Page 1

bezcenny

69

#

LOUNGE MAGAZYN | NR 69 | MARZEC 2015

ISSN 1899-1262

WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL


poczuj klimat!


montaż

serwis

nadzór systemów klimatyzacji i wentylacji

ASCOKLIMA

TO DYNAMICZNIE ROZWIJAJĄCA SIĘ FIRMA W BRANŻY KLIMATYZACYJNEJ. ZAJMUJEMY SIĘ SYSTEMAMI KLIMATYZACJI, MONTAŻEM, SERWISEM ORAZ NADZOREM URZĄDZEŃ KLIMATYZACYJNYCH I WENTYLACYJNYCH. INSTALACJE WYKONUJEMY ZARÓWNO W POJEDYNCZYCH POMIESZCZENIACH JAK I W KILKU CZY KILKUDZIESIĘCIU POMIESZCZENIACH W UKŁADZIE CENTRALNYM (NP. BUDYNKI MIESZKALNE, USŁUGOWE ITP.) OFEROWANE PRZEZ NAS PRODUKTY POSIADAJĄ CERTYFIKATY ORAZ WYMAGANE ATESTY HIGIENICZNE, DZIĘKI CZEMU JESTEŚMY W STANIE W PEŁNI SPROSTAĆ I ZAPEWNIĆ NASZYM KLIENTOM SZEROKI ASORTYMENT PRODUKTÓW. W TROSCE O KLIENTA DOBIERAMY SYSTEMY KLIMATYZACJI I WENTYLACJI DO INDYWIDUALNYCH POTRZEB I MOŻLIWOŚCI TECHNICZNYCH. JESTEŚMY SPRAWNIE DZIAŁAJĄCĄ FIRMĄ Z SIEDZIBĄ W WARSZAWIE, ALE DZIAŁAMY NA TERENIE CAŁEGO KRAJU.


W

łaściwie może powinniśmy tu postawić znak zapytania – bowiem o tym, czy plastikowy kicz ma w sobie cokolwiek fantastycznego, debatujemy właściwie przez co najmniej pół tego numeru. Ale z pewnością fantastyczny bywa – tak jest choćby w przypadku nierozerwalnego scenicznego małżeństwa popu i kolorowego przerysowania, serwowanego na każdym kroku przez gwiazdy i aspirujące gwiazdeczki – wciąż przecież pokutuje przekonanie, że okraszany odpowiednią dozą kontrowersji bywa niezawodnym przepisem na sukces. Fenomen zgłębiamy w tekstach „Pop-kicz” i „Techno-moda”, a na marginesie dodam, że ilość zdań, w których przewinęła się Lady Gaga jednoznacznie wskazuje na to, że królowa opanowanego do perfekcji plasticu-fantasticu jest, w rzeczy samej, tylko jedna!

Kochamy również kicz w wersji filmowej, mianowicie wszystkie te superszczęśliwe i hipersłodkie happy endy, jakkolwiek wypaczałyby nasze wizje przyszłości/mężczyzn/ romansów – bywają przecież takie chwile, kiedy nic nie podnosi na duchu bardziej, niż Meg Ryan w ramionach Toma Hanksa (odsyłam do lektury „Maratonu happy endów”). Słodkości jest w tym numerze zresztą jeszcze więcej – specjalnie dla Was opracowaliśmy np. subiektywny przewodnik po najbardziej urokliwych knajpkach serwujących najlepsze ciastka w kraju („Słodkie, słodsze, najsłodsze”). O przedawkowanie różowego plastiku w zasadzie też jest nietrudno, więc jeśli już zacznie Was nieco mdlić od nadmiaru lukru, którym hojnie polaliśmy niniejszy numer – polecam przeczytać parę fantastycznych wywiadów

(Włodek Pawlik opowiada nam na przykład o tym, jak Nagroda Grammy zmieniła jego życie), artykuł o krzepiącej sile „Silver Tsunami”, które wynosi na piedestał świata mody i kultury wyjątkowe osobowości mające trzydziestkę już dawno za sobą; czy jak zwykle przezabawny felieton Adriana Suszczyńskiego, tym razem obnażający absurdalną specyfikę korporacyjnej nowomowy. A, i pamiętajcie – wiosna za pasem Kochani i wszystko wskazuje na to, że dominującym trendem tego sezonu jest... naturalność. We wszystkich odsłonach i okolicznościach.

NATALIA CZEKAJ REDAKTOR PROWADZĄCA

WSPÓŁPRACA: Agnieszka Bień, Karolina Ciochoń, Ada Cybulska, Anna Irsa, Olivia Kłusek, Aleksandra Kosarska, Ada Palka, Ewa M. Pawłowska, Adrian Suszczyński, Michał Sztorc, Malwa Wolska, Michał Zębik

REDAKCJA:

redaktor naczelny / reklama

reklama

Agnieszka Sochacka agnieszka.sochacka@loungemagazyn.pl

grafika / skład

redaktor działu Kultura

Filip Łyszczek

Natalia Czekaj

filip@loungemagazyn.pl

natalia.czekaj@loungemagazyn.pl

redaktor działu Moda

Monika Gąsiorek-Mosiołek

ILUSTRACJE (za wyjątkiem tej oczywistej): Magdalena Żmijowska www.magdalenawolan.pl

Wydawca: MEDIA LOUNGE S.C. Redakcja Lounge Magazyn ul. Romanowicza 4/536, Kraków info@loungemagazyn.pl | tel. (12) 633 77 33

zdjęcia ROBERT BEDNARCZYK stylizacja MONIKA GĄSIOREK-MOSIOŁEK asystentki stylistki - ADA CYBULSKA i AGNIESZKA BIEŃ makijaż ANIA ROKOSZ włosy DOMINIKA CZARTORYSKA modelka WIKTOR LEŚNIAK

monika@loungemagazyn.pl

6

redaktor działu Kulinaria

dział Literówek i błedów

Agnieszka Majksner

Żulian

agnieszka.majksner@loungemagazyn.pl

chochlik@loungemagazyn.pl

Poglądy zawarte w artykułach i felietonach vosobistymi przekonaniami ich autorów i nie zawsze pokrywają się z przekonaniami redakcji Lounge. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów i zdjęć bez zgody redakcji jest niezgodne z prawem.


jednym zdaniem

MIAŁO BYĆ ASAPEM, ALE JAK ZWYKLE MIAŁEM FAKAP, POZA TYM DEDLAJNY* JUŻ MNIE NIE JARAJĄ, CO DO HEDLAJNA, TO MÓGŁBYM GO STOSOWAĆ W NIEJEDNYM Z MOICH POCZYNAŃ PRAWIE LITERACKICH**, CÓŻ POWIEDZIEĆ, NOŁBADYS PERFEKT (CHOCIAŻ NIESKROMNIE UWAŻAM, ŻE NIEWIELE MI BRAKUJE), MAJĄC W PAMIĘCI FELIETON POPEŁNIONY Z OKAZJI LUTOWEGO WYDANIA POSTANOWIŁEM TYM RAZEM „PRZEGIĄĆ” W DRUGĄ STRONĘ,

ADRIAN SUSZCZYŃSKI absolwent Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ, gdy nie pisze jednym zdaniem, jest „prawie” przykładnym ojcem i mężem, chyba, że akurat siedzi w pracy w Agencji Reklamowej lub rozbija się po lesie na rowerze.

8

będzie więc trochę współczesnej nowomowy, która zawitała do ofisów, zwłaszcza tych korpo, gdzie w HaeRach (bo Działy Kadr to były za komuny tera mamy HaeRy), Klajent Serwisach i innych ajti łorkują timliderzy, menadżerowie, riserczerzy, dizajnerzy, helpdeski, wspomnieni już HaeRowcy, ajti gaje (ajti gaja woła się w chwili kiedy nie można porozumieć się z hardłerem i/lub softłerem i nie działają żadne komendy, zwłaszcza moja ulubiona, czyli „KANSEL SIĘ K#^%A!!!!!”), oraz różni inni; nikt już nie idzie na spotkanie tylko na apojtment albo internal, żeby brejnstormować o brifach, aspiracyjnych brendach, kortargetach, tajmingach i jaka jest bigajdija na tego kejsa, potem trzeba staskować timy, wyznaczyć dedlajny, a jak ktoś ma słaby performens, to trzeba go wyałtować; posiłki spożywa się w czasie lanczbrejków, w łikendowe wieczory idzie się na biforka, potem poklabbingować, a jak ktoś jeszcze ma pałera to wbija na aftera; następnego dnia wypada strzelić sobie enerdżidrinka, iść na dżoging, pilates albo krosfit i zrobić sobie słitfocię - ofkors instagramem zhasztagować i zszerować na fejsie, żeby być w intaczu, post jest lajkowany, dzięki czemu będzie miał wysoki rejting, zwłaszcza jak będzie miał junik kontent i dużo szerów na tajmlajnach, więc może się okazać, że warto by było założyć blogaska, no bo jak wysoki rejting jest to może znajdzie się sponsor, który chce być w soszjal midjach i będzie można go zczardżować za prodakt plejsment, zostać hipsterem i się lansować w knajpach - najbardziej hipsterskie są takie, w których zamiast stolików i krzeseł używa się palet; szczytem lansu w walentynki było oczywiście pójście do kina na film o twarzach niejakiego Greja, który stał się hitem polskich boksofisów, co jak się okazało (a przynajmniej tak słyszałem od tych, którzy film widzieli) było absolutnym mistrzostwem marketingu, bo film (podobno, nie wiem, nie widziałem) jest kiepski, ale to pewnie opinie hejterów, którzy nie mają filingu i są przekonani, że BDSM, to nazwa brytyjskiego banku; a skoro już jesteśmy przy kinie, to nie mogę nie wspomnieć o Oskarze zdobytym przez film Ida (który obejrzałem); nie jestem krytykiem filmowym, chociaż może mógłbym być, na szczęście mam dość umiarkowany Syndrom Hołdysa, czyli nie znam się, więc tym razem się powstrzymam i nie wypowiem, bo mam miksed filings, więc na razie onholduję, a jak w moim skedżułalu będę miał więcej tajmu to zinwestyguję ten iszu i wygeneruję jakiś kontent, ale muszę jeszcze zrobić risercz, bo mam niewystarczający insajt, więc to jeszcze jest TBC, ale tak FYI na pewno nie będzie EOB/EOD, nie mam klu o co kaman, więc zforłorduję kilka mejli i poczekam na fidbek; btw mejli, zacząłem się zastanawiać czym zajmuje się teraz poczta, oprócz wysyłania oczywiście spamu, rachunków za prąd, gaz itp., chociaż od tego też się odchodzi, bo rachunki można dostać również na mejla i jeszcze jakiś diskałnt za elektronik inwojss (na przykład od telekomu i pewnie mają impresiw kost kating na printach i saplajerach jak nie wysendują iluś tam set tysiącom, a może nawet milionom end juzerów hardkopi bilów); jeśli chodzi o wezwania do sądu itp., to poczta straciła monopol na rzecz innych firm, więc zostają im jeszcze krismas kardy i holidej

gritingi, których też wysyłamy coraz mniej, bo w sumie po co, flajtuję do destynacji, trzasnę słit focię fołnem i szeruję w soszjal midjach, zamiast wysyłać kartki do rodziny, czy znajomych wystarczy zsetingować ficzery na tajmlajnie i voilà; na poczcie też chyba się zorientowali, że mają iszu z klajentami, bo jak ostatnio byłem w urzędzie (w sumie nie wiem z jakiego powodu nazywane są jeszcze urzędami, skoro Poczta składa się z kilku spółek z zoo albo esa, czyli jest firmą świadcząca usługi), to miałem niezły suprajz, bo jest tam szwarc, mydło i powidło, można też wykupić inszurans, a nawet zsetapować konto bankowe; ridżektuje mnie ta wszechogarniająca fala plastiku (produkowanego w jakichś zupełnie niewiarygodnych ilościach w Państwie Środka, w dodatku miliony wytwarzających go ludzi dostaje za to mniej niż miskę ryżu), obojętne czy jest to na poczcie, w markecie, supermarkecie, hipermarkecie, czy wiejskim lub osiedlowym sklepie wielobranżowym (korpoludek taki sklep pewnie by nazwał multitasking szop), kupujemy tonami to badziewie, bo tanie, a jak się zepsuje, to kupujemy następne, no bo tanie, ludzkość (zwłaszcza wschodnia) przestała wytwarzać rzeczy coraz lepsze, na rzecz rzeczy coraz tańszych, które kupuje ludzkość (zwłaszcza zachodnia), która prawie nic nie wytwarza, bo za drogo wychodzi, rolnikom opłaca się hodować bydło, czy sadzić warzywa i owoce jak im do nich dopłaci Unia, która jednocześnie ogranicza ilość żywności, którą rolnik może wytworzyć, bo jak jej wytworzy za dużo, to zapłaci karę, zawsze mi się wydawało, że w krajach demokratycznych rynkiem rządzi prawo podaży i popytu, czyli reguluje się sam, na tym mniej więcej polega kapitalizm; wracając do żywności, to coraz bardziej zaczyna być plastikowa, zapewne z powodu ton chemii i modyfikacji genetycznych; pomidorami zakupionymi w markecie w sezonie zimowym można spokojnie przybijać gwoździe, a w smaku przypominają tekturę (fala B); oprócz plastikowych warzyw są też plastikowe twarze, coraz częściej oglądając w tiwi celebrytów, którzy są w wieku średnim, a nawet emerytalnym zauważam, że w ogóle nie mają zmarszczek, a rysy twarzy są dość „umowne”, niektóre panie tak się ponaciągały, że uszy spotykają się im na potylicy, co gorsze zauważyłem, że również płeć brzydka coraz częściej bywa u chirurgów plastycznych (klasę samą dla siebie są panowie Berlusconi, Putin i nasz rodzimy, dobrze wyglądający po czterdziestce, Krzysztof ), więc tak sobie myślę, że mamy jakiś difekt i chyba się zczelendżuje, żeby częściej pisać listy analogowe apdejtujące moich femli-end-frends, żeby epistoła nie była zlistowana na losty, a w moim lajfie nie było mis oportjuniti kropka. ADRIAN A.S.A.P. SUSZCZYŃSKI VON FORWARD Komenty, apdejty i hejty: adrian.suszczynski@gmail.com * Celowo, a nawet z premedytacją wyrazy obce piszę fonetycznie. ** A przynajmniej kilka takich opinii dotarło do mnie po publikacji w numerze lutowym.


otwarcia

BEAUTY CONCEPT – MARKA STWORZONA PRZEZ KOBIETY Beauty Concept to profesjonalna i nowoczesna sieć salonów kosmetycznych, w której klienci znajdą kompleksową ofertę z zakresu manicure-pedicure, pielęgnacji twarzy i ciała czy zabiegów na urządzeniach hi-tech – a wszystko z wykorzystaniem produktów

Samuel Becket

światowych liderów pielęgnacji, takich jak Opi, Essie czy Ericson Labaratories. Od 14 lutego z dobrodziejstw marki mogą skorzystać także krakowianki – nowy salon otwarty został w samym centrum miasta, przy ul. Nadwiślańskiej 9. Już teraz wiemy,

że nie była to nasza ostatnia wizyta – chętnie wrócimy, by przy filiżance pachnącej kawy i dźwiękach odprężającej muzyki oddać się w ręce najlepszych specjalistów, którzy zadbają o doskonałej jakości zabiegi, zachowując przy tym najwyższe standardy obsługi. I od razu poczujemy się piękniej.

Szczęśliwe Dni

Inscenizacja i reżyseria: Krzysztof Jasiński

Zapraszają:

Krakowski Teatr Scena STU (12) 422 27 44, organizacja.widowni@scenastu.com.pl ...bo jakość ma znaczenie

www.scenastu.com.pl

/TeatrSTU

teatr_stu


31-018 KRAKÓW, ul. św. Jana 14, tel: (12) 421 71 04 00-061 WARSZAWA, ul. Marszałkowska 140, tel: 795 029 829 e-mail: galeria@mleczko.pl sklep.mleczko.pl

www.mleczko.pl


polecamy

Dziennikarskie szlify zdobywała m.in. we „Wprost”, „Glam­ our” i „Piana Magazine”. W redakcji „Lounge” odpowiada za (te najbardziej i najmniej) kulturalne teksty, drobne poprawki, uspokajanie redaktora naczelnego i wysyłanie pogróżek niepo­ kornym współpracownikom na dzień przed końcem składu. Prywatnie znana jako wielka fanka muzyki filmowej, słodyczy, poradników buddyjskich, koncertów rockowych, filmów Woody'ego Allena i dobrej zabawy – zawsze i wszędzie!

NATALIA CZEKAJ

12

TYM RAZEM BIORĘ POD LUPĘ MARCOWE WYSTAWY – WARTO PRZESPACEROWAĆ SIĘ W NAJBLIŻSZYM CZASIE PO KILKU MUZEACH, DZIEJE SIĘ TU BOWIEM DUUUŻO CIEKAWEGO. Ostatnio na przykład dość spontanicznie zaglądnęłam do MOCAK-u, z którego wyszłam po paru dobrych godzinach mocno oszołomiona. Niezwykle mocnym akcentem jest tu tym razem wystawa twórczości OMERA FASTA, w skład której wchodzą cztery instalacje wideo: Wszystko, co się wznosi, musi się zbiec (2013), Ciągłość (2012), Najlepsze jest 1500 metrów (2011) oraz Wyglądać pięknie dla Boga (2008). Artysta w niekonwencjonalny sposób opowiada o śmierci, wojnie, seksie – łamiąc przy tym pewnego rodzaju tabu, prowokując, wywołując skrajne emocje. Sceny z zakładu pogrzebowego mieszają się tu z radosnymi obrazkami dzieci na planie reklamy telewizyjnej; przysłuchujemy się wyznaniom żołnierzy, na których ogromnym piętnem odcisnęła się wojna w Afganistanie; pojawiają się tu również wielominutowe sekwencje seksu w studiu filmów pornograficznych zderzone z szarą codziennością i samotnością aktorów. Wspólnym mianownikiem bohaterów Fasta jest jedno – każdy z nich doświadczył sytuacji ekstremalnej, każdy jest mocno przez życie okaleczony i poszukuje w nim jednocześnie „normalności”. Motywem, który artysta z wręcz masochistyczną przyjemnością powiela w każdym z filmów, jest dość smutna i brutalna operacja człowieka na sobie samym. Reżyser jest antropologicznym

obserwatorem, operującym bardzo silną formą przekazu – efekt jest na tyle gorzki i poruszający, że na długo zostaje w pamięci.

Na marginesie dodam, że drugą z wystaw prezentowanych aktualnie w MOCAK-u jest Logiczna emocja. Współczesna sztuka japońska, będąca próbą przedstawienia jej w różnych kontekstach oraz określenia decydujących wyróżników jej estetyki. Mamy tym samym okazję zgłębić twórczość trzynastu czołowych japońskich artystów operujących fotografią, malarstwem, rysunkiem, mangą, rzeźbą, instalacją, wideo, ceramiką czy plakatem – na pewno warto!

Interesujące słuchy docierają również o wystawach w Warszawie. Jeśli po 20 marca będę w stolicy, z przyjemnością zajrzę do Leica Gallery na Nailing Love WOJTKA WIETESKI – jednego z czołowych polskich fotografów, który od lat zachwyca swoim konceptualnym podejściem do rzeczywistości. Artysta błądzi po obrzeżach fotografii i niezmiennie poszukuje nowych form wyrazu, skupiając się przede wszystkim na relacji między obrazem ruchomym a przedmiotami. Ekspozycja intryguje także formą – składa się m.in. z płukarki archiwalnej z dwunastoma fotografiami, które w trakcie ponad miesięcznego procesu ulegną degradacji zamiast archiwizacji, a obok stykówki pojawia się tu fototapeta. Najlepszą zachętą są słowa

kuratora Adama Mazura: - Ta wystawa jest momentem zwrotnym i nie można powiedzieć, że w tym projekcie poje­ dyncze zdjęcie coś mówi o świecie czy o widzeniu Wieteski. Zdjęcia mówią najwięcej o autorze – nie mają sensu w oderwaniu od siebie, a mają sens jako narracja starannie tworzona miesiącami. [Artysta] odwołuje się do Marcela Prousta, Francisco Goyi, tra­ westuje Rembrandta. Szuka w swoim archiwum, umieszcza w sposób precy­ zyjny m.in. zdjęcia swojego syna obok zdjęć antycznej figurki i szuka między tym wszystkim połączeń.

Będąc w Warszawie na pewno warto wpaść także do Muzeum Sztuki Współczesnej na wystawę ANDRZEJ WRÓBLEWSKI: Recto / Verso. 19481949, 1956–1957, która fantastycznie obrazuje dwa etapy twórczości artysty, skupiając się jednocześnie przede wszystkim na jego licznych obrazach dwustronnych, które często prezentują zupełnie sprzeczne wybory artystyczne: po jednej stronie płótna artysta malował na przykład obrazy abstrakcyjne, po drugiej decydował się na twardy realizm w manierze socrealistycznej – i w ten osobliwy sposób odpowiadał na złożoność nowej rzeczywistości. Na wystawie mamy okazję przyjrzeć się pierwszym dokonaniom malarskim Wróblewskiego i pracom, które ewoluowały po okresie wojny i dobrowolnego podporządkowania się wytycznym stalinowskiego socrealizmu, kiedy to artysta próbował określić swoją sztukę na nowo, zarówno pod względem tematu jak i formy. W doskonały sposób obrazuje ona jednocześnie rozdarcie pomiędzy politycznym zaangażowaniem a artystycznym eksperymentem. Polecam!


felieton

dopasuje“. I zgłupiałam przez moment. Serio, to nie humoreska. Stwierdziłam już odpowiedzialnie, że ilość „ja“ we mnie zdecydowanie przekracza jeden. Jak dotąd poznałam cztery „mnie“. Ale podejrzewam nieśmiało, że jest nas więcej. Więc jak ja mam, do cholery, określić, co to znaczy „być sobą“? To jak cztery diametralnie różne nuty, które winny w finale dostroić się w harmonicznym dźwięku. Czasem strzelą gola do tej samej bramki, fakt, ale wielokrotnie też rzępolą i zawodzą bez zmiłowania. Można to nazwać „muzyką

ZASKOCZYŁA MNIE TA MYŚL JAK ŻOŁNIERZA W PIELESZACH PRZED DECYDUJĄCĄ BITWĄ. ZDAWAŁO MI SIĘ, ŻE NIE POTRAFIĘ DO CNA PRZYPRAWIĆ SIĘ O ZDZIWIENIE, ZWŁASZCZA W REWIRACH PRZEWROTNYCH MYŚLI, POJAWIAJĄCYCH SIĘ NIEPRZEWIDZIANIE I Z IMPETEM SŁONIA W SKŁADZIE PORCELANY. Taka konsternacja prywatnego mistycyzmu, schwytana między wyciskaniem porannego soku a myciem zębów, niepasującą do precyzyjnej rutyny, zbyt górnolotna, na boga. A jednak. Nigdy nie cwaniacz przed lustrem – przypomniałam sobie ad hoc, bo człowiek, któremu tak bacznie się przypatrujesz kilka razy dziennie, nie zawsze jest tym, za kogo się podaje. Bo było nas cztery „ono“. A sprowokowała te intelektualne medytacje sytuacja dość banalna, ulotna wręcz, dałoby radę ją z premedytacją pominąć. A zatem gdzieś kiedyś jakoś i po coś (uzupełnij wedle uznania) rzuciła mi się w oczy new age’owska afirmacja o treści: „bądź sobą, a świat się

14

eksperymentalną“, lecz nie słódźmy sobie – wewnętrzne tarcia naszych „ja“ w danej chwili to osobiste wojny na śmierć i życie. Nawet niewiadomo, którego słuchać – głośniejszego czy bardziej zdeterminowanego. Istny bajzel. No, sam zobacz. Któreś „ono“ chyba i w tobie drąży korytarze. Jedno z nas, znane jako to „najporządniejsze“ z całego towarzystwa, to inkarnacja profesjonalisty Co by o nim nie wspomnieć, to zawsze dociera na czas, wyrabia się w terminach, dotrzyma danego słowa. W obliczu ckliwych wyznań i zawiłych tłumaczeń czuje się niezręcznie, stawia na konret, fakty, optymalne rozwiązania, dokończone zdania i zadania, słowa przystające do rzeczywistości. Precyzyjne jak „sie masz“, aż do zazdrości. Zdaje się być chłodne od wewnątrz, nieelastyczne, nader mechaniczne. Gdyby jutra miało nie być, jego ostatnie zdanie brzmiałoby: „tak wiele zrobiłem“. Zaraz obok, filuternie podśmiechuje się z tego „najporządniejszego“ to „ono-dziecko-niespo-

żyta-energia“. Bawić się, tany-tany, wiwat i na pochybel! Nie ma granic, końców, krawędzi i tych innych ustawionych z góry bzdetów. Czas jest dziś a miejsce tutaj. Nie myśli za daleko, bo wtedy nie wlazłoby tumanowato na drzewo, nie spadłoby by z niego w hańbie i nie zapamiętało tych dwóch sekund lotu jak dwudziestu dwóch, więc i nie odkryłoby namacalnie, że czas jest pojęciem względnym. Ryzykuje, testuje, eksperymentuje, bada, przeciąga strunę, drażni się, rewiduje limity. Nie idźmy za daleko – to inflantylny imperatyw, a nie przemyślana strategia pozyskania wiedzy. Lecz, o zgrozo, działa przynosząc najwspanialszy materiał na późnoemerytalne anegdoty. Gdyby jutro miało go nie spotkać, niewykluczone, że powiedziałoby: „tak wiele mnie spotkało“. Trochę irytuje się tym całym wywodem o dwóch pozostałych trzecie „ono“ – „cielesny-byt-fizyczny“. Z krwi i kości, sterowany ciśnieniem, temperaturą, hormonami, poziomem minerałów i witamin, zawartością tlenu, funkcyjnością lub dysfunkcją. Krzyczy w niebogłosy, że nie może sprawnie podejmować decyzji, orzekać, dywagować, tworzyć, jeśli nie ma wody, jedzenia, snu i ruchu. O, tak, zdarza mu się po generalsku, mało subtelnie przejmować kontrolę i grać pierwsze skrzypce tak długo, aż doprowadzi do równowagi pomiędzy całą zgrają. Parszywy egoista, bezlitosny i prostolinijny. Zawsze wie, co robi i najczęściej ma rację, ku zmartwieniu pozostałych, bo nikt nie lubi się mylić. Skubany, nie głupi, a z pozoru taki nieociosany. Z ostatním oddechem odrzekłby: „tak wiele mnie dotnęło“. Tej całej szopce w milczeniu i skupieniu przygląda się czwarty nieborak – ono „duchowe“. Taki trochę szarak, bo małomówny jest, nieśmiały trochę, niepopularny. Bywa w swych osądach mocno niezdecydowany – wszyscy mu tu cyframi i faktami rzucają na stół, imputują, że brednie kreuje i resztę do nich spirytualnie namawia, a on ma swoje odczucia, których niczym poprzeć nie umie, choć wie, że z natury swej słuszne. Głupio, lecz czasem poddaje się presji kolegów „onów“, bo może jednak większość w dobrym zmierza kierunku, a on jeden tylko „fiu-bździu“ ma w głowie. On wiedziałby, kiedy koniec nadejdzie, i pod nosem, niesłyszalnie dla nikogo wymamrotałby: „tak wiele czułem“. I bądź tu „sobą“. Lepiej, naturalniej i zdrowiej brzmiałoby „sob-iami“. Nie istniałyby konflikty. Te wewnętrzne i te niby zewnętrzne. Dobranoc, zgrajo. Ciesze się, że jesteście.


kalendarium

WARSZAWA

14.03.15 KRAKÓW

15.03.15

ASAF AVIDAN GOLD SHADOW TOUR Chociaż szeroka publiczność zna go przede wszystkim z przeboju One Day, Asaf wydaje już drugi solowy album, który będzie promował w ramach Gold Shadow Tour, podczas koncertów w Krakowie i Warszawie. Izraelski wokalista i multiinstrumentalista w swoich utworach łączy elementy folku, bluesa i rocka. W Gold Shadow rezygnuje z klubowego bitu na rzecz gitary, kuszącego akordeonu i łagodnego wokalu. Odchodzi od kreowanego przez media wizerunku. Sam nie był zachwycony remiksem, który przyniósł mu popularność. Nowy album jest zdecydowanie bardziej melancholijny. Wysoki głos i drażniąca barwa to sposób na wykrzyczenie emocji, które tym razem stanowią intymne wyznanie. Płyta jest efektem rozpoczętej w 2014 roku trasy Back to Basics, dzięki której Avidan wraca do swoich muzycznych korzeni. 14.03 – Warszawa, Stodoła | 15.03 – Kraków, Studio

zdj. materiały promocyjne

DOROTA PORĘBSKA DO NOT DISTURB

6.03 - 10.04

Dorota Poręb­ska two­rzy foto­gra­fie, które  są nośni­kiem zmy­sło­wo­ści i  wraż­li­ wo­ści. Odbior­com ofia­ro­wuje radość pole­ga­jącą  na obco­wa­niu z  kobie­cym pięk­nem, potrak­to­wa­nym jak pach­ nący pre­zent niespodzianka. Artystka w życiu uwiel­bia męż­czyzn ale przed obiek­ty­wem woli kobiety, bo to one, ich ciało i wnę­trze pocią­gają za sobą tajem­nice, pożą­da­nie i  kokieteryjność. Seria  Do not disturb ma pobu­dzać wyobraź­nię, przy­po­mi­nać o  ukry­tych pra­gnie­niach i doda­wać odwagi by po nie się­gać. Tym razem zaglą­damy do budu­aro­wego i fry­wol­nego kobie­cego świata, peł­nego zapa­chów, koro­nek i ponęt­no­ści. Po cichu i z pew­nego dystansu nawią­zu­jemy romans z boha­ter­ kami tych zdjęć, nie prze­szka­dza­jąc im, pod­glą­damy je jakby przez dziurkę od klucza. Na wysta­wie nie zoba­czymy jed­nak zdjęć zupeł­nie nagich kobiet, bo jak sama artystka mówi:  - Nagość zabija ero­ tyzm. Chcę dać tym dziew­czy­nom tro­chę tajem­nicy, ale także tym, któ­rzy na nie patrzą. Wszel­kie odkry­cie jest twórczością.” Zdję­cia będą wysta­wione na sprzedaż. Wystawa połą­czona będzie z pre­mierą nowej serii biżu­te­rii jagg. stwo­rzo­nej spe­cjal­nie dla  rab­bi­thole  ART  ROOM.  od 6.03 do 10.04 w rabbithole ART ROOM, Warszawa

GDAŃSK

20.03

16

WARSZAWA

MELODIE POLSKO-FLAMANDZKIE Organizowany przez Polską Filharmonię Bałtycką im. F. Chopina i Fundację Bieleckiart wyjątkowy koncert polsko-flamandzki odbędzie się w ramach Tygodnia Flamandzkiego trwającego w Gdańsku od 14 do 22 marca. Obok utworów autorstwa współczesnych kompozytorów belgijskich, usłyszymy Cztery pieśni flamandzkie Arthura De Greefa. Największym smaczkiem tego koncertu wydają się jednak być kompozycje polskie - Polonez, Wojciecha Kilara oraz światowe prawykonanie utworu Janusza Bieleckiego Miniatury taneczne. 20.03, Filharmonia Bałtycka w Gdańsku


GDYNIA

16.03

PIASKOWNICA DLA DOROSŁYCH

www.crmk.pl

Piaskownica to dramat o spotkaniu dwojga ludzi, którzy się znakomicie rozumieją, a nie do końca są w stanie porozumieć. Nie jest to historia o przedszkolakach, choć dzieje się w piaskownicy. - Chciałem zdemaskować, zdjąć patetyczność z tematu związ­ ków uczuciowych między ludźmi. Dorośli też są, doświadczając miłości, nie tylko dramatyczni, ale i śmieszni, bezradni, bliscy w reakcjach dzieciom z piaskownicy – tłumaczy pisarz, Michał Walczak. 16.03, Centrum Kultury w Gdyni

KRAKÓW

21.03

DIVERSE NIGHT OF THE JUMPS: MISTRZOSTWA ŚWIATA FMX Diverse NIGHT of the JUMPs zagości tym razem w najnowocześniejszej i największej hali w Polsce, w której z ponad 2 tysięcy ton ziemi powstanie ogromny tor do Freestyle Motocrossu z sekcją supercrossową. Otwarta w 2014 roku Kraków Arena do tej pory gościła jedną imprezę w randze Mistrzostw Świata. Możemy być pewni, że czeka wydarzenie sportowe najwyższej rangi połączone ze spektakularnym show. Wirtuozi lotów na motocyklach po raz kolejny wrócą do Polski w prawdziwie mistrzowskim wydaniu. Reprezentanci między innymi USA, Australii, Francji, Niemiec, Hiszpanii oraz oczywiście Polski powalczą o punkty do klasyfikacji generalnej oraz serca widzów w Kraków Arenie. Sama rywalizacja w konkursie Freestyle to jednak nie wszystko. Podczas Diverse NIGHT of the JUMPs widzowie mają okazję na bezpośrednie spotkanie z zawodnikami podczas Pit Party, a dodatkowe konkursy, w których między innymi zawodnicy będą próbowali pobić rekord świata w skoku wzwyż dostarczą dodatkowej ekstremalnej dawki wrażeń. Ponadto, organizator już teraz zapowiada, że to nie koniec atrakcji... Kraków Arena, 21.03 Oficjalna strona Mistrzostw Świata Night of the Jumps:  www.nightofthejumps.com Oficjalny profil na Facebooku:  facebook.com/NIGHToftheJUMPs

Physiotherapy - Fizjoterapia w stomatologii - Rehabilitacja ortopedyczna i neurologiczna - Leczenie zespołów bólowych kręgosłupa - Temporomandibular functional disturbances - Dysfunkcji czaszkowo-żuchwowych

Orthopaedics - Konsultacje Ortopedyczne - USG narządu ruchu (dorośli i dzieci)

Vascular - Diagnostyka i leczenie chorób naczyń krwionośnych - Zabiegi operacyjne w zakresie tętnic i żył - USG naczyniowe - Skleroterapia

Laser-Therapy - Laser Nd-Yag usuwanie teleangiektazji (pajączki czerwone i niebieskie) - Laser CO2 - Fotoodmładzanie, blizny, blizny potrądzikowe - IPL + RF - Leczenie trądziku różowatego, przebarwień, zmian naczyniowych

tel. +48 600 009 009 mail: info@crmk.pl


muzyka

ROK TEMU SAM NIE PRZYPUSZCZAŁ, ŻE PO OTRZYMANIU NAGRODY GRAMMY ZA PŁYTĘ „NIGHT IN CALISIA” JEGO JAZZOWE NAGRANIA WSTRZĄSNĄ RYNKIEM MUZYCZNYM W POLSCE I ZAGRANICĄ. TUŻ PRZED WYSTĘPEM NA NAJWIĘKSZYM FESTIWALU JAZZOWYM W POLSCE - LOTOS JAZZ FESTIWAL BIELSKA ZADYMKA JAZZOWA W GALERII SFERA, WŁODEK PAWLIK OPOWIEDZIAŁ NAM, CZY MOŻNA PRZEWIDZIEĆ POPULARNOŚĆ, DLACZEGO SZTUKA JEST NIESPRAWIEDLIWA I JAK FIRMA STEINWAY&SONS, ZAJMUJĄCA SIĘ RĘCZNĄ PRODUKCJĄ FORTEPIANÓW, WPŁYNĘŁA NA BRZMIENIE JEGO NAJNOWSZEJ PŁYTY. Nie mogłabym od tego pytania nie zacząć, choć nie jestem pewna, czy Pan nie jest tym tematem już nieco zmęczony. A mianowicie - Grammy. Przypomniało mi się, co Wisława Szymborska mówiła o swoim literackim Noblu, a dokładniej o tym, jak nie mogła go znaleźć, bo włożyła do którejś szuflady. Jestem ciekawa, gdzie stoi Pana statuetka Grammy? - Moja statuetka nie zmieściłaby się w szufladzie (śmiech). Jest w opancerzonej gablocie w Muzeum Instrumentów w Poznaniu, dostępna dla wszystkich zwiedzających. Zainteresowanie moją wygraną doprowadziła do tego, że dyrekcja wspomnianego muzeum zaproponowała mi właśnie taką formę prezentacji. Uważam, że jest to godne miejsce, najlepsze z możliwych. Statuetka jest bardzo

18

piękna, ciężka i w sumie kosztowna... Cieszę się, że wszyscy mogą ją obejrzeć. Minął rok od tego wydarzenia, co się zmieniło? - Można powiedzieć, że jest to lawinowe zainteresowanie moją muzyką i mną samym, nie tylko na polskim i europejskim rynku, ale także w Japonii i Stanach Zjednoczonych, gdzie wręczono mi tę prestiżową nagrodę. Ma ona ogromną siłę rażenia, z czego wcześniej nie zdawałem sobie sprawy. Już nie dziwię się artystom – głównie amerykańskim, którzy podkreślają w swoich życiorysach fakt jej otrzymania. To bardzo podnosi rozpoznawalność, wpływa na komercyjną stronę życia muzyka – przekłada się na ilość koncertów i zamówień.

W jednym z wywiadów powiedział Pan: Grammy jest zwieńczeniem podejścia do życia: głodno, chłodno, ale swobodno. Czy nie jest tak, że powoli takie podejście staje się mitem? W obecnych czasach, kiedy istnieje tyle możliwości promocji, współpracy z zagranicznymi artystami, pozyskiwania środków na promocję? - Odpowiadając na to pytanie, mogę mówić tylko o sobie. Uważam, że nie jest to mit. To rzeczywistość osób, które zajmują się kulturą i sztuką. Oglądamy gwiazdy, zachwycamy apanażami, bogactwem, ale zapominamy, że to przywilej mikropromila artystów na całym świecie. Reszta naprawdę nie ma lekko. Sztuka jest bardzo niesprawiedliwa i nie można do końca przewidzieć tego, kto zyska popularność, a ile osób potencjalnie lepiej


muzyka

wyedukowanych i bardziej utalentowanych przejdzie bez echa. Są to dla mnie nadal zdumiewające procesy, sam się czasem dziwię patrząc na siebie. Cytat, który Pani przywołała muszę trochę poprawić po Grammy – może już nie tak głodno, nie tak chłodno, ale cały czas będzie swobodno. Jeśli chcę być artystą wolnym od pokus przywłaszczania sobie dóbr materialnych za wszelką cenę, to muszę mieć tę swobodę. Pieniądze są przy okazji. Tym bardziej się cieszę, że ludzie chcą słuchać mojej muzyki. To się jakoś samo dzieje. Wydaję płyty, gram koncerty i skoro dostaję Grammy, to nie dlatego, że mam coś do powiedzenia na temat swojej muzyki, tylko dlatego, że słuchacze przyjmują ją z całym sercem i mówią: tak, to jest super, fajnie się tego słucha. Po otrzymaniu Grammy Pana album znalazł się na 2. miejscu zestawienia najlepiej sprzedających się płyt w naszym kraju, co jest o tyle zdumiewające, że muzyka jaką Pan wykonuje, nie jest skierowana do szerokiego grona odbiorców. Jazz jest uważany za muzykę trudniejszą w odbiorze, zaliczany przez wielu do tzw. muzyki poważnej. - To zależy, kto tę muzykę komponuje. Jeśli jest nieprzystępna, to znaczy że jest z nią jakiś problem. Nigdy nie komponowałem z założeniem, że będzie nieprzystępna, wręcz odwrotnie. Tworzę dla ludzi, choć oczywiście zakładam, że nie są to przaśne piosenki disco polo. Nie chciałbym odbierać szerszej publiczności prawa do obcowania z muzyką bardziej wyrafinowaną, co nie musi stać w sprzeczności z popularnością. Tworzę muzykę dla wszystkich, być może dlatego znajduje się ona w czołówce sprzedaży, niezależnie od kontekstu gatunkowego. Choć o gustach się nie dyskutuje, chciałabym zapytać czy Pana zdaniem na gust można wpłynąć edukacją? - Oczywiście, że tak. Jestem z pokolenia, gdzie edukacja muzyczna na szczeblu podstawowym stała na bardzo wysokim poziomie. Nie było młodego człowieka, który nie zetknąłby się z wielką spuścizną muzyczną, abstrahując od tego, czy był później muzykiem. Zresztą za czasów PRL-u, do którego tak niechętnie wracamy, konkursy Chopinowskie transmitowane były w telewizji i radiu – jako ważne polskie święto muzyczne. Tak samo z Jazz Jamboree – wielkie imprezy jazzowe w Warszawie docierały do najodleglejszych zakątków Polski, dzięki czemu jazz cieszył się wtedy olbrzymią publicznością. Obecnie media inaczej do tego podchodzą, są w większości komercyjne, chcą po prostu bardzo szybko zarobić, ze szkodą dla bar-

dziej wyrafinowanych form kultury, w tym muzycznej. Cofnijmy się na chwilę w czasie. Jak wspomina Pan swoje dzieciństwo i okres dorastania? Muzyki nie da się oszukać, musiał Pan dużo ćwiczyć, nie buntował się Pan? - Dzieciństwo, choć może nie to wczesne, było w moim przypadku okresem decydującym. W wieku 13-14 lat, a więc pod koniec szkoły podstawowej, podjąłem dojrzałą decyzję, że chcę być muzykiem zawodowym. Miałem już za sobą ośmioletnią edukację muzyczną pod okiem profesora od fortepianu. Moi rodzice byli zawodowymi muzykami, więc urodziłem się i wychowałem w muzycznej rodzinie. Można wręcz powiedzieć, że muzykę wyssałem z mlekiem matki. To było moje naturalne otoczenie – chodziłem na koncerty, wyjeżdżałem z rodzicami, kiedy koncertowali, towarzyszyłem im na próbach. Mam nawet takie zdjęcie, na którym miałem 5 lat. Oczywiście nie poznaję się na nim, choć czasem mam wrażenie, że od tamtej pory właściwie nic się nie zmieniło (śmiech)! Nóżki nie dosięgają mi do podłogi, ale siedzę i gram swój pierwszy koncert na fortepianie. Wyjechał Pan do Hamburga na kolejne studia. Jak wspomina Pan okres studiów i pobyt zagranicą? - Najpierw muszę wspomnieć o studiach w Warszawie, na Akademii Muzycznej w klasie fortepianu u profesor Barbary Hesse-Bukowskiej – wielkiej, legendarnej pianistki. W Hamburgu kończyłem studia podyplomowe na wydziale jazzu w Hochschule fur Musik. W sumie spędziłem tam prawie 7 lat, najpierw studiując, a później wykonując jazz. Byłem bardzo związany z tamtejszym środowiskiem muzycznym, właściwie to wtedy wszedłem w krwioobieg europejskiej sceny jazzowej. Były to lata 80. i 90. - okres mojej młodości. Sam wyjazd do Hamburga był podyktowany raczej koniecznością niż wyborem. Ciężkie lata w Polsce sprawiły, że wiele osób podejmowało takie strasznie trudne decyzje o wyjeździe. Jako artysta muzyk z dyplomem Akademii naprawdę nie miałbym co robić w naszym kraju, w tamtych czasach. Stąd moje studia w Hamburgu nazwałbym po części emigracją. Był to piękny okres, ale zawsze będę to podkreślał, że połowę serca miałem w Polsce. Dlatego tez wróciłem – mam w sobie jakiś archetyp polskości. Chyba aktualnie prowadzi Pan wykłady z improwizacji na Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina. Jakie znaczenia ma improwizacja w muzyce i w życiu? - No tak, właściwie jestem improwizatorem (śmiech). Jednak gdybym chciał przełożyć

improwizację muzyczną na życie, to byłoby raczej nieciekawie. Życie wymaga ode mnie większej staranności, systematyczności i racjonalizmu. Posiadłem umiejętność dobrego gospodarowania czasem, co jest związane z ogromną ilością koncertów i zamówień kompozytorskich. Abym mógł to wszystko zrealizować, muszę twardo stąpać po ziemi. Zobowiązania, które podejmuję to odpowiedzialność i pilnowanie terminów. W radzeniu sobie z tym pomaga mi przychylność mojej żony, bliskich i przyjaciół. Zdaję sobie sprawę z tego, że na scenie mogę być wulkanem emocji, ale schodząc z niej staram się być do bólu systematycznym, wypełniającym swoje obowiązki biurokratą. Będąc kompozytorem jest Pan w pracy pewnie 24 godziny na dobę. Co lubi Pan najbardziej w swojej pracy? - Grać, grać! Uwielbiam kontakt z publicznością. To jest szczęście, coś najwspanialszego, czego mogę oczekiwać od życia. Wychodzę do ludzi, ale nie przekonuję ich do niczego. Po prostu siadam do instrumentu i przez godzinę lub dwie oddajemy się wspólnym, dobrym emocjom. Im dłużej żyję, tym nabieram większego przekonania, że jest to najdoskonalsza forma komunikacji. Byłoby cudownie, gdybyśmy spędzali całe życie na koncertach.

19


muzyka

„A POTEM ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE”... ILE FILMÓW Z TAKIM ZAKOŃCZENIEM ZDARZYŁO WAM SIĘ OBEJRZEĆ? JUŻ OD DZIECIŃSTWA DISNEY’OWSKIE BAJKI PRZEKONUJĄ NAS, ŻE DOBRO ZAWSZE ZWYCIĘŻY, KAŻDA KRÓLEWNA ZNAJDZIE SWOJEGO KSIĘCIA, A ZŁO ZOSTANIE UKARANE. Klasyczne hollywoodzkie produkcje zjadły i wypluły motyw szczęśliwego zakończenia do tego stopnia, że romantyczne komedie stały się banalnie przewidywalne czy momentami wręcz męczące. Trzeba jednak przyznać, że chociaż kojarzą nam się z kiczem – większość z nas kocha happy endy, a filmy z ich wykorzystaniem zwykle są gwarantowanym sukcesem. Dziś przypominamy te, które szczególnie zapadły nam w pamięć – wzruszają, krzepią i bawią za każdym, kiedy do nich wracamy.

Mówi się, że za każdym sukcesem mężczyzny stoi mądra kobieta... - Jest mądra, ładna, dowcipna i to wszystko na raz (śmiech)! Mam dużo szczęścia, bo rzeczywiście świetnie się uzupełniamy. Mamy podobne cechy charakteru, które nam pomagają – nie patrzymy w przeszłość na to, co potencjalnie może odrzeć życie z pięknych, budujących elementów. Przemy do przodu i niezależnie od okoliczności wspólnie wyznaczamy sobie cele i staramy się je realizować. Te nasze cele sprowadzają się oczywiście do tworzenia, bo jesteśmy nie tylko małżeństwem, ale i firmą, wydawnictwem płytowym. Większość naszych ostatnich produkcji jest naszym wspólnym dziełem. Moja żona znakomicie nad tym panuje, jest również świetnie rozeznana w rynku muzycznym. Dzięki temu wszystkiemu jesteśmy osobami niezależnymi – pracujemy bardzo ciężko, ale nasz wysiłek nie idzie na marne. Bywa, że jest nam trudno, ale życie to także pokonywaniem przeszkód. W naszym przypadku z naciskiem na pokonywanie. Jakie ma Pan plany zawodowe na najbliższą przyszłość? - Trafiła Pani w samo sedno! Dzisiaj w nocy nagrywaliśmy z Trio materiał na moją nową płytę, typowo jazzową. Nowy repertuar, kompozycje, nowe podejście do mojego muzycznego sposobu wyrażania się w muzyce jazzowej. Jesteśmy po dwóch dniach bardzo kreatywnych, ciekawych nagrań w warszawskim studiu. Czeka nas jeszcze jedna sesja i myślę, że na przełomie marca i kwietnia płyta powinna ujrzeć światło dzienne. Muszę podkreślić, że będzie to wyjątkowa produkcja, gdyż dzięki uprzejmości firmy Steinway&Sons mogłem skorzystać z unikalnego fortepianu, limitowanej edycji Arabesque. Na świecie jest ich zaledwie 50 sztuk! Instrument brzmi pięknie, jest bardzo designerski i nieziemsko drogi... Będzie to jedyne w swoim rodzaju nagranie!

20

„PRETTY WOMAN” (1990) Kultowa komedia romantyczna i sztampowy przykład zakończenia, którego jesteśmy pewni od samego początku filmu. Dwójka bohaterów, z dwóch skrajnie różnych światów, którzy pozornie nie mają szans na to, aby się spotkać, których dzieli tak wiele, że nie mogą być razem, oczywiście się w sobie zakochuje. Vivian – urocza prostytutka grana przez Julię Roberts i Edward – bogaty gentleman, w którego rolę wcielił się Richard Gere tworzą bajkową parę, która ku zaskoczeniu wszystkich w finałowej scenie wpada sobie w ramiona.

„BEZSENNOŚĆ W SEATTLE” (1993) Sam jest młodym wdowcem. Pewnego wieczoru jego syn dzwoni do radia, opowiada historię ojca i informuje słuchaczy, że bardzo chciałby, aby jego tata znalazł sobie nową kobietę. Po tym zdarzeniu setki poruszonych kobiet zaczynają wysyłać listy do Sama, w którego wcielił się Tom Hanks. Jest wśród nich także grana przez cudowną Meg Ryan, zaręczona i pełna wątpliwości Annie. „Zbieg okoliczności” doprowadza do romantycznego spotkania w walentynki, na szczycie Empire State Building, miłość po raz kolejny triumfuje, a cała reszta to już hollywoodzka magia. Podobnie jak i w nie mniej uroczym filmie „Masz wiadomość”, w którym pięć lat później Hanks i Ryan ponownie wcielili się w


film

ALEKSANDRA KOSARSKA

parę zakochanych, przechodząc jednocześnie do historii jako jeden z najlepiej dobranych duetów dużego ekranu.

się od pierwszego wejrzenia w swojej pracownicy, a potem szuka jej pukając od drzwi do drzwi. Między parą aktorów porno zaczyna rodzić się uczucie – tak jak i między pisarzem i sprzątaczką, których przed miłością powstrzymuje początkowo bariera językowa. Przy całym kiczowatym zarysie fabuły film jest naprawdę ciekawy, pełen uszczypliwego humoru i zabawnych sytuacji. Inaczej nawet największy fan nie zniósłby dziesięciu happy endów naraz! Bo nawet kiedy film wydaje się przewidywalny do bólu, prawdziwą sztuką jest niezanudzenie odbiorcy od momentu przedstawienia bohaterów, do sceny, w której okazuje się, że będą żyli długo i szczęśliwie – ku masowej radości wszystkich widzów.

„DZIENNIK BRIDGET JONES” (2001) Historia samotnej dziennikarki po trzydziestce, z paroma nadprogramowymi kilogramami, słabością do słodyczy i rodzicami zawiedzionymi jej stanem cywilnym. Zaczyna się słabo, ale w krainie snów każdy ma szansę na odmianę złego losu. Dla Bridget, po latach raczej nieodpowiedniego lokowania uczuć (ah ten Daniel Cleaver), „wybawieniem” okazuje się ostatecznie Pan Darcy – szarmancki prawnik, który mimo ciągłego przebywania w towarzystwie inteligentnych asystentek o urodzie modelek, zakochuje się właśnie w niej – lekko zagubionej, ale pełnej swoistego uroku. A co potem? Garść miłosnych perypetii, zabawnych kompromitacji głównej bohaterki i finałowy pocałunek wśród płatków śniegu.

„PAMIĘTNIK” (2004) Ekranizacja bestsellerowej powieści Nicholasa Sparksa – mistrza wyciskających łzy zakończeń – tym razem serwuje nam miłość aż po grób. To smutna historia mężczyzny, który czyta chorej na demencję ukochanej pamiętnik, aby przywrócić wspomnienia ich dawnego uczucia. Wszystkie warunki potrzebne do stworzenia happy endu spełnione: ciążka choroba, długie rozstanie, wzruszający powrót. Film pełen jest melodramatycznych zrywów i zwrotów akcji, ale ostatecznie... kobieta przypomina sobie o tym, co łączyło ją z mężczyzną i zasypiają w swoich objęciach. Jesteście zaskoczeni?

„TO WŁAŚNIE MIŁOŚĆ” (2003) Absolutnym majstersztykiem w dziedzinie cukierkowych zakończeń jest film „To właśnie miłość”, który zgromadził plejadę gwiazd, a który przedstawia nie jedną, ale dziesięć romantycznych historii, które (a jakże!) w bardziej lub mniej spektakularny sposób kończą się szczęśliwie. Czego jednak spodziewać się po filmie, którego akcja toczy się w święta?Premier kraju zakochuje

21


miejsca

OD KUCHNI Do Gdyni nie wypada wpadać tylko na chwilę, ale do Chwili Moment jak najbardziej. To nowa koncepcja kulinarna, w której mamy zatrzymać się, wyciszyć i rozkoszować się atmosferą paryskiej kawiarenki. Nasze podniebienie raczyć możemy tu domowymi wypiekami oraz daniami z grilla. Miejsce stworzone do relaksu, odpoczynku i złapania oddechu. Nie tylko dla leniuchów! A jak połączyć polską piekarnię z włoską kawiarnią? Przepis na to znaleźli właściciele gdyńskiej restauracji Ogniem i Piecem. Obok tradycyjnego polskiego chleba znajdziemy tu

22

pizzę, obok sernika i drożdżówki – tiramisu, a obok kanapki z kiełbasą – focaccię. Prawdziwe królestwo włosko-polskich specjałów, w dodatku działające zgodnie z zasadą ,,Klient nasz Pan”! O tym, jak niebywałe sztuczki potrafią robić szefowie kuchni, na pewno możemy przekonać się w mieszczącej jedynie (ale czy to wada?) trzydzieści pięć osób restauracji Sztuczka w Gdyni. Nowatorska i kreatywna kuchnia Rafała Wałęsy rozpieszcza absolutnie każdy ze zmysłów, zgodnie z zasadami slow food. A wszystko to w otoczeniu nowoczesnego designu, w ukryciu miejskiego parkingu, z dala od zgiełku.

Jack’s Bar & Restaurant Gdynia to wyjątkowa knajpka, położona w samym sercu gdyńskiego Orłowa, przy skrzyżowaniu prowadzącym na molo. Nietrudno domyśleć się, kto (i co) jest jej patronem, do czego zresztą nawiązu-


miejsca

m.in. prawdziwej hiszpańskiej szynki Serrano i wielu innych oryginalnych smaków, a dodając do tego graną na żywo latynoską muzykę otrzymacie duet idealny. Przenieśmy się teraz do Gdańska. Tutaj czeka na nas Metamorfozie – restauracja serwująca dania kuchni autorskiej, łączącej inspiracje wielu kuchni świata i rozmaite techniki gotowania. Miejsce to zaskakuje niecodziennymi rozwiązaniami, których często możemy się nawet nie spodziewać (co powiecie na dorsza z bezą suszoną z węglem, kiełbasą wołowo-wieprzową i lejkowcami?).

je amerykański wystrój wnętrza. Nie brakuje tu więc wyśmienitych steków (Jack’s House Special) czy burgerów z najwyższej jakości mięsa. W menu króluje kilkanaście rodzajów whisky z całego świata. Pozostając w klimacie, a raczej w smaku steków, w poszukiwaniu wyjątkowej wołowiny Wagyu warto wybrać się do sopockiej Delmonico Cut Steakhouse. Mięso pochodzi z własnej, ekologicznej hodowli, a wszystkie potrawy znajdujące się w karcie podawane są z sezonowymi dodatkami. Zdecydowanie propozycja dla wielbicieli tego, co ekologiczne! W sopockim kurorcie warto wybrać się również do miejsc kultowych, jak chociażby

Błękitny Pudel. Od blisko dwudziestu lat ta znajdująca się w samym centrum „Monciaka” restauracja (i pub) przyciąga nie tylko turystów. A wszystko to za sprawą prawdziwie artystycznego wnętrza, klimatycznej muzyki i tradycyjnej polskiej kuchni. Wyróżnienie od tygodnika Newsweek Polska za najlepszy wystrój i nastrój (2004 r.) w pełni zasłużone! Będąc nieopodal Pudla na pewno warto wpaść także do lokalu Śliwka w Kompot, nowego miejsca na kulinarnej mapie Trójmiasta. W ciągu dnia to zwyczajna restauracja z kelnerami, wieczorem zamienia się w pub z kuchnią oraz muzyką graną przez didżeja w weekendy. Pomimo swojsko brzmiącej nazwy, w karcie znajdziemy przede wszystkim dania kuchni amerykańskiej i włoskiej. Do późnego wieczora można zamawiać dania główne i przystawki, a pizza serwowana jest nawet do godziny 5.00 rano. Doskonała opcja dla imprezowiczów! Pomimo świetnej kuchni największą sławę przyniosła jej groszkówka (alkohol z purée gruszkowym z ziołami). Sopocka restauracja Tapas de Rucola w Sopocie łączy formę tradycyjnego hiszpańskiego tapas-baru z kuchnią z najdalszych zakątków świata. Spróbujecie tu

Neighbour’s Kitchen to z kolei miejsce w Mieście Naptuna, w którym możesz zjeść, napić się i spędzić miło czas z przyjaciółmi poznając swojego sąsiada. Taka przynajmniej jest jego idea. To typowe przytulne bistro z menu składającym się z sezonowych i świeżych produktów. Śniadanie zjemy tu od godziny 7:30. Miło jest się tu rozsiąść na miękkich poduchach, przy dużym oknie, z którego roztacza się przepiękny widok.

ZAPRASZAMY DO ZABAWY Industrialnie, z powiewem wiatru historii i odnowy – tak jest w Stoczni Gdańskiej. W hali 90B, w 3-kondygnacyjnym obiekcie, objęty zakazem wyburzenia znajduje się nie tylko Galeria Alternativa o pow. 3000 mkw, ale także Klub B90. Odbywają się tu koncerty (wykonawców muzyki alternatywnej, rockowej, metalowej, punkowej) oraz słynne już afterparty. Panuje tu eklektyzm łączący duże industrialne wnętrza z ciepłymi dodatkami z różnych epok, jak chociażby kanapy z orientalnymi obiciami, czy detale graficzne na ścianach. Łącznie bawić się tu może 2 tysiące osób. Dodatkowy atut – świetne nagłośnienie! Pamiętacie legendy miejskie o czarnej wołdze, porywającej niewinne dzieci? Sopocka Czarna Wołga, bar nawiązujący nazwą i wystrojem do lat lat PRL-u budzi zdecydowanie bardziej pozytywne skojarzenia. Polskie piwa regionalne (60 gatunków!), piwo na wagę, autorskie drinki, wydarzenia sportowe na dużym

23


miejsca

ekranie, gry planszowe, pokazy zdjęć, prelekcje podróżnicze – a to dopiero początek! Obywatele, dajcie się porwać Czarnej Wołdze!

projekty i kolekcje, a jeśli kochasz wzornictwo użytkowe, na pewno nie wyjdziesz z pustymi rękami.

Tego miejsca nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Gdańskie Hard Rock Cafe pierwszych gości przyjęło w lipcu tego roku i od tego czasu cieszy się niemałym zainteresowaniem amatorów ciężkich brzmień, a także zwolenników amerykańskiej kuchni. A jakie rockowe pamiątki tu znajdziemy? Na ścianach wiszą m.in.: jeansowy bezrękawnik Bruce’a Springsteena, satynowa opaska należącą do Elvisa Presleya, kurtka Micka Jaggera, a także sukienki Lady Gagi i Shakiry.

Ufufu to marka, której pomysłodawcą i twórcą jest Aleksandra Mątkiewicz, a dyrektorem artystycznym oraz głównym projektantem Michał Starost, który mieszkał i miał swoje atelier m.in. w Londynie, a jego kolekcje pokazywano w Madrycie, Barcelonie, Lizbonie, Wiedniu, Sankt Petersburgu, Helsinkach, New Delhi i Chicago. Wszystkie linie charakteryzuje wysoka jakość tkanin oraz krótkie serie. Oferta sklepu jest stale zmieniana i dostosowywana do potrzeb klientów. Idealnie!

Gdyński Klub Atlantic to miejsce stworzone z myślą o koneserach dobrego brzmienia – zarówno artystów polskich, jak i zagranicznych. Do Waszej dyspozycji są m.in. trzy niezależne bary, loże Vip oraz duże, przestronne antresole, z których rozpościera się widok na scenę. Historyczne miejsce, które łączy przeszłość z tym, co nowoczesne i zupełnie nieprzewidywalne.

Gdyński Infobox to natomiast miejsce, w którym zarówno gdynianie, jak i turyści mogą zapoznać się z kulturalną ofertą miasta, inwestycjami prowadzonymi przez naj-

W poszukiwaniu tego, co nietuzinkowe Concept store Place of art to inspirujące miejsce w samym centrum starego Gdańska. Łączy w sobie modę, design i ilustrację. Jego twórcami są Natalia Lipińska, Sławek Lipiński, Kuba Synakiewicz oraz Ania Tusk-Synakiewicz. Tu młodzi projektanci i artyści mogą zaprezentować talent i pokazać swoje dokonania szerszej publice. Tu poznasz niezwykłe

24

większe firmy oraz planem rozwoju miasta na najbliższe lata. Kupisz tu także bilety do gdyńskich teatrów oraz dowiesz się, dokąd warto wybrać się w najbliższym czasie. Multimedialne materiały pozwalają na „wirtualny spacer” po mieście czy zobaczenie efektów inwestycji, które w rzeczywistości dopiero się rozpoczęły. Warto... Nazwa galerii BMC2 odnosi się do jej lokalizacji – ul. Bohaterów Monte Cassino 2 w Sopocie. Miejsce stanowi fuzję sztuki, muzyki i designu. Znajdziemy tu malarstwo, grafikę, ceramikę, szkło artystyczne uznanych polskich i zagranicznych artystów oraz tzw. młodą sztukę, a także unikalne designerskie meble, wysokiej jakości pianina i sprzęt audio. Banalnie i na pewno nietuzinkowo.


motoryzacja

Plastiki w Audi należą do jednych z lepszych w branży motoryzacyjnej. Czarna powierzchnia ma przyjemną w dotyku fakturę i ugina się pod naciskiem palca.

Mimo sporej ilości skóry, drewna i aluminium we wnętrzu A8 – flagowej limuzyny Audi, wiele elementów wykonanych jest z plastiku.

26

Detale we wnętrzu BMW. Rozmaite faktury i formy plastiku połączone w estetyczną całość.


motoryzacja

Jednym z elementów nierozerwalnie związanych motoryzacją od jej zarania jest... plastik. Proste, prymitywne tworzywo sztuczne stanowi jeden z podstawowych elementów wykończenia wnętrza większości samochodów. Mimo że automobil ma już na karku ponad 130 lat, to wciąż nie może się obejść bez plastiku. Czytając tzw. testy samochodów w prasie motoryzacyjnej można odnieść wrażenie, że plastik to fetysz dziennikarzy, którzy żyją z pisania o samochodach. Nie ma testu, w którym autor nie odnosiłby się przynajmniej jednym zdaniem do jakości czy „spasowania” plastików w kabinie obiektu jego recenzji. Nierzadko temu aspektowi poświęcony jest nawet cały akapit. Skąd tyle szumu o proste tworzywo, w tak skomplikowanym urządzeniu, jakim jest samochód? Rozejrzyjcie się we wnętrzach swoich samochodów. Co widzicie? No właśnie, mnóstwo plastiku. W zależności od marki ten plastik raz jest – w ogólnym ujęciu – lepszy, raz gorszy. Jaki by nie był, to w znacznej części stanowi wykończenie kabiny auta – miejsca, w którym kierowca spędza mnóstwo czasu. To właśnie bezduszny plastik w pewnym stopniu nadaje ducha kabinie samochodu. Użyte przez producenta plastiki w dużej mierze decydują o klimacie wnętrza i o tym, na ile dobrze czujecie się w nim po zajęciu miejsca za kierownicą. Plastiki mogą być twarde i nieprzyjemne w dotyku, mieć prymitywną fakturę, czy sprawiać wrażenie jakby powstały z przetopienia chińskiej zabawki. Mogą też być – i coraz częściej są – miękkie, miłe w bezpośrednim kontakcie i budujące przytulną atmosferę. Niezwykle istotna, z czysto pragmatycznego punktu widzenia, jest również ich odporność na zużycie i to, jak dobrze znoszą trudy codziennej eksploatacji. Właśnie dlatego w testach samochodów poświęca im się tak wiele uwagi.

Wnętrze Mercedesa CLA – mnóstwo wszelkiej maści plastiku dobrej jakości.

Obecnie plastiki w motoryzacji są w stanie całkiem skutecznie udawać drewno czy aluminium i nawet oglądając je z bardzo bliska nie jesteśmy w stanie stwierdzić, z jaką materią właściwie mamy do czynienia. Plastiki wysokiej próby to domena producentów segmentu premium. W kabinie samochodów z wyższej półki jak BMW, Audi czy Mercedes momentalnie czujemy, że cena, jaką za nie płacimy, wynika nie tylko z otoczki marki, ale i jakości oraz dbałości o każdy plastikowy element. Chociaż w tej klasie aut plastiki wypierane są przez skórę, drewno i aluminium. Im cena wyższa, tym więcej tych ostatnich, a mniej nagiego, ordynarnego tworzywa. Od niedawna tworzywa sztuczne w motoryzacji służą też do bardziej „szczytnych” celów niż tylko do wykończenia kabiny. Lamborghini coraz śmielej wykorzystuje plastik do budowy swoich samochodów. Ale nie byle jaki, tylko taki wzmacniany włóknem węglowym – prawdziwy „plastik fantastik”, a bardziej fachowo CFRP (carbonfiber reinforced plastic). To połączenie, które posiada niezwykle korzystny stosunek masy do wytrzymałości, rzeczy wyjątkowo pożądanej, kiedy twoją ambicją jest konstruowanie najszybszych i najlepiej prowadzących się samochodów na świecie. Z biegiem czasu ten specyficzny materiał kompozytowy, który jeszcze do niedawna wykorzystywany był w lotnictwie, zacznie być powszechnie stosowany w samochodach osobowych.

Wysokiej próby plastiki w nowym modelu BMW. Ten srebrny znakomicie udaje szczotkowane aluminium.

Coraz częściej też słyszy się głosy, że współczesne samochody stają się plastikowe. W tym ujęciu plastik to jednak synonim sztuczności, czegoś co do współczesnej motoryzacji wkrada się coraz bardziej bezpardonowo. Ale to już temat na zupełnie inne rozważania...

27


prawo

OWELIZACJA PRAWA UPADŁOŚCIOWEGO I NAPRAWCZEGO, KTÓRA WESZŁA W ŻYCIE Z DNIEM 31 GRUDNIA 2014 R. MA ZLIKWIDOWAĆ BARIERY JAKIE NAPOTYKAŁY OSOBY NIEPROWADZĄCE DZIAŁALNOŚCI KONSUMENCKIEJ, CHCĄCE „ODDŁUŻYĆ SIĘ” W RAMACH TZW. UPADŁOŚCI KONSUMENCKIEJ. OBOWIĄZUJĄCE DO TEJ PORY PRZEPISY BYŁY ZBYT RYGORYSTYCZNE I NADMIERNIE SKOMPLIKOWANE, A Z TEGO WZGLĘDU NIE SPEŁNIAŁY SWOJEJ FUNKCJI I POWSZECHNIE UWAŻANE BYŁY ZA PRZEPISY MARTWE. W świetle poprzednio obowiązujących przepisów warunkiem ogłoszenia upadłości było m.in. wykazanie przez dłużnika, iż niewypłacalność powstała z powodów wyjątkowych i niezależnych od dłużnika. Dodatkową przeszkodę stanowiły też dość duże koszty postępowania sądowego, na których pokrycie majątek wielu dłużników był niewystarczający. Niekorzystny z punktu widzenia dłużnika zainteresowanego upadłością był również przepis przewidujący obligatoryjne umorzenie postępowania upadłościowego przez Sąd w sytuacji, w której dłużnik dopuścił się zaistnienia wskazanych w ustawie uchybień obowiązków, niezależnie od tego, czy uchybienia te były istotne oraz w jakim stopniu. Efektem poprzednich regulacji było to, że przez ponad pięć lat obowiązywania ustawy, konsumentów którzy zdecydowali się na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości było niewiele, tj. ok. 2,6 tys. Natomiast „szczęściarzy”, którym udało się spełnić nałożone przez ustawę obowiązki i tym samym ogłosić swoją upadłość było zaledwie 87. Z całą pewnością wielu konsumentów zniechęcał nadmierny formalizm postępowania. Wprowadzone nowe przepisy mają za zadanie tę sytuację zmienić. Wprowadzono wiele istotnych zmian, które mają na celu usprawnienie procesu ogłaszania upadłości. M.in. zgodnie z nowymi przepisami wniosek o upadłość konsumencką może złożyć w zasadzie każdy niewypłacalny konsument, nawet taki który, posiada zaledwie jeden dług, którego nie jest w stanie spłacić. Wydaje się, jednak, że najistotniejsza zmiana dotyczy przesłanki oddalenia przez Sąd wniosku o ogłoszenie upadłości. Mianowicie, zgodnie z nowymi przepisami Sąd oddala wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli dłużnik doprowadził do swojej niewy-

28

płacalności lub istotnie zwiększył jej stopień umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa a nie jak uprzednio z przyczyn całkowicie niezależnych od dłużnika, czy też powodów związanych z wyjątkowymi zdarzeniami w życiu dłużnika. Za sprawą nowych rozwiązań prawnych, jednym z celów postępowania upadłościowego konsumentów stało się umorzenie długów, których nie udało się spłacić w postępowaniu upadłościowym, przy jednoczesnym zaspokojeniu roszczenia wierzycieli w jak najwyższym stopniu. Do upowszechnienia instytucji upadłości konsumenckiej przyczyniają się również z całą pewnością zmiany polegające na obniżeniu kosztów postępowania. Już sam koszt złożenia wniosku został obniżony z 200 zł do 30 zł. Ciekawym roziwiązaniem jest również wprowadzenie przepisów umożliwiających tymczasowe pokrycie kosztów postępowania przez Skarb Państwa. Jest to rozwiązanie, z którego mogą skorzystać dłużnicy, których majątek nie jest wystarczający na poniesienie takich kosztów. Dłużnik, na mocy nowych przepisów może również zawrzeć układ z wierzycielami, tj. samodzielnie ustalić z wierzycielami termin spłaty długu i wielkości spłacanego zadłużenia. W przypadku zawarcia tekiego ukłądu, a następnie jego wykonania, upadły może zachować całość lub część swojego majątku. Co istotne, skróceniu uległ również termin, w jakim dłużnik zobowiązany jest do realizacji planu spłaty długów – z poprzednio obowiązujących pięciu do trzech lat. Mimo zliberalizowania ustawy i wprowadzeniu jeszcze wielu „prokonsumenckich” rozwiązań upadłościowych należy jednak zdawać sobie sprawę z konsekwensji, jakie niesie za sobą ogłoszenie upadłości. Wiąże się to bowiem z oddaniem całego majątku w ręce syndyka, którego celem jest jak najszybsze spieniężenia majątku i spłata wierzycieli. Należy także nadmienić, że przez trzy lata po ogłoszeniu upadłości wszystkie decyzje finansowe zadłużonego muszą być uzgadniane właśnie z syndykiem. ANNA FĄFARA Aplikant Adwokacki


twarze przy barze twarze

WyBoRy mISS BlACK ENERgy DRINK KluB BuRlESquE fot. BARtEK WĄSIK

WIĘCEJ NA WWW.louNgEmAgAzyN.pl 30


Galeria Krakowska, I piętro ul. Pawia 5, 31-154 Kraków tel. 12 628 72 52 restauracja@miyakosushi.pl www.miyakosushi.pl

dołącz do nas

Pobudzamy zmysły


NOWO OTWARTE I BARDZO CIEKAWIE ZAPOWIADAJĄCE SIĘ RESTAURACJE W WARSZAWIE POLECA EKIPA WARSAW FOODIE.

DZIK MALINA RESTAURACJA I SKLEP WIEJSKI Intrygujące miejsce znajduje się na Marszałkowskiej nieopodal Placu Konstytucji. Jak wskazuje nazwa lokalu – jest to połączenie sklepu z dziczyzną oraz restauracji. W menu znajdziemy takie dania jak m.in. bukiet z sałat z szynką z sarny, gulasz z jelenia, golonka z dzika czy strogonow z sarny. Polecane pozycje z karty opisane są codziennie na oknach restauracji. W sklepie możemy zakupić różne wędliny i inne delikatesy.

TARGI PRODUKTÓW PRAWDZIWYCH

W każdą sobotę nieodłącznym eventem na Placu Nowym stały się Targi PRODUKTÓW PRAWDZIWYCH. To inicjatywa zajmująca się poszukiwaniem i promowaniem wysokiej jakości produktów o naturalnym składzie, wiadomego pochodzenia, dostarczanych głównie przez drobnych rolników i wytwórców, którzy wyrabiają je często ręcznie, zawsze z pasją i zaangażowaniem. Takie podejście umożliwia utrzymanie najwyższej jakości i wyśmienitego smaku. Zarówno skład, jak i metody wytwarzania produktów oparte są o tradycyjne, sprawdzone przepisy i naturalne składniki. Oferowane produkty zwykle wyrabiane są tradycyjnymi metodami bez użycia szkodliwych dla zdrowia i środowiska substancji. Są to również produkty BIO/EKO rolników i wytwórców, których organizatorzy znają osobiście – sposób wyrabiania i źródło pochodzenia produktów jest tym samym sprawdzone i pewne.

MAŁE NAJEDZENI FEST!

8 marca odbędzie się z kolei kolejna odsłona Najedzeni Fest! Gotujący zmierzą się tym razem z tematem ROŚLINNIE, udowadniając, że jedzenie bezmięsnych potraw to nie nuda, lecz eksplozja smaków i inspirująca przygoda. Będzie pokaz kreatywności i umiejętności kilku kucharzy, blogerów i amatorów. Wydarzeniami towarzyszącymi będą: pokaz filmu Był sobie las (7 marca, godz. 19.00 w kinie Mikro – organizowany przez Planete + DOC Kraków) oraz warsztaty kuchni roślinnej prowadzone przez autorkę bloga i książki Jadłonomia - Martę Dymek” Gotować podczas eventu Małe Najedzeni Fest! będą: Zielony Talerz, umami, głodne kawałki, Hummus Amamaausi, Droga przez mękę, Wesoła Cafe, Jadalnia, Molino.com.pl, Ottomańska pokusa, Nova Krova, Słodkie Vege, Green Win, Ziele Ninja wege sushi oraz Słoka. Serdecznie zapraszam! 32

SZCZERE POLE Restauracja znajduje się 20 km od centrum Warszawy w Hotelu Brant, w bezpośrednim sąsiedztwie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Tutejsza kuchnia to tradycyjne przepisy kuchni polskiej w autorskiej interpretacji. Dania przygotowywane są z wykorzystaniem nowoczesnych technik kulinarnych. Szef kuchni Paweł Pyra stawia na produkty z gospodarstw ekologicznych z całej Polski, w swojej kuchni wykorzystuje zapomniane polskie warzywa jak i owoce, chętnie tworzy też nietypowe kompozycje smakowych z wykorzystaniem darów lasów. W karcie znajdziemy m.in.: ozory wołowe, kozinę i baraninę z ekologicznych gospodarstw z Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Menu restauracji zmienia się co półtora miesiąca. Uwaga: Goście, którzy do końca marca wybiorą się do restauracji Szczere Pole na obiad lub kolację dla dwóch osób, na hasło „Warsaw Foodie” dostaną karafkę domowego wina gratis.

PEŁNĄ PARĄ DIM SUM Bar został otwarty miesiąc temu w biurowcu na Woli niedaleko Ronda ONZ. Dania przygotowują w nim kucharze z Chin i Nepalu. Możemy tam zjeść m.in. zupę chińską z pierożkami wonton, zupę z trawą cytrynową i kurczakiem, spring rollsy z kaczką, pierożki wonton, sałatki z mango albo z alg morskich. Flagowym daniem są pierożki chińskie gotowane na parze. Występują w sześciu odsłonach: z kurczakiem i grzybami, z wieprzowiną i selerem naciowym, ze szpinakiem i serem, z dynią i orzechami, z tofu i warzywami oraz z krewetką i makaronem sojowym. Potrawy dostępne są także na wynos.


miejsca

TORTY, CIASTECZKA, BABECZKI, MUFFINKI, PANCAKES CZY LODY – IDEALNE NA ZIMOWĄ CHANDRĘ, CIĘŻKI DZIEŃ W PRACY, ROZŁADOWANIE STRESU CZY SPEŁNIENIE SAMOLUBNEJ ZACHCIANKI. CHOCIAŻ WSZECHOBECNA MODA NA BYCIE FIT SKUTECZNIE ODSTRASZA OD ICH JEDZENIA, ZASTRZYK SŁODYCZY POTRAFI POPRAWIĆ HUMOR I DODAĆ ENERGII NA CAŁY DZIEŃ. PRZEDSTAWIAMY MIEJSCA, KTÓRYCH SŁODKIE WNĘTRZA I SPECJAŁY BEZ WĄTPIENIA UWOLNIĄ POKŁADY ENDORFIN I WYWOŁAJĄ UŚMIECH ZADOWOLENIA.

MR PANCAKE

| WARSZAWA, ul. Solec 50 FUCK DIET EAT PANCKAES – oto hasło przewodnie warszawskiej restauracji w amerykańskim stylu, która słynie przede wszystkim z przepysznych pancakesów, serwowanych na każdy możliwy sposób. Oprócz gotowych zestawów możemy zdać się na własną inwencję tworząc oryginalną kompozycję. Za surowe pancake tzw. golasa zapłacimy 8zł, za takiego z ciasta oreo - 13zł. Do „ubrania golasa” możemy wybrać klasyczne dodatki jak masło, bitą śmietanę i nutellę, ale także magic stars, żelki, M&Msy, ciastka oreo czy słony karmel. Dla przesłodzonych Mr Pancake przygotował zestawy z jajkiem i bekonem, a także wytrawne naleśniki i burgery. Świetna opinia knajpy rozprzestrzenia się wirusowo wśród fanów słodkości, a ich instagramowy profil zgromadził tysiące łasuchów.

HOUSE OF DONUTS | KRAKÓW, ul. Henryka Siemiradzkiego 25

Podczas ostatniego Tłustego Czwartku przekonałam się, że tradycyjne polskie pączki powoli ustępują miejsca modnym na zachodzie donutom – pączkom w dziurką, oblanym kolorowym lukrem czy czekoladą. W Krakowie furorę robi House of Donuts czyli kawiarnia i piekarnia, serwująca słodkie donuty, w jeszcze słodszej scenerii. Możecie zamówić tam spersonalizowanego donuta ze swoim imieniem, a także donuty z motywami sezonowymi jak np. walentynkowe, halloweenowe albo świąteczne. DONUT WORRY – polskie czy amerykańskie, bez wątpienia warte spróbowania.

CIUCIUBABKA CAFE | GDYNIA, ul. Piłsudskiego 30

Tryskające ciepłem i pozytywną energią właścicielki stworzyły rodzinne miejsce dla dużych i małych łasuchów. Jeśli czujecie się przytłoczeni plastikowym stylem, wnętrze Ciuciubabki pozytywnie was zaskoczy. Połączenie bieli i pastelowych dodatków jest przyjemnie wyważone i delikatne. W menu oprócz klasycznych słodkości jak tarty, ciacha, babeczki znajdziemy zdrowe, kolorowe soki, kompoty i lemoniady. W kawiarni często odbywają się tematyczne warsztaty, na miejscu dostaniemy też słodką biżuterię od UGRYŹ.

BALDIMO MANUFAKTURA | WROCŁAW, ul. Wita Stwosza 15

W manufakturze znajdziemy domowe lody w niezwykłych smakach (osobiście polecam sorbet szampanowy), a także ręcznie robione czekolady, przygotowane wyłącznie z naturalnych składników, zapakowane z dbałością o najmniejszy szczegół. Coś czego nie znajdziemy w innych tego typu miejscach to czekoladowe lizaki, które rozpuszcza się w gorącym mleku tworząc gorącą czekoladę. Miła atmosfera Baldimo to zasługa również słodkiego wnętrza, z kolorowymi fotelami, poduszkami, półkami pełnymi kubków i czekolad.

SHAKE & BAKE | KRAKÓW, ul. Juliana Dunajewskiego 2

Kolejne miejsce, w którym możemy stworzyć słodkie przekąski dokładnie według naszych upodobań. W Shake & Bake możemy skomponować własnego szejka czy zdrowe smoothie. Wypiekane na miejscu ciasta, zdobione torty i przede wszystkim babeczki (także bezglutenowe i wegańskie) wabią mieszkańców Krakowa i turystów. Przytulne wnętrze zachwyca cudownym zapachem i ciepłem.

34


kącik piwosza

piwnej rewolucji

W CYKLU „MIEJSCA WARTE POLECENIA”: ARTEFAKT CAFE NA KRAKOWSKIM KAZIMIERZU ORAZ SKLEPIK Z PIWEM W NOWEJ HUCIE. NO DOBRA, NIE PROWADZĘ TAKIEGO CYKLU, ALE MOŻE WARTO ZACZĄĆ. ZWŁASZCZA, ŻE MACKI PIWNEJ REWOLUCJI SIĘGAJĄ CORAZ DALEJ, A PIWNE PEREŁKI CORAZ CZĘŚCIEJ MOŻNA SPOTKAĆ W ZUPEŁNIE NIESPODZIEWANYCH MIEJSCACH. DZIŚ O DWÓCH Z NICH OPOWIE SZYMON ‘HELMUT” ZAJĄC – GŁÓWNODOWODZĄCY ARTEFAKT CAFE ORAZ ANDRZEJ KUGLIN – KIERUJĄCY SKLEPIKIEM Z PIWEM.

Szczegóły w niedalekiej przyszłości (śmiech).

miłośnik piwa i doznaje olśnienia, widząc

Jaki styl piwa zrobił na Tobie jak dotąd największe wrażenie? (i dlaczego było to double, extremally hopped imperial IPA?) (OK, tej sugestii nie było [śmiech]) - Naprawdę sporo fajnych piw pojawiło się na rynku. Obecnie „krążę” po klimatach czy raczej smakach piw górnej fermentacji. Ograniczę się do wytypowania mojej ulubionej trójki: Black IPA za podpalane kawowe akcenty okraszone świetną goryczką, Belgijskie Saison – uwielbiam w nich aromat owoców i fajną nutę przypraw, no i czapki z głów dla naszego rodzimego Grodziskiego (niestety bardziej znanego za granicą) za niepowtarzalny smak wędzonki! Co skłoniło Cię do zainteresowania się piwami rzemieślniczymi i wprowadzeniem ich do oferty swojego pubu? - Jednym słowem ich SMAK... Plus zapotrzebowanie gości Artefakt Cafe. Naprawdę dużo ludzi jest zainteresowanych piwkami rzemieślniczymi, pytają o nie, szukają swoich smaków, eksperymentują z wyborem piw.

36

Jak na to zareagowali klienci, zwłaszcza ci, dla których takie piwa to zupełna nowość? - Są dwie grupy ludzi rożnie reagujących. Jedni uwielbiają eksperymentować i z wielką ciekawością pytają barmana o aromat danego piwa, szukają swoich smaków, drudzy niestety są bardziej „oporni”. Wydaje mi się, że tu wielką rolę odgrywa ich przyzwyczajenie do jednego stylu piwa.

Obecnie regularnie zmieniamy naszą ofertę piwek butelkowych (mamy ich ponad 30 rodzajów).

Czy Artefakt Cafe zamieni się w multitap? - Nie chciałbym tu zapeszać, ale mamy kilka fajnych pomysłów, aby zwiększyć naszą ofertę piw lanych, może jakaś fajna współpraca.

Sklepik z piwem to z pozoru niewielki osiedlowy sklep spożywczy, gdzieś hen w Nowej Hucie. Czy często zdarza się, że przychodzi do was nieświadomy niczego

Artefakt Cafe

jakie pozycje można u was czasem dostać? - Tak, zdarzały się takie przypadki. Był na przykład człowiek, który poszedł na drugą stronę po wędlinę, przyszedł na część z piwem i nie mógł wyjść z zaskoczenia. Zazwyczaj sklep piwny kojarzy się z centrum Krakowa, a tymczasem ktoś trafia do nas i jest zaskoczenie. Sklepik z Piwem w Nowej Hucie działa głów-


kącik piwosza

nie dzięki mojej pasji, ludziom się to jednak podoba i wracają. Mieliście u siebie niemal niedostępne piwo Wesvleteren XII uważane do niedawna za najlepsze na świecie, macie piwa z browarów amerykańskich, skandynawskich, czołówki polskich. Często są to piwa rzadkie, a przy tym drogie. Jak reagują klienci gdy widzą butelkę w cenie 10, 20 czy 40 złotych? - Nigdy nie twierdziłem, że mam sklep specjalistyczny, tylko dobrze zaopatrzony – ale faktycznie mamy nieraz Belgię, piwa wędzone z Bambergu czy np. Gose. Staram się co jakiś czas sprowadzać piwa, których choć raz w życiu powinno się spróbować. Co do cen, to dla piwnych koneserów kwota nie jest najważniejsza. Kiedy zamówiłem nietanie barleywine z Doctor Brew tworzyły się zapisy i ustawiała kolejka. Jakiś czas temu wspólnie z browarem Pracownia Piwa uwarzyłeś piwo „Huta 54”. Teraz światło dzienne ujrzało American Pale Ale „Młodości” nawiązujące do nazwy nowohuckiego osiedla – piwo uwarzone z Browarem Twigg (notabene z Nowej

Huty). Z jakim odbiorem piwa te spotkały się w naszej dzielnicy? (Tak, ja też jestem Hutasem [śmiech]) - Zainteresowanie przerosło moje oczekiwania. Cała warka piwa „Huta 54”, może i nieduża, ale sprzedała się niemal natychmiast, w ciągu kilku dni. Ludzie czasem kupowali je tylko po to, żeby potem butelkę postawić sobie na półce w domu. Nawet do dzisiaj o nie pytają. Z Browarem Twigg marzyło mi się, żeby zrobić coś w 100% nowohuckiego, tak jak nowohucki jest nasz sklep, browar, a nawet projektant etykiety piwa „Młodości”. Czy dzięki działalności Sklepiku z Piwem przybyło wielu zwolenników rzemieślniczego piwowarstwa? - Jest część ludzi niereformowalnych, dla których liczy się tylko cena, ale jest też sporo takich, którzy teraz chcą pić tylko piwa rzemieślnicze. To tak jak z winem, można wypić takie za kilka złotych, ale to naprawdę dobre kosztuje już trochę więcej. Miłośników dobrego wina ciągle jednak przybywa. MICHAŁ ZĘBIK Pytania, sugestie, uwagi: zebempokuflu@gmail.com

Restauracja Taco Mexicano El Pueblo Kraków , ul. Poselska 20 tel.: 12 421 54 41 www.tacomexicano.pl

W chłodne dni rozgrzej się W Taco.... Meksykańska legenda W cenTruM krakoWa.... OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU W GODZINACH OD 12 DO 18 ZAPRASZAMY NA HAPPY HOURS!


kulinaria

FOOD THINK TANK Food Think Tank to grupa współdziałających ze sobą fachowców i pasjonatów, którzy działają w ramach wrocławskiego projektu edukacyjnego Ziemia i Woda. Biorą w nim udział szefowie kuchni, ale też artyści oraz… chemicy z Wydziału Chemii Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Szefem i pomysłodawcą kolektywu FTT jest Tomasz Hartman, szef kuchni restauracji Szajnochy 11. Tegoroczna edycja posiada także akcent trójmiejski, w postaci Adriana Klonowskiego, szefa kuchni gdańskiej restauracji Metamorfoza. Całość zwieńczy kwietniowy finał akcji – niecodzienna kolacja pod ziemią. Intrygujące? Undergroundowy projekt Food Think Tank owiany jest aurą tajemnicy i działa głównie we Wrocławiu, gdzie się narodził. W wydarzeniu, poza szefami kuchni, udział biorą także chemicy, artyści, studenci ASP, muzycy i filmowcy oraz dostawcy żywności i gospodarze, łącznie 50 osób. Uczestnicy spotykają się już od listopada, dyskutują i wspólnie przygotowują zaskakującą kolację finałową. Całość intrygować będzie niezwykłymi dodatkami, ciekawą oprawą muzyczną, niecodziennymi sztućcami i naczyniami, a przede wszystkim miejscem. Kolacja odbędzie się bowiem w dole wykopanym na polu należącym do jednej z uczestniczek, który po wydarzeniu zostanie zasypany. Spotkanie to służyć ma wymianie wiedzy, doświadczenia i pomysłów, jak na prawdziwy Think Tank przystało. W finałowej kolacji udział weźmie trzydzieści sześć osób, a szefowie kuchni będą musieli sprostać nie tylko polowym warunkom, ale także wymagającym podniebieniom gości. To ciekawy pomysł na promocję tego, co regionalne i sezonowe, a także przygotowywane w rytmie slow.

38


podr贸偶e kulinarne


podróże kulinarne

„TASTE OF TRAVELING” TO NOWY PROJEKT LIZY TASTE I RYANAIR. POKAZUJĘ, JAK W JEDEN DZIEŃ ZA POMOCĄ POŁĄCZEŃ MIĘDZYMIASTOWYCH MOŻEMY PRZEŻYĆ NIEZAPOMNIANA PRZYGODĘ KULINARNO-MODOWĄ. Moi drodzy, już od roku zabieram was do ciekawych restauracji w stolicy, doprawiając moje wizyty szczyptą mody. Nastał czas, abym wyruszyła w Polskę odkrywać lokalną kuchnię oraz modę. Na początek lecę tam, gdzie latają międzymiastowe samoloty Ryanair, czyli Gdańsk, Kraków, Wrocław. W każdym z tych miast razem z Ryanair wybieramy jedną restaurację, która jest warta polecenia oraz zasmakowania. Do tego zawsze dobieram fashionfoodową stylizację w lokalnym butiku, abyście mogli po pysznym posiłku skoczyć na szybki shopping :). Pierwszym punktem na mapie „Taste of Traveling” jest Kraków i restauracja Ramen Girl Yellow Dog. Lot z Warszawy do Karkowa zajął nam zaledwie 40 minut. Doliczmy do tego odprawę oraz dojazd do lotniska. Wszystko razem ok. 2 godziny. Ale podróż jest o wiele przyjemniejsza i szybsza niż samochodem, a do tego dochodzi fakt, że zawsze mam to miłe wrażenie, że lecę gdzieś za granicę. Lotniska magicznie na mnie działają, czuję się „przewietrzona” :). Po przybyciu do Krakowa udałam się do atelier Joanny Hawrot, które mieści się w samym sercu Krakowa przy Rynku Głównym. Wybrałam to atelier ze względu na zamiłowanie Joanny Hawrot do kimono. Swoje stylizacje zawsze dobieram do klimatu restauracji albo potrawy jaką będę jadła. Ramen to klimaty Japonii oraz Chin, więc kimono idealnie pasuje do restauracji Ramen Girl of Yellow Dog. Po tym, jak już zdobyłam piękne kimono, nadszedł czas na nagrania w restauracji. Luiza Trisno, właścicielka restauracji oraz główny szef kuchni, jest niesamowicie kreatywnym kucharzem z encyklopedyczną wiedzą na temat kuchni, a do tego fajną, wyluzowaną kobietą. Mogłabym godzinami słuchać, jak opowiada o wybranej potrawie.

Menu restauracji robi wrażenie. Przyznam, że połowy rzeczy nie próbowałam, a menu jest tak ciekawie wymyślone, że tak naprawdę nie do końca wiesz, co będziesz jeść. Wszystkie składniki są naturalne, starannie dobrane, a niektóre wyhodowane na miejscu – mówię o roślinach oczywiście. Oprócz słynnego czarnego ramenu, który jak piszą trendseterzy kulinarni, będzie hitem tego sezonu, zamówiłam sobie: policzki wołowe z kokosem z shitake, kaczkę, która udaje meduzę, kacze języki w sosie z moreli i imbiru, daikon z kolendrą i ge­ ranium, a na deser - lody z wasabi z chrupiącym boczkiem. Brzmi intrygująco! I tak smakuje. Nadal jestem pod wrażeniem doznań smakowych, jakie przeżyłam w tej restauracji. Każde danie ma swoją historię, jest autorskim pomysłem Luizy, a smaki są dobrane tak, że czujesz każdy z nich oddzielnie i jednocześnie wszystkie w całości, niesamowite przeżycie kulinarne. Każde z nich to dla mnie dzieło sztuki. Do tego bardzo mi się podoba, że Luiza sięga do korzeni polskiej kuchni. Używa przypraw oraz warzyw, o których zapomnieliśmy: między innymi topinambur i brukiew – na szczęście zaczynamy znów po nie sięgać. Krótko mówiąc, restauracja Ramen Girl of Yellow Dog to kulinarne wyzwanie, miejsce które wyznacza trendy kulinarne i odkrywa nowe horyzonty dla naszych kubków smakowych. Ja się zakochałam i Wam polecam. Zapraszam do oglądania odcinka na YT: Liza Taste Fashion&Food/ Taste of Traveling. „It’s all about be in Taste & be in Fashion” LIZA TASTE | www.cookishstylish.com Latajcie po Polsce z Ryanair | www.ryanair.pl

41


twarze przy barze twarze

VII EdyCJA SIlESIA FAShIoN dAy 28.02.2015 TEATr rozryWkI W ChorzoWIE FoT. AgNIESzkA SoChACAkA

WIĘCEJ NA WWW.louNgEmAgAzyN.pl 42


polecamy

Dziennikarka, stylistka gwiazd i personal shopper. Od wielu lat czynnie związana ze światem mody. Zaczynała jako modelka i fotomodelka, co pozwoliło jej nabyć doświadczenie za kulisami międzynarodowych pokazów i sesji zdjęciowych. Na co dzień odpowiada za stylizacje osób publicznych. Występuje w programach telewizyjnych na żywo jako ekspert w dziedzinie mody. Od czterech lat współpracuje z Lounge, w którym pełni funkcję redaktor prowadzącej dział moda.

MONIKA GĄSIOREK-MOSIOŁEK

NOWY ZAPACH! Wiosną nie tylko zmieniam garderobę, ale również zapach. W tym sezonie otulę się intrygującym połączeniem czarnej kawy, jaśminu, kwiatu pomarańczy i różowego pieprzu, przeplatających się z akordami paczuli oraz wanilii. Elementy tej wyjątkowej układanki prowadzą do najnowszego zapachu Yves Saint Laurent Black Opium. Niewątpliwie jednego z najsłodszych narkotyków.

NOWA KOLEKCJA! Nadchodzi wiosna, a wraz z nią nowe kolekcje. Najwyższa pora na zmianę garderoby! Zamieniam zimowe kozaki na lekkie buty (koniecznie na obcasie), a długie spodnie na sukienki i spódnice w stylu lat 70. Jednak podstawą wiosennych stylizacji jest płaszcz! Tym razem wybrałam model w kolorze jasnej szarości, marki ZAQUAD z kolekcji Magdaleny Knitter. Idealnie sprawdzi się w połączeniu z pastelowymi kolorami i romantycznymi fasonami. ZAQUAD | fot. Krzysztof Knitter

44

NOWA LEKTURA! Zastanawiacie się, jak wygląda praca w Vogue z perspektywy redaktor naczelnej? Teraz możecie się o tym przekonać sięgając po książkę autorstwa Kirstie Clements Vogue. Za kulisami świata mody. Była redaktor naczelna australijskiej edycji „Vogue’a” postanowiła opowiedzieć nie do końca ładną prawdę o świecie mody, celebrytach i sposobie, w jaki wydaje się jedno z najbardziej znanych czasopism na świecie. Idealna lektura dla osób marzących o karierze w świecie wielkiej i tej mniejszej mody.

NOWY ADRES! Internet pełen jest platform sprzedażowych i wirtualnych sklepów. Trudno nadążyć za pojawiającymi się w nich nowościami lub po prostu odwiedzić wszystkie w poszukiwaniu odpowiedniej rzeczy. Z pomocą przychodzi nam Allani.pl! Internetowy pasaż handlowy stworzony z myślą o wszystkich entuzjastach mody i miłośnikach dobrego stylu. Portal Allani.pl oferuje prawdziwe bogactwo inspiracji, stały dostęp do najnowszych trendów, jak również stanowi nieograniczone pole do kreowania własnego wizerunku, który możemy zaprezentować szerokiemu gronu odbiorców.


moda

ULTRAKOBIECA SPILLA Młoda, polska marka fashion, która zadebiutowała w maju 2014 roku, wprowadziła do sprzedaży kolejną kolekcję. Podobnie jak poprzednio, i tym razem nie brakuje błyszczących, przykuwających uwagę tkanin. Klasyczne formy przełamywane są ekstrawaganckimi detalami. Wśród nowości przeważają ultrakobiece bluzy i bluzki, które można zestawić z innymi elementami kolekcji: złotą, ołówkową spódnicą czy rozkloszowaną, z przewrotnymi zakładkami po bokach mini. Na uwagę zasługuje kamizelka z włoskiej wełny. Prosta w formie, przewiązywana skórzanym rzemieniem w pasie, wraz ze złotymi legginsami tworzy wysmakowany duet. Mocnym akcentem jest bomberka, wykonana z flauszu. Obszerne rękawy wykonane są z eko-skóry w kolorze nude, a od spodu wykończone są elegancką podszewką. Projektantka marki sięgnęła także po polską bawełnę. Starannie uszyte z niej T-shirty, z jednej strony mają zapewniać wygodę w codziennym noszeniu, z drugiej, dzięki siateczkowej aplikacji na plecach, świetnie sprawdzą się także podczas wieczornych wyjść. SPILLA kieruje swoją ofertę do kobiet, które cenią klasykę w nowoczesnym wydaniu. Nie brakuje jej też nuty ekstrawagancji. Inspiruje się stylem Art Deco – w doborze tkanin oraz dopracowaniu szczegółów i aplikacji. Nazwa marki – z języka włoskiego – oznacza broszkę, agrafkę ozdobną. Ubrania można kupić przez sklep internetowy www.spilla.me.

LUXURY FASHION Luxury Fashion to agencja eventowo - modelingowa z Krakowa zajmująca się organizowaniem sesji zdjęciowych, pokazów mody i akcji promocyjnych. Założycielem agencji jest Marzena Ryszka. Jej pasja i doświadczenie w modelingu sprawia, że nawet najtrudniejsze projekty realizuje perfekcyjnie. Samodzielnie szkoli modelki, czuwa nad każdą sesją zdjęciową i reżyseruje pokazy. Na swoim koncie Luxury Fashion ma kilka okładek znanych zagranicznych magazynów z udziałem modelek min. Tropics Magazine, BE Mag, publikację na stronie włoskiego VOGUE. Zrealizowała m.in. projekt dla marki AVIATOR, który można oglądać w salonach MORGAN w Europie oraz Skandynawii. Luxury Fashion współpracuje z Pawłem Zającem - fotografem i właścicielem studia UNIQUE. Strona internetowa: www.luxuryfashionmodels.pl

KOSSMANN – odpowiedź na potrzeby współczesnej kobiety W Polsce brakuje marek skierowanych do kobiet, które muszą ubierać się na co dzień elegancko do pracy, jednak nie chcą wybierać nudnych i sztampowych ubrań, które są w rzeczywistości nijakim „mundurkiem” i uniformem. Chcemy iść z duchem czasu i bawić się modą. Z klasą nie znaczy nudno, do pracy nie znaczy szaro-buro. I to właśnie udowodniła Iwona Kossmann! Jej ostatnia kolekcja Zanzibar, która miała premierę 16 lutego, zaskoczyła zarówno soczystością kolorów, jak i zwiewnymi materiałami. Szczególnie spodobał mi się biały i kobaltowy garnitur, które są kwintesencją wiosennej elegancji. Oprócz tego goście zachwycili się rozkloszowanymi sukienkami w różowym i białym kolorze oraz zwiewnymi długimi sukniami, które przywodzą na myśl długie, ciepłe, letnie wieczory z przyjaciółmi. Same detale pokazu były skrupulatnie przemyślane. ADRIANA CYBULSKA

46


moda

CELEBRITY NIGHT Podczas wyjątkowego eventu, który odbył się 5 lutego w warszawskim klubie Platinium, zaprezentowana została kolekcja młodej, utalentowanej projektantki Agi Jensen Design. Mieliśmy również okazję podziwiać nowe modele butów marki Celebrity, która w najbliższych dniach otwiera swoje salony w Poznaniu i Warszawie. Nie mniejszy zachwyt wzbudziła gwiazda wieczoru, Nick Sinckler – to przy jego muzyce modelki przechadzały się po wybiegu. Imprezę poprowadziła prezenterka telewizyjna Anna Dec.

MODA RECYKLINGOWA - JUNK FASHION SHOW Ostatni pokaz mody recyklingowej, który był ukoronowaniem Junk Fashion Weekend, inicjatywy która co roku przyciąga fanów branży fashion oraz ekologii, to jedna z najciekawszych inicjatyw ostatnich lat w dziedzinie promowania początkujących projektantów. Krakowskie Szkoły Artystyczne podjęły się ponownego zorganizowania pokazu projektów swoich studentów, którzy ciężko pracują na to, aby przebić się na ciężkim i wymagającym rynku. Pokaz składał się z trzech etapów, podczas których mogliśmy podziwiać projekty z cyklu mody recyklingowej, konceptualnej oraz inspirowane poprzednimi epokami. Najciekawszym, aczkolwiek niekoniecznie utrzymanym na najwyższym poziomie, był pokaz kreacji odtworzonych z materiałów określanych jako eko. Tutaj królowała kreatywność przede wszystkim w dobraniu tworzywa -papier, brystol, paragony, sreberka, papierowe serwety, wytłaczanki do jajek, a nawet słoma, z której wykonano jeden z najlepszych projektów wieczoru. Jednak Junk Fashion Show to także pokaz mody konceptualnej oraz pokaz inspirowany modą minionych epok. Pierwszy z nich niestety nie porywał kreatywnością zarówno w kwestii krojów, jak i kolorystyki wybieranych przez początkujących projektantów. Większość kreacji oparta była o ten sam szablon – typowy oversize z dodatkowymi warstwami materiału z tyłu lub z przodu. Trzeba jednak przyznać, że projekty te, w przeciwieństwie do mody recyklingowej, nadawały się do użytkowania nie tylko przez modelki, ale jak przypuszczam sprawdziłyby się także w codziennych stylizacjach. MALWA WOLSKA

47


moda

GALA GRAND FASHION PARTY Jacoba Dali nie trzeba specjalnie nikomu przedstawiać. Ubieranie takich sław jak m.in. Paris Hilton, Naomi Campell, a także współpraca z angielskim wydaniem „biblii mody”, magazynem Vogue sprawia, że wobec młodego projektanta stawia się duże oczekiwania. Podczas Wielkiej Gali Grand Fashion Party 30 stycznia miał miejsce jego pokaz w klubie Sofa w Opolu. Świat mody przeniósł się na jeden wieczór właśnie tam by zobaczyć projekty Jacoba inspirowane światłem księżyca. Całość niewątpliwie była spójna, czarno-biała kolorystyka nawiązywała do hasła przewodniego, a wieczorowe kroje oddawały także motyw pokazu. Mimo tego projektom brakowało świeżości i czegoś unikatowego, co sprawiałoby, że kolekcja zostanie zapamiętana. Po obejrzeniu całego pokazu pozostawało wrażenie, że gdzieś to już kiedyś widzieliśmy. Niewątpliwie jednak kariera Dali dopiero się rozwija, dlatego w przyszłości nas zapewne nieraz zaskoczy innowacyjnymi i oryginalnymi pomysłami. Gala Grand Fashion Party została zorganizowana przez One Media Group oraz Luxury Fashion, agencję eventowo-modelingowa zajmująca się realizacją ciekawych projektów oraz wydarzeń. Każdy detal był bardzo dobrze dopracowany, a całość uświetnił vocal w wykonaniu Łukasza Kulawika. Sama gala była bardzo ciekawą inicjatywą, których brakuje w Polsce, a lokalizacja pokazała, że nie tylko Warszawa ma coś do powiedzenia w branży modowej. ADA CYBULSKA

Modernistyczne formy od JOANNY HAWROT 9 lutego w Sali Marmurowej warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki odbył się finałowy pokaz konkursu HUSH Selected 2014, zorganizowanego przez Hush Warsaw i Martini Polska. Joanna Hawrot, zwyciężczyni pierwszej nagrody w kategorii Projektant Roku #BEGINDESIRE, zaprezentowała flagowe projekty marki w nowej odsłonie, będące jednocześnie propozycjami na sezon wiosna-lato 2015. Wiosenna kolekcja Joanny Hawrot to podróż przez dotychczasowe inspiracje marki, oddające kwintesencję jej charakteru. Nowe sylwetki bazują na charakterystycznych elementach, znanych z wcześniejszych sezonów: unikatowych konstrukcjach nawiązujących do tradycyjnych japońskich form ubioru, asymetrycznych cięciach tkaniny oraz modułowych rozwiązaniach, pozwalających na dowolne modyfikowanie projektu. Stylizacje modelek dopełniono autorską biżuterią Anny Orskiej. Kolekcja utrzymana jest w czerni, czerwieni i bieli, z intensywnymi szmaragdowymi akcentami. Joanna Hawrot traktuje modę konceptualnie, proponuje wielofunkcyjne rozwiązania stylizacyjne. Tkanina w rękach projektantki staje się rzeźbiarską materią, pozwalającą na tworzenie wielowymiarowych form ubioru. Najnowsza kolekcja to zdecydowane barwy i modernistyczne formy, doprawione nutą orientu.

CRACOW FASHION AWARDS W CENTRUM KONGRESOWYM ICE KRAKÓW W czasie uroczystej gali CFA, która odbędzie się 22 marca 2015 roku w Sali kameralnej ICE Kraków, zostaną przyznane prestiżowe nagrody, przyznane przez jury złożone ze specjalistów ze świata mody. Oprócz wyróżnionych kreacji, zobaczymy też pokazy kolekcji z zagranicy, m.in. z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Ukrainy czy Łotwy. W czasie gali w ICE Kraków swoje najnowsze projekty pokażą również uznani młodzi projektanci, a zarazem absolwenci Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru, m.in. Aneta Zielińska, Anna Pirowska (marka DRESSAP), Ewelina Kosmal, Anka Letycja Walicka czy Maria Mrowca. Swoją kolekcję pokaże również Joanna Błażejowska-Pecorari, polska projektantka mieszkająca na stałe w Paryżu. Krakowski tydzień mody rozpocznie się 21 marca od pokazu Cracow Fashion Awards Premiery w Muzeum Inżynierii Miejskiej, a potrwa do 29 marca. Odbędzie się w tym czasie kilkanaście wydarzeń - pokazy mody, konkurs dla fotografów mody Focus on Fashion, wystawy, warsztaty, konferencja czy mistrzostwa Polski w krawiectwie. Więcej informacji: www.cracowfashionweek.com | www.ksa.edu.pl

48


akcesoria

fluo

buty: MELISSA (HEGO’S - Kraków, Galeria Krakowska, Pawia 5) | kosmetyczka: PRACOWNIA MANA MANA | bransoletki plecione: SONIKK KNITTING ART | okulary przeciwsłoneczne: THE ROKKIE | bransoletki (pomarańczowa i żółta): EKOTERIA | bransoletki (prawa strona): EKOTERIA (czerwona i niebieska), QLLOE (obie białe) stylizacja: Agnieszka Bień, fot. R. Bednarczyk

49


sonda

Plastic

- FA N TA S T I C , C Z Y T E Ż N I E ? O GRANICACH DOPUSZCZALNEGO KICZU W KREOWANIU WIZERUNKU ROZMAWIAMY Z OSOBAMI, KTÓRE W SWOJEJ PRACY ZADAJĄ SOBIE TO PYTANIE NIEMAL KAŻDEGO DNIA.

L i d i a K al ita

(projektantka mody) Zjawisko „plastic fantastic” ma dwa oblicza. Z jednej strony kojarzone jest z kiczowatym stylem kobiet namiętnie i przesadnie korzystających z dobrodziejstw chirurgii plastycznej, a z drugiej to trend w modzie, który wciąż powraca i w tym znaczeniu może być „fantastic”. Okulary przeciwsłoneczne z tworzywa acetatowego, kopertówki z Perspexu, płaszcz z PVC czy biżuteria z wysokogatunkowej pleksi (pojawiła się w mojej kolekcji na sezon jesień-zima 2015/2016) często pojawiają się na światowych wybiegach i odpowiednio zestawione w stylizacji potrafią zrobić fantastyczne wrażenie.

fot. Archiwum Tomek Pikuła

fot. archiwum prywatne

Byłam kompletnie zafascynowana tą postacią. Lepore jest uosobieniem wszystkiego co nienaturalne, sztuczne i przesadzone. Jej twarz i całe ciało zostały na nowo skonstruowane przez chirurgów plastycznych. To, jak wygląda, jak się stylizuje i sposób, w jaki wykonuje makijaż, bardziej przypomina postać z kreskówki, niż człowieka. Amanda jest uznawana za „ofiarę operacji plastycznych”, ale również dzięki nim stała się ikoną popkultury i transseksualistów oraz wielką muzą fotografa LaChapelle’a.

S y lwia Rak o w sk a

(make-up artist) Jako makijażystce pracującej na ludzkich twarzach, „plastic fantastic” kojarzy się tylko z jednym – ze sztucznym wyglądem. Na początku swojej kariery poznałam w Nowym Jorku Amandę Lepore. Pracowałam nad jej nowym wizerunkiem do sesji zdjęciowej: Amanda jako Jessica Rabbit.

50

W przypadku Amandy określenie „plastic fantastic” istnieje i jest ono jak najbardziej trafne. Kicz, którego granice wielokrotnie przekroczyła, uczynił ją w końcu swoją Królową. Upłynęło już ponad dziesięć lat od mojego pierwszego spotkania z Amandą. Wokół mnie na ulicach jest coraz więcej zniekształconych operacjami i wypełniaczami twarzy – za dużych ust, za długich sztucznych rzęs. Sztuczne, plastikowe makijaże dopełniają całości – gruba warstwa podkładu, idealnie wyrysowana kreska na górnej powiece, mocno podkreślone rzęsy i kości policzkowe oraz jasne, pomalowane błyszczykiem usta, mają upodabniać do lalek. Dziewczyny poddają się różnym zabiegom upiększającym i często tracą nad tym kontrole. Ich wygląd zaczyna być przesadzony i odstraszający. Malując takie twarze musiałam nauczyć się ukrywać te nowe „atuty” urody pod warstwą kosmetyków. W zachodnim świecie XXI wieku kobieta jest pod wielką presją: musi być wiecznie młoda, piękna i seksowna. Dziewczyny, dbajmy o siebie, ale nie dajmy się zwariować i zachowajmy umiar – plastic nie jest fantastic ! Przekraczając granice kiczu staniemy się karykaturami samych siebie.


sonda

fot. Eva LovEt.

(autorka bloga „What Anna wears”) Każda stylizacja czy ubranie, które oglądamy na ulicy czy na wybiegach, zawsze jest oceniane przez pryzmat naszego subiektywnego gustu lub przez opinię publiczną. Chociaż, jak mówi powiedzenie, podobno o gustach się nie dyskutuje. Są pewne elementy garderoby, których nazwa pokazuje nam od razu całokształt stylizacji i charakterystykę danej osoby. Białe kozaczki to królowe i synonim kiczu. Myślę, że wszystko zależy jednak od tego, w jaki sposób zestawimy daną rzecz i jak ją będziemy nosić. Białe kozaczki wywołują w nas konkretne skojarzenia, a z drugiej strony występują na wybiegu czy w modzie ulicznej w sposób zupełnie stylowy i nieobciachowy. Kicz czy plastik od wielu lat w sztuce czy w modzie był celowym środkiem wyrazu, który umiejętnie użyty dawał do myślenia. Myślę, że każdy, kto ma choć odrobinę poczucia estetyki, potrafi odróżnić to, gdzie kicz jest założonym i zaplanowanym środkiem wyrazu, celowym zabiegiem, na przykład u artystki takiej jak Lady Gaga, a w których nieudolnym „artyzmem”. Uniwersalna estetyka jest nam niby dobrze znana, ale czasem granica bywa bardzo cienka i możemy zaliczyć tak zwane „wpadki modowe”. Never say never... Sama osobiście chyba nie pokuszę się o stwierdzenie, że „nigdy nie założyłabym...”, lubię się bawić modą i eksperymentować. Coś, czego teraz bym nie założyła na siebie, może za kilka lat okaże się moim ulubieńcem?

fot. archiwum prywatne

A nna S k u ra

A gn i eszk a Stop y ra

(ilustratorka mody) Wydaje mi się, że w mojej profesji, jaką jest ilustracja mody oraz grafika, kicz rządzi się trochę innymi prawami niż ogólnie w świecie mody. Jest on bardziej tolerowany, a niekiedy wydaje się atrakcyjniejszy, ekstrawagancki, co wynika z większych możliwości zaprezentowania go. Oprócz samej stylizacji jest właśnie ta wartość dodana, czyli sposób zilustrowania, artyzm, indywidualny styl oraz klimat artysty – wszystko to może sprawić, że nawet tandetna stylizacja będzie wyglądała na papierze niezwykle inspirująco. Uważam jednak, że tak naprawdę położenie różnorakich granic zależne jest od każdego człowieka.

51


sonda

Bo coś, co dla jednego będzie kiczowate i sztuczne, dla drugiego będzie niewinnym szaleństwem albo podkreśleniem własnej indywidualności.

J a g a H u paLo

fot. archiwum prywatne

(hair designer) „Plastic fantastic”, potocznie rozumiany jako kicz mniej lub bardziej świadomy, wpisał się w ramy szeroko pojętej sztuki współczesnej, designu, mody, architektury, medycyny, a nawet ludzkich relacji (nowe media). Bioplastik jako nowoczesna materia jest sprzymierzeńcem w wielu dziedzinach, szczególnie w rękach utalentowanych Twórców korzystających z drukarek 3D. Personalnie funkcjonuję w możliwie naturalnym, nieprzetworzonym, surowym środowisku, ale w praktyce korzystam z biodegradowalnych narzędzi, mebli, opakowań produktów. Dzięki temu ufam, iż nie eksploatuję dóbr naturalnych planety. W tej wersji „plastic” zawsze jest „fantastic”.

Mich a L Szulc

(projektant mody) Projektanci stale poszukują nowych, ciekawych inspiracji. Te, które są najbardziej bezpośrednie lub najłatwiejsze do odczytania, są już „zużyte” i zostało w nich już wszystko odkryte. Pole poszukiwań poszerza się więc o zjawiska, które do tej pory były nieciekawe, czasem odrzucające lub takie, które historycznie występowały stosunkowo niedawno. Wracające na wybiegi nawiązania do lat dziewięćdziesiątych serwują nam mniejsze lub większe porcje „kiczowatych” kolorów, zestawień, tkanin. Zapewniają wariacje na temat przerysowanych uczestników berlińskich parad, które kojarzą mi się z określeniem „plastic fantastic”. To, czy projekty będą intrygującą analizą, powiewem świeżości, czy też nudną, przewidywalną kopią kicz-inspiracji zależy już tylko od wrażliwości projektanta.

fot. archiwum prywatne

52

opracowała: AGNIESZKA BIEŃ


więcej niż czerń więcej niż mascara innowacyjna formuła łącząca piękno z pielęgnacją maksymalne pogrubienie i wydłużenie rzęs intensywne odżywienie dzięki bogactwu składników aktywnych: ekstraktu z miodu, elastyny, glikogenu, kolagenu głęboka, lśniąca czerń

www.paese.pl


la mode

N

iejednokrotnie mogliśmy się przekonać, że projektanci coraz chętniej współpracują z blogerkami - czy to przy kampaniach, czy kolekcjach. Również w naszej rodzimej branży mieliśmy do czynienia z tego typu projektami, a niedawno światło dzienne ujrzał najnowszy z nich. Stoją za nim autorka bloga What Anna Wears? – Anna Skura oraz Artur Czamarski, czyli projektant i założyciel autorskiej marki Czamarski.

AUTORSKA KOLEKCJA

WHAT ANNA WEARS? x CZAMARSKI logerka, która szczególnie ceni sobie zdrowy i aktywny tryb życia, stawia przede wszystkim na rzeczy, w których będzie się czuła wygodnie, a zarazem kobieco i wyjątkowo. Projekty z kolekcji What Anna Wears x Czamar­ ski idealnie wpisują się w ten klimat. Długa oraz koszulowa sukienka z obszernym kapturem zostały wykonane z wysokich jakości materiałów, które zapewnią nie tylko swobodę noszenia. Ich ciekawa i niebanalna forma, co jest charakterystyczne też dla innych projektów Artura Czamarskiego, to także gwarancja oryginalnego looku. Z kolei szary basicowy t-shirt, pomimo swojej prostoty, z pewnością będzie się wyróżniać spośród tych, dostępnych w popularnych sieciówkach. W tym przypadku efekt gwarantuje również świetnej jakości bawełna oraz doskonałe wykonanie.   Wszystkie projekty z kolekcji What Anna Wears x Czamarski dostępne są na platformie BoutiqueLaMode.com

54


Centrum Urody Moss Zapraszamy tel.: 12 446 90 09 ul. Prochowa 9 31-532 Krak贸w www.moss.krakow.pl


lifestyle

56

MOCNY MAKIJAŻ, KOLOROWE WŁOSY I OPALENIZNA Z SOLARIUM. RÓŻOWE FUTERKO, ŻÓŁTA KUSA MINI I BIAŁE KOZACZKI. KOLOR, PRZEPYCH, PRZESADA. KICZ NA SCENIE DA SIĘ LUBIĆ.

terpretuje go na swój sposób. Bo każdy stworzył jego własną definicję, której w mniejszym lub większym stopniu „plastic fantastic” był jedynie inspiracją. Jednak jedno jest pewne, nie ma on nic wspólnego z naturalnością.

„Plastic fantastic” jak nieproszony gość wdarł się na salony niemalże wszystkich aspektów życia XXI wieku. Oczywiście nie mogło go zabraknąć w wizerunku scenicznym piosenkarzy. To nie tylko róż, puszek i brokat. Co więcej, nie zawsze jest synonimem kiczu. Jak się okazuje jest wielowymiarowy, a każdy artysta in-

LANDRYNKOWY „PLASTIC FANTASTIC” Katy Perry z definicji „plastic fantastic” wyciągnęła tylko to, co najsłodsze, najbardziej dziewczęce oraz kiczowate. Piosenkarka fruwała już naga na fioletowej chmurce, jej biust zamienił się w dwa ciastka, a kiedy indziej w dwa okrągłe lizaki; była seksowną królową dżungli oraz różowym kociakiem w

cekinowe cętki. Oczywiście nie wspominając o tak podstawowych strojach, jak pani Mikołajowa oraz szalony bałwan w cylindrze. Gdyby jej wizerunek był lukrem, to na pewno różowym, najsłodszym jaki jest dostępny na rynku oraz przyprawiałby o ból zęba. Jej stworzony image wyznaje zasadę „im więcej tym lepiej” i zapewne nigdy nie słyszał, aby czegoś mogło być… za dużo! Musi być dosłownie i przesadnie do granic możliwości. Tylko Katy Perry w kolorowych włosach, w obszernej sukience z kwiatów w pastelowych kolorach, gra na gitarze z namalowanym złotym słonecznikiem i śpiewa do mikrofonu przypominającego zielony pęd, obok którego stoi klasyczna, metalowa konewka. Jej stroje


lifestyle

sceniczne niekiedy delikatnie balansują na granicy dobrego smaku, ale nigdy go nie przekroczyły. Nie jest wulgarna, kontrowersyjna, ani nie epatuje nagością. Katy widzieliśmy już w fioletowych, niebieskich oraz różowych włosach. Swój sceniczny świat „plastic fantastic” przekłada na czerwony dywan. Nie rezygnuje z kolorowych włosów, ani z pastelowej kolorystyki, a tym bardziej z przepychu. Te elementy kiczu przemyca w swoich kreacjach na wielkie gale. Niekiedy robi to z większym lub mniejszym przymrużeniem oka. Jednak gdyby to nasze oko było przymrużone, to na bank bylibyśmy w stanie rozpoznać, że ta suknia należy właśnie do niej. Wydawać by się mogło, że skoro Katy Perry sięgnęła po wszystko, co słodkie, różowe i bajkowe, to stworzyła kolejny, oklepany już wizerunek Barbie. Jednak tak się nie stało. Dziewczyna z sąsiedztwa bawi się kiczem, plastikiem i wszystkim co przerysowane, ponieważ jest to dla niej sposób artystycznego wyrazu. Poznała siłę koloru i robi wielkie show. Dzięki swoim strojom stała się gwiazdą popkultury i królową kiczu, ale kiczu, który sama zdefiniowała i ujarzmiła.

OSTRY KICZ Image Lady Gagi jest ostry, dziki i futurystyczny. Jej wizerunku scenicznego nie można porównać do landrynkowej Katy Perry. Jednak jeżeli chciałoby się przyrównać Lady Gagę do cukierka, to na pewno byłaby to mocna miętówka. Jedni zniosą tę zabójczą dawkę mięty, inni powrócą do słodkiego lukru. Piosenkarka uderza w przyszłość, wybierając plastikowe, lateksowe lub skórzane materiały, z których tworzy geometryczne kształtem stroje sceniczne. Kuse sukienki w metalicznych odcieniach, których elementy przypominają kryształy albo kawałki pokruszonego lustra. Czy też metalowy gorset wybity na kształt kobiecego ciała. Bo musi być seksownie i ostro, bo musi być widać nagie ciało. Widzieliśmy już Lady Gagę na scenie w skórzanej, nabitej ćwiekami bieliźnie lub w ostentacyjnie za krótkiej sukience ukazującej jej pośladki w kabaretkach. Lady Gaga kocha dziwne buty. Te o niebotycznie wysokich, niekoniecznie obcasach, ponieważ nie każdy wybrany przez nią but go w ogóle posiada. Oczywiście, aby jej wizerunek był spójny, cech charakterystycznych nie może zabraknąć na czerwonym dywanie.

Tak było, kiedy pojawiła się we wszystkim już dobrze znanej sukience z plastrów mięsa, bądź „przyjechała” na białym koniu na rozdanie nagród American Music Awards w 2013 roku. Kicz wybrany przez Lady Gagę nie ma nic wspólnego z różem i brokatem. Za każdym razem niebezpiecznie ociera się o wulgarność i kontrowersje. Tak jak wtedy, kiedy ubrana jedynie w erotyczny kombinezon z czerwonej koronki, z blond włosów miała ułożoną aureolę lub kiedy, trudno aż użyć słowa „ubrana”, jedynie w przeźroczystą gumową sukienkę, z głową nakrytą białą skórę do złudzenia przypominającą habit zakonnicy. „Plastic fantastic” na scenie rządzi się innymi prawami. Oczywiście, tak jak w pozostałych dziedzinach życia ma wiele twarzy i definicji. Może być różowym puszkiem albo ostrą, przesadną, metalową konstrukcją. To, co na ulicy jest kiczem, w świetle reflektorów lub na ekranie wygląda efektownie i wyraziście. Ponadto jest przedmiotem, który artyście służy do zbudowania spójnej całości oraz wyrażenia siebie. Kicz na scenie da się lubić. AGNIESZKA BIEŃ

57


wywiad

JEGO POKAZY ZASKAKUJĄ I NA DŁUGO ZAPADAJĄ W PAMIĘĆ. BYŁ TANCERZEM I STYLISTĄ. DOPIERO TWORZENIE POKAZÓW MODY POZWOLIŁO MU W PEŁNI ROZWINĄĆ SKRZYDŁA. MACIEJ MAJZNER, JEDEN Z NAJLEPSZYCH REŻYSERÓW POKAZÓW MODY W POLSCE, OPOWIADA O FASCYNACJI MUZYKĄ, CHOREOGRAFII I NOWYM SPOSOBIE NA POKAZYWANIE MODY. Skąd pomysł na zawód reżysera i choreografa pokazów mody? - To historia, która zaczęła się bardzo wcześnie i rozwijała się w mojej głowie przez kilkanaście lat. W wieku dziesięciu lat zacząłem uprawiać taniec towarzyski. Taniec to turnieje, pokazy. Przed erą „Tańca z Gwiazdami” taniec towarzyski był nieco niszowy, zaniedbany. Tańczyliśmy na salach gimnastycznych, w domach kultury. Nie było reżysera, który zadbałby o wygląd pokazu. Zwykle więc imprezy były źle oświetlone i nijakie, mimo że taniec to przecież dający wielkie możliwości stworzenia niezwykłej oprawy sport. Ponieważ ja, od kiedy pamiętam, zwracałem uwagę na klimat, oprawę, gdzieś w głowie pojawiały mi się obrazy, jak chciałbym żeby wyglądał

58

pokaz, do jakiej chciałbym zatańczyć muzyki. Wychowany na polskiej muzyce, zwykle namawiałem moje partnerki, byśmy tańczyli właśnie przy polskich utworach. Właściwie było tak od kiedy pamiętam i rozwijało się przez piętnaście lat, czyli ponad pół życia. Tańczyć przestałem w wieku dwudziestu pięciu lat. Czyli nie tak dawno? - Dokładnie. Niedługo przed końcem kariery tanecznej, w tych wizjach pokazów nastąpił pierwszy przełomowy moment. Wymyśliłem, że razem z moją partnerką zatańczymy rumbę w czarnych golfach i czarnych spodniach, boso do utworu Marii Peszek „Nie mam czasu na seks”. To była rewolucja! Nikt się tego nie

spodziewał. Pokazaliśmy zupełnie inną jakość! Zebraliśmy olbrzymie brawa. W tym momencie zapaliła mi się lampka, że to jest chyba coś, co daje mi najwięcej satysfakcji: wymyślanie historii, klimatu, muzyki, pokazanie swojej wizji, zaskoczenie widza. Można powiedzieć, że był to Twój performance? - Tak. Pokaz był całkowicie inny niż to, z czym kojarzył się taniec. Wyjęty z blichtru, piór, cekinów. To pierwszy przełomowy moment. Drugim takim momentem był obóz treningowy. Nasza trenerka wymyśliła konkurs. Mieliśmy podzielić się na grupy, wylosowaliśmy cztery hasła, zupełnie ze sobą niezwiązane i mieliśmy na ich bazie zbudować cały pokaz.


wywiad

Niesamowicie wkręciłem się w ten pomysł. Spędziłem całą noc ze słuchawkami na uszach i rano opowiedziałem mojej drużynie swoją wizję. Zgodzili się na wszystko. Inne grupy pokazały świetne show, pełne energii, tańca, uśmiechu, kolorów. Nasz pokaz był zupełnie inny. Posadziliśmy widzów na sali gimnastycznej z wielkimi oknami i balkonem. Sceną był ten balkon. Zasłonięte, odsłaniane po kolei okna, jako kolejne sceny. Pokazaliśmy drogę przez życie, starość, cierpienie. Pamiętam, że po naszym pokazie sala zamilkła. Później omawialiśmy spektakle. I wtedy padło pytanie, kto z nas to wymyślił. Chłopaki z drużyny powiedzieli, że ja. Dostałem ogromne gratulacje i pierwszy raz usłyszałem, że powinienem zająć się reżyserią. Pamiętam cały ten wieczór do dziś, dokładnie. Później pracowałem przy kilku, może kilkunastu pokazach młodych projektantów, głównie podczas łódzkiego Fashion Weeku. Zawsze wymyślałem coś nowego, np. muzykę na żywo, przestawienie krzeseł, by wybieg wyglądał inaczej, niż podczas innych pokazów. Ale tak naprawdę najbardziej przełomowym momentem była przeprowadzka do Warszawy. To jednak tutaj funkcjonuje branża mody. Pracując w łódzkiej Manufakturze trafiłem na konkurs, którego jurorką była Joanna Horodyńska. Szef kazał mi tam iść! Kazał? - Wyszedłem na przerwę w pracy i złapał mnie fotograf. Powiedział, że jestem fajnie ubrany i zapytał, czy może zrobić mi zdjęcia, że jest konkurs. W dniu konkursu, włączył mi się komplikator, zawsze tak jest, kiedy chcę dobrze wypaść, zaczynam kombinować. Założyłem biały t-shirt, czarne jeansy, tenisówki i stwierdziłem, że tak pójdę. Szef na to nie pozwolił i dzięki niemu wygrałem konkurs. Dzięki Kuba! Byłem strasznie zestresowany konkursem i poznaniem Joanny. Wiesz, gwiazda z telewizji, słynąca z krytycznych opinii. Na szczęście znałem ekipę Lilla House przygotowującą konkurs, wcześniej kilka razy ze sobą pracowaliśmy. Wspierali mnie. Joanna też. Okazała się niesamowicie sympatyczną i naprawdę piękną kobietą. Widziała mój stres. Złapaliśmy fajny kontakt właściwie od razu. Po pokazie rozmawialiśmy. Powiedziałem, że chciałbym zostać jej asystentem (dziewczyny z Lilla powiedziały mi na ucho, że nie ma asystentki). Joanna powiedziała OK, wyślij CV. To był początek września. Temat ucichł. Pod koniec października był Fashion Week w Łodzi. Wkręciłem się do pomocy na backstage’u przy pokazie MMC. Wiedziałem, że Joanna jako muza duetu będzie gwiazdą pokazu. Nie ukrywam, że chciałem się przypomnieć. Okazało się, że mnie pamięta. Spytała podobno kilku osób, czy mnie widują na pokazach, czy się tym interesuję, czy chcę się po prostu

wylansować na pracy z nią. Okazało się, że dzięki wielkim okularom poznają mnie i kojarzą rzeczywiście jako pasjonata mody, będącego na pokazach, nie tylko na after party. Dogadaliśmy się z Asią, ale wtedy zacząłem się zastanawiać, po co mi to, przecież jest dobrze, jak jest. I wtedy tata, który był bardzo przeciwny jakimkolwiek moim kontaktom z modą powiedział, że jeśli nie spakuję się sam, on to zrobi, że marzyłem o tym i mam spełniać swoje marzenia. Od stycznia byłem już w Warszawie. Zostałeś asystentem? - Tak, zostałem osobistym asystentem Joanny Horodyńskiej. Jak długo współpracowaliście ze sobą? - Pół roku. Dużo pracowaliśmy. Sesje, pokazy, kolekcja Asi dla Gatty. Wbrew pozorom praca asystenta to nie jest noszenie torebki za gwiazdą i mycie jej auta. To praca twórcza i momentami naprawdę harówa. No i właśnie w takim trudniejszym momencie nastąpił kolejny przełomowy moment. Pracowaliśmy przy dużym pokazie bielizny – reżyseria, choreografia. Asia dała mi więcej luzu, mogłem się bardziej wykazać, wiedziałem, że mogę mówić o swoich nawet najdziwniejszych pomysłach, bronić ich. Byłem bardziej pewny tego, co robię. I tu pojawił się naprawdę ryzykowny pomysł. To znaczy? - Motywem przewodnim pokazu były Smoki i Motyle. Moje koleżanki – marka Shumik100%, pojechały z kolekcją kapeluszy na pokaz do Londynu. Kiedy zobaczyłem te kapelusze, oszalałem i wiedziałem, że musimy mieć je w pokazie. Problem polegał na tym, że pokaz w Londynie był dzień przed naszym w Warszawie. Kapelusze leciały do nas w nocy, odebraliśmy je naprawdę kilka godzin przed pokazem. Nie mieliśmy alternatywy. Asia całkowicie mi zaufała. Stwierdziła, że najwyżej zbierzemy falę krytyki. Kapelusze były kolorowe, całe brokatowe, a na nich umieszczono wielkie smoki i motyle właśnie, czyli motyw przewodni pokazu! Okazały się hitem! Do tego muzyka, która też była zaskakująca. Pamiętam, że Asia podziękowała mi wtedy i powiedziała, że niedługo już nie będę jej asystentem, że jestem zdolny i mam się rozwijać i pracować przy swoich projektach i że widzi, że pokazy to absolutnie moje miejsce. Bardzo mnie dopingowała, zresztą robi to do dziś, mimo że pracowaliśmy razem tylko pół roku. Choć w zeszłym roku, po dwóch latach przerwy, znowu zrobiliśmy wspólny pokaz. Byliśmy super zespołem. Wspominam z sentymentem, zawsze będę.

Wiem, że pracowałeś również jako stylista. Dlaczego zrezygnowałeś z tej profesji? - Stylizacja dalej przewija się przez moje życie. Jednak zdecydowanie wolę pokazy. W reżyserii pokazów jest większa adrenalina, której potrzebuję do życia, rozwoju. Stylizacja jest bardziej statyczna, rozciągnięta w czasie. Godzinami szukasz ubrań, sesje trwają całe dnie. Kiedy już zapomnisz o danym projekcie, widzisz efekt swojej pracy na kilku zdjęciach. Zresztą sama o tym wiesz. Reżyseria pokazów to krótszy proces. Masz w głowie pomysł, obrazy, przygotowujesz to i czekasz na efekt. Gaśnie światło, chwila ciszy, zaczyna się muzyka, rusza pierwsza modelka. To ta adrenalina, którą lubię. Poza tym w pokazach mam jak na razie więcej wpływu na wygląd całego pokazu, niż miało to miejsce w przypadku sesji. Stylizując nigdy nie miałem w tak dużym stopniu wpływu na efekt końcowy jak podczas pracy przy pokazie. Naprawdę? - Na sesjach zwykle było tak, że fotograf miał wizję, wiedział czego chce, ja też i trzeba było to pogodzić. W reżyserii pokazów do tej pory miałem szczęście pracować z projektantami, którzy byli otwarci na moje pomysły i realizowałem je w 90%. Zawsze przygotowuję cały pomysł, przedstawiam go projektantowi i przekonuję, by mi zaufał. Oczywiście najpierw rozmawiamy o inspiracjach kolekcji, jej temacie i tworzymy zarys, ale dotychczas projektanci naprawdę mi ufali i godzili się na mój pomysł. Może dlatego, że widzą, że kocham to robić i wkładam w to całego siebie. Pokazy łączą wszystkie moje największe pasje – modę, muzykę, ruch sceniczny i dzięki nim

59


wywiad

mogę pokazać swoją wrażliwość, wprowadzić ludzi w pewien klimat. Jak wygląda proces reżyserii pokazu u Ciebie, od samego pomysłu do wyjścia pierwszej modelki? Dla mnie przygotowanie pomysłu to jedna noc, jestem bardzo zadaniowy. Kiedy słyszę: „stwórzmy pokaz”, oglądam kolekcję, rozmawiam z projektantem, natychmiast mam w głowie obrazy. Również muzyka zaczyna od razu grać w uszach, pojawiają się światła, dymy, zapachy. Więc pierwotna wersja obrazu pojawia się właściwie od razu. Czasami później coś się zmienia, wymyślam coś innego, ale po kilku latach reżyserii pokazów wiem, że muszę sobie ufać, bo ten pierwszy pomysł jest strzałem w dziesiątkę. Jest zawsze najlepszy. Za każdym razem, kiedy zaczynam coś kombinować, wracam do pierwotnej wizji, bo kolejne nie przekonują mnie tak jak pierwsza.

ciekawą i spójną galę, złożoną z kilkunastu kolekcji. I tak rok temu ogłosiłem zadowolony, że będzie tylko polska muzyka i wybuchł prawdziwy bunt. Musiałem namawiać projektantów, by mi zaufali i chociaż posłuchali moich propozycji. To nie była muzyka wybierana przypadkowo. Oglądałem wcześniej kolekcje, czytałem o ich inspiracjach i szukałem muzyki, która dobuduje jak najlepszy klimat. Ostatecznie z dwudziestu projektantów tylko jeden zmienił muzykę, pozostali zaufali mi.

Twoje pokazy mody zawsze zbierają pochwały? - To nieskromne, ale na razie tak. Nie miałeś tak, że opinie były podzielone, a nawet negatywne? - Nie, naprawdę nie.

60

A masz ułożony plan na wypadek, gdyby ktoś powiedział, że jednak słabo wyszło? - Nie. Muszę stworzyć taki pokaz, żeby nikt nie miał powodów do takiej opinii (śmiech). Lubię zaskakiwać ludzi. Zdarzało mi się, że słyszałem, że ktoś nie lubi takiej muzyki, że nie pomyślałby o wykorzystaniu danego utworu do pokazu albo prezentacji konkretnej kolekcji. Jednak do tej pory, nawet jeśli jakiś mój pomysł nie był w czyjejś stylistyce, słyszałem, że to dobrze, że zaskoczyłem, że był klimat i pokaz był spójny. O to mi chodzi. Nigdy nie trafi się w gust wszystkich osób oglądających pokaz. Ale cieszę się, że ludzie doceniają moje pokazy i są obiektywni.

Było ciężko pogodzić taki tłum artystów? - Tak, bardzo. Większość projektantów po pokazie stwierdziła, że byli w szoku. Spodziewali się hitów, muzyki z radia. Część próbowała mi wmówić, że to nie jest polska muzyka i że ich oszukuję, bo zwyczajnie jej nie znali. Nie wiedzieli, że polskie utwory mogą być tak dobre. Musiałem więc podać im playlistę (śmiech). Jedna dziewczyna przyszła ze łzami w oczach i podziękowała mi, że jej pokaz był piękny. Podobno stała na backstage’u w czasie swojego pokazu i płakała. To było niesamowite uczucie, kiedy mi o tym mówiła. Dla takich właśnie chwil to robię.

Zdarzyło Ci się, że projektant odrzucił Twoją wizję pokazu? - Mhm..., tak. Było tak w zeszłym roku na gali Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru, którą reżyserowałem pierwszy raz. Miałem pomysł, którego byłem pewien w 100%. Rewolucja! Tylko polska dobra alternatywna muzyka. Pomyślałem, że to idealny pokaz na taki klimat. Młodzi projektanci, pewnie otwarci. I okazało się, że zbuntowali się i nie zgodzili. Podczas przygotowań do gali całą muzykę przygotowuje reżyser. Pojawia się konflikt, ponieważ projektanci pokazują swoje kolekcje dyplomowe, każda zbudowana jest na innej inspiracji, każda ma inny klimat, każdy projektant ma inną wizję. A reżyser musi zbudować sprawną, nie nudną,

Miałam okazję pracować z Tobą i wiem, że jesteś bardzo otwartą i pozytywną osobą. Nie zauważyłam, żebyś się stresował przed pokazem, a wręcz przeciwnie – byłeś ostoją spokoju. Czy Ty w ogóle stresujesz się pokazami? - Stres pojawia się w momencie, kiedy zaczyna się pokaz. Przez piętnaście lat tańczyłem zawodowo, nie mogłem pokazać rywalom, że jestem zdenerwowany. Nauczyłem się nie tyle ukrywać stres, co spychać go w podświadomość. Mam tak do tej pory. Po pokazie bolą mnie nogi, zupełnie jak po wysiłku fizycznym, jakbym przetańczył kilka rund. To ten sam ból. Przy tworzeniu pokazu jest też tak, że jestem pewien swojego pomysłu. Co może się wydarzyć? Mam również świetną, zaufaną

ekipę, z którą pracuję. Maria, którą nazywam szefową backstage’u (ja jestem szefem front stage’u <śmiech>), jest oazą spokoju, a jednocześnie bardzo sprawnie i zdecydowanie pracującą osobą. Jest miła i uśmiechnięta, ale kiedy trzeba, potrafi ustawić wszystkich pod linijkę. Trochę zrzucam jej tą rolę. Ja wolę się wtopić w klimat pokazu, skupić rzeczywiście na tym, co dzieje się na wybiegu, niż na dyscyplinie i tym, czy przymiarki idą sprawnie. Maria to ogarnia. Jesteśmy świetnym duetem. Dodatkowo mam też zaufaną ekipę oświetleniowo-nagłośnieniową. Zrobią wszystko, co wymyślę, jeśli tylko budżet pokazu na to pozwoli. Przy pokazach MSKPU i Fashion Designer Awards z muzyką pomaga mi Bartek Winczewski. Facet z wieloletnim doświadczeniem w branży muzycznej. Podsyła mi takie perełki, że czasami wkurzam się, że sam tego nie znalazłem. Reżyseria pokazu to nie jedna osoba, to cała ekipa. Ja daję pomysł, jestem decyzyjny, ale bez sprawnej i dobrej ekipy moje pomysły byłyby niczym. Dobra ekipa to też mój spokój w czasie pokazu. Wiem, że wszystko będzie tak, jak to wymyśliłem. Dlatego pokazom towarzyszy bardziej ekscytacja, taka motywująca adrenalina, niż stres. Chyba że modelka nie przejdzie całego wybiegu i z premedytacją go skróci? - Wtedy się wkurzam. Pokaz to praca. Jeśli ktoś nie ma ochoty tam być, skupić się na próbie, na tym co do niego mówię, myli choreografię, skraca wybieg, nie musi pracować w tym zawodzie. Jestem pasjonatem i wymagam tego samego od innych. Rób coś z pasją albo wcale... Wszyscy pracujemy na wspólny sukces. Jesteś pamiętliwą osobą? Jeśli jakaś modelka Ci podpadnie, nigdy więcej z nią nie współpracujesz? - Kiedy coś pójdzie nie tak, rozmawiam z modelką. Jeśli widzę, że jej nie zależy, rozmawiam z bookerem i proszę, by na następny casting zaproponował inną modelkę. Jak oceniasz proces rozwijania się pokazów mody w Polsce? - Na polskim rynku pokazów mody, a właściwie w świadomości wszystkich, istnieje jeden reżyser, czyli Kasia Sokołowska. Skomentowała to ostatnio Dorota Wróblewska: to nie rozwinie pokazów, bo do rozwoju potrzebne są bodźce, czyli konkurencja. Nie mówię tego tylko dlatego, że też reżyseruję pokazy, ale uważam, że ktoś w miarę nowy, ale jednak z niemałym doświadczeniem przewietrzyłby ten zamknięty pokój. To tak, jakby istniał jeden projektant mody. Ciekawie? Projektanci, mimo że np. ich grupa docelowa jest taka sama, mają odrębny styl. Mogą funkcjonować równolegle i tworzyć. Każdy znajdzie i dotrze do swojego odbiorcy. To samo dotyczy reży-


wywiad

serów. Często słyszę opinię: „chcesz wygryźć Sokołowską”. Nie! Chcę pracować, robić to co umiem najlepiej, to co kocham najbardziej. A polski rynek mody jest na tyle duży, że bez problemu znajdzie się dla mnie więcej miejsca, niż zajmuję do tej pory. Polski rynek jest dość trudny jeśli chodzi o pokazy. Wiele osób, nawet pracujących w branży mody, nie idzie obejrzeć pokazu, ale trochę szopkę. Są tłumy celebrytów, a wybieg trzeba oświetlić tak, by po pierwsze było widać kto siedzi w pierwszym rzędzie, a po drugie, by fotoreporterom było wygodnie robić zdjęcia. Dlatego pokazy często wyglądają tak, że modelki idą w zbyt jasnej sali, zbyt szeroko wyświetlonym wybiegiem. Oglądając światowe pokazy zwróć uwagę, że zwykle nie widzisz nic, co dzieje się wokół wybiegu. Często nawet sam wybieg nie jest bardzo oświetlony, bo nie chodzi o to, by pokazać wszystko wokół albo by zdjęcia z pokazu mogły być gotowym lookbookiem kolekcji. Tworząc pokaz myślę przede wszystkim o klimacie, jaki będzie mu towarzyszył, co będą widzieli i czuli ludzie siedzący na nim, a nie czy fotografowi będzie trudno zrobić zdjęcie. Przykro mi. Miałem sytuację, kiedy fotograf kazał mi skrócić wybieg o pięć metrów, bo jest za ciemno i mu nie wygodnie fotografować. Wtedy szefowa oświetleniowców zrobiła zdjęcie telefonem, które wyszło świetnie. Pan fotograf zmienił zdanie. Polskie pokazy są też dla mnie przewidywalne. Słysząc nazwisko danego projektanta wiesz, jak będzie wyglądał jego pokaz. Na przykład na sali gimnastycznej lub w teatrze? Dokładnie. Z jednej strony to dobrze, bo podkreśla styl projektanta, ale ja chciałbym zaskakiwać, robić coś innego, nowego. Wykorzystywać przestrzeń w maksymalnie kreatywny sposób. Jeśli decydujemy się stworzyć pokaz w teatrze, to nie zasłaniamy tej przestrzeni białym telebimem, tylko budujemy klimat, wykorzystując potencjał miejsca. Dlatego też lubię wykorzystywać w pokazach polską muzykę. Nie mówię o hitach z radia, ale o dobrej muzyce, często niszowej, alternatywnej, choć bardziej znani artyści lub utwory wprowadzają niepowtarzalny klimat. Pamiętam jeden z pierwszych pokazów, jakie tworzyłem – Jacek Kłosiński – Hyakinth na Fashion Weeku. Kolekcja była inspirowana katastrofą w Japonii. Zacząłem szukać na Youtube pod hasłem „Japonia” - nie znalazłem nic ciekawego. Wpisałem więc sushi i wyskoczyła mi cała płyta Nosowskiej właśnie pt. „Sushi”. Charakterystyczny rozpoznawalny głos w dziwnym języku. Ludzie byli zaskoczeni, kojarzyli, gdzieś zapalała im się lampka, że znają ten głos, ale byli zaskoczeni. Dodatkowo klimat podbudowała skrzypaczka grająca na żywo fragment tego utworu.

Lubisz zaskakiwać. - Właśnie o tym mówiłem wcześniej. By nie tworzyć pokazów zapobiegawczo. By wprowadzać coś nowego, element zaskoczenia, zaciekawić, pozostawić niedosyt przed następnym pokazem. Chanel ma tak charakterystyczny styl, że nawet pokazując kolekcję w supermarkecie wszyscy wiedzą, że to Chanel po sekundzie. Tak samo jest z kolekcjami polskich projektantów. Nie chciałabyś zobaczyć czyjegoś pokazu w miejscu, przy muzyce, które by Cię zupełnie zaskoczyły? Dały nowe spojrzenie na twórczość projektanta? To nie chodzi o robienie czegoś na przekór stylistyce projektanta, na siłę, ale coś nowego, małą rewolucję. Chciałbyś wprowadzić taką rewolucję? - Chciałbym! Oczywiście. Odkrywać w samych projektantach, ale też w gościach ich pokazów, coś czego nie znają. Pracowałeś również z Mariuszem Przybylskim, tak? - Tak, przez pół roku pracowałem w butiku. Twoja kariera przeszła każdy możliwy etap ewolucji. Nie masz jeszcze trzydziestu lat, a osiągnąłeś naprawdę bardzo dużo. - Dziękuję. Ale to dopiero początek. Rzeczywiście moja praca fajnie się rozkręca w kierunku, który sobie założyłem. Myślę, że znaczenie ma to, że mam duże szczęście, żeby być w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. To, że tańczyłem sprawiło, że jestem bardzo otwarty i łatwo nawiązuję kontakty. Rzeczywiście było tak, że przez pół roku pracy z Asią poznałem bardzo dużo ludzi. Dzięki temu, po zakończonej współpracy, przez miesiąc pracowałem przy fajnym projekcie w „Fashion TV”. Tam poznałem Malwinę Wędzikowską, głównego kostiumografa „Top Model”. Polubiliśmy się i stwierdziliśmy, że fajnie byłoby coś jeszcze razem zrobić. Później, kiedy szukałem pracy, czegoś nowego, napisałem do Malwiny, czy nie potrzebuje ludzi. Okazało się, że potrzebowała, więc pracowałem przy „Top Model”. Na planie poznałem Mariusza Przybylskiego, z którym też od razu złapałem fajny kontakt. Okazało się, że miesiąc po zakończeniu nagrań do programu Mariusz otwiera butik i przydałby się ktoś, kto pracuje w branży, zna stylistów, czuje ubrania. I tak trafiłem do Mariusza. Pracujesz również w agencji PR-owej? - Tak, pracuję w agencji PRIMUM PR. To znowu następstwo tego, gdzie byłem w danym czasie, w danym miejscu. Złożyłem CV i okazało się, że agencja szuka osoby, która zajmie się marką modową, tzn. będzie kontynuowała tą opiekę PR-ową. Studiowałem filologię polską ze specjalizacją PR-ową i na tym moja przy-

goda z PR-em się skończyła. Teraz pracuję głównie przy projektach związanych z marką VAN GRAAF. Dotychczasowa praca w branży mody zdecydowanie mi pomaga. PR mnie bardzo kręci, uczę się bardzo wielu rzeczy, o których nie miałem pojęcia, ale też dużo robię zgodnie z intuicją. No i to nadal działania związane z modą, eventami, więc jestem w swoim żywiole. Czy masz wybranego projektanta, którego pokaz chciałbyś reżyserować? - Hmm… Z polskich projektantów marzę o przygotowaniu pokazu duetu MMC, z którym miałem już możliwość pracować. Ale marzę o wielkim pokazie. Kocham ich podejście do mody, do pokazu, ich warsztat. Mógłbym wymieniać dalej za co ich kocham, ale to by trwało, bo naprawdę jest tego mnóstwo. Miałem okazję przygotować również małą prezentację Agnieszki Maciejak. Mieliśmy fajny przepływ energii, jej ubrania są świetne. Chciałbym zrobić jej pokaz! Czekam też na pokaz Wojtka Haratyka. To mój przyjaciel i wiem, że pokaz niebawem i że będę go tworzył. Nie mogę się doczekać, bo Wojtek ma „niepolskie” podejście do mody i pokazu. Tworzy dla facetów klasykę z modowym sznytem. Często łamiąc tą klasykę. Zależy mu, by jego pokaz był niepowtarzalny, kameralny, klimatyczny, w pięknym miejscu, przy dobrej muzyce. Zagranica to Lanvin, Givenchy, Rick Owens czy Proenza Schouler. Tak naprawdę nie ma projektanta, którego pokazu nie chciałbym stworzyć. Nawet jeśli będzie wyzwaniem, bo np. kolekcja będzie zupełnie nie w mojej stylistyce, kto da radę, jak nie ja (śmiech)? Poważnie mówiąc jestem mistrzem zadań specjalnych. Pokaz MSKPU to dwadzieścia najróżniejszych kolekcji dyplomowych, Fashion Designer Awards to dziesięć bardzo krótkich prezentacji kolekcji, stworzonych według jednego motywu przewodniego, którym np. rok temu były Szalone Lata 20. i 30. To absolutnie nie mój klimat. W tym roku tematem jest Moods of the Night. Nie mogę się doczekać, bo tworzymy zupełnie nową jakość. Scenografia, muzyka będą całkowicie nowe. Joanna Sokołowska-Pronobis, producentka, zgodziła się na wszystkie moje pomysły! Nie mam marzenia, by stworzyć pokaz konkretnego projektanta. Marzę, by reżyserować pokazy, robić je jak najlepiej potrafię, a co za tym idzie, spełniać się. To spełnienie moich marzeń. Myślę, że będę je spełniał przez całe życie, że nie stwierdzę któregoś dnia: „tak, zrobiłem już wszystko”. Bo ciągle pojawiają się nowe cele. Poza tym takie 100% spełnienie chyba jest nudne, a ja potrzebuję adrenaliny.

ROMAWIAŁA MONIKA GĄSIOREK-MOSIOŁEK

61


W sesji udział wzięli zwycięzcy konkursu „Przyłapani Na Modzie”, organizowanego przez Galerię Krakowską. Sesja została zrealizowana w przestrzeniach Galerii Krakowskiej.

62


63


64


65


66


67


68


przyłapani na modzie

SPOŚRÓD 1000 ZDJĘĆ I 180 STREETOWYCH STYLIZACJI AKCJI „PRZYŁAPANYCH NA MODZIE” JURY ZDECYDOWAŁO, ŻE TYTUŁ NAJLEPIEJ UBRANEJ KOBIETY I NAJLEPIEJ UBRANEGO MĘŻCZYZNY 2014 ROKU OTRZYMUJĄ: ZUZANNA KARCZ I WIKTOR LEŚNIAK. OBOJE NIE PROWADZĄ BLOGA, ALE ZDECYDOWANIE INTERSUJĄ SIĘ MODĄ. ICH STYL UDOWADNIA, ŻE ODPOWIEDNIO ZESTAWIONE UBRANIA POTRAFIĄ NAPRAWDĘ WIELE! CO TAK NAPRAWDĘ SĄDZĄ O STREET STYLU, MODZIE I TRENDACH? Jak określilibyście swój styl? Zuzanna: Mój styl jest dość monokolorystyczny. Nieskromnie powiem, że jestem dość barwną osobą, dlatego cenię sobie prostotę w ubiorze. Lubię ubierać się warstwowo oraz bawić się konstrukcjami w stylizacji. Połączenie sportowego, luźnego looku z eleganckimi detalami - to cała ja. Wiktor: W modzie preferuję prostotę – wyraziste kroje, stonowane barwy, klasyczne buty. Elegancja odpowiada mi zdecydowanie najbardziej, ale tylko z nutką szaleństwa, ekstrawagancji, mocnego akcentu. Wystrzegam się nudy. Strojom nadaję indywidualny dla siebie charakter. Koszula i marynarka to mój zestaw podstawowy, ale w doborze ubrań nigdy nie stosuję sztywnych granic. Na zakupach zawsze dobieram rzeczy do tych, które aktualnie noszę – w ten sposób tworzy się uniwersalna szafa, pełna pasujących do siebie ubrań. Znajomi nazywają ubrania w sklepach „wiktorowymi” - to chyba jakiś nowy styl (śmiech)   Ulubiony kolor to...? Zuzanna: Zdecydowanie moim ulubionym kolorem jest czerń. Niektórzy mówią, że jest to najprostszy do zastosowania i najbanalniejszy kolor. Uważam jednak, że ubrać się naprawdę ciekawie i inaczej, przy zastosowaniu właśnie czerni, to prawdziwa sztuka. ALL BLVCK ! Wiktor: Uwielbiam kolor biały. Jest pełen harmonii, kojarzy mi się z perfekcjonizmem. W ubiorze jest uniwersalny, ale też mocny i zwracający na siebie uwagę. Nie ma nic bardziej eleganckiego niż wystający z rękawa marynarki lub płaszcza biały mankiet koszuli. Uwielbiam wszystkie kolory ziemi, naturalne, stonowane, pełne dobrej energii...   Trend, który wybieracie na sezon wiosna/ lato to...? Zuzanna: Przyznam, że nie podążam ślepo za trendami, aczkolwiek łączenie spodni ze spódnicami, nowe zastosowania dla „siatki” czy też zabawa symetrią ubrań (mam tu na myśli łączenie długiej i obszernej góry ze spódnicami) to coś, na co na pewno pozwolę sobie w tym sezonie.

Wiktor: Proste kroje i geometryczne wzory mają wkrótce zyskać jeszcze bardziej na popularności. Cieszy mnie to, bo właśnie proste rozwiązania cenię w modzie najbardziej. Mam tylko nadzieję, że nie zabraknie ciekawych kolorów! Macie swojego modowego idola? Osobę, z której czerpiecie inspiracje? Zuzanna: Moim ulubionym projektantem i jednocześnie osobą, która jest dla mnie źródłem inspiracji jest John Galliano. Uwielbiam jego surrealistyczne spojrzenie na modę. Jego kolekcje pokazują, że ubranie nie jest jedynie kawałkiem materiału służącym do zakrycia ciała, ale prawdziwą sztuką, której zrozumienie nie zawsze jest proste. Jeśli chodzi o polskich projektantów to zdecydowanie moimi faworytami są Kamil Owczarek i Michał Gilbert, czyli duet Bohoboco. Prezentują Oni całkowicie inne spojrzenie na modę niż Galliano, ale w modzie przecież o to chodzi - o zabawę różnymi stylami i łączenie ich w ciekawy sposób. Wiktor: Podziwiam styl brytyjskiej ulicy, kostiumy Sherlocka Holmes’a i awangardę młodego Franka Sinatry. Strój powinien flirtować z otoczeniem, zachowując jednocześnie dla niego szacunek. Zarówno styl brytyjski, jak i obie te postaci łączą elegancję z luzem, mają w sobie coś przekornego, śmiałego, zawadiackiego. To w nich właśnie lubię. Czy tytuł najlepiej ubranych zmienił coś w Waszym życiu? Zuzanna: Tytuł najlepiej ubranej zdecydowanie dodał mi pewności w tym, co robię. Dał mi też niezłego „kopa” jeśli chodzi o dążenie do celu i realizacji moich planów związanych z modą. W przyszłości chciałabym zająć się stylizacją... może nawet projektowaniem ubrań. Teraz wszystko wydaje się nieco bliższe, prostsze do realizacji. Wiktor: Wygrana dała mi dużo radości i poczucie docenienia, a jest to dla mnie bardzo ważne. Sesja zdjęciowa, w której dzięki wygranej miałem możliwość wzięcia udziału, utwierdziła mnie w przekonaniu, że twórcze zajęcia dają mi w życiu najwięcej frajdy. Zmie-

niło się nieco moje myślenie, a więc zrodziły się też nowe pomysły i chęć podjęcia nowej, twórczej inicjatywy.   Co sądzicie o akcji Przyłapani na modzie? Zuzanna: Akcja Przyłapani na modzie to świetna inicjatywa. Pokazuje, że Polacy potrafią się dobrze ubrać, a sfotografowane stylizacje świetnie służą jako inspiracje dla innych. Mam nadzieję, że akcja będzie miała wiele kolejnych edycji. Wiktor: Myślę, że jest to bardzo przyjemny projekt, skupia się w końcu na fotografowaniu rzeczy ładnych i oryginalnych. Poszerza ogólne pojmowanie mody, prezentując szerszemu gronu najważniejszy jej wymiar, jaką jest moda ulicy, moda użyteczna. Wielu ludzi poszukuje inspiracji, pomysłu – zdjęcia z akcji mogą posłużyć za świetne źródło informacji, prezentujące fajny dobór ubrań oraz ich marki. Akcja przebiega w bardzo przyjaznej atmosferze. Dla mnie był to miło spędzony czas. Ponadto bardzo cieszy mnie coraz częstsze podejmowanie inicjatyw otwierających ludzi na nowe doznania związane z modą. Waszym zdaniem promowanie mody ulicznej jest ważną inicjatywą? Zuzanna: Moda uliczna jest nam wszystkim o wiele bliższa niż ta, pokazywana na wybiegach. To z ulicy czerpiemy swoje inspiracje. To na ulicy możemy wyrazić siebie przez swój ubiór. Cieszę się, że na krakowskich ulicach można zobaczyć coraz więcej świetnie ubranych ludzi - oby było ich coraz więcej! Wiktor: Śledzę wiele polskich, jak i zagranicznych stron prezentujących nie tylko modę, ale i sylwetki przypadkowych osób. Uważam, że tego typu inicjatywy otwierają ludzi na nowe eksperymenty z modą, inspirują i poszerzają horyzonty. Dają też przekrój złożoności stylów i upodobań, edukują. Pokazywanie mody ulicznej prezentuje całokształt społeczeństwa, jego wielowymiarowość. Uczy więc akceptacji różnic międzyludzkich. Myślę, że każdy strój skrywa historię wartą opowiedzenia, bowiem w parze z modą zawsze idzie ludzki, mocny charakter.

69


Futro: Mohito Top: Vintage Spodnie: Topshop Buty: Adidas Jeremy Scott

70


71

MODELKA: ANNA / MANGO MODELS | STYLIZACJE: MARTYNA KONDRATOWICZ, KAJA ŚWIDERSKA | MAKE UP: MONIKA KROPAT WŁOSY: DANIEL RYBACZEK | ASYSTENCI: PIOTR SZEWC, WIKTOR ZAWISZA | ZDJĘCIA: ARKADIUSZ JANKOWSKI


Kurtka: Adidas Jeremy Scott Top: Adidas Jeremy Scott Spodnie: Adidas Jeremy Scott Buty: Adidas Jeremy Scott

72


Sukienka: Adidas Jeremy Scott Paski: Stradivarius Kolczyki: H&M

73


Bluzka: RUN DMC Adidas Originals Sp贸dnica: H&M Sp贸dnica: Adidas Originals

74


Top: H&M Body Chain: H&M Szorty: Adidas Originals Legginsy: Vintage Buty: Adidas Jeremy Scott

75


Sukienka: Alexander Wang x H&M Legginsy: Alexander Wang x H&M Torba: Topshop Buty: Topshop

76


Sukienka: Alexander Wang x H&M Buty: Adidas Jeremy Scott

77


wywiad

POZA

SCHEMATAMI fot.: Paweł Zając

78


wywiad

AZWISKO DALI TO SYNONIM SURREALIZMU, EKSCENTRYZMU, ARTYZMU I PODKRĘCONEGO WĄSA. DANIEL JACOB DALI NIE JEST PROJEKTANTEM SURREALISTYCZNYM, BRAKUJE MU TAKŻE NONSZALANCKIEGO WĄSIKA, ALE BEZ WĄTPIENIA DĄŻY DO TEGO, ABY JEGO KOLEKCJE BYŁY ROZPOZNAWALNE NIE MNIEJ NIŻ OBRAZY SALVADORA. WYCHOWANY NA IBIZIE, POLAK Z POCHODZENIA, MŁODY PROJEKTANT, KTÓRY NAJPIERW ZACHWYCIŁ PARIS HILTON I NAOMI CAMPBELL, A DOPIERO PÓŹNIEJ ZABRAŁ SIĘ ZA PODBIJANIE POLSKIEGO RYNKU MODY. DLACZEGO PRZYJĄŁ TAKI SCHEMAT KARIERY? CZY JEGO ZDANIEM POLSKA MODA MA SZANSĘ WEJŚĆ Z PRZYTUPEM NA ŚWIATOWE WYBIEGI? CZYM KIERUJE SIĘ TWORZĄC KOLEJNE KOLEKCJE? PRZECZYTAJCIE, JAK DANIEL JACOB DALI POSTRZEGA SWOJĄ ROLĘ POLSKIEGO PROJEKTANTA Z ZADATKIEM NA OBIECUJĄCĄ ŚWIATOWĄ KARIERĘ. Nie da się ukryć, że Twoje nazwisko jest bardziej rozpoznawalne poza granicami Polski. Odniosłeś sukces na Ibizie, teraz podbijasz kolejne miejsca związane ze światową modą, a w Polsce Twoje projekty znają głównie osoby pracujące w modzie – jak myślisz, dlaczego tak się dzieje? - Od wielu lat mieszkam poza granicami Polski, wiec dlatego bardziej jestem znany w szeroko pojętym „świecie” niż tutaj. Jeśli mieszkam kilka lat w danym kraju i tam się rozwijam, organizuję pokazy mody, pracuję z ludźmi z branży modowej, to właśnie taka jest naturalna kolej rzeczy. To prawda, że za granicą jestem bardziej widoczny, ale to wynika z faktu, że pochodzę z innego kraju, że zostałem wychowany w innej kulturze społecznej i przez to wszystko mam inne spojrzenie niż reszta dookoła, co po części fascynuje i przyciąga uwagę ludzi innego pochodzenia. Pracując za granicą masz szansę na promowanie mody z polskimi korzeniami – myślisz, że sukces Minge, Arkadiusa, Twój, a ostatnio oszałamiające kolekcje Gosi Baczyńskiej w Paryżu to znak, że polska moda w końcu zaczyna być istotnym graczem na międzynarodowym rynku? Czy Twoim zdaniem wyszliśmy z dawnych schematów, które stanowiły blokadę w dalszym rozwoju? - Zdecydowanie tak jest. Dzięki ludziom takim jak ja czy Gosia Baczyńska świat w końcu może usłyszeć o Polsce z tej dobrej strony. Pokazujemy innym, jak wiele talentu posiadamy i nakreślamy nowe, istotne podejście w dziedzinie mody. Polska już dawno wyszła

poza ramy pewnych schematów, jakie zostały kiedyś nakreślone. Dziś każdy ma otwartą drogę, aby zaistnieć za granicą i pokazać się światu. Dotyczy to każdej dziedziny życia, nie tylko mody. Nie ma już blokad, a świat stoi otworem. Niestety, nie każdy ma odwagę, aby go zdobywać. Na szczęście jestem z tych, którzy nie boją się działać z pasją, podkreślając przy tym swoją polskość. Ostatnio w modzie można zauważyć dwie tendencje: jedną z nich reprezentują projektanci, którzy za wszelką cenę pragną tworzyć nowe trendy co sezon, inni nastawiają się na tworzenie ubrań ponadczasowych – co dla Ciebie oznacza „trend” i czym kierujesz się tworząc kolejne kolekcje? - Każda kolekcja, która powstaje, ma swoje podłoże. Często są to podróże bądź rzeczy czy ludzie, którzy mnie otaczają na co dzień. Jestem osobą wrażliwą, wiec chłonę jak gąbka wszystko, co napotykam każdego dnia. Nie biegnę za trendami na ślepo, bo to do niczego nie prowadzi. Staram się być na bieżąco z aktualnymi tendencjami, ale w przygotowaniu projektu zawsze kieruję się tym, co w danej chwili mnie zainspirowało. Twoja kolekcja zaprezentowana w Opolu miała minimalistyczny charakter – czerń i biel, geometryczne kroje i wzory. Następnie modelki prezentowały dzikie, zwierzęce wzory i bardziej różnorodną gamę kolorów. Inne Twoje kolekcje są bardziej futurystyczne, czasem mroczne – skąd ta różnorodność? - Pokaz w Opolu był prezentacją nowej kolekcji, ale część projektów pochodziła z wcześniejszego pokazu, który odbył się w Krakowie. Po raz pierwszy w swojej karierze postawiłem na projekty klasyczne w czerni i bieli. Jestem dumny z tej kolekcji, bo pokazała mi, że wciąż mogę się rozwijać i potrafię projektować różnorodne projekty zamiast zamykać się tylko na jeden schemat. Jestem osobą bardzo barwną, ale potrafię też być tajemniczy i oczywiście to ma odzwierciedlenie w moich projektach. Paris Hilton, Naomi Campbell... Kto następny? - Moim ogromnym marzeniem jest zaprojektować kreacje dla Victorii Beckham. Dlaczego, chyba nie muszę wyjaśniać – jest absolutną ikoną mody. Jeśli chodzi o Polskę, to zdecydowanie dla Edyty Górniak. Jednak najważniejsze jest to, że każdy klient, który wybiera moją markę, sprawia mi ogromną radość i każdy jest dla mnie tak samo ważny.

Rozmawiała: Malwa Wolska

79


moda

PRZERYSOWANE KONSTRUKCJE STROJÓW, MATERIAŁY ODBIEGAJĄCE OD TRADYCYJNYCH JEDWABI, SATYNY CZY BAWEŁNY, DUŻO PRZEDZIWNYCH DODATKÓW, PLASTIKU I TELEDYSKÓW RODEM Z FILMÓW SCIENCE-FICTION. TAK SWÓJ WIZERUNEK BUDUJE CORAZ WIĘCEJ WSPÓŁCZESNYCH GWIAZD MUZYKI I TAKI TEŻ JEST AKTUALNY KIERUNEK TWÓRCÓW MODY, KTÓRZY ZACHŁYSNĘLI SIĘ NOWYMI TECHNOLOGIAMI ORAZ NIEWYKORZYSTYWANYMI DOTĄD MATERIAŁAMI CZY KONSTRUKCJAMI. TECHNO MODA Z DUŻĄ DOZĄ PLASTIKU WKROCZYŁA NA SALONY I WYGLĄDA NA TO, ŻE NIE ZAMIERZA ICH OPUSZCZAĆ. 80


HISTORIA PRZYSZŁOŚCI

WIZJONERZY

Futuryzm zawsze fascynował twórców sztuki i mody. Obecny w malarstwie, architekturze, literaturze oraz w modzie – zachwycał każdego, kto sięgał dalej niż zastane trendy i schematy. Romans mody z futurystycznymi tendencjami rozpoczął się w latach 60-tych, do czego przyczynił się „wyścig na księżyc”, w którym brały udział ZSRR oraz Stany Zjednoczone. Wraz z błyskawicznym rozwojem nowych technologii, projektanci zainspirowani milowym krokiem ludzkości, sięgali po dotąd niewykorzystywane materiały, jak PCV, niebanalne kroje rodem ze Star Treka oraz po stylizacje tak absurdalne dla ówczesnych odbiorców, że mało kto śmiał snuć teorie o rychłym nastaniu nowej ery dla świata mody. Rozwój nowych technologii następował jednak z ogromną prędkością, a społeczeństwo szybko oswajało się z zachodzącymi zmianami w niemal każdej dziedzinie życia, w tym także i w ubiorze. Powstawały pierwsze stroje z lateksu, coraz więcej ubrań szyto ze sztucznych tworzyw, a poliester stał się głównym „składnikiem” ogólnodostępnej odzieży. Plastik był nowym trendem życia codziennego – obecny w jedzeniu, wyposażeniu domu, w obuwiu, ubraniu, wszędzie tam, gdzie tylko mógł zostać wykorzystany. Era XXI wieku od początku nazywana była wiekiem nowych technologii i tak też się stało – projektanci wkroczyli w nią z widoczną fascynacją do tego, co sztuczne, plastikowe i bardzo futurystyczne.

Miłośnikami nowatorskiego podejścia do materiałów oraz niekonwencjonalnych form są największe nazwiska współczesnej mody. Alexander McQueen został okrzyknięty mistrzem konstrukcji oraz surrealistycznych kreacji, a w swojej twórczości inspirował się wszystkim, co dalece odbiega od znanego, realnego świata. Kolekcja jesień/zima 2012 inspirowana futuryzmem w perfekcyjny sposób łączyła to, co tradycyjne – materiały z których wykonano kreacje – z tym, co dopiero ma nastać w najbliższej przyszłości – słynne buty o dosłownie kosmicznym kształcie czy futurystyczna charakteryzacja modelki. McQueen był wielkim fanem nietypowych form i kształtów oraz wykorzystywania sztucznych materiałów przy tworzeniu dodatków (słynne okulary ubóstwiane przez Lady Gagę). Innym niekwestionowanym wielbicielem futuryzmu jest Gareth Pugh, który swoimi projektami urzekł Beyoncé, zafascynowaną futuryzmem w okresie powstawania jej albumu „ I am...”. Jego wizja przyszłości zazwyczaj ma bardzo mroczny, wyrazisty charakter – ciemne barwy, mocne kroje, ostre wykończenia. Do tworzenia swoich kolekcji Pugh wykorzystuje tradycyjne materiały, ale nie ukrywa, że najbardziej fascynuje go lateks, ekologiczna skóra oraz sztuczne tworzywa pozornie nieprzydatne w modowym świecie. Jest niekwestionowanym mistrzem w łączeniu futurystycznych wizji z rockowymi tendencjami,

81


moda

co sprawia, że jego kolekcje są nie tylko nowatorskie, ale także i użytkowe, co w tym biznesie stanowi klucz do sukcesu.

NOWE TECHNOLOGIE Wraz z nastaniem nowego wieku technologia stała się wyznacznikiem postępu w niemal każdej dziedzinie życia. Człowiek uzależnił się nie tylko od użytkowania jej, ale także od nieustannego szukania nowych rozwiązań, nowych pomysłów na ulepszenie najprostszych czynności. Fascynacja technologiami to aktualnie jeden z najsilniejszych trendów na wybiegach. Projektanci pragną być pierwszymi, którzy wprowadzą je do codziennego ubioru, pokażą inne oblicze mody, zaskoczą odbiorców swoim oryginalnym i nowatorskim podejściem. Technika druku 3D jest absolutnie najbardziej popularną innowacją w świecie mody. Zmysłowa sukienka zaprezentowana przez Ditę von Teese udowodniła, że technologia może być równie sexy jak tradycyjne krawiectwo. A skoro oferuje nam różnorodność, możliwość spersonalizowanych projektów oraz fascynuje nową wizją przyszłości – jest idealnym produktem, który należy w odpowiedni sposób przedstawić odbiorcy. Dlatego też coraz częściej będziemy widywać na wybiegach wydrukowane ubrania, dodatki, biżuterię, aż do czasu, kiedy kolejna nowa technologia nie przykuje naszej uwagi. Taka sama historia miała miejsce z neoprenem – sztucznym materiałem, który kilka sezonów temu podbił świat mody i z sukcesem został wprowadzony do niemal każdej kolekcji dostępnej w popularnych sieciówkach. Następnym przełomem może być materiał rozpowszechniony prze kolejnego wielbiciela rewolucyjnych technologii, Alexandra Wanga, który zmienia kolor pod wpływem ciepła oraz materiał świecący w ciemności. Nową technologię wykorzystał także muzyczny wirtuoz Pharrell Williams, który na rozdaniu tegorocznych nagród Grammy zaprezentował pozornie zwykłą szarą marynarkę z krótkimi spodniami, która ku zaskoczeniu wszystkich na zdjęciach miała kolor... biały. Czy innowacyjne materiały, postęp technologiczny oraz nieustanne poszukiwanie nowatorskich projektów przez najbardziej znanych twórców mody oznacza nastanie rewolucyjnego przełomu w modowym świecie? Czy za kilkadziesiąt lat bawełna, kaszmir czy jedwab okażą się tak bardzo passé, że pozbędziemy się ich całkowicie

82

z naszych szaf na rzecz poliestru, neoprenu, druku 3D czy innych rewolucyjnych materiałów? Najprawdopodobniej nie. Moda kocha postęp, ale wierna jest tradycji. Jej aktualna różnorodność pozwala na powstawanie kolekcji spod nożyczek Geretha Pugha oraz Nicolasa Ghesquière’a, który sięga do korzeni domu mody Louis Vuitton i wyciąga z nich to, co sprawdzało się przez dziesiątki lat. Moda

nowatorska z pewnością będzie zyskiwała kolejnych fanów, jednak wizja lateksowych kombinezonów czy plastikowych hełmów rodem z filmów science-fiction jest wciąż raczej odległa. Futuryzm bez wątpienia nas fascynuje, jednak to, co piękne i szlachetne w modzie nie przeminie wraz z wynalezieniem kolejnego sztucznego tworzywa.


moda

JONI MITCHELL, TWIGGY, DAPHNE SELFE, JOAN DIDION, IRIS APFEL, CARMEN DELL’OREFICE, JACKY O’SHAUGHNESSY, CATHERINE DENEUVE, TILDA SWINTON, HELEN MIRREN. TE NAZWISKA MOŻNA BYŁO OGLĄDAĆ NA OKŁADKACH NAJWIĘKSZYCH TYTUŁÓW I W NAGŁÓWKACH NAJGŁOŚNIEJSZYCH HISTORII CZTERDZIEŚCI LAT TEMU. MOŻNA I DZIŚ. WSZYSTKO ZA SPRAWĄ KOLEJNEGO TRENDU - THE SILVER TSUNAMI. tekst: OLIVIA KŁUSEK

Jacquie Tajah Murdock w kampanii Lanvin

83


moda

Od Huffington Post przez New York Daily News, Buzz Feed i The Guardian – amerykańskie portale opiniotwórcze dopytują, czy rok 2015 będzie tym, w którym media i branża mody w końcu docenią dojrzałe kobiety. Nie dla szoku, kontrastu czy chęci rozgłosu. Dla nich samych. Eksperci próbują tłumaczyć zjawisko popularności srebrnego pokolenia na różne sposoby. Tym, że moda powinna być inspirująca i aspiracyjna – a kto jest większą inspiracją niż kobiety, które swoją historią potwierdzają, że od dawna są pewnego ikonami. Ponadto, czy kobiety 50+ mogą chcieć aspirować do bycia Gigi Hadid? Podążaniem za doktryną sensacji i szoku (ale mamy 2015 rok, już dawno był Oliviero Toscani dla Benettona, był Tom Ford, Diesel z Chantelle Winnie i Jillian Mercado – czy jeszcze coś jest w stanie nas zaszokować?). Ukłonem w stronę zaniedbywanego pokolenia. I wreszcie, nowym sposobem na sprzedawanie ubrań młodym (hmmm... mnie to nie przekonuje). Mało natomiast mówi się o najbardziej oczywistej z punktu ekonomii przyczynie – Srebrne Tsunami to pokolenie Babyboomers masowo wchodzące w wiek dojrzały. Nie łudźmy się, że przemysł czy branża mody jest inna od jakiegokolwiek innego przemysłu – najbardziej liczy się sprzedaż, a według badań już niedługo jedna czwarta siły roboczej (a co za tym idzie – pieniędzy) będzie w rękach osób 55+. I tak naprawdę to te osoby (pomijając gwiazdy branż kreatywnych) mają pieniądze, które mogą wydawać na dobra luksusowe. Do tej pory wiek między 16-49 rokiem życia określano jako konsumencki. Tak jakby kobieta po przekroczeniu magicznej liczby 50 przestawała się ubierać, malować, farbować włosy czy wychodzić na miasto i uczestniczyć w wydarzeniach kulturalnych. Tak o, z dnia na dzień, jest i jej nie ma. Problem w tym, że w tej grupie wiekowej już „nie ma” pieniędzy. Teraz przesunęły się o dekadę wyżej.

84

Helena Norowicz w kampanii Bohoboco

Beata Tyszkiewicz dla Gatta

ADVANCED STYLE Najpierw Wielki (Nowy?) Świat. USA jest kolebką The Silver Tsunami, podobnie jak jego początku, czyli Babyboomersów. Tu powojenne nadzieje były największe i także tu najszybciej rozprzestrzenił się trend aktywnych seniorów. Uniwersytety Trzeciego Wieku, infrastruktura kulturalna i sportowa z ofertą dla seniorów, coraz częściej spotykane grupy „srebrnych” kobiet i mężczyzn – zadbanych, ubranych zgodnie z trendami. Blog Ariego Setha Cohena Advanced Style, na podstawie którego w 2014 roku powstał świetnie przyjęty dokument. To wszystko na tyle odżegnuje się od stereotypów – z jednej strony zniedołężniałego starca z Domu Spokojnej Starości, z drugiej Dzidzi Piernik –

że dyrektorzy kreatywni marek dyktujących trendy, marek projektanckich, nie mogli dalej być zaślepieni. Fala Silver Tsunami dotarła do Polski po pięciu latach, od Joan Collins w biżuterii Bittara pod postacią pięknej Heleny Norowicz dla Nenukko i Bohoboco. Jednakże nie można pominąć i pierwszych jej symptomów, czyli kampanii rajstop Gatta z udziałem Beaty Tyszkiewicz (2013). Pozostaje tylko pytanie – kto ma rację? Ci, którzy upatrują w tym stałej zmiany wpisanej w modny nurt popfeminizmu i odzwierciedlania prawdziwego życia w reklamach? Zwolennicy szoku? Czy może Ci, którzy patrzą na ekonomiczną stronę zjawiska? A może właściwa odpowiedź przyjdzie z czasem.


uroda

oskar Bachoń kolekcja WIOSENNA 2015 Bo audrey, MarilyN, aNNa i alexis Mieszkają w każdej z Nas

NajNowsza kolekcja oskara BachoNia Nawiązuje do ikoN stylu przeszłości: MarilyN MoNroe, audrey hepBurN, alexis i aNNa wiNtour. różNe epoki, ale koBiety, które zdecydowaNie właśNie owe epoki defiNiują. Bachoń kluczeM do swojej kolekcji uczyNił trop psychologiczNy. stylista pracował Na perukach, By pokazać, że Nasz wygląd jest częścią Nas saMych i Masek, ktore NosiMy.

czymy o siebie. Niezbędna, by wyjść spod koca małej dziewczynki czy wizerunku ognistego kociaka i zobaczyć, jak to jest być samej na placu boju. Alexis to wojowniczka. Choć może zbyt często walczy z innymi, zamiast walczyć o coś. Możesz też stać się Królową Śniegu. Piękną, zimną, niedostępną. Anna Wintour, redaktor naczelna największego na świecie magazynu mody

Nazywam się Oskar Bachoń. Jestem stylistą fryzur. W tym roku moja kolekcja różni się od wszystkiego, co do tej pory stworzyłem. Jest inna, bo stanowi opowieść o jednej kobiecie. Mój salon często przypomina pokój terapeutyczny. Kobiety przychodzą, nie tylko po to, by wyjść piękniejsze. Ale i po to, by u mnie zostawić swoje problemy. Opiekuję się ich włosami, choć częściej nimi samymi. W tym roku poczułem, że maski, które zakładają, po to są maskami, byśmy mogli je w zależności od potrzeb zmieniać. Kobieto, możesz stać się współczesną Marilyn Monroe. Powabną i zmysłową, w której budzi się kocica, gdy mężczyzna stoi obok. Twoja kobiecość rozkwita dopiero w relacji z nim. Przeciągasz się, mruczysz, łasisz. Wymyślasz siebie od początku do końca: kolor włosów, wygląd, zachowanie. Wszystko jest grą, która ma jeden cel: uwieść, zdobyć, dostać potwierdzenie własnej Modelki: Aga Maj. Karolina Ziemba. Kasia Marzęda. / fashion color. Retouch: Przemek Osipiak foto: Anna Ciupryk. hair: Oskar Bachoń&Wojtek Kasprzak. makeup: OskarBachoń atrakcyjności. Możesz schować się w postaci dziewczynki. Audrey Hepburn z wielkimi „Vogue”, nie potrzebuje potwierdzenia swojej kobiecości. Ona to wie. Ona oczami, oglądająca wystawę w legendarnym dziś „Śniadaniu u Tiffany’e- to ma w sobie. Kroczy i ma w sobię tę pewność, że wszystkie oczy skierują go”. Zagubiona w wielkim mieście czeka na męskie ramię, które ją utuli, się wyłącznie na nią. Bo królowa może być tylko jedna. obejmie i nie pozwoli skrzywdzić. On, gdy wrócisz z pracy, będzie czekał Czasem całe życie nosisz tę samą maskę. Czasem, i to cieszy mnie najbarz kubkiem gorącej herbaty. Przykryje kocem i delikatnie wymasuje każdą dziej, odpowiadasz życiu na to, co ci przynosi. I jak trzeba, stajesz się suczą z twoich stóp. Bo przecież jesteś jego dziewczynką. w stylu Alexis, ale też zakochujesz w mężczyznach, którzy pielęgnują w Cudownie byłoby się schować pod opiekuńczym męskim ramieniem, Twoją kobiecość. A czasem właśnie tę niewinną dziewczęcość. Przychodzi ale czasem to ramię okazuje się pułapką, zabierającą wolność, samodziel- też moment, gdy czeszesz się na Annę Wintour, by – gdy związek lub ność i zdolność myślenia. Budzisz się rano jak Jasmine u Woody Allena: inwestycja okaże się chybiona – zawsze mieć coś w zanadrzu. poraniona, porzucona i potwornie wściekła. I wtedy masz dwa wyjścia. Albo skierować tę złość na relacje z innymi: manipulować nimi, do cna Nazywam się Oskar Bachoń i stworzyłem moją nową kolekcje na peruwykorzystywać i po trupach osiągać własne cele. Alexis z pamiętnego kach. Peruki nakładasz i ściągasz. Ale w lustrze jesteś zawsze ty sama. Bo serialu „Dynastia” to nie jest wolny wybór. To strategia na przetrwanie. nie ważne, jaka jaką perukę właśnie wybrałaś. Ważne jest to, kim jesteś Czasem po prostu trzeba. Alexis to etap w życiu każdej z nas, gdy wal- w danym momencie i w całym swoim życiu.

85


zabiegi

JESTEŚ UMÓWIONA Z KOLEŻANKĄ NA SPOTKANIE PO LATACH, CZEKASZ W UMÓWIONYM MIEJSCU, A ONA DZWONI I PRZEPRASZA, TŁUMACZĄC ŻE KORKI WIĘKSZE NIŻ DO ZAKOPANEGO, ŻE BYŁ WYPADEK I CO NAJGORSZE – POTRZEBUJE PONAD GODZINY, ABY DOTRZEĆ DO CENTRUM. A TY? MOŻESZ STAĆ NA MROZIE I PRZEKLINAĆ WSZYSTKO DOOKOŁA, ALBO... MOŻESZ UDAĆ SIĘ NA JEDEN Z „LUNCHOWYCH” ZABIEGÓW.

C

o to takiego? Szybkie zabiegi z dziedziny medycyny estetycznej, które w przeciągu godziny sprawią, że poczujesz się jak bogini, a wyglądać będziesz jak jedna z jej córek. Zmarszczki, cellulit, zmęczona skóra, oznaki starzenia? Zmora każdej kobiety, ale przy dzisiejszej technologii jedyne, czego potrzebujesz to lekko ponad godzinę wolnego czasu i... kilka stówek w portfelu. Medycyna estetyczna nie należy do najtańszych, ale niektóre zabiegi są godne zainwestowania, zwłaszcza jeśli potrzebujemy szybkiego efektu.

BOTOKS Najbardziej popularny zabieg, który powoli zyskuje już miano rutynowego. Szybkie i skuteczne wygładzanie zmarszczek pozwala nam uzyskać efekt skóry młodszej o kilkanaście lat. Ulubiona technika celebrytów obu płci, z racji na stosunkowo niewielką inwazyjność oraz małą bolesność zabiegu. Dodatkowo można go wielokrotnie powtarzać w dość krótkich

86

odstępach czasu, bez dużego zagrożenia utraty zdolności mimicznych. Niestety, takie przypadki również mają miejsce, ale są one efektem jedynie zbyt częstych zabiegów z udziałem botoksu lub błędu lekarskiego, polegającego na zbyt dużej dawce toksyny botulinowej. Dlatego jako jedną z głównych wad tego zabiegu uważa się jego uzależniające działanie, którego przykłady z łatwością możemy zaobserwować w show-biznesie.

PRECZ Z CELLULITEM W 35 MINUT Niejedna z nas poświęciłaby wiele, aby na zawsze pozbyć się tzw. skórki pomarańczowej. Czasami odpowiednia dieta i ćwiczenia nie wystarczają przy genetycznych uwarunkowaniach skóry. W takich przypadkach należy pomyśleć o 35-minutowym zabiegu endermologicznym. Długotrwałe efekty widoczne będą dopiero po kilku zabiegach, jednak pierwsze widoczne skutki dostrzeżesz już po pierwszym z nich. Endermologia to masaż, podczas którego pacjentka nakłada na ciało specjalny kostium, który poprawia

krążenie, a urządzenie masujące ma widoczny wpływ na ujędrnienie skóry. Z racji potrzeby dużej częstotliwości zabiegu nie należy on do najtańszych, jednak warto zainwestować w sprawdzone, mało inwazyjne metody medycyny estetycznej, dzięki którym nasze pośladki i uda wzbudzą zazdrość podczas wakacyjnego wypadu na plażę.

FILLDERMA To jeden z ulubionych zabiegów amerykańskich gwiazd. W odróżnieniu od botoksu jest zupełnie nieinwazyjny – działa jak maska nałożona na twarz, która powoli wnika w naskórek, a następnie w kolejne warstwy skóry. Fillderma zawiera cząstki kolagenu odpowiedzialnego za jędrność skóry oraz kwasu hialuronowego – znanego „wypełniacza” policzków oraz ust. Dzięki tym składnikom zabieg ten pozwala osiągnąć stosunkowo długotrwałe efekty w porównaniu do innych maseczek czy preparatów nakładanych na skórę.

MALWA WOLSKA


WEEKENdOWE WyjAZdy BE FIT LADY wyrzeźbią Twoje ciało i duszę! # BE FIT LADY to projekt stworzony z myślą o wszystkich kobietach, które dbają o swój rozwój osobisty i jednocześnie chcą pozostać zdrowe,aktywne i stylowe. To połączenie zajęć z trenerką personalną oraz warsztatów z szeroko pojętego savoir-vivre, doradztwa wizerunkowego, a także motywacji. Warszaty odbywają się w jednym w Polsce butikowym hotelu w stylu etnodesign w Piwnicznej Zdroj’u, który oferuje wiele atrakcji i aktywności oraz przede wszystkim bogate zaplecze SPA. Porady, inspiracje oraz duża dawka pozytywnej energii! Dzięki warsztatom uczestniczki zdobywają siłę i motywację do pozytywnych zmian w swoim życiu! # BE FIT – treningi ogólnorozwojowe, obwodowe oraz autorski program Friends’ Training, przygotowany z myślą o wszystkich aktywnych kobietach. W programie również wiele porad dotyczących diety i zdrowego odżywiania. Zajęcia prowadzi Adrianna Palka, trener personalny.

# BE LADY – warsztaty: „Stylowa Kobieta”, „Savoir-vivre w życiu zawodowym, czyli elegancja i klasa w kontaktach zawodowych”, „Savoir-vivre w życiu towarzyskim”, „Dobre maniery przy stole”. Zajęcia prowadzą: Aleksandra Makles i Małgorzata Król, trenerzy biznesu z firmy Krawat i Muszka.

# BE HAPPY – warsztaty są dla każdej kobiety inspiracją do dalszych zmian w ich życiu. Uczestniczki czują się zmotywowane, pełne energii i zapału do dalej pracy nad sobą. Zdobywają wiedzę, która niewątpliwie przydaje się w każdym aspekcie życia zawodowego i towarzystkiego.

W programie m.in.: • nocleg w luksusowym Hotelu Piwniczna SPA&CONFERENCE • zajęcia z trenerem personalnym Adrianną Palką • warsztaty rozwoju osobistego z Krawat i Muszka • zdrowe i dietetyczne posiłki sersowane przez restaurację Czarna Owca • nieograniczony dostęp do HedoniSPA, w tym noc saunowa • wiele nagród i atrakcji dla uczestniczek

Terminy wyjazdów: 9-10 maj, 13-14 czerwiec, 11-12 liepiec, 5-6 wrzesień Cena: 550 zł/os. PROMOCJA przy zapisie dwóch osób 499 zł/os. Miejsce: Hotel Piwniczna SPA&CONFERENCE

Zapisy przez formularz zgłoszeniowy na stronie www.krawatimuszka.pl oraz pod numerami telefonów 510 009 647 / 790 220 484 Facebook: Be Fit Lady

NAjLEPSZy CZAS NA ZMIANy jEST WŁAŚNIE TERAZ!

Sponsorzy:

Partnerzy:

Patronat medialny:

...bo jakość ma znaczenie


uroda

U

PRAGNIONY I DŁUGO WYCZEKIWANY MIESIĄC, JAKIM JEST MARZEC, TO TAK NAPRAWDĘ PIERWSZY MIESIĄC, KTÓRY SKŁANIA NAS DO DZIAŁANIA I WPROWADZANIA W SWOIM ŻYCIU ZMIAN. PO ZIMNYCH DNIACH ODZYSKUJEMY ENERGIĘ I POZYTYWNE NASTAWIENIE, A TAKŻE CHĘCI DO DZIAŁANIA. SYLWESTER, KARNAWAŁ, FERIE JUŻ ZA NAMI, ALE TERAZ ZBLIŻAMY SIĘ DO WIOSNY - CZASU, KIEDY ODŚWIEŻAMY LUB CAŁKOWICIE ZMIENIAMY SWÓJ WIZERUNEK. Kto jak nie dobry fryzjer zmieni wizerunek, a dodatkowo wysłucha, a w razie potrzeby pocieszy. Pozornie spokojny, zimowy czas, dla salonów Maniewski był bardzo intensywny i owocny. Swoją uwagę skupiliśmy na tworzeniu dla Was nowych pomysłów, aby zaskoczyć Was nowymi trendami i otworzyć się na Wasze potrzeby, nowe plany, by wspólnie z Wami spędzony czas w naszych salonach upłynął jeszcze przyjemniej. Od przekroczenia progu salonów Maniewski zadbamy o Wasze dobre samopoczucie i wyjątkową atmosferę. Jesteśmy dla Was. Do każdego z osobna podchodzimy indywidualnie i każdy z Was znajdzie w naszych progach odpowiednią dla siebie osobę.

Nadchodząca wiosna, to czas wielu zmian, również wprowadzenie ożywienia na Waszych głowach. Zdecydowanie pomocne w tym będą naturalność, lekkość i żywe kolory. Oczywiście nie zapominamy w tym wszystkim o mężczyznach, dla których również mamy przygotowane nowe pomysły, wysokiej klasy doradztwo np. związane ze stylizacją i pielęgnacją, zarówno włosów jak i brody. Paniom natomiast zaoferujemy pomoc jak poprawić kondycję włosów po zimie i jak wizerunkowo dążyć do nadchodzących trendów Wiosna-Lato. Zapraszam do naszych salonów by doświadczyć tego uczucia naszej współpracy z Wami - Klientami :).

zdj.: Kamil Buczek (po prawej) oraz Maciej Maniewski - kreator marki Maniewski

KAMIL BUCZEK | Top Stylist z salonu Maniewski w krakowskim Pasażu Rynek 13

K OMPL EK SO WA K URA CJ A DOJRZAŁEJ SKÓRY

W

YJĄTKOWA, EKOLOGICZNA LINIA DO TWARZY O UNIKATOWEJ KOMPOZYCJI NATURALNYCH SKŁADNIKÓW. ZOSTAŁA STWORZONA Z MYŚLĄ O INTENSYWNEJ PIELĘGNACJI SKÓRY TWARZY, SZYI I DEKOLTU PO 40 ROKU ŻYCIA, LUB JAKO KURACJA REGENERUJĄCA DLA OSÓB MŁODSZYCH. Szczególnie polecana jest dla cer z tendencją do utraty elastyczności, oraz pozbawionych blasku i witalności. Kosmetyki serii Eternal Gold mogą być stosowane do pielęgnacji skóry wrażliwej i skłonnej do alergii. W SKŁAD LINII WCHODZĄ: - ODMŁADZAJĄCE MLECZKO DO DEMAKIJAŻU - ODMŁADZAJĄCY TONIK ZE ZŁOTEM - ZŁOTY PEELING KORUNDOWY - PRZECIWZMARSZCZKOWY ZŁOTY KREM NA DZIEŃ - LIFTINGUJĄCY ZŁOTY KREM NA NOC - PRZECIWZMARSZCZKOWY ZŁOTY KREM POD OCZY

88


A P L I KACJ E W E B OW E

KTÓRE KOMPLEKSOWO ROZWIĄŻĄ TWOJE PROBLEMY W FIRMIE

FUNKCJONALNE TO CZEGO POTRZEBUJESZ

DOSTĘPNE ZAWSZE KIEDY POTRZEBUJESZ

KOMPLEKSOWE WSZYSTKO CZEGO POTRZEBUJESZ

Aplikacje webowe, dostępne przez

Jeśli to za mało, jeżeli potrzebu-

przeglądarkę internetową, to naj-

jesz czegoś dodatkowego, specy-

lepsze

ficznego w Twojej branży,

rozwiązanie

dla

małej,

średniej i dużej firmy. Znajdziesz

powiedz nam o tym, zbudujemy

tu większośc narzędzi, których Ty

rozwiązanie odpowiednie

i Twoi pracownicy potrzebujecie

Ciebie.

dla

do codzienej pracy.

RAZEM ZNAJDZIEMY ROZWIĄZANIE TWOICH PROBLEMÓW. SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI:

iproton.com.pl


fot. Robert Bednarczyk

Wiosna. UlUbiona przez Większość pora rokU zbliża się Wielkimi krokami. zaraz za nią nadejdzie także sezon bikini, o czym przypominają nam słynne fitnesski na sWoich fanpejdżach i W portalach śniadanioWych. jUż niedłUgo ciepłe Ubrania pójdą W odstaWkę. postarajmy się Więc, by nasze ciało, które będziemy bardziej eksponoWać W lecie, Wyglądało najlepiej jak tylko się da. jestem “pracUjącą dzieWczyną” tUż po 30-stce, co Wiąże się z chronicznym brakiem czasU, szczególnie na dbanie o siebie. choć od kilkU miesięcy Udaje mi się regUlarnie ćWiczyć, to z kolei moja dieta nie Wygląda najlepiej. jak każda kobieta UWielbiam eksperymentoWać z kosmetykami i popraWiać sobie nastrój, dlatego też co rokU na Wiosnę inWestUję W noWoczesne zabiegi kosmetyczne. tym razem Wybór padł na: liporadiologię Vinci oraz geneo W klinice la perla W krakoWie. i to był strzał W dziesiątkę!

W

alka z cellulitem to moje “neverending story” dotychczas przetestowałam większość dostępnych kosmetyków na rynku oraz serie zabiegów endermologii oraz DX- Twin, które niestety mnie rozczarowały. Poza krótkotrwałym ujędrnieniem skóry niczego nie zauważyłam, a umówmy się – nie takich rezultatów oczekujemy. Po takich doświadczeniach Liporadiologia VINCI bardzo mile mnie zaskoczyła. Postawiłam na ten zabieg po przewertowaniu niezliczonej ilości stron internetowych i różnych blogów. Przy wyborze miejsca wykonania kierowałam się przede wszystkim ceną. Klinika La Perla ma w swojej ofercie bardzo dużo atrakcyjnych promocji i akurat tak się złożyło, że Liporadiologię VINCI można w marcu wykonać w cenie 100 zł i dodatkowo uzyskać 30% zniżki na pakiet zabiegów oraz zabieg wyszczuplający Liposonix. Była to najlepsza oferta jaką udało mi się znaleźć. Sam zabieg za każdym razem był dla mnie bardzo przyjemny i całkowicie bezbolesny. Głowica, którą Pani Monika – kosmetolog - przykładała do mojego ciała, lekko je zasysała i masowała przy jednoczesnym wykorzystaniu fal radiowych oraz ultradźwięków. Było to zdecydowane i skoncentrowane działanie na poszczególne partie skóry co mogłam stwierdzić po jej zaczerwienieniu i kilku małych siniaczkach (po których na drugi dzień nie było śladu). Obecnie jestem już po trzech zabiegach i nigdy wcześniej nie widziałam tak spektakularnych efektów. Już po pierwszym zastosowaniu widoczna była poprawa ujędrnienia skóry. Po drugim razie przy spinaniu pośladków widziałam spłycenie charakterystycznych nierówności cellulitowych. Dziś skóra jest wyraźnie bardziej na-

90


pięta, a cellulit zdecydowanie mniejszy. Z niecierpliwością czekam na dalsze rezultaty. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że Liporadiologia VINCI zdecydowanie skuteczniej niż dotychczasowe rozwiązania pomaga w walce z cellulitem, tłuszczem i brakiem jędrności skóry.

K

olejnym zabiegiem jaki wybrałam po konsultacji z Panią kosmetolog był Geneo. Chciałam dzięki niemu odzyskać promienność i świeżość twarzy po zimie. Wydawał mi się dobrym rozwiązaniem ponieważ to tzw. zabieg bankietowy, czyli taki który przynosi natychmiastowy efekt i sprawia, że skóra od razu staje się ładniejsza. A lubię wychodzić z salonu z takim poczuciem. Po demakijażu, Pani Monika nałożyła mi odżywczy żel na twarz, szyję i dekolt (mam dość kłopotliwą cerę z wypryskami dlatego w moim przypadku był to NeoBright), który ma działanie przeciwutleniające, zwiększa nawilżenie i elastyczność skóry oraz minimalizuje przebarwienia. Następnie głowicą do której przyczepiona była musująca tabletka jednocześnie masowała, złuszczała i odżywiała moją skórę. Już po kilku minutach odprężyłam się do tego stopnia, że prawie zasnęłam (co się podobno często zdarza). Następnym etapem było nałożenie kojącej i odżywczej maski algowej na twarz dekolt i szyję oraz ponowne wykonanie zabiegu złuszczająco-ma-

sująco-odżywczego tylko tym razem na dłonie. I tu odpłynęłam totalnie. Niesamowity relaks to za mało powiedziane. Końcową fazą Geneo było nałożenie specjalistycznego kremu na twarz i dłonie. Od razu po zabiegu sięgnęłam po lusterko, w którym uważnie obejrzałam twarz. Była ona lekko zaczerwieniona, rozświetlona, znacznie poprawił się jej koloryt oraz kondycja, również pory były mniej widoczne. Jednak najbardziej urzekła mnie jej gładkość. Przez kilka dni nie mogłam oderwać od niej rąk. Muszę przyznać, że Geneo to idealny zabieg dla osób z niedotlenioną skórą wymagającą rozjaśnienia, nawilżenia i regeneracji oraz dla każdego niezależnie od płci kto chce zabłysnąć na jakimś wyjątkowym dla niego wydarzeniu.

W

spomnę jeszcze o bardzo milej niespodziance, Pani Monika zrobiła mi makijaż, do którego użyła wysokiej jakości wypiekanych kosmetyków mineralnych marki Proto-col. Pierwszy raz mi się zdarzyło żeby po zabiegu na twarz wyjść na ulicę wyglądając znacznie lepiej niż przed nim! Niewątpliwie warta uwagi jest również własna gama

fot. AKPA

kosmetyków pielęgnacyjnych La Perli - Beauty Box, które można zakupić w klinice. Są to pięknie pachnące, luksusowe produkty w niewygórowanych cenach. Obydwa zabiegi jak wspomniałam wyżej były strzałem w 10. W znacznej mierze za sprawą osoby, która je idealnie dobrała do moich potrzeb i równie profesjonalnie wykonała. Obsługa kliniki nie tylko cechowała się pełnym profesjonalizmem ale również sprawiła, że poczułam się dopieszczona. Tak więc opuściłam gabinet piękniejsza, zrelaksowana i bardzo mile zaskoczona. Dlaczego? Ponieważ La Perla mimo, że jest nowym miejscem na mapie Krakowa zabłysnęła wyjątkowością. Niewątpliwie łączy ze sobą wysoki standard usług z najwyższej jakości zabiegami z zakresu medycyny estetycznej. Polecam tą klinikę każdej osobie, która pragnie poczuć się po prostu piękniej.

agnieszka sochacka

Klinika La Perla “Kraków” - Hotel Holiday Inn Kraków City Center, ul. Wielopole 4, tel. 692 209 715, www.la-perla.pl 91


bądź fit z Adą Palką

Jak zadbaC o piersi? DZISIAJ COŚ SPECJALNIE DEDYKOWANE KOBIETOM, MĘŻCZYŹNI TEŻ MOGĄ OCZYWIŚCIE PRZECZYTAĆ. BĘDZIE O TYM JAK ZACHOWAĆ ZDROWE I SEKSOWNE PIERSI.

K

ażda z nas ma inne piersi, nieważne czy są duże czy małe, każde potrzebują odpowiedniej pielęgnacji, odpowiednich nawyków oraz odpowiednio dobranego biustonosza. Mężczyźni najczęściej zwracają uwagę na piersi i pośladki. Musimy o nie dbać, żeby wyglądały zdrowo i atrakcyjnie. Jak to zrobić? Najpierw parę słów o zerwaniu ze złymi nawykami, które niekorzystnie wpływają na wygląd twoich piersi... Nasze grzechy główne to m.in.: ZŁA POSTAWA CIAŁA. Dziewczyny, nie możecie się garbić, Wasza sylwetka jest wtedy mało atrakcyjna, piersi są źle wyeksponowane, skrócona jest również proporcja ciała. Chcecie, aby Wasz biust wydawał się jędrniejszy i optycznie większy? Rada dla Was: stańcie przed lustrem w lekkim rozkroku, napnijcie brzuch i pośladki. Broda w górę, ściągnijcie barki w dół. Od razu lepsze kształty. RESTRYKCYJNE DIETY, powodujące drastyczne wahania waszej wagi. Piersi składają się w ponad 70% z tkanki tłuszczowej. Gwałtowne zmiany masy ciała powodują, że piersi są obwisłe i mało atrakcyjne, skóra pozbawiona odpowiedniej elastyczności. Rada: redukcja wagi musi być planowana z głową i powoli. Dodatkowo przyda się pielęgnacja ujędrniająca i ćwiczenia fizyczne na wzmocnienie klatki piersiowej. UNIKANIE ĆWICZEŃ KLATKI PIERSIOWEJ – wydaje Wam się, że wtedy zaniknie albo zmniejszy Wam się biust. Nic bardziej mylnego. Trening klatki piersiowej przede wszystkim modeluje, ujędrnia i podnosi piersi! Rada: wykonujemy pompki, wyciskanie i rozpiętki. W czasie ćwiczeń zakładajcie wygodne staniki sportowe. ZŁY BIUSTONOSZ – najważniejsza kwestia. Niedawno udałam się specjalnie do braffiterek DIM Polska, aby zasięgnąć porad dotyczących dobrania odpowiedniego

92

ADA PALKA fot. Rafał Nitecki i Mateusz Halczak

biustonosza oraz dowiedzieć się, jakie to ma znaczenie dla zdrowia kobiety. Przekazały mi mnóstwo kluczowych informacji, którymi mogę się z wami teraz podzielić. Jakie korzyści mamy z dobrze dobranego stanika? Eksponuje biust, piersi wydają się jędrniejsze i uniesione, wysmukla ogólnie całą sylwetkę, w zależności od wielkości biustu może go optycznie powiększyć lub pomniejszyć. Badania pokazują, że źle dobrane biustonosze przyczyniają się do trwałego zniekształcenia i utraty jędrności biustu. Powodują bóle kręgosłupa, ramion i głowy. Skóra dekoltu jest w gorszym stanie. Pora na zmianę i większą świadomość doboru naszej nieodłącznej części garderoby.

różnicę między między... No właśnie o tym poniżej. Nasz biust cały czas się zmienia, więc podstawa to określenie rozmiaru przez pomiary obwodów ciała (tabelki możecie znaleźć np. tu: brabella.pl/pl/i/Tabele-roz­ miarow/7 - dop. red.). Weź miarkę krawiecką i zmierz obwód pod biustem. Od rozmiaru odejmij 5 cm i zaokrąglij wynik w dół zgodnie z tabelką. Zmierz obwód w biuście (nago i w miękkim staniku i porównaj). Masz dwie wartości, sprawdź w tabelce gdzie się te wartości przecinają - to jest Twój rozmiar.

TERAZ PRZEDSTAWIAM WAM KRÓTKI PRZEWODNIK DOBRANIA IDEALNEGO STANIKA

MASZ ROZMIAR, ALE TO NIE KONIEC Biustonosz musi dobrze leżeć, gdy zapinasz go na zewnętrzną haftkę. Biustonosz po dłuższym czasie użytkowania rozciąga się, a musi cały czas spełniać swoją funkcję i podtrzymywać biust.

Odpowiedni rozmiar! Kobiety zazwyczaj kupują najbardziej uniwersalny rozmiar 75B. I zawsze ten sam! Litery A, B, C nie oznaczają konkretnej wielkości piersi. Określają

Zwróć uwagę na złączenie miseczek, nie może odstawać tylko idealnie przylegać do klatki piersiowej. Jeżeli odstaje to rozmiar jest za mały.


WIOSENNE MODELOWANIE SYLWETKI Z BEAUTY CONCEPT I TRENEREM PERSONALNYM ADĄ PALKĄ

Zapraszamy na wiosenne pakiety specjalne: Endermologie LPG - 10 zabiegów 1299,Pakiet Maximus brzuch i boczki - 4 zabiegi 2000,-

899,-

1200,-

Do każdego pakietu fit konsultacja, pomiar tkanki tłuszczowej BMI oraz trening personalny z Adą gratis!

BEAUTYCONCEPT ul. Nadwiślańska 9, Kraków tel: 12 353 88 66 www.beauty-concept.pl www.facebook.com/beautyopi


makeup trendy

tekst: KAROLINA CIOCHOŃ

W SWOIM CODZIENNYM ŻYCIU, W PRACY, MAM DO CZYNIENIA Z WIELOMA KOBIETAMI I CZĘSTO ULEGAM TZW. ‚ZAWODOWEMU ZBOCZENIU”. SPORO Z NICH NIE MA POJĘCIA O MAKIJAŻU. NIE MÓWIĘ TUTAJ JEDNAK O TYCH, KTÓRE NIE MALUJĄ SIĘ WCALE, TO PÓŁ BIEDY. MAM NA MYŚLI TE, KTÓRE UŻYWAJĄ KOSMETYKÓW W NADMIARZE. Zatem, jak już tak patrzę, przyglądam się i nie ukrywam-oceniam, to wiem, że właśnie nadmiar każdej z tych kobiet szkodzi. I oto pojawia się lista błędów makijażowych, które najczęściej sprawiają, że nie mogę oderwać oczu od czyjejś twarzy, myśląc „dlaczego?”. My, kobiety często nie znamy umiaru. Tak jest w przypadku przygód z medycyną estetyczną, diet, ćwiczeń itp. Identycznie jest również w makijażu. Zacznijmy od podkładu. Stoję naprzeciw klientki i widzę, a właściwie nie widzę, aby choć jeden por prześwitywał przez grubą warstwę fluidu, korektora, pudru. Skóra jest gładka jak na figurze woskowej. Mam wrażenie, że kiedy się uśmiechnie to coś pęknie i odpadnie. Nie wiem, po co jej tyle tego na twarzy. Drogie Panie, skóra musi wyglądać jak skóra! Oczywiście, dajcie nieco mocniejszy podkład, jeśli czujecie potrzebę, zakryjcie niedoskonałości korektorem, ale nie tynkujcie sobie twarzy. Jak to zmyć wieczorem? Murarze mają już pełne ręce roboty, serio. Zrezy-

94

gnujcie też z nadmiaru opalenizny. Ciemne lica są już passé, a mimo tego tak wiele pań wygląda, jakby dopiero co wróciły z Majorki. Do tego dołóżmy jasną, cielistą lub lawendową szminkę i efekt plastic fantastic gotowy! Kolejna sprawa, ta powszechnie używana perła pod brew. Lata osiemdziesiąte mamy już dawno za sobą. Dlaczego wciąż panuje przekonanie, że ten połysk na łuku brwiowym wygląda dobrze i jest tak bardzo pożądany? Otóż nie, nie wygląda to ładnie, jest nieestetyczne, staromodne i… a co tam, jest wieśniackie. Przestrzeń pod łukiem brwiowym należy wykończyć matowym cieniem, jak najbardziej zbliżonym do koloru skóry bądź korektorem/podkładem, tak aby kolor na tym często podrażnionym pęsetą miejscu miał taki sam odcień jak reszta twarzy. Zatem ten biały, perłowy cień po prostu wyrzućcie do kosza. Nadmiar różu na policzkach nie sprawi, że będziecie wyglądały bardziej świeżo. Jeśli efekt był zamierzony i któraś z Was chciała

wyglądać jak lalka, to wiedzcie, że karnawał niestety się skończył. Przy stosowaniu różu ilość ma znaczenie. Nie zawsze musi być też różowy. Dostosujcie go do koloru cery, włosów, tęczówki. Rozetrzyjcie niewielką ilość na kościach policzkowych, nie stawiajcie sobie „stempli”. Na koniec – tusz do rzęs. Suchy tusz nakładany warstwami, grube grudy… to wygląda przerażająco! Nie ma nic gorszego, niż ociekające kilogramami tuszu rzęsy. To nie jest zachęcające, nie wygląda jakbyście miały piękne, grube wachlarze. Jak właściwie przy takim obciążeniu otwiera się oczy? Pięknie, gdy rzęsy są podkreślone, ale muszą być rozczesane i nieposklejane. Macie tusz starszy niż pół roku, pozbądźcie się go natychmiast! Na Waszych rzęsach nic ładnego już nie stworzy. W makijażu nie lubimy plastiku, sztuczności, przesady… I zdecydowanie się tego wystrzegamy!


95


KRAKÓW Arlekin – Rynek Główny 24 Baroque – pl. Nowy 3 Cafe Obieżyświat – ul. Czarnowiejska 38 CK Browar – UL. PODWALE 6/7 Cupcake Corner – ul. Grodzka 45 Drukarnia – ul. Nadwidwiślańska 1 Hotel Niebieski – ul. Flisacka 3 Hotel Pod Wawelem – Plac na Groblach 22 Hotel Royal – Św. Gertrudy 26 - 29 Le Scandale Ogród – Plac Nowy 9 Moa Burger – Mikołajska 3 Moment – ul. Józefa 34 Oranżeria Pergamin – ul. Focha 425 Papryczki – ul. Mikołajska 5 Róg Brackiej i Reformackiej – ul. Reformacka 3 Salon Jaguara – ul. Jasnogórska 97 Salon Toyota – ul. Jasnogórska 4 Snack Bar Sol – ul. Czerwone Maki 84 Solvay Park – ul. Zakopiańska 105 Spokój – Bracka 3-5 Tratoria Pergamin – ul. Chodowieckiego 1 Tribeca Rynek – Rynek Główny 27 Yellow Dog – Krupnicza 9

WARSZAWA Akasaka – ul. Wołoska 12 Bar Green – ul. Szpitalna 6 Bubbletea – ul. Chmielna 4 Centrum Zarządzania Światem – ul. Korzei 26 Coffeetura – ul. Krakowskie Przedmieście 4/6 Czuły Barbarzyńca – ul. Dobra 31 Dobra Kuchnia na Brackiej – ul. Bracka 18 Dziki Młyn – ul. Czorsztyńska 1 Fitness Klub Calypso – ul. Puszczyka 7 Flow – ul. Chmiela 2 Gorąco Polecam Nowakowski – ul. Rzymowskiego 53 Hotel Holiday Inn – ul. Złota 48/54 Hotel Złote Dęby – ul. Brzeziny 7 Kawalerka Cafe – ul. Mickiewicza 27 Leniwiec – ul. Poznańska 7 Między Słowami – ul. Chmielna 30 Miseczka Oshin – ul. Grzybowska 2 lok. 12 My’o’my – ul. Szpitalna 8 (wejście od Górskiego) Nanaki Sushi – ul. Grzybowska 61/9 Oh Sushi&Grill – ul. Wiertnicza 102 Piekna 56 – ul. Piekna 56 Salad Story – ul. Nowy Świat 18/20 Take Off The Hat – ul. Pańska 98

i inne...

i inne...

TRÓJMIASTO

KATOWICE

GDYNIA Butik Roberta Kupisza Al. Zwycięstwa 256 CH KLIF Cafe Strych Plac Kaszubski 7B Charme loves You Al. Zwycięstwa 256 CH KLIF House&more Al. Zwycięstwa 256 CH KLIF Lili’s cafe Al. Zwycięstwa 256 CH KLIF Restauracja Malika ul. Świętojańska 69 B Salon samochodowy Volvo ul. Parkowa 2 GDAŃSK Browar Piwna ul. Piwna 50 Costa caffee ul. Długa 5 Galeria Triada ul. Piwna 11 Hotel Golden Tulip ul. Piastowska 160 La Famiglia ul. Lektykarska 1 /2 Polskie kino ul. Szeroka 97 Stoneheads ul. Chlebnicka 43 SOPOT Browar miejski Sopot ul. Bohaterów Monte Cassino 35 Cukiernia Tajemniczy ogród ul.1 Maja 5 Galeria BMC 2 ul. Bohaterów Monte Cassino 2 InterStyle HOME ul. Armii Krajowej 120 La marea ul. Bolesława Chrobrego 38 Pijalnia czekolady Wedel 36/4

i inne...

Archibar - ul. Dyrekcyjna 9 Barocco fryzjer - ul. Wawelska 1 Caffeine Cafe - ul. 3 Maja 13 Centrum Urody - ul. Warszawska 23 Chopin Cafe - ul. Dyrekcyjna 6 CoffeHeaven - ul. Stawowa 8 Cogitatur - ul. Gliwicka 9 Coolerclub - ul. Mariacka 20 Cosmo Kosmetyki - ul. Wawelska Costa Coffe - ul. Stawowa 8 Dobra Karma - ul. Św. Jacka 1 Gaudi Cafe - ul. Wawelska 2 Gizia butik - ul. Dyrekcyjna Grzesznicy w Niebie - ul. Sokolska 7 Kato Bar - ul. Mariacka13 KDS sklep kom.- ul. Graniczna 29 Longman - ul. Gliwicka 10 Lorneta z Meduzą - ul. Mariacka 5 Mały Kredens - ul. Stanisława 1 Monopol pasaż i hotel - ul. Dyrekcyjna 2 / ul. Dworcowa Negresco klub - ul. Wawelska 6 Za kulisami - ul. Teatralna 8 Złoty Osioł resturacja - ul. Mariacka 1

i inne...

LISTA ZAWIERA TYLKO WYBRANE MIEJSCA. CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ, NAPISZ DO NAS NA INFO@LOUNGEMAGAZYN.PL LUB ZADZWOŃ (12) 633 77 33 96


DOSTePNY ZNAJDZIESZ NAS W: KATOWIACH KRAKOWIE WARSZAWIE TRÓJMIEŚCIE


lounge | No 69 | marzec'15  

The PLASTIC FANTASTIC Issue. Wysokiej jakości magazyn lifestyle'owy. Bezcenny. High quality lifestyle magazine. Priceless.