Page 1

bezcenny

future is now

94 ISSN 1899-1262 www.loungemagazyn.pl


REDAKCJA

# GOŚCIE SPECJALNI

TAKASHI MIIKE Jeden z najbardziej bezkompromisowych azjatyckich reżyserów o tym, dlaczego nie ogląda horrorów

NATASHA PAVLUCHENKO Artystka mody o tym, dlaczego szafa przyszłości się zminimalizuje

GOSIA I TOMASZ RYGALIK Topowi polscy projektanci o tym, czy design może naprawić świat

+ Fi lip : )

REDAKCJA

redaktor naczelny Marcin Lewicki marcin@loungemagazyn.pl

zastępca redaktora naczelnego Rafał Stanowski rafal.stanowski@loungemagazyn.pl

dyrektor artystyczny Robert Bednarczyk robert.b@loungemagazyn.pl

Wydawca: MADMEN Sp. z o. o. Redakcja Lounge Magazyn ul. Lipowa 7, 30-704Kraków info@loungemagazyn.pl | tel. 12 633 77 33 Poglądy zawarte w artykułach i felietonach są osobistymi przekonaniami ich autorów i nie zawsze pokrywają się z przekonaniami redakcji Lounge. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów i zdjęć bez zgody redakcji jest niezgodne z prawem.

WSPÓŁPRACA: Kuba Armata, Dominika Czartoryska-Dubel, Antonina Dębogórska, Luiza Dorosz, Mateusz Dykier, Anna Górska-Micorek, Harel, Marta Kudelska, Tobiasz Kujawa, Katarzyna Kwiecień, Barbara Madej, Malwa & Michał, Michał Massa Mąsior, Anna Mikosz, Aleksandra Oleszek, Aga Rolek, Aneta Wątor, Bartosz Ziembaczewski OKŁADKA: fot. Michał Massa Masior | modelka: Olivia 1


T WA R Z E

Baroque Jana 16

Lato ’17

fot. Jakb Gil

WIĘCEJ NA WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL 4


Nowy styl. Nowy design.

#NoweWislane

WYJĄTKOWY DESIGN

OGRODY WERTYKALNE

BOGATA INFRASTRUKTURA

STACJE DO ŁADOWANIA EV

CONCIERGE

OCHRONA

www.WislaneTarasy2.pl


PSYCHOLOGIA

Teraźniejszość to dotyk „Jesteś dzisiaj daleko. Nie wiem co mam z tym zrobić” - mówi mój mężczyzna patrząc mi się w oczy. Nikt nie potrafi spojrzeć na mnie aż tak. Trochę mnie to krępuje, ale zdecydowanie bardziej mi imponuje. Cieszymy się, że umiemy bez słów wyłapać te momenty oddalenia. Ale stwierdzenie, że jest między nami dystans nie wystarczy. Trzeba jeszcze znaleźć sposób, aby go pokonać. W genialnej książce „Passionate marriage” Davida Schnarcha, wybitnego psychoterapeuty i badacza natury związków, można znaleźć rozdział zatytułowany „narzędzia tworzenia więzi”. ANTONINA To praktyczne porady DĘBOGÓRSKA dotyczące drogi do intymności w związku, Psycholog, absolwentka w którym zagościł dypsychologii ogólnej UJ. Jest stans. autorką warsztatów i wykładów poświęconych dynamice związków romantycznych. Więcej informacji można znaleźć na fejsbukowej stronie Inteligencja Erotyczna

Jedną z kluczowych metod Schnarcha w radzeniu sobie z napięciem i dystansem w związku jest… przytulanie. Ale nie byle jakie. To w pełni świadome spotkanie, w trakcie którego należy zwrócić uwagę na kilka istotnych aspektów. Kiedy czujesz się lepiej - wtedy gdy przytulasz, czy gdy przytulasz SIĘ? Czy po krótkiej chwili odczuwasz dyskomfort? Które z was pierwsze się odrywa i do czego wtedy ma ochotę uciec? Interpretując czyjeś przeżycia w trakcie tego wspólnego, prostego ćwiczenia relaksacyjnego, można dużo dowiedzieć się o związku i obu partnerach. Jeśli w którejś z ról czujemy się wyjątkowo niewygodnie i dążymy do tego, aby ją zmienić na taką, w której czujemy się komfortowo (na przykład przytulacz źle się czuje, gdy jest przytulany), warto zastanowić się jak w związku rysują się kwestie związane z intymnością. Bo obserwacja uczuć, które na bieżąco pojawiają się w trakcie przytulania, może być metaforą innych sfer związku. Bez słów. Bez odwoływania się do przeszłości, czy przyszłości. Wystarczy, że znajdziemy chwilę dla siebie we dwoje i spróbujemy się wspólnie zrelaksować. Według Schnarcha przytulanie się to żywa opowieść o zaufaniu, umiejętności oddawania się, opiekowania się i przyjmowaniu opieki.

6

Dotyk to język, który wyraża to, z czym słowa mogą się nie zgadzać. Może mówić o uczuciach intensywniej, lepiej niż słowa. Mówi w jakich momentach czujemy napięcie i jak skutecznie sobie z nim radzimy. O istnieniu tego napięcia możemy nie wiedzieć do momentu, gdy się go nie pozbędziemy. A pozbyć się go wcale nie jest łatwo. Schnarch twierdzi, że rozpuszczenie sztywnej atmosfery w związku za pomocą dotyku jest umiejętnością, którą warto opanować. Czasem bardziej opłaca się partnera dotknąć niż zadawać natrętne pytania. Bo dotykać trzeba sercem. Może to brzmi banalnie. Ale na co dzień nie jest wcale takie proste. Schnarch mówi, że czasem nie jest w stanie uświadomić sobie, jak bardzo jest zestresowany, zanim jego żona nie namówi go na relaksacyjne przytulanie. Przyznaje, że prawdziwy, zaangażowany dotyk żony działa na niego szybciej i skuteczniej niż podwójne martini. Czytam rozdział „narzędzia tworzenia więzi” ponownie, na wakacjach. Wakacje to sprawa nieoczywista. Niby się zmienia otoczenie, niby nie bierze komputera, a jednak czasem wraca się do pracy. W moim przypadku właśnie prowadzę warsztaty z Inteligencji Erotycznej. Nagle mam jeden z tych panicznych momentów. Jak ja stanę przed tymi ludźmi? Co ja im powiem? Nic nie wiem o związkach. Ciężko wzdycham, otrzepuję dłonie z piasku. Morze szumi, wiatr wieje, minę mam skwaszoną. Myślę, że po paru latach zgłębiania tematu par - badań, książek, kursów - wstanę, rozłożę ręce i powiem: Liczy się tylko to, co czujecie, gdy patrzycie sobie w oczy. Dlatego patrzcie długo. Patrzcie naprawdę. Gdy dotykacie się, starajcie się naprawdę dotknąć, gdy rozmawiacie, starajcie się słuchać. Gdy się przytulacie starajcie się oddać, a gdy obejmujecie partnera, starajcie się objąć cały jego świat. Gdy jesteście razem, bądźcie tu i teraz. Blisko. Dziękuję za uwagę.

Umiejętność bycia razem w teraźniejszości. Może właśnie z tym przychodzi satysfakcja, bliskość, udana rozmowa, która owocuje zrozumieniem, a do tego wszechogarniający, namiętny seks. Zaczynam myśleć o teraźniejszości jak o sztuce. Trzeba w nią zaangażować wszystkie zmysły, otworzyć się na uczucia. Dochodzi do mnie, że związek to żywy organizm, który odżywiamy w teraźniejszości. I stawiam sobie za cel zrobienie z tej teraźniejszości planu maximum. Myślę o swoim mężczyźnie. Planuję, że poczekam na moment, kiedy znowu będziemy od siebie daleko i zaatakuję go takim mindfullnessem. W ucieczce przed miłością, owocującej nienawiścią i agresją jesteśmy oboje mistrzami. Ale zanim to następuje, jest ten moment oddalenia, który już umiemy uchwycić. Jest w nim pustka, nuda i niepokój. Patrzymy sobie w oczy i czujemy między sobą mur. Albo w ogóle takie dłuższe spojrzenie staje się niemożliwe. Przyszedł. Siada obok mnie. Bezszelestnie jak kot. Patrzę się w te jego oczy i myślę sobie: dotknę go. Tak jak Schnarch radzi. Całą sobą. Do żywego. Używam do tego opuszków palców i wodzę po jego przedramieniu. Staram się w to zaangażować na sto procent, dotykać go wszystkim co mam. Wszystkim co kiedykolwiek do niego czułam. Od obłąkania do obojętności. Dotykam go całą naszą historią. Dotykam go swoim strachem i swoją odwagą. Swoim oddaniem, zaufaniem, pożądaniem, niepewnością, zazdrością i z tym wszystkim niezachwianą chęcią: chcę być przy tobie blisko! Chcę ciebie! Nagle on mówi jakby zaskoczony. „Czasem małym palcem wystarczy, że mnie dotkniesz i już wszystko jest u mnie dobrze”.

źródło: Passionate Marriage, David Schnarch


P e r f e k c y jn ie z a c z y n a m s w ó j d z ie ń d z ię k i M o s s

Znajdź nas na Facebooku i Instagramie ul. Prochowa 9 31-532 Kraków t. +48 12 446 90 09 moss.krakow.pl cammy.com.pl


FELIETON

A MOŻE WARTO TROCHĘ ZWOLNIĆ? Postęp technologiczny w fotografii nie zatrzymuje się. Co sezon mamy do czynienia z nowymi udoskonaleniami sprzętowymi. Rokrocznie jesteśmy bombardowani chwytliwymi filmami reklamowymi. Testerzy z kanałów YouTube wzmagają chęć posiadania, a portale sprzętowe dorzucają do całości garść suchych danych przemawiających za zmianą. Rynek dzięki temu się kręci, a Allegro i eBay zapełniają tańszym, używanym sprzętem. Ale czy rzeczywiście narzędzie ma tak duży wpływ na zdjęcia? Czy fotografie wykonywane przy użyciu nowych aparatów i obiektywów są lepsze?

APARAT A ZDJĘCIA

MICHAŁ MASSA MĄSIOR Fotograf mody i reklamy. Technikę szlifował w International Center of Photography w Nowym Jorku, a także pod okiem Bruce’a Gildena i Wojciecha Plewińskiego. Na co dzień pracuje w Krakowie. Specjalizuje się w nietypowych portretach i koncepcyjnych sesjach. Nie rozstaje się z aparatem fotograficznym, co można obserwować na jego stronach madmassa.com krakowtumieszkam.pl

Oglądając albumy i odwiedzając wystawy fotografii raczej nie myślimy o narzędziu, dzięki któremu powstały. Technika i sposób patrzenia to element warsztatu. To, czy coś do nas trafia, mierzymy wywołanymi emocjami. Porównując do muzyki - kiedy słuchasz swojego ulubionego kawałka w radiu i po raz kolejny przechodzą Cię ciarki, zazwyczaj nie zastanawiasz się nad barwą głosu wokalisty, konkretną figurą zagraną na basie, czy genialnym pociągnięciem strun gitarowych, lecz utwór odbierasz jako całość. Rusza Cię to. Podobnie działają zdjęcia. Lubicie pewnie Stonesów, Beatlesów, Sex Pistols, Metallikę, Michaela Jacksona czy Nirvanę, ale i świetnie rozumiecie znacznie młodszych artystów, korzystających z najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych niedostępnych 20, 30, 60 lat temu. Jestem świeżo po wizycie na festiwalu fotografii w Arles, gdzie prezentowane były prace bardzo różnych pokoleń artystów. I nie miało dla mnie znaczenia, czy oglądałem zdjęcia wykonane najnowocześniejszym sprzętem cyfrowym, czy twórca korzystał ze znacznie bardziej archaicznych metod obrazowania. Za każdym razem liczyło się dla mnie to, co widzę i jakie emocje to we mnie wzbudza.

TECHNOLOGIA Sam proces powstawania zdjęć jest aktualnie w pełni cyfrowy. Można już chyba użyć stwierdzenia, że metody analogowe to sprawa kolekcjonerów i pasjonatów. Nie chcę się narazić tym, którzy wciąż wolą klasyczną rolkę filmu od cyfry, jednak dzisiaj uzyskanie ładnej odbitki nie wymaga przesiadywania godzinami w ciemni. Możemy wygodnie zająć miejsce przed komputerem z programem do obróbki, krok po kroku przeprowadzić poprawki, uzyskując podobne efekty w znacznie krótszym czasie. Technologia trafiła pod strzechy, jest znacznie bardziej dostępna. Możemy też w łatwieszy sposób przeprowadzać głębszą ingerencję w zdjęcie, jeśli ono tego wymaga. I niby od przybytku głowa nie boli, ale sami fotografowie doprowadzili do sytuacji, w której powiedzenie „photoshop czyni cuda” stało się wyświechtane jak kawały o babie i lekarzu.

KONSUMENT Chyba największym beneficjentem postępu technologicznego jest rynek konsumencki. Wbudowanie aparatów fotograficznych do telefonów komórkowych na samym

8

początku zdawało się być fanaberią i szaleństwem Nokii i Ericssona, walczących o nowych klientów. Dzisiejsze możliwości smartfonów pokazują jednak, że ten krok był strzałem w dziesiątkę. Jeszcze kilka lat temu przed okresem wakacyjnym moi znajomi masowo ruszali do sklepów na zakupy fotograficzne. Dzisiaj większość ówczesnych zakupów leży bezużytecznie w szufladzie. Rolę rodzinnych aparatów fotograficznych przejęły smartfony, których jakość zdjęć jest zadowalająca. Wygoda korzystania, wielkość i fakt, że telefony zawsze mamy w kieszeni, decydują o pozostawieniu cięższego sprzętu w domu. Programy obsługujące smartfonowe kamery są tak zaawansowane, że nie mając podstawowej wiedzy, dużo łatwiej jest zrobić przyzwoicie naświetloną fotografię telefonem, niż lustrzanką.

PRZYSZŁOŚĆ Od grubo ponad 100 lat trzymamy w rękach lub na statywie aparat fotograficzny. I być może zostanie tak jeszcze przez wiele dekad. W przyszłość mają fotografię wprowadzać pomysły w stylu Google Glass. Bo w końcu aparat jest tylko narzędziem, a zdjęcie powstaje w głowie. Zatem możliwość rejestrowania obrazu bez trzymania sprzętu w rękach wydaje się być kusząca. Już dzisiaj tacy artyści, jak Michael Wolf, używają Google Street View jako jednego z narzędzi do obrazowania. Migawką jest skrót klawiszowy odpowiadający za printscreen. Pamiętajmy jednak, że wiele futurystycznych pomysłów się nie przyjęło. Przykładem jest technologia 3D, która mimo wielu różnych odsłon póki co nie może odnaleźć swojego miejsca. Warto przypomnieć słowa Billa Gatesa, który jeszcze w poprzednim wieku powiedział: „Zawsze przeceniamy zakres zmian, jakie nastąpią w ciągu dwóch lat, jednocześnie nie doceniając zmian, jakie nastąpią w czasie dziesięciu lat. Nie można pozwolić sobie na stanie w miejscu”. Jaki rzeczywiście wpływ ma technologia na obraz? Sprzęt tylko ułatwia pracę i w moim rozumieniu zdjęcia sprzed 50 lat mogą być równie ciekawe, jak te wykonywane dzisiaj. Warunkiem jest wysoka wartość artystyczna. Skraca się jednak czas, jaki poświęcamy na obejrzenie jednego obrazu. Natłok informacyjny powoduje, że trudno jest się skupić na obrazie na dłużej. Może przyszłością jest jednak lekkie wyhamowanie?


GK - KV Jesien - Lounge 210x297mm DRUK.pdf

1

29/08/2017

16:51

C

M

Y

CM

MY

CY

CMY

K

9


Masz wrażenie że Twój biznes zwolnił?

Rozruszaj go z !


PSYCHOLOGIA 12

CYKL DEMINGA

POZNAJ NAJWAŻNIEJSZĄ ZASADĘ CIĄGŁEGO ULEPSZANIA Wszyscy chcemy wieść zdrowe, szczęśliwe życie, lecz zmiany na lepsze bywają trudne. Z pomocą pojawia się Kaizen. Filozofia, dzięki której japońskie koncerny takie jak Toyota, Mazda, Honda osiągnęły spektakularne efekty. Po przeczytaniu tego artykułu odkryjesz potęgę małych kroków.

Cykl Deminga (określany też jako cykl PDCA z ang. Plan-Do-Check-Act lub cykl P-D-S-A z ang. Plan-Do-Study-Act) – ilustruje podstawową zasadę ciągłego ulepszania (ciągłego doskonalenia, Kaizen).

Kaizen jest japońskim słowem, oznaczającym poprawę, ulepszanie, udoskonalanie. Jako strategia biznesowa, Kaizen polega na zaangażowaniu wszystkich pracowników, niezależnie od szczebla, w stałe poszukiwanie ulepszeń i udoskonaleń, które można wprowadzić do firmy. Jest to metoda małych kroków. Każdego dnia szukamy jednej małej rzeczy, którą możemy ulepszyć, by przybliżyć się do zamierzonych celów.

1. ZAPLANUJ

Wiliam Edward Deming był amerykańskim statystykiem, prekursorem metody Kaizen. Pierwszym specjalistą, który w sposób metodyczny przekazywał japońskim inżynierom i menedżerom wiedzę na temat statystycznego sterowania procesem. Od początku lat 50. zaczął prowadzić wykłady dla japońskich inżynierów poświęcone statystycznemu sterowaniu procesami oraz jakością. Po powrocie do USA prowadził firmę konsultingową, opierając swoje tezy na metodzie Kaizen. W 1980 roku, po wywiadzie dla NBC poświęconym sukcesowi gospodarczemu Japończyków, stał się wielkim odkryciem menedżerów amerykańskich.

2. WYKONAJ

Zaplanuj małe kroki które wykonasz by ułatwić sobie realizację celu. Planuj każdą zmianę z wyprzedzeniem. Przeanalizuj obecną sytuację (punkt A) oraz potencjalne skutki zmian. Przed rozpoczęciem działania przygotuj się do niego wnikliwie planując. Z góry przemyśl, po czym poznasz, że zamierzony cel został zrealizowany? Opracuj plan wdrożenia działań, zadbaj przy tym o właściwe oddelegowanie zadań (jeśli możesz - deleguj) osobom, które są specjalistami tej dziedziny.

Wykonaj zaplanowane powyżej kroki. Zacznij od maleńkiej zmiany, nie oczekuj, by coś było doskonale zaplanowane. Po prostu wykonaj jeden mały krok. Odrzuć perfekcjonizm. Zrobione jest lepsze niż doskonałe. Perfekcyjnie nie będzie nigdy. Każdego dnia wykonuj małe kroki, które przybliżą Cię do zamierzonych celów.


3. SPRAWDŹ

Wyciągnij wnioski z twoich działań. Dlaczego to takie ważne? Wyciągając wnioski zabezpieczasz się przed ponownym popełnieniem błędu, jednocześnie przyczyniając się do odniesienia sukcesu następnym razem. Kiedy swoje wnioski przekujesz w pierwsze działania, przybliżą Cię one do celu. Eksperymentuj, każdego tygodnia wyciągaj wnioski z całotygodniowych działań. Z pewnością pomoże Ci w tym Dziennik Celów Kaizen, który składa się z arkuszy z gotowymi pytaniami, kolumnami do wyciągania wniosków i planowania (www.dziennikcelow.pl)

4. POPRAW CO NIE DZIAŁA I DZIAŁAJ POPRAWNIE

Jeśli popełnisz błąd, poinformuj nas o tym, byśmy mogli zapobiec znacznie poważniejszemu błędowi. To jeden z cytatów, które Deming życzył sobie umieszczać w firmach, gdzie wdrażał Kaizen. Przygotuj się na to, że będziesz popełniać błędy. Im częściej próbujesz, tym więcej błędów popełniasz. W końcu to czysta statystyka. Tylko podejmując odpowiednie działania, możesz liczyć na efekty. Myśl, planuj, działaj korzystając z małych kroków Kaizen. Myślą przewodnią Kaizen jest ciągłe ulepszanie życia we wszelkich aspektach. To przede wszystkim nieustanna poprawa wydajności, maksymalna eliminacja marnotrawstwa oraz skuteczne rozwiązywanie wszelkich problemów. To nie tylko sposób myślenia i zarządzania, ale także odpowiednia metoda komunikowania się. W realizacji jakich celów, metoda ta pomoże Tobie? Pamiętaj, by ulepszać swoje działania każdego dnia stosuj cykl deminga w każdym działaniu: • Zaplanuj • Wykonaj • Sprawdź • Popraw Efektywności życzę. Aneta Wątor Trener Kaizen i umiejętności miękkich, mówca motywacyjny. Na jej kursach i warsztatach uczestniczyło już ponad 1,5 tysiąca osób. Absolwentka studiów podyplomowych Kaizen na KAIZEN Institute Polska oraz Instytucie Organizacji Systemów Produkcyjnych Wydział Inżynierii Produkcji Politechniki Warszawskiej. Motywuje pracowników firm i korporacji do zwiększania efektywności metodą Kaizen. Jest autorką 3miesięcznego Dziennika Celów Kaizen i 30-dniowego kursu wyznaczania celów metodą Kaizen online - narzędzi, które ułatwiają realizację celów. Poza działalnością szkoleniową, stworzyła projekt „Kobieta w biznesie” www.kobietawbiznesie.pl www.Facebook.com/ Kobietawbiznesiepl który jak ogłosiły media pokochały przedsiębiorcze Polki. www.anetawator.com www.Facebook.com/AnetaMotiwator


FOTOGRAFIA KULINARNA t. 517 847 308

www.rbednarczyk.pl 14


N A P O C Z ĄT E K

FUTURE IS WOW Kultura zawdzięcza futuryzmowi więcej niż wszystkim romansom, historycznym dramatom czy komediom ze łzawym happy endem. Jeśli jednak utożsamiacie science fiction z „Gwiezdnymi wojnami” czy „Star Trekiem”, z zielonymi kosmitami i laserami, zostaliście wchłonięci przez czarną dziurę. George Lucas wyrządził wielką szkodę fantastyce naukowej, jednocześnie dokonując czegoś, co nikomu się nie udało. Futurystyczną opowieść wprowadził do panteonu popkultury, tworząc dzieło nie tylko kultowe, ale przede wszystkim ikoniczne, stanowiące punkt odniesienia. By tego dokonać, na poziomie opowieści dokonano wielu schematycznych uproszczeń, które przywarły do całego gatunku SF. Odtąd gdy myślimy o historii orbitującej w kosmosie, przed oczami stają zastępy białych szturmowców i wymachujący mieczami świetlnymi Rycerze Jedi. Literaturę, filmografię, dyskografię dotykającą futurologii uważa się często za dziedzinę długowłosych, łysiejących geeków, patrzących na świat zza denek okularów. Poważni ludzie nie myślą przecież o statkach kosmicznych! Literatura science fiction narodziła się jako gatunek rozrywkowy, ale szybko stała się polem eksploracji filozoficznej, psychologicznej cz socjologicznej. Najlepsze książki SF mówiły nie tylko o społeczeństwie przyszłości, lecz o uniwersalnych dylematach człowieka, często współczesnych pisarzowi, a nie bohaterom. Nie chodziło wcale o podbój dalekich galaktyk czy obsługiwanie statków kosmicznych, lecz o zajrzenie w głąb psychiki, w nasz wewnętrz-

ARCADE FIRE "EVERYTHING NOW" Wszystko już kupiliśmy, zobaczyliśmy, przeczytaliśmy, posłuchaliśmy. Nowa płyta jednego z najbardziej twórczych zespołów indie rockowych ostatnich lat mówi o przesycie, który ogarnął naszą cywilizację - także w muzyce. "Everything Now" (wyd. Sony Music), po mrocznym "Reflektorze", zaskakuje tonem wpadającym w brzmienie disco lat 70. - to zdaje się efekt spotkania z Thomasem Bangalterem z Daft Punk, który uczestniczył w produkcji. Kanadyjczycy w optymistyczne, taneczne nuty wpisują smutną, poetycką opowieść o samotności i zatraceniu w nadmiarze rzeczy tak wielkim, że trzeba w nim szukać śladów życia. Czy tak wygląda świat stworzony przez dobrego Boga, do cholery? Rafał Stanowski 16

ny kosmos, jak w genialnym opowiadaniu „Test” rozpoczynającym niedocenione „Opowieści o pilocie Pirxie” Stanisława Lema. I o to, co kręci człowieka od dawna, może od samego początku cywilizacji - o tworzenie świata. William Gibson, techno prorok i mistrz literatury SF, pisał w kultowym „Neuromancerze” o internecie nie posiadając nawet komputera. Philip K. Dick zamykał się przed światem, by przeżywać inne stany świadomości w „Ubiku” czy „Trzech stygmatach Palmera Eldritcha”. A Stanisław Lem odkrywał inteligentną planetę z „Solaris”, siedząc w ogródku na krakowskich Klinach. Mistrzowie fantastyki naukowej wcale nie prowadzili kosmicznego życia. Oni kosmos kreowali, często od pierwiastka, formułując karkołomne tezy astrofizyczne lub opisując maszyny, które istniały jedynie w ich wyobraźni. Wszystko po to, by uruchomić naszą, czytelników imaginację i zmusić ją do skoku w nadprzestrzeń. William Gibson powiedział kiedyś, że future is now - przyszłość nadeszła. Wymyśliliśmy prawie wszystko to, o czym opowiadano w wielkich dziełach SF, a jeśli coś jeszcze nie powstało, w niedługiej przyszłości pewnie pojawi się wraz z odkryciami naukowymi. Dlatego gdy wybierzecie się na nowy sequel „Blade Runnera” do kina, pomyślcie, że to wcale nie bajka, coś takiego czeka nas za kilkadziesiąt lat. Ambitna fantastyka spełnia ważną rolę społeczną. Tłumi lęki, przełamuje bariery, otwiera umysły. Przygotowuje na to, co nadejdzie. Future is wow.


N P O C Z ĄT E K

DUNKIERKA reż. Christopher Nolan

Długo zastanawiałem się, dlaczego Christopher Nolan („Memento”, „Incepcja”) wziął pod lupę ewakuację wojsk alianckich z Dunkierki w 1940 roku. To przecież bohaterska, ale ucieczka przed inwazją niemiecką. Seans „Dunkierki” pokazał, że ze wszystkiego można uczynić temat filmowy. Pod warunkiem, że reżyser wie, o czym chce opowiedzieć. W przeciwieństwie do „Interstellara”, tutaj od razu wiadomo, o co chodzi. Bohaterowie kierują się atawistycznym instynktem przetrwania, uciekając przed nadlatującymi samolotami, bombami, kulami z karabinów. Żadnego zbędnego przelewania

wody, chyba że chodzi o ratunek z tonącego statku. „Dunkierka” to przypowieść o ocaleniu, która uświadamia, że człowiek postawiony pod ścianą musi dokonywać dramatycznych wyborów. Opowiadana na trzech planach historia ani na chwilę nie wstrzymuje oddechu, wybuchy, wystrzały i krzyki towarzyszą nam przez 106 minut seansu, podkręcane przez mistrzowską muzykę Hansa Zimmera. Sposób kręcenia przypomina reportaż wojenny, kamera drży, wpada pod wodę, obraca się wraz z głową pilota samolotu. Nolan nakręcił film, który odbiera się z intensywnością gry wideo.

Wizualny rozmach nie przesłonił tego, co w kinie najważniejsze - emocji bohaterów. Tutaj nie ma papierowych herosów, oglądamy ludzi pełnych strachu i dylematów, upadających, to znowu zdobywających się na heroizm. Wszystko to podane w sposób surowy, bez pretensjonalnej filozofii, na którą po prostu nie ma czasu. „Dunkierka” to świetny dramat wojenny, który przypomina, że nie ma nic bardziej przerażającego, niż konflikt człowieka z człowiekiem. Temat wciąż aktualny. Rafał Stanowski Fot. materiały prasowe

Luksusowa porcelana AS Ćmielów. Tradycja ręcznej produkcji porcelany Kubek Śląski | Slaski Mug

Luxury porcelain AS Cmielow. The tradition of hand made porcelain

Fabryka Porcelany AS Ćmielów

Ręcznie wytwarzane oraz malowane porcelanowe figurki, kubki, ekskluzywne filiżanki, obrazy oraz wazony. Fabryka Porcelany AS Ćmielów to manufaktura kultywująca tradycje produkcji porcelany sięgające 1804 roku. Oferuje ponad 400 różnych wzorów. Fabryka Porcelany AS Ćmielów jest również jedyną w Europie manufakturą produkującą wyroby z różowej porcelany.

Kraków, ul. Lubicz 17b krakow@cmielow.com.pl T: 792 047 766

Dziewczyna siedząca Sitting Girl

Katowice, Silesia City Center katowice@cmielow.com.pl T: 577 533 111

Zakochane koty | Cats in Love

Filiżnka June | June Cup

Handmade and hand painted high quality porcelain figurines, mugs, exclusive cups, paintings and vases. The AS Cmielow Porcelain Manufactory cultivates old tradition of handmade production, that dates back to 1804. The Manufacture offers over 400 different models. AS Cmielow Porcelain Manufactory is also the only pink porcelain manufacturer in Europe. 17


ZAPOWIEDZI

RADAR KULTURALNY opracowanie: RAFAŁ STANOWSKI, fot. mat. promocyjne

RAP, KTÓRY ROZNIÓSŁ ISLANDIĘ WRZESIEŃ

Po sukcesie kwietniowego koncertu w ramach Spring Break islandzcy raperzy Úlfur Úlfur wracają do Polski we wrześniu na cztery koncerty 12 września w Warszawie, 13 września w Poznaniu, 14 września w Sopocie i 21 września w Toruniu.

utworu. O raperach zaczęło robić się głośniej już w zeszłym roku we wrześniu, gdy wystąpili w Warszawie w ramach festiwalu New Neighborhoods. Latem 2016 roku nagrali razem z ekipą kultowego magazynu Vice teledysk, w którym wystąpiła top modelka Monika JAC Jagaciak.

Úlfur Úlfur wiosną tego roku wystąpili na festiwalu Spring Break, na którym dosłownie roznieśli Meskalinę - klub wypełniony był po brzegi, a publika szalała aż do ostatniego

12.09 Warszawa (BARdzo bardzo), 13.09 Poznań (Projekt LAB), 14.09 Sopot (Mewa Towarzyska), 21.09 Toruń Festiwal Transgresje (Klub NRD)

17.09 ŁÓDŹ

CZTERY KULTURY To będzie niezwykły, poruszający koncert piosenek Leonarda Cohena – legendarnego mistrza liryki, kompozytora i poety. Jego utwory w tłumaczeniu Macieja Zembatego zinterpretują na nowo czołowe polskie wokalistki, reprezentujące różne style i różne pokolenia. Finałowy koncert Festiwalu Łódź Czterech Kultur 17 września, g. 19, Klub Wytwórnia. Na jednej scenie w łódzkim klubie Wytwórnia wystąpią: Matylda Damięcka, Ania Dąbrowska, Martyna Jakubowicz, Gaba Kulka, Iza Lach, Anita Lipnicka, Grażyna Łobaszewska, Maria Peszek, Julia Pietrucha, Renata Przemyk, Natalia Przybysz i Daria Zawiałow. Niezapomniane: In My Secret Life, Suzanne czy Dance Me To The End Of Love zyskają nowy, kobiecy wymiar.

Klub Wytwórnia ul. Łąkowa 29, Łódź

18


ZAPOWIEDZI

STREFA DYSKOMFORTU Jeśli oczekujesz muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej, na festiwalu Sacrum Profanum tego nie znajdziesz. Spotkasz za to alternatywę, która zaprowadzi cię do strefy dyskomfortu.

26.09-1.10 KRAKÓW

Festiwal Sacrum Profanum zamierza ponownie elektryzować słuchaczy. Aaron Turner, Aidan Baker, Alvin Lucier, Apartment House, Arditti Quartet, Eliane Radigue, H.M. Górecki, In C Mali, Jennifer Walshe, John Cage, Julius Eastman, Lubomyr Melnyk, minimalizm, Moondog, Murcof, Oren Ambarchi, Pauline Oliveros, Petr Kotik, postinternet, Raphael Roginski, Tomasz Stańko, wczesna elektronika. To wszystko już od 26 września do 1 października w Krakowie. „W tym roku na Sacrum Profanum wszystko jest ważne: od gęsto utkanego, wewnętrznie zlinkowanego i zróżnicowanego estetycznie programu, przez wielość lokalizacji rozsianych w Nowej Hucie, Kazimierzu, Podgórzu i Ludwinowie, aż po zintensyfikowaną formułę” – mówi kurator festiwalu Krzysztof Pietraszewski. „Festiwal jest krótszy, sześciodniowy, ale w porównaniu do zeszłego roku dwukrotnie bogatszy w liczbę koncertów. Na inaugurację i dni weekendowe zaplanowaliśmy po cztery koncerty, na pozostałe – po dwa wydarzenia. Wszystkim żądnym intensywności i festiwalowego świętowania proponujemy w sumie dwadzieścia koncertów. Jeśli traciłeś wątek przy dłuższym artykule albo cierpliwość

Fot. Richard Dumas w trzecim sezonie Miasteczka Twin Peaks, podejmij wyzwanie i idź na kilkugodzinne koncerty medytacyjne, wysłuchaj godzinnych kompozycji minimalistycznych. Sprawdź swoją percepcję. Preferujesz krótsze formy? Nie przegap niemal piosenkowej inauguracji i muzycznych hołdów dla Moondoga” – zachęca Pietraszewski.

NOWY POCZET WŁADCÓW POLSKI DO 15.11

Projekt został zainicjowany w 2004 roku przez Andrzeja Pągowskiego, a tworzy go aż 49 portretów władców Polski, namalowanych przez najwybitniejszeWROCŁAW go przedstawiciela polskiej szkoły plakatu, profesora Waldemara Świerzego. Kolekcję po raz pierwszy zaprezentowano publicznie w 2015 roku na Zamku Królewskim w Warszawie, jego trzecią odsłonę będzie można zobaczyć w Muzeum Miejskim Wrocławia. „Chciałem, by Polacy mogli spojrzeć na królów i książęta jak na żywych ludzi z krwi i kości, a nie sztywne postaci z pomników. Od samego początku miał to być pełny, kolorowy, autorski poczet swoich władców, galeria portretów namalowana współcześnie, w nowoczesnej formie plastycznej. Tylko prof. Waldemar Świerzy mógł podołać temu wyzwaniu” - wyjaśnia Andrzej Pągowski, kurator wystawy i autor ponad 1200 plakatów.

MUZEUM MIEJSKIE, PAŁAC KRÓLEWSKI UL. KAZIMIERZA WIELKIEGO 35, WROCŁAW „Bezprym”, Waldemar Świerzy

P JAK PARADOKS Ile kosztował Fiat 125P i jak można było go zdobyć? Komu dzielnie służył przez dwie dekady? W jaki sposób wykorzystywany był w realizacji propagandy sukcesu? Jak wyglądały wczasy zmotoryzowanych obywateli? Dlaczego utrzymanie własnego samochodu w sprawnym stanie stanowiło nie lada wyzwanie? Odpowiedzi na te i inne pytania odkryje przed odwiedzającymi wystawa „P jak paradoks. Opowieść o Fiacie 125P”, którą można zobaczyć w Muzeum Inżynierii Miejskiej W Krakowie z okazji 50. rocznicy rozpoczęcia produkcji tego modelu w Polsce.

nie może brakuje również ciekawostek, kuriozów czy paradoksów, które istniały w otoczeniu samochodu i stanowiły codzienność każdego Polaka.

Wystawa zabiera w podróż w czasie przez najlepsze lata Fiata 125P. W opowieści o motoryzacji okresu PRL

MUZEUM INŻYNIERII MIEJSKIEJ UL. ŚWIĘTEGO WAWRZYŃCA 15, KRAKÓW

DO 31.12 KRAKÓW

W przestrzeniach muzeum oglądamy około 20 pojazdów w nowoczesnej i interaktywnej aranżacji, nawiązującej w każdym detalu do czasów PRL-u.

19


R O Z M O WA

CZUJĘ SIĘ

JAK DZIECKO W SKLEPIE Z ZABAWKAMI

20


R O Z M O WA

„W zasadzie postrzegam się jako dość leniwą osobę” – tak przywitał mnie reżyser, który podczas tegorocznego festiwalu w Cannes pokazywał swój… setny(!) film. Zdradził zresztą, że pracuje nad kilkoma kolejnymi. Mowa o Takashim Miike, jednym z najbardziej wyrazistych i bezkompromisowych japońskich twórców. Niektórzy określają go mianem skandalisty, zwłaszcza w kontekście obrazowania przemocy oraz łamania seksualnych tabu. O „przypadkowym” jubileuszu, młodzieńczej fascynacji mangą i strachu, który ma wielkie oczy, z Takashim Miike, rozmawia Kuba Armata.

Zdjęcia z filmu „Blade of the Immortal” fot. HANWAY FILMS

21


R O Z M O WA 22

Trudno sobie to wyobrazić, ale „Blade of the Immortal”, z którym przyjechał Pan w tym roku do Cannes, to setny film w Pana dorobku. Dla większości reżyserów to nieosiągalna liczba.

„Blade of the Immortal” to adaptacja popularnej w pana ojczyźnie mangi. Jaki jest Pana stosunek do tej formy, która podbiła nie tylko Japonię, ale ma rzesze wielbicieli na całym świecie?

- Szczerze mówiąc podczas realizacji nie byłem nawet świadomy, że to już setny film. Gdyby było inaczej, pewnie by się nieco różnił. Dowiedziałem się o tym jednak znacznie później, kiedy „Blade of the Immortal” był już ukończony. Nie liczę swoich produkcji. Tę „setkę” traktuję tak naprawdę jak jeden długi film. Moim celem na pewno nie jest bicie rekordów w tej materii. Zamiast tej zawrotnej liczby wolałbym zrobić jeden film. Perfekcyjny pod każdym względem, który byłby idealną definicją kinowej rozrywki.

- Czytałem bardzo dużo mangi, kiedy byłem dzieckiem. Wtedy zaczęła się jej wielka popularność, którą możemy obserwować aż do dzisiaj. Lubiłem bohaterów jakich kreowała i ich niezwykłe zdolności. Z wiekiem ta relacja nieco się zmieniła, pewnie towarzyszy temu inny rodzaj entuzjazmu niż za młodzieńczych lat. Zwykło się mówić, że im więcej mamy do czynienia ze sztuką, tym stajemy się bardziej wybredni, a nasze oko jest mocno wyczulone. Szczerze mówiąc, nie jestem do tych słów przekonany. Wydaje mi się, że z każdego doświadczenia,

nawet pozornie błahego, wynieść możemy coś wartościowego i interesującego. Musimy pewne rzeczy w sobie pielęgnować, bo z wiekiem mogą zanikać. Jak chociażby dziecięcy entuzjazm, o którym wspomniałem. Kiedy przygotowywałem się do realizacji tego filmu i sięgnąłem po oryginalną mangę poczułem się jakbym wrócił do lat swojej młodości. Czerpałem z tej lektury ogromną przyjemność. Miałem poczucie, że choć zrobiłem w życiu już wiele filmów, to doświadczenie było szczególne, w pewien sposób odświeżające.


R O Z M O WA Takashi Miike

23


R O Z M O WA

Czy z Pana perspektywy podjęcie się adaptacji mangi to szczególne wyzwanie? Mam tu na myśli przede wszystkim warstwę wizualną. - To zupełnie inna sprawa niż w przypadku adaptacji, nazwijmy to – tradycyjnych powieści. Pytanie o wizualną stronę jest jak najbardziej zasadne, bo z tym wiąże się największe ryzyko. Kiedy ktoś w Japonii bierze się za przełożenie mangi na język kina, zazwyczaj spotyka się z dużą krytyką. Zwłaszcza ze strony wiernych fanów, którzy patrzą na to spode łba. Jednocześnie chodzi o to, żeby zrobić film, w którym odnajdą się ludzie nie mający żadnego doświadczenia z mangą. Pogodzenie interesów wszystkich nie jest łatwym zadaniem. Kolejnym jest przeniesienie specyficznego ducha mangi na karty scenariusza. Nie wszyscy mają do tego talent. Bo z jednej strony manga przekazuje historię w bardzo wizualny sposób, z drugiej jest jednak narracyjna. Autorowi scenariusza niełatwo zrozumieć uczucia autora oryginału. Ma pan na swoim koncie wiele filmów reprezentujących różne gatunki. Przy czym pana autorski styl można rozpo-

24

znać raptem po kilku kadrach. Skąd w Panu tyle energii i kreatywności? - To ciekawe, bo w zasadzie postrzegam się jako dość leniwą osobę. Uwielbiam robić filmy, ale nie jestem jednym z tych reżyserów, na których musi spłynąć błogosławieństwo, by mogli opowiedzieć konkretną historię. Mam szczęście do wyjątkowo ambitnych i kreatywnych współpracowników. Często zarażają mnie swoją wizją, nawet jeżeli początkowo nie jestem do niej przekonany. Biorę od nich energię i entuzjazm, staram się nigdy nie negować czyjejś pasji. Zastanawiam się jedynie, dlaczego w określonym momencie ktoś chce opowiedzieć właśnie tę historię. Kiedy zaczynamy nad nią pracować, przychodzi moment, że wszystko zaczyna do mnie docierać. Gatunek nie gra tu roli, mechanizm często jest podobny. Robienie filmów niewiele się od siebie różni, choć końcowy efekt może być odmienny. Na planie czuję się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Staram się tym cieszyć, jak tylko mogę. Nie myślę wtedy o niczym innym. To co kreujesz, w jakiś sposób oddaje ciebie. Ciekawi mnie to, jak ludzie odbierają moje historie.

Jednym z ważnych elementów Pana twórczości, bez względu na gatunek, jest poczucie humoru, które przemyca Pan w kolejnych filmach. - Być może wynika to z faktu, że pochodzę z Osaki. To takie miejsce w Japonii, gdzie ludzie chyba trochę swobodniej podchodzą do życia i czerpią z niego wiele radości. Nie bez powodu to właśnie stąd pochodzi wiele komediowych talentów. Podchodzę do realizacji filmów bardzo serio. Może czasem nawet za bardzo, bo kiedy po dziesięciu latach patrzę na jakieś konkretne zdarzenie, to zastanawia mnie dlaczego wtedy się tak stresowałem. Nawet w najbardziej poważnych sytuacjach, staram się jednak znaleźć pewną ironię, absurd, pozwalające na nieco lżejszy ton. W Japonii lubimy interpretować poszczególne sceny i zastanawiać się, czy w danym momencie wypada się śmiać. Tymczasem ja podchodzę do tego w dużo bardziej organiczny sposób. Może działa tu prosty eskapizm i to rodzaj ucieczki od moich słabości. Jestem raczej tchórzem i boję się wielu rzeczy. Być może dlatego tak lubię mocnych bohaterów.


R O Z M O WA Czego się Pan boi? - Czasami patrzę na zwykłą fotografię i dostrzegam w niej coś strasznego. Oczywiście nie dotyczy to każdego zdjęcia, bo bym szybko oszalał (śmiech). Dokładnie z tego powodu nie oglądam horrorów. Kto chce płacić za to żeby zostać porządnie przestraszony? Znajdzie się sporo takich osób. - Pamiętam, że kiedy chodziłem do liceum, na ekrany japońskich kin weszła „Teksańska masakra piłą łańcuchową” Toby’ego Hoopera. Poszedłem któregoś dnia zobaczyć jakiś film Chaplina, ale że była pełna sala odbiłem się od drzwi. Nie spieszyło mi się do domu, trafiłem do jakiegoś starego kina, a moją uwagę zwrócił plakat, na którym zobaczyłem krzyczącą, przerażoną blondynkę. To był właśnie plakat filmu Hoopera, a ja nie wiedzieć czemu pomyślałem, że może to być interesujące. Kiedy zaczęła się projekcja, szybko zdałem sobie sprawę, że to nie to czego oczekiwałem. To był szok. Wiele lat później na którymś z festiwali spotkałem Toby’ego i powiedziałem mu, że jest odpowiedzialny za moją wieloletnią traumę, która na dobrą sprawę trwa do dziś. Obdarzył mnie wtedy bardzo miły uśmiechem i odpowiedział: „Ok, dziękuję” (śmiech).

Rozmawiał Kuba Armata, Cannes

25


SPOLECZEŃSTWO 26

Mateusz Dykier

JESZCZE SCIENCE-FICTION

CZY JUŻ RZECZYWISTOŚĆ?


Nie tylko Lem przewidział Rok 1968, do kin wchodzi 2001: Odyseja kosmiczna Stanleya Kubricka, a do księgarń książka o tym samym tytule, napisana przez Arthura C. Clarke’a, również współscenarzystę filmu. Bohaterowie podczas długiego lotu w kierunku Jowisza korzystają z płaskich wyświetlaczy mobilnych, wielkości mniej więcej formatu a4. Przez autora urządzenia ochrzczone zostały Newspadami. Tablety i smartfony stały się jednymi z najszybciej stworzonych technologii przyszłości, znanych dotychczas tylko z literatury i kina science-fiction. Już w 1961 roku Stanisław Lem w powieści Powrót z gwiazd pisał: - Książki to były kryształki utrwalone treścią. Czytać można je było za pomocą optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu. W 2007 roku Amazon pokazał światu swoje nowe dziecko – Kindle. Pisarze, a potem reżyserzy filmowi od zawsze wymyślali nowe zaawansowane technologicznie urządzenia, które pasowałyby do poruszanej tematyki. Bardzo dużo dzisiejszych przedmiotów, sprzętów, zostało wcześniej opisanych albo przedstawionych na ekranie.

Przedmioty codziennego użytku czy zaawansowana technologia? Smartfony, słuchawki (także te bezprzewodowe), a nawet Google Glass, zostały przedstawione kilkadziesiąt lat temu. Większość w serialu Star Trek, który dziś może wydawać się przestarzały – wtedy wyznaczał kie-

runki. Także w wymyślaniu nowych technologii. Martin Cooper, naukowiec z Motoroli i ojciec współczesnego telefonu komórkowego, po obejrzeniu jednego z odcinków Star Trek w 1966 roku, postawił sobie za cel stworzenie czegoś o podobnym rozmiarze i funkcjach. - Dla innych to była fantazja, dla mnie stało się celem – mówił. Jednak pewne funkcje, jak dotykowy interfejs, udało się wprowadzić dopiero niedawno. Wciąż gonimy fantastykę. W tym samym telewizyjnym show porucznik Uhura nosi metalowe urządzenie na uchu, służące do komunikacji pomiędzy statkami. System bardzo podobny do dzisiejszych słuchawek łączących się za pomocą Bluetooth. Sama koncepcja słuchawek dousznych pojawiła się wiele lat wcześniej, w 1953 roku. Ray Bradbury w powieści „451 stopni Fahrenheita” pisał: - W jej uszach tkwiły muszelki, mikroskopijne odbiorniki radiowe, wciśnięte szczelnie, i elektronowy ocean dźwięku, muzyki oraz mowy, napływający bez przerwy na wybrzeże jej bezsennego umysłu.

Martin Cooper, naukowiec z Motoroli i ojciec współczesnego telefonu komórkowego, po obejrzeniu jednego z odcinków Star Trek w 1966 roku, postawił sobie za cel stworzenie czegoś o podobnym rozmiarze i funkcjach. Nie inaczej jest z innymi znanymi technologiami. Drukarki 3D i gogle rozszerzające rzeczywistość również zostały zaprezentowane w Star Treku, a na przykład wirtualna waluta z  Człowieka Demolki, filmu z 1993 roku z Sylvestrem Stallone, bardzo przypomina dzisiejsze bitcoiny. Zaprezentowana tam koncepcja samochodu z autopilotem również jest już testowana i choć system nie zastąpi jeszcze człowieka, to w niedługim czasie teraźniejszość dogoni wizję przyszłość z filmu.

W fazie zaawansowanych projektów Perspektywa wizji przyszłości zmienia się wraz z upływającym czasem. Dzisiejsza literatura i filmy science-fiction pokazują jeszcze bardziej zaawansowane technologie niż dawniej. Nic dziwnego, bardzo wiele przedmiotów ukazanych w literaturze fantastyczno-naukowej zostało już zaprojektowanych i wprowadzonych do codziennego użytku. Wciąż jednak pozostaje wiele technologii do dopracowania. W wielu przypadkach jest to kwestia najbliższych lat. I nie mowa tutaj o zabawnych prototypach pokroju deskolotki z Powrotu do Przyszłości, która rzeczywiście istnieje, ale potrzebuje do jazdy specjalnego toru. Mowa o wynalazkach mogących pomóc ludzkości. Coraz bardziej zaawansowane protezy rąk i nóg, jak żywo zaczynają przypominać urządzenia znane dotychczas z filmów.

SPOŁECZEŃSTWO

Teraźniejszość zaczyna powoli doganiać filmy i literaturę science-fiction; w przypadku niektórych dzieł już nawet ją przegoniła. Przedmioty codziennego użytku jak tablety i smartfony jeszcze kilkadziesiąt lat temu były wytworem wyobraźni, a w kolejce już czekają koncepty latających samochodów i bojowych androidów.

Wszystko wskazuje na to, że kolejnym krokiem będą inteligentne roboty. Pomimo, że sztucznej inteligencji nie udało się jeszcze odkryć, tak roboty już istnieją. Jedne są mniejsze; jak automatyczne odkurzacze, inne większe jak humanoidalne roboty. Wojsko coraz chętnie testuj bezzałogowe drony bojowe, naukowcy pracują nad coraz bardziej ludzkimi robotami, a pierwsze androidy, przypominające ludzi już pracują. Hotel Henn w Japonii jest niemal w pełni zautomatyzowany. Klienci rejestrują się za pomocą panelu dotykowego, otwierają pokój dzięki systemowi rozpoznawania twarzy, a obsługiwani są przez roboty-recepcjonistów. W najbliższej przyszłości właściciele zapowiadają pojawienie się androidów do sprzątania. Obraz, który przypomina Łowcę Androidów lub inne wytwory wyobraźni Philipa K. Dicka, właśnie staje się rzeczywistością. Bo jeżeli jest jeszcze coś czego człowiek nie odkrył, a co można zobaczyć w niemal każdym filmie science-fiction, to obca cywilizacja. Zachowując jednak to tempo rozwoju, być może i ta przyszłość jest tak naprawdę bliżej niż nam się wydaje.

27


FILM

BLADE RUNNER 2049 POWRÓT DO PRZE/YSZŁOŚCI

Fot. UIP

Przeszłość stała się przyszłością. Już 6 października do kin przyleci „Blade Runner 2049”, czyli sequel kultowego „Łowcy androidów” z 1982 roku. Film z lat 80. nakręcony przez Ridleya Scotta uchodzi do dziś za opus magnum gatunku science fiction. Filozoficzny, oparty na powieści Philipa K. Dicka scenariusz, klimatyczne zdjęcia Jordana Cronenwetha i transowa muzyka Vangelisa stworzyły dzieło, z którym może się równać niewiele filmów SF.

28


FILM

Ridley Scott postanowił odbyć powrót do przeszłości i raz jeszcze zapytać nas, co odróżnia człowieka od maszyny. Prace nad sequelem trwały jeszcze od 1999 roku. Do reżyserii przymierzany był Christopher Nolan, autor „Memento” i „Incepcji”. Scott, pełniący rolę producenta, zdecydował się jednak na utalentowanego Kanadyjczyka Denisa Villeneuve, twórcę „Labiryntu” i „Sicario”, który pokazał że doskonale czuje klimat futurystyczny, kręcąc filmy „Wróg” i „Nowy początek”. W obsadzie ponownie pojawił się Harrison Ford, któremu partnerują młodsze gwiazdy - Ryan Gosling, Ana de Armas i Jared Leto. Zdjęcia nakręcił jeden z najlepszych współczesnych operatorów Roger Deakins, a muzykę napisał Jóhann Jóhannsson, który lubi współpracować z Villeneuve’em. Scenariusz napisał Hampton Fancher - współautor pierwszego „Łowcy androidów” oraz Michael Green („Logan”, „Alien Covenant”). Zapnijcie pasy, czeka nas totalny odlot! Rafał Stanowski

Fot. UIP 30


Fot. Anna Zborowska, absolwentka Szkoły Kreatywnej Fotografii

Krakowska KUŹNIA TALENTÓW Jeżeli czujesz, że praca na etacie nie jest twoim powołaniem, zdobądź zawód, który da ci niezależność. Możesz to zrobić studiując w Krakowskich Szkołach Artystycznych na jednym z siedmiu kierunków - projektowanie mody, fotografia, wnętrza, visual merchandising, choreografia, aktorstwo i konstrukcja odzieży (studia również w języku angielskim). Efekt dwuletniej nauki może cię mocno zaskoczyć! Istniejące od 1989 roku Krakowskie Szkoły Artystyczne rozwijają w artystycznych duszach najcenniejsze umiejętności. Obok zajęć z malarstwa, designu czy fotografii oferują naukę public relations, marketingu czy tworzenia biznesplanu. Szkoła Kreatywnej Fotografii posiada unikatowy program, który zawiera także szkolenia z tworzenia zdjęć ślubnych, produktowych, mody czy architektury. W KSA wykładają nie tylko profesorowie związani z naukami plastycznymi, lecz także osoby pracujące dla dużych firm lub prowadzące z sukcesami własne marki. Wśród wykładowców są m.in. Wojciech Bednarz (główny projektant Vistuli), Pat Guzik (projektantka, zwyciężczyni EcoChic Design w Hongkongu), Anka Walicka (projektantka), Borys Makary (fotograf ) czy Margaret Larmuth ze Szwajcarii (visual merchandising).

Krakowskie Szkoły Artystyczne organizują wydarzenia o zasięgu międzynarodowym - cieszący się uznaniem Cracow Fashion Week oraz Zaprojektowanych - Krakowskie Spotkania z Dizajnem. Dzięki temu szkołę odwiedzają uznane osobowości świata mody, designu i sztuki, by spotykać się ze studentami. Byli to m.in. Łukasz Jemioł, Joanna Przetakiewicz, MMC, Dorota Wróblewska, Lidia Popiel, Eva Minge czy Dorota Koziara. Nauka w Krakowskich Szkołach Artystycznych daleka jest od słuchania nudnych wykładów i wkuwania książek pełnych teorii. Tutaj dominuje praktyka, a zajęcia prowadzone są w sposób indywidualny. To sprawia, że absolwenci Krakowskich Szkół Artystycznych mogą działać z sukcesami jako freelancerzy lub mają szansę na zdobycie atrakcyjnej pracy. Dobrze wykwalifikowani projektanci i fotograficy są często zatrudniani przez duże firmy w Polsce i na świecie.

Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda szkoła i poznać prace jej absolwentów, wejdźcie na stronę www.ksa.edu.pl.

31


WYDARZENIA

Kraków

Live Festival Ellie Goulding fot. Z. Sosnowska

Kraków Live Festival, organizowany przez Alter Art, znów rozgrzał fanów dobrej muzyki. Do Krakowa przyjechały wielkie gwiazdy na czele z Laną Del Rey, Wiz Khalifa i Ellie Goulding. Tysiące osób zebrały się w Parku Lotników, gdzie odbywały się koncerty, by słuchać dobrej muzyki. Na liście artystów znalazło się wiele międzynarodowych nazwisk, m.in. Birdy, Nick Murphy czy Travis Scott. Nie zabrakło też czołówki polskich specjalistów od kreatywnych brzmień, jak Pablopavo, Bovska czy XXANAXX. Polskie i zagraniczne gwiazdy doskonale się uzupełniały, tworząc falę pozytywnej energii.

Lana Del Rey

fot. Stolarska

xxanaxx fot. M. Murawski

32


fot. Stolarska

WYDARZENIA

Wiz Khalifa


DESIGN

Fotel Tulli, projekt dla Noti

Nie stać nas

na tanie rzeczy

Gosia i Tomek Rygalik, goście Nocy z Dizajnem w Galerii Domar we Wrocławiu, o tym, czy dizajn może zmienić świat na lepsze. I co zrobić, by do tego doszło - rozmawia Rafał Stanowski

Czy dizajn może zmienić świat?

Zgoda, ale może rodzić się też pytanie, czy potrzebujemy jeszcze kolejnej wariacji na temat lampy, krzesła, stołu? TR: - Podpisuję się pod tym pytaniem. Potrzebujemy, ale pod jednym warunkiem, że jest lepsza. Gosia Rygalik: - Gdy zadałeś pierwsze pytanie, wróciłam myślami do czasu studiów

na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Młodzi dizajnerzy wpadają często w pułapkę, chcąc jednym projektem zbawić świat - ma być modułowy, wielofunkcyjny, wielozadaniowy i wszechstronny. Pamiętam ważną rozmowę, którą odbyłam w trakcie studiów z moim profesorem, projektowałam wtedy opakowanie na sushi. Usłyszałam: "nie każdy projekt musi zbawiać świat, wystarczy że zostanie dobrze zaprojektowany i będzie chociaż trochę lepszy, od tego, co jest dostępne". Dizajn nie zawsze musi zbawiać świat, wystarczy że będzie go ulepszać.

G

Tomek Rygalik: - Projektanci, których znam, czy są to światowe gwiazdy światowego czy młodzi polscy twórcy, działają z pobudek ideologicznych. Wybrali dizajn, by zmieniać świat na lepsze. Dizajn ma do spełniania ważną rolę społeczną. To nie są tylko te dziwne lub luksusowe przedmioty pokazywane na wystawach czy w elitarnych galeriach. Wszystko, co nas otacza, zostało przecież zaprojektowane, twój telefon, moje okulary, butelka, która stoi między nami. Dlatego

dizajn jest narzędziem do zmieniania świata - kreowania jakości, a nawet sensu życia.

34

o

m To si a

ek R

ygalik, fot. Car

lo C

ia l

li

Fotel Mamu, projekt dla Noti


DESIGN

Żyjemy w czasach nadprodukcji, której sensem stało się generowanie, często sztuczne, potrzeb, a następnie ich spełnianie i powiększanie zysku. Przed dizajnerami rodzić się może dylemat, czy przyjąć nowe zlecenie i coś projektować, czy może je odrzucić, by nie potęgować stosu przedmiotów, który nas otacza. Jakimi kryteriami kierujecie się, wybierając propozycje, które do Was spływają? TR: - To prawda, dizajn może stać się narzędziem napędzającym świat konsumpcji. Bardzo łatwo jest stanąć po ciemnej stronie mocy. W przeciwieństwie do architektury, tworzenie produktu nie wymaga specjalnych uprawnień. Każdy może projektować przedmioty, które są następnie wprowadzane na rynek, sprzedawane, wyrzucane, zalegają na półkach. Na szczęście dizajnerzy, którzy są ludźmi wrażliwymi, stają się często emisariuszami świadomości, o której mówisz i pacyfikują żądzę ekspansji kultury konsumpcji. Zostaliśmy tak wykształceni, by poszukiwać przede wszystkim dobra i piękna. Co to oznacza? TR: - Aby coś powstało, musi najpierw przejść przez nasz filtr krytyczny, który - jak obserwuję - staje się coraz bardziej ciasny. Zawsze zastanawiamy się nad tym, co zamierzamy stworzyć. Nie podejmujemy się realizacji jakiegoś produktu, gdy dostrzegamy w tym działaniu brak sensu. Tu nie chodzi nawet o kwestię zbawiania świata, lecz Stolik z oświetleniem, projekt dla Ikea

35


DESIGN

Wieszak Seven, projekt dla Profim

o to, o czym mówiła Gosia - o pewną mikro wartość, którą możemy wnieść w produkt czy usługę. Jeśli tej mikro wartości nie ma, abdykujemy. Często Wam się to zdarza? TR: - Rzadko, wynika to z faktu, że każdy projekt staramy się przekonwertować w coś, co będzie wartościowe. Wtedy stajemy się agentami zmiany, czasami wymyślamy projekt od nowa. Gdy się to nie udaje, odkładamy go na bok, zawieszamy na haku, czekając aż przyjdzie nowe rozwiązanie. GR: - Staramy się szukać powodów. Nie chodzi o sam przedmiot. Można by powiedzieć, że stworzono tak wiele krzeseł, że można by zarzucić ten temat. Jesteśmy jednak dalecy od radykalnych postaw. Ok, jest wiele krzeseł, ale kultura materialna ewoluuje wraz z człowiekiem, jego sposobem bycia, progresem cywilizacji. Krzesła wyglądają inaczej niż sto, dwieście lat temu. Za najważniejsze uważamy podejście do projektowania z odpowiedzialnością. Nieustannie się rozwijamy, by mieć pełną świadomość wyzwań współczesności. TR: - Projektowanie oparte jest na wzajemnym zaufaniu i relacjach. Jeżeli przed tobą stoi człowiek, któremu ufasz, ufasz jego bagażowi kulturowemu i wcześniejszym działaniom, zyskujesz pewną gwarancję, że powstają rzeczy wartościowe. Nie podjęlibyśmy się zaprojektowania nowego Kałasznikowa, dlatego że nie wierzymy w tę kategorię produktową. Tak samo nie zdecydowałbym się na realizację bezpiecznego projektu z człowiekiem, któremu nie ufam. 36

Rozmawiałem niedawno z Zuzą Skalską, która przekonuje, że kończy się era dizajnu skupionego przede wszystkim na niskiej cenie, a zaczyna się epoka przedmiotów, za którymi stoi etyka - zasady fair trade, slow czy ekologii. Zanim coś kupimy, zadajemy pytanie, kto, z czego i w jakim celu daną rzecz zaprojektował. Jesteśmy w przededniu wielkiej zmiany? GR: - Coraz więcej osób zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że to co jest tanie, tak naprawdę okazuje się drogie. Że oszczędność kryje się w kupnie rzeczy trwalszych, których nie trzeba będzie wymienić na nowe co dwa, trzy lata. Jak to zwykle bywa, pojawiają się agenci zmiany, dobrym rzykładem jest nasza marka Tre. To pozytywne i piękne, pewnie wraz z postępującą degradacją środowiska i kończącymi się zasobami, świat będzie musiał szukać nowych rozwiązań. Sami wyznajemy filozofię, by mieć mniej a lepszych rzeczy. TR: - Nie stać nas na tanie rzeczy. Poza tym życie jest za krótkie na niedobrą kawę. GR: - Może jest to idealistyczne, ale wierzę w to, że wszystkim naszym decyzjom konsumenckim towarzyszy pewna energia. Jeśli produkt został wyprodukowany w sposób sprawiedliwy, jeśli ludzie, którzy go stworzyli, czerpali z tego radość, pozytywna energia wraca potem do konsumenta.

Czyli to będzie trend najbliższych lat, może dekady? TR: - Jestem totalnie na bakier z twierdzeniem, że takie podejście stało się trendem. Tego rodzaju myślenie jest przecież z nami od zawsze. Kiedyś ludzie znali nie tylko szewca, który wykonywał im buty, ale nawet krowę, z której zdjęto skórę. Konsumenckiego ogłupienia dostaliśmy dopiero w XX wieku, co jest pokłosiem rewolucji przemysłowej XIX wieku, które odseparowała nas od powstawania rzeczy. Cały ten proces stał się totalnie bezosobowy. Jednak przez cały ten czas świadoma część ludzkości pielęgnowała tęsknotę, za tym, co było wcześniej. Wierzycie w to, że ten system społeczno-gospodarczy może się kiedyś zmienić? GR: - Proces ewoluuje, widzę wiele zwiastunów zmian. Pewne dawne wątki powracają w nowej odsłonie. Coś się rysuje na horyzoncie, ale nie wiadomo jeszcze dokładnie co z tego wyniknie. TR: - Trzeba by zanegować to wszystko, co dominuje teraz. Musiałby powstać nowy, zrównoważony model ekonomii, wymiany i używania dóbr. To byłoby świetne dla planety. I dla nas samych.

Rozmawiał Rafał Stanowski Zdjęcia: archiwum Studio Rygalik


ARTYKUŁY DEKORACYJNE WYSTRÓJ WNĘTRZ NASZE SALONY MYŚLENICKA 133 A KRAKÓW RYNEK 24/3 NIEPOŁOMICE www.mghome-gift.pl MG Shohlari Home&Gift

MebleZYCH 37


MOTO

PRZYSTOJNIAK

z przyszłości

Motoryzacyjna przyszłość istnieje już dziś. Trwa nawet od kilku lat... Bohater bieżącego numeru - BMW I8 jest bowiem produkowane od 2014 roku. I ciągle potrafi zadziwiać jako absolutnie niezwykły, futurystyczny pojazd przykuwający wzrok każdego, kto znajdzie się w pobliżu. Decyduje o tym w pierwszej kolejności magnetyczny design nadwozia, który jest skutkiem nadania karoserii jak najbardziej opływowego kształtu. Klinowa sylwetka zaczyna się agresywnym, szpiczastym przodem, a następnie miękką linią płynnie przechodzi ku nieco masywniejszemu tyłowi, gdzie zastosowano oryginalne tunele powietrzne.

38

Zewnętrznym wyróżnikiem BMW I8 są też oczywiście unoszone do góry drzwi, a elektryzujące wrażenie robi pełne oświetlenie w technologii LED, a także dostępne opcjonalnie reflektory laserowe – po raz pierwszy na świecie montowane w samochodzie seryjnym. Pionierskość BMW I8 nie kończy się na tym co zewnętrzne. O wiele bardziej istotna jest tu jego struktura i rozwiązania napędu. Czteroosobowe nadwozie typu 2+2 wykonane jest w architekturze LiveDrive. Szkielet klatki pasażerskiej Life-Modul zbudowano z tworzyw sztucznych wzmacnianych włóknem węglowym (CFRP). Elementy napędowe, akumulatory, zawieszenia zintegrowano zaś w szkielecie Drive-Modul wykonanym z aluminium. Efekt takiej konstrukcji to stosunkowo niska masa własna gotowego do jazdy samochodu. Wraz z baterią akumulatorów wynosi ona 1485 kilogramów. Dodatkowym atutem okazuje się też niezwykle nisko położony środek ciężkości oraz idealny rozkład mas między osiami.


Sportowe BMW i8 jest hybrydą typu plug-in, której baterię można doładować korzystając ze standardowego gniazdka elektrycznego. Za napęd odpowiadają silnik elektryczny wprawiający w ruch koła przednie oraz benzynowy, trzycylindrowy motor turbo o pojemności 1,5 litra napędzający koła tylne. Moc systemowa, którą dość skomplikowanie oblicza się w przypadku hybryd, wynosi 362 KM, a maksymalny moment obrotowy 570 Nm. Auto przyspiesza od 0 do 100 km/h w zaledwie 4,4 sekundy. Trzeba jednak pamiętać, że osiągi takie dostępne są w chwili pełnego naładowania wysokonapięciowych akumulatorów litowo-jonowych posiadających bezpośrednie chłodzenie cieczą. Korzystając tylko z ich energii sportowe coupé prawie bezszelestnie toczy się po drodze i może w ten sposób pokonać dystans nieco ponad 30 km. Uruchomienie silnika spalinowego wzmocnionego agresywnie skonfigurowaną turbosprężarką i otrzymującego zastrzyk dodatkowego momentu obrotowego ze wzmocnionego alternatora „ożywia” samochód czyniąc z niego prawdziwego sportowca gotowego na ekstremalne wyczyny. W takich momentach właśnie pojawia się magia przyszłości. Koordynacja rozdziału momentu między osiami nie połączonymi przecież mechanicznie staje się wielkim wyzwaniem i wymaga nie lada sprawności pokładowej elektroniki. A o tym, że udaje się to już dziś mogłam się przekonać dzięki Bawaria Motors w Warszawie, która przedstawiła mi tego ekstrawaganckiego, a jednocześnie pełnego elegancji i lekkości przystojniaka z przyszłości.

Luiza Dorosz heelsonwheels.pl Fot. Patryk Patynowski

39


TECHNO

Loewe bild 4 to zestaw, oferujący

wszystko, co potrzebne. Zestaw zawiera niezwykle cienki 4.9 mm ekran oraz zintegrowany soundbar 2 x40 W. Absolutna czerń, sprawia, że kolory wyglądają jeszcze bardziej olśniewająco niż kiedykolwiek, a poziom kontrastu zapewnia, że najdrobniejsze szczegóły ciemnych scen są doskonale widoczne i naturalne. Potężny 80 W soundbar stereo z zamkniętym bas refleksem zapewnia ciepłe niskie tony i wypełniający pomieszczenie dźwięk.

Niedawno odbyła się światowa premiera nowego Audi A8. Czwarta generacja flagowego modelu to nowa stylistyka, innowacyjna koncepcja dotykowej obsługi i elektryfikacja napędu. Wszystko to ma stanowić o „Przewadze dzięki technice”, jak mówi hasło reklamowe. Ponadto Audi A8 to jeden z pierwszych na świecie samochodów seryjnie produkowanych, stworzonych z myślą o automatycznej jeździe. Od roku 2018 Audi stopniowo będzie wdrażać w produkcji seryjnej elementy jazdy automatycznej, m.in. parkowanie, wjazd do garażu czy jazdę w korkach.

Seria gier „Call of Duty” powraca do największego konfliktu w dziejach wojskowości – do czasów drugiej wojny światowej. 3 listopada „Call of Duty: WWII wcieli graczy do 1 Dywizji Piechoty i zabierze w pełną braterstwa i honoru podróż przez fronty Europy. Nowe „Call of Duty” to pozbawiony lukru realizm, autentyczność i jednocześnie kinowa intensywność przeżyć na wielką skalę.

40


T WA R Z E

Dreams Club Jagiellońska 5

LATO ’17

fot. Jakub Gil

WIĘCEJ NA WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL 42


F

FELIETON

Modna przyszłość . ot

Mi

ch

a ał P

ńs zcz y k

TOBIASZ KUJAWA freestylevoguing.com

„W MODZIE WSZYSTKO JUŻ BYŁO” TO CORAZ CZĘŚCIEJ POWTARZANA OPINIA. NIC DZIWNEGO - W TYM PRZEDZIWNYM KAPRYŚNYM ŚWIECIE CZUĆ CORAZ WIĘKSZĄ DESPERACJĘ. AMBITNI PROJEKTANCI DWOJĄ SIĘ I TROJĄ, ŻEBY WYMYŚLIĆ COŚ EKSCYTUJĄCEGO, NOWEGO I ZASKAKUJĄCEGO. TE WYSIŁKI, NIESTETY, CORAZ CZĘŚCIEJ KOŃCZĄ SIĘ ABSOLUTNĄ GROTESKĄ. ESTETYCZNIE PRZEKROCZYLIŚMY JUŻ WSZYSTKIE GRANICE I TABU. NA WYBIEGACH ODSŁONIĘTO KAŻDY MOŻLIWY FRAGMENT SKÓRY, ZREINTERPRETOWANO PROPORCJE KAŻDEJ CZĘŚCI CIAŁA I ZDEMITOLOGIZOWANO PRZYNALEŻNOŚĆ PŁCIOWĄ KAŻDEGO ELEMENTU GARDEROBY. MĘŻCZYZNA W SUKIENCE, NAWET NIE W „MĘSKIEJ” SPÓDNICY INSPIROWANEJ KILTEM, ALE W SUKIENCE TYPOWO DAMSKIEJ, UWAŻNYCH OBSERWATORÓW MODY JUŻ NIE ZASKOCZY. MODELE ZE SZTACHETAMI NA GŁOWACH, MODELKI Z BRODAMI, UBRANIA JAK Z KOSZA NA ŚMIECI, KOBIETY UBRANE W OBRAMOWANE OBRAZY, MĘŻCZYŹNI W ROLI PLECKÓW… A ZRESZTĄ, MOŻNA TAK WYMIENIAĆ BEZ KOŃCA - POWIEDZ MI SWOJĄ NAJBARDZIEJ ABSURDALNĄ MYŚL, A JA ZNAJDĘ PROJEKTANTA I SEZON, KTÓRY JĄ UCIELEŚNIŁ. Jaka jest więc przyszłość mody? Co będzie jej głównym motywem przewodnim? Na pewno nie tysięczna wariacja na temat miejsca przyszycia falbanki, czy zdekonstruowania żakietu. Przyszłość mody jest zdecydowanie ciekawsza, więcej - zapowiada się naprawdę ekscytująco. I dzieje się już teraz, na naszych oczach. Moda przyszłości to nie wzornictwo, ale inżynieria. Twarda nauka i postęp technologiczny. Wyobraźcie sobie szafę, w której macie po jednej rzeczy z każdego elementu garderoby. Jedne spodnie, jedną spódnicę, jedną koszulę, i tak dalej. Dzięki zastosowaniu futurystycznych inteligentnych tkanin każda z nich będzie mogła może dowolnie zmienić fason, kolor, a nawet gęstość splotu, automatycznie dostosowując się do warunków atmosferycznych. Różnorodność estetyczna zapewni możliwość pobrania z sieci nowych „ustawień” przygotowanych przez nadal potrzebnych projektantów. Tak twórcy mody, możecie odetchnąć z ulgą - dopóki dobrego gustu i pomysłowości nie będzie można wgrać do mózgu, wasza praca będzie potrzebna.

44

Możliwych scenariuszy jest więcej. A gdyby tak „hodować” ubrania? Ta idea od wielu lat żyje w umysłach naukowców, którzy w tym celu starają się ujarzmić grzyby i bakterie. Może nie brzmi to zbyt glamour, ale wyobraźcie sobie możliwości - na formie idealnie odzwierciedlającej wymiary naszego ciała, w ciągu jednej nocy, powstaje bluzka. Idealnie dopasowana, całkowicie pozbawiona szwów, ekologiczna i organiczna. Być może trwalsza od naturalnej skóry? To wyłącznie kwestia dopracowania odpowiedniej technologii. A gdyby tak w naszym domu stanęło urządzenie, tekstylna drukarka, które zbędne ubrania i codzienne odpadki będzie mogła przetworzyć na włókna, te na materiał, a finalnie w ciuch? Poranny dylemat - „nie mam co na siebie założyć” nagle przestaje być problematyczny, wystarczy szybka wycieczka do kosza na śmieci, kupienie projektu w internecie, kilka chwil i gotowe, nowy szałowy fatałaszek w idealnym rozmiarze jest już gotowy do wzbudzania zazdrości. Brzmi jak fantastyka, ale technologia druku trójwymiarowego rozwija się ekspresowym tempie i coraz częściej jest wykorzystywana w modzie.

DZIĘKI ZASTOSOWANIU FUTURYSTYCZNYCH INTELIGENTNYCH TKANIN KAŻDA NICH BĘDZIE MOGŁA MOŻE DOWOLNIE ZMIENIĆ FASON, KOLOR, NAWET GĘSTOŚĆ SPLOTU, AUTOMATYCZNIE DOSTOSOWUJĄC SIĘ DO WARUNKÓW ATMOSFERYCZNYCH.

Oczywiście, większość tych kierunków nadal ociera się o naukową fantastykę, ale powszechnie dostępne ubrania, które zamieniają energię słoneczną w elektryczną, albo zawierają w swojej strukturze nanocząsteczki, dzięki czemu stają się plamoodporne, to kwestia kilku następnych lat. O przyszłości mody można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że zapowiada się nudno. Czeka nas jeszcze wiele niesamowitych rewolucji, z tą tylko różnicą, że nie będą się już rodzić w atelier ale w laboratoriach.


NEWSY Fot. Zuza Krajewsk a

W TAJEMNICZYM OGRODZIE ARTYZM PŁYNĄCY Z NAJNOWSZEJ KOLEKCJI MARKI WEAVE SWOJEJ INSPIRACJI UPATRUJE W MUZIE, FRANCUSKIEJ RZEŹBIARCE CAMILLE CLAUDEL. TO WŁAŚNIE ONA PROWADZI NAS PRZEZ LE JARDIN MYSTIQUE, CZYLI PROPOZYCJĘ NA SEZON JESIENNO-ZIMOWY. Projekty, pełne statycznej powagi i zmysłowej namiętności w obiektywie Zuzy Krajewskiej doskonale wpisują się w epokę, w której żyła artystka. Nieprzypadkowa jest również sceneria kampanii. Wnętrza pracowni rzeźbiarskiej traktują modę jako sztukę użytkową. WEAVE uświadamia, że można osiągnąć artyzm w pozornie zwykłym hafcie czy konstrukcji ubrań. Pierwsze skrzypce w tej opowieści grają faktury i kolory. Żakardy, welury oraz hafty nadają wielowymiarowości projektom. Dzięki barwom takim jak stare złoto, róż indyjski i amarant, niebieskawe szarości, grafit i połyskliwa czerń przenosimy się do ogrodu u schyłku jego przejścia w zimowy letarg. W kolekcji pojawiają się także znane już z poprzednich kolekcji fasony spodni palazzo, cygaretki z wysokim stanem, bombery, falbaniaste sukienki i spódnice, topy, marynarki z mocno zaznaczonymi ramionami i po raz pierwszy dziane swetry. /AO/

46


NEWSY Arnaud Lajeunie Fot.

CZERWIEŃ, BIEL I CZERŃ U MAGDY BUTRYM ZNAJDZIEMY MOCNE SYLWETKI, ZDEFINIOWANĄ LINIĘ RAMION I GLAMOUR LAT OSIEMDZIESIĄTYCH. NOWA KOLEKCJA PROJEKTANTKI TO OBRAZ KOBIETY PEWNEJ SIEBIE I NIEZALEŻNEJ, CHOĆ UKAZANEJ RÓWNIEŻ Z DRUGIEJ, DELIKATNIEJSZEJ STRONY. Jedwabne sukienki, falbany, charakterystyczny motyw floralu, a także oversizowe marynarki rodem z męskiej garderoby. Takie połączenia intrygują i dodają mocnego wyrazu. Obecny sezon sprzyja różnorodnym dodatkom. W propozycjach Magdy Butrym znajdziemy także perły, delikatne chokery oraz bogato zdobione kolczyki. Co więcej, dostępne są również białe botki czy skórzane kozaki za kolano. Bogatą kolekcję spaja spokojna paleta kolorystyczna, w której projektantka ograniczyła się do odcieni intensywnej czerwieni, bieli i czerni. Akcentami barwnymi stały się fiolet, granat czy bordo. Jej charakter podkreślają zdjęcia francuskiego fotografa Arnaud Lajeunie. Przed obiektywem Francuza stanęła włoska modelka Ciara Scelsi. Autorką stylizacji jest Alexandra Carl, natomiast kampanię wyprodukowała agencja Warsaw Creatives. /AO/

47


NEWSY Fot. materiały prasowe

MOBILNA GALERIA SZTUKI POLSKA MODA I DZIEŁA WIELKICH MISTRZÓW MALARSTWA SPOTYKAJĄ SIĘ NA UBRANIACH MARKI CACOFONIA. TERAZ MOŻECIE STAĆ SIĘ MOBILNĄ GALERIĄ, PREZENTUJĄC SZTUKĘ HIERONIMA BOSCHA, SANDRO BOTICELLEGO ORAZ AUGUSTE’A RENOIRA. „Moda to obszar, gdzie przenikają się różne płaszczyzny. Sztuka, architektura, grafika, rzeźba. Warto eksperymentować, łącząc ze sobą różne dziedziny. My sięgnęliśmy po malarstwo. Stworzyliśmy ubrania, które sami chcieliśmy nosić” – mówi Julia Kaczorowska, współzałożycielka marki CACOFONIA. – „Wiele renesansowych czy impresjonistycznych obrazów to fantastyczne dzieła, często niestety przypinamy im się łatkę prehistorii. My chcemy, by dzieła sztuki i intrygujące wzory wyszły na ulicę. Staramy się stworzyć

48

alternatywę dla szarych ulic, wnosimy więcej koloru. Wierzymy, że są ludzie, którzy tak jak my cenią dzieła znanych artystów i dobre wzory, i potrafią potraktować je trochę z przymrużeniem oka”. Kroje są uniwersalne, mamy t-shirty, bluzy i bombery. Wszystko co najciekawsze kryje się na tkaninie - jeśli kochacie dzieła wielkich mistrzów malarstwa, trudno przejść obojętnie obok propozycji marki CACOFONIA. - Od zawsze pasjonowało nas malarstwo wielkich mistrzów – zabawa formą, unikalne wzory, kompozycja, kolory. Co jeśli nie musimy tych dzieł oglądać jedynie w przestrzeni muzeum? – mówi Julia Kaczorowska.


ZACHOWAJ

ENERGIĘ

LATA

NASZE SALONY MYŚLENICKA 106 KRAKÓW RYNEK 12/3 NIEPOŁOMICE

SHOP ONLINE WWW.MG-SHOHLARI.PL 49


NEWSY Fot. Łuk asz Murgrabia

GRAFICZNE DODATKI WSPÓŁPRACA ZE ZDOLNYMI, POLSKIMI GRAFICZKAMI – AGNIESZKĄ DIESING, OLGĄ SZECHOWSKĄ ORAZ MAGDĄ GRABOWSKĄ-WACŁAWEK ZAOWOCOWAŁA POSZERZENIEM ASORTYMENTU MARKI KOPI. Założycielka brandu, Natalia Kopiszka w najnowszej kolekcji wychodzi z propozycją wyjątkowych apaszek, szpilek do koka, spinek, czy gumek. I w tym sezonie nie zabrakło charakterystycznej, ciekawej w formie biżuterii. Za obiektywem Łukasza Murgrabii stanęło pięć, bardzo różnorodnych kobiet. Projekt ten ma na celu ukazać, że niezależnie od koloru skóry, typu urody, wykonywanego zawodu, czy zainteresowań, każda kobieta jest wyjątkowa i w niezwykły sposób wyraża siebie oraz swój styl. /AO/

50


NEWSY Fot. materiały prasowe

OD FETYSZYZMU DO FEMINIZMU SKÓRZANA BIŻUTERIA TO MUST HAVE OSTATNICH MIESIĘCY, ZWŁASZCZA CHOKERY, PASY I UPRZĘŻE. W POLSCE UWAGĘ ZWRACAJĄ PRODUKTY MARKI ILA MAK Z ŁODZI, KTÓRE ZAKŁADAJĄ TAKIE FASHIONISTKI, JAK MAFFASHION.

mu charakter seksualny. Dla mnie kobieta jest fetyszem bo w ujęciu ogólnym może chodzić o samo pożądanie i uwielbienie obiektu. Zresztą seksualność to wytwór kulturowy, więc i fetysze wpisują się w kulturę i ludzką skłonność do fetyszyzacji - mówi Ila Mak.

- Pasy i skórzane uprzęże zniewalają czy wyzwalają kobiety? Sprowadzają je do roli seksualnego obiektu czy pozwalają im dominować? Gadżety w stylu BDSM z sexshopów to aktualnie wyłaniające się estetyczne tabu – niby powszechne, a wciąż rozpalająca zmysły i wywołujące spory. Kiedy mówimy, że coś jest fetyszem, to nadajemy

Jej biżuteria jest ręcznie wykonywana w pracowni w centrum Łodzi. Skórzane elementy uzupełniają stylowe okucia i nity, które nadają całości nowoczesny, a jednocześnie intrygujący charakter. Możecie je założyć zarówno do casualowej stylizacji, jak i na eleganckie, wieczorne wyjście w mroczne rejony miasta i waszej świadomości.

51


R O Z M O WA

NATAS H A PAVLUCHENKO ODWAŻNIE PATRZY W PRZYSZŁOŚĆ. JEJ KARIERA WYPŁYWA NA SZEROKIE WODY - PROJEKTANTKA WRÓCIŁA Z TYGODNIA MODY W MONTE CARLO, URUCHOMIŁA MARKĘ GLAM I BIERZE UDZIAŁ W ORGANIZACJI NOWEGO WYDARZENIA KTW FASHION WEEK. O TYM WSZYSTKIM, Z NATASHĄ PAVLUCHENKO ROZMAWIA R A F A Ł S T A N O W S K I

52


53

fot. Patr ycja Sołtan

R O Z M O WA


R O Z M O WA

Szafa w przyszłości się zminimalizuje, ale zyska na wartości Spróbujemy powróżyć? Jak będzie wyglądać moda przyszłości - czy ubrania zostaną naszpikowane technologią niczym PlayStation? - Może tak się stać. Ale jest też druga opcja, którą nazwałabym fashion from the past. Dostrzegam, że coraz częściej moda zatacza krąg wraca do korzeni, do tradycyjnych metod sposobów produkcji. Umiejętność ręcznego krojenia, szycia, tworzenie rzeczy, które nosi się długo - to wszystko nabiera znów na znaczeniu.

zdjęcia: Marcin Kruk

Praca ludzkich rąk staje się ważna? - Tak, chodzi nie tylko pracę rąk, ale też intelekt, logiczne myślenie, które produkcji masowej maszynowej często schodzi na dalszy plan. Jeśli by to połączyć nowymi technologiami, może wyjść niezła bomba. Czuję, że na świecie zaczyna wzmagać się przesyt ogólnodostępną modą, taką która jest na wyciągnięcie ręki, jednocześnie nie przedstawia żadnej wartości. Coraz więcej osób poszukuje produktu bardziej wyrafinowanego, nie chodzi tylko ludzi zamożnych, lecz również tych mniejszym portfelem. przyszłości nasza szafa się zminimalizuje, ale zyska na wartości.

54

Myślisz, że przestaniemy zachłannie połykać trendy, które już dziś trwają nie jeden sezon, lecz zaledwie miesiąc, dwa, trzy? - Moim mistrzem jest Yohji Yamamoto. Weź jego marynarkę zaprojektowaną, dajmy na to, piętnaście lat temu. Możesz ją założyć dziś, jutro, za kilka lat - zawsze będzie modna. będzie miała wartość, nie tylko pod względem dizajnu, ale również bardzo wysokiej jakości. Ale nie da się ukryć, że technologia wchodzi coraz mocniej świat mody, ubraniach są już chipy, za chwilę pojawią się nich ledy, beacony materiały fotoczułe. - Jesteśmy mega do przodu jeśli chodzi technologię. Ale wszystko jest dziś wirtualne, powstaje na ekranie komputera często tam pozostaje. Tworzy się piękne printy, wydruki 3D, ale zaniedbano pracę ręczną, zwłaszcza krój konstrukcję. Często dostaję propozycje realizacji kontraktu dla domu mody czy firmy, które poszukują ludzi potrafiących ręcznie projektować czy rysować. Mamy genialne możliwości, które pozwalają tworzyć tkaniny bambusa wodorostów, ale mało kto potrafi je właściwie wykorzystać. Co tego, że masz piękne bambusowe skarpetki, jeśli zostały źle skrojone. Nadszedł czas, by odtworzyć rzemiosło połączyć je nowymi technologiami.


Kiedyś, jeszcze przed 1989 rokiem, także zaraz po zmianie systemu, byliśmy mocnym graczem na rynku międzynarodowej produkcji. Potem produkcję przenoszono daleko na wschód, na rynku sprzedaży zaczęły dominować sieciówki. Teraz trzeba odbudowywać przemysł popiołów. - Jeżdżę do Francji zamawiać tkaniny, bo Polsce nie produkuje się ich takiej jakości, jak potrzebuję. Pod Paryżem działa na przykład fabryka, która tworzy materiały dla największych domów mody, jakość jest obłędna. Ale zawsze szyję Polsce. Rozmawiam wła-

śnie dwoma szwalniami okolic Bielska, które się odbudowują po upadku, jest sprzęt, są wyszkoleni ludzie, mam nadzieję, że uda się je znów uruchomić.

R O Z M O WA

Z drugiej strony moda niesamowicie przyspieszyła, króluje fast fashion, czyli dużo, tanio, szybko. Sądzisz, że dotarliśmy do ściany, od której można się tylko odwrócić, czy może trendy będą jeszcze bardziej przyspieszać? - Piłeczka już odbiła się od ściany. Nie może być więcej, taniej gorzej. To, co widzimy sklepach, to jedna strona medalu. Tymczasem kreatywna moda technologia zmierzają już inną stronę. Nie tworzy się nowych, wielkich fabryk, odradzają się niewielkie manufaktury, wracamy do pracy rzemieślniczej. Obserwuję, że Polsce zaczynają odżywać szwalnie, nawet te, które kilka lat temu zbankrutowały powodu braku zamówień zalewu produktów Dalekiego Wschodu. Mamy jeszcze za mało projektantów, którzy wysokiej jakości tkanin potrafią stworzyć luksusowe rzeczy szyte na miarę. Ale myślę, że czasem to zacznie się zmieniać. Wraca również zapotrzebowanie na dobre, wysokiej jakości tkaniny. Polski przemysł odzieżowy ma szansę się odrodzić.

Wydawało mi się, że dobie boomu na polską modę zapotrzebowanie na pracę szwalni jest duże. - Pojawia się wiele nowych polskich firm, mamy utalentowanych projektantów, ale brakuje infrastruktury. Na Zachodzie to wszystko kręci się od wielu lat, moda stała się częścią kultury. Polsce zepchnięto ją do roli „zapotrzebowania człowieka na ubiór”. Nie mamy prawdziwego fashion weeka, nie możemy odwołać się do tradycji, musimy to wszystko dopiero zbudować połączyć jeden dobrze funkcjonujący system. Jeżeli to się uda, ludzie będą mieli za co kupować lepsze ubrania, polska moda zacznie się naprawdę kręcić. Tymczasem nas ciągle rządzi niska cena - to ona dużej mierze decyduje, czy co kupujemy. - To się musi zmienić. Uszycie porządnego t-shirtu Polsce kosztuje 80 zł, gdy dodamy do tego koszty firmy, marżę sprzedającego, wychodzi 290 zł sklepie. Jeśli zamawiam tej samej jakości produkt Chinach, płacę za niego 5,50. Myślę, że musi się zmienić nasze - klientów, podejście. Obserwuję, że to, co określa się mianem mody na polskich projektantów, jest dużej mierze zjawiskiem medialnym, którym piszą gazety, portale, blogerzy, mówi radio czy telewizja. gdy

55


R O Z M O WA chcemy coś kupić, idziemy często do sieciówki galerii handlowej, by wydać magiczne 39,90 lub 99,90. - Nazywam to klaustrofobią, która wynika trochę naszych kompleksów wyniesionych poprzedniego systemu. Kusi nas fakt, że za podobne pieniądze można mieć rzecz znanej, międzynarodowej marki. Ja sama, gdy kupuję prezenty na święta, staram się wybrać coś, co zostało wyprodukowane Polsce. Wychowałam się polskiej rodzinie na Białorusi, Związku Radzieckim, pamiętam jak marzyliśmy czekoladzie RFN, choć nie smakowała wcale lepiej od naszej. Polskim produktom brakuje dobrego PR-u, przekonania ludzi, że warto za nie zapłacić tyle, co za marki zagraniczne. Trzeba poszerzyć świadomość klientów, mówić głośno tym, że polski produkt jest równie dobry. Dzięki temu będzie ich cieszył tak samo, jak Chanel czy Louis Vuitton. Myślisz, że taką świadomość możemy zbudować także na zewnątrz, polska moda zacznie być rozpoznawalna, jak made in Italy czy fabrique en France? - Na świecie poszukuje się oryginalnych rzeczy wysokiej jakości. Zamożni Arabowie są na przykład znużeni wielkimi domami mody, poszukują nowych marek, które chętnie ubiorą rodzinę znajomych. Ich absolutne must have to zamówić na wyłączność projektanta, który stworzy kolekcję specjalnie dla nich. Cenią jakość potrafią za nią zapłacić. Myślę, że potrzebujemy czasu. Podejście polskiego odbiorcy się zmienia, ale dzieje się to powoli.

Pokazywałaś niedawno swoją kolekcję na Monte Carlo Fashion Week. Jak tam reagowano na modę Polski? - Był prawdziwy szał. Chcą nas, chcą sprzedawać, mamy dobrą jakość, konstrukcję tkaninę. Jeśli masz limitowaną serię, coś co dla tamtejszych klientów jest „wow”, zapotrzebowanie okazuje się bardzo duże. Ludzie Monako doceniają, jeśli tworzysz coś oryginalnego, czego nie ma co drugiej szafie. Zaskoczyło mnie tylko jedno: Monte Carlo wiele kobiet poddaje się zabiegom estetycznym, więc ich sylwetki są trochę inne niż typowe „eski” czy „emki”. Należy zmienić konstrukcję ubrań, by dostosować się do ich potrzeb. Gdzie dla Ciebie leży granica między sztuką komercją? - Bez sztuki nie ma komercji. Komercja musi być kreatywna. Nie wybrałam Monako uwagi na zamożnych klientów. Kieruję się intuicją, podążam te rejony, które mnie jakoś interesują. Dostałam teraz zaproszenie na fashion week do Dubaju, ale nie kręci mnie ten kierunek, dlatego nie zamierzam się tam wybrać.

56

zdjęcia: Daniel Guidetti

Twoi klienci? Kto kupuje ubrania made by Natasha Pavluchenko? - Mam to szczęście, że jestem projektantką, która żyje ze sprzedaży ubrań, nie swojego wizerunku. Moje klientki potrafią docenić wysoką jakość, przychodzą mówią: - Słuchaj, wyciągnęłam tę sukienkę po latach szafy nadal świetnie wygląda. Może to nie jest najlepsze pod względem komercyjnym (śmiech), ale dzięki temu udało mi się zbudować więź klientem.


R O Z M O WA

Szok! - Można tam pojechać kosić kasę, tylko pytanie, czy mnie to kręci. Chciałabyś się pokazać na którymś największych fashion weeków, dajmy na to, Paryżu czy Mediolanie? - Można to oczywiście zrobić, to dużej mierze zależy od środków finansowych. Dla mnie jednak nie to chodzi. Nie traktuję tego jako chęci dowartościowania się. Uważam, że jeszcze nie dojrzałam, by pokazać się na głównym wybiegu, ani zawodowo, ani od strony finansowej. Nie czujesz się gotowa zawodowo?! - Pokażę się wtedy, kiedy uznam, że mogę choć trochę dorównać największym, jak Chanel czy Dior. Nie sztuką jest kupienie sobie możliwości zaprezentowania się na wybiegu. Problem to zrobić kolekcję, sto modeli, które będą dokładnie takie, jakie chciałabym pokazać. Kiedy to nastąpi? - Myślę, że za jakieś pięć lat. Zobaczymy, może wcześniej. może nie trzeba mieć wątpliwości, tylko się przepychać? - Zależy, po co to robisz. Gdybym chciała być osobą znaną, poszłabym do telewizji, pokazała się jednym czy drugim programie. Ale traktuję modę jako sztukę. Nie zawsze mogę powiesić ją na wieszaku, bo nie każdy zechce ją kupić. Fascynuję się takimi domami mody, jak Yamamoto, który tak naprawdę tworzy historię mody. Dostrzegam inną wartość. Nie muszę jechać na fashion week do Paryża po to, by wrzucić swoje selfie na Instagramie. Nie jesteś super aktywna sieci, taki masz plan na siebie? - Są takie momenty, których nie należy upubliczniać. Niedawno piłam wino super gośćmi hotelu Ritz, ale zachowałam to dla siebie. Czasami mnie oczywiście kusi, chcę wykrzyczeć, pokazać całemu światu, że robię coś fajnego. Na ziemię sprowadza mnie wtedy 11-letnia córka. Gdy widzi, że wyjmuję telefon, mówi: - Mamo, niepotrzebnie teraz robisz fotę, bo to jest nasze. Zostałaś zaproszona przez Rafała Wyszyńskiego do organizacji nowego wydarzenia - KTW Fashion Week, który odbędzie się listopadzie Fabryce Porcelany Katowicach. Zdradź, co planujecie? - Chciałabym, aby powstała przestrzeń, której można się będzie pokazać, nikt nikomu nie będzie chciał niczego udowodnić, gdzie będzie działać grupa kreatywnych ludzi. Polsce brakuje takiego wydarzenia, mało kogo stać na organizację własnego pokazu, zaproszenie gwiazd, bo jest to po prostu bardzo drogie. Chcemy skupić się nie tylko na pokazach, ale też warsztatach wykładach. Stworzyć powód, by branża mody spotkała się, porozmawiała, czegoś nowego nauczyła. Czyli przestrzeń kreatywna, nie celebrycka? - Wszystkich celebrytów oczywiście serdecznie zapraszamy, ale nie chciałabym, aby to był główny powód organizacji KTW Fashion Week. Nie pragniemy promować się nazwiskami, ale kreatywną modą. Rozmawiał Rafał Stanowski

57


Z POLSKĄ METKĄ

UEG

Kij w fałdach mrowiska

tekst: Rafał Stanowski

less and less we understand of this world that falls apart less and less we understand of this continent that falls apart less and less we understand of this country that falls apart Ten wiersz znalazł się na jednej z bluz pochodzących z najnowszej kolekcji marki UEG. AW17, ilustrowana genialnymi zdjęciami Zuzy Krajewskiej, zwraca uwagę na fakt, że świat się rozpada - dosłownie i w przenośni. UEG, stworzony przez Michała Łojewskiego, jest bardziej znany zagranicą niż w Polsce. Więcej rzeczy sprzedaje w Tokio i USA niż w Warszawie i Krakowie, choć niedawna, eskapistyczna współpraca z Pumą przyniosła mu medialny rozgłos także nad Wisłą, gdzie nowe trendy rozowszechniają się raczej z poślizgiem.

58

fot. Zuza Krajewska


Z POLSKĄ METKĄ fot. UEG

fot. Zuza Krajewska

Kojarzona z minimalizmem, autorskimi printami i nowatorskim wykorzystaniem tyveku marka lubi wywoływać zamieszanie. Jej ambicje nie kończą się na zakrywaniu ciała. Lifestyle’owy brand pełni rolę artystycznej tuby, odbijającej społeczne nastroje. Ubrania UEG nie służą tylko do noszenia, powinno się je przede wszystkim czytać, zwracając uwagę na to, co zostało napisane na tkaninie czy metce. Kolekcja AW17 została uzupełniona mocnymi zdjęciami Zuzy Krajewskiej, pokazującymi wychowanków poprawczaka. Przewijają się w nich wyobcowanie, niezrozumienie, agresja. Bohaterowie przypominają chłopaków z głośnego filmu Nienawiść, Mathieu Kassovitza. Stoją i patrzą spode łba, wykrzywiają twarz w grymasie, kucają na wraku samochodu, zawieszeni pomiędzy społecznymi oczekiwaniami i atawistycznymi skłonnościami.

59


Z POLSKĄ METKĄ

UEG flirtuje ze streetwearem, przetwarzając topowe kroje (t-shirt, bluza, szorty, puchówka). Michał Łojewski przełamuje jednak schematy, dodając autorskie pomysły - tu wycięcie, tam inną długość, to żonglując wąską paletą barw (polski orzeł w negatywie), pojawia się nowy dla monochromatycznej marki kolor: czerwony. Czujecie polemikę z pojęciami narodu i patriotyzmu? Bardzo dobrze, UEG wbija kij w fałdy mrowiska, przypominając że nie żyjemy w najspokojniejszych czasach, ani tu, ani tam.

fot. OEG

fot. Zuza Krajewska

60


WYBIERASZ SIĘ NA WESELE I NIE WIESZ JAK DOBRAĆ KREACJĘ, KTÓRA SPRAWDZI SIĘ W 100%? PODPOWIADAMY, CO JEST MODNE W SEZONIE 2017/18. TRENDY POZWALAJĄ NA CORAZ WIĘCEJ: SUKIENKI KRÓTKIE, DŁUGIE, A NAWET ELEGANCKIE KOMBINEZONY, KAŻDA Z NAS ZNAJDZIE WIĘC DLA SIEBIE IDEALNY STRÓJ NA PRZYJĘCIE WESELNE. Wybierając kreację na wesele przede wszystkim oczekuj najwyższej jakości. Sukienka ma Ci się przydać także na inne okazje, więc musi być dobrze wykonana, ale i oryginalna. Postaw na projekty od naszych rodzimych projektantów. Masz wtedy pewność, że strój jest wykonany z najwyższej jakości materiału oraz z dbałością o każdy szczegół. Nie jest to produkcja masowa jak w sieciówkach, więc masz pewność, że nikt na przyjęciu nie będzie miał takiej samej sukni. Kreacje polskich projektantów w Showroomie Solna 1 cieszą się ogromną popularnością klientek, gdyż w rozsądnej cenie otrzymujemy przepiękny strój, do którego dobrać możemy od razu dodatki takie jak buty, torebkę czy biżuterię. Showroom Solna 1 oferuje także możliwość szycia na miarę. Takie zakupy to luksus, na który można sobie pozwolić. Zapraszamy!

Kraków Podgórze, ul. Solna 1

MARIUSZ PRZYBYLSKI | MAARE | FANFARONADA | PROJEKT MESS | VERLA | SJOFNE | GAWOR | ZIEŃ

61


ubrania: własność stylistki

62


63


ubrania: własność stylistki 64


ubrania: własność stylistki

65


Zdjęcia: Modelka: Model: Włosy: Makijaż: Asysta makijażu: Stylizacja:

Michał Massa Mąsior / madmassa.com Olivia / A S management Cracow Dawid Drapała Anna Świerczyńska / Womanhood Studio Monika Wróbel / Womanhood Studio Katarzyna Sporysz Wero Wysoczyńska / Fashion Victim Industry Zdjęcia wykonano w Studio Vintage Kraków studiovintage.pl Podziękowania za pomoc w przygotowaniu sesji zdjęciowej dla Mateusza Grabowskiego, Rafała Stanowskiego, Lory Makej oraz Piotra Klimczaka Dziękujemy także firmie Art Cinema za udostępnienie telewizora Loewe bild 7.65

66


67

ubrania: Dollhouse lingerie, spodnie własność stylistki


68


ubrania: Idea fix telewizor: Loewe bild 7.65

69


FELIETON

Malwa&Michał malwaimichal.com

NOWA MODA Badacze trendów mówią, że najmodniejszym słowem nadchodzących lat będzie sustainability, czyli zrównoważony rozwój mody, oznaczający orientację na wykorzystywanie wyłącznie naturalnych zasobów. Kryzys surowców z każdym rokiem znacząco się pogłębia, a przemysł mody nadal w dużym stopniu przyczynia się do zanieczyszczania i eksploatowania środowiska. W szkołach projektowania kładzie się spory nacisk na eko-edukację, poszukiwanie alternatywnych materiałów i technologii oraz możliwości wykorzystania recyklingu. Młodzi projektanci coraz częściej tworzą eko-kolekcje, promując trend świadomego konsumpcjonizmu. Sięgają jednak nie tylko po naturalne materiały, ale coraz częściej chętniej wykorzystują nowe technologie, kreując przy tym nową jakość i nowe pojęcie mody. Obserwując co dzieje się w sklepach i na ulicach, pojawia się nam w głowie jeszcze jedno słowo: uniformizacja. Dosyć nieprzyjemne, budzące negatywne skojarzenia określenie, które chętnie byśmy wykluczyli z naszego życia. A jednak niemal wszyscy tłumnie uderzamy do tych samych sklepów, kupujemy te same ubrania, wykonane w ten sam sposób, za pomocą tej samej konstrukcji i tych samych materiałów. Uniseks stał się nową jakością naszych czasów, co oznacza, że znacząco zacierają się także różnice pomiędzy płcią w modzie. Szybko zmieniające się trendy utrudniają nam wykreowanie własnego konsekwentnego stylu, który zostanie z nami na lata. Pogoń za byciem modnym nie pozwala nam przystanąć i przefiltrować tego, co w modzie podoba nam się szczerze, a co nosimy jedynie dlatego, że tak dyktuje trend. Nowe technologie nie zmienią tego, że staniemy się mniej jednakowi. Wręcz przeciwnie, nadejdzie nowa moda, w której te dwa hasła zaczną się przenikać. Klasyczne haute couture powoli zacznie zanikać, a definicja piękna zostanie całkowicie zrewidowana. Ta rewizja już trwa, czego dowodem jest obecna moda na brzydotę, skutecznie kreowana przez takie marki jak Vetements, Gosha Rubchinskiy, a nawet Prada czy Gucci. Historia mody pokazuje, że odejście czy zmiana kanonu implikuje rewolucję i nastanie nowych czasów. Wyzwolenie się z gorsetu czy pojawienie się spodni w kobiecej garderobie miało widoczny wpływ na emancypację oraz zmiany obyczajowe ubiegłego wieku. Sytuacja społecznopolityczna i moda od zawsze idą w parze, mając na siebie wzajemny wpływ. Obecny kryzys naturalnych zasobów prowadzący do rozpowszechniania nowych technologii oraz widoczna uniformizacja mogą więc okazać się symptomami nowej rewolucji w modzie. Te zmiany, choć potrzebują czasu, widoczne są już teraz. Być może nie będziemy świadkami zastąpienia znanych nam materiałów wyłącznie eko-technologiami oraz całkowitej uniformizacji, ale faktem jest, że nowa moda powoli staje się faktem. Nie wiemy, jak dokładnie będzie ona wyglądać i jakie konsekwencje spowoduje, ale jesteśmy pewni, że podobnie jak wcześniejsze rewolucje, zmieni nasz sposób postrzegania i użytkowania tego, co nosimy.

70


„Future is now, bo przyszłość jest w naszych rękach, teraz.“


TRENDY

Female is now

©MOMU

W PROTESTACH NA ULICE WYCHODZĄ FEMINISTKI I AKTYWIŚCI, KTÓRZY WALCZĄ O RÓWNOŚĆ I SWOJE PRAWA. A MODA PRZEPLATA SIĘ Z CODZIENNOŚCIĄ I JEST ELEMENTEM MANIFESTU SWOICH POGLĄDÓW, WIĘC WYBRAŁAM DLA WAS 5 POLSKICH MAREK, KTÓRE POWINNIŚCIE ZNAĆ, JEŚLI BLISKIE SĄ WAM IDEE FEMINIZMU.

Współcześni projektanci przekonują nas, że kobiet nie należy oceniać ani przez pryzmat wysokich szpilek i czerwonej szminki, ani ze względu na t-shirty z rewolucyjnymi hasłami i garnitur w męskim stylu. Pokaz Karla Lagerfelda dla domu mody Chanel z 2014 r. jest kontynuacją wartości marki – wolności, ekspresji, silnej kobiecej osobowości. Podczas paryskiego tygodnia mody modelki przechadzały się po ulicach z transparentami, a kolekcja nawiązywała do lat 60. i 70., które były nie tylko okresem zmian obyczajowych, ale też walki kobiet o własne prawa. A jak jest na polskim rynku? Które marki odnoszą się do idei feminizmu?

72

MOMU Prostota i feministyczne DNA zawarte w krótkich hasłach i obrazkach wyhaftowanych na t-shirtach to przepis na sukces Momu. Marka angażuje się też w inicjatywy wspierające kobiety, m. in. zaprojektowała limitowany model koszulki dla magazynu G’rls Room.

KAASKAS Kobiecość w wydaniu Kaaskas jest silna i delikatna zarazem, bo odnosi się do każdej sfery codziennego życia. Kasia Skórzyńska i Julia Skórzyńska-Ślusarek na blogu marki

dzielą się historiami kobiet i ich interpretacjami kobiecości. Dzięki temu ubrania wypełnia idea, nie tylko feministyczna, ale równości i demokracji, co jest szczególnie ważne w Polsce biorąc pod uwagę sytuację społeczno-polityczną.

LUCKY SHIRT Nowa marka Lucky Shirt z kobiecymi haftami na białych koszulach vintage ukradkiem skrada serca i umysły klientek. Czekamy na kolejne interpretacje idei feminizmu!


TRENDY OD GÓRY: Dorota Pawlick a dla Acephala | Lucky Shir t | Michaela Metesova dla Momu | Pozerk i

POZERKI Niedosłownie, ale z pewnością siebie, luzem i radością z życia oraz dystansem do niego. Prowokacyjnie, ale prawdziwie – to właśnie Pozerki!

ACEPHALA Nawiązujące do marszów kobiet w czasach sufrażystek i współczesnego Czarnego Protestu nadruki są elementem najnowszej kolekcji Acephala. Ilustracje przygotowała Dorota Pawlicka, artystka, która tematem feminizmu zajmuje się nie od dziś.

Choć to Chanel była prekursorką ruchów feministycznych w modzie (i wyswobodziła nas z gorsetów), to późniejsze dekady wcale nie były w tej sferze mniej aktywne. Lata 80. i 90. to mocno zarysowana damska sylwetka i kobiety wkraczające na wysokie stanowiska w dużych korporacjach. Popkulturowe girlsbandy ze Spice Girls na czele kształtowały młode pokolenia aktywistek, a Kathleen Hanna z Bikini Kill na każdym koncercie promowała idee równości i zgody między płciami. Nie dziwi więc, że wraz z powrotem mody lat 90. ruch kobiet wzmaga się z podwójną mocą. Dziś najbardziej znanymi twarzami kolejnej fali

feminizmu są nie tylko topmodelki, takie jak Anja Rubik, ale i znane aktorki: Emma Watson i Natalie Portman. W Polsce współczesne silne kobiety kształtują świat mody. Nie tylko przez biznesy nastawione na propagowanie idei różnego pojmowania kobiecości i feminizmu, ale przez własne postawy na co dzień. Przyszłość jest dziś nie tylko manifestem na koszulce, ale głosem pokolenia.

Kasia Kwiecień

73


Deep Space to kolekcja dyplomowa Sandry Stachury, absolwentki Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru SAPU, zaprezentowana na Fashionclash w Maastricht, nagrodzona w czasie i Cracow Fashion Awards. Zdjęcia wykonał Dawid H. Groński, utalentowany absolwent Szkoły Kreatywnej Fotografii w Krakowie. Ubrania i buty zostały ręcznie wykonane z wykorzystaniem niestandardowych materiałów, druku 3D oraz światłowodów. Całość została zamknięta w futurystycznej formie, która nawiązuje do flory oceanu. W kolekcji pojawiają się również paski przeźroczystej folii, zabarwione na fioletowo, połączone w futurystyczne kształty. Uwagę zwraca body, wykonane z hologramowego materiału, na które projektantka naszyła paseczki z umieszczonymi na nich gumo-żyłkami. W wielu projektach wykorzystano podświetlenie światłowodami, które mają przypominać o podmorskiej inspiracji. Przy tworzeniu autorskiego obuwia Sandra Stachura wykorzystała metodę SLS wydruku 3D, dzięki której możliwe było stworzenie fantastycznych tworów łączących modę oraz piękno natury.

Foto: Fashion: Sandra Stachura MUA: Ula Kurowska Model: Vlada Petrenko Scenografia:

74


75


76


77


78


79


80

TRENDY


TRENDY

Moda dla kobiet obalających stereotypy W ŚWIECIE MODY PRZYSZŁOŚĆ TO TERAŹNIEJSZOŚĆ. PRZEWIDYWANIE I KREOWANIE TRENDÓW NA DŁUGO PRZED SEZONEM TO BYĆ ALBO NIE BYĆ KAŻDEGO PROJEKTANTA. Kinga Kasińska, absolwentka SAPU, udowodniła, że nie tylko nie brak jej talentu i kreatywności, ale także umiejętności wybiegania w przyszłość. Jej dyplomowa kolekcja, Martwa natura, inspirowana twórczością Georgesa Braque’a oraz produkcją Olivera Stone’a z lat dziewięćdziesiątych - Urodzeni mordercy, została wielokrotnie doceniona przez środowisko modowe, a jej projekty pojawiły się m.in. w Harper’s Bazaar czy CAKE Magazine. Dzięki odejściu od klasycznej kobiecej sylwetki, zaburzonym proporcjom, takim jak poszerzona linia ramion oraz elementom kamuflażu, Kinga Kasińska łączy kreatywność i innowacyjność z użytkowością (najbardziej pożądane zestawienie w świecie mody), a przede wszystkim pokazuje, że nie boi się wyzwań (kolekcja zawiera również autorskie obuwie, biżuterię oraz torebki). Niekonwencjonalne projekty Kingi to powiew świeżości na polskim rynku modowym, na którym ciągle za mało jest projektantów tworzących dla kobiet obalających stereotypy. Martwa natura pojawiła się w marcu na Cracow Fashion Week i od tamtej pory z przyjemnością obserwuję wzory i cięcia Kingi Kasińskiej widoczne w trendach przyszłych sezonów. Kolekcja niebawem ukaże się w sprzedaży, a ja z niecierpliwością czekam już na kolejną. Aga Rolek stonebeige.net

Zdjęcia: Eliz Roxs Photo Modelki: Kinga Łukasiak, Agata Syfert Stylizacja włosów: Piotrek Piwowar / Jakub Ziemirski Atelier Zrealizowano w: miastologia

81


P R AW O W M O D Z I E

KIEDY MÓWIMY „PRZYSZŁOŚĆ”, MYŚLIMY O NOWYCH TECHNOLOGIACH, URZĄDZENIACH, ŚRODKACH KOMUNIKACJI, TRENDACH. TA „PRZYSZŁOŚĆ” PRZYNIESIE ZMIANY W KAŻDEJ DZIEDZINIE ŻYCIA. A ZATEM TO, CO BĘDZIE MUSIAŁO DOSTOSOWAĆ SIĘ DO ZMIENIAJĄCEJ RZECZYWISTOŚCI TO PRAWO, KTÓRE W TAK SZEROKIM ZAKRESIE REGULUJE NASZE „TU I TERAZ”.

A jak ma się to do prawa mody? Jak w tej dziedzinie możemy zapatrywać się na przyszłość? Czy warto nieco pofantazjować i zastanowić się nad tym, jakie rozwiązania już wkrótce mogą być niezbędne, aby branża fashion nie stanęła w miejscu? EKO, CZYLI CO? Wydaje się, że to czego brakuje na naszym polskim podwórku, to regulacje dotyczące ekologii w modzie. Wiele mówi się o ekologicznych surowcach, tkaninach, w szczególności o bawełnie, ale tak naprawdę, nie mamy pojęcia co kryje się pod kolorową metką ze znaczkiem EKO. Zdecydowanie brakuje tych przepisów, które nie pozwolą wprowadzać konsumentów w błąd. Skoro na puszce Coli podaje się rodzaj substancji słodzących, dlaczego nie miałoby się to tyczyć też swetra z sieciówki, tak aby klienci wiedzieli, czy jest on dosładzany zwykłą bawełną, czy autentycznie ekologiczną? WEGE, WEGA? Coraz częściej też mówi się o fali wegetarianizmu i weganizmu – pytanie czy ma on szansę objąć branżę fashion? O ile, tak jak wiele osób jestem w stanie „przełknąć” fakt (zamierzony kalambur), iż skóra wieprzowa czy wołowa, będąca niejako odpadem po produkcji żywności, jest wykorzystywana do szycia torebek czy butów, tak farmom 82

norek czy szynszyli hodowanych tylko i wyłącznie dla zaspokojenia gustów wielbicielek futra mówię stanowcze NIE, tupiąc nogą odzianą w szpilkę (ze skóry, mea culpa). Czy prawo może więc zakazać wykorzystywania zwierząt tam, gdzie nie jest to konieczne, ponieważ mamy zamienniki? Prawdę mówiąc, już słyszę cichy, wegetariański szept za uchem - „soja”, „tofu”, ale umówmy się, że bardziej potrzebujemy mięsa niż nowej pary butów (tu z kolei narażam się fashionistkom). Skoro jednak już teraz niektórzy producenci eksperymentują z grzybami, które z powodzeniem mogą zastąpić skórę, może kiedyś uda nam się stworzyć prawo zakazujące niektórych praktyk. ZNAK TOWAROWY Co jeszcze mogłoby zmienić się w przyszłości? Wydaje się, że rozwoju potrzebuje prawo znaków towarowych. Fakt, że to co objąć możemy ochroną nie jest ujęte enumeratywnie i kazuistycznie należy poczytywać za zaletę, nie da się jednak ukryć, że w dzisiejszych czasach zbyt często odpowiedzi musimy szukać w orzecznictwie, czy wręcz udawać się do sądu po rozstrzygnięcie. Znakiem towarowym może być dziś układ sklepu, ale z kolei paski Adidasa, jak się niedawno okazało, są niewystarcza-

jąco charakterystyczne. Przyszłość może przynieść nowe rodzaje oznaczeń, których nawet sobie jeszcze dziś nie wyobrażamy, ale które nie będą nadawać się do graficznego przedstawienia, a jednak staną się znakiem rozpoznawczym marki. Wtedy albo przepisy się uelastycznią, albo wiele potencjalnych znaków pozostanie bez możliwości ochrony, co sprzyja nieuczciwej konkurencji, a wręcz do niej zachęca. Prawo jest tak naprawdę przyszłością przemysłu modowego. To ono pozwala zakreślić granice, chroniące przed naruszeniami, kiedy granicą dla niektórych przestaje być zwykła przyzwoitość. Prawo pozwala chronić w modzie zarówno konsumenta jak i projektanta, a dzięki temu – napędzać ten biznes. Jeśli więc w przyszłość branży modowej chcemy patrzeć ze spokojem, za priorytetowe należy chyba uznać dwie kwestie – umożliwienie jak największego rozwoju twórcom, którzy wnoszą wciąż w ten świat coś nowego i stworzenie mechanizmów, które umożliwią sprawne działanie w branży.

Anna Górska-Micorek Pakulski, Kilarski i Wspólnicy Kancelaria Prawna


NIE OD WCZORAJ WIADOMO, ŻE ZMIENIAJĄC SWOJĄ FRYZURĘ MOŻESZ NIE TYLKO CAŁKOWICIE ODMIENIĆ SWÓJ WYGLĄD, ALE I SAMOPOCZUCIE. PIĘKNA, NOWA FRYZURA MOŻE ZNAKOMICIE PODNIEŚĆ POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI, POCZUCIE ATRAKCYJNOŚCI I PIĘKNA. ZADOWOLONE Z  WŁASNEGO WYGLĄDU KOBIETY ODNOSZĄ WIĘKSZE SUKCESY WE WSZYSTKICH DZIEDZINACH SWOJEGO ŻYCIA, AUTOMATYCZNIE PRZYCIĄGAJĄ POWODZENIE DO SIEBIE. DLATEGO WARTO JEST POŚWIĘCIĆ SWÓJ CZAS I SPRÓBOWAĆ ODMIENIĆ WŁASNY WIZERUNEK W TROSCE NIE TYLKO O SWÓJ WYGLĄD, ALE I O DOBRE SAMOPOCZUCIE. Koniec wakacji to idealny czas, kiedy warto pomyśleć o zmianie fryzury - i właśnie w tym miejscu pojawia się pytanie: dlaczego akurat teraz? Dlaczego akurat koniec lata? A dlaczego nie? Z racji zawodu przerobiłam na swojej głowie mnóstwo kolorów i fryzur. Zaczynając od klasycznych brązów, przez odważne

czerwienie, po drodze szalejąc nawet z dredlokami. Jednakże również z autopsji wiem, że czasem trudno jest się odważyć na jakąkolwiek zmianę - nawet jeśli chodzi tylko lub aż o fryzurę. Przypomina mi się etap w moim życiu, kiedy totalnie szukałam swojego miejsca na świecie i bardzo chciałam coś zmienić - cokolwiek. Ponieważ był to czas jeszcze przed moimi eksperymentami z kolorami włosów, pomyślałam, że zacznę właśnie od zmiany fryzury. I tu zaczęły się schody. Bo przecież moje włosy są właściwie okej, i może drastyczna zmiana wcale nie będzie taka dobra, może nie będę się dobrze czuła itd.

udanej kampanii reklamowej, ale nie, to mały krok do wielkich zmian.

Wtedy jak z nieba spadł mi mój znajomy, który jednym zdaniem otworzył mi oczy na moje rozterki... - Jeśli boisz się zmienić fryzurę, to jak chcesz zmienić swoje życie? Prawdopodobnie dla wiele z Was pomyśli sobie, że brzmi jak slogan nie do końca

Nie czekaj, aż będziesz miała powody, by to zrobić. Zrób to teraz, to najlepszy moment.

FRYZURY

#dobra zmiana na Twojej głowie W metamorfozach zwykle nie do końca wiadomo, czy nam się spodobają, wątpliwości będą zawsze, ale minęły już czasy, kiedy musicie się obawiać o kondycję swoich włosów podczas ich rozjaśniania lub wykonywania trwałej (tak! Zapomnijmy o trwałej ondulacji sprzed lat - czyli spalonym pudelku - dziś królują fale i loki), usługa wykonana w profesjonalnym salonie fryzjerskim przez artystę w swojej dziedzinie zapewni Wam kolor idealny bez zniszczonych włosów! Eksperymentować z wyglądem można do woli bez obaw!

Dominika Czartoryska-Dubel fryzjer stylista modelka: @jennygreenteeth

83


URODA

Eliksir młodości naszych czasów Anna Mikosz specjalista kosmetolog

Dlaczego? Śródskórne wstrzyknięcie biologicznie czynnych związków metodą mikronakłuć skóry zapewnia skuteczność i szybkość, a efekty utrzymują się bardzo długo. Wskazaniem do poddania się takiemu zabiegowi jest utrata jędrności lub zwiotczenie skóry. Metoda pobudza metabolizm komórek oraz zwiększa w nich syntezę kolagenu i elastyny. W ten sposób zmarszczki zostają spłycone, a skóra odzyskuje elastyczność i jędrność. Zabieg można stosować nawet w przypadku bardzo cienkiej i delikatnej skóry np. wokół oczu. Główną zaletą mezoterapii jest to, że w krótkim czasie doprowadza do odbudowy kolagenu. Ta właściwość zabiegu sprawia, że stosuje się go również w zwalczaniu poważnych defektów cery, jak np. blizn potrądzikowych,

84

KIEDY ZASTANAWIAM SIĘ, CO MOGĘ DAĆ NAJLEPSZEGO SWOJEJ SKÓRZE, OD RAZU PRZYCHODZI MI DO GŁOWY ZASTRZYK ENERGII, KTÓRY JĄ NAWILŻY, ODŻYWI, POPRAWI KOLORYT I COFNIE OZNAKI PRZEMIJAJĄCEGO CZASU. ODPOWIEDNIO DOBRANE PREPARATY, KOKTAJLE WITAMINOWE, KWAS HIALURONOWY PODANE POPRZEZ INIEKCJĘ - CZYLI MEZOTERAPIĘ IGŁOWĄ - MOŻEMY NAZWAĆ ELIKSIREM MŁODOŚCI NASZYCH CZASÓW.

pourazowych oraz rozstępów w fazie zanikowej. Znajduje zastosowanie również w zapobieganiu wypadania włosów oraz działa na ich wzmocnienie. Jeśli wybierzemy się na zabieg mezoterapii igłowej, powinniśmy zwrócić uwagę na kilka istotnych faktów. Przede wszystkim istotna jest nie tyle technika na jaką się zdecydujemy, ale również sam produkt, który zostanie nam podany do naszej tkanki tłuszczowej. Czas działania substancji aktywnych zawartych w wybranych przez naszego lekarza preparatach uzależniony jest od ich aktywności i składu. W przypadku osób z wyjątkowo niskim progiem wrażliwości na ból stosuje się dodatkowo krem znieczulający. W celu rozprowadzenia składników na całej powierzchni chorego miejsca

po zakończonym zabiegu wykonuje się specjalistyczny masaż mający na celu równomierne rozprowadzenie preparatu. Jedynym niepożądanym skutkiem może okazać się niewielki siniak powstały jeśli igła trafi w naczynko krwionośne czy delikatny obrzęk, który zazwyczaj bardzo szybko zanika. Mezoterapia może stanowić skuteczna metodę likwidacji wielu schorzeń czy defektów kosmetycznych, może działać jako uzupełnienie postępowania w celach profilaktycznych, a nawet przyspieszyć końcowy efekt innych zabiegów np. w walce z otyłością. To jeden z najczęściej stosowanych, dostępnych, bezpiecznych i skutecznych sposobów odmładzania i regeneracji skóry w gabinetach medycyny estetycznej.


Zanieczyszczenie środowiska tj. pyły, smog, spaliny, dym papierosowy czy promieniowanie słoneczne, a także niezdrowe odżywianie przyczyniają się do powstawania wolnych rodników w skórze. Są one jednym z głównych czynników przyspieszających starzenie się skóry. Mogą powodować również choroby dermatologiczne, trądzik, a także przebarwienia. Jak im zapobiegać i sprawić, aby skóra długo zachowała młodość i świeży wygląd? Odpowiedzią jest wodór, pierwiastek skutecznie zwalczający szkodliwe rodniki tlenowe, dzięki czemu skóra na powrót funkcjonuje prawidłowo. JAK PRZEBIEGA ZABIEG HYDROIMPACT? Hydroimpact bazuje na innowacyjnnej technologii oczyszczania skóry wodorem. Zabieg jest całkowicie bezpieczny i można go przeprowadzić zarówno u nastolatków, jak i u dorosłych. ETAPY ZABIEGU: 1. Oczyszczanie - zabieg Hydroimpact rozpoczynamy od oczyszczania skóry wykorzystując strumień wody nasyconej wodorem. 2. Elektroporacja czyli wprowadzanie koktajlu witaminowego dobranego do potrzeb skóry, tak aby ją nawilżyć i dostarczyć niezbędne minerały oraz witaminy.

3. Fale radiowe – poprzez zjawisko podgrzania skóry dochodzi do efektu liftingu i napięcia. Nasza skóra odzyskuje prawidłowy owal twarzy, a zmarszczki zostają wygładzone. Przez połączenie powyższych technologii, Hydroimpact powoduje działanie oczyszczające, odżywcze, ujędrniające i przeciwzmarszczkowe skóry. DLA KOGO JEST PRZEZNACZONY ZABIEG? Z pierwszego etapu zabiegu, to jest oczyszczania, skorzystać może każdy, niezależnie od wieku i płci. Technologia oczyszczania skóry wodorem jest doskonałym rozwiązaniem zarówno dla nastolatków z problemem zaskórników i trądziku, jak i osób dorosłych – kobiet i mężczyzn. Rozbudowana technologia Hydroimpact wykorzystująca falę radiową i zjawisko elektroporacji dedykowana jest dla osób powyżej 25 roku życia jako profilaktyka lub walka z oznakami starzenia.

Skopia Estetic Clinic Sp. z o.o. Kraków, ul. Josepha Conrada 79 tel.: 733 889 177 rejestracja@skopia-ec.pl www.skopia-ec.pl

85


T WA R Z E

Lokal Rynek Główny 6

Lipiec ’17

fot. Jakb Gil

WIĘCEJ NA WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL 86


mysł z y m za pobud

y

Galeria Krakowska, I piętro ul. Pawia 5, 31-154 Kraków tel. 12 628 72 52 restauracja@miyakosushi.pl www.miyakosushi.pl dołącz do nas 87


NEWSY

Wypieki

fot. arch. właścicielki

DLA FACEBOOKA

Swoimi słodkimi wypiekami urzekła m.in. Google’a, Facebooka i Stadion Narodowy, którzy są już jej stałymi klientami. W portfolio ma także tort urodzinowy dla samego Paula McCartneya. Przepis na sukces cukierni Słodki Muffin z Warszawy tkwi w naturalnych składnikach, indywidualnym podejściu do każdego zlecenia i ciepłym uśmiechu właścicielki – Uli Stępniak. Słodki Muffin nie jest zwykłą cukiernią. Nie można do niej wejść, kupić ciastka

z kawą, usiąść i zjeść. Wszystkie słodkości wypiekane są na zamówienie, a koncepcja ich powstania jest wcześniej omawiana z właścicielką. To swego rodzaju warsztat rzemieślniczy, w którym tworzy się autentyczne delicje.

nauczyła mnie babcia Albinka zwana Kuleczką, której od dziecka pomagałam przy wypiekach. Cierpliwie tłumaczyła, dlaczego mieszamy biszkopt ręcznie, a nie mikserem, po co dodajemy sól do ciasta i pokazała jak łączyć różne tekstury i smaki - mówi Ula Stępniak.

Swoją przygodę z wypiekami zaczęła bardzo wcześnie, bo już jako mała dziewczynka. Pasję do pieczenia przekazała jej babcia. -Miałam doskonałą mentorkę, bo wszystkiego

ODLOTOWI

fot. Hilton Garden Inn Krakow Airport Restauracja Latmosphere

szefowie kuchni

4 września Restauracja l’atmosphere w hotelu Hilton Garden Inn Kraków Airport w podkrakowskich Balicach otworzyła swoje progi przed najlepszymi szefami kuchni z południa Polski. Spośród ponad 150 kulinarnych potentatów z Małopolski, Podkarpacia i Śląska wyłonionych została piątka regionalnych zwycięzców Gault&Millau Tour 2017, którzy zaprezentowali swoje popisowe dania. - Wybór naszej restauracji na miejsce tego wydarzenia to kolejne - po umieszczeniu nas w „Żółtym Przewodniku” - wyróżnienie od Gault&Millau. Cieszę się, że właśnie w naszych skromnych progach możemy gościć kulinarną śmietankę z południa Polski. Takie spotkania to zawsze doskonała okazja do wymiany doświadczeń - komentuje Miłosz Kowalski, Szef Kuchni restauracji l’atmosphere w Hilton Garden Inn Kraków Airport.

88

Podczas imprezy organizowanej przez wydawcę słynnego Żółtego Przewodnika Gault&Millau Polska, zostały wręczone regionalne nagrody dla najlepszych szefów w pięciu kategoriach: Szef Kuchni Tradycyjnej, Kobieta Szef, Młody Talent, Szef Jutra i Szef Roku.


Bartosz Ziembaczewski Autor wielu publikacji oraz recenzji ukazujących się na łamach Magazynu Whisky oraz Aqua Vitae. Twórca witryny www.whiskyhome.com.pl pasjonat whisky. Współorganizator Whisky Day Cracow, który odbędzie się 20 maja w Fortach Kleparz w Krakowie. Prowadzi i organizuje degustacje, propaguje kulturę picia whisky, a przede wszystkim uwielbia spędzać czas z kieliszkiem w dłoni.

CAOL ILA Distillers Edi tion

CAOL ILA TO WHISKY, KTÓRA POCHODZI Z WYSPY ISLAY, A DOKŁADNIE Z JEJ WSCHODNIEGO BRZEGU, NIEOPODAL PORT ASKAIG. TYM RAZEM MAMY JEDNAK PRZED SOBĄ LIMITOWANĄ EDYCJĘ CAOL ILA, A DOKŁADNIEJ - DISTILLERS EDITION, KTÓRA LEŻAKOWAŁA POCZĄTKOWO W DĘBOWYCH BECZKACH PO BOURBONIE, A NASTĘPNIE PRZELANA ZOSTAŁA NA OKRES FINISZOWANIA DO BECZEK PO SŁODKIM WINIE MOSCATEL.

Jaki zatem będzie efekt i wpływ beczek na smak dymnego destylatu z wyspy Islay? Zapach: Początkowo delikatnie medyczny - tak jakby ktoś otwarł przed nami starą, skórzaną i wysłużoną

apteczkę. Zaraz po tym delikatny aromat świeżo zgaszonego drewna w kominku zalanego wodą. Wilgoć. Jednak im więcej czasu spędzimy z nosem w kieliszku, a jednocześnie im dłużej damy jej pooddychać, tym bardziej się otworzy przed nami odsłaniając coraz to nowe pokłady słodyczy. W ten sposób odkryjemy cytrusową słodycz, karmel, miód, lukier i marcepan. Do tego wszystkiego świeża skóra oraz dokładnie ten sam zapach, który towarzyszy nam, gdy wejdziemy do kwiaciarni. Smak: Początkowo słodki, cytrusowy i świeży z delikatną miodową nutą, jednak po chwili w ustach mamy do czynienia z eksplozją dymu, smoły i skóry, która prze-

chodzi w pikantny akcent na języku. Biały pieprz, cynamon i mokre drewno. Wytrawny finisz z delikatnie medycznym akcentem i nutą popiołu zmieszanym z miodem. Słodycz i medyczne nuty? Według mnie jak najbardziej współgrają ze sobą tworząc bardzo przyjemną całość. Wasze zdrowie!

Restauracja Restauracja Taco Mexicano Taco Mexicano Kraków , ul. Poselska 20 Kraków , ul. Poselska 20 tel.: 12 421 54 41 tel.: 12 421 54 41 www.tacomexicano.pl www.tacomexicano.pl

MEKSYKAŃSKA MEKSYKAŃSKA LEGENDA LEGENDA WW CENTRUM CENTRUM KRAKOWA.... KRAKOWA.... ZAPRASZAMY DO SPRÓBOWANIA NOWYCH DAŃ IDEALNYCH NA CHŁODNE DNI... ZAPRASZAMY DO SPRÓBOWANIA Choriqueso z salsą blanca o dowolnejNOWYCH ostrości DAŃ IDEALNYCH NA CHŁODNE DNI... Choriqueso z salsą blanca zo kurczakiem dowolnej ostrości Ognisty Fajitas Monterrey i grillowaną papryczką jalapeńo Ognisty Fajitas Monterrey z kurczakiem i grillowaną papryczką jalapeńo A na deser oryginalny meksykański sernik z polewą truskawkowo-pomarańczową A na deser oryginalny meksykański sernik z polewą truskawkowo-pomarańczową

OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU W GODZINACH OD 12 DO 18 ZAPRASZAMY NA HAPPY HOURS! OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU W GODZINACH OD 12 DO 18 ZAPRASZAMY NA HAPPY HOURS!

89


R O Z M O WA

NAJWAŻNIEJSZY JEST SMAK I PRZYJEMNOŚĆ Z NIEGO PŁYNĄCA

W RESTAURACJI BEZ GWIAZDEK NA WARSZAWSKIM POWIŚLU SPRÓBUJEMY DAŃ POCHODZĄCYCH Z RÓŻNYCH REGIONÓW POLSKI W AUTORSKICH INTERPRETACJACH ROBERTA TRZÓPKA I JANA KĘCIKA. MENU DEGUSTACYJNE CO MIESIĄC OBEJMUJE INNY REGION I OPIERA NA NAJLEPSZYCH JEGO PRODUKTACH I DANIACH. SWOBODNA OBSŁUGA I BEZPRETENSJONALNA ATMOSFERA SPRAWIAJĄ, ŻE BEZ GWIAZDEK BLIŻEJ JEST DO NEO BISTRO, CHOĆ SMAK, JAKOŚĆ PRODUKTÓW I KOMPOZYCJE DAŃ SĄ PORÓWNYWALNE Z NAJLEPSZYMI RESTAURACJAMI W MIEŚCIE. Z ROBERTEM TRZÓPKIEM, PIERWSZYM POLAKIEM PRACUJĄCYM W LEGENDARNEJ DUŃSKIEJ NOMIE U RENE REDZEPIEGO I W HISZPAŃSKIEJ EL BULLI U FERRANA ADRII, O PRZYSZŁOŚCI GASTRONOMII, ROZMAWIA BARBARA MADEJ. Z d j ę c i a : w ł a s n o ś ć B e z G w i a z d e k

Czy nazwa, zgodnie ze skojarzeniem, stanowi nawiązanie do popularnego przewodnika kulinarnego, czy po prostu jesteście skromni? - Początkowo mieliśmy pomysł na inną nazwę, ale była tak trudna do zapamiętania, że zmieniliśmy ją na Bez Gwiazdek. Naszym celem było dać do zrozumienia, że to jest miejsce casualowe, że mu tu nie gwiazdorzymy, a po prostu gotujemy. To nie tak, że się z czegoś wyśmiewamy, ale dajemy sygnał, że jest to ciekawe miejsce na luzie, w którym robimy fajne rzeczy. To chwytliwa

90

nazwa, która oczywiście jest niezrozumiała dla obcokrajowców, ale jesteśmy w Polsce, gotujemy z polskich produktów, więc chcieliśmy się nazywać po polsku. Ale doświadczenie z  restauracjami gwiazdkowymi szef ma i to nie byle jakie. Proszę opowiedzieć. - Wydaje mi się, że największą wartością płynącą z pracy za granicą, były dla mnie nowe znajomości i oczywiście doświadczenie. Obecnie wiele można się nauczyć z książek i Internetu, ale ta wiedza stanowi

jedynie ułamek. Techniki trzeba opanować w praktyce, choć wielu próbuje je przyswoić i odtworzyć z różnym skutkiem. Ja najbardziej się cieszę, że poznałem wielu zdolnych szefów, którzy teraz mają swoje nierzadko gwiazdkowe restauracje. To bardzo cenne znajomości. A kulinarnie bliżej Panu do Nomy, czy do El Bulli? - Jeśli chodzi o doświadczenie istotne dla mojej kariery, to najwięcej nauczyłem się w Oxfordzie w Le Manoir aux Quat’ Saisons,


Cebularz (lubelskie) Ziemniaki z kumpiakiem (Podlasie) Modro Kapusta (Śląski)

A o czym jest Wasze menu? - Chcieliśmy pokazać, że w Polsce też są ciekawe potrawy i produkty. Prezentujemy je w formie menu degustacyjnego. Część dań jest naszą interpretacją potraw regionalnych, a część to po prostu produkty sezonowe z danego regionu. Nam też chodzi o to, żeby się skupić na produkcie. Bo z kiepskiego produktu nikt nie zrobi wybitnego dania. A mając dobrą bazę - tak. I to trzeba podkreślać, bo dużo restauracji niepotrzebnie ściąga produkty z końca świata. Ferran Adria zwracał uwagę, że jedyna różnica między dobrą foie gras, a dobrą figą, to cena. Jakościowo nie ma między nimi różnicy. My postawiliśmy w menu głównie na warzywa, także dlatego aby móc je serwować w takiej, a nie innej cenie. Chcemy być fair. Bo jednak 120 zł za 6 dań to dużo i mało zarazem. Część gości uważa, że to niewielka kwota, bo menu degustacyjne „na mieście” zaczyna się od 150 zł i zawiera drogie mięsa lub owoce morza, czyli klasyki, które ludzie chcą kupować. My poszliśmy w drugą stronę i gotujemy rzeczy, które chcemy podawać. I są to głównie warzywa, ale między innymi dlatego, że trwa na nie sezon. Poprzednie menu [zachodniopomorskie] oparte było praktycznie na rybach. Serwowaliśmy turbota, łososia bałtyckiego i belonę. To był duży sukces, bo jednak dużo ludzi nie je mięsa, a z rybami nie ma problemu. Po drugie to były ryby bałtyckie, które mało kto serwuje i wielu gości miało okazję spróbować ich w ogóle po raz pierwszy. Belonę wędziliśmy sami – to nie jest produkt,

którego można spróbować gdzie indziej. To znaczy, śmiejemy się, że już można – co pokazuje, że dużo osób obserwuje co robimy i chce nas naśladować. I to jest moim zdaniem bardzo fajne, że mamy taki duży oddźwięk, bo o to nam również chodziło. Jesteście trendsetterami. - W pewnym sensie. Wykonaliśmy dość ryzykowny ruch, ale chcieliśmy postawić na oryginalność i niskie ceny, żeby pokazać również innym restauratorom, że jednak można. I są już pierwsze lokale, które zaczynają serwować menu degustacyjne w podobnej formule i cenie. Cieszymy się, że takich miejsc serwujących dobre jedzenie za rozsądną kwotę przybywa. Nie traktujemy ich jako konkurencji, bo nie ma drugiej takiej restauracji. Być może się za jakiś czas pojawi, ale nie sądzę żeby ktoś chciał skopiować nasz pomysł jeden do jednego, bo to jest jednak trudne. Uważam, że jest to koncept, z którego promocją śmiało możemy wyjść za granicę i właśnie takie mamy plany. Rozmawiałem z kilkoma dziennikarzami w czasie zamknięcia Nomy i wszyscy byli bardzo zaintrygowani naszym pomysłem na Bez Gwiazdek. Jest potencjał międzynarodowy. To ciężka praca, ale ja zawsze miałem szalone pomysły i praca po 12 – 14 godzin mi nie przeszkadza. Czyli korzystacie tylko z  polskich produktów? - Chyba poza posiłkami dla personelu nie zdarza nam się, aby do menu trafił produkt nie pochodzący z Polski. Nie używamy na przykład cytryny, mamy za to octy swojej produkcji i myślimy nad wykorzystaniem mrówek, które są naturalnie kwaśne. Lokalność, eksponowanie smaku, cena – czy w tę stronę zmierza przyszłość gastronomii? - Wydaje mi się, że światowa gastronomia coraz bardziej się dywersyfikuje. Luksusowe restauracje są i zawsze będą, ale cały ciężar przenosi się na restauracje casualowe. W światowej gastronomii jest trend na tak zwane neo bistro, czyli takie miejsca jak nasze, tworzone przez kucharzy z doświadczeniem. To nierzadko osoby, które wywodzą się ze znanych, drogich restauracji, z których odeszły, by rozwijać swoje własne pomysły, własny

R O Z M O WA

bo serwują tam klasyczną francuską kuchnię, a to bardzo wiele daje. Tam też po raz pierwszy zetknąłem się ze świeżymi przegrzebkami czy z turbotem. Z kolei Noma i El Bulli nauczyły mnie bardziej sposobu myślenia o produktach, niż samych receptur. Noma i cała Skandynawia to minimalizm na talerzu. W tym jedzeniu chodzi głównie o produkt. W El Bulli był on równie ważny, choć mocniej przetworzony, ale jednak zawsze broniący się smakiem. U Ferrana Adrii kucharze bawili się formą, ale bazowali na pamięci smaku - główną myślą było wywołanie skojarzenia ze smakiem produktu lub dania mimo jego nieoczywistej formy.


R O Z M O WA Pomidor z fermentowanym sokiem z truskawek (Opolskie) Cholubcie bielkowskie (Zachodniopomorskie)

styl. Niekoniecznie gotują z najdroższych produktów, ale chcą dać ludziom fajne jedzenie w dobrej cenie. Przy czym my nie bazujemy na 10 gościach, jak w fine diningowych restauracjach, tylko obsługujemy wiele osób, robiąc podobne obroty. Lipiec na przykład nas bardzo mocno zaskoczył – jest duży ruch, którego się nie spodziewaliśmy. To pokazuje, że klienci „kupili” nasz pomysł i ideę. Dla nas to wyzwanie, bo co miesiąc musimy wymyślać nowe menu. Jak się przygotowujecie do konstruowania nowego menu? Robicie jakieś głębsze rozeznanie dotyczące tradycyjnych dań danego regionu? Podchodzicie do tego na luzie, na zasadzie skojarzeń i nawiązań, czy tworzycie dania faktycznie inspirowane tradycyjnymi potrawami? - Różnie. Czasami pytam znajomych. Kilku z nich przygotowało mi listę produktów lub dań, którym warto się przyjrzeć w ich rodzinnym regionie. Korzystamy też z Listy Produktów Regionalnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Mamy także sporo książek o kuchniach regionalnych. Skąd pomysł na taki koncept? - Wpadłem na niego podczas ostatniego pobytu za granicą. Podróżuję do Anglii czy Hiszpanii, żeby poznać ich lokalną kuchnię i produkty. Przecież oni wszyscy robią swoje jedzenie. I po powrocie do kraju najrozsądniejsze wydało mi się rozwijanie rodzimej kuchni i gotowanie z polskich produktów. A wielu restauratorów jednak tego nie robi. I dziwiłem się, że prawie jak na tacy podana jest koncepcja restauracji wraz z menu

w postaci spisu produktów regionalnych i tradycyjnych, a nikt nie wpadł na to, żeby ją zrealizować. Wydaje mi się, że to również trend w światowej gastronomii – topowi szefowie kuchni podróżują, żeby poznać smaki innych kuchni, a finalnie wracają do swojego kraju i na nową odkrywają kuchnię rodzimą. Widać to chociażby w Chef’s Table, większość szefów pokroju Alexa Atali najpierw zachłysnęła się kuchnią zagraniczną, aby potem wrócić do siebie. - Poznałem Alexa Atalę lata temu na pierwszym Mad Symposium - był wtedy na pierwszej fali popularności i miał bardzo dużo pokory. Mówił, że w sześciu pracowali przez 8 lat, żeby ktoś ich zauważył. Atala patrzył na to, co robią kucharze za granicą i jak poszczególne kraje promują się poprzez swoją lokalną kuchnię. I to jest ważny trend. Jest kilka rejonów świata, które wydały konkretne rządowe pieniądze na promocję poprzez kulinaria. Na przykład Skandynawia przeznaczyła na projekt New Nordic Food ponad 3 mln euro w pierwszym roku. Rene Redzepi jest znakomitym szefem kuchni, Claus Meyer, założyciel Nomy, jest świetnym menedżerem, ale restauracja odniosła ogromny sukces w tak krótkim czasie również dzięki wsparciu ze strony projektu New Nordic Food. Kulinaria jako element kultury. - Dokładnie. I właśnie o to chodzi, żeby w Polsce ktoś w końcu zobaczył, że Włochy, Hiszpania czy Skandynawia promują się lokalną kuchnią. A my mamy doskonałe produkty, nieskażone. Rolnicy nie wiedzą co to znaczy „ekologiczne” i „biodynamiczne”, bo oni zawsze tak hodowali. Nigdy nie korzystali z pestycydów, tylko z naturalnych nawozów. A w innych krajach ekologia dopiero się odbudowuje. Rząd mógłby wiele

dobrego zrobić pomagając lokalnym wytwórcom, np. rolnikom czy piekarzom. Wydaje mi się, że coraz większym zainteresowaniem cieszą się też szefowie kuchni, którzy łamią schematy i gotują dania niekoniecznie w oczywisty sposób smaczne, lecz intrygujące. Czy to będzie przyszłość gastronomii? - Nie wiem. Mam do tego takie podejście, że ludzie przychodzą do restauracji z założenia po to, żeby zjeść jedzenie smaczne i dobrze wyglądające. I poza stosunkiem jakości do ceny to są najważniejsze aspekty, na których gościom zależy. Są restauratorzy, którzy serwują ciekawe jedzenie podane awangardowo, które moim zdaniem obroniłoby się, gdyby było smaczne. Jeśli nastawiamy się na doświadczenie, stać nas na to i mamy taki kaprys, to istnieją takie miejsca, niektóre bardzo modne, w których możemy zjeść dania nieoczywiste. Dla mnie najważniejszy jest jednak smak i przyjemność z niego płynąca. Na dobry posiłek składa się ciekawe, dobrze podane jedzenie i atmosfera. Jeśli wykreślimy z tego równania smak, reszta może być niewystarczająca, by gość powrócił. Bo ile razy można pójść do restauracji dla lansu? Fajnie jednak, że takie miejsca istnieją i łamią zasady, ale to jest dość ryzykowny biznes. Zdradzicie menu na kolejne miesiące? - We wrześniu będzie Małopolska, menu mamy już gotowe. W październiku jeszcze nie wiem, ale w listopadzie w menu na pewno będzie gęsina i Kujawsko-Pomorskie. Ludzie ciągle pytają o plany na dalsze miesiące, bo są zainteresowani tym, co można zjeść w danym miejscu. Jest spora grupa gości, która wraca do nas na każde menu. Cenią nas za pokazywanie, że każdy region ma coś do zaoferowania. Rozmawiała Barbara Madej

92


ŚLĄSKA KUCHNIA

S MA K O WA N I E Górnego Śląska

Rolada - BIAŁA GRUBA | fot. Justyna Barańsk a/Agencja PR Pan Pikto

WSZYSCY ZNAMY TĘ OPOWIEŚĆ – JESZCZE KILKA LAT TEMU NA ŚLĄSKU NIE BYŁO, GDZIE ZJEŚĆ, PO CO JECHAĆ I W OGÓLE. NIE CHCIAŁAM TEGO POWTARZAĆ, BO CHYBA KAŻDY Z NAS JUŻ TO SŁYSZAŁ WIELE RAZY. NIEMNIEJ MUSZĘ PRZYZNAĆ, ŻE W TEJ OPOWIEŚCI COŚ JEST. NA SZCZĘŚCIE POWSTAŁO TEŻ WIELE NOWYCH, PYSZNYCH I WCALE NIEZBYT DROGICH MIEJSC. | M A R T A K U D E L S K A

W

eźmy na przykład słynną ulicę Mariacką w Katowicach. Pamiętam ją jeszcze sprzed jakiś 8 lat, gdy jako młode dziewczę, na chwilę przed wyjazdem do Krakowa przemykałam tą wadliwej jakości lokalizacją. Głowę człowiek chował w ramiona i leciał… najlepiej do Złotego Osła – tam można było zawsze zjeść smacznie, dużo i zdrowo.

94

Jednak czasy się zmieniły (choć Osioł pozostał wciąż dobrym miejscem) i wpadając raz na jakiś czas do Katowic muszę przyznać, że przyjemnie tam spędzić kilka dni. Tym razem chciałabym Wam przedstawić miejsca, gdzie warto coś zjeść. Bo na Śląsk warto przyjechać poza sezonem festiwalowym – na spokojnie, bardziej w duchu slow. Pojechać na luzie do Parku Chorzowskie-

go, przejechać się kolejką, zjeść lody (nie czekając na nie w monstrualnej kolejce, która stała się - mam wrażenie - kolejnym wyznacznikiem „fajności” jakiejś lodziarni – nie zawsze słusznie), odwiedzić tak urokliwe miejsca, jak wciąż popularny Giszowiec, Nikiszowiec, czy trudną i wymagającą perełkę w postaci Bytomia. Zatem zapraszam na totalnie subiektywny przewodnik po miejscach, gdzie warto zjeść.


ŚLĄSKA KUCHNIA

BIAŁA GRUBA Mysłowice, ul. Powstańców 1

Niewielkie, urokliwe bistro, gdzie szefem kuchni jest Przemek Błaszczyk. Warto tu wpaść po wizycie w Chorzowskim Parku. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że bistro zyskało już zasłużony status legendarnego. Będąc tam na lunchu, testowaliśmy krem z kiszonych buraków, czarne (na Śląsku nie mogło być inaczej!) risotto z kalmarami, ale także sernik z białą czekoladą. Zresztą desery podają genialne. Mañana serwuję dobrą, prostą i szczerą kuchnię. Znajdziecie tu genialne mięsa, ale także wyśmienite propozycje dla wegetarian. Jeśli chcecie spędzić czas w miłej i nieformalnej atmosferze, to miejsce jest dla Was.

Warto wyjechać poza Katowice i odwiedzić Mysłowice i Białą Grubę, która pojawiła się tam całkiem niedawno. Właśnie to miejsce znalazło się w tegorocznym zestawieniu Newsweeka jako restauracja, którą warto odwiedzić. Chef Piotr Rolnik i sous chef Kuba Skowron wprost szaleją ze smakami. Zjecie tutaj oczywiście dużo czarnego jedzenia, ale także śląskie smakołyki, podane w nietypowej formie. Czy zastanawialiście się kiedyś, jak może smakować hałda? No to kupujcie bilety do Mysłowic i raz dwa! Cieszy mnie to, że karta jest krótka, trochę też pomieszana, bo spotkamy tu śląski hummus i danie z krewetkami, niemniej wgłębiając się w poszczególne propozycję widzimy, że chłopaki mają łeb (i smak!). I co ważne – nie jest tu drogo.

THALI HOUSE, KATOWICE Znajdziecie je w dwóch lokalizacjach: Masala House na Mickiewicza 32 i Thali House by Masala House przy Mariackiej 4.  Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam kuchnię indyjską. Chociaż przyznam nieskromnie, że po opanowaniu w domu do perfekcji przepisu na curry, trudno mi się przekonać czasem do jedzenia tego specyfiku na mieście. No, ale taka rola foodie, że trzeba testować i smakować. Thali House bardzo miło mnie zaskoczył - porcje olbrzymie, świetnie doprawione, pyszne naanach i ten genialny gulasz z bakłażanem. Ceny też wyważone – pobyt i w tym miejscu nie zrujnuje portfela na najbliższy miesiąc.

VEGANKA RESTOBAR Katowice, ul. Batorego 2 Śląska rolada na łobiod w wersji vege brzmi jak oksymoron. Ale jak chyba wszyscy wiemy w kuchni liczy się fantazja i przede wszystkim smak! A tych rzeczy nie można odmówić Vegance. Tradycyjna śląska kuchnia została tu przerobiona na potrzeby wegetarian i wegan. Przyznam, że bardzo lubię ich kaszankę i schabowego. W pierwszej chwili, gdy przeglądałam menu, miałam wrażenie lekkiego misz maszu. Tu pizza, tu śląska kuchnia, tu kimchi, tu jeszcze makaron… Ostatecznie jednak pomyślałam, że skoro dobrze karmią, to się nie czepiam. Chociaż nie ukrywam, że z przyjemnością przyjęłabym wiadomość, że Veganka przerabia na roślinną tradycyjną polską kuchnię.

Zdjęcia (od gór y): Mañana Bistro & Wine Bar (Mañana) | Justyna Barańsk a/Agencja PR Pan Pikto (Biała Gruba) Śląska wegańska rolada, fot. Veganka Restrobar | Thali House by Masala House

MAÑANA BISTRO & WINE BAR Chorzów, ul. Wolności 15

95


NA KONIEC

#

Pochwała ciszy Gdy myślę o przyszłości, martwię się tylko o jedno: swoje uszy. Pół życia w słuchawkach, drugie pół w muzyce, na ciszę we śnie teoretycznie nic nie zostaje, choć na szczęście cuda się zdarzają. Uszy pracują non stop, pomagają zawodowo, by potem nieść przyjemność z odkrywania nowych dźwięków. Chyba że dźwięki dochodzą mimo ich woli.

HAREL Krytyk mody, autorka bloga HARELBLOG.PL

O ciszy pomyślałam któregoś wakacyjnego dnia, gdy zatrzymaliśmy się z moim mężem w jakiejś mieścinie w Pirenejach, zaraz za francuską granicą. Widoki boskie, a jakże. Powietrze przejrzyste i pachnące, mimo bliskości autostrady. Dla czterech psich łap, które podróżowały z nami, raj na ziemi. Jeśli wyobrażacie sobie, że towarzyszył nam śpiew ptaków i szum drzew, nic bardziej błędnego. Z głośników ukrytych gdzieś pod dachem pięknego skądinąd sklepowego budynku, nie sączyły się, nie płynęły, ale łupały rytmy wakacyjnych hitów o natężeniu tak mocnym, że ciężko było pozbierać myśli. Po co muzyka tam? I dlaczego właśnie taka? Czy czemuś służy? Ma uprzyjemniać czas? A może jako muzycy jesteśmy na nią szczególnie wyczuleni? Swego czasu sporo mi zajęło odkrycie, dlaczego nie znoszę tzw. galerii handlowych. Co pomogło? Cisza. Awaria systemu nagłośnieniowego sprawiła, że poczułam się jakoś inaczej, komfortowo, spokojnie. Brak muzyki wyrównał mi oddech i pozbierał myśli. Raz jedyny nie zapomniałam, po co przyszłam, a w dodatku nie wyszłam z niczym niepotrzebnym. No to już raczej jasne, dlaczego łupie i tam, z każdego sklepu co innego, kontrapunktując wątpliwie ze ścieżką ogólną puszczoną wzdłuż długich korytarzy. Że istnieją różne

96

chwyty zachęcające do zakupów i to niekoniecznie uczciwie, wiemy od lat. Że mimo to się wciąż na nie nabieramy, wiedzą z pewnością nasze chude portfele. My jednak wpadamy tam tylko na chwilę. Co mają powiedzieć ludzie pracujący długie godziny przy dźwiękach, których wcale nie lubią? Chyba że lubią, ale są-

Muzyka gra wszędzie. W restauracjach, na stacjach benzynowych, na ulicach, w windach i na basenach. Szum morskich fal na plaży? Może w styczniu.

dząc po kilku rozmowach przeprowadzonych z pracownikami sklepów, raczej wchodzi w grę opcja pierwsza. Muzyka gra wszędzie. W restauracjach, na stacjach benzynowych, na ulicach, w windach i na basenach. Szum morskich fal na plaży? Może w styczniu. Nawet gdy udajesz się tam, gdzie król chodzi piechotą, możesz być pewien odpowiedniej (lub całkowicie nieodpowiedniej) ilustracji muzycznej. Podczas zawodów

sportowych – szczęśliwi tenisiści, którzy mogą prowadzić rozgrywki w ciszy, ale niech no tylko usiądą na przerwę. Łup, łup, łup. Lecą hity, żeby przypadkiem nie zrobiło się niezręcznie. Nie przeczę, istnieje sporo sytuacji, w których muzyka jest niezbędna. Ale spróbujcie zrobić eksperyment i w ciągu dnia znaleźć takie miejsce, w którym nic by nie grało. Dochodzę do wniosku, że w naszych czasach jednym z największych luksusów jest cisza. Zaraz obok bycia „offline” z własnej woli. Zresztą te dwie rzeczy się łączą. Bo ciszę może zakłócać nie tylko muzyka. Co z tymi wszystkimi powiadomieniami najróżniejszych aplikacji, które dbają, żebyśmy ani na moment nie zapomnieli o ich istnieniu? Ding! Wiadomość! Dong! Przeszedłeś tysiąc kroków. Ding! Twoje zdjęcie polubiło już dziesięć osób. Dong! Czy chcesz ocenić kawiarnię, obok której właśnie przechodziłeś? I znów mam idealistyczną wizję miejsc, w których cisza będzie odgrywać główną rolę, byśmy mogli skupić się na: jedzeniu, pisaniu, myśleniu, a nawet zwyczajnym oderwaniu od wszystkiego (niepotrzebne skreślić). A teraz muszę kończyć, bo dostałam dwa smsy, dziesięć dzwonków z messengera i pięć maili.


/


Loewe bild 4.55 Wszechstronny telewizor OLED.

55 calowy telewizor OLED 12.990 PLN

Największy wybór Loewe w Polsce: Art Cinema Warszawa, ul. Bracka 11/13 | tel. 22 400 90 48 | warszawa@artcinema.pl Kraków, ul. Zakopiańska 153 |

tel. 12 255 43 28 | info@artcinema.pl www.artcinema.pl

lounge | No 94 | 09 '17  

The FUTURE IS NOW Issue. Wysokiej jakości magazyn lifestyle'owy. Bezcenny. High quality lifestyle magazine. Priceless.

Advertisement