Page 1

bezcenny

THE

Business ISSUE

kultura

wydarzenia

bary i restauracje

moda

zdrowie i uroda

design

technolounge

www.loungemagazyn.pl

pazdziernik'12 ISSN 1899-1262


lounge magazyn

bezcenny bezcenny

...bo jakość ma znaczenie

THE

Business ISSUE

THE

Business ISSUE

kultura kultura

kultura | sztuka | wydarzenia | lifestyle | moda | uroda | zdrowie | gadżety | design

wydarzenia wydarzenia

bary ibary restauracje i restauracje

modamoda

zdrowie zdrowie i uroda i uroda

design design

technolounge technolounge

www.loungemagazyn.pl www.loungemagazyn.pl

pazdziernik'12 pazdziernik'12 ISSN ISSN 1899-1262 1899-1262


% 20

ll bi ks in d* dr s a ur thi yo ith off w

mail:manager@burlesqueclub.eu *bring this ad along with you to the club and present it when you pay your bill


fot. Koty 2 photostorytellers pełny opis - str. 70 2

lounge ...bo jakość ma znaczenie


6 REDAKCJA

8 IMPREZY I OTWARCIA

10 NIECODZIENNIE

14 WYDARZENIA 18 POPKULTURALNIE 20 OPOWIEDZ TO JESZCZE RAZ, SAM 22 SUPERMARKET ZAMIAST KINA 26 JEDNYM ZDANIEM

28 NETWORKING - TLEN PRZEDSIĘBIORCY 29 WYDARZENIA 30 REKLAMA Z LIŚCIA 31 PROSPERITY TRAINING - WYWIAD 32 PROFILE 36 BIZNES PEŁEN INSPIRACJI - WYWIAD 38 PLANOWANIE FINANSÓW - WYWIAD 42 KŁAMSTWO W BIZNESIE

48 WYDARZENIA 50 RECENZJE KULINARNE 52 PIWNY BIZNES NA FESTIWALU 54 PODRÓŻE KULINARNE: DOLINA LOARY

62 NEWSY 64 PROFILE 66 IMPERIUM KOBIETY - WYWIAD 68 LONDON CALLING 72 WORK YOUR STYLE - SESJA ZDJĘCIOWA 80 BIZNES MODY XXI w. 82 TRENDY

86 NEWSY 90 WALKA Z PRZEMĘCZENIEM 92 OFFICE HOURS 94 JAK SOBIE RADZIĆ ZE STRESEM 98 TRENING PERSONALNY 100 KUNSZT NA CIELE 102 TATUAŻE, KOLCZYKI I... KARIERA

104 POZA TYM: O BIZNESMENACH

4

lounge ...bo jakość ma znaczenie

fot: Dorota Czoch, modelka: Natalii Choruz, makijaż: Sylwia Sandera

44 TECHNOLOUNGE: GADŻETY


L’OREAL COLOUR TROPHY

ul. Kupa 5 na Kazimierzu, tel. 12 357 73 57, www.avantapres.pl, salon@avantapres.pl

foto: Łukasz Radzięta | F4studio

praca konkursowa Color Trophy by L’oreal 2012 fryzura: Patrycja Kusior make up: Magda Wcisło-Sędek


Okulary: Alain Mikli / optyk-kowalczyk.pl Garnitur: PRETTY ONE Buty: Venezia Aktówka: OCHNIK

REDAKCJA:

grafika

Asia Herdzina joanna.roman@loungemagazyn.pl reklama

reklama

Jacek Mędrala jacek.medrala@loungemagazyn.pl

fot. Robert Bednarczyk / lounge, modelka: Klaudia K. / Reklamex stylizacja: Monika Gąsiorek-Mosiołek / lounge, makeup: Karolina Cichoń / FluxArt

Monika Gąsiorek - Mosiołek

6

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Joanna Jawor WSPÓŁPRACA: Katarzyna Lemczak, Wojtek Klęczar, Magda Merta-Mączyńska, Anastazja Mołodecka, MAłgorzata Pawłowska, Anna Skwarek, Adrian Suszczyński, Janusz Szaniawski, Katarzyna Tarabuła, Michał Zębik, Agnieszka Żelazko Wydawca: MEDIA LOUNGE S.C. Redakcja Lounge Magazyn ul. Starowiślna 37 / 5b, 31-038 Kraków info@loungemagazyn.pl | tel. (012) 633 77 33

OKŁADKA I /Kraków - Katowice/ fot: Dorota Czoch modelka: Natalii Choruz make up: Sylwia Sandera

OKŁADKA II /Warszawa/ fot: Robert Bednarczyk / lounge modelka: Klaudia K. / Reklamex make up: Karolina Cichoń / FluxArt stylizacja: Monika Gąsiorek-Mosiołek / lounge


zdjęcia: Jacek Mędrala / lounge

imprezy i otwarcia

Włoski wieczór na krakowskim Kazimierzu malowniczej Prowincji - Trapani. O skarbach tej sycylijskiej miejscowości opowiadali min. Girolamo Turano - Prezydent Prowincji Trapani i Anna Maria Sant’Angelo - Kierownik Sektora Gospodarczego i Rozwoju. Trapani, jak zdąży-

liśmy się zorientować, słynie przede wszystkim z doskonałych owoców morza i równie wyśmienitych win. Tymi właśnie specjałami zastawiono suto stoły, a goście zasiedli do kolacji.

two w organizowanych ligach, turniejach czy wieczorach tematycznych. Spośród najbardziej zaawansowanych graczy Jorkyball wyselekcjonowana zostanie drużyna, która będzie reprezentować krakowski klub na arenie krajowej czy też międzynarodowej. Oprócz boisk zainstalowanych na stałe w klubie Karam-Ball

posiada także boisko przenośne, które można wykorzystać podczas organizacji imprez plenerowych czy też zawodów sportowych. Jorkyball to bardzo dynamiczna i intensywna gra zespołowa bazująca na piłce nożnej i squashu. Obecnie działa około 60 klubów Jorkyball, najwięcej we Francji, Włoszech i Hiszpanii.

zdjęcia: Marcin Lewicki / lounge

W pierwszym tygodniu września mieliśmy przyjemność uczestniczyć w uroczystej kolacji zorganizowanej przez Włoską Izbę Handlowo-Przemysłową. W przytulnych wnętrzach restauracji Al dente, spotkaliśmy się z przedstawicielami

Jorkyball w Krakowie

zdjęcia: Marcin Lewicki / lounge

Od września tego roku można w Krakowie zagrać w Jorkyball. Na potrzeby klubu Karam-Ball zaadoptowana została dawna hala warsztatowa krakowskiego Polmozbytu przy Al. Pokoju 81. Klientom, którzy będą chcieli skorzystać z usług klubu, oprócz standardowego wynajmu boisk, pomysłodawcy zaoferować mogą uczestnic-

Otwarcie wystawy „Cross Over”, Ewy Goral w Idea Fix Wystawa Cross Over prezentuje wybrane obrazy z lat 2008-2012. Malarstwo Ewy Goral jest odważne i przebojowe. O swoich wielkich formatach mówi pieszczotliwie: kolorowe obrazki. I dużo w tym przewrotnym sformułowaniu prawdy. Ekspresyjna abstrakcja intensywnie

8

lounge ...bo jakość ma znaczenie

wymieszana z motywami figuratywnymi to znak rozpoznawczy jej twórczości. Otwarcie wystawy poprzedziła kilku minutowa projekcja filmowa, która wprowadziła zaproszonych gości w wielobarwny świat malarki i opowiedziała o niej to, czego skromna artystka nie chciała

mówić sama o sobie. Oczywiście jak zwykle na takich otwarciach nie zabrakło wina i ciekawych dyskusji. Zapraszamy, wystawa potrwa do 26 października.


www.restauracjaaugusta.pl


mniej lub bardziej poważnie

NIECOdziennie

Jesień idzie – Lato odchodzi I stało się. Najznamienitszy piłkarz Rzeczpospolitej Polskiej, światły działacz PZPN i najszybszy biegacz na świecie, który setkę robi w trzy sekundy – odchodzi! Mowa oczywiście o Grzegorzu Lato, naszym zbawicielu piłkarskim, który rozgoni w pieruny wszystkich, którzy nie chcą mu płacić. O miłościwie panujący właśnie odchodzi, gdyż kończy się jego kadencja. Jak stwierdził, nie startuje w wyborach, bo swoje już zrobił. Tajemnicą poliszynela jest, że głosowała na niego tylko jedna drużyna, ze 150 głosów, które mógł zdobyć. Podobno drużyna ta przestała istnieć. Taki los popleczników Laty. Jesień idzie. Albo i wiosna. Następcami miłościwie panującego mogą być kolejni geniusze piłkarscy. Zbigniew „uciekam od reprezentacji” Boniek, znany z reklam piwa; albo Zdzisław „nie pilotuję samolotu, więc piję” Kręcina. Ten ostatni stał się bohaterem narodowym po wyprowadzeniu go z samolotu, kompletnie pijanego. Kręcina popisał się kolejnym bon tonem, stwierdzając, że prezes PZPN ma z góry przesrane. Nawet gdyby był nim Jan Paweł II. Nie ma co, uderzył z grubej rury. Sam Bóg nie pomoże. Na głupotę. Do niedawna ulubionymi zabawami gimnazjalistów była kanapka, chlebek, słoneczko i masa innych zabaw kojarzących się z produktami spożywczymi. Dzisiaj te zabawy zostały zastąpione przez nową zabawę, zwaną – lizanie księdza. Zlizywanie bitej śmietany, co prawda, kojarzy nam się z brzuchem pięknej dziewczyny, ale gimnazjaliści nie wybrzydzali i owłosione kolana księdza też się nadały. Niestety koniec zabawy, prokuratura wskoczyła do akcji. Możliwe, że cynk podał sam Rutkowski, ale nie ma pewności. Pozostaje gra w „słoneczko”. Doda jak zwykle jest przesadnie skromna. Chociaż w tym wypadku nie ma co się dziwić, bo się z nią w pełni zgadzamy. Mimo, iż nie jesteśmy

10

lounge ...bo jakość ma znaczenie

fanami jej wątpliwej twórczości, to w jej słowach jest sporo prawdy. Mowa o tym, że jedyna dobra rzecz w Kac Wawa to jej piosenka. Zgodzimy się. Nie zmienia to faktu, że Kac Wawa stał się światowym fenomenem. Pomimo dystrybucji wyłącznie w Polsce, już został okrzyknięty najgorszym filmem 3D wszechczasów i wszechświatów. Aż nie możemy się doczekać na sequel. Albo remake. Kolejne rekordy czekają! Mamy nowe określenie syndromu sztokholmskiego, gdzie ofiara maltretowana przez sprawcę nie czuje wyrzutów sumienia i zaczyna darzyć go sympatią. Od niedawna słownik poprawnej polszczyzny Kopalińskiego podaje określenie – syndrom Figury. Tak, tej samej Kasi Figury, która w programie Tomasza Lisa płakała na żywo, że aż trzeba było przerwę na poprawę make-upu. Po wyjawieniu straszliwej prawdy, że była maltretowana i bita przez obecnego, wkrótce przyszłego męża, wyjawiła jeszcze straszniejszy sekret. Poprzedni mąż także ją bił. I wcześniejszy również. Dobrze, że nie miała innych mężów. Współczujemy. I jednocześnie dla jej dobra cieszymy się, że nie ma już więcej magazynów, bo wyszły by na jaw kolejne związki Figury. A tego byśmy nie znieśli. Zaczęła się moda na młodszych kochanków. Po Madonnie, Jeniffer Lopez, Evie Longorii oraz naszej polskiej pionierce Ewie Kasprzyk, przyszła pora na Sharon Stone. Młodszy o 27 lat kochanek, oczywiście model, pojawił się u jej boku na imprezie charytatywnej. My gratulujemy gustu i czekamy aż nasza polska gwiazda pojawi się z młodszym modelem. Proponujemy Perepeczko. Albo Zofię Czerwińską. W ostateczności Korę – choć ona ma przecież Ramonę. Myśleliśmy, że najpopularniejszymi piersiami w Polsce są te Dody. Ale nie. Przyszła Siwiec. Teraz okazuje się, że we wszystkich plebiscytach zwyciężają piersi Michała Figurskiego.

Najpopularniejszy biust IV Rzeczpospolitej nie ma ostatnio lekko. Po wyleceniu ze wszystkich możliwych programów, bez perspektyw, musi oszczędzać. Jak sam twierdzi, musi oszczędzać na paliwie do Porshe i przestać codziennie jeść sushi na mieście, bo brakuje pieniędzy. Aż chciałoby się krzyknąć: „Premierze, jak żyć!”. Niewiadomo kiedy w Polsce wykształciła się nowa dynastia królewska. Mowa o Kwaśniewskich, czyli familii byłego prezydenta Aleksandra „choruję na grypę malezyjską” Kwaśniewskiego. Jego córka niedawno wzięła ślub z nieznanym muzykiem Kubą Bałdychem. Kwaśniewska porównywana jest do Kate Middleton i całej dynastii królewskiej z Wielkiej Brytanii. Windsorowie na pewno się cieszą na porównanie i zaproszą Kwaśniewskich-Bałdychów na obiad. Gorzej ma sam były prezydent, który martwi się o godne warunki dla jego księżniczki. Jak się okazuje Bałdych nie zarabia tyle ile, by chciał. Co prawda koncertuje w niewielkich miasteczkach i ma stałą stawkę 20 tysięcy za koncert, ale musi się tymi pieniędzmi podzielić z 5 innymi muzykami. 3,5 tysiąca miesięcznie to nie tak mało, ale jak na rodzinę królewską to stanowczo za niska stawka. Proponujemy zacząć się cenić. Albo sprzedać zdjęcia topless francuskich brukowcom. A na sam koniec o kolejnych tasowaniach w polskich tasiemcach. Po niespodziewanej, zapowiadanej z hukiem rok wcześniej, śmierci Ryśka z Klanu, długo szukano zastępstwa. Grażynka zdążyła flirtować już z taksówkarzem, wujkiem, ciocią, sklepowym i woźnym z klatki obok. Ostatecznie jej serce mocniej zabije dla przystojnego, starszego pana, odgrywanego przez Daniela Olbrychskiego. Oby się z tego kolejny Maciek nie narodził. W tym wieku! MATEUSZ DYKIER


Galeria Autorska Andrzeja Mleczki ul. Św. Jana 14, 31-018 Kraków galeria@mleczko.pl

Galeria Autorska Andrzeja Mleczki Ul. Marszałkowska 140, 00- 061 Warszawa

www.mleczko.pl


twarze przy carze

Classic Moto Show | 07. 09. 2012 | Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie fot: Marcin Lewicki

Jeśli nie zdajesz sobie sprawy jak może smakować zdrowe i pełne smaku jedzenie z “sous - vide” to zapraszamy do FUGU.

potrzebujesz fotografa na imprezę? odezwij się do nas!

(12) 633 77 33 / info@loungemagazyn.pl 12

lounge ...bo jakość ma znaczenie


cooltura © MAGGIE PIU


wydarzenia

MASA, MASZYNA, MARZENIE

37. edycja Krakowskich Reminiscencji Teatralnych | 5 - 11 października Performatywna kolacja z menu transgatunkowym, międzynarodowe spektakle, pokazy tańca współczesnego, spacery po awangardowym i przyszłym Krakowie, warsztaty z hodowli jadalnych grzybów rozkładających ludzkie ciało. Tematem tegorocznej edycji festiwalu jest MIASTO JUTRA: Masa – Maszyna – Marzenie, a punktem wyjścia zjawisko Krakowskiej Awangardy. Krakowskie Reminiscencje Teatralne organizowane są od roku 1975. Odświeżona w 2003 roku formuła festiwalu wyróżnia się programową konsekwencją, czyniąc z niego jedną z najbardziej cenionych – tak w kraju, jak i za granicą – polskich imprez teatralnych. W tym roku Reminiscencje jako pierwsze w Krakowie zaprezentują wyniki eksperymentów artystycznych prowadzonych w ramach bioartu, angażującego materiał biologiczny w postaci żywych organizmów. W ramach tego nurtu zobaczymy m.in. prezentację Stelarca Meat, Metal & Code: Engineering Chimeras. Ten australijski artysta przeprowadza eksperymenty łącząc ciało z nowymi technologiami. Stworzył między innymi: Trzecią rękę, Wirtualne ramię, Rzeźbę żołądkową oraz sześcionogiego robota – Egzoszkielet. Organizatorzy Reminiscencji zapraszają nas także na kolację performatywną z menu dla różnych gatunków. Jest to performens, a jednocześnie uroczysta kolacja. Menu zaprojektowane zostało w formie gastronomiczno-filozoficznej medytacji nad granicami gościnności, bowiem jedzenie nieodłącznie wiąże się z zabijaniem. Publiczność wystąpi tu w roli gości honorowych, skonfrontowanych z nietypowymi pomysłami kulinarnymi, które każą na nowo przyjrzeć się istniejącemu łańcuchowi pokarmowemu. Kolejnym, poza bioartem, blokiem festiwalu będą spektakle tańca. Jednym z nich będzie występ Lisbeth Gruwez w pokazie zatytułowanym It’s going to get worse and worse and worse, my friend. W trakcie festiwalu, podobnie jak w roku ubiegłym, będzie można wziąć udział w artystycznych spacerach po Krakowie. Tym razem zostaniemy oprowadzeni po Krakowie bliskiej przyszłości, ale też wejdziemy w świat dwudziestolecia międzywojennego, których bohaterami są między innymi Bruno Jasieński, Tommasso Marinetti, Jalu Kurek, czy Tadeusz Peiper. Szczegóły na: krt-festival.pl 14

lounge ...bo jakość ma znaczenie

JANUSZ RADEK - koncert

10 października, godzina 20:00 Barka food & live music, bulwar Kurlandzki Wokalista i aktor teatralnych inscenizacji muzycznych. Urodził się 6 kwietnia 1968 r. w Starachowicach. Studiował w Krakowie jest absolwentem historii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Profesjonalne śpiewanie rozpoczął w 1990 r. na XVII Ogólnopolskich Spotkaniach Zamkowych Śpiewajmy Poezję w Olsztynie, gdzie zdobył I nagrodę - Lirę Orfeusza. Zaczynał od klimatów poetyckich komponował piosenki do tekstów Bolesława Leśmiana, Leopolda Staffa, E.E Cummingsa. W latach 1994-95 współtworzył krakowski kabaret Zielone Szkiełko. Śpiewał też w zespołach o ostrzejszym brzmieniu punkrockowym Gównoprawda i rockowych: Moonwalker, Obcy, Jutro, Zanderhaus. Najważniejsza forma jego działalności artystycznej to recitale wokalne. W niektórych prezentuje własne interpretacje najpiękniejszych piosenek z dorobku innych twórców. Powstają też programy autorskie, do których pisze melodie i teksty.

EDYTA BARTOSIEWICZ - koncert 14 października, godzina 18:30 Auditorium Maximum

Edytę Bartosiewicz usłyszymy w swoich najlepszych i najnowszych piosenkach, z którymi wraca po długim czasie nieobecności. Edyta Bartosiewicz - piosenkarka rockowa, gitarzystka, kompozytorka, autorka tekstów, producent muzyczny. Jest kompozytorką, autorką tekstów, aranżerką i producentką większości swoich utworów. Jej albumy sprzedały się w łącznym nakładzie około miliona egzemplarzy. 9 singli dotarło do pierwszego miejsca Listy Przebojów Programu Trzeciego. Laureatka 5 Fryderyków, Paszportu Polityki, wybrana Osobowością Dziesięciolecia przez magazyn „Tylko Rock”.

ZAKOPOWER - koncert

20 października, godzina 20:00 Klub Kwadrat ZAKOPOWER to obecnie najbardziej znany w Polsce zespół, który z powodzeniem połączył muzykę Podhala z nowoczesnymi brzmieniami, oraz rockową estetyką. Zakopower zadebiutował na polskim rynku muzycznym płytą Music Hal wydaną w 2005 roku. Znakomite kompozycje Mateusza Pospieszalskiego, w nowatorskim, energetycznym wykonaniu zespołu, zostały entuzjastycznie przyjęte przez publiczność i docenione przez jurorów wielu festiwali muzycznych zwycięstwo nieznanego wówczas nikomu Zakopower w Opolu oraz na Top Trendach w 2005. Zakopower nominowany był między innymi do MTV Europe Music Awards 2005, do nagrody Yach Film, a także został dostrzeżony przez Akademię Fonograficzną, która płycie Music Hal przyznała nominacje do Fryderyka aż w sześciu kategoriach.

PODWODNY ŚWIAT ROBERTA KACZMARCZYKA

Garden Scandale, Plac Nowy W krakowskim Garden Scandale obejrzeć możemy podwodną sesję Roberta Kaczmarczyka. Zdjęcia zostały wykonanie w basenie Hotelu Orient, modelami są znajomi fotografa, których poznał podczas swojej podróży na Kubę. Podwodną fotografią artysta zainteresował się podczas wakacji w Egipcie, gdzie tamtejszym centrum nurkowym przed dwa tygodnie, niemalże nie wychodził z wody. Potem kolej przyszła na sesje dna Adriatyku i Oceanu Indyjskiego. Zainteresowanie przerodziło się w pasję. Od 9 listopada w tym samym lokalu zobaczyć będzie można kolejną podwodną sesję. Tym razem w roli modeli wystąpi załoga Le Scandale.


CROSS OVER - MALARSTWO EWY GOROL

do 26.10 | Idea Fix, ul. Bocheńska 7, Kraków Cross Over prezentuje wybrane obrazy artystki z lat 2008-2012. Malarstwo Ewy Goral jest odważne i przebojowe. O swoich wielkich formatach mówi pieszczotliwie „kolorowe obrazki”. Ekspresyjna abstrakcja, intensywnie wymieszana z motywami figuratywnymi to znak rozpoznawczy jej twórczości. Nic nie daje sztuce takiego oddechu jak przekroczenie kanonu, a Goral nieustannie eksploruje nowe techniki i narracje. Używa wszystkiego: pędzla, szpachli, sprayu, brokatu, werniksu, dużo akryli i olejów. Więcej w tym „free” niż „lance’u”, wolności niż strzelania w gusta widzów czy krytyków. Mocny efekt gwarantowany. Spodziewajcie się krzykliwych tekstów, ukrytych cytatów i przede wszystkim bonanzy kolorów. „Cross Over” zaserwuje ekspolozję detali, humor, cytaty i żywiołowość. Sztuka Goral - tak jak i ona sama - jest bezkompromisowa i pozbawiona kalkulacji. To intensywność najwyższej próby. Ewa Goral - rocznik 84. Ma w papierach ukończenie nałęczowskiego plastyka i świadome zerwanie z krakowską ASP. Zamiast zaliczać kolejne etapy wtajemniczenia w ponure struktury edukacyjne uczelni, poznała arkana grafiki kreatywnej, jednocześnie konsekwentnie rozwijała autorską wizję malarstwa, hodowaną w samodyscyplinie i poczuciu wolności; bez profesorskiej smyczy ciągnącej do martwych natur i wyświechtanych rozwiązań kompozycyjnych. Obrazy Goral były prezentowane w Berlinie, Londynie, Warszawie, Krakowie, Bielsku-Białej, Tarnowskich Górach. Teraz najczęściej można spotkać ją w pracowni na terenie byłej fabryki Miraculum w Krakowie.

MediaTory to Plebiscyt, w którym studenci dziennikarstwa 13 uczelni publicznych (7,5 tys. studentów) wybierają dziennikarzy i ludzi mediów, których działalność, w danym roku akademickim, uznali za wzorową. Do udziału w Plebiscycie zapraszana jest każda uczelnia publiczna w Polsce, na której dziennikarstwo funkcjonuje jako odrębny kierunek. Dzięki Plebiscytowi przyszli dziennikarze z całej Polski mają szansę nagrodzić tych ludzi mediów, którzy kierują medialną lokomotywę na najwłaściwsze – z punktu widzenia przyszłego redaktora – tory. Pomysł organizacji MediaTorów powstał w Kole Naukowym Studentów Dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego w 2006 roku. Od drugiej edycji Plebiscytu współorganizatorem jest stworzone specjalnie w tym celu Stowarzyszenie MediaTory. Organizatorami szóstej edycji Plebiscytu są: Stowarzyszenie MediaTory, Koło Naukowe Studentów Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ oraz Uniwersytet Jagielloński. Zwycięzców 6. edycji poznamy na Finałowej Gali 1 grudnia w Auditorium Maximum UJ w Krakowie. www.mediatory.pl

REKLAMA

PLEBISCYT STUDENCKICH NAGRÓD DZIENNIKARSKICH - MEDIATORY


wydarzenia

GWIEZDNE WOJNY

NA KONCERCIE MUZYKI FILMOWEJ 14.10 | Sala Kongresowa

Niezwykła gratka dla fanów muzyki filmowej, muzyki instrumentalnej w ogóle, jak i twórczości Johna Williamsa. W Sali Kongresowej zagrany zostanie koncert z okazji 80. Urodzin Johna Williamsa. „Dawno temu w odległej galaktyce”, czasy ery jurajskiej, zaginiona arka, gladiatorzy, pierwszy i ostatni rejs najsławniejszego w dziejach statku oraz współcześnie opowiadane na wielkim ekranie historie Forresta Gumpa, Supermana czy E. T. nie zapadłyby w pamięci, gdyby nie muzyka filmowa, która dopełniała oraz współtworzyła te niesamowite produkcje – klasykę światowej kinematografii. Muzycy Polskiej Orkiestry Sinfonia Iuventus pod batutą Macieja Sztora przeprowadzą widzów przez kolejne eony i lata świetlne, odwiedzając Park Jurajski, poszukując Arki Przymierza, podglądając walki gladiatorów oraz podróż legendarnego Titanica, w jego stuletnią rocznicę rejsu. Nie zabraknie odgłosów „Szczęk” oraz wszędobylskich przybyszy z kosmosu… Wykonywanej na żywo muzyce towarzyszyć będzie projekcja fragmentów filmów na wielkim ekranie kinowym.

Show, tworzone specjalnie przez dyrektora muzycznego Brit Floyd Damiana Darlingtona, aby uczcić wydanie najnowszej oficjalnej płyty Pink Floyd - albumu ‚best of’‚ to wszystkie najlepsze utwory Pink Floyd w całości i wybrane osobiście przez członków zespołu Pink Floyd. W niespełna rok, fenomenalne widowisko Brit Floyd zostało entuzjastycznie przyjęte przez fanów Pink Floyd z całego świata i docenione za perfekcyjność, unikalne floydowskie animacje, genialna grę najnowocześniejszych świateł i doskonałego dźwięku i zostało okrzyknięte najlepszym widowiskiemhołdem na świecie.

HAPPYSAD

18.10 | Klub Stodoła Już 18 października w Warszawskiej Stodole wystąpi jeden z najciekawszych polskich zespołów rockowych. Po 3 latach od płyty Mów Mi Dobrze, zespół Happysad powraca z nową płytą, której premiera odbyła się na początku września.

16

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Wybrane wydarzenia w ramach Dni Belgijskich 2012: 16.11, Warszawa – uroczysta Gala – Bal, połączony z wręczeniem nagród: Belgian Business Chamber Award oraz Best Belgian Exporter Award. W trakcie wydarzenia odbędzie się również występ artystyczny uczniów prof. Włodzimierza Zalewskiego. W programie występu znajdą się zarówno piosenki Jacques’a Brela, jak i utwory Moniuszki oraz Chopina. 19-25.11, Gdańsk, Warszawa - Euroshorts Film Festival - festiwal prezentujący najlepsze filmy krótkometrażowe wyprodukowane w Europie. 22.11, Warszawa - Wieczór belgijski „Małże i Frytki” umożliwiający degustację typowych belgijskich dań w gronie partnerów biznesowych oraz zabawę przy belgijskiej muzyce. 24.11, Warszawa - Gra miejska będąca okazją do poznania kultury oraz obyczajów panujących w Belgii, a także odkrycia w Warszawie miejsc powiązanych z tym krajem.

4 listopada w warszawskiej Filharmonii Narodowej wystąpi znakomity rosyjski pianista Denis Matsuev wraz z orkiestrą Sinfonia Varsovia.

do 29.10 | Pałac Kultury i Nauki

Po występach dla ponad ćwierć miliona fanów w Wielkiej Brytanii i Europie w 2011 roku, Brit Floyd - The World’s Greatest Pink Floyd Show, 16 października zawita także do Polski z nowym widowiskiem - A Foot In The Door.

Dni Belgijskie organizowane są corocznie od 1998 r. przez BBC wraz z przedstawicielstwami ekonomicznymi Regionów: Brukseli, Flandrii i Walonii. W ramach Dni Belgijskich mają miejsce konferencje, seminaria, misje handlowe, uroczyste gale i spotkania biznesowe, a także tradycyjne wieczory belgijskie Małże i Frytki oraz projekcje filmów belgijskich. Co roku w Dniach Belgijskich bierze udział ok. 1000 osób.

„RACHMANINOW GALA” JESIENIĄ W WARSZAWIE

GENIUSZ LEONARDA DA VINCI – wystawa

16.11 | Hala na Torwarze

W dniach 6 – 24 listopada 2012 w Warszawie, Poznaniu i Gdańsku odbędą się Dni Belgijskie, powiązane z obchodami dwudziestolecia istnienia Belgijskiej Izby Gospodarczej (Belgian Business Chamber, BBC).

Więcej informacji na www.belgium.pl

Szczegóły na: www.KoncertFilmowy.pl

BRIT FLOYD - THE WORLDS GREATEST PINK FLOYD SHOW NA TORWARZE

DNI BELGIJSKIE W POLSCE

Żyjący w czasach renesansu Leonardo da Vinci to geniusz, którego dokonania od zawsze budziły podziw i uznanie. Wędrówkę tropem dokonań mistrza wyznaczają: dzieła sztuki, machiny inżynieryjne, modele architektoniczne, zapiski geologiczne i astronomiczne, jak i eksperymenty techniczne. Do tego dochodzą stanowiska komputerowe, dźwiękowe, animowana podłoga, wielkoformatowe, rzeźbiarskie rekonstrukcje machin, w końcu przedruki i faksymile. Dzięki tym zabiegom możliwa będzie w pełni multimedialna wycieczka tropem jednego z największych artystów i konstruktorów.

Będzie to pierwszy z cyklu koncertów poświęconych twórczości Siergieja Rachmaninowa, organizowanych z okazji obchodów 140 rocznicy urodzin kompozytora. Denis Matsuev to jeden z najbardziej uzdolnionych i docenianych pianistów na świecie. Jest wybitnym znawcą i wykonawcą dzieł Rachmaninowa. Rachmaninow Gala to niezwykłe wydarzenie muzyczne, organizowane na cześć wielkiego rosyjskiego kompozytora wspólnie z Fundacją im. Siergieja Rachmaninowa. Polskim akcentem warszawskiego koncertu będzie występ znanej i cenionej orkiestry Sinfonia Varsovia pod dyrekcją rosyjskiego mistrza batuty Aleksandra Sladkovsky’ego. W programie znajdzie się II Symfonia e-moll, op. 27 i III Koncert fortepianowy d-moll, op. 30. Jubileuszowy koncert „Rachmaninow Gala” odbędzie się 4 listopada w Sali Koncertowej Filharmonii Narodowej w Warszawie o godz. 19:00. Bilety będą dostępne w kasach filharmonii oraz na stronie eBilet.pl od 1 września. Całkowity dochód z ich sprzedaży zostanie przeznaczony na cele charytatywne. Więcej informacji: Katarzyna Tyszka, Media Metropolis, tel. 601 447 151, e-mail: ktyszka@mediametropolis.pl


Kalendarium GruPY SCandale PAŹDZIERNIK 2012

Partnerem jest whisky

Rezerwacje: cafebar@scandale.pl Kazimierz, Plac Nowy 9 (wejście w bramie) tel.: 12 430 22 20, 501 301 104, 505 222 236

6.10. 12.10. 13.10. 18.10. 19.10. 20 i 27.10.

25.10. 26.10.

Kazimierz, Plac Nowy 9 tel.: 12 430 68 55

Rezerwacje: biuro@scandale.pl Plac Szczepański 2 tel.: 12 422 13 33, 501 577 146, 505 222 236

SOBOTA, od godziny 20.00 - Garden Scandale Urodziny klubu Pure Fitness Angels’ City piątek, od godziny 20.00 - Live Music w Garden Scandale Koncert zespołu Katarzyna Radwańska Quartet SOBOTA, godzina 20.00 – teatr Scandale Royal – Gala inauguracyjna, Grand Opening „Scandale Night Show” Scena przy Placu Szczepańskim 2 cZwARtek, godzina 19.30 - Scandale Royal Nieformalny Klub Miłośników Wina - Wieczór Bułgarski wyDARZeNie MieSiącA: piątek, od godziny 20.00 - Live Music w Garden Scandale Rapper S.Squair Blaq z chicago, DJ Grizzly Adams z Berlina i instrumentalista-wirtuoz Jim Dunloop z paryża. Jedyny i niepowtarzalny koncert, i impreza taneczna!!! tego nie można przegapić!!! SOBOTA, godzina 20.00 – teatr Scandale Royal Spektakl „Chanson Café” - Scena przy Placu Szczepańskim 2 cZwARtek, od godziny 18.00 - Scandale Royal Festiwal Małży

piątek, od godziny 18.00 - Scandale Royal

Oktober Fest – wieczór z kuchnią bawarską w kAżDy weekeND w Scandale Royal

Świeże ryby i owoce morza w kAżDy weekeND w Garden Scandale

28.10.

Specjały portugalskie NieDZieLA, od godziny 19.00 – Live Music w Garden Scandale koncert kasi Sochackiej, finalistki iii edycji „Mam talent”

www.scandale.pl

Kasia Sochacka


wydarzenia

coolturalnie MAŁOPOLSKI OGRÓD SZTUKI

ZACZYNAM POWOLI DOSTAWAĆ WYSYPKI, KIEDY WIDZĘ KOLEJNY ODCINEK PROGRAMU MUZYCZNEGO W JEDNEJ Z WIODĄCYCH STACJI TELEWIZYJNYCH. O TYM, ŻE POWSTAJĄ KOLEJNE SERIE TAŃCA NA LODZIE, RURZE, PARKIECIE I WŚCIEKŁYM BYKU, WIEDZIAŁEM OD DAWNA. TAJEMNICĄ POLISZYNELA STAŁO SIĘ DLACZEGO WYPRZEDZILIŚMY USA W TAŃCU Z GWIAZDAMI. PO RAZ PIERWSZY W CZYMŚ JESTEŚMY LEPSI. PODCZAS GDY ONI JESZCZE TE TAŃCE LUBIĄ, NAS KATUJĄ ENTĄ SERIĄ, NA SZCZĘŚCIE Z PRZERWĄ. MOŻLIWE, ŻE IM GWIAZD ZABRAKŁO.

NA KULTURALNEJ MAPIE KRAKOWA, POJAWI SIĘ NOWE MIEJSCE, KTÓRE MA ŁĄCZYĆ W SOBIE RÓŻNE FORMY SZTUKI: TEATR, MUZYKĘ, SZTUKI PLASTYCZNE ORAZ FILM. MOWA O MAŁOPOLSKIM OGRODZIE SZTUKI, NOWOCZESNYM I MULTIMEDIALNYM CENTRUM KULTURY, POWSTAJĄCYM PRZY ULICY RAJSKIEJ 12, OBOK WOJEWÓDZKIEJ BIBLIOTEKI.

Podobny problem napotyka inne show. Jeden Idol padł, to wyrósł X-Factor, Mam Talent przemienił się w kolejny muzyczny teleturniej, bo i najwięcej w Polsce mamy piosenkarzy, oczywiście utalentowanych. Te wszystkie inne Must be the Music, czy Got to Dance są tylko popłuczynami po wcześniejszych tego typu programach.

Inwestycja sfinansowana została z funduszy Unii Europejskiej, w ramach Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007-2013, a całość jest jednym z projektów Teatru im. Juliusza Słowackiego. Budynek ten, który już 19 października przemieni się w nowoczesne, multimedialne centrum kultury i sztuki, ma w pełni nawiązywać do tradycji ulicy, jaką jest Rajska. To właśnie tutaj przed II wojną światową mieściły się teatry, kina oraz varietes. Małopolski Ogród Sztuki ma szansę stać się jednym z najważniejszych miejsc na kulturalnej mapie Krakowa, szczególnie ze względu na swoją innowacyjność i szeroką ofertę, zarówno kulturalną, jak i związaną ze sztuką. Budynek, w którym do niedawna mieściła się pracownia sceno-techniczna Teatru im. Juliusza Słowackiego, od dawna straszył swoim wyglądem. Od teraz ma mieć dwa zastosowania. W jednym ze skrzydeł powstawała nowoczesna mediateka, w której zgromadzono multimedialne zasoby książek i muzyki. W drugim skrzydle, od strony Rajskiej, powstała wielofunkcyjna sala widowiskowa na blisko 300 miejsc, w której będą się odbywały spektakle, koncerty, wystawy, seanse filmowe, sympozja, konferencje, aukcje sztuki, pokazy mody i tym podobne. Oprócz tego, w Ogrodzie Sztuki znalazło się miejsce na salę kinową, zdolną pomieścić 98 osób. Salka ta będzie wykorzystywana do pokazów tradycyjnych filmów, jak i recitali, czy monodramów. Żeby zachęcić mieszkańców Krakowa do odwiedzania Ogrodu, udostępniona zostanie także kawiarnia oraz foyer. Synteza rozmaitych dzieł sztuki, to kluczowe hasło, przyświecające twórcom obiektu. Oferta skierowana jest to zróżnicowanej grupy odbiorczej: zarówno dzieci, młodzieży, i osób starszych - tak amatorów sztuki, jak i samych twórców. Propozycja programowa ma zakładać silne ukierunkowanie na promocję sztuki współczesnej w różnych obszarach kultury, a także kształcenie i rozwijanie kompetencji kulturowych w zakresie odbioru sztuki współczesnych w ich nieskończonym bogactwie. Jednym z głównym celów jest także edukacja. Jak tłumaczą twórcy projektu, Małopolski Ogród Sztuki ma w sposób unikatowy łączyć miejsce powstawania i prezentowania żywego widowiska, z zapleczem teoretyczno-dydaktycznym, które w sposób efektowny oferuje młodym nowoczesna mediateka. Dzięki temu możliwe staje się, by inspiracje płynęły z obu kierunków: od prezentacji dzieła scenicznego, muzycznego lub plastycznego, po wiedzę teoretyczną na jego temat, dostępną w nowoczesnej mediatece. Każdy z kolejnych miesięcy ma być silnie ukierunkowany na daną dziedzinę sztuki. Październik ma być miesiącem muzyki, listopad - teatru, grudzień zaś poświęcony zostanie sztukom plastycznym. Inauguracyjny koncert otwarcia wykona Orkiestra Akademii Beethovenowskiej pod dyrekcją Krzysztofa Pendereckiego. 18

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Martwi mnie jednak zupełnie co innego. Sens powstawania czegoś takiego i sam gust muzyczny Polaków. I o ile naprawdę lubię popkulturę, co podkreślam na każdym kroku, mogę z przyjemnością słuchać Jacksona, jak i zdzierżę Britney Spears obok twórczości chociażby Chopina. Gdy jednak widzę gwiazdkę jednego sezonu, jako eksperta muzycznego, to już zaczyna mnie coś zastanawiać. Mowa o Bitwie na Glosy, nowym programie flagowym misyjnej telewizji, jaką jest nasza kochana telewizja publiczna. Trzecia już edycja tego show cechuje się kilkoma cechami. Pierwszą, jest co roku lekko zmieniony skład jurorski. Nergal poszedł w odstawkę, jego miejsce zajął Zamachowski, które cenię jako aktora, a który chyba musi zarobić na rodzinę, bo zaczyna chwytać się wszystkiego, co się tylko da. Ale i on się nie sprawdził, więc mamy teraz kolejnego niezależnego artystę jakim jest Titus z Acid Drinkers. Skąd wytrzasnęli zapomniane już poniekąd Acid, tego nie wiem, ale pomysłowość włodarzy stacji godna pochwały. Aż się boję pomyśleć kto znajdzie się w kolejnej edycji. Myślałem o Maleńczuku, bo niby niezależny, ale przypomniałem sobie, że on już się bawił w Idolu, więc pewnie wytrzasną kogoś jeszcze bardziej niezależnego. Może Peja? Albo będący na topie za sprawą Jesteś Bogiem - Fokus i Rahim? W każdym razie trzecia edycja Bitwy przechodzi samą siebie. Gwiazdy są jeszcze mniej znane, a wspomagają je kolejne dinozaury sceny. Obok wspaniałej Kozidrak i Gawlińskiego, z kultowych już chyba Wilków, mamy Julę oraz Farnę. Kolejny raper dołączył do naszej zabawy i w miejsce niedawnego Meza, mamy Libera. Całkiem niezłe zestawienie. A jako, że śpiewają nie oni, tylko ich drużyny, to możemy przypatrzyć się, jak nasze gwiazdy trenują amatorów. I byłoby to całkiem zabawne, gdyby nie fakt, że taki Rubik, Kozidrak, czy Gawliński mogą szkolić, bo przepracowali na scenie paręnaście lat, ale taka Jula, która wydała pierwszą płytę i sama jest debiutantką pół-amatorką? Albo Liber, który z muzyką ma tyle wspólnego, co Coben z arcydziełami literatury? Zresztą nie wiem o co się pieklę, bo i tak wiadomo kto wygra. Po tendencji widać już, że bój o zwycięstwo stoczy Jula z Ewą Farną. Dwie obecnie najpopularniejsze artystki młodej sceny różnią się wszystkim. Farna ma na koncie kilka płyt, sporo, jak na swój młody wiek doświadczenia oraz ten pazur rockowego brzmienia, tak spłyconego przez popową papkę. Jula to debiutantka, mająca potężne plecy, w postaci internetowych fanów. Znakiem czasu jest fakt, że wszyscy internetowi debiutanci osiągają zawrotną karierę – moda ta widać przyszła i do Polski. Zakochane, rozhisteryzowane fanki Biebera stoją za nim murem i gdyby dzieciak chciał wystąpić w jakimkolwiek programie, mógłby liczyć na absolutne zwycięstwo. Podobnie Jula, która może nawet wygrać z Farną. Jej elektorat jest o wiele bardziej zmotywowany i zwarty niż fani Ewy, która zaniedbuje swoje internetowe emploi. I żal mi tylko tych prawdziwych gwiazd, które lata poświęciły na zdobycie popularności i wykształcenie swojego stylu muzycznego, nawet jeśli schodzą niebezpiecznie w gatunek z etykietą „pop”. Gawliński, czy Kozidrak nie zasługują na przegraną z młodością, przynajmniej nie taką. Ale taki już znak czasów, a im pozostaje całkiem intratny kontrakt, który podpisali za udział w programie. MATEUSZ DYKIER


N

astały czasy ludzi biznesu; ciągły bieg, pęd życia, spotkania biznesowe, szkolenia, konferencje. Żyjemy w stresie, pracujemy 24 godziny na dobę, czasem trudno nam znaleźć czas na chwilę relaksu, dlatego powstają takie miejsca jak Ośrodek Przygotowań Olimpijskich „Kolna”. Ten nowoczesny kompleks rekreacyjno-sportowy , wyposażony w doskonale urządzone sale konferencyjne to idealne miejsce, by połączyć przyjemne z pożytecznym. Zaczynając historię tego miejsca trzeba wspomnieć o tym, że jest ono silnie powiązane z takim sportem, jak kajakarstwo slalomowe. Pomysłodawcą miejsca jest były kanadyjkarz slalomowy i trener, zapewne dlatego najpierw powstał tu tor kajakowy, z pełnym zapleczem dla zawodników. Organizowane tu są Mistrzostwa Świata i Europy, raftingi, freestyle, spływy pontonowe, te ostatnie bardzo popularne pośród grup zorganizowanych. Sporty wodne są przez biznesmenów często wybieraną atrakcją. Ta spora dawka adrenaliny, to idealny sposób na relaks po całodziennych szkoleniach i trudnych konferencjach. Kolejnym etapem rozbudowy była część rekreacyjno-sportowa, w której znajdziemy halę sportową, siłownię, basen i mini spa z saunami, jacuzzi, gabinetem odnowy biologicznej i gabinetem masażu. Tak więc każdy może tu odpocząć i zrelaksować na swój ulubiony sposób. Ostatnim etapam projektu był ośrodek wypoczynkowy. Znajdują się tu klimatyzowane pokoje i apartamenty, restauracja, kawiarnia, oraz sale konferencyjne. Wnętrze zrobione w nowoczesnym, minimalistycznym stylu. Całość przystosowana jest również dla osób poruszających się na wózkach; ośrodek dostał wyróżnienie

w konkursie „Kraków bez barier 2010” za najlepiej przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych obiekt. Całość zaprojektowana została tak, aby goście korzystający z kompleksu nie musieli wychodzic na zewnątrz, chcąc po konferencji udać się na przykład na basen. Wszystkie sale konferencyjne wyposażone są w rzutnik pisma, projektor multimedialny, flipchart, mikrofony, nagłośnienie, TV i DVD oraz kabinę do tłumaczeń symultanicznych. Największą salę COMPLEX, mieszczącą ok. 150 osób, można podzielić ściankami tłumiącymi dźwięk, na 3 mniejsze i zorganizować kilka konferencji jednocześnie. W ofercie ‘KOLNEJ” znajduje się organizacja wszelkich form spotkań biznesowych: szkoleń, konferencji, bankietów, kolacji biznesowych, imprez integracyjnych. Te ostatnie z powodzeniem można organizować na świeżym powietrzu lub pod namiotem grillowym; atrakcje sprzyjające takim imprezom oprócz wcześniej już wymienionego raftingu to np. paintball na profesjonalnym polu, quady, czy wyścigi smoczych łodzi. Dużym atutem tego miejsca jest położenie obiektu. Zaledwie kilka kilometrów do Krakowa, nad samym brzegiem Wisły, wśród pięknej zieleni. Do ośrodka prowadzi z Krakowa widokowa trasa rowerowa. ‘Kolna’ cały czas się rozwija i do swojej oferty dodaje kolejne atrakcje. To dobre miejsce dla firm szukających alternatywnych sposobów motywowania pracowników, zapracowanych biznesmenów szukających wytchnienia, młodych ludzi spragnionych adrenaliny, rodzin z dziećmi. Zapraszamy!

Krakowski Klub Kajakowy 12 259-35-40 w. 35 Faks: 12 259 35-90 biuro@kolna.pl Ośrodek Sportu i Rekreacji KOLNA 12 259-35-40 w. 50, 51 basen@kolna.pl Ośrodek Olimpijski KOLNA 12 259-35-40 w. 60 info@kolna.pl


film

Opowiedz to jeszcze raz, Sam PRZECZYTAŁEŚ OSTATNIO KSIĄŻKĘ, KTÓRA SIĘ DOBRZE SPRZEDAŁA LUB WIDZIAŁEŚ HOLLYWOODZKI KASOWY FILM, KTÓRY SPORO ZAROBIŁ I CIESZYŁ SIĘ UZNANIEM WIDZÓW? CÓŻ, MOŻESZ BYĆ PEWIEN, ŻE KSIĄŻKA SZYBKO ZOSTANIE PRZENIESIONA NA EKRAN, A FILM, KTÓRY CI SIĘ TAK PODOBAŁ (NIECH ZGADNĘ, MIAŁ OTWARTE ZAKOŃCZENIE..?) DOCZEKA SIĘ DRUGIEJ CZĘŚCI. A MOŻE TRZECIEJ I CZWARTEJ. A PO TYM REMAKE’U LUB REBOOTU ZA KILKA LAT. FABRYKA SNÓW OPOWIADA NIEKOŃCZĄCE SIĘ OPOWIEŚCI, NIERZADKO ZAMIENIAJĄCE SIĘ W WYSTAWNE, WYSOKOBUDŻETOWE SERIALE. Gdy Marty McFly, bohater Powrotu do przyszłości II (1989) przenosi się do roku 2015 i ląduje pod kinem, widzi plakat reklamujący 19 część cyklu Szczęki. Ten uszczypliwy dowcip w stronę pierwszego blockbustera w historii trafnie podsumowuje dzisiejsze tendencje panujące w Hollywood: najlepszym sposobem na zarabianie pieniędzy są nieustanne kontynuacje filmów, które już raz podbiły listę box office. Szczęki (1975, reż. Steven Spielberg) – pierwsza hollywoodzka superprodukcja, ustanawiająca pewną konwencję – okazały się wielkim hitem... przez przypadek. Nikt wcześniej nie wróżył powodzenia dziełu młodego, początkującego reżysera (Spielberg miał wówczas 28 lat), zwłaszcza, że film dwukrotnie przekroczył budżet i powstawał w atmosferze nerwowej. Niespodziewanie dla wszystkich, Szczęki stały się pierwszym filmem w historii, który przekroczył 100 milionów dolarów zysku i tym samym zapoczątkował modę na kontynuowanie opowieści, która już raz 20

lounge ...bo jakość ma znaczenie

spodobała się widzom. I choć twórcy Powrotu do przyszłości trochę przedobrzyli, obśmiewając dzieło Spielberga – do tej pory powstały cztery części – można się spodziewać, że to jeszcze nie koniec.

Nad złotym stawem Trend dopisywania kolejnych części do filmu, który już raz się udał lub ekranizowania bestsellerów, by przyciągnąć do kina tłumy czytelników, nasilał się w kolejnych dekadach, by w ciągu ostatnich kilku lat przemienić Hollywood w konsekwentnego opowiadacza kinowych seriali lub przekładającego na filmowy język poczytne lektury. Jeszcze spośród najbardziej kasowych filmów w 1981 roku, zaledwie trzy z nich były adaptacjami literackimi lub kontynuacjami serii (odpowiednio: Nad złotym stawem i Tylko dla twoich oczu oraz Superman II). Z upływem czasu stosunek filmów oryginalnych do odtwórczych lub kolejnych odcinków filmowego serialu

zmniejszał się coraz bardziej. Dla porównania, dwadzieścia lat później w rocznym zestawieniu najbardziej kasowych hitów znalazły się już tylko dwa filmy oryginalne (Pearl Harbor i Potwory i spółka), a rok temu już... ani jeden. Za to mogliśmy oglądać w kinach Harrego Pottera (ekranizację książki, drugą część części siódmej, więc de facto część ósmą), Transformers 3, Kac Vegas w Bangkoku, Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach (czwarta i ponoć nie ostatnia część) oraz reboot Planety Małp (Geneza planety małp). Zamiłowanie Hollywood do ekranizacji i serii sprawia, że niezwykle łatwo jest obstawiać kolejne hity box office. Przykładów nie trzeba szukać daleko – obecnie najszybciej sprzedającą się książką świata jest 50 twarzy Greya autorstwa E.L. James – powieść pornograficzna, poruszająca tematykę seksu BDSM. Co minutę na świecie ktoś kupuje jeden egzemplarz książki. Pobiła ona też rekord sprzedaży należący do Kodu Leonarda da Vinci (również przeniesionego na kinowy ekran). 50 twarzy Greya ma jeszcze dwie części i już dzisiaj wiadomo, że wszystkie trzy zostaną jak najprędzej zekranizowane. Filmy są murowanym hitem, zważywszy na fakt, że o główną rolę kobiecą ubiegają się Kirtsen Steward i Scarlett Johansson, a główną rolę męską proponowano chyba już każdemu – od Ryana Goslinga, Alexandra Skarsgaarda, Chrisa i Liama Hemsworthów, aż po... Justina Biebera. Co prawa czasy, gdy sequel kojarzył się z synonimem filmu równie dobrego co część pierwsza (dobrym przykładem jest tutaj wspominany już Powrót do przyszłości, Jurassic Park, kolejne części Obcego lub druga część Terminatora), raczej


film

Przed wschodem słońca (1995) bezpowrotnie już minęły, Serie, kolejne części i rozpisywanie historii na kilka filmów nie musi zawsze oznaczać kompletnej artystycznej klapy i bezrefleksyjnego pozbawiania widzów pieniędzy. Rozpisywać historie na wiele dobrych i równowartościowych części można zarówno epicko, z hollywoodzkim rozmachem, jak i kameralnie i artystycznie. Chyba najpiękniejszą i najbardziej liryczną filmową opowieścią w odcinkach jest Przed wschodem słońca (1995) i jego druga część Przed zachodem słońca (2004). Dylogia to historia dwójki studentów – Francuzki i Amerykanina – którzy poznają się podczas podróży w pociągu i postanawiają razem wysiąść, by spędzić ze sobą cały dzień, zwiedzając Wiedeń i rozmawiając o życiu. Nim nastanie świt okazuje się, że tą dwójkę łączy coś więcej, postanawiają więc spotkać się dokładnie w tym samym miejscu za pół roku. Nie udaje im się to jednak i mija dziewięć lat, nim spotkają się ponownie (Przed zachodem słońca). Obecnie twórcy planują kolejną część, której premiera będzie miała miejsce w przyszłym roku – para niespełnionych zakochanych znowu zobaczy się po ponad dekadzie. Przed wschodem słońca to idealny przykład, gdzie regularne odstępy czasu pomiędzy jednym a drugim filmem są kreatywnym i artystycznym sposobem na opowiedzenie historii. Wraz z upływem czasu dojrzewają bohaterowie i twórcy serii (odtwórcy głównych ról – Julie Delpy i Ethan Hawke – mają wpływ na scenariusz i losy swoich bohaterów) oraz ich widzowie.

MAŁGORZATA PAWŁOWSKA

REKLAMA

Na drugim końcu tego porównania sytuuje się arcydzieło wiodącego teraz prym kina superbohaterskiego – trylogia filmów o Batmanie w reżyserii Christophera Nolana. Nolan tchnął nowego ducha w historię Człowieka Nietoperza, która zresztą została opowiedziana w kinie całkiem niedawno: ostatnim filmem zamykającym serię o Batmanie w kinie hollywoodzkim jeszcze w XX wieku był nieudany Batman i Robin (1997 r.), w reżyserii Joela Schummachera. Mroczny Rycerz Powstaje (2012), zamykający trylogię – reboot poprzedniej serii, udowodnił, że w ramach trybów hollywoodzkiej maszyny do zarabiania pieniędzy można wciąż robić kino rozrywkowe i autorskie, cieszące wszystkich widzów, zarówno tych szukających zwykłej rozrywki jak i artystycznych wrażeń. A że Warner Brothers powoli szykuje się do kolejnej, wznowionej serii o Batmanie i obecnie jest poszukiwany nowy odtwórca roli Bruce’a Wayne’a? Cóż, chyba nikt nie jest tym specjalnie zaskoczony. Wszyscy już do tego przywykliśmy.


kultura

SUPERMARKET ZAMIAST

TO, ŻE SZTUKA JEST BIZNESEM, NIE TRZEBA NIKOGO PRZEKONYWAĆ. OD ZAWSZE ZA ARTYSTAMI STAŁY WYTWÓRNIE, LICZĄCE PIENIĄDZE Z ICH TWÓRCZOŚCI – FILMÓW, KONCERTÓW, KSIĄŻEK. GORZEJ, GDY ŚWIAT BIZNESU WKRACZA TAM, GDZIE NIE POWINIEN BYĆ AŻ TAK WIDOCZNY – DO MIEJSC, W KTÓRYCH PRZYCHODZI NAM ZE SZTUKĄ OBCOWAĆ. Dwa lata temu, w Lublinie, jeden z portali miejskich w dniu Prima Aprilis postanowił zrobić dowcip. Napisał, że stary budynek Teatr w Budowie, w którym miało powstać centrum kulturowe, zamieni się jednak w nowoczesne centrum handlowe. I znając przypadki innych takich miejsc, które upadły, bądź cały czas walczą o przetrwanie, wydawać się mogło, że wywoła to oburzenie. Okazało się jednak, że sporo osób chwaliło sobie zmianę planów miasta. Znaleźli się obrońcy centrum handlowego, szczególnie ludzie młodzi, którzy stwierdzili, że dobrze się dzieje, bo w mieście brakuje galerii. Ta anegdota najlepiej oddaje cały problem.

Zmierzch małych kin? Przed nastaniem ery multipleksów, w Polsce rządziły kina, dzisiaj zwane, studyjnymi. Grano tam wszystko, co tylko wchodziło na ekrany kin, a że dawniej nie wchodziło zbyt wiele filmów, to i ludzie oglądali wszystko co się dało. Po pojawieniu się pierwszych kompleksów kinowych z dziesiątkiem sal, pełnym bufetem, kawiarniami, 22

lounge ...bo jakość ma znaczenie

KINA

nowoczesnymi, ogromnymi ekranami, wreszcie technologią 3D, małe kina przemianowano na kina studyjne, grające ambitniejszy repertuar, który nigdy nie wszedłby do szerszej dystrybucji. Kino włoskie, hiszpańskie, szwedzkie, ale także amerykańskie, nie mające żadnych szans z wysokobudżetowymi blockbusterami. W tym momencie też nadszedł zmierzch małych kin, które nie mając widza, popadały w długi, wiązały ledwie koniec z końcem i wreszcie musiały się zamknąć.

I nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak nowe zawsze wypiera stare, gdyby nie problem lokalizacji i tego, co miało nadejść w miejsca budynków kin studyjnych. Tendencja jest tak ogólna, że można mówić o jakimś wzorze. Kina studyjne najczęściej miały bardzo dobrą lokalizację, w centrum miasta, bądź w miejscach strategicznych, dla poszczególnych dzielnic. Na przykład krakowskie Kino Wanda, funkcjonujące od 1913 roku, stojące niedaleko centrum Nowej Huty. Dziś mieści się tam dom handlowy o tej samej nazwie. Stary szyld oraz sam budynek przetrwały tylko dlatego, że są zabytkowe. Podobny los spotkał Świt, również na jego miejsce pojawił się supermarket. A jest to dopiero wierzchołek góry lodowej. Poznańskie kino Wilda pożegnało się ze światem filmu, na jej miejscu zaś została wybudowana Biedronka. Kino Polonia w Olsztynie musiała ustąpić miejsca nowemu bankowi, zaś Kino Moskwa zamieniła się w siłownię. W Gorzowie najstarszym tego typu obiektem było kino

Słońce, które zamknięto w 2007 roku. Ostatnim seansem wyświetlonym dla widzów była Szklana Pułapka 4 – symbol przegranej z komercją. Dziś znajdziemy tam klub muzyczny i dyskotekę.

Nie tylko kina Taki los nie spotyka jednak tylko kin. Upadają ciekawe projekty księgarniano-kawiarniane, teatry i inne miejsca związane z kulturą. Ostatnimi czasy głośno było o problemach finansowych Tomasza Brzozowskiego, wydawcy i właściciela księgarnio-kawiarni, Czuły Barbarzyńca. Ten ciekawy projekt był połączeniem kawiarni oraz miejsca, gdzie można było wybrać sobie książkę i czytać ją na miejscu. A wybór był naprawdę spory. Na nic jednak zdały się konszachty z kulturą wysoką. Jak wspomina jeden z pracowników: - W lokalu brakowało gości, a Ci, którzy byli nie zamawiali nic do jedzenia. Wina także nie pili, bo było za drogie. Niedawno Czuły Barbarzyńca wyszedł na prostą, przynajmniej na tyle, żeby utrzymać się, a i Brzozowski nie rezygnuje z planów, bo otworzył drugą tego typu placówkę, tyle, że w Krakowie. Jeden z najbardziej znanych teatrów, czyli warszawski Teatr Mały, tworzony między innymi przez Hanuszkiewicza, Kutza czy Różewicza - został zamknięty w 2009 roku. Po niemal czterdziestu latach działalności, budynek teatru wraz z kinem Relax, należącym do tej samej spółki, został sprzedany sieci supermarketów Alma. Po kilku latach przymiarek, Alma ostatecznie zrezygnowała z budowy kolejnego sklepu, a w


kultura

budynku kina Relax znajdziemy teraz kawiarnię o tej samej nazwie, z neonowym szyldem, przypominającym stary, znany wszystkim miłośnikom zabytkowego kina.

Niektórzy wciąż walczą Niektóre kina wciąż walczą, nie poddając się wciąż podnoszonym czynszom i niskiej frekwencji widzów. Po zamknięciu sopockiego kina Polonia, kolejnym obiektem mającym podzielić ten sam los, był gdański Neptun, mieszczący się przy ulicy Długiej. Na jego miejsce miało powstać centrum usługowo-handlowe. Na szczęście dla historycznego obiektu, w obronę jego zaangażowała się społeczność miejsca, tworząc specjalną grupę na Facebooku, którą poparło kilkaset osób. Oprócz nich zaangażowali się między innymi Agnieszka Odorowicz, dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej oraz Jacek Bromski, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Ratunek udał się połowicznie. Centrum handlowe Neptun House powstanie, jednak właściciele obiektu uwzględnili w planach miejsce na kino. Neptun będzie więc funkcjonować normalnie, w otoczeniu nowoczesnych sklepów. Jak to wpłynie na repertuar? Nie wiadomo. Podobną batalię stoczył niedawno Ars Sztuka, jedno z najbardziej znanych kin w Krakowie. To właśnie tutaj, przed nastaniem ery multipleksów, odbywały się najważniejsze premiery nowych filmów. W kinie gościły takie sławy, jak Wajda, a nawet Morgan Freeman. Ars było miejscem wyjątkowym, potrafiącym pogodzić komercję współczesnego kina, z ambicjami twórców niezależnych. W pięciu salach kinowych, w tym jednej, będącej połączeniem kawiarni z miejscem do oglądania filmów, widzowie mogli obejrzeć zarówno repertuar trafiający do szerokiej dystrybucji, jak i filmy artystyczne. Klimatyzacja, wymieniane fotele, zaplecze gastronomiczne – wszystkie te elementy pokazywały, że właściciele kina idą z duchem czasu. Nie zmieniło to jednak faktu, że właściciele kamienicy przy ulicy Jana, gdzie mieściło się centrum kinowe, podnieśli czynsz o 100 procent. W miejsce kina miał powstać sklep Carrefour. I właśnie wtedy za obronę kina wzięli się mieszkańcy Krakowa, którym pomysł stworzenia supermarketu w tym miejscu nie bardzo spodobał się. Powstała grupa na facebooku, która liczyła ponad 12 tysięcy osób. W obronę bardzo zaangażował się właściciel Arsu Andrzej Kucharczyk, który próbował wpłynąć na nieprzychylną decyzję. Jeszcze w kwietniu mówił: Będziemy podejmować próby wpłynięcia na władze lokalu. Być może uda się znaleźć nowe miejsce. Lokalu nie udało się znaleźć, ale kino zostało uratowane. Co prawda poległa największa i najważniejsza dla kina sala, czyli Sztuka, mieszcząca ponad 200 osób. Na jej miejsce powstanie kasyno albo kolejny bar. Ars jednak wciąż istnieje.

C

M

Y

CM

MY

CY

Idzie nowe

CMY

Jak pokazują niektóre przykłady, zmierzch kin studyjnych nie nadszedł całkowicie. Wyremontowane kino Agrafka, czy Mikro w Krakowie wciąż funkcjonują i mają się całkiem nieźle. Po dziesięciu latach przerwy, w Bydgoszczy otworzono Miejskie Centrum Kultury, w budynku historycznego Kina Orzeł. Poprzedni właściciel obiektu zamknął kino, przegrywając walkę z multipleksami, twierdząc, że nie opłacalne jest inwestowanie w modernizację budynku. Po sprzedaniu budynku miastu, rozpoczęto plany otwarcia Miejskiego Centrum Kultury. Przebudowany obiekt kontynuuje tradycje starego Orła, puszczając filmy artystyczne, zwycięzców festiwali europejskich i polskich oraz maratony filmowe. Oprócz tego zrzesza miejskie środowisko filmowe i artystyczne.

K

Podobnie jest z teatrami. Obok tych największych, które niezależnie od problemów przetrwają, pojawia się coraz więcej nowych teatrów, komercyjnych, których właścicielami są sami aktorzy. Najpopularniejszymi tego typu przedsięwzięciami jest chociażby Och-Teatr, czyli filia teatru Polonia Krystyny Jandy, Teatr 6. Piętro Michała Żebrowskiego oraz nowo otwarty teatr IMKA, którego dyrektorem i właścicielem jest Tomasz Karolak.

Co dalej?

MATEUSZ DYKIER

REKLAMA

Jaki los czeka kolejne kina studyjne, czy teatry - nie wie nikt. Powodów tego stanu rzeczy jest kilka. Szeroki repertuar multipleksów, jak Cinema City czy Multikino zawsze wygra z ambitnym, artystycznym repertuarem. Do tego kina studyjne nie są przygotowane na walkę o widza. Brak promocji, stare budynki, słabe zaplecze gastronomiczne i niewygodne fotele nie mogą się równać z pieniędzmi, wydawanymi na promocję nowoczesnych kompleksów kinowych. Niezapomniany klimat, którym cieszą się niewielkie, często jednosalowe obiekty, nie są wystarczającym argumentem. Nie znaczy to, że kina studyjne nie mogą istnieć obok multipleksów. Wystarczy pokazać ludziom, że ambitniejszy repertuar także istnieje. Edukację trzeba jednak zacząć już teraz. Andrzej Kucharczyk, właściciel Ars, stwierdził, że największym hitem kina okazał się Kiler, komedia z Cezarym Pazurą. Przykład ten najdobitniej pokazuje jakie filmy w Polsce cieszą się największą popularnością.


NOVA LOFT istnieje już od maja i szybko stała się integralną częścią naszej restauracji. Ożywiliśmy tę przemysłową i surową przestrzeń odważnymi kolorami, wygodnymi kanapami i ciepłym światłem, co nadało jej niepowtarzalny, kameralny klimat. Teraz pragniemy podzielić się z Wami tą przestrzenią w zupełnie inny sposób. Jesienią w Nova Loft zabrzmi muzyka na żywo. Stawiamy na współczesną elektronikę w ciekawych połączeniach z brzmieniem minionych dekad i post punkiem, ale będziecie mieli także szansę usłyszeć u nas taneczne ska, klasyczne reggae i energetyczny dancehall. Już 12 października na scenie NOVA LOFT stanie FAIR WEATHER FRIENDS, uczestnicy niedawnych festiwali Open’er i Coke Live Music. Totalnie optymistyczni, mocno taneczni, szybko zostali docenieni przez amatorów dobrej muzyki elektro połączonej z muzyką taneczną lat 70 - tych i 80 – tych. Ci charyzmatyczni Panowie nie pozwolą Wam ustać w miejscu. Dodatkowo zagra dla Was FONIX. Obecnie co sobotę można usłyszeć jego sety w audycji Elektroniczny Azyl którą prowadzi z Kinzo Chrome & Olivia Ungaro w każdą sobotę od 21:00 do 23:00 na 100,50 FM w Radiofonii. Dźwięki jakie prezentuje w swoich setach to szeroko pojęta muzyka elektroniczna, od house aż po techno, której wspólnym mianownikiem jest głębia i nastrój. Oprócz wydarzeń klubowych, zdarza się, że ze swoją muzyką trafia na pokazy mody, wernisaże czy festiwale. W listopadzie NOVA LOFT będzie przystankiem na trasie koncertowej alternatywnego duetu SKINNY PATRINI, promującego nowy album „Sex” pełnego kapitalnych melodii, zaśpiewanych z finezją i polotem. Dodatkowo każdy występ tej ekscentrycznej pary jest niesamowicie dopracowanym widowiskiem, które z muzyką tworzy nierozerwalną całość. Koncert

supportować będzie THIRD WAVE ROMANTICS kolektyw DJ-sko producencki z południowej Polski składający się z czterech fanatyków post punkowej elektroniki, synth - popu, wczesnego

industrialu oraz holenderskich wydawnictw spod skrzydeł Bunker i Creme Organisation. NOVA LOFT zaspokoi Wasz apetyt nie tylko na dobrą muzykę, ale także na dobre

kino. Od początku października w każdy wtorek od godziny 19:00 będziecie mieli okazję zobaczyć klasykę kina w najlepszym wydaniu, m.in. Chinatown Polańskiego, Kikę Almodovara, Noc Antonioniego czy Inside Man Spike’a Lee. A obok dobrej muzyki i kina nie może oczywiście zabraknąć sztuki. Dlatego już niebawem w NOVA LOFT i NOVA RESTO BAR będzie można oglądać prace młodych, zdolnych

fotografików, malarzy czy grafików. Z tej okazji chcemy zachęcić Was do brania udziału w konkursach, które organizujemy cyklicznie już od września. Szukamy osób kreatywnych, chcących podzielić się swoimi pomysłami. Jesteśmy otwarci na wszystko co nowe i odważne. Na początek wszystkich kochających fotografię zachęcamy do przesyłania zdjęć przedstawiających INDUSTRIALNY KRAKÓW. Autorzy najlepszych prac otrzymają możliwość wystawienia swoich fotografii w naszej restauracji. To będzie niezapomniana jesień! Czekamy na Was w Nova Loft!


felieton

JEDNYM ZDANIEM

NIE WSZYSTKO ZŁOTO, CO SIĘ ŚWIECI

Na biznesie znam się mniej więcej tak, jak Odeta Moro-Figurska na ujeżdżaniu, czyli wcale; więc w myśl zasady „nie znam się, to się wypowiem” zapraszam do mojego, jak to Redaktor Prowadzący Lounge’a nazywa - „strumienia świadomości”…

M

oim ulubionym przejawem działalności biznesowej wszelkiego rodzaju firm są infolinie, które to, wbrew temu co można by wysnuć z ich nazwy, wcale nie służą do informowania kogokolwiek o czymkolwiek, ale do zamęczania każdego dzwoniącego milionem automatycznych komunikatów, które przynajmniej teoretycznie powinny doprowadzić do rozwiązania jego (dzwoniącego) problemu; mi się na przykład ostatnio zdarzyło, że bankomat zamiast wypłacić mi żądaną kwotę pobuczał, pobrzęczał, po czym oddał kartę i pojawił się napis: ZAPRASZAM PONOWNIE, a gotówki ni widu ni słychu; no więc lekko się zirytowawszy, odnalazłem na urządzeniu numer, pod którym należy zgłaszać nieprawidłowości w funkcjonowaniu rzeczonego automatu do wydawania gotówki; zadzwoniłem i oczywiście powitała mnie automatyczna wiadomość, że firma bankomatowa bardzo się cieszy, że do niej zadzwoniłem, i że rozmowy są nagrywane, i że jak mi się ten fakt (nagrywania) nie podoba to mogę się rozłączyć; co jest bardzo świetne jak chcę się dowiedzieć czy moje pieniądze wyparowały, czy bankomat się zaciął i takie tam; no więc na końcu półgodzinnej tyrady usłyszałem: Jeśli chcesz kontynuować rozmowę w języku polskim wybierz „jeden”; nie no, super, rewelacja, jestem w Polsce, do tej pory wszystko co usłyszałem było w jedynym w rzeczonym kraju obowiązującym języku urzędowym, więc nie bardzo rozumiem po co ten komunikat po około pięciu minutach od nawiązania połączenia - jakbym był obcokrajowcem, to i tak już bym się dawno załamał, rozpłakał i rozłączył; wybór języka, jak już musi być, to chyba powinien być na początku(?!)… taki szczegół, ale wróćmy do infolinii - no więc wybrałem „jeden” i teraz nastąpiła kolejna tyrada na temat tego, jaką kolejną cyfrę na cyferblacie mam wybrać, żeby załatwić sprawę z którą dzwonię; i akurat tutaj było już „z górki”, gdyż problemy z wypłaceniem gotówki były (na szczęście) oznaczone numerem jeden, więc po jego wybraniu odezwał się konsultant i kazał podać adres (bankomatu), numer (bankomatu), potem cała masę cyferek oraz numer buta i datę dzienną bitwy pod Grunwaldem; następnie dowiedziałem się, że bankomat po prostu najzwyczajniej w świecie nie mógł odczytać danych z paska magnetycznego i dlatego też nie wypłacił mi gotówki... i tym sposobem straciłem pół godziny (oraz minuty z abonamentu) po to tylko, żeby się 26

lounge ...bo jakość ma znaczenie

dowiedzieć, że w sumie nic się nie stało; skoro czas to pieniądz, to wychodzi na to, że infolinie są po to, żeby zabierać ludziom czas, tylko nie wiem w jaki sposób odzyskuje się (z tego zmarnowanego czasu Klienta, który z infolinii skorzystać postanowił) gotówkę; podejrzewam, że w równie tajemniczy, a może nawet jeszcze bardziej tajemniczy sposób działa inwestowanie, np. na giełdzie papierów wartościowych, w akcje, obligacje, i takie tam (nie znam się, więc do końca nie wiem), a zwrot zainwestowanych pieniędzy oraz zysk pojawiają się po długim lub jeszcze dłuższym czasie, chyba, że: a) jest krach na giełdzie i wszystko się traci; b) zainwestowaliśmy w firmę, której prezesem okazał się być złodziej lub idiota, który doprowadził firmę do bankructwa; lub: c) tak jak ponad 7200 mieszkańców Kraju nad Wisłą zachorowaliśmy na gorączkę złota i zainwestowaliśmy w Amber Gold - tutaj szanse na odzyskanie czegokolwiek są raczej nikłe; jak już wspomniałem na biznesie znam się słabo, ale tak „na chłopski rozum”, jeżeli większość lokat bankowych na rynku oferuje wzrost rzędu 5-7% w skali roku (minus podatek Belki itp.), to firma, która oferuje zysk na poziomie 20% musi być podejrzana, bo gdyby to było takie proste, to chyba każdy bank miałby taką ofertę (?!); no ale jak to mówią chytry dwa razy traci czy jakoś tak... z drugiej strony media zrobiły wielkie halo wokół tego, że Amber Gold było klasyczną piramidą finansową i jak w ogóle można było dopuścić do funkcjonowania takiej firmy; szkoda tylko, że w największej piramidzie finansowej (nazywa się ZUS) przymusowo uczestniczą wszyscy obywatele RP i jakoś nikt nie chce powołania komisji śledczej w tej sprawie, a co roku w czeluściach tej instytucji bezpowrotnie znikają miliony złotych, bo np. ZUS od każdej składki przekazywanej do NFZ pobiera 0,2% prowizji, dzięki czemu w 2011 roku ponad 100 milionów złotych zostało przez ZUS zeżartych; podobnie działa podatek drogowy, płacimy go codziennie, kupując paliwo do naszych samochodów, motocykli i ciężarówek; dróg jakoś specjalnie nie przybywa, a te które są, przypominają szwajcarski ser; ale o drogach pisałem już wielokrotnie, więc tym razem daruję sobie i Wam Drodzy Czytelnicy ten wątek;

jak doskonale wiemy z mediów - mamy kryzys; Grecja już zbankrutowała chyba ze dwa razy, a strefa Euro stoi na krawędzi rozpadu; Polska też pewnie za chwilę zbankrutuje, bo wspaniały wzrost gospodarczy jakoś dziwnie po zakończeniu Euro (tego w piłkę kopaną) gwałtownie zahamował i „zielonej wyspy” na mapach finansowych Europy długo nie zobaczymy; za to jak pójdziemy do sklepu, to zobaczymy, że nasze pensje, w przeciwieństwie do cen, nie rosną, za to rośnie wiek emerytalny, a jak już jakimś cudem do tej emerytury komuś dożyć się uda, to i tak umrze w kolejce do lekarza, bo na wizytę u dowolnie wybranego specjalisty czeka się od trzech miesięcy do plus nieskończoności; można oczywiście leczyć się za pieniądze (jak się je ma w bardzo dużej ilości) prywatnie i tutaj nie ma żadnego problemu z terminami; co ciekawe w zasadzie zawsze są to Ci sami lekarze, do których w oficjalnej kolejce czekalibyśmy pół roku, a Dr Burski z Leśnej Góry już nie istnieje nawet w serialu, gdyż został Rutkowskim w Sutannie, który dzielnie ściga przestępców w Sandomierzu i okolicach, więc jeśli akurat nie uda nam się trafić kumulacji w „Totka”, to o prywatnej opiece zdrowotnej możemy zapomnieć; a jak już jesteśmy przy totku, to kilka dni temu na jednym z portali wszedłem sobie w zakładkę Biznes i wiadomością numer jeden było… uwaga, uwaga… Kumulacja w Lotto: 20 mln złotych!; no faktycznie, jest to news iście biznesowy, ale jeśli wierzyć badaniom, których wyniki ostatnio przytaczano w jakimś programie informacyjnym przy okazji materiału o Amber Gold, to wyszło z nich, że ponad 70% Polaków nie ma bladego pojęcia o finansach, więc w sumie nie powinienem się temu dziwić... no, ale jak zaznaczyłem na wstępie, ja też się nie znam, więc na biznesmena się na pewno nie nadaję; ale to chyba dobrze, bo człowiek biznesu kojarzy mi się z człowiekiem sukcesu, a jak słusznie zauważył Albert Einstein - Nie staraj się zostać człowiekiem sukcesu, lecz człowiekiem wartościowym - czego sobie, jak i Wam Drodzy Czytelnicy, życzę. ADRIAN SUSZCZYŃSKI Skargi i wnioski: adrian.suszczynski@gmail.com


FOT. ROBERT BEDNARCZYK / LOUNGE, MODELKA: KLAUDIA K. / REKLAMEX, STYLIZACJA: MONIKA GĄSIOREK-MOSIOŁEK / LOUNGE, MAKIJAŻ: KAROLINA CICHOŃ / FLUX ART garnitur: PRETTY ONE, okulary: CHANEL / optyk-kowalczyk.pl, krawat i bardotka: własność stylistki

business


networking

NETWORKING - tlen przedsiębiorcy BIZNES OPIERA SIĘ NA SIECI KONTAKTÓW, A JEJ STAŁE POSZERZANIE TO JEDEN Z PODSTAWOWYCH SKŁADNIKÓW SUKCESU PRZEDSIĘBIORCY. TWIERDZĘ NAWET, ŻE NETWORKING POWINIEN BYĆ DLA PRZEDSIĘBIORCY JAK TLEN. Polacy mają z networkingiem problem. Na szczęście coraz rzadziej, ale niestety nadal pokutują pewne ograniczenia kulturowe i stereotypy. Na różnego rodzaju spotkaniach zauważam pewną rezerwę w przełamywaniu barier i nawiązywaniu nowych kontaktów. Nieznajomi podchodzą do siebie z zasady zachowawczo, wybierając przebywanie w grupce znajomych twarzy. Mogę tylko podejrzewać, jakie są tego przyczyny: zwyczajna ludzka nieśmiałość; brak świadomości korzyści, wynikających z networkingu; złe skojarzenia, związane z łączeniem relacji prywatnych z zawodowymi, czy wreszcie - nieufność wobec innych. Zwłaszcza ci mniej doświadczeni i zupełnie początkujący przedsiębiorcy popełniają błąd i poddają się tym ograniczeniom. Priorytetem staje się dla nich udoskonalanie produktu, spychają na dalszy plan budowanie swojej sieci kontaktów i rozpoznawalności w środowisku, a czasem po prostu nie mają śmiałości lub jeszcze nie wiedzą, jak to robić. Tymczasem doradcy zawodowi jednogłośnie z odnoszącymi sukcesy przedsiębiorcami wskazują, jak istotne jest zakreślanie wokół siebie coraz szerszych kręgów towarzysko – zawodowych. I ja wpisuję się w ten nurt orędowników networkingu. Przedsiębiorcy – networking jest dla Waszego biznesu jak tlen, a korzystać z niego powinniście wszędzie tam, gdzie oddychacie. Czyli wszędzie.

Czym ten networking właściwie jest? Dla mnie to sztuka zdobywania i umiejętnego podtrzymywania dobrej relacji, aby zapewnić obydwu jej stronom możliwość wymiany wiedzy oraz potencjalnego wsparcia w sferze zawodowej. Potrzebę dbania o poszerzanie zasięgu swoich kontaktów widzę jako jedną z najniezbędniejszych cech przedsiębiorcy.

28

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Bo biznes robi się właśnie dzięki kontaktom. Networking ma dwie podstawowe i – w dłuższej perspektywie – wymierne zalety. Po pierwsze, umożliwia czerpanie doświadczeń od mądrzejszych, których spotka się na swojej drodze, a więc wzbogaca o cenny know-how. A po drugie, idące z nim kontakty w naturalny sposób przeradzają się w kontrakty. Poza względami czysto praktycznymi, networking oferuje także niewymierną, choć nie mniej istotną wartość – prestiż. Pozwala bowiem na zbudowanie swojej pozycji i autorytetu w środowisku branżowym oraz wśród aktualnych i potencjalnych partnerów biznesowych.

Kolesiostwo? Budowanie sobie sieci znajomości na gruncie zawodowym i korzystanie z nich na szczęście jest coraz mniej kojarzone, a właściwie mylone, z protekcją i niewłaściwym wykorzystywaniem prywatnych relacji, czyli potocznym „kolesiostwem”. Przestaje być więc reliktem poprzedniego ustroju i wyzwala się spod związanej z nim mentalnej blokady. Coraz lepiej rozumiemy, że zdobycie klienta „po znajomości” bądź „z polecenia” nie jest etycznym nadużyciem, a za to świadczy o naszej wartości jako specjalisty w swojej dziedzinie oraz o umiejętności odnalezienia się w środowisku biznesowym. Znaczy bowiem, że daliśmy się poznać i wzbudziliśmy zaufanie jako eksperci w swojej branży, czyli przekonaliśmy osobę polecającą nas, że warto to zrobić. W biznesowym środowisku taki sposób pozyskiwania klientów, podwykonawców czy pracowników jest standardem. Ja też, kiedy poszukuję pracownika lub podwykonawcy, w pierwszej kolejności zwracam uwagę na znajomych, później na znajomych znajomych. To kwestia zaufania. Zaufania do osoby polecającej oraz jej zaufania do osoby polecanej. Oczywiście, nie ślepego. Sprawdzane są życiorysy i referencje, ale takie poparcie jest dużym atutem. Doświadczenie nauczyło mnie, że taka relacja minimalizuje ryzyko trafienia na niekompetentną lub nieprofesjonalną osobę. Wręcz przeciwnie – polecenie mobilizuje do

lepszej pracy, bo generuje chęć otrzymania kolejnych dobrych referencji, które przy pomocy tak zwanego „word of mouth” zapewnią kolejne zlecenie. Networking po prostu się opłaca.

Jak budować siatkę zawodowych kontaktów? Stale – to przede wszystkim. Także przy okazji nawiązywania znajomości na stopie całkowicie prywatnej. Bardziej oficjalnie – na różnego rodzaju spotkaniach, konferencjach, targach. A najlepiej profesjonalnie – podczas spotkań networkingowych. Jest ich wiele, takich nakierowanych wyłącznie na poszerzanie sieci kontaktów, jak i tych, przeznaczonych dla konkretnych branż. Najciekawsze, bo nieprzewidywalne, są te ogólne. Nigdy nie wiadomo, kogo się na nich pozna. Jak Business Mixer, który organizujemy w AIP Business Link. Jest spotkaniem z guru biznesu, pozwala na rozmowę z czołowymi biznesmenami. Zapraszamy przedsiębiorców, partnerów, 3 młode firmy z naszej społeczności rywalizują o tytuł Startupu Roku. Ale chodzi nam głównie o networking – o integrowanie środowiska, o generowanie szans na sukces dla firm, które wspieramy – dlatego bardzo ważna jest część nieoficjalna spotkania, podczas której można poznać specjalistów z różnych dziedzin i w kuluarach wymienić się doświadczeniami i kontaktami. Tak się robi networking. Biznes też. MARIUSZ TURSKI Autor jest Wiceprezesem Zarządu Polski Przedsiębiorczej, Dyrektorem Zarządzającym AIP Business Link, absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego.

AIP Business Link to jeden z najnowocześniejszych na świecie akceleratorów, który wspiera najlepsze startupy. Posiada oddziały zlokalizowane w 5 najważniejszych biznesowo miastach w Polsce: Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu. Opierając się na programie wszechstronnego rozwoju biznesu, oferuje pakiet złożony z trzech obszarów: Firmy, Wiedzy i Społeczności, którego celem jest umożliwienie firmom wejście na globalny rynek.


wydarzenia

ZAPRASZAMY!

WOMEN’S BUSINESS NETWORK Women’s Business Network zaprasza na kolejne spotkanie w 2012 roku, podczas którego tematem przewodnim będzie: Równowaga między życiem prywatnym a zawodowym – czy naprawdę jej potrzebujemy? Czym jest równowaga między życiem prywatnym i zawodowym? Dlaczego tak często się o niej mówi? I czy możemy lub czy powinniśmy coś w tej kwestii zrobić? Zapraszamy do wysłuchania naszych gości oraz do wzięcia udziału w dyskusji. Spotkanie jest otwarte zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn, którzy chcieliby nie tylko posłuchać zaproszonych gości, lecz także rozbudować swoją sieć kontaktów. Spotkanie będzie prowadzone w języku angielskim. Przed sesją networkingową zaplanowano dla uczestników dodatkową atrakcję. Spotkanie będzie dobrą okazją do zdobycia nowej wiedzy i inspiracji oraz poznania nowych ludzi. Więcej informacji na temat inicjatywy Women’s Business Network pod adresem: www.wbn.org.pl. Women’s Business Network, czwartek, 18 października 2012 godz. 18.00- 21.00, Novotel Kraków Centrum, ul. Kościuszki 5, Kraków

KONFERENCJA SKRZYDŁA SUKCESU Skrzydła Sukcesu to cykl największych w Polsce networkingowych konferencji dla kobiet, które chcą nawiązać nowe kontakty biznesowe, edukować się, wspierać kobiecy biznes, rozwijać swoje talenty i promować swoje działalności w grupie kobiet przedsiębiorczych. Grupą docelową projektu są kobiety, które czują ducha przedsiębiorczości. Nie jest istotne czy prowadzą swoją firmę, pracują na etacie czy dopiero zaczynają swoją karierę zawodową. Wyróżniającym elementem konferencji jest networking, czyli sposób nawiązywania kontaktów biznesowych. Podczas konferncji Skrzydła Sukcesu odbędą się szkolenia prowadzone przez profesjonalistów i praktyków w danej dziedzinie. Będą poruszane głównie kobiece tematy z zakresu: ubioru i stylizacji, zdrowego trybu życia, rozwoju swoich talentów czy kobiecego zarządzania finansami. Uczestniczki wezmą też udział w networkingu oraz otrzymają prezenty od Partnerów konferencji o wartości ok. 1000 zł. W miłej, rodzinnej atmosferze możemy poznać swoich potencjalnych klientów, partnerów biznesowych, pracowników czy pracodawców, co bezpośrednio przełoży się na zwiększenie naszych zysków. Szczegóły konferencji są dostępne na: www.skrzydlasukcesu.pl Kontakt: Dorota Mastalska - Organizator, 692 536 488; dorota.mastalska@arenabiznesu.pl

KOJI SuShI Japanese restaurant

Kraków, ul. Poselska 18/1 tel.: 12 422 52 66

Zakopane, ul. Droga na Bystre 4A tel.: 18 200 00 67

www.kojisushi.pl


marketing

REKLAMA Z LIŚCIA WYOBRAŹ SOBIE, ŻE IDZIESZ ULICĄ, MIJASZ BUDKĘ TELEFONICZNĄ, A NA NIEJ WIELKĄ CZAPĘ ŚNIEGU I… LOGOTYP DANEJ FIRMY, WYBITY NA BIAŁYM PUCHU. WYOBRAŹ SOBIE, ŻE STOISZ PRZED STARĄ KAMIENICĄ, A NA JEJ ŚCIANIE DOSTRZEGASZ NAPIS ZROBIONY Z MCHU, KWIATÓW LUB TRAWY. WYOBRAŹ SOBIE, ŻE DOSTAJESZ NA ULICY JESIENNEGO LIŚCIA, KTÓRY JEST WYDZIURKOWANY W TAKI SPOSÓB, ŻE PROMUJE FIRMĘ LUB WYDARZENIE. POZNAJ NATURAL MEDIA, NOWĄ ODSŁONĘ REKLAMY, KTÓRA POWOLI ROZKRĘCA SIĘ W POLSCE.

W dobie wszechobecnych reklam, które zalewają ulice, skrzynki mailowe, klatki schodowe i Internet, zaskoczenie odbiorców jest na wagę złota. Czy to jeszcze możliwe? Zdecydowanie tak. Natural media to połączenie marketingu partyzanckiego i street artu. To ukłon w stronę ekologii, gdyż nośniki i narzędzia, wykorzystywane w tej formie reklamowej, nie szkodzą środowisku, nie pozostawiają w nim trwałych elementów: farb, sprayu, ton papieru, plastiku. Czy teraz agencje reklamowe i PR-owe porzucą zwyczaj drukowania folderów i produkowania gadżetów? Chyba nie tak szybko, choć pokusa jest duża. Z sondy, którą przeprowadziliśmy na ulicach Warszawy wynika, że ekologiczna reklama kojarzy się z reguły pozytywnie, a akcje, które przygotowywaliśmy z wykorzystaniem natural media wywoływały zaciekawienie i uśmiech.

Wyczyść chodnik

Reklamy, które wykorzystują zasoby naturalne takie jak: śnieg, piasek, mech, trawa, liście wchodzą odważnie do Polski. W Europie natural media są bardziej znane. Clean adsy, to reklamy „wyczyszczone” na chodniku. Dotychczas uliczne rysunki powstawały głównie z wykorzystaniem farb, kredy, czy sprayu, a ich twórcy mogli być w każdej chwili „złapani za rękę” przez straż miejską. Clean adsy opierają się na wyczyszczeniu chodnikowego brudu za pomocą wody z domieszką płynu. Czyścimy od wcześniej przygotowanego szablonu, efekt utrzymuje się nawet do czterech tygodni. Chodnik nie jest z reguły traktowany jak powierzchnia reklamowa, za którą trzeba zapłacić, więc koszty takiej akcji nie są wielkie. Oczywiście, część miejsc, które chcemy wyczyścić w komercyjne hasła i wzorki, należy zgłosić do odpowiedniego urzędu, jednak wynajęcie metra kwadratowego powierzchni miejskiej to nieporównywalnie niższy koszt, aniżeli wynajęcie billboardu.

Trawa rośnie wszędzie Jedna z firm przygotowała niedawno kampanię, w której posłużyła się trawą. Pomysł był fantastyczny. Świeża, prawdziwa trawa porosła bowiem meble (kanapy, które ustawiono w kilku lokalizacjach), czy samochody jeżdżące po mieście. Odbiór był bardzo pozytywny. Trawa jest jednym z narzędzi wykorzystywanych w natural media. Może układać się w konkretne kształty i napisy, podobnie jest z kwiatami, czy mchem. Taka reklama jest pracochłonna, ale zwyczajnie piękna i ma w sobie coś ze sztuki. Poza tym, trawnik skoszony w konkretny sposób, czy logotyp z kwiatów może utrzymać się naprawdę długo. Nietrwałe są natomiast reklamy z piasku, które mają swoje miejsce wśród reklam ekologicznych. Jak się domyślacie ich przeciwnikiem jest silny wiatr. Z drugiej strony pokusa, by ułożyć na promenadzie nadmorskiej wielki napis z piasku „Przeczytaj mnie” i połączyć to z akcją promocyjną książek, jest naprawdę silna.

Jak makiem zasiał O ile natural media zaczynają mieć coraz większe powodzenie, o tyle reklamy z wykorzystaniem jedzenia są dla nas zupełną nowością. Oczy30

lounge ...bo jakość ma znaczenie

wiście, każdy dostał w życiu tort z napisem „Sto lat”, ale nie o to chodzi. Bardziej mowa o przekąskach, które każdy z nas kupuje na ulicy. Głównym środkiem przekazu w kampaniach miejskich stały się zatem świeże bagietki i napisy wyczarowane na nich za pomocą… maku. Bagietka, która wpada nam w dłoń, ma dość dużą powierzchnię do zagospodarowania, a gdy chcemy zaciągnąć przechodnia do nowopowstałej cukierni, czy kawiarni, wystarczy wymalować na niej makiem napis: Skręć w prawo. Coraz częściej rozdaje się na ulicach owoce: jabłka lub pomarańcze z napisem wyciętym w skórce albo babeczki: ze śmieszną flagą, na której znajduje się komunikat. Któż pogardzi darmową przekąską, gdy biegnie na spotkanie? Niewiele jest takich osób.

Powoli w górę Natural media, podobnie jak sama ekologia, to nurty, które nie powalają od razu, ale zdobywają zwolenników krok po kroku. W Polsce działa niewiele agencji, które przygotowują kampanie w ten sposób, niewiele jest również firm, które korzystają z tego rodzaju nośników. Nie do każdej branży pasuje idea trawiastych, czy kwiatowych reklam. Z drugiej strony ta forma idealnie sprawdza się przy komunikacji eventów, wydarzeń, spotkań teatralnych i innych. AGNIESZKA ŻELAZKO Autorka jest Dyrektorem Zarządzającym agencji Bramasole Public Relations, która realizuje kampanie z wykorzystaniem natural media.


PROSPERITY TRAINING

czyli żadnych „albo albo”… Marcin Lewicki rozmawia z Navis Nord twórcą autorskiego programu Prosperity Training

N

avis Nord prowadzisz Prosperity Training, skąd ten pomysł? Od dwudziestu lat pracuję jako trener biznesu i konsultant. To, co okazuje się największym problemem menadżerów to ich mentalność oraz sposoby przeżywania. Ludzie stosunkowo szybko zdobywają wiedzę z zakresu zarządzania. Pomimo tego w wielu przypadkach nie osiągają założonych celów. Na przeszkodzie staje im zazwyczaj mentalny stan i ich własne emocje. Na rynku brakuje wiedzy z zakresu inżynierii mentalnej, jak pracować z mentalnością własną i współpracowników. A taka wiedza istnieje od tysięcy lat… Prosperity Training przekazuje ją w formie dostosowanej do problemów współczesnego biznesu i współczesnego człowieka. Do kogo adresowany jest Prosperity Training? Przede wszystkim do menadżerów i właścicieli firm, ale również do zwykłych ludzi, którzy chcą odnosić sukcesy i żyć pełnią życia. Prowadząc różnego rodzaju treningi przez lata przekonałem się, że biznes, czy bogactwo, nie jest sprawą talentu, zdolności czy niezwykłych kompetencji. Przyczyną braku sukcesu najczęściej są niewłaściwe przekonania na temat pieniędzy czy biznesu, wpojone przez szkołę, rodziców, dobrych wujków czy kolegów. Oni wszyscy często mówili: ”nie dasz rady”, „jesteś do niczego”, „ za to się nie bierz”. Kiedy to wyczyścimy, otwiera się w umyśle wiele nowych możliwości i wtedy naprawdę możesz się przekonać, co możesz a co nie. Trening adresowany jest do osób prywatnych, czy do firm? Do osób prywatnych, i jest ku temu parę powodów. Po pierwsze: konwencja firmowa uniemożliwia przekazywanie istotnych informacji zwrotnych w pełnej formie. Po drugie: warunkiem uczestnictwa w szkoleniu jest podjęcie samodzielnej decyzji, nie narzuconej przez firmę. Po trzecie: trening rozwija wiele zdolności i umiejętności, które mogą wykraczać poza standardy. Czego można się nauczyć na treningu? Bardzo wielu praktycznych rzeczy. Na przy-

kład: jaka motywacja daje na dłuższą metę siłę i energię do osiągania dużych sukcesów, a jaka prowadzi do wypalenia. Jakie reakcje emocjonalne pojawią się gdy odniesiesz naprawdę duży sukces. Duży sukces to duży stres. Wielu ludzi nie tyle nie osiąga sukcesów, ile nie potrafi ich utrzymać. Umiejętność kontrolowania sposobów myślenia i przeżywania, kiedy odnosimy sukcesy jest naprawdę szalenie ważna. Nie mówiąc o reakcjach, jakie pojawiają się w sytuacjach kryzysowych. Z tym też pracujemy. Ale to wszystko, to jeszcze nic. Najgorszy problem stanowią mechanizmy w naszym umyśle, które aktualnie działają niezauważone, ponieważ są integralną częścią nas samych, a w przyszłości staną się przyczyną klęski, dlatego wymagają natychmiastowej korekty. Zobaczyć te elementy, to trochę tak jak zobaczyć własne oko - bez pomocy z zewnątrz, bez lustra jest to niewykonalne. Co jeszcze? Oczywiście uczymy budowania właściwych relacji z ludźmi i budowania dobrej siatki powiązań. Wszystkie nasze sukcesy zależą od relacji z ludźmi: współpracownikami, klientami, z żoną, czy sekretarką szefa. A nawet kontakty z teściową mogą nas męczyć i zabierać

bardzo głośno powiedzieć: nie rezygnujcie z niczego, żadne „albo albo”, tylko „i to i tamto”, nie czas teraz na rezygnację. Czy to znaczy, że można mieć i blondynkę i brunetkę? To zależy czego naprawdę chcesz. Aczkolwiek po treningu może zdziwić cię to, co odkryjesz na temat własnych pragnień. Jakąkolwiek metodę stosujemy zawsze mówimy: ”Oby to tylko działało”. A co dla Pań? Wszystko. Bogactwo, wolność, miłość, sukces… cokolwiek zechcecie. Nie wspomniałem o władzy, żeby nie narazić się mężczyznom. Ponieważ temat zaczyna robić się niezręczny może przejdźmy do dobrego słowa na zakończenie . Dziękuję za miłe spotkanie. Pozdrawiam wszystkich Czytelników Lounge Magazine. Odważnych zapraszam na trening, a ostrożniejszych na naszą stronę www.prosperitytraining.pl.

energię lub wręcz przeciwnie… no robienia cudów nie uczymy na pierwszym poziomie treningu. Co chciałbyś powiedzieć młodym ludziom? Kogo nazywasz młodym? To był oczywiście żart. Młodym i tym, którzy czują się młodo, chciałbym ...bo jakość ma znaczenie lounge 31


profile

GRUPA DOCELOWA - Z DEFINICJI TO: „GRUPA LUDZI DO KTÓREJ SKIEROWANA JEST KOMUNIKAT, KONKRETNY PRODUKT CZY REKLAMA. TRADYCYJNYM SPOSOBEM DEFINIOWANIA GRUPY DOCELOWEJ JEST WYBÓR OSÓB SPEŁNIAJĄCYCH OKREŚLONE KRYTERIA SPOŁECZNO-DEMOGRAFICZNE”. TO TYLE JEŚLI CHODZI O DEFINICJE. MY, PRZY OKAZJI BIZNESOWEGO WYDANIA LOUNGE, POSTANOWILIŚMY POKAZAĆ WAM Z BLISKA PROFIL NASZYCH CZYTELNIKÓW, KTÓRZY JAK WIEMY, NALEŻĄ DO GRUPY LUDZI SZCZĘŚLIWYCH I CHĘTNIE SIĘGAJĄ PO NASZ MAGAZYN. OCZYWIŚCIE PRZY WYBORZE TAKICH OSÓB NIE ZAPOMNIELIŚMY O REGUŁKACH. DLATEGO DO WSPÓŁPRACY ZAPROSILIŚMY OSOBY MIESZKAJĄCE W KRAKOWIE I WARSZAWIE, ZAPYTALIŚMY ICH O TO GDZIE PRACUJĄ I CO LUBIĄ ROBIĆ PO PRACY. WYNIKI OCEŃCIE SAMI I ZASTANÓWCIE SIĘ CZY WY TEZ NALEŻYCIE DO NASZEJ GRUPY DOCELOWEJ.

AGNIESZKA WIDŁAK-LINDSAY 31 lat

Zawód:

Doradca Finansowy Pośrednik Nieruchomości. Prowadzi własną firmę oraz jest Dyrektorem Sprzedaży Inwestycji Mieszkaniowej www.willawego.pl

Zainteresowania:

Po pracy (o ile kiedyś taki czas następuje) zajmuje się projektowaniem i artystycznym szyciem ubioru. Ostatnio z przyjaciółką założyła Szwalnie Artystyczną Artmania.

Ulubione miejsca w Krakowie:

Najczęściej wybiera sztukę wyższą. Jej ulubione miejsca to krakowski Teatr Bagatela i Scena Stu.

Gdzie najczęściej łapiesz Lounge?

- W trakcie swoich niezliczonych spotkań biznesowych, zawsze znajduję czas na krotki odpoczynek z Lounge. Zwykle łapię go w restauracja Le Scandale na krakowskim Kazimierzu.

32

lounge ...bo jakość ma znaczenie


profile

ANDRZEJ BORCZ 35 lat Zawód:

Dyrektor Zarządzający - Polski Holding Rekrutacyjny S.A. Trener Biznesu, konsultant. Wspówłasciciel Baroque (karkowskie coctail bary i restauracje)

Zainteresowania:

Fascynuje się muzyką i piłką nożną. Kończąc swoją przygodę z korporacją, dostał od współpracowników w prezencie gitarę. To utwierdziło go w przekonaniu, że jego ostatnim życiowym biznesem będzie własny zespół rockowy.

Ulubione miejsca w Krakowie:

Na pewno ulubione miejsce na długie spacery to Dolinki pod Krakowem. A przed spacerem lubi odwiedzać Musso Sushi, gdzie, jak twierdzi, serwują najlepsze japońskie potrawy w mieście.

Gdzie najczęściej łapiesz Lounge? Oczywiście, że w Baroque.

...bo jakość ma znaczenie lounge 33


profile

ILONA ADAMSKA 30 lat Zawód:

Wydawca i Redaktor Naczelna Imperium Kobiet. Modelka i fotomodelka.

Zainteresowania:

Nie sposób opowiedzieć o nich w kilku zdaniach. Jest osobą, która nie lubi siedzieć w miejscu. Uwielbia podróżować, poznawać nowe miejsca, ciekawych ludzi. Jest zakochana w Maroku, do którego lata co dwa miesiące. Uważa, że Marrakesz to najpiękniejsze miasto świata, a marokańska kuchnia nie ma sobie równej. Uwielbia powieści Oscara Wilde’a. 12 lat trenowała koszykówkę. Gra w tenisa ziemnego i stołowego, regularnie chodzi na siłownię i pływa. Często bierze udział w sesjach zdjęciowych do kalendarzy, katalogów modowych, reklam TV.

Ulubione miejsca w Warszawie:

Restauracja U Kucharzy Braci Gessler (najlepsza wątróbka na świecie), Skwer Hoovera na Krakowskim Przedmieściu (super jedzenie, świetne wystawy fotograficzne, koncerty), Stare Miasto i Pola Mokotowskie (świetne trasy dla rolkarzy). Bliski jest mi teatr. Mam swoje dwa ulubione w stolicy Teatr Kamienica i Teatr Polonia. Staram się przynajmniej raz w miesiącu obejrzeć jakiś dobry spektakl - zwłaszcza komedie.

Gdzie najczęściej łapiesz Lounge?

W moich ulubionych warszawskich restauracjach (Batida, Trattoria)

34

lounge ...bo jakość ma znaczenie


Stylizacja: Monika Gąsiorek-Mosiołek / lounge Włosy i makeup: Paulina Rudek i Małgorzata Suchocka / SALON ESTE TEAM, ul. Bratysławska 2A Kraków, Iwona Łukasik Fotograf: Robert Bednarczyk / Media Lounge, Sebastian Rudnicki / asmmedia.com Podziękowania dla: FORMA STUDIO Moniki Olszewskiej, ul. Żeromskiego 44/50 Warszawa oraz HIGH POWER STUDIO, ul. Gromadzka 46 Kraków

profile

MARIUSZ SYTA 38 lat Zawód:

Wyuczony: Grafik, wykonywany: Manager klubu Szlafrok w Warszawie.

Zainteresowania:

Lista zainteresowań jest długa. Od nurkowania, nart, żeglarstwa, przez kino, art i design, po malarstwo, grafikę, psychologię czy kulturoznastwo. Jak twierdzi, wraz z upływem lat, ta lista się powiększa i raczej zabraknie mu życia, niż chęci poznawania.

Ulubione miejsca w Warszawie:

Tu również lista jest spora. Centrum Sztuki Współczesnej, Park Skaryszewskiego, Sen Pszczoły, Fotoplastikon, Powiśle, Bazar przy Hali Mirowskiej, Forteca Skolimowskiego, Kino Muranów, Tomo Sushi i wiele wiele innych. Szukacie przewodnika po ciekawych i nieszablonowych miejscach w stolicy? Wpadnijcie do Szlafroka i zapytajcie o Mariusza. Na pewno Wam pomoże.

Gdzie najczęściej łapiesz Lounge? Klub Szlafrok i Rabarbar w Warszawie. Czasami stacja Powiśle.

...bo jakość ma znaczenie lounge 35


biznes i kariera

BIZNES pełen inspiracji Z

acznijmy od tego kim jesteście i skąd pomysł na firmę eventową. Czy nie jest to zbyt banalny pomysł? Przecież każdy może sobie zrobić przyjęcie sam, po co ma zatrudniać właśnie Was? Ania: - Dwie dziewczyny, matki, żony... Karolina: - ...przyjaciółki! A: - Znałyśmy się od lat, nasi mężowie się przyjaźnią, ale nie miałyśmy bliskiego kontaktu. Ciągle się gdzieś mijałyśmy. Dwa lata temu wpadłyśmy na siebie, zaiskrzyło i tak się zaczęło. Obie lubimy ludzi, mamy podobne pasje, szczególnie w poznawaniu tego co nowe. Prywatnie często organizowałyśmy przyjęcia dla naszych najbliższych. Święta, urodziny dla dzieci, parapetówki... Sprawiało to nam ogromną radość, a poza tym bardzo podobało się innym i stąd pomysł, żeby z naszej kreatywności, zainteresowań i zamiłowań stworzyć biznes. K: - Od razu miałyśmy sporo pracy. Prawdę mówiąc, byłyśmy mile zaskoczone tym faktem. Początkowo klientami byli nasi znajomi, potem znajomi znajomych. Wszyscy byli oczarowani tym, co dla nich tworzyłyśmy, więc polecali nas dalej. Nasza firma jest jak najbardziej niebanalna! Przede wszystkim tworzą ją niebanalne postacie <śmiech>, a to głównie od nas zależy jak potoczy się event. Skorzystaj choć raz z naszych usług, a przekonasz się, że już zawsze będziesz nam wierny. A: - Każdy może zorganizować muzykę, catering, obsługę na swoje przyjęcie, ale nie każdy ma w głowie to co my <śmiech>. Tyle niekonwencjonalnych pomysłów, rozwiązań, które krążą tylko w naszych głowach. K: - ...to taki nasz dar od Boga. Amen. Kto wymyślił nazwę The Inspirations - Event Design? K: - Nazwę wymyśliła Ania. Szukałyśmy wyrazu, który będzie określał trafnie to co robimy. Nasza praca opiera się głównie na kreatywności, a żeby móc być kreatywnym, wcześniej musi nas coś zainspirować... Stąd The Inspirations.

Smakosz kuchni, kocha gotować dla rodziny i przyjaciół, i robi to świetnie. Oryginalność, precyzja, styl. Doskonały słuchacz, umie interpretować życzenia klientów; szczyci się dbałością o szczegóły, aby stworzyć ponadczasowe chwile, które odzwierciedlają styl jej klientów i ich wrażliwość; uwielbia obserwować ich reakcje na jej unikalne pomysły. Bezpiecznie jest twierdzić, że kocha to co robi.

ANIA PAŚNIEWSKA-ŚWINIARSKA

O TYM, JAK DOBRZE SIĘ BAWIĆ, PROWADZĄC WŁASNY BIZNES I DLACZEGO, ORGANIZUJĄC IMPREZĘ, WARTO SKORZYSTAĆ Z USŁUG PROFESJONALNEJ AGENCJI OPOWIADAJĄ WŁAŚCICIELKI WARSZAWSKIEJ FIRMY EVENTOWEJ THE INSPIRATIONS – EVENT DESIGN, ANIA PAŚNIEWSKA-ŚWINIARSKA I KAROLINA WOJTECZEK.

KAROLINA WOJTECZEK Kocha zwiedzać świat, smakować dobre jedzenie; tym bardziej uwielbia piękne rzeczy. Inspiruje ją filozofia Dalekiego Wschodu, Ajurweda. Wnosi swoją osobą niezwykłą energię i doświadczenie; wie, że wczucie się w oczekiwania klienta, to klucz do sukcesu udanej imprezy; komunikacja z nim to jej żywioł. Poprzez niezwykle pozytywne podejście do życia, sprawia, że organizowane przez nią eventy stają się wzruszające, ekscytujące i na pewno niezapomniane.

Co Was najbardziej inspiruje w życiu? A: - Uwielbiam wszystko co związane z jedzeniem. Kocham gotować, godzinami mogę przeglądać moje od lat zbierane książki kucharskie i czerpać z nich inspiracje... Podróże do Włoch, Francji czy Stanów Zjednoczonych, odwiedzanie restauracji nagradzanych gwiazdkami Michelin. Małe bistra, zajazdy gdzieś wysoko w Alpach dają mi niesamowite natchnienie i masę pomysłów, które później przelewam na nasze eventy. Jestem zwierzęciem multimedialnym... Oglądam programy o designie, podróżach, modzie. Buszowanie po internecie, czytanie blogów ciekawych ludzi z całego świata pozwala mi spojrzeć na wszystko ich oczami, zainspirować się ich sposobem na życie... No i Mazury, miejsce gdzie się urodziłam, podglądanie natury nieraz dało mi wiele podpowiedzi do naszej pracy. K: - Inspiruje mnie wiele... Lubię dobre kino, często to filmy niezależne, zmuszające do refleksji. Lubię książki Marqueza, Murakami, Gretkowskiej, Tokarczuk... Lubię dekadentyzm, a szczególnie poezję z tego okresu. Interesuje mnie filozofia Dalekiego Wschodu, Ajurweda, gdzie sekretem na zdrowe życie jest pielęgnacja ciała i ducha jednocześnie. Interesuje mnie ezoteryka i wierzę, że nie ma w życiu przypadków. Inspiruje mnie człowiek, jego intelekt, różnorodność. Wycisza natura i piękne krajobrazy. Kocham góry, szczególnie jesienią. Kiedyś inspirowały Tetmajera, Kasprowicza, a dzisiaj mnie. Jak dzielicie się pracą? Kto jest za co odpowiedzialny i jak to się ma do Waszych cech charakteru? A: - Karolina jest bardzo skrupulatna, dlatego to ona ogarnia sprawy związane z naszym kalendarzem, częścią biurową i finansową. I dobrze, bo z moją rozrzutnością, byłybyśmy organizacją charytatywną <śmiech>. Ja administruje naszą stroną internetową, zajmuję się zdjęciami i blogiem. Wynajduję nowych podwykonawców, tworzę projekty graficzne na nasze eventy, no i oczywiście gotuję. K: - Spotkania z klientami odbywamy zawsze razem, na których określamy ich oczekiwania. Potem jest czas na burzę mózgów i tak powstają pierwsze pomysły. Inspirujemy się nawzajem. Obie jesteśmy dobrze zorganizowane, punktualne i bardzo pracowite, dlatego tak dobrze się nam współpracuje.

36

lounge ...bo jakość ma znaczenie


biznes i kariera

Ok, a jakie eventy lubicie robić najbardziej? Która część organizacji takiej imprezy jest najciekawsza, a która najtrudniejsza i co na końcu daje Wam największą satysfakcje? K: - Każdy event traktujemy z tą samą atencją i zaangażowaniem. Osobiście lubię te, na których jest mnóstwo ludzi. Lubię się im przypatrywać, obserwować ich reakcje na to, co dla nich z Anią przygotowałyśmy. Najpiękniejszy moment to ten, w którym klient mówi, że było lepiej niż się spodziewał, że przerosło to jego oczekiwania. Bo z nami właśnie tak jest, że nie jesteśmy w stanie przekazać wszystkiego słowami, musisz to zobaczyć, doświadczyć, przeżyć. A: - Ja oczywiście najbardziej lubię eventy kulinarne... Te, na których mogę spełnić się w roli szefa kuchni, na przykład przygotowując kolację dla kilkudziesięciu osób. Warunki niekiedy są trudne, bo gotuję w nie swojej kuchni – a uwierz mi, to wymaga dużego skupienia i doskonałej organizacji. Na końcu nagrodą jest to fantastyczne uczucie, kiedy kelnerzy wracają do kuchni z pustymi talerzami, wtedy wiem, że wykonałam moją pracę w 100%. To daje satysfakcję. K: - Nie wiem czy można powiedzieć o najtrudniejszym momencie w naszej pracy. Uwielbiam naszą firmę i to, czym się zajmujemy. Każdy event jest wyzwaniem. Lubię tę adrenalinę, która towarzyszy mi przed każdym nowym przyjęciem. Ktoś z boku mógłby powiedzieć, że jestem zestresowana, a to jest właśnie to podekscytowanie, ta satysfakcja z tworzenia. Co tak naprawdę wyróżnia Was od innych firm eventowych? Czy na rynku jest duża konkurencja, jest w czym wybierać? Czy jest tak, że jesteście Wy, a potem długo długo nic? K: - Jesteśmy po prostu inne pod wieloma względami. To co nas z pewnością wyróżnia, to to, że do każdego eventu podchodzimy indywidualnie. Przyjecie musi być odzwierciedleniem naszego klienta. Jego stylu, charakteru i potrzeb. Nie mamy gotowych schematów, tabelki tu się nie sprawdzają <śmiech>. Każde wydarzenie ma inny charakter. Staramy się wczuć we wrażliwość osoby dla której pracujemy, poznać ją, a potem zarazić naszą energią i pomysłami. Nie jesteśmy agencją, która spina event w całość, korzystając tylko z podwykonawców. Większość rzeczy robimy od początku do końca same, dlatego mamy bezpośredni wpływ na jakość. Marcin, to tak jak z waszym Loungem - „...bo jakość ma znaczenie!” A: - Konkurencja na rynku polskim jest bardzo duża. Jest wiele firm funkcjonujących od lat, które tworzą ciekawe wydarzenia. Ale my się ich nie boimy!! <śmiech> Nie skupiamy się na nich, lecz na sobie. Wiemy, ile jesteśmy warte, ile ciekawych i świeżych pomysłów jesteśmy w stanie wnieść w ten rynek, pozostawiając konkurencję daleko w tyle! K: - Bardzo daleko! Opiszcie Wasz ostatni najciekawszy event, i taki który był trudny w realizacji. A: - Karol, jak myślisz, który wspominasz najlepiej? Przyjęcie weselne? K: - Hmm... Tak! Wesele było bardzo emocjonujące! Duże przedsięwzięcie, 300 gości. Najmilej wspominam współpracę z parą młodą, która była otwarta na nasze szalone pomysły... Takie jak choćby lewitujące kule, o średnicy 3 metrów (!),

które pięknie rozświetlały ogród nocą... Dały romantyczny nastrój, o jaki nam chodziło, prawda? A: - O tak! Kule zrobiły wielkie wrażenie na gościach. Dla mnie bezcenne były miny właścicieli obiektu, w którym odbywało się przyjęcie. Nie mogli uwierzyć, że aż tak bardzo można odmienić wygląd i atmosferę dobrze znanego im miejsca, pokazać nowe możliwości. To była fantastyczna praca. Następnego dnia poprawiny. Na łące, wśród stogów siana, piknik z muzyką, grillem i tańcami boso na trawie. A z panna młodą przyjaźnimy się do dziś! Kim są wasi klienci? Czy każdy może skorzystać z Waszych usług? K: - Klientem może być każdy! Korporacje i mniejsze firmy, dla których przygotowujemy wyjazdy, spotkania i kolacje integracyjne dla zespołu. Właściciele restauracji, butików, salonów spa czy centrów handlowych, w celu promocji miejsca i marki... I oczywiście osoby prywatne. Garden party, kolacje w domu, koktajl party i przyjęcia weselne. Jakie macie plany odnośnie rozwoju waszej firmy? A: - Wielkie! Co dzień mamy mnóstwo pomysłów na to jak rozwijać the inspirations, czym zaskoczyć stałych, ale też nowych klientów, jak przez naszą działalność możemy pomóc innym, stworzyć coś, czego Warszawa, Polska i świat nie widział! Po pierwsze wprowadziłyśmy dwa nowe projekty eventowe do naszej działalności: cooking design i home cooking. Cooking design, to produkt skierowany głównie dla firm, w celu integracji przy wspólnym gotowaniu. Nic tak nie zbliża jak wspólne pieczenie chleba. Kolacje z całą oprawą i innymi atrakcjami organizujemy w zaprzyjaźnionych z nami restauracjach. Dbamy o kameralną atmosferę i dobrą zabawę na wysokim poziomie - czyli światowym. Home cooking to organizacja przyjęcia w domu u klienta. Starannie dobrane menu, które przygotowujemy na miejscu. Design stołów, kelnerzy, ekipa sprzątająca, wszystko bez niepotrzebnego stresu i zamieszania. Jedynie czym można się przejmować, to tym, że goście nie będą chcieli wyjść. K: - Ruszyłyśmy z blogiem the inspirations - after hours. To my po godzinach. Blog daje nam możliwości poznania lepiej nas samych, to kim jesteśmy, skąd czerpiemy inspiracje, jakie jesteśmy

prywatnie. Opisujemy wszystko, co zwraca naszą uwagę. Wydarzenia i miejsca, które wywarły na nas wrażenie, niekoniecznie te, które same organizujemy - lubimy doceniać czyjąś ciężką pracę. Na naszym blogu znajdziecie opisy nowych ciekawych miejsc, podróże, przepisy kulinarne i dużo, dużo zdjęć. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Na dniach wprowadzamy też nowy produkt - T-shirt design. Różni artyści rysują dla nas to, co mamy w głowach, a my tworzymy z tego fajną modę. Planujemy część zysków przekazać na zaprzyjaźnione domy dziecka z naszych rodzimych stron. Czy po organizacji takich imprez nie jesteście zmęczone i czy nadal przygotowujecie takie eventy prywatnie? A może szewc w dziurawych butach chodzi? K: - To wszystko zależy od ilości pracy. Tak jak wcześniej wspomniałam, kreacja i tworzenie dają nam ogromną radość i satysfakcję. Jeśli mamy tylko czas, to jak najbardziej organizujemy dla bliskich przyjęcia. Ostatnio, miałyśmy dużo pracy i urodziny Ani nie były zorganizowane z pompą, jak zawsze. Pomimo dużej spontaniczności, party wyszło świetnie. Furorę zrobił biały, czysty tort i kolorowe, jadalne flamastry do pisania po nim. Każdy mógł wpisać życzenia dla Ani, co mamy uwiecznione na zdjęciach. A: - Ja, miłośniczka gotowania, co weekend zapraszam znajomych do wspólnego gotowania. Warto się ze mną przyjaźnić.<śmiech> Czego możemy Wam życzyć? K: - Ciągłej chęci działania, kreacji niewyczerpanej, optymizmu, który mamy w sobie, otaczania się wspaniałymi ludźmi z dobrą intencją! A: - Żeby nasza “rodzina” - the inspirations, rosła w siłę! Mam mnóstwo pomysłów i marzeń na naszą wspólną przyszłość, planów na tworzenie nowych miejsc, na realizowanie przyjęć, jakich nie ma jeszcze na naszym rynku. Niech spełni się nasz sen! Rozmawiał MARCIN LEWICKI

ania&karolina the inspirations www.theinspirations.pl


rynek pracy

KONSOLIDACJA RYNKU

HR

JESZCZE KILKA LAT TEMU ZACZYNALI, JAKO AGENCJA REKRUTACYJNA. DZIŚ PROWADZĄC DZIAŁALNOŚĆ HOLDINGOWĄ, NIE MAJĄ KONKURENCJI. O TYM, JAKIE USŁUGI OFERUJE POLSKI HOLDING REKRUTACYJNY, DLACZEGO WARTO Z NICH SKORZYSTAĆ ORAZ JAK WYGLĄDAŁA ICH DROGA DO SUKCESU, ROZMAWIAMY Z BARTOSZEM KACZMARCZYKIEM – PREZESEM ZARZĄDU PHR S.A. Cofnijmy się kilka lat wstecz. Jak zrodził się pomysł na powstanie Polskiego Holdingu Rekrutacyjnego? - W 2005 roku przyjechał do nas inwestor z Wielkiej Brytanii, który złożył nam ofertę kupna naszej obecnej spółki rekrutacyjnej – ITC. Inwestor zrealizował plan zakupu w 2006 roku. W międzyczasie zaczęliśmy się przyglądać, jak to wygląda i odkryliśmy „magiczny” model konsolidacyjny rynku HR-owego, mogąc w nim uczestniczyć, jako spółka dostarczająca ludzi na cały świat. W 2009 roku inwestor się wycofał z Polski i oddał nam spółki, które wcześniej od nas kupił. Podjęliśmy wtedy decyzję o założeniu własnej działalności holdingowej. Co się działo między 2006 a 2009 rokiem? - Wtedy byliśmy dokładnie taką samą spółką, jak dzisiaj każda ze spółek holdingowych. Czyli pewnego rodzaju niezależną strukturą, która była nadzorowana finansowo przez właściciela brytyjskiego. I dzięki takiej strukturze mieliśmy też dostęp do innych, komplementarnych spółek w branży. Czyli w 2009, jako ITC odkupiliście pozostałe? - Odkupiliśmy od inwestora te udziały, które on wcześniej kupił od nas. Jakie były pierwotne założenia Polskiego Holdingu Rekrutacyjnego? - Konsolidacja rynku głównie pracy tymczasowej. Połączenie polskich spółek, które są na rynku i stworzenie struktury, która byłaby 38

lounge ...bo jakość ma znaczenie

przeciwwagą dla zachodnich korporacji. To był pierwszy cel. Ten cel ewoluował, ponieważ okazało się, że rynek pracy tymczasowej się załamał. Na przestrzeni ostatnich trzech lat już dwukrotnie. Sensowne stało się stworzenie struktury, która umie świadczyć usługi komplementarne dla klienta. Czyli każdy z podmiotów reprezentuje inną usługę, a one w całości są na tyle atrakcyjne, że lepiej skorzystać z usług takiej struktury holdingowej, niż indywidualnie z każdej ze spółek. To przyniosło efekt w postaci gwałtownego rozwoju w tym roku.

stu nie szuka - ma jeden telefon, jedną osobę kontaktową i cały HR u jednego usługodawcy.

Czym wobec tego zajmuje się PHR teraz, jakie spółki zrzesza – w stosunku do wcześniejszych założeń? - Miała być głównie praca tymczasowa, a dzisiaj jest wszystko w zasadzie, co związane z HR. Praca tymczasowa, rekrutacje stałe, dostarczanie rozwiązań optymalizujących koszty wynagrodzeń, leasing, leaseback, usługa kadr i płac, księgowości, szkolenia, praca za granicą, merchandising, outsourcing sprzedaży, call center…

Jakbyś miał sprecyzować, reasumując Wasze usługi i działanie, cel Holdingu dzisiaj? - Świadczyć całkowicie komplementarną usługę dla klientów, która jest oparta na ludziach, a nie ma nic wspólnego z dostarczaniem towaru, czy narzędzi. My mamy dostarczyć człowieka w formie usługi razem z nauką, która idzie za tym człowiekiem. Czy to jest bardzo prozaiczna usługa dostarczenia ludzi na produkcję, czy dostarczenie księgowego. Oprócz tego, usługi zarówno twarde, jak i miękkie. Miękkimi będą, np. szkolenia istniejącego personelu, a twardymi - optymalizacja podatkowa. Komplementarność, jak również szeroki asortyment, pozwala nam świadczyć usługi dla różnych branż. To też jest dosyć istotne. Produkcja, usługi, handel, horeca, medical, branża finansowa, bankowa, itd. W zasadzenie nie ma branży, dla której nie mielibyśmy czegoś do zaoferowania.

Szeroki wachlarz usług... - Sam już się gubię w ilości usług, jakie możemy świadczyć Klientom <śmiech>. Co ciekawe, klienci są zainteresowani tak szerokim wachlarzem usług. Coraz częściej kontaktujemy się z klientem, a on mówi – Super, dobrze; kiedy możemy się spotkać? To ja chcę to, to, to i to – i dzięki komplementarności usług wybiera minimum 3-4. Uzupełniające się wzajemnie usługi oraz jeden manager wiodący, z którym rozmawia klient ma o tyle sens, że nasz klient po pro-

Mówimy teraz o korzyściach, jakie mogą wynieść Wasi kontrahenci. A jakie korzyści mają spółki, które przynależą do PHR? - Przede wszystkim skokowy wzrost. Sama spółka, działając samodzielnie na rynku, nie jest w stanie dotrzeć do takich klientów, jakich posiada Holding. Tym samym jest mniej atrakcyjna. Wyobraźmy sobie, że naszym odbiorcą jest Telekomunikacja Polska. Jako mała firma, oferujemy przykładowo kadry i płace. Komunikacja mówi - No dobrze, ale jakie macie zaplecze? - Zatrudnia-


• kompleksowe projekty wnętrz mieszkalnych i użyteczności publicznej • projekty elewacji • projekty mebli • wizualizacje 3D • stylizacja i dekoracja • nadzór autorski • doradztwo

Kraków, ul. Przemysłowa 13/16 tel. 695 627 875 biuro@living-space.pl sklep internetowy: www.dodatkidownetrz.pl info@dodatkidownetrz.pl


rynek pracy

my tysiąc osób – hipotetycznie. Z tą samą ofertą idzie Holding, który zatrudniał w zeszłym roku 20 000 ludzi. - Aha, to Wy jesteście więksi od nas, to możemy Wam zlecić tą usługę. Podwykonawca dalej jest ten sam, dalej jest to ta sama spółka, ale zarówno wizerunek Holdingu, jak i ilość ludzi, którzy pracują pozwala nam ten kontrakt zdobyć. Dla nowych podmiotów jest to znakomite ułatwienie wzrostu bardziej, niż standardowego. A jakie spółki chciałbyś jeszcze zobaczyć w PHR? - Na pewno chcielibyśmy pozyskać lub założyć spółkę z obszaru executive search. To jest coś, o co klienci pytają. Myślimy intensywnie o outsourcingu księgowości. W jakim kierunku Holding chce się dalej rozwijać, gdzie widzisz spółkę w 2013 roku? Konkurencja jest coraz większa. - Konkurencja jest sektorowa. Nie ma takiej spółki, jak nasza, która by świadczyła usługi w tak szerokim zakresie. Natomiast myślę, że w przyszłym roku będziemy bardziej firmą outsourcingową, niż stricte rekrutacyjną, czy świadczącą usługi pośrednictwa pracy. Dlatego, że nasza usługa już nie jest tylko dostarczaniem personelu. Jest dostarczaniem pewnego rodzaju wiedzy i zarządzania. W tym momencie praca tymczasowa jest wypierana z rynku. Czasy, które idą, nie pozwalają naszemu potencjalnemu klientowi korzystać z tego typu rozwiązań. Zarówno ze względów formalnych, jak i kosztów, które się z tym wiążą. Outsourcing jest znakomicie tańszy. A propos obecnej sytuacji na ryku pracy. Z perspektywy wielu lat doświadczenia – co jest wg Ciebie największą bolączką rynku pracy w Polsce? - Przede wszystkim polityka państwa. Jeżeli rośnie bezrobocie, to nie można zaostrzać zarówno polityki fiskalnej, jak i spraw związanych z pracodawcami. To zniechęca do zatrudnienia. To jest ta przeszkoda, która dotyczy zarówno agencji pracy tymczasowej, jak i outsourcingowych. Borykamy się głównie z problemami administracyjnymi. Są klienci, jest potencjał, są ludzie chętni do pracy, a tak naprawdę jesteśmy zarzuceni stosami papierów, skomplikowanymi przepisami, wykluczającymi się ze sobą nawzajem, brakiem interpretacji pewnych struktur podatkowych itd. To jest największa przeszkoda administracyjna. Rynek mógłby się rozwijać dużo szybciej, gdyby przepisy były proste. One dzisiaj są bardzo skomplikowane, najbardziej skomplikowane w Unii Europejskiej. Moje doświadczenia pochodzą głównie z krajów zachodnich. W większości krajów UE jest to wszystko dużo prostsze. Nawet w krajach byłego bloku wschodniego, czy to są Czechy, Słowacja, czy Węgry - te rozwiązania są dużo prostsze, niż u nas, przyjazne przedsiębiorcom i pracownikom. Mówiłeś o tym, jak próbowałeś dostosować działania Polskiego HR-u do zmian na rynku.

40

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Jak wg Ciebie będzie się zmieniać branża HR-owa, w którym kierunku zmierza? - Na pewno specjalizacja. To w Polsce jest bardzo widoczne. Stąd też nasze spółki, które mają różne specjalizacje i pewnie w tym kierunku też będziemy bardzo mocno iść. Nie da się robić wszystkiego jednym rekrutantem. Myślę, że Europa się generalnie starzeje, brakuje młodych ludzi, więc rekrutacja będzie przechodziła w wyższe stanowiska. Na pewno będziemy szukać ludzi poza granicami kraju, jeżeli mówimy o Polsce. Czyli ta dotychczasowa praca tymczasowa i outsourcing będzie pozyskiwał ludzi spoza kraju. Ludzi w Polsce chętnych do takich prostych prac produkcyjno-usługowych zaczyna brakować, tak jak ich na Zachodzie brakowało jeszcze dziesięć lat temu. My idziemy dokładnie tym samym trybem. Natomiast, jakie jeszcze zmiany przyniesie rynek HR-u? Sądzę, że ten kryzys, który już się zaczął kilka lat temu i teraz poraz kolejny się pogłębia, zmieni trochę oblicze każdej firmy – nie tylko rekrutacyjnej. W jaki sposób? - Zmieni się nasze postrzeganie ekonomii globalnej. Jak również pewnej spirali finansów, kredytowania wszystkiego, po to żeby przyspieszyć tempo działania. Myślę, że część firm będzie zupełnie inaczej postrzegać wskaźniki ekonomiczne. Bardziej, niż napompowany wynik na papierze, zaczną się liczyć „żywe” pieniądze, które są w firmie. Prawdopodobnie coraz więcej firm będzie szło w stronę braku zewnętrznego finansowania, czyli zmniejszy się rola banków. I to również wpłynie na branżę HR-ową, dlatego że część parametrów związanych z obsługą leasingową, czy outsourcingową firm, była związana z finansowaniem. W samej branży HR-owej czeka nas specjalizacja, o której już mówiłem. Na Zachodzie to funkcjonuje od wielu lat. U nas są jeszcze takie hybrydy, które robią wszystko, ale to nie ma sensu. Dlatego, że bazę trzeba mieć bardzo aktualną i wyspecjalizowaną. Jeżeli nie ma tej bazy, to ciężko jest odpowiednio zareagować na potrzeby klienta. Jak ktoś się zajmuje produkcją, to nie może rekrutować do branży medycznej. Znaczy może – dzisiaj to się dzieje, ale za 2, 3 lata tego typu hybrydy znikną już z rynku. Stąd też pomysł Holdingu. Chcieliśmy mieć spółki, które mają swoje specjalizacje. U nas to się dzieje i czeka to całą branżę. Mamy do czynienia z naprawdę poważnym kryzysem, który zmieni oblicze naszego myślenia. Skoro mówimy o kryzysie, w jaki sposób PHR stara się dotrzeć do klientów? - Głównie oferując optymalizację, czyli obniżenie dotychczasowych kosztów zatrudnienia. I to jest hasło klucz. Pytam też o sposób dotarcia, bo jeśli mówimy o kryzysie, to zapewne też o tym, że klienci niechętnie korzystają z jakichkolwiek usług… - Skorzystanie z naszych usług jest tańsze dla klientów, niż skorzystanie z jakichkolwiek innych

rozwiązań. Firmy szukają oszczędności, więc te usługi mają wzięcie. Oczywiście docieramy przez spółkę specjalistyczną, która jest w kręgach PHR-u, a która zajmuje się prowadzeniem sprzedaży, również na rzecz innych klientów. Masz w planach wprowadzić spółkę na GPW? - Myśleliśmy o tym, żeby to zrobić w przyszłym roku. Jednak dzisiaj Giełda jest martwa na kolejne 3, 4 lata. Giełda wiąże się z ryzykiem, zainteresowanie inwestorów słabnie. Jaki jest Twój największy sukces i największa porażka? - Porażki chyba jeszcze nie poniosłem <śmiech> Ryzykowne stwierdzenie. - Kwestia interpretacji porażki zawodowej. Natomiast sukces... Sukcesu chyba też nie odniosłem, jeszcze. To jest kwestia postrzegania również przez innych ludzi własnej osoby i samego siebie. Jak wstaję rano i patrzę w lusterko, to pierwszą myślą nie jest to, czy ja jestem człowiekiem sukcesu, tylko, co mam dzisiaj do zrobienia i jaki problem trzeba będzie rozwiązać. Chyba jeszcze nie popadłem w te skrajności. Nie, nie odniosłem jeszcze sukcesu zawodowego. To jaki w takim razie jest Twój wymarzony sukces, który chciałbyś osiągnąć? - Chciałbym, żebyśmy szybko i sukcesywnie zakończyli nasze procesy rekrutacyjne. Na pewno chciałbym przeprowadzić spółkę na główny parkiet. Jak również uzyskać odpowiednią rentowność, większą, niż konkurencja. To jest bardziej droga do sukcesu, ciężko ją nazwać marzeniem. Sukcesem byłoby, gdyby marka Holdingu, bądź jedna z submarek holdingowych stała się w którymś momencie marką globalną, czy chociażby europejską. Tak, jak jesteśmy rozpoznawalni, jako jedna z naszych marek - ITC na rynku brytyjskim, francuskim, czy sam PHR na niemieckim. Fajnie byłoby w całej Europie mieć jedną markę, która jest rozpoznawalna na całym świecie. To byłby taki bardziej wymierny sukces. A Twój przepis na sukces? - Wydaje mi się, że przede wszystkim bardzo duża ilość pracy, zarówno nad sobą, jak i nad projektem. To nie jest prawda, że da się tylko głową „siedzieć”, myśleć i osiągnąć sukces w dwie godziny dziennie. To wymaga pewnej ilości pracy, pracy z ludźmi. W każdym biznesie, nie da się robić biznesu opartego tylko na komputerach i maszynach. Duża ilość czasu, cierpliwość i nie poddawanie się. To jest taki chyba czynnik najbardziej wymierny. Bo jeżeli wydarzy się coś, co nas łamie, to efekt jest taki, że nie osiągamy celu, czy on jest krótkoterminowy, czy długoterminowy. Każde niepowodzenie trzeba złamać i dążyć ponownie i ponownie do założonego celu. Rozmawiała: MAŁGORZATA SZYLAR Autorka na codzień jest Redaktorką Naczelną portalu HRbiznes.pl


marketing

KŁAMSTWA W BIZNESIE PONOĆ PIERWSZY MILION ZDOBYWA SIĘ TROCHĘ „NA LEWO”, A KŁAMSTWA W BIZNESIE SĄ NA PORZĄDKU DZIENNYM. WEDŁUG POWSZECHNEJ OPINII, ŚCIEMNIAMY KONTRAHENTOM, KLIENTOM, AKCJONARIUSZOM, A TAKŻE SZEFOM. ILE W TYM PRAWDY? TRUDNO POWIEDZIEĆ, CHOĆ SONDAŻE SĄ BEZLITOSNE. WEDŁUG NICH WŁOSI KŁAMIĄ 1,4 MILIARDA RAZY ROCZNIE, A POLACY WCALE NIE SĄ GORSI. Z RAPORTU OPUBLIKOWANEGO W „NEWSWEEKU” WYNIKA NATOMIAST, ŻE PERMANENTNIE KŁAMIEMY RÓWNIEŻ W SAMYCH SONDAŻACH. I JAK TU DOTRZEĆ DO PRAWDY? Kiedy kłamiemy najczęściej? Jeśli trzymać się sondaży to wtedy, gdy chcemy kogoś ochronić, uciec od odpowiedzialności lub zaimponować innym. Może dlatego najbardziej „oszukanym” dokumentem jest nasze CV. To w nim naciągamy fakty, dodajemy potrzebne „w danej chwili” umiejętności. Polacy lubią też oszukiwać państwo: chcieliby obejść niektóre przepisy, znaleźć złoty środek na niepłacenie podatków i zatrudnianie pracowników za bezcen. Wielu z nas pracuje na czarno, czego dowodem jest wciąż rosnąca szara strefa. Wydaje się, że biznes nie istniałby już bez kłamstwa, a kłamstwo bez biznesu. Jak jest w rzeczywistości?

Reklama prawdę ci powie - No cóż, mój zawód to jedna wielka ściema, ale przecież reklama opiera się na wyimaginowanych komunikatach. W każdym haśle reklamowym musi być ziarenko prawdy, ale ziarenko w zupełności wystarczy. W tym biznesie siedzę od dawna, kiedyś było inaczej. Wszystko raczkowało, każda kampania, którą zrobiliśmy, trafiała bez pudła. Dziś potrzebna jest gimnastyka, zaskoczenie. A jak zaskoczyć kogoś bez koloryzowania? Duży efekt, którego oczekują od nas klienci, zawsze wymaga naciągania, życie po prostu takie nie jest – mówi Marta, która od dwunastu lat prowadzi agencję reklamową. Siedzi po turecku za szklanym, nowoczesnym biurkiem, za jej plecami stoją kartony z gadżetami. - Muszę przyznać, że czasem śmieszą mnie spotkania z klientami. Niektórzy z nich są święcie przekonani, że ich produkt jest najlepszy na całym świecie. Wymagają od nas skonstruowania takiego samego przekazu. A jak powiedzieć ludziom (którzy na dodatek nie chcą już słuchać), że ta konkretna rzecz jest lepsza od tej, która była najlepsza jeszcze dziś rano? – pyta Marta. Odbiorcy reklam coraz częściej uciekają wzrokiem przed bilbordami, spóźniają się do kina, by ominąć blok reklamowy, rozpoznają w gazetach artykuły sponsorowane. Z jednej strony wiedzą, że to kłamstwo, z drugiej – dają się nabierać. 42

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Sami reklamodawcy (jeśli przekombinują za bardzo) płacą ogromne kary za wprowadzanie klientów w błąd. Ponoć jedna z najwyższych takich kar w Polsce wyniosła 10 mln zł.

Pralnia eko i szynka z soi - Przyznam szczerze, że nigdy nie zwracałem uwagi na tą całą otoczkę, dopóki nie założyłem swojej firmy – mówi Marcin, szef pralni ekologicznej. Pytam go, co rozumie pod pojęciem „otoczka”. – No wiesz, strona internetowa, jakieś filmiki z tego w jaki sposób pierzemy, informacje o ekologicznych środkach czyszczących, profil na facebooku. Kiedyś wydawałoby mi się to niepotrzebne. Co więcej, mam takie wrażenie, że wszystko co napiszę na stronie www, albo na ulotce, może być wierutnym kłamstwem, ale ludzie i tak to łykną. Tak jakby po prostu potrzebowali tych informacji, co wcale nie oznacza, że chcą to sprawdzać – podkreśla. Faktem jest, że coraz częściej skarżymy się na oszustwa mniejszych i większych przedsiębiorców, ale nie potrafimy, nie umiemy, lub nie mamy czasu ich sprawdzić. Strona www jest jak trochę jak CV, tyle, że firmowe. Każda firma, czy to salon fryzjerski, hotel, czy pracownia architektoniczna przedstawia się w samych superlatywach, a zamieszczone zdjęcia często odbiegają od rzeczywistości. Najbardziej boli nas oszukiwanie producentów żywności: wszak chodzi o nasze zdrowie. Powoli tworzy się moda czytania etykiet, właściwie to jedyna możliwość sprawdzenia co kładziemy na talerz. – Co mam niby zrobić z szynką, którą kupiłam na wagę w supermarkecie? Jak mam sprawdzić co jest w jej składzie? Oddać do laboratorium? Czuję się cholernie bezsilna – mówi Ewa, która na co dzień wykłada filozofię na jednym z lubelskich uniwersytetów.

Spotkanie, którego nie było Naucz się sztuki autoprezentacji, przygotuj się do publicznych wystąpień, udowodnij swojemu szefowi, że jesteś wiele warta – to tylko niektóre tematy popularnych ostatnio szkoleń. Wydaje się, że dziś trzeba sprzedać siebie i swoją pracę, niezależnie od tego, czy ma ona wartość, czy nie. – Przychodzę do biura punktualnie, dużo rozmawiam przez telefon, wysyłam wiele niepotrzebnych maili, chwalę się głośno każdą pierdołą, generalnie robię dużo szumu, staram się budować wrażenie zapracowanego. W rzeczywistości obijam się ile wlezie – przekonuje Paweł, który pracuje w średniej wielkości korporacji. Proszę go o przykłady. – Mamy departamenty, z którymi realizujemy wspólne projekty, na dodatek kumplujemy się „po pracy”. Często umawiamy się na wyimaginowane spotkania, podczas których idziemy na lunch lub spacer, a później opowiadamy szefom ile kroków milowych poczyniliśmy

w projekcie. W ogóle kocham stwierdzenia: „kroki milowe” i „projekt” – ironizuje Paweł. – Jak dobrze przygotujesz notatkę ze spotkania, które w ogóle się nie odbyło, nazwiesz krokami milowymi najprostsze nawet czynności, każdy szef to kupi – twierdzi. – Mój przełożony sam jest ściemniaczem, więc nie da się go okłamać – twierdzi Anka. – To właśnie on nauczył mnie jak przygotowywać prezentacje, z których wynika, że zrobiliśmy dziesięć razy więcej, niż zrobiliśmy naprawdę – mówi z uśmiechem.

Niezdolny do pracy Kolejnym przykładem oszukiwania w biznesie są zwolnienia lekarskie. Mówi się, że co drugi Polak ma na swoim koncie choć jedno lewe zwolnienie, a coraz częściej zdarza się, że pracownik na L4 remontuje mieszkanie, spaceruje po centrum handlowym lub wyjeżdża na wakacje. Według ZUS-u, kwota obniżonych i cofniętych świadczeń pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa, w okresie od stycznia do września 2011 roku wyniosła 110 306,5 tys. zł. ZUS wykrywa tych nieprawidłowości około 3 proc. Ale nawet 10 proc. pracowników przebywających na zwolnieniach, w rzeczywistości może pracować. - Kłamstwo uzależnia - mówią zgodnie moi rozmówcy. Dodają, że w dzisiejszych czasach, cały świat biznesu, ściga się w najlepsze. Trudno być uczciwym, gdy chce się brać udział w tym wyścigu. AGNIESZKA ŻELAZKO Autorka jest Dyrektorem Zarządzającym agencji Bramasole Public Relations

ROZMOWY BIZNESMENÓW KUTYCH NA CZTERY NOGI: - Po co będziemy podpisywać umowę? Przecież jesteśmy przyjaciółmi. - Super, ale zapłacimy dopiero wtedy, gdy zobaczymy finalny produkt. - Wystawcie nam fakturę z terminem płatności 60 dni. - Prośba o wykonanie projektu za darmo, na próbę. Chcielibyśmy zobaczyć jak pracujecie. - Poprzedni podwykonawca zrobił to za 0 zł. - Nasz budżet wynosi 0 zł i ani grosza więcej. - Uwierz mi, dopuszczamy do współpracy tylko najlepszych. - Po zleceniu od nas wyrobisz sobie renomę i posypią się zlecenia od innych.


technolounge

WODOODPORNA KLAWIATURA

LIVESCRIBE ECHO

Pracę biurową można sobie uprzyjemnić - jeśli nie laptopem, tabletem, czy pomagającym w pracy smartfonem, to innymi gadżetami. Przykładem może być niezwykły długopis Livescribe Echo, który na bieżąco skanuje to, co zostało ręcznie napisane, przekształcając rysunki i notatki na format cyfrowy. Potrafi m.in. przypisać notatkę głosową, a dzięki wbudowanej kamerze i nadrukowanych lub narysowanych na kartce symbolach użytkownik, mimo braku przycisków, może korzystać z różnych aplikacji.

Każdemu na pewno zdarzyło się kiedyś wylać coś na klawiaturę, albo chociaż zaśmiecić ją okruszkami z jedzenia. Logitech jeden ze swoich produktów przygotował właśnie z myślą o takich osobach, które najzwyczajniej w świecie swoją klawiaturę co jakiś czas chciałyby solidnie wymyć. Klawiatura K310 Washable Keyboard nie jest jednak elastyczną, zwijaną, żelową klawiaturą, ale sztywną konstrukcją, z optymalnie wyskalowanymi i rozmieszczonymi klawiszami, na których symbole są grawerowane laserowo i pokryte powłoką chroniącą przed promieniami UV, przez co nie wyblakną i nie zetrą się. Klawiaturę można zamoczyć na głębokość nie przekraczającą 28 cm. Cena: ok. 179 zł.

TABLET GOOGLENEXUS 7

Nexus 7 to pierwszy tablet z serii Google Nexus i pierwsze 7-calowe urządzenie z systemem Android 4.1 Jelly Bean. Zaprojektowany wspólnie przez firmy ASUS i Google, Nexus 7 to pierwszy czterordzeniowy tablet. Dzięki ekranowi HD o rozdzielczości 1280 x 800 punktów zapewnia doskonałą jakość obrazu w aplikacjach, grach, podczas oglądania filmów, przeglądania internetu czy czytania książek. Technologia ASUS TruVivid zwiększa wyrazistość kolorów i jasność. Szkło Corning FIT oraz odpowiednio wyprofilowana obudowa zapewniają urządzeniu wysoką ochronę. W Polsce tablet pojawił się w sprzedaży pod koniec września w cenie 999 PLN za wersję 16GB.

KULA DO ĆWICZEŃ MIĘŚNI

Biceps można wzmocnić na wiele sposobów i to nawet prostszych, niż mogłoby się wydawać. Wystarczą ćwiczenia z Powerball Metal na kanapie przed telewizorem. To kula, którą uruchamia się ruchami nadgarstka, a która następnie wiruje nawet do 15 tysięcy obrotów na minutę. Oznacza to dla dłoni ciężar ok. 20 kg. Sprytne urządzenie nie potrzebuje baterii ani silnika, a specjalny licznik wskazuje aktualną „prędkość” i najlepszy wynik. Cena: ok. 400 zł

WIĘCEJ O LIFESTYLE’U I GADŻETACH ZNAJDZIECIE NA WWW.ISTV.PL ISTV to lifestyle’owa telewizja internetowa skierowana do nowoczesnych mężczyzn. Tematyka programów zawiera się w kluczowych dla niego sferach, takich jak zdrowie, sport, technologia, kuchnia, moda, fotografia, czy muzyka. Oglądaj aż 15 nowych odcinków tygodniowo! Oglądaj na www.istv.pl!

44

lounge ...bo jakość ma znaczenie


technolounge

AUTOGRAPHER

Jeśli i was ogarnęła mania fotografowania, warto przyjrzeć się ciekawemu urządzeniu o nazwie Autographer, który pozwoli fotografować dosłownie wszystko i wszędzie, przy minimalnym wysiłku. W ciągu jednego dnia może, na podstawie ustalonych algorytmów, samodzielnie wykonać do 2000 zdjęć – na przykład podczas przejażdżki, spaceru, czy robienia kolacji. Autographer jest wyposażony w pięć czujników: magnetometr, czujnik koloru, detektor podczerwieni, przyspieszeniomierz i czujnik temperatury. Ma 5-megapikselową matrycę, moduł GPS, Bluetooth, 8 GB pamięci i 136-stopniowy obiektyw szerokokątny. Choć urządzenie przypięte do ubrania zdjęcia pstryka samo, to manualna obsługa również jest możliwa.

Paweł Warzecha

BEZPRZEWODOWA ŁADOWARKA OD NOKII

Problem szybko rozładowujących się baterii w smartfonach można łatwo rozwiązać. Bezprzewodowa, przenośna ładowarka Nokia DC-16, wyposażona jest w baterię o pojemności 2200 mA i pozwala naładować nie tylko telefon, ale i każde urządzenie wyposażone w gniazdo microUSB. Specjalny przycisk na obudowie umożliwia sprawdzanie poziomu naładowania urządzenia. Ładowarkę można mieć zawsze przy sobie, na wypadek, gdyby bateria w naszym smartfonie się rozładowała. Nie musimy wtedy ani szukać gniazdka, ani mieć przy sobie standardowej ładowarki. Gadżet jest nieduży i bardzo estetycznie wykonany, stąd użycie go w różnorakich sytuacjach nie powinno być ani trudne, ani niekomfortowe. Ładowarkę można nabyć w kolorach: czarnym, niebieskim, białym oraz różowym. Cena: ok. 100 zł.

ROWER CANNONDALE CERV

Konstruktorzy z PriorityDesigns postanowili stworzyć rower, który sam rozpozna nachylenie terenu i dopasuje do niego swoją geometrię. Koncepcyjny rower Cannondale CERV (Continuously Ergonomic Race Vehicle), w zależności od terenu, odpowiednio zmienia położenie kierownicy i jej odległość od siodełka. Za transmisję napędu odpowiada nie łańcuch, ale wał napędowy, przez co rower nie posiada, typowego dla rowerów, przedniego widelca. Koncepcyjny rower zaprezentowano podczas targów Eurobike we Friedrichshafen.

iPHONE 5 Już jest! iPhone 5 właśnie pojawia się na rynkach całego świata, również w Polsce, wywołując skrajne emocje. Są tacy, co ustawiają się po niego w długich kolejkach, są też tacy, którzy bezlitośnie wyśmiewają ogarniętych szaleństwem zakupowym „fanbojów”. Warto jednak ominąć reakcje i jednych, i drugich, i przyjrzeć się samemu smartfonowi. iPhone 5 ma sporo większy, 4-calowy ekran, jest wyraźnie cieńszy od poprzednika i wykonany z aluminium. Jak zawsze w przypadku urządzeń od Apple, jest bajecznie dobrze wykonany, a płynność systemu iOS 6.0 jest perfekcyjna. Poprawiono multimedia - aparat, w którym dołożono funkcję panoramy w wysokiej rozdzielczości i słuchawki, które dzięki ergonomicznemu kształtowi mają być znacznie wygodniejsze. Nie obyło się też bez wpadki - nowe mapy są pełne błędów i w rezultacie mogą zaprowadzić do nikąd. Z całą jednak pewnością, żaden inny smartfon nie sprzeda się w tym roku tak dobrze jak najnowszy iPhone.

...bo jakość ma znaczenie lounge 45


twarze przy barze

Cracow Business Run | 16. 09. 2012 | Kraków

potrzebujesz fotografa na imprezę? odezwij się do nas!

(12) 633 77 33 / info@loungemagazyn.pl 46

lounge ...bo jakość ma znaczenie

fot: Jakub Gil


bary &

restauracje

Galeria Krakowska I pietro; ul. Pawia 5, 31-154 Kraków tel. 12 628 72 52

restauracja@miyakosushi.pl miyakosushi.pl

dołącz do nas

REKLAMA


zdjęcia: Marcin Lewicki / lounge

wydarzenia

FACE THE TASTE - KULINARNY PROJEKT DLA PASJONATÓW Face the Taste to innowacyjny projekt, dedykowany tym, którzy chcą w sposób niekonwencjonalny spędzić wolny czas i rozwijać swoje pasje. Klasyczne już tematy, takie jak etykieta i savoir vivre, stanowią dla organizatorów pretekst do wkroczenia w świat smakowych niuansów.

Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do śledzenia kalendarza cyklicznie organizowanych przez nas spotkań, a także do zapoznania się z naszymi propozycjami zawartymi w blokach Akademia wina. Kuchnia kreatywna czy Kraków pod nieznanym adresem”.

fot. 5tka PR

Podczas eventu, który odbył się 21 września w prywatnych loftach, kucharz Przemysław Błaszczyk zgodnie ze swoją filozofią gotowania wprowadził nas do świata nieznanych smaków i ciekawych aranżacji potraw, przyrządzonych tylko i wyłącznie na bazie ekologicznych i sezonowych produktów. Przemek na co dzień realizuje swoje pasje jako

szef kuchni w Mańana Bistro & Wine Bar, którą od trzech lat prowadzi wspólnie z żoną Magdą w Chorzowie. Staramy się też w sposób nieszablonowy przybliżyć tematykę rynku dóbr kolekcjonerskich (wino, whisky, sztuka), a wszystko to w atmosferze unikalnych miejsc i grupy fantastycznych ludzi - mówią organizatorzy.

MISTRZOWSKA KUCHNIA NA WINE & FOOD OPEN DAY

23 września Tor Wyścigów Konnych na Służewcu zapełnił się pasjonatami dobrego jedzenia. Wine & Food Open Day stał się wyjątkową okazją do delektowania się smakami wyszukanych dań oraz win z różnych zakątków świata. W trakcie wydarzenia swoje specjały prezentowały cenione warszawskie restauracje, w tym hiszpańskie Pico Cuadro. Dzięki wybitnym umiejętnościom szefa kuchni, skosztować można było zarówno delikatnego gazpacho, tapas, a także byczych ogonów, będących specjałem restauracji. Wine & Food Open Day jest odsłoną jednego z najgorętszych oraz najbardziej prestiżowych wydarzeń kulinarnych w Polsce – Wine & Food Noble Night. Wydarzenie w tym roku było doskonałą okazją, aby podszkolić swoje umiejętności pod okiem mistrzów kulinarnych, takich jak Kurt Scheller czy Jeremi Fontin. Smakosze doskonałych win, mogli degustować ponad 400 gatunków trunku z całego świata. Jednak największym zainteresowaniem cieszyły się dania, serwowane przez sześć wybitnych restauracji. Kucharze przez cały dzień serwowali przystawki, dania główne i desery kuchni francuskiej, polskiej czy japońskiej. Wśród takich znakomitych smaków, nie mogło zabraknąć hiszpańskiej temperamentnej kuchni. Dzięki niej, w specjalnie przygotowanym na tę okazję namiocie, na powierzchni 4 000 m2, odbyła się prawdziwa corrida smaków. 48

lounge ...bo jakość ma znaczenie

POD NIEBEM PIEMONTU

Winiarski event w warszawskim Bristolu 10 września, w hotelu Bristol Meridien, odbyła się pierwsza impreza z cyklu Event Barolo & Friends. Polscy miłośnicy wina mieli okazję odkryć najlepsze wina Piemontu od Barolo do Barbaresco. Swoje winiarskie trofea przedstawiło 30 włoskich producentów. Oprócz win, degustowaliśmy także specjały kuchni piemonckiej. Dla specjalistów w dziedzinie winiarstwa przygotowano seminarium na temat win Piemontu, które poprowadził dziennikarz Magazynu Wino - Tomasz Prange. Było wyśmienite wino i piękne kobiety. Imprezę uświetniło wieli wspaniałych gości. Na koniec spotkania zasiedliśmy do wspólnego lunchu biznesowego.


recenzje kulinarne

STUDIO QULINARNE 20 KRAJÓW, 44 MIASTA I 2100 RESTAURACJI – A WŚRÓD NICH STUDIO QULINARNE, KRAKOWSKA RESTAURACJA, KTÓRA JUŻ PO NIESPEŁNA DZIESIĘCIU MIESIĄCACH DZIAŁALNOŚCI POJAWIŁA SIĘ W NAJBARDZIEJ ZNANYM PRZEWODNIKU KULINARNYM W EUROPIE. CZY ZASŁUŻENIE? POSZŁAM TO SPRAWDZIĆ! Już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że na tej, dość niefortunnie jak dla restauracji brzmiącej, ulicy (Gazowa), w pobliżu Muzeum Inżynierii Miejskiej i w dawnym garażu autobusowym, powstało wnętrze, które dosłownie zachwyca stylem. Nie ma tu sztucznych i źle dopasowanych elementów, a całość współgra ze sobą doskonale: stare z nowym, minimalizm z dbałością o szczegóły, stonowane kolory z feerią barw, czy to na talerzu (jak się potem okazało), czy na przedziwnych wielobarwnych obrazach nad eleganckim barem. Wielkie regały zapełnione są antykwarycznymi książkami, tańczącymi płomykami świec i butelkami win; kilka przepięknych drewnianych belek i lejące białe zasłony fikuśnie rozdzielają pokaźnych rozmiarów salę; przecudowne, ogromne okna wpuszczają do wnętrza mnóstwo miękkiego światła, a czarno-białe akty na tle ceglanej ściany i oryginalne XIX-wieczne meble tworzą zmyślne, świetnie współgrające ze sobą, niezwykle oryginalne wnętrze. Nie ma tu przepychu, nadętej elegancji i sztucznego napuszenia – jest za to ekskluzywna, ale jakże swobodna atmosfera. Wyróżnienie w postaci kompletów sztućców Michelin, którym może poszczycić się Studio 50

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Qulinarne, zostaje przyznane restauracjom, w których zauważony został właśnie wyjątkowy nastrój – są to tak zwane Places with charm czyli: „miejsca urokliwe”. Ten lokal otrzymał dwa komplety z pięciu (oprócz tego możliwe jest otrzymanie 1, 2 lub 3 gwiazdek Michelin, ale jak dotąd żadna restauracja w Polsce nie zdobyła nawet jednej), a więc należy spodziewać się w nim osobliwego klimatu. Wydaje się oczywiste, że nie tylko wnętrze odpowiada za ten urok – niezależnie od tego, jak szykownie i elegancko prezentuje się dany lokal, to także obsługa pełni w nim niezwykle ważną rolę, o czym niestety personel Studia Qulinarnego, ku mojemu zdziwieniu… nie pamiętał.

W pewnym momencie usłyszałam, jak za plecami ktoś w miarę rozsądny próbował uciszyć niewychowane (nieprzeszkolone?) towarzystwo głośnym „ciiiiiiiiiiii…”, co nie było zbyt skuteczne i zapewniam Was, że gdyby nie był to jedyny termin, w którym mogłam odwiedzić to miejsce, po prostu wstałabym i wyszła. W miarę upływu czasu i zwiększania się liczby gości w Studiu, obsługa opanowała wygłupy, by w końcu całkowicie się uciszyć i dać nam czas na podziwianie wnętrza i spokojne oglądanie karty.

Gdy weszliśmy do środka, czekał na nas przygotowany stolik – rezerwacja mailowa odbyła się bez zarzutu, choć nie obyło się bez niestosownego „witam” na początku wiadomości z potwierdzeniem dokonania rezerwacji.

Menu jest krótkie; właściwie we wszystkich standardowych kategoriach – przystawek, sałatek, zup, past, ryb i owoców morza, dań głównych oraz deserów – można przebierać tylko w czterech pozycjach i choć wydaje się to mało, na pewno każdy znajdzie tam coś dla siebie, zarówno pod względem smaków, jak i cen, a głównej zalety krótkiego menu chyba nie muszę nikomu wyjaśniać.

Początkowo w lokalu byliśmy sami, a niezwykle uprzejma i sympatyczna kelnerka sprawnie podała nam karty. Pomimo, że siedzieliśmy mniej więcej na środku lokalu, przez dobre kilkanaście minut z otwartej kuchni i jej okolic docierały do nas dźwięki, których absolutnie nie znoszę w miejscu, do którego przychodzi się zjeść posiłek w relaksującej atmosferze (i zostawić grube pieniądze) – dość młody personel głośno rozmawiał, droczył się i rechotał, zagłuszając i tak cicho pobrzmiewającą muzykę w tle (swoją drogą dość przyjemną, przypominającą momentami klimatyczny Gotan Project).

Jako „czekadełko”, podano pokrojoną ciepłą bagietkę. Na każdym stoliku stała też świetna oliwa z oliwek i balsamico, a dodatkowo do dań proponowano świeżo mielony pieprz. Jako pierwsza, na prostej śnieżnobiałej zastawie, dość szybko pojawiła się Ostryga z lekko pikantnym tatarem z tuńczyka (36 zł), przyozdobiona, niczym w kuchni tajskiej, różowym storczykiem i czarną kroplą balsamico. Obawiałam się, że ryba okaże się zimna, ale tatar smakował naprawdę dobrze. Porcja niestety maleńka, a cena wyższa niż niektórych dań głównych w karcie, ale cóż – za takie rarytasy jak ostrygi płacić trzeba, wszak


recenzje kulinarne

obecnie jest to jedno z najdroższych owoców morza na świecie!

Dorsz z sosem z marakui (46 zł) pojawił się niedługo później i zachwycił mnie sposobem podania. Prostokątny talerz z rybą, serwowaną na szpinaku, otuloną żółtym sosem, wypełniony był kolorowymi warzywami, chrupiącymi orzechami i dodatkowo przyozdobiony był różowym kwiatem storczyka i jego płatkami.

marchewki, grzybki enoki) za to przygotowane zostały idealnie – niektóre chrupiące, niektóre miękkie, dokładnie tak, jak powinno być! Cudne danie i na dodatek niezwykle miłe dla oka. Osobie towarzyszącej wybrane danie, czyli Tagliatelle z krewetkami i sezamem (28 zł), także bardzo smakowało, choć mnie już mniej – prawdopodobnie sezam sprawił, że całość miała nieco metaliczny, może trochę gorzkawy, jakby szorstki smak, co nie do końca przypadło mi do gustu. Jednak sam makaron (chyba robiony na miejscu!) był niezwykle smaczny, a krewetek było sporo, choć nie porażały wielkością. Porcję określiłabym jako średnią, ale mimo to cenę uważam za adekwatną do tego, co dostajemy.

Marakuja z dorszem komponowała się zaskakująco dobrze, a jedyną rzeczą, jaką mogę temu daniu zarzucić jest to, że sosu było... rozczarowująco za mało – na delektowanie się nim przy drugiej połowie ryby zwyczajnie go nie starczyło! Warzywa (ziemniaki z delikatną skórką, minikukurydze konserwowe, zielony groszek, paski

Na koniec, skusiłam się na Tartę śliwkową (15 zł), czego pożałowałam – choć była ładnie podana z miechunką, listkami mięty, borówkami ame-

rykańskimi, małą gałką przepysznych lodów i kremem z maleńkimi owocami, których nie byłam w stanie zidentyfikować, ale które absolutnie mi nie smakowały (sam krem również był zupełnie nieatrakcyjny, lekko mówiąc). Tarta miała herbatnikowy spód, niestety za wilgotny, i mimo, że same śliwki były przepyszne, składała się praktycznie z samego kremu – oj, nie tego się spodziewałam! Mimo tego nieciekawego zakończenia i początkowego złego wrażenia z powodu zachowania obsługi, Studio Qulinarne kusi kolorami na talerzu, oryginalnymi składnikami, ciekawymi połączeniami smaków i przede wszystkim nietuzinkowym, przykuwającym wzrok wnętrzem, perfekcyjnie łączącym nowoczesny design z zabytkowymi elementami. Klimat jest tam fantastyczny, a wieczorami, przy pełnej sali i dźwiękach fortepianu na żywo, atmosfera musi być naprawdę wyjątkowa. Ceny mogą niektórych zniechęcić, ale ja i tak polecam to miejsce – na romantyczną randkę, wyjątkową okazję czy spotkanie biznesowe. I życzę powodzenia w kolejnych edycjach czerwonego przewodnika! tekst i zdjęcia: ANNA SKWAREK www.dania-kontra-ania.blogspot.com

REKLAMA

ul. Flisacka 3 (Salwator), Kraków / www.niebieski.com.pl / www.vanilla-sky.pl


trunki

PIWNY BIZNES NA FESTIWALU CZYLI O NAJSŁYNNIEJSZEJ, MOCNO JUŻ SKOMERCJALIZOWANEJ, CHOĆ CIĄGLE TRZYMAJĄCEJ SIĘ TRADYCYJNYCH ZASAD IMPREZIE PIWNEJ. O MARCOWYM PIWIE NA TYMŻE PAŹDZIERNIKOWYM ŚWIĘCIE, ROZPOCZYNAJĄCYM SIĘ WE WRZEŚNIU. A TAKŻE CO NIECO O NASZYCH RODZIMYCH, PIWNYCH IMPREZACH. Tylko kilka browarów ma prawo brać udział w jednym z największych na świecie festynie ludowym, jakim jest Oktoberfest. Wszystkie one muszą pochodzić z Monachium, a swe piwa warzyć zgodnie z tradycyjnym, bawarskim prawem czystości. Kryteria te spełnia sześć browarów. Jednym z nich jest Löwenbräu. Browar, kojarzony czasem z niespełnionym, wiedeńskim akwarelistą, który przed wojną w jego piwiarni wygłaszał swoje płomienne mowy, to jeden z filarów stylu znanego jako Oktoberfestbier.

Wiosenne piwo jesiennego święta Tradycyjnie podawany podczas monachijskiego festynu, Oktoberfestbier to styl znany także jako Märzen, czyli piwo marcowe. Co ma jednak marcowe piwo do października, czy raczej września, kiedy to rozpoczyna się Oktoberfest? Otóż przełom września i października to okres wyszynku piwa, które tradycyjnie warzy się wiosną, najczęściej w marcu, od którego pochodzi jego nazwa. A cóż znowu takiego szczególnego jest akurat w marcu? Marcowe kotki, marcowe migdały… No, można by różne rzeczy wymyślać. Jeśli jednak chodzi o styl piwa, marzec był po prostu ostatnim miesiącem, w którym można było zebrać świeży lód, którym chłodzono piwnice z leżakującymi beczkami. W kwietniu, według bawarskiego prawa, kończył się natomiast sezon warzelniczy, który rozpoczynano dopiero w październiku. Z tego powodu piwo marcowe warzone było głównie ze zmagazynowanego, zeszłorocznego słodu, który zużywano przed zrobieniem nowych zapasów. Jeśli chodzi o sam charakter stylu, to marcowe jest piwem sezonowym dolnej fermentacji typu lager. Od popularnego jasnego lagera odróżnia je przede wszystkim ciemniejsza barwa, pochodząca z prażonych słodów, wyższy poziom ekstraktu oraz alkoholu, dzięki któremu marcowe nie psuło się podczas kilku miesięcy leżakowania. Piwo to najpopularniejsze jest w Bawarii, gdzie warzy się go najwięcej. Marcowe można dziś jednak spotkać także w Polsce. Produkuje je np. olsztyński Browar Kormoran, w postaci wędzonej pod nazwą Dymy Marcowe - Browar Pinta, a także niektóre browary restauracyjne. Marcowe w smaku jest zdecydowanie bardziej słodowe niż tradycyjny lager, daje się w nim jednak wyczuć także, pochodzącą z chmielu goryczkę. Użycie ciemniejszych, prażonych słodów skutkuje natomiast pojawiającymi się w piwie nutami karmelowymi.

52

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Oktoberfest, źródło: Wikipedia

Piwem i golonką biznes się kręci Wracając jednak do festiwalu Oktoberfest. O tym, że dziś to olbrzymi biznes, najlepiej świadczą liczby. Przez ponad dwa tygodnie trwania festiwalu odwiedza go około 6 milionów osób z całego świata. Goście wypijają w tym czasie ponad 7 milionów litrów piwa, zjadają ok. 600 tys. kurczaków, ponad 100 tys. kiełbasek oraz ok. 70 tys. golonek. Cena jednego piwa, które tradycyjnie podaje się w litrowym kuflu zwanym Mass, w tym roku ma wynosić ok. 9,5 Euro. Łatwo więc policzyć, że na samo piwo goście festiwalu wydają prawie 70 milionów Euro. Do tego trzeba doliczyć oczywiście koszty jedzenia i innych przyjemności. Oktoberfest to przecież nie tylko piwo i jedzenie, ale i ludowy festyn z karuzelami, grami, występami i atrakcjami dla najmłodszych. Niebagatelną część przychodu stanowią pamiątki, z których najpopularniejszą jest oczywiście wspomniany Mass. Kufle te były kiedyś tak często kradzione, że dziś służby bezpieczeństwa są szczególnie wyczulone na tego typu przypadki. Pamiątkowe kufle i inne gadżety w ogromnej różnorodności można jednak zakupić legalnie.

Trochę historii, trochę tradycji Choć Oktoberfest jest dziś olbrzymim, międzynarodowym biznesem, którego organizacja to prawdziwe żniwa zwłaszcza dla monachijskich piwowarów, wciąż kultywuje się tu wiele utartych zwyczajów. Zacząć trzeba jednak od tego, że Oktoberfest pierwotnie był imprezą sportową. Pierwszy festyn odbył się 12 października (stąd Oktober w nazwie) 1810 roku, z okazji ślubu bawarskiego księcia Ludwika, a jego główną atrakcją były wyścigi konne. Piwnego

charakteru święto nabrało dopiero pod koniec XIX wieku. Wtedy też zaczęły rodzić się znane do dzisiaj tradycje. Rozpoczęcie festiwalu na koniec września przełożono ze względu na lepsze warunki pogodowe. Dziś do tradycyjnych zwyczajów Oktoberfest należą m.in. uroczysty pochód gospodarzy, odszpuntowanie pierwszej beczki przez burmistrza Monachium (ważne jest po ilu uderzeniach popłynie piwo) oraz pierwszy kufel z piwem dla premiera Bawarii. Tradycyjne są też wypowiadane przez premiera Bawarii słowa: O’zapft is! Co znaczy: „Odszpuntowana!”

Z naszego podwórka W wielu miejscach Polski, podobnie jak i w innych krajach stara się kopiować klimat bawarskiego festynu, nigdzie jednak impreza nie przybiera tak olbrzymiej skali. Mamy za to kilka swoich, wartych uwagi piwnych wydarzeń. Są to imprezy przyciągające nie tylko turystów, miłujących się w golonce i jakimkolwiek piwie (byle dużym i mocnym), ale prawdziwych piwnych koneserów. To imprezy, na których można znaleźć piwa z całego świata, wszystkie piwne style, pokazy warzenia piwa, a także wyroby domowych piwowarów. Do najpopularniejszych w Polsce należą: Chmielaki Krasnostawskie, żywiecka Birofilia, wrocławski Festiwal Dobrego Piwa, czy cieszyńska Bracka Jesień. Więcej o nich na pewno będzie innym razem, teraz zostańmy przy bawarskim piwie marcowym. No więc, jak to mawiają nasi germańscy przyjaciele – Prost! MICHAŁ ZĘBIK


ROLADKI DROBIOWE z farszem dyniowym SKŁADNIKI /dla dwóch osób / · Filet z kury 2szt. (po150 -170gr) · Szynka Parmeńska 120g (plastry)

Farsz · Dynia 300g · Cebula szalotka 80g · Ser gorgonzola 75g · Czosnek 2 ząbki · Tymianek (listki) 3g · Oliwa do smażenia najlepiej extra virgin · Sól i pieprz do smaku

PRZYGOTOWANIE

Dynię filetujemy ze skóry i miąższu. Szalotkę, czosnek, gorgonzolę i dynię kroimy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy oliwę i podsmażamy dynię, następnie szklimy cebulę i czosnek, dodajemy tymianek, doprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy z palnika, do jeszcze ciepłego farszu dodajemy pokrojoną w kostkę gorgonzolę i delikatnie mieszamy, studzimy.

SLAWOMIR SZCZUR Szef Kuchni Libiamo Ristorante&Pizzeria Rynek Główny 15 31- 008 Kraków Tel.: 12 424 96 16

Gdy farsz się wystudzi, rozkładamy na desce plastry z szynki parmeńskiej, nacinamy delikatnie z boku fileta i wypełniamy go farszem tak, aby wypełnić dwa filety. Filety zawijamy w szynkę parmeńską od miejsca nacięcia. Na dobrze rozgrzanej patelni z oliwą obsmażamy filety z każdej strony, następnie pieczemy je w piekarniku ok. 20 min. (150 ºC). Do dania polecamy sos z boczniaków podsmażanych na maśle z dodatkiem świeżej natki pietruszki. ...bo jakość ma znaczenie lounge 53


podróże kulinarne

Dolina Loary CZYTELNICY Z POKOLENIA WYCHOWANEGO NA PRZYGODACH PANA SAMOCHODZIKA, PAMIĘTAJĄ ZAPEWNE SZÓSTĄ CZĘŚĆ, GDZIE DZIELNY PAN TOMASZ WALCZYŁ Z NIEUCHWYTNYM FANTOMASEM. AKCJA KSIĄŻKI OSADZONA W ZAMKACH NAD LOARĄ, DAWAŁA PEWNE WYOBRAŻENIE O TYM REGIONIE. ALE JAKO ŻE PAN SAMOCHODZIK BYŁ TYPEM DZIELNEGO SKAUTA, DOWIEDZIELIŚMY SIĘ SPORO O ZAMKACH, A PRAKTYCZNIE NIEWIELE WIĘCEJ O TYM, CO OFERUJE TA NIEZWYKŁA KRAINA.

54

Będąc w komfortowej sytuacji posiadania tam przyjaciela, który kilkakrotnie namawiał do odwiedzin, wystarczyło skrzyknąć odpowiednią ekipę i udać się nie tylko śladami historii, ale także jedzenia i wina. Naszą bazą miało być Tours, stolica Turenii i największe miasto w regionie.

były ważnymi ośrodkami, do których przybywały towary z francuskich kolonii. I choć w połowie XVI wieku król Franciszek I przeniósł ośrodek sprawowania władzy do Paryża, Dolina Loary pozostała popularnym miejscem wypoczynku wśród arystokratów.

Dolina Loary, najdłuższej rzeki we Francji rozciąga się mniej więcej od Sancerre na wschodzie (słynącego z najlepszych Sauvignon Blanc), aż do Atlantyku, do miasta Nantes. Zamieszkała już w czasach galijskich, prawdziwy rozkwit zaczęła przeżywać od wieku XV, gdy kolejni królowie wracający z wojen w Italii, postanowili naśladować włoski styl i budować zamki na renesansową modłę, zamiast dotychczasowych warownych siedzib. Szlachta, pragnąc pozostać w pobliżu rządzących, budowała swoje rezydencje również wzdłuż rzeki. Z kolei porty nad Loarą

Dziś, na obszarze około 800 km kwadratowych, znajdziemy ponad 300 wspaniałych zamków i posiadłości. Najczęściej są one w rękach prywatnych. Jednak wielkie koszty utrzymania powodują, że znakomita większość jest udostępniona do zwiedzania.

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Z Krakowa do Tours jest ponad 1700 km. Po długiej nocy, spędzonej na niemieckich autobahnach, dojechaliśmy na miejsce około 10 rano. Dokładnie do Ballan-Miré, malutkiego miasteczka nieopodal stolicy Turenii. Przywitali

nas Antoine – Francuz i Cesare – Włoch, starzy kumple z czasów naszych angielskich eskapad. Choć wiedzieli, że noc spędziliśmy w samochodzie, nie dali nam dużo czasu na odpoczynek. Po krótkim śniadaniu, pojechaliśmy zwiedzać. Cel pierwszy: Zamek Chenonceau. - Ding, ding! - odezwał się dzwonek. Chenonceau nazywany jest również Château des Dames, czyli Zamkiem Dam, ze względu na 6 kobiet, które były jego właścicielkami. Niewiarygodne, pan Samochodzik właśnie tu rezydował w powieści, ale szanse, że wiedział o tym Antoine były


podróże kulinarne

znikome. Niemniej jednak wybrał doskonale na sam początek. Zamek leży na rzeką Cher i słynie z pięknych ogrodów, założonych przez królewską faworytę, Dianę de Poitiers. Tam również, obok dzieł sztuki, odwiedziliśmy cudownie wyposażoną kuchnię. Dzisiejsze gospodynie, posiadając miedziane garnki lub naczynia, są szczególnie dumne, gdyż są to utensylia drogie, ale znakomicie sprawdzają się w kuchni. Tamtejsi kucharze, gdyby żyli we współczesnych czasach, mieliby prawdopodobnie najwięcej radości, bo można było zobaczyć wszelakie cuda zrobione z tego cennego metalu.

Francuski

Gasiorek

F

rancuski Gąsiorek to firma zajmująca się importem win francuskich do Polski. Wszystkie pozycje w naszej ofercie są starannie dobierane tak, by znalazły się w niej wina o bardzo wysokiej jakości w przystępnych cenach. W tym celu nasze wina sprowadzamy z wyselekcjonowanych przez nas, małych winnic gdzie tradycyjne receptury są przekazywane i udoskonalane z pokolenia na pokolenie. Proponujemy Państwu szeroką gamę win począwszy od stołowych a kończąc na winach organicznych z certyfikatem AOC ze wszystkich regionów Francji.

Obcowanie z historią i sztuką było krzepiące, ale zmęczenia spowodowanego nocą w samochodzie oszukać się nie dało. Wróciliśmy do domu, by odpocząć, ale przed snem Antoine zapowiedział mobilizację i wczesną pobudkę, bo następnego dnia, czyli w sobotę, zaplanował garden party, a mówiąc po prostu: grillowanie w ogrodzie. Poranek przyniósł poprawę pogody. Gdy wstaliśmy Antoine był już po zakupach. Na co dzień sommelier, miał również wyczucie, jeśli chodzi o jedzenie. Jeszcze przed śniadaniem otworzył butelkę Cabernet Franc od lokalnego producenta z Chinon, Nicolasa Grosbois. Szczodrze dolewając do naszych kieliszków spowodował, że byliśmy gotowi na przyjęcie innych gości już po niecałych dwóch godzinach, tak sprawnie przebiegały przygotowania. Same frykasy: pieczywo z lokalnej boulangerie, steki wołowe, andouillettes - czyli lokalna odmiana flaków, choć nie w postaci zupy, ale grillowane, i ser Sainte-Maure de Touraine, dojrzewający w popiele. A do picia? A do picia były butelki wina Vouvray od François Pinon, do którego wybieraliśmy się dnia następnego. Impreza przeciągnęła się do wieczora, gdy nastąpił przedwczesny finał, ponieważ uczestnicy wspomagani winem od poranka przeszli w odmienne stany świadomości...

Nasza oferta kierowana jest również do restauracji, dla których przygotowaliśmy specjalne propozycje rabatów.

Francuski Gąsiorek ul. Grzegórzecka 9 (wejście od al. Daszyńskiego) Kraków tel. 12 341 58 64 mail: francuskigasiorek@gmail.com czynne: pon-pt 11-20, sob 10-19 REKLAMA

Podróżując, człowiek dochodzi do wniosku, że jedną z najgenialniejszych rzeczy jest możliwość spróbowania tego, co wytwarzają tubylcy. François Pinon to człowiek, który również rozsławił Dolinę Loary, choć nie miał nic wspólnego z budowaniem zamków. Jadąc na wschód od Tours dojedziemy do Vernou-sur-Brenne, gdzie powstaje jedno z najlepszych win zrobionych w całości z chenin blanc. Ci, którzy lubią to winogrono w południowoafrykańskim wydaniu, byliby zdziwieni, jak inna może być jego francuska wersja. Vouvray, bo o nim mowa, jest apelacją, w której wytwarza się białe wina w całej palecie. Od wytrawnych po musujące i likierowo słodkie, niezwykła kwasowość chenin blanc pozwala im osiągać nieprzeciętny potencjał starzenia. Są udokumentowane przypadki picia Vouvray niemal stuletniego (sic!) i nadal będącego w najwyższej formie. François jest zwolennikiem organicznego traktowania wina, tylko ręcznych zbiorów i długiego leżakowania. A jednak ceny jakich żąda są nieprzyzwoicie niskie. Całe szczęście, An-

Poza winami butelkowymi oferujemy także wina bag-in-box o pojemnościach 3, 5 oraz 10 litrów. Świetnie sprawdzą się one na przyjęciach. Będą także niezastąpione w domach, w których wino towarzyszy codziennym obiadom, gdyż po otwarciu zachowuje ono świeżość przez 30 dni.

http://www.facebook.com/piwnicawinfrancuskich


podróże kulinarne

toine zaaranżował nasz przyjazd wcześniej, bo Pinon jest zapracowanym człowiekiem. Część piwnic urządzona jest w wyżłobionej przez naturę jaskini skalnej. Po zwiedzaniu nastąpiła część praktyczna, gdzie gospodarz przygotował kilkanaście butelek. Reszta jest milczeniem, ale 100% uczestników dopisała Vouvray do swojej listy ulubionych win. Kolejny dzień nie dawał wytchnienia. Saumur jest odległe od Tours jakieś 80 km. Słynie z dwóch rzeczy: wspaniałego zamku i musującego wina. Niewiarygodna koincydencja: te dwie rzeczy znajdowały się również w kręgu naszych zainteresowań. Choć system autostrad we Francji jest dobrze dopracowany, Cesare zaproponował drogę alternatywną. Chłopaki razem pracują, prowadząc dwie knajpy i tego dnia Antoine musiał wracać do pracy, a Chez (jak nazywają go przyjaciele) chciał się wybrać z nami. Trasa, którą zasugerował, wiodła cały czas wśród Loary, przez malownicze miasteczka. Niespieszne 90 km/h na asfalcie gładkim jak stół do cymbergaja, przypomniało, że samo prowadzenie auta to również frajda. Cóż, poligonowy stan polskich dróg na to nie pozwala. Na miejscu, a pogoda była przepiękna, podziwialiśmy widoki z zamkowego tarasu, bo rezydencja w Saumur położona jest na wzgórzu. Potem, schodząc spacerem na Plac Saint-Pierre przekonaliśmy się, że naprawdę nie trzeba przepłacać za szampana, by skosztować przedniego wina musującego jakim bez wątpienia jest Saumur Mousseux. Późnym popołudniem, wracając do Tours zajrzeliśmy jeszcze do Château de Langeais. Naprawdę, nie da rady długo szukać lub specjalnie zbaczać z drogi, by znaleźć interesujące miejsca.

56

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Wieczorem chłopaki zapraszali na kolację do swojej restauracji. Choć termin „restauracja” zupełnie nie pasuje do miejsca jakim jest O Lieu dit Vin. Ze swojej pasji do wina, Antoine spróbował uczynić biznes. Wyobraźcie sobie coś pomiędzy sklepem z winem, lokalnym bistro i popularnym miejscem spotkań w stylu zrelaksowanym. O Lieu jest poza centrum, ale bywalcy doskonale je znają. Od wejścia czujesz się jak u siebie, karta menu jest króciutka, bo wszystko jest przygotowywane z lokalnych produktów. Tego wieczoru do wyboru był tatar (receptura Cesare) z parmezanem, domowy pasztet i rillettes. To kolejna potrawa rodem z Turenii, której smak sławił już Balzac. Pokrojone w grubą kostkę mięso świnki gotuje się powoli w wieprzowym lub gęsim smalcu, przyprawione solą, pieprzem, jałowcem, podlane winem lub rosołem. Po kilku godzinach w garnku mięso niemal się rozpada. By tłuszcz dobrze wniknął pomiędzy mięsne włókna, trzeba je porozdzielać widelcem. Utworzą potem miękką, soczystą, kremową masę z zaznaczoną fakturą. Gdy płynne rillettes przelewa się do słoika, tłuszcz wypływa na powierzchnię, tworząc konserwującą przykrywkę. Bez lodówki wytrzymuje kilka tygodni. Rozsmarowane na chlebie, posypane posiekaną szalotką i podane z korniszonami, idealnie uzupełniały kolejne kieliszki wina, które piliśmy. A było co wspominać: szampan Lallier, Chorey-les-Beaune (czyli jeden z naszych ulubionych burgundzkich pinot noir) i niebiański syrah Saint Joseph od Allana Graillot. Siada się gdzie jest miejsce, przy barze, wysokim stoliku lub małej werandzie. A prawdopodobieństwo, że dosiądzie się do Was ktoś z „lokalsów”, by pogawędzić, jest stuprocentowe. No i te ceny. Antoine uważa, że nie wolno kazać ludziom płacić za dużo, by mogli się napić dobrego wina. A ponieważ na miejscu jest również sklep, można wybierać z kilkuset pozycji.

Ministerstwa Edukacji, bo naonczas w Paryżu bezpiecznie nie było. Pożegnalny wieczór zaplanowany był w centrum Tours. Miasto liczy niespełna 150 tys. mieszkańców i ma wiele uroku. Po zwiedzeniu katedry Saint Gatien, licznych mostów i parków, warto zobaczyć w jednym z nich potężny cedr, zasadzony przez Napoleona. Idąc w kierunku centrum, dojdziemy do Place Plumereau, by podziwiać średniowieczne budynki, zbudowane cegieł, kamieni i desek. Tam też koncentruje się scena restauracyjno-barowa. Na nas czekał jednak stolik w la Deuvalière. Antoine powiedział, że choć restauracja nie ma żadnej gwiazdki Michelin, to bez wątpienia na nią zasługuje. Menu jest niezwykle proste i składa się z 5 przystawek, dań głównych i deserów oraz wózka z serami. Zmienia się co 3 miesiące, wraz z porami roku. Goście wybierają czy życzą sobie 2, 3 czy 4-daniowy posiłek i - voilla! W najdroższej opcji kosztuje to ledwie 35 euro. Ale jak trudno było zdecydować między foie gras z konfiturą z porto, a świeżymi sardynkami z grilla czy potem między pieczoną pulardą a halibutem na kompocie z porów. Całe szczęście, że wszyscy dzielili się, a apogeum zostało osiągnięte przy serach, by wspomnieć tylko normandzki Brillat-Savarin czy miejscowe, kozie Crotin de Chavignol i Valençay.

Nasz pobyt w Turenii dobiegał końca. Został nam jeszcze dzień, bo potem wybieraliśmy się przez Orlean do Szampanii. Jednak nasi gospodarze zadbali o to, by cieszyć się z każdej chwili spędzonej w Dolinie Loary. Rankiem, po wylosowaniu kierowcy, pojechaliśmy do Château d’Azay-le-Rideau. Ten przepiękny, renesansowy zameczek zbudowany został na rzecznej wysepce, więc jego fundamenty wystają prosto z wody. W słoneczny dzień, gładka powierzchnia rzeki pokazuje lustrzane odbicie zamku. W 1905 roku został on kupiony przez rząd francuski i wpisany na listę zabytków. Podczas drugiej wojny światowej był siedzibą

Wieczór znów zakończył się późno, wspomnieniami i kieliszkiem armagnacu Château de Laubade. Żal było wyjeżdżać. Turenia pokazała, że są miejsca, do których człowiek chciałby się przeprowadzić... Choćby dla jedzenia. I chyba po raz kolejny obiecaliśmy sobie, jak Boguś Linda, że: „jeszcze tu k... wrócimy!” tekst i zdjęcia: JANUSZ SZANIAWSKI

Janusz Szaniawski – domorosły gastronom, socjolog-hobbysta oraz fan wina i jedzenia jako hobby praktycznych. W branży restauracyjnej pracuje od ponad 17 lat, w tym czasie otwierał i zarządzał rozmaitymi restauracjami w Polsce i zagranicą. W wolnym czasie chętnie gotuje. Obecnie General Manager dla Grupy Scandale w Krakowie, gdzie między innymi prowadzi cykliczne spotkania Mocno Nieformalnego Klubu Miłośników Wina.


Lunch codziennie nowe dania W godzinach 12.00-17.00

Cena 20zł

Cafe Bar Lemon Warszawa, ul. Sienkiewicza 6 tel. 22 829 55 44 www.cafelemon.pl www.facebook.pl/cafebarlemon

BIZNES LUNCH Spotkania biznesowe w dusznych i smutnych salach konferencyjnych stają się powoli przeżytkiem. Wolimy spotykać się z naszymi klientami na tzw. neutralnym gruncie. Biznes lunche stały się nieodzowną częścią komunikacji w biznesie. Historia uczy nas, że największe interesy ubijane były właśnie przy stole. Specjalnie dla Was wybraliśmy więc kilka miejsc wartych polecenia w Warszawie i Krakowie.

Lunch W godzinach 12.00-16.00

Bussines w Scandale Royal W godzinach 12.00-17.00

Cena od 17zł

24 zł zestaw dwudaniowy

Lampka wina : 9 zł (150 ml) Dos Tacos Warszawa, Aleje Jerozolimskie 123 A tel. 22 243 46 18 www.dostacos.pl e-mail: kontakt@dostacos.pl www.facebook.com/DosTacos.MexicanGrill

58

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Scandale Royal Kraków, Plac Szczepański 2 tel.12 422 13 33 www.scandale.pl


sushi +

Garden Bussines Lunch W godzinach 12.00-17.00

dowolnie wybrane zupa + sałatka + koktajl

19 zł zestaw

od 45zł

dwudaniowy

Lampka wina : 9 zł (150 ml) Garden Scandale Kraków, Plac Nowy 9 tel. 12 430 22 20 www.scandale.pl

Sakana Sushi Bar Kraków Kraków,ul. Św. Gertrudy 7 tel. 12 429 30 86, 883 294 375 www.sakana.pl

Lunch W godzinach 12.00-15.00

19 zł danie dnia

25 zł

codziennie nowe dania

KURA

Jedyna w krakowie prawdziwa ciepła kuchnia japońska.

Kraków, Józefińska 4 tel. 883 353 607 www.facebook.com/KuraNoodleShopMore

„Każdy dzień jest inspiracją do zachwytu"

Włoski Lunch .W godzinach 12.00-16.00. Codziennie nowy, pięciodaniowy zestaw 50 zł Restauracja Amarone Kraków, ul. Floriańska 14 tel. 12 424 33 75 www.likushoteleiresturacje.pl www.facebook.pl/Pod Różą i Amarone

...bo jakość ma znaczenie lounge 59


twarze przy barze

10 urodziny Cafe Czekolada | 14. 09. 2012 | Kraków

potrzebujesz fotografa na imprezę? odezwij się do nas!

(12) 633 77 33 / info@loungemagazyn.pl 60

lounge ...bo jakość ma znaczenie

fot: Jakub Gil


FOT. ROBERT BEDNARCZYK / LOUNGE, MODELKA: KLAUDIA K. / REKLAMEX, STYLIZACJA: MONIKA GĄSIOREK-MOSIOŁEK / LOUNGE, MAKIJAŻ: KAROLINA CICHOŃ / FLUX ART koszula: Zara, okulary: Dolce&Gabbana / optyk-kowalczyk.pl, spodnie, krawat, szelki: własność stylistki

fashion


newsy

BENETTON WCIĄŻ SZOKUJE

JEREMY SCOTT OSKARŻONY O RASIZM

Kolekcja Jeremy Scotta dla Adidas Originals wywołała spore oburzenie za sprawą tzw. ‘niewolniczych’ butów. Projektant słynie z kreatywności, lecz tym razem zdaje się, iż nazbyt popuścił wodze fantazji. Buty, które zaprojektował dla marki Adidas ozdobione są jaskrawo-pomarańczowymi kajdankami wraz z łańcuchem. Jak zarzeka się projektant inspirację zaczerpnął z postaci z bajek z lat 90. zwanej My Pet Monster a nie od kul, noszonych niegdyś przez czarnoskórych niewolników. Niemniej jednak skojarzenia mogą być dwuznaczne. /kt/

Marka United Colours of Benetton od lat słynie z szokujących kampanii reklamowych. W tym roku podjęła trudny i, niestety, mający coraz większy zasięg problem bezrobocia wśród młodych. Kampania nosi tytuł Unemployee of The Year, co można przetłumaczyć jako Bezrobotny Roku i przedstawia zdjęcia młodych, często wykształconych osób w wieku 18-30 lat, niemogących znaleźć zatrudnienia. Szef marki Benetton mówi, iż choć nie jest w stanie zmienić świata, pragnie wykorzystać swoje możliwości we wspieraniu młodych ludzi. /kt/

ZAPACH MACBOOKA

Na tegorocznej wystawie australijskich artystów zaprezentowano Eau de MacBook Pro - czyli zapach „świeżo rozpakowanego laptopa Apple”. Perfumy stworzyła grupa artystów z Melbourne, znana pod nazwą Greatest Hits. Zapach podobno jest taki sam jak ten, gdy odpakowujemy paczkę z nowym laptopem. Zamówienie złożono w firmie Air Aroma, słynącej z podejmowania podobnych zapachowych wyzwań. Perfumy powstały jedynie jako eksperyment i nie będą dostępne w sprzedaży. /kt/

BRITISH FASHION AWARDS 2012 Gala wręczenia statuetek British Fashion Awards 2012 jest zapowiedziana na 27 listopada. Już teraz jednak możemy podyskutować o nominacjach. W kategorii Red Carpet Award o nagrodę walczy Alessandra Rich, Roksanda Liincic, Stella McCartney oraz Victoria Beckham. Cieszy zwłaszcza sukces Beckham, ponieważ jej plany wejścia do świata wielkiej mody jeszcze niedawno były tematem wielu dowcipów. O tytuł projektanta roku walczą natomiast Christopher Kane, Mary Katrantzou i Stella McCartney. Do 31 października można głosować przez Internet w kategorii British Style. Kandydatury znajdziemy na stronie britishfashionawards.com. /am/ 62

lounge ...bo jakość ma znaczenie

NOWY PROJEKTANT W DOMU MODY ERMENEGILDO ZEGNA

Stefano Pilati, któremu nie został przedłużony kontrakt z YSL, szybko znalazł nową pracę. Podpisał umowę z marką Ermenegildo Zegna. Najważniejszym celem, jaki wyznaczył sobie projektant, jest rozbudowa ekskluzywnej linii Argona. Niecierpliwie czekamy na efekty pracy! /am/


newsy

Newsletter Galerii Kazimierz Zapraszamy Cię do czytania naszego Newslettera. Co miesiąc znajdziesz w nim informacje o nowościach Galerii Kazimierz oraz najciekawszych wydarzeniach z życia Krakowa. Dzięki niemu zawsze będziesz na czasie z najnowszymi trendami, a za sprawą rad naszej stylistki Moniki Gąsiorek-Mosiołek idealnie dopasujesz swoją garderobę do sylwetki. Każdego miesiąca, specjalnie dla Ciebie, przygotowujemy pakiet atrakcyjnych bonów zniżkowych, które sprawią Ci jeszcze większą przyjemność z robienia zakupów. Serdecznie zapraszamy do subskrypcji naszego Newslettera.

CZERWONA PODESZWA ZASTRZEŻONA

Co jakiś czas usłyszymy o rozprawach sądowych, w których Christian Louboutin oskarża inne domy mody o plagiatowanie różnych modeli jego obuwia. Ostatnio nawet znana sieciówka Zara miała z tego powodu problemy. Tym razem Louboutin oskarżył samego YSL. Proces dotyczył skopiowania... odcienia czerwieni, charakterystycznego dla podeszwy Louboutina. Sprawę komplikował fakt, iż w tym kolorze wykonany był cały but YSL, a nie jedynie podeszwa. Sąd drugiej instancji rację przyznał YSL. Uznano, że kolor jest rzeczą uniwersalną i dobrem wspólnym, nie można więc go zastrzec. Jednocześnie przyznano Louboutinowi prawo własności do czerwonej podeszwy w konkretnym odcieniu. /am/

GINO ROSSI

Jesienna kolekcja marki Gino Rossi pokazana w obiektywie Rene Habermachera to odsłona kolejnych zmian marki. Nowoczesna elegancja, zapowiadana od wiosny, pokazuje teraz swoje bardziej modowe ego. W kolekcji widoczne są trendy sezonu British i Wild. Nowe kształty, formy obcasów, koturny, ubrane w kolory z jesiennych wybiegów wprowadzają do kolekcji świeżość i modę.

BURBERRY WYCOFUJE PRODUKCJĘ Z CHIŃSKIEJ FABRYKI

SALON OPTYCZNY PIĘKNE OCZY

Burberry wstrzymało produkcję torebek w chińskiej fabryce, od lat produkującej luksusowe dobra dla znanych światowych marek. Burberry od 2010 roku jest członkiem inicjatywy broniącej praw pracowników, a fabryka w prowincji Kanton nie spełnia żadnych wymogów. Z raportów wynikało, iż pracownicy fabryki spędzali w pracy średnio 11 godzin dziennie, 6 razy w tygodniu. Być może po wycofaniu się Burberry, inne marki pójdą również w jej ślady. /kt/

Zapraszamy na wyjątkowe zakupy! W październiku przy zakupie okularów korekcyjnych marki Vogue i Ray Ban, szkła otrzymasz w prezencie. Okulary z oprawą Ray Ban są w cenie 499 zł, Vogue w cenie 399 zł. Do zakupionych okularów oferujemy szkła korekcyjne z antyrefleksem, warstwą utwardzającą i powłoką hydrofobową.

ESPRIT

Tej jesieni Esprit postawił na wyrafinowanie i poczucie luksusu. Połącz proponowane przez markę niezwykle wysokiej jakości materiały, takie jak gruba wełna, aksamit czy jedwab, z miękkimi apaszkami, skórzanymi torbami czy delikatnie plecionymi paskami. W rezultacie uzyskasz konsekwentny i bardzo kobiecy look, który doskonale podkreśli Twoją pewność siebie i elegancję – cechy, które w nadchodzącym sezonie musi posiadać każda modna kobieta.

VILLEROY&BOCH

Nadeszła jesień. Letnie widoki za oknem zamieniły się w mieniący różnymi odcieniami złota krajobraz. Jesień to czas zadumy i rozmyślań, a nic tak nie umila wolnych chwil jak filiżanka pysznej, aromatycznej kawy z cynamonem lub herbaty z cytryną. W salonie Villeroy&Boch znajdziesz ogromne bogactwo świata porcelany, w tym piękne i eleganckie filiżanki oraz kubeczki z serii Caffe Club, które urzekają swoim wzornictwem, kolorem i różnorodnością zdobień.

Od 1 września ekskluzywne marki, często dostępne dotychczas wyłącznie w stolicy, stały się osiągalne dla wszystkich chętnych! Modne warszawskie butiki z ulicy Moliera i Placu Trzech Krzyży otworzyły swoje internetowe sklepy. Przez Internet możemy kupić ubrania i dodatki od Valentino, Ralpha Laurena, Salvatore Ferragamo, Tod’s, Balmain, Christiana Louboutina, Isabel Marant, Herve Legera i Moncler. Butiki zachęcają ciekawymi promocjami, możliwością rezerwacji produktu i szybką dostawą. Szczegóły na: moliera2.com oraz plactrzechkrzyzy.com /am/ newsy oprac. KATARZYNA TARABYŁA, red. zdjęcia: materiały promocyjne

ARTYKUŁ PROMOCYJNY

LUKSUS W ZASIĘGU KLIKNIĘCIA MYSZKĄ

Więcej informacji znajdziesz w Newsletterze Galerii Kazimierz - www.galeriakazimierz.pl/newsy


, e z s j a e i i n n e ż z a mar Najw profile

ić n o g to

TANCERKA Z ZAMIŁOWANIA, DZIENNIKARKA Z WYKSZTAŁCENIA, A PODWÓJNIE UTYTUŁOWANA PIĘKNOŚĆ Z PRZYPADKU. KASIA GORLEJ, MISS LOUNGE TEGOROCZNYCH WYBORÓW MISS POLONIA KRAKOWA, W KRÓTKIEJ ROZMOWIE OPOWIADA O SWOICH PASJACH, MARZENIACH I WYZWANIACH, KTÓRE PODEJMUJE.

Myślisz, że uroda to sprzymierzeniec w robieniu kariery? - Wiesz, mogłoby się wydawać, że ładniejsze kobiety mają o wiele prostsze życie. Niestety na polu zawodowym ładna buzia to często duży problem. Miałam kiedyś dosyć przykrą rozmowę o pracę! Przeprowadzała ją niezbyt urodziwa pani, która już na wstępie się do mnie uprzedziła, z powodu, jak sądzę, mojego wyglądu. Od początku patrzyła na mnie z góry i lekceważyła moje odpowiedzi. Oczywiście pracy nie dostałam, ale wiedziałam to już w momencie, kiedy wchodziłam do jej biura. Inaczej sprawa ma się w relacjach z mężczyznami <śmiech>. Ich z kolei to ja muszę trzymać na dystans. Mam taką zasadę, że utrzymuję w pracy profesjonalne relacje i nie pozwalam na spoufalanie się. W swoich wypowiedziach bardzo często powtarzasz, że najważniejsze, to gonić swoje marzenia. Teraz, po zdobyciu podwójnego tytułu Miss, jakie jest twoje marzenie? - Żyję dniem dzisiejszym, wyznaczam sobie cele i staram się spełniać swoje małe marzenia, a jednym z nich, marzeniem z dzieciństwa, było właśnie wystartowanie w konkursie Miss. Chciałabym dalej podążać dziennikarską ścieżką, ale zobaczymy co przyniesie los… Póki co, rozpoczynam studia podyplomowe i chcę się rozwijać. No i oczywiście nie wyobrażam sobie przyszłości bez mojego ukochanego tańca! Taniec towarzyski to dla Ciebie hobby czy sposób na życie? - Uwielbiam tańczyć, to moja prawdziwa pasja. Niestety, dzielę swoje życie również między inne zajęcia, w tym pracę w biurze. Kiedy mogę spędzić czas na parkiecie, jestem po prostu szczęśliwa. Każdy taniec to inna rola, inne wyzwanie. Trzeba być aktorem, tworzyć z partnerem zgrany duet, który oczaruje publiczność. Staram się pracować nad swoją techniką, piąć coraz wyżej, pomimo ograniczeń. Obecnie szukam nowego partnera, z którym dobrze się zrozumiemy i wytańczymy mistrzowską klasę krajową A. Jaki jest twoim zdaniem sens konkursów piękności? - Tak naprawdę to dosyć trudne pytanie… Myślę, że to na swój sposób forma współzawodnictwa. Przechadzając się po wybiegu, dziewczyny rywalizują między sobą nie tylko poprzez urodę, ale również przez sposób w jaki się poruszają i prezentują. Żeby zostać Miss, nie wystarczy tylko dobrze wyglądać. Konkuruje się poprzez całą swoją osobowość i sądzę, że ma to sens. W dzisiejszym świecie taka postawa może być przykładem dla wielu dziewczyn, często zapatrzonych w wykreowaną przez media i nieco sfałszowaną rzeczywistość. Rozmawiała KATARZYNA LEMCZAK 64

lounge ...bo jakość ma znaczenie

fot. Robert Bednarczyk | lounge, stylizacja: Monika Gąsiorek-Mosiołek, włosy i makeup :Paulina Rudek i Małgorzata Suchocka | ESTE TEAM, Iwona Łukasik sukienka: Artmania, pasek: własność stylistki, buty: Stylowe Buty

Powiedz, skąd studentka dziennikarstwa i tancerka w jednym wzięła się na wybiegu Miss Polonia? - Może to zabrzmi dziwnie, ale nie planowałam swojego startu, a pomysł zrodził się zupełnie spontanicznie. Propozycja wyszła, tak naprawdę, od trenera, który prowadził moje zajęcia taneczne w klubie Prima Dance. Pewnego popołudnia, kiedy przyszłam na zajęcia, zasugerował mi, że powinnam spróbować swoich sił w konkursie. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia i po prostu potraktowałam to jako kolejne wyzwanie. Myślę, że było mi łatwiej, niż wielu innym dziewczynom, właśnie dzięki mojej dziennikarskiej pewności siebie i swobodzie, której nauczyłam się występując na parkiecie. Nie boję się postrzegania przez pryzmat tytułu, traktuję go jako takie „urozmaicenie” w moim CV.


fot. Tomasz Dyczewski

wywiad

Imperium

KOBIETY

ABSOLWENTKA FILOZOFII I DZIENNIKARSTWA. SZCZĘŚLIWA KOBIETA Z NIESPOŻYTĄ ENERGIĄ, ZAKOCHANA W MODZIE I SPORCIE.

BIZNESWOMAN, DZIENNIKARKA I WYDAWCA - ILONA ADAMSKA, OPOWIADA O POCZĄTKACH SWOJEJ KARIERY, SPOSOBIE NA KRYZYS I ODWADZE W DĄŻENIU DO REALIZACJI WŁASNYCH PASJI I CELÓW. Twoja kariera zaczęła się od modelingu i wciąż pracujesz jako modelka. Jak wspominasz tamte czasy i czy zmieniło się coś w tej branży? - Moją największą pasją był zawsze sport. Pływałam, jeździłam na nartach i łyżwach. Trenowałam osiem lat koszykówkę. Przygoda z modelingiem zaczęła się tuż przed maturą. W tajemnicy przed wszystkimi wysłałam swoje zdjęcia do warszawskiej agencji Eastern Models na konkurs organizowany przez agencję i magazyn Cogito. To miał być sposób na przełamanie kompleksów. Czułam się mało atrakcyjna, niepewna siebie. Po

66

lounge ...bo jakość ma znaczenie

miesiącu dostałam zaproszenie na spotkanie. Powiedziano mi, że wymiary i sylwetka są super, jednak włosy za krótkie. Kazali przyjechać jak podrosną. Wtedy wysłałam swoje zgłoszenia do kilku innych agencji. Wszystkie odpowiedzi były pozytywne. Wybrałam krakowską agencję, bo w tym samym czasie dostałam się na studia do Krakowa. Dla mnie zostanie modelką wiązało się z nie lada wyrzeczeniami i wysiłkiem. Jestem łakomczuchem, kocham słodycze. Kiedy zaczęłam pracę jako modelka w Krakowie, nikt nie wymagał ode mnie wymiarów 90-60-90. Pracowałam w agencji, która zupełnie inaczej

traktowała dziewczyny. Miałam koleżanki, które jeździły na sesje zdjęciowe, mając 95-96 cm w biodrach. Kiedy okazało się, że jedna z najlepszych w Polsce agencji - D’vision z Warszawy, zainteresowała się mną na poważnie, zrozumiałam, że to koniec. Muszę zacząć się odchudzać! Pomyślałam jednak, że mam już 22 lata i być może jest to ostatnia szansa, aby pójść wyżej. Poddałam się więc drakońskiej diecie, piłam hektolitry wody mineralnej. Basen, siłowania i kilka seansów 50-ciominutowej sauny w kombinezonie z folii, podgrzanym do 50 stopni. Do tego zabiegi wyszczuplające w gabinecie odnowy. W ciągu dwóch miesięcy schudłam dziesięć kilo. Osiągnęłam wymiary: 88-60-91 (przy wzroście 177 cm). W kwietniu pojechałam do D’vision. Szefowa była zachwycona. I tak dostałam się do najlepszej polskiej agencji, gdzie pracowały Agata Buzek, Ilona Felicjańska, Anja Rubik i inne znane modelki. Po dwóch latach zmieniłam agencję na Vanilla Models, z którą jestem do dziś związana. Pracowałam dla Violi Śpiechowicz, Tomka Ossolińskiego, znanego duetu MMC, Arkadiusa. Reklamowałam znane marki biżuteryjnego, odzieżowe, zagrałam w kilku reklamach telewizyjnych. Modeling sam w sobie jest dla mnie tylko pasją, przygodą. Nie można na nim budować planów emerytalnych. Dlatego na pierwszym miejscu stawiałam zawsze naukę i studia. Skończyłam filozofię i dziennikarstwo. Aktualnie kończę studia doktoranckie z socjologii. Zawód modelki pozwala mi poznać wielu ciekawych ludzi, zwiedzić najpiękniejsze zakątki świata, podszlifować języki obce. Kocham zmiany, podróże. Modeling jest doskonałym sposobem, aby realizować to, co kocham. A czy coś się zmieniło? Chyba niewiele. Wciąż na wybiegach królują przeraźliwie chude, anorektyczne modelki. A szkoda. Bo uważam, że prawdziwa kobieta powinna mieć trochę krągłości. Jesteś bardzo zapracowaną kobietą. Prowadzisz własną agencję promocyjno-wydawniczą, organizujesz pokazy mody, eventy oraz akcje promocyjne. Do tego pełnisz funkcję rzecznika prasowego Ambasady Królestwa Maroka w Polsce oraz wydajesz pismo Imperium Kobiet. Skąd czerpiesz energię do wykonywania tak wielu funkcji? - Być może zabrzmi to paradoksalnie, ale właśnie z pracy. Uwielbiam być w ciągłym ruchu. Nie znoszę stagnacji, monotonii. Lubię nowe wyzwania, wciąż wyznaczam sobie nowe cele do realizacji. Podnoszę sobie coraz wyżej poprzeczkę. Nie lubię spoczywać na laurach. Stąd między innymi nawiązanie współpracy z Ambasadą Maroka w Polsce. Organizuję wyjazdy polskich gwiazd na sesje zdjęciowe, koncerty. Pomagam Marokańczykom promować ich kraj w Polsce poprzez organizację pokazów mody, eventów, wystaw. Kilka dni temu zakończyła się m.in. wystawa koni arabskich na warszawskim Torwarze, za którą także byłam odpowiedzialna. Prywatnie jestem zakochana w Maroku. Odwiedziłam ten kraj już 7 razy. Za tydzień znowu wylatuję do Marrakeszu. Uważam, że to najpiękniejsze miasto na świecie, a kuchnia marokańska nie ma sobie równej.


fot. Arch. prywatne modelki

wywiad

NIE ZNOSZĘ STAGNACJI, MONOTONII. LUBIĘ NOWE WYZWANIA, WCIĄŻ WYZNACZAM SOBIE NOWE CELE DO REALIZACJI. PODNOSZĘ SOBIE CORAZ WYŻEJ POPRZECZKĘ. NIE LUBIĘ SPOCZYWAĆ NA LAURACH

Co skłoniło Cię do wydawania pisma dla kobiet? - Imperium Kobiet to trzeci w moim dorobku magazyn, który wydaję. Dwa pierwsze magazyny wydawałam będąc jeszcze na studiach. Planeta Kobiet był bezpłatnym magazynem, który wydawałam na Podkarpaciu (skąd pochodzę). Po roku przekształcił się w portal internetowy www.planetakobiet.com.pl, który istnieje już 7 lat i cieszy się olbrzymim zainteresowaniem. Drugi magazyn - to właśnie Imperium Kobiet, bezpłatny, wydawany w Krakowie i Rzeszowie. Po roku zawiesiłam działalność pisma, ponieważ studiowałam dwa kierunki i nie byłam w stanie pogodzić studiów z pracą nad gazetą. Gdy skończyłam studia i przeprowadziłam się do Warszawy, postanowiłam powrócić na rynek wydawniczy, ale już z magazynem o zasięgu ogólnopolskim, płatnym, polsko-angielskim, skierowanym do ambitnych, spełnionych kobiet. Imperium Kobiet to pismo inne niż wszystkie. Przełamujemy stereotypy, działamy niezależnie, tworzymy ponadczasowy wizerunek kobiet zwykłych, ale i niezwykłych. Chcemy odkrywać bogactwo wewnętrzne kobiecej natury, poznawać prawdę i skłonić Czytelników do zerknięcia w głąb siebie. Magazyn skierowany jest do kobiet odważnych, poszukujących, spełnionych. Zadających ważne pytania sobie i innym. Do tych, co mają poczucie swojej wartości i wiedzą, co dla nich oznacza słowo „sukces”. Żyją pełnią kobiecego świata. Chciałam stworzyć magazyn inny niż wszystkie, w którym będzie coś do poczytania, a nie tylko same reklamy i zdjęcia. Spot reklamujący nasz magazyn w jednej ze stacji radiowych brzmi właśnie: Imperium Kobiet. Mało reklam, dużo treści. Pamiętasz pierwsze wydanie Imperium Kobiet? Jak postrzegasz go przez pryzmat kolejnych numerów? - Oczywiście, że pamiętam. 74 strony, na okładce nikomu nieznana modelka. Skład magazynu pozostawiał wiele do życzenia <śmiech>. Magazyn miał swoją premierę podczas pierwszego dnia Festiwalu Pamiętajmy o Osieckiej, w październiku 2010 roku. Na Gali Finałowej w Och-Teatrze, zorganizowanej przez Fundację Okularnicy, pojawili

się m.in. Pani Prezydentowa Anna Komorowska z Prezydentem RP Bronisławem Komorowskim, Agata Passent, Daniel Passent, Maria Seweryn, Krystyna Janda, Magda Mołek, dr Irena Eris, Stanisław Soyka. Myślę, że lepszej promocji nie mogłam sobie wymarzyć, jak Para Prezydencka pozująca fotoreporterom z IK w ręku. Dziś magazyn ma nową szatę graficzną, liczy ponad 160 stron. Redakcję tworzy 12 osób, gdy zaczynaliśmy - tylko 6. Do redakcji dołączyły takie nazwiska, jak Beata Tyszkiewicz, Jolanta Fajkowska, Krystyna Mazurówna, Hanna Bakuła, Elżbieta Jędrzejewska, Małgorzata Walewska. Jestem dumna z tego, że udało mi się nakłonić do współpracy osoby, które prywatnie zawsze podziwiałam i marzyłam, by je kiedyś poznać. Dziś razem się przyjaźnimy, spotykamy prywatnie na kawkę. Marzenia się spełniły. Widok kobiet kupujących i czytających Twoje pismo działa na Ciebie motywująco? - To dla mnie najpiękniejszy widok na świecie <śmiech>. Gdy widzę kobiety wychodzące z Empiku z IK w ręku uśmiecham się i czuję, że to co robię ma sens. Że warto. Jest mi miło, gdy Czytelniczki Imperium Kobiet wysyłają do nas swoje zdjęcia z magazynem w ręku i piszą, że od teraz to ich lektura obowiązkowa. W Twoim Magazynie zauważyłam pokaźną liczbę felietonów znanych kobiet. Co decyduje o ich publikacji? - To prawda, mam sporą grupę felietonistów. Kilku stałych, którzy pojawią się w każdym numerze. Są to p. Fajkowska, Tyszkiewicz, Bakuła, Mazurówna i kilku, którzy piszą od czasu do czasu - Robert Kudelski, Elżbieta Jędrzejewska, Aldona Orman, Małgorzata Walewska. Są to znane, cenione nazwiska. Osoby z ogromnym poczuciem humoru, spostrzegawcze, dowcipne, sarkastyczne. Posługują się tzw. „lekkim piórem”. Piszą przejrzyście, stawiając celne pointy. Współczesne kobiety wolą czytać ambitne pisma, czy oglądać zdjęcia celebrytów i modelek? - Myślę, że nie powinniśmy generalizować i wrzucać wszystkich do jednego worka, są bowiem różne gusta i różne Czytelniczki. Na polskim rynku wydawniczym każdy znajdzie coś dla siebie. Mój magazyn kierowany jest akurat do kobiet, które wolą przeczytać coś ciekawego, niż oglądać zdjęcia i czytać plotki na temat tego, kto z kim sypia, kto się upił i stracił prawo jazdy. Niestety jednak zauważam, że ludzie coraz mniej czytają, stali się leniwi, wolą tanią sensację czy plotki na temat życia gwiazd. Telewizja staje się medium głównie rozrywkowym, podobnie jak radio. Poczytność gazet spada, podobnie jak jakość internetowych newsów. Polecam przy okazji książkę Bernarda Poulet’a, który opisuje obecną sytuację, w głośnej książce Śmierć prasy.

Obecnie wiele branż przeżywa kryzys, a Twoje wydawnictwo kwitnie. Jak radzisz sobie w czasach niesprzyjających biznesowi? - Owszem, mamy kryzys, ale zamiast skupiać się na tym, jak jest źle, może lepiej skupić się na tym jak sprawić, by było lepiej? Przecież nie jesteśmy bezsilni. Choćbyśmy nie wiem jak wiele tracili w swoim życiu, możemy wszystko odbudować; ba, nawet osiągnąć jeszcze więcej, dopóki nie utracimy naszego największego aktywa - siebie! Nie jesteśmy bezsilni wobec obecnych i przyszłych wyzwań - chyba, że sami tak postanowimy. Jednym z najgorszych uczuć towarzyszących kryzysom jest wszechogarniające uczucie bezradności. A przecież nie musimy się mu poddać, możemy wziąć sprawy w swoje ręce i spróbować sobie radzić mimo kryzysowi! Zapewne nie będzie łatwo, ale przynajmniej będziemy czuli, że sami jesteśmy w stanie pokierować naszym losem. Nie patrzę wstecz, myślę optymistycznie i wierzę, że najlepsze dopiero przede mną. Pozytywne myślenie to podstawa. Jesteś mocno związana z polskim show-biznesem. Jak go postrzegasz? - To świat, który zupełnie mnie nie kręci. Świat iluzji. Życia na pokaz. Z racji tego, że na co dzień spotykam się z gwiazdami na wywiadach, imprezach branżowych, sesjach zdjęciowych wolałabym nie odpowiadać konkretnie na to pytanie, by się komuś nie narazić <śmiech>. Niewątpliwie jesteś kobietą sukcesu. Czy spełniasz się w tym, co robisz? - Ciężko mówić o spełnieniu u kogoś, kto ciągle się rozwija i samodoskonali, dla kogo nowe wyzwania to codzienność. Każdy z nas ma swoją własną miarę sukcesu i spełnienia. Mój osobisty sukces to własny magazyn i portal dla kobiet, współpraca z ambasadą Maroka, możliwość pomocy innym, dążenie do samorealizacji, solidna edukacja. Podobno jesteśmy tyle warci, ile możemy dać innym. W swojej naiwności będę trzymała się tej dewizy, bo inaczej nie potrafię. W życiu należy podążać przed siebie, wyznaczać sobie coraz to nowe cele, ale również należy umieć słuchać innych i być wrażliwym na otaczający nas świat i ludzkie krzywdy. Życie pokazuje, że biznes to pasmo sukcesów, porażek, ciężkiej pracy, dzięki czemu wyciągamy wnioski, dokonujemy zmian i wciąż się uczymy. Ważna jest odwaga w dążeniu do realizacji własnych pasji i celów. Mam pewność, że w końcu znalazłam swoje miejsce na ziemi. Robię to, co kocham i mam poczucie, że spełniam pewną misję. Przygnębia mnie monotonia, lubię zmiany, bo tylko wtedy mam poczucie wewnętrznego rozwoju. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że jestem szczęśliwą kobietą! Rozmawiała MONIKA GĄSIOREK-MOSIOŁEK

...bo jakość ma znaczenie lounge 67


świat mody

CALLING

68

FILM DIABEŁ UBIERA SIĘ U PRADY POKAZUJE, ŻE PRACA ASYSTENTKI W ŚWIECIE MODY NIEKONIECZNIE JEST POSADĄ MARZEŃ, JEDNAKŻE I TEN OBRAZ ZOSTAŁ NIECO PRZESŁODZONY. W TE WAKACJE UDAŁO MI SIĘ ODBYĆ DWA STAŻE I CHOĆ NIE MUSIAŁAM CO CHWILĘ BIEGAĆ PO KAWĘ ZE STARBUCKSA DLA SZEFOWEJ, TO NA NIC NIE ZDAŁY MI SIĘ ELEGANCKIE STROJE, BIŻUTERIA I BUTY NA OBCASACH, GDYŻ PRACA STAŻYSTY WIĄŻE SIĘ PRZEDE WSZYSTKIM Z WYSIŁKIEM FIZYCZNYM.

z którą przez kolejne dwa miesiące dane mi było dzielić biurko oraz wszelkie problemy dnia codziennego. Wspólnie udaliśmy się do pubu, by z niewielką pomocą alkoholu lepiej się poznać. Przez cały wieczór bezskutecznie próbowałam wyciągnąć jakiekolwiek informacje na temat mojego nowego miejsca pracy, lecz w odpowiedzi słyszałam jedynie, że sama się przekonam (co spowodowało, iż zaczęłam nabierać pewnych podejrzeń).

Już pierwszego dnia marzenia o pełnym splendoru świecie mody pękły niczym bańka mydlana. Choć moje londyńskie zakwaterowanie mieściło się w pięknej, pełnej zieleni dzielnicy, to warunki znacznie odbiegały od znanych mi standardów. Kraty w oknach, pokój wielkości więziennej celi i wspólna łazienka nie idą w parze z wizją Londynu - stolicy mody. Nie będę rozpisywać się o tym, co można znaleźć w użytkowanej przez studentów kuchni, bo ten temat jest tak rozległy, iż nadaje się on na osobny reportaż. Na szczęście zaraz po przybyciu spotkałam innych, narzekających na swoje pokoje, stażystów oraz dziewczynę,

Drugiego dnia, mimo bólu głowy, po jednak nie tak małej ilości alkoholu, wstałam na tyle wcześnie, by mieć odpowiednią ilość czasu na wybór idealnego stroju do pracy i ewentualną możliwość przebrania się niezliczoną ilość razy - wedle zasady, iż najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Z mapą londyńskiego metra w ręce i w swoich najlepszych ciuchach, udałam się w stronę centrum, starając się nie myśleć za wiele o tym co mnie czeka i trzymać emocje na wodzy. Tłum ludzi w połączeniu z temperaturą panującą w metrze sprawia, że po krótkiej przejażdżce można poczuć się jak po godzinie spędzonej w saunie. Na nic więc zdały się po-

lounge ...bo jakość ma znaczenie

ranne przygotowania. Nie tracąc jednak nadziei, podążyłam w stronę domu mody, w którym miałam spędzić najbliższe dwa miesiące. Dom mody to może nie do końca trafne określenie na to przytulne, lecz dziwne połączenie biura, showroomu oraz butiku. Na wstępie powitał mnie rozszczekany cocker spaniel z ogromną muchą zamiast obroży oraz ubrany w identyczną muchę, niski mężczyzna, o udawanie miłym,


świat mody

LA DIFFERENZA WŁOSKI BUTIK Z WŁOSKĄ MODĄ

lekko piskliwym głosie, który okazał się być moim przełożonym oraz właścicielem psa. Obawiałam się, że już na wstępie będzie czekało mnie mnóstwo pracy. Tymczasem przez kilka godzin siedziałam nieruchomo przykuta do swojego biurka, będąc zupełnie ignorowana przez resztę, sprawiających wrażenie niezwykle zapracowanych, pracowników. W końcu Joseph, mój manager, raczył oderwać się na moment od rozmawiania prze telefon, by „wytłumaczyć mi” zasady funkcjonowania firmy oraz mój zakres obowiązków. Poza tym, że ciągle powtarzał jedno zdanie, iż „robimy interesy z ludźmi”, to niewiele się dowiedziałam. Oprócz tego pokazano mi kilka programów, na których mam pracować, jak się okazało na własnym laptopie. Już z tej rozmowy wywnioskowałam, iż Joseph raczej nie pasjonuje się modą, co więcej zdaje się mieć do niej negatywny stosunek. Moje przypuszczenia, co do jego niewiedzy okazały się prawdą. Jako asystent ds. Marketingu i Public Relations, jednym z moich zadań była rzekoma pomoc managerowi w pozyskiwaniu jak największej ilości nowych klientów oraz nawiązywaniu kontaktów z dziennikarzami mody i stylistami. Ku mojemu zdziwieniu, Joseph próbował przekonać magazyn Vogue do wykorzystania strojów kąpielowych w sesji do jesiennego wydania. Niektóre z jego pomysłów podlegały wątpliwości, a jego wiecznie ujadający pies skutecznie odstraszał większość pojawiających się w butiku klientów. Jednak osobliwa postać managera nie stanowiła żadnego problemu w porównaniu z projektantką i jednocześnie szefową firmy.

Kraków, ul. Grodzka 38 tel. 660 722 755

Właścicielka marki, pół Greczynka, pół Meksykanka, o niemożliwym do wymówienia nazwisku, to absolwentka słynnego Istituto Marangoni w Londynie, która podczas studiów miała możliwość uczyć się od samego Alexandra McQueena. W pracy pojawiała się sporadycznie, zawsze koło południa z tym samym mało sympatycznym wyrazem twarzy. Gdy tylko zasiadała przy biurku, zakładała gigantycznych rozmiarów słuchawki, przypominające wyposażenie kosmonauty, po czym godzinami prowadziła po grecku konwersacje na Skype.

REKLAMA

Sprawy biznesowe zdawały się jej w ogóle nie absorbować, w porównaniu do wiecznie zestresowanego, nerwowo uderzającego długopisem w biurko managera, lecz gdy tylko zauważyła najmniejszy szczegół, który nie przypadł jej do gustu, w moment

www.ladifferenza.pl

MONICA MAGNI


świat mody

była pięknie odnowiona, a środek zdobiły meble w starym angielskim stylu i ozdobne, kryształowe żyrandole. Do takiego miejsca pracy, aż chciało się przychodzić, zwłaszcza iż pracownicy ze wszystkich departamentów byli dla siebie życzliwi i pomocni. Dzięki nawiązanym znajomościom z departamentem eventów, udało mi się uczestniczyć w jednej z organizowanych przez firmę, ekskluzywnych imprez. Z tłumu dobrze ubranych ludzi można było wychwycić kilka znanych twarzy. Stolik obok mojego zarezerwowany był dla, próbującej ostatnio swych sił w projektowaniu, Mischy Barton. Poza obecnością fotoreporterów, darmowym alkoholem z najwyższej półki i pojawieniem się kilku osób ze świata mody i rozrywki, impreza niczym specjalnym się niewyróżniała. Pijani ludzie zawsze zachowują się tak samo bez względu na status społeczny, niemniej było to niewątpliwie ciekawe przeżycie i przede wszystkim dobra zabawa. potrafiła rozpętać prawdziwe piekło. Wesołe nadruki t-shirtów projektantki oraz neonowe kolory, które nosiła na co dzień zdawały się zupełnie nie pasować do jej, mówiąc krótko, trudnego charakteru. O tym, że nasza współpraca może być ciężka, przekonałam się już na samym początku. Gdy nie wiedziałam jak coś zrobić lub gdzie coś znaleźć, musiałam po kryjomu pytać innych, dłużej pracujących stażystów, ponieważ gdy tylko głośno poprosiłam o pomoc, usłyszałam od szefowej, że nie wolno mi marnować jej czasu, ani czasu innych, na moje głupie, zbędne pytania. Idąc za jej radą postanowiłam domyślić się wszystkiego sama, co również okazało się niewypałem i poskutkowało kolejną reprymendą. Sama nie wpadłabym na pomysł, iż w tej firmie recycling obejmuje absolutnie każdą najmniejszą rzecz, tak więc do czasu beztrosko wyrzucałam zapisane z jednej strony kartki papieru, czy stare, pocięte kawałki sznurka. Moje marnotrawstwo zakończyło się awanturą i próbą powstrzymania wybuchu płaczu w toalecie. Na początku użalałam się nad swym losem i topiłam po pracy smutki w pobliskim pubie, jednak z upływem czasu, poznałam lepiej innych stażystów, którzy również czuli się niedoceniani i wspólnie postanowiliśmy uodpornić się na uszczypliwe uwagi szefowej. Z każdym dniem popełniałam coraz mniej błędów, lecz między bieganiem na pocztę z zamówieniami ze sklepu internetowego, przenoszeniem ogromnych rozmiarów pudeł oraz nagabywaniem kupców przez telefon, coraz bardziej czułam, że ten staż nie jest do końca tym, czego oczekiwałam. Mieszkając w akademiku, poznałam wiele osób, z czego kilka odbywało staż w renomowanej londyńskiej firmie, zajmującej się sprzedażą szeroko pojętych usług luksusowych. Jeden z departamentów zajmował się personal shoppingiem, gdzie dzięki pomocy znajomych udało mi się odbyć kolejny staż. Nie chciałam całkiem zrezygnować z niewolniczej pracy w domu 70

lounge ...bo jakość ma znaczenie

mody, gdyż zależało mi na dobrej opinii pracodawcy, poza tym moja niepisana zasada każe mi ukończyć wszelkie zajęcia, których się podejmuję. Zresztą, jak zwykle mawiają starsze, mądrzejsze ode mnie osoby - każde, nawet najgorsze doświadczenie czegoś nas uczy. Postanowiłam pogodzić pracę w obu firmach i przychodzić na przemian do jednej i drugiej. Na myśl o przedstawieniu mojego pomysłu managerowi, żołądek podchodził mi do gardła, lecz ku memu zdziwieniu zgodził się bez najmniejszych oporów, co więcej dodał, iż cieszy się, że z nimi zostaję, gdyż uważa mnie za cennego pracownika. Tak zaskakująca odpowiedź przeszła moje najśmielsze oczekiwania i od tego momentu również bieg wydarzeń tej historii uległ zmianie o sto osiemdziesiąt stopni. Jako asystentka ds. personal shoppingu, moja praca polegała głównie na wybieraniu i zamawianiu pięknych przedmiotów ze sklepów internetowych z całego świata. Mimo tego, iż w otoczeniu torebek Prady, szali Hermes i Loubotinów czułam się jak w raju, praca wcale nie była prosta. Jak wiadomo, elitarni klienci potrafią być wymagający, a presja czasowa potrafi doprowadzić człowieka do skraju wytrzymałości. Zwłaszcza, gdy twój rozwścieczony szef dzwoni z Dubaju i pyta dlaczego jeszcze nie udało Ci się załatwić jedynego na świecie egzemplarza sukienki, która nie jest wystawiona na sprzedaż, bądź też maskotki dinozaura żywych rozmiarów. W tej pracy nauczyłam się, iż nie ma rzeczy niemożliwych i wykreśliłam ze swojego słownika słowo „nie”. To również tutaj nabawiłam się odcisków od ciągłego biegania od Harrodsa do Selfridges, zahaczając po drodze o kwiaciarnie, ciastkarnie i sklepy papiernicze. Mimo iż byłam zmuszona zamienić szpilki, czółenka i baleriny na trampki oraz zmagać się z wygórowanymi wymaganiami klientów i szefa, to niezmiernie cieszę się z możliwości pracy w tak dobrze zorganizowanej i szybko rozwijającej się firmie, w której naprawdę dba się o pracowników. Mogliśmy wychodzić na przerwy kiedy chcieliśmy; co więcej, w siedzibie firmy mieścił się bar, stół bilardowy oraz konsola do gier. Stara, położona na tyłach Oxford Street kamienica

Od momentu rozpoczęcia drugiego stażu moje relacje ze złowrogą projektantką uległy znacznej poprawie. Być może ocieplenie stosunków wynikło z tego, iż sierpień to miesiąc sprzedaży kolekcji na przyszły sezon oraz czas trwania różnorakich targów mody, więc nie było zbyt wiele czasu na zajmowanie się stażystami. Może po prostu z upływem czasu obdarzyła mnie większym zaufaniem. Powodów mogło być wiele, lecz w końcu, poza standardowymi zajęciami, mogłam również robić to, co sprawia mi największą przyjemność, czyli pisanie. Pisałam notatki prasowe, posty na bloga oraz zarządzałam firmowymi kontami na portalach społecznościowych. Wyciągając ogólną średnią z tych dwóch miesięcy, zdecydowanie nie żałuję swoich decyzji. Czy zdecydowałabym się na ten wyjazd, wiedząc co mnie czeka? Pewnie, że tak! Taka szkoła przetrwania potrafi w dwa miesiące nauczyć nas o wiele więcej niż kilka lat studiów. Dziś wspominam te wszystkie małe dramaty z uśmiechem na twarzy i życzę każdemu zainteresowanemu modą podobnego doświadczenia. Możliwość życia i pracy w innym mieście, zwłaszcza w wielokulturowej metropolii jaką jest Londyn, pozwoliło mi na chwilę poczuć się jak jej mieszkaniec. Bariery językowe znikają szybciej niż można się spodziewać, a ludzie, których poznałam podczas mojego pobytu to o wiele więcej niż tylko nowi znajomi na Facebooku. I choć w większości mieszkamy na różnych kontynentach, niekiedy na dwóch różnych półkulach, to mam nadzieję, iż uda nam się pozostać w kontakcie. Gdybym miała doradzić przyszłym stażystom, myślę, że lepiej odbyć staż w większej firmie, gdyż panują tam ściśle określone zasady i reguły, dzięki czemu unika się początkowego uczucia dezorientacji. Z drugiej strony, w dużych przedsiębiorstwach, czy domach mody często pracuje tyle ludzi, iż stażyści nie są potrzebni. W małej firmie atmosfera jest bardziej napięta i spada na nas większa odpowiedzialność, ale też szybciej się uczymy.

tekst i zdjęcia: KATARZYNA TARABUŁA


Your

WORK STYLE FOTOGRAF: DOROTA CZOCH | MODELKA: NATALII CHORUZ | MAKIJAŻ: SYLWIA SANDERA

72

lounge ...bo jakość ma znaczenie


...bo jakoĹ&#x203A;Ä&#x2021; ma znaczenie lounge 73


74

lounge ...bo jakoĹ&#x203A;Ä&#x2021; ma znaczenie


...bo jakoĹ&#x203A;Ä&#x2021; ma znaczenie lounge 75


76

lounge ...bo jakoĹ&#x203A;Ä&#x2021; ma znaczenie


...bo jakoĹ&#x203A;Ä&#x2021; ma znaczenie lounge 77


78

lounge ...bo jakoĹ&#x203A;Ä&#x2021; ma znaczenie


...bo jakoĹ&#x203A;Ä&#x2021; ma znaczenie lounge 79


świat mody

BIZNES

MODY XXI WIEKU PRACUJEMY, UCZYMY SIĘ, KRZĄTAMY PO MIESZKANIU - POCHŁANIAJĄ NAS CODZIENNE OBOWIĄZKI. W PRZERWACH „RELAKSUJEMY SIĘ”, CHODZĄC NA ZAKUPY CZY OGLĄDAJĄC TELEWIZJĘ. ZAWSZE OBOK NAS NIEODŁĄCZNY TOWARZYSZ: KOMÓRKA, TABLET, LAPTOP. ODŚWIEŻAJĄC CO CHWILA STRONĘ GŁÓWNĄ FACEBOOKA, MAMY POCZUCIE, ŻE NIC NAM NIE UMKNIE. CHŁOPAK, W KTÓRYM SIĘ PODKOCHUJEMY, ZMIENIŁ STATUS ZWIĄZKU NA „ZAJĘTY”. NA ZDJĘCIACH Z OSTATNIEJ IMPREZY WIDZIMY, ŻE KOLEŻANKA PRZYTYŁA PARĘ KILO. TRZYMANIE RĘKI NA PULSIE I WYMIANA INFORMACJI POCHŁANIAJĄ NAS. UZALEŻNIAJĄ. TRACIMY CENNY CZAS. JEDNAK PRZYWIĄZANIE DO NASZYCH KOMUNIKATORÓW MA DWIE STRONY MEDALU I BRANŻA MODY DOSKONALE ZDAJE SOBIE Z TEGO SPRAWĘ. Nawet najbardziej tradycyjne marki wychodzą naprzeciw oczekiwaniom klientów i przystosowują wizerunek firmy do nowych mediów. Inaczej mogą zostać pominięte przez nowe pokolenie, które połowę swego życia spędza w towarzystwie różnego rodzaju urządzeń przenośnych z dostępem do Internetu. W sieci znajdziemy praktycznie wszystko. Wpisując na przykład hasło „Chanel”, ukaże nam się tysiące stron: najnowsze plotki o firmie na Pudelku, historia marki w Wikipedii, blogi poświęcone ostatnim kolekcjom, biografia Coco Chanel i Carla Lagerfelda… Oraz, oczywiście, oficjalna strona domu mody. Jeśli czegoś nie możemy wyszukać w Google, to dla młodych ludzi tak, jakby to w ogóle nie istniało. Każda luksusowa marka zachęca nas do odwiedzenia swojej strony zmysłowymi zdjęciami, oryginalnymi kolekcjami, prowokacyjnymi kam80

lounge ...bo jakość ma znaczenie

paniami reklamowymi, relaksującą muzyką… Leżąc wygodnie w łóżku, w ciepłej pidżamie, z kubkiem kakao w ręku, możemy poczuć się prawie tak luksusowo, jakbyśmy, elegancko ubrane, spacerowały z lampką szampana po butiku na Fifth Avenue. Surfowanie po stronach internetowych wielkich domów mody ma jeszcze dodatkową zaletę. Niektórzy w firmowym salonie mogą czuć się skrępowani. Wyniośli panowie otwierający drzwi do sklepu, wytworny wystrój wnętrza, perfekcyjnie wystylizowany personel, dystyngowana obsługa, brak cen na towarach – to wszystko może czasami onieśmielać. Internet jest wygodną, niestresującą i niezobowiązującą formą rozejrzenia się po salonach ulubionych projektantów. Wolni od spojrzeń i pytań ekspedientek, swobodnie buszujemy po butiku; sprawdzamy jak wygląda najnowsza Chanel 2.55. Czy w najnowszej

kolekcji została wzbogacona o ćwieki, cekiny, czy może zyskała modny odcień burgunda? Co więcej, projektanci, idąc za potrzebami klientów, udostępniają swoje dzieła w sprzedaży online. Tym sposobem z każdego miejsca na świcie możemy sobie pozwolić na zakup wybranego produktu. Dla najbardziej wygodnych, Fashion TV stworzyła opcję F-shop. Dzięki niej możemy obejrzeć wszystkie najważniejsze pokazy, posegregowane na sezony. A jeśli coś nam się spodoba na modelce... to wystarczy kliknąć na daną rzecz i zostaniemy przekierowani do sklepu, gdzie możemy ją kupić. Proste, prawda? Zakupy robimy szybko, bez wychodzenia z domu. Potem kilka dni czekamy. Kto nie lubi tego dreszczyka emocji oczekiwania na upragnioną sukienkę, którą widzieliśmy tylko na zdjęciu? A następnie otrzymujemy do drzwi naszego mieszkania ślicznie zapakowane puzderko z zamówieniem. Ryzyko zawodu, niespełnienia oczekiwań, złego rozmiaru? Przecież zawsze możemy zwrócić rzecz i po problemie. Kolejnym zjawiskiem z pogranicza mody i nowych mediów jest łatwość dostępu do relacji z pokazów mody indywidualnych projektantów bądź z Fashion Week z różnych miast świata. Olbrzymia możliwość zobaczenia najnowszej kolekcji online. Kiedyś, aby dowiedzieć się, co


świat mody

Najszybszą drogą komunikacji między projektantami, sklepami, stylistami a konsumentami mody jest chyba Facebook. Zaglądając na swój profil, obserwując nowości u swoich znajomych, mimochodem przeglądamy informacje ze stron, które zostały oznaczone jako „lubiane”. Z biegiem czasu poszerza się grono osób, które lubią dany profil, pojawia się coraz więcej komentarzy, marka zyskuje popularność. Chcąc następnie utrzymać zainteresowanie, stara się wytworzyć specyficzny klimat i intymną więź z czytelnikami. Pod tym względem wielkie domy mody są prawdziwymi mistrzami kreatywności. Na profilu Moschino, oprócz pięknych strojów i dodatków, widzimy Charliego - słodkiego pieska reprezentującego firmę. Podobną metodę stosuje Karl Lagerfeld, promując w mediach swoją uroczą kotkę o imieniu Choupette. Kotka ma swój osobisty profil na Facebooku, który lubi ponad 1000 osób. Zresztą, kto byłby odporny na wdzięk ślicznych zwierzątek? W ten sposób znane marki ocieplają swój wizerunek i zjednują sympatię potencjalnych klientów. Niewątpliwie rozwój nowych mediów ułatwia dostęp do świata wielkiej mody i demokratyzuje ją. Możemy mieć z nią kontakt niezależnie od miejsca zamieszkania czy zasobności portfela. Jednak nie należy zapominać, że idea haute couture jest nierozerwalnie związana z ekskluzywnością i unikatowością. W wysokim krawiectwie nie tylko chodzi o to, aby być pięknie ubranym, ale też to, aby być jedynym w swoim rodzaju, mieć coś, czego nie mają inni. Chcemy czuć się wyjątkowi. Najbardziej pragniemy rzeczy rzadkich, nieosiągalnych. Im trudniej coś zdobyć, tym bardziej tego pożądamy. W tym pragnieniu wyróżnienia się jest, oczywiście, sporo snobizmu i próżności, lecz nikt nie jest idealny. Więc może nie wszystko powinno być na wyciągnięcie ręki, na kliknięcie myszką? Może warto zachować w modzie rys elitarności. Torebki Hermes Birkin nie kupimy przez Internet. Musimy się bardzo postarać, podjąć szereg kroków, wydać niebotyczną sumę pieniędzy, czasami nawet czekać wiele miesięcy na wymarzony model. W tym tkwi magia prawdziwego luksusu. jest modne, musieliśmy czekać na komentarz redaktorów z pism modowych lub, co zdecydowanie trudniejsze, starać się samemu zdobyć bilet na pokaz. Teraz wystarczy włączyć Fashion TV i już możemy obejrzeć wszystkie najważniejsze wydarzenia modowe. Jeśli nie odpowiada nam kolejność prezentacji w telewizji, pozostaje Internet. Pokazy mody możemy oglądać zarówno na oficjalnych stronach projektantów, jak i na stronach internetowych Fashion TV lub pism modowych, na przykład Vogue’a. Oglądając kolekcje, sami decydujemy, co w tej chwili chcemy zobaczyć: jaką markę, na jaki sezon. A następnie możemy ją skomentować oraz poczytać komentarze internautów. Wdać się z nimi w dyskusję. Ta łatwość komunikacji jest z pewnością bardzo ważna i dla samych projektantów. Często możemy spotkać przy okazji nowej kreacji pytanie o wrażenia, a nawet sondę. W Internecie jesteśmy anonimowi, a więc szczerzy. A w końcu prawdziwa opinia potencjalnych klientów jest dla marki najważniejsza i daje pole do dalszego rozwoju we właściwym kierunku.

ANASTAZJA MOŁODECKA

Wraz z rozwojem stron internetowych, coraz większe znaczenie zaczynają przybierać osoby niezwiązane zawodowo ze światem mody, czyli blogerzy. To amatorzy, którzy podążając za swoją pasją modową, komentują styl ulicy oraz kolekcje znanych projektantów; często też prezentują własne stylizacje. Chcąc nie chcąc, profesjonalny świat mody musi się z nimi liczyć. Liczba osób śledzących popularnego bloga znacznie przewyższa liczbę czytelników najbardziej znanego czasopisma. Opinie i styl blogerów wyznaczają nowe trendy. Tym sposobem zaciera się różnica między modą profesjonalną i amatorską. Najbardziej znani blogerzy zaczynają zarabiać na reklamach, są zapraszani na najnowsze pokazy i imprezy towarzyskie. Stają się celebrytami na równi z modelkami czy redaktorami naczelnymi pism modowych. Taki los stał się udziałem sporej grupy osób. Spośród zagranicznych wymieńmy choćby Scotta Schumana (The Sartorialist), Bryanboya czy młodziutką Tavi Gevinson (The Style Rookie), a z polskich na przykład Kasię Tusk (Make life easier) czy Julię Kuczyńską (Maffashion). Powyższy proces działa również w odwrotnym kierunku. Osoby już wcześniej znane wybierają internetowy sposób komunikacji ze swoimi fanami. Mają swój profil na Facebooku, Twitterze czy, tak jak Olivia Palermo, prowadzą własnego bloga, gdzie zamieszczają swoje stylizacje, inspiracje i porady. Wiedzą, że czytanie ich codziennych wpisów buduje więź o wiele silniejszą niż lektura artykułu w gazecie.

PIERWSZA W POLSCE

PERFUMERIA ORIENTALNA POZWOLI CI ODKRYĆ ZMYSŁOWY ŚWIAT ZAPACHÓW Z BLISKIEGO WSCHODU

10% rabatu na hasło “lounge”

REKLAMA

Kraków, ul. Krakowska 5 pon-pt 10-18.30, sob 11-16 / tel. 884-606-346 www.yasmeen.pl

...bo jakość ma znaczenie lounge 81

facebook.com/yasmeen.perfumeria


trendy

3.

2.

1.

5.

4.

6.

7.

10.

9.

8.

11.

Modern Retro

Lata 60. powróciły z impetem na światowe wybiegi. Kołnierzyki, tweed i proste sukienki, idealnie pasują do biura. Nowoczesny styl pensjonarki, choć minimalistyczny, nie jest pozbawiony zdobień. Biżuteryjne wykończenia nadają strojom bardziej szykowny wygląd oraz ułatwiają nam sprawę w kwestii wyboru dodatków. Do stylu inspirowanego modą z lat 60. najbardziej pasują proste geometryczne torby oraz buty na słupku. KATARZYNA TARABUŁA 1. TOD’S 2. MARNI 3. MARC BY MARC JACOBS 4. MARNI 5. MIU MIU 6. BOUCHRA JARRAR 7. ROLAND MOURET 8. YSL 9. THE ROW 10. NINA RICCI 11. MARC JACOBS 82

lounge ...bo jakość ma znaczenie


JUŻ OTWARTE! 500 m HIGH POWER STUDIO

2

7 m wysokości

Jedno z największych i najlepiej wyposażonych Studiów Fotograficzno-Filmowych w Polsce.

studio-krakow.com

Kraków, ul. Gromadzka 46, tel. +48 606 924 882 WYPOSAŻENIE STUDIA • Sufitowy system mocowania oświetlenia • Scena modułowa z podnośnikami i dowolną regulacją wysokości • Elektryczny system zawieszania teł z pełną automatyką (6 teł, szer. 3,50 m) • Dodatkowe Autopola • System zdalnego wyzwalania Pocket Wizard • System Manfrotto do budowania scenografii • System nagłośnienia 5.1 • 23 statywy Manfrotto • 4 statywy Manfrotto typu Boom o dużej nośności • System kamer z możliwością podglądu sesji online • Winda towarowa o ładowności 2 tony • Wózek widłowy

POMIESZCZENIA 500 m2 • 17 lamp błyskowych (min 500 Ws max 3000 Ws) • 2 studyjne generatory błysku (3000 Ws z możliwością zamontowania do 8 głowic błyskowych) • Generator prądu firmy HONDA • 2 plenerowe generatory plenerowe (1500 Ws z możliwością zamontowania 4 głowic błyskowych) • 2 maszyny do wytwarzania wiatru (jedna kierunkowa) • Maszyna do wytwarzania dymu • Maszyna do wytwarzania mgły • Maszyna do śniegu • Steamer parowy do prasowania w pionie

• Studio 180 m2 • Profesjonalne stanowisko do makijażu • 2 stanowiska wraz z wyposażeniem i profesjonalną myjką fryzjerską • Pokój klienta 25 m2 (akwarium), który to posiada specjalne okno do podglądu sesji • Pokój do pracy 25 m2 z czterema stanowiskami komputerowymi • Pokój konferencyjny 25 m2 • Jadalnia 25 m2 • Mały magazyn 20 m2 • Duży magazyn 200 m2 jako warsztat do budowy scenografii


twarze przy barze

Premiera kolekcji Paprocki&Brzozowski | 20. 09. 2012 | Louve butik - Kraków

potrzebujesz fotografa na imprezę? odezwij się do nas!

(12) 633 77 33 / info@loungemagazyn.pl 84

lounge ...bo jakość ma znaczenie

fot: Jakub Gil


FOT. FILIP ŁYSZCZEK / LOUNGE, MODELKA: KASIA KOGUT

uroda


newsy kosmetyczne

FIGHT LIKE A GIRL Październik od wielu lat jest miesiącem walki z rakiem piersi i tym samym obfituje w wydarzenia związane z tą kampanią. Dużo dzieje się w prasie, dużo w przestrzeni miejskiej i dużo oczywiście w perfumeriach – wiele marek właśnie teraz wypuszcza na rynek limitowane edycje produktów, wzbogacone związanym z tematem etui, szatą graficzną, czy w kolorze nawiązującym do różowej wstążki. Zysk z ich sprzedaży w dużej części przeznaczony jest na wsparcie fundacji, czy badań nad innowacyjnymi terapiami.

EKSPLOZJA KOLORÓW

CZERŃ W WERSJI DE LUXE

Elegancki i pełen przepychu, a zarazem idealnie wymowny w swej prostocie. Flakon Coco Noir Chanel – zapachu zainspirowanego nocnym obliczem Baroku. Te perfumy to podróż do Wenecji śladami Coco, która kochała to miasto i czerpała z niego inspiracje zarówno do swoich kreacji, jak i życia. Czarna Coco przepełniona jest intrygującymi nutami. Dusza zapachu koncentruje się w tych drzewnych i piżmowych, przeplatają się akordy kwiatów, wanilii oraz owoców grejpfruta, mandarynki, brzoskwini czy różowego pieprzu. W pięknym flakonie pojawia się cedr, geranium rosat, paczula. Zapach z pewnością tajemniczy i wielowymiarowy, wspaniale współgrający z cięższym jesiennym powietrzem.

Tej jesieni do perfumerii trafiła wyjątkowa kolekcja – pełna ekscytujących, żywych i maksymalnie nasyconych kolorów. Vivid Shine od Estee Lauder to cztery cienie o niespotykanym nasyceniu i metalicznym wykończeniu oraz pomadki dostępne w ośmiu kolorach – od bardzo jaskrawych, po te stonowane i stylowe. Obydwa produkty bazują na najnowocześniejszych technologiach, stanowiąc tym samym swoisty przełom w dziedzinie makijażu. Mocne i trwałe formuły otulają zarówno usta, jak i powieki, dając niespotykany efekt - pełne nasycenie koloru, zachowując przy tym bajeczną łatwość aplikacji. Pomadki Vivid Shine zawierają ponadto nową nawilżającą kompozycję, która pomaga utrzymać usta w idealnej kondycji.

BIELENDA PROFESSIONAL ZASTRZYK MŁODOŚCI

Jedna z ciekawszych nowości na polskim rynku, to Profesjnalny Zastrzym Młodości marki Bielenda. Jest on rewitalizującą dawką kwasu hialuronowego, dzięki któremu skóra szybko odzyskuje jędrność. Specjalna ampułkostrzykawka, zawierająca mikrosfery kwasu hialuronowego, umożliwia precyzyjną aplikację preparatu w miejscach wymagających szczególnej regeneracji i nawilżenia. Dotyczy to zwłaszcza wypełnienia zmarszczek poziomych czoła, linii wokół oczu, czy bruzd w okolicach ust. Mikrosfery kwasu hialuronowego znacząco wpływają na poprawę objętości górnych warstw skóry. Wykorzystywane w procesach biotechnologicznych cząsteczki kwasu są odwadniane, co ułatwia im przenikanie do górnych warstw naskórka - tutaj właśnie pęcznieją, zwiększając swoją objętość trzydziestokrotnie. Pochłaniając wilgoć wypełniają tkanki. 86

lounge ...bo jakość ma znaczenie

PRZYDYMIONE

Marka Urban Decay niezmiennie zachwyca swoimi propozycjami. Nie inaczej jest w przypadku nowości przygotowanej przez nią na nadchodzącą jesień. Tak jak w przypadku innych edycji, Smoked to precyzyjnie dobrana dziesiątka cieni, zamknięta w niemalże kolekcjonerskim etui. Paleta stworzona jest z myślą o makijażu smokey. Zestawiono w niej cienie o różnym wykończeniu, kolorystycznie przeważają w niej ciemne, nasycone odcienie idealne do stworzenia makijażu w intensywnych jesiennych barwach. Paletę uzupełnia kredka oraz kultowa baza Primer Potion. Szczęściary u których marka Urban Decay jest dostępna, mogą ją już bez przeszkód nabyć – nam pozostaje poczekać – być może któraś z perfumerii uzupełni nią swoje portfolio.


newsy

GWIAZDORSKA JESIEŃ

Legendarny blask królowej srebrnego ekranu już w październiku u dostępny będzie w salonach MAC. Odcienie kolekcji Marilyn Monroe – zachwycające czerwienie pomadek, cienie do powiek z diamentowymi tonami, lśniące błyszczyki, róże, puder, czy lakiery do paznokci, pozwolą każdej kobiecie poczuć się gwiazdą kina.

ZAPACHY BLISKIEGO WSCHODU

Odwiedzając ostatnio krakowski Kazimierz, wstąpiłam do nowo otwartej perfumerii Yasmeen. Właściwie nie spodziewałam się niczego więcej, jak zapachów opium i kadzidełek. Zostałam jednak niezwykle mile zaskoczona. Yasmeen to właściwie jedyna firma na polskim rynku, która jest tak konkretnie wyspecjalizowana w sprzedaży luksusowych perfum i olejków zapachowych z Bliskiego Wschodu. Na jej półkach znajdziemy niezwykłe zapachy damskie i męskie, wyselekcjonowane z ogromną starannością tak, aby sprostać wymaganiom każdego klienta. Wonie, które można poznać w perfumerii, to połączenie oryginalnych zapachów orientu z europejskim klimatem i nutami francuskiej, najbardziej wyszukanej elegancji. Naturalnie zagorzali fani krajów Wschodu znajdą tu również coś specjalnego – odważne i niebanalne perfumy, opowiadające swoim zapachem o kulturze tych krajów. Yasmeen, to ogólnopolska perfumeria. Z jej usług można również korzystać poprzez stronę internetową i zamawiać tak pełnowartościowe produkty, jak i ich próbki online. W dodatku ceny są zaskakująco przystępne! /jj/

KRAKOWSKIE METAMORFOZY

REKLAMA

Ogromna przemiana i metamorfoza niesamowitych Polek tym razem ma swoje miejsce w pięknym Krakowie. Panie pod okiem ekspertów przechodzą całkowitą zmianę. W zależności od potrzeb każdej z nich, poddawane są zabiegom z zakresu medycyny estetycznej, takim jak usunięcie nadmiaru tkanki tłuszczowej, korekcje zmarszczek, cellulitu, a także zmianom fryzur, czy poprawieniem urody, dzięki idealnie współgrającemu z twarzą makijażowi permanentnemu. Ponadto każda uczestniczka programu będzie przechodzić liczne zabiegi kosmetyczne na twarz i ciało. Cieszy, że w poszukiwaniu piękna panie z całego kraju tym razem przyjechały do Krakowa, gdzie po raz pierwszy w historii cały program telewizyjny typu „make-over” jest kręcony i realizowany właśnie w naszym mieście. Program wystartował w połowie września w Polsat Cafe i potrwa do listopada. Po tym czasie przyjdzie czas na 80 dodatkowych odcinków. O wszystkie fizjonomiczne zmiany kobiet dba krakowska klinika Der-Med. Trzymamy kciuki za efekty, a w szczególności za panie, które podczas programu przejdą nie tylko wielką zmianę, ale też przeżyją może najlepszą randkę swojego życia.

newsy oprac. Joanna Jawor i Magda Merta-Mączyńska zdjęcia: materiały promocyjne ...bo jakość ma znaczenie lounge 87


SKÓRA PO WAKACJACH naty chmias towa regeneracj a

cie. Substancje czynne zawarte w roślinnych komórkach macierzystych stymulują komórki skóry do odnowy i rozmnażania się. Seria SteminelVEG to kremy, krople i preparaty do oczyszczania skóry, a także kosmetyki bezpośrednio po opalaniu, o wyjątkowym działaniu hamującym procesy starzenia. Regenerujące krople kosmetyczne - przełom w kosmetyce - to kuracja regenerująca strukturę skóry, w oparciu o roślinne komórki macierzyste. W widoczny sposób poprawia kondycję skóry i nadaje jej blask. Zapobiega procesom starzenia się, regeneruje i wspomaga odnowę skóry. W celu wzmocnienia działania kropli polecany jest krem regenerujący na bazie roślinnych komórek macierzystych, szczególnie dla Pań około 30 roku życia. Natomiast dla kobiet powyżej 40 roku życia polecany jest ultraodżywczy krem do twarzy i dekoltu o intensywnym działaniu odbudowującym, przeciwzmarszczkowym i ujędrniającym.

kremów z filtrem. Naskórek wysusza się nie tylko na skutek działania promieni słonecznych, ale również wody morskiej, chloru a także klimatyzacji. Celem właściwej pielęgnacji po letnich wakacjach powinno być utrzymanie promiennej i wypoczętej cery przy jednoczesnym głębokim nawilżaniu i regeneracji. Dla zapewnienia najskuteczniejszej po wakacyjnej kuracji polecane są produkty bogate w składniki aktywne, bazujące na mechanizmach regeneracyjnych skóry. Najnowsze odkrycie kosmetologii w tej dziedzinie to roślinne komórki macierzyste aktywnie współdziałające z kolagenem, kwasem hialuronowym i witaminami. Specjaliści marki Rougj polecają innowacyjną linię SteminelVEG, która wspomaga procesy dogłębnej odbudowy skóry zwłaszcza po le88

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Uzupełnieniem całej linii jest rewitalizujące mleczko kosmetyczne o działaniu łagodzącym, które pozostawia skórę elastyczną i odświeżoną, oraz rewitalizujący tonik kosmetyczny wspomagający dotlenianie skóry, głęboko oczyszcza, sprawia, że skóra jest elastyczna i gładka. Kolejnym częstym problemem po wakacjach, który pojawia się na skórze to nierównomierna, zanieczyszczona powierzchnia oraz przebarwienia. Specjaliści marki Rougj polecają błyskawiczną maseczkę dwuetapową Bifasic-Mask, która czyści skórę, usuwa nadmiar sebum oraz martwe komórki naskórka i tym samym rozjaśnia przebarwione plamy. Maska jest produktem dwufazowym, gdzie w odpowiedniej kolejności

nałożone na siebie składniki uaktywniają swoje działanie bezpośrednio na skórze. Dzięki odpowiednio dobranym substancją, jak m.in. oleje roślinne, olejek lawendowy, kwas glikolowy i woda różana preparat działa błyskawicznie, pełni funkcje maski i peelingu oraz nadaje się do każdego typu cery, nawet bardzo delikatnej i wrażliwej. Pozostawia skórę odświeżoną, miękką i nawilżoną. Godne polecenia są wyjątkowe krople kosmetyczne Glycolic z zawartością kwasu glikolowego, doskonałe do wysuszonej, zmęczonej, zwiotczałej skóry, podatnej na zmarszczki o zbyt grubej warstwie rogowej. Sprawdzą się także przy skórze z rozszerzonymi porami, zanieczyszczonej, trądzikowej, pokrytej bliznami i przebarwieniami. Natomiast preparat Mak-Cogic - specjalistyczna aktywna kuracja dla skóry z przebarwieniami, poradzi sobie nawet z głębokimi uporczywymi plamami. Jest koncentratem o aktywnym działaniu wyrównującym koloryt. Warto również sięgnąć po krople z kolagenem morskim Collagen Marino, które wykazują silne działanie chroniące przed utratą naturalnego kolagenu i służą jako zbiornik wody dla naskórka, zapobiegając jego wysuszeniu. Łagodzą zaczerwienienia i rumień, są doskonałe po wakacjach na słonecznej plaży oraz na skórę wokół oczu. Przeznaczone dla osób powyżej 35 roku życia. Natomiast dla osób z młodszą skórą, szukających intensywnego nawilżenia polecane są krople Collagen Vegetale z zawartością silnie skoncentrowanego kolagenu roślinnego. Renata Prejsnar-Wiśniewska kosmetolog, szkoleniowiec

Dołącz do nas na Facebooku

ARTYKUŁ PROMOCYJNY

M

uśnięta słońcem skóra wygląda ładnie, tryska energią co potęguje świetne powakacyjne samopoczucie…i na tym kończą się dobrodziejstwa opalenizny. Niestety zbyt długie przebywanie na słońcu niesie za sobą długofalowe, niekorzystne zmiany. Skóra staje się szorstka, przesuszona, pojawiają się na niej przebarwienia, a zmarszczki stają się bardziej widoczne, mimo stosowanych


Dermokosmetyki ROUGJ+ nowość na polskim rynku produkty całkowicie hypoalergiczne dla wszyskich rodzajów skóry, a zwłaszczadla skóry wrażliwej. Ekskluzywne kosmetyki włoskiej marki ROUGJ łączą w sobie najlepsze naturalne składniki, wiedzę wybitnych europejskich naukowców i dokładnie opracowany, najwyższy standard produkcji laboratoryjnej. Dzięki innowacyjnemu zastosowaniu najnowszych odkryć kosmetologii oczyszczają, odżywiają,regenerują i wzmacniają skórę, bazując na jej naturalnych właściwościach.

zostań ambasadorem marki Wyłączny dystrybutor w Polsce Zebra II, 27-400 Ostrowiec Św. Oś Słoneczne 14. tel.: +48 509 346 287, e-mail: zebramt@o2.pl www.rougj.pl


Walka skóry z przemęczeniem newsy kosmetyczne

KAŻDY DZIEŃ PRZYNOSI NOWE WYZWANIA, RÓWNIEŻ DLA NASZEJ SKÓRY. MIĘDZY BIUREM, PRACĄ, DOMOWYMI OBOWIĄZKAMI I SPOTKANIAMI Z PRZYJACIÓŁMI, POZOSTAJE NIEWIELE CZASU NA PIELĘGNACJĘ. WARTO WIĘC SIĘGAĆ WYŁĄCZNIE PO TE KOSMETYKI, KTÓRE W CIĄGU DNIA ZADBAJĄ O SKÓRĘ NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE. PO TAKIE, KTÓRE DOSTARCZĄ JEJ NIEZBĘDNEGO NAWILŻENIA I W KAŻDEJ SYTUACJI OCHRONIĄ PRZED NIEKORZYSTNYMI DZIAŁANIAMI ŚRODOWISKA.

Dla twarzy byłoby doskonale, gdyby w kremie mogła odnaleźć takie źródło nawilżenia, które utrzyma się na niej przez cały dzień. Nikt zapewne nie lubi poczucia ściągniętej skóry lub zmęczenia. Krem idealny to taki, którego działanie czujemy od rana do nocy, nie tylko w momencie porannej aplikacji. Jednym z takich kremów, który zapewni 12-godzinną kontrolę jest Moisture Surge Extended Thirst Relief firmy Clinique, którego naturalne składniki pozwalają zatrzymać wodę pod skórą. To krem, który nie daje jej odczuć stresu związanego na przykład ze zmianą wilgotności powierza, na które twarz narażona jest zwłaszcza w pomieszczeniach klimatyzowanych. Krem utrzymuje pełną równowagę nawilżenia. Bezpośrednio po aplikacji skóra wydaje się być świeża i jędrna. To dzięki temu, że tworzy na jej powierzchni delikatną, jedwabistą powłokę minimalizującą drobne zmarszczki. Ponadto krem redukuje skutki przesuszenia i koi podrażnienia, jednocześnie zabezpieczając skórę przed wolnymi rodnikami. Ma też inne plusy: może być stosowany do każdego rodzaju cery, został przetestowany alergicznie i jest całkowicie bezzapachowy (a więc nie zabiera zbędnej chemii). Co ciekawe, zwłaszcza dla osób potrzebujących intensywnego nawilżenia – krem można w ciągu dnia nakładać również na makijaż. Kolejną propozycją świetnego nawilżenia dla tych wszystkich, których skóra odczuwa oznaki zmęczenia po całym dniu pracy jest seria DayWear z Estēe Lauder. Dwa kremy z tej linii dostarczają przede wszystkim niemal ekspresowej dawki kosmetyku redukującego efekt suchej skóry. Co warto podkreślić – sucha skóra i stres w ogromnym stopniu przyczyniają się do szybszego starzenia i zbyt wcześnie powstających zmarszczek. DayWear dzięki obecności przeciwutleniaczy w widocznym stopniu zmniejsza widoczność cienkich, wysuszonych linii na skórze oraz jej ziemistość. Obecne w kremie filtry słoneczne chronią również przed promieniami UVA. W jego skład wchodzi między innymi EGT, witamina C, witamina E i Eukarion, które są dobrane tak, aby działać synergicznie. Żyjąc w ciągłym biegu w trosce o skórę i dobry wygląd każdego dnia warto zainwestować w kosmetyk, który posiada jedne z najbardziej zaawansowanych, z obowiązujących na świecie, standardów w ochronie przed promieniami UVA. Jednocześnie kremy z serii DayWear zawierają takie substancje jak kwas hialuronowy czy lipidy, które po całym dniu odbudowują barierę ochronną skóry.

Odpowiednie nawilżenie w kremie to jednak nie wszystko. Aby skóra poprawnie funkcjonowała i przyswajała kosmetyki, niezbędne są nie tylko stałe wizyty u kosmetyczki, mikrodermabrazja i peelingi, ale też samodzielne i odpowiednie oczyszczanie skóry z toksyn. Należy więc zadbać o profesjonalny demakijaż. Takie wody do demakijażu jak Charged Water Cleanser marki M.A.C., są kosmetykami najwyższej jakości, które bez zbędnego tarcia usuwają makijaż, pozostawiając skórę w świetnej formie. Produkt ten został zaprojektowany w taki sposób, aby usuwać z twarzy nie tylko kosmetyki kolorowe, ale też wszelkie zanieczyszczenia oraz martwy naskórek. Warto zauważyć, że seria powstała na bazie składników używanych wyłącznie do produkcji kosmetyków mineralnych. Te z kolei posiadają niezwykłe właściwości i zjednują sobie coraz szersze grono fanów. Po pierwsze minerały nie zatykają porów, po drugie nie wywołują alergii, po trzecie są beztłuszczowe i nie zawierają żadnych konserwantów, wypełniaczy i sztucznych zapachów. W tym wypadku M.A.C. sprawdza się perfekcyjnie w swojej nowej technologii zjonizowanego super-duo Charge Water. W serii warto zwrócić też uwagę na Charged Water Moisture Gel, który ma właściwości rozświetlające i silnie nawilżające skórę, jak również na Mineralny krem Charged Water Moisture Eye Cream niwelujący niemal natychmiastowo wszelkie oznaki przepracowania, czy zmęczenia przejawiające się cieniami, czy obrzękami.

Weekend poza miastem

A co powiecie na miejską rewolucję i wakacyjny look? Ostatnią z naszych propozycji jest krem marki Sampar – 3 day weekend. Jest to dość innowacyjny kosmetyk, który z jednej strony jest żelem o nawilżającym działaniu, z drugiej - mocno odświeżającym kosmetykiem, a z jeszcze innej kremem powodującym, że skóra wygląda bardzo promiennie i zdrowo. Żel łączy w sobie działania biopeptydów promelanotropowych oraz korzenia Cimicifuga, który jest używany w medycynie w Ameryce Północnej i wpływa na wzrost poziomu melaniny w skórze. Dzięki temu, dokładnie tak, jak w przypadku długiego weekendu na słońcu, skóra syntetyzuje melaninę odpowiedzialną za naturalny fotoprotektor skóry. To sprawia, że twarz promienieje blaskiem bez słońca, bez samoopalaczy i bez mocno brązujących makijaży. Efekt pozostawiony na twarzy, to wypoczęta i jednoczenie nawilżona skóra. Linia kierowana jest do mieszkańców miast, którzy w natłoku obowiązków nie mogą sobie pozwolić na weekend za miastem. Kremu Sampar mogą używać zarówno kobiety jak i mężczyźni. Ważne, aby nawet podczas najbardziej zapracowanego dnia nie zapominać o aplikacji odpowiednich kosmetyków rano i wieczorem. Ich systematyczne działanie z pewnością przyniesie pożądane efekty. Skóra, która narażona jest na częste zmiany temperatur, przebywanie w klimatyzowanych pomieszczeniach i częste podróże wymaga szczególnej pielęgnacji.

JOANNA JAWOR 90

lounge ...bo jakość ma znaczenie


MISTRZOSTWO W ODKRYWANIU PIĘKNA Instytut BIELENDA Professional to wyjątkowe miejsce profesjonalnej pielęgnacji skóry oraz modelowania sylwetki. Zgromadzeni tu eksperci kosmetologii, medycyny estetycznej i laseroterapii wykorzystują możliwości zaawansowanych technologii oraz potencjał preparatów kosmetycznych marki BIELENDA Professional. Unikalne połączenie nowoczesnych metod estetycznych z procedurami kosmetycznej pielęgnacji pomaga skutecznie odmłodzić i ujędrnić skórę, pozbyć się cellulitu oraz wyszczuplić ciało:

Instytut BIELENDA Professional

BODY JET: skuteczne i trwałe wyszczuplanie LIPOSHOCK i BODY HEALTH: usuwanie cellulitu oraz modelowanie sylwetki ZAFFIRO: odmładzanie skóry twarzy i ciała DERMALIFT EXCLUSIVE: stymulacja regeneracji skóry NOWOŚĆ DUALIS SP i COMPACT FLASH: bezpieczna laseroterapia KOSMETOLOGIA: pielęgnacja twarzy i ciała przy wykorzystaniu kosmetyków BIELENDA Professional

Kraków, ul. Biskupia 4, 12 633 05 75


fot. Piotr Werner, makeup: Joanna Jawor

makeup trendy

Office Hours W PRACY SPĘDZASZ WIĘKSZĄ CZĘŚĆ DNIA, CZĘSTO OBOWIĄZUJE CIĘ SUROWY DRESS CODE I ŚCISŁE WYTYCZNE DOTYCZĄCE TWOJEGO WYGLĄDU. TO JAK SIĘ PREZENTUJESZ, MUSI SPEŁNIAĆ OKREŚLONE NORMY I STANDARDY, ALE TO NIE POWÓD, BY ODMAWIAĆ SOBIE BARDZIEJ WYSZUKANEGO MAKIJAŻU. OCZYWIŚCIE, O ILE NIE JESTEŚ MENEDŻERKĄ ROCKOWEJ KAPELI, TRUDNIEJ BĘDZIE TU PRZEMYCIĆ TRENDY, CZY INSPIRACJE Z WYBIEGÓW. ALE NIC NIE STOI NA PRZESZKODZIE, BY TWÓJ BIUROWY LOOK DALEKI BYŁ OD NUDNEJ SZTAMPY. W biurze najlepiej sprawdzają się kolory od zarania dziejów kojarzące się z elegancją. Swobodnie sięgaj po brązy, beże, granaty, brudne, zgaszone róże, czy szarości. Wieje nudą? Niekoniecznie. Wszystko zależy od aplikacji i intensywności makijażu. Unikaj przede wszystkim pereł, brokatów, nachalnych drobin, czy smolistych smokey. Znacznie lepiej sprawdzają się w karnawale, czy na koncercie, niż w biurowcu. Krwiste czerwone usta to również raczej chybiony pomysł. Makijaż do pracy nie może być w żadnym wypadku wyzywający. Malując się, pamiętaj o tym, że dążysz do tego, by nie tylko 92

lounge ...bo jakość ma znaczenie

być, ale również wyglądać jak profesjonalistka. Spojrzenie seksownego kociaka i ponętne usta niekoniecznie ci w tym pomogą. Kochasz kreski? Nie rezygnuj z nich! Zastąp jedynie spektakularną jaskółkę w stylu Amy Winehouse czymś znacznie subtelniejszym. Z pomocą przyjdzie ci kredka, którą rozetrzesz delikatnie cieniem, bądź ciemny cień umieszczony precyzyjnie w linii rzęs.

nie zrobi przykrej niespodzianki – nie zwarzy się, nie zroluje, nie stworzy nieestetycznych plam i placków. Sprzymierzeńcem w walce o cerę z reklamy są również korektory. Tu jednak także ważna jest ich dobra jakość. Ten produkt musi być kryjący, a zarazem lekki, tak by nie wszedł w załamania skóry, nie zebrał się w nich oraz nie podkreślił ewentualnych przesuszeń.

Czerń znakomicie spełnia się w makijażu wieczorowym, w biurze jego rolę w podkreślaniu twoich oczu z sukcesem pełnić mogą grafity, nasycone czekoladowe brązy, czy nawet fiolety, ale nie te neonowe i wibrujące, a zgaszone odrobiną na przykład szarości.

By osiągnąć zamierzony efekt pięknej cery, istotne jest jej przygotowanie – bardzo dobre nawilżenie. Krem, który wybierasz powinien nie tylko znakomicie współgrać z podkładem, ale również chronić cerę przed negatywnym wpływem klimatyzacji, czy ogrzewania, które niestety potrafią bardzo ją wysuszać.

Pamiętaj o tym, że makijaż, który idealnie sprawdzi się w pracy, to tak naprawdę odmiana makijażu dziennego – powinien on w subtelny sposób podkreślać twoje atuty oraz kamuflować niedoskonałości, pozostając przy tym w cieniu i nie wysuwając się na pierwszy plan. Element, któremu warto przy tym typie makijażu poświęcić większość uwagi, to cera. Powinna być perfekcyjna – dokładnie ujednolicona, pokryta dobrej jakości podkładem, który w ciągu dnia

Twoją tajną bronią niech staną się produkty modelujące owal twarzy – bronzer, róż oraz rozświetlacz. Uczulam jednak, by w tym temacie również zachować umiar. Subtelny blask i zdrowy wygląd są jak najbardziej na miejscu. Błysk a’la bombka choinkowa już nie do końca. Tak jak w przypadku cieni do powiek, sięgaj zatem po wykończenia matowe lub satynowe, a w przypadku highlighterów - po produkty dające efekt tafli, najlepiej kremowe, apliko-


makeup trendy

wane bezpośrednio na podkład. Położony na nie puder wykańczający wysubtelni i złagodzi dodatkowo ich działanie. Odcienie różu dobieraj do swojej karnacji – jeśli jest wyjątkowo jasna, sięgaj po zgaszone i spokojne odcienie; jeśli ciemniejsza - masz szersze pole manewru. Nadal jednak pamiętaj o tym, by wszelkie wariacje na temat mało neutralnych kolorów na policzkach zarezerwować na weekendową imprezę, bądź urlop. Kluczem do osiągnięcia celu jest tu metoda aplikacji – produkty zawsze nakładaj cienkimi warstwami, nabierając na pędzel za każdym razem bardzo niewielką ilość kosmetyku. Obserwuj efekt, kolejną cieniutką warstwę zawsze możesz dołożyć; problemem jest zbyt duża ilość produktu, którą z twarzy trzeba po prostu zmyć. Zawsze precyzyjnie i dokładnie rozcieraj granice zaaplikowanych kosmetyków. Jeśli efekt jest jednak zbyt intensywny, zanurz duży pędzel w pudrze i to nim jeszcze dodatkowo rozprowadź produkty, by idealnie wtopiły się w podkład, czy puder. Oczy to w zasadzie najważniejszy element twarzy – to głównie one przykuwają uwagę twoich rozmówców, czy kontrahentów. Twoje spojrzenie musi być zatem profesjonalne, ale niestety nie do końca intrygujące. To na tym, co masz do powiedzenia ma skupić się uwaga drugiej osoby. Dlatego, tak jak wspomniałam na początku – z palety cieni do powiek najczęściej

sięgaj po te matowe, bądź satynowe. Unikaj przesadnego błysku, czy bardzo ciemnych wyrazistych makijaży. Paleta barw powinna być neutralna i naturalna, zgaszona, rozbielona i subtelna. Strzałem w dziesiątkę są na przykład pastele. Najlepszym sposobem na podkreślenie oczu bez nadmiernego ich eksponowania, jest pomalowanie ich klasycznym sposobem – na ruchomą powiekę zaaplikuj jasny cień, załamanie wymodeluj średnim, a zewnętrzny kącik podkreśl najciemniejszym kolorem. Miksuj swobodnie beże z brązami, czy fioletami, róże z granatami lub szarościami. Nic nie stoi na przeszkodzie, by na twoich powiekach zagościły również inne kolory – istotny jest ich odcień i nasycenie. Niech nie będą to neony, zieleń niech ma w sobie chłód lasu, zamiast wściekłej barwy rodem z laboratorium chemicznego. Linię rzęs zaznacz precyzyjnie kredką lub ciemnym cieniem, starając się, by kreska była delikatna i subtelna – ma jedynie zagęścić optycznie rzęsy. Staraj się unikać również mocno wytuszowanych teatralnych rzęs. Poprzestań na pojedynczej aplikacji tuszu. Ważne, byś dobrze je rozdzieliła i wyczesała z nich ewentualne grudki, czy farfocle. Kolor maskary tu również nie jest bez znaczenia – wszelkie modne ostatnio wzmocnione czernie pozostaw sobie na wieczorne wyjście.

Malując się rano do pracy, sięgnij po tusz zapewniający ci dzienny, naturalny efekt, w kolorze na przykład brązu, czy grafitu. Oczywiście nie musisz unikać czarnego tuszu – postaraj się jednak o produkt, którego odcień nie będzie przypominał świeżo wylanej smoły. Podkreśl brwi, to również ich wypielęgnowany łuk i jednolity kolor nadadzą oczom wyrazu. Oprócz wszystkiego, o czym wspomniałam powyżej, aspektem do którego powinnaś przywiązać szczególną wagę, jest trwałość i jakość produktów, po które sięgasz. Miej na uwadze, że makijaż, który wykonujesz rano, ma za zadanie towarzyszyć ci długie godziny i ważne jest, by pozostał w niezmienionym stanie. Na rynku pojawiły się produkty o przedłużonej trwałości, czy nowatorskich formułach. Kosmetyki wysokiej jakości będą trwały na twojej twarzy, nie sprawią ci przykrych niespodzianek, a i znacznie ułatwią wykonanie makijażu w porannym stresie i pośpiechu. Malując się do pracy, pamiętaj również bezwzględnie o tym, by nie robić tego w łazience przy sztucznym świetle, lub w samochodzie na światłach - nie chcesz przecież w windzie biurowca zobaczyć w lustrze przemalowanej lali zamiast kompetentnej i idealnej, przygotowanej do stawienia czoła najtrudniejszym zadaniom profesjonalistki. MAGDA MERTA-MĄCZYŃSKA

REKLAMA

ul. Flisacka 3 (Salwator), Kraków www.niebieski.com.pl www.vanillaspa.pl


Jak radzić sobie ze zdrowie

STRESEM

Codzienne problemy czasami biorą nad nami górę, a my, niewdzięczni losowi, kolejny raz stajemy do walki ze stresem. Taki scenariusz nie musi się jednak powtarzać. Relaksu można się nauczyć, bo ze stresem da się walczyć. Potrzebna jest odrobina silnej woli. Każdy dzień stawia przed nami wiele wyzwań. Coraz to nowe zadania, chęć nieustannego rozwoju i podążanie za karierą, bądź po prostu za marzeniami sprawia, że zapominamy o swoim zdrowiu. Chodzimy zdenerwowani, rozemocjonowani, a do tego często obolali, spiesząc się dokądś nieustannie. Wtedy właśnie pojawia się stres – z jednej strony nieodzowny elementem czasów, w których żyjemy, z drugiej jednak jako choroba. O ile jego mała ilość jest naturalną reakcją naszego organizmu, tak większa może powodować poważne zaburzenia, brak koncentracji i spowalniać reakcje na bodźce i funkcjonowanie naszego organizmu. Jak opisać stres? W prosty sposób zrobił to Wolters Kluwer, mówiąc tak: Zdolność organizmu do przyjmowania kolejnych porcji stresu można porównać do beczki na deszczówkę, która stopniowo wypełnia sie wodą. Każdy z nas wyposażony jest w „naczynie do wchłaniania stresu”. W miarę, jak się ono wypełnia, zaczynamy odczuwać różne niepokojące objawy psychofizyczne. Gdy z beczki zaczyna się przelewać, jesteśmy już poważnie chorzy. Jak wiemy, przyczyny stresu mogą być bardzo różne. Jednak większość z nich jest zwykłym wymysłem naszego umysłu. Jak dowodzą bania, tylko 6% sytuacji stresogennych powstaje wyłącznie z naszej winy. Aż 86% sytuacji, które nas silnie stresują nigdy się nie wydarza, a na pozostałe 8% po prostu nie mamy wpływu. Gdyby jednak było to takie proste do przyswojenia, to znacznie łatwiej byłoby nam żyć. Skoro jednak już założyliśmy, że stres jest nieodzownym elementem życia, i że nie potrafimy sobie z nim do końca radzić, pomyślmy jak odwrócić od siebie te negatywne emocje.

Pełna kontrola

Tysiące lat temu, Marek Aureliusz przekonywał, że sami jesteśmy odpowiedzialni za to, jaka rzeczywistość nas otacza. Pisał: Rzuć wyzwanie „sędziemu”, którego nosisz w sobie: odrzuć jego wyroki, a wszystko stanie się proste... Rzeczy są takie, jakimi czyni je Twoja opinia, a ta opinia mieszka w Tobie. Możesz ją odmienić, kiedy tylko zechcesz, a wówczas granice same się wygładzą i wszystko się uciszy: morze spokojne, niebo bezchmurne.

94

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Wedle tej teorii, zmieniając w sobie własną wizję danej sytuacji, możemy stać się zdrowsi, spokojniejsi i szczęśliwsi. Jednak od jej powstania wciąż niewiele się zmieniło, a człowiek z natury, od wieków, ma tendencje do tego, aby kreować sytuacje, które narażają nas na stres. Od co najmniej pół wieku psychologowie i psychiatrzy na całym świecie bardzo intensywnie pracują nad nowymi metodami, które mogą pomóc człowiekowi kontrolować stres. Jedną z tych wiodących jest metoda relaksacyjna, której powinniśmy nauczyć się w pierwszej kolejności i jak najszybciej wdrożyć we własne życie.

Zrelaksuj się

Pierwszą i podstawową metodą pozwalającą nam zlikwidować skutki stresu jest relaks. Choć brzmi to może nieco banalnie, to trzeba się go najpierw nauczyć, co w dodatku wymaga niemałego samozaparcia, cierpliwości i stosownych umiejętności. Choć sposobów relaksu jest bardzo wiele, jedne łatwiejsze inne trudniejsze, to większość z nich opiera się na tych samych zasadach. W pierwszej kolejności należy nauczyć się rozluźniać ciało i mięśnie, aby osiągnąć odpowiedni stan wyciszenia. Tutaj sprawdza się wiele metod, a wśród nich nawet te najprostsze, jak masaże, akupunktura, czy odrobina przyjemnego sportu. Wymaga to jednak systematyczności; jednorazowe zdarzenia nie pomogą odpowiednio

odprężyć mięśni, trzeba nad nimi stale pracować. Takie podejście i regularne ćwiczenia dają wiele korzystnych i długotrwałych zmian, często stricte fizjologicznych, ale bardzo pozytywnie wpływających na zniwelowanie stanów napięcia. Nawet drobne ćwiczenia mięśni redukują zużycie tlenu i stabilizują oddech. Ponadto skracają czas reakcji na bodźce zewnętrzne i wspierają zdolności twórcze oraz logiczne myślenie. Istnieją również metody ćwiczeń, jak choćby, jeden z najbardziej znanych, trening relaksacji neuromięśniowej Jacobsona, którego głównym zadaniem jest rozluźnienie mięśni i zwiększenie kontroli nad nimi. Cała procedura polega na tym, aby na kilka sekund (5-10) skoncentrować całą swoją uwagę na wybranej grupie mięśni i na intensywności ich napięcia. Kiedy już to zrobimy, należy napiąć je na krótką chwilę, po czym powoli i stopniowo rozluźniać. Serię takich przykurczy należy naprzemiennie łączyć z ich rozluźnianiem nawet kilka razy dziennie. Trening ten daje poczucie kontroli nad własnym organizmem i nad napięciami towarzyszącymi mu w ciągu dnia. Ponadto zawsze warto rozwijać siłę ducha i pamiętajcie, że to piękny świat, a wszystko w nim zależy od nas i od tego jak będziemy go postrzegali. JOANNA JAWOR


Restylane Skinboosters dogłębna rewitalizacja skóry od środka

M

edycyna estetyczna oferuje wiele zabiegów poprawiających kondycję skóry i jej wygląd. Większość z nich działa jednak jedynie na powierzchniowe warstwy skóry, podczas gdy hamowanie rozpadu kolagenu i stymulacja produkcji nowego odbywa się w głębokich warstwach. Innowacyjna koncepcja Restylane Skinboosters dociera tam, gdzie rozpoczyna się proces starzenia skóry. To zasługa unikalnej formuły stabilizowanego kwasu hialuronowego, który pobudza produkcję naturalnego kolagenu a w efekcie – długotrwale i w pełni rewitalizuje skórę. Restylane Skinboosters jest jedynym na rynku zabiegiem gwarantującym taki efekt. Substancją odpowiedzialną za młody wygląd skóry jest kolagen. Niestety wraz z wiekiem zdolność komórek do jego wytwarzania maleje, w konsekwencji, czego powstają zmarszczki i zostaje osłabiona elastyczność skóry. Medycyna estetyczna od lat prowadzi badania w kierunku powstrzymania tego procesu i rekonstrukcji włókien kolagenowych. I chociaż póki, co nie ma skutecznej metody na zatrzymanie upływającego czasu, są sposoby na walkę z jego oznakami. Wśród nich innowacyjną koncepcją wyróżnia się Restylane Skinboosters, który efektywnie stymuluje odbudowę włókien kolagenowych na-

wilżając dogłębnie i długotrwale skórę. Sekretem działania i skuteczności Restylane Skinboosters jest stabilizowany kwas hialuronowy stworzony dzięki unikalnej, opatentowanej technologii NASHA™. W przeciwieństwie do niezmodyfikowanego kwasu hialuronowego, charakteryzuje się wysoką trwałością, a zaaplikowany w głębokie warstwy oddziałuje pozytywnie na skórę przez wiele miesięcy dając efekt głębokiej rewitalizacji i nawilżenia. Zawarty w Restylane Skinboosters stabilizowany kwas hialuronowy ‘rozpycha’ komórki zwiększając ich objętość i stymulując je do produkcji kolagenu. W efekcie skóra zyskuje sprężystość i jędrność. Wysoką skuteczność koncepcji Restylane Skinboosters potwierdzają liczne badania kliniczne i setki tysięcy zabiegów wykonanych na całym świecie. To pierwszy i jedyny tego typu zabieg na rynku i pierwszy preparat wykorzystujący stabilizowany kwas hialuronowy. Zabieg Restylane Skinboosters jest metodą nieinwazyjną i komfortową. W miejsca wymagające rewitalizacji podawany jest cienką kaniulą stabilizowany kwas hialuronowy. W przeciwieństwie jednak do innych zabiegów takich jak np. mezoterapia Restylane Skinboosters jest praktycznie bezbolesny. Nie powoduje również siniaków, obrzęków czy też zaczerwienienia skóry,

co oznacza, że tuż po zabiegu można normalnie funkcjonować. To, co sobie szczególnie cenią pacjenci to fakt, że rezultaty aplikacji Restylane Skinboosters są już widoczne po jednym zabiegu. Skóra nabiera elastyczności, wyraźnie poprawia się również jej struktura a przede wszystkim zyskuje długotrwałe nawilżenie Restylane Skinboosters jest zabiegiem dla wszystkich, którzy chcą zapewnić dogłębne, długotrwałe nawilżenie skóry. To również doskonała metoda na poprawę owalu twarzy i likwidację fotouszkodzeń skóry oraz korekcji innych wrażliwych i podatnych na powstawanie zmarszczek obszarów. Zabieg doskonale działa na skórę dekoltu, ramion i dłoni a także na okolice trudne do korekcji, czyli wrażliwy obszar ust i oczu. Warto podkreślić, że koncepcja Restylane Skinboosters przeznaczona jest zarówno dla dojrzałej jak i młodej skóry mającej problemy z bliznami po trądziku. Zabiegi Restylane Skinboosters można stosować na skórę całego ciała, rewelacyjne efekty uzyskuje się np odmładzając skórę dłoni. Najlepsze rezultaty stosowania koncepcji Restylane Skinboosters uzyskuje się po 3 – 4 zabiegach wykonywanych co 3 – 4 tygodnie.

ROZDAJEMY NAGRODY! Bardzo chętnie odpowiem na wszystkie Państwa pytania i wątpliwości związane z medycyną estetyczną. Najciekawsze pytanie zostanie nagrodzone zabiegiem Restylane Skinboosters. Piszcie na: roma.zielińska@magnopere.pl W tym numerze publikujemy pytanie p. Agaty - gratulujemy i zapraszamy na zabieg nawilżania kwasem hialuronowym.

Szanowna Pani Agato,

Zastanawiam się nad wypełnieniem zmarszczek na czole. Bardzo proszę o informację jak długo po zabiegu będę musiała czekać na efekt.

Efekt zmniejszenia zmarszczek i fałdów skory po zastosowaniu wypełniaczy uważanych za złoty standard w swojej dziedzinie mamy natychmiastowy ale nie ostateczny. Efekt ostateczny widoczny będzie po około dwóch tygodniach ,kiedy preparat „ułoży się „w tkankach i dostosuje do naszej mimiki. Może się zdarzyć, że po zabiegu skóra będzie troszkę obrzęknięta i zaczerwieniona ale objawy te szybko miną. Polecam wykonanie zabiegu ok. 2 tygodnie przed planowaną ważną uroczystością.

Pozdrawiam Agata

Pozdrawiam Magnopere / Roma Zielińska

Witam Pani Doktor!

Dr Roma Zielińska jest lekarzem chorób wewnętrznych z 15-letnim doświadczeniem zawodowym. Od ponad 9 lat zgłębia i propaguje zasady, jakimi kieruje się światowa medycyna estetyczna. Jest ona bardzo prężnie rozwijającą się gałęzią medycyny dzięki naszej stale rosnącej świadomości i aktywności zawodowej, a także dzięki chęci zachowania nie tylko dobrego zdrowia psychofizycznego, ale również atrakcyjnego wyglądu. Stanowi pewnego rodzaju „pomost” między kosmetyką a chirurgią plastyczną, i mimo iż kładzie główny nacisk na skórę, zajmuje się całym organizmem człowieka. W roku 1996 uzyskała dyplom lekarza medycyny Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego a od roku 2000 posiada specjalizację w zakresie Chorób Wewnętrznych. Od roku 2002 prowadzi własną praktykę internistyczną i medycyny estetycznej MAGNOPERE oraz jest trenerem technik mezoterapii oraz zastosowań peelingów dla lekarzy. Na bieżąco uczestniczy w kursach i szkoleniach z zakresu medycyny estetycznej, Międzynarodowych Kongresach Medycyny Estetycznej i Anti-Aging, Kongresach Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych. Doświadczenie internistyczne i praktyka lekarza medycyny estetycznej, dają jej możliwość spojrzenia na całego pacjenta, co ma ogromne znaczenie przy wyborze metody leczenia i znacząco wpływa na skuteczność efektów terapeutycznych. Jej życiu, pracy oraz etyce zawodowej towarzyszy nie starzejące się powiedzenie - Nihil nisi bene (Nic, jeśli nie dobrze).

MAGNOPERE Roma Zielińska Medycyna Estetyczna Wiślane Tarasy, ul. Grzegórzecka 67D/102 (klatkaD), Kraków, tel.: 509 604 440, (12) 353 72 27 - roma.zielinska@magnopere.pl


zdrowie

RAK NIE BOLI

Badaj się regularnie i żyj!

AKCJA RAK NIE BOLI. BADAJ SIĘ I ŻYJ! ORGANIZOWANA JEST W KRAKOWIE PO RAZ SIÓDMY, A JEJ CELEM JEST PROPAGOWANIE WIEDZY DOTYCZĄCEJ PROFILAKTYKI ORAZ NAJNOWOCZEŚNIEJSZYCH METOD DIAGNOZY I LECZENIA ZMIAN NOWOTWOROWYCH. Podczas kampanii odbędą się po raz pierwszy spotkania i warsztaty z psychologami, organizowane przez Krakowskie Centrum Psychologiczne Salvate (współorganizatora akcji), których celem będzie wsparcie psychologiczne osób chorujących na nowotwory oraz ich rodzin i osób najbliższych. W ramach akcji realizowane będą dwa główne cele: pierwszy - zorganizowanie części edukacyjno / wykładowej dla specjalistów pierwszego kontaktu (lekarzy rodzinnych, pielęgniarek, kosmetologów, masażystów, fryzjerów i innych) i dla osób zainteresowanych tematyką onkologiczną oraz drugi: szkoleniowo-warsztatowy dla osób chorujących na nowotwory i ich rodzin.

REKLAMA

Dodatkowo, w ramach akcji, zorganizowany zostanie wieczór charytatywny, połączony z koncertem i aukcją darowizn - przedmiotów przekazanych przez znane osoby ze świata kultury, sztuki, polityki i sportu. Całkowity dochód zostanie przeznaczony na dofinansowanie badań znamion skórnych dla mieszkańców Małopolski oraz na zorganizowanie rocznych Grup Wsparcia Psychologicznego dla osób chorujących na nowotwór. Celem statutowym jest wsparcie materialne pacjentów najbiedniejszych, którzy z przyczyn finansowych nie korzystają ze specjalistycznych, profilaktycznych badań oraz nie należą do Grup Wsparcia Psychologicznego.

Akcja odbędzie się 27 października. Aby dowiedzieć się więcej, zapraszamy na stronę internetową www.raknieboli.pl, na której od połowy października będzie można zapisać się na wykłady. Głównym organizatorem jest polsko-brytyjski instytut medycyny estetycznej i dermatochirurgii Face and Body Institute. Magazyn Lounge objął patronat medialny nad akcją. JOANNA JAWOR


fitness

TRENING PERSONALNY Biznes już od kilku lat ewoluuje. Nie tyle w stronę coraz większych fuzji, transakcji czy po prostu większych pieniędzy. Ta ewolucja polega przede wszystkim na oszczędności. Zmniejszanie kosztów pracy, przenoszenie produkcji do „tańszych” krajów, nowe technologie które pozwalają zmniejszyć zaangażowanie człowieka, eliminują podstawowe błędy. Większość z tych rzeczy i tak sprowadza się do jednego – oszczędności, czyli skompresowania w jak najkrótszym czasie maximum efektywnej pracy. Widząc korzyści z takich zmian, chcemy w pełni korzystać też z reszty naszych codziennych zajęć. Wszyscy wiemy jak bardzo napięty potrafi być nasz codzienny grafik. Odwieźć dzieci do szkoły, wizyta w firmie, kilka spotkań biznesowych, firmowy lunch, do tego czas spędzany w korkach i jeszcze kilka dodatkowych sytuacji, których nie jesteśmy w stanie w żaden sposób przewidzieć. Pierwszym wyzwaniem jest w ogóle znalezienie wolnej chwili na aktywność fizyczną. Następnie mamy dylemat jak tą godzinę najlepiej wykorzystać. Odejdźmy od poglądu, że 2-3 godziny morderczego treningu na siłowni to jedyna droga do szybkich efektów. Już w 30-60 minut jesteśmy w stanie wykonać intensywny, wysoce efektywny trening, a osiągnięte rezul-

98

lounge ...bo jakość ma znaczenie

taty w żadnym stopniu nie będą się różnić od efektów treningu dwugodzinnego. O ile nie odwiedzamy klubów fitness tylko w celu wypicia kawy i spotkań towarzyskich, to każdy rodzaj aktywności – trening siłowy, cardio, zajęcia fitness wymagają od nas wykonania znaczącej fizycznej pracy. Dodatkowo jeżeli jesteśmy pozostawieni samemu sobie, zwykle pierwsze trudności skłaniają nas do rezygnacji z czegoś, co sprawia nam dyskomfort. Zaczyna w nas kiełkować wtedy myśl o tym, by odpuścić. Nie bez przyczyny zatem, wielu biznesmenów i celebrytów decyduje sie na treningi z trenerem personalnym. Jest to najszybsza, najkrótsza, ale przede wszystkim najbardziej efektywna droga do osiągnięcia swoich celów. Trener personalny potrzebny jest w zasadzie tylko do jednej rzeczy – ma pomóc klientowi w osiągnięciu celu. Nie będzie za niego trenował – ale będzie prowadził go za rękę w drodze do doskonałości.

Trener powoduje, że każdy mały krok, każda kolejna minuta się liczy. W momencie podjęcia takiej współpracy praktycznie kupujemy jego wiedzę i doświadczenie. Po pierwsze, uczymy się od razu poprawnie korzystać z przyrządów treningowch, poprawnie wykonywać ćwiczenia. To wszystko pomoże nam dążyć do naszego celu. Po drugie, otrzymujemy trening skrojony specjalnie do naszych potrzeb, niczym garnitur szyty na miarę, gdzie każde kolejne ćwiczenie, każde kolejne powtórzenie przybliża nas do naszego celu... Nie tracimy czasu na szperanie w internecie w poszukiwaniu planów treningowych, nie tracimy czasu, często liczonego w dniach i tygodniach, na wykonywaniu planów, które ktoś gdzieś polecił, a zupełnie do nas nie pasują. Nasze postępy są na bieżąco monitorowane, co pozwoli nam uniknąć stagnacji. Uwierzcie mi, dobrze jest mieć kogoś, kto bedzie reagował w momencie, gdy zaczniemy oszukiwać w liczeniu powtórzeń. Zawsze możemy liczyć również na specjalistyczną poradę z dziedziny żywienia, zdrowia, treningu, zmiany stylu życia. W wielu przypadkach, problemem nie są błędy popełniane stricte podczas treningu. Godzina


fitness

aktywności fizycznej to tylko część naszego dnia, a niewłaściwe nastawienie, błędy żywieniowe, zła organizacja czasu - to rzeczy równie ważne, mające taki sam wpływ na to jak szybko osiągniemy nasz cel. Każdy z nas ma czasami takie dni, gdzie po prostu czuje znudzenie lub zwykłą niechęć. I nawet nasza chęć dążenia do wymarzonej sylwetki, poprawy osiągów sportowych czy nawet utrzymania dobrego zdrowia to za mało. Dlatego korzystanie z trenera to „kop” dla naszej motywacji. Nierzadko, motywacja przesuwa się z: „trenuje dla siebie’”w stronę: „nie moge zawieźć mojego trenera”. Możemy dyskutować czy taka zmiana jest na plus, ale pozostańmy przy zdaniu, że każdy sposób, który wydatnie przybliża nas do osiągniecia celu, jest dobrym rozwiązaniem.

Rozważając wszystkie aspekty treningu personalnego w kategoriach czasu, jakości i efektywności, z czasem dojdziemy do wniosku, że to optymalne wykorzystanie naszego czasu, którego dziś coraz częściej zaczyna nam brakować. Ciężko znaleźć taką dziedzinę życia, gdzie trening pod okiem trenera personalnego nie dawałby pozytywnych efektów. Dla ludzi, którzy nade wszystko cenią efektywne wykorzystanie ich cennego wolnego czasu, takie usługi mają nawet większą wartość, a wzrost poczucia własnej wartości, lepsze samopoczucie i zdrowie będzą promieniowały również na inne obszary naszej codzienności. ZBYSZEK RYBICKI Trener Personalny, Fitness Academy King Square Kraków

REKLAMA

zdjęcia: Monika Wypych

Następną korzyścią, która może wpłynąć na naszą formę nawet w pracy zawodowej, jest ilość kontuzji która nas ominie. Jedną z głównych przyczyn dla których ludzie korzystają z treningu personalnego, jest utrata systematyczności, chęci do trzymania sie planu treningowego. Ten problem dotyka zdecydowanej większości ćwiczących i o ile pierwsze tygodnie jeszcze dają nam szybko widoczne efekty, to w pewnym momencie widzimy znak STOP. Organizm zaczyna przyzwyczajać sie do dotychczasowych bodźców. Nie notujemy już tak dużego skoku wydolności, siły. Nasze ciało przestaje reagować pozytywnymi zmianami. Korzystając z naszej skarbnicy wiedzy, unikamy tego przestoju.


makeup art

t z s n u K NA CIELE

TO DZIEDZINA SZTUKI, KTÓRA WCIĄŻ WYDAJE SIĘ BYĆ TROCHĘ KONTROWERSYJNA, PONIEWAŻ ZWIĄZANA JEST Z CAŁKOWITĄ NAGOŚCIĄ, JEDNAK PRZEZ NIEKTÓRYCH UWAŻANA JEST ZA JEDNĄ Z NAJSTARSZYCH JEJ FORM. JEST JAK OBRAZ, JAK TATUAŻ – MALOWANA I DOPRACOWYWANA GODZINAMI, ALE ZUPEŁNIE NIETRWAŁA. Bodypainting, bo o nim mowa, to nic innego jak krótkotrwały obraz, który po prostu znika pod wpływem wody. Jest to połączenie makijażu z tatuażem. Bardzo często inspiracją do powstania dzieła na ciele są ornamenty, wykorzystywane w tatuażach japońskich, polinezyjskich czy celtyckich. Aby taki „tatuaż” nanieść na ciało, sięga się najczęściej po kosmetyki używane do klasycznego makijażu. Jednak to dziedzina, która z roku na rok coraz szybciej się rozwija i poszerza grono swoich fanów, a jednocześnie proponuje coraz to nowsze techniki malowania.

Trochę historii…

Bodypainting był znany od zarania dziejów na całym świecie. W czasach starożytnych dawał możliwość uzewnętrzniania uczuć związanych z duchowością, a jednocześnie pomagał przetrwać symbolom opisującym historie i ważne momenty w życiu każdego człowieka. Symbole ukazujące się na ciele opowiadały o narodzinach, śmierci, ślubie czy dojrzewaniu i ubrania swojej skóry w emocje. Niektóre plemiona malowały się, aby chronić ciało i duszę, inne - by chronić skórę przed słońcem. Tysiące lat temu nie było jednak dostępnych farb do bodypaintingu, które miały za zadanie dobrze się trzymać, nie uczulać skóry i dawać duże możliwości popisowe dla artysty. Za to używano na przykład woad, czuli niebieskiego barwnika naturalnego (który ponoć miał również chronić przed zimnem), annato, huito lub mokrego węgla. Do dziś znana jest nam również Mehandi, czyli henna, której w krajach Bliskiego Wschodu stale się używa. Druga odsłona tej sztuki rozpoczyna swoją historię w okolicach lat ’60, gdzie pojawili się tacy artyści jak Yves Klein. Genezą ich bodypaintingu było malowanie ciała, a następnie odbijanie tego malunku na płótnie. Sztuka ta znana jest do dziś i objawia się w różnych formach. Przykładowo, zatapia się ciało w farbie a następnie chodzi i słania po tkaninie, tworząc obraz. Jest to znaczenie bodypaintingu bliżej znane Dzieciom Kwiatów, które popierały kult ciała, a ten, w połączeniu z malunkami, dodawał ich ideologii aspektu artystycznego. Pamiętacie Veruschkę? Ta piękna fotomodelka a jednocześnie artystka z zakresu bodypaintingu, jako jedna z pierwszych w tamtych 100

lounge ...bo jakość ma znaczenie

latach dekorowała swoje ciało w sposób, który je upiększy i uczyła tego innych.

Bodypainting współcześnie

Dziś najbardziej znane techniki bodypaintingu to farbki, aerografy, gąbki, markery i, oczywiście wciąż, henna. Każda z tych technik jest ogólnodostępna. Farbki do malowania ciała produkowane są przez wiele firm, zajmujących się kosmetykami dla wizażystów. Rozprowadzać je można różnorako, a ponieważ chodzi o to, by stworzyć dzieło sztuki, każdy z artystów wykorzystuje do malowania najróżniejszych narzędzi. Za pomocą pędzli i gąbek kosmetycznych nakłada się zarówno profesjonalne farby jak i farby wodne, lateksowe (po których użyciu efekt utrzymuje się nieco dłużej, ale nie jest przyjemny dla skóry) czy tłustych – łatwo zmywalnych i antyalergicznych. Narzędzia służą do pokrywania całego ciała jednolitym kolorem, konturowania, cieniowania i samego malowania. W ostatnich latach wielu artystów zaczęło też sięgać po aerograf, który za pomocą pistoletu podłączonego do kompresora rozprowadza równomiernie farbę na ciele. Pięknie tworzyć obrazy na większych powierzchniach skóry, jednak ta forma jest dość kosztowna, a kompresor jest nieodłącznym narzędziem artysty, który towarzyszy mu na każdym kroku. Bodypainting to jednak nie tylko samo malowanie ciała, ale również wykorzystywanie elementów ozdobnych, które można kupić lub zrobić samemu – wszystko w zależności od kreatywności wykonującego makijaż. Coraz powszechniejszy jest również tak zwany UV bodypainting, czyli inaczej mówiąc farby fluorescencyjne, które tworzą niezwykłe obrazy widoczne pod ultrafioletowym światłem.

Jak być najlepszym

Trzeba przede wszystkim mieć dużą wyobraźnie, nieograniczoną wiarę w swoje możliwości i dużo kreatywności. Co roku odbywają się Festiwale Bodypaintingu, na których można oglądać najbardziej nieprawdopodobne kreacje i pomysły i gdzie zjeżdżają artyści z całego świata. Tegoroczną mistrzynią bodypaintingu jest Kristina Elizarova, która specjalizuje się w malunkach metodą UV. Mamy nadzieje, że Polska niebawem również będzie w światowej czołówce. JOANNA JAWOR


Bezpieczne piękno

www.medyczne-fbi.pl Nowości: Aqualyx - najskuteczniejsza liposukcja bez skalpela DermaPen - frakcyjne usuwanie blizn i rozstępów Chirurgia Plastyczna Rekomendowany przez:


uroda

TATUAŻE kolczyki i … kariera

SUKCESY W BIZNESIE IDĄ W PARZE Z WIARYGODNOŚCIĄ. MA O NIEJ ŚWIADCZYĆ WSZYSTKO: WIEDZA, KOMPETENCJE, UMIEJĘTNOŚCI, NO I OCZYWIŚCIE - WYGLĄD. CÓŻ TU MÓWIĆ O MOWIE CIAŁA, SKORO KLIENT OD POCZĄTKU SPOTKANIA NIE SPUSZCZA WZROKU Z TWOJEGO TATUAŻU NA NADGARSTKU. DNI W FIRMIE BĘDĄ POLICZONE, GDYBYŚ ODSŁONIŁA KOLOROWO WYTATUOWANE RAMIĘ. W WOLNYCH ZAWODACH JEST ŁATWIEJ, ALE W WIĘKSZOŚCI MIEJSC ZATRUDNIAJĄCYCH MŁODYCH LUDZI NIE DOPATRZYCIE SIĘ AKCEPTACJI SZEFA NA WIDOK PIĘKNEGO TRIBALA. Kto myśli w szkole o tym, że i jego kiedyś dopadnie „poprawność”? Kto myśli o tym, że już niedługo przyjdzie włożyć nobliwy garnitur i koszulę z kołnierzykiem czy szarą garsonkę. Młodzież żyje życiem tu i teraz – sportowo, kolorowo i na luzie. Standardy wyglądu, wymagane w większości instytucji i firm, rzadko pozostawiają miejsce nawet na niewielki tatuaż, tunel w uchu czy kolczyk. Upiększenie się, chęć zwrócenia na siebie uwagi, podkreślenie odmienności, udowodnienie swojej odwagi, „pokazanie” kolegom, na złość mamie i tacie a może nawet nauczycielce, buntowanie się przeciw stereotypom – każdy znajdzie swoją własną motywację. Moda, jaka zapanowała na tatuaże wśród młodzieży, jest kolejnym szukaniem swojej tożsamości. Nie chcę stawać ani po stronie zagorzałych przeciwników, ani fanatyków dziarg. Nie oceniam, nie krytykuję, nie popieram. Jednak spotykam w gabinecie coraz więcej młodych wspaniałych ludzi, skarżących się na podjęcie nieprzemyślanej decyzji wykonania tatuażu. Sądząc ze skali zjawiska, problem jest dość spory. Wg statystyk, ponad 50% właścicieli tatuaży chciałoby się ich pozbyć! Przede wszystkim nie jest prawdą, że można usunąć tatuaż „bez śladu”, nie uszkadzając okolicznej skóry. Rozpowszechniona metoda wywabiania laserem użytego barwnika nie wydaje się zbyt skuteczna. Szczególnie dziargi na różnej głębokości, żółte, zielone kolory, tatuaż „gęsty”, na dużej powierzchni to duży kłopot dla lasera. Często nawet po kilku etapach pozostaje nieco rozmyty kontur. Blizny, które są następstwem uszkodzonej przez laser skóry, 102

lounge ...bo jakość ma znaczenie

mogą być nieznacznie widoczne, ale częściej przerastają, tworzą permanentne odbarwienia, nierówności. Czasem lepiej wyciąć tatuaż chirurgicznie, z pozostawieniem cienkiej estetycznej blizenki, ale nie w każdym przypadku jest to możliwe. Tatuaż o kształcie podłużnym, gdy jego szerokość nie przekracza 2-3 cm, można w ten sposób zoperować. Ale co zrobić z tatuażami płaszczyznowymi? Pozostaje wycięcie i przeszczep skóry, np. pobrany z okolicy pachwiny lub tzw. plastyka płatowa skóry – efekt estetyczny w obu przypadkach raczej wątpliwy. Czasem stosuje się ekspander – jest to silikonowy worek umieszczony operacyjnie pod zdrową skórą w okolicy tatuażu; dopełnia się go zastrzykami soli fzjologicznej i w ten sposób rosnąc, rozciąga on zdrową skórę, którą następnie pokrywa się miejsce po wyciętym tatuażu. A więc dwie operacje, najczęściej w znieczuleniu ogólnym, przyjeżdżanie na dopełnianie ekspandera co tydzień przez ok. trzy miesiące, wreszcie całkiem spora blizna. A co, jeśli rozciągniętej skóry nie wystarczy na pokrycie całego tatuażu? Kolejne etapy. Nie wygląda to zachęcająco. Nie wspomnę o kosztach. Narodowy Fundusz Zdrowia jakoś nie chce uznać tatuażu za chorobę i zrefundować jego usuwanie. Laser jest także kosztowny, tym bardziej, że prawie zawsze wymaga wielokrotnych zabiegów. Jednak to wszystko nie liczyłoby się, gdyby efekty były zadawalające – a nie są. W poszukiwaniu złotego środka, sama sięgnęłam po opinie forumowiczów. Po przejrzeniu kilku portali i setek wypowiedzi na temat usunięcia tatuażu, nie znalazłam żadnej, ale to żadnej notki, chwalącej efekty pozabiegowe. Czytając moją opinię o „wyższości” kolczykowania nad tatuażami, może ktoś pomyśleć, że promuję piercing. Oczywiście tak nie jest, ale, jeśli absolutnie musisz coś ze sobą zrobić, zastanów się nad kolczykiem. Łatwo go usunąć i nawet na otwartych miejscach blizenki po nich nie rzucają się tak w oczy. Problem, gdy ktoś ma tendencje do przerostowych blizn lub keloidów. Warto też pamiętać, że nadmiernie rozciągnięta tkanka w przypadku tuneli, może się nie obkurczyć

w oczekiwanym stopniu (słoneczko), a otwór nie zarośnie, jeśli ładnie wynaskórkował. Tunele, najczęściej zakładane na płatkach uszu, mogą być powikłane tzw. blow outem lub martwicą skóry. Blizny są wtedy znacznie gorsze i mogą zniekształcić cały płatek. Chciałabym poruszyć jeszcze jeden problem, nie tylko młodzieży, ale ludzi całkiem dorosłych, borykających się z bliznami po samookaleczeniach. Najczęściej na przedramionach, ramionach, szyi, rękach, klatce piersiowej. Problemem jest nie tyle oszpecenie, ale wstyd przed ujawnieniem swoich młodzieńczych słabości, obawa przed oceną otoczenia. Wśród pacjentów są często osoby na wysokich stanowiskach. Leczenie nie jest proste, rzadko udaje się w całości wyciąć szpecące blizny. Najlepszym rozwiązaniem jest zamiana blizny po okaleczeniu na bliznę pooperacyjną. Taka blizna, nie kojarząca się ze sznytami, poprawi samopoczucie psychiczne i pozwoli wreszcie swobodnie podwinąć rękawy. MAŁGORZATA KELLER-SKOMSKA www.doktorkeller.pl ** autorka jest członkiem International Society of Aesthetic Plastic Surgery

Jeśli musisz mieć tatuaż - pomyśl o przyszłości! . Wybierz tatuaż niewielki, w ciemnych barwach, jasne są trudniejsze do usunięcia laserem; . Najlepiej jeśli będzie miał kształt podłużny i szerokość nie większą niż 2-3 cm – łatwiej go będzie w przyszłości usunąć chirurgicznie; . Staraj się wybrać miejsce mało widoczne, które łatwo ukryć pod eleganckimi ciuchami w przyszłej pracy; . Nie licz na to, że łatwo się go pozbędziesz, jeśli ci się znudzi. . Jeśli musisz już coś sobie zrobić, wybierz piercing - znacznie prościej usunąć kolczyk, nawet z dziwnych miejsc; . Nawet najpiękniejszy tatuaż na zwiotczałej, starzejącej się skórze nie wygląda najlepiej, a to cię nie ominie.


dieta

PRAWDZIWE DZIEŁO

CENTRUM SPORTU I REKREACJI

Kraków, ul. Szuwarowa 1

OPEN - bez limitów! SIŁOWNIA - 2 POZIOMY!

Są smaczne, bywają zdrowe i wyglądają przepięknie.

Karnet OPEN poranny

Lody są nieodłączny element lata i upalnych dni, ale też kawiarenek i smakoszy wszystkich deserów. Spożywamy je bardzo często, ale czy wiemy skąd pochodzą i jak długo są już znane ludzkości?

my zbija ! ceny

FITNESS

Rodzajów lodów jest bardzo dużo. W Polsce najpopularniejszymi są te mleczne, produkowane z mleka, żółtek, jaj, cukru i wanilii lub innych dodatków smakowych. Jako substancje smakowo-zapachowe, oprócz wanilii, stosuje się: kakao, kawę, orzechy, owoce świeże lub przetwory owocowe. Drugą grupę stanowią lody owocowe, które otrzymuje się z wodnego roztworu cukru, gdzie po schłodzeniu mieszaniny dodawane są umyte, czyste owoce. Lody w procesie tworzenia, w pewnym momencie poddaje się cieplnej obróbce termicznej po to, aby składniki się połączyły i stworzyły gładką masę. Trzecim rodzajem lodów, coraz popularniejszym w Polsce, stają się sorbety. Podobnie jak lody owocowe, powstają z roztworu cukru oraz owoców, ale z tą różnicą, że owoce w sorbecie są zmiksowane z roztworem na gładką masę.

Karnet OPEN fitness

STUDENCIE NIE CZEKAJ!

Lody, z punktu widzenia dietetyka, są bardzo dobrymi deserami, wskazanymi do spożycia, ale oczywiście w odpowiedniej ilości. Ponieważ składają się produktów mlecznych, a te są niezbędnym i najbardziej wartościowymi składnikami w codziennej diecie. Mleko i jego przetwory są jednym z najlepszych źródeł łatwo przyswajalnego przez nasz organizm wapnia. Ten z kolei jest składnikiem materiału budulcowego kości i szkliwa. Ponadto produkty mleczne zawierają łatwo przyswajalne białko oraz witaminy D, A, B2, E i K. Lody owocowe oraz sorbety są mniej wartościowe odżywczo, ponieważ ich podstawą jest cukier oraz niewielki dodatek owoców, ale za to przeważnie są mniej kaloryczne. Przeciętne sorbety mają około 80 kcal na 100g produktu. Natomiast lody tradycyjne, np. śmietankowe, mają około 163 kcal na 100g. Osoby, które dbają o linię mogą zrobić sobie same sorbety w domu – wystarczy zmiksować świeże owoce, których dostępne są o danej porze roku, i aby jeszcze obniżyć kaloryczność, zamiast cukru do polepszenia smaku dodać ksylitolu, dzięki czemu sorbety będą jeszcze bardziej „light”.

Siłownia Open poranny student

my zbija

ceny

do 15.00

Open wieczorny student po 15.00

Fitness Open fitness student

REKLAMA ...bo jakość ma znaczenie lounge 103

17 zł 129 zł

Wejście jednorazowe

Wszyscy pamiętamy też z pewnością, wymyślone w PRL-u, ciepłe lody. Te składały się z bardzo słodkiej pianki, podawanej w waflowym kubku. Można je przygotować domowym sposobem na podstawie przepisów, publikowanych w książkach kucharskich kuchni polskiej. Nadal są też sprzedawane w sklepach i cukierniach. Jedna porcja ciepłych lodów ma ok. 200-250 kcal.

AllForBody.pl

do 15.00

Karnet OPEN wieczorny po 15.00

Pierwsze wzmianki o lodach sięgają starożytnych Chin. Około 4000 lat temu, chińscy władcy raczyli się przysmakami zrobionymi ze śniegu, bądź rozkruszonego lodu. Do tego dodawano owoce i miód. Lody również znane były w antycznej Europie. W Grecji robiono je ze „śniegiem z Olimpu” i były mieszanką lodu, soków owocowych, miodu i wina. Rzymianie dodawali do nich miód, cynamon, wodę różaną i fiołki, a ponadto migdały, daktyle i figi. Lodowe przysmaki nie były obce również ludom mieszkającym w Azji Mniejszej oraz na półwyspie arabskim. Jednak dopiero w XIV wieku, z wyrobu doskonałych deserów lodowych zasłynęła Wenecja. Przyrządzane z miodem, były prawdziwym arcydziełem kulinarnym, bowiem z wielkim kunsztem starano się tak wymieszać składniki, aby osiągnąć idealny smak, zapach, barwę i konsystencję. Przyrządzano je oczywiście bezpośrednio przed spożyciem i podawane były wyłącznie specjalnym gościom. Dopiero w czasach nowożytnych, po wynalezieniu chłodni, mogły stać się jednym z najpopularniejszych deserów świata.

SZYMON CHRZANOWSKI

17 zł 99 zł 129 zł

Wejście jednorazowe 2h!

89 zł 109 zł 89

tel. 12 262 76 45 www.cascada.com.pl


na koniec

O biznesmenach, czyli składam samokrytykę ISTNIEJĄ ZAWODY KONKRETNE, JAK PRAWNIK, LEKARZ ALBO TESTER ŁÓŻEK. SĄ TEŻ PROFESJE TAKIE JAK BIZNESMEN. No i masz ci los. Znowu. Biznes to temat, od którego zawsze uciekałem. W liceum na przykład, kiedy czytywałem Politykę, strony poświęcone ekonomii skrzętnie omijałem. Po pierwsze, niewiele z tych wszystkich wskaźników wzrostu i spadku, wahań kursów, fuzji, przekształceń i spektakularnych bankructw rozumiałem, a po drugie, najzwyczajniej w świecie, te kwestie wydawały mi się cholernie nudne. Ja ogólnie wolałem czytać i dyskutować na tematy społeczno-polityczne, literaturą się interesowałem, historią również, kulturalną tematykę lubiłem, na sporcie i na militariach (fascynowały mnie zwłaszcza okręty podwodne i samoloty, czołgi mniej) się też troszkę znałem; tylko ta nieszczęsna ekonomia zawsze była zdecydowanie na marginesie moich zainteresowań. Ojcowie kolegów z dzieciństwa, owszem, sprowadzali z zagranicy to i owo, i potem tym i owym handlowali, założyli biznesy w czasach raczkującego kapitalizmu, po czym jakoś te wszystkie interesy, z większym lub mniejszym sukcesem, ciągnęli - ale w mojej rodzinie temat biznesu nawet w teorii był prawie nieobecny, a co dopiero mówić o praktyce. Znowu muszę więc, jak całkiem niedawno (och, jak ten czas leci) w przypadku „luksusu”, pisać o czymś, o czym wiem bardzo niewiele, poza naturalnie tym, że biznes i luksus często mają ze sobą sporo wspólnego. No chyba, że jest się właścicielem Ikei, ten choć bardzo bogaty, to jeździ dwudziestoletnim samochodem i lata tanimi liniami. Zresztą zacząłem trochę od końca, bo przecież wielu biznesmenów ekonomicznych stron w Polityce nigdy nie czytuje; nie czytuje również jakichkolwiek stron poświęconych ekonomii w jakimkolwiek piśmie. Czyta wnikliwie tylko gazety: Fakt lub Super Express, nigdy też o żadnym Keynesie, Hayeku ani nawet Greenspanie nie słyszało, a biznesy całkiem świetnie im hulają. Więcej: oni nie-

rzadko z czytających cokolwiek śmieją się do rozpuku, uważając czytanie za kompletną stratę czasu, a na nauczycieli ich dzieci patrzą z politowaniem. W zasadzie trudno się im dziwić, skoro taki nieszczęsny pedagog w miesiąc zarabia tyle, ile niejeden biznesmen wydaje na rodzinny obiad. Poza tym nie od dziś wiadomo, że dobry teoretyk praktykiem bywa zazwyczaj kiepskim. Profesorowie ekonomii, żeby nie szukać daleko, wcale nie są dobrymi giełdowymi inwestorami, a, dajmy na to, tu przeskoczę w całkiem odmienną tematykę, mianowicie humanistyczną - krytycy literaccy są z reguły miernymi pisarzami. A w ogóle, to kto to właściwie jest ten biznesmen? W zasadzie nikt nie ma pojęcia, czym taki człowiek się zajmuje. Coś tam kupuje, coś

SŁOWO „BIZNESMEN”, W PIERWSZYM ODRUCHU, PRZYWODZI MI NA MYŚL TYPOWEGO GŁUPAWEGO CWANIACZKA Z CZASÓW TRANSFORMACJI USTROJOWEJ, KTÓRY DOROBIŁ SIĘ NA SZEMRANYCH INTERESACH

tam sprzedaje, kręcąc przy tym najpewniej niezłe wały, i bez żadnych wyrzutów oszukując – zarówno państwo, jak i wspólników. Jedyne, co w przypadku takiego osobnika wiadomo, to to, że chodzi mu tylko o kasiorkę, a te pieniądze chce mieć po to, by mieć ich jeszcze więcej, żeby w efekcie kupić willę i drogi samochód. Gustu dobrego taki ktoś nie posiada, do teatru nie chodzi, do kina też raczej rzadko, o podejściu do książek już wspominałem…

wego cwaniaczka z czasów transformacji ustrojowej, który dorobił się na szemranych interesach. I myślę, że nie tylko ja mam takie wyobrażenie w tym temacie; sądzę, że wiele osób z mojego pokolenia uważa podobnie. Dopiero nieco głębszej refleksji potrzebuję, by dostrzec, że może być też inaczej. Jest wielu ludzi przedsiębiorczych, którzy są inteligentni i elokwentni, interesy swoje prowadzą uczciwie i nie myślą tylko o sobie. A przynajmniej chcę w to wierzyć. Są ludzie interesu, tacy jak Andrzej Blikle, który oprócz tego, że ma dużo kasy, jest świetnym matematykiem (choć pewnie on ma łatwiej, bo jest prezesem istniejącej od 1869 r. rodzinnej firmy), są tacy jak Karl Rabeder, który rozdał swój majątek – to zresztą przykład podwójnie ciekawy, bo pozbył się majątku dlatego, że poczuł, iż bogactwo czyni go nieszczęśliwym. Są też pasjonaci, którzy biznesmenami stali się trochę z przypadku, jak choćby Dymitr Głuszczenko, twórca Kwejka. No i wreszcie, to w zasadzie jest tu chyba najważniejsze, nie każdy biznesmenem być może - przypadki osób, które wygrały kupę pieniędzy, a potem wszystko straciły i popadły w depresję, nie są wcale takie rzadkie. Niniejszym chciałbym więc zaprotestować przeciwko stereotypowemu myśleniu o biznesmenach i szerzej: przeciwko stereotypowemu myśleniu o jakiejkolwiek grupie społecznej. Równocześnie składam zapowiedzianą w tytule samokrytykę: przepraszam za to, że dałem się, pisząc ten tekst, na szczęście tylko na chwilę, stereotypom omamić. Przepraszam też za patos w końcówce tekstu, wybaczcie, nikt wszak nie jest bez wad. WOJCIECH KLĘCZAR

Słowo „biznesmen”, w pierwszym odruchu, przywodzi mi na myśl typowego głupa-

Jeśli masz coś ciekawego do powiedzenia w tym temacie, dysponujesz ciekawym materiałem lub chcesz zaprezentować swoją firmę - odezwij się do nas! Na materiały czekamy do 20 października.

106

lounge ...bo jakość ma znaczenie

fot. 123rf.com

NASTĘPNE WYDANIE:


lounge | No. 45 | pażdziernik'12  

The BUSINESS Issue. Wysokiej jakości magazyn lifestyle'owy. Bezcenny. High quality lifestyle magazine. Priceless