istną wisienką na torcie. Od tamtej pory odwiedzam Novą regularnie, lubię jak się zmienia w ciągu dnia - rano będąc kawiarnią i niejednokrotnie miejscem pracy, potem gwarnym lunch barem, żeby wreszcie wieczorem wypełnić się po brzegi ludźmi, którzy do późnej nocy popijają wino i koktajle, spotykają się przy kolacji, odprężają po ciężkim tygodniu pracy, tworząc tym samym niepowtarzalny klimat tego miejsca.

niebanalne połączenia alkoholi, owoców, likierów, smaków i konsystencji. Gdybyście kiedyś mieli, mam nadzieję, okazję zawitać wieczorem do Momentu, mam kilku faworytów do polecenia: Sweet Road, R U Bobby Moore, Hendrick’s Collins przyprawiły mnie o przyjemny zawrót głowy. Sprawdziłam też klasyki, które mają się w Momencie świetnie – dopieszczone cacka. Dla wielbicieli alkoholi mocniejszego kalibru polecam całą baterię momentowych smakowych wódek - od porterowki po cytrynówkę.

budzi się z ciężką głową, to jedyne co może go uratować to dobre śniadanie i mocna kawa. Nie dałyśmy na siebie długo czekać. Gotowe na leniwą niedzielę, zasiadłyśmy w momentowym ogródku i zamówiłyśmy śniadanie. Już po chwili duże, ciepłe i chrupiące croissanty zanurzone w nutelli i wiśniowej konfiturze z każdym kęsem poprawiały moje samopoczucie. Latte pyszna i olbrzymia, na osłodę jeszcze truskawkowy shake i byłam gotowa na nowe wyzwania.

Moje poszukiwania miejsc ulubionych zaprowadziły mnie w pewien sobotni wieczór, do Moment Resto Bar & Music przy Józefa. A że sobotnie wieczory rządzą się swoimi prawami, zasiadłam razem z towarzystwem moich rozbawionych przyjaciółek przy barze i zabrałam się do przeglądania karty koktajli. Nie nastawiałam się na nic wielkiego, bądźmy szczerzy, dobry koktajl bar to określenie pasujące niestety nadal do bardzo niewielu lokali w Krakowie. Ale Moi Drodzy, od tamtego sobotniego wieczoru tą niewielką ilość dobrych krakowskich koktajl barów dumnie zasilił Moment. Wybór ogromny, karta przemyślana, czytelna, a w niej

Było mi przy tym barze dobrze i miło, chwilami nawet zapominałam o obecności swoich uroczych, coraz bardziej rozbawionych przyjaciółek, bombardując sympatyczną barmankę pytaniami na temat tego co w karcie, no i tego co by tu jeszcze...

Grzałyśmy się jeszcze chwilę w słońcu popijając ostatnie espresso, a ja nie mogłam oprzeć się myślom jak bardzo się cieszę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, że jest mi tutaj najlepiej na świecie.

W planach były tańce gdzieś w krakowskim klubie, ale my zostałyśmy w Momencie, bo muzyka, smak koktajli i sympatyczne towarzystwo sprawiły, że wolałam być tam niż nawet w najlepszym klubie w mieście.”

Więc taki Kazimierz mamy teraz. Kosmopolityczny, kolorowy i otwarty na wszystko co dobre i nowe. Ciągle się zmienia, żeby nie zanudzić na śmierć, ale jego niepowtarzalny duch cały czas unosi się gdzieś w powietrzu. Do zobaczenia na Kazimierzu...

Późną nocą pożegano nas słowami “Do zobaczenia na śniadaniu!” A jak człowiek


lounge

MODA //


Fashion News moda

Oprac. Asia Oparcik / www.poliszfaszyn.blogspot.com

Unikalne obuwie United Nude już w Krakowie Jeszcze do niedawna fanki oryginalnej amsterdamskiej marki United Nude musiały przeszukiwać nieliczne z prywatnych sklepików oferujących pojedyncze modele z kolekcji obuwia tej firmy. Jednak z tym juz koniec. Teraz mamy oto w Krakwie sklep oferujący pełną kolekcję butów marki, dostępnych na wyciągnięcie ręki. Unresistable Shoes w Galerii Kaziemirz postawił na architektoniczne cudeńka, wierząc że w Krakowie i okolicach znajdzie się wiele fashionistek gotowych zapłacić niemałe pieniądze za luksus posiadania wyróżniającego się obuwia. Marka United Nude powstała w nieco romantycznych okolicznościach, kiedy to jeden z założycieli – duński architekt Rem D Koolhas - zaprojektował swoje pierwsze buty, aby odzyskać serce dziewczyny. Dziewczyny nie odzyskał, ale we współpracy z angielskim szewcem Galahadem Clarkiem stworzył osiągającą sukcesy markę obuwia dla wyjątkowych klientów. Projekty UN z czasem stawały się coraz odważniejsze. Charakterystyczna jest tu zabawa z klasyczną formą buta. Mamy tu zatem zarówno znikające czy przeskalowane obcasy, baletki o futurystycznym kształcie czy kosmiczne wręcz platformy. To marka dla klientów zdecydowanych, pewnych siebie i szukających czegoś co podkreśli ich osobowość.

Nowe oblicze Yves Saint Laurenta Nie często mamy okazję poznać kulisy życia i pracy największych kreatorów światowej mody. A wydaje się, że ta osobista sfera, na równi z inspiracjami, wykształceniem i tradycjami, wpływa na twórczość artystów. Dlatego jeśli tylko będziecie mieli okazję, polecamy Waszej uwadze dokument L’Amour Fou. Opowiada on historię niezwykłej, ale trudnej miłości, która ponad 50 lat łączyła wybitnego Yves Saint Laurent’a i jego partnera, bizmesmena Pierre’a Berge. Sam Berge jest naszym przewodnikiem - opowiada we wciągający, acz trzeźwy sposób. Jednocześnie możemy zajrzeć tam, gdzie kamera dotąd nie miała prawa dotrzeć – do prywatnego domu pary, której miłość została zakończona śmiercią projektanta. Dokument daje odpowiedź na pytanie jak Laurent zbudował swoje imperium. Jak osiągnął to wszystko. Skąd czerpał siłę.

Gisele projektuje Wydaje sie, że wspominanie o Gisele w kontekście bielizny nie jest niczym nadmiernie oryginalnym. Tym razem jednak piękna brazylijka nie będzie jedynie prezentować owej garderoby. Tym razem projektuje. Najlepiej opłacana obecnie modelka świata zaprojektowała kolekcję bielizny zatytułowaną po prostu Gisele Bundchen Intimates, którą mieliśmy okazję oglądać na dniach na pokazie w Sao Paulo. Kolekcja jest zaskakująco prosta, wręcz dziewczęca, z wyraźnymi nawiązaniami do mody retro. Większość modeli wykonanych było z satyny, w klasycznych, zachowawczych krojach. Bundchen, która zaczynała swoja wielką karierę od bycia modelką Victorii Secret, może być tym co przyciągnie do marki tysiące jeśli nie miliony klientek.

Stella McCartney po olimpijsku Wśród fanów sportu nazwisko McCartney jest już dobrze znane. Projektantka bowiem od kilku lat bardzo udanie współpracuje nad kolejnymi sportowymi kolekcjami z gigantem takiej mody, Adidasem. Co sezon otrzymujemy porządną dawkę strojów łączących wspaniałe wzornictwo i sportową funkcjonalność. Teraz była projektantka Chloe idzie krok dalej – zaprojektuje bowiem stroje dla brytyjskiej ekipy olimpijskiej na zbliżające sie Igrzyska Londyn 2012.

54 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Adidas nie zapomniał jednak także o swoich klientach – modele inspirowane strojami profesjonalistów niedługo zawitają do sklepów marki. Ciekawym dodatkiem jest nastrojowy film promujący wspomniane kolekcje, w którym możemy podziwiać całą elitę brytyjskiej lekkoatletyki.


moda

Fashion News

zdjęcia od lewej: kolekcja Agnieszki Kowalskiej, Moniki Jaworskiej, Sabiny Koryl fot. Jakub Woźniak / www.jakubwozniak.com

Złote Nitki w Krakowie

Podwójnym sukcesem Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru zakończył się najstarszy i najbardziej prestiżowy konkurs dla młodych projektantów Złota Nitka, organizowany przez Międzynarodowe Targi Łódzkie, w ramach Fashion Philosophy Poland Fashion Week. W 19. edycji konkursu, który odbył się 6 maja w łódzkiej hali Expo, wzięło udział 22 młodych projektantów. Zostali oni wybrani spośród 166 zgłoszeń, nadesłanych z Wielkiej Brytanii, Chorwacji, Niemiec, Francji, Polski, Hiszpanii i Ukrainy. Wśród projektantów znalazły się absolwentki SAPU: Agnieszka Kowalska, Monika Jaworska, Sabina

Koryl i Kinga Dubiel. Laureatką Złotej Nitki w kategorii Premiere Vision została Agnieszka Kowalska, która zaczarowała Jury Kreatorów swoją kolekcją Szałapot. Z kolei Złotą Nitkę w kategorii Pret-a-Porter wywalczyła Monika Jaworska, prezentując Modus Vivendi - nonszalancką i jednocześnie bardzo elegancką, damską kolekcję, utrzymaną w piaskowych tonacjach. Jury Kreatorów przyznało także wyróżnienia: w kategorii Pret-a-Porter - Sabinie Koryl (absolwentka SAPU) i Ninie Królikowskiej, a w kategorii Premiere Vision - Dominice Piekutowskiej-Swed i Damianowi Koniecznemu. Nagrody i wyróżnienia pozwalają nam przypuszczać, że prawdopodobnie jesteśmy świadkami narodzin nowych gwiazd polskiej sceny mody. /MG/


moda

Fashion News

kolekcja Miniki Ptaszek / fot. Małgorzata Salomon

5 dni, 40 pokazów, międzynarodowy konkurs dla młodych projektantów, projekcje, wystawy i wykłady. Jednym słowem -

FASHIONPHILOSOPHY FASHION WEEK POLAND Z a nami już czwarta edycja polskiego tygodnia mody w Łodzi. I trzeba przyznać, że za każdym razem robi się coraz ciekawiej.

Grafik jak zawsze był niezwykle napięty, dzień każdego fashionisty zaczynał się od 12, kiedy to startowały pokazy Off Out of schedule, na których swoje kolekcje przedstawiają projektanci alternatywni, wizjonerzy nie stawiający tylko na komercyjny sukces. Na uwagę zasługuje nieco odmienny pokaz Philipa Rotha. Na wybiegu trwał jednocześnie tradycyjny oraz wideo prezentacja, wyświetlana na ogromnych płachto-sukienkach, które mieli na sobie modele. Spójność kolekcji nie została osiągnięta poprzez podobne fasony ubrań, ale przez ich wspólną estetykę. Monika Błażusiak zaprezentowała nam przede wszystkim czernie, skóry i przezroczystości. Pomimo rozbudowanych form, całość pozostała minimalistyczna. Jej kolekcja to ubrania dla świadomych modowo odbiorców, którzy jednak nie chcą krzyczeć swoją indywidualnością - bardzo high fashion, ale nie przesadnie. Projektantka drugą kolekcję zaprezentowała na Złotej Nitce, ubrania były już bardziej odważne i futurystyczne, nie pozbawione jednak surowości, która jest znakiem rozpoznawczym marki. Jako ostatni na Off Out of schedule swoją kolekcję zaprezentował Maldoror. Jego bardzo oryginalny styl można podziwiać od 2007 roku, kiedy miał miejsce jego debiut. Cechą charakterystyczną kolekcji jest dekonstruktywizm, a jej estetyka oscyluje na granicy piękna i brzydoty. Pierwszy model - czarna, satynowa suknia do kostek - zmysłowa i bardzo kobieca wersja sutanny wprowadza nas w klimat mrocznej kolekcji, do której tym razem inspiracjami były choroby, epidemie, zapłata za grzechy oraz postać diabolicznej Diamandy Galas. Mimo, że Maldoror odszedł od recyclingu, a wszystkie materiały były nowe, nie pozbył się charakterystycznych dla siebie cięć. Zszyte ze sobą kawałki różnych tkanin – lśniącej satyny, błyszczących cekinów oraz 56 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

matowych materiałów czy szwy na wierzchu, to w końcu jego wizytówka.

Nie możemy nie wspomnieć o Zuo Corp, które zaprezentowało się na Alei Projektantów. Dagmara Rosa i Bartek Michalec stworzyli chyba najbardziej imponujący spektakl jaki zdarzyło nam się obejrzeć w Łodzi. Sztywne materiały budowały przestrzenne kształty płaszczy i sukienek. Każda modelka miała na sobie kapelusze imitujące nakrycie głowy zakonnicy. Inspiracją był amerykański dokument z 1975r. - Grey gardens, w którym główna bohaterka, cierpiąca na chorobę genetyczną zakrywa swoją łysą głowę specyficznie upiętymi chustami, stającymi się jej znakiem rozpoznawczym. Pokaz Zuo Corp zasługuje na uwagę nie tylko ze względu na oryginalne, sztywno układające się projekty, ale również z racji zakończenia, które porwało całą widownię. Mogliśmy zobaczyć modelkę radośnie tańczącą i dyrygującą orkiestrą dętą. Wiekowi muzycy byli cudownym kontrastem do tego co zwykle oglądamy na pokazach. Aplauz publiczności jest najlepszym dowodem na to, że marce udało się zdobyć niejednego nowego klienta. Tej jesieni wielu projektantów postanowiło stworzyć eleganckie kolekcje dla nowoczesnych bizneswoman. Świetnie skrojone, niezbyt ekstrawaganckie, ale wciąż ciekawe ubrania zaproponowali Hector&Karger, Agata Wojtkiewicz, Grome Design, Wiola Wołczyńska, Natasha Pavluchenko, MMC Studio Design, Łukasz Jemioł, Joanna Klimas, Paprocki i Brzozowski oraz Bohoboco (jedna z najbardziej inspirujących marek tego Fashion Weeka). Drugą bardzo widoczną tendencją było wybranie drogi minimalistycznej. Czernie i szarości oraz ciekawe, nowatorskie formy pojawiły się na wielu wybiegach, zarówno na Off out of schedule jak i Alei Projektantów. W szczególności u Konrada Parola, Michała Szulca i Nenukko. Jeśli chodzi o mocne trendy, to niestety ich zabrakło. Mało było charakterystycznych motywów, które moglibyśmy zaadaptować na własne potrzeby w nadcho-

dzącym sezonie. Tym różni się nasza wersja tygodnia mody od paryskiej czy nowojorskiej. Po obejrzeniu tych zagranicznych doskonale wiemy co z czym i jak nosić. Po naszej polskiej, możemy jedynie pójść do atelier i kupić gotowe ubrania projektantów, bo inspiracje jakie mogłybyśmy zaczerpnąć są mało widoczne. Projektanci nie zapomnieli o mężczyznach, których widzieli w czerniach, szarościach i brązach, bez żadnej ekstrawagancji kolorystycznej. I tu nie zawiodła nas Monika Ptaszek. Rzuciła wyzwanie, które podjąć mogą tylko odważni odbiorcy. Modele noszący biały total look, poszarpane, nierówno zafarbowane legginsy, lśniące materiały, dziergane swetry, szale oraz naszyjniki. Zniewieściale? Nic bardziej mylnego. Tylko pewny swojej męskości facet może ubrać ekstrawaganckie, nowatorsko skrojone ubrania. Zaraz po finale konkursu Złota nitka odbył się pokaz specjalny Dawida Tomaszewskiego. Fama, która ciągnie się za absolwentem Akademii Mody w Londynie jest całkowicie zasłużona. Kreacje godne najsłynniejszych designerów zachwycały kunsztem wykonania. Ta edycja Tygodnia Mody była niestety krótsza od innych; tego jednego dnia nam niestety brakowało, mniej pokazów to mniej zachwytów i inspiracji. Być może realia polskiego świata mody nie pozwalają projektantom wystawiać się na obu edycjach? Z małymi wyjątkami, wybierają sezon letni albo zimowy. W tym roku zaskoczyły nas również pieczone kiełbasy i karczki sprzedawane tuż obok czerwonego dywanu, a w samej hali Expo także bułki z serem i szynką obok sushi... Do tego stopnia, że jak bardzo światowo by nie było, nie pozwolono nam zapomnieć o polskim ko(lo)rycie.

Małgorzata Salamon Joanna Kiereś M&A Wardrobe mawardrobe.blogspot.com


fot. Aldona Karczmarczyk

Perfect Ladies

Kolekcja Paprocki & Brzozowski z widokiem na Wawel 18 czerwca | Plaża Kraków Platinium Fashion Show w. Pandora – pod tą nazwą 18 czerwca, na największej plaży w Krakowie, odbędzie się POKAZ MODY kolekcji duetu Paprocki & Brzozowski. Imprezę poprowadzi Olivier Janiak, a „wisienką na torcie” będzie koncert NOVIKI oraz gościnny występ Ramony Rey. Podczas wydarzenia zaproszeni goście świętować będą III Urodziny Platinium Fitness oraz otwarcie kolejnego, nowego miejsca na sportowej mapie Krakowa. Specjalnie na tą okazję, po raz pierwszy do Krakowa zaproszono znanych, warszawskich projektantów – Marcina Brzozowskiego i Mariusza Paprockiego. Oprócz najnowszej kolekcji projektantów, zobaczymy także projekty autorstwa duetu Zemełka& Pirowska, Jacoba Habera oraz torebki Me & Bags. Zaproszeni goście będą mogli zobaczyć także wystawę grafik Karoliny Kłos oraz zdjęć Sylwii Gaczorek, które gościły na łódzkim tygodniu mody podczas Young Fashion Photographers Now. Swoje przybycie potwierdziło już wiele znanych osób z świata polskiego show- biznesu. To największe wydarzenie modowe tego sezonu w Krakowie. Zapraszamy!

Akademia Wdzięku tylko dla kobiet

Pierwsze takie miejsce w Krakowie!

Miejsce stworzone z myślą o kobietach chcących zrobić coś wyjątkowego dla swojego ciała i ducha. Tutaj poczujesz się swobodnie. • NAUKA TAŃCA NA RURCE !!! • Szkoła kręgosłupa • Sztuka relaksu • Zumba • Wieczory Panieńskie

Anna Frankowska - pokaz mody 10 czerwca | Klub Fabryka W rok po poprzednim, bardzo entuzjastycznie przyjętym pokazie, Anna Frankowska wraca z kolekcją pret-a-porter, będącą pomostem między symbolami minionych lat a nowoczesnością, wykorzystującą motywy retro, zaś bogata linia akcesoriów zawiera torebki, męskie torby, dodatki i zegary wykonane z płyt winylowych i zaplatanych gazet. Modele i modelki z agencji Fashion Color, wymalowani przez Maję Biduś, a uczesani przez Mariusza Oleksego z M&M Studio, będą prezentować również naturalną biżuterię z oferty Galerii Aruaco. Całość dopełni muzyka na żywo prezentowana przez z Kubrick Project oraz wizualizacje przygotowane przez Mateusza Grabowskiego ze zdjęć wykładowcy Warsztatów Sztuki Fotografii, Michała Massy Mąsiora.

Zrelaksuj się! Bądź sobą! Emanuj kobiecym pięknem! Taniec na rurce za granicą bije rekordy popularności. Dla zabawy, lepszego samopoczucia, dla poprawienia kondycji i nabrania pewności siebie.

Dla każdej z Nas.

Kraków - Stare Miasto ul. Pijarska 21/2 I.p

http://perfectladies.pl


moda

shopping w podróży_

Coraz częściej jest tak, że wybierając się w każdą kolejną podróż do innego kraju, staramy się tak ją zaplanować, aby jakimś przedziwnym trafem znaleźć się jak najbliżej ciekawej sieciówki niedostępnej w Polsce lub wyjątkowego concept store’u.

Sladami wielkich marek Choć coraz więcej światowych marek mamy niemal pod nosem, to zakupowe tripy do słynnych stolic mody stały się czymś, co warto chociaż raz przeżyć. Tanie linie lotnicze kuszą promocjami lotów już za przysłowiową złotówkę, linie kolejowe oferują stosunkowo tanią i komfortową podróż, a coraz dłuższe i coraz bardziej rozbudowane sieci autostrad chętnie ugoszczą nas podczas wielogodzinnej podróży. Sieciówka kontra marka Prawdziwych fashionistów jednak żadne trudy podróży nie zniechęcą. Tym bardziej kiedy w perspektywie mają wielkie nazwiska światowej mody przecenione w granicach 80-90% w stosunku do pierwotnej ceny. Nagle zdajemy sobie sprawę, że te same pieniądze, które możemy wydać w okolicznej Zarze, warto byłoby spożytkować na rzecz markową, która została dokładnie zaprojektowana, a której jakość jest zwykle niepodważalna. Od kilku lat sezon wyprzedażowy w naszym kraju to bardzo ciężki okres – będąc wciąż na konsumpcyjnym dorobku, kupujemy wszystko co wpadnie nam w ręce i zadowalamy się przecenami rzędu 50-60%. Taką obniżką ceny zagraniczni turyści gardzą – ich zakupowy apetyt co roku jest zaspokajany aż nadmiernie. Są wybredni. Przebierają, porównują, niemal z długopisem w dłoni sporządzają notatki. Oni już się nauczyli, że nie warto wydawać tak wielkich kwot na rzeczy z sieciówek. Dla nas jednak wciąż Zara, Benetton czy Sisley to marki z wyższej półki. Bowiem to dzięki nim mamy 58 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

przegląd najnowszych trendów z wybiegów – a że ich wtórność często zakrawa na łamanie praw autorskich wielkich domów mody, a jakość pozostawia wiele do życzenia – to nas już nie obchodzi. Wyprawa zorganizowana Wspomniane samodzielne wyprawy do jednej czy drugiej mekki zakupoholików nie są już niczym nowym. Co innego, od niedawna pojawiające się profesjonalnie zorganizowane wycieczki z przewodnikiem, listą miejsc wartych uwagi i ekskluzywnymi wejściówkami do showroomów. Biura podróży szybko zauważyły rodzący się trend i zwąchały interes. Za stosunkowo niewielką prowizję organizują wyprawy po stolicach mody – standardowo w ofercie jest Mediolan, Londyn czy Paryż, ale coraz częściej patrzy się także w stronę tych mniej oczywistych miast jak Berlin czy Oslo, które kierują swoją ofertę do bardziej niezależnego klienta. Oczywiście jest to opcja dla bogatszych, ale i tych którzy wolą opracowanie całej „wyprawy” zostawić innym. Nie martwić się o nic, prócz wyboru modelu od Laboutina. Pozostałe grono wielbicieli mody będzie osobiście opracowywać najbardziej optymalne trasy, tak aby w jak najkrótszym czasie odwiedzić jak największą liczbę sklepów. Pomóc w tym mogą być coraz popularniejsze alternatywne przewodniki, które skupiają się na zaprezentowaniu ciekawych lokalizacji na shopping czy kulturalną ekstazę.

Takie przewodniki ma w swojej ofercie popularne wydawnictwo albumowe Taschen, ale również ekskluzywny Louis Vuitton... Możemy również skorzystać ze skarbnicy wiedzy jaką jest strona New York Timesa, a dokładnie jej dział Travel. Niech żyje – dzień wyprzedaży Kiedy warto zaplanować taką podróż do europejskiej stolicy? Chodź zasadniczo terminy sezonowych wyprzedaży są wspólne dla większości krajów, tym bardziej jeśli to dotyczy wielkich międzynarodowych koncernów, to warto zaopatrzyć się w kalendarz, gdzie zaznaczymy daty warte uwagi dla poszczególnych krajów. I tak w zimie warto pamiętać o Boxing Day w Wielkiej Brytanii – to początek wyprzedaży, ruszający już po świętach bożego narodzenia. Jest oczywiście słynny Black Friday w USA – dzień zaraz po Święcie Dziękczynienia, kiedy w amerykańskich centrach handlowych panuje istna gorączka, a wielkie marki otwierają swoje sklepy nawet o 4 rano. Jak zawsze wyjątkowo chodliwym towarem są suknie ślubne – przyszłe panny młode zmieniają się w krwiożercze potworki tylko żeby zdobyć upragnioną suknię. Po wielkiej obniżce. Dodatkową pokusą do zakupów z zagranicą są okresy kiedy nasza waluta jest wyjątkowo silna, a euro słabnie. Wtedy tym bardziej ceny stają się dla nas atrakcyjne. A wielkie marki niemal dostępne na wyciągnięcie ręki. Asia Oparcik


Akademia Stylizacji to team stylistów – trenerów, z jej założycielami Małgorzatą i Pawłem Babicz, na czele. Główną misją i celem Akademii nie jest nauka kopiowania, a dostarczanie narzędzi w formie lekcji technik, umożliwiających samodzielne kreowanie strzyżeń i stylizacji fryzur. Taka forma nauki rozwija u stylistów zmysł tworzenia, wyobraźni oraz harmonię stylu. Pozwala tworzyć stylizacje podkreślające wdzięk, wyjątkowość i osobowość klientów. W Salonie Małgorzaty Babicz na ulicy Borsuczej 20 w Krakowie pracują najlepsi specjaliści w swojej branży, otwarci na świat, znający najnowsze trendy, dla których praca z klientem to prawdziwa pasja. Zapraszamy!

Akademia Stylizacji M. P. Babicz Borsucza 20, 30-408 Kraków Tel.: + 48 12 267 10 73 lub +48 508 164 800 e-mail: salon@akademiastylizacji.pl www.akademiastylizacji.pl


moda

projektanci

zdjęcia: najnowsza kolekcja Eweliny Kosmal - Osy fot. Michał Greg

Sila indywidualnosci Maria Peszek w jednej ze swoich piosenek klasyfikuje kobiety na różne typy. Jednym z nich są„kobiety jak rakiety”. Miałam przyjemność poznać jedną z nich. Młodą, zdolną i odważną. Zdeterminowaną, by iść obraną ścieżką kariery. O inspiracjach, tkaninach i planach na przyszłość z Eweliną Kosmal rozmawia Monika Gąsiorek. 60 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Jak to się stało, że zaczęłaś ubierać Magdalenę Walach? - Jeszcze przed rozpoczęciem studiów w SAPU pracowałam jako niezależna stylistka. Miałam różne zlecenia, m.in. stylizowanie gwiazd do sesji zdjęciowych, które w kolejnych etapach były sprzedawane do gazet i magazynów. Pojawiła się wówczas Magda Walach, z którą współpraca przebiegała bardzo dobrze. Ponownie spotkałyśmy się na pokazie, przygotowywanym przeze mnie, przy okazji premiery kolejnej części Bonda. To, że ubrałam Magdę w sukienkę mojego projektu, wyniknęło z faktu, że zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy pomogłabym jej przy wyborze stroju na Galę Rozdania Telekamer. Pozwoliłam sobie zaprojektować coś specjalnie dla niej. Magda zaryzykowała i oddała się w moje ręce, a efekt końcowy został bardzo dobrze oceniony przez krytyków mody. Obecnie jest ona moją stałą klientką i muszę przyznać, że czego nie założy, wygląda w tym świetnie.


Zaczynałaś jako stylistka. Co spowodowało, że w kolejnym etapie kariery zaczęłaś myśleć o projektowaniu? - Pomysł zostania projektantką towarzyszył mi od zawsze, jednak był to tak absurdalny zawód, że nigdy nie myślałam, że mi się to przytrafi. Do pójścia na studia związane z projektowaniem przekonał mnie mój mąż, który bardzo wierzył we mnie i w moje umiejętności. W momencie, kiedy zaczęłam studiować pomyślałam, że może faktycznie to potrafię. Praca stylistki jest bardzo fajna i rozwijająca, ale wciąż było to dla mnie za mało. Jak teraz, po ukończeniu szkoły, układa się Twoja kariera? - Muszę przyznać, że trochę się dzieje. Kolekcja „podróżuje” teraz po sesjach zdjęciowych, cieszę się że budzi zainteresowanie. Mam na koncie kilka publikacji w Polsce i za granicą. Rozpoczęłam też pracę nad kolejnym sezonem. Najbardziej jednak czekam na wyjazd do Paryża, który jest niesamowitym wyróżnieniem dla mnie. Nie sądziłam, że mój pierwszy autorski pokaz będzie miał miejsce w Paryżu - to przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Otrzymałaś wyróżnienie, jedziesz do Paryża. Czego oczekujesz po wizycie w „mieście mody”? - Tak naprawdę, to wszystkiego i niczego. Nie chcę jechać z nastawieniem roszczeniowym, że cos mi się należy, bo zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze długa droga i ciężka praca przede mną. Bardzo się cieszę z tej nagrody, ponieważ ona, jako jedyna, miała jakiś realny wydźwięk i coś, co może być przydatnym w dalszej drodze kariery. Będąc w Paryżu na pewno odwiedzę showroomy, ponieważ nie oszukujmy się, łatwiej sprzedawać rzeczy za granicą, niż w Polsce. Target modowy w naszym kraju nie jest jeszcze tak dobrze rozwinięty, jak w innych krajach. Myślę, że nasz rynek musi się nasycić tym, co dopiero przychodzi do nas z zachodu, czyli dużymi markami jak Armani,

Valentino, Prada, itd. Dopiero później może otworzy się na młodych projektantów. Ceny są bardzo zbliżone, a osoba która może sobie pozwolić na ubranie z metką, wybiera zazwyczaj znaną markę, a nie młodego projektanta. Dopóki rynek nie nasyci się znanymi markami, które coraz częściej otwierają swoje domy mody w Polsce, młodym projektantom będzie ciężko zaistnieć „sprzedażowo”. Łatwiej być projektantem-celebrytą, czy projektantem-projektantem? Jakiego typu projektantką chciałabyś być? - Chciałabym projektować ubrania i marzę o tym, żeby były one rozpoznawane przez ogół. Nie interesuje mnie robienie kariery swoją twarzą. Bałabym się zagrożenia, jakie za tym idzie. Swoją kolekcję zatytułowałaś Rój. Co za tym idzie? - Bardzo lubię ubrania w stylu militarnym - mundurki. Inspirowało mnie wojsko i charakterystyczne dla niego, proste formy i zbiorowość. To było jakby pierwszym zamysłem kolekcji. Natomiast kiedy projektowałam tę kolekcję, czas ten zbiegł się z dość ciężkim okresem w moim życiu. Chciałam, by kolekcja wywodziła się z czegoś co nie jest w oczywisty sposób ładne, stąd owady. Rój jest zbiorowiskiem owadów, który przypomina mi jednostkę militarną. Na pierwszy rzut oka sprawiają one iluzję takich samych, ale są tak przemyślane, by w zbiorowisku być indywidualnością. Te ubrania wydają się być do siebie bardzo podobne, ale tak naprawdę, żaden krój się nie powtarza. Twoją kolekcję tworzy połączenie dwóch tkanin: naturalnej skóry i ortalionu. Skąd taki pomysł? - Nie tylko dwóch. Poza skórą i ortalionami są jeszcze wełny i szlachetna bawełna. Lubię zestawienie tkanin naturalnych ze sztucznymi. Lubię nowoczesność i muszę przyznać, że moją estetyką jest futuryzm. Chciałam zestawić ze sobą takie tkaniny, które wywołają pewnego

rodzaju napięcie. Skóra jest bardzo wdzięcznym materiałem, dzięki któremu proste formy nabierają drapieżności. Wszystko miało być utrzymane w nowoczesnym stylu, przy zachowaniu równowagi z rzeczywistością i możliwością noszenia. Dlaczego szary kolor? - Muszę przyznać, że początkowo myślałam o czarnym, ale doszłam do wniosku, że będzie to za mocne. Fasony i założenie kolekcji były na tyle mocne, że musiałam ją czymś złagodzić, nie pozbawiając jej mocnego charakteru. Stwierdziłam, że kolor szary będzie idealny, aczkolwiek pojawiają się w niej inne barwy, jak beż, biel, które łączę w taki sposób, by w ogólnym odbiorze były postrzegane jako szarość. Modelki na Twoim pokazie dyplomowym miały zasłonięte twarze. Dlaczego? - Było to spowodowane chęcią pokazania ich, jako ujednoliconą zbiorowość. Z drugiej strony była to stylizacja. Chciałam, by była tam jedna królowa pszczół - dziewczyna, która przewodzi. Nie chciałam, żeby modelki próbowały flirtować z publicznością, uśmiechając się itp. Siła Roju Kobiet wynika nie z ich wyglądu, ale z charakteru. Tam panują twarde zasady. Chciałam przekazać jedynie koncepcje ubrania. Do tego wszystkiego była dobrana odpowiednia muzyka, która łączyła się w całość. Wszystko było przemyślane i dopracowane. Nic nie pojawiło się przypadkowo. Zaczynałaś jako stylistka, teraz jesteś projektantką. Jak widzisz siebie za kilka lat? - Na pewno pozostanę projektantką. Jestem bardzo zdeterminowana. W modzie pracuję od ponad pięciu lat i różne sytuacje przytrafiały się w moim życiu. Muszę przyznać, że nie wszystkie były przyjemne. Nic nie jest w stanie zawrócić mnie z obranej ścieżki. Jestem na właściwym torze w moim życiu. Próbowałam wielu opcji i wiem, że to jest to. Małymi krokami dojdę do obranego celu, ponieważ wiem, co chcę robić w życiu.

moda

projektanci


Travel back in style zdjęcia: Paweł Kamiński / pawelkaminski.pl postprodukcja/retusz: M.Niechoda, P.Nuckowski / peachperfect.com stylizacja: Monika Harłacz / mhshowroom.com.pl asystentka stylisty: Paulina Ślaska / mhshowroom.com.pl make-up: Marcin Szczepaniak / marcinszczepaniak.com fryzury: Jakub Ziemirski modelka: Paulina Szczepkowska

lata 20. sukienka: Patrizia Pepe, CH Bonarka naszyjnik: Krzysztof Piwnik skarpety: Gatta, CH Bonarka buty: Kazar, CH Bonarka 62 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


lata 30./40. koszula: Love Sex Money, All Seasons Boutique, CH Bonarka spodnie: własność stylisty biżuteria: Kami Glamour / www.kamiglamour.com torebka: Kazar, CH Bonarka okulary: D&G, Salon Piękne Oczy, Galeria Kazimierz kapelusz: Nine West, CH Bonarka pasek: własność stylisty ...because quality matters lounge magazyn

63


lata 50. body: Naory, butik Christies, Zwierzyniecka 22 spódnica: własność stylistki skarpety: Gatta, CH Bonarka buty: Kazar, CH Bonarka 64 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


lata 60. sukienka: Ice Iceberg, CH Bonarka buty: Nine West, CH Bonarka chusta, torebka, rajstopy: własność stylisty ...because quality matters lounge magazyn

65


lata 70. sukienka: Diane von Furstenberg, All Seasons Boutique, CH Bonarka strój kąpielowy: Christies, butik Christies, Zwierzyniecka 22 okulary: D&G, Salon Piękne Oczy, Galeria Kazimierz buty: Kazar, CH Bonarka 66 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


lata 80. t-shirt: Patrizia Pepe, CH Bonarka naszyjnik: Patrizia Pepe, CH Bonarka bransoleta sk贸rzana (pasek): Patrizia Pepe, CH Bonarka bransolety: Kami Glamour / kamiglamour.com shorty: Ones Fashion / ones.com.pl getry: Patrizia Pepe, CH Bonarka torebka: Versus, All Seasons Boutique, CH Bonarka ...because quality matters lounge magazyn

67


moda

moda w świecie_

Harajuku awangardowa moda z Tokio Przenieśmy się do Tokio, a dokładniej do jednej z jego dzielnic - Harajuku, bo to od niej wszystko się zaczęło. Miejsce to jest swoistą mekką młodzieży, zmęczonych codziennością, pragnących się wyszaleć i być sobą. Dzielnica znana jest przede wszystkim ze specyficznie ubranych ludzi. Jak to wszystko się zaczęło? W latach 70. osiedlili się tam artyści, intrygując strojami i bardzo designerskimi, awangardowymi dodatkami. Świat usłyszał o Harajuku kilka lat później za sprawą fotografa Shoichi Aoki, który założył FRUiTS - najpopularniejszy japoński magazyn o modzie, śledzący najnowsze trendy. Obecnie styl ten mocno rozreklamowała Gwen Stefani, która nakłoniła Harajuku Girls do występu w teledysku do piosenki: What you waiting for? Fenomen tego stylu polega na prostej zasadzie: im więcej tym lepiej. Młodzi japończycy paradują po ulicach ubrani, lub jak kto woli: przebrani za postaci z mangi i anime (komiksy

68 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

i kreskówki), kopiując przy tym ich ruchy, miny, zachowania. Określenie Harajuku nie odnosi się wyłącznie do dzielnicy Tokio, ale także do dziewcząt i kobiet spotykających się w niej: Harajuku Girls, to wolne od codzienności obywatelki Tokio, które swoje stroje kupują w specjalnych sklepach lub robią je samodzielnie. Główną rolę odgrywają dodatki - bransoletki, spinki we włosach, wstążki, koronki. Swoim wyglądem przypominają swoiste lolity - coś na pograniczu słodkich, niewinnych dziewczynek i pokojówek. Wszystko ociekające seksem! Lolity ubierają się w krótkie sukieneczki, koniecznie z bufkami, warstwami, w pudrowych kolorach lub bardzo fluorescencyjnych barwach. Japończycy po prostu kochają się w strojach uczennic i pokojówek. Innym typem lolitek są dziewczyny ubrane w długie, czarne suknie, połączone z równie mrocznym makijażem i dodatkami. Nie zapominajmy również o mężczyznach - oni upatrzyli i polubili elegant gothic aristocrat - styl

imitujący dekadencką modę epoki wiktoriańskiej. Polega on na zestawieniu supereleganckiego fraka z koszulą i bardzo „wyjściowymi” spodniami. Nie pogardzą laską, melonikiem, czy butami na metrowych koturnach. To teraz wyobraźcie sobie taką osobę na ulicy. Nie mam żadnych wątpliwości, że Wasza reakcja byłaby jednoznaczna - uśmiech pełen politowania, a potem salwa śmiechu. Tak to już jest. Boimy się nowości, ale z chęcią obserwujemy dziwaków chodzących po ulicach. Dlatego właśnie dziś Harajuku zachwyca przede wszystkim Europejczyków, jest inspiracją dla wielkich projektantów i artystów. Może kiedyś doczekamy się takiej mekki ludzi młodych, kolorowych, zabawnych, których męczą schematy i chcą pokazywać siebie poprzez podobny styl. Ja trzymam za nich kciuki, wychodźcie z ukrycia i szokujcie ludzi, jak tylko się da. Jagoda Gawle


UNresistable Shoes

UL. PODGÓRSKA 34 (GALERIA KAZIMIERZ)

www.unitednude.com

KRAKÓW

T: (12) 433 03 17


trendy_

moda

1.

2. 3.

5.

4.

7.

6.

8.

W

ybierając się w podróż, każda z nas chce czuć się komfortowo i wygodnie w swoim stroju, nie zapominając przy tym o modnym i stylowym

wyglądzie. Od kiedy dres spadł z piedestału wygodnego uniformu, moda zaskakuje nas ilością krojów, fasonów i tkanin, w których będziesz wyglądać modnie i czuć się swo-

bodnie, niezależnie od środka transportu. Monika Gąsiorek

1. Hussein Chalayan 2. Jimmy Choo 3. Belle Sigerson Morrison 4. Massada - Zemełka&Pirowska 5. IO?ION 6. Jil Sander 7. Willow 8. TopShop 70 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


1.

moda

trendy_

2.

3.

6. 5.

4.

7.

8.

9.

10.

P

odróże są wspaniałe, ale również niejednokrotnie wyjątkowo uciążliwe. Niezależnie od tego czy wybieramy podróż koleją (mając w pamięci styl Orient Ekspressu, a nie siermiężność polskiej kolei), samolotem czy

statkiem możemy skorzystać z kilku trików, które umilą nam te dłużące się godziny. Wielu projektantów posiada w swojej ofercie ciekawe skórzane dodatki – oprawy na dokumenty, etui na najnowsze zdobycze techniki czy sygnowane kosmetyczki.

Inni stawiają raczej na dopieszczenie podróżnych – poduszki od Aleksandra McQueena czy pled od Gucciego nie jest już niczym szokującym. Asia Oparcik

1. terebka, Bottega Veneta 2. kosmetyczka, Smythson 3. poduszka, Alexander McQueen 4. brelok, MIU MIU 5. torebka, Furla 6. torba na laptopa, Nancy Gonzales 7. zagłówek, Juicy Couture 8. pokrowiec na iPada, Yves Saint Laurent 9. torba, Swash 10. Smythson 72 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


UL. RACŁAWICKA 26 TEL. 12 357 73 57

make-up: Beata Gładysz foto: www.f4studio.com

stylizacja: Jakub Ziemirski I miejsce w tegorocznym konkursie STYLE MASTERS 2011


Twarze Przy Barze

ICE ICEBERG LUXURY NIGHTS 13 Maja 2011

Czekamy na każdego, kto chce przeżyć niezapomnianą przygodę, zdobyć nowe doświadczenia, zagrać w reklamie, filmie fabularnym, lub wystąpić w telewizji. Zapraszamy do nas, nawet jeśli jesteś przekonany, że nie masz zdolności aktorskich na pewno znajdziemy dla Ciebie odpowiednią rolę. Jeżeli masz tylko chwilę wolnego czasu, wpadnij do nas na rozmowę. To nic nie kosztuje. Zapraszamy wszystkich bez względu na płeć, wiek, wykształcenie i wygląd. Pamiętaj: I Ty możesz być gwiazdą!

www.stars-impresariat.pl

• terminy castingów • Kraków - poniedziałki, środy i piątki od godziny 12:00 do 18:00 Warszawa - od wtorku do piątku od godziny 12:00 do 18:00

foto: Asia Roman / lounge

Kraków, ul. Karmelicka 14/7, tel.: 12 290 69 40, Warszawa, Aleje Ujazdowskie 24/12, tel.: 22 314 69 20


lounge

ZDROWIE I URODA //

FRANCUSKIE SALONY FRYZJERSKIE

www.haircoif.pl - luksusowa pielęgnacja - francuskie techniki strzyżeń i koloryzacji - relaksujące masaże

Kraków: C.H. Galeria Kazimierz tel. 12 433 03 32 C.H. Czyżyny tel. 12 297 30 35 C.H. Bonarka City Center tel. 12 298 62 40 Warszawa: C.H. Galeria Mokotów tel. 22 541 32 88 C.H. Złote Tarasy tel. 22 222 05 88 C.H. Wola Park tel. 22 533 41 56 C.H. Janki tel. 22 711 30 87 adresy pozostałych salonów na stronie www.haircoif.pl

25 % rabatu na strzyżenie dla czytelników magazynu na hasło „Lounge”. Rabaty się nie kumulują.


zdrowie i uroda

Newsy kosmetyczne

Oprac. Magda Merta-Mączyńska www.smokyeveningeyes.blogspot.com oraz Ania Jachimczak www.rebelstyle.eu

Emma Watson twarzą marki Lancome

Aktorka znana min. z ekranizacji przygód Harego Pottera, Emma Watson została nową twarzą marki Lancome. Młodziutka aktorka wzięła udział w kampanii reklamowej perfum Trésor Midnight Rose. Zdjęcia odbyły się w Paryżu na historycznej już ulicy Saint-Germain-des-Pres, słynącej z klimatycznych kawiarni i restauracji. Wykonał je sam Mario Testino. Prezes Lancome International Youcef Nabi ma nadzieję, że Watson odświeży nieco wizerunek marki. Aktorka jest najmłodszą z dotychczasowych ambasadorek Lancome.

Miód z Etiopii i wosk z Kamerunu w kosmetykach The Body Shop Honey Bronze.

Marka The Body Shop wprowadziła na rynek nową linię kosmetyków do słonecznego makijażu. Ich skład został opracowany na bazie naturalnych produktów pozyskiwanych w ramach programu Wspólnota Uczciwego Handlu (Community Fair Trade ). Miód z Etiopii oraz wosk z Kamerunu doskonale nawilżają i wygładzają skórę. Seria składa się z opalizującego olejku do ciała, pudru rozświetlającego i brązującego pudru w kompakcie oraz brązującego żelu do twarzy. Dwa ostatnie produkty zostały wzbogacone o organiczny aloes z Gwatemali oraz olejek marula Namibii.

Georgio Armani FOR LIFE

Armani wraz z pozarządową organizacją Green Cross International rozpoczął kampanię pod nazwą Aqua for Life. Celem akcji jest zapewnienie dziesiątków milionów litrów wody pitnej tym, którzy nie mają do niej dostępu ale także podniesienie świadomości społecznej na temat problemu. Działania rozpoczęły się na terenie Ghany poprzez wsparcie przez koncern projektu Smart water for green schools. Z czasem kampania ma objąć zakresem działania tereny innych krajów afrykańskich, których ludność ma ograniczoną dostępność do wody pitnej. Od 1 marca tego roku każdy może wspomóc działania Armaniego oraz organizacji Green Cross International, gdyż każda sprzedana butelka zapachów Acqua Di Giò i Acqua Di Gioia zapewni 100 litrów wody pitnej tym, którzy najbardziej jej potrzebują. Wystarczy zalogować się na stronie www.acquaforlifechallenge.org i wpisać kod z opakowania perfum. Możemy także wspomagać akcję poprzez Facebook.com/acquaforlife.

Przepiękne piwonie

Już w maju w salonach L’Occitane zagościła nowa linia kosmetyków kolorowych. Inspirację dla nich stanowi przepiękny, obłędnie pachnący, a kwitnący właśnie na przełomie maja i czerwca kwiat piwoni. W Provence Pivoine Flora dominują delikatne róże, fiolety, brązy. Kolekcja jest bardzo kobieca, zapakowana w subtelne, bladoróżowe pudełeczka. Produkty nie tylko wyglądają jak piwonie, ale również pachną nimi i zawierają naturalny wyciąg z jej kwiatów.

76 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


zdrowie i uroda

Newsy kosmetyczne

Eksplozja koloru

Marka REVLON wprowadza właśnie na rynek nowy błyszczyk ColorBurst. Wzbogacone o olejek ze słodkich migdałów i witaminę E błyszczyki zostały oparte na nowej technologii ColorBurst’s Elasticolor™ zapewniającej uczucie lekkości na ustach, przy jednoczesnym nasyceniu ich kolorem. Innowacyjny aplikator rozprowadza produkt na ustach gładko i równomiernie, a lustrzany blask przyćmiewa wszystko dookoła.

Koloryzacja na nowo Letnie ochłodzenie

Marka MAC w maju wprowadziła do swojej stałej oferty znane już z jesiennej kolekcji limitowanej Magically Cool Liquid Powders. Fuzja wody i pigmentu zamknięta w pudrze, który po zetknięciu ze skórą odświeża jak morska bryza. Wspaniały sposób na rozświetlenie i utrwalenie makijażu. Cool Liquid Powder dostępny jest w trzech odcieniach.

Palette Deluxe z odżywczymi olejkami i intensywnymi pigmentami, poza trwałością koloru oferuje też wysokiej jakości pielęgnację włosów. Nowa formuła została wzbogacona o siedem odżywczych olejków: egzotyczny olejek marula, arganowy, sezamowy, migdałowy, z oliwek, z pestek moreli oraz z orzechów makadamia. Olejki te zamknięte zostały tak w kremie koloryzującym jak i w odżywce. Ponadto seria została zainspirowana jednym z bardziej znanych zapachów Chanel łączących cyprys, nuty wodne i kwiatowe, tym samym nadając nowy charakter procesowi farbowania włosów. Twarzą nowej serii Palette Deluxe została brazylijska supermodelka Jana Ina Zarella.

INVOGUE ul. Św.Tomasza 31 tel.12 422-05-41 tel.kom 797 024 966 www.invogue.com.pl

PROMOCJE !!! Fryzjerstwo: Do każdej usługi modelowanie + regeneracja GRATIS!!! Kosmetyka: Do każdego zabiegu pielęgnacyjnego - peeling kawitacyjny GRATIS!!! Pedicure (-15%)

FRYZJERSTWO

Iwona Tomaszewska Emilia Łucka Justyna Bugaj

KOSMETYKA

Mariola Foremniak-Szoja Katarzyna Milczyńska Anna Maniak

ZAPRASZAMY!!! Nasz zespół zdobywał doświadczenie w renomowanych salonach w Polsce i w Wielkiej Brytanii, dzięki temu oferujemy usługi najwyższej jakości.


zdrowie i uroda

świat kosmetyków_

Kosmetyczny

bagaż podręczny

Planując letni wypoczynek – czy to w górach, czy to nad morzem, warto starannie przemyśleć zawartość wakacyjnej kosmetyczki.

Z

bliżające się wielkimi krokami lato wydaje się być wręcz stworzone do długich wojaży, czy choćby weekendowych wypadów za miasto. Znacznie chętniej i częściej podróżujemy właśnie teraz, kiedy towarzyszy nam piękna, słoneczna pogoda. Pakując walizkę przed wyjazdem zastanówmy się, jakiej konkretnej pielęgnacji wymagała będzie nasza skóra w miejscu, do którego się udajemy. Pozwoli nam to zaoszczędzić nerwów spowodowanych brakiem czegoś absolutnie niezbędnego, a nasz kręgosłup z pewnością doceni umiar i pozostawienie w domu produktów, po które z pewnością nie sięgniemy.

W blasku słońca… Na pewno, bez względu na to, czy spędzamy nasz wymarzony urlop na plaży, w górach, czy zwiedzając miejskie zabytki podstawowym i niezbędnym produktem, w jaki zaopatrzyć musimy się podczas letnich podróży jest dobry i skuteczny krem z odpowiednim filtrem przeciwsłonecznym. Warto dobrać go w zależności od karnacji i przeznaczenia. Posiadaczki skóry bardzo jasnej, skłonnej do poparzeń powinny sięgnąć po SPF znacznie wyższy, niż osoby o karnacji ciemniejszej. Ciekawą pozycją na rynku ochrony przeciwsłonecznej są w 100%

naturalne, mineralne filtry od phenome. Również marki apteczne, takie jak Vichy, SVR, czy Avène oferują produkty o bardzo wysokim stopniu ochrony, najczęściej wolne od parabenów, przeznaczone do ochrony szczególnie wrażliwych partii ciała, czy tych najbardziej na działanie promieni słonecznych narażonych. Nie zapominajmy również o pielęgnacji after sun, szczególnie jeśli jedziemy wylegiwać się na plaży.

Na gór szczycie… Jeżeli celem naszej wyprawy są wysokie góry, powinnyśmy pamiętać, by ochronić naszą skórę nie tylko przed ostrym słońcem, ale też przed wiatrem, który może ją wysuszyć i podrażnić. Świetnie sprawdzą się w tej roli bardziej bogate kremy, czy sztyfty z wysokim filtrem SPF.

Panie pilocie… Lot samolotem i pielęgnacja to tak naprawdę temat rozległy jak przestworza. Począwszy od tego, co przed wejściem na pokład, przez to, co w trakcie podróży i przed lądowaniem, po to, co możemy i w jakiej ilości wziąć ze sobą na pokład. Podczas lotu, zwłaszcza bardzo długiego, w zasadzie najważniejsze jest nawilżanie. Gruba warstwa kremu nawilżającego, mgiełki odświeżające i nawilżające, woda termalna, to tylko wybrane sposoby na to, by jak najlepiej ochronić naszą skórę przed wahaniami ciśnienia i wysuszającym działaniem klimatyzacji. Bezpieczniejsze będą atomizery, niż spraye – tych nie wolno wnosić na pokład samolotu. Zrezygnujmy z podkładu, bazy, czy pudru – to dodatkowo obciąży naszą skórę i narazi na podrażnienia. Jeżeli koniecznie potrzebujemy użyć czegoś ponad krem nawilżający, sięgnijmy po kremy tonujące. Nadadzą one skórze ładny odcień, ujednolicą jej kolor, nie obciążając jej tak jak podkład. Usta zabezpieczone ochronnym sztyftem, zamiast kolorowej pomadki również lepiej zniosą kilkugodzinny lot. Podróż samolotem to także bardzo dobra szkoła pakowania. Przed wylotem zapo-

78 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


zdrowie i uroda

świat kosmetyków_

znajmy się z przepisami obowiązującymi w danym kraju i na konkretnym lotnisku, by uniknąć konieczności pozostawienia połowy bagażu podręcznego na bramce kontrolnej. Jako idealne rozwiązanie jawią się w tym wypadku miniatury – ważą niewiele, a dzięki temu, że ich pojemność najczęściej nie przekracza 100ml, nie powinnyśmy mieć problemów z wniesieniem ich na pokład. Sieć Sephora, czy marka MAC posiadają w swej ofercie różnego rodzaju słoiczki, buteleczki o różnych pojemnościach lub nawet mini wersje swoich produktów, które idealnie nadają nie tylko do zabrania ze sobą w podróż samolotem, ale również zawierają ilość produktu w sam raz np. na weekend. Pakując się, warto – jeśli tylko istnieje taka możliwość – umieścić kosmetyki w osobnym kuferku, wtedy nawet bagażowy obchodzący się z naszą walizką z gracją i subtelnością słonia nie zagrozi naszym najlepszym sukienkom. O higienę podczas podróży pomogą nam zadbać wszelkie rodzaje chusteczek odświeżających, czy żele antybakteryjne. Do torebki warto wrzucić krem do rąk. Głównym zadaniem mydła w publicznych toaletach jest zwalczanie bakterii, co często idzie w parze z mocno drażniącym działaniem. Dlatego o dłonie powinnyśmy zadbać szczególnie.

Wakacyjny kuferek… Tak jak już wspomniałam, produkt, który bezwzględnie musi znaleźć miejsce w naszej kosmetyczce, to ochrona przeciwsłoneczna. Kolejnym, który zagwarantuje komfort naszej skórze, nawet jeśli woda na miejscu okaże się znacznie różna od tej, którą zna nasza skóra, jest bardzo dobrze nawilżający balsam. Twarz latem odetchnie jeśli zaaplikujemy na nią jedynie lekki żel nawilżający, lub krem koloryzujący, a skórze pod oczami opuchniętej podczas upalnych dni ulgę przyniesie chłodzący roll on np. od Clinique. Zamiast płatków i kolejnej butelki świetnym pomysłem na odchudzenie bagażu będą chusteczki do demakijażu MAC. W ekstremalnych warunkach suchy szampon szybko odświeży nasze włosy.

Zamiast dźwigać wielkie pełnowymiarowe produkty rozejrzyjmy się w drogerii, czy perfumerii - być może nasz ulubiony szampon, czy żel pod prysznic występuje również w wersji mini, która wystarczy nam na kilka dni urlopu. Być może występuje też w wersji 2w1, co pozwoli zostawić w domu kolejną butelkę, na przykład odżywki. Coraz więcej pojawia się również tzw. travel setów, kilku mini produktów zamkniętych w poręcznej kosmetyczce. Na czas po powrocie warto zostawić skomplikowane zabiegi, maski, peelingi, błota - na nie naprawdę rzadko kiedy jest chwila podczas wyjazdu - chyba, że wyjeżdżamy w tym konkretnym celu. By zagwarantować sobie wypoczynek bez przykrych niespodzianek zostawmy też na jesień wszelki kremy zawierające kwasy, czy komponenty fotouczulające. I pamiętajmy, by naszą skórę nawilżać również od wewnątrz. Chroniona przed nadmiarem słońca i dobrze nawodniona pozwoli nam w pełni cieszyć się wakacyjnym wyjazdem. Magda Merta-Mączyńska


Zapach egzotycznych podróży

zdrowie i uroda

świat kosmetyków_

Czy na swój urlop musisz jeszcze trochę poczekać? Marzysz o plaży, cieple i egzotycznych zapachach? Oto kilka z tych nowości, które przeniosą Cię w słoneczne zakątki świata. Zapachy działają na zmysły. Pozwól sobie na odrobinę fantazji w ciągu dnia i zakosztuj którejś z egzotycznych wycieczek w głąb świata. Oto co na zbliżające się lato proponują nam drogerie. Cartier, Cartier de Lune To bardzo subtelny, kwiatowy zapach, który idealnie będzie się komponował z letnimi, upalnymi dniami, jak również z chłodniejszymi wieczorami. Nuty przewodnie to jagody jałowca oraz pieprz różowy. Ponadto zapach łączy konwalie, dziką różę, cyklamen, powój, nuty drzewne i białe piżmo. Delikatna kompozycja wody toaletowej pozwoli poczuć powiew lekkiego, ciepłego wiatru. Annick Goutal, Le Mimosa Nutą przewodnią tego zapachu jest mimoza, która niezwykle rzadko pojawia się jako główny składnik perfum: - Jest bardzo świetlistym kwiatem, symbolem energii. Z jednej strony jest bardzo słodka i delikatna. Z drugiej strony jest wypełniona siłą i witalnością - mówi Camille Goutal i Isabelle Doyen. Pozostałe nuty to brzoskwinia, anyż, irys, drzewo sandałowe i białe piżmo. Zapach brzoskwini zbudowanej wokół kwiatu mimozy przenosi na targowiska krajów południowych przepełnione słodkimi, soczystymi owocami. Calvin Klein, CK One Summer 2011 Letnie edycje zapachów CK One pojawiają się niezmiennie od 2005 roku już na wiosnę we flakonikach 100 ml. Tym razem te znane perfumy unisex są nieco bardziej ekstrawaganckie niż zwykle. Calvin Klein postawił na połączenie nut słonych z bardzo słodkimi. Ich tematem przewodnim jest mandarynka, melon i paproć wodna. Ponadto pojawia się cytryna, niebieska frezja, rabarbar i werbena, a nie brakuje też brzoskwini, cedru i piżma. Zapach przywołuje na myśl morską bryzę w otoczeniu palm, słodkich owoców i ostrych, orzeźwiających cytrusów. Chloé, Chloé Rose Edition Limitowana edycja perfum domu mody Chloé jest wariacją na temat klasycznego zapachu Chloé. To delikatny bukiet kwiatowy, którego nutą przewodnią jest róża połączona z magnolią, konwalią oraz wzmocniona bursztynem i drewnem cedrowym. Niestety ilość sztuk jest ograniczona. Wiosenno - letnią serię perfum wyróżnia różowa kokardka przewieszona na szyjce flakoniku. Emilio Pucci, Vivara Variazioni Verde 072 Jest to bardzo delikatny zapach, inspirowany świeżymi wodami i ich roślinami. Tematem przewodnim zapachu jest mięta i bergamotka, połączone z różą bułgarską, cedrem i białym piżmem. Kompozycja ta jest odzwierciedleniem świeżości oceanu i przejrzystości rafy koralowej. Escada, Taj Sunset Jedne z najbardziej egzotycznych zapachów tego lata. Perfumy zabiorą Cię w podróż na słoneczne Malediwy i roztańczone Hawaje. To połączenie słodkich i łagodnych nut, takich jak: mango, czerwona pomarańcza, nektarynka, malina, kwiaty wodne, kokos, drzewo sandałowe i białe piżmo. Flakonik nawiązuje do letniego widoku zachodzącego słońca, udekorowanego w kwiat lotosu. Zapach z pewnością wprowadzi Cię w dobry nastrój. Asia Jawor / www.styleworkshop.pl 80 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


zdrowie i uroda

pielęgnacja_

w kremie?

Co drzemie

Ufając obietnicom producentów, że nowy rewolucyjny składnik z pewnością uczyni nas jeszcze młodszymi i piękniejszymi - sięgamy po kolejny cudowny krem. Ale czy kiedykolwiek tak naprawdę zastanawiamy się co kryje się pod wieczkiem?

G

eneralnie stosujemy bardzo wiele kremów – zmieniamy je rano i przed snem, latem i zimą. Inny krem wybieramy przed wypadem na narty, po inny sięgamy przed wyjazdem nad morze. Inny pomaga nam zadbać o wrażliwe okolice oczu, bardziej specjalistyczny zwalcza ewentualne niedoskonałości, a matujący pozwala pozbyć się błysku. Dobieramy produkt zgodnie z potrzebami naszej skóry, odpowiedni do jej wieku i kondycji, a także efektu, jaki pragniemy z jego pomocą uzyskać. Rynek kosmetyczny oferuje nam dziesiątki, jeśli nie setki pozycji, warto wybierać wśród nich mając świadomość działania poszczególnych składników. Przede wszystkim: woda Najważniejszą substancją – niezbędną do prawidłowego funkcjonowania każdego organizmu, jest woda. Właściwy poziom nawilżenia skóry jest podstawowym warunkiem jej dobrej kondycji. Ta, którą spotykamy w słoiczkach kremów jest najczęściej termalna. Oprócz samej wody, produkty te zawierają szereg składników hamujących jej ucieczkę ze skóry, poprzez wytworzenie pewnego rodzaju płaszcza ochronnego, bądź takich, które wnikają w głębsze partie skóry. Za utrzymanie prawidłowego nawilżenia skóry odpowiedzialne są między innymi –

82 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

ceramidy, nienasycone kwasy tłuszczowe pochodzenia roślinnego, tłoczne np. z wiesiołka, bądź ogórecznika lekarskiego; kwas hialuronowy, gliceryna, woski pszczele, mineralne, lanolina czy mocznik, który dodatkowo posiada jeszcze właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne.

Niestety, oprócz wielu składników mających pozytywny wpływ na naszą skórę, wiele kremów zawiera substancje, którym z trudem przypisać można dobroczynne na nią działanie

Antyoksydanty W walce z wolnymi rodnikami wspomagają naszą skórę antyoksydanty. Przeciwutleniacze, które spotykamy w naszych kremach to najczęściej flawonoidy, koenzym Q10,

polifenole czy witaminy A, C i E. Generalnie, witaminy niosą dla naszej skóry wiele dobrego – działają nawilżająco, regenerująco, przeciwzapalnie, czy ochronnie. Wspomniana już witamina A – popularnie zwana retinolem, działa na skórę normalizująco, aktywizuje odnowę komórkową, chroni ją przed promieniowaniem UVA, czy stymuluje metabolizm skóry. Najczęściej wykorzystywaną postacią witaminy B jest prowitamina B5 – D-pantenol. Głównym jej zadaniem jest nawilżanie, zapobieganie rogowaceniu i łagodzenie podrażnień. Przyspiesza też proces gojenia. Witamina E natomiast działa m.in. przeciwzapalnie. Należy wspomnieć również o witaminie C, posiadającej bardzo duży wpływ na jędrność, elastyczność i dobre ukrwienie naszej skóry. Spłyca też zmarszczki i wzmacnia naczynia krwionośne. Składniki złuszczające Składniki złuszczające najczęściej obecne są w kremach na noc, ponieważ w wielu przypadkach powodują nadwrażliwość skóry na działanie promieni słonecznych. W zależności od rodzaju kremu, często używanym składnikiem mającym za zadanie złuszczać naskórek i nie tylko – są kwasy. BHA lub AHA, zależnie od potrzeb naszej skóry.


AHA to kwasy owocowe, wśród których prym wiedzie kwas glikolowy. To dobre rozwiązanie dla tych, którzy cierpią z powodu przebarwień, problemów takich jak trądzik, czy łuszczyca, a także skóra odwodniona. Tak jak w przypadku kwasów BHA, warto podczas ich stosowania unikać ostrego słońca, dlatego są lepszym pomysłem na chłodniejsze miesiące.

zdrowie i uroda

pielęgnacja_

Kwasy BHA natomiast są łagodniejsze niż AHA i polecane szczególnie w przypadku cer trądzikowych i skłonnych do niedoskonałości. Kwasem BHA, na który natknąć można się w kosmetykach jest kwas salicylowy. Mniej dobroczynne Niestety oprócz wielu składników mających pozytywny wpływ na naszą skórę, wiele kremów zawiera substancje, którym z trudem przypisać można dobroczynne na nią działanie. Uczulają, podrażniają, zatykają, a jak pokazuje coraz więcej marek - wcale nie jest tak, że bez nich po prostu nie można. Lista substancji, których warto w składzie naszych kosmetyków unikać nie jest długa i skomplikowana, z czasem nabiera się wprawy i jedno spojrzenie na skład chemiczny kremu jest wystarczające. Niechlubny pochód otwierają syntetyczne konserwanty, a wśród nich parabeny, które są najczęściej stosowanymi konserwantami. Parabeny, które działają destrukcyjnie na florę bakteryjną w kremie, podobnie oddziałują również na tą na skórze, narażając ją na działanie czynników zewnętrznych i zmiany alergiczne. Kolejną grupę składników niepożądanych stanowią wszelkiego typu syntetyczne barwniki i substancje zapachowe. Niestety, pięknie pachnący i kuszący ładnym kolorem krem aż roi się od potencjalnych alergenów i czynników mogących wywołać podrażnienia. Nierzadko obecną w kremach i balsamach substancją pochodzenia zwierzęcego, która także posiada bardzo uczulające właściwości jest lanolina.

• FRYZJERSTWO • MAKIJAŻ • STYLIZACJA PAZNOKCI • PEDICURE

Baczną uwagę powinnyśmy zwrócić również na obecność w naszym ulubionym produkcie olejów mineralnych, czyli substancji pochodzących od ropy naftowej, takich jak parafina, czy petrolatum - wbrew pozorom efekt gładkiej i miękkiej skóry, jaki dzięki nim uzyskujemy wcale nie jest dla niej dobry. Oleje kumulują się w organizmie, ponadto tworzą na skórze warstwę nieprzepuszczalną dla powietrza i wody. Warto unikać również silikonów, które bardzo zapychają skórę i, tak jak oleje mineralne, są magazynowane w naszym organizmie. Tych wszystkich składników w kremach można i powinno się unikać dla dobra naszej skóry. Coraz więcej firm kosmetycznych decyduje się na rezygnację z nich i zastąpienie syntetycznych substancji tymi pochodzącymi z natury. Bezpieczny krem nie jest może tak atrakcyjny wizualnie i zapachowo, ale z pewnością jest dla skóry lepszy, niż cudo naszpikowane olejami, konserwantami i barwnikami. Zresztą marki specjalizujące się w kosmetykach naturalnych coraz częściej udowadniają, że te dobre kremy mogą równie pięknie pachnieć i wyglądać, a ich aplikacja w połączeniu ze świadomością, że dbamy o siebie bezpiecznie, jest wyjątkowo przyjemna. Magda Merta-Mączyńska smokyeveningeyes.blogspot.com

Krowoderskich Zuchów 16 ( budynek Torre Verona) Tel: 12 442 44 93

www.purediamond.pl


zdrowie i uroda

ranking kosmetyczny_

Sposób na paznokcia

Jesteś na wczasach. Chcesz by kolor na paznokciu trzymał się przez cały wyjazd? A może pędzisz na imprezę na plaży i nie masz czasu czekać aż lakier wyschnie?

K

ochamy podróże. Najbardziej za ich niespodziewaną naturę. Wybierając się w nowe miejsca, mamy nadzieję zobaczyć coś nieoczekiwanego, odkryć coś niespodziewanego, zachwycić się pięknem i zmieniać plan podróży, aby przeżyć jak najwięcej. W blasku słońca, czy w ulewnych deszczach chciałybyśmy wyglądać jak najlepiej. Często jednak nie ma czasu na makijaże, czy dobieranie odpowiednio modnej garderoby. Ale jednym z akcentów podkreślających nasze zaangażowanie na górskich szlakach, czy nurkując pod wodą, będzie estetyczny i trendy makijaż paznokcia. Jak jednak wiemy, nie jest łatwo o dobry utrwalacz czy wysuszacz do lakieru. Stąd postanowiłam Wam pomóc w dobraniu takiego podkładu pod lub na lakier, który pozwoli utrzymać manicure w jak najlepszym stanie. Bo przecież w podróży chodzi o to, aby cieszyć się chwilą, a nie przejmować strojami, makijażami - a tym bardziej paskudnie schodzącym lakierem z paznokcia. Oto kilka specyfików, które powinny Wam pomóc przetrwać najbardziej ekstremalne warunki.

Nail Tek, Formuła II Foundation Jest to formuła przeznaczona głównie dla paznokci miękkich i rozdwajających się. Poza znakomitą przyczepnością, umożliwiającą długie noszenie lakieru do paznokci (nawet najtańszego), posiada walory odżywcze. Naprawdę dobrze wygładza paznokcie. Nie jest to napisane na etykiecie, ale Nail Tek można również nakładać na płytkę po nałożeniu lakieru, dzięki czemu jeszcze lepiej chroni manicure, a ten utrzymuje się w nienaruszonym stanie około 5 dni. 84 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Ma jednak dwie wady: lakier pozostawia lekko matowe wykończenie i ma tendencje do lekkiego zażółcania płytki. Cena 55 zł /15 ml.

KillyS, Aktywny utwardzacz do paznokci Preparat pozwala utwardzić miękkie paznokcie, jednocześnie przedłużając trwałość lakieru. Wedle opisu, utwardzacz przeznaczony jest do miękkich i łamliwych paznokci, a wpływając na keratynę ma je wzmacniać. Z całą pewnością wpływa korzystnie na trwałość lakieru, lecz bardziej nakładając go pod lakier aniżeli na. Dodatkowo zwiększa połysk i ułatwia nanoszenie kolejnych warstw lakieru. W dodatku szybko schnie. Nie jest jednak prawdą, że ma wpływa na wzrost paznokcia. Jest też trudny w zmywaniu, ale może to być połączone z silniejszym wiązaniem, jakie zachodzi między emulsją a płytką paznokcia. Ma również dość intensywny, nieładny zapach. Cena ok 10 zł / 11 ml.

Rimmel, Nail Rescue, 2 Week Treatment Po pierwsze jest to kuracja dla zniszczonych paznokci, a po drugie utrwalacz dla lakieru. Preparat z pewnością utwardza płytkę i pomaga zapobiegać rozdwajaniu się paznokcia (co jak wiadomo również wpływa na utrzymanie manicure na paznokciu). Jednocześnie jako baza nie odpryskuje i nie zdziera się. Naniesiony na lakier nabłyszcza. Jest wydajna i nie gęstnieje w buteleczce. Minusem jest trudna dostępność. Nie jest również pomocny w kwestii szybkiego wyschnięcia. Cena to około 20 zł/12 ml

Sally Hansen, Insta Dri Preparat ten to inaczej 30-sekundowy wysuszacz do lakieru. Dodatkowo sprawia, że właściwy lakier utrzymuje się około tygodnia na

paznokciu. Posiada podwójne filtry przeciwko promieniom UV, które zabezpieczają lakier przed przebarwieniami. Zauważalny jest szybki efekt schnący. Emulsja jest łatwa w użyciu, nie gęstnieje i pozwala na łatwe naniesienie kolejnych warstw lakieru. Pięknie nabłyszcza i jest bardzo wydajna. Nie jest niestety prawdą, że Insta Dri pozwala wyschnąć paznokciom w 30 sekund. To proces trwający standardowo, a więc około 15 minut. Cena: około 35 zł / 13 ml.

Inglot, Inglot-Pro, Dry & Shine To płynny preparat nabłyszczający do lakieru do paznokci. Sprawia, że piękny połysk na płytce utrzymuje się przez parę dni. Ponadto wzmacnia również kolor i przedłuża trwałość lakieru na paznokciach. Można go użyć dla odświeżenia koloru. Producent twierdzi, że preparat przyspiesza schnięcie lakieru, co niestety nie jest prawdą. Cena to około 20 zł/15 ml. Pamiętajcie, że podstawą każdego udanego urlopu jest własny komfort. W jego skład można wliczyć nasz wygląd, a co za nim idzie - samopoczucie. Jeden mały akcent w postaci modnie pomalowanych i zadbanych paznokci (co w wypadku dobrej bazy nie zabierze nam dużo czasu) sprawi, że będziemy czuć się wygodniej. Asia Jawor www.styleworkshop.pl


zdrowie i uroda

trochę historii_

MEDYCYNA ESTETYCZNA Kobiety lubią brąz... czyli krótka historia pudru brązującego

M

ała czarna, torebka na łańcuszku, tweedowy żakiet oraz kultowe perfumy Chanel nr 5, to nie jedyne dzieła genialnej francuskiej projektantki - Coco Chanel. Do mistrzowskiego zestawu luksusowej kobiety należy jeszcze dodać Soleil Tan de Chanel – puder brązujący. Słynna Coco była miłośniczką spędzania wakacji w kurortach nadmorskich, gdzie korzystała nie tylko z kąpieli w morskiej wodzie. Była pierwszą, która epatowała swoją opalenizną. W 1923 roku spędziła słynne wakacje na Riwierze Francuskiej, całe lato opalając się na jachcie. Powróciła do Paryża z piękną cerą w kolorze złoto-brązowym. Kobiety bardzo szybko zachwyciły się jej karnacją i zaczęły się namiętnie opalać. Cztery lata później w brytyjskim Vogue pojawiła się pierwsza opalona modelka. Już wtedy zdawano sobie sprawę ze szkodliwości promieni słonecznych i dlatego Jean Patou w 1927 roku wynalazł pierwszy olejek do opalania o nazwie Chaldee. Od tego czasu modne stało się to, co jeszcze do niedawna było nie do pomyślenia. Przed tym jak słynna francuska kreatorka mody wylansowała modę na skórę muśniętą słońcem, a także na uprawianie sportu na świeżym powietrzu, przyzłocona słońcem twarz była tożsama z przynależnością do niższej klasy społecznej. Jednak wraz z nastaniem rewolucji przemysłowej zmieniło się i to. Teraz niższe warstwy społeczne pracowały w fabrykach bez dostępu do promieni słonecznych, a arystokracja oraz przemysłowcy bywali w nadmorskich kurortach oraz grywali w tenisa i inne sporty, korzystając ze świeżego powietrza za miastem. Jednocześnie istniała świadomość tego, iż nader entuzjastyczne podejście do opalania ma zgubny wpływ na zdrowie. Wiedziała to także Coco Chanel, dlatego też 1929 roku wylansowała pierwszą linię do opalania, markowaną swoim nazwiskiem, a w 1930 powstał pierwszy puder brązujący Solei Tan de Chanel. Dzięki temu kobiety mogły cieszyć się brązową karnacją przez cały rok, a moda na słoneczny make up trwa do dziś. Genialna projektantka stworzyła modę na zdrową opaleniznę, a marka Chanel kontynuuje dzieło wielkiej Coco. W 2009 roku Peter Philips, dyrektor kreatywny Chanel Makeup, postanowił przywołać wspomnienia sezonu wakacyjnego z przełomu lat 30. i wyprodukować nowoczesne bronzery w oparciu o tradycje marki. Powstała kolekcja Côte d’Azur, której kolorystyka przywodziła na myśl ciepły krajobraz Prowansji. W ślad za Chanel poszły także inne marki, dlatego na rynku mamy ogromny wybór kosmetyków brązujących oraz całą gamę cieni do powiek, które fantastycznie podkreślają brąz opalonej skóry. Nieprzerwanie od lat trzydziestych możemy cieszyć się cudowną opaloną karnacją bez ryzyka. Dziękujemy Ci Coco. Ania Jachimczak www.rebelstyle.eu

Mistrzostwo w odkrywaniu piękna trwałe usuwanie tkanki tłuszczowej i modelowanie biustu:

Body Jet skuteczne likwidowanie cellulitu

LipoShock, Body Health bezoperacyjny lifting twarzy i ciała:

thermolifting Zaffiro laseroterapia:

Dualis SP, Compact Flash medycyna estetyczna:

botox, wypełniacze, peelingi lekarskie

Kraków, ul. Biskupia 4, tel. 12 633 05 75 www.maestria.krakow.pl

Promocje LIPOLIZA + BODY HEALTH - W PAKIECIE OSZCZĘDZASZ 300 ZŁ WYBIERZ PRINCESS VOLUMA, A ZABIEG PIELĘGNACYJNY NA CIAŁO OTRZYMASZ GRATIS

FOTOODMŁADZANIE RABAT 15% NA HASŁO LOUNGE


zdrowie i uroda

NAJWYŻSZE STANDARDY W NAJLEPSZEJ CENIE. euroGYM Rekreacja & Fitness ul. Sołtysa Dytmara 3 (Salwator Tower) tel.: 12 383 41 05

MOCNE RAMIONA I PŁASKI BRZUCH. Ty razem ćwiczymy mięśnie brzucha i ramion. Przygotujmy ciało na czerwcowe wycieczki rowerowe.Mocne ramiona to podstawa, kiedy chcemy pożeglować po jeziorze, narąbać drewna do ogniska, zbudować dziecku tamę w rzece. Piękny brzuch, to podstawa, kiedy chcemy zaimponować dziewczynie w Kryspinowie, lub kolegom podczas meczu siatkówki na krakowskiej plaży. Trener Eurogym Mirek, zaprezentuje naszym czytelnikom kilka „pozornie prostych” ćwiczeń. Dalej Panowie! Dacie radę!

• Wiosłowanie.

- ćwiczenie na mięśnie najszersze grzbietu. Pozycja wyjściowa: siedząca, nogi podkurczone, ręce wyciągnięte przed siebie. Ćwiczenie główne: przyciąganie i prostowanie rąk z jednoczesnym rozchylaniem i ściąganiem łopatek. Zalecane 4 serie po 20 do 40 powtórzeń.

• Wznosy kolan ze skrętem tułowia.

• Wykop z uderzeniem.

Pozycja wyjściowa: wyprostowana, ramiona uniesione do kąta prostego względem tułowia. Ćwiczenie główne: wznosy kolan z naprzemienną rotacją tułowia do wysokości łokcia. Zalecane 4 serie po 15 do 25 powtórzeń.

Pozycja wyjściowa: naprzemiennie noga lewa i prawa w wypadzie, ręce w pozycji gardy na wysokości głowy. Ćwiczenie główne: wymach nogi zakrocznej z jednoczesnym wyprostowaniem się do pozycji i przeciwstawnym uderzeniem ręką przed siebie. Zalecane 3 do 4 serii na stronę po 10 powtórzeń. Ciężar dobieramy indywidualnie do możliwości (sugerowany: od 1 kg do 4 kg).

- ćwiczenie kompleksowe na mięśnie brzucha, ramion, nóg i pośladków.

-ćwiczenie na mięśnie nóg, dwu – czterogłowego z pełną pracą mięśni ramion.

• Wznosy doboczne.

- ćwiczenie na mięśnie ramion i barku. Pozycja wyjściowa: leżąca, nogi podkurczone, ręce wyprostowane wzdłuż ciała. Ćwiczenie główne: Odwodzenie ramion do kąta prostego na wyprostowanych rękach, Zalecane 4 serie po 12 do 15 powtórzeń. Ćwiczenia prezentuje Mirosław Patucha - instruktor karate z trzydziestoletnim doswiadczeniem. Instruktor kulturystyki i fitnessu, fizykoterapeuta i masażysta. Ratownik WOPR i nauczyciel pływania. 86 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


Na poprawę nastroju

uśmiech* *Badania naukowe dowiodły, że 30 sekundowy, nieprzerwany śmiech powoduje poprawę naszego nastroju na cały dzień.

Jeśli z jakichkolwiek powodów wstydzisz się swojego uśmiechu, skonsultuj się ze specjalistami z gabinetów Stomatologii Cichoń. Spełnimy każde Twoje marzenie o pięknym i zdrowym uśmiechu.

Stomatologia CICHOŃ

Stomatologia

Telefon: +48 12 421 07 43 adres mailowy: biuro@stomatologiacichon.pl adres kliniki: 30-108 Kraków, ul. Lelewela 13 www.stomatologiacichon.pl www.facebook.com/stomatologiacichon


Twarze Przy Barze

Business Fashion Night Po raz pierwszy w Krakowie odbyła się impreza promująca modę w biznesie pod hasłem „Business Fashion Night”. W stylowych wnętrzach hotelu Andel’s zgromadziło się prawie 200 biznesmenów, by poznać tajniki biznesowego dress code.

foto: M. Urban, Kuba ‘mr Q’ Gil

21 maja 2011

Dżojn our Fan page na Facebooku. Wygrywaj wejściówki na najciekawsze imprezy w mieście, zdobywaj płyty z ulubioną muzyką, poznawaj nowych ludzi. Zostań częścią Lounge Magazyn na www.facebook.com/loungemagazyn


// // // //

lounge

DESIGN DOM I WNĘTRZA MOTOLOUNGE TECHNOLOUNGE


motolounge

czterema kółkami w wakacje_

Samochodowy kemping Z

bliża się lato, pora roku, w której najchętniej wybieramy się na wakacje. Często wyjeżdżamy nad morze, jeziora, w góry, docelowo w jedno miejsce. A może w tym roku warto spróbować czegoś innego, zwiedzić kilka ciekawych i przyjaznych miejscowości? Dobrze trafiliście, mamy dla Was pomysł na wypoczynek. Pomyślicie, że urlop w samochodzie to raczej nie jest wymarzony relaks, bo cóż to za przyjemność spać na siedząco za kierownicą? Nic bardziej mylnego, wystarczy tylko odpowiednie auto. Samochód zwany camperem to nic innego jak „jeżdżąca przyczepa kempingowa”. Wypad z rodziną bądź przyjaciółmi na taką wyprawę to relaks i dobra zabawa. Auta te, wyposażone są w kuchnię z lodówką, łóżka, stół, telewizor z odtwarzaczem dvd, toaletę, a nawet prysznic - jednym słowem jeżdżący pokój hotelowy okrojony o recepcję i obsługę. Najbardziej wymagającym, ceniącym luksus polecamy HymerLiner 839 na podwoziu seryjnym Iveco Daily 65C 18. Jest to 3-litrowy 90 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Turbodiesel o długości ponad ośmiu metrów, z pełnym wyposażeniem, czterema miejscami do spania i osiągający moc 177 KM. Natomiast tym, którym stawanie na portfelu nie dodaje wzrostu, pozostaje kupno używanego campera, np. Forda Hehn 2.5TD, posiadającego moc 86KM. Może nie ma szału i komfort nie powala na kolana, ale jest radość z wypoczynku na łonie natury. Jeśli ktoś nie jest przekonany do kupna mieszkanka na kołach, może je wypożyczyć

nawet na jedną dobę. A jeśli nie, bierzcie osobówkę i przyczepę kempingową. Pociągnij przyczepę Samochody, które najlepiej nadają się do ciągnięcia przyczepy i wygodnego podróżowania to diesle, posiadające moc powyżej 100KM w wersji nadwozia kombi. Moc ma tutaj ogromne znaczenie, gdyż przyczepa kempingowa to dodatkowy balast dla samochodu. Wyobraźcie sobie auto z małą mocą, podpiętą przyczepą, wjeżdżające pod


motolounge

Wnętrze HymerLinera

górkę. Problem? Raczej tak i to nie tylko dla samego urlopowicza, którego zmęczy trasa, ale również dla innych użytkowników ruchu drogowego. Tak więc podajemy samochody, które takich niechcianych sytuacji na drodze nie dostarczą. Ford Mondeo 2.0 TDCI Titanium X to jeden z najlepszych wyborów. Francuz ma moc 140KM co nie sprawi kłopotu na drodze, a ciężar przyczepy odczuje, jak my komara na plecach. Wielkość samochodu sprzyja podróżującym, a spory bagażnik pomieści torby 5-ciu osób, bez zmartwień o brak miejsca. Następny pojazd, świetnie

nadający się na kemping to Skoda Octavia Scout 2.0 TDI. Auto osiąga moc 140KM i jest połączeniem rodzinnego kombi z terenówką, co oczywiście nie świadczy, że można go nazwać autem terenowym. Jest to wciąż rodzinny samochód, tylko że z napędem 4x4. Żadna trasa mu nie straszna, nawet zimą. Kolejnym konkurentem wyżej wymienionych jest Volkswagen Passat Variant - o takiej samej mocy i pojemności jak poprzednicy. Jest to szósta odsłona (B6) tego modelu, a każda cieszy się sympatią i ma wielu nabywców.

Mógłbym się rozpisywać o innych wersjach silnikowych tych samochodów, przyspieszeniu 0-100, prędkości maksymalnej etc., ale chodzi przecież o dobre auto na kemping, umożliwiające wygodne i szybkie podróżowanie, bo przecież lepiej pieniądze przeznaczyć na wypoczynek niż na tankowanie. Jeśli jednak ktoś nie ma co podpiąć do haka holowniczego, to niech wrzuca namiot do bagażnika i hej przygodo! Marek Kaczmar

Marek Kaczmar

Lamborghini Aventador zostało zaprezentowane w marcu tego roku w Genewie, a początek sprzedaży planowany jest na lato. Supersamochód napędza widlasta dwunastka 6.5l, osiągająca moc 700KM i moment obrotowy 690Nm . Prędkość maksymalna to 350km/h, a „setkę” na liczniku widać po 2,9s.

Porshe Panamera Turbo S jest wzmocnioną wersją „starej” Panamery. Samochód ma pod maską 4,8-litrowy silnik V8, generujący 550KM i moment obrotowy 800Nm. Przyspieszenie 0-100 wynosi 3,8s, a prędkość maksymalna 308km/h. Nieźle jak na czterodrzwiowe auto luksusowe.

Aston Martin Zagato V12 Samochód powstał przy współpracy z włoskim studiem designu Zagato. Dwunastocylindrowy silnik dysponuje mocą powyżej 510KM i momentem obrotowym 560Nm, a pierwszą „setkę” osiąga w mniej niż 4 sekundy. Aston Martin Zagato został zaprojektowany na 50. rocznicę wyprodukowania Astona DB4GT Zagato, pierwszego samochodu powstałego w wyniku współpracy obu firm. ...because quality matters lounge magazyn

91


technolounge

gadżety... w podróży_

Lokalizator GPS Bushnell BackTrack Bushnell BackTrack to lokalizator GPS, a także kompas, który wyznacza kierunki oraz podaje odległość do jednego z trzech zapamiętanych wcześniej punktów. Już teraz bez obaw można oddalać się od wakacyjnego ośrodka, nie martwiąc się o to, że powrotna droga zostanie zapomniana. Lokalizator jest także bardzo przydatny podczas wycieczek własnym samochodem. Bywa tak, że zaparkowany samochód „zapada się pod ziemię” i jego odnalezienie graniczy z cudem. Wówczas pomóc może Bushnell BackTrack, który odnajdzie auto i pozwoli zaoszczędzić mnóstwo czasu.

Car Camera Voyager Pro SmartCap Jak podają statystyki najczęstszymi przyczynami wypadków drogowych są zmęczenie oraz jazda po alkoholu. O ile z tym drugim raczej walczyć nie można, gdyż głupota ludzka nie zna granic, tak w walce z tym pierwszym pomóc ma SmartCap. SmartCap, to produkt australijskich naukowców, który monitoruje aktywność umysłu podczas jazdy samochodem i wysyła sygnały ostrzegawcze w przypadku wykrycia w mózgu oznak zmęczenia. Czapka powinna być dostępna w sprzedaży jeszcze w tym roku, cena nieznana. Więcej na: www.smartcap.com.au

Wakacyjne wypadki i kolizje nie należą do przyjemnych rzeczy, tym bardziej jeśli osoba, która je spowodowała całą winę próbuje zrzucić na Ciebie. Rozwiązaniem takiego właśnie problemu jest Car Camera Voyager Pro- kamera z wbudowanym GPSem. Urządzenie automatycznie wykrywa takie zdarzenia jak wypadek, czy wstrząs, i rejestruje je na karcie SD. Wówczas nagrany film pozwala policji ukarać prawdziwego sprawcę całego zajścia.

Lornetka z aparatem cyfrowym Bushnell Iviev 7X18 Kolejny produkt amerykańskiej firmy Bushnell, która jest znanym producentem lornetek. Tym razem oferuje ona użytkownikowi obiektyw o średnicy 18mm i stałe siedmiokrotne powiększenie. Lornetka wyglądem przypomina aparat z dwoma obiektywami, dzięki którym fotograf może wyszukiwać ciekawe obiekty za pomocą lornetki i uwieczniać je w postaci zdjęć. Prezentowane urządzenie jest niewielkich rozmiarów, co daje jego posiadaczowi możliwość przewożenia go w plecaku, czy torebce. Cena: ok. 189 zł.

Więcej na temat gadżetów i nowych technologii zobaczysz na www.webshake.tv Webshake.tv to lifestylowa telewizja internetowa znana dotąd głównie z jednego flagowego programu o aplikacjach webowych, najciekawszych telefonach oraz ciekawostkach ze świata internetu i nowych technologii. Od marca na stronie telewizji można jednak znaleźć już nie tylko jeden, a szereg regularnych, cotygodniowych programów tematycznych. Jest wśród nich program Mobzilla z recenzjami najlepszych smartfonów dostępnych na rynku, program Clicker o aplikacjach internetowych, HackPC ułatwiający codzienną pracę z komputerem oraz program EKGames poświęcony branży gier. Ponadto znany już internautom podcast The Geek Show oraz dotychczasowy program w nieco innej formule i pod zmienioną nazwą. www.webshake.tv www.facebook.com/webshaketv 92 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


technolounge

gadżety... w podróży_

PhoneGuard’s Drive Safe Każdy zdaje sobie sprawę z tego, że pisanie smsów w trakcie jazdy jest bardzo niebezpieczne. Mimo tego, często bagatelizujemy to zagrożenie i nie zdając sobie sprawy z konsekwencji takiego zachowania wyciągamy telefon i smsujemy. Istnieje jednak możliwość zażegnania tego niebezpieczeństwa. Aplikacja PhoneGuard’s Drive Safe zainstalowana na smartphonie, poprzez wykrycie ruchu samochodu zablokuje nam opcję pisania wiadomości. Oprócz tego uniemożliwi nam granie na komórce, a także przeglądanie Internetu.

Translator Ectaco EP900 Częstą przyczyną niepowodzeń naszych wypraw zagranicznych są problemy w porozumiewaniu się z miejscowymi ludźmi. Problem ten można jednak w prosty sposób rozwiązać dzięki translatorowi Ectaco EP900, który dzięki 180 obsługiwanym językom i dialektom jest w stanie nawiązać kontakt z mieszkańcami wielu krajów świata. Dzięki lektorowi, który dostępny jest także w niektórych językach, można sprawdzić wymowę wpisanego wyrazu i w związku z tym nie narażać się na wszelkiego rodzaju nieporozumienia. Nie namawiamy jednak do zaprzestania nauki języków, gdyż translatory mają to do siebie, że lubią popełniać błędy.

Nawigacja VDO Dayton PN 4000 TSN Kolejna nawigacja, która tym razem oprócz standardowych funkcji GPS oferuje także możliwość oglądania telewizji. Produkt firmy Drabpol, to świetne urządzenie zwłaszcza dla tych, którzy w podróży spędzają znaczną część swojego życia. Mowa tu przede wszystkim o zawodowych kierowcach, którzy dzięki temu gadżetowi podczas przerw są w stanie oglądać swoje ulubione programy będąc „w trasie”.

Silva Solar Brak baterii zapasowych to częsty problem wszystkich podróżników, którym urządzenia elektroniczne z powodu wyczerpania baterii odmawiają posłuszeństwa. Baterie te jednak można naładować w bardzo prosty sposób. Silva Solar to bateria słoneczna pozwalająca na ładowanie baterii typu AA, czyli tzw. paluszków, bez dostępu do sieci elektrycznej. Urządzenie jest bardzo lekkie i poręczne, a całkowite naładowanie dwóch baterii w słoneczny dzień trwa zaledwie 5 godzin.

Sanyo Xacti VPC-CA102YL - stylowa kamerka na wakacje Sanyo Xacti VPC-CA102YL to niewielka kamera, której największą zaletą jest możliwość kręcenia filmów pod wodą. Oferuje 2,7 calowy wyświetlacz LCD, który można obracać o 285 stopni. Kamera ta ma obiektyw z 5-cio krotnym zoomem optycznym oraz pozwala na zapis filmów w rozdzielczości Full HD 1080p. Szczelna obudowa pozwala nie tylko na zabawę z urządzeniem pod wodą, ale także chroni sprzęt przed wewnętrznymi zabrudzeniami. Jej niewielkie rozmiary idealnie nadają się do wszelkiego rodzaju podróży i wycieczek. 94 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Maska do nurkowania z kamerą Nietypowe urządzenie, które pozwoli na kręcenie filmów pod wodą. Maska z wbudowaną kamerą jest w stanie kręcić filmy na głębokości nawet do 30 metrów! Pliki wideo mają bardzo dobrą rozdzielczość (1280x960pikseli) i zapisywane są w wewnętrznej pamięci urządzenia o pojemności 4GB. Cena ok. 350 zł.


design

dom i wnętrza_

96 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


design

dom i wnÄ&#x2122;trza_

...because quality matters lounge magazyn

97


przewodnik po dobrych firmach_

pasaż

98 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


pasaĹź

przewodnik po dobrych firmach_

reklama w lounge - (012) 633 77 33 - info@loungemagazyn.pl ...because quality matters lounge magazyn

99


ostatnia strona_

Pozatym

Podróżować każdy może

Namnożyło się nam w ostatnich kilku latach wszelkiej maści podróżników. Idę o zakład, że słowo „podróże” widnieje jako hobby w przynajmniej co trzecim CV. Polacy podróżują na potęgę. Do Włoch, do Hiszpanii, na Chorwację, do Egiptu, do Chin czy na Kubę nawet. Hohoho! - jak mawiał mistrz z trylogii Świetlickiego.

P

odróże mistrza ograniczały się do obszaru mniej więcej kilometra kwadratowego w okolicach Małego Rynku. Raz wybrał się na Kazimierz, co było dla niego wyprawą jak na Antypody. Dla usprawiedliwienia tej ignorancji eksploracyjnej mistrza powiedzmy, że jako detektyw-kloszard nie posiadał grosza przy duszy, a na korzystanie z autostopu był chyba po prostu za stary. Mniejsza jednak o niego, bo to postać fikcyjna, dla większości Polaków przecież świat od jakiegoś czasu stoi otworem. Dla tych trochę biedniejszych, dzięki tanim liniom lotniczym (no, wtedy jedynie Europa), a dla tych nieco bogatszych – dzięki liniom zwykłym. Wystarczy wsiąść w samolot – i fruu! Momentalnie stajesz się podróżnikiem. I możesz potem o wyprawie wszystkim naokoło opowiadać. Mówić, jaka to Krzywa Wieża jest krzywa, jaki to ten Wielki Mur wielki. I się pochwalić swoją pasją podróżniczą na Goldenline czy innym Facebooku. To nic, że większość tych dwóch tygodni tak naprawdę spędziłeś w klimatyzowanym hotelu. Albo wylegując się na plaży. To nic, że takie „podróże” nie mają nic wspólnego z poznawaniem obyczajów, kultury, nie mówiąc o języku mieszkańców danego kraju. Ważne, że odfajkowane. Odwiedziłeś egzotyczny kraj. W przyszłym roku poznasz kolejny. Zazwyczaj na taką wyprawę podróżujący zabiera ze sobą, poza naturalnie rodziną lub znajomymi - aparat fotograficzny. Bo przecież zbrodnią byłoby nie uwiecznić (kolejnej) podróży życia na kliszy (przepraszam: w komputerze). Staje się więc fotografem (co oczywiście może wpisać w CV). Po powrocie z eskapady zamęczającym swoich bliższych i dalszych znajomych pokazywaniem kilkuset albo i kilku tysięcy fotografii. Nigdy w naszym kraju nie mieliśmy tylu podróżników ani fotografów. A tym bardziej podróżników i fotografów w jednym. A ich liczba pewnie będzie jeszcze rosła. Fotografia może nie, ale podróżowanie dla relaksu było jeszcze

całkiem niedawno uważane za w miarę elitarną formę spędzania wolnego czasu, jak dajmy na to tenis. Jeszcze z dekadę temu jak ktoś wyjeżdżał za granicę, to zazwyczaj do pracy. Teraz nawet niezbyt bogaci obywatele naszego pięknego kraju mogą być światowymi turystami. Prawdziwy triumf demokracji i równości, można powiedzieć. Żeby tylko, jak w przypadku podróżników brytyjskich, nie przerodziło się to w triumf ochlokracji. Każdy wie, że opinii na Zachodzie nigdy nie mieliśmy najlepszej. Do niedawna w Europie uważano, że - parafrazując słynny cytat z komedii Barei - każdy Polak to złodziej. I biedny. Ileś tam lat temu przez Polaków bankrutowała mała gastronomia na południu Francji, bo nasi rodacy nie chcieli tam niczego kupować, zadowalając się przywiezionymi z rodzinnego kraju konserwami. Nie wiem, jak to wygląda teraz, ale wydaje mi się, że nasz model podróżowania się jednak zmienia, a najbardziej postępowe są w tej kwestii nasze panie, przodujące w seksturystyce. Wprawdzie zazwyczaj tylko do jednego kraju, ale zawsze coś. Kto widział dokument Darling, Aj law ju, ten wie, o czym mówię. W tym filmie Polki przebywające w Egipcie opowiadają o swoich erotycznych podbojach, a właściwie o erotycznej uległości wobec śniadych, przystojnych Egipcjan. Ci są super: szarmanccy, mili i ciągle mówią, że kochają. W zamian nie oczekują w końcu tak wiele: ot, czasem się im kupi komórkę, zaprosi do dobrej restauracji, itp. Polscy faceci za to, wg bohaterek filmu, są be i w ogóle do kitu. Podobnie, za beznadziejnych uważają swoich rodaków Szwedki, które seksturystykę uprawiają z powodzeniem od lat. Teraz zresztą pewnie wyjazdy pięknych dam ze Szwecji w celach erotycznych przybiorą jeszcze na sile. Niedawno w Szwecji wprowadzono nowe prawo antydyskryminacyjne, w celu ochrony kobiet, i już wywołało to spore protesty. Protestują głównie kobiety. Bo teraz ponoć już za to, że popatrzył się na przedstawicielkę płci pięknej, Szwed może

temat wydania lipiec-sierpień:

’woda’

rekreacyjnie, urlopowo, zdrowotnie, sportowo, modowo... Jeśli masz coś ciekawego do powiedzenia w tym temacie, dysponujesz ciekawym materiałem lub chcesz zaprezentować swoją firmę - odezwij się do nas! Na materiały czekamy do 20 czerwca. 100 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

zostać oskarżony o dyskryminację. Zazwyczaj woli więc nie ryzykować i popatrzeć w kierunku przeciwnym. Wskutek czego faceci w Szwecji, na których już wcześniej obywatelki tego kraju mocno narzekały, stają się jeszcze bardziej wykastrowani i sfrustrowani. Kobiety mają trochę lepiej, bo u nich rośnie tylko poziom frustracji. Z oczywistych chyba względów wolałbym, by Kraków nawiedzały grupy pięknych Szwedek niż hordy nawalonych jak stodoła Brytyjczyków. No ale jest jak jest. Obywatelki Szwecji wolą pewnie cieplejsze kraje. A co do turystów zza kanału La Manche, nie będę, jak wielu posiadających hobby: podróże i fotografia, czyli mało oryginalny; nie zamierzam więc sie tu rozpisywać o chamstwie, głupocie i tym podobnych rzeczach Brytyjczyków (nie wszystkich, podkreślmy). Wspomnę za to tym, jak stereotypy są czasem krzywdzące (hm, zamotałem się – jednak nie będę oryginalny). Otóż, poznałem w życiu kilka ciekawych person z Wielkiej Brytanii. Wszystkie one – wiem, że może niełatwo w to uwierzyć – Kraków i ogólnie Polskę chwalili. Miejsce, ludzi, kulturę. Amerykanie zresztą podobnie. Pewien poznany przez mnie facet z Bostonu tak bardzo zachwycił się poezją Herberta, Miłosza i Szymborskiej, że zapragnął poznać kraj ich pochodzenia. I został w nim na stałe. Wspomniani wyżej ludzie byli otwarci na świat, uwielbiali rozmowy, przepełniała ich poznawcza pasja. Czyli należeli do zupełnie innego gatunku niż typowi podróżnicy. Tacy, których nienawidził Claude Levi-Strauss, najbardziej znany antropolog dwudziestego wieku. Mawiał on, że podróżnik to taki człowiek, który ogląda swoimi oczami kompletnie sobie obcych ludzi, a potem opowiada wszem i wobec o ich dziwactwach, nie zdając sobie sprawy z tego, że tamci ludzie tak samo śmieją się z niego. Jeśli dla kogoś brzmi to znajomo, to - no cóż… Bo obecnie tak jak i śpiewać, podróżować (i fotografować) każdy może. Jeden lepiej, a drugi… Wojciech Klęczar


UL. RACŁAWICKA 26 TEL. 12 357 73 57

make-up: Beata Gładysz foto: www.f4studio.com

stylizacja: Agnieszka Regina Łatka II miejsce w tegorocznym konkursie STYLE MASTERS 2011


Lounge | No 32 | czerwiec 2011  

Wysokiej jakości magazyn lifestyle'owy. Bezcenny. High quality lifestyle magazine. Priceless.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you