Page 1

bezcenny

70

#

LOUNGE MAGAZYN | NR 70 | KWIECIEŃ 2015

ISSN 1899-1262

WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL


szukaj nas:

GALERIA KAZIMIERZ (p. 0) UL. PODGÓRSKA 34

P. H. ZAKOPIANKA (p. 0) UL. ZAKOPIAŃSKA 62 www.organique.pl

2


kosmetyki inspirowane naturÄ…

1


REDAKTOR PROWADZĄCA

NATALIA CZEKAJ

BASIC

Wracamy do korzeni, do tego, co w życiu podstawowe i pewne, w kuchni najprostsze a zarazem najsmaczniejsze, a w modzie minimalistycznie doskonałe, jak idealnie skrojona para dżinów w duecie z perfekcyjnie białym T-shirtem.

dowych, kulinarnych, designerskich, tych najświeższych i niemal już zapomnianych miejscach w Krakowie. I w końcu – podpowiadamy parę banalnie prostych ćwiczeń, dzięki którym szybko pozbędziemy się niechcianych boczków przed latem.

Zabieramy Was w fascynującą podróż po filipińskich bezdrożach, na których spotykamy tłumy interesujących ludzi, przypominających nam, jak niewiele potrzebujemy do szczęścia. Z rozkoszą rozczłonkowujemy kuchenne smaki na czynniki pierwsze, by połączyć je na nowo w sposób niemal magiczny – zdradzając tajniki kuchni molekularnej. Opracowujemy przewodnik po najpiękniejszych mo-

Tak, czasem rzeczywiście niewiele trzeba, by skutecznie poprawić sobie humor na dłużej. Na dobry początek – polecamy zatopić się w lekturze nowego „Lounge” - najlepiej na trawie, w słoneczny dzień, z drinkiem w dłoni (rozmarzyłam się – ale tak, mam nadzieję, że kwiecień zaskoczy nas jeszcze nieco bardziej wiosenną aurą). Życie od razu będzie piękniejsze!

WSPÓŁPRACA: Agnieszka Bień, Karolina Ciochoń, Ada Cybulska, Anna Irsa, Olivia Kłusek, Aleksandra Kosarska, Ada Palka, Ewa M. Pawłowska, Elvis Strzelecki, Adrian Suszczyński, Michał Sztorc, Malwa Wolska, Michał Zębik

REDAKCJA:

redaktor naczelny / reklama

ILUSTRACJE: Magdalena Żmijowska www.zmijowska.pl

zastępca redaktora naczelnego

Monika Gąsiorek-Mosiołek monika@loungemagazyn.pl

grafika / skład

redaktor działu Kultura

Michał Adamiec

Natalia Czekaj

michal@loungemagazyn.pl

Wydawca: MEDIA LOUNGE S.C. Redakcja Lounge Magazyn ul. Romanowicza 4/536, Kraków info@loungemagazyn.pl | tel. (12) 633 77 33

natalia.czekaj@loungemagazyn.pl

bezcenny

70

# ...bo jakość ma znaczenie

2

redaktor działu Kulinaria

dział Literówek i błedów

Agnieszka Majksner

Żulian

agnieszka.majksner@loungemagazyn.pl

chochlik@loungemagazyn.pl

KWIECIEŃ

agnieszka.sochacka@loungemagazyn.pl

KRAKÓW - WARSZAWA - KATOWICE - TRÓJMIASTO

Agnieszka Sochacka

kultura | sztuka | wydarzenia | lifestyle | moda | uroda | zdrowie | gadżety | design

reklama

LOUNGE MAGAZYN | NR 70 | KWIECIEŃ 2015

ISSN 1899-1262

WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL

Modelka Anna Nocoń - Fashion Color Zdjęcia Michał Massa Mąsior - madmassa.com Stylizacje Gosia Kuniewicz - Osa Osobista Stylistka Fryzury Alicja Chawrona - Chmiest Academy of Hair Design Mua Paulina Tomasik Buty TKMAXX

70

Poglądy zawarte w artykułach i felietonach są osobistymi przekonaniami ich autorów i nie zawsze pokrywają się z przekonaniami redakcji Lounge. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów i zdjęć bez zgody redakcji jest niezgodne z prawem.


muzyka

a k w 贸 Maj /

a r o i z e j .rodku ws

Sila K/Olsztyna

HOTEL ROKU

2014 w kat. SPA

www.hotelmarinaclub.pl

3


PROSTO

ADRIAN SUSZCZYŃSKI absolwent Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ, gdy nie pisze jednym zdaniem, jest „prawie” przykładnym ojcem i mężem, chyba, że akurat siedzi w pracy w Agencji Reklamowej, lub rozbija się po lesie na rowerze.

JEDNYM ZDANIEM:

felieton

Ż

ycie zasadniczo jest proste, człowiek się rodzi, żyje, a na końcu umiera, prościej się nie da, wszystko ma swój początek, środek i koniec, przynajmniej teoretycznie, bo mam takie wrażenie, że ludzie mają problem z przyjmowaniem faktów i ogólnie rzeczywistości jako takiej, bo tak od końca poczynając, zgodnie z maksymą w życiu pewne są dwie rzeczy: 1. To, że trzeba płacić podatki; 2. To, że trzeba umrzeć; niepłacenie podatków zazwyczaj* kończy się wizytą w godzinach wczesno-porannych smutnych Panów, którzy po tym jak wyważą drzwi krzyczą GLEBA!, wykręcają ręce, na które zakładają niezbyt eleganckie bransoletki i wiozą w mało komfortowych warunkach na przymusowy pobyt w ośrodku, którego wypoczynkowym nazwać raczej nie można, celem spędzenia tam czasu wyznaczonego przez sąd na przemyślenie tego, czy nie lepiej jednak było te podatki płacić, a to wszystko na koszt tych, co wspomniane podatki zdecydowali się płacić (taki paradoks), punkt drugi, choćby nie wiem co, śmierci oszukać się nie da, po prostu się nie da, można próbować, na przykład oczywiście jak się posiada bardzo dużo pieniędzy zapakować się do zamrażarki, zwłaszcza, że jest to kompletna bzdura, Pan Disney po śmierci został poddany kremacji i pochowany, nawet gdyby było inaczej tak czy inaczej zakładając, że cała operacja zamrożenia i odmrożenia by się powiodła w końcu i tak by umarł, na mniejszą skalę ludzie próbują się unieśmiertelniać przy pomocy różnych zabiegów medycznie podejrzanych poddając się operacjom plastycznym, przetaczając krew i różnych innych dziwnych pomysłów, które owszem wydłużą ich pobyt na tym świecie, ale natury oszukać się nie da, nadeszła wiosna, przyroda budzi się do życia, potrafimy dzięki współczesnej medycynie wiele zrobić by życie podtrzymać, ale życia stworzyć nie umiemy, możemy je wyhodować, odtworzyć, ale to wszystko, możemy do woli mutować pomidory, sklonować owcę Dolly, a nawet stosując zapłodnienie in vitro sprowadzić na ten świat człowieka, bo uważamy, że wszystko się nam należy, współczesny człowiek uważa, że wszystko mu się należy, nie potrafi się pogodzić z faktem, że czegoś nie może, przecież mamy XXI wiek, wszystko jest możliwe, nieważne, że wcześniej za przeproszeniem zawiązałem sobie jajka na supeł, bo nie chciałem zaliczyć „wpadki”, chciałem żyć tak jak mi się podoba, bez konsekwencji, łykałam codziennie przez ileś tam lat tabletki powodujące bezpłodność, a teraz chcę mieć dzieci i jesteśmy wielce zdziwieni, że „żołnierzyki nie chcą maszerować”, a przecież supeł, które je przed tym powstrzymywał już sobie odwiązałem, więc teraz chcę, więc ma działać, spędziłem ileś tam lat swojego życia „zajeżdżając” swój organizm do granic możliwości, jak przytrafiała się jakaś choroba, zamiast położyć się do łóżka, lepiej łyknąć magiczną tabletkę z reklamy i na pewno przejdzie, a przecież do pracy chodzić muszę, ku uciesze współpracowników, których też pozarażam, ale oni też wezmą magiczną tabletkę, wirus sobie będzie pięknie mutował, więc Panowie i Panie w białych kitlach zmajstrują w laboratoriach firm farmaceutycznych nowe lepsze tabletki i tak w kółko, a po latach prowadzenia gospodarki rabunkowej stwierdzam, że chcę założyć rodzinę, no bo znajomy ma, to ja też chcę mieć, wcześniej znajomy miał psa, fajny pies, to ja też chcę, więc sobie kupiłem, no fajny pies, ale mija czas i pies mi się znudził, a ja chcę jechać na wakacje,

to co ja z tym psem zrobię, a już wiem, wysadzę go po drodze na autostradzie, wpadnie pewnie zaraz pod ciężarówkę i po kłopocie, pomyślenie o tym, że ktoś nie spodziewając się psa biegającego po autostradzie i będzie próbował go ominąć powodując wypadek, a może nawet karambol, w którym zginie kilka osób, kolejnych kilkanaście zostanie rannych, to dość prosty łańcuch przyczynowo skutkowy i tylko jeden z przykładów absolutnego braku wyobraźni i przewidywania skutków swoich działań, a przecież to dość proste, człowiek lubi sobie życie komplikować, a nawet jak nie lubi, to zawsze znajdą się uprzejmi ludzie, którzy wykazując się sporym deficytem w myśleniu potrafią skomplikować życie wielu ludzi dookoła robiąc to w sposób nieświadomy, co zazwyczaj wynika z faktu nie potrafienia zobaczenia czegoś więcej niż czubka własnego nosa, który to stanowi kres horyzontu i barierę nie do przebycia, oczywiście, że można to tłumaczyć naturalnym instynktem samozachowawczym i tym, że człowiek z założenia jest istotą egoistyczną, w przeciwnym wypadku dawno by zginął, no a przecież jak każdy gatunek dąży do przedłużenia tegoż gatunku trwania, dlatego też dziwi mnie wielce, że ktoś wpadł na pomysł, że ludzie o orientacji odmiennej od tej, która przedłużenie gatunku umożliwia domagają się prawa do adoptowania dzieci, bo przecież im też się należy, to co ktoś robi w sypialni, czy też innej części mieszkania to jego prywatna sprawa i nie poza prasą brukową nikogo interesować nie powinno, natomiast zgrozę i przerażenie budzi we mnie pomysł, że dziecko, które koleje losu zaprowadziło do domu dziecka i wystarczająco już przez ten los zostało skrzywdzone miało trafić w ręce ludzi, którzy uważają, że pomimo tego, że natura odmawia im potomstwa posiadania i tejże naturze wbrew i tak postawią na swoim, nie wspominając już w ogóle o tym, że dzieci trafiają do rodzin zastępczych, które takimi rodzinami nigdy nie powinny być, bo się do tego po prostu nie nadają, no ale przecież nie ma się co dziwić, w końcu prawie za każdym razem jak media donoszą o rodzinnych mordercach, podpalaczach, dzieciobójcach itd., to sąsiedzi zawsze mówią, że to spokojni ludzie byli, nigdy nic się nie działo, a w ogóle, to przecież nie moja sprawa, z kolei opieka społeczna opiera się między innymi na wywiadzie środowiskowym, cokolwiek to jest, ale zakładam, że zawierają się w nim rozmowy z otoczeniem rodziny, która stara się o adopcję, no a przecież wszyscy mówili, że to normalni, spokojni ludzie, więc weryfikacja była pozytywna, a jak to się stało, że dzieci były bite, głodzone i nikt tego nie zauważył, najwidoczniej nie jest to już takie proste, no ale nie ma się czemu dziwić, że dla urzędników nic nie jest proste, jak na przykład jakiś czas temu Urząd Miasta Krakowa umieścił informację dla petentów, że w związku z wprowadzaniem ułatwień, które mają uprościć procedury, a co za tym idzie załatwianie spraw w urzędzie wystąpią utrudnienia z powodu wprowadzenia tychże ułatwień, czyli wcale proste to nie jest, więc nie wszystko jest takie proste jak się wydaje, albo właśnie wszystko jest proste, tylko jakoś tak wychodzi, że po prostu tego nie dostrzegamy kropka.

ADRIAN SUSZCZYŃSKI Skargi i wnioski: adrian.suszczynski@gmail.com

* Nie dotyczy osób posiadających na tyle dobrych prawników i księgowych oraz gór pieniędzy, żeby tego typu działania uprzedzić.

4


Centrum Urody Moss Zapraszamy tel.: 12 446 90 09 ul. Prochowa 9 31-532 Krak贸w www.moss.krakow.pl 5


DRUGIE URODZINY STOWARZYSZENIA KOBIETY I WINO!

fot. Bartosz Wąsik

fot. Bartosz Wąsik

imprezy, otwarcia

Francuska sommelier Corinne Gaudron-Van Beek, pierwsza kobieta, która wkroczyła w świat francuskiej gastronomii i win, wprowadziła nas w winny świat. Dorota Dias-Lewandowska, która przeprowadziła krótką prezentację swojej książki oraz przybliżyła zgromadzonym gościom kilka znaczących faktów na temat wina francuskiego. Najważniejszy punkt wieczoru, czyli prezentacja winiarzy oraz degustacja win francuskich, czyli, to na co wszyscy czekali nie zawiodła! Na miejscu można było skosztować wielu wyśmienitych win, od blado różowych po krwisto czerwone, od słodkich po wytrawne. Całość uświetnił recital piosenki francuskiej artystki kabaretu Camelot Jagi Wrońskiej.

fot. Bartosz Wąsik

W Pałacu pod Baranami w Krakowie odbyła się z tej okazji Wielka Degustacja Win Francuskich - było kobieco, francusko i bardzo winnie!

MAX MARA JESZCZE BARDZIEJ KOBIECA

fot. Jakub Gil

Nie mogłyśmy wymarzyć sobie lepszych atrakcji z okazji Dnia Kobiet. O nasz dobry nastrój zadbał tym razem salon Max Mara w Galerii Krakowskiej. Zgromadzone panie podziwiały tego wieczoru nową kolekcję ekskluzywnej marki, wymieniając się modowymi spostrzeżeniami i zasięgając porad specjalistów. Największą niespodzianką i zarazem gwoździem programu były matamorfozy pod okiem stylisty Tomasza Jacykowa – każda z nas miała okazję wrócić do domu jeszcze piękniejsza! Wiemy już doskonale, jak z klasą przywitać sezon wiosenno-letni.

fot. Jakub Gil 6

fot. Jakub Gil

fot. Jakub Gil


7


polecamy

Natalia Czekaj REDAKTOR PROWADZĄCA Dziennikarskie szlify zdobywała m.in. we „Wprost”, „Glamour” i „Piana Magazine”. W redakcji „Lounge” odpowiada za (te najbardziej i najmniej) kulturalne teksty, drobne poprawki, uspokajanie redaktora naczelnego i wysyłanie pogróżek niepokornym współpracownikom na dzień przed końcem składu. Prywatnie znana jako wielka fanka muzyki filmowej, słodyczy, poradników buddyjskich, koncertów rockowych, filmów Woody’ego Allena i dobrej zabawy – zawsze i wszędzie!

W KWIETNIU POLECAM... TEATR Chyba wszyscy doskonale pamiętamy wzruszającą historię o młodym chłopcu z robotniczej rodziny, Billym Elliocie, który ponad wszystko pragnie zostać profesjonalnym tancerzem baletowym – przynajmniej tę w wersji filmowej, reżyserowanej przez mistrza w obrazowaniu prostych, acz niemal zawsze wyciskających morze łez, opowieści – Stephena Daldry’ego. Ta z całą pewnością jest jedną z tych, które poruszają swoim przesłaniem – o roli ciężkiej pracy, zrzucaniu wszelkich mentalnych ograniczeń i (a jakże) nieskrępowanej sile marzeń. A wszystko to ubrane w nastrojową i świetnie wyważoną muzyczno-literacką formę. „Billy’ego Elliota” najzwyczajniej w świecie nie da się nie kochać (a jeśli się nie kocha, to chyba lepiej się do tego nie przyznawać!). Podobne odczucia towarzyszyły także i widzom zgromadzonym w największych teatrach całego świata. Musical Eltona Johna i Lee Halla, inspirowany autentyczną historią tancerza Royal Ballet, Philipa Marsdena, miał swoją premierę na londyńskim West Endzie w 2005 roku i grany jest tu do dzisiaj, a rezerwacje biletów dokonywane są już na cały 2015 rok. Nie cichną też jego pozytywne recenzje: Charles Spencer z „Daily Telegraph” napisał o nim :„największy brytyjski musical, jakie kiedykolwiek widziałem”, a „Daily Mail” nazwał go „arcydziełem teatralnym”. Produkcja broadwayowska została nagrodzona dziesięcioma Drama Desk, i dziesięcioma Tony Award, co mówi praktycznie samo za siebie. Ale ale, przechodząc do konkretów... Otóż, wspaniałe wieści są takie, że spektakl od 10 kwietnia zagości i w Polsce. Jako jedyny prawa do wystawienia sztuki otrzymał chorzowski Teatr Rozrywki – na zasadach licencji „non replika”, co daje ekipie realizatorskiej ogromne możliwości twórcze. Przekładu dokonał Michał Wojnarowski, reżyserem jest Michał Znaniecki, z kolei za scenografię odpowiada Luigi Scoglio, a choreografię – Katarzyna Aleksander-Kmieć. Z całą pewnością musical ma ogromny potencjał, a historia chłopca z ubogiej górniczej rodziny – i cały jej kontekst społeczno-polityczny – doskonale wpisują się w to, co kojarzymy ze Śląskiem. Czy jednak twórcy ten potencjał udźwigną? Z przyjemnością sprawdzę i podzielę się wrażeniami już wkrótce! ;)

WYSTAWA Pięknie, tak się w tej ekscytacji nad „Billym” zatraciłam, że na pozostałe – równie ciekawe! - wątki miejsce jakoś drastycznie się skurczyło. A więc krótko i konkretnie – jedną z najciekawiej zapowiadających się wystaw jest „PRAWDA PIĘKNO DOBRO. Z kolekcji Zachęty”, obszerna prezentacja najwybitniejszych dzieł polskiej sztuki współczesnej – od tych powstałych od lat 60. po prace najnowsze. Już od 15 kwietnia wybór prac z kolekcji Zachęty-Narodowej Galerii Sztuki będzie można obejrzeć w wyjątkowym budynku, Kamienicy Hrabiego Raczyńskiego przy placu Małachowskiego 2 w Warszawie. Wśród trzydziestu jeden artystów, obok bezdyskusyjnych klasyków (m.in. Henryk Stażewski, Alina Szapocznikow) pokazani zostaną najważniejsi artyści sztuki krytycznej (m.in. Zbigniew Libera, Joanna Rajkowska) oraz twórcy młodszego pokolenia (m.in. Julita Wójcik, Agnieszka Polska). Punktem kulminacyjnym będzie wideoinstalacja Katarzyny Kozyry „Święto wiosny”. I chyba nie trzeba dodawać nic więcej – szczerze polecam!

8

KSIĄŻKA Jedną z największych literackich sensacji jest obecnie intrygująca książka „Jak przestałem kochać design” Michała Wichy. Autor zabiera nas w okraszoną ciekawym humorem podróż przez lata studiów i pierwsze zawodowe doświadczenia, analizując jednocześnie swój zmieniający się stosunek do wzorów i przedmiotów. W wypełnionej barwnymi anegdotami opowieści nie zabrakło rozważań dotyczących estetycznych rozterek podczas wyboru urny na skremowane prochy; przewijają się i klocki Lego, dziwne czcionki, komputery a nawet karty do głosowania – rozmaite warianty subiektywnego piękna. Na pewno warto po nią sięgnąć, niezależnie od tego, czy kochacie design, czy też nie.


9


kalendarium

kwiecień 2015

RADAR KULTURALNY opracowanie: ALEKSANDRA KOSARSKA fot. materiały promocyjne

14-20.04 WROCŁAW

ŚWIATOWE ŚWIĘTO JAZZU WE WROCŁAWIU Biuro Festiwalowe Impart Jazz nad Odrą

Po hucznym pięćdziesięcioleciu, polskie święto jazzu wkracza w nowy etap pod przewodnictwem nowego Dyrektora Artystycznego – kompozytora i niezwykłego pianisty Leszka Możdżera. Podczas tegorocznego festiwalu Wrocław gościć będzie plejadę amerykańskich i europejskich gwiazd, zaprezentują się również młode talenty. Warto pojawić się tu nie tylko ze względu na muzykę – wydarzeniem towarzyszącym będzie wystawa fotograficzna z okazji pięćdziesięciolecia magazynu „Jazz Forum”. Porocznicowy Jazz nad Odrą zapowiada się znakomicie! Więcej na: jazznadodra.pl

OSTATNIE ZDJĘCIA Bunkier Sztuki Wystawa immediatus

fot. www.bunkier.art.pl

FILHARMONIA W RYTMIE ETNO Filharmonia Bałtycka – Klub Parlament

10

KRAKÓW

Dla miłośników fotografii Bunkier Sztuki przygotował niezwykłą wystawę prac Rolanda Wirtza - immediatus (łac. bezpośredni). Przedstawia ona miejsca historyczne i zupełnie anonimowe, w chwilę przed ich zniszczeniem. Jest opowieścią o micie przełomów – zarówno historycznych, jak i prywatnych. Znajdziemy tu miejsca, którym z czasem nadano miano pomników, ich złożone tożsamości i bogatą symbolikę zamkniętą w wielkoformatowy obraz fotograficzny. Zdjęcia wykonane są zapomnianą obecnie techniką Cibachrome, w której odbitka jest jednocześnie negatywem – nie da się ich powtórzyć, każde z nich jest więc zupełnie unikatowe. Więcej na: bunkier.art.pl

23-26.04 GDAŃSK Moira, główna gwiazda wydarzenia

Siesta Festival Piąta edycja Siesta Festivalu na gdańskiej Ołowiance z pewnością po raz kolejny zachwyci fanów muzyki etno. Główną gwiazdą będzie portugalska wokalistka – Mariza, dla której będzie to już drugi występ w Trójmieście. Jak co roku, goście mogą spodziewać się intymnych Nocy Fado – ekskluzywnych koncertów w kameralnej atmosferze, podczas których wystąpi śpiewak Helder Moutinho. Festiwal uświetnią także artyści z Angoli, Kamerunu i Wysp Zielonego Przylądka. Punktem kulminacyjnym wydarzenie będzie afrykańska fiesta w Klubie Parlament. Więcej na: siestafestival.pl

21.03-2.05


fot. www.zacheta.art.p

18.04-31.05 WARSZAWA

TAMY BEN-TOR & MIKI CARMI MŁODZI, OBIECUJĄCY ARTYŚCI JEDZĄ I UPRAWIAJĄ SEKS Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki

Wystawa Tamy Ben-Tor i Mikiego Carmi stanowi próbę zderzenia ze sobą dwóch silnych osobowości artystycznych, które pozornie nie łączy zbyt wiele. Jest rodzajem eksperymentu, wyzwaniem, jakie stawiają sobie sami artyści albo testem: czy para w życiu prywatnym sprawdzi się również jako duet artystyczny. Przede wszystkim jest to projekt bardzo osobisty – artyści angażują do swoich prac członków rodziny, traktując ich jako przedmiot badań i wystawiając na pokaz; analizują swoją tożsamość, by w końcu poprzez pracę w duecie dokonać wiwisekcji małżeństwa i zdefiniować relacje pomiędzy nimi. Sztuka miesza się z życiem prywatnym, osobne ze wspólnym.

11


film

PIĄTE: NIE ODCHODŹ MOCNY DEBIUT KATARZYNY JUNGOWSKIEJ

10 marca w warszawskim kinie Kultura odbył się specjalny przedpremierowy pokaz filmu „Piąte: Nie odchodź!”. Przejmujący obraz wzruszył nie tylko zgromadzonych na wydarzeniu gości, w tym kardynała Kazimierza Nycza, ale również wiele osób na projekcji podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego. „Widziałam, że wielu mężczyzn wychodziło z mokrymi oczami. To było i wzruszające, i uświadamiające jak bardzo potrzeba takich filmów. Może ten film otworzy ludzi na nieobojętność wobec tych, których kochamy” – powiedziała Grażyna Szapołowska. Debiutancki film Katarzyny Jungowskiej, uhonorowany prestiżową Nagrodą Perspektywa im. Janusza Morgensterna, opowiada o losach nastolatki, która po stracie matki próbuje uporządkować swoje życie na nowo – naprawiając trudne relacje z ojcem, zatracając się w treningach tańca, poszukując własnego Anioła Stróża. W rolach głównych występują Łukasz Simlat, Grażyna Szapołowska, Daniel Olbrychski i niezwykle uzdolniona aktorka młodego pokolenia Michalina Olszańska, która wcześniej zagrała w filmach „Jack Strong” i „Miasto 44”. „Piąte: nie odchodź” to również debiut aktorski piosenkarki Patrycji Markowskiej. Za zdjęcia odpowiedzialny jest Piotr Śliskowski („Mój rower”, „Generał Nil”, „80 milionów”) a oprawą muzyczną zajął się Paweł Mykietyn („33 sceny z życia”, „Essential Killing”, „Tatarak”, „Wałęsa. Człowiek z nadziei”). Stylizacje aktorów zaprojektował Maciej Zień. W filmie pojawiają się również profesjonalni tancerze Opery Narodowej w Warszawie.

PREMIERA FILMU

SĄSIADY 17 MARCA W WARSZAWSKIEJ KINOTECE PAŁACU KULTURY I NAUKI ODBYŁA SIĘ UROCZYSTA PREMIERA DŁUGO OCZEKIWANEGO FILMU „SĄSIADY“. TO PIERWSZE OD NIEMAL 20-STU LAT PEŁNOMETRAŻOWE DZIEŁO FABULARNE GRZEGORZA KRÓLIKIEWICZA. WYBITNY REŻYSER PO RAZ KOLEJNY UDOWODNIŁ, ŻE POTRAFI TWORZYĆ AMBITNE, BEZKOMPROMISOWE I ODWAŻNE KINO.

Akcja filmu toczy się w biednej, ponurej, robotniczej dzielnicy Łodzi, „gdzieś między 1945 a dwa tysiące którymś”. Kolejki do sklepów i klimat PRL-u, zniszczone kamienice, obskurne klatki schodowe. Czas przed Wielkanocą, a może nawet przed Bożym Narodzeniem. Mężczyzna usiłuje kupić karpia na Wielkanoc, który okazuje się królikiem i znosi w wannie pisanki. W innej scenie kobieta, która domaga się od męża lania, by uzyskać szacunek całego podwórka. Jest również ksiądz (w tej roli Mariusz Pudzianowski) uwodzony przez prostytutkę (graną przez Annę Muchę). Całość wypełniają klimatyczne, mroczne ballady Marka Dyjaka, który również gra jedną z wyróżniających się ról. Po za tym charakterystyczna, powtarzająca się scena dwóch zbiegających się ścian, symbolizująca zaburzenie czasoprzestrzeni bohaterów oraz światło, które przebija się wśród obdrapanych murów, symbolizujące nadzieję na lepsze jutro. Wszystko uchwycone w ciekawy i oryginalny sposób. Film podzielony jest na epizody, surrealistyczny zbiór nowelek z życia tytułowych sąsiadów. Skierowany do konkretnego widza, o czym świadczy fakt opuszczenia sali kinowej przez część osób w trakcie trwania seansu. Na uroczystej premierze zabrakło niestety wielkiego reżysera. Pojawili się natomiast: Marek Dyjak, Anna Mucha, Mariusz Pudzianowski, Katarzyna Herman, Ewa Błaszczyk, Krystyna Tkacz, Łukasz Barczyk, Filip Bajon i Grażyna Torbicka. „Sąsiady“ to najlepszy, pełen groteski, niekomercyjny obraz reżysera od czasów „Przypadku Pekosińskiego“ z 1993 roku. Scenariusz filmu powstał na podstawie książki pisarza i poety Adriana Markowskiego. MD

12

fot. Kino Świat/Materiały prasowe

JUŻ W KINACH


13


vod

NO W OŚ CI NA VOD SIEDEM DNI Z ŻYCIA DILERA NARKOTYKÓW, OPOWIEŚĆ O MATCE PRZECHODZĄCEJ PRZEZ TRUDNY PROCES ZMIANY PŁCI, NOWA KOMEDIA OBYCZAJOWA ZDOBYWCY NAGRODY BAFTA, BILLA FORSYTHA CZY TEŻ RÓWNOLEGŁY ŚWIAT ZOBRAZOWANY W JEDNYM Z NAJWYBITNIEJSZYCH DZIEŁ SCIENCE FICTION OSTATNICH LAT... KAŻDY Z KWIETNIOWYCH WIECZORÓW MOŻE ZAMIENIĆ SIĘ W FASCYNUJĄCĄ FILMOWĄ UCZTĘ! SPECJALNIE DLA WAS KINO ŚWIAT POLECA NAJCIEKAWSZE PREMIERY NA VOD.

DEALER PUSHER Dramat sensacyjny Premiera TVOD:01.04.2015 Produkcja: Dania; 1996 Reżyseria: Nicolas Winding Refn Obsada: Mads Mikkelsen, Kim Bodnia, Zlatko Buric, Peter Andersson, Slavko Labovic

ROZDARCI TORN Dramat Premiera TVOD: 08.04.2015 Produkcja: USA, Pakistan; 2013 Reżyseria: Jeremiah Birnbaum Obsada: Mahnoor Baloch, Faran Tahir, Dendrie Taylor, John Heard, Sharon Washington, Patrick St. Esprit, Jordan Parrott, Sagar Parekh

14

Film przedstawia siedem dni z życia Franka - dealera narkotyków. Specjalizuje się on w rozprowadzaniu heroiny. Jest najlepszy w tym fachu, cieszy się szacunkiem i zaufaniem w środowisku kopenhaskiego światka narkotykowego. Uwielbia swoją pracę, dzięki której ma atrakcyjne dziewczyny i szybkie samochody. Kiedy zjawia się klient ze Szwecji, który chce szybko kupić heroinę i płaci wysoką cenę, Frank, aby natychmiast ubić interes, pożycza towar od Milo, emigranta z Serbii i bossa miejscowego gangu narkotykowego. Dealer wraz ze swoim przyjacielem i partnerem Tonym, udaje się na umówione spotkanie ze Szwedem. Niespodziewanie zjawia się policja. Zaskoczony Frank w desperacji pozbywa się towaru wrzucając go do rzeki. Niestety ma zaledwie kilka dni, by zwrócić pieniądze za narkotyki, które utracił w nieudanej transakcji. Próby ich zdobycia są coraz bardziej rozpaczliwe. Kryminalny półświatek nie toleruje potknięć, spirala zadłużenia Franka szybko się nakręca, a w ślad za nią wzmaga się fala przemocy.

W jednym z amerykańskich miast dwie rodziny, choć z różnych środowisk i  kultur, dzielą ten sam los. Ich nastoletni synowie zginęli w wybuchu, do którego doszło w restauracji w centrum handlowym. Z początku, gdy wybuch zdaje się tylko nieszczęśliwym wypadkiem, szczególnie matki zbliżają się do siebie. Jednak gdy niespodziewanie pojawia się informacja o zamachu terrorystycznym, a głowa jednej z rodzin, będąca też praktykującym muzułmaninem, zostaje wezwana na przesłuchanie, zaczynają się nieporozumienia, nagonki i oskarżenia. To film pokazujący szczerą prawdę o zaślepieniu przez ból, o podejrzeniach wywołanych stereotypami, o cierpieniu rodziców i niemożności pogodzenia się ze stratą, zwłaszcza w sytuacji, gdy do końca nie wiadomo, kto i dlaczego spowodował wybuch.


vod

RÓWNOLEGŁA RZECZYWISTOŚĆ COHERENCE

BIZNESMEN I GWIAZDY LOCAL HERO

Premiera TVOD: 29.04.2015 Produkcja: USA, Wielka Brytania; 2013 Reżyseria: James Ward Byrkit Obsada: Lorene Scafaria, Emily Baldoni, Maury Sterling, Nicholas Brendon, Elizabeth Gracen, Hugo Armstrong

Komedia obyczajowa Premiera TVOD: 02.04.2015 Produkcja: Wielka Brytania; 1983 Reżyseria: Bill Forsyth Obsada: Norman Chancer, Jennifer Black, Rikki Fulton, Fulton Mackay, Alex Norton, Peter Riegert

Wielokrotnie nagrodzony film będący ucztą dla każdego miłośnika filmów science-fiction poruszających tematykę światów równoległych. Grupka znajomych spotyka się na kolacji u jednego z nich. W tym samym czasie w bliskiej odległości od  Ziemi przelatuje kometa, zakłócając działanie elektryczności, fal radiowych, telefonów komórkowych i nie tylko… Nagle podczas kolacji ktoś puka do drzwi. Jednak przed domem nikogo nie ma. Jest tylko pozostawione pudełko z ich zdjęciami w środku. Sytuacja jest niezrozumiała, a z minuty na minutę przyjaciele coraz mniej pojmują, co się dzieje wokół nich, a napięcie rośnie szczególnie, gdy zaczynają widzieć swoje sobowtóry. Nagroda Czarnego Tulipana w Amsterdamie na Fantastic Film Festival za najlepszy debiut fabularny dla reżysera Jamesa Warda Byrkita oraz nagroda Imagine Movie Zone Award, nagroda na Austin Fantastic Fest za najlepszy scenariusz, nagroda w Sitges na Catalonian International Film Festival dla filmu i scenariusza.

Dwóch pracowników spółki naftowej należącej do milionera Happera zostaje wysłanych do Szkocji na negocjacje w sprawie zakupu małej wioski rybackiej, usytuowanej niedaleko złóż cennego surowca. Zadanie początkowo wydaje się dość proste, gdyż większość rybaków chętnie oddałaby sielskie krajobrazy, ciszę i świeże powietrze w zamian za hałas Edynburga i lepsze perspektywy na przyszłość. W paradę wchodzi im tylko jeden mieszkaniec plaży – Ben. Przeszkodą staje się też wkrótce i dość nieoczekiwanie jeden z pracowników, który niebawem zakochuje się w urokliwym zakątku i tajemniczej Marinie... Na dodatek okazuje się, że plany samego Happera nie do końca dotyczą ropy naftowej. Film otrzymał trzy nagrody: Nagroda BAFTA dla najlepszego reżysera, nagroda Amerykańskiego Stowarzyszenia Krytyków Filmowych za Najlepszy scenariusz, Nagroda Stowarzyszenia Nowojorskich Krytyków Filmowych za Najlepszy scenariusz. Muzykę do filmu stworzył Mark Knopfler, założyciel zespołu Dire Straits.

SMUTNA

52 WTORKI 52 TUESDAYS

Dramat psychologiczny Premiera TVOD: 17.04.2015 Produkcja: Polska; 2009 Reżyseria: Piotr Matwiejczyk Obsada: Weronika Rosati, Mirosław Baka, Magdalena Woźniak, Dawid Antkowiak, Ida Michałowska

LGBT Premiera TVOD: 08.04.2015 Produkcja: Australia; 2013 Reżyseria: Sophie Hyde Obsada: Tilda Cobham – Hervey, Beau Travis Williams, Del Herbert – Jane, Imogen Archer, Danica Moors

Małżeństwo Pawła (Mirosław Baka) i Róży (Magdalena Woźniak) przechodzi poważny kryzys. Mają przed sobą coraz więcej tajemnic. Paweł stopniowo oddala się od żony i jej córki Mai (Ida Małachowska). Czuje się coraz bardziej zmęczony pracą i życiem. Widzi rozpad swojego związku i stara się jakoś temu zapobiec. Wpada na pomysł wspólnych wakacji w Chorwacji. Ma nadzieję, że nadmorska sceneria, z dala od szarej codzienności i relaks sprawią, że uda się to wszystko napraiwć. Wycieczka, która miała stać się nowym początkiem, okazuje się prawdziwym testem. Ich małżeństwo po raz kolejny zostaje wystawione na próbę – z powodu choroby dziecka, a także pojawienia się tajemniczej Anny (Weronika Rosati).

Szesnastoletnią Billi czeka rok sensacji i wielkich zmian w życiu. Jej matka po latach rozterek, decyduje się wreszcie na zmianę płci. Na czas operacji i  płciowej przemiany, podejmuje decyzję, że córka zamieszka z ojcem. Dziewczyna spotyka się z matką w każdy wtorek po szkole i co tydzień w ciągu roku może obserwować zachodzące w niej zmiany. Jednocześnie próbuje odnaleźć swoją drogę do niezależności i samookreślenia, prowadząc wraz z przyjaciółmi wideo dziennik, w którym opowiadają o swoich emocjach i pierwszych seksualnych eksperymentach.

15


16

fot. Tomasz Cichocki

W KRAKOWSKIM TEATRZE I STUDIU TATUAŻU

fot. Tomasz Cichocki

fot. Tomasz Cichocki

BODY ART teatr


teatr

SZTUKA „BODY ART” W REŻYSERII ARTURA „BARONA” WIĘCKA GRANA JEST NA DESKACH SCENY STU. TERAZ BODY ART W WERSJI TEATRALNEJ ZAGOŚCIŁ TAKŻE W PROGACH JEDNEGO Z NAJWIĘKSZYCH W POLSCE SALONÓW TATUAŻU. TEATR NAWIĄZAŁ WSPÓŁPRACĘ Z KRAKOWSKIM STUDIO KULT TATTOO FEST, GDZIE ZORGANIZOWANA ZOSTAŁA SESJA ZDJĘCIOWA PROMUJĄCA SPEKTAKL. UDZIAŁ W NIEJ WZIĄŁ ODTWÓRCA GŁÓWNEJ ROLI, TOMASZ SCHIMSCHEINER, A STUDIO KULT PRZYGOTOWAŁO DLA WIDZÓW NIESPODZIANKĘ – RABAT NA WYKONANIE TATUAŻU PO OKAZANIU BILETU ZE SPEKTAKLU.

Sztuka, w tym wypadku sztuka teatralna nigdy nie jest kierowana do jakiejś grupy, bo staje się wtedy biznesem, a nie sztuką. Można jednak powiedzieć: Tak, miłośnik tatuażu znajdzie w tej sztuce coś dla siebie – opowiada Tomasz Schimscheiner. To jednak nie tylko tatuaż, ale i ważne pytania: o to ile warta jest przyjaźń czy też kim jest współczesny artysta. Jak można przeczytać w jednej z recenzji, spektakl w reżyserii „Barona” Więcka to przedstawienie przewrotne i intrygujące. To zabawna z początku historia, która przeradza się niemal w horror.

„Body Art” (Tattoo) Igora Bauersimy i Rejane Desvignes opowiada o parze – Lei i Fredzie. Oboje wciąż szukają pomysłu na siebie. Lea jest początkującą aktorką z ambicjami. Fred próbuje pisać powieść, ale na razie zajmuje się leżeniem w łóżku i ironicznym komentowaniem rzeczywistości. W ich „projekt – życie” wkracza jednak dawny przyjaciel, Tiger – artysta u szczytu sławy, ze swoim nowym dziełem, które ma trwale wpisać się w historię światowej sztuki. Wraz z nim przyjdą kłopoty, a Fred i Lea zostaną wystawieni na ciężką próbę…

Obecna w sztuce kryminalna intryga zaskoczyła także Szymona Gdowicza – tatuatora studia Kult. „Body Art” obejrzałem z prawdziwą przyjemnością i każdemu szczerze polecam. A jeśli chodzi o współpracę z Teatrem STU – zawsze jesteśmy otwarci na ciekawe pomysły dlatego z przyjemnością się zaangażowaliśmy. Dla odważnych, którzy zainspirowani tematem sztuki będą chcieli wykonać sobie tatuaż, Kult Tattoo Fest obiecał specjalne potraktowanie oraz ustalany indywidualnie rabat na realizację pomysłu. Wystarczy tylko przyjść z biletem ze sztuki.

Przedstawienie na Scenie STU ma podwójna obsadę. W roli wytatuowanego Tigera możemy zobaczyć Tomasza Schimscheinera oraz Grzegorza Mielczarka. Lea to zamiennie: Urszula Grabowska i Agata Myśliwiec, w postać Freda wcielają się Andrzej Deskur oraz Marcin Zacharzewski, natomiast w Naomi – siostrę Lei - Katarzyna Galica. Jako asystent Tigera Alex występuje: Kamil Przystał oraz Tomasz Madej. „Body Art” na Scenie STU będzie grany 21. i 22. kwietnia, 12. i 13. maja oraz 16. i 17. czerwca.

Małgorzata

ForeMniak

piotr

polk

agata

woźnicka

kolacJa z gUStaveM kliMteM Sztuka Jacka cygana w reżyserii krzysztofa Jasińskiego StU na Scenie 29, 30 kwiecień 1 Maj - 30, 3

zapraszają:

krakowski teatr Scena StU (12) 422 27 44, organizacja.widowni@scenastu.com.pl

www.scenastu.com.pl

/teatrStU

teatr_stu

17


podróże

3064 KM JOSEPH TO CZTERDZIESTOPIĘCIOLETNI HIPIS, ŻYJĄCY W JEDNYM Z NAJUROKLIWSZYCH MIEJSC NA ZIEMI. NA FILIPINACH. CIĄGLE SKROMNIE „ NAZYWA SIEBIE „CITY BOYEM , MIMO IŻ DWA LATA Z ŻYCIORYSU ŚWIADOMIE SPĘDZIŁ JAKO CZŁONEK-ELEKT JEDNEGO Z RDZENNYCH PLEMION POŁUDNIOWEGO PALAWANU. PLEMIENIA AKTYWNIE POLUJĄCEGO, Z WODZEM, SZAMANEM, BEZ ELEKTRYCZNOŚCI, SKLEPÓW I Z CHATAMI ZBUDOWANYMI Z LIŚCI PALMOWCA. PLEMIENIA SPOZA KRAWĘDZI KOLOROWYCH POCZTÓWEK I PREPAROWANYCH POD TURYSTÓW PRZEDSTAWIEŃ NA TRASIE RZECZNEGO REJSU. TAM JOSEPH NAUCZYŁ SIĘ WSZYSTKIEGO, CO DO PRZETRWANIA POTRZEBNE, BY PRZEZ KOLEJNY ROK SAMOTNIE MIERZYĆ SIĘ DZIEŃ W DZIEŃ Z DŻUNGLĄ. JEJ PIĘKNEM I SWOIM LĘKIEM. TAM WSKRZESIŁ W SOBIE NA PONÓW STAREGO, DO CNA FILIPIŃSKIEGO DUCHA, CZYLI LAKONICZNIE UJMUJĄC JEGO SENTENCJĘ PRZEWODNIĄ: ŚMIECH I DYSTANS TO CAŁKIEM POWAŻNE SPRAWY W ŻYCIU CZŁOWIEKA. ZWŁASZCZA PO TRZECH MALARIACH.

18

FILIPIŃSKIEGO CZŁOWIEKA


P

onad siedem tysięcy wysp podzielonych na siedemnaście regionów, ulokowanych na przestrzeni ponad trzystu tysięcy kilometrów kwadratowych i tylko trzydzieści dni na muśnięcie lokalnej kultury – to czynniki, które na pewno nie pomagają w poznawaniu takich osobowości jak Joseph. Ale narodowa otwartość Filipińczyków, w krwi im płynąca i w świadomości wyryta, to moje największe błogosławieństwo. Zdejmuje ze mnie brzemię podejmowania decyzji, gdzie – mając irracjonalnie niewiele czasu – udać się, by wedle priorytetów zobaczyć najwięcej, przeżyć dogłębnie i usłyszeć najprawdziwszą człowieczą opowieść. Ludzie wokół pojawiali się sami – nagle i bezinteresownie, a zaufanie, które intuicyjnie wręcz i ku własnemu zdziwieniu pokłada się w ich uczciwości i dobrej woli, praktycznie nigdy nie zostaje zawiedzione. Byli tacy, co mówili dużo, nie zabrakło też i tych, co uparcie milczeli, lecz tak czy siak – zawsze szczerze. Wpuszczali do swoich marzeń, żywotów, i domów. W jednym z nich, w palawańskim dystrykcie Narra, ojciec i mąż, chcąc zaszczepić w najbliższych podstawowe zasady prowadzące do udanego, szczęśliwego życia, użył do tego czarnego flamastra, resztki plastiku z worka od ryżu, sznurka i ściany. Rodzinny siedmiopunktowy szkic kanonu postępowania oświecił i mnie. Skwitował wszystkie niepoukładane dotąd impresje o Filipińczykach w kilku zdaniach. NEVER HATE Manila, port przeładunkowy przybyszów spoza granic, leży na północnej wyspie Luzon, największej w kraju. Jak każda inna państwowa stolica, jest czarną owcą wśród plejady innych miast, wyjątkiem od reguły, niejednolitą, rzępolącą (na swój sposób eksperymentalną) muzyką współczesności. Chęć wydostania się z tego zlepka kontrastów jest ludzko oczywista. Obrany kierunek południowy dyktuje pierwszy przystanek – wyspę Mindoro. Dotarcie do jej wybrzeży (do głośnego punktu przeładunkowego Puerto Galera lub trochę spokojniejszego nieopodal Sabang) zajmuje około pięciu godzin i wymaga trzech środków lokomocji. Ale warto. Łatwo oderwać się od zgiełku na prawie wolnej od ludzi plaży Bulabu, do której dostać się można tylko skuterem lub jeepneyem po prawie dziesięciokilometrowym offroadzie. Albo pod kameralnym wodospadem Talipanan, do którego prowadzą mieszkańcy okolicznej wioski przez gęste lasy równikowe. Tak samo jak na sieci nawodnych mostów i pomostów nad bagiennymi terenami wybrzeża z unikalną florą. Przede wszystkim: słychać ciszę. Przynajmniej między drugą nad ranem a drugą popołudniu. Cichną wreszcie napompowane muzyką nocne kluby z setkami spragnionych „przyzwoitego życia na poziomie“ młodych filipińskich striptizerek i tłumem

podróże

białych rzadko przystojnych i średnio zamożnych mężczyzn. Grubo po czterdziestce. Nie wiadomo, jak miała naprawdę na imię, ale w klubie go-go, gdzie wybraliśmy się zgłębić fenomen sponsoringu w samym jego zarodku, przedstawiła się nam jako Jane. Niesamowicie urodziwa, kształtna, proporcjonalna. Z burzą ciemnych gęstych długich włosów. Powabna. Jak i piętnaście innych koleżanek po fachu, które nie przyszły tu odstawić tanecznego majstersztyku gibkich ciał, a jedynie pokręcić się bez finezji wokół metalowej rury i puścić kilka oczek do pijanych Amerykanów, Anglików, Australijczyków z końca sali. Nieodparte wrażenie prezentacji towaru jak na targach rasowych psów drugiej kategorii, bo tańszych. Jeśli nie utrafi dziś „sponsora“ na noc, może wyjdzie na swoje z samych napiwków. Jane różniła się czymś od swoich współpracowniczek. Nie prężyła się na sto procent i nie spieszyła na podest, mimo iż była fizycznym ideałem kobiecego seksapilu. Niemożliwe, by wróciła dziś sama do domu. Po dłuższej wymianie spojrzeń, nie dało się ukryć smutku bijącego z ogromnych brązowych oczu. Odczucie potęgowane wielokrotnie brakiem nawet scenicznej wersji uśmiechu. Żal w czystej postaci. Zaprosiliśmy ją do stolika, z baru bacznie czuwała nad konwersacją „mamuśka“. Wiedziała, że wypije przy nas tyle, ile chce, ale nocnymi igraszkami to się nie skończy. Zostając z nami, by opowiedzieć coś o sobie, straciła tego dnia trzy tysiące peso, czyli w przeliczeniu około dwieście pięćdziesiąt złotych. W zasadzie osiemdziesiąt, bo z całej sumy widzi jedynie trzydzieści procent. Ku naszemu zdziwieniu, ta poważna z wyglądu kobieta miała dziewiętnaście lat, piątkę rodzeństwa i przybyła tu z Manili. Żyła z innymi koleżankami po fachu piętnaście kilometrów dalej, w jeszcze większej wsi, ale nie narzekała, bo tu „przynajmniej ma za co żyć” i może „wesprzeć rodzinę“. Na pewno chciałaby się zakochać w kimś, kto jej za to nie płaci. Na pewno chciałaby uciec w romantyczne miejsce skuterem ze swoim przyszłym mężem. Na pewno myślała o trzymaniu za rękę, czułości i niewymuszonym seksie, jak każda młoda dziewczyna. Filipińska kobieta – z natury swojej wyposażona w niepoprawny romantyzm i głód miłości. Gdzieś pomiędzy zdaniami, płynnie acz cichutko wplecione, usłyszałam zdanie: „czasem nie ma się wyboru“. Chciałam zostać z nią w kontakcie, dałam wizytówkę z numerem telefonu, którego nigdy nie użyje i z mailem, na który może mogłaby napisać. —— Szybko, schowaj to... – przeraziła się —— Ale dlaczego? —— Nie możemy. Patrzą. Napisz na chusteczce w toalecie, a potem zostaw odwróconą wierzchem do blatu na naszym stoliku. Może się uda. Gdy zamykali klub i nim „mamuśka“ szarpnęła ją za rękę do wyjścia, zdążyłam jej na szybko

szepnąć do ucha: „jeśli nie masz wyboru, to w tym braku wyboru przynajmniej wybieraj młodszych, przystojnych i miłych“. Zaśmiała się, jak każda Filipinka zasłaniając niepotrzebnie powalający na kolana uśmiech. „I tego też nie rób, Jane. Weź tę rękę z ust. I zawsze stój wyprostowana“. Zasada numer jeden – nigdy nie nienawidź. Nie potępiaj. Tam jest człowiek. DON’T WORRY AND ALWAYS SMILE Jeśli chce się docierać w odległe regiony świata, nie pozostaje nic innego jak tylko kombinowanie, by dostać się tam jak najtaniej. Imperatywne z wnętrza pragnienie doświadczania inności wzmaga też czujność na aletry promocji biletowych. Niekiedy śmiesznie tanich, choć nie zawsze z miejsca zamieszkania. Rozmowa telefoniczna, Warszawa - czeska Praga, trzydziesty września: —— Cieszę się, że dotarliście cało i macie jeszcze dzień przed długim lotem do wykorzystania. Widziałam alert na stronie MSZ. —— Jaki alert? – zapytałam - Przecież tajfun był ponad dwa miesiące temu, kończy się pora deszczowa... To nielogiczne. —— Żebyś nie jechała w rejon... Poczekaj... Mindanao i Sulu. —— Islamscy separatyści? —— Aha. Dokładnie. Nie jedziesz tam, prawda? —— Tam nie. Niedaleko. Bohol ma ogromne szczęście być końcową stacją centralnych Visayas – trzeciego głównego dystryktu administracyjnego w kraju i kompleksu wysp przeróżnej wielkości. Wystarczy pokonać Morze Boholskie, by z (w przeważającej większości) katolickiego społeczeństwa trafić na islamski krąg kulturowy. Już od lat sześćdziesiątych islamscy separatyści i ekstermiści walczą o swoją odrębność – terytorialną i religijną. Prawie dwadzieścia lat temu w drodze kompromisu przyznano im częściową autonomię. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Gdy rząd filipiński popierany jest przez Stany Zjednoczone, pionkami w grze i przetargach stają się turyści. Rząd polski przestrzega przed zapuszczaniem się na południe. Ikoną Boholu jest małe zwierzątko, którego szeroko otwierające się oczy na youtube’owym video, obiegły świat pod hasłem: lemur. Lecz to nie lemur. To tarsier – ssak, który potrafi wykonać głową obrót o sto osiemdziesiąt stopni i przeskakuje czterdziestokrotnie swoją długość. Bohol to także Czekoladowe Wzgórza – pasmo ponad tysiąca dwustu małych wapiennych wzniesień, wypiętrzonych bardzo blisko siebie, w okresie pory suchej przybierających brązowawy odcień. Kto by tam zajmował się geologią, kiedy legenda wyraźnie mówi i kłócić się nie ma co – to zastygłe łzy wielkoluda Arogo, płaczącego po śmierci ukochanej. Sanktuarium motyli. Podwodne

19


podróże

bogactwo Panglao. I wiele siły wewnętrznej jej mieszkańców, którzy przetrwali trzęsienie ziemi z października 2013 roku. W skali Richtera osiągnęło 7,2. W skali ludzkiej wyobraźni – w ciągu roku takich samych na całym globie występuje średnio piętnaście. Zabiło prawie dwustu ludzi, ponad tysiąc zraniło, wielu pozbawiło dachu nad głową, zniszczyło dziesiątki zabytkowych kościołów, a także porty i lotniska. Rocznicę tego wydarzenia spędziliśmy z Paulem, przyjacielem poznanego dwa dni wcześniej George’a, który w rocznicę tego wydarzenia zgodził się być naszym kierowcą. Paul obwiózł nas szlakiem zniszczonych kościołów. Z niektórych pozostawały jedynie pojedyncze ściany, gdzieniegdzie zamajaczyły samotne drewniane ławki, fragmenty kapliczek, figur świętych, ołtarzy, portyków, dachówek, dzwonnic. Ogromna część gruzów została jedynie uprzątnięta na bok. W późniejszej fazie będą stanowić częściowy budulec przy rekonstrukcji świątyń. W oczekiwaniu na powrót do odtworzonych murów kościelnych, wierni zebrali dostępne materiały, by w poligonowych warunkach stworzyć dom modlitwy od podstaw – foliowe płachty wspierane stemplami imitują dach, plastikowe krzesełka turystyczne zastępują ławki, a co ładniejsze zabytkowe stoły z drewna pełnią funkcję tymczasowego ołtarza. W jednym z kościołów – Santa Monica w miejscowości Alburquerque – amerykański proboszcz wydał fiestę ku chwale przetrwania. W pobliskich arkadach przygotował wyjątkową wystawę artefaktów i innych wiekowych pozostałości sakralnych, podświetlił, wystawił stare zdjęcia budowli, zadbał o oprawę muzyczną. Dość skoczną i energetyczną. Entuzjastki parafialnych aktywności całą noc gotowały potrawy na poczęstunek, na który zostaliśmy zaproszeni. Dochód z datków przeznaczony na cel oczywisty. To nie zwykła kwesta. To celebracja życia, radość z wyjścia z trudnej sytuacji, wdzięczność względem boga, że ich przed tym uchronił. I ogromna determinacja, by ten czas na ziemi dobrze wykorzystać. Wracaliśmy autem w milczeniu przez dłuższą chwilę. Zbierałam w całość współczucie dla mieszkańców Boholu i niewyobrażalny podziw dla ich siły i nieposkromionej woli do zaczynania wszystkiego od początku. Zagaiłam Paula swoją refleksją. —— Cieszę się, że żyję. Wszyscy płakaliśmy. Byliśmy przerażeni. Mieszkańcy zbierali się w większe grupy na placach i przy ruinach kościołów. Dużo się modlili. Ale też dziękowali Bogu, bo mogło być gorzej. A potem ciężko pracowali, by powoli opanować zniszczenia. —— To musiało być straszne przeżycie, Paul. A twoja rodzina?

20

—— Nie mam rodziny. Jestem... Jak to się mówi? Singlem – zaśmiał się delikatnie, niepewnie, kącikiem ust —— Chciałbyś mieć rodzinę? —— Oczywiście. Ale najpierw chciałbym mieć po prostu żonę – wyraźnie posmutniał, próbując nie dać temu znać – A ty masz męża? —— Nie. —— Ale ty masz jeszcze czas. Jesteś bardzo młoda. —— A ty nie masz? – zapytałam —— Mam czterdzieści cztery lata. Trudno stwierdzić. —— Nie martw się, Paul – jedyne, co umiałam mu w tej sytuacji odrzec.

BOHOL TO CZEKOLADOWE WZGÓRZA, WEDŁUG LEGENDY – ZASTYGŁE ŁZY WIELKOLUDA AROGO, PŁACZĄCEGO PO ŚMIERCI UKOCHANEJ. A TAKŻE SANKTUARIUM MOTYLI. PODWODNE BOGACTWO PANGLAO. I WIELE SIŁY WEWNĘTRZNEJ JEJ MIESZKAŃCÓW, KTÓRZY PRZETRWALI TRZĘSIENIE ZIEMI Z PAŹDZIERNIKA 2013 ROKU.

Tym razem jego śmiech był niepowstrzymany i naturalny, nieświadomie odpędziłam jego melancholię. Tak mowią Filipińczycy. Nie martw się. LIVE WITH LOVE Lapu Lapu (lub też Si Lapulapu) był dość przystojnym mężczyzną. Dobrze zbudowanym, o odważnym spojrzeniu, z długimi do pasa czarnymi włosami, wytatuowanym i obkolczykowanym. Współczesna ikona seksu i ostoja męskości, aż się prosi o ten komplement. Przynajmniej tak prezentują mordercę Ferdynanda Magellana szestnastowieczne ryciny. Obecnie bohater narodowy, duma historii, co z ogromnym impetem sprzeciwił się hiszpańskiej dominacie wbijając włócznię w twarz agresora, a nożem ćwiartując jego ciało, z którym ostatecznie nie wiadomo co się wydarzyło. Najciekawsze jest to, że nie był etnicznie Filipińczykiem – animista i zuchwały pirat pocho-

dził z Borneo, obecnie terenów Malezji, a na archipelag Visayas przybył w poszukiwaniu bazy i ziemi pod uprawę, prosząc ówczesnego króla o lenno. Pamiątkę jego krwawego „dzieła życia“ – rekonstrukcję ikonicznego już drewnianego krzyża Magellana – podziwiać można w Cebu, jednym z głównych portów handlowych Filipin, stolicy biedy i wynikającego z niej złodziejstwa, eksportera pereł i muszli, które kupujemy w polskich nadmorskich sklepach z pamiątkami jako bałtyckie. Ale lepiej odrzucić smuteczki historii i uodpornić się na chcących przetrwać za wszelką cenę nagabywaczy. Bo wizyta w manufakturze instrumentów strunowych na tej samej wysepce, której bronił przed najazdem Europejczyków Lapu Lapu, przypomina czym jest pasja i bezwarunkowa miłość do niej. Setki gatunków gitar, mandolin, wiolonczel i kontrabasów, wykonywanych ręcznie przez fachowców z Alegre Guitar Factory, kuszą nawet najbardziej znanych muzyków na świecie. W moim ciele wysoka gorączka, piekący ból gardła, gęsty katar, a poza mną czterdziestostopniowy upał i plecak, który zaraz mam nieść dłuższą chwilę. Antybiotyk na wykończeniu i brak symptomów poprawy zaczęły mnie irytować, mimo sopranowego ukulele, które sprawiłam sobie na Mactan. Malaria? Nie lękać się na wyrost – powtarzałam. Chodzę – to najważniejsze. Ubezpieczyciel z opieszałością traktował mój przypadek, doskonale wiedząc, że za trzy godziny mam prom, który zabiera mnie do jeszcze mniej dostępnego miejsca. Resztki logiki i instynktu samozachowawczego w mojej poważnie osłabionej głowie podpowiadały, że trzeba zignorować wszystko i samej znaleźć pomoc. Nie znalazłam. Pomoc znalazła mnie. Natychmiast. —— Przepraszam, że się wtrącam, ale słyszałem pani rozmowę z recepcjonistką. Czy pani jest chora? Źle się pani czuję? – około pięćdziesięcioletni mężczyzna w okularach, z doskonałymi angielskim i manierami miał głęboko empatyczną troskę naszkicowaną w źrenicach. —— Tak, czuję się potwornie, a zaraz ruszamy dalej. Antybiotyk nie pomógł, a wręcz doprowadził mój organizm do ruiny. Poszukuję lekarza, który mnie osłucha i przynajmniej zapewni, że to nie malaria i nic nie dostało się do płuc. Jeśli jedno albo drugie – muszę zostać. —— Jesteśmy tu z rodziną na wycieczce, uciekliśmy na weekend z Manili. Moja siostrzenica – szykuje się na górze – jest kardiologiem, pracuje w szpitalu. Zawołam ją. Na pewno się panią zajmie. Obcy człowiek, gotowy do chwilowego zarzucenia swoich planów, poświęcenia czasu i uwagi angażując w to innych tylko po to, by wesprzeć ledwo stojącą na nogach Polkę. I nie chcąc nic w zamian. Rey wraz Rochelle


podróże

pomogli mi znaleźć gabinet, w którym pożyczą nam stetoskop i przyspieszyli dostarczenie nowego antybiotyku do apteki nieopodal. Ze wszystkiego, co chciałam im ofiarować, przyjęli tylko uścisk dłoni i internetową znajomość. To cudowne doświadczenie... Spotkałam jak dotąd setki przyjaznych Filipińczyków, ale kogoś z tak wielkim sercem, jak twoje, Rey, widzę tu po raz pierwszy – przemawiała przeze mnie wdzięczność zmieszana z niedowierzaniem. Uśmiechnął się ciągle trzymając moją rękę. —— Jesteś uroczą młodą kobietą. I widać, jak wiele ciepła w sobie nosisz. A to po prostu inny rodzaj miłości. A tego się nie ma. Tym się żyje. Troszcz się o siebie i czekamy na ciebie w Manili. Rey jest nauczycielem, którego uczniowie traktują z ogromnym szacunkiem, okazując to dumnie internetowymi postami i wspólnymi fotografiami. Na każdej z nich Rey uśmiecha się tak samo szczerze jak przy hotelowym lobby ściskając moją dłoń. Ostatnio, prócz otwarcia własnej firmy konsultacyjnej, zajął się działalnością charytatywną. Może oni tacy naprawdę są, ci Filipińczycy. Jak balon wypełniony od środka słońcem i dobrem. Innym rodzajem miłości. Antybiotyk od Rochelle zaczyna działać. Zdrowieję. LIVE SIMPLY AND EXPECT LITTLE Jak już dotrzecie do Puerto Princesa, koniecznie odezwij się do „Dżorga z dżungli“. On pokaże Wam ten mniej pocztówkowy Palawan. Tu masz e-mail. Telefonu nie mogę znaleźć. Ale odpisze ci na maila, tylko niekiedy trwa to kilka dni. Nie wszędzie, gdzie przebywa, jest internet. Josepha o pseudonimie „George from the jungle“ polecił mi jego kolega, którego poznałam w tym samym klubie go-go co Jane, tej samej nocy. Namiary na niego wyskrobał ołówkiem na barowej zachlapanej piwem chusteczce. Schowałam ją do książki, by nigdy z niej nie skorzystać. Rastafarianin zarekomendował tego lokalnego, survivalowego i samozwańczego przewodnika czymś, co do mnie przemówiło: „On nie pojedzie z tobą do El Nido, Coron i paszczy komercji. On zabierze cię na południe, gdzie biały człowiek to zdarzenie o miesięcznej, może kwartalnej częstotliwości. I zwykle przyjeżdża z nim”. Po trzech tygodniach od tamtego wieczoru to nie my znaleźliśmy Josepha, tylko Joseph znalazł nas. Przypadkiem, na plaży. Tak spędziliśmy wspólnie pięć dni, skacząc z wodospadu, łapiąc stopa, pływając we fluorescencyjnym planktonie nocą, łowiąc ryby nad ranem, śpiąc w budce meteorologicznej na wysepce wielkości jednopokojowego domku, przedzierając się przez bagna, odwiedzając pola ryżowe i myjąc się w rzece. Na sam koniec przypomniałam sobie o chusteczce. Dotarło do mnie. To jest „George from the jungle“. Pokazałam mu ją w ekscytacji swojego tak idiotycznie prostego odkrycia. —— Łał... Przypadek jeden na milion... – zamyślił się – ale wiesz co? I tak byś mnie nie namierzyła tą chusteczką... Adres e-mail się nie zgadza. Na trasie odwiedziliśmy dwóch przyjaciół Josepha w dystrykcie Narra. Byliśmy gośćmi ich domów, jedliśmy posiłki wraz z nimi i ich rodzinami, widzieliśmy, jak pracują, jak się bawią, gdy nie ma żon i dzieci, jak niewiele potrzebują. Jeden z nich – bardzo skromny i pracowity – miał plantację ryżu, całkiem spore gospodarstwo, kury, woły, setkę pracowników, jeździł motocyklem z bocznym koszem i wzbudzał uznanie w oczach okolicznych podrygiwaczy. Drugi był

21


podróże

FILIPIŃCZYCY NAPRAWDĘ TACY SĄ – JAK BALON WYPEŁNIONY OD ŚRODKA SŁOŃCEM I DOBREM. INNYM RODZAJEM MIŁOŚCI.

bardzo ubogim muzułmaninem z piątką dzieci, mieszkającym z całą zgrają i dobytkiem w trywialnie ciasnej chatce, miał jedną kurę, wędkę, harpun, żonę pracującą w mieście od poniedziałku do piątku i modlitwę o dobry połów. Siedząc jednego wieczoru wraz ze wszystkimi okolicznymi męskimi przyjaciółmi, przy świeczkach, dżinie i grillowanych rybach, konsumowanych rękoma prosto z palmowego liścia, Joseph tłumaczył mi słowa Ronalda z filipińskiego dialektu tagalog. Mówił trzeźwo i pewnie. Dla mnie najważniejsze jest, aby moja rodzina była zdrowa. By moje dzieci miały co jeść i umiały sobie poradzić w życiu. Dlatego na tę dzisiejszą noc zabrałem ze sobą syna. To będzie jego pierwszy połów. Jest najstarszym z moich dzieci, a dla wszystkich nich autorytetem. Mam nadzieję, że będą się trzymać razem, gdy dorosną. —— A ty co będziesz robił, gdy dorosną, Ronald? —— Jak to co? Mi wiele nie potrzeba. Dalej będę łowił ryby i zbierał muszle. I pewnie od czasu do czasu napiję się z kolegami. Jak dziś tu z wami. Jest miło. —— Jesteś szczęśliwy? – zawsze, gdy zadaję to pytanie, lekko drżę, wiedząc że to nie pierwsze zdania dają mi odpowiedź, tylko reakcja na pytanie, niekontrolowany odruch mimiki i gestów. W półmroku twarz Ronalda rozjaśniała jeszcze bardziej, uśmiechnął się. Ulżyło mi.

22

—— Tak. Może skromnie to życie poukładałem, ale tak. Znalazłem cudowną żonę, spłodziłem piękne i mądre dzieci, sam zbudowałem dom i własnymi rękoma utrzymuję gospodarstwo. A że czasami trudniej? Bywa. Inaczej nie doceniałoby się tych pięknych chwil. Nie oczekuję zbyt wiele, więc wszystko mnie cieszy. Tak. Jestem szczęśliwy. A ty? GIVE YOUR LIFE TO GOD —— Joseph, jak to jest, gdy masz malarię? – ciekawiło mnie to odkąd powiedział, że przechodził ją trzykrotnie, a na dwieście dwadzieścia milionów zachorowań rocznie prawie dwa miliony na świecie kończą się śmiercią. —— Wszystko płynie. To jak najlepsze dragi na świecie, tyle że wszystko boli: mięśnie, głowa. Czasem nie możesz się ruszyć, tak pioruńsko jesteś obezwładniony. I przy wysokiej gorączce nie odróżniasz dnia od nocy i snu od jawy. —— Miałeś halucynacje? —— A jakże. Przerażające wizje i nie pamiętam, co się ze mną działo, gdy mnie nawiedzały. Przy ostatniej malarii nikt nie może potwierdzić, bo byłem sam w szałasie w środku dżungli. Wiedziałem, że muszę jakoś dostać się do głównej drogi i zgłosić się do szpitala. Ale w takim stanie to prawie niemożliwe. Musisz czekać aż fala gorączki minie, wróci na chwilę świadomość i ruszyć, nim przyjdzie kolejna. To jest dobre w malarii, cykliczność.

—— Tak się wydostałeś? – jakbym słuchała opowieści ze scenariusza thrillera. —— Tak. Wierzę w różne duchy, zwłaszcza leśne, Filipiny pełne są takich legend. Niby bajka, ale większość w nie wierzy. Nabierają realnego kształtu, zwłaszcza gdy jesteś sam na sam z dżunglą. Jeden z nich powiedział mi: teraz. I poszedłem. Nie pamiętam nic z tej drogi. Obudziłem się w szpitalu. —— Bałeś się? – „co za durne pytanie!“ pomyślałam, gdy już padło. —— Tak, mimo iż wiedziałem już, z czym to się je. Podobno miałem wielkie szczęście, jedna doba więcej i byłoby po mnie. Myślę, że coś nade mną czuwało. Jakaś siła. Może bóg. A ty wierzysz w boga, Ewa? —— Dawno nikt mnie o to nie pytał. Do tego tak znienacka. Ta cisza trwała chwilę, bym mogła dobrze ubrać to w słowa. —— Moją religią jest dobro i życzliwość. Tak, Joseph. To chyba najtrafniejsze porównanie. —— Myślę, że dlatego tu pasujesz. Lot na Filipiny z przesiadkami trwa około trzydziestu godzin i przy dobrej konfiguracji promocyjnej można go kupić za niewiele więcej niż jedna średnia pensja krajowa. Śmiesznie niedaleko i wyjątkowo tanio jak na tak bogate ze wszech miar doświadczenie. Autor tekstu i zdjęć: EWA M. PAWŁOWSKA


korygująca baza pod makijaż bogata w składniki aktywne dyskretnie maskuje niedoskonałości skóry optycznie niweluje zaczerwienienia i przebarwienia

www.paese.pl

23


Elvis jak żywy

ELVIS STRZELECKI Imienny spadkobierca króla rock’n’rolla. Cechuje go ogromne poczucie humoru i dystans do otaczającej rzeczywistości. Od 1990 roku zaręczony z muzyką. Prywatnie domator, miłośnik dobrego jedzenia, czerwonego wina orazkobiet z IQ powyżej 120.

STACJA Z KRZYŻYKIEM ...BEI VIVA ZWEI – TEN KTO NIE PAMIĘTA TEGO ZWROTU, PRAWDOPODOBNIE PRZEBYWAŁ NA EMIGRACJI W LATACH 95-02, BOWIEM TO WŁAŚNIE W TYM OKRESIE FUNKCJONOWAŁ JEDEN Z NAJBARDZIEJ WYJĄTKOWYCH TWORÓW TELEWIZYJNYCH XX I XXI WIEKU. POCZĄTKOWO PEŁNIŁ ON FUNKCJĘ SUPLEMENTU VIVY, PREZENTUJĄCEGO MUZYKĘ DEDYKOWANĄ LUDZIOM POWYŻEJ 30-TEGO ROKU ŻYCIA. ZMIENIŁ SIĘ JEDNAK NIE DO POZNANIA WE WRZEŚNIU 1998 ROKU. Historia zaczyna się na początku lat 90., kiedy to na terenie niemieckiej Kolonii powstaje nowa stacja muzyczna adresowana do młodzieży – Viva. Stanowi ona odpowiednik kultowego MTV, będącego dotychczas liderem tego segmentu. Nasi zachodni sąsiedzi nie chcą jednak bezpośrednio kopiować od swoich amerykańskich kolegów. Stawiają na promocję europejskiej muzyki dance, pop i techno, choć w ramówce ich kanału pojawiają się także pasma rockowe i hip hopowe. W 1995 roku Vivie rodzi się młodsza siostrzyczka, która otrzymuje imię „Zwei” (początkowo pisane rzymską dwójką). Pierwszy rok życia poświęca prezentowaniu muzyki typu oldies, idąc śladem swojej zagranicznej koleżanki VH1. Drogi ich podobieństw rozchodzą dopiero się w momencie zmiany logotypu „dwójki”, który przybiera postać plusa. Pod nim znajdują się kolorowe prostokąciki z nazwami programów. Zmienia się również puszczana na niej muzyka, klasyki bowiem zostają zastąpione ambitnym popem, rockiem i soulem. Sielanka trwa do drugiej połowy 1998 roku… 7.09.98 – ta data powinna zostać zapamiętana przez każdego szanującego się fana offowych dźwięków z Europy Środkowo-Zachodniej. Wtedy to wszak nastąpił epokowy moment w dziejach muzycznej telewizji – o godzinie 15.00 grupa terrorystów zaatakowała spokojną dotychczas Vivę Zwei, zamieniając ją w centrum kultury alternatywnej. Pod hasłem „Die Wende” stacja całą dobę emitowała teledyski do góry nogami, by kolejnego dnia wystartować z zupełnie nową ramówką. Od tej pory nie było już mowy o popie, który zamieniono na mocnego rocka, alternatywne brzmienia rodem z innego wymiaru, eksperymentalną elektronikę oraz rap. Dotychczasowe pasma zastąpiono nowymi, bardziej bezkompromisowymi i prowokacyjnymi, zarówno pod względem wizerunkowym, jak i merytorycznym. Viva Zwei miała jednak jeszcze coś, czego brakowało jej starszej siostrze – charyzmatycznych prowadzących, wśród których najpopularniejsi byli Charlotte Roche, Niels Ruf, Ill Young Kim,

24

Markus Kavka, Rocco Clein, Nils Neumann, Falk „Hawkeye” Schacht, Tanja Mairhofer i Simon Gosejohann. Wyobrażacie sobie czarnowłosą Brytyjkę z mocnym makijażem, tatuażami i kolczykami, prowadzącą wywiady z ikonami popkultury pokroju Micka Jaggera, Marylina Mansona oraz Liama Gallaghera? Taka właśnie była Charlotte, stanowiąca antytezę ugrzecznionej prezenterki z przyklejonym do twarzy sztucznym uśmiechem. Jej program Fast Forward uznawany jest współcześnie za kultowy podobnie, jak Kamikaze Nielsa Rufa, w którym komik obśmiewał rzeczywistość, łamiąc wszelkie możliwe schematy poprawności politycznej. Satyra na show-biznes? Skądże znowu! Raczej odejście od standardowej konwencji spod znaku „kiedy ukaże się twoja nowa płyta?”. To właśnie odróżniało niepokorną siostrę od jej trójkątnej wersji, będącej pożywką dla fanów Backstreet Boys i Kelly Family. Skupmy się jednak na chwilę na aspekcie czysto dziennikarskim. Ci, którzy w tamtych czasach szlifowali swój niemiecki, mogli dowiedzieć się czegoś więcej o takich postaciach, jak chociażby Trent Reznor, Nick Cave czy Peter Steele dzięki Markusowi Kavce. Spokojny, uprzejmy, a przede wszystkim zainteresowany tym, co mają do powiedzenia znani rockmani – tak właśnie zapamiętałem prezentera. Mimo, iż odróżniał się od swoich kolegów po fachu łagodnym temperamentem, nie odbierało mu to uroku, bowiem wiedza, jaką posiadał i pasja do muzyki widoczne były w każdym wywiadzie, który przeprowadzał w programie 2Rock. Obecnie niespełna 48-letni dziennikarz współpracuje z telewizją MDR (wcześniej związany był również z MTV oraz ZDF), a także występuje jako DJ. Podobne podejście wykazywał spec od elektroniki, Ill Young Kim, związany z Vivą Zwei od 1996 roku (prowadził wtedy wieczorne pasmo „Downtown”). Electronic Beats, którego później był prezenterem, przybliżało sylwetki największych postaci sceny techno, electro, house i drum’n’bass. Swoistą kontynuacją promowania muzyki elektronicznej na antenie

„dwójki” był oparty na zestawieniu setu didżejskiego z wizualizacjami VJ-a 2Step. Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał jeszcze o trzech interesujących formatach – prezentującym koncerty najważniejszych grup muzyki alternatywnej (i nie tylko!) Overdrive, wiadomościach muzycznych prowadzonych prosto z windy przez świętej pamięci Rocco Cleina (zmarł w 2004 roku) czyli Neuigkeiten, a także kukiełkowym show, którego gospodarzem była (uwaga!) gąbka mikrofonowa mówiąca głosem niższym niż Barry White. Tą dziwną postacią był niejaki Zwobot. Niemieckie poczucie humoru od zawsze należało do najdziwniejszych, co potwierdza pomysł na jeden z najbardziej specyficznych programów w historii telewizji muzycznej. Zwobotowi towarzyszyła grupa zabawkowych przyjaciół, z których najśmieszniejszym był Mr. Explosion (bomba wysadzająca m.in. Berlin, Freda Dursta z Limp Bizkit i Georga W. Busha). Wszystko, co dobre, musi się jednak kiedyś skończyć i tak też stało się z Vivą Zwei, która mimo rosnącej wśród widzów popularności, nie przynosiła na tyle wysokich dochodów, aby utrzymać się dalej na antenie. Pod koniec 2001 roku emitowała już tylko pasma powtórkowe i teledyski, by całkowicie zakończyć nadawanie 7 stycznia 2002 roku. Jak przystało na „dwójkę” było to pożegnanie w wielkim stylu za sprawą Zwobota i jego przyjaciół, którzy jako Zwobot Allstars wykonali utwór„Abschied von Viva Zwei” („Żegnaj Vivo Zwei”). Kanał wysadził rzecz jasna sam Mr. Explosion. Mimo fali protestów na ulicach Kolonii, nie udało się przywrócić do życia tej niezwykłej stacji muzycznej. Pozostają tylko wspomnienia oraz wdzięczność jej twórcom za to, że pozwolili nam poznać świat niedostępny mainstreamowi. Jeśli wydawało wam się kiedyś, że wiedzieliście o istnieniu Placebo, Gus Gus, Tocotronic czy Muse wcześniej od całej reszty, to zapewne zasługa „stacji z krzyżykiem”. Być może to utopijne życzenie, ale mam głęboką nadzieję, że „dwójka” jeszcze kiedyś do nas powróci.


25


recenzja

fot. Wydawnictwo Literackie

NOWA, DŁUGO WYCZEKIWANA KSIĄŻKA DOROTY MASŁOWSKIEJ - WIĘCEJ NIŻ MOŻESZ ZJEŚĆ – FELIETONY PARAKULINARNE - W KOŃCU ZAGOŚCIŁA NA PÓŁKACH KSIĘGARNI. JEŚLI AUTORKĘ KOJARZYCIE GŁÓWNIE Z CHLEBEM I KANAPKAMI Z HAJSEM, TA POZYCJA ZDECYDOWANIE MILE WAS ZASKOCZY. DOTĄD MIMO WSZYSTKO ZAJMOWAŁA SIĘ PRZECIEŻ TWÓRCZOŚCIĄ WRĘCZ AKUCHENNĄ. W SWOICH FELIETONACH PODAJE PRZEPISY NA TO, JAK ZJEŚĆ NIE GOTUJĄC I JAK CZERPAĆ Z TEGO PRZYJEMNOŚĆ. SKŁADNIKAMI SĄ TU MIEJSCA I LUDZIE, KTÓRZY TWORZĄ KLIMAT NAPĘDZAJĄC JEJ ROZMYŚLANIA.

OPOWIEŚCI APETYCZNE I NIEZJADLIWE

BARWNY STYL MASŁOWSKIEJ PRZENOSI NAS Z ŁATWOŚCIĄ W ŚWIAT SMAŻONYCH NA FRYTURZE PANIEROWANYCH FRYTEK NA CAPE COD, GOFRÓW ZE ŚMIETANOWYMI GIRLANDAMI ZNAD POLSKIEGO MORZA I NOWOJORSKICH TOALET RODEM Z HORRORU.

26

W lekki sposób, chociaż z charakterystycznym dla siebie przejaskrawieniem i błyskotliwą ironią opowiada nie tylko o jedzeniu. Tłumaczy dlaczego niejechanie do Chin ma więcej zalet niż jechanie tam, mówi o spuszczonych ze smyczy kontrolowanego przesytu Polakach na wakacjach all inclusive i o cofaniu się w czasie. Nie zabraknie odwołań do niezupełnie bezzasadnych stereotypów o blokach z wielkiej płyty i polskiej wsi. Dowiecie się miedzy innymi jak w ambitny sposób zniszczyć sobie życie za pomocą urodzin dziecięcych, dlaczego zakupione w Castoramie dębowe meble i obrazy z kwiatem wiśni kojarzą się Polakom z japońskim przepychem i jak gotują mężczyźni. Autorka przedstawia racjonalne argumenty tłumaczące nieracjonalne odżywianie Amerykanów, opowiada o różowych włosach starszych Słowenek i przestrzega przed nieznajomością kulinarnych idiomów. Jej barwny styl przenosi nas z łatwością w świat smażonych na fryturze panierowanych frytek na Cape Cod, gofrów ze śmietanowymi girlandami znad Polskiego morza i nowojorskich toalet rodem z horroru „Nie wchodźcie nigdy do toalet w McDonalds II”. Książka jest zbiorem felietonów publikowanych w magazynie „Zwierciadło”. Nie przypomina to jednak w żadnym aspekcie klasycznej rubryki kulinarnej. Masłowska opisuje „jedzone jedzenie” nie w kategorii smaku czy estetyki podania, ale atmosfery i wydarzeń, jakie się z nim wiążą. Obrazowymi opisami zbiera nas do miejsc w stylu „za czymś mi tak żal” polecając przysmaki serwowane przez nieco zapomnianego kucharza – Straszny Głód. W felietonach, co zaskakujące, obok purée z cieciorki i dyni, lodów waniliowych z syropem o smaku bzu czy turbota w maśle, znajdzie się miejsce dla drożdżówek z nieistniejącym nadzieniem, żylastych kebabów, mrożonej pizzy i jajecznicy na oleju. Parakulinarność według Masłowskiej otwiera oczy czytelnika na kwestie, których na pierwszy rzut oka nie dostrzega myśląc o kuchni, restauracjach, posiłkach. Książka opatrzona jest genialnymi ilustracjami Macieja Sieńczyka. Polecam – niekoniecznie przy jedzeniu! ALEKSANDRA KOSARSKA


31-018 KRAKÓW, ul. św. Jana 14, tel: (12) 421 71 04 00-061 WARSZAWA, ul. Marszałkowska 140, tel: 795 029 829 e-mail: galeria@mleczko.pl

sklep.mleczko.pl

www.mleczko.pl 27


felieton

J

SUPERMOC TATUOWANIA PARTYKUŁ

est taka zabawa uruchamiająca kreatywne myślenia, która polega na zadaniu pytania osobie z otoczenia, by po odpowiedzi zobaczyć ją w innym świetle, dotrzeć do abstrakcyjnych czeluści jej wyobraźni lub po prostu wspólnie się pośmiać. Pytania mogą być wszelakie i kosmiczne, ale jedno szczególnie mnie do siebie zbliża: „Gdybyś miała posiadać supermoc w świecie bez ograniczeń, jaka supermoc to by była?“. Odpowiedzi zmieniają się cyklicznie, ale dziś odpowiadam odruchowo: supermoc tatuowania negatywnym, ściągającym do parteru, zawistnym i zazdrosnym ludziom słowa NIE na czole, by każdy potencjalny interlokutor widział, w co się pakuje. Kopie mnie jednak natychmiast od wewnątrz małe empatyczne zwierzę, pokładające nadzieję w naturalnym dobru człowieka i możliwej jego przemianie na lepsze. Więc trochę modyfikuję swoją supermoc – tatuaż nie może być permanentny, będzie zanikał wraz ze zmianą podejścia do świata i ludzi. Bo oni – wbrew pozorom i wbrew naszej asympatii do nich – nie robią tego świadomie. Jako superbohaterski protagonista w tym spektaklu, ratujący świat przed zagładą, mam też swojego antagonistę, z którym łączy mnie zażyła, pokraczna więź. Jest nim słowo NIE. Wedle słownika PWN partykuła występująca przed głównym składnikiem zdania lub równoważnikiem zdania, zmieniająca jego treść na przeciwną. Dokładnie. Na przeciwną niż JEST. Aby nikt nie poczuł się dotknięty hipotetycznymi potwierdzeniami „z życia wziętymi“, które zapewne są bliźniaczo podobne do wielu człowieczych doświadczeń mimo klauzuli „wszelkie podobieństwo jest przypadkowe”, dokonam odważnego autoekshibicjonizmu (wiem, ryzykowne, ale kręcą mnie potyczki z krytyką, tak dla sportu). Niektórzy negują cudze działania, bo przeżyte lata wpoiły im do głowy durną na wskroś zasadę „wyjątek potwierdza regułę”. Mają zaprogramowane w swoim myślowym systemie operacyjnym, jak dekoder N-ki nagrywanie filmu o dwudziestej czy telefon ustawiony alarm na rano, że wszystko opiera się na analogicznych schematach. Gdy tylko dostrzegają porównywalne do przeszłości symptomy, rozpoczyna się dziwowisko powstrzymywania delikwenta przed odmiennymi od sztampy działaniami lub krytykanctwa jego inności. Gdy 28

byłam w piątej klasie podstawówki, polonistka powiedziała mi wprost, że „słowo pisane“ nie należy do moich mocnych stron. Niby nie sadziłam byków i wszystko składało się do kupy, ale ona nie czuła potencjału. Za poprawność stawiała mi zawsze czwórkę. Nie przejęłam się zbytnio, bo z założenia uznałam, że miała rację. Przecież skończyła studia i ma pierdyliard lat doświadczenia. Ograniczyłam się do pamiętnika i historyjek dla znajomych. Przeszłam egzaminy licealne tylko po to, by dowiedzieć się, że klasa o profilu kulturowo-lingwistycznym, którą wybrałam, jest w zasadzie do krwi humanem, a moja wychowawczyni to ekscentryczna, pałająca miłością obsesyjną do książek i pisania, polonistka. Ale wtopa, a przede mną cztery lata gehenny. Ona – miłośniczka literatury i ja – ze stygmatem nieudacznictwa na świadectwie. Ale z miejsca posypały się piątki i podziw dla moich literackich możliwości. „Jakim cudem ty miałaś czwórkę z polskiego w podstawówce?“. Zawsze będą lepsi i gorsi, a ja cały czas piszę mimo tej świadomości. I chyba jakoś wychodzi. Niepopularnie może, ale po mojemu. Polonistko z podstawówki! Tatuuję Ci NIE na czole i czekam cierpliwie, aż zblaknie. „Ty? Że niby chcesz się rozwijać? Że niby docelowo chcesz robić filmy? Chyba Cię pogięło. Ale powodzenia“ – tak prawie dziesięć lat temu pożegnał mnie mój przełożony, gdy zawiadomiłam go, że przechodzę do konkurencji i umotywowałam to swoimi ma-

rzeniami. Nie pokrywającymi się, jak widać, z obrazkiem mnie w jego oczach. Nadajmy mu jakiś pseudonim, pasujący do osobowości – niech będzie Mietek Zazdrośnik. Mietek był sfrustrowanym czterdziestoletnim medialnym wygą, pijącym whiskey przed południem, nadrabiającym kompleksy sportowym autem, niepasującym do jego trzydziestokilogramowej nadwagi i zniekształconej alkoholem twarzy. Czego to on nie widział i jakim to on nie jest triumfatorem, wypływając co i rusz na powierzchnię bagna show-biznesu, pokazując wszystkim dookoła „faka“, nawet własnym pracownikom, którzy wyciskali z siebie siódme poty w imię jego wątpliwego splendoru. Prawdopodobnie, gdy gasły reflektory w studiu, a on samotnie wpatrywał się w swoją plazmę za przesadny kredyt w swoim apartamencie za jeszcze bardziej wydumaną pożyczkę, Mietka Zazdrośnika zżerał od wewnątrz podziw dla młodszych o dwadzieścia lat ludzi, którzy kierowali swoją ścieżką kariery z pasji, a nie gonili za pieniądzem i statusem społecznym. I przytłaczał jednocześnie, bo on ani tego wyboru świadomie nie dokonał, ani nie powalczył o to, by robić w życiu to, co naprawdę go kręci. Pewnie uznał, że jego czas na drastyczne zmiany się skończył, ale nikt nie powiedział mu, że nie ma górnej granicy wieku, jeśli to dobrze przemyśleć i odważnie zadziałać. Zamiast realizować marzenia (mimo cholernych trudności i z ryzykiem fiaska gdzieś z tyłu głowy), nie mając kontrargumentów wolał kończyć ze mną dyskusję wypychając biurowe krzesło na kółkach wraz ze mną na nim ze swojego gabinetu. Nie przejęłam się tym zbytnio, bo wiedziałam już, że cudze słowa mogą być co najwyżej wskazówką, ale na pewno nie wyrokiem. Zawsze będą lepsi i gorsi, a ja cały czas z filmem w produkcji romansuję. I chyba jakoś wychodzi. Niepopularnie może, ale po mojemu. Dawny zwierzchniku sprzed dekady! Tatuuję Ci NIE na czole i czekam cierpliwie, aż zmyjesz go alkoholem. Ale, ej... Zabawę można trochę rozkręcić... A kto powiedział, że NIE? Skoro już mam supermoc tatuowania emblematów na cudzych ciałach, to znaczy, że mogę na nich wyskrobać co mi się żywnie podoba. Na przykład TAK – partykułę wyrażającą aprobatę. O, TAK dla wszystkich, którzy nie przejmują się NIE.


największa internetowa wypożyczalnia filmów oglądaj:

Magia w Blasku Księżyca ©2014Gravier Productions, Inc. KINO ŚWIAT 2015

Krocząc wśród cieni ©Kino Świat 2015

krocząc wśród cieni Mroczny dramat kryminalny z Liamem Nessonem.

magia w blasku księżyca Najnowsza komedia romantyczna Woody’ego Allena.

Donnie Darko ©Kino Świat 2015

donnie darko Jeden z najbardziej kultowych filmów w historii kina z Jakem Gyllenhaalem w roli głównej.

sin city 2: damulka warta grzechu @ Kino Świat 2015

sin city 2: damulka warta grzechu Adaptacja kultowego komiksu w gwiazdorskiej obsadzie.

Pod mocnym aniołem ©Kino Świat 2015

pod mocnym aniołem Ekranizacja bestsellerowej powieści Jerzego Pilcha w reżyserii Wojtka Smarzowskiego.

to wszystko i tysiące innych materiałów video na www.vod.pl 29


design

ŚWIATŁO JAK MAGICZNA RÓŻDŻKA

GRZEGORZ ZMARZ ur. 1976 Dziennikarz - radiowiec i realizator dźwięku. Jako oświetleniowiec nabierał doświadczenia pracując na najważniejszych europejskich targach motoryzacyjnych, m.in. dla Land Rovera, Jaguara i Forda. Z pasji do projektowania założył w Krakowie pracownię UNDESIGN. Lampy były eksponowane w galeriach wzornictwa w Warszawie, Amsterdamie i Sztokholmie. Na codzień współpracuje z architektami wnętrz i realizuje indywidualne projekty klientów.

30


MONI (plener), fot. Kamil A. Krajewski

design

Czym dla Ciebie jest światło? Totalnie wpływa na to jak się czujemy i jak postrzegamy otoczenie. Przez nieostrożność przy spawaniu stali doznałem niedawno porażenia nerwu wzrokowego. W ciągu następnych dwudziestu czterech godzin musiałem poruszać się z zasłoniętymi szczelnie oczami. To jest zupełnie inny świat. Jestem przyzwyczajony do światła jako płaszczyzny pierwszego kontaktu z przedmiotem. Poruszając się bez użycia wzroku wielokrotnie wszedłem w kolizję z twardymi przeszkodami i dowiedziałem się wreszcie do czego służy mały palec u nogi... Z drugiej strony przypomniałem sobie jak ważne są inne zmysły, którymi posługujemy się przecież równie intensywnie. Łatwo o tym zapomnieć w kulturze przesyconej obrazami, gdzie fotografia twojej pracy stanowi o jej być albo nie być na rynku.

BIRDY (on), fot. Kamil A. Krajewski

Dlaczego projektowanie oświetlenia pociąga Cię najbardziej? Może dlatego, że światło we wnętrzu „robi całą robotę”...? A na poważnie, rzeczywiście jest tak, że dobra lampa, dobre oświetlenie jest jak magiczna różdżka, która zamienia dynię w pozłacany powóz. Wiedzą o tym najlepiej filmowcy i fotograficy. Wiedzą też architekci wnętrz, z którymi coraz częściej współpracuję. Lubię kiedy moja praca jest składową takiej kropki nad „i” w jakimś ciekawym projekcie.

L

AMPY GRZEGORZA, WŁAŚCICIELA MARKI UNDESIGN, FASCYNUJĄ MNIE OD DAWNA. DLACZEGO? PONIEWAŻ SĄ ZUPEŁNIE WYJĄTKOWE, NIE PODLEGAJĄ ŻADNYM SCHEMATOM. JEDNE PRZYPOMINAJĄ FORMĄ ŚWIECĄCE KOLOROWE CZAPKI ZACZERPNIĘTE Z CUDOWNEJ BAJKI, INNE STALOWE DZWONY O PIĘKNYCH KSZTAŁTACH, A JESZCZE INNE TRAWIASTE GEOMETRYCZNO - ORGANICZNE OBIEKTY. PATRZĄC NA NIE CZUJE SIĘ, ŻE SĄ TO PRZEDMIOTY TWORZONE Z PASJĄ – PRZEZ OSOBĘ, KTÓRA LUBI BAWIĆ SIĘ FORMĄ, MATERIAŁEM I ŚWIATŁEM.

Twoi mistrzowie to.... Okropny bałagan mam w temacie mistrzów. Pojawiają się na każdym kroku. Bardzo cenię kontakt z ludźmi i na nim buduję swoje doświadczenie. Przypadkiem spotkany człowiek, który od dziesięcioleci dorabia strugając drewniane łyżki jest dla mnie równie istotny jak guru oświetleniowego designu Ingo Maurer. Inspiruje mnie każde indywidualne spotkanie z odbiorcą moich projektów, tak samo jak skłania do szerszej refleksji Zdzisław Sobierajski krytycznie piszący o kondycji polskiego designu. Do tego wszystkiego z tyłu głowy oczywiście mam Jana Vermeera, Edwarda Hoppera i na dodatek Beksińskiego, którego dom stał nieopodal domu moich dziadków. Czym dla Ciebie jest Undesign? To jest taki słowotwór, który przypomina mi o tym, żeby nie przekombinować przy pracy i nie tworzyć przedmiotów, które nie są odpowiedzią na realne potrzeby. Nie zajmuję się tworzeniem całkowicie nowych, pionierskich rozwiązań w oparciu o przełomowe technologie. Takie rzeczy robi wąska grupa projektantów ściśle współpracujących z innowacyjnym przemysłem. Wszyscy toniemy w nadmiarze przedmiotów masowej produkcji, który powstaje jako echo tych pierwotnych innowacji. 

31


L.E.M. fot. Kamil A. Krajewski

design

EVE (wall lamp) fot. Grzegorz Zmarz

NESTAN fot. Grzegorz Zmarz

HAY fot. Kamil A.Krajewski

OH HORSE fot. Grzegorz Zmarz

Czy to, dla kogo projektujesz, ma dla Ciebie znaczenie? Mój klient wybiera pewną niezbędną ilość elementów wyposażenia domu, biura lub restauracji, które będą stanowiły dla niego przyjazny ekosystem. Undesign również dlatego, że mimo stałego podglądu designerskich nowinek, przede wszystkim staram się bazować na wrażliwości odbiorcy i interpretować jego potrzeby. Dzielimy w takim procesie doświadczenie, poczUcie estetyki i razem określamy granice wspólnej przygody. Kontakt z odbiorcą jest najbardziej ekscytującą częścią pracy. Co to znaczy, że tworząc dbasz o zachowanie historii i romantycznej natury użytych materiałów? To jest sformułowanie, którego kiedyś użyłem opisując projekt oparty o zasadę recyclingu. Postanowiłem pozostawić ślad pierwotnego przeznaczenia przedmiotu, którego użyłem w nowym kontekście. Lampy wykonane ze zużytych butli gazowych noszą takie ślady. Rozumiem to tak samo jak potrzebę posiadania antyków w przypadku których niedopowiedzia-

na historia przedmiotu dodaje mu intensywnej tożsamości. Co czujesz tworząc? Istotniejsza niż odczucia jest dla mnie gmatwanina myśli, które towarzyszą powstawaniu nowych projektów. Jestem wzrokowcem i na początkowym etapie muszę odrzucić dziesiątki gotowych rozwiązań zapisanych w pamięci. To taki rodzaj medytacji. Zaczątek projektu pojawia się dopiero na tym etapie. Równocześnie zaczynam myśleć o funkcji, a na końcu o szerszym kontekście mojej pracy. To też jest ciekawy etap, takie zastanawianie się nad tym dokąd cię ta praca zaprowadzi. Niedawno napisał do mnie Jeffrey Kenoff, amerykański architekt z imponującym dorobkiem, komplementując jeden z moich projektów i zachęcając do przedstawienia go w międzynarodowym konkursie. Bonus wynikający z publikowania efektów pracy w sieci. Robisz swoje tutaj i teraz, ale dzięki swobodnemu przepływowi informacji bierzesz równocześnie udział w szerszym zjawisku. Mam się czym ekscytować. Rozmawiała OLIMPIA AJAKAIYE

32

OLIMPIA AJAKAIYE Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie Wydział Projektowania Wnętrz, ze specjalizacją projektowanie mebli. Jej praca dyplomowa kolekcja mebli inspirowanych formami organicznymi, otrzymała prestiżową nagrodę – Złoty Medal Rektora krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych oraz Stypendium Twórcze Miasta Krakowa. Od ponad 10 lat jest zawodowo związana z mediami. Pracowała dla stacji jak CANAL+ gdzie prowadziła program kulturalno- rozrywkowy „Na gapę”. Dla TVN realizowała programy interaktywne oraz, współpracowała z telewizją śniadaniową „Dzień dobry TVN”. W TVP 2 była gospodynią porannego programu „Pytanie na śniadanie”Aktualnie prowadzi pracownię projektową olimpiadesign. Jej prace można zobaczyć na stronie www.olimpiadesign.com


33


motoryzacja BMW serii 5 pierwszej generacji (1972-1981) miało 4,62 m długości, 1,69 m szerokości i ważyło około 1300 kg. Obecnie BMW serii 3 ma niemal identyczną długość, 1,81 m szerokości i waży ponad 1500 kg.

BACK

TO BASIC

W CIĄGU NIECO PONAD 100 LAT AUTOMOBIL EWOLUOWAŁ Z PROSTEGO POWOZU NA DREWNIANYCH KOŁACH W POJAZD, KTÓRY POTRAFI PROWADZIĆ SIĘ SAM, PROPONUJE NAM NAJLEPSZE RESTAURACJE W OKOLICY I MOŻE BYĆ NAPĘDZANY TRZEMA BĄDŹ NAWET CZTEREMA SILNIKAMI. NIE MA JUŻ POWROTU DO CZEGOŚ, CO DZISIAJ NAZWALIBYŚMY PRAWDZIWYM SAMOCHODEM, ZAŚ W PRZYSZŁOŚCI BĘDZIE ON NICZYM SPRZĘT AGD NA KOŁACH.

D

zisiaj prawdziwe, „szczere” w formie i treści samochody odnajdziemy już jedynie w prywatnych kolekcjach pasjonatów. Do lamusa odeszły lekkie, proste konstrukcje i auta, dające poczucie obcowania z czystą, mechaniczną mocą, surowe jak pierwsze Corvette, budzące przerażenie jak Porsche 911 Turbo z lat 70., naturalne jak Peugeot 205 GTI, czy po prostu ekscytujące – z duszą i charakterem. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat samochody urosły, stały się dużo bardziej idiotoodporne (czytaj bezpieczne), przybyło w nich mnóstwo elektroniki, przybrały na masie i stały się do siebie podobne. Owszem również szybsze, ale wzrost osiągów jakoś nie przełożył się na frajdę z jazdy. Zapewne wielu z was pamięta jeszcze koniec lat 70., kiedy na drogach gościła pierwsza generacja BMW serii 5 (E12). Limuzyna miała długość

34

4,6 m, szerokość niecałych 1,7 m i ważyła około 1300 kg. Obecnie wielkością przebija ją BMW serii 3, które jednocześnie jest ponad 200 kg cięższe. Ten przyrost gabarytów to jednak najmniejszy szkopuł współczesnych samochodów. Prawdziwą bolączką jest panosząca się na pokładzie elektronika. Kiedyś siła, z jaką oddziaływałeś na kierownicę, trafiała bezpośrednio na przednie koła. To zapewniało świetne czucie drogi, bezpośredni kontakt z maszyną i precyzję prowadzenia. Potem pojawiło się wspomaganie. Na początku hydrauliczne, nie zaburzające w większym stopniu interakcji między człowiekiem a samochodem. Niestety z biegiem czasu stało się nieekonomiczne. Nastała trwająca do dziś era wspomagania elektrycznego, które w znakomitej większości przypadków okazuje się znacznie gorszym rozwiązaniem. Daje sztuczne


motoryzacja

i nienaturalne odczucia, którym daleko do pierwotnej bezpośredniości. Ale... jest tańsze w produkcji i przyczynia się do obniżenia zużycia paliwa o kilka procent względem hydraulicznego odpowiednika. Czy nam się to podoba czy nie, stało się więc standardem w nowych samochodach. Na tym nie koniec. W najnowszym Infiniti Q50 można zamówić układ kierowniczy steer-by-wire. Standardowe, mechaniczne połączenie między kołami przedniej osi a kierownicą jest tu jedynie awaryjne. W normalnych warunkach ruchy kierownicy są konwertowane na impulsy elektryczne, a te przekazywane są przez kabelki (!) do sterowników odpowiednich silników, które poruszają kołami. Analogia do PlayStation jak najbardziej na miejscu. Przykładów gdzie skomplikowana elektronika zastąpiła mechaniczną prostotę, można mnożyć w nieskończoność.

Układ steer-by-wire w Infiniti Q50. Ruchy kierownicy konwertowane są na impulsy elektryczne, które po kablach trafiają do silniczków sterujących kołami. Tradycyjne, mechaniczne połączenie uaktywnia się jedynie w sytuacji, kiedy elektronika zawiedzie.

Producenci starają się jednak dać nam złudne poczucie, że ich czterokołowe produkty nadal potrafią być dynamiczne, agresywne i nieokiełznane. W większości samochodów klasy premium mamy do dyspozycji przełącznik. Pozwala on zmieniać charakterystykę podstawowych układów w samochodzie – werwy z jaką silnik reaguje na wciśnięcie gazu, oporu jaki stawia kierownica czy sztywności zawieszenia. Coraz częściej dochodzi do tego cyfrowa symulacja rasowego dźwięku silnika. Auto może być więc komfortowe, a kiedy zechcemy trochę bardziej sportowe. To wszystko to jednak gadżety, elektroniczne protezy tego, co kiedyś dawało radość z interakcji z maszyną. Czy możliwy jest powrót do korzeni – motoryzacyjny back to basics? I tak, i nie. Obecnie mimo iż każda kolejna generacja nowego modelu jest większa od poprzedniej, staje się również lżejsza. To właśnie w redukcji masy producenci samochodów upatrują sprzymierzeńca w walce z coraz bardziej wyśrubowanymi normami emisji spalin. Samymi modyfikacjami silnika niebawem nie uda się już zadowolić unijnych ekoświrów. Możemy więc oczekiwać, że samochody przyszłości ponownie będą lekkie. Nie przełoży się to raczej na radość z jazdy. Nieodparta pokusa producentów do aplikowania w autach wszelkich elektronicznych gadgetów, troska o bezpieczeństwo kierowcy i błogostan pozostałych przy życiu niedźwiedzi polarnych sprawi, że auta będą stawiać się coraz bardziej bezduszne, homogeniczne, po prostu nudne niczym sprzęt AGD. Tekst: MICHAŁ SZTORC/PremiumMoto.pl Fot. Producenci

Pierwsze turbodoładowane Porsche 911 (1975-1985) było niezwykle wymagające w prowadzeniu. Dla wielu kierowców aż za bardzo. Szybko zyskało przydomek „the widowmaker” czyli owdawiacz.

W nowym Mercedesie klasy C możemy wybrać jeden z pięciu trybów pracy skrzyni, silnika i układu kierowniczego.

35


prawo

KTO MA PRAWO DO MUZYKI? POWSZECHNE JEST, ŻE W LOKALACH USŁUGOWYCH TAKICH JAK NP. SKLEPY, RESTAURACJE, KAWIARNIE ODTWARZANA JEST MUZYKA. W ZWIĄZKU Z TYM NASUWA SIĘ PYTANIE, CZY UMILANIE CZASU KLIENTOM W TAKI SPOSÓB, WIĄŻE SIĘ DLA PRZEDSIĘBIORCY Z OBOWIĄZKIEM UZYSKANIA JAKIŚ ZGÓD, LICENCJI, PONOSZENIA OPŁAT.

D

zieło muzyczne i słowno-muzyczne stanowi utwór w znaczeniu prawa autorskiego i jest przedmiotem jego ochrony. Co do zasady, to twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu. Jednym z pól eksploatacji jest rozpowszechnianie utworu poprzez jego odtwarzanie oraz nadawanie. Przez odtwarzanie utworu rozumie się jego udostępnienie bądź przy pomocy nośników dźwięku, obrazu lub dźwięku i obrazu, na których utwór został zapisany, bądź przy pomocy urządzeń służących do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego, w którym utwór jest nadawany. Nadawaniem utworu jest natomiast jego rozpowszechnianie drogą emisji radiowej lub telewizyjnej, prowadzonej w sposób bezprzewodowy (naziemny lub satelitarny) lub w sposób przewodowy. W związku z tym, korzystanie z utworów polegające na ich odtwarzaniu lub nadawaniu, co do zasady wiąże się z obowiązkiem ponoszenia opłat na rzecz twórców. Twórcą danego utworu muzycznego zazwyczaj nie jest jedna osoba, lecz wiele osób (wykonawca, autor muzyki, autor tekstu, producent). W praktyce możliwość legalnego rozpowszechniania utworu muzycznego, polegającego na jego odtwarzaniu w miejscu publicznym, wiąże się z koniecznością zawarcia umów licencyjnych z organizacjami zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi. Organizacje te są stowarzyszeniami zrzeszającymi twórców, artystów wykonawców, producentów lub organizacjami radiowymi i telewizyjnymi, których statutowym zadaniem jest zbiorowe zarządzanie i ochrona powierzonych im praw autorskich lub praw pokrewnych. Podkreślenia wymaga, że istnieje więcej niż jedna organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i każda z nich reprezentuje inną grupę twórców. ZAiKS reprezentuje autorów tekstów i autorów muzyki, STOART i SAWP reprezentują wykonawców, ZPAV natomiast reprezentuje producentów muzycznych i filmowych.

36

Przedsiębiorca chcący w pełni legalnie odtwarzać muzykę w lokalu usługowym powinien zawrzeć umowy licencyjne z każdą z tych organizacji. Wysokość opłat licencyjnych uzależniona jest m. in. od rodzaju prowadzonej działalności, jej skali i sposobu korzystania z utworów. Prawo autorskie przewiduje jednak wyjątek i daje możliwość odtwarzania muzyki w miejscu publicznym bez konieczności podpisywania umów licencyjnych. Posiadacze urządzeń służących do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego mogą za ich pomocą odbierać nadawane utwory, choćby urządzenia te były umieszczone w miejscu ogólnie dostępnym, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych. Innymi słowy w lokalach usługowych można rozpowszechniać, bez konieczności ponoszenia opłat, utwory nadawane w stacji radiowej lub telewizyjnej, jeśli nie wiąże się to z osiąganiem korzyści majątkowych. Podkreślenia w tym miejscu wymaga, że obowiązek ewentualnego wykazania, iż rozpowszechnianie muzyki nie było związane z osiągnięciem korzyści majątkowej spoczywa na przedsiębiorcy. O ile brak związku między odtwarzaniem muzyki a korzyściami majątkowymi wydaje się możliwy do udowodnienia w przypadku, gdy np. muzyka w biurze lub na zapleczu ma jedynie umilić czas pracownikom, o tyle w przypadku muzyki w sklepie, restauracji czy kawiarni, związek z osiąganym przychodem jest raczej ewidentny. W tym miejscu zasygnalizować jedynie należy, że ponoszenie opłat licencyjnych na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi nie zwalnia przedsiębiorcy z obowiązku opłacania abonamentu radiowo-telewizyjnego.

MAGDALENA PIETKIEWICZ Radca Prawny www.kancelaria-brodowski.pl


37


twarze przy barze

CRACOW FASHION WEEK ICE CONGRES CENTRE, FOT. BARTEK WĄSIK, KRAKÓW, 22.03.2015

WIĘCEJ NA WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL 38


lodowe

sushi

Pobudzamy zmysły

Galeria Krakowska, I piętro ul. Pawia 5, 31-154 Kraków tel. 12 628 72 52 dołącz do nas

restauracja@miyakosushi.pl www.miyakosushi.pl 39


NA ZIELONO STARTUJEMY – PRZED NAMI CZAS DIET, ODCHUDZANIA I DETOKSYKACJI, KRÓTKO MÓWIĄC – POZYTYWNYCH ZMIAN NA TALERZU I W PRZYZWYCZAJENIACH ŻYWIENIOWYCH. TO TREND, KTÓRY NIE WYCHODZI Z MODY, ZMIENIAJĄ SIĘ JEDYNIE NASZE POTRZEBY. W TYM SEZONIE NAJPOPULARNIEJSZYM TRENDEM SĄ SMOOTHIES.

40

AGNIESZKA MAJKSNER

WIOSNA

fot. slodkalatte.pl

przepis

S

moothie to orzeźwiający schłodzony koktajl, który powstaje na bazie zmiksowanych owoców i/lub warzyw z dodatkiem lodu, soku, wody, ziół, przypraw, suszonych owoców, miodu, syropów – do wyboru do koloru, można by jeszcze długo wymieniać! Ma dość gęstą konsystencję i potrafi być prawdziwą bombą witaminową, w zależności od składników, jakimi się posłużymy. Może zawierać mnóstwo mikroelementów i witamin, które wzmacniają odporność organizmu, jest bogatym źródłem błonnika i chlorofilu, który usuwa z organizmu toksyny i wolne rodniki. Zastąpi posiłek, wzmocni nas, odżywi i oczyści. Mówi się, że nie powinny być tylko zielone, ale również żółte, białe, pomarańczowe, niemniej jednak te zielone mają największą moc. Zasadą są proporcje. Te idealne to 60%-70% owoców różnych w stosunku do 30%-40% warzyw/ziół. Przepisów na zielone drinki jest mnóstwo. Wszystko zależy od preferencji smakowych. Najlepiej sięgać po różne smoothies – każdy bowiem zawiera inne witaminy i składniki odżywcze w zależności od produktów, które znajdą się w składzie. Każdy może wymyślić coś zupełnie swojego i autorskiego. Zachęcam do poszukiwań.


przepis

NATOMIAST JA, JAKO ŻE ZACZYNA SIĘ SEZON NA SZPINAK – PROPONUJĘ PROSTY, SZYBKI I SPRAWDZONY SPOSÓB NA SMOOTHIES Z JEGO WYKORZYSTANIEM.

DOBRYM POŁĄCZENIEM NA PRZESILENIE WIOSENNE BĘDZIE TAKŻE KOKTAJL ZE SZPINAKIEM, SELEREM NACIOWYM I OWOCAMI.

Składniki: 250 ml wody pół pęczka natki pietruszki 100 g świeżego szpinaku 1/2 średniego, świeżego ananasa 1 mała gruszka 1/2 jabłka

Składniki: pół pęczka natki pietruszki 100 g świeżego szpinaku 3 laski selera naciowego 1 średnie i dojrzałe awokado 3 średnie pomarańcze 2 średnie dojrzałe kiwi 1/2 dojrzałego średniego mango Można dosłodzić dodając 1-2 łyżki miodu wielokwiatowego i/lub 10 g suszonych daktyli.

Sposób wykonania: Obrać ananasa. Usunąć gniazda z gruszki i jabłka, ale zostawić skórkę. Umyć szpinak i natkę. W blenderze umieść wszystkie składniki. Blendować do momentu uzyskania gładkiej konsystencji.

Sposób wykonania: Obrać pomarańcze, kiwi, awokado i nago. Umyć szpinak, natkę, seler. W blenderze umieść wszystkie składniki. Blendować do momentu uzyskania gładkiej konsystencji. Na zdrowie!

41


lifestyle Atelier Amaro - okoń morski z pieczonym rabarbarem, barbapapą i sałatą górników, fot. mintaeats.com

APETYT

NA MOLEKUŁY KIEDY W 1988 ROKU WĘGIERSKI FIZYK NICHOLAS KURTI I FRANCUSKI CHEMIK HERVE THIS ROZPOCZĘLI BADANIE ZWIĄZKÓW JEDZENIA Z NAUKĄ, NIKT NIE SPODZIEWAŁ SIĘ, ŻE PO NIESPEŁNA TRZYDZIESTU LATACH BĘDZIEMY MOGLI SPRÓBOWAĆ SOSU W KOSTCE, WINNYCH KAPSUŁEK CZY LODÓW O SMAKU JAJECZNICY. SPECJAŁY KUCHNI MOLEKULARNEJ SĄ CORAZ POPULARNIEJSZE, NIE TYLKO NA ŚWIECIE, ALE TAKŻE U NAS. RESTAURACJE SERWUJĄCE NIETYPOWE PRZYSMAKI POJAWIŁY SIĘ W STOLICY, BYDGOSZCZY I INNYCH MIASTACH. CZYSTY SMAK, NIECODZIENNE POŁĄCZENIA, NADZWYCZAJNY SPOSÓB PODAWANIA. CZY(M) TO SIĘ JE?

K

Atelier Amaro, fot.podrozeismak.pl

uchnia molekularna, nazywana przez niektórych kuchnią kreatywną, wykorzystuje metody naukowe do wydobycia smaku z popularnych produktów, stworzenia nowych i niespotykanych form znanych potraw. Wszystko odbywa się przy wykorzystaniu naturalnych substancji – azotu, cukrów, wyciągu z alg morskich. Kucharze-naukowcy opracowali metody smażenia w wodzie, sferyfikacji – czyli zamiany płynu w kapsułki, pieczenia przy użyciu lasera i pieców konwekcyjnych. Brzmi jak science fiction? Miłośników innowacyjnych kulinarnych odkryć nie brakuje.

42

Pierwszą w Polsce restauracją zajmującą się tego rodzaju kuchnią jest Dolce Vita, założona w 2008 roku w Bydgoszczy. Molekularne specjały podawane są tylko kilka razy w miesiącu w ramach menu degustacyjnego, które przygotowuje wraz z zespołem twórca Akademii Kuchni Molekularnej w Polsce – Jean Bos. Cena kolacji z pokazem na żywo, to 250 złotych od osoby. W stolicy warto odwiedzić sławne Atelier Amaro, które jest pierwszą w Polsce restauracją z prestiżową gwiazdką Michelina. Dania zmie-


lifestyle

niają się praktycznie codziennie, dlatego zamiast klasycznego menu goście otrzymują karty z „momentami”, które danego dnia stworzy Wojciech Amaro z zespołem. Można spróbować tam m.in.: rydzowego tortu, owiniętych w płatki z warzyw pierogów bez ciasta, śledzia z pyłem z buraka czy grasicy z gazowanymi pomidorami. Jak w większości tego typu restauracji, stolik rezerwuje się nawet kilka miesięcy wcześniej. Ceny wahają się od 145 do 320 złotych, w zależności od tego, na ile „momentów” się zdecydujemy.

czy topinambur z pianą ziemniaczaną i płynnym żółtkiem.

Ciekawą alternatywą dla głodnych kulinarnych doświadczeń Warszawiaków jest Tamka 43 – restauracja znajdująca się w modernistycznym budynku Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, która nie zajmuje się wyłącznie kuchnią molekularną, ale można tam spróbować dań ze specjalnego menu oferującego m.in. żółte pomidory ze śniegiem z mozzarelli i galaretką gazpacho,

Czy kuchnia molekularna rzeczywiście ma szansę stać się kuchnią przyszłości? Biorąc pod uwagę wielkość porcji, ceny i kilkumiesięczny okres oczekiwania na stolik w restauracjach, które ją serwują – nie sądzę. Póki co dla jednych zostaje ciekawostką, dla innych snobistyczną zachcianką.

Będąc na Śląsku warto odwiedzić Pszczynę, gdzie znajduje się restauracja Steampunk w Wodnej Wieży. Można tam spróbować dań przygotowanych za pomocą próżniowej metody sous vide, a także najrzadszych gatunków grzybów własnej hodowli, której tradycja sięga lat 60-tych ubiegłego wieku. Miejsce godne polecenia nie tylko ze względu na pyszne jedzenie, ale także malowniczą lokalizację i zaskakująco niskie ceny.

ALEKSANDRA KOSARSKA

Restauracja Taco Mexicano El Pueblo Kraków , ul. Poselska 20 tel.: 12 421 54 41 www.tacomexicano.pl

W chłodne dni rozgrzej się W Taco.... Meksykańska legenda W cenTruM krakoWa.... OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU W GODZINACH OD 12 DO 18 ZAPRASZAMY NA HAPPY HOURS!

43


miejsca

NOWE MIEJSCA

W STOLICY POLECA WARSAW FOODIE

SOUVLAK TRUCK Mamy wiosnę, są i więc nowe food trucki. W sumie to dziwne, że do tej pory takiego akurat jeszcze nie było, ale niedawno na ulice Warszawy wyjechał serwujący greckie przysmaki Souvlak Truck. W menu niebiesko – białego gastrowozu znajdziemy m.in. Pita Souvlaki z grillowanym kurczakiem w greckiej picie, Pita Bifteki z grillowaną wołowiną w picie, Souvlaki box, Bifteki box, a także frytki – greckie i zwykłe. Souvlak Truck stacjonuje zwykle na rogu Modlińskiej i Światowida. PRAKTYCZNE INFORMACJE: Adres: ul Modlińska 192, Warszawa Telefon: 531 534 904 Rodzaj kuchni: grecka Średnie ceny: 14-22zł

MEZA BEIRUT Restauracja została otwarta na początku marca przy ul. Ordynackiej w lokalu, w którym wcześniej przez rok działała restauracja Pellicano. Serwowane są tu dania kuchni libańskiej, a szefem kuchni jest Wael Harrouz. W karcie dań znajdziemy takie pozycje jak m.in.: hummus, tabboule, kasza bulgur z sosem pomidorowym, rakkakat cheese (ruloniki z ciasta filo wypełnione serem), tebble nayye (libański tatar z sosem czosnkowym) czy brochette lahme (szaszłyki jagnięce). W dni powszednie dostępne są zestawy lunchowe (zupa, danie główne i sałatka) w cenie 25 zł.   PRAKTYCZNE INFORMACJE: Adres: ul. Ordynacka 13, Warszawa Telefon: 791 668 888 Godziny otwarcia: pon. – czw.: 11.00 – 23.00 pt. – sob.: 11.00 – 2.00 niedz.: 11.00 – 23.00 Rodzaj kuchni: libańska Średnie ceny: dania główne 25 – 65 zł Klimat / Atmosfera: luźna Dzielnica: Śródmieście

44

MOUNT BLANC Pijalnia Czekolady i Kawy Mount Blanc została otwarta na Chmielnej w miejscu po Aroma Espresso Bar. Jest to pierwsza pijalnia czekolady tej sieci w Warszawie. W ofercie lokalu znajduje się ponad pięćdziesiąt rodzajów deserowej, białej oraz mlecznej czekolady, do picia na gorąco i zimno. Dodatkowo możemy się tam napić kawy (również przygotowanej na kilkadziesiąt sposobów), zjeść śniadanie (np. jajecznicę lub croissanty), kanapkę, tosty, sałatkę, naleśniki. Jest też szeroki wybór deserów oraz ponad 100 rodzajów belgijskich pralin.   PRAKTYCZNE INFORMACJE: Adres: ul. Chmielna 1/3, Warszawa Godziny otwarcia:  pon. – niedz.: 10.00 – 22.00 Telefon: 513 105 513 Strona internetowa: mountblanc.pl/pijalnie/Warszawa   Rodzaj kuchni: śniadania, przekąski Średnie ceny: sałatki 15-30zł Klimat / Atmosfera: luźna Dzielnica: Śródmieście


45


Jesteśmy spółką IT, tworzymy dedykowane rozwiązania w modelu Cloud Computing. Projektujemy i wdrażamy nowoczesne, skalowalne systemy,dostosowane do potrzeb firmy.

Exnui Sp. z o.o. ul. Rzymowskiego 53 02-697 Warszawa NIP: 956-228-14-11 46

www.exnui.com


OPOWIEDZ NAM CZEGO POTRZEBUJESZ, STWORZYMY ROZWIĄZANIE.

ul. Rzymowskiego 53 02-697 Warszawa www.innext.pl 47


lifestyle

fot. mat. prasowe

NAJLEPSZE DIETY 2014 ROKU WEDŁUG U.S. NEWS

CZY W TEMACIE DIET MOŻE NAS JESZCZE COŚ ZASKOCZYĆ? PROGRAMY ŻYWIENIOWE PODDAJĄ SIĘ LICZNYM MODOM I TRENDOM, ZUPEŁNIE TAK SAMO JAK ODZIEŻ, OBUWIE I INNE WIZERUNKOWE AKCESORIA. JEST TEŻ COŚ, CO JE ŁĄCZY. JAK SIĘ DOMYŚLAMY – TO ODPOWIEDNIA SYLWETKA – IDEALNIE „SKORELOWANA” Z AKTUALNIE OBOWIĄZUJĄCYM FASONEM SPODNI, SUKIENKI CZY ŻAKIETU.

T

rudno znaleźć coś modnego i jednocześnie prezentującego się nienagannie na sylwetce w rozmiarze powyżej 42 i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie towarzyszący często odchudzaniu brak racjonalności i wybieranie dróg na skróty. Mimo przemijających żywieniowych mód, wiara w cuda trzyma się jednak dzielnie i wiele osób po raz kolejny wybiera drogę Syzyfa, zamiast optymalnie przygotowanego do walki z wyboistą drogą pod górę himalaisty.

48

Przystępując do walki z nadprogramowymi kilogramami, przede wszystkim musimy pamiętać o konieczności zachowania sił, a nie będzie to możliwe bez właściwego odżywiania organizmu, nawet podczas odchudzania! Skąd ten przydługi wstęp? Nad rankingiem najlepszych diet 2014 roku (wg U.S. News) rzeczywiście warto się zastanowić. To efekt pracy specjalistów, którzy dokonali porównania 35 najmodniejszych w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy programów żywieniowych. Co zdecydowało o miejscach na podium?

Wszystkie trzy diety po pierwsze zwracają uwagę na samo znaczenie tego słowa, często, przynajmniej w języku polskim, utożsamianego z odchudzaniem (mniej lub bardziej radykalnym). Analizując najważniejsze cechy diet: DASH, TLC i Mayo, zwrócimy od razu uwagę na kluczowe znaczenie słowa „dieta” – czyli sposobu odżywiania. Zdrowa dieta to program żywieniowy, który zapewnia optymalne wspomaganie naturalnych czynności życiowych organizmu, dzięki dostarczeniu mu najlepszych składni-


lifestyle

ków odżywczych (w odpowiednich porcjach energetycznych). Bądźmy pewni, że racjonalizując swoje codzienne menu, przyczynimy się też do utraty zbędnych kilogramów. Zmiana nawyków żywieniowych jest bardzo istotna. Utrwalenie ich to jednak prawdziwy egzamin naszej żywieniowej dojrzałości. Przystępując więc do ataku na szczyt i przygotowując się do tej trudnej drogi (nie liczmy, że nie staniemy w obliczu różnych kryzysów) warto wyposażyć się w odpowiedni plan, który wesprze w trudniejszych momentach. My, z pełnym przekonaniem, rekomendujemy czołówkę rankingu U.S. News. DIETA DASH Dietary Approaches to Stop Hypertension – czyli mówimy „stop” nadciśnieniu. Kiedy? Zawsze, gdy damy się skusić naturalnej sile owoców, warzyw, orzechów, chudego nabiału czy ryb. Mamy wrażenie, że to menu jest nam dobrze znane? Rzeczywiście – dieta DASH ma wiele wspólnego ze zdrową i zarazem bardzo smaczną dietą śródziemnomorską, do której walorów nikt nie musi nas szczególnie przekonywać. O co zatem chodzi z programem żywieniowym DASH i skąd aż tak wysoka ocena efektów pracy amerykańskich naukowców z Narodowego Instytutu Serca, Płuc i Układu Krwiotwórczego – twórców diety? Doceniono przede wszystkim popularyzację regularności i konsekwencji w planowaniu codziennego harmonogramu żywieniowego. Dostarczenie organizmowi racjonalnych dawek dobrej energii pozwala skutecznie obniżać ciśnienie i jednocześnie zredukować stężenie cholesterolu we krwi. Tajemnica sukcesu (pierwsze efekty można zauważyć już po około dwóch tygodniach stosowania diety, jest to jednak zależne od skali zaawansowania nadciśnienia) to zatem składniki menu i porcje. Wyodrębniono osiem podstawowych grup produktów żywnościowych, którymi powinniśmy raczyć nasz organizm. Zanim przystąpimy do ich krótkiego omówienia, od razu zaznaczmy i zapamiętajmy – chcąc obniżyć ciśnienie, zawsze zwracajamy uwagę na  odpowiednie nawodnienie organizmu – pijmy więc (najlepiej niskosodową) wodę mineralną i unikajmy dużych ilości soli. Jak wykazują badania, mamy tendencję do przesalania. Dla swojego dobra zerwijmy z tym nałogiem – i odkryjmy prawdziwy

smak potraw, zmniejszając stopniowo ilość używanej soli. Już po tygodniu poczujemy różnicę i odświeżymy smak! Ostatnia grupa może nieco zdziwić, ale to właśnie z tej różnorodności bierze się sukces diety DASH. Chcąc skutecznie walczyć z nadciśnieniem (i przy okazji również ewentualnymi zbędnymi kilogramami) musimy wystrzegać się używek, takich jak kawa, alkohol czy papierosy. Jeśli wydaje się nam, że bez kawy nie będziemy w stanie normalnie funkcjonować – spróbujmy zmienić ją na zieloną herbatę, o wiele zdrowszą, a wykazującą podobne właściwości. Program żywieniowy DASH możemy też nazwać kolejną wersją niezbyt restrykcyjnej, a dającej pozytywne i trwałe efekty (rozłożone w czasie) diety 2000 kalorii. DASH to również efektywne dawki energii, dlatego dostarczajmy jej w pięciu do sześciu dawkach dziennie. Posiłki powinny być złożone przede wszystkim z produktów z pierwszych kategorii. Pamiętajmy oczywiście, żeby białe pieczywo zastąpić razowym (z pełnego przemiału), podobnie makaron. Dajmy się też uwieść kaszom, z których można sporządzić smaczne, kolorowe i zdrowe dania.

OSIEM GRUP PRODUKTÓW: 1. ZBOŻA I KASZE 2. WARZYWA 3. OWOCE 4. NABIAŁ (CHUDY) 5. CHUDE MIĘSO I RYBY 6. ORZECHY, STRĄCZKI, NASIONA 7. NIENASYCONE, ZDROWE TŁUSZCZE ROŚLINNE 8. SŁODYCZE (ZDROWE – TAKIE JAK NP. GORZKA CZEKOLADA)

Aby nadać moc składnikom odżywczym zawartym w warzywach, owocach i zbożach, nie należy zapominać o tłuszczach (zalecana dawka – dwie porcje dziennie). Postawmy na nienasycone, z zawartością kwasów Omega 3. Znajdziemy je w olejach z pierwszego tłoczenia (szczególnie lnianym) oliwie i w rybach. Dwa, a nawet trzy razy dziennie w naszym menu powinien zagościć nabiał (najlepiej

49


lifestyle

jeśli będzie to chudy - ale nie light! - twaróg czy jogurt).

mu cholesterolu we krwi o średnio dziesięć procent w półtora miesiąca.

wiedniego „zabezpieczenia” tego właśnie, bardziej problematycznego, drugiego filaru.

Kilka razy w tygodniu należy łączyć przyjemne z pożytecznym, czyli oddać się konsumpcji bardzo smacznych i tak samo zdrowych orzechów (różnych rodzajów) i pestek (dyni, słonecznika). Nie zapomnijmy się przy tym, bo te skarbnice składników odżywczych to też prawdziwe bomby kaloryczne. Kilka orzechów, migdałów czy garść słonecznika zupełnie wystarczy!

KARTA DAŃ TLC? Mniej tłuszczów, przede wszystkim nasyconych, pochodzenia zwierzęcego! Zapominamy więc o smalcu, tłustym mięsie, wysokotłuszczowym nabiale. Redukujemy smażenie na rzecz pieczenia, gotowania i spożywania produktów w postaci surowej.

Jakie prace „konserwatorskie” zalecają specjaliści z Kliniki Mayo? Efekty muszą być nie tylko zadowalające, ale przede wszystkim długofalowe. Jeśli inwestujemy w zdrowie, to warto docenić ten wysiłek! W związku z tym, w pierwszym etapie stosowania diety dwa tygodnie poświęcamy na chudnięcie, następnie pracujemy nad trwałą zmianą nawyków żywieniowych. Tempo chudnięcia nie jest tu więc najważniejsze.

DIETA TLC Therapeutic Lifestyle Changes. Kolejna „terapia”, którą podaje nam na tacy sama natura. Determinacja i zdecydowana potrzeba zmiany stylu życia może pozwolić na to, że nie będziemy musieli wspomagać farmakologicznie organizmu walczącego z nadmiarem cholesterolu. Taki cel przyświecał właśnie jako główny twórcom diety TLC – naukowcom z National Institute of Health. Sama nazwa podpowiada nam, że w przypadku stosowania tego programu konieczne będzie wprowadzenie korekt w codziennej diecie, ale również w sposobie życia. Nie łudźmy się, że zmniejszymy poziom cholesterolu zajadając razowe pieczywo, warzywa, owoce czy nabiał, zalegając (jak to może mieliśmy w zwyczaju) przed telewizorem i sportem ekscytując się jedynie jako „kanapowy” kibic. Po pierwsze – pilota używamy do wyłączenia telewizora i kierujemy się do drzwi. Zaczynamy np. od półgodzinnego popołudniowego czy wieczornego spaceru, a może wracając z pracy wysiądziemy dwa przystanki wcześniej albo zamienimy samochód na rower? Proste… aż tak, że zbyt rzadko decydujemy się na taki „wysiłek”. Jest to niezbędny warunek efektywności diety, a jej założeniem jest zmniejszenie pozio-

50

W menu powinny się natomiast znaleźć: zboża, ziarna (pieczywo razowe, makarony razowe, płatki zbożowe – należy je dostarczać co najmniej kilka razy dziennie) warzywa (również kilka razy, nie mniej niż trzy porcje na dzień) owoce (podobnie) nabiał (do trzech porcji) mięso – minimalnie (do 150 g dziennie, unikamy mięsa czerwonego!). Choć celem diety TLC (podobnie jak DASH) nie jest redukcja masy ciała, to jednak znaczne zmniejszenie podaży niezdrowych tłuszczów i zwiększenie obecności błonnika pokarmowego pozwala jednocześnie zmniejszyć wagę, nie wpływając negatywnie na zasoby energii, która jest optymalnie zagospodarowywana przez organizm dzięki podawaniu jej w małych i regularnych dawkach (posiłkach). DIETA KLINIKI MAYO Chudniemy i utrzymujemy wagę! Specjaliści z Kliniki Mayo dysponują nie tylko wiedzą, ale też dużym doświadczeniem w pracy z osobami zmagającymi się z nadprogramowymi kilogramami i wynikającymi z tego problemami zdrowotnymi. Dieta kojarzona z tą marką opiera się na dwóch filarach – redukcji masy ciała i zachowaniu efektów odchudzania. Wszyscy, którzy mają za sobą (i przed sobą?) przygody z odchudzaniem, doskonale wiedzą, że każdy, nawet najlepszy plan żywieniowy, z pewnością zawali się bez odpo-

Menu jest dość różnorodne (bo tylko takie gwarantuje, że nie popadniemy w żywieniową nudę, którą będziemy chcieli koniecznie, przynajmniej od czasu do czasu, przełamać jakimś kalorycznym „grzeszkiem”). I na to specjaliści spod znaku Mayo znaleźli sposób! Może to dziwić dietetycznych purystów, jednak decydując się na ten plan żywieniowy możemy sobie pozwolić na małe szaleństwo pt. „niewielkie ciastko” albo „połowa batonika”! Ważne, żeby nie przekroczyć pewnego poziomu tak pozyskanych kalorii (ok. 70 kalorii). Taka porcja kalorii pozyskanych ze słodyczy na pewno nie zaszkodzi, jeśli „zgubi” się w odpowiednich dawkach zdrowej energii. A taką pozyskamy z (nie będzie tu zaskoczenia): warzyw, owoców (zalecane nawet siedem porcji dziennie) pieczywa pełnoziarnistego i innych produktów zbożowych – do ośmiu porcji, pożywienia bogatego w białko (np. rośliny strączkowe, chude ryby, nabiał niskotłuszczowy – nie więcej niż siedem porcji) i tłuszczów nienasyconych (oleje z pierwszego tłoczenia, oliwa, orzechy i nasiona). Czegoś nam tu brakuje? Tak. Czas więc wyłączyć komputer i zażyć ruchu na świeżym powietrzu! WERONIKA HOLENIEWSKA, Wygodnadieta.pl


CENTRUM SPORTU I REKREACJI

iz

ę i g r e n e ą n n e s o i Poczuj w ! ć a w o n e r t i m a n acznij z Twoje Centrum Sportowe CASCADA ul. Szuwarowa 1/Ruczaj tel. 12 2627645

www.cascada.com.pl 51


twarze przy barze

CRACOW FASHION WEEK HOTEL NIEBIESKI, FOT. BARTEK WĄSIK, KRAKÓW, 27.03.2015

WIĘCEJ NA WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL 52


53


polecamy

W KWIETNIU POLECAM...

Monika Gąsiorek-Mosiołek REDAKTOR DZIAŁU MODA

Dziennikarka, stylistka gwiazd i personal shopper. Od wielu lat czynnie związana ze światem mody. Zaczynała jako modelka i fotomodelka, co pozwoliło jej nabyć doświadczenie za kulisami międzynarodowych pokazów i sesji zdjęciowych. Na co dzień odpowiada za stylizacje osób publicznych. Występuje w programach telewizyjnych na żywo jako ekspert w dziedzinie mody. Od czterech lat współpracuje z „Lounge Magazyn”, w którym pełni funkcję redaktor prowadzącej dział moda.

IDEALNY WYPOCZYNEK

Szukasz miejsca, w którym odpoczniesz, a Twoje ciało i umysł wróci do równowagi? Ja już znalazłam! Bristol**** Art & SPA Sanatorium Busko - Zdrój to wyjątkowe miejsce, które dzięki innowacyjnym rozwiązaniom gwarantuje skuteczną terapię, oferując swoim gościom komfort pobytu na poziomie najbardziej luksusowych ośrodków  Medical SPA na świecie. Tradycyjne leczenie na bazie buskich wód w połączeniu z najwyższej klasy sprzętem medycznym i rehabilitacyjnym leży u podstaw holistycznego podejścia do procesu powrotu do zdrowia – od profilaktyki, przez trafną diagnozę, po skuteczną rehabilitację i relaksację. W 4-gwiazdkowym kompleksie znajduje się 71 pokoi i 42 gabinety zabiegowe. Jest to jedyny obiekt sanatoryjno-hotelowy w Polsce, gdzie powietrze jest krystalicznie czyste, dzięki zainstalowanym urządzeniom, które elektrostatycznie oczyszczają, nawilżają i jonizują przestrzeń hotelową. To jeden z nielicznych obiektów w Polsce, gdzie basen oczyszczany jest nanosrebrem o najwyższych właściwościach bakteriobójczych i silnym zapobieganiu infekcjom. Bristol**** Art & SPA Sanatorium dysponuje również unikalną w Polsce bieżnią antygrawitacyjną, z technologią wynalezioną przez NASA – dzięki niej ciało zostaje odciążone nawet o 80 procent swojej masy, a pacjenci czują, jakby unosili się w powietrzu. Bieżnia jest idealnym rozwiązaniem dla pacjentów po uszkodzeniach w obrębie wszystkich stawów kończyn dolnych. Więcej na www.bristolbusko.pl

DO CZYTANIA

Czy wiesz, jak wyglądała moda w PRL-u? Teraz masz okazję poznać fascynujące opowieści o rozkloszowanych spódnicach z siatek na muchy, kurtkach z demobilu zdobywanych „na ciuchach”, białych botkach kupowanych u szewca, ortalionach, nonironach, dżinsach, tetrach i kożuchach. Książka Aleksandry Baćkowskiej pt. „To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL” nie jest sentymentalną opowieścią o minionych czasach. W pewnym sensie jest próbą zrozumienia, dlaczego w PRL-u moda miała tak wielkie znaczenie: dla państwa, które traktowało ją propagandowo, i dla ludzi, którzy po wojnie chcieli za pomocą ubrań zachować coś z lepszej przeszłości lub wyróżnić się z szarego tłumu. Tylko skąd w tytule wielbłądy? Dowiecie się czytając tą wyjątkową lekturę.

54

DO NOSZENIA

Każda stylizacja wymaga odpowiedniego wykończenia, a najlepszym jej dopełnieniem niewątpliwie jest biżuteria. Dzięki niej ubranie nabiera indywidualnego charakteru. W tym sezonie wybieram biżuterię marki Lewanowicz. Firma o hiszpańskich korzeniach od lat cieszy się dużym uznaniem. Biżuteria Ewy Lewanowicz jest owocem ciągłych poszukiwań unikatowych tworzyw i zanikającego rękodzieła. Każdy projekt powstaje z myślą o kobiecie, a każdy z egzemplarzy kryje w sobie historię szlachetnego kamienia. Nowatorskie formy i bogaty wachlarz oferowanych kolekcji sprawiają, że są czymś więcej niż tylko ozdobą. To amulet współczesnych kobiet.

ODPOWIEDNI DODATEK

Torebka to największa skarbnica wiedzy o kobiecie. Sama forma, kształt, wielkość i kolor w 100% potrafią określić charakter jej właścicielki. Doskonale wie o tym jedna z najlepszych polskich projektantek torebek i dodatków Sabrina Pilewicz. Jak sama mówi „Moje projekty są odbiciem i kumulacją moich emocji. Chcę przekazywać energię, którą zamykam w przedmiotach, jakie tworzę.” Jej projekty zaskakują prostotą, minimalizmem i wyjątkową dbałością o detale. W mojej garderobie na pewno nie zabraknie torebek z najnowszej kolekcji projektantki.


55


newsy, wydarzenia

FASHION NEWS MAGDALENA KNITTER DLA MARKI ZAQUAD Zdjęcie: www.facebook.com/events/1600401330205682

I KIERMASZ WIOSENNY BUKEITLOVE + BOSO + BOHO

Zdjęcia: www.kimono.pl

BukietLOVE to owoc miłości dwóch Kaś do kwiatów i natury oraz doświadczenia zdobytego przy aranżacji ślubów własnych, jak i swoich przyjaciół. Dziewczyny, wraz z markami BOSO oraz BOHO, w pierwszy dzień wiosny zorganizowały „1. kiermasz wiosenny” w swojej nowo powstałej pracowni, która mieści się na Rynku Podgórskim w Krakowie. Ich piękny butik wypełniony był świeżymi kwiatowymi aranżacjami. BOSO tworzy delikatne, zwiewne oraz bardzo dziewczęce suknie ślubne. Podczas otwarcia gościnnie zaproszono również markę BOHO – motywy kwiatów licznie przeplatają się tu na tkaninach bluz, kurtek oraz koszul. To miejsce z pewnością jest jednym z najbardziej uroczych i kwitnących na mapie Krakowa.

Zdjęcie: www.slow-fashion.pl

WIOSENNA EDYCJA TARGÓW SLOW FASHION NOWA KOLEKCJA TOREBEK SABRINY PILEWICZ

Kolekcja Evviva L’arte została zainspirowana włoską tradycją, architekturą oraz sztuką największej wyspy na Morzu Śródziemnym – Sycylią. Na kolekcję składa się pięć modeli, których nazwy nawiązują do największych miast na wyspie: Marinella, Mondello, Siracusa, Cosleone oraz Palermo. Projektantka tradycję połączyła z innowacyjnością. Jeden z modeli wyróżnia wewnętrzny organizer, który rozwiąże problem bałaganu w torebce niejednej kobiecie. Dodatkowym atutem jest to, że można zmienić wielkość torebki dzięki sznurowadłom po jej bokach. Kolekcja utrzymana jest w naturalnej kolorystyce, która na myśl przywodzi głębię turkusu sycylijskich wód, drzew palmowych oraz rozkoszne wina marsala.

56

Magdalena Knitter, autorka bloga Passion4fashion. com.pl, to kobieta ceniąca sobie jakość oraz wygodę, ale jednocześnie wybierająca ubrania z charakterem. Dla takich też dziewczyn tworzy marka ZAQUAD. Współpraca blogerki z marką od razu okazała się więc strzałem w dziesiątkę. Zainteresowanie fanek jej stylu dodatkowo podsycane jest stopniowym pokazywaniem projektów. Przed oficjalną premierą nowej kolekcji na sezon wiosenno-letni ukazały się dwa modele: płaszcz oraz spódnica. Znajdą się tu również limitowane serie, które zostaną wyprodukowane zaledwie w kilku sztukach.

W pierwszy i drugi dzień kalendarzowej wiosny odbyła się trzecia edycja targów Slow Fashion. Ideą imprezy jest promocja lokalnych projektantów odzieży, biżuterii i akcesoriów, którzy tworzą w ramach nurtu „slow”. Slow Fashion to dość nowy trend w polskiej modzie. I tu jednak warto zwolnić. Twoja decyzja będzie miała wpływ na to jak się będziesz czuć i wyglądać dlatego wybieraj z głową i wiedz, co na sobie nosisz! Targi tym razem po raz pierwszy odbyły się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Wystawiło się aż 180 marek odzieżowych i biżuteryjnych, oferujących wszelkiego rodzaju dodatki. Strefa sprzedażowa została podzielona na sekcje Casual, Elegance, Street oraz Kids. Oczywiście nie zabrakło strefy „chill” wypełnionej fantastyczną muzyką.

Zdjęcia: zaquad.com

AGNIESZKA BIEŃ


57


newsy, wydarzenia

NOWA KAMPANIA LA PETIT TROU

KAMPANIA ANARCHY BY QΠШ ROBERT KUPISZ To pierwsza oficjalna kampania Roberta Kupisza. Do stworzenia sesji wizerunkowej kolekcji „Anarchy” na sezon wiosna-lato 2015, zaprosił swojego wieloletniego przyjaciela oraz znakomitego fotografa, Marcina Tyszkę. Głównym motywem zdjęć stał się królujący w kolekcji bunt. Ubrania zostały zdominowane przez czerń oraz prześwitujące, ręcznie farbowane szarości, na których pojawiły się charakterystyczne dla subkultur Jarocina z lat 80’tych naszywki. Twórcom zdjęć chodziło o zobrazowanie „ucieczki pary rodzeństwa przed rzeczywistością i światem, który próbuje ich zaszufladkować, ocenić i ograniczyć”. W tej roli wystąpiła debiutująca modelka Marta Wieczorek oraz Anatol Modzelewski. Zdjęcia są mocne i dynamiczne, pięknie uchwycono ruchy i gesty modeli. Robert Kupisz po raz kolejny udowadnia, że do perfekcji opanował tworzenie świetnie wyglądających ubrań dla ludzi prowadzących aktywny tryb życia.

Zdjęcie: www.facebook.com/events/985003461527358

ODŚWIEŻANIE SZAFY NA TARGACH GRAND BAZAR Pierwszy dzień wiosny za nami, słońce świeci coraz mocniej, a dni są coraz dłuższe. Wiosna nadeszła, a wraz z nią Targi Mody Grand Bazar, które były idealnym impulsem do przeorganizowania swojej szafy. Kolejna już edycja odbyła się 14 marca, jak zawsze w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich w Warszawie. Można było zobaczyć kolekcje takich marek, jak Yes to Dress, Reinkreacja, Mozcay czy My Signature. Zgodnie z tradycją nie zabrało stoisk z dziecięcymi kolekcjami oraz zabawkami. Nowością natomiast była strefa Jacobs, gdzie możn było odetchnąć od zakupów, racząc się przepyszną kawą.

58

Zdjęcia: www.robertkupisz.com

Zdjęcie: www.elle.pl

Le Petit Trou by Wilson & Michał Bielecki – najnowsza kampania bieliźnianej marki Zuzy Kuczyńskiej jest niezwykle subtelna i niewinna, jednak daleko jej do bezbarwności. Niezwykle zmysłowa kreacja, z udziałem modelki Cleo (mnie na niektórych zdjęciach do złudzenia przypomina młodą Jane Birkin) potwierdza mistrzostwo duetu Kuczyńska-Wieczorek. A sama bielizna? Chce się mieć wszystkie modele!


fot. Agnieszka Bień

newsy, wydarzenia

CRACOW FASHION WEEK CRACOW FASHION WEEK WYSTARTOWAŁ W SOBOTĘ 21 MARCA, A WRAZ Z NIM POKAZY ABSOLWENTÓW SZKOŁY ARTYSTYCZNEGO PROJEKTOWANIA UBIORU. W KOLEKCJACH STARTUJĄCYCH W KONKURSIE O TYTUŁ „KOLEKCJI ROKU” DOSZUKALIŚMY SIĘ INSPIRACJI KLOCKAMI LEGO, FUTURYSTYCZNĄ WATĄ CUKROWĄ CZY TEŻ MALARSTWEM JEANA DUBUFFETA. CRACOW FASHION AWARDS ZAKOŃCZYŁA UROCZYSTA GALA ORAZ WRĘCZENIE STATUETKI. W zabytkowych wnętrzach Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie, w sobotnie popołudnie odbyły się pokazy dyplomowe uczniów SAPU – Cracow Fashion Awards. Mogliśmy podziwiać ogromną różnorodność stylów, inspiracji oraz konstrukcji. Na wybiegu pojawiła się zarówno kolekcja inspirowana klockami Lego autorstwa Martyny Kraus, watą cukrową zaprojektowana przez Paulę Fiuk, jak i linią pomysłu Anny Golonki oraz malarstwem Jeana Dubuffeta stworzona przez Annę Tronowską. Kolekcja „Wendy’s Candy” autorstwa Moniki Wierzchowskiej igrała z ikonami mody i była wariacją na temat klasycznego damskiego kompletu, natomiast Aneta Dziadkowiec – projektantka kolekcji „Urban Legends” swoje projekty całkowicie oparła na technice patchworkowej. Spośród wszystkich trzydziestu sześciu kolekcji, czternaście z nich zostało wyróżnionych przez zaproszonych gości, partnerów oraz patronów medialnych. Lounge Magazyn przyznał nagrodę Joannie Organiściak-Płachta, za kolekcję „Identity”. „Tożsamość to przestrzeń, pomiędzy naszym wyobrażeniem o sobie, a tym jacy jesteśmy naprawdę”, inspirowana

Anna Tronowska - Partytura Spojrzeń fot. Dawid Groński

dekonstrukcją podstawowych form ubioru oraz filmem Wima Wenderdsa „Notebook on Cities and Clothes”. Projekty zachwyciły nas niebanalną konstrukcją, spójnością oraz dojrzałością, jaką zaprezentowała autorka. W niedzielny wieczór - 22 marca, odbyła się uroczysta Gala Cracow Fashion Awards. Podczas imprezy w nowym centrum kongresowym ICE Kraków odbyły się pokazy wszystkich nagrodzonych projektantów kończących SAPU. Tytuł „Kolekcji Roku” zdobyła Anna Pietrowicz za swoją kolekcję „Nikt Ci nie uwierzy”. Kolekcja, jak mówiła autorka, jest zapisem procesu poszukiwania nieoczywistego piękna, eksperymentów w pracy z tkaniną oraz konstrukcją. Bezpośrednim impulsem do stworzenia ubiorów były emocje, jakie pozostawił u autorki film pod tytułem „Wielki Piękno” oraz japońska filozofia Wabi – Sabi.

Joanna Organiściak-Płachta - Identity, fot. Dawid Groński

Odbyły się również pokazy zagranicznych projektantów. Swoje kolekcje zaprezentowali ukraińska projektantka Darja Donec, reprezentująca Donieck Fashion Days, laureatki konkursu dla projektantów Fashion Culture London – Christina Tiran i Victoria Rowley oraz Ugne Martinaityte, projektantka z Litwy, zwyciężczyni konkursu Habitus Baltija. Po zagranicznych, utalentowanych projektantkach nadszedł czas na uznane absolwentki SAPU – Igę Szuchiewicz, Annę Pirowską, Annę Ziemniak, Anetę Zielińską oraz Marię Mrowca. Licznymi wisienkami na torcie byli goście specjalni, którzy uczynili to wydarzenie jeszcze bardziej szczególnym - Jerzy Antkowiak, Łukasz Jemioł oraz Carol Morgan. AGNIESZKA BIEŃ

Magdalena Orzeł - Sisterhood Braterstwo Wilczyc fot. Dawid Groński

59


newsy, wydarzenia

POLFASH BRAMEE

ŚWIĘTO NIEZALEŻNEJ POLSKIEJ MODY Zakupy u polskich marek i projektantów, wywiady, które poprowadzi Łukasz Jakóbiak z 20m2, zakupy z Mają Sablewską oraz strefa chilloutu – to tylko część z tego, co będzie się działo podczas 3. edycji Targów Polfash Bramee, które odbędą się 11 i 12 kwietnia w Galerii Bałtyckiej w Gdańsku. Polfash Bramee to jedyna okazja, aby nie tylko kupić ubrania ulubionych polskich marek, ale także spotkać się z ich projektantami i twórcami. Marki, które pojawią się na targach to między innymi: MISBHV, Mamapiki, Rilke, Zuo Corp+, Fruit Bijoux, Rozwadowska Bags czy Nubee. Krótko mówiąc – na Polfash Bramee odkrywamy przed Wami świat najciekawszej polskiej mody! Po zakupach o dobry nastrój zadba jeden z najmodniejszych przedstawicieli sceny klubowej: BrainWash The Dj.

fot. mat. promocyjne

Organizatorzy projektu “Moda bez Ograniczeń” zapraszają na ostatnie warsztaty podczas II edycji! Tym razem przygotowali wyjątkowe zajęcia z udziałem gościa specjalnego - nowojorskiej, niepełnosprawnej modelki, stylistki i blogerki - Jillian Mercado. Odwiedzi ona Polskę, by razem z zespołem „Mody bez Ograniczeń” zmieniać uczestniczki – zewnętrznie i wewnętrznie. Na metamorfozy organizatorzy zapraszają 17 kwietnia do wSPAniałego Hotelu City SM Business&SPA. Jillian Mercado będzie również gościem honorowym podczas Gali Finałowej, która odbędzie się 18 kwietnia w ICE Kraków - Congress Centre. Możliwość nabycia zaproszeń na Galę na stronie: zaproszenia.modabezograniczen.pl.

fot. mat. promocyjne

Aby zgłosić się na metamorfozy należy wysłać swoje aktualne zdjęcie, informacje o rodzaju niepełnosprawności oraz podać swój wiek i dane kontaktowe. Na zgłoszenia organizatorzy czekają do 10 kwietnia pod adresem: zgloszenia@hipoterapia.info.pl

60

METAMORFOZY Z JILLIAN MERCADO

Ilość miejsc ograniczona, a o zakwalifikowaniu do grupy organizatorzy poinformują mailowo. Zapraszamy na warsztaty osoby ze wszystkimi rodzajami niepełnosprawności. Wszystkie informacje o projekcie znaleźć można na stronie modabezograniczen.pl lub na facebook.com/modabezograniczen


newsy, wydarzenia

POWIEW ŚWIEŻOŚCI WIOSNA I LATO TO PORY ROKU, KTÓRE SPRZYJAJĄ JASNYM BARWOM. TAKI TREND POLECAM RÓWNIEŻ W KOLORYZACJI WŁOSÓW. Jeśli dobrze czujemy się w ciepłych barwach to idealny moment, aby na naszej głowie zagościły jaśniejsze kolory i piękne, mieniące się w blasku słońca refleksy. Dla odważnych i lubiących odrobinę zaszaleć, polecam dodać nowe, pastelowe odcienie, które nadadzą włosom wielowymiarowy efekt 3D. Ta propozycja odwdzięczy się zwiększeniem objętości włosów, a także nadaniem fryzurze nowego, głębokiego kształtu. Dodatkowo, mocniejsze, bardziej zdecydowane refleksy w głębszych partiach włosów to zauważalna odmiana wyglądu. Osiągniemy efekt świeżości i rozświetlenia przy samej twarzy, a także samodzielnej kreacji modnych fryzur np. zaplatając warkoczyki uzyskamy wygodny, sportowy, weekendowy look, upinając włosy na górze odsłonimy więcej jasnego koloru, który pięknie zaprezentuje się na wieczornym wyjściu, rozpuszczając

i wygładzając włosy nadamy im naturalny, spokojny efekt odpowiedni do pracy lub romantyczną randkę. Ciepła pora roku sprzyja również odważnym cięciom. Proponuję odpowiednio skrócić włosy nadając im lekkości, świeżości, a także super modnej w tym sezonie naturalności. Wraz z nowymi, jaśniejszymi odcieniami mieniącymi się światłem we włosach, odsłonimy nową energię i pozytywne nastawienie do świata, które zauważalne będzie nie tylko dla Ciebie, ale również dla innych.

NATALIA WINIARSKA, Senior Stylist, fot. Mia Docci

Oczywiście nie możemy zapomnieć o prawidłowej pielęgnacji, która powinna być indywidualnie dopasowana do struktury włosów. Słońce i jaśniejsza koloryzacja wymagają kosmetyków odpowiednich dla tej pory roku. Najlepiej o taką poradę zwrócić się bezpośrednio do doświadczonego stylisty. NATALIA WINIARSKA Senior Stylist w salonie Maniewski w warszawskim Domu mody Vitkac

Zdjęcie: www.facebook.com/SHESARIOTlabel

PIERWSZY BUTIK SHE’S A RIOT” ” NA MYSIEJ

SHE’S A RIOT to zdrowo zwariowana marka – tak jak zresztą historia jej powstania. Ewelina – właścicielka marki, nie tylko świetnie projektuje, ale i wyśmienicie pisze. Dlatego też historia opowiedziana przez nią na blogu o powstaniu nazwy przyprawia o uśmiech od ucha do ucha, polecam zajrzeć! Do sklepu oczywiście również, znajdziemy tu bowiem nietypowe T-shirty z nadrukami, czapki z pomponami, luźne spodnie. Jednak butik na Mysiej 3, który otworzyła 18 marca to miejsce, które nie tylko skupia jej projekty, ale i inne rzeczy, które jak sama mówi „mają pomóc w budowaniu życiowych przyjemności”. Dlatego pojawiła się tu także biżuteria, książki, prasa i perfumy. Sklep został urządzony w industrialnym klimacie, z ciemną drewnianą podłogą, białymi ścianami oraz meblami w kolorze stali. Jest pięknie.

MACIEJ MANIEWSKI, Kreator marki, fot. Mia Docci

31. MIĘDZYNARODOWY KONGRES I TARGI KOSMETYCZNE LNE & SPA 11-12 kwietnia 2015 w centrum kongresowym EXPO Kraków odbędzie się 31 Międzynarodowy Kongres i Targi Kosmetyczne LNE & spa, który na stałe wpisał się w kalendarz najbardziej prestiżowych imprez branży beauty w naszym kraju. Kongres LNE & spa prezentuje najnowsze trendy z zakresu pielęgnacji, kosmetologii i makijażu. Wykłady, konferencje i panele dyskusyjne przedstawiają najbardziej aktualne zagadnienia z dziedziny kosmetyki i kosmetologii estetycznej oraz są okazją do dyskusji o najistotniejszych problemach dotyczących zdrowia skóry. Najlepsze produkty, zabiegi i rozwiązania kosmetologiczne będzie można poznać i przetestować w sobotę (11 kwietnia) w godz. 10:00 – 18:00 oraz w niedzielę (12 kwietnia) w godz. 10:00 – 17:00 w EXPO Kraków przy ul. Galicyjskiej 9. Więcej informacji znajdziecie na www.kongres.lne.pl

61


fot. Piotr Kogut

newsy, wydarzenia

LADIES BUSINESS CLASS ROK 2015 NA PEWNO EMANCYPUJE I UPŁYWA POD HASŁEM FEMINIZMU. W GAZETACH CODZIENNYCH, MAGAZYNACH, CZY PORTALACH ZNAJDZIEMY ARTYKUŁY PROMUJĄCE WIZJĘ NIEZALEŻNEJ I ODNOSZĄCEJ SUKCES KOBIETY, KTÓRA JEST PEWNA SIEBIE I WIE CZEGO CHCE OD ŻYCIA. CZY TO TYLKO WIZJA, CZY RZECZYWIŚCIE SĄ TO DZISIEJSZE KOBIETY? Odpowiedź na to pytanie można było znaleźć na kongresie organizacji Ladies Business Class, który odbył się w hotelu Monopol w Katowicach 26 lutego br. Akcja miała wielowymiarową formę, a mianowicie skupiała specjalistów z różnych dziedzin, którzy poprzez swoje wykłady i prezentacje pokazali nowoczesne, ciepłe i przedsiębiorcze kobiety, rozwijające swoje kariery w wielu obszarach. Spotkanie pozwoliło poszerzyć wiedzę i pokazać ciekawy punkt widzenia wszystkim uczestniczkom kongresu. Poruszane tematy dotyczyły m.in. sfer PR-u i kreowania własnego wizerunku, a co także się z tym wiąże, funkcję mody i dress-codu, zmian w przepisach, które powinien znać przedsiębiorca,

fot. mat. promocyjne

SILESIA BAZAAR VOL 2

62

a także motywacji, sposobach i strategiach podejmowania decyzji. Wykład, który najbardziej zapadł w pamięć, dotyczył życia z pasją, którego hasłem przewodnim był słynny cytat Many people die at twenty five and aren’t buried until they are seventy five. Ogromną zaletą spotkania był praktyczny jego aspekt, a mianowicie przekonanie, że każdy, niezależnie od sfer obszaru rozwoju, czy zawodu, może wdrożyć omawiane kwestie w swoje życie prywatne bądź zawodowe. Niewątpliwie na sukces i pozytywny odbiór kongresu przyczyniły się także prestiż, wiedza i doświadczenie wykładowców, którzy na potrzeby inicjatywy Ladies Business Class przygotowali prezentowane tematy. Obecnie, kiedy rynek, technologia oraz sam Internet oferują wiele możliwości działań i pobudzają kreatywność, wiedza jak z tego rozsądnie i jednocześnie w pełni korzystać jest niezbędna. Dlatego też wydaje się, że liga przedsiębiorczych kobiet będzie niewątpliwie ewoluować, a kolejne kongresy odniosą jeszcze większy sukces.

Mamy już za sobą czasy oversizowych T-shirtów z jednej z „sieciówek” i prostych mebli oraz dodatków jednej marki meblarskiej. Jesteśmy już zmęczeni tym, że ogromne loga znanych marek zasłaniają elewacje galerii handlowych. Teraz chcemy czegoś bardziej niestandardowego. Chcemy także czuć, że kupując coś oddajemy głos poparcia na zdolnych, niezależnych designerów. Niestety czasami ciężko dotrzeć do wartościowych marek i projektów stąd pomysł zaproszenia wszystkich projektantów do jednego miejsca – Spodka, ikony Górnego Śląska. 20 i 21 czerwca kolejny raz za sprawą Silesia Bazaar vol. 2 katowicki Spodek stanie się mekką polskiej i śląskiej mody i designu. Będziesz mógł niczym w galerii handlowej przechadzać się alejkami utworzonymi na antresoli i płycie głównej Spodka i podziwiać kreatywny dorobek wystawców. Dodatkową atrakcją będą m.in. warsztaty rolkowe, zlot food trucków i kreatywne spotkania designerów.


NOWA KOLEKCJA!

F E M M E by czamarski j e s i e ń / z i m a 2 0 1 5 – 2 0 1 6 j u ż w BoutiqueLaMode.com!

DARMOWA WYSYŁKA

• NAJLEPSZA POLSKA MODA

MARKI NA WYŁĄCZNOŚĆ

63


wywiad

FASHION PR GIRL:

ZAWODOWO PROJEKTUJĘ METAFORY

Fashion PR Talks Łódź, fot. Marcin Szyszkowski

OLKA KAŹMIERCZAK MA DWADZIEŚCIA SZEŚĆ LAT, A JEST JUŻ JEDNĄ Z NAJBARDZIEJ ROZPOZNAWALNYCH OSÓB ZAJMUJĄCYCH SIĘ PUBLIC RELATIONS W POLSCE. CHCIAŁABY BYĆ HATALSKĄ BRANŻY MODY. JEJ PASJA SIĘGA DALEKO POZA BLOGOWANIE – JEST AUTORKĄ FASHION PR TALKS, CZYLI CYKLU WYKŁADÓW W NAJWIĘKSZYCH MIASTACH POLSKI. JUŻ NIEDŁUGO ODBĘDZIE SIĘ SPECJALNY PODWÓJNY WYKŁAD W WARSZAWIE; NAM ZDRADZIŁA CO WYJĄTKOWEGO BĘDZIE Z NIM ZWIĄZANE. W TRAKCIE CRACOW FASHION WEEK ROZMAWIAŁYŚMY O POLSKIM RYNKU MODY, GLAMOURZE Z NIM ZWIĄZANYM, BLOGACH SZAFIARSKICH I ROLI PR W TEJ CAŁEJ UKŁADANCE.

Olka Kaźmierczak, rocznik 1988. Absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim i Nowego Public Relations na WSE w Krakowie. Specjalistka ds. PR, doradczyni podmiotów komercyjnych z branży mody oraz autorka tekstów o modzie. Pisze dla magazynów „VIVA!Moda” i „SEZON”. Publikowała w „Futu Paper”,„Nowoczesnym Zarządzaniu”,„HUSH Magazine”, a także na portalach Elle.pl, Fashionpost.pl, Nowymarketing.pl i Popmoderna.pl. Współtworzyła strategię PR takich marek jak Próchnik, RAGE AGE, SOHO Factory, Stabilo, HUSH Warsaw czy Instytut Adama Mickiewicza. W 2014 roku wygrała konkurs Art & Fashion Forum w Poznaniu w kategorii Design and Fashion Writing. fot. Mateusz Pawelski 64


Na swoim blogu Fashionprgirl.pl piszesz, że „zawodowo projektujesz metafory”. Co to znaczy? To sformułowanie powstało podczas warsztatów Art&Fashion Forum w Poznaniu, które prowadził kultowy amerykański przedsiębiorca i pionier social commerce Bradford Shellhammer. Bradford poprosił nas, abyśmy opisali siebie w sześćdziesięciu znakach. Mieliśmy wyobrazić sobie sytuację, w której stoimy w windzie z przypadkowym człowiekiem, który pyta nas, kim jesteśmy i czym się zajmujemy. Te sześćdziesiąt znaków miało nie tylko w ciekawy sposób pokazać sedno naszej działalności, ale i być na tyle mocne i szalone, żeby nasz kompan z windy po opuszczeniu jej pomyślał „cholera, ciekawe o co chodziło” (śmiech). Tak więc ktoś uznał, że jest „kulą dyskotekową”, inny, że „cały czas obserwuje”, a ja stwierdziłam, że „projektuję metafory”, czyli zderzam ze sobą pozornie niepasujące elementy tak, by tworzyły nową jakość, a także spędzam życie na wymyślaniu historii, których chętnie posłuchają inni. Zajmujesz się PR-em mody. Sama polska moda to bardzo obszerny temat. Jeśli miałabyś zamknąć go w pięciu zdaniach, co byś powiedziała? Powiedziałabym, że polski rynek jest dynamiczny, szybko się rozwija i profesjonalizuje. Jednocześnie jest mocno podzielony i zróżnicowany, bo obok garażowych wyrobników T-shirtów funkcjonują w branży mody marki mocno ukierunkowane na biznes, konsekwentnie budujące swoją obecność na rynku, wpływające na powstawanie nowych miejsc pracy, zwiększenie popularności nieznanych dotąd w Polsce zawodów. Dzięki nim rośnie zapotrzebowanie na kadrę menadżerską, PR-owców, marketingowców, brand managerów i wszystkich tych, którzy dbają o to, by klient uwierzył w obietnicę marki i chciał jej doświadczać na każdym poziomie. Polski rynek wciąż jest w powijakach i nie ma się co temu dziwić! Historia chociażby brytyjskiej mody to siedemdziesiąt lat ciężkiej pracy, my nie mieliśmy nawet połowy tego czasu! A co powiesz o polskim PR-rze mody? Ludzie, zajmujący się PR-em mody w Polsce to grupa wewnętrznie podzielona, składająca się zarówno ze specjalistów z kierunkowym wykształceniem, świadomych roli i mocy PR-u, a przede wszystkim mających teoretyczną i praktyczną podstawę do tego, by się nim zajmować, jak i przypadkowych osób, które naoglądały się amerykańskich filmów i myślą, że bycie PR-owcem ogranicza się do chodzenia na lunch z redaktorkami naczelnymi magazynów mody. Z Polskim PR-em mody jest tak, jak z branżą w ogóle. Pewne standardy dopiero są wypracowywane. Gdy dwa lata temu zakładałam bloga, był on pierwszym tego typu w Polsce. Mało mówiło się o profesjonalnej komunikacji w modzie. Nikt nie chciał się swoim know how dzielić, bo istniała obawa tak zwanego deptania sobie po piętach. Ja obrałam zupełnie przeciwną strategię. Mówiłam i pisałam o wszystkim, co przetestowałam na sobie, co znalazłam w zagranicznych publikacjach, co w jakiś sposób mnie zaintrygowało, a przede wszystkim, co było prze-

65


wywiad

Po wywiadzie z fotografem Piotrem Stokłosą

kładalne na specyficzny polski rynek. Nie chciałam siedzieć w agencji i ze strachem czekać na chwilę, aż znajdzie się ktoś lepszy ode mnie i zabierze mi jedynego sensownego klienta. Zamiast tego chciałam sprawić, by marek potrzebujących obsługi PR-owca było coraz więcej. By na moim blogu mogły one przekonać się, że public relations to nie jest kolejny wymysł zza oceanu. Jakie jest postrzeganie mody w Polsce przez przeciętnego zjadacza chleba? Przeciętny Polak widzi przede wszystkim blichtr, glamour i plejadę mocnych osobowości. Według raportu „Polak ubrany 2014” najbardziej rozpoznawalne polskie marki to Ewa Minge, Paprocki i Brzozowski, Maciej Zień i Dawid Woliński. Czyli kolejno: medialna, charakterystyczna postać z burzą rudych loków; para projektancka funkcjonująca na rynku od kilkunastu lat; projektant sukienek na czerwony dywan i gwiazda selfie w windzie. Dopiero na piątym miejscu tego raportu uplasowała się Gosia Baczyńska, obecnie jedyna polska projektantka prezentująca kolekcje w ramach paryskiego fashion weeku. Zaraz za nią jest Teresa Rosati, czyli znowu kontekst znanej córki i otoczka gwiazdorska, Robert Kupisz – stylista fryzur, który został projektantem oraz Arkadius, postać w pewien sposób genialna, ale niemalże nieobecna na polskim rynku. Powyższe wiele mówi o świadomości mody w Polsce. Tej sytuacji na pewno nie pomagają blogi szafiarskie. Blogi szafiarskie to tzw. guilty pleasure (ang. grzeszna przyjemność – przyp. red.) każdego z nas. Sama przyznaję się, że oglądam stylizacje i zastanawiam się, co na moim miejscu w danej sytuacji ubrałaby Maffashion (śmiech). A tak na poważnie, to rynek mody nie może się składać wyłącznie ze specjalistycznych blogów. Wentyl bezpieczeństwa w postaci szafiarek jest potrzebny, dopóki nie jest on jedynym źródłem informacji o modzie. Sytuacja zaczyna się komplikować, gdy zjawisko mody zostaje spłaszczone do ubierania się i wdzięczenia przed aparatem. Nie pomaga fakt, że blogerki stają się celebrytka-

66

mi, bo znowu wracamy do łączenia mody z czerwonym dywanem. Jednym słowem, potrzebny jest w tym wszystkim balans i odrobina zdrowego rozsądku. Skąd wziął się pomysł na Fashion PR Girl? Powiedz trochę o początkach. Mówi się, że już nie warto zaczynać pisania bloga, że rynek jest przesycony, a jednak Twój, dość niszowy pomysł, chwycił. To było tak: po upalnym lecie i stu stronach pracy o filozofii muzyki w opowiadaniach Iwaszkiewicza zostałam absolwentką krytyki literackiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jednocześnie pracowałam jako asystentka projektantki. Moje podejście do PR-u było wtedy dość partyzanckie, uznałam więc, że wybiorę się na studia podyplomowe i tam usystematyzuję swoją wiedzę. W dniu, w którym odebrałam dyplom, otrzymałam pracę w krakowskiej agencji interaktywnej. Tam zajmowałam się markami z branży mody i kiedy próbowałam szukać informacji na ten temat w sieci, napotykałam opór – mało kto pisał wtedy o PR-rze mody. Sięgnęłam więc po książki. Duża paczka z różnymi tytułami przyszła do mnie z Amazona, a wraz z nią kolejny zawód, bo przeczytałam o mechanizmach, które są praktycznie nie do zastosowania na polskim rynku. Rozjuszona pomyślałam, że założę bloga. Moje alter ego, Fashion PR Girl, miało mnie zmobilizować do dalszych poszukiwań i ułatwić drogę tym, którzy przyjdą do branży PR mody po mnie. To był lipiec 2013 roku. Wykupiłam domenę, napisałam teksty, layout bloga zaprojektował mój partner. Wrzuciłam pierwszy artykuł do sieci i spokojnie czekałam na rozwój wydarzeń. Mówi się, że praca w modzie wiąże się z glamourem. Jak naprawdę wygląda dzień Fashion PR Girl? Fashion PR Girl to tylko kreacja blogowa. Nie wiem, co ona robi w czasie, gdy ja na przykład gotuję obiad (śmiech). A tak naprawdę, to blog jest niewielkim wycinkiem tego, czym zajmuję się na co dzień. Oprócz pisania na Fashion PR Girl, co pożera średnio koło trzydzieści moich godzin tygodniowo, redaguję teksty dla portalu Fashion Post, jestem konsultantem komercyjnych podmiotów z branży mody i nie tylko, pracuję nad strategiami komunikacji dla marek, organizuję cykl


wywiad

wykładów o PR-rze mody w całej Polsce, sama biorę udział w specjalistycznych warsztatach. Mogę Ci opowiedzieć, jak wyglądał mój ostatni weekend, ale boję się, że uciekniesz, gdzie pieprz rośnie! Ale ja chcę chociaż dotknąć tego glamouru :) A więc tak. Mieszkam w Warszawie, ale co najmniej raz w miesiącu budzę się w innym mieście – to dzięki mojemu projektowi Fashion PR Talks, czyli cyklowi wykładów o PR-rze mody na uczelniach wyższych w całym kraju. W piątek na przykład obudziłam się w Krakowie. To też dlatego, że zostałam zaproszona do Rady Mediów krakowskiego tygodnia mody. W nocy z piątku na sobotę kończyłam prezentację na Fashion PR Talks. W sobotę rano ćwiczyłam wystąpienie, odpisywałam na wiadomości od moich klientów, a po południu byłam już w Muzeum Inżynierii Miejskiej. Tam przez sześć godzin wraz z trzydziestoma innymi osobami ocenialiśmy kolekcje tegorocznych absolwentów SAPU. Po ostatnim pokazie pojechałam na szybką lemoniadę z pozostałymi członkami Rad. Po godzinie byłam z powrotem w domu, ponieważ w niedzielę o 11.00 odbywał się w SAPU mój wykład. Przed wystąpieniem ze stresu nic nie jem – szczególnie wtedy, gdy wiem, że słu-

FASHION PR GIRL TO TYLKO KREACJA BLOGOWA. NIE WIEM, CO ONA ROBI W CZASIE, GDY JA NA PRZYKŁAD GOTUJĘ OBIAD (ŚMIECH)

chaczami Fashion PR Talks będą profesjonaliści z branży. Moje ciało w takich sytuacjach jest napięte jak struna. Do ostatniego zdania wykładu działam na najwyższych obrotach. Po niedzielnym wystąpieniu, w okolicach godziny 13.00 jem coś na szybko, a następnie idę na wykład Carol Morgan. Stamtąd biegiem do domu, bo wieczorem odbywa się finałowa gala w krakowskim ICE. Na wybiegu pojawia się piętnaście kolekcji, które wybraliśmy poprzedniego dnia. Po wykładowe emocje opadają, więc lekko słaniam się na nogach. Biorę taksówkę i około 23.00 leżę w łóżku z laptopem i kończę redakcję wywiadu, który w poniedziałek ma się ukazać na łamach platformy Fashion Post. Idę spać w okolicach godziny 3.00, a o 9.00 rano mam już kolejne spotkanie z krakowskim klientem… Jak widzisz, mało jest w tym wszystkim glamouru (śmiech). Jak widzisz swoją rolę w branży PR mody? Chcę profesjonalizować branżę PR mody i poszerzać świadomość osób, które chcą w przyszłości zajmować się komunikacją. Jednocześnie edukuję klientów, rozma-

Otwarty Kongres Kobiet PIWNICZNA - ZDRÓJ 17-19 KWIETNIA 2015

Doliny Popradu

Jesteś piękna - ŻYJ!

Celem wydarzenia jest uświadomienie kobietom czynników ryzyka chorób nowotworowych wraz ze sposobem ich redukcji, wskazanie metod podnoszenia własnej samooceny poprzez szereg wykładów motywacyjnych oraz praktycznych porad, jak w prosty sposób zmienić swoje życie na lepsze. Ponadto w programie: bezpłatna mammografia, spotkanie z Anetą Larysą Knap - FOLK Design, wystawa fotografii autorstwa Dominiki Cudy, aukcja charytatywna i... Biesiada przy grillu i winie!

Zapraszamy

Jedyny w Polsce butikowy hotel w stylu etno Zapraszają Stowarzyszenie Humaneo oraz HOTEL PIWNICZNA SPA&CONFERENCE Miejsce spotkania HOTEL PIWNICZNA SPA&CONFERENCE Hotel Restauracja Czarna Owca | HedoniSPA ul. Juliusza Korwina Gąsiorowskiego 5, Piwniczna-Zdrój

www.hotelpiwniczna.pl

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych udziałem w kongresie do kontaktu pod nr tel.: 18 262 06 06 67


wywiad

Na planie sesji zdjęciowej do wywiadu z Bradfordem Shellhammerem

Na planie sesji zdjęciowej magazynu MONITOR

wiam z nimi o ich oczekiwaniach i potrzebach, a przede wszystkim nigdy nie składam obietnic bez pokrycia. PR nie jest tanim substytutem reklamy i wrzucaniem postów na firmowy fanpage. Moją rolą jako specjalisty jest otwarte mówienie nie tylko o jego możliwościach, ale i naturalnych ograniczeniach. Ponadto chcę skupić wokół siebie grupę zaufanych PR-owców, którzy traktują modę poważnie, ale myślą o niej inaczej niż ja, są chętni do wymiany poglądów i zależy im na tym, by mówić o polskiej modzie i polskim PR-ze mody w szerokim kontekście. Temu ma służyć platforma www.fashionprtalks.pl, która będzie miała swoją premierę podczas warszawskiego Fashion PR Talks już 27 kwietnia. Na założonej przeze mnie stronie będzie można przeczytać, co mają do powiedzenia ludzie PR-u mody z całej Polski. Platforma ta będzie także przydatnym narzędziem do szukania pracy w branży.

PRZYSZŁAM POPROWADZIĆ WYKŁAD I OKAZAŁO SIĘ, ŻE NA SALI SIEDZI SETKA ENERGICZNYCH, ZDOLNYCH I ARCYCIEKAWYCH POSTACI, PRAKTYKUJĄCYCH W PRRZE MODY LUB DOPIERO CHCĄCYCH ZACZĄĆ. TO DAŁO MI DO MYŚLENIA, I W DZIEŃ PO SPOTKANIU NA UW WIEDZIAŁAM, ŻE TO DLA NICH MUSI POWSTAĆ FASHION PR TALKS.

Jak wpadłaś na pomysł Fashion PR Talks? Pomysł na Fashion PR Talks powstał spontanicznie w ubiegłym roku. Przeprowadzałam się do Warszawy i chciałam zebrać PR-owców mody pod jednym parasolem – spotykać się z nimi, regularnie rozmawiać, wymieniać się doświadczeniami. Moja pierwsza koncepcja – organizacja cyklicznego wydarzenia wyłącznie dla PR-owców na szczęście upadła szybciej, niż powstała. Obawiałam się, że stworzę kolejne kółko wzajemnej adoracji. W międzyczasie zaproszono mnie na Uniwersytet Warszawski. Przyszłam poprowadzić wykład i okazało się, że na sali siedzi setka energicznych, zdolnych i arcyciekawych postaci, praktykujących w PR mody, lub dopiero chcących zacząć.

68

To dało mi do myślenia, i w dzień po spotkaniu na UW wiedziałam, że to dla nich musi powstać Fashion PR Talks. W tym samym czasie dostawałam średnio pięć propozycji współpracy tygodniowo. Pisały do mnie marki, które zdały sobie sprawę z tego, że brakuje im tak zwanego the why behind the buy. Sama nie byłabym w stanie obsłużyć tak dużej liczby klientów, dlatego też zaczęłam odsyłać ich do moich znajomych PR-owców, którzy akurat zmieniali pracę, lub szukali dodatkowych zleceń. Połączyłam w ten sposób kilka udanych par (śmiech). Pomyślałam sobie, że skoro zainteresowanie PR-em jest tak duże, to Fashion PR Talks musi być też pośrednikiem na rynku pracy.

Jak działa Fashion PR Talks? Przyjeżdżasz do danego miasta na zaproszenie uczelni czy sama wybierasz lokalizacje? Wybieram lokalizacje sama. Zazwyczaj kontaktuję się z przedstawicielami uczelni i pytam, czy są zainteresowani goszczeniem mnie u siebie. Czasami jednak zdarza się, że uczelnia przychodzi do mnie. W ostatecznym rozrachunku nie ma to większego znaczenia. Najważniejsze jest to, że spotkania odbywają się w placówkach edukacyjnych w większych polskich miastach, oraz że temat wykładu za każdym razem jest inny, w związku z czym potencjalny zainteresowany może sobie zrobić Tour de PR (śmiech). W tym momencie jestem już po trzech wykładach: na ASP w Łodzi mówiłam o PR-rze małych firm, na ASP w Gdańsku rozłożyłyśmy


A P L I KACJ E W E B OW E

KTÓRE KOMPLEKSOWO ROZWIĄŻĄ TWOJE PROBLEMY W FIRMIE

FUNKCJONALNE TO CZEGO POTRZEBUJESZ

DOSTĘPNE ZAWSZE KIEDY POTRZEBUJESZ

KOMPLEKSOWE WSZYSTKO CZEGO POTRZEBUJESZ

Aplikacje webowe, dostępne przez

Jeśli to za mało, jeżeli potrzebu-

przeglądarkę internetową, to naj-

jesz czegoś dodatkowego, specy-

lepsze

ficznego w Twojej branży,

rozwiązanie

dla

małej,

średniej i dużej firmy. Znajdziesz

powiedz nam o tym, zbudujemy

tu większośc narzędzi, których Ty

rozwiązanie odpowiednie

i Twoi pracownicy potrzebujecie

Ciebie.

dla

do codzienej pracy.

RAZEM ZNAJDZIEMY ROZWIĄZANIE TWOICH PROBLEMÓW. SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI:

iproton.com.pl 69


wywiad

z Agą Polkowską (autorką bloga www.trendspot.pl) public relations i trendwatching na czynniki pierwsze. W Krakowie poruszyłam temat rzemiosła 2.0 i projektantów-celebrytów. Przede mną jeszcze Warszawa – tu w kwietniu odbędzie się zamknięty panel dyskusyjny o PR mody w Polsce, a parę dni później otwarty wykład na ten sam temat. 19 maja pojawię się na School of Form w Poznaniu, a 20 czerwca na SWPS we Wrocławiu. Uff! Tydzień później będę już w samolocie do Londynu, w drodze do Central Saint Martins – tam będę uczestniczyć w kursie Fashion Promotion prowadzonym przez Dala Chodhę, pisarza i konsultanta marek luksusowych.

To ja po warsztatach z Iną Lekiewicz podczas Art&Fashion Forum. Wygrałam w kategorii Design&Fashion Writing i w czerwcu lecę w związku z tym na kurs do Londynu

Przygotowujemy się do zdjęć. Strzyże Tymek Pięta, daje się strzyc Ekskluzywny Menel, w tle ja z obowiązkowym kubkiem kawy

A co się stanie, jak już objedziesz wszystkie miasta? Zrobię sobie dwumiesięczną przerwę! Po wakacjach planuję prowadzić projekt dwutorowo. Z jednej strony będą to nadal wykłady – może już niekoniecznie prowadzone przeze mnie, a przez moich współpracowników z Fashion PR Talks, a z drugiej cykl Fashion PR Talks Premium, czyli warsztaty PR-owe w małych grupach. Jestem tuż przed ważnymi dla mnie wydarzeniami w Warszawie. Z okazji launchu portalu www.fashionprtalks.pl w kwietniu w stolicy organizuję podwójne Fashion PR Talks. 22 kwietnia odbędzie się zamknięty panel dyskusyjny dla przedstawicieli mediów, wybranych projektantów mody, specjalistów z branży PR, środowiska akademickiego i najpilniejszych studentów kierunków związanych z komunikacją. To wydarzenie organizuję wspólnie z Fashion Management Club działającym przy Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Z kolei 27 kwietnia z Wydziałem Zarządzania na Uniwersytecie Warszawskim organizuję wykład dotyczący kierunków rozwoju polskiej branży PR. Spotkanie to będzie otwarte dla wszystkich zainteresowanych. Oczywiście, znowu, Fashion PR Talks to tylko część większego planu (śmiech). W tym roku kończę 27 lat. Do trzydziestki chcę mieć na koncie pierwszą w Polsce książkę o PR mody w merytoryczny sposób wyczerpującą ten temat. Czy jest ktoś, na kim się wzorujesz? Przyglądam się Crosby Noricks, amerykańskiej specjalistce od PR-u. Zazwyczaj jednak mam pozakulisowych bohaterów, którzy pracują w branży PR i mało kto wie, jakie inspirujące rzeczy robią! Jak najczęściej wychodzę jednak poza modę. Na przykład obserwuję, jak komunikują się największe muzea na świecie – to jest dla mnie wzorzec mówienia o trudnych rzeczach w prosty sposób. Albo obserwuję procesy budowania społeczności wokół uczelni wyższych, podejmowane przez nich inicjatywy – na tej podstawie jestem w stanie stwierdzić, co ich aktualnie kręci, co sprawia, że chcą wyjść z domu. Ważnym odniesieniem dla mody w moim przekonaniu jest też marketing sportowy, marketing miejsc, trendwatching. Jednym słowem przyglądam się wszystkiemu, co nie jest modą. Jak wyobrażasz sobie branżę mody za pięć lat? Za pięć lat? Przytłacza mnie ta myśl (śmiech). Skupiam się raczej na tym, co jest do zrobienia teraz! Kilka dni temu zostałam nominowana do PRotonów 2015, prestiżowej nagrody przyznawanej profesjonalistom w dziedzinie komunikacji. Zostałam uznana za osobę „odznaczającą się nieprzeciętnym myśleniem, innowacyjnością i talentem”. O statuetkę będę walczyć w kategorii „osoba/zespół zajmujący się edukacją PR-owską”. Myślę sobie, że to oznacza kierunek pewnych, na szczęście zachodzących już, zmian. Wysiłek osób działających oddolnie zostaje zauważony w mainstreamie. Cieszę się, ponieważ w długofalowej perspektywie oznacza to mniej więcej tyle, że za pięć lat nie będę jedyną wojującą PR-ówką od mody! Do tego czasu chcę otoczyć się zaufanymi ludźmi o szerokich horyzontach. Czuję podskórnie, że będziemy polskiej modzie potrzebni.

Z założycielkami portalu Fashion Post

70

Rozmawiała OLIVIA KŁUSEK


fot. mat. promocyjne

marka miesiąca

WYSZUKANI/ZNALEZIENI

MARZANNA MEYSZTOWICZ

fot. mat. promocyjne

fot. mat. promocyjne

ALL ABOUT LOVE AND PASSION

fot. mat. promocyjne

MA MEY

NOWA POLSKA MARKA I PROJEKTANTKA, KTÓRĄ CIĘŻKO ZALICZYĆ DO KATEGORII “MŁODZI POLSCY PROJEKTANCI” IDEALNIE WPISUJE SIĘ NIE TYLKO W TEMAT “BASIC”, ALE TEŻ W POPULARNĄ OSTATNIO IDEĘ SLOW LIFE. Slow life najprościej można przetłumaczyć jako sztukę uważnego życia i właśnie dla takich kobiet są projekty Ma Mey. Wygoda połączona z użytecznością. Oversize, ale nie ten bezkształtny, burzący proporcje, tylko dokładnie przemyślany. Najlepsza gatunkowo bawełna i ręcznie malowane naszywki. W tych czterech zdaniach można opisać kolekcję Marzanny Meysztowicz. Jeśli jeszcze dodamy do tego ulubione kolory projektantki, czyli: biel, popiel, beż, szarości i czerń to wyjdzie nam nowoczesna, ponadczasowa kolekcja, którą spokojnie możemy nazwać basicową, ale pozbawioną nudy, nieprzeciętną. Dla projektantki najważniejsze wydają się być styl i wygoda. Jak sama mówi: Lubię i szyję rzeczy proste z tak zwanym „pazurem”. In-

spirują mnie pokazy mody, ulica oraz moje rzeczy kupione 20 lat temu zagranicą. Lubię eksperymentować, chętnie łączę dzianinę z tkaniną. Lubię elegancję z nutką stylu sportowego. Printy nadają charakteru i stylu moim projektom. Podobnie - nigdy nie zrezygnuje z wymienionych wcześniej kolorów, bo tylko w tych czuje się dobrze, a nie widzi sensu w projektowaniu rzeczy, które jej samej się nie podobają. Inne kolory pojawiają się tylko na naszywkach, jako detal. Na koniec zapytana o coraz szybciej zmieniające się tendencje mówi: Nie chodzi o trendy ważna jest sylwetka kobiety i proporcje. Mamy nadzieję, że podobnie myślących projektantów będzie więcej! OLIVIA KŁUSEK

71


lifestyle

PONADCZASOWA

MODA I UBRANIA CZ Y

JE ST

TO

W OG ÓLE

CZYM JEST OBECNIE BASIC? O tym, co jest naszą ubraniową podstawą, a co nie, spory są bardziej rozległe, niż kobieca szafa. Jednak według mnie istnieją takie trzy rzeczy, które każda kobieta ma w swojej garderobie. Mała czarna, czyli swoiste espresso, które teoretycznie jest malutkie, a dodaje nam mnóstwo energii. Krótka, o nieskomplikowanym kroju. Pojawiła się w historii jako symbol żałoby po I Wojnie Światowej. Do mody wprowadziła ją sama Coco Chanel w latach 20. propagując styl silnej, niezależnej kobiety, która swoim ubiorem symbolizowała narodziny nowej epoki. W późniejszych latach kobiety z chęcią po nią sięgały z powodów finansowych, ponieważ w czasach wojny, ubóstwa i kryzysu najprostsza sukienka pozwalała zachować im elegancję. Natomiast dopiero w latach 60. mała czarna przeżyła swój rozkwit za sprawą jednej z najbardziej

72

fot. mat. promocyjne

BASIC JEST W NASZEJ SZAFIE TYM, CZYM DRESSING W SAŁATCE. NIEZALEŻNIE OD SKŁADNIKÓW, BEZ DOBREGO SOSU NIE BĘDZIE SMAKOWAŁO TAK DOBRZE. ODZIEŻ TYPU BASIC TO NIE CHWILOWA MODA, WYMYSŁ PROJEKTANTÓW CZY TEŻ TREND SPOWODOWANY „BOOMEM” NA NONSZALANCKI STYL PARYŻANEK. JEST TO GARDEROBA, KTÓRA POWOLI, KROK PO KROKU, ZOSTAJE WPROWADZONA DO NASZEJ SZAFY – A JEJ SIŁA POLEGA NA TYM, ŻE WYGLĄDA ZAWSZE SCHLUDNIE I ESTETYCZNIE, NADAJĄC SIĘ PRZY TYM NA WSZELKIEGO RODZAJU OKAZJE.

M OŻ LIWE ?

rozpoznawalnych hollywoodzkich postaci – Holly Golightly ze „Śniadania u Tiffany’ego”. Następne lata to już coraz nowsze wariacje na jej temat – z szerszymi ramionami, założona do glanów, z aplikacjami lub ze zdobionym kołnierzykiem. Kolejne dwie niezbędne rzeczy w naszej szafie, które też stały się obiektem niekończących się poszukiwań, są jeansy i biały T-shirt. Dzisiaj koszulki znajdziemy w każdym kroju i kolorze, zrobione z przeróżnych materiałów. Jednak zanim do tego doszło T-shirt stanowił nie lada wyzwanie w kwestii środków finansowych, opracowania idealnego kształtu i kroju. Wynalazcą T-shirtu jest londyńska firma Shirt. Tak jak w przypadku małej czarnej również biała koszulka zawdzięcza swój „rozgłos” filmowej produkcji. Chodzi oczywiście o „Tramwaj zwany pożądaniem”. Pozycję i popularność tej

fot. Michael Avedon


lifestyle

części garderoby jedynie umocniły takie ikony jak James Dean („Buntownik bez powodu”) oraz Elvis Presley. W latach 60. zaczęto nanosić na T-shirty napisy i grafiki. Było to bardzo dobrym posunięciem i do tej pory cieszą się ogromną popularnością. Natomiast jeansy to odzieżowy fenomen. Spodnie uniwersalne, ponadczasowe i niezastąpione. Sama nazwa pochodzi z francuskiego Blue de Gênes, czyli „błękit genewski”. Historia jeansów sięga daleko, ale dopiero w połowie XIX wieku ich popularność wzrosła za sprawą hurtowni założonej przez Levi Straussa. Jeansy były odpowiedzą na potrzeby osadników w Ameryce poszukujących solidnych ubrań. Jednak i one wbiły się w pewien schemat „marketingowy” i zyskały jeszcze większą popularność, tym razem dzięki westernom produkowanym w latach 40., a następnie dzięki niekwestionowanej ikonie buntu, wspomniany wcześniej James Dean. W kolejnych okresach ich rola się zmieniała bywały zakazane, a w latach 70. - szczególnie te w wersji „dzwony” - były obowiązkowym atrybutem każdego hipisa. Kolejne lata to kolejne oblicza słynnych spodni. Dzisiaj monopol na krój nie istnieje, oferta jest ogromna –od legginsów, rurki po boyfriendy. Każdy typ wraca w innym sezonie i kiedy myślimy, że już coś na pewno się nie powtórzy, moda nas zaskakuje, tak jak ma to miejsce na przykład teraz, w przypadku dzwonów. Obecnie dużo sieciówek i marek odzieżowych dostrzegło ogromny potencjał drzemiący w odzieży typu basic. Tak naprawdę każdy poszukuje ubrań, które pasują do wszystkiego; wykłada się je z szafy bez zbędnych przydługich rozważań i szybko nakłada do ulubionych czarnych spodni – zawsze wiadomo, że będzie to strzał w dziesiątkę. W każdym sezonie kroje są lekko modyfikowane i odświeżane, co zachęca nas do kupna kolejnych klasycznych spodni czy koszulek. Jednak są też modele ponadczasowe, jak kultowe jeansy Levis’a 501. Wśród polskich projektantów największy rozgłos zyskała linia basic Łukasza Jemioła. Ofertę ubrań must-have mają również popularne sklepy, takie jak H&M czy też marki bieliźniane, jak Intimissimi. Mimo tego, że w każdym sezonie inna część garderoby linii basic jest poszukiwana dzięki obecnym trendom, ogólna moda i zapotrzebowanie na tego typu odzież nie przeminie. Jest to pewna inwestycja dla obu stron - zarówno marek, które są pewne sprzedaży, jak i klientów, którzy kupują dobrej jakości ubrania na parę lat.

fot. carolinesmode.com

fot. www.facebook.com/LukaszJemiol

ADRIANA CYBULSKA fot. Peter Lindbergh, Vogue

73


moda

R fot. www.interviewmagazine.com

enzo Rosso jest siłą napędową słynnej włoskiej marki Diesel. Firma znana jest dzięki dżinsowym ubraniom, ale także kontrowersyjnym kampaniom reklamowym. W wieku dwudziestu lat Rosso dołączył do ówczesnego włoskiego giganta Moltex. Dwa lata później, dzięki czterem tysiącom dolarów pożyczonym od ojca, zakupił czterdzieści procent udziałów firmy. W 1978 roku zamienił jej nazwę, na znaną nam do dziś markę Diesel. Nazwa nawiązywała do kryzysu, jaki przechodził rynek naftowy po pojawieniu się alternatywnego oleju napędowego. Rosso chciał opanować amerykański rynek dżinsami za sto dolarów, podczas gdy para od Ralpha Laurena kosztowała połowę tej ceny (pięćdziesiąt dwa dolary)! Dżinsy projektu Rosso nie wyglądały jak zdjęte prosto ze sklepowej półki, ale na znoszone i zużyte na vintage. Fred Segal, który jako pierwszy umieścił w swoim butiku w Los Angeles spodnie Diesela, był zaskoczony ich niesamowitą jakością, która jak tłumaczy Rosso, była spowodowana dobrym umiejscowieniem fabryki, pomiędzy dwoma rzekami wpływającymi do Adriatyku - „materiały czerpią wartości z ziemi, tak jak robi to żywność”.

KRÓL DŻINSU WYDAJE MI SIĘ, ŻE DIESEL JEST WYJĄTKOWY, PONIEWAŻ OD ZAWSZE MIELIŚMY WŁASNY POGLĄD NA STYL ORAZ TRENDY. - RENZO ROSSO

Marka Diesel Właściciel Renzo Rosso Data urodzenia i kraj pochodzenia 1955, Włochy Data założenia marki 1978 rok

74

Reklamy dżinsów należą niewątpliwie do grona najbardziej kontrowersyjnych. Nagość, seks, łamanie tabu. Specjalnością Diesel’a stały się zdjęcia o podtekstach seksualnych i niepoprawne politycznie hasła. Głośnym echem odbiła się kampania reklamowa pod hasłem „Be stupid”. Slogan „Bądź głupi” to przeciwieństwo tego, co wpajali nam rodzice. Założeniem kampanii było pokazanie, że tylko „głupi” ludzie są wstanie coś naprawdę stworzyć. Bo „mądrzy” może i widzą jak rzeczy się mają, ale „głupi” widzą, jak mogłyby się mieć. Koncepcja nie przekonała natomiast brytyjskiej komisji do spraw praktyk w reklamie, która zakazała ich emisji. Swoją decyzję uzasadniła przekroczeniem granic dobrego smaku oraz potencjalnym promowaniem zachowań niebezpiecznych dla dzieci. Rzeczywiście, odczytując reklamy wprost można wpaść na pomysł włożenia głowy do skrzynki na listy czy też pokazania piersi do kamery.


fot. popsop.com

fot. www.creativeadawards.com

fot. www.creativeadawards.com

fot. www.creativeadawards.com

fot. www.creativeadawards.com

moda

Jednak reklamy Diesela tworzą pewnego rodzaju łamigłówki dla odbiorcy. Odbiorca sam musi zrozumieć, o co właściwie chodzi, a rozwiązanie „zagadki” daje mu satysfakcję. Na tej samej zasadzie została oparta kampania z 2010 roku. „Sex sells, unfortunately we sell jeans” („Seks się sprzedaje, niestety my sprzedajemy dżinsy”). Diesel to nie tylko dżinsy, to również bielizna, sukienki czy skórzane kurtki. Jednak Rosso, pozostając wierny produktowi, dzięki któremu zyskał największy rozgłos, stworzył „Diesel Denim Gallery” w Nowym Jorku. Znajduje się w niej „wystawa” dżinsów poddanych specjalnym obróbkom i traktowanych jako dzieła sztuki. Pewnie żadne z was nie marzyło, aby zobaczyć swojego Sima w takich samych dżinsach, które nosicie na co dzień? W 2012 roku nadarzyła się taka okazja. Do ulubionej gry „The Sim’s” powstał bardzo stylowy dodatek - „The Sim’s 3 DIESEL Stuff”. Był to pierwszy taki projekt, łączący w sobie świat gier oraz mody. Dodatek ten pozwalał na ubranie swojej postaci w najmodniejsze elementy z kolekcji Diesela. Kultowe dżinsy, T-shirty z napisem oraz bieliznę, a ponadto

umożliwiał wyposażenie rezydencji Simsa w stoliki, kanapy oraz łóżka. Co więcej, meble pokazane w świecie wirtualnym były normalnie dostępne w sklepach stacjonarnych oraz internetowym. Obecnie Diesel to marka, która przeistoczyła się z dżinsowego specjalisty w lifestyle’owego giganta. Ponadto Rosso, jako jeden z niewielu, nie przeniósł swoich fabryk do Chin. Ubrania Diesel nadal produkowane są we Włoszech. Do momentu wejścia Diesela na rynek dżins był noszony przez klasę robotniczą oraz był kojarzony z produktem niszowym. Renzo Rosso pokazał, że może być szczególny oraz seksowny. Głównym założeniem Rosso było stworzenie idealnej pary dżinsów. Czy mu się to udało? Słupki ekonomiczne oraz zera na jego koncie mówią same za siebie.

AGNIESZKA BIEŃ

75


KRAKÓW JEST NIESAMOWICIE POPULARNĄ DESTYNACJĄ NIE TYLKO DLA POLAKÓW, ALE I CUDZOZIEMCÓW, KTÓRZY KORZYSTAJĄC Z RÓŻNORODNYCH OFERT LINII LOTNICZYCH PRZYJEŻDŻAJĄ TU NA PARĘ DNI. PEWNIE KAŻDY Z PRZYJEZDNYCH MA LISTĘ NIEZBĘDNYCH POZYCJI, KTÓRE CHCIAŁBY W MIEŚCIE ZOBACZYĆ – POSTANOWIŁAM JĄ JEDNAK UZUPEŁNIĆ O PARĘ WYJĄTKOWYCH MIEJSC, KTÓRYCH PRAWDOPODOBNIE NIE ZNAJDZIECIE W PRZEWODNIKACH TURYSTYCZNYCH. EKSPLOROWANIE KRAKOWA TO DLA MNIE ZAWSZE FORMA RELAKSU, JAKO ŻE SPACERUJĄC PRZEPIĘKNYMI I KLIMATYCZNYMI ULICZKAMI TEGO MIASTA NIEMAL ZAWSZE ODKRYWAM COŚ NOWEGO, CZEGO WCZEŚNIEJ NIE ZAUWAŻYŁAM. NIEWĄTPLIWYM ATUTEM MIASTA JEST KOSMOPOLITYCZNY CHARAKTER, KTÓRY KOMPONUJE SIĘ Z KLASYCZNĄ ARCHITEKTURĄ KRAKOWA, CO W REZULTACIE TWORZY JEGO NIESAMOWITĄ I NIEPOWTARZALNĄ ATMOSFERĘ.

COŚ DLA DUSZY, COŚ DLA CIAŁA Jednym z miejsc, które stało się już moim obowiązkowym punktem podczas każdego pobytu w Krakowie jest księgarnia Massolit, gdzie można znaleźć książki o różnorodnej tematyce, ale tylko i wyłącznie w języku angielskim. Nie przepadam za księgarniami-sieciówkami, dlatego ta księgarnia to miła odmiana. Przytulna atmosfera sprawia, że człowiek traci poczucie czasu i zatapia się w świecie książek. Dodatkową zaletą jest połączenie tej cudownej ,,składnicy ksiąg” z kawiarnią. Duża dawka kofeiny jest bowiem niezbędna przy plądrowaniu kolejnych półek z książkami. Inną księgarnią, w której mogłabym wydać wszystkie oszczędności (co też niestety czynię) jest Mocak Bookstore. Księgarnia oferuje wyselekcjonowane książki z różnych dziedzin humanistycznych, a także artystycznych, których nie znajdziemy w przeciętnym tego rodzaju sklepie. Fotografia, moda, muzyka, film, architektura – wszystkie te działy zgromadzono w jednym miejscu. Warto zahaczyć o to miejsce przy okazji odwiedzin w Muzeum Sztuki Współczesnej.

76

Massolit, fot.www.facebook.com/pages/Massolit-Books-Cafe

KRAKOWA

Mocak Bookstore, fot. www.nck.pl

MODNA MAPA

Lulua, fot. www.facebook.com/pages/Lulua-Perfumeria

miejsca


Mo61, fot. www.mo61.pl

miejsca

Lipowa 6F/KrakowSlowWines, fot. www.facebook.com/lipowa6f

W poszukiwaniu pachnącego prezentu (dla kogoś bądź też dla siebie) można, a nawet należy udać się do perfumerii LuLua, która w ofercie ma propozycje od najlepszych nazwisk świata perfum, m.in. Serga Lutensa oraz Toma Daxona. Atmosferę tego miejsca tworzy także lokalizacja, bowiem znajduje się na jednej z urokliwych uliczek Kazimierza, a także obsługa sklepu, która jest bardzo miła i z pewnością pomoże odnaleźć zapach, o którym marzy klient. Kolejną perfumerią na mojej liście jest Mo61 - miejsce, w którym można samemu stworzyć perfumy. Jest to niewątpliwie coś unikatowego i niepowtarzalnego, a idea skomponowania własnego zapachu, który odda nasz charakter i styl, wydaje się być bardzo kusząca. Szczególnie teraz, kiedy indywidualizm jest w naszej kulturze mocno ceniony.

Na piątkowy wieczór spędzony przy winie z przyjaciółmi, idealnym miejscem jest Lipowa 6F / Krakow Slow Wine. To miejsce, które odkryłam przypadkiem spacerując. Zobaczyłam niesamowite przestronne wnętrze i już byłam stracona – musiałam wejść do środka. Za dnia przez duże okna wpadają tu promienie słoneczne przepięknie wszystko rozświetlając, co w połączeniu z dobrym jedzeniem i winem powoduje, że każdy dzień przestaje być stresujący, a la dolce vita staje się naszym priorytetem. Natomiast wieczorem to miejsce zmienia się jak kameleon i stwarza idealną atmosferę piątkowego wieczoru spędzonego ze znajomymi na opowieściach o minionym tygodniu. Innym gastronomicznym punktem, które trzeba koniecznie ,,skosztować”, jest Shake & Bake (jest w poszukiwaniu nowej lokalizacji). Do tego miejsca niejako dojrzewałam, ponieważ do muffinek i babeczek podchodziłam bez jakiegoś szczególnego entuzjazmu – „kawałek biszkoptu z kremem, o co to wielkie halo…?”. Jednak Shake & Bake zdecydowanie odmieniło moje nastawienie. Ich propozycje w wersji na słodko i słono, niebanalne smaki i ciekawe połączenia podbiją na pewno niejedno podniebienie. Szczególnie, że – idąc z duchem czasu – przygotowywane są tu również wersje dla tych na diecie i tych, którzy nie tolerują glutenu. Mówi się, że przez żołądek do serca, ale w przypadku kolejnego miejsca rozpoczęło się od doznań estetycznych, ponieważ zarówno lokalizacja przy plantach, jak i proste, przytulne, a jednocześnie przestronne wnętrze tworzą klimat tego miejsca. Bunkier Cafe, bo to właśnie o tym miejscu mowa, w swoim menu oferuje coś dla każdego i na każdą porę dnia – od

Camelot, fot. www.facebook.com/pages/Camelot-CAFE

UGRYŹĆ KRAKÓW Mimo że jest to jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc gastronomicznych miasta, to dla mnie miejscem ponadczasowym, do którego przychodzę na najlepszą tartę z malinami i o którym warto wspomnieć, jest Camelot. Specyficzny wystrój wnętrza, przepyszne sałatki i ciepły nastrój sprawiają, że atmosfera tego miejsca jest wciągająca. Natomiast w lecie, w gorące i upalne dni możemy odpocząć w zaciemnionym i urokliwym ogródku lokalu.

śniadań, przez lunchowe sałatki, po makarony. Każde danie ma w sobie coś innego, jakiś ciekawy dodatek. Niezwykłe doznania smakowe oraz wizualne są tutaj pewne! Na kolację ze znajomymi czy też weekendowy obiad z rodziną dobrym wyborem jest Plac Nowy 1. Szczególnie wieczorem miejsce to ma niesamowity klimat – przestronne, delikatnie przyciemnione i elegancko urządzone wnętrze jest zawsze wypełnione gośćmi, którzy spotkali się, by porozmawiać przy przepysznym jedzeniu. Menu jest różnorodne, dlatego też znajdzie się coś na każdy gust i ząb – od owoców morza po domową wersję hamburgerów. Doskonałą alternatywą spędzenia czasu w Krakowie jest także spacer po ulicy Józefa na Kazimierzu, gdzie możemy się zatracić wśród urokliwych lokali, jak np. Kolanko no 6, Czajownia, Eszeweria oraz retro sklepów z ubraniami typu Vintage Classics.

77


Lokal Hero, fot. www.facebook.com/MyLokalHero

Idea Fix, fot. www.facebook.com/IDEAFIXpolska

Plac Nowy 1, fot. www.placnowy1.pl

Shake&Bake, fot. www.facebook.com/shakeandbakepl

Bunkier cafe, fot. bunkiercafe.pl

miejsca

MODA Styl mieszkańców Krakowa niewątpliwie ewoluuje w stronę kreowania własnego, wyróżniającego się wizerunku. Dzięki temu rozwijają się tutaj sklepy promujące nowe, młode i mniej znane marki, a także te, które przede wszystkim promują rodzimych projektantów. Zakupy w Krakowie to czysta przyjemność, ponieważ spacer po urokliwych uliczkach połączony z zakupami w unikalnych butikach to doskonała alternatywa dla przepełnionych centrów handlowych. Zakupową trasę możemy rozpocząć w Lokal Hero, w którym znajdziemy kilkanaście marek, m.in. Misbehave, Staff By Maff, Aloha From Deer. Zapotrzebowanie na streewearowe marki nieustannie rośnie, dlatego też sklep spotkał się z tak dużym zainteresowaniem, że obecnie ma już dwie lokalizacje. To miejsce, w którym odnajdą się szczególnie osoby, które lubią eksperymentować z miejskim stylem.

78

W poszukiwaniu marek z„wyższej półki” możemy się udać do Pasażu 13, gdzie także stosunkowo niedawno miało miejsce otwarcie odnowionej wersji butiku Louve, który oferuje ubrania najlepszych polskich projektantów i marek, w tym Łukasza Jemioła czy Gosi Baczyńskiej. Polska moda się rozwija i ma coraz więcej do zaoferowania, dlatego warto wspierać rodzimy rynek! Alternatyw dla galerii handlowych w Krakowie znajdziemy jednak znacznie więcej, jest nią także Forum Mody, miejsca zrzeszające ponad trzydzieści polskich marek z odzieżą, dodatkami i akcesoriami. Lokalizacja concept store’u jest dosyć nietypowa, ponieważ mieści się w dawnym Hotelu Forum, relikcie PRL-u. Młode marki w takim budynku to dosyć ciekawy kontrast. Metki „Made in Poland” można odnaleźć także w Idea Fix. Trudno tutaj mówić tylko o sklepie, ponieważ jest to miejsce wielowymiarowe, które

nie zamyka się w jednym obszarze. Znajdziemy bowiem nie tylko ubrania polskich projektantów, ale także sztukę użytkową, meble i dodatki do domu. Organizowane są tu również wernisaże, warsztaty, pokazy… Kreatywność i niebanalne pomysły są tu stałymi elementami. Z całą pewnością Kraków jest intrygującym miastem kontrastów – młode marki pojawiają się obok vintage shopów, nowoczesne wnętrza w starych kamienicach, tradycyjna polska kuchnia tuż przy restauracjach serwujących kulinarne wariacje. I być może właśnie dlatego miasto jest tak chętnie odwiedzane? Wciąż przy tym zaskakuje, zmienia się i rozwija na każdej płaszczyźnie. Dlatego na pewno jeszcze nie raz tu wrócę, by odkryć nowe owoce kreatywności jego mieszkańców. ADRIANA CYBULSKA


APARTAMENT NA WAKACJE SKROJONY NA MIARĘ

JEŚLI NUDZĄ CIĘ BEZDUSZNE HOTELE A KWATERY PRYWATNE NIE SPEŁNIAJĄ TWOICH OCZEKIWAŃ, KONIECZNIE ROZWAŻ WYNAJEM APARTAMENTU. TO CORAZ POPULARNIEJSZE MIEJSCE NOCLEGOWE W POLSCE O BARDZO WYSOKIM STANDARDZIE A JEDNOCZEŚNIE W PRZYSTĘPNEJ CENIE. NAJWIĘKSZĄ FIRMĄ WYNAJMUJĄCĄ APARTAMENTY JEST SUN & SNOW. ZGODNIE Z NAZWĄ SIEĆ OFERUJE MOŻLIWOŚĆ WYPOCZYNKU O KAŻDEJ PORZE ROKU, ZARÓWNO W MIEJSCOWOŚCIACH GÓRSKICH JAK I NAD MORZEM. JEST Z CZEGO WYBIERAĆ. Spośród 1000 apartamentów Sun & Snow blisko połowa to lokale dwupokojowe o powierzchni około 50 metrów, składające się z salonu połączonego z aneksem kuchennym, sypialni i oczywiście łazienki. Takie mieszkania są najpopularniejsze wśród gości, i pomieszczą swobodnie do 4 osób. W ofercie znajdują się także przytulne kawalerki niczym z designerskich katalogów, lofty, ogromne apartamenty w starych kamienicach położone na ostatnich piętrach, a także kilkupokojowe mieszkania na nowoczesnych osiedlach. Wszystkie są wyjątkowo zlokalizowane, w sąsiedztwie atrakcji turystycznych, centrum miasta i biznesu, lub wręcz przeciwnie – blisko natury. Tu wszystko zależy tylko od ciebie i twoich oczekiwań. Każdy apartament jest inny, ale urządzony tak, byś mógł poczuć się jak u siebie. Dzięki świetnemu wyposażeniu nie musisz zabierać ze sobą nad-

miarowego bagażu. W kuchni znajduje się sprzęt AGD, ze zmywarką włącznie. W szafkach – talerze, garnki, sztućce, a nawet kieliszki do wina. W przedpokoju – odkurzacz, żelazko, deska do prasowania. W łazience – suszarka do włosów i najczęściej pralka, która świetnie sprawdza się przy dłuższych pobytach, zwłaszcza z dziećmi. Z myślą o dzieciach przewidziano też wanienki, krzesełka do karmienia czy łóżeczka, a także sale zabaw znajdujące się na terenie budynku lub osiedla. W niektórych lokalizacjach goście mają dostęp do basenu, siłowni albo sauny. Do dyspozycji są zawsze albo garaże albo miejsca postojowe pod budynkiem. Zatem czy już wiesz, gdzie pojedziesz w tym roku na Majówkę? Może Sopot? Kraków, Zakopane..? A może chcesz odkryć Szklarską Porębę? Jeśli tak, to koniecznie sprawdź ośrodek wypoczynkowy Sun & Snow Resorts, obejmujący blisko sto eleganckich apartamentów. Te zlokalizowane na górnych piętrach oferują przepiękny widok na Szrenicę i całą dolinę. Miasteczko przyciąga trasami biegowymi i rowerowymi, szlakami spacerowymi, wyciągami narciarskimi, kolejką liniową, a także parkiem dinozaurów i kopalnią złota. W Szklarskiej Porębie każdy turysta znajdzie coś dla siebie, zarówno latem, jak i zimą. Zdjęcia i opis apartamentów z całej Polski, aktualne promocje cenowe oraz szczegółowa oferta wynajmu dostępna jest pod adresem: www.sunandsnow.pl 79


BASIC

modelka Anna Nocoń - Fashion Color zdjęcia Michał Massa Mąsior - madmassa.com stylizacje Gosia Kuniewicz - Osa Osobista Stylistka fryzury Alicja Chawrona - Chmiest Academy of Hair Design mua Paulina Tomasik

80


81

kombinezon, bransoletka Promod


swetr Promod szorty Yoshe buty Tkmaxx

82


kurtka Yoshe

83


sukienka Yoshee

84


Marynarka, szorty Promod podkolan贸wki Calzedonia buty Aldo

85


bluzka,buty, spodnie Promod szelki Zara kurtka Yoshee

86


kurtka Yoshe

87


bądź fit z Adą Palką

WIOSNA TO NAJBARDZIEJ ENERGETYCZNA

fot. by Łukasz Lic www.pozytywstudio.com

PORA ROKU, KTÓRA MOŻE DODATKOWO CIĘ

ZACZNIJ

OD PODSTAW

ZMOBILIZOWAĆ DO ZADBANIA O SYLWETKĘ. NAJLEPSZY NA ZRZUCENIE NADMIERNEJ TKANKI TŁUSZCZOWEJ JEST TRENING AEROBOWY! TYM BARDZIEJ, ŻE MOŻE GO WYKONYWAĆ KAŻDY. WIEK, PŁEĆ CZY DODATKOWE PREDYSPOZYCJE SIĘ NIE LICZĄ. ALE BY PRZYNIÓSŁ ODPOWIEDNIE REZULTATY MUSIMY PAMIĘTAĆ O PEWNYCH ZASADACH:

TRENING MA BYĆ PRZYJEMNYM ZMĘCZENIEM! Wysiłek powinien być umiarkowany, zachowane stałe tempo i niezbyt forsowany. Musi Ci wystarczyć energii na godzinę wysiłku. Wyznacz odpowiednią intensywność: ODDECH – wysiłek nie zaburza twojego oddechu, możesz swobodnie rozmawiać. MONITOROWANIE PRACY SERCA – możesz monitorować pracę swojego serca na pulsometrze (ok. 65% HR max). Jeżeli nie masz pulsometra, przyłóż dwa palce do tętnicy szyjnej i przez minutę licz uderzenia: (220-wiek) x 65% = początkowe tętno dla wysiłku aerobowego

TRENING POWINIEN TRWAĆ GODZINĘ! Dlaczego tak długo? Ponieważ nasz organizm przez dwa kwadranse pozyskuje energię z węglowodanów (z glikogenu mięśniowego i wątrobowego). Dopiero po 30 minutach wysiłku aerobowego zaczynamy spalać nadmiar tkanki tłuszczowej.

fot. by Łukasz Lic www.pozytywstudio.com

TRENING POWINIEN BYĆ REGULARNY! Aby był efekt, musisz trenować często i długo. Początkowo zacznij od treningu co drugi dzień. Później możesz trenować codziennie. Im częstszy trening, tym prędzej pozbędziesz się niechcianych fałdek tłuszczu.

JAKI TRENING AEROBOWY WYBRAĆ? Na siłowni – skakanka, aerobik, trening na bieżni, rowerku stacjonarnym, stepperze, orbitreku. W plenerze – jazda na rolkach, rowerze, pływanie, jogging, jazda na łyżwach czy nartach. Osobiście zdecydowanie polecam bieganie – to najbardziej naturalna forma ruchu!

ZAPRASZAM NA WWW.FACEBOOK.COM/TRENERPERSONALNYADRIANNAPALKA

88


Zapomnij o wycisku! Nowa technologia - Skaner 3D.

Wizyta w gabinecie stomatologicznym nie jest wyłącznie przyjemnością, chociaż jej efekty nierzadko bywają spektakularne. Nawet osoby, które nie boją się dentysty, siadając na fotel, często są zestresowane i chcą, by leczenie zakończyło się jak najszybciej. Wiele procedur, którym jesteśmy poddawani w gabinecie wiąże się z dyskomfortem, a nawet z bólem. W XXI w. dbałość o zdrowie jamy ustnej powinna być nawykiem i częścią dbałości o zdrowie całego organizmu. Dzisiaj gabinety dentystyczne wyglądają pięknie, są kolorowe i przestronne, doskonale wyposażone, a ich personel w pełni korzysta nie tylko z najnowszej wiedzy, ale także z nowoczesnych technologii.

„Ale nie tylko, ponieważ skaner wewnątrzustny jest bardzo przydatnym narzędziem w leczeniu pacjentów z różnymi zaburzeniami funkcjonalnymi. Dla nich wykonujemy szyny, czyli specjalne nakładki na zęby, służące leczeniu takich zaburzeń, jak bruksizm, nadmierne zaciskanie i zgrzytanie zębami, powodujące ich ścieranie i nieodwracalne zniszczenie szkliwa” – dodaje Wacław Steczko. Precyzja, dokładność, ograniczenie błędów i poprawek, a w efekcie podniesienie komfortu pacjenta, oszczędność czasu – to tylko niektóre zalety nowoczesnych urządzeń cyfrowych, z których mogą korzystać pacjenci w gabinecie dentystycznym. Skaner wewnątrzustny, rentgenowska diagnostyka cyfrowa, bezbolesne znieczulenia czy profesjonalne zabiegi higieniczne staną się wkrótce standardem współczesnych klinik stomatologicznych – standardem, z jakiego korzystać może każdy pacjent.

Najpierw wycisk, potem proteza Każdy, kto choć raz poddany był procedurze tzw. pobierania wycisku wie, jak nieprzyjemny, a nawet bolesny może być taki zabieg. U niektórych pacjentów może spowodować odruch wymiotny albo duszenie. Wykonywany metodą tradycyjną, polega na włożeniu do ust pacjenta metalowej łyżki z tzw. masą wyciskową i odciśnięciu w niej kształtu zębów szczęki i żuchwy. Masa o konsystencji gęstego budyniu twardnieje w ustach pacjenta, następnie razem z łyżką (niekiedy ze sporą siłą) jest usuwana na zewnątrz. Na tej podstawie tworzony jest model, niezbędny do wykonania koron, mostów i protez.

Teraz możesz zobaczyć więcej niż widzi dentysta! Współczesne technologie cyfrowe docierają także do gabinetów dentystycznych, pozwalając na uzyskanie modelu zębów w sposób bardziej komfortowy dla pacjenta, a przy tym niezwykle dokładny. W nowoczesnym gabinecie metalowe łyżki i masy wyciskowe zostały zastąpione skanerem wewnątrzustnym. Lekarz umieszcza w jamie ustnej pacjenta niewielkie urządzenie z głowicą skanującą, skanuje powierzchnie zębów, a ich obraz widoczny jest natychmiast na monitorze. Podobnie, jak przy użyciu kamery, pacjent może dokładnie obejrzeć swoje zęby ze wszystkimi ich niedoskonałościami – także te fragmenty, których nie można zobaczyć nawet w powiększającym lusterku. „To wspaniałe urządzenie pomaga nam w sposób precyzyjny wykonywać wszelkie prace protetyczne dla pacjentów, którzy wymagają uzupełnienia braków zębowych” – mówi dr Wacław Steczko, właściciel kliniki „Stomatologia Steczko” z Krakowa.

„Stomatologia Steczko” ul. Krakusów 1c, 30-092 Kraków tel.: (12) 638 18 40 www.steczkodentysta.pl

89


trend sezonu

MAKE-UP

NO MAKE-UP 90

Fot. Robert Bednarczyk MakijaĹź Iza Trzaskacz Modelka Luxury Fashion Agency / Aneta www.luxuryfashionmodels.pl


trend sezonu

DOBRA WIADOMOŚĆ DLA TYCH Z WAS, KTÓRE NIE MOGĄ POCHWALIĆ SIĘ PERFEKCYJNIE RÓWNĄ KRESKĄ NAD OKIEM, UMIEJĘTNOŚCIĄ EFEKTOWNEGO CIENIOWANIA À LA SMOKY EYES CZY TALENTEM DO ŁĄCZENIA KOLORÓW TAK, BY W EFEKCIE KOŃCOWYM TWORZYŁY IMPONUJĄCĄ CAŁOŚĆ, KORESPONDUJĄCĄ Z WASZĄ URODĄ. MAKE-UP NO MAKE-UP TO TREND NUMER JEDEN W TYM SEZONIE, A JEGO WYKONANIE WYDAJE SIĘ BYĆ PROSTSZE NIŻ OBRYSOWANIE UST KONTURÓWKĄ. IZA TRZASKACZ Z MARKI PAESE POKAZAŁA NAM, JAK KROK PO KROKU WYKONAĆ PERFEKCYJNY NATURALNY MAKIJAŻ. SPRAWI ON, ŻE NASZA TWARZ BĘDZIE WYGLĄDAŁA ŚWIEŻO, ZDROWO I BARDZO NATURALNIE.

DOBRE PRZYGOTOWANIE Najważniejszą rzeczą przed wykonaniem każdego makijażu jest rzecz prosta i wydawałoby się oczywista, a więc odpowiednie nawilżenie skóry. Butelka wody dziennie, dobry krem nawilżający i regularne maseczki pozwolą nam szczycić się zdrowo wyglądającą skórą. Przed nałożeniem podkładu ważne jest, by nasza twarz była oczyszczona – najlepiej przy pomocy płynu micelarnego, natomiast później nakładamy na przykład mieszankę kremu z potrójnym kwasem hialuronowym. Jak podpowiada Iza, do odpowiedniego przygotowania twarzy pod makijaż konieczna jest baza – rozświetlająca lub wygładzająca, która ochroni naszą skórę, a także przedłuży trwałość makijażu. NATURALNE ROZŚWIETLENIE Kiedy nasza twarz jest już odpowiednio przygotowana, przystępujemy do działania. „Korektor pod oczy to moim zdaniem najważniejszy kosmetyk, który powinien się znaleźć w każdej kosmetyczce” - mówi Iza. Aplikując korektor rozświetlający delikatnie wklepujemy go w skórę pod oczami. Zaczynamy od zewnętrznej części oka i kierujemy się do wewnątrz, uważając aby nie podrażnić wrażliwego miejsca przy worku spojówkowym. Kilka sekund i nasze oko jest rozjaśnione oraz pozbawione niechcianych cieni. Teraz czas na podkład. Bezwarunkowo musi być idealnie dobrany do kolorytu naszej szyi, a w okresie letnim do dekoltu. Ważne, by nakładać go odpowiednim pędzlem (średniej wielkości, płaski, z włosia syntetycznego) lub palcami, z góry na dół – w ten sposób uzyskamy transparentny efekt. Jeśli możemy pochwalić się zadbaną i zdrową cerą wybieramy podkłady lekkie, nie matujące. Delikatne rozświetlenie i naturalny blask to hit sezonu. W przypadku cery bardzo tłustej, z tendencją do świecenia się, delikatnie matujemy strefę T (broda, nos i czoło) pudrem prasowanym, rozświetlająco-kryjącym. „Do aplikacji pudru używamy dużego, puszystego pędzla, z naturalnego włosia” - podpowiada Iza.

DELIKATNE WYKOŃCZENIA Kiedy koloryt naszej twarzy jest wyrównany, przechodzimy do makijażu oka. W przypadku make-up no make-up nie jest on wymagający, ponieważ praktycznie nie używamy cieni. Jeśli już, to tylko te o naturalnym, cielistym odcieniu i matowym wykończeniu. W celu zagęszczenia górnej linii rzęs, możemy użyć lekko ciemniejszych, brązowych cieni. Musimy przy tym pamiętać, aby kreska nie była za gruba czy za ciężka dla oka – może to zaburzyć cały efekt naturalnego makijażu. Rzęsy malujemy brązowym lub – w przypadku ciemnej oprawy oczu – czarnym tuszem, pociągając je lekko, nakładając jedną warstwę. „Jeśli mamy długie rzęsy, najlepiej ich w ogóle nie tuszować, żeby nie uzyskać sztucznego efektu” - przestrzega Iza. Aby makijaż oczu był kompletny, musimy pamiętać o brwiach, które są ramą oka – bardzo delikatnie podkreślamy je cieniem w kolorze zbliżonym do naturalnego. Na koniec nakładamy róż, w miejsca, gdzie naturalnie się rumienimy, rezygnując przy tym z modelowania twarzy. Usta podkreślamy błyszczykiem w delikatnym kolorze i... voilà! Najmodniejszy makijaż sezonu gotowy! MALWA W

91


lifestyle

OPANOWAĆ torebka Max Mara/Mirage

NIEŁAD portfel Max MaraWeekend/Mirage

chusta Six

opakowanie na iPhone’a Six

masełko do ust Bielenda

puder Paese

szminka Paese

kalendarz własność stylistki

balsam do ust Bielenda lakier do paznokci Paese pomadka w płynie Paese

opakowanie na okulary Six

parasol Six

92

fot. Robert Bednarczyk / Media Lounge stylizacja: Agnieszka Bień

okulary własność stylistki


lifestyle

DAMSKA TOREBKA. OTCHŁAŃ BEZ DNA. CZARNA DZIURA. SYNONIMY MOŻNA MNOŻYĆ, BO JEST ICH TYLE, ILE KOBIET NA ŚWIECIE. JEST TO SWEGO RODZAJU NIEPISANE PRAWO NATURY, ŻE BAŁAGAN W TOREBKACH POWSTAJE WPROST PROPORCJONALNIE DO NASZYCH SZCZERYCH CHĘCI UTRZYMANIA W NICH PORZĄDKU. PARADOKS? PARADOKSAMI KOBIETA ZDOBIONA, WIĘC JESZCZE JEDEN Z NICH NIKOGO NIE POWINIEN DZIWIĆ. A JEDNAK, GDYBY TAK SKUMULOWAĆ WSZYSTKIE CHĘCI I ENERGIĘ I POSTANOWIĆ, ŻE OD DZIŚ W MOJEJ TOREBCE ZAPANUJE PORZĄDEK NICZYM PO WIZYCIE PERFEKCYJNEJ PANI DOMU?

ODKRYCIA I WYKOPALISKA W moich torebkach widziałam już wszystko. Bez względu na jej rozmiar potrafię pomieścić tam kilogramy zbędnych rzeczy. Bezużyteczne paragony, przesuszony tusz do rzęs, pięć opakowań po mokrych chusteczkach, jedna zagubiona żelowa wkładka do szpilek, czy multum dowodów zbrodni w postaci papierków po batonikach, które uwielbiam to wersja soft mojej torebki. Gorsze rzeczy znajdują się w mojej „podręcznej torbie małego stylisty” : stara i nowa rolka do ubrań, nici w dziesięciu kolorach, igły porozrzucane luzem, pojedyncze plastry, kawałki taśmy klejącej, gdzieniegdzie jakiś zagubiony klips czy kawałki tektury do podklejania butów. Wstyd kontynuować, bo kto jak nie stylista powinien umieć zadbać o porządek w szafie, szufladach z bielizną czy w torebkach? Winą za ten stan obarczam zazwyczaj producentów torebek. Jak można wyprodukować tak podręczną rzecz bez odpowiednich przegródek, kieszonek, czy chociaż gratisowych wkładek typu mini kosmetyczka? Można oczywiście się uprzeć i wybierać tylko takie torebki, które posiadają te wszystkie atuty, ale jeśli akurat hitem sezonu jest torba-worek? Dylematy kobiet naprawdę nie znają granic, a użytecz-

ność ich rzeczy jest na dalekiej pozycji za ich kolorem, kształtem, materiałem czy marką. Pociesza mnie jedynie fakt, że nie jestem sama. Babskie spotkanie, dzwoni telefon nie daj Boże najbardziej popularny dzwonek, bo wtedy wszystkie rzucamy się na nasze torebki, chociaż i tak zanim którakolwiek zdoła zwycięsko wyłowić komórkę spośród jej tylko znanych skarbów, dzwonek zdąży zamilknąć i pozostawić po sobie głuchą ciszę. Co jeszcze bardziej pocieszające, ostatnio odkryłam, że są kobiety, które w absurdzie swojego bałaganu przekraczają kolejne granice. Jedna z nich zamiast przekładać rzeczy z mniejszej torebki do większej, przekłada ją całą i w ten sposób taszczy ze sobą bałagan dużej torebki urozmaicony drugim, schowanym w mniejszej. Komentarza brak, bo to sygnał ostateczny, że trzeba znaleźć rozwiązanie, zanim pogrążymy się w naszym nieporządku. ZERO LITOŚCI Pierwszym krokiem, jak zawsze jest gruntowny remanent zawartości naszych wszystkich toreb, torebek i torebeczek. Co więcej, musimy przetrząsnąć także mniejsze składowe, typu kosmetyczka, w której czają się przeterminowane szminki, połamane kredki, zepsute wsuwki czy gumki do włosów. Segregujemy nagromadzone paragony na te, które są aktualne i cokolwiek jeszcze na nich widać oraz na te, które pozostały wytartym kawałkiem papieru lub pochodzą ze sklepu spożywczego, który reklamacji raczej nie przyjmuje. Gumy do żucia dla pewności także radzę wyrzucić, gdyż ich data ważności mogła ulec przeterminowaniu, podobnie jak zgniecionych cukierków czy wysypanych orzeszków. Jednym z najbardziej pozytywnych aspektów takich porządków jest towarzyszący im tryumfalny okrzyk „ojej szukałam tego od roku!”, który zdarza się za każdym razem, gdy decydujemy się na gruntowne porządki w naszych torebkach. Istny skarbiec, który chowa w sobie zapomniane cudeńka, a czasem nawet pieniądze o całkiem sporym nominale. ZAKUPY - LEK NA CAŁE ZŁO Kolejny etap to zakupy. Są one rozwiązaniem na wszystkie „babskie” problemy i zmartwienia i tak też jest tym razem. Jednak teraz razem nie udajemy się do sklepu po nową parę balerinek, które będziemy mogły włożyć „na wszelki wypadek” do nowo uporządkowanej torebki, ale szukamy bardzo praktycznych plastikowych kosmetyczek - format i wzory do wyboru. Jest to najlepszy sposób na utrzymanie porządku wśród licznych torebkowych gadżetów. Jedno opakowanie będzie służyło jako kosmetyczka, drugie jako piórnik, trzecie jako zestaw przyborów do czesania, czwarte

jako pojemnik na ewentualne przekąski, piąte będzie podręczną mini apteczką, szóste opakowaniem na paragony… i tak bez końca, aż wszystkie rzeczy zostaną odpowiednio posegregowane. Powiewa pedantycznością? Wbrew pozorom to nie irytujący nawyk, tylko sposób na to, aby nasza torebka w końcu stała się w pełni użyteczna. Kiedy już zakupimy odpowiednią ilość plastikowych kosmetyczek, dobrze byłoby przyjrzeć się naszym rzeczom, zanim ponownie włożymy je do torebki. Warto zastanowić się, czy nie lepiej zastąpić dwóch rzeczy jedną, bardziej uniwersalną. Na przykład zamiast wkładać do torebki szczotkę oraz puzderko z lusterkiem, można poszukać szczotki i lusterka w jednym, a jeśli do tego uda się nam, żeby była ona składana, to wygrałyśmy los na loterii szczęścia i porządku. Warto zadbać, aby rzeczy w naszej torebce miały rozmiar mini - zamiast dużego i nieporęcznego opakowania mokrych chusteczek, kupmy kilka małych, zamiast tradycyjnego kremu do rąk poszukajmy jego „kieszonkowego” odpowiednika, a zamiast dużego kalendarza, miejmy także mniejszy-torebkowy. To pozwoli nam też unikać wielkich toreb-worków, które są największą pokusą do wrzucania w nie wszystkiego, co mamy pod ręką. Skoro o wrzucaniu mowa, weźmy sobie do serca przestrzeganie zasady niepakowania do torebki wszystkich ulotek, które w geście solidarności wzięłyśmy od wszystkich ulotkarzy stojących pod dworcem. Zamiast tego, pozbądźmy się ich przy najbliższym koszu na śmieci, podobnie jak opakowań po cukierkach, batonikach, nieaktualnych list zakupów, bezużytecznych paragonów i wszystkich innych śmieci, które nieustannie kumulujemy w naszej torebce. Codziennie sprawdzajmy po powrocie do domu, czy nie zawieruszyło się w niej nic, co jest zbędne i nadaje się jedynie do wyrzucenia. Z porządkiem w torebce jest jak z porządkiem w naszej szafie. Albo tracimy każdego ranka piętnaście minut na zastanowienie się jak skompletować strój, albo zajmuje nam to jedynie trzy minuty, bo wszystko jest poukładane i nie ma takich rzeczy, które nie nadają się już na żadne spotkanie. Kwestia uporządkowanej torebki to nie jest sprawa wagi państwowej, ale z pewnością może nam znacznie ułatwić funkcjonowanie na co dzień. W dodatku, jeśli zastosujemy się do tych kilku prostych trików, sprawimy że naszym chłopakom, mężom i koleżankom opadnie przysłowiowa szczęka, kiedy już po pierwszym sygnale znajdziemy i odbierzemy dzwoniący telefon. Satysfakcja gwarantowana. MALWA W

93


uroda

REDAKCJA LOUNGE MAGAZYN TESTUJE! WYCHODZĄC NAPRZECIW OCZEKIWANIOM MĘSKIEJ CZĘŚCI CZYTELNIKÓW W KWIETNIOWYM NUMERZE „LOUNGE MAGAZYN” TESTUJEMY LINIĘ QUID ACTIVE MEN I QUID CLASSIC MEN STWORZONĄ PRZEZ LABORATORIUM KOSMETYKÓW NATURALNYCH FARMONA. NOWE KOSMETYKI OPRACOWANO TAK, ABY ZAPEWNIAŁY KOMPLEKSOWĄ PIELĘGNACJĘ O KAŻDEJ PORZE I W KAŻDEJ SYTUACJI. CZY ABY NA PEWNO? REDAKTOR NACZELNY MARCIN LEWICKI I DYREKTOR ARTYSTYCZNY ROBERT BEDNARCZYK PRZETESTOWALI ZESTAWY QUID NA WŁASNEJ SKÓRZE.

94

MARCIN LEWICKI: wybrałem zestaw QUID Active Men, w skład którego wchodzi: żel pod prysznic do ciała i włosów 2 w 1, balsam po goleniu intensywnie łagodzący do skóry wrażliwej i nawilżająco–matujący krem do skóry wrażliwej. Według producenta to seria dedykowana mężczyznom prowadzącym aktywny tryb życia, ceniącym wysoką jakość produktów. QUID Active Men nadaje świeżość i uczucie witalności przez 24 godziny na dobę. Zawarty w kosmetykach ekstrakt z guarany działa jak pobudzająca kawa dla Twojego ciała. Posiada zdolność spalania tkanki tłuszczowej, przeciwdziała przetłuszczaniu się włosów oraz ich wypadaniu. Guarana hamuje również procesy starzenia się skóry przeciwdziałając negatywnym skutkom wolnych rodników.

ROBERT BEDNARCZYK: przetestowałem zestaw QUID Classic Men w skład którego wchodzi: żel pod prysznic do ciała i włosów 2w1, balsam po goleniu intensywnie łagodzący do skóry wrażliwej i krem rewitalizujący redukujący zmarszczki. Zdaniem producenta to linia kosmetyków dedykowana mężczyznom lubiącym szyk i elegancję, ceniącym wysoką jakość produktów. QUID Classic Men nadaje świeżość i pozwala zachować na długo młody wygląd. Dzięki zawartości ekstraktu z guarany rewitalizuje skórę, orzeźwiając ją i jednocześnie wzmacniając. Kwas hialuronowy dogłębnie nawilża i łagodzi podrażnienia, a kolagen morski działa regenerująco i odmładzająco.

MOJA OPINIA: W dużym stopniu seria QUID Active Men spełniła moje oczekiwania. Czarny kolor opakowania i nowoczesna czcionka powoduje, że kosmetyki wyglądają na ekskluzywne, jednocześnie wskazują, że produkt skierowany jest do mężczyzn. Wygodna tuba, szczególnie żelu pod prysznic, dobrze sprawdza się na basenie czy po treningu. Podobnie jest z pozostałymi produktami z tej linii. W przypadku zapachu jest on do zaakceptowania. Szczególnie po treningu nie lubię, kiedy moja skóra pachnie intensywnie, mocniej niż użyte tego dnia perfumy. Quid jest dość wywarzony i nie przesadny w swojej nucie zapachowej, choć dla mnie mógłby pachnieć jeszcze łagodniej. Co do konsystencji to żel rozprowadza się miarowo i dobrze pieni, gorzej z włosami. Balsam po goleniu, mimo że jest kremem, wchłania się szybko. Krem nawilżający nie zostaje zbyt długo na skórze, co jest zaletą. Z doświadczenia wiem, że większość kremów do twarzy zbyt długo się wchłania i tworzy wrażenie tłustej skóry. W 90 % efekty działania pokrywają się z obietnicami producenta. Jedynie szampon nie działa tak, jak należy. Nie pieni się na włosach i nie ma takiego efektu, jak po zwykłym szamponie. Brakuje mi w tym komplecie kremu do ciała ale biorąc pod uwagę fakt, że my mężczyźni nie lubimy zbyt dużo przy sobie nosić, trzy tubki są w sam raz.

MOJA OPINIA: Dla mnie seria QUID Classic Men jest całkiem OK. Żel pod prysznic do ciała i włosów 2w1 to mój faworyt, szczególnie pod względem zapachu. Krem rewitalizujący redukujący zmarszczki nie do końca spełnił moje oczekiwania. Krótki efekt działania i pojawiający się błyszczący film na twarzy – zapewne to z powodu mojej przetłuszczającej się skóry, jednak nie do końca mi odpowiada. Balsam po goleniu intensywnie łagodzący szybko się wchłania i, co ważne, dla mnie praktycznie bezzapachowy, więc nie koliduje z moją wodą perfumowaną. Opakowanie typowo męskie, eleganckie, czarne, matowe, wygodne w użyciu tuby, jasne i czytelne opisy. Zapach żelu pod prysznic – świeży, niezbyt intensywny. Pozostałych kosmetyków – ledwie wyczuwalny. Wszystkie kosmetyki z tej linii charakteryzują się bardziej stonowanym zapachem, niż typowo męskie kosmetyki innych firm, za którymi osobiście nie przepadam. Przyjemna konsystencja, bardzo szybko się wchłania i pozostawia skórę delikatną w dotyku. Efekt działania prawie w 100% pokrywa się z obietnicami producenta.

W skali od 1 do 10 kosmetyki z linii QUID Active Men oceniam na 9!

W skali od 1 do 10 kosmetykom z linii QUID Classic Men daję 8!


DO M O WE S PA W ZASIĘGU RĘKI

WYJĄTKOWE, PACHNĄCE I NATURALNE – TAK W SKRÓCIE MOŻNA OPISAĆ KOSMETYKI POLSKIEJ MARKI ORGANIQUE, KTÓRA W TYM ROKU KOŃCZY 15 LAT. ORYGINALNE FORMY I ZNIEWALAJĄCE ZAPACHY PRODUKTÓW PRZYBLIŻAJĄ NAM ZARÓWNO RYTUAŁY Z NAJDALSZYCH ZAKĄTKÓW ŚWIATA, JAK I TRADYCYJNE POLSKIE RECEPTURY.

Historia marki Organique rozpoczęła się piętnaście lat temu. Firma powstała jako jednoosobowa manufaktura, dzięki której Tomasz Czarski (właściciel, prezes) postanowił spełnić marzenia o kosmetykach z wysokiej jakości surowców, naturalnie delikatnych i zdrowych. Rozpoczął od aromatycznych mydeł glicerynowych, które wytwarzał własnoręcznie, jako pierwszy polski producent kosmetyków tego typu. Dziś w ofercie Organique znajdziemy kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała, włosów, do kąpieli, a także produkty do aromaterapii. Obecnie Produkty Organique są stosowane w najlepszych spa w Europie, a sieć sklepów pod ich szyldem liczy sobie 54 punkty.

Niekwestionowanym hitem, wśród kosmetyków sprzedawanych na wagę jest balsam z masłem shea. Unikalny kosmetyk Organique zawiera 53% czystego masła shea posiadającego eco cert, które jest znane od stuleci jako panaceum na suchą skórę. Te wyjątkowy produkt to połączenie masła shea, wosku pszczelego i odżywczych olejów: sojowego, z awokado i pestek winogron. Jego stosowanie daje efekt długotrwałego nawilżenia i odnowy warstwy lipidowej suchej skóry. Balsam shea to tylko początek przygody z Organique. W ich szerokiej ofercie znajdziemy takie perełki jak mydło Aleppo, czy Glinkę Ghassoul, naturalne oleje roślinne, oraz wiele bogatych i aromatycznych linii do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów.

Nie sposób opisać wszystkich specyfików Organique i ich walorów. Zachęcamy do odwiedzin sklepów, w których każdy produkt można na miejscu przetestować. Zapraszamy do aromaterapeutycznego świata Organique. ADRESY SKLEPÓW: Park Handlowy Zakopianka Ul. Zakopiańska 62 30-418 Kraków Galeria Kazimierz Podgórska 34 31-536 Kraków

Kosmetyki są oznaczone bezpieczną formułą, co daje pewność, że nie znajdziemy w nich ciężkiej chemii, parabenów, silikonów, pegów, substancji pochodnych od olei mineralnych ani syntetycznych substancji pieniących. Produkty, oprócz wysokiej skuteczności, mają wyjątkowe zapachy, dzięki czemu ich stosowanie jest bardzo przyjemne i staje się swoistym rytuałem. Możemy je kupić w gotowych opakowaniach lub przyjść ze swoim słoiczkiem i poprosić o produkt na wagę. Chronimy w ten sposób środowisko naturalne jednocześnie oszczędzając budżet domowy, ponieważ płacimy tylko za kosmetyk a nie za opakowanie. Co więcej, możemy zakupić nawet niewielką ilość kosmetyku na próbę, żeby móc się przekonać o jego działaniu.

95


na koniec

NA POCZĄTEK TO DOBRY PLAN

O TYM, JAK PROFESJONALIZM W KRAKOWIE MOŻE ZASKOCZYĆ, OPOWIEDZIAŁ MI JEDEN Z MOICH ZNAJOMYCH, W ZESZŁY WEEKEND. I JAK KOCHAM KRAKÓW MIŁOŚCIĄ BEZWARUNKOWĄ, TO STAĆ MNIE NA ODROBINĘ IRONII I FAKT, ŻE W KRAKOWIE, GDZIE BIZNESY ROBI SIĘ „PRZY WÓDECZCE”, „BARTEROWO” I „PO ZNAJOMOŚCI” – TAKI PROFESJONALIZM NAGLE MOŻE PORZĄDNIE WYTRĄCIĆ Z RÓWNOWAGI.

T

a mała anegdotka, którą oczywiście się podzielę, została mi opowiedziana przez Maćka, który ogarnia jedno z krakowskich studiów fotograficznych. Siedzieliśmy w Forum na piwku i kolega zaczął, tymi słowy: „Tym razem, co rzadko się zdarza, klienci nas zaskoczyli. Sesja przed produkcją była owiana tajemnicą, dostaliśmy tylko rozpiskę, jak mamy ustawić dwa równoległe set-upy z tłami i lampami błyskowymi konkretnie podanymi, czyli Quantuum Pulse oraz Move. Do ustawienia wykorzystaliśmy 90% naszego oświetlenia, czyli w studiu czułem się jak w lesie. Dwadzieścia lamp na potężnych statywach, z pełną gamą modyfikatorów robi swoje.

planu. I wszystkie te teksty, na myśl o których redagowaniu jeżyły się włosy.

W dzień sesji byliśmy mocno podekscytowani, nie wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać. Okazało się, że powstanie w naszym studiu sesja autorstwa lokalnego artysty, a jej tematem będzie gimnastyka cyrkowa. Co tam się zaczęło dziać, nie masz pojęcia, ale muszę przyznać, że byli doskonale zorganizowani i w tym dniu pracował każdy cal naszego 150 metrowego studia...”. „Pięknie gadasz...”- skomentowałam, bo dla mnie większym zaskoczeniem było akurat to, że ludzie w Polsce wciąż potrafią mówić po polsku, „zboczenia zawodowe” odpowiednie dla naszych profesji. On pracuje w studio fotograficznym, a ja jestem dziennikarzem, hmm... no felietonistą ;)

Czasy studenckie, wakacje na wyspach, praca w pubie, akurat miałam to szczęście, że pub na poziomie, ze wspaniałymi koncertami jazzowo-bluesowymi i z fajną klientelą. W weekendy pełen pub, zawsze od czwartej po południu do północy. Za barem istne kongo i ciągły balet barmanów, naprawdę mieliśmy przygotowaną niezłą choreografię. Nie było czasu na nic. Dlatego zawsze przed godziną zero przychodził do nas właściciel i ze swoim irlandzkim akcentem i stoickim spokojem „tłukł” nam nad głowami: „Preparation, preparation, preparation”!

Tak myślę, że czytając ten tekst, redaktor naczelny „Lounge” w pełni się z tym zgodzi. Uśmiecha się pewnie teraz do siebie, bo przemknęły mu przed oczami wszystkie te sesje zdjęciowe, które niczym droga przez mękę, dłużyły się bez ładu i składu i bez

96

Tymczasem, kolega ciągnął opowieść o doskonale przygotowanym planie sesji. O tym, że gdy w pomieszczeniu do wizażu jedna gimnastyczka robiony miała makijaż, w studio inna pozowała, jeszcze inna omawiała szczegóły z autorem sesji, potem płynnie przechodziła do garderoby, no zegarek szwajcarski i co dobre, żadnych niepotrzebnych ruchów, nie było nawet poprawek! Tu kolega, popił dużego łyka piwa mirabelkowego. Bo dobry scenariusz to podstawa. I teraz przypomniała mi się inna anegdota, tym razem z mojego życia.

Tak, pamiętam to do dziś. Plan, przygotowanie, językiem hipsterskim: „ogarnięcie”. Dlatego, wysłuchawszy do końca opowieści Maćka, wychyliwszy butelkę mirabelkowego piwa i pokiwałam tylko głową z kompletnym zrozumieniem. Tak, moi drodzy, bo podstawa to dobry plan.


kosmetyki inspirowane naturÄ…

3


4

lounge | No 70 | kwiecień'15  

The BASIC Issue. Wysokiej jakości magazyn lifestyle'owy. Bezcenny. High quality lifestyle magazine. Priceless