Page 1

N 49 ďŹ t bezcenny

o

kultura

wydarzenia

bary i restauracje

moda

zdrowie i uroda

design

technolounge

www.loungemagazyn.pl

marzec'13 ISSN 1899-1262

ISSUE


bezcenny

kultura

wydarzenia

bary i restauracje

moda

zdrowie i uroda

design

technolounge

www.loungemagazyn.pl

marzec'13 ISSN 1899-1262

N 49 ďŹ t o

ISSUE


BAR SZARA W MIEŚCIE OD LAT MÓWIĄ, ŻE TO ŻE

Zdjęcia z archiwum Muzeum Historycznego Miasta Krakowa ©

FAJNY BAR

BAR SZARA Rynek Główny 6 / Kraków tel.: 12 421 66 69

WWW.SZARA.PL


Czy wiesz

CO KRYJĄ LOCHY Wieży Ratuszowej? Wyśmienitą

KUCHNIĘ Odkryj tradycyjne smaki włoskiej i polskiej kuchni w murach dawnej sali tortur...

-•-

Skorzystaj z naszego wieloletniego doświadczenia w organizowaniu imprez okazjonalnych i cateringów...

Niepowtarzalną

ATMOSFERĘ dla wydarzeń towarzyskich, rodzinnych i biznesowych...

KULTURĘ z górnej półki

Zobacz spektakl Teatru Ludowego na Scenie Pod Ratuszem i wykorzystaj 20% rabatu...

RATUSZOWA Resto-Bar

Rynek Główny 1 Kraków Rezerwacje, Cateringi: tel.: 12 421 13 26 +48 696 474 965 e-mail: ratuszowa@restfood.pl www.ratuszowa-restfood.pl


6 REDAKCJA 8 IMPREZY I OTWARCIA 14 Z ZAPISKÓW HOPSTERA

18 KALENDARIUM KULTURALNE 22 MARCIN WYROSTEK - WYWIAD 23 POPKULTURALNIE 24 FILM: EKSTREMALNE METAMORFOZY 26 JEDNYM ZDANIEM 28 BIZNES Z PAZUREM

34 NOWE MIEJSCA 36 RECENZJE KULINARNE: RAW ORGANIC 38 KUCHNIA Z TEMPERAMENTEM - WYWIAD 42 ZRÓB TO SAM: PRZEPISY 43 CIEMNIEJSZY ODCIEŃ CZERNI 44 PODRÓŻE KULINARNE

48 FASHION SPOT 50 MODOWE KALENDARIUM 51 ŚWIAT MODY: BANGKOK - NIE TYLKO SEKS 54 WYWIAD Z ANITĄ SZEWCZYK 58 STREET FASHION 60 FASHION EDYTORIAL 66 CAŁA PRAWDA O PLUS SIZE: 68 TRENDY 70 MODA NA ZDROWIE

74 NEWSY KOSMETYCZNE 75 GRA W KOLORY 78 STEP BY STEP: FIT MAKEUP 80 INSPIRACJE PROSTO Z WYBIEGU 84 BOOTCAMP: AKTYWNY URLOP 86 AKTYWNOŚĆ: JESTEM NA TAK! - WYWIAD

88 LUSTY REDHEAD: I LIKE THE WAY YOU MOVE

fot. Maciej Bernas | pełen opis na str. 60

4

lounge ...bo jakość ma znaczenie


Check this out


REDAKCJA: redaktor naczelny / reklama

grafika

Asia Herdzina joanna.roman@loungemagazyn.pl reklama Warszawa

Iwona Dziobek iwona.dziobek@loungemagazyn.pl

redaktor działu Bary i Restauracje

Anna Skwarek anna.skwarek@loungemagazyn.pl

Monika Gąsiorek - Mosiołek

Joanna Jawor

WSPÓŁPRACA: Magdalena Darmobit, Eva Fydrych, Jakub Gil, Monika Machowska, Magda Merta-Mączyńska, Anastazja Mołodecka, Magdalena Nosal, Ania Strugalska, Adrian Suszczyński, Katarzyna Tarabuła, Maja Witt, Aneta Zając, Michał Zębik

Wydawca: MEDIA LOUNGE S.C. Redakcja Lounge Magazyn ul. Starowiślna 37 / 5b, 31-038 Kraków info@loungemagazyn.pl | tel. (012) 633 77 33

fotograf: Maciej Bernas asystent fotografa: Arkadiusz Szczudlo modelka: Nicole / Wave Models stylista: Wojciech Szymański make up + hair: Dorota Kumosińska Sesja i pełny opis: str. 60

fot. Koty 2 photostorytellers pełny opis - str. 70


CHOPIN RESTAURANT Rynek Główny 39 kamienica pod krzyżykiem tel. 12 433 70 10

Klasyka polskiej kuchni

Żurek 15 pln /4,5 €

Golonka 25 pln /7,5 €

Pierogi 18 pln / 5,5 €

Nowe miejsce na Rynku Głównym • Doskonała polska kuchnia • Swobodna atmosfera • Przystępne ceny Zapraszmy od 12.00 do 24.00

Lunch

poniedziałek - piątek od 13.00 do 16.00 - 30pln

wesela, komunie, bankiety, spotkania firmowe, imprezy okolicznościowe, catering

restauracja@chopinkrakow.pl

www.chopinkrakow.pl


zdjęcia: Kamil Biziorek / lounge

imprezy i otwarcia

Wystawa Jerzego Stuhra w krakowskim Klubie Aktora spotkali się przyjaciele, znajomi i wielbiciele aktora, aby wspólnie móc oglądać wystawę zdjęć pod tytułem Jerzy Stuhr – moje bycie w sztuce, przedstwiających dotychczasowy dorobek zawodowy artysty. Tego wieczoru wszyscy zaproszeni goście mieli okazję osobiście porozmawiać z aktorem, dostać autograf

czy pozować do wspólnych zdjęć. Aż trudno uwieżyc patrząc na doskonałą kondycję Pana Jerzego, że jeszcze nie dawno zmagał się on z grożną dla życia chorobą. Panu Stuhrowi życzymy kolejnych sukcesów zawodowych jak i osobistych.

przygotowanego przez organizatorów wydarzenia: projektantkę Joannę Hawrot i stylistę fryzur Oskara Bachonia, zaś całość uzupełnił kontrowersyjny panel dyskusyjny, w którym udział wzieli m.in. zasiadający w Radzie Programowej Fashion Philosophy Fashion Week Polska krytyk mody, freelancer i bloger To-

biasz Kujawa oraz znana z nieszablonowych sesji zdjęciowych fotografka Edyta Potrząsaj. Nam jak zwykle najbardziej podobały sie modelki oraz pyszna popołudniowa kawa i ciasteczka.

zdjęcia: Jakub Gil / lounge

Jak powszechnie wiadomo, Jerzy Stuhr od lat jest jednym z najbardziej znanych polskich aktorów, reżyserów teatralnych i filmowych. Wielokrotnie nagradzany za swoje osiągnięcia aktorskie i reżyserskie w kraju jak i za granicą. Autor pięciu osobistych ksiażek. W lutym w krakowskim klubie aktora Loża

III edycja SUNDAY FASHION BRUNCH

zdjęcia: M. Lewicki / lounge

11 lutego w krakowskim klubie Baroque doszło do połączenia różnych estetyk modowych, począwszy od ozdobnych nakryć głowy projektu Elli Gajewskiej, poprzez personalizowane obuwie MYS Shoes, skończywszy na minimalistycznej kolekcji ubrań Joanny Hawrot. Zebrani goście byli świadkami performansu

Biznes Integracje - Konferencje dla Ludzi Biznesu 12 lutego w Wieliczce odbyło się pierwsze spotkanie z cyklu małopolskich konferencji Biznes Integracje Eco & Design. Projekt obejmuje spotkania przedsiębiorców i ludzi biznesu podczas przeglądu nowych trendów rynkowych w branżach: ekologia, design, architektura, sztuka użytkowa i współczesna, moda. Tego typu

8

lounge ...bo jakość ma znaczenie

inicjatywy mają na celu pomagać w nawiązaniu kontaktów pomiędzy przedsiębiorcami różnych branż, oraz firmami projektowymi i handlowymi. Stu przedsiębiorców, kilkadziesiąt firm wystawiających swoje projekty, prelekcje i szkolenia oraz wyjątkowo przyjazna atmosfera – taki był pierwszy Eco & Design.

Konferencji przyświeca cel wypromowania akcji Rak nie boli. Badaj się i żyj, zainicjowaną przez Face&Body Institute. Akcję popierają ludzie świadomi swojego zdrowia, a także instytucje non profit, celebryci, aktorzy i oczywiście Lounge Magazyn.


MARZEC W BAROQUE 5 zł

WSZYSTKIE śniadania za

• W każdy poniedziałek wybrana sałatka za 50% ceny • W każdy wtorek wybrany makaron za 50% ceny • W środę do burgera Lech 0,3 gratis • W czwartek do każdego dania głównego kieliszek wina domu gratis Lunch 18 zł od pon-pt od 12-16

WYDARZENIA 1.03 2.03 8.03 15.03 16.03 17.03

Koncert Ania Dudek Trio Dj Mp Cossy Koncert Detox - Dzień Kobiet Koncert Ania Dudek Trio Dj Mp Cossy Dzień Św. Patryka - specjalne koktajle na bazie Jamesona 21.03 Pierwszy dzień wiosny w Baroque 22.03 Koncert Detox

WEEKENDY W BAROQUE 9-10 Weekend Amerykański 23-24 Weekend Japoński


zdjęcia: Jakub Gil / lounge

imprezy i otwarcia

ICE & FIRE Perfect Gym W sobotni wieczór, 23 lutego, mieliśmy okazję świętować pierwsze urodziny klubu fitness PERFECT GYM. Uroczysta gala rozpoczęła się o godzinie 21.00 w Fortach Kleparz.

Galę uświetniły pokazy kulturystyczne, taneczne i fitness. Wszyscy zaproszeni goście mogli wziąć udział w losowaniu nagród niespodzianek. Jako, że w Perfect Gym osób trenujących sztuki walki

ciągle przybywa - organizatorzy przygotowali dla nich nie lada gratkę. W trakcie imprezy została wyznaczona specjalna strefa, w której można było oglądać transmisję walki Gołota vs. Saleta. Na gości czekały też dwa parkiety muzyczne, gdzie zabawa trwała do samego rana. Naszym zdaniem wszystko zostało przygotowane perfekcyjnie, jak na Perfect Gym przystało. Firmie życzymy stu lat, a klientom klubu - dużo zdrowia.

zdjęcia: M. Lewicki / lounge

Przy wejściu każdy z gości był częstowany przez pracowników Perfect Gym zdrowym i niskokalorycznym drinkiem powitalnym. Zaproszeni Goście mieli okazję spróbować pysznego tortu przygotowanego specjalnie

na tę okazję oraz przekąsek - w wersji fit. Jeśli ktoś mimo to miał wyrzuty sumienia - mógł od razu spalić kalorie podczas zajęć Zumby, które odbywały się na jednym z przygotowanych na tę okazję parkietów.

Irlandzka Whiskey w krakowskim Baroque Wszystkich którzy nie zdążyli zdobyć zaproszeń na spotkanie z ekspertem Irish Whiskey - Jamesem Atkinsonem, które 22 lutego odbyło sie w Baroque przy ul. św. Jana w Krakowie, pragniemy poinformować, że drugiej szansy w najbliższym czasie nie będzie. Żałujcie, ominął Was ciekawy wieczór i niezła zabawa.

10

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Zawartość procentowa wiedzy prowadzącego na temat irlandzkiej whiskey - jak na Ambasadora marki przystało - była naprawdę wysoka, a niezapomniany smak przygotowanych poczęstunków wyjatkowo dobrze komponował się z aromatycznymi koktajlami specjalnie przygotowanymi na ten wieczór przez niezastąpionego

szefa baru - Adriana Ryczka. Na zakończenie wszyscy goście otrzymali certyfikat Jameson Whiskey, który - jak zapewne się domyślasz Drogi Czytelniku - uprawnia do… zobaczenia przy nastepnej okazji. Na zdrowie.


zdjęcia: M. Lewicki / lounge

imprezy i otwarcia

Młoda sztuka w Hotelu Starym i Macieja Wieczerzaka. Współczesna sztuka doskonale współgrała z wystrojem zabytkowej, bo pochodzącej z XIV wieku, kamienicy. Kolejny wernisaż artystów związanych z DAAH, we wnętrzach udostępnionych przez sieć Li-

kus Hotele & Restauracje, zaplanowany jest na marzec. Tym razem odbędzie się w hotelu Monopol we Wrocławiu. Zapraszamy wszystkich miłosników sztuki - zarówno tych młodych jak i starych.

zdjęcia: lounge

7 lutego w Hotelu Starym w Krakowie odbył się pierwszy z cyklu wernisaży, organizowanych przez Dom Aukcyjny Abbey House, we współpracy z grupą Likus Hotele & Restauracje. Podczas wieczoru zaprezentowane zostały obrazy Andrzeja Cisowskiego, Stanisława Młodożeńca

Ganesh, bóg obfitości zawitał do Krakowa Ganesh to nowe miejsce na restauracyjnej mapie Krakowa, które mieści się na rogu ul. Św. Tomasza i Floriańskiej.

Wydarzenie uświetniła swą obecnością ambasador Indii w Polsce, pani Monika Kapil Mohta. Po części oficjalnej każdy gość miał okazję, aby porozmawiać z założycielem sieci Ganesh, panem Tapinderem Sharmą oraz z panią ambasador.

zdjęcia: mat. org.

16 lutgo odbyło się uroczyste otwarcie, podczas którego Organizatorzy najpierw przywi-

tali gości nabożeństwem, odprawianym przez hinduskich duchownych, a następnie zaprosili do poczęstunku w postaci stołu szweckiego, na którym znajdowały się tradycyjne potrawy kuchni indyjskiej.

Spotkania „Porozmawiajmy o zdrowiu” z Mariolą Bojarską-Ferenc Ponad 100 Krakowianek przybyło do Dworku Białoprądnickiego na spotkanie z cyklu Porozmawiajmy o zdrowiu. Gościem specjalnym wydarzenia była Mariola Bojarska-Ferenc, znana propagatorka zdrowego stylu życia, która zapoczątkowała w Polsce modę na bycie fit. Podczas spotkania promowała swoją najnowszą książkę Sztuka dobrego życia.

12

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Autorka porwała do żywej dyskusji o zdrowiu nie tylko licznie zgromadzone kobiety, ale także mężczyzn, którzy przybyli na spotkanie. Zachęcała do budowania wiary w siebie i stawiania na swoje mocne cechy osobowości. Akcja Porozmawiajmy o zdrowiu ma w Krakowie bogatą tradycję: organizowana jest już od 6 lat. Dzięki uczestnictwu w spotkaniach już ponad

2 tysiące kobiet otrzymało konkretną rzetelną wiedzę na temat ważnych problemów zdrowotnych, a także skorzystało z bezpłatnych badań profilaktycznych i zabiegów poprawiających ich samopoczucie. Krakowianki bardzo cenią sobie tę inicjatywę i pomimo tego, iż poruszana tematyka nie zawsze jest łatwa i przyjemna, za każdym razem na sali gromadzą się prawdziwe tłumy.


MARZEC

DZIEŃ KOBIET

Kalendarium wydarzeń

Wyjątkowe niespodzianki kulinarne i koktajlowe dla wszystkich kobiet

08.03.2013 Start 16:00

KLUB KOL AC YJNY

CZWARTKOWA TARYFA ULGOWA

• Wyjątkowy wieczór • Tematyczna kolacja • Specjalna cena

• Special Red Bull Cocktails • DJ + Live Act • Voucher na Taxi • 2 koktajle ze specjalnego menu

15.03.2013 Start 20:00

14.03.2013 Start 20:00

ST.PATRICK’S SATURDAY • Jameson Cocktail’s Menu • Niespodzianki z nagrodami 16.03.2013 Start 20:00

BAROQUE CLUB BIRTHDAY

22.03.2013

Start 20:00

• Drugie urodziny części klubowej Baroque • Mnóstwo atrakcji • ABBA COVER GROUP – LIVE • DJ + Live Act • Specjalny poczęstunek od Baroque

CZWARTKOWA TARYFA ULGOWA

CZWARTKOWA TARYFA ULGOWA

• Special Red Bull Cocktails • DJ + Live Act • Voucher na Taxi • 2 koktajle ze specjalnego menu

• Special Red Bull Cocktails • DJ + Live Act • Voucher na Taxi • 2 koktajle ze specjalnego menu

21.03.2013 Start 20:00

28.03.2013 Start 20:00

BAROQUE Restaurant & Cocktail Bar ul. Św. Jana 16, 31-018 Kraków / tel. 12 422 01 06 / e-mail: info@baroque.com.pl www.baroque.com.pl


mniej lub bardziej poważnie

Z zapisków

hopstera Miało być o tym, jak pozbyłem się dzieci z piwnicy, spaliłem je na stosie, zwłoki oddałem rodzicom redakcyjnym, a sam reaktywowałem bimbrownię, ratując „prawdziwe” życie redaktorów. Ale nie będzie, bo po pierwsze, okazało się, że większość dzieci należy do jednego z redaktorów, którego wspominać z grzeczności nie będę, po drugie: dzieciak okazał się na tyle miły, że powiedział: wujku Kielmuchu, a co to bimber?

Tym sposobem postanowiłem młodego nauczyć zachowywać się jak prawdziwy facet i pędzić bimber, żeby potem go spożywać. Ale o tym może innym razem, bo przechodzimy do meritum, czyli do trzeciego punktu: zadzwonił do mnie naczelny albo kreatywny, czy też techniczny. Szczerze? Nie poznaję ich już. Wszyscy zaczęli się uśmiechać, nosić te same znoszone koszulki z dziwnymi wzorkami i marynarki. Mówią, że to modne, a oni muszą być modni, bo chodzą na bankiety. Dziwne. Mnie na bankiety nikt nie zaprasza. Zaczynam wątpić w prawdziwość tych bankietów, ale co począć? No i dzwoni do mnie ten naczelny, czy ktoś tam i mówi: - Kielmuch, gdzie teksty? Odpowiadam, że się piszą. Przecież proces twórczy, do cholery, trwa, nie? On na to, że spóźniłem się o tydzień. Odpowiadam, że dobrze, że tylko tydzień, bo mógłby być miesiąc i co wtedy? Numer by się nie ukazał, bo bez Kielmucha, to nie ten sam Longer. Jeden z redaktorów, do dziś nie wiem który, się rozłączył i tyle go słyszałem. Ale dostałem smsa: WTF?! Nie wiem co oznacza ten skrót, chyba coś w rodzaju: wiesz, to fajne?! Albo: Widzisz, trzeba fypić?! Wtedy by jednak powinno być WTW, no chyba, że naczelny albo kreatywny nie wiedzą jak się po polsku poprawnie pisze. Pal ich licho. Dostałem mejla. Mejle nauczyłem się odbierać jakiś tydzień temu. W mejlu było o zmianie tematu numeru. Z pędzenia bimbru (serio, taki miał być temat numeru!) zmieniono na FIT. Teraz ja się pytam: co jest grane? Jaki FIT? To kolejny skrót, czy co? Nieważne, postanowiłem to olać i robić to, co robię najlepiej. Czyli nic. Zamiast tego postanowiłem pobiegać, formę trzeba trzymać. Tyle, że jeśli chce się zacząć biegać, to trzeba najpierw kupić odpowiedni strój. Mój znoszony żołty garnitur w czerwone prążki już się nie nadaje na bieganie. Postanowiłem zainwestować w nowy strój. Zrzucenie paru kilo też się przyda, w końcu bęben urósł mi jak Jędrzejowi w ciąży. Niechybnie czekała mnie wizyta w sklepie. Jako, że nie jestem idiotą i nie idę tam gdzie wszyscy, postanowiłem na dobrą, sprawdzoną odzież 14

lounge ...bo jakość ma znaczenie

w jednym z większych sklepów sieciowych, znanych po tej stronie Wisły. W Biedronce jednak dresów nie mieli. I tak na jeden dzień musiałem przestać być hopsterem, bo wybrałem się do galerii. Wam, imbecylom, galerie kojarzą się ze sztuką - mi z zakupami. I to nie obrazów. A ubrań, żarcia i dużej ilości alkoholu. Krakowska się nadała: jest duża, sporo tam pięknych kobiet, sporo brzydkich facetów, kilka kobiet, które pod żadnym pozorem nie powinny wychodzić z domu, tylko siedzieć i płakać nad swoim nieszczęśnym losem i masa dzieciaków. W skrócie: bardzo rodzinnie, to co lubię. Wyszedłem też z innego założenia: skoro wszyscy lubią galerie handlowe, a ja nie lubię, to będąc hopsterem, zrobię wszystkim na złość i jednak pójdę. W tym szaleństwie jest metoda, ale dość o metodach, bo i tak ich nie zrozumiecie – wróćmy do samych zakupów. Jezus Maryja, Borze Panie jedyny, jak można upchać tylu idiotów na metr kwadratowy? Nieważne. Wchodzę do sklepu. Po lewej ziemniaki, po prawej piwo, na środku chipsy, a w głębi serki. Pytam się miłej pani w białej koszulce z niebieskim logiem sklepu, brzmiącego lekka z francuskiego: - Pani! Gdzie znajdę dresy? - Na Hucie. - Ale śmieszne – odpowiedziałem spokojnie i postanowiłem na wszelki wypadek się uśmiechnąć. Młoda była, kilku zębów brakowało, zbliżała się do setki z hakiem i ledwo chodziło. Miło. – Pani, pani mnie nie poznaje, ale ja tak trochę celebryta jestem. Taki nasz, swojski, krakowski. Zmylił panią mój strój; zwykle chodzę elegancko, ale dziś jestem inkognito, wie pani, jak tajniak na Borze Narodzenie. Niczym papież, który abdykował. Niczym Adelajda007, która ucieka przez paparazzi, bo grywa w serialiku jakimś podrzędnym na stacji, której nazwy z grzeczności wymieniać nie będę, a która znana jest z upierdolonego stołu. Pani teraz rozumie? Hopsterem się stałem, to i marynarkę odłożyłem. Ale pani powiem gdzie dres do biegania znajdę. Kobieta popatrzyła się na mnie jak na ósmy cud świata, niczym na Ghandiego, którego nie rozumie (bo i kto go rozumie) i wskazała alejkę, nad którą wisiała tablica z wielkim napisem: Dresy i odzież sportowa. - Pan się nauczy czytać – dodała na końcu. - A pani nauczy się wyglądać jak kobieta – odgryzłem się i pobiegłem, bo zaczęła wzywać ochronę. Związki zawodowe nas zabiją, mówię wam. Zabiją nas. Ludziom się w dupach poprzewracało, jeśli myślą, że mogą bezkarnie robić co chcą w pracy. Oczywiście w alejce były dresy. Takie, jakich szukałem. Cena wygórowana, ale co mnie tam, stać mnie, pracuję w Longerze. Jakbyście pracowali

u nas, też was by było stać, a tak to szmateksy i Caritas. Wziąłem spodnie za 9,90 zł i bluzę za 5,99. Przecena była. To lubię. Kolor nierzucający się w oczy, różowo-fioletowy. Nigdy nie byłem fanem oczojebnych kolorów, które zwracają na siebie uwagę. Najważniejszy jest biegacz, a nie jego strój. Zapakowałem do koszyka, wyszedłem, nie przymierzając nawet, bo i tak wiem, że będzie pasować i polazłem do kasy. - Zbiera pan punkty pejbek? - Nie. - Zbiera pan naklejki? - Nie, zbierałem w przedszkolu, takie z misiem i samochodami. - Należy pan do programu lojalnościowego? - Nie, ale dla pani mogę być nawet lojalny. Uśmiechnęła się. Chyba nie należała do związków zawodowych. - Zbiera pan nowe niesamowite super ekstra doładowania, pozwalające na super-ekstra-hiper zniżki w naszym sklepie? - Pani! – krzyknąłem – Chcę kupić dresy! Nie chcę punktów, naklejek, czy co wy tam jeszcze macie. Dajcie mi te dresy. Dam pani całe 16 zł, reszty nie trzeba, tylko nie wydaj na cholerne głupstwa i pozwól żyć! Rzuciłem kasę na ladę i poszedłem. W samą porę, bo zaczęła wzywać ochronę. Chyba jednak związki i ją zwerbowały. Wróciłem do domu, rozpakowałem swoje zakupy, otworzyłem piwo, tak żeby przed treningiem wypić. Czytałem kiedyś, że podczas treningu trzeba przyjmować dużo płynów – na szczęście z tym etapem nigdy nie miałem żadnych problemów. Nie zgadniecie, ale dresy nie pasowały. Potem na metce przeczytałem, że są damskie. To jeszcze mały problem, zawsze miałem w sobie dużo z kobiety – wrażliwość, piękne łydki, gładkie nieogolone lico i takie szlachetne, wręcz kobiece rysy. Tyle, że rozmiarówka była jak dla dzieci. Przekląłem na głos. Wszystko przez tego babsztyla bezzębnego, który mnie straszył policją. Niech ją licho. Odłożyłem dresy na półkę, przyda się dla dzieciaka, jak już będę go kiedyś miał. Powiem przyszłej żonie, że koniecznie chcę córkę, syn już nie wchodzi w grę. A tak to dziewczynka podrośnie, to prezent na komunię z głowy. Ech, ciężkie jest życie znanego hopstera. Z tego wszystkiego sięgnąłem po drugie piwo, potem trzecie i wychyliłem tak z dziesięć, zastanawiając się, jak tu mam trzymać formę, skoro pójście na zakupy, to taka szkoła przetrwania. A wszystko przez kreatywnego, naczelnego i artystycznego. Trzeba było zostawić temat o bimbrze w spokoju, to bym się nie stresował. Yoł, wasz hopster - JARO KIELMUCH (Jaro jest teraz bardziej hopsterskie od Jarosława)


Galeria Autorska Andrzeja Mleczki ul. Św. Jana 14, 31-018 Kraków

Galeria Autorska Andrzeja Mleczki Ul. Marszałkowska 140, 00- 061 Warszawa

galeria@mleczko.pl

http://sklep.mleczko.pl

facebook.com/galeria.mleczko

www.mleczko.pl


XIII Reality Shopka Szoł GOLD Z WAMI | Teatr Groteska | 02.02.2013 Kraków fot: Jakub Gil

potrzebujesz fotografa na imprezę? odezwij się do nas!

(12) 633 77 33 / info@loungemagazyn.pl 16

lounge ...bo jakość ma znaczenie


cooltura © MAGGIE PIU


wydarzenia

marzec 2013

oprac. MATEUSZ DYKIER

Kraków:

FISZ EMADE TWORZYWO

ZAKOPOWER W KRAKOWIE

8 marca 2013, godz. 20:00 Klub Studio FISZ EMADE - duet braci Waglewskich, po gitarowej płycie ze swoim drugim zespołem Kim Nowak, powracają z nową płytą. Fisz Emade chyba nigdy nie brzmiał tak mocno i energetycznie. Po raz pierwszy Emade odpowiedzialny za muzykę na płycie, zaprosił do współpracy Dj Eproma. Zwierzę bez nogi, to płyta w dużym stopniu sentymentalna – to podróż do czasów kiedy hip hop święcił swoje triumfy na międzynarodowej arenie. To właśnie w latach 90. trio Fisz Emade i Dj Eprom zakochali się w tych brzmieniach, z wypiekami na twarzy podglądali co dzieje się w muzyce. Hip hop okazał się dla nich najbardziej rewolucyjnym gatunkiem tamtych czasów. Płyta muzycznie jak i tekstowo celowo „najeżona“ została cytatami z twórczości ulubieńców - RuN DMC, Tribe Called Quest, BDP, Beastie Boys, Blackstar jak również z początków własnej twórczości zespołu. Na nowej płycie nie zabraknie niespodzianek. Emade odpowiedzialny za muzykę na płycie, po raz pierwszy zaprosił do współpracy Dj Eproma. Warsztat Eproma to nie tylko mistrzowska technika skreczowania na gramofonach, ale także cała sterta old schoolowych instrumentów z poprzedniej epoki, na której powstało brzmienie nowej płyty. W jednym z utworów na modłę RUN DMC i Beastie Boys - pan Emade chwyci za mikrofon!

18

lounge ...bo jakość ma znaczenie

9 Marca 2013, godz.: 20:00 Klub Studio Zakopower to obecnie najbardziej znany w Polsce zespół, który z powodzeniem połączył muzykę Podhala z nowoczesnymi brzmieniami, oraz rockową estetyką.

GRABEK

MOŻDŻER DANIELSSON FRESCO

8 marca 2013, godz. 19:00 Ogród Sztuki Ekskluzywny koncert poprzedzający wydanie nowej płyty. Nigdzie dotąd niepublikowany przedpremierowy materiał. W projektach tworzonych przez Trio: Możdżer – Danielsson - Fresco nic nie jest oczywiste. Muzycy potrafią zaskakiwać wirtuozerią i graniem na niejednym instrumencie. Do tej pory Możdżer grał nie tylko na fortepianie lecz również na keyboardzie oraz celeście. Danielsson wymieniał kontrabas na wiolonczelę, a Fresco rzucał urok bębnami oraz instrumentami perkusyjnymi. Z jednej strony odbiór muzyki Możdżer – Danielsson - Fresco Trio wymaga przygotowania, skupienia a czasem nawet rozległej wiedzy. Z drugiej wystarczy godzina, by artyści zahipnotyzowali publiczność lekkością i wirtuozerią.

SVELIA

12 Marca 2013, godz.: 20:00 Klub Alchemia Svelia, to projekt bazujący na współpracy szwedzkich i australijskich muzyków, dlatego wpływy europejskiego i australijskiego jazzu, przenikają się w nim wzajemnie. Ich oryginalne kompozycje i improwizacje są pełne bezpardonowego ferworu, rzetelności, fuzji kulturowej i zbiorowej interakcji. Svelia to wyjątkowe muzyczne doznanie, gdzie żywiołowość i spontaniczność są w pełni obecne, to co niekonwencjonalne jest eksplorowane, a przez to cała twórczość jest otwarta na interpretacje. To wydarzenie, gdzie każdy przejaw intuicji spaja wszystko razem.

13 marca 2013, godz.: 20:00 Hard Rock Cafe Wojtek Grabek sam siebie nazywa „władcą absolutnym” własnej muzyki. Jest indywidualistą, multiinstrumentalistą. Mógłby być samowystarczalny, ale nie stroni od muzycznego towarzystwa. Tworzy na pograniczu nurtów, balansuje brzmienia, zaciera i nakłada warstwy. Tony wydobywające się z syntezatora zestawia z naturalnością żywych instrumentów. Jego muzyka niepokoi i drąży. Zachwyca dramaturgią i złożonością kompozycji, które w zadziwiający sposób przynoszą efekt w postaci klarownego przekazu.

LOW-FI

17 marca 2013, godz.: 20:30 Klub Alchemia Bliźniacy Alessandro, Adriano i spółka Fabio, Giuseppe z grupy Low-Fi, to bardzo aktywna formacja, która w styczniu 2012 wydała album o dość intrygującym tytule What We Are Is Secret.


wydarzenia

fii, przedstawiających portrety kobiet – reprezentantek nowych form duchowości. Ekspozycję uzupełniają trzy filmy rejestrujące rytuał oczyszczania miasta oraz fragmenty nagrań rozmów artystki z kobietami.

DZICKI | OPOWIEŚĆ O TYCH I O TAMTYCH

Otwarcie: 21 marca, godz. 18 do 14.04.2013 Galeria Dolna, Bunkier Sztuki Projekt oparty na archiwalnych zbiorach i materiałach prasowych Bunkra Sztuki. Przedmioty wyjęte z naturalnego kontekstu, którym jest historia Galerii, staną się elementem nowych opowieści. Artysta kontynuuje w ten sposób realizowane wcześniej działania, w których podejmował zagadnienia analizy struktur i organizmów oraz gry rzeczywistości z fikcją, które tworzą równoznaczną, wzajemnie uzupełniającą się jakość. Strategia twórcza i siła działań Michała Chudzickiego tworzą się na styku opowieści przeszłych i kształtowania teraźniejszości. Artysta, malarz, twórca instalacji i mistyfikacji sięga z upodobaniem po stare wzorce wizualne z okresu malarstwa renesansowego, w których odnajduje fascynujące go obrazy anatomii; w podobny sposób sięga po cytaty z dawnej prasy. Kadrując fragmenty wizualnych i słownych kompozycji, tworzy współczesne kolaże.

Projekt Kobiety Mocy jest efektem ponad rocznej pracy badawczej, na realizację której artystka otrzymała stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Katarzyna Majak odbyła swoistą podróż, tworząc mapę wierzeń, zmieniającą dotychczasowy wizerunek Polski, utożsamionej z tradycją chrześcijańską i katolicką. Bohaterki projektu reprezentują współczesne nurty duchowości pogańskiej i neopogańskiej, między innymi Ásatrú, Wicca, animizm, rekonstrukcjonizm celtycki, druidyzm czy rodzimowierstwo słowiańskie. Są wśród nich uzdrowicielki, zielarki, bajarki, szamanki i wiedźmy – te, które posiadają wiedzę opartą na intuicji i czerpaną z kontaktu z naturą. Na Podlasiu artystka spotkała się z szeptuchami łączącymi przekazywane z pokolenia na pokolenie rodzime tradycje z prawosławiem. Projekt był prezentowany, m.in. w galerii Porter Contemporary w Nowym Jorku, Słoweńskim Muzeum Etnograficznym w Lublanie, Central European House of Photography w Bratysławie oraz na wystawie 31 Women in Art Photogragraphy w galerii Hasted Kraeutler w Nowym Jorku.

KATARZYNA MAJAK | KOBIETY MOCY

Otwarcie: 21 marca, godz. 18 do 14.04.2013| Bunkier Sztuki Wystawa Katarzyny Majak w Bunkrze Sztuki to pierwsza z planowanych w Polsce większych prezentacji cyklu fotogra-

26 marca 2013, godz.: 20:00 Klub Kwadrat Peter Hook to prawdziwa legenda brytyjskiej rockowej sceny. Basista i założyciel Joy Division oraz New Order, grał także w grupach Monaco, Revenge, Freebass. W latach 80. zajmował się także produkcją nagrań takich zespołów jak Inspiral Carpets czy The Stone Roses. Jeden z bohaterów filmów fabularnych 24 Hour Party People, Michaela Winterbottoma oraz Control, Antona Corbijna.

REKLAMA

PETER HOOK & THE LIGHT


wydarzenia

marzec 2013

oprac. MATEUSZ DYKIER

Warszawa:

BANG! FEAT. GESAFFELSTEIN, BRODINSKI

8 marca 2013, godz.: 21:00 Klub 1500m2 DO WYNAJĘCIA BANG! to cykliczne wydarzenie audiowizualne, odbywające się kilka razy w roku w różnych częściach Polski. Tym razem zaproszono dwóch ultrapopularnych obecnie producentów i DJ’ów z Francji - GESAFFELSTEINa oraz BRODINSKIego i będą to pierwsze solowe występy tych artystów w Polsce.

MAGDA NAVARRETE

17 marca 2013, godz.: 19:00 Teatr Syrena Kobieta z pasją. Śpiewa bolera, tańczy flamenco, fuzuje rytmy świata. Jeśli akurat nie koncertuje w Madrycie czy w Montevideo, to zapewne pracuje nad kolejnym albumem. Zawsze stara się, by jej muzyka była autentyczna. Dlatego chętnie zaprasza do współpracy artystów zagranicznych. Swój warsztat doskonali u największych mistrzów latynoskich gatunków. Zdobytymi umiejętnościami chętnie dzieli się z innymi. Prowadzi studio wokalne, gdzie uczy śpiewu oraz tańca. Swoją pierwszą płytę Chilli nagrała z wielonarodowościowym zespołem Noche de Boleros, z którym następnie koncertowała w Ameryce Południowej i Hiszpanii. Ostatnim albumem pt. Iman odsłania nowe, elektroniczne oblicze bolera.

HURTS

20 marca 2013, godz.: 19:00 | Klub Palladium Duet Hurts tworzą wokalista Theo Hutchcraft oraz obsługujący syntezatory Adam Anderson. Ich singiel Wonderful Life to jedną z najczęściej emitowanych piosenek w rozgłośniach radiowych na całym świecie w ostatnich latach. Podobną popularnością cieszyły się piosenki Better Than Love czy Stay, a także doskonałe Devotion, nagrane wspólnie z samą Kylie Minogue. Popularność wywróżyła im stacja BBC, umieszczając Hurts na czwartym miejscu wśród swoich prognoz na 2010 rok, w zakresie muzycznych debiutów (BBC Sound Of 2010). Debiutancki krążek duetu z Manchesteru nosił tytuł Happiness i ukazał się jesienią 2010 roku. Jego następca, Exile, swoją premierę ma już w tym miesiącu. Krytycy podkreślają stylowe inspiracje zespołu z lat osiemdziesiątych: od Pet Shop Boys, poprzez Depeche Mode, do Tears For Fears. Hurts tworzą jednak muzykę na wskroś współczesną jedynie odsyłającą do tych formacji, nie zaś wtórną wobec nich. Osobną, niezwykle oryginalną inspiracją duetu jest fascynacja włoską sceną disco-lento, wyrosłą na gruzach prężnego ruchu italo.

Mr. Pollack

14 marca 2013, godz.: 20:00 Ćma Barowa Zespół Mr.Pollack powstał w 1989 roku w Mielcu. Założycielami zespołu są dwaj bracia Jacek Polak (Chłopcy z Placu Broni, Voo Doo, Jacek Skubikowski, Renata Przemyk) i Grzegorz Polak. Swą muzyczną edukację rozpoczęli od śpiewania w chórze Stanisława Steczkowskiego (ojciec Justyny Steczkowskiej) w 7 roku życia. Po udanych występach w Jarocinie 1990 roku podpisali kontrakt z firmą Loud Out Records, dla której nagrali płytę pt. QŃ. W następnych latach wydali kolejne płyty. Współpracowali z wieloma znanymi muzykami, m.in. z Grzegorzem Skawińskim. 20

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Siddharta

23 marca 2013, godz.: 20:00 Klub Proxima Siddharta to zespół ze Słowenii wykonujący fascynująca mieszankę heavy metalu, gothic roka i celtyckich motywów ludowych. Aktualnie, band ten jest uznawany obok Laibach za największy i najlepszy Słoweński zespół rockowo-metalowy.

ENEJ

24 marca 2013, godz.: 19:00 | Klub Proxima Ich hit „Radio Hello” nucił chyba każdy. Charakterystyczny styl muzyczny zespołu - niezwykle energetyczna muzyka na pograniczu folku i ska, wzmocniona rockowym brzmieniem oraz niezmiennie ukraińską nutą to ich znak rozpoznawczy!


muzyka

stem po wielkim wrażeniem jego osobowości, pracowitości oraz pasji jaką miał. Czy praca przy tworzeniu muzyki do filmu różni się bardzo, w twojej opinii, od pracy nad płytą czy innymi twoimi projektami? - Dla mnie jest to coś zupełnie innego, niczym tworzenie muzyki do spektaklu. Muzyka w filmie powinna wkomponować się w film, dodatkowo opisać, tak jakby podkreślić treść i tematykę filmu, obrazy w nim zawarte, atmosferę jaka panuje na ekranie, emocje, które przenosi. Chciałbym, aby muzyka, która powstanie była nieodłącznym elementem filmu, ściśle współgrającym z każdą sceną. Mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć zamierzony efekt.

Jego oczami, kadr z filmu

Jego oczami z muzyką Marcina Wyrostka „(…)Po obejrzeniu materiału pomyślałem o tym, że jak najwięcej osób powinno obejrzeć ten film, aby poznać postać ks. Tischnera i być kontynuatorami jego filozofii(…)” - Marcin Wyrostek Od stycznia br. nad muzyką do filmu o ks. Józefie Tischnerze, pt. Jego oczami, wraz ze swoim zespołem pracuje zwycięzca II edycji programu Mam Talent, Marcin Wyrostek. Dla samego Marcina rok poprzedni należał do bardzo udanych, dzięki m. in. platynowej płycie, którą otrzymał za album Marcin Wyrostek & Coloriage. Ale przede wszystkim ten człowiek zmienił myślenie Polaków o instrumencie jakim jest akordeon, a wraz ze swoim zespołem tworzył i tworzy muzyczne spektakle. Nie bez powodu Marcinowi zaufała także sama Kayah, biorąc go pod skrzydła swojej wytwórni i tworząc świetny duet w kawałku Jovano, Jovanke, oraz występując na licznych koncertach i imprezach charytatywnych. Marcin, z Szymon Wróblem, reżyserem projektu Jego oczami, znacie się z programu Mam Talent, który wygrałeś… Sporo czasu upłynęło od tego czasu, a wy dalej utrzymujecie kontakt. Czy myślałeś że kiedyś spotkacie się również artystycznie przy wspólnym projekcie? - Życie stale nas zaskakuje... Tym razem jest to bardzo pozytywne zaskoczenie. Podczas naszego pierwszego spotkania, było olbrzymie zamieszanie w związku z programem Mam Talent, wszystko działo się bardzo szybko. Nie przypuszczałem wtedy, że moja kariera tak się potoczy, a poznanie Szymona zaowocuje wspólnym artystycznym projektem. Mieliśmy już kilka okazji, aby nawiązać kontakt – moje koncerty, na których był Szymon, wywiad dla Orange. Szymon Wróbel jest osobą bardzo aktywną, jest rzadko spotykanym w dzisiejszych czasach „działaczem” z misją. Bardzo go podziwiam za

22

lounge ...bo jakość ma znaczenie

jego zaangażowanie w każde przedsięwzięcie jakiego się podejmuje. Cieszę się, że mogę się włączyć do Jego projektu. Kilka lat temu również dostałeś propozycję zrobienia muzyki do filmu, jednak wtedy odmówiłeś… - Postać Prof. Tischnera, jego filozofia, sposób postrzegania świata jak i drugiego człowieka, przypomina mi moje dzieciństwo, a dokładnie wartości jakie wpajał mi mój tato, czy dziadek. Moi dziadkowie pochodzą z gór, dokładnie z Obidzy, sąsiadującej z Tylmanową, mój dziadek przyjechał na Dolny Śląsk w latach 50-tych. To właśnie dziadek Antek sprzedał krowę, dzięki czemu kupił mojemu tacie akordeon, a ten z kolei trafił do mnie. Moje życie, wychowanie, jest bardzo mocno powiązanie z górami. Jak zareagowałeś na propozycję zrobienia muzyki do filmu o ks. Tischnerze? - Na początku jest zawsze niepewność czy dam radę... Szymon Wróbel zadzwonił do mnie z prośbą o spotkanie w sprawie filmu. Wprowadził mnie wówczas w tematykę filmu, sposób jego realizacji jak i otrzymałem bazowy materiał filmu, tzw. „surówkę” z wywiadu z bratem ks. Tischnera, panem Kazimierzem. Po obejrzeniu filmów roboczych nie zastanawiałem się zbyt długo. Pomyślałem, że będzie to bardzo trudne wyzwanie, ale i niezwykła lekcja życia. Znałeś wcześniej postać księdza Profesora? - Tak, oczywiście, ale nie tak dokładnie jak teraz, po zapoznaniu się z materiałem filmowym, biografią ks. Tischnera oraz jego literaturą. Je-

Jesteś jedną z niewielu osób, które dostały większość surowego materiału i mogły się zapoznać z częścią merytoryczną filmu Jego oczami. Jakie były twoje odczucia po obejrzeniu? - Opowieść pana Kazimierza, która jest zawarta w materiałach sprawia wrażenie bardzo osobistego wyznania, opowieści o zwyczajnym, a zarazem niezwykłym człowieku. Przedstawia historię ks. Tischnera, który z jednej strony był dokładnie taki sam jak my – szkoła, studia, chodził do kina, czy w góry, a zarazem był niezwykłą osobą, pasterzem, do którego garnęli się niemalże wszyscy, jak owieczki. Po obejrzeniu materiału pomyślałem o tym, że jak najwięcej osób powinno obejrzeć ten film, aby poznać postać ks. Tischnera i być kontynuatorami jego filozofii. Jakie instrumenty pojawiłby się na gorąco w twojej głowie po obejrzeniu surowego materiału? - Oczywiście skrzypce, trombita, akordeon, kontrabas. Głównym nurtem muzycznym jaki się nasuwa na myśl, jest muzyka góralska. Chciałbym jednak, aby tło muzyczne filmu było uniwersalne, ukazywało uniwersalizm przesłania przekonań Profesora. O filmie Jego oczami jest już głośno. Czy to dodatkowo Cię mobilizuje, czy coraz rzadziej czujesz dreszcz emocji? - Oczywiście, jest to dodatkowy dreszcz emocji. Czekam aktualnie na zmontowany materiał – obraz, aby zacząć planować pracę nad dźwiękiem. Im bliżej, tym napięcie coraz większe. Rok 2012 patrząc na twoje osiągnięcia, był bardzo udany. Czego więc można ci życzyć w 2013 roku? - Pomyślnego tworzenia muzyki do filmu <śmiech>. Myślę, że potrzeba mi także spokoju ducha, sił do działania i zdrowia. I jeszcze jedno, najważniejsze, aby zawsze otaczali mnie tacy wspaniali ludzie jak teraz: moja żona, rodzina, przyjaciele, z którymi mam przyjemność muzykować. Film o ks. Profesorze jest takim wielkim przesłaniem, jak powinniśmy postrzegać samego siebie. Bardzo się cieszę, że mogę wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Rozmawiał: KRZYSZTOF KLIŚ


coolturalnie O OSCAROWYCH KONDYCJACH Nie, tym razem nie będzie o kondycji członków Akademii Filmowej, choć pewnie powinno być. Będzie ogólnie o kondycji oscarowej. Jako, że wręczanie tych najważniejszych (przynajmniej w kwestii prestiżu) nagród filmowych mamy już za sobą, można zrobić małe podsumowanie. O tym, że Oscary od dawna stały się nagrodą bardziej polityczną, niż za faktyczne dokonania filmowe, wiadomo nie od dziś. Jednak tegoroczne typy Akademii wcale nie były takie złe. O dziwo, w wielu kategoriach były bardzo dobre! Ale po kolei. Bardzo zdziwiło mnie, gdy kilka lat temu Hurt Locker pobił Avatara niemal na każdy polu. Tłumaczyłem to sobie prostą zasadą – wygrał film społecznie zaangażowany, o temacie dla Amerykanów ważkim, no i w końcu dostała Oscara kobieta. Okay, jestem w stanie to przełknąć. Później statuetki zgarnął Artysta, a ja znowu byłem zaskoczony. Dobrze, celują w stylistykę retro, coś nowego. I mimo, że Artysta nie był kinem najwyższej próby, to spełniał swoją podstawową funkcję – zapewniał dobrą rozrywkę. W tym roku się już przygotowałem w pełni. Obejrzałem wszystkie propozycje nominowane do nagrody Akademii. Pierwszy zgrzyt, to brak Afflecka w nominacji za reżyserię. Jakim cudem reżyser nominowanego dzieła nie dostał nominacji? Skoro film jest świetny, to reżyser już nie? Nieważne, przeboleję. Drugi zgrzyt. Brak jakiejkolwiek nominacji dla Mroczny Rycerz Powstaje. Serio? Przecież to kino wyższych lotów niż Avengers. Powinno być za dźwięk. Albo za efekty specjalne. No chociaż za montaż dźwięku? Och, ciężko będzie w tym roku. Postanowiłem przez chwilę pomyśleć jak członkowie Akademii i założyłem, że sporo statuetek zgarnie Lincoln. Obraz zaangażowany politycznie, o legendarnej postaci, do tego zrobiony przez „cudowne dziecko Hollywood”. Lincoln, jak nic był murowanym kandydatem, choć po cichu liczyłem na Operację Argo. Zdziwienie było spore. Operacja Argo zgarnęła praktycznie najważniejsze statuetki, co mnie niezwykle cieszy. Ostatnim razem byłem tak zadowolony z wyboru głównego filmu, kiedy statuetkę odbierali twórcy Slumdoga. Podobnie jestem zadowolony z Daniela Day-Lewisa. Jego kreacja w Lincolnie to majstersztyk i tylko on w pełni zasługiwał na tę nagrodę, w koronnej kategorii. Akademia nie zawiodła mnie także przy wyborze aktorki. Jennifer Lawrence to nowa gwiazda, pokazująca, że ma w sobie sporo naturalnego wdzięku i swobody aktorskiej. Nawet Hathaway za drugoplanową rolę powinna nagrodę zgarnąć (i zgarnęła), choć w jej przypadku najbardziej zadziałał świetny PR. Scenariusz adaptowany dla Argo? Super! Oryginalny dla Django? Jeszcze lepiej! Piosenka? Tylko Skyfall. A potem zaczynają się schody… Zazwyczaj zgadzałem się z ostatecznymi typa oscarowymi w tych mniej ważnych kategoriach, a w najważniejszych Akademia mnie zadziwiała. Tym razem było wręcz na odwrót. Drugoplanowa rola dla Christopha Waltza to niemal zdublowanie nagrody za udział w Bękartach Wojny. Rola niemal ta sama, tyle, że z pozytywnym wydźwiękiem. Oscar dla Anga Lee za reżyserię? Mocno kontrowersyjny wybór, podobnie jak i za efekty specjalne dla Życia Pi. Scenografia, charakteryzacja i muzyka? Również dziwne.

MATEUSZ DYKIER

REKLAMA

Oczywiście nie chodzi o podważanie decyzji Akademii. W żadnym wypadku, wszak tyle osób nie może się mylić i wiedzą co robią. Dziwnie się jednak ich nastroje i gusta przekładają na wyniki. Oscary stały się czymś w rodzaju ruletki; już nominacje nie zaskakują, raczej ostateczne wybory. Może miał wygrać Lincoln, ale Argo zdobywając wszystkie pozostałe nagrody wymusił na akademikach zmianę decyzji? Można gdybać. Podsumowując, w tym roku kondycja Akademii, jak i samych Oscarów była na całkiem niezłym, wysokim poziomie. Wygrały filmy dobre i choć w niektórych przypadkach wybór był dla mnie osobiście kontrowersyjny, to jednak do zaakceptowania. Zobaczymy co czeka nas za rok. Oby znów nie powrót do gloryfikowania filmów słabych.

ZAPRASZAMY


kino

Metamorfozy Christiana Bale’a, od lewej: Reign of Fire (2002), ok. 83 kg Mechanik (2004), ok. 55 kg Batman Begins (2005), ok. 90 kg

Extremalne metamorfozy gwiazd Aktorzy, jak nikt inny, są ciągle oceniani, szczególnie jeśli chodzi o wygląd. Stając się bożyszczami tłumów, godzą się na osądzanie ich publicznego wizerunku, wyglądu, formy jaką prezentują. Najczęściej są wysportowani, doskonale zbudowani, aktorki są szczupłe i piękne. Dbanie o formę stało się wyznacznikiem popularności, przynajmniej dla aktorów kojarzonych z rolami „twardzieli”. W Hollywood, od pewnego czasu, istotne się stało również pełne poświęcenie dla roli. Aktorzy i aktorki chudną do ról, nabierają masy mięśniowej, szpecą się i stosują wszelkie inne zabiegi, żeby tylko jak najlepiej dopasować się do odgrywanej roli. Poniżej najważniejsze przykłady zmian, którym poddali się odtwórcy ról.

W ACHILLESA W PÓŁ ROKU… Najczęstszym przykładem zmian, jakie zachodzą w wyglądzie fizycznym aktorów, to oczywiście przybranie wagi, wyrobienie rzeźby ciała i mięśni. Nie wspominając o aktorach, którzy od zawsze świetnie wyglądali, szczególnie w filmach akcji lat 90-tych. Schwarzenneger, zanim został aktorem, był kulturystą i Mister Universe. Stallone również znany był z nieprzeciętnych mięśni. Nie zawsze jednak oni dostają główną rolę bohaterów filmów akcji. Doskonałym przykładem zmian, jakimi poddają się aktorzy, jest chociażby Gerald Butler. Jak sam wspomina, kiedy wybierano go do roli króla Leonidasa w adaptacji komiksu 300, był daleki od formy. Nie był chudy, ale nie był też niesamowicie zbudowany. Ot,

24

lounge ...bo jakość ma znaczenie

zwykły facet. Poddano go 4-miesięcznemu treningowi pod okiem prawdziwych specjalistów. Trenował codziennie po kilka godzin, wraz z innymi odtwórcami ról Spartan. Trening siłowy, wytrzymałościowy, nabawił go sporo kontuzji, ale czego się nie robi dla roli? Jeszcze ciężej miał Brad Pitt, znany z niezwykle smukłej budowy ciała. Dla roli w Podziemnym Kręgu zaczął trenować, jeść produkty wysokobiałkowe z niewielką ilością węglowodanów. Nie przytył, ale wyrzeźbił sylwetkę. Ważył zaledwie 68-70 kg, co jak na jego posturę, nie jest wynikiem zatrważającym. Zmiany przyszły kilka lat później, kiedy wybrano go do roli Achillesa w Troi. Musiał nabrać 7 kilogramów czystej masy mięśniowej. Specjalnie wtedy rzucił palenie, zastosował specjalną dietę oraz zaczął przez pół roku trenować po trzy-cztery godziny dziennie. Również na planie zdjęciowym miał osobistego trenera i własną siłownię urządzoną w wielkiej ciężarówce, która jeździła z nim na plan. Podobną drogę do Pitta przeszedł Jake Gylenhall, który wcielił się w księcia Dastana w ekranizacji gry komputer Książę Persji. Aktor, również szczupły i smukły, nie tylko przybrał na wadze, ale również rozbudował swoją sylwetkę. Jego trening był jednak zupełnie inny. Wygląd Jake’a to efekt mocnego, ale skutecznego treningu, który przygotował trener personalny, Simon Waterson. Jako były komandos postawił on sobie za cel nie tyle sam wygląd aktora, co jego sprawność. Wiedział, że mięśnie pojawią się jako efekt uboczny. Filmowy książę Persji biega i skacze uzbrojony po zęby, dlatego Jake trenował w kamizelce, ważącej 10 kg.

Jednym z najciężej prasujących aktorów, którzy utrzymują dobrą formę, jednocześnie co jakiś czas przybierając na wadze, to Hugh Jackman. Jego najbardziej znaną rolą jest Wolverine, w którego aktor wcielił się już pięciokrotnie i szykuje się właśnie do szóstego filmu. Jackman ma 43 lata, co sprawia, że utrzymanie formy jest w jego przypadku dosyć trudne. Aktor nie poddaje się jednak i codziennie je posiłki o wartości 6 tysięcy kalorii. Oprócz tego trenuje kilka godzin dziennie, szczególnie siłowo. Jest to o tyle trudne, że w międzyczasie zagrał chociażby w Nędznikach, gdzie musiał schudnąć kilkanaście kilogramów do roli. Zaraz potem koniecznie było przytycie, bo wcielał się ponownie w Wolverine’a. Dla niektórych trenowanie do roli to aktorskie być albo nie być. Taylor Lautner, miał zaledwie 178 cm wzrostu i ważył 63 kilogramy, gdy dostał rolę w Zmierzchu. Zagrał tam Jacoba Blacka, wilkołaka, który zakochuje się w głównej bohaterce, granej przez Kristen Stewart. W pierwszym filmie mógł wyglądać jak zawsze, gdyż jego bohater jest zwykły chłopakiem. Dopiero w drugiej części zyskuje zdolności przemiany i tutaj młody aktor usłyszał ultimatum: albo nabierze masy mięśniowej i wyrzeźbi sylwetkę do roli, albo wymienią go na innego aktora. W każdej kolejnej części Jacob jest coraz potężniejszy i potrzeba było pokazać to na ekranie – wspomina Taylor. Postanowił przytyć i w rok przybrał na wadze 15 kilogramów. W pewnym momencie zaczął co prawda tracić na wadze, ale było to spowodowane uprawianiem joggingu, z którego musiał szybko zrezygnować. Efekty widać na ekranie i choć sam film nie zachwyca, to sylwetka Lautnera jest do pozazdroszczenia.


kino

AKTORZY EKSTREMALNI… Istnieją także aktorzy ekstremalni. Tacy, którzy dla roli nie nabiorą tylko masy mięśniowej, ale zmienią się nie do poznania. Portal businessinsider.com przygotował listę największych aktorskich kameleonów – gwiazd, dla których nie ma słowa „niemożliwe” w poświęceniu się dla roli. Listę otwiera Robert de Niro, który przez rolą we Wściekłym Byku, trenował boks, a do roli w Taksówkarzu jeździł taksówką po Nowym Jorku. Daniel Day-Lewis od początku swojej kariery słynął z zaangażowania. Grając niepełnosprawnego w Mojej lewej stopie, poruszał się na wózku poza planem filmowym. Przed Ostatnin Mohikaninem zamieszkał na sześć miesięcy w dżungli, gdzie uczył się polować na zwierzęta i budować kajaki. Nie pobije jednak Christiana Bale’a, który do roli w Mechaniku schudł aż o 28 kg i miał sporą niedowagę. Przy wzrośnie 188 cm ważył zaledwie 55 kilogramów. Zaraz potem dobił do wagi 90 kg przy okazji roli w Batmanie. Wszystko w krótkim odstępie czasowym. Anne Hathaway do roli w Nędznikach zrzuciła 12 kg. Ronney Mara zaś, grając Lisbeth Salander w Dziewczynie z Tatuażem, pozwoliła sobie pofarbować włosy, brwi, a także przekuć sutki (do scen topless), twierdząc, że gdyby kolczyki nie były prawdziwe, byłoby to widać na ekranie. Podobnie zrobił Russel Crowe. Do roli w Informatorze przytył 16 kg, a potem 29 kg do roli w Sieci Kłamstw. Jak sam wspomina, były to piękne czasy, bo mógł jeść co chciał, byle w dużych ilościach. Kobiecym odpowiednikiem Bale’a jest natomiast Renee Zellweger. Znana ze szczupłej sylwetki aktorka przytyła 11 kilogramów do roli Bridget Jones. W drugiej części zastrzegła sobie w kontrakcie, że przytyje jeśli za każdy kilogram otrzyma odpowiednie wynagrodzenie. Jak wiadomo, zagrała również w sequelu. Największą zmianę przeszła jednak Charlize Theron. Jedna z najseksowniejszych aktorek na świecie, do tego była modelka, zagrała w filmie Monster, do którego pozwoliła się w pełni oszpecić. Przytyła 13 kilogramów, zgoliła brwi, używała dwóch zestawów protez zębów i pozwoliła sobie na dorobienie blizn i zniszczenia cery. Nagrodą za ten wysiłek był Oscar i kilka innych prestiżowych nagród.

Nowości wiosenne w menu restauracji Vanilla Sky.

W POLSCE JESZCZE NIE NA TAKĄ SKALĘ… Nasz przemysł filmowy jeszcze nie wymaga aż takich poświęceń dla ról. Standardem są treningi na strzelnicy, fechtunku, czy jazdy konnej, kiedy aktor przygotowuje się do roli, jednak zmiana wyglądu fizycznego nie jest aż taka ważna. Istnieje jednak kilka wyjątków. Między innymi Michał Żebrowski, Borys Szyc oraz Paweł Małaszyński. Ten pierwszy grając w Panu Tadeuszu pokazywał szczupłą, naturalną budowę ciała, żeby potem zaskoczyć wszystkich jako Geralt z Rivii w ekranizacji Wiedźmina, Andrzeja Sapkowskiego. Żebrowski nie tylko nabrał większej masy mięśniowej, ale również wyrobił mięśnie. Podobnie Małaszyński, do roli w Skrzydlatych Świniach musiał nabrać na wadze kilka kilogramów. Największą ze zmian przeszedł jednak Borys Szyc. Do roli w Wojnie Polsko-Ruskiej przybrał kilkanaście kilogramów na wadze i wyrzeźbił całe ciało, żeby zagrać postać Silnego.

MATEUSZ DYKIER

REKLAMA

Aktorzy są w stanie dla roli poświęcić naprawdę wielu. Chris Hemsworth zmienił się nie do poznania, żeby wiarygodnie przedstawić postać Thora. Podobnie jest z innymi aktorami, otrzymującymi role superbohaterów. Jak mawia wiele gwiazd – ciało jest takim samym narzędziem jak mimika, czy głos. Można je zmienia do woli, oczywiście z umiarem. Niektórzy jak Christian Bale nie boją się osiągnąć granicy zdrowia, żeby tylko uwiarygodnić swoją kreację i postać. Jak mawiają, sztuka wymaga poświęceń. Dobrze, że jest później odpowiednio nagradzana.

ul. Flisacka 3 (Salwator), Kraków www.niebieski.com.pl www.vanilla-sky.pl


felieton

JEDNYM ZDANIEM:

NIE BYĆ FIT

Być fit (piękne polskie słowo), tudzież w formie, podobno należy i trzeba i w zasadzie oraz bardzo ogólnie zgadzam się z tym poglądem, w myśl zasady „w zdrowym ciele, zdrowy duch”; jednym z powodów jest to, że po pierwsze, chorowanie generalnie nie jest fajne, a po drugie, dzięki doskonale funkcjonującej służbie zdrowia, lepiej nie chorować, bo żeby być chorym, trzeba mieć końskie zdrowie, aby wytrzymać trudy dostania się do jakiegokolwiek specjalisty i w niekończących się kolejkach czekać na wizytę po kilka miesięcy...

ADRIAN SUSZCZYŃSKI Autor jest absolwentem Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ, od 8 lat pracuje w Agencji Reklamowej, od kilku lat prowadzi przedmiot Etyka w Reklamie w Wyższej Szkole Ekonomii i Informatyki w Krakowie. Pasjonat maratonów MTB.

– coś o tym wiem, bo doświadczyłem tego na własnej skórze, a wszystko to z powodu tego, że nie miałem czasu, a dokładnie czasu na sen; a to dlatego, że czas jest towarem absolutnie deficytowym, trzeba go dzielić między rodzinę, przyjaciół, pracę, codzienne obowiązki, no i jeszcze trzeba mieć czas na to, żeby spać; a spać należy i 3-4 godziny na dobę to za mało, przynajmniej dla mnie, o czym się kilka lat temu bardzo boleśnie przekonałem (na tyle boleśnie, że sporo czasu spędziłem w szpitalu oraz kolejne miesiące na różnych badaniach, wizytach u specjalistów i takich tam); nie polecam więc rezygnowania ze snu na rzecz załatwienia w tym czasie innych rzeczy, bo prędzej czy później skończy się to źle; a oprócz czasu na dbanie o kondycję fizyczną, trzeba jeszcze mieć miejsce i z tym akurat (w moim przypadku) nie ma problemu, bo mieszkam w odległości około trzech rzutów beretem (po drodze są 2 zakręty, chyba, że da się podkręcić beret ze zmienną trajektorią, wtedy powinien wystarczyć 1 rzut) od Bulwarów Wiślanych, więc codzienna kilkukilometrowa przebieżka wzdłuż Królowej Polskich Rzek to nie problem (pod warunkiem, że mam czas) wychodzę z domu i już; ale pozostaje jeszcze kwestia tlenu, a dokładnie jego braku, na który od jakiegoś czasu cierpią mieszkańcy Miasta Królów Polskich, którzy niedługo zamienią się w zombie, a to dlatego, że dni w których można odetchnąć pełną piersią bez obawy o wciągnięcie przy okazji sporej dawki różnych dziwnych związków chemicznych (które w najlepszym i/lub najgorszym wypadku mogą spowodować śmierć, tudzież inną chorobę, która spowoduje śmierć) można policzyć na palcach jednej reki; czyli tak, iść pobiegać można, tylko po co, jak równie dobrze mogę sobie ustawić bieżnię w palarni, albo w fabryce azbestu - jednym słowem: sport w plenerze odpada (chyba, że ma się czas, żeby pojechać gdzieś daleko, daleko od miasta); trzeba więc pomyśleć o: a) siłowni, b) basenie lub c) hali, na której z kolegami można zagrać np. w piłkę halową, koszykówkę lub siatkówkę; to zacznę od końca, po pierwsze zebranie grupy ludzi, którzy raz w tygodniu zbiorą się w celu rozegrania meczu w jednej

26

lounge ...bo jakość ma znaczenie

z w/w dyscyplin jest prawie niemożliwe, ale co tam, optymistycznie zakładamy, że to się udaje; tyle że (to również z autopsji) z powodu doskonałej formy, jeden skręci, kostkę, drugi złamie nogę, a trzeci odnowi kontuzję kolana, wymagającą sześciu operacji wycięcia łękotki, rekonstrukcji kolana, sklejania więzadeł, szlifowania rzepki - czyli w skrócie: przez sport do kalectwa; zatem sporty drużynowe na hali: NIE; basen wydaje się bezpieczny, ale do basenu trzeba dojechać, więc po pierwsze, koszty dojazdu, po drugie, siedząc w aucie w korkach kilka godzin cały vs. godzina w basenie przestaje mieć sens; no więc zostaje siłownia - i tu problem jaki może się pojawić to koksiarze-dresiarze; idziemy na siłkę, gdzie po wejściu do szatni (tyczy się to oczywiście męskiej, w damskiej nie byłem, więc nie wiem) i znowu boimy się wziąć oddech, a to z powodu kosmicznego smrodu jaki wydzielają nakoksowani bezszyjowcy – nie wiem, nie wnikam, nie znam się, ale nie trzeba pracować w komisji antydopingowej i pobierać sześć razy dziennie krwi, moczu i innych wydzielin, żeby wiedzieć, że ktoś bierze sterydy, wystarczy iść do szatni i wziąć głęboki oddech (przez nos); a skoro już jesteśmy przy dopingu to człowiek, który nawet po zachorowaniu na raka był w formie, wrócił do sportu i wygrał wszystko co się wygrać dało, został w ostatnich tygodniach zmasakrowany, bo jak się okazało był na dopingu, tylko że (to oczywiście moja prywatna konfabulacja i „na pewno” tak nie jest), nie wierzę w to, że brał jeden Lance Armstrong (podobno w zawodowym sporcie wszyscy biorą, jest tylko kwestia tego kto, ile i czego), myślę, że było tak: wszyscy oszukiwali, a wygrał najlepszy; ostatnio co i rusz okazuje się, że sportowcy nie są w formie i nie chodzi mi o reprezentację w piłkę kopaną, ale o, jak to pozwoliła sobie nazwać „TV ze słońcem”, walkę dziesięciolecia, czyli Gołota vs. Saleta; no cóż, pomysł, żeby walkę emerytowanego prawie-mistrza-świata-wagi-ciężkiej z mniej emerytowanym kick-bokserem-po-przejściach (jestem pełen podziwu, szacunku i uznania dla Pana Przemka, za postawę wobec córki, zwłaszcza jak raz, drugi i piąty media donoszą o rodzicach mordujących własne dzieci, ale wydaje mi się, że właśnie ze względu na to, powinien darować sobie takie „występy”) obwoływać wydarzeniem dekady jest równie dobry, jak to,

żeby wypisywać dzieciom zwolnienia z WF-u i kupować im konsole/komputery - na pewno doskonale wpłynie to na ich formę, pod warunkiem, że rodzice chcą, by ta forma była jak najbardziej zbliżona do pączka; skoro już o pączkach mowa, to ostatnio była okazja do hiper-konsumpcji tegoż specjału (specjałem jest tylko wtedy, gdy pochodzi z pracowni przy ul. Starowiślnej, tej samej, w której są najlepsze lody i nikt i nic nie przekona mnie, że jest inaczej), który na formę i bycie fit wpływa absolutnie negatywnie; ale po tłustym czwartku (nie bezpośrednio) następuje Środa Popielcowa, która rozpoczyna Wielki Post – dla niezorientowanych – to jest taki okres w życiu Kościoła, który służy pracy nad formą duchową jego członków i, wbrew pozorom, Wielki Post, to nie jest okres, w którym katolik idzie na dietę, bo, jak powiedział kiedyś mój znajomy Ksiądz, post bez modlitwy i jałmużny, to nie post, tylko dieta, a na diecie (żeby być fit) może być każdy; Kościół nie po to wzywa do wejścia w post, żeby wierni zrzucili zapasy zgromadzone w zimie, aby na wiosnę się trochę odchudzić, ale po to, żeby przypomnieć, że duch jest mocniejszy od ciała, i że życie ciała jest stanem przejściowym, bo ciało prędzej czy później (i wbrew wszystkim chirurgom plastycznym i genetykom) umrze, a duch będzie żył wiecznie; może trochę ciężko to zabrzmiało, ale ostatnio wszyscy bardzo dużo mówią o Kościele Katolickim, a zwłaszcza o Watykanie – tak, też się zdziwiłem, gdy Papież Benedykt XVI ogłosił swoją abdykację, ale gdy przeczyłem Jego oświadczenie, gdzie, powołując się właśnie na brak formy i to zarówno fizycznej, jak i duchowej, stwierdził, że nie jest w stanie podołać obowiązkom służenia wiernym, stwierdziłem, że może to jednak słuszna decyzja; często łapię się na tym, że sam „nie nadążam” za goniącym światem, a nie mam 86 lat, o byciu Papieżem nie wspominając; więc cóż, idzie wiosna i chyba pierwszy raz postanawiam sobie, że odpuszczam sobie trening formy zewnętrznej na rzecz wewnętrznej, kropka.

Skargi i wnioski: adrian.suszczynski@gmail.com


biznes

PREZES KRAKOWSKIEJ FIRMY KRAKVET MAREK BATKO ODPOWIADA NA PYTANIA MARCINA LEWICKIEGO. Lubi Pan zwierzęta? - Jak najbardziej! Zwierzęta towarzyszyły mi od najmłodszych lat. W dzieciństwie miałem rybki, chomika, papugi, świnkę morską i psa. Później moimi towarzyszami zostały dwa koty. Czyli pomysł na biznes wziął się z zamiłowania do zwierząt? - Do zwierząt i informatyki. Kiedy miałem 22 lata spotkałem dr Jarosława Orła – prawdopodobnie najlepszego lekarza weterynarii w Krakowie. Kiedy poznaliśmy się bliżej, zaproponowałem mu coś, o czym myślałem od dłuższego czasu: połączenie mojego zamiłowania do informatyki oraz jego wiedzy weterynaryjnej i stworzenie internetowego

28

lounge ...bo jakość ma znaczenie

sklepu zoologicznego. Ustaliliśmy, że ja zajmę się kwestią techniczną - stworzeniem strony internetowej i napisaniem oprogramowania, a on wesprze mnie swoją wiedzą z zakresu weterynarii. Pracowałem wtedy jako informatyk i musiałem zdecydować: albo dotychczasowa praca na etacie, albo podejmuję wyzwanie rozwoju własnego biznesu. Już wtedy byłem pewien, że kiedyś Krakvet będzie dużą firmą! Jak wyglądały początki? - Początki nie były łatwe, bo wszystkiego musiałem uczyć się sam. Prowadziłem spotkania, negocjacje, odpisywałem na maile klientów... ale już wtedy wiedziałem, że uda nam się stworzyć coś wielkiego. Miałem

ogromną chęć zdobywania wiedzy i rozwijania swoich umiejętności. Byłem pewny, że to kiedyś zaprocentuje. A jak wyglądał wtedy rynek e-handlu zoologicznego w Polsce? - Oprócz nas na rynku były w tym czasie jeszcze dwie firmy. Jednak to my wprowadzaliśmy obecne standardy, jak np. darmową dostawę, rabaty dla klientów, czy porady lekarzy weterynarii. Teraz jest to oczywiste, wtedy było prawdziwym novum. Byliśmy też jedyną firmą z branży, która reklamowała i pozycjonowała się w wyszukiwarkach. A dzięki współpracy z naszymi partnerami w kraju i zagranicą mogliśmy zaproponować naszym klientom atrakcyjne ceny. Kiedy


biznes

zaczęliśmy nasz biznes, po drugie jest to jeden z najszybciej rozwijających się krajów w europie jeśli chodzi o handel elektroniczny. Wciąż jest również duża luka na rynku – wielu właścicieli zwierząt nie wie, że karmę dla swojego pupila może kupić w Internecie – bezpiecznie, tanio i wygodnie. Nadal jest również wiele osób, które niewłaściwie karmią swoje zwierzęta, np. resztkami z obiadu. Czyli Polacy nie potrafią dobrze dbać o zwierzęta? - Podzieliłbym właścicieli zwierząt na dwie grupy: tych którzy mają wiedzę i dbają o zwierzęta i tych, którym pewnej wiedzy

- Każdego miesiąca rezygnujemy z zysków z rabatów, jakie nasi klienci przekazują na pomoc dla schronisk. Jest to kwota około 14 tysięcy złotych, do której dokładamy kolejny tysiąc. W ten sposób w ciągu pięciu lat udało nam się przekazać schroniskom 70 ton karmy za ponad pół miliona złotych! Schronisko, które otrzyma pomoc, wybierane jest w internetowym głosowaniu na naszej stronie www.krakvet.pl, w którym udział może wziąć każdy zainteresowany. Zgłaszać można schroniska, przytuliska oraz organizacje pomocowe z całej Polski. Akcja cieszy się ogromnym zainteresowaniem naszych klientów – za co im bardzo dziękujemy.

20% OPIEKUNÓW ZWIERZĄT W POLSCE KUPUJE SPECJALNIE PRZYGOTOWANE KARMY DLA SWOICH PUPILI. POZOSTALI KARMIĄ JE RESZTKAMI Z OBIADU, CO NIE JEST ZDROWE. fot. Robert Bednarczyk / lounge

zaczęliśmy odnosić pierwsze sukcesy na krajowym rynku, w mojej głowie pojawiła się myśl o wejściu na rynki zagraniczne. Brakowało nam jednak jeszcze zaplecza. Dlatego plany ekspansji na rynki zagraniczne musieliśmy odłożyć do 2010 roku. Na jakich rynkach jesteście? - Obecnie pod marką Zoofast jesteśmy obecni w Niemczech, Austrii, Czechach, Słowacji, Rumunii, Węgrzech i Bułgarii. A w ciągu najbliższych kliku lat planujemy także ekspansję na rynki m.in. Hiszpanii, Włoch, Wielkiej Brytanii, czy Rosji. Dlaczego akurat te? - Ze względów ekonomicznych. Obecnie najważniejszym rynkiem zagranicznym są dla nas Niemcy. W przyszłości będzie to również Anglia i Rosja. Na Wyspach bardzo dobrze rozwinięty jest rynek e-commerce oraz świadomość społeczna dotycząca karmienia zwierząt. W Anglii ponad 80% osób kupuje specjalną karmę dla swoich podopiecznych – dla porównania w Polsce robi to tylko 20%. Czyli w Polsce jest jeszcze dużo do zrobienia… - Polska zawsze będzie dla nas najważniejszym rynkiem. Po pierwsze dlatego, że tutaj

brakuje. I tutaj mogę powrócić do tego, co powiedziałem wcześniej: tylko 20 procent opiekunów zwierząt w Polsce kupuje specjalnie przygotowane karmy dla swoich pupili. Pozostali karmią je resztkami z obiadu, co nie jest zdrowe. Zdarza się również, że ludzie kąpią swoje psy z użyciem szamponu dla ludzi… To może mieć negatywny wpływ na zdrowie i kondycję zwierzęcia. To nie jest zła wola tych ludzi, tylko brak wiedzy, że tak nie powinno się robić. Jakie mają Państwo plany na przyszłość? - W tym miesiącu kończymy budowę najnowocześniejszego i prawdopodobnie największego magazynu w Polsce, jeśli chodzi o branżę zoologiczną. W budynku o powierzchni 4,5 tysiąca metrów kwadratowych mieścić się będzie nie tylko nowy magazyn, ale również pomieszczenia biurowe dla pracowników firmy. Chcemy również większy nacisk położyć na promowanie produktów własnej marki. Wprowadziliśmy już na rynek żwirki dla kotów i miksy dla ptaków. Chcemy również wejść z zabawkami oraz karmą dla zwierząt Krakvet. Prowadzicie akcję pomocy dla schronisk – na czym ona polega?

Budowa nowego magazynu, ekspansja na kolejne rynki, akcja charytatywna… Ma Pan jeszcze czas na hobby? - Nie tylko na hobby. Dużą wagę przywiązuję do zdrowego trybu życia, zdrowej żywności i aktywności fizycznej. Od pewnego czasu trenuję cross fit i sztuki walki MMA - co stało się również moim hobby. Rozmawiał Marcin Lewicki

MAREK BATKO Prezes Krakvet Już w wieku 25 lat wiedział, że zbuduje dużą firmę i osiągnie sukces. W ciągu sześciu lat stworzył największy internetowy sklep zoologiczny w Polsce. Dzisiaj podkrakowska firma Krakvet obsługuje 200 tysięcy klientów i realizuje 40 tysięcy zamówień miesięcznie. Od 2010 roku, pod marką Zoofast, prowadzi ekspansję na rynki europejskie.

...bo jakość ma znaczenie lounge 29


30

lounge ...bo jakoĹ&#x203A;Ä&#x2021; ma znaczenie


...bo jakoĹ&#x203A;Ä&#x2021; ma znaczenie lounge 31


Lady Business Club | Endorfina Foksal | 18.02.2013 Warszawa fot: Maja Witt

potrzebujesz fotografa na imprezę? odezwij się do nas!

(12) 633 77 33 / info@loungemagazyn.pl 32

lounge ...bo jakość ma znaczenie


bary &

restauracje

Galeria Krakowska I pietro; ul. Pawia 5, 31-154 Kraków tel. 12 628 72 52

dołącz do nas

REKLAMA


co nowego?

KRAKÓW

MOO MOO STEAK & BURGER CLUB

CROQUE MADAME

Nazwa może błędnie sugerować, że otwarte 22 grudnia Moo Moo to kolejna burgerownia, ale okazuje sę, że ten lokal ma do zaoferowania znacznie więcej niż jakże modne ostatnio w Krakowie burgery. W bardzo klimatycznym, nowoczesnym wnętrzu, wypełnionym przemiłą muzyką, można spróbować ich aż siedemnaście (w tym dwóch wegetariańskich i dwóch z kurczakiem), uprzednio podglądając ich przygotowanie. Oprócz tego, w karcie znajdziemy ciekawe zestawy śniadaniowe, sałatki, zupy, dania z ryb i drobiu oraz oczywiście steki (polędwica, rostbef, antrykot i T-bone). Miłe miejsce – warto zajrzeć.

Francuskie przysmaki, rodem z paryskich piekarni, znajdziecie w nowo otwartej boulangerie na Nowym Świecie. Świetna kawa, pięknie podane dania. Kawiarnia zachęca już z ulicy, wystawionym przed lokal koszem pełnym pieczywa. Wnętrze inne niż reszta warszawskich piekarni, cukierni czy kafeterii. Pastelowe wnętrze, lawenda, stylowe meble. Widać tu kobiecą rękę - wszystko dopracowane do perfekcji. Przytulne, ciepłe miejsce do posiedzenia samemu i w towarzystwie. Francuska muzyka w tle, słodki zapach czekolady w powietrzu, warto tu zajrzeć i zostać na dłużej.

BAR SZARA

RESTAURACJA ŻURAWINA

Nowe - stare miejsce. Istniejący od wielu lat Bar Szara na Rynku Głównym może pochwalić się zupełnie nową odsłoną. Po gruntownym remoncie przyciąga teraz zupełnie odmienionym wystrojem i nową, atrakcyjną ofertą, obejmującą prawdopodobnie najtańszą na Rynku kawę (4,50 zł za espresso), smaczne śniadania, podawane od ósmej rano do południa, a także nowe drinki i koktajle w konkurencyjnych cenach. W sezonie letnim będzie można delektować się tym wszystkim, siedząc przy otwieranej witrynie niemal na samej płycie Rynku Głównego.

Na jednej z najmodniejszych ulic Warszawy, Żurawiej, od kilku miesięcy funkcjonuje nowa restauracja, Żurawina. Przestronne, loftowe wnętrze zwraca swoją uwagę już z ulicy. Piękne meble, lampy, sztuka na ścianach, a na środku restauracji – huśtawka! W karcie kuchnia śródziemnomorska. Żurawina jest przyjazna rodzinom z dziećmi. W każdy weekend do dyspozycji dzieci jest niania oraz specjalnie dla nich przygotowane menu. W tygodniu zaś można wpaść tu na lunch i zjeść świetny stek czy rybę w bardzo rozsądnej cenie. Każdy poniedziałkowy wieczór przeznaczony jest na koncert z serii Calisia Jazz Monday’s, czyli muzyka młodych artstów z wielkim potencjałem. Wydarzenie promuje i prowadzi Sławek Uniatowski. Wstęp jest wolny, dlatego warto wcześniej zrobić rezerwację!

Nowe i ciekawe miejsca w Krakowie poleca Anna Skwarek www.dania-kontra-ania.blogspot.com

Nowe i ciekawe miejsca w stolicy polecaja Anna Paśniewska-Świniarska oraz Karolina Wojteczek www.etheinspirations-afterhours.blogspot.com

ul. Świętego Krzyża 15 | tel. 531 007 097

Rynek Główny 6 | szara.pl

34

WARSZAWA

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Nowy Świat 41 | tel. 793 794 318

ul. Żurawia 32/34 | tel. (22) 521 06 66 | www.zurawina.eu


recenzje kulinarne

RAW ORGANIC.

NA SUROWO Tekst i zdjęcia: ANNA SKWAREK www.dania-kontra-ania.blogspot.com / anna.skwarek@loungemagazyn.pl

W

ysoki sufit, białe ściany, jakaś szmatka dla dekoracji, długie zwisające kable z lampami – już na progu widać, że w RO nie tylko jedzenie jest surowe – wnętrze również. Dominują zimne kolory i odcienie szarości, a jasnoróżowe pseudodesignerskie krzesła raczej nie pomagają ożywić tego wnętrza. Ale może właśnie taki był zamysł? Czasem nie wychodząc z domu jestem w stanie ocenić, czy restauracja ma powodzenie – kiedy nikt nie pyta mnie przy rezerwacji

Na szczęście był zestaw „Poznaj Raw”, który idealnie pasował do okazji, mogłam bowiem spróbować jednocześnie kilku rzeczy (wyboru zupy nie było, bo z pięciu wypisanych w karcie dostępny był tylko barszcz). Mój entuzjazm jednak szybko minął, bo dane mi było skosztować surowych specjałów po niemal… godzinie. Gdy przez tyle czasu nie ma się czym zająć, różne myśli przychodzą do głowy. Ja przede wszystkim zaczęłam się zastanawiać nad logiką tego, co się tam wydarzyło. Czy nie lepiej było po prostu zamknąć lokal tego dnia? Pozostali

jak na – przecież! – surowe dania bez żadnej obróbki termicznej. Nawet napoje dotarły z ogromnym poślizgiem. Shake „Szybka energia” z bananem, jabłkiem i pomarańczą (na tego ze szpinakiem i bananem się nie odważyłam) był zaserwowany w temperaturze pokojowej, za co ogromny plus, bo nie lubię chłodnych napojów zimą. Był pyszny. Spróbowałam też „Eksplozji witalności” (9 zł) – świeżo wyciskanego soku z marchewki, cytryny i jabłka. Według tego, co wyczytałam (a i na to miałam czas, jak możecie sobie wyobrazić), soki przygotowywane są z „owoców i warzyw pochodzących z upraw organicznych” oraz w „wolnoobrotowej wyciskarce dwuślimakowej, co gwarantuje uzyskanie o 50% więcej wartości odżywczych”. Uwielbiam świeżo wyciskane soki, ten również mi smakował, ale nie wiem, czy zawdzięczam to akurat tym ślimakom. Gdy już pooglądałam wszystko, co było do pooglądania i przeczytałam wszystko, co było do przeczytania, wybrałam się na zwiedzanie ekologicznego sklepu, który znajduje się w głębi lokalu. Kupimy tam wszystko eko, raw i w ogóle organic – makarony, owoce, warzywa, wrapy, ciastka, czekolady i co tylko dusza zapragnie (nawet eko-żelki bez żelatyny). Wtedy właśnie moje zamówienie dotarło do stolika.

o nazwisko, wiem już, że mogę spodziewać się pustego lokalu. Moje przypuszczenia się sprawdziły – oprócz mnie w RO były jeszcze tylko cztery osoby. Nie będzie problemu – pomyślałam, mimo że rozmówczyni uprzedziła mnie, że „jest dzisiaj sama” i „dziewczyny jej się pochorowały”, więc będzie trzeba „troszeczkę dłużej zaczekać”. Usiadłam więc tuż przy oknie z widokiem na Plac Wolnica, słuchając całkiem fajnej muzyki przerywanej co trochę odgłosami krojenia warzyw na sałatkę. Nie sądziłam jednak, że przyjdzie mi oddawać się tej czynności tak długo – menu wzięłam sobie sama, a kelnerka podeszła do mnie po dobrych dziesięciu minutach od podjęcia decyzji o tym, co zjem. Ale i tu pojawiły się problemy. Brownie? Nie ma. Tiramisu? Brak. To wyjątkowa sytuacja, „jest dzisiaj sama”. Zupa pomidorowa? Niestety. Cóż, bałam się strzelać dalej – trzeba brać, co jest. 36

lounge ...bo jakość ma znaczenie

goście, bardzo zresztą zadowoleni i chwalący sobie wszystko, co dane im było zjeść, wyszli nie tak długo po moim przyjściu, więc aż

trudno mi sobie wyobrazić, jak działałoby to miejsce gdyby wszystkie, co najmniej dwadzieścia cztery miejsca (tak, z nudów policzyłam) były zajęte. Nawet gdyby więcej osób obsługiwało klientów, na przykład o dwie więcej, to i tak czas oczekiwania byłby bardzo długi,

Trzeba przyznać, że prezentowało się świetnie. Po zobaczeniu całego zestawu zaczęłam rozumieć, czemu zupa nie została podana wcześniej. Na ogromnym talerzu były wszystkie cztery porcje: w maleńkiej miseczce chłodny,


recenzje kulinarne

mocno bordowy barszcz o bardzo intensywnym smaku, obok trzy cieniutkie i chrupiące chlebki Raw z pastą z orzechów nerkowca i ziołami, sałatka z ogórkiem, marchewką, suszonymi pomidorami i świeżą sałatą, a obok lasagne – dla mnie podobno większa niż zwykle (w ramach przeprosin za długi czas oczekiwania) – tak naprawdę mało przypominające prawdziwą lasagne owinięte w cieniutkie, delikatne plasterki cukinii warzywne smakowitości, posypane pieczarkami i sezamem. Kolorowo, surowo, ale bardzo, bardzo smacznie. Fakt – jemy też oczami (i z wielkim apetytem po długim wyczekiwaniu), ale byłam prawdziwie zaskoczona, jak dobre, jak wyraziste jest to, co właśnie jem.

RO zresztą też go miało, że akurat w ten dzień przyszłam pisać recenzję. Ale tak to już jest z recenzjami – każda jest subiektywna i zależy od wielu przeróżnych okoliczności, które przecież nieustannie mogą ulegać zmianom. Ja trafiłam na „wyjątkową sytuację”, czego bardzo żałuję, bo skutecznie zniechęciła mnie do kolejnych wizyt, przynajmniej w najbliższym czasie.

Następnie skusiłam się na „Niebiańską szarlotkę” (12 zł) – w gablocie prezentowała się średniawo, ale miałam ochotę na zdrowy deser, poza tym mimo że lasagne była większa niż standardowa, miałam jeszcze trochę miejsca na coś słodkiego. I znowu – szarlotka była pyszna; delikatne płatki jabłek i sporo cynamonu (może nieco za dużo), do tego baza z orzechów i rodzynek – pycha! Za to kawa, espresso (7 zł) – podobno z Javy, stuprocentowa Arabica „aromatyczna, pełna smaku i zawsze świeżo palona” – wypadła bardzo blado, na dodatek była podana bez cukru (a szarlotka bez serwetki). Żeby było jasne – zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie miałam zwykłego pecha, REKLAMA

SKUTECZNY PRAWNIK enie zystnej c w kor

PORADY PRAWNE, PISMA PROCESOWE, REPREZENTACJA SĄDOWA W SPRAWACH:

- spadkowych, rozwodowych, alimentacyjnych, o podział majątku oraz innych sprawach cywilnych; - karnych, skarbowych, administracyjnych, prawa pracy i ZUS.

ODSZKODOWANIA POWYPADKOWE:

- uzyskujemy zadośćuczynienie za ból i cierpienie, zwrot kosztów leczenia; - do 14 lat wstecz, BEZ OPŁAT WSTĘPNYCH

OBSŁUGA PRAWNA FIRM:

- zakładanie, oddłużanie i likwidacja spółek, sprawy KRS, sprawy pracownicze: - abonament od 99zł

WINDYKACJA NALEŻNOŚCI:

- na drodze polubownej, sądowej, przy udziale windykatorów terenowych: - bez opłat wstępnych

TŁUMACZENIA

- przysięgłe, specjalistyczne i zwykłe

OGÓLNOPOLSKA SIEĆ KANCELARII PRAWNYCH

Zapraszamy! Od pon-pt w godz. 8.30 – 16.30 tel. 12 410 50 73 ul. Mosiężnicza 3 (obok Sądów, przy rondzie Mogilskim) 31-547 Kraków


fot: Robert Bednarczyk / lounge 38

Rozmawiała: ANNA SKWAREK

K U C H N I A

Z TEMPERAMENTEM lounge ...bo jakość ma znaczenie


wywiad

M

a trzydzieści lat, pochodzi z niewielkiego miasta Dolores Hidalgo w środkowym Meksyku, od czterech lat mieszka w Polsce, jest nauczycielem hiszpańskiego, a od kwietnia ubiegłego roku także kucharzem i managerem ds. relacji z klientami w Taco Mexicano El Pueblo, restauracji przy ulicy Poselskiej 20. Gabriel Dallidet Jiménez opowiada o tym, co tak naprawdę jest ostre w kuchni meksykańskiej, czy trudno jest gotować dla Polaków i jak w Krakowie promuje nie tylko kuchnię, ale też piękno i kulturę swojego kraju. W Internecie Taco na ogół zbiera pozytywne recenzje – czym zachwyciłeś Polaków? - Myślę, że najważniejsze jest to, jak traktujemy klienta. Tworzymy miejsce, gdzie ludzie czują się dobrze, gdzie czują się jak w domu. My, Meksykanie, jesteśmy bardzo rodzinni – „La familia” jest dla nas najważniejsza, choć czasem nie jest łatwo, bo mamy dużo gości. To, co przyciąga ludzi to też tradycyjne dania meksykańskie dla tych bardziej wymagających klientów. „El Pueblo” znaczy „naród”, prawda? Czy zatem możemy spodziewać się w Taco tylko tradycyjnych, narodowych dań? - Nie, mamy wiele różnych dań, nie tylko tradycyjnych, także Tex-Mex. Na świecie meksy-

kańska kuchnia jest bardziej znana właśnie pod tą postacią, czyli takiej „mieszanki”, która powstała tuż przy granicy z Meksykiem, w Stanach Zjednoczonych, i przez nie została spopularyzowana. Gdybyś chciał przedstawić kuchnię meksykańską komuś, kto nigdy o niej nie słyszał, i gdybyś musiał zrobić to za pomocą jednego dania – które byś wybrał? - To jest bardzo trudne pytanie. Znam parę dań bardzo tradycyjnych, które nawet trudno znaleźć w Meksyku w normalnej restauracji. Chodzi o te najbardziej domowe, regionalne dania, które ludzie jedzą bardziej w domu niż w restauracjach? - Tak. Ja jestem z centralnej części Meksyku, a w centrum wszystko się łączy – smaki z północy, z południa. Takich dań wolałbym nie oferować gościom, którzy nigdy nie próbowali meksykańskiej kuchni, bo może się okazać, że będą dla nich „za mocne”, tak jak dla mnie początkowo było polskie jedzenie. Jedno bardzo tradycyjne danie, które wszyscy znają to mole, co w języku azteckim znaczy po prostu „sos”. Mole rojo, na przykład, robiony jest z czerwonych papryczek. Jest bardzo ostry? - Niekoniecznie, zależy jak klient sobie życzy. Ale ten zawiera czekoladę i podaje się go z kurczakiem. Dla niektórych to szokujące, ale ludzie, którzy znają tę kuchnię, nie wierzą, że mam to w restauracji w Krakowie. Ale jeśli ktoś wcześniej

nie miał z nią kontaktu, to wtedy polecam coś lekkiego, niezbyt mocnego pod względem ostrości, smaku, by nie bali się następnym razem spróbować czegoś innego. No właśnie, meksykańskie jedzenie słynie z ostrych, bardzo intensywnych, aromatycznych dań – co poleciłbyś komuś, kto woli łagodniejsze smaki? - Nie wszystkie dania są ostre. Tak naprawdę to, co w Meksyku jest ostre, to sosy. Mamy kilka dań które są naprawdę ostre i nie smakują dobrze, gdy takie nie są, ale tak ma być. Powiedziałbym jednak, że 50-70% naszych dań nie jest ostrych, choć prawdą jest, że w Meksyku lubimy ostre rzeczy, dlatego właśnie mamy sosy. I tutaj w restauracji, w Polsce, serwuję też łagodne dania, ale sosy podaję zawsze i każdy dodaje je sobie do dań wedle uznania albo ja mu je przygotowuję według życzenia. Czyli stopień ostrości można kontrolować? - Oczywiście. Mamy specjalny stolik ze składnikami do salsy, na którym przygotowujemy sosy dla gości. Jeśli trzeba, robię salsę bez papryki. Ludzie, którzy nie przepadają za ostrością, mogą wtedy spróbować pełnego smaku, bez „bólu”, jak ja to mówię. Co jest specjalnością Taco? - Danie o nazwie Burrito Chihuahua. To jest stan w północnym Meksyku… … i taki piesek. Czy to jest danie z małego pieska? <śmiech>

REKLAMA

Witamy w Taco Mexicano El Pueblo - meksykańskiej legendzie w centrum Krakowa. Nasza restauracja istnieje od 1993 roku i wciąż niezmiennie kusi doskonałym jedzeniem,kolorowymi drinkami oraz wyjątkowym wnętrzem. Oferujemy tradycyjne dania kuchni meksykańskiej, które zadowolą nawet najbardziej wymagające podniebienia. Taco Mexicano to idealne miejsce na codzienne spotkania zarówno towarzyskie jak i biznesowe, romantyczne kolacje we dwoje oraz imprezy integracyjne czy okolicznościowe. Przyjmujemy również rezerwacje grupowe z możliwością wynajęcia sali lub całego poziomu restauracji na wyłączność.

Restauracja Taco Mexicano El Pueblo Kraków / ul. Poselska 20 / tel.: (12) 421 54 41 / www.tacomexicano.eu


wywiad

- Nie do końca <śmiech>. Przepis pochodzi z regionu Chihuahua. To jest bardzo smaczne burrito, które każdy lubi. Serowe, kremowe… Polecam serdecznie.

Teraz właśnie mam nowe danie burrito callejero, czyli burrito robione dokładnie tak jak na ulicy w Meksyku – tyle że tu, w Krakowie, podawane jest na talerzu.

Wszystko było wyjątkowe, profesjonalne, robiło się powolutku, miało swój proces. To bardzo mi się podobało. Poza tym uwielbiam chińskie jedzenie. No i kto nie lubi sushi?

Czy Taco organizuje jakieś ciekawe imprezy? Jak one wyglądają? - Zależy czego goście oczekują. Mamy wiele sal, w których organizujemy imprezy zamknięte, od 10 do 100 osób. Czasami robimy bufet meksykański, gdzie mamy przekąski, zupy… Bardzo ładnie to wygląda. Mamy też lekcje salsy prowadzone przez nauczyciela i DJ-a ze szkoły A Lo Cubano.

No, już zgłodniałam! Słyszałam, że gdy Europejczyk jedzie do Meksyku i próbuje tamtejszych dań, to przez pierwszy tydzień jego żołądek bardzo choruje, a później zakochuje się w meksykańskim jedzeniu. Czy gotowanie dla Polaków jest wyzwaniem? - Nie, to nie jest takie trudne. Najpierw zawsze rozmawiamy z gośćmi, by się dowiedzieć, co możemy im polecić, a czego nie. A co do chorowania, to gdy ja przyjechałem do Polski, to też chorowałem, bo to nie były rzeczy, które normalnie jem. Macie dużo kiszonych, konserwowych, wędzonych, marynowanych produktów. Makrela, na przykład – jak to wygląda! Zjadłem raz i więcej nie mogłem. Wędzone to dla mnie prawie surowe.

A skąd wzięła się u ciebie pasja do gotowania? - Myślę, że wiele osób w moim kraju to lubi. W weekendy często organizujemy grillowanie, spotykamy się wtedy ze znajomymi. Lubimy nasze marynaty, lubimy pokazywać, że umiemy zrobić to, tamto. Jak pewnie widziałaś w telenowelach, w naszej kulturze mama zajmuje się dzieciakami, a tata pracuje. Myślę więc, że to się wzięło od mamy i od babci, bo spędzałem z nimi w kuchni bardzo dużo czasu. Mama uczyła mnie gotować od małego. Sprzedawałem nawet na ulicy jej sernik. Teraz ten sernik sprzedajemy tu, w restauracji. Więc na pewno moja pasja zaczęła się od mamy. Poza tym to jest relaksujące.

No właśnie, co myślisz o polskiej kuchni? - Na początku, gdy próbowałem polskiego jedzenia, albo nie polubiłem, albo nie miało smaku. Ale z czasem zaczynałem się uczyć, co to znaczy na przykład dobry ziemniak i niedobry ziemniak. Bo my mamy inne smaki i nie czujemy, czy to jest dobry ziemniak czy nie, dla nas to jest po prostu ziemniak. Ale dla Polaków nie – macie na przykład swoje młode ziemniaki. Jest trochę takich specyficznych smaków, których trzeba się uczyć. Tak jak wódka – gdy pijesz to myślisz, że każda jest taka sama, mocna i już, ale nie – jest dobra wódka i zła wódka. A najlepsze są polskie zupy i wędliny.

Lubisz to? Mogę spędzić w kuchni cały dzień, nie mam z tym problemu. Kiedyś gotowałem sam dla stu, dwustu osób – sam w moim mieszkaniu, dla znajomych, na urodziny. To jest wyzwanie po prostu, to jest fajne. Kiedyś cię zaproszę!

Czyli salsa kubańska, tak? - Tak, on jest profesjonalistą. Ja w kuchni – OK, ale na dance floor to nie za bardzo <śmiech>. Gdy organizujemy coś razem, to robimy fajne imprezy. Czasem dla moich studentów organizuję też karaoke w różnych językach, głównie po hiszpańsku. Tutaj jest prawdziwa La Vida Latina – od jedzenia, przez muzykę, do wystawy. Nie wiem czy widziałaś moje piñaty, które robię osobiście? Twoich nie widziałam, ale słyszałam o nich. To są te kolorowe kule z cukierkami w środku, które się rozbija na specjalne okazje? - Na urodziny. Meksykanie są katolikami, ale wszystko z czegoś pochodzi, tak więc mamy wywodzącą się z pogańskiego święta piñatę. Każdy lubi cukierki, coś fajnego, kolorowego, więc się bawimy, także tutaj. Fasola, kukurydza czy papryka chili? A może coś zupełnie innego? Który produkt według ciebie jest symbolem meksykańskiej kuchni? - Ja myślę, że papryka. Albo po prostu taco, choć to nie jest jeden produkt. Ja też myślę, że dla Europejczyka symbolem tej kuchni jest papryka. Podobno w Meksyku nie istnieje coś takiego jak po prostu „papryka” – zawsze trzeba doprecyzować, o jaką chodzi. - Tak, to prawda. Ale dla nas oczywiście to nie jest żaden problem. Od małego nie nazywamy papryki po prostu „papryką”, tylko jalapeño, sarrano i tak dalej. To prawda, że w Meksyku najlepiej zjemy na ulicy? W Polsce jedynym ulicznym jedzeniem „narodowym” są kebaby i zapiekanki. Jak wygląda to w twoim kraju? - W Meksyku nie jest jak w Europie, gdzie babcie nie mogą sprzedawać swoich serów na ulicy <śmiech>. Niemal w każdym mieście w Meksyku można spotkać na przykład wózki, podobne do tych, które czasem są w galeriach handlowych. W takim „wózku” najczęściej znajdziesz hamburgery. Hamburgery? - Tak, tak, hamburgery. Nie takie stuprocentowo amerykańskie, ale bardzo podobne. Także kanapki, które nazywają się tortas – po prostu bułki z jakimś dodatkiem w środku. No i oczywiście tacos, quesadillas albo burrito. Oczywiście najlepsze są właśnie z ulicy. Nie wiem czy są zdrowe <śmiech>, ale naprawdę bardzo dobre. 40

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Często to słyszę od obcokrajowców, szczególnie od Portugalczyków i Hiszpanów. Chwalą wędliny, ich wysoką jakość i szeroki wybór, no i zupy. - Na początku bardzo nie lubiłem żurku, a teraz to moja ulubiona zupa. Z jajkiem, kiełbasą – uwielbiam! A co jeszcze lubisz z polskiej kuchni? - Wszystko, tylko nie lubię śledzi. Po prostu nie mogę ich jeść. Myślisz, że polska restauracja w Meksyku odniosłaby sukces? - Myślę, że tak. Nie wiem czy są tam jakieś polskie restauracje, ale dawno temu, gdy w Europie trwała wojna, wielu ludzi wyemigrowało z Polski także w okolice mojego miasta. Teraz mieszka tam dużo Polaków. Polacy lubią swoje rzeczy. Nie wiem dlaczego, ale tak jest. Pogoda też im sprzyja, możemy mieć dobre produkty i myślę, że dobrą polską kuchnię też, ale trzeba wiedzieć, co przypadłoby do gustu Meksykanom. Oprócz kuchni meksykańskiej lubisz też inne kuchnie? - Jak widać bardzo lubię jeść. To tak jak ja! (Ale u mnie nie widać, mam nadzieję) - Oczywiście, że lubię. Uwielbiam meksykańskie dania, ale już na drugim miejscu jest kuchnia włoska – bardzo mi smakuje. Mieszkałem kiedyś z Włochami, gotowanie u nich jest jak religia.

Fajnie gdy jedzenie łączy ludzi, prawda? To jest chyba najlepsze w tym wszystkim. - Oczywiście! Wiesz dla ilu znajomych już gotowałem? <śmiech> A wracając do kuchni meksykańskiej – ja uwielbiam awokado, a co za tym idzie – guacamole! Jaki jest najprostszy przepis na zrobienie tego sosu? - Awokado, sól, pieprz, kolendra, odrobina soku z cytryny. A oliwa? - Nie, nie dajemy oliwy. To jest pomysł Europejczyków. Ogólnie używamy oliwę, ale nie dużo. Tyle ile wy tabasco. No to rzadko chyba <śmiech>. A co powiesz na temat deserów? - Można powiedzieć, że w Meksyku mamy dwa rodzaje jedzenia: meksykańskie prekolumbijskie dania i meksykańskie pokolumbijskie, czyli z europejskimi wpływami. Tradycyjne prekolumbijskie desery są bardzo zwyczajne, nie wyglądają perfekcyjnie. Najważniejsza zasada: musi być dużo, nie musi ładnie wyglądać, ale musi być mega smacznie. A słodko? - Tak, bardzo lubimy słodkie rzeczy – lody, owoce – ale wiele zależy też od regionu. Mieszkałem jakiś czas w północnym Meksyku, gdzie jada się taką słodką „pastę” z orzechami: gloria. Mmm… dobre to jest! Z kolei w Meksyku środkowym mamy zwyczaj robienia charamuscas, figurek z karmelu. Bardzo smaczne. Albo buñuelos, czyli taki chrupiący placek – coś w rodzaju waszych naleśników na słodko – ale te są twarde, chrupiące, często z cukrem pudrem i cynamonem, czasem z karmelem. Robimy też flan. No i desery z owoców, bo są bardzo łatwo dostępne.


Włoski strzał w dziesiątkę. Włoskie specjały, na samą myśl, kubki smakowe zaczynają szybciej działać. Domowej roboty makarony i pizze z pieca opalanego drewnem. Tak, wszystkie te skojarzenia są jak najbardziej słuszne. Kuchnia włoska na dobre zadomowiła się na polskim rynku gastronomicznym. Lokali o podobnym profilu jest wiele, a jednak mało który oddaje klimat prawdziwej włoskiej trattorii. Jeszcze mniej jest miejsc, w którym można zjeść prawdziwe włoskie przysmaki jak na przykład pizza z pieca z prawdziwym sosem pomidorowym zamiast ketchupu.

Tego wieczoru nikt nie miał ochoty na makaron, za to wszyscy mieli ochotę na wino. W Pistoli, jak w tradycyjnej trattorii, można zamówić wino w karafce, tak też zrobiliśmy. Zrobiło się wesoło, piliśmy, rozmawialiśmy, każdy próbował z talerza sąsiada i zgodnym chórem stwierdziliśmy, że do tej pory zdecydowanie najlepiej smakowała nam polędwica. Polędwicy dajemy 8 punktów na 10. Nic dziwnego, że bresaola wysunęła się na prowadzenie. Proces, jaki się odbywa zanim trafi na talerze jest długi, ale efekt końcowy wart każdej minuty!

W czwartkowy zimowy wieczór wybraliśmy się na krakowski Kazimierz, kierowani nieujarzmioną potrzebą biesiadowania. Tak, ludzie uprawiający wolne zawody, mogą sobie pozwolić na ucztowanie w środku tygodnia, podobnie jak włosi na siestę. Stwierdzam z zadowoleniem, że moja kochana dzielnica żydowska zawsze mnie zaskakuje; ile razy spaceruję jej uliczkami, wydaje mi się, że jestem tu pierwszy raz. A to, dlatego, że bez przerwy coś się otwiera, zamyka, przenosi, panuje tu wieczny ruch i przyjemny rozgardiasz. W kulinarnym światku każdego większego miasta jest jak w dżungli- przetrwają tylko najlepsi. Dlatego zawsze nowopowstałe miejsca dzielę na dwie grupy. Grupa pierwsza: chodźmy od razu, bo za miesiąc już tego nie będzie. Grupa druga: odczekajmy, aż szał minie i sprawdzimy.

Oczekując na dania główne rozejrzeliśmy się po lokalu. Jak bary z filmów o włoskiej mafii. Kratka na stole, na ścianach stare włoskie fotografie, dwóch panów konsumujących pizzę, w swoich złotymi łańcuchach, stolik obok. Za barem wielki piec, w oknach doniczki z bazylią. Włoska trattoria pełną gębą. Lokal posiada cudny ogródek z malutką fontanną, piękny i romantyczny. Ogródek jest całoroczny i sprawdziliśmy to, ale mamy zamiar wrócić tu również na wiosnę i w lecie.Tymczasem dotarły nasze dania główne; stek polędwicy wołowej z moim ulubionym sosem z zielonego pieprzu, krewetki grillowanie, pieczony filet z łososia i pizza prosto z pieca Prosciutto di Parma .

Trattoria Pistola została sklasyfikowana, jako grupa mniejszego ryzyka i odwiedziliśmy ją dobre pół roku od otwarcia. Pierwsze odczucia po zdjęciu płaszcza: jasno, przytulnie, kolorowo jak na włoską trattorię przystało. Trattoria to rodzaj lokalu plasującego się pomiędzy elegancką ristorante, a osterią, która jest czymś w rodzaju jadłodajni. W trattori ma być smacznie, dużo i niedrogo. Idealne miejsce na czwartkową biesiadę na Kazimierzu. Zaczęliśmy, tym razem dla odmiany nie od wina, a od antipasti, czyli włoskich przystawek. Kolejno na nasz stół wjechały bruchetta, której chyba nikomu przedstawiać nie muszę, suszona polędwica wołowa na rucoli podawana z serem grana padano i foccacia, czyli rodzaj ciasta, używanego do pizzy, serwowanego z dipami ziołowymi i paprykowymi. Zamówiliśmy też od razu najpopularniejszą zupę włoską, czyli minestrone. Pyszna rozgrzewająca zupa jarzynowa z marchwią, selerem, pietruszką , koprem włoskim, selerem naciowym, cukinią, porem i bazylią. Polecamy na chłodne zimowe i wczesnowiosenne dni.

Mój stek był trochę zbyt krwisty, ale sos pierwsza klasa. Pizza wyśmienita, krewetek nie próbowałam, bo nie przepadam, ale reakcja kolegi, który je zamówił była dość sugestywna- świetne! Zrobić dobrego pieczonego łososia jest bardzo trudno. Nie może być spalony, nie może się rozpadać. Ten, w konsystencji był bardzo dobry, do tego szpinak i sos cytrynowy. Jakimś cudem zmieściliśmy jeszcze desery, a więc przysmaki włoskiej kuchni- panna cotta, tiramisu i ciasto czekoladowe z ciepłymi konfiturami. Rozpływały się w ustach. Skończyliśmy drugą karafkę wina, otarliśmy usta i ruszyliśmy dalej na spacer po zaśnieżonym Kazimierzu. Kilka wniosków: kuchnia jak u włoskiej mamy, lokal ciepły i wbrew groźnej nazwie- miły i bezpieczny. Jedne niebezpieczeństwo czyhające na gości w Trattoria Pistola to niepohamowany apetyt. My trochę przeholowaliśmy. Nie żałujemy i wracamy na wiosnę, i potem w lecie, skorzystać z urokliwego ogródka tak jak obiecaliśmy przemiłej pani kelnerce. Trattoria Pistola przetrwa do tej pory na pewno. A życzymy i kolejnych, obfitych w gości, lat.

Trattoria Pistola | Kraków, ul.Bożego Ciała 7 | tel. 12 341 58 82 | kontakt@trattoriapistola.pl


przepisy kulinarne

P

iękny, szczupły, zdrowy, pełen energii – oto jak wyobrażam sobie osobę fit. Niestety, niełatwo być kimś takim. Wymaga to cierpliwości, wytrwałości i zapału do prowadzenia zdrowego, racjonalnego trybu życia. A przede wszystkim umiejętności odmawiania sobie dobrego jedzenia. Bo tak się składa, że według mnie dobre jedzenie i bycie fit zazwyczaj nie idą ze sobą w parze. Mówcie, co chcecie, ale sałatki, pełnoziarniste pieczywo i chude mięso dzień w dzień mają mocno przeciętne walory smakowe. Już nie wspominając o dietetycznych deserach, które

SKŁADNIKI • szklanka płatków owsianych • pół szklanki płatków pszennych • 50 g łuskanych ziaren słonecznika • 50 g łuskanych ziaren dyni • 2 garście rodzynek • 2 średnie jabłka • pół szklanki miodu • 1 łyżeczka cynamonu Jabłka obrać, pokroić w drobną kostkę i podgotować w garnku aż utworzy się mus, pod koniec gotowania dodać łyżeczkę cynamonu. Płatki, ziarna i rodzynki wymieszać w misce. Dodać mus jabłkowy, miód i wymieszać. Wyłożyć równą warstwą do foremki o wymiarach 23 x 23 cm. Piec w temperaturze 170 stopni przez 25 minut, po wystudzeniu pokroić na pojedyncze batoniki.

ZRÓB TO SAM!

zazwyczaj ograniczają się do owoców w różnych kombinacjach. O nie, to nie dla mnie! Kiedy więc dowiedziałam się, jaki jest temat tego numeru, miałam niezłą zagwozdkę. Bo czy potrafię stworzyć coś, co byłoby fit, a jednocześnie naprawdę mi smakowało? Przecież nie umiem wyobrazić sobie kucharzenia bez masła, cukru czy mąki! Tak się w ogóle da? A jednak – przekonałam się, że się da. I to jeszcze jak! Sałatka cytrusowa z kurczakiem w połączeniu ze szpinakową tartą z ciasta francuskiego light stanowi pyszny, pełnowartościowy posiłek,

SKŁADNIKI

SKŁADNIKI

• opakowanie ciasta francuskiego light • 500 g mrożonego rozdrobnionego szpinaku • 3 ząbki czosnku • mały jogurt naturalny • jajko • 150 g fety niskotłuszczowej • kilka czarnych oliwek • sól, pieprz

• pojedyncza pierś kurczaka • małe opakowanie jogurtu naturalnego • pół główki sałaty lodowej • 1 duży grejpfrut • 8 pomidorków koktajlowych • pół cytryny • 3 łyżki oliwy z oliwek • sól, pieprz, papryka łagodna

Formę do tarty wyłożyć papierem do pieczenia, a następnie wylepić ciastem francuskim. Spód nakłuć widelcem i wsadzić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 12 minut. Szpinak rozmrozić, wrzucić do garnka, doprawić solą i pieprzem, a następnie dodać starte ząbki czosnku. Odstawić do wystudzenia, następnie wmieszać jogurt i jajko. Na podpieczone ciasto wyłożyć szpinak, posypać rozkruszoną fetą i pokrojonymi na plasterki oliwkami. Piec jeszcze 15-20 minut, podawać lekko ciepłe, na przykład z dodatkiem sosu na bazie czosnku i jogurtu.

W misce wymieszać jogurt z solą, pieprzem i papryką, następnie wsadzić do środka pierś z kurczaka, miskę zakryć folią i marynować mięso w lodówce przez ok. pół godziny. Następnie wyłożyć pierś na blachę i zapiekać 25 minut w piekarniku. Grejpfrut wyfiletować – odciąć skórkę razem z białymi błonkami, a następnie wyciąć segmenty miąższu wzdłuż błonek. Z reszty owocu wycisnąć sok. Sałatę lodową porwać na nieduże kawałki, polać oliwą z oliwek i sokiem z grejpfruta i połowy cytryny, wymieszać. Na sałacie ułożyć pokrojonego w plastry kurczaka, dodać grejpfruta i pomidorki. Można posypać świeżą miętą.

Więcej przepisów tutaj: www.magda-kucharzy.blogspot.com 42

lounge ...bo jakość ma znaczenie

a pełnoziarniste, naturalne batony granola to idealna przekąska na drugie śniadanie lub nawet deser. Moje dania fit wydają mi się całkiem nieźle zbilansowane, zawierają niewielką ilość węglowodanów i tłuszczu, a co najważniejsze – smakują wyśmienicie! Tak sobie myślę, że gdybym jednak zdecydowała się wprowadzić elementy fit do mojego jadłospisu, nie mogłabym za bardzo narzekać. Najwyraźniej da się gotować i dobrze, i fit! MAGDALENA NOSAL


trunki

Ciemniejszy odcień czerni cz.1 Zima w zasadzie już w odwrocie, ale rzutem na taśmę zdążę jeszcze napisać o piwach, które na zimę są szczególnie polecane. Mocne, tęgie, treściwe nie mają nic wspólnego z orzeźwiającą lekkością. Ich zadaniem jest przede wszystkim rozgrzewać w zimowe mrozy. Mowa o porterach, zwłaszcza naszych rodzimych, porterach bałtyckich. Temat ten wykorzystam także jako pretekst do tego, by przyjrzeć się całej palecie piw w odcieniach czerni i wyjaśnić, że nie każde ciemne piwo to porter. Nie przeprowadzałem na ten temat jakichś szeroko zakrojonych badań, na reprezentatywnej próbie 1012 respondentów, z prywatnych obserwacji wiem jednak, że dla wielu osób ciemne piwo automatycznie oznacza porter. Nie wiem, czy to jeden z tych wielkich, piwnych mitów w stylu „piwo tuczy”, ale chyba coś jest na rzeczy. Postanowiłem więc, że opiszę na czym polega różnica między porterem a stoutem, koźlakiem a dark lagerem, czy też czym różni się porter bałtycki od swego brytyjskiego pierwowzoru. Dziś trochę o dwóch pierwszych, o kolejnych, w następnym wydaniu.

Porter – ciemne złoto północy Zazwyczaj na hasło „porter” przychodzi na myśl czarne, mocne i gorzkie piwo, które mimo że powszechnie znane, wśród amatorów jasnego

lagera cieszy się raczej małą popularnością. Tym, co mają oni wtedy na myśli jest dokładniej mówiąc porter bałtycki. Piwo, z którego powinniśmy być dumni, gdyż to właśnie polskie portery bałtyckie oceniane są jako jedne z najlepszych na świecie. Obecnie, poza Polską produkuje się je przede wszystkim na Litwie, Łotwie, w Rosji, Szwecji, Danii czy Finlandii. Trudno powiedzieć czemu piwo to nazwano porterem, gdyż tak naprawdę wywodzi się ze stylu określanego jako Russian Imperial Stout. RIS to najmocniejsza odmiana stouta, która w XVIII i XIX wieku w dużych ilościach eksportowana była z Anglii do krajów nadbałtyckich, także na rosyjski dwór carski. Piwo to odznaczało się wysokim poziomem alkoholu, który z jednej strony konserwował je podczas długiej podróży, z drugiej był pożądanym w mroźnych krajach „rozgrzewaczem”. Narodziny porteru bałtyckiego w dużej mierze zawdzięczamy Napoleonowi. Zarządzona przez niego blokada morska Anglii spowodowała, że na rynkach wschodnioeuropejskich zaczęło brakować popularnego tam trunku. Jako substytut zaczęto wytwarzać więc piwo nawiązujące do mocnego stouta, które jednak w odróżnieniu od niego, warzone było metodą dolnej fermentacji. Porter bałtycki, od samego początku istnienia tego stylu wytwarzany był także w Polsce. Ten pierwotny powstał jednak w połowie XVIII wieku w Anglii. Był piwem fermentacji górnej, czyli klasycznym, brytyjskim ale. Geneza jego powstania mówi o tym jak pracujący w angielskich portach robotnicy kazali w barach mieszać ze sobą różne rodzaje piw, z trzech różnych beczek. Z czasem podobny trunek zaczęto wytwarzać jako jednobeczkowy nazywając go entire. Piwo szybko stało się bardzo popularne wśród londyńskich tragarzy zwanych porters, stąd też wzięła się jego dzisiejsza nazwa. Od swojego bałtyckiego kuzyna brytyjski porter różni się przede wszystkim wspomnianą metodą fermentacji, ale też treściwością i mocą, które w jego przypadku są zdecydowanie niższe.

Stout - czarny skarb zielonej wyspy Słowo stout także było znane dużo wcześniej i w innym kontekście niż tylko jako nazwa piwa. W czasach średniowiecza oznaczało ono dumny,

dzielny, a następnie silny. W odniesieniu do piwa zaczęto je stosować dopiero w XVII wieku kiedy określenie stout beer oznaczało po prostu mocne piwo. W odróżnieniu od stouta jakiego znamy dzisiaj, przymiotnikiem tym można było nazywać piwo zarówno ciemne jak i jasne. Ciemnego stouta określano przy tym nieraz jako stout porter. Od razu więc widać, że oba style od początku miały coś ze sobą wspólnego. Czym więc różnił się stout od porteru? W zasadzie niczym, jedno i drugie było warzone metodą górnej fermentacji, a składniki obu piw były podobne. Główna różnica polegała na tym, że stout był mocniejszy. Można wiec powiedzieć, że był po prostu mocniejszą wersją porteru. Powszechnie uważa się, że to porter był prekursorem stouta, są jednak na ten temat różne teorie. Jedna z opowieści mówi o tym, że stout narodził się wcześniej, gdyż w roku 1666 kiedy po pożarach w Londynie, spaleniu uległy zapasy zboża. Król rozkazał jednak nadal warzyć z niego piwo, które mimo, że ciemne, palone i gorzkie zyskało swoich amatorów i weszło do stałej produkcji właśnie jako znany dzisiaj, ciemny stout. Obecnie najbardziej znanym piwem tego typu jest ikona stylu czyli irlandzki Guinness. Piwo to zalicza się do kategorii dry stout, czyli lekko kawowych w smaku, stoutów klasycznych. Są jednak także inne odmiany takie jak: słodkawy milk stout (warzony z dodatkiem laktozy), stout owsiany (warzony z płatkami owsa), tropikalny (o aromacie tropikalnych owoców), wspominany już stout imperialny znany jako Russian Imperial Stout, a nawet stout ostrygowy! Niestety brakłoby kart zacnego Longera żeby opisać na raz wszystkie piwne odcienie. Na kolejne style z gatunku mroku i czerni będziecie musieli poczekać do następnego wydania. Przyglądniemy się wtedy m.in. piwom z rogami w herbie oraz innym szwarccharakterom. W międzyczasie polecam blog portery.pl, na którym możecie dowiedzieć się dużo więcej na temat wspomnianych dzisiaj ciemnych gatunków piwa. MICHAŁ ZĘBIK

...bo jakość ma znaczenie lounge 43


podróże kulinarne

T

o, co przeczytacie poniżej, ma większy związek z tematem „fat” niż „fit”. Ale – jak w naturze – tak i w Lounge musi być równowaga. Dla tych, którzy mają już dość czytania o zdrowych sałatkach, dietach-cud i ćwiczeniach na spalenie zbędnego tłuszczyku, Monika Machowska* przygotowała artykuł, który z pewnością wyjaśni, dlaczego Amerykanie zdecydowanie nie są „fit”. *Autorka mieszka obecnie w Los Angeles. Nie jest z zawodu kucharzem, ale niejeden chciał, by u niego pracowała. Kuchnię tajską ma w małym palcu, bo przez dwa lata przyglądała się najlepszym w ekskluzywnej i wielokrotnie nagradzanej restauracji Le Shaker w Dublinie. Jak mówi – nie tylko kocha życie, ale przede wszystkim je… smakuje. Stany Zjednoczone według niej to „przedziwny kraj”, o którym Polacy mają błędne wyobrażenie i o którym chętnie poopowiada na łamach Lounge.

Na pierwszy ząb - F I T MONIKA MACHOWSKA

Jest dość oczywistym fakt, że to jak jemy i co jemy, mówi bardzo wiele o nas samych, czasach, czy kulturze w której jesteśmy zanurzeni. Z perspektywy „resident alien” (tak, to dość ekscentryczne określenie towarzyszy mi już trzeci rok), mogę bez cienia wątpiwości powiedzieć, iż w USA najlepszą przysługę Polsce zrobiła „kielbasa”. Czasem jeszcze zaciekawiony Amerykanin rzuci pytanie: Czy to prawda, że robicie „vodka” z ziemniaków? Ale nie ma się co oszukiwać - na tym kończy się wiedza na temat odległej i dzikiej, w powszechnym przekonaniu, krainy Polan. Zostają jeszcze niestrawne Polish jokes i kwintesencja polskości, czyli „kielbasa”, a piszę o niej pełna narodowej dumy. W kiełbasę bowiem Amerykanie wierzą – to instytucja, synonim dobrego jedzenia. Zaskakuje mnie często, jak ogromny wpływ na tutejszą kuchnię, a nawet kulturę popularną miały te zalatujące czosnkiem i jałowcem zawiniątka spod pazuch pierwszych polskich emigrantów. Choćby jedna z największych atrakcji Hollywood, czyli Pink’s, działający od 1939 roku. W swoich najlepszych dogach umieszcza polskie parówki lub Polish sausage i mamy dzięki 44

lounge ...bo jakość ma znaczenie

temu w menu przeróżne, swojsko brzmiące, kombinacje - od Chicago Polish Dog, po sezonowe atrakcje np. doga Ozziego O., z wędliną naszprycowaną kawałkami chilli, której bez wiadra wody zjeść nie można. I już tak bardzo nie dziwi fakt, że biedny Ozzie, mając do wyboru doga i nietoperza, zdecydował się na łatwiejszą opcję. I mnie, przyznaję, przez moment towarzyszyły podobne myśli. Ale coś w tej kiełbasie jest, jeśli ściany Pink’s wytapetowano zdjęciami aktorów, gwiazd muzyki, a nawet celebrytów porno, wcinających buły wypchane tak umiłowanym kawałkiem mięsa. Warto poświęcić czasem i godzinę na kolejkę, która zwykle bardziej przypomina party odbywające się na ulicy – są turyści z różnych stron świata, nad ranem dołączają lokalsi, dręczeni gastrofazą, ale też codziennie pojawiają się pod budką amerykańskie gwiazdeczki oczekujące w tłumie na swoje zamówienia. Śmiech, rozmowy, tańce, a nawet demonstracje nowych tatuaży, wykonanych kilka przecznic dalej w legendarnym salonie Kat Von D.

Dzięki pewnej piątkowej wyprawie po doga, miałam okazję poznać w ten sposób Abby Lee Miller, gwiazdę programu Dance Moms - choreografkę, słynącą z ciętego języka i łatwo wpadającą w furię. O dziwo, tym razem posłusznie stała tuż za mną w gigantycznym ogonku. Niestety, Pink’s jest bardziej doświadczeniem towarzyskim, kulturowym niż kulinarnym. Amerykanie uwielbiają słodzić – cukierkowe keep smiling w końcu dopadło i ciasto na pizzę, i pieczywo do hot dogów. Dla mnie dość niepokojącym jest to przedziwne połączenie kawałka mięsa i słodkiej bułki, czasem z delikatnym posmakiem cynamonu. Buntuję się za każdym razem, ale


podróże kulinarne

mimo obietnicy „nigdy więcej”, składanej z pełnym przekonaniem nad kolejnym, w połowie skonsumowanym dogiem, przyciąga mnie do tej różowej budki rewelacyjna atmosfera, która uzależnia. Następnym miejscem, które polecam, to leżąca tuż przy Warner Brothers Studio w Burbank, czyli w sercu amerykańskiego przemysłu filmowego, restauracja Big Boy. Miejsce o tyle ważne, że, jak mówi lokalna legenda, tutaj Lynch napisał sporą część scenariusza do Blue Velvet. Nie wiem, czy jest to prawda, ale to, co wiem (bo znam to miejsce jak własną kieszeń), to fakt, iż widziałam całkiem sporo zdjęć celebrytów, zrobionych na parkingu na tyłach Big Boy’a. A w piątkowe wieczory otoczenie restauracji zamienia się w wystawę kolekcjonerskich zabytkowych samochodów, co koniecznie trzeba zobaczyć będąc w okolicy. W tym też miejscu, od prezentacji wszystkich pojazdów, łącznie z samochodem sprzed pół wieku, z pierwszej ekranizacji komiksu, rozpoczęła się promocja ostatniego filmu o Batmanie. Tu nigdy nie wiadomo, co się wydarzy podczas próby zjedzenia dwupiętrowego hamburgera. Big Boy serwuje prawdziwy amerykański fast food. Frytki, smażone krążki cebuli, hamburgery, koktajle. Wiele potraw skłania do natrętnych myśli, że McDonald’s może być jednak miejscem skierowanym do dbających o linię. Tutaj się „je”, a nie „odżywia” i za to kocham tradycyjne restauracje w Ameryce. Trzeba być w całkiem niezłej formie psychicznej i fizycznej, by wyjść z nich o własnych nogach i otrząsnąć się z wrażeń, wręcz ociekających tłuszczem. Mimo to wciąż wierzę, że uda mi się zrealizować największe z kiełbasiano – hamburgerowych wyzwań. Będzie to koszmar kardiologa, czyli Quadruple Bypass Burger w Heart Attack Grill w Vegas, który waży dokładnie 1444 kg i ma 9982 kalorii. Został oficjalnie uznany w księdze rekordów Guinnessa za najbardziej kaloryczny burger na świecie. Czyż nie jest to odpowiednie wyzwanie dla Polki, pamiętającej czasy mięsa na kartki..?

spaceru w nieznanej okolicy, nieoczekiwanego dzikiego głodu, oraz szczęśliwy przypadek, który sprawił, że trafiłam do tajemnego miejsca, którym lokalsi się nie dzielą z przyjezdnymi. Do prowadzonej przez kambodżańską rodzinę budki Donut Prince. Ci sympatyczni i słabo mówiący po angielsku ludzie zaopatrują wielkie imprezy, jak rozdanie nagród MTV, plany filmowe – w środku zobaczycie zdjęcia z prawdziwymi gwiazdami – Tom Hanks czy Robert H. Patrick Jr (najczęściej kojarzony w Polsce z filmu Terminator 2, rola T-1000). W rzędach termosów czeka na klientów świetna kawa, a nie jest to takie powszechne – codziennie zaparzane wiele jej różnych odmian, od ekskluzywnej z Hawajów, z Kony (jedna z najlepszych kaw na świecie), po ekologiczne odmiany z Meksyku. I oczywiście pączki. Od tradycyjnych i według mnie najlepszych, bez dodatków, po niespodzianki z bitą śmietaną, kremem waniliowym, ajerkoniakowym, czekoladą. Wszystko świeże, delikatne, niestety znika w mgnieniu oka, więc trzeba pojawić się dość wcześnie i uważać, by nie zatracić się aż do odgryzienia trzymających złote ciacho palców. W dodatku wszystko nieprawdopodobnie tanie. Za trzy dolary mozna zjeść pączka, wypić małą kawę, spróbować doga dać się na migi

z miłą sprzedawczynią i na ogół bez problemów z „Angelenos” obiecujących sobie na głos, że dietę zaczną od jutra. I tym oto sposobem, na pierwszy ząb udało sie nam zaliczyć jedne z najbardziej „amerykańskich” atrakcji północnej części aglomeracji Miasta Aniołow. Następnym razem poznamy kuchnię prawdziwych Angelenos, czyli Latynosów, którzy po 150 latach coraz mocniej przypominają, że Kalifornia narodziła się jako hiszpańska kolonia. A będzie to opowieść pełna zaskakujących smaków…

Jeśli już jesteśmy w Burbank, nie możemy ominąć miejsca, w którym doznałam olśnienia, że mimo wszystko amerykańska kuchnia na szybko może porywać i zachwycać. A dokonało się ono nad lekkim jak chmurka bohaterem niemal wszelkich scen filmowych, rozgrywających się na komendach policji USA. Tak, domyślacie się, nad pączkiem z dziurką. Nad opiewanym w kinematografii bohaterze drugiego planu, nieśmiertelnym i nieodzownym elemencie każdej produkcji filmowej, zwanym tu doughnut, vel donut. A wszystko to wina zbyt długiego

...bo jakość ma znaczenie lounge 45


Design by Young | Klub The Eve | 28.02.2013 Warszawa fot: Maja Witt

potrzebujesz fotografa na imprezę? odezwij się do nas!

(12) 633 77 33 / info@loungemagazyn.pl 46

lounge ...bo jakość ma znaczenie


FOT. ROBERT BEDNARCZYK / LOUNGE, MODELKA: KLAUDIA K. / REKLAMEX, STYLIZACJA: MONIKA GĄSIOREK-MOSIOŁEK / LOUNGE, MAKIJAŻ: KAROLINA CICHOŃ / FLUX ART koszula: Zara, okulary: Dolce&Gabbana / optyk-kowalczyk.pl, spodnie, krawat, szelki: własność stylistki

fashion


newsy

ALESSANDRA FACCHINETTI DLA TOD’S

Marka Tod’s zyskała nowego dyrektora kreatywnego. Została nim Alessandra Facchinetti. Wcześniej jej prace mogliśmy oglądać w ofercie takich domów mody, jak Valentino, Miu Miu, czy Pinko. Facchinetti nigdzie jednak nie osiadła na dłużej. Dla Tod’s projektantka ma stworzyć damską kolekcję oraz zaprezentować ją we wrześniu na Tygodniu Mody w Mediolanie. Miejmy nadzieję, że klasyczne, znane z wygody mokasyny, z których słynie Tod’s, będą jeszcze piękniejsze!

CZERWONA PODESZWA I… TATUAŻE

Dobra wiadomość dla fanów tatuaży! Dzięki inicjatywie marki Christian Louboutin, będzie można stworzyć swoja własna parę butów, zainspirowaną tatuażami. Usługa dostępna jest już w butikach w Paryżu, Londynie i Nowym Jorku. By stworzyć własną parę Louboutinów, wystarczy umówić się na wizytę, zaprezentować swój tatuaż, a następnie wybrać model, kolor i materiał butów.

WRANGLER DENIM SPA

Wiosną czeka na nas prawdziwa rewolucja w kwestii dżinsów. Wszystko za sprawą nowej kolekcji Wrangler Denim Spa, składającej się z modeli spodni nawilżających skórę podczas noszenia. Dżinsy dostępne są w trzech wersjach, mających kojące działanie dla skóry. Poza rewolucyjną techniką, Wrangler oferuje także kobiece kroje i świeże letnie kolory, takie jak błękit indygo, czy zielone jabłko.

LOOKBOOK NOWYCH MODELI BUTÓW HADES I KOLEKCJI BIŻUTERII MARKI AMBLUE DESIGN

Nowe modele butów amerykańskiej marki hades już w Polsce! Premierze towarzyszy sesja zdjęciowa, łącząca zdjęcia butów, wraz z rockową biżuterią marki Amblue Design. Obuwie charakteryzuje połączenie skóry i tkanin oraz metalowe elementy, więc świetnie wygląda w towarzystwie odważnych dodatków. Powstała sesja będzie wiosennym lookbookiem marki.

EVA MENDES DLA VOGUE EYEWEAR

H&M „CONSCIOUS”

Od 25 marca w sklepach sieci H&M będziemy mogli kupić ubrania w 100% przyjazne środowisku. Ekologiczna kolekcja nosi nazwę Conscious. W ubraniach dominują motywy kwiatowe – a więc nie tylko służą środowisku, ale również się z nim sympatycznie kojarzą. H&M proponuje jeszcze więcej - swoją starą odzież będziemy mogli wymienić na promocyjny voucher do wykorzystania w sklepie. 48

lounge ...bo jakość ma znaczenie

W najnowszej kampanii reklamowej Vogue Eyewear oglądamy znaną aktorkę Evę Mendes. Kolekcja obejmuje okulary korekcyjne oraz przeciwsłoneczne. Jest inspirowana stylem podróży lotniczych i lotniskowych poczekalni. Twórcą zdjęć był sam Mario Testino, który sfotografował aktorkę w scenerii Hollywood. Modne okulary o wyrazistych oprawkach, zjawiskowa uroda Mendes, słoneczna Kalifornia - zachęcają nas do odwiedzenia salonu optycznego.


newsy

POLSKI HARPER’S BAZAAR JUŻ W SPRZEDAŻY!

Wreszcie doczekaliśmy się pierwszego numeru polskiej edycji miesięcznika Harper’s Bazaar. Z pewnością dla wielu Polek była to od dawna oczekiwana data, bowiem Harper’s Bazaar należy do światowej czołówki magazynów o modzie. W numerze historia magazynu, prezentacja trendów na nadchodzący sezon, przygotowana przez Carine Roitfeld (szefowa działu mody wszystkich edycji) oraz wiele wywiadów, m.in. z Tomem Fordem. Cena magazynu wynosi 11,90 zł. No cóż, od teraz dochodzi kolejna pozycja do comiesięcznych wydatków.

MARC JACOBS KRADNIE POMYSŁY?

Węgierska blogerka modowa - Angel Barta, zdobywa coraz większą popularność w mediach za sprawą afery, w którą uwikłany jest słynny projektant mody, Marc Jacobs. Dziewczyna zapewnia, iż Marc Jacobs od 5 lat bezkarnie używa jej projektów. Barta twierdzi również, iż projektant otwarcie przyznający się do homoseksualizmu, miał z nią romans. Historia najprawdopodobniej nie ma pokrycia w rzeczywistości, choć kilka lat temu faktycznie doszło do spotkania tej dwójki. Czekamy na odpowiedź projektanta...

THIERRY MUGLER ZRYWA KONTRAKT Z PISTORIUSEM

Ze względu na zarzut morderstwa swojej partnerki - modelki Reevy Steenkamp, paraolimpijczyk Oscar Pistorius nie będzie już twarzą marki Thierry Mugler. Sportowiec reklamował perfumy marki Thierry Mugler od 2011 roku. Na wieść o postawionych Pistoriusowi zarzutach, marka Nike również rozwiązała podpisany kontrakt.

PREMIERA KOLEKCJI ANTIPODIUM DLA ASOS

Brytyjska marka Antipodium staje się coraz bardziej popularna na Wyspach i za granicą. Prawdziwym hitem jest kolekcja obuwia dla sklepu internetowego Asos. Obuwie o geometrycznych kształtach, stylistyką nawiązuje do mody lat 60-tych. Fanki płaskich butów jak i szpilek na pewno znajdą w kolekcji coś dla siebie!

MARCIN TYSZKA DLA DENI CLER - KAMPANIA SS 2013

Wiosenna kampania Deni Cler powstała dzięki współpracy z Marcinem Tyszką i holenderską modelką, Sophie Vlaming. Fotograf ma na koncie pracę dla najważniejszych światowych magazynów o modzie, nic więc dziwnego, iż efekty w pełni oddają esencję marki. Najnowsza kolekcja Deni Cler łączy w sobie kobiecość, niewymuszoną elegancję i minimalizm, czego dopełnieniem jest świetna sesja zdjęciowa. Udana sesja może okazać się początkiem dłuższej współpracy z polskim fotografem.

WIELKIE OTWARCIE SKLEPU & OTHER STORIES

Marka H&M prężnie się rozwija. Już 8 marca w sercu Londynu wielkie otwarcie sklepu & Other Stories, będącego ekskluzywną wersją H&M. W dwupoziomowym budynku przy Regent Street będziemy mogli zaopatrzyć się w ubrania, biżuterię a nawet dodatki do domu. newsy oprac. KATARZYNA TARABUŁA, ANASTAZJA MOŁODECKA zdjęcia: materiały promocyjne ...bo jakość ma znaczenie lounge 49


wydarzenia

Modowe K alendarium Marzec 2013

proj. Anna Walicka

Marzec jest zawsze ekscytującym miesiącem, przede wszystkim ze względu na nadejście długo wyczekiwanej wiosny. W sklepach pojawiają się nowe kolekcje i premiery ciekawych kolaboracji, jak na przykład Brick Lane Bikes dla H&M czy Rihanna dla River Island. Wyprzedaże, co prawda, już za nami, ale dzięki Designer Sample Sale, to właśnie w marcu możemy kupić kreacje słynnych polskich projektantów, w bardzo przystępnych cenach. Niecierpliwie czekam również na pokaz kolekcji Gosi Baczyńskiej i Łukasza Jemioła, który odbędzie się w Silesia City Center, w ramach akcji Silesia Fashion Look. // KATARZYNA TARABUŁA

Designer Sample Sale 14.03 | Cała Polska

Premiera Brick Lane Bikes dla H&M 07.03 | Warszawa

7 marca w salonie H&M przy Marszałkowskiej odbędzie się premiera męskiej kolekcji, stworzonej dzięki współpracy z londyńską marką Brick Lane Bikes. Kolekcja ma łączyć zaawansowaną technologicznie odzież sportową ze stylem vintage. Ubrania nawiązują do ulicznego stylu i nadają się zarówno na rower jak i do noszenia na co dzień.11 unikatowych modeli będzie dostępnych w warszawskim H&M oraz online.

Dobra wiadomość dla fanów polskiej mody! 14-go marca 40 polskich projektantów obniża ceny swoich kolekcji o nawet 70 %. Akcja Designer Sample Sale trwa 48 godzin i jest organizowana kilka razy w roku przez sklep internetowy saltandpepper. Wśród tysiąca dostępnych kreacji każy znajdzie coś dla siebie, w dodatku za niewielką sumę.

13 marca otwiera się największe na Mazowszu centrum outletowe. Budynek został zaprojektowany i wybudowany zgodnie z zasadami ekologicznego budownictwa i jako pierwszy obiekt handlowy w Polsce już podczas budowy otrzymał certyfikat BREEM. Wśród licznych sklepów znajdziemy sportowe marki, takie jak Nike, czy Adidas oraz znane polskie i zagraniczne marki odzieżowe.

50

lounge ...bo jakość ma znaczenie

14.03 | Kraków

Fashion Show w Galerii Krakowskiej

Konkurs Cracow Fashion Awards już po raz piąty otworzy Cracow Fashion Week. 16 marca 2013 roku w Nowohuckim Centrum Kultury młodzi projektanci, absolwenci Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru zaprezentują widowni swoje kolekcje, które są świadectwem ich modowych wyborów i inspiracji. Zobaczymy projekty kreatywne, awangardowe i odważne, oraz takie, które wpisują się w bieżące tendencje i są gotowe do noszenia. Pokaz zrealizują modelki i modele z Agencji Promocji Mody REKLAMEX - współorganizatora imprezy. Wszystkie kolekcje będą surowo oceniane przez Radę Mediów i Radę Wysokich Krawców w składzie m.in Ewa Jagielska-Żak, Anna Jatczak, Ilona Kanclerz, Michał Zaczyński, Krystyna Mazurówna, Jerzy Antkowiak, Dorota Wróblewska i Monika Onoszko. Internauci będą mogli oddać swój głos na zaprezentowane kolekcje na stronie www.ksa.edu.pl od środy 20 marca od godz. 15.00 do środy 27 marca do godz. 15.00. Zarówno na zwycięzcę jak i głosujących czekają atrakcyjne nagrody.

Inspirują kreatywnością, wyznaczają trendy, a ich stylizacje śledzi codziennie tysiące osób… Podczas wiosennego Fashion Show 15-17 marca, na profesjonalnym wybiegu w sercu Krakowa, obok modelek zaprezentują się małopolskie blogerki modowe. Dodatkową atrakcją będzie możliwość zobaczenia specjalnie przygotowanych dla Galerii Krakowskiej stylizacji, stworzonych przez najbardziej znane blogerki – AlicePoint i Jessicę Mercedes. Weekend ten będzie niezwykłą okazją do zapoznania się z najnowszymi kolekcjami.

Cracow Fashion Week to także szereg znakomitych imprez. Poza konkursem dla młodych projektantów czeka nas kilka pokazów, wykłady znanych osobistości ze świata mody, wystawy fotografii, warsztaty projektowania mody i biżuterii, konferencja blogerów modowych, swap i Targi Dizajnu oraz pierwszy w Krakowie bieg na szpilkach w ramach imprezy urodzinowej Galerii Kazimierz. Szczegółowy harmonogram wydarzeń będzie można prześledzić na stronach www.ksa.edu.pl i www.cracowfashionweek.com oraz na blogu www.ksavery.wordpress.com.

Otwarcie Factory Warszawa Annopol 15-17. 03 | Kraków 13.03 | Warszawa

Cracow Fashion Week


świat mody

Bangkok, tętniąca życiem i nieustającą energią stolica Tajlandii, jest miastem o wielu twarzach. Niewątpliwy urok tego miejsca, odwiedzanego tłumnie przez turystów o każdej porze roku, polega przede wszystkim na różnorodności i nieograniczonych możliwościach wyboru. Właściwie każdy może znaleźć tu coś dla siebie. Zakupy na każdą kieszeń, zabytki i świątynie, ciekawa architektura, życie nocne i wyśmienita kuchnia – to tylko niektóre z licznych atrakcji miasta.

BANGKOK

Nie tylko seks N

ocne kluby i ich egzotyczne oferty od lat przyciągają tu amatorów cielesnych uciech i mocnych wrażeń, o jakie niełatwo w innych częściach świata. W powszechnej świadomości, Bangkok kojarzony jest przede wszystkim z seksem i dobrą zabawą. Istnieje jednak inna strona miasta, dla wielbicieli mody równie atrakcyjna i warta ciągłego odkrywania. W ostatnim czasie pojawiło się tu wielu młodych projektantów, którzy zaskakują swoją kreatywnością i odważnymi pomysłami. Powoli zmieniają oni oblicze Bangkoku i przekształcają jego scenę modową w jedną z kolejnych atrakcji miasta.

IMPERIUM MODY

a skończywszy na nowoczesnych salonach fryzjerskich i ekskluzywnych restauracjach. Siam Center to więcej niż kolejna galeria handlowa, to miejsce, gdzie moda spotyka się ze sztuką, muzyką i architekturą. To unikalna platforma łącząca ze sobą różne dyscypliny, miejsce jakiego w Bangkoku jeszcze nie było. Na obszernych czterech piętrach znajdują się: Fashion Avenue, Fashion Galleria, Fashion Visionary oraz Food Factory, każde z nich posiada indywidualny styl i charakter, osobną kolorystykę i oświetlenie. Inspiracją dla nowoczesnego centrum była nowojorska dzielnica SoHo - kolebka wielu innowacyjnych rozwiązań ciesząca się niezmienną popularnością zarówno wśród turystów, jak i stałych mieszkańców Nowego Jorku. Dzielnica, w której można znaleźć prawdziwą mieszankę kultur i inspiracji w zakresie mody, sztuki i technologii. Podobnie ma być w Siam Center - wszystkie trendy mają mieścić się pod jednym dachem i być w zasięgu ręki.

Mój sposób na odkrywanie stolicy Tajlandii, to pobyt za każdym razem w innej dzielnicy miasta. Dzięki temu poznaję wiele ciekawych zakątków, które leżą poza głównym szlakiem turystycznym i o których rzadko czyta się w przewodnikach. Jest jednak kilka miejsc, które odwiedzam podczas każdej wizyty w tej tętniącej życiem metropolii.

SZTUKA

Jednym z nich jest otwarte w styczniu (po generalnej renowacji) centrum handlowe Siam Center. Można znaleźć tu wszystko, począwszy od ciekawych butików tajskich projektantów,

W ambitnych planach właścicieli jest organizacja regularnych koncertów oraz imprez promujących miejscowych artystów. Obecnie w Siam Center odbywają się dwie ciekawe wystawy: I Love Siam Dolls, przedstawiająca lalki zaprojek-

towane przez czterdziestu tajskich celebrytów oraz Anatomy of Black - kolekcja ubrań legendarnych japońskich projektantów (Comme des Garcons, Yohji Yamamoto, Issey Miyake) oraz ich młodszych tajskich kolegów takich jak Theatre, Playhound i Wonder Anatomie. Jak wskazuje ...bo jakość ma znaczenie lounge 51


moda na świecie

Wystawa Pop Art | Fot. Siam Center

Wystawa I Love Siam Dolls’ | Fot. Eva Fydrych

sam tytuł wystawy, wszystkie prezentowane stroje są w kolorze czarnym. Wyeksponowane są one w oryginalnych przezroczystych kulach i towarzyszy im seria inspirujących cytatów o stylu i modzie.

innymi japoński artysta Hirotoshi Sawada znany ze spektakularnych instalacji w najlepszych hotelach i centrach handlowych na świecie.

Jednak wystawy i możliwość obcowania ze sztuką to nie wszystko, co czeka na odwiedzających Siam Center. Wiele butików ma niezwykle ciekawe wnętrza, które same mogłyby służyć jako galerie sztuki. Każdy sklep jest inny i posiada charakterystyczny dla siebie styl. Właściciele wręcz prześcigają się w oryginalności i nowatorskich pomysłach. Do zaprojektowania wnętrz Siam Center zaproszeni zostali światowej klasy projektanci, między

Najnowsza technologia zajmuje niesłychanie ważną pozycję w Siam Center. W realizację projektu zainwestowano ogromną sumę pieniędzy na skalę niespotykaną dotąd w Tajlandii. Bangkok ma bowiem ambicję stać się pierwowzorem supernowoczesnego centrum, gdzie zakupy będą wyglądały jak rodem z filmów science fiction. W Siam Center zainstalowano około 500 najnowocześniejszych ekranów LED. Podłogi,

MODA I TECHNOLOGIA

ściany i sufity ożywają pod wpływem interakcji, zmieniają kolory, wyświetlają niezbędne informacje w zabawny i często zaskakujący sposób. Zrezygnowano tu z tradycyjnych plakatów i billboardów na rzecz nowatorskich rozwiązań i eksperymentów z nowinkami technicznymi. Aplikacje takie jak „Digital Stylist” i „Digital Closet” pozawalają na konsultacje ze stylistką, uzyskanie informacji o najnowszych trendach z wybiegów mody, a nawet wirtualne mierzenie ubrań. Podświetlane schody, cyfrowa mapa centrum oraz specjalne pokazy laserów i technologii 3D to kolejne niespodzianki czekające na wielbicieli mody, zakupów i elektronicznych gadżetów w Siam Center.

Wystawa Anatomy of Black | Fot. Siam Center

ZAKUPY PRZYSZŁOŚCI W planach na przyszłość są także pokazy mody, huczne otwarcia nowych sklepów i wizyty światowej sławy osobistości ze świata mody, muzyki i filmu. „W Tajlandii często słyszało się o planach zrobienia z Bangkoku kolejnego wielkiego centrum handlowego, które mogłoby konkurować z Nowym Jorkiem, Londynem, czy Hongkongiem. Dzięki nowoczesnym inwestycjom w Siam Center, teraz to my będziemy przykładem za którym będą podążać inne kraje.” - podsumowuje pani Chadatip Chutrakul, przewodnicząca firmy Siam Piwat odpowiedzialnej za nowatorskie zmiany w Siam Center EVA FYDRYCH www.fashionstudiomagazine.com 52

lounge ...bo jakość ma znaczenie


...bo jakoĹ&#x203A;Ä&#x2021; ma znaczenie lounge 53


Anita Szewczyk

Projektantka kobiecej sylwetki Młoda, zdolna i wytrwała w dążeniu do sukcesu. Jej projekty to kwintesencja kobiecości, które na nowo podkreślają nasze kształty. Anita Szewczyk, krakowska projektantka, opowiada o swoich początkach, dwóch kolekcjach, pracy jako stylistka i planach na przyszłość.

Zawsze wiedziałaś, że chcesz zajmować się modą? - Projektowanie ubrań zawsze było moją pasją. Już jako nastolatka szyłam sukienki z obrusów i robiłam buty z papieru. Ale dopiero pewne możliwości, które pojawiały się na mojej drodze spowodowały, że zaczęłam widzieć perspektywy. Kiedy moje projekty zaczęły się sprzedawać poczułam mobilizację i chęć do dalszego tworzenia. Na pewno pierwszym większym krokiem był początek współpracy z galerią młodych projektantów IdeaFix Concept 54

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Store w Krakowie, potem pierwszy autorski pokaz, nie dawno drugi i wszystko zaczyna się powoli rozwiać.

To prawda, że zanim zaczęłaś projektować, pracowałaś jako stylistka? Uważasz, że można jednocześnie zajmować się obiema rzeczami? - Pracowałam jako osobista stylistka i myślę, że połączenie obu zawodów zdecydowanie ze sobą współgra, kiedy ubieram klientki w swoje

projekty bardzo często doradzam im co do tego dopasować.

Dla jakiej kobiety przeznaczone są Twoje kreacje? - Moje projekty kieruję do kobiet odważnych, które lubią się wyróżniać. Stawiają na kobiecość, unikatową formę i wygodę. Lubią klasykę ale w bardziej oryginalnym wydaniu, chcą się ciekawie ubrać, a nie przebrać.


‘‘ Posiadasz wykształcenie w kierunku projektowania mody? Uważasz, że jest ono niezbędne w pracy projektanta ubioru? - Nie ukończyłam projektowania ubioru, studiuję architekturę wnętrz i zarządzanie. Moda zawsze była moją pasją, więc chodziłam na kursy krawieckie i dużo czytałam. Nie jest tak, że nie potrzebujemy edukacji w tym kierunku. Warsztat krawiecki jest niezbędny, a cała reszta to przede wszystkim wyobraźnia i kreatywność. Szkoły projektowania są dobre dla ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę, uczą się rysować, projektować i szyć.

Jak oceniasz rynek mody w Polsce? - Rynek mody w Polsce zdecydowanie się rozwija. Coraz więcej słyszy się o nowych projektantach, jest coraz więcej programów telewizyjnych o modzie, konkursów modowych, dzięki którym można się sprawdzić. Od dawna śledzę modę za granicą. Cieszy mnie to, że staramy się na nich wzorować. Ewa Minge, niewątpliwie jest dla nas powodem do dumy, odnosi sukcesy za granicą i jest doceniana, jak również: Maciej Zień, Krzysztof Stróżyna, czy Łukasz Jemioł. Myślę, że to wszystko napędza artystów do rozwoju i daje wiarę, że każdemu może się udać.

projektanci

Zdecydowanie brakuję nam odwagi, by się wyróżnić. Kobiety wybierają biurową klasykę, studentki wygodny sportowy strój.

‘‘

Myślisz o projektowaniu jak o pracy zarobkowej, czy bardziej traktujesz to jak dodatkowe zajęcie? - Na początku wydawało mi się to bardzo trudne do zrealizowania, ale z czasem staje się coraz bardziej możliwe. Chciałabym tego i póki co, wszystko jest na dobrej drodze.

Co Cię najbardziej inspiruje do tworzenia kolekcji? - Inspirację czerpię przede wszystkim ze sztuki. Malarz Jonas Gerard w swoich abstrakcyjnych obrazach łączy kolory w niewiarygodnie ciekawy sposób. Inspirują mnie również podróże, którą także są moją pasją, Przywożę z nich unikatowe tkaniny, fotografie rożnych miejsc i ludzi.

Jest jakieś miejsce na świecie, które Cię szczególnie inspiruje? - Mam kilka takich miejsc. Paryż, ulubione miasto artystów i projektantów, niewątpliwie jest bardzo inspirujące. Lubię jednak odkrywać, odwiedzać nowe miejsca. Havana na Cubie, to miasto bardzo mnie zachwyciło, jest dla mnie magiczne, pełne energii i na pewno budzące natchnienie.

Planujesz otwarcie swojego butiku? - Na razie moje rzeczy można kupić w Idea Fix przy ul. Bocheńskiej w Krakowie. Autorski butik znajduje się na liście planów na przyszłość, ale nie zamierzam się z tym spieszyć.

Czy twórczość któregoś z projektantów wywarła na Tobie szczególny wpływ? - Coco Chanel, jej biografię pierwszy raz przeczytałam dawno temu. Myślę, że to ona wywarła na mnie największy wpływ. Jej twórczość, determinacja były właśnie tym, na czym się wzorowałam.

Jak oceniłabyś styl mieszkańców Krakowa? - Zdecydowanie brakuję nam odwagi, by się wyróżnić. Kobiety wybierają biurową klasykę, studentki wygodny sportowy strój. Jednak mimo wszystko coraz częściej zauważam osoby, które wyglądają naprawdę świetnie. Studiuję w Warszawie i mam okazję przyjrzeć się również, jak ubiera się stolica i z bólem w sercu muszę stwierdzić, że zdecydowanie dziewczyny są bardziej odważne, nie boją się kolorów i fasonów. Podkreślają kobiecość i chcą się wyróżniać. Rozwijamy się, stajemy się coraz bardziej odważni w kwestii mody, ale niestety jesteśmy nadal w tyle w porównaniu do innych europejskich miast, takich jak Londyn czy Paryż.

Jakie są Twoje najbliższe plany związane z karierą? - W październiku planuję następny pokaz, który stworzę wspólnie z projektantką nakryć głowy - Marią Magdaleną. Chcemy pokazać, jak nosić nakrycia głowy zarówno do kreacji dziennych, jak i wieczorowych.

...bo jakość ma znaczenie lounge 55


projektanci

Jest jakaś część garderoby, którą najbardziej lubisz projektować? Patrząc na Twoje kolekcje widać, że zdecydowanie przeważają sukienki. - To prawda, lubię je projektować, ponieważ dobrze skrojona i ciekawa sukienka nie wymaga czasochłonnej stylizacji, ładne szpiki, torebka i często nic więcej nie trzeba. Jednak nie ograniczam się w żaden sposób projektuję także kombinezony, tuniki, spodnie. Mogę zdradzić, że w mojej nowej kolekcji pojawią się smokingi, które niewątpliwie są hitem na nadchodzącą wiosnę.

Projektujesz również na indywidualne zamówienia klientów? - Tak i bardzo lubię tego typu projekty. Poznaję kobietę jej gust, sylwetkę, wtedy mogę stworzyć specjalnie coś dla niej. Wybieramy razem materiał i kolor. Cały proces tworzenia nie jest krótki ale daje dużą satysfakcje. Klienci owszem czasem się obawiają, ponieważ tak naprawdę nie wiedzą co z tego wyjdzie, łatwiej jest iść sklepu i kupić coś co widzimy. Jednak mam nadziję, że będzie to coraz bardziej doceniane.

Jaki jest twój ulubiony trend na sezon wiosna/lato 2013? Możemy dodać to pytanie, bo jest fajne. - Moje ulubione trendy na wiosnę/lato 2013 to zdecydowanie falbany w wydaniu XL najbardziej urzekły mnie projektach Chole i Gucci, smoking w wydaniu Lanvin rewelacja, szachownica która zdominowała kolekcje Louisa Vuittona jest również jednym z moich ulubionych trendów. 56

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Rozmawiała MONIKA GĄSIOREK-MOSIOŁEK [zdjęcia: archiwum projektantki]


street style

Street Style wedlug

Best

d n a l o P d e rD ess

W

ydawać by się mogło, że zimą polskie ulice są szare i ponure. Nic bardziej mylnego! Spotykamy w Krakowie osoby, których zimowa aura nie zraziła do ubierania się oryginalnie, stylowo i zgodnie z najnowszymi trendami. Pokazujemy, jak ciekawie można łączyć trendy, zachowując jednocześnie swój indywidualny styl. W tym sezonie królował burgund we wszystkich możliwych konfiguracjach. Zobaczcie, jak prezentuje się w zestawieniu z równie modną parką, skórzanymi szortami i mocnymi butami w ćwieki. Największym wyzwaniem zimą są jednak mrozy. Dlatego wyjątkowo dobrze został przyjęty przez polskie ulice trend futrzanych kamizelek. Chętnie noszone są one we wszystkich rozmiarach i kolorach. Prezentują się dobrze w stylizacjach zarówno rockowych, jak i tych ultra kobiecych.

Czasami do bycia modnym wystarczy zaledwie dodatek, jak buty fluorescencyjne lub znaleziony w szafie beret sprzed kilku sezonów, który nada stylizacji tak pożądany w tym sezonie militarny charakter. Nie trzeba podążać za trendami, żeby dobrze wyglądać i wyróżniać się z tłumu. Dobry vintage zawsze jest w modzie. 58

lounge ...bo jakość ma znaczenie


N TITLE o

fotograf: Maciej Bernas asystent: Arkadiusz Szczudlo modelka: Nicole / Wave Models stylista: Wojciech Szymański make up + hair: Dorota Kumosińska

zbroja: Alicja Czarniecka biżuteria: TOPSHOP

60

lounge ...bo jakość ma znaczenie


sukienka: Alicja Czarniecka buty: TOPSHOP biżuteria: LEWANOWICZ

...bo jakość ma znaczenie lounge 61


spódnica i gorset: TOPSHOP korona: Paulina Nowak biżuteria: LEWANOWICZ buty: ZARA

62

lounge ...bo jakość ma znaczenie


legginsy i kurtka: Alicja Czarniecka biżuteria: LEWANOWICZ gorset: TOPSHOP buty: ALDO

...bo jakość ma znaczenie lounge 63


żakiet: Wojciech Szymański spodnie: TOPSHOP buty: ALDO biżuteria: LEWANOWICZ

64

lounge ...bo jakość ma znaczenie


sukienka: Paulina Nowak biżuteria: TOPSHOP aureola: Paulina Nowak buty: TOPSHOP

...bo jakość ma znaczenie lounge 65


kampania Będę doskonała fot. Anna Powierża

a d w a r P a ł a C

! e z i s s u l p o

Temat modelek plus size wciąż zawiera wiele sprzeczności i traktowany jest po macoszemu. Agnieszka Czerwińska, właścicielka agencji modelek i modeli plus size No Body’s Perfect, opowiada całą prawdę o kryteriach, jakie muszą spełnić potencjalni kandydaci, gdzie leży granica między typową modelką i modelką plus size, a także końcu anorektycznego kanonu piękna. Jak narodził się pomysł na stworzenie agencji modelek plus size? - Pomysł zrodził się pięć lat temu i wynikał on z chęci rozwoju rynku plus size w Polsce. Miał on również podłoże osobiste, mianowicie jako osoba posiadająca ówcześnie wielokilogramowy nadbagaż, chciałam, aby w Polsce były

66

lounge ...bo jakość ma znaczenie

dostępne ubrania w większych rozmiarach, tak jak ma to miejsce za granicą. Jak oceniłaby Pani zainteresowanie w Polsce modelkami o pełniejszych kształtach? - Dopóki media nie przestaną ludziom kodować, że modelka plus size to zaniedbana,

otyła kobieta, dopóty ten rynek będzie się tak powoli rozwijał. Żyjemy w przekonaniu, że po ulicach chodzą same szczupłe, idealne kobiety. Tymczasem, nie ma ludzi idealnych, a na naszych ulicach najwięcej pań nosi rozmiary od 38 do 42. Na szczęście, zrozumiały to sklepy sieciowe, dzięki czemu coraz częściej


mają w swoim asortymencie większe rozmiary. Co za tym idzie, zwiększa się zainteresowanie modelkami plus size do prezentacji większej garderoby. Modelek plus size najczęściej potrzebują magazyny o modzie, firmy odzieżowe czy projektanci na pokazy mody? - Na pierwszym miejscu znajdują się firmy bieliźniarskie i pończosznicze. Jest to dział, który jako pierwszy w Polsce tak mocno rozwinął linie dla większych rozmiarowo kobiet. Zresztą - cudze chwalimy, a swego nie znamy. Rodzime firmy produkujące bieliznę są znanymi i cenionymi markami w całej Europie. Od stycznia tego roku wiele magazynów kobiecych prezentuje modę dla pań w rozmiarach 38-42, stąd też coraz większe zainteresowanie takimi modelkami. Na samym końcu uplasowali się projektanci mody. Mam wrażenie, że zamykając się w swoich pracowniach, nie dostrzegają potrzeb kobiet większych niż te, które widujemy na pokazach. Niektórzy nie chcą nawet słyszeć o projektowaniu linii dla plus size. To jakaś ujma, czy brak umiejętności zaprojektowania ubrania dla bardziej problematycznych sylwetek? Jakie kryteria musi spełniać modelka plus size? - Różnica pomiędzy modelką kanonową a plus size jest tylko w obwodach ciała. Większe obwody przy zachowaniu odpowiednich proporcji, wzrost powyżej 173 cm, fotogeniczność, zadbane ciało, włosy. Nie ma mowy o epatowaniu otyłością. Gdzie leży granica między ‚tradycyjną’ modelką, a modelką plus size? - Na całym świecie przyjęte jest, że modelkami plus size uznawane są modelki powyżej rozmiarów, jakie widujemy na kanonowych pokazach mody, czyli od 38/40 do 44/46. Często czytam opinie w stylu: Noszę rozmiar 38 i nie jestem żadnym plus size. Samo określenie plus size dotyczy tylko i wyłącznie modelek. W modelingu rozmiar 38 jest już plus size, natomiast wszyscy wiemy, że w tym rozmiarze mamy do czynienia ze szczupłą i atrakcyjną kobietą. Plus size nie ma nic wspólnego z puszystością, otyłością czy nawet rozmiarem xxl – co bardzo często zostaje zamiennie określone na większy rozmiar.

Jak powinna wyglądać dieta modelki plus size? - Jak każdej innej, zdrowo odżywiającej się kobiety. Czyli posiłki pięć razy dziennie, wyeliminowanie białego pieczywa, produktów przetworzonych i wysokoenergetycznych. Zmniejszenie ilości cukru oraz picie dużej ilości płynów. Wysiłek fizyczny i uśmiech na twarzy. To prawda, że modelki plus size zazwyczaj są starsze od chudych koleżanek z branży? - Tylko w Polsce spotkałam się z niepełnoletnią modelką plus size. Modelka plus size pracuje swoim ciałem. Świadomość swojego ciała, seksualności, posiadają dorosłe kobiety, więc nie wyobrażam sobie, aby np. piętnastolatka pozowała w bieliźnie. Najstarsza modelka w mojej agencji ma 63 lata i proszę mi wierzyć, chodzi w spódniczkach mini i aż kipi od niej seksapilem. Uważa Pani, że wychudzone modelki w końcu znikną z wybiegów? - Wychudzone - tak. Szczupłe - nie. Te dwa pojęcia należy odróżnić. Od dziesiątek lat bardzo szczupłe modelki brały udział w pokazach mody. Nie oszukujmy się, zaprojektowanie ubrania na szczupłą modelkę jest o wiele łatwiejsze, niż na modelkę plus size. Nie ma obłości, krągłości ani sylwetki jabłka czy gruszki. Kwestia ekonomiczna też jest ważna - mniej zużytego materiału to oszczędności. Modelka z założenia ma prezentować ubranie, a nie odwracać od niego uwagę. Współczesny kanon piękna podąża w kierunku powrotu do krągłości? - Z tymi kanonami piękna to jest różnie. Wszystko ewoluuje i zależy od miejsca zamieszkania. Są miejsca, gdzie krągłości są wręcz nieodzowne i świadczą o płodności, urodzaju i kobiecości. W innych

miejscach od wiek wieków pożąda się wyłącznie filigranowych kobiet. Ważne jest, aby nie promować skrajności, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Często spotyka się Pani z zarzutami, że modelki plus size promują niezdrowy tryb życia? - Bardzo często! Szczególnie kiedy media pokazują złe przykłady. Portale plotkarskie żywią się często fikcją i sensacją. Wyjście modelki większej niż plus size przyciąga media. Ludzie żywo komentują, naśmiewają się i wrzucają do jednego worka z prawdziwymi modelkami plus size. Wyjście modelki w rozmiarze 42 nie jest żadną sensacją, ot zwykła kobieta, taka jak na ulicy. Po co więc pokazywać stan faktyczny, tylko sensacja daje odpowiednią klikalność. Akcja społeczna Będę Doskonała, którego autorką jest Anna Ładny, a moja agencja organizatorem, w jednym ze swoich punktów chce odczarować plus size w Polsce. Jest to wieloaspektowy projekt. Afirmuje do dbania o siebie, do rozwoju, do badania się, ale przede wszystkim Będę doskonała - dla siebie samej, a nie pod wpływem presji społecznej. Dlaczego top modelki plus size, takie jak Crystal Renn, mimo sukcesów, decydują się na utratę wagi? - Być może wynika to z faktu nieakceptowania siebie. Nie każda modelka plus size akceptuje swoje ciało. Do tego dochodzą kontrakty, duże pieniądze, reklamy. Dążenie do wyimaginowanego ideału, presja społeczna – wszystko może przyczynić się do tego, że w pewnej chwili może zmienić się punkt widzenia.

Rozmawiała MONIKA GĄSIOREK-MOSIOŁEK

Modelki, mimo krągłości, mają bardzo jędrne ciało. W jaki sposób można uzyskać taki efekt? - Osobiście polecam swoim modelkom ćwiczenia ujędrniające na brzuch, pośladki i uda. Również ważną kwestią jest odpowiednie nawilżenie skóry i nawadnianie całego organizmu. Picie dużej ilości wody wpływa dobroczynnie na każdą komórkę w naszym organizmie. kampania Będę doskonała, fot. Anna Powierża ...bo jakość ma znaczenie lounge 67


trendy

2.

3.

1.

4.

5.

7.

6.

8.

9.

Postawmy na „FIT”!

Przed ważnym wyjściem, wyjątkową imprezą łatwo popaść w przesadę, dać się ponieść wyobraźni. Chcemy wyglądać lepiej niż zwykle, w efekcie jednak czujemy się jak w „przebraniu”. W imię mody katujemy się absurdalnie wysokimi szpilkami, kującymi koliami, sztywnymi gorsetami. Męczymy się z kopertówkami tak małymi, że poza pomadką nic więcej do nich nie możemy zmieścić. Wówczas warto zdać sobie sprawę, że wygoda nie musi być wrogiem piękna. Z reguły jest wręcz przeciwnie. Balerinki Giuseppe Zanotti, sandałki Miu Miu czy sukienka duetu Dolce& Gabbana, to przykłady bardzo udanego mariażu mody, szyku i naturalności.

ANASTAZJA MOŁODECKA 1. DOLCE GABBANA 2. JOANNA KLIMAS 5. GIUSEPPE ZANOTTI 6. MAISON BOINET 7. MIU MIU 68

lounge ...bo jakość ma znaczenie

3. ROBERT KUPISZ 4. SAINT LAURENT 8. TOM FORD 9. GIAMBATTISTA VALLI


Projekt dowolnej łazienki 499 zł. • kompleksowe projekty wnętrz mieszkalnych i użyteczności publicznej • projekty elewacji • projekty mebli • wizualizacje 3D • stylizacja i dekoracja • nadzór autorski • doradztwo

Szczegóły pod nr tel. 695 627 875. Oferta ważna do 31 maja 2013. Kraków, ul. Przemysłowa 13/16 biuro@living-space.pl

po

przed


trendy

Goop

Moda na zdrowie! Zbliża się wiosna. Dni stają się coraz dłuższe, cieplejsze. Przyroda podpowiada, że wkrótce zrzucimy ciepłe płaszcze i odsłonimy figury. Pora pomyśleć o tym, jak się wówczas zaprezentujemy. Projektanci dają nam jednoznaczne wskazówki. Mamy być sprawni, zdrowi, radośni! Fitness jest w modzie! 70

lounge ...bo jakość ma znaczenie


trendy

Chloe

J

eszcze niedawno na wybiegach królowały wampiry. Anemiczne modelki o martwej mimice, ubrane w czarne skóry. Moda na trupi wizerunek wynikała z pewnością z popularności książek i filmów o tematyce wampirze. Dzięki nim wampir przestał być rozumiany jako odrażający wytwór wyobraźni, a stał się istotą niebezpiecznie atrakcyjną, pociągającą, o nieludzko idealnym wyglądzie, wielkiej sile woli i tłumionych konfliktach. Piękny, skomplikowany, silny. Uległy mu kobiety na całym świecie. Przyznam, że sama po serii takich filmów kupiłam podkład o ton jaśniejszy niż zazwyczaj. Fascynacja demonicznym lookiem udzieliła się też projektantom. Przypomnijmy zeszłoroczną kolekcję Gucciego. Modelki o porcelanowych karnacjach, burgundowych ustach, martwych twarzach snuły się po wybiegu ubrane w czarne peleryny.

T

eraz era wampirów mija. Żegnamy się z królestwem ciemności, anorektyczną chudością, anemiczną cerą i bólem istnienia. Odkładamy trupie podkłady i krwistoczerwone pomadki. Jeszcze kiedyś się pewnie przydadzą, na dzisiaj jednak mamy inne plany. Witajcie rumieńce, pastelowe kolory, promienne uśmiechy. Pokazujemy umięśnione, zdrowe ciała. Pozwalamy wiatru rozwiać nasze włosy. Uśmiechamy się.

K

ult zdrowia i pogody ducha udzielił się nawet największym buntownikom. Alexander Wang w najnowszej kolekcji do tradycyjnej czerni dodał białe elementy. U Balmain na typowej dla projektanta sylwetce o szerokich ramionach pojawiły się wesołe kolory - żółty, niebieski.

Chloe Rick Owens, znany z miłości do czerni i skór, w kolekcji „ready to wear” wiosna 2013 pokazał się od innej strony - na wybiegu widzieliśmy długie suknie w metalicznych kolorach.

U

pozostałych projektantów wiosna triumfuje całkiem bezwstydnie. Królują radość życia, witalność, motywy kwiatowe, barwne makijaże. Niekwestionowany lider kolorów, Marni na wiosnę pokazuje to, na czym się zna najlepiej – prawdziwy kalejdoskop barw i wzorów. Widzimy kropeczki, krateczkę, dyskretne makijaże z delikatnymi rumieńcami.

M

oda na zdrowie wyraża się również nowym stosunkiem do wygody. Wcześniej akceptowałyśmy, że za dobry wygląd musimy zapłacić pewną dozą cierpienia: odciskami, bólem kręgosłupa… Chcąc pięknie wyglądać, ubierałyśmy obcisłe, bandażowe suknie i 20centymetrowe szpilki. W efekcie po godzinie chodzenia po „kocich łbach” krakowskiego Rynku w myślach przeklinałyśmy presję mody i własną próżność. O ile lepiej byśmy się bawiły, mogąc swobodnie się poruszać, nie bojąc się potknięcia i spektakularnego upadku. Jedynym pocieszeniem mogło być wówczas oglądanie zdjęć perfekcyjnie i seksownie ubranej Victorii Beckham czy ekstrawaganckiej Lady Gagi. Jak one musiały cierpieć! A co czuła Jennifer Lawrence, która przewróciła się odbierając tegorocznego Oskara? Wolimy nawet nie wiedzieć!

T

eraz projektanci podpowiadają nam, że możemy być atrakcyjne, ponętne, szykowne i jednocześnie niczym nieograniczone. Rów-

nie eleganckie jak szpilki okazują się balerinki czy nawet mokasyny. Na ostatnich pokazach Chloe modelki do eleganckich, zwiewnych sukni nosiły minimalistyczne, białe sandałki na płaskim obcasie. Gdy pojawiają się obcasy, to na szerokim słupku. Widzimy szersze fasony spodni, bluzy w stylu eleganckiej wersji dresu. Jednym słowem, wszystko w czym będziemy swobodne i spontaniczne. Nawet tacy wielbiciele klasyki, jak Chanel, sprowadzają modelki na ziemię i do eleganckich kreacji proponują obuwie na niskim słupku.

M

oda na zdrowie przekłada się nie tylko na ubrania, ale i na cały styl życia. Widać to na przykładzie celebrytów. Modelki rzucają nałogi, gwiazdy zaczynają uprawiać sport. W mediach występują trenerzy i dietetycy gwiazd. Udzielają porad, kreują modę na fitness. Zdrowe życie przestało być nudnym obowiązkiem narzucanym przez lekarzy. Stało się stylem, którym możemy się chwalić. W dobrym tonie stało się bieganie, chodzenie na siłownię, ekologiczne produkty i samodzielne przygotowywanie zrównoważonych posiłków. Znane osoby zaczynają pokazywać nam, co i jak gotują. Gwyneth Paltrow prowadzi kulinarnego bloga oraz wydała książkę kucharską. W Internecie możemy obejrzeć, co znana blogerka Chiara Ferragani ugotowała na kolację walentynkową, i poczytać, jakie sporty uprawiają aniołki Victoria Secret. Ich apetyt na życie jest zaraźliwy. My również chcemy brać z życia pełnymi garściami!

ANASTAZJA MOŁODECKA ...bo jakość ma znaczenie lounge 71


Wernisaż Anny Powierży | Hotel Hyatt | 03.02.2013 Warszawa fot: Maja Witt

potrzebujesz fotografa na imprezę? odezwij się do nas!

(12) 633 77 33 / info@loungemagazyn.pl 72

lounge ...bo jakość ma znaczenie


FOT. FILIP ŁYSZCZEK / LOUNGE, MODELKA: KASIA KOGUT


newsy kosmetyczne

ARTDECO ZAINSPIROWANA WŁOSKIM PROJEKTANTEM GIAMBATTISTĄ VALLI

Butterfly Dreams to nowa kolekcja kosmetyków do makijażu na nowy wiosenny sezon. Beauty Box Quattro Cooper Basic, to cztery magnetyczne cienie do powiek w odcieniach metalicznego różu, fioletu, niebieskiego i morskiego. Dodatkowym atutem jest zdobiona w motyle kasetka na cienie. Kredka do oczu Magic Eye Liner z gumką pozwala na wykonanie precyzyjnego makijażu. Soft Eye Liner to produkt odporny na działanie wody. Obydwie kredki w kolorze granatowym są hitem wiosny 2013. Kolejną nowością jest szminka Perfect Color Lipstick w kolorze pomarańczy i beżu, które dają perfekcyjne pokrycie i trwałe nawilżenie. Hydra Lip Color to dwie nowe propozycje odcieni różu pozostawiające blask na Twoich ustach.

LANCOME IN LOVE

Na sezon wiosenny marka przygotowała limitowaną, miejską edycję kosmetyków. In Love to kolekcja, która łączy ze sobą odważne, elektryzujące jak i łagodne i zmysłowe kolory. Neonowy róż, koral, turkus czy fiolet to miejski styl w wiosennym wydaniu. Baume In Love to balsam do ust z masłem shea. Cztery transparentne odcienie: fuksji, koralu, fiołka i różanym, ożywiają naturalny odcień ust. Nowy róż Blush In Love występuje w dwóch odcieniach. Wersja koralowa Pêche Joue-Joue idealnie komponuje się z jasną cerą. Pommettes d’Amour to połączenie fuksji z pomarańczą, któro nadaje promienny wygląd skórze o ciemniejszej karnacji. Cienie do powiek In Love w sześciu wiosennych odcieniach zachwycają delikatnością i trwałością. Fiołkowy róż i migdałowa zieleń to trzy pastelowe odcienie do jasnej cery. Róż płatkowy, odcień fiołkowo-purpurowy i zieleń listkowa subtelnie podkreślą ciemniejszą karnację.

MAC KOLEJNY RAZ ZASKAKUJE

Betty i Veronicę pamięta prawdopodobnie każdy. Już same ich imiona są żywym wspomnieniem o erze kolorowych komiksów. Wieczne miłosne trio z amerykańskim rudzielcem o imieniu Archie, było ekscytującą opowieścią dla nastolatek na całym świecie. Blondynka Betty – dziewczyna z sąsiedztwa vs. Veronica – czarnowłosa i dynamiczna. Dwie kontrastujące postaci i dwa odmienne kolory marcowej kolekcji MAC Archie’s Girls.

JEDEN PRODUKT, JEDNO ROZWIĄZANIE

Męska pielęgnacja, w większości przypadków, winna być prosta i szybka, a rozwiązania inteligentne i skuteczne. Nowa emulsja marki LabSeries specjalizującej się wyłącznie w produktach pielęgnacyjnych dla panów to jeden kosmetyk rozwiązujący kilka kluczowych problemów z cerą. Pro Ls All-In-One Face Treatment to ukojenie po goleniu, natychmiastowe nawilżenie, redukcja uszkodzeń naskórka, spłycenie linii i zmarszczek oraz zmatowienie skóry. Dodatkowym atutem jest wygodne, higieniczne opakowanie i duża pojemność.

EKSTREMALNY DIOR

Nowa maskara marki Dior łączy w sobie ekstremalną objętość i efekt spektakularnego podkręcenia. Rewolucyjna szczoteczka o kształcie inspirowanym zalotkami oraz zawartość polimerów K maksymalnie powiększają rzęsy jednocześnie podkręcając je. Efekt to wyrazite spojrzenie, otwarte oko i zadbane rzęsy, ponieważ dzięki obecności składników pielęgnacyjnych Diorshow Iconic Overcurl dodatkowo poprawia kondycję rzęs wzmacniając je dzień po dniu.

74

lounge ...bo jakość ma znaczenie


newsy kosmetyczne

NOWOŚĆ

PRINTEMOS PRECIEUX DE CHANEL

MASAŻ DŹWIĘKIEM - MISY I GONGI TYBETAŃSKIE

Chanel proponuje na wiosnę 2013 makijaż, którego podstawą są naturalne, delikatne odcienie beżu, brązu, koralu i różu. Cienie do powiek Ombre Contraste Duo i Les 4 Ombres to wytworne naturalne tonacje, które nadają spojrzeniu blasku. Atłasowy puder Poudre Signee de Chanel, to stanowczo kosmetyk numer jeden, który zapewni nieskazitelne wykończenie każdego makijażu. Natomiast na paznokciach dominuje liliowa elegancja i zaskakujący odcień fioletu.

• Naucz się sztuki relaksu • Odbądź podróż w głąb siebie • Doznaj więcej zdrowia i szczęscia

NOWA MASKARA OD GIVENCHY

Noir Couture to ekskluzywny produkt z najwyższej półki. Jego sekretem jest formuła o niskiej zawartości wody. Dzięki polibutenom zawartych w składzie, zapewniają rzęsom maksymalną objętość, ekstremalne wydłużenie, podkręcenie i kompleksową pielęgnację. Zawarty w składzie kompleks Lash Booster i nektar z bawełny intensywnie wzmacniają i odżywiają rzęsy. Nowa maskara od Givenchy jest dostępna w dwóch najmodniejszych kolorach: intensywnej czerni i w magnetycznym fiolecie.

CIENIE W KREMIE

newsy oprac. Magda Merta-Mączyńska, Magdalena Darmobit zdjęcia: materiały promocyjne

REKLAMA

W marcu marka Estee Lauder dołączy do swojego bogatego portfolio kolejny produkt. Pure Color Stay-On Shadow Paints to niespotykana konsystencja, wyjątkowa trwałość i intensywny kolor kremowych cieni. Ich rewolucyjna formuła pozwala na stopniowanie efektu poprzez warstwową aplikację. Skoncentrowane pigmenty równomiernie pokrywają powieki i zachwycają głębią. Cienie są trwałe, nie zbierają się w załamaniach powieki, z powodzeniem funkcjonując na niej zarówno solo, jak i w towarzystwie produktów o innych konsystencjach. Na naszym rynku dostępne będą cztery odcienie.

ul. Flisacka 3 (Salwator), Kraków www.niebieski.com.pl www.vanillaspa.pl


a r G make-up

w kolory

MAGDA MERTA-MĄCZYŃSKA

WIELKI BŁĘKIT

To zdecydowanie kolor tego sezonu. Jest błękitny, turkusowy, kobaltowy. Jest neonowy lub pastelowy. Bez względu na to, czy sięgniesz po paletę cieni, czy eyeliner, odcieniem błękitu pokryjesz całą powiekę, czy tylko rzęsy zestaw je zawsze z porcelanową, idealnie świetlistą cerą.

2 OWOCOWY SORBET

1

KOD KRESKOWY

3

Kreski w trendach sezonowych obecne są w zasadzie stale, przybierają jedynie różne kształty i formy. Podkreślają linię rzęs, definiują spojrzenie. Ponieważ tej wiosny króluje mocny makijaż również kreski na powiekach są wyraziste, graficzne i nasycone kolorami.

Lancome

TEGOROCZNA WIOSNA WYBUCHA KOLORAMI - NA POWIEKACH, NA USTACH, NA POLICZKACH. NASYCONE BŁĘKITY, INTENSYWNY RÓŻ, CZY PASTELE NA TLE IDEALNIE GŁADKIEJ I ŚWIETLISTEJ CERY SĄ WYRAZISTE I PEŁNE UROKU.

Intensywne żółcie, pomarańcze, fuksje – wszystko w wersji neon to absolutny must have tego sezonu. Energetyzujący odcień na twoich powiekach, policzkach czy ustach wszystkich wokół wprawi w świetny nastrój. Kluczem do tego makijażu jest umiar i minimalistyczne tło. Przykuwający uwagę akcent pada jedynie na wybraną partię twarzy – cała reszta pozostaje neutralna, świeża i rozświetlona.

NO MAKE UP

{

Niezależnie od tego, czy w tym sezonie postawisz na kobaltową kreskę, czy chętniej sięgniesz po szminkę w odcieniu wściekłej fuksji pamiętaj, by tłem dla nich była idealna, świetlista cera, ponieważ gdy ona jest w świetnej formie, każdy makijaż prezentuje się perfekcyjnie.

76

lounge ...bo jakość ma znaczenie

4ZNAKI DYMNE

Smokey eyes tej wiosny opalizuje i błyszczy. Metaliczny połysk złota i srebra na tle matowej cery i ust w odcieniu nude idealnie podkreśli spojrzenie, a wyraźne zaznaczenie wewnętrznego kącika kontrastującym highlighterem dodatkowo je rozświetli.

Chanel

Neutralny makijaż podobnie jak kreski święci triumfy niezależnie od sezonu. Piękna, perfekcyjnie wygładzona, promienna cera to bardzo silny wiosenny trend i idealne tło nie tylko dla ubrań w żywych barwach. Taki subtelny, dziewczęcy makijaż jak żaden inny sprawdza się również na rowerze, rolkach, czy podczas weekendowych spacerów.


makeup trendy

FmIaTke up Zdjęcia: Piotr Werner Makijaż: Joanna Jawor; Fryzura: Ania Ślusarczyk Modelka: Natalia Chromińska

T

egoroczne propozycje w makijażu z największych pokazów mody zdecydowanie służą aktywnym. Poza mocnym trendem na Make Up no Make Up, wszystkie ewentualne akcenty kładzione są na jeden, stanowczy kolor. Jeśli jesteś kobietą, która nie lubią spędzać przed lustrem wiele czasu, ale też zależy Ci aby jednak podążać za trendami, ten makijaż będzie dla Ciebie 78

lounge ...bo jakość ma znaczenie

idealny. Niebieska kreska to propozycja, która była tematem przewodnim u wielu projektantów, u każdego jednak w odmiennej formie. Kolor ten możesz zamienić na inny, ważne jednak aby był wyraźny – najlepiej w neonowych barwach. A niebieski, to od zawsze odcień który lubi sport i ruch, ale i elegancję – dopasuje się wiec idealnie na rower, jak i do pracy.

krok 1 Na twarz został nałożony podkład, baza pod cienie oraz cień w beżowym, lekko perłowym odcieniu, który doda oku nieco świeżości. Tej wiosny nie boimy się świeżego połysku, który dodaje twarzy blasku. Natalia ma na powiekach Sisley Nude 3


makeup trendy

PORADY SPECJALISTY

KOCHAJ SWOJE CIAŁO.

krok 2 Na powieki w linii rzęs nałóż ulubiony eyeliner lub kredkę. Nie ma większego znaczenia, czy linie będą idealnie równe, czy lekko rozmazane. Do zdjęcia użyto kredki Pro Longwear Eye Liner, Black Ice.

krok 3 Powyżej czarnej linii na górnej powiece namaluj zdecydowaną kreskę niebieską kredka, równą z linią poniżej. Mój faworyt to Estee Lauder Pure Color Intense Kajal Eyeliner Duo, Black and Blue.

krok 4 Tą samą kredką zaznacz krótkie kreski na dolnej powiece. Dodadzą wyrazistości oczą i pozwolą stworzyć makijaż niebanalny, a jednak wciąż minimalistyczny.

krok 5 Wytuszuj delikatnie rzęsy i pomaluj usta mocno nawilżającą pomadką o różowym zabarwieniu lub błyszczykiem. Na zdjęciu: MAC Tinted Lipglass, Angel.

krok 6 Jeśli chcesz podkreślić kości policzkowe nanieś na nie jednym muśnięciem róż. Aby dodać im nieco więcej świeżości, zwłaszcza przy skórze suchej, dodaj odrobinę rozświetlającego pudru lub Bobbi Brown shimmer brick.

Zapomnij o rozstępach!

W

iele z nas zadaje sobie pytanie „dlaczego właśnie ja” patrząc na „poprzecinaną” rozstępami skórę. Niestety odpowiedź w każdym przypadku może być inna. Powstawanie rozstępów to proces złożony, skomplikowany i niekiedy trudny do zdiagnozowania. Kiedy jednak owa „niedoskonałość” zaczyna kolidować z dobrą samooceną - podjmijmy z nimi walkę przy użyciu sprawdzonych, skutecznych metod, które oferuje nam współczesna medycyna estetyczna i zaawansowana kosmetyka. Leczenie i usuwanie rozstępów jest trudne i wymaga cierpliwości pacjenta. Najlepsze efekty w procesie leczenia i usuwania uzyskujemy przy zastosowaniu kilku metod tak, aby terapia była wielopłaszczyznowa. Należy także wspomnieć iż rozstępów nie można usunąć – można je natomiast silnie zredukować poprzez odbudowę zniszczonej struktury skóry. Czym najskuteczniejszego w leczeniu roztępów? Dermapen - resurfacing naskórka ze skróconym czasem rekonwalescencji. DERMAPEN® pobudza skórę do autoregeneracji za pomocą automatycznego nakłuwania systemem pulsujących igieł o regulowanym poziomie penetracji. Mikrouszkodzenia i następujący po nich stan zapalny skóry uruchamiają proces naprawczy. To pod ich wpływem organizm zaczyna produkcję nowych włókien kolagenu i elastyny. W efekcie powstaje nowa tkanka pozbawiona mankamentów, które chcemy zlikwidować. Terapia LED – naświetlanie skóry widzialnym światłem czerwonym o długości fal 630-660 nanometrów głęboko penetruje tkankę. Światło emitowane dzięki diodom LED jest doskonale absorbowane przez skórę i dociera do komórek wytwarzających kolagen oraz elastynę. Energia kumulowana w tych komórkach pozwala na uruchomienie procesów samo leczenia i samo odbudowy. Mezoterapia „kontra rozstępy” – podczas wykonywania zabiegu mikronakłuwania Dermapen podawany jest preparat, które restrukturyzują włókna podporowe skóry. To produkty o wyjątkowo skutecznej formule zawierający min. kwas hialuronowy, DMAE (dimetyloaminoetanol), krzemionkę organiczną, pierwiastki śladowe Cu-Zn oraz witaminy z grupy B. To koktajle o działaniu silnie wzmacniającym poluzowane włókna kolagenowe i napinającym.

Jak wspomóc leczenie? • Unikać częstych wahań wagi i “cudownych”, źle zbilansowanych diet. • Zwracać baczną uwagę na zawartość w codziennej diecie wystarczającej dawki witamin (A, E, PP, B5) oraz mikroelementów. • Codziennie aplikować na skórę profesjonalne preparaty „zagęszczające” skórę i ograniczające degradację włókien podporowych skóry żeli, olejków i preparatów na bazie roślinnej elastyny, kolagenu, preparatów łożyskowych, acetazolamidów, alfahydroksykwasów itp. Wybór łączenia metod jest dobierany bardzo indywidualnie, ale rozważając decyzję o walce z niedoskonałościami skóry w zakresie rozstępów, należy pamiętać o tym, że żadna metoda zastosowana pojedynczo nie doprowadzi nas do wygranej.

Face & Body Institute

ul. Starowiślna 4 /1 tel.: 12 430 18 81, 793 30 18 81 www.medyczne-fbi.pl


Inspiracje

Lancome

prosto z wybiegu

Tygodnie mody w Nowym Jorku i Londynie zachwyciły gorącymi trendami w modzie. Projektanci nie zapomnieli jednak o stylowych fryzurach i zjawiskowych wzorach na paznokciach, które świetnie sprawdzają się nie tylko na wybiegu.

wiadomość to taka, że trendy pasują do każdej długości włosów, dlatego pozostaje tylko korzystać z inspiracji światowych projektantów.

Nadchodzące sezony obfitują różnorodnością trendów. Wielkie domy mody postawiły nie tylko na awangardowe rozwiązania, ale również na klasykę i naturalność, zarówno w ubiorze, fryzurach jak i paznokciach. Wybiegi mogą być dla każdej z nas świetnym źródłem inspiracji. Fryzury prezentowane na pokazach mody są często zjawiskowe i spektakularne, ale niekoniecznie sprawdzą się na ulicy i bez ekipy stylistów, która zadba o najmniejszy szczegół. Są jednak i takie, które z całą pewnością każda z nas może zrobić sama.

Jasne kolory, misterne wzory czy trzy warstwowy manicure to nowe trendy, które pojawiły się podczas tygodni mody. Biało-czarny, czy nude&natural manicure, to propozycje, która pasują właściwie do wszystkich stylizacji. Nie są krzykliwe, ale są delikatnym dodatkiem do całego looku. Jeśli natomiast chcemy, aby nasze paznokcie rzucały się w oczy, dobrym rozwiązaniem jest użycie jaskrawych kolorów, jak na przykład w propozycjach marka Lancome: neonowy odcień pamarańczy połączony ze srebrnym paskiem namalowanym wzdłuż paznokcia.

Jednym z gorących trendów jaki zaprezentowali Saint Laurent, Michael Kors, czy Emilio Pucci są super proste włosy, które ponownie wracają do mody. Jest to fryzura, która sprawdzi się przy każdej okazji. Z przedziałkiem z boku czy na środku? To zależy od upodobań, ponieważ najważniejsze jest to, aby włosy były w dobrej kondycji. Możemy taki efekt łatwo osiągnąć, stosując różnego rodzaju olejki, które doskonale ochronią nasze włosy, wygładzą je i nadadzą blasku. Wet look to następna propozycja na fryzurę prosto z wybiegu. Włosy wyglądają, jakby były mokre, a cała fryzura jest zaczesana do tyłu. Jason Wu, chcąc nadać wyglądowi lekkiej za80

Valentino

Oscar de la Renta Binetti

Saint Laurent

Michael Kors

Ralph Lauren

Jason Wu

trendy

lounge ...bo jakość ma znaczenie

dziorności i kobiecości, dodał do tego mocno pomalowane czerwone usta. Givenchy, Ralph Lauren, Valentino postawili na klasykę. Nisko upięte koki to dzięki nim kolejny hit – mogą być gładko uczesane na wieczorne wyjście lub luźno upięte. Z mody chyba też nigdy nie wyjdzie grzywka. W zależności od tego, czy ułożymy ją na bok, czy zaczeszemy lekko do tyłu, nasza fryzura za każdym razem będzie wyglądać inaczej. Ponadto styliści Burberry zaproponowali nam delikatne fale, które wyglądają bardzo kobieco i naturalnie. Zjawiskowy look gwarantują też krótkie włosy, do których wystarczy dodać różową szminkę i tym samym stworzyć idealnie punkowy styl. Perły, złote opaski, satynowe kokardy to akcesoria, które świetnie wyglądają nie tylko na wybiegu. Dodają romantyzmu i delikatności. Te drobne dodatki będą królować w nadchodzącym sezonie, dlatego też warto zainspirować się fryzurami modelek z pokazów Chanel, Oscara de la Renta, czy Balenciaga. Znajdziecie jednak i propozycję dla nieco odważniejszych. Cały właściwie rok będzie zdominowany przez pastele: pudrowe róże i delikatne fiolety, dlatego też projektanci postanowili poeksperymentować z tymi kolorami nie tylko na ubraniach, ale również na włosach. Zdecydowanie dobra

Można zdecydować się też na galaktyczne wzory czy kratkę. Jest ona proponowana w różnych zestawieniach kolorystycznych: grantowo-białym, pomarańczowo-białym lub w formie szachownicy. Jeśli jesteś znudzona francuskim manicurem, możesz dodać na końcówki trochę koloru np. żółtego czy czerwonego. Projektanci zaproponowali następny bardzo ciekawy sposób zdobienia paznokci. Jest to połączenie trzech różnokolorowych warstw miedzy którymi znajdują się perły. Wygląda to spektakularnie, ale niestety nie jest praktyczne i myślę, że zdecydowanie nadaje się wyłącznie na wybieg. MAGDALENA DARMOBIT


Chudnij tam gdzie chcesz …

B

ezdyskusyjnym pozostaje fakt, że zadowolenie z własnego wyglądu pozytywnie wpływa na każdą dziedzinę naszego życia. Płaski i pięknie wymodelowany brzuch, biodra i uda bez nadmiaru tłuszczu są marzeniem niejednej osoby. Niestety bardzo często nawet odpowiednia dieta i ćwiczenia nie wystarczą do osiągnięcia zadowalającego efektu. W niektórych miejscach, niechciana tkanka tłuszczowa po prostu nie znika. Jeszcze do niedawna jedynym rozwiązaniem było zastosowanie liposukcji – zabiegu skutecznego, aczkolwiek inwazyjnego, po którym pacjent przez jakiś czas pozostawał wyłączony z normalnego życia. Rozwój medycyny estetycznej przyniósł ze sobą doskonałą alternatywę dla liposukcji, bez użycia skalpela i ryzyka powikłań. Metodą, o której mowa jest intralipoterapia ®. Pod skomplikowaną nazwą zabiegu kryje się nieinwazyjna technika wprowadzenia do tkanki tłuszczowej preparatu o nazwie Aqualyx ®- który doprowadza do całkowitego zniszczenia komórek tłuszczowych, które następnie są wydalane z organizmu- wyjaśnia dr Roma Zielińska z Gabinetu Medycyny Estetycznej MAGNOPERE w Krakowie.

Czym jest i jak działa działa Aqualyx ®? - Aqualyx ® jest mikrożelatynowym roztworem, w którym głównymi działającymi substancjami są detergenty niszczące komórki tłuszczowe podczas procesu adipocytolizy. Warto wspomnieć o zaletach stosowania preparatu. Bez wątpienia należy do nich jego skuteczność, bezpieczeństwo i bezbolesność, a także fakt, że pacjent od razu po zabiegu wraca do normalnego trybu życia. W opozycji do zabiegów chirurgicznych również cena zabiegu intralipoterapii® wydaje się być dużym plusem. Jakie okolice ciała można poddać zabiegowi? - Aqualyx ® możemy z dobrymi efektami zastosować zarówno na ciele, jak i na twarzy w takich okolicach, jak: fałdy na plecach i brzuchu, okolice bioder oraz tzw. „bryczesów”, wewnętrzna strona ud i kolan, podwójny podbródek. Jak wygląda zabieg i czy potrzebne jest specjalne przygotowanie? - Przed zabiegiem wykonuje się pomiary antropometryczne oraz wykonuje dokumentację fotograficzną. Sam zabieg nie wymaga szczególnego przygotowania w domu. Zabieg in-

tralipoterapii ® polega na podaniu preparatu Aqualyx ® bezpośrednio do tkanki tłuszczowej przez iniekcje za pomocą specjalnie do tego celu opracowanych igieł. Przeprowadza się go, przy ograniczonej do niezbędnego minimum, ilości wkłuć, co zmniejsza ból i ryzyko uszkodzenia skóry. Do roztworu Aqualyx ®dodawane jest znieczulenie. Zabieg trwa ok. 30 minut. Bezpośrednio po zabiegu…. - Pacjent od razu wraca do codziennych czynności. Zabieg preparatem Aqualyx ® nie wyłącza go z normalnego funkcjonowania. Początkowo odczuwa niewielkie pieczenie, swędzenie oraz tkliwość miejsca poddanego zabiegowi i są to pożądane efekty uboczne świadczące o skuteczności terapii. Przez kolejne kilka dni może być widoczne zaczerwienienie i obrzęk, skóra będzie lekko bolesna i tkliwa – należy powstrzymać się od zwiększonej aktywności fizycznej. Jest to normalna reakcja organizmu i ustępuje samoistnie, tak jak mogące pojawić się siniaki w miejscu iniekcji.

ROZDAJEMY NAGRODY! Bardzo chętnie odpowiem na wszystkie Państwa pytania i wątpliwości związane z medycyną estetyczną. Najciekawsze pytanie zostanie nagrodzone wybranym zabiegiem z zakresu medycyny estetycznej. Piszcie na: roma.zielińska@magnopere.pl W tym numerze publikujemy pytanie p. Patrycji - gratulujemy i zapraszamy na wybrany zabieg z zakresu medycyny estetycznej. Pani Doktor, Jakieś pół roku temu przytyłam 9 kg w 2 miesiące. Na szczęście dosyć szybko bo w ciągu miesiąca zrzuciłam prawie 6 kg. Mam wrażenie, że po tym czasie na moich pośladkach pojawiły się bardzo brzydkie rozstępy. Czy istnieje jakaś metoda na szybkie pozbycie się ich? Bardzo zależy mi na tym ponieważ zbliżają się wakacje. Patrycja

Szanowna Pani Patrycjo, Rozstępy pojawiają się w efekcie nagłego przyrostu wagi. Rozstępy powstają kiedy organizm produkuje zwiększoną ilość kortyzolu. To hormon produkowany miedzy innymi w ciąży, w czasie tycia i podczas dojrzewania. Koryzol gromadzi się we krwi w zbyt dużych ilościach i zaczyna upośledzać funkcjonowanie fibroblastów: komórek odpowiedzialnych za produkcję kolagenu i elastyny. Walka z rozstępami jest długa i żmudna. Doskonałą metodą na początek batalii jest zabieg laserowy. Laser frakcyjny CO2 nie naświetla jednorodnie powierzchni skóry ale „dziurkuje” ją tysiącami mikroskopijnych laserowych „igieł”. Powstają fragmentaryczne mikroskopowe uszkodzenia skóry, spowodowane odparowaniem tkanek przedzielone obszarami nienaruszonej skóry-przyśpieszające gojenie. Impulsy lasera wnikają w skórę w odpowiedniej odległości i głębokości ,tak, by nie powodować oparzenia ale skutecznie pobudzić skórę właściwą do regeneracji. Co ważne pod wpływem działania lasera następuje produkcja nowego kolagenu. Im wcześniej zaczniemy walczyć z rozstępami tym łatwiej będzie się ich pozbyć. Pozdrawiam serdecznie Magnopere / Roma Zielińska

Dr Roma Zielińska jest lekarzem chorób wewnętrznych z 15-letnim doświadczeniem zawodowym. Od ponad 9 lat zgłębia i propaguje zasady, jakimi kieruje się światowa medycyna estetyczna. Jest ona bardzo prężnie rozwijającą się gałęzią medycyny dzięki naszej stale rosnącej świadomości i aktywności zawodowej, a także dzięki chęci zachowania nie tylko dobrego zdrowia psychofizycznego, ale również atrakcyjnego wyglądu. Stanowi pewnego rodzaju „pomost” między kosmetyką a chirurgią plastyczną, i mimo iż kładzie główny nacisk na skórę, zajmuje się całym organizmem człowieka. W roku 1996 uzyskała dyplom lekarza medycyny Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego a od roku 2000 posiada specjalizację w zakresie Chorób Wewnętrznych. Od roku 2002 prowadzi własną praktykę internistyczną i medycyny estetycznej MAGNOPERE oraz jest trenerem technik mezoterapii oraz zastosowań peelingów dla lekarzy. Na bieżąco uczestniczy w kursach i szkoleniach z zakresu medycyny estetycznej, Międzynarodowych Kongresach Medycyny Estetycznej i Anti-Aging, Kongresach Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych.

MAGNOPERE Roma Zielińska Medycyna Estetyczna Wiślane Tarasy, ul. Grzegórzecka 67D/102 (klatkaD), Kraków, tel.: 509 604 440, (12) 353 72 27 - roma.zielinska@magnopere.pl 82

lounge ...bo jakość ma znaczenie


Zapraszamy

Rezerwacja: tel:. kom.: 600 852 528 tel.: 12 34 90 687 ul. StarowiĹ&#x203A;lna 76 mail: hairclublabush@gmail.com


fitness

BOOT CAMP

czyli Aktywny urlop URLOP DOSKONAŁY, CZY OBÓZ PRZETRWANIA? 7 DNI AKTYWNOŚCI, ZBILANSOWANEJ DIETY, ŚWIEŻEGO POWIETRZA, NIESAMOWITYCH KRAJOBRAZÓW I POZYTYWNEJ ENERGII, PŁYNĄCEJ ZE SPORTU. TYDZIEŃ INTENSYWNYCH TRENINGÓW ZAMIAST URLOPU NA PLAŻY – A JEDNAK CHĘTNYCH NIE BRAKUJE! tekst: JOANNA JAWOR

fot. Fotolia

84

lounge ...bo jakość ma znaczenie


fitness

Każda z aktywności przeplatana jest naturalnie drobnymi ćwiczeniami, odpowiedzialnymi za konkretne partie mięśniowe, zapewniając odpowiednią ilość wysiłku, który pozwala szybko spalać tłuszcz. A na zakończenie każdego treningowego dnia odbywają się godzinne zajęcia jogi lub stretching, pozwalające się wyciszyć i zrelaksować oraz odpowiednio zredukować napięcia. Na uczestników czeka również sauna i odprężające masaże.

Męska sprawa? Rafting nad Dunajcem / Fit Boot Camp

O

bozy fitness dla szczególnie wymagających, swoje początki zawdzięczają amerykańskim treningom wojskowym, opracowanym na początku XXI wieku. Ich główne założenia opierają się na wiedzy i doświadczeniu armii amerykańskiej. Coraz bardziej znane na świecie już pojawiły się w Polsce – ich prekursorem jest Fit Boot Camp, który zakłada, że ruch na powietrzu zapewnia najszybsze efekty ćwiczeń, powodując wzrost sprawności i wytrzymałości organizmu oraz zdecydowanie podnosząc odporność. To jednak nie wszystko. Podstawowym atutem takich obozów jest praca w grupie, dzięki której rośnie motywacja do walki z własnymi słabościami i tworzy się ciekawa i zdrowa rywalizacja. Jedyny w Polsce tydzień intensywnych treningów, to alternatywa na urlop dla tych, którzy kochają sport i pragną w inny sposób spędzić aktywnie wolny czas. Dla tych, którym znudziło się bieganie po tych samych drogach oraz urządzenia na siłowni. Każdy dzień na obozie, to około 10 godzin treningów. Mają one na celu zadbać o kondycję na najwyższym poziomie, pomóc w zrzuceniu wagi i oderwać się od codzienności, ale też w zawarciu nowych przyjaźni w obrębie swoich pasji. – Wspólnie przeżywamy od rana do wieczora wysiłek i codzienne przygody. Wiele rozmawiamy o ruchu, zdrowiu i diecie, ale też o zupełnie codziennych sprawach z życia osobistego, czy zawodowego. To wszystko bardzo nas zbliża – mówi współorganizator Fit Boot Camp, Tomasz Gołębiowski. Niewątpliwie połączenie odpowiednich treningów i idealnie dobranej diety daje niesamowite efekty. Ale taki wyjazd to również wiele przyjemności. Co więc takiego szczególnego kryją w sobie te obozy? Myślę, że przede wszystkim ciekawe miejsca i odosobnienie, które daje dystans do codziennych spraw i obowiązków. Forma obozów jest skonstruowana w taki sposób, aby każdemu zapewnić dużą dawkę aktywności na świeżym powietrzu. Ale też sporo zabawy – jak zapewniają założyciele, niektóre aktywności mogą przypominać ćwiczenia komandosów, czy sił specjalnych, które jednocześnie są dostosowane do możliwości i kondycji uczestników. Warto w tym miejscu jednak podkreślić, że uczestnicy nie zawsze mają na co dzień wiele wspólnego ze sportem. - To przede wszystkim duża dawka precyzyjnie zaplanowanego ruchu i diety, które dzięki zdyscyplinowaniu i fachowej

pomocy naszych instruktorów spowodują, że niejednokrotnie kolejna próba walki z własnymi słabościami i zmiany niezdrowych nawyków, tym razem okaże się walką wygraną. To nie będzie tylko wygrana bitwa, to początek zwycięskiej wojny z tłuszczem – mówi Tomasz Gołębiowski.

Wydawać by się mogło, że takie treningi, to typowo męska sprawa. Nic jednak bardziej mylnego: - Proporcje kobiet i mężczyzn na takich obozach to 60% na 40%, więc są właściwie wyrównane – mówi Magdalena Mendakiewicz. Ponadto organizatorzy w szczególny sposób zadbali o panie, organizując Fit Boot Camp BRIDE, czyli inaczej mówiąc: obozy dla panien młodych. Podczas tych wyjazdów kobiety nie tylko formują idealną sylwetkę, ale też przez cały ten okres mają spotkania z jedną z najbardziej

Fit Boot Camp

Pod całkowitą ochroną ekspertów - Kolejną istotną cechą odróżniająca Fit Boot Camp od innych obozów odchudzających i to chcemy bardzo mocno podkreślić, jest bardzo profesjonalne podejście do projektu – opowiada współprganizatorka, Magdalena Mendakiewicz. - Program treningowy Fit Boot Camp został opracowany przez kadrę naukową AWF Katowice. Dieta, której autorami są dietetycy sportowi, na co dzień realizujących programy dietetyczne dla zawodowych sportowców. Szanujemy zdrowie i czas naszych klientów, chcemy aby tydzień spędzony na naszym campie zadowolił nawet najbardziej wymagających, dlatego program dopracowany jest do najmniejszych szczegółów. Jak więc wygląda przykładowy dzień, który zapewnić nam ma doskonałe efekty na wadze i dobrą atmosferę? Rozpoczyna się pobudką o 6.00 i porannym rozruchem w niezwykle pięknym otoczeniu jezior i gór, co pobudzi nawet największych śpiochów. Następnie, po zdrowym i energetyzującym śniadaniu rozpoczyna się główna część treningowa danego dnia, a wśród nich takie atrakcje jak: zdobywanie szczytów, marszobiegi, TRX, kajaki, wspinaczka skałkowa w naturalnych kamieniołomach, rafting, wyprawy rowerowe, czy biegi na orientację.

znanych w Polsce organizatorek ślubów. - Jest to dla nich zatem 7 niezwykle intensywnych dni, podczas których mogą przygotować się do tego ważnego dnia pod każdym względem – mówi Tomasz Gołębiowski. Dodatkowo organizowane są też specjalne campy dla panów, dla par, czy dla mam z dziećmi. Czy warto, zamiast leżeć na plaży lub zwiedzać miasta, tym razem wybrać się na taki aktywny urlop? Campowicze, którzy brali już udział w tego typu obozach twierdzą, że po tygodniu treningu i odpowiednio dobranej diety, odkryli w sobie nieznane dotąd pokłady energii, czy motywację do zmiany złych nawyków. Przypuszczam, że mogą pojawić się wątpliwości typu: „czy przetrwam taki obóz?”, ale satysfakcja z takiego wyjazdu musi być niesamowita. Chyba każdy z nas kiedyś doświadczył uczucia, kiedy wraca po pięknej podróży do codzienności i czuje raczej żal, że to już koniec. Myślę, że po takim urlopie jest zupełnie odwrotnie – jest to taka przygoda, po której czekamy na powrót, na każdy kolejny dzień naładowani pozytywną energią do pracy, do spełniania marzeń, do życia. Dobry wysiłek z pewnością pozostawia niesamowite efekty i pokłady radości, które w przypadku zwykłych urlopów zostają wyczerpane niedługo po powrocie. ...bo jakość ma znaczenie lounge 85


ć ś o n w y t k A

fitness

-jestem na tak! Człowiek aktywny to człowiek szczęśliwy? - Człowiek aktywny może być szczęśliwy, albo może uprawiać jakąś aktywność, aby zapomnieć o cierpieniu i nieszczęściu, aby się wyłączyć od świata i na chwilę przestać się przejmować. Więc mogę powiedzieć, że człowiek w momencie aktywności jest szczęśliwy; później w zależności od jego samoświadomości, sytuacji życiowej, równowagi wewnętrznej - wychodzą anioły lub demony. Jak jest u Ciebie? - Uprawiam sport po to, żeby świetnie wyglądać, mieć energię na co dzień - to mnie rozpala, dzięki temu trzeźwo myślę. I co najważniejsze, myślę, że dopóki nie uprawiałem sportu na poważnie, byłem człowiekiem bardzo niezorganizowanym, szybciej rezygnowałem, miałem świetne pomysły a brak energii sprawczej, żeby je realizować… To sport kształtuje mój charakter, daje mi dyscyplinę, siłę by iść po marzenia i walczyć do końca. Rywalizacja, czyli walka, w tym sporcie odbywa się z samym sobą, z własnymi słabościami z własnym „nie chce mi się” albo „już wystarczy”… To najtrudniejszy pojedynek. Ale w tej walce nawet jeśli przegrasz, to możesz być zwycięzcą, gdy czegoś cię to nauczy. Więc jeśli już zaczynamy, powinniśmy wyznaczać sobie konkretne sportowe cele? - Bez wyznaczenia sobie celu nasza podróż może odbyć się w przeciwnym kierunku lub możemy zataczać błędny krąg… Jeżeli nie wiesz gdzie idziesz, nie dojdziesz na pewno i tracisz czas. Wyznacz sobie cel, przygotuj się do drogi - a później idź i niech to codzienne zbliżanie się do niego daje motywację. Właśnie wtedy zaczyna się cała zabawa pt. „jestem już blisko!”. A gdy już będziesz na miejscu, rozejrzyj się dookoła i wyznacz kolejny. Wtedy się rozwijasz i twoja praca będzie się wiązała z satysfakcją, a konsekwencja w działaniu przełoży się na twoje sukcesy zawodowe i prywatne. Zbliża się wiosna, to chyba najlepszy moment na to żeby podjąć decyzję, że chcemy zacząć treningi i zrobić coś dla siebie. - Każdy moment jest dobry, żeby zacząć. Zazwyczaj od tej chwili, do momentu osiągnięcia zamierzonego celu, mamy przed sobą kawał 86

lounge ...bo jakość ma znaczenie

drogi, ponieważ ćwicząc, zawsze budujemy obraz swojego ideału, do którego dążymy. Gdy robimy to dobrze, efekty będzie widać szybko. Zmieniamy się codziennie, ale nasze oko wychwyci różnicę z miesiąca na miesiąc (kwestia indywidualna), więc trzeba dać sobie trochę czasu. Chcesz formy na lato? Zacznij już dziś. Podobno najlepsze efekty daje świadomy trening pod okiem specjalisty. Czy naprawdę warto korzystać z usług trenera personalnego? - Oczywiście, to jak jazda samochodem z GPS. A co z dietą? - Dieta to podstawa, zależy od niej 70% sukcesu. Tylko 30% to trening, bo kaloryfer robimy w kuchni, a nie na siłowni. Musimy nakręcić metabolizm.Żeby to zrobić, należy spożywać 6 zbilansowanych posiłków dziennie, każdy w odstępie 3-3,5h. Warto spożywać produkty z węglowodanami, odpowiednią ilością białka, warzyw i zdrowych olejów. Dietę należy ułożyć indywidualnie, dopasowując ją do potrzeb każdego. Jest to niezbędne na początku naszej drogi. Ja mimo mojego doświadczenia, nadal korzystam i będę korzystał z pomocy trenera i słuchał jego rad. Kiedy zaczynasz dobrze jeść i ćwiczyć, sylwetka się zmienia. To bardzo przyjemne uczucie, prawda? - Zgadza się! Sama świadomość, że nosisz pod ubraniem zadbane i piękne ciało, daje poczucie pewności, podnosi twoją wartość… Poza tym to jest twoja wizytówka, dowód na to, że potrafisz dążyć do celu i ciężko pracować. Ludzie zwracają na to uwagę, tutaj nic samo nie przychodzi. Piękny człowiek łatwiej zdobędzie pracę, przychylność innych, łatwiej otrzyma pomoc i spotka się z wieloma miłymi słowami uznania… Warto!

fot. Darek Stawski

SPORT DAJE NAM ENERGIĘ DO DZIAŁANIA, DAJE NAM MOTYWACJĘ DO SPEŁNIANIA PLANÓW I MARZEŃ, DAJE NAM SIŁĘ DO ŻYCIA. Z MACIEJEM SUFĄ, ZDOBYWCĄ II MIEJSCA W KONKURSIE FIT LOOK 2012 ORAZ WIELOKROTNYM MEDALISTĄ OGÓLNOPOLSKICH ZAWODÓW KULTURYSTYCZNYCH, ROZMAWIAŁA IWONA DZIOBEK.

„Brak czasu” - to najczęstsza wymówka jaką słyszę, kiedy pytam ludzi o to, dlaczego nie ćwiczą. Ty oprócz tego, że przygotowujesz się obecnie do Mistrzostw Polski w kulturystyce, pracujesz jako aktor, model i tancerz. Da się to wszystko pogodzić? - Tak, dodatkowo uczęszczam na zajęcia ze śpiewu. Mój tata zawsze mi powtarzał - jak nie masz czasu, to znajdź sobie dodatkowe zajęcie. Nie istnieje brak czasu, jest tylko brak motywacji. Nie mam czasu znaczy: „nie mam po co”. Trzeba czegoś bardzo chcieć, wtedy zawsze znajdzie się czas. A co z chwilami słabości? Co Cię wtedy motywuje? - Potrzebuję publiki, ona daje mi siłę i ogromną radość. Robię to dla niej, a dzięki temu dla siebie, bo otrzymuję największy prezent w postaci szacunku, podziwu, ciepła, życzliwości, wszelakiego rodzaju pomocy - w myśl zasady: otrzymujesz, to co dajesz. Dopadło mnie jakieś poczucie samotności i czułem, że nie pasuję do tego świata. Na szczęście zamknąłem szybko te drzwi i zszedłem na ziemię, przypomniałem sobie, że jako dziecko miałem marzenia, pasje, energię i żyłem każdą komórką swojego ciała; byłem w całości! Mając oparcie we wspaniałej dużej góralskiej rodzinie, czerpiąc energię ze swoich rodzinnych stron. Teraz mam przede wszystkim sympatię do ludzi. Życie dało mi lekcję pozytywnej asertywności, czyli jak powiedzieć „nie”, żeby obie strony były zadowolone. Poza tym mam wsparcie od rodziny, a rodzina dla mnie jest największą w życiu wartością. Życzę tego każdemu.


na koniec

oczywiście znacznie serdeczniej nastraja widok męskiego ciała; no, musiałabym być nienormalna odwracając wzrok. Innymi słowy - w fitness klubie fajnie jest. Panie pozbywają się zawsze zbędnej tkanki tłuszczowej, panowie nadmiaru testosteronu.

I like the way you move. Tym, razem otrzymałam zadanie bojowe, odpowiedzieć na pytanie: czy sport jest sexy? Od razu przed oczami mam teledysk do piosenki Erica Prydza „Call on me” i panie, z, przyznać muszę, perfekcyjnymi ciałami, wijące się w obcisłych trykotach. i właściwie jest po felietonie. Ale ponieważ, mnie akurat taka estetyka nie do końca kręci, pragnę się podzielić swoimi spostrzeżeniami.

lubimy, relaksuje, działa cudownie na sylwetkę. Mam na myśli sport, oczywiście, cały czas.

Tak się akurat złożyło, że właśnie skończyłam dwudniowe szkolenie spinningowe, gdzie oprócz niezbędnej w każdym sporcie teorii, było sporo godzin treningu na rowerze. Pedałowaliśmy raz bardzo szybko, raz wolno, wspinaliśmy się na wirtualne szczyty, testowaliśmy sprint, bieg, skoki. Tętno skakało, pot się lał, wydzielały się endorfiny. Po wszystkim czułam ogólny ból mięśni, zmęczenie, ale i ogromną satysfakcję. Byłam po prostu szczęśliwa. Całkiem, jak po dobrym seksie - pomyślałam uśmiechając się w duchu, choć chyba nie tylko w duchu i nie byłam w tym odosobniona, bo nasz Master Instruktor, Iwa, skomentowała nasze miny: - chill out macie wypisany na twarzach…

Nie każdy oczywiście musi uzależniać się, akurat od spinningu. Dyscyplin sportowych nie sztuka policzyć. Wybieramy to, co nam pasuję najbardziej. Niektórzy wolą dynamicznego squash’a, inni relaksującą jogę czy pływanie. Panie chodzą na active walk, bo idealnie ujędrnia pośladki. Panowie lubią sztuki walki, czy po prostu ćwiczenia na siłowni. Jest kilka nowych opcji - na przykład TRX, sport wymyślony przez prawdziwych komandosów, więc z pewnością stworzony dla twardych babek i prawdziwych mężczyzn. Są jeszcze sporty ekstremalne, tę dopiero są sexy, ale to temat na zupełnie inny felieton.

Eh... bo się rozmarzyłam. Uwaga! Nie uważam, że spinning jest lepszy niż seks, żaden sport nie jest, ale... może być jego niezłym substytutem. Poprawia sprawność, koordynację, motorykę, wytrzymałość, wyzwala adrenalinę, którą tak

To, że uprawiając sport, przeżywamy często emocje zbliżony do tych, podczas seksu, to tylko jeden aspekt sprawy. Ciąg dalszy moich rozważań oprę na badaniach, które przeprowadziłam, będąc stałym bywalcem krakowskich fitness klubów.

Z moich obserwacji wynika, ze generalnie dużo bardziej dbamy o sobie, a słowo siłownia przestało nam się kojarzyć jedynie z przerośniętymi karkami i śmierdzącymi skarpetkami. Serce roście patrząc na wypełnione sale kardio, pędzące bieżnie, falujące orbitreki, unoszące się i opadające sztangi. Miło patrzeć na piękne i wyrzeźbione sylwetki. Mnie, gwoli ścisłości,

WYDANIE KWIETNIOWE

Jeśli masz coś ciekawego do powiedzenia w tym temacie, dysponujesz ciekawym materiałem lub chcesz zaprezentować swoją firmę - odezwij się do nas! Na materiały czekamy do 20 marca.

88

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Panuje tu atmosfera tzw. czujnego skupienia. Czyli? Opiszę może na swoim przykładzie. Z jednej strony bardzo się staram skoncentrować na moim biegu na bieżni, nachyleniu wygodnym dla kolan, tętnie nie za wysokim, bo przecież im wyższe tym mniej tłuszczu spalam, tempie i intensywności. Pilnuję tego wszystkiego, staram się i pewnie wszystko było by ok, gdyby nie lustra, w których oprócz mej smukłej sylwetki truchtającej, widzę siłownię i „ciacho” na dziesiątej. Wierzcie mi, zagapienie się na pędzącej bieżni może się kiepsko skończyć. Podobnie jak moment nieuwagi podczas wyciskania ciężarów, panowie - uczulam. Tak, więc, często mimo wielkich chęci, ciężko się skupić na sporcie w fitness klubie. Nie poddaję się jednak i czasem działa to na mnie zbawiennie. Ostatnio zamiast standardowych 5 kilometrów przebiegam 6, bo czego się nie robi na miłego towarzystwa. Moje miłe towarzystwo miało metr osiemdziesiąt i niebieską koszulkę, perfekcyjnie podkreślającą kolor oczu i atletyczną sylwetkę. Co tam, poświęciłam się i nie żałuję. Tu wchodzimy na kolejny poziom wtajemniczenia - dress code w fitness klubie. No musi być modnie i absolutnie trzeba dobrze wyglądać. 100% wiskozy odpada! Generalnie jest dobrze, bo większości przypadków, wiemy, w co się ubrać, choć zdarzają się wpadki. Do dziś nie mogę się pozbyć widoku pana w zbyt obcisłych, krótkich spodenkach i sztucznej podkoszulce na zamek, rozpiętej niemalże do pępka. Trauma poważna. Brr! Tak, wiem, że zaraz usłyszę, o spodenkach dla spinningowców. Tak, są krótkie i obcisłe, ale nie aż tak, by zagrozić populacji i przede wszystkim nie wystaje z nich górą wielki owłosiony brzuch! Przynajmniej mnie było dane, oglądać na treningach raczej fajne męskie pupy. Wracając i podsumowując krótko temat przewodni, jakim jest seks… jak zwykle. Tak stanowczo uważam, że sport to zdrowie. Ja polecam! A. S.


Odwiedzając Kraków, pamiętaj o miejscu, w którym wyjątkowy nastrój miasta spotyka się z modą z najwyższej półki. Znajdziesz tu wyjątkowe sklepy i butiki, nastrojowe restauracje oraz nowoczesny multiplex i klub tness z basenem. Kraków urzeka. Galeria Kazimierz inspiruje. Kraków, ul. Podgórska 34

www.galeriakazimierz.pl

lounge | No. 49 | luty'13  

The FIT Issue. Wysokiej jakości magazyn lifestyle'owy. Bezcenny. High quality lifestyle magazine. Priceless

Advertisement